MADKOM S.A. po III kwartale 2017 r.

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, wypracowała po trzech kwartałach 2017 r. ponad 1,35 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7,41 mln zł. Spółka liczy na podobny, jak nie większy przyrost przychodów w ostatnim kwartale 2017 r.

W 3 kw. 2017 r. Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. zanotowała 441,9 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 2.463,6 tys. zł. Rok temu w analogicznym okresie strata netto sięgnęła 648,7 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 812,9 tys. zł. Narastająco na koniec trzeciego kwartału 2017 r. skonsolidowany zysk netto Grupy wyniósł 1.355,4 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży kształtujących się na poziomie 7.412 tys. zł. Rok wcześniej Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. miała stratę netto przekraczającą 1.703,7 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 3.043,1 tys. zł.

W okresie 9 miesięcy 2017 roku Grupa przekroczyła poziom przychodów netto ze sprzedaży, jaki MADKOM SA wraz ze spółkami zależnymi wypracowała w 2016 roku. Jednocześnie Zarząd MADKOM SA oczekuje dalszych dobrych wyników w ostatnim kwartale 2017 roku.

Zanotowane przez Spółkę wyniki finansowe i ich wyraźna poprawa w ujęciu rdr. były rezultatem zmiany sytuacji rynkowej, jak również dynamicznej rozbudowy portfela zamówień. Spółka obecnie realizuje bardzo dużą ilość wdrożeń oraz szkoleń dla jednostek samorządu terytorialnego. Kolejne przetargi, w których startuje Grupa MADKOM, mogą jeszcze znacząco polepszyć wyniki Grupy w ostatnim kwartale 2017 r.

Pomimo tak dobrych wyników aktualna wycena spółki znacząco odbiega od rzeczywistego potencjału Grupy, jak i jej wyników. W ocenie Zarządu Jednostki Dominującej – niedoszacowanie kursu akcji uniemożliwia podjęcie kroków związanych z dalszym rozwojem.

Aktualna wycena Spółki kompletnie nie dyskontuje jej aktualnych wyników i odbiega od rzeczywistego potencjału Spółki. Najbliższe miesiące mogą przynieść nowe wyzwania związane z inwestycjami, które napędziłyby rozwój Spółek z Grupy, jednak tak niska wycena uniemożliwia pozyskiwanie kapitału akcyjnego.

Spółka konsekwentnie zwiększa wartość portfela zamówień, realizuje nowe projekty wdrożeniowe oraz powiększa poziom przychodów z tytułu świadczenia usług serwisowych. Dzięki nowo pozyskanym kontraktom serwisowym, Spółka już teraz przekroczyła poziom przychodów w tym segmencie z 2016 roku.

Kolejne zamówienia oczekują na rozstrzygnięcie i niewątpliwie ich pozytywny wynik wpłynie korzystanie i zagwarantuje MADKOM SA stabilny dochód nawet do końca pierwszego półrocza 2018 roku. Podejmowane przez Spółkę działania oraz ich rezultaty są zgodne ze strategią rozwoju na lata 2015-2020, która została zaktualizowana pod koniec 2016 r.

Nadchodzący rok powinien być co najmniej tak samo dobry dla Spółki jak obecny – na potencjalną sprzedaż przez Spółkę maja bezpośredni wpływ działania inwestycyjne urzędów. Koniunktura w gospodarce i wysoki poziom PKB dają nam pozytywną prognozę na co najmniej 12 miesięcy. W tym czasie Spółka powinna pokazać kolejne efekty związane ze stabilizacją przychodów pochodzących z innych źródeł niż rynek publiczny.

Finansowanie z funduszy strukturalnych UE wciąż dopływa, w czym Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. widzi swój potencjał na dalszy rozwój. Spółka intensywnie pracuje nad nowymi innowacyjnymi produktami, które będą stanowiły kolejny filar Spółki i będą niezależne od dotychczas oferowanych produktów.

Grupa kapitałowa PZU po III kwartale 2017 roku

  • Wzrost składki przypisanej brutto o 15,1% r/r do 16,9 mld zł.
  • Wzrost udziałów rynkowych w Polsce w ubezpieczeniach majątkowych z działalności bezpośredniej o 0,8 p.p. r/r do 36,9% oraz w ubezpieczeniach na życie ze składką okresową o 0,7 p.p. r/r do 45,7% (dane na koniec czerwca 2017).
  • Wysoka dyscyplina kosztowa. Spadek wskaźnika kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce o 1,1 p.p. r/ r do 6,6%.
  • Utrzymanie wysokiej rentowności w ubezpieczeniach majątkowych w Polsce, pomimo wystąpienia szkód masowych. Poprawa wskaźnika mieszanego o 5,4 p.p. r/r do poziomu 90,1%.
  • Wzrost rentowności ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych w III kwartale do poziomu 25,9% (w porównaniu do 24,5% w II kwartale 2017), narastająco od początku roku do poziomu 21,4%.
  • Dwukrotnie wyższy zysk. Zysk netto Grupy PZU wzrósł do 3 mld zł w porównaniu do 1,5 mld zł po III kwartale 2016 roku, a zysk netto jednostki dominującej do 2,1 mld zł w porównaniu do 1,3 mld zł po III kwartale 2016 roku.
  • ROE powyżej 21%. Uroczniona rentowność kapitałów własnych „ROE” dla podmiotu dominującego wyniosła 21,3% w porównaniu do 13,8% po III kwartale 2016 roku.

„Grupa PZU dysponuje 300 mld zł aktywów, które wypracowały ponad 3 mld zł zysku netto po III kwartale 2017 roku, tj. niemal dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Tak wysoka dynamika to zasługa zarówno większej obecności Grupy w sektorze bankowym, jak i poprawy rentowości w podstawowej działalności ubezpieczeniowej. Co ważne, pomimo wzrostu szkodowości w III kwartale, związanej głównie z silnymi nawałnicami i opadami deszczu, które nawiedziły nasz kraj, utrzymaliśmy rentowność we wszystkich kluczowych liniach biznesu. Systematyczne inwestycje w fundamenty gwarantujące rozwój PZU, dbałość o bazę klientów oraz utrzymywanie dyscypliny kosztowej sprawia, że nawet w trudnych rynkowo okresach, jesteśmy w stanie efektywnie zarządzać kapitałem i generować wysokie zyski, zachowując przy tym najwyższe standardy świadczonych usług.” – powiedział Paweł Surówka, prezes PZU SA.

Ubezpieczenia majątkowe

„Pomimo szkód spowodowanych przez nawałnice, gwałtowne burze i huragany, które wystąpiły w III kwartale 2017 roku, poprawiliśmy o 5,4 p.p. wskaźnik mieszany dla całego segmentu ubezpieczeń majątkowych w Polsce. Osiągnięty po 9 miesiącach poziom 90,1% dla tego wskaźnika, utrzymuje się powyżej naszych strategicznych ambicji. Wsparciem dla tak dobrego wyniku jest wysoki wolumen sprzedaży ubezpieczeń oraz silna dyscyplina kosztowa. Wskaźnik kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce uległ poprawie o 1,1 p.p. osiągając na koniec września 2017 roku poziom 6,6%. Systematyczna poprawa to efekt zarówno zmian w obszarach kosztowych, jak i rosnącej kultury kosztowej całej organizacji, umożliwiający wykorzystanie efektów skali prowadzonej działalności w celu optymalizacji kosztów jednostkowych” – mówi Tomasz Kulik, CFO PZU.

Ubezpieczenia na życie

 „Po trudnym pierwszym kwartale, kiedy marża w ubezpieczaniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych spadła poniżej 14%, podjęliśmy szereg działań mających na celu ograniczenie spadków rentowności. Przy malejącej częstości zgonów osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat już w II kwartale 2017. Kontynuacja trendów i konsekwencja w naszych działaniach pozwoliły na dalszą poprawę wyników w III kwartale i osiągnięcie 25,9% marży zysku. Dzięki temu, już po 9 miesiącach rentowność w tym istotnym dla nas segmencie ubezpieczeń przekroczyła strategiczny poziom 20%.” – mówi Roman Pałac, prezes PZU Życie

Inwestycje

„Wyłączając wpływ działalności bankowej oraz po uwzględnieniu kosztów odsetkowych, wynik inwestycyjny po III kwartale 2017 roku wzrósł o 59% do 1 615 mln zł, głównie ze względu na lepszy wynik na portfelach akcyjnych. Było to spowodowane m.in. poprawą koniunktury na GPW – indeks WIG po III kwartale 2017 roku wzrósł o 24,2% wobec 1,3% w analogicznym okresie roku ubiegłego. Ponadto wyniki rosły dzięki wysokomarżowemu zaangażowaniu w instrumenty rynku dłużnego, które pozyskaliśmy w ramach budowania portfela długu nieskarbowego.” – komentuje Tomasz Kulik, CFO PZU.

Rating

27 października 2017 roku amerykańska agencja ratingowa S&P Global Ratings podwyższyła perspektywę ratingową PZU z negatywnej do stabilnej. Jednocześnie rating siły finansowej i rating kredytowy PZU pozostał na poziomie A-. Jest to ocena o jeden stopień powyżej długoterminowego ratingu Polski w walucie zagranicznej, i zgodnie z zasadami S&P, jedna z najwyższych możliwych ocen dla polskiej spółki.

„Podwyższenie perspektywy ratingowej PZU to dla nas bardzo ważna informacja. Ta decyzja kończy okres dwuletniej weryfikacji. Analitycy agencji pozytywnie ocenili wizję rozwoju PZU oraz wspólne działania zarządu, który konsekwentnie realizuje strategię Grupy PZU.” – dodał Paweł Surówka.

Szczegółowe podsumowanie wyników PZU  po III kwartale 2017 roku

Pozytywny wpływ na wyniki finansowe Grupy PZU po III kwartale 2017 roku miały w szczególności:

  • wzrost składki przypisanej brutto w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego i korporacyjnego głównie w efekcie wzrostu średniej składki i liczby ubezpieczeń oraz w ubezpieczeniach indywidulanych, w szczególności produktów unit-linked w kanale bankowym;
  • wzrost rentowności w segmencie ubezpieczeń masowych związany głównie z niższą szkodowością w ubezpieczeniach rolnych (w analogicznym okresie ubiegłego roku wystąpiły liczne szkody spowodowane siłami natury – negatywne skutki przezimowań) oraz w mniejszym stopniu poprawą rentowności w ubezpieczeniach OC komunikacyjnych;
  • lepsze wyniki w segmencie działalności bankowej w związku z wysokim poziomem sprzedaży przez Alior Bank produktów kredytowych wsparte korzystną koniunkturą gospodarczą;
  • wyższe dochody z działalności lokacyjnej, w szczególności na skutek lepszej koniunktury na GPW.

Negatywnie na wyniki w tym okresie wpłynęły:

  • niższa rentowność w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych majątkowych, głównie w grupie ubezpieczeń poza komunikacyjnych ze względu na zgłoszenie kilku szkód o wysokiej wartości jednostkowej;
  • spadek rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych (r/r), jako efekt wyższej szkodowości produktów ochronnych związanej ze wzrostem częstości zdarzeń związanych ze zgonami w I kwartale bieżącego roku, potwierdzony danymi GUS o śmiertelności w całej populacji. W II i III kwartale zanotowano powrót do poziomów szkodowości obserwowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Na porównywalność wyników oraz sumy bilansowej r/r w sposób istotny wpłynęło rozpoczęcie konsolidacji Pekao w czerwcu 2017 roku. W wyniku tej transakcji doszło do przekształcenia Grupy PZU z grupy ubezpieczeniowej w finansową. Suma bilansowa wzrosła głównie z tego tytułu o ponad 187 mld zł względem analogicznego okresu ubiegłego roku (do poziomu 300 mld zł), a udziały niekontrolujące osiągnęły wartość 22,0 mld zł (stan na 30 września 2017 roku). Pekao kontrybuował do wyniku operacyjnego Grupy PZU oraz wyniku segmentu działalności bankowej kwotą 918 mln zł od momentu rozpoczęcia konsolidacji w czerwcu 2017 roku.

Składki

Po III kwartale 2017 roku Grupa PZU zebrała 16 933 mln zł składki brutto, czyli o 15,1% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jest to w znacznej mierze rezultatem wyższej sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego (+1 087 mln zł) i korporacyjnego (+300 mln zł), na skutek wzrostu średniej składki i liczby ubezpieczeń. O 346 mln zł wzrosła też składka w segmencie ubezpieczeń indywidualnych, głównie dzięki wyższej sprzedaży produktów unit-linked w kanale bankowym. Ponadto wzrost przypisu składki o 173 mln zł zanotowały spółki zagraniczne.

Odszkodowania i  świadczenia

Po III kwartale 2017 roku wartość netto odszkodowań i świadczeń oraz przyrostu rezerw Grupy PZU wyniosła 11 252 mln zł, tj. wzrost o 15,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, co ma związek ze zwiększeniem skali działalności. Do zmiany wartości odszkodowań i świadczeń netto przyczyniły się: wzrost wartości odszkodowań i świadczeń w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta korporacyjnego oraz masowego, wyższy poziom odszkodowań i świadczeń w ubezpieczeniach szkód powodowanych żywiołami, wyższe szkody w ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej ogólnej oraz ubezpieczeniach od ognia w wyniku zgłoszenia kilku roszczeń o wysokiej wartości jednostkowej, zwiększenia rezerw dla indywidualnych produktów unit-linked w kanale bancassurance oraz w mniejszym stopniu tego samego rodzaju produktów grupowych i indywidualnych oferowanych w sieci własnej (głównie PPE oraz IKE), w ubezpieczeniach ochronnych wzrost w I kwartale 2017 roku w stosunku do ubiegłego roku częstości zgonów potwierdzony przez statystyki GUS dla całej populacji (w II i III kwartale powrót do poziomów szkodowości obserwowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku).
Na obniżenie odszkodowań i świadczeń netto wpływ miał niższy poziom szkód w grupie ubezpieczeń pozostałych szkód rzeczowych w segmencie klienta masowego, w tym głównie ubezpieczeń dotowanych upraw rolnych – w analogicznym okresie 2016 roku wystąpienie licznych szkód powodowanych siłami natury.

Koszty administracyjne i akwizycji

 Koszty administracyjne Grupy po III kwartale 2017 roku ukształtowały się na poziomie 3 644 mln zł względem 1 927 mln zł analogicznym okresie 2016 czyli były o 89,1% wyższe w relacji do poprzedniego roku. Wzrost wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao oraz połączenia Alior Bank z wydzieloną działalnością BPH 4 listopada 2016 roku. Koszty administracyjne segmentu bankowego wzrosły o 1 661 mln zł. Jednocześnie koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie niższym o 9 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ich zmiana wynikała z wyższych kosztów w ubezpieczeniach bankowych będącymi efektem zmiany zasad rozliczeń z bankami w ramach umów bancassurance, kompensowanymi niższymi kosztami działalności projektowej.
Koszty akwizycji po 3 kwartałach 2017 roku wzrosły o 227 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem wyższej sprzedaży w segmencie klienta masowego i korporacyjnego.

Inwestycje

Po III kwartale 2017 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej1 Grupy PZU wyniósł 5 833 mln zł wobec 2 635 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku (wzrost o 121,4%). Wyższy wynik po III kwartale to przede wszystkim efekt wzrostu dochodów z lokat wygenerowanych na działalności bankowej w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao, a także lepszy wynik z działalności inwestycyjnej z wyłączeniem działalności bankowej.
Dochody z działalności inwestycyjnej, z wyłączeniem działalności bankowej oraz po uwzględnieniu kosztów odsetkowych, wzrosły o 58,5% do 1 615 mln zł. To głównie efekt wyższego wyniku na notowanych instrumentach kapitałowych w szczególności ze względu na poprawę koniunktury na GPW – wzrost indeksu WIG o 24,2% w 3 kwartałach 2017 roku wobec 1,3% w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Zysk

Po III kwartale 2017 roku Grupa PZU uzyskała wynik z działalności operacyjnej na poziomie 3 896 mln zł wobec 1 960 mln zł w poprzednim roku (wzrost o 98,8%). Zysk netto wzrósł o 1 495 mln zł (+99,1%) do poziomu 3 003 mln zł. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 2 146 mln zł wobec 1 309 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku (wzrost o 63,9%).

Kapitał własny

Na 30 września 2017 roku skonsolidowane kapitały własne osiągnęły wartość 35 930 mln zł wobec 16 268 mln zł na 30 września 2016 roku. Wzrost skonsolidowanych kapitałów własnych związany jest ze wzrostem udziałów niekontrolujących, które głównie w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao w I półroczu 2017 roku osiągnęły wartość 22 025 mln zł. Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej wzrosły o 907 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt podziału zysku za 2016 rok w tym przeznaczenia na wypłatę dywidendy 1 209 mln zł skompensowany wynikiem netto przypisanym jednostce dominującej wypracowanym po III kwartale 2017 roku.

ROE

Po III kwartale 2017 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający jednostce dominującej ukształtował się na poziomie 21,3% (wskaźnik uroczniony). Wskaźnik ROE był wyższy o 7,5 p.p. niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, głównie z uwagi poprawę wyników działalności ubezpieczeniowej oraz inwestycyjnej.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec II kwartału 2017 roku, po finalizacji transakcji nabycia pakietu akcji Banku Pekao, wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 247% i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.

1. Wynik netto na działalności inwestycyjnej obejmuje przychody netto z inwestycji, wynik netto z realizacji i odpisy z tytułu utraty wartości inwestycji oraz zmianę netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych w wartości godziwej. 

Wybrane dane finansowe Grupy PZU:

Lp. Wyszczególnienie Okres 9 m-cy
(w mln zł) zakończony w dniu
30.09.2017 30.09.2016
1. Składki ubezpieczeniowe przypisane brutto 16 933 14 706
2. Odszkodowania i świadczenia ubezpieczeniowe netto oraz zmiana stanu rezerw techniczno-ubezpieczeniowych (11 252) (9 771)
3. Dochód z działalności lokacyjnej, w tym: 5 833 2 635
3a. Przychody netto z inwestycji 6 150 3 024
3b. Wynik netto z realizacji i odpisy z tytułu utraty wartości inwestycji (663) (444)
3c. Zmiana netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych do wartości godziwej 346 55
4. Koszty odsetkowe (884) (506)
5. Zysk netto, w tym: 3 003 1 508
5a. zysk przypisywany właścicielom jednostki dominującej 2 146 1 309
5b. zyski przypisywane właścicielom udziałów niekontrolujących 857 199
6. Kapitały własne 35 930 16 268
7. Aktywa finansowe wraz nieruchomościami inwestycyjnymi 266 804 93 863
8. Aktywa razem 300 245 112 914

Plast-Box zdobywa Europę

Plast-Box, jeden z wiodących producentów opakowań z tworzyw sztucznych, w ciągu 9 miesięcy 2017 roku zwiększył skonsolidowane przychody o blisko 6% r/r do poziomu 122,8 mln zł wobec 116,2 mln zł uzyskanych w roku ubiegłym. Ponadto po 3 kwartałach br. grupa zanotowała wynik EBITDA sięgający 14,4 mln zł oraz zysk netto w wysokości 5,3 mln zł.   

Jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. w okresie pierwszych III kwartałów br. podniosły się do poziomu 105,6 mln zł, tj. o 2,9% r/r. W tym samym okresie ukraińska spółka-córka dostarczyła ponad 25% przychodów w grupie kapitałowej, znacząco poprawiając zyskowność. Plast-Box Ukraina odnotowała poprawę wyników we wszystkich obszarach, uzyskując r/r wyrażony w hrywnach 33,9 % wzrost sprzedaży,  35,1 % wzrost zysku netto a także wyższą wartość EBITDA o 19,4 %.

Ukraina jest dla nas ważnym rynkiem, na którym działamy od 2004 roku –  informuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Poprawa sytuacji makroekonomicznej w tym kraju sprzyja interesom naszej fabryki zlokalizowanej w Czernihowie. Skutecznie wykorzystujemy dobrą koniunkturę i z powodzeniem prowadzimy biznes na tym obszarze  – dodaje.

Plast-Box znacząco buduje swoją pozycję w Europie Wschodniej, gdzie sprzedaż udało się wzmocnić o 23,9 % r/r, tj. do poziomu 32,3 mln zł. Opakowania Plast-Boxu dostarczane są do zdecydowanej większości krajów europejskich. Grupa systematycznie zwiększa eksport na rynki unijne. Od stycznia do września 2017 roku sprzedaż eksportowa do UE urosła o 6,2% do 44,0 mln zł. W efekcie udział sprzedaży do państw unijnych w tym do Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii w trakcie trzech kwartałów roku sięgnął 57,3% skonsolidowanych przychodów z eksportu.

W ciągu 9 miesięcy br. udział eksportu w naszej sprzedaży wyniósł 62,6% – mówi Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A.  – Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w Europie znajduje się w rosnącym trendzie, co daje nam duże szanse na dalszy rozwój. Działamy na ogromnym europejskim rynku, chcemy być znani jako spółka obejmująca swoją aktywnością biznesową całą Europę – stwierdza.

Główną pozycję asortymentową Plast-Boksu stanowią wyrafinowane, zamykane wiadra plastikowe, oferowane dla renomowanych producentów branży spożywczej, chemicznej i budowlanej, do których sprzedaż w okresie 3 kwartałów 2017 roku osiągnęła 98,3 mln zł, co przekłada się na 80% skonsolidowanych przychodów. Jednocześnie grupa zanotowała 7,2 % wzrostu sprzedaży skrzynek, plasowanych głównie na rynku spożywczym.

Rośnie rynek kamer przemysłowych w Polsce. W nowe rozwiązania inwestuje przede wszystkim sektor publiczny, zwłaszcza kolejnictwo

Rośnie rynek kamer przemysłowych w Polsce. W nowe rozwiązania inwestuje przede wszystkim sektor publiczny, zwłaszcza kolejnictwo 1

Na świecie zainstalowanych jest 350 milionów kamer przemysłowych. Ich liczba stale rośnie, także w Polsce. Tylko w Warszawie system monitoringu liczy blisko 14 tys. kamer, z czego prawie połowa zainstalowana jest w miejskich autobusach. W taki rodzaj monitoringu inwestują także firmy. Przy wyborze kamer kierują się przede wszystkim ceną, ale coraz częściej liczą się jakość, gwarancje i kraj pochodzenia.

– Polski rynek kamer przemysłowym jest dość duży. Stosunek liczby najnowocześniejszych kamer IP do kamer analogowych jest bardzo korzystny. Rynek jest bardzo mocno zorientowany na cenę, która ogrywa niewspółmiernie wysoką rolę. Widać jednak znaczącą poprawę, klienci, także z administracji publicznej, zaczynają doceniać parametry jakościowe dotyczące gwarancji, testowania, niekiedy również produkcji, kraju pochodzenia – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kozak, menedżer sprzedaży na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie w firmie Axis Communications, produkującej kamery przemysłowe.

Jak podaje stołeczny ratusz, tylko w Warszawie system monitoringu liczy blisko 14 tys. kamer, z czego prawie połowa zainstalowana jest w miejskich autobusach. W 2016 roku operatorzy miejskiego systemu monitoringu wizyjnego zgłosili ponad 8,7 tys. zdarzeń. Kamery pozwalają nie tylko zaobserwować nietypową sytuację, lecz także śledzić konkretną osobę. Monitoring jest coraz bardziej rozbudowany, jednak w ostatnich latach nieco spowolnił, przede wszystkim ze względu na mniejsze wydatki samorządów.

– Duże inwestycje publiczne w monitoringi miejskie są ściśle związane z tym, co dzieje się w samorządach. W 2016 roku samorządy niestety nie wydawały pieniędzy w takim tempie, jak życzylibyśmy sobie tego wszyscy, ale widzimy dynamiczny wzrost – pojawia się coraz więcej zapytań, toczących się postępowań. Są takie obszary, jak np. kolejnictwo, które wydaje się być w awangardzie, jeżeli chodzi o takie projekty – wskazuje Kozak.

Według corocznego sprawozdania Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych jednostki samorządu terytorialnego zrealizowały w 2016 roku wydatki majątkowe na poziomie 83,2 proc. planowanych. Łącznie wydatki inwestycyjne samorządów w ubiegłym roku wyniosły 24,4 mld zł (o 34 proc. niższe niż w 2015 roku i o 39 proc. niższe w porównaniu z 2014 rokiem).

Na rynku kamer przemysłowych coraz większą rolę pełnią podmioty gospodarcze. Spada natomiast udział klientów indywidualnych. Jeszcze kilka lat temu rynek indywidualny stanowił ponad połowę ogółu rynku, obecnie może to być 40 proc.

– Jesteśmy skoncentrowani na klientach publicznych i instytucjonalnych, mamy stosunkowo niewielu klientów prywatnych, rozumianych jako gospodarstwo domowe. Nasza oferta jest mocno skoncentrowana na obszarze enterprise czy obszarze handlowym, zdecydowaną większością są klienci instytucjonalni i przemysłowi – tłumaczy przedstawiciel Axis Communications.

Jak wynika z danych firmy IHS, na świecie zainstalowanych jest ok. 350 milionów przemysłowych kamer (CCTV). Najszybszy wzrost notuje segment kamer komunikujących się za pomocą protokołu IP, z 19,5 milionów w 2012 roku do 140 milionów w 2016 roku. Liczba zainstalowanych kamer analogowych wzrosła w tym samym czasie ze 137 do 208 mln.

– Polski rynek na tle innych krajów jest dość duży i niezwykle konkurencyjny. Właściwie wszyscy gracze są tu obecni, ale wynika to z tego, że dużo się dzieje. Liczba kamer w Warszawie jest na poziomie dobrej średniej europejskiej. To rynek obiecujący, choć trudny, bo zorientowany na cenę – ocenia Jakub Kozak.

Polacy wolą kupować własne mieszkania, niż je wynajmować. Trend ten ma odwrócić program Mieszkanie Plus

Polacy wolą kupować własne mieszkania, niż je wynajmować. Trend ten ma odwrócić program Mieszkanie Plus 2

Niespełna 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkanie na rynkowych zasadach. Ponad 80 proc. mieszkań stanowi własność prywatną. Polacy zdecydowanie wolą kupować własne lokum, nawet jeśli muszą się posiłkować długoterminowym kredytem hipotecznym. Przez ostatnich kilka lat zakupy na rynku wspierał popularny program dopłat do kredytów Mieszkanie dla Młodych, który kończy się w przyszłym roku. Jego następca – program Mieszkanie Plus – ma zwrócić większą uwagę Polaków na wynajem.

Polacy preferują własne mieszkania, nie wynajem. Dziś tylko kilka procent wynajmuje mieszkania. Rynek chciałby, żeby program MdM – dopłacający do zakupu własnego mieszkania – dalej funkcjonował, ale już wiemy, że nie będzie kontynuowany. Zastąpi go kolejny program – Mieszkanie Plus, który będzie wspierał właśnie tę drugą opcję, czyli mieszkania pod wynajem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agata Stradomska, menadżer do spraw szkoleń i marketingu w sieci RE/MAX Polska.

Blisko 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkania na rynkowych zasadach – wynika z danych Eurostatu. Statystyki jednoznacznie pokazują, że Polacy przedkładają zakup własnego M – chociażby na kredyt hipoteczny – nad wynajem. Ponad 80 proc. mieszkań w Polsce znajduje się w rękach prywatnych.

Czynsze najmu na rynku są dość wysokie, być może dlatego wiele osób po przeliczeniu wybiera opcję zakupu, nawet na kredyt hipoteczny. Opcja najmu po prostu jest bardzo droga – mówi Agata Stradomska.

Drugą przyczyną jest panujące wśród Polaków przekonanie, że własne lokum lepiej kupić, niż „łożyć komuś co miesiąc do kieszeni”. Poza tym posiadanie własnego M jest postrzegane jako element życiowej stabilności, zapewnia poczucie bezpieczeństwa.

W Niemczech mieszkania na rynkowych zasadach wynajmuje prawie 40 proc. obywateli, w Szwajcarii – blisko połowa (49,2 proc.). Średnia dla całej Unii Europejskiej wynosi 19,7 proc. – taki odsetek obywateli to najemcy, którzy płacą rynkowe stawki czynszu. Najniżej plasują się pod tym względem kraje takie jak Rumunia czy Litwa, gdzie na wynajem własnego lokum decyduje się zaledwie około 2 proc. obywateli.

Program Mieszkanie Plus ma stworzyć warunki i możliwości wynajmu mieszkań taniej. Za tym będzie musiał podążyć rynek. Zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i mali, prywatni inwestorzy będą musieli obniżać czynsze, bo w przeciwnym razie po prostu nie znajdą najemców – prognozuje Agata Stradomska. 

Mieszkanie Plus ma zastąpić obecny system dopłat w ramach MdM-u, który wygaśnie w 2018 roku. Działający na rynku od trzech lat program Mieszkanie dla Młodych cieszy się ogromną popularnością. Do tej pory skorzystało z niego 96 tys. kredytobiorców, a suma dopłat sięgnęła 2,5 mld zł.

Ostatnia odsłona tego programu będzie miała miejsce w przyszłym roku, ale zapewne dostępna pula środków szybko zostanie wyczerpana. Z programu MdM mogły skorzystać osoby kupujące swoje pierwsze mieszkanie, a w przypadku dużych rodzin dofinansowanie mogło też zostać przeznaczone na zakup kolejnego mieszkania poprawiającego warunki bytowe – mówi Agata Stradomska.

Ostatnia transza pieniędzy w ramach MdM zostanie uruchomiona w styczniu, ale eksperci oczekują, że środki rozejdą się błyskawicznie. Dla przykładu, środki z puli 67 mln zł, które w sierpniu uruchomił Bank Gospodarstwa Krajowego, zostały rozdysponowanie w ciągu kilku godzin. Pierwsze wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania zostały zarejestrowane w systemie BGK około 4 rano. Do godziny 14 zarezerwowano już całość środków, przeznaczonych do wykorzystania w tym roku.

Konstrukcja tego programu była bardzo ciekawa, ponieważ dopłacano do wkładu własnego na zakup mieszkania. Była to bardzo korzystna forma wsparcia dla osób zaciągających kredyt hipoteczny. W przypadku dużych rodzin – z trojgiem i większą liczbą dzieci – dopłata wynosiła nawet do 30 proc. wartości nabywanego mieszkania. Stąd ogromne zainteresowanie. Niestety już wiemy, że kontynuacji tego typu programów już nie będzie, nie będzie też wspierania zakupu własnych mieszkań przez rząd – mówi Agata Stradomska.

Ekspertka ocenia, że program Mieszkanie dla Młodych przyczynił się do wzmożonej aktywności deweloperów. Z danych GUS wynika, że w całym 2016 roku liczba mieszkań oddanych do użytkowania wyniosła 162,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 10,2 proc. w ujęciu rocznym. Z kolei liczba wydanych pozwoleń na budowę zwiększyła się o 12 proc. w porównaniu z rokiem 2015.

Do tej pory również niskie stopy procentowe były bardzo korzystne dla osób, które kupowały własne lokum, zaciągając w banku kredyt hipoteczny. Z drugiej strony, przyciągały na rynek nieruchomości inwestorów szukających form lokowania kapitału alternatywnych dla niskooprocentowanych lokat bankowych.

Jeśli stopy procentowe pójdą w górę, będzie trochę trudniej o kredyt hipoteczny. Być może kwoty możliwe do uzyskania w ramach kredytu będą mniejsze. Możliwe również, że inwestorzy będą się zastanawiać nad innymi alternatywami lokowania środków. Inwestycje w nieruchomości są długoterminowe, więc raczej nie prognozowałabym sytuacji, w której nagle wszyscy będą się wycofywać z rynku nieruchomości i na powrót lokować pieniądze w banku – mówi Agata Stradomska. 

Podgrzewany tytoń ma o 90 proc. mniej substancji szkodliwych od tradycyjnych papierosów. Nową metodę zbadali polscy naukowcy

Podgrzewany tytoń ma o 90 proc. mniej substancji szkodliwych od tradycyjnych papierosów. Nową metodę zbadali polscy naukowcy 3

Naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk jako pierwsi na świecie przeprowadzili innowacyjne badania sprawdzające, jak substancje powstające podczas spalania tradycyjnego papierosa i podgrzewania tytoniu wpływają na komórki człowieka. Badania wskazały, że innowacyjna technologia podgrzewania tytoniu minimalizuje uszkodzenia mitochondriów komórkowych, a tym samym zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób związanych z paleniem papierosów.

Mitochondria to centra energetyczne komórek. Ponadto biorą udział w procesie metabolizmu komórek i ich specjalizacji. Zaburzenia pracy tych organelli mogą prowadzić do uszkodzenia komórek, a w efekcie do licznych chorób, w tym układu oddechowego. Wśród przyczyn tych zaburzeń naukowcy wymieniają m.in. palenie papierosów. Dym ze spalanego tytoniu zawiera bowiem szkodliwe substancje gromadzące się w mitochondriach i skutkujące stresem komórkowym.

– Badaliśmy substancje, które powstają podczas spalania papierosa konwencjonalnego i papierosa podgrzewanego. Wpływ substancji papierosa konwencjonalnego jest dużo większy na zaburzenia funkcjonowania mitochondriów niż substancji, które powstają podczas podgrzewania tytoniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Joanna Szczepanowska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.

Podgrzewanie tytoniu może być mniej szkodliwą dla zdrowia niż palenie tradycyjnych papierosów. W Instytucie Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk przeprowadzono badania mające wykazać przewagę nowatorskiej metody nad tradycyjnymi papierosami.

– Badania polegały na tym, że inkubowano komórki nabłonka oskrzeli przez 7 dni z tymi substancjami, oraz przez 12 tygodni – mówi prof. Joanna Szczepanowska.

W Systemie Podgrzewania Tytoniu, który otrzymał handlową nazwę IQOS, tytoń jest podgrzewany elektronicznie w temperaturze znacznie niższej, niż wynosi temperatura spalania. W efekcie tego procesu powstaje nie popiół, lecz aerozol odznaczający się niższą toksycznością i mniej intensywnym zapachem niż dym z tradycyjnych papierosów.

Badania komórkowe wykazały, że wpływ szkodliwych substancji powstających podczas podgrzewania tytoniu na funkcjonowanie mitochondriów jest dużo mniejszy niż podczas spalania papierosa.

– W wyciągu powstającym podczas podgrzewania tytoniu zawartych jest ok. 90 proc. szkodliwych substancji mniej niż podczas spalania papierosa w 800 stopniach – mówi prof. Joanna Szczepanowska.

Badania przeprowadzone w Polskiej Akademii Nauk były częścią ogólnoświatowego projektu nad rozwojem mniej szkodliwych produktów alternatywnych dla papierosów. Firma Philip Morris rozpoczęła prace badawczo-rozwojowe nad nową kategorią produktów ponad 10 lat temu, w tym celu powołując do życia dwa centra naukowe, w których pracuje ponad 400 badaczy. Jedno z nich zostało zlokalizowane w Singapurze, drugie natomiast w szwajcarskim mieście Neuchatel. Obecnie z IQOS na świecie korzysta ponad 3,7 mln osób.

Smog zabija 40 tys. Polaków rocznie. Powstaje coraz więcej firm walczących ze złą jakością powietrza

Smog zabija 40 tys. Polaków rocznie. Powstaje coraz więcej firm walczących ze złą jakością powietrza 4

Pod względem jakości powietrza Polska znajduje się w europejskim ogonie. Z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się właśnie w Polsce. Co roku smog powoduje śmierć nawet 40 tys. Polaków. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, które pomagają walczyć ze smogiem. Inicjatywy takie jak Smogathon pomagają takim produktom zaistnieć na rynku. Powstaje m.in. system do prognozowania poziomu zanieczyszczeń powietrza.

Airly to polski start-up, który buduje sieć czujników powietrza w polskich miastach i gminach. Rozwiązanie to pozwala monitorować stan zanieczyszczenia powietrza w czasie rzeczywistym. Poziom zanieczyszczeń pokazywany jest na mapie oraz w specjalnej aplikacji mobilnej. Sensory Airly mierzą m.in. poziom stężenia pyłów zawieszonych, temperaturę powietrza, ciśnienie czy wilgotność powietrza. Mają także być wyposażane w czujniki gazów, w tym tlenku węgla oraz dwutlenku azotu.

– Te minisensory są tanie, każdy może je zamontować na swoim oknie, dzięki czemu mamy niesamowicie głęboką sieć, wiemy, jakie jest powietrze na Marszałkowskiej, powietrze na Promyka na Żoliborzu, dokładnie wiemy, czym pali nasz sąsiad. Zdecydowanie bardziej czujemy, że jest to nasz problem, dzięki temu bardziej chcemy z nim walczyć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Ryś, lider Smogathonu.

Zasięg pojedynczego czujnika Airly wynosi ok 1 km2. Jak przekonuje krakowski start-up, jakość powietrza może się znacznie różnić na obszarze nawet kilkunastu kilometrów. Dlatego tak ważna jest budowa zintegrowanej sieci sensorów. Sensory co minutę przesyłają informacje na serwer za pomocą wbudowanej sieci WiFi, którą w nowszych modelach ma zastąpić sieć 3G/LTE. Obecnie w całej Polsce jest ich ponad 500.

– To jeden z projektów, który ma sporo wspólnego ze Smogathonem. W tym momencie wdraża swoje projekty głównie w Polsce, ale chłopaki myślą o wyjściu na cały świat – twierdzi Maciej Ryś, lider Smogathonu, inicjatywy dla start-upów, tworzących innowacje dotyczące oczyszczania powietrza.

Nowym projektem Airly jest zbudowanie systemu do prognozowania zanieczyszczeń powietrza. W tym celu zostaną wykorzystane dane zbierane przez sieć czujników, ale w analizie danych ma być wykorzystana także sztuczna inteligencja. Start-up otrzymał na ten projekt dofinansowanie od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości 3,4 mln złotych. To jednak nie jest jedyna polska firma zajmująca się zanieczyszczonym powietrzem.

– Mamy chociażby specjalne oczyszczacze dla dzieci, które montuje się w wózkach dziecięcych, mamy specjalne systemy filtrujące, które naczepia się na rury wydechowe, dzięki czemu emisja spalin zmniejsza się o 80 proc. Mamy też specjalne oczyszczacze, które montuje się za obrazami, więc są schowane, a mają taką samą wydajność – wymienia lider Smogathonu.

Według ostatnich raportów Światowej Organizacji Zdrowia w ubiegłym roku na skutek złej jakości powietrza na świecie zmarło siedem milionów ludzi. Tylko w Polsce zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. Polaków rocznie. Pod względem jakości powietrza Polska znajduje się w europejskim ogonie. Z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się właśnie w Polsce.

Najważniejszą przyczyną zanieczyszczenia powietrza jest wysoka emisja wynikająca z tego, czym palimy w piecach. Raport Najwyższej Izby Kontroli w raporcie „Ochrona powietrza przed zanieczyszczeniami” wskazuje, że odpowiada ona za ok. 90 proc. zanieczyszczeń, a 7 proc. generuje komunikacja. W największych miastach transport odpowiada już za ponad 60 proc. zanieczyszczeń. Smog to coraz większy problem, dlatego rośnie popularność urządzeń, które pomagają walczyć z zanieczyszczeniami.

– Największe szanse mają projekty, które są możliwe do szybkiego wdrożenia i szybko widać ich efekty. Niekoniecznie musi to być tani projekt, ale taki, który od razu przynosi efekt. Najważniejszym aspektem jest łatwość ich wdrażalności. W momencie gdy są one łatwe do wdrożenia, nie muszą wygrywać Smogathonu, po prostu może się znaleźć inwestor, który zacznie te projekty wdrażać – ocenia Maciej Ryś.

W tegorocznej edycji Smogathonu twórcy najlepszego rozwiązania dostaną 100 tys. dol., z czego 75 proc. zostanie przeznaczone na wdrożenie w Krakowie. Finał edycji odbędzie się w Krakowie 25–26 listopada.

Rekordowo niskie bezrobocie wymusza na pracodawcach inwestycje. Rosną wynagrodzenia i zmieniają się warunki pracy

Rekordowo niskie bezrobocie wymusza na pracodawcach inwestycje. Rosną wynagrodzenia i zmieniają się warunki pracy 5

Bez pracy jest zaledwie nieco ponad milion dorosłych Polaków. Pracodawcy mają więc coraz większy problem z pozyskaniem i utrzymaniem pracowników, dlatego muszą inwestować. Pierwszą oznaką tego jest wzrost wynagrodzeń i świadczeń pozapłacowych. Firmy zmieniają też środowiska pracy – unowocześniają biura, umożliwiają pracę zdalną, w dużych międzynarodowych zespołach. To zadanie ułatwiają im rozwijające się prężnie technologie.

– Rynek pracownika wymusił na pracodawcach ogromny focus na ludzi w organizacjach. To dobra informacja zwłaszcza dla pracowników niższych szczebli, pracowników sieci handlowych, magazynowych czy programistów, gdzie popyt na pracę przewyższa podaż. Widać ogromne inwestycje pracodawców w wynagrodzenia, środowiska pracy, które mają przyciągać pracowników, zwiększać ich satysfakcję i zaangażowanie. To przekłada się też na innych pracodawców, bo oczekiwania pracowników bardzo wzrastają – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Warzybok, dyrektor praktyki Talent w Aon Hewitt.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu stopa bezrobocia po raz kolejny spadła do poziomu 6,8 proc. Bez pracy pozostaje 1,1 mln Polaków. Z kolei resort pracy szacuje, że w październiku bezrobocie spadło jeszcze o 0,2 pkt proc. To najniższe wskaźniki od 1991 roku. Rynek pracownika przekłada się na presję dotyczącą wynagrodzeń, firmy są więc zmuszone systematycznie podnosić pensje.

– Z naszych badań wynika, że w skali globalnej temat wynagrodzeń to bardzo duże wyzwanie, szczególnie pod kątem usuwania nierówności w wynagrodzeniach. To kwestia zwiększania budżetów wynagrodzeń w taki sposób, aby było to angażujące i przyniosło spodziewane efekty. Jest to temat numer jeden – zauważa Magdalena Warzybok.

Jak podaje GUS, średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło we wrześniu blisko 4,5 tys. zł brutto. To o 6 proc. więcej niż rok temu. Na stosunkowo wysokie zarobki mogą liczyć nie tylko specjaliści IT i programiści, lecz także budowlańcy czy mechanicy, na których rośnie zapotrzebowanie. Z badania Busometr Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wynika, że w II połowie 2017 roku podwyżki planowało 32 proc. przedsiębiorców.

– Dużo inwestycji pracodawców czynionych jest w telepracę, w usprawnienie współpracy, coworking osób pracujących w różnych lokalizacjach. Z jednej strony zespoły projektowe, globalne albo multifunkcyjne wspierają pracę, z drugiej strony to kwestia oczekiwań pracowników, którzy niekoniecznie chcą codziennie dojeżdżać do pracy, stać w korku, ale w lepszy sposób połączyć swoje życie prywatne z życiem zawodowym – tłumaczy ekspertka Aon Hewitt.

Tego typu zmiany na rynku pracy wspiera technologia. Firmy coraz chętniej umożliwiają pracownikom pracę z domu czy innego, dowolnego miejsca na świecie, ponieważ mają do tego odpowiednie narzędzia.

– To ma też duży wpływ na sposób organizowania przestrzeni biurowej, która się zmienia, umożliwiając pracę zespołową, bo zespołowość i działanie wspólne to jeden z ogromnych trendów i wyzwań polskich pracodawców – wskazuje Magdalena Warzybok.

Według Światowego Forum Ekonomicznego zmieniające się środowisko pracy i elastyczne formy zatrudnienia to kluczowe czynniki, które będą napędzać zmiany w organizacjach. Na rynku pracy pojawiają się coraz młodsze osoby, których wymagania dotyczące czasu pracy czy form zatrudnienia są większe niż u starszego pokolenia. Potrzeby millenialsów wpływają też na tworzenie w organizacjach kultury feedbacku i dialogu.

– Pracownicy wypowiadają się na temat swoich pracodawców nie tylko w sposób anonimowy, na forach internetowych. Obserwujemy też większą gotowość samych firm do tego, aby po feedback od pracowników sięgać w sposób bezpośredni, często nawiązywać z nimi kontakt i dialog, badać opinię pracowników różnymi formami komunikacji elektronicznej czy mailowej i reagować na informację zwrotną od nich – podkreśla Warzybok.

Coraz większe wymagania pracowników i rewolucja technologiczna przynoszą też zmiany w funkcjonowaniu samych organizacji, w tym także w działach HR.

– Większość organizacji wszystkie kwestie administracyjne załatwia już systemami online, coraz więcej procesów HR-owych jest przenoszonych w chmurę. Ułatwia to analitykę talentową, czyli podejmowanie decyzji dotyczących ludzi na podstawie analizy danych, analizy statystycznej, które trafniej pomagają przewidywać pewne trendy – przekonuje Magdalena Warzybok.

Polacy zbudowali innowacyjny motocykl. Nowe technologie na rynku pojazdów elektrycznych zwiększą ich zasięg dwukrotnie już w 2018 r.

Polacy zbudowali innowacyjny motocykl. Nowe technologie na rynku pojazdów elektrycznych zwiększą ich zasięg dwukrotnie już w 2018 r. 6

Pojazdy elektryczne będą przyszłością transportu, jednak zwykle w tym kontekście mówi się o elektrycznych samochodach. Tymczasem rynek elektrycznych motocykli i skuterów również będzie się rozwijał. Sukcesy na tym polu mają Polacy. Studenci z Akademii Górniczo-Hutniczej stworzyli terenowy motocykl elektryczny z innowacyjnym umieszczeniem silnika w piaście tylnego koła. To pozwala wyeliminować problem hałasu. Ograniczeniem pojazdów elektrycznych wciąż jest nieduży zasięg na jednym ładowaniu, chociaż 2018 rok może się okazać przełomowy w tym zakresie.

Motocykl z AGH wyposażono w akumulatory litowo-jonowe o pojemności 54 Ah, które pozwalają na przejechanie 100 km lub na 1 godzinę pracy w terenie. Pojazd ma chromowo-molibdenową ramę autorskiej konstrukcji oraz wahacz autorskiej konstrukcji ze stali 355 i obudowę z włókna węglowego. Korzysta on także z komputera pokładowego informującego kierowcę o parametrach jazdy. Studenci przygotowali też aplikację na smartfona, która pozwala na zdalną komunikację. Pojazd osiąga maksymalną prędkość do 80 km/h. Największą innowacją jest jednak umiejscowienie silnika.

– Silnik o mocy stałej 8 kW, w peaku jest to 15 kW, znajduje się w piaście tylnego koła. Dzięki temu pozbyliśmy się łańcucha, który jest głównym generatorem hałasu. Postawiliśmy na zaawansowane nowe technologie, np. rozwijający się silnie druk 3D, z którego jest zbudowana obudowa lampy, znajduje się tu również smart system – wyświetlacz, który ma możliwość łączenia z aplikacją, wysyła dane na temat tego, gdzie się znajduje motocykl czy poziom naładowania baterii – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Szymon Kurpiel z E-MOTO AGH.

Jednym z głównych ograniczeń elektrycznych pojazdów wciąż jest ich zasięg, ale i na tym polu odnotowywane są pewne sukcesy. Włoskim klubowiczom z Tesla Owners Italia udało się przejechać 1078 km na jednym ładowaniu. Dokonali oni tego jadąc modelem Tesla Model S 100D. Fabryczny zasięg tego modelu wynosi 539 km. Bardziej przystępny cenowo model Tesla 3 ma już zasięg jednak tylko 345 km. Nissan Leaf, najpopularniejsze auto elektryczne na rynku, obecnie ma zasięg nieco ponad 200 km. Nowy model, który do sprzedaży trafi w 2018 roku, według producenta przejedzie już na jednym ładowaniu prawie 380 km.

W 2018 roku na rynku ma się pojawić szereg elektrycznych aut od czołowych producentów, takich jak Jaguar, Mercedes, Audi, KIA czy Hyundai. Wszystkie mają być samochodami typu SUV, które mają oferować zasięgi oscylujące w granicach 500 km. Także producenci elektrycznych motocykli pracują nad udoskonalaniem swoich maszyn. Firma Zero Motorcycles w 2018 roku wprowadza do swojej oferty motocykl elektryczny, którego zasięg wyniesie 360 km.

– Obecnie sprzedawane pojazdy nie mają dość dużych zasięgów, dlatego to jest przyszłość. Zmagazynowanie energii w małej objętości będzie przyszłością. Jeżeli to zostanie opatentowane, to może mieć rację bytu – twierdzi Szymon Kurpiel.

Zespół E-MOTO AGH tworzy 25 osób z trzech studenckich kół naukowych. SKN Mechaników z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki stworzyło konstrukcję, napęd i część mechaniczną motocykla, SKN Hydrogenium z Wydziału Energetyki i Paliw zbudowało układ zasilania i baterię, a SKN Telephoners z Wydziału Informatyki, Elektroniki i Telekomunikacji odpowiada za komunikację bezprzewodową. Elektryczny motocykl z AGH zadebiutował w lipcu na zawodach SmartMoto Challenge zdobywając 4. miejsce w klasyfikacji generalnej. Wygrał zaś m.in. w konkurencji na najlepsze rozwiązania mechaniczne i układ hamulcowy. Obecnie motocykl czeka na komercjalizację.

– Obecnie nie mieliśmy głosów z przedsiębiorstw, aby skomercjalizować ten produkt, ale podejrzewam, że jest to tylko kwestia czasu. Firmy zaczną się interesować tym tematem. To jest luka w przemyśle, jaką moglibyśmy wypełnić jako studenci, produkując takie innowacyjne rozwiązania – twierdzi Szymon Kurpiel.

Zdaniem analityków z Global Market Insights do 2024 roku sprzedaż motocykli i skuterów napędzanych silnikami elektrycznymi sięgnie ponad 60 mln sztuk, a wartość tego rynku wyniesie ponad 55 mld dol.

Prof. J. Hausner: Wracają stare zagrożenia na rynkach finansowych. Ryzykiem zbyt wysokie zadłużenie

Prof. J. Hausner: Wracają stare zagrożenia na rynkach finansowych. Ryzykiem zbyt wysokie zadłużenie 7

Wracają znane zagrożenia sprzed kryzysu finansowego, pojawiają się kolejne bańki na aktywach finansowych, a głównym ryzykiem jest duża skala zadłużenia – uważa prof. Jerzy Hausner, były wiceprezes Rady Ministrów oraz członek Rady Polityki Pieniężnej. Ekonomista przestrzega, że w razie dekoniunktury gospodarczej rynki finansowe nie unikną kolejnych, poważnych turbulencji. W Polsce nie ma na razie zagrożenia związanego z występowaniem baniek spekulacyjnych, ale z czasem może się ona wytworzyć na rynku mieszkaniowym.

Patrząc na światową gospodarkę w tej chwili – dekadę po wybuchu globalnego kryzysu i upadku Lehman Brothers, widać, że nastąpiło odbudowanie koniunktury. Jeżeli jednak popatrzymy na rynki finansowe, poprzednie zagrożenia znowu zaczynają występować. Znów rodzą się bańki na aktywach finansowych, mamy rozchodzenie się aktywności i operacji na aktywach ze skalą działalności wytwórczej. To, co nas spotkało, może przydarzyć się ponownie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jerzy Hausner, ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

We wrześniu 2008 roku zaczął się najpotężniejszy, globalny kryzys finansowy po II Wojnie Światowej. Zapoczątkował go upadek amerykańskiego banku Lehman Brothers – jednego z największych banków inwestycyjnych świata. Bankructwo giganta z Wall Street wywołało na giełdzie panikę i falę kolejnych upadłości. Jednym z przyczynków kryzysu, którego skutki globalna gospodarka odczuwa do dzisiaj, była potężna bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości.

Jeżeli chcemy uniknąć takich zagrożeń, to działalność instytucji finansowych musi być bardziej długookresowa, bardziej zorientowana na konkretnego klienta i na jego przedsięwzięcia inwestycyjne – nie tylko na obsługę konsumpcji i obsługę klientów przez masowe produkty. Ta zmiana nie następuje w stopniu zadowalającym – mówi prof. Jerzy Hausner. – Gdzie jest podstawowe ryzyko? Skala ogólnego zadłużenia jest o 40 proc. wyższa niż przed globalnym kryzysem. Gdyby w tej chwili przytrafił nam się okres dekoniunktury, najprawdopodobniej nie unikniemy kolejnych, poważnych turbulencji na rynkach finansowych.

Kilka miesięcy temu przed kolejnym światowym kryzysem przestrzegał również Jim Rogers, legendarny amerykański inwestor. Jego zdaniem w ciągu kilku najbliższych lat światową gospodarkę czeka kryzys jeszcze potężniejszy niż ten, który rozpoczął się w 2008 roku.

W połowie tego roku o zagrożeniu kolejnym krachem pisał też brytyjski „The Telegraph”, powołując się na Claudio Borio z Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Prestiżowy dziennik odnotował, że wskaźniki długu publicznego rosną do zawrotnych poziomów, a światowy system monetarny nie został naprawiony od czasów poprzedniego kryzysu.

Prof. Hausner ocenia, że w Polsce nie ma na razie zagrożenia związanego z występowaniem baniek spekulacyjnych. W dłuższej perspektywie można się jednak spodziewać napięć na rynku mieszkaniowym.

Niskie stopy procentowe powodują, że opłaca się inwestować w mieszkania na wynajem. Widać wyraźnie, że mieszkaniówka ożyła, deweloperzy mają się dobrze, ceny mieszkań na razie gwałtownie nie rosną. Jednak chcę wyraźnie powiedzieć, że jeśli ceny zaczną rosnąć, a w niektórych dużych miastach już się to zaczyna, i nie nastąpi korekta polityki pieniężnej oraz wzrost stóp procentowych, będziemy mieli  bańkę. Tutaj bardzo wiele zależy od NBP i odpowiedniej zmiany – na razie retoryki, ale także podnoszenia stóp procentowych już wkrótce – mówi prof. Jerzy Hausner.

Ekonomista zwraca uwagę, że ze względu na dobrą koniunkturę i relatywnie wysoki wzrost gospodarczy większość gospodarek strefy euro nie ma dziś wysokich deficytów budżetowych. Jednak w niektórych państwach zadłużenie nadal rośnie – przykładem jest Polska.

Widać wyraźnie, że sam wysoki wzrost zmniejsza problem, ale nie rozwiązuje garbu długów. Kraje potrzebują trochę innej polityki, długookresowej polityki i wychodzenia z zadłużenia, co oznacza także konieczność restrukturyzowania finansów publicznych. To także problem, przed którym stoi Polska. Może nie jest to u nas bardzo dramatyczne, ale przypominam, że mamy dzisiaj dług publiczny do PKB na poziomie około 54 proc., a przed globalnym kryzysem było 10 pkt proc. mniej – mówi prof. Jerzy Hausner.

Rumunia liderem wzrostu

Amerykański dolar tracił do swoich rywali, w szczególności do euro, które powróciło do poziomów sprzed ostatnich decyzji EBC. Wspólna waluta była wspierana przez dobre dane niemieckiej gospodarki. W III kw. Niemcy osiągnęły zannualizowany wzrost PKB na poziomie 3,3%, podczas gdy oczekiwania analityków mówiły o 2,4%. Także Włochy mogą pochwalić się lepszą od oczekiwań zwyżką PKB, która wyniosła 1,7% i była najsilniejsza od 2011 r. Również Polska osiągnęła w III kw. wyższy wzrost PKB (4,7%) niż prognozowali ekonomiści (4,5%), co lekko umocniło złotówkę do niektórych walut. To najszybsze kwartalne tempo wzrostu polskiej gospodarki od 6 lat. Ale nawet polskiej gospodarce daleko do rumuńskiego lidera. Wzrost PKB Rumunii wyniósł aż 8,8%, co oznacza, że kraj ten rozwija się szybciej niż Chiny (6,8%)!

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,55%), a traci do euro (-1,07%), brytyjskiego funta (-0,42%), dolara kanadyjskiego (-0,11%) oraz japońskiego jena (-0,48%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,316, USD/CAD – 1,273, AUD/USD – 0,759 i USD/JPY – 113,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,6%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,897. Złotówka zyskuje do dolara i funta, a minimalnie traci do euro i franka szwajcarskiego. W środę rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – prawie 4,25 zł, funt – prawie 4,74 zł, a frank – ponad 3,64 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach czerwony pogrom. We wtorek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,01%, frankfurcki indeks DAX – 0,31%, a paryski indeks CAC 40 – 0,49%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,23%, meksykański indeks Bolsa – o 0,27%, a brazylijski Bovespa – aż o 2,27%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 1,57%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,79%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,83%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,21 USD (-1,53%), a ropy WTI – 55,7 USD (-1,9%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 64 USD. Z kolei cena złota rośnie. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1282 USD. To 6 USD więcej (+0,47%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – PKB (r/r), III kw. – 1,7%
  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 2,6% (prognoza 2,5%)
  • 8:45 – Francja – Inflacja CPI (r/r), październik – 1,1% (prognoza 1,1%)
  • 9:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, wrzesień (prognoza 4,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień (prognoza 21,2 mld euro)
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, listopad (prognoza 26 pkt.)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), październik (prognoza 2%)
  • 14:30 – USA – Wyniki sprzedaży detalicznej, październik
  • 22:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Epidemia ransomware dotyczy już prawie połowy firm

Firmy walczące z ransomware, czyli wirusem szyfrującym piliki w celu wymuszenia okupu, to coraz częstsze zjawisko. W 2017 roku już 42% ataków była skierowana w przedsiębiorców, podczas gdy rok wcześniej tylko 30% – wynika z raportu Symantec „Internet Security Threat Report”. Przestępcy w związku z tym, że atakują jednocześnie większą liczbę komputerów, obniżyli żądania finansowe ze średnio 1 tys. dol. do 540 dol. od sprzętu. Zdaniem ekspertów Onex Group rosnące zagrożenie atakami wśród firm, spowoduje wzrost zainteresowania rozwiązaniami chmurowymi, które są bezpieczniejsze niż stacjonarna infrastruktura.

Z raportu Symantec wynika, że tylko w I połowie 2017 roku, firma powstrzymała 319 tys. wirusów, co stanowi aż 68% sumy ataków za cały 2016 rok. Oznacza to, że liczba ataków znacząco rośnie, podobnie jak liczba nowych wariantów wirusów, których w I półroczu tego roku wykryto już 176 tys. (73% sumy za cały 2016 rok). – Cyberataki jeszcze nigdy nie były tak zmasowane jak obecnie. Rośnie ich liczba, ale też skuteczność i szybkość rozprzestrzeniania. Niektóre przykłady ataków, takie jak WannaCry, przez swój rekordowy zasięg, przedostały się do masowej świadomości. Ten wirus tylko w ciągu pierwszych 24 godzin zainfekował ponad 100 tys. komputerów. Wobec takiej skuteczności, użytkownicy indywidualni i firmy, muszą jeszcze bardziej niż dotychczas zadbać o bezpieczeństwo swoich danych – mówi Jakub Hryciuk, Dyrektor Zarządzający w Onex Group.

Zapłać lub na zawsze stracisz dane

Ransomware to złośliwe oprogramowanie, które aktywowane szyfruje dane przechowywane na dyskach w komputerze czy smartfonie. Żeby je odzyskać, ofiara ataku musi zapłacić okup. Najczęściej od indywidualnych użytkowników żąda się średnio 1 tys. dol. Wirus ransomware łatwo się rozprzestrzenia, wykorzystując błędy systemu operacyjnego czy nieuwagę użytkownika. Może ukrywać się m.in. w załącznikach e-maili – jako faktura, zdjęcie lub pod postacią reklamy na stronie internetowej. Jedno kliknięcie wystarczy, żeby rozpocząć szyfrowanie plików. Po jego zakończeniu, ukaże się komunikat z żądaniem okupu. Jeżeli dane nie zostały wcześniej odpowiednio zabezpieczone, ofiara ataku albo zapłaci i wtedy je odzyska albo pożegna się z nimi na zawsze.

Lepiej zapobiegać niż płacić

Dotychczas ofiarami ransomware padali najczęściej użytkownicy indywidualni, których komputery nie były wystarczająco dobrze zabezpieczone. Zarówno w 2015, jak i 2016 roku aż 70% infekcji odnotowano na prywatnym sprzęcie. Jednak już w pierwszej połowie 2017 roku widać zmianę tendencji. Firmy stały się celami ataków typu ransomware na niespotykaną dotąd skalę – 42%. Zmianę taktyki przestępców widać też po średniej kwocie żądanego okupu. Ze względu na większą liczbę komputerów w firmach, żądana kwota zmniejszyła się ze średnio 1 tys. dol. do 540 dol. od komputera.

Ransomware mimo że jest wirtualnym zagrożeniem ma realny wpływ na nasze kieszenie. Według raportu Symantec 34% ofiar na świecie płaci okup, a w USA, gdzie dochodzi do największej liczby ataków, nawet do 64% ludzi ulega żądaniom. Do tego sam brak możliwości korzystania z zaszyfrowanych plików generuje koszty. Tylko przez wirusa Petya gigant spedycji morskiej AP Moller-Maersk szacuje, że straci do 300 mln dol. dochodów. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Należy na bieżąco aktualizować system i oprogramowanie antywirusowe, a także wyrobić nawyk regularnego tworzenia kopii zapasowych najważniejszych plików. Kopie te powinniśmy trzymać w miejscach nie podłączonych trwale do naszego komputera jak np. chmura, której dobrym przykładem jest Microsoft Azure. W tej usłudze ruch do chmury jest szyfrowany, a same dane są przechowywane w wielu miejscach, dzięki czemu w przypadku ataku ransomware bez problemu odzyskamy potrzebne pliki – podsumowuje Jakub Hryciuk.

Dlaczego warto zaufać i inwestować w firmy działające na trudnych rynkach?

Sir Richard Branson zainwestował niedawno w nowatorski projekt Hyperloop One. Wiadomo nie od dziś, że przedsiębiorca słynie z zamiłowania do projektów, które mają zmienić czy polepszyć codzienne życie ludzi – w tym przypadku podróżowanie. Firma wprowadzająca zmiany na trudnych, a często także konkurencyjnych rynkach może być dobrą inwestycją – dla inwestora jak i klienta.

Historia pokazuje, że inwestycja w ryzykowne projekty na wysoko konkurencyjnych rynkach może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? A właśnie dlatego, że mają szansę coś na tym rynku zmienić i dostarczyć wartościowe produkty czy usługi.

Takie podejście cechowało Richarda Bransona budującego w ten sposób każdą ze swoich firm. Virgin Atlantic zmienił jakość i podejście do klienta korzystającego z linii lotniczych. Virgin Records, początkowo, jako mały sklep w Londyńskim Notting Hill udostępniał swoim klientom pufy i darmowe specjały wegetariańskie do zjedzenia podczas słuchania muzyki. Ta prosta zmiana – poza dostarczaniem muzyki – przyniosła firmie ogromny sukces, dzięki czemu Virgin Records stała się znaną wytwórnia muzyczną. Hyperloop idzie podobną drogą. Zmienia szybkość podróżowania koleją, dostarczając klientom wartość, jaką jest czas tej podróży. Podobnie było też z telefonią komórkową. Virgin Mobile pojawił się na konkurencyjnym rynku telekomunikacyjnym na którym wydawałoby się nie ma już miejsca. Virgin znów wybrał nowy model – wirtualnego operatora. Dzięki temu firma nie musiała ponosić takich kosztów jak tradycyjny operator, a skupiła się na ciekawej ofercie dopasowanej do potrzeb klienta. Zresztą podobnie działa w Polsce.

Jak przyznaje Piotr Suchodolski, Dyrektor marketingu Virgin Mobile Polska, głównym celem naszych działań była i jest zmiana pewnego status quo w ofertach dostarczanych klientom. Będąc niezależnym, wirtualnym operatorem klienci otrzymują od nas coś czego nie było dotychczas na rynku. Takim przykładem była zupełnie darmowa oferta Freemium, w której klient dostaje pakiet minut, sms-ów czy Internetu za darmo.

Zaufać temu, co nowe na starym rynku

Powyższe przykłady potwierdzają, że firma wchodząca na znany, ale trudny rynek może być bardzo dobrą inwestycją. Wprowadzając wartościową dla klienta zmianę, której oczekuje jest w stanie odnieść sukces. Taką drogę w telekomunikacji przechodzą wirtualni operatorzy, ale nie tylko oni. W każdej branży znajdzie się taki obszar, który można zmienić. Takie podejście do poszukiwania nisz przez przedsiębiorców będzie coraz częściej spotykane.

Wyższe przychody i zyski Grupy URSUS

Spółka URSUS S.A. wypracowała 6,4 mln zł zysku netto po 9 miesiącach 2017 roku. Przychody spółki zwiększyły się do poziomu 220,1 mln zł, czyli o 7,5%. Grupa URSUS osiągnęła 231,4 mln zł przychodów, a jej wynik netto wyniósł 3,3 mln zł. URSUS Bus wygrywa kolejne przetargi na dostawę elektrycznych autobusów, które będą realizowane w 2018 r. Również w przyszłym roku ukończona zostanie konsolidacja procesów produkcyjnych.

Grupa URSUS konsekwentnie realizuje założenia, których celem jest osiągnięcie pozycji kluczowego producenta i dystrybutora ciągników i maszyn rolniczych na terenie Polski oraz na wybranych rynkach zagranicznych. Jednocześnie Grupa z sukcesem rozwija segment transportu miejskiego, oferując autobusy i trolejbusy, w tym autobusy elektryczne. Po trzech kwartałach 2017 r. uzyskała 231,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o 13,5% więcej niż przed rokiem. Na poziomie jednostki dominującej wypracowano 220,1 mln zł przychodów (wzrost o 7,5% r/r). Znacznie wyższą dynamikę wzrostu URSUS odnotował na rynkach zagranicznych – z tytułu sprzedaży eksportowej poza kontraktami spółka miała 53-proc. przyrost do poziomu 48,7 mln zł względem 31,9 mln zł przed rokiem.

– Konsekwentnie umacniamy naszą pozycję na rynkach europejskich, ale jednocześnie dokładamy starań, by jak najlepiej wykorzystać potencjał bardzo perspektywicznych rynków afrykańskich. W III kw. kontynuowaliśmy realizację kontraktu dla partnerów z Tanzanii. Z umowy o wartości 55 mln USD zrealizowano do końca III kwartału br.77 mln zł, co oznacza, że kwota blisko 124 mln zł będzie widoczna w wynikach kolejnych kwartałów. Przewidujemy zakończyć realizację kontraktu w przyszłym roku – skomentował Karol Zarajczyk, prezes zarządu URSUS S.A.

Innym zagranicznym kontraktem, którego realizacja budować będzie wynik Grupy w kolejnych kwartałach, jest podpisana w marcu br. umowa z zambijską spółką Industrial Development Corporation Limited. Realizacja kontraktu o rekordowej wartości 100 mln USD rozpocznie się w momencie wpłaty na konto Spółki zaliczki w wysokości 40%.

Nie tylko traktory i maszyny rolnicze

Pozytywny wpływ na wyniki finansowy Grupy miała realizacja przez konsorcjum Ursus Bus dwóch przetargów. W czasie 9 miesięcy 2017 r. konsorcjum Ursus Bus zakończyło realizację przetargu na dostawę 3 autobusów MAXI i 2 autobusów MIDI dla Miejskiego Zakładu Komunikacji w Toruniu sp. z o.o. o wartości 4,68 mln zł oraz przetargu na dostawę 10 autobusów elektrycznych Miejskie Zakłady Autobusowe sp. z o.o. w Warszawie o wartości 20,3 mln zł. Już w czasie IV kwartału, w październiku Ursus

Bus wygrał kolejny przetarg na dostawę 47 elektrycznych niskopodłogowych autobusów miejskich do MZK w Zielonej Górze o wartości 78,4 mln zł. Z kolei w listopadzie spółka wygrała przetarg na dostawę kolejnych 10 elektrycznych autobusów w Szczecinku o wartości 23,2 mln zł. Oba kontrakty będą realizowane w 2018 r.

Grupa konsekwentnie rozwija projekt budowy własnego auta elektrycznego ELVI. To samochód dostawczy, który powstaje jako odpowiedź na zapotrzebowanie rynku polskiego oraz rynków europejskich na mały kompaktowy e-samochód dostawczy. W ocenie zarządu jego produkcja seryjna może ruszyć w drugim kwartale przyszłego roku.

Istotna poprawa rentowności i konsolidacja produkcji

Po 9 miesiącach tego roku Grupa URSUS miała 3,3 mln zł zysku netto wobec straty 0,7 mln zł sprzed roku. Wynik netto spółki dominującej wyniósł 6,4 mln zł, wielokrotnie więcej niż rok temu. W ramach strategii poprawiania rentowności zarząd wdraża kolejne inicjatywy minimalizujące poziom kosztów. Obecnie realizuje projekt przeniesienia produkcji z Dobrego Miasta do Lublina. Wśród korzyści realizacji tego procesu jest zmniejszenie kosztów działalności poprzez redukcję kosztów ogólnego zarządu, tj. związanych z administracją oddzielnej dywizji produkcyjnej Spółki.

– Konsolidując produkcję w Grupie, chcemy poprawić rentowność naszych zakładów produkcyjnych i ograniczyć koszty wynikające z równoległego funkcjonowania dwóch ośrodków produkcyjnych. Cały proces już się rozpoczął, a jego zakończenie przewidujemy na koniec 2018 r. Uzyskane efekty będą miały widoczne przełożenie na wyniki finansowe Grupy. Już w trzecim kwartale zanotowaliśmy spadek kosztów sprzedaży o 14% i kosztów zarządu o 10% – skomentowała Monika Kośko, wiceprezes zarządu URSUS S.A.

Grupa Impel po 3 kwartale 2017 roku

Grupa Impel wypracowała przez dziewięć miesięcy 2017 roku przychody na poziomie 1 667 mln zł. Oznacza to wzrost o 10,8% w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Skonsolidowany zysk operacyjny wyniósł 33,9 mln zł, jest niższy o 3,3%, a zysk netto przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego, po dziewięciu miesiącach osiągnął poziom 9,9 mln zł.

Obszary działalności biznesowej Grupy Impel odnotowały wzrost przychodów ze sprzedaży. Po trzech kwartałach 2017 r. przychody w obszarze Facility Management wzrosły o 127 mln zł (11,5%) w stosunku do trzech kwartałów 2016 r. i wyniosły 1 232,4 mln zł. Digital Services & BPO osiągnął poziom przychodów w wysokości 278,6 mln zł, zwiększając je o 13 mln zł (4,9%), natomiast przychody najbardziej dynamicznie rozwijającego się obszaru Industrial Services wyniosły 156,4 mln zł i zwiększyły się o 23 mln zł (16,9%).

Grupa obecnie koncentruje się na procesie waloryzacji cen w obowiązujących umowach handlowych. Przy wzrastającej presji na podwyżkę wynagrodzeń, rosnącym popycie na pracę, oczekujemy wzrostu cen u odbiorców usług, które zabezpieczą oczekiwania płacowe pracowników. W przypadku braku zgody na wyższe ceny będziemy decydować się na zakończenie współpracy. Dążymy do zapewnienia uczciwego poziomu płac naszym pracownikom, a Klientowi prawidłowej obsługi. „Pomimo dzisiejszej sytuacji na rynku pracy: wysokiej presji na zwiększanie płac oraz spadającej podaży pracy na rynku usług prostych, chcemy zapewnić Klientowi bezpieczną obsługę, a szybko rosnące koszty pracy, częściowo ograniczyć wzrostem wydajności w kolejnych miesiącach współpracy. Jako lider w zakresie dostarczanych usług chcemy swoim Klientom proponować rozwój w oparciu o specjalistyczne rozwiązania” – podkreśla Wojciech Rembikowski, wiceprezes Impel SA.

Impel wzmacnia pozycję lidera na rynku usług outsourcingowych poprzez wdrażanie rozwiązań opartych o technologie informatyczne oraz innowacyjność, poszukiwanie najlepszych biznesowych praktyk i koncentrację na segmentach rynku, które doceniają pracę człowieka, oczekując oszczędności w oparciu o rozwój technologiczny i organizacyjny swojego dostawcy. Dzięki posiadaniu szerokiego wachlarza usług, stajemy się dla Klienta doradcą i partnerem. Pozwala to nam wspólnie budować nowe, unikatowe produkty wspierające biznes Klienta.” – mówi Grzegorz Dzik, prezes Impel SA.

[Zarządzanie w Grupie Impel]

Grupa od dwóch lat wdraża wewnętrzną reorganizację, której celem jest zwiększenie efektywności i elastyczności reagowania na potrzeby Klienta oraz dostosowuje organizację do nowych wyzwań rynkowych. Dokonano przebudowy systemów organizacyjnych, zwiększono role specjalizacji funkcjonalnych oraz zdefiniowano na nowo Obszary Biznesowe GI. Ujednolicono terytorialne działania operacyjne i handlowe usług ochrony mienia i utrzymania czystości. We wrześniu 2017 roku została zaktualizowana Polityka Korporacyjna, dokument opisujący koncepcję zarządzania spółkami Grupy Impel. „Nowy model zarządzania ma na celu stworzenie kultury organizacyjnej, której fundamentem jest specjalizacja, równość i współpraca pomiędzy komórkami organizacyjnymi” – podkreśla Grzegorz Dzik.

[Rozwój współpracy z partnerami zewnętrznymi]

We wrześniu została sfinalizowana transakcja sprzedaży spółki działającej w usługach opieki nad pacjentem Optima Care Sp. z o.o. Sprzedaż Optima Care jest zgodna ze strategią Grupy w zakresie dywersyfikacji modeli dostarczania usług dla Klienta. Dziś Grupa Impel swój model biznesowy opiera o trzy filary: realizację usług przez własne zasoby, podwykonawców i partnerów biznesowych – franczyzobiorców, wykonujących swoje kontrakty w oparciu o własne know-how w zakresie technologicznym i biznesowym. Optima Care jest kolejnym partnerem objętym franczyzą Grupy Impel. Grupa będzie pełnić nadzór nad jakością świadczonej usługi dbając o wizerunek marki Impel na rynku.

[INTEGRATED FACILITY MANAGMENT – IFM]

 „Od dwóch lat zwiększamy liczbę obiektów obsługiwanych w formule Integrated Facility Management. Grupa obsługuje już ponad 1,5 mln m² powierzchni, takich jak obiekty logistyczne i produkcyjne, ale również centra handlowe i obiekty biurowe. Liderzy w niektórych branżach oczekują integracji usług podstawowych tj. usługi porządkowo-czystościowej, ochrony fizycznej oraz serwisu technicznego, czyli zintegrowanego FM. Niemniej jednak, zabiegamy i dbamy o Klientów, którzy korzystają z pojedynczych usług, w tym cateringu, rentalu odzieży czy tych z koszyka zarządzania nieruchomościami” – podkreśla Jakub Dzik, wiceprezes zarządu Impel SA.

W ostatnim kwartale rozszerzyliśmy współpracę z siecią parków logistycznych Logicor. Pozyskaliśmy kontrakty na obsługę zakładu produkcyjnego Aero Gearbox International Poland i Hamilton Sundstrand Rzeszów. Dodatkowo, obsługujemy 5 parków logistycznych Grupy MLP. Łączna wartość rocznych przychodów z powyższych kontraktów wynosi prawie 25 mln zł.

[Nowe technologie w FM]

W obszarze ochrony coraz częściej wykorzystywane są nowoczesne technologie informatyczne. Pozwala to optymalizować koszty i zwiększać efektywność procesów związanych z ochroną. „Klientom oferujemy konwersję dotychczasowych rozwiązań w kierunku zwiększenia udziału nowych technologii. Implementujemy rozwiązania oparte o innowacyjne systemy CCTV dokonywane na podstawie analizy behawioralnej i w oparciu o dane z kamer termowizyjnych. Wspólnie z Klientami wypracowujemy kompleksowe rozwiązania w tym zakresie” – informuje Jakub Dzik. „W zarządzaniu zintegrowanym FM wykorzystujemy oprogramowania, aplikacje mobilne, systemy do planowania i monitorowania pracy. W trzecim kwartale pozyskaliśmy kontrakty w zakresie usług porządkowo-czystościowych i ochrony mienia m.in. w branży handlowej, szpitalnictwie, administracji publicznej i szkolnictwie” – dodaje.

DIGITAL SERVICES & BUSINESS PROCESS OUTSOURCING

[Nowoczesne rozwiązania dla branży farmaceutycznej]

Spółki informatyczne Grupy Impel dostarczają Klientom produkty będące odpowiedzią m.in. na potrzeby wynikające ze zmian systemowych w różnych obszarach gospodarki. Nowe obowiązki raportowania danych wynikające z nowelizacji ustawy Prawo Farmaceutyczne wymagają od Klientów zajmującymi się obrotem produktami leczniczymi dostosowania swoich systemów informatycznych do nowej sytuacji. „Opracowaliśmy nowe rozwiązania w tym zakresie – SI-ZSMOPL oraz eTransfer ZSMOPL. Oprogramowanie SI-ZSMOPL zostało z sukcesem wdrożone w dziesięciu polskich i międzynarodowych firmach, posiadających zróżnicowany charakter ruchów materiałowych oraz model dystrybucyjny. Podobnie jak w przypadku Jednolitego Pliku Kontrolnego, nowe obowiązki prawne zostały szybko zdiagnozowane. Pozwoliło to na przygotowanie odpowiednich rozwiązań umożliwiających realizację wymogów ustawy Prawo Farmaceutyczne w zakresie raportowania do systemu ZSMOPL Ministerstwa Zdrowia” podkreśla Jakub Dzik.

INDUSTRIAL SERVICES

[Trendy na rynku]

Segment po raz kolejny wykazał się największą dynamiką wzrostu pod względem przychodu, odnotowując dwucyfrowy przyrost blisko 17%. Działania Grupy Impel w obszarze Industrial Services wpisują się w nowy trend na polskim rynku, polegający na łączeniu usług oferowanych dla branży przemysłowej. Wypracowany model współpracy umożliwia elastyczne dostosowanie do bieżących czynników rynkowych i zapewnia Klientowi dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych, pełnej informacji zarządczej, doradztwa w obszarze nieruchomości i inwestycji, kontroli procesów, monitoringu oraz kontroli jakości. Takie podejście pozwala znacząco ograniczać ryzyka biznesowe, a doświadczenie i potencjał firmy outsourcingowej wpływa na obniżenie kosztów Klienta.

[Skanowanie infrastruktury]

Innowacyjną usługą oferowaną w segmencie Industrial Services jest laserowe skanowanie infrastruktury. Opracowana przez spółkę Insperit Data Management sp. z o.o. usługa, wspiera proces budowy cyfrowych modeli na potrzeby planowania inwestycji, remontów, zmian wykorzystania terenu oraz budowania planów zagospodarowania przestrzennego. Wspomaga również inwentaryzację miejskiej infrastruktury sieciowej. Zebrane dane mają charakter interdyscyplinarny i mogą być wykorzystywane w różnych innych aplikacjach i procesach.

[Nowe kontrakty z segmentu]

Wśród najważniejszych kontraktów w obszarze przemysłowym należy wymienić realizowane usługi dla PGE GiEK Oddział Elektrownia Turów, ArcelorMittal Poland S.A. Oddział w Dąbrowie Górniczej i CELSA Huta Ostrowiec sp. z o.o. Pozyskaliśmy również kontrakty na prace budowlane dla Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku i Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach. W obszarze rebrandingu do portfela obsługiwanych Klientów dołączyła również sieć stacji paliw Moya oraz Polski Związek Piłki Nożnej. Wartym podkreślenia jest również wdrożenie kontraktu w segmencie lotniczym dla produktu Techniczne Utrzymanie Nieruchomości. Kluczowym Klientem został Pratt&Whitney.

Komentarz prezesa Zarządu Mostostal Warszawa S.A. – Andrzeja Goławskiego do skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Mostostal Warszawa za III kwartał 2017 roku.

Po 3 kwartałach 2017 roku Grupa Mostostal Warszawa zanotowała 88 mln zł zysku ze sprzedaży, przy czym w trzecim kwartale wyniósł on 23 mln zł. Zagregowany zysk netto po 3 kwartałach osiągnął poziom 10 mln zł, podczas gdy wynik netto trzeciego kwartału zamknął się stratą w kwocie 10 mln zł.

Na ujemny wynik netto trzeciego kwartału wpływ miały zdarzenia w postaci utworzenia odpisu na przegrany w Sądzie Arbitrażowym spór z Lubelskim Węglem Bogdanka SA na tle rozbudowy zakładu obróbki węgla w Bogdance, a także osłabienie polskiej waluty wobec euro, co spowodowało konieczność zaksięgowania ujemnych różnic kursowych od wyceny udzielonych Mostostalowi Warszawa pożyczek. Z wyłączeniem tych zdarzeń Grupa zanotowałaby dodatni wynik netto w trzecim kwartale w wysokości 3 mln zł.

W okresie trzeciego kwartału Grupa zrealizowała przychody ze sprzedaży na poziomie 250 mln zł (narastająco za 3 kwartały 2017 roku: 820 mln zł). Spadek przychodów w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (odpowiednio o 26% i 23%), był wynikiem pozyskania mniejszej liczby kontraktów w latach 2015 – 2016 oraz zmniejszających się, zgodnie z harmonogramem, przerobów na kontrakcie w Opolu.

Obecnie Grupa odbudowuje portfel zleceń. Od początku 2017 roku zawarliśmy nowe kontrakty o łącznej wartości 937 mln zł. Wartość portfela zleceń na dzisiaj wynosi 1,42 mld zł i obejmuje kontrakty z sektora ogólnobudowlanego, energetycznego, przemysłowego, infrastrukturalnego oraz ochrony środowiska. Systematycznie uzupełniany portfel zamówień pozwoli na dalszy, stabilny rozwój Grupy.

Profil zadłużenia finansowego nie uległ zmianie w porównaniu do ubiegłego roku i nadal jest dla nas bardzo korzystny. Tylko 33 mln zł z 232 mln zł to kredyty bankowe i leasing (17 mln zł według stanu na dzień 31.12.2016 r.). Pozostała kwota to pożyczki otrzymane od spółki matki – Acciona Construccion z siedzibą w Madrycie.

Na koniec III kwartału 2017 roku kapitał własny ogółem Grupy Mostostal Warszawa wyniósł 248 mln zł. Zatrudnienie osiągnęło poziom 1.557 pracowników, utrzymując się na zbliżonym poziomie w porównaniu do stanu na koniec 2016 roku.

Sprawozdania finansowe Grupy Mostostal Warszawa za III kwartał 2017 r. dostępne są na stronie internetowej Mostostalu Warszawa S.A. w zakładce Raporty Okresowe.

Do rejestru dłużników trafimy szybciej

Zamiast 60 dni opóźnienia wystarczy 30 dni zwłoki w spłacie rachunku czy faktury, aby trafić do rejestru dłużników – to jedna z najważniejszych zmian ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, która właśnie weszła w życie. Nowe przepisy ograniczają możliwości wpisywania do rejestrów długów starszych niż 10 lat. Jeśli jednak wpis będzie nieprawidłowy, dłużnik może zgłosić sprzeciw zarówno do wierzyciela jak i BIG-u.

– Najbardziej kluczową zmianą dla wierzycieli jak i dłużników wydawałoby się skrócenie okresu po jakim można zgłosić dłużnika do BIG. Wierzyciel może to bowiem zrobić już po 30 dniach od terminu zapłaty zamiast po 60 – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor i dodaje. – Nowelizacja spowoduje poprawę bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i uszczelnianie rynku wymiany informacji gospodarczych. Nie ma też wątpliwości, że przyczyni się do wzrostu zainteresowania usługami BIG-ów i przełoży się na zwiększenie liczby ujawnianych dłużników

W rejestrze BIG InfoMonitor widnieje obecnie ponad 2,2 mln dłużników. Kwota zaległości przekroczyła właśnie 37 mld zł. Obecność w bazie swoje konsekwencje – powoduje ograniczony dostęp do kredytów, może stanąć na przeszkodzie w podpisaniu umowy z kontrahentem czy też innych umów długoterminowych z odroczonym terminem płatności jak choćby abonament na telefon, internet czy telewizję.

Po nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, BIG może pozyskiwać informacje na temat sprawdzanej firmy czy osoby z innych rejestrów jak np. z KRS, CEiDG, PESEL, REGON, a także z Centralnego Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości (CRRiU) oraz Rejestru Należności Publicznoprawnych (RNP). W efekcie z jednego raportu będzie można się dowiedzieć zarówno o zaległościach kontrahenta w BIG, ale także czy nie toczyła się wobec niego nieskuteczna egzekucja widoczna w CRRiU. Można będzie też znaleźć informacje o nieopłaconych cłach lub podatkach na rzecz Skarbu Państwa i samorządów, na kwotę co najmniej 5 tys. zł. Informujący o długach podatkowych RNP ma zacząć działać na początku przyszłego roku. Rozbudowany raport BIG InfoMonitor, zawierający dane z różnych źródeł będzie też opatrzony oceną wiarygodności płatniczej analizowanej firmy.

W grupie obiecująco ocenianych nowości znalazła się też obniżająca koszty windykacji, mailowa komunikacja z dłużnikiem-przedsiębiorcą. Jeśli będzie uwzględniała to umowa pomiędzy firmami, możliwe będzie wysyłanie wezwań do zapłaty z ostrzeżeniem o zamiarze przekazania informacji do BIG w formie elektronicznej. Dziś wykorzystuje się w tym celu głównie listy polecone, ewentualnie doręczenie do rąk własnych.

Na liście dłużników już w 30 dni po terminie płatności

Ze znaczącym pozytywnym odbiorem rynku spotkała się także możliwość wpisywania dłużników do BIG już po upływie 30 dni od terminu płatności zamiast obecnych 60 dni. Nie ma wątpliwości, że pozwoli to na wcześniejsze podejmowanie działań windykacyjnych, a jak wiadomo ich skuteczność zależy od jak najszybszej aktywności wierzyciela po stwierdzeniu braku zapłaty. Z naszych analiz BIG InfoMonitor wynika, że już po wysłaniu wezwania do zapłaty, zawierającego ostrzeżenie o możliwości wpisania długu do BIG spora część dłużników reguluje zaległość, a kolejne 25 proc. płaci je niezwłocznie po wpisaniu informacji do rejestru.

Wydawana przez konsumenta zgoda na weryfikowanie go w BIG-ach, na rzecz firm, z których usług zamierza skorzystać, będzie ważna przez 60 dni zamiast obecnych 30 dni. Dłużnik będzie mógł zgłaszać sprzeciw w sprawie wpisu zarówno do wierzyciela jak i do BIG-u.

Zaległość w rejestrze maksymalnie przez 10 lat od dnia wymagalności

Nowe przepisy ograniczają możliwości wpisywania długów starszych niż 10 lat. Tym samym pomoc BIG-ów w odzyskiwaniu długów zostaje skrócona do 10 lat od dnia wymagalności długu, zawartej ugody lub uzyskania prawomocnego wyroku. Obecne ograniczenie mówi o maksymalnym 10 letnim okresie obecności długu w rejestrze BIG – niezależnie od daty powstania zadłużenia.

Na wniosek każdego dłużnika wierzyciel, który przekazał informacje gospodarcze do biura, jest obowiązany do przekazania do BIG również informacji o uznaniu zobowiązania przez dłużnika za przedawnione. Biuro natomiast zobowiązane jest do zamieszczenia w rejestrze wzmianki o uznawaniu roszczenia za przedawnione.

Nieprawdziwy wpis czynem nieuczciwej konkurencji

Znacząca zmianą jest również uznanie za czyn nieuczciwej konkurencji przekazanie przez wierzyciela do baz nieprawdziwych danych o zaległości, czyli fałszywej informacji gospodarczej. Zgodnie z przepisami, czynu nieuczciwej konkurencji dopuszcza się także BIG, który wbrew obowiązkowi nie usunie lub nie zaktualizuje danych o należności.

Ceny żywności i energii już nie tak istotne dla inflacji

NBP opublikował listopadowy Raport o inflacji, w którym prognozuje wzrost PKB w 2017 r. na poziomie 4,2 proc., a w 2018 r. – 3,6 proc. Wskaźnik cen konsumenta (CPI) ma wynieść w 2017 r. 1,9 proc., a w 2018 r. 2,3 proc.

Bardzo trudno jest prognozować wskaźniki makroekonomiczne. Mechanizmy rynkowe są bowiem bardzo złożone i oddziałuje na nie wiele czynników. Nie wszystkie da się i nie wszystkie można uwzględnić w modelach, które prognozowaniu służą. Nie wszystkie są bowiem przewidywalne, np. niektóre decyzje polityczne (Korea Północna, (dez)integracja UE, Katalonia), warunki pogodowe, które wpływają na produkcję żywności, czy decyzje konsumentów (które wbrew temu co mówią ciągle ekonomiści, nie są racjonalne, ale jeśli to wiemy, to stają się przynajmniej w części przewidywalne). Dotyczy to także inflacji.

NBP opublikował trzeci w tym roku Raport o inflacji z którego wynika, że tegoroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie 1,9 proc. Prawdopodobnie tak będzie, bowiem w ciągu 10 miesięcy 2017 r. inflacja (CPI) wyniosła właśnie 1,9 proc. (GUS). Dwa ostatnie miesiące br. nie powinny tego zmienić, aczkolwiek szalejące ceny żywności (wzrost w październiku br. r/r o 5,8 proc., a w ciągu 10 miesięcy – o 4,2 proc.) takiej gwarancji nie dają. Przed nami przecież święta. Jednak 2017 r. kończy się i warto przyjrzeć się raczej prognozom zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2018 r.

Wg prognoz NBP inflacja ma być w 2018 r. wyższa niż w 2017 r. i wynieść 2,3 proc. Jednocześnie wzrost cen żywności ma być zdecydowanie niższy niż dzisiaj (2,8 proc.). Wolniej mają także rosnąć ceny energii (2,7 proc.). Zatem inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii (bazowa) będzie w 2018 r. wyższa (1,9 proc.) niż jest dzisiaj (0,7 proc.).
To nie jest dobra informacja dla gospodarki. Oznacza bowiem, że wzrost cen będzie efektem presji płacowej oraz wzrostu obciążeń nakładanych przez państwo na przedsiębiorstwa. Obciążeń nie tylko w postaci wzrostu podatków, ale także np. ograniczenia handlu w niedziele, wprowadzenia split payment, który będzie „zamrażał” środki finansowe firm na dedykowanych płaceniu VAT kontach, zniesienia limitu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia dla składek na ubezpieczenia społeczne, wprowadzenia dla firm obowiązku dopłacania do składek pracowników na Pracownicze Programy Kapitałowe).

A obciążenia te przynajmniej w części, tam gdzie nie będzie to w sposób istotny ograniczać popytu, będą przekładane na ceny towarów i usług. Ponadto jeśli przedsiębiorcy w sposób istotny nie zwiększą inwestycji, a tym samym mocy wytwórczych, to inflacja może być także zwiększana przez trudności w dostosowaniu struktury produkcji do zmian w strukturze popytu. A te zawsze zachodzą, m.in. ze względu na wzrost dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych.

Wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2018 r. o 2,3 proc. to ciągle poniżej celu inflacyjnego (2,5 proc.). Wydawałoby się zatem, że nie mamy problemu. Jednak NBP wskazuje, że w 2018 r. nie będziemy już tak podatni na wewnętrzne i zewnętrzne szoki podażowe jak do tej pory. A to oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej, mimo inflacji niższej od celu inflacyjnego powinna zacząć działać. Do tej pory można było mówić, że ponieważ inflacja w ok. 90 proc. generowana jest przez czynniki na które RPP nie ma zbyt dużego wpływu, to nie ma też sensu zmieniać polityki pieniężnej. W przyszłym roku, gdy znaczenie wzrostu cen żywności i energii dla wzrostu wskaźnika CPI zdecydowanie spadnie, takiego wytłumaczenia już nie będzie.

Warto, aby RPP odniosła się do prognoz inflacji zaprezentowanych przez NBP w Raporcie o inflacji i wskazała, czy w kontekście zmiany struktury inflacji będzie także planowała zmiany w prowadzonej polityce pieniężnej. To ważne dla gospodarki, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, bo wpływa na cenę pieniądza.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Zachęty podatkowe Ministerstwa Finansów – jakie korzyści będzie miał przedsiębiorca?

Ministerstwo Finansów twierdzi, że nieustannie dąży do tego, aby warunki prowadzenia biznesu w Polsce były coraz lepsze. W tym celu wprowadza np. zachęty podatkowe dla przedsiębiorców. Część z nich już obowiązuje, a wprowadzenie kolejnych planowane jest na początek 2018 r.

Ulgi na innowacje

Jedną z pierwszych zachęt podatkowych wprowadzonych 1 stycznia 2017 r. są ulgi dla przedsiębiorstw prowadzących działalność badawczo-rozwojową (B+R). Tzw. mała ustawa o innowacyjności zniosła podatek dochodowy od własności intelektualnej, która zostaje wniesiona do spółki. Pozwala również małym i średnim przedsiębiorstwom odliczyć koszty zdobycia patentu na własne produkty czy rozwiązania. Ważną zachętą do wykorzystywania innowacyjności przez przedsiębiorców miały być również zwiększone limity odliczania od opodatkowania wydatków na ten cel. Obecnie właściciele firm mogą odliczyć 30% (w przypadku dużych przedsiębiorstw) oraz 50% (w przypadku MŚP) kosztów związanych z B+R. Natomiast bez względu na wielkość biznesu jego właściciele mogą odliczyć również do 50% kosztów pracowniczych. Ponadto z ulgi można skorzystać w ciągu 6, a nie 3 lat, jak było poprzednio.

Ale…

Udogodnienia początkowo mogą wydawać się bardzo atrakcyjne. Jednak kiedy przedsiębiorcy zaczęli aktywnie korzystać z wprowadzonych przez rząd zmian, zaczęły pojawiać się poważne problemy z odliczeniami.

Określenie działalności B+R nie sprawia większych problemów, gdyż jej definicja jest jasno wskazana w Ustawie z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych. Jej art. 4a pkt. 26 określa działalność badawczo-rozwojową jako „działalność twórczą obejmującą badania naukowe lub prace rozwojowe, podejmowaną w sposób systematyczny w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz wykorzystania zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań”. Poważne problemy pojawiają się jednak w przypadku odliczania kosztów pracowniczych. Wprawdzie art. 18d ust. 2 pkt. 1 ustawy o CIT wskazuje, że odliczeniu podlegają wyłącznie należności i składki, które „dotyczą pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej”. Jednak w praktyce fiskus często kwestionuje zasadność odliczenia kosztów zatrudnienia pracowników, jeśli ci w umowie o pracę nie mają zawartej informacji, że zostali zatrudnieni dla realizacji celu wskazanego w ustawie. Ponadto organy podatkowe wymagają przedstawienia szczegółowej ewidencji czasu pracy pracownika poświadczającej, jaka część jego czasu pracy jest rzeczywiście przeznaczana na realizację celów B+R, a tym samym – jaką rzeczywistą wysokość kosztów może odliczyć podatnik.

Kwestionowanie przez fiskusa zasadności odliczenia tych kosztów jest bardzo problematyczne dla przedsiębiorców, gdyż nakłada się na nich obowiązek udowodnienia, że należy im się dana ulga. W związku z tym wielu rezygnuje z prawa do odliczenia kosztów zatrudniania pracowników. W ten sposób tracą naprawdę dużo. A niedługo będą tracić jeszcze więcej – rząd zapowiada, że wysokość odliczeń może wzrosnąć w przyszłym roku do 100%.

Amortyzacja na nowych zasadach

Kolejną zachętą podatkową dla przedsiębiorców ma być zwiększenie limitu na jednorazowe odliczenie amortyzacyjne, które obowiązuje już od połowy br. roku. Dotychczasowa kwota 3,5 tys. zł została zwiększona do 100 tys. zł. Co więcej, ta kwota może obejmować zakup kilku urządzeń czy rozwiązań.

Ale…

Jednak aby podatnik mógł skorzystać z tzw. przyspieszonej amortyzacji, musi spełnić kilka zasadniczych warunków. Przede wszystkim wydatki przez niego dokonane muszą dotyczyć inwestycji i innowacji realizowanych w przedsiębiorstwie. Minimalny nakład przedsiębiorcy na te wydatki musi wynieść 10 tys. zł. Tak jak w przypadku całkowitej puli amortyzacji, kwota nakładu może być sumą kilku zakupów, przy czym cena żadnego z nich nie może być niższa niż 3,5 tys. zł. Ponadto zakupione maszyny czy urządzenia, które mają podlegać amortyzacji, nie mogą być nigdy wcześniej używane – muszą być nowe. W ramach przyspieszonej amortyzacji nie można rozliczyć również zakupu środków transportu czy nieruchomości.

Wiele wątpliwości dotyczących tego, czy podatnik może skorzystać z przyspieszonej amortyzacji, może pojawić się w przypadku, kiedy innowacja czy inwestycja będzie finansowana w ramach leasingu. Skorzystanie z amortyzacji jest w tym przypadku wyraźnie uzależnione od wariantu leasingu, z którego korzysta klient. Skorzystanie z zachęty podatkowej jest najprawdopodobniej możliwe w przypadku leasingu finansowego, natomiast leasing operacyjny przekreśla możliwość skorzystania z tego rozwiązania. Szkoda, zwłaszcza że badania z I kwartału br. przeprowadzone przez Związek Polskiego Leasingu dowodzą, że z leasingu korzysta już 600 tys. klientów, a 26,7% finansowania dotyczy inwestycji w maszyny i urządzenia.

Dodatkowe proekologiczne zachęty podatkowe

W ostatnim czasie rząd przedstawił projekt kolejnych zachęt podatkowych, które miałyby nakłonić polskich przedsiębiorców do korzystania z rozwiązań proekologicznych w swojej działalności. Wprawdzie jego autorem jest Ministerstwo Energii, jednak Ministerstwo Finansów ma znaczny wkład w opracowanie jego warunków. Zmiany miałyby dotyczyć zwolnienia z akcyzy na samochody elektryczne, zwiększenia do 30 tys. euro kwoty odliczenia zakupu pojazdów elektrycznych oraz zwolnienia z podatku od nieruchomości w sytuacji, kiedy na danym stanowisku wykorzystywane byłoby auto elektryczne. Proponowane zmiany być może wejdą w życie już 1 stycznia 2018 r.

Czy proponowany przez rząd projekt zachęt podatkowych sprawdzi się w Polsce? Może dzięki wprowadzonym ulgom podatnicy zaczną bardziej interesować się autami napędzanymi elektrycznie, jednak napotkają wiele utrudnień. Przede wszystkim w Polsce mało rozbudowana jest infrastruktura stacji szybkiego ładowania tego rodzaju pojazdów. Poza tym mają one ograniczony zasięg, a czas ich ładowania jest długi. Do zakupu aut elektrycznych nie zachęca również ich cena. Podstawowa wersja pojazdu do koszt rzędu min. 100 tys. zł. Wprawdzie rząd proponuje możliwość odliczenia kosztu zakupu „elektryka”, jednak proponowane 30 tys. euro może okazać się niekiedy zbyt małą kwotą na zakup auta, który sprawdzi się w danej firmie przez lata.

Brak sprecyzowanych zasad zwalniania przedsiębiorców z podatku od nieruchomości w momencie wykorzystywania na danym stanowisku pracy auta elektrycznego również może okazać się bardzo problematyczny w przyszłości. Niesprecyzowane kryteria wykorzystywania auta na danym stanowisku prowokują pytanie, w jakich konkretnych przypadkach podatnik może skorzystać z tego zwolnienia, a w jakich nie. A fiskus z pewnością nie będzie tak łatwo umarzał należnej zapłaty, co może przełożyć się na liczne zastrzeżenia dotyczące zasadności przyznania ulgi.

Pozorność działania

Pozostawianie „wolnej ręki” fiskusowi, który podważa próby skorzystania przez przedsiębiorców z przysługujących im ulg, jest jedynie pozornym działaniem na korzyść podatników. Z jednej strony – poprzez zachęty podatkowe – MF chce ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce. Z drugiej zaś, wprowadzając rygorystyczne zmiany w prawie podatkowym, wielokrotnie stawia uczciwych przedsiębiorców w jednym rzędzie z tymi, których wyłącznym celem jest oszukanie Skarbu Państwa. Poza tym większa część zachęt podatkowych dotyczy wielonakładowych inwestycji, na które często nie stać małych i średnich przedsiębiorstw. Kogo zatem mają zachęcić zaproponowane zmiany i czy w ogóle będą zachęcać?

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Czy Polacy popierają projekt ustawy zakazujący handlu w niedzielę?

Zdania są podzielone i ciężko wskazać jednoznacznie, czy Polacy popierają inicjatywę. Wśród użytkowników portalu Praca.pl zauważamy delikatną przewagę przeciwników, blisko 55% nie popiera projektu ustawy, głos poparcia wyraziło ponad 45% respondentów.

Projekt ustawy ws. ograniczenia handlu w niedzielę zakłada, że handel ma być dozwolony w drugą i czwartą niedzielę miesiąca oraz w dwie kolejne niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

Pomysłodawcy i zwolennicy tego projektu argumentują go głównie polską tradycją, według której niedziela jest dniem odpoczynku. Twierdzą również, że praca w niedzielę nie pozwala godzić życia zawodowego z rodzinnym oraz, że możliwość zatrudnienia w handlu w systemie równoważnego czasu pracy powoduje, że pracownicy nie otrzymują dodatków za pracę w niedziele.

Przeciwnicy projektu podnoszą argument ograniczania wolności i swobody decydowania o spędzaniu czasu wolnego. Martwią się również o studentów, dla których bardzo często niedziela jest jednym z dwóch dni, w których mogą dorobić, pracując najczęściej właśnie w handlu.

Trwają też dyskusje nad tym, czy zakaz (lub ograniczenie) handlu w niedzielę nie spowoduje wzrostu bezrobocia. Również w tym przypadku zdania użytkowników Praca.pl są podzielone i nie ma jednoznacznego wniosku. Mimo, że większość nie popiera zakazu, to przeważa opinia, że zakazanie handlu w niedzielę nie przyczyni się do spadku zatrudnienia – taką odpowiedź wybrało prawie 54% ankietowanych.

Zwolennicy zakazu handlu w niedzielę twierdzą, że nie będzie też żadnej redukcji etatów, a nawet powstaną nowe. Druga strona, podpierając się badaniami, alarmuje, że spadnie zatrudnienie, nie tylko w handlu, ale też w firmach produkcyjnych oraz w sektorze usługowym.

Komentarz Praca.pl:

Na Praca.pl co miesiąc publikujemy około 4 200 ogłoszeń z obszaru zawodowego sprzedaż i obsługa klienta. Sprzedawca to obecnie jeden z zawodów deficytowych na rynku pracy. Patrząc z tej perspektywy ograniczenie handlu w niedzielę może zmniejszyć nieco widoczny na dużą skalę problem z zatrudnieniem pracowników w tym obszarze. Nie sądzę, aby wpłynął na wzrost bezrobocia – komentuje Michał Filipkiewicz, ekspert rynku pracy portalu Praca.pl. Podejrzewany, że Polakom ciężko będzie się przestawić, bo przez lata przyzwyczailiśmy się do niedzielnych zakupów. Projekt zakładający, że zakupy będą możliwe w co drugą niedzielę, naszym zdaniem, spowoduje początkowo zamieszanie, ponieważ trudno będzie Polakom zorientować się czy w daną niedzielę mogą zrobić zakupy czy też nie.

Zmiany w opłatach komorniczych weszły w życie

28 października br. weszła w życie nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji, która przewiduje zmiany dotyczące opłat komorniczych. Ma ona dostosować przepisy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Chodzi o nowelizację ustawy o komornikach sądowych i egzekucji z 29 września 2017 r. Ma ona na celu dostosowanie przepisów tej ustawy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 13 października 2015 r., sygn. akt P 3/14.

Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego

We wspomnianym wyroku Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją art. 51 ust. 1 pkt 3 i ust. 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji. W ocenie TK ww. przepisy są sprzeczne z Konstytucją RP w zakresie, w jakim nie przewidują odrębnej stawki opłaty stałej za opróżnienie lokalu mieszkalnego z rzeczy i osób w sytuacji, gdy dłużnik po wezwaniu przez komornika dobrowolnie wykonał obowiązek w wyznaczonym terminie.

Trybunał zakwestionował to, że opłata pobierana przy dobrowolnej spłacie długu przez dłużnika i przymusowej egzekucji jest jednakowa, podczas gdy powinna być zróżnicowana. Przy dobrowolnej spłacie długu komornik nie podejmuje wielu czynności, jakie musi podjąć w sytuacji, gdy dłużnik dobrowolnie nie spłaca zobowiązania.

Opłata tymczasowa i jej rozliczenie

W myśl znowelizowanych przepisów egzekucja świadczeń niepieniężnych i wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia pieniężnego będą wiązały się z opłatą tymczasową równą 10 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W razie jej nieuiszczenia w terminie 7 dni komornik zwróci wniosek lub odmówi wykonania czynności. Opłata tymczasową we wskazanej wysokości pobierana jest również w razie egzekucji świadczeń niepieniężnych na wniosek Skarbu Państwa, np. na polecenie sądu i prokuratora.

Jeśli egzekucja okaże się skuteczna, komornik pobierze opłatę uzupełniającą, czyli różnicę między opłatą ostateczną a zapłaconą opłatą tymczasową.

Nowelizacja przewiduje preferencyjną opłatę w razie dobrowolnej zapłaty długu przez dłużnika w terminie minimum 14 dni. W takim wypadku opłata wynosi 1/25 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W razie gdy dłużnik spłaci dług przed wezwaniem komornika, komornik nie pobierze opłaty.

Zarówno w przypadku dobrowolnej spłaty długu w terminie wynoszącym minimum 14 dni, jak i przed otrzymaniem wezwania od komornika komornik będzie musiał zwrócić wierzycielowi różnicę między zapłaconą opłatą tymczasową a opłatą ostateczną.

Zmiany w opłacie stałej

Po zmianach egzekucja polegająca na odebraniu rzeczy będzie się wiązać z koniecznością zapłaty opłaty stałej równej 20 proc. przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Taka sama opłata będzie należna w przypadku eksmisji z lokalu.

Do postępowań, które zostały wszczęte i nie zostały zakończone do dnia wejścia w życie omawianej nowelizacji, stosuje się przepisy tej nowelizacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Jak poprawnie ustalić moment powstania obowiązku podatkowego VAT przy usługach ciągłych

Interpretacja pojęcia usługi ciągłej na gruncie ustawy o podatku od towarów i usług wywołuje wiele problemów. Kłopot pojawia się również przy ustalaniu momentu powstania obowiązku podatkowego. Kiedy zatem przedsiębiorcy powinni uznać usługę za mającą charakter ciągłej i jakie są podatkowe obowiązki świadczenia takich usług w świetle najnowszej wykładni sądów administracyjnych?

Nie ustawodawca, a orzecznictwo wypracowało wiele definicji

Prowadząc działalność gospodarczą, przedsiębiorcy bardzo często zobowiązani są wykonywać czynności związane z dostawą towarów lub świadczyć usługi w sposób powtarzalny lub ciągły. Pomimo że tego rodzaju działalność w obrocie gospodarczym jest często podejmowana, problemów wciąż przysparza jednoznaczne zdefiniowanie takich usług i wskazanie, który rodzaj usług lub dostaw należy zakwalifikować jako ciągłe.

Na gruncie Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2017 r. poz. 1221, dalej jako: „ustawa o VAT”) ustawodawca wprost nie zdefiniował pojęcia usługi ciągłej. Nie zrobił tego również legislator odpowiedzialny za tworzenie prawa unijnego. Jednak powszechność takich świadczeń i świadczeń do nich podobnych wymusiła na sądownictwie administracyjnym interpretację pojęcia usługi ciągłej.

W bardzo ważnym w historii tego pojęcia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 14 kwietnia 2012 r. (sygn. akt I FSK 935/11, LEX nr 1165098) podniesiono, co następuje: „(…) sprzedaż o charakterze ciągłym (…) polega na świadczeniach ciągłych podatnika, obejmujących pewne stałe zachowania w czasie trwania stosunku obligacyjnego, zaspokajające interes odbiorcy tych świadczeń, poprzez ich trwały – pod względem czasowym i funkcjonalnym – charakter oraz cechujące się niemożliwością wyodrębnienia powtarzających się czynności podatnika, co jest charakterystyczne dla świadczeń ciągłych (okresowych)”.

Z kolei w wyroku z dnia 19 marca 2015 r. (sygn. akt I FSK 215/14, LEX nr 1656287) Naczelny Sąd Administracyjny wskazał: „(…) Po pierwsze, ocena w zakresie charakteru danej usługi musi się odnosić do konkretnego stanu faktycznego. Po drugie, z analizy wyżej wskazanych stanów faktycznych oraz tych typowych usług ciągłych takich jak najem, czy dostawa energii elektrycznej można wysnuć kilka tez charakteryzujących tego typu usługi. Przede wszystkim o usługach ciągłych można mówić tylko wtedy, gdy poszczególne czynności usługodawcy nie sposób wyodrębnić. Nie można określić, kiedy kończą się pewne świadczenia, a kiedy następne się rozpoczynają”.

Zakwalifikowanie momentu powstania obowiązku podatkowego

Jak wspomniano wcześniej, trudności pojawiają się również przy ustalaniu momentu powstania obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o VAT. Należy podkreślić, że od momentu wprowadzenia do obowiązującego porządku prawnego uregulowania z art. 19a ust. 3 ustawy o VAT, budziło ono uzasadnione wątpliwości interpretacyjne. Wypracowane stanowisko organów podatkowych było kontrowersyjne, a co gorsza – niekorzystne dla podatników.

Art. 19a ust. 3 ustawy o VAT stanowi, iż usługę, dla której w związku z jej świadczeniem ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego okresu, do którego odnoszą się te płatności lub rozliczenia, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi. Ustawodawca określił również, że usługę świadczoną w sposób ciągły przez okres dłuższy niż rok, dla której w związku z jej świadczeniem w danym roku nie upływają terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego roku podatkowego, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi. Interpretacja wskazanego przepisu wiązała się z pojawieniem się w obrocie gospodarczym i prawnym wielu rozbieżności i niejasności, które były przedmiotem rozważań sądów administracyjnych oraz organów podatkowych.

Nie może zatem dziwić, że jedną z podstawowych przeszkód utrudniających rozwijanie działalności gospodarczej w Polsce jest mnogość przepisów i ich rozbieżnych interpretacji. W związku z tym przedsiębiorcy nie mogą być pewni, jakie jest właściwe odczytanie obowiązujących ich regulacji prawnych. W wielu wypadkach ponoszą negatywne tego konsekwencje, szczególnie jeśli zastosowanie mają przepisy podatkowe. Pomimo że w Polsce obowiązuje zasada in dubio pro tributario (ewentualne niedające się usunąć wątpliwości interpretacyjne powinno się rozstrzygać na korzyść podatnika), nie jest ona respektowana przez administrację skarbową. Sytuacja taka jest bardzo niebezpieczna i niekorzystna przede wszystkim dla samych podatników.

Usługi ciągłe to nie tylko te świadczone bez przerwy – przełomowy wyrok NSA

W wyroku z dnia 11 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1104/15, LEX nr 2271434) Naczelny Sąd Administracyjny w sposób przełomowy zmienił ogólnie przyjmowane i wyrażane stanowisko, uznając, że usługami ciągłymi są nie tylko te świadczone bez przerwy: „Z powyższych względów NSA uznał, że brak jest podstaw do przypisania pojęciu dostawy świadczonej w sposób ciągły, występującemu w art. 19a ust. 4 w związku z ust. 3 ustawy o VAT, takiego znaczenia, jakie przyjął Sąd pierwszej instancji, a wcześniej organ interpretacyjny, w myśl którego chodzi w nim o dostawy, dla których nie można wyodrębnić poszczególnych świadczeń cząstkowych. Zdaniem NSA pod pojęciem dostawy świadczonej w sposób ciągły, o której mowa w art. 19a ust. 4 w związku z ust. 3 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. w Dz. U. z 2011 r. Nr 173, poz. 1054 z późn. zm.) należy rozumieć dostawę, która realizowana jest w sposób ciągły, w drodze świadczeń częściowych, dla której ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń”.

W uzasadnieniu do przedmiotowego wyroku zauważalne jest stanowcze odejście od popieranego przez sądy administracyjne i organy podatkowe stanowiska, zgodnie z którym powtarzalne dostawy towarów rozliczane na podstawie okresów rozliczeniowych nie stanowiły dostawy ciągłej. Sąd, dokonując wykładni pojęcia usług świadczonych w sposób ciągły, wskazał, że niewłaściwe jest ograniczanie go wyłącznie do usług, które są świadczone bez przerwy. Pozwala to uznać, że Naczelny Sąd Administracyjny uznał za usługi czy dostawy ciągłe również czynności powtarzalne z określonym sposobem i okresami rozliczeniowymi.

Wątpliwości zostały rozwiane – usługi powtarzalne należy zakwalifikować jako usługi ciągłe

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 12 lipca 2017 r. (sygn. akt I FSK 1714/15, LEX nr 2347614) potwierdził korzystną dla podatników interpretację, że usługą lub dostawą ciągłą są nie tylko usługi wykonywane i świadczone bez przerwy, lecz również – co ważniejsze – usługi powtarzalne: „Za dostawy o charakterze ciągłym, o których mowa w art. 19a ust. 4 w związku z art. 19a ust. 3 ustawy o VAT należy uznać ciąg kolejnych, odrębnych dostaw dokonywanych w dłuższym niż miesiąc okresie czasu, będący wynikiem ustaleń poczynionych pomiędzy kontrahentami, czy zawartych pomiędzy nimi umów, w ramach których dostawca zobowiązuje się wobec nabywcy do dostarczania na jego rzecz ściśle określonych towarów, według ustalonego planu”.

Naczelny Sąd Administracyjny podzielił zatem argumentację wyrażoną w wyroku z dnia 11 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1104/15), a odrzucił pogląd zawarty w poprzednich wyrokach NSA z dnia 28 października 2016 r. (sygn. akt I FSK 425/15) i z dnia 19 marca 2015 r. (sygn. akt I FSK 215/14), zgodnie z którym pod pojęciem usług świadczonych w sposób ciągły należy rozumieć wyłącznie takie usługi, w których poszczególnych czynności nie można wyodrębnić – a więc gdy nie da się określić, kiedy kończą się pewne świadczenia, a kiedy rozpoczynają następne.

Powtarzające się dostawy odrębne – stanowisko NSA

Niezmiernie ważne jest również to, iż charakter ciągły mogą mieć powtarzające się odrębne dostawy świadczone w stosunkach gospodarczych między podmiotami. Naczelny Sąd Administracyjny, dochodząc do takiego wniosku, przywołał art. 19a ust. 3 i ust. 4 ustawy o VAT, który implementuje do polskich przepisów art. 64 ust. 2 dyrektywy VAT. Zgodnie z tymi przepisami dostawy towarów wykonywane w sposób ciągły przez okres dłuższy niż jeden miesiąc kalendarzowy, które są wysyłane lub transportowane do państwa członkowskiego innego niż państwo członkowskie rozpoczęcia wysyłki lub transportu tych towarów i które są dostarczane lub przemieszczane ze zwolnieniem z VAT do innego państwa członkowskiego przez podatnika do celów działalności jego przedsiębiorstwa, uważa się za dokonane po upływie każdego miesiąca kalendarzowego do czasu zakończenia dostawy towarów.

Zdaniem sądu celem unijnego prawodawcy była harmonizacja momentu rozpoznawania obowiązku podatkowego w odniesieniu do wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów o charakterze ciągłym w celu zapewnienia porównywalności informacji podsumowujących składanych w różnych krajach. Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił też, że ścisłe odniesienie do pojęcia dostaw towarów wykonywanych w sposób ciągły przez okres dłuższy niż jeden miesiąc kalendarzowy pozwoliło zlikwidować występujące niejasności co do sposobu definiowania pojęcia takich dostaw. W ocenie sądu nie ma zatem wątpliwości, że usługi ciągłe obejmują także powtarzające się dostawy odrębne.

Impuls do zmiany stanowiska wojewódzkich sądów administracyjnych

Dostawy ciągłe po najnowszych wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego zasadniczo wpływają na wykładnię przepisów podatkowych dotyczącą ustalania obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o VAT. Analiza wyroków sądów administracyjnych wykazuje jednoznacznie, że ustalenie, iż obowiązek podatkowy powstaje wraz z upływem okresu rozliczeniowego, niezależnie od liczby dostaw zrealizowanych w danym cyklu, nie jest już błędne. Niewątpliwie taka linia orzecznicza pomoże podatnikom rozliczać należności wynikające z podatku VAT i w wielu przypadkach przesunie termin powstania obowiązku podatkowego.

Potwierdzeniem przyjęcia nowej linii orzeczniczej był wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego z dnia 26 lipca 2017 r. (sygn. akt I SA/Po 930/16, LEX nr 2347581). W uzasadnieniu tego orzeczenia sąd wskazał: „Pod pojęciem dostawy świadczonej w sposób ciągły, o której mowa w art. 19a ust. 4 w zw. z ust. 3 ustawy o VAT należy rozumieć dostawę, która realizowana jest w sposób ciągły, w drodze świadczeń częściowych, dla której ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń”. Dla przedsiębiorców ma to praktyczne znaczenie – orzecznictwo sądów administracyjnych wskazuje jednoznacznie, że podatnicy nie są zobowiązani do rozliczania każdej poszczególnej dostawy wchodzącej w skład jednej transakcji gospodarczej, choćby ustalono następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Przemysław Kwiecień: Zaskakująco wysoki wzrost polskiego PKB

Święta Bożego Narodzenia 2017 – pożyczamy czy oszczędzamy?

Ile wydamy w tym roku na święta Bożego Narodzenia? Jakie produkty znacznie podrożeją, czyniąc w naszych portfelach spustoszenie? Skąd Polacy pozyskują dodatkowe środki na zorganizowanie rodzinnych świąt? Czy pomocny jest w tym program 500+, a może Polacy sięgają chętniej po produkty sektora fintech? Badania pozyczkaportal.pl pokazują, że kilka przedświątecznych tygodni to nie tylko szał zakupów i przygotowań, ale też zwielokrotnione wydatki, co oznacza gorący czas dla sektora pożyczek online – zainteresowanie tego typu rozwiązaniami w tym okresie wzrasta prawie o 30 proc.

Ile wydamy? Podobnie, jak przed rokiem

Z badań przeprowadzonych przez ekspertów wynika, że wydatki związane z organizacją świąt Bożego Narodzenia w porównaniu z ubiegłym rokiem różnić się będą nieznacznie, albo wcale.[1] W 2016 roku średnia kwota przeznaczona na ten cel wynosiła około 720zł, z czego środki przeznaczone na żywność wynosiły 512 zł. W tym roku na jedzenie wydamy nieco więcej, bo 532zł, lecz ogólna kwota przeznaczona na organizację świąt nie ulegnie zmianie.[2] Co ciekawe, co czwarty z nas deklaruje, że zmieści się w kwocie mniejszej niż średnia, czyli 400zł, natomiast około 11 proc. planuje przeznaczyć na ten cel nawet ponad 1000 zł.

„Jeśli średnie wydatki Polaków związane z przygotowaniem świąt utrzymają się na takim samym poziomie jak przed rokiem, to z pewnością możemy spodziewać dużego zainteresowania ofertą pożyczkową wśród nowych jak i stałych klientów. W zeszłym roku średnia wartość pożyczki w tym gorącym czasie wzrosła o 17 proc., a ilość nowych klientów – o 15 proc. To pokazuje, że Polacy coraz bardziej przekonują się do rozwiązań proponowanych przez pożyczkodawców i zamiast zamartwiać się, skąd pozyskać dodatkowe środki – po prostu sięgają po pomoc instytucji finansowych.”– komentuje Tymon Zastrzeżyński, ekspert pozyczkaportal.pl.

Jak się również okazuje – im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. Najniższe wydatki planują osoby z gospodarstw domowych, w których dochód wynosi nie więcej niż 2000zł. Kwota deklarowana w celu organizacji świąt wynosi wśród tych osób wynosi około 380zł. Niewielkie kwoty przeznaczane na wydatki świąteczne deklarują również osoby młode, które zazwyczaj nie organizują samodzielnie świąt, lecz jedynie obdarowują bliskich prezentami. Najmłodsi ankietowani, czyli osoby w wieku 15-24 lat wydadzą średnio 470zł. Idąc tym tropem wywnioskować można, iż wydatki rosną wraz z wysokością dochodów. Nawet 1000 zł wydadzą rodziny, w których dochody wynoszą powyżej 5000zł, a więc w grupie osób aktywnych zawodowo i posiadających dzieci (25-59 lat). Seniorzy wydadzą około 530zł.

500+ sposobem na sfinansowanie wydatków świątecznych?

Prognozy dotyczące sposób finansowania tegorocznych świąt są optymistyczne. Choć spora część Polaków zamierza wydać niemałe kwoty, nie zmienia to faktu, że około 75 proc. z nas deklaruje finansowanie świątecznych zakupów z bieżących dochodów. 40 proc. badanych rozważa możliwość zasięgnięcia w tym celu po środki z oszczędności. Niespełna 3 proc. Polaków bierze pod uwagę zapożyczenie się na ten cel u bliskiej osoby., natomiast 2 proc. – zaciągnięcie pożyczki w banku lub firmie pożyczkowej. Co ciekawe, niewiele osób korzystających z programu 500+ deklaruje przeznaczenie tych pieniędzy właśnie na organizację świąt. Środki pochodzące z programu społecznego to dodatkowe źródło świątecznych finansów jedynie dla 3 proc. badanych.

„3 proc. osób deklarujących sięganie po pożyczkę w celu zorganizowania świąt to niewiele, jakby się mogło wydawać, jednak okres przedświąteczny to bardzo gorący czas dla pożyczkodawców. Klientów przybywa, zwłaszcza tych, którzy sięgają po niewielkie kwoty na sfinansowanie prezentów dla najbliższych lub zorganizowanie wystawnych świąt.”– komentuje Maciej Suwik, ekspert Loando.pl

Świąteczne planowanie

Czy planowanie bożonarodzeniowych wydatków spędza Polakom sen z powiek? Co dwunasty respondent badania Provident wskazuje, że nie musi liczyć się z kosztami, planując święta. Nieco ponad 30 proc. co prawda szacuje koszty, lecz nie musi ograniczać się do wyboru najtańszych produktów. Ponad 45 proc. ankietowanych deklaruje zakup wszystkich potrzebnych produktów z jednoczesnym wskazaniem wyboru możliwie najtańszych.

Droższe jedzenie, więcej wydatków?

Co sprawia, że za produkty do świątecznych dań zapłacimy w tym roku nieco więcej? Z pewnością wpływ ma na to wysokość plonów oraz eksport produktów za granicę. Według prognoz ekspertki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, dr hab. Krystyny Świetlik, grudniowe ceny w porównaniu z zeszłym rokiem będą o 4 proc. Świąteczny koszyk byłby w tym momencie średnio o 3 proc. droższy niż w grudniu 2016 roku. Drożej zapłacimy przede wszystkim za ryby, ze względu na rosnącą popularność zdrowego trybu życia i racjonalnego odżywiania. Podrożeją również jaja, masło, chleb oraz drób i wołowina.  Robiąc świąteczne zakupy zaoszczędzimy nieco m.in. na wieprzowinie, która choć drożała przez cały rok, w okresie przedświątecznym osiągnie stabilną cenę oraz grzybach, których jest bardzo dużo w polskich lasach.

A co pod choinką?

Polacy to tradycjonaliści, dlatego wciąż lubimy zarówno obdarowywać prezentami, jak i je dostawać. 76 proc. z nas spodziewa się że w tym roku otrzyma świąteczny upominek od bliskiej osoby. Jakie prezenty najchętniej znajdujemy pod choinką? Wśród mężczyzn niezmiennie króluje elektronika (20 proc. ankietowanych), odzież (17 proc.), dobry alkohol oraz pieniądze – w obu przypadkach zadeklarowało to po 14 proc. badanych mężczyzn. Wśród kobiet popularne są kosmetyki (27 proc. badanych), a także ubrania (20 proc.), biżuteria i pieniądze ( po 15 proc. dla obu wskazań).

[1]http://media-provident.pl/pr/374549/barometr-providenta-na-zorganizowanie-swiat-bozego-narodzenia-polak-pr-

[2]https://finanse.wp.pl/drogie-swieta-bozego-narodzenia-w-tym-roku-w-sklepach-zaplacimy-wiecej-6178090810689665a

Zasady postępowania dla pracodawców. Na podstawie raportu Aon Hewitt

Wyniki tegorocznego badania zaangażowania przeprowadzonego przez Aon Hewitt pokazują, że aż 52% polskich pracowników nie czuje się zaangażowanych w swoją pracę. W stosunku do ubiegłego roku grupa ta zwiększyła się o 3%, 49% w 2016 r.). Mimo pozytywnych nastrojów w gospodarce i najniższego od lat w naszym kraju bezrobocia widać, że pracownicy w Polsce i Europie reagują w odmienny sposób – podczas gdy zaangażowanie w Europie rośnie (o 4p.p. w stosunku do 2016 roku) , w Polsce spada –  różnica ta wynosi już 7 p. p.

Pracownicy w Europie i Polsce ciągle działają jeszcze na nieco innym rynku pracy – w naszym kraju cały czas mamy poczucie, że jesteśmy na tzw. dorobku. Czujemy jednak, że rynek się rozwija zatem oczekujemy od pracodawcy więcej w każdej dziedzinie życia zawodowego, także w sferze wynagrodzeń. Rynek pracownika umożliwia szukanie nowych możliwości, tak by rozwijać się zawodowo i poprawiać sobie komfort życia. W tym samym czasie pracodawcy skarżą się, że nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników, czego wynikiem jest ciągła rotacja zatrudnionych.

Co z tym zrobić?

MARKA PRACODAWCY

Mimo bezprecedensowych wydatków przeznaczonych na employer branding i wzmacniane wizerunku firmy jako pracodawcy tegoroczne badanie pokazało smutną prawdę – tylko połowa badanych wskazała, że firma, w której pracuje cieszy się dobrą opinią. To o 6 p. p. mniej w stosunku do ubiegłego roku. 62% respondentów uważa, że w ich firmach pracodawcy nie dotrzymują obietnic składanych pracownikom. Dodatkowo jedynie 35% badanych jest zdania, że ich firma jest postrzegana jako jedno z najlepszych miejsc pracy dla osób o podobnych umiejętnościach i doświadczeniu jak ich własne. Pracodawcy powinni  dobrze przemyśleć swoją propozycję wartości dla pracowników (tzw. EVP – employee value proposition) , co chcą zaoferować pracownikom, co jest ich aktualną siłą, czyli marką i co może być wartością dla pracowników, których chcą pozyskać i zatrzymać. Kolejnym krokiem powinno być upewnienie się, że propozycja ta jest atrakcyjna i widoczna dla obecnych pracowników firmy, a dopiero w ostatnim etapie jej aktywna promocja na zewnętrznym rynku pracy.

WYNAGRODZENIE

Polacy nie są zadowoleni ze swoich wynagrodzeń. I nie mówimy tu tylko o samej wysokości wynagrodzenia. . Aż 74% respondentów uznało, że ich wynagrodzenie nie jest adekwatne do ich wkładu w wykonywaną pracę. Wyniki badania pokazały, że pracowników, którzy czują się doceniani przez swojego szefa, także w sposób pozafinansowy, mamy w Polsce jedynie 43%, o 5 p. p. mniej niż rok temu. Z badania widać, że dla pracowników coraz istotniejsze są niematerialne aspekty związane z pracą w konkretnej organizacji – związane np. z kulturą organizacyjną, zaangażowaniem społecznym czy elastycznymi godzinami pracy. Trzeba  pamiętać, że karnety na basen, fitness czy do centrów medycznych nie robią już na pracownikach wrażenia. To już nie benefit od pracodawcy i karta przetargowa w rekrutacji, a podstawowy wymóg kandydatów do pracy.

DZIEL SIĘ SUKCESAMI

Poczucie sensu wykonywanej pracy i poczucie wpływu to fundamenty zaangażowania. Ogromną rolę w ich budowaniu odgrywa zaufanie pracowników, że ich wysiłek będzie miał realne przełożenie na wyniki firmy, a sukces organizacji będzie też ich sukcesem. Tymczasem wśród polskich pracowników spada przekonanie, że zarządy firm dzielą się swoimi sukcesami z pracownikami. 63% badanych wskazało, że dobre wyniki finansowe firmy, w której pracują nie przekładają się na dodatkowe korzyści dla zespołu. W porównaniu do roku poprzedniego wskaźnik ten wynosił 58%, czyli odnotowaliśmy 5 procentowy spadek. Pracodawcy otrzymują jasny sygnał – pracownicy chcą uczestniczyć w sukcesach firmy i oczekują, że firma będzie dzieliła się z nimi dobrymi wynikami finansowymi. Połowa polskich pracowników z przebadanych firm nie dostrzega by przełożony zauważał i doceniał wkład oraz osiągnięcia zawodowe zespołu. Najlepsi pracodawcy potrafią wynagrodzić dobrą pracę i pozytywne wyniki zarówno pieniężnie jak i pozafinansowo. Dzięki temu 67% badanych czuje się docenionych i ma poczucie sensu swojej pracy, a co za tym idzie – chętniej angażuje się w wykonywane obowiązki.

MENADŻER = ZAANGAŻOWANIE ZESPOŁU

Istnieje bardzo duża korelacja pomiędzy zaangażowaniem przełożonych, a zaangażowaniem ich pracowników. Poziom zaangażowania menadżerów wyjaśnia aż w 59% poziom zaangażowania ich zespołów Innymi słowy – bez zaangażowania szefa, nie będzie zaangażowania pracownika.  Spójrzmy zatem, czego potrzebują nasi menadżerowie? Jeśli umożliwimy im efektywną pracę, i zadbamy o ich zaangażowanie – oni pociągną swoich pracowników. Menadżer łatwo nie ma. Z jednej strony musi sprostać wyznaczonym przez zarząd celom, z drugiej – oczekiwaniom ze strony pracowników. Zajmując pozycję „po środku” są coraz bardziej osamotnieni w swojej misji. Tylko 33% menadżerów uważa, że procesy i procedury obowiązujące w firmie pozwalają im efektywnie pracować. To aż o 9 p. p. mniej niż w roku ubiegłym, kiedy pozytywną odpowiedź wskazało 42% kierowników. Menadżerowie narzekają również na brak efektywnej współpracy pomiędzy jednostkami w organizacji, taką odpowiedź wskazało 68% respondentów. Natomiast 65% uważa, że nie jest wynagradzana adekwatnie do wkładu pracy.

 CIĄGLE SŁUCHAJMY

Budować zaangażowanie zespołu trzeba cały czas, a nie tylko raz w roku. Słuchajmy swoich pracowników. Powinniśmy dokonywać ciągłych pomiarów, aby wiedzieć na czym stoimy, na każdym etapie życia pracownika w organizacji. Jak się czują nowoprzyjęci pracownicy? Czy uzyskali odpowiednie wsparcie i mają wszystko, co jest potrzebne do efektywnej pracy? Co pracownicy myślą o nowej strategii firmy, czy w nią wierzą? Czy proces oceny rocznej przebiegł w opinii pracowników sprawiedliwie i pomoże im w lepszej realizacji celów? Co myślą ci, którzy zdecydowali się z firmy odejść? W ramach najnowszych trendów organizacje zachęcane są do działania zgodnie z dewizą „najlepsi z najlepszych”. Rosnące oczekiwania pracowników, a także większe tempo prowadzenia biznesu sprawiają, że pracodawcy są zmuszeni całkowicie zmienić podejście do utrzymania zaangażowania pracownika. Tymczasem badania pokazują, że nawet jeśli pracodawca ma świadomość, że podstawą zaangażowania jest częsta komunikacja to jedynie 11% pracodawców przeprowadza ankiety wśród swoich pracowników częściej niż raz w roku, a ponad 25% pracodawców przeprowadza badania tylko co dwa lata lub nawet rzadziej. Wielu prezesów zgodnie twierdzi, że pracownicy to najcenniejsza wartość ich firmy. Tylko jeśli to prawda, to czy liderzy i menadżerowie organizacji nie powinni z nimi rozmawiać, a także wysłuchać ich zdań i opinii częściej niż raz w roku?

WSPIERAJ ROZWÓJ

55% respondentów uważa, że przełożony nie wspiera ich rozwoju w firmie. Badanie pokazuje, że u najlepszych pracodawców wynik przedstawia się zupełnie inaczej – 63% pracowników ma poczucia wsparcia u swojego szefa, który daje jasne wskazówki, w jaki sposób rozwijać umiejętności i kompetencje.

DAWAJ WPŁYW

Czy pracodawcy dostatecznie motywują swoich pracowników, dając im przestrzeń do tego by mogli wykorzystywać mój naturalny potencjał? Wyniki badania pokazują, że 52% przełożonych staje na wysokości zadania i zachęca zespół do wnoszenia pomysłów i sugestii związanych z pracą. A co mówią pracownicy z najbardziej zaangażowanych organizacji? Pozytywną odpowiedź w tym zakresie wskazało tu aż 70% respondentów.

Badanie Aon Best Employers przeprowadzone zostało na grupie blisko 72 tysięcy respondentów ze 119 polskich firm.

JR HOLDING S.A. po trzech kwartałach 2017 r.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zakończyła trzeci kwartał 2017 r. skonsolidowanym zyskiem netto w kwocie 614 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 921 tys. zł. Spółka podejmuje aktywne działania mające na celu dalszy wzrost wartości całej Grupy.

Po trzech kwartałach 2017 r. zysk netto Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wyniósł 1.708 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły ponad 3.004 tys. zł. Spółka osiąga stabilne przychody dzięki odpowiedniemu zarządzaniu nabywanymi nieruchomościami, które od samego początku generują przychody z wynajmu i są dochodowe. Taki model biznesowy umożliwia Grupie notowanie coraz lepszych wyników finansowych uwzględniając przy tym bezpieczeństwo inwestycji, kapitału, a przede wszystkim Akcjonariuszy. Zarząd JR HOLDING S.A. konsekwentnie poszukuje nowych projektów inwestycyjnych, które pozwolą na dywersyfikację obszarów biznesowych oraz osiągnięcie wysokich stóp zwrotu z inwestycji przy zachowaniu minimalizacji czynników ryzyka.

„Osiągnięte przez całą Grupę wyniki finansowe w samym 3 kwartale oraz narastająco po trzech kwartałach 2017 r. należy uznać za bardzo dobre i stabilne. Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju koncentrujemy się również na poszukiwaniu nowych i bezpiecznych projektów inwestycyjnych. Naszym głównym celem jest budowanie wartości spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. Taka filozofia inwestycyjna w połączeniu z naszym know-how przynosi oczekiwane rezultaty, czego potwierdzeniem są rosnące przychody oraz zyski.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

Wzrosty PKB w Europie, problemy Chin

Dzisiaj poznaliśmy serię odczytów wzrostów PKB z Europy. Polska i Czechy wypadły bardzo dobrze, ale wciąż daleko nam do rewelacyjnego wyniku Rumunii. Inwestorzy dalej wycofują się z chińskich obligacji.

Wzrost PKB w Europie

Dzisiaj poznaliśmy serię odczytów PKB w Europie. Od rana rozpoczęło się mocnym wydarzeniem i 8,8% wzrostu w Rumunii. O tej samej porze Norwedzy pokazali 0,7% w ujęciu kwartalny. Tutaj również był to odczyt powyżej oczekiwań, o 0,2%. Na Słowacji gospodarka rośnie o 3,3% i jest to wynik o 0,1% gorszy od przewidywań analityków. Również Węgrom zabrakło 0,1% by sięgnąć prognoz na 3,7%. Lepiej od oczekiwań wypadli Czesi z 5% przy spodziewanych 4,6%. Ten sam wynik osiągnęła Polska. Warto dodać, że jest to metodologia eurostatu. Z dobrej strony pokazały się również Włochy, gdzie PKB wzrosło o 1,8% czyli 0,2% powyżej oczekiwań.

Rumunia rośnie szybciej niż Chiny

Ostatnio dużo żyjemy coraz lepszymi danymi z naszego kraju. Warto natomiast zwrócić uwagę, że ogólnie na świecie koniunktura ulega wyraźnej poprawie. Najlepszym przykładem są ostatnie dane eurostatu. Rumunia osiągnęła tam imponujący wynik 8,8% wzrostu, a po wyrównaniu sezonowym wynosi on 8,6%. Jest to wyraźnie powyżej oczekiwań analityków ekonomicznych, którzy spodziewali się rezultatu poniżej 6%. Nie można w tym miejscu zapomnieć, że gospodarka tego kraju ma jeszcze sporo do nadrobienia do Europy Zachodniej. Przed kryzysem z 2008 roku rozwijała się ona w tempie momentami przekraczającym 10% w skali roku. Co ciekawe pomimo dużo lepszych od oczekiwań danych nie widać gwałtownego umocnienia się waluty. Ron co prawda rośnie, ale jest to ruch poniżej 0,25% wartości.

Problemy Chin

Poranne dane z Państwa Środka nie napawały entuzjazmem. Produkcja przemysłowa wzrosła zaledwie o 6,2% a sprzedaż detaliczna o 10%. To odpowiednio 0,1% i 0,4% poniżej oczekiwań. Nie jest to jednak główny problem chińskich decydentów. Problemem jest spadek zaufania do tamtejszych papierów dłużnych. Ich rentowność pierwszy raz od 3 lat przekroczył granicę 4%. Powodów jest przynajmniej kilka. Jednym z nich są naciski na instytucje by kupowały dług emitowany przez władze lokalne. Drugim są próby uspokojenia gospodarki nadmiernie napompowanej relatywnie tanim kredytem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak jest ważnych odczytów makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polskie firmy nie nadążają za cyfryzacją

W ubiegłym roku zaledwie 6% polskich firm analizowało duże zbiory informacji – wynika z danych Eurostatu. Daje nam to przedostatnie miejsce w unijnym rankingu, przed Cyprem. Liderami pod względem digitalizacji i korzystania z Big Data jest Malta i Holandia. W tych krajach niemal już co piąta firma analizuje cyfrowe informacje.

Dane Eurostatu nie napawają optymizmem. W ubiegłym roku, zaledwie co trzecia firma działająca w UE, zatrudniająca co najmniej 10 osób, posiadała stronę internetową. Choć znacznie lepiej wyglądają  wskaźniki wykorzystana mediów społecznościowych w działaniach biznesowych – przyznaje się do tego już połowa firm – to ten wyjątek tylko potwierdza regułę: cyfryzacja to pięta achillesowa wielu przedsiębiorstw. Nie tylko polskich. Najlepiej ilustrują to dane na temat wykorzystania Big Data.

Daleko za liderami

Jak wynika z opublikowanego przez firmę Domo raportu „Data Never Sleeps 5.0”, w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie TumbIr. To kopalnia wartościowych informacji. Jednak póki co wykorzystywana rzadko. Jak wynika z unijnych danych, w UE tylko 10% firm analizuje duże zbiory informacji – o klientach, rynku czy konkurencji. – To oczywiście średnia, są kraje, gdzie z danych korzysta się znacznie częściej, niemniej te liczby pokazują, że Big Data znajduje się na podobnym etapie rozwoju jak kilka lat temu chmura obliczeniowa. Biznes do cloud computingu podchodził na początku bardzo ostrożnie, dopiero gdy zobaczył efekty wdrożenia chmury, znacznie szybciej zaczął adaptować tę technologię. Podobnie będzie z Big Data. – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która zarządza jedną z największych na świecie hurtowni danych.

Ten wzrost już widać, co dobrze ilustrują dane spółki, która jeszcze w II kwartale ubiegłego roku z usług opartych o Big Data wygenerowała 12 mln zł, a rok później już 16,7 mln zł. Póki co, w unijnym rankingu Polska wypada jednak bardzo słabo. Tylko 6% polskich firm korzysta z analityki Big Data, co daje nam w ogólnej klasyfikacji 24, przedostatnie miejsce przed Cyprem. Lepiej wypada od nas m.in. Rumunia, Czechy, Słowacja czy Bułgaria. Podium zajmują Malta, Holandia i Belgia, kolejne pozycje zajęły takie państwa jak Finlandia, Wielka Brytania czy Estonia.

Marketing korzysta z danych

Dystans jaki dzieli nas od dobrze zinformatyzowanych, ucyfrowionych państw, dobrze pokazuje nasycenie rozwiązaniami Big Data w dużych firmach. W Polsce z analityki danych korzysta 5% małych, 8% średnich i 18% dużych, zatrudniających powyżej 250 osób przedsiębiorstw. Dla porównania, na Malcie takich firm jest 42%, w Danii i Finlandii 40% a u naszych południowych sąsiadów – Słowaków i Czechów – odpowiednio 24% i 22%.

Najczęściej firmy analizują dane geolokalizacyjne z urządzeń przenośnych, do czego przyznaje się aż 46% przedsiębiorstw, a także dane generowane w mediach społecznościowych (45% wskazań). Co trzecia firma analizuje dane własne pozyskane ze smart urządzeń i sensorów. Dla porównania, w Polsce dane z urządzeń smart pozyskuje 10% firm, tyle samo wykorzystuje informacje geolokalizacyjne. Co ciekawe, dane pozyskane z mediów społecznościowych analizuje zaledwie 5% firm. – Najczęściej po dane sięga branża marketingowa, a w szczególności e-commerce, bo mają one największą świadomość korzyści. Dzięki analizie informacji z różnych źródeł można bardzo dobrze poznać zainteresowania i potrzeby klienta i tym samym znacząco zwiększyć skuteczność kampanii reklamowych i sprzedaż produktu. Widzimy także rosnące zainteresowanie analizą danych ze strony instytucji finansowych oraz firm działających w segmencie B2C, które wzbogacają nimi swoje systemy CRM – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Zewnętrzne

Firma analityczna IDC szacuje, że rynek Big Data rośnie dziś w tempie 11,7, proc. rdr i w 2020 r. osiągnie wartość 203 miliardów dolarów. Jaka część tego tortu przypadnie Polsce? Jak wynika z unijnych danych, proces digitalizacji polskich przedsiębiorstw postępuje dużo wolniej niż ma to miejsce w większości innych państw UE. To o tyle ciekawe, że autorzy rankingu Digital Economy and Society Index 2017 (w którym że Polska zajmuje odległe 23 miejsce), zwracają uwagę na to, że poczyniliśmy postępy m.in. w obszarze cyfryzacji społeczeństwa, wdrażania szybkich połączeń internetowych czy korzystania z mobilnych usług szerokopasmowych. Jednak wprowadzanie technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa idzie nam wyjątkowo opornie – Podczas gdy unijny wskaźnik w tym obszarze rośnie nieprzerwanie od 2014 r., to w Polsce od ubiegłego roku utrzymuje się na niemal na tym samym poziomie. Oznacza to, że dystans dzielący nas od liderów systematycznie się powiększa. W tej sytuacji warto zastanowić się nad skorzystaniem z usług Data as a Service, w tym modelu nie trzeba inwestować we własne rozwiązania – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Jak wynika z danych Eurostatu, z zewnętrznych źródeł danych korzysta jedna czwarta firm. W Polsce, to zaledwie 1%.

BVT S.A. po trzech kwartałach 2017 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się zakupem oraz windykacją pakietów wierzytelności masowych i indywidualnych, wypracowała 334 tys. zł zysku netto po pierwszych trzech kwartałach 2017 r. przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 4.023 tys. zł. Emitent realizuje strategię rozwoju i rozbudowuje oraz dywersyfikuje portfel pakietów wierzytelności.

W samym 3 kw. 2017 r. Spółka zanotowała 80 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 1.436 tys. zł. Rok wcześniej jej strata netto wyniosła 191 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.398 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych BVT S.A. jest rezultatem efektywnej realizacji założeń przyjętej strategii rozwoju. Emitent realizuje obsługę posiadanych pakietów wierzytelności zgodnie z wypracowanymi i sprawdzonymi procedurami, utrzymując w ten sposób stały wzrost wpływu środków finansowych oraz minimalizując czynniki ryzyka. Spółka odczuwa coraz mocniej spływ środków z pakietów masowych zakupionych w 3 kw. 2016 r., pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, które odznaczają się doskonale znaną specyfiką, co umożliwia ich szybką i sprawną obsługę. Zarząd BVT S.A. liczy, że podejmowane działania przełożą się na dalszy wzrost przychodów oraz zysków.

„Odnosząc się do osiągniętych przez Spółkę wyników finansowych za 3 kwartały br. mogę powiedzieć, że widać tu naszą konsekwencję w realizacji założeń i planów. Wielokrotnie wskazywaliśmy na fakt, iż w minionych okresach dokonaliśmy intensyfikacji działań związanych z egzekucją sądowo-komorniczą – pociągnęło to za sobą koszty, które miały przynieść przychód w przyszłości. Ówczesna przyszłość dzieje się właśnie dziś, a to co pokazaliśmy publikowanym raporcie jest udokumentowaniem realizacji tamtych założeń. Kolejny raz podkreślam, że taki bieg wydarzeń utwierdza mnie, jako Prezesa Zarządu, w przekonaniu, że strategia jest właściwa i spójna, a konsekwencja w jej realizacji jest gwarancją sukcesu.” – podkreśla Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

Emitent w dalszym ciągu rozbudowuje posiadany portfel pakietów wierzytelności oraz go dywersyfikuje, głównie pozyskując kolejne wierzytelności z sektora bankowego, które dotyczą osób fizycznych oraz są zabezpieczone hipotekami lub poręczeniami. Ważnym obszarem biznesowym realizowanym przez BVT S.A. i powiązanym z sektorem bankowym jest restrukturyzacja zadłużeń, a Spółka zamierza pozyskiwać w ramach restrukturyzacji wierzytelności zabezpieczone hipotecznie. Emitent dokonał w 3 kw. 2017 r. zakupu kolejnych pakietów wierzytelności masowych o wartości nominalnej wynoszącej blisko 18 mln zł, które pochodziły z sektora transportu kolejowego oraz z branży telekomunikacyjnej.

„Uważam, że myśląc o kolejnych kwartałach musimy działać dwutorowo. Z jednej strony konsekwentnie realizować działania, w trakcie których jesteśmy: pozyskiwać wierzytelności na wszystkich polach naszego zainteresowania oraz pilnować stabilności w polityce dywersyfikacji portfela wierzytelności i optymalizacji kosztów. Druga ścieżka to konieczność przygotowania się na zapowiedzi dotyczące zmian w przepisach chociażby tych dotyczących postępowań egzekucyjnych oraz związanych z nimi kosztów. Taki stan rzeczy wymusza na nas jako Zarządzie konieczność skupienia się na temacie windykacji polubownej i położenia właśnie tutaj głównego celu obsługi posiadanych pakietów. Reasumując, będziemy realizować dotychczasową politykę przy założeniu jej elastyczności w przypadku zmieniającego się otoczenia.” – dodaje Prezes Szuba.

W listopadzie br. Spółka nabyła kolejne dwa pakiety wierzytelności masowych pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego. Ich łączna wartość nominalna wynosi 24,7 mln zł, a przewidywany okres windykacji wierzytelności został określony na 3 lata.

Solidny wzrost gospodarczy – wpływ na kurs złotego i obligacje skarbowe

Początek tygodnia przyniósł lekki ruch w górę krzywych SPW. W kolejnych dniach można oczekiwać kontynuacji tego ruchu. Złoty pozostaje pod wpływem czynników globalnych. Dzisiaj w centrum uwagi konferencja organizowana przez EBC z udziałem prezesów największych banków centralnych.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia przyniósł lekki ruch w górę krzywych dochodowości zarówno dla obligacji skarbowych jak i instrumentów pochodnych. Było to ciekawe, bo przynajmniej na początku poniedziałkowej sesji na świecie raczej kupowano obligacje. Biorąc pod uwagę czynniki, jakie wpływały na krajowy rynek spodziewać się można kontynuacji wzrostu rentowności większości instrumentów, szczególnie na krótkim końcu krzywej dochodowości (np. w przypadku 2-letnich obligacji do końca tego roku możliwy jest wzrost rentowności o nawet 25 pb. w relacji do bieżących poziomów).

W kraju najciekawsza była informacja o oczekiwaniach Ministerstwa Finansów dotyczących podaży papierów skarbowych w najbliższych kwartałach. Jak powiedział PAP wiceminister finansów Piotr Nowak ostateczny poziom prefinansowania potrzeb pożyczkowych na 2018 r. może wzrosnąć do ok. 15-20% z obecnych 13,5%. To oznacza jeszcze emisje na poziomie 3-12 mld PLN. Co ważne, w tym kontekście warto zwrócić uwagę, że MF wykonało tegoroczne potrzeby pożyczkowe w 91%, a to z kolei oznacza, że w IV kw. 2017 r. Ministerstwo Finansów musiałoby dodatkowo uplasować papiery rzędu 13 mld PLN. Zakładając zapowiedziany brak emisji na rynkach zagranicznych, prawdopodobne jeszcze lepsze wykonanie budżetu od nowego planu i pozyskanie finansowania w wysokości 1 mld EUR od instytucji finansowych otrzymujemy łącznie nowe emisje do końca grudnia 2017 na kwotę 8-17 mld PLN. Odnosząc to do kalendarza przetargów, dawałoby to podaż na najbliższej regularnej aukcji (23 XI) w maksymalnej wysokości 8 mld PLN, a także emisję na aukcji zamiany w grudniu na kwotę 4-9 mld PLN. Według zapowiedzi, podaż w I półroczu 2018 r. może być nieznacznie wyższa niż w I półroczu 2017 r., kiedy to wyniosła blisko 68 mld PLN (w I kw. 40 mld PLN i w II kw. 28 mld PLN).Duże plany emisyjne będą ciążyć rynkowi długu, w średnim terminie powodując rozszerzenie się ASW i wspierając wzrost rentowności obligacji.

Lekko negatywny wpływ na rynek może mieć również wypowiedź dla Bloomberga R. Sury z RPP, który powiedział, że dyskusja nad podwyżkami stóp procentowych może się zacząć w połowie 2018 r. To już kolejna taka wypowiedź członka Rady. I tak podsumowując, trzech członków RPP rozważa już podwyżki stóp na początku 2018 r., natomiast w sumie czterech kolejnych dostrzega taką możliwość w przyszłym roku. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że publikowane w najbliższych dniach dane nt. PKB za III kw. br. jak również dane nt. wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw będą ten pogląd jedynie wzmacniać, a rynek będzie znajdować się cały czas pod presją zaostrzanej przez bank centralny retoryki. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na bardzo konserwatywne założenia NBP dotyczące wzrostu gospodarczego. Wg centralnej ścieżki z projekcji NBP, wzrost PKB w 2017 wyniesie 4,2%, w 2018 r. 3,6%, a w 2019 r. 3,3%. Biorąc pod uwagę trendy makroekonomiczne, a także oczekiwania rynkowe można spodziewać się w przyszłym roku wzrostu bliższego czy nawet przekraczającego 4,0%. Jeśli dodamy do tego fakt, że przy założeniach banku centralnego projekcja przewiduje wzrost inflacji w 2018 r. w okolice celu inflacyjnego, a w 2019 r. nawet powyżej, to widać, że istnieje tu duża przestrzeń do zaskoczenia in plus, a w konsekwencji do dalszego zaostrzenia tonu komentarzy ze strony członków RPP, pchających również krzywą dochodowości w górę.

Rynek stopy procentowej

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym rozpoczął się osłabieniem złotego, kurs EURPLN wzrósł do 4,239 po tym jak ub. tydzień zakończył w okolicach 4,22, kiedy to wsparcie naszej walucie dawały informacje płynące z USA wyraźnie osłabiające dolara.

Zeszłotygodniowe doniesienia z Waszyngtonu wskazywały na realną możliwość odłożenie do 2019 roku cięć obciążeń podatkowych dla przedsiębiorstw. Choć wciąż możliwe są inne działania stymulujące wzrost amerykańskiej gospodarki, w tym zwiększenie odpisów od inwestycji, zmniejszenie szans na szybkie wejście w życie zmian fiskalnych zostało negatywnie odebrane przez inwestorów, osłabiając dolara. W rezultacie, test okolic 1,168 na EURUSD pozwolił pod koniec zeszłego tygodnia EURPLN zbliżyć się do 4,22.

W oczekiwaniu na publikację zaplanowanych na poniedziałek krajowych danych gospodarczych złoty odreagowywał to umocnienie z powodu rosnącej awersji do ryzyka związanej z pogarszającą się sytuacją polityczną w Wielkiej Brytanii. Weekendowe doniesienia pokazały, że premier Wielkiej Brytanii Teresa May może znaleźć się w trudnej sytuacji. Po odejściu dwóch ministrów z jej rządu teraz Sunday Times podał, że 40 deputowanych jej Partii Konserwatywnej zgodziło się podpisać wniosek, który może prowadzić do zastąpienia premier May przez innego przedstawiciela partii. Aby jednak pozbawić May stanowiska do uruchomienia procedury brakuje jeszcze ośmiu głosów. Niemniej na rynku zaczyna pojawiać się niepewność, która uderza w funta szterlinga. Im bowiem bardziej podzielona zostanie Partia Konserwatywna i rząd, tym mniejsza będzie szansa na progres w negocjacjach dot. Brexitu. W rezultacie, w poniedziałek kurs GBPUSD spadł poniżej 1,306. Zważywszy, że obecna koalicja rządząca nie ma zbyt dużej przewagi w parlamencie brytyjskim, a premier May wydaje się nie mieć planu dot. negocjacji z Brukselą, funt może dalej tracić na wartości. Tymczasem słabszy na szerokim rynku szterling wspiera złotego, w poniedziałek kurs GBPPLN zbliżał się już do wsparcia na 4,74.

W trakcie wczorajszej sesji opublikowany został Raport o inflacji NBP, wg którego w 2019 roku inflacja nieznacznie przekroczy cel banku centralnego (w 2017 roku wyniesie 1,9% w 2018 2,3% a w 2019 wzrośnie do 2,7%). Z publikacji wynikało, że ścieżka inflacji w porównaniu do lipcowej projekcji została podwyższona ze względu na wyższe ceny surowców oraz wzrost presji kosztowej i popytowej przekładający się z opóźnieniem na ceny towarów i usług. W raporcie podano też, że podniesiona ścieżka wzrostu gospodarczego głównie wynika z wyższej od zakładanej w projekcji lipcowej dynamiki spożycia indywidualnego, a wysoki wzrost PKB przyczynił się do domknięcia w trzecim kwartale (ujemnej od 2012 roku) luki popytowej. Obecnie NBP oczekuje wzrostu PKB na poziomie 4,2% w 2017 roku, 3,6% rok później i 3,3% w 2019 roku. Pomimo rewizji w górę prognozy ścieżki inflacji projekcja NBP nie miała wpływu na złotego. RPP, choć już w zeszłym tygodniu znała jej wyniki, podczas posiedzenia decyzyjnego, pozostawiła główną stopę referencyjną bez zmian i utrzymała swoje gołębie stanowisko dot. perspektyw wzrostu stóp w Polsce. Niemniej, z treści komunikatu usunięty został fragment wskazujący, że występuje ograniczone ryzyko wzrostu inflacji ponad cel NBP. Pomimo tego lekko jastrzębiego akcentu, obecni na konferencji prasowej członkowie Rady wyraźnie tonowali oczekiwania rynkowe na szybsze podwyżki stóp w Polsce.

Obok projekcji NBP, w poniedziałek na rynku pojawiły się też finalne dane dot. dynamiki inflacji za październik oraz NBP dot. salda na rachunku obrotów bieżących. GUS potwierdził wstępnie szacowny indeks CPI na poziomie 2,1% r/r, a dekompozycja wskaźnika pokazała, że wciąż czynnikami proinflacyjnymi pozostają ceny żywności (w październiku ich roczna dynamika przyspieszyła do 5,8%). Pozytywnie zaskoczył zaś niższy od oczekiwań deficyt obrotów bieżących Polski, który we wrześniu wyniósł 100 mln euro (rynek oczekiwał 248 mln euro). Opublikowane raporty nie wpłynęły jednak na notowania złotego, który nadal pozostawał pod wpływem czynników globalnych, pod koniec dnia na EURPLN oscylując w okolicach 4,238.

Ciekawie pod względem publikacji zapowiada się również wtorkowy kalendarz, kiedy to rynek otrzyma wstępne dane dot. PKB Polski za III kw. oraz październikowy odczyt inflacji bazowej. Jednak również i w tym przypadku złoty powinien pozostawać obojętny na krajowe dane makro. Dzisiaj w centrum uwagi znajdować będzie się konferencja organizowana przez EBC, na której pojawią się obok Mario Draghi’ego, szefowa Fed Janet Yellen, prezes Banku Japonii Haruhiko Kuroda oraz prezes Banku Anglii Mark Carney.

Rynek walutowy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

77 osób zatrzymanych przez CBA. 1000 zarzutów. 1,63 miliarda złotych strat SK Banku

Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Katowicach prowadzi powierzone śledztwo, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie, w sprawie nadużycia zaufania przez władze Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, prowadzenia ksiąg rachunkowych ww. banku wbrew przepisom ustawy o rachunkowości i podawania w tych księgach nierzetelnych danych oraz zatajenia prawdziwych i podania nieprawdziwych informacji NBP.

Największym wątkiem śledztwa objęte są okoliczności związane z udzielaniem przez Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) kilku dziesiątek kredytów dla powiązanych ze sobą podmiotów gospodarczych z branźy deweloperskiej . Kredyty nie zostały spłacone.

Wśród zatrzymanych w akcji CBA 77 osób są byli członkowie zarządu i pracownicy SK Banku oraz biznesmeni i przedstawiciele firm z branży deweloperskiej.

Do zatrzymań doszło m.in. w Warszawie, Wołominie, Ząbkach, Radzyminie, Pruszkowie, Zielonce, Tłuszczu, Legionowie, Nasielsku, Kobyłce, Markach, Legionowie, Raszynie, Piasecznie i w woj. podkarpackim i lubelskim.

Działalność przestępcza tej zatrzymanej dziś grupy doprowadziła do wyrządzenia w majątku Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) szkody wielkiej wartości. Na dziś zatrzymanym przez CBA pracownikom banku, szefom powiązanych ze sobą spółek zarzuca się działanie na szkodę Banku na kwotę ponad 1 miliard 638 milionów złotych.

Zatrzymanym przez CBA zostanie postawionych w prokuraturze ponad 1000 zarzutów.

Agenci CBA przeszukali mieszkania zatrzymanych osób. Zabezpieczana jest dokumentacja, która może zostać w późniejszym czasie wykorzystana w prowadzonym postępowaniu karnym. Celem przeszukań jest także zabezpieczenie składników majątkowych na poczet przyszłych kar i grzywien lub mogących być wykorzystane jako zwrot mienia utraconego przez Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie.

W lutym br. funkcjonariusze katowickiej Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 6 osób związanych z dokonaniem wyłudzenia ponad 104 milionów zł z SK Banku w Wołominie. Wśród zatrzymanych są m.in. przedsiębiorcy i rzeczoznawcy majątkowi, którzy wyceniali nieruchomości będące zabezpieczeniem udzielanych kredytów. Wg ustaleń śledczych z Delegatury CBA w Katowicach i Prokuratury Regionalnej w Warszawie faktyczna wartość nieruchomości, na których ustanowiono hipoteki mające stanowić zabezpieczenie kredytów SK Banku, była znacząco niższa od wartości podawanych w operatach szacunkowych sporządzanych przez rzeczoznawców majątkowych. W ten sposób dwie spółki uzyskały ze Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) w latach 2011 – 2014 dziewięć kredytów w łącznej kwocie ponad 104 mln zł. Spółki po otrzymaniu kredytów nie spłaciły ich, a pieniądze zostały wyprowadzone, wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem opisanym w umowach kredytowych.

Już wcześniej, pod koniec września ub.r., funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 13 osób związanych z dokonywaniem oszustw i wyłudzeniem 100 milionów zł z SK Banku w Wołominie oraz z Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Wśród zatrzymanych przez CBA byli b. prezes i b. wiceprezes Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Zatrzymanym 13 osobom w sumie postawiono ponad 100 zarzutów.

Jeszcze w maju 2016 agenci CBA w ramach śledztwa, weszli do siedziby SK Bank w Wołominie (Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie), do miejsc zamieszkania osób sprawujących funkcje kierownicze banku w czasie objętym śledztwem, w tym do prezesa i członków zarządu oraz do kilkudziesięciu podmiotów gospodarczych z grupy kapitałowej działającej w branży deweloperskiej przeprowadzając szereg czynności procesowych.

Śledztwo Prokuratura Regionalna w Warszawie powierzyła w całości do prowadzenia Delegaturze CBA w Katowicach w kwietniu 2016. Do tego postępowania dołączono również wątek dotyczący nadużycia zaufania i działania na szkodę Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Działania CBA i prokuratury są związane także z zawiadomieniem przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego po kontroli dotyczącej SK Banku w Wołominie.

Straty banku oceniane są na ok. 2,7 mld zł brutto.

Autor: Piotr Kaczorek, CBA

Źródło: Centralne Biuro Antykorupcyjne

Przyszedł czas na prawdziwą kanonadę wydarzeń

Po ospałym poniedziałku przyszedł czas na prawdziwą kanonadę wydarzeń. Aż jedenastu członków czołowych banków centralnych zabierze dzisiaj głos z główną uwagą na prezesach ECB, Fed, BoE i BoJ. Niezaplanowane komentarze zawsze są możliwe, więc uwaga na nagłe zwroty akcji. Poza tym emocji mogą dostarczyć PKB z Eurolandu i Polski, CPI z Wielkiej Brytanii, ZEW z Niemiec i PPI z USA.

Europejski Bank Centralny organizuje konferencję we Frankfurcie i zaprosił znamienite osobistości z obszaru polityki monetarnej. Pośród rzeszy przemawiających największe zainteresowanie dotyczy panelu z udziałem prezesa ECB Draghiego, szefowej Fed Yellen, prezesa Banku Anglii Carneya i prezesa Banku Japonii Kurody. Tematem rozmowy ma ją być „wyzwania i szanse w komunikacji banków centralnych”, ale jak zwykle przy takich wydarzeniach dyskusja może pójść w innym kierunku. Inwestorom szybko przychodzą skojarzenia z lipcową konferencją w Sintrze, która przyniosła sporo zaskoczeń, m.in. rozpoczynając rajd EUR i CAD. Czy tym razem może być podobnie?

Osobiście wątpię. Po pierwsze większość banków centralnych nakreśliło swoją ścieżkę w ostatnim czasie. Jest to odmienna sytuacja od tej z lipca, kiedy w odniesieniu do wielu instytucji ich przyszła strategia była niejasna lub znajdowaliśmy się u progu zmiany nastawienia. Teraz ECB dokładnie rozrysował swoje plany na program QE do września 2018 r. Decyzja została odebrana gołębio, jednak związana z tym przecena EUR nie była dotkliwa. Zatem Draghi nie musi dążyć do stabilizacji kursu, a z drugiej strony zależy mu, by nie doprowadzić do zbytniej aprecjacji. W konsekwencji neutralny ton powinien dominować. W przypadku Banku Japonii sytuacja jest jeszcze prostsza, gdyż tutaj przekaz wskazuje status quo jeszcze na wiele miesięcy. Janet Yellen ma związane ręce faktem, że odchodzi ze stanowiska w lutym 2018 r., w związku z czym niestosownym byłoby komentowanie przyszłorocznej ścieżki stóp procentowych. A jeśli optuje ona za grudniową podwyżką, jej słowa niewiele zmienią dla rynkowej wyceny na poziomie 90 proc. Największe pole manewru ma prezes Banku Anglii Carney, który na początku miesiąca oznajmił decyzję o podwyżce stóp procentowych, ale opakowaną w wyjątkowo gołębi przekaz. BoE chciałoby zatrzymać przecenę funta i podsycanie inflacji, ale obiecywanie kontynuacji cyklu podwyżek grozi nadszarpnięciem reputacji, gdyż gospodarka nie do końca na to pozwala.

Podsumowując, na papierze żaden z prezesów nie powinien wychodzić poza ramy dotychczasowej komunikacji, a z drugiej strony to właśnie takie wydarzenia, jak dzisiejsze we Frankfurcie, są głównym źródłem niespodzianek. W efekcie przez cały dzień handel na FX może odbywać się pod dyktando niespodziewanych nagłówków w serwisach informacyjnych. Panel dyskusyjny startuje o 11:00.

Dodatkowo we wtorek nie będzie brakować publikacji makro. Po zaskakująco dobrym odczycie PKB za III kw. z Niemiec (2,3 proc. r/r, prog. 2,0 proc.) wzrosły oczekiwania na równie dobry wynik dla całej strony euro, co dziś rano już wzmacnia EUR. To także dobrze rokuje dla szacunku PKB z Polski, który ma coraz większe szanse wypaść ponad 4,5 proc. W Wielkiej Brytanii inflacja CPI powinna dalej rosnąć w październiku (prog. 3,1 proc. r/r), choć wiele wskazuje na to, że powinien to być szczyt i dalej inflacja zacznie słabnąć. Ale lepsze dane przynajmniej na chwilę pomogłyby funtowi zapomnieć o politycznych problemach premier May. Indeks ZEW z Niemiec raczej pokaże się od dobrej strony, z kolei inflacja PPI z USA może być śledzona z najmniejszą uwagą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs złotego może zyskiwać

Oczekiwane w III kwartale br. znaczące przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Polsce, przy jednocześnie malejącej inflacji w USA, co zmniejsza pole do podwyżek stóp procentowych przez Fed, może we wtorek wesprzeć złotego.

Wydarzeniem wtorku na krajowym rynku walutowym jest publikacja przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) wstępnych szacunków dynamiki polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał br. Dane te zostaną opublikowane o godzinie 10:00. Oczekuje się, że PKB wzrośnie o 0,7 proc. w relacji kwartał do kwartału i o 4,5-4,6 proc. w relacji rok do roku, po tym jak w II kwartale wzrost wyniósł odpowiednio 1,1 proc. i 3,9 proc. Tak wysoki odczyt będzie wspólnym efektem wysokiej konsumpcji, odbicia w inwestycjach, a także efektu bazy (w III kwartale 2016 roku PKB wzrósł tylko o 2,5 proc. R/R).

Dane o PKB stwarzają pierwszą od dłuższego czasu realną szansę na oderwanie się złotego od wpływu rynków globalnych i skoncentrowaniu się na pewien czas na czynnikach krajowych. Szanse na to będą tym większe, im mocniej wyniki będą różnić się od prognoz. A mogą się różnić znacznie, bo niewiadomych będzie sporo. Nie ma m.in. pewności jak mocno odbiły inwestycje i jaki będzie wkład eksportu netto do PKB.

Generalnie rynek w przeważającej części czeka na pozytywne niespodzianki. Oczywiście nie tak duże jak w przypadku Rumunii, gdzie w III kwartale wzrost przyspieszył aż do 8,8 proc. z 6,1 proc. R/R w II kwartale, zostawiając daleko w tyle rynkowe prognozy na poziomie 5,8 proc. R/R. Raczej na wyniki na poziomie 4,7-4,8 proc. R/R. Dlatego takie lepsze dane mogą być potraktowane nawet jako krok w kierunku szybkiej zmiany retoryki RPP ws. stóp procentowych. To mało prawdopodobne, ale krótkoterminowo takie myślenie może zwyciężyć, wspierając tym samym złotego.

O godzinie 08:43 za euro trzeba było zapłacić 4,2355 zł (bez zmian w stosunku do wczorajszego zamknięcia), dolar kosztował 3,6210 zł (-0,3 proc.), a szwajcarski frank 3,6330 zł (-0,3 proc.). To póki co głównie reakcja na wzrost notowań EUR/USD, jaki miał miejsce po porannej publikacji dobrych danych nt. niemieckiego PKB za III kwartał (wzrost o 0,8 proc. K/K wobec prognozowanych 0,6 proc. K/K), a w mniejszym stopniu wynik gry pod polskie dane.

W kolejnych godzinach złoty ma szansę dalej zyskiwać na wartości. Potencjalnym wsparciem dla niego będą właśnie dane o polskim PKB oraz wzrost EUR/USD w następstwie porannych dobrych danych o niemieckim PKB i w oczekiwaniu na popołudniowe dane o inflacji producenckiej w USA.

W przypadku wyższego od oczekiwań tempa wzrostu gospodarczego w Polsce notowania EUR/PLN mogłyby nie tylko zaatakować dolne ograniczenie trwającej już od miesiąca  konsolidacji, czyli znaleźć się w przedziale 4,22-4,2250 zł, ale mogłyby zejść w okolice 4,20 zł.

Gorsze od prognoz wyniki byłby zaś sporym rozczarowaniem i zaowocowały osłabieniem złotego. Jednak nawet wówczas euro nie powinno podrożeć powyżej 4,25 zł.

Dziś oprócz raportu o PKB zostaną opublikowane również dane o inflacji bazowej w Polsce. Prawdopodobne jest jej wyhamowanie w październiku do 0,9 proc. rok do roku z 1 proc. we wrześniu. Dane te będą miały charakter uzupełniający i potencjalna reakcja na nie będzie w znaczniej mierze uzależniona od tego, jak nastroje będą dominować po publikacji PKB.

Dużo większy wpływ na złotego będą za to miały wspomniane już dane o inflacji producenckiej (PPI) w USA, które zostaną opublikowane o godzinie 14:30. W październiku spodziewane jest wyhamowanie jej do 2,4 proc. rok do roku z 2,6 proc., przy jednoczesnej stabilizacji inflacji bazowej PPI na poziomie 2,2 proc. Hamowanie inflacji to mniejsze szanse na podwyżki stóp procentowych przez Fed, a więc i impuls do osłabienia dolara w relacji do euro, co pogłębi obserwowany rano ruch wzrostowy jaki miał miejsce po publikacji danych nt. niemieckiego PKB i automatycznie wesprzeć złotego.

Podsumowując, zapowiada się dobry dzień dla złotego.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Bitcoiny mogą stać się walutą rezerwową obok dolara, euro czy złota

Bezpieczeństwo systemu opartego o kryptografię, czyli o protokół blockchain oznacza m.in. to, że nikt nie ucieknie z cudzymi pieniędzmi. System został skonstruowany tak, że jego kod źródłowy, czyli mechanizm działania jest otwarty. Każdy może zobaczyć, jak funkcjonuje. Przygląda się temu tysiące ludzi na całym świecie, próbując znaleźć błąd i go wykorzystać. Mimo prób znalezienia w nim i wykorzystania błędu system dalej działa, pieniądze są stale przekazywane, a wartość bitcoina wciąż rośnie.Bitcoiny można zgubić, ale odpowiada za to ich posiadacz, który przechowywał je w nieodpowiednim miejscu. Kryptowaluty, czyli systemy oparte o łańcuch bloków, to przyszłość. Jest to jeszcze większa rewolucja niż ta, która miała miejsce w przypadku Internetu. Zmienia system funkcjonowania społeczeństwa.

– Wszyscy w tym systemie są równi, nie ma nikogo, kto mógłby pojawić się w nim i wszystko zabrać. Gdyby się tak zdarzyło, okazałoby się to bezwartościowe, więc uciekłby z niczym – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Bitcoiny w posiadaniu jednego człowieka straciłyby swoją wartość. Pod tym względem system jest więc bezpieczny. Jedynym zagrożeniem jesteśmy my sami. To od nas zależy gdzie ta waluta się znajduje i co z nią robimy. Jeżeli trzymamy ją na giełdzie, a ta okazuje się być nieuczciwym miejscem i zabierze bitcoiny, to po części nasza odpowiedzialność, że przekazaliśmy je komuś niegodnemu zaufania. Jest więc tak samo, jak w przypadku gotówki. Jeżeli przekażemy ją komuś, kto nas oszuka i nie wyda nam towaru, to on ponosi winę a nie system, który dalej działa. Sposób naszego porozumiewania się i komunikowana wartości stanowi całe nasze życie, które poświęcamy przecież na zarabianie pieniędzy. Jeżeli zainstalujemy nowy system finansowy, w którym konstrukcja pieniądza determinuje stały wzrost jego wartości, wszystkie decyzje zakupowe i finansowe będą podejmowane inaczej. Być może spowoduje to wzrost oszczędności, których obecnie Polacy praktycznie nie mają. Taka sytuacja nie dziwi, kiedy wartość pieniądza nieustannie spada. Lepiej kupować, co jednak prowadzi do dużego wzrostu konsumpcji. Bitcoin może stać się alternatywą, a w przyszłości być wart miliony i zostać walutą rezerwową obok dolara, euro czy złota – dodał Bentyn.

Poprawa na rynku pracy stabilizuje plany emigracyjne

Niespełna 14% Polaków rozważa wyjazd do pracy za granicę w ciągu najbliższego roku. To wynik porównywalny ze wskazaniem sprzed pół roku i o 2 p.p. wyższy niż przed rokiem – wynika z raportu „Migracje zarobkowe Polaków VII” publikowanego przez Work Service. Najczęściej wskazywanym kierunkiem wyjazdów są znów Niemcy, które wyprzedziły Wielką Brytanię i Norwegię. Co ciekawe dobra praca w kraju coraz częściej zatrzymuje Polaków na rodzimym rynku pracy, choć różnice płacowe nadal stanowią najsilniejszy magnes emigracyjny.

Siódma edycja raportu „Migracje zarobkowe Polaków” pokazuje, że obecnie 13,8% aktywnych lub potencjalnych uczestników polskiego rynku pracy rozważa wyjazd zarobkowy z kraju. Ta grupa stanowi 9% dorosłej populacji Polski czyli ponad 2,8 mln osób. Najczęściej (25%) rozważana jest emigracja krótkoterminowa, na okres 3 miesięcy, ale co piąty badany myśli o wyjeździe na stałe. Wśród tych osób 2/3 myśli o zabraniu ze sobą rodziny.

Poziom deklaracji emigracyjnych powoli się stabilizuje, co tylko potwierdza, że mimo wyraźnej poprawy na rodzimym rynku pracy, różnice płacowe nadal będą stanowić magnes do wyjazdów zarobkowych. Patrząc jednak historycznie, to na przestrzeni 4 ostatnich lat, poziom rozważających wyjazd z kraju zmniejszył się o 5,7 p.p., a  odsetek osób, które zdecydowanie odrzucają plany emigracyjne wzrósł z 49,9% do 68,4% – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy zaczyna odgrywać również rolę w planach migracyjnych. Z naszego raportu wynika, że rośnie odsetek osób deklarujących posiadanie atrakcyjnej pracy w kraju, a jednocześnie maleją deklaracje o braku odpowiedniego zatrudnienia w Polsce. Dlatego coraz większą rolę odgrywaną czynniki geopolityczne. Już niemal połowa respondentów uważa, że zamachy terrorystyczne w zachodniej Europie negatywnie wpływają na decyzje o emigracji – dodaje Maciej Witucki.poprawa

Kierunki emigracji i sytuacja międzynarodowa

Po krótkiej przerwie Niemcy powróciły na pierwsze miejsce preferowanych kierunków emigracji Polaków. Wynik na poziomie 32% był wyższy o 17 p.p. niż na wiosnę tego roku. Na drugim miejscu znalazła się Wielka Brytania z rezultatem 19%, co oznacza brak zmiany w stosunku do wcześniejszej edycji raportu. Na zatrzymanie wzrostu popularności Zjednoczonego Królestwa, wpłynęła mniejsza mobilizacja związana z Brexitem. Już tylko co piąty badany chce wyjechać na Wyspy przed zakończeniem procedury opuszczenia Unii Europejskiej. W poprzedniej edycji ten wynik był o ponad 36 p.p. wyższy. Wśród kierunków emigracji na trzecim, czwartym i piątym miejscu znalazły się odpowiednio: Norwegia (11%), Holandia (9%) i Szwecja (5%).

Pozycja Niemiec i Wielkiej Brytanii nie zaskakuje, choć dane o rzeczywistych migracjach wskazują na utrzymującą się dominację tego drugiego kraju. Z drugiej strony bardzo wysoka pozycja w rankingu krajów skandynawskich (Norwegii i Szwecji) zdaje się wynikać raczej z wyobrażonego obrazu państwa dobrobytu niż realnych możliwości migracyjnych – komentuje w raporcie dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami, Uniwersytetu Warszawskiego.poprawa2

Profil potencjalnego emigranta

Emigrację najczęściej rozważają osoby młode, między 18 a 34 rokiem życia (58%). Z kolei o 8 p.p. spada zainteresowanie pracą za granicą w grupie wiekowej 35-44 lata. Co istotne niemal 90% osób planujących wyjazd stanowią osoby niemające wyższego wykształcenia. Aż 67% osób, które chcą emigrować posiada zatrudnienie, a wśród nich 37% pracuje na pełny etat. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania naszych rodaków, którzy chcą wyjechać, wciąż największy odsetek (72%) potencjalnych emigrantów mieszka na wsiach i w miastach do 100 tys. mieszkańców. Dominują również osoby zamieszkujące region południowy, wschodni i centralny.

Pozytywnym sygnałem są przede wszystkim opublikowane w raporcie wyniki badań dotyczące spadku zainteresowania wyjazdem z kraju osób w wieku 25-34 lata. Ludzie w tym przedziale wiekowym stanowią bardzo cenne ogniwo dla rozwijającej się polskiej gospodarki, gdyż to właśnie oni najczęściej dopiero wkraczają na rynek pracy lub stanowią część średniego szczebla specjalistów, na których zapotrzebowanie systematycznie wzrasta – zaznacza w swym komentarzu do raportu Marlena Tryka, Analityk Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. Rynku Pracy.

Powody i bariery emigracji bez zmian

Głównym i niezmiennym powodem, który skłania Polaków do emigracji są wyższe niż w naszym kraju zarobki. W porównaniu z badaniem sprzed roku odsetek osób, których do wyjazdu motywują pieniądze zwiększył się o 12 p.p. i wynosi 82%. Drugim najważniejszym czynnikiem dla badanych jest wyższy standard życia (40%), a na trzecim znalazła się możliwość podróżowania i zwiedzania świata (37%). W hierarchii czynników skłaniających do wyjazdu zyskują lepsze perspektywy rozwoju zawodowego, które odnotowały zmianę o 13 p.p. Traci na znaczeniu czynnik związany z brakiem odpowiedniej pracy w kraju – wskazuje go o 3 p.p. mniej badanych niż w edycji badania sprzed roku. Z kolei po stronie barier migracyjnych na pierwszej pozycji pozostaje przywiązanie do rodziny i przyjaciół. Deklaruje ją 75% badanych. Co istotne 40% Polaków nie chce emigrować z powodu atrakcyjnej pracy w kraju, co jest wyższym wskazaniem o 5 p.p. w porównaniu do poprzedniej edycji badania.

Informacje o badaniu

Dane prezentowane w ramach raportu Migracje Zarobkowe Polaków VII zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut badawczy Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało zrealizowane w okresie 12-16 września 2017 r.

Badanie zrealizowano na próbie N=636 osób pracujących, bezrobotnych, uczących się oraz przebywających na urlopach macierzyńskich i wychowawczych. Próbę dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (zgodnej ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania). Wykluczono z niej: emerytów, rencistów oraz osoby zajmujące się domem. Wyniki poddano procedurze ważenia na podstawie struktury zmiennych rekrutacyjnych wg. danych GUS. Dokładność wyników zależy o liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=636 to +/- 3,96%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach projektu CATIBUS .

Spadająca niepewność gospodarcza pozytywnie wpływa na nastroje dyrektorów finansowych

Optymizm dyrektorów finansowych (CFO) rośnie. Uważają oni, że polska gospodarka będzie kontynuowała stabilny wzrost. Aż 86 proc. menedżerów prognozuje, że wzrost PKB nie przekroczy 3,5 proc., z czego 54 proc. uważa, że przekroczy on 2,5 proc. Aż 80 proc. dyrektorów jest zdania, że mamy do czynienia z niskim lub normalnym poziomem niepewności gospodarczej. Niemniej, istnieje nadal szereg czynników, które stanowią istotne obszary ryzyka dla prowadzenia działalności w roku 2018. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania dyrektorów finansowych „CFO Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, są to: niedobór wykwalifikowanych pracowników, wzrost kosztów operacyjnych i presja cenowa.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc PKB), rok 2014 (około 3 proc.), rok 2015 (około 3 proc.) i rok 2016 (około 3 proc.) sprawdziły się. – Prognozy CFO na rok 2017 na poziomie około 3 proc. wydają się na dziś bardzo ostrożnościowe. Należy jednak pamiętać, że duży wpływ na wzrost PKB w ostatnich 12 miesiącach miał przyrost konsumpcji w kraju, m.in. z Programu 500+. Pytaniem pozostaje czy w drugiej połowie tego roku umożliwi on równie dynamiczny wzrost PKB jak w pierwszej połowie – Krzysztof Pniewski, Partner, Lider Programu CFO w Polsce.

Optymizm CFO rośnie

Obecna edycja badania, która była przeprowadzona od września do października tego roku, pokazała, że poziom optymizmu netto (różnica osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i odsetek mówiących o jej pogorszeniu) wśród dyrektorów finansowych w Polsce znacząco rośnie. Obecnie wynosi on 26 proc., podczas gdy pół roku wcześniej było to 17 proc.  Oznacza to, że liczba firm, które wierzą, że ich perspektywy ekonomiczne w roku 2018 będą lepsze niż w roku 2017 jest większa niż tych którzy myślą odwrotnie. Historycznie zmiana tego optymizmu była prognostykiem zmiany dynamiki wzrostu PKB. Poprawa nastrojów nastąpiła w całej Europie, poza Wielką Brytanią. Średnia dla wszystkich badanych krajów wyniosła 32 proc. Najwyższy poziom optymizmu netto w Europie wykazują sektory TMT, usług finansowych i profesjonalnych. Z kolei najniższy poziom notują budownictwo i sektor publiczny.

Zdaniem dyrektorów finansowych w roku 2018 Polska będzie kontynuowała stabilny wzrost PKB na poziomie około 3 proc. Aż 86 proc. dyrektorów przewiduje wzrost nie większy niż 3,5 proc. To mniej niż 3,8 proc. wzrostu, który zawarto w założeniach Budżetu Państwa. W tej grupie aż 54 proc. uważa, że wzrost ten przekroczy 2,5 proc. Największa grupa (40 proc.) wskazuje jednak na wzrost w przedziale 2,5- 3,5 proc. Aż 57 proc. CFO w 2018 roku oczekuje inflacji powyżej 2 proc. Dyrektorzy zakładają więc istotny impuls inflacyjny, który mógłby być efektem wzrostu kosztów płac wynikających z rosnących braków wykwalifikowanej kadry, podniesienia płacy minimalnej, obciążeń Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czy też programu 500+. Zdaniem dyrektorów finansowych w roku 2018 w Polsce będziemy mieli do czynienia z nieco słabszym kursem walutowym (4,1-4,3 PLN/ EUR) i dalszym spadkiem niskiego poziomu bezrobocia (45 proc. ankietowanych).

Niepewność gospodarcza coraz niższa

W Polsce istotnie zmalało poczucie niepewności gospodarczej. Jej poziom w drugiej połowie roku 2017 gwałtownie spadł, wracając do poziomu z przełomu lat 2014-15. Aż 80 proc. CFO uważa, że mamy do czynienia z niskim lub normalnym poziomem niepewności. Zaledwie 20 proc. uważa, że jest on wysoki – to spadek o 51 pp. w stosunku do badania sprzed pół roku. Ocena poziomu niepewności zmieniła się również w Europie, ale nie aż tak mocno jak w Polsce. Wśród 19 krajów Europy średnio 52 proc. CFO odczuwało wysoki poziom niepewności. Jest to 9 pp. mniej niż pół roku temu. Branże o najwyższym poczuciu niepewności gospodarczej to dobra konsumpcyjne, usługi finansowe, budownictwo i produkcja.

Najsłabiej niepewność odczuwana jest w sektorze publicznym. W strefie Euro poziom poczucia niepewności zmalał aż o 12 pp. Warto zaznaczyć, że polscy CFO są bardziej przyzwyczajeni do niepewności i inaczej oceniają jej poziom niż zachodni koledzy.  – Najnowsze wyniki badania wskazują na nowe czynniki ryzyka, które będą spędzać sen z oczu dyrektorów finansowych w roku 2018.

Największym z nich będzie dostępność wykwalifikowanej kadry, na którą wskazała połowa badanych, o 18 pp. więcej niż pół roku wcześniej. Przedsiębiorcy obawiają się również wzrostu kosztów operacyjnych, który może wynikać ze wzrostu kosztów pracowniczych – mówi Krzysztof Pniewski. Na obawę braku wykwalifikowanych pracowników składa się kilka czynników, w tym zmiana płacy minimalnej, wzrost podatków czy efekt programu 500+. Presja na obniżkę cen jest bardzo wysoka (31 proc.). Ankietowani wymieniają również zmienne prawo gospodarcze (28 proc.), choć w porównaniu z edycją badania sprzed pół roku ich liczba spadła o 25 pp.

Koszty prowadzenia działalności rosną

Zdecydowana większość dyrektorów uważa, że w wyniku zmian regulacji, jak i zmian na rynku pracy wzrosną koszty działalności (koszty siły roboczej, koszty operacyjne, transportu, wykorzystania nieruchomości) oraz koszty środowiska biznesowego (koszty finansowania, kapitału, ale także podatki CIT i VAT).

Obecna edycja badania wskazuje również na lekko rosnący apetyt na ryzyko, który wynosi obecnie 34 proc., czyli o 5 pp. więcej niż pół roku wcześniej. Kluczowymi strategiami będzie wzrost organiczny (62 proc. firm) oraz wprowadzanie nowych produktów (44 proc.). W odpowiedzi na wzrost kosztów operacyjnych w gospodarce co trzecia firma będzie jednak nastawiała się na redukcję kosztów bezpośrednich i pośrednich. W niektórych przypadkach takie inicjatywy oznaczać mogą również restrukturyzację. Inwestycje i działalność B-R bardzo rzadko stanowić będą kluczową strategię firmy.

Aż 70 proc. przedsiębiorstw w Polsce planuje w roku 2018 wzrost przychodów, a 53 proc. również wzrost marż. Mniej niż 15 proc. zakłada niewielki spadek w przychodach lub rentowności. – To bardzo dobry sygnał wskazujący, że przedsiębiorstwa w Polsce są coraz silniejsze i stabilne finansowo. Rok 2018 będzie kolejnym rokiem wzrostu inwestycji. 49 proc. przedsiębiorstw planuje ich wzrost w porównaniu do 53 proc. pół roku temu i 50 proc. rok temu – mówi Krzysztof Pniewski.

Kredyt bankowy jest niezmiennie najatrakcyjniejszym zewnętrznym źródłem finansowania. Łącznie 60 proc. badanych oceniło tę formę finansowania jako atrakcyjną (67 proc. pół roku temu). Następne w kolejności to finansowanie wewnętrzne (63 proc. w porównaniu do 58 proc. pół roku temu). Obligacje i emisja akcji są stosunkowo najmniej atrakcyjnymi źródłami finansowania.

CFO w erze cyfryzacji

Coraz większa część biznesu na świecie prowadzona jest poprzez sieć i świat cyfrowy. Do tej rzeczywistości przenoszą się konsumenci, producenci i ich dostawcy. Inwestorzy wyżej wyceniają firmy odnoszące sukces biznesowy z wykorzystaniem technologii cyfrowych.

Badanie Deloitte CFO Survey wskazuje, że aż 60 proc. dyrektorów finansowych w Polsce aktywnie kreuje strategię firmy w zakresie działania w świecie cyfrowym, a dalszych 20 proc. uczestniczy w jej dyskusji i niezależnej weryfikacji w gronie zarządu.

Niemniej jednak aż 88 proc. CFO uważa, że ich piony finansów będą się musiały istotnie zmienić, aby efektywnie wspierać piony biznesowe w świecie cyfrowym. Te głębokie zmiany będą niezbędne w obszarach cyfryzacji i automatyzacji procesów, jak np. przy wykorzystaniu robotów (50 proc.), bardziej zaawansowanej analityki biznesu, np. analizy big data (44 proc.), jak również wdrożenia nowych metod kontrolingu – procesów biznesowych (42 proc.) i nowych, cyfrowych modeli biznesu (29 proc.). Priorytetem działania większości polskich firm na najbliższe lata będzie wykorzystanie nowych narzędzi automatyzacji i zwiększenie kompetencji pracowników w zakresie automatyzacji procesów. W tym zakresie polskie firmy są podobnie zaawansowane w innowacyjnym stosowaniu nowych technologii jak koledzy w krajach zachodnich. Jest to jednak dopiero pierwszy etap transformacji cyfrowej w finansach. Polskie firmy będą musiały większy nacisk położyć na integrację informacji i rozwój zaawansowanej analityki biznesowej (z wykorzystaniem big data, social media, mobile), aby móc efektywnie konkurować w świecie cyfrowym.  Połowa naszych CFO nie czuje się dobrze przygotowana do efektywnego działania w cyfrowym wymiarze biznesu.

Banki będą lepiej weryfikować wykształcenie i datę urodzenia. Klientom zostaną tylko parabanki?

Jak przewiduje Jan Żuralski z Niezależnego Domu Maklerskiego, za 3-5 lat duże banki na całym świecie zaczną przejmować mniejsze. Jeżeli regulator, np. KNF, zaostrzy rekomendacje w tym zakresie, to będą one obsługiwać tylko klientów o idealnej historii kredytowej, którzy regularnie i terminowo spłacają swoje zobowiązania. Generalnie banki będą zmuszone dyskwalifikować osoby o gorszych szansach na rynku pracy. Przykładowo, pozytywnej selekcji nie będą przechodzić ludzie po 50. roku życia i z niepełnym wyższym wykształceniem. Z czasem alternatywą dla wykluczonych konsumentów i drobnych przedsiębiorców pozostaną wyłącznie usługi firm pożyczkowych lub obligacje korporacyjne. Wskutek tego, trudniej będzie uzyskać m.in. finansowanie dla biznesu. Liczba podmiotów wpadających w spiralę zadłużenia będzie większa, niż kiedykolwiek wcześniej. Ministerstwo Finansów i KNF powinny przeanalizować te zagrożenia i opracować dodatkowe regulacje dla parabanków, które wzmocniłyby bezpieczeństwo klientów.

Zdaniem Żuralskiego, banki chciałyby oferować kredyty i pożyczki wszystkim zainteresowanym, ale w niedalekiej przyszłości nie będzie ich już na to stać. Wynika to z tego, że Ministerstwo Finansów nakłada coraz wyższe daniny na ten sektor. Dodatkowo KNF zwiększa swoje wymagania, na wzór zagranicznych instytucji. Jak informuje ekspert, same koszty implementacji systemu kontroli wewnętrznej są liczone w milionach złotych. Małe banki sobie z tym nie poradzą i zostaną wchłonięte przez największe podmioty na rynku, a duże – przeniosą ten ciężar na konsumentów i przedsiębiorców. Z czasem, część z nich zostanie całkowicie wykluczona z rynku bankowego.

– Banki są przytłoczone szeregiem nowych przepisów. W branży mówi się o tzw. przeregulowaniu. Jednak sektor finansowy nie lubi próżni. Każda luka, która powstaje w jego obrębie, musi natychmiast zostać zapełniona. Dlatego, podwyższony poziom regulacji działań banków spowoduje, że firmy pożyczkowe będą stanowiły coraz istotniejszą część źródeł finansowania inwestorów. Stanie się tak, ponieważ te podmioty są minimalnie kontrolowane przez władze – mówi Jan Żuralski, prezes zarządu Niezależnego Domu Maklerskiego.

Jak przewiduje ekspert, banki będą zmuszone uszczelnić system finansowy i zrezygnować m.in. z tanich, nierentownych dla nich kredytów. Będą weryfikowały zdolności kredytowe każdego klienta, np. na podstawie wykształcenia i daty urodzenia. W tym czasie parabanki, które są „niedoregulowane”, szeroko rozwiną zakres swoich usług. Będzie to przejawem olbrzymich skrajności, jakie widać obecnie w całym sektorze, w zakresie wymaganych norm.

– Już w tej chwili obserwujemy, że oprocentowanie pożyczek w niektórych parabankach jest na podobnym poziomie co w największych bankach. To oczywiście wynika z rosnącej konkurencji na rynku finansowym, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Koszt, który firmy pożyczkowe mogą zaproponować potencjalnemu przedsiębiorcy, jest zbliżony do oprocentowania oferowanego przez banki – zwraca uwagę Jan Żuralski.

Funkcjonowanie na szeroką skalę firm pożyczkowych, bez zaostrzonych przepisów, oczywiście może być niebezpieczne dla konsumentów i firm. Nie mając wyboru innego sposobu finansowania, klienci będą musieli wykazywać ostrożność. W ocenie eksperta, wpadanie w spiralę zadłużenia będzie bardziej powszechnym zjawiskiem, niż dotychczas. Ministerstwo Finansów i Komisja Nadzoru Finansowego powinny zdecydowanie więcej uwagi poświęcić na analizę tych zagrożeń i zmniejszenie ich. Nie chodzi o to, aby usługi parabanków też stały się dostępne tylko dla wąskiej grupy odbiorców, ale żeby były możliwie najbardziej bezpieczne.

– Z drugiej strony, klienci detaliczni i przedsiębiorcy nie powinni panicznie obawiać się nieuniknionych zmian na rynku finansowym. W przypadku obligacji korporacyjnych, będą mogli sami je nabywać i udzielać innym finansowania. Natomiast firmy, które do tej pory oferowały pożyczki na bardzo wysoki procent, zaczną obniżać koszty swojej obsługi. Będzie to wprost wynikało ze wzrostu zapotrzebowania na ich usługi. Zawsze trzeba pamiętać, żeby z rozwagą korzystać z dostępnych ofert. Należy mieć przemyślane różne, potencjalne scenariusze, jak np. utrata pracy – podsumowuje Jan Żuralski.

Zolkiewicz & Partners: W rytmie ETFów – koniec roku na GPW.

WIG20 kontra sWIG80

Od wielu miesięcy na GPW obserwujemy siłę dużych spółek, wchodzących w skład indeksu WIG20 oraz spadki kursów mniejszych spółek. Wynika to z tego, iż na świecie na sile przybiera moda na inwestowanie pasywne, czemu sprzyja dziewiąty rok hossy na rynkach rozwiniętych. Mieszkańcy krajów rozwiniętych oszczędzają i inwestują kupując coraz więcej funduszy indeksowych typu ETF, a fundusze te alokując aktywa także geograficznie kupują również akcje z regionu Polski. Jednak fundusze takie interesują się przede wszystkim dużymi i płynnymi spółkami, windując ich ceny (w końcu zarządzających funduszami ETF zupełnie nie interesuje czy akcje są tanie czy drogie, ich zadaniem jest po prostu wydać pieniądze w ramach określonej klasy aktywów). Z kolei Polacy wciąż silnie pamiętają kryzys 2008 roku i unikają akcji, napływy netto do funduszy akcji polskich oraz małych i średnich spółek od początku roku są ujemne – wiele funduszy, które mają umorzenia zmuszone jest sprzedawać akcje – stąd spadki małych i średnich spółek, którymi nie interesują się inwestorzy zagraniczni.

Wielu inwestorów obawia się również, że szybko rosnące koszty wynagrodzeń bardziej dotkną małe spółki niż średnie i duże. Dla długoterminowych inwestorów obecna przecena w segmencie małych spółek umożliwia nabycie wielu ciekawych i rozwijających się spółek za kilkakrotność ich rocznych zysków.

Gdzie płynie kapitał z lokat bankowych

Nadal dominuje trend migracji nisko oprocentowanych lokat bankowych w kierunku rynku nieruchomości, funduszy obligacji i pieniężnych. Posiadacze wolnej gotówki stronią od inwestycji w polskie akcje. Za to giełdowi deweloperzy mieszkaniowi zacierają ręce sprzedając rekordową w historii ilość mieszkań, w tym ponad 40% z nich za gotówkę (bez wykorzystania kredytu bankowego).

Trudne czasy dla funduszy Absolute Return

Wiele funduszy typu absolutnej stopy zwrotu, które obiecywały inwestorom „zysk w każdych warunkach” odnotowało w ostatnich miesiącach starty. Wynika to z tego, iż fundusze te najczęściej kupują akcje niedocenionych ich zdaniem, ale małych i niepłynnych spółek, równocześnie obstawiając za pomocą kontraktów terminowych spadki głównych indeksów, mylnie nazywając to „zabezpieczaniem portfela”. Taka strategia raz się sprawdza a raz nie. W długim terminie pozwala ona ograniczyć wahania certyfikatu inwestycyjnego – ale za cenę znacznie niższych średniorocznych zysków. Fundusze te mogą więc być rozważane jako inwestycja przez inwestorów średnioterminowych – ale dla inwestorów długoterminowych zawsze będą złą inwestycją.

Bańka innowacji

Historia lubi zataczać koło. Na całym świecie widoczna jest kolejna bańka technologiczna. W okolicach millenium inwestorzy lubili spółki, które związane były z rozwijającym się segmentem internetowym. Obecnie bardzo lubiane są takie spółki, które mogą pochwalić się „innowacyjnością” oraz znajdują się w branży nowych technologii – jakkolwiek ją definiować. Jednak często jest to tylko chwyt marketingowy, który ma przekonać inwestorów do wyłożenia pieniędzy na „produkt przyszłości”. Rynek jednak przeszacowuje zdolność do osiągania przez te firmy zysków w przyszłości.

Ponad rok temu ostrzegałem inwestorów przed bańką w branży gier komputerowych. Jest ona nadal znacząco przewartościowana, mimo, że wiele spółek z tej branży spadło w ostatnich miesiącach o 50% i więcej (CI Games, Artifex Mundi). Podobne hurraoptymistyczne nastroje obserwuję w branży start-upów medycznych, które są najczęściej na etapie „pre-revenue”. Specjaliści z branży medycznej często od razu są w stanie ocenić, że produkty tych firm często nie działają, a modele biznesowe i cenowe nie są dostosowane do schematów obiegu pieniądza w służbie zdrowia. Jednak inwestorzy instytucjonalni ciągle dają się nabierać na coraz to nowe pomysły start-upów w tej branży.

Bańka technologiczna rozszerza swoje wpływy, jednym z jej przejawów jest rosnący kurs Bitcoina oraz debiut nowych kryptowalut (tzw. ICO – Initial coin offering) praktycznie w każdym tygodniu roku.

Banki i wierzytelności

W dłuższym terminie słabszą rentowność mogą mieć nowe fundusze wierzytelności co jest związane z coraz większymi cenami jakie płacą windykatorzy za nabywane pakiety długu. Kolejnym problemem jaki dotyka branżę jest zmiana prawa odnośnie przedawniania długów. Do tej pory dłużnik musiał dowieść, że dług jest przedawniony teraz to windykator musi udowodnić, że dług nie jest przedawniony. W przeciwnym wypadku nie uzyska tytułu wykonawczego. Nie jestem też optymistą co do banków w Europie jako inwestycji. Jest to sektor coraz bardziej regulowany i w wielu krajach upaństwowiony. Obecnie to już nie prezesi banków a urzędnicy decydują jakie produkty bankowe i z jaką marżą ma bank sprzedawać; w jaki sposób bank ma zawiązywać rezerwy; jaką dywidendę może wypłacać. Z każdym rokiem obniża to atrakcyjność tego sektora i sprawia, ze jest coraz bardziej podatny na działanie firm fintechowych, które podgryzają udziały rynkowe banków – i to zaczynając od najbardziej rentownych produktów.

Początek końca ery taniego pieniądza

Stopy procentowe działają na rynki akcji jak grawitacja. Niskie stopy tak jak mała grawitacja pozwalają wznieść się akcjom wysoko podczas gdy rosnące stopy procentowe ściągają kursy akcji „na ziemię”. Regionalni szefowie amerykańskiego banku rezerwy federalnej od kilku miesięcy anonsują podnoszenie stóp procentowych a FED od jakiegoś czasu nie „drukuje” już pieniędzy. Także Europejski Bank Centralny postanowił o zmniejszeniu skali dodruku pieniądza z 60 mld Euro miesięcznie do 30 mld Euro, co jest zwiastunem końca procesu „luzowania ilościowego” i może powoli zakończyć bańkę na rynku długu rządowego na całym świecie. Koszt pieniądza będzie w najbliższych kwartałach jednym z najważniejszych czynników mającym wpływ na zachowanie giełd.

Modny MIFID II

MIFID II to w polskim środowisku biznesowym najmodniejszy temat ostatnich miesięcy. Wszystkie strony rynku bały się, że ich modele biznesowe zostaną „wywrócone”. Obecnie wiemy już, że wiele się nie zmieni – MIFID II właściwie nie dotknie opłat z zarządzanie w funduszach inwestycyjnych może poza małą grupką funduszy otwartych, które pobierają absurdalne opłaty na poziomie około 4%. Wiadomo już też, że raczej nie zmieni się model współpracy TFI i dystrybutorów produktów finansowych – mimo, że niektórzy klienci dostaną „grubsze regulaminy” do przeczytania i być może będą mogli więcej dowiedzieć się o opłatach – ale do tej pory temat ten nie budził zainteresowania. Na pewno fundusze inwestycyjne będą musiały osobno płacić domom maklerskim za raporty analityczne i tzw. corporate access – a osobno za prowizje maklerskie – myślę jednak, że prowizje niewiele spadną, a ceny za analizy początkowo przez wiele domów zostaną ustalone na mało rozsądnym poziomie – ale szybko zaczną spadać. Z dużej chmury spadnie mały deszcz.

Autorem komentarza jest Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ

Brak regulacji rozkłada rynek cyfrowalut. Branża zaczyna myśleć o ucieczce z Polski?

Jeszcze rok temu byliśmy jednym z największych na świecie tego typu rynków. Ale, według ekspertów, straciliśmy mocną pozycję, bo ustawodawca dotąd nie widział potrzeby wprowadzenia uregulowań prawnych. Tymczasem Japonia, która w 2016 roku była za nami pod względem obrotów, zdążyła uporządkować kwestie legislacyjne. Dzięki temu, już w sierpniu br. miała co najmniej kilkadziesiąt razy większy rynek, niż Polska. W obecnej sytuacji wiele z naszych firm zaczyna głośno mówić o przeniesieniu się zagranicę, np. na Litwę, gdyż tamtejszy rząd aktywnie zaprasza je do współpracy. W związku z tym, możemy znaleźć się na marginesie światowego postępu. Nawet Rosjanie czy Ukraińcy widzą w cyfrowalucie potencjał do wzrostu gospodarczego, a my utknęliśmy w miejscu. Zaczyna doganiać nas już Białoruś, a Litwa – po zaangażowaniu swoich władz – prześcignęła Polskę w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

Zdaniem wielu specjalistów z rynku, poprzednia i obecna władza zbyt mało zrobiły w kwestii prawnego uregulowania cyfrowalut w Polsce. Panuje duża nieufność między rynkiem a administracją tak, jak w wielu dziedzinach gospodarki. Strumień Blockchain/DLT i Waluty Cyfrowe przez kilka pierwszych miesięcy działalności zmniejszał napięcia i zwiększał wzajemne zaufanie. Prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego w Warszawie dodatkowo obwinia o brak legislacji samą branżę, która nie sformułowała jasnych oczekiwań wobec rządzących. Zdaniem eksperta, część firm nie chciała regulacji, bojąc się nadmiernej restrykcyjności, więc ich nie omawiano. Prace nad tym podjęto dopiero, gdy najwięksi gracze na rynku postanowili przenieść się zagranicę.

– Istnieją opinie, że branża jest za mało zaangażowana w sprawę regulacji cyfrowalut. Mam o tym inne zdanie. Obserwowałem ilość pracy wykonanej oddolnie w celu zainteresowania instytucji państwowych realną oceną potencjału walut cyfrowych w gospodarce. Inicjowane przez branżę próby rozmów z Komisją Nadzoru Finansowego, Narodowym Bankiem Polskim i Ministerstwem Rozwoju zwykle nie były podejmowane. Po bardzo intensywnym okresie pracy w strukturach Strumienia Blockchain/DLT i Walut Cyfrowych, w grudniu 2016 i styczniu 2017 roku, sprawa legislacji znacząco ucichła. Dlatego też w dużej większości branża uważa tamtą aktywność za stracony czas – mówi Mariusz Sperczyński, ekspert międzynarodowego rynku cyfrowalut.

Natomiast prof. Piech przypomina, że w ramach działań Strumienia Blockchain/DLT i Walut Cyfrowych jako jedną z głównych barier rozwoju branży zidentyfikowano brak ogólnej interpretacji podatkowej. Opracowano jej projekt, który przedstawiono Ministerstwu Finansów. Podjęto też prace nad dedykowanym sektorowi fintech środowiskiem regulacyjnym, tzw. sandboxem. Jednak zostały one przerwane. Czekanie na tego typu regulacje w Polsce okazało się być zmarnowaniem prawie roku. W tym czasie w kraju nic na korzyść się nie zmieniło.

– Ministerstwo Cyfryzacji z zainteresowaniem przygląda się i analizuje sprawę cyfrowalut. W ramach działań jednego ze Strumieni Blockchain/DLT i Waluty Cyfrowe, programu „Od papierowej do cyfrowej Polski”, prowadzone są prace koncepcyjne dotyczące tego zagadnienia. Obecnie ministerstwo nie realizuje żadnego projektu w oparciu o cyfrowe waluty – informuje Wydział Komunikacji Ministerstwa Cyfryzacji.

Dopiero kilka tygodni temu zaczęły być formułowane prośby branży do Ministerstwa Finansów, by objąć giełdy cyfrowalutowe ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Miałyby one prawo informować Generalnego Inspektora Informacji Finansowej o podejrzanych transakcjach. Całość procedur identyfikujących tożsamość klientów czy legalność transakcji giełdy już wdrożyły wiele miesięcy temu. Znalazło to swoje potwierdzenie w tzw. „Kanonie dobrych praktyk”.

– Polacy korzystają z kryptowalut już od wielu lat. Największa z naszych giełd twierdzi, że ma ponad 200 tys. klientów. Takiej liczby nie można ignorować. Stąd pojawiają się nawet głosy nawołujące do stworzenia partii politycznej, która wsparłaby rozwój walut cyfrowych. Obecnie hamuje go lęk przed opresyjnością służb podatkowych i brak jasnych interpretacji prawnych. Szkoda, bo stajemy się podwykonawcą zagranicznych firm. Nasze przedsiębiorstwa rejestrują się w innych krajach, a później ukrywają fakt, że są z Polski – zwraca uwagę prof. Piech.

Ucieczka na Litwę

Dużo naszych firm chce przyjąć zaproszenie rządu litewskiego i budować tam polską wyspę dla fintech w obszarze cyfrowalut. Według przedstawicieli branży, ta oferta jest na tyle atrakcyjna, że nawet znane, fintechowe brytyjskie przedsiębiorstwa przenoszą tam swoją działalność. W ślad za pierwszym polskim podmiotem kolejne mogą podążyć na Litwę. Dla nas jest to prostsze rozwiązanie, niż w przypadku Brytyjczyków, których dzieli większa odległość. Ponadto, obecna sytuacja może wymusić na części rodzimych podmiotów internacjonalizację. Dzięki temu, uniezależnią się od polskiego rynku i zyskają większe poczucie bezpieczeństwa.

– Moim zdaniem, ta propozycja jest zgodna z logiką działania tego rynku. Jeśli nasi sąsiedzi stworzą warunki do rozwoju innowacyjnych projektów, to firmy rozwiną w ich kraju tego typu projekty. I nikt nie będzie się oglądał na to, co dzieje się u nas. Na Litwie nie proszono polskich przedsiębiorców o opracowanie jakichkolwiek analiz i dodatkowych ekspertyz. Po prostu rząd przygotował im odpowiednie warunki do prowadzenia działalności i ich zaprosił – stwierdza Mariusz Sperczyński.

Filip Pawczyński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin, zaznacza, że Litwa co najmniej od półtora roku jest poważnie zaangażowana w adopcję i regulację walut cyfrowych. Głównym celem wdrożenia tej technologii jest poprawa pracy i podwyższenie komfortu życia obywateli. Z kolei, stabilność przepisów niewątpliwie jest dużym impulsem do rozwoju tego rodzaju biznesów, także tych z Polski. Nasi przedsiębiorcy szukają pewnych rozwiązań na całym świecie, a szczególnie w UE. Będą brali pod uwagę kraje szybko rozwijające się pod tym względem, m.in. Litwę czy Estonię.

Japońskie rozwiązania

4 lata temu byliśmy 3. rynkiem na świecie, po USA i Japonii. Oblicza się, że od tamtego czasu spadliśmy na 7-8 pozycję. Ale jeszcze rok temu wyprzedzaliśmy Japończyków. Według szacunków ekspertów, opracowanych na podstawie ogólnodostępnych źródeł, na przełomie lipca i sierpnia 2016 roku, w przeliczeniu na USD, wyglądało to następująco: CNY 10,8m, USD 3,1m, EUR 460k, RUB 250k, PLN 100k, JPY 90k. Natomiast w sierpniu 2017 roku obrót Japonii był od 100 do 1000 razy większy, niż Polski. Różnice w obliczeniach wynikają z tego, że część specjalistów uwzględnia zarówno transakcje dokonywane na giełdach, jak i w sklepach, za pomocą bezpośrednich płatności cyfrowalutami. Niemniej, z całą pewnością uregulowanie pojęcia walut cyfrowych w Japonii ugruntowało pozycję tego rynku na świecie. Ograniczenie niepewności prawnej wpłynęło na wzrost zainteresowania tą jurysdykcją dla prowadzenia przedsięwzięć opartych o cyfrowaluty i technologię blockchain.

– Japonia ustanowiła pewne regulacje niejako pod presją. Upadek tamtejszej giełdy Mt. Gox w 2014 roku naraził wiele firm na straty. Rząd uznał, że lepiej będzie przejąć kontrolę nad tym rynkiem, niż dopuścić do kolejnej takiej sytuacji. Wprowadził zatem obowiązek uzyskania pozwolenia na prowadzenie działalności brokerskiej w obszarze kryptowalut, przy czym jako środek płatniczy uznano jedynie bitcoina i ethereum. Dzięki temu ich zakup jest zwolniony z 8% podatku od sprzedaży – wyjaśnia dr Przemysław Kwiecień z domu maklerskiego XTB.

Z kolei, zdaniem Mariusza Sperczyńskiego, rozwiązania Japończyków mogą stanowić wzór dla Polski w kwestii regulacji. W ustawie wyraźnie wskazano definicję wirtualnej waluty. Podmioty, które chcą prowadzić usługi wymiany walut wirtualnych, muszą widnieć w rejestrze, prowadzonym przez Agencję Usług Finansowych Japonii. Ponadto powinny przestrzegać zobowiązań, podejmowanych w celu ochrony ich klientów. Warunki japońskie są realne do spełnienia przez każdy dobrze zaplanowany biznes. Jak stwierdza ekspert, podobne wymagania mogłyby z powodzeniem funkcjonować u nas.

– Bitcoin jest pełnoprawnym środkiem płatniczym w Japonii od 1 kwietnia br. Można nim płacić do kwoty 100 tys. jenów, czyli ok. 3200 zł, już w 260 tys. placówkach. Z każdym dniem wzrasta liczba stacjonarnych punktów handlowych, które go akceptują. W szybkim tempie rozwija się też bitcoinowa infrastruktura i przybywa giełd. Nie jest to jednak waluta narodowa. Dzięki temu, podmioty, które obracają BTC, nie podlegają pełnemu licencjonowaniu i nadzorowi finansowemu, np. na równi z bankami. W tej chwili wymagania te są mniejsze i dotyczą głównie weryfikacji klientów. Bitcoinem dalej też nie można opłacać podatków – dodaje Marcin Furtak z serwisu Bitcoin.pl.

Przeciwnicy uregulowania sektora walut cyfrowych w Japonii ostrzegali, że takie działanie doprowadzi do ograniczenia swobody podmiotów na nim funkcjonujących. Wskazywali, że bitcoin powstał w celu uniezależnienia się od ingerencji państwa w sferę własności jednostki. W ocenie Mariusza Sperczyńskiego, takie rozumowanie obarczone jest jednak dużym błędem, gdyż zdecydowana większość środowiska woli działać zgodnie z prawem i zarabiać uczciwie.

– Na początku bitcoinową infrastrukturę tworzyły w Japonii startupy, które nie miały wiele do stracenia. Ustawa jednak przyciągnęła duże koncerny, m.in. Sony. Jednak bez jasnego prawa prawdopodobnie nie zdecydowałyby się na taki krok, z powodu ogromnego ryzyka. Gdyby podobne rozwiązania wprowadzono w Polsce, to bitcoinem również zainteresowałyby się duże firmy, co przyniosłoby naszej gospodarce wymierne korzyści – zauważa Marcin Furtak.

Jak stwierdza prof. Krzysztof Piech, Polska jeszcze mogłaby wyprzedzić Japonię, gdyby wprowadziła podobne do niej rozwiązania. Pod względem współpracy z rządem byliśmy raptem kilka miesięcy do tyłu. Niestety, w całej kilkudziesięciotysięcznej administracji publicznej w naszym kraju jest zatrudniona tylko jedna osoba w Ministerstwie Cyfryzacji, która częściowo zajmuje się tematem walut cyfrowych. Ogłaszane przez rząd, proinnowacyjne aspiracje nie idą więc w parze z realnymi działaniami, przynajmniej w zakresie wspierania blockchain. Świadczy o tym też fakt, że nie było jeszcze żadnego zamówienia publicznego na tę technologię.

Wschodnia ofensywa

– Niedawno uczestniczyłem w Konferencji Blockchain i Bitcoin w Kijowie. Prelegenci podkreślali tam, że Ukraina staje się nową potęgą europejską w dziedzinie cyfrowalut. Choć jeszcze w zeszłym roku była za nami jako rynek, dziś znacząco wyprzedza Polskę. Jest jedną z najbardziej rozwijających się gospodarek w zakresie wykorzystania tej technologii. Co więcej, tamtejszy rząd intensywnie pracuje nad uruchomieniem norm technicznych ISO/TC 307 – informuje Mariusz Sperczyński.

Prof. Piech podkreśla, że w naszym kraju skala rozwoju branży wyraźnie zwalnia, co najbardziej widać w zakresie pozafinansowych zastosowań technologii blockchain. Mamy tylko kilka takich startupów, a na świecie jest ich ponad tysiąc, na samej Ukrainie – kilkanaście razy więcej, niż u nas. Nasi wschodni sąsiedzi mogą nawet stać się światową potęgą na rynku cyfrowalut. Dzięki temu, zyskają tańszą i nowocześniejszą bankowość. Zwiększą też swoje cyberbezpieczeństwo i być może zmniejszą korupcję. Tymczasem, Polskę zaczyna już doganiać Białoruś.

– Warto dodać, że na Ukrainie są poszukiwane takie rozwiązania, które pozwoliłyby na publiczne aukcje, za pomocą blockchain i być może również cyfrowalut. Tamtejsze Ministerstwo Finansów planuje wdrożyć system całkowicie niezależny od interwencji administracji państwowej. W ten sposób, rząd chce uporać się z poważnym problemem korupcji – podaje Mariusz Sperczyński.

Z Rosji również płyną informacje na temat intensywnych prac. Władimir Putin oświadczył, że jego państwo powinno usystematyzować sferę posługiwania się cyfrowalutami. W tym celu, ma korzystać z doświadczeń, jakie zdobyły już inne kraje w tej dziedzinie. Tamtejsza administracja właśnie przygotowuje projekty ustaw, dzięki którym wprowadzi swoją wirtualną walutę, tzw. kryptorubla.

– Jesteśmy świadkami globalnej gry rynkowej o wpływy cyfrowe. Rosjanie dostosowują się do jej warunków. Skoro takie potęgi gospodarcze, jak Japonia, Chiny czy Stany Zjednoczone, na poważnie przygotowują lub omawiają regulacje cyfrowalut w celu ich upowszechnienia, to rosyjski rząd również nie odpuści. W branży panuje taka opinia, że ambicje i zapędy Rosjan nie mają obecnie znaczenia dla polskiej gospodarki. Bez względu na ich sukcesy, nasza pozycja konsekwentnie przesuwa się w kierunku drugiej, a nawet trzeciej ligi światowego biznesu cyfrowalutowego – ocenia Sperczyński.

Przyszłość branży

– Wspólny komunikat Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego z lipca br. w sprawie walut wirtualnych w sposób kompleksowy informuje użytkowników o ryzykach, a co za tym idzie, pozwala na podjęcie świadomych decyzji. Obecnie UKNF nie planuje przedstawienia nowego oświadczenia. W przypadku zmiany sytuacji na rynku niewykluczone są inne działania, które Urząd uzna za proporcjonalne do stwierdzanego ryzyka – zapowiada Departament Komunikacji Społecznej UKNF.

Według branży, ostrzeżenie NBP i KNF dotyczy największych cyfrowalut, a nie faktycznych piramid finansowych, których celem jest oszukiwanie ludzi. W efekcie, legalne biznesy mają trudniejsze warunki do funkcjonowania, a przestępcy – nawet lepsze, bo o nich nie wspominano. Co więcej, mocno eksploatowany przez media, komunikat poskutkował tym, że większości firm cyfrowalutowych wypowiedziano umowy na prowadzenie kont bankowych. Takie działanie dodatkowo wypycha z polskiego rynku tego typu firmy. Banki miały w tym swój interes, bo cyfrowaluty traktują jako zagrożenie. Jednak, w ocenie ekspertów, branża też odpowiednio nie zareagowała, tzn. nie wydała mocnych i rzeczowych komunikatów. Nie wprowadziła też działań obronnych.

– Nie zaistniały żadne nowe istotne okoliczności, które mogłyby wpłynąć na zmianę prezentowanej opinii na temat walut wirtualnych w Polsce. W związku z tym, na chwilę obecną stanowisko NBP nie ulega zmianie. Należy jednak zaznaczyć, że działania mają charakter prewencyjny. Celem komunikatu, było ostrzeżenie przed ryzykiem związanym z inwestowaniem środków finansowych w cyfrowaluty – komentuje Narodowy Bank Polski.

Jak stwierdza prof. Krzysztof Piech, nasz sektor bankowy jest zbyt silny, by z entuzjazmem otworzył się na nową technologię. Jej obecność budzi ryzyko, np. ograniczenia marż w segmencie. Dlatego w przyszłości na cyfrowalutach skorzystają bardzo rozwinięte rynki, np. USA. Taką szansę mają też słabo ubankowione kraje trzeciego świata. Ewentualnie mogą to być niedemokratyczne państwa, m.in. Rosja i Chiny, w których proces podejmowania decyzji jest bardzo szybki. Polska nie mieści się w żadnej z tych grup.

– Branża od dawna spotyka się z odrzuceniem ze strony banków. Brakuje merytorycznej dyskusji, np. na temat stosowanych zabezpieczeń KYC/AML. To oczywiście w sposób zdecydowany utrudnia jej bieżącą działalność. Ale polskie firmy sobie poradzą. Będą rozwijały się zagranicą, gdzie dostaną odpowiednią przestrzeń i wsparcie, na przykład na Litwie. Jak widać, w Polsce cyfrowaluty są postrzegane jako zagrożenie, a nie innowacyjny element gospodarki – zaznacza Mariusz Sperczyński.

W ocenie eksperta z Uczelni Łazarskiego, nawet gdyby zmieniło się podejście do cyfrowalut w Polsce i kwestie podatkowe zostałaby uporządkowane, to branża i tak się nie rozwinie. Przede wszystkim potrzebne jest zezwolenie na pozyskiwanie większego kapitału z zagranicy w formie crowdfoundingu. W grę wchodzi nawet kilkaset milionów dolarów. Tymczasem, polskie limity w tym zakresie są jednymi z najniższych w Europie. Finansowanie społecznościowe w formie Initial Coin Offering jest obarczone ryzykiem regulacyjnym i może być uznawane za działanie nielegalne. W efekcie, większość firm z Polski chce się przenosić do Szwajcarii, gdzie władze unormowały już ICO.

– Obecnie kwestie prawne, związane z kryptowalutami oraz innymi zastosowaniami technologii blockchain, jak tokeny czy ICO, stają się absolutnie kluczowe dla rozwoju tej branży. Choć czasem czynione są kroki w dobrym kierunku, brakuje odpowiedniej wiedzy i know-how wśród instytucji publicznych na temat ogromnych szans i sporych ryzyk związanych z tą technologią. Bez odpowiednich działań prawnych, bazujących na dobrym zrozumieniu tej złożonej tematyki, Polska nie ma szans skorzystać z tej nowej rewolucji technologicznej – przewiduje Jacek Czarnecki, międzynarodowy prawnik specjalizujący się w technologii blockchain.

Jak podsumowuje prof. Piech, opinia publiczna nie jest świadoma tego, jak wiele zyskałby cały kraj na rozwoju tej branży. Dlatego nie można dziwić się obojętności, a niekiedy nawet wrogości niektórych instytucji publicznych. Tymczasem ekspert szacuje, że wartość podatków i składek, zapłaconych przez firmy z sektora cyfrowalut wyniosła dotąd nawet 100 mln zł. Przy dotychczasowej dynamice rozwoju, za kilka lat mogłyby to być wielkości kilkukrotnie wyższe.

Cloud Technologies: zysk netto wyższy o ponad 70% w III kw. 2017 r.

Cloud Technologies, polski lider analityki Big Data i największa hurtownia danych w Europie, przetwarzająca już ponad 9 mld anonimowych profili internautów odnotowała kolejny dobry kwartał. Przychody Grupy w trzecim kwartale wyniosły 17 mln zł i były wyższe o 23,6% r/r, a zysk netto wzrósł o 71,6% do poziomu 7,9 mln zł. Spółka podtrzymuje plany przejścia na główny rynek GPW.

Wyniki Cloud Technologies osiągnięte w III kwartale są odzwierciedleniem naszego dynamicznego rozwoju, intensywnej pracy wykonanej w tym okresie oraz rosnącego zapotrzebowania na dane na świecie. Zwiększenie skali naszej działalności, szczególnie na rynkach zagranicznych, pozwoliło nam na zajęcie pozycji jednego z największych na świecie dostawców danych typu 3rd party – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.Dane stają się coraz ważniejszym aktywem w wielu branżach, popyt na nie stale rośnie, co potwierdzają trendy rynkowe. W reklamie internetowej dynamicznie rośnie rynek programmatic, dla którego dane są podstawą – dodaje prezes.

eMarketer szacuje, że w USA w 2019 r. model programmatic zagospodaruje już 83,6% wydatków na reklamę odsłonową w Internecie. Podobnie sytuacja wygląda na rynku europejskim, gdzie zgodnie z raportem IAB Europe rynek reklamy w modelu programmatic rośnie w tempie dwucyfrowym. Jego wartość w 2016 r. sięgnęła 8,1 mld euro i wzrosła aż o 42,7% porównując r/r.

Najważniejsze dane finansowe za III kw. 2017 r. i I-III kw. 2017 r.

Dane finansowe (mln zł) III kw. 2017 III kw. 2016 Zmiana r/r I-III kw. 2017 I-III kw. 2016 Zmiana r/r
Przychody 17,0 13,7 23,6% 50,8 32,4 56,6%
EBIT 9,3 6,5 43,6% 22,8 15,6 46,0%
EBITDA 9,4 6,7 38,8% 23,1 16,5 40,2%
Zysk netto 7,9 4,6 71,6% 16,5 13,0 27,0%

 

Przychody ze sprzedaży Cloud Technologies wzrosły w III kwartale 2017 r. do poziomu 17,0 mln zł, czyli o 23,6% w porównaniu do analogicznego kwartału w roku 2016. Skonsolidowany zysk EBITDA był wyższy o 38,8% niż w III kwartale 2016 r. i wyniósł 9,4 mln zł. Grupa zanotowała też zysk netto na poziomie 7,9 mln zł (wzrost o 71,6% r/r).

W ujęciu całej Grupy przychody ze sprzedaży w pierwszych trzech kwartałach 2017 r. wyniosły 50,8 mln zł i wzrosły tym samym o 56,6% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. Skonsolidowany zysk EBITDA wzrósł o 40,2% do 23,1 mln zł, natomiast zysk netto wyniósł po trzech kwartałach 16,5 mln zł, czyli o 27,0% więcej niż rok wcześniej.

Za nami kolejny udany kwartał, a osiągnięte wyniki najlepiej potwierdzają nasz dynamiczny rozwój. W ciągu ostatnich 6 lat udało nam się zbudować jedną z największych na świecie hurtowni anonimowych danych o preferencjach i zainteresowaniach internautów oraz stworzyć unikalną ofertę dla reklamodawców i wydawców z wykorzystaniem technologii Big Data mówi Piotr Prajsnar. Cieszę się, że naszą działalność i technologie docenia rynek. W opublikowanym w październiku rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe zajęliśmy 9. miejsce wśród najdynamiczniej rozwijających się spółek w Europie Centralnej, w porównaniu do zeszłorocznego zestawienia awansowaliśmy o 12 pozycji – dodaje prezes.

Segment Performance marketing pozostaje główną składową sprzedaży i rentowności Grupy, przy czym należy odnotować rosnące znaczenie segmentu Data services, co ma strategiczne znaczenie dla działalności Grupy.

W trzecim kwartale 2017 r. Spółka podpisała z siecią reklamową OAN Sp. z o.o. przyrzeczoną umowę nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa OAN. Ostateczna cena nabycia została wyznaczona na poziomie 2,3 mln zł. Transakcja ma na celu poszerzenie oferty Grupy Cloud Technologies w zakresie monetyzacji powierzchni reklamowej oraz dotarcie do szerszego grona usługobiorców. Jest to też dodatkowy sposób na monetyzację technologii UnBlock. Działająca od 2011 r. Spółka OAN Sp. z o.o. to rozpoznawalna marka na rynku reklamy internetowej.

Przejęcie części sieci reklamowej OAN to kolejny krok w naszym rozwoju, który przełoży się w przyszłości na jeszcze lepsze wyniki i pozwoli na przygotowanie bardziej kompleksowej oferty oraz umocnienie naszej pozycji na rynku mówi Piotr Prajsnar.

Spółka podtrzymuje plany przejścia na rynek główny GPW o czym poinformuje akcjonariuszy po złożeniu prospektu emisyjnego do KNF.