Służba zdrowia nowej generacji będzie wykorzystywać coraz więcej nowinek technologicznych. Urządzenia mobilne, aplikacje, telediagnostyka, narzędzia data mining czy sztuczna inteligencja będą stosowane na coraz większą skalę. Polska, choć pod względem cyfryzacji służby zdrowia i jakości usług medycznych znajduje się w ogonie Europy, przoduje w tworzeniu medycznych innowacji. Przyszłością medycyny są wielodziedzinowe zespoły, łączące środowiska inżynierskie ze środowiskiem medycznym. Największym wyzwaniem jest jednak edukacja lekarzy w zakresie wprowadzanych na rynek nowości technologicznych.
Polska znajduje się w ogonie Europy pod względem cyfryzacji służby zdrowia, jakości usług medycznych i nakładów finansowych na ten sektor. Wydatki na służbę zdrowia to 4,6-4,8 proc. krajowego PKB, przy średniej dla państw zrzeszonych w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) na poziomie 6,7 proc. Z drugiej jednak strony polscy naukowcy i start-upy przodują w tworzeniu medycznych innowacji. Tylko w 2016 roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 116 wniosków patentowych dotyczących wynalazków z zakresu medycyny.
– Polska jest coraz ważniejszym graczem na medycznym rynku europejskim. W stosunku do dużych tuzów rynkowych typu USA, Korea czy Japonia, kraje Europy Zachodniej – jeszcze trochę nam brakuje w kwestii systemu wsparcia innowacji. Natomiast jeśli chodzi o wiedzę, którą wytwarzamy w naszym kraju, poziom wykształcenia ludzi, także poziom osiągnięć technologicznych, nie mamy czego się wstydzić, zwłaszcza w ostatnich latach – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Kipiel ze start-upu medycznego Medical Simulation Technologies, producenta symulatorów dla lekarzy.
Z raportu „Pacjent w świecie cyfrowym” globalnej firmy doradczej PwC wynika, że służba zdrowia nowej generacji będzie wykorzystywać coraz więcej nowinek technologicznych, takich jak urządzenia mobilne, aplikacje, telediagnostyka, narzędzia data mining czy sztuczna inteligencja. Przyszłością medycyny są interdyscyplinarne zespoły łączące środowiska inżynierskie ze środowiskiem medycznym.
– Zdecydowanie idziemy w kierunku robotyzacji i zastosowania nowoczesnych technologii w medycynie. Połączenie środowiska inżynierskiego ze środowiskiem medycznym to dla mnie w 100 proc. przyszłość, ponieważ potrzebę kreuje nam środowisko medyczne, np. szpital specjalistyczny, a odpowiedzieć na tę potrzebę bardzo często mogą inżynierowie czy specjaliści od technologii w połączeniu z lekarzami – takie zespoły interdyscyplinarne są przyszłością medycyny – przekonuje Kamil Kipiel.
Jak ocenia ekspert, obszarem medycyny, gdzie pojawia się bardzo dużo nowych technologii jest kardiologia. Według raportu Technavio, globalny rynek kardiologii inwazyjnej będzie rósł w latach 2017 – 2021 w tempie 7 proc. średniorocznie. Największym motorem napędowym tego rynku będą operacje mikroinwazyjne, które według badaczy z Technavio cechują się szybszą rekonwalescencją, mniejszym bólem, mniejszą liczbą infekcji pooperacyjnych, skróconym czasem pobytu w szpitalu, wysoką skutecznością i minimalnym ryzykiem komplikacji, a także kontrolowanym krwawieniem.
– Obszar serca, obszar kardiologii i kardiochirurgii – tutaj bardzo dużo się dzieje w ostatnich latach. Bardzo inspirującą rzeczą są tzw. mikroinwazyjne operacje na sercu – nie musimy rozkrawać klatki piersiowej, obniżamy ryzyko operacji na tym pacjencie, znacząco obniżamy koszty hospitalizacji pacjenta, wykonując operację de facto pod skórą, także z wykorzystaniem badania echokardiografii przezprzełykowej – twierdzi przedstawiciel Medical Simulation Technologies.
Jak podkreśla ekspert, niezwykle istotną kwestią przy wprowadzaniu najnowszych technologii na rynek medyczny jest edukacja lekarzy, którzy z najnowszego sprzętu mają korzystać. Tu w sukurs mogą przyjść symulatory medyczne, dzięki którym lekarze mogą wykonać operacje, bez uszczerbku zdrowia pacjenta.
– Fantomy medyczne, różnego rodzaju sondy, urządzenia, roboty typu Da Vinci, które też mamy w Polsce, to zdecydowanie przyszłość dla dobra pacjenta, ale żeby ta twarda technologia sprawdzała się na rynku i abyśmy mogli efektywnie wdrażać nowe rozwiązania, nie możemy zapominać o edukacji lekarzy, którzy mają operować na tym nowym sprzęcie, mają go skutecznie wykorzystywać. Żeby to się działo, muszą być najpierw dobrze wykształceni, wyedukowani i przede wszystkim doświadczeni praktycznie – twierdzi Kamil Kipiel.











Euro na początku zeszłego miesiąca w krótkim czasie potaniało o blisko 10 groszy. Od połowy października jednak weszło w wąską konsolidację, w której tkwi aż do dzisiaj. Od tego czasu kurs EURPLN oscyluje między 4,22 zł, a 4,25 zł. Z jednej strony złotemu w najbliższym czasie mogą pomagać coraz to lepsze projekcje ekonomiczne. Z drugiej nasza gospodarka powoli dochodzi do momentu, w którym ciężko będzie utrzymać obecne tempo wzrostu. Dotyczy to przede wszystkim rynku pracy, na którym zbliżamy się do bezrobocia naturalnego. Brak rąk do pracy z jednej strony będzie tłamsić wzrost gospodarczy, jednocześnie zwiększając presję inflacyjną, co jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem. Z technicznego punktu widzenia, wybicie obecnej konsolidacji powinno zapoczątkować większy ruch. W przypadku wyjścia górą zasięg może być nawet 10-groszowy.
Dolar w poprzednim tygodniu budził ambiwalentne odczucie. Z jednej strony z dalekiego wschodu dochodziły optymistyczne wieści dotyczące azjatyckiego tournee prezydenta USA. Z drugiej w międzyczasie w amerykańskim parlamencie trwała batalia o kształt reformy podatkowej. Po raz kolejny okazuje się, że Trumpowi zwłaszcza łatwiej odnaleźć się w polityce zagranicznej, niż na własnej ziemi. Tak jak na początku prezydentury reforma fiskalna budziła potężne nadzieję, tak teraz zamienia się w ogromne rozczarowanie. Mnogość impulsów związanych z dolarem dokładnie widać na wykresie USDPLN, gdzie zmienność jest znacznie większa niż w przypadku EURPLN. W drugiej połowie października wykres zdołał nawet na chwilę przebić ważny poziom 3,58 zł, by tydzień później testować opór przy 3,67 zł. Warto pamiętać, że 2 grosze wyżej znajduje się kolejny istotny poziom, który dodatkowo jest wzmacniany przez okrągłe 3,70 zł. Dlatego prawdopodobnym scenariuszem jest przynajmniej chwilowe wyciszenie, co może skutkować wejściem w wąską konsolidację, tak by kapitał mógł skumulować potencjał następnego ruchu.
Frank szwajcarski w końcu zdołał przełamać linię trendu spadkowego. Prawdopodobnie oznacza to przynajmniej chwilowe odejście od dalszej przeceny helweckiej waluty. Za tym scenariuszem przemawia fakt, że kolejne trzy dołki ukształtowały się na coraz wyższych poziomach. Oczywiście nie oznacza to od razu odwrócenia trendu, jednak ustabilizowanie ceny franka wokół poziomu 3,65 zł jest jak najbardziej możliwe. Potencjalny ruch w górę na wykresie CHFPLN jest ograniczany przez opór w okolicach 3,673 zł, co oznacza, że potencjał do wzrostów jest mocno ograniczony. Frank jest obecnie najtańszy od pamiętnego 15 stycznia 2015 roku, co zapewne cieszy szerokie grono “Frankowiczów”.
Funt także w zeszłym miesiącu wyłamał trend spadkowy. Po tym, jak kurs GBPPLN spadł poniżej 4,70 zł nastąpiło odreagowanie, której wyprowadziło brytyjską walutę aż do 4,84 zł. W ostatnim czasie obserwujemy jednak uspokojenie i znacznie mniejsze ruchy na tej parze walutowej. W ostatnim tygodniu także mieliśmy do czynienia z ruchem spadkowym, jednak jego dynamika była znacznie mniejsza. Wiele wskazuje na to, że w tym tygodniu znowu będzie testować 4,70 zł, jednak jest mało prawdopodobne, by ta sztuka się udała.









Pod względem liczby posiadanych kredytów mieszkaniowych liderem jest województwo mazowieckie (18% wszystkich spłacanych kredytów należy do mieszkańców tego województwa). Najmniej takich kredytów, bo tylko po 2% wszystkich spłacanych kredytów mieszkaniowych, mają osoby z województw opolskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego. W liczbie kredytów konsumpcyjnych przoduje śląskie (14%), natomiast do mieszkańców województwa podlaskiego należy tylko 2% wszystkich spłacanych kredytów konsumpcyjnych.









W konsolidacji tkwi też kurs USD/PLN. Zamyka się ona przedziałem 3,6240-3,6720 zł. Obecnie szanse na wybicie górą lub dołem z niej są podobne. Jednak nawet wówczas nie ma gwarancji, że wzrośnie zmienność na rynku. Dopiero spadek poniżej 3,60 zł lub wybicie ponad 3,6950 zł otwierałoby drogę do ruchu na dolarze o około 10 gr (do 3,50 zł lub 3,80 zł).
W przyszłym tygodniu mocniej rynkiem złotego mogą zatrząść, publikowane we wtorek 14 listopada, wstępne szacunki dynamiki polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB). Zgodnie z rynkowym konsensusem wzrost gospodarczy ma przyspieszyć w III kwartale do 4,5 proc. rok do roku z poziomu 3,9 proc. kwartał wcześniej. Nie będą to jedyne dane z kraju. Tego samego dnia zostanie opublikowana jeszcze inflacja bazowa (prognoza: 0,9 proc. R/R). Dzień wcześniej inwestorzy poznają najnowszy „Raport o inflacji”, a także wrześniowe dane o bilansie płatniczym (prognoza: -300 mln EUR) i październikową inflację CPI (prognoza: 2,1 proc. R/R). W piątek zaś dane o płacach (prognoza: 6,6 proc. R/R) i zatrudnieniu (prognoza: 4,5 proc. R/R). Wszystkie te publikacje odegrają jednak drugorzędną w stosunku do PKB rolę.
