Twoja reklama zostanie umieszczona zaraz po zaksięgowaniu przelewu. Emitowanie reklamy zostanie naliczane od dnia w którym umieszczone zostanie logo. Emisja reklamy trwa 7 dni. Po tym czasie reklama zostanie ściągnięta z publikacji.
Dziękujemy za miłą współpracę i życzymy owocnego rozwoju Państwa firmy.
Rynek biurowy poza Warszawą wszedł w 2026 rok z ograniczoną aktywnością deweloperską oraz wyraźnym przesunięciem nowej podaży w stronę mniejszych projektów.Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się nowoczesne projekty w kluczowych miastach regionalnych, podczas gdy właściciele starszych obiektów coraz częściej wprowadzają pakiety zachęt dla najemców – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek biurowy w regionach” za I kwartał 2026 roku.
Mało nowych obiektów
Deweloperzy wyraźnie ograniczyli swoją aktywność na regionalnym rynku biurowym. Od początku roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w największych miastach poza Warszawą zwiększyły się o 47,2 tys. m kw., co oznacza wzrost zarówno względem poprzedniego kwartału, jak i analogicznego okresu ubiegłego roku. Analitycy BNP Paribas Real Estate prognozują jednak, że w kolejnych kwartałach podaż pozostanie na ograniczonym poziomie.
– Roczna podaż najprawdopodobniej pozostanie na poziomie poniżej 100 tys. m kw., co będzie jednym najsłabszych wyników od 2006 r. Jej struktura przesuwa się w stronę mniejszych projektów, z ograniczoną liczbą realizacji powyżej 10 tys. m kw. – ocenia Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.
Nowa podaż na regionalnym rynku biurowym ogranicza się obecnie do pojedynczych inwestycji. Do największych obiektów oddanych do użytkowania w I kwartale 2026 roku należy Swobodna SPOT we Wrocławiu (14,6 tys. m kw.) realizowany przez Echo Investments, .PUNKT w Gdańsku (12,7 tys. m kw.) od Torus, The Park Wrocław II (9,5 tys. m kw.), za który odpowiada Projektmanagement Polska oraz Fabryczna Office Park B7 w Krakowie (8,4 tys. m kw.) od Inter-Bud.
Na koniec marca w budowie pozostawało niespełna 190 tys. m kw., co oznacza spadek w ujęciu kwartalnym (18%), jak i rocznym (46%). Nowe inwestycje, których oddanie planowane jest do końca 2027 roku, skupiają się w kluczowych ośrodkach – aż 65% wolumenu znajduje się w Krakowie i Poznaniu.
Obecnie największe zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej koncentrują się w Krakowie (27% rynku), we Wrocławiu (20%) oraz w Trójmieście (16%).
Wyhamowanie nowych transakcji
Wyniki za I kwartał 2026 roku wskazują na osłabienie aktywności najemców. Po mocnej końcówce roku, wolumen transakcji najmu w okresie od stycznia do końca marca wyniósł ok. 121,5 tys. m kw., co jest wynikiem o 51% niższym względem ubiegłego kwartału oraz prawie o 30% niższym względem analogicznego kwartału w 2025 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na rynku odnotowano transakcje obejmujące niemal 718 tys. m kw. powierzchni, co oznacza wynik nieznacznie niższy niż zanotowany dla analogicznego okresu w pierwszym kwartale ubiegłego roku (spadek o 2,5%).
W pierwszym kwartale 2026 roku największy udział w wolumenie transakcji najmu przypadł na Trójmiasto, które odpowiadało za 41% wszystkich zawartych umów. Do największych transakcji w regionie należały przedłużenie najmu przez Adtran w budynku Tensor Y na 6,8 tys. m kw. oraz nowa umowa podpisana przez poufnego najemcę na 6,1 tys. m kw. powierzchni w Alchemia IV Neon Business Park II.
Wrocław odpowiadał za 21% zawartych transakcji, a największą z nich było przedłużenie umowy przez poufnego najemcę na 13 tys. m kw. w kompleksie Business Garden Wrocław. Z kolei Kraków, z udziałem na poziomie 14%, odnotował m.in. renegocjację umowy najmu przez PepsiCo, obejmującą 5,4 tys. m kw. powierzchni w obiekcie Brain Park A.
W strukturze popytu na początku roku dominowały nowe umowy, które stanowiły 51% całego wolumenu transakcji. Znaczące miejsce zajęły także umowy renegocjacji (37%), co może oznaczać, że firmy czasowo preferują pozostać w dotychczasowych lokalizacjach, a w przypadku zmiany wybierają najnowsze inwestycje. Biorąc pod uwagę wyniki z czterech ostatnich kwartałów, przedłużenia odpowiadają za ponad połowę zawieranych umów.
Wzrost współczynnika pustostanów
Na koniec marca 2026 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było dostępne 1,18 mln m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,4% – to wzrost o 0,5 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Analitycy BNP Paribas Real Estate wskazują, że pomimo relatywnie wysokiego poziomu pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz utrzymujące się czynniki wzrostu rynku powierzchni biurowych powinny sprzyjać stopniowemu ograniczaniu wolnych zasobów w kolejnych kwartałach.
Wskaźnik pustostanów pozostaje zróżnicowany w zależności od miasta. Na początku 2026 roku najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (7,9%), natomiast najwyższy w Katowicach (22,1%) oraz we Wrocławiu (22%). Pod względem wolumenu dostępnej powierzchni liderem pozostaje Kraków, gdzie na najemców czekało 341 tys. m kw. biur.
Rywalizacja o najemców
Rynek regionalny znajduje się w fazie stabilizacji, co przekłada się na poziom obecnych czynszów. Czynsze typu „Prime” za najlepsze powierzchnie biurowe w miastach regionalnych utrzymują się na poziomie 16,00–18,00 EUR/m kw./miesiąc, odzwierciedlając równowagę popytu i ograniczonej nowej podaży. Właściciele obiektów biurowych oferują również pakiety zachęt.
– Spada dostępność dużych modułów powyżej 3-5 tys. m kw., co wynika z niewielkiej aktywności deweloperskiej i postępującej absorpcji istniejącej powierzchni. Z uwagi na wysoki współczynnik pustostanów na rynkach regionalnych panuje duża rywalizacja o najemcę. Wynajmujący chcąc utrzymać wysokie stawki bazowe oferują bardzo atrakcyjne pakiety zachęt czynszowych w postaci wakacji czy budżetu na aranżację. W średnim terminie można oczekiwać również presji wzrostowej na czynsze Prime w projektach najwyższej klasy – podkreśla Wiktoria Weilandt, Associate Director, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.
Europejski Bank Centralny podczas czerwcowego posiedzenia zdecydował o podniesieniu stóp procentowych.
Główna stopa refinansowa wzrosła do poziomu 2,40 proc. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynku i jednocześnie stanowi pierwszą podwyżkę stóp procentowych w strefie euro od dwóch lat.
Za decyzją EBC stoi przede wszystkim ponowny wzrost presji inflacyjnej. W maju inflacja w strefie euro przyspieszyła do 3,2 proc. rok do roku, pozostając wyraźnie powyżej celu banku centralnego wynoszącego 2 proc. Jednym z czynników wpływających na wzrost cen są napięcia geopolityczne i konflikt na Bliskim Wschodzie, które przekładają się m.in. na wyższe koszty energii i transportu.
Choć sam ruch był powszechnie oczekiwany, uwaga inwestorów koncentruje się obecnie na kolejnych decyzjach EBC. Utrzymująca się presja cenowa sprawia, że rynek coraz częściej zakłada możliwość dalszego zacieśniania polityki pieniężnej w nadchodzących kwartałach.
Czwartkowa sesja przynosi przede wszystkim decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Wybrzmiewają też echa wczorajszego odczytu inflacyjnego w Stanach. Cały czas nad rynkami wisi również widmo konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Stopy w górę
Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami podniósł dziś stopy procentowe o 25 pb, wskazując na utrzymującą się presję inflacyjną oraz rosnącą niepewność związaną z sytuacją na rynku energii. Sama decyzja nie była dla inwestorów zaskoczeniem, rynek od dawna wierzył w ten scenariusz i analitycy byli raczej zgodni w swoich predykcjach. Dlatego też sama decyzja nie wpłynęła drastycznie na wyceny walut, choć obserwujemy pewne osłabienie euro. Ważniejsze, jak to zwykle bywa, będzie wystąpienie szefowej EBC oraz potencjalne sugestie co do przyszłych podwyżek. Wydaje się, że nie jest to ostatni taki ruch w tym cyklu, choć wiele zapewne zależy od tego, jak długo będzie się tlił konflikt na Bliskim Wschodzie. Referencyjna stopa w strefie euro od dzisiaj wynosi 2,4%, przy inflacji na poziomie 3,2%.
Inflacja w górę
Na rynkach nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji ze Stanów Zjednoczonych. Ten teoretycznie nie powinien aż tak podnosić temperatury publicznego dyskursu, zwłaszcza że rezultat okazał się zgodny z oczekiwaniami analityków. I choć niespodzianki nie było, to jednak trudno przejść obojętnie obok tego odczytu. Przede wszystkim dlatego, że notujemy obecnie w USA najwyższą dynamikę cen od trzech lat. Dodatkowo znajdujemy się wyraźnie powyżej celu, jak i akceptowalnych poziomów. Rezultat na poziomie 4,2% sugeruje, że problem z nakręcającą się spiralą inflacji zaczyna być coraz poważniejszy. Szczególnie niepokoić może perspektywa miesięczna – ceny w maju urosły o 0,5%. Tak wysoki wynik może budzić dodatkową obawę, bo średnie ceny ropy w maju były niższe niż w kwietniu. Wczorajszy odczyt jest kolejnym już argumentem za bardziej jastrzębią polityką Rezerwy Federalnej. Za wyższymi stopami przemawia także miejscowy rynek pracy, który ostatnio ma się całkiem nieźle.
Ryzyko w górę
Ostatnie dni znowu przyniosły eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nie do końca wiadomo czy zawieszenie broni cały czas jest w mocy, zwłaszcza że liczba rakiet i dronów w powietrzu wskazuje bardziej na regularną wojnę niż „chęć porozumienia”. Ostrzał trwa także w social mediach, gdzie prezydent USA raczy nas co chwilę kolejnymi epitetami pod adresem Iranu, tamtejszej armii czy władzy. Jednocześnie utrzymywana jest narracja, że porozumienie wisi w powietrzu, a obie strony chcą się dogadać. Co ciekawe, rynek jest mocno zdeterminowany, by nie dostrzegać tu sprzeczności. Ropa po wczorajszym (nomen omen) wystrzale w górę dziś oddaje większość ruchu i powraca poniżej pułapu 90$ (dla odmiany WTI).
Choć ceny diesla w Polsce spadły do poziomów niewidzianych od połowy marca, branża transportowa nadal funkcjonuje w warunkach wysokiej niepewności. Globalne firmy logistyczne utrzymują dodatkowe opłaty paliwowe doliczane do usług transportowych, sięgające nawet 20 proc. wartości przewozu, a polski rząd przedłużył do 15 czerwca mechanizmy osłonowe obejmujące m.in. obniżony VAT i akcyzę na paliwa. Jednocześnie decyzja OPEC+ o zwiększeniu limitów wydobycia od lipca nie gwarantuje faktycznego wzrostu podaży ropy, co pokazuje, że rynek wciąż daleki jest od stabilizacji.
Ceny paliw w Polsce zmieniły się w ubiegłym tygodniu: benzyna Pb95 potaniała o 12 groszy na litrze, natomiast olej napędowy potaniał o 16 groszy na litrze, osiągając poziom cen notowany ostatnio w połowie marca.
Zapasy topnieją. Brent poniżej 100 dolarów nie oznacza spokoju
Ropa Brent rozpoczęła analizowany okres w poniedziałek 1 czerwca na poziomie 94,98 USD za baryłkę. W trakcie sesji wzrosła powyżej 97 USD, następnie w czwartek spadła w okolice 93 USD po doniesieniach o możliwej deeskalacji konfliktu. W poniedziałek ponownie wzrosła po kolejnej wymianie rakietowej między Iranem a Izraelem, a obecnie utrzymuje się w pobliżu 93 USD za baryłkę. Na wykresie wygląda to jak zwykła zmienność cen. W rzeczywistości każdy zwrot odzwierciedlał całkowitą zmianę wyceny ryzyka związanego z konfliktem.
Rynek ropy obecnie nie podąża za wyraźnym trendem, lecz nieustannie przelicza prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Każdy gest dyplomatyczny obniża premię za ryzyko, a każde wydarzenie militarne przywraca ją na wcześniejszy poziom. Dla przewoźników jest to trudniejsze otoczenie niż zwykły wzrost cen paliw. Problem nie polega wyłącznie na tym, że diesel jest drogi, problemem jest to, że kalkulacje kosztów mogą stać się nieaktualne już po dwóch tygodniach. To jeden z powodów dla których w pierwszym tygodniu czerwca część operatorów logistycznych zaktualizowała obowiązujące dopłaty paliwowe doliczane do kosztów transportu. Mimo spadków cen diesla firmy nadal utrzymują je na relatywnie wysokim poziomie, wskazując na utrzymującą się zmienność rynku energii i niepewność dotyczącą przyszłych kosztów paliwa.
Tymczasem fizyczna równowaga rynku pogarsza się w sposób, który wykres cen odzwierciedla z opóźnieniem. Analityk Kurt Cobb na łamach OilPrice zwraca uwagę, że komercyjne zapasy ropy na całym świecie są szybko uszczuplane, a rynek stopniowo zbliża się do poziomów, przy których rezerwy przestają pełnić funkcję bufora bezpieczeństwa. Scenariusza Cobba nie należy traktować jako najbardziej prawdopodobnej prognozy, ale trafnie wskazuje on główne napięcie na rynku: im bliżej system znajduje się minimalnych poziomów operacyjnych zapasów, tym bardziej staje się wrażliwy na każdą nową negatywną informację. To nie tylko teoretyczne rozważania. Podczas konferencji dla inwestorów wysoki przedstawiciel ExxonMobil stwierdził, że poziom zapasów zbliża się do wartości nienotowanych wcześniej we współczesnej historii rynku.
Właśnie tutaj pojawia się rozbieżność między wykresem cen a rzeczywistością, z którą mierzy się branża logistyczna. Brent może spaść o dwa dolary w ciągu jednego popołudnia po informacji o zawieszeniu broni. Nie oznacza to jednak, że na rynek trafiają dodatkowe baryłki ropy ani że automatycznie spadają ceny oleju napędowego. Marże rafineryjne dla średnich destylatów reagują przede wszystkim na dostępność produktów, a nie wyłącznie na cenę surowca. Jeśli zapasy pozostają niskie, ceny diesla mogą utrzymywać się na wysokim poziomie nawet wtedy, gdy cena ropy Brent spada.
Do tego doszła decyzja OPEC+ z 7 czerwca. Siedem państw członkowskich zatwierdziło czwarty z rzędu miesięczny wzrost limitów wydobycia o 188 tys. baryłek dziennie od lipca. Na papierze jest to sygnał uspokajający, jednak w praktyce jego znaczenie jest ograniczone. Limit produkcyjny nie oznacza jeszcze rzeczywistej dostawy ropy. Bloomberg określił tę decyzję jako w dużej mierze symboliczną, co dobrze oddaje sytuację: producenci utrzymują swoje stanowiska, oczekując na przywrócenie normalnego funkcjonowania szlaków dostaw. Dopóki to nie nastąpi, liczby zapisane w dokumentach nie zwiększają realnej podaży na rynku.
Do wszystkich tych czynników dochodzi ryzyko, które jeszcze niedawno pozostawało na marginesie, a dziś przesuwa się do centrum uwagi — informacja. Rynek ropy nie czeka na potwierdzenie prawdy. Reaguje na pierwszą wiadomość, która wydaje się wystarczająco wiarygodna. W ostatnich tygodniach szeroko rozpowszechniano nagrania rzekomych ataków, które później okazywały się materiałami pochodzącymi z wojskowych gier symulacyjnych. Ceny reagowały jednak zanim pojawiły się sprostowania. Krótkoterminowy wzrost notowań może dziś zostać wywołany wydarzeniem, które nigdy nie miało miejsca, a jego skutki mogą być odczuwalne w kosztach zakupu paliwa. Dla przewoźników jest to jeszcze trudniejsze środowisko niż zwykły wzrost cen. Problem nie polega wyłącznie na wysokiej cenie diesla, ale na tym, że kalkulacje kosztów mogą przestać być aktualne już po dwóch tygodniach.
Perspektywa na najbliższe dwa tygodnie
Cena ropy Brent może łatwo spaść po każdej informacji o zawieszeniu broni. Równie szybko może jednak wrócić do wcześniejszych poziomów, jeśli okres spokoju okaże się krótkotrwały. Sam spadek cen ropy nie oznacza jeszcze ulgi dla przewoźników. Kluczowe znaczenie mają zapasy, ceny oleju napędowego oraz sytuacja na szlakach dostaw. A w tych obszarach każdy kolejny tydzień przynosi jak dotąd więcej pytań niż odpowiedzi.
Biogazownia w Dzierżkach po rozbudowie. Polska Grupa Biogazowa zwiększa moce instalacji o dodatkowe 0,5 MW.
Polska Grupa Biogazowa (PGB) zakończyła rozbudowę biogazowni w Dzierżkach o dodatkowy moduł kogeneracyjny o mocy 0,5 MW. Inwestycja zwiększy możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozbuduje lokalną infrastrukturę technologiczną i energetyczną.
11 czerwca 2026 r. PGB zakończyła rozbudowę i modernizację biogazowni w Dzierżkach, obejmującą instalację dodatkowego modułu kogeneracyjnego o mocy 0,5 MW.
Jak podkreśla Patryk Jóźwiak, Członek Zarządu i Dyrektor Operacyjny w PGB, inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju nowoczesnej infrastruktury biogazowej oraz zwiększania efektywności istniejących instalacji.
– Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach pozwoli zwiększyć możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozwinąć infrastrukturę technologiczną obiektu. Konsekwentnie inwestujemy w rozwiązania wspierające rozwój odnawialnych źródeł energii oraz lokalnej infrastruktury energetycznej – wskazał Patryk Jóźwiak.
– Projekt rozbudowy biogazowni w Dzierżkach doskonale wpisuje się w ideę energetyki rozproszonej, wzmacniając odporność mieszkańców na sytuacje kryzysowe. To niezwykle istotne dla rozwoju bezpieczeństwa energetycznego lokalnej społeczności oraz całego regionu województwa podlaskiego – mówi Michał Gąsowski, Wicewojewoda Podlaski.
Zakres inwestycji objął szeroki pakiet prac infrastrukturalnych i technologicznych. W ramach rozbudowy powstał nowy moduł CHP o mocy 0,5 MW, rozbudowano stację uzdatniania biogazu oraz maszynownię wyposażoną w pompy pofermentu i rurowy wymiennik ciepła. Powstała również nowa pochodnia biogazu o zwiększonej wydajności, zbiornik retencyjny na cele przeciwpożarowe, droga techniczna oraz place manewrowe.
– Bardzo ważna była dla nas dobra współpraca z lokalnymi władzami i społecznością. Od początku inwestycji prowadziliśmy otwarty dialog z samorządem oraz mieszkańcami, co pozwoliło sprawnie realizować kolejne etapy projektu i budować wzajemne zaufanie. Tego typu inwestycje najlepiej rozwijają się tam, gdzie są prowadzone w partnerstwie z lokalnym otoczeniem i odpowiadają na realne potrzeby regionu. Nie bez znaczenia miała też praca zespołowa – mówi Mariusz Hryc, Regionalny Kierownik Biogazowni w PGB.
Po zakończeniu rozbudowy biogazownia w Dzierżkach będzie dysponować łączną mocą elektryczną na poziomie 1,498 MWe oraz mocą cieplną 1,621 MWt. Planowana roczna produkcja energii elektrycznej wyniesie 12 466 MWh, wobec wcześniejszych 8 314 MWh rocznie. Produkcja ciepła wzrośnie natomiast do 13 489 MWhth rocznie, czyli 48 559 GJ, wobec wcześniejszych 8 996 MWhth, czyli 32 384 GJ rocznie.
Istotnym elementem projektu jest również budowa przyłącza cieplnego do pobliskiego hodowcy trzody chlewnej. Zgodnie z założeniami będzie on odbierał do 3 500 GJ ciepła rocznie. Jednym z kluczowych elementów inwestycji jest nowy zbiornik na poferment o objętości użytkowej 13 500 m³. Monolityczny zbiornik żelbetowy z dachem membranowym należy do największych tego typu obiektów w Polsce.
Modernizacji poddano również zbiornik substratów płynnych oraz zbiorniki, w których wykonano nowe dachy membranowe, a także przeprowadzono czyszczenie i przegląd techniczny. Powstały również trzy zjazdy z drogi gminnej – dwa dla nowej części rozbudowywanej instalacji oraz jeden zmodernizowany przy nowej hali z węzłem ciepła. Inwestycja stanowi ważny element rozwoju lokalnej infrastruktury energetycznej oraz współpracy z lokalną społecznością.
– Bardzo cieszy mnie każda inwestycja realizowana na terenie gminy Poświętne, a szczególnie przedsięwzięcia związane z odnawialnymi źródłami energii. Rozbudowa wpisuje się w rolniczy charakter gminy, tworząc naturalną synergię pomiędzy lokalnym rolnictwem a nowoczesną energetyką. Istotne znaczenie ma również poferment, który jest ceniony i wykorzystywany przez rolników. Dla samorządu istotne jest też bezpieczeństwo energetyczne. Rozproszone źródła energii, takie jak biogazownie, zwiększają odporność lokalnych społeczności i wzmacniają stabilność systemu energetycznego. To także dowód na to, że polska wieś może nie tylko produkować żywność, ale również aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej – mówi Mariusz Gołaszewski, wójt gminy Poświętne.
Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach zwiększa możliwości produkcyjne instalacji oraz wzmacnia lokalną infrastrukturę energetyczną. Inwestycja wpisuje się w działania Polskiej Grupy Biogazowej związane z rozwojem nowoczesnych źródeł energii odnawialnej oraz zwiększaniem efektywności istniejących instalacji biogazowych.
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 będą największym turniejem w historii piłki nożnej – szacunków w ciągu sześciu tygodni turniej przyciągnie około 6,5 mln widzów na stadionach, w tym 2,6 mln gości zagranicznych, generując szacunkowo 9 mld USD PKB w Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r. Dla porównania, trasa koncertowa Taylor Swift „Eras Tour” oraz światowa trasa Beyoncé „Renaissance World Tour”, obejmujące odpowiednio 149 i 56 koncertów, przyniosły przychody w wysokości około 2,1 mld USD i 579 mln USD. FIFA prognozuje rekordowe przychody komercyjne w wysokości 13 mld USD w ciągu lat 2023–2026 (dwukrotnie więcej niż analogicznie wodniesieniu do poprzednich Mistrzostw w Katarze), ale wpływ makroekonomiczny pozostaje bardziej skoncentrowany niż transformacyjny, a dominującym źródłem są wydatki związane z turystyką (a nie np. wydatki na nowe inwestycje).
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech turnieju FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby.Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej.
Głównym wyzwaniem nie jest więc gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją jest zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami.
Oczekiwany podział widzów: około 40% gości zagranicznych i 60% uczestników krajowych, z których każdy przebywa średnio 6–10 dni i wydaje od 180 do 350 USD dziennie w zależności od kraju gospodarza. Podróże lotnicze przynoszą dodatkowe 1,0 mld USD przychodów dla linii lotniczych, co podkreśla znaczenie sektorów związanych z mobilnością w ogólnym tworzeniu wartości. Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem zwiększą o 1 mld USD impuls gospodarczy. Większość tych wydatków stanowi konsumpcja rządowa.
Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej do USA prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać.
W opinii Allianz Trade jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk… i służb kontroli granicznej.
W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych
Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia
Rozkład zysków będzie bardzo nierównomierny w poszczególnych sektorach i regionach geograficznych. Największymi zwycięzcami okazują się branża hotelarska i linie lotnicze, wspierane przez szczytowe wskaźniki obłożenia hoteli na poziomie 90–95%, przy czym ceny pokoi wzrosną nawet o 15–20% w wybranych miastach gospodarzy po zakończeniu faz losowania. Linie lotnicze skorzystają na strukturalnie ograniczonym wzroście przepustowości, wynoszącym od +0,4% do +2,1% w II kwartale 2026 r., co zapewni im silną pozycję cenową na kluczowych trasach krajowych i międzynarodowych. Tymczasem branże gastronomiczna, detaliczna i rozrywkowa również mogą znacznie zyskać na zwiększonej konsumpcji w dni meczowe, szczególnie w Meksyku, gdzie wydatki społeczne związane z piłką nożną są głęboko zakorzenione w zachowaniach konsumentów.
Jednak wpływ makroekonomiczny pozostaje skromny w stosunku do wielkości gospodarek gospodarzy, co przekłada się na wzrost PKB o około 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 pp wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 pp) i 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 pp). Wydarzenie to można zatem najlepiej scharakteryzować jako intensywny, krótkotrwały szok popytowy, a nie strukturalny czynnik wzrostu, przy czym korzyści koncentrują się w sektorach wrażliwych na turystykę i są ograniczone przez efekty substytucji, wąskie gardła w zakresie zdolności produkcyjnych oraz tarcia regulacyjne. Ostatecznie Mistrzostwa Świata w 2026 r. wyłonią wyraźnych zwycięzców sektorowych – hotele, linie lotnicze i ekosystemy turystyki miejskiej – jednocześnie podkreślając znaczenie realizacji, infrastruktury mobilnościowej i koordynacji transgranicznej w kształtowaniu ostatecznych wyników gospodarczych.
Mistrzostwa większe i lepsze? Turniej, który wykroczył poza granice
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 mają stać się największym turniejem piłkarskim, jaki kiedykolwiek zorganizowano, i prawdopodobnie najbardziej ambitnym wydarzeniem sportowym w historii współczesnej. Ale czy ostatecznie doprowadzi to do większych korzyści gospodarczych? Po raz pierwszy FIFA rozszerzyła rozgrywki z 32 do 48 drużyn narodowych, zwiększając liczbę meczów z 64 do 104 i rozszerzając turniej na trzy kraje gospodarzy: Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk. Rozgrywki, które rozpoczną się w czerwcu 2026 r. i zakończą w lipcu, stanowią strukturalne odejście od poprzednich mistrzostw świata. Zamiast skupiać działania w jednym kraju gospodarzu, FIFA stworzyła wydarzenie o zasięgu kontynentalnym, obejmujące Amerykę Północną, 16 miast gospodarzy, tysiące kilometrów korytarzy transportowych i wiele jurysdykcji regulacyjnych. Z ekonomicznego punktu widzenia turniej ten należy postrzegać nie tyle jako wydarzenie sportowe, co raczej jako sześciotygodniowy impuls dla turystyki oraz platformę konsumpcyjną i medialną, zdolną do zmobilizowania 6,5 mln uczestników (w tym 2,6 mln gości zagranicznych) i wygenerowania w okresie czerwiec–lipiec PKB w wysokości 9,1 mld USD w trzech krajach.
Skala tego turnieju jest bezprecedensowa. Poprzednie mistrzostwa świata przyciągały zazwyczaj od 3,0 do 3,4 mln widzów na stadionach. Dzięki 104 meczom i znacznie większej łącznej pojemności obiektów (średnio 67 000 osób na stadion), FIFA 2026 może stać się pierwszym turniejem w historii, który potencjalnie przekroczy 7 mln łącznej liczby widzów (jeśli wszystkie bilety zostaną sprzedane), skutecznie podwajając skalę udziału kibiców obserwowaną w ostatnich edycjach (wykres 1). Sama FIFA opublikowała prognozę całkowitych potencjalnych przychodów na lata 2023–2026 w wysokości 13 mld USD (w porównaniu z 6,4 mld USD dla Kataru), co stanowi wzrost o 6,6 mld USD w porównaniu z poprzednim cyklem 2019–2022, wynikający głównie z wyższych dochodów z praw do transmisji telewizyjnych (łącznie 4,3 mld USD, +964 mln USD w porównaniu z Katarem), sprzedaży biletów i praw do usług hotelarskich (łącznie 3,1 mld USD, +2,6 mld USD) oraz praw marketingowych (łącznie 2,7 mld USD, +927 mln USD), przy dodatkowych mniejszych zyskach z licencji i innych źródeł przychodów, co odzwierciedla silną dynamikę komercyjną przed rozszerzonym turniejem.
Wykres 1: Zasięg Mistrzostw Świata FIFA w poprzednich turniejach w porównaniu z oczekiwaniami na rok 2026
Źródła: Reuters LSEG, ONZ, FIFA, Allianz Trade Research. Uwaga: Osoby oglądające co najmniej 20 minut meczu w telewizji
Jednak zdecentralizowany charakter tych mistrzostw świata – obejmujących wiele krajów – stwarza zarówno szanse, jak i wyzwania, przy czym wyraźnie widać, kto na tym zyska, a kto straci. O podziale korzyści ekonomicznych zadecyduje nie tylko to, dokąd podróżni zdecydują się pojechać, ale także stopień przygotowania poszczególnych krajów, ich infrastruktura oraz zdolność do skutecznego przyjęcia gości. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby. Natomiast Katar zainwestował przed poprzednimi mistrzostwami świata około 220 mld USD, głównie w długoterminowe projekty infrastrukturalne, z czego 7–10 mld USD przeznaczono na budowę stadionów. Tym razem wszystkie 16 obiektów było gotowych do użytku przed turniejem i wymagało głównie renowacji, zwiększenia pojemności oraz modernizacji operacyjnej zgodnej z wymogami FIFA, na co wydano około 2–2,5 mld USD.
To sprawia, że Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej. Jednak głównym wyzwaniem nie jest gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją nie jest gotowość stadionów, ale zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas, San Francisco i Miami posiadają dojrzałe ekosystemy turystyczne, bogatą ofertę hotelową oraz światowej klasy infrastrukturę lotniskową. Ryzyko związane z zatłoczeniem pozostaje jednak znaczne. Lotniska w kilku miastach gospodarzy już teraz działają na granicy swoich możliwości w szczytowych okresach podróżniczych, a mistrzostwa świata prawdopodobnie spowodują tymczasowy wzrost liczby pasażerów, co będzie sprawdzianem dla odporności sieci transportowych.
Przygotowania Kanady skupiały się w większym stopniu na zakwaterowaniu i mobilności miejskiej. Toronto i Vancouver to wysoko rozwinięte aglomeracje z dobrze rozwiniętym transportem publicznym i doskonałą reputacją w zakresie organizacji wydarzeń. Jednak oba miasta prawdopodobnie staną w obliczu presji związanej z zakwaterowaniem. Jak pokazuje tabela 1, Vancouver (gospodarz siedmiu meczów) ma najniższą pojemność hotelową spośród wszystkich miast gospodarzy, podczas gdy Toronto będzie gospodarzem sześciu meczów i dysponuje prawie trzykrotnie większą bazą noclegową. Ta nierównowaga sugeruje, że w Vancouver mogą wystąpić trudniejsze warunki zakwaterowania i większa presja na wzrost cen pokoi podczas imprezy. Rzeczywiście, obecne ceny hoteli już odzwierciedlają ograniczoną podaż miejsc noclegowych w Vancouver. Spośród wszystkich miast Vancouver ma najwyższe koszty zakwaterowania podczas turnieju, a ceny są dwukrotnie wyższe niż w połowie miast gospodarzy z listy. Natomiast Toronto korzysta ze znacznie większej liczby miejsc hotelowych i rozbudowanej infrastruktury transportowej, co powinno zapewnić większą zdolność do zaspokojenia popytu odwiedzających, chociaż nadal spodziewana jest znaczna presja cenowa.
Tabela 1: Porównanie możliwości zakwaterowania w miastach gospodarzy Mistrzostw Świata 2026
Źródła: FIFA, Kick off adventures, Allianz Trade Research
Strategia przygotowań Meksyku odzwierciedla inny zestaw priorytetów. Znaczące inwestycje zostały skierowane na modernizację lotnisk, ulepszenia transportu miejskiego oraz renowację stadionów. Wydatki publiczne i prywatne związane z turniejem szacuje się na około 1,5–2,0 mld USD, wliczając w to modernizację trzech obiektów gospodarzy – Estadio Azteca w Meksyku, Estadio BBVA w Monterrey i Estadio Akron w Guadalajarze – a także inwestycje w lotniska, drogi, systemy transportu publicznego i otaczającą infrastrukturę miejską. Chociaż jakość infrastruktury pozostaje mniej jednolita niż w Stanach Zjednoczonych, Meksyk przystępuje do turnieju z istotną przewagą konkurencyjną: przystępnością cenową dla międzynarodowych gości. Dla wielu kibiców piłkarskich udział w meczach w Meksyku jest znacznie tańszy niż udział w podobnych meczach w dużych miastach amerykańskich. Ta przystępność cenowa wykracza poza koszty zakwaterowania i obejmuje wydatki na wyżywienie, transport i rozrywkę, co potencjalnie pozycjonuje Meksyk jako najbardziej atrakcyjny kierunek dla międzynarodowych kibiców dysponujących ograniczonym budżetem.
Jednak same niższe koszty nie gwarantują proporcjonalnie większych korzyści gospodarczych. Część wydatków generowanych przez turniej prawdopodobnie skoncentruje się w ograniczonej liczbie miast gospodarzy i sektorów, podczas gdy wycieki importowe, repatriacja zysków przez międzynarodowych operatorów oraz efekty substytucji mogą zmniejszyć wpływ netto na gospodarkę krajową. Ponadto problemy z zakwaterowaniem, obawy dotyczące bezpieczeństwa i zatory komunikacyjne mogą ograniczyć wydatki odwiedzających i stopień, w jakim popyt turystyczny przekłada się na szerszą aktywność gospodarczą. Jak zaobserwowano w poprzednich krajach gospodarzy, ogólne dane dotyczące liczby odwiedzających i szacunki wydatków często zawyżają ostateczny wkład w wzrost gospodarczy po uwzględnieniu tych czynników kompensujących.
Przełamując granice na boisku, wzmacniając je przy bramkach
Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać. Wyjaśniają to trzy czynniki: (1) rozszerzający się zakaz podróżowania wprowadzony przez Biały Dom, (2) różnice w kulturze piłkarskiej w trzech krajach gospodarzy oraz (3) dynamika kursów walutowych między krajami.
Jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk i służb kontroli granicznej.
Bariery wizowe różnią się znacznie w poszczególnych krajach. Po pierwsze, zauważalna jest różnica w kosztach wiz turystycznych. Największe utrudnienia występują w Stanach Zjednoczonych, gdzie standardowa opłata za wizę B1/B2 wynosi 185 USD dla większości podróżnych nieobjętych programem zniesienia wiz, a ponadto obowiązują surowsze wymogi weryfikacyjne. Kanada oferuje tańszy i bardziej uproszczony proces, a większość odwiedzających płaci około 100 CAD (72 USD) za wizę turystyczną lub tylko minimalną opłatę w ramach systemu eTA dla kwalifikujących się narodowości. Natomiast Meksyk ma najniższe bariery, a wjazd turystyczny jest zazwyczaj bezpłatny lub wliczony w cenę biletu lotniczego dla osób podróżujących samolotem. Oprócz ceny, procedury wjazdowe również znacznie się różnią. W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Czas oczekiwania na wizę pozostaje długi w kilku krajach, wskaźniki zatwierdzeń różnią się znacznie w zależności od narodowości, a procedury graniczne stały się coraz bardziej rygorystyczne pod rządami nowej administracji Trumpa. Jak pokazano na rysunku 2, dane Departamentu Stanu USA wskazują, że wnioskodawcy z 11 z 48 krajów zakwalifikowanych do mistrzostw świata mają wskaźniki odmowy wydania wizy przekraczające 40%. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych.
Wykres 2: Odsetek odmów wydania wizy amerykańskiej dla turystów i osób podróżujących służbowo (tylko wizy typu B) według narodowości w 2025 r.
Źródła: Departament Stanu USA, Allianz Trade Research. Uwaga: z wyłączeniem 16 europejskich krajów, które zakwalifikowały się do mistrzostw
Kwestia ta nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzy się na nią przez pryzmat geopolityczny. Najszybciej rosnące rzesze fanów piłki nożnej znajdują się coraz częściej na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Azji Środkowej i niektórych regionach Ameryki Łacińskiej, ale osoby z tych regionów mogą postrzegać podróż do Stanów Zjednoczonych jako uciążliwą pod względem administracyjnym lub niepewną pod względem politycznym. W niektórych przypadkach obywatele określonych krajów podlegają znacznym ograniczeniom w podróżowaniu lub wzmożonej kontroli podczas rozpatrywania wniosków wizowych. Chociaż administracja Trumpa ogłosiła niedawno, że kibice piłkarscy z 50 krajów, którzy pierwotnie podlegali wymogowi wpłacenia kaucji wizowej w wysokości 15 000 USD (depozytu), zostaną zwolnieni z tego wymogu – pod warunkiem, że wykażą, iż podróżują do Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata z ważnymi biletami na mecze – obywatele Iranu i Haiti nadal podlegają ograniczeniom wjazdu. Ponadto podróżni z Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalu podlegają częściowym ograniczeniom w ramach rozszerzonego zakresu zakazu podróżowania. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku.
Kultura piłkarska oraz sposób, w jaki ten sport jest przeżywany i konsumowany, również znacznie różnią się w poszczególnych krajach gospodarzy. Cechą charakterystyczną Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest wyraźny kontrast między gospodarzami. Meksyk pozostaje krajem najbardziej skoncentrowanym na piłce nożnej, gdzie sport ten jest głęboko zakorzeniony w tożsamości narodowej i życiu kulturalnym. Oczekuje się, że lokalny popyt na mecze będzie wyjątkowo silny, a atmosfera na stadionach w Meksyku, Guadalajarze i Monterrey prawdopodobnie będzie należała do najbardziej żywych podczas turnieju. Stany Zjednoczone prezentują inny profil. Chociaż piłka nożna, jak nazywa się ją w USA, odnotowała znaczny wzrost popularności w ciągu ostatnich dwóch dekad, pod względem znaczenia kulturowego i zainteresowania mediów pozostaje w cieniu NFL, NBA i sportów uniwersyteckich. Kanada zajmuje pozycję pośrednią, gdzie piłka nożna zyskała na popularności wśród społeczności imigrantów i młodszych grup demograficznych, ale nadal brakuje jej historycznego kontekstu obserwowanego w Ameryce Łacińskiej i Europie. Dostępne zasoby biletów sugerują, że frekwencja na stadionach prawdopodobnie nie osiągnie 100% podczas wszystkich meczów w Stanach Zjednoczonych. Pozostałe bilety wydają się być skoncentrowane na wybranych meczach fazy grupowej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, podczas gdy popyt na mecze rozgrywane w Meksyku pozostaje stosunkowo większy.
Trzy kraje, trzy waluty. Kursy walutowe mają oczywiście również znaczący wpływ na preferencje podróżnych. Zmiany kursów walutowych prawdopodobnie odgrywają istotną rolę w kształtowaniu popytu na podróże, przepływów turystycznych i wzorców wydatków. W ostatnich latach dolar amerykański utrzymywał się na stosunkowo wysokim poziomie w stosunku do większości walut głównych i rynków wschodzących, co podniosło ogólne koszty podróży do amerykańskich miast docelowych i mogło zniechęcić wrażliwych na ceny turystów zagranicznych. Natomiast dolar kanadyjski był notowany poniżej kursu dolara amerykańskiego, co zwiększyło atrakcyjność Kanady dla międzynarodowych turystów poszukujących podobnych wrażeń z podróży po Ameryce Północnej przy niższych kosztach efektywnych. Tymczasem peso meksykańskie, pomimo okresów znacznej siły wynikającej z solidnych fundamentów gospodarczych i przepływów inwestycyjnych w ramach nearshoringu, nadal oferuje znacznie niższe ceny zakwaterowania, wyżywienia, transportu i rozrywki w porównaniu z wieloma destynacjami na północy.
Podążaj za pieniędzmi: Zwycięzcy netto
Sektor zakwaterowania ma szansę znaleźć się wśród najbardziej oczywistych beneficjentów turnieju, chociaż wyniki będą się znacznie różnić w zależności od miasta. Nowy Jork, Miami, Los Angeles, Dallas i San Francisco dysponują bogatą ofertą hotelową i znacznym doświadczeniem w organizacji dużych międzynarodowych wydarzeń. Miasta te prawdopodobnie stosunkowo skutecznie zaspokoją popyt, choć przy podwyższonych stawkach za pokoje. Natomiast miasta takie jak Seattle i Vancouver borykają się z bardziej znaczącymi ograniczeniami pod względem dostępności miejsc. Ograniczona podaż pokoi powoduje znaczny wzrost cen w okresach szczytu, co przynosi korzyści operatorom hoteli, ale może zniechęcać niektórych gości. Jak pokazano na wykresie 3, ceny pokoi hotelowych wzrosły o około 15% po losowaniu fazy grupowej, przy czym trzy meksykańskie miasta gospodarzy odnotowały najbardziej wyraźne wzrosty (wszystkie przekraczające +20%). Szczególnie silny popyt odnotowano w Guadalajarze, co odzwierciedla jej historyczną pozycję jako najtańszego rynku zakwaterowania spośród trzech meksykańskich miast. Ponieważ ostatnie etapy turnieju odbędą się poza Meksykiem, a półfinały będą gościły Dallas i Atlanta, ceny pokoi hotelowych w nich wzrosły średnio o 11% po losowaniu fazy pucharowej.
Wykres 3: Obserwowane zmiany cen pokoi hotelowych po losowaniu meczy
Źródła: Lighthouse, Allianz Trade Research.
Ogólnie rzecz biorąc, oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia, przy czym w pierwszym kwartale tego roku liczba turystów zagranicznych ponownie spadła o -1,7% r/r. Mistrzostwa Świata mogłyby zatem zwiększyć liczbę przyjazdów zagranicznych do USA w 2026 r. do około 72–74 mln turystów, co oznaczałoby wzrost netto o 3% do 6% w porównaniu z normalnym rokiem bazowym, pozwalając krajowi zebrać około 215 mld USD wpływów z turystyki w całym roku.
Wykres 4: Ewolucja turystyki w poszczególnych krajach: liczba turystów zagranicznych (w mln osób) oraz przewidywane wpływy z turystyki w roku finansowym 2026 w USD (niebieskie pola)
Źródła: UN Tourism, Allianz Trade Research.
Branża gastronomiczna powinna odnotować równoległy znaczący wzrost, ale ogólnie największymi beneficjentami pozostają firmy medialne i nadawcze. Konsumpcja na stadionach, festiwale kibiców, restauracje i bary zazwyczaj generują silny wzrost sprzedaży podczas dużych wydarzeń sportowych. Efekt ten może być szczególnie wyraźny w Meksyku, gdzie wzorce konsumpcji związane z piłką nożną są ściśle powiązane ze spotkaniami towarzyskim i zakupem napojów. Niemniej jednak największa wartość ekonomiczna mistrzostw świata zawsze wynikała z globalnej widowni korzystającej z usług „ ”, a nie z osobistej obecności na stadionach. Przychody z reklam, umowy sponsorskie, subskrypcje serwisów streamingowych i prawa do transmisji stanowią łącznie znaczną część ekosystemu komercyjnego FIFA. Natomiast firmy budowlane prawdopodobnie odnotują jedynie niewielki wzrost zysków, ponieważ większość wydatków na infrastrukturę została już poniesiona w fazie przygotowań.
Oprócz podmiotów zajmujących się turystyką naziemną, linie lotnicze również wyróżniają się jako jedni z najbardziej bezpośrednich beneficjentów Mistrzostw, wykorzystując ten okres jako okazję do poprawy marż po czterech miesiącach wyjątkowo wysokich cen paliwa lotniczego. Zasięg geograficzny turnieju praktycznie gwarantuje zwiększony popyt zarówno na loty międzynarodowe, jak i krajowe, zwłaszcza że kibice muszą przemieszczać się między miastami-gospodarzami oddalonymi od siebie o wiele kilometrów. Najwyraźniej linie lotnicze – obok hoteli – są pozycjonowane jako dwa sektory o największej sile cenowej podczas turnieju, napędzane ograniczonymi możliwościami substytucji i rosnącym popytem. Jest to szczególnie widoczne na długodystansowych trasach krajowych, takich jak Seattle–Miami, Los Angeles–Nowy Jork, oraz międzynarodowych, takich jak Meksyk–Vancouver, gdzie czas lotu przekracza pięć godzin, a alternatywne środki transportu są praktycznie niewykonalne. Od początku konfliktu w Cieśninie Ormuz ceny paliwa lotniczego są średnio około dwukrotnie wyższe od średniego poziomu z 2025 r. Dlatego też mistrzostwa świata prawdopodobnie zapewnią liniom lotniczym tymczasową okazję do zwiększenia przychodów i marż poprzez dynamiczne ustalanie cen, optymalizację zdolności przewozowych i wyższe przychody z usług dodatkowych. Jednakże, choć wydarzenie to powinno napędzać silny popyt na wybranych trasach, szacuje się, że jego wpływ na ogólną rentowność branży przewozów lotniczych będzie raczej taktyczny niż transformacyjny. Oprócz oligopolistycznego charakteru branży, przepustowość sektora może nie być na idealnym poziomie. Według IATA w drugim kwartale 2026 r. planowana przepustowość miejsc pasażerskich wzrośnie zaledwie o +1,0% w Stanach Zjednoczonych i +0,4% w Meksyku (wykres 5), co sugeruje, że linie lotnicze wkroczą w okres mistrzostw świata z relatywnie ograniczoną podażą. W rezultacie turniej będzie prawdopodobnie charakteryzował się silną siłą cenową, a nie znacznym wzrostem zdolności przewozowej, co sprzyja wyższym cenom biletów i lepszym zyskom. Chociaż wzrost zdolności przewozowej w Kanadzie prognozowany jest na wyższy poziom 2,1%, jej mniejszy i bardziej skoncentrowany rynek lotniczy może nadal borykać się z wąskimi gardłami w szczytowych okresach turnieju. Ogólnie rzecz biorąc, dane wskazują na środowisko napędzane popytem, w którym linie lotnicze mają lepszą pozycję do maksymalizacji rentowności poprzez zarządzanie przychodami i optymalizację sieci niż poprzez wzrost wolumenu.
Wykres 5: Planowana zdolność przewozowa w Ameryce w II kwartale 2026 r. według krajów, wskaźnik wzrostu r/r
Źródła: IATA, Allianz Trade Research
Pozytywny, ale umiarkowany wzrost PKB o 9,1 mld USD w całej Ameryce Północnej
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej będą stanowić pozytywny, choć umiarkowany impuls popytowy w całej Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r., przy czym najważniejszym kanałem będą wydatki turystów zagranicznych. Z makroekonomicznego punktu widzenia wydarzenia sportowe wiążą się z czterema rodzajami wydatków, które mają wpływ na wzrost PKB gospodarki krajowej: wydatki turystów zagranicznych, w tym na podróże lotnicze (ujęte w rachunkach narodowych jako eksport usług); wydatki na turystykę krajową (ujęte jako konsumpcja usług przez gospodarstwa domowe); wydatki na bezpieczeństwo/administrację publiczną (głównie konsumpcja rządowa) oraz wydatki na infrastrukturę (inwestycje). Literatura ekonomiczna dotycząca wydarzeń sportowych wskazuje na efekt wypierania w branży turystycznej, który częściowo równoważy pozytywny impuls wydatkowy: niektórzy stali turyści zazwyczaj unikają miast gospodarzy, podczas gdy niektórzy mieszkańcy wolą pozostać w domu. Ten efekt substytucji jest zazwyczaj znaczny w przypadku wydatków na turystykę krajową. Poprzednie mistrzostwa świata wydają się to potwierdzać: w RPA zidentyfikowano jedynie około 310 000 turystów zagranicznych, którzy przybyli specjalnie na mistrzostwa świata (w porównaniu z roczną liczbą bazową wynoszącą około 8 mln odwiedzających). Rosja 2018 r. przedstawia podobny obraz: całkowita liczba turystów była zbliżona do poziomu z poprzedniego roku. Turniej spowodował przesunięcie struktury odwiedzających z krajów sąsiednich w kierunku bardziej odległych miejsc pochodzenia; nie zwiększył on jednak całkowitej liczby odwiedzających. Wydatki „operacyjne” (zarządzanie obiektami, wsparcie transmisji, usługi hotelarskie, pracownicy tymczasowi itp.) nie stanowią odrębnego składnika PKB: ostatecznie wpływają one na wydatki odwiedzających (a zatem są uwzględnione w konsumpcji gospodarstw domowych i eksporcie usług), bezpieczeństwo i usługi publiczne (część konsumpcji rządowej) oraz usługi nadawcze (eksport usług). Nie uwzględniamy wydatków na infrastrukturę, które już miały miejsce i zostały uwzględnione w PKB głównie w poprzednich kwartałach i latach, ponieważ skupiamy się na okresie czerwiec–lipiec[1] . Prawa marketingowe/transmisyjne oraz zakupione bilety, z których dochody przypadają szwajcarskiej FIFA, nie wpłyną na PKB krajów gospodarzy, ale transfer dochodów do Szwajcarii będzie miał negatywny wpływ na rachunek bieżący krajów gospodarzy i spowoduje rozbieżność między PKB (całkowite wydatki w gospodarce krajowej) a DNB (dochód narodowy brutto, tj. PKB skorygowany o przepływy dochodów z zagranicą).
Oczekujemy więc, że same wydatki turystyczne wzrosną w Ameryce Północnej o 8 mld USD, z czego 5,4 mld USD przypadnie na Stany Zjednoczone, 1,4 mld USD na Meksyk, a 1,2 mld USD na Kanadę, przy czym dominującą rolę odgrywają tu wydatki turystów zagranicznych. Wydatki turystyczne są iloczynem liczby odwiedzających, średniej długości ich pobytu oraz dziennych wydatków (na wyżywienie, transport lokalny, zakwaterowanie, zakupy detaliczne itp.). Bezprecedensowa skala Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2026 r. powinna przyczynić się do wzrostu liczby odwiedzających i/lub wydłużenia średniej długości pobytu. Tabele 2A i 2B przedstawiają prognozy Allianz Trade dotyczące wydatków turystycznych turystów zagranicznych i krajowych w tych trzech krajach – gospodarzach Turnieju, uwzględniając założenia Allianz Trade dotyczące liczby odwiedzających, średniej długości pobytu, dziennych wydatków, kosztów podróży lotniczych (przypisanych lokalnym liniom lotniczym) oraz turystyki zastępczej. Średnio spodziewamy się, że zagraniczni goście wydadzą 350 USD dziennie w USA, 280 USD w Kanadzie i 180 USD w Meksyku, przy czym dzienne wydatki lokalnych turystów będą niższe. Przewiduje się, że średni czas pobytu wyniesie 8–10 dni dla turystów zagranicznych i 3–4 dni dla turystów krajowych. Przewozy lotnicze przypisane przewoźnikom krajowym (zaliczane do eksportu usług) szacuje się na 0,8 mld USD dla linii lotniczych w USA oraz 0,2 mld USD dla linii lotniczych w Meksyku i Kanadzie. Najnowsze szacunki wskazują, że sześciotygodniowy turniej przyciągnie około 6,5 mln gości w trakcie rozgrywek (w tym 3,8 mln w USA), z czego 4 mln to uczestnicy lokalni, a 2,6 mln to goście zagraniczni. W sumie łączne wydatki turystyczne (międzynarodowe + krajowe) wyniosłyby 8 mld USD w całej Ameryce Północnej, z czego 6,8 mld USD stanowiłby eksport usług turystycznych (wydatki turystów zagranicznych), a 1,2 mld USD – konsumpcja gospodarstw domowych (wydatki turystów krajowych). Liczby te nie uwzględniają wypartych wydatków turystycznych (efekt wypierania), które są znaczne w przypadku turystyki krajowej. W samych Stanach Zjednoczonych oczekuje się, że łączny wzrost wydatków netto wyniesie 5,4 mld USD (4,6 mld USD w turystyce zagranicznej i 0,8 mld USD w turystyce krajowej), w porównaniu z 1,4 mld USD w Meksyku i 1,2 mld USD w Kanadzie.
Tabela 2A: Prognozy wydatków turystów zagranicznych i krajowych
Kraj
Turyści zagraniczni (mln)
Średni czas pobytu (dni)
Dzienne wydatki (USD)
Międzynarodowy transport lotniczy (mld USD)
Wydatki zagraniczne brutto (mld USD)
Turystyka zastępcza (mld USD)
Zysk netto z eksportu turystycznego (mld USD)
USA
1,5
10
350
0,8
6,0
-1,4
4,6
Meksyk
0,7
9
180
0,2
1,3
-0,1
1,2
Kanada
0,4
8
280
0,2
1,1
-0,1
1,0
Razem
2,6
—
—
8,4
-1,6
6,8
Tabela 2B: Wydatki na turystykę krajową i prognozy dotyczące wydatków na turystykę krajową
Kraj
Liczba turystów krajowych (mln)
Średni czas pobytu (dni)
Dzienne wydatki ($)
Wydatki krajowe brutto (mld USD)
Substytucja / wyciek (mld USD)
Wpływ netto na PKB (mld USD)
USA
2,3
4
250
2,3
-1,5
0,8
Meksyk
1,0
3
120
0,4
-0,2
0,2
Kanada
0,7
3
180
0,4
-0,2
0,2
Razem
4,0
—
—
3,1
-1,9
1,2
Źródła: FIFA, Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Turystyki, różne źródła, Allianz Trade Research
Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem przyczynią się do ożywienia gospodarczego. Rządy zwiększą nakłady na nadgodziny policji, kontrolę granic, działania wywiadowcze, cyberbezpieczeństwo, ratownictwo medyczne oraz ochronę obiektów. Większość tych wydatków stanowi konsumpcję publiczną. Łącznie, według przybliżonych szacunków, wynoszą one 0,7 mld USD w Stanach Zjednoczonych, 0,3 mld USD w Meksyku i 0,1 mld USD w Kanadzie – uwzględniając jedynie wydatki w okresie czerwiec-lipiec (wcześniejsze wydatki na przygotowania mogą zwiększyć te kwoty o 20–30%).
Ogółem oczekuje się, że Mistrzostwa Świata FIFA przyczynią się do wzrostu PKB w okresie czerwiec–lipiec o 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 p.p. wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 p.p.) oraz 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 p.p.). Tabela 3 podsumowuje kanały oddziaływania oraz łączny wpływ na PKB w trzech krajach gospodarzy w okresie czerwiec–lipiec. Kanał turystyki zagranicznej jest zdecydowanie największy i wynosi 6,8 mld USD, przy czym turystyka krajowa (1,2 mld USD) i wydatki na bezpieczeństwo (1,1 mld USD) są zbliżone do siebie. Łącznie oczekuje się, że PKB Stanów Zjednoczonych wzrośnie o 6,1 mld USD w okresie czerwiec–lipiec, Meksyku o 1,7 mld USD, a Kanady o 1,3 mld USD. Jeśli chodzi o kwartalny wzrost PKB bez uwzględnienia efektu rocznego (głównie w III kwartale), oznacza to wzrost o +0,1 pp (+0,4 pp w ujęciu rocznym) w porównaniu ze scenariuszem alternatywnym bez Mistrzostw Świata FIFA w USA, +0,3 pp (+1,2 pp w ujęciu rocznym) w Meksyku i +0,2 pp (+0,8 pp w ujęciu rocznym) w Kanadzie.
Tabela 3: Podsumowanie kanałów oddziaływania Mistrzostw Świata FIFA na PKB w okresie czerwiec–lipiec 2026 r.
Kraj
Turystyka zagraniczna netto (mld USD)
Turystyka krajowa netto (mld USD)
Wydatki na bezpieczeństwo (mld USD)
Łączny wpływ turnieju na PKB w czerwcu i lipcu (mld USD)
Kwartalny wpływ na wzrost PKB (p.p.)
USA
4,6
0,8
0,7
6,1
0,1
Meksyk
1,2
0,2
0,3
1,7
0,3
Kanada
1,0
0,2
0,1
1,3
0,2
Razem
6,8
1,2
1,1
9,1
Źródła: FIFA, różne, Allianz Trade Research
Oczekuje się, że Stany Zjednoczone odniosą większość korzyści ekonomicznych po prostu dlatego, że są gospodarzem większości meczów, choć w stosunku do wielkości ich gospodarki efekt ten będzie niewielki. Największe zyski prawdopodobnie skoncentrują się w sektorach transportu, hotelarstwa, gastronomii, rozrywki i handlu detalicznego. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas i Miami mają szczególnie dobrą pozycję dzięki połączeniu międzynarodowej dostępności, dużej podaży hoteli i ugruntowanych ekosystemów turystycznych. Oczekuje się również, że dużą rolę odegra gościnność korporacyjna, szczególnie w przypadku meczów fazy pucharowej, gdzie miejsca premium i pakiety sponsorskie osiągają wysokie ceny.
Łączny wpływ gospodarczy na Meksyk będzie mniejszy w ujęciu bezwzględnym, ale bardziej znaczący w stosunku do wielkości jego gospodarki i sektora turystycznego. W 2025 r. liczba zagranicznych turystów którzy nocują osiągnęła prawie 48 mln, co stanowi wzrost o 6% w porównaniu z 2024 r. Wskaźniki z początku 2026 r. również wskazują na utrzymującą się dobrą koniunkturę, przy czym liczba przyjazdów zagranicznych w pierwszym kwartale wzrosła w podobnym tempie w ujęciu rok do roku, a ruch lotniczy z USA i Kanady utrzymał tendencję wzrostową. Biorąc pod uwagę bliskie położenie trzech krajów gospodarzy, turniej może również zachęcić do znacznej liczby podróży typu „nearcation”, w ramach których kibice będą wybierać krótsze wycieczki w obrębie Ameryki Północnej zamiast dalekich destynacji ze względu na utrzymujące się napięcia geopolityczne, zakłócenia na kluczowych międzynarodowych szlakach transportowych, wyższe koszty transportu oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa w niektórych odległych miejscach. Z makroekonomicznego punktu widzenia turniej prawdopodobnie nie będzie miał przełomowego wpływu na wzrost gospodarczy, biorąc pod uwagę wielkość gospodarki meksykańskiej i tymczasowy charakter wydarzenia. Może jednak przyczynić się do wzrostu PKB w 2026 r. o około 0,1–0,3 punktu procentowego (tj. od 2 do 6 mld USD) dzięki wyższym przychodom z turystyki, większej konsumpcji prywatnej i inwestycjom związanym z wydarzeniem.
Zyski Kanady prawdopodobnie będą plasować się pomiędzy zyskami Stanów Zjednoczonych a Meksyku w przeliczeniu na jednego gościa, ale w ujęciu zbiorczym pozostaną niewielkie ze względu na ograniczoną liczbę miast gospodarzy. Dysponując jednym z najmniejszych stadionów (BMO Field w Toronto), w Kanadzie odbędzie się tylko 13 z 104 meczów, a Toronto i Vancouver będą jedynymi miastami gospodarzy turnieju w tym kraju. Siła tego kraju polega na przyciąganiu stosunkowo zamożnych turystów, gotowych zapłacić wyższe ceny za zakwaterowanie, transport i usługi hotelarskie. W związku z tym, mimo że Kanada jest gospodarzem zaledwie 13% meczów, wydatki na jednego gościa mogą wypadać korzystnie w porównaniu z innymi rynkami.
[1]Natomiast wydatki na usługi, takie jak zakup biletów lotniczych, są uwzględniane w PKB w momencie odbycia lotu, a nie w momencie zakupu biletu. Wpływ wydatków na infrastrukturę na PKB jest ponadto trudniejszy do oszacowania ze względu na potencjalne pozytywne efekty zewnętrzne, które wzmacniają początkowy wpływ (mnożnik fiskalny powyżej 1).
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Pracownicy przychodzą do pracy, uczestniczą w spotkaniach i realizują powierzone im zadania. Są bezkonfliktowi i nie składają wypowiedzeń. A jednak coś się zmienia… Choć są obecni w firmie fizycznie, to emocjonalnie i mentalnie coraz bardziej się od niej oddalają. Zjawisko to określa się mianem quiet quitting (cichego odchodzenia) i dotyczy ono pracowników, którzy wykonują swoje obowiązki, ale angażują się w działania firmy tylko na tyle, na ile wymaga tego zakres ich stanowiska. Skąd bierze się takie zachowanie i o czym naprawdę świadczy?
Choć o quiet quitting mówi się coraz częściej, samo zjawisko jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. To sygnał wskazujący na prawdziwy problem, z którym mierzą się współczesne organizacje. Jak pokazuje raport State of the Global Workplace 2026, w 2025 roku poziom zaangażowania pracowników spadł do 20%. Ostatnim razem wskaźnik ten był tak niski w pandemicznym roku 2020[1]. Spadek motywacji i zaangażowania, często niedostrzegany przez długi czas, wpływa nie tylko na jakość codziennej pracy w firmie, ale przede wszystkim na jej wyniki biznesowe oraz pozycję na rynku. Niestety, wielu pracodawców koncentruje się dziś na samym cichym odchodzeniu, zamiast walczyć z jego przyczynami.
Zaangażowanie nie znika z dnia na dzień
Jednym z największych błędów współczesnych organizacji jest przekonanie, że pracownik pewnego dnia po prostu przestaje się angażować. W rzeczywistości jest to jednak złożony proces, który – niezauważony w porę – skutkuje wycofaniem się danej osoby z życia firmy, jej ograniczeniem się jedynie do podstawowych obowiązków i spadkiem efektywności. Właśnie dlatego tak ważne jest, by dostrzec pierwsze sygnały świadczące o tym, że pracownik traci zaangażowanie.
– Wiele organizacji dostrzega problem dopiero wtedy, gdy zaczynają spadać wyniki, rośnie rotacja albo pojawia się wypalenie. Tymczasem zaangażowanie nie znika nagle – mówi Aga Olszewska, mentorka liderów, autorka podcastu Lider(ka) na dywaniku i właścicielka firmy LeadAsU. – Pierwszym symptomem jest zwykle utrata ciekawości – pracownikprzestaje zgłaszać swoje pomysły, coraz rzadziej proponuje usprawnienia i rezygnuje z wychodzenia poza utarte schematy.Później stopniowo ogranicza swoją inicjatywę, a następnie unika brania na siebie odpowiedzialności. Na końcu zostaje już tylko wykonywanie obowiązków. Jeśli lider zauważa problem dopiero na tym etapie, to najczęściej oznacza to, że przeoczył lub zignorował wcześniejsze sygnały.
Nowoczesne narzędzia nie wystarczą
Organizacje, które próbują poprawić poziom zaangażowania pracowników, często sięgają po coraz bardziej zaawansowane rozwiązania. Inwestują w kolejne szkolenia, programy rozwojowe, platformy wellbeingowe, aplikacje wspierające komunikację czy nowe systemy motywacyjne. Choć wiele z tych działań może być wartościowych, często nie docierają one do źródła problemu.
Paradoks polega na tym, że jedne z najskuteczniejszych narzędzi budowania zaangażowania są jednocześnie najprostsze, najtańsze i dostępne na co dzień. Zainteresowanie drugim człowiekiem, umiejętność uważnego słuchania, regularna rozmowa i zadawanie pytań, takich jak: „Jak się dzisiaj czujesz?” czy „W czym mogę ci pomóc?”, to podstawa w budowaniu zdrowej relacji między liderem a pracownikiem. Takie zachowania budują poczucie bezpieczeństwa, wpływu i przynależności, co ma ogromne znaczenie dla poziomu zaangażowania zespołu. Nie zapominajmy o podstawowych potrzebach ludzkich i pamiętajmy, że pracownicy chcą przede wszystkim czuć się zauważani, słuchani i traktowani po partnersku.
Liderze, doceniaj!
Jednym z najczęściej pomijanych elementów budowania zaangażowania jest docenianie. W wielu organizacjach liderzy zakładają, że skoro pracownik otrzymuje wynagrodzenie za swoją pracę, dodatkowe uznanie nie jest już potrzebne. W praktyce okazuje się jednak, że brak informacji zwrotnej bardzo często prowadzi do stopniowej utraty zaangażowania. Nie chodzi tutaj o automatyczne pochwały ani rzucane między spotkaniami słowa „dobra robota”. Prawdziwe docenienie polega na zauważeniu konkretnego wysiłku, zachowania lub rezultatu i pokazaniu pracownikowi, jaki wpływ jego działanie ma na organizację czy na pracę zespołu.
– Wbrew pozorom ludzie rzadko tracą zaangażowanie dlatego, że nagle przestają lubić swoją pracę. Znacznie częściej przestają wierzyć, że ich wysiłek czy dodatkowe starania mają jakiekolwiek znaczenie. Jeśli przez dłuższy czas nie czują się zauważani i doceniani, ich naturalną reakcją jest ograniczenie aktywności do niezbędnego minimum – mówi Aga Olszewska. – Pracownicy chcą wiedzieć, że ktoś dostrzega ich wkład, zaangażowanie i wysiłek – dodaje ekspertka.
Na braku zaangażowania tracą wszyscy
Quiet quitting często przedstawiany jest jako problem organizacji. W rzeczywistości jego konsekwencje są znacznie poważniejsze. Tracą firmy, ponieważ nie wykorzystują pełnego potencjału swoich pracowników. Tracą liderzy, którzy zarządzają zespołami pozbawionymi energii, inicjatywy i poczucia odpowiedzialności. Tracą również sami pracownicy.
Osoba, która przez wiele miesięcy funkcjonuje wyłącznie w trybie „od zadania do zadania”, ma coraz mniejsze poczucie sensu, satysfakcji i wpływu. Praca staje się dla niej wyłącznie obowiązkiem, a nie okazją do rozwoju czy realizacji ambicji. Z czasem pojawia się frustracja, zniechęcenie i emocjonalne oddalenie od organizacji.
Gdy człowiek spotyka się z człowiekiem
Choć współczesne organizacje dysponują coraz większą liczbą narzędzi wspierających zarządzanie, fundamentem skutecznego przywództwa nadal pozostają relacje. Zaangażowanie rodzi się wtedy, gdy człowiek czuje się ważny i ma poczucie wpływu. Gdy wie, że jego praca ma znaczenie dla zespołu i organizacji. Gdy lider znajduje czas, by naprawdę wysłuchać pracownika i docenić jego wysiłek.
– Nie potrzebujemy kolejnych innowacyjnych sposobów angażowania ludzi, tylko większej uważności na drugiego człowieka. Największą różnicę bardzo często robią najprostsze działania: rozmowa, docenienie czy okazanie wsparcia. Ludzie po latach rzadko pamiętają wszystkie projekty, które realizowali. Pamiętają za to, jak czuli się w pracy i we współpracy z liderem. Dlatego wszystko sprowadza się do relacji i do tego, by człowiek naprawdę spotkał się z człowiekiem – podsumowuje Aga Olszewska.
Kolejne podwyżki opłat za przejazdy drogami objętymi systemem e-TOLL, rosnące koszty prowadzenia działalności oraz coraz silniejsza konkurencja ze strony przewoźników spoza Unii Europejskiej stawiają wiele polskich firm transportowych w trudnej sytuacji. Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Ministra Infrastruktury z apelem o podjęcie działań, które ograniczą presję kosztową i pomogą utrzymać konkurencyjność krajowych przedsiębiorców.
Transport drogowy jest jednym z filarów polskiej gospodarki. To branża, która odpowiada za sprawny przepływ towarów, funkcjonowanie łańcuchów dostaw i tysiące miejsc pracy w całym kraju. Tymczasem przedsiębiorcy mierzą się obecnie z kumulacją wyzwań – od wzrostu kosztów paliwa i wynagrodzeń, przez wysokie koszty finansowania działalności, po kolejne podwyżki opłat drogowych.
– Polskie firmy transportowe od lat budują swoją pozycję na europejskim rynku dzięki przedsiębiorczości, jakości usług i ciężkiej pracy. Dziś jednak coraz częściej słyszymy od przedsiębiorców, że skala rosnących kosztów zaczyna przekraczać granice ich możliwości. Państwo powinno dostrzegać tę sytuację i reagować, zanim problemy pojedynczych firm przełożą się na osłabienie całego sektora– podkreśla Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.
W piśmie skierowanym do Ministra Infrastruktury Rzecznik MŚP wskazała, że najnowsze zmiany dotyczące systemu opłat drogowych oznaczają dla branży transportowej dodatkowe miliardowe obciążenia w kolejnych latach. Szczególnie dotkliwe skutki odczuwają mikro, mali i średni przedsiębiorcy, którzy dysponują ograniczonymi rezerwami finansowymi i mają mniejsze możliwości przenoszenia rosnących kosztów na klientów.
Minister Majewska zwróciła się o rozważenie rozwiązań, które mogłyby czasowo złagodzić skutki wzrostu kosztów działalności, w tym m.in. modyfikacji mechanizmu waloryzacji opłat drogowych, czasowego obniżenia stawek lub wdrożenia innych instrumentów wspierających przedsiębiorców z sektora MŚP.
– Potrzebujemy rozwiązań, które będą uwzględniały faktyczną kondycję przedsiębiorców. Stabilne i przewidywalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej są jednym z najważniejszych czynników wpływających na inwestycje, rozwój firm i utrzymanie miejsc pracy. W interesie państwa jest, aby polskie przedsiębiorstwa mogły skutecznie konkurować zarówno na rynku krajowym, jak i europejskim – dodaje Agnieszka Majewska.
Rzecznik MŚP podkreśla również potrzebę przeprowadzenia pogłębionej analizy wpływu kolejnych zmian w systemie opłat drogowych na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw oraz sytuację całej branży transportowej.
Scanway otrzymał zamówienie z EnduroSat EAD na dostarczenie trzech teleskopów do obserwacji Ziemi. Wartość umowy wynosi ok. 0,9 mln EUR, a jej realizacja potrwa do końca I kwartału 2027 roku. Zamówienie wspiera rozwój Scanway w kierunku seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego sektora New Space, zgodnie z realizowaną Strategią na lata 2026–2028.
Teleskopy dostarczane przez Scanway bazować będą na elementach rozwiniętych w ramach innych, podobnych z punktu technologicznego projektów Spółki, z możliwością integracji z najnowszą platformą satelitarną EnduroSat o nazwie FRAME-15
Kontrakt przewiduje dotychczas najkrótszy czas dostarczenia teleskopów – poniżej 12 miesięcy, co jest konsekwencją wdrażanych procesów Spółki nakierowanych na produkcję seryjną
Nowy partner, EnduroSat, to jeden z liderów europejskiego sektora małych i średnich satelitów, który wystrzelił w przestrzeń kosmiczną ponad 70 swoich satelitów i 3500 osobnych modułów kosmicznych i który operuje w globalnych projektach konstelacyjnych.
– Projekt konstelacyjny realizowany dla EnduroSat postrzegamy nie tylko jako istotny kontrakt zwiększający backlog Scanway, ale również jako szansę na rozszerzanie współpracy w kolejnych etapach rozwoju programów satelitarnych partnera. Równie ważny jest dla nas krótki czas realizacji zamówienia, czyli dostarczenie modeli lotnych teleskopów w okresie poniżej 12 miesięcy od jego rozpoczęcia. To potwierdzenie, że prowadzone przez nas inwestycje w zespół, infrastrukturę oraz procesy operacyjne przynoszą wymierne efekty i konsekwentnie przybliżają nas do realizacji Strategii zakładającej przejście od roli dostawcy pojedynczych instrumentów optycznych do pozycji seryjnego dostawcy rozwiązań optycznych dla globalnego sektora New Space – komentuje Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.
Teleskopy dostarczane przez Scanway będą oparte na rozwiązaniach rozwiniętych w ramach wcześniejszych, zbliżonych technologicznie projektów Spółki. Pozyskanie zamówienia od EnduroSat, na kwotę 0,9 mln EUR, potwierdza wysokie kompetencje Scanway i stanowi ważny krok w rozwoju współpracy z jednym z czołowych europejskich podmiotów działających w segmencie małych i średnich satelitów, zaangażowanym w globalne projekty konstelacyjne.
EnduroSat to jeden z większych europejskich dostawców małych i średnich satelitów, który wystrzelił w przestrzeń kosmiczną ponad 70 swoich satelitów i 3500 osobnych modułów kosmicznych. Główna siedziba firmy mieści się w Sofia, Bułgaria, a dodatkowe biura posiada na całym świecie, w tym m.in. w Denver, Kolorado. Zatrudnia ponad 400 pracowników, a w 2025 roku zebrał ponad 150 milionów USD finansowania w kilku rundach inwestycyjnych, m.in. od Google Ventures.
– Nowe zamówienie potwierdza, że Scanway jest dziś partnerem zdolnym sprawnie odpowiadać na potrzeby wymagających uczestników europejskiego rynku satelitarnego. Konsekwentnie budujemy pozycję Spółki, która nie tylko rozwija zaawansowane technologie optyczne, ale potrafi również skutecznie je komercjalizować w międzynarodowym ekosystemie New Space, w tym w projektach konstelacyjnych z coraz krótszym czasem dostarczenia oczekiwanym przez klientów. W naszej ocenie tego typu kontrakty będą w kolejnych latach coraz mocniej wspierały skalę działalności Scanway i umacniały naszą obecność w segmencie seryjnie wdrażanych instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi z kosmosu – mówi Mikołaj Podgórski.
Scanway S.A. od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej i obecnie jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce. Spółka realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów o wartości kilkunastu milionów EUR, w tym m.in. dla Nara Space z Korei Południowej, Marble Imaging z Niemiec oraz klienta z Azji (wszystkie realizowane projekty mają potencjał do ich rozszerzenia w przyszłości). Spółka posiada również kompetencje w zakresie projektowania instrumentów optycznych przeznaczonych do misji w daleki kosmos, w tym na Księżyc. Jako pierwsza krajowa firma dostarczy instrumenty optyczne do komercyjnej misji lunarnej planowanej w drugiej połowie 2026 roku. Ponadto stworzy europejski system przetwarzania danych satelitarnych z Księżyca i może połączyć Europę z amerykańskim programem księżycowym Artemis, największym i najbardziej zaawansowanym na świecie.
Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie.
Firmy z sektora logistyki i łańcucha dostaw ostrożnie patrzą na najbliższe miesiące, jednak większość nadal zakłada wzrost zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w Polsce. Największym wyzwaniem dla branży pozostają presja cenowa, obawy o słabnący popyt i dostępność pracowników – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Jednocześnie istotnie wzrosła atrakcyjności inwestycyjna Polski na tle innych krajów UE – połowa respondentów oceniła ją powyżej średniej europejskiej, podczas gdy rok temu była to mniej niż jedna trzecia badanych.
Z raportu CBRE i P3 wynika, że 58 proc. firm objętych badaniem przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 r. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Operatorzy logistyczni planujący ekspansję deklarują, że poszukują powierzchni magazynowej przede wszystkim w nowych obiektach.
Jakie wyzwania stoją przed branżą?
Jak wynika z badania, największym wyzwaniem dla sektora logistyki i łańcucha dostaw w perspektywie najbliższych 12 miesięcy pozostaje presja cenowa. Wskazuje na nią 88 proc. firm logistycznych oraz 53 proc. firm produkcyjnych i handlowych działających w Polsce. Respondenci obawiają się również osłabienia popytu i niższej aktywności na rynkach odbiorców końcowych. Niedobór wykwalifikowanej siły roboczej oraz wzrost kosztów pracy za wyzwanie uznaje 72 proc. operatorów logistycznych oraz 43 proc. firm produkcyjnych i handlowych.
Kontrola kosztów priorytetem
W ciągu najbliższych 12 miesięcy operatorzy logistyczni będą koncentrować się głównie na kontroli kosztów, utrzymaniu istniejącej bazy klientów oraz pozyskiwaniu nowych kontraktów. W przypadku firm produkcyjnych i handlowych od pięciu lat priorytetowe pozostają dwa obszary: kontrola kosztów oraz optymalizacja efektywności operacyjnej. Trzecim obszarem, na który firmy będą kłaść szczególny nacisk jest technologia. Zabezpieczenie dostaw surowców i materiałów również jest wysoko w hierarchii firmowych priorytetów wskutek niepewności geopolitycznej wpływającej na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe.
Zrównoważony rozwój
Raport CBRE i P3 pokazuje również, że w logistyce na znaczeniu zyskuje zrównoważony rozwój. Prawie 70 proc. firm wdrożyło już rozwiązania oszczędzające energię w obiektach magazynowych, a blisko jedna trzecia badanych planuje to zrobić w najbliższej przyszłości. Jeśli chodzi o projekty planowane do wdrożenia do 2027 r., to rozszerzenie inicjatyw prośrodowiskowych na dostawców i podwykonawców zapowiada 45 proc. respondentów. Z kolei 43 proc. badanych uruchomi stacje ładowania pojazdów elektrycznych, a 41 proc. przewiduje wprowadzenie lub rozbudowę floty pojazdów napędzanych alternatywnymi źródłami energii.
Polska na tle UE
Przedstawiciele sektora logistyki i łańcucha dostaw uczestniczący w badaniu zostali także poproszeni o porównanie warunków prowadzenia działalności w Polsce na tle pozostałych państw Unii Europejskiej. Respondenci wyżej niż rok temu ocenili Polskę w większości kategorii na tle innych krajów europejskich. Najbardziej widoczna poprawa dotyczy atrakcyjności inwestycyjnej i jakości zaplecza logistycznego.
– W tegorocznej edycji badania Polska odnotowała skokową poprawę oceny pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Odsetek ocen powyżej średniej europejskiej w tej kategorii wzrósł do 50 proc. z 28 proc. rok wcześniej. Respondenci lepiej niż przed rokiem ocenili również jakość i dostępność powierzchni logistycznej, koszty działalności łańcucha dostaw oraz efektywność procesów administracyjnych i legislacyjnych w Polsce. Z kolei proces uzyskiwania pozwoleń na budowę został uznany jako zgodny ze średnią dla krajów UE – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.
– Spadek wskaźnika optymizmu dla Polski w tegorocznej edycji badania o 5,4 pkt. odzwierciedla tendencję, którą firma Analytiqa zaobserwowała na rynkach europejskich. Niepewność geopolityczna, stłumione oczekiwania dotyczące wzrostu i utrzymująca się presja kosztowa nadal ciążą na nastrojach przedsiębiorców w całej Europie. Firmy funkcjonują dziś w wymagającym otoczeniu, jednak szczególnie istotne w przypadku Polski jest to, jak na te wyzwania reagują łańcuchy dostaw. Pomimo ogólnego pogorszenia nastrojów, polscy operatorzy logistyczni, firmy produkcyjne i handlowe wykazują dużą odporność, utrzymując oczekiwania dotyczące rentowności mimo presji na marże. Połączenie ostrożnego podejścia i strategicznego zaangażowania wskazuje, że sektory te są w dobrej pozycji, by wykorzystać przyszłe możliwości wzrostu – mówi Mark O’Bornick, dyrektor w firmie Analytiqa.
Kurs na spedytora to dynamiczne szkolenie, które otwiera drzwi do kariery w branży TSL (Transport-Spedycja-Logistyka). Program trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin, co zazwyczaj przekłada się na około 3 tygodnie intensywnej nauki. Uczestnicy zdobywają zarówno teoretyczną wiedzę, jak i praktyczne umiejętności niezbędne do skutecznego zarządzania transportem towarów. Podczas kursu omawiane są kluczowe tematy, takie jak:
zawieranie umów,
organizacja przewozu,
obsługa dokumentacji,
wykorzystanie narzędzi wspierających pracę spedytora.
Po zakończeniu szkolenia uczestnik może otrzymać certyfikat lub zaświadczenie potwierdzające udział w kursie oraz zakres zdobytej wiedzy i umiejętności. Tego typu kursy stanowią doskonałą opcję dla osób pragnących szybko odnaleźć się w zawodzie spedytora i rozpocząć karierę w logistyce transportu.
Dla kogo jest kurs na spedytora?
Kurs na spedytora to doskonała opcja dla tych, którzy pragną stawić pierwsze kroki w fascynującym świecie branży TSL. Nie jest on przeznaczony wyłącznie dla nowicjuszy bez doświadczenia, ale również dla kierowców oraz przedsiębiorców transportowych, którzy chcą rozwinąć swoje umiejętności.
frr.pl to oficjalna domena Fundacji Rozwoju Rachunkowości.
Szkolenie dostarcza nie tylko kluczowej wiedzy teoretycznej, ale także praktycznych zdolności niezbędnych w codziennych obowiązkach spedytora, dyspozytora czy specjalisty ds. transportu i logistyki. Program kursu obejmuje szereg interesujących tematów, w tym:
organizację transportu,
obsługę ważnych dokumentów,
efektywne wykorzystanie narzędzi wspierających pracę w tym zawodzie.
Udział w kursie może być szczególnie przydatny osobom, które planują pracę w firmach obsługujących transport krajowy lub międzynarodowy. Dzięki zdobytym umiejętnościom, uczestnicy kursu zwiększają swoje szanse na rynku pracy, co może prowadzić do atrakcyjniejszych ofert zawodowych.
Jakie formy i tryby realizacji kursu na spedytora są dostępne?
Kurs na spedytora oferuje różnorodne możliwości, co sprawia, że jest dostępny dla wielu zainteresowanych. Kurs na spedytora może być realizowany w różnych formach, m.in.:
online, z udziałem w zajęciach zdalnych lub dostępem do materiałów edukacyjnych,
stacjonarnie, w sali szkoleniowej i z bezpośrednim kontaktem z prowadzącym,
w trybie dziennym, wieczorowym lub weekendowym, w zależności od harmonogramu kursu.
Kursy online mogą być realizowane w dwóch głównych formach:
zajęcia na żywo,
kursy z dostępem do nagrań i materiałów edukacyjnych.
W przypadku kursów online na żywo uczestnicy biorą udział w zajęciach w określonych terminach, ale bez konieczności dojazdu do sali szkoleniowej. Taka forma pozwala na kontakt z prowadzącym, zadawanie pytań i omawianie praktycznych przykładów. Kursy z nagraniami dają natomiast większą elastyczność – uczestnik może wracać do materiałów w dogodnym dla siebie czasie i uczyć się we własnym tempie. W obu przypadkach ważnym wsparciem są materiały edukacyjne udostępniane przez organizatora kursu.
Z kolei kursy stacjonarne odbywają się w większych miastach Polski, zazwyczaj w weekendy. Ten format nauki pozwala na łatwe łączenie studiów z obowiązkami zawodowymi. Szkolenia stacjonarne zapewniają bezpośredni kontakt z wykładowcami oraz innymi uczestnikami, co sprzyja wymianie wiedzy i doświadczeń.
Dla osób pracujących w ciągu dnia, kursy wieczorowe stanowią świetną alternatywę. Umożliwiają one udział w zajęciach po pracy, co znacznie zwiększa ich dostępność.
Każda z opcji szkoleniowych ma swoje mocne strony i można je dostosować do indywidualnych potrzeb uczestników. Dzięki temu kursy na spedytora są atrakcyjne dla szerokiego grona odbiorców.
Jak długo trwa i ile kosztuje kurs na spedytora?
Czas trwania kursu przygotowującego do zawodu spedytora waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin, co zazwyczaj przekłada się na około trzy tygodnie intensywnego szkolenia. Koszt kursu zależy od liczby godzin, formy realizacji, zakresu programu oraz materiałów zapewnianych przez organizatora. Przed zapisem warto sprawdzić aktualną cenę, harmonogram zajęć, formę płatności oraz ewentualną możliwość skorzystania z dofinansowania lub płatności ratalnej. Kursy spedytorskie online zyskują na znaczeniu. Taka forma nauki daje uczestnikom możliwość uczenia się w najbardziej dogodnym dla nich momencie oraz w komfortowym otoczeniu. Dodatkowo, mają oni stały dostęp do różnorodnych materiałów edukacyjnych, co sprzyja skutecznemu przyswajaniu wiedzy. Osoby z większym doświadczeniem mogą skorzystać z zaawansowanych kursów, które pomagają im poszerzyć specjalistyczne umiejętności i wiedzę. Inwestycja w kurs na spedytora przynosi wymierne korzyści. Umiejętności nabyte podczas szkoleń zwiększają konkurencyjność na rynku pracy. Certyfikat ukończenia kursu stanowi potwierdzenie kompetencji.
Co obejmuje program kursu na spedytora?
Program kursu na spedytora obejmuje szereg istotnych zagadnień, które są niezbędne do efektywnego zarządzania procesami spedycyjnymi. Uczestnicy mają możliwość zgłębienia prawa przewozowego, które reguluje zasady transportu towarów zarówno w kraju, jak i za granicą. W ramach kursu omawiane są także międzynarodowe konwencje, między innymi konwencja CMR, a także wytyczne dotyczące przewozów kabotażowych. Kolejnym kluczowym elementem programu jest nauka o dokumentacji przewozowej. Uczestnicy poznają różne rodzaje listów przewozowych, które są niezbędne do legalnego transportu, a także uczą się, jak prowadzić postępowania reklamacyjne w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami. Program kursu porusza również temat Incoterms 2020, czyli norm definiujących odpowiedzialność stron w międzynarodowym handlu. Uczestnicy dowiadują się, jak ważne są ubezpieczenia transportowe, które chronią towary w trakcie przewozu. Na dodatek, kurs koncentruje się na organizacji transportu oraz zarządzaniu logistyką w firmie. Uczestnicy rozwijają umiejętności niezbędne do planowania i koordynowania działań transportowych, co jest kluczowe w branży TSL.
Program obejmuje również przepisy ADR dotyczące transportu ładunków niebezpiecznych, faktury, dokumenty odpraw celnych i skarbowych oraz procedury reklamacyjne — wiedza fundamentalna dla bezpieczeństwa transportu.
Jakie praktyczne umiejętności zyskasz na kursie na spedytora?
Kurs na spedytora oferuje uczestnikom cenne umiejętności, które są niezbędne w codziennej pracy w branży transportu, spedycji i logistyki (TSL). Słuchacze uczą się, jak efektywnie organizować transport, co obejmuje zarówno planowanie przewozów, jak i zarządzanie flotą. Te umiejętności są kluczowe dla sprawnego funkcjonowania logistyki.
Kurs koncentruje się także na pozyskiwaniu zleceń. Uczestnicy rozwijają techniki prowadzenia rozmów z klientami i przewoźnikami, co pozwala im skutecznie negocjować warunki współpracy oraz budować trwałe relacje biznesowe. Wartością dodaną jest umiejętność kalkulacji transportowych; kursanci zdobywają wiedzę na temat obliczania kosztów przewozów oraz przewidywania budżetów.
Aby zrozumieć rynek, uczestnicy uczą się obsługi giełd transportowych, które pozwalają na wymianę zleceń i poszukiwanie przewoźników, czym zwiększają efektywność procesów logistycznych. Ponadto, zapoznają się z systemami TMS (Transport Management Systems), które wspierają zarządzanie transportem i poprawiają jego wydajność.
Nie można zapomnieć o rozwoju kompetencji miękkich, takich jak:
organizacja pracy,
umiejętności komunikacyjne,
zdolność podejmowania decyzji pod presją czasu.
Dzięki temu uczestnicy stają się lepiej przygotowani na zawodowe wyzwania, co znacząco zwiększa ich konkurencyjność na rynku pracy.
Jakie rodzaje transportu omawia kurs na spedytora?
Kurs na spedytora wprowadza uczestników w różnorodne formy transportu, co jest kluczowe dla ich edukacji w tej dziedzinie. Słuchacze zdobywają wiedzę na temat:
transportu drogowego, który jest najczęściej wykorzystywany do przewozu towarów w kraju,
transportu morskiego, który jest fundamentem międzynarodowych przesyłek,
transportu intermodalnego, który integruje różne środki transportu w celu optymalizacji efektywności przewozu.
Kurs obejmuje także zagadnienia związane z:
przewozami kabotażowymi, które dotyczą transportu towarów zrealizowanego przez przewoźników z innych krajów na terenie jednego państwa,
przewozem ładunków niebezpiecznych, który wymaga szczegółowej znajomości przepisów ADR.
Wiedza na temat różnych rodzajów transportu umożliwia spedytorom lepsze dopasowanie swoich usług do oczekiwań klientów.Ponadto trzymanie się regulacji prawnych jest fundamentalnym aspektem w branży TSL.
Jakie narzędzia i systemy poznasz na kursie na spedytora?
Kurs spedytora to doskonała okazja, by zgłębić tajniki nowoczesnych narzędzi i systemów kluczowych w organizacji przewozów. Uczestnicy mają szansę na poznanie giełd transportowych, takich jak platforma TIMOCOM, która oferuje nowe rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Dzięki nim możliwe jest błyskawiczne publikowanie ofert transportowych, co znacznie ułatwia pracę.
W trakcie szkolenia poznają również systemy Transport Management Systems (TMS), które są fundamentem planowania, monitorowania i zarządzania transportem. Użycie tych narzędzi przyczynia się do:
zwiększenia efektywności spedytora,
optymalizacji procesów logistycznych,
zdobywania nowych zleceń.
Dodatkowo kurs koncentruje się na praktycznym wykorzystaniu narzędzi transportowych, co pozwala uczestnikom lepiej zrozumieć rynek oraz potrzeby klientów. Dzięki nabytym umiejętnościom osoby kończące kurs mają szansę stać się bardziej konkurencyjne na rynku pracy, co otwiera przed nimi drzwi do bardziej atrakcyjnych propozycji zawodowych.
Jak przebiega egzamin i jakie certyfikaty otrzymasz po kursie na spedytora?
Kurs na spedytora może kończyć się egzaminem wewnętrznym, którego forma zależy od organizatora szkolenia. Najczęściej służy on sprawdzeniu wiedzy i umiejętności zdobytych podczas kursu, np. z zakresu organizacji transportu, dokumentacji spedycyjnej czy obsługi klienta.
Warto odróżnić taki egzamin od państwowego egzaminu zawodowego, np. w kwalifikacji SPL.05 – Organizacja transportu oraz obsługa klientów i kontrahentów dla zawodu technik spedytor. Kurs może przygotowywać do tego egzaminu w całości lub w części, ale jego zdanie nie jest niezbędne, aby rozpocząć pracę jako spedytor. W praktyce dla pracodawców duże znaczenie mają przede wszystkim znajomość procesów transportowych, dokumentacji, narzędzi branżowych oraz gotowość do pracy z klientami i przewoźnikami.
Jak kurs na spedytora wpływa na rozwój kariery w branży TSL?
Ukończenie kursu na spedytora ma fundamentalne znaczenie dla kariery w obszarze transportu i logistyki. Zdecydowanie zwiększa szanse na uzyskanie satysfakcjonującej posady. To szkolenie dostarcza uczestnikom nie tylko niezbędnej wiedzy, ale także praktycznych umiejętności, które są wysoko cenione przez pracodawców w branży TSL. Kursy te umożliwiają zdobycie kompetencji w takich dziedzinach, jak:
organizacja transportu,
obsługa dokumentacji,
zarządzanie flotą.
Osoby, które ukończą takie kursy, stają się lepiej przygotowane do realizacji swoich obowiązków zawodowych. Wzrost efektywności oraz zwiększona pewność siebie często prowadzą do lepszych wyników oraz większych szans na awans. Po zakończeniu szkolenia uczestnicy otrzymują dokument potwierdzający udział w szkoleniu i zdobyte kompetencje.
Inwestycja w kurs spedytorski to świetna opcja dla tych, którzy myślą o szybkiej zmianie branży. Tego typu szkolenie otwiera drzwi do nowych możliwości zawodowych w sektorze TSL. Uczestnicy mogą liczyć na:
atrakcyjniejsze oferty pracy,
opcję rozpoczęcia własnej działalności spedycyjnej,
przestrzeganie przepisów unijnych.
Jak możesz finansować kurs na spedytora?
Finansowanie kursu na spedytora może odbywać się na różne sposoby, co czyni go dostępnym dla wielu osób pragnących rozwijać swoje umiejętności zawodowe. Wiele instytucji edukacyjnych umożliwia płatności ratalne, co znacznie ułatwia sfinansowanie szkolenia.
To rozwiązanie jest szczególnie korzystne dla tych, którzy chcą zainwestować w swoją karierę, ale nie są w stanie jednorazowo opłacić całej sumy. Warunki płatności ratalnej zależą od konkretnego organizatora – warto przed zapisem sprawdzić liczbę rat, ewentualne dodatkowe koszty oraz terminy płatności.
W przypadku osób pracujących i pracodawców warto sprawdzić również możliwość skorzystania z dofinansowania, np. w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego lub usług dostępnych w Bazie Usług Rozwojowych. Dostępność środków, wysokość wsparcia i zasady udziału zależą od aktualnych naborów, regionu oraz konkretnego operatora programu.
Dzięki tak zróżnicowanym opcjom finansowania, uczestnicy kursu mogą skupić się na nauce i zdobywaniu niezbędnych umiejętności w branży TSL, bez obaw o stresujące kwestie związane z płatnościami. Kursy spedytorskie są bardziej przystępne dla różnych grup odbiorców, dlatego nie ma potrzeby obawiać się kosztów związanych ze szkoleniem.
Jak wybrać najlepszy kurs na spedytora?
Wybierając kurs przygotowujący do zawodu spedytora, istnieje kilka kluczowych aspektów, które należy uwzględnić. Te elementy mają istotny wpływ na jakość nauki oraz późniejsze wykorzystanie zdobytej wiedzy w branży. Warto sprawdzić, czy kurs jest opisany jako przygotowujący do pracy w zawodzie spedytora, np. w odniesieniu do kodu zawodu 333105. Istotne jest, aby kurs łączył teorię z praktycznymi umiejętnościami, takimi jak:
organizacja transportu,
współpraca z klientami,
zarządzanie dokumentacją transportową.
Ważnym krokiem jest również wybór uznanej placówki edukacyjnej.
Dodatkowo, dostęp do różnorodnych materiałów dydaktycznych, takich jak nagrania wideo czy interaktywne platformy online, jest bardzo istotny. Kursy online dają możliwość elastycznej nauki, co jest szczególnie korzystne dla osób, które łączą naukę z pracą zawodową.
Na zakończenie warto zwrócić uwagę na opinie osób, które już ukończyły dany kurs. Ich relacje mogą dostarczyć cennych wskazówek dotyczących jakości nauczania oraz praktycznych umiejętności, jakie można nabyć podczas szkolenia. Przy wyborze kursu spedytora kieruj się nie tylko jego jakością, ale także tym, jak dobrze odpowiada Twoim indywidualnym potrzebom oraz zawodowym aspiracjom.
Jakie szkolenia specjalistyczne warto rozważyć po kursie na spedytora?
Po ukończeniu kursu spedytora, warto rozważyć udział w specjalistycznych szkoleniach, które mogą znacznie wzbogacić Twoje umiejętności w branży transportu, spedycji i logistyki. Poniżej przedstawiam kilka istotnych propozycji:
kurs spedycji i logistyki w eksporcie: uczestnicy poznają szczegółowe aspekty związane z eksportem towarów, w tym procedury celne oraz niezbędną dokumentację, która umożliwia realizację międzynarodowych transakcji,
szkolenia ADR: koncentrują się na przewozie ładunków niebezpiecznych; udział w takim kursie jest kluczowy dla spedytorów, którzy pracują z substancjami chemicznymi lub innymi materiałami wymagającymi szczególnych środków ostrożności,
Program Lidera: zaawansowane szkolenie kładzie nacisk na techniki zarządzania, optymalizację procesów logistycznych oraz rozwój umiejętności przywódczych,
kurs zaawansowany dla spedytorów: programy te dostarczają głębszej wiedzy na temat skomplikowanych zagadnień związanych z logistyką, co może otworzyć drzwi do awansu na wyższe stanowiska w branży transportowej,
wybór odpowiednich szkoleń po kursie spedytora może zwiększyć Twoją konkurencyjność na rynku pracy.
Jakie materiały i platformy e-learningowe towarzyszą kursowi na spedytora?
Kursy dla przyszłych spedytorów często korzystają z nowoczesnych platform e-learningowych, które dostarczają różnorodnych materiałów, w tym nagrań wideo oraz interaktywnych wykładów online.
Program szkoleniowy obejmuje wiele zagadnień związanych z pracą spedytora, takich jak:
organizacja transportu,
zarządzanie dokumentacją,
podstawy prawa przewozowego.
Rosnąca popularność kursów online dla spedytorów wynika z ich łatwej dostępności oraz elastyczności w nauce. Uczestnicy mają do dyspozycji różne narzędzia wspierające ich rozwój zawodowy, co czyni te kursy atrakcyjną opcją dla osób pragnących rozpocząć swoją karierę w branży transportu i logistyki.
Dobre zaopatrzenie biura gwarantuje sprawne działanie firmy bez przestojów, niepotrzebnych kosztów oraz nerwów. Aby uniknąć tych niedogodności, warto zgromadzić wszystkie potrzebne produkty u jednego dostawcy i zamawiać je z wyprzedzeniem. Dobrym rozwiązaniem jest internetowa hurtownia wielobranżowa, która pozwala zaopatrzyć firmę w papier, środki czystości, napoje oraz inne niezbędne towary podczas jednych zakupów. Dzięki temu ograniczasz liczbę faktur, oszczędzasz na dostawie i zyskujesz czas na rozwijanie biznesu.
Jakie artykuły biurowe do firmy są niezbędne?
Praca w nowoczesnej przestrzeni wymaga stałego dostępu do materiałów piśmienniczych, papieru oraz akcesoriów pomocniczych. Codzienne obowiązki opierają się na dokumentacji, notatkach i archiwizacji, dlatego brak podstawowych przyborów potrafi sparaliżować pracę całego zespołu. Tworząc listę artykułów biurowych niezbędnych do funkcjonowania firmy, warto podzielić asortyment na kilka głównych kategorii:
materiały do druku i notowania – papier ksero w różnych formatach (głównie A4 i A3), bloki do tablic, notesy samoprzylepne, kalendarze;
przybory do pisania – długopisy, ołówki, cienkopisy, markery do tablic suchościeralnych, zakreślacze tekstowe;
archiwizacja dokumentów – segregatory o różnych szerokościach grzbietu, teczki wiązane i z gumką, koszulki foliowe, pudła archiwizacyjne;
Warto stawiać na sprawdzone marki o dobrej relacji ceny do jakości. Tanie zamienniki papieru mogą pylić i niszczyć mechanizmy drukarek, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do konieczności napraw sprzętu.
Gdzie najlepiej zamawiać artykuły biurowe i papiernicze? Hurtownia vs sklep detaliczny
Kupowanie wyposażenia w zwykłych sklepach papierniczych lub marketach to duża strata pieniędzy i czasu. Ceny detaliczne są często znacznie wyższe, a ograniczony asortyment zmusza do odwiedzania wielu punktów handlowych. Dla każdego przedsiębiorstwa godnym uwagi partnerem w zakupie artykułów biurowych i papierniczych jest hurtownia online, która zapewnia stałą dostępność towaru oraz elastyczne warunki współpracy.
Cecha
Sklep detaliczny
Hurtownia
Ceny
Wysokie (marża detaliczna)
Niskie (rabaty ilościowe)
Wybór produktów
Ograniczony do przestrzeni półkowej
Pełen katalog producentów
Dostawa
Brak lub wysoki koszt transportu
Darmowa dostawa od określonego progu
Formalności
Wiele pojedynczych paragonów
Jedna zbiorcza faktura miesięczna
Współpraca z hurtowym dostawcą pozwala na negocjowanie indywidualnych stawek rabatowych przy dużych wolumenach zakupowych oraz daje dostęp do dedykowanego opiekuna klienta, który pomaga w doborze odpowiednich produktów.
Jakie artykuły higieniczne warto zamawiać hurtowo?
Czystość i higiena w miejscu pracy wpływają na zdrowie oraz samopoczucie pracowników. Przestrzenie wspólne, takie jak łazienki, kuchnie czy korytarze, wymagają stałego zaopatrzenia w profesjonalne środki czystości. Decydując się na zakup artykułów higienicznych w hurcie, zyskujesz dostęp do wydajnych opakowań przemysłowych, które wystarczają na znacznie dłużej niż produkty przeznaczone dla gospodarstw domowych.
Ręczniki papierowe i papier toaletowy – najlepiej sprawdza się papier w dużych rolkach (Jumbo) lub ręczniki składane typu ZZ, dopasowane do dozowników ściennych.
Mydła i środki do dezynfekcji – zakup pięciolitrowych kanistrów z mydłem w płynie pozwala na oszczędne uzupełnianie dozowników.
Środki czystości – specjalistyczne płyny do mycia podłóg, szyb, czyszczenia armatury oraz tabletki i sól do zmywarek biurowych.
Worki na odpady – dopasowane litrażem do koszy pod biurkami oraz dużych pojemników do segregacji śmieci.
Hurtowy zakup chemii profesjonalnej zabezpiecza firmę przed nagłym brakiem podstawowych środków sanitarnych, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wizerunek firmy przed kontrahentami.
Dlaczego wodę mineralną również warto kupować w hurtowni?
Zapewnienie dostępu do wody pitnej w miejscu pracy to stały obowiązek każdego pracodawcy. Kupowanie zgrzewek w marketach spożywczych wiąże się z problemami transportowymi i logistycznymi. Warto rozważyć zakup wody mineralnej w hurtowni, co gwarantuje dostawy bezpośrednio pod wskazany adres.
Przed wyborem dostawcy warto przeanalizować formaty opakowań:
0,5 litra – niezastąpione podczas spotkań biznesowych, konferencji oraz dla pracowników realizujących zadania w terenie.
1,5 litra – najbardziej ekonomiczne rozwiązanie do codziennego użytku przez pracowników stacjonarnych w aneksach kuchennych.
warianty szklane – przeznaczone do gabinetów kadry zarządzającej oraz na kluczowe negocjacje z partnerami handlowymi.
Właściwy podział zamówienia między wodę gazowaną i niegazowaną pozwala zaspokoić potrzeby wszystkich osób zatrudnionych w firmie.
Jak stworzyć skuteczny harmonogram zamówień biurowych?
Chaos w zaopatrzeniu najczęściej wynika z kupowania produktów w ostatniej chwili. Reagowanie dopiero wtedy, gdy skończy się papier w drukarce lub mydło w łazience, wywołuje niepotrzebny stres. Rozwiązaniem jest wdrożenie prostego systemu opartego na stanach minimalnych.
Proces ten można zamknąć w trzech prostych krokach:
Analiza realnego zużycia
Przez miesiąc należy zapisywać, ile ryz papieru, kartonów kawy czy paczek ręczników papierowych zużywa biuro. Pozwala to określić realne zapotrzebowanie firmy.
Wyznaczenie progu alarmowego
Dla każdego produktu należy ustalić ilość krytyczną, która sygnalizuje konieczność wysłania nowego zamówienia. Jeśli w magazynie zostają np. trzy ryzy papieru, osoba odpowiedzialna powinna od razu uzupełnić zapas, biorąc pod uwagę czas potrzebny na dostawę.
Ustalenie stałych dni dostaw
Zamiast dokonywać drobnych zakupów co kilka dni, lepiej wyznaczyć jeden stały dzień w miesiącu na duże, zbiorcze zamówienie. Ułatwia to pracę działu księgowości, który otrzymuje jedną fakturę w miejsce kilkunastu mniejszych rachunków.
Jak kontrolować koszty zaopatrzenia?
Nadzór nad wydatkami na materiały eksploatacyjne wymaga centralizacji procesu zakupowego. Jeśli każdy dział zamawia artykuły samodzielnie, firma traci kontrolę nad budżetem i płaci więcej z powodu rozproszonych zamówień.
Wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za kontakt z hurtowniami pozwala na wprowadzenie standaryzacji. Wybór jednego modelu długopisu, określonej gramatury papieru czy konkretnej marki środków czystości pozwala na zamawianie większych partii tego samego towaru. Dzięki temu zyskujesz silniejszą pozycję negocjacyjną i możesz ubiegać się o dodatkowe rabaty handlowe u swojego dostawcy. Regularne monitorowanie wydatków oraz zestawianie ich z liczbą pracowników pozwala szybko wykryć nieprawidłowości, a także zoptymalizować koszty.
Organizacja przestrzeni magazynowej w biurze
Nawet najlepszy plan zakupów nie zadziała, jeśli dostarczone towary będą składowane w przypadkowych miejscach. Odpowiednia organizacja szaf zaopatrzeniowych czy magazynków pozwala na szybką ocenę stanu zapasów i zapobiega niszczeniu materiałów.
Warto zastosować zasadę FIFO (First In, First Out) – produkty kupione wcześniej powinny być układane z przodu, aby zostały zużyte w pierwszej kolejności. Dotyczy to zwłaszcza artykułów spożywczych, napojów oraz chemii, która ma określone terminy przydatności. Ciężkie towary, takie jak zgrzewki wody czy kartony z papierem ksero, należy bezwzględnie przechowywać na najniższych półkach lub bezpośrednio na podłodze, aby zapobiec przeciążeniu regałów i zadbać o bezpieczeństwo pracowników.
Tradycyjny model zakupów, w którym osobno zamawia się chemię gospodarczą, papier czy napoje, może prowadzić do chaosu organizacyjnego. Oznacza to konieczność koordynowania kilku dostaw, kontaktu z wieloma kurierami i opłacania licznych faktur. Internetowa hurtownia wielobranżowa eliminuje te problemy, łącząc tysiące produktów z różnych kategorii w jednym miejscu.
Systemy zamówień online w takich hurtowniach pozwalają na tworzenie szablonów zakupowych i błyskawiczne odtwarzanie koszyka z poprzedniego miesiąca. Cały proces sprowadza się do kilku kliknięć na ekranie komputera lub smartfona. Dodatkowo, zrobienie wszystkich zakupów u jednego podmiotu pozwala na łatwiejsze osiągnięcie progów uprawniających do bezpłatnego transportu, co realnie zmniejsza koszty operacyjne przedsiębiorstwa.
Jakie korzyści przynosi automatyzacja zakupów firmowych?
Nowoczesne platformy sprzedażowe dla biznesu oferują szereg funkcji usprawniających codzienne zarządzanie dostawami. Korzystanie z kont biznesowych w hurtowniach internetowych pozwala na precyzyjne planowanie wydatków bez konieczności ręcznego wypisywania list produktów. Dzięki tym narzędziom proces zaopatrzeniowy staje się w pełni transparentny, a ryzyko dokonywania nieprzemyślanych zakupów zostaje zredukowane do minimum. Centralizacja, planowanie i wybór hurtowni wielobranżowej to sprawdzone sposoby na oszczędność czasu oraz pieniędzy w każdym przedsiębiorstwie.
Polska gospodarka pozostaje na ścieżce stabilnego wzrostu, choć otoczenie, w którym funkcjonują przedsiębiorstwa, nadal charakteryzuje się podwyższoną niepewnością. Prognozy Biura Maklerskiego BNP Paribas zakładają, że w 2026 roku tempo wzrostu PKB wyniesie 3,5%, co oznacza jedynie nieznaczne spowolnienie względem poprzedniego roku. Jednocześnie inflacja ma obniżyć się do średnio 3,2%, pozostając bliżej celu Narodowego Banku Polskiego niż w ostatnich latach.
Dla przedsiębiorców oznacza to utrzymanie relatywnie korzystnych warunków prowadzenia działalności, jednak bez powrotu do pełnej przewidywalności, która przez lata była fundamentem planowania biznesowego. Wiele będzie zależeć od sytuacji geopolitycznej, w szczególności od rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Bazowy scenariusz zakłada stopniową normalizację sytuacji oraz spadek cen surowców energetycznych. Ewentualna eskalacja konfliktu mogłaby jednak ponownie zwiększyć presję inflacyjną, wpływając zarówno na koszty działalności przedsiębiorstw, jak i na skłonność konsumentów do wydawania pieniędzy.
Impuls inwestycyjny
Jednym z najważniejszych czynników wspierających gospodarkę pozostają inwestycje. Rok 2026 może być okresem rekordowego napływu środków europejskich. Przy pełnym wykorzystaniu funduszy dostępnych w ramach Krajowego Planu Odbudowy do polskiej gospodarki może trafić około 210 mld zł. Tak silny impuls inwestycyjny będzie odczuwalny nie tylko w sektorze publicznym, ale również w wielu branżach współpracujących z administracją, samorządami oraz dużymi podmiotami realizującymi projekty infrastrukturalne.
Dla firm oznacza to szansę na zwiększenie skali działalności, ale jednocześnie konieczność odpowiedniego przygotowania organizacyjnego i finansowego. W okresach przyspieszenia inwestycji szczególnego znaczenia nabierają kwestie związane z płynnością finansową, terminowym finansowaniem kontraktów oraz zdolnością do obsługi rosnącej liczby zamówień. To właśnie sprawne zarządzanie kapitałem obrotowym często decyduje o tym, które przedsiębiorstwa są w stanie skutecznie wykorzystać pojawiające się możliwości rynkowe.
Kondycja konsumentów
Pozytywnym sygnałem dla biznesu pozostaje również utrzymująca się dobra kondycja konsumentów. Chociaż dynamika wzrostu wynagrodzeń będzie niższa niż w poprzednich latach, można przewidywać dalszy wzrost konsumpcji gospodarstw domowych na poziomie około 3,5%. Oznacza to utrzymanie relatywnie solidnego popytu wewnętrznego, który pozostaje jednym z głównych motorów wzrostu polskiej gospodarki.
Warto również zwrócić uwagę na sytuację na rynku finansowym. Prognozy wskazują, że stopy procentowe NBP powinny pozostać stabilne do końca roku, a kurs złotego względem euro utrzyma się w pobliżu obecnych poziomów. Taki scenariusz sprzyja planowaniu inwestycji i ogranicza ryzyko związane z kosztami finansowania oraz wahaniami kursowymi. Jednocześnie przedsiębiorcy nie mogą całkowicie wykluczyć alternatywnego scenariusza, w którym utrzymujące się napięcia geopolityczne wymuszą bardziej restrykcyjną politykę pieniężną.
Perspektywy dla polskiej gospodarki pozostają umiarkowanie optymistyczne. Przedsiębiorstwa działają w otoczeniu pełnym wyzwań, ale jednocześnie mają do dyspozycji silne impulsy rozwojowe w postaci inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych, stabilnego rynku pracy oraz utrzymującego się popytu krajowego. W takich warunkach o przewadze konkurencyjnej decydują nie tylko jakość oferowanych produktów i usług, lecz także umiejętność szybkiego reagowania na zmieniające się warunki gospodarcze oraz efektywnego zarządzania finansami przedsiębiorstwa.
Rumunia coraz silniej przyciąga uwagę międzynarodowych inwestorów nie tylko jako efektywna kosztowo lokalizacja, ale także jako rynek o dynamicznie rozwijającej się bazie przemysłowej i logistycznej. Stabilny wzrost gospodarczy w połączeniu z ponadprzeciętnym poziomem samowystarczalności energetycznej oraz rosnącym popytem na nowoczesną infrastrukturę czyni z tego kraju jedno z najbardziej dynamicznych środowisk inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie same rumuńskie firmy rozwijają się w szybkim tempie i coraz częściej wychodzą na rynki międzynarodowe, co napędza zapotrzebowanie na bardziej zaawansowane łańcuchy dostaw oraz kompetencje w logistyce transgranicznej.
Jako jeden z liderów rozwoju gospodarczego w Europie od 1989 roku, Rumunia w ciągu ostatnich 20 lat osiągnęła najwyższy w całej Unii Europejskiej wzrost realnych dochodów gospodarstw domowych per capita sięgający aż 134%. Potencjał kraju jest wyraźnie dostrzegany przez międzynarodowy przemysł. Rumunia zbudowała już silną pozycję w kluczowych sektorach, takich jak motoryzacja, a także w branży stalowej i chemicznej. Jednocześnie obserwujemy obecnie rosnący popyt ze strony sektora energetycznego, w tym energetyki odnawialnej, ze szczególnie silnym wzrostem importu komponentów takich jak panele fotowoltaiczne.
Wzrost ten przekłada się bezpośrednio na rosnące zapotrzebowanie na zaawansowaną logistykę. Firmy działające w Rumunii poszukują nie tylko efektywnych rozwiązań transportowych, ale również kompleksowego wsparcia w zarządzaniu lokalnymi i globalnymi łańcuchami dostaw zapewniającego ciągłość, skalowalność i efektywność operacyjną.
Dzięki konkurencyjnym kosztom operacyjnym, dostępowi do jednolitego rynku UE oraz rozwijającej się infrastrukturze Rumunia staje się coraz bardziej atrakcyjną lokalizacją dla firm poszukujących alternatyw dla produkcji w Azji. Globalny trend nearshoringu stanowi dużą szansę dla rumuńskiej gospodarki. W 2025 roku, gdy liczba projektów inwestycyjnych w Europie spadła o 7%, Rumunia przyciągnęła ponad 100 projektów bezpośrednich inwestycji zagranicznych – o 16% więcej niż rok wcześniej. Towarzyszył temu wzrost liczby tworzonych miejsc pracy o 39%, podczas gdy średnia europejska w tym czasie spadła. Kraj awansował na 11. miejsce w europejskim rankingu atrakcyjności BIZ, utrzymując drugą pozycję w regionie CEE, a wśród najsilniejszych sektorów znalazły się maszyny i urządzenia, IT oraz transport i logistyka.
Jakie są gospodarcze atuty Rumunii?
Położenie Rumunii czyni z niej naturalny hub dystrybucyjny dla szerszego regionu – od Bałkanów po Europę Środkowo-Wschodnią. Jednocześnie kraj jest dobrze przygotowany, by odegrać kluczową rolę w przyszłej odbudowie Ukrainy, co wspierają inwestycje infrastrukturalne, bliskość geograficzna oraz rosnące doświadczenie w obsłudze przepływów tranzytowych.
Port w Konstancy to największy port morski Rumunii i jeden z najważniejszych nad Morzem Czarnym. Pełni on rolę strategicznego hubu dla Europy Środkowo-Wschodniej oraz kluczowego punktu w handlu z Azją. W 2025 roku port obsłużył około 67 mln ton ładunków, co potwierdza jego trwałe znaczenie dla regionalnych i globalnych łańcuchów dostaw. Po wybuchu wojny w Ukrainie Konstanca stała się jedynym portem w regionie utrzymującym regularne połączenia z Chinami.
Kraj intensywnie inwestuje również w modernizację infrastruktury transportowej. Budowa autostrady A7 łączącej Konstancę z granicą ukraińską, a także planowane nowe porty wzdłuż Kanału Dunaj-Morze Czarne to tylko niektóre z projektów, które wzmocnią pozycję Rumunii jako regionalnego lidera. Dunaj zapewnia unikalną przewagę w transporcie śródlądowym i intermodalnym, oferując efektywną kosztowo alternatywę dla transportu drogowego, szczególnie w przypadku ładunków ponadgabarytowych i przemysłowych, umożliwiając jednocześnie sprawne połączenia z rynkami takimi jak Węgry oraz dalej, wzdłuż korytarza dunajskiego, w kierunku Europy Środkowej.
Również wejście kraju do strefy Schengen w 2025 roku znacząco ułatwiło handel i logistykę, umożliwiając szybszy przepływ towarów, niższe koszty oraz większą przewidywalność łańcuchów dostaw. Zniesienie kontroli granicznych wyeliminowało opóźnienia sięgające wcześniej nierzadko ponad 20 godzin, istotnie poprawiając czasy tranzytu i efektywność operacyjną.
Jednocześnie Rumunia korzysta ze stosunkowo wysokiego poziomu samowystarczalności energetycznej, co wzmacnia jej konkurencyjność w kontekście wysokich cen energii i niepewności surowcowej w całej Europie, czyniąc ją coraz bardziej atrakcyjną lokalizacją dla inwestycji przemysłowych. Kraj przeżywa także odrodzenie w sektorze energii odnawialnej. W 2025 roku rynek energii słonecznej odnotował znaczący wzrost, dodając około 2,2 GW nowych mocy, co plasuje Rumunię wśród europejskich liderów w tej dziedzinie. Ten dynamiczny rozwój napędza import komponentów takich jak panele fotowoltaiczne, głównie z Azji, przy czym port w Konstancy staje się kluczowym hubem logistycznym, a sprawna obsługa celna zyskuje strategiczne znaczenie.
Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące opublikowania w mediach społecznościowych przerobionych zdjęć 14-letniej dziewczynki. Sprawa była wcześniej ponownie podjęta po interwencji Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosława Wróblewskiego u Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka. Zdaniem UODO śledczy nie przeprowadzili jednak nowych istotnych czynności dowodowych, a decyzja o umorzeniu postępowania była przedwczesna.
Sprawa dotyczy wykorzystania wizerunku małoletniej, który miał zostać przerobiony przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, a następnie opublikowany w mediach społecznościowych. Według informacji przekazanych przez UODO osoby odpowiedzialne za publikację nie tylko zamieściły zmodyfikowane zdjęcie, ale także zachęcały innych do „zamawiania” podobnych materiałów.
Sprawa trafiła na policję ponad rok temu
Postępowanie rozpoczęło się po zawiadomieniu złożonym przez rodzica pokrzywdzonej dziewczynki. Rodzic wskazywał na możliwość popełnienia przestępstwa polegającego na przerobieniu i rozpowszechnieniu wizerunku jego małoletniej córki. Zawiadomienia w tej sprawie złożyli również Prezes UODO oraz szkoła, do której uczęszcza pokrzywdzona.
Organy ścigania początkowo odmówiły wszczęcia postępowania. Prokuratura uznała, że czyn nie spowodował szkody oraz nie nosił znamion przestępstwa. Prezes UODO zaskarżył tę decyzję, a następnie skierował pismo do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka, wnosząc o wznowienie postępowania i podjęcie śledztwa.
Po tej interwencji prokuratura ponownie zajęła się sprawą. Jak jednak wskazuje UODO, zakończyło się to kolejnym umorzeniem.
UODO: nie było nowych ustaleń
W lutym 2026 r. prokurator wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa. Z akt sprawy, na które powołuje się UODO, wynika, że po ponownym podjęciu postępowania nie przeprowadzono nowych czynności dowodowych, które mogłyby doprowadzić do istotnych ustaleń. Według organu nadzorczego dokonano jedynie ponownego przesłuchania ojca pokrzywdzonej.
Prezes UODO ocenia, że w takiej sytuacji decyzja o umorzeniu była przedwczesna. Urząd przypomina, że wcześniej Prokuratura Krajowa nakazała wznowienie postępowania, uznając, że poprzednia decyzja organów ścigania wymaga ponownej oceny. Skoro natomiast ustalenia faktyczne nie uległy zmianie, to — zdaniem UODO — także kolejna decyzja o umorzeniu budzi zastrzeżenia.
Spór o szkodę i charakter czynu
Jednym z kluczowych elementów sprawy jest ocena, czy opublikowanie przerobionego zdjęcia wyrządziło szkodę. Prokuratura miała uznać, że działanie to było jedynie formą nieudanego, nastoletniego żartu i nie spowodowało szkody po stronie pokrzywdzonej.
Z takim stanowiskiem nie zgadza się Prezes UODO. Urząd wskazuje, że ojciec dziewczynki wyraźnie podkreślał, iż zarówno on, jak i jego córka czują się pokrzywdzeni i nie wyrażają zgody na publikowanie tego rodzaju materiałów. W ocenie organu nadzorczego doszło więc do wyrządzenia krzywdy, która również może być traktowana jako postać szkody.
UODO zwraca także uwagę, że prokuratura nie podjęła działań zmierzających do ustalenia tożsamości sprawców. Zdaniem urzędu jest to szczególnie istotne w sprawach dotyczących małoletnich oraz wykorzystania ich wizerunku w internecie.
Kluczowy jest art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych
Najważniejszy zarzut Prezesa UODO dotyczy interpretacji art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Przepis ten penalizuje przetwarzanie danych osobowych bez podstawy prawnej.
Według UODO prokuratura błędnie przyjęła, że przerobienie zdjęcia w opisanych okolicznościach nie stanowi przetwarzania danych osobowych. Śledczy mieli również argumentować, że do przestępstwa nie doszło, ponieważ wizerunek małoletniej pochodził z materiałów ogólnodostępnych, a nie z „chronionego zbioru danych”.
Prezes UODO nie zgadza się z taką interpretacją. Urząd podkreśla, że z punktu widzenia ochrony danych osobowych wizerunek osoby możliwej do zidentyfikowania jest daną osobową. Jego modyfikacja, publikacja i dalsze rozpowszechnianie mogą więc stanowić przetwarzanie danych osobowych.
Zdaniem UODO nie ma przy tym znaczenia, czy pierwotne zdjęcie pochodziło z materiałów ogólnodostępnych. Istotne jest to, że fotografia dotyczyła konkretnej, możliwej do zidentyfikowania osoby. Organ nadzorczy zwraca również uwagę, że prokuratura nie wyjaśniła, czym miałby być wskazywany przez nią „chroniony zbiór danych” ani dlaczego jego istnienie miałoby być warunkiem odpowiedzialności z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.
UODO składa zażalenie do sądu
Prezes UODO złożył zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa. Organ nadzorczy stoi na stanowisku, że w sprawie doszło do przetwarzania danych osobowych małoletniej bez podstawy prawnej, a prokuratura bezzasadnie zakończyła postępowanie.
Sprawa ma znaczenie wykraczające poza jednostkowy przypadek. Dotyczy bowiem odpowiedzialności za wykorzystywanie wizerunku dzieci i nastolatków w internecie, w tym za materiały tworzone lub modyfikowane z użyciem sztucznej inteligencji. W ocenie UODO organy ścigania powinny traktować takie przypadki z należytą powagą, zwłaszcza gdy dotyczą osób małoletnich, których ochrona w środowisku cyfrowym wymaga szczególnej staranności.
Rozstrzygnięcie sądu może mieć znaczenie dla praktyki organów ścigania w podobnych sprawach. Chodzi przede wszystkim o to, czy przerobienie i publikacja wizerunku osoby małoletniej w internecie mogą być kwalifikowane jako bezprawne przetwarzanie danych osobowych, nawet jeśli pierwotne zdjęcie było wcześniej publicznie dostępne.
W maju 2026 roku mediana ofert OC w Polsce wyniosła 641 zł – tak wynika z raportu Rankomat.pl. To o 11 zł mniej niż w kwietniu i jednocześnie najniższy poziom od maja 2024 roku. Dla kierowców to dobra wiadomość, ale najnowsze dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że dalsze obniżki mogą być trudne do utrzymania. Segment obowiązkowego OC komunikacyjnego po I kwartale 2026 roku ponownie znalazł się pod presją rosnących kosztów szkód.
Po marcowo-kwietniowym odbiciu ceny OC znów spadły. Ostatnio podobny poziom odnotowano w maju 2024 roku, kiedy mediana ofert wynosiła 643 zł. Rok później, w maju 2025 roku, było to 711 zł, czyli o 70 zł więcej niż obecnie.
Nie oznacza to jednak powrotu do bardzo taniego OC sprzed kilku lat. W maju 2023 roku mediana wynosiła 524 zł. Obecny poziom jest więc o 117 zł wyższy niż trzy lata temu. Rynek jest wyraźnie tańszy niż w szczycie podwyżek z 2025 roku, ale nadal znacząco droższy niż przed okresem dynamicznego wzrostu cen.
Rentowność OC pod presją
Na możliwe ograniczenie dalszych obniżek wskazują dane KNF po I kwartale 2026 roku. W grupie 10., czyli w obowiązkowym OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, strata techniczna na działalności bezpośredniej wyniosła 19 mln zł. Rok wcześniej wynik był dodatni i wynosił 43,2 mln zł.
Ubezpieczyciele zebrali 4,8 mld zł składki, co oznacza wzrost o 3% rok do roku. Jednocześnie wypłacili o 9% więcej odszkodowań i świadczeń, a średnia wartość zlikwidowanej szkody wzrosła o 6%, do 11,6 tys. zł.
– Dane KNF pokazują, że sytuacja w komunikacyjnych polisach OC robi się coraz bardziej wymagająca dla ubezpieczycieli. Rynek jako całość pozostaje stabilny, ale rosnące koszty szkód i słabsza rentowność mogą ograniczać przestrzeń do dalszych obniżek cen. Firmy, które przez dłuższy czas sprzedają polisy poniżej kosztów, będą musiały skorygować swoją strategię. Dla kierowców oznacza to, że obecne, relatywnie niskie ceny OC mogą nie utrzymać się bez końca – komentuje Katarzyna Gaweł, ekspertka Rankomat.pl.
Komisja Nadzoru Finansowego zapowiada dalszy monitoring zakładów ubezpieczeń, które utrzymują nierentowne linie biznesowe. Z perspektywy rynku OC oznacza to, że presja na wynik techniczny może stać się jednym z czynników ograniczających agresywną konkurencję cenową.
Najdrożej w pomorskim, najtaniej w podkarpackim
Wśród województw najwyższą medianę ofert OC odnotowano w maju w województwie pomorskim. Wyniosła ona 718 zł, czyli o 77 zł więcej niż mediana krajowa. Drugie miejsce zajęło województwo dolnośląskie z medianą 698 zł, a kolejne mazowieckie – 676 zł oraz zachodniopomorskie – 674 zł.
Powyżej mediany krajowej znalazło się również województwo kujawsko-pomorskie, gdzie mediana wyniosła 643 zł. Pozostałe regiony były tańsze od wyniku ogólnopolskiego.
Najtańszym województwem było podkarpackie. Mediana ofert OC wyniosła tam 556 zł. Niewiele więcej płacili kierowcy w województwach świętokrzyskim – 557 zł, lubelskim – 569 zł oraz opolskim – 570 zł. Różnica między najdroższym województwem pomorskim a najtańszym podkarpackim wyniosła 162 zł.
W porównaniu z kwietniem ceny w najdroższych regionach spadły. W pomorskim mediana obniżyła się z 730 zł do 718 zł, w dolnośląskim z 703 zł do 698 zł, w mazowieckim z 691 zł do 676 zł, a w zachodniopomorskim z 685 zł do 674 zł. Wśród najtańszych województw podkarpackie utrzymało poziom z kwietnia, natomiast spadki odnotowano m.in. w świętokrzyskim, lubelskim i opolskim.
Wrocław i Gdańsk nadal najdroższe. Opole odzyskuje miano najtańszego wśród miast wojewódzkich
Różnice między miastami wojewódzkimi pozostają jeszcze większe niż między regionami. Najdroższym miastem w maju był Wrocław, gdzie mediana ofert OC wyniosła 850 zł. Niewiele mniej płacili kierowcy z Gdańska – 838 zł. Podium zamyka Poznań z medianą na poziomie 812 zł.
Wysokie ceny odnotowano także w Łodzi – 805 zł, Szczecinie – 782 zł, Warszawie – 762 zł oraz Bydgoszczy – 751 zł. Oznacza to, że w najdroższych miastach wojewódzkich mediana OC była o ponad 100 – 200 zł wyższa od mediany krajowej.
Najtańszym miastem wojewódzkim było Opole, gdzie mediana ofert OC wyniosła 634 zł. To jedyne miasto w zestawieniu z wynikiem niższym od mediany krajowej. Na kolejnych miejscach znalazły się Rzeszów – 650 zł, Lublin – 669 zł oraz Katowice – 678,50 zł.
W porównaniu z kwietniem uwagę zwracają spadki w miastach, które wcześniej należały do najdroższych. W Gdańsku mediana obniżyła się z 869 zł do 838 zł, czyli o 31 zł. We Wrocławiu spadła z 876 zł do 850 zł, a w Poznaniu z 826 zł do 812 zł.
Wyraźna zmiana nastąpiła też w Opolu. W kwietniu mediana wynosiła tam 666 zł, a w maju spadła do 634 zł. Dzięki temu Opole ponownie znalazło się na końcu zestawienia najdroższych miast wojewódzkich.
Co to oznacza dla kierowców?
Majowe dane pokazują, że kierowcy mogą obecnie znaleźć OC taniej niż w poprzednich miesiącach, ale sytuacja na rynku nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mediana ofert spadła do najniższego poziomu od dwóch lat. Z drugiej strony ubezpieczyciele mierzą się z rosnącymi kosztami szkód i słabszą rentownością obowiązkowego OC.
Dla właścicieli samochodów oznacza to, że warto porównywać oferty szczególnie uważnie. Różnice między regionami sięgają ponad 160 zł, a między najdroższym i najtańszym miastem wojewódzkim ponad 200 zł. W praktyce cena polisy nadal w dużej mierze zależy od miejsca zamieszkania, historii ubezpieczenia, wieku kierowcy, parametrów samochodu i zakresu dostępnych ofert.
Ostatnie dni na rynkach dają nam chociaż trochę tematów innych niż wojna w Zatoce Perskiej. Z drugiej strony decyzje banków centralnych po trochu wynikają jednak z działań USA i Izraela w tym regionie. W USA rosną ceny, a Europa czeka na wzrost stóp.
Inflacja w USA
Amerykańska administracja wydaje się robić wiele rzeczy, by przegrać listopadowe wybory. Sondaże nadal jednak dają Republikanom szansę utrzymania większości, o ile wygrają kilka wahających się stanów. Ostatnie wybory pokazywały, że tego typu niespodzianki udawały im się wyjątkowo często. Obecnie jest jednak jeszcze jeden problem, czyli kondycja gospodarki. Obecna administracja doszła do władzy twierdząc, że Demokraci rujnują gospodarkę, a teraz wyniki jeszcze się pogarszają. Obecnie głównym problemem jest inflacja. Wczorajszy odczyt wyniósł 4,2% i był to wynik zgodny z oczekiwaniami, ale najwyższy od 2023 r. Wtedy jednak powodem takiej dynamiki wzrostu cen była pandemia koronawirusa, a teraz jest nim niezrozumiała dla wielu obserwatorów wojna w Iranie. Rosnąca inflacja przekłada się na umocnienie dolara względem głównych walut. Im wyższa inflacja, tym bardziej będą rosły stopy procentowe, a to – dzięki lepszym stopom zwrotu – będzie zachęcać inwestorów do trzymania środków w dolarze.
Sądny dzień euro
Wygląda na to, że wiadomością dnia będzie dzisiaj decyzja EBC. Wcześniej poznamy co prawda decyzję Banku Turcji, ale nad Bosforem nie powinniśmy oczekiwać niespodzianek. Chyba że ktoś nie śledzi sytuacji w tym kraju – wtedy stopy procentowe na poziomie 37% mogą być zaskoczeniem. Natomiast EBC powinien dzisiaj podnieść stopy z poziomu 2,15% na 2,4%. Choć rynek „mówi” znacznie więcej o podwyżkach w USA, to właśnie w Europie nadchodzą one dużo szybciej. Z drugiej strony w USA analitycy przewidują dwie rundy wzrostu stóp, więc docelowo nadwyżka oprocentowania za Oceanem względem Europy powinna wzrosnąć. Wzrost stóp procentowych najpewniej przełoży się na umocnienie euro względem innych walut, w tym przede wszystkim dolara.
Bank Kanady nie zmienia stóp
Na wczorajszym posiedzeniu Banku Kanady nie doszło do zmian stóp procentowych. Zostały one utrzymane na poziomie 2,25%, co było zgodne z oczekiwaniami analityków. Warto zwrócić uwagę, że stopy procentowe są tam obecnie wyraźnie niższe od inflacji. Mamy co prawda tylko dane za kwiecień, majowe poznamy za 1,5 tygodnia. Już jednak kwietniowe dane mówią o wskaźniku wzrostu cen na poziomie 2,8%, czyli ponad pół punktu procentowego powyżej stóp procentowych. W maju analitycy oczekują symbolicznego wzrostu do 2,9%, co – biorąc pod uwagę zamieszanie na rynku ropy – nie powinno dziwić. Niby pod koniec maja cena baryłki spadła już wyraźnie poniżej poziomu 100 dolarów, ale w maju ubiegłego roku baryłka ropy Brent kosztowała 60 dolarów. Tak duży wzrost cen musi przekładać się na inflację. Decyzja Banku Kanady była zgodna z oczekiwaniami, co spowodowało brak większych reakcji rynków.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.
TSUE uznał, że konsumentowi przysługują odsetki za opóźnienie dopiero od momentu doręczenia Bankowi wezwania wskazującego konkretną kwotę dochodzonego roszczenia, na tej podstawie bank jest w stanie ustalić zakres jego potencjalnego zobowiązania i ocenić zasadność żądania.
Zdaniem Trybunału nie stanowi to nadmiernego obciążenia dla konsumenta, ponieważ wysokość wpłat może zostać ustalona na podstawie historii rachunku bankowego lub zaświadczenia wydanego przez bank.
Taki warunek nie uniemożliwia ani nie prowadzi do nadmiernego utrudnienia wykonywania praw przyznanych konsumentom.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał dziś wyrok w sprawie C-903/24 Zmarka dotyczącej momentu, od którego konsument może dochodzić odsetek ustawowych za opóźnienie od świadczeń spełnionych na podstawie umowy zawierającej nieuczciwe warunki umowne.
TSUE wskazał, że przedsiębiorca, na podstawie informacji zawartych w wezwaniu, powinien być w stanie ustalić zakres i wysokość zgłaszanego przez konsumenta roszczenia i na tej podstawie dokonać oceny jego zasadności.
Trybunał potwierdził tym samym przepisy krajowe, zgodnie z którymi wezwanie do zapłaty powinno zawierać wskazanie konkretnej kwoty, której domaga się konsument. Odsetki za opóźnienie mogą się wiec należeć najwcześniej dopiero od momentu doręczenia bankowi tak skonkretyzowanego wezwania – podkreśla prezes Związku Banków Polskich dr Tadeusz Białek.
Opinia Rzecznika Generalnego TSUE: polskie sądy mają ocenić spełnienie obowiązków informacyjnych.
Rzecznik Generalny TSUE wydał opinię – na wyrok TSUE przyjdzie jeszcze poczekać przynajmniej kilka miesięcy. Opinia zawiera stanowisko w zakresie badania obowiązków informacyjnych oraz skutków ich ewentualnego naruszenia.
Jednocześnie nie oznacza ona automatycznego zastosowania sankcji w każdej sprawie. Ostateczna ocena zależy od okoliczności konkretnej sprawy oraz rozstrzygnięcia sądu. Nadal kluczowe znaczenie ma ocena, czy dane uchybienie rzeczywiście mogło mieć wpływ na sytuację klienta i jego możliwość oceny zobowiązania.
Należy podkreślić, że opinia Rzecznika Generalnego ma jedynie charakter pomocniczy – nie jest wyrokiem TSUE, nie wiąże składu orzekającego Trybunału i nie przesądza automatycznie o wyniku indywidualnych spraw prowadzonych przed sądami krajowymi. Dopiero przyszły wyrok TSUE określi kierunek wykładni, a zastosowanie tej wykładni do konkretnej umowy będzie należało do sądu krajowego. Wyrok TSUE nie zawsze jest tożsamy z opinią Rzecznika Generalnego.
Klientów zachęcamy, aby w razie pytań dotyczących swojej umowy kontaktowali się bezpośrednio ze swoim bankiem – to najszybszy sposób na uzyskanie informacji o dostępnych rozwiązaniach.
Ponad 30 państw popiera już deklarację potrojenia mocy jądrowych do 2050 r., zapoczątkowaną podczas COP28, a globalne inwestycje w energetykę jądrową prognozowane są na ok. 2,2 bln dolarów w ciągu najbliższych 25 lat. Jednocześnie wiele projektów jądrowych odnotowuje znaczące przekroczenia kosztów i harmonogramów, pochłaniając kapitał i nadwerężając zaufanie inwestorów. Najnowsza analiza Bain & Company pokazuje, że przyczyna wielu porażek nie tkwi w samej technologii reaktora, lecz w braku dyscypliny programowej na etapie poprzedzającym ostateczną decyzję inwestycyjną (FID). Dla Polski – jednego z największych i najbardziej zaawansowanych nowych rynków jądrowych w Europie Środkowo-Wschodniej – wnioski te mają wyjątkowe znaczenie właśnie teraz, gdy podejmowane są kluczowe decyzje programowe.
Od deklaracji do realizacji: renesans jądrowy wchodzi w decydującą fazę
Zainteresowanie energetyką jądrową rośnie wraz z zapotrzebowaniem na stabilne, niskoemisyjne źródła energii. Wpływają na to m.in. rozwój centrów danych, elektryfikacja gospodarki, reindustrializacja oraz potrzeba wzmocnienia bezpieczeństwa dostaw. Deklarację potrojenia mocy jądrowych do 2050 r. zapoczątkowało na COP28 ponad 20 państw; dziś popiera ją już ponad 30 krajów. W Stanach Zjednoczonych rozporządzenia wykonawcze prezydenta wydane w 2025 r. wyznaczyły kierunek dynamicznego przyspieszenia rozwoju energetyki jądrowej, obejmującego wsparcie dla nowych inwestycji, restartów wyłączonych bloków oraz zwiększania mocy istniejących reaktorów. Globalnie inwestycje jądrowe prognozowane są na ok. 2,2 bln dolarów w perspektywie 25 lat. Atom pozostaje atrakcyjny dla wielu państw i inwestorów, ponieważ łączy niską emisyjność z wysoką dyspozycyjnością i długim okresem pracy aktywów.
– Globalny renesans energetyki jądrowej jest realny i napędzany przez kilka równoległych trendów: rosnący popyt na energię elektryczną, rozwój centrów danych, reindustrializację, elektryfikację gospodarki oraz potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego. Sama skala zainteresowania nie przesądza jednak o skutecznej realizacji projektów. Obserwujemy dziś bardzo dużą aktywność na poziomie deklaracji – umowy, listy intencyjne i obietnice polityczne – ale w wielu przypadkach nie towarzyszy jej jeszcze gotowość programowa niezbędna do doprowadzenia inwestycji do końca. Ostateczna decyzja inwestycyjna powinna być zwieńczeniem wieloletniego, rygorystycznego przygotowania. Obejmuje ono weryfikację przypadku biznesowego w szerokim spektrum scenariuszy, ocenę dojrzałości łańcucha dostaw i zdolności organizacyjnych oraz zaprojektowanie struktury finansowania odpornej na długi okres budowy – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company, lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce i CEE. – W ostatnich dekadach globalny przemysł jądrowy przeszedł drogę od dynamicznego rozwoju, przez okres stagnacji, do obecnej fazy odbudowy kompetencji i zdolności wykonawczych. Organizacje, które rozumieją tę sekwencję i odpowiednio wcześnie budują instytucjonalne kompetencje do zarządzania megaprojektami jądrowymi, będą miały największe szanse powodzenia. Te, które podejmą FID bez takiej gotowości, ryzykują powtórzenie najkosztowniejszych błędów inwestycyjnych ostatnich dekad.
O powodzeniu projektów jądrowych decyduje dojrzałość programu, nie tylko technologia
Analiza Bain & Company, obejmująca doświadczenia z kilkunastu krajów i różnych technologii reaktorowych, pokazuje, że o powodzeniu inwestycji jądrowych w dużej mierze rozstrzyga jakość przygotowania programu przed rozpoczęciem budowy. Największe problemy pojawiały się tam, gdzie decyzje o przejściu do kolejnych etapów podejmowano mimo niedostatecznej gotowości projektu, organizacji właścicielskiej, wykonawców lub łańcucha dostaw. W praktyce prowadziło to do późnych zmian projektowych, konieczności dodatkowych prac, narastających opóźnień i utraty kontroli nad kosztami.
Raport wskazuje jednocześnie, że projekty realizowane w oparciu o sprawdzoną technologię, konsekwentne powielanie sprawdzonych rozwiązań oraz dobrze skoordynowany model współpracy inwestora, dostawców i wykonawców osiągały wyraźnie lepsze wyniki. Dlatego autorzy raportu podkreślają znaczenie dyscypliny. Utrzymanie harmonogramu daje szansę na kontrolę nad budżetem.
– W energetyce jądrowej sama dojrzałość technologii nie wystarcza. O sukcesie decyduje zdolność do zarządzania całym programem inwestycyjnym: od jakości przygotowania projektu, przez dostępność kompetencji i łańcucha dostaw, po model nadzoru nad wykonawcami i podejmowania decyzji. To szczególnie ważne w przypadku krajów i organizacji, które budują takie kompetencje po raz pierwszy albo wracają do energetyki jądrowej po wielu latach przerwy – podkreśla Adam Olszewski, Associate Partner w Bain & Company. – Największym ryzykiem jest rozpoczęcie budowy zbyt wcześnie, zanim kluczowe elementy programu osiągną odpowiednią dojrzałość. Wówczas każde opóźnienie, zmiana projektowa czy problem po stronie dostawców szybko przekładają się na koszty finansowania, rentowność projektu i zaufanie inwestorów. Dlatego etap pre-FID powinien służyć nie tylko potwierdzeniu atrakcyjności inwestycji, ale przede wszystkim rzetelnemu sprawdzeniu, czy organizacja jest gotowa ją bezpiecznie i skutecznie zrealizować.
Trzy warunki wiarygodnej decyzji inwestycyjnej
Bain & Company identyfikuje trzy wzajemnie powiązane warunki, które każdy inwestor musi udowodnić równolegle przed podjęciem FID. Po pierwsze, przypadek biznesowy musi generować trwałą wartość w szerokim spektrum scenariuszy, co wymaga rygorystycznego modelowania kosztu energii (LCOE), stress-testingu wobec alternatywnych technologii generacji oraz jasnego określenia roli aktywa w ewoluującym miksie energetycznym. Po drugie, ryzyka realizacyjne muszą być zidentyfikowane i wiarygodnie zarządzane: obejmuje to walidację kosztów i harmonogramów metodą bottom-up, ocenę dojrzałości łańcucha dostaw i kontrahentów, weryfikację dojrzałości technologicznej reaktora, strategię kadrową i projekt systemu nadzoru wykonawczego. Po trzecie, finansowanie musi być trwałe przez cały wieloletni okres budowy – wymaga to zaangażowania rządów, na przykład w postaci gwarancji kredytowych, kontraktów różnicowych lub mechanizmów ochrony przed przekroczeniami kosztów, co, jak wskazuje Bain & Company, było wspólnym mianownikiem udanych programów jądrowych ostatnich dwóch dekad.
Tych trzech obszarów nie da się oceniać w oderwaniu od siebie. Zmiana projektowa rzutuje na kosztorys, który zmienia zapotrzebowanie finansowe, modyfikuje propozycję dla inwestorów i wymaga innej struktury podziału ryzyka. Praca poprzedzająca FID musi być zarządzana jako zintegrowana całość i aktualizowana na bieżąco przez cały 2-5-letni okres dojrzewania projektu.
Polska wobec wyzwania pierwszego programu jądrowego
Polska realizuje dziś jeden z największych i najbardziej zaawansowanych nowych programów energetyki jądrowej w Europie Środkowo-Wschodniej, prowadząc równolegle inwestycje w duże bloki jądrowe i projekty małych reaktorów modułowych (SMR). Krajowy program jądrowy cieszy się szerokim poparciem społecznym, a zaangażowanie międzynarodowych partnerów technologicznych i finansowych oraz europejskie mechanizmy wsparcia tworzą solidne fundamenty dla długoterminowej realizacji. W świetle doświadczeń z globalnych projektów jądrowych Polska staje jednak przed wyzwaniem, które dzielą wszystkie kraje wchodzące na ścieżkę atomową po raz pierwszy: budową instytucjonalnych zdolności zarządzania megaprojektem bez wcześniejszego doświadczenia w realizacji elektrowni jądrowych.
– Polska jest w historycznie wyjątkowym miejscu. Wchodzimy na ścieżkę jądrową po raz pierwszy, prowadząc równolegle dwa programy o odmiennych technologiach, horyzontach czasowych i profilach ryzyka. To ambitna i słuszna strategia z perspektywy dywersyfikacji technologicznej i bezpieczeństwa energetycznego, ale jednocześnie złożone wyzwanie zarządcze. Sprawdzona technologia wielkoskalowa opiera się na dojrzalszym, choć wciąż odbudowywanym łańcuchu dostaw, podczas gdy SMR-y są dopiero u progu komercjalizacji i gromadzą pierwsze doświadczenia budowlane na świecie. Dlatego każdy z tych programów wymaga odrębnie skonstruowanego przypadku biznesowego, innej struktury finansowania, własnego profilu ryzyk oraz rygorystycznie przeprowadzonej pracy pre-FID – komentuje Marcin Szczuka. – Kluczowe będzie takie ukształtowanie modelu zarządzania, aby zachować spójność strategiczną całego programu, a jednocześnie adekwatnie różnicować ścieżki decyzyjne, mechanizmy nadzoru i alokację ryzyk dla poszczególnych technologii. Lekcje z globalnych projektów jądrowych pokazują, że powodzenie zależy nie tylko od wyboru technologii, lecz od zdolności instytucji do konsekwentnego zarządzania megaprojektem przez wiele lat. Polska ma szansę stać się regionalnym liderem nie tylko pod względem zainstalowanych mocy, ale także dojrzałości programu jądrowego, pod warunkiem, że ambicji będzie towarzyszyć dyscyplina wykonawcza.
Vinci z grupy BGK oraz europejski fundusz 3TS Capital Partners, dokonały inwestycji w spółkę Sybilla Technologies. Wartość transakcji wynosi ok. 35 mln zł.
Sybilla jest wiodącym europejskim dostawcą danych obserwacyjno-analitycznych o ruchu obiektów w przestrzeni kosmicznej, pozyskiwanych z własnej sieci 50 sensorów optycznych rozmieszczonych na 6 kontynentach. Spółka ma niezwykle ambitne plany rozwoju, zakładające wejście do światowej czołówki w ciągu 3 lat.
Sybilla aktywnie wspiera budowę europejskiego bezpieczeństwa i suwerenności technologicznej w kosmosie. Pozyskany kapitał pozwoli jej odegrać istotną rolę w komercjalizacji przestrzeni okołoziemskiej.
Inwestycja europejskiego funduszu 3TS Capital Partners oraz Vinci z grupy BGK w bydgoską spółkę Sybilla Technologies należy do największych rund finansowania z udziałem polskiej spółki z sektora spacetech. Jest to jednocześnie pierwsza zewnętrzna runda inwestycyjna w historii firmy, która od momentu powstania rozwijała się wyłącznie dzięki kapitałowi pochodzącemu od założycieli.
Europejski lider
Sybilla Technologies dysponuje największą prywatną siecią 50 sensorów optycznych należącą do europejskiej firmy. Jej systemy są zdolne do wykrywania i śledzenia obiektów wielkości puszki po napoju z odległości 36 tysięcy kilometrów. Spółka dostarcza dane i analizy dotyczące ruchu obiektów w przestrzeni orbitalnej. Z jej unikalnych zasobów korzystają narodowe agencje kosmiczne Polski, Włoch, Francji oraz Europejska Agencja Kosmiczna, a także instytucje unijne takie, jak Europejski Fundusz Obronny czy EU Space Surveillance and Tracking. Sybilla współpracuje ponadto dowództwem brytyjskich sił zbrojnych odpowiedzialnym za prowadzenie operacji kosmicznych, a także koncernami technologicznymi, m.in. Airbusem czy Leonardo.
Globalne ambicje
– Rozpoczynamy nowy, niezwykle ambitny i dynamiczny okres w rozwoju spółki. Środki pozyskane od inwestorów przeznaczymy na rozbudowę sieci sensorów i serwisów analitycznych, a w efekcie znaczące zwiększenie zdolności operacyjnych i zasięgu geograficznego. W planach mamy wejście na rynki USA, Bliskiego Wschodu, Azji, a także umocnienie naszej pozycji i rozszerzenie zakresu współpracy z partnerami z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch oraz Francji. Kolejnym krokiem będzie wyniesienie naszych sensorów na orbitę. Celem jest także dalsza komercjalizacja naszych usług, umocnienie pozycji w sektorze obronnym, a w efekcie wielokrotne zwiększenie skali biznesu – informuje Piotr Sybilski, prezes i współzałożyciel Sybilla Technologies.
Rosnący potencjał polskich firm
Inwestycja w Sybilla Technologies wpisuje się w działania BGK na rzecz wspierania rozwoju innowacyjnych przedsięwzięć o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki. -Jesteśmy przekonani, że potencjał polskich spółek będzie miał istotny wkład w budowę bezpieczeństwa oraz suwerenności technologicznej Europy w obszarze kosmicznym. Inwestycja potwierdza również rosnący potencjał firm z Polski w sektorze zaawansowanych technologii oraz ich zdolność do konkurowania na rynku globalnym – podkreśla Mirosław Czekaj, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.
Do końca tego roku bydgoska spółka podwoi liczbę posiadanych sensorów, zwiększając ich liczbę do 100 z obecnych 50, co pozwoli jej stale monitorować ruch 90% z ponad 40 tys. obiektów znajdujących się w kosmosie w czasie krótszym niż 24 godziny. W kolejnych latach Sybilla planuje rozbudować swoją sieć do 300 urządzeń rozmieszczonych w około100 lokalizacjach na całym świecie. Infrastrukturą tej wielkości dysponują dziś jedynie najwięksi amerykańscy gracze.
Europejskie oko na kosmos
– Witamy w swoim portfelu tę imponującą oraz niezwykle ambitną spółkę, która jest drugą, po Iceye, inwestycją funduszu Vinci w branżę kosmiczną. Sybilla już dziś jest wiodącym w UE dostawcą danych analityczno-obserwacyjnych o ruchu obiektów w przestrzeni satelitarnej, a w perspektywie kilku lat ma duże szanse wejść do światowej czołówki. Posiada w Polsce zespół ekspertów o unikalnych kompetencjach z takich dziedzin, jak astrofizyka, optyka czy robotyka. Jej działalność i ambitne plany rozwoju idealnie wpisują się w strategię Vinci, zakładającą wykorzystanie publicznego kapitału oraz istniejących w kraju talentów, patentów oraz unikalnych kompetencji do budowania przyszłości polskiej gospodarki – mówi Bartosz Drabikowski, prezes Vinci, firmy inwestycyjnej z grupy BGK, zarządzającej kapitałem o wartości przekraczającej miliard złotych.
Sybilla dostarcza krytyczne dane umożliwiające bezpieczne funkcjonowanie infrastruktury satelitarnej i rozwój gospodarki kosmicznej. W świecie rosnących napięć geopolitycznych dostęp do niezależnych źródeł danych staje się strategicznym zasobem. Technologie rozwijane przez Sybillę wzmacniają europejską autonomię i suwerenność technologiczną w przestrzeni okołoziemskiej.
Współpraca kapitału prywatnego i publicznego
Transakcja o wartości ok. 35 mln zł została przeprowadzona przez fundusz Venture Capital należący do Vinci z grupy BGK oraz 3TS Capital Partners. Założyciele i dotychczasowi udziałowcy zachowali pakiet większościowy oraz decydującą rolę w dalszym rozwoju spółki.
– Inwestycja w Sybillę jest przykładem skutecznej współpracy kapitału prywatnego i publicznego na rzecz budowy globalnych liderów technologicznych wywodzących się z Polski – podsumowuje Katarzyna Pac-Malesa, dyrektorka inwestycyjna 3TS Capital Partners. Fundusze 3TS zrealizowały już ponad 70 inwestycji w 13 krajach Europy, wspierając rozwój czołowych spółek technologicznych z regionu. – Od ponad 25 lat wspieramy przedsiębiorców, którzy dzięki technologii budują trwałe przewagi konkurencyjne i rozwijają rozwiązania o strategicznym znaczeniu dla gospodarki oraz bezpieczeństwa. Sybilla doskonale wpisuje się w tę filozofię. Wierzymy, że dzięki połączeniu kapitału, doświadczenia oraz aktywnego wsparcia w skalowaniu organizacji i ekspansji międzynarodowej będziemy mogli przyspieszyć jej rozwój i pomóc w realizacji ambitnego celu, jakim jest zbudowanie globalnego lidera w obszarze monitorowania i bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej – dodaje.
Rynek finansowy z dużą uwagą oczekuje dzisiejszego zakończenia posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Według ekonomistów oraz wycen instrumentów terminowych najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest podwyżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych, która podniosłaby stopę referencyjną w strefie euro do 2,4%. Taka decyzja byłaby odpowiedzią na ponowny wzrost presji inflacyjnej, napędzany przede wszystkim wyższymi cenami energii związanymi z wojną w Iranie. Konflikt zwiększył ryzyko utrzymywania się inflacji powyżej celu banku centralnego, co wzmacnia argumenty za bardziej restrykcyjną polityką pieniężną.
Zgodnie ze wstępnymi danymi inflacja w strefie euro przyspieszyła w maju do 3,2% r/r z 3,0% miesiąc wcześniej, natomiast inflacja bazowa wzrosła do 2,5% r/r z 2,2%. Odczyty te sugerują, że presja cenowa pozostaje uporczywa, mimo wcześniejszych sygnałów stabilizacji. W tym kontekście EBC będzie musiał nie tylko podjąć decyzję w sprawie stóp procentowych, lecz także przedstawić nowe prognozy makroekonomiczne. Jest prawdopodobne, że bank centralny istotnie podniesie przewidywania dotyczące inflacji na lata 2026 i 2027, co może nadać kierunek dalszym oczekiwaniom rynkowym.
Część ekonomistów uważa, że czerwcowa podwyżka jest już niemal przesądzona. Rynek traktuje ją jako scenariusz bazowy, a taki ruch miałby przede wszystkim wzmocnić wiarygodność EBC w walce z inflacją. Potencjalną decyzję można więc określić jako „ubezpieczeniową” i symboliczną reakcję na wcześniejszą krytykę banku centralnego za zbyt późne zaostrzenie polityki pieniężnej w 2022 roku. Warto jednak pamiętać, że obecna sytuacja różni się od tej sprzed kilku lat, ponieważ rynek pracy jest słabszy, a presja płacowa wyraźnie mniejsza. Ryzyko polega na tym, że EBC może zacieśnić politykę w nieodpowiednim momencie, zwłaszcza jeśli po wakacjach inflacja zacznie spadać, a gospodarka strefy euro będzie nadal hamować.
Ten dylemat dobrze pokazuje skalę wyzwań stojących przed bankiem centralnym. Z jednej strony wzrost cen energii i wyższe odczyty inflacyjne przemawiają za podwyżką stóp, z drugiej zaś coraz słabsze dane z gospodarki, w tym PKB za I kwartał Eurolandu oraz niższe wskaźniki PMI z poszczególnych krajów, wskazują na narastające ryzyko spowolnienia. Dalsze zaostrzanie polityki pieniężnej mogłoby dodatkowo obciążyć aktywność gospodarczą, a jednocześnie podbić rentowności obligacji europejskich. Dlatego dla inwestorów kluczowa będzie nie tylko sama decyzja EBC, lecz także komunikat po posiedzeniu, nowe projekcje makroekonomiczne oraz wypowiedzi Christine Lagarde. Każda sugestia dotycząca kolejnych podwyżek, zwłaszcza możliwego ruchu we wrześniu, może zwiększyć zmienność na rynku długu i wpłynąć na wyceny aktywów w całej strefie euro.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada więc dzisiejszą podwyżkę stóp procentowych oraz pozostawienie otwartej drogi do kolejnego ruchu w następnych miesiącach. Ostateczne decyzje EBC będą jednak zależeć od napływających danych, przede wszystkim dotyczących inflacji, płac i tempa wzrostu gospodarczego. Bank centralny musi znaleźć równowagę między potrzebą utrzymania wiarygodności w walce z inflacją a ryzykiem nadmiernego osłabienia gospodarki, która już teraz wykazuje oznaki spowolnienia.
Obecnie kurs EUR/USD konsoliduje się w rejonie 1,1550. W ubiegłym tygodniu główna para walutowa zniżkowała o około 1,2%, natomiast w bieżącym tygodniu porusza się w wąskim przedziale, nieprzekraczającym 80 pipsów.
Giełdowy dostawca zaawansowanych technologii medycznych oraz producent radiofarmaceutyków zakończył pierwsze półrocze 2025 roku finansowego z najwyższymi w historii wynikami. W okresie październik 2025 r. – marzec 2026 r. Grupa Synektik zwiększyła przychody o 35%, do 441,2 mln PLN, wypracowując 118,0 mln PLN EBITDA, o 46% więcej niż rok wcześniej. Na dynamiczny wzrost wyników giełdowej spółki złożyły się zarówno dynamicznie rosnące powtarzalne przychody obu segmentów, jak i wyższa sprzedaż sprzętu medycznego.
Skonsolidowany zysk netto Grupy Synektik z działalności kontynuowanej za I półrocze 2025 r. fin. zwiększył się o ponad połowę, do 82,9 mln PLN. Całkowity zysk netto firmy za minione półrocze wyniósł 331,3 mln PLN, uwzględniając wyniki działalności wydzielonej do spółki Syn2bio, jak również księgowy zysk na wydzieleniu tej działalności, w wysokości 261,3 mln PLN.
Segment sprzedaży zaawansowanych urządzeń medycznych oraz rozwiązań informatycznych Grupy pozostaje motorem napędowym Grupy, zamykając kolejny okres z wysoką, dwucyfrową dynamiką wzrostu sprzedaży i zysków. Sprzedaż sprzętu medycznego, rozwiązań IT oraz usług serwisowych w minionym półroczu wzrosła rdr. o 36%, do 413,6 mln PLN (z wyłączeniem transakcji wewnątrzgrupowych), natomiast EBITDA segmentu zwiększyła się o 46%, do 121,0 mln PLN. Segment radiofarmaceutyków również ma za sobą solidny okres. W minionym półroczu przychody z tego obszaru działalności wzrosły o 17%, do 27,5 mln PLN (z wyłączeniem transakcji wewnątrzgrupowych), a EBITDA segmentu zwiększyła się o 13%, do 8,7 mln PLN.
Kluczowym obszarem wzrostu wartości Grupy są jej rosnące przychody powtarzalne, osiągane z tytułu dostaw materiałów i akcesoriów zużywalnych, świadczenia usług oraz sprzedaży radiofarmaceutyków w ramach długoterminowych umów z klientami. W I półroczu br. powtarzalne przychody obu biznesowych segmentów Grupy wzrosły o 28%, do 208,2 mln PLN.
– Mamy szereg podstaw do zadowolenia z wyników, operacyjnych i finansowych, osiągniętych w minionym półroczu. Konsekwentnie realizując strategiczne założenia biznesowe dynamicznie rozwijamy się w kluczowych obszarach naszej działalności, zwiększając sprzedaż i m.in. dzięki efektowi dźwigni operacyjnej podnosząc rentowność naszej działalności. Udanie rozwijamy rynki zbytu na oferowane przez Grupę innowacyjne technologie medyczne, nie tylko generując solidne przychody ze sprzedaży, ale również zwiększając strumień przychodów powtarzalnych z tytułu m.in. dostarczania zużywalnych materiałów do dystrybuowanych przez Grupę urządzeń – komentuje Cezary Kozanecki, prezes i założyciel Synektik. Prezes giełdowej spółki zwraca uwagę na potencjał dalszego rozwoju biznesu Grupy w kolejnych kwartałach i latach. – Mamy podstawy by sądzić, że druga połowa roku w naszym wykonaniu również będzie stała pod znakiem dynamicznego rozwoju naszej działalności, na co wpływ będzie mieć m.in. trwający w Polsce intensywny proces modernizacji systemu opieki zdrowotnej z wykorzystaniem środków z KPO. Kontynuujemy geograficzną ekspansję, rozwijając się za południową granicą Polski, pracując nad realizacją pierwszych dostaw sprzętu medycznego na rynki krajów bałtyckich, jak również przygotowując się do pełnego uruchomienia działalności operacyjnej na Ukrainie, jako dystrybutor systemów da Vinci. Dywersyfikacja produktowa oraz geograficzna działalności, w połączeniu z rosnącymi i zwiększającymi swój udział w wynikach Grupy powtarzalnymi przychodami, stanowi solidny fundament dla wzrostu wartości Grupy w kolejnych latach – ocenie Cezary Kozanecki.
W I półroczu 2025 roku finansowego Grupa pozyskała kontrakty na dostawy sprzętu medycznego o wartości 311 mln PLN, ponad dwukrotnie wyższej od łącznej wartości zleceń pozyskanych w analogicznym okresie 2024 r. fin. W drugą połowę roku Grupa wkroczyła z backlogiem dostaw sprzętu oraz aktywnymi projektami sprzedażowymi o łącznej wartości blisko 280 mln PLN. – Po intensywnej wiośnie czeka nas niezwykle pracowite lato. Dzięki systematycznie rozwijanemu i wzmacnianemu zespołowi oraz rosnącej efektywności organizacji możemy równolegle z sukcesami rywalizować o nowe zamówienia, realizować rekordowy pipeline projektów oraz pracować nad wprowadzeniem na rynek kolejnych innowacyjnych produktów, takich jak system Edison, umożliwiający całkowicie nieinwazyjne i wysoce skuteczne niszczenie nowotworów wątroby oraz innych tkanek miękkich – ocenia Dariusz Korecki, wiceprezes Synektik.
Wiceprezes Synetik zwraca uwagę na mocne fundamenty finansowe biznesu Grupy. – W minionym półroczu Synektik SA wypłaciła Akcjonariuszom dywidendę w rekordowej kwocie 91,7 mln PLN, tj. 10,75 PLN na akcję. Ponadto, w ramach zakończonego procesu wydzielenia działalności badawczo-rozwojowej Grupy w obszarze innowacyjnych radiofarmaceutyków do giełdowej spółki Syn2bio SA, zaopatrzyliśmy ją w środki zabezpieczające jej potrzeby finansowe. Dzięki solidnym przepływom operacyjnym zakończyliśmy półrocze z długiem netto poniżej 0,1 EBITDA Grupy za ostatnie 12 miesięcy i perspektywą solidnych dodatnich przepływów pieniężnych w kolejnych kwartałach – informuje Dariusz Korecki.
Przez ostatni rok ceny sklepowe kawy mielonej notowały średnie wzrosty nawet na poziomie ok. 25-35% rdr. Rekordowy skok był we wrześniu ub.r. i wyniósł 36,1% rdr. W tym roku widać na plusie od 10,7% do 30,2% rdr. Ostatnio produkt zdrożał średnio o 13,2% rdr. Z kolei wzrosty cen kawy rozpuszczalnej w analizowanym okresie dochodziły do 23% rdr. W tym roku dynamika wyhamowała do ok. 6-15% rdr. Natomiast w maju br. nastąpił spadek o 2,2% rdr. Autorzy analizy uważają, że okres gwałtownych podwyżek raczej dobiega do końca, ale kawa staje się produktem strukturalnie droższym niż przed kryzysem surowcowym. Sytuacja jednak ma się poprawić w II połowie roku, bo w sklepach ma być więcej promocji, do tego będzie zauważalne stopniowe wyhamowanie inflacji cen ww. towaru.
Dane UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy Blix z okresu od maja ub.r. do maja tego roku, dot. cen promocyjnych i regularnych, pokazują wyraźną kontynuację presji inflacyjnej na rynku kawy, ale z rozwarstwieniem pomiędzy segmentem kawy mielonej i rozpuszczalnej. Najmocniej drożeje ta pierwsza, podczas gdy ceny drugiej rosną wolniej i zaczynają się pomału stabilizować. Jak komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland, rynek wszedł w fazę strukturalnie wyższych cen, a nie tylko krótkoterminowego impulsu inflacyjnego.
– Rynek coraz mocniej odczuwa skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak susze, nieregularne opady i wzrost temperatur. To przekłada się na większą zmienność podaży oraz trwałe podniesienie kosztów produkcji surowca, szczególnie w przypadku arabiki, która ma znaczenie w segmencie kawy mielonej i premium. Jest on bardziej wrażliwy na zmiany kosztów i jakości surowca. Warto też pamiętać, że w części rynku konsumenci wybierający kawę mieloną – zwłaszcza lepszych marek – częściej kierują się jakością i smakiem, co zmniejsza elastyczność cenową popytu i może ułatwiać producentom większą możliwość przerzucania kosztów na sklepową półkę – mówi ekspertka.
W analizowanym okresie dynamika cen sklepowych kawy mielonej utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie. W niektórych miesiącach sięgał on nawet średnio ok. 25-35% rdr. Rekordowy wzrost przypadł na wrzesień ub.r. i wyniósł 36,1% rdr. W tym roku wzrosty nadal są dwucyfrowe – od 10,7% do 30,2% rdr. W maju odnotowano skok o 13,2% rdr. – Segment kawy mielonej pozostaje najbardziej wrażliwy na wzrost cen surowca arabiki, koszty logistyki, energii i opakowań oraz presję kosztową w produkcji premium. W praktyce konsumenci coraz mocniej odczuwają podwyżki w codziennych zakupach, bo kawa mielona jest produktem najczęściej kupowanym do domowego użytku – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.
Segment kawy rozpuszczalnej wykazuje większą stabilność. W analizowanym okresie wzrosty dochodziły do 23% rdr. W tym roku dynamika wyraźnie wyhamowała, bo do ok. 6-15% rdr. Z kolie w maju odnotowano nawet spadek o 2,2% rdr. Według ekspertów z UCE RESEARCH, to może oznaczać, że producenci wcześniej przerzucili koszty na klientów. Rynek osiągnął granicę akceptacji cenowej, a konsumenci zaczęli szukać tańszych alternatyw lub ograniczać zakupy. Widać też większą odporność segmentu instant dzięki dłuższym kontraktom zakupowym, większemu udziałowi robusty oraz silniejszej optymalizacji kosztowej producentów.
– Sytuacja na rynku kawy zaczyna się odwracać, ale konsumenci w Polsce jeszcze przez pewien czas mogą tego nie odczuć przy sklepowych półkach. Notowania arabiki są obecnie niższe rok do roku o ok. 11%, podczas gdy robusta lekko podrożała – o około 2%. To wyraźna zmiana względem 2024 roku i początku 2025 roku, kiedy oba gatunki notowały historyczne rekordy cenowe pod wpływem suszy w Brazylii, problemów pogodowych w Wietnamie oraz napięć logistycznych – mówi dr Krzysztof Łuczak z Grupy Blix.
Dane sklepowe pokazują, że jeszcze w ostatnim roku ceny detaliczne rosły bardzo mocno. Mechanizm przenoszenia cen z giełd do sklepów działa z dużym opóźnieniem. Według analiz FAO, około 80% zmian cen surowca trafia do detalicznych cen kawy dopiero po 8-11 miesiącach, a pełny efekt może być odczuwalny nawet przez kilka lat. Ekspert z Grupy Blix przewiduje, że obecny spadek cen arabiki może zacząć być widoczny dla konsumentów dopiero w drugiej połowie 2026 roku.
– Rynek detaliczny reaguje wolniej z kilku powodów. Po pierwsze, producenci i sieci handlowe pracują na kontraktach terminowych i zapasach kupowanych z wyprzedzeniem. Po drugie, sama cena ziarna to tylko część kosztu końcowego produktu. Duże znaczenie mają także energia, transport, kurs dolara, opakowania, logistyka i marże detaliczne. Na rynku np. szacuje się, że 1-procentowy wzrost cen surowca przekłada się w UE jedynie na około 0,24% wzrostu ceny detalicznej po kilkunastu miesiącach – zauważa Karina Gręda z Hiper-Com Poland.
Z kolei zdaniem eksperta z Grupy Blix, w praktyce bardziej prawdopodobny od gwałtownych obniżek cen jest scenariusz zwiększenia aktywności promocyjnej retailerów. Producenci i sieci handlowe raczej nie będą szybko obniżać oficjalnych cen półkowych, ponieważ w ostatnich dwóch latach ponosili bardzo wysokie koszty zakupu surowca, energii, transportu i opakowań. Zamiast tego rynek może wejść w etap „ukrytej deflacji”, czyli częstszych promocji, rabatów wielosztukowych i agresywniejszej walki cenowej pomiędzy sieciami.
– Obecnie po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawia się przestrzeń do stopniowej poprawy sytuacji konsumentów. Spadek cen arabiki może być szczególnie istotny dla segmentu kawy mielonej, który jest najmocniej uzależniony właśnie od tego gatunku. Dane detaliczne pokazują, że to ona była liderem podwyżek w sklepach. Można więc oczekiwać, że właśnie w tym segmencie najszybciej pojawią się działania promocyjne – analizuje Karina Gręda.
Do tego dr Krzysztof Łuczak dodaje, że obecne spadki notowań arabiki wynikają przede wszystkim z oczekiwań lepszych zbiorów w Brazylii oraz oznak osłabienia globalnego popytu po rekordowych cenach z ostatnich miesięcy, ale też strategii samych sieci handlowych. Warto też dodać, że światowi eksperci wskazują, że rynek spodziewa się nawet około 30-proc. spadku cen arabiki do końca 2026 roku względem zeszłorocznych szczytów. Jednocześnie producenci podkreślają, że rynek nadal pozostaje bardzo podatny na pogodę i każda większa anomalia klimatyczna może szybko odwrócić trend.
– Rynek wysyła dziś sygnał, że najprawdopodobniej kończy się etap gwałtownych podwyżek cen kawy, ale nie oznacza to powrotu do poziomów sprzed kryzysu surowcowego. Konsumenci raczej zobaczą wolniejsze tempo wzrostów, więcej promocji i większą konkurencję cenową pomiędzy sieciami niż realny, trwały spadek cen na półkach – zaznacza Karina Gręda.
Jak podsumowuje dr Krzysztof Łuczak, konsumenci już zaczynają zmieniać zachowania zakupowe. Widać większą wrażliwość na promocje, rosnące znaczenie marek własnych oraz migrację części klientów do tańszych segmentów. To będzie dodatkowo zwiększać presję na detalistów, by częściej wykorzystywać kawę jako produkt promocyjny przyciągający ruch do sklepów. I to może pogłębić już i tak ostrą wojnę cenową, szczególnie obserwowaną wśród dyskontów.
***
Opis metody analitycznej/badawczej
Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych) oraz agencji Hiper-Com Poland i Grupy Blix. Analiza pokazuje średnią wartość cenową kawy (mielonej i rozpuszczalnej), tj. ustandaryzowanego opakowania przeliczonego do gramatury 500 g w wartościach cen regularnych oraz w promocyjnych. Łącznie zestawiono (tj. za okres od maja 2025 do maja 2026 r.) ze sobą blisko 60 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Analiza objęła wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.
Walne Zebranie Członków Polskiej Rady Centrów Handlowych w dniu 10 czerwca 2026 r. udzieliło absolutorium ustępującemu zarządowi i wybrało nowy na kadencję 2026-2028. Podczas inauguracyjnego spotkania nowego zarządu na stanowisko prezesa wybrano Justynę Kur, a Annę Malcharek, Urszulę Matej-Bil i Piotra Staniszewskiego na wiceprezesów Polskiej Rady Centrów Handlowych.
Decyzją Walnego Zebrania Członków PRCH w składzie nowego zarządu znaleźli się: Agata Brzezińska, Head of CEE Pradera Management Poland, Jan Dębski, Chairman of Business Development w Unibail-Rodamco-Westfield, Tomasz Górski, Retail Asset Manager w NEPI Rockcastle, Małgorzata Komarczuk, Group Head of Marketing CEE w G City Europe, Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH, Justyna Kur, Wiceprezeska i Dyrektorka Działu Zarządzania Nieruchomościami oraz Zarządzania Umowami Najmu w Apsys Polska, Anna Malcharek, dyrektor zarządzająca Gemini Holding, Urszula Matej-Bil, członkini zarządu ds. komunikacji i marketingu w EPP, Piotr Staniszewski, radca prawny i partner w kancelarii Pinsent Masons, Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland i Aleksandra Zentile-Miller, architekt i urbanista w Consult AZM.
Stanowisko prezesa zarządu PRCH objęła Justyna Kur. W tej roli zastąpiła Jana Dębskiego, który sprawował funkcję przez trzy ostatnie kadencje.
Nowa prezeska jest jedną z najbardziej doświadczonych menedżerek rynku nieruchomości handlowych w Polsce. Od 25 lat związana z branżą, łączy doświadczenie operacyjne z dobrym rozumieniem zmian zachodzących w sektorze handlowym, oczekiwań właścicieli i zarządców centrów, najemców oraz klientów. W Apsys Polska odpowiada za rozwój wartości zarządzanych aktywów, wysoką jakość operacyjną, innowacje oraz długofalowe relacje z partnerami. Członkini zarządu PRCH od 2019 roku aktywnie uczestniczy w dialogu branżowym i współtworzeniu standardów rynkowych.
Dziękuję członkom Polskiej Rady Centrów Handlowych za zaufanie i mandat do kierowania organizacją w nadchodzącej kadencji. Szczególne słowa wdzięczności kieruję do mojego poprzednika, Jana Dębskiego, za lata zaangażowania i pracy na rzecz stowarzyszenia i całej branży. Cieszę się również, że w gronie zarządu mamy Bogdę Korolczuk, która od sześciu miesięcy pełni funkcję dyrektor zarządzającej i z nową energią kieruje bieżącymi działaniami organizacji. PRCH od ponad 20 lat współtworzy nowoczesny handel w Polsce – integruje branżę, reprezentuje jej interesy i prowadzi dialog z administracją publiczną. Wypracowane standardy, raporty i analizy stanowią dziś ważny punkt odniesienia dla całego rynku. To organizacja z silnymi fundamentami i ugruntowaną marką. Jednocześnie branża obiektów handlowych dynamicznie się zmienia, a wraz z nią oczekiwania klientów, najemców i właścicieli. Moją ambicją jest, aby działania PRCH jeszcze lepiej odpowiadały na te wyzwania – by organizacja pozostawała miejscem współpracy i wymiany wiedzy oraz silnym głosem sektora, aktywnie kształtującym dyskusję o przyszłości handlu stacjonarnego – powiedziała Justyna Kur, nowa prezeska zarządu PRCH.
W trakcie Walnego Zebrania Członków wybrano także komisję rewizyjną na lata 2026-2028. W jej skład ponownie weszli: Jakub Jonkisz z Westbroker, Anna Łoś z Vistra, Magdalena Łukaszewska z Pradera Management i Krzysztof Sakierski z Savills.
Akcjonariusze Anwim S.A., w tym fundusz private equity Polish Enterprise Fund VIII zarządzany przez Enterprise Investors oraz założyciele spółki podpisali umowę sprzedaży udziałów na rzecz europejskiej spółki joint venture działającej w segmencie detalicznej sprzedaży paliw tworzonej przez Stonepeak i Energy Equation Partners. Nowi inwestorzy wnoszą szerokie doświadczenie w obszarze inwestycji infrastrukturalnych, rynku stacji paliw oraz elektromobilności. Dla operatora sieci MOYA oznacza to silny impuls do dalszej ekspansji pod własną marką oraz możliwość wymiany know-how w ramach międzynarodowych struktur konsorcjum.
Pozyskanie strategicznych partnerów jest naturalnym etapem rozwoju spółki po latach bezprecedensowego wzrostu. Zarząd Anwim podkreśla, że nowa struktura właścicielska zapewnia kontynuację dotychczasowej działalności i wspiera konsekwentną realizację długoterminowej strategii firmy. Priorytetem pozostaje dalsze wzmacnianie marki MOYA, obejmujące rozwój tradycyjnej sieci stacji paliw, rozbudowę oferty convenience oraz ekspansję w nowych obszarach związanych z elektromobilnością i transformacją energetyczną.
Wsparcie nowych inwestorów zapewni Spółce solidne zaplecze finansowe oraz dostęp do unikalnego międzynarodowego know-how. Stonepeak, to jedna z czołowych globalnych firm specjalizująca się w inwestycjach w infrastrukturę i aktywa rzeczowe, Energy Equation Partners to fundusz inwestujący w przedsiębiorstwa energetyczne. Oba podmioty mają doświadczenie w skalowaniu nowoczesnych biznesów. O skali ich działalności w Europie świadczy m.in. inwestycja w 2025 roku w sieć stacji JET w Niemczech i Austrii, które obejmuje około 1 000 obiektów. Integracja z nową strukturą właścicielską otwiera przed Anwim szerokie możliwości synergii rynkowych, w tym wymiany najlepszych praktyk operacyjnych oraz dalszego rozwoju międzynarodowych usług dla klientów flotowych. W centrum tej strategii pozostaje marka MOYA.
– Ostatnie lata były dla Anwim okresem bardzo dynamicznego wzrostu i transformacji biznesowej – mówi Rafał Pietrasina, Prezes Zarządu Anwim. – Dziś jesteśmy silną, nowoczesną organizacją działającą w obszarze importu, hurtu i sprzedaży detalicznej paliw, a jednocześnie rozwijającą nowe obszary związane z elektromobilnością i transformacją energetyczną. Pozyskanie silnych partnerów, którzy doskonale rozumieją specyfikę naszej branży, otwiera przed nami kolejny etap rozwoju i stwarza nowe możliwości dalszego umacniania pozycji rynkowej marki MOYA.
Zmiana akcjonariatu stanowi kolejny etap w rozwoju Anwimu – spółki, która od 1992 roku budowała pozycję w hurtowym handlu paliwami jako niezależny, rodzimy podmiot. To strategiczna wizja jej założycieli doprowadziła w 2009 roku do wejścia na rynek detaliczny i powołania do życia sieci stacji paliw MOYA. Obecna transakcja kończy jednocześnie udany etap współpracy z funduszem Enterprise Investors, rozpoczęty w 2018 roku. W tym okresie Anwim nie tylko potroił wielkość sieci z około 180 do ponad 540 lokalizacji, budując mocną pozycję numer trzy na polskim rynku, ale także stał się jednym z największych niezależnych importerów paliw płynnych oraz rozpoczął inwestycje w elektromobilność. Nowe partnerstwo stanowi silny impuls do dalszego rozwoju spółki. Zgodnie z długoterminową strategią, Anwim koncentruje się na konsekwentnym zwiększaniu zasięgu sieci MOYA, z ambicją awansu na pozycję numer dwa na polskim rynku detalicznym, dalszym rozwoju działalności flotowej w skali europejskiej oraz inwestycjach w elektromobilność.
– Polska pozostaje rynkiem charakteryzującym się stabilnym, długoterminowym popytem na paliwa, a Anwim jest doskonale przygotowany, aby odpowiadać na te potrzeby dzięki zdywersyfikowanej ofercie, rozbudowanej sieci oraz wysokiej jakości infrastrukturze – mówi Anthony Borreca, Senior Managing Director i Co-Head of Energy w Stonepeak. – Wykorzystując połączone doświadczenie Stonepeak i EEP w zakresie infrastruktury energetycznej, rynku stacji paliw oraz elektromobilności, a także możliwość wymiany najlepszych praktyk operacyjnych z siecią JET, wierzymy, że Anwim będzie jeszcze lepiej przygotowany do dalszego wzmacniania marki MOYA i umacniania swojej silnej pozycji na dynamicznie zmieniającym się rynku. Z niecierpliwością czekamy na bliską współpracę z zespołami EEP i Anwim przy realizacji tych celów.
– Widzimy duży potencjał w Anwim oraz możliwość budowy wiodącej, niezależnej platformy multienergetycznej w Europie – dodaje Sari Haidar, Investment Partner w Energy Equation Partners. – Dzięki naszej obecności na rynkach europejskich oraz doświadczeniu w zakresie infrastruktury energetycznej i mobilności będziemy mogli realizować wymierne synergie zarówno w obszarze know-how operacyjnego, rozwoju elektromobilności, jak i budowy nowoczesnych usług dla klientów detalicznych. Wspólnie z zespołem Stonepeak jesteśmy zaangażowani w zapewnienie płynnego procesu transformacji i wspieranie dalszych sukcesów Anwim.
Finalizacja transakcji planowana jest na drugą połowę 2026 roku i pozostaje uzależniona od spełnienia standardowych warunków zamknięcia, w tym uzyskania wymaganych zgód regulacyjnych.
W kwartale otwierającym 2026 rok po raz pierwszy od czasów przedpandemicznych zanotowano spadek liczby niewypłacalnych firm w Polsce r/r. Jak w swoim raporcie podaje firma Coface, w tym czasie niewypłacalność ogłosiło 1288 przedsiębiorstw w naszym kraju. To o 10,1% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Eksperci ostrzegają jednak, że może być to jedynie rezultat chwilowej stabilizacji, a w nadchodzących miesiącach czeka nas powrót presji finansowej spowodowanej wpływem czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, takich jak m.in. napięcia na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz. Co spowodowało zmianę dynamiki niewypłacalności i jak będą wyglądały kolejne kwartały w polskiej gospodarce?
Choć początek 2026 roku przyniósł poprawę kondycji przedsiębiorstw, prognozy dla polskiej gospodarki pozostają dalekie od jednoznacznego optymizmu. W pierwszym kwartale firmy korzystały z silniejszego popytu, poprawy płynności i wolniejszego wzrostu kosztów wynagrodzeń, co przełożyło się na chwilowe odciążenie biznesu. Jednocześnie wzrost aktywności gospodarczej był w dużej mierze wspierany przez działania wyprzedzające. W związku z blokadą cieśniny Ormuz przedsiębiorcy zwiększali produkcję, a konsumenci przyspieszali zakupy w obawie przed możliwymi zakłóceniami podaży i wzrostem cen paliw.
Rośnie znaczenie czynników makroekonomicznych
W ostatnich latach na liczbę niewypłacalnych firm w Polsce silnie wpływał rosnący udział postępowań restrukturyzacyjnych, po które przedsiębiorstwa coraz chętniej sięgały, aby ratować swoją działalność, zamiast ją zamykać. Dziś jednak tempo wzrostu liczby takich postępowań zaczyna wyhamowywać. Jeśli ten trend utrzyma się również w kolejnych kwartałach, na sytuację przedsiębiorstw coraz większy wpływ będą miały już nie zmiany w sposobach restrukturyzacji, lecz czynniki takie jak inflacja, stopy procentowe czy ceny surowców, a także kwestie geopolityczne – w tym sytuacja na Bliskim Wschodzie.
– Skutki zablokowania cieśniny Ormuz mogą odczuć nie tylko rynki ropy naftowej i gazu, ale także wiele innych sektorów zależnych od dostępu m.in. do nawozów, aluminium czy siarki – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Należy jednak podkreślić, że w pierwszym kwartale 2026 roku konsekwencje tej blokady dla polskiej gospodarki były raczej ograniczone, a nawet – paradoksalnie – doprowadziły do krótkoterminowego pobudzenia aktywności gospodarczej. Producenci, obawiając się możliwych problemów z dostępnością materiałów, zwiększyli produkcję z wyprzedzeniem, co przełożyło się na istotny wzrost produkcji przemysłowej w marcu – aż o 9,4% r/r. Z kolei gospodarstwa domowe, w obawie przed potencjalnymi podwyżkami cen paliw, przyspieszyły zakupy, podnosząc marcowy odczyt sprzedaży detalicznej do 8,7% r/r – tłumaczy ekspert.
Choć na pierwszy rzut oka dane te mogą świadczyć o sile gospodarki, w rzeczywistości odzwierciedlają one narastające obawy wśród przedsiębiorstw i konsumentów.
Niewypłacalność w budownictwie nadal rośnie
Branżą, w której problemy z płynnością miało najwięcej firm, pozostają usługi (379 przedsiębiorstw, 29% całej liczby niewypłacalności), jednak to budownictwo, jako jedyne z głównych sektorów, zanotowało dalszy wzrost liczby niewypłacalności – 13,1% r/r. Jak wskazują eksperci z Coface, od 2022 roku, czyli od początku zacieśniania polityki monetarnej, budownictwo systematycznie zwiększa swój udział w niewypłacalnościach. W 2026 roku problem z płynnością finansową miało 259 firm z tej branży, co stanowi ok. 20% całej liczby niewypłacalności.
Największy, bo sięgający 36% r/r, spadek liczby niewypłacalnych firm zaobserwowano z kolei w transporcie. Należy jednak zauważyć, że trwający szok paliwowy może sprawić, iż poprawa w tej branży jest jedynie chwilowa. Podobna sytuacja ma miejsce w rolnictwie. Wprawdzie w pierwszym kwartale niewypłacalność spadła tutaj o 25%, ale ekonomiści spodziewają się, że w nadchodzących miesiącach sektor ten znajdzie się pod dużą presją spowodowaną silnym wzrostem cen nawozów.
– Szok energetyczny związany z wyższymi cenami ropy już dziś przyczynia się do pogorszenia nastrojów konsumenckich i ogranicza aktywność gospodarczą. Spodziewane jest również ograniczenie konsumpcji przez gospodarstwa domowe w reakcji na wzrost inflacji czy spowolnienie dynamiki płac, a w efekcie spadek realnych dochodów – mówi Paweł Tobis, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych i Oceny Ryzyka Coface. – Pojawia się także ryzyko ponownego zaostrzenia polityki monetarnej. Wymienione czynniki dotkną w pierwszej kolejności budownictwo i przemysł energochłonny, a więc branże, które już obecnie przewodzą w statystykach niewypłacalności (choć rola przemysłu w rozwoju gospodarki maleje coraz bardziej na rzecz usług). Nie pozostaną jednak bez wpływu również na handel czy część usług – dodaje.
Ulga dziś, presja jutro, czyli prognozy na resztę 2026 roku
Rok 2026 będzie dla polskich firm testem wytrzymałości. Choć wiele przedsiębiorstw utrzymuje obecnie dobrą płynność, to wysokie stopy procentowe i presja kosztowa będą stopniowo ograniczać ich zdolność do radzenia sobie z kryzysami. Eksperci z firmy Coface spodziewają się w związku z tym wzrostu niewypłacalności w kolejnych miesiącach. Istotnym czynnikiem będzie więc sytuacja na Bliskim Wschodzie.
– Choć nie wiadomo, jak długo potrwa blokada cieśniny Ormuz, jedno jest absolutnie pewne – każdy kolejny dzień zwiększa skalę negatywnych konsekwencji gospodarczych – mówi dr Mateusz Dadej. –Surowce, do których dostęp został ograniczony, są kluczowe dla funkcjonowania wielu sektorów gospodarki. Energia, produkty ropopochodne, nawozy oraz aluminium stanowią fundament działalności licznych branż, dlatego wzrost ich cen nieuchronnie przełoży się na strukturę kosztów przedsiębiorstw, stopniowo podnosząc presję kosztową w całej gospodarce. Z perspektywy gospodarstw domowych rosnące ceny paliw – częściowo amortyzowane przez interwencje – oznaczają konieczność ograniczenia wydatków na inne dobra i usługi, w dużej mierze wytwarzane przez krajową gospodarkę. Z tych względów Coface aktualnie oczekuje wolniejszego wzrostu gospodarczego niż w zeszłym roku. Według naszych prognoz wyniesie on 3,5% – dodaje.
Sektor przedsiębiorstw utrzymuje obecnie historycznie wysoki poziom płynności, co może mu umożliwić relatywnie długie przetrwanie trudności rynkowych. Dlatego eksperci oczekują, że stopniowy wzrost liczby niewypłacalności rozpocznie się dopiero w późniejszych kwartałach 2026 roku, gdy polskie firmy zaczną tracić swój margines płynności.
Od czerwca br. spółka Platige Image działa w nowym składzie zarządu. Rada Nadzorcza Platige Image S.A. powołała Jarosława Sawko i Piotra Sikorę, współzałożycieli spółki, na stanowiska wiceprezesów zarządu. Jednocześnie z funkcji prezesa zarządu odwołany został Karol Żbikowski.
Do zarządu dołączyli również Rafał Zborowski, nowy dyrektor finansowy Grupy oraz Marek Jankowski, który obejmie odpowiedzialność za obszar produkcji.
Zmiany w składzie zarządu są elementem zapowiadanego wcześniej procesu dostosowania organizacji do sytuacji na rynku produkcji audiowizualnej, efektów specjalnych, reklamy i gamingu. Branża mierzy się obecnie m.in. z presją kosztową, zmianami modeli finansowania produkcji, większą selektywnością klientów oraz rosnącym wpływem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji na procesy kreatywne i produkcyjne. Jednocześnie rozwijają się segmenty związane z długoterminową współpracą przy serialach i filmach realizowanych dla platform streamingowych — obszarze, w którym Platige Image posiada wieloletnie doświadczenie i własne IP.
Piotr Sikora jest producentem wykonawczym i współzałożycielem Platige Image. W przeszłości odpowiadał za rozwój segmentu reklamowego spółki, a w 2016 roku założył dom produkcyjny DOBRO. Współtworzył wiele kluczowych projektów firmy, w tym nominowaną do Oscara „Katedrę”, nagrodzoną BAFTA „Sztukę spadania”, „Paths of Hate”, trailery do gier z serii „Wiedźmin” i „Cyberpunk 2077” oraz produkcje realizowane dla platformy Netflix.
Jarosław Sawko, Platige Image
Jarosław Sawko jest producentem filmowym i współzałożycielem Platige Image. Był producentem lub koproducentem takich projektów jak „Katedra”, „Sztuka spadania”, „Kinematograf” czy „Legendy polskie”. Odpowiadał również za realizację efektów specjalnych do międzynarodowych produkcji, m.in. „Antychrysta”, „Melancholii” i „Wonder Woman”. Jest także producentem wykonawczym serialu „Wiedźmin” dla Netflixa.
Marek Jankowski od 2008r w Platige Image kieruje zespołem Events & Broadcast. To zespół ekspertów, który z powodzeniem tworzy i produkuje innowacyjne wydarzenia dla największych marek i organizacji na świecie, takich jak FIFA, UEFA, NATO, EFNI i Polsat Sport. W trakcie swojej ponad 25 -letniej kariery zawodowej zrealizował ponad 500 projektów, obejmujących m.in. festiwale, koncerty, programy rozrywkowe oraz wydarzenia specjalne. W latach 2000 – 2009 pełnił funkcję producenta programów rozrywkowych w Telewizji Polskiej S.A. Zdobyte przez lata doświadczenie produkcyjne i techniczne pozwala mu skutecznie zarządzać najbardziej wymagającymi przedsięwzięciami multimedialnymi.
Rafał Zborowski dołączył do firmy w maju 2026 roku, zastępując na stanowisku CFO Artura Małka. To doświadczony CFO z ponad 20-letnią praktyką w efektywnym zarządzaniu finansami, controllingu oraz transformacją grup kapitałowych działających w obszarach produkcji, dystrybucji, e-commerce oraz usług edukacyjnych operujących w Polsce i za granicą. Posiada międzynarodowy certyfikat CIMA i MBA oraz specjalizuje się w rachunkowości zarządczej. Łączy praktykę wyniesioną z zarządzania finansami i transformacją dużych przedsiębiorstw i grup kapitałowych z przedsiębiorczością charakterystyczną dla sektora małych i średnich firm, gdzie wspiera właścicieli i inwestorów w budowaniu wartości oraz sukcesji biznesowej. Specjalizuje się w projektach zwiększania wartości dla udziałowców w tym w szczególności w zakresie realizacji kompleksowych programów poprawy efektywności operacyjnej.
W nowym podziale odpowiedzialności Piotr Sikora ma koncentrować się na rozwoju biznesu, administracji oraz dywersyfikacji źródeł przychodów i obszarów działalności. Jarosław Sawko będzie odpowiadał przede wszystkim za projekty długoterminowe, obszar HR, rozwój technologiczny oraz produkcje własne realizowane w Grupie. Zaktualizowany plan strategiczny ma zostać przedstawiony do końca III kwartału 2026 roku.
Gdy uwaga świata skupia się na konfliktach zbrojnych, równolegle trwa cicha wojna w sieci. Irańska grupa hakerska Screening Serpens, znana także jako „Iranian Dream Job”, prowadzi kampanię szpiegowską wymierzoną w specjalistów z branży technologicznej i obronnej. Według analityków Unit 42 z Palo Alto Networks cyberprzestępcy podszywają się pod rekruterów i wykorzystują zaawansowane techniki, które pozwalają im ominąć systemy bezpieczeństwa jeszcze przed wykryciem zagrożenia.
W lutym 2026 roku, niemal równolegle z eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie, analitycy Unit 42 z Palo Alto Networks odnotowali wyraźny wzrost aktywności irańskiej grupy hakerskiej Screening Serpens. Co istotne, kampania prowadzona była nawet w czasie poważnych ograniczeń dostępu do internetu w samym Iranie. Grupa, aktywna co najmniej od 2022 roku, z regionalnego zagrożenia przekształciła się w globalnie działającą organizację cyberprzestępczą, atakującą m.in. podmioty w USA, Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Europie Zachodniej[1].
Fałszywe rekrutacje jako wektor ataku
Działania grupy Screening Serpens opierają się przede wszystkim na precyzyjnie przygotowanej socjotechnice. Hakerzy nie wysyłają masowych wiadomości, lecz tworzą wiarygodne i spersonalizowane oferty pracy, podszywając się pod znane firmy oraz platformy rekrutacyjne. Głównym celem są inżynierowie oprogramowania i specjaliści IT z sektorów lotniczego, obronnego oraz telekomunikacyjnego. Proces infekcji zaczyna się od przesłania pozornie niegroźnego pliku ZIP z ofertą pracy. Ofiara, przekonana, że łączy się z portalem do testów technicznych w ramach rekrutacji, w rzeczywistości uruchamia instalację złośliwego oprogramowania służącego do szpiegowania i przejmowania danych. Używany kod złośliwy należy m.in. do rodzin MiniUpdate oraz MiniJunk V2[2].
To, co wyróżnia ostatnie aktywności Screening Serpens, to stosowanie wysoko zaawansowanych technik ataku. Grupa zaczęła wykorzystywać metodę znaną jako AppDomainManager hijacking, która pozwala przejąć kontrolę nad procesem jeszcze na etapie uruchamiania aplikacji .NET. Zamiast próbować omijać zabezpieczenia już działającego programu, hakerzy ingerują w sam proces jej uruchomienia, korzystając z legalnych plików konfiguracyjnych. W efekcie złośliwy kod uruchamia się bardzo wcześnie, jeszcze przed startem właściwej aplikacji i jej zabezpieczeń. Dzięki temu atakujący mogą ominąć część narzędzi monitorujących Windows, w tym mechanizmy zbierające dane wykorzystywane przez systemy bezpieczeństwa, a jednocześnie ukryć swoją aktywność w sposób utrudniający wykrycie. Dodatkowo przestępcy mogą utrzymać dostęp do zainfekowanego systemu, wykorzystując Harmonogram Zadań Windows i ukrywając swoje procesy pod nazwami przypominającymi moduły systemowe, takie jak „WindowsSecurityUpdate”[3].
– Wraz z rozwojem grup cyberprzestępców, takich jak Screening Serpens, które coraz częściej wykorzystują zaawansowane technologie, tradycyjne zabezpieczenia przestają być wystarczające. Organizacje potrzebują dziś wielowarstwowego podejścia do ochrony opartego na analizie zachowań, a nie tylko sygnatur złośliwych plików. Kluczowe jest wykrywanie już na etapie uruchomienia aplikacji nietypowych działań, takich jak AppDomain Hijacking czy wyłączanie telemetryki systemowej. Dzięki temu możliwe jest zatrzymanie złożonych ataków, zanim w pełni się rozwiną. Monitorowanie zachowania aplikacji staje się podstawą skutecznej, proaktywnej ochrony – wskazuje Tomasz Pietrzyk, dyrektor techniczny w Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.
Czy w Polsce jesteśmy bezpieczni?
Choć kampania opisana przez Unit 42 koncentruje się głównie na osi USA–Izrael–ZEA, techniki stosowane przez grupę Screening Serpens są doskonale znane polskim ekspertom. Raport CERT Polska za 2025 rok potwierdza ogromną skalę tego typu zagrożeń: oszustwa komputerowe, w tym phishing, zdominowały krajobraz bezpieczeństwa, stanowiąc aż 97,1% wszystkich zarejestrowanych incydentów (łącznie 253 238 przypadków)[4]. W Polsce, podobnie jak w operacjach grupy irańskiej, najczęstszym wektorem ataku pozostaje inżynieria społeczna oraz profesjonalne podszywanie się pod zaufane instytucje i marki. Metody typu „Living-off-the-Land”, czyli użycie legalnych aplikacji i narzędzi systemowych w ataku, do których należy technika AppDomainManager hijacking, stanowią szczególne wyzwanie dla krajowych zespołów SOC zajmujących się incydentami bezpieczeństwa, ponieważ, jak zauważają analitycy CERT, pozwalają one napastnikom wykorzystywać narzędzia systemowe do omijania zabezpieczeń, a właściwy złośliwy kod jest często wgrywany dopiero po skutecznym wyłączeniu mechanizmów obronnych[5].
Wnioski z analiz Unit 42 są dość jednoznaczne: współczesne cyberataki nie opierają się wyłącznie na technicznych lukach w systemach. Coraz częściej ich skuteczność wynika z połączenia zaawansowanych narzędzi z precyzyjnie zaplanowaną manipulacją użytkownikami. Fałszywe rekrutacje, które jeszcze niedawno mogły wydawać się mało realnym scenariuszem, dziś stają się jedną z metod ataków wykorzystywanych przez grupy cyberprzestępców. Pokazuje to, że sama technologia ochrony nie wystarcza. Równie ważna jest świadomość użytkowników i umiejętność rozpoznawania nietypowych, podejrzanych schematów komunikacji. W praktyce oznacza to, że organizacje powinny traktować proces rekrutacyjny i kontakty z zewnętrznymi kandydatami do pracy jako realne źródło ryzyka, a nie wyłącznie standardowy element działalności. W świecie, w którym „oferta pracy” może być początkiem wieloetapowego ataku, kluczowe staje się połączenie edukacji pracowników z nowoczesnymi systemami wykrywania zagrożeń i reagowania na incydenty.
Wysokie koszty utrzymania mieszkania lub domu coraz częściej przesądzają o wyborze oferty: kupujący rezygnują z lokali z wysokimi opłatami lub mocniej negocjują cenę – wynika z badania nastrojów, które przeprowadził portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl.
Badanie nastrojów wśród agentów nieruchomości przeprowadził portal Nieruchomosci-online.pl we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu. Zapytano pośredników, czy rosnące koszty utrzymania nieruchomości wpływają na decyzje kupujących.
Wątek kosztów utrzymania nieruchomości pojawił się w 203 wypowiedziach otwartych pośredników. W tej grupie 135 osób (66%) wskazywało, że wysokie opłaty bardzo mocno wpływają na wybór oferty przez klientów i negocjacje ceny.
– Osoby kupujące zawsze mniej lub bardziej wnikliwie pytały o czynsz czy ogrzewanie, ale z naszego badania wynika, że obecnie ten wątek pojawia się zdecydowanie częściej. I zdecydowanie częściej bywa czynnikiem decydującym o zakupie. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro w ostatnich latach koszty utrzymania mieszkania – czynsze, opłaty – wzrosły bardzo wyraźnie. Wprawdzie nasze pensje też rosły, ale dla wielu osób budżet domowy nie zwiększał się w takim samym tempie – mówi Rafał Bieńkowski, PR manager w Nieruchomosci-online.pl.
– Klienci dopytują więc częściej niż kiedyś o konkrety: dokładną wysokość czynszu, rozliczenia za ogrzewanie i energię, fundusz remontowy, audyt energetyczny, docieplenie budynku. Chcą wiedzieć, jakie remonty były wykonane w bloku, a jakie są planowane. Ten temat szczególnie wyraźnie wraca przy spółdzielniach, gdzie opłaty są często wysokie i potrafią „zjeść” oszczędności nawet wtedy, gdy sama cena mieszkania wygląda atrakcyjnie – dodaje Rafał Bieńkowski.
„Koszty eksploatacji to czasami ⅓ raty kredytu”
Chociaż dla pewnej grupy nabywców przy wyborze nieruchomości wciąż decydujące pozostają takie elementy jak cena, standard, metraż i lokalizacja, to jednak w opinii części agentów coraz częściej znaczenie mają właśnie koszty utrzymania.
– Koszty utrzymania to nowe kryterium wyboru. To ich dotyczy jedno z głównych pytań przy zakupie domów i mieszkań. Kupujący pytają o klasę energetyczną, jakość izolacji czy realne koszty ogrzewania. Nieruchomości generujące wysokie koszty, automatycznie stają się trudniejsze do sprzedaży i wymagają większej elastyczności cenowej – komentuje Ewa Tonia z biura MUVON Nieruchomości w Łodzi.
– Wzrost kosztów eksploatacji w ostatnich latach sprawił, że potrafią one stanowić równowartość nawet ⅓ raty kredytu. Kupujący liczą to bardzo skrupulatnie przy porównywaniu ofert – przyznaje Jacek Kasprzak z agencji Kasprzak Nieruchomości we Wrocławiu.
Wysokie koszty utrzymania nieruchomości nierzadko przekreślają chęć finalizacji transakcji.
– Miałem sytuację, w której wspólnota była zadłużona na remont elewacji i mieszkańcy płacili po 1800 zł czynszu za mieszkanie o powierzchni 70 mkw. Takie koszty odpychają 90 proc. klientów – mówi Dawid Putzig z Baltic House Nieruchomości w Gdyni.
– Mamy pewne stare osiedle, gdzie utrzymanie mieszkania to dość duży wydatek. Kiedyś było to najbardziej popytowe osiedle w mieście, a dziś ludzie go unikają. Osiedle ratuje się jeszcze tym, że ma pełną infrastrukturę dostępną na miejscu – przyznają właściciele biura 7house w Tarnowskich Górach.
Agenci zwracają też uwagę, że wysokie koszty utrzymania starszych mieszkań – szczególnie tych w blokach z wielkiej płyty – często kierują klientów w stronę nowego budownictwa.
47 proc. Polaków: rachunki mieszkaniowe to dla nas źródło stresu
Polacy obawiają się, że koszty utrzymania ich nieruchomości będą w dalszym ciągu rosły. Tak wynika z innego badania – „To my. Polacy o nieruchomościach” przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl wśród 1013 dorosłych Polaków. Wyższych czynszów oraz rachunków za energię i ogrzewanie obawia się w 2026 r. aż 86% osób.
Badanie pokazało również, że dla wielu Polaków opłaty mieszkaniowe to nie tylko pozycja na liście wydatków, ale także realne źródło niepewności. Dla 47 proc. badanych opłacanie rachunków wiąże się ze stresem, a 64% uważa, że nieważne, co zrobią, ich rachunki mieszkaniowe i tak będą rosnąć.
––––
Nastrojometr rynku nieruchomości to cokwartalne badanie nastrojów rynkowych w ocenie pośredników. Zostało przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu w marcu na grupie 1505 agentów.
Co trzecia firma w Polsce chce od lipca do września rekrutować nowych pracowników. W tym samym czasie co piąta będzie redukować etaty, a blisko połowa pozostawi liczbę zatrudnionych bez zmian. W opublikowanym dziś raporcie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pracodawcy zdradzili swoje plany rekrutacyjne na nadchodzący kwartał. Jak potwierdzili, najwięcej możliwości zmiany pracy będzie w hotelarstwie, gastronomii i turystyce, a także w technologiach & usługach IT. Największy optymizm rekrutacyjny zgłaszają pracodawcy z północnej i południowo-zachodniej Polski.
ManpowerGroup opublikował raport dotyczący planów rekrutacyjnych firm na kolejny kwartał. Prognoza netto zatrudnienia, odzwierciedlająca nastroje rekrutacyjne firm nad Wisłą wynosi +16%. 33% pracodawców mówi o wzroście liczby pracowników w trzecim kwartale, 18% o redukcji, 47% nie planuje zmian personalnych a 2% nie zna planów zatrudnienia na najbliższy kwartał. Firmy zatrudniają dzięki rozwojowi i technologiom, a redukcje są efektem presji ekonomicznej i działań optymalizacyjnych.
HoReCa i IT napędzają rekrutacje
Najwięcej firm zgłaszających nowe rekrutacje jest w branży hotelarstwa & gastronomii (+28%) a także technologii i usług IT (+28%). O dużym optymizmie mówią też przedstawiciele finansów & ubezpieczeń (+25%), budownictwa & nieruchomości (+24%) oraz handlu & logistyki (+21%). Mniejsze, choć nadal zauważalne szanse na zmianę pracy czekają na kandydatów w usługach profesjonalnych, naukowych & technicznych (+18%) oraz informacji & komunikacji (+10%). Najmniej ofert planują firmy w sektorze publicznym, ochronie zdrowia & usługach społecznych (+6%).
Mapa zatrudnienia: Północ liderem
W okresie od lipca do września 2026 roku szanse na znalezienie pracy pojawią się we wszystkich regionach Polski. Największe zapotrzebowanie na pracowników deklarują organizacje z Północy, gdzie prognoza wynosi +28%, Południowego Zachodu (+20%) oraz z Południa (+19%). Nieco mniej optymistyczne plany wskazują pracodawcy z Centrum (+9%), ze Wschodu (+7%) i Północnego Zachodu Polski (+7%), ale nadal są one zapowiedzią dobrych szans na znalezienie nowej pracy.
Firmy zatrudniają, by rosnąć i zwalniają, by przetrwać
Organizacje w Polsce planują zatrudniać nowych pracowników w związku z rozwojem działalności (46% firm), rozszerzaniem jej na nowe rynki (34%) oraz postępem technologicznym, który generuje zapotrzebowanie na nowe kompetencje i specjalistów (22%). Dodatkowo 19% pracodawców wskazuje na potrzebę zwiększania różnorodności zespołów oraz uzupełniania wakatów powstałych po odejściach pracowników w poprzednim kwartale.
Redukcje zatrudnienia wynikają głównie z wyzwań ekonomicznych (31%), konieczności dopasowania liczby pracowników do aktualnego popytu (29%) oraz zmian zachodzących na rynku (22%). Co piąty pracodawca nie uzupełnia wakatów po odejściach pracowników, koncentrując się jednocześnie na optymalizacji procesów i łączeniu ról.
Z kolei organizacje, które nie planują zmian kadrowych, najczęściej wskazują, że obecny poziom zatrudnienia jest wystarczający do realizacji celów biznesowych (38%). Podkreślają również stabilność sytuacji rynkowej (24%) oraz realizację strategii skoncentrowanej na utrzymaniu obecnej kadry (23%).
O badaniu: Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla trzeciego kwartału 2026 roku został opracowany na podstawie badania przeprowadzonego w okresie od 1 do 30 kwietnia 2026 roku wśród 40 592 pracodawców reprezentujących 42 rynki na świecie. W Polsce w badaniu wzięło udział 515 pracodawców.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu, X Wydział Gospodarczy, wyrokiem z 1 czerwca 2026 r. (sygn. akt X GC 725/24) niemal w całości uwzględnił powództwo VB Leasing S.A. w restrukturyzacji (VBL) przeciwko instytucji pomostowej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zasądzając na rzecz spółki 8,45 mln zł wraz z odsetkami oraz 225 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.
Sąd: blokada rachunków była bezprawna
W ustnym uzasadnieniu sąd jednoznacznie wskazał, że blokada rachunków VB Leasing dokonana w lipcu 2023 r. przez instytucję pomostową BFG (VeloBank) była bezprawna, a przejęcie przedmiotu zastawu przez bank nieważne. Sąd uznał również, że zobowiązanie kredytowe wobec VeloBank zostało skutecznie spłacone 24 sierpnia 2023 r., co oznacza, że pobrane później odsetki stanowiły świadczenie nienależne i podlegają zwrotowi.
Sąd poinformował także, że rozważa skierowanie zawiadomienia do Komisji Nadzoru Finansowego oraz prokuratury w związku z poważnymi nieprawidłowościami ujawnionymi w postępowaniu, dotyczącymi działań instytucji pomostowej utworzonej przez BFG. W szczególności chodzi o bezprawną blokadę rachunków VB Leasing oraz działania VeloBank, które mimo skutecznej spłaty zobowiązania mogły prowadzić do ponownego zaspokojenia tego samego roszczenia.
Wyrok dotyczy działań instytucji utworzonej przez BFG w ramach restrukturyzacji Getin Noble Banku
Spór dotyczył działań VeloBank w okresie, gdy funkcjonował jako instytucja pomostowa utworzona i nadzorowana przez BFG w ramach przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Banku. Następnie, decyzją BFG z 27 października 2023 r., część wierzytelności związanych z VBL została przeniesiona do Podmiotu Zarządzającego Aktywami (PZA), spółki w całości kontrolowanej przez Fundusz.
Wyrok wpisuje się w szerszy kontekst sporów pomiędzy VB Leasing a podmiotami uczestniczącymi w procesie restrukturyzacji sektora bankowego. 26 maja 2026 r. AMS Restrukturyzacje, zarządca VB Leasing, złożył przeciwko BFG pozew o zapłatę 84,7 mln zł. Spółka stoi na stanowisku, że decyzje podjęte w ramach przymusowej restrukturyzacji Idea Banku doprowadziły do powstania znacznej szkody po stronie VB Leasing.
Przedmiotem prowadzonych postępowań nie jest rola Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w systemie finansowym, lecz konkretne decyzje podjęte wobec VB Leasing oraz ich konsekwencje dla spółki i jej wierzycieli. W ocenie VBL działania podejmowane w interesie publicznym również podlegają niezależnej kontroli sądowej, szczególnie wtedy, gdy wywierają istotny wpływ na sytuację uczestników rynku.
– Od początku wskazywaliśmy, że działania podejmowane wobec VB Leasing w związku z procesami restrukturyzacyjnymi prowadzonymi przez BFG wymagają niezależnej oceny sądowej – mówi Mikołaj Świtalski, członek zarządu AMS Restrukturyzacje sp. z o.o., zarządca VB Leasing S.A. w restrukturyzacji. – Wyrok w sprawie VeloBank jest ważnym rozstrzygnięciem potwierdzającym zasadność naszych argumentów i potrzebę pełnej weryfikacji działań podmiotów zależnych BFG – dodaje.
Wyrok z 1 czerwca 2026 r. jest nieprawomocny. Pozwanej stronie przysługuje prawo do wniesienia apelacji po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia orzeczenia.
Postępowania sanacyjne wobec VB Leasing SA oraz VB Leasing SA Automotive SKA zostały otwarte 25 lipca 2023 r. przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej (sygn. akt odpowiednio: WR1F/GRs/5/2023 oraz WR1F/GRs/6/2023). Zarządcami mas sanacyjnych są AMS Restrukturyzacje sp. z o.o. (VB Leasing) oraz Kancelaria Restrukturyzacyjna sp. z o.o. (VB Leasing Automotive). Celem postępowań jest ochrona interesów klientów, wierzycieli i Skarbu Państwa poprzez zapewnienie działalności operacyjnej spółek.
Majowy odczyt inflacji w USA przyniósł mieszany obraz dla rynków finansowych. Wskaźnik CPI wzrósł do 4,2 proc. r/r, co oznacza przyspieszenie względem poprzedniego miesiąca i potwierdza utrzymującą się presję cenową. Jest to najwyższy odczyt tego wskaźnika od maja 2023 roku. Jednocześnie inflacja bazowa, wyłączająca ceny energii i żywności, pozostaje wyraźnie niższa i wynosi 2,9 proc. r/r. Kluczowym czynnikiem wzrostu cen pozostaje sektor energii, który odpowiada za istotną część miesięcznego wzrostu CPI.
Z perspektywy rynków oznacza to, że obecne przyspieszenie inflacji ma w dużej mierze charakter podażowy i może być mniej trwałe. Stabilniejsza dynamika cen w kategoriach bazowych wspiera scenariusz ostrożniejszego podejścia banku centralnego do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Jednocześnie utrzymujące się wysokie ceny energii pozostają istotnym ryzykiem dla krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych. W efekcie inwestorzy mogą w najbliższym czasie pozostawać wrażliwi na kolejne dane makroekonomiczne, które zdecydują o kierunku polityki Fed i nastrojach na rynkach.
Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG, podpisał porozumienie do aneksu umowy pożyczki z Biofund Capital Management. Porozumienie podtrzymuje zobowiązanie Biofund do konwersji zobowiązań z tytułu pożyczki z 2024 r. na akcje spółki po cenie 33 zł za akcję oraz wydłuża termin zatwierdzenia jej przez WZA do końca lipca br. O emisji akcji, która docelowo zostanie przeznaczona na realizację konwersji, zdecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Podpisany aneks do umowy stanowi kolejny etap w procesie konwersji zobowiązań z tytułu wspomnianej pożyczki, który został zaoferowany Spółce przez fundusz Biofund w styczniu br.
Brak przegłosowania konwersji na akcje Spółki przez ostatnie Walne Zgromadzenie był spowodowany niewystarczającą liczbą głosów zarejestrowanych na WZA.
– Nasze plany się nie zmieniają. Biofund w dalszym ciągu zamierza skonwertować pożyczkę udzieloną Spółce w 2024 roku. Podpisane dzisiaj porozumienie pozwala Spółce zwołać kolejne Walne Zgromadzenie, które podda pod głosowanie wspomnianą konwersję – komentuje współzałożyciel Biofund i jeden z ojców data mining, znany naukowiec prof. Paul Lewicki.
Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy będzie mogło zatwierdzić konwersję pożyczki na akcje, do której zobowiązał się Biofund, bez wymagań dotyczących minimalnej liczby głosów zarejestrowanych na WZA. Jednocześnie, aneks wraz z podpisanym porozumieniem do wspomnianej pożyczki podtrzymuje korzystniejsze warunki jej spłaty. Zakłada m.in. rezygnację z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów oraz obniżenie oprocentowania pożyczki z 18,5% do 14%. Podpisanie aneksu, a co za tym idzie, wprowadzenie korzystniejszych warunków spłaty pożyczki oraz jej konwersja na akcje są elementem oferty złożonej przez Biofund spółce Medicalgorithmics w styczniu br.
Dziś na rynkach wylosował się niejednoznaczny sentyment. Z jednej strony indeksy giełdowe znowu znalazły się pod presją, z drugiej ropa naftowa zachowuje spokój, a z trzeciej FX zdaje się patrzeć w zupełnie innym kierunku. Dla rynku walutowego to twarde dane (już dziś amerykańska inflacja) prawdopodobnie mają o wiele większe znaczenie niż szum informacyjny z Zatoki Perskiej.
Czy ktoś widzi rakiety?
Klasycznie już (niestety) naszą rynkową podróż zaczynamy od sygnałów płynących z Bliskiego Wschodu. Dzisiaj mijamy stację Bliżej rozejmu dzięki atakom. Prezydent Donald Trump jak mantrę powtarza, że porozumienie jest już blisko, już za rogiem (pewnie Cieśniny Ormuz). Deal jest tak blisko, że wszystkie strony coraz częściej strzelają do siebie, aktualnie próbując głównie uszkodzić militarną infrastrukturę. Ten konflikt (przy całej ludzkiej tragedii) wygląda coraz dziwniej i może to naprawdę zwiastun zbliżającego się realnego rozejmu? Na razie jednak mamy cios za cios, a pociski i drony latają nad Zatoką Perską równie często co groźby. Czy rynki nauczyły się ignorować tę specyficzną wojnę?
Giełdy patrzą na AI?
Teza o ignorowaniu wojny na Bliskim Wschodzie może brzmieć odważnie, ale warto się nad nią pochylić. Pewnie jeszcze kilka tygodni temu wydarzenia z ostatnich godzin zostałyby nazwane eskalacją, a inwestorzy próbowaliby dostosować swoje pozycje do bardziej rozgrzanego konfliktu. A co dzieje się na rynkach w trakcie środowej sesji? Rzeczywiście na giełdach dominuje czerwień, ale na ile te spadki związane są z konfliktem w Zatoce Perskiej? Moim zdaniem coraz mniej, a główne ryzyka dla rynku kapitałowego skupiają się na AI. To dlatego mocno technologiczny koreański główny indeks KOSPI jednego dnia spada, drugiego rośnie, a trzeciego znowu spada i za każdym razem o kilka procent (6% do nawet 8%). To obraz handlu kojarzony dawniej raczej z krypto, a nie z jednym z najważniejszych azjatyckich parkietów. Obawy wokół spółek SI dotyczą cały czas gigantycznych nakładów związanych z tą rewolucją, ale teraz też historycznych IPO na Wall Street (w piątek SpaceX, niedługo OpenAI, a także Anthropic), które nie tylko stawiają pytania o zasadność astronomicznych wycen, ale także wysysają kapitał z innych spółek i aktywów. A kiedy większość sentymentu wisi na kilku/kilkunastu firmach technologicznych, to sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Może innym razem wspomnę o coraz większym buncie społecznym wobec inwestycji związanych z SI, które nie liczą się z lokalnymi społecznościami i kosztem, jaki dla nich generują (na razie głównie w USA).
Ropa zamknęła oczy?
Jednak giełdy giełdami, one potrafią z łatwością przesuwać punkt ciężkości na różne strony. Ale co z rynkiem surowcowym, a szczególnie ropą naftową? Tutaj też zaryzykuję tezę, że jeszcze całkiem niedawno po eskalacyjnych doniesieniach zobaczylibyśmy kilkuprocentowe wzrosty ceny czarnego złota. A dziś do połowy dnia obserwowaliśmy nawet lekkie spadki, a główne benchmarki trzymają się wciąż blisko istotnych wsparć (WTI poniżej 90 USD). Sytuacja zdaje się odwracać wczesnym popołudniem, ale wciąż daleko nam do paniki, którą mogliśmy widzieć jeszcze jakiś czas temu. Nieustająco obrywa za to złoto, które aktualnie nie prezentuje żadnych walorów bezpiecznej przystani (może takowa nie jest po prostu teraz potrzebna?). Jego cena przebiła od góry już 4200 USD za uncję i jest coraz bliższa marcowych dołków, których wybicie może zwiastować zejście nawet do 3900 USD. Tylko dziś królewski kruszec traci 2%. W ostatnich tygodniach trudniejsze sesje złota były często argumentowane mocniejszym dolarem, z którym jest negatywnie skorelowane. Jednak dziś nie mamy na rynku do czynienia z silniejszym USD.
USD wpatruje się w inflację?
Tutaj wreszcie dochodzimy do tezy z tytułu dzisiejszego komentarza. Jeszcze jakiś czas temu przy sygnałach eskalacyjnych z Bliskiego Wschodu kapitał klasycznie kierował się do bezpiecznej przystani w postaci USD, który pozwalał też parkować środki np. w amerykańskich obligacjach. Jednak teraz sytuacja na dolarze nie jest już tak jednoznaczna. Przez długie chwile pozostaje on dość odporny na impulsy z Zatoki, a największy ruch w ostatnich tygodniach wykonał w związku z danymi makro. Piątkowe odczyty z rynku pracy popchnęły inwestorów do obstawiania przynajmniej jednej podwyżki stóp w USA do końca roku, co błyskawicznie i wyraźnie wzmocniło USD. W ten sposób dochodzimy do środowego odczytu inflacji konsumenckiej ze Stanów. Już same prognozy dla wskaźnika CPI na poziomie 4,2% rdr (najwyżej od 3 lat) robią wrażenie, ale jeśli ostateczny rezultat przekroczy oczekiwania, to na stole może się pojawić nawet druga podwyżka kosztu pieniądza do końca roku. A wtedy dolar zapewne wykona kolejny krok na szlaku umocnienia. W przeciwnym wypadku (dynamika cen poniżej konsensusu) USD może znaleźć się pod presją i przynajmniej częściowo oddać swoje zyski z ostatnich dni. Brak zmienności raczej nam nie grozi. O godz. 13:30 kurs EUR/USD jest przy 1,154 USD, kurs USD/PLN sięga 3,68 PLN, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,25 zł.
Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w Polsce odnotowano 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. To o 14,4 tys. więcej niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., co oznacza wzrost o 16,7 proc. w ujęciu kwartalnym. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku liczba wakatów była jednak nieznacznie niższa – o 0,8 tys.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wolnych miejsc pracy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 2026 r. 0,81 proc. Był więc o 0,1 pkt proc. wyższy niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., ale jednocześnie o 0,01 pkt proc. niższy niż rok wcześniej.
Dane pokazują, że początek 2026 r. przyniósł odbicie popytu na pracowników po słabszej końcówce poprzedniego roku. Nie oznacza to jednak jednoznacznego przegrzania rynku pracy. W ujęciu rocznym liczba wolnych miejsc pracy pozostała zbliżona do poziomu sprzed roku, a wskaźnik wakatów nieznacznie się obniżył.
Najwyższy wskaźnik wakatów w regionie warszawskim stołecznym
Popyt na pracowników był silnie zróżnicowany regionalnie. Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano w regionie warszawskim stołecznym, gdzie wyniósł 1,11 proc. Oznacza to, że właśnie w tej części kraju udział nieobsadzonych stanowisk w ogólnej liczbie miejsc pracy był największy.
Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w regionie lubelskim i wyniósł 0,45 proc. Różnica między regionem warszawskim stołecznym a lubelskim pokazuje, że zapotrzebowanie na pracowników nadal koncentruje się przede wszystkim w największych ośrodkach gospodarczych, zwłaszcza tam, gdzie rozwinięte są usługi biznesowe, technologie, administracja i sektor prywatnych przedsiębiorstw.
Regionalne dane wskazują również, że sytuacja na rynku pracy nie jest jednolita. W części województw pracodawcy nadal aktywnie poszukują nowych pracowników, podczas gdy w innych popyt na pracę pozostaje ograniczony. Ma to znaczenie zarówno dla osób szukających zatrudnienia, jak i dla firm planujących rekrutacje lub inwestycje w nowych lokalizacjach.
Najwięcej wakatów w przetwórstwie przemysłowym
Największą liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w tej sekcji gospodarki było 20,5 tys. wakatów. To pokazuje, że przemysł pozostaje jednym z głównych źródeł popytu na pracowników w Polsce.
W przetwórstwie przemysłowym wolne miejsca pracy były przeznaczone przede wszystkim dla robotników przemysłowych i rzemieślników oraz operatorów i monterów maszyn i urządzeń. Pierwsza z tych grup odpowiadała za 36,1 proc. wakatów w tej sekcji, a druga za 26,0 proc.
Podobna struktura zapotrzebowania występowała w budownictwie. W tej branży największy udział wolnych miejsc pracy dotyczył robotników przemysłowych i rzemieślników – 52,8 proc. wakatów. Kolejne 25,7 proc. stanowiły miejsca pracy dla operatorów i monterów maszyn i urządzeń.
Wysoki popyt także w handlu, transporcie i budownictwie
Oprócz przetwórstwa przemysłowego istotną liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano również w handlu hurtowym i detalicznym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie. Są to sektory, które tradycyjnie generują duże zapotrzebowanie na pracowników operacyjnych, technicznych i usługowych.
W handlu wakaty dotyczyły przede wszystkim pracowników usług i sprzedawców, ale również specjalistów. W transporcie i gospodarce magazynowej dominowało zapotrzebowanie na operatorów i monterów maszyn oraz urządzeń, a także na pracowników biurowych.
Dane te pokazują, że popyt na pracę w Polsce nadal ma w dużej mierze charakter praktyczny i produkcyjno-usługowy. Firmy poszukują nie tylko specjalistów wysokich kwalifikacji, ale także pracowników wykonujących zadania techniczne, logistyczne, magazynowe, sprzedażowe i związane z obsługą procesów produkcyjnych.
Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy w sektorze telekomunikacji i IT
Pod względem rodzaju działalności najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w sekcji obejmującej działalność usługową w zakresie telekomunikacji, programowania komputerowego, doradztwa, infrastruktury obliczeniowej oraz pozostałej działalności usługowej w zakresie informacji. Wyniósł on 1,54 proc.
To oznacza, że branże związane z technologiami informacyjnymi, usługami cyfrowymi i infrastrukturą obliczeniową nadal cechują się wysokim relatywnym zapotrzebowaniem na pracowników. Nawet jeżeli liczba wakatów w tym sektorze nie jest najwyższa w ujęciu bezwzględnym, to udział wolnych miejsc pracy w całkowitej liczbie stanowisk pozostaje wyraźnie podwyższony.
Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano natomiast w górnictwie i wydobywaniu. Wyniósł on 0,17 proc. Oznacza to, że w tej sekcji udział nieobsadzonych miejsc pracy był najmniejszy spośród analizowanych rodzajów działalności.
Rynek pracy odbija po końcówce 2025 r., ale bez wyraźnego boomu
Wzrost liczby wolnych miejsc pracy o 16,7 proc. względem końca czwartego kwartału 2025 r. może wskazywać na sezonowe i koniunkturalne ożywienie rekrutacji na początku roku. Firmy częściej uruchamiały nabory, a część sektorów zwiększała zapotrzebowanie na pracowników po okresie niższej aktywności.
Jednocześnie porównanie rok do roku pokazuje bardziej umiarkowany obraz rynku pracy. Liczba wolnych miejsc pracy była o 0,8 tys. niższa niż na koniec pierwszego kwartału 2025 r., a wskaźnik wakatów spadł minimalnie o 0,01 pkt proc. To sugeruje, że mimo kwartalnego odbicia rynek nie wszedł w fazę gwałtownego wzrostu popytu na pracowników.
Z perspektywy pracodawców dane GUS mogą oznaczać powrót do większej aktywności rekrutacyjnej po słabszej końcówce roku. Z perspektywy pracowników sytuacja pozostaje zróżnicowana – szanse na zatrudnienie są większe w regionach i branżach o wysokim wskaźniku wakatów, ale nie wszędzie rynek oferuje podobne możliwości.
Struktura wakatów pokazuje zapotrzebowanie na konkretne zawody
Istotne znaczenie ma nie tylko sama liczba wolnych miejsc pracy, ale również ich struktura zawodowa. Dane wskazują, że w wielu sektorach poszukiwani są przede wszystkim pracownicy o konkretnych kwalifikacjach praktycznych.
W przemyśle i budownictwie dominują robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy, operatorzy i monterzy maszyn. W handlu większe znaczenie mają pracownicy usług i sprzedawcy, natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej najważniejszą grupą są specjaliści.
Taka struktura wolnych miejsc pracy pokazuje, że polski rynek pracy nadal potrzebuje zarówno pracowników technicznych i wykonawczych, jak i specjalistów. Niedobory kadrowe nie dotyczą wyłącznie zawodów wysoko kwalifikowanych, ale również stanowisk związanych z produkcją, logistyką, sprzedażą i obsługą klienta.
Dane po raz pierwszy prezentowane według PKD 2025
GUS zwraca uwagę, że wyniki badania „Popyt na pracę” po raz pierwszy prezentowane są według sekcji PKD 2025. Ma to znaczenie przy porównywaniu danych z wcześniejszymi okresami, ponieważ trwa okres przejściowy związany z przeklasyfikowaniem podmiotów gospodarczych z PKD 2007 na PKD 2025.
Okres przejściowy potrwa do 31 grudnia 2026 r. W tym czasie do prezentacji danych wykorzystywane są m.in. klucze powiązań między klasyfikacjami PKD 2007 i PKD 2025. Oznacza to, że interpretując dane sektorowe, należy brać pod uwagę zmianę klasyfikacji działalności gospodarczej.
Wskaźnik wolnych miejsc pracy jest miarą niezaspokojonego popytu na pracę. Pokazuje, jaką część wszystkich miejsc pracy – zarówno obsadzonych, jak i wolnych – stanowią stanowiska nieobsadzone. Im wyższy wskaźnik, tym większy relatywny problem pracodawców z obsadzeniem stanowisk.
W pierwszym kwartale 2026 r. w Polsce wzrosła liczba osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Według wstępnych danych GUS zgłoszono 17 084 osoby poszkodowane, czyli o 19,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wskaźnik wypadkowości zwiększył się z 1,04 do 1,24 poszkodowanego na 1000 pracujących.
Zdecydowaną większość stanowiły wypadki powodujące lżejsze obrażenia. W tej kategorii odnotowano 16 960 poszkodowanych. Wypadkom ciężkim uległy 92 osoby, natomiast wypadkom śmiertelnym – 32 osoby. Dane obejmują również 42 osoby poszkodowane podczas wykonywania pracy zdalnej lub telepracy.
Łączna liczba dni niezdolności do pracy spowodowanej wypadkami wyniosła 411 749. Oznacza to przeciętnie 24,1 dnia absencji na jedną osobę poszkodowaną. Najdłuższy średni okres niezdolności do pracy odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 33,5 dnia.
Najwięcej poszkodowanych w przemyśle, handlu i transporcie
Pod względem liczby osób poszkodowanych najwięcej wypadków odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. W tej sekcji gospodarki poszkodowanych zostało 4806 osób. Kolejne miejsca zajęły handel, naprawa pojazdów samochodowych oraz transport i gospodarka magazynowa.
W handlu i naprawie pojazdów samochodowych zgłoszono 2640 poszkodowanych, a w transporcie i gospodarce magazynowej 1798 osób. W ochronie zdrowia i pomocy społecznej odnotowano 1484 poszkodowanych, natomiast w budownictwie – 702 osoby.
Inaczej wygląda sytuacja po uwzględnieniu liczby pracujących w poszczególnych branżach. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 3,41 poszkodowanego na 1000 pracujących. Bardzo wysoki poziom odnotowano także w sekcji dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja – 3,34.
Powyżej średniej krajowej znalazły się również ochrona zdrowia i pomoc społeczna, transport i gospodarka magazynowa, przetwórstwo przemysłowe oraz rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo. Najniższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w informacji i komunikacji, gdzie wyniósł 0,15.
Warmińsko-mazurskie z najwyższym wskaźnikiem wypadkowości
Dane pokazują także duże zróżnicowanie regionalne. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w województwie warmińsko-mazurskim – 1,64 poszkodowanego na 1000 pracujących. Kolejne miejsca zajęły województwa zachodniopomorskie z wynikiem 1,60 oraz kujawsko-pomorskie z wynikiem 1,53.
Wysoki poziom wypadkowości odnotowano również w województwach podlaskim, śląskim, lubuskim i dolnośląskim. Najniższe wskaźniki wystąpiły w województwach mazowieckim i małopolskim. W Mazowieckiem wskaźnik wyniósł 0,88, a w Małopolsce 0,95 poszkodowanego na 1000 pracujących.
Pod względem bezwzględnej liczby poszkodowanych najwięcej wypadków zgłoszono w województwach śląskim, mazowieckim i wielkopolskim. W Śląskiem poszkodowanych zostało 2422 pracowników, w Mazowieckiem 2174, a w Wielkopolsce 1885.
Najczęstsza przyczyna: nieprawidłowe zachowanie pracownika
Największą grupę przyczyn wypadków przy pracy stanowiło nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Odpowiadało ono za 40,3 proc. odnotowanych przypadków. Na kolejnych miejscach znalazły się niewłaściwe posługiwanie się czynnikiem materialnym przez pracownika, zdarzenia niezależne od pracodawcy i pracownika oraz inne przyczyny.
Istotne znaczenie miały także czynniki organizacyjne. Niewłaściwa organizacja stanowiska pracy odpowiadała za 7,3 proc. przypadków, a niewłaściwa organizacja pracy za 5,5 proc. Łącznie te dwie kategorie stanowiły 12,8 proc. przyczyn wypadków.
Najczęstszym wydarzeniem powodującym uraz było zderzenie z nieruchomym obiektem. Tego typu zdarzenia odpowiadały za 37,4 proc. przypadków. Kolejne miejsca zajęły kontakt z przedmiotem ostrym lub twardym oraz uderzenie przez obiekt będący w ruchu.
Najczęściej dochodziło do urazów kończyn
Wypadki przy pracy najczęściej kończyły się urazami kończyn. Urazy kończyn górnych stanowiły 43,2 proc. przypadków, a kończyn dolnych 33,4 proc. Łącznie obrażenia kończyn odpowiadały więc za ponad trzy czwarte wszystkich urazów.
Urazy głowy wystąpiły w 10,9 proc. przypadków. Rzadziej odnotowywano urazy tułowia i organów wewnętrznych, pleców oraz całego ciała. W chwili wypadku poszkodowani najczęściej byli w ruchu, przemieszczali się, manipulowali przedmiotami albo wykonywali ręczny transport.
Dane te pokazują, że duża część wypadków nie wynika bezpośrednio z obsługi specjalistycznych maszyn, lecz z codziennych czynności wykonywanych w miejscu pracy. Oznacza to, że ryzyko wypadkowe dotyczy nie tylko branż tradycyjnie uznawanych za niebezpieczne, ale również stanowisk, na których dominują powtarzalne zadania, przemieszczanie się i praca manualna.
Wypadki w gospodarstwach rolnych
Osobną kategorię stanowią wypadki w indywidualnych gospodarstwach rolnych, dla których przyznano jednorazowe odszkodowanie z KRUS. W pierwszym kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało 1686 osób, w tym 16 w wypadkach śmiertelnych.
Najczęstszym rodzajem zdarzenia były upadki osób. Odpowiadały one za 48,8 proc. wypadków w gospodarstwach rolnych. Kolejne miejsca zajęły inne zdarzenia, uderzenie, przygniecenie lub pogryzienie przez zwierzęta oraz pochwycenie przez ruchome części maszyn i urządzeń.
Struktura wypadków rolniczych pokazuje, że największe zagrożenia wiążą się zarówno z codziennym poruszaniem się po gospodarstwie, jak i kontaktem ze zwierzętami oraz maszynami. W praktyce oznacza to konieczność stałego zwracania uwagi na organizację pracy, stan techniczny urządzeń oraz podstawowe zasady bezpieczeństwa.
Wzrost wypadkowości to sygnał ostrzegawczy
Wzrost liczby poszkodowanych o 19,3 proc. rok do roku jest istotnym sygnałem dla pracodawców, instytucji publicznych i służb BHP. Choć dane mają charakter wstępny, pokazują wyraźne pogorszenie statystyk bezpieczeństwa pracy na początku 2026 r.
Największe znaczenie ma nie tylko sama liczba wypadków, ale również ich koszt społeczny i gospodarczy. Ponad 411 tys. dni niezdolności do pracy oznacza realne straty dla pracowników, firm i całego rynku pracy. Każdy wypadek to także ryzyko długotrwałych konsekwencji zdrowotnych, organizacyjnych i finansowych.
Dane GUS wskazują, że bezpieczeństwo pracy powinno pozostać jednym z kluczowych obszarów zarządzania w przedsiębiorstwach. Szczególnie ważne są szkolenia, prawidłowa organizacja stanowisk, nadzór nad przestrzeganiem zasad BHP oraz ograniczanie ryzyk związanych z rutynowymi czynnościami wykonywanymi każdego dnia.
Healthcare Poland Foundation, Polska Federacja Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub wskazują na konsekwencje niezgodności aplikacji mObywatel z rozporządzeniem eIDAS 2.0 — wykraczające daleko poza dokument tożsamości. W grze jest dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych, bezpieczeństwo medyczne oraz konkurencyjność polskiego sektora usług zdrowotnych w Europie.
Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej (UC122). Uzasadnienie projektu zawiera bezprecedensowe przyznanie: aplikacja mObywatel jest architektonicznie niezgodna z rozporządzeniem eIDAS 2.0 i nie może pełnić funkcji Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej (EUDI Wallet). Dostosowanie istniejącej aplikacji do wymogów unijnych zostało uznane za technicznie niemożliwe. Konsekwencje są daleko idące: konieczność budowy zupełnie nowej aplikacji od podstaw, brak możliwości automatycznej migracji danych 11 milionów użytkowników oraz konieczność równoległego utrzymywania dwóch systemów w okresie przejściowym. Skala problemu skłoniła posła do Parlamentu Europejskiego Kosmę Złotowskiego do złożenia pytania poselskiego (E-000763/2026) do Komisji Europejskiej.
Polska była prekursorem cyfrowej tożsamości w Europie, wprowadzając mDowód jako pełnoprawny dokument tożsamości już w 2023 r. — znacznie wyprzedzając inne państwa członkowskie. Jednak właśnie ten pionierski charakter, zbudowany na krajowych założeniach architektonicznych bez antycypowania ram interoperacyjności UE, staje się teraz źródłem systemowej luki.
Jest to modelowy przykład zjawiska, które w branży IT określa się mianem „długu architektonicznego” (architectural debt) — sytuacji, w której szybkie wdrożenie rozwiązania krajowego bez uwzględnienia nadchodzących standardów europejskich generuje późniejsze koszty rzędu wielokrotności początkowej inwestycji. Dokładnie to samo ryzyko dotyczy obecnie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia budowanych bez uwzględnienia AI Act, EHDS i standardów certyfikacji — co jest przedmiotem prac piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji.
Healthcare Poland Foundation, działając we współpracy z Polską Federacją Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub, deklaruje gotowość do udziału w konsultacjach publicznych projektu UC122 oraz do wsparcia eksperckiego w projektowaniu warstwy zdrowotnej nowego portfela tożsamości cyfrowej. Dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych nie może być ofiarą długu architektonicznego.
– Polska była pionierem cyfrowej tożsamości w Europie. Teraz musi być pionierem jej naprawy — nie tylko po to, by polscy obywatele mogli podróżować z telefonem zamiast z plastikowym dowodem, ale przede wszystkim po to, by polscy pacjenci mogli bezpiecznie korzystać z opieki zdrowotnej w całej Unii Europejskiej, z pełnym dostępem lekarza do ich danych medycznych. Brak interoperacyjności polskiego systemu tożsamości cyfrowej z EUDI Wallet oznacza, że: pacjenci zagraniczni przyjeżdżający do Polski nie będą mogli automatycznie udostępnić polskim lekarzom swoich danych zdrowotnych za pomocą portfela, polscy świadczeniodawcy nie będą mogli w sposób zharmonizowany potwierdzić tożsamości pacjenta transgranicznego, a dokumentacja medyczna wytworzona w Polsce może napotykać problemy z uznawalnością w systemach EHDS innych państw członkowskich. Tworzy to ryzyko powstania „cyfrowej wyspy” – systemu funkcjonalnego wewnątrz kraju, ale odciętego od europejskiego ekosystemu zdrowia cyfrowego. W praktyce oznacza to utratę przewagi konkurencyjnej na rzecz krajów, które wdrożą EUDI Wallet terminowo – m.in. Estonii, Finlandii, Austrii czy Danii – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.
Ministerstwo Cyfryzacji wskazało dwa strukturalne powody, dla których mObywatel nie może zostać przekształcony w EUDI Wallet.
Model weryfikacji tożsamości. mObywatel potwierdza tożsamość i obywatelstwo użytkownika na podstawie „dokumentu mObywatel” — krajowego konstruktu prawnego. Tymczasem eIDAS 2.0 wymaga potwierdzania tożsamości poprzez dane identyfikujące osobę (person identification data) w rozumieniu art. 3 pkt 3 rozporządzenia eIDAS oraz rozporządzenia wykonawczego Komisji (UE) 2024/2977. To różnica nie kosmetyczna, lecz architektoniczna – dotycząca samego fundamentu tożsamości cyfrowej.
Architektura udostępniania danych. mObywatel operuje w modelu bezpośredniego połączenia z rządową infrastrukturą teleinformatyczną — dokumenty są pobierane wprost na urządzenie użytkownika, bez instytucjonalnego pośrednika. Rozporządzenie eIDAS 2.0 wymaga natomiast zaangażowania kwalifikowanych dostawców usług zaufania (Qualified Trust Service Providers, QTSP), w tym podmiotów prywatnych, jako elementów łańcucha zaufania. Ten model jest fundamentem interoperacyjności transgranicznej.
Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej pełni w architekturze Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS) rolę warstwy uwierzytelniającej. To portfel umożliwi pacjentowi autoryzację dostępu lekarza w innym kraju członkowskim do kluczowych danych medycznych: podsumowania leczenia, listy leków, alergii, szczepień, wyników badań. Bez zgodnego z eIDAS 2.0 portfela ten mechanizm nie zadziała — nawet jeśli infrastruktura MyHealth@EU będzie technicznie gotowa po stronie serwerów.
Oznacza to, że niezgodność mObywatela jest bezpośrednią barierą w realizacji prawa pacjenta do transgranicznego dostępu do usług zdrowotnych, gwarantowanego dyrektywą 2011/24/UE. Nie jest to problem odległy — rozporządzenie EHDS (UE 2025/327) weszło w życie 26 marca 2025 r., a obowiązkowa transgraniczna wymiana podsumowań pacjenta i e-recept ma być operacyjna we wszystkich państwach członkowskich do marca 2029 r.
Cztery scenariusze ryzyka dla polskich pacjentów
Brak dostępu lekarza za granicą do historii choroby. Polak, który trafi do szpitala w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, nie będzie mógł za pomocą portfela cyfrowego udostępnić lekarzowi swoich danych medycznych. Lekarz będzie działał bez pełnej informacji klinicznej.
Ryzyko błędów medycznych. Brak dostępu do aktualnej listy leków, alergii i chorób przewlekłych zwiększa ryzyko interakcji lekowych, nieadekwatnych procedur diagnostycznych i błędnych decyzji terapeutycznych. To nie jest ryzyko teoretyczne — WHO szacuje, że błędy związane z lekami dotykają rocznie milionów pacjentów na świecie, a brak dostępu do pełnej dokumentacji jest jednym z kluczowych czynników.
Konieczność papierowej dokumentacji. Zamiast cyfrowej wymiany danych, polscy pacjenci będą zmuszeni wozić ze sobą dokumentację papierową lub na nośnikach elektronicznych — rozwiązanie podatne na utratę, uszkodzenie i błędy tłumaczeniowe.
Wydłużenie czasu diagnostyki i leczenia. Bez dostępu do wyników wcześniejszych badań lekarz za granicą będzie zmuszony zlecać badania od nowa, co wydłuża czas do podjęcia decyzji terapeutycznej i generuje niepotrzebne koszty.
Problem niezgodności mObywatela należy analizować w kontekście czterech wzajemnie powiązanych filarów regulacyjnych, które wspólnie definiują warunki przetwarzania i wymiany danych zdrowotnych w UE.
eIDAS 2.0 (Rozporządzenie 2024/1183) ustanawia ramy tożsamości cyfrowej, w tym wymogi dotyczące kwalifikowanych dostawców usług zaufania i architektury portfela opartej na atestacjach elektronicznych. To mechanizm atestacji umożliwia kontrolowane przez pacjenta udostępnianie danych zdrowotnych.
EHDS (Rozporządzenie 2025/327) buduje na fundamencie eIDAS warstwę sektorową: definiuje kategorie priorytetowych danych zdrowotnych, ustanawia infrastrukturę MyHealth@EU dla użycia pierwotnego oraz HealthData@EU dla użycia wtórnego (badania naukowe, polityka zdrowotna, regulacje). Kluczowe kamienie milowe: marzec 2027 — akty wykonawcze; marzec 2029 — Patient Summaries i e-recepty we wszystkich państwach; marzec 2031 — obrazy medyczne i wyniki laboratoryjne.
NIS2 (Dyrektywa 2022/2555) klasyfikuje podmioty ochrony zdrowia jako operatorów usług kluczowych, nakładając wymogi cyberbezpieczeństwa na cały łańcuch przetwarzania danych zdrowotnych — w tym na infrastrukturę portfela tożsamości cyfrowej.
RODO/GDPR pozostaje nadrzędną ramą ochrony danych osobowych. EHDS działa w ramach RODO, nie obok niego. Brak kompatybilnego portfela oznacza brak możliwości realizacji mechanizmów zgody i kontroli danych wymaganych przez RODO w kontekście transgranicznym.
Awaria jednego elementu — w tym przypadku warstwy tożsamości cyfrowej — paraliżuje cały łańcuch: od uwierzytelnienia pacjenta, przez autoryzację dostępu do danych, po ich bezpieczną wymianę i przetwarzanie.
Co należy zrobić: stanowisko HCPL, PFSz i GHSH
Dla Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Zdrowia
Proces budowy nowej aplikacji portfela tożsamości cyfrowej (mObywatel 3.0) musi od początku uwzględniać architekturę EHDS. Nie wystarczy spełnić wymagania eIDAS 2.0 w warstwie dokumentu tożsamości — portfel musi być przygotowany do obsługi atestacji elektronicznych dotyczących danych zdrowotnych. Rekomendujemy powołanie międzyresortowego zespołu (MC + MZ) odpowiedzialnego za spójność architektoniczną EUDI Wallet z MyHealth@EU. Jednocześnie konieczne jest przyspieszenie prac nad wyznaczeniem krajowego Organu ds. Zdrowia Cyfrowego (National Digital Health Authority) — termin wynikający z EHDS upłynął w czerwcu 2025 r.
Dla szpitali i świadczeniodawców
Szpitale i kliniki przyjmujące pacjentów transgranicznych powinny już teraz dokonywać audytu gotowości swoich systemów HIS pod kątem interoperacyjności z HL7 FHIR — standardem referencyjnym dla EHDS. Polska Federacja Szpitali i Healthcare Poland Foundation oferują w tym zakresie certyfikację TQAMS (Transnational Quality Assurance & Management Standard), która obejmuje gotowość cyfrową, zgodność z wymogami NIS2 oraz procedury opieki transgranicznej.
Dla sektora turystyki medycznej
Operatorzy turystyki medycznej muszą przygotować się na scenariusz, w którym pacjenci z UE będą oczekiwać obsługi za pomocą EUDI Wallet. Brak gotowości polskiej strony stanie się przewagą konkurencyjną krajów, które wdrożą portfel terminowo. Global Healthcare Systems Hub monitoruje ten proces w 56 krajach i udostępnia aktualizacje regulacyjne swoim członkom.
Dla piaskownic regulacyjnych AI
Przypadek mObywatela powinien zostać włączony jako case study do materiałów edukacyjnych piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji — jako ostrzeżenie przed powielaniem długu architektonicznego w domenie sztucznej inteligencji w zdrowiu.
Kluczowe daty
19 lutego 2026 r. – Publikacja projektu ustawy UC122 na stronie Rządowego Centrum Legislacji.
24 lutego 2026 r. – Pytanie poselskie E-000763/2026 (Kosma Złotowski, ECR) do Komisji Europejskiej.
26 marca 2025 r. – Wejście w życie rozporządzenia EHDS (UE 2025/327).
Koniec 2026 r. – Termin wdrożenia EUDI Wallet we wszystkich państwach członkowskich.
Marzec 2029 r. – Obowiązkowa transgraniczna wymiana Patient Summaries i e-recept.
Marzec 2031 r. – Rozszerzenie o obrazy medyczne, wyniki laboratoryjne, karty wypisu.
Pod koniec grudnia 2025 r. w Polsce aktywnych zawodowo było 1 141,1 tys. cudzoziemców – wynika z najnowszych danych GUS. Stanowili oni 6,9% ogółu pracujących w naszym kraju, a ich największy udział w liczbie pracujących odnotowano nie w największych aglomeracjach, lecz w powiatach słubickim i pruszkowskim oraz w Świnoujściu. Jak pokazują badania Grupy Progres, Polska nadal pozostaje dla większości ankietowanych pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej, choć już nie dla wszystkich i nie w tak jednoznaczny sposób jak jeszcze kilka lat temu.
Największą grupę pracujących cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy – 67,6% (771 800 osób). Na kolejnych miejscach znaleźli się obywatele Białorusi (10,4% – 118 882 osoby), Gruzji (2,1% – 24 210), Indii (2,0% – 23 004), Kolumbii (1,7% – 19 261) i Filipin (1,3% – 15 053), a pozostałe narodowości łącznie odpowiadały za 14,9%, czyli 168 909 osób (GUS).
Dla większości Ukraińców, którzy dominują wśród obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, Polska była pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej – takiej odpowiedzi udzieliło 71% Ukraińców biorących udział w badaniu Grupy Progres. 17% myślało też o innych państwach, ale przyjechało nad Wisłę, bo w danym momencie była to najlepsza dostępna opcja, 12% miało inne plany, które zmieniły się pod wpływem sytuacji życiowej.
– Ukraina nadal stanowi rdzeń naszego rynku pracy, ale z roku na rok obserwujemynapływ pracowników z coraz większej liczby krajów. Przybywa kandydatów z innych – często egzotycznych – kierunków, którzy coraz liczniej wspierają rynek pracy i są zatrudniani w wielu sektorach gospodarki – mówi Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.
Według GUS w sekcji działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca pracuje ponad 68 tys. cudzoziemców innych narodowości niż ukraińska. W transporcie i gospodarce magazynowej jest ich ponad 63 tys., a w przetwórstwie przemysłowym – 52 tys. Znaczną grupę można również zaobserwować w informacji i komunikacji – 36,4 tys., gdzie liczba pracowników innych narodowości przewyższa liczbę Ukraińców (22,7 tys.). W budownictwie pracuje ponad 33 tys. osób innych narodowości niż ukraińska, a w handlu i naprawie pojazdów samochodowych – 25,4 tys. W działalności związanej z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi jest to 24,5 tys. osób.
Ekspertka z Grupy Progres dodaje, że Polska wciąż pozostaje dla dużej części migrantów pierwszym i świadomym wyborem, jednak coraz rzadziej ma on charakter jednorazowej decyzji. – Widzimy raczej proces, często długofalowy, w którym Polska jest jednocześnie miejscem krótkiej stabilizacji, legalizacji pobytu i punktem startowym do dalszych planów zawodowych związanych z krajami Europy Zachodniej. Oznacza to, że motywacje migracyjne stają się coraz bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu i obejmują nie tylko aspekt ekonomiczny, lecz także bezpieczeństwo, dostęp do pracy oraz możliwość szybkiego wejścia na rynek – podkreśla Karolina Hawryluk-Chaieb.
Co czwarty pracownik administrowania i wsparcia to cudzoziemiec
Struktura zatrudnienia cudzoziemców pokazuje wyraźną koncentrację w wybranych branżach. W działalności w zakresie usług administrowania i wsparcia co czwarty pracownik to cudzoziemiec (25,3% wobec 74,7% Polaków). W zakwaterowaniu i gastronomii już niemal co piąty (17,8% vs. 82,2%), w transporcie i magazynowaniu – 15,1% vs. 84,9%, w budownictwie 11,7% vs. 88,3%, a w informacji i komunikacji 10,2% vs. 89,8%. W pozostałych sektorach udział cudzoziemców jest niższy: w przetwórstwie przemysłowym wynosi 7,2% (92,8% Polacy), a w handlu 4,1% (95,9% Polacy). Znikomy odsetek obcokrajowców jest zatrudniany w branżach takich jak edukacja, w której cudzoziemcy stanowią 1,5% pracowników, w energetyce 0,6%, a w administracji publicznej 0,1%.
W ujęciu liczbowym cudzoziemcy najczęściej pracowali w administrowaniu i wsparciu (226,9 tys.), przetwórstwie przemysłowym (208,3 tys.), transporcie i magazynowaniu (156,0 tys.) oraz budownictwie (138,4 tys.). Dalej znalazły się handel (94,1 tys.), zakwaterowanie i gastronomia (75,3 tys.), informacja i komunikacja (59,1 tys.), działalność profesjonalna (49,1 tys.), a następnie pozostałe usługi (39,9 tys.) oraz zdrowie i pomoc społeczna (30,3 tys.).
W kolejnych sektorach liczba cudzoziemców jest wyraźnie niższa. W edukacji pracowało 19,3 tys. osób, w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 15,5 tys., w finansach i ubezpieczeniach – 9,6 tys., a w nieruchomościach – 7,4 tys. Jeszcze mniejsze wartości odnotowano w kulturze i rekreacji (6,0 tys.), w gospodarce wodno-ściekowej i gospodarce odpadami (3,5 tys.), w administracji publicznej i obronie (0,9 tys.), w górnictwie i wydobywaniu (0,8 tys.) oraz w energetyce (0,8 tys.).
Mimo że wielu cudzoziemców posiada wykształcenie i doświadczenie zdobyte w swoich ojczyznach, nadal zbyt często podejmują oni zatrudnienie w sektorach niezwiązanych z ich pierwotną ścieżką zawodową. W przypadku Ukraińców jedynie 21% pracuje w pełni zgodnie ze swoimi kompetencjami, 22% częściowo, natomiast aż 57% wykonuje pracę w zupełnie innej branży, wynika z badania Grupy Progres.
– Niedopasowanie kompetencji do wykonywanej pracy nie dotyczy wyłącznie jednej narodowości. To zjawisko o charakterze systemowym, widoczne w różnych grupach cudzoziemców. Wynika ono zarówno z barier formalnych, jak i językowych, ale też z szybkości, z jaką migranci podejmują pierwszą dostępną pracę po przyjeździe do kraju, a z tym bywa różnie – zaznacza Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.
Bariery nadal silne
W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy pytani o przeszkody, z którymi mierzą się w naszym kraju najczęściej wskazywali wysokie koszty życia (37%), barierę językową (34%) i brak bliskich (32%). Istotne pozostają także kwestie społeczne: 29% respondentów wskazywało na dyskryminację lub nieodpowiednie zachowania, 26% na brak stabilności zatrudnienia, a 25% na trudności mieszkaniowe. Na kolejnych miejscach pojawiły się problemy z legalizacją pobytu (22%), brak integracji (14%) oraz brak możliwości pracy w zawodzie (14%).
– Wyzwania związane z legalizacją pobytu – choć nie dominują w zestawieniu – mają istotne znaczenie dla codziennego funkcjonowania cudzoziemców. To nie tylko kwestia formalna, ale realny czynnik wpływający na poczucie stabilności życia i pracy. Co piąta osoba wskazuje ten problem wprost, jednak w praktyce skala trudności jest szersza: część migrantów nie nadąża za zmieniającymi się przepisami, nie zna ich w pełni lub ma trudności z ich interpretacją ze względu na barierę językową. W efekcie system, który z założenia ma porządkować proces migracji, dla wielu osób staje się źródłem niepewności i dodatkowych obciążeń – ocenia Julia Nowicka, ekspertka ds. legalizacji zatrudnienia cudzoziemców w Grupie Progres.
Geografia pracy cudzoziemców w Polsce wykracza poza największe metropolie
Choć największe skupiska cudzoziemców aktywnych zawodowo w Polsce nadal znajdują się w kluczowych województwach, dane pokazują coraz wyraźniejszy obraz rozproszenia ich obecności – z wyjątkowo wysokim udziałem pracowników zagranicznych nie tylko w dużych miastach, ale także w wybranych powiatach o silnej specjalizacji gospodarczej.
Najwięcej cudzoziemców pracowało w woj. mazowieckim (274 980 osób), dolnośląskim (133 392), wielkopolskim (121 533), śląskim (96 015), małopolskim (87 806) i pomorskim (80 265). Na kolejnych miejscach znajdują się: łódzkie (75 626), zachodniopomorskie (55 654), lubuskie (42 644), kujawsko-pomorskie (32 634), lubelskie (23 841) i opolskie (20 312). Listę zamykają regiony: podlaski (18 265), podkarpacki (15 019), warmińsko-mazurski (14 830) i świętokrzyski (9 297).
Jeśli chodzi o powiaty dominujące pod względem udziału cudzoziemców wśród osób pracujących, to liderem zestawienia jest powiat słubicki, gdzie cudzoziemcy stanowią 20,5% wszystkich pracujących. Wysokie wartości odnotowano także w powiecie pruszkowskim (18,1%) oraz w Świnoujściu (18,1%), a dalej w powiecie oławskim (17,9%) i we Wrocławiu (17,8%). W kolejnych miejscach znalazły się powiat kępiński (16,2%), Legnica (16,0%), powiat świebodziński (15,9%), Słupsk (15,2%), Gorzów Wielkopolski (14,9%), Szczecin (14,5%) oraz Warszawa (14,5%).
– W mniejszych miejscowościach cudzoziemcy często szybciej znajdują zatrudnienie odpowiadające ich kompetencjom i jednocześnie potrzebom lokalnych firm. To rynki, w których ich obecność jest coraz częściej traktowana nie jako wyzwanie, lecz jako realne wsparcie dla gospodarki, a podejście pracodawców bywa bardziej otwarte i przychylne. Jednocześnie nadal pozostaje istotny problem długiego oczekiwania na dokumenty legalizujące pobyt i pracę. Nawet jeśli cudzoziemiec szybciej znajduje zatrudnienie, procedury administracyjne mogą znacząco wydłużać cały proces stabilizacji w Polsce – podsumowujeJulia Nowicka.
ORLEN rozpoczął współpracę z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu przy projekcie opracowania optymalnych warunków uprawy lnianki siewnej (Camelina sativa) na potrzeby produkcji biopaliw. Inicjatywa wspiera rozwój krajowego łańcucha dostaw surowców dla paliw alternatywnych, zwiększa potencjał polskiego rolnictwa oraz realizuje strategię ORLEN w obszarze transformacji energetycznej i ograniczania emisji w transporcie.
– Rozwój sektora biopaliw zaawansowanych to naturalny kierunek dla ORLEN, który pozwala łączyć kompetencje przemysłu paliwowego z potencjałem polskiego rolnictwa. Współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu oraz rolnikami jest ważnym elementem budowy krajowej bazy surowcowej dla paliw alternatywnych i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Wykonawczy ds. Biopaliw i Wodoru w ORLEN.
W realizację tej strategii wpisuje się program ORLEN „Międzyplony dla Biopaliw”, który integruje rolników, przemysł i partnerów technologicznych, wspierając rozwój krajowych surowców – szczególnie dla biopaliw drugiej generacji.
Projekt realizowany wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu koncentruje się na opracowaniu optymalnych warunków uprawy surowców zaawansowanych, dostępnych lokalnie, takich jak lnianka siewna – roślina o dużym potencjale dla sektora biopaliw. Pozwoli on ocenić możliwości szerszego wykorzystania tego surowca w produkcji paliw transportowych i lotniczych w oparciu o własne technologie produkcyjne, w tym niedawno uruchomioną instalację HVO w Płocku.
– Współpraca z ORLEN pokazuje, jak istotną rolę mogą dziś odgrywać uczelnie przyrodnicze w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki zapleczu badawczemu oraz wieloletniemu doświadczeniu w zakresie agronomii, upraw roślin oleistych oraz oceny potencjału gleb marginalnych możemy prowadzić badania, które mają realne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski – mówi prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska z Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Lnianka siewna stanowi obiecującą alternatywę dla tradycyjnych roślin oleistych wykorzystywanych w sektorze biopaliw. W porównaniu z rzepakiem wykazuje większą odporność na niekorzystne warunki glebowe i klimatyczne, co ma szczególne znaczenie w obliczu coraz częściej występujących okresów suszy.
Dodatkową zaletą tej uprawy jest możliwość wykorzystania gleb słabszych klas, które nie są odpowiednie dla większości roślin rolniczych. Dzięki temu możliwe jest zagospodarowanie gruntów marginalnych i zdegradowanych oraz zwiększenie wykorzystania upraw międzyplonowych bez konkurowania z produkcją żywności.
Administracja USA po raz kolejny ogłasza, że porozumienie z Iranem jest coraz bliżej Pytanie, ile jeszcze razy będziemy musieli to usłyszeć, by to naprawdę się stało. Deficyt handlowy USA, mimo wojny i umocnienia dolara, jest trzymany w ryzach. Rynki przygotowują się na wzrost stóp w strefie euro.
Co z tym pokojem?
Wczoraj znów dowiedzieliśmy się od prezydenta USA, że porozumienie z Iranem jest blisko. Mnogość takich wypowiedzi powinna sprawić, że rynki zaczną je ignorować, ale nic takiego się nie dzieje. Według CNN to „dopiero” 37 taka zapowiedź prezydenta USA. A to oznacza, że od początku ataku na Iran taka zapowiedź pojawia się częściej niż co trzy dni. Pomimo tego cena baryłki ropy Brent, która w poniedziałek dobiła do poziomu 98 dolarów, wczoraj na moment spadła poniżej 90 dolarów. Był to najniższy poziom od kwietnia. Rynek walutowy jest znacznie spokojniejszy. Wczoraj można było na nim zauważyć lekkie osłabienie dolara, ale kurs wieczorem wrócił do punktu wyjścia.
Deficyt handlowy USA
Pomimo średnioterminowego umocnienia dolara, które wynika z rozpoczętej wojny w Zatoce Perskiej, amerykański deficyt handlowy ma się dobrze. Wczoraj poznaliśmy dane z USA i okazało się, że deficyt jest o 0,6 mld dolarów niższy niż oczekiwano. Zwyczajowo umocnienie się waluty powoduje, że import staje się bardziej opłacalny, a eksport mniej, co odbija się negatywnie na wskaźniku deficytu. Należałoby się więc zastanowić, jak dobry rezultat w równoważeniu bilansu handlowego odniosłaby obecna administracja, gdyby nie wspierała działań wojennych Izraela w regionie. Poziom deficytu handlowego USA był tym większą niespodzianką, że wcześniejsze dane z Chin pokazywały wzrost nadwyżki handlowej i część analityków spodziewała się, że część tego wzrostu pogorszy bilans USA. To się jednak nie stało, co oznacza, że chiński eksport trafił do innych części świata. Wczorajsze dane działały na korzyść dolara. Prawdopodobnie również dzięki nim, pomimo kolejnych zapowiedzi pokoju, dolar nie oddawał tak mocno tego, co zyskał na wartości w ubiegłych tygodniach.
Czekając na EBC
Dzisiaj mamy posiedzenie Banku Kanady. Mimo ostatnich bardzo dobrych danych z tamtejszego rynku pracy wydaje się, że nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. Ciekawiej natomiast wygląda jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Analitycy są niemal zgodni, że powinno dojść do podwyżek stóp procentowych. Powodem jest oczywiście inflacja konsumencka, która wybiła się do 3,2% przy docelowym poziomie 2%. Głosy mówiące o tym, że bank może spróbować poczekać z decyzją do kolejnego posiedzenia, bo może wojna w Zatoce Perskiej się zakończy i ceny ropy wrócą do normy, są coraz słabsze. Trzeba pamiętać, że koniec walk i odblokowanie Cieśniny Ormuz to dopiero początek normalizacji. Ustabilizowanie rynku po tak długiej przerwie zajmie jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Jak decyzja EBC powinna wpłynąć na rynki? Wyższe stopy to mocniejsze euro. Trzeba jednak pamiętać, że rynki już sporą część tego ruchu wyceniają. Prawdopodobnie dlatego kurs EURPLN wynosi obecnie ok. 4,24 zł.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.