Lepsze prognozy dla Polski

Jesienne prognozy makroekonomiczne Komisji Europejskiej pokazały większy optymizm Brukseli co do siły polskiego wzrostu gospodarczego oraz sfery fiskalnej.

Dobra koniunktura w Polsce i Europie umożliwi utrzymanie relatywnie niskiego deficytu budżetowego pomimo rosnących wydatków na inwestycje publiczne. Oczekiwana dynamika PKB została zrewidowana w górę do 4,2% w 2017 r. i 3,8% w 2018 r. (vs odpowiednio 3,5% i 3,2% wg prognoz z maja). W 2019 r. Komisja spodziewa się kontynuacji spowolnienia tempa wzrostu do 3,4%.

Największe (i najbardziej pozytywne) rewizje objęły prognozy dotyczące sfery fiskalnej. Obniżenie szacunków deficytu sektora finansów publicznych do odpowiednio 1,7, 1,7 i 1,9% PKB w latach 2017-2019 oznacza spadek o 1,2pp. w porównaniu do poprzednich prognoz, wynikający w głównej mierze z rewizji szacunków deficytu strukturalnego, odzwierciedlającej m.in. większą niż zakładano poprawę ściągalności podatków. Pomimo rewizji tempa wzrostu PKB w górę, prognozy Komisji (na lata 2018-2019) są wciąż niższe niż nasze oczekiwania (odpowiednio 4,3 i 3,8% w latach 2018-2019), co tworzy przestrzeń do pozytywnych zaskoczeń także w kolejnych rewizjach w przyszłym roku.

Lepsze prognozy dla Polski

Inflacja CPI w Czechach przyspieszyła w październiku do najwyższego od 2012r. poziomu 2,9% r/r z 2,7% r/r we wrześniu, zbliżając się do górnego ograniczenia celu inflacyjnego (1-3%). Dynamika cen żywności i napojów wzrosła do 7,8% r/r z 5,7% r/r, głównie za sprawą cen warzyw, owoców i nabiału. Szczegóły węgierskiej inflacji również potwierdzają ryzyko wyższego niż zakładaliśmy wzrostu cen żywności w regionie tym samym zwiększając szanse na zaskoczenie inflacją bazową (PKO:0,8%; konsensus: 0,9%).

Dane o handlu zagranicznym Niemiec za wrzesień potwierdziły, że trend wzrostowy dynamiki niemieckiego eksportu wspierany jest przez rosnący światowy popyt, co przekłada się na wzrost zamówień dla polskich eksporterów.

Źródło/Autor: PKO Bank Polski

RODO – najważniejsze zmiany dla firm

Unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych to nie ewolucja, ale rewolucja w europejskich przepisach związanych z przetwarzaniem danych. Zmiany te będą dotyczyły wszystkich firm, które gromadzą informacje na temat osób fizycznych. A za zaniedbania w tym zakresie przewidziane zostały dotkliwe kary.

25 maja 2018 r. w krajach członkowskich Unii Europejskiej zacznie obowiązywać „Rozporządzenie o ochronie danych osobowych” (RODO). Firmy, które do tego czasu nie przygotują swoich systemów i nie przeszkolą pracowników, mogą mieć poważne problemy. Za niedostosowanie się do wymaganych procedur lub uchybienia w ochronie danych nowe prawo przewiduje kary w wysokości do 2% światowego obrotu danej organizacji, a w sytuacjach szczególnie poważnych naruszeń prawa, nawet do 4%.

– W wielu przypadkach, szczególnie jeżeli mówimy o dużych organizacjach przetwarzających ogromne ilości danych osobowych, już dziś może być już za późno, by na czas zdążyć ze wszystkimi zmianami. Najlepszym rozwiązaniem jest lektura rozporządzenia połączona z merytorycznym szkoleniem lub warsztatem – mówi Krzysztof Stucke, autor szkoleń z zakresu ochrony danych osobowych w firmie szkoleniowej Effect Group.

Zmiany, które rozpoczną obowiązywać pod koniec maja dotyczą każdego administratora danych osobowych, a pod tym pojęciem kryją się wszystkie podmioty gromadzące i przetwarzające informacje o osobach fizycznych, a więc także firmy. Nowe przepisy przygotowane zostały głównie z myślą o dużych przedsiębiorstwach, których główna działalność wiąże się z operacjami przetwarzania danych na dużą skalę. Nie oznacza to jednak, że najmniejsze firmy nie mają czym się przejmować.

– Co do zasady, każda firma, bez względu na formę prawną prowadzenia działalności, jest zobowiązana do wdrożenia procedur i podlega pod przepisy RODO. Przepisy europejskiego rozporządzenia nie dzielą podmiotów na małe i duże, a więc dotyczą zarówno wielkich korporacji, jak i firm jednoosobowych – podkreśla Krzysztof Stucke.

Rejestr czynności przetwarzania danych osobowych

Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami, każda baza danych osobowych powinna zostać zgłoszona do Generalnego Inspektora Danych Osobowych (GIODO). W momencie wejścia w życie nowych przepisów, obowiązek ten zniknie. Bazy nie będzie już trzeba zgłaszać, jednak w większości sytuacji administrator danych będzie musiał prowadzić wewnętrzny rejestr czynności przetwarzania danych osobowych.

– Rejestr ma pokazywać w szczególności, w jakich procesach w organizacji są przetwarzane dane osobowe, w jakim celu, kogo dotyczą oraz jakie zabezpieczenia zastosował administrator. Ponadto dokument ten będzie musiał zostać udostępniony na każde wezwanie GIODO – mówi trener Effect Group.

Rejestr będą zobowiązane prowadzić m.in. przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 250 pracowników. Większość mniejszych firm nie będzie miała takiego obowiązku, chyba że przetwarzają dane w sposób ciągły (np. agencje marketingowe świadczące usługi mailingów reklamowych czy firmy medyczne). Rejestr obligatoryjnie prowadzić muszą także te organizacje, które przetwarzają dane wrażliwe (np. wyroki skazujące).

Inspektor ochrony danych osobowych

Rozporządzenie ustanawia obowiązek powołania inspektora ochrony danych osobowych, przy czym dotyczy to sytuacji analogicznych do przedstawionych powyżej – głównie firm zatrudniających powyżej 250 pracowników lub mniejszych organizacji, jeśli zajmują się one monitorowaniem osób fizycznych na dużą skalę (bądź przetwarzają dane wrażliwe).

Inspektor ochrony danych powinien czuwać nad przestrzeganiem przepisów rozporządzenia przez administratora danych i jego pracowników, kontaktować się z organem nadzoru w celu zgłaszania naruszeń wynikających z nieprzestrzegania rozporządzenia, czy też wydawać zalecenia dotyczące ochrony danych osobowych.

– Administrator włącza inspektora we wszystkie bieżące sprawy dotyczące ochrony danych osobowych na każdym etapie procesu gromadzenia i przetwarzania danych oraz w sprawy związane z ryzykiem naruszenia praw lub wolności. Nowością przewidzianą w rozporządzeniu jest możliwość wyznaczenia jednego inspektora danych przez grupę przedsiębiorców. A także to, że inspektor będzie punktem kontaktowym dla osób, których dane przetwarza administrator  – wyjaśnia Krzysztof Stucke.

Obowiązek zgłaszania naruszeń

Zgodnie z RODO, jeśli w danej organizacji wystąpi jakikolwiek incydent w zakresie naruszenia bezpieczeństwa danych osobowych, administrator musi taki przypadek zgłosić do instytucji nadzorującej w przeciągu 72 godzin od stwierdzenia naruszenia. Oznacza to, że np. firma będzie musiała „donieść” sama na siebie, jeśli bezpieczeństwo danych osobowych zostało zagrożone.

Uaktualnione klauzule i regulaminy

Przed wejściem w życie nowych przepisów, firmy powinny dostosować do nich treści umów, regulaminów czy choćby formularzy zawierających opcję wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Osoby, których dane będą zbierane, muszą otrzymać m.in. dane kontaktowe do administratora danych, a także wyjaśnienie, z czego wynika prośba o podanie danych oraz celu w jakim dane są zbierane. Przedsiębiorstwo, prosząc o podanie danych, będzie musiało poinformować także o zakresie i czasie przetwarzania takich informacji. A to oznacza, że umowy, regulaminy czy też klauzule dotyczące ochrony danych osobowych będą jeszcze obszerniejsze niż dotychczas.

Informacja, przenoszenie i usuwanie danych

Osoba, której dane są przetwarzane, uzyska prawo do otrzymania informacji na temat danych, jakie posiada na jej temat dowolna organizacja. Informację taką należy przekazać na prośbę zainteresowanego w ciągu miesiąca od jej złożenia i musi być ona podana w sposób zrozumiały i w dostępnej formie. Uzyskanie takich danych będzie bezpłatne.

Mechanizm ten powiązany został z prawem do przenoszenia danych. Można więc będzie poprosić o przeniesienie danych osobowych od jednego do drugiego usługodawcy (np. przy zmianie operatora telefonicznego). Będzie to oznaczało, że firma przekazująca utraci prawo do dalszego korzystania z danych, które zostały przeniesione.

Jeszcze innym aspektem tego prawa będzie „prawo do zapomnienia”. Osoba, której dane są przetwarzane, może wnioskować do administratora danych o usunięcie wszelkich informacji na jej temat, z wyłączeniem tych, których przetwarzanie wynika z wymogów prawa.

Profilowanie klientów

Obecnie powszechne jest w internecie kierowanie reklam do określonych klientów na podstawie wcześniej dokonywanych zakupów lub ich zainteresowań, ustalanych na podstawie plików „cookies”. W efekcie osobie, która np. przegląda w sklepie internetowym laptopy, sklep może później wyświetlać reklamy podobnych urządzeń. To właśnie jeden z możliwych rodzajów profilowania klientów.

Gdy rozporządzenie wejście w życie, osoby profilowane będą musiały zostać poinformowane o stosowaniu takiego mechanizmu i jego konsekwencjach. Poza tym, na gruncie nowych przepisów osoba fizyczna zyska prawo do sprzeciwienia się profilowaniu.  Oznacza to, że firma stosująca tego typu metody marketingowe, musi zapewnić takie mechanizmy, które będą umożliwiały wyłączenie z profilowania tych klientów, którzy sobie tego nie życzą.

„Ludzki” język – obowiązkowy

Rozporządzenie wymusza na wszystkich administratorach danych, aby informacje takie jak np. zgody marketingowe lub regulaminy były formułowane jasnym i prostym językiem, a także, by były zwięzłe i zrozumiałe. Gdy informacje i komunikaty są kierowane do dzieci, wtedy język powinien być w sposób szczególny dopasowany do takiej grupy odbiorców.

– To, czy administratorzy będą się stosować do tych nakazów i jaki w praktyce będzie język komunikacji, pokaże przyszłość. Trudno ustalić jeden wzór poprawnego komunikatu, tak jak trudno ustalić wzorzec odbiorcy informacji. W praktyce, wymóg ten może okazać się punktem zapalnym w relacjach pomiędzy administratorem danych osobowych oraz nowym GIODO – uważa trener Effect Group.

Warto uaktualnić wiedzę pracowników

Powyżej wymienione zmiany nie wyczerpują tematu. Dodatkowo, trzeba wziąć pod uwagę, że w życie będą wchodziły również przepisy krajowe, uszczegóławiające stosowanie ochrony danych osobowych w rozmaitych aspektach, np. w odniesieniu do ochrony pracowników.

– Kodeks pracy również będzie wymagał zmian ze względu na wejście w życie przepisów RODO. Najważniejsze dotyczą nowego zakresu danych osoby ubiegającej się o zatrudnienie, możliwości korzystania przez pracodawcę z danych biometrycznych, czy też stosowania monitoringu – zwraca uwagę Krzysztof Stucke. – Zmiany pojawią się w ustawie o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych i prawie bankowym. W tej ostatniej ustawie pracodawca uzyska prawo żądania danych biometrycznych oraz przedłożenia informacji dotyczącej karalności – dodaje.

W związku z tym, że zmiany, jakie wprowadza RODO są bardzo poważne i dotyczą wielu aspektów funkcjonowania przedsiębiorstw, niezwykle istotne jest poinformowanie pracowników o nowych wymogach prawnych oraz o konsekwencjach nienależytej ochrony danych osobowych.

Same zmiany w systemach organizacyjnych, czy też wprowadzenie funkcji inspektora danych osobowych nie wystarczy, jeśli pozostali pracownicy nie będą mieli wiedzy na temat podstawowych zasad oraz świadomości, jak starannie należy strzec osobistych danych na temat klientów czy też współpracowników. Na pewno warto wziąć pod uwagę możliwość przeszkolenia pracowników w tym zakresie – i to nie tylko tych, którzy będą bezpośrednio odpowiedzialni za ochronę danych.

Polskie samorządy inwestują w ekologiczne innowacje. Najczęściej w rozwiązania obniżające koszty utrzymania miasta

Polskie samorządy inwestują w ekologiczne innowacje. Najczęściej w rozwiązania obniżające koszty utrzymania miasta 1

ONZ szacuje, że w połowie tego stulecia dwie trzecie światowej populacji będzie zamieszkiwać małe i duże miasta. To oznacza szereg wyzwań, związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na wodę i energię, gospodarką odpadami czy organizacją miejskiego transportu. Samorządy potrzebują innowacji i ekologicznych rozwiązań, dzięki którym będą mogły im sprostać i się rozwijać. Przykłady najlepszych praktyk w polskich miastach pokazała tegoroczna, piąta edycja projektu ECO-MIASTO, która spotkała się z rekordowym zainteresowaniem samorządów. Celem projektu jest nagradzanie polskich miast, które najlepiej realizują koncepcję zrównoważonego rozwoju.

Przykłady najlepszych praktyk w polskich miastach wyłoniła tegoroczna, piąta edycja projektu ECO-MIASTO, który jest jedną z największych w Polsce inicjatyw promujących ideę zrównoważonego rozwoju.

– Celem tegorocznej edycji projektu ECO-MIASTO jest podtrzymanie, a nawet wzmożenie wysiłków na rzecz poprawy warunków środowiskowych. Mieszkańcy chcą lepiej żyć, oddychać czystym powietrzem, oszczędzać energię, korzystać z atrakcyjnych zielonych przestrzeni i  przemieszczać się w sposób bardziej ekologiczny. Chodzi o podkreślenie roli samorządów lokalnych, które włączają się w proces przemian energetycznych, aby sprostać tym oczekiwaniom. Drugi cel projektu to edukacja i wymiana dobrych praktyk pomiędzy samorządami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Pierre Lévy, Ambasador Francji w Polsce.

Piąta edycja projektu spotkała się z największym jak dotąd zainteresowaniem. Do konkursu zgłosiły się 63 miasta (w ubiegłym roku było ich 29), które nadesłały blisko setkę formularzy zgłoszeniowych. Część z nich rywalizowała w kilku kategoriach. Rekordziści – Gdynia i Zamość – zgłosiły projekty realizowane we wszystkich 6 kategoriach konkursowych: gospodarka wodna, gospodarka odpadami (najpopularniejsza w tym roku kategoria), efektywność energetyczna budynków i systemy energetyczne, mobilność zrównoważona oraz zieleń i powietrze (nowa kategoria w tegorocznej edycji). Najwięcej zgłoszeń nadeszło z województwa mazowieckiego – w konkursie brało udział w sumie 11 miast z Mazowsza.

– Pomysły samorządów są bardzo różnorodne. Dotyczą na przykład mobilności elektrycznej, wykorzystywania energii, terenów zielonych. W tej edycji ECO-MIASTA widzimy ogromną mobilizację podmiotów, które działają na rzecz ograniczenia skutków zmian klimatu. Mają one świadomość tego, jak pilnie potrzebne są zmiany. To bardzo ważne ze względu na kontekst – obywającą się w Bonn konferencję COP23 i zaplanowany na 12 grudnia w Paryżu szczyt. Z kolei grudniu przyszłego roku odbędzie się konferencja COP24 w Katowicach – podkreśla Pierre Lévy.

Zmiany klimatyczne, konieczność ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, rosnące zapotrzebowanie na wodę i energię elektryczną, skokowy przyrost liczby mieszkańców – to tylko część wyzwań, przed którymi stoją miasta i samorządy. Muszą postawić na innowacje, technologie oraz nowoczesne i przyjazne środowisku rozwiązania, aby rozwijać się w zrównoważony sposób.

– Samorządy coraz bardziej angażują się w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Widzą w tym możliwość stworzenia lepszych warunków dla swoich mieszkańców i jednocześnie obniżenia kosztów utrzymania miasta. Innowacyjne i zielone technologie są potrzebne w każdym mieście, właśnie po to, aby stworzyć mieszkańcom jak najlepsze warunki życia – mówi Maria Andrzejewska, dyrektor warszawskiego Centrum UNEP/GRID, które wdraża w Polsce założenia Programu Środowiskowego ONZ.

Katowice – miasto, które w przyszłym roku będzie gościć 24. szczyt klimatyczny ONZ – zostało laureatem w kategorii systemy energetyczne. Jury projektu ECO-MIASTO doceniło je za wykorzystanie i rozbudowę istniejącego systemu monitoringu i zarządzania nośnikami energii i wody oraz prężną organizację działań na rzecz efektywności energetycznej.

Łącznie przyznano w tym roku 12 nagród oraz 16 wyróżnień. W każdej z 6 konkursowych kategorii nagrodzono 2 miasta – jedno wielkości powyżej 100 tys. mieszkańców, a drugie poniżej tej liczby. Gdynia została laureatem aż w 3 kategoriach. Jury doceniło działania miasta na rzecz mobilności zrównoważonej, efektywności energetycznej budynków i gospodarki odpadami.

– Staramy się budować nowoczesny wymiar gospodarki miasta, która dotąd była ściśle związana ze stoczniami. Czerpiemy z tego do dziś, ale stawiamy też na nowe dziedziny, dbając o to, żeby każda nowa inwestycja w mieście spełniała najwyższe parametry ekologiczne, była przyjazna środowisku i tworzyła nowoczesne miejsca pracy – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. – Udział w projekcie ECO-MIASTO to bezcenna kopalnia pomysłów na działania, które chcemy realizować w przyszłości. Jednak one są możliwe tylko wtedy, kiedy są zrozumiane i akceptowane przez mieszkańców, bo wymagają ich aktywnego uczestnictwa.

Laureatami piątej edycji ECO-MIASTO w kategorii gospodarka wodna zostały Częstochowa i Leszno. Za efektywność energetyczną budynków nagrodzono Gdynię i Karlino. W kategorii mobilność zrównoważona zwyciężyły Gdynia i Jaworzno. Natomiast w kategorii zieleń i powietrze laureatami zostały Lublin i Kartuzy. Z kolei Gdynię i Wołomin doceniono za działania w zakresie gospodarki odpadami, a najlepsze w kategorii systemy energetyczne okazały się Katowice i Ostrów Wielkopolski. To ostatnie miasto wyróżniło się też działaniami na rzecz zmniejszenia strat wody oraz kampanią informacyjną dotyczącą racjonalnego gospodarowania zasobami.

– Tendencja polegająca na tym, że ludzie wyprowadzają się z miast, w zasadzie odchodzi do lamusa. Wszystkie dane statystyczne i prognozy pokazują, że miasta będą się zagęszczać, ludzi w miastach będzie przybywać. Dlatego przed każdym liderem lokalnej społeczności musi pojawić się pytanie: co zrobić, żeby to miasto było wygodne do życia, bezpieczne, dobrze zarządzane i zrównoważone? Nie ma na to jednej recepty, każde miasto ma inne problemy i inny potencjał – mówi Beata Klimek, prezydent Ostrowa Wielkopolskiego.

Częścią projektu ECO-MIASTO jest też projekt edukacyjny dla szkół „Zakręceni w przestrzeni”. Zadaniem uczestników – dzieci i młodzieży – jest zaproponowanie zmian w najbliższym otoczeniu – szkole, bibliotece, świetlicy czy domu kultury. Do tegorocznej edycji nadeszło ponad 200 zgłoszeń uczniów z 27 placówek oświatowych. Jury doceniło w szczególności projekty (zrealizowane przez dwa zespoły z Gimnazjum nr 1 im. K. Jagiellończyka w Człuchowie). Autorzy zwycięskich pomysłów otrzymali po 10 tys. zł na realizację każdego z nich. Rozdanie nagród odbyło się podczas Międzynarodowej Konferencji „Innowacyjne ECO-MIASTO: zdrowe środowisko, zdrowi ludzie”.

Organizatorami projektu są Ambasada Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa, które wdraża w Polsce Program Środowiskowy Narodów Zjednoczonych. Partnerami są francuskie firmy operujące na polskim rynku: Renault Polska, Saur Polska, Saint-Gobain, Suez Polska, Engie oraz Grupa EDF reprezentowaną przez DK Energy i Tiru, a także Wspólnie – Fundacją LafargeHolcim.

Chmura coraz bardziej inteligentna. Dzięki sztucznej inteligencji koszty niższe nawet 8-krotnie

W latach 90-tych Internet zapoczątkował rewolucję, która kompletnie zmieniła sposób prowadzenia biznesu. 20 lat później, dzięki chmurze obliczeniowej pojawiły się nowe modele biznesowe, które świetnie wykorzystały takie firmy jak Airbnb czy Uber. Dziś wszystko wskazuje na to, że za sprawą sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, jesteśmy świadkami kolejnej technologicznej rewolucji. Oracle zaprezentował autonomiczne rozwiązania chmurowe, wykorzystujące uczenie maszynowe. Efekty ich zastosowania są zdumiewające.

Chmura 3.0

Kilka lat temu mieliśmy do czynienia z chmurową rewolucją. Dziś ta technologia stopniowo się upowszechnia. Firmy coraz częściej przenoszą się do chmury, bo w ten sposób ograniczają koszty dostępu do zaawansowanych rozwiązań i zwiększają swoją produktywność. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 56% przedstawicieli działów IT dostrzega związek pomiędzy efektywnością a migracją do chmury, 46% uważa, że dzięki niej można skoncentrować się na realizacji projektów wnoszących wartość dodaną a 68% dostrzega po wdrożeniu chmury znaczące ograniczenie kosztów i przyśpieszenie wdrażania nowych aplikacji. Teraz nadszedł czas na kolejną generację chmury  – mówi Adam Wojtkowski, dyrektor generalny Oracle.  

Jego zdaniem chmura jest już dojrzałą, zrozumiałą technologią, na przestrzeni ostatnich 10 lat systematycznie wzbogacaną o nowe funkcje i możliwości. Klienci korzystają z niej na tyle chętnie, że przychody Oracle z chmury wzrosły w I kwartale roku fiskalnego 2018 o 51%, do poziomu 1,5 mld dolarów. Z usług SaaS amerykańska firma wygenerowała o 62% wyższe przychody (1,1 mld dolarów) a segment PaaS wzrósł o 28% (400 mln dolarów).

Korporacji z Redwood City to jednak nie wystarcza. Zdaniem Adama Wojtkowskiego w międzyczasie nastąpił tak duży postęp w obszarze sztucznej inteligencji, że możemy mówić o nowej erze w technologii i w rozwiązaniach chmurowych. – Chmura – mówimy tu całym ekosystemie a więc rozwiązaniach SaaS, IaaS czy PaaS –  dzięki uczeniu maszynowemu może być nie tylko tańsza, ale też znacznie bezpieczniejsza i w znacznie większym stopniu wpływająca na biznes niż do tej pory. Dzisiaj jesteśmy w stanie dostarczać funkcje sztucznej inteligencji na wszystkich poziomach chmury, umożliwiając klientom wykrywanie i analizę najważniejszych wzorców biznesowych w ich danych korporacyjnych. To technologia, która może przekształcić przedsiębiorstwa w większym stopniu niż jakakolwiek inna technologia dostępna dzisiaj na rynku – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.   

8 razy taniej? Tak, to możliwe

Oracle zainwestował w rozwój sztucznej inteligencji pokaźne sumy. W ubiegłym roku na działalność badawczo-rozwojową firma przeznaczyła 15,6% swoich przychodów. To więcej niż Microsoft, Apple, Cisco, Samsung czy Amazon i niewiele mniej niż koncerny farmaceutyczne. – Od kilkunastu lat systematycznie zwiększamy nakłady na badania i rozwój. Jeszcze w 2005 r. wydawaliśmy na te cele niespełna 1,5 mld dolarów, w 2012 r. zwiększyliśmy nakłady do poziomu 3,2 mld dolarów. W ubiegłym wyniosły już one 5,38 mld dolarów – mówi Adam Wojtkowski.  Efekty tych inwestycji już widać.

Przykładem może być pierwsza na świecie autonomiczna baza danych. Może ona samodzielnie się naprawiać, optymalizować i aktualizować. Nie potrzebuje do tego administratora. Nie mogłaby ona powstać gdyby nie technologia uczenia maszynowego, o której podczas oficjalnej prezentacji Larry Ellison, prezes Oracle mówił tak: „Technologia jest tak rewolucyjna, jak sam internet. Nie mówię o rewolucyjnych technologiach co roku, bo nie ma ich aż tak wiele. Ta jest.” 

Rzeczywiście, wyniki testów tego rozwiązania są imponujące. Przestoje udało się ograniczyć do mniej niż 30 minut rocznie. To przekłada się na znaczące ograniczenie kosztów składowania i przetwarzania informacji. „Gwarantujemy, że zmniejszymy dwukrotnie rachunek jaki wystawia Amazon. To chyba nieźle, gdy można mieć od pięciu do ośmiu razy szybsze przetwarzanie” – twierdzi Larry Ellison. Jak wynika z testów porównawczych (wydajność autonomicznej bazy danych Oracle vs najlepszej bazy działającej w ramach Amazon Relational Database Service), Amazon okazał się od pięciu do ośmiu razy droższy, przy takim samym obciążeniu. Jednocześnie w przypadku Oracle, udało się znacznie zwiększyć poziom SLA – do 99,995%. Dla porównania, Amazon oferuje SLA na poziomie 99,95%.

Z kolei rozwiązanie Oracle AI Platform Cloud Service, narzędzie do tworzenia usługi opartych na sztucznej inteligencji, w branżowym teście porównawczym uzyskało 2 razy wyższą wydajność niż największa instancja procesora graficznego w ramach Azure i zapewniło 2,4 razy lepszy stosunek ceny do wydajności niż ich najbliższy ekwiwalent AWS.

Świat w stanie cyberwojny

Znaczenie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji doskonale widać w obszarze cyberbezpieczeństwa. Z roku na rok zagrożeń jest coraz więcej. Crackerzy na potęgę kradną dane i nie mają litości nawet dla największych, wydawałoby się najlepiej zabezpieczonych firm. Przykładem może być Equifax, firma zajmująca się doradztwem kredytowym i analizą danych – o ironio – także w przypadku wycieków informacji. Co ciekawe, skradziono jej wrażliwe dane na temat 143 mln Amerykanów. W USA wybuchła potężna afera, śledztwo prowadzi FBI, trwają przesłuchania przed Kongresem, od spółki odwrócili się inwestorzy.

Podobnych przypadków wycieku danych nie brak też w Polsce. – Nie oszukujcie się. Trwa cyberwojna. A my przegrywamy. Co roku jest coraz gorzej. Musimy zmienić strategię, nie może być tak, że wystawiamy naszych ludzi przeciw ich komputerom. To muszą być nasze komputery kontra ich komputery. A my mamy lepsze komputery – tłumaczy potrzebę automatyzacji systemów cyberbezpieczeństwa Larry Ellison z Oracle, który wiele lat temu współpracował z CIA przy projekcie bazy danych (projekt nosił kryptonim Oracle – z ang. wyrocznia).

Firma zaprezentowała działający w chmurze system cyberbezpieczeństwa, wykorzystujący sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Analizuje on co się dzieje w sieci firmy, wyodrębnia normalne wzorce zachowań od anomalii, wykrywa słabe strony zabezpieczeń, ataki i przeciwdziała im. – Nie mówię, że nasz system nigdy nie popełni błędu, ale z udziałem człowieka prawdopodobieństwo błędu jest znacznie wyższe – mówi Ellison. Działanie systemu Oracle można porównać do technologii autonomicznych samochodów. Samoprowadzące się pojazdy nie oznaczają, że wypadki samochodowe całkowicie zostaną wyeliminowane, ale będzie ich znacznie mniej, bo maszyny popełniają mniej błędów.

Sztuczna inteligencja i chmura to rodzaj technologicznej symbiozy. AI cały czas się uczy, ale to dzięki chmurze ma dostęp do ogromnego repozytorium informacji. Z drugiej strony dzięki sztucznej inteligencji można oferować w chmurze znacznie doskonalsze i skuteczniejsze biznesowo rozwiązania – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Witaj w nowej erze sztucznej inteligencji

Wiele wskazuje na to, że sztuczna inteligencja przyniesie ze sobą rewolucję na miarę chmury obliczeniowej. Jeszcze w styczniu 2016 roku termin „sztuczna inteligencja” nie znalazł się nawet wśród stu najczęściej wyszukiwanych haseł w serwisie www.gartner.com. W maju bieżącego roku zajmował już siódme miejsce. Zapoznanie się ze statystykami popularności hasła „machine learning” w największej wyszukiwarce świata prowadzi do bardzo podobnych wniosków. Od początku 2016 roku liczba zapytań o ten termin w Google zaczęła dynamicznie rosnąć – pierwszy raz od pięciu lat.

Skalę zainteresowania sztuczną inteligencją dobrze oddają również dane firmy CB Insights, monitorującej rynek startupów. Według jej wyliczeń, finansowanie firm zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosło 10-krotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Z 559 mln $ w 2012 do 4,87 miliarda dolarów 2016 r.  Z danych Accenture wynika z kolei, że liczba startupów zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosła 20-krotnie.

Sztuczną inteligencję z powodzeniem stosuje się dzisiaj w sprzedaży, finansach, kadrach, obsłudze klienta czy marketingu. Wykorzystanie uczenia maszynowego pozwala zwiększyć skuteczność kampanii marketingowych i obniżyć ich koszty. Np. w pakiecie CX Cloud Suite zastosowaliśmy oparty na sztucznej inteligencji mechanizm optymalizacji ceny, który sugeruje specjalistom ds. sprzedaży udzielanie rabatów starannie wybranym klientom – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Funkcje analizy danych umożliwiają specjalistom ds. obsługi klienta natychmiastową analizę sygnałów behawioralnych wysyłanych przez poszczególnych klientów i błyskawiczną reakcję na nie. Platforma danych behawioralnych gromadzi, zestawia, analizuje i przekazuje dane w czasie rzeczywistym. Dzięki temu specjaliści ds. obsługi klienta mogą analizować intencje klientów w czasie rzeczywistym w dowolnym kanale cyfrowym i na skalę masową.

IDC prognozuje, że rynek systemów kognitywnych i sztucznej inteligencji wzrośnie z poziomu 12 mld dolarów w 2017 r. do 46 miliardów w 2020 r.

11 listopada dzień wielkich wyprzedaży w Chinach. Czy warto się skusić?

Zobacz miliony ofert – wabi klientów gigant Aliexpress.com, ale nie tylko pod tym adresem widać przygotowania do wielkiego polowania na klientów. W sobotę 11 listopada chińskie portale zakupowe urządzają dzień wyprzedaży. Oferują ogromny asortyment oraz ceny często o wiele niższe niż w Europie. Co jednak z jakością towarów, zgodnością z opisem, terminami realizacji zamówień czy reklamacjami?

Warto poznać opinie ludzi, którzy już zdecydowali się na zakupy w Chinach, zanim 11 listopada za pomocą smartfona lub komputera przeniesiemy się do świata azjatyckich wyprzedaży.

Żeby singiel podarował sobie trochę radości

11 listopada w Polsce obchodzimy ważne święto narodowe. Tymczasem w Chinach data z czterema jedynkami rozpowszechniła się jako doroczny dzień ludzi żyjących w pojedynkę, powszechnie zwanych singlami. Przy tej okazji swoją szansę dostrzegli specjaliści od sprzedaży. I tak oto powstało wielkie azjatyckie święto e-zakupów, które wraz z rozwojem cybersfery oraz usług płatniczych i transportowych dociera także do Polski.

Miliony wydają miliardy

Z jednej strony na zakupy w dniu wyprzedaży decydują się Chińczycy, którzy tworzą potężny rynek konsumencki i najludniejsze państwa świata. Z drugiej strony dołączają Europejczycy, którym towarzyszy przekonanie, że wszelkie produkty na ogół i tak docierają do Europy wprost z chińskich fabryk, lecz niejako po drodze potęgują się ich ceny. W sumie zetknięcie zainteresowania klientów z Azji i Europy oraz poprzedzona solidną kampanią reklamową kumulacja obniżek sprawiają, że 11 listopada najwięksi gracze na chińskim rynku osiągają obroty w wysokości kilkunastu miliardów dolarów. Dla porównania – roczne obroty wiodącej w Polsce platformy handlowej zamykają się w niespełna 20 mld zł.

Łatwe, kuszące i przystępne

Na Aliexpress, Tomtop, Banggood, Gearbest i innych azjatyckich portalach sprzedażowych da się kupić niemal wszystko oprócz szczęścia i zdrowia… – Wynajduję tam istne cuda, jakich nigdy nie spotkałam w polskich sklepach stacjonarnych czy wysyłkowych – zapewnia 27-letnia Justyna ze Świebodzina, która po ślubie kompletuje wyposażenie mieszkania. W chińskich sklepach zamawia też ciuchy. Michał, jej mąż, wydaje oszczędności na sprzęt elektroniczny.

Po kilku tygodniach próbnych zakupów Justyna i Michał spostrzegli, że taniej – nawet o kilka dolarów na sztuce – wychodzą transakcje dokonywane za pomocą pobranej aplikacji Aliexpress, drożej zaś, gdy korzysta się z tradycyjnej strony internetowej.

Za zamówione towary płacą kartą kredytową lub przelewem, od kilku tygodni mogą korzystać z systemu PayU. W chwili dokonywania operacji ceny, które normalnie są podawane w dolarach, pokazują się w przeliczeniu na wartości w złotych. I dokładnie takie kwoty, bez prowizji za przewalutowanie, zamykają finalne koszty zakupów na drugim końcu świata.

Kurs amerykańskiej waluty sprzyja kupującym. – Pomimo spadku wartości złotego w relacji do dolara o 15 gr w ostatnich dwóch miesiącach, cena za jednostkę USD jest nadal atrakcyjna w porównaniu do poziomów z kilku minionych lat. To korzystny układ dla robiących zakupy za granicą. Dolar jest obecnie ok. 4 proc. tańszy niż przed rokiem oraz ok. 2,4 proc. niż dwa lata temu – określa Bartosz Grejner, analityk rynkowy serwisu wymiany walut Cinkciarz.pl.

Justyna i Michał paczki odbierają na poczcie, bo wtedy przesyłka jest darmowa. Dotychczas nie zdarzyło się, by poczuli się oszukani czy rozczarowani, mimo że oprócz drobnostek robili już także grubsze zakupy: stabilizator do kamery za ok. 400 zł, który w Polsce kosztował ponad dwa razy drożej, dron, smartfony. – I za żadną z tych rzeczy dotąd nie płaciliśmy cła, mimo że przesyłki z elektroniką z Chin mogą zostać zatrzymane do oclenia. Paczki docierały do nas nie później niż cztery tygodnie po zamówieniu, zawartość nigdy nie budziła zastrzeżeń – twierdzi Justyna.

Czy to znaczy, że kupowanie w Chinach nie ma wad? – Dla mnie na pewno jest jedna. To wciąga i zabiera mnóstwo czasu. Ale tego wszystkiego jest tam tyle, że inaczej się nie da – odpowiada Justyna.

Sprzedawca nie zarobi, dopóki klient nie potwierdzi

Aliexpress gwarantuje dostarczenie towaru w 60 dni. Jeżeli nie dotrzyma terminu, kupujący może liczyć na zwrot pieniędzy. Ważna cecha transakcji polega na tym, że portal przetrzymuje pieniądze aż do chwili, gdy dostanie potwierdzenie od klienta, że zamówiony towar dotrze na miejsce. Dopiero po tym zapłatę otrzymuje sprzedawca.

Przed rozczarowaniem klientów mogą chronić zdjęcia towarów oraz opinie kupujących umieszczone w komentarzach przy aukcjach. Przydają się zwłaszcza przy wyborze rozmiarów ubrań. Polacy dzielą się swoimi doświadczeniami z zakupów na facebookowej grupie Aliexpress Polska, która liczy już ponad 400 tys. członków.

Nie wszystko złoto, co się świeci…

Chińscy sprzedawcy starają się dbać o markę i same pozytywne komentarza. Bywa, że w trosce o to do zamówionych rzeczy dorzucają drobne gratisy. Mimo to 100 procent zadowolonych w praktyce się nie zdarza. Że nie zawsze towar spełnia oczekiwania zamawiających, świadczy opowieść 48-letniego Grzegorza z Zielonej Góry, pasjonata ultramaratonów. – W Polsce kupiłem sobie latarkę do biegania w nocy tzw. czołówkę, która świeciła ze strumieniem 120 lumenów. Gdy odkryłem przepastne zasoby chińskich sklepów, oniemiałem. Zamówiłem do biegania “potwora”, który miał dawać strumień pięciu tysięcy lumenów. Na przesyłkę czekałem sześć lub siedem tygodni, bo została przetrzymana do oclenia. Ale z tym się liczyłem. Gorzej, że gdy latarka w końcu do mnie dotarła, nie chciała świecić. Usterkę usunął zaprzyjaźniony pasjonat elektroniki. Jednak sprzęt słabo nadaje się do biegania. Światło jest o wiele słabsze niż w mojej starej czołówce. Nie mówię, że już nigdy więcej nie kupię nic na Aliexpress. Ale w tym wypadku to były zmarnowane pieniądze oraz czas – ocenia ultramaratończyk.

Wszyscy europejscy nabywcy chińskich produktów, które tylko w sprzedażowych ofertach wydawały się nieskazitelne, stają przed tym samym problemem. Otóż przy chybionym zakupie kupujący musi dochodzić swoich racji, zakładając internetowy spór ze sprzedawcą, a do tego sam ponieść koszty ew. odesłania towaru.

Złego słowa o zakupach na chińskich portalach aukcyjnych nie powie Marcin, 34-letni konserwator maszyn w drukarni w Legnicy. – Dwa lata temu zaryzykowałem i kupiłem sobie smartfon, stylizowany nieco na produkty znanej prestiżowej marki. Parametry miał znakomite. Cena była taka, że odważyłem się spróbować. Czytałem trochę opinii, z których wynikało, że warto. I rzeczywiście. Byłem naprawdę bardzo zadowolony. Oczywiście zachwalałem swój zakup przed znajomymi, krewnymi, koleżankami i kolegami z pracy. To było ze dwa lata temu. Na początku dość niepewnie kilka osób poprosiło mnie, żebym im także kupił podobne smartfony. Później sprawa się rozniosła i w ten sposób stałem się w kręgu moich bliskich “nadwornym” zamawiającym smartfony z Chin. Spośród chyba ze 30 sprowadzonych aparatów, w tym dwóch dla mnie, żaden nie okazał się bublem – zapewnia 34-letni legniczanin.

Cena w roli głównej

Jeśli zagłębić się w internetową wymianę zdań polskich klientów, którzy korzystają z chińskich portali zakupowych, najbardziej kontrastowe różnice dotyczą jakości towarów. Niemal wszyscy godzą się jednak na wspólny mianownik: przyciągają ceny oraz nieprzebrany wybór artykułów. Marek, pasjonat biegania, podzielił się komentarzem, że plecaczek biegowy wybierał spośród kilkuset ofert, które zajęły 70 stron. – A moja znajoma kupiła na Aliexpress ślubne zaproszenia. Płaciła ok. 50 groszy za sztukę, za podobne w Polsce musiałaby wyłożyć ok. 3,5 zł za sztukę. Oczywiście będzie musiała dorzucić do nich spersonalizowaną kartkę, ale przy ponad 100 sztukach to i tak spora oszczędność – opowiada 27-letnia Beata, pracownica agencji reklamowej.

Jeżeli koszty rzeczywiście odgrywają jedną z głównych ról, to na e-zakupy do Chin najbardziej opłaca się wybrać właśnie 11 listopada, gdy chińskie portale mamią obniżkami rzędu kilkudziesięciu procent. Warto przy tym też pamiętać, że dzieli nas spora różnica czasowa, by nie przestrzelić w polowaniu na zakupowe okazje. W Pekinie jest teraz siedem godzin później niż wskazują zegarki w Polsce.

Jak towary z Chin zalewają Europę

Poprzez np. Aliexpress klienci indywidualni robią w sumie to samo, czym handlowcy z Europy zajmują się na większą skalę. Ponieważ Chiny są bardzo ważnym partnerem handlowym Unii Europejskiej.

– 19,4 proc. ogólnego importu UE w okresie od stycznia do sierpnia br. pochodziło właśnie z Chin – mówi analityk Cinkciarz.pl. – Chociaż procentowy udział importu uległ niewielkiemu zmniejszeniu, to mimo wszystko wartościowo sprowadzamy coraz więcej towarów z Chin.

W ośmiu miesiącach tego roku państwa UE kupowały o 7,1 proc. więcej towarów z Chin niż przed rokiem. Trend wzrostowy prawdopodobnie się utrzyma, ponieważ gospodarka UE znajduje się obecnie w dobrej kondycji, we wrześniu zanotowano najwyższym w tym roku wzrost sprzedaży detalicznej – o 3,5 proc. rok do roku, z czego spora część zakupionych towarów pochodzi właśnie z Chin – tłumaczy analityk Cinkciarz.pl.

Dobre dane unijnej gospodarki

Europejskie giełdy zanotowały największą od ponad czterech miesięcy stratę po tym, jak spadały ceny akcji na amerykańskich giełdach. I to pomimo bardzo optymistycznych danych na temat gospodarki w Unii Europejskiej. Wg Komisji Europejskiej gospodarka strefy euro w 2017 r. jest na ścieżce najszybszego wzrostu od dekady, co jest napędzane tworzeniem nowych miejsc pracy, wzrastającymi inwestycjami oraz zmniejszającym się zadłużeniem publicznym. Szacunki wzrostu PKB eurolandu w tym roku podniesiono z 1,7% do 2,2%.

Jeszcze bardziej optymistyczne dane płyną z polskiej gospodarki. Po lepszych prognozach EBOiR-u przyszły lepsze oczekiwania KE, która prognozę tegorocznego wzrostu PKB Polski podniosła z 3,5% do 4,2%, a w 2018 r. – z 3,2% do 3,8%. Większy wzrost ma być napędzany szybszym podnoszeniem płac i konsumpcji prywatnej.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,19%) i dolara australijskiego (+0,02%), a traci do euro (-0,22%), dolara kanadyjskiego (-0,31%) oraz japońskiego jena (-0,09%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,164, GBP/USD – 1,312, USD/CAD – 1,268, AUD/USD – 0,768 i USD/JPY – 113,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka zyskuje do dolara i funta, a pozostaje na podobnym poziomie do euro i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,64 zł, euro – powyżej 4,23 zł, funt – powyżej 4,77 zł, a frank – powyżej 3,65 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,61%, frankfurcki indeks DAX – 1,49%, a paryski indeks CAC 40 – 1,16%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,38%, meksykański indeks Bolsa – o 0,25%, a brazylijski Bovespa – o 1,93%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,82%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,14%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,11%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej powróciły na ścieżkę wzrostu. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,93 USD (+0,69%), a ropy WTI – 57,17 USD (+0,63%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei cena złota nie zmienia się. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1284 USD. To tyle samo co dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Raport RBA nt. polityki monetarnej, IV kw.
  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), październik – 2,6% (prognoza 2,25%)
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 2,3% (prognoza 5,1%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień (prognoza -12,8 mld GBP)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień (prognoza 1,9%)
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego wg NBP, listopad (poprzednia wartość -100 mln EUR)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, listopad (prognoza 101 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

W czwartym kwartale zdecydowanie wzrosła podaż obligacji na aukcjach Ministerstwa Finansów

Na aukcji zamiany obligacji MF zanotowany został wzrost podaży. Kolejny dzień konsolidacji kursu EUR/USD w okolicach 1,16.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 9 listopada 2017 roku był kolejnym dniem stabilizacji kursu EUR/USD, który oscylował wokół poziomu 1,16 oraz niewielkiego umocnienia kursu złotego wobec euro (kursu EUR/PLN zszedł z około 4,24 do około 4,23).

Głównym wydarzeniem na rynku EUR/USD była publikacja danych o handlu zagranicznym Niemiec za wrzesień. Eksport spadł mniej niż zakładał konsensus rynkowy (-0,4% w skali miesiąc do miesiąca vs. oczekiwania -1,1% oraz 2% w sierpniu po rewizji w dół z 3,1%) natomiast import znacznie mocniej (-1% w skali miesiąc do miesiąca vs. konsensus oczekiwań na poziomie 0,3% oraz 0,8% w sierpniu po rewizji w dół z 1,2%). Skutkiem tego był nieco lepszy od oczekiwań bilans handlowy (21,8 mld EUR vs. oczekiwania na poziomie 21,1 mld oraz 21,3 mld EUR poprzednio) jednak silny spadek importu, wskazujący na mniejszy popyt wewnętrzny spowodował, że dane te nie były w stanie wyraźnie wzmocnić wspólną walutę wobec dolara. Rynek EUR/USD czeka na rezultat prac na reformą podatkową w Kongresie USA i to prawdopodobnie z tego powodu w ostatnich dniach obserwujemy obniżoną zmienność na tej parze walutowej.

Dla rynku EUR/PLN, podobnie jak i dal innych par walut rynków wschodzących, najważniejszym wydarzeniem dnia była publikacja danych o inflacji CPI z Chin za październik, które okazały się dużo lepsze od oczekiwań rynkowych (1,9% w skali rok do roku, vs. oczekiwania na poziomie 1,8% oraz 1,6% poprzednio). Lesze dane CPI z Chin po gorszych danych o handlu zagranicznym Państwa Środka z dnia poprzedniego sprawiły, że złoty nieznacznie umocnił się wobec euro (ok. 1 gr), jednakże perspektywy dla największej gospodarki rynków wschodzących pozostają, naszym zdaniem, umiarkowanie negatywne, co w kolejnych tygodniach i miesiącach powinno negatywnie ważyć na sentymencie wobec całego koszyka walut rynków wschodzących, w tym i wobec złotego.

Czwartek przyniósł zauważalny wzrost rentowności na rynku stopy procentowej. Po tym jak w dużym stopniu zdyskontowany został relatywnie gołębi wydźwięk październikowego posiedzenia EBC (podczas którego zredukowano miesięczne skupu aktywów do 30 mld EUR), nie pojawiły się dalsze argumentu pozwalające na kontynuację spadków rentowności. Dodatkowo Benoît Cœuré z zarządu EBC uważa, że europejskie rynki nie potrzebują, aby programu skupu aktywów trwał w nieskończoność. W takim otoczeniu krzywe dochodowości w strefie euro przesunęły się zdecydowanie w górę, gdzie wzrosty na długim końcu przekraczały 5pb.

W Polsce również zanotowany został lekki spadek cen obligacji, co stanowiło odwrócenie ruchu z środy po tym jak RPP jedynie nieznacznie zmieniła swoją retorykę w komunikacie, a prezes Glapiński podtrzymał chęć utrzymania stóp procentowych bez zmian do końca 2018 roku. W trakcie sesji początkowo wyceny były jeszcze wspierane przez udaną aukcję zamiany Ministerstwa Finansów, w trakcie której uplasowane zostały papiery w kwocie 8,1 mld PLN przy popycie przekraczającym 11,5 mld PLN. W ofercie przeważały obligacje nowej serii WZ0528, które sprzedano za blisko 3,3 mld PLN. Zauważalny wzrost podaży w czwartym kwartale na aukcjach MF spowodował, że w 91% sfinansowane są przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe, natomiast już w 13,5% zapewnione finansowanie na przyszły rok.

podaż obligacji na aukcjach Ministerstwa FinansówAutorzy: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Przygotuj się na przyszły tydzień – USDJPY

W przyszłym tygodniu dane makroekonomiczne zostaną zdominowane przez inflację, bowiem poznamy CPI z trzech rozwiniętych gospodarek. W pierwszy dzień sesji nie czekają na nas żadne ważne dane makroekonomiczne. Za to we wtorek poznamy brytyjski indeks CPI. Oprócz tego zostaną opublikowane dane z Australii oraz Strefy Euro. W środę czeka na nas amerykańska inflacja oraz koszyk danych z Australii, Japonii oraz Wielkiej Brytanii. W czwartek po raz kolejny poznamy dane z Australii, tym razem będzie do stopa bezrobocia. Konsensus rynkowy zakłada wzrost z 5.5 proc. do 5.6 proc. W ostatni dzień sesji poznamy kanadyjską inflację.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Inflacja – Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Australia

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Przez ostatnie kilka miesięcy rosnącą presję inflacyjną widzimy w Wielkiej Brytanii. Ostatnio opublikowana inflacja CPI r/r wyniosła 3 procent.

inflacja GBP

Źródło: Admiral Markets

Dalszy wzrost inflacji powyżej tego pułapu powinien spowodować większą presję na banku centralnym. W tym scenariuszu GBPUSD prawdopodobnie umocniłby się. Aczkolwiek musimy pamiętać o ostatnich gołębich wypowiedziach Banku Anglii. Dalsze gołębie wypowiedzi połączone z niskimi stopami procentowymi oraz presją inflacyjną stanowią mieszankę wybuchową. Przy takim obrocie spraw GBPUSD zostały prawdopodobnie mocno wyprzedany i znaleźlibyśmy się po raz kolejny w mocnym trendzie spadkowym.

W Stanach Zjednoczonych mamy zgoła odmienną sytuację. Ostatnie podwyżki stóp procentowych doprowadziły do mniejszej inflacji CPI. Najnowszy odczyt za październik zostanie podany 15 listopada o godzinie 14:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.2 proc.

inflacja USA

Źródło: Admiral Markets

Stabilna inflacja na poziomie 2.2 procenta powinna sprzyjać Rezerwie Federalnej i zacieśnianiu monetarnemu.

W przypadku Kanady na przestrzeni kilku ostatnich lat inflacja oscyluje od 1 do 2 procent, co może spowolnić kolejną podwyżkę stóp procentowych.

Instrument do obserwacji

Na przestrzeni kilku ostatnich tygodni indeks 225 japońskich spółek, Nikkei 225 znalazł się na 25 letnich szczytach i rośnie dalej! Czy to spowoduje wzrost pary walutowej USDJPY? Patrząc na poniższy wykres możemy dojść do wniosku, że jak najbardziej!

usdjpy i nikkeiŹródło: Bloomberg

Ale czy na pewno? Musimy przyjrzeć się polityce banku centralnego Japonii. Jego głównym celem jest utrzymanie długoterminowej rentowności obligacji w okolicy zera. Jeżeli rośnie, to bank centralny interweniuje na rynku. Jeżeli jest poniżej zera to nic nie robi. W związku z tym wartość pary walutowej USDJPY uzależniona jest od rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji, co przedstawiono na poniższym wykresie.

usdjpy i rentownosc 10 latkow Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie żółtą linia oznaczono rentowność obligacji amerykańskich, na biało parę walutową USDJPY. Ostatni spadek rentowności wspiera wyprzedaż dolara amerykańskiego na rzecz jena. Ponadto analiza techniczna potwierdza scenariusz spadkowy.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dziennyŹródło: Admiral Markets

W bieżącym roku kalendarzowym kurs USDJPY porusza się w szerokiej konsolidacji. Aktualnie dotarł to strefy oporu 113.80-114.40. Ponadto została pokonana krótkoterminowa linia trendu wzrostowego. Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem zostanie obrona strefy oporu i kontynuacja ostatnich spadków.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Prezes BLOOMGA SA o planowanym debiucie na NewConnect i ambitnych planach spółki

Dawid Przygodzki - Bloomga
Dawid Przygodzki – Bloomga

Polskie firmy produkujące gry komputerowe odnoszą coraz większe sukcesy na Świecie. Głośno mówią o tym fundusze, inwestorzy oraz politycy. Trzeba przyznać, że jako Polska mamy się czym poszczycić. Dziś rozmawiamy z Prezesem firmy BLOOMGA SA prężnie rozwijającego się polskiego dewelopera strategicznych gier mobilnych i przeglądarkowych – Dawidem Przygodzkim. Spółka jest coraz bliżej realizacji planów wejścia na NewConnect, po tym jak pozyskała 860 tys zł od inwestorów. Obecnie firma przygotowuje się do wirtualnego spotkania, chatu z inwestorami, aby omówić plany debiutu giełdowego i zaprezentować efekty prac nad autorską grą ISLANDOOM.

Kiedy zrodził się pomysł aby produkować gry komputerowe? Skończył Pan studia o profilu menadżerskim. Nie szukał Pan intratnej posady w korporacji?

– Dobre pytanie. Gram od najmłodszych lat. Na studiach miałem bardziej wizję założenia własnego studia produkującego gry. Nie chciałem się wiązać z korporacją – to mnie nigdy nie interesowało. Owszem chciałem wykorzystać swoje kompetencje, lecz w biznesie w którym miałbym coś do powiedzenia. W 2010 roku dopiąłem swego i jako pierwszy krok w „garażu” zacząłem tworzyć pierwszą grę strategiczno-ekonomiczną. Gra powstała i zarabiała. Byłem zachwycony, gdyż gracze kupili mój pomysł. Marzyłem jednak, aby na jej bazie stworzyć jeszcze lepszą produkcję. Widziałem, że na rynku nie ma gier strategicznych z morskim klimatem starałem się wypełnić tę lukę. Jako doświadczony gracz wiedziałem jak można to zrobić, jednak na taki cel potrzebne były większe środki. Pomysłem zainteresowali się Dorota Denis – Brewczyńska i Piotr Brewczyński, zawodowi inwestorzy. Jak już znalazłem kapitał na start, powstał pomysł na grę Islandoom, a później na Spółkę „dużego kalibru” – tak rodził się pomysł na Bloomgę.

W takim razie kiedy rozpoczęły się prace nad powstaniem spółki Bloomga i realizację pomysłu Islandoom?

– Scenariusz na grę pisałem od wielu lat, a spółka została zawiązana w lipcu 2015 roku. Natomiast prace nad grą Islandoom w jej obecnym wydaniu ruszyły pełną parą jesienią 2015. Bloomga SA przejęła dla pozyskania praw autorskich moją firmę. Mieliśmy więc fundament dla gry ISLANDOOM, która powstała w wymarzonym studiu jakie teraz rozwijamy z wyśmienitym zespołem.

Skoro już udało się osiągnąć cel którym było zrealizowanie pomysłu na grę strategiczną z morskim klimatem, to jakie są dalsze plany?

– Zaraz, zaraz. Islandoom.com nadal jest rozwijane, a właściwie seria mini gier. W każdym nowym świecie, czy rozdziale jak niektórzy nazywają możemy pokazać coś nowego. Niby to jedna gra, a cały czas ewoluuje. W grudniu 2017 mamy w planach pojawienie się we wszystkich możliwych miejscach skupiających gry przeglądarkowe w Polsce. Na szczęście nie zostało tych miejsc już za dużo, gdyż z większością wydawców obecnych w kraju współpracujemy, lub dogrywamy zasady współpracy. Z końcem przyszłego roku, planem strategicznym jest ulokowanie gry w ważniejszych ośrodkach Europy. Jest to proces przygotowywany od wiosny tego roku, a ugruntowany po targach Gamescom w Kolonii. Polega na tym aby pozyskać około miliona graczy dla Islandoom w pierwszym roku od wejścia na rynek zachodni. W segmencie przeglądarek jest to już przyzwoitym osiągnięciem. Oczywiście dodatkowy kapitał inwestorów pomógłby nakreślić bardziej ambitne plany. Niemniej jednak kluczowym krokiem będzie pojawienie się w Niemczech, stąd te gry się wywodzą i tam jest największy rynek. Po udanych rozmowach w sierpniu 2017 na targach Gamescom z liderem rynku gier przeglądarkowych w Niemczech pracujemy nad tym aby wdrożyć grę na tamtejszym rynku już od IVQ2017, lub od IQ2018. Wszystkie pierwsze testy przeszliśmy pozytywnie. Przedstawione wskaźniki są na tyle zadowalające, że wprowadzenie grę na Niemcy jest bardzo prawdopodobne. Prace toczą się również nad tym aby gra zaistniała na ternie Francji, Hiszpanii, UK. To kolejny plan rozwoju. Następnym krokiem będzie zlokalizowanie gry w Rosji. Jestem po rozmowach z liderem rynku w Rosji i sądzę, że zaskoczymy pozytywnie rynek w tym zakresie. Następny region w harmonogramie to Bałkany. Tam też mamy już poważnych partnerów. Krokiem milowym będzie wypuszczenie na rynek naszej kolejnej gry Clash of Ships. Będzie to crossplatformowa gra nastawiona na PvP. Rozpoczęliśmy tworzenie modeli do gry, a premiera może się odbyć przed najbliższymi wakacjami lub po nich. Wrzesień nam ostatnio sprzyjał ….(śmiech)

Może coś Pan więcej powiedzieć o wynikach spółki?

O samych liczbach bezwzględnych wolałbym dziś nie mówić, ale bardzo mocny trend wzrostowy we wszystkich kluczowych parametrach dla Spółki odzwierciedlają poniższe dane z gry ISLANDOOM z ubiegłego miesiąca, w porównaniu do pierwszego miesiąca funkcjonowania gry z opcją monetyzacji:

  1. W zakresie ilości rejestracji Graczy nastąpił wzrost 10`17 vs. 09`17 o 379%.
  2. W zakresie ilości dokonywanych płatności nastąpił wzrost 10`17 vs. 09`17 o 555%.
  3. W zakresie wartości transakcji nastąpił wzrost 10`17 vs. 09`17 o 590%.

Powyższe dane potwierdzają, że gracze ISLANDOOM wyjątkowo pozytywnie oceniają produkt, aktywizują się w grze, a właściwie zaprojektowana fabuła i zadania zachęcają graczy do zakupu punktów premium, co ułatwia rozbudowę ich imperium. W listopadzie pobijemy kolejne rekordy, machina biznesowa ruszyła.

Jaki kapitał jest niezbędny aby realizować te ambitne plany i podzielić losy znanych polskich producentów gier?

– Proszę się nie zdziwić. Największe nakłady na stworzenie gry, a szczególnie w zakresie ryzyka czy produkt się sprzeda, już ponieśliśmy. Wszystkie firmy wydawnicze z jakimi pracujemy i rozmawiamy pracują w modelu RS – Revenu Share, czyli podziału zysków od mikrotransakcji dokonanych przez graczy dostarczonych przez partnerów. My w takim modelu nie wydajemy ani złotówki na promocję gry w danym rejonie. Tylko tak mogę myśleć o ekspansji międzynarodowej na poważnie. To przewaga gier przeglądarkowych. Naszym zadaniem jest dostarczać „tylko” wysokiej jakości grę, a resztę, za udział w zyskach robią partnerzy. Środki jakie możliwe, że pozyskamy z nowej emisji akcji, która jest rozważana mogą się przydać na produkcję nowej gry Clash of Ships oraz na kampanie bradingowe, bo w ich efekcie pozyskujemy graczy bez udziału pośredników i nie musimy wówczas dzielić się zyskami. Jestem przekonany co do zasadności zwiększenia budżetów na taki sposób pozyskiwania graczy, tak aby cały przychód zostawał w Spółce, ale zawsze możemy prowadzić ekspansję w oparciu o wydawców, z modelem RS.

Panie Prezesie, to proszę naszym czytelniom zdradzić plany jakie ma Pan wobec nowych inwestorów?

– Nowa emisja akcji jest obecnie poważnie rozważana. Nie prowadzimy dziś emisji. Choć od czasu premiery gry Islandoom, mamy coraz więcej pytań o możliwość zainwestowania w akcje Bloomga SA. Ale od IIIQ2017 zaczęliśmy generować przychody, więc jest o czym rozmawiać. Decyzji czy sięgać po dodatkowy kapitał jeszcze nie podejmowaliśmy, choć są takie plany aby dla zainteresowanych inwestorów przeprowadzić emisję pre-IPO. Najpierw chcemy pokazać się na forum publicznym i zaprezentować nasze dokonania i plany.

Co Pan ma na myśli?

– Dokładnie na 15 listopada zaprosiliśmy wszystkich naszych akcjonariuszy i zainteresowanych spółką inwestorów na chat inwestorski. Taka forma wirtualnego spotkania jest wygodna i efektywna. Każdy może w nim wziąć udział, a jak ktoś nie ma możliwości uczestniczenia w spotkaniu może pobrać teaser pod adresem strony http://www.bloomga.com/inwestycja/ i później się z nami skontaktować. Mamy co pokazać, więc możemy wznowić rozmowy z inwestorami. Zanim złożymy dokumenty do giełdy możemy prowadzić bardziej otwarty dialog z akcjonariuszami i zainteresowanymi inwestorami, gdyż w chwili obecnej Spółki nie obejmuje obowiązująca unijna dyrektywa MAR. Pojawiamy się też na międzynarodowych targach, gdzie rozmawiamy z przyszłymi partnerami. GameDev to sektor gospodarki w którym ludzie szukają partnerstwa i znając jego potencjał nawiązywanie relacji odbywa się na skalę globalną.

Proszę nam zdradzić jaka jest tematyka nowej gry? Dziś w Islandoom każdy może zagrać i przekonać się jaki klimat udało się Panu stworzyć.

– Clash of Ships będzie grą crossplatformową, nastawioną na graczy nawiązujących rywalizację Gracz kontra Gracz (PvP). Sukces gry i data premiery zostanie w dużej mierze uzależniona od budżetu jakim będziemy dysponować.Tak to już jest w grach PvP, że jeśli nie przyciagnie się na samym początku dużej ilości graczy, to PvP będzie bardziej PvE, a później przerodzi się w PVP. Na szczęście będzie to gra dostępna na iOS, Androidzie oraz przeglądarce, więc dużą liczbę graczy możemy zagwarantować spośród naszych obecnych i przyszłych graczy jak i partnerów z Polski i z zagranicy. Wprowadzenie nowej gry do sprzedaży z obecnymi partnerami, wiąże się tylko z podpisaniem aneksu do umowy. Dopowiem też, że pracujemy nad aplikacją mobilną dla gry ISLANDOOM, co ułatwi Graczom obsługę konta na urządzeniach mobilnych. Mimo, że obecnie w ISLANDOOM można już grać z poziomu smartphona czy tabletu, to nowa aplikacja pozwoli na jeszcze prostszą obsługę konta Gracza i kontrolę nad każdym aspektem gry. Aplikacja będzie dostępna  na iOS oraz Google Play.

Panie Prezesie, jak dokładnie wyglądają plany w zakresie daty debiutu ?

– W możliwie krótkim terminie zostanie przygotowany Dokument Informacyjny w jego ostatecznej wersji, a następnie zostanie złożony wniosek o wprowadzenie akcji serii B i E do obrotu na rynku NewConnect. W wypadku podjęcia decyzji o emisji akcji dla nowych inwestorów to wraz z kolejną serią akcji F, czyli właśnie dla nowych inwestorów. Otrzymaliśmy dotację na dofinansowanie kosztów wejścia na NewConnect z programu 4Stock, co jest dla nas wsparciem finansowym. Podpisaliśmy również umowę z Autoryzowanym Doradcą, firmą Salwix z Łodzi. Mamy również wsparcie w zakresie doradztwa transakcyjnego ze strony giełdowego Merit Invest. Sądzę, że ostatecznie plan wejścia na NewConnect zaczniemy realizować na początku roku. Dziś skupiamy się nad rozwojem biznesu i rozważaniem ofert od inwestorów aby w razie potrzeby sięgnąć po nowy kapitał zanim złożymy wniosek na Giełdę.

Czy po wejściu na NewConnect planuje Pan jakąś akwizycję?

– Nie mamy obecnie takich planów. Dysponujemy własnymi pomysłami na rozwój firmy w oparciu o nasze projekty. Islandoom to przecież seria mini gier, która będzie rozwijana przez wiele lat na całym Świecie. Clash of Ships też nas pochłonie. Możliwe, że będziemy wydawcą dla innych producentów gier i owszem takie możliwości rozważamy, ale bardziej są to argumenty na przyszłe lata kiedy będziemy rozważać wejście na rynek główny GPW. Bardziej niż akwizycję planujemy powołać do życia inkubator dla młodych talentów, ale dziś chyba nie mamy na ten temat czasu.

Panie Prezesie, czy nie boryka się Pan z problemami kadrowymi?

– Dysponujemy kompletnym zespołem, ale tu wkraczamy na mieliznę. Jeśli inwestorzy będą chcieli wejść do spółki abyśmy generowali zyski po kilka milionów zł rocznie i więcej, to musimy zwiększyć zatrudnienie aby pracować znacznie szybciej. Mamy gotowy na ekspansję produkt, ale oczywistym jest, że grupą programistów jaką dziś mamy w spółce nie obsłużymy całego Świata. Rozwój jest dla nas naturalnym, ciągłym procesem, ale jego tempo zależy głównie od budżetu. Póki co jesteśmy samowystarczalni, a nawet zaczynamy generować dodatkowe przychody poza produkcją gier. Nasz zespół programistów i grafików jest w stanie w pełni tworzyć strony www, kampanie graficzne i filmy promocyjne na zewnątrz.

Panie Prezesie, ustalał Pan już politykę dywidendową dla Spółki, czy może na to jeszcze za wcześnie?

– Nigdy nie jest za wcześnie na planowanie. Owszem, mamy w gronie akcjonariuszy plan aby z zysków za 2019 wypłacić pierwszą dywidendę, ale rozwój i budowanie wartości, zawsze będzie miał najwyższy priorytet.

Dziękuję za rozmowę i życzę udanych spotkań na chacie z inwestorami oraz udanego debiutu.

– Ja również dziękuję.

Powrót do działania

Po sennym, handlu w Azji, start w Europie przynosi nieco ożywienia. Rynek długu nadaje ton, a rosnące rentowności pomagają dolarowi. USD/JPY czuje się tutaj najlepiej. Funt pozostaje niezdecydowany. Złoty jest uśpiony, ale rośnie presja na waluty rynków wschodzących.

Zero świeżych wieści w kluczowych sprawach oraz brak przekonania wciąż dominują, ale nie przeszkadza to w rozruszaniu handlu. Tak było w czwartek, gdzie problem miał USD, gdyż to tam było najwięcej krótkoterminowego kapitału, który stopniowo wątpi w swoje zaangażowanie. Z Waszyngtonu brakuje klarowności. Republikanie z Izby Reprezentantów przedstawili poprawki do swojego projektu ustawy podatkowej, podczas gdy ich koledzy z Senatu ujawniają jedynie przecieki dotyczące ich projektu. Ogólnie widać powolny postęp, ale nadal nie wiadomo, co finalnie uda się przegłosować. Głosowania prawdopodobnie odbędą się w przyszłym tygodniu, ale dokładny termin jest jeszcze nieznany. W rezultacie USD dalej nie widzi dla siebie kierunku.

Dziś rano jest nieco lepiej, a nieśmiały impuls przychodzi z rynku długu. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA rosną o prawie 4 pb do 2,38 proc. Nie były tak wysoko od 2 listopada i to daje rynkowi do myślenia. Pomimo posuchy w informacjach i danych makro, fundamenty dla USD pozostają mocne i wyróżniają go na tle innych walut G10. Jeśli rynek długu ma zamiar przełamać niemoc z tego tygodnia, podobnie powinien też zrobić rynek FX z korzyścią dla USD. Podtrzymujemy nasz pogląd o umocnieniu dolara w kolejnych tygodniach. Dziś należy obserwować rentowności – udany atak na 2,40 proc. rozpędzi rajd dolara.

Preferujemy USD/JPY przez silną korelację z rynkiem długu. Jest ona silniejsza niż z indeksem tokijskiej giełdy, co z resztą widać w ostatnich dniach. Huśtawka indeksu w czwartek (od +2 proc. do -1,7 proc.) oraz dzisiejsza zniżka (-0,8 proc.) w ograniczonym stopniu ciągnęła w dół kurs walutowy, co sugeruje, że powiązanie z rynkiem długu (wczoraj stabilny) ma większą istotność. EUR/USD wciąż nie powiedział ostatniego słowa w drodze na niższe poziomy i plan ten nie zmieni się o ile nie wyjdziemy ponad 1,17. W trudnym położeniu znajduje się GBP/USD. Funt z jednej strony jest wyprzedany po rozczarowaniu stanowiskiem Banku Anglii i w opinii części rynku zasługuje na odreagowanie. Jednak w ostatnich dniach szum polityczny (rezygnacje dwóch ministrów) rysuje obraz słabnącej pozycji premier May, a jednocześnie ze wznowionych negocjacji Brexitu docierają sygnały o braku progresu.

Jako że impuls dla USD pochodzi z rynku długu, to stawia w najgorszym położeniu waluty rynków wschodzących. Główne uderzenie idzie tradycyjnie w ZAR i TRY, ale jeśli zły sentyment wokół segmentu emerging markets się rozkręci, to może dosięgnąć także złotego. Teraz, gdy złoty został pozbawiony tarczy ochronnej ze strony polityki monetarnej (gołębi wydźwięk decyzji RPP w tym tygodniu), jest on bardziej narażony na wycofywanie kapitału portfelowego pod wpływem czynników zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Recykl w III kw. podwaja zysk netto i osiąga marżę EBITDA bliską 30 proc.

Grupa Recykl, lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, odnotował najlepszy kwartał w dotychczasowej 7-letniej historii działalności. Zysk netto wzrósł do 1,4 mln zł (+104 proc. r/r), przy EBITDA rzędu 3,5 mln zł (marża 29 proc.) i przychodach 12,1 mln zł (+23 proc r/r). Spółce sprzyjają wysokie ceny kordu stalowego i znaczący popyt na usługi recyklingu i odzysku oraz granulaty SBR. Pozytywnie wpływa także sprzyjająca sytuacja podażowa na rynku opon oraz innych odpadów, co skutkuje nowymi źródłami wysokomarżowych przychodów.

W przeciągu 9 miesięcy 2017 r., sprzedaż Spółki wyniosła 34,6 mln zł (+18 proc. r/r), zysk ze sprzedaży 5,2 mln zł (+94 proc. r/r), EBITDA 9,1 mln zł (+35 proc. r/r) i zysk netto rzędu 3,7 mln zł (+73 proc.). Istotnie wyższe dynamiki wzrostu przychodów wobec wzrostu kosztów skutkują istotnym wzrostem wyników i skokowym wzrostem marż (np. dwukrotny wzrost na poziomie zysku ze sprzedaży i EBIT).

 III kwartał 2017 r. pokazuje potencjał Grupy Recykl i tym samym wpływ zarówno szeregu dotychczasowych inwestycji, jak i sprzyjającego otoczenia rynkowego i silnej pozycji konkurencyjnej. Kończymy rozbudowę ogólnopolskiej sieci zbiórki opon. W najbliższych kwartałach i latach naszymi priorytetami z jednej strony jest rozwój i wdrażanie innowacyjnych, wysokomarżowych produktów i technologii, z drugiej, chcemy dalej zwiększać moce produkcyjne. Zapewne w 2018 r. podejmiemy stosowne decyzje – powiedział Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

W strukturze przychodów okresu I-III kw. 2017 r. blisko 60 proc., tj. ok. 20 mln zł (+12 proc. r/r) stanowiła sprzedaż produktów z przerobu opon (wolumenowo sprzedano 27,1 tys. ton paliwa alternatywnego, 16,1 tys. ton granulatu SBR i 7,7 tys. ton kordu stalowego). 34-procentowy wzrost odnotowano w ramach usług prowadzenia zbiórki opon (3 mln zł), najsilniej natomiast wzrosła pozostała sprzedaż (+271 proc. do 4,5 mln zł), będąca efektem zagospodarowania zużytych opon oraz odbioru innych odpadów, dodawanych do paliw alternatywnych własnej produkcji.

Spółka kontynuuje prace badawczo-rozwojowe w takich obszarach, jak wykorzystanie granulatu gumowego jako kompozytu polimerowo-gumowego, zastosowanie kordu tekstylnego z zużytych opon jako dodatku do mieszanek mineralno-asfaltowych (SMA, MMA) oraz dewulkanizatu. Nowe produkty mogą znaleźć zastosowanie w szeregu branż, począwszy od motoryzacji, aż do branży budowlanej.

–  Przy silnym rozwoju, utrzymujemy zadłużenie finansowe na bezpiecznym poziomie 16-18 mln zł. Ponadto w porównaniu do EBITDA, dług netto spada i na koniec września 2017 r. wskaźnik ten wyniósł 1,5, wobec 1,9 przed rokiem – dodał Zbigniew Fleszar, dyrektor finansowy i członek  Zarządu Grupy Recykl S.A.

Twitter to istotne źródło informacji dla 90 proc. polskich dziennikarzy. Ich zdaniem nie zastąpi jednak tradycyjnej dystrybucji komunikatów prasowych

Twitter to istotne źródło informacji dla 90 proc. polskich dziennikarzy. Ich zdaniem nie zastąpi jednak tradycyjnej dystrybucji komunikatów prasowych 2

Dziennikarze w Polsce chętnie wykorzystują Twittera jako źródło informacji – wynika z badania „Komunikacja w 140 znakach”. Obserwują w tym medium społecznościowym również firmy i osoby odpowiedzialne za ich komunikację. Jednak zdaniem ponad 70 proc. redaktorów Twitter nie ma szans na to, by zastąpić tradycyjną dystrybucję komunikatów prasowych. Październik w mediach społecznościowych upłynął też pod znakiem zmian w sekcji Stories na Facebooku, Instagramie i Snapchacie.

 W październiku opublikowano badanie, które pokazuje, jak dziennikarze w Polsce korzystają z Twittera. Przygotowała je agencja d*fusion communication, która zapytała o to 82 przedstawicieli mediów. Jak wynika z raportu, redaktorzy najczęściej korzystają z tego serwisu społecznościowego do wyszukiwania informacji, zbierania opinii bądź szukania inspiracji do swoich tekstów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Piotrowska, młodsza redaktor w PRoto.pl.

Z badania „Komunikacja w 140 znakach” wynika, że z Twittera korzystają niemal wszyscy ankietowani dziennikarze (90 proc.).

 Przedstawiciele mediów chętnie obserwują na Twitterze marki, a także osoby, które odpowiadają za ich komunikację. PR managerów i rzeczników prasowych śledzi w tym medium społecznościowym 68 proc. pytanych, konta firmowe – 54 proc., natomiast profile należące do szefów firm – 44 proc. –wymienia Piotrowska.

Według autorów badania Twitter wydaje się bardziej elitarny niż Facebook. Z portalu Marka Zuckerberga korzysta w Polsce blisko 16 mln osób, a z Twittera kilka milionów, z czego tylko część to konta aktywne.

– Na Twitterze nie zalewa nas taka fala niechcianych informacji, jak ma to miejsce w przypadku Facebooka. Z tego powodu dziennikarze uważają Twittera za źródło bardziej wiarygodne i chętniej inspirują się nim w tworzeniu własnych materiałów. Ponad 70 proc. dziennikarzy odpowiedziało jednak, że ich zdaniem Twitter nie ma szans na to, aby wyprzeć tradycyjne kanały dystrybucji materiałów prasowych – podkreśla redaktor PRoto.pl.

Według autorów badania Twitterowi zagrozić może jednak zjawisko fake newsów. Kluczowe są więc rzetelność dziennikarska oraz sprawdzanie i weryfikowanie źródła informacji.

Październik w mediach społecznościowych upłynął pod znakiem aplikacji Stories, po tym jak największe portale zapowiedziały zmiany w tym zakresie.

Portal Zuckerberga w ciągu najbliższych tygodni ma udostępnić stronom firmowym korzystanie z opcji Stories. Własne relacje będą mogły więc publikować marki, sportowcy, artyści czy organizacje non-profit. Facebook zdecydował się na ten krok ze względu na zapotrzebowanie użytkowników, a także był zachęcony sukcesem, jaki odniosło Instagram Stories – tłumaczy Piotrowska.

W zakładce Stories użytkownicy zobaczą historie dodawane przez strony, które obserwują lub lubią. Publikowane tam zdjęcia i filmy nie pojawią się na tablicy, chyba że zostaną tam udostępnione przez stronę i wówczas znikną po 24 godzinach.

– Instagram również wprowadził zmianę w sekcji Stories i udostępnił swoim użytkownikom dodawanie interaktywnych ankiet. Osoby, którym wyświetli się taka treść, mogą oddać głos na jedną z sugerowanych odpowiedzi. Mają też dostęp do wyników ankiety w czasie rzeczywistym. Twórcy ankiety mogą natomiast zobaczyć jej podsumowanie, w którym będą mogli sprawdzić, ile osób oddało głos, kto zagłosował i jaką opcję wybrał – wskazuje redaktor PRoto.pl.

Instagram poinformował też o dwóch innych nowych narzędziach w Stories: pipeta pozwoli na dostosowanie koloru, a na urządzeniach z systemem iOS pojawi się narzędzie do wyrównywania tekstu czy naklejek.

Również Snapchat zdecydował się na zmianę w Stories. Serwis zniósł dziesięciosekundowy limit dla materiałów wideo dodawanych jako relacje. Od teraz użytkownicy mogą tworzyć filmy o długości do 60 sekund. Ta zmiana obejmuje wszystkie osoby, które korzystają ze Snapchata na urządzeniach z systemem Android. Osoby korzystające z aplikacji na iPhone’ach już od pewnego czasu mogą dodawać dłuższe materiały wideo – mówi Paulina Piotrowska.

Centrum Nauki Kopernik otwiera warsztat edukacyjny. Za pomocą wiertarki czy drukarki 3D konstruktorzy będą mogli tworzyć nowoczesne rozwiązania inżynieryjne

Centrum Nauki Kopernik otwiera warsztat edukacyjny. Za pomocą wiertarki czy drukarki 3D konstruktorzy będą mogli tworzyć nowoczesne rozwiązania inżynieryjne 3

Warszawskie Centrum Nauki Kopernik otworzyło kolejną, profesjonalną pracownię – Wytwórnię FabLab. Korzystając z wiertarek, lutownic, wycinarek czy drukarek 3D dzieci, młodzież i dorośli mogą przekuć prawie każdy swój pomysł w prototyp. Dzięki takim inicjatywom kształcimy przyszłych inżynierów – podkreślają przedstawiciele firmy Raytheon, która jest wyłącznym partnerem nowego FabLabu.

– Wytwórnia jest przestrzenią, która z jednej strony będzie laboratorium, z drugiej – hubem dla różnych rozwiązań, które później będą upowszechniane. Zamierzamy prowadzić tam szkolenia, zajęcia dla młodzieży, nauczycieli i edukatorów, żeby mogli później wykorzystywać te kompetencje i prowadzić podobne zajęcia w swoich ośrodkach edukacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik.

FabLaby (fabrication laboratory) to pracownie, w których majsterkowicze, konstruktorzy i entuzjaści rzemiosła mogą własnoręcznie realizować pomysły i projekty. Są wyposażone w narzędzia i nowoczesny sprzęt, ogólnodostępny dla wszystkich niezależnie od wieku, doświadczenia czy technicznych umiejętności. Obecnie, jak podaje stowarzyszenie Fab Foundation, w 78 krajach świata działa już ponad tysiąc takich miejsc.

Wytwórnia w Centrum Nauki Kopernik jest FabLabem edukacyjnym i działa według założeń pedagogiki konstrukcjonistycznej. Podopieczni FabLabu będą samodzielnie definiować problemy oraz wspólnie je rozwiązywać. Następnie – na podstawie wypracowanych pomysłów – projektują i konstruują przedmioty, stanowiące rozwiązanie problemu, oraz testują ich skuteczność. Później zastanawiają się, jak je poprawić i przebudowują. Cały proces odbywa się pod okiem opiekuna, który korzysta z metody design thinking – myślenia projektowego.

– W FabLabie nie pracuje się pod nadzorem. Jest zapewniona opieka, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy, ale nie idzie się w ślad za jakąś wyznaczoną ścieżką, według instrukcji. Dostaje się pewne zadanie, a następnie za pomocą dostępnych urządzeń i narzędzi trzeba wymyślić, jak je zrealizować. Będziemy uczyć nie tylko tego, jak konstruować różne obiekty i realizować własne projekty, lecz także innych kompetencji, związanych z przedmiotami ścisłymi, przyrodniczymi oraz kompetencji miękkich, umiejętności współpracy, realizacji projektu, przedsiębiorczości, także wrażliwości społecznej, bo zależy nam na tym, żeby te projekty realizowały pewne potrzeby społeczne – mówi dyrektor Centrum Nauki Kopernik.

W planach Wytwórni są m.in.: praktyczne warsztaty z konstruowania dla dzieci i młodzieży, szkolenia dla nauczycieli i edukatorów, wspólne projekty z lokalnymi ogniskami Centrum Wspierania Rodzin.

Na mocy porozumienia z Uniwersytetem Stanforda warszawska Wytwórnia w Centrum Nauki Kopernik należy do światowej sieci FabLabów edukacyjnych (eng. FabLearn Labs). Pomysłodawcą edukacyjnych FabLabów jest Paulo Blikstein, profesor Uniwersytetu Stanforda.

– Dwa lata temu podpisaliśmy umowę o współpracy z Uniwersytetem Stanforda. Nie tylko rozwijamy nasze aktywności edukacyjne, lecz także badamy, jak przebiegają procesy uczenia się przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi – mówi Robert Firmhofer.

Koncepcja Wytwórni wpisuje się w rozwój edukacji STEM (z ang. science, technology, engineering, mathematics – red.), który ma na celu rozbudzanie zainteresowań uczniów naukami ścisłymi, inżynieryjnymi i technicznymi.

– Założeniem warsztatów jest to, aby uczyć przedmiotów ścisłych w sposób jak najciekawszy, więc uczymy dzieci wykorzystywać naukę, technologię, inżynierię i matematykę w codziennym życiu, w jak najprostszy i efektywny sposób. Chcemy mieć jak najwięcej młodych inżynierów, którzy w przyszłości będą mogli zmieniać nasz świat na lepsze – mówi Wes Kremer z Raytheona.

Wyłącznym partnerem warszawskiego FabLabu jest jeden z największych na świecie koncernów zbrojeniowych. Raytheon podkreśla, że jego celem jest przede wszystkim wyedukowanie młodych i wykształcenie ich w naukach ścisłych. Firma jest też partnerem laboratorium technologicznego w Centrum Nauki Kopernik.

– Sponsorujemy szereg podobnych projektów, w tym również w USA. Jest to dalsze rozwijanie dzieci w zakresie przedmiotów ścisłych, technologii, inżynierii, matematyki, w zakresie STEM, skierowane głównie do wczesnych szkół podstawowych, ponieważ okazało się, że to właśnie wtedy dzieci rozwijają gros swoich umiejętności w zakresie przedmiotów ścisłych i podejmują decyzję co do tego, czy w przyszłości zająć się matematyką i naukami ścisłymi, czy nie –mówi Wes Kremer.

Do połowy stulecia rolnictwo będzie musiało wyżywić 10 mld ludzi. Rolnicy potrzebują innowacyjnych rozwiązań i produktów

Do połowy stulecia rolnictwo będzie musiało wyżywić 10 mld ludzi. Rolnicy potrzebują innowacyjnych rozwiązań i produktów 4

Pogodzenie upraw z ochroną środowiska i różnorodności biologicznej to dla rolników duże wyzwanie. Od stanu środowiska naturalnego zależy w dużej mierze jakość plonów. Z drugiej strony – do połowy tego stulecia rolnictwo będzie musiało wyżywić około 10 mld ludzi. Dlatego zdaniem ekspertów potrzebny jest wzrost efektywności upraw. Aby sprostać tym wyzwaniom, rolnictwo potrzebuje innowacji. Kluczowe jest też kształtowanie świadomości rolników i promowanie dobrych praktyk, które można stosować w gospodarstwach. 

– Wiele czynników ma wpływ na zmiany zachodzące w rolnictwie, m.in. zmiany klimatyczne, i to zarówno na pracę, jak i życie na obszarach wiejskich. Poza tym żyjemy w czasach globalizacji, w których zapewnienie wystarczającej ilości żywności rosnącej populacji może być problemem. Musimy się dostosować do rosnącego popytu i do zagrożeń, do których zaliczyłbym m.in. inwazyjne gatunki zagrażające uprawom i hodowlom. Wyzwania są więc liczne, a wszystkie one są związane z globalnymi zmianami, które nie omijają rolnictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Dusík, dyrektor europejskiego biura UNEP (United Nations Environment Programme), agendy ONZ, powołanej w celu prowadzenia działań na rzecz ochrony środowiska naturalnego i monitorowania jego stanu.

Rolnictwo wywiera znaczący wpływ na środowisko. Z kolei od stanu środowiska naturalnego zależy jakość plonów, a w konsekwencji zdrowie konsumentów – to jeden z wniosków raportu „Rolnictwo i przyroda”, przygotowanego przez BASF i Centrum GRID Warszawa, które wdraża w Polsce założenia Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych (UNEP).

Pogodzenie rozwoju rolnictwa z ochroną środowiska i różnorodności biologicznej to duże wyzwanie. Bioróżnorodność – rozumiana jako bogactwo gatunków i ekosystemów – wpływa na uprawy i wielkość zbiorów. Szacuje się, że w jednym gramie gleby zamieszkuje kilka miliardów bakterii i drobnoustrojów. Mrówki, biedronki, dżdżownice i owady zapylacze, takie jak pszczoły, są niezbędne w procesie zapylania roślin i uprawy, przy okazji zwalczając szkodniki i utrzymując żyzność gleby.

– Dysponujemy obecnie dużą wiedzą na temat relacji zachodzących pomiędzy rolnictwem i środowiskiem. Dzięki temu jesteśmy w stanie wskazać, w jaki sposób zapewnić stabilną produkcję rolną, nie osłabiając przy tym środowiska naturalnego i różnorodności biologicznej. Musimy szukać rozwiązań odpornych na różnego rodzaju ekstrema, na przykład zatrucie środowiska. Istnieje szereg problemów, które rolnictwo może skutecznie rozwiązywać, zanim jeszcze objawią się one z całą mocą – mówi Jan Dusík.

Działania na rzecz zrównoważonego rolnictwa są konieczne, bo w kolejnych 50 latach rolnicy będą musieli wyprodukować więcej żywności niż przez ostatnie 10 tys. lat. Jak wskazują eksperci, do 2050 roku liczba ludności na świecie wzrośnie o 40 proc., do około 10 miliardów. To oznacza duży wzrost zapotrzebowania na żywność. Szacuje się, że produkcja rolna będzie musiała wzrosnąć aż o ok. 75 proc. Będzie to duże wyzwanie, ponieważ w tym samym czasie – do połowy tego stulecia – powierzchnia użytków rolnych w przeliczeniu na osobę skurczy się o jedną trzecią. Natomiast zużycie zasobów wody przez rolnictwo wzrośnie o 45 proc. już w okolicach 2030 roku.

Podobnie jak inne branże, rolnictwo potrzebuje innowacji i produktów, które będą w jak największym stopniu przyjazne środowisku. Dużą rolę odgrywa tu branża chemiczna, czyli producenci środków ochrony roślin. Jak wynika z raportu, na poziomie UE wzrost efektywności produkcji rolnej o 1 proc. przyczyniłby się m.in. do zmniejszenia o 220 mln ton emisji dwutlenku węgla i pozwoliłby wyprodukować żywność dla kolejnych 10 mln ludzi.

– Rolą branży chemicznej produkującej środki ochrony roślin jest przede wszystkim praca nad nowymi produktami i innowacjami, które będą podążały za potrzebami rolników, za zwiększonym zapotrzebowaniem na bezpieczne produkty żywnościowe. Rośnie świadomość rolników w zakresie dbałości o bioróżnorodność, ponieważ – produkując więcej – spotykają się z wyzwaniem, jak pogodzić to z dbałością o środowisko naturalne – mówi Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska.

Jak wskazują autorzy raportu „Rolnictwo i przyroda” – rolnikom potrzebny jest zestaw praktyk ukierunkowanych na ochronę bioróżnorodności. Dzięki temu łatwiej będzie im prowadzić uprawy zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Podstawową kwestią jest jednak kształtowanie świadomości rolników, dotyczącej ochrony środowiska i bioróżnorodności oraz promowanie dobrych praktyk, które mogą stosować gospodarstwa.

– Świadomość rolników w zakresie dbałości o środowisko naturalne i symbiozę z tym środowiskiem zawsze była wysoka. Zwłaszcza wśród polskich rolników. To między innymi zasługa współpracy z branżą chemiczną i producentami. Kładziemy bardzo duży nacisk na edukację. Nie chodzi o promowanie określonych produktów, ale promowanie praktyk bezpiecznego użycia środków ochrony roślin czy kwestie związane z odbiorem opakowań przez autoryzowane podmioty. To powoduje, że rolnicy z dnia na dzień i z roku na rok podnoszą swoją świadomość dotyczącą dbałości o środowisko naturalne – mówi Cezary Urban.

– Rolą rolników, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie jest bycie strażnikami ziemi, którą wykorzystują. Muszą się o nią troszczyć tak by dawała plony, a jednocześnie była dostępna na potrzeby mieszkaniowe dla tych, którzy wolą żyć na wsi zamiast w mieście – dodaje Jan Dusík.

68 proc. Polaków uważa się za odpowiedzialnych konsumentów. Podczas zakupów kierują się bardziej potrzebami niż tym, czy firma działa etycznie

68 proc. Polaków uważa się za odpowiedzialnych konsumentów. Podczas zakupów kierują się bardziej potrzebami niż tym, czy firma działa etycznie 5

Większość Polaków uważa się za odpowiedzialnych konsumentów – wynika z badania przeprowadzonego przez Maison & Partners w ramach projektu „Nienieodpowiedzialni.pl”. Odpowiedzialność pojmujemy jednak bardziej jako świadome zakupy. Znacznie mniej osób zwraca uwagę na etyczne postępowanie producentów. Zdaniem ekspertów przyszłość należy do konsumentów, którzy dokonują świadomych wyborów i w ten sposób zmieniają rzeczywistość. Duża rolę do odegrania ma też branża finansowa.

Z jednej strony 68 proc. Polaków uważa, że są odpowiedzialnymi konsumentami, ale przede wszystkim rozumieją to jako niekupowanie za dużo, niekupowanie rzeczy za drogich, czyli jako ograniczenie konsumpcjonizmu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Dominika Maison, psycholog, prezes domu badawczego Maison & Partners.

Z badań przeprowadzonych przez Maison & Partners w ramach projektu „Nienieodpowiedzialni.pl” wynika, że większość Polaków uważa, że kupuje świadomie to, co faktycznie jest im potrzebne, i czyta etykiety. Jednocześnie jednak tylko co czwarty badany wskazuje, że inni Polacy i Europejczycy są odpowiedzialnymi konsumentami. Jak zauważa prof. Maison, znacznie mniej osób przywiązuje wagę do etycznego postępowania przedsiębiorstwa.

Dla wielu Polaków – w zależności od problemu 1/3 lub 1/4 – nie ma znaczenia to, w jakich warunkach są zatrudniani pracownicy i jakie materiały są wykorzystywane do produkcji. Nie jest to dla nich istotne, wybierają produkty, które im smakują, podobają się i są wystarczająco tanie. Z tej perspektywy z odpowiedzialnością jest trochę gorzej – ocenia prezes Maison&Partners.

Z badania wynika, że nawet 80–90 proc. konsumentów nie słyszało o skandalach związanych z nieodpowiednimi warunkami pracy w danym przedsiębiorstwie czy o kontrowersyjnych wypowiedziach właścicieli firm. Równie mało osób potrafi dopasować określone wydarzenie do danego przedsiębiorstwa. Co istotne, wśród osób, które słyszały o przypadkach nieodpowiedzialnego biznesu, wielu nie zwraca na to większej uwagi i nie rezygnuje z zakupów produktów czy usług takiej firmy.

Są osoby, które zachowują się bardzo odpowiedzialnie. Ta grupa rośnie. Jednak większość Polaków w niewielkim stopniu podejmuje odpowiedzialne konsumencko decyzje i myślę, że tu jest długa droga i pole do popisu dla edukacji konsumenckiej – przekonuje prof. Dominika Maison.

Sytuacja jednak stopniowo się zmienia. Trendy konsumenckie coraz mocniej kreują osoby młode, czyli pokolenie millenialsów, dla których odpowiedzialna produkcja czy etyczne zachowania przedsiębiorstw mają znaczenie.

Młodzi konsumenci uważają, że firmy powinny być odpowiedzialne, chcą kupować w firmach odpowiedzialnych i w ten sposób oddziaływać na rzeczywistość. Przyszłość należy do takich konsumentów, którzy dokonują świadomych wyborów – tłumaczy Artur Nowak-Gocławski z Nienieodpowiedzialni.pl.

Odpowiedzialność konsumenta to także świadome podpisywanie umów z instytucjami finansowymi. Pod tym względem jest jednak dużo do zrobienia, bo choć 53 proc. Polaków uważa takie umowy za niezrozumiałe, to jednak składają pod nimi podpis. Tylko co czwarty konsument dokładnie czyta całą umowę, blisko połowa czyta ją pobieżnie, sprawdzając tylko dane personalne i najważniejsze zapisy, a 8 proc. podpisuje umowy bezrefleksyjnie, nie zwracając uwagi na zawartość. Co może dziwić, oprócz osób z niskim wykształceniem czy ludzi starszych w tej ostatniej grupie znajdują się też dwudziestolatkowie.

Takie projekty jak Nienieodpowiedzialni.pl są bardzo ważne, bo próbują propagować ideę odpowiedzialności biznesu, odpowiedzialności konsumenckiej, choć co prawda na razie głównie w gronie specjalistów. Są też okazją do tego, by zbadać, jak wygląda ta strona konsumencka, to jak Polacy postrzegają tego typu różne działania firm – wskazuje Nowak-Gocławski.

Z ubiegłorocznego badania wynikało, że ok. 80 proc. badanych uważa, że instytucje finansowe próbują naciągać klientów na niepotrzebne produkty finansowe, a ok. 70 proc., że stawiają przede wszystkim na własne korzyści. Zmiana takiego podejścia jest istotna, zwłaszcza w świetle ery IT i robotów.

Następuje szybka demokratyzacja usług finansowych, to są np. finanse społecznościowe. Jest szereg różnych inicjatyw, które zabierają monopol starym instytucjom finansowym. Kluczem jest, że bez zmian pozostaje potrzeba etycznego postępowania branży finansowej, a tylko tym etycznym postępowaniem i odpowiedzialnością branża finansowa będzie się w stanie bronić przed zmianami – ocenia Artur Nowak-Gocławski.

Od zawodów finansowych w większym stopniu niż od jakichkolwiek innych oczekiwane są kompetencje moralne – uczciwość, etyka, dbanie o dobro wspólne. Na większe zaufanie mogłyby wpłynąć mocniejsze nastawienie na realizację potrzeb klienta, a nie tylko na sprzedaż produktu, oraz posiadanie wysokich standardów etycznych. Sztuczna inteligencja będzie więc zdaniem ekspertów na tyle etyczna, na ile etyczny jest jej twórca

– Etyka biznesu w erze robotów w dużej mierze zależy od nas, ludzi, którzy będą to kreować, algorytmy są przez kogoś budowane. Sztuczna inteligencja będzie się uczyła z tego, co obserwuje, w tym ludzi – w jaki sposób się zachowujemy – podkreśla Artur Nowak-Gocławski.

Do 2020 roku znikną szkoły bez dostępu do internetu Dzieci będą lepiej chronione przed cyberzagrożeniami

Do 2020 roku znikną szkoły bez dostępu do internetu Dzieci będą lepiej chronione przed cyberzagrożeniami 6

Dziś kilka tysięcy spośród 30,5 tys. szkół w Polsce jest w zasięgu sieci o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Dzięki ustawie o Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE), nad którą kończy prace Senat, na terenach wykluczonych cyfrowo powstanie nowoczesna infrastruktura. Podłączanie szkół do szybkiego internetu rozpocznie się w 2018 roku i potrwa przez trzy lata. Inwestycja będzie kosztowała 320 mln zł, a przez 10 lat na utrzymanie sieci trafi 1,3 mld zł z budżetu państwa. To oznacza, że gminy będą mogły zaoszczędzone środki zainwestować m.in. w cyberbezpieczeństwo najmłodszych.

Program Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej oznacza radykalną zmianę w sposobie nauczania. Oczywiście ta rewolucja nie nastąpi z dnia na dzień, bo szkoły muszą fizycznie zostać podłączone do sieci. Zaplanowaliśmy ten proces na lata 2018–2020. Już w 2018 roku zaczną się prace przygotowawcze i pierwsze inwestycje w 1,5 tys. szkół. Cały proces zakończy się w 2020 roku, i wówczas 100 proc. szkół w Polsce znajdzie się w szybkiej sieci internetowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Streżyńska, minister cyfryzacji.

Kompleksowa inwentaryzacja stanu dostępu do internetu w jednostkach oświatowych wskazuje, że obecnie ok. 23 proc. korzysta z internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s, a ponad 40 proc. – nieprzekraczających 10 Mb/s. Wprowadzenie Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE) ma zniwelować wykluczenie cyfrowe, przyczynić się do wyrównywania szans edukacyjnych uczniów oraz rozwoju kompetencji i umiejętności cyfrowych. Do 2020 roku planowane jest podłączenie do sieci szkół w 19,5 tys. lokalizacji. Budowa OSE – zgodnie z przyjętą w czerwcu przez rządu uchwałą „100 Mega na 100-lecie” wpisuje się w obchody 100-lecia, odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku.

Dla wszystkich uczniów w kraju, niezależnie od tego, czy mieszkają w Warszawie, Poznaniu czy w Pogorzałkach, OSE oznacza równe szanse w dostępie do nowoczesnej edukacji, m.in. dzięki dostępowi do tych samych zasobów edukacyjnych, zarówno firmowanych przez MEN, jak i przez firmy prywatne czy organizacje pozarządowe. Nauczyciele będą mieć ten sam dostęp do wiedzy, co umożliwi im stałe podnoszenie kompetencji, a rodzice uzyskają lepszy kontakt ze szkołą – przekonuje minister cyfryzacji.

Dziś pod względem kompetencji informatycznych polscy uczniowie odstają od rówieśników z Europy. Raport Edu-Tech 2016 wskazuje, że plasujemy się poniżej średniej dla państw OECD (287 przy 295 pkt). Mało rozpowszechnione są także umiejętności programowania. W przypadku najbardziej zaawansowanych krajów, takich jak np. Finlandia, odsetek osób, które napisało w swoim życiu jakikolwiek program przy wykorzystaniu specjalistycznego języka wynosi 38 proc. W Polsce to 14 proc.

– W miarę jak nauczyciele będą doskonalić swoje umiejętności, a dzieci zdobywać wiedzę, będą sięgać po bardziej zaawansowane rozwiązania cyfrowe. Nie będzie to tylko nauka podstaw programowania, ale również pierwsze quasi zawodowe wybory, edukacja informatyczna na poziomie średnim lub wyższym – mówi Anna Streżyńska.

Na świecie programowanie uważane jest za kluczową nowoczesną kompetencję i uznawane za trzeci język, którego należy się uczyć równolegle z ojczystym i obcym. Dlatego na Zachodzie tego rodzaju zajęcia od lat znajdują się w planie zajęć nawet najmłodszych uczniów. Od września 2017 roku nauka programowania rozpoczęła się także w Polsce, w I klasach szkół podstawowych. To poważne wyzwanie dla szkół.

– Mamy do czynienia z pewnym niedostatkiem w dostępie do internetu w szkołach. Ustawa o OSE ma za zadanie to zmienić, aby szkoły rzeczywiście miały dostęp do sieci, zasobów edukacyjnych, które są w sieci, możliwości komunikowania się z innymi szkołami, realizowania wspólnych projektów edukacyjnych i do tego wszystkiego, do czego zachęca nowa podstawa programowa – tłumaczy Rafał Lew-Starowicz z Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Podłączenie wszystkich szkół do sieci szybkiego internetu będzie kosztowało 320 mln zł (pozyskanie z programu operacyjnego Polska Cyfrowa), a przez 10 lat od 2022 roku na utrzymanie sieci trafi 1,3 mld zł z budżetu państwa. To oznacza, że samorządy mogą zaoszczędzone w ten sposób środki przeznaczyć np. na sprzęt lub cyberbezpieczeństwo.

Bezpieczeństwo edukacji cyfrowej to w pierwszej kolejności zapewnienie dostępu do tych treści, które są pozytywne, eliminowanie treści negatywnych, które na pewno źle oddziaływałyby na młodzież i dzieci. To są stosunkowo proste rzeczy, które można wyeliminować w sposób automatyczny, używając narzędzi dostępnych w tej chwili na rynku. To będzie robione w ramach OSE i jest w tej chwili testowane w trakcie pilotażu – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor NASK.

Bezpieczne korzystanie z internetu to także blokowanie mowy nienawiści i treści obraźliwych. Przydatne mogą okazać się programy, które wyłapują określone frazy i blokują na tej podstawie dostęp do danych treści.

– Potrzebna jest cała sfera działań i rozwiązań związanych z cyberbezpieczeństwem, czyli odporność na włamania do tej sieci, na próby kradzieży tożsamości czy zdjęć. Sieć powinna być chroniona przed atakami. Uczniowie często nie zdają sobie sprawy, że zrobiony dla zabawy atak na jakiś portal może spowodować poważne konsekwencje – wskazuje dyrektor NASK.

Duża rola spoczywa tutaj również na nauczycielach, którzy mają nie tylko wprowadzać dzieci w cyfrowy świat, ale i budować u nich cyfrową świadomość.

– Nawet najlepsze rozwiązania technologiczne nie zagwarantują całkowitego bezpieczeństwa ucznia. Jeżeli u dziecka nie ma wykształconej świadomości, że korzystanie z tego, co jest negatywne w internecie przynosi złe skutki, to uczeń choćby ze zwykłej przekory po wyjściu ze szkoły, gdzie ta sieć będzie zabraniała dostępu do złych treści, w domu będzie odreagowywać i próbować dostać się do tych treści. Dlatego musimy w szkole i domu kształtować świadomość dziecka o tym, że internet tak, ale bez tych niepożądanych i niebezpiecznych treści – podkreśla dr inż. Wojciech Kamieniecki.

Uwaga na cryptojacking

Fortinet zachęca użytkowników do uważnego sprawdzenia komputerów w przypadku ich mocnego spowolnienia. Mogli nieświadomie przekazać moc obliczeniową swoich urządzeń cyberprzestępcom, którzy wykorzystali ją do cryptojackingu – nowej techniki ataków.

Analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet odkrywają w ostatnim czasie coraz więcej podobnych incydentów. –  Są one używane do ukradkowego wykopywania kryptowaluty Monero z wykorzystaniem procesora zainfekowanego komputera. Poprzez zainstalowanie odpowiedniego skryptu w przeglądarce z unikatowym kodem witryny, cyberprzestępca wzbogaca się w Monero za każdym razem, kiedy nieświadoma ataku ofiara włącza komputer i odwiedza strony internetowe – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet.

Cryptojacking rozpoczął się we wrześniu, kiedy pojawiła się nowa technologia do kopania kryptowaluty Monero w przeglądarkach internetowych. Skrypt został napisany w JavaScript i można z łatwością osadzić go na dowolnej stronie. Gdy użytkownik komputera odwiedzi taką zainfekowaną stronę, moc obliczeniowa jego urządzenia zostaje przejęta na potrzeby kopania kryptowaluty. Im więcej czasu użytkownik spędza na tego typu stronie, tym więcej cykli procesora może być zużyte na potrzeby cyberprzestępcy. To tłumaczy, dlaczego najczęściej do cryptojackingu są wybierane te strony, w których użytkownicy pozostają godzinami, oglądając nielegalne seriale lub filmy. Proceder może być bardzo opłacalny – przestępcy atakujący popularne serwisy, takie jak np. The Pirate Bay, mogą zarabiać nawet do 12 tysięcy dolarów miesięcznie.

Jeśli więc usłyszysz wentylatory swojego komputera działające z pełną prędkością bez wyraźnej przyczyny, warto sprawdzić użycie procesora. Po wyświetleniu listy wszystkich procesów uruchomionych na komputerze i ustawieniu filtra na zużycie procesora w czasie rzeczywistym, należy zazwyczaj zamknąć przeglądarkę internetową. Pozwoli to zakończyć połączenie z zainfekowaną stroną. Po tej czynności można ponownie otworzyć przeglądarkę i bez problemu odwiedzać inne strony.

Następnym krokiem zalecanym przez specjalistów Fortinet, powinno być zabezpieczenie komputera przed kolejnym atakiem cryptojackingu. W tym celu należy zainstalować rozszerzenie przeglądarki anty-adware, oprogramowanie antymalware’owe i antywirusowe oraz pamiętać o ich aktualizowaniu. Oczywiście można także zrezygnować z odwiedzania podejrzanych stron z pirackimi treściami.

Pierwsza emisja obligacji w ramach II Publicznego Programu Emisji Obligacji Alior Banku

W ramach publicznej oferty obligacji Alior Bank zaoferuje ośmioletnie obligacje podporządkowane o łącznej maksymalnej wartości nominalnej 150 mln zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym okresie odsetkowym będzie stałe i wyniesie 4,55 proc. w skali roku. W kolejnych okresach odsetkowych oprocentowanie będzie zmienne, ustalane w oparciu o stawkę WIBOR 6M powiększoną o stałą marżę w wysokości 2,7 proc. Wypłata odsetek będzie następowała co 6 miesięcy.

Wartość nominalna pojedynczej obligacji to 400 000 zł. Cena emisyjna zależeć będzie od dnia złożenia zapisu. W dniu otwarcia subskrypcji będzie ona równa wartości nominalnej obligacji czyli 400 000 zł, zaś w kolejnych dniach przyjmowania zapisów wzrośnie o wartość odsetek. Oznacza to, że wpłacone pieniądze będą pracować już od dnia zapisu.

Pula oferowanych obligacji jest ograniczona, do 375 sztuk, o wartości 400 000 każda. Przewiduje się pierwszeństwo przydzielenia obligacji dla inwestorów składających zapisy przed dniem, w którym wyczerpie się powyższa pula. W przypadku nadsubskrypcji, termin zapisów zostanie skrócony, a zapisy złożone od dnia przekroczenia oferowanej puli obligacji zostaną proporcjonalnie zredukowane.

Obligacje są ośmioletnie, dzień wykupu przypada na 29 grudnia 2025 r. Planowane jest wprowadzenie obligacji do notowań na rynek Catalyst, prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Zapewnia to możliwość sprzedaży papierów przed terminem ich wykupu. Inwestorzy będą mogli składać zapisy na obligacje za pośrednictwem systemu bankowości internetowej lub w oddziałach Alior Banku.

Niniejszy materiał nie jest przeznaczony do rozpowszechniania, bezpośrednio lub pośrednio, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, Zjednoczonym Królestwie, Australii, Kanadzie, Japonii ani w innych państwach, w których rozpowszechnianie informacji zawartych w niniejszym materiale może podlegać ograniczeniom lub być zakazane przez prawo.

Poznaj TAMI – zmieniające się oblicze sektora technologii

Firmy z sektora TAMI (technologii, reklam, mediów i usług informatycznych) od dawna wiodą prym w tworzeniu nowoczesnych i innowacyjnych biur. Jako pierwsze wprowadziły koncepcję activity based working, czyli możliwości wyboru miejsca pracy w zależności od wykonywanego zadania oraz wykorzystania biura do promowania marki oraz wartości firmy. Inne branże od niedawna zaczęły wdrażać podobny model funkcjonowania biur. Duże zmiany wprowadziły zwłaszcza innowacyjne firmy technologiczne, osiągające dzięki temu imponujące sukcesy.

Priorytetem utalentowani pracownicy

Biura firm z sektora TAMI są projektowane z myślą o ludziach i wynikach – takie podejście umożliwia osiągnięcie największego sukcesu biznesowego. W porównaniu ze spółkami finansowymi i ubezpieczeniowymi mniejszą wagę przywiązują one do redukcji kosztów. Elastyczność, innowacyjność i wydajność są istotne w każdej branży, ale dla firm technologicznych kluczowym elementem jest pozyskiwanie i zatrzymywanie najbardziej utalentowanych pracowników. To właśnie zbyt mała liczba zdolnych i młodych osób na rynku pracy spędza sen z powiek menedżerom. Ekonomiści i psychologowie zgodnie przyznają, że podwyższenie wynagrodzenia w niewielkim stopniu wpływa na wzrost zadowolenia z wykonywanej pracy. Utrata dobrze opłacanego inżyniera oprogramowania może firmę drogo kosztować, a także spowodować odejścia innych pracowników. Z tego względu czołowe firmy technologiczne szukają sposobów na zwiększenie retencji pracowników.

Badania przeprowadzone przez firmę Cushman & Wakefield pokazują, że na decyzję o pozostaniu lub odejściu pracownika w firmie mogą w znacznym stopniu wpłynąć inwestycje w zapewnienie lepszych warunków pracy oraz rozwiązania sprzyjające poprawie samopoczucia zatrudnionych. Zaangażowanie i lojalność pracowników można zwiększyć dzięki stworzeniu środowiska pracy, oferującego wiele rodzajów przestrzeni odpowiadających różnym potrzebom, jak np. miejsc do kreatywnego myślenia, pracy w skupieniu czy regeneracji sił. To istotne, ponieważ praca, w której spędzamy wiele godzin, ma ogromny wpływ na jakość naszego życia.

W sektorze technologii biurka do pracy na siedząco i stojąco są już standardem. Dotyczy to także udogodnień i dodatkowych świadczeń, takich jak siłownia, zdrowa dieta, zajęcia jogi w miejscu pracy, czy masaże.

Lokalizacja jest równie istotna. Badanie przeprowadzone wśród 400 studentów biznesu w Paryżu (ESSEC) wykazało, że 93% z nich nie jest zainteresowanych pracą w tradycyjnym biurze, a 87% chciałoby pracować w centrum miasta. Trzeba to wziąć pod uwagę.

Technologia staje się obecnie najmniejszym kosztem, a wynagrodzenia największym.

Nie dotyczy to tylko sektora technologicznego. Firmy reklamowe są również coraz bardziej uzależnione od utalentowanych technologów i dążą do ich pozyskiwania i zatrzymania. Klient firmy Cushman & Wakefield i dyrektor agencji reklamowej w Londynie ujął to dobitnie: „Nie boję się, że moi pracownicy odejdą do konkurencji. Boję się, że polecą do Tajlandii i będą pracować jako wolni strzelcy leżąc na plaży. Nasze biuro musi być bardziej atrakcyjne. Musi być miejscem, które kochają. Ich domem”. Piszę te słowa siedząc na dużym, różowym flamingu w basenie z widokiem na Marinę Ibiza. Przyznam, że rozumiem jego obawy.

Do pracy wirtualnej niezbędne będzie zapewnienie zarówno odpowiedniej przestrzeni, jak i możliwości bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami. Firmy będą musiały stworzyć równowagę pomiędzy powierzchnią do pracy wspólnej i indywidualnej.

Biuro jako marka

Firmy reklamowe przodują również w wykorzystywaniu miejsca pracy jako narzędzia sprzedażowego. Jedna z londyńskich agencji reklamowych, której biuro jest przykładem  zastosowania najnowszych trendów – pełną energii, atrakcyjną i kreatywną przestrzenią – prezentowała klientom oferty w eleganckiej, ale nieprzyjaznej sali. Przekonaliśmy jej pracowników, aby najpierw oprowadzali klientów po tętniącym życiem biurze. Efekt? „Klienci decydują się na współpracę z nami, zanim przedstawimy ofertę”.

Spółki z branż TAMI są liderami w zakresie przejmowania start-upów, co stwarza ciekawe wyzwania związane z fuzją organizacji. Jedna z dużych amerykańskich firm technologicznych, z którą współpracowaliśmy w regionie EMEA, opracowała skuteczne, ale elastyczne wytyczne dotyczące organizacji miejsc pracy i zmian, aby ułatwić włączanie nowych firm do jej struktury.

Firmy z sektora TAMI pod wieloma względami wytyczają nowe trendy. Jak wykorzystać miejsce pracy do tego, aby zwiększyć zaangażowanie i satysfakcję pracowników? Jak pozytywnie zaskoczyć klientów? Warto śledzić działania tych organizacji.

ING Lease po trzech kwartałach 2017 r.

Biznes pod lupą nowych technologii

Facetracking, EEG, ECG, EMG, eyetracking – najnowsze technologie, które
w ostatnich czasach pojawiają się na rynku, diametralnie zmieniają sposób naszego funkcjonowania i możliwości jego analizy. Także w biznesie, medycynie, architekturze, motoryzacji czy organizacji pracy. Od niedawna w Warszawie znajdują się najnowocześniejsze na świecie urządzenia, dzięki którym można sprawdzić, jak odbieramy różnego rodzaju bodźce z otoczenia (takie jak zdjęcia, teksty, plakaty czy filmy) oraz jak zachowujemy się w wirtualnej rzeczywistości – środowisku coraz częściej wykorzystywanym w biznesie.

Badanie ludzkich reakcji na określone bodźce i interakcje z konkretnymi produktami do niedawna zarezerwowane były przede wszystkim dla marketingu. Reklama i zwiększenie sprzedaży produktu wymagają dokładnej znajomości klienta i jego zachowań. Stąd wykorzystanie eyetrackingu, GSR, EEG czy technologii VR. Okazuje się jednak, że badanie emocji i zachowań ludzkich może być pomocne także w innych obszarach. Pod warunkiem, że będzie właściwie przeprowadzone.

– Badanie stanów emocjonalnych człowieka nie jest niczym nowym. Unikalność Centrum Analiz Medialnych UW polega na tym, że jesteśmy w stanie integrować wiele pomiarów,
z kilku urządzeń, na jednej osi czasu i analizować je jednocześnie. Dzięki wykorzystaniu bardzo nowoczesnych technologii możemy dokładniej zbierać dane z pomiarów biometrycznych i behawioralnych i analizować je bardziej precyzyjnie, wieloaspektowo. Taka wiedza daje bardzo szerokie możliwości w wielu branżach
– tłumaczy dr Karolina Brylska z Centrum Analiz Medialnych Uniwersytetu Warszawskiego. To właśnie tutaj znajduje się najnowocześniejsza na świecie aparatura, która umożliwia bardzo skrupulatny pomiar ludzkich zachowań, otwierający szereg możliwości w wielu branżach.

Znajdziemy tutaj cztery różne eyetrackery śledzące ruchy gałki ocznej, facetracker, który odczytuje emocje z mięśni twarzy, urządzenie GSR (służące do badania reakcji skórno-galwanicznej), urządzenie do badań ECG oraz EMG (analizujące skurcze mięśnia sercowego i innych mięśni), EEG śledzące pracę mózgu, a także specjalną arenę VR umożliwiającą badanie aktywności człowieka w wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Większość tych urządzeń integruje bardzo zaawansowany system iMotions (takim systemem dysponuje tylko kilka najlepszych uczelni na świecie), który umożliwia zebranie poszczególnych pomiarów, nałożenie ich na wspólną oś czasu i wyciągnięcie konkretnych wniosków. To właśnie dzięki temu badania biometryczne mogą być tak precyzyjne i dostarczać kompleksowych informacji na temat ludzkich emocji i reakcji na określone bodźce.

– Obserwujemy bardzo szybki rozwój nowych technologii, także tych, które analizują zachowanie człowieka. Dzięki temu jesteśmy w stanie coraz lepiej zapobiegać wypadkom, diagnozować ciężkie choroby czy wykonywać skomplikowane operacje. W najbliższym czasie badania biometryczne pomogą nam w rozwiązywaniu wielu innych problemów,
z którymi obecnie się zmagamy. Sprzęt, którym dzisiaj dysponujemy ma naprawdę duże możliwości, teraz musimy popracować nad jego szerszym zastosowaniem
– tłumaczy Paweł Soluch z firmy Neuro Device, która brała udział w dostarczeniu części sprzętu dla Centrum Analiz Medialnych UW.

Dla kogo badanie emocji?

Wydaje się, że zastosowanie badań biometrycznych i technologii analizujących nasze zachowanie daje nieograniczone zastosowanie. Co chwilę pojawiają się informacje dotyczące nowych pomysłów na ich wykorzystanie w coraz to nowszych obszarach. Poniżej kilka tych, które w ostatnich latach zmieniają się wyjątkowo dynamicznie.

Medycyna

Zapotrzebowanie na nowe rozwiązania w medycynie jest bardzo duże, a adaptacja kolejnych rozwiązań przebiega tu wyjątkowo szybko. VR ma już szerokie zastosowanie
w rehabilitacji oraz terapii pacjentów z problemami zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi,
a także osób starszych. Leczy się w ten sposób m.in. stresy pourazowe, depresję czy różnego rodzaju fobie. Terapia z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości poprawia kontrolę nad własnym ciałem i umysłem oraz stymuluje organizm do działania.

Nowe technologie, takie jak VR, są też często wykorzystywane podczas szkoleń dla chirurgów, gdzie nauka na żywym organizmie bywa bardzo ryzykowna, a często wręcz niemożliwa.

Badania eyetrackingowe, EEG czy GSR należą z kolei do najskuteczniejszych narzędzi diagnostycznych pozwalających wykryć i usprawnić terapię m.in. autyzmu, ADHD, choroby Parkinsona czy epilepsji.

Architektura

Nasze otoczenie ma bezpośredni wpływ na to, jak funkcjonujemy. Dlatego przed podjęciem decyzji o kolejnej inwestycji coraz częściej tworzy się cyfrowe modele budynków, konstrukcji czy określonych pomieszczeń. Podczas wirtualnego spaceru klient może zobaczyć mieszkanie zanim je kupi, urbanista sprawdzi, jak dany budynek wkomponuje się w przestrzeń miejską, a architekt przetestuje zaproponowaną przez siebie drogę ewakuacyjną. To rozwiązania, które zdobywają rzesze zwolenników wśród deweloperów, biur architektonicznych i urbanistów, pozwalając na podejmowanie właściwych decyzji
i zaoszczędzenie czasu oraz pieniędzy.

Z kolei wykorzystując eyetracking projektanci mogą sprawdzić, jak zwykli ludzie, użytkownicy architektury, odbierają ich realizacje. Kilka miesięcy temu jeden
z pierwszych takich eksperymentów na świecie przeprowadzono na Politechnice Wrocławskiej. Eyetrackery dostarczone przez firmę Neuro Device Group pozwoliły spojrzeć na projekty planowanych obiektów oczami mieszkańców miasta. Wstęp do tego eksperymentu odbył się w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie zwiedzający więcej uwagi poświęcali na oglądanie zabytkowego kotła niż głównego eksponatu – repliki samolotu Liberator. Chociaż w ankietach odpowiedzieli, że było odwrotnie.

Motoryzacja

Korzystając z wirtualnej rzeczywistości, jesteśmy w stanie sprawdzić, jak projekt nowego modelu oceniają potencjalni nabywcy. Marka Audi wprowadziła specjalne zestawy VR umożliwiające klientom konfigurację wybranych samochodów przed ich zakupem. Inżynierowie Forda testują w ten sposób nowe elementy, jeszcze zanim powstaną pierwsze prototypy, a SEAT deklaruje, że dzięki wirtualnej rzeczywistości oszczędził 30% czasu przy projektowaniu jednego ze swoich SUV-ów.

Wykorzystując badania eyetrackingowe, GSR czy EEG, jesteśmy w stanie poprawić bezpieczeństwo na drogach, zmierzyć czas reakcji kierowców, ich aktywność czy senność podczas długiej monotonnej podróży, a także wpływ rozmów przez telefon komórkowy na kierującego pojazdem.

Organizacja pracy w firmach

Dzięki zastosowaniu technologii VR, EEG czy eyetrackingu, można dokładnie przeanalizować przestrzeń roboczą i podnieść wydajność pracowników, sprawić, żeby miejsce pracy sprzyjało kreatywności i pozwoliło sprawniej wykonywać zadania. Także w fabrykach, gdzie technologia VR pomoże ocenić koordynację podczas wykonywania prac manualnych, skrócić czas montażu części lub zredukować popełniane błędy.

Wirtualna rzeczywistość może też z powodzeniem zastąpić drogie i zajmujące wiele czasu podróże na spotkania biznesowe czy międzynarodowe konferencje. Jest także nieoceniona w przypadku szkoleń i oceny kompetencji pracowników. Za jej pomocą można także sprawdzać kandydatów do pracy, testując ich predyspozycje na konkretne stanowiska; realizację określonych zadań, odporność na stres. Na rynku pojawiają się także pierwsze aplikacje VR, które pomagają kandydatom przygotować się do procesu rekrutacji.

Wyniki finansowe Grupy OPONEO.PL S.A. za 3 kwartał 2017 r.

W III kwartale 2017 roku Grupa OPONEO.PL, dzięki 29% wzrostowi sprzedaży opon, uzyskała przychody ze sprzedaży wyższe o 34% niż w III kwartale 2016 roku, które wyniosły 109,5 mln zł. Narastająco za trzy kwartały 2017 roku przychody ze sprzedaży wyniosły 406 mln zł.

W III kwartale 2017 roku Grupa OPONEO.PL sprzedała w sumie 408,9 tys. opon, tj. o 29% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wzrosła również sprzedaż felg. W III kwartale 2017 roku Grupa OPONEO.PL sprzedała o 43% więcej felg aluminiowych i stalowych niż w III kwartale roku poprzedniego.

Wzrosty te przyczyniły się bezpośrednio do uzyskania wyższych o 34% przychodów ze sprzedaży, które ukształtowały się na poziomie 109,5 mln zł wobec 81,8 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku – informuje Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A. Wpływy z tytułu sprzedaży opon wyniosły 96,9 mln zł i stanowiły 89% całości przychodów z tytułu sprzedaży towarów.

Przychody z zamówień krajowych wzrosły o 48% w stosunku do III kwartału 2016 roku. Ich udział w przychodach ogółem za III kwartał 2017 roku wzrósł o 7,1 p.p. Przychody ze sprzedaży zagranicznej stanowiły 25% przychodów ogółem i wyniosły 27,3 286 mln zł.

Przychody ze sprzedaży za trzy kwartały 2017 roku wzrosły w sumie o 26% w stosunku do przychodów za porównywalny okres 2016 roku i wyniosły 406 mln zł.

Grupa OPONEO.PL zanotowała 3,9 mln zł zysku netto wobec 8,3 mln zł zysku netto w analogicznym okresie 2016 roku. Wpływ na różnicę w wyniku w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego miało jednorazowe zdarzenie w III kwartale 2016 roku tj. transakcja sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa Elektroda.pl. Wynik na tej transakcji uzyskany w 2016 roku wyniósł 12,5 mln zł. W III kwartale 2017 roku rozliczona została druga i ostatnia rata na kwotę 2,8 mln zł ze sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa Elektroda.pl, która wpłynęła na wynik III kwartału 2017 roku.

Dla Grupy OPONEO.PL najważniejszym okresem, ze względu na sezon wymiany opon na zimowe, jest IV kwartał. Spółka podała do wiadomości ostatnio wstępne, jednostkowe przychody za październik, które wyniosły 96 mln zł i wzrosły o 20% w stosunku do wielkości przychodów osiągniętych w październiku 2016 roku. Jednocześnie Zarząd Spółki spodziewa się, że przychody za miesiąc listopad będą rekordowe w tym roku.

Finansowanie cyfrowej rewolucji wciąż dużym wyzwaniem dla sektora MŚP

61 proc. przedstawicieli sektora MŚP potwierdza, że konkurencją dla ich organizacji są zagraniczne przedsiębiorstwa. 80 proc. uważa z kolei, że ich firmy są pod ciągłą presją modernizacji własnych systemów produkcyjnych. Większość z nich jednoznacznie przyznaje – aby postęp technologiczny był w ogóle możliwy, konieczne jest korzystanie ze zróżnicowanych form finansowania. Takie wnioski płyną z raportu Unlocking digital transformation: the finance factor opracowanego przez firmę Siemens Finance.

Cyfrowa rewolucja to w coraz bardziej zglobalizowanym przemyśle już nie tylko domena dużych firm. Jak twierdzą eksperci Siemens Finance, w ciągu najbliższych kilku lat, małe i średnie przedsiębiorstwa będą zmuszone do znacznych inwestycji w nowoczesne technologie. Kluczowa w tym kontekście okaże się automatyzacja przemysłu, a co za tym idzie – znalezienie sposobu na jej sfinansowanie.

Globalizacji nie da się zatrzymać

Finansowanie_digitalizacja_MSPCo będzie motorem napędowym zmian? Według raportu Unlocking digital transformation:
the finance factor
kluczową rolę będzie pełnić globalizacja. Jak wskazują szefowie firm, w wyniku rozwoju nowoczesnych form komunikacji, e-commerce, logistyki, przejrzystości i dostępu do globalnego rynku, nawet małe i średnie przedsiębiorstwa mogą teraz z powodzeniem sprzedawać swoje towary klientom z całego świata. Co więcej, aż 67 proc. z nich uważa, że ich sprzedaż eksportowa w ciągu najbliższych pięciu lat wzrośnie.

Jak wynika z raportu, szansa na rozwój części firm sektora MŚP to jednak także zagrożenie dla innych – poprzez możliwość łatwiejszej ekspansji zagranicznej, na ich rynkach może pojawiać się więcej podmiotów z krajów, które do tej pory nie stanowiły dla nich konkurencji. Potwierdzają to także wyniki badania Siemens Finance, w którym ponad połowa zarządzających potwierdziła, że obcność ich zagranicznej konkurencji na polskim rynku w ciągu ostatnich lat znacznie wzrosła. Co istotne, aż 76 proc. jest zdania, że aby nadążyć za tymi zmianami ich firmy muszą  modernizować sprzęt i technologię.

– Globalizacja wymusza gruntowną analizę dotychczasowych startegii rynkowych stosowanych przez polskie przedsiębiorstwa. Firmy z sektora MŚP muszą coraz więcej inwestować. Jak pokazuje nasze badanie, ich świadomość na szczęście rośnie. Aż 58 proc. uznaje bowiem zwiększenie automatyzacji produkcji za bardzo „ważne” lub „kluczowe” wyzwanie – mówi Jarosław Kubiszewski z firmy Siemens Finance.

Dlaczego digitalizacja przemysłu będzie odgrywać tak ważną rolę? Eksperci Siemens Finance podkreślają, że nakłady finansowe na cyfrową transformację w długoterminowej perspektywie się po prostu opłacają. Według raportu wykorzystywanie robotyki i automatyzacja pozwalają tworzyć wysokiej jakości produkty szybciej i przy niższych kosztach, a dzięki cyfrowym narzędziom cały proces produkcji może być lepiej zaplanowany. To pozwala na zwiększenie efektywności przedsiębiorstwa, niezależnie od jego rozmiaru.

Efektywne finansowanie to podstawa

Wedug raportu Siemens Finance drugim elementem, który będzie kształtował przyszłość firm produkcyjnych sektora MŚP jest presja na obniżanie cen, a właściwie strategia finansowa przedsiębiorstwa oraz dostęp do kapitału. Jak zauważają uczestnicy badania, optymalizacja wydajności firmy zależy zarówno od większej automatyzacji produkcji, jak i od możliwości korzystania z nowoczesnych narzędzi finansowych. – Aż 65 proc. ankietowanych twierdzi, że uzyskanie dostępu do szerszego zakresu instrumentów finansowych jest ważne dla wprowadzania najnowszych technologii. 78 proc. respondentów deklaruje z kolei, że w ciągu ostatnich trzech lat ich zapotrzebowanie na takie narzędzia wzrosło. Finansowaniwe musi być jednak szybsze, bardziej dostępne i elastyczne. Firmy potrzebują już nie tylko bankowych pożyczek, ale także szerszej oferty leasingu, czy faktoringu – mówi Jarosław Kubiszewski.

W opinii ankietowanych, strategia finansowa jest podstawowym elementem, który dostarcza wartość dla klientów – ma ona wpływ na jakość produktów, czas realizacji zadań oraz wydajność produkcji. Dlatego niezwykle istotne jest, aby firmy miały dostęp do elastycznych produktów finansowych. W obliczu postępującej globalizacji to właśnie wybór odpowiednich narzędzi będzie determinować sukces przedsiębiorstw – podsumowują autorzy raportu.

W badaniu wzięli udział przedstawiciele firm sektora MŚP z całego świata, także z Polski. Pełny raport dostępny jest pod adresem:

https://www.siemens.com/content/dam/webassetpool/mam/tag-siemens-com/smdb/financing/whitepapers/sfs-whitepaper-2016-the-finance-factor.pdf

Mocny III kwartał na rynku powierzchni handlowych

W trzecim kwartale bieżącego roku rynek nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce powiększył się o blisko 140 tys. mkw. To znaczący wzrost w porównaniu z pierwszym półroczem, w którym do użytku w ramach 5 projektów oddano zaledwie 26 tys. mkw. Istotnym wydarzeniem było uruchomienie pierwszego sklepu IKEA w Lublinie, adresowanego do mieszkańców wschodnich regionów. Autorzy raportu wskazują również na dynamiczną końcówkę roku, która przyniesie ponad 200 tys. mkw. w nowych obiektach.

Kierunek – aglomeracje

Blisko 3/4 z 660 tys. mkw. obiektów handlowych będących w budowie i rozbudowie zlokalizowane jest w głównych aglomeracjach. Największą i najdynamiczniej rozwijającą się jest metropolia stołeczna, która w ciągu najbliższych 18 miesięcy wzbogaci się o około 160 tys. m. kw. powierzchni. Najbliższe kwartały będą stały pod znakiem intensywnego rozwoju północnej części Warszawy, w której konkurować ze sobą będą otwarta w październiku Galeria Północna i nowobudowany kompleks handlowo-rozrywkowy, z dodatkową funkcją biurową, o łącznej powierzchni 75 tys. mkw. – Galeria Młociny.

Zgodnie ze źródłami rynkowymi ponad 65 tys. osób uczestniczyło w wydarzeniach związanych z otwarciem Galerii Północnej, a milion odwiedziło nowo otwartą galerię w przeciągu niespełna 4 tygodni. To najlepiej pokazuje, jak bardzo oczekiwane i jak wielką popularnością miejsce to cieszy się wśród mieszkańców Białołęki i północno-wschodnich części Warszawy, jak i okolic stolicy. Warto zauważyć, że już niedługo, bo w pierwszym kwartale 2019 roku, w północnej części miasta pojawi się kolejny duży i bardzo dobrze skomunikowany, leżący tuż przy węźle Młociny, projekt Natasa Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Mocna końcówka roku

Do końca grudnia deweloperzy dostarczą na rynek dodatkowe 200 tys. m kw. powierzchni handlowych. Dotychczasowe kluczowe otwarcia IV kwartału miały miejsce najpierw w stolicy Dolnego Śląska, gdzie Unibal-Rodamco otworzył kompleks Wroclavia. A tydzień później w Krakowie swoją działalność zainaugurowała licząca 160 sklepów krakowska Serenada, której budowa rozpoczęła się jesienią 2015 roku. Obecnie trwają prace i przygotowania związane z otwarciem centrum handlowego Skende, sąsiadującego z lubelską IKEĄ. Otwarcie centrum o regionalnym znaczeniu zaplanowano na drugą połowę listopada. Autorzy raportu podkreślają, że istotną część wolumenu nowej powierzchni, przewidzianej do otwarcia w końcówce roku, stanowią niewielkie obiekty, głównie w formie parków handlowych i tzw. strip malls w dużych miastach i miastach regionalnych.

Różnorodność w cenie

W ciągu trzech pierwszych kwartałów roku odnotowana wartość inwestycji w sektorze handlowym osiągnęła 1,2 miliarda EUR, stanowiąc jednocześnie ponad połowę całkowitego wolumenu transakcji na rynku komercyjnym, Nowym trendem zauważalnym wśród inwestorów jest większa skłonność do lokowania kapitału w formatach innych niż tradycyjne centra handlowe. Duży udział w wolumenie transakcyjnym sektora handlowego miały przejęcia portfelowe parków handlowych i centrów wyprzedażowych – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych I Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland

Dzięki transakcjom, których zamknięcie przewidywane jest na IV kwartał 2017 roku, tegoroczny wolumen transakcji może znacząco przekroczyć wartość odnotowaną na koniec ubiegłego roku.

Minimalny wzrost pustostanów

Od stycznia do czerwca współczynnik powierzchni niewynajętej w centrach handlowych wzrósł o 0,6 p.p. i na koniec półrocza osiągnął poziom 4,1 proc. Wpływ na jego nieznaczny wzrost miało zamknięcie większości sklepów sieci Praktiker w Polsce. Warto podkreślić, że w analizowanym okresie bardziej widoczne stały się różnice pomiędzy współczynnikiem powierzchni niewynajętej dla renomowanych obiektów handlowych i obiektów niższej klasy. Najwięcej wolnej powierzchni czeka na najemców w Katowicach (5,9 proc.) i Krakowie (5,4 proc.). Trudniej o dostępną powierzchnię jest w Trójmieście (3,1 proc.) i Warszawie (2,6 proc.).

Wskaźnik pustostanów na rynku powierzchni biurowej w Warszawie spada od 5 kwartałów

Stołeczny rynek biurowy pozostaje w doskonałej kondycji w 2017 roku, głównie dzięki wyjątkowo mocnemu popytowi, który w pierwszych trzech kwartałach osiągnął niemal 590 tys. mkw. W tym samym czasie do użytku w Warszawie oddano niecałe 205 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Wysoka absorbcja w połączeniu z umiarkowanym wolumenem nowej podaży zaowocowała kolejnym spadkiem wskaźnika pustostanów, który obecnie wynosi 12,9 %.

Według najnowszego raportu  Warsaw Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy w III kw. 2017 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że popyt brutto w stolicy w III kwartale przekroczył 198 tys. mkw., z czego ok. 61% stanowiły nowe umowy. Mimo iż coraz większym zainteresowaniem cieszą się strefy centralne, 55 % zawartych transakcji dotyczyło obszarów poza Centrum. Jeśli pozytywny nastrój na rynku utrzyma się do końca roku, całkowita powierzchnia najmu przekroczy poziom 850 tys. mkw., a rok 2017 prawdopodobnie pobije rekordowy wynik popytu brutto z 2015 roku.

Od początku roku w Warszawie oddano do użytku 19 nowych projektów biurowych, oferujących prawie 205 tys. mkw. Największe projekty, które pojawiły się na rynku w 3 kwartale to: West Stations II (36 500 mkw.), D48 (26 000 mkw.) oraz Wronia 31 (16 000 mkw.). Według planów deweloperów do końca roku powstanie kolejne 105 tys. mkw. w 13 nowych projektach. W rezultacie całkowita podaż nowej powierzchni dostarczonej na rynek w 2017 roku wyniesie prawdopodobnie około 315 tys.

Choć jest to o wiele niższy wynik niż ten uzyskany w roku poprzednim (spadek o 22%), zainteresowanie deweloperów warszawskim rynkiem nie słabnie. Ponad 791 tys. mkw. powierzchni biurowej w stolicy jest obecnie w budowie, z czego około 608 tys. powstaje w samym Centrum. Prawdziwego wysypu nowoczesnych obiektów biurowych spodziewamy się w roku 2020, kiedy to do użytku zostanie oddane ponad 350 tys. mkw. w 5 projektach w centrum: Varso, Warsaw HUB, Generation Park, Skylinner, Spinnaker.

Warszawa pozostaje najbardziej rozwiniętym i pożądanym rynkiem biurowym w Polsce. O dobrej kondycji rynku świadczy rosnący popyt,  rekordowa absorbcja i wysoki wolumen projektów biurowych w budowie. Z uwagi na dużą aktywność najemców, 2017 rok prawdopodobnie  pobije rekordowy wynik popytu brutto z 2015 roku. Spadający współczynnik pustostanów,  prawdopodobnie  utrzyma się w najbliższych dwóch latach, z uwagi na ograniczoną liczbę planowanych projektów. Ograniczona dostępność nowej podaży oraz rosnący popyt może spowodować Przesunięcie przewagi rynkowej na korzyść właścicieli nieruchomości.” komentuje Piotr Pikiewicz, Senior Consultant, Research & Consultancy, CBRE

W ostatnich 6 kwartałach wartości czynszów za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe w Warszawie utrzymują się na stałym poziomie 23,00 EUR/mkw./m-c. CBRE przewiduje, że z uwagi na ograniczoną podaż nowych obiektów typu ‘prime’ w Centrum Warszawy wartości te powinny pozostać na podobnym poziomie w najbliższym okresie.

Bez zmian w stopach procentowych i bitcoinie

RPP nie zmieniła stóp procentowych i pewnie jeszcze kilka miesięcy ich nie zmieni. Komisja Europejska podnosi prognozy dla Polski. Podział bitcoina na dwie waluty został odwołany.

Rada nie zmieniła stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami na wczorajszym posiedzeniu RPP nie podniosła stóp procentowych. Analitycy nie widzieli właściwie szans na zmianę, Przewidywania co do kolejnych miesięcy są wciąż takie same. Rada będzie przyglądać się sytuacji, ale raczej do połowy 2018 roku czeka nas stabilizacja. Najprawdopodobniej będziemy czekać aż zaczną rosnąć stopy w strefie euro, by utrzymać proporcję pomiędzy stopami w Polsce a strefie euro.

Lepsze prognozy dla polskiej gospodarki

Komisja Europejska jest kolejną instytucją, która podnosi prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski. Wzrost na 2017 rok został przeszacowany na 4,2% z oczekiwanych 3,5%. Wzrosły również prognozy na 2018 z dotychczasowych 3,2% na 3,8%. Warto zwrócić uwagę, że na 2018 rok przewidywane jest przyhamowanie wzrostu spowodowane inflacją co może potwierdzać teorię o wzroście stóp procentowych w Polsce w drugiej połowie 2018 roku.

Podział na bitcoinie odwołany?

Społeczność związana z inicjatywą Segwit2x ogłosiła, że zawiesza plan twardego podziału Bitcoina. Miałoby to polegać na rozdzieleniu łańcucha na głównego tradycyjnego bitcoina oraz jego mutacje zwaną bitcoin2x. Jaki miał być cel tych zmian? Zdaniem wielu analityków 1mb blok jest za krótki do przechowywania wymaganej ilości informacji. W wyniku tego ograniczenia system bitcoina nie jest w stanie zbyt szybko potwierdzać transakcji, a co za tym idzie koszty transakcyjne wciąż rosną. W wyniku podziału miał powstać bitcoin z podwójny blokiem. W ten sposób powstałaby możliwość zapisu podwójnej ilości informacji. Deweloperzy stojący za podziałem uznali jednak, że taki ruch nie przyczyni się do rozwoju waluty i jeszcze jest na tą zmianę za wcześnie. Tuż po ogłoszeniu tej wiadomości kurs bitcoina ustanowił nowe historyczne maksima po czym powrócił do przedziału 7000-7500 USD w którym przebywa od kilku dni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Po decyzji RPP

Amerykański dolar traci na wartości wobec większości swoich głównych rywali. To skutek opóźnienia we wprowadzaniu przez republikanów ustawodawstwa dotyczącego obniżki podatków w USA. Amerykańska waluta traciła m.in. do dolara nowozelandzkiego, co było z kolei związane z decyzją Banku Rezerw Nowej Zelandii, który pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Także polska Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp, w efekcie czego lekko umacniała się złotówka. Zdaniem Rady w najbliższych latach inflacja będzie kształtowała się w pobliżu celu inflacyjnego, więc na razie nie ma sensu podnosić stóp.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,06%), a traci do euro (-0,11%), dolara australijskiego (-0,31%), dolara kanadyjskiego (-0,32%) oraz japońskiego jena (-0,12%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,161, GBP/USD – 1,315, USD/CAD – 1,272, AUD/USD – 0,769 i USD/JPY – 113,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,04%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka zyskuje do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje poniżej 3,65 zł, euro – powyżej 4,23 zł, funt – poniżej 4,8 zł, a frank szwajcarski – powyżej 3,65 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W środę londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,22%, frankfurcki indeks DAX wzrósł o 0,02%, a paryski indeks CAC 40 spadł o 0,17%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,14%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,34%, a brazylijski Bovespa zyskał 2,69%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,2%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,36%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,84%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej kontynuują spadki. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,49 USD (-0,32%), a ropy WTI – 56,81 USD (-0,69%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 65 USD. Z kolei cena złota idzie w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1284 USD. To 6 USD więcej (+0,47%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
0:50 – Japonia – Zamówienia na sprzęt, maszyny i urządzenia (m/m), wrzesień -8,1% (prognoza -1,8%)
2:30 – Chiny – Inflacja PPI (r/r), październik – 6,9% (prognoza 6,6%)
2:30 – Chiny – Inflacja CPI (r/r), październik – 1,9% (prognoza 1,8%)
7:45 – Szwajcaria – Stopa bezrobocia, październik – 3,1% (prognoza 3,1%)
8:00 – Niemcy – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień – 21,8 mld euro (prognoza 21,1 mld euro)
9:00 – Węgry – Inflacja CPI (r/r), październik – 2,2% (prognoza 2,3%)
9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), październik – 2,9% (prognoza 2,8%)
14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 230 tys.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Co nowa pozycja Polski w rankingu FTSE Russell oznacza dla rynku nieruchomości?

Wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Banku BGŻ BNP Paribas S.A. za 3 kwartały 2017 r.

Zysk netto Grupy Kapitałowej Banku BGŻ BNP Paribas za 9 miesięcy 2017 roku wyniósł 230,6 mln zł, o 155,7 mln zł więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W samym III kw. zysk netto wyniósł 109,8 mln zł i po raz pierwszy w historii połączonego Banku przekroczył próg 100 mln zł. Istotny wpływ na poprawę wyników miały: wzrost marży odsetkowej, obniżenie kosztów integracji w związku z finalizowaniem procesu łączenia banków oraz spadek kosztów ryzyka.

– Możemy być zadowoleni z wyników, ponieważ w samym trzecim kwartale zysk netto był bliski osiągniętemu w całym pierwszym półroczu tego roku. Ponosimy już zdecydowanie niższe koszty integracji w związku z finalizacją procesu połączenia operacyjnego.  Bank odnotował również spadek pozostałych kosztów działania, co jest efektem zrealizowanego programu integracji. Cieszy nas również ograniczenie kosztów ryzyka przy jednoczesnym wzroście wolumenów kredytowych oraz poprawa kwartalnej marży odsetkowej – mówi Jean-Charles Aranda, Członek Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, nadzorujący obszar finansów. -Trzeci kwartał był okresem finalizacji procesów integracji banków, w październiku z sukcesem dokonaliśmy migracji operacyjnej klientów dawnego Sygma Banku Polska. Koncentrowaliśmy się również na dostarczeniu klientom bankowości detalicznej nowoczesnych rozwiązań bankowości osobistej. Efekty tych prac to przede wszystkim wdrożenie w październiku nowej bankowości mobilnej GOmobile. W III kwartale uruchomiliśmy także pilotażowy oddział w formacie bezgotówkowo-cyfrowym, a także udostępniliśmy klientom usługę Android Pay, umożliwiającą płatności bezgotówkowe za pomocą telefonu. Po okresie integracji, na którym byliśmy skoncentrowani od ponad 2 lat, Bank BGŻ BNP Paribas wchodzi w fazę transformacji – dodaje Jean-Charles Aranda.

Wolumen kredytów i pożyczek netto wzrósł od początku roku o 2,7% do 56,5 mld zł. Z kolei depozyty klientów ukształtowały się na poziomie zbliżonym do końca ubiegłego roku i wynosiły 55,3 mld zł.

Wynik odsetkowy Grupy za 9 miesięcy 2017 roku wyniósł 1,45 mld zł wobec 1,36 mld zł w analogicznym okresie 2016 roku. W okresie I-III kw. 2016 roku wynik Grupy z tytułu opłat i prowizji wyniósł 371,6 mln zł, wobec 375,6 mln zł po 9 miesiącach 2016 roku.

Ogólne koszty administracyjne Grupy wraz z amortyzacją od stycznia do września 2017 roku wyniosły 1.250,5 mln zł, czyli spadły o 163,2 mln zł (o 11,5%) w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, głównie dzięki dobiegającemu końca procesowi połączenia banków: BGŻ S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. i Sygma Bank Polska S.A. Łączna kwota kosztów integracji poniesionych przez Grupę za 9 miesięcy 2017 roku wyniosła 24,9 mln zł wobec 146,7 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Po wyłączeniu kosztów integracji łączna suma kosztów administracyjnych i amortyzacji obniżyła się o 5,0%.

W pierwszych trzech kwartałach 2017 roku Grupa dokonała odpisów z tytułu utraty wartości aktywów finansowych w wysokości 265,2 mln zł, co oznacza spadek kosztu ryzyka kredytowego o 7 pb w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (do poziomu 63 pb).

Łączny współczynnik kapitałowy Grupy na koniec września 2017 roku wyniósł 13,71%, a współczynnik kapitału Tier1 10,66%. Kapitał własny Grupy na koniec III kwartału wynosił 6,47 mld zł. Bank podejmuje działania zmierzające do optymalizacji pozycji kapitałowej i poziomu wypłacalności. 30 października 2017 roku Rada Nadzorcza Banku wyraziła zgodę na sprzedaż spółki zależnej – BGŻ BNP Paribas Faktoring Sp. z o.o., która planowana jest na IV kwartał 2017 roku. Finalizacja transakcji poprawi współczynniki wypłacalności Banku w ujęciu skonsolidowanym (TCR o 0,48 pp., Tier I  o 0,38 pp. – przyjmując do kalkulacji dane na koniec czerwca 2017 roku).

Bank w dalszym ciągu analizuje najkorzystniejsze rozwiązania pozwalające na poprawę  wskaźników kapitałowych przy realizacji ambitnych celów biznesowych.

Sieć oddziałów Banku na 30 września br. liczyła 479 placówek oraz 113 punktów obsługi klienta (dawny Sygma Bank). Na dzień 30 września br. Bank BGŻ BNP Paribas obsługiwał blisko 2,7 mln klientów.

Wybrane dane finansowe Grupy Kapitałowej Banku BGŻ BNP Paribas 

Wybrane pozycje rachunku zysków i strat (w tys. zł) III kw. 2017 I-III kw. 2017 III kw. 2016    I-III kw. 2016
Wynik z tytułu odsetek 503 783 1 452 073 467 189 1 363 128
Wynik z tytułu opłat i prowizji 119 525 371 564 130 653 375 580
Wynik odpisów z tytułu utraty wartości aktywów finansowych oraz rezerw na zobowiązania warunkowe (87164) (265 187) (115 922) (281 737)
Ogólne koszty administracyjne (346 838) (1 119 990) (408 780) (1 264 891)
Amortyzacja (38 516) (130 500) (52 443) (148 829)
Wynik na działalności operacyjnej 218 367 530 046 86 820 291 831
Podatek od instytucji finansowych (51 053) (154 608) (51 203) (133 748)
Zysk netto 109 790 230 569 10 218 74 856
Zysk (strata) na jedną akcję
(w zł)
1,30 2,73 0,12 0,89
Wybrane pozycje bilansu (w tys. zł)                   30.09.2017                         31.12.2016
Aktywa razem 71 900 179 72 304 999
Zobowiązania wobec klientów 55 285 977 55 155 014
Zobowiązania razem 65 427 623 66 158 178
Adekwatność kapitałowa                  30.09.2017                          31.12.2016
Łączny współczynnik kapitałowy 13,71% 14,40%
Współczynnik kapitału Tier1 10,66% 11,06%

RPP bez wpływu na kurs złotego

Środa 8 listopada przyniosła stabilizację notowań kursu eurodolara i eurozłotego. Kurs EUR/USD pozostawał blisko poziomu 1,16 a kurs EUR/PLN blisko 4,24. Skutkiem tego para walutowa USD/PLN, będąca ich kombinacją również stabilizowała się blisko poziomu otwarcia t.j. w okolicach 3,66.

Na rynku EUR/USD wobec braku ważniejszych wydarzeń nie zaszły większe zmiany w notowaniach kursu. Ta para walutowa pozostaje naszym zdaniem w trendzie spadkowym, który fundamentalnie opiera się na gołębim nastawieniu EBC w kwestii perspektyw zacieśniania polityki monetarnej (ekspansja ilościowa będzie trwała co najmniej do września 2018, z opcją jej dalszego wydłużenia a aktualne poziomy stóp procentowych pozostaną niezmienione przez dłuższy czas po ewentualnym zakończeniu QE) oraz jastrzębim nastawieniu Fed-u w kwestii podwyżek stóp procentowych (jeszcze jedna w 2017 oraz około trzech w 2018 roku, nawet jeżeli inflacja będzie jedynie wolno rosła w kierunku 2% celu). W efekcie zakładamy, że na kurs EUR/USD zakończy 2017 rok na poziomie 1,14.

Na rynku EUR/PLN głównymi wydarzeniami dnia była publikacja danych o chińskim handlu zagranicznym oraz posiedzenie RPP.

Mniejszy przyrost importu w Chinach w październiku, liczony w juanach (15,9% vs. oczekiwania na poziomie 19% oraz 19,5% poprzednio we wrześniu) wskazuje na stopniowe spowalnianie chińskiej gospodarki. Wyraźna deprecjacja juana jaka nastąpiła w ostatnich miesiącach nie pobudziła chińskiego eksportu (6,1% vs. oczekiwania na poziomie 7,9% oraz 9% we wrześniu). Wszystko wskazuje na to, że w obliczu planowanego ograniczania tempa przyrostu kredytu w Chinach, do którego wzywał prezes Ludowego Banku Chin (PBoC) skala osłabienia juana będzie musiała się nieco zwiększyć, aby skompensować spowolnienie na rynku wewnętrznym. Jest to potencjalnie negatywne dla koszyka walut rynków wschodzących, w tym i dla złotego, który w ostatnich latach silnie reaguje na zmiany sentymentu inwestycyjnego wobec chińskiej waluty.

RPP zgodnie z oczekiwaniami pozostawiła stopę refinansową na niezmienionym poziomie 1,5%, obniżając jedynie stopę rezerwy obowiązkowej z 3,5% do 0%. Zaprezentowano również nową projekcję inflacyjną, które co prawda została podniesiona w górę w stosunku do poprzedniej, jednak cały czas wskazuje na utrzymywanie się inflacji w pobliżu celu inflacyjnego. W rezultacie, jak stwierdził prezes Glapiński, jego nastawienie w kwestii perspektyw podwyżek stóp pozostało niezmienione i prawdopodobnie tak też uważa również większa część członków RPP. Ani sama decyzja RPP ani konferencja po niej nie miały większego wpływu na kurs EUR/PLN. Utrzymanie gołębiego nastawienia w kwestii terminów ewentualnych podwyżek stóp oznacza, że złoty będzie pozostawał pod dominującym wpływem czynników globalnych.

RPP bez wpływu na złotego

Autor: Jarosław Kosaty, PKO Bank Polski

Po środku niczego

Rynki finansowe pozostają frustrująco niezdecydowane, kiedy brakuje punktu zaczepienia. Brak danych, brak komentarzy, brak postępów w kluczowych kwestiach. Przetasowania w pozycjach generują chaotyczne ruchy, po których po kilku godzinach nie ma już śladu. Dziś nad ranem indeks tokijskiej giełdy miał podróż z nieba przez piekło do czyśćca, ustawiając dla handlu w Europie klimat ponury, jak pogoda za oknem.

Na rynku brak przekonania do utrzymywania fundamentalnych pozycji, kiedy panuje posucha w impulsach podtrzymujących dotychczasowe trendy. W takich warunkach nie dziwi szarpany handel pod ciężarem redukcji pozycji i realizacji zysków. Ostatnią ofiarą stała się tokijska giełda, gdzie główny indeks poprawił szczyty niewidziane od 1992 r. zyskując 2 proc, by nagłe złamać się przejść w spadki o 1,7 proc. Do końca sesji sytuacja uspokoiła się (-0,2 proc. na zamknięciu), ale atmosfera zakłopotania pozostała i rzutuje na inne klasy aktywów. JPY jest mocniejszy, a za nim CHF, EUR i złoto. Start handlu na giełdach w Europie jest czerwony, choć w każdym przypadku pozostajemy w warunkach przyduszonej zmienności.

W USA czwartek ma przynieść prezentację senackiego projektu ustawy podatkowej. Jest to drugi projekt obok przygotowanego w Izbie Reprezentantów, komplikując starania Republikanów szybkiego zatwierdzenia obniżek podatków, co powoli zaczyna zwiększać sceptycyzm inwestorów. Choć wejście w życie ustawy wydaje się przesądzone, to w krótkim okresie rynek jest bardziej skupiony na tym, czy poszczególne elementy projektu (głównie obniżka podatku od przedsiębiorstw) nie zostaną rozwodnione lub dojdzie do opóźnienia implementacji cięć. To byłoby ciosem w dolara w krótkim terminie i obecnie pozostaje powodem, dla którego nie widać kontynuacji umocnienia. W szerszym ujęciu nie można jednak zapominać o pozytywnym zapleczu makro i osłabieniu jastrzębich aspiracji innych banków centralnych, na tle których pozytywnie wyróżnia się Fed, a za nim dolar.

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami utrzymała główną stopę procentową bez zmian. W nowej projekcji makroekonomicznej podwyższono prognozy wzrostu PKB dla 2017 i 2018 r., ale 3,3 proc. dla 2019 r. pozostało bez zmian. Ścieżka CPI także została podniesiona do 2,5 proc. w 2018 r. i 2,7 proc. 2019 r. Widać zatem, że inflacja nie ucieka od celu inflacyjnego 2,5 proc., co pozwoliło Radzie podtrzymać neutralne nastawienie. Prezes NBP Adam Glapiński jasno stwierdził, że zmiany w prognozach nie skłaniają go do zmiany zdania, że stopy procentowe powinny pozostać utrzymane na obecnym poziomie do końca 2018 r. Nowością byłą uchwała o obniżeniu stopy rezerwy obowiązkowej od środków pozyskanych co najmniej na 2 lata do 0 proc. z wcześniejszych 3,5 proc. Dla oceny strategii polityki monetarnej obniżka stopy rezerw jest neutralna, choć zachęcanie banków do budowy bazy długoterminowych depozytów implikuje rozrost akcji kredytowej, a zatem bliżej mu do ekspansji monetarnej. Ogólnie wydźwięk decyzji RPP jest gołębi i rozczarowujący dla tych, którzy liczyli na sugestie wcześniejszych podwyżek. Naszym zdaniem osłabia to wsparcie dla złotego ze strony polityki pieniężnej i zamyka drogę do umocnienia w stronę 4,20 za euro. Pozostajemy w przedziale 4,23-4,25, z którego oczekujemy wyjścia górą, ale dopiero kiedy powróci rajd USD z nasileniem presji na aktywa rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bezpieczeństwo danych w firmach: jak ochronić dane w formie elektronicznej

Zgodnie z art. 32 RODO każda organizacja powinna oszacowywać ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia i wadze zagrożenia. Jest to o tyle istotne, iż decyzja o tym, czy dane zostały odpowiednio zabezpieczone, w myśl nowych przepisów, ma należeć do administratora danych osobowych, czyli przedsiębiorcy. W czasach, w których żyjemy, coraz więcej informacji przetwarzanych jest w formie elektronicznej, dlatego istotne jest zadbanie także o ich bezpieczeństwo. Wprowadzenie  odpowiednich zasad w firmie nie zawsze musi być trudne, ani kosztowne.

Wdrożenie odpowiednich zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych wymaga dobrej świadomości ryzyka przez przedsiębiorców. Bez jego oszacowania, nie będą w stanie określić, czy wdrożone procedury są efektywne i minimalizują niebezpieczeństwa występujące w danej organizacji uwzględniając jej kontekst funkcjonowania.

Procedury i komputery użytkowników

Najprostszą formą ochrony firmowych danych jest wprowadzenie odpowiednich procedur bezpieczeństwa oraz egzekwowanie ich realizacji wśród pracowników. Nawet w najlepszym systemie najsłabszym ogniwem jest człowiek – warto więc już w fazie projektowania zabezpieczeń uwzględnić możliwość wystąpienia incydentów spowodowanych przez niego.

W systemie bezpieczeństwa informacji, w tym ochrony danych osobowych bardzo istotne są stanowiska pracy użytkownika. Obok polityki czystego biurka, która w dalszym ciągu – jak praktyka pokazuje – nie jest zawsze stosowana, należy wprowadzić również tzw. politykę czystego pulpitu – opierającą się przede wszystkim na blokowaniu konta systemowego, potocznie mówiąc blokowaniu ekranu przed odejściem pracownika od komputera oraz zapisywania na pulpicie komputera tylko niezbędnych skrótów. Istotne jest również pouczenie pracowników o dobrych praktykach dotyczących haseł. W aktualnym stanie prawnym, powinny one składać się minimum z 8 znaków zawierających duże i małe litery, cyfry lub znaki specjalne, na gruncie RODO  to sam przedsiębiorca na podstawie szacowania ryzyka będzie zobligowany do określenia złożoności hasła – mówi adw. Marcin Zadrożny Fundacja Wiedza To bezpieczeństwo.

Komputery przenośne

Jednym z najskuteczniejszych sposobów ochrony danych zapisanych w pamięciach masowych laptopów jest szyfrowanie ich dysków twardych. Dodatkowo warto pamiętać o robieniu regularnych kopii zapasowych danych z tego typu urządzeń, aktualizacji oprogramowania, używania programów antywirusowych oraz zapór firewall. Można również rozważyć zablokowanie portów USB komputerów, co może ograniczyć nieautoryzowane kopiowanie danych czy umyślne lub nieumyślne zainfekowanie komputera.

Zabezpieczenie poczty e-mail

Podstawową formą ochrony danych osobowych wysyłanych za pomocą poczty e-mail jest stosowanie odpowiedniego szyfrowania. W sytuacji, gdy w całej treści wiadomości znajdują się istotne dane należy zaszyfrować ją całą, natomiast, gdy informacje wrażliwe znajdują się jedynie w załączeniu wystarczy zakodować przesyłany plik. Hasła do tak zabezpieczonego załącznika nie powinny być przesyłane w tym samym e-mailu, bo zabezpieczenie nie spełni swojej roli.

Co więcej, warto również przygotować odpowiednie procedury działania dla pracowników w wyniku otrzymywania potencjalnie zagrożonych wiadomości e-mail.

83% polskich przedsiębiorców z sektora MŚP deklaruje, że bezpieczeństwo danych stanowi dla nich najwyższy priorytet. Klienci wybierają chmurę, mając przekonanie, że zabezpieczenia stosowane przez dostawców takich jak Microsoft są bardziej zaawansowane, niż sami sobie są w stanie zapewnić. Mechanizmy kontrolne, dostosowywanie zabezpieczeń do wymagań prawnych, szyfrowanie i zapobieganie utracie danych, ograniczenia dostępu, czy wgląd w proces wymiany danych przez użytkowników to tylko część zestawu funkcji bezpieczeństwa, które firmy uzyskują w ramach usługi chmurowej – Tomasz Dorf, odpowiedzialny za sektor MŚP w polskim oddziale Microsoft.

Inne metody ochrony danych

Duże zagrożenie dla bezpieczeństwa danych stanowić mogą również niezabezpieczone drukarki. Drukowanie dokumentów powinno odbywać się zawsze po autoryzacji na  odpowiednim urządzeniu, z którego wydrukowane materiały będą mogły być niezwłocznie zabrane. Autoryzacja może polegać na przydzieleniu  indywidualnych kodów lub kart magnetycznych identyfikujących danego pracownika.

Bardzo ważne jest także odpowiednie usuwaniu danych z nośników pamięci. Pliki z danymi osobowymi należy kasować przy pomocy odpowiednich programów, które nadpiszą zapisane na nośnikach pamięci informacje, uniemożliwiając ich odzyskanie.

Zabezpieczenie danych osobowych przetwarzanych w środowisku elektronicznym nie musi być procesem zawsze drogim i trudnym do wprowadzenia w firmie, bardzo istotnym elementem jest  przeszkolenie pracowników, gdyż nawet najlepsze zabezpieczenia staną się bezużyteczne, jeśli osoby zatrudnione nie będą się do nich stosować. Warto więc pamiętać o ich cyklicznym szkoleniu i zwiększaniu  świadomości w zakresie ochrony danych osobowych – mówi Marcin Kujawa, ODO 24. Warto również wspomnieć, że  w przyszłości będzie możliwe zastosowania zabezpieczeń biometrycznych dotyczących kontroli dostępu, ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, w tym baz danych osobowych. W planowanej nowelizacji art. 222 § 2 Kodeksu pracy znalazły się zapisy dotyczące biometrii. Wynika z niego, że pracodawca będzie miał prawo przetwarzać dane biometryczne, po uprzednim wyrażeniu zgody na to przez pracownika. Takie rozwiązanie, mimo że kosztowne, pozwoli zwiększyć bezpieczeństwo przetwarzanych danych, jednak przy dostępnych obecnie metodach zabezpieczeń i autoryzacji dostępu do danych pozostawiłbym tą metodę jako alternatywną.  – dodaje.

Andrzej Krakowski: Nowe media – zbawienie i klątwa dla marketingu filmu

Szybkość przepływu informacji, na jaką pozwalają nowe technologie, w dziedzinie marketingu i dystrybucji filmu, stała się zarazem zbawieniem i klątwą. Łatwość z jaką możemy teraz zidentyfikować i geograficznie zlokalizować wybraną grupę docelową pomaga w szybkiej wycenie kosztów eksploatacji filmu, ale nie ma żadnego wpływu na treść lub jakość samego produktu. Zmiany w demografii i zainteresowaniach zachodzą niesłychanie szybko, niemalże błyskawicznie, podczas gdy okres produkcyjny tworzenia filmu nie zmienił się od wielu dekad. Dlatego, jak długo proces produkcji nie ulegnie natychmiastowemu przyśpieszeniu i skróceniu, wszystkie „Big Data”, „Data Driven Content”, „Instant Profiling” i „Influencer Relations” w przemyśle filmowym niewiele zmienią.

W przemyśle filmowym, z punktu widzenia marketingu, najistotniejsza zmiana nastąpiła pod koniec lat siedemdziesiątych XXw., gdy pionierzy zaczęli przekazywać lejce władzy swoim dzieciom. Od zarania, reklama była po to by lepiej sprzedać produkt, ponieważ poprzedni film musiał zarobić na następny. Przeto producenci filmowi uważnie śledzili gusta publiczności, by w relatywnie krótkim czasie dostarczyć widzom dokładnie to, co ci pragnęli zobaczyć. Liczyła się jakość filmu i cena.

Pokolenie, które przejęło kontrolę nad przemysłem w latach 70-tych, w przeciwieństwie do pokolenia rodziców, nie było pokoleniem ludzi pochłoniętych pasją tworzenia, showmanami. lecz menadżerami. Ci szybko doszli do wniosku, że droga obrana przez ich protoplastów była, z punktu widzenia biznesowego, zbyt ryzykowna. A co z tego, że będzie jakość, a filmu i tak się nie uda dobrze sprzedać? Od czego, mamy sprytny marketing?

Selektywnie i mądrze używając reklamy możemy, tworząc zapotrzebowanie, uniezależnić produkt od jakości. Już dzisiaj oglądamy zwiastuny filmów, które wyjdą na ekrany dopiero za rok, choć często tych filmów jeszcze w ogóle nie ma. Ze zbliżaniem się daty premiery następuje wzrost częstotliwości reklam i nasycenie mediów, w tym również działań zlokalizowanych w Internecie. Reklama jest geograficznie zróżnicowana, po mistrzowsku dopasowywana do lokalnych demografii.

W nowym tysiącleciu specjaliści od reklamy zaczęli wymyślać jeszcze ciekawsze metody użycia Internetu po to by ludzie mówili o ich filmach. Obecnie przemysł filmowy w Stanach Zjednoczonych opiera się na stworzonych i przetestowanych algorytmach i formułach. Na przykład, cały spodziewany dochód z kin ocenia się jako trzykrotny mnożnik dochodu z pierwszego tygodnia.

Już w 1983 roku, gdy pracowałem dla jednego z wielkich studiów filmowych, wszyscy dostaliśmy list z wydziału księgowości zalecający skupienie uwagi na SPR-ach. Co to jest SPR? Sequel , Prequel , Remake ! Z listu jasno wynikało, że na SPRze nie można stracić, a na dowód podany był algorytm. Ktoś mądry stworzył formułę, że sequel może zawsze liczyć na co najmniej 60% widzów, którzy obejrzeli oryginał. Zakładając, że cykl produkcyjny zajmie 4 do 5 lat oraz biorąc po uwagę inflację, opodatkowanie i coroczny wzrost cen biletów wstępu, z równania jasno wynikało, że na SPR-ach nie można stracić. Okazuje się jednak, że można i to dużo…

Kto dzisiaj decyduje o sukcesie filmu? Nie krytycy. Wiele filmów odniosło sukces finansowy pomimo złych recenzji. O losie filmu w obecnych czasach decyduje… kierownik kina. On lub ona bowiem decydują jak długo obraz pozostanie na ekranach w ich salach. A elementem determinującym jest nie liczba sprzedanych biletów, lecz ilość sprzedanych… słodyczy, kanapek oraz napojów gazowanych. Kalkulacja jest dosyć prosta: od każdego biletu właściciel kina zatrzymuje tylko połowę, drugą połowę musi oddać dystrybutorom filmu. Tymczasem od każdego cukierka, orzeszka, hot doga, kawy, Coca Coli lub Pepsi ma 95% dochodu. Kto kupuje najwięcej tzw. „concessions”, na pewno nie ludzie starsi wiekiem, bo to poziom cukru nie taki, a i pęcherz nie wytrzymuje. Największymi konsumentami w tym wypadku jest młodzież. Dziadkowie wnukom niczego nie odmówią. Proszę nie brać tego jako dowcip. Tak myślą menadżerowie wielkich przedsiębiorstw medialnych. No a jeśli stawiamy na młodą widownię, to ile jej mamy? Proste. Wstukuję w googla pytanie: „Ile młodzieży poniżej lat 17 mieszka w Stanach Zjednoczonych?” W ciągu ułamka sekundy mam odpowiedź.

Według https://www.childstats.gov/americaschildren/tables/pop1.asp w moim kraju (USA) mieszka 73 800 000 młodzieży i dzieci w wieku, o który zapytałem. W przedziałach wiekowych: 0 – 5 lat 24.2 miliona, 6 – 11 24.6 miliona, 12 -17 25 milionów. Tabela wykazuje statystyki w przekroju 100 lat, od 1950 do 2050 roku. Jeden rzut oka i widzę wyraźne trendy. Okazuje się, że w ciągu trzech lat 2016 – 2018 tendencje zwyżkowe są i będą w grupie 0 – 5, tendencje zniżkowe w grupie 6 – 11 i stagnacja w grupie wiekowej 12 – 16. Ogarnięcie tego zajęło mi dosłownie parę sekund, może minutę. Dwadzieścia lat temu to samo badanie kosztowałoby mnie dużo więcej czasu i wysiłku. Musiałbym pójść do specjalistycznej sekcji w bibliotece i przestudiować robione i publikowane co dekadę spisy ludności. A tak, naciskam guzik i mam.

Ach, ten błyskawiczny dostęp do informacji! To co teraz robi z tymi danymi odpowiedzialny pracownik wytwórni? Składa je do kupy i idzie do szefa produkcji. Jeśli grupa zwyżkująca jest w przedziale 0 – 5 lat, to trzeba zrobić film dla młodzieży dostępny przede wszystkim dla tej grupy wiekowej. A kto najlepiej wie czego oczekują dzieci w tym wieku? Dzieci w tym wieku!

Tak się akurat złożyło, że szef produkcji studia ma czteroletniego syna… Mówię zupełnie poważnie. Pozwólcie, że zacytuję szanowane brytyjskie pismo Independent: „Wszyscy lubimy narzekać na hollywoodzkich scenarzystów i tak totalnie infantylny poziom, że scenariusze równie dobrze mogłyby być pisane przez dzieci. Otóż okazuje się, że czasami są rzeczywiście pisane przez dzieci. Eliminując pośredników [scenarzystów] Paramount podjął dosyć dziwną decyzję i pozwolił czteroletniemu synowi byłego prezesa studia, Adama Goodmana, opracować fabułę swojej następnej superprodukcji. Młody autor wymyślił „Monster Trucks”, film, którego akcja opiera się na koncepcji, że potworne ciężarówki, rzeczywiście są kontrolowane przez potwory.

Prawdą jest, że dorośli ludzie w Hollywood wymyślili dużo równie dziwacznych tematów bez pomocy dzieci, ale Paramount za chwilę dostanie brutalną lekcję, co to znaczy przekazać wielomilionowy projekt w ręce przedszkolaka. The Wall Street Journal donosi, że właściciele Paramountu, firma Viacom, zostali zmuszeni do zmiany prognoz finansowych w związku „z przeszkodą programową, zmuszającą sekcję filmowo-rozrywkową przedsiębiorstwa do spisania na straty w czwartym kwartale roku $115 milionów w wyniku szacowanych dochodów filmu, który nie wyjdzie na ekrany.” Tak, „Monster Trucks” jeszcze nie ukazał się na ekranach, gdy studio już zadecydowało, że będzie katastrofą.” Jaka była motywacja niewypuszczenia filmu na ekrany w Stanach? Oto odpowiedź: „Jak wynika z naszych źródeł, „z budżetem 100+ milionów dolarów, film, który miał być dla szerokiej publiczności, okazał się zbyt dziecinny.”

Bez tak szybkiego dostępu do „smart data”, jaki mamy dzisiaj, dwie dekady temu film prawdopodobnie wyszedłby na ekrany i jeśli szybko nie odniósłby oczekiwanego sukcesu finansowego zostałby wycofany z obiegu, po to by zmienić kampanię reklamową. Tak się stało z filmem „My Big Fat Greek Wedding”. W jego przypadku zmiana kampanii reklamowej zmieniła porażkę w super-hit. Wkładając poważne sumy w produkcję studio zrobiło wszystko w swojej mocy by ratować inwestycję. W przypadku „Monster Trucks” okazało się, że koszt dotarcia do zaledwie 1/3 planowanego rynku zbytu okazał się zbyt wysoki by mógł przynieść dochód. Ekonomicznie mądrzejsze okazało się spisanie na straty kosztów produkcji niż ładowanie dodatkowych sum w dystrybucję i marketing.

Ponieważ w erze globalizacji głównym punktem odniesienia nie jest usatysfakcjonowanie widza, lecz udziałowca przedsiębiorstwa, jakość produktu została zastąpiona minimalizacją ryzyka. Nikt tylko nie przewidział, że tego typu polityka programowa doprowadzi do spadku oglądalności filmów w kinach. Według danych z zeszłego miesiąca ilość sprzedanych biletów w Stanach Zjednoczonych w 2017 spadła poniżej poziomu z 2006 roku. W tym samym okresie koszty produkcji wzrosły wielokrotnie. Amerykański przemysł filmowy znalazł się w kryzysowej, wręcz katastrofalnej sytuacji i nie bardzo wie, jak z tego wybrnąć. „Live streaming”, „Augumented Reality”, „Virtual Reality” czy nawet starzejąca się już „Reality TV” nie zbudowały jeszcze własnych udanych modeli finansowych, by stać się dochodowymi, a szybko postępująca rewolucja w technologii przekazu, jak smartfony, IPady i tablety tylko im w tym przeszkadza. Trochę lepiej wygląda sytuacja na rynku gier komputerowych. Więc co dalej, Quo Vadis świecie mediów?

Autor: Prof. Andrzej Krakowski – The City College of New York – Department of Media and Communication Arts

Autor niniejszego artykułu będzie prelegentem konferencji Marketing & Media Summit

Grupa Pragma Inkaso na ścieżce wzrostu

Spółka w swoim dzisiejszym raporcie okresowym komunikuje, że wszystkie linie biznesowe zrealizowały postawione przed nimi cele. Nie tylko zwiększały skalę działalności, ale i znacząco poprawiły jej rentowność.

„Od kilku kwartałów w Pragma Inkaso zmagaliśmy się z niedostosowaniem poziomu kosztów do skali działalności. Teraz osiągnęliśmy założony cel. Dzięki ograniczeniu działalności w zakresie windykacji B2B na zlecenie i skupieniu się na obsłudze nabytych portfeli, koszty spadły o 20% przy 1,5 krotnym wzroście przychodów w ciągu roku,
a spółka w 3. kwartale osiągnęła 0,55 jednostkowego zysku netto” – komentuje prezes Pragma Inkaso SA Tomasz Boduszek.

Cała Grupa Pragma Inkaso wypracowała zysk dla akcjonariuszy na poziomie prawie 1,5 mln zł, czyli o 39% wyższy niż przed rokiem. Spółka windykacyjna w ciągu roku zwiększyła wartość miesięcznych wpłat podwajając wyniki z 1. półrocza i ma perspektywę utrzymania trendu na bazie nabytych w tym roku portfeli wierzytelności zabezpieczonych hipotecznie. W 3. kwartale Pragma Faktoring także osiągnęła najwyższą w swojej historii wartość obrotów (160 mln zł), portfela (142 mln zł) i przychodów (7,1 mln zł). Spółka faktoringowa wyodrębniła dwie osobne linie biznesowe: segment klasycznych usług faktoringowych komplementarnych wobec finansowania bankowego oraz obsługiwany online segment mikrofinansowania pod marką PragmaGO. Skalę dynamicznie zwiększa też spółka zależna LeaseLink Sp. z o.o. Nawiązała ona współpracę dystrybucyjną m.in. z sieciami Media Markt, Saturn, RTV Euro AGD, Inter Cars i ING Bankiem Śląskim SA, dzięki czemu spółka rośnie z miesiąca na miesiąc o kilkadziesiąt procent.

„Fokus na fintechową automatyzację procesów sprzedaży i obsługi realizowany przez LeaseLink i PragmaGO przekłada się na szybkość i niskie koszty pozyskiwania Klientów, a tym samym na bardzo dużą skalowalność biznesu faktoringowego i leasingowego Grupy” – podkreśla Tomasz Boduszek.

W kolejnych kwartałach zarząd deklaruje dalszy wzrost przychodów na bazie zbliżonych kosztów operacyjnych, co przełoży się na wzrost rentowności Grupy.

Branża filmowa wchodzi w wirtualną rzeczywistość. Powstają nowe technologie związane ze sposobem realizacji filmów oraz ich montażem

Branża filmowa wchodzi w wirtualną rzeczywistość. Powstają nowe technologie związane ze sposobem realizacji filmów oraz ich montażem 7

Branża filmowa, podobnie jak rynek gier wideo, może być jednym z głównych beneficjentów wirtualnej rzeczywistości. Technologia ta błyskawicznie się rozwija, jednak w odróżnieniu od gier branża filmowa ma problem z tworzeniem pełnowymiarowych produkcji VR. W Polsce otwarto pierwsze kino VR, jednak w jego repertuarze nie ma wielkich kinowych hitów. To przede wszystkim filmy dokumentalne i proste animacje. Adaptacja nowej technologii wymaga od filmowców kompleksowego podejścia.

– Jako filmowcy ważne jest, byśmy interesowali się i byli na bieżąco z nowościami, takimi jak wirtualna rzeczywistość. Daje nam to możliwość połączenia bardzo starej techniki, jaką jest animacja poklatkowa, z bardzo nowoczesną techniką, czyli wirtualną rzeczywistością. Efekty są dla nas bardzo ekscytujące –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Chris Lavis z kanadyjskiego kolektywu artystycznego Clyde Henry Productions, twórcy projektów z zakresu interaktywnego VR.

Na świecie, także i w Polsce, powstaje coraz więcej kin pozwalających na korzystanie z technologii Virtual Reality. Multikino otworzyło w Warszawie w Złotych Tarasach pierwszą salę kinową, w której widzowie mogą sami stać się bohaterami oglądanych filmów. Sala wyposażona jest w 25 obrotowych foteli, zestaw Samsung Gear VR, smartfony Samsung Galaxy S8 oraz słuchawki. Poruszając głową zmieniamy kąt, pod jakimi oglądamy obraz.

Kino VR ogranicza się jednak do krótkich form, w dużej mierze eksperymentalnych i dokumentalnych. Na repertuar kina składają się specjalnie przygotowane animacje oraz filmy pozwalające na odwiedzenie Japonii czy Arktyki. Obrazy pogrupowano na kategorie: podróże, niesamowite doświadczenia, dla rodzin i sztuka. W kinie VR nie obejrzymy zatem nowości kinowych, ale specjalnie przygotowane produkcje.

– VR nie ma nieograniczonych możliwości. Opowiada pewien rodzaj historii, ale nie wystarczy napisać scenariusz i wstawić do pokoju kamery 360 stopni. To nie zadziała – twierdzi przedstawiciel kanadyjskiego kolektywu artystycznego Clyde Henry Productions.

Wirtualna rzeczywistość stawia przed filmowcami całkowicie nowe wyzwania. Twórcy kina muszą opracować nowe techniki opowiadania i narracji, które uwzględniają widza zanurzonego w świecie filmowym. Widza, który może ten świat oglądać pod dowolnym kątem. To rodzi poważne problemy chociażby z montażem. Jeśli mamy doświadczyć prawdziwego filmu VR, jego twórca musi pamiętać, że to widz będzie decydował na co patrzy, kiedy i z jakiej perspektywy. W takiej sytuacji tradycyjny montaż się nie sprawdzi. Nie będzie można nagle widza przenieść w czasie i przestrzeni do zupełnie innej sceny, nie wiedząc, co widz zobaczył w poprzednich scenach.

– Filmowcy muszą przede wszystkim całkowicie zapomnieć o wszystkim, co dotąd wiedzieli o tworzeniu historii, o montażu czy prowadzeniu narracji. Krótko mówiąc, wszystko, co sprawdza się w filmie, nie sprawdza się w VR. Trzeba ją traktować jako całkowicie nowe medium i rozumieć jej ograniczenia – tłumaczy ekspert.

Nad połączeniem wirtualnej rzeczywistości z kinem pracuje przemysł filmowy na całym świecie. Należąca do Facebooka firma Oculus, twórca jednych z najbardziej zaawansowanych hełmów do VR, uruchomiła Oculus Story Studio, które ma zająć się produkcją filmów dla VR. Z kolei start-up Jaunt, oferujący darmową aplikację z filmami i grami VR, został dofinansowany przez BSkyB i Google Ventures kwotą 28 mln dol. W wirtualną rzeczywistość angażuje się też znane studio DreamWorks, które wydało aplikację przenoszącą filmy animowane w wirtualną rzeczywistość.

Niezwykłe wrażenia z oglądania filmów VR obiecuje start-up Cinera, który tworzy okulary VR wyłącznie do oglądania filmów i programów telewizyjnych. Wewnątrz urządzenia znajdziemy po jednym ekranie przeznaczonym dla każdego z oczu, co ma zapewnić trójwymiarowy efekt. Rozdzielczość ekranów ma być trzykrotnie większa od rozdzielczości ekranu kinowego. Do tego jest jeszcze specjalne ramię, na którym umieszczone są gogle. Cinera zebrała blisko 260 tys. dol. w kampanii na portalu crowdfundingowym Kickstarter. Pierwsze egzemplarze do wspierających projekt mają trafić przed końcem 2017 roku. Ekspert jest jednak daleki od optymizmu.

– Myślę, że ludzie będą do tego podchodzić bardzo ostrożnie, zanim ogłoszą wybuch rewolucji. VR jest medium bardzo ograniczonym. Telewizja czy tradycyjne filmy nie mają się czego obawiać ze strony VR. Ta technologia nie zniknie, ale będzie z nią trochę, jak z telewizją 3D czy filmami 3D, które miały swój szczytowy moment popularności, a potem ludzie uznali, że to się skończyło – twierdzi Chris Lavis z Henry Clyde Productions.

W 2016 roku sprzedano niemal 100 mln urządzeń do VR, a analitycy przewidują, że globalny rynek VR osiągnie do roku 2025 wartość 50 mld dol. Jednak te sprzedane urządzenia to w 96 proc. kartonowe okulary Google Cardboard, a wzrosty na rynku VR będą napędzane głównie przez sprzęt i gry wideo.

Polscy naukowcy chcą rozpoznać budowę ziemi do głębokości ok. 60 km. Trójwymiarowy obraz litosfery pomoże odnaleźć nowe złoża ropy naftowej i gazu

Polscy naukowcy chcą rozpoznać budowę ziemi do głębokości ok. 60 km. Trójwymiarowy obraz litosfery pomoże odnaleźć nowe złoża ropy naftowej i gazu 8

W Instytucie Geofizyki Polskiej Akademii Nauk trwają badania nad stworzeniem trójwymiarowego modelu litosfery obszaru Polski. Stworzenie trójwymiarowego modelu Ziemi może pomóc w znalezieniu nowych złóż surowców. Stworzony model cyfrowy będzie pokazywał rozkład prędkości sejsmicznych i będzie pomocny w określeniu potencjału występowania ropy naftowej i gazu, w tym gazu z łupków. Obecnie w Polsce znajduje się 86 złóż ropy naftowej i 293 złoża gazu, wykonano też ponad 70 odwiertów rozpoznawczych w poszukiwaniu gazu łupkowego.

– Ideą jest rozpoznanie trójwymiarowej budowy ziemi w rejonie Polski i najbliższych okolic, dosyć głęboko, bo całej litosfery, również górnego płaszcza. Choć prawdopodobnie nie będziemy nigdy w stanie dotrzeć do tych głębokości, to zrozumienie geodynamiki takiego regionu jest niezwykle ważne w celu zrozumienia procesów geodynamicznych, które się toczyły, co może wpływać na potencjał naftowy. Możemy szukać złóż ropy i gazu, ewentualnie wskazać miejsca perspektywiczne do poszukiwania tych surowców – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Mariusz Majdański, dyrektor naukowy Instytutu Geofizyki PAN.

W Instytucie Geofizyki PAN prowadzony jest projekt „Trójwymiarowy model litosfery obszaru Polski z rozpoznaniem sejsmicznych parametrów pola falowego”. Celem projektu jest dokładne rozpoznanie budowy ziemi do głębokości ok. 60 km w obszarze Polski i jej otoczenia.

Badanie odbywa się poprzez sztucznie wygenerowane, niewielkie wstrząsy sejsmiczne, które można obserwować w różnych odległościach na stacjach sejsmicznych, a dzięki temu obliczyć prędkości fal sejsmicznych na różnych głębokościach w geometrii trójwymiarowej. Precyzyjne określenie procesów geodynamicznych pozwoli z dużym prawdopodobieństwem określić potencjał występowania złóż surowców.

– Na szczęście Polska nie jest terenem sejsmicznym. Chodzi jednak o to, aby zrozumieć budowę. Nasze metody sejsmiczne służą do pomiarów aktywnych, sami robimy trzęsienia ziemi, mierzymy je i dzięki temu rozpoznajemy strukturę ziemi. Aby modelować coś geodynamicznie, najpierw musimy zrozumieć, jak jest to zbudowane. W tym momencie tego nie wiemy, szczególnie na dużych głębokościach, dlatego potrzebujemy rozpoznać tę strukturę – tłumaczy Mariusz Majdański.

Jak podkreśla ekspert, rozpoznanie struktury Ziemi jest niezwykle ważne w wielu dziedzinach badań. Takie dane pozwalają poznać głębsze struktury Ziemi ze znacznie większą dokładnością, w tym budowę płaszcza ziemskiego na głębokościach setek kilometrów. Dokładna wiedza o strukturze Ziemi pozwoli też precyzyjnie lokalizować wstrząsy sejsmiczne.

– Nasze badania są bezpośrednio używane przez firmy naftowe jako modele referencyjne, czyli modele prędkości, bez których trudno jest firmom naftowym prawidłowo rozpoznać złoża. Drugie zastosowanie to bezpieczeństwo geofizyczne, np. obiektów krytycznych typu elektrownia atomowa. Nasze modele również pozwalają oszacować hazard sejsmiczny dla takich obiektów – mówi dr hab. Mariusz Majdański.

W Polsce, jak wynika z danych Państwowego Instytutu Geologicznego, na koniec 2016 roku istniały 293 złoża gazu ziemnego i 86 złóż ropy naftowej. Ministerstwo Środowiska podaje, że na koniec września 2017 roku przyznano łącznie 20 koncesji na poszukiwanie węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych, uwzględniających gaz łupkowy. Wykonano łącznie 72 odwierty rozpoznawcze.

Ostatnie dni na zapisy do Drużyny Energii – projektu, który ma odmienić oblicze uczniów polskich szkół. Cel to walka z nadwagą

Ostatnie dni na zapisy do Drużyny Energii – projektu, który ma odmienić oblicze uczniów polskich szkół. Cel to walka z nadwagą 9

Na świecie z powodu nadwagi lub otyłości cierpi 10 proc. dzieci i młodzieży. W Polsce problem ten dotyczy co trzeciego dziecka. Jeśli nasza młodzież nie straci dodatkowych kilogramów przed wejściem w dorosłość, większość pozostanie otyła już na całe życie. W walce z nadwagą pomóc ma Drużyna Energii – akcja dla szkół z całej Polski, której celem jest zachęcenie młodzieży do aktywności fizycznej. Termin zgłoszeń do programu upływa już 13 listopada. Sposnorem głównym jest Grupa Energa.

– Otyłość wśród nastolatków i młodych ludzi jest bardzo dużym problemem. Takie osoby są niepewne, boją się, często są wyśmiewane, tracą pewność siebie. Uważam, że od najmłodszych lat musimy zwracać na to uwagę, nie tylko poprzez dietę, ale też trzeba zapewnić dzieciom ruch, zainteresować je sportem. Jeżeli dopuścimy do dużej nadwagi, ciężko jest nadrobić stracony czas – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Citko, były piłkarz, ambasador akcji Drużyna Energii.

W ostatnim raporcie WHO alarmuje, że liczba otyłych dzieci i młodzieży na świecie rośnie w zastraszającym tempie. W ciągu ostatnich 40 lat wzrosła aż dziesięciokrotnie, do 120 mln. Także w Polsce nadprogramowe kilogramy u najmłodszych stają się dużym problemem. Według tegorocznych danych, opracowanych przez WHO oraz Instytut Matki i Dziecka, ponad 31,2 proc. ośmiolatków w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością.

– Wiadomo, że potrzeba czasu, aby przygotować i zjeść zdrowy, porządny posiłek. Problemy z wagą wynikają między innymi z pośpiechu. Stąd krótka droga do wyrobienia sobie złych nawyków żywieniowych. Razem z Drużyną Energii chcemy to zmienić – przekonuje Citko.

Z badań wynika, że nadwaga rzadko jest efektem chorób lub genów. Winę ponoszą przede wszystkim wspomniane złe nawyki żywieniowe i słaba aktywność fizyczna. Tylko nieco połowa dzieci raz dziennie lub przez większość dni w tygodniu je warzywa, co ósme dziecko spożywa je rzadziej niż raz w tygodniu. W weekendy prawie 72 proc. dzieci przez dwie godziny uprawia sport. Gorzej jest w ciągu tygodnia – od poniedziałku do piątku ćwiczy niewiele ponad 40 proc.

– Gdy stawiałem swoje pierwsze kroki w sporcie, otyłej młodzieży było mniej, bo od rana do wieczora spędzaliśmy czas na podwórku. Do szkoły chodziłem 20 minut, po szkole graliśmy w piłkę do godziny 19-20, było mniej fast-foodów, odżywialiśmy się głównie w domu. Musimy być konsekwentni, pilnować dzieci i wymyślać im różne aktywności – mówi ambasador akcji Drużyna Energii.

W walce z nadwagą u dzieci ma pomóc Drużyna Energii, czyli ogólnopolski program sportowo-edukacyjny skierowany do uczniów klas VI–VII szkoły podstawowej. Celem jest przekonanie młodzieży do większej aktywności fizycznej i zmiany nawyków żywieniowych.

Pierwsza edycja akcji to zajęcia z piłki nożnej i siatkówki. 100 szkół, które wypełnią formularz na stronie druzynaenergii.pl oraz nagrają 120-sekundowe wideo zgłoszeniowe, dołączy do Drużyny Energii i przez kolejnych 5 miesięcy będzie podejmować sportowe wyzwania. Zgłoszenia przyjmowane będą do 13 listopada.

– Nie jesteśmy w stanie zabrać smartfonów dzieciom, ale możemy przez te smartfony zaproponować im fajne ćwiczenia, żeby widziały swoich idoli, jak pracują, jakie pokazują sztuczki. Rodzice muszą nam w tym pomóc – mówi były piłkarz.

Trzem najlepszym szkołom organizatorzy ufundują sprzęt do sal gimnastycznych. Przewidziano także nagrody indywidualne i turnieje sportowe które poprowadzą Krzysztof Golonka, Bartosz Ignacik, Marek Citko i Krzysztof Ignaczak – ambasadorzy akcji Drużyna Energii

– To już ostatni gwizdek by dołączyć do Drużyny Energii. Przypominam nie wystarczy zarejestrować się na platformie. Szkoły zgłaszające się do projektu muszą przesłać nam ciekawy sportowy filmik. Jest o co walczyć – zachęca Marek Citko.

Zgłoszeń należy dokonywać na www.druzynaenergii.pl. Termin zgłoszeń mija 13 listopada.

Nadchodzi rewolucja w walce z piratami drogowymi. Laserowy prędkościomierz z funkcją nagrywania wideo nie pozwoli podważyć wyników kontroli

Nadchodzi rewolucja w walce z piratami drogowymi. Laserowy prędkościomierz z funkcją nagrywania wideo nie pozwoli podważyć wyników kontroli 10

Walka z piratami drogowymi będzie coraz skuteczniejsza. W ciągu kilku miesięcy na rynku będzie dostępny laserowy prędkościomierz z funkcją wideo, skonstruowany na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Pozwoli policji nie tylko zmierzyć prędkość pojazdu z dokładnością do 1 km/h, lecz także umożliwi rejestrację całego procesu pomiaru. Kierowca nie będzie mógł negować pomiaru, a tym samym uniknąć mandatu. Polska policja od kilku lat korzysta już z laserowych mierników prędkości. Do 2020 roku do drogówki ma trafić czterysta takich urządzeń.

Nowy prędkościomierz laserowy umożliwia pomiar prędkości pojazdu z odległości do 1 km, a zakres mierzalnej prędkości poruszającego się pojazdu sięga 350 km/h. Czas pomiaru trwa zaledwie 0,3 sekundy. Fotoradar jest odporny na temperaturę i zakłócenia pracy przez inne urządzenia. Pozwala sfotografować dany pojazd czy nakręcić film. W fotoradarze zastosowano moduł kamery cyfrowej, który umożliwia  trzydziestokrotne powiększenie optyczne i dwunastokrotne powiększenie cyfrowe.

–  Prędkościomierz laserowy działa na bazie pomiaru odległości na jednostkę czasu, a w zasadzie jej zmiany. Jednocześnie z pomiarem prędkości możliwa jest rejestracja całego procesu pomiaru, dzięki temu policjant ma możliwość udowodnienia, że pomiar został przeprowadzony prawidłowo i do tego obiektu, do którego została zbliżona ta prędkość – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Zygmunt, szef zespołu laserowej teledetekcji w Instytucie Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Polska policja już od kilku lat wprowadza laserowe mierniki prędkości. Dotychczas wykorzystywane radary mają istotne wady. Radary ręczne typu ISKRA 1 nie umożliwiają identyfikacji pojazdu, to zaś sprawia, że kierowcy często podważali wyniki kontroli, a sprawy trafiały do sądów rejonowych. Amerykańskie laserowe mierniki prędkości typu LTI 20-20 Ultralyte, które ostatnio kupiła policja, nie pozwalają natomiast sporządzić dokumentacji fotograficznej pojazdu.

– Fotoradary, które są obecne na rynku, umożliwiają pomiar i rejestrację obrazu, natomiast wykorzystują w procesie celowania nie kamerę, a osobny celownik optyczny. Nasz ręczny fotoradar wykorzystuje w procesie celowania ten sam tor, który służy do rejestracji, w związku z tym nie ma możliwości, żeby dokonywać pomiaru dla różnych obiektów. Jest to udokumentowane w postaci pliku wideo i zdjęcia wysokiej rozdzielczości – przekonuje Marek Zygmunt.

Ręczny fotoradar laserowy opracowany przez WAT we współpracy z Zakładem Urządzeń Radiolokacyjnych ZURAD pozwala nie tylko precyzyjnie zmierzyć prędkość, lecz także jednoznacznie zidentyfikować mierzony pojazd. Jak podkreśla ekspert WAT, urządzenie jest też bezpieczne dla kierowców.

– Wykorzystujemy laser, który jest w pierwszej klasie bezpieczeństwa, czyli jest bezwzględnie bezpieczny dla wzroku. Wykorzystaliśmy też kamerę, która została zbudowana specjalnie do tego celu. Opóźnienie pomiędzy pobraniem obrazu a wyświetleniem na wyświetlaczu jest wyjątkowo krótkie, wynosi około 10–15 ms – podkreśla Marek Zygmunt.

Urządzenie powstało w ramach projektu „Ręczny fotoradar laserowy”. Obecnie laserowy prędkościomierz przechodzi proces certyfikacji, do produkcji w ZURAD może trafić już w pierwszej połowie 2018 roku.

– Fotoradar będzie wdrażany w Zakładzie Urządzeń Radiolokacyjnych. Mam nadzieję, że uda się to zrobić w przeciągu najbliższego pół roku – zapowiada ekspert.

Jak podaje policja, nadmierna prędkość to jedna z głównych przyczyn wypadków na drogach, w których ginie kilka tysięcy osób rocznie.

Śniadania polskich uczniów to głównie parówki i białe pieczywo. Wpływa to na ich koncentrację i wyniki w nauce

Śniadania polskich uczniów to głównie parówki i białe pieczywo. Wpływa to na ich koncentrację i wyniki w nauce 11

Śniadanie ma fundamentalne znaczenie dla zdrowia i rozwoju dzieci. Te, które zjadają pełnowartościowy posiłek przed wyjściem do szkoły są bardziej aktywne, energiczne i mają lepsze wyniki w nauce. Regularne śniadania jada jednak niewielu uczniów, a i tak na polskich stołach dominują białe pieczywo i parówki. Dobre nawyki żywieniowe wśród dzieci ma promować program „Śniadanie Daje Moc”, w której weźmie w tym roku udział 8,2 tys. szkół z całej Polski.

– Śniadanie to przede wszystkim zastrzyk energii na cały dzień. Jeżeli dziecko nie zje śniadania, ma potem gorszą koncentrację, chce podjadać słodycze, ciężko jest mu podejmować aktywność fizyczną i skupić na tym, co ma wykonać w szkole. Brak śniadania to najgorsze, co może się wydarzyć na początek dnia – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Radowicka, dietetyk.

Dla zdrowia dzieci w wieku wczesnoszkolnym śniadanie jest bardzo ważne – wpływa na ich metabolizm i samopoczucie w ciągu dnia. Z badań wynika, że uczniowie, którzy zjadają przed wyjściem do szkoły prawidłowo skomponowane śniadanie są bardziej aktywni, efektywniej przyswajają wiedzę i mają lepsze wyniki w nauce. Przez całą noc organizm dziecka funkcjonuje i potrzebuje energii. Jeżeli więc dziecko – w ciągu godziny od pobudki – nie zje dobrze zbilansowanego śniadania, będzie apatyczne, będzie często podjadać i prosić o coś słodkiego, skarżyć się na ospałość i zmęczenie. Jedzenie śniadań zmniejsza też ryzyko nadwagi i otyłości u dzieci.

– Dla uczącego się dziecka bardzo ważne są węglowodany złożone, czyli pieczywa, kasze, ryże, makarony. To produkty, które zapewniają energię potrzebną na podstawowe procesy życiowe, czyli oddychanie, pracę serca i mózgu. Takie produkty powinny stanowić 50 proc. ich zapotrzebowania, czyli około 700 kcal dla dziecka w klasie I-III szkoły podstawowej. Ważne są też orzechy, które mają dużo magnezu czy dobrej jakości czekolada, jeżeli dzieci ją lubią, ale dodana do posiłku, a nie jako przekąskę – mówi dietetyk Anna Radowicka.

Węglowodany złożone wspomagają pamięć i koncentrację. Dlatego w śniadaniowej diecie dziecka powinny znaleźć się kasze, warzywa strączkowe, musli, płatki owsiane, żytnie, otręby, pieczywo – najlepiej z pełnego ziarna. Kolejna składnik to kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6. Trzy razy w tygodniu w diecie ucznia powinny znaleźć się ryby (np. makrela, sardynki, łosoś), orzechy i olej rzepakowy. Kwasy tłuszczowe omega-3 budują błonę komórkową neuronów. Z kolei żelazo poprawia koncentrację, pozwala uniknąć anemii i zmęczenia oraz uczestniczy w transporcie tlenu do mózgu. Dlatego w śniadaniowe menu trzeba wpleść na przykład jabłka, morele, brokuły lub czerwone mięso.

– Dzieci lubią naleśniki. Możemy zrobić je z mąki pełnoziarnistej, jaglanej czy orkiszowej, dodać mus z jabłek, który wcześniej zblendowaliśmy, posypać płatkami owsianymi – to wersja na słodko. Jeśli dzieci lubią muffiny, możemy zrobić je w wersji warzywnej. Do tego dodać dwie kromki pieczywa pełnoziarnistego, posmarować masłem czy oliwą z oliwek i podać je na ciepło w okresie jesienno-zimowym. Jest mnóstwo możliwości, wystarczą tylko i aż chęci rodziców, nauczycieli i samych dzieci – podpowiada dietetyk.

Brak śniadania przed wyjściem do szkoły to też częsty błąd po stronie rodziców. Brak czasu, pośpiech czy brak wykształconych dobrych nawyków żywieniowych u dorosłych ma również przełożenie na dzieci. Jak wynika z ubiegłorocznych badań – przeprowadzonych w ramach programu „Śniadanie Daje Moc” – ponad 80 proc. kobiet ma świadomość zależności między tym, co jedzą ich dzieci a rozwojem umysłowym. Najpopularniejsze śniadania na stołach uczniów podstawówki w klasach I-III to niestety w 40 proc. przypadków parówki i w 58 proc. – białe bułeczki. Największymi przegranymi są pełnoziarniste pieczywo i warzywa – tylko co czwarte dziecko je pieczywo ciemne, a świeże warzywa – zaledwie co szóste.

– Uprawiam bardzo dużo sportu, szczególnie dlatego śniadanie jest dla mnie tak ważne, bo daje mi energię. Przed zawodami sportowymi śniadanie jest podstawą. Śniadanie karmi też mózg, więc np. na planie nie zapamiętałabym tekstu, gdybym nie zjadła porządnego śniadania, bo skupiałabym się na czymś zupełnie innym – mówi Joanna Jabłczyńska, aktorka.

Aby propagować dobre nawyki żywieniowe wśród dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, Instytut Matki i Dziecka powołał z partnerami – Biedronką, Danone i Lubellą – koalicję Partnerstwo dla Zdrowia. Od siedmiu lat w tysiącach szkół w Polsce koalicja prowadzi program edukacyjny „Śniadanie Daje Moc”. Corocznie, 8 listopada organizuje Dzień Śniadania, który przypada dokładnie wtedy, co Europejski Dzień Zdrowego Jedzenia i Gotowania.

– Celem programu jest uczenie dzieci, dlaczego śniadanie jest ważne – co trzeba jeść, jak wygląda prawidłowe odżywianie – oraz pomagać rodzicom i nauczycielom w nauce zdrowego stylu życia i prawidłowego żywienia. Ma on również zapobiegać niedożywieniu i przede wszystkim niedożywieniu jakościowemu. Musimy zdać sobie sprawę, że dzieciom często – pomimo że mówią, że nie są głodne – brakuje wielu ważnych składników odżywczych – mówi Ewa Gayny z koalicji Partnerstwo dla Zdrowia.

W tegorocznej edycji programu „Śniadanie Daje Moc” przeznaczonego dla klas I-III, bierze udział ponad 8,2 tys. szkół i prawie 200 tys. uczniów z całej Polski. Nauczyciele, którzy w nim uczestniczą, mogą korzystać ze specjalnie zaprojektowanych materiałów i scenariuszy lekcji, które mają przybliżyć dzieciom zasady zdrowego odżywiania.

– Zainteresowanie programem rośnie. Co roku do programu przyłączają się kolejni nauczyciele i szkoły. Dajemy nauczycielom narzędzia, by przekazywać dzieciom ważną wiedzę o zdrowym odżywianiu w formie zabaw, konkursów, eksperymentów i sfabularyzowanych przygód bohaterów, z którymi najmłodsi mogą się utożsamiać – mówi Ewa Gayny.

Uniwersytet Warszawski liczy na wejście w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Pozwoli to uczelni na większą niezależność

Uniwersytet Warszawski liczy na wejście w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Pozwoli to uczelni na większą niezależność 12

Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym będzie wyzwaniem dla uczelni. Większa autonomia pozwoli jednak podjąć inicjatywy, które do tej pory nie były możliwe do realizacji – ocenia prorektor Uniwersytetu Warszawskiego ds. studentów i jakości kształcenia prof. UW dr hab. Jolanta Choińska-Mika. Środowisko akademickie pozytywnie oceniło większość zawartych w projekcie propozycji dotyczących na przykład zmiany sytuacji doktorantów w modelu kształcenia. Obawy budzi jednak to, czy obowiązkowe rady uczelni nie okażą się koniem trojańskim polityków.

– Los nowej ustawy o szkolnictwie wyższym jest niepewny. Pojawiają się głosy, że w obozie rządzącym jest dosyć silna opozycja przeciwko niej. Mamy nadzieję, że ten projekt – który był konsultowany przez wiele miesięcy – jednak wejdzie w życie. Patrzymy na niego z pewnym optymizmem jako na impuls do wprowadzenia zmian, które pozwolą uczelniom zmierzyć się z wyścigiem edukacyjnym, w którym uczestniczymy. Edukacja, studia i nauka są w tej chwili takim samym obszarem rywalizacji międzynarodowej, jak inne sfery życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Jolanta Choińska-Mika, prorektor Uniwersytetu Warszawskiego do spraw studentów i jakości kształcenia.

Założenia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym minister Jarosław Gowin przedstawił na Narodowym Kongresie Nauki, który w odbywał się w Krakowie w połowie września. Kierowany przez niego resort pracował nad nimi przez półtora roku. W tej chwili projekt znajduje się na etapie konsultacji społecznych, a resort chce, aby tzw. Ustawa 2.0 zaczęła obowiązywać w 2018 roku, wraz z początkiem przyszłego roku akademickiego.

Wśród najważniejszych propozycji resortu jest m.in. poszerzenie autonomii uczelni wyższych, podzielenie ich na akademickie i zawodowe, przywrócenie egzaminów wstępnych na studia oraz stworzenie nowego modelu kształcenia doktorantów.

– Mamy pewne pomysły co do tego, w jaki sposób reformować kształcenie i liczymy, że podstawowe założenie ustawy – przyznanie uczelniom większej autonomii – pozwoli nam nieco przebudować tradycyjną strukturę uniwersytetu i podjąć inicjatywy, które do tej pory nie były możliwe do zrealizowania – mówi prof. dr hab. Jolanta Choińska-Mika.

Dla Uniwersytetu Warszawskiego dużym wyzwaniem będą zmiany związane z organizacją uczelni. Kierunki studiów nie będą dłużej przypisane do poszczególnych wydziałów, co dla dużej uczelni może być kłopotliwe. Z drugiej strony – stworzy szansę na podjęcie inicjatyw i przedsięwzięć o charakterze ogólnouniwersyteckim.

– Poważną dyskusję wzbudza też koncepcja rady uczelni – ciała całkowicie nowego, którego polskie uniwersytety dotąd nie miały. Rada ma być elementem obligatoryjnym. Może to być ciało, które wprowadzi na uczelnię powiew świeżości, ale – czego wszyscy się obawiają – może to być koń trojański polityków –mówi prorektor UW.

Projekt ustawy o szkolnictwie wyższym przewiduje też nowy tryb kształcenia doktorów i wyższe stypendia dla doktorantów, sięgające przynajmniej 110 proc. minimalnego wynagrodzenia.

– Wiemy, że masowe kształcenie doktorantów się nie sprawdziło, dlatego z wielką ciekawością, ale i nadzieją, patrzymy na założenia dotyczące kształcenia doktorantów, rozwoju szkół doktorskich, także na zmiany położenia doktorantów w systemie edukacji szkół wyższych. Z dużą nadzieją patrzymy również na możliwości, które stworzy odejście od minimów kadrowych, a więc sztywnych liczb, osób przypisanych do danego kierunku, oraz na rozluźnienie gorsetu związanego z organizacją, z podziałem na podstawowe jednostki – mówi prof. dr hab. Jolanta Choińska-Mika.

Dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano, dyrektor Instytutu Historycznego UW, podkreśla, że stołeczna uczelnia stawia przede wszystkim na swój badawczy charakter. Pokrywa się to z propozycjami resortu, które zmierzają w stronę łączenia działalności dydaktycznej i naukowej.

– Wyzwaniem jest dla nas zbliżenie działalności naukowej, którą prowadzą pracownicy i doktoranci, z tym, czego uczymy studentów, aby w największym stopniu studenci uczestniczyli w procesie badawczym, który prowadzą pracownicy naukowi – mówi dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano.

Ustawa 2.0 ma uprościć i zmniejszyć liczbę przepisów i rozporządzeń, integrując w całość dotychczas obowiązujące prawo o szkolnictwie wyższym, o stopniach i tytule naukowym oraz ustawę o kredytach i pożyczkach studenckich.

– Ustawa daje pewne nowe możliwości, rozwiązania instytucjonalne, biurokratyczne. Natomiast w sensie codziennej pracy dydaktycznej sądzę, że nie będzie wielkiej rewolucji – nadal będzie to typ studiów, który polega na interakcji pomiędzy prowadzącym zajęcia a studentem, na popychaniu studenta do różnego rodzaju aktywności, nie tylko intelektualnej, lecz także aktywności samorządowej – mówi dr hab. Piotr Węcowski, zastępca dyrektora Instytutu Historycznego UW.