Przyspieszenie redukcji CO2 groźne dla motoryzacji

W trwającej debacie nad zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla przez nowo produkowane samochody po 2021 roku, Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, członek Konfederacji Lewiatan, uważa że już bardzo kosztowne, ale realistyczne, jest obniżenie emisji CO2 o 20 proc. do roku 2030. Przyspieszenie tempa zmniejszania emisji dwutlenku węgla może zagrozić europejskiej i polskiej branży motoryzacyjnej.

– Zbyt ambitne cele bez rozsądnych okresów przejściowych zagrażają dalszemu rozwojowi polskiego przemysłu motoryzacyjnego i mogą wręcz spowodować jego kurczenie się, z negatywnymi konsekwencjami społeczno-ekonomicznymi – mówi Paweł Wideł, prezes Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Branża motoryzacyjna uważa, że zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 20 proc. dla samochodów osobowych jest możliwe do osiągnięcia przy wysokich, ale akceptowalnych kosztach. Jednakże cel redukcji CO2 w segmencie lekkich pojazdów dostawczych powinien być znacząco niższy niż dla samochodów osobowych. Dla segmentu lekkich samochodów dostawczych musimy wziąć pod uwagę dłuższe cykle rozwoju pojazdów, ograniczone możliwości poprawy aerodynamiki z powodu wymogów funkcjonalnych, inne wymagania dotyczące ładowności, niższy potencjał elektryfikacji, szczególnie w segmencie większych samochodów dostawczych i wysoką wrażliwość cenową. W Polsce, przy konieczności podtrzymywania silnego wzrostu gospodarczego i niższego poziomu zamożności, zbyt ambitne cele dla lekkich samochodów dostawczych mogą mieć negatywny wpływ na przedsiębiorstwa, w tym MŚP i zatrudnienie pracowników.

Polski przemysł motoryzacyjny z zadowoleniem przyjmuje propozycje systemu wspomagającego wprowadzanie na rynek pojazdów z napędem alternatywnym, jednakże pod warunkiem, że zaoferuje się pozytywne bodźce, bez kar za nieodpowiedni poziom wprowadzania na rynek pojazdów nisko- i zero-emisyjnych.

Zdaniem Związku, należy dokonać przeglądu systemu wspomagania pojazdów emitujących mniej niż 50 g CO2/km. Pozwoli to na lepsze uznanie wkładu innych technologii, w szczególności pojazdów hybrydowych podłączanych do sieci (PHEV). Wsparcie dla samochodów typu PHEV ma też pozytywny kontekst społeczny i ekonomiczny – wprowadzając efektywnie elektryfikację transportu, pozwala na zachowanie w okresie przejściowym do nowych technologii tradycyjnych miejsc pracy w zakładach produkujących silniki spalinowe i skrzynie biegów.

Santander Bank Polska wkracza na rynek. Stawia na innowacje i nowoczesność

Santander Bank Polska wkracza na rynek. Stawia na innowacje i nowoczesność 1

Dotychczasowy Bank Zachodni WBK działa już pod nową nazwą – Santander Bank Polska. Zmiana objęła również wszystkie spółki z grupy kapitałowej banku. Nowa identyfikacja wizualna jest już widoczna w bankowości internetowej i mobilnej. Zmieniło się również oznakowanie placówek i oddziałów. Bank podkreśla jednak, że rebranding nie wiąże się z żadnymi komplikacjami dla dotychczasowych klientów, a pod marką Santander Bank Polska chce mocniej kojarzyć się z nowoczesnością i innowacjami.

Chcemy połączyć siłę lokalnej organizacji i globalnej marki. Poza tym mocno skupimy się na młodych klientach, oczekujących rozwiązań cyfrowych na najwyższym poziomie. To ma być nasza przewaga konkurencyjna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Sikora, dyrektor Obszaru Komunikacji, Marketingu i Zarządzania Jakością w Santander Bank Polska.

7 września – wraz z wpisem do Krajowego Rejestru Sądowego – dotychczasowy Bank Zachodni WBK zmienił nazwę na Santander Bank Polska SA. Zmiana brandu jest naturalna, ponieważ bank już od 2011 roku jest częścią hiszpańskiej grupy Santander (największej w strefie euro pod względem kapitalizacji rynkowej i jednej z największych na świecie). Nowe logo i identyfikacja wizualna Santander Bank Polska są już widoczne w bankowości internetowej i mobilnej. W miniony weekend zmieniło się również oznakowanie większości placówek i oddziałów, a w telewizji, prasie oraz internecie wystartowała kampania informacyjna.

Zaczynamy od dwóch spotów wizerunkowych, opierając się na filarach najważniejszych dla polskich konsumentów, czyli bezpieczeństwie i innowacyjności. Kolejne będą dotyczyły już konkretnych produktów i rozwiązań dla klientów. Będą to m.in. przelewy natychmiastowe czy e-księgowość dla klientów z sektora małych i średnich firm – mówi Artur Sikora.

Emocjonalna narracja, klient w centrum uwagi, Łukasz Nowicki jako ambasador marki – te elementy kampanii wprowadzą nową markę, zapewniając jak największe poczucie bezpieczeństwa i kontynuacji. Bank będzie nadal prezentował swoją markę jako pełną empatii i zrozumienia, która zamiast mówić o sobie, mówi o tym, co ważne dla odbiorcy. Nowym elementem jest płomień, ikona obecna w logo. Bank chce pokazać, jak ważny jest to dla marki symbol i jak jego znaczenie współgra z filozofią Santandera.

Od ubiegłego tygodnia nowe nazwy mają również wszystkie spółki zależne z grupy kapitałowej banku, m.in. Santander Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA, Santander Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń SA i Santander Leasing SA. Pod nową marką Santander Bank Polska chce zachować lokalny charakter, ale mocniej kojarzyć się z nowoczesnością i innowacjami. Zamierza również elastyczniej dopasowywać się do potrzeb klientów i zmian rynkowych – zwłaszcza w obszarze digitalizacji. Ostatnio w ramach projektów grupy wdrożone zostały już szybkie przelewy międzynarodowe bazujące na technologii blockchain (Santander One Pay FX). Jako jeden z pierwszych w Polsce Santander Bank wprowadził też do oferty opcję Apple Pay i Garmin Pay. W efekcie klienci mają w tej chwili dostęp do wszystkich dostępnych na rynku metod płatności mobilnych i zbliżeniowych.

Artur Sikora podkreśla, że bank już od 2013 roku konsekwentnie pracował nad rozpoznawalnością marki Santander w Polsce, wprowadzając w pierwszej kolejności do logo Banku Zachodniego WBK „belkę” z logo Grupy Santander.

Tradycją jest, że banki, które wchodzą do rodziny Santander, dość szybko przyjmują to „nazwisko rodowe”. Natomiast sytuacja w Polsce była odmienna – my mieliśmy bardzo silną, ugruntowaną markę. Od momentu wejścia do grupy regularnie badaliśmy sentyment klientów, rozpoznawalność zarówno naszą, jak i marki Santander. Od 2013 roku, kiedy zdecydowaliśmy się na wdrożenie podwójnego logo, ta świadomość rosła. Czekaliśmy na właściwy moment, a przeprowadzone przez nas badania potwierdziły, że obecnie marka Santander jest już mocno osadzona w świadomości klientów. Uznaliśmy więc, że to najlepszy moment na kolejny krok w ewolucji naszego brandu – mówi Artur Sikora.

Elementem wspierającym zmianę nazwy oraz logo było również zaangażowanie Grupy Santander w sponsoring Champions League UEFA, co będzie znaczącym narzędziem marketingowym w utrwalaniu rozpoznawalności marki Santander również na naszym rynku.

– Finał Ligi Mistrzów jest najchętniej oglądanym widowiskiem sportowym na świecie, przyciągającym 160 mln widzów. Oglądalność samej Ligi Mistrzów to jest 3,6 mld widzów na całym świecie, więc to też bardzo pomaga nam w budowaniu świadomości marki. Naszą ambicją jest stworzenie swoistej mody na markę Santander w Polsce – mówi dyrektor Obszaru  Komunikacji, Marketingu i Zarządzania Jakością Santander Bank Polska.

Koszty usług komunalnych najwyższe na zachodzie kraju. Różnice są diametralne

Koszty usług komunalnych najwyższe na zachodzie kraju. Różnice są diametralne 2

Kozienice, Działdowo i Rawa Mazowiecka to miasta, w których wydatki mieszkańców na usługi komunalne są najniższe. Na przeciwległym biegunie znalazły się Rybnik, Mysłowice i Tarnowskie Góry – wynika z rankingu firmy doradczej Curulis, która przeanalizowała wysokość opłat za wodę i odprowadzanie ścieków, wywóz odpadów, komunikację publiczną i podatek od nieruchomości w głównych miastach Polski. Zestawienie pokazuje duże dysproporcje pomiędzy małymi a średnimi miastami oraz pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju, gdzie koszty usług komunalnych dla gospodarstw domowych są zdecydowanie najwyższe. 

Wydatki komunalne obciążają budżety rodzinne na poziomie od 1,3 tys. do blisko 4 tys. zł w skali roku. Mówimy tutaj o przeciętnej czteroosobowej rodzinie w modelu 2+2. Ponosi ona określone wydatki na wodę, ścieki, podatek od nieruchomości, komunikację publiczną, opłaty za odbiór odpadów, a także na strefy płatnego parkowania. Pod tym kątem zbadaliśmy miasta powiatowe i określiliśmy szacunkowo, jak statystycznie rozkłada się taka zależność – mówi agencji Newseria Biznes Hubert Goska, główny ekonomista w Curulis – Doradztwo Samorządowe.

Liderem rankingu zostały Kozienice z wynikiem nieco przekraczającym 1,3 tys. zł, natomiast najniżej uplasowały się Tarnowskie Góry, gdzie łączne wydatki na usługi komunalne w skali roku przekroczyły 3,9 tys. zł. Dysproporcja pomiędzy najtańszym a najdroższym miastem wyniosła więc prawie 2,6 tys. zł, co świadczy o różnych strategiach zarządzania przyjętych przez miasta w zakresie tych samych usług.

Zestawienie pokazało również, że wysokość wydatków komunalnych jest uzależniona od wielkości miasta. W średnich, liczących od 100 do 200 tys. mieszkańców, takich jak Rybnik, Zabrze, Chorzów czy Dąbrowa Górnicza, wydatki są najwyższe. Natomiast najniższe koszty występują w małych miastach, w których liczba ludności nie przekracza 50 tys.

Daje się również zauważyć wyraźne zróżnicowanie pomiędzy wschodnią a zachodnią ścianą Polski. Na zachodzie wydatki mieszkańców na usługi komunalne są zdecydowanie wyższe, podczas gdy w województwach podlaskim, lubelskim, mazowieckim czy warmińsko-mazurskim są one niższe. Szczególnym przypadkiem jest województwo śląskie, które okazało się najdroższe w całym kraju. Wynika to zapewne z wysokiego stopnia urbanizacji i dość dużych nakładów inwestycyjnych, które zostały początkowo poczynione i w tej chwili są amortyzowane, co ma odzwierciedlenie w cenach usług komunalnych – mówi Hubert Goska.

Główny ekonomista Curulis ocenia, że rozbieżności pomiędzy wschodem a zachodem kraju wynikają z dwóch elementów. Pierwszym są nakłady inwestycyjne, które zachodnie województwa mają już za sobą. Natomiast te położone na wschodzie kraju są dopiero w trakcie ich realizowania. Niewykluczone więc, że i w tej części Polski wydatki na usługi komunalne w przyszłości wzrosną. Druga składowa to decyzje na poziomie władz samorządowych, podejmowane przez burmistrzów i prezydentów, którzy decydowali o określonych parametrach kalkulacji usług, co przełożyło się na ich ceny.

– Wydatki powinny być zoptymalizowane. Badanie pokazuje jednak, że nie w każdym przypadku ma to miejsce. Rozbieżności sięgające 2,6 tys. zł pomiędzy najtańszym a najdroższym samorządem pokazują, że podjęte decyzje nie zawsze odzwierciedlały najlepsze możliwe rozwiązania dla mieszkańców – ocenia Hubert Goska.

Jak podkreśla, władze samorządowe mają możliwość optymalizacji wydatków komunalnych dzięki inwestycjom i racjonalnym decyzjom. W przypadku wody czy ścieków mogą też stosować systemy dopłat dla mieszkańców.

Takie dopłaty, które również braliśmy pod uwagę, są ulgą dla mieszkańców i część samorządów jak najbardziej je stosuje, dzięki czemu osiągnęła lepsze wyniki. Część miast zdecydowała się także na darmową komunikację publiczną i miało to korzystny wpływ na ich pozycję w rankingu – mówi Hubert Goska.

Z rankingu wynika, że przeciętna polska rodzina, która mieszka w mieście powiatowym, w skali roku wydaje najwięcej na wodę i ścieki (średnio 47 proc. wszystkich wydatków komunalnych) oraz komunikację publiczną (31 proc.) i wywóz odpadów (18 proc.). Natomiast podatek od nieruchomości i opłaty za parkowanie stanowią tylko nieznaczny odsetek kosztów.

Zestawienie pokazuje, że miasta, w których wydatki mieszkańców na usługi komunalne, są najniższe, to Kozienice, Działdowo i Rawa Mazowiecka, Giżycko i Jawor. Na przeciwległym biegunie znalazły się Zabrze, Nowy Dwór Gdański, Rybnik, Mysłowice i Tarnowskie Góry.

Ranking wydatków na usługi komunalne powstał poprzez oszacowanie rocznych kosztów, które obciążają gospodarstwa domowe w pięciu obszarach: zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków, odbioru odpadów, komunikacji publicznej oraz stref płatnego parkowania. W celu ich oszacowania eksperci skonstruowali model przeciętnej rodziny, uwzględniający średnie zużycie wody i ścieków, powierzchnię mieszkania czy częstotliwość korzystania z komunikacji miejskiej i wyjazdów samochodem do centrum miasta. Analizą objęto łącznie 339 jednostek samorządowych.

Młodzi Polacy chcą realizować swoje pasje. Jeden z największych banków w Polsce i platforma crowdfundingowa łączą siły, by ich wspierać

Młodzi Polacy chcą realizować swoje pasje. Jeden z największych banków w Polsce i platforma crowdfundingowa łączą siły, by ich wspierać 3

Dla młodych Polaków pasje i ich realizacja są bardzo ważne. Jak wynika z badań przeprowadzonych dla ING, pieniędzy przeznaczonych na ten cel młodzi nigdy nie żałują, w przeciwieństwie do wydatków na ubrania, kosmetyki czy imprezy. ING Bank Śląski i platforma crowdfundingowa Patronite chcą wspierać ludzi z pasją na drodze do sukcesu. W ramach wspólnej kampanii „Najlepiej robić swoje” najlepsi pasjonaci mają szansę dostać 10 tys. zł na realizację wymarzonych projektów.

– Wierzymy, że pasja jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, że jest zdolna przenosić góry i motywować nas do osiągania wielkich celów. Ważne, żeby tę pasję wspierać i szukać tego wsparcia pośród mecenasów – czy to indywidualnych, czy biznesowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Leksiński z Patronite.

Jak wynika z raportu „ING Leon. Generation & Banking Audit”, pieniądze są dla młodych niezwykle ważne. Stanowią one środek do rozwoju i realizacji marzeń. Młodzi przyznają, że często żałują spontanicznych wydatków na ubrania, kosmetyki czy imprezy, ale za to pieniądze wydawane w czasie podróży i na realizację pasji już ich nie bolą. Oba te cele określają jako inwestowanie w siebie.

– Wspieramy ludzi w samorealizacji, dostarczamy narzędzi finansowych do podejmowania mądrych decyzji. Młodzi ludzie są bardzo aktywni, mają pasje i marzenia, które nie zawsze są rozumiane przez starszych, czasami są to pasje bardzo nietypowe. Zachęcamy ich do odwagi, do tego, by podejmowali wyzwania i starali się realizować swoje marzenia. Z drugiej strony, wierzymy, że jesteśmy w stanie zainspirować starszych do tego, aby byli bardziej otwarci na idee młodych i bardziej ich słuchali – mówi Mariusz Witecki, ekspert ING.

Historie o młodych i utalentowanych, którzy rzucają pracę w korporacji, żeby realizować pasje i zakładać własne biznesy, są dziś dość powszechne. Młodzi Polacy mają silną potrzebę samorealizacji, mają swoje pasje i są bardzo aktywni w ich realizacji. Przyznają, że marzenia są paliwem pozwalającym trzymać orientację na cel. Młodzi często jednak nie wiedzą, jak zacząć i wyjść z przysłowiowej szuflady. Ideą kampanii „Najlepiej robić swoje” jest wspieranie młodych, aby mogli wykorzystać swój potencjał i rozwijać twórczość u boku najlepszych.

 Tysiące młodych ludzi udowodniło, że można połączyć pasję z pracą. Robią to, co kochają, i jeszcze znaleźli sposób, żeby na tym zarabiać. To wspaniała rzecz móc spełniać swoje marzenia, a na dodatek czerpać z tego korzyści – mówi Mariusz Witecki. – Kampania społeczna „Najlepiej robić swoje”, którą prowadzimy we współpracy z platformą Patronite, pomaga młodym ludziom realizować swoje marzenia i pasje.

Patronite to platforma crowdfundingowa, której celem jest budowanie społeczności i kojarzenie pasjonatów, artystów i twórców z mecenasami, którzy są skłonni zapewnić im finansowanie. Za jej pośrednictwem dziennikarz Tomasz Sekielski zbiera fundusze na swój najnowszy film dokumentalny, a pieniądze na nowe projekty zdobywa Krzysztof Gonciarz, jeden z najpopularniejszych polskich youtuberów. Patronite to platforma dla tych, którzy nie chcą albo nie mogą prowadzić działalności komercyjnej, za to potrzebują finansowania na realizację swoich marzeń i pasji.

 Kiedy kilka lat temu zaczynałem swoją górską przygodę, w życiu bym nie przewidział, że ta pasja i determinacja doprowadzą mnie do tak niesamowitych wydarzeń jak zimowa wyprawa narodowa na K2, której byłem rzecznikiem – mówi Michał Leksiński.

Portal crowdfundingowy i lubiany przez młodych Polaków bank właśnie połączyły siły we wspólnej akcji. Spośród wszystkich profili założonych na platformie, które zgłoszą się do 12 października, wpływowi autorzy Patronite wybiorą dziewiątkę najbardziej obiecujących i wejdą z nimi we współpracę mentorską, której celem będzie rozwinięcie ich pasji. Może to zaowocować na przykład specjalnym projektem, autorskim pomysłem czy serią contentu o wybranej tematyce. Trójka najlepszych otrzyma po 10 tys. zł na rozwinięcie skrzydeł.

– Często zadajemy sobie pytanie: „Co chcę w życiu robić?”. Na to właśnie odpowiada hasło  kampanii „Najlepiej robić swoje”. Będziemy razem z ING łowić takich pasjonatów i starać się wesprzeć ich w rozwoju ich pasji. Zgłoszenie jest niezwykle proste. Wystarczy wejść na stronę patronite.pl, założyć tam konto, wypełnić je treścią, pochwalić się i pokazać nam swoją pasję. Wszystkie te profile będą przez nas przeglądane i analizowane, a następnie wyłonimy grupę najlepszych – mówi Michał Leksiński.

Kampania „Najlepiej robić swoje”, która zainaugurowała współpracę ING i Patronite, jest skierowana głównie do osób w wieku 18–26 lat. W kampanii ING proponuje młodym Polakom również wsparcie w realizacji ich pasji poprzez ofertę dopasowaną do ich oczekiwań – aplikację Moje ING mobile z nowym Kontem Mobi.

– W codziennym życiu młodzi ludzie są zabiegani, bankowość jest dla nich czymś przy okazji. Nie chcą specjalnie poświęcać na nią czasu, chcą załatwiać sprawy w kolejce, w autobusie. Wolną energię i czas wolą poświęcać na swoje pasje. Dlatego wprowadziliśmy Konto dla młodych Mobi, które odpowiada na ich potrzeby. Wiemy, że młodzi lubią zera, których w Koncie Mobi jest jeszcze więcej. Jeżeli bankujesz komórką, masz darmowe wypłaty z bankomatów w Polsce BLIK-iem, bezwarunkowo darmowa jest też karta debetowa do konta. Dodatkowo z kontem dostępna jest aplikacja, która pomaga w codziennym życiu. Łatwiej rozliczać się z przyjaciółmi dzięki przelewom na telefon, łatwiej płacić w internecie dzięki BLIK-owi. A specjalna klawiatura ING pozwala to zrobić, nie wychodząc z przeglądarki czy komunikatora – wylicza Mariusz Witecki.

Z badania socjologicznego przeprowadzonego dla ING wynika, że brak pieniędzy jest dominującym motywem krążących online treści przekazywanych przez młodych ludzi. Sytuacje, w których nie mogą realizować swoich pragnień, sprawiają, że czują się bezradni. Z treści przez nich tworzonych wynika także, że młodzi ludzie nie mają poczucia sprawczości w obszarze pieniędzy, nie mają nad nimi kontroli i to im doskwiera.

Tylko w 15 na 100 przypadków Polacy udzielili pierwszej pomocy przed przyjazdem karetki. Coraz częściej do wypadków dochodzi w pracy

Tylko w 15 na 100 przypadków Polacy udzielili pierwszej pomocy przed przyjazdem karetki. Coraz częściej do wypadków dochodzi w pracy 4

Ponad 40 proc. Polaków deklaruje, że było w przeszłości świadkami wypadku bądź stłuczki na drodze. Jednak statystycznie tylko w 15 na 100 przypadków poszkodowanym udzielana jest pierwsza pomoc przed przyjazdem karetki, a większość Polaków ostatni kontakt z wiedzą ratowniczą miało podczas kursu na prawo jazdy. Tę wiedzę warto odświeżać na kursach pierwszej pomocy. Również pracodawcy coraz częściej włączają je w standardowe szkolenia z zakresu BHP – zwłaszcza w branżach szczególnie narażonych na urazy i wypadki, jak budownictwo, logistyka czy przetwórstwo przemysłowe. 

 Prawdopodobieństwo, że staniemy się świadkami wypadku na drodze, jest bardzo duże. Statystycznie najwięcej wypadków zdarza się w domu, drugie w kolejności jest miejsce pracy. Wielu z nas jeżdżąc samochodem, przynajmniej raz było świadkami wypadku czy stłuczki. W takich sytuacjach warto wiedzieć, jak się zachować. Trzeba przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo, a w drugiej kolejności powiadomić odpowiednie służby, które są przygotowane do niesienia pierwszej pomocy. Potem do przyjazdu pogotowia ratunkowego powinniśmy poszkodowanego zabezpieczyć, co znacznie zwiększa jego szanse na przeżycie – mówi agencji Newseria Biznes Ireneusz Urbanke, Kierownik Pogotowia i Hotline Medicover.

W ubiegłym roku na polskich drogach doszło do 32,7 tys. wypadków komunikacyjnych. Co więcej, ponad 40 proc. Polaków deklaruje, że było w przeszłości świadkami wypadku bądź stłuczki na drodze. Dodatkowo tylko w I kwartale tego roku w wypadkach przy pracy zostało poszkodowanych zostało 15,9 tys. osób. Prawdopodobieństwo znalezienia się w sytuacji, w której konieczne będzie udzielenie pierwszej pomocy, jest więc bardzo wysokie, dlatego wiedza i praktyczne umiejętności ratownicze mają kolosalne znaczenie. Tymczasem statystycznie tylko w 15 na 100 przypadków poszkodowanym udzielana jest pierwsza pomoc przed przyjazdem karetki. I to mimo że Kodeks karny zobowiązuje świadków zdarzenia do podjęcia akcji ratunkowej pod groźbą kary pozbawienia wolności do lat trzech.

 To jest najważniejszy moment w całym łańcuchu udzielania pierwszej pomocy. Pogotowie dojeżdża do poszkodowanego w trakcie 8–15 minut, natomiast jeśli dojdzie do zatrzymania akcji serca i oddechu, ludzki mózg jest w stanie przeżyć bez tlenu zaledwie 4 minuty. W związku z tym życie i zdrowie poszkodowanego zależy głównie od nas i naszych umiejętności – mówi Ireneusz Urbanke.

Udzielanie pierwszej pomocy należy rozpocząć od sprawdzenia stanu poszkodowanego – jego oddechu i pulsu.

 Jeśli poszkodowany nie oddycha, oznacza to, że najprawdopodobniej jego serce również nie pracuje, w związku z czym przechodzimy do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Uciskamy klatkę piersiową 30 razy, następnie dwukrotnie wdmuchujemy powietrze do płuc. Warto użyć własnej apteczki i warto mieć maseczkę do sztucznego oddychania. To są kluczowe elementy, które musimy wykonać przed przyjazdem pogotowia. Jeśli powstrzymamy się od jakichkolwiek działań, może się okazać, że jest za późno, żeby uratować poszkodowanego – mówi Kierownik Pogotowia i Hotline Medicover.

Większość Polaków ostatni kontakt z wiedzą ratowniczą miało w szkole lub podczas kursu na prawo jazdy, dlatego warto się zastanowić nad jej odświeżeniem podczas specjalnych kursów pierwszej pomocy. Oferta tego typu zajęć na rynku jest coraz szersza. Sięgają po nią także pracodawcy, włączając ją w standardowe szkolenia z zakresu BHP. Jest to przydatne zwłaszcza w branżach szczególnie narażonych na urazy i wypadki, jak budownictwo, logistyka czy przetwórstwo przemysłowe.

Jak podkreśla Ireneusz Urbanke, wybierając szkolenie, należy zwrócić uwagę na to, czy prowadzący mają na co dzień do czynienia z ratowaniem życia oraz czy jest ono nastawione na ćwiczenia praktyczne.

– Nasze szkolenia prowadzą instruktorzy, którzy na co dzień jeżdżą w pogotowiu. Są one realistyczne – po nich odbywają się zawody, w trakcie których staramy się odwzorować jak najbardziej realistyczne przypadki. One są z życia wzięte – to przypadki, które nasi instruktorzy widują na co dzień, jeżdżąc w pogotowiu. Jest też presja czasu, są ucharakteryzowani pozoranci, ludzie, którzy krzyczą, wzbudzając panikę. Fundujemy naszym zawodnikom kontrolowany stres. Po takich zawodach nie będą się bali już udzielać pierwszej pomocy, ponieważ najgorszy jest pierwszy raz, a oni ten symulowany pierwszy raz przeżyli tutaj – mówi Ireneusz Urbanke.

Akademia Ratownictwa Medicover po raz jedenasty realizuje projekt „Bezpieczna firma”, którego intencją jest propagowanie profilaktyki, edukacji zdrowotnej oraz inicjatyw zwiększających bezpieczeństwo pracowników. Jego częścią są Mistrzostwa Ratownictwa Medycznego, które pozwalają uczestnikom nie tylko przyswoić podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy, lecz także sprawdzić się w sytuacjach, w których zimna krew i opanowanie ratują ludzkie życie. W zawodach biorą udział przeszkoleni pracownicy, którzy w realistycznych warunkach, w zainscenizowanych sytuacjach zagrażających życiu – takich jak wybuchy, pożary i wypadki samochodowe – i z udziałem statystów mogą się wykazać pod okiem ekspertów z zakresu ratownictwa.

– Takie szkolenie daje wiedzę i dodaje pewności siebie. Wiemy, jak w trudnej sytuacji udzielić pierwszej pomocy najbliższym czy poszkodowanym na ulicy. W ostatnim zadaniu musieliśmy ewakuować poszkodowanego z poparzeniem twarzy, następnie zająć się jego żoną, która miała poparzoną nogę i udzielić jej pomocy, odnaleźć i ewakuować dzieci i udzielić im bezpiecznego schronienia. Najtrudniejsze są okoliczności, czyli dym, krzyki, niepewność, co za chwilę się może wydarzyć – mówi Rafał Dębicki, uczestnik zawodów, Gillette Poland International.

W tegorocznych 11. Mistrzostwach Ratownictwa Medycznego „Bezpieczna firma” wzięło udział blisko 40 zespołów z całej Polski. Uczestnicy musieli sprawdzić się w takich sytuacjach, jak ewakuacja z płonącego budynku, atak terrorystyczny, zatrzymanie akcji serca czy wypadek w warsztacie stolarskim.

– Kiedy weszliśmy, pracownik leżał na ziemi i musieliśmy udzielić mu pierwszej pomocy. Inscenizacja jest naprawdę realistyczna, jak w prawdziwym zakładzie stolarskim. Dostaliśmy nauszniki, więc nie słyszeliśmy nic – i to było najtrudniejsze, ponieważ musieliśmy się posługiwać gestami. Stres, piły tarczowe, osoba nieprzytomna leżąca na ziemi, nie wiadomo, co się dzieje, ale jednak mamy podstawowe przeszkolenie, więc staraliśmy się podejść do tego ze spokojem. Takie szkolenia z pierwszej pomocy – czy to podstawowe, czy w zakładzie pracy – są bardzo przydatne. Możemy nauczyć się reagować w sytuacjach, które mogą nas spotkać w życiu codziennym – mówi Katarzyna Źróbek, uczestniczka zawodów, QIAGEN Business Services.

W tym roku na podium „Bezpiecznej firmy” stanęły zespoły z McKinsey EMEA Shared Services sp. z o.o. (I miejsce), TI Poland sp. z o.o. Wieprz (II miejsce) oraz Gillette Poland International sp. z o.o. (III miejsce).

Chińscy producenci telewizorów wzmacniają swoją pozycję w świecie. Polska i Europa są dla nich atrakcyjnymi rynkami

0

Chińscy producenci telewizorów wzmacniają swoją pozycję w świecie. Polska i Europa są dla nich atrakcyjnymi rynkami 5

Globalny rynek telewizorów Smart TV w 2025 roku przekroczy wartość 292 mld dolarów – wynika z danych Grand View Research. Znacząca jego część już teraz opanowana jest przez chińskich producentów elektroniki, których udział choćby w amerykańskim rynku jest na poziomie ponad 10 proc. Europa jest dla nich atrakcyjnym celem ekspansji ze względu na stosunkowo wysoką średnią cenę telewizorów. W Polsce – choć jest ona nieco niższa niż u zachodnich sąsiadów – spodziewany jest zwrot konsumentów w stronę jeszcze lepszych i większych urządzeń.

W rynku w USA udział chińskich producentów telewizorów już teraz jest na poziomie kilkunastu procent, a sprzedaje się tam ponad 40 mln telewizorów. W Europie na razie ta ekspansja odbywa się nieco wolniej, ponieważ rynek jest bardziej rozdrobniony niż amerykański – jest tu wiele krajów, w których sprzedaje się 30 mln telewizorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Jak podkreśla, chińscy producenci elektroniki wykonali w ostatnich latach bardzo duży skok rozwojowy, co pozwala im umacniać pozycję na świecie i w Polsce. Dla przykładu, w I kwartale tego roku co czwarty sprzedany smartfon miał logo Huawei, w II kwartale był to już co trzeci telefon – wynika z danych GfK Polonia. Z kolei według danych IDC Huawei w II kwartale br. dostarczył na ogólnoświatowy rynek 54,2 mln urządzeń, co w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku, kiedy liczba urządzeń wynosiła 38,4 mln, dało wzrost o 41 proc.

Główną przewagą chińskich producentów jest całościowa produkcja telewizora. My to nazywamy pionową integracją, czyli tworzymy panele do telewizorów oraz same telewizory. Jesteśmy w stanie stworzyć produkt, który jest bardzo zintegrowany, ma bardzo cienką ramkę, prawie niewidoczną, jest również bardzo cienki, a to bardzo się podoba. To ważne, ponieważ stawiamy również na wzornictwo. Zależy nam na tym, żeby produkty podobały się nie tylko w Chinach, ale również w Polsce, USA czy Ameryce Południowej – dodaje Marek Maciejewski. – Telewizory, podobnie jak telefony, stały się bardzo ładne, ciekawe i spełniające większość wymagań dzisiejszego konsumenta.

Inwestycje, które producenci z Państwa Środka poczynili w zakresie technologii, pozwalają na bardzo optymistyczne prognozowanie dalszego rozwoju sprzedaży na międzynarodowych rynkach.

Jak wynika z raportu firmy analitycznej WitsView, w 2017 roku na świecie sprzedano 211 milionów telewizorów. W tym roku firma TCL tylko w samych Stanach Zjednoczonych sprzedała 5 mln telewizorów, co stanowi ponad 10 proc. całego tamtejszego rynku.

My dzisiaj w USA jesteśmy numerem 3, w Europie w zależności od rynku numerem 5 lub 6. W ciągu 3 lat powinniśmy awansować na trzecią pozycję. Globalnie już w tym roku będziemy numerem 2 pod względem liczby wyprodukowanych telewizorów – mówi Maciejewski. – W Europie naszym rynkiem, na którym jesteśmy na zbliżonym poziomie co w USA, jest Francja. Powoli umacniamy swoją pozycję w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Polsce, gdzie mamy fabrykę i w krótkiej perspektywie musimy osiągnąć udział 10 proc. rynku.

Europa jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla chińskich producentów, co wynika z wysokich średnich cen telewizorów. Europejczycy szukają coraz większych urządzeń, oferujących wysoką jakość obrazu i nowoczesne rozwiązania. W Niemczech średnia cena telewizora wynosi 650 euro. Jeszcze więcej kosztują one w krajach Beneluksu czy Skandynawii.

Polska jest trochę za Niemcami, ponieważ średnia cena wynosi 1,9 tys. zł, czyli 400 euro. Jednak bardzo zbliżony jest zarówno udział Ultra HD, jak również udział Smart TV, czyli tylko odstajemy w wybieranych przekątnych. Polacy cały czas kupują trochę mniejsze telewizory, czasami trochę słabiej wyposażone – podkreśla Marek Maciejewski

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez S&P Global Market Intelligence, Polska jest niekwestionowanym liderem w zakresie wykorzystania Smart TV w telewizorach. 81 proc. konsumentów przyznało się do oglądania treści wideo dostarczanych przez internet na telewizorze – to o 2 pkt proc. więcej niż w Wielkiej Brytanii i o 8 pkt proc. więcej niż w Stanach Zjednoczonych.

W rozwoju chińskiej elektroniki na rynkach europejskich pomóc może reklamowa ofensywa producentów z Państwa Środka.

– Niebawem będziemy widzieli coraz więcej reklam i coraz większą ofensywę ze strony firm elektroniki użytkowej. Ambasadorem marki TCL jest Neymar, znany piłkarz, który wspiera nas w działaniach marketingowych na całym świecie, zarówno w Europie, Chinach, jak i w Ameryce. Już obserwujemy duże zainteresowanie ze strony klientów. Jest to jasne połączenie marki z futbolem, a telewizor to urządzenie, które służy do socjalizacji, oglądania razem takich wydarzeń jak właśnie mecze piłki nożnej – dodaje Marek Maciejewski.

TCL Operations Polska posiada fabrykę telewizorów w Żyrardowie, która realizuje produkcję na rynki europejskie. Dysponuje ona czterema liniami z potencjałem produkcyjnym 2,8 mln telewizorów rocznie.

Inteligentny pasek do zegarka pozwoli prowadzić rozmowę przez dotyk palca do skroni. Branża elektroniki do noszenia rozwija się w błyskawicznym tempie

Inteligentny pasek do zegarka pozwoli prowadzić rozmowę przez dotyk palca do skroni. Branża elektroniki do noszenia rozwija się w błyskawicznym tempie 6

Na rynek trafia coraz więcej elektronicznych urządzeń do noszenia. Inteligentne są już nie tylko zegarki czy opaski. Wyposażona w czujniki odzież może mierzyć naszą aktywność, a łączące się z aplikacją mobilną buty zmierzą liczbę wykonanych kroków i pozwolą ustawić odpowiednią temperaturę wkładki. Coraz popularniejsza w konsumenckiej elektronice jest także technologia przewodzenia kostnego, pozwalająca na przesyłanie dźwięku za pomocą wibracji. Okulary przeciwsłoneczne Voxos przekazują dźwięk bezpośrednio do mózgu przez kości policzkowe z pominięciem uszu. Z kolei inteligentny pasek do zegarka SGNL pozwala na prowadzenie rozmów poprzez dotknięcie palcem skroni.

– Inteligentny pasek umożliwia odbieranie połączeń jednym palcem. Urządzenie komunikuje się z telefonem za pomocą technologii Bluetooth. W przypadku połączenia przychodzącego, wbudowany w pasek przekaźnik zacznie wibrować, a wibracja dotrze aż do koniuszka palca. Gdy przyłożymy palec do ucha, będziemy mogli słyszeć dźwięk – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Heeyoung Kim z Innomdle Lab.

Pasek SGNL wykorzystuje technologię przewodnictwa kostnego do przekazywania dźwięku. Emitowane przez niego wibracje są przekazywane na koniuszki palców. Po przyłożeniu ich do skroni, drgania przekazywane są bezpośrednio do ucha środkowego, które przetwarza je na impulsy elektryczne interpretowane przez mózg jako fala dźwiękowa. Tak powstaje dźwięk, który usłyszy wyłącznie posiadacz opaski SGNL. Urządzenie wyposażono również w zintegrowany, czuły mikrofon umożliwiający prowadzenie rozmów bez wyjmowania telefonu z kieszeni.

– Tego rodzaju komunikacja zrewolucjonizuje sposób, w jaki będziemy odbierać telefony. Już nie będzie trzeba szukać w kieszeni zestawu słuchawkowego ani martwić się, że go zgubimy. Dzięki naszym urządzeniom wystarczy jeden ruch palca – przekonuje Heeyoung Kim.

Branża elektronicznych urządzeń do noszenia, tzw. wearables, rośnie w błyskawicznym tempie. Na rynku pojawia się także coraz więcej urządzeń wykorzystujących wibracje do przekazywania dźwięku.

Amerykański Departament Obrony wydał 10 mln dol. na przeprowadzenie testów Molar Mic, bezprzewodowego głośnika Bluetooth montowanego w jamie ustnej. Sprzęt ten przytwierdzany jest do górnej szczęki, wprowadzając w wibracje zęby, które przekazują drgania przez czaszkę do mózgu. Urządzenie, podobnie jak SGNL, jest niemal niewidoczne, komunikuje się ze światem zewnętrznym za pośrednictwem opaski zawieszanej u szyi. Gadżet od Sonitus Technologies opracowano z myślą o zawodowych żołnierzach, pracownikach służby medycznej czy strażakach.

Urządzenia wearables mogą pełnić także rolę mobilnych sprzętów medycznych. Najnowszy zegarek Apple Watch ma pierwszy na świecie elektrokardiograf zintegrowany z kopertą. Czujnik ma z 98-procentową skutecznością wykrywać migotanie komór serca. Innowacyjna opaska Garmin Vivosmart ma z kolei miniaturową wersję pulsoksymetru – urządzenia do nieinwazyjnego pomiaru saturacji krwi. Opaska monitoruje także jakość oraz fazy snu, aby wybudzić użytkownika w najlepszym możliwym momencie .

Rosnącą popularnością cieszą się także inteligentne paski. Firma Montblanc w swoim inteligentnym pasku zmieściła moduł płatności zbliżeniowych, niewielki, zintegrowany wyświetlacz oraz mechanizm wibracyjny informujący o połączeniach przychodzących. Producenci paska SGNL stworzyli także inteligentny pasek do zegarków analogowych.

– Cała inteligentna technologia schowana jest w sprzączce i z zewnątrz nie widać, że mamy do czynienia z inteligentnym paskiem. Jest on kompatybilny ze zwykłymi zegarkami. Gdy pobierzemy aplikację, uzyskamy dostęp do kolorowych ikon, krokomierza i podstawowych opcji, a gdy dostaniemy SMS lub połączenie przychodzące, dioda LED zacznie migać – tłumaczy ekspertka.

Analitycy Prescient & Strategic Intelligence szacują, że w 2017 roku wartość rynku inteligentnych zegarków wyniosła 10 mld dol. Według prognoz do 2023 roku branża będzie rozwijała się w tempie blisko 23 proc.

Przełom w diagnostyce kardiologicznej. Innowacyjne urządzenie pozwala zbadać pracę serca w 4 godziny

Przełom w diagnostyce kardiologicznej. Innowacyjne urządzenie pozwala zbadać pracę serca w 4 godziny 7

Innowacyjne urządzenia do stałego monitorowania pracy serca mają niewielkie rozmiary i są wygodniejsze w użytkowaniu niż tradycyjny Holter. Pozwalają zbadać rytm serca w 4 godziny, a dzięki połączeniu ze smartfonem natychmiast przesyłają wyniki lekarzowi. Są też dobrym rozwiązaniem dla osób aktywnych fizycznie. Mierząc zmienność rytmu zatokowego, ostrzegają bowiem przed nadmiernym wysiłkiem.

– Qardio zakłada się na pierś jak pulsometr. Urządzenie służy do ciągłego monitorowania sygnału z trzech czujników EKG. Mierzy także temperaturę ciała, tętno oraz zmienność rytmu zatokowego. Następnie za pomocą iPhone’a przekazuje wszystkie zebrane dane do naszej chmury. W chmurze funkcjonują systemy analityczne, które wykrywają ewentualne nieprawidłowości kardiologiczne – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Steve MacAleese z Qardio.

Smartfony stają się coraz bardziej zaawansowane, dzięki czemu mogą stanowić istotny element systemu opieki zdrowotnej. Innowacje związane z tzw. mobilnym zdrowiem wpisują się w zyskujący coraz większą popularność trend telemedycyny. Dzięki najnowszym urządzeniom medycznym, kontrolować swoje zdrowia można wszędzie i w sposób ciągły, co pozwala na uzyskanie dokładniejszych wyników badań. Za pomocą aplikacji mobilnej wyniki w czasie rzeczywistym mogą być przekazywane do lekarza prowadzącego, co znacznie przyspiesza postawienie diagnozy. To ważne zwłaszcza przy zaburzeniach związanych z pracą serca.

– Wszystkie dane przesyłane są do szpitala w czasie rzeczywistym za pomocą iPhone’a. Podczas noszenia go przez cztery godziny mogą wystąpić zaburzenia kardiologiczne, które następnie można przeanalizować i od razu zdiagnozować w szpitalu. Urządzenia nie trzeba nosić przez 24 godziny, a diagnozę można postawić na podstawie przesyłanych danych. To duże ułatwienie – przekonuje Steve MacAleese.

Do tej pory jedynymi rozwiązaniami w przypadkach zaburzeń układu sercowego była długa i kosztowna z punktu widzenia systemu opieki zdrowotnej hospitalizacja lub stosowanie niezbyt wygodnego dla pacjenta urządzenia do stałego monitorowania pracy serca metodą Holtera.

– Osoby mające problemy kardiologiczne niekiedy skarżą się na ból w klatce piersiowej, idą do lekarza, lekarz zleca badania, ale po pewnym czasie już niczego nie wykryje i odsyła pacjenta do domu. Sytuacja się powtarza i ponownie nie udaje się zdiagnozować schorzenia. A niektóre z nich mogą się okazać śmiertelne – ostrzega ekspert.

Holter składa się z pięciu diod rozmieszczanych na klatce piersiowej oraz zawieszanego na szyi monitora, który w sposób ciągły rejestruje zapis pracy serca. Jest ono niewielkie i nie ogranicza codziennego funkcjonowania w znaczny sposób, bywa jednak słabo tolerowane przez pacjentów.

– Z naszych obserwacji wynika, że ludzie czasami zdejmują elektrody, ponieważ są dla nich bardzo niewygodne. Następnie wracają po 24–48 godzinach i często okazuje się, że rejestrator nie zapisał wszystkiego tak, jak należy, i konieczne jest powtórzenie całej procedury – tłumaczy przedstawiciel Qardio.

Domowe urządzenia medyczne w połączeniu z telemedycyną znacznie przyspieszają proces stawiania diagnozy. Lekarz może się zalogować na platformę internetową, gdzie natychmiast uzyska dostęp do wszystkich zebranych przez urządzenie danych. Do tej pory tego rodzaju technologia dostępna była wyłącznie w szpitalach, obecnie mogą z niej korzystać wszyscy, nie tylko lekarze i osoby z dysfunkcjami pracy serca. Qardio ma bowiem funkcję krokomierza, mierzenia spalonych kalorii oraz zmienności rytmu zatokowego, który odzwierciedla sprawność fizyczną.

– W niektóre dni ludzie nie powinni trenować, gdyż niska zmienność rytmu zatokowego nie jest dla nas dobra. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Dzięki temu urządzeniu mamy możliwość monitorowania go i podejmowania świadomych decyzji, w które dni wybrać się na trening, a kiedy z niego zrezygnować – mówi Steve MacAleese.

Produkt dostępny jest w całej Europie, także w Polsce mogą go kupić zarówno szpitale, jak i pacjenci. Urządzenie kosztuje ok. 500 euro. Według danych Orbis Research, światowy rynek mobilnego zdrowia będzie rósł do 2020 r. w tempie 35 proc. średniorocznie. W 2017 r. był warty 23 mld dol.

Świadomość ubezpieczeniową przekazujemy z pokolenia na pokolenie

Wzory zachowań ukształtowane w rodzinie mają coraz większy wpływ na decyzje Polaków dotyczące ubezpieczenia mieszkania. Jako powód nabycia polisy wskazujemy je częściej niż konieczność zabezpieczenia kredytu hipotecznego czy skorzystanie z atrakcyjnej oferty ubezpieczeniowej – wynika z badania przeprowadzonego przez Santander Aviva we współpracy z SW Research Agencją Badań Rynku i Opinii[1].

Świadomość ubezpieczeniowa Polaków sukcesywnie rośnie. Jeszcze kilka lat temu od skutków zdarzeń losowych ubezpieczona była zaledwie połowa wszystkich nieruchomości. Dziś ten odsetek przekracza 70%.

Głównym czynnikiem skłaniający nas do zakupu polisy majątkowej jest możliwość uniknięcia znacznych wydatków w przypadku szkody. Na taki powód wskazuje ponad połowa Polaków (54,8%). Przeszło co siódmy badany (13,2%) deklaruje, że miał kiedyś szkodę w mieszkaniu i dlatego wie, że warto posiadać ubezpieczenie.

Coraz większe znaczenie dla naszych decyzji ubezpieczeniowych mają jednak wzorce zachowań ukształtowane w rodzinie. Na zakup polisy majątkowej ze względu na to, że rodzice również ubezpieczali mieszkanie, decyduje się przeszło co dziewiąty ankietowany (11,7%). Co ciekawe czynnik ten dla Polaków jest ważniejszy nawet niż wymogi banków związane z zabezpieczeniem kredytu hipotecznego (10,2%) czy możliwość skorzystania z atrakcyjnej oferty (9,9%).

– Świadomość korzyści płynących z pewnej pomocy w sytuacjach losowych wywiera największy wpływ na decyzje ubezpieczeniowe Polaków. Kluczowe znacznie w kształtowaniu właściwych postaw w tym zakresie ma jakość oraz szybkość świadczenia usług przez ubezpieczycieli. Polisa, taka jak Locum Comfort oferuje np. wypłatę odszkodowania w 10 dni roboczych, co stanowi istotną wartość dla klientów, mogących w krótkim czasie przystąpić do usuwania szkód. Cieszy również fakt, że świadomość ubezpieczeniowa jest coraz częściej przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wpływa to pozytywnie na stopień zaufania do rynku, a tym samym poziom bezpieczeństwa klientów i ich majątku – komentuje Krzysztof Charchuła, Prezes Santander Aviva Ubezpieczenia.

Obawiamy się pożaru, a najczęściej zdarza się… zalanie

Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa mieszkania w ocenie Polaków jest ogień. Pożaru obawia się aż 63% ankietowanych. Na kolejnych miejscach znalazły się włamania (42,3%), ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak powodzie, burze i wichury (42,1%) oraz zalania (41,4%). Zestawienie zamykają awarie sprzętu AGD, RTV, IT (20,7%) oraz stłuczenie okna (10,4%)[2].

– Ubezpieczenia nieruchomości kojarzą się Polakom głównie z pożarami, włamaniami oraz nagłymi zjawiskami pogodowymi. Tymczasem, jak pokazują dane Santander Aviva, najczęstszą przyczyną wypłat odszkodowań są zalania. Zdarzenia tego typu są bardzo specyficzne. Mogą bowiem dotyczyć kilku lokali jednocześnie, znacznie zwiększając koszty naprawy powstałych szkód. Oprócz usuwania skutków szkody z własnego lokum, możemy być również zobowiązani do naprawienia zalanego mienia sąsiadów, jeżeli ponosimy odpowiedzialność za takie zdarzenie – komentuje Joanna Nogowska, Starszy Specjalista ds. Produktów w Santander Aviva Ubezpieczenia.

Warto więc zadbać o odpowiednie ubezpieczenie, szczególnie jeżeli porówna się koszt jego zakupu do wartości szkód jakie mogą powstać w nieruchomości. Wybierając polisę dla mieszkania lub domu powinniśmy upewnić się czy uwzględnia ona wszystkie najważniejsze ryzyka, oszacować wartość ubezpieczanego mienia, a także sprawdzić czy zawiera odpowiednią sumę gwarancyjną w ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym, proporcjonalnie do wartości potencjalnych szkód. W przypadku ubezpieczenia Locum Comfort oferowanego przez Santander Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń S.A. roczna składka za ubezpieczenie mieszkania o powierzchni 50 m2 wynosi ok. 160 zł.

[1] Badanie przeprowadzone na zlecenie Santander Aviva Ubezpieczenia przez SW Research Agencję Badań Rynku i Opinii zostało zrealizowane na reprezentatywnej grupie Polaków (n=1004) wieku powyżej 18 lat w dniach 16-17 lipca 2018 r.

[2] Pytanie wielokrotnego wyboru

Zmiany w kierownictwie Corteva Agriscience™

Corteva Agriscience™, dział rolniczy koncernu DowDuPont (NYSE:DWDP), ogłosił zmiany w swojej strukturze kierownictwa, których celem jest zapewnienie większego wzrostu i tworzenia wartości zarówno dla udziałowców, klientów, jak i pracowników nowej, niezależnej firmy skoncentrowanej na rolnictwie.

Zmiany te łączą się z wczorajszym ogłoszeniem przez DowDuPont, że James C. Collins Jr., dotychczasowy dyrektor operacyjny Działu Rolniczego, zajmie tę samą pozycję w Corteva Agriscience, gdy ta stanie się samodzielną firmą, co ma nastąpić do 1 czerwca 2019 roku.

Po znacznych postępach w łączeniu DuPont Pioneer, DuPont Crop Protection oraz Dow AgroSciences, zadaniem nowego kierownictwa Cortevy będzie przyspieszenie jej procesu usamodzielnienia. Oznacza to między innymi przygotowanie Cortevy do funkcjonowania jako jednolitej, niezależnej firmy, której siła wynikać będzie z szerokiej oferty produktowej. W tym celu powstanie efektywna struktura firmy, integrująca platformy biznesowe i komercyjne z obszaru nasion, środków ochrony roślin i technologii cyfrowych.

„Przez ostatni rok tworzyliśmy solidne fundamenty, dzięki którym Corteva stanie się światowym liderem w obszarze rolnictwa, z odpowiednim zapleczem by dalej się rozwijać i który we wszystkich swoich działaniach będzie kierować się dobrem klientów”, powiedział Collins. „Najlepsi z najlepszych pomogą nam wykorzystać dynamikę, której nabraliśmy jako dział DowDuPont i wykorzystywać nadarzające się okazje, by wszystkie marki i kanały naszej firmy mogły służyć klientom i zapewniać dalszy wzrost”.

W skład nowego kierownictwa, które będzie opowiadać przed Jamesem Collinsem, wchodzą: Rajan Gajaria, poprzednio wiceprezes pionu ochrony roślin w Dziale Rolniczym DowDuPont, który obecnie zajmie stanowisko wiceprezesa wykonawczego działu Business Platform w Corteva Agriscience; Tim Glenn, były wiceprezes pionu nasion w Dziale Rolniczym DowDuPont, zostanie wiceprezesem wykonawczym ds. handlu; Greg Friedman, pracujący jako szef pionu finansowego w Dziale Rolniczym i wiceprezes ds. relacji z inwestorami DowDuPont, mianowany został wiceprezesem ds. Finansowych w Cortevie; natomiast Cornel Fuerer, obecny szef pionu prawnego w Dziale Rolniczym, zostanie pierwszym wiceprezesem i radcą generalnym.

Wirus ASF groźny dla branży mięsnej

Konieczność wybicia dziesiątek tysięcy zwierząt i duże straty materialne – to bilans rozprzestrzeniającego się w Polsce i na świecie wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF).  Wszystko wskazuje na to, że ekspansja choroby będzie się rozszerzać. Mogą na tym ucierpieć nie tylko hodowcy, ale również cała branża mięsna.

Wirus afrykańskiego pomoru świń dotarł do Polski w 2014 r. z Ukrainy i Białorusi, gdzie pierwsze przypadki zanotowano odpowiednio w 2012 i 2013 r. Sytuacja wydawała się niegroźna dla polskich hodowców, jako że wirus występował tylko przy granicy z Białorusią. Szybko jednak okazało się, że rozprzestrzenia się w dużym tempie a przypadki zachorowań odnotowywano w kolejnych województwach. Prognozuje się, że w niedługim czasie obejmie swoim zasięgiem kolejne obszary Polski. Pełne obaw są m.in. liczne wielkopolskie firmy zajmujące się hodowlą trzody oraz producenci wyrobów mięsnych, którym grozi załamanie produkcji.

Coraz większe straty

ASF jest nieuleczalną i wysoce zakaźną wirusową chorobą świń oraz dzików.  Straty hodowców związane są przede wszystkim z faktem, że gdy wirus afrykańskiego pomoru świń zostanie wykryty nawet u jednej świni w danej hodowli, całe stado musi zostać wybite. Problem polega tez na tym, że choć rolnikom przysługują w takich przypadkach odszkodowania, wypłaty często są dokonywane z dużym opóźnieniem. W 2017 roku na walkę z wirusem i wspieranie hodowców wydano 140 mln zł. W tym roku budżet na ten cel jest ponad dwukrotnie większy i wynosi 290 mln zł.

Na obszarach objętych ASF mocno spadają również ceny żywca, a zakłady mięsne nie mogą eksportować produktów poza UE. Dlatego też na alarm biją organizacje hodowców i przetwórców wieprzowiny. Domagają się m.in. wprowadzenia działań mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa.  Zależy im przede wszystkim na egzekwowaniu założeń bioasekuracji, której obowiązek został wprowadzony na terenie całego kraju w lutym 2018 roku a także opracowaniu kompleksowego planu działań w przypadku drastycznego pogorszenia się sytuacji na terenach intensywnej hodowli trzody chlewnej, zwłaszcza w województwie wielkopolskim oraz kujawsko-pomorskim.

Niezbędna dezynfekcja

Na hodowcach świń ciąży obowiązek zachowania bioasekuracji, która pomaga w zahamowaniu rozprzestrzeniania się wirusa.  Biorąc pod uwagę, że ASF może być przenoszone m.in. przez owady, szczury i ptaki, a nawet koty lub psy, najważniejsze jest niedopuszczanie trzody chlewnej do kontaktu z innymi zwierzętami. istotne jest również bieżące odkażanie narzędzi oraz sprzętu wykorzystywanego do obsługi świń oraz karmienie ich paszą zabezpieczoną przed dostępem zwierząt wolno żyjących. Należy także stosować zaostrzone zasady higieny w kontakcie z trzodą chlewną oraz przeprowadzać okresową dezynfekcję pojazdów gospodarskich. Do tego celu niezbędne są m.in. maty dezynfekcyjne nasączone  płynem biobójczym o odpowiednim stężeniu (np. SULFOXID i CHLOROTAAB-D polskiego producenta Inter-Iodex czy VIRKON S firmy Bayer). Koszty poniesione przez hodowców mogą zostać częściowo zrefinansowane z budżetu państwa. Rolnicy, którzy hodują świnie, mogą również liczyć na zwrot do 75 proc. kosztów zakupu sprzętu do wykonywania zabiegów dezynfekcyjnych, produktów biobójczych, środków dezynsekcyjnych lub deratyzacyjnych, odzieży ochronnej i obuwia ochronnego oraz zabezpieczenia budynków, w których utrzymywane są świnie, przed dostępem zwierząt domowych.

ASF szkodzi branży przetwórstwa mięsnego

Według danych Instytutu Ekonomiki, Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego  w czerwcu o 3 proc. wzrosło pogłowie trzody chlewnej w Polsce w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. W związku z tym w wzrosła też produkcja żywca wieprzowego. Jak wynika z obliczeń Biura Analiz i Strategii Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku za granicę wywieziono 333 tys. ton mięsa wieprzowego i jego przetworów. To o 7,5 proc. więcej niż przed rokiem. Jednak prognozy na koniec grudnia nie są już tak optymistyczne. Jak oczekuje KOWR, w drugim półroczu 2018 r. tempo wzrostu produkcji będzie wolniejsze.  Jedną z przyczyn będą ograniczenia dla krajowych eksporterów związane z występowaniem ASF w Polsce. Uniemożliwiają one sprzedaż wieprzowiny na niektóre perspektywiczne rynki azjatyckie.  W efekcie w 2018 tempo wzrostu produkcji i eksportu produktów wieprzowych z Polski będzie znacznie wolniejsze.

Producenci trzody chlewnej odczuwają też skutki spadku cen żywca. W ciągu roku zmalały one o około 15 proc.

Problem na skalę światową

ASF ma wpływ nie tylko na polskich hodowców i producentów przetworów mięsnych.  Jego ogniska pojawiają się także w wielu innych krajach, m.in. na terenie Rumunii i Bułgarii. Wirus zdobywa nowe regiony także na świecie. W ostatnim czasie zasięg choroby znacznie się rozszerzył – kolejne zachorowania odnotowano przede wszystkim w Chinach, które są największym producentem trzody chlewnej na świecie. Żyje tam połowa światowego pogłowia trzody chlewnej. Do tej pory zutylizowano tam już 40 tys. Świń a choroba pojawiła się na przestrzeni kilku tysięcy kilometrów. W związku z tym, że problemy wynikające z dalszych postępów choroby w tej części świata mogą być poważne, na początku września Organizacja Narodów Zjednoczonych zwołała posiedzenie ekspertów w dziedzinie zdrowia zwierząt. Pojawili się na nim m.in. epidemiolodzy weterynaryjni oraz eksperci związani z regulacją branży rolno-spożywczej z Chin i dziewięciu pobliskich państw pochodzący z Kambodży, Japonii, Laosu, Mongolii, Birmy, Filipin, Korei Płd., Tajlandii i Wietnamu – krajów, które uważa się za zagrożone.

Nieuzasadnione obawy

ASF to choroba, która bardzo szkodzi wizerunkowi hodowli trzody chlewnej. Powoduje również nieuzasadnione lęki ze strony konsumentów, choć w żaden sposób nie jest niebezpieczna dla ludzi. Stąd też wielu odbiorców powstrzymuje się od importu wieprzowiny z krajów bądź regionów, które zostały dotknięte afrykańskim pomorem świń.

Główny Inspektorat Weterynarii prowadzi aktualizowaną na bieżąco mapę ognisk wirusa w Polsce. Więcej informacji pod adresem: https://www.wetgiw.gov.pl/nadzor-weterynaryjny/asf-w-polsce

Czy wiesz, że…

Pierwszy przypadek ASF stwierdzono w Kenii w 1910 roku. W 1957 r. wirus ten wykryto w Portugalii.

5. Forum Nowoczesnego Controllingu już 25–26 października w Warszawie

Nowoczesny controlling to przede wszystkim wielkie wyzwania, nowe inspiracje i szereg skutecznych rozwiązań. Dlatego od controllera oczekuje się dzisiaj gotowości do śledzenia zmian i odpowiadania na potrzeby dynamicznie rozwijającego się rynku. Z tej okazji zapraszamy na spotkanie, które wprowadzi Państwa w najważniejsze aktualności i problemy controllingu.

FNC_V_baner_finalForum Nowoczesnego Controllingu odbędzie się w Warszawie w dniach 2526 października. Konferencja jest doskonałą okazją do rozwijania wiedzy controllingowej, poznawania przydatnych narzędzi i budowania kontaktów biznesowych. Każdy z uczestników konferencji zyska niepowtarzalną okazję, żeby spojrzeć z zewnątrz na swoją role w firmie, poddać analizie wyzwania, jakie są przed nim stawiane oraz odnieść się do popularnych, choć nie zawsze dobrze mu znanych metod i narzędzi.

W ramach Forum odbędą się cztery bloki tematyczne. Konferencję rozpocznie panel dotyczący znaczenia controllingu w obliczu transformacji. Prelegenci wraz z uczestnikami zastanowią się, czy praca finansistów zostanie kiedyś zastąpiona przez roboty i czym różni się metoda Agile (Lean) od tradycyjnych metod zarządzania. Ponadto, szczegółowo i na przykładach zostaną omówione typowe błędy stosowania metodyk agile/lean.

Garść inspiracji związanych z kulturą organizacji i działalnością Kaizen poznają Państwo w trakcie wystąpień w ramach drugiego panelu. W jego trakcie omówione zostaną możliwości w zakresie spójnego połączenia rachunkowości zarządczej z usprawnieniami procesów, a także dowiedzą się Państwo, jak włączyć wszystkich pracowników w działania bezpośrednio przekładające się na podniesienie rentowności firmy.

Trzeci panel skoncentrowany został wokół wyzwań controllingu wpływających na rozwijanie biznesu. Nowoczesne zasady zarządzania a klasyczne praktyki budżetowe, przyszła rola controllera w procesie digitalizacji oraz technologie SaaS i Big Data to tylko niektóre z tematów przygotowanych dla uczestników.

Panel czwarty poświęcony został informacji zarządczej i roli controllera w raportowaniu informacji z różnych obszarów przedsiębiorstwa. Szczegółowe omówienie raportowania i odniesień do najważniejszych prezentacji informacji zarządczej według International Bussines Communication Standards pomogą Państwu jeszcze lepiej odnaleźć się w świecie przedsiębiorstwa. W trakcie tego panelu dowiedzą się też Państwo, jak przygotować przejrzyste i kompleksowe raporty, a jednocześnie skupić uwagę decydentów na najważniejszych kwestiach.

Chociaż nie da się jednoznacznie określić, co jest dzisiaj w controllingu najważniejsze, trudno nie zgodzić się jednak, ze wysokiej jakości informacja zarządcza to priorytet. Forum Nowoczesnego Controllingu umożliwi Państwu merytoryczną dyskusję i zebranie rzetelnych danych, dzięki którym podejmowanie trafnych decyzji oraz osiąganie sukcesów stanie się łatwiejsze. Zapraszamy do udziału!

Formularz rejestracji i szczegółowy program konferencji znajdą Państwo na stronie www.forumcontrollingu.explanator.pl.

Wzrost dochodów gospodarstw domowych najniższy od ponad roku

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2018 r. wyniosło 4798,27 zł. Wzrost dochodów gospodarstw domowych jest najniższy od ponad roku.

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób zmniejszyła się w sierpniu do 6,8% r/r z 7,2% w lipcu.

Dane GUS są po raz pierwszy od wielu miesięcy rozczarowujące dla gospodarstw domowych, zwłaszcza, że inflacja okazała się nieco wyższa. Gospodarstwa domowe odczuwają też skutki wzrostu cen paliw na stacjach benzynowych.

– Wzrost odczuwalnych dochodów gospodarstw domowych osób zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw wyniósł w sierpniu 8,1 proc. i jest najniższy od kwietnia 2017 roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak jest to nadal wzrost bardzo wysoki i nie do utrzymania w dłuższym okresie.

Blokada konta bankowego przez fikus. System STIR w praktyce

STIR to system gromadzenia i analizy danych o transakcjach dokonywanych za pośrednictwem wszystkich rachunków bankowych w kraju i przekazywania ich wielu różnym organom państwowym: szef KAS, ale też ABW, CBA, Agencji Wywiadu.

STIR umożliwia organom skarbowym analizowanie wszystkich transakcji bankowych podatników. Na bieżąco, czyli codziennie. Dane przekazywane są tak szybko, że szef KAS może przeciwdziałać wyłudzeniom VAT praktycznie natychmiastowo.

– Blokada kont jest możliwa i będzie dokonywana z zaskoczenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Izabela Andrzejewska-Czernek, radca prawny z kancelarii Kochański Zięba i Partnerzy (KZP). – Konto można zablokować wszystkim przedsiębiorcom i osobom prowadzącym działalność zarobkową na własny rachunek. Możliwa będzie blokada rachunku rozliczeniowego, lokaty terminowej i rachunku VAT.

Oprócz blokady możliwe są: odmowa rejestracji podmiotu jako podatnika VAT, wykreślenie z rejestru VAT czy też wszczęcie postępowania karnego.

Czynnikiem decydującym o podjęciu tych działań jest tzw. wskaźnik ryzyka – wskaźnik wykorzystywania działalności banków do wyłudzeń.

Podmioty o określonych parametrach, dokonujące określonych transakcji będą z automatu oznaczane przez system STIR jako „podejrzane”. Oznaczenie to będzie nadawane na podstawie tajnych algorytmów. Izba rozliczeniowa następnie przekaże tę informację szefowi KAS.

– Szef KAS będzie mógł zablokować rachunek bankowy na 72 godziny z możliwością przedłużenia tej blokady do 3 miesięcy – wyjaśnia Izabela Andrzejewska-Czernek z KZP.

Trump zwiększa presję na Chiny, rynki reagują spokojem

Początek tygodnia przyniósł otwarcie nowego rozdziału konfliktu handlowego USA i Państwa Środka. Decyzja USA o zwiększeniu presji na Chiny nie wywołała jednak gwałtownej reakcji na rynkach finansowych.

Stany Zjednoczone ogłosiły w poniedziałek nałożenie ceł na chińskie produkty o wartości 200 mld USD. Nowe taryfy w wysokości 10% wejdą w życie 24 września, natomiast od przyszłego roku mają wzrosnąć do 25%. Chiny skrytykowały ruch USA i zapowiedziały odwet. Reakcja rynków finansowych na informacje była jednak ograniczona, ze względu na to, że ruch Stanów Zjednoczonych nie był dużym zaskoczeniem – informacje sugerujące planowane przez USA nałożenie nowych taryf poznaliśmy już w piątek.

Polski złoty od początku tygodnia zyskuje, wspierany m.in. przez słabość dolara amerykańskiego. Dzisiejsze dane z krajowego rynku pracy nieco rozczarowały: głębszy od spodziewanego spadek odnotowała dynamika płac, niespodziewanie zwolnił również wzrost zatrudnienia. Na pierwszy rzut oka dane mogą martwić. Jednak jeśli uwzględnimy, że niższy wzrost zatrudnienia prawdopodobnie jest konsekwencją ograniczeń po stronie podaży pracy, niewykluczone, że rezultatem będzie utrzymanie wysokiego tempa dynamiki płac w przyszłości, a nie pogorszenie sytuacji pracowników. Negatywnym aspektem jest to, że jeśli dojdziemy do „ściany” w kwestii możliwości rynku pracy i spadek dynamiki zatrudnienia będzie kontynuowany, docelowo przełoży się to na spadek ekspansji krajowej gospodarki.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,31. Wspólna waluta była względnie stabilna w relacji do ważonego koszyka walut, zyskując jedynie na słabości dolara amerykańskiego. Wczoraj poznaliśmy zrewidowane dane o sierpniowej inflacji w krajach wspólnego bloku walutowego. Odczyty były zgodne z poprzednimi szacunkami i wyniosły odpowiednio 2% w przypadku inflacji CPI oraz 1% rocznie w przypadku inflacji bazowej. Bazowy indeks nadal znajduje się znacznie poniżej celu inflacyjnego Banku i jeszcze nie wykazuje silnego trendu wzrostowego, co sprawia, że na podwyżki stóp procentowych w strefie euro najpewniej przyjdzie nam poczekać do drugiej połowy 2019 r.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,83-4,85. Brytyjska waluta w poniedziałek była jedną z najlepiej radzących sobie głównych walut, mimo stabilizacji w parze ze złotym, szterling zyskiwał w relacji do ważonego koszyka walut.

Brytyjski „Times” zasugerował w poniedziałek, że główny negocjator z ramienia UE, Michel Barnier pracuje nad bardziej elastycznym planem, który zminimalizuje potrzebę fizycznych kontroli na granicy z Irlandią. Informacje miały pozytywny wpływ na nastroje inwestorów i wspierały umocnienie brytyjskiej waluty. To właśnie kwestia granicy Irlandii i Irlandii Północnej pozostaje bowiem jedną z kluczowych przeszkód na drodze do uzyskania porozumienia UE i Wielkiej Brytanii w kwestii Brexitu. Informacje o postępach i wzroście szans na osiągnięcie umowy z UE podobnie jak w minionym tygodniu tak i teraz sprzyjają i mogą nadal sprzyjać brytyjskiej walucie.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,7%, wahając się w widełkach 3,67-3,71. Amerykańska waluta rozpoczęła tydzień osłabieniem, tracąc w relacji zarówno do polskiego złotego, jak i do głównych walut. Wtorkowy poranek przynosi lekkie umocnienie dolara amerykańskiego, jednak jego skala jest bardzo ograniczona. Dzisiejszy dzień nie przyniesie istotnych informacji z USA, na wartościowe odczyty przyjdzie nam poczekać do jutra.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Pensje rosną wolniej. Wojna handlowa przyspiesza

Dane GUS potwierdzają, że polski rynek pracy ma się dobrze, ale nie tak dobrze jak sądzili analitycy. Donald Trump potwierdził nowe cła handlowe, Chiny odpowiadają.

Rynek pracy w Polsce zwalnia

GUS podał dane na temat wzrostu zatrudnienia i wynagrodzeń w Polsce. Potwierdziły się przewidywania analityków – dobra pass powoli musiała zacząć się kończyć. W dalszym ciągu wzrost wynagrodzeń o 6,8% a zatrudnienia o 3,4% to bardzo dobre wyniki. Wiele państw może nam zazdrościć tych parametrów. Problem w tym, że analitycy oczekiwali odpowiednio 7% i 3,5%. Dane te spowodowały delikatne osłabienia się złotego względem głównych walut. Najwyraźniej inwestorzy liczyli na utrzymanie rewelacyjnej passy.

Wraca wojna handlowa

Prezydent USA Donald Trump ogłosił kolejną listę produktów importowanych z Chin, które będą podlegać ocleniu. Jest to kilka tysięcy produktów na łączną kwotę 200 mld dolarów. Na początku wyniosą one 10%, ale z początkiem stycznia jeżeli nie dojdzie do porozumienia mają one wzrosnąć do 25%. Powodem takiego podejścia jest danie czasu producentom do relokacji zakładów poza Chiny. Jak nietrudno się domyślić Pekin nie pozostał dłużny i odpowiedział również cłami. Warto przypomnieć, że pierwsza runda sankcji miała rozmiar 50 mld dolarów i była podzielona na dwie części. Inwestorzy przyjęli te informacje dość spokojnie, gdyż wielu analityków przewidywało brak okresu przejściowego z niższą stawką.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Komentarz walutowy Aforti Exchange: kurs dolara, euro, funta

Ostatni tydzień sprawił, że PLN odrobił część strat notowanych względem większości głównych walut. Złoty pozostaje stabilny względem euro, a niewielkie osłabienie się dolara na rynku globalnym również przyniosło umiarkowaną presję zewnętrzną na PLN.  Jedynie funt brytyjski jest silny wobec złotówki, co według ekspertów Aforti Exchange jest wskazaniem do wstrzymania się z zakupem brytyjskiej waluty.

Ubiegłotygodniowe dane potwierdzają jednocześnie notowania złotego we wtorkowy poranek (2018-09-18), kiedy to polska waluta wyceniana była na 4,2970 PLN względem euro; 3,6743 PLN wobec dolara amerykańskiego oraz 4,8324 PLN w odniesieniu
do funta szterlinga.

EUR/PLN na fali spadkowej – europejska waluta tanieje względem złotówki

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Aforti Exchange poziom 4.3080, pokrywający się z barierą długoterminową, zatrzymał w ubiegłym tygodniu wzrosty europejskiej waluty. Co ważne, wspomniany poziom EUR/PLN pokrywa się z 50-proc. zniesieniem poprzedniej fali wzrostowej, zatem jego pokonanie będzie bardzo trudne.

Jeżeli w nadchodzącym tygodniu okolice 4.3100 pozostaną nieprzekraczalną barierą, notowania EUR/PLN rozpoczną kolejną falę spadkową, podobną do tej z lipca 2018, kiedy
z poziomu 4.3640 rynek cofnął się o ponad 10 groszy.

Zatem, jeżeli bariera długoterminowa w cenie 4.3080 pozostanie oporem, a dodatkowo dojdzie do cofnięcia poniżej poziomu 4.2980, cofnięcie EUR/PLN w kierunku strefy 4.2000 – 4.2100 stanie się bardzo realne.

2018-09-18 Notowania EUR_PLN_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie miesięcznym

USD/PLN – perspektywa przeceny amerykańskiego dolara to kwestia czasu

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów Aforti Exchange, strefa 3.7300 – 3.7400 zatrzymała próbę jej przekroczenia w ubiegłym tygodniu. Zdecydowane cofnięcie spowodowało również, że powstał wstępny sygnał na powstanie formacji spadkowej RGR o potencjale cofnięcia w rejon lokalnego minimum w cenie 3.6280.

Jeżeli w nadchodzącym tygodniu wspomniany na początku zakres również zatrzyma wzrosty, a dodatkowo dojdzie do trwałego cofnięcia poniżej poziomu 3.6900, przecena zdecydowanie przyspieszy.

2018-09-18 Notowania USD_PLN_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie miesięcznym

GBP/PLN – funt szterling coraz droższy

Warto wstrzymać się z zakupem brytyjskiej waluty – zgodnie z oczekiwaniami, strefa 4.8140 – 4.8320 – ograniczana przez 50-proc. zniesienie poprzedniej fali spadkowej –- zatrzymała kolejną próbę jej pokonania. To wstępny sygnał do zakończenia odreagowania na rynku, co według analityków Aforti Exchange oznacza, że
z zakupem GBP warto się na tym etapie jeszcze wstrzymać.

Sytuacja zmieni się dopiero wówczas, kiedy dojdzie do trwałego ruchy powyżej poziomu 4.8320. Nie zmienia to jednak faktu, że próba jego przekroczenia na początku nadchodzącego tygodnia jest niemal pewna.

2018-09-18 Notowania GBP_PLN_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania GBP/PLN w układzie miesięcznym

SEK/PLN – korona szwedzka w trendzie spadkowym

Cofnięcie w zeszłym tygodniu nie zagraża jeszcze kontynuacji odbicia korony szwedzkiej,
do którego doszło 3 tygodnie temu ze strefy 0.3985 – 0.4025, będącej silnym wsparciem
dla kolejnych prób rozwinięcia większego ruchu wzrostowego w kierunku strefy 0.4145 – 0.4170.

Niezależnie od tego, notowania pozostają wciąż pod wpływem trendu spadkowego. Jeżeli
w nadchodzącym tygodniu nie dojdzie do trwałego przekroczenia poziomu 0.4110, powrót w rejon wspomnianej na początku strefy będzie scenariuszem podstawowym.

2018-09-18 Notowania SEK_PLN_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania SEK/PLN w układzie miesięcznym

EUR/USD – euro zyskuje na wartości względem dolara amerykańskiego

Górne ograniczenie kanału spadkowego okazało się solidnym wsparciem dla ruchu powrotnego.

Z poziomu 1.1550 doszło do podbicia w rejon poziomu 1.1720, aby ostatecznie zakończyć tydzień na oporze w cenie 1.1625. To może wywołać cofnięcie na początku tygodnia, które jednak nie powinno zanegować poziomu 1.1550, jeżeli odreagowanie ma być kontynuowane.

Póki co, kupujący mogą liczyć na podejście notowań w rejon poziomu 1.1790, jeżeli rynek będzie dążył do zrównania kolejnych fal wzrostowych. Jednakże poziom 1.1625 musi zostać trwale pokonany w nadchodzącym tygodniu.

2018-09-18 Notowania EUR_USD_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania EUR/USD w układzie miesięcznym

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Presja rynku jest coraz większa, a czasu ubywa. Eksperci radzą, jak przygotować firmę do cyfrowej transformacji

Nie jest tajemnicą, że Przemysł 4.0 nie kończy się na wdrożeniu nowoczesnego systemu ERP czy internetu Rzeczy. Przedsiębiorstwa, które reprezentują odmienne podejście mogą od razu wywiesić białą flagę, ponieważ ich wysiłki skazane są na porażkę. O tym, jak przygotować organizację na gruntowne „przemeblowanie” i w pełni wykorzystać potencjał nowych technologii, spytaliśmy najlepszych branżowych ekspertów.

Międzynarodowa firma badawcza IDC uważa cyfrową transformację za najistotniejszy trend w globalnej gospodarce. Potwierdzeniem tej tezy ma być przedstawiona niedawno światowa prognoza wydatków na digitalizację. W 2018 r. mają one przekroczyć kwotę 1.1 biliona dolarów. Dla porównania, na technologie i cyfrowe usługi w roku minionym firmy wydały 958 mld dolarów, co daje wzrost na poziomie 16.9 proc. rdr. Taka tendencja może być dowodem na to, że świat biznesu podchodzi do sprawy coraz poważniej, widząc zagrożenie, jakie niesie ze sobą brak odpowiednich działań. Jak przekonuje Piotr Rojek z DSR, firmy wspierającej sektor przemysłowy w procesach cyfryzacji, aby uzyskać wymierne efekty, realizowane działania powinny być gruntowne i zdecydowane. – Musimy pozbyć się myślenia, że digitalizacja biznesu polega wyłącznie na inwestycjach w oprogramowanie i infrastrukturę. Taka mentalność prowadzi na cyfrowe manowce. Tu chodzi o coś więcej niż o implementację nowych technologii. Naszym celem powinno być cyfrowa dojrzałość, a tej nie da się osiągnąć bez gruntownej przemiany sposobu funkcjonowania organizacji tak, by dostawać ją do nowych rynkowych wymogów – ocenia Rojek.

Rzeczywistość nie pozostawia złudzeń. Mimo rosnącej świadomości rynkowych wyzwań jakie niesie ze sobą zmieniająca się gospodarka, większość firm wciąż nie posiada adekwatnej strategii cyfryzacji. Co gorsza, przedsiębiorstwa, które w tym obszarze posiadają już jasno zdefiniowane cele, zmagają się z wieloma przyziemnymi problemami uniemożliwiającymi ich skuteczną realizację. Blokady występują na każdy stadium cyfrowej transformacji, a najwięcej znaków zapytania pojawia się na samym jej początku. Okazuje się, że jest to moment kluczowy, a błędy popełnione u zarania procesu mogą zaważyć na jego realizacji. Nie dziwi więc fakt, że większość szefów IT rwie włosy z głów w poszukiwaniu pomysłów na rozpoczęcie zmian w organizacji tak, by nie narazić jej na zbędne perturbacje.

Po pierwsze wizja

Eksperci są zgodni co do tego, że u podstaw każdej udanej cyfrowej transformacji leży szczegółowa, holistyczna wizja. W sporej części fabryk znajdziemy co najmniej jeden system. Może to być wiekowy ERP, który wraz z rosnącym zapotrzebowaniem uzupełniono o kolejne aplikacje – zazwyczaj zewnętrzne. Niektóre z nich powstały, aby wspierać realizację konkretnego konceptu, takiego jak np. Just-in-Time lub teoria ograniczeń, a z upływem czasu, pod wpływem naglących potrzeb, uzupełniano je o dodatkowe rozwiązania. Oczami eksperta takie przedsiębiorstwo przypomina człowieka, który z rana planuje iść na plaże, więc zakłada klapki i kąpielówki, pogoda jednak płata figle i z powodu zimna ubiera kolejne warstwy – cokolwiek jest pod ręką. Najpierw krótkie spodenki, potem koszulkę i marynarkę, a gdy z nieba zaczyna kropić deszcz, na głowę zakłada cylinder. W międzyczasie jego plany ulegają zmianie i w tak skompletowanej kreacji nasze bohater postanawia udać się do opery. Nikt o zdrowych zmysłach nie funkcjonuje w taki sposób – co do tego nie ma wątpliwości. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o producentach przemysłowych, którzy bez spójnej wizji łatają dziury przypadkowym oprogramowaniem. Jak wskazuje Bartłomiej Ślawski, Country Manager w VMware Polska, cyfrowa transformacja w wielu firmach przypomina zakupy w sklepie sportowym, tymczasem kupno modnego, innowacyjnego i najdroższego sprzętu do biegania nie zrobi z nas złotych medalistów. –Musimy zrozumieć, że cyfrowa transformacja to nie jest moda, w której każdy musi wziąć udział, bo taki jest wymóg czasów. Zmiana musi wynikać z planu biznesowego, który konsekwentnie będziemy realizować. Firmy, które podejmą decyzję o zmianach muszą zmienić swój sposób działania na każdym polu, dokonać strategicznej transformacji biznesowej, ponieważ zmieniają się nie tylko narzędzia, ale sam rynek, konsumenci czy rynek pracy – przekonuje Ślawski. Jego zdaniem cyfrowa transformacja to odpowiedzialność nie tylko firmowych ekspertów od IT, ale przede wszystkim zarządu. Na tym polu potrzebna jest daleko idąca współpraca między biznesem a IT i wciągnięcie informatyków w proces decyzyjny. – CIO nie powinien być tylko osobą do określania procedur awaryjnych i naprawczych, a dział IT nie może być tylko serwisem. CIO, albo specjalnie wyznaczona przez zarząd osoba powinni mieć uprawnienia do wyznaczania i realizowania strategii przeprowadzania cyfrowej transformacji w przedsiębiorstwie – dodaje ekspert.

Firmy, które decydują się na stworzenie spójnej strategii cyfryzacji zapraszając do procesu twórczego dział IT, powinny pamiętać, że o sukcesie projektu decyduje kilka czynników. Jednym z nich jest jasne sprecyzowanie oczekiwanego efektu końcowego. Tymczasem przedsiębiorstwa produkcyjne często decydują się na siłową cyfryzację jak największej ilości obszarów, bez zdefiniowania celu i określenia problemów, które powinny zostać za jej sprawą rozwiązane. Według Dr inż. Jacka Kozłowskiego, partnera w ASD Consulting, takie podejście jest kosztowne, czasochłonne i nie dające żadnej gwarancji zwrotu z inwestycji – Nawet, jeżeli firmy osiągnęły wysoki stopień cyfryzacji w zakresie akwizycji danych, wymiany informacji czy infrastruktury IT, to stopień wykorzystania całości jako systemu jest niewielki i sprowadza się najczęściej do podstawowych analiz lub uproszczenia procesów wymiany informacji – opisuje nieudane projekty Kozłowski. Dr z Politechniki Warszawskiej w przypadku procesów produkcyjnych wyróżnia 2 główne cele transformacji cyfrowej, tj. monitorowanie i sterowanie procesem oraz zarządzanie procesem. Odpowiedź na pytanie, który z tych obszarów jest docelowy, powinna stanowić podstawę wyboru strategii, metod i narzędzi pomiarowych, infrastruktury IT, zasobów do implementacji, obsługi i wykorzystywania efektów transformacji w wybranym obszarze.

Po drugie sterowanie i zarządzanie

Sterowaniem procesem może mieć formę inżynierską lub statyczną. Ta pierwsza to inaczej sterowanie tradycyjne, sprzętowe, będące doskonałym źródłem danych pochodzących bezpośrednio z linii produkcyjnej – czujników zintegrowanych z maszynami lub dodatkowych, instalowanych dla prawidłowego działania procesu (np. z urządzeń wspierających czy kontrolnych). – Ważne, aby czujniki były zdolne do komunikacji z systemami kontroli i innymi systemami zewnętrznymi w celu monitorowania, a docelowo umożliwiały dynamiczną zmianę konfiguracji maszyn. W tym przypadku należy poszukać optymalnego rozwiązania sprzętowego dla systemu sterowania i powiązania danych sprzętowych z systemami zewnętrznymi – radzi dr inż. Kozłowski z ASD Consulting.

Sterowanie statystyczne (ang. Statistical Process Control), jest sterowaniem wyższego rzędu, pozwalającym antycypować wystąpienie awarii na podstawie obserwacji zachowania procesu i jego statystycznej analizy. Nie obejdzie się tu bez dostępu on-line do danych procesowych z czujników oraz inwestycji w infrastrukturę IT związaną z systemami/aplikacjami do analizy SPC. Ważne jest również odpowiednie przeszkolenie specjalistów podejmujących decyzje na podstawie wniosków z SPC czy wręcz narzędzi bezpośrednio sterujących procesem. – Nasze dotychczasowe doświadczenia wskazują, że mimo wysokiego poziomu technologicznego procesów, technicznego parku maszynowego i wysokiej jakości oraz ilości danych rejestrowanych na maszynach, najczęściej brakuje integracji z systemami zewnętrznymi sterowania i zarządzania, a próby rozbudowy o takie systemy są kosztowne. a czasami niemożliwe. Jedyną drogą na rozwiązanie tego problemu jest manualny transfer danych z maszyn do systemów zewnętrznych lub implementacja równoległych systemów pomiarowych DAQ (Data Aquisition), zintegrowanych ze środowiskiem zewnętrznym – dodaje Kozłowski.

Allianz podpisał umowę sponsorską z MKOl na lata 2021 r. do 2028 r.

18 września br. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) i Allianz ogłosili, że ubezpieczyciel dołączy do programu „Światowy partner olimpijski” (TOP) w 2021 roku.

Dzięki umowie sponsorskiej Allianz będzie współpracował z MKOI w celu wsparcia ruchu olimpijskiego, w tym również komitetów organizacyjnych igrzysk olimpijskich poprzez zapewnienie innowacyjnych i zintegrowanych rozwiązań ubezpieczeniowych. Allianz chce dostarczać najlepsze rozwiązania ubezpieczeniowe dla Narodowych Komitetów Olimpijskich, ich drużyn olimpijskich i sportowców na całym świecie. Wsparcie obejmie zarówno istniejące produkty, takie jak ubezpieczenia flotowe, ubezpieczenia majątkowe i osobowe, jak i rozwiązania ubezpieczeniowe dla nowych produktów i usług, napędzanych przez postępujące zmiany technologiczne. Współpraca potrwa od 2021 r. do 2028 r.

Celem współpracy dla obydwu partnerów jest wykorzystanie siły sportu i nawiązanie relacji
z nową publicznością za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Dzięki partnerstwu, Allianz ma możliwość dotarcia do nowej generacji odbiorców i może odpowiadać na ich potrzeby ubezpieczeniowe.

Jednocześnie Allianz nie rezygnuje i będzie kontynuował silne partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Paraolimpijskim (IPC), które trwa od ponad dziesięciu lat. W Polsce Allianz jest partnerem Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego od 2018 roku.

– To nowe partnerstwo z MKOl pokazuje globalny urok i wielką siłę Ruchu Olimpijskiego. Cieszymy się, że możemy współpracować z Allianz w celu wspierania sportu na całym świecie. Allianz zbudował globalny biznes oparty na zaufaniu. Nasze partnerstwo także oparte jest na wzajemnym zaufaniu. Dodatkowo firma ma silne sportowe dziedzictwo i zgodnie z Agendą Olimpijską 2020 dzielimy cyfrową ambicję łączenia się z młodymi ludźmi na całym świecie w celu promowania wartości olimpijskich i siły sportu – mówi Thomas Bach, Prezydent MKOl.

– Cieszę się, że dołączamy do globalnej społeczności sportowców, ludzi entuzjastycznie nastawionych do sportu i pracy zespołowej – rozszerzając nasze dotychczasowe silne partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Paraolimpijskim (IPC). Dzięki kanałom cyfrowym i społecznościowym MKOl możemy łączyć się z większą liczbą osób niż kiedykolwiek wcześniej i oferować im naszą specjalistyczną wiedzę z zakresu ubezpieczeń. Uważamy, że świat jest lepszym miejscem, gdy ludzie mają odwagę pozostawić za sobą różnice i stanąć razem, aby osiągnąć lepsze wyniki dla siebie i społeczeństw, w których żyją – mówi Oliver Bäte, szef grupy Allianz na świecie.

– Cieszymy się, że możemy ogłosić to nowe partnerstwo z jedną z wiodących firm ubezpieczeniowych na świecie i że wspólnie rozpoczniemy nową, ekscytującą podróż – dodaje Tsunekazu Takeda, przewodniczący Komisji Marketingowej MKOl

– Jako światowy ubezpieczyciel, Allianz jest bezpośrednio osadzony we wszystkich wydarzeniach, które tworzą i przekształcają nasze globalne społeczeństwo. Dlatego ważne jest dla nas, aby stać się światowym partnerem olimpijskim MKOl i IPC w kategorii ubezpieczeń. Będziemy współpracować, aby wprowadzić oba zespoły na wyższy poziom – cyfrowo, komercyjnie i globalnie. Cieszymy się także z możliwości wprowadzenia Allianz na nowe rynki, a także wzmocnienia naszej pozycji tam gdzie już jesteśmy. Razem z MKOl i IPC możemy dzielić się naszą pasją do sportu. Jest to także sposób na uzyskanie korzyści społecznych, fizycznych i mentalnych, jakie to partnerstwo przynosi ludzkości – mówi Jean-Marc Pailhol, szef ds. zarządzania i dystrybucji na rynku w Allianz SE.

Okres sponsoringu Allianz obejmie Zimowe Igrzyska Olimpijskie Pekin 2022, Igrzyska Olimpijskie Paryż 2024, Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 i Igrzyska Olimpijskie LA 2028. W Chinach, Francji i Hiszpanii Allianz będzie miał prawa marketingowe od 2019 roku.

W marcu 2018 r. MKOl i IPC ustanowiły długoterminowe partnerstwo między obiema organizacjami do 2032 r. W ramach tej umowy od 2021 r. wszyscy światowi partnerzy TOP będą również partnerami IPC i Igrzysk Paraolimpijskich.

Spółka wygrywa w sądzie spór z fiskusem o 195 milionów złotych

17 lipca 2018 r. WSA w Warszawie uchylił decyzję Urzędu Kontroli Skarbowej zarzucającą pozorność dokonanego przez spółkę przymusowego umorzenia udziałów (III SA/Wa 3163/17). Organ stwierdził, że umorzenie było dobrowolne. Ta subtelna zmiana przymiotnika w kwalifikacji czynności miała kosztować firmę blisko 195 milionów złotych.

Domiar po 5 latach. 142 miliony i aż 37% odsetek

W grudniu 2011 r. na mocy umowy spółki P1 Sp. z o.o. nastąpiło przymusowe umorzenie jej udziałów w zamian za wynagrodzenie. Obniżenie kapitału zakładowego P1, spółki córki i jedynego wspólnika Emperia Holding S.A., zostało stwierdzone postanowieniem wydziału gospodarczego KRS Sądu Rejonowego w Lublinie w kwietniu 2012 r. Po niespełna 5 latach, w styczniu 2017 r., Emperia otrzymała decyzję Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej określającą zobowiązanie w podatku dochodowym od osób prawnych za 2011 r. w wysokości ponad 142 mln zł. Mimo iż ustalenie po 5 latach zobowiązania podatkowego było rezultatem tak późno wydanej w tej sprawie decyzji przez organ skarbowy, to spółka, zgodnie z art. 53 i 55 Ordynacji podatkowej, została obarczona dodatkowym ciężarem w wysokości ponad 52 mln zł odsetek za zwłokę.

Zwolnienie z CIT

W stanie prawnym z grudnia 2011 r. dochód z umorzenia udziałów stanowił dochód z udziału w zyskach osób prawnych (art. 10 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 15.02.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397) pod warunkiem, że nie dotyczył umorzenia udziałów objętych za wkład niepieniężny w postaci przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części (art. 10 ust. 1b). Zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy o CIT dochód z umorzenia udziałów podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym w wysokości 19%. Niemniej spełnienie przesłanek określonych w ust. 4-6 tego artykułu zwalniało tak osiągnięty dochód z podatku CIT. Spółka uzyskująca dochód musiała podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów na terytorium RP lub innego państwa Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego, bez względu na miejsce ich osiągania. Ponadto musiała posiadać bezpośrednio nie mniej niż 10% udziałów w kapitale spółki wypłacającej dochód z udziału w zyskach osób prawnych oraz nie mogła korzystać ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów. Spełnienie czwartej przesłanki wymagało od spółki wypłacającej dochód posiadania statusu podatnika podatku dochodowego oraz siedziby lub zarządu na terytorium RP.

Umorzenie dobrowolne a przymusowe

Zastosowanie zwolnienia z art. 22 ust. 4-6 nie budziłoby żadnych wątpliwości, gdyby nie nowelizacja ustawy o CIT z dnia 25 listopada 2010 r. (Dz.U. z 2010 r. nr 226, poz. 1478), która weszła w życie 1 stycznia 2011 r. Uchyliła ona bowiem pkt 2 art. 10 tej ustawy, wyrzucając ze źródeł dochodów z udziału w zyskach osób prawnych „dochód uzyskany z odpłatnego zbycia udziałów (akcji) na rzecz spółki, w celu umorzenia tych udziałów (akcji)” (Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397). Od tego momentu organy podatkowe zaczęły uzależniać możliwość skorzystania ze zwolnienia od przymiotowości umorzenia udziału. Zwolnienia obejmowały umorzenia przymusowe i warunkowe. Nie dotyczyły natomiast umorzeń dobrowolnych (zob. interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 04.07.2011 r., IPPB3/423-299/11-2/JB).

Zgodnie z art. 199 ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych: „§ 1. (…) Udział może być umorzony za zgodą wspólnika w drodze nabycia udziału przez spółkę (umorzenie dobrowolne) albo bez zgody wspólnika (umorzenie przymusowe). Przesłanki i tryb przymusowego umorzenia określa umowa spółki. (…) § 4. Umowa spółki może stanowić, że udział ulega umorzeniu w razie ziszczenia się określonego zdarzenia bez powzięcia uchwały zgromadzenia wspólników. Stosuje się wówczas przepisy o umorzeniu przymusowym” (Dz.U. 2000 nr 94 poz. 1037 z późn.zm., brzmienie przepisów identyczne, jak w grudniu 2011 r.).

Znajomość prawa szkodzi

31 stycznia 2017 r. spółka otrzymała decyzję, w której Dyrektor UKS podważył przymusowy charakter umorzenia udziałów spółki córki, zarzucając przeprowadzonej czynności pozorność. Powołując się m.in. na kontrolę kapitałowo-osobową jednej spółki nad drugą, stwierdził, że w rzeczywistości doszło do dobrowolnego umorzenia udziałów. Jak uzasadniał organ: „zamiarem stron było takie ukształtowanie stosunków Emperia Holding S.A. ze Spółką P1, by – przy zachowaniu formalnej zgodności z prawem podejmowanych czynności – zmierzały do osiągnięcia celu sprzecznego z prawem podatkowym” (za „Sprawozdanie Zarządu z działalności Spółki Emperia Holding S.A. w 2017 roku”).

Zaskakujący dla spółki mógł być zwłaszcza fakt powołania się przez organ przy formułowaniu zarzutów pozorności na powiązania kapitałowe obu spółek. Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych jako jedną przesłankę konieczną do zastosowania ulgi z art. 22 ust. 4-6 wymienia bowiem bezpośrednie posiadanie przez spółkę uzyskującą przychód z tytułu udziału w zyskach osób prawnych nie mniej niż 10% udziałów w kapitale spółki wypłacającej ów przychód (art. 22 ust. 4 pkt 3 ustawy o CIT).

Zarzut pozorności i podważanie prawomocnego orzeczenia sądu

Spółka złożyła od tej decyzji odwołanie. Ponieważ Dyrektor Izby Administracji Skarbowej utrzymał ją w mocy, sprawa trafiła przed Wojewódzki Sąd Administracyjny. Zdaniem spółki decyzja Dyrektora UKS stała w sprzeczności nie tylko z prawem podatkowym, ale także z prawem cywilnym i prawem spółek handlowych. Przede wszystkim uchwała nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników, którą spółka dokonała umorzenia przymusowego, jako jednostronna czynność prawna nieskierowana do konkretnego adresata, nie mogła być obarczona zarzutem pozorności. Spółka podniosła również, że aby doszło do dobrowolnego umorzenia udziałów, musiałaby zostać zawarta pomiędzy wspólnikiem a spółką umowa nabycia udziałów celem ich umorzenia. Do tego jednak nigdy nie doszło.

Zarzut pozorności czynności prawnej jest negacją istnienia określonego stosunku prawnego. Skoro taki zarzut stanowi podstawę sporu między dokonującym tej czynności a organem, to podnoszący go organ powinien, zgodnie z instrukcją art. 199a § 3 Ordynacji podatkowej, wystąpić do sądu powszechnego o ustalenie istnienia lub nieistnienia tego stosunku. A w przeciwieństwie do organu podatkowego, który sam dokonywał takich ustaleń w obszarze prawa prywatnego, dokonanie przymusowego umorzenia udziałów przez spółkę zostało stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu rejestrowego.

Przedsiębiorcy muszą walczyć o swoje firmy w sądach

W wyroku z 17 lipca WSA w Warszawie zgodził się ze spółką, że organ podatkowy nie mógł samodzielnie ustalać istnienia lub nieistnienia spornego stosunku prawnego i powinien zwrócić się w tej sprawie do sądu powszechnego (III SA/Wa 3163/17). Czy zrobi to wydający decyzję na podstawie art. 199a § 2 Ordynacji podatkowej fiskus: „Jeżeli pod pozorem dokonania czynności prawnej dokonano innej czynności prawnej, skutki podatkowe wywodzi się z tej ukrytej czynności prawnej” (Dz.U. 1997 nr 137 poz. 926 z późn.zm.) – zależy od tego, czy dysponuje wystarczającym materiałem dowodowym do wystąpienia przed sąd powszechny. Jeśli nie, wówczas może zaskarżyć wyrok WSA lub po prostu zmienić swoją decyzję.

Bez względu na kształt ostatecznego zakończenia sporu spółki z fiskusem już samo jego istnienie pokazuje, w jakim położeniu się znajdują i z jaką rolą muszą godzić się przedsiębiorcy. Organy podatkowe nie tylko odmawiają im przychylnych rozstrzygnięć co do czynności, jakie chcieliby podjąć, a o które pytają we wnioskach o wydanie interpretacji podatkowej, ale także sięgają do czynności, które miały miejsce wiele lat wstecz i z nich „lekką ręką” wyprowadzają bardzo negatywne dla firm konsekwencje. Pomimo tego, że te działają zgodnie z literą prawa, to i tak w jednej chwili mogą zostać obarczone wielomilionowymi zobowiązaniami podatkowymi, co gorsza mocno zawyżonymi dodatkowym ciężarem odsetkowym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Długi bankrutujących konsumentów przekroczyły kwotę 2.2 mld zł

Liczba upadłości konsumenckich rośnie. Po 8 miesiącach br. niewypłacalność ogłosiły już 4 234 osoby. Wkrótce ogłoszenie upadłości stanie się prostsze. Zakończyły się już konsultacje projektu ustawy, która pozwala skorzystać z upadłości każdemu, bez względu na to czy wpadł w problemy finansowe z powodów losowych czy podejmowania złych decyzji. Zmiany mają m.in. przyspieszyć procedurę upadłości i odciążyć sądy.

Ponad 2 mld zł w bankach i kilkaset milionów złotych długów pozakredytowych miały osoby, które ogłosiły upadłość konsumencką w okresie od 2015 r. do końca sierpnia 2018 r. – wynika z danych BIK i BIG InfoMonitor.

Kwota długów osób bankrutujących, widoczna w bazach BIK i BIG InfoMonitor, to po trzech latach i 8 miesiącach – 2 266 mln zł. Z pewnością w grę wchodzą dużo wyższe sumy, ale co piątej z 16 234 bankrutujących osób nie ma w żadnej z baz, a 28 proc. w chwili ogłaszania upadłości nie miało na koncie żadnego kredytu. Niektóre z nich z pewnością chętnie zadłużały się w firmach pożyczkowych, a część ich długów wobec firm windykacyjnych, nie zawsze była zgłaszana do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

– W pierwszym roku obowiązywania zliberalizowanych przepisów, czyli w 2015 r. upadłość ogłosiło ponad 2,1 tys., rok później już ponad dwa razy więcej (4,4 tys.), a w ubiegłym roku niecałe 5,5 tys. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – W tym roku, po ośmiu miesiącach, liczba upadłości przekroczyła 4,2 tys., a w całym roku 2018 będzie ich ponad 6 tys.

W obecnym stanie prawnym każdy dłużnik składający wniosek o upadłość przedstawiał swoją sytuację życiową w taki sposób, że powstały u niego stan niewypłacalności był wynikiem czynników obiektywnych, a nie zamierzonej woli zadłużania się bez miary. Niestety sądy nie mają na dzisiaj narzędzi, aby to rzetelnie zbadać i w większości akceptują stan przedstawiony przez dłużnika, dlatego po wejściu w życie nowych rozwiązań przynajmniej zlikwidowana zostanie konieczność podejmowania przez sąd decyzji o niewinności dłużnika.

Amerykańsko-chiński konflikt handlowy nasila się

Relatywnie pusty kalendarz na początku tygodnia sprzyjał stabilizacji rentowności obligacji. Złoty jak na razie pozostaje bez większych zmian.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Nowy tydzień na rynku walutowym rozpoczął się od lekkiego umocnienia złotego. Pomimo weekendowych doniesień, o możliwym wprowadzeniu przez USA kolejnych taryf celnych na chińskie produkty o wartości 200 mld USD rocznego importu (choć o niższej nawet 10% stawce a nie jak wcześniej sugerowano 25%) i odmowy przez Pekin woli podęcia dalszych rozmów z USA (jeśli mają one przebiegać pod presją), na rynkach nie dawało się zauważyć podwyższonej nerwowości. Kurs EUR/USD rósł (powyżej 1,168) i również złoty zyskiwał wczoraj na wartości.  EUR/PLN zaatakował 4,294 znajdując bodziec w publikacji rozczarowującego indeksu Empire State aktywności przemysłu w stanie Nowy Jork w USA. Generalnie jednak zarówno na rynku głównej pary walutowej, jak i PLN nie doszło do zaburzenia dotychczasowego obrazu notowań. Istotne poziomy: wsparcia na 4,28 dla EUR/PLN i oporu na 1,175 dla EUR/USD nadal nie zostały przełamane.

Aby obecny klimat na rynkach mógł ulec wyraźniejszej zmianie (bez względu na kierunek ruchu), konieczny jest nowy, silny impuls, czy to polityczny, czy gospodarczy. Zgodnie z doniesieniami prasowymi w poniedziałek prezydent Trump wprowadził kolejne karne cła na chiński eksport o wartości 200 mld USD w wysokości 10% (taryfy te będą stopniowo podwyższane, aby na zakończenie roku osiągnąć 25%). Chiny, co jest zapowiedzią dalszej eskalacji konfliktu handlowego pomiędzy dwiema największymi gospodarkami świata, zapowiedziały już odwet. W tym tygodniu rynek będzie też analizował m.in. odczyty indeksów PMI ze strefy euro i USA oraz indeksy koniunktury z USA. Również na rodzimym podwórku nie zabraknie doniesień gospodarczych (poznamy sierpniowe statystyki dla rynku pracy, inflację PPI, produkcję przemyslową i sprzedaż detaliczną). Dane wskazujące na lekkie wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w III kw. 2018 r. w relacji do I półrocza, będą wzmacniać łagodne stanowisko RPP, która nie spieszy do zaostrzania polityki monetarnej NBP, co zapewne zostanie potwierdzone w czwartkowej publikacji protokołu z ostatniego jej posiedzenia decyzyjnego. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że walutom rynków rozwijających się nadal ciążyć będzie amerykańsko-chiński konflikt handlowy, w najbliższych dniach złoty powinien pozostawać pod presją, a kurs EUR/PLN kierować się do 4,32.

Na rynku SPW doszło do niewielkiego przesunięcia się w górę polskiej krzywej dochodowości, które na dłuższym końcu sięgało 3pb. Przy relatywnie ograniczonym kalendarzu publikacji makroekonomicznych, wzrost rentowności stanowił odreagowanie spadków z ostatniego tygodnia oraz zbliżenie się do trendów obserwowanych na rynkach bazowych. We wtorek dla polskiego rynku istotna może okazać się informacja na temat zaplanowanej na czwartek aukcji obligacji. Po ostatnim przetargu Ministerstwo Finansów rozważało odwołanie drugiego wrześniowego przetargu w związku z wysoką realizacją tegorocznych potrzeb pożyczkowych.

Na rynkach zagranicznych nie doszło do większych ruchów na rynkach dłużnych. Publikacja finalnej inflacji HICP w strefie euro, która wyniosła w sierpniu 2% r/r nie przyczyniła się do zmian notowań europejskich papierów dłużnych. Ważniejsze w najbliższym czasie może być podejście EBC do przyszłej polityki stóp procentowych, gdzie zdaniem członka zarządu EBC Benoît Cœuré bank powinien informować, w jakim tempie zamierza dokonywać zmian stóp procentowych.

Źródło Thomson Reuters
Źródło: Thomson Reuters

Wykres dnia: Inflacja HICP w strefie euro na poziomie 2% r/r wobec 2,1% miesiąc wcześniej. Cel EBC to poziom blisko 2%, pomimo to bank nie planuje podnosić kosztu pieniądza w EZ wcześniej niż przed końcem lata 2019 roku.

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Social Customer Care – jego rola i znaczenie

Coraz częściej mówi się o braku lojalności klientów oraz zmianie roli social media. Nie chodzi już tylko o budowanie społeczności, ale o prowadzenie działań zasięgowych. Należy więc zastanowić się, jaką formę powinny przyjąć nasze działania i w jakim kierunku będzie rozwijać się Social Customer Care.

Większe oczekiwania wobec SCC

Michał Chrościcki
Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media

Zagadnienie dotyczące obsługi klientów w social media, tzw. Social Customer Care nie jest nowym tematem. Jako agencja, od lat aktywnie towarzyszymy naszym klientom w poszukiwaniu idealnych rozwiązań i podnoszeniu standardów obsługi użytkowników. Wspólnie staramy się tworzyć alternatywną względem infolinii drogę kontaktu z marką, wykorzystując media społecznościowe i monitoring Internetu. Jednocześnie staramy się, jak najszybciej docierać do niezadowolonych klientów i otaczać ich opieką. W tym celu wdrażaliśmy, m.in. innowacyjne jak na ten czas zakładki kontaktowe na fanpage’ach naszych klientów, czy działaliśmy bazując na moderacji obsługującej kompleksowo zapytania, nie tylko na profilach marki. Pracowaliśmy też w oparciu o holistycznie wdrożony CRM, który łączy obsługę klientów na wielu poziomach. Aktualnie te działania to konieczność dla wielu firm. Chyba już wszyscy słyszeliśmy powiedzenie: „Nawet jeśli Twojej firmy nie ma w Internecie, to nie znaczy, że Twoi klienci o niej nie rozmawiają”. Jednak rynek idzie dalej i dziś rozwijanie obsługi klienta w socialu musi być spójne z innymi działaniami. Co prawda, wciąż wielu klientów zwraca uwagę jedynie na czas reakcji moderatorów na profilach lub na procent udzielonych odpowiedzi, a agencje prześcigają się w rankingach Sotrender pod kątem obsługi profili. Oczekiwania względem Social Customer Care będą stale rosły i trzeba się na to przygotować.

Media i użytkownicy się zmieniają

Media społecznościowe umożliwiły bezpośredni kontakt klientów z marką oraz możliwość na bycie w kontakcie przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W briefach wymagane są coraz dłuższe godziny czuwania moderatorów i prezentacje zespołów, by zweryfikować ich doświadczenie. Jednak jaki procent użytkowników, którym marka odpowiedziała na komentarz lub wiadomość prywatną wygenerowało oczekiwane działania? Ilu użytkowników, którzy wzięli udział w konkursie wciąż jest zainteresowanych ofertą? Media się zmieniły, użytkownicy również. My również musimy dostosować działania zarówno do oczekiwań klientów, jak i względem strategii w digital.

Dlatego rola Social Customer Care powinna zostać odpowiednio zdiagnozowana. Obsługa klienta w socialu staje się coraz ważniejszym ogniwem w tworzeniu doświadczeń klienta. Warto więc uwzględnić te działania podczas tworzenia Customer Journey Map. Należy zacząć od zaangażowania moderatorów w mapowanie ścieżki kontaktów klientów z marką. Pozwoli to nie tylko lepiej zobrazować dany proces, ale również uświadomi im ich rolę w całościowym działaniu. W ten sposób, odpowiednio zidentyfikujemy naszych klientów oraz ich potrzeby. Bazując na CJM będziemy mogli wdrożyć proces sprawniejszej obsługi użytkowników i planować pozytywne doświadczenia w kontakcie z marką. Daje to także możliwość doboru odpowiednich narzędzi i dopasowania standardów obsługi w mediach społecznościowych. Takie działania dostarczą również informacji, na co powinniśmy zwrócić uwagę i z jakimi problemami mogą się zetknąć moderatorzy. Dzięki temu, osoby obsługujące profile będą mogły szybciej reagować i bardziej świadomie kierować klientów do określonych touchpointów. Żyjemy w rzeczywistości, w której nie tylko przenika się rola online’u i offline’u, ale również informacje mogą pochodzić z wielu kanałów. Dlatego ważne jest, by tworzyć spójny obraz marki.

Marka = przyjaciel

Na ten stan rzeczy zwraca uwagę również Philip Kotler w „Marketing 4.0”. W pierwszej kolejności ukazuje on słabnącą rolę przekazu reklamowego, na rzecz przekonań w kręgach społecznych i rodzinnych. Konieczne jest więc, by kreować pozytywne doświadczenia użytkowników w kontakcie z brandem i zwiększać rzesze jego orędowników. Mowa wręcz o tym, by marka była jak bliski przyjaciel. Aby tak się stało, obsługa powinna być niezawodna i świadoma holistycznej wizji. Kotler odnosi się też do ścieżki podróży klienta bazującej na modelu 5A (Aware, Appeal, Ask, Act, Advocate). W tym miejscu z kolei zwraca uwagę, by poziom Ask, w którym potencjalni klienci zbierają więcej informacji o marce, nie stał się wąskim gardłem. Potwierdza się tym samym rosnąca rola Social Customer Care, gdzie moderatorzy muszą być świadomi, że ich funkcja staje się coraz ważniejsza i przekłada na ostateczne efekty wszystkich działań.

Dlatego, jeśli zależy nam na zwiększaniu efektywności działań Social Customer Care, powinniśmy precyzyjnie określić ich rolę w Customer Journey Map. Prawidłowo opracowane działania wzbudzą zaufanie klientów, którego marka potrzebuje, by być postrzeganą jako bliski przyjaciel. Im więcej pozytywnych rzeczy doświadczą użytkownicy, tym większe szanse, że zyskamy realnych orędowników i obrońców naszej marki w mediach społecznościowych.

Michał Chrościcki
Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media

Autor: Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media – z marketingiem internetowym związany ponad 8 lat, aktualnie zajmuje się monitoringiem Internetu i analizą działań w mediach społecznościowych. Pracował w Domu Badawczym Brand Fibres (VML Poland). Founder projektu Academy of Digital.

39% polskich pracowników boi się obniżania tempa wzrostu płac przez napływ Ukraińców

Czterech na dziesięciu polskich pracowników obawia się, że napływ Ukraińców przyczyni się do spowolnienia wzrostu płac, jednak tylko 9% martwi potencjalna utrata stanowiska. Jednocześnie ponad połowa Polaków jest zdania, że zatrudnianie kadry ze Wschodu nie zahamuje wzrostu wynagrodzeń – wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” opracowanego przez Personnel Service. Obawy dotyczące obniżania tempa wzrostu wynagrodzeń podziela tylko co piąty polski pracodawca, a 61% uważa, że Ukraińcy nie mają na to wpływu.

– Pracownicy z Ukrainy nie odbierają Polakom zatrudnienia, lecz wypełniają luki tam, gdzie pojawia się deficyt na rynku pracy. Z naszego badania wynika, że co trzecia firma zatrudnia Ukraińców, ponieważ ma wolne miejsca pracy, którymi Polacy w ogóle nie są zainteresowani. Przedsiębiorcom zależy przede wszystkim na ciągłości w realizacji zleceń, a to wymaga uzupełniania wakatów. Warto też podkreślić, że nastawienie trzech stron – pracodawców, pracowników i Ukraińców do siebie nawzajem jest głównie pozytywne lub neutralne – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Polaków martwią płace, ale nie zatrudnienie

Z najnowszych danych GUS wynika, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2018 r. wyniosło 4798,27 zł brutto – to wzrost o 305,64 zł r/r. Na podstawie danych z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” widać jednak, że w odczuciu zatrudnionych wzrost nie jest tak szybki, jak być powinien. 39% boi się, że coraz więcej Ukraińców na polskim rynku pracy spowalnia tempo wzrostu wynagrodzeń, 54% ma przeciwne zdanie.

Obawy, że napływ pracowników z Ukrainy zahamuje wzrost wynagrodzeń w Polsce są częstsze wśród najstarszych – wyraża je 46% respondentów mających 55-67 lat. Również 41% spośród najmłodszych ankietowanych w wieku 18-34 lata niepokoi tempo wzrostu pensji. Obawy spadają wraz ze wzrostem wynagrodzeń – 45% osób z najniższymi dochodami vs. 34% wśród zarabiających powyżej 4 tys. zł.

Tylko co dziesiąty polski pracownik martwi się, że Ukraińcy mogą zabrać mu pracę. Różnicuje dochód – najbardziej boją się zarabiający do 2 tys. zł miesięcznie (12%), a najmniej ci o zarobkach powyżej 4 tys. zł – wśród tych respondentów obawy o zatrudnienie w związku z napływem Ukraińców miało mniej niż 5%.

Polscy przedsiębiorcy spokojni i zadowoleni

Co piąta polska firma uważa, że zatrudnianie kadry ze Wschodu obniża tempo wzrostu wynagrodzeń, jednak prawie 2/3 jest przeciwnego zdania. Największe obawy mają firmy z branży handlowej i z sektora publicznego – odpowiednio 23% i 22% wyraża niepokój, podczas gdy w usługach i produkcji ten odsetek wynosi odpowiednio 17% i 16%.

Ponad połowa pracodawców zatrudnia Ukraińców z powodu wolnych miejsc pracy na które brakuje Polaków, a 31% twierdzi, że ma wakaty, którymi nasi rodacy w ogóle nie są zainteresowani. Na bazie danych Personnel Service można stwierdzić, że współpraca z kadrą ze Wschodu układa się dobrze – 9 na 10 przedsiębiorców ma pozytywny lub neutralny stosunek do pracowników z Ukrainy. Negatywne nastawienie zgłasza niecałe 3% firm oraz co dziesiąty polski pracownik.

SSK S.A. publikuje prognozy finansowe na 2018 r.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, opublikowała prognozy finansowe na 2018 r. Emitent zamierza wypracować od 150 tys. zł do 180 tys. zł zysku EBITDA oraz zanotować przychody netto ze sprzedaży w przedziale od 3.400 tys. zł do 3.700 tys. zł.

Zgodnie z przedstawionymi przez Spółkę prognozami finansowymi na 2018 r. jej zysk EBITDA ma wynieść od 150 tys. zł do 180 tys. zł. Z kolei prognozowany poziom jej przychodów netto ze sprzedaży kształtuje się na poziomie od 3.400 tys. zł do 3.700 tys. zł. Zarząd SSK S.A. przygotował prognozy finansowe na 2018 r. w oparciu o bieżący portfel klientów i zamówień oraz po analizie uzyskiwanych rentowności w poszczególnych segmentach biznesowych.

„Zdecydowaliśmy się na publikację prognoz w momencie, kiedy przeprowadzone działania restrukturyzacyjne dały wymierne efekty w postaci stabilizacji osiąganych przychodów i wypracowywania w kolejnych okresach dodatniego wyniku EBITDA. To właściwy moment na rozpoczęcie procesu odbudowy wartości Spółki dzięki przewidywanej progresji wyników.” – komentuje Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Po dwóch kwartałach 2018 r. zysk EBITDA Emitenta był dodatni i wyniósł 2 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły w tym okresie 1.695 tys. zł. Spółka podtrzymuje poprawę wyników finansowych poprzez optymalizację posiadanych zasobów, utrzymanie wysokiej dyscypliny kosztowej oraz efektywną selekcję nowych projektów biznesowych. W 2 kw. 2018 r. SSK S.A. zrealizowała modernizację serwerowni dla jednej ze spółek z grupy PGNiG oraz kontynuowała działania w segmencie biznesowym obejmującym świadczenie usług dot. przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO zarówno w warstwie technologicznej, jak i organizacyjno-prawnej. Emitent realizował również drugi etap projektu w ramach umowy z Gminą Strzegom na dostawę, montaż, instalację i konfigurację sprzętu multimedialnego oraz utworzenie ścieżki dydaktycznej w budynku CAS „Karmel” w Strzegomiu dla potrzeb zadania inwestycyjnego pn. „Szlak Kamienia”.

„Poprawa wyników finansowych Spółki w ostatnich dwóch kwartałach nie byłaby możliwa bez ciągłego monitoringu efektywności biznesowej zarówno potencjalnych, jak i realizowanych projektów sprzedażowych oraz wdrożeniowych. Comiesięcznej analizie poddajemy również wyniki osiągane w poszczególnych grupach produktowych – wyniki tych analiz stanowią podstawę do podejmowania właściwych decyzji biznesowych, które przekładają się na wskaźniki rentowności w kolejnych okresach.” – dodaje Prezes Bartoń.

Zarządzanie ryzykiem biznesowym

Zarządzanie ryzykiem biznesowymZ ryzykiem biznesowym mierzą się na co dzień wszystkie firmy – niezależnie od tego, w jakiej branży działają i ile osób zatrudniają. Dzięki skutecznemu zarządzaniu ryzykiem można przewidzieć i zminimalizować potencjalne zagrożenia.

Czym jest ryzyko biznesowe?

Mianem ryzyka biznesowego określa się niebezpieczeństwo poniesienia strat finansowych w wyniku niecelnych decyzji podjętych w związku z prowadzoną działalnością. Do czynników, które podwyższają ryzyko biznesowe działalności, zaliczają się m.in.: dynamicznie zmieniająca się rzeczywistości biznesowa, zawirowania na światowych rynkach finansowych, konflikty polityczne, postępująca informatyzacja czy nagłe zmiany potrzeb konsumentów. Zarządzanie ryzykiem to zespół działań, dzięki którym firma jest w stanie zrozumieć, przewidzieć i ocenić grożące jej ryzyko. Zdobycie takiej wiedzy umożliwia podjęcie prewencyjnych kroków mających na celu zmniejszenie poziomu ryzyka, a co za tym idzie – zredukowanie potencjalnych konsekwencji finansowych. Skuteczne zarządzanie stanowi gwarancję bezpieczeństwa dla przedsiębiorstwa i zatrudnionych pracowników. Przyczynia się także do zwiększenia efektywności biznesowej i pozwala na podejmowanie bardziej świadomych decyzji biznesowych, a co za tym idzie – zwiększa konkurencyjność przedsiębiorstwa i umacnia jego pozycję na rynku. Ze względu na wymierne korzyści wynikające z wprowadzenia strategii zarządzania ryzykiem, z takiego rozwiązania korzystać powinny zarówno małe, jak i duże firmy z sektora prywatnego i publicznego.

Profesjonalne doradztwo

Wdrożenie skutecznych procedur zarządzania ryzykiem wymaga wiedzy i doświadczenia. Z tego powodu firmy często decydują się na pomoc podmiotów zewnętrznych. Profesjonalne doradztwo dotyczące zarządzania ryzykiem znajduje się w ofercie międzynarodowego koncernu audytowego EY: https://www.ey.com/pl/pl/issues/managing-risk. Pracownicy zespołu do spraw ryzyka posiadają doświadczenie, które zdobyli podczas pracy zarówno z wielkimi korporacjami, jak i lokalnymi przedsiębiorcami. Kompetencje doradców EY z zespołu do spraw ryzyka potwierdzone są także licznymi certyfikatami, do których zaliczają się m.in.: Certified Internal Auditor (CIA), Project Management Professional (PMP), Biegły Rewident, Association of Chartered Certified Accountants (ACCA). Jak wygląda współpraca z EY? Doradcy wspólnie z klientem analizują sytuację firmy pod kątem występowania trzech rodzajów ryzka: ryzyka biznesowego, ryzyka finansowego oraz ryzyka informatycznego. Doradcy zapoznają się ze specyfiką działalności firmy, jej strukturą i sposobem organizacji pracy. Po dokładnej analizie zdobytych informacji zespół konsultantów będzie w stanie wytypować obszary najbardziej narażone na ryzyko, a następnie przygotować strategię zarządzania ryzykiem, dopasowaną do charakteru firmy. Kompletna strategia zarządzania ryzykiem obejmuje:

  • Identyfikację i ocenę obszarów, w których można udoskonalić procedury zarządzanie ryzykiem;
  • Diagnozę funkcjonowania całej organizacji pod kątem zgodności (compliance) i możliwości raportowania
  • Opracowanie harmonogramu działań zmierzających do usprawnienia systemu;
  • Transformację procesu zarządzania ryzykiem;

Poprawne wdrożenie przygotowanej strategii pozwoli w znacznym stopniu ograniczyć starty związane z występowaniem ryzyka biznesowego.

Wzrosty cen transakcyjnych mieszkań wyhamowują. Deweloperzy mają problemy

O kilka, kilkanaście procent wzrosły ceny transakcyjne mieszkań w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Olsztynie i Lublinie między II kwartałem 2017 a II kwartałem 2018 r. – wynika z raportu Bankier.pl, „Pulsu Biznesu” i Cenatorium. Ci, którzy odłożyli zakup lokalu, niekoniecznie muszą jednak pluć sobie w brodę. W ostatnim czasie wzrosty cen zaczynają bowiem wyhamowywać, a w przypadku niektórych przedziałów metrażowych obserwujemy nawet spadki. Ma to związek z problemami deweloperów.

Warszawa bez zaskoczeń

Najdroższym miastem w Polsce, jeśli chodzi o ceny transakcyjne mieszkań, pozostaje Warszawa. W II kwartale 2018 r. wynosiły one od prawie 8 do ponad 9 tys. zł za metr kwadratowy, przy czym najwyższe były w przypadku lokali dużych, liczących przynajmniej 80 mkw. Dla porównania we Wrocławiu za metr kwadratowy płaciło się ok. 5–6 tys. zł, z tym że najwyższe stawki dotyczyły najmniejszych lokali, do 35 mkw. Są jednak oczywiście i tańsze miasta. Przykładowo w Łodzi metr kwadratowy kosztował ok. 4 tys. zł.

Wzrosty wyhamowują

Jak pokazują wyniki raportu, w okresie między II kwartałem 2017 a II kwartałem 2018 r. mieliśmy do czynienia ze wzrostami cen transakcyjnych mieszkań, zwykle o kilka, kilkanaście procent. Jeżeli zrobimy jednak porównanie II kwartału obecnego roku z kwartałem poprzednim, okaże się, że wzrosty te zaczynają wyhamowywać, w niektórych przypadkach zaobserwujemy nawet kilkuprocentowe spadki. Spośród analizowanych miast wyjątkiem jest Gdańsk – tam ceny nie spadły w żadnym przedziale metrażowym.

Kłopoty deweloperów

Analiza wyników raportu pozwala przypuszczać, że „za chwilę będzie dobry czas dla kupujących […]. Na dalsze sprzyjające warunki wpływać może m.in. trudna sytuacja deweloperów. Mają oni problemy z rosnącymi kosztami pracy, z brakiem siły roboczej. To wszystko może się przełożyć na większe możliwości negocjacyjne kupujących” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Malwina Wrotniak, analityk Bankier.pl. Należy przy tym zauważyć, że ceny mieszkań w dobrej lokalizacji, blisko centrum, na które jest duży popyt, prawdopodobnie będą się utrzymywać niezależnie od wspomnianych trudności deweloperów.

Łatwiej odzyskać pieniądze przelane na zły numer rachunku

Na przełomie lipca i sierpnia bieżącego roku weszła w życie ustawa, która ułatwi nam odzyskanie środków wysłanych na niewłaściwy numer rachunku bankowego. Adresat złego przelewu będzie zobowiązany oddać pieniądze w ciągu 30 dni. Jeśli po tym terminie nie otrzymamy środków, poznamy dane osobowe beneficjenta i będzie można łatwiej dochodzić swoich spraw w sądzie.

Wejście w życie ustawy jest następstwem implementacji unijnych przepisów. W dalszym ciągu jedynym istotnym parametrem do wysłania przelewu jest numer rachunku bankowego, który jest weryfikowany poprzez sprawdzenie jego sumy kontrolnej. Warto podkreślić, że żaden bank w Polsce nie weryfikuje odbiorcy czy tytułu przelewu. Tak było przed 2011 rokiem, ale po wprowadzeniu dyrektywy unijnej, polskie banki musiały zmienić swoją praktykę.

Problem z odzyskiwaniem źle przelanych środków polegał dotychczas przede wszystkim na tym, że z uwagi na tajemnicę bankową autor przelewu nie mógł uzyskać informacji od banku, kto jest właścicielem numeru rachunku na które trafiły pieniądze. Z powodu niemożności udostępnienia danych osobowych adresata przelewu, skuteczne dochodzenie spraw było bardzo utrudnione.

Jak można odzyskać pieniądze po wprowadzeniu nowych przepisów? W przypadku błędnie wysłanego przelewu należy zawiadomić bank o zaistniałym zdarzeniu. Zgodnie z nową ustawą ma on 3 dni na to by poinformować adresata przelewu o zaistniałej sytuacji. Sam adresat z kolei ma 30 dni na to by zwrócić niesłusznie otrzymane środki na specjalnie w tym celu wyznaczony przez bank rachunek techniczny. Po otrzymaniu przez bank pieniędzy przekazuje on je autorowi przelewu – dzięki takiej procedurze właściciel rachunku, na który zostały omyłkowo przelane środki, zachowa swoją anonimowość.

Główną zmianą w obowiązującym prawie jest udostępnienie autorowi przelewu przez bank danych osobowych beneficjenta niesłusznie otrzymanych pieniędzy. Są one jednak przekazywane dopiero w przypadku braku zwrotu środków po upłynięciu terminu 30 dni od poinformowania adresata przelewu o zaistniałej sytuacji. Nowa ustawa narzuca ten obowiązek zarówno bankom jak i SKOK-om.

Podsumowując, pomimo tego, że ustawodawca dostosował prawo do unijnej dyrektywy i zwiększył w ten sposób poziom bezpieczeństwa dla uczestników systemu bankowego, to jednak dalej najważniejszym jest sprawdzanie rzetelności wpisywanych cyfr numeru rachunku bankowego. Pomimo dostępnych narzędzi, skrupulatność w finansach na pewno pomoże w uniknięciu niemiłych sytuacji.

PIU: Najważniejsze dane o rynku ubezpieczeń po II kw. 2018 r.

W I półroczu 2018 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym i klientom 20,7 mld zł odszkodowań i świadczeń. To o 5 proc. więcej niż przed rokiem.

Najważniejsze dane o rynku ubezpieczeń po II kw. 2018 r.

  • 70 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki wspierające gospodarkę i finanse publiczne poprzez krajowe obligacje i inne papiery o stałej kwocie dochodu
  • 17,2 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki zainwestowane długoterminowo w akcje spółek z GPW i inne papiery o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 600 mln zł podatku dochodowego do budżetu państwa
  • Ubezpieczyciele zebrali 32,1 mld zł składek, o 1,7 proc. więcej niż rok wcześniej

Rynek komunikacyjny

Najważniejsze liczby:

  • Średnia składka na polisę OC ppm wynosiła w II kw. 2018 r. 574,8 i była analogiczna jak w II kw. 2017 r. (umowy roczne)
  • Zakłady ubezpieczeń zlikwidowały w ciągu pół roku 619,6 tys. szkód z OC
  • Średnia składka na polisę autocasco w pierwszym półroczu 2018 r. wyniosła 1225,7 zł, o 4,6 proc. więcej niż rok wcześniej
  • Ubezpieczyciele zlikwidowali w ciągu pół roku 382 tys. szkód z AC

– Wzrost cen na rynku OC wyraźnie wyhamował. Wypłaty rosną, ale również mniej dynamicznie, niż 2-3 lata temu. To oznacza, że nie pojawiły się nowe tytuły do wypłat. Przed nami ważna ustawa, dotycząca regulacji działalności tzw. firm odszkodowawczych. Mimo iż nie dotyczy ona bezpośrednio zakresu odpowiedzialności ubezpieczyciela, może mieć wpływ na rynek OC. Czekamy także na efekty prac nad regulacją zadośćuczynień. Przewidywalność w tym obszarze pozwoliłaby na znacznie większą stabilność cen w przyszłości – mówi Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Rynek majątkowy (Dział II bez ubezpieczeń komunikacyjnych)

Najważniejsze liczby:

  • Wartość składek z ubezpieczeń majątkowych (nie licząc komunikacyjnych) wyniosła 9,1 mld zł i była o blisko 11 proc. wyższa niż rok wcześniej
  • Największy udział w składce na rynku majątkowym mają ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów (1,8 mld zł), ubezpieczenia pozostałych szkód rzeczowych (1,8 mld zł) oraz ubezpieczenia OC (1,2 mld zł)

– Pierwsze półrocze stało pod znakiem dużych szkód w rolnictwie, stąd wzrost odszkodowań w grupie „pozostałe szkody rzeczowe” aż o 60 proc. Ubezpieczenia rolne, w kontekście zmian klimatycznych, są jednym z najważniejszych wyzwań dla rynku ubezpieczeniowego na najbliższe lata. Musimy pamiętać jednak, że dobra polisa jest tylko elementem zarządzania ryzykiem. Ubezpieczenie nie zastąpi szerszej strategii – wyjaśnia Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Rynek życiowy

Najważniejsze liczby:

  • Wartość składki z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 11,1 mld zł (spadek o 8,8 proc.)
  • Wartość świadczeń z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 10,8 mld zł (wzrost o 4,2 proc.)

– W parlamencie rozpoczną się wkrótce prace nad ustawą o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK). Z jednej strony będzie to dla ubezpieczycieli nowy produkt, z drugiej jednak, zaprocentują lata doświadczeń, zdobyte przy oferowaniu PPE. Dzięki znakomitym kontaktom z pracodawcami, ubezpieczyciele mogą mieć kluczowy udział w budowaniu powszechności długoterminowego oszczędzania Polaków – mówi J. Grzegorz Prądzyński.

Wyniki finansowe ubezpieczycieli

  • Zysk netto ubezpieczycieli życiowych po II kw. 2018 r. wyniósł 1,3 mld zł i był o 8 proc. wyższy niż rok wcześniej.
  • Ubezpieczyciele majątkowi zakończyli II kw. 2018 r. z zyskiem 2,5 mld zł, co oznacza spadek o 3,4 proc. (z czego połowa stanowi dywidenda z PZU Życie SA do PZU SA, ujęta już w zeszłorocznym zysku netto ubezpieczycieli życiowych)

Wynik techniczny ubezpieczeń na życie wyniósł 1,5 mld zł i był niższy niż rok wcześniej o 1,2 proc. Wynik techniczny ubezpieczycieli majątkowych wyniósł 1,3 mld zł i był o 18,3 proc. wyższy niż rok wcześniej. Należny od polskich ubezpieczycieli podatek dochodowy na koniec II kw. 2018 r. r. wyniósł ponad 606 mln zł, a podatek od aktywów – ok. 360 mln zł.

Od ulgi na start po duży ZUS. Poradnik dla przedsiębiorców

Wysokość składek opłacanych na ubezpieczenia społeczne to według przedsiębiorców największa bolączka prowadzenia biznesu w Polsce – wynika z Badania Polskiej Mikroprzedsiębiorczości 2018. W obecnym systemie prawnym istnieją jednak różne możliwości rozliczania się z ZUS-em. Eksperci inFakt podpowiadają, jaki rodzaj oskładkowania można wybrać w zależności od spełnianych kryteriów i tym samym obniżyć wysokość danin oraz na czym polegają wyjątkowe sytuacje, w których przedsiębiorca jest zwolniony ze składek ZUS.

Droga, która pozwoli przedsiębiorcy na maksymalną oszczędność od momentu zarejestrowania działalności gospodarczej, to skorzystanie kolejno: z ulgi na start, tzw. małego ZUS-u, następnie ZUS-u wyliczanego od przychodu, a na końcu z dużego ZUS-u – podpowiada Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt, oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe.

Ulga na start

Jest to nowe rozwiązanie, które weszło w życie 30 kwietnia tego roku. Dotyczy osób fizycznych, po raz pierwszy podejmujących działalność gospodarczą lub rozpoczynających ją ponownie po upływie przynajmniej 60 miesięcy od zakończenia poprzedniej działalności.

W czasie obowiązywania ulgi na start, czyli przez sześć pierwszych miesięcy prowadzenia działalności, przedsiębiorca opłaca z jej tytułu wyłącznie składkę zdrowotną. – Z jednej strony jest to rozwiązanie, które pomaga znaleźć oszczędności, co jest ważne na początku prowadzenia biznesu. Z drugiej strony należy pamiętać, że osoba, która z niego korzysta, nie ma prawa do zasiłku chorobowego, macierzyńskiego lub odszkodowania z ubezpieczenia wypadkowego – wskazuje Aneta Socha-Jaworska.

Warto podkreślić, że ulga na start jest dobrowolna i to, czy z niej skorzystać, pozostaje decyzją przedsiębiorcy.

Mały ZUS

Po zakończeniu półrocznego okresu obowiązywania ulgi na start, kolejnym krokiem może być opłacanie małego ZUS-u. Może z niego skorzystać także, zamiast ulgi na start, osoba, która rozpoczyna pierwszą działalność lub wznawia ją po okresie 60 miesięcy.

Ponadto mały ZUS jest przeznaczony dla osób, które świadczyły innym firmom usługi w ramach własnej działalności, ale nie miały z nimi wcześniej podpisanej umowy o pracę. Jeśli jednak były związane umową, to musiała się ona zakończyć przynajmniej 2 lata przed założeniem działalności gospodarczej.

Okres preferencyjny dla małego ZUS-u trwa 24 miesiące. W tym czasie składki społeczne są wyliczane od znacznie niższej podstawy, wynoszącej 30% minimalnego wynagrodzenia za pracę. Przedsiębiorca w ramach małego ZUS-u opłaca również składkę zdrowotną. W 2018 roku minimalne składki wynoszą 503,84 zł.

ZUS od przychodu

Opłacanie składki ZUS od przychodu to nowość, która zacznie obowiązywać od 2019 roku. Rozwiązanie będzie przeznaczone dla osób, które powinny opłacać duży ZUS, ale ich przychód nie przekroczył w skali roku 30-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. W odniesieniu do 2019 r. limit przychodu oblicza się na podstawie minimalnego wynagrodzenia z 2018 r., czyli wynosi 30 x 2 100 zł = 63 000 zł. Podstawa obliczana w ten sposób nie może być mniejsza niż podstawa do opłacania małego ZUS-u i większa niż podstawa określona dla dużego ZUS.

Kwoty składek będą uzależnione od przychodu z zeszłego roku i będą mieściły się w granicach od ponad 500 zł do 1200 zł. Przedsiębiorca będzie opłacał składki społeczne oraz składkę zdrowotną.

Duży ZUS

Jeśli żadnego z wyżej omówionych rozwiązań nie da się zastosować, to przedsiębiorcy pozostaje opłacanie składek na zasadach ogólnych. W takim przypadku składki są opłacane od podstawy wynoszącej 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia[1]. W 2018 minimalne składki wynoszą 1163,39 zł, a przedsiębiorca opłaca składkę na ubezpieczenie zdrowotne, społeczne oraz na Fundusz Pracy.

Warto też podkreślić, że świadczenie przez przedsiębiorcę usług na rzecz byłego pracodawcy nie daje prawa do stosowania preferencyjnych stawek ZUS.

Trzy wyjątkowe przypadki

Warto wspomnieć również o trzech wyjątkowych sytuacjach:

  • Opłacanie składek od maksymalnej podstawy – istotne dla tych przedsiębiorców, którzy chcą uzyskać wyższe świadczenia z ZUS-u, np. zasiłek chorobowy lub macierzyński. Należy jednak pamiętać, że wtedy konieczne jest opłacanie składki chorobowej. Podniesienie podstawy do maksimum jest możliwe zarówno w przypadku osoby opłacającej mały, jak i duży ZUS.
  • Zwolnienie z opłacania składek społecznych – dotyczy to osób, które zawiesiły działalność gospodarczą (za każdy miesiąc, kiedy działalność była zawieszona), które są w trakcie pobierania zasiłku chorobowego lub macierzyńskiego (wówczas nie można też prowadzić działalności, czyli np. wystawić faktur, zawierać umów), prowadzą działalność i pracują na etacie (wtedy składki obowiązkowo opłaca się z etatu) lub opłacają składki za granicą.

 

  • Zwolnienie z opłacania wszystkich składek, w tym zdrowotnej. W odróżnieniu od innych składek, zdrowotna jest niepodzielna. Przedsiębiorca nie opłaca jej tylko za pełne miesiące zawieszenia działalności. Ponadto nie płacą jej również osoby, które pobierają zasiłek macierzyński nie wyższy niż 1000 złotych, a także emeryt, rencista lub osoba niepełnosprawna prowadzący działalność po spełnieniu dodatkowych warunków.

Składki ZUS mogą być bardzo odczuwalne dla przedsiębiorców, ale jak widać istnieje kilka rozwiązań, dzięki którym można je obniżyć. To szczególnie istotne przede wszystkim z punktu widzenia osób, które rozpoczynają działalność gospodarczą i mogą skorzystać z ulgi na start lub małego ZUS – podsumowuje Aneta Socha-Jaworska.

[1] Prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej określane na dany rok kalendarzowy jest podawane w obwieszczeniu Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.Jaki zus moze placic przedsiebiorca

Kurs dolara w odwrocie, a aktywa ryzykowne mają się lepiej

Seria komunikatów z Waszyngtonu i Pekinu wprowadziła zamęt na rynkach finansowych i pokazuje, jak nieprzewidywalny i trudny stał się szczególnie handel na głównych walutach. USD jest w odwrocie, a aktywa ryzykowne mają się lepiej, choć ze złych powodów.

Zgodnie z zapowiedziami USA przedstawiły listę towarów importowanych z Chin wartych 200 mld USD, które zostaną objęte cłami – najpierw (od 24 września) w wysokości 10 proc., a od początku przyszłego roku stawka wyniesie 25 proc. Każdy czekał na odpowiedź Chin, ale ta przyszła z anonimowych źródeł i zyskująco stwierdzała, że Pekin jedyną słuszną drogę widzi we współpracy. W efekcie pierwszy ruch rynku w trybie „risk-off” został odwrócony. Dziś rano Chiny oficjalnie zapowiedziały, że zamierzają wprowadzać cła odwetowe jednocześnie z taryfami nałożonymi przez USA, a przyszłość dalszych negocjacji jest niepewna. To znowu wprowadziło zamieszanie. Krajobraz po nocy wygląda tak, że USD i JPY są słabsze, zyskują waluty ryzykowne, mocne są indeksy giełdowe. Jednak nie czytałbym tego jako oznaki, że dla inwestorów wszystko jest w porządku i odrzucamy w kąt obawy o wojny handlowe. Wydarzenia z nocy nadszarpnęły zaufanie uczestników rynku do warunków, jakie służyły za podstawy zajętych pozycji. Co z tego, że spór handlowy USA-Chiny będzie trwał jeszcze kilka miesięcy, jeśli nagle napływające anonimowe informacje mogą zburzyć porządek i przynieść spekulacyjne rajdy cen w przeciwnym kierunku. Zamęt jest nielubianą cechą rynku i stąd traktuję ostatnie zmiany jako redukcję pozycji przez inwestorów, dla których ryzyko zaskoczenia stało się za duże. Odwijanie pozycji może być teraz głównym motorem zmian, co najmocniej może szkodzić USD, który w ostatnich tygodniach korzystał z narracji jastrzębiego Fed, silnej gospodarki USA i ucieczki do bezpieczeństwa w obliczu napięć na rynkach wschodzących. Ot, takie przekleństwo nieposzlakowanej opinii.

To mogą być trudne 24 godziny, gdzie rynek będzie szukał równowagi. Na ile zredukować ekspozycję? Albo jednak wrócić do starych schematów i wyceny fundamentów? Czy po wymianie ceł między USA i Chinami traktujemy to jako „potwierdzone zło” i zaczynamy to traktować jako normę, z która przyjdzie nam żyć, czy jednak przygotować się na przedłużający się okres podwyższonej awersji do ryzyka? Uważam, że na rynku nie ma obecnie konsensusu, który scenariusz jest słuszny i konflikt opinii będzie komplikował handel. Kiedy każdy chce mieć rację, rodzi to tylko bezkierunkową zmienność.

Wtorkowy kalendarz nie będzie przeszkadzał w gdybaniu i drapaniu się po głowie. Poranne wystąpienie prezesa EBC Draghiego przeszło bez echa, podobnie będzie z danymi z Polski i Kanady. Decyzja banku centralnego Węgier to lokalna sprawa forinta. W nocy otrzymamy decyzję Banku Japonii, gdzie spodziewamy się utrzymania polityki monetarnej bez zmian. Stan aktywności gospodarczej oraz utrzymywanie się inflacji nisko przemawiają za podtrzymaniem dotychczasowego nastawienia. Na konferencji po posiedzeniu prezes Kuroda raczej potwierdzi, że zakomunikowane ostatnim razem rozszerzenie dopuszczalnego korytarza dla wahań rentowności 10-letnich obligacji nie wpłynęło negatywnie na realizację założeń polityki. Dla JPY wnioski z posiedzenia powinny być neutralne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Michał Grams: Sztuczna inteligencja nie wyeliminuje miejsc pracy

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Do 2030 roku ponad 70 proc. firm wdroży co najmniej jedną technologię bazującą na sztucznej inteligencji. Natomiast prognozy dotyczące wartości globalnego rynku rozwiązań SI wskazują, iż w 2030 przekroczy on wartość 13 bilionów dolarów – wynika z najnowszego raportu firmy badawczej McKinsey.

Sztuczna inteligencja (SI, ang. Artificial Intelligence, AI) ma potencjał na dokonanie rewolucji w biznesie. Już dziś służy agregowaniu ogromnych ilości danych, analizie i wyciąganiu wniosków czy opracowaniu symulacji zmian i trendów. SI usprawnia procesy sprzedaży oraz obsługi klienta. Zdaniem ekspertów firmy McKinsey[1], dzięki implementacji narzędzi SI rozwinięte gospodarki mogą zapewnić sobie dodatkowe 20-25 proc. korzyści ekonomicznych w porównaniu do stanu bieżącego. Natomiast w krajach rozwijających się poziom ten może wynieść od 5 do 15 proc. Co ciekawe, z szacunków ekspertów ds. sztucznej inteligencji z firmy TogetherData, wynika iż także polskie firmy mogą, dzięki sztucznej inteligencji, podnieść swoją efektywność biznesową o 15-20 proc.

Z naszych obserwacji wynika, iż 4 na 5 z polskich firm, deklaruje chęć implementacji rozwiązań, które przejmą zadania, pochłaniające znaczną część czasu pracy. Jako najbardziej absorbujące czasowo czynności managerowie wymieniają zadania administracyjne, sprawozdawcze, kontrolne czy monitorujące. Już obecnie dostępne na rynku rozwiązania mogą przejąć i zautomatyzować 60-70 proc. zadań z wyżej wymienionych obszarów.

Wewnętrzne szacunki TogetherData tworzą zupełnie inny obraz postrzegania technologii sztucznej inteligencji. Wbrew pozorom wielu managerów nie utożsamia faktu implementacji technologii AI z koniecznością redukcji zatrudnienia. Zdaniem większości z nich SI w firmie będzie wiązało się ze stworzeniem nowych ról i obowiązków dla pracowników. Co ciekawe do podobnych wniosków prowadzi ostatnie badanie przeprowadzone przez firmę Tata Communications. 120 globalnych liderów biznesu przyznało bowiem, iż zastosowanie technologii SI uwolni pracowników od najżmudniejszych zadań i stworzy przestrzeń czasową na bardziej kreatywne zadania  i innowacje. 75 proc. spośród ankietowanych przez Tata Communications uważa, iż zastosowanie AI stworzy nowe role dla pracowników[2].

Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać, iż wdrożenie narzędzi wykorzystujących sztuczna inteligencję to nie tylko oszczędność czasu, pieniędzy, ale i zwiększenie efektywności biznesowej. W ciągu najbliższych lat nie będziemy dyskutować o modelu człowiek kontra sztuczna inteligencja, lecz człowiek i wsparcie SI

Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData.

[1] Notes from the frontier: Modeling the impact of AI on the world economy: https://www.mckinsey.com/featured-insights/artificial-intelligence/notes-from-the-frontier-modeling-the-impact-of-ai-on-the-world-economy

[2] New research debunks myths about artificial intelligence in the workplace: https://www.tatacommunications.com/press-release/ai-will-diversify-human-thinking-not-replace-it-according-to-new-tata-communications-study/

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna

W trakcie ostatniego tygodnia nasza waluta odrobiła część strat do większości głównych walut. Jedynie funt brytyjski pozostaje silny wobec złotówki. Dobre dni dla złotówki spowodowane były względnym spokojem na rynkach.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.09.2017-17.09.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2936 3,7927 3,6990 4,8128
Maksimum 4,3223 3,8625 3,7484 4,8553

Kurs funta GBP/PLN

kurs funta wykresPo ostatnim szybkim wzroście wartości funta brytyjskiego, ruch ten zdaje się nieco wyhamował i kurs GBP/PLN w zeszłym tygodniu poruszał się w ok. 5 groszowej konsolidacji.  Brytyjska waluta zyskała ostatnio na wartości ze względu na pogłoski o bliskim terminie rozwiązania problemu brexitu, który od dawna ciąży tej walucie. Jednakże jak to często bywa pogłoski i doniesienia ucichły a na rynki po chwilowej euforii powrócił spokój. Zeszłotygodniowe notowania funta do złotówki kształtowały się zatem w dość wąskim, jak na tą parę, kanale bocznym, którego maximum wynosiło nieco ponad 4,85 zł, a minimum oscylowało w okolicy 4,81 zł. Jeżeli w ciągu najbliższych dni nie poznamy nowych szczegółów dotyczących negocjacji z UE, a dane z polskiej gospodarki pozytywnie zaskoczą rynki to prawdopodobnym jest wybicie dołem z konsolidacji.

Kurs franka CHF/PLN

kurs franka wykresNa początku zeszłego tygodnia oglądaliśmy ok. 7 groszowy spadek wartości franka szwajcarskiego. Było to najprawdopodobniej pokłosie niespełnionych gróźb prezydenta Stanów Zjednoczonych w sprawie nałożenia kolejnych ceł na Chiny. W dalszej części tygodnia kurs CHF/PLN zachowywał się podobnie do wykresu GBP/PLN, czyli obserwowaliśmy kilku groszową konsolidację. Trend boczny nie wykraczał poza okolice poziomów 3,80 zł i 3,83 zł. Brak konkretnych głosów dotyczących dalszej polityki EBC również wpłynął na zmniejszenie wahań na tym instrumencie. W przypadku osłabienia złotówki w najbliższym czasie i przebicia poziomu 3,83 zł najbliższym oporem będzie poziom o ok 3 grosze wyżej. Z kolei jednak, gdyby jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce pozytywnie zaskoczyły inwestorów cena franka może spaść do 3,80 zł, a w późniejszym czasie nawet do 3,72 zł.

Kurs euro EUR/PLN

kurs euro wykresBrak nowości ze strony Mario Draghiego, czyli powolne wygaszanie programu QE do końca roku, a także nie zmienianie w 2018 roku stóp procentowych nie wsparło za bardzo euro. Co w połączeniu z lekkim  osłabieniem dolara wsparło notowania złotówki. Rezultatem tego był nieznaczny spadek kursu EUR/PLN poniżej poziomu 4,30 zł. Jeżeli dobra tendencja dla walut rynków wschodzących utrzymałaby się jeszcze przez chwile to najbliższe wsparcie złotówka może napotkać w okolicy poziomu 4,29 zł. W przypadku jego niepokonania cena euro może ponownie znaleźć się w okolicy 4,33 zł.

Kurs dolara USD/PLN

kurs dolara wykresNiespełnione obietnice nałożenia kolejnych ceł na Chiny, pogłoski o rozpoczętych negocjacjach z Państwem Środka, a także słabsze odczyty makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych niekorzystnie wpłynęły na losy dolara amerykańskiego. Jego słabsze chwile przełożyły się również na parę USD/PLN. Nasza złotówka zyskała bowiem do dolara kilka groszy w przeciągu zeszłego tygodnia, a nowo utworzony trend spadkowy zdaje się, że będzie również kontynuowany w ciągu najbliższych dni. Szczególnie jest to prawdopodobne jeżeli pozytywnie zaskoczą jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce. Najbliższe wsparcie trendu spadkowego znajduje się w okolicy poziomu 3,66 zł, a po jego przebiciu cena dolara może spaść nawet do 3,63 zł, gdzie znajdziemy kolejne wsparcie.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Prof. Modzelewski: Ustawa o VAT ułatwia działania oszustom. Pilnie trzeba stworzyć nową

W latach 90. XX wieku nowa ustawa o podatku VAT uzdrowiła finanse państwa. Wpływy do budżetu stopniowo rosły. Ale po wejściu Polski do Unii Europejskiej zmiany regulacji spowodowały znaczny wzrost oszustw podatkowych. Istniejące instrumenty prawne zwalczania tych zjawisk są mało efektywne. Remedium mogłaby być zupełnie nowa ustawa o tym podatku. Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów tłumaczy dlaczego odwrócony VAT, Jednolity Plik Kontrolny oraz inne przepisy, jakie wprowadzono w ostatnich latach, nie zmniejszają skali nadużyć, bądź są wręcz szkodliwymi rozwiązaniami dla Skarbu Państwa.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

Jest pan autorem pierwotnej ustawy o podatku VAT i akcyzie. Jak wówczas wpłynęła ona na polski budżet?

Prof. Witold Modzelewski: W latach 1988-92 byliśmy w stanie całkowitej katastrofy. Transformacja ustrojowa zniszczyła system dochodów budżetowych. Wprowadzenie w 1993 roku tej ustawy było największym sukcesem w XX wieku w zakresie finansów publicznych. Dzięki niej dochody budżetowe wzrosły w ciągu pierwszego roku (1993 r.) nominalnie o 70%, a realnie – uwzględniając inflację – o 40%. Do roku 2004 wpływy z VAT i akcyzy stanowiły 12% PKB, w tym 8% z VAT. Wprowadzone podatki miały znacząco zwiększyć dochody budżetowe, nie hamując jednocześnie wzrostu gospodarczego. I ten cel wtedy osiągnęliśmy.

W kolejnych latach ustawa była wielokrotnie zmieniana. Dziś nie przypomina pierwowzoru. Jakie zmiany były pozytywne, a jakie negatywne?

Prof. Witold Modzelewski: „Mojej ustawy o VAT” i akcyzie nie ma od 2004 roku. Od tego czasu mamy inne regulacje zarówno w sensie formalnym, jak i koncepcyjnym. Pojawiły się podatki w wersji wspólnotowej, które poza nazwą i ogólną ideą są nieporównywalne do wcześniejszych rozwiązań. I to są w istotnej części chore rozwiązania. Problemy z tymi podatkami zaczęły się właśnie po przystąpieniu do Unii Europejskiej, kiedy wprowadzono nowe koncepcje podatku VAT i akcyzy. Już wtedy wiadomo było, że wspólnotowe wersje tych podatków są głęboko wadliwe. Rozwiązania unijne doprowadziły do powstania gigantycznej luki między tym, co powinno wpłynąć, a realnymi wpływami do budżetu państwa. To, według szacunków wynosi 180-220 mld euro rocznie w całej UE. Żadne państwo w historii nie przeżywało w okresie pokoju takiej katastrofy fiskalnej, jaką Polska zawdzięcza wspólnotowej wersji VAT-u. Już w 2004 roku obniżyły się dochody budżetowe w stosunku do PKB. Po niewielkich wzrostach w kolejnych dwóch latach, od 2007 roku znów zaczęły spadać. Dopiero w 2019 r. osiągniemy ponownie poziom wpływów z VAT-u w granicach 8% PKB.

Czego w takim razie uczą nas najnowsze losy podatku VAT?

Prof. Witold Modzelewski: Historia lat 2007-2015 to część obrazu katastrofalnej realizacji unijnej koncepcji podatku VAT. To także historia naszych własnych grzechów, bo nie we wszystkich krajach udało się zepsuć system fiskalny tak jak u nas. A teraz UE przedstawia kolejne radosne pomysły, według których sprzedawane na eksport towary będą obłożone stawkami VAT obowiązującymi w danych krajach – osobne np. dla Czech, Szwecji czy Niemiec. To są zwyczajne nonsensy, popierane gorliwie przez tych, którzy doprowadzili do destrukcji tego podatku w poprzednim dziesięcioleciu.

Czyli do 2004 roku koncepcja tego podatku była skuteczna, a później wszystko się posypało. Jakie były tego powody?

Prof. Witold Modzelewski: Przede wszystkim przyczyniła się do tego implementacji błędnej koncepcji. W Polsce wprowadziliśmy te reguły bezmyślnie, bez zabezpieczenia przed szkodliwością części rozwiązań. W efekcie transakcje wewnątrzwspólnotowe są nieweryfikowalne. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy doszło do nich naprawdę, czy były fikcją. Dlatego towary da się wielokrotnie przewozić między granicami w obie strony i uzyskiwać zwroty. Można nawet obracać tylko fakturami. W Polsce przedsiębiorcy składają ponad milion deklaracji dotyczących zwrotu VAT rocznie. Taką liczbą nie da się skutecznie zarządzać, a oddawane w tym czasie środki sięgają 100 mld zł.

Z czego wynikają takie zaniedbania?

Prof. Witold Modzelewski: W Polsce za podatki wziął się międzynarodowy biznes legislacyjny, który sam siebie uznał za znawcę tematyki, a politycy w to wierzą do dziś. Prawo tworzyły firmy doradcze na potrzeby swoich klientów. I to cała historia.

W ramach ograniczania wyłudzeń wprowadzono takie rozwiązania jak odwrócony VAT. Jak on działa?

Prof. Witold Modzelewski: To rozwiązanie służące zwiększeniu luki podatkowej, a nie jej zmniejszeniu. Jest to faktyczna likwidacja podatku od towarów i usług. Jeśli ktoś przykładowo kiedyś sprzedawał stal z VAT-em, to musiał zapłacić podatek. Po wprowadzeniu tzw. odwróconego VAT-u już nic nie płaci. Nie musi już wywozić towaru za granicę, żeby skorzystać ze zwrotu. Opowiadanie, że w ten sposób uszczelniany jest system to zwykłe dyrdymały. Jak likwidacja opodatkowania i zwiększenie liczby podatników żądających zwrotu VAT-u ma zwiększyć przychody z tego tytułu? I tutaj jest pytanie do Ministerstwa Finansów. Ile faktycznie wpłacały do budżetu branże przed wprowadzeniem odwróconego VAT-u, a ile teraz zwraca im się tej daniny? To zwyczajna ściema. A taką metodę zastosowano także w przypadku towarów, przy których nigdy nie dochodziło do wyłudzeń. I od 2011 roku rośnie z tego powodu luka podatkowa.

Innym mechanizmem kontroli wpływów z VAT-u miało być wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Czy w tym przypadku możemy mówić o sukcesie?

Prof. Witold Modzelewski: A czy zwiększenie liczby sprawozdań składanych przez podatników zwiększy wpływy budżetowe? Niech to ktoś wytłumaczy. Od początku roku 1,6 mln podatników przesyła co miesiąc swoje ewidencje podatkowe. A samych deklaracji podatkowych jest rocznie 18 mln, nie licząc korekt. Kto ma w tym interes poza firmami informatycznymi obsługującymi przedsiębiorców? I co to daje państwu? To są ciekawe pytania, na które chciałbym uzyskać odpowiedź.

Jednak dochody do budżety z VAT-u rosną. Jak to wytłumaczyć?

Prof. Witold Modzelewski: Rosły w 2017 roku. W tym roku nie będzie już tego sukcesu. Wzrost w zasadzie wynika z poprawy sytuacji gospodarczej oraz odstraszających działań władzy, a nie z powodu wprowadzenia JPK czy odwróconego VAT-u. Na razie wystarczają groźne miny rządzących polityków i zmiany w kodeksie karnym po 1 marca 2017 roku, dotyczące kar za fałszowanie faktur. A właśnie one są podstawą wszystkich oszustw podatkowych. Skończono z przyzwoleniem dla wyłudzania środków ze Skarbu Państwa, a organy władzy stały się bardzie opresyjne. W efekcie część oszukańczych transakcji przeniesiono do innych krajów.

Co może przynieść kolejny mechanizm kontrolny, tzw. split payment?

Prof. Witold Modzelewski: Przyjęto wersję koślawą, nikt nie chce jej stosować bez przymusu. Przede wszystkim nie zagwarantowano przedsiębiorcom, że ci, którzy korzystają z tej metody, nie będą nękani przez organy skarbowe. Trudno już teraz oceniać przyszłe skutki, ale to rozwiązanie jest w obecnym kształcie wręcz marginalne.

Co w takim razie należy zmienić w ustawie o VAT? Jakie działania są najpilniejsze?

Prof. Witold Modzelewski: Lista jest bardzo długa, ale przede wszystkim prawo podatkowe musi być wiarygodne dla uczciwych obywateli. A w tej sferze podatek VAT został zdegenerowany. Obowiązująca ustawa nie budzi jakiegokolwiek zaufania. Wręcz jest traktowana jako akt wrogi wobec uczciwych, a przyjazna wobec oszustów. Na jej podstawie wydaje się 15 tys. urzędowych interpretacji rocznie. To katastrofa – nikt nie wie, co tu obowiązuje. Najbardziej sensowne byłoby wrzucenie tych przepisów do kosza i stworzenie zupełnie nowych. Z satysfakcją zauważam, że minister finansów zapowiedziała, iż „nie wyklucza” stworzenia innego aktu prawnego, zastępującego dotychczasowy. To najlepsza droga, by przywrócić zaufanie do stanowionego prawa.

Czyli trzeba zrobić wszystko od nowa?

Prof. Witold Modzelewski: Przede wszystkim należy usunąć tzw. inwestycje legislacyjne, umożliwiające części podatnikom niepłacenie podatków. Trzeba usunąć zapisy powstałe w wyniku lobbingu, a działające na szkodę interesu publicznego, jak np. odwrócony VAT. Tylko dzięki temu moglibyśmy zrównoważyć spadek wpływów spowodowany obniżeniem podstawowej stawki podatku VAT z 23 do 22%. Szybką naprawę ustawy można uzyskać wyrzucając z niej wszystko to, co zostało dopisane przez lata. Jednocześnie musimy pamiętać o tym, że pozostaną w niej wady wynikające z niezbyt mądrego prawa unijnego. Obowiązujące przepisy pozwalają legalizować działania bezprawne, a jednocześnie – z każdego zrobić przestępcę. Zyskuje na niej międzynarodowy biznes podatkowy, który z pewnością będzie bronić tego gniota. Ma do tego prawo, ale większość przedsiębiorców czeka na lepsze rozwiązanie.

Miesięczne perspektywy dla instrumentów dłużnych

Przy stabilnej sytuacji obligacji rządowych w sierpniu Andrea Iannelli, Investment Director w Fidelity International, omawia, w jaki sposób włoski budżet jawi się na horyzoncie jako kolejna przeszkoda dla europejskich inwestorów.

Niniejsze fragmenty zostały zaczerpnięte z Miesięcznych perspektyw Fidelity International dla instrumentów dłużnych, przedstawiających ocenę perspektyw w średnim terminie przez zespół ds. instrumentów dłużnych. W celu uzyskania pełnego raportu prosimy o kontakt z nami.

Obligacje rządowe pozostawały w sierpniu stabilne przy rentownościach poruszających się w dobrze ugruntowanych przedziałach. Dla przykładu rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych w tym kwartale zmieniały się jak dotąd w zakresie 21 punktów bazowych, ignorując większość pozytywnych wiadomości napływających z rynku akcji, ale także i wzrost zmienności oraz niepewności napędzane przez nakładane cła i słabość rynków wschodzących.

Europa

Jeśli chodzi o Europę, to Europejski Bank Centralny (EBC) przestał znajdować się w centrum zainteresowania uczestników rynku, po tym jak zadeklarował pozostawienie stóp procentowych bez zmian przynajmniej do drugiej połowy 2019 r. Rynek nie ma dużych oczekiwań względem podwyżek stóp procentowych, do września przyszłego roku w cenach ujęte jest zaledwie 7 punktów bazowych. Podczas gdy na gruncie decyzji monetarnych przez jakiś czas nie zanosi się na istotne wydarzenia, to czynnikiem, który w największym stopniu zaprząta głowy europejskich inwestorów jest polityka.

Kolejną przeszkodą, która widnieje na horyzoncie pod koniec września jest włoski budżet. Informacje z pierwszych stron gazet doprowadziły do rozszerzenia się spreadów włoskich obligacji skarbowych (BTP) oraz utrzymały podwyższoną zmienność wszystkich włoskich aktywów. Po ostatnich ruchach włoskie obligacje rządowe wydają się być tanie w porównaniu z obligacjami z innych rynków peryferyjnych, nie bez powodu. Rynek słusznie wywarł presję na rząd Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd, by zapewnił budżet zgodny z ograniczeniami nakładanymi przez Unię Europejską. Niedające się pominąć prawdopodobieństwo Italexitu oraz porzucenia europejskiej waluty jest ujęte w wycenach: rentowności 3-letnich włoskich obligacji rządowych wskazuję, że rynek wycenia około 20%-owe prawdopodobieństwo na wycofanie się z EUR z 30% haircutem.

Ostatecznie uważamy, że rząd wypracuje budżet zgodny z 3%-owym unijnym limitem, ale rynek może zwiększyć presję w okresie od teraz do końca września. Według tej samej zasady obrót Bundami powinien być kontynuowany zgodnie z nastrojami rynkowymi wobec Włoch, dopóki nie uzyskamy bardziej przejrzystego obrazu sytuacji.

Wielka Brytania

Brexit pozostaje głównym czynnikiem wpływającym na Gilty i pozostałe aktywa w Wielkiej Brytanii. Napływ informacji w ostatnim czasie sprawił, że rynek przypisał wyższe prawdopodobieństwo scenariuszowi Brexitu bez osiągnięcia porozumienia. Po ostatniej podwyżce stóp procentowych przez Bank Anglii wyceniamy na obecną chwilę jeszcze jedną podwyżkę w ciągu najbliższych 12 miesięcy, jednak już niewiele więcej po tym okresie. Biorąc pod uwagę niepewne perspektywy polityczne, w nadchodzących miesiącach trudno jest spodziewać się po Banku Anglii czegoś innego niż ostrożności. Aktualna wycena rynku wydaje się więc być odpowiednia. Według tej samej zasady perspektywy dla Giltów pozostaną zero-jedynkowe, ponieważ zbliżamy się do marcowej daty granicznej, a relacja zysku do ryzyka nie jest na obecną chwilę jasna. Dlatego też wymagane jest neutralne stanowisko.

Stany Zjednoczone

Jeśli chodzi o USA, to chociaż najnowsze opublikowane dane zaskoczyły na niekorzyść, przy czym szczególnie słaby okazał się rynek mieszkaniowy, to ogólny obraz sytuacji wciąż wskazuje na tempo wzrostu na poziomie 3-3,5% przez pozostałą część roku. Świadczą o tym najświeższe wskaźniki monitorujące bieżącą kondycję gospodarki. Fed powinien mieć dostatecznie dużo przestrzeni na jeszcze dwie podwyżki w tym roku – pierwszą we wrześniu i kolejną w grudniu. Obydwie podwyżki są w znacznej mierze wycenione przez rynek. Patrząc w przód na 2019 r., to wzrost gospodarczy w USA prawdopodobnie spowolni, jednak wciąż będzie wyższy od reszty świata, dzięki wciąż luźnym warunkom finansowym i trwającemu ewidentnemu wsparciu ze strony bodźca fiskalnego, przeforsowanego na początku 2018 r.

Jednakże Fed będzie musiał równoważyć dalsze podwyżki z zaostrzaniem ilościowym i zwiększeniem emisji amerykańskich obligacji rządowych i może nie być w stanie przeprowadzić trzech podwyżek zaplanowanych na 2019 r. Wyzwania, które stoją przed wzrostem gospodarczym w USA i przed Fed są przez rynek uwzględniane w cenach, a krzywa rentowności amerykańskich obligacji skarbowych jest najbardziej płaska od 2007 r. Spodziewamy się dalszego wypłaszczania krzywej. Jednakże nie spieszylibyśmy się ze stwierdzeniem, że płaska bądź odwrócona krzywa dochodowości jest koniecznie zapowiedzią recesji. Na długi koniec krzywej wpływają teraz inne, bardziej techniczne czynniki, takie jak popyt na amerykańskie duration, zgłaszany przez inwestycje typu LDI (ang. Liability Driven Investments), które pomagają obecnie w utrzymywaniu rentowności na niskim poziomie.

Problemy związane z wymianą handlową oraz zmienność mogą prowadzić do zakładów względem „powrotu do bezpiecznej przystani” w postaci amerykańskich 10-letnich obligacji rządowych, ale średnioterminowa ścieżka dla rentowności jest nadal wyższa przy braku nagłego szoku makroekonomicznego, który w najbliższym czasie uważamy za mało prawdopodobny. Spodziewamy się, że rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich przewyższą dotychczasowe przedziały, napędzane bardziej restrykcyjną polityką pieniężną i wciąż korzystne otoczenie makroekonomiczne.

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć zatrudnienie

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć liczbę zatrudnionych w ciągu najbliższych trzech miesięcy. To dobra informacja dla osób poszukujących pracy w tym obszarze i sygnał dla pracodawców, że o pracownika może być jeszcze trudniej. Polski sektor budownictwa jest również w czołówce wśród 26 rynków regionu EMEA, gdzie najwięcej firm chce pozyskiwać nowych pracowników. Prognozę zatrudnienia dla branży budowlanej komentuje ekspert ManpowerGroup.

Osoby poszukujące pracy w budownictwie mogą liczyć na bardzo dobre perspektywy zatrudnienia w tej branży. 20% pracodawców z tego sektora planuje powiększać swoje zespoły, 79% nie przewiduje zmian personalnych, a tylko 1% planuje redukcję etatów. Prognoza netto zatrudnienia na ostatni kwartał 2018 roku, zadeklarowana przez polskich pracodawców z branży budowlanej, wynosi +21% i jest najwyższa od blisko dwóch lat. W stosunku do poprzedniego kwartału poprawiła się o 1 punkt procentowy, w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym o 7 punktów procentowych.

Wykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla branży budowlanej w Polsce w ciągu kolejnych kwartałów.

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć liczbę zatrudnionych w ciągu najbliższych trzech miesięcy
Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

– Tak wysoka prognoza zatrudnienia firm z branży budowlanej to jasny sygnał dla tej części gospodarki, że dalej będzie się rozwijać i potrzebować zasobów ludzkich do realizacji swoich bieżących zamówień, czy nowych inwestycji. Wysoki wskaźnik jest dla kandydatów szukających pracy w tym sektorze zapowiedzią komfortowej sytuacji, ponieważ oznacza, że mogą oni wybrać wśród ofert tę najlepszą i najlepiej płatną. Dla przedsiębiorców natomiast to zdecydowanie niepokojący znak, który zwiastuje jeszcze większe trudności w pozyskiwaniu pracowników do realizacji swoich założeń biznesowych. Od jakiegoś czasu obserwujemy wycofywanie się firm z realizacji inwestycji z powodu niedoboru rąk do pracy, więc długofalowo taka sytuacja na rynku pracy może oznaczać nawet brak możliwości realizacji wygranych przetargów. Wzrost wynagrodzeń pracowników a także wzrost kosztów materiałów budowlanych powoduje, że już teraz największe spółki odnotowują ogromne straty – mówi Dominik Malec, ekspert rynku pracy z agencji zatrudnienia Manpower. – Brakuje zarówno kandydatów na stanowiska niższego szczebla, jak i chętnych do pracy na stanowiskach kierowniczych. Tę lukę pracodawcy częściowo pokrywają pracownikami ze wschodu, niemniej jednak proces zatrudniania i legalizacji pracowników z zagranicy jest skomplikowany i nie gwarantuje w stu procentach zapełnienia potrzeb kadrowych – dodaje Dominik Malec.

Biorąc pod uwagę dane tylko dla sektora budownictwo odnotowane w 26 krajach z regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka), to prognoza dla Polski jest czwartą najwyższą w regionie. Ranking krajów, gdzie w branży budowlanej będzie najłatwiej o pracę otwierają Rumunia (+36%), Węgry (+26%) i Słowenia (+25). Kolejne trzy pozycje w rankingu, za Polską, zajmują Grecja (+17), Izrael (16+) i Niemcy (+14%).

Wzrost cen energii a zyskowność firm – analiza

W ciągu ostatniego roku cena energii elektrycznej w Polsce wzrosła o ponad 50 proc. Sytuacja jest szczególnie trudna dla przedsiębiorstw energochłonnych, które długoterminowo zakontraktowały dostawy swoich produktów. Wzrost ceny energii elektrycznej już wkrótce może przełożyć się na spadek ich zysków.

We wrześniu 2017 r. cena energii elektrycznej wynosiła 164 zł/MWh. Do sierpnia 2018 r. wzrosła ona już o ponad 50 proc., osiągając najwyższy w historii poziom 254,03 zł/MWh. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się przedsiębiorstwa energochłonne, m.in. przedsiębiorstwa produkcyjne, zakłady przemysłowe czy huty. W ich przypadku cena energii elektrycznej przekłada się na koszt produkcji, co z kolei ma bezpośredni wpływ na wynik finansowy.wzrost cen energii

Wyższe koszty, niższy EBIT

Na podstawie ubiegłorocznych sprawozdań finansowych przedsiębiorstw z różnych sektorów, eksperci Ayming Polska przygotowali symulację przedstawiającą potencjalny wpływ znacznego wzrostu ceny energii elektrycznej na zysk tych podmiotów. Analizie poddano przedsiębiorstwa z czterech branż: farmaceutycznej, spożywczej, metalurgicznej i produkcji szkła. Jak wynika z analizy, wzrost ceny energii elektrycznej nie powinien mieć istotnego wpływu na zysk przedsiębiorstwa z branży farmaceutycznej. Inaczej wygląda sytuacja w branży spożywczej, gdzie z powodu większej ceny energii przedsiębiorstwo może stracić całą dynamikę zysku za 2019 rok. Zdecydowanie największe straty mogą ponieść przemysłowe przedsiębiorstwa energochłonne. W spółce z przemysłu metalurgicznego spadek zysku może wynieść 8,86 proc., a w przypadku przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją szkła – aż 17,12 proc.

wzrost cen energii symulacjaZmienny rynek energetyczny

Pierwsze sygnały zwiastujące niekorzystne zmiany na rynku energetycznym można było zaobserwować w 2017 r. W maju cena węgla energetycznego, który w Polsce wciąż jest głównym źródłem energii, przekroczyła 200 zł/t. Dodatkowo, realizowana przez Unię Europejską polityka klimatyczna, mająca na celu odejście od węgla na rzecz niskoemisyjnych źródeł energii, zaczęła w istotny sposób wpływać na koszt energii w Polsce. W sierpniu 2017 r. cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła 5 euro/t, a obecnie jest to już 21,10 euro/t. Ponadto, coraz większemu kosztowi energii sprzyja również wzrost ceny zielonych certyfikatów notowanych na Towarowej Giełdzie Energii – w okresie od czerwca 2017 r. do końca sierpnia 2018 r. zdrożały one aż o 468 proc.

notowania zielonych certyfikatówWzrost ceny energii elektrycznej stał się problematyczny nie tylko dla polskiego przemysłu, ale też dla mniejszych spółek obrotu. Dotyczy to przede wszystkim podmiotów, które licząc na spadek ceny energii i możliwość wypracowania dodatkowej marży, nie zabezpieczyły kontraktów zawieranych z odbiorcami energii. Część z nich już zdecydowała się na znaczne podniesienie cen swoim klientom.

Odbiorcy energii elektrycznej na bieżąco analizujący sytuację na rynku energetycznym mieli szansę zabezpieczyć się przed nadchodzącymi zmianami. Przedsiębiorstwa posiadające zespoły samodzielnie kontraktujące zakup energii elektrycznej czy współpracujące z wyspecjalizowanymi podmiotami, najczęściej dokonywały zakupu energii w pierwszym kwartale 2018 r., unikając w ten sposób dużych podwyżek cen w 2019 r. Część firm zabezpieczyła się też, eliminując w kontraktach z dostawcami zapisy, które w przyszłości umożliwiłyby sprzedawcy wprowadzenie podwyżek ceny energii – komentuje Kamil Chamera, Project Manager w Dziale Zakupów Niestrategicznych w Ayming Polska.

Trudno ocenić, czy to już koniec podwyżek ceny energii elektrycznej. O ile cena węgla energetycznego może się jeszcze zmniejszyć, o tyle dalszy wzrost ceny uprawnień do emisji CO2, wynikający z wdrażania unijnej polityki niskoemisyjnej, wydaje się prawdopodobny.

Przy tak wysokiej cenie czarnej energii, warto sprawdzić możliwości obniżenia pozostałych składników wpływających na końcowy koszt energii elektrycznej. Obecnie udział zielonych certyfikatów w koszcie energii elektrycznej to ponad 27 zł/MWh – w przyszłym roku będzie to już prawie 29 zł/MWh. Z kolei koszt akcyzy od energii elektrycznej to 20 zł/MWh. Redukując wyłącznie wysokość dodatkowych opłat uwzględnionych w koszcie energii elektrycznej, można obniżyć go nawet o kilkanaście procent – podsumowuje Kamil Chamera, Project Manager w Dziale Zakupów Niestrategicznych w Ayming Polska.

Informacje o metodyce:

Dane finansowe analizowanych przedsiębiorstw pochodzą ze sprawozdań finansowych za rok 2017, dostępnych na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości. W latach 2016-2017 cena energii elektrycznej wynosiła średnio 162 zł/MWh, a jej wahania oscylowały w okolicach 10 proc. W związku z tym na potrzeby symulacji koszt energii elektrycznej oraz wypracowany zysk za rok 2017 potraktowano jako reprezentatywny dla roku 2018. W symulacji założono także wzrost zysku przedsiębiorstwa na poziomie 5 proc. rok do roku wyłączając koszty energii i wzrost wolumenu wykorzystanej energii elektrycznej na poziomie 3 proc. rocznie. Cenę energii elektrycznej w roku 2019 oszacowano na podstawie wartości kontraktu BASE_Y-19, z uwzględnieniem kosztu akcyzy od energii elektrycznej, wartości praw majątkowych oraz marży sprzedawcy.

Robotyzacja zmienia rynek pracy – czy jest się czego obawiać?

Nawet 49% czasu pracy w Polsce zajmują zadania, które do 2030 r. mogą zostać zautomatyzowane przy zastosowaniu istniejących już dzisiaj technologii – to odpowiednik aż 7,3 mln miejsc pracy[1]. Strach przed robotyzacją nie jest jednak powszechny i podziela go co dziesiąty Polak[2].

Jak to działa?

Automatyzacja to więcej, niż maszyny wykonujące mechaniczne czynności czy przypominające ludzi androidy. Obejmuje między innymi robotyzację procesów biznesowych (ang. Robotic Process Automation, RPA), czyli technologię pozwalającą wykonywać zadania, które są powtarzalne i nie zależą od subiektywnej oceny człowieka. Roboty, zwane botami lub cyfrowymi pracownikami, mogą więc przeglądać aplikacje, pobierać dane z załączników e-maili, generować raporty, wystawiać faktury i wysyłać je klientom oraz wykonywać dziesiątki innych monotonnych czynności. Wystarczy zaprogramować cały proces raz, aby powtarzały go bezbłędnie nawet przez całą dobę.

Dla małych i dużych graczy

Robotyzacja jest przy tym możliwa (i korzystna) nie tylko w dużych organizacjach. Jej wdrożenie nie wymaga zmiany istniejących systemów informatycznych ani reorganizacji firmowych procesów – narzędzia RPA najczęściej działają na poziomie interfejsu użytkownika (podobnie do pracy człowieka), więc technologia jest dostępna nawet dla małych firm. RPA może obsługiwać procesy kadrowe, księgowe, marketingowe, sprzedażowe, IT, logistyczne, administracyjne, z zakresu obsługi klienta czy reklamacji, a nawet działu prawnego.

Pracownik (nie)zastąpiony

Mnogość zastosowań RPA rodzi pytania o kwestię zabierania nam pracy przez tańsze i szybsze roboty, które nie nudzą się, nie chorują, są dokładniejsze i odporne na stres. Trzeba jednak pamiętać, że firmy decydujące się na robotyzację kierują się zazwyczaj koniecznością redukcji wykonywanych zadań, a nie pracowników. Wyręczając ludzi ze żmudnych obowiązków, np. wprowadzania czy przepisywania danych, roboty umożliwiają im wykorzystanie czasu i energii do bardziej twórczej pracy. Robotyzacja często wiąże się nawet z koniecznością zatrudnienia kolejnych specjalistów i rozwija całkiem nowe zawody.

Robotyzacja w Polsce

Z badań firmy Pirxon zajmującej się robotyzacją procesów biurowych wynika, że wykorzystanie RPA w polskich przedsiębiorstwach to rzadkość – używają go jedynie te z kapitałem zagranicznym. Przy tym aż 99% ankietowanych firm, w których nie wdrożono automatyzacji, nigdy nie słyszało o robotyzacji biurowej[3]. Tymczasem potencjał jest duży – według raportu McKinsley dzięki automatyzacji w 2030 r. PKB Polski może wzrosnąć nawet o 15%­[4]. Aby rozwijać technologię RPA w polskich firmach współpracę z marką Pirxon podjęła Konica Minolta, globalny dostawca usług IT.

Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta
Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta

Polscy pracownicy są optymistami w kwestii robotyzacji procesów biznesowych. 46% deklaruje, że pracodawcy dbają o zespół i przygotowują go na wdrożenie automatyzacji, podczas gdy w Europie tego zdania jest tylko 37%[5]. Robotyzacja zmienia biznes i cały nasz rynek pracy, a polskim przedsiębiorstwom daje nowe możliwości rozwoju. Warto wykorzystać ten potencjał do budowania przewagi rynkowej – mówi Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta.

[1] https://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2018/05/Rami%C4%99-w-rami%C4%99-z-robotem_Raport-McKinsey.pdf

[2] Według Raportu „The Workforce View in Europe 2018” („Okiem europejskich pracowników 2018”)

[3] Według raportu „Poziom robotyzacji biurowej w Polsce”

[4] https://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2018/05/Rami%C4%99-w-rami%C4%99-z-robotem_Raport-McKinsey.pdf

[5] Według badania ADP Workforce View in Europe 2018

Szukasz pracy? Stwórz CV, które przyciągnie wzrok pracodawcy!

Wysłałeś już setki dokumentów aplikacyjnych i nadal czekasz na kontakt ze strony pracodawcy? Nie wiesz jaki jest powód tego, że twoje CV ląduje w koszu? Rynek pracy rządzi się swoimi prawami. Konkurencja jest ogromna. Podobne kompetencje i wykształcenie, te same zainteresowania. Czym się wyróżnić na tle tłumu, by przyciągnąć wzrok rekrutera i zaprezentować swoje mocne strony na rozmowie o pracę? Zapoznaj się z kilkoma cennymi wskazówkami, które sprawią, że twój telefon nie przestanie dzwonić!

Treść to nie wszystko

Zacznijmy od kwestii technicznych. Na biurko rekrutera niemal codziennie trafia mnóstwo dokumentów aplikacyjnych, które wyglądają tak samo – białe kartki zadrukowane czarną czcionką. Warto zastanowić się nad kolorystyką oraz szatą graficzną swojego życiorysu, aby wpadł w oko czytelnika. A to już połowa sukcesu. Uważaj jednak, żeby nie przesadzić z kolorystyką. Barwy mają  zainteresować, a nie odstraszyć. Wystarczy, że użyjesz innego koloru w nagłówkach poszczególnych sekcji, albo wyeksponujesz najważniejsze rzeczy w swojej karierze. Pamiętaj o stonowanej kolorystyce. Najlepiej sprawdzi się ciemna zieleń, granat. Warto pogrubić niektóre elementy albo zastosować oryginalną ramkę, czy też inny graficzny ozdobnik. Ciekawym rozwiązaniem jest również wydrukowanie dokumentu na kolorowej kartce, jednakże czarne tło z białą czcionką, choć z pewnością oryginalne, nie będzie najlepszym rozwiązaniem.

Ustawienia strony, rodzaj czcionki

Typowe wzory CV znajdują się w orientacji pionowej. Większość osób aplikujących stosuje właśnie taki format. Znajdują się jednak śmiałkowie, którzy próbują zwrócić na siebie uwagę poprzez tworzenie dokumentów aplikacyjnych w poziomie. Taki zabieg raczej nie znajdzie uznania w oczach rekrutera. Lepiej nie ryzykować i postawić na klasykę.

Możemy natomiast poeksperymentować z rodzajem i wielkością czcionki. Zdecydowana większość osób szukających pracy decyduje się  czcionkę używaną najczęściej w korespondencji formalnej i służbowej, czyli Times New Roman. Warto zastanowić się nad wyborem czegoś bardziej oryginalnego, co sprawi, że nasz życiorys będzie wyglądał atrakcyjnie. Verdana, Tachoma, a może Arial? Możliwości jest wiele. Tutaj również trzeba uważać, by nie przesadzić. Tekst musi być czytelny. Nie stosujmy czcionek, które są mało popularne, ponieważ nie mamy pewności, że adresat będzie miał je zainstalowane na swoim komputerze. Zadbajmy również o wzrok rekrutera, ale nie zakładajmy, że jest mocno niedowidzący! 10-12 pkt. będzie wystarczające. Zbyt mała czcionka sprawi, że nikomu nie będzie się chciało czytać naszych dokumentów aplikacyjnych. Zbyt duża przytłoczy rekrutera. Zachowajmy więc umiar także pod tym względem.

Wypunktowania i marginesy

Cała kartka zadrukowana tekstem to jeden z najgorszych błędów, jakie można popełnić przy tworzeniu CV. Pamiętajmy, że koncentracja rekrutera spada z każdym kolejnym dokumentem. Badania dowodzą, że wzrok osoby czytającej skupia się tylko na ściśle określonych miejscach naszego życiorysu. Przeprowadzono 200 pomiarów, które pokazały, że tylko 45% rekruterów zapoznaje się z doświadczeniem kandydata. Następnie analizuje jego dane osobowe, a dopiero na końcu wykształcenie. Na pozostałe elementy często brakuje już czasu.

W związku z powyższym powinniśmy skupić się na zaprezentowaniu naszego doświadczenia w jak najbardziej atrakcyjny sposób. Największe znaczenie mają trzy pierwsze linijki tekstu, które powinny ukazywać ostatnio zajmowane stanowiska. Warto użyć wypunktowań oraz zastosować marginesy, które sprawią, że całość będzie zdecydowanie bardziej czytelna. Dobrze sformatowany tekst świadczy nie tylko o naszym poczuciu estetyki. W ten sposób możemy zaprezentować również nasze umiejętności komputerowe.

Zdjęcie – czy to konieczne?

Żaden pracodawca nie ma prawa wymagać od nas umieszczenia w dokumentach aplikacyjnych zdjęcia. Pamiętajmy jednak, że to może być podstawowy element, który przyciągnie wzrok rekrutera i wyróżni nasze CV spośród innych dokumentów. Dobrze wykadrowane zdjęcie, oryginalne ujęcie, wzbudzi zaufanie pracodawcy i pozwoli spojrzeć na nasza kandydaturę bardziej przychylnym okiem. Przede wszystkim zdjęcie powinno być wklejone do dokumentu, a nie stanowić załącznik do niego. Nie może również zajmować połowy strony, ale musi być wyraźne i dobrej jakości. Warto powierzyć wykonanie zdjęcia profesjonaliście oraz zadbać o odpowiedni ubiór. Jeśli aplikujemy na stanowiska biznesowe, najlepszy będzie garnitur, marynarka, biała koszula. W przypadku stanowisk niższego szczebla, wystarczy odrobina elegancji w stonowanych kolorach. Podstawowym błędem przy wyborze odpowiedniego zdjęcia do dokumentów aplikacyjnych jest „odmładzanie” się kandydata przez umieszczenie fotografii sprzed wieków. Zdjęcie to także element, który ma pomóc rekruterowi skojarzyć daną osobę. Zadbajmy o to, by było ono aktualne.

CV dopasowane do stanowiska

Jeśli aplikujesz na różnorodne stanowiska i stale rozsyłasz te same dokumenty aplikacyjne, nic dziwnego, że nie zostajesz zaproszony na rozmowy w sprawie pracy. To grzech główny osób poszukujących zatrudnienia. Bardzo ważna jest odpowiednia modyfikacja dokumentu i dopasowanie go do stanowiska, na które aplikujemy. To oczywiste, że nie zmienimy swojego życiorysu, ale warto pomyśleć nad tym, co wyróżnić z naszego doświadczenia, na jakie obowiązki zwrócić uwagę. Dobrze jest sformułować na początku CV krótki profil zawodowy, który odpowie na pytanie rekrutera, dlaczego akurat szukasz zatrudnienia na danym stanowisku w tej konkretnej firmie. Kilka ciekawych słów na wstępie będzie zachętą do dalszej lektury.

Pochwal się swoimi osiągnięciami

Zawsze warto wspomnieć w CV o naszych osiągnięciach. Jak je zaprezentować? Bądź oryginalny. Pokaż je za pomocą procentów i liczb. Otrzymałeś nagrodę lub wyróżnienie? Nie zapomnij o tym wspomnieć. Dzięki tym zabiegom zdecydowanie zwiększysz swoje szanse na rozmowę rekrutacyjną.

Stosując się do powyższych wskazówek z pewnością wyróżnisz swoje dokumenty aplikacyjne na tle pozostałych. Pamiętaj jednak, że podstawową zasadą jest umiar. Nie chodzi o to, by szokować, ale wzbudzić zainteresowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zanim zaaplikujesz na wymarzone stanowisko, poproś kogoś bliskiego o wnikliwe przeczytanie twojego życiorysu. Pozwoli to także uniknąć rażących literówek i ukaże reakcje innych na zastosowane przez ciebie zabiegi wyróżniające. Mogą to być cenne spostrzeżenia.

Polacy nie chcą czekać na wizytę do lekarza. Większość płaci więc za świadczenia zdrowotne z własnej kieszeni

Polacy nie chcą czekać na wizytę do lekarza. Większość płaci więc za świadczenia zdrowotne z własnej kieszeni 8

Starzejące się społeczeństwo, zbyt mała liczba lekarzy, niska efektywność i konieczność cyfryzacji – to tylko część z listy wyzwań, które stoją przed polską służbą zdrowia. – Powinniśmy dążyć do wzmocnieniu partnerstwa pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym. Największym beneficjentem takiej współpracy będą pacjenci – uważa Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED. Sektor prywatny jest skuteczniej zarządzany, bardziej innowacyjny, szybciej wprowadza nowoczesne technologie, np. z zakresu telemedycyny i przoduje w spersonalizowanej opiece medycznej.  

– Współpraca między sektorem prywatnym a publicznym jest bardzo ważna. Powinniśmy dążyć do tego, żeby ona się pogłębiała i była coraz lepsza. To przyniesie korzyść polskiemu pacjentowi. Sektor prywatny to przede wszystkim sektor efektywności, dobrego zarządzania i innowacji. Są inwestorzy, którzy chcą rozwijać usługi medyczne w naszym kraju. To szczególnie istotne w momencie, w którym teraz jesteśmy, gdzie tego finansowania na opiekę medyczną nie ma zbyt wiele, a potrzeby zdrowotne rosną m.in. ze względu na starzejące się społeczeństwo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Ubiegłoroczny raport PwC „Trendy w polskiej ochronie zdrowia” pokazał, że sektor prywatny już w tej chwili dominuje w świadczeniu usług w podstawowej opiece zdrowotnej, opiece ambulatoryjnej, rehabilitacji, opiece długoterminowej czy leczeniu uzdrowiskowym. Jedynie leczenie szpitalne pozostaje domeną świadczeniodawców publicznych. Jednak rentowność i jakość świadczonych usług jest wyższa w tych szpitalach, w których zaangażowany jest kapitał prywatny.

Długie kolejki do lekarzy i nisko oceniana jakość publicznej służby zdrowia powodują, że już teraz Polacy wydają z własnej kieszeni średnio 40 mld zł rocznie na świadczenia prywatne. Z badań CBOS wynika, że niezadowolona z działania NFZ jest większość Polaków, a ponad połowa leczy się prywatnie.

Wrześniowe badanie przeprowadzone przez Havas Media Group na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń pokazało, że zdaniem 53 proc. Polaków czas oczekiwania na wizytę u specjalisty oraz badania diagnostyczne powinien być nie dłuższy niż 3 dni. Tymczasem dziś w ramach NFZ trzeba na nią czekać około trzech miesięcy. W efekcie tylko co trzeci Polak korzysta wyłącznie z publicznej opieki zdrowotnej. Natomiast ponad połowa korzysta zarówno z prywatnych, jak i publicznych świadczeń – co oznacza, że ponoszą podwójne koszty. Niemal 90 proc. robi to ze względu na długi czas oczekiwania w kolejce do publicznej opieki zdrowotnej.

 Powinniśmy wykorzystać dorobek sektora prywatnego, jego umiejętności, silne strony oraz zastanowić się, gdzie jest jego miejsce w całym systemie ochrony zdrowia. Moim zdaniem dzisiaj system – bez sektora prywatnego – nie będzie rozwijał się dobrze, dlatego że 38 mln Polaków potrzebuje lepszej opieki medycznej, a wyzwań jest bardzo dużo. Dlatego współpraca i pogłębianie jej, zastanawianie się, gdzie i jak możemy wspólnie budować lepszy system, są absolutnie istotne – podkreśla Anna Rulkiewicz.

Prawie połowa Polaków jest otwarta na współfinansowanie opieki zdrowotnej, a 80 proc. chciałoby, aby to pracodawcy zapewnili im okresowe wizyty u lekarza.