Jan Karczewski, analityk Michael/Ström Dom Maklerski
Wiele osób woli krótkoterminowe lokaty bankowe od obligacji obawiając się, że inwestycja w papiery wartościowe oznacza konieczność zamrożenia środków nawet na kilka lat. Niesłusznie.
Już w perspektywie trzech miesięcy lepszym wyborem od lokaty bankowej może okazać się zakup obligacji skarbowych o trzymiesięcznym okresie do wykupu. Ich oprocentowanie ustalono na 1,5 proc. w skali roku, czyli tyle, ile wynosi średnie oprocentowanie depozytów bankowych do dwóch lat (dane za Narodowym Bankiem Polskim). Istnieje także możliwość osiągania wyższych dochodów w przypadku zakupu obligacji o dłuższym terminie zapadalności nawet przy założeniu ich sprzedaży lub umorzenia np. po roku od dokonania inwestycji.
Dla przykładu, czteroletnie obligacje skarbowe oferowane indywidualnym nabywcom oprocentowane są w pierwszym roku na 2,4 proc. Można umorzyć je w każdym momencie (nie wcześniej niż siedem dni od zakupu), z czym wiąże się utrata odsetek, nie więcej jednak niż 0,7 proc. nominału. Jeśli obligacja zostanie umorzona np. po roku, inwestor i tak zarobi 1,7 proc. brutto (ale tylko 1,24 proc. netto). Naturalnie może też zdecydować o przedłużeniu inwestycji, co będzie miało ten przyjemny skutek, że w kolejnym roku oprocentowanie obligacji wyniesie 1,25 pkt proc. więcej niż inflacja. Jest więc spora szansa na to, że będzie to więcej niż 2,4 proc.
Jeszcze większe możliwości krótkoterminowych inwestycji dają obligacje korporacyjne, bo w ich przypadku sprzedaż przed terminem wykupu nie wiąże się z utratą odsetek. Trzeba jednak znaleźć chętnego do ich odkupienia na rynku wtórnym, co najłatwiej zrobić na Catalyst – giełdzie obligacji, prowadzonej przez Giełdę Papierów Wartościowych. Może się okazać, że sprzedamy tam obligacje za cenę wyższą niż ta, po jakiej zostały zakupione, ale możliwe jest także, że cena sprzedaży będzie nieco niższa.
Przygotowaliśmy poglądową tabelę by sprawdzić jakiej rentowności można spodziewać się po obligacjach korporacyjnych kupionych rok temu w ramach emisji publicznych.
Obligacje emitowane 11-13 mies. temu
Emitent
Kod notowań
Rentowność brutto przy sprzedaży (w proc.)
Kruk
KRU1221
5,30
Getin Noble Bank
GNB1223
1,52
Giełda Papierów Wartościowych
GPW0122
3,51
Best
BST0821
5,04
Getin Noble Bank
GNB0124
1,62
Victoria Dom
VID0221
5,79
Best
BST0921
2,88
Źródło: Obligacje.pl, obliczenia przeprowadzono na podstawie notowań obligacji z 9 stycznia 2018 r. przy założeniu, że przy tych samych cenach obligacje zostałyby sprzedane równo po roku od dokonania inwestycji.
Jak się okazuje, nawet spadek notowań o 5 proc. w ciągu roku (taki stał się udziałem obligacji Getin Noble Banku) nie przekreślił szansy na osiągnięcie zysku z rocznej inwestycji, albowiem odsetki okazały się wyższe niż strata wynikająca ze spadku notowań. Przy czym zysk wskazany jest jako zysk brutto i rozliczenie podatku może różnie wpłynąć na ostateczny wynik (np. w przypadku obligacji notowanych poniżej ceny zakupu lepiej sprzedać obligacje tuż przed ustaleniem prawa do odsetek i w ten sposób zmniejszyć obciążenie podatkowe). W większości pozostałych przypadków sprzedającym udałoby się zachować zysk zbliżony lub przewyższający nominalne oprocentowanie obligacji i można powiedzieć, że jest to dominująca reguła na całym Catalyst, głęboki spadek obligacji w rok po wprowadzeniu do notowań należy do sytuacji wyjątkowych.
Należy przy tym pamiętać, że nie każde obligacje korporacyjne wprowadzane są do notowań na Catalyst, a więc nie w każdym wypadku będzie istniała możliwość skrócenia inwestycji i sprzedaży obligacji. Problemem może okazać się także jakość emitentów, dlatego w porównaniu uwzględniliśmy tylko publiczne emisje obligacji.
Na Catalyst istnieją także inne możliwe warianty krótkoterminowych inwestycji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by kupić obligacje i odsprzedać je za kilka miesięcy, ale należy pamiętać, że taka operacja oznacza konieczność zapłacenia dwukrotnie prowizji maklerskiej, co będzie mieć tym większy wpływ na uzyskaną rentowność, im krótszy będzie okres inwestycji.
Pewnym sposobem na zaoszczędzenie na kosztach transakcyjnych może być zakup obligacji, których termin zapadalności wypada w niedługim czasie, bo wykup obligacji nie wiąże się z dodatkowymi opłatami dla ich posiadaczy. Możliwa do osiągnięcia rentowność kształtuje się bardzo różnie, w zależności od tego jak inwestorzy postrzegają ryzyko związane z danym emitentem i jego obligacjami. Aby nieco lepiej przybliżyć to zagadnienie przygotowaliśmy zestawienie obligacji, które indywidualny inwestor może kupić na Catalyst, a które zapadają mniej więcej za 12 miesięcy.
Obligacje na Catalyst zapadające za 11-13 mies.
Emitent
Kod notowań
Rentowność brutto (w proc.)
Kruk
KRU1218
4,23
MCI S.A.
MCI1218
7,14
Best
BST1218
3,81
AOW Faktoring
AOW1218
5,35
GetBack
GBK1218
4,66
GetBack
GB11218
5,24
GetBack
GB21218
5,36
Ronson
RON0119
4,59
M.W. Trade
MWT0119
6,02
GetBack
GBK0119
6,24
Auxilia
AUX0119
9,63
Kancelaria Statima
STA0119
10,83
M.W. Trade
MWT0219
4,29
GetBack
GBK0219
5,53
GetBack
GB10219
7,04
Źródło: Obligacje.pl. Obliczenia na podstawie notowań z 9 stycznia 2018 r. lub wcześniejszych, jeśli tego dnia nie zawarto transakcji.
Wadą tego rozwiązania jest jednak niska płynność – możliwości zakupu obligacji zwykle spadają wraz ze zbliżającym się terminem wykupu obligacji. Możliwe jest także, że emitent wykupi obligacje przed terminem pozbawiając inwestorów spodziewanego zysku z odsetek. Wreszcie, nie wszystkim emitentom udaje się wykupić obligacje. Wprawdzie odsetek niewykupionych na czas papierów korporacyjnych na Catalyst to 2,1 proc. (za styczniowym odczytem Indeks Default Rate opracowanym przez Obligacje.pl), niemniej jest to ryzyko, które należy brać pod uwagę zwłaszcza w przypadku mniejszych emitentów.
Z drugiej strony na Catalyst łatwo także znaleźć obligacje tak solidnych emitentów jak PKN Orlen czy zwykłe obligacje bankowe, które w krótkim terminie oferują rentowność obligacji w granicach 2-3 proc. i nawet uiszczając prowizję maklerską łatwo pobić wynik z lokaty bankowej, choć rzecz jasna inne jest też ryzyko inwestycji.
2017 to kolejny rekordowy rok na rynku nieruchomości komercyjnych. Miniony rok był także bardzo dynamiczny dla branży mieszkaniowej – mimo rosnących cen, popyt na nowe mieszkania przekroczył podaż. Według raportu firmy doradczej EY „Poland. The real state of real estate” to, co może wpłynąć na rynek nieruchomości w 2018 roku to z jednej strony zmiany w obszarze podatków, wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, a z drugiej nowe technologie i zmieniające się zwyczaje oraz zachowania konsumentów i pracowników.
Atrakcyjne biuro jednym z narzędzi HR
Jak wynika z raportu EY, na koniec 2017 roku podaż powierzchni biurowej w Warszawie i 6 największych aglomeracjach wyniosła 9,5 mln mkw. Mimo dominacji stolicy, w innych miastach bardzo dynamicznie rozwijają się centra usług wspólnych i badawczo-rozwojowe. Powierzchnie biurowe różnią się pod względem jakości, nowoczesności, a co za tym idzie atrakcyjności i poziomu czynszów. Niektóre starsze biurowce są zastępowane przez znacznie wyższe budynki zarówno pod względem wysokości jak i standardu. Inne z czasem zmieniają funkcję na mieszkalną lub hotelową. – Powierzchnia biurowa stała się bardzo istotnym czynnikiem w walce o talenty. Jest też bardzo istotnym kosztem operacyjnym, dlatego najemcy muszą zwracać uwagę na jej funkcjonalność, atrakcyjność i efektywność kosztową. Nowe budynki są nie tylko „zielone”, ale też tworzą przyjazne środowisko pracy i dodatkowo są wyposażone w nowe rozwiązania technologiczne takie jak sztuczna inteligencja, które poprawiają kreatywność, efektywność pracowników i bezpieczeństwo – mówi Anna Kicińska, Partner, Lider Grupy Rynku Nieruchomości EY w regionie CSE.
Koniec ery “hiper”
W 2017 roku powierzchnia handlowa zwiększyła się do 13,8 mln mkw. W tym czasie do Polski weszło ponad 30 nowych marek. Według ekspertów EY główną barierą dla międzynarodowych koncernów jest brak dostępnej powierzchni handlowej w najlepszych galeriach. – Rynek nieruchomości handlowych w wielu polskich miastach jest już dojrzały. Do 2020 roku ma powstać zaledwie kilka dużych projektów w większych aglomeracjach, później inwestycje na mniejszą skalę przeniosą się do małych i średnich miast. Rynek nieruchomości handlowych koncentruje się obecnie na jakości a nie ilości. Galerie handlowe się modernizują, zwiększają części gastronomiczne i rozrywkowe, żeby dopasować się do zmieniających zachowań klientów – mówi Anna Kicińska. – Żeby wyprzedzić konkurencję, galerie wykorzystują duże zbiory danych, internet rzeczy, sztuczną inteligencję i stawiają na wielokanałowość sprzedaży. W dużych aglomeracjach – a zwłaszcza w Warszawie – powstają centra łączące w sobie wiele funkcji – od mieszkaniowej, przez handlową, biurową po rozrywkową – dodaje. –To, co z pewnością wpłynie na dalszy rozwój tego sektora, to zakaz handlu w niedziele. Może się on przyczynić do spadku obrotów – także w innych branżach związanych z handlem, a co za tym idzie, do zmniejszenia wpływów do budżetu – mówi Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.
Nowe miasta na logistycznej mapie Polski
Bardzo dobre wskaźniki gospodarcze, pozytywne prognozy a także systematyczna poprawa jakości infrastruktury transportowej od kilku lat przekładają się na dynamiczny rozwój centrów magazynowych w Polsce. Firmy logistyczne oraz e-commerce są najbardziej aktywnymi najemcami. Niskie bezrobocie i problemy ze znalezieniem pracowników w pobliżu dotychczasowych centrów magazynowych sprawiają, że coraz więcej deweloperów szuka nowych, efektywnych kosztowo lokalizacji m.in. w okolicach Bydgoszczy i Torunia, Lublina czy Rzeszowa – wynika z raportu EY „Poland. The real state of real estate”.
Konferencje napędzają rynek hotelarski
Wzrost gospodarczy, rosnąca popularność Polski jako celu turystycznego – także w obszarze turystyki medycznej, a także coraz większa liczba konferencji wpływają na dynamiczny rozwój rynku hotelarskiego w Polsce. Przyczynia się do tego także rosnąca liczba centrów usług wspólnych. W 2016 roku liczba turystów, którzy skorzystali z usług hotelowych zbliżyła się do 20 mln i była wyższa o 12,2% w ujęciu rocznym. Liczba skategoryzowanych hoteli w Polsce przekroczyła 2,5 tys. Najwięcej hoteli oferuje Kraków, natomiast Warszawa ma najwięcej miejsc hotelowych i wciąż jeden z największych potencjałów rozwoju.
Rekordowy rok na rynku mieszkaniowym
W 2017 roku w Polsce oddano do użytku blisko 90 tys. mieszkań – to aż o 14,5% więcej niż przed rokiem. Równocześnie wydano blisko 130 tys. pozwoleń na budowę – czyli o 1/5 więcej niż w 2016 roku. Jeszcze większy wzrost obejmował rozpoczęte budowy – ich liczba wzrosła o 23,2% w ujęciu rocznym. Mimo rekordowych wyników, popyt po raz pierwszy od 2013 roku przekroczył podaż, co m.in. przełożyło się na wzrost cen. W Warszawie wyniósł on 8,4%. Inne czynniki, które przełożyły się na wzrost cen, to rosnące koszty prac budowlanych a także coraz większa liczba projektów premium – zwłaszcza w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. – To, co wpłynęło na dynamiczny rozwój rynku mieszkaniowego w Polsce w ubiegłym roku to dobre wskaźniki makroekonomiczne, duże zaangażowanie inwestorów prywatnych, program Mieszkanie Dla Młodych oraz stosunkowo niskie koszty kredytu – mówi Anna Kicińska. Z roku na rok powstaje także coraz więcej inwestycji na wynajem. – Przewidujemy, że na tym rynku może wzrosnąć zaangażowanie deweloperów oraz funduszy inwestujących w mieszkania na wynajem, akademiki czy domy senioralne – jako nowe segmenty szeroko pojętego rynku mieszkaniowego oraz jako produkt inwestycyjny – dodaje Anna Kicińska.
Polska nadal atrakcyjna dla inwestorów
Mimo kilku znaków zapytania wynikających z wdrożonych lub planowanych zmian podatkowych i prawnych, które opóźniły decyzje inwestycyjne, wartość transakcji osiągnęła 5 mld euro, co oznacza wzrost o 11% rdr. – Ten wzrost jest wynikiem między innymi dużego udziału transakcji portfelowych, które w 2017 stanowiły ponad połowę wolumenu transakcji na polskim rynku – zauważa Anna Kicińska.
W 2018 roku Polska nadal będzie przyciągać inwestorów dzięki stopom zwrotu wyższym o 2 p.p. w porównaniu z dojrzałymi gospodarkami w Europie Zachodniej. To, co może negatywnie wpłynąć na zainteresowanie Polską to zmiany w obszarze podatkowym oraz zakaz handlu w niedziele, które mogą spowolnić tempo finalizowania transakcji, zwłaszcza w segmencie powierzchni handlowych.
Rewolucja w podatkach
– Od 1 stycznia br. spółki działające na rynku nieruchomości funkcjonują w zupełnie nowej rzeczywistości podatkowej. Ustawa zmieniająca regulacje dotyczące podatku dochodowego od osób prawnych zwana była przez Ministerstwo Finansów „ustawą uszczelniającą”, stąd wiele wprowadzonych nią rozwiązań obniży rentowność spółek działających na rynku nieruchomości – mówi Tomasz Ożdziński, Associate Partner, Lider Zespołu Podatkowego Grupy Rynku Nieruchomości EY.
Zmiana dotykająca specyficznie sektora nieruchomości to – wzbudzający wiele kontrowersji – nowy podatek od nieruchomości komercyjnych o wartości powyżej 10 mln zł, w kwocie 0,42%. W przypadku spółek generujących wystarczający dochód do opodatkowania, nowy podatek powinien być neutralny, gdyż spółka będzie mogła odliczyć dodatkową daninę od podatku wyliczonego na dotychczasowych zasadach. Niemniej jednak, duża część inwestorów generuje zysk z inwestycji dopiero w momencie sprzedaży nieruchomości, a na bieżąco realizuje niewielki dochód lub nawet stratę podatkową, stąd nowy podatek będzie dla nich realnym wydatkiem.
– Nie można wykluczyć, że tam, gdzie postanowienia umów najmu na to zezwalają, właściciele nieruchomości komercyjnych będą próbowali „przerzucić” ten ciężar na najemców w ramach rozliczeń opłat eksploatacyjnych. Częstokroć bowiem klauzule dotyczące składników kosztów funkcjonowania danej nieruchomości, zwracanych przez najemców w ramach opłat eksploatacyjnych, zawierają dość szeroką definicję podatków związanych z nieruchomością – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law. – W przypadkach, w których nie będzie to możliwe, bądź takie próby będą nieskuteczne, należy spodziewać się otwarcia negocjacji mających na celu zwiększenie dotychczasowych stawek czynszu – dodaje.
W 2018 pojawił się też nowy wskaźnik – tzw. podatkowe EBITDA (podstawa opodatkowania skorygowana o koszty amortyzacji oraz nadwyżkę kosztów finansowania), której wysokość wyznaczać będzie dopuszczalny limit niektórych kosztów uzyskania przychodów. W szczególności, w przypadku nowych kredytów i pożyczek (od wszelkich podmiotów, nie tylko podmiotów powiązanych) do kosztów podatkowych będzie mogła zostać zaliczona jedynie nadwyżka kosztów finansowania nieprzekraczająca 30% podatkowego EBITDA (limit ten nie dotyczy nadwyżki kosztów finansowych w granicach 3 milionów złotych w danym roku).
– Większość spółek nieruchomościowych ma istotne zadłużenie, ale obowiązująca dotąd metoda ustalania limitów dla celów niedostatecznej kapitalizacji, umożliwiała rozliczenie dla celów podatkowych nawet całości kosztów finansowania bankowego i odsetek od pożyczek grupowych. Z racji na krótki okres przejściowy, nowe przepisy dotkną wkrótce wszystkich zadłużonych podmiotów, również tych mających finansowanie bankowe wynikające z umów kredytowych zawartych przed wejściem zmian w życie – zauważa Tomasz Ożdziński.
Jedną z najistotniejszych transakcyjnie zmian podatkowych jest wyłączenie z kosztów uzyskania przychodów kosztów finansowania poniesionych w związku z nabyciem spółki celowej. W skrócie, koszt finansowania nabytych udziałów będzie nieodliczalny dla celów podatkowych, jeżeli zostanie on wykorzystany w celu obniżenia podstawy opodatkowania spółki nabytej (np. poprzez połączenie, przekształcenie spółki nabytej w spółkę osobową bądź stworzenie grupy podatkowej lub inną formę konsolidacji podatkowej). – Zmiana ta dotyczy transakcji typu „debt push-down”, umożliwiających dotąd przesunięcie kosztów długu zaciągniętego przez nabywcę na nabycie danej spółki operacyjnej na tę właśnie spółkę operacyjną – tłumaczy Tomasz Ożdziński. – W efekcie tej zmiany transakcje polegające na nabyciu udziałów w spółkach posiadających nieruchomości (tzw. share deals) staną się zatem mniej efektywne podatkowo – podsumowuje.
Zmiany w prawie
Rok 2018 przyniósł wiele zmian w przepisach mających wpływ na rynek nieruchomości w Polsce. Co więcej, w trakcie opracowania są kolejne projekty aktów prawnych, które mogą mieć bardzo istotny wpływ na ten rynek.
Zakaz handlu w niedziele
Z dniem 1 marca 2018 roku weszła w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Generalnie ustawa zakazuje we wskazanych okresach handlu w placówkach handlowych, a także czynności związanych z handlem. Dodatkowo zabronione jest również powierzanie wykonywania handlu pracownikom oraz zatrudnionym, rozumianym bardzo szeroko jako osoby zatrudnione na podstawie umowy cywilno-prawnej albo skierowane do pracy przez agencje pracy tymczasowej. Przepisy wprowadzają wiele wyjątków od generalnego zakazu: prowadzenie sklepu przez przedsiębiorcę będącego osobą fizyczną, stacje paliw, dworce kolejowe czy autobusowe, lotniska, hotele etc.
Warto podkreślić, iż sama ustawa nie zabrania otwierania centrów czy galerii handlowych. Zakaz dotyczy wyłącznie pojedynczych sklepów wykonujących handel. Wszelkie pozostałe punkty świadczące usługi, restauracje, kina, siłownie funkcjonujące na terenie placówki handlowej będą mogły być w dalszym ciągu otwierane w niedziele. – Praktyka pokaże, na ile opłacalne będzie otwieranie tych placówek w dzień wolny od handlu – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law. – Z ostatnich doniesień wynika, iż organy państwowe będą miały łagodne podejście do przedsiębiorców prowadzących samodzielnie sklepy (np. będą mogli korzystać z pomocy rodziny), a wszelkie próby obejścia zakazy przez większe sieci (np. showroom’y) będą karane – dodaje.
Opłaty roczne za użytkowanie wieczyste
Od 2018 roku zmieniają się zasady uiszczania opłat rocznych za użytkowanie wieczyste nieruchomości w przypadku sprzedaży. Dotychczas obowiązek uiszczenia opłaty był dzielony proporcjonalnie na strony transakcji. Aktualnie, w przypadku zbycia prawa użytkowania wieczystego to na zbywcy będzie ciążył obowiązek uiszczenia opłaty w pełnej wysokości za cały rok. – Nie będzie miało znaczenia, czy do zbycia dojdzie 2 stycznia czy 31 grudnia. Oczywiście strony umowy sprzedaży mogą dowolnie uregulować pomiędzy sobą rozliczenie z tego tytułu. Jeśli sprzedawca nie uwzględni rozliczenia opłaty rocznej w umowie sprzedaży z kupującym, wówczas sam poniesie ten koszt w pełnej wysokości za cały rok. Będzie to w szczególności dotkliwe, gdy do zbycia dojdzie przed 31 marca danego roku, czyli zanim użytkownik wieczysty uiści tę opłatę – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.
Warunki techniczne budynków
Od 1 stycznia 2018 zmianie uległo kilkadziesiąt różnego rodzaju parametrów, jakie muszą zostać uwzględnione przy projektowaniu inwestycji. Dla przykładu należy wskazać, iż zgodnie z nowymi regulacjami:
minimalna powierzchnia mieszkania nie może być mniejsza niż 25 m2 (w poprzednim stanie prawnym kwestia ta nie była uregulowana, ograniczenia dotyczyły wyłącznie minimalnych powierzchni niektórych pomieszczeń),
budowa budynku w odległości 1,5 m od granicy działki lub bezpośrednio przy tej granicy będzie możliwa wyłącznie wtedy, gdy plan miejscowy na to zezwala (przed nowelizacją budowa taka była możliwa również na podstawie decyzji o warunkach zabudowy, a ponad połowa inwestycji w Polsce jest realizowana w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy),
zwiększeniu ulegną wymiary stanowisk postojowych, co może utrudnić deweloperom spełnienie norm określonych w planach miejscowych lub warunkach zabudowy.
– Co istotne nowe przepisy muszą zostać wzięte pod uwagę przez projektantów oraz inwestorów nie tylko w przypadku nowych inwestycji. Niektóre inwestycje będące w fazie przygotowawczej będą wymagały przeprojektowania. Zgodnie z przepisami przejściowymi nowe regulacje nie znajdą zastosowania co do zasady tylko do tych inwestycji, dla których przed 1 stycznia 2018 roku złożono wniosek o wydanie pozwolenia na budowę – podkreśla Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.
Nowe prawo wodne
Wejście w życie od 1 stycznia 2018 nowej ustawy – Prawo wodne, poza strukturalną zmianą w zakresie gospodarowania zasobami wodnymi w Polsce, spowodowało również istotne zmiany dla rynku nieruchomości. Do najważniejszych konsekwencji należą:
wzrost opłat za korzystanie z wód dla sporej części przedsiębiorców,
zmiany w zakresie postępowań w zakresie oceny wpływu planowanej inwestycji na środowisko,
utrata ważności przez wszystkie decyzje o warunkach zabudowy wydane dla nieruchomości położonych na terenach powodziowych lub w odległości mniejszej niż 50 m od wałów przeciwpowodziowych,
nowe prawo pierwokupu przy sprzedaży nieruchomości, na których położone są zbiorniki wodne.
– Nowe przepisy wywołują wątpliwości w zakresie tego, czy Skarbowi Państwa będzie przysługiwało prawo pierwokupu w przypadku sprzedaży nieruchomości z basenem, oczkiem wodnym lub innym podobnym zbiornikiem wodnym. Mimo, że większość argumentów przemawia za tym, iż prawo pierwokupu nie powinno obowiązywać przy sprzedaży nieruchomości z przydomowym basenem, to do czasu nowelizacji przepisu albo zajęcia stanowiska przez Sąd Najwyższy, rekomendować należy, w szczególności kupującym, sprzedaż warunkową, umożliwiając Skarbowi Państwa skorzystanie z prawa pierwokupu – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.
Planowane ograniczenia dotyczące realizacji inwestycji na terenach nie pokrytych planami miejscowymi
Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad kolejną wersją przepisów mających na celu usprawnienie procesu inwestycyjnego. Poza uproszczeniami niektóre propozycje skutkować jednak będą ograniczeniem możliwości realizacji inwestycji. Największe obawy budzą planowane restrykcje w zakresie realizacji inwestycji w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy.
Proponuje się wprowadzenie podziału terenów niepokrytych planami miejscowymi na obszary zabudowane oraz tereny położone poza obszarem zabudowanym. Dla obszaru zabudowanego, po jego wyznaczeniu przez radę gminy na podstawie uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego, możliwe będzie uzyskiwanie decyzji o warunkach zabudowy. Gminy nie będą miały swobody w wyznaczeniu obszaru zabudowanego. Warunki umożliwiające kwalifikację danego obszaru jako zabudowanego będą bardzo restrykcyjne – konieczne będzie wykazanie stosownego poziomu zwartości zabudowy oraz zapewniania infrastruktury. Co istotne, kwalifikacja danego obszaru jako obszaru zabudowanego stanowi dopiero przesłankę wstępną umożliwiającą inwestorowi złożenie wniosku o wydanie warunków zabudowy. W dalszym ciągu planowana inwestycja będzie musiała spełniać dodatkowe przesłanki dla wydania samej decyzji o warunkach zabudowy. Z kolei poza obszarem zabudowanym realizacja nowych inwestycji nie będzie co do zasady możliwa.
– Planowana nowelizacja wprowadza również wiele dodatkowych restrykcji. Dla przykładu należy wskazać, iż w projekcie zaproponowano trzyletni okres ważności warunków zabudowy. Decyzje wydane przed wejściem w życie przepisów wygasną po upływie 3 lat po wejściu w życie ustawy. Co istotne dla inwestorów, złożenie wniosku o wydanie pozwolenia na budowę przed upływem trzyletniego terminu będzie wystarczające. Wygaśnięcie decyzji o warunkach zabudowy w toku postępowania o udzielenie pozwolenia na budowę nie będzie stanowiło przeszkody do wydania pozwolenia – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.
Wpływ MSSF 16 Leasing na sprawozdania finansowe firm z branży nieruchomości
– Podmioty działające na rynku nieruchomości będą musiały przygotować się do zmian w ujęciu księgowym leasingu wraz z wejściem w życie nowego Międzynarodowego Standardu Sprawozdawczości Finansowej nr 16 (MSSF 16), który wprowadza istotne zmiany w rozliczaniu umów leasingowych – mówi Łukasz Jarzynka, Associate Partner, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości EY.
MSSF 16 Leasing został opublikowany w styczniu 2016 roku i zacznie obowiązywać dla okresów sprawozdawczych rozpoczynających się 1 stycznia 2019 roku i później, z możliwością wcześniejszego zastosowania. Nowy standard wprowadza jednolity model ujęcia wszystkich umów spełniających definicję leasingu w bilansie, za wyjątkiem umów krótkoterminowych i leasingu przedmiotów niskowartościowych.
Zgodnie z nowym standardem, najemcy będą mieli obowiązek wykazania w bilansie większości umów najmu po stronie pasywów (zobowiązanie do zapłaty czynszu) oraz aktywów z tytułu leasingu (prawo do użytkowania składnika aktywów). – Standard wymaga odrębnego ujęcia w rachunku wyników amortyzacji oraz kosztów odsetkowych, co naturalnie może wpływać na zmianę wskaźnika EBITDA – dodaje Łukasz Jarzynka. MSSF 16 w wielu przypadkach będzie miał znaczący wpływ na sprawozdania finansowe, a także potencjalnie na decyzje biznesowe najemców. Zasady ujmowania dla wynajmujących i właścicieli są zasadniczo zbliżone do tych wynikających z dotychczasowego standardu dot. leasingu MSR 17.
Polski rynek długu może jeszcze w czwartek liczyć na wsparcie ze strony EBC. Wyraźnie gołębia RPP przeceniła złotego. Kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,2125. Dzisiaj w kalendarzu posiedzenie EBC, którego równie łagodny wydźwięk powinien wzmocnić dolara względem euro i złotego.
Rynek stopy procentowej
Na krajowym rynku stopy procentowej przed środowym posiedzeniem NBP dominowały spadki rentowności obligacji skarbowych i kontraktów IRS. To mogło świadczyć o tym, że inwestorzy zakładali dalsze załagodzenie komentarza przez RPP.
Ostatecznie RPP nie tylko wpisała się w te oczekiwania, ale nawet wypowiadała się jeszcze bardziej stanowczo niż można było przypuszczać. Według prognoz banku centralnego w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej inflacja utrzyma się w pobliżu celu inflacyjnego. To by oznaczało, że wątpliwe byłoby zaostrzanie polityki pieniężnej w najbliższych latach (już nawet nie tylko w 2019 r., ale i 2020 r.). Takie komentarze, podobnie jak odwołania do potencjału aprecjacji złotego, czy nawet możliwości obniżenia stóp, pogłębiły jeszcze poranny spadek stawek na krótkim końcu krzywej dochodowości. W krótkim terminie potencjał do dalszego umocnienia rynku już się jednak wyczerpuje. Biorąc pod uwagę niskie oczekiwania rynkowe w odniesieniu do przyszłej polityki pieniężnej NBP należałoby zakładać raczej stabilizację notowań krótkoterminowych instrumentów na obecnych poziomach w kolejnych tygodniach.
W dalszej części tygodnia istotny wpływ na rynek długu będzie mieć czwartkowe posiedzenie EBC, szczególnie w odniesieniu do instrumentów o dłuższych terminach wykupu. Niektórzy uczestnicy rynku zaczęli w ostatnich miesiącach spekulować, że bank centralny mógłby już w marcu zmienić swoją retorykę. Niemniej jednak z drugiej strony zaczęły pojawiać się nieoficjalnie cytowane głosy przedstawicieli EBC, którzy sygnalizowali, że poważniejsza zmiana retoryki możliwa byłaby dopiero w miesiącach letnich (program skupu aktywów ma funkcjonować do września). Za takim właśnie scenariuszem przemawia szereg argumentów makroekonomicznych, jak: aprecjacja euro, wysoka niepewność na rynkach finansowych, ostatni spadek inflacji i generalny brak presji inflacyjnej, niepewność polityczna we Włoszech, wyhamowanie momentum w gospodarce europejskiej na początku 2018 r., czy niepewność odnośnie polityki handlowej USA. Należy zakładać, że na tych czynnikach inwestorzy skoncentrują swoją uwagę, a prezes EBC swoją prezentację na konferencji prasowej. W tej sytuacji publikacja nowej projekcji makroekonomicznej EBC będzie miała mniejsze znaczenie. Aktualnie rentowności 10-letnich Bundów utrzymują się lekko powyżej poziomu 0,65%. Przy wspomnianym wsparciu ze strony EBC możliwy byłby spadek rentowności w kierunku 0,55%. Umocnienie rynku europejskiego powinno też wspierać krajowy rynek długu, chociaż spadek rentowności poniżej 3,20% wydaje się obecnie raczej mało prawdopodobny (notowania powinny w najbliższych dniach oscylować w pobliżu 3,30%).
W Europie istotnym czynnikiem ryzyka pozostaje niepewna sytuacja polityczna we Włoszech. Niemniej z punktu widzenia krajowego rynku istotne jest to, że właściwie europejski rynek zareagował na wyniki wyborów neutralnie, a wstępne informacje sygnalizują początek procesu formowania się koalicji rządowej. To powinno krótkoterminowo uspakajać inwestorów.Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski
Rynek walutowy
W kraju najważniejszym wydarzeniem środowej sesji było posiedzenie RPP. Komunikat o utrzymaniu stóp NBP bez zmian nikogo z uczestników rynku nie zaskoczył. Uwaga inwestorów przeniosła się więc na konferencję prasową, po której niektórzy spodziewali się możliwego wręcz pogłębienia łagodnej retoryki przekazu mając na uwadze obecne trendy makroekonomiczne.
Choć treść komunikatów pozostała bez zmian, to wypowiedzi członków RPP rzeczywiści wyraźnie wskazywały na dalsze łagodzenie retoryki. Po zapoznaniu się z marcową projekcją NBP zarówno prezes A. Glapiński, jaki i będący na konferencji prasowej Grażyna Ancyparowicz i Jerzy Żyżyński kilkakrotnie podkreślili, że przy obecnym scenariuszu makroekonomicznym nie ma przesłanek do zacieśnienia polityki monetarnej, co w ich ocenie oznacza znikome prawdopodobieństwo podwyżki stóp w 2018 r. Co więcej, prezes NBP wręcz zasygnalizować, że koszt kredytu mógłby pozostać na obecnym poziomie nawet do końca 2020 roku, ponownie podkreślając, brak presji inflacyjnej pomimo ożywienia gospodarczego. Po raz kolejny zwrócono też uwagę na znaczenie kursu złotego, którego umocnienie działał, jak zacieśnianie polityki monetarnej. W reakcji na bardzo gołębią Radę złoty zareagował mocnym osłabieniem, kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,2125.
Już w oczekiwaniu na konferencję prasową złoty tracił na wartości, na co wpływ miał korekcyjnie umacniający się dolar wobec euro. Na rynku głównej pary walutowej, po porannym ataku na 1,244 EURUSD zawrócił poniżej 1,24. Wcześniej negatywny wpływ na dolara miała wypowiedź Roberta Kaplana, przewodniczącego Banku Rezerw Federalnych (Fed) z Dallas, w której podkreślił, że wszystko, co mogłoby zaszkodzić amerykańskim relacjom z partnerami handlowymi, takimi jak Meksyk i Kanada, byłoby sprzeczne z interesem Stanów Zjednoczonych.
Opublikowane po południu solidne dane z rynku pracy w USA (wg ADP w sektorze prywatnym przybyło 235 tys. nowych etatów wobec 195 oczekiwanych) fundamentalnie wspierają dolara dobrze wróżąc piątkowej publikacji NFP (prognoza: 200 tys.) i podnosząc oczekiwania na jastrzębi Fed w marcu.
W czwartek w centrum uwagi znajdzie się decyzyjne posiedzenie EBC, po którym również można oczekiwać gołębich treści przekazu. Najprawdopodobniej prezes Mario Draghi będzie łagodził rynek wspierając spadek rentowności obligacji i osłabiając wspólną walutę. Jak już wcześniej podkreślano EBC jest niechętny przedwczesnej zmianie obecnego stanowiska, a co więcej, prezes M. Draghi zwracał uwagę, że EBC może być wręcz zmuszony, aby zapewniać stymulację monetarną nawet, jeśli rosnąca dynamika wzrostu gospodarczego strefy euro umocni przekonanie banku centralnego co do perspektyw inflacji. Tymczasem inflacja nie rośnie (wstępy szacunek HICP pokazał w lutym spadek do 1,2% r/r z 1,3% w styczniu), a w ocenie uznawanego za jastrzębia w EBC J. Weidmanna nie jest pewne, czy w ogóle zacznie się podnosić. Tymczasem w USA amerykańska Rezerwa Federalna jest gotowa podwyższyć koszt pieniądza co najmniej trzy razy w tym roku (wg styczniowych wg dot plots Fedu), a może i nawet cztery na co ostatnio zwrócił uwagę William Dudley (szef Fed w Nowym Jorku) mówiąc wprost, że ewentualne cztery podwyżki stóp procentowych w 2018 roku byłyby zgodne z definicją „stopniowego” zacieśniania polityki pieniężnej w USA. Perspektywy dla dolara w 2018 roku powinny być zatem znacznie lepsze niż w 2017 roku, stąd można oczekiwać, że EURUSD powinien zacząć oddalać się od strefy 1,22-1,25 budowanej od połowy stycznia 2018 roku po tym jak końcówka poprzedniego roku wyraźnie nie sprzyjała notowaniom waluty amerykańskiej.Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski
Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła + 13,4% w lutym 2018 r. Oznacza to, że w lutym 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 13,4% w porównaniu z lutym 2017 r.
– W lutym 2018 r., po bardzo dobrej końcówce roku 2017 r. (+33,7%), na co niewątpliwie wpływ miało wygaszanie programu MdM, zaobserwowaliśmy obniżenie wartości Indeksu do poziomu (+13,4%). Należy pamiętać jednak, że miesiące zimowe są najsłabszymi pod względem aktywności kredytowej miesiącami roku. Łącznie o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 34,36 tys. osób w porównaniu do 32,84 tys. rok wcześniej (4,6% więcej). Średni wiek osoby wnioskującej o kredyt w lutym 2018 r. wynosił 33 lata – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.
– Nadal rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego i w lutym 2018 r. wyniosła już 243,29 tys. zł. Jest to o 8,4% więcej niż w lutym ubiegłego roku. Zjawisko wnioskowania o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych może mieć swoje źródło w coraz bardziej widocznym wzroście cen nieruchomości oraz zakupie mieszkań o większej powierzchni. Jednym z najistotniejszych negatywnych czynników, który może wpływać na liczbę udzielanych przez banki kredytów mieszkaniowych w 2018 r. jest już praktyczne zakończenie programu MdM. Czynnikiem pozytywnym powinien być dalszy wzrost dochodów gospodarstw domowych w 2018 r., co przy rekordowo niskim obecnie poziomie stóp procentowych zwiększa zdolność kredytową. Trzeba jednak mieć na uwadze, że obecny poziom stóp procentowych może w najbliższych latach mieć trend wzrostowy, generując wzrost ryzyka dla kredytów mieszkaniowych złotowych, udzielanych na zmienną stopę procentową- wyjaśnia prof. Rogowski z BIK.
Rynki zostały ostatnio ostro poturbowane przez protekcjonistyczne pohukiwania i groźby ze strony Donalda Trumpa. Położenie silnego akcentu przez prezydenta USA na kwestie polityki handlowej hamują mocniejsze odbicie dolara. Abstrahując od chęci wprowadzania nowych barier w wymianie towarowej, chaos w administracji, bezprecedensowa skala rotacji personalnych, również nie są pozytywne dla amerykańskiej waluty.
Rynek zachowuje się w tej sytuacji trochę jak zbity pies. Dostał tyle kopniaków od Trumpa,
że nieufnie podchodzić będzie do ręki, która chce go pogłaskać, czyli do spekulacji o zapowiadanym na dziś złagodzeniu stanowiska (zwłaszcza względem Kanady i Meksyku). Optymizm widać co prawda w ostrym spadku USD/CAD, ale np. zwyżka na Wall Street wyhamowała przed ważnym poziomem 2725 – 2730 pkt.
Inwestorzy nie mogą też w pewnym sensie zdecydować się, z czego uczynić motyw przewodni notowań. Z bardziej jastrzębiego Fedu i polityki fiskalnej, które mają wypychać dochodowość długu USA na nowe maksima (powyżej 3 proc. w przypadku papierów dziesięcioletnich), czy też ze strachu
o wojny handlowe. Godne odnotowania jest to, że oba czynniki są negatywne dla świata emerging markets i ryzykownych przedstawicieli G-10. Na wielu rynkach z tego katalogu narosły rozbudowane pozycje, które w obecnym chaosie będą się wykruszać i proces ten może być gwałtowny i bolesny. Doskonały przykład mieliśmy wczoraj na rynku złotego.
Od wielu kwartałów utrzymujemy, że w 2018 roku RPP nie zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych i po wczorajszej konferencji staje się jasne, że nasze prognozy okażą się słuszne. Przekaz z RPP jest jasny: nie zagraża nam wysoka inflacja i nie ma oznak przekładania się wysokiej dynamiki wynagrodzeń na nierównowagi w gospodarce. W rezultacie Rada nie ma zamiaru spieszyć się z podwyżkami kosztu pieniądza. Padły nawet ze sformułowania, że obecny koszt pieniądza może obowiązywać nawet w 2020 roku. Dyskonto rynkowe zacieśniania w horyzoncie roku obniżyło się
o kilkanaście pb względem pułapu sprzed miesiąca. Prawda jest jednak taka, że reakcja miała miejsce właściwie po konferencji i zbiegła się z pogorszeniem sentymentu i np. dwudolarowym załamaniem cen ropy. EUR/PLN w końcu wyszedł ponad 4,20 i zbliżył się do naszych szacunków wartości godziwej (około 4,22). Spodziewamy się wygenerowania ruchu powrotnego, a następnie kontynuacji zwyżek kursu w kierunku 4,25.
Wydarzeniem dnia jest oczywiście posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, który ogłosi swoją decyzję o 13:45. Nie oczekujemy zmian w parametrach polityki monetarnej. Na 14:30 zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa ECB Mario Draghiego i to ona budzi najwięcej emocji. Inwestorzy skupią się na kwestii usunięcie z komunikatu gołębiego nastawienia w odniesieniu do programu skupu aktywów. Sądzimy, że Rada Prezesów odsunie ten krok w czasie. Choć siła wzrostu gospodarczego może imponować, to trwałość odbicia inflacji wciąż jest dyskusyjna. Ponadto władze monetarne nie chcą niepotrzebnie podsycać aprecjacji euro. W rezultacie posiedzenie EBC może nie dać impulsu dla szybszego umocnienia wspólnej waluty.
Usunięcie wspomnianego fragmentu miałoby jastrzębi wydźwięk, gdyż pozwoliłoby na poważną debatę o terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych (umownie przyjmuje się 6 miesięcy po zakończeniu QE).
Sądzimy jednak, że EBC wstrzyma się z ta decyzją nawet do czerwca. Po pierwsze, protokół
z ostatniego posiedzenia wskazał, że już w styczniu pojawiły się głosy za usunięciem gołębiego nastawienia, jednak większość członków Rady była przeciwna, uznając, że jest za wcześnie na taki krok. Po drugie, anonimowe źródła z EBC w ubiegłym tygodniu informowały, że Rada jest gotowa tylko na marginalne zmiany w komunikacie, gdyż ostatnie turbulencje na rynkach finansowych, silne EUR i spadek inflacji (1,2 proc. r/r w lutym) nakazują ostrożność. Po trzecie, w ostatnim wystąpieniu 26 lutego prezes EBC M. Draghi stwierdził, że pomimo silnego ożywienia gospodarczego w strefie euro inflacja jeszcze nie pokazała przekonujących sygnałów trwałego przyspieszenia, stąd „w dalszym ciągu potrzebna jest cierpliwość i wytrwałość w odniesieniu do polityki pieniężnej”. Eurodolar znajduje się obecnie w środku obowiązującego przedziału wahań 1,2160/1,22 – 1,2550 i jego bariery są na tyle odległe, że techniczny układ w notowaniach powinien pozostać (ze średnioterminowej perspektywy) nienaruszony. Podaż euro może się aktywizować przy w strefie 1,2440 – 1,2460.
Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS
W 2017 r. przychody Grupy Ronson z projektów mieszkaniowych wyniosły ponad 230 mln zł, a uwzględniając wartość lokali przekazanych klientom w projekcie joint venture City Link I, łączne przychody przekroczyły 325 mln zł. Dla porównania, w 2016 r. łączne przychody Grupy z przekazanych lokali wyniosły blisko 310 mln zł (dodatkowo, w 2016 r. Ronson rozpoznał nadzwyczajny przychód w wysokości ponad 175 mln zł z tytułu sprzedaży projektu Nova Królikarnia).
W 2017 r. Ronson przekazał klientom rekordową w historii Spółki liczbę 833 lokali, czyli o 7% więcej niż rok wcześniej, kiedy wydał klucze do 781 lokali.
584 lokali zostało przekazanych w ubiegłym roku w inwestycjach objętych pełną konsolidacją, natomiast 249 lokali w projekcie City Link I, w którym Ronson ma 50-proc. udział.
Zanotowany przez Grupę Ronson zysk brutto ze sprzedaży projektów mieszkaniowych w 2017 r. przekroczył 38 mln zł (nie uwzględniając prawie 29 mln zł łącznego zysku brutto z projektu City Link I) wobec prawie 62 mln zł w 2016 r. (wyłączając ponad 57 mln zł zysku ze sprzedaży projektu Nova Królikarnia).
Zaraportowana marża brutto osiągnięta na projektach mieszkaniowych przekazanych klientom w 2017 r. wyniosła 14% wobec 19% w 2016 r. Marża brutto na projekcie joint venture City Link I wyniosła 30%.
Porównując wyniki ekonomiczne, łączna marża brutto w 2017 r. była porównywalna rok do roku i wyniosła około 19%.
W 2018 r. Ronson planuje przekazać nabywcom około 800 mieszkań oraz zawrzeć nowe umowy sprzedaży obejmujące ponad 750 lokali.
Komentarz dot. wyników finansowych za 2017 r.
– W minionym roku przekazaliśmy klientom rekordową liczbę 833 lokali, z czego około 30% to lokale przekazane w ramach projektu joint venture City Link I, w którym mamy 50% udziałów. W sprawozdaniach finansowych nie rozpoznajemy przychodów z City Link I, lecz połowę zysku operacyjnego z joint venture. Wyłączając wpływ jednorazowej transakcji z 2016 r., jaką była sprzedaż projektu Nova Królikarnia, oraz ujmując cały ekonomiczny wynik z projektu City Link I, marża brutto w 2017 wyniosła około 19%, czyli była na porównywalnym poziomie rok do roku oraz wyższa niż zaraportowana marża brutto w wysokości 14% – wyjaśnił Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.
– Sprzedając w grudniu 2016 r. Novą Królikarnię, zrealizowaliśmy bardzo znaczący, natychmiastowy zysk z tego projektu zamiast w ciągu kilku kolejnych lat. Transakcja ta powiększyła przychody Grupy za 2016 r. o ponad 175 mln zł, a zysk brutto ze sprzedaży o ponad 57 mln zł – przypomniał Rami Geris.
Wyniki sprzedaży w 2017 r.
W ubiegłym roku Ronson sprzedał łącznie 815 lokali, co jest wynikiem zbliżonym do osiągniętego w 2016 r. (821 sprzedanych lokali), a zarazem nieco wyższym niż pierwotne plany sprzedażowe Spółki na 2017 r. Łączna wartość zawartych w ubiegłym roku umów sprzedaży wyniosła 313 mln zł wobec ponad 365 mln zł rok wcześniej.
– Średnia cena mieszkań sprzedanych przez nas w 2017 r. wyniosła 384 tys. zł, podczas gdy w 2016 r. było to 445 tys. zł. Nie wynika to oczywiście ze spadku cen mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy, bo te kolejny rok z rzędu były w trendzie wzrostowym. Dane te natomiast dobrze pokazują obecne tendencje rynkowe: klienci coraz częściej poszukują mieszkań o mniejszych metrażach, a dużą część takich zakupów stanowią lokale nabywane w celach inwestycyjnych, przeznaczone na wynajem, czego doskonałym przykładem jest nasza bestsellerowa inwestycja City Link na Woli. Porównując ponadto ceny mieszkań sprzedanych przez nas w dwóch ostatnich latach, należy zwrócić uwagę, że istotny udział w wynikach sprzedaży w 2016 r. miały lokale o dużej wartości jednostkowej w takich prestiżowych projektach, jak Tamka w Śródmieściu czy Nova Królikarnia na Mokotowie. Tymczasem w 2017 r. znaczący udział w wynikach sprzedaży miał projekt Miasto Moje na Białołęce oraz inwestycje realizowane poza Warszawą: szczecińska Panoramika oraz wrocławska Vitalia – wskazał Andrzej Gutowski, członek zarządu i dyrektor ds. sprzedaży i marketingu.
Plany Ronson Development na 2018 r.
Na koniec 2017 r. w ofercie sprzedaży Ronson Development znajdowało się łącznie 976 lokali, z czego 173 to lokale w już ukończonych projektach.
Nir Netzer, prezes Ronson Development
– Zakładamy, że w 2018 r. nasza sprzedaż przekroczy 750 lokali, czyli będzie na zbliżonym poziomie co w 2017 r. W tym roku planujemy uruchomienie sześciu nowych inwestycji, z czego trzy będą stanowić kontynuację już realizowanych projektów, a trzy dotyczą zupełnie nowych lokalizacji. Jedną z nich będzie pierwszy etap inwestycji w warszawskim Ursusie, gdzie obecnie finalizujemy zakup dużej działki, najlepszej w tej okolicy, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie projektowanych terenów zielonych oraz świetnie skomunikowanej z centrum. Docelowo na tej działce będziemy mogli wybudować około 1600 mieszkań – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development.
Na koniec grudnia ubiegłego roku w ukończonych projektach Ronson Development znajdowały się 433 lokale, które nie zostały jeszcze przekazane klientom, z czego 260 było już sprzedanych. Łączna wartość zawartych umów przedsprzedaży wynosiła ponad 86 mln zł, a większość z tych lokali zostanie przekazanych klientom w I kwartale br.
– Zakładamy, że w tym roku ukończymy ponadto cztery projekty liczące łącznie 688 lokali i w ciągu całego 2017 r. przekażemy klientom w sumie około 800 lokali. Będziemy ponadto poszukiwać kolejnych gruntów pod przyszłe inwestycje, głównie w Warszawie – zapowiedział Nir Netzer.
W ciągu kolejnych dwóch lat aż 86 proc. firm w skali globalnej planuje rozpocząć proces redukcji kosztów. Decyzja ta jest powodowana przede wszystkim niepewnością gospodarczą i ryzykiem recesji. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Thriving in uncertainty in the age of digital disruption. Deloitte’s first biennial global cost survey report” wciąż jeszcze zbyt mało przedsiębiorstw dostrzega wpływ cyfryzacji na swoją strategię zarządzania kosztami. Tymczasem według ekspertów Deloitte automatyka i robotyzacja oraz analityka i technologie kognitywne są kluczowymi technologiami, które w najbliższych latach mogą wpłynąć na zdecydowane obniżenie kosztów w firmach.
Badanie Deloitte obejmuje Europę (w tym Polskę), USA, Amerykę Łacińską oraz region Azji i Pacyfiku. Państwa, które wzięły w nim udział, generują 85 proc. światowego PKB. Badanie zostało przeprowadzone wśród menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach, osiągających przychody w wysokości co najmniej 150 mln dolarów rocznie.
Dla menedżerów na wszystkich badanych rynkach najważniejszym priorytetem na najbliższe dwa lata jest wzrost sprzedaży. Na ten aspekt zwracają uwagę przede wszystkim firmy z Ameryki Łacińskiej (65 proc). W Europie było to ponad dwa razy mniej (30 proc.). Priorytety menedżerów ze Starego Kontynentu rozkładają się bardziej równomiernie – w niemal równym stopniu zamierzają skoncentrować się na dochodowości produktów i redukcji kosztów (oba po 28 proc. wskazań) Jednocześnie stanowczo mniej uwagi poświęcą usprawnianiu organizacji poprzez odpowiednie zarządzanie talentami. Na ten aspekt wskazywało jedynie 19 proc. europejskich ankietowanych, podczas gdy w USA było to 36 proc., a w Ameryce Łacińskiej 39 proc.
Skuteczność redukcji kosztów wciąż pozostaje umiarkowana.
Aż 86 proc. firm w skali globalnej zadeklarowało, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy rozpocznie proces redukcji kosztów. W Europie było to o 3 pp. mniej. W Ameryce Łacińskiej takiej odpowiedzi udzieliło aż 96 proc. menedżerów, podczas gdy dla porównania w regionie Azji i Pacyfiku było to 76 proc.
O jakim poziomie oszczędności mowa? Niemal połowa respondentów w globalnym badaniu deklaruje, że walczy o obniżenie kosztów na poziomie mniej niż 10 proc. Jednak mimo stosunkowo nisko ustawionej poprzeczki, niemal dwie trzecie firm (63 proc.) przyznaje, że wyznaczonego celu nie udaje się osiągnąć. – Najmniej ambitni pod tym względem wydają się być europejscy menedżerowie, spośród których aż 58 proc. stawia za cel redukcję poniżej 10 proc. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło 57 proc. badanych. Oznacza to, że większość firm stosuje taktycznie podejście do zarządzania kosztami, skoncentrowane na konkretnym aspekcie (zmiana struktury, redukcja wydatków itp.) – Doświadczenie Deloitte wskazuje, że tak zakrojone działania potrafią przynieść średnio 6-10 proc. oszczędności. Dopiero strategiczne programy redukcji kosztów, związane z transformacją organizacji, outsourcingiem, centralizacją funkcji biznesowych pozwalają osiągnąć oszczędności powyżej 10 proc.– mówi Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Dla Polski, będącej popularną lokalizacją firmowych centrów usług wspólnych, istotny wydaje się fakt, że centralizacja funkcji i procesów jest najbardziej popularnym strategicznym podejściem do zarządzania kosztami we wszystkich badanych geografiach – dodaje.
Nowoczesne technologie wpływają na oszczędności
Wśród ryzyk zewnętrznych, które wpływają na strategię kształtowania kosztów na pierwszy plan wybija się niepewność makroekonomiczna i widmo recesji (30 proc.). Co ciekawe ankietowani menedżerowie wciąż w niewielkim stopniu dostrzegają ryzyko związane z digitalizacją. Jedynie wśród amerykańskich firm znalazło się ono na trzecim miejscu wśród istniejących zagrożeń (15 proc.). W pozostałych regionach wskaźniki te nie przekraczały 6 proc. W porównaniu do innych krajów aż 43 proc. polskich menedżerów wskazało na cyfryzację. – Świadczy to z jednej strony o rosnącej świadomości szans i zagrożeń wynikających z cyfryzacji, a z drugiej strony może się to wiązać z niskim poziomem wdrożenia technologii cyfrowych w polskich firmach i poczuciem braku przygotowania do zmian w tym obszarze – mówi Radosław Pidzik , Starszy Menedżer w dziale Strategii Cyfrowych i Transformacji w Deloitte Digital. – By uniknąć zaległości, firmy w każdym zakątku świata powinny zrozumieć potencjalny wpływ cyfryzacji na ich biznes. Szczególnie automatyzacja i technologie kognitywne będą pierwszymi, które się pojawiają się i będą pojawiać w przedsiębiorstwach i które zaowocują w dość krótkiej perspektywie czasowej dużymi oszczędnościami – dodaje.
Ponad połowa firm na świecie (53 proc.) uważa, że największą barierą w skutecznej redukcji kosztów są trudności we wdrożeniu przyjętych planów oszczędności, a dla 38 proc. jest to brak zrozumienia celu redukcji, a co za tym idzie brak wparcia inicjatyw. W polskich przedsiębiorstwach na brak zrozumienia wskazało aż 71 proc., co wskazuje przede wszystkim niski poziom komunikacji i zarządzania zmianą.
Świat się broni, Polska atakuje
Najważniejszą przyczyną, dla której firmy decydują się na redukcję kosztów jest uzyskanie przewagi konkurencyjnej (53 proc.) oraz pozyskanie środków na inwestycje we wzrost przedsiębiorstwa (46 proc.). W Polsce, w której presja cenowa ma większe znaczenie niż na innych rynkach, uzyskanie przewagi konkurencyjnej jest ważne aż dla 71 proc. respondentów. – Poza dwoma najważniejszymi, pozostałe wymieniane przyczyny podejmowania decyzji o redukcji kosztów mają charakter defensywny. Taka postawa odzwierciedla dużą niepewność, w której funkcjonują dziś przedsiębiorstwa na całym świecie – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu oraz Lider zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich w Deloitte. – Polscy respondenci w tym przypadku w dużo większym stopniu wykazują przyczyny związane z chęcią wzrostu niż obroną przed regulacjami, czy rosnącą w siłę konkurencją – zaznacza.
W ciągu ostatnich 24 miesięcy badane firmy rozwinęły szereg umiejętności i dźwigni wspierających bardziej efektywne zarządzanie kosztami. Były to przede wszystkim zwiększona efektywność procesów prognozowania, budżetowania i raportowania (55 proc.) oraz wdrożenie nowych polityk i procedur (51 proc.). Na trzecim miejscu znalazły się wdrożenia systemów IT w szczególności platform analitycznych (49 proc.).
– Od lat 80. podejście do zarządzania kosztami ewoluowało. Działania taktyczne, podejmowane często ad hoc przekształcały się w podejście strukturalne i strategiczne. Obecnie jesteśmy świadkami rozwoju zaawansowanych rozwiązań zarządzania kosztami następnej generacji, które wykorzystują moc cyfrowych technologii, wpływających na efektywność i skuteczność oraz umożliwiających stworzenie nowych modeli biznesowych i metod pracy – mówi Jakub Rosiecki.
Jak zauważają eksperci Deloitte coraz więcej firm zaczyna dostrzegać konieczność dostosowania synergii swoich modeli biznesowych w obszarze zakupów i zarządzania kosztami z rewolucją cyfrową. – W ciągu ostatnich dwóch lat notujemy coraz więcej zapytań naszych klientów, którzy oczekują od nas wsparcia w tym zakresie. W Deloitte na całym świecie powstały zespoły, które na bieżąco śledzą trendy w tym obszarze i doradzają firmom, jak skutecznie pogodzić implementację nowych technologii z koniecznością redukcji kosztów. Tak się dzieje również w Polsce – mówi Jakub Rosiecki.
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
W marcu czeka nas zakupowa rewolucja. Polacy po raz pierwszy nie pójdą na zakupy w każdą niedzielę w związku z zakazem handlu. Na nowych regulacjach jedni sporo stracą – galerie handlowe, supermarkety czy osoby, które pracy najbardziej potrzebują. Są jednak tacy, którzy jeszcze więcej zyskają – ulice handlowe i sklepy internetowe.
Kto zyska a kto straci?
Stracą klienci, dla których niedziela była jednym z niewielu możliwych dni na zrobienie zakupów, oraz przedsiębiorcy, których biznesplany zakładały pracę 7 dni w tygodniu. Wyższy rachunek zapłaci także rynek pracy i centra outletowe, które największą odwiedzalność mają w sobotę i niedzielę. Nie na rękę wprowadzony zakaz jest również punktom gastronomicznym w centrach handlowych.
Są jednak beneficjenci, których nowe przepisy cieszą. Z pewnością są to ulice handlowe, na których może jeszcze bardziej rozkwitnąć gastronomia – kawiarnie i restauracje. Zyska sfera handlu internetowego, a co za tym idzie logistyka. Powstanie więcej małych centrów dystrybucyjnych.
5 faktów, obok których nie można przejść obojętnie
Po pierwsze, kawy nie napijemy się przez Internet ani w sobotę awansem za niedzielę. A to oznacza niekorzystny wpływ na punkty gastronomiczne w centrach handlowych.
Po drugie, w centrach handlowych najbardziej stracą osoby, które pracy najbardziej potrzebują: serwis sprzątający, ochrona czy studenci, którzy mogli pracować właśnie w weekendy.
Po trzecie, klienci się przyzwyczają i przeorganizują swoje przyzwyczajenia. Dany zakup można zaplanować i zrobić wcześniej lub dokonać go przez Internet. Na początku może to jednak budzić frustrację. Wzmożony ruch w sobotę będzie powodował korki, kolejki w sklepach i to może być uciążliwe dla klientów.
Po czwarte, jesteśmy narodem bardzo kreatywnym. Możemy spodziewać się różnych prób i sposobów obejścia zakazu (m.in. sklepy jako showroomy), ale należy pamiętać, że o markę trzeba dbać i wątpliwe jest aby pozwoliły sobie one na rozwiązania „półlegalne”.
Po piąte, do tej pory pracownik nie pracował w każdą niedzielę – najczęściej w co drugą lub w jedną w miesiącu. W handlu jest rotacja i pracuje się w systemie zmianowym. Jednak handel w niedzielę oznacza zawsze najwyższe obroty, a co często za tym idzie, największe prowizje ze sprzedaży dla pracowników.
Rynek gier komputerowych nieprzerwanie notuje wzrosty. To trend ogólnoświatowy. Największe przychody notowane są w segmencie gier mobilnych. Swój udział mają tutaj także Polacy. Branża twórców w naszym kraju rozwija się, a budżety przeznaczane na przygotowanie gier komputerowych są wyższe od średniej światowej. Chociaż polski rynek nie należy do największych na świecie, to Polacy chcą tworzyć gry na światowym poziomie. Powstają więc gry z elementami historycznymi, które mają propagować w świecie polską historię.
– Polska to około 2-3 proc. globalnego rynku gier, toteż nie byłoby właściwe projektować gry specjalnie z myślą o rynku polskim. Żeby ten biznes był atrakcyjny, musimy sprzedawać globalnie. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Robimy grę o Dywizjonie 303, ale chcemy, żeby w nią grano na całym świecie i tak poznawano naszą historię, to nasz cel – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksy Uchański, prezes studia Movie Games.
Gra 303 Squadron: Battle of Britain to połączenie symulatora myśliwca z grą akcji. Gracz przenosi się w realia II wojny światowej, by przeżyć prawdziwą historię Dywizjonu 303 w trakcie Bitwy o Anglię. Produkcja zyskała finansowanie przy pomocy portalu crowdfundingowego Kickstarter. Pierwsze egzemplarze trafią w ręce wspierających projekt w marcu 2018 roku.
Najbardziej znaną na świecie polską produkcją jest Wiedźmin. To seria gier opartych na powieści Andrzeja Sapkowskiego pod tym samym tytułem. Ostatnia część gry Wiedźmin 3: Dziki Gon sprzedała się na całym świecie już w ponad 10 mln egzemplarzy. To pokazuje, że polskie gry mogą mieć ogromną siłę przebicia.
– Polskie gry są lepsze od średniej światowej, jeżeli weźmiemy pod uwagę budżety przy których powstają. Polacy są kreatywnymi i efektywnymi twórcami gier. To jeden z powodów, dla których ten rynek jest tak w Polsce rozwinięty. W Polsce produkuje się co najmniej 400 gier komputerowych naraz. To już jest gałąź biznesu, to nie jest wyspowe zjawisko – podkreśla Aleksy Uchański.
Jak wynika z danych GamesIndustry.biz, wartość globalnego rynku gier w 2017 roku wyniosła 116 mld dolarów, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Jak informuje portal GamesIndustry.biz, w przypadku gier dominującą platformą są urządzenia mobilne. Stanowią one 43 proc. wspomnianego rynku, dając przychód na poziomie ponad 50 mld dolarów. Z kolei podobny udział notują komputery i konsole, odpowiednio ponad 32 i 33 mld dol. przychodu. Z danych Newzoo wynika, że klienci preferują zakup wersji cyfrowych, sprzedaż wersji pudełkowych maleje.
Swój duży udział w rynku oprócz komputerów mają konsole PlayStation i Xbox. Jak zauważa ekspert, na konsolach sprzedają się przede wszystkim najdroższe i najpopularniejsze gry. Natomiast rynek pecetowy jest bardziej rozproszony. Tutaj użytkownicy wybierają spośród dużo większej ilości zróżnicowanych gier, nie tylko od najpopularniejszych producentów.
– Parę razy wydawało się już, że tylko konsole będą tym urządzeniem do grania, pecety jednak dobrze się trzymają. Polska jest krajem tradycyjnie bardziej pecetowym niż konsolowym, takim krajem jest też np. Rosja, a to są już w tej chwili duże, liczące się rynki. Chociaż konsole mają wiele przewag, są pojedynczo zarządzanymi platformami i mają jednego, silnego właściciela, który jest w stanie realizować duże, atrakcyjne projekty, to nie martwiłbym się o przyszłość gier na PC – mówi prezes Movie Games.
Podczas targów Mobile World Congress 2018 w Barcelonie, firma Samsung zaprezentowała nową linię swoich flagowych smartfonów. Koreański producent stawia przede wszystkim na możliwości wbudowanych aparatów cyfrowych. Obiektyw ze zmienną przysłoną o wartości nawet f/1.5, filmy kręcone w tempie 960 klatek na sekundę oraz zaawansowane efekty rozszerzonej rzeczywistości to główne punkty w specyfikacji nowych Samsungów Galaxy S9 i S9+. Nowości jest jednak znacznie więcej.
Nowe flagowce Samsunga posiadają funkcję super slow motion, która rejestruje filmy z prędkością 960 klatek na sekundę. Dwa głośniki w systemie Dolby Atmos oferują dźwięk przestrzenny. Nowe funkcjonalności rozszerzonej rzeczywistości, to nie tylko asystent Bixby z funkcją tłumaczenia na żywo, ale także spersonalizowane awatary emoji AR. Ale Samsung Galaxy S9 i S9+ to przede wszystkim skonstruowany od nowa aparat cyfrowy. Zmienna przysłona umożliwia użytkownikom realizację zdjęć m.in. w bardzo słabym oświetleniu.
– W Samsungach Galaxy S9 i S9+ zrobiliśmy od nowa funkcję aparatu. Zmienna przysłona odzwierciedla normalne funkcjonowanie ludzkiego oka, czyli dostosowuje wielkości do warunków zewnętrznych. Przesłona otwarta jest szerzej w pomieszczeniach ciemnych i zawęża się, dokładnie tak jak ludzka źrenica, w momencie kiedy ilość światła dostarczanego do aparatu jest zdecydowanie większa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Arkadiusz Wójcik, szef działu IT & Mobile w Samsung Electronics Polska.
Samsung Galaxy S9+ ma dodatkowy aparat, umożliwiający robienie zdjęć z podwójną głębią. Po wykonaniu zdjęcia możemy zmienić punkt ostrości. Dodatkowo, model Galaxy S9+ oferuje teleobiektyw pozwalający na dwukrotne przybliżenie obrazu, podobnie jak Galaxy Note8. Dzięki temu np. przy wykonywaniu zdjęć portretowych możliwe jest uzyskanie efektu bokeh, znanego do tej pory raczej z lustrzanek cyfrowych.
Oba nowe flagowce Samsunga dysponują funkcją super slow motion. Filmy można nagrywać w tempie aż 960 klatek na sekundę. Nagrane materiały można w urozmaicić, np. dodając muzykę. Funkcja ma działać w sposób automatyczny, a telefon sam wykryje ruch i zarejestruje go w zwolnionym tempie.
– Nagrywanie 960 klatek na sekundę to możliwość rejestrowania momentów unikalnych, których ludzkie oko nie dostrzega w normalnych warunkach. Dzięki zastosowaniu super slow motion, jesteśmy w stanie zarejestrować momenty w sposób automatyczny. Nasz telefon sam inicjuje super slow motion w momencie identyfikacji ruchu na przestrzeni wyznaczonej kadrem przez użytkownika – twierdzi Arkadiusz Wójcik.
Kolejnym rozwiązaniem, na które postawili producenci Samsunga jest rozwój rozszerzonej rzeczywistości. Bixby to asystent znany już z poprzedniego modelu koreańskiego producenta, który został rozbudowany o nowe funkcje, takie jak rozpoznawanie przedmiotów. Chociaż asystent Samsung jeszcze nie pracuje w jeżyku polskim, to z części jego funkcjonalności, jak np. tłumaczenie tekstu na ekranie z ponad 54 języków na 100 innych, Polacy będą mogli skorzystać.
– Bixby jest w stanie tłumaczyć ze wszystkich języków znanych Tłumaczowi Google na oryginalnym obrazie, wykorzystując funkcję rozszerzonej rzeczywistości. Wyobraźmy sobie sytuację, w której po uruchomieniu kamery i funkcji Bixby, będziemy w stanie przetłumaczyć sobie z języka mandaryńskiego menu w chińskiej restauracji – wskazuje szef działu IT & Mobile w Samsung Electronics Polska.
Według firmy badawczej IDC, w pierwszym kwartale 2017 roku na świecie sprzedało się w sumie około 344 mln smartfonów. Niemal 40 proc. rynku dzieli się pomiędzy dwóch największych graczy, Samsunga – 23,3 proc. udziału i Apple – 14,7 proc. udziału.
Galaxy S9 i Galaxy S9+ trafią do regularnej sprzedaży 16 marca. Cena modelu S9 to 3599 zł, a za wersję „z plusem” trzeba zapłacić 3999 zł.
Tradycyjne media nie tylko nie umierają, ale mają się bardzo dobrze – wynika z badania „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” Instytutu Monitorowania Mediów. Z ich informacji chętnie korzystają media elektroniczne. Z 80 tys. publikacji, w których pojawiły się nazwy mediów, niemal połowa była cytowaniem informacji, które pierwotnie ukazały się w innych tytułach. Prawie 80 proc. cytowań pojawiło się w portalach internetowych. Opiniotwórczość tradycyjnych mediów wynika w dużej mierze z wartościowych treści – oceniają eksperci.
– Przeanalizowaliśmy niemal 80 tys. wzmianek, które pojawiły się w styczniu w prasie, radio, telewizji i w portalach internetowych. Okazuje się, że niemal połowa z tych publikacji dotyczyła cytowań materiałów zaczerpniętych z innych mediów. Z newsów zaczerpniętych z innych mediów najczęściej korzystają portale internetowe. Okazuje się, że jest to niemal 80 proc. wszystkich cytowań w mediach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Tokaj, kierownik ds. rozwoju badań w Instytucie Monitorowania Mediów.
Z badania IMM „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” wynika, że w styczniu w rankingu najczęściej cytowanych mediów na pierwszym miejscu znalazła się telewizja TVN (blisko 3,5 tys.), za nią uplasowało się radio RMF FM (nieco ponad 3 tys.) i TVN24 (ok. 2,7 tys.). Wśród gazet prym wiodą „Rzeczpospolita” (ponad 1,9 tys.), „Gazeta Wyborcza” (1,4 tys.) oraz „Fakt” (ok. 950). Dla porównania, najbardziej opiniotwórczy portal internetowy – Wirtualna Polska – była cytowana 1 tys. razy. Dziennikarze odnieśli się do wiadomości z łamów innych mediów 34,4 tys. razy, z czego zdecydowanie najwięcej, bo 27,1 tys. w portalach internetowych. W tradycyjnej prasie odnotowano zaledwie 3,6 tys. cytowań.
– Jeśli ktoś wieszczył śmierć tradycyjnych mediów, chyba się pomylił, bo odżywają one w mediach internetowych. Jak widać z rankingu opublikowanego w tym miesiącu, opiniotwórcze są właśnie media tradycyjne, telewizja i radio to czołówka, ale także prasa drukowana. Jak zwykle w tym rankingu „Rzeczpospolita” plasuje się wysoko. Media internetowe cytują media tradycyjne, bo to w nich odnajdują treści które są istotne i wartościowe – ocenia dr Łukasz Przybysz z Wydziału Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Choć media tradycyjne znajdują się w czołówce opiniotwórczych, to systematycznie spada liczba sprzedanych egzemplarzy największych tytułów prasowych. Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl wynika, że najlepiej sprzedający się „Fakt” zanotował w 2017 roku spadek o 7 proc. do nieco ponad 261 tys. egzemplarzy. Dla porównania, jeszcze w 2008 roku było to ponad 495 tys. Zdecydowanie w dół poszła sprzedaż „Gazety Wyborczej” (o 21 proc. w skali roku) do blisko 111 tys. W porównaniu z 2007 rokiem spadek wyniósł 78 proc.
Zdaniem eksperta z UW, mimo gorszych wyników sprzedaży, media tradycyjne przetrwają. Zwłaszcza że duża część ich informacji publikowana jest w mediach społecznościowych, gdzie trafia do szerokiego grona odbiorców.
– Jeśli mamy mówić o tym, że media tradycyjne, czyli prasa, radio, telewizja, miałyby coś w sobie zmieniać, to na pewno jeszcze bardziej poprawiać swoją opiniotwórczość i jeszcze więcej uwagi skupiać na tym, by te treści były jak najlepsze. W tradycyjnej formie one trafiają tylko do swoich odbiorców, ale już poprzez portale internetowe i media społecznościowe trafiają do bardzo szerokiego grona odbiorców, co buduje ich opiniotwórczość – przekonuje dr Łukasz Przybysz.
Na chorobę Leśniowskiego-Crohna chorują przede wszystkim ludzie młodzi, aktywni i społecznie. Nowoczesne leki są w stanie złagodzić przebieg choroby i powstrzymać okresy remisji, tak że pacjenci mogą prowadzić niemal normalne życie. Pojawiła się skuteczna terapia o nowym mechanizmie działania, przeznaczona przede wszystkim dla pacjentów, u których wyczerpano inne opcje terapeutyczne bądź nie powiodło się leczenie wcześniejszymi dostępnymi lekami biologicznymi. Polacy mają jednak ograniczony dostęp do najnowszych terapii.
Choroba Leśniowskiego-Crohna to przewlekłe, nieswoiste zapalenie jelit atakujące jedynie wybrane odcinki przewodu pokarmowego. Stan zapalny najczęściej zlokalizowany jest w końcowym odcinku jelita cienkiego, może jednak występować także w odbycie, żołądku, przełyku oraz w ustach.
W Polsce z chorobą tą boryka się obecnie nieco ponad 5 tys. osób. Schorzenie to dotyka głównie ludzi młodych do 40. roku życia, a jego objawami są bóle brzucha, biegunki, utrata masy ciała, krew i śluz w stolcu. Przyczyny występowania choroby Leśniowskiego-Crohna nie są znane, choć wśród najbardziej prawdopodobnych czynników ją wywołujących wymienia się uwarunkowania genetyczne, palenie papierosów oraz nagłe upośledzenie odporności.
– Główna zapadalność jest między 20. a 40. rokiem życia, więc to są osoby w wieku produkcyjnym, często aktywne zawodowo bądź na drodze do aktywności zawodowej i taka choroba dość istotnie może im skomplikować życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Lichota, prezes Stowarzyszenia „Apetyt na Życie”.
Choroba Leśniowskiego-Crohna jest schorzeniem nieuleczalnym i nawracającym, możliwym jednak do kontrolowania. Nowoczesne leki oraz odpowiednia opieka medyczna mogą sprawić, że pacjenci w okresach remisji są w stanie prowadzić praktycznie normalny tryb życia. Celem terapii jest więc niedopuszczanie do nawrotów choroby oraz łagodzenie przebiegu okresów zaostrzenia jej przebiegu. Standardem leczenia choroby Leśniowskiego-Crohna jest stosowanie aminosalicylanów oraz kortykosteroidów. Lekarze mają również możliwość stosowania immunomodulatorów, które zapobiegają powstawaniu stanów zapalnych, oraz leków biologicznych, które zwykle podawane są chorym niereagującym na terapię standardową.
– Dostępność leków znakomicie poprawiła się w ostatnich latach. Pacjenci mają dostęp do refundowanych terapii standardowych, jak też do niektórych wybranych terapii biologicznych. Jeśli chodzi o terapie biologiczne preparatami anty-TNF-alfa, to ten dostęp jest naprawdę dobry, poprawił się w ostatnim roku – mówi prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.
Ostatnie lata przyniosły znaczny postęp w leczeniu choroby Leśniowskiego-Crohna. Nowoczesne leki powstrzymują rozwój schorzenia oraz zapobiegają konieczności przeprowadzania zabiegów chirurgicznych. Szczególnie dobrze w testach klinicznych wypada terapia ustekinumabem jest to w pełni ludzkie przeciwciało monoklonalne. Ustekinumab to lek dobrze tolerowany przez pacjentów, a pobyt w szpitalu jest ograniczony wyłącznie przy pierwszym wlewie dożylnym. Kolejne dawki leku podawane są podskórnie co ok. 12 tygodni – czyli tylko cztery razy do roku. Jest rozwiązanie terapeutyczne wygodne zarówno dla pacjenta, jak i dla systemu opieki zdrowotnej, zmniejsza bowiem koszty związane z hospitalizacją.
Terapia ustekinumabem to nowe otwarcie w leczeniu pacjentów z chorobą Leśniowskiego – Crohna, u których wyczerpano inne opcje terapeutyczne bądź nie powiodło się leczenie wcześniejszymi dostępnymi lekami biologicznymi tj. inhibitorami TNFα.
– Z ostatniego raportu Europejskiej Federacji Crohna i Colitisa wynika, że w Polsce dostępne są tylko cztery leki z siedmiu, które są dostępne w innych krajach europejskich. Nie mówię tu tylko o zasobnych krajach jak Norwegia czy kraje Europy Zachodniej, ale także nasi sąsiedzi, Czesi, Węgrzy mają do dyspozycji siedem leków – mówi Marek Lichota.
Dla poprawy komfortu życia pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna niezwykle istotne jest ponadto wprowadzenie skoordynowanej opieki medycznej. Obecnie w Polsce brakuje ośrodków, w których pacjenci mogliby zostać objęci kompleksową opieką wielu specjalistów, m.in. gastrologa, chirurga, psychologa, oraz dietetyka, otrzymać niezbędne leki, a także wykonać badania kontrolne. Chorzy leczeni są w wielu różnych placówkach na różnych oddziałach, co często wymaga wielogodzinnych podróży i zwolnień z pracy.
– Model opieki koordynowanej jest naszym marzeniem. Jest on wdrażany na naszym oddziale, ale chcielibyśmy, żeby tak było w całej Polsce. Na razie to jest tylko projekt, który spotkał się z pozytywną opinią Ministerstwa Zdrowia i w tej chwili jest w Agencji Oceny Technologii Medycznych i podlega ocenie. Gdyby ten projekt się powiódł i został wprowadzony przez ministerstwo, to naprawdę byłby ogromny krok do przodu dla naszych pacjentów – mówi prof. Grażyna Rydzewska.
Środowiska pacjenckie zwracają także uwagę na brak wsparcia w zakresie żywienia dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Schorzenie to nie jest wprawdzie bezpośrednio uzależnione od codziennej diety, odpowiedni sposób odżywiania może jednak pomóc w łagodzeniu objawów choroby a także poprawić ogólny stan pacjenta. Chorzy są bowiem szczególnie mocno narażeni na niedożywienie, wynikające z upośledzeniem czynności wchłaniania substancji odżywczych.
– Jeżeli ta wiedza byłaby pacjentom przekazana i byliby kompleksowo objęci opieką również pod tym kątem, żeby w okresie zaostrzenia choroby i przygotowania do zabiegu chirurgicznego mieli takie wsparcie, właściwą suplementację żywieniową w postaci diet doustnych bądź dalszej generacji, to również byłoby to przydatne i istotne – mówi Marek Lichota.
Rośnie rola kobiet w świecie finansów. Blisko 40 proc. pań samodzielne podejmuje decyzje finansowe, a ponad 60 proc. deklaruje, że jest do tego dobrze przygotowana – wynika z raportu Pramerica Insight. Kobiety przykładają też większą wagę do zapewnienia finansowego bezpieczeństwa rodzinie. Ponad połowa stawia sobie za cel sfinansowanie edukacji dzieci, poważnie podchodzą również do kwestii ubezpieczeń na życie. Nie boją się inwestować w ryzykowne produkty i różnicują źródła oszczędności.
– Z badania Pramerica Insight wynika, że kobiety są przezorne, świadome i dobrze wykształcone. W rezultacie stanowią grupę świadomych konsumentów rynku finansowego. 40 proc. kobiet samodzielnie podejmuje decyzje finansowe. Wśród panów ten odsetek wynosi 45 proc., więc to bardzo zbliżony poziom autonomiczności – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Morańska, rzecznik Pramerica Życie TUiR SA.
Z raportu Pramerica Insight wynika, że kobiety czują się coraz pewniej w świecie finansów. Co piąta przyznaje, że jej rola w tym zakresie wzrosła w ciągu ostatnich lat. Panie częściej angażują się w zarządzanie finansami w gospodarstwach o wyższych dochodach – przy dochodach powyżej 7 tys. zł odsetek wynosi 44 proc.
– Jeśli chodzi o poziom wiedzy panie nie różnią się od panów. Jesteśmy bardzo dobrze wykształcone, mamy wysoką świadomość zarządzania długami, oszczędnościami i finansami domowymi. Panowie natomiast wyprzedzają nas w inwestycjach i stosowaniu bardziej zaawansowanych produktów finansowych – wskazuje Małgorzata Morańska.
Panowie mają co prawda większą wiedzę o inwestowaniu (53 proc. mężczyzn i 37 proc. kobiet), ale to panie wiedzą więcej od mężczyzn w zakresie zarządzania długami (78 proc. pań przy 72 proc. mężczyzn), zarządzania pieniędzmi (77 do 75 proc.) i inwestowania w celu sfinansowania edukacji dzieci (50 do 47 proc.).
– Kobiety są nie tylko dobrze wykształcone i świadome, ale również bardzo przezorne. W ich celach finansowych na głównym miejscu znalazło się zabezpieczenie rodziny i bliskich przed nieprzewidzianymi zdarzeniami, dlatego bardzo poważnie podchodzą do ubezpieczeń i zabezpieczeń emerytalnych. Przy zakupie ubezpieczenia kierują się bardziej zakresem ochrony niż ceną – podkreśla rzecznik Pramerica Życie.
Ponad połowa Polek jest zdania, że posiadanie ubezpieczenia na życie jest istotne (przy 42 proc. panów) i zapewnia ochronę rodzinie (74 proc.). Jednocześnie 67 proc. przyznaje, że nie chce stać się obciążeniem dla najbliższych. Ponad 60 proc. pań stawia sobie za cel utrzymanie dotychczasowego statusu po zakończeniu kariery zawodowej i oszczędza tak, aby zgromadzone środki starczyły na całą emeryturę.
– Podejście do zarządzania finansami zmienia się z wiekiem. Według naszego badania młode Polki częściej sięgają po bardziej zróżnicowane i zaawansowane produkty finansowe, co świadczy nie tylko o ich wysokim wykształceniu i świadomości finansowej, ale również o odwadze w sięganiu po różnego rodzaju rozwiązania finansowe – mówi Morańska.
Młodsze kobiety nie boją się nowych produktów finansowych i stawiają na różne źródła oszczędności. Nowy produkt kupują też często po urodzeniu dziecka.
– Rynek finansowy dostrzega w kobietach ogromny potencjał i oferuje coraz więcej produktów skierowanych do tej grupy konsumentów. Wiedząc o tym, że głównym celem Polek jest zabezpieczenie rodziny, ale także realizacja własnych marzeń, jak założenie firmy czy zakup mieszkania lub domu, produkty finansowe skierowane do tej grupy wspierają Polki w realizacji marzeń i ich trosce o najbliższych – mówi Małgorzata Morańska.
Polki pod tymi względami nie ustępują Amerykankom. O ile jednak kobiety w Stanach Zjednoczonych koncentrują się na finansowym zabezpieczeniu emerytury, Polki są bardziej przedsiębiorcze – ponad 35 proc. chce założyć lub rozwijać własną firmę i planuje zakup mieszkania.
– Podejście do finansów Polek i Amerykanek nie różni się znacznie. Jesteśmy podobne: niezależne, przezorne i świadome. Głównym celem zarówno dla Amerykanek, jak i Polek jest zabezpieczenie ich rodziny. Natomiast Amerykanki znacznie chętniej i częściej sięgają po produkty emerytalne i inne, które zabezpieczają ich przyszłość finansową. Polki natomiast skupiają się częściej na tu i teraz, na zabezpieczaniu rodziny, częściej również sięgają po produkty, które mają je wesprzeć w rozwoju firmy lub zakupie mieszkania – podkreśla Małgorzata Morańska.
Ciepłownictwo czekają wyzwania, związane z lawiną nowych regulacji: od pakietu zimowego poprzez dyrektywy o OZE i efektywności energetycznej aż po wdrożenie rynku mocy i nowy system wsparcia dla kogeneracji. Ten – w ocenie branży – powinien być niezależny, ale kompatybilny z rynkiem mocy. Dzięki temu sektor ciepłowniczy mógłby stać się partnerem również dla sektora elektroenergetycznego.
– Przed ciepłownictwem systemowym stoi bardzo wiele wyzwań, związanych z obszarem wytwarzania, budynków i sieci wraz z węzłami cieplnymi oraz współpracy z naszymi odbiorcami, którzy płacą za ciepło – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.
W Polsce jest bardzo duży potencjał dla rozwoju sektora ciepłowniczego – ponad 100 miast średniej wielkości wciąż nie ma elektrociepłowni, a w wielu aglomeracjach sieć ciepłownicza wymaga gruntownej modernizacji. Jednocześnie w nadchodzącym czasie sektor czeka wiele wyzwań związanych z nowymi regulacjami unijnymi i krajowymi. Najpoważniejszym jest pakiet zimowy – liczący ponad 1000 stron zbiór rekomendacji, które dotyczą polityki energetycznej i klimatycznej Unii Europejskiej w latach 2020–2030.
– Pakiet zimowy jest dokumentem, który zawiera około 30 różnego rodzaju aktów prawnych. Nas interesuje zwłaszcza nowa dyrektywa o OZE, dyrektywa o efektywności energetycznej, o charakterystyce energetycznej budynków. One będą wskazywały na przykład, na jakich zasadach będą przyłączane nowe źródła odnawialne do naszych systemów ciepłowniczych, czy spowoduje to jakieś zawirowania w bieżącej działalności albo czy wywoła wzrost cen ciepła systemowego. To kwestie kluczowe dla naszego biznesu – mówi Jacek Szymczak.
Prace nad pakietem zmowym wchodzą w fazę uzgodnień pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i państwami członkowskimi, które wypracowały swoje stanowiska w grudniu, w trakcie szczytu unijnych ministrów ds. energetyki.
Wpływ na branżę będą mieć też uchwalone w kwietniu ubiegłego roku unijne standardy BAT, które zafunkcjonują od 2021 roku i narzucą rygorystyczne kryteria emisji związków azotu, siarki i pyłów dla wszystkich jednostek wysokiego spalania o mocy powyżej 50 MW. Równie ostre wymogi dotyczą jednostek małych i średnich od 1 do 50 MW – to z kolei wymóg dyrektywy o emisjach ze średnich źródeł spalania (dyrektywa MCP).
– Zakończył się też proces zmiany dyrektywy, która dotyczy systemu handlu uprawnieniami do emisji. Ciepłownictwo systemowe uzyskało maksymalnie dużo: w latach 2020–2030 będziemy mieć darmowe uprawnienia w liczbie 30 proc. One nie będą zmniejszane tzw. liniowym współczynnikiem redukcji, ale jednak te 70 proc. trzeba będzie pozyskiwać – w związku z tym cena uprawnienia będzie bardzo mocno wpływała również na rentowność naszego biznesu – mówi Jacek Szymczak.
Prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie ocenia, że również na gruncie krajowym model regulacji w ciepłownictwie wymaga gruntownych zmian. Powinien być bardziej elastyczny i dawać przedsiębiorcy możliwość uzyskania godziwego zwrotu na kapitale, żeby ten mógł pozyskać środki na inwestycje niezbędne do sprostania wymogom emisyjnym.
– Obecny system regulacji tego nie zapewnia i w perspektywie najbliższych kilku czy kilkunastu miesięcy trzeba w Polsce wprowadzić głębsze zmiany – ocenia Jacek Szymczak.
Na ciepłownictwo istotnie wpłynie też wdrożenie w Polsce rynku mocy i nowego systemu wsparcia dla kogeneracji, który – w ocenie branży – powinien być od niego niezależny, ale równocześnie kompatybilny z rynkiem mocy.
– To pozwoli wyzwolić potencjał rozwoju kogeneracji, który w ciepłownictwie jest szacowany na kilka tysięcy megawatów po stronie energii elektrycznej. Jako sektor jesteśmy dziś partnerem również dla sektora elektroenergetycznego i grzechem byłoby z tego nie skorzystać przy jednym z większych potencjałów, jaki mamy w Polsce – podkreśla Jacek Szymczak.
Kogeneracja jest procesem technologicznym, który polega na jednoczesnym wytwarzaniu w elektrociepłowni energii elektrycznej i ciepła użytkowego. To jedna z najbardziej efektywnych metod przetwarzania energii pierwotnej, zapewniająca ponad 10-proc. oszczędności. Jest też bardziej ekologiczna i przyczynia się do ograniczania emisji CO2, dlatego wsparcie kogeneracji jest narzędziem polityki energetycznej Polski i UE. Rządowe wsparcie dla kogeneracji napędza inwestycje w ciepłownictwie, a w obecnym kształcie system ma funkcjonować do końca 2018 roku.
Prezes IG Ciepłownictwo Polskie zwraca również uwagę, że obecnie unijne regulacje pozbawiają tzw. nieefektywne systemy ciepłownicze możliwości pozyskania wsparcia ze środków publicznych – przez co inwestycje w sieci są nieopłacalne jako przedsięwzięcia biznesowe.
– Tu mocno podkreślam, że nazwa jest myląca, bo to nie oznacza, że pod względem energetycznym nasze systemy są nieefektywne. W rozumieniu przepisów unijnych – efektywny system to taki, w którym co najmniej 50 proc. ciepła pochodzi z odnawialnych źródeł albo ciepła odpadowego bądź 75 proc. ciepła z kogeneracji. Trzeba zapewnić możliwość rozwoju kogeneracji, racjonalnego dostępu źródeł OZE, by pozyskać status efektywnego systemu ciepłowniczego i pozyskać środki na modernizację i rozwój sieci. Bez tych środków zewnętrznych inwestycja w sieci zwraca się dopiero po kilkudziesięciu latach, więc nikt nie będzie tego robił w celach biznesowych, innych niż bezpieczeństwo dostaw – mówi Jacek Szymczak.
Dla kondycji branży duże znaczenie ma też świadoma współpraca z naszymi odbiorcami i klientami, przekonanymi, że cena ciepła systemowego jest za wysoka i można taniej zaopatrywać się w ciepło. IG Ciepłownictwo Polskie od dekady prowadzi branżowy „Program promocji ciepła systemowego”, który ma uświadomić docelowym odbiorcom w kosztach składowych ostatecznej ceny ciepła systemowego i zwrócić na fakt, że rozwój ciepłownictwa pomaga ograniczyć niską emisję, przez co pozytywnie wpływa na środowisko.
Polska od trzech lat jest liderem eksportu stolarki okiennej w Europie. DOVISTA Polska, należąca do tej samej grupy kapitałowej co producent okien dachowych VELUX – zakończyła właśnie rozbudowę, która ma umocnić jej pozycję jako producenta i eksportera. W nowe centrum dystrybucyjne o powierzchni 11 tys. mkw. firma zainwestowała 22 mln zł. Dzięki inwestycji spółka będzie mogła zwiększyć tegoroczną produkcję okien o 10-15% proc. i zatrudnić 100 nowych pracowników. Fabryka w Wędkowych to największy zakład produkujący okna drewniane w Polsce oraz jeden z największych pracodawców na Pomorzu.
W tym tygodniu w Wiosce Okiennej DOVISTA oficjalnie zakończyła się budowa centrum dystrybucyjnego, które znacząco usprawni procesy logistyczne i podniesie efektywność produkcji.
– Inwestycja w centrum dystrybucyjne dla produktów, które eksportujemy na rynek duński i angielski, ma zapewnić nam dodatkową przestrzeń magazynową pod produkcję, która rok do roku wzrasta o około 10–15 proc. Potrzebujemy więcej miejsca, żeby dystrybuować nasze produkty do klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Baszkowski, dyrektor zarządzający Wioski Okiennej DOVISTA Polska.
Cel trwającej blisko rok rozbudowy to głównie poprawa procesów logistycznych. Inwestycja pozwoli znacznie ograniczyć liczbę palet dostarczanych do klientów, a tym samym wpłynie na obniżenie kosztów po ich stronie. Nowa hala o powierzchni 11 tys. mkw. jednorazowo pomieści około 4000 palet okien. Wartość inwestycji to 22 mln zł. Dodatkowo powstało ponad 1 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.
DOVISTA jest spółką z tej samej grupy kapitałowej, co producent okien dachowych VELUX. Należąca do niej fabryka w Wędkowych na Pomorzu to największy w Polsce zakład produkujący okna drewniane. Obecnie firma zatrudnia w nim około 2,4 tys. pracowników.
– Grupa VELUX jest obecna w Polsce od 28 lat i od początku miała długofalową wizję inwestowania. Tym bardziej cieszy nas, że mogliśmy otworzyć kolejną inwestycję – centrum dystrybucyjne DOVISTA, które pozwoli spółce dalej się rozwijać i zwiększać produkcję. Od 2015 roku Polska jest liderem eksportu stolarki w Europie, aż 25 proc. tego eksportu jest wypracowywane w naszych zakładach. Wielkość naszej produkcji na eksport przekracza dzisiaj 1,6 mld zł. Ta inwestycja przyczyni się do umocnienia naszej pozycji na rynku eksportowym i pozwoli zwiększyć zatrudnienie – mówi Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska
Tegoroczne plany spółki zakładają 10-15-proc. wzrost produkcji. W związku z zakończoną rozbudową o 100 kolejnych pracowników wzrośnie również zatrudnienie w pomorskiej fabryce.
– Około 40 proc. naszych pracowników to kobiety. Staramy się poprawiać ergonomię pracy, żeby mieć zbilansowane możliwości zatrudniania pracowników z rynku – mówi Wojciech Baszkowski.
– To bardzo duża fabryka. Kapitał jest duński, ale pracują tu Polacy i podatki też zostają w Polsce. W ubiegłym roku nastąpił olbrzymi skok eksportu okien z Polski, a ta nowa hala to dobry prognostyk na przyszłość – mówi Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu.
Wioska Okienna DOVISTA to jeden z największych w regionie pracodawców, który tylko w ciągu ostatnich trzech lat zwiększył zatrudnienie o 500 pracowników. Firma jest pożądanym pracodawcą, zatrudnia na umowach o pracę i zapewnia pakiet socjalny, w tym m.in. opiekę medyczną, ubezpieczenie szkolenia i kursy języka angielskiego.
W Wiosce Okiennej działa też fundacja pracownicza, która wspiera pracowników w trudnych sytuacjach życiowych, np. w finansowaniu specjalistycznego leczenia pracownika lub członków rodziny. Do tej pory przeznaczyła na ten cel ponad 750 tys. zł, a drugie tyle trafiło na wsparcie organizacji działających w okolicy Wędkowych.
– To jest imponująca inwestycja, nazywana Wioską Okienną – właściwie powinna nazywać się miasteczkiem okiennym, bo jej skala jest ogromna. Zapewnia miejsca pracy, a większość towarów tutaj produkowanych, okien i całej stolarki, jest eksportowana i dzięki temu Pomorze, w tym Tczew i wszystkie społeczności lokalne zyskują w kontekście podatkowym i rozwojowym – podkreśla Paweł Orłowski, wicemarszałek Województwa Pomorskiego.
Dovista Polska to 8 hal produkcyjnych, które zajmują powierzchnię 32 hektarów. Rocznie zużywa 7 mln metrów bieżących drewna i 1 mln mkw. szyb, a produkowane przez nią okna trafiają do całej Europy Zachodniej i Skandynawii. To największa z czterech polskich fabryk Grupy VELUX i spółek siostrzanych, a jednocześnie największa fabryka okien w Polsce. W ciągu ostatnich trzech lat firma DOVISTA zainwestowała w jej rozwój 100 mln zł.
Skutecznie ocieplenie poddasza jest jedną z najważniejszych prac budowlanych, jakie trzeba przeprowadzić w czasie budowy domu. Przede wszystkim każdy znawca tego tematu doskonale wie o tym, że to właśnie przez ten element budynku ucieka zwykle najwięcej ciepła. Zaniedbaniedobrego ocieplenia prowadzi zatem do znacznego osłabienia właściwości izolacyjnych budynku, a w efekcie – sporych strat cieplnych i dodatkowych wydatków na ogrzewanie domu. Ponadto wielu ludzi aranżuje na poddaszu część mieszkalną; w takim przypadku dokładne ocieplenie tego miejsca jest jeszcze ważniejsze, bowiem bez tego korzystanie z niego będzie właściwie niemożliwe.
Do ocieplania poddasza przez długi czas wykorzystywane były standardowe materiały izolacyjne, jak styropian czy wełna mineralna. Faktycznie zapewniają one świetne właściwości izolacyjne, zatem są bardzo skuteczne – w większości przypadków. Należy jednak zastanowić się, czy stosowanie ich na poddaszu ma jakikolwiek sens. Dach, nawet o prostej konstrukcji, posiada zwykle mnóstwo szczelin i w głębień, które ciężko jest dokładnie wypełnić standardowymi materiałami; praktycznie zawsze pozostaną tu liczne niewypełnione miejsca, przez które ucieka ciepło. Najlepszym rozwiązaniem w takim przypadku może zatem być pianka poliuretanowa.
Materiał ten dopiero od kilku lat zdobywa popularność w branży budowlanej, ale już teraz uważany jest za doskonałą odpowiedź na wiele problemów. Pianka nanoszona jest na ocieplaną powierzchnię metodą natryskową, przez co z łatwością dociera nawet do ciasnych szczelin, przy których dostęp jest zwykle bardzo trudny. Po naniesieniu błyskawicznie zwiększa swoją objętość, szczelnie wypełniając wszystkie szpary. Nie ma żadnych wątpliwości, że jest to zdecydowanie najlepszy materiał do ocieplania poddasza!
Ocieplanie z wykorzystaniem pianki poliuretanowej to sprawdzony sposób na zapewnienie sobie nie tylko wysokiej trwałości, ale także oszczędności czasu i energii. Można je stosować nie tylko w domach i mieszkaniach, ale i w przemyśle, w tym także w uważanym za problematyczny przemyśle spożywczym.
Pianka poliuretanowa – przegląd możliwości
Poliuretany obecnie występują niemal w każdej sferze naszego życia. Pojawia się choćby w przemyśle tekstylnym i obuwniczym, w przemyśle samochodowym, w przemyśle meblarskim, a także przy produkcji rzeczy, które wykorzystujemy na co dzień takich, jak choćby gąbki do kąpieli. Co ciekawe, każda pianka ma nieco inne właściwości uzależnione od tego, do czego jest przeznaczona.
Ocieplanie poddasza z wykorzystaniem pianki PUR – dlaczego warto?
Pianka poliuretanowa jest komponentem dwuskładnikowym. Składnik A posiada między innymi alkohole wyższego rzędu, katalizator, środek powierzchniowo czynny, a także gaz, który odpowiada zarówno za spienianie porów, jak i za ich zamykanie. Z kolei składnik B to mieszanina izocyjanianów. Gdy reaktor natryskowy wytwarza ciśnienie, oba składniki łączą się w głowicy pistoletu i właśnie z ich połączenia powstaje właściwa piana poliuretanowa. Mamy przy tym do czynienia z silną reakcją tak na poziomie fizycznym, jak i chemicznym. Ta prowadzi nie tylko do wytworzenia znacznej ilości ciepła, ale i do wzrostu pianki. Ostatnim etapem omawianego tu procesu jest sieciowanie i to właśnie mu piana PUR zawdzięcza swoją wytrzymałość.
Izolacje pianką PUR a konkurencyjne rozwiązania
Dziś pianka poliuretanowa w coraz szybszym tempie wypiera te sposoby ociepleń, które królowały do tej pory bazując na styropianie i wełnie mineralnej. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że mamy do czynienia z metodą szybszą, która dodatkowo nie wymaga od nas montowania dodatkowych elementów. Możemy liczyć dzięki temu nie tylko na szczelność powietrzną budynków, ale również na ich pasywność cieplną. Nie musimy przy tym obawiać się istnienia mostków cieplnych, co bywa problemem nawet w solidnie otynkowanych obudowach. Pianka PUR ma i ten plus, że nie ma takiej powierzchni, do której nie byłaby się w stanie dostosować. Ma też właściwości pozwalające jej na wzmacnianie konstrukcji, co sprawia, że sprawdza się nawet w relatywnie starych obiektach.
Przegląd zalet ocieplania z wykorzystaniem pianki PUR
Jedną z największych zalet ocieplania pianką poliuretanową jest jej ponad dwukrotnie niższy współczynnik przewodzenia ciepła, niż ma to miejsce w przypadku wełny lub styropianu. Nie bez znaczenia jest jednak i to, że mamy do czynienia z materiałem lekkim, a więc takim, który nie obciąża konstrukcji, a izolacje wykonane w taki sposób sprawdzają się przy każdym niemal podłożu. Podczas wykorzystywania pianki w praktyce możemy zdecydować się na zastosowanie bezpośredniego natrysku na powierzchnię, przez co prace są nie tylko łatwiejsze, ale i wykonywane w znacznie krótszym czasie. Pianka jest też odporna na zdecydowaną większość organicznych rozpuszczalników, a także na kwasy i zasady.
Jak wynika z danych Pracuj.pl, luka płacowa, czyli różnica w zarobkach kobiet i mężczyzn, wyniosła w 2017 roku 16%. Z czego wynika ta znaczna dysproporcja w wynagrodzeniu oferowanym pracownikom różnej płci? Jak wyglądała sytuacja polskich kobiet na rynku pracy w ubiegłym roku? Czy kobiety wciąż zarabiają mniej od mężczyzn? W jakich branżach mogły one liczyć na wyższą pensję? Na te pytania odpowiadają eksperci Pracuj.pl.
Zarobki Polek
Między zarobkami kobiet i mężczyzn w Polsce wciąż można zauważyć dość widoczną różnicę. Jak wskazuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społeczne, kobiety w Polsce zarabiają średnio od 7 do 18,5% mniej niż mężczyźni, co daje średnio o 700 zł brutto niższe zarobki miesięcznie.
Przeciętne wynagrodzenie kobiet i mężczyzn w Polsce w 2017 roku według danych Pracuj.pl
Źródło: dane serwisu zarobki.pracuj.pl
Jak wynika z powyższych danych, przygotowanych przez Pracuj.pl, w 2017 roku wynagrodzenie mężczyzn wynosiło średnio 5000 zł brutto. Z kolei wynagrodzenie kobiet oscylowało w granicy 4200 zł brutto. To oznacza, że różnice między zarobkami obu płci wyniosły 16%. Dysproporcję można było zauważyć na wszystkich szczeblach zarządzania. W porównaniu z rokiem 2016, luka zmniejszyła się o niewiele ponad 2,5 p.p. W tym przypadku nie można jednak mówić o tendencji malejącej, ponieważ taką różnicę można uznać za błąd statystyczny. Z czego może wynikać tak zwana luka płacowa?
Luka płacowa w Polsce jest tematem złożonym i powinno się ją rozpatrywać, biorąc pod uwagę co najmniej kilka aspektów. Obok nagannych przypadków dyskryminacji płacowej, które na szczęście zdarzają się coraz rzadziej, mamy też szereg innych czynników. Jednym z najważniejszych jest wybór ścieżki zawodowej. Okazuje się, że kobiety rzadziej decydują się na kształcenie w obszarach, w których płaca zdecydowanie odbiega od średniej (np. IT). Panie częściej też pracują w niepełnym wymiarze godzin. Badania wskazują też, że kobiety cechują się przeciętnie niższą skłonnością do podejmowania ryzyka i mniejszym zamiłowaniem do negocjacji, co ogranicza potencjał do osiągnięcia wyższych stawek i zajęcia lepiej płatnych stanowisk. – Maciej Bąk, Ekspert ds. raportów wynagrodzeń w Pracuj.pl
Obszary, w których kobiety zarabiają lepiej
Luka płacowa pozostaje faktem, jednak istnieją takie obszary, w których to przeciętne pensje kobiet są wyższe niż wynagrodzenia mężczyzn. Taką zależność obserwuje się dla części stanowisk związanych z ekonomią i finansami oraz tematami kreatywnymi, takimi jak marketing i public relations. Również w pewnych obszarach branży logistycznej, to kobiety zarabiają lepiej. Dokładna analiza wskazuje, że kobiety chętnie zatrudniane są w obszarach związanych z planowaniem oraz zarządzaniem procesami logistycznymi i co więcej, często są za tę pracę lepiej od mężczyzn wynagradzane.
Dane Pracuj.pl wskazują stanowiska, w których kobiety przeważnie zarabiają lepiej lub bardzo podobnie do mężczyzn. Na podium znalazły się kolejno zawody ze specjalizacji takich, jak marketing czy finanse/ekonomia, gdzie kobiety zarabiają przeciętnie o 600 zł brutto więcej od mężczyzn. Na dalszych miejscach, z przeciętną różnicą 500 zł brutto, plasują się stanowiska z obszarów zawodowych związanych z logistyką (specjaliści ds. logistyki oraz Demand Plannerzy) oraz z zakupami. Na wyższe zarobki dużą szansę mają również kobiety, które zdecydują się na pracę w public relations oraz w branży edukacje/szkolenia. W tym przypadku różnica w poziomie przeciętnych płac oferowanych na niektórych stanowiskach wynosi 400 zł brutto na korzyść pań.
Wybór specjalizacji ma znaczenie
Jednym z istotnych czynników wpływających na lukę płacową jest fakt, że kobiety często przerywają karierę, aby zająć się opieką nad dzieckiem w trakcie urlopu macierzyńskiego, czy rodzicielskiego. Nawet chwilowa utrata kontaktu z rynkiem pracy przekłada się na ścieżkę rozwoju zawodowego. Jednak nie jest to jedyny aspekt wpływający na omawianą różnicę w zarobkach. Według danych Pracuj.pl, wciąż relatywnie mało kobiet pracuje w najlepiej opłacanych zawodach. W najlepiej obecnie opłacalnej specjalizacji jaką jest IT, na dziesięciu pracowników, zatrudniona jest tylko jedna kobieta. Kobiet inżynierów jest jeszcze mniej, bo zaledwie 7% tej branży.
Raport z 2017 roku – Kobiety na politechnikach* pokazuje, że uczelnie techniczne są wciąż mało popularne wśród kobiet. W 2017 roku wybrało je 37% pań, z czego najmniej kobiet studiuje na kierunkach takich jak elektronika, mechanika, czy informatyka, gdzie jedynie ok. 5% studentów to kobiety. Wśród kierunków technicznych najpopularniejsze wśród pań są te związane z architekturą, chemią i biotechnologią. Kobiety stanowią 70-80% wszystkich studentów na tych kierunkach.
Dość niski odsetek kobiet studiujących na politechnikach, to w jakimś stopniu efekt działania stereotypów, które odciskają się na wychowaniu. Zwyczajowo uważało się, że dziewczynki są lepsze w obszarach miękkich, a chłopcy w technicznych i takich też umiejętności oczekiwało się od obu płci. Jednak wydaje się, że sam rynek pracy powoli wymusza zmianę tego schematycznego myślenia. Silne zapotrzebowanie na określonych specjalistów sprawia, że coraz więcej pań podejmuje nowe wyzwanie i rozpoczyna karierę w specjalizacjach dotychczas bardziej popularnych wśród panów, takich jak chociażby IT.- Maciej Bąk, Ekspert ds. raportów wynagrodzeń w Pracuj.pl
Zarobki kobiet w danych regionach
Według danych Pracuj.pl, zarówno kobiety, jak i mężczyźni na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć w województwie mazowieckim (najwyższe zarobki wśród kobiet odnotowano w ubiegłym roku właśnie w tym regionie – wynosiły one przeciętnie 5000 zł brutto). Różnica w płacach obu płci jest jednak bardzo duża – wynosi średnio aż 1200 zł brutto, co daje lukę płacową w wysokości 19%. Nieco większą lukę płacową odnotowano w województwie śląskim oraz zachodniopomorskim – wynosiła ona 22%. Luka na poziomie 21% istnieje również w województwie pomorskim. Najmniejszą różnicę zarobków kobiet w stosunku do wynagrodzenia mężczyzn zauważa się w województwie wielkopolskim, gdzie wynosi ona 16%.
Warto również zwrócić szczególną uwagę na stanowiska dyrektorskie. W województwie mazowieckim kobiety zajmujące kluczowe stanowiska decyzyjne, przeciętnie zarobiły 17 500 zł, co stanowi 85% przeciętnego wynagrodzenia mężczyzn pełniących tę funkcję. Podobną sytuację można zauważyć w województwie opolskim, czy kujawsko-pomorskim, gdzie kobieta pracująca na takim stanowisku pobierała tylko 88% wynagrodzenia mężczyzny.
Podsumowanie
Luka płacowa, czyli różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn, wyniosła według danych Pracuj.pl w 2017 roku 16%.
Najmniej kobiet pracuje w inżynierii (7%) oraz w branży IT (11%).
Istnieją obszary, w których kobiety zarabiają przeciętnie lepiej niż mężczyźni – jest to m.in. marketing oraz finanse/ekonomia, gdzie różnice w płacach wynoszą przeciętnie 600 zł brutto na korzyść pań.
Największą lukę płacową odnotowuje się w województwie śląskim i zachodniopomorskim (22%).
W województwie mazowieckim, kobiety zajmujące kluczowe stanowiska decyzyjne, zarobiły przeciętnie 17 500 zł, co stanowi 85% przeciętnego wynagrodzenia mężczyzn pełniących podobną funkcję.
Nowa perspektywa w programach dotacji z Unii Europejskiej kieruje nas głównie na R&D (ang. research and development), czyli na badania, rozwój i innowacyjność. Oznacza to wszystkie nowe technologie i rozwiązania, które są opracowywane przez przedsiębiorców na ich własne potrzeby.
– Głównie na takie cele można pozyskać dotacje. Nie należy się ich bać, ponieważ do każdego produktu można podejść w sposób innowacyjny– powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Szostek, dyrektor, S&OP Expert w Trio Advisory– Zgodnie z zasadami obowiązującymi w nowej perspektywie unijnej, jesteśmy w stanie uzyskać wsparcie nawet do 70 proc. wartości inwestycji. Jest to możliwe także w przypadku bardzo prostych – wydawałoby się – procesów Innowacyjność to nie tylko wysoka technologia kosmiczna czy grafen. Czasami to nowa dysza do lakierni, innowacyjne podejście do procesu produkcyjnego. Wszystko zależy od tego, jak zostanie to przedstawione. Jeżeli produkt jest przełomowy wobec obowiązujących na rynku standardów, można otrzymać dofinansowanie. Warto się o to starać, bo nie jest to trudne – dodał Szostek.
W pogrążonych od dwóch dekad w stagnacji gospodarczej Włoszech, kraju z rekordowo niskim odsetkiem zatrudnionych i słabymi perspektywami, istnieje grupa, której kryzys niestraszny. Tworzą ją gospodarstwa domowe emerytów. Ich przeciętne roczne dochody netto wynoszą ok. 30 tys. euro, a majątek przez 20 lat zwiększył się o 60 proc. – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.
Tydzień włoski – takiego zapożyczenia z reklam popularnych dyskontów można użyć wobec napływu informacji po wyborach w Italii. Warto jednak na chwilę odejść od politycznej gorączki na Półwyspie Apenińskim i spojrzeć na sytuację gospodarczą tego regionu, a szczególnie na zastanawiająco dobrą kondycję finansową emerytów.
Stracone lata
Gospodarka Włoch jest bardzo słaba. PKB na mieszkańca przez ostatnie 17 lat zmniejszyło się o ok. 3,5 proc. To najgorszy wynik w całej Unii, włączając Grecję. Współczynnik zatrudnienia do populacji w wieku produkcyjnym (15-64 lata) wynosi jedynie 58,4 proc. – według ostatnich danych Eurostatu. To z kolei drugi najsłabszy rezultat w UE po Grecji.
Ponad 30 proc młodych Włochów (wiek 20-34 lata) nie uczy się, nie poprawia swoich kwalifikacji zawodowych, a także nie pracuje (NEET – not in employment, education or training). Jest to również najgorszy wynik w całej Unii.
Fatalna kondycja makroekonomiczna i dramatyczna sytuacja na rynku pracy przekłada się bezpośrednio na majętność młodych osób. Według raportu przygotowanego przez MFW w lipcu 2017 r. realny majątek netto młodych Włochów (18-34 lata) sięga dziś ledwie ok. 40 proc. tego, czym dysponowali młodzi Włosi w 1995 r.
Seniorów to nie dotyczy
Problemy Włoch wynikają z wielu kwestii. Produktywność kraju, według danych MFW, jest niższa niż na początku milenium o 6 proc. W tym czasie np. niemiecka produktywność wzrosła o ponad 8 proc. Przez lata w Italii nie przeprowadzano żadnych poważniejszych reform rynku pracy, podatkowych czy wspierających ogólną konkurencyjność gospodarki.
Istnieje jednak grupa osób, której wieloletni kryzys praktycznie nie dotyka. Chodzi o włoskich seniorów. Od 1995 r. majątek osób powyżej 65. roku życia wzrósł o prawie 60 proc. Realny roczny dochód emeryta w porównaniu do wartości sprzed dwóch dekad jest o 15 proc. wyższy – według danych MFW.
Emerytalne Bizancjum
O bardzo dobrej kondycji seniorów na Półwyspie Apenińskim świadczy także publikacja Istatu. Dane włoskiego urzędu statystycznego pokazują, że średnie dochody netto gospodarstwa domowego otrzymującego świadczenia emerytalne sięgają 29,2 tys. euro rocznie. Co ciekawe, to praktycznie tyle samo, ile przeciętne dochody gospodarstw utrzymujących się z pracy – 30,6 tys. euro. Emerytom zwykle wystarcza ok. 60-70 proc. dochodów otrzymywanych podczas zatrudnienia, by zachować wcześniejszy standard podczas jesieni życia, tym bardziej że ich gospodarstwa domowe są zwykle mniej liczne niż osób pracujących.
Ktoś mógłby powiedzieć: świetnie – emeryci zapracowali, więc mają. To jednak nie do końca prawda. System emerytalny jest przede wszystkim finansowany ze środków budżetowych.
Publikacja OECD „Pensions at a Glance” pokazuje, że Włochy przeznaczają 31,9 proc. wszystkich wydatków publicznych na świadczenia emerytalne, czyli najwięcej ze wszystkich 35 analizowanych krajów. Na dodatek chociaż ustawowy wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn przekracza 65 lat, to faktycznie mieszkańcy Italii otrzymują świadczenia średnio już w wieku ok. 62 lat.
Z kolei z szacunków MFW wynika, że stopa zastąpienia (relacja emerytury do ostatniego wynagrodzenia) jest o ok. 15-20 pkt proc. wyższa niż przeciętna w UE. Przeznaczanie tak znacznych środków na emerytury powoduje utrwalenie stagnacji gospodarczej Włoch. W budżecie zostaje mniej środków na edukację czy inwestycje w infrastrukturę. Nie wystarcza pieniędzy np. na badania i rozwój, reformę administracji bądź zachęty podatkowe dla przedsiębiorstw.
Dalej te same błędy
Ciekawostką może być fakt, że podczas ostatniej kampanii wyborczej większość partii prześcigała się w złagodzeniu wprowadzonych niedawno reform emerytalnych. Forza Italia chciała np. podwojenia minimalnego miesięcznego świadczenia z 500 do 1000 euro. Oznacza to, że Włosi nie wyciągnęli praktycznie żadnych wniosków z ostatnich dwóch dekad i ich sytuacja gospodarcza ma bardzo nikłe szanse na poprawę.
Nieznajomość prawa szkodzi – to reguła, która obowiązuje, ale chyba tylko samych podatników, którzy z przypadkami łamania przepisów bądź ich niewłaściwej interpretacji przez organy podatkowe stykają się każdego dnia. Sądy mają pełne ręce roboty, bo walka z hipokryzją fiskusa i ochrona przed bezprawiem urzędniczym to dziś podstawowe zwroty w słowniku każdego przedsiębiorcy.
12 – tyle wynosi liczba uchyleń zaskarżonych decyzji, postanowień, interpretacji lub stwierdzeń ich nieważności przez sądy administracyjne z samego tylko piątku 19 stycznia 2018 r. Jeśli dodać do tego przychylenie się sądu do skargi na bezczynność dyrektora izby administracji skarbowej, to liczba ta wzrośnie do 13 przypadków orzeczeń o bezprawnych działaniach organów podatkowych w ciągu zaledwie jednego dnia roboczego. A to i tak „korzystne” spojrzenie na licznik błędów fiskusa, bo niektóre rozstrzygnięcia sądów dotyczyły dwukrotnych naruszeń prawa dokonanych przez organy podatkowe w I i II instancji.
Organ organowi oka nie wykole
Takim przykładem jest wyrok WSA w Gliwicach z 19 stycznia 2018 r., którym uchylono błędną decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego i jednocześnie poprzedzającą ją decyzję prezydenta miasta (IV SA/Gl 703/17). To dość częste w sporach podatników z aparatem skarbowym. Organy podatkowe bronią raz wydanych decyzji na każdym szczeblu odwoławczym. Mogą to robić, skoro w praktyce nie ponoszą za swoje działania żadnej odpowiedzialności. Według informacji Ministerstwa Finansów w latach 2014–2017 liczba naczelników urzędów skarbowych w Polsce, którzy ponieśli konsekwencje z tytułu naruszenia dyscypliny finansów publicznych, wynosi zero.
Rażące naruszenie prawa
Innym wyrokiem z 19 stycznia WSA w Gdańsku zobowiązał dyrektora izby administracji skarbowej do wydania decyzji w odpowiedzi na skargę dotyczącą jego bezczynności. W sentencji wyroku sąd stwierdził, że bezczynność organu nie wiązała się z rażącym naruszeniem prawa. To orzeczenie przypomina, że łamanie prawa przez fiskusa można miarkować. Jest to o tyle ważne, że tylko rażące naruszenie prawa przez organ jest przesłanką do stwierdzenia nieważności wydanej przez niego decyzji. Doniosły wydźwięk ma w tym zakresie orzecznictwo sądów, które w mocnych słowach definiuje, czym jest rażące naruszenie prawa: „ gdy charakter tego naruszenia powoduje, że decyzja nie może być akceptowana jako akt wydany przez organ praworządnego państwa” (II SA/Łd 1089/07, 7 lutego 2008 r.). Podobnych przykładów można mnożyć (np. orzeczenia z 16 stycznia 2018 r., II SAB/Kr 253/17, 10 stycznia 2018 r., II SAB/Wr 86/17, 28 grudnia 2017 r., IV SAB/Wa 288/17).
Fiskus nie lubi konkurencji, czyli co robić, by żyć z nim w zgodzie
Jakże gorzką pigułkę hipokryzji musieli więc przełknąć podatnicy, gdy w czerwcu ubiegłego roku Polska Agencja Prasowa zorganizowała debatę pt. „Wystarczy nie kraść, czyli jak dobrze żyć z polskim fiskusem”! Kontrowersyjny tytuł debaty, delikatnie mówiąc, zrównuje polskiego podatnika z podmiotem działającym w świecie przestępczym. Jednocześnie wyjaśnia, że brak działań noszących znamiona łamania prawa, a dokładnie – w zakresie wyłudzeń VAT, daje immunitet chroniący przed gniewem fiskusa – tego samego fiskusa, który narusza prawo jedną na cztery wydane przez siebie decyzje (z którymi nie zgodził się podatnik). Zgodnie bowiem z „Raportem o przestrzeganiu praw przedsiębiorców w Polsce” z października 2017 r., sporządzonym przez Związek Pracodawców Polskich (http://www.zpp.net.pl), wg danych Ministerstwa Sprawiedliwości, liczba decyzji organów podatkowych uchylonych przez sąd I instancji w stosunku do liczby odwołań w 2016 r. wyniosła 23%. W 2015 r. było to 25%, a rok wcześniej – 26%. W tym kontekście tytuł wspomnianej debaty odebrać można jako nakaz powstrzymania się od konkurencyjnych wobec fiskusa działań.
Ochrona przed bezprawiem urzędniczym
W obecnej sytuacji równie dobrze można by zorganizować debatę pt.: „Wystarczy mieć firmę, czyli jak nie żyć dobrze z polskim fiskusem”. Praktyka stosowania wobec przedsiębiorców sankcji karnoskarbowych wskazuje wręcz, że skarbówka wypowiedziała im wojnę totalną, która oprócz wrogów pochłania też niewinne ofiary. Wszczynanie postępowań karnych skarbowych, często bez podstawy faktycznej, mającej umocowanie w prawomocnym orzeczeniu administracyjnym, oraz wstrzymywanie zwrotu nadpłaconego VAT to chyba największa patologia działań polskiego fiskusa. „Procedura zwrotu podatku nie może ciągnąć się w nieskończoność. Urzędnicy mają obowiązek działać w sprawie wnikliwie i szybko (…)”. Prowadzenie postępowania zbyt długo to dla przedsiębiorcy ryzyko utraty płynności finansowej, a nawet upadłości” (por. wyrok NSA z 24 kwietnia 2015 r., sygn. akt I FSK 1881/14).
In dubio pro tributario
Mnóstwo przepisów podatkowych jest tak nieprecyzyjnie skonstruowanych i pełnych nieostrych definicji, że przedsiębiorcy napotykają równie duże trudności nie tylko z ich śledzeniem, ale i właściwym, czyli zgodnym z punktem widzenia fiskusa, rozumieniem. Interweniował w tej sprawie sam Rzecznik Praw Obywatelskich, zarzucając przepisom podatkowym niejednoznaczność (pismo z 31 stycznia 2017 r., V.511.25.2017.EG), a systemowi dokonywanych interpretacji przepisów prawa podatkowego – niejasność (pismo z dnia 19 października 2016 r., V.511.394.2016.JG).
Ten stan miała zmienić zasada in dubio pro tributario, która głosi, że niemożliwe do rozstrzygnięcia wątpliwości co do przepisów podatkowych rozstrzyga się na korzyść podatnika (art. 2a Ordynacji podatkowej). Niestety, organy podatkowe najczęściej o tej regule zapominają, korzystając jednocześnie z furtek prawnych legitymujących do wstrzymywania zwrotu nadpłaconego podatku.
Walka z bogiem
Hasło „Wystarczy nie kraść, by żyć w zgodzie z fiskusem” nie tylko, w obliczu licznych przykładów bezprawia urzędniczego, nosi znamiona hipokryzji, lecz także budzi poczucie bezradności wśród przedsiębiorców. To do fiskusa należy bowiem ocena, które z zachowań podatnika zostanie uznane za kradzież. Co więcej, to fiskus tworzy prawo, kreując rzeczywistość, w której dane działanie przedsiębiorców zostanie za tę kradzież uznane. A czy jest w tym nieomylny?
W 2004 r. Trybunał Konstytucyjny podważył pierwszą regulację dotyczącą klauzuli obejścia prawa podatkowego, zarzucając jej, że „nie spełnia konstytucyjnych standardów przyzwoitej legislacji, a w konsekwencji narusza podstawowe elementy kształtujące treść zasady zaufania do państwa i stanowionego prawa”. W ubiegłym roku Komisja Europejska nakazała Polsce zawieszenie stosowania przepisów o podatku od sprzedaży detalicznej, gdyż naruszają one unijne zasady dopuszczalnej pomocy państwa.
Prawa przedsiębiorców częściej łamane niż przestrzegane
Niestety, praktyka obrotu gospodarczego poparta badaniami statystycznymi pokazuje, że sam fiskus częściej łamie prawo, niż go przestrzega. Opracowany na podstawie danych Ministerstwa Sprawiedliwości, ww. „Raport o przestrzeganiu praw przedsiębiorców w Polsce” wskazuje, że w latach 2014–2016 „sytuacja przedsiębiorców była bliższa częściowego łamania praw, aniżeli ich przestrzegania”. Na tak negatywną ocenę wpływ miały wysoki odsetek decyzji organów podatkowych uchylanych przez sąd pierwszej instancji oraz nieefektywność komorniczych egzekucji.
We własnym gnieździe
Zorganizowana przez PAP debata miała na celu wskazanie problemów związanych z VAT, który jest najważniejszym podatkiem dla budżetu państwa, a ze względu na swój neutralny charakter – także dla przedsiębiorców. Najistotniejsze jest, by fiskus pamiętał, że sami przedsiębiorcy są równie ważni jak podatek VAT, który właśnie oni płacą, a hipokryzją jest widzieć w cudzym oku źdźbło, we własnym nie dostrzegając belki.
Autor: radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
W 2017 r. XTB odnotowało 92 973 tys. zł skonsolidowanego zysku netto tj. 19,6% wzrostu rdr. Zysk z działalności operacyjnej (EBIT) wzrósł o 56,2% rdr do poziomu 128 270 tys. zł. Skonsolidowane przychody wyniosły 273 767 tys. zł, tj. 9,3% wzrostu rdr.
ROŚNIE WOLUMEN OBROTÓW I PRZYCHODY GRUPY
Wzrost przychodów Grupy w 2017 r. o 9,3% rdr do poziomu 273 767 tys. zł wynika głównie ze wzrostu wolumenu obrotu o 9% rdr liczonego w lotach przy porównywalnej rentowności na lota. Patrząc na przychody pod kątem klas instrumentów widać, że podobnie jak w 2016 r., prym wiodły CFD oparte na indeksach akcji. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych w 2017 r. sięgnął 60,7% wobec 46,2% rok wcześniej.
OKRES 12 MIESIĘCY ZAKOŃCZONY
31.12.2017
31.12.2016
31.12.2015
31.12.2014
31.12.2013
Przychody z działalności operacyjnej razem
273 767
250 576
282 542
204 434
215 559
Obrót instrumentami pochodnymi CFD
w lotach1
2 196 558
2 015 655
2 443 302
1 986 639
1 947 679
Rentowność na lota (w PLN)2
125
124
116
103
111
1) Lot stanowi jednostkę obrotu instrumentami finansowymi; w przypadku transakcji walutowych lot odpowiada 100 000 jednostek waluty bazowej; w przypadku instrumentów innych niż instrumenty pochodne CFD oparte na walutach kwota jest określona w tabeli instrumentów i jest różna dla różnych instrumentów.
2) Przychody z działalności operacyjnej razem podzielone przez obrót instrumentami pochodnymi CFD w lotach.
GŁÓWNE RYNKI DZIAŁALNOŚCI W GÓRĘ, PERSPEKTYWA DALSZEJ EKSPANSJI W AMERYCE ŁACIŃSKIEJ
W ujęciu geograficznym przychody XTB były optymalnie zdywersyfikowane. Ich wzrost wystąpił zarówno w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i Europie Zachodniej. Krajami, z których Grupa czerpie każdorazowo więcej niż 15% przychodów są: Polska
z udziałem wynoszącym 28,6% (2016 r.: 31,9%) oraz Hiszpania z udziałem równym 20,7% (2016 r.: 18%). Udział pozostałych krajów w strukturze geograficznej przychodów nie przekracza w żadnym przypadku 15%. W globalnej kontrybucji na znaczeniu zyskuje Ameryka Łacińska, która stopniowo zastępuje lukę po Turcji.
(w tys. PLN)
OKRES 12 MIESIĘCY ZAKOŃCZONY
31.12.2017
31.12.2016
Europa Środkowo-Wschodnia
131 423
128 915
– w tym Polska
78 332
80 008
Europa Zachodnia
128 564
105 986
– w tym Hiszpania
56 550
45 177
Ameryka Łacińska i Turcja
13 780
15 675
– w tym Turcja
4 943
15 675
Przychody z działalności operacyjnej razem
273 767
250 576
ROŚNIE UDZIAŁ USŁUG DLA KLIENTÓW INSTYTUCJONALNYCH
Coraz wyraźniejszego wymiaru nabiera w XTB dywersyfikacja segmentowa przychodów, w związku z dynamicznym rozwojem segmentu działalności instytucjonalnej (X Open Hub). Od 2013 r. Grupa świadczy usługi klientom instytucjonalnym. XTB dostarcza płynność i technologię innym instytucjom finansowym, w tym domom maklerskim. W omawianym okresie działalność instytucjonalna wypracowała 41 580 tys. zł przychodu, co daje wzrost o 113% rdr.
(w tys. PLN)
OKRES 12 MIESIĘCY ZAKOŃCZONY
31.12.2017
31.12.2016
Działalność detaliczna
232 187
231 059
Działalność instytucjonalna (X Open Hub)
41 580
19 517
Przychody z działalności operacyjnej razem
273 767
250 576
PERSPEKTYWA DALSZEGO WZROSTU BAZY KLIENTÓW
W związku z rosnącą bazą klientów XTB posiada solidny fundament pod wzrosty. W IV kwartale 2017 r. liczba otwartych nowych rachunków była rekordowa zarówno w stosunku do wcześniejszych kwartałów 2017 r., jak i 2016 r. Liczba otwartych nowych rachunków w 2017 r. wzrosła o 62,1% rdr. Średnia liczba aktywnych rachunków wyniosła 21 088, tj. wzrost o 22,3% rdr. W kolejnych kwartałach 2018 r. przyrost rachunków powinien być kontynuowany ze względu na wzmożoną aktywność marketingową oraz wprowadzenie do oferty nowych produktów. Największy potencjał wzrostu ma rynek niemiecki, francuski oraz Ameryka Łacińska.
OKRES ZAKOŃCZONY
31.12.2017
30.09.2017
30.06.2017
31.03.2017
31.12.2016
30.09.2016
30.06.2016
31.03.2016
Nowe rachunki1
16 530
11 278
9 635
13 280
9 624
8 060
7 178
6 438
Średnia liczba aktywnych rachunków2
21 088
20 194
20 016
20 408
17 243
16 531
16 305
16 087
1) Liczba rachunków otworzonych przez klientów Grupy w poszczególnych kwartałach.
2) Średnia kwartalna liczba rachunków odpowiednio za okres 12, 9, 6 i 3 miesięcy 2017 roku oraz 12, 9 i 6 i 3 miesięcy 2016 roku.
SKOKOWY WZROST ZYSKÓW PRZY MALEJĄCYCH KOSZTACH
W 2017 r. Grupa odnotowała 92 973 tys. zł skonsolidowanego zysku netto tj. 19,6% wzrostu rdr. Zysk z działalności operacyjnej (EBIT) wzrósł o 56,2% rdr osiągając wartość 128 270 tys. zł. W 2017 r. XTB znacząco poprawiło efektywność kosztową, utrzymując przy tym wzrosty w otwieranych nowych rachunkach i liczbie aktywnych rachunków. Koszty działalności operacyjnej ukształtowały się na poziomie 145 497 tys. zł (2016 r.: 168 461 tys. zł), tj. spadek o 13,6% rdr. Na spadek ten złożyły się niższe o 24 497 tys. zł koszty marketingu wynikające głównie z niższych nakładów na kampanie reklamowe.
(w tys. PLN)
OKRES 12 MIESIĘCY ZAKOŃCZONY
ZMIANA %
31.12.2017
31.12.2016
Wynagrodzenia i świadczenia pracownicze
(73 150)
(71 864)
1,8
Marketing
(24 841)
(49 338)
(49,7)
Pozostałe usługi obce
(21 943)
(20 620)
6,4
Koszty utrzymania i wynajmu budynków
(7 934)
(8 698)
(8,8)
Amortyzacja
(6 054)
(5 423)
11,6
Podatki i opłaty
(2 059)
(2 597)
(20,7)
Koszty prowizji
(5 964)
(4 182)
42,6
Pozostałe koszty
(3 552)
(5 739)
(38,1)
Koszty działalności operacyjnej razem
(145 497)
(168 461)
(13,6)
W IV kwartale 2017 r. koszty działalności operacyjnej były porównywalne rdr i wyższe k/k głównie za sprawą wzrostu wynagrodzeń. W 2018 r. koszty działalności operacyjnej powinny kształtować się na poziomie porównywalnym (nieznacznie wyższym) do tego, jaki obserwowaliśmy w 2017 r. Ostateczny ich poziom uzależniony będzie od wysokości wynagrodzeń oraz od poziomu wydatków marketingowych. Na wysokość wynagrodzeń wpływać będą wyniki Grupy. Poziom wydatków marketingowych będzie uzależniony od oceny ich wpływu na wyniki i rentowność Grupy oraz stopnia responsywności klientów na podejmowane działania.
PERSPEKTYWY ROZWOJU
Grupa planuje dalszy rozwój poprzez rozbudowę bazy klienckiej i oferty produktowej, penetrację istniejących rynków oraz ekspansję geograficzną na rynki Ameryki Łacińskiej. Ze względu na aktualne niedoszacowanie Spółki, Zarząd wstrzymał się z pracami nad konsolidacją rynku poprzez fuzje i przejęcia, nastawiając się bardziej na rozwój organiczny.
POSTĘPOWANIE ADMINISTRACYJNE
W odniesieniu do postępowania administracyjnego w Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i postępowania w prokuraturze, Zarząd XTB podtrzymuje swoje stanowisko i nie znajduje podstaw do zastrzeżeń dotyczących sposobu działalności spółki i informowania klientów. Zarząd dysponuje niezależnymi ekspertyzami czołowych kancelarii prawnych, które między innymi mówią, że systemy transakcyjne stosowane przez XTB odpowiadały standardom rynkowym i spełniały postulaty prawodawcy. Opinie prawne wskazują, że stosowanie przez XTB mechanizmu asymetrycznego odchylenia było typowym zjawiskiem technicznym i kontraktowym występującym powszechnie na rynku instrumentów finansowych, stosowanym dla ochrony firmy inwestycyjnej, strony faktycznie podlegającej ryzyku kontraktowemu o charakterze niesymetrycznym.
Działalność XTB jest nadzorowana przez KNF, a środki klientów są przechowywane na segregowanych kontach oraz objęte systemem rekompensat Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. XTB stosuje się do wszystkich obowiązujących przepisów prawa i wytycznych nadzoru zgodne z praktyką rynkową oraz przestrzega kodeksów branżowych. Działając w interesie spółki i jej akcjonariuszy, a także kierując się dobrem klientów, spółka współpracuje z przedstawicielami organów administracyjnych w celu niezwłocznego wyjaśnienia sprawy.
Międzynarodowa firma doradcza Coface podwyższa swoje prognozy gospodarcze dla Polski. I przewiduje, że stopy procentowe od połowy przyszłego roku.
PKB ma wzrosnąć o 4,2-4,3 proc., a więc będzie to wzrost niższy niż w minionym roku. Inflacja będzie niska, ale będzie rosła od połowy przyszłego roku.
– To będzie skutek szybkiego wzrostu wynagrodzeń i wzrostu popytu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – Inflacja znajdzie się wtedy w górnym poziomie celu inflacyjnego.
Dlatego Coface przewiduje, że Rada Polityki Pieniężnej od połowy 2019 r. podniesie stopy procentowe.
Podczas gdy światowy biznes ewoluuje, kobiety wciąż pozostają w tyle, jeśli chodzi o zajmowanie stanowisk zarządczych w firmach. Jak wygląda sytuacja w Polsce? Okazuje się, że możemy być stawiani za wzór.
Jak wynika z raportu Pew Research, obecnie tylko 26 kobiet zasiada w zarządach firm z listy Fortune 500. Statystyki pozostają praktycznie takie same dla prezesów firm z listy Fortune 1000. Nieco lepiej sytuacja wygląda w odniesieniu do roli dyrektora finansowego. Według Deloitte, w rankingu Fortune 500 znajdziemy 61 kobiet na takich stanowiskach. W przypadku Polski obserwowana jest zdecydowanie bardziej korzystna tendencja. Z ubiegłorocznych danych Eurostatu wynika, że odsetek kobiet na stanowiskach menedżerskich w naszym kraju wynosi 44%. To stawia Polskę na drugim miejscu w Unii Europejskiej.
– Kobiety umacniają swoją pozycję w polskim biznesie, coraz częściej obejmując strategiczne role w swoich organizacjach. Jest to na pewno rezultat tego, że zyskujemy więcej biznesowej pewności i stajemy się bardziej świadome tego, jaką wartość dodaną możemy wnieść do firmy. A liczba takich benefitów z punktu widzenia firm jest bardzo wysoka. Polskie businesswomen są niezwykle kompetentne, mają ogromną wiedzę i niesamowity apetyt na to, aby ciągle ją poszerzać – tłumaczy Magdalena Wereda-Kolasińska, FCMA, CGMA, Dyrektor ds. Finansów w PZU Zdrowie.
Jednym z obszarów, w którym polskie managerki wiodą prym jest rola CFO, czyli dyrektora finansowego. Jak pokazuje badanie „Women in Business 2017”, 46% kobiet na stanowiskach kierowniczych obejmuje właśnie tę pozycję.
– Patrząc na to, jak dynamicznie zmienia się profesja finansistów, można śmiało powiedzieć, że jest to jedna z najbardziej strategicznych ról w międzynarodowych organizacjach. Przede wszystkim coraz wyraźniej oczekuje się od ekspertów finansowych, aby byli bardziej managerami, doradcami i liderami zmiany niż tylko księgowymi. Coraz bardziej kluczowa staje się też znajomość nowoczesnych narzędzi technologicznych, służących przetwarzaniu i analizowaniu danych oraz ich wizualizacji. Dlatego dyrektor finansowy to jedna z najbardziej wszechstronnych ról w dzisiejszym biznesie – dodaje Magdalena Wereda-Kolasińska.
Czy jednak świat finansów może być jeszcze bardziej sfeminizowany? Jest na to szansa. W miarę postępującej automatyzacji i robotyzacji, na znaczeniu będą zyskiwać kompetencje miękkie, które bardzo często są domeną kobiet.
– Jak wynika z raportu przygotowanego przez World Economic Forum, jak na przestrzeni zaledwie 5 lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników. W 2020 na znaczeniu zyska między innymi inteligencja emocjonalna oraz nasza elastyczność poznawcza. Właśnie w tym kierunku powinni rozwijać managerowie oraz eksperci, którzy mają ambicje, aby w przyszłości objąć stanowisko kierownicze. Tym bardziej, że przynajmniej na razie kompetencje miękkie znajdują się poza zasięgiem maszyn – podsumowuje Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Association of International Certified Professional Accountants.
Pilotażowa odsłona programu akceleracyjnego Bridge to MassChallenge Warsaw dla startupów z Europy Środkowo-Wschodniej dobiegła końca. Jej zwycięzcami, którzy tym samym zakwalifikowali się do światowego półfinału, zostali bNesis, KLEAR Lending i ShelfWise. W maju tego roku podczas półfinałów MassChallenge w Bostonie zmierzą się ze startupami z całego świata o udział w wielkim finale.
W czwartek 1 marca br. w Bostonie zakończył się drugi bootcamp w ramach programu Bridge to MassChallenge Warsaw. Wzięło w nim udział dziesięć najlepszych startupów z Europy Środkowo-Wschodniej wyłonionych w warszawskiej części programu w styczniu tego roku. Przez cztery dni młodzi przedsiębiorcy-wizjonerzy pracowali z międzynarodowymi ekspertami specjalizującymi się w różnych dziedzinach biznesu i prawa, przedstawicielami funduszy inwestycyjnych i korporacji. Przyświecał im ten sam cel – ekspansja na nowe rynki oraz pozyskanie nowych inwestorów i klientów, w tym na rynku amerykańskim.
– Startupy z Europy Środkowo-Wschodniej, które przeszły do drugiego etapu Bridge to MassChallenge Warsaw, zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. W oczy rzuciły się ich pasja do innowacji i duch przedsiębiorczości. Te cztery dni spędzone w siedzibie MassChallenge minęły przede wszystkim pod znakiem nauki i networkingu. Nie mam wątpliwości, że wracają do siebie bogatsi o nową wiedzę, znajomości i doświadczenia, bez względu na to, czy przeszli dalej czy nie. Ci przedsiębiorczy innowatorzy są skazani na sukces, my co najwyżej jedynie możemy im podpowiedzieć, czego warto spróbować, a czego powinni się wystrzegać – mówi Michael LaRhette, prezes MassChallenge
– Dla młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw nagroda w programie to ogromna szansa. Młode spółki technologiczne, które za cel stawiają sobie podbicie rynku globalnego, otrzymały możliwość szybkiego rozwoju przy wsparciu doświadczonych mentorów, ale także łatwiejszej komercjalizacji opracowanych rozwiązań w oparciu o międzynarodowy know-how. Program ten miał dla nas nie tylko znaczenie misyjne, ale też wartość w przypadku wdrażania cyfrowej strategii PKO Banku Polskiego – mówi Szymon Wałach, Dyrektor Pionu Klienta Detalicznego PKO Banku Polskiego.
Bridge to MassChallenge Warsaw rozpoczął się we wrześniu 2017 r. – to wtedy ruszyły zapisy do akceleratora, którego partnerami są PKO Bank Polski, PGE Nowa Energia oraz Visa. Do programu bardzo szybko zaczęły spływać zgłoszenia z całej Europy Środkowo-Wschodniej oraz spoza niej, m.in. z Izraela. Do 6 listopada ub.r., czyli do momentu zakończenia przyjmowania aplikacji, zgłoszeń było niemal 300, ale do pierwszego etapu, który miał miejsce w połowie stycznia, zakwalifikowały się ostatecznie 23 z nich. Po czterech dniach bootcampu i sesji mentoringowych jury złożone z inwestorów z wieloletnim doświadczeniem wybrało najlepszą ich zdaniem dziesiątkę, która na przełomie lutego i marca w Bostonie zderzyła swoje biznesy z ekosystemem innowacji USA.
– W przeciwieństwie do innych startupów nie zaczynaliśmy naszej przygody w wielkim biznesie w domu, lecz daleko od domu, w Singapurze. Czas na Polskę przyszedł później. Nasze zwycięstwo najpierw w Warszawie i teraz w Bostonie potwierdza to, co wiedzieliśmy od dawna: że nasz pomysł jest potrzebny, a nasza praca ma sens. To dla nas ogromne wyróżnienie, które nas pcha do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Gdy wrócimy tu w maju, chcemy pokazać, że nie osiedliśmy na laurach i stajemy się coraz lepsi. Wierzymy, że nasza technologia ma szansę podbić rynki tak Ameryki, jak i Europy Zachodniej. Z pomocą MassChallenge nie ma rzeczy niemożliwych – powiedział Konrad Szczukiewicz z ShelfWise, startupu specjalizującego się w weryfikacji i ocenie planogramów za pomocą narzędzi opartych o sztuczną inteligencję. – Gratulacje należą się także bNesis i KLEAR Lending oraz wszystkim pozostałym startupom, które wzięły udział w Bridge to MassChallenge Warsaw. Od samego początku czuliśmy, że jesteśmy w doborowym towarzystwie – dodał.
Przez cztery dni intensywnego bootcampu w Bostonie do swojej dyspozycji młodzi przedsiębiorcy z CEE mieli ponad 40 amerykańskich ekspertów z takich dziedzin jak sprzedaż, marketing czy finanse. Razem z nimi odbyli szereg indywidualnych sesji mentoringowych i uczestniczyli w serii warsztatów i paneli dyskusyjnych podejmujących takie zagadnienia jak dobór optymalnych kanałów sprzedaży, współpraca startupu z korporacją czy zbieranie kolejnej rundy finansowania w Stanach Zjednoczonych. Wśród mentorów gotowych odpowiedzieć na każde pytanie założycieli młodych przedsiębiorców znaleźli się m.in. przedstawiciele świata startupów, kancelarii prawnych, inwestorów i najlepszych uczelni, w tym MIT Entrepreneurship Center, Babson College, Highland Capital Partners czy Launchpad Venture Group. W Bostonie była także obecna reprezentantka PGE Nowa Energia. Dla firmy udział w międzynarodowym programie Bridge to MassChallenge Warsaw to szansa na zaistnienie w świadomości społeczności startupów, zwłaszcza w regionie CEE, jako firmy czynnie wspierającej innowacje w technologii, nie tylko w sektorze energetycznym.
Przed zwycięzcami teraz dwa miesiące wirtualnych sesji mentoringowych, w trakcie których będą doskonalić swoje umiejętności i zdobywać nową biznesową wiedzę. To czas wzmożonej pracy, ale przynoszącej ogromne korzyści z punktu widzenia wchodzącej na rynki międzynarodowe młodej firmy. Kontynuacja mentoringu to nieoceniona wartość, dzięki której międzynarodowa ekspansja i pozyskanie nowych inwestorów i klientów, również na amerykańskim rynku, stają się łatwiejsze. Szczególnie że już w maju zwycięzcy polskiej odsłony programu zmierzą się ze startupami z całego świata w półfinale MassChallenge.
– Istnieje pewien rodzaj odporności i pasji, które widzimy od startupów z regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Rozwijają się z zawrotnym tempem i jeśli zapewni im się dostęp do zasobów, które są obecne w innych częściach świata, CEE będzie jednym z czołowych regionów na świecie – podsumowuje Michael LaRhette, prezes MassChallenge.
Zwycięska trójka startupów:
bNesis (Polska/Ukraina) oferuje platformę służącą bankom i instytucjom finansowym w integracji zewnętrznych aplikacji za pośrednictwem API. Za pomocą kilku kliknięć, potencjalni kredytobiorcy dzielą się swoimi miernikami finansowymi w czasie rzeczywistym ze wszystkich swoich rachunków w bankach, zamiast łączyć niezbędne systemy osobno. System scoringowy banku analizuje wydatki, dochody i inne dane kredytobiorcy, w tym informacje z innych banków i instytucji, a nawet sklepów internetowych i serwisów społecznościowych, a po kilku minutach generuje zgodę lub brak zgody na udzielenie kredytu.
KLEAR Lending (Bułgaria) to platforma kredytowa P2P, oferująca alternatywną w stosunku do tradycyjnych formę pożyczania pieniędzy. Firma zbudowała środowisko łączące ludzi, którzy potrzebują pieniędzy z ludźmi poszukującymi wyższego zwrotu z oszczędności. Celem Klear Lending jest połączenie usług finansowych P2P i bezpłatnej edukacji finansowej.
ShelfWise (Polska) zapewnia oprogramowanie do natychmiastowego rozpoznawania półek sklepowych w czasie rzeczywistym, umożliwiając firmom weryfikację i ocenę planogramów – tj. sposobu prezentacji produktów w sklepie. Dzięki sztucznej inteligencji, w ciągu zaledwie kilku sekund, aplikacja pozwala firmom ocenić obecność i ekspozycję produktu oraz zgodność z planogramami już na etapie wizyty przedstawiciela handlowego w sklepie. Rozwiązanie kierowane jest przede wszystkim do firm z branży FMCG oraz sprzedawców detalicznych.
FinTech Finiata świętuje kolejny sukces. Właśnie rozpoczął współpracę z jednym
z największych polskich banków – Bank BGŻ BNP Paribas.
W pierwszym kwartale 2018 roku Finiata oferująca faktoring cichy z regresem dla sektora MSP może już pochwalić się sukcesami. W styczniu i lutym fintech zanotował rekordową liczbę obsłużonych klientów, a w marcu oficjalnie rozpoczął współpracę z jednym
z największych polskich banków – BGŻ BNP Paribas.
– Bank BGŻ BNP Paribas cały czas dąży do podnoszenia jakości świadczonych usług,
dlatego sukcesywnie prowadzimy rozmowy z firmami technologicznymi i znajdujemy coraz ciekawsze rozwiązania, które mogą być użyteczne dla naszych klientów. Dlatego też,
w ramach stworzenia ekosystemu usług dla nowo powstałych firm, Bank wprowadził
we współpracy z fintechem Finiata eMikrofaktoring, który doskonale wpisuje się w nasz zakres usług. Dzięki połączeniu sił, klient Banku może zamienić swoje faktury na pieniądze nie czekając na płatność od kontrahenta, co wpływa na poprawę płynności finansowej firmy – mówi Przemysław Furlepa, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, odpowiedzialny za bankowość detaliczną i biznesową.
Przy tej okazji warto również przypomnieć, że w grudniu 2017 roku do grona inwestorów Finiaty dołączyło kilku nowych inwestorów, wśród których jest m. in. Kulczyk Investments.
– Finiata to projekt o globalnym potencjale. Charakterystyczną cechą firmy jest jej silna pozycja na polskim rynku oraz bardzo dobry zespół zarządzający. Wierzę, że nasze doświadczenie i międzynarodowa sieć kontaktów biznesowych pomogą Finiacie w jej globalnej ekspansji – powiedział Sebastian Kulczyk, CEO Kulczyk Investments.
Finiata liderem mikrofaktoringu w Polsce
Choć fintech wywodzi się z Niemiec to jednak w Polsce rozwija się znacznie szybciej, dlatego kraj nad Wisłą jest kluczowy w strategii Finiaty. W pierwszym roku działalności firma obsłużyła w obu krajach łącznie 9000 klientów więc 2018 roku wyznaczyła bardzo ambitne cele. Biorąc pod uwagę, że aktualnie miesięcznie obsługuje ok 75 proc. więcej klientów niż w grudniu 2017 plany te mają solidne podstawy do realizacji. Finiata tym samym umacnia się również na pozycji lidera wśród firm oferujących mikrofaktoring
w Polsce. Na platformie fintecha jest już 15500 klientów.
Nowoczesna usługa dla freelancerów i sektora MSP
Cichy faktoring z regresem (tak nazywa się pełna nazwa usługi oferowanej przez Finiatę) skierowany jest przede wszystkim do sektora MSP i freelancerów. Wyjątkowość tej usługi polega na tym, że fakt finansowania faktury jest znany tylko przedsiębiorcy i faktorowi. Kontrahenci klientów Finiaty nie są informowani o tym, że ich dostawca korzysta
z zewnętrznego finansowania, a klient sam decyduje jak długo chce finansować fakturę. Po otrzymaniu zapłaty dostawca zwraca uzyskaną wcześniej zaliczkę bezpośrednio
do Finiaty. Limity faktoringowe są przyznawane po automatycznej ocenie dokonanej przez zaawansowany i samouczący się algorytm oceny ryzyka kredytowego, który bierze pod uwagę nawet 10 tysięcy punktów kontrolnych. Po przyznaniu limitu faktoringowego klient może wprowadzić faktury do systemu i ustalić okres finansowania każdej z nich. System,
z którego korzysta fintech potrzebuje zaledwie 3 minuty na analizę faktury i około
3 godziny na cały proces związany z przekazaniem klientowi gotówki. Oferta Finiaty została bardzo dobrze przyjęta przez rynek konsumentów – ponad 70% klientów korzysta
z jej usług wielokrotnie.
– Ryzyko w produktach oferowanych przez Finiatę jest zupełnie inne niż kredytowe,
bo też produkt nie jest linią kredytową czy długoterminowym zobowiązaniem. To faktoring,
co oznacza że klienci fintecha zarobili już pieniądze, ale ze względu na odroczenie terminów płatności, czy w związku z generalnym trendem „nie płacenia na czas” muszą czekać na wynagrodzenie. Mikrofaktoring od Finiaty jest więc usługą biznesową, która pozwala klientom zachować płynność finansową – mówi Sebastian Diemer, CEO Finiata.
Dolarowi ostatnimi czasy szkodziły protekcjonistyczne zapędy Donalda Trumpa. Wczoraj uderzyły w niego dwie dodatkowe kwestie: popołudniowy powrót do ryzyka związany z informacjami z Półwyspu Koreańskiego oraz rezygnacja Gary’ego Cohna, doradcy Trumpa ds. ekonomicznych.
Donald Trump podtrzymuje swoją protekcjonistyczną retorykę, co zdecydowanie nie sprzyja amerykańskiej walucie. Podczas wczorajszej konferencji z premierem Szwecji, Stefanem Lovfenem, prezydent USA poinformował, że w przypadku, kiedy USA mają deficyt w handlu z wieloma innymi krajami „wojny handlowe nie są takie złe”. Dodał jednocześnie, że UE może porozumieć się ze stroną amerykańską w kwestii handlu, co może pozwolić im na uniknięcie amerykańskich ceł. Jego ostatnie słowa zdają się potwierdzać, że – podobnie jak w przypadku Kanady i Meksyku – prezydent USA zdaje się korzystać z groźby wprowadzenia ceł jako katalizatora negocjacji handlowych z UE.
Amerykańskiemu dolarowi, podobnie jak innym aktywom uznawanym za bezpieczne, w połowie dnia zaszkodziły również informacje o tym, iż – zgodnie z doniesieniami Korei Południowej – Północ jest gotowa na denuklearyzację, jeśli reżim otrzyma gwarancję przetrwania. Pod koniec kwietnia Koree zorganizują szczyt na granicy obu państw.
Informacje z Korei – tak samo, jak szkodziły aktywom bezpiecznym (zwłaszcza USD i JPY), tak wspierały aktywa uznawane za bardziej ryzykowne. Pozytywny sentyment względem ryzyka był w stanie przytłumić negatywny efekt związany z ryzykiem wprowadzenia amerykańskich ceł i wsparł również polskiego złotego.
Amerykańska waluta cierpiała jednak również ze względu na jeszcze jedną kwestię: niespodziewaną rezygnację Gary’ego Cohna, szanowanego doradcę Donalda Trumpa ds. ekonomicznych. Cohn był jednym z architektów reformy podatkowej i przeciwnikiem protekcjonistycznej polityki prezydenta USA.
SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY
PLN
Polska waluta, podobnie jak część innych aktywów uznawanych za ryzykowne, zyskiwała wczoraj na wspomnianym powrocie do ryzyka.
W dniu dzisiejszym Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny zdecyduje o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Bardziej istotna od samej decyzji, która niemal na pewno nie wniesie nic nowego, będzie konferencja prasowa RPP podczas której wypowiadać będzie się prezes NBP, Adam Glapiński oraz dwóch innych członków Rady. Z niecierpliwością wyczekujemy poniedziałkowej publikacji nowych projekcji inflacji i PKB.
EUR
Kurs EUR/PLN we wtorek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,18 – 4,19. Pomimo zwiększonej zmienności w ciągu dnia, polski złoty w parze z euro ostatecznie zakończył dzień na poziomie zbliżonym do tego z końcówki dnia poprzedniego. Opublikowana dziś aktualizacja szacunków PKB za IV kwartał ubiegłego roku była zgodna ze wstępnym odczytem. Gospodarki strefy euro rosły o solidne 2,7% w ujęciu rocznym.
Inwestorzy będą powoli przygotowywać się do czwartkowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego opublikowane zostaną nowe projekcje ekonomiczne Banku. Warto będzie zwrócić uwagę na to, czy ostatnie, słabe publikacje danych inflacyjnych przełożą się na obniżenie szacunków EBC w tej kwestii.
GBP
Kurs GBP/PLN we wtorek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,67 – 4,70. Wczoraj funt brytyjski był słabszy w parze z euro i polskim złotym, dość mocno zyskiwał natomiast w relacji do słabszego dolara amerykańskiego, tym samym indeks GBP zakończył dzień na plusie. Wczorajsze przemówienie głównego ekonomisty Banku Anglii, Andy’ego Haldane nie odnosiło się do kwestii zmian w polityce monetarnej czy perspektyw gospodarczych Zjednoczonego Królestwa, tym samym przeszło bez większego echa.
USD
Kurs USD/PLN we wtorek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,37 – 3,40. Dolar amerykański był wczoraj poddany dość silnej wyprzedaży w relacji do większości walut. Pierwsza jej fala była związana z powrotem do ryzyka, co nie sprzyjało amerykańskiej walucie. Druga nadeszła wraz z informacją o rezygnacji głównego doradcy amerykańskiego, Gary’ego Cohna.
Wczorajszy kalendarz makro nie był obfity w istotne publikacje. Zdecydowana większość członków FOMC popiera kontynuację podwyżek stóp procentowych w USA, co widać chociażby po wczorajszych wypowiedziach. Warto zwrócić uwagę szczególnie na komunikację ze strony Roberta Kaplana, który dotychczas był uznawany za jednego z bardziej “gołębich” członków decyzyjnego ramienia Rezerwy Federalnej. We wczorajszej wypowiedzi stwierdził, że poziom bezrobocia w USA w bieżącym roku spadnie poniżej 4%, a gospodarka jest w stanie “pełnego zatrudnienia lub poniżej”. Poinformował, iż wspiera trzy podwyżki stóp procentowych – nieco więcej niż obecnie wyceniają rynki finansowe. Jego słowa nie odbiły się jednak szerokim echem na rynkach, inwestorzy byli skupieni przede wszystkim na kwestiach amerykańskich ceł oraz poprawy sentymentu do ryzyka.
Dziś przemawiać będą Raphael Bostic i Bill Dudley, prawdopodobnie istotniejsza będzie jednak publikacja nowych danych ADP z amerykańskiego rynku pracy w lutym. Będą one “przystawką” przed piątkowym, dużo bardziej istotnym raportem z amerykańskiego rynku pracy.
KLUCZOWE PUBLIKACJE
13:30 – roczny komunikat budżetowego w Wielkiej Brytanii
14:00 – przemawia Raphael Bostic z FOMC
14:15 – dane ADP z amerykańskiego rynku pracy w lutym
14:20 – przemawia Bill Dudley z FOMC
16:00 – konferencja prasowa RPP
16:00 – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych
RPP może jeszcze lekko wzmocnić krótki koniec krzywej dochodowości. Złoty próbuje skorzystać na pogorszeniu sentymentu względem dolara. Przy EURUSD rosnącym powyżej 1,24 kurs EURPLN chwilowo spadł poniżej 4,18. Środowy wydźwięk posiedzenia RPP może ponownie osłabić naszą walutę.
Rynek stopy procentowej
Na krajowym rynku stopy procentowej wtorkowa sesja przyniosła wyraźny wzrost rentowności obligacji skarbowych widoczny głównie na dłuższym końcu krzywej. W efekcie doszło do jej wyraźnego wystromienia.
Notowania krótkoterminowych instrumentów cały czas znajdują oparcie w łagodnej polityce pieniężnej NBP. Rynek wycenia w pełni jedną podwyżkę stóp procentowych o 25 pb. na przełomie I i II kwartału 2019 r. oraz kolejne 25 pb. w II półroczu przyszłego roku. Dodatkowo na przełomie 2019 i 2020 r. notowania uwzględniają blisko połowę trzeciego ruchu o 25 pb. Warto w tym kontekście przypomnieć, że od ostatniego posiedzenia RPP oczekiwania te zostały wyraźnie skorygowane w dół. W kontekście środowego posiedzenia Rady powstaje, zatem pytanie, czy Rada może być jeszcze bardziej gołębia? Biorąc pod uwagę trendy makroekonomiczne jest to możliwe, chociaż trudno spodziewać się na rynku istotniejszej reakcji. Niemniej rynek może dalej przesuwać w czasie moment pierwszej podwyżki, a także obniżać skalę ruchu. Taką reakcję mogłoby wywołać silniejsze akcentowanie przez RPP rosnącego prawdopodobieństwa braku zmian stóp procentowych w dużej części 2019 r. Za takim scenariuszem może opowiadać się też coraz liczniejsza grupa członków RPP, dodatkowo uwiarygadniając ten scenariusz. Za dalszym łagodzeniem retoryki przemawiać będzie krótkoterminowy spadek inflacji i wyhamowanie momentum w gospodarce na początku roku, brak presji inflacyjnej w kraju i na świecie, umocnienie złotego (pomijając jego deprecjację z ostatnich dni), czy luzowanie polityki pieniężnej w Europie. Pewnym czynnikiem ryzyka może być nowa projekcja inflacja NBP, ale inwestorzy raczej większą wagę będą przykładać do wcześniej wspomnianych uwarunkowań makroekonomicznych. W reakcji na posiedzenie banku centralnego możliwy jest lekki spadek notowań w tenorach 2Y-3Y przy stabilnych stawkach rocznych. To prowadzić będzie do płaszczenia krzywej na krótkim jej końcu. W najbliższych tygodniach rentowności polskich „dwulatek” mogą konsolidować się blisko 1,65%-1,70%, mimo presji ze strony rynków bazowych.
Z kolei dłuższy koniec krzywej dochodowości pozostawać będzie zapewne pod wpływem nastrojów globalnych. Te są bardzo zmienne, determinowane trudnymi do przewidzenia czynnikami politycznymi (m.in. wybory we Włoszech, czy zapowiedzi wprowadzenia taryf handlowych przez USA). Rynek finansowy na świecie pozostaje niestabilny, chociaż wydaje się jakby krótkoterminowo powracał apetyt na ryzyko. Przy takim scenariuszu oczekiwać można stabilizacji rentowności US Treasuries 10Y w okolicach 2,80%-2,90%, natomiast Bundów 10Y blisko 0,65% (za krótkoterminowym spadkiem rentowności przemawiać może jeszcze czwartkowe posiedzenie EBC). To z kolei sugerowałoby stabilizację polskich 10-letnich papierów blisko 3,30% do końca miesiąca.Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski
Rynek walutowy
Wtorek na rynku główniej pary walutowej przyniósł wzrosty euro względem dolara powyżej 1,24. Od momentu ogłoszenia przez Donalda Trumpa zamiaru nałożenia wysokich taryf celnych na stal i aluminium importowane do USA dolar amerykański (podobnie jak dolar kanadyjki, który we wtorek notował najsłabsze poziomy od blisko ośmiu miesięcy) znajduje się pod presją podaży. Choć propozycje Trumpa spotkały się z ostrą krytyką zarówno ze strony partnerów handlowych i politycznych USA, jak i amerykańskich firm (na rynku zrodziły się opinie, że mogą one przynieść odwetowe działania krajów, które zostałyby najbardziej dotknięte wyższymi taryfami, w tym Brazylii, Korei Południowej, Chin i Unii Europejskiej), prezydent nie wycofał swoich wypowiedzi. Dodatkowo wsparciem dla euro okazało się weekendowe porozumienie w kwestii utworzenia rządu koalicyjnego w Niemczech, po tym jak niepewność polityczna trzymała rynki od wrześniowych wyborów parlamentarnych. W tej sytuacji nawet wynik wyborów we Włoszech zapowiadający powrót niestabilności kraju i będący przesłanką do osłabienia euro został zmarginalizowany. W rezultacie wspólna waluta jest w stanie utrzymywać relatywnie wysokie poziomy względem dolara pomimo nieustępowania czynników o charakterze dla niej negatywnym, w tym oczekiwań na gołębie posiedzenie EBC.
We wtorek na rynek dotarły dodatkowo doniesienia, że czołowi amerykańscy Republikanie ostrzegli przed negatywnymi skutkami zapowiedzi Trumpa dla amerykańskich spółek powiązanych ze stalą lub aluminium. Inwestorzy odebrali to jako szansę na polubowne rozwiązanie „problemu”, co paradoksalnie dodatkowo osłabiło dolara. W średnim horyzoncie perspektywa wyższych cen za towary z importu lub krajowe substytuty dawałaby pole do agresywniejszej polityki Fed (poprzez zwiększenie dochodów podatkowych, co jest szczególnie ważne w kontekście reformy podatkowej w USA), a wycofanie się z podwyżki ceł takie możliwości częściowo może ograniczać. Ponadto, apetyt na ryzyko podniosły informacje o możliwych rozmowach Korei Północnej o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego i normalizacji stosunków z Koreą Pd oraz Stanami zjednoczonymi. Do tego dane z USA lekko rozczarowały (w styczniu zamówienia w przemyśle spadły o 1,3% m/m). W rezultacie indeks DXY (pokazujący siłę dolara względem koszyka walutowego) spadł do poziomu najniższego od blisko miesiąca.
Na pogorszeniu sentymentu względem dolara próbuje skorzystać złoty, w ostatnich dniach oddalając się od marcowych minimów (EURPLN blisko 4,20). We wtorek notowania EURPLN chwilowo spadły poniżej 4,18. Jednakże kluczowe dla sentymentu rynkowego może okazać się czwartkowe posiedzenie EBC. Spodziewane utrzymanie gołębiej postawy (nie tylko ze względu na niską inflację w strefie euro, ale też sygnalizowana wielokrotnie niechęć banku centralnego do mocnej waluty) powinno umocnić dolara kosztem euro i złotego. Powrót do spadków eurodolara mogą już wywołać środowe publikacje z USA dot. rynku pracy (wg ADP) i stanu gospodarki (wg Beżowej Księgi Fed) wspierające oczekiwania na dalszą normalizację amerykańskiej polityki monetarnej.
W kraju zaś, spodziewane odnotowanie w marcowej projekcji NBP (z którą RPP zapozna się podczas środowego posiedzenia decyzyjnego) braku presji inflacyjnej w polskiej gospodarce pomimo rosnących płac będzie wspierało utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie w najbliższych kwartałach, dodatkowo negatywnie wpływając na złotego. W najbliższych dniach Kurs EURPLN powinien więc powrócić do trendu wzrostowego.
Dzisiaj poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych w Polsce. Australia przedłuża rekordowy ciąg kwartałów wzrostowych. Rezygnacja głównego doradcy prezydenta ds. ekonomicznych w USA.
Decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce
Dzisiaj, zapewne około godziny 13:00, poznamy wynik posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Analitycy są zgodni – nie należy spodziewać się na tym posiedzeniu zmian stóp procentowych. Zgodnie z przewidywaniami można tak samo powiedzieć na temat wszystkich posiedzeń do końca roku. RPP będzie najprawdopodobniej czekać na początek podwyżek w Unii Europejskiej, a na to się na razie nie zanosi. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na prognozy pojawiające się w tym temacie. Bank Morgan Stanley opublikował niedawno symulację, w której przewiduje, że stopy procentowe w Polsce wzrosną pod koniec 2019 roku. Oznacza to, że kredytobiorcy złotowi mają jeszcze przynajmniej 1,5 roku niskich odsetek od kredytów. Jaki wpływ będzie mieć to na waluty? Do momentu, kiedy inne państwa nie będą ruszać stóp procentowych, na razie żaden. Jednak w momencie podwyżek waluta kraju, który podnosi stopy procentowe, przeważnie się umacnia.
Słabe, aczkolwiek rekordowe dane z Australii
W nocy poznaliśmy wyniki wzrostu PKB z Australii. Tamtejsza gospodarka rośnie o 2,4% wobec oczekiwanych 2,5%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że jest to już ponad 25 lat bez tzw. technicznej recesji. Mowa o powtarzającym się dwa kwartały z rzędu kwartalnym spadku PKB. Jest to światowy rekord i zarazem jedyny lepszy pod tym względem kraj od Polski. Jak zareagowały rynki walutowe? Zgodnie z przewidywaniami rekordy obchodzą inwestorów mniej niż twarde dane, a te były słabsze od oczekiwań. W rezultacie dolar australijski tracił na wartości po publikacji danych około 2 grosze.
Zmiana głównego doradcy ds. ekonomicznych w USA
Gary Cohn zrezygnował z tego prestiżowego stanowiska w Białym Domu. Powodem zmian jest niepodzielanie przez niego protekcjonistycznych działań prezydenta. Warto zwrócić uwagę, że Gary Cohn był jednym z głównych autorów ostatnich zmian w systemie podatkowym. Nie chce on jednak przewodzić wprowadzaniu odwetowych ceł na import metali przemysłowych. Następcę poznamy najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
20:00 – USA – stenogramy z posiedzenia FOMC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Już po raz ósmy Bank Pekao S.A. przygotował raport o sytuacji mikro i małych firm, czyli przedsiębiorstw, w których pracuje nie więcej niż 49 osób. Tegoroczny „Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” stoi pod znakiem rekordowych wyników. Właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju.
Raport jest rezultatem wywiadów telefonicznych z właścicielami 6900 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły m.in. oceny sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, a także obszarów takich jak inwestycje, eksport czy innowacyjność.
– Raport o sytuacji mikro i małych firm przygotowywany jest przez Bank Pekao od 8 lat. Jest to część naszej społecznej odpowiedzialności biznesu, dzięki temu możemy lepiej zrozumieć otoczenie w jakim działamy i odpowiednio reagować na potrzeby małych przedsiębiorców – mówi Tomasz Styczyński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A. nadzorujący Pion Małych i Średnich Przedsiębiorstw. – Badanie przeprowadzone było zaledwie kilka miesięcy temu, zatem mamy do dyspozycji bardzo aktualne dane o sytuacji w polskiej przedsiębiorczości – dodaje Tomasz Styczyński.
Ogólny Wskaźnik Koniunktury w 2017 r., główny miernik nastroju przedsiębiorców będący wynikiem raportu, nie tylko zwiększył się̨ w stosunku do roku 2016, ale był najwyższy w historii badań. Po raz pierwszy wskaźnik ten przekroczył barierę̨ 100 punktów, czyli poziomu neutralnego (ani lepiej, ani gorzej). Oznacza to, że statystycznie po raz pierwszy od ośmiu lat dominowali w badaniu optymiści (wskaźnik może przyjmować wartości od 50 do 150, gdzie 50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”).
Z raportu wyłania się optymistyczny obraz gospodarki i sytuacji mikro i małych przedsiębiorstw, które zatrudniają w sumie prawie 5 mln osób. Przedsiębiorcy ocenili lepiej niż przed rokiem każde z ośmiu zagadnień będących przedmiotem badania nastrojów. Dobrze oceniana jest zarówno sytuacja firmy i perspektywy biznesu, jak i sytuacja gospodarcza. W tegorocznym badaniu ocena gospodarki była obszarem, który najbardziej zyskał w ocenie właścicieli firm w stosunku do poprzedniego badania. Różnica rok do roku wyniosła aż 10,5 punktu. Nie sprawdziły się zatem pesymistyczne oceny perspektyw z ubiegłorocznego badania.
Wciąż bardzo wysoko oceniane jest zatrudnienie (w ubiegłorocznym badaniu ocenione najwyżej ze wszystkich obszarów). Wskaźnik zanotował niespotykany dotąd poziom, co było wynikiem rekordowo niskiego bezrobocia, sytuacji na rynku pracy i bardzo dobrej koniunktury. Bardzo wysoko oceniony został także dostęp do finansowania zewnętrznego, co idzie w parze z rosnącym odsetkiem firm korzystających z kredytu przy finansowaniu działalności. W badaniu odnotowano bowiem rekordowy odsetek firm korzystających z kredytu obrotowego do finansowania działalności bieżącej – wyniósł on 28,3%. W tym aspekcie widać wyraźnie trend wzrostowy – w 2010 roku, gdy Pekao po raz pierwszy przeprowadziło badanie, z zewnętrznego finansowania korzystała tylko co piąta firma.
– Analizując wyniki prowadzonych badań na przestrzeni lat widzimy, że wyraźnie spada niechęć do zadłużania się, a firmy coraz bardziej dostrzegają zalety korzystania z kredytu bankowego. Co ważne, badanie pokazuje, że dostęp do finansowania zewnętrznego nie stanowi znaczącej bariery dla mikro i małych przedsiębiorstw. Warto też zwrócić uwagę, że w inwestycjach systematycznie rośnie udział leasingu jako źródła finansowania środków trwałych – komentuje Tomasz Styczyński.
Badanie potwierdzają także niską skłonność do innowacji w tym segmencie firm. Tylko około jedna czwarta mikro i małych firm wdraża innowacje produktowe i ten poziom w zasadzie nie zmienia się od 8 lat. Pozytywną informacją jest to, że dużo częściej inwestują firmy młode – odsetek innowatorów wyniósł w tym obszarze 36%.
Nadal wysoki odsetek mikro i małych firm eksportuje – w tym badaniu było ich 16,3%. Dobrą informacją jest ponownie wyższy od średniej odsetek (18,7%) eksporterów wśród firm młodych.
Ciekawie prezentuje się także analiza wyników w ujęciu geograficznym. W tegorocznej edycji najlepiej sytuację swoich firm oraz otoczenia gospodarczego ocenili przedsiębiorcy z województwa podlaskiego. Wynik 104 punkty to najwyższy wynik wojewódzki w historii badań. Duży wzrost optymizmu odnotowano w większości województw północno-wschodniej i południowej Polski. W sumie aż dla 11 województw wskaźnik koniunktury przekroczył „psychologiczną” granicę 100 punktów, czyli poziom neutralny badania. W przypadku 14 województw tegoroczne wyniki są̨ najwyższe w historii badań.
Tematem specjalnym ósmej edycji „Raportu o sytuacji mikro i małych firm” są technologie cyfrowe. Konkluzją badania jest stwierdzenie, że technologie cyfrowe w mikro i małych firmach nie są̨ wciąż wykorzystaną szansą na rozwój i ekspansję zagraniczną. Większość firm nie wykorzystuje zaawansowanych narzędzi analitycznych do usprawnienia procesów biznesowych. 60% polskich mikro i małych przedsiębiorstw reklamuje się w Internecie, a 25% prowadzi sprzedaż̇ internetową. Wciąż ponad połowa wykorzystuje do tego zamówienia przez e-mail, a 14% deklaruje sprzedaż̇ internetową poprzez aplikacje mobilne. Zaledwie 5% polskich przedsiębiorstw prowadzi sprzedaż towarów i usług poza granicami kraju za pośrednictwem e-commerce. Najważniejsze rynki zbytu to Niemcy, Wielka Brytania i Czechy.
Cieszy jednak fakt, że aż 89% firm korzysta z bankowości internetowej. Jedynie 11% firm pozostało przy systemie rozliczeń tradycyjnych. Z bankowości mobilnej korzysta 44% badanych.
– Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega, że nowoczesne technologie i usługi stanowią realne wsparcie dla ich biznesu. Przyśpieszają procesy i ułatwiają firmie rozwój. Jako bank również widzimy, że mali przedsiębiorcy chętniej sięgają po nowoczesne rozwiązania bankowości internetowej oraz mobilnej i staramy się możliwie najlepiej odpowiadać na te potrzeby poprzez kreowanie nowoczesnych rozwiązań – podsumowuje Tomasz Styczyński.
Analizy PKN ORLEN dotyczące efektów planowanych regulacji dotyczących dodatkowej opłaty emisyjnej, nie wykazują wpływu na finalną cenę dla klienta detalicznego.
Opłaty związane z emisją do środowiska funkcjonują również lub są przygotowane do wdrożenia w wielu krajach europejskich, wśród których liderami są kraje skandynawskie. Dla porównania Polska pod względem opłat emisyjnych plasuje się na końcowych miejscach w zestawieniu światowym.
– Zachowanie zasad zrównoważonego rozwoju oraz dbałości o środowisko dla kolejnych pokoleń jest obowiązkiem nas wszystkich. PKN ORLEN od lat czyni wszelkie starania by trzymać się tych zasad. Analizujemy sytuację w kontekście wszystkich uwarunkowań makroekonomicznych i rynkowych i dzisiaj co do zasady zyskujemy przekonanie, że wprowadzenie opłaty emisyjnej nie będzie skutkować wzrostem cen dla naszych klientów detalicznych – powiedział Zbigniew Leszczyński, Członek Zarządu ds. Sprzedaży PKN ORLEN.
Głównym kreatorem detalicznych cen paliw są koszty zakupu ropy naftowej, notowania paliw gotowych na giełdach europejskich w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii oraz relacja kursowa złotówki do dolara, a finalnie warunki na lokalnym rynku i oraz otoczenie konkurencyjne.
Opłata emisyjna może mieć realny wpływ na poprawę środowiska naturalnego w Polsce poprzez realizację projektów prośrodowiskowych jak również ograniczających emisję przez rozwój elektromobilności i użytkowania paliw alternatywnych.
Z punktu widzenia możliwości wykorzystania środków z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu PKN ORLEN jako producent paliw może aplikować o finansowanie projektów mieszczących się w zakresie zdefiniowanym przez Fundusz.
Rośnie skala nadużyć w polskich firmach – już w połowie z nich dochodzi do oszustw. Aż 45% nieprawidłowości udało się wykryć dzięki sygnalistom.
50% polskich przedsiębiorców przyznaje, że w ciągu ostatnich 2 lat doświadczyło nadużyć w swojej organizacji, co oznacza wzrost o 14% w porównaniu z 2016 r. – wynika z przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC po raz ósmy badania przestępczości gospodarczej w Polsce. Co druga polska firma w wyniku oszustwa straciła ponad 400 tys. zł.
Z danych zebranych w raporcie PwC „Kto i jak okrada polskie firmy?”, przygotowanym na podstawie 8. badania przestępczości gospodarczej, wynika, że w połowie polskich przedsiębiorstw doszło w ciągu ostatnich dwóch lat do nadużyć. To znaczący wzrost w porównaniu do poprzedniego badania z 2016 r. – wtedy taką deklarację złożyło 36% respondentów. Rosnącą skalę nadużyć widać nie tylko w Polsce: w Europie Środkowo-Wschodniej z nieprawidłowościami zmaga się 43% firm (12% więcej niż w 2016), a średnia na świecie wynosi 49% (wzrost o 13% w porównaniu z 2016).
„Wzrostowy trend liczby nadużyć w firmach na całym świecie jest zjawiskiem niezwykle niepokojącym, nawet jeśli część tego wzrostu wiąże się z coraz lepszymi sposobami wykrywania nieprawidłowości. Musimy pamiętać, że etyka w biznesie powinna być wartością nadrzędną, ponieważ jest podstawą zdrowej i stabilnej gospodarki. Aby ją wzmacniać, musimy jeszcze mocniej postawić na edukację w tym zakresie, promować uczciwe praktyki, a z drugiej strony piętnować, karać i eliminować nieprawidłowe zachowania” – mówi Marcin Klimczak, partner w PwC, lider zespołu usług śledczych w Polsce, na Ukrainie i w krajach bałtyckich.
Najczęściej dochodzi do kradzieży majątku przedsiębiorstwa (47%), nieetycznego prowadzenia biznesu i konfliktu interesów (43%) oraz nadużyć podatkowych i transakcyjnych (40%). Wysoko na liście nadużyć znajduje się również cyberprzestępczość (33%). Dodatkowo, 17% respondentów zetknęło się z prośbą o łapówkę, a 18% jest zdania, że straciło kontrakt na rzecz konkurenta, który wręczył łapówkę.
W wyniku wykrytych oszustw i nieprawidłowości co drugie przedsiębiorstwo w Polsce w ostatnich 24 miesiącach straciło ponad 400 tys. zł.
„Wielkość strat ponoszonych przez przedsiębiorców wskazuje, że firmy nie zmagają się z drobnymi kradzieżami biurowymi, ale poważnymi przestępstwami. Warto wskazać, że co czwarty przedsiębiorca stracił w wyniku nadużyć ponad 4 miliony złotych. W dzisiejszej, wysoce konkurencyjnej gospodarce takie kwoty mogą być decydujące w wyścigu o zdobywanie nowych rynków czy klientów. Zamiast je tracić, lepiej zastanowić się jak je zainwestować” – mówi Piotr Szymankiewicz, menedżer w zespole usług śledczych w PwC.
Z raportu PwC wynika, że za 55% nadużyć odpowiadały osoby z wewnątrz firmy, z czego 54% było efektem działań przedstawicieli kadry kierowniczej. Na uwagę zasługuje rosnąca rola sygnalistów – w tegorocznym badaniu aż 45% oszustw w polskich przedsiębiorstwach udało się wykryć dzięki sygnalistom (w 2016 r. wskaźnik ten był na poziomie zaledwie 9%). Średnia na świecie dla przestępstw wykrytych z udziałem sygnalistów wynosi 27%.
„Rosnąca rola sygnalistów to dowód na to, że firmy są coraz bardziej dojrzałe i coraz więcej uwagi poświęcają na właściwe kształtowanie kultury organizacyjnej – przejrzystej i opartej na etycznych zasadach. Zgłaszanie nadużyć przestaje być traktowane jak donosicielstwo, jest realnym narzędziem kształtowania postaw i zachowań w organizacji. Warto pamiętać o tym, że opracowanie procedur i regulacji to za mało, by mówić o skutecznym przeciwdziałaniu nieprawidłowościom. Konieczne jest ich efektywne wdrożenie poprzez komunikację wewnętrzną i szkolenia wszystkich pracowników” – dodaje Angelika Ciastek-Zyska, menedżer w zespole usług śledczych w PwC.
Eksperci PwC podkreślają, że nowe technologie są coraz częściej obecne w obszarze wykrywania nieprawidłowości. 52% polskich przedsiębiorców już teraz wykorzystuje technologię jako narzędzie do monitorowania nadużyć związanych z cyberatakami (72% na świecie), a 75% dostrzega możliwość wykorzystania technologii do monitorowania organizacji w czasie rzeczywistym pod kątem zwalczania oszustw i przestępczości gospodarczej.
Mimo, że warunki prowadzenia biznesu w Polsce przez kobiety ulegają poprawie, nadal wiele pozostaje do zrobienia
Nie zniechęca to jednak Polek do kierowania własną firmą, ponieważ widzą w tym szansę na poprawę swojej sytuacji materialnej
Odsetek firm kierowanych przez kobiety – 30,3% – plasuje Polskę w czołówce 10. najbardziej zaawansowanych pod tym względem krajów w rankinguMastercard
Z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet Mastercard zaprezentował drugą edycję rankingu dotyczącego przedsiębiorczości kobiet – Mastercard Index of Women Entrepreneurs (MIWE). Raport potwierdza, że Polki są coraz bardziej przedsiębiorcze – już 30,3% firm w naszym kraju jest zarządzanych przez kobiety. To bardzo dobry wynik, który daje Polsce 7. pozycję na 57 przebadanych krajów na całym świecie i 2. w Europie (po Rosji). W zeszłym roku Polska, z wynikiem 29,6% uplasowała się na 11. pozycji, awans jest więc znaczący.
Przedmiotem badania Mastercard są osiągnięcia kobiet prowadzących własną działalność w 57 krajach z różnych części świata. Z rankingu wynika, że czynnikiem powszechnie hamującym aktywność kobiet prowadzących własne firmy na całym świecie są uprzedzenia związane z płcią. Istnieją one zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych, co stwarza poważne bariery utrudniające przedsiębiorczyniom rozwijanie swojego potencjału.
Na rynkach rozwijających się udział procentowy firm prowadzonych przez kobiety jest większy niż w lepiej rozwiniętych krajach. W rankingu prowadzi Ghana (46,4%), która obok Malawi i Nigerii jest jednym z trzech nowych państw w tej edycji rankingu. W czołówce znalazły się też Uganda (33,8%) i Wietnam (31,3%). Uważa się, że kobiety stają się tam przedsiębiorcami z konieczności. Muszą zdobyć środki na utrzymanie, mimo braku kapitału i dostępu do usług ułatwiających prowadzenie biznesu.
Kraje z największym udziałem procentowym firm prowadzonych przez kobiety:
Ghana – 46,4%
Rosja – 34,6%
Uganda – 33,8%
Nowa Zelandia – 33,0%
Australia – 32,1%
Wietnam – 31,3%
Polska – 30,3%
Hiszpania – 29,4%
Rumunia – 28,9%
Portugalia – 28,7%
Przedsiębiorczość kobiet nie zawsze wynika z dobrych warunków, jakie tworzy im się do rozwoju w biznesie. Obrazuje to wskaźnik Mastercard Index of Women Entrepreneurs, obejmujący różnorodne czynniki decydujące o możliwościach biznesowych dostępnych dla kobiet w poszczególnych krajach. Polska zajęła w tym rankingu 19. pozycję na 57 badanych krajów. Jest to wynik lepszy niż w zeszłym roku (awans z 22. miejsca), jednak wciąż niższy niż wskazywałby na to odsetek firm kierowanych w Polsce przez kobiety.
Ostateczna wartość indeksu dla Polski jest średnią ważoną trzech elementów składowych. Pierwszy z nich to udział Polek w rynku pracy, w tym odsetek kobiet na stanowiskach menedżerskich i specjalistycznych, czy aktywność zawodowa kobiet. Pod tym względem Polska zajęła nawet wyższą, bo 17. pozycję na świecie. Kolejną składową stanowi dostęp do zasobów wiedzy i środków finansowych. Pod tym względem Polska zajęła dopiero 36. miejsce, jednak na uwagę zasługuje dobry wynik, jeśli chodzi o obecność Polek na uczelniach wyższych. Polki mają też większą wiedzę finansową niż kobiety w innych krajach, ale w biznesie nie sprzyja im ograniczony dostęp do kapitału. Trzecia składowa Mastercard Index of Women Entrepreneurs dotyczy przyjaznych warunków do prowadzenia działalności gospodarczej – ogólnie, ale też szczególnie przez kobiety. Polska zajęła pod tym względem 20. miejsce, w czym pomogły relatywnie pozytywne społeczne postrzeganie polskich przedsiębiorczyń oraz ogólne wsparcie dla MŚP.
Kraje oferujące najlepsze warunki do prowadzenia własnej działalności przez kobiety, wskaźnik Mastercard Index of Women Entrepreneurs:
Nowa Zelandia – 74,2 pkt.
Szwecja – 71,3 pkt.
Kanada – 70,9 pkt.
Stany Zjednoczone – 70,8 pkt.
Singapur – 69,2 pkt.
…
Polska – 65,4 pkt.
Z rankingu wynika, że kobiety prowadzące własną działalność radzą sobie lepiej w bardziej rozwiniętych gospodarkach, takich jak trzy kraje zajmujące najwyższe pozycje – Nowa Zelandia, Szwecja i Kanada. W porównaniu z przedsiębiorczyniami z rynków rozwijających się mają one do dyspozycji więcej możliwości i udogodnień, np. dostęp do kapitału, usług finansowych i programów akademickich.
Okazuje się jednak, że istnieją dwa wyjątki od tego trendu. Po pierwsze, rozwinięte rynki, które zapewniają bardzo dobre warunki do prowadzenia działalności, nie są wolne od uprzedzeń wobec przedsiębiorczych kobiet. Największy spadek w rankingu zanotowała Japonia (z 55,4 do 51,1 pkt. – miejsce 46.), co ma związek ze znacznym zmniejszeniem wskaźników aktywności kobiet na polu przedsiębiorczości (-30,9). Z badań wynika, że przyczyną tego może być ogólne postrzeganie kobiet jako mniej wartościowych od mężczyzn, zarówno w społeczeństwie, jak i w środowisku korporacyjnym.
Ponadto, z badania Mastercard wynika, że warunki sprzyjające przedsiębiorczości kobiet nie zawsze są uzależnione od stopnia rozwoju gospodarczego kraju.
„We wszystkich 57 krajach uprzedzenia związane z płcią wciąż spowalniają rozwój przedsiębiorczości kobiet. Szczególnie przed Dniem Kobiet mamy nadzieję, że wyniki naszych badań przypomną rządom i organizacjom o konieczności większego wsparcia kobiet prowadzących własne firmy, zarówno początkujących, jak i działających już od pewnego czasu na rynku. Wsparcie to powinno obejmować wszystkie obszary – od dostępu do źródeł finansowania po edukację” – powiedziała Ann Cairns, prezes ds. rynków międzynarodowych w firmie Mastercard.
Oblicza kobiecej przedsiębiorczości w różnych krajach:
W niemal wszystkich spośród 57 badanych krajów rozwój przedsiębiorczości kobiet jest hamowany przez co najmniej jedną lub kilka barier. Są one związane przede wszystkim z uprzedzeniami, które przyczyniają się do niskiej pozycji kobiet w kulturze i społeczeństwie.
Aby odnieść sukces na rynku, firmy potrzebują efektywnej kombinacji dostępu do produktów i usług finansowych, ułatwień w prowadzeniu firmy, mocnego wsparcia dla MŚP oraz wysokiej jakości zarządzania. Najwyższe miejsce pod względem wsparcia dla biznesu prowadzonego przez kobiety zajęła Nowa Zelandia (74,2 – miejsce 1).
Czynnikiem szczególnie zniechęcającym kobiety do zakładania własnych firm jest brak wiary w siebie. W takich krajach, jak np. Belgia, Niemcy czy Wielka Brytania, mimo sprzyjających systemów prawnych i dobrego dostępu do zasobów, odsetek kobiet wśród właścicieli firm jest poniżej oczekiwań.
W krajach takich jak np. Polska przedsiębiorczość jest postrzegana jako szansa na poprawę bytu Choć warunki prowadzenia tam działalności gospodarczej nie są zbyt sprzyjające, kobiety mają tam liczną reprezentację wśród liderów biznesu i specjalistów. Dynamicznie rozwija się lokalna przedsiębiorczość, a właścicielki firm osiągające sukcesy cieszą się dużym szacunkiem.
Tam, gdzie założenie własnej działalności podyktowane jest często koniecznością, tak jak ma to miejsce w krajach rozwijających się Azji czy Afryki, kobiety zostają przedsiębiorcami równie często, jak mężczyźni. Zwykle decydują się na samozatrudnienie w sektorze nieformalnym, na małą skalę, przy niewielkim wykorzystaniu technologii.
Choć kraje Bliskiego Wschodu i Afryki, takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Tunezja i Arabia Saudyjska, znalazły się na samym dole rankingu, odnotowały najwyższe wskaźniki oczekiwanego rozwoju firmy w najbliższych latach, deklarowanego przez kobiety będące przedsiębiorcami (37%).
Na przedsiębiorców w 2018 roku czekają liczne zmiany w prawie. Część z nich weszła już w życie, część zacznie obowiązywać niebawem. Wśród nich między innymi ulga na start po założeniu działalności gospodarczej oraz możliwość jej prowadzenia bez rejestracji, przewidziane w ustawie Prawa przedsiębiorców. Eksperci z firmy inFakt przybliżają, na czym będą polegać rozwiązania adresowane do nowych przedsiębiorców.
Ulga na start
Dotychczas przedsiębiorcy zakładający własną działalność mieli obowiązek opłacania składek ZUS. Dla wielu z nich obowiązywały preferencyjne stawki, tak zwany „mały ZUS”. Natomiast według nowych przepisów przedsiębiorcy zakładający działalność będą przez pierwsze sześć miesięcy zwolnieni z opłacania obowiązkowych składek.
Eksperci z inFakt, firmy oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe, przypominają, że przedsiębiorcy muszą spełnić dwa warunki, aby skorzystać z ulgi na start.
Działalność zakładają po raz pierwszy, bądź ponownie po upływie 60 miesięcy od zamknięcia poprzedniej.
W ramach prowadzonej działalności nie wykonują dla swojego byłego pracodawcy tych samych czynności, jakie wykonywali dla niego na etacie przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej.
Ulgę na start warto mieć na uwadze, planując zakładanie działalności. – Nie będzie ona obowiązywała osób, które rozpoczną działalność przed wejściem ulgi w życie – zaznacza Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Jeśli więc planujemy założenie własnego biznesu, warto się jeszcze przez chwilę wstrzymać, dzięki czemu możemy zyskać półroczne zwolnienie ze składek na rzecz ZUS.
Po upływie sześciu miesięcy, w trakcie których obowiązuje ulga, można zgłosić się do preferencyjnego ZUS-u. Dzięki temu przez kolejne 24 miesiące składki będą niższe. „Mały ZUS” w 2018 roku będzie wynosił 504,66 zł bez dobrowolnej składki chorobowej lub 520,10 zł z uwzględnieniem tej składki.
Jako ciekawostkę warto jeszcze podać, że skorzystanie z ulgi na start nie będzie obowiązkowe. Przedsiębiorca może zrezygnować z tego przywileju, dokonując odpowiedniego zgłoszenia do ubezpieczeń na formularzu ZUS ZUA.
Działalność bez rejestracji
Artykuł 5 ustawy Prawa przedsiębiorców mówi, że działalności gospodarczej nie stanowi działalność osoby fizycznej, jeśli przychód należny z tej działalności w żadnym miesiącu nie przekracza 50% kwoty wynagrodzenia minimalnego i jeśli ta osoba w ciągu minionych 60 miesięcy nie prowadziła działalności gospodarczej.
Takie rozwiązanie sprawia, że osoby wykonujące prace drobne lub dorywcze nie będą musiały rejestrować się w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz opłacać składek ZUS pod warunkiem, że wartość przychodu miesięcznego nie przekroczy połowy minimalnego wynagrodzenia za pracę (w 2018 r. 1050 złotych).
– Moim zdaniem wprowadzenie takiego rozwiązania może prowadzić do nadużyć – wskazuje Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w inFakt. – Brak obowiązku rejestracji to ryzyko poszerzenia szarej strefy. Wysokość osiąganego przychodu będzie trudna do udowodnienia. Z całkowitą oceną należy jednak jeszcze zaczekać.
Warto pamiętać, że za prowadzenie działalności gospodarczej bez rejestracji obecnie grożą wysokie kary. Podatnik uchylający się od płacenia należnej daniny może zapłacić za to od 666,50 zł do nawet prawie 19 200 złotych.
Czego jeszcze spodziewać się w tym roku – możliwa blokada kont bankowych?
Rok 2018 obfituje w zmiany prawne, które będą mieć wpływ na działalność przedsiębiorców i księgowych. Poza obowiązkiem przesyłania danych z ewidencji zakupu i sprzedaży w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego przez mikroprzedsiębiorców, w życie wejdzie też Split Payment, czyli mechanizm podzielonej płatności – podział kwoty VAT i kwoty netto za faktury na różne rachunki bankowe.
Ważną, ale jeszcze nie komentowaną szeroko zmianą, jest powstanie STIR, czyli Systemu Teleinformatycznego Izby Rozliczeniowej. Będzie ona zakładać wymianę danych między bankami a administracją skarbową i w razie identyfikacji rachunków zakładanych przez tzw. “słupy” – nawet blokadę kont bankowych podatnika.
Inne wprowadzone lub zapowiadane zmiany podatkowe obejmują: wyższe stawki VAT, e-składkę, e-zwolnienie, e-paragon, zmiany w zakresie zwolnień z kasy fiskalnej czy dodatkową opłatę przy zakupie reklamówek z tworzyw sztucznych.
Po osiągnięciu szczytu na poziomie niemal 11,7 tys. USD, do czego doszło w poniedziałek wieczorem po tygodniowym parciu w górę, kurs bitcoina załamał się. W efekcie w środę rano najpopularniejsza kryptowaluta warta jest 10,5 tys. USD. Oznacza to 10% spadek. Mimo to w porównaniu z dołkiem z 6 lutego bitcoin nadal jest droższy o 72%. Natomiast od początku roku stracił 23% swojej wartości. Inwestorzy, którzy na przełomie roku liczyli na duże zyski z bitcoina w krótkim czasie, musieli się rozczarować. Z dobrych wiadomości należy podać, że moc obliczeniowa tej wirtualnej waluty w ciągu 2 miesięcy wzrosła o 80%, co oznacza, że coraz trudniej będzie zhakować sieć bitcoina.
Waluty
W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,6%), brytyjskiego funta (-0,34%), dolara kanadyjskiego (-0,4%), dolara australijskiego (-0,48%) oraz japońskiego jena (-0,53%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,242, GBP/USD – 1,388, USD/CAD – 1,293, AUD/USD – 0,78 i USD/JPY – 105,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,14%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,894. Złotówka zyskuje do głównych walut. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,37 zł, euro – 4,19 zł, funt – ponad 4,68 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,6 zł.
Giełdy
Na światowych giełdach lekka przewaga koloru zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,43%, frankfurcki indeks DAX – 0,19%, a paryski indeks CAC 40 – 0,06%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,26%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,34%, a brazylijski indeks Bovespa stracił 0,43%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,77%, indeks Shanghai Composite – o 0,55%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,89%.
Ropa i złoto
Ceny ropy naftowej rosną trzeci dzień w rzędu. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,79 USD (+0,38%), a ropy WTI – 62,6 USD (+0,05%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostaje na poziomie 71 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych spadkach zyskuje na wartości. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 12 USD więcej (+0,91%) niż dobę wcześniej.
Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
1:30 – Australia – PKB (r/r), IV kw. – 2,4% (prognoza 2,5%)
8:00 – Rumunia – PKB (r/r), IV kw. – 6,9% (prognoza 6,9%)
9:00 – Słowacja – PKB (r/r), IV kw. – 3,5% (prognoza 3,5%)
11:00 – Strefa euro – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 2,7%)
14:15 – USA – Raport ADP, luty (prognoza 195 tys.)
14:20 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
14:30 – USA – Bilans handlu zagranicznego, styczeń (prognoza -55,1 mld USD)
16:00 – Kanada – Decyzja Banku Kanady ws. stóp procentowych, marzec
16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, marzec
20:00 – USA – Beżowa Księga, marzec
Według szacunków BIK największą ilość kredytów zaciągają osoby w wieku 35-44 lat. Najmłodsi kredytobiorcy – 20-paroletni – notują największe opóźnienia w spłacie rat kredytowych. Pomimo twardych danych, istnieje przekonanie, że po 30. trudniej o korzystny kredyt mieszkaniowy.
– To mit. Oprocentowanie, prowizja i warunki ubezpieczenia są dokładnie takie same – opowiada Michał Krajkowski, główny analityk w NOTUS Finanse S.A.
Co wpływa na obniżenie zdolnosci kredytowej?
Każdy kredyt mieszkaniowy, niezależnie w jakim banku go zaciągniemy, możemy spłacać maksymalnie przez 35 lat i z reguły nie później niż do 70 roku życia.
– Im jesteśmy starsi tym okres kredytowania ulega skróceniu. Jeśli do 70 roku życia pozostaje nam np. 25 lat, nie otrzymamy tak wysokiej kwoty, jaką dostanie osoba biorąca kredyt na 35 lat. Wartość kredytu zostanie odpowiednio przez bank pomniejszona – opowiada Michał Krajkowski.
– Kolejnym ważnym aspektem jest liczba członków rodziny. Banki szacują ok. 800-900 zł jako koszt miesięcznego utrzymania jednej osoby. Zdolność kredytowa dobrze zarabiającej młodej rodziny, ale posiadającej dzieci, spada ze względu na comiesięczne utrzymanie wszystkich osób – dodaje Michał Krajkowski.
Co kupują 30-parolatkowie?
Według badań Głównego Urzędu Statystycznego niemal jedna piąta Polaków nie ma wolnego czasu w dni powszednie. Jesteśmy również jednym z najbardziej zapracowanych narodów na świecie. Na ratunek młodym ludziom, cierpiącym na chroniczny brak czasu przychodzi odpowiednia lokalizacja ich zamieszkania.
Strategiczne dla nich punkty miasta to takie, które są położone w sąsiedztwie sklepów, żłobków, przedszkoli, szkół, punktów rekreacji, parków, ścieżek rowerowych, tras spacerowych. Popularne stają się miejsca, które dysponują szerokim wachlarzem możliwości, jak na przykład warszawska Praga, którą Business Insider uplasował na 4. miejscu w rankingu najfajniejszych dzielnic Europy.
– Zauważalnym zjawiskiem staje się poszukiwanie dobrze skomunikowanych, kameralnych inwestycji w mieście, czyli miejsc znajdujących się w centrum gwarnego życia miejskiego, przy jednoczesnym dostępie do spokojnych i cichych terenów zielonych – opowiada Karolina Guzik, menadżer sprzedaży Skanska Residential Development Poland.
Późne dojrzewanie milenialsów
Przesuwa się granica wieku wchodzenia w dorosłość. Młodzi Polacy zwlekają z wyprowadzką od rodziców i założeniem rodziny. Z drugiej strony pojawiają się alarmujące informacje o nowych wyliczeniach emeytalnych. Z grudniowego raportu OECD wynika, że obecni 20-latkowie, przechodząc na emeryturę mogą dostawać niecałe 39 % finalnego wynagrodzenia netto. Prognozy mają szansę, by stać się bardziej optymistyczne, lecz zmianie nie ulegnie fakt, że wraz z zakończeniem kariery zawodowej dochody Polaków znacznie się zmniejszają.
– Im wcześniej zaciągniemy kredyt mieszkaniowy, tym większa szansa na jego spłatę przed wejściem w uboższy w dochody okres emerytalny. Ten aspekt dla wielu klientów jest znaczący. Również banki określając końcową datę spłaty kredytu do ukończenia 70 roku życia uwzględniają znaczący spadek dochodów po przejściu na emeryturę – tłumaczy Michał Krajkowski.
Idealny portret kredytobiorcy
– Twierdzenie, że wyłącznie umowa na czas nieokreślony zagwarantuje nam możliwość zaciągnięcia kredytu to kolejny mit. Banki zdają sobie sprawę jak wygląda rynek pracy i nie mogą zamknąć się na znaczące grono zatrudnionych na umowy czasowe. Najważniejsza jest wiarygodność. Osoba posiadająca umowę na czas nieokreślony u przysłowiowego szwagra, prowadzącego jednoosobową firmę i wypłacającego pensję w gotówce, a nie na konto, nie zyska wiarygodności banku. Osoba zatrudniona na umowę zlecenie, ale w dużej stabilnej firmie – już tak – tłumaczy Michał Krajkowski.
Banki oceniają również m.in. wysokość zarobków, wykształcenie, miejsce zamieszkania, pracodawcę. – 30-paroletni kredytobiorcy są cennymi klientami dla banków. Statystycznie są to osoby ustatkowane życiowo i zawodowo. Lepiej zarabiają i terminowo spłacają zobowiązania – dodaje Michał Krajkowski.
Mąż jest głową rodziny, ale żona szyją – głosi żartobliwe polskie powiedzenie. W wielu domach to właśnie kobieta dba o rozsądne zarządzanie domowym budżetem. Jednocześnie według badania Nationale-Nederlanden aż 69 proc. Polek deklaruje, że pod wpływem impulsu wydało pieniądze na coś, czego nie potrzebują. Zatem rozważne czy romantyczne są Polki w kwestii wydawania pieniędzy i oszczędzania? Przy okazji Dnia Kobiet, warto przyjrzeć się jak naprawdę wyglądają kobiece finanse.
Historia dostarcza wielu przykładów inspirujących kobiet. Na listach najważniejszych przedstawicielek płci pięknej nie brak władczyń, ikon pop kultury czy pisarek. Kiedy jednak spojrzymy na najnowszą listę wpływowych kobiet według Forbesa, okaże się, że szczyt zestawienia opanowały przedstawicielki świata polityki i finansów. O tym, że finansowe zagadnienia nie są obce także Polkom potwierdza raport „Dojrzałość finansowa Polaków”.
Jak sobie zaplanujesz, tak się wyśpisz
Polki niewątpliwie cenią wartości rodzinne. Dla 63 proc. z nich odpowiedzialność oznacza troskę o swoich bliskich. Jednocześnie 62 proc. kobiet podkreśla, że za przejaw odpowiedzialności uważają także planowanie wydatków. To zadanie staje się coraz prostsze wraz z rozwojem technologii. Podczas gdy tradycjonalistki chwalą sobie tabelki zapisane w zeszycie, inne kobiety coraz częściej korzystają z arkuszy kalkulacyjnych czy przeznaczonych do tego celu aplikacji. Na rynku znajdziemy nie tylko narzędzia pozwalające gromadzić w jednym miejscu dane o rachunkach albo kategoryzować wydatki, ale nawet kalkulatory spalania paliwa czy gazetki promocyjne w wersji na telefon.
Choć świadomość co do konieczności planowania budżetu jest dość wysoka, mniej niż jedna trzecia respondentek uważa, że zabezpieczenie finansowe na wypadek ciężkiej choroby czy z myślą o emeryturze to przejaw odpowiedzialności. Zarazem ponad połowa (59 proc.) utrzymuje, że jest odpowiedzialna finansowo, ponieważ ich bieżące wydatki nie przekraczają pensji.
Zabezpieczenie na czarną godzinę
Jednak zdaniem ekspertów, brak długów nie jest jeszcze przesłanką, by uznać swoją sytuację finansową za wystarczająco stabilną.
– Ponad jedna trzecia Polek przyznaje, że nie posiada jakichkolwiek oszczędności. To niepokojące zjawisko – szczególnie jeśli dodamy do tego fakt, że według deklaracji badanych zaledwie 47 proc. matek odkłada pieniądze na przyszłość swoich dzieci. Niemal co druga z nich wskazuje jako przyczynę zbyt niskie zarobki – pensja pozwala im w najlepszym wypadku pokryć codzienne wydatki. W efekcie znaczna część społeczeństwa nie posiada wystarczającej poduszki finansowej w razie nagłej choroby członka rodziny, a szczególnie tzw. żywiciela, czyli osoby, na której barkach spoczywa utrzymanie rodziny – podkreśla Michał Nestorowicz, dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden.
Choć odkładanie pieniędzy na przyszłość dzieci nie jest w Polsce jeszcze wystarczająco rozpowszechnione, pociesza fakt, że matki, które odkładają z myślą o przyszłości dzieci, zazwyczaj robią to już od momentu ich narodzin (63 proc. wskazań). Ponadto, 42 proc. matek, które dotąd nie oszczędzały na ten cel, deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zaczną to robić. Jednak w wielu przypadkach rzeczywistość weryfikuje te zapewnienia. Jak podaje serwis IDoneThis, na podstawie danych użytkowników ich aplikacji, niemal połowa zapisanych tam zadań nie zostaje nigdy zrealizowana. Jednocześnie blisko co piąta kobieta przyznaje, że nie myśli jeszcze o oszczędzaniu, a kolejne 12 proc. woli wydać pieniądze na przyjemności niż odkładać je na koncie.
Dojrzałość kontra marzenia
Według powszechnej opinii młodzi ludzie często stają się bardziej dojrzali po narodzinach dziecka. Potwierdzają to badania Nationale-Nederlanden. O swojej dojrzałości znacznie częściej zapewniają matki niż bezdzietne kobiety – w pierwszej z grup odsetek deklaracji wyniósł aż 88 proc. Pozytywnie zaskakuje także fakt, że zdaniem badanych odpowiedzialność za bliskich nie jest równoznaczna z wyrzeczeniami. Niemal 90 proc. kobiet popiera stwierdzenie, że można ją połączyć z realizacją swoich pasji oraz marzeń.
To przekonanie promują m.in. blogerzy podróżniczy, którzy w ostatnich latach coraz częściej zabierają w podróże swoje pociechy. Choć w przypadku ekstremalnych celów wypraw może budzić to kontrowersje, nic nie stoi na przeszkodzie, by zabrać malucha na wyprawę dookoła Polski czy do któregoś z europejskich miast.
Choć posiadanie dziecka nie oznacza konieczności rezygnowania z marzeń, nakłada na rodziców także pewne obowiązki – także dotyczące edukacji finansowej. Ponad połowa Polek deklaruje, że zachęca swoje dzieci do oszczędzania, jednak tylko co trzecia rozmawia z nimi o finansach. Zarazem aż 82 proc. Polek uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat.
Dążąc do perfekcyjności
Za przejaw dojrzałości finansowej można uznać również dbanie o przyszłość, w tym zabezpieczenie siebie oraz swoich najbliższych. Najczęstszą formą ubezpieczenia, z której korzystają Polki, jest ubezpieczenie grupowe, które posiada połowa badanych. Indywidualną polisę na życie ma co prawda 27 proc. kobiet między 20. a 50. rokiem życia. Ale jednocześnie już 44 proc. Polek, które nie posiada takiego produktu, rozważa jego zakup w ciągu najbliższych dwóch lat.
Oprócz rozwiniętych umiejętności planowania kobiety lubią być wobec siebie bardzo wymagające. Co trzecia z nich ocenia swoją wiedzę finansową jako niewystarczającą. Taka krytyczna samoocena i świadomość pewnych braków może jednak zachęcić do pogłębienia informacji na temat oszczędzania czy ubezpieczeń. Ich zrozumienie może okazać się niezbędne do bycia perfekcyjną w kwestii finansów.
Wraz z rezygnacją głównego doradcy gospodarczego Trumpa Gary’ego Cohna, który sprzeciwiał się polityce celnej, rynki finansowe ponownie załączają tryb awersji do ryzyka. Kto uważał, że prezydent USA łatwo zostanie odwiedziony od protekcjonizmu, musi teraz przemyśleć swoje założenia. EUR, JPY i CHF pozostają najmocniejsze, ale USD korzysta na ucieczce inwestorów z walut ryzykownych.
Czy Donald Trump zawsze musi starać się być ważniejszy niż Kim Dzong Un? Tylko z uśmiechem jestem w stanie ocenić wydarzenia z ostatnich godzin. Sygnały z Półwyspu Koreańskiego, gdzie szczyt między Południem i Północą zakończył się nadzieją na wtrzymanie programu nuklearnego przez Pjongczang tylko na chwilę przyniósł ulgę na rynki finansowe. Nie zdążyła minąć doba, a oznaki osłabienia napięć geopolitycznych zostały przyćmione przez doniesienia z Białego Domu. Odejście Gary’ego Cohna, który jak dotąd stanowczo sprzeciwiał się cłom importowym, najlepiej obrazuje, jak kończą się próby nakłonienia Trumpa do zmiany zdania. Szanse na niekontrolowaną eskalację wojen handlowych teraz wyraźnie wzrosły, co rynek będzie wyrażał poprzez ucieczkę do ryzykownych aktywów w stronę bezpiecznych przystani.
USD/JPY i inne crossy z jenem powinny pójść niżej, szczególnie jeśli spirala niepewności uderzy mocniej w indeksy giełdowe. EUR/USD też ma łatwiejszą drogę w górę, gdyż w tym układzie Trump jest wadą dolara. Sytuacja może się zmienić, jeśli polityka celna podbije inflację w USA i skłoni Fed do bardziej agresywnego zacieśniania, ale jeszcze nie czas na to. Za to USD wygrywa już względem walut ryzykownych, które do rajdu potrzebują pędzącego ożywienia globalnego, a wojny handlowe tego nie wróżą. Na przełomie roku widzieliśmy sporo kupowania walut surowcowych i rynków wschodzących za dolara i teraz te pozycje będą podatne na odwrót. AUD, CAD i MXN są pierwszymi ofiarami.
Oczekujemy, że Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian i podtrzyma neutralno-gołębie nastawienie. Nowa projekcja powinna przynieść rewizję w górę wzrostu PKB, ale profil inflacji powinien wspierać politykę. Rynek złotego w umiarkowanej skali rozgrywa konferencje prasowe RPP i także tym razem nie spodziewamy się wybuchu zmienności. W pasywnej postawie RPP widzimy bardziej dodatkowe paliwo do wzmocnienia wyprzedaży złotego, gdyby pierwotny impuls wziął się z zewnętrznego sentymentu. Jeśli temat wojen walutowych podsyci awersję do ryzyka i zakwestionuje rajd aktywów rynków wschodzących, wycofywanie kapitału portfelowego nie oszczędzi polskiego rynku. W takim klimacie przypominanie o nie-jastrzębiej postawie banku centralnego nie będzie pomocne.
Po Banku Kanady spodziewamy się utrzymania stopy overnight na 1,25 proc. Bank potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek, a przy mieszanych danych z gospodarki i piętrzących się obawach o relacje handlowe z USA bardziej zasadne staje się ostrożne nastawienie. Kanada eksportuje do USA 90 proc. wytwarzanej stali i odpowiada za 41 proc. aluminium importowanego przez USA. W poniedziałek Trump zasugerował, że cła mogą nie objąć Kanady i Meksyku, jeśli „uczciwa” wersja porozumienia Nafta zostanie podpisana. W obu przypadkach implikuje to gorszą pozycję Kanady w przyszłych relacjach handlowych USA z negatywnym odbiciem na kondycji gospodarki. Sądzimy, że prawdopodobny jest gołębi wydźwięk komunikatu, który może wypchnąć dalej w przyszłość wycenę następnej podwyżki. To może uderzyć w CAD ponad już zaistniałe osłabienie.
Niemal 9 na 10 Polaków uważa, że płace kobiet i mężczyzn powinny być na tym samym poziomie – wynika z najnowszego badania Kantar Millward Brown dla Work Service S.A. Według danych Eurostatu luka płacowa na polskim rynku pracy sięga 7,7%. Pomimo, że jest jedną z najniższych w krajach Unii Europejskiej, jej zniknięcie w efekcie czynników rynkowych trwałoby nawet do 2021 roku. Inspiracją do przyspieszenia tego procesu mogłoby być nowe prawo, podobne do obowiązującego na Islandii, gdzie istnieje ustawowy zakaz różnicowania płac ze względu na płeć.
Jak pokazały ostatnie badania Eurostatu, kobiety w Polsce zarabiają o 7,7% mniej niż mężczyźni. Jest to jeden z lepszych wyników na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej, w której średnia luka płacowa wynosi 16,7%. Lepsze wyniki niż w naszym kraju odnotowano jedynie w 4 krajach: Belgii, Rumunii, we Włoszech, a także w Luksemburgu. Wyraźnie powyżej średniej znalazły się za to Czechy (22,5%) Niemcy (22%), Austria (21,7%) czy Wielka Brytania (20,8%). I pomimo, że na polskim rynku widać wyraźny trend zmniejszania się luki płacowej, z 11,4% w 2008 roku, do 7,7% w 2015 roku, to według analiz firmy doradczej PwC zrównanie płac kobiet i mężczyzn w naszym kraju mogłoby nastąpić najwcześniej w 2021 roku.
Powinniśmy dążyć do tego, aby luka płacowa zbliżała się jak najszybciej do zera. W naszym najnowszym badaniu sprawdziliśmy, czy rozwiązanie podobne do tego, które ustawowo wprowadzono na Islandii, byłoby pozytywnie przyjęte wśród polskich pracowników. Okazuje, że zdecydowana większość, bo ponad 87% respondentów zdecydowanie lub raczej popiera zrównanie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn. Jedynie 7,3% jest przeciwnego zdania – podkreśla Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Work Service S.A. i Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.
Skąd się biorą różnice w płacach?
Przyczyn jest wiele, ale jedną z nich jest pozycja kobiet na rynku pracy. Pomimo, że dane Eurostatu pokazują, że w Polsce 41% kobiet zajmuje stanowiska kierownicze w firmach, czym ustępujemy tylko Łotwie (47%), szklany sufit nadal jest obecny. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte udział kobiet w radach nadzorczych wynosi 15,2%, a na czele zarządów spółek giełdowych znajduje się ich jedynie 6,3%.
Co więcej, z ostatniego raportu „Barometr Rynku Pracy IX” przygotowanego przez Work Service wynika, że odsetek kobiet obawiających się utraty pracy (17,9%) jest przeszło dwukrotnie wyższy niż w przypadku mężczyzn (8,7%). To pokazuje, że Polki czują się mniej pewnie w życiu zawodowym, co może odbijać się na ich perspektywach awansu czy poziomie wynagrodzeń.
Paradoks polskiej luki płacowej polega na tym, że wraz z wyższą pozycją w hierarchii firmowej rośnie poziom rozbieżności finansowych. Według danych Eurostatu różnica wynagrodzeń na stanowiskach managerskich wynosi w Polsce ponad 27% i jest o 4 p.p. wyższa niż średnia unijna – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. i dodaje: Warto zwrócić uwagę, że na przestrzeni ostatniego roku zaobserwowaliśmy wyraźną zmianę na rynku pracy. Jeszcze w 2016 roku tylko 40% Polek otrzymało podwyżki i był to niemal o 10 p.p. niższy wynik niż w przypadku mężczyzn. Jednak obecnie te proporcje wyraźnie się wyrównały. Z naszych badań wynika, że 54% pracujących kobiet i niemal 56% mężczyzn deklaruje, że w 2017 roku otrzymali wyższe wynagrodzenia.
***
Metodologia badania:
Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy IX zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=580) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,15%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 23-28.01.2018 r.
Warszawa, 7 marca 2018 r. – Coraz trudniejsza sytuacja na rynku pracy powinna nas zmusić do myślenia o zagwarantowaniu kobietom równych praw w pracy, nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w praktyce. Zwielokrotniając liczbę pracujących Polek do poziomu występującego w krajach „starej” UE, możemy zwiększyć PKB Polski w sumie o nawet 200 mld złotych do 2025 roku – przekonuje Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte.
Julia Patorska Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte
Dzień Kobiet skłonił mnie nie tylko do odwzajemniania uśmiechów przy odbieraniu przysłowiowych goździków, ale przede wszystkim do zwrócenia uwagi na to, jak kobiety muszą wciąż walczyć o swoje prawa w domu, na ulicach, ale także w pracy. Oczywiście jest to bardzo subiektywne zdanie, ale jako kobiecie (matce, żonie, menedżerce) trudno mi być w pełni obiektywną. Z drugiej strony, któż inny miałby zwracać na to uwagę skoro na własnej skórze doświadczam nierówności.
Z lotu ptaka – statystki
Aby jednak trochę obiektywizmu wprowadzić do mojego wywodu, zacznę od oficjalnych danych GUS, Eurostatu i danych Deloitte. W Polsce kobiety stanowią 51,6 proc. populacji – jest nas o ponad 1,2 mln więcej niż mężczyzn. Spośród 16 mln tych, które ukończyły 15 lat, biernych zawodowo jest o 0,5 mln więcej niż aktywnych. Oznacza to, że wykorzystywany jest potencjał tylko mniej niż połowy Polek. Równocześnie mamy lepsze wykształcenie (obecnie niemal 60 proc. osób studiujących to kobiety), więcej kobiet zna co najmniej jeden język obcy (66 proc. kobiet wobec 62,8 proc. mężczyzn), a dziewczyny częściej uzyskują lepsze wyniki na egzaminach (np. średnia w ostatnim roku przeprowadzania egzaminu gimnazjalnego dla chłopców wynosiła 55,25 punktów, podczas gdy dla dziewcząt 56,75 punktów). Równocześnie wynagrodzenie miesięczne kobiet w Polsce jest średnio niższe o niemal 20 proc. niż mężczyzn na tym samych stanowiskach, w tych samych branżach.
Kobiety bierne, ale czy na pewno?
Warto zwrócić uwagę na to, czym zajmują się kobiety bierne zawodowo. Często mówimy o etacie, który mają w domu. Zajmując się dziećmi, osobami starszymi, gospodarstwem domowym – jak wynika z badania Deloitte przeprowadzonego na biernych zawodowo Polkach – kobiety poświęcają tym czynnościom 37,5 godziny tygodniowo. A jak popatrzymy jeszcze w rozbiciu na kohorty wiekowe, to widać jak te obowiązki zmieniają się z wiekiem. Najpierw zajmujemy się tylko domem, potem dochodzą dzieci, a gdy te podrosną, zwykle przejmujemy opiekę nad starszymi rodzicami i teściami. Nie da się ukryć, że normy społeczne sprawiają, że kobieta nietroszcząca się o członków najbliższej rodziny w potrzebie jest postrzegana negatywnie znacznie częściej i w znacznie większym stopniu niż mężczyzna. Zatem bierzemy na siebie tę odpowiedzialność, porzucając marzenia o samorealizacji na innym polu niż przykładnej matki, żony, opiekunki.
Kobiety aktywne zawodowo
Równocześnie, te z nas, które decydują się na aktywność zawodową, często dlatego, że zmusza je do tego sytuacja ekonomiczna, de facto zaczynają pracować na drugim etacie. Wypełniając obowiązki domowe oraz często zastępując instytucje, w obszarach, w których państwo nie domaga, bierzemy dodatkowe 40 godzin tygodniowo pracy zawodowej na siebie. Nielicznym udaje się dojść na najwyższe stanowiska, mimo głosów, że my kobiety po prostu się nie nadajemy do zarządzania. Mamy inny styl pracy, jesteśmy zbyt rozemocjonowane, nie potrafimy podejmować decyzji. Oczywiście być może generalizuję, gdyż sytuacja jest niejednorodna w różnych miejscach pracy, ale fakty pozostają faktami. W zarządach i radach nadzorczych w Polsce mamy tylko nieco ponad 15 proc. kobiet – są to moim zdaniem wyjątki potwierdzające regułę.
Skutki ekonomiczne
Taki obraz sytuacji pokazuje, jak bardzo nieefektywnie zarządzamy zasobami ludzkimi, czyli po prostu naszym kobiecym potencjałem. Mając do dyspozycji więcej jednostek i do tego lepiej wykształconych – wykorzystujemy je na rynku pracy w niewystarczającym stopniu. Idealnie do tego pasuje pojęcie „jałowej straty” (z ang. deadweight loss) występujące w teorii ekonomii. Oznacza ono trwałą utratę dobrobytu społecznego w wyniku nieoptymalnej alokacji zasobów. Proste ćwiczenie, które przeprowadził nasz zespół analiz ekonomicznych, pokazuje co by było gdyby więcej Polek podjęło aktywność zawodową. Zakładając, że produktywność kobiet i mężczyzn jest taka sama (choć różnice w wykształceniu niekoniecznie o tym świadczą), to zwiększając liczbę pracujących Polek do poziomu występującego w krajach UE-15, okazuje się, że PKB Polski może wzrosnąć o nawet 200 mld złotych do 2025 roku i to przy innych czynnikach pozostałych na niezmiennym poziomie. Daje do myślenia…
Oczywiście jest to symulacja wykonana w skali makro. Ale na poziomie mikro równie łatwo udowodnić, że gdy mamy problem na rynku ze znalezieniem rąk do pracy, zawsze dodatkowe zasoby, z których możemy wybierać, to określona wartość. A warto przypomnieć, że od 2010 roku ze względu na niekorzystne trendy demograficzne oraz zmiany w systemie emerytalnym z rynku pracy odeszło już prawie 1,5 mln osób. Nie jesteśmy w stanie zastąpić łatwo tych osób ani młodymi wkraczającymi na rynek pracy, ani imigrantami, wobec których brakuje w naszym kraju systemowej polityki przyjęć.
Rekomendacje?
Nie będę tutaj odkrywcza, bo badań i zaleceń, co robić, aby sytuację zmienić, jest wiele. Nie ma jednak jednego złotego środka, który rozwiąże wszystkie problemy w tym zakresie. Działania muszą iść wielotorowo, rozpoczynając od zmian regulacyjnych i wprowadzania polityk publicznych. Zmiana, zainicjowana przez decydentów, może mieć istotny wpływ. Jeśli kobiety nie będą musiały zastępować instytucji (żłobków i przedszkoli dla najmłodszych, szpitali i domów opieki dla chorych i starszych wymagających stałego wsparcia), będą miały przede wszystkim wybór, czy chcą się poświecić bliskim, czy jednak mieć przestrzeń na zajęcie się pracą zawodową.
Równie ważna jest postawa pracodawców, którzy mogą umożliwić swoim podwładnym elastyczne godziny pracy lub pracę zdalną. Dzięki tym prostym rozwiązaniom kobietom, które będą nadal chciały w zgodzie ze sobą dzielić życie zawodowe z obowiązkami ”Home managera”, znacznie łatwiej będzie godzić te dwa światy. Nie ma lepiej zorganizowanych osób jak pracujące matki – wielozadaniowość mają zwykle opanowaną do perfekcji (wiem to z autopsji). Możliwości dające większą swobodę pracownikom już istnieją w naszych regulacjach, pozostaje tylko zaufanie pracodawców i zrozumienie tego, co kieruje kobietami przy dokonywaniu wyborów.
Pozostaje kwestia świadomości zarówno samych kobiet, co do ich praw i możliwości na rynku pracy, ale też mężczyzn, w zakresie tego, jak traktują swoje żony, partnerki, koleżanki z pracy. Zaczynając od samych kobiet – wiele się w ostatnich kilku latach zmieniło. Fala czarnych protestów, która przeszła przez Polskę i inne kraje wskazuje na zmianę ich optyki. Kobiety chcą o sobie decydować, chcą być widziane i dostrzegane. Widać to w trendach konsumenckich – o „womenomics” pisała już w zeszłym roku Natalia Hatalska. Powstaje coraz więcej klubów wsparcia kobiet w biznesie (wspomnę tylko o bliskiej mi inicjatywie SheXo by Deloitte czy też LeadersIN, w której mam ogromną przyjemność i zaszczyt uczestniczyć). Ale to czego mi jeszcze brakuje, to dostrzeżenie przez większą część świata męskiego, że problem jest i warto go rozwiązać. Bo z nieświadomymi uprzedzeniami (z ang. uncouncious bias) jest ten kłopot, że są nieświadome, ale jak każde uprzedzenie, bardzo krzywdzące. A tracimy na tym wszyscy.
Julia Patorska
– Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte
Komentarz branżowy:
Anna Solarek Dyrektor ds. Korporacyjnych Coca-Cola w Polsce i krajach bałtyckich
Wierzymy, że w kobiety należy i warto inwestować – zyski z tej inwestycji czerpać będą same kobiety, ich pracodawcy i polska gospodarka.Z takiej potrzeby narodził się właśnie globalny program Coca-Coli #5by20, poprzez który inspirujemy kobiety na całym świecie, zachęcając do powrotu na rynek pracy czy założenia własnej firmy, a przede wszystkim wspierając je w budowaniu wiary we własne możliwości. W ramach tego zobowiązania udało się już wesprzeć ponad 1,7 mln kobiet w 64 krajach całego świata. W Polsce realizację tego celu umożliwia nam zainagurowany w październiku 2016 r. program „Sukces TO JA”. Jego celem jest zwiększenie aktywności zawodowej kobiet poprzez dostarczenie im praktycznej wiedzy z zakresu kreowania kariery oraz tworzenia własnego biznesu. Podczas pierwszej edycji programu, za pomocą bezpośrednich spotkań w całej Polsce oraz platformy online udało się już przeszkolić blisko 8 500 osób.
Niekwestionowanym sukcesem Gospodarczego Otwarcia Roku 2018 Krajowej Izby Gospodarczej jest możliwość wspólnego prześledzenia sukcesów i porażek ostatnich lat przez przedstawicieli rządu, samorządu oraz stowarzyszeń i organizacji pozarządowych.
– Dzisiaj weszliśmy na szczyt finansowania publicznego start-upów technologicznych. Powoli zaczynamy schodzić w dół i zmienia się perspektywa. Trwa jeszcze moment kumulacji środków na innowacje i testowanie różnych rozwiązań. Teraz należy je mądrzeć ulokować na rynku – nie wydawać bez sensu, ale celnie wprowadzić je do obiegu – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Sadowski, Startup Hub Poland – W czasie Gospodarczego Otwarcia Roku 2018 widać było wyraźnie motywy, które będą przewijać się w najbliższych miesiącach. Będzie to tzw. biotech, czyli technologie biologiczno-chemiczne, nano rozwiązania, które mogą służyć poprawie ludzkiego zdrowia, rynkowi weterynaryjnemu, środowisku agrotechnicznemu. Z pewnością będą to także cyfrowe technologie poświęcone ochronie danych osobowych, bezpieczeństwu pieniędzy na kontach i korespondencji, czyli temu, co nazywa się obecnie bezpieczeństwem cybernetycznym. Kolejne będą rozwiązania z zakresu komunikacji i połączonych ze sobą urządzeń w ramach koncepcji Internet Of Things, czyli Internetu Rzeczy. To rozwiązania, dzięki którym są one w nieustannym kontakcie, wymieniają się informacjami na temat planów i aktywności użytkowników. Te trzy obszary będą cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów w 2018 roku. Choć dziś wydaje się to jeszcze nieprawdopodobne, to już widać pewne przesłanki do wzrostu rynku usług kosmicznych. Należy pamiętać, że Polska jest silna w produkcji dobrych podzespołów. Choć sami nie staniemy się potęgą, wiele obiektów w tej przestrzeni może być budowanych na naszym rodzimym oprogramowaniu, co już w tej chwili widać w amerykańskich, chińskich i europejskich misjach kosmicznych. Ze wspomnianego wcześniej biotechu wyodrębnić należy jeszcze obszar technologii profilaktyki wczesnego rozpoznawania nowotworów. Oncotech – jako wydzielona dziedzina biotechnologii – ma zapewniać rozwiązania służące wcześniejszej, lepszej i mniej inwazyjnej identyfikacji zagrożeń onkologicznych w organizmie człowieka – ocenił Sadowski.