Coraz częściej to pracownicy wybierają pracodawcę. Niskie bezrobocie zmienia proces rekrutacji w firmach

Coraz częściej to pracownicy wybierają pracodawcę. Niskie bezrobocie zmienia proces rekrutacji w firmach 1

Najniższe od niemal 27 lat bezrobocie  w Polsce powoduje, że punkt ciężkości w relacjach między pracodawcami a zatrudnionymi przesuwa się w stronę pracowników. Ich oczekiwania rosną. Chcą nie tylko wyższych pensji i korzyści pozapłacowych. Oczekują też traktowania po partnersku, również wtedy, gdy dopiero aplikują na dane stanowisko. To dlatego firmy zmieniają proces rekrutacji. IKEA otworzyła Twoje Studio Pracy, w którym jeszcze przed rozpoczęciem pracy kandydaci będą mogli sprawdzić, na czym ona w rzeczywistości polega.

W obecnej sytuacji, kiedy jest bardzo niski poziom bezrobocia, to kandydaci mogą decydować, wymagać i coraz bardziej uczestniczyć w decyzji o tym, jaką pracę i u jakiego pracodawcy podjąć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Gradkowska, manager Twojego Studia Pracy. – Pracownicy szukają transparentności i autentyczności wśród pracodawców, szukają w pracy możliwości podnoszenia swoich kompetencji i wartości na rynku. Chcą realizować swoje pasje, mieć możliwość korzystania ze swoich talentów i być w otoczeniu sprzyjającym ich rozwojowi.

We wrześniu 2017 roku bezrobocie w Polsce mierzone przez Główny Urząd Statystyczny wyniosło 6,8 proc. – najmniej od lutego 1991 roku. Według Eurostatu, który posługuje się nieco odmienną metodą BAEL, stopa bezrobocia nad Wisłą wyniosła jedynie 4,6 proc. Stawia to Polskę w grupie sześciu krajów Unii Europejskiej o najniższym bezrobociu. Lepiej jest tylko w Czechach, Niemczech, na Malcie, Węgrzech i Wielkiej Brytanii (w tych dwóch ostatnich krajach dostępne są dane za poprzednie miesiące). Zjawisko jest jednak powszechne: w ciągu ostatniego roku wskaźnik spadł we wszystkich krajach wspólnoty poza Finlandią, gdzie się nie zmienił, i Litwą, gdzie minimalnie wzrósł.

W tej sytuacji pracodawcy starają się przyciągnąć pracowników nie tylko wynagrodzeniem czy pakietem socjalnym, ale także komfortem podczas stresującego etapu drogi zawodowej, jakim jest proces rekrutacji. IKEA zleciła przygotowanie badania na temat oczekiwań Polaków odnośnie do tego wydarzenia.

– Badanie „Polacy w rekrutacji – obawy, oczekiwania, potrzeby” wskazuje, że kandydaci potrzebują wiedzy, gdzie są w procesie rekrutacyjnym i jaki etap przed nimi – wylicza Edyta Gradkowska. – Oczekują partnerskich relacji w procesie rekrutacyjnym. Chcą, aby osoba, która z nimi rozmawia, wysłuchała ich ze skupieniem, a także udzieliła informacji zwrotnej o tym, czy dostaną zatrudnienie, czy nie.

Przejrzysty proces rekrutacji z bieżącymi informacjami zwrotnymi to postulat 61 proc. pytanych kandydatów. Dla 37 proc. ważny jest krótki czas rekrutacji, a 34 proc. życzyłoby sobie wiedzy na temat tego, ile aplikowanie potrwa. Partnerskie relacje z przyszłym bądź niedoszłym pracodawcą to czynnik istotny dla 23 proc. pytanych. Co czwartej osobie zależy na takim wyborze terminu rozmowy, który nie koliduje z jego aktualnymi obowiązkami zawodowymi, a 14 proc. rezygnuje ze spotkania, gdy okazuje się to niemożliwe.

Zmieniają się też trendy związane z digitalizacją naszego życia w różnych obszarach – dzisiejsze dzieci w przyszłości będą wykonywać zawody i obejmować stanowiska, których dzisiaj nie ma, potrzebne jest zupełnie inne podejście do kompetencji, umiejętności, także do innowacyjnego myślenia – dodaje manager Twojego Studia Pracy. – Kandydaci są coraz bardziej otwarci na nowe wyzwania i nową pracę. Są bardziej elastyczni w poszukiwaniu pracy i oczekują, że proces ten będzie bardziej bazował na ich potrzebach, będzie odpowiadał na ich zindywidualizowane potrzeby.

Dlatego IKEA zdecydowała się na uruchomienie pierwszego w Polsce i – jak zapewnia – pierwszego w całej grupie miejsca, w którym proces rekrutacji będzie skrojony na miarę kandydata. Twoje Studio Pracy, które uruchomiono w Warszawie 7 listopada to miejsce, w którym kandydat, nawet nie umawiając się na rozmowę, może przyjść i zobaczyć, jak wygląda praca w IKEA. Studio dostosowane jest do potrzeb osób niepełnosprawnych, a także rodziców z dziećmi.

Olbrzymią inspiracją dla IKEA było przełożenie procesu zakupowego i doświadczenia klienta, jego zadowolenia z zakupów w IKEA na proces rekrutacyjny, czyli pomyślenie o kandydacie w ten sposób, że to on decyduje o tym, w jaki sposób chce aplikować do firmy, jak chciałby, aby ten proces przebiegał, że jest on współtwórcą tego procesu. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy w IKEA może on zobaczyć, jak ta praca wygląda – wyjaśnia Edyta Gradkowska. – Chcemy, aby nawet sposób aplikowania był wybrany przez kandydatów. Dla nas jako rekruterów nie jest ważne, w jakiej formie przesłana jest aplikacja, ważne jest, żeby zobaczyć, że za tą aplikacją stoi człowiek. 

Badanie: Tylko niewielki procent sądów wywiązuje się z terminu nadawania klauzuli wykonalności

Z analizy Instytutu Badawczego ABR SESTA wynika, że aż 41% Sądów Gospodarczych w Polsce nie potrafi wskazać, ile trzeba czekać na nakaz zapłaty, zaopatrzony w klauzulę wykonalności. Chodzi o postępowanie upominawcze w sytuacji, gdy dłużnik nie złożył sprzeciwu. 22% placówek informuje, że trwa to do tygodnia, a 12% – do miesiąca. 10% z nich podaje powyżej miesiąca i tyle samo – do 3 dni. Pozostałe 5% wymienia inne terminy, np. kilka dni lub tygodni. Natomiast, zgodnie z art. 7811 kodeksu prawa cywilnego, powinno to zajmować do 3 dni od daty złożenia wniosku. Eksperci podkreślają, że w tym przypadku niestety sędziowie są bezkarni, bo nie ma żadnej sankcji za zwłokę. Uważają także, że procedura wymaga znaczącej reformy. Sąd powinien mieć obowiązek działania z urzędu i niezwłocznego doręczenia tytułu wykonawczego po stwierdzeniu prawomocności. Inaczej wierzyciele nadal będą ponosili straty, czekając tylko „na pieczątkę”.

Zdaniem Filipa Powroźnika, specjalisty prawa egzekucyjnego z Kancelarii Prawnej LEXADVISOR, klauzula wykonalności powinna być wydawana szybko, ponieważ cała czynność z tym związana zajmuje zaledwie kilka minut. Sąd stwierdza, że nakaz zapłaty jest prawomocny, bo dłużnik nie złożył sprzeciwu i wydaje postanowienie. Według eksperta, w praktyce często zajmują się tym asystenci, referendarze lub aplikanci. A jednak, jak zauważa prawnik, w niektórych sądach trzeba czekać na taki dokument nawet kilka miesięcy.

– Na pytanie ankieterów, jak długo trwa oczekiwanie na nakaz zapłaty, zaopatrzony w klauzulę wykonalności, jeżeli nie ma sprzeciwu dłużnika, padały odpowiedzi od 3 dni do ponad miesiąca. Z moich obserwacji wynika, że z szybkością rzeczywiście bywa różnie, a przecież tę formalność może wypełnić nie tylko sędzia, ale też referendarz sądowy. Procedura powinna trwać jak najkrócej, aby wierzyciel mógł niezwłocznie wszcząć egzekucję komorniczą i odzyskać swoje pieniądze – mówi adwokat Michał Szantar z Kancelarii Prawnej EXIRE.

Z doświadczenia adwokata Radosława Płonki wynika, że na doręczenie tytułu wykonawczego oczekuje się zwykle miesiąc. Oczywiście jest to bardzo niepożądane zjawisko dla biznesu. Każda zwłoka wiąże się z kolejnymi stratami dla wierzyciela, który zupełnie nie rozumie, dlaczego tak długo trwa zakończenie formalności. Strona lub pełnomocnik wielokrotnie kontaktują się z sądem z pytaniem, czy została już stwierdzona prawomocność. W opinii eksperta z Business Centre Club, reformy wymaga procedura cywilna, która nałożyłaby na sąd bezwzględny obowiązek niezwłocznego doręczenia tytułu wykonawczego, po stwierdzeniu przez sędziego prawomocności.

– Tygodniowe czy kilkutygodniowe oczekiwanie na nadanie klauzuli nie należy do rzadkości. Tymczasem, zgodnie z art. 7811 kodeksu postępowania cywilnego, powinno to trwać nie dłużej, niż 3 dni od daty złożenia wniosku. Problem tkwi w tym, że sądy traktują ten termin instrukcyjne. Przepisy nie przewidują dla nich żadnej sankcji za niedotrzymanie go. W przytłaczającej większości sędziowie nie są świadomi emocji, jakie wywołuje u przedsiębiorcy przedłużające się oczekiwanie na wyrok, a następnie na jego wykonanie ­– wyjaśnia adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

W badaniu blisko połowa sądów zapytana o to, ile trzeba czekać na dokument zaopatrzony w klauzulę wykonalności, wskazała – trudno powiedzieć. Dotyczyło to 41% placówek. Jak wyjaśnia Filip Powroźnik, informacji udzielają osoby, które nie mają żadnego wpływu na rozstrzygnięcia procesowe. Dlatego nie chcą wypowiadać się jednoznacznie. Mogą też wychodzić z założenia, że lepiej nic nie powiedzieć, aby potem petent nie miał pretensji. To jest przejaw ostrożności.

– Brak odpowiedzi to też ważna informacja na temat funkcjonowania Sądów Gospodarczych w Polsce. Wszak na efektywne rozpoznanie sprawy składa się działanie wielu osób, nie tylko sędziego czy referendarza, ale także pracowników sekretariatu. Oni odpowiadają za obieg dokumentów. W praktyce czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy jest różny, w zależności od tego, jakiej osobie zostanie przydzielona. I to faktycznie wpływa na długotrwałość postępowania – komentuje Michał Szantar.

Jak dodaje adwokat Bartosiak, niewiedza w zakresie czasu oczekiwania na dokument zaopatrzony w klauzulę wynika z braku komunikacji między biurem obsługi interesanta, a wydziałami merytorycznie rozpoznającymi sprawę. Osoby odpowiedzialne za udzielanie informacji oczywiście powinny orientować się, jak wygląda obłożenie pracą poszczególnych sędziów.

Badanie zrealizowano metodą mystery shopping, czyli Tajemniczy Klient, za pomocą ankiet telefonicznych w 41 Sądach Gospodarczych w Polsce.

Dr Maciej Kawecki: RODO to dla firm nie tylko minusy

Choć do wprowadzenia w życie Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych (RODO) pozostało jeszcze blisko pół roku, już najwyższy czas, aby firmy zaczęły się na to przygotowywać. Wdrożenie koniecznych zmian w organizacji w wielu przypadkach będzie bowiem sporym wyzwaniem. Należy jednak pamiętać, że wejście w życie unijnego rozporządzenia nie tylko nałoży szereg nowych obowiązków na przedsiębiorstwa, lecz także może przyczynić się do ich rozwoju.

Nie ma czasu do stracenia

„Na czym polega największy problem Rozporządzenia i zmian unijnych? Przedsiębiorcy nie dostają klucza objaśniającego, co zrobić, żeby należycie zabezpieczyć dane osobowe. Muszą dokonać analizy własnych zasobów i podjąć decyzję, jakie środki będą najwłaściwsze. Tymczasem wdrożenie RODO często – zwłaszcza w dużych organizacjach – wymusza zmianę systemów informatycznych, a jest ona czasochłonna i kosztowna. Dlatego podkreślam, że teraz, kiedy zostało pół roku do rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów o ochronie danych osobowych, jest ostatni dzwonek, aby się przygotować” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Maciej Kawecki, koordynator prac nad reformą ochrony danych osobowych w Ministerstwie Cyfryzacji.

RODO to również korzyści biznesowe

Co ważne, przedsiębiorcy nie powinni jednak patrzeć na RODO jedynie jak na coś kłopotliwego. Rozporządzenie wprowadza bowiem także różne instrumenty probiznesowe, które mogą przyczynić się do rozwoju firm i zwiększyć ich atrakcyjność. Przykładowo wdrożony zostanie system certyfikacji. Wpłynie to na ożywienie gospodarki i pobudzi konkurencyjność na rynku. Innym korzystnym rozwiązaniem będzie możliwość przekazywania niektórych informacji za pomocą znaków graficznych, które są na ogół atrakcyjniejsze w odbiorze od tekstu. Ważne więc, by przedsiębiorcy starali się spojrzeć na nową reformę również pod kątem biznesowym.

Wyniki finansowe Alior Banku za III kwartał 2017 r.

  • Zysk netto znacznie powyżej konsensusu rynkowego: 190 mln zł wobec 154 mln zł. Powyżej najwyższej prognozy analityków (172 mln zł).
  • Znaczący przyrost wskaźnika ROE liczonego kwartalnie i od początku roku, z 6,3 proc.
    w II kwartale do 11,7 proc. w III kwartale. Wliczając docelowe synergie ROE za 9 miesięcy na poziomie 11,9 proc. wobec 10,7 proc. w II kwartale (cel strategiczny na rok 2019 to 14 proc.).
  • Wysokie tempo wzrostu kredytów brutto[1] utrzymane: 1,4 mld zł w III kwartale, 5 mld zł
    w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2017 (strategiczny cel dot. rocznego wzrostu kredytów to 5-6 mld zł).
  • Ostateczne rozliczenie poprowadzonego z sukcesem procesu integracji wydzielonej części Banku BPH oraz restrukturyzacji. Docelowe synergie wyniosą 381 mln zł w stosunku do wcześniejszego oszacowania na poziomie 374 mln zł. Całkowite koszty integracji o 62 mln zł niższe niż planowane pierwotnie (2016-2017).
  • W III kwartale br. nastąpiło trwałe ograniczenie kosztów działania Banku o kwotę 55 mln zł dzięki uzyskanym efektom synergii z połączenia z wydzieloną częścią Banku BPH oraz innym działaniom ograniczającym koszty.
  • Umocnienie pozycji kapitałowej, która pozwala na utrzymanie zakładanego tempa rozwoju dzięki m.in. udanej, wartej 600 mln zł emisji obligacji podporządkowanych przy rekordowo niskiej marży na poziomie 2,7 proc. Wskaźnik TCR na poziomie 14,1 proc. (wobec minimum regulacyjnego na poziomie 13,25 proc.) – przed zaliczeniem emisji podporządkowanych, wskaźnik Tier 1 na poziomie 12,02 proc. (wobec minimum regulacyjnego na poziomie 10,25 proc.) przed uwzględnieniem wyniku netto za III kwartał. Dodatkowy bufor kapitałowy, do wykorzystania w razie potrzeby, został zagwarantowany poprzez linię gwarancyjną (umowa z PZU z 8 listopada 2017 r.).
  • Znaczące polepszenie pozycji płynnościowej Banku – wzrost wskaźnika LCR (liquidity coverage ratio) do poziomu 103 proc. na koniec trzeciego kwartału (z 88 proc. na koniec drugiego) dzięki wyższej bazie depozytowej (+3 mld zł). Kampanie depozytowe (w tym nowego konta lokacyjnego) nakierowane były na pozyskanie klientów ze strategicznych dla Banku segmentów.

– To był pierwszy pełny kwartał zarządu nowej kadencji. Cieszymy się, że udało się istotnie poprawić wynik finansowy, doprowadzić do końca proces restrukturyzacji i integracji związany z przejęciem wydzielonej części Banku BPH, wzmocnić pozycję kapitałową i płynnościową oraz trwale obniżyć koszty działania Banku przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu. Sukcesem okazało się wprowadzenie na rynek nowego konta lokacyjnego oraz Konta Jakże Osobistego. Rozpoczęliśmy również naszą działalność w Rumunii. Osiągnięte przez nas rezultaty są dowodem na dużą konsekwencję we wdrażaniu strategii „Cyfrowego buntownika” – mówi Michał Chyczewski, wiceprezes Zarządu Alior Banku, pełniący obowiązki prezesa.

Zysk netto Alior Bank w III kwartale wyniósł 190 mln zł i przewyższył o 36 mln zł oczekiwany konsensus rynkowy (154 mln zł). Wynik jest też istotnie lepszy od najwyższej prognozy analityków (172 mln zł) i o 90 proc. wyższy niż w II kwartale 2017 r.

W III kwartale br. Alior Bank znacznie poprawił poziom zwrotu z kapitału własnego (ROE). Osiągnął on 11,7 proc., podczas gdy w II kwartale wskaźnik ten wynosił 6,3 proc. Po uwzględnieniu docelowych synergii wynikających z połączenia z Bankiem BPH (i po korekcie o koszty integracji), ROE w III kwartale wyniosłoby 11,9 proc. Wynik ten zbliża Alior Bank do osiągnięcia założonego w planie wdrożenia strategii „Cyfrowego buntownika” poziomu 14 proc. w 2019 r.

W III kwartale Alior Bank utrzymał wysokie tempo wzrostu, a jego wolumen kredytowy brutto (uwzględniający spłaty kredytów) zwiększył się o 1,4 mld zł. Tym samym w ciągu dziewięciu miesięcy od początku roku Bank udzielił finansowania brutto w wysokości 5 mld zł, co oznacza, że już po trzech kwartałach zrealizował strategiczny cel wynoszący 5-6 mld zł rocznie.

Bank zakończył z sukcesem najważniejsze projekty w ramach procesu restrukturyzacji oraz integracji, związanego z przejęciem wydzielonej części Banku BPH, a także dokonał ostatecznego rozliczenia ceny nabycia. Koszty integracji okazały się o 62 mln zł niższe niż pierwotnie zakładano łącznie na lata 2016-2017, podczas gdy docelowe synergie do 2019 r. wyniosą 381 mln zł w stosunku do wcześniej planowanych 374 mln. Sprawnie poprowadzona restrukturyzacja i integracja pozwoliły na rozwiązanie rezerwy na kwotę 21 mln zł.

W III kwartale br. nastąpiło trwałe ograniczenie kosztów działania Banku o kwotę 55 mln zł dzięki uzyskanym efektom synergii z połączenia z wydzieloną częścią Banku BPH oraz innym działaniom ograniczającym koszty.

Bank wzmocnił pozycję kapitałowa, dzięki m.in. udanej emisji obligacji podporządkowanych (600 mln zł). Wskaźnik TCR wyniósł na koniec trzeciego kwartału 14,1 proc. (wobec minimum regulacyjnego na poziomie 13,25 proc.) – przed zliczeniem emisji obligacji podporządkowanych. Tier 1 wyniósł 12,02 proc. (wobec minimum regulacyjnego na poziomie 10,25 proc.) przed uwzględnieniem wyniku netto za III kwartał 2017 r.

Jednocześnie Bank wzmocnił swoją pozycję w zakresie płynności, osiągając na koniec III kwartału wskaźnik LCR na poziomie 103 proc. (wzrost z 88 proc. na koniec czerwca 2017 r.). Poprawa płynności jest efektem między innymi poprowadzonych z sukcesem kampanii promocyjnych, związanych m.in. z nowym kontem lokacyjnym, ukierunkowanych na strategiczne segmenty klientów detalicznych.

Bank utrzymał pozycję lidera polskiego rynku bankowego w zakresie marży odsetkowej netto, która po trzech kwartałach 2017 r. wyniosła 4,7 proc. Dzięki sprzedaży portfela niespłacanych pożyczek Alior Bank obniżył koszty ryzyka, które wyniosły 1,7 proc.

Nasze wyniki finansowe, w tym znaczny wzrost zysku, bardzo dobry poziom zwrotu z kapitału, najwyższa na rynku marża odsetkowa netto oraz znaczne obniżenie kosztów działania Banku potwierdzają, że skutecznie realizujemy strategię „Cyfrowego buntownika”. Ogłoszony na początku października plan wdrożenia strategii pozwoli nam na jeszcze szybsze osiągnięcie tych zamierzeń – mówi Filip Gorczyca, wiceprezes Zarządu Alior Banku odpowiedzialny za Pion Finansów.

W III kwartale br. Bank wprowadził do oferty dla klientów indywidualnych Konto Jakże Osobiste, stworzone w oparciu o segmentację behawioralną oraz trendy konsumenckie. To spersonalizowany rachunek bankowy, który pozwala posiadaczom na samodzielną konfigurację korzyści w zależności od ich bieżących potrzeb i sytuacji. Wprowadzenie nowego rachunku jest częścią realizowanej przez Bank strategii „Cyfrowego buntownika”, zapowiadającej uproszczenie oferty produktowej zgodnie
z potrzebami i oczekiwaniami klientów.

W październiku Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny dotyczący obligacji Alior Banku, umożliwiający emisję zarówno obligacji zwykłych, jak i podporządkowanych – o łącznej wartości nominalnej do 1,2 mld zł. Otwiera to drogę do pozyskania przez Bank dodatkowych środków wzmacniających jego pozycję kapitałową.

Z myślą o rozwoju działalności w sektorze klientów biznesowych, Alior Bank wprowadził do oferty atrakcyjne finansowanie inwestycyjne – „Pożyczkę Szerokopasmową”. Jest to efekt umowy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego podpisanej w lipcu br. Środki na ten cel pochodzą z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC) oraz funduszy własnych Alior Banku. Za jego pośrednictwem do przedsiębiorstw telekomunikacyjnych trafi 46 mln zł. O preferencyjne finansowanie, którego oprocentowanie jest niższe niż rynkowe, mogą ubiegać się przedsiębiorcy z segmentu małych, średnich i dużych firm, planujący inwestycje w budowę, rozbudowę lub przebudowę sieci telekomunikacyjnej, zapewniającej dostęp do szybkiego Internetu.

Alior Bank rozpoczął w trzecim kwartale działalność za granicą poprzez otwarcie oddziału
w Rumunii. W ramach strategicznego partnerstwa z rumuńskim operatorem telekomunikacyjnym Telekom Romania (z grupy Deutsche Telekom) w październiku uruchomiono Telekom Banking. Usługi Telekom Banking będą wprowadzane stopniowo, zaczynając od nowoczesnej, intuicyjnej bankowości. Klienci mogą otworzyć rachunek osobisty w RON (w rumuńskich lejach), EUR, USD i GBP, korzystać z karty debetowej oraz mieć dostęp do środków za pośrednictwem nowoczesnej, bazującej na najlepszych, sprawdzonych na polskim rynku wzorcach, bankowości internetowej i mobilnej. Ważnym uzupełnieniem oferty jest internetowy kantor walutowy – nowość na rynku rumuńskim. Telekom Banking to pierwszy na taką skalę projekt współpracy Banku i firmy telekomunikacyjnej w Rumunii.

Z myślą o perspektywie długoterminowej, na początku października Alior Bank zaprezentował plan wdrożenia strategii „Cyfrowego buntownika” do roku 2020. Zgodnie z nim główne cele strategiczne mają zostać zrealizowane szybciej niż wcześniej zakładano. Już w 2019 r. wskaźnik zwrotu z kapitału (ROE) ma wynieść 14 proc., wskaźnik kosztów do dochodów (C/I) – 39 proc., a marża odsetkowa netto (NIM) – 5,1 proc.

Alior Bank podpisał też list intencyjny z Bankiem Pekao SA, dotyczący woli podjęcia wstępnych rozmów na temat potencjalnych strategii współpracy, które mogłyby zostać wypracowane w celu zwiększenia wartości dla akcjonariuszy oraz klientów.

Bardzo dobre wyniki finansowe Alior Banku i stale rosnąca skala działalności zostały docenione przez polskie środowisko biznesowe. We wrześniu, podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy, Bank otrzymał tytuł „Firmy Roku”. Nagroda stanowiła wyraz uznania dla osiągnięć rynkowych Alior Banku, który od powstania w 2008 r. rewolucjonizuje rynek usług bankowych w Polsce, stawiając na innowacyjność i wykorzystanie najnowocześniejszych technologii.

Od 30 czerwca do 31 października 2017 r. cena akcji Alior Banku wzrosła o 17 proc.

[1] To jest bez uwzględnienia odpisów, sprzedaży NPL, transakcji Buy Sell Back i sekurytyzacji.

Ustawa o elektromobilności – długo oczekiwany projekt ciągle niegotowy

Przygotowywane przez rząd ustawy dotyczące elektromobilności są wciąż projektem, który podlega zmianom. Być może powstanie wkrótce wersja ostateczna i będzie wiadomo, w jakim kierunku zmierza. Obecne plany są bardzo szerokie. W ciągu dwóch lat na polskim rynku powinno pojawić się ok. 50 tys. aut., co jest bardzo dużą liczbą. Być może to wynik nie do osiągnięcia.

Same zapisy w projektowanej ustawy idą w dobrą stronę. Bez wspomagania sprzedaży i zmian podatkowych nie ma możliwość rozwoju rynku samochodów elektrycznych  powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar – Pokazały to działania innych krajów europejskich, zwłaszcza skandynawskich, gdzie jest on bardzo dynamiczny. Obecnie dużym problemem są zbyt wysokie ceny aut elektrycznych z punktu widzenia przeciętnego użytkownika. Ustawodawca musi więc zmniejszyć podatki, w tym przypadku wyeliminować akcyzę dla tego rodzaju pojazdów. Bez zmniejszenia różnicy między nimi a samochodami z silnikami klasycznymi, nie można mówić o rozwoju tej branży. Kolejnym krokiem są przywileje, z którymi będzie wiązało się prowadzenie aut elektrycznych – możliwość korzystania z buspasów czy bezpłatnych parkingów. Będą to elementy zachęcające, chociaż wciąż niewystarczające do zakupu auta, które dziś ma ograniczony zasięg, a przemieszczanie się nim pomiędzy miastami jest wciąż utrudnione. To jednak w przyszłości się zmieni. Prowadzone są prace badawcze nad nowymi archetypami akumulatorów. Wiadomo już, że zasięgi rzędu 500 kilometrów są do osiągnięcia, ale wiążę się to z odpowiednio wysoką ceną. Powinna ona kształtować się na poziomie poniżej średniej, aby auto mógł kupić przeciętny Kowalski. Obecnie średnia notowana cena na polskim rynku to prawie 100 tys. złotych i jest generowana głównie przez firmy. Statystyczny Polak kupuje tańsze samochody. Pojazd elektryczny, ze względu na swoje ograniczenia byłby raczej drugim autem w rodzinie – do poruszania się, tylko w warunkach miejskich i musiałby kosztować w granicach 70 tys. złotych. Na razie nie wiadomo jak będzie reagował rynek. Dopiero przepisy w ostatecznej formule, kiedy będziemy wiedzieli czy pojawią się zwolnienia i ulgi podatkowe, pozwolą na przygotowanie materiału, który jednoznacznie określi poziomy cenowe dla tego typu aut – podsumował Drzewiecki.

Microsoft stawia kolejne kroki w kierunku cyfrowej transformacji

W strategii produktowej Microsoft widoczny jest silny wpływ transformacji cyfrowej. Dążenie do integracji rozwiązań biznesowych, chmury obliczeniowej oraz wzrost znaczenia mediów społecznościowych. Czy polski rynek gotowy jest na ewolucję rynku i biznesu?

W erze cyfrowych przemian

Obecnie wszyscy uczestniczymy w transformacji cyfrowej, która objęła swoim zasięgiem każdą sferę życia. Jej celem jest podniesienie potencjału ludzi, firm i całej gospodarki. Zniesienie barier związanych z niższą efektywnością pracowników.

„Cyfryzacja to suma technologii mobilnych, chmury, big data i portali społecznościowych. Tworzą one kluczowe trendy, które będą dominować w światowym biznesie. Proces transformacji stał się faktem. Jednak specjaliści wskazują, że jego poziom w Polsce jest nawet o kilkadziesiąt procent niższy, niż w innych krajach Europy” – mówi Daria Widerowska, Marketing & PR Manager, IT.integro – „Aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, przedsiębiorstwa powinny podążać za zmianami. Stawiać krok przed innymi. Inwestować w innowacyjne technologie i dostrzegać nowe perspektywy” – dodaje.

Zdaniem przedstawicieli Microsoft, cyfrowa transformacja koncentruje się na czterech kluczowych obszarach – relacjach z klientem, efektywności pracowników, optymalizacji kosztów oraz produktach. Nowe rozwiązania oferują narzędzia zapewniające szczegółowe analizy, możliwość budowania głębszych relacji z klientami, optymalizację działalności i wspomagają wprowadzanie innowacji oraz budowę nowych modeli biznesowych.

Wkraczając w erę przemian cyfrowych, przedsiębiorcy muszą być świadomi potrzeby zwrotu w kierunku nowych rozwiązań oraz modeli biznesowych. Odpowiedzią na potrzeby współczesnych firm są systemy oparte na chmurze, mobilności, narzędziach analitycznych. Zgodne z aktualnym nurtem będą umiały przekształcić organizacje w innowacyjne przedsiębiorstwa cyfrowe.

Directions EMEA 2017 czyli prezentacja nowej strategii Microsoft

Directions EMEA to niezależna konferencja partnerów Microsoft Dynamics. W tym roku odbyła się w dniach 4 – 6 października, w Madrycie. Wzięło w nim udział ponad 2100 uczestników – partnerów Microsoft z kanałów ERP i CRM oraz dostawcy oprogramowania (ISV) z całej Europy.

Wydarzenie otworzył Marko Perisic, General Manager reprezentujący Microsoft. Zapowiedział on zmianę strategii, która coraz mocniej będzie koncentrować się na chmurze obliczeniowej. Zaprezentował badania wskazujące, iż 80% przedsiębiorstw korzysta obecnie z chmury. Tylko niecałe 8% nie jest zainteresowanych jej możliwościami. Liczba niechętnych przedsiębiorców znacząco spadła. Jeszcze trzy lata temu, aż 21% badanych nie dostrzegało wartości rozwiązań chmurowych.

Czy to oznacza, że chmura stanie się obowiązkowa dla firm? Zdecydowanie nie. Marko Perisic podkreślił, że chmura będzie dla klientów alternatywą. Nadal będzie funkcjonować model wdrożenia on-premise, czyli na serwerach stacjonarnych. Decyzja będzie należeć do przedsiębiorców.

Podczas głównej prelekcji podkreślano znaczenie zintegrowanych danych w rozwoju produktów Microsoft. Według przedstawicieli korporacji, Microsoft posiada największy ekosystem – sieć powiązań danych na świecie. Integracja danych z Office 365, Dynamics 365, LinkedIn i rozwiązań partnerskich dostarcza ogromną porcję wiedzy o klientach i kontrahentach, która będzie dostępna w zasięgu ręki.

Dynamics 365 „Tenerife” i premiera NAV 2018

Marko Perisic podczas prezentacji zapowiedział wzrost inwestycji w promocję produktów Dynamics 365. Jak zatem będzie wyglądać przyszłość systemu Microsoft Dynamics NAV? Użytkowników systemu możemy uspokoić. System ERP nadal będzie rozwijany, a obecne funkcjonalności będą poszerzone o liczne nowe możliwości, zarówno w modelu on-premise, jak i cloud.

Przedstawiciel korporacji zapowiedział przeprowadzenie w najbliższych latach rebrandingu marki Dynamics NAV. „Już niedługo Microsoft Dynamics NAV stanie się jedną z marek dostępnych pod szyldem Dynamics 365. Ostateczna nazwa nie jest jeszcze znana. Obecnie obowiązuje termin roboczy – Dynamics 365 „Tenerife” – wspólny dla systemu ERP w chmurze oraz na serwerach stacjonarnych. Zmiany są związane z długoterminową strategią firmy, dążącej do integracji rozwiązań Microsoft oraz spójności przekazu kierowanego do klientów” – mówi Daria Widerowska.

Podczas Directions EMEA 2017, zapowiedziano także premierę systemu Dynamics NAV 2018 oraz chmurowego rozwiązania, obecnie znanego pod roboczą nazwą – Dynamics 365 “Tenerife”. Będzie ono zawierać pełną funkcjonalność NAV.

Światowa premiera Microsoft Dynamics NAV 2018 odbędzie się w grudniu 2017 roku. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie na rynek Dynamics 365 „Tenerife” oraz NAV 2018 w wersji R2, planowane na wiosnę 2018 roku. Póki co, Dynamics 365 “Tenerife” będzie wdrażany w wybranych krajach jak USA, Kanada, Wielka Brytania, Dania, Francja, Niemcy, Hiszpania, Włochy, Holandia, Austria, Szwajcaria, Belgia, Szwecja i Finlandia. Polska premiera nie jest jeszcze zaplanowana.

Cyfrowa transformacja w strategii Microsoft

Cyfrowa transformacja to ogromna szansa dla firm. Wpłynie na działanie wszystkich branż, procesów i modeli biznesowych. Wprowadzi nowe metody pracy i sposoby komunikacji. To silny trend, który dostrzegają i promują twórcy nowoczesnych technologii, w tym Microsoft.

Korporacja zadbała o integrację technologii i procesów biznesowych oferując klientom potężne źródło wiedzy i danych. Dostępnych w każdym miejscu i o dowolnej godzinie.

Źródło: www.IT.integro.pl

E-commerce w Europie: stan obecny, trendy i szanse

Latem 2017 r. zespół ShopAlike zapytał 100 ze swoich sklepów partnerskich z 13 europejskich państw o ich zdanie na temat obecnego stanu rynku e-commerce w swoim kraju, jego główne trendy i szanse rozwoju.  Przyjrzyjmy się wynikom badania.

 

Zadowoleni i optymistyczni Europejczycy

Większość analizowanych sklepów jest  umiarkowanie zadowolona  (56%) lub zadowolona (31%) z aktualnego stanu rynku e-commerce w swoim kraju. Ankietowani zdecydowanie optymistycznie oceniają dalszy rozwój swojego rynku online: optymistycznie (52%) i bardzo optymistycznie (19%). Ciekawostką jest, że żadna z podanych odpowiedzi nie wskazała na stanowczo pesymistyczną wizję e-commerce, a tylko 3% respondentów zaznaczyło „raczej pesymistycznie”.badanie-shopalike-grafika-1

Bariery rynkowe

Największe trudności w prowadzeniu sklepu e-commerce sprawia obecność dużych, międzynarodowych graczy oraz aspekty prawno-podatkowe.badanie-shopalike-grafika-2

Jeśli chodzi o bariery dla konsumentów, respondenci wspomnieli o „”bezpieczeństwie płatności”, „„braku fizycznego kontaktu z produktem” jako o najbardziej istotnych.badanie-shopalike-grafika-3

Komunikacja z millenialsami

Większość sklepów online stara się dotrzeć do pokolenia milenijnego, które jest dla nich znaczącą grupą docelową. Według badania sklepy wykorzystują do tego celu zróżnicowane narzędzia i kanały marketingowe – 86% wskazało na rozbudowaną obecność w social mediach, za którą znalazły się marketing treści, dedykowane kampanie displayowe oraz współpraca z influencerami. Tylko 37% sklepów posiada własną aplikację. Jeśli chodzi o użycie social mediów, króluje Facebook – 90% sklepów deklaruje jego użycie, Instagram (76%) i Twitter (41%).

Trendy

Można by rzec, że technologia rozwija się z prędkością światła. Według analizy ShopAlike nie stwarza to jednak większych problemów dla partnerskich sklepów tej platformy  – 83% ankietowanych uważa, że ich rynek e-commerce podąża za aktualnymi trendami. Partnerzy wykazują się także własną innowacyjnością, 70% z nich wprowadziła lub planuje wdrożenie nowoczesnych metod płatności,  65% wykorzystuje big data, 64% korzysta z innowacyjnych opcji dostawy i 37% używa chatbotów.

O badaniu

Podczas gdy większość sklepów pochodziła z branży modowo-obuwniczo-tekstylnej (58%), oraz wnętrzarskiej (26%), w badaniu wzięli udział także przedstawiciele innych branż (kosmetyki, zdrowie i uroda; biżuteria; zabawki; czy sport i outdoor). Próba była zróżnicowana także pod względem wielkości sklepów (45% z nich posiada w ofercie między 1001 i 10000 produktów, 33%- ponad 10000, a 20% od 1 do 1000).

Środa pod znakiem korekty

Środowa sesja nie należała do najciekawszych, zmienność walut wchodzących w skład koszyka G10 pozostawiała wiele do życzenia i zamknęła się w przedziale 0,4 proc. Z europejskich indeksów najsłabiej sesję zakończył polski WIG 20 (-0,91 proc.), gdzie tylko jedna spółka zdołała wyjść nad kreskę. Wzrost zapasów ropy naftowej o 2,24 mln baryłek spowodował jedynie chwilową reakcję, ostatecznie kurs powrócił do poziomów sprzed publikacji. Obecnie baryłka WTI kosztuje 56,95 USD.

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z prognozami utrzymała parametry polityki monetarnej na niezmienionym poziomie. Z konferencji po posiedzeniu dowiadujemy się, że NBP w listopadowej projekcji zrewidował nieznacznie prognozy wzrostu i inflacji. W przypadku PKB środek przedziału prognoz wynosi 4,2 proc. dla 2017 r. Prognozy CPI zostały utrzymane średnio na 2 proc. w 2017 r., podniesione do 2,3 w 2018 r. (2 proc.) i do 2,7 proc. w 2019 r. (2,5 proc.). Prezes Adam Glapiński podtrzymał swoją opinię, że nie widzi podstaw do podwyżki stóp procentowych do końca 2018 r., a aktualizacja projekcji inflacji nie skłania go do zmiany nastawienia.

Cotygodniowy raport DOE wskazał na wzrost zapasów ropy naftowej o 2,24 mln baryłek. Zwodniczy okazał się wczorajszy raport API, który wskazywał na spadek rzędu 1,56 mln baryłek. Oprócz tego zmniejszyły się zapasy benzyny i destylatów o odpowiednio 3,31 mln baryłek i 3,36 mln baryłek. W pierwszej reakcji obserwowaliśmy załamanie kursu ropy WTI o 0,20 USD, jednak był to jedynie chwilowy spadek. Niedługo potem byki ponownie przejęły kontrolę na rynku, przez co notowania powróciły ponad poziomy sprzed publikacji raportu. Obecnie baryłka WTI kosztuje 56,95 USD.

Wśród walut z koszyka G10 nie obserwowaliśmy większych ruchów, choć prawie wszystkie umocniły się względem USD. Na czele tabeli znajdziemy dolara australijskiego (+0,4 proc.) oraz dolara kanadyjskiego (+0,4 proc.), natomiast na drugim biegunie widnieje funt szterling (-0,4 proc.).

Na słabości amerykańskiej waluty skorzystały metale szlachetne, z których najjaśniej świeci pallad (+2,3 proc.). Następne w kolejce są platyna (+1,6 proc.), srebro (+1,5 proc.), a listę zamyka złoto ze zwyżką rzędu 0,9 proc. Uncja złota kosztuje obecnie 1286 USD.
Na europejskim rynku akcji brak jednoznacznej tendencji, średnie giełdowe notowane na Starym Kontynencie zakończyły środę w mieszanych nastrojach. Najniżej pod kreską znalazł się WIG 20 (-0,91 proc.), którego wzrosty powstrzymał istotny opór techniczny przy 2576 pkt. Niedźwiedzie wyraźnie dominowały także we Włoszech, gdzie FTSE MIB stracił 0,57 proc. Nieco lepiej sytuacja wygląda na francuskim parkiecie, CAC 40 osłabił się o 0,17 proc. Na zielono świeci się natomiast FTSE 100 (+0,22 proc.) korzystający na osłabieniu GBP. Na niewielkim plusie dzień zakończył także niemiecki DAX (+0,02 proc.), choć jest to jedynie kosmetyczna zmiana.

W Polsce najsłabiej wypadł sektor energetyczny, który stracił dziś ponad 4 proc. PGE zanurkowało 5,29 proc., a Tauron 3,27 proc. Warto dodać, że obie te spółki opublikowały dziś dobre (zgodnie z oczekiwaniami) wyniki. Słabo także wypadł mBank (-2,8 proc.), Orange Polska (-2,45 proc.) czy LPP (-2,3 proc.). Jako jedyne na zielono świeci się CCC zyskujące 0,82 proc. Od zwyżki odpoczywał też sektor bankowy (-0,49 proc.), jednak podaż wyraźnie nie wykazała ponadprzeciętnej siły. Na niechlubne wyróżnienie zasługuje Livechat, którego wartość rynkowa stopniała dziś o ponad 20 proc. – tak duży spadek to pokłosie informacji, że Facebook planuje wdrożyć konkurencyjną usługę.

Przebieg amerykańskiej sesji póki co można opisać jako senny. Dow Jones nie potrafi oddalić się od ceny wczorajszego zamknięcia, podobnie jak S&P 500. Najoptymistyczniej sytuacja wygląda wśród spółek technologicznych, Nasdaq 100 zwyżkuje 0,15 proc. Prym we wzrostach wiedzie Activision Blizzard (+6 proc.), dalej NetEase (+3,65 proc.), a podium zamyka Electronic Arts (+2,4 proc.). Po drugiej stronie tabeli widnieje m.in. Henry Schein (-3,2 proc.) czy Incyte (-2,3 proc.).

Maciej Morawski
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Livespace pozyskuje 2,5 mln zł na rozwój CRM nowej generacji

ARIA Nowych Technologii zainwestowała 2,5 mln zł w Livespace – czołowy polski CRM dla działów sprzedaży B2B, który planuje podbić globalny rynek.

Livespace to nowej generacji CRM (customer relationship management), który zwiększa produktywność zespołów sprzedaży B2B. Narzędzie wspomaga sprzedawców w żmudnych i powtarzalnych czynnościach, by mogli skupić się na sfinalizowaniu sprzedaży.

– Chcemy, aby każda firma osiągnęła przewidywalne i skalowalne przychody. Dlatego stworzyliśmy CRM, dzięki któremu zespoły handlowe mogą usprawnić i zautomatyzować proces sprzedaży, a przy pomocy sztucznej inteligencji będą osiągać dużo lepsze wyniki – mówi Michał Skurowski, prezes Livespace.  – Dajemy większą – niż inne aplikacje typu CRM – kontrolę nad procesem sprzedaży poprzez ustalenie nie tylko jego etapów, ale także konkretnych czynności wykonywanych przez handlowca. Dzięki temu możemy bardzo precyzyjnie analizować i sugerować działania sprzedażowe – zaznacza Skurowski.

Livespace to czołowy polski CRM, z którego korzystają setki firm w Polsce i zagranicą, m.in. z branży finansowej, motoryzacyjnej, reklamowej, mediowej oraz IT. Obecnie firma skupia się na rozwoju produktu w zakresie zaawansowanej automatyzacji procesu sprzedaży oraz pracuje nad machine learning, aby jeszcze skuteczniej wspierać zarządzanie sprzedażą.

– Fundusz ARIA wykazuje bardzo wysokie wymagania względem celów inwestycyjnych. Prześwietlamy firmy, sprawdzamy fakty, weryfikujemy dane. Jesteśmy sceptyczni, bo zależy nam na inwestowaniu wyłącznie w bezpieczne projekty. Firma Livespace przeszła ten test celująco. Posiada przemyślany model biznesowy, realistyczną wizję rozwoju i godny zaufania zespół. Ponadto, inteligentne systemy, takie jak Livespace, to przyszłość branży IT – mówi Dariusz Lewandowski, prezes ARIA Fund S.A.

Livespace przeznaczy pozyskany kapitał na dalszy rozwój technologii, aby skutecznie konkurować z globalnymi graczami na rynku rozwiązań typu CRM. Dzięki pozyskanej inwestycji możliwe będzie nie tylko zrealizowanie wizji produktu, ale także zintensyfikowanie działań sprzedażowych oraz marketingowych. W tym celu firma planuje kilkukrotnie zwiększyć zespół, który będzie odpowiedzialny za stworzenie i spopularyzowanie Livespace CRM. Finansowanie zapewnione przez Fundusz ARIA Nowych Technologii pozwoli Livespace na ekspansję zagraniczną, co ma przełożyć się na 5-krotny wzrost biznesu w perspektywie 2 lat.

 – Twórcy Livespace tak naprawdę nie potrzebowali kapitału. Ich biznes jest rentowny i zarabia na siebie. Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, od razu przekonaliśmy się, że trafiliśmy na utalentowany i pracowity zespół. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że jego dotychczasowe zaangażowanie i poświęcenie zasługuje na zaangażowanie większego kapitału. Inwestujemy bowiem przede wszystkim w ludzi i ich idee – zaznacza prezes ARIA Fund S.A. – Cieszę się, że przekonaliśmy twórców Livespace, że warto sięgnąć po więcej, że warto skalować ten biznes i zawalczyć o zagraniczne rynki – podkreśla Lewandowski.

– Finansowanie zapewnione przez ARIA Nowe Technologie umożliwi nam stworzenie najlepszego na świecie narzędzia do zarządzania zespołem sprzedaży B2B w małych i średnich firmach, a to z kolei przełoży się na umocnienie pozycji lidera rynku CRM w Polsce, a także na przyspieszenie ekspansji zagranicznej – podsumowuje Skurowski.

Już nie w Stanach Zjednoczonych, a w Azji jest najwięcej miliarderów

W ujęciu globalnym łączna wartość majątku miliarderów wzrosła w 2016 r. o 17% do poziomu 6 bln dol. Liczba azjatyckich miliarderów przewyższyła po raz pierwszy liczbę miliarderów ze Stanów Zjednoczonych, jednak nadal to ci ostatni dysponują największym bogactwem. Może to się zmienić w perspektywie 4 lat – wynika z 3. edycji raportu UBS i firmy doradczej PwC „Billionaires insights 2017”.

Po zanotowanym rok wcześniej spadku, w 2016 r. wartość majątku miliarderów znowu zaczęła rosnąć. Po raz pierwszy liczba miliarderów ze Stanów Zjednoczonych została przewyższona przez osoby zamożne w Azji. Co prawda nadal to amerykańscy miliarderzy dysponują największym bogactwem, jednak jeśli obecny trend się utrzyma, za cztery lata miliarderzy z Azji zdystansują swoich amerykańskich odpowiedników pod względem łącznej wartości posiadanego majątku.

W przypadku Europy rok 2016 był okresem stabilnym. Liczba europejskich miliarderów prawie się nie zmieniła i pod koniec roku wyniosła 342 osoby – do tego grona dołączyły co prawda 24 nowe osoby, jednak 21 dotychczasowych członków znalazło się już poza tą grupą.  Łączna wartość majątku zanotowała 5% wzrost do poziomu nieco ponad 1,3 bln dol. Jak wynika z raportu UBS i PwC na Europę przypada największa liczba miliarderów będących członkami rodzin wielopokoleniowych.

Firmy rodzinne stanowią trzon gospodarki niemalże każdego kraju, nie dziwi więc fakt, że to właśnie wśród nich należy upatrywać najzamożniejszych ludzi świata. Na paryskiej czy frankfurckiej giełdzie ponad 50% przedsiębiorstw to biznesy rodzinne. W tym gronie znajdują się tak znane marki jak: Auchan, BMW, Carrefour, Ikea, Henkel, Porsche, czy Michelin. W Polsce także znajdziemy wiele dużych i silnych firm rodzinnych, m.in. Inglot, Kazar, Kross, Oknoplast, Ochnik, Oceanic, Solaris, czy Trefl. Czy ich właściciele dołączą w przyszłości do grona miliarderów? O tym zdecyduje sposób, w jaki zmierzą się z największym obecnie wyzwaniem, czyli procesem sukcesji. Piotr Wyszogrodzki, partner w PwC, lider sektora firm prywatnych na Europę.

Łączna wartość majątku miliarderów wzrosła w 2016 r. o 17% z poziomu 5,1 bln dol. do 6 bln dol., przy czym w największym stopniu na tę zmianę przełożyła się niezwykle wysoka dynamika zanotowana w klasie miliarderów azjatyckich, a także wzrost w sektorze przemysłowym, finansowym i technologicznym. Grono miliarderów w Azji średnio co drugi dzień zyskuje nowego członka, a łączna liczba miliarderów w tym regionie wzrosła o niemal jedną czwartą. Obecnie wynosi ona 637 osób, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych mieszka 563 miliarderów.

Wartość majątku azjatyckich miliarderów wzrosła o prawie jedną trzecią, z poziomu 1,5 bln dol. do 2 bln dol., a wartość majątku miliarderów ze Stanów Zjednoczonych odpowiednio z 2,4 bln dol. do 2,8 bln dol.

Z danych zebranych w raporcie UBS i PwC wynika, że w najszybciej rozwijających się regionach i najbardziej dynamicznych sektorach coraz młodsze osoby dołączają do grupy miliarderów. Pod koniec 2016 roku miliarderzy w Azji mieli średnio 59 lat, a w samych Chinach 55 lat. Natomiast średni wiek miliarderów w Europie i Stanach Zjednoczonych był znacznie wyższy i wyniósł odpowiednio 66 i 67.

Najmłodsi miliarderzy działają w branży technologicznej – ich średnia wieku to 47 lat, czyli o 12 lat mniej niż ich odpowiednich z branży handlu detalicznego.

Split payment – za i przeciw

1 kwietnia 2018 r. powinien zacząć obowiązywać w Polsce mechanizm podzielonej płatności (split payment) przeciwdziałający wyłudzeniom podatku VAT. Rozwiązanie to będzie korzystne dla nabywców towarów i usług, a ponieważ to oni będą decydowali o jego zastosowaniu, ma ono szanse się szybko rozpowszechnić. Sprzedawcy będą mogli bronić się przed mechanizmem dzięki zawieraniu specjalnych klauzul umownych. Pytanie tylko, czy będą one skuteczne.

Split payment będzie polegał na podziale płatności na dwie kwoty: kwota netto będzie wpływała na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, natomiast kwota VAT – na wyodrębnione konto VAT-owskie. Nabywca nie będzie musiał robić dwóch oddzielnych przelewów. Wystarczy, że w odpowiednim miejscu zaznaczy, że dokonuje płatności podzielonej.

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Arkadiusz Łagowski, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton: „Split payment jest mechanizmem dobrowolnym. Aby przekonać podatników do jego stosowania, wprowadzono liczne zachęty, takie jak chociażby szybsze zwroty VAT (25 dni zamiast 60), brak sankcji VAT, brak podwyższonych odsetek, a także brak odpowiedzialności solidarnej w przypadku nabywania towarów wrażliwych, np. paliwa. Należy liczyć na to, że rzeczywiście doprowadzi to do rozpowszechnienia tego mechanizmu”.

Wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności może mieć jednak również konsekwencje negatywne. Chodzi głównie o ryzyko pogorszenia płynności finansowej przedsiębiorców. Dysponowanie środkami zgromadzonymi na koncie VAT-owskim będzie ograniczone i jest prawdopodobne, że będą się tam one kumulować. Problemy mogą mieć m.in. mikroprzedsiębiorcy płacący kartą.

Spowalnia tempo rozwoju rynku centrów handlowych w Europie

  • Całkowite zasoby powierzchni handlowej w Europie wzrosły w połowie 2017 roku do 160,8 mln m kw. – głównie za sprawą dużej aktywności deweloperów w Europie Środkowo-Wschodniej
  • W pierwszym półroczu 34 nowe centra handlowe i rozbudowy 21 obiektów dostarczyły na rynek 1,2 mln m kw. powierzchni, z czego prawie połowa powstała w Turcji
  • W drugiej połowie br. i w 2018 roku deweloperzy dostarczą na rynek 6,8 mln m kw. nowej powierzchni handlowej

Z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że w pierwszej połowie bieżącego roku łączne zasoby powierzchni w centrach handlowych Europy wzrosły do 160,8 mln m kw.

W pierwszym półroczu rynek Europy Środkowo-Wschodniej powiększył się o 825 tys. m kw., natomiast w Europie Zachodniej, na którą przypada ponad dwie trzecie (68%) całkowitej powierzchni w galeriach handlowych, wybudowano w tym czasie jedynie 344 tys. m kw. Zrealizowano łącznie 34 nowe inwestycje, które dostarczyły na rynek 84% nowej podaży odnotowanej w pierwszej połowie roku, oraz rozbudowano 21 istniejących obiektów.

Najwięcej nowej powierzchni w centrach handlowych w Europie powstało w Turcji – 566 tys. m kw., co stanowiło 48% łącznej podaży. Na kolejnych miejscach znalazły się Rosja (186 tys. m kw.) i Włochy (107 tys. m kw.).spowalnia

„Mieć przechlapane” jak polski menadżer?

Menadżer łatwo nie ma

Najnowsze wyniki przeprowadzonego przez Aon badania zaangażowania w pracę pokazują, że zaangażowanie pracowników w ogromnym stopniu (59%), zależy od tego czy zaangażowany jest ich szef. Od jakości relacji z bezpośrednim przełożonym zależy również, jak postrzegają całe środowisko pracy – od kwestii zaufania do zarządu do oceny atrakcyjności wynagrodzenia. Patrząc na dane, które wyłaniają się z tegorocznego raportu możemy jednak powiedzieć, że polski menedżer znajduje się obecnie w trudnej sytuacji pomiędzy przysłowiowym młotem, a kowadłem. Z jednej strony musi sprostać wyznaczonym przez zarząd celom, który naciska na realizację planów i dobre wyniki finansowe, z drugiej strony mierząc się z oczekiwaniami zespołu, który jasno wyraża swoje wymagania i potrzeby – niejednokrotnie coraz większe, szczególnie jeśli mamy w zespole pokolenie bardzo świadomych millenialsów. Skuteczny leader w dzisiejszych czasach to taki, który jednocześnie potrafi realizować cele biznesowe i dbać o motywację i zaangażowanie pracowników. Tymczasem zajmując pozycję „po środku” menadżerowie są coraz bardziej osamotnieni w swojej misji i spada ich zaangażowanie (4 p.p. w stosunku do roku 2016). Wysokie oczekiwania i odpowiedzialność związana z pełnioną rolą sprawiają, że na rynku pracy jest coraz mniej chętnych osób na kierownicze stanowiska, a firmy borykają się z zatrudnieniem odpowiednio wykwalifikowanych szefów.

Pracodawco, spójrz na swojego menadżera!

Brak kierowniczych rąk do pracy to też efekt polityki stosowanej obecnie przez wiele firm, a mianowicie podwyższania wynagrodzenia pracownikom na niższych stanowiskach przy pominięciu szefów kierujących zespołami. Mamy rynek pracownika i taka sytuacja sprawia, że możemy przebierać w ofertach, co oczywiście jest bardzo pozytywnym efektem dużego spadku bezrobocia. Firmy muszą się starać by zatrzymać w organizacji swoich pracowników i mówimy tu nie tylko o wynagrodzeniu pieniężnym, ale także czynnikach pozafinansowych. Presja związana z podwyższaniem wynagrodzeń powoduje, że zarządy firm często inwestują w pracowników liniowych, na niższych szczeblach, a tym samym na podwyżki dla menadżerów po prostu brakuje pieniędzy w budżecie.

Jeśli umożliwimy naszym szefom efektywną pracę i zadbamy o ich zaangażowanie – oni pociągną swoich pracowników. Spójrzmy zatem, z jakimi wyzwaniami mierzą się polscy menadżerowie? Tylko 33% menadżerów uważa, że procesy i procedury obowiązujące w firmie pozwalają im efektywnie pracować. To aż o 9 p. p. mniej niż w roku ubiegłym, kiedy pozytywną odpowiedź wskazało 42% kierowników i jest to jedna z największych bolączek tej grupy. Menadżerowie narzekają również na brak efektywnej współpracy pomiędzy jednostkami w organizacji, taką odpowiedź wskazało 68% respondentów. Natomiast 65% uważa, że nie jest wynagradzana adekwatnie do wkładu pracy. Tutaj odnotowaliśmy wzrost niezadowolenia o 5 p. p. w stosunku do roku poprzedniego. Menadżerowie uważają też, że firma nie jest w stanie zatrzymać u siebie pracowników, którzy są dla niej ważni. Taką odpowiedź podało aż 69% respondentów na stanowiskach kierowniczych. Dla porównania wskaźnik ten w roku 2016 wynosił 63%. Jednocześnie 64% menadżerów uważa, że organizacja, w której pracuje nie zatrudnia wystarczającej liczby pracowników, aby móc realizować stojące przed nią cele. Zatem – zanim zaczniemy mówić o angażującym przywództwie zadbajmy o zaangażowanie samych liderów.

Liczy się człowiek

Organizacje często skupiają się na budowaniu wizerunku własnego przedsiębiorstwa na zewnątrz jako przyjaznego miejsca do pracy. Wraz ze zmieniającym się rynkiem pracy i trudnościami w pozyskaniu pracowników, firmy wydają na to mnóstwo pieniędzy. Zapominają jednak, że sam marketing się nie uda, jeżeli pracownicy, którzy każdy dzień spędzają w biurze, nie będą zadowoleni z panującej tam atmosfery ani dostatecznie zmotywowani. Brak spójności między wizerunkiem zewnętrznym firmy, a doświadczeniem z pracy w niej skutecznie niszczy zaangażowanie już w pierwszych miesiącach pracy. W tym kontekście duże znaczenie mają odpowiednie osoby na kierowniczych stanowiskach. Nawet dodatkowe benefity nie są w stanie zrekompensować pracownikom porozumienia z szefem. Organizacje często zapewniają pracownikom dzień spa czy abonament na obiady, modne jest też ostatnio dostarczanie do biura świeżych owoców i warzyw. Także same przestrzenie biurowe przechodzą rewolucje tak, by zapewnić jak największy komfort pracy. I bardzo dobrze. Jednak żaden z tych czynników nie zatrzyma pracownika w firmie  jeśli jego bezpośredni przełożony nie będzie dostępnym, inspirującym i po prostu fajnym szefem. Pamiętajmy, że rynek pracy dominuje obecnie pokolenie millenialsów, które ma większe potrzeby interpersonalne niż starsi pracownicy. Pracodawcy często odbierają to jako wygórowane wymagania młodego pokolenia. Musimy jednak zrozumieć, że czasy niedostępnego, groźnego wręcz szefa minęły. Aby odnieść sukces należy postawić na dobrego menadżera i odpowiednio zadbać o jego rozwój i satysfakcję z wykonywanej pracy, a zyskamy zespół lojalnych, zaangażowanych pracowników.

Menadżer niedoceniony?

Docenianie – również to pozafinansowe –  to jeden z głównych czynników angażujących Polaków. Tymczasem nasze badanie pokazują, że już sami menedżerowie nie czują się dostatecznie docenieni.  Wśród polskich menadżerów spada przekonanie, że zarządy firm dzielą się z nimi swoimi sukcesami. Tylko 40% badanych kierowników wskazało, że czuje się odpowiednio doceniona pozafinansowo przez zarząd. W poprzednim roku wskaźnik ten wynosił 45%. Bardzo niepokojący jest fakt, że aż o 8 p. p. spadło wśród menadżerów postrzeganie swojej firmy jako jednego z najlepszych miejsc do pracy dla osób o podobnych umiejętnościach i doświadczeniu jak ich. W tym roku tylko 40 % szefów uważa, że ich organizacja jest dobrym miejscem do pracy na stanowiskach menadżerskich. Spójrzmy na najlepszych pracodawców – oni potrafią wynagrodzić dobrą pracę. Dzięki temu 67% badanych czuje się docenionych i ma poczucie sensu swojej pracy, a co za tym idzie – chętniej angażuje się w wykonywane obowiązki. Co ma zatem największy wpływ na zaangażowanie menadżerów? Podsumowując menadżer musi przede wszystkim czuć się doceniony i szanowany, a także mieć przekonanie, że pracuje dla firmy o dobrej reputacji i jasnej wizji przyszłości.

Magdalena Warzybok, Talent Director w Aon Hewitt

CBA zatrzymuje kolejnych biznesmenów z grupy przestępczej wyłudzającej VAT

Agenci z Delegatury CBA w Łodzi zatrzymali kolejne 3 osoby w śledztwie dotyczącym m.in. wystawiania i używania w ramach zorganizowanej grupy przestępczej faktur VAT poświadczających nieprawdę, uszczupleniu należności Skarbu Państwa z tytułu podatku od towarów i usług, a także legalizowania środków pieniężnych pochodzących z przestępstw.

W Kielcach i Swarzędzu agenci CBA zatrzymali dwóch biznesmenów – członków zarządów spółek z branży tekstylnej i reklamowej oraz pośrednika w handlu fikcyjnymi fakturami VAT.

Kwoty wyłudzeń VAT tylko przez te osoby mogą sięgać milionów złotych.

Czynności trwają. CBA zabezpiecza w trakcie przeszukań dokumenty – w tym faktury za wymyślone usługi bądź handel, nośniki i dane elektroniczne. Zatrzymane osoby usłyszą zarzuty w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi.

Początkiem śledztwa w czerwcu br. była operacja specjalna CBA. Funkcjonariusze z łódzkiej Delegatury CBA wpadli na trop przedsiębiorcy, który oficjalnie prowadził szereg spółek handlowych i budowlanych, które jak się okazało, zostały powołane w jednym celu – do wystawiania faktur. Biznesmen został zatrzymany przez agentów CBA w jednej z łódzkich restauracji na gorącym uczynku sprzedaży fikcyjnych faktur VAT.

Do dziś w tym śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi zarzuty dotyczące m.in. udziału w latach 2014-2017 w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw polegających na fikcyjnym obrocie m.in. towarami tekstyliami i wystawianiu nierzetelnych faktur VAT usłyszało 16. podejrzanych: pośredników, pomocników i przedstawicieli spółek. Jeden z zatrzymanych przez CBA przedstawicieli warszawskiej spółki należącej do cudzoziemców miał „przeprać” blisko 25 mln zł „brudnej” gotówki.

Sama tylko Delegatura CBA w Łodzi prowadzi pod nadzorem prokuratury cały szereg śledztw ws. wyłudzeń podatków – ujawnione straty Skarbu Państwa z tytułu takiej działalności przestępczej sięgają wielu dziesiątek milionów złotych.

To kolejne zatrzymania podejrzanych o udział w łańcuchu fikcyjnych transakcji, służących jedynie zaniżeniu podatków kosztem Skarbu Państwa. We wrześniu br. agenci CBA z Łodzi zatrzymali trzy osoby zamieszane w fikcyjny obrót nieruchomością, który był podstawą do wyłudzenia milionów złotych VAT. W sprawie rozpoczętej w listopadzie ub.r. zatrzymaniem w wyniku operacji specjalnej, warszawskiego biznesmena Łukasza P. oraz organizatora sieci spółek zarejestrowanych w Polsce, na Cyprze i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dokumentujących pozorne transakcje gospodarcze CBA zatrzymało już 43 osoby. Wśród podejrzanych w tym śledztwie jest Jan C. poseł na Sejm VII Kadencji oraz Artur J. i Krzysztof M., którym postawiono zarzuty dotyczące uszczupleń podatkowych na łączną kwotę ok. 60 mln zł. Z kolei zatrzymany Maksymilian G., usłyszał zarzut sprawstwa kierowniczego w odniesieniu do przestępstw zarzuconych Krzysztofowi M. i Arturowi J.

Prowadzący postępowania funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego nadal nie wykluczają kolejnych zatrzymań i powiększenia listy zarzutów w tych śledztwach.

Autor: Piotr Kaczorek, CBA
Źródło: Centralne Biuro Antykorupcyjne

Jest jesień – ale bezrobocie nie przestaje spadać

Stopa bezrobocia rejestrowanego spadła w październiku do 6,6 proc. – wynika ze wstępnych szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To bardzo dobry wynik po wakacyjnym przystopowaniu spadku bezrobocia.

– Polski rynek pracy znajduje się w doskonałej kondycji. Faktyczna stopa bezrobocia, zgodna z metodologią Eurostatu, prawdopodobnie kształtowała się w minionym miesiącu na poziomie ok. 4,4 proc. W polskich warunkach to bezprecedensowy wynik, najpewniej poniżej granicy tzw. naturalnego poziomu bezrobocia – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Zahamowanie spadków w okresie wakacyjnym rodziło przypuszczenia, iż możliwości dalszego ograniczenia bezrobocia ulegają wyczerpaniu i nasza gospodarka dochodzi do ściany. Ostatnie dwa miesiące znacząco zmieniły jednak ten obraz sytuacji. Spadek stopy bezrobocia aż o 0,2 pkt proc. w październiku nie jest często spotykaną sytuacją. Roczna dynamika spadku stopy bezrobocia rejestrowanego, po złapaniu niewielkiej zadyszki w połowie roku, powraca do typowego dla obecnego cyklu ożywienia na rynku pracy poziomu 1,6 pkt proc.

Mimo bardzo niskiego poziomu bezrobocia, nie mamy jednak jeszcze do czynienia z dużą presją płacową. Przybiera ona stopniowo na sile, jednak wciąż trudno porównywać ją z sytuacją, z którą mieliśmy do czynienia 10 lat temu. Mimo narastających trudności z zapełnieniem wakatów, firmy wciąż pozyskują nowych pracowników, co pozostawia wciąż pewną przestrzeń do zwiększania mocy wytwórczych w warunkach bardzo silnego popytu na rynku.

Istnieje szansa na to, że bezrobocie rejestrowane będzie jeszcze dalej spadać w listopadzie, ale bardziej prawdopodobne jest utrzymanie się stopy bezrobocia na dotychczasowym poziomie.

– Należy liczyć się z umiarkowanym, wynikającym z działania czynników o charakterze sezonowym, wzrostem bezrobocia w grudniu. Rok 2017 powinien zamknąć się ze stopą bezrobocia rejestrowanego na poziomie ok. 6,6-6,7 proc., a więc bardzo zbliżonym do październikowego odczytu oraz znacznie lepszym od zakładanych w ustawie budżetowej na bieżący rok 8,0 proc. – mówi Łukasz Kozłowski.

Przedsiębiorcy muszą przygotować się na zmiany w przepisach dotyczących zatrudniania cudzoziemców

Dziś w wieku mobilnym jest około 14,5 mln Polaków. W 2050 roku liczba ta zmniejszy się o 4,5 mln. By utrzymać dzisiejsze proporcje pomiędzy osobami w wieku mobilnym i poprodukcyjnym potrzeba 10,6 mln osób. Jednym z rozwiązań, które może zapobiec kryzysowi demograficznemu na rynku pracy jest jego szersze otwarcie na cudzoziemców. W 2016 roku ponad osiem na dziesięć zezwoleń na pracę przypadło obywatelom Ukrainy. Przepisy wchodzące w życie od przyszłego roku dotyczące zatrudniania cudzoziemców nie zmienią znacząco sytuacji na rynku pracy. Wprowadzą za to więcej wymogów formalnych dla pracodawców z sektora rolnego, ogrodniczego i turystycznego. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte przedsiębiorstwa zatrudniające cudzoziemców powinny przygotować się na nadchodzące zmiany przepisów imigracyjnych w zależności od branży, w której prowadzą działalność.

Polskiemu rynkowi pracy grozi kryzys

W ostatnich latach jednym z najbardziej widocznych zjawisk w polskim życiu społecznym jest migracja Polaków, w tym szczególnie młodego pokolenia. Z danych GUS wynika, że w 2016 roku poza granicami Polski przebywało ponad 2,5 mln Polaków. W 2080 roku Polska może być krajem, który będzie miał niespełna 30 mln mieszkańców. Czy sytuację demograficzną Polski mogą zmienić obcokrajowcy? Bardziej intensywna imigracja do Polski była do tej pory przewidywana przez demografów dopiero po 2030 roku. Imigranci mają sprawić, że w 2080 roku populacja Polski będzie większa o 1,2 mln osób. Kryzys demograficzny pozostaje nie bez wpływu na rynek pracy. Dziś w wieku mobilnym jest około 14,5 mln Polaków, w 2050 r. liczba ta zmniejszy się o 4,5 mln osób. By utrzymać dzisiejsze proporcje pomiędzy Polakami w wieku poprodukcyjnym i mobilnym potrzeba 10,6 mln osób. – Nawet jeżeli w najbliższych latach w Polsce utrzyma się stały napływ imigrantów z Ukrainy, to i tak nie wystarczy to, aby zatrzymać negatywne tendencje demograficzne. Potrzebujemy przynajmniej 4,5 mln osób w wieku produkcyjnym. Do naszego kraju musieliby przyjechać wszyscy Ukraińcy deklarujący chęć wyjazdu do Polski, czyli ponad 4 mln osób1 – mówi Piotr Arak, Menedżer w Zespole Analiz Ekonomicznych Deloitte.

W Polsce pracują głównie Ukraińcy

Dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (Departament Rynku Pracy) pokazują, że w Polsce od 2014 roku widoczny jest znaczny wzrost liczby zezwoleń na pracę wydanych firmom zatrudniającym obywateli krajów spoza Unii Europejskiej. W 2016 roku w porównaniu do roku poprzedniego wyniósł on 93 proc. W pierwszym półroczu 2017 roku wzrost liczby wydanych zezwoleń na pracę przekroczył 100 proc. (w porównaniu do pierwszego półrocza 2016 r.). W tym czasie takie zezwolenia otrzymało ponad 108 tys. osób. – W ogólnej liczbie wydanych zezwoleń dominują obywatele Ukrainy. W 2016 roku otrzymali około 83 proc. z nich. Pozostały odsetek przypada na obywateli Białorusi, Mołdawii, Indii, Chin oraz innych krajów trzecich – mówi Marcin Grzesiak, Starszy Menedżer w Zespole Rozwiązań dla Pracodawców w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

W przepisach polskiego prawa istnieje uproszczona forma zatrudniania cudzoziemców (dotycząca cudzoziemców pochodzących z Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy) pozwalająca na ich angażowanie bez konieczności uzyskiwania zezwolenia na pracę na okres sześciu miesięcy w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy. Również w tym przypadku zdecydowana większość oświadczeń dotyczyła obywateli Ukrainy – aż 96 proc. z ponad 1,3 mln oświadczeń zarejestrowanych w 2016 r. przypadało na Ukraińców (95 proc. w pierwszym półroczu 2017 r.)2. Pracowników z Ukrainy zatrudnia bądź zatrudniało 16 proc. polskich firm. W tej grupie prym wiodą duże podmioty, wśród których współpracę z kadrą ze Wschodu zadeklarowało 44 proc. W przypadku średnich firm odsetek ten wyniósł 21 proc., a w małych 13 proc.3

Nowe zasady dla rolnictwa, ogrodnictwa i turystyki

Na początku sierpnia 2017 roku Prezydent podpisał nowelizację ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która wprowadza szereg zmian w zakresie legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce. Wejdzie ona w życie od 1 stycznia 2018 roku. Nowa ustawa implementuje, m.in. postanowienia dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/36/UE z dnia 26 lutego 2014 r. w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w celu zatrudnienia w charakterze pracownika sezonowego.

Co się zmieni? Przede wszystkim pojawi się nowy rodzaj zezwolenia na pracę – zezwolenie na pracę sezonową. Będą się mogli o nie ubiegać obywatele wszystkich państw spoza UE. Zezwolenia będą wydawane dla trzech sektorów: rolnictwa, ogrodnictwa i turystyki. Warunkiem zatrudnienia cudzoziemca będzie przeprowadzenie przez pracodawcę tzw. testu lokalnego rynku pracy, który powinien wykazać, że na dane miejsce pracy nie ma chętnych wśród Polaków (z obowiązku przeprowadzenia testu rynku pracy będą zwolnieni obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy). Zezwolenie będzie wydawane na nie dłużej niż dziewięć miesięcy w roku kalendarzowym.

Zmieniona ustawa utrzymuje  w dalszym ciągu możliwość wykonywania pracy na podstawie uproszczonej procedury dla obywateli Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy, podejmujących zatrudnienie w podmiotach spoza wymienionych wyżej sektorów. Okres wykonywania pracy na podstawie oświadczenia nadal nie będzie mógł być dłuższy niż sześć miesięcy w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy. Wydanie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi będzie jednak od nowego roku odpłatne. Pracodawcy zatrudniający cudzoziemców w Polsce powinni więc przygotować się na nadchodzące zmiany przepisów imigracyjnych w zależności od sektora, w którym prowadzą działalność.

Większe wymogi mają ograniczyć szarą strefę

Co ważne, nowe przepisy zakładają zaostrzenie kar dla podmiotów zatrudniających cudzoziemców nielegalnie – górny limit grzywny za wykroczenia pracodawców związane z nielegalnym zatrudnieniem zostanie od przyszłego roku podniesiony do poziomu 30 tys. zł.  (obecnie limit grzywny wynosi 5 tys. zł). Jednocześnie zezwolenia na pracę oraz oświadczenia wydane w procedurze uproszczonej będą rejestrowane w systemach teleinformatycznych, do których dostęp będą miały m.in. służby kontrolujące legalność zatrudnienia i pobytu cudzoziemców. Groźba dotkliwszych sankcji związanych z niezgodnym z prawem zatrudnieniem cudzoziemców może ograniczyć szarą strefę i tym samym przełożyć się na dalszy wzrost zainteresowania legalnymi formami zatrudnienia cudzoziemców spoza UE w Polsce, zwłaszcza tymi bardziej długoterminowymi– mówi Marcin Grzesiak.

Zdaniem ekspertów Deloitte zapowiedziane zmiany komplikują obecnie obowiązujące procedury legalizacji pracy cudzoziemców, podczas gdy zapotrzebowanie rynku na nowych pracowników rośnie i będzie nadal rosło. – Imigracja do Polski znajdzie się pod większą kontrolą państwa i urzędów, a pracodawcy, którzy korzystają z zatrudnienia cudzoziemców muszą liczyć się z częstszymi niż dotychczas kontrolami służb sprawdzających legalność zatrudnienia i pobytu cudzoziemców – mówi Marcin Grzesiak. Jednocześnie, jak zaznaczają eksperci, mechanizm kontrolowania pracodawców jest w interesie samych cudzoziemców. – Wprowadzane zmiany przy zezwoleniach na pracę sezonową wymagają chociażby wskazania, gdzie pracownicy spoza Polski będą mieszkać. Dotychczas zdarzały się wcale nie tak rzadkie przypadki wykorzystywania obywateli zza wschodniej granicy Polski. Nowe przepisy mają zmniejszyć szarą strefę i wpłynąć na poprawę jakości życia i pracy przyjeżdżających do Polski osób – mówi Piotr Arak.

Obecnie w polskim parlamencie trwają również prace nad nowelizacją ustawy o cudzoziemcach. Projekt ustawy ma przede wszystkim na celu dostosowanie polskiego porządku prawnego do dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/66/UE z dnia 15 maja 2014 r. w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa. Dotyczy ona przede wszystkim pracowników o wyższych kwalifikacjach (kadra kierownicza, specjaliści oraz stażyści) i ma wspierać ich mobilność w ramach Unii Europejskiej. Cudzoziemiec, który będzie oddelegowany do pracy w ramach podmiotów powiązanych w kilku krajach UE, będzie musiał ubiegać się o pozwolenie na pracę i pobyt tylko w jednym z nich. Pozostałe kraje unijne, w zależności od długości pobytu na ich terytorium, mają obowiązek je honorować. Co ważne, część krajów UE przyjęła już te rozwiązania. W Polsce implementacja dyrektywy do polskiego porządku prawnego nadal trwa.

Przypisy:

1. Sociological Group „Rating„; Badanie zostało przeprowadzone wśród rezydentów Ukrainy w wieku 18 lat i wyżej wśród 1 200 respondentów w okresie 8-18 września 2017 roku na zlecenie All-Ukrainian Association of International Employment Companies oraz KIERUNKI 2016 POLSKA W PUŁAPCE ŚREDNIEGO DOCHODU
2. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Departament Rynku Pracy
3. Personnel Service, Barometr Imigracji Zarobkowej

Rośnie liczba niewypłacalnych firm w Polsce

Od początku roku było 673 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 589 w ciągu trzech kwartałów 2016 r, co oznacza 14 procentowy wzrost – wynika z danych opublikowanych w Monitorach Sądowych i Gospodarczych. Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja firmy za mało zarabiają.

Na 9 miesięcy od początku roku z mniejszą liczbą opublikowanych niewypłacalności mieliśmy do czynienia tylko w maju i wrześniu, stąd 14% wzrost ich liczby po trzech kwartałach w stosunku do roku ubiegłego. W efekcie tego w trzecim kwartale opublikowano w Monitorach Sądowych informacje o niewypłacalności aż 255 polskich firm – najwięcej od 5 lat (od końca 2012 roku – wtedy w IV kw. było to 260 firm). Spodziewamy się, że do końca roku tempo wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm nadal będzie dwucyfrowe. Za wcześnie jeszcze na pozytywne efekty dla finansów firm z powodu wzrostu cen produkcji sprzedanej, sygnalizowanego ostatnio m.in. przez Eurostat (w naszym kraju w sierpniu jeden z najwyższych w Europie – 4,5% r/r).

– Firmy produkcyjne (a ostatnio także budowlane) musiały w końcu podnieść ceny, gdyż w ciągu ostatnich kwartałów skumulował się wzrost ponoszonych przez nie kosztów – cen pracy (od kilku do kilkunastu procent w zależności od województwa) i materiałów – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Czy to wpłynie na trwałe podniesienie rentowności, a w ślad za tym – zmniejszenie liczby niewypłacalności polskich producentów? To zależy, na ile wzrost cen będzie akceptowany przez rynek – trzeba więc obserwować poziom zamówień… Jest to też efekt wyczerpywania możliwości łatwego zwiększania skali produkcji bez istotnych inwestycji. Ale nawet jeśli w części przypadków zamówienia spadną, to bardziej istotny od obrotu będzie zysk, który może wzrosnąć (liczy się przecież nie wolumen, ale rentowność obrotu). Firmy maja w pierwszej kolejności zarabiać, a nie sprzedawać.

Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja… firmy za mało zarabiają (kwestia rentowności obrotu, finansowania działalności, przepływu środków)

Skąd tak duże zróżnicowanie pomiędzy województwami – w jednych wyraźny jest znaczny wzrost liczby niewypłacalności, a w innych jej spadek? Gdy zestawimy sektory, które stały za wyraźnym spadkiem lub wzrostem r/r niewypłacalności w poszczególnych regionach kraju, to zarówno w jednym jak i drugim przypadku są te same branże: budownictwo (wyraźna poprawa w 4, a pogorszenie w 6 województwach), handel (analogicznie lepiej w tym sektorze było w 7, a gorzej w 8 województwach), produkcja (tutaj poprawa w 3 a pogorszenie w 4 regionach)… Z jednym wyjątkiem – usługi, gdzie poprawa miała miejsce jedynie w Wielkopolsce (a drastycznie wzrosła liczba takich niewypłacalności na Mazowszu – o +19 przypadków r/r). Nie jest to jednak sektor odpowiedzialny za cały wzrost niewypłacalności, w innych województwach wzrosty liczby tych zdarzeń miały miejsce głównie w budownictwie (zachodniopomorskie +11 r/r czy warmińsko-mazurskie +6 r/r) jak i w produkcji (opolskie +7 r/r), a na Pomorzu rozłożyły się niemal równo pomiędzy wszystkie branże.

Skoro nie ma jasnej mapy branż ewidentnie stojącymi za niewypłacalnościami, to może wspólne, łatwe do zidentyfikowania są przyczyny tego trendu? Tutaj też jest wiele tropów, nierzadko sprzecznych – chociażby w budownictwie. Niewypłacalności następowały w nim z powody utraty rynku, braku zleceń albo… właśnie realizacji tychże zleceń, ale przy niskiej ich rentowności. Obserwować można było całe spektrum przyczyn problemów firm – popytowe (brak zleceń, duża konkurencja – stagnacja cen przy wzroście kosztów), finansowe (krótkoterminowe finansowanie, słaba akumulacja środków własnych), prawno-podatkowe (zmiana prawa naprawczego – domino postępowań restrukturyzacyjnych, luki w przepisach; obciążanie firm odpowiedzialnością za błędy lub wyłudzenia nawet odległych w ich łańcuchu dostaw kontrahentów)…

– O ile w przypadku konkretnych firm łatwo zidentyfikować ich problemy lub przyczyny niewypłacalności, to jednoznaczna obecnie diagnoza w skali całego kraju nie jest łatwa. Nie stoi za tym prosty schemat podażowo-popytowy, a przy tym sytuacja dynamicznie się zmienia. Jak zatem podsumować trzy kwartały 2017 roku w temacie niewypłacalności polskich przedsiębiorstw – które wzrosły w tym czasie w tempie 14% r/r? Przy wielu przyczynach wzrostu niewypłacalności, konkluzja natury ogólnej jest taka, że nie ma jednoznacznie pewnych lub zagrożonych branż czy regionów. Najbardziej prozaiczne i wspólne dla tych wszystkich przyczyn jest to, iż firmy za mało zarabiają – mówi Tomasz Starus.

Wszystkie oczy skierowane na budownictwo – sezon budowlany nie wpłynął (jeszcze) na trwałą poprawę sytuacji

Budownictwo – rok do roku po trzech kwartałach niewypłacalności w nim jest więcej, a sam wrzesień wiosny jeszcze nie czyni (14 niewypłacalności wobec 16 przed rokiem)… Chronologia jego problemów w poszczególnych kwartałach wyglądała następująco: w pierwszym opublikowano informacje o niewypłacalności 43 firm budowlanych (wykonawczych), w drugim 30, a w trzecim – 50. Czyli trudno mówić o trendzie spadkowym na skutek narastania zleceń wraz z rozwojem sezonu budowlanego. Nic takiego nie miało miejsca – może jest jeszcze na to za wcześnie?

Na przykładzie września potwierdzają się trendy z ostatnich miesięcy: publikowane ostatnio przypadki niewypłacalności firm budowlanych dotyczyły głównie firm ogólnobudowlanych, rzadkie w tym gronie są przypadki firm wyspecjalizowanych w konkretnych pracach (we wrześniu – dwa przypadku, które ponadto odnosiły się do małych firm). Problemy miały głównie firmy ogólnobudowlane. Charakterystyczne dla części z nich były bardzo duże wahania przychodów w ostatnich latach – gwałtowny spadek z 25 na 3 mln zł w skali roku, albo gwałtowny ich wzrost i nagłe załamanie np. rok po roku 2/26/74 mln zł, a mimo to firma upadła. Wyodrębnić można dwa scenariusze problemów w budownictwie – pierwszy to spadek obrotów, brak zleceń przy utrzymywaniu rentowności sprzedaży na poziomie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent (40%), a drugi to realizacja zleceń, ale przy osiąganej rentowności sprzedaży w ostatnich latach zazwyczaj na poziomie poniżej 1%.

Większość Polaków uważa się za odpowiedzialnych konsumentów

  • Z badania zaprezentowanego podczas konferencji Nienieodpowiedzialni wynika, że aż 68 proc. Polaków uważa się za odpowiedzialnych konsumentów.
  • Dla większości badanych bycie odpowiedzialnym konsumentem kojarzy się z przemyślanymi zakupami, a nie ze zwracaniem uwagi na reputację przedsiębiorstw.
  • Wyniki badania pokazują również, że większość z nas nie rozumie umów zawieranych z instytucjami finansowymi, w dodatku tylko 33 proc. czyta je dokładnie przed podpisaniem.

Podczas V Konferencji Nienieodpowiedzialni zostały zaprezentowane wyniki badania* odpowiedzialności konsumentów. Przeprowadził je na zlecenie organizatorów konferencji Dom Badawczy Maison&Partners przy współpracy z dr Martą Marchlewską z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Badanie miało na celu sprawdzenie, co dla Polaków oznacza bycie odpowiedzialnym konsumentem i czy zwracamy uwagę na to, jaką reputację mają firmy, z których produktów i usług korzystamy na co dzień.

Sami jesteśmy odpowiedzialni, ale sąsiedzi już nie

Z badania wynika, że aż 68 proc. Polaków, uważa się za odpowiedzialnych konsumentów, ale nie postrzega tak swoich rodaków. Zaledwie 25 proc. badanych stwierdziło, że Polacy i Europejczycy są odpowiedzialnymi konsumentami. Nie dla wszystkich jednak pojęcie „odpowiedzialnego konsumenta” oznacza to samo. Większość respondentów kojarzy je po prostu z przemyślanymi zakupami – nabywaniem jedynie tego, co potrzebne i czytaniem etykiet. Zdecydowanie mniej osób wyczulonych jest na etyczne postepowanie przedsiębiorstw.

Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie tego badania ze względu na pojawiające się przypadki nieodpowiedzialności w działaniach przedsiębiorstw, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Ta sytuacja wystarczająco szybko się nie zmieni, jeżeli konsumenci nie zaczną odpowiednio reagować na przejawy nieetycznego zachowania w firmach. Rezygnujący z usług danego przedsiębiorstwa klient jest najlepszą motywacją do wprowadzenia w nim zmian. Nie najlepiej świadczy o nas ludziach, konsumentach fakt, że często jest nam obojętne, jak traktowani są pracownicy, którzy przygotowują dla nas produkty i że po jakimś czasie zapominamy o ujawnionych w firmach skandalach. Mamy nadzieję, że to badanie sprowokuje nas wszystkich do szerszej dyskusji na temat roli konsumenta w kształtowaniu postaw przedsiębiorców – mówi Artur Nowak–Gocławski z ANG Spółdzielni.

Nieodpowiedzialne zachowania w polskich przedsiębiorstwach przechodzą bez echa

Większość, bo aż 80 – 90 proc. polskich konsumentów nie słyszało o skandalach związanych z brakiem dbałości o warunki pracy czy o kontrowersyjnych i nieakceptowanych społecznie wypowiedziach właścicieli firm, które miały miejsce w ostatnim czasie w polskich przedsiębiorstwach. Niewielu z nas potrafi dane zdarzenie dopasować do właściwiej firmy, a jeszcze mniej spośród tych, którzy o nich słyszeli, rzeczywiście zareagowało w odpowiedzialny konsumencko sposób, czyli rezygnując z korzystania z tych produktów czy usług.

Nie rozumiemy umów, ale je podpisujemy

Przy okazji rozważań związanych z odpowiedzialnością konsumentów, respondenci zostali zapytani również o to, czy potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo przy okazji zawierania umów z różnymi instytucjami finansowymi. Okazało się, że aż dla 53 proc. Polaków umowy te są niezrozumiałe, ale mimo to i tak je podpisują. Tylko 33 proc. zazwyczaj czyta dokładnie całą umowę, a większość (48 proc.) sprawdza jedynie dane personalne i pobieżnie sprawdza główne zapisy. 8 proc. badanych zadeklarowało, że podpisuje umowy bez sprawdzania i czytania czegokolwiek.

 

*Metoda badania: CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna. Każdy pomiar w ramach sondażu jest realizowany na ogólnopolskiej, losowo-kwotowej próbie liczącej min. N=1000 osób, gdzie kwoty są dobierane wg reprezentacji w populacji dorosłych Polaków dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania. W zrealizowanym badaniu wzięło udział N=1041 osób

INNOventure i Simpact nowymi inwestorami w SiDLY, spółce z portfolio funduszu z grupy MCI

SiDLY, firma konstruująca innowacyjne urządzenia telemedyczne pozyskała nowych udziałowców w kolejnej rundzie finansowania. Od października do funduszu Internet Ventures z grupy MCI Capital dołączają fundusze INNOventure i Simpact. Początkowa wartość dokapitalizowania wynosi 2 mln PLN.

SiDLY to producent i dostawca nowoczesnych urządzeń i systemów do telematyki medycznej. Firma stworzyła opaskę SiDLY Care, która zapewnia stały pomiar parametrów medycznych. Monitorując m.in. rytm serca czy temperaturę skóry, a także informując o upadku i miejscu przebywania osoby posiadającej urządzenie, umożliwia zdalną opiekę medyczną. W 2015 roku w spółkę zainwestował fundusz Internet Ventures z grupy MCI Capital. SiDLY poza Polską działa także w Stanach Zjednoczonych, ma oddział w San Francisco, a od września jej technologia jest testowana
w izraelskich domach seniora.

Wartość światowego rynku telemedycyny szacuje się obecnie na kwotę nawet 27 mld USD,
a dynamikę wzrostu na minimum 15% rocznie[i]. Natomiast w Polsce, wartość usług telemedycznych wzrośnie w tym roku o ponad 20%.[ii]

„Inwestycja funduszów INNOventure i Simpact jest kolejnym krokiem w rozwoju spółki na skalę międzynarodową. Dzięki pozyskanemu finansowaniu planujemy wdrożyć nowy system teleopieki oparty o autorskie rozwiązanie wearable. Nasza dotychczasowa współpraca z klientami z Polski, Wielkiej Brytanii, Izraela, czy USA umożliwiła nam zbudowanie założeń do systemu, który ma szansę stać się najefektywniejszym rozwiązaniem w opiece nad seniorami i pracownikami podwyższonego ryzyka. Następne kroki milowe spółki to wdrożenie nowej wersji systemu i pozyskanie odpowiedniego partnera do wejścia na rynek niemiecki” – powiedziała Edyta Kocyk, Prezes Zarządu SiDLY.

Do grona udziałowców w SiDLY w październiku dołączyły dwa fundusze INNOventure oraz Simpact. Łączna wartość finansowania przekazanego przez fundusze funkcjonujące w ramach koordynowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju programu Bridge Alfa na tym etapie wynosi 2 mln PLN, z możliwością zwiększenia tej wartości do 5 mln PLN.

„Szacuje się, że w Polsce około 2 mln osób, a w Wielkiej Brytanii około 5,5 mln osób, będzie musiało zrezygnować z pracy bądź zredukować liczbę godzin aktywnych zawodowo na rzecz opieki nad seniorami” – wskazał Marcin Bielówka, Prezes Zarządu INNOventure. „Pomimo swego rodzaju mody na urządzenia telemedyczne, na rynku ciągle odczuwalny jest deficyt wiarygodnych rozwiązań, które rozwiązują problemy tych grup zidentyfikowane przez naszą nową spółkę portfelową. Wierzymy więc w produkt, a co nie mniej istotne, zespół SiDLY w toku swojej dotychczasowej działalności udowodnił już, że jest w stanie realizować zadania ustalone z inwestorami, działając sprawnie i zdecydowanie. To właśnie takie projekty, gdzie technologia będzie wdrażana przez wyjątkowy zespół ludzi, by rozwiązywać istotne problemy, chcemy wspierać zarówno środkami prywatnych inwestorów, jak i w ramach realizowanego przez nas programu BRIdge Alfa” – uzupełnił Bielówka.

„Wyzwania cywilizacyjne i demograficzne to znak naszych czasów – firma SiDLY jest doskonałym przykładem, w którym pozytywny wpływ społeczny i zmiana świata na lepsze jest fundamentem modelu biznesowego. Dlatego, inwestycja w SiDLY idealnie wpisuje się w filozofię działania Simpact VC, pierwszego w Polsce funduszu impact investment, zorientowanego na wspieranie projektów łączących wizję pozytywnej zmiany społecznej z najnowszymi technologiami. Jestem przekonany, że nasze wsparcie pomoże zespołowi SiDLY realizować ich śmiałe wizje i plany” – powiedział Krzysztof Grochowski, Zarządzający Funduszem Simpact VC.

SiDLY planuje wdrożyć model sprzedaży subskrypcyjnej, przyjazny dla klienta biznesowego
i indywidualnego. W ciągu 4 lat spółka planuje osiągnąć wysokość przychodów ze sprzedaży przekraczającą 25 mln PLN.

„Cieszymy się, że spółka pozyskuje nowych inwestorów, podobnie jak my, wierzących
w IoT i telemedycynę, którzy będą wspierać ją finansowo i merytorycznie –
powiedział Tomasz Danis, Partner MCI Capital. „Spółka ma przewagę nad konkurencją w postaci certyfikowanego medycznie produktu i procesu produkcji. Teraz, bazując na stałej komunikacji z użytkownikami, SiDLY stworzy jeszcze lepsze wersje urządzenia – z funkcjami dla konkretnych schorzeń bądź grup pacjentów” – dodał Danis.

[i] Raport Biotech Management Consulting z 2017 roku

[ii] Raport PMR „Rynek usług telemedycznych w Polsce 2017. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2017-2022”

Uwaga na kolejną falę podwyżek cen paliw. 5 zł znów straszy

Rosnące prawdopodobieństwo przedłużenia porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej nałożyło się na wzrost ryzyka geopolitycznego w Zatoce Perskiej. W efekcie zwiększają się ceny paliw na rynkach globalnych, co oznacza gwałtowne podwyżki kosztów tankowania dla kierowców również w Polsce – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Już pod koniec minionego tygodnia cena ropy Brent wyraźne przekroczyła granicę 60 dolarów za baryłkę. Podwyżki wiązały się przede wszystkim z zaplanowanym na 30 listopada posiedzeniem OPEC. Jest prawdopodobne, że zapadnie tam decyzja o utrzymaniu ograniczeń w wydobyciu ropy naftowej do końca 2018 r.

Od poniedziałku natomiast na scenariusz związany z dobrowolnym zmniejszeniem podaży „czarnego złota” przez jego głównych producentów nałożyły się napięcia w Zatoce Perskiej. Financial Times pisał o „aresztowaniach podczas weekendu co najmniej 11 saudyjskich książąt oraz tuzinów wysokich rangą urzędników i prominentnych biznesmenów przez nową, krajową antykorupcyjną komisję”.

Arabia Saudyjska odpowiada za ok. 11 proc. globalnej produkcji ropy naftowej. W okresie, gdy zmniejszają się zapasy ropy, nawet ograniczone ryzyko zaburzeń w dostawach tego surowca powoduje tradycyjnie silne wzrosty cen. Nie inaczej było tym razem. Ropa Brent na początku tygodnia wzrosła powyżej granicy 64 dol., osiągając przy tym najwyższe poziomy od połowy 2015 r.

Kilkanaście groszy drożej już w najbliższych dniach

Rosnące ceny ropy naftowej przekładają się na wyższe notowania paliw. Na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) jeszcze 20 października benzyna bezołowiowa 95 kosztowała 1,58 zł/litr. Teraz jest to już 1,82 zł, czyli o 15 proc. więcej. Brakuje tylko 3 gr, by zostały osiągnięte najwyższe poziomy od wakacji 2015 r.

Warto jednak zauważyć, że ten wzrost był podzielony na dwa mniej więcej równe ruchy. Pierwszy z nich, widoczny na większości stacji, podniósł średnią cenę popularnej „95” w Polsce z poziomu 4,57 zł/litr (dane Komisji Europejskiej z 31 października) do prawdopodobnie ok. 4,70 zł.

Natomiast podwyżka cen benzyny w holenderskich oraz belgijskich rafineriach (są odnośnikiem notowań dla większości producentów paliw w Europie) widoczna od początku listopada w okolicach 10 gr (12 gr z VAT) prawdopodobnie zostanie uwzględniona w cenach detalicznych dopiero w najbliższych dniach. Oznacza to również, że w drugiej połowie miesiąca trzeba się przygotować na średnią cenę bezołowiówki w okolicach 4,80 zł/litr. Na stacjach stosujących wyższą marżę niewykluczony jest nawet powrót słynnej wartości 4,99 zł/litr.

5 zł na Święta?

Wydarzenia natury geopolitycznej, które spowodowały wzrost cen ropy od początku tygodnia, zwykle mają gwałtowny charakter, ale ich wpływ najczęściej nie jest długotrwały. Prawdopodobnie więc ten element będzie wygasać w kolejnych tygodniach.

Dostępne dziś dane nie dają podstaw, by na polskich stacjach ceny benzyny bezołowiowej wzrosły do 5 zł za litr. Wymagałoby to przekroczenia przez ropę Brent poziomu 70 USD za baryłkę i dalszego, 10 proc. wzrostu cen benzyny na rynku europejskim, co w tym momencie jest mniej prawdopodobne niż utrzymanie notowań na obecnym poziomie czy nawet lekkie spadki.

Gdyby jednak doszło do zaburzeń w wydobyciu ropy (ryzyka geopolityczne czy pogodowe) w najbliższych tygodniach, to wtedy przy stale rosnącym światowym popycie można byłoby się spodziewać kolejnej fali wzrostu cen benzyny na rynkach. Znacznie zwiększyłoby się również zagrożenie, że przy świątecznym tankowaniu kierowcy płaciliby ok. 5 zł za litr bezołowiówki.

Rok Donalda Trumpa. Bezrobocie w Polsce w dół

Donald Trump został wybrany na prezydenta rok temu. RPP raczej nie zmieni stóp procentowych. Spadek bezrobocia w Polsce.

Rok od wyboru Donalda Trumpa

Od wyborów w USA minął już rok. Warto w tym miejscu porównać jakie były prognozy a jakie są realia. Wielu analityków wskazywało na politykę mocnego dolara i zaszkodzenie giełdom. Co się wydarzyło? Po samych wyborach dolar owszem umocnił się względem głównych walut. Jednak po 5 miesiącach inwestorzy nie mieli już złudzeń i rozpoczęli odwracać pozycję. W rezultacie względem euro dolar jest obecnie tańszy o 5% niż w momencie wyborów. Co stało się na giełdach? Znowu mamy szczyty na większości indeksów. Jak widać Donald Trump okazał się zupełnie inny niż sądzono.

Posiedzenie RPP w sprawie stóp procentowych

Dzisiaj wczesnym popołudniem poznamy decyzję Rady. Zdaniem analityków będzie to brak zmian. Wielu specjalistów wskazuje na szkodliwość niskich stóp procentowych utrzymywanych tak długo. Z drugiej strony członkowie tego gremium są pod presją polityków. Niskie stopy procentowe podnoszą wzrost PKB. W przypadku gdyby rosły mogłoby to negatywnie wpłynąć na ten jakże ważny dla rządzących parametr. Niskie stopy to również słabsza waluta, a zatem wsparcia rozwoju eksporterów. W rezultacie perspektywa wzrostu stóp procentowych zdaniem ekonomistów jest dopiero za pół roku.

Dalszy spadek bezrobocia w Polsce

Wskaźnik bezrobocia spadł w październiku do wartości 6,6%. Jest to kolejny najniższy wskaźnik od przemian ustrojowych przełomu lat 80 i 90. Warto zwrócić uwagę, że ten dobry wynik skorzystał na pewnym zbiegu okoliczności. Mowa o obniżce wieku emerytalnego. Wśród osób, które przeszły na emeryturę dzięki przywróceniu niższego wieku. Osoby bezrobotne znacznie chętniej wybrały tą formę niż osoby pracujące. Otwartym wciąż jest pytanie jak nisko może bezrobocie spaść. Kolejne miesiące powinny wyhamować, lub nawet delikatnie odwrócić ten ruch. Powodem jest koniec prac sezonowych. Z drugiej strony za stabilizacją bezrobocia przemawia powoli zjawisko bezrobocia naturalnego. Pewna część osób po prostu nie będzie szukać pracy. Czy to z powodu świadczeń socjalnych pozwalających na bierność zawodową, czy też nie mogąc znaleźć w danym momencie stanowiska spełniającego swoje ambicje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W oczekiwaniu na decyzję RPP

We wtorek amerykański dolar odzyskał siły i wzrastał wobec większości swoich rywali. Waluta australijska spadła wobec amerykańskiej do najniższego poziomu od 4 miesięcy po tym, jak Bank Rezerw Australii pozostawił podstawowe stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Z kolei uwagi gubernatora Banku Kanady Stephena Poloza na rzecz kontynuowania polityki inflacyjnej nie osłabiły dolara kanadyjskiego. Tymczasem złotówka lekko traci wobec walut światowych w oczekiwaniu na decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Polskiej walucie nie pomogło także podwyższenie przez EBOiR prognozy wzrostu PKB naszego kraju w 2017 r. z 3,2% do 4,1% i w 2018 r. – z 3,2% do 3,4%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,04%) i do japońskiego jena (-0,25%), a zyskuje do euro (+0,05%), dolara australijskiego (+0,15%) oraz dolara kanadyjskiego (+0,3%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,159, GBP/USD – 1,316, USD/CAD – 1,276, AUD/USD – 0,766 i USD/JPY – 113,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,29%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do głównych walut. W środę rano dolar kosztuje prawie 3,66 zł, euro – powyżej 4,24 zł, funt – ponad 4,81 zł, a frank szwajcarski – powyżej 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,65%, frankfurcki indeks DAX – 0,66%, a paryski indeks CAC 40 – 0,48%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,02%, meksykański indeks Bolsa zyskał 0,08%, a brazylijski Bovespa stracił 2,55%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,1%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,06%, a hongkoński indeks Hang Seng obniżył się o 0,3%.

Ropa i złoto: Po kilkudniowym rajdzie w górę ceny ropy naftowej spadają. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,69 USD (-0,91%), a ropy WTI – 57,2 USD (-0,26%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 65 USD. Z kolei cena złota nie zmienia się. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1278 USD. To tyle samo co dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 4:48 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, październik – 38,2 mld USD (prognoza 39,5 mld USD)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 8,1% (prognoza 7,9%)
  • 9:00 – Hiszpania – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 3,4% (prognoza 3,1%)
  • 9:00 – Czechy – Stopa bezrobocia, październik – 3,6% (prognoza 3,7%)
  • 16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, listopad
  • 21:00 – Nowa Zelandia – Protokół z posiedzenia RBNZ i decyzja RBNZ ws. stóp procentowych, listopad
  • 22:00 – Nowa Zelandia – Wystąpienie publiczne szefa RBNZ

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wszystko, co warto wiedzieć o delegowaniu pracowników – V Europejski Kongres Mobilności Pracy

Jakie konsekwencje dla wspólnego europejskiego rynku przyniosą zmiany zasad wysyłania pracowników za granicę? Na co muszą przygotować się przedsiębiorstwa – nie tylko te delegujące, ale także planujące zwykłe delegacje i wyjazdy wewnątrzkorporacyjne? Jak uniknąć wysokich kar? Jakie zmiany czekają pracowników? Na te pytania odpowiedzą eksperci V Europejskiego Kongresu Mobilności Pracy w dniach 20-21 listopada w Krakowie.

Na Kongresie, największej tego typu imprezie w Europie, pojawią się najsłynniejsi badacze i eksperci zajmujący się przepływem pracowników i usług pomiędzy krajami. Wydarzenie zgromadzi przedstawicieli świata prawa, biznesu, nauki i polityki. Podczas trzech debat dyskutować będą o przyszłości swobody świadczenia usług i dalszych losach Unii Europejskiej.

Wśród zaproszonych gości znajdują się komisarz Elżbieta Bieńkowska, wicepremier Mateusz Morawiecki oraz prof. Gertruda Uścińska – Prezes ZUS. Z zagranicy przyjadą m.in. prof. Danny Pieters – światowej sławy naukowiec, legenda w dziedzinie koordynacji systemów ubezpieczenia społecznego, Gilles Savary – autor słynnej francuskiej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji socjalnej; prof. Pacolet i Frederic De Wispelaere – autorzy przełomowych badań dotyczących pracowników delegowanych i ich wpływu na lokalne rynki pracy, europoseł Georgi Pirinski – były wicepremier i były minister spraw zagranicznych Bułgarii, oraz Damjan Kukovec – wykładowca Uniwersytetu Harvarda, badający zależności pomiędzy centrum i peryferiami wspólnego rynku.

Kongres co roku gromadzi właścicieli firm, przedstawicieli działów HR, prawnych i księgowości, którzy szczególnie chętnie biorą udział w warsztatach praktycznych w drugim dniu. Wielu z nich już teraz dotykają nowe ustawy i rozporządzenia wprowadzane w krajach przyjmujących. W niedalekiej przyszłości wszystkie przedsiębiorstwa działające w międzynarodowym środowisku czeka prawdziwa rewolucja związana z rewizją dyrektywy o delegowaniu pracowników oraz rozporządzeń w zakresie ubezpieczeń społecznych. Warto się do niej dobrze przygotować. Pomoże w tym punkt konsultacyjny w sprawie wydawania dokumentów A1, w którym eksperci ZUS udzielą odpowiedzi na pytania dotyczące właściwego ustawodawstwa.

Współorganizatorem Kongresu jest Ministerstwo Rozwoju (dzień pierwszy), a miastem gospodarzem – Kraków.

V Europejski Kongres Mobilności Pracy, 20-21 listopada, Centrum Kongresowe ICE Kraków

Więcej o wydarzeniu: https://www.ekmp.pl/

Nowe projekcje NBP będą wpływać na notowania polskich obligacji

Kolejne kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej zbliżają się do zacieśniania polityki monetarnej. Kolejny dzień konsolidacji kursu EUR/PLN w okolicach 4,24.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorek 7 listopada na rynku walutowym przyniósł nieznaczną deprecjację kursu EUR/USD stabilne notowania EUR/PLN. Eurodolar ponownie zszedł poniżej poziomu 1,16, a eurozłoty fluktuował w okolicach 4,24. Skutkiem tej kombinacji była deprecjacja kursu złotego wobec dolara (USD/PLN wzrósł z około 3,65 do około 3,67).

Głównym wydarzeniami dnia na rynku walutowym były wrześniowe odczyty produkcji przemysłowej w Niemczech, która okazała się wyraźnie gorsza od oczekiwań (-1,6% w skali miesiąc do miesiąca vs. oczekiwania na poziomie -0,8% oraz 2,6% w sierpniu) oraz sprzedaży detalicznej w strefie euro (3,7% w skali rok do roku vs. oczekiwania na poziomie 2,7% oraz 2,3% w sierpniu), która okazała się wyraźnie lepsza od konsensusu rynkowego. Mieszane dane ze strefy euro nie były w stanie wesprzeć wspólnej waluty ani też jej wyraźnie osłabić, przez co EUR/USD pozostawał w strefie 1,1550 – 1,16. Kurs EUR/PLN nie zareagował na europejskie dane pozostając blisko poziomów z poprzednich dni. Sytuacja może się zmienić w najbliższych dniach, gdy będą opublikowane dane o chińskim handlu zagranicznym.

Wtorek nie przyniósł większych zmian na polskim rynku stopy procentowej. Obligacje długoterminowe kontynuowały korektę ostatnich mocniejszych wzrostów, jednak rentowności wciąż pozostają w ciasnym przedziale 3,40% – 3,50%. Jednak istotnego dalszego spadku notowań nie powinna przynieść czwartkowa aukcja zamiany, podczas której Ministerstwo Finansów będzie odkupować papiery serii WZ0118, PS0418, PS0718, OK1018. Podczas ostatnich aukcji zamiany wskaźnik bid-to-cover oscylował w okolicach 1,3 pokazując umiarkowany popyt na papiery przy obecnych poziomach. W środę uwaga będzie koncentrowała się przede wszystkim na posiedzeniu RPP. O ile utrzymanie głównej stopy procentowej na poziomie 1,50% jest scenariuszem bazowym, to ważna z punktu widzenia przyszłego roku będzie nowa projekcja danych gospodarczych. Podniesienie ścieżki wzrostu CPI oraz PKB, które byłoby połączone z narastaniem presji na rynku pracy mogłoby przekonać niektórych członków do rozważenia podwyżki stóp procentowych (na co wskazywali w ostatnich wywiadach). Rynek FRA w pełni wycenia zacieśnienie polityki monetarnej pod koniec przyszłego roku. Zaostrzenie retoryki ze strony Rady powinno wywierać presję na wzrost rentowności obligacji krótkoterminowych, gdzie papiery 2-letnie powinny kierować się powyżej 1,70%.

We wtorek swoją decyzję w zakresie polityki pieniężnej przedstawił Narodowy Bank Rumunii, który pomimo utrzymania głównej stopy na poziomie 1,75% zdecydował się zawęzić korytarz stóp do 1% z 1,25% podnosząc stopę depozytową o 25pb do 0,75%. Rumuńskie władze monetarne widzą ryzyko zdecydowanego wzrostu inflacji na początku przyszłego, jednak wraz z oczekiwanym spowolnionym wzrostem cen pod koniec 2018 roku, na razie nie doszło do zapowiedzi podwyżek głównej stopy procentowej. Decyzja NBR doprowadziła do przeceny rumuńskich kontraktów swap, gdzie spread nad kontraktami denominowanymi w polskich złotych przekroczył już 75pb.

Nowe projekcje NBP będą wpływać na notowania polskich obligacji

Autorzy: Jarosław Kosaty i Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

W punkcie wyjścia

Handel na FX pozostaje nijaki z okresami marazmu przerywanego chwilowym zamieszaniem w dostosowaniu pozycji. Ubóstwo w danych po silnych akcentach ze strony banków centralnych w poprzednich tygodniach skazuje handel na konsolidację. Dziś lokalne fajerwerki mogą dotyczyć PLN i NZD.

Bez kierunku pozostaje handel nie tylko na rynku walutowym, ale też chociażby na rynku akcji, czy złocie. We wtorek dolar zaliczył udany start, ale nie utrzymał dobrego sentymentu do końca dnia. Odwrót zbiegł się z porażką S&P500 w pokonaniu 2600 pkt. i cofnięcie rzutowało na nastroje globalnie. Ogólnie dolar wyszedł na zero, jak i indeksy w USA. Dziś mamy nowy dzień, ale punkt wyjścia w zasadzie ten sam. USD otrzymuje mieszane sygnały: z jednej strony negatywnie rzutują spekulacje, że reforma podatkowa może opóźnić obniżkę podatku od przedsiębiorstw do 2019 r.; z drugiej – Patric Harker z Fed z Filadelfii „nie widzi obecnie nic” co mogłoby go odwieść od grudniowej podwyżki stóp procentowych. Niepewność o przyszłość ustawy podatkowej będzie trzymać USD w konsolidacji, dopóki nie otrzymamy jasnych sygnałów. Ogólnie jednak bilans ryzyk przeważa po pozytywnej stronie i trzymamy się naszego optymistycznego poglądu na USD w średnim terminie.

W kalendarzu z USA mamy tylko liczbę wniosków o kredyt hipoteczny, który nigdy nie przyciąga uwagi. Prezydent Trump przebywa dziś w Pekinie i można spodziewać się komentarzy dotyczących Korei Północnej lub handlu. Dane z rynku budowlanego Kanady są drugorzędne. Raport DoE o zapasach ropy naftowej przyciągnie uwagę w obliczu ostatnich zwyżek (czy czasem im nie zaszkodzi). Wczoraj raport API wykazał spadek zapasów ropy w USA w ubiegłym tygodniu o 1,56 mln baryłek. Po danych DoE dziś po południu oczekuje się większego spadku zapasów o 2,2 mln baryłek.

Listopadowe posiedzenie RPP może być pierwszym od dłuższego czasu, które będzie miało zauważalny wpływ na kurs złotego. Utrzymanie stóp procentowych bez zmian jest pewne, jednak kolorytu decyzji w tym miesiącu będą dodawać nowe projekcje wzrostu gospodarczego i inflacji. W obu przypadkach więcej wskazuje na pozytywne rewizje, choć pod znakiem zapytania stoi, czy wystarczą one do zmiany nastawienia Rady? W ostatnich tygodniach rynek podniósł oczekiwania dotyczące ścieżki polityki pieniężnej i wycenił pełną podwyżkę o 25 pb w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Na takim tle podwyższenie prognoz inflacji i PKB wydaje się już zdyskontowane, a główna uwaga będzie na interpretacji projekcji. Jeśli w komunikacie oraz na konferencji prezesa Glapińskiego dalej przeważać będzie neutralne nastawienie (stopy bez zmian do końca 2018 r.) bez sugestii wcześniejszego terminu zaostrzenia stanowiska, przyniesie to rozczarowanie, które uderzy w złotego.

Oczekujemy, że RBNZ utrzyma główną stopę procentową na 1,75 proc., a w komunikacie podtrzyma neutralne nastawienie. Mimo to sądzimy, że posiedzenie RBNZ oferuje szanse na bardziej konstruktywny wydźwięk w oparciu o generalnie pozytywne dane z gospodarki. NZD w ostatnim czasie podlegał silnemu wpływowi ryzyka politycznego, które w naszej ocenie wydaje się jednak nieco przesadzone. Z takiego położenia neutralny, ale optymistyczny RBNZ może być pretekstem do spieniężenia krótkich pozycji NZD i krótkoterminowego wsparcia waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Konflikt w cyberprzestrzeni może naruszyć infrastrukturę krytyczną państw

Wojna w cyberprzestrzeni trwa. Szczególnie chętnie korzystają z niej państwa agresorzy, które nie są w stanie pokazać swojej siły i przewagi militarnej, bo tak naprawdę jej nie posiadają.

– Rywalizujące ze Stanami Zjednoczonymi Chiny, Korea Północna czy Rosja mocno stawiają na agresywne działania w cyberprzestrzeni – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Ma to na celu uzyskanie dobrych efektów wywiadowczych i kontrwywiadowczych, informacyjnych czy wywołanie zamieszania w tańszy sposób. Oprócz tego takie działanie może doprowadzić do naruszenia infrastruktury krytycznej. Na wielu poziomach wojna ta jest efektywna, a do tego tania. Państwa, które zachowują się agresywnie, korzystają z tego narzędzia bardzo często, kiedy nie potrafią poradzić sobie w rywalizacji gospodarczej – dodał Roszkowski.

Sytuacja w Rosji powinna bardziej połączyć gospodarkę Polski i krajów nadbałtyckich. To da nam lepszą pozycję w UE

W opinii dr Małgorzaty Bonikowskiej, zacieśniając relacje gospodarcze i polityczne z Litwą, Łotwą i Estonią, mamy szansę wzmocnić nasz region w ramach Unii Europejskiej. Do najważniejszych obszarów współpracy z tymi państwami powinien należeć rozwój infrastruktury oraz technologii informatycznych i komunikacyjnych. Z kolei ekonomista Łukasz Białek podkreśla, że dbanie o dobre relacje z nimi może nam przynieść unowocześnienie w zakresie funkcjonowania administracji publicznej. Dodatkowo wesprze naszą przewagę negocjacyjną, m.in. w Brukseli. Niemniej, to krajom nadbałtyckim powinno bardziej zależeć na tym układzie, bo są zdecydowanie mniejsze od nas.

Jak stwierdza prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, państwa bałtyckie i Polska, z rosnącym niepokojem patrzą na rozwój sytuacji na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego. To one także strzegą wschodniej granicy Unii Europejskiej. Litwa, Łotwa i Estonia były republikami ZSRR, więc obecna asertywna polityka Rosji, a zwłaszcza sytuacja na Ukrainie, budzą tam spore obawy, których część Europy Zachodniej nie podziela. Wzmocnienie współpracy politycznej, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa, istotnie wsparłoby nasz wspólny głos wewnątrz UE. Pomogłoby nam to również wpływać na stanowisko pozostałych państw członkowskich w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa, na przykład w sprawie sankcji wobec Rosji.

– Będąc w UE, musimy szukać sojuszników, chcąc realizować swoje cele. A nic tak nie łączy, jak silne powiązania ekonomiczne i dobre relacje polityczne między krajami. Oczywiście zacieśnianie współpracy oznacza pośrednie lub bezpośrednie korzyści dla wszystkich zaangażowanych państw. Jeśli np. chcemy zablokować budowę Nord Stream 2, to nie osiągniemy tego, tworząc konflikty na różnych frontach i nie mając sprzymierzeńców. Gdy polski rząd będzie lobbować za naszymi interesami, to z większą łatwością wygra, mając za sobą Litwę, Łotwę i Estonię. Zamiast jednego kraju, wspólnym głosem będzie mówiło kilka – twierdzi ekonomista i analityk gospodarczy Łukasz Białek.

Tego samego zdania jest dr Bonikowska, która uważa, że ważnym „spoiwem” współpracy politycznej są intensywne relacje gospodarcze. Ponad 75% naszego handlu odbywa się w ramach UE. Dla małych państw bałtyckich, nastawionych na rozwój eksportu, technologii informacyjnych i komunikacyjnych, Polska stanowi istotny i bliski geograficznie rynek, największy w regionie. Dzięki swojemu położeniu, korzystnym warunkom do prowadzenia biznesu i dobrze wykształconej kadrze, staje się gospodarczym i usługowym hubem Europy Środkowo-Wschodniej. Z kolei, licząca 1,5 mln mieszkańców, Estonia może być dla nas wzorem wdrażania innowacji w sektorze prywatnym i publicznym. Polska ich dziś bardzo potrzebuje.

– Litwa i Estonia mają bardzo dobrze scyfryzowaną infrastrukturę społeczno-administracyjną. Wiele spraw, między urzędnikiem a obywatelem czy urzędem i firmą, można tam załatwić bez wychodzenia z domu. Pogłębienie współpracy z tymi krajami mogłoby poskutkować unowocześnieniem pracy naszych instytucji, oczywiście nie od razu i przy odpowiednim podejściu władz. Jednak trzeba pamiętać, że to Polska jest bardziej atrakcyjnym partnerem do współpracy dla tamtych państw, niż odwrotnie. Blisko 38-milionowa skala naszych zasobów ludzkich i ekonomicznych jest niewspółmiernie większa. Litwini, Estończycy i Łotysze liczą łącznie 6,2 milionów. Oferowanie im usług nie przyniesie nam olbrzymich sukcesów, zauważalnych we wskaźnikach makroekonomicznych – zaznacza Łukasz Białek.

Według dr Bonikowskiej, inną ważną osią współpracy Polski i państw bałtyckich mogą być projekty infrastrukturalne, zgłaszane np. w ramach inicjatywy Trójmorza. Jej elementem ma być wyrównanie, w ramach Unii Europejskiej, potencjału osi wschód-zachód poprzez wzmocnienie osi północ-południe. Mają temu służyć m.in. korytarze transportowe – drogowe, kolejowe i lotnicze. Pomogłoby to także w zacieśnieniu współpracy gospodarczej regionu, w środku którego znajduje się Polska. 12 państw Trójmorza to razem prawie 100 milionów ludzi, czyli całkiem spory rynek.

– Jednak trzeba pamiętać o tym, że idea jednolitego rynku jeszcze nie jest klarowana. Przy planowaniu wszelkich projektów należy wziąć pod uwagę aspekt społeczny. Otóż Estonia, Litwa i Łotwa są multikulturowe. Mieszkają tam potomkowie Rosjan, mówiący w języku przodków i kultywujący ich tradycje. Spotkamy też rodowitych Finów. W Estonii widoczne są wpływy szwedzkie i duńskie. To bezpośrednio przekłada się na sposób funkcjonowania gospodarczego. Stworzenie czegoś jednolitego nie jest proste i zwykle zabiera bardzo dużo czasu – zwraca uwagę Łukasz Białek.

Za 20 lat każdy będzie mógł sklonować swojego psa lub kota. Usługi związane z analizą i sekwencjonowaniem DNA stają się coraz tańsze

Za 20 lat każdy będzie mógł sklonować swojego psa lub kota. Usługi związane z analizą i sekwencjonowaniem DNA stają się coraz tańsze 2

Przybywa branż, które korzystają z analiz DNA. Poza medycyną coraz powszechniej wykorzystuje je rolnictwo. Takie badania pozwalają m.in. wykrywać choroby u roślin uprawnych i krzyżować je tak, aby miały inne właściwości odżywcze lub były bardziej odporne na warunki atmosferyczne. Z czasem liczba zastosowań analizy DNA będzie coraz większa, podobnie jak jej dostępność. Wartość rynku sekwencjonowania DNA ma wzrosnąć do 2025 roku do blisko 16 mld dol.

– DNA to cząsteczka zawierająca w sobie informacje na temat budowy i funkcjonowania wszystkich organizmów żywych – od bakterii po człowieka. Wszystko, co żyje, ma DNA. Znajduje się w nim bardzo wiele informacji, dlatego w ośrodkach naukowych trwają wzmożone badania, które dążą do ich odczytania. Wiadomo już, że DNA ma bardzo duży potencjał w medycynie. Jednak ta wiedza dopiero wychodzi z laboratoriów i znajduje zastosowanie w praktyce – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Adam Kuzdraliński, prezes zarządu start-upu Nexbio, który oferuje innowacyjne usługi oparte na badaniach genetycznych

Zarówno w Polsce, jak i na całym świecie przybywa innowacyjnych start-upów i laboratoriów zajmujących się analizą i sekwencjonowaniem, czyli rozkładaniem na czynniki pierwsze łańcucha DNA. Rośnie też liczba możliwych zastosowań takich analiz. Najpopularniejszym jest wciąż genetyka i medycyna, gdzie badania DNA są wykorzystywane między innymi w diagnostyce prenatalnej i terapii genowej oraz pozwalają określić ryzyko wystąpienia w przyszłości poważnych chorób.

– Analizy DNA stosuje się w coraz większej liczbie branż, na przykład w medycynie, onkologii. Ludzie dzielą się na wolnych i szybkich metabolizerów. Około 15–20 lat temu naukowcy zorientowali się, że dawka leku podana na opakowaniu będzie wystarczająca tylko dla części pacjentów. W przypadku leków na raka, które decydują o uratowaniu czyjegoś życia, sprawa staje się poważna. Pojawia się pytanie: czy komuś pomoże 10 mg leku? A może jest to osoba, której trzeba podać 100 mg? W jej przypadku niższa dawka w ogóle nie zadziała – mówi dr Adam Kuzdraliński.

Zespół naukowców z Warsaw Genomics szacuje, że jeden na trzech Polaków zachoruje w przyszłości na nowotwór, a średnio u 25 proc. z nich choroba będzie spowodowana mutacją w jednym z genów. Analiza genetyczna pozwala nie tylko oszacować ryzyko wystąpienia raka, lecz także pomaga w doborze właściwej terapii onkologicznej.

Poza medycyną analizy DNA sprawdzają się też w weterynarii czy kryminalistyce, na przykład do badania mikrośladów lub w celu identyfikacji zwłok. W medycynie sądowej często wykorzystuje się je do ustalania ojcostwa.

– Pojawiają się sprawy kryminalne sprzed 20–30 lat, które dopiero dzisiaj dzięki technologii DNA udaje się rozwikłać. DNA nie da się oszukać, to cząsteczka która jest charakterystyczna dla każdego organizmu. Pozwala zarówno identyfikować organizmy, jak i określać ich właściwości – mówi prezes zarządu Nexbio.

Dynamicznie rosnąca liczba ludności na świecie stanowi zagrożenie dla naturalnych zasobów Ziemi. Analizy DNA mogą być szansą na rozwiązanie tego problemu, gdyż zyskują na znaczeniu w rolnictwie i sadownictwie. Pozwalają wykrywać choroby u roślin uprawnych we wczesnej fazie ich rozwoju i krzyżować rośliny tak, aby miały na przykład inne właściwości odżywcze lub były bardziej odporne na warunki pogodowe.

– Nie mówimy tutaj o GMO, ale o tradycyjnej hodowli roślin, w której dzięki badaniom DNA można kontrolować ten proces. Liczba ludności wzrasta, za chwilę będziemy mieć na Ziemi około 9 mld ludzi. Trwają dyskusje nad tym, co zrobić, aby wystarczyło dla wszystkich żywności. Być może to jest właśnie dobre narzędzie – tłumaczy dr Adam Kuzdraliński.

Według raportu firmy analitycznej Grand View Research globalny rynek sekwencjonowania DNA będzie warty niemal 16 mld dol. w 2025 roku. Z prognoz BCC Research wynika natomiast, że tempo wzrostu tego rynku do 2020 roku utrzyma się na poziomie 18,7 proc. średniorocznie. Prezes spółki Nexbio ocenia, że z czasem liczba zastosowań analiz DNA będzie coraz większa, podobnie jak ich dostępność.

– Myślę, że coraz więcej naukowców będzie się specjalizować w tworzeniu mostów pomiędzy światem nauki a osobami, które mogą skorzystać na analizie DNA. Podobnie jak dziś kupujemy w sklepie z elektroniką odtwarzacz wideo czy telewizor, tak za 15–20 lat będzie można kupić analizator DNA i stwierdzić, na co jesteśmy chorzy. Dzisiaj badania DNA wymagają naprawdę dużo czasu. W przyszłości roboty DNA czy lab-on-chip, które będą wykonywać izolację DNA, powielanie i detekcję w jednej małej skrzyneczce, ułatwią pracę nam wszystkim – mówi ekspert.

Spółka Nexbio opracowała technologię, która pozwala na izolację DNA zwierząt domowych, utrwalenie go i późniejsze odtworzenie. Na razie koszt takiej usługi jest liczony w dziesiątkach tysięcy dolarów, jednak twórcy Nexbio prognozują, że z czasem będzie ona coraz tańsza i bardziej powszechna.

– W Polsce popularyzuje się kremacja zwierząt domowych, coraz więcej osób decyduje się na to, aby skremować swojego psa czy kota. My proponujemy utrwalenie DNA, czyli cząsteczki życia, która koduje budowę, funkcje organizmu, a nawet zawiera w sobie pewną formę pamięci tego organizmu. Taka cząsteczka jest trwała przez 30 lat, my utrwalamy ją w kapsule. Dzisiaj klonowanie zwierząt domowych to bardzo duży wydatek, około 100 tys. dol. Jednak wkrótce takie usługi jak klonowanie organizmów mogą się stać bardzo tanie i możliwe, że osoba, która zachowa sobie DNA pupila, za 20 lat będzie mogła sklonować swojego psa lub kota – prognozuje dr Adam Kuzdraliński, prezes zarządu Nexbio.

Rynek gier wideo w obrotach finansowych wyprzedził Hollywood. W ciągu trzech lat zostanie zdominowany przez e-sport

Rynek gier wideo w obrotach finansowych wyprzedził Hollywood. W ciągu trzech lat zostanie zdominowany przez e-sport 3

Na świecie jest 2,2 mld graczy komputerowych, a cały rynek gier wideo wart jest niemal 109 mld dol. Najszybciej rozwijającym się segmentem jest e-sport, który w ciągu 2–3 lat może przejąć 90 proc. całego rynku gier. Wyraźnym trendem wśród graczy są społeczności. Coraz ważniejsze w grach stają się aspekty socjalne, możliwość obcowania z innymi graczami niż aspekty stricte technologiczne, takie jak jakość grafiki. Przyszłością rynku będzie wirtualna rzeczywistość, która obecnie traktowana jest jako ciekawostka.

– E-sport w ciągu 2–3 lat zdobędzie 90 proc. rynku gier wideo, widać to dzisiaj po aktywnościach wydawców gier. Nowe gry są bardziej pomyślane jako usługi. Dzisiaj gry są zrobione tak, że spędzam w grze dużo czasu dziennie i przez bardzo długi okres. Mogę podać przykład gry Counter Strike, która istnieje już ponad 20 lat i jest to jedna z TOP3 gier na świecie, więc technologiczny aspekt ma dzisiaj coraz mniejszą rolę, większą rolę grają aspekty socjalne w danej grze – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Viktor Wanli, założyciel i dyrektor generalny firmy Kinguin, producenta platformy do sprzedaży gier wideo.

Za trzy lata wartość światowego rynku e-sportu ma wynieść 1,5 mld dol., a zmagania profesjonalnych graczy będzie śledziło niemal 600 mln osób. E-sport już w 2024 roku może zadebiutować na Igrzyskach Olimpijskich. Przed tym rynkiem rysują się świetne perspektywy, tym bardziej że tego typu rozrywka cieszy się największą popularnością w grupie wiekowej 18–24 lata.

– Na rynku gier wideo jest bardzo agresywny trend e-sportów jako takich. Łatwo porównać oba segmenty, chodzi o to, że gracz gier komputerowych zazwyczaj gra w więcej gier, a gracz gier e-sportowych zazwyczaj jest skupiony na jednej czy dwóch grach maksymalnie, z tego płynie specyfika obu segmentów – tłumaczy Viktor Wanli.

Na całym świecie z gier wideo korzysta 2,2 mld osób, a w bieżącym roku wartość rynku tego typu rozrywki ma sięgnąć 108,9 mld dol., stwierdza firma Newzoo w swoim Global Games Market Report. Oznacza to, że w ciągu zaledwie roku rynek zwiększył się o 7,8 mld dol. 87 proc. przychodów – 94,4 mld dolarów – przynoszą gry, które trafiają do klienta już w formie cyfrowej. Resztę wpływów zapewniają gry sprzedawane na fizycznych nośnikach. Dla porównania globalny przemysł filmowy w 2017 roku wart jest 41 mld dol., jak wynika z szacunków serwisu Statista.

– Rynek gamingowy na całym świecie to rynek, który już wyprzedził np. Hollywood, w zakresie obrotów finansowych. Rynek rozwija się bardzo dynamicznie i widać, że każda technologia, która na niego wchodzi, jest zazwyczaj bardzo szybko przyjęta lub zweryfikowana przez graczy. To umożliwia jeszcze szybszy rozwój tego rynku – stwierdza Viktor Wanli.

Rynek gier wideo charakteryzuje się dużą dynamiką. Analitycy Newzoo przewidują, że do roku 2020 jego wartość wzrośnie do 128,5 mld dol. Najbardziej dynamiczny rozwój notuje segment mobilny, który obecnie zapewnia 42 proc. wpływów. Do 2020 roku jego udział na rynku gier wzrośnie do 50 proc. Udział tabletów w rynku gier pozostanie na poziomie 10 proc., a udział smartfonów będzie się zwiększał z obecnych 32 do 40 proc. Silną pozycję wciąż będą miały konsole. Obecnie zapewniają one 31 proc. wpływów na rynku. W ciągu trzech najbliższych lat ich udział spadnie jednak do 28 proc.

– Nie jest ważne to, czy gramy na komórkach, desktopach czy konsolach. Gry są dziś często zbudowane tak, że można grać multiplatformowo, czyli gram na komórce, odstawiam i w tym samym punkcie kontynuuję grę na swoim komputerze. Ten trend na pewno będzie kontynuowany. Może nie każda gra się do tego nadaje, ale to w odczuciu graczy nie jest ważne, ważniejsze jest samo doświadczenie z gry – twierdzi założyciel platformy Kinguin.

Rynek gier popycha do przodu całą branżę technologiczną. Gracze chcą nowych doświadczeń, które zapewnić może tylko ciągły rozwój technologiczny. Wielkim przełomem na rynku elektronicznej rozrywki jest wirtualna rzeczywistość. Już teraz analitycy szacują, że w roku 2025 wartość rynku VR sięgnie 50 mld dol. Głównie za sprawą gier, ale zainteresowanie ze strony graczy przyniesie korzyści wszystkim. To miłośnicy elektronicznej rozrywki najwcześniej zainteresowali się VR i najchętniej wydają na nią pieniądze. Dzięki temu technologia wirtualnej rzeczywistości stopniowo dojrzewać, jest coraz doskonalsza, a to z kolei pozwala zastosować ją na innych polach: w medycynie, badaniach naukowych czy na rynku bezpieczeństwa.

– Największą zagadką na tym rynku jest VR. Urządzenia, które mamy dziś, nie oferują zbyt wygodnej konsumpcji contentu, a sam content nie jest zrobiony w wysokiej rozdzielczości, co przeszkadza niektórym użytkownikom w adaptacji tej platformy. Na pewno wszyscy czujemy, że jest to platforma przyszłości. Jest pytanie, jak najwięksi gracze na tym rynku sobie poradzą z przedstawieniem nam takiej technologii, która będzie nam odpowiadała na co dzień – rozważa Viktor Wanli.

Gry wideo stają się coraz ważniejszą gałęzią gospodarki. Pod względem wpływów, największym rynkiem tej branży są Chiny – 27,5 mld dol. w 2017 roku. Z szacunków Newzoo wynika, że wartość rynku USA w tym roku przekroczy 25 mld. dol.

Do 2022 r. rynek biometrii osiągnie wartość ponad 32 mld dol. Rozpoznawanie mówcy na podstawie głosu najnowszym trendem na tym rynku

Do 2022 r. rynek biometrii osiągnie wartość ponad 32 mld dol. Rozpoznawanie mówcy na podstawie głosu najnowszym trendem na tym rynku 4

Rozwiązania biometryczne to już nie tylko technologia zarezerwowana dla lotnisk czy agencji rządowych. Smartfony z wyższej półki wyposażone są coraz częściej w czytnik linii papilarnych, system rozpoznawania twarzy, a nawet skaner siatkówki oka. Najnowszym trendem na rynku biometrii, który w do 2022 roku ma osiągnąć wartość ponad 32,5 mld dol., jest biometria głosowa. Rozpoznawanie poprzez głos nie wymaga instalowania specjalnych czujników.

– Metoda biometrii głosowej polega na analizie unikalnych cech naszego głosu, umożliwiających rozpoznanie tożsamości człowieka, ale nie tylko. Metoda ta umożliwia też dowiedzenie się, ile lat ma dany użytkownik, jakiej jest narodowości, a nawet jakiego wzrostu czy wagi – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Lucyna Szaszkiewicz, dyrektor ds. sprzedaży w VoicePIN, polskim producencie rozwiązań biometrii głosowej.

Jak wynika z raportu „Biometric System Market – Global Forecast to 2022” MarketsAndMarkets, wartość światowego rynku systemów biometrycznych wzrośnie z 10,7 mld dolarów w roku 2015 do 32,7 mld dol. w 2022 roku. Średnioroczny wzrost w latach 2016–2022 wyniesie 16,8 proc. Największe udziały będzie miała najstarsza z technologii, opierająca się na odciskach palców. Jest ona tania, łatwa w instalacji i najszerzej rozpowszechniona. Ma jednak swoje wady.

– Zarówno odcisk palca, jak i skan naszej twarzy wymaga tego, aby pojawić się w oddziale albo przesłać swój obraz. Biometria głosowa jest lepsza w tym, że nie wymaga sensorów. Głos możemy sprawdzić w kanałach zdalnych, takich jak telefon, call center czy nawet aplikacje mobilne – tłumaczy Lucyna Szaszkiewicz.

Systemy biometrii głosowej trafiają do użytkowników indywidualnych. Na rynku dostępne są domowe gadżety rozpoznające użytkownika po głosie. Tego typu systemy mogą się także przydać w zastosowaniach profesjonalnych. Firmy mogą np. lepiej chronić swoje wrażliwe informacje, gdy proszący o dane pracownik dzwoniący z innego oddziału poda nie tylko hasła dostępowe, lecz także jego głos zostanie jednoznacznie zidentyfikowany jako głos osoby uprawnionej do uzyskania tego typu danych.

Systemy rozpoznawania za pomocą głosu mogą uwolnić nas od uciążliwego uwierzytelniania się na infolinii. Technologia biometrii głosowej jest już na tyle rozwinięta, że wystarczy kilkadziesiąt sekund naturalnej rozmowy telefonicznej, by system dał konsultantowi sygnał, czy jesteśmy tym, za kogo się podajemy. Dotychczasowe doświadczenia instytucji używających biometrii głosowej są pozytywne. Bank Barclays informuje, że jego system biometrii głosowej rozpoznaje klientów w 95 proc. już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej. Biometria głosowa może mieć jednak również zupełnie inne zastosowania.

– Wdrażamy obecnie projekt, który polega na uruchomieniu robota asystenta na lotniskach w krajach Beneluksu około świąt, kiedy ruch na lotniskach jest największy. Są też przypadki niestandardowego użycia, kiedy dostajemy zapytanie od producenta lodówek, który chciałby użyć biometrii głosowej do personalizacji użytkowników – twierdzi przedstawicielka VoicePIN.

Domy jednorodzinne zużywają wiele energii i wytwarzają dużo smogu. Rozwiązaniem może być ich gruntowna modernizacja

Domy jednorodzinne zużywają wiele energii i wytwarzają dużo smogu. Rozwiązaniem może być ich gruntowna modernizacja 5

W przeciętnym budynku jednorodzinnym można zaoszczędzić blisko 60 proc. energii dzięki przeprowadzeniu kompleksowej modernizacji. Koszt takiej modernizacji waha się od 50 do 100 tys. zł, ale część zainwestowanych pieniędzy zwraca się w niższych rachunkach za ogrzewanie. Korzyścią jest też czystsze powietrze, ponieważ budynki z przestarzałym systemem grzewczym w 40 proc. odpowiadają za problem smogu w Polsce.

 Postulujemy, żeby wprowadzić 15-letnią strategię walki ze smogiem, która zakłada między innymi kompleksową modernizację budynków. Przełoży się to na korzyści ogólnokrajowe, zmniejszenie popytu na energię o 4,4 proc. i znaczące zredukowanie emisji substancji szkodliwych do atmosfery – od ponad 20 do nawet 70 proc. Ta strategia jest niestety kosztowna i długotrwała, natomiast spowoduje, że mieszkańcy tych budynków będą płacić mniejsze rachunki, a zapotrzebowanie na ciepło będzie niższe – mówi agencji Newseria Biznes dr Krzysztof Księżopolski, ekspert Instytutu Badań nad Bezpieczeństwem, Energią i Klimatem (ISECS).

Udział gospodarstw domowych w zużyciu energii w Polsce jest jednym z najwyższych w UE. Z danych zaprezentowanych w raporcie „Barometr zdrowych domów 2017” wynika, że w przeciętnym budynku jednorodzinnym z lat 80. można zaoszczędzić aż 59 proc. konsumowanej energii, przeprowadzając jego modernizację, czyli ograniczenie strat energii potrzebnej do ogrzewania domów.

– Podstawową przeszkodą jest bariera finansowa. Koszt gruntownej modernizacji takiego budynku w Polsce będzie wynosił prawdopodobnie od 50 do 100 tys. zł. To dużo pieniędzy, ale one częściowo się zwracają. Taki remont jest uwarunkowany poprawą jakości życia i jakości powietrza. Za jakość powietrza po prostu trzeba będzie zapłacić, podobnie jak płacimy za czystą wodę czy gospodarkę odpadami – uważa Marek Zaborowski, wiceprezes Instytutu Ekonomii Środowiska.

Z tegorocznej trzeciej edycji badania „Barometr zdrowych domów 2017”, opracowanego na zlecenie Grupy VELUX. wynika, że połowa polskich gospodarstw ma środki finansowe na dokonanie modernizacji i podniesienie jakości swoich domów. Potrzebne są jednak działania na szczeblu państwowym: zachęty, programy edukacyjne i oferta finansowo-kredytowa, która zachęci mieszkańców i właścicieli do takich inwestycji.

– Dzięki kompleksowej modernizacji można znacznie ograniczyć zużycie energii cieplnej. Wiąże się to z nakładami finansowymi, które później zwracają się w oszczędnościach – mówi Monika Kupska-Kupis, architekt z firmy VELUX Polska.

Inwestycję w podniesienie standardu energetycznego budynku można podzielić na cztery podstawowe etapy. Pierwszy krok to izolacja, ocieplenie ścian budynku, dachu, podłogi i piwnic oraz wymiana okien i drzwi. Drugim powinna być modernizacja węzła cieplnego.

– Trzeci krok to modernizacja instalacji centralnego ogrzewania z hermetyzacją przewodów. Przy budynkach pasywnych warto się zastanowić, czy nie chcemy zastosować instalacji odzysku ciepła. To pozwoli zmniejszyć zużycie energii cieplnej. Czwarty krok to zastosowanie odnawialnych źródeł energii, na przykład kolektorów słonecznych czy pompy ciepła. W większych budynkach, powyżej 5 tys. mkw. powierzchni, warto się zastanowić nad wykorzystaniem ogniw fotowoltaicznych – wskazuje Monika Kupska-Kupis.

Z wyliczeń Instytutu Badań nad Bezpieczeństwem, Energią i Klimatem wynika, że dzięki kompleksowej modernizacji budynków jednorodzinnych jakość powietrza w Polsce można znacząco się poprawić w ciągu kilkunastu lat. Niska emisja, pochodząca z domowych pieców grzewczych, to jedna z głównych przyczyn smogu.

– W 40 proc. za niską emisję, która wywołuje smog, odpowiadają budynki jednorodzinne. To największe źródło emisji substancji szkodliwych – mówi dr Krzysztof Księżopolski.

W ostatnich latach problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce znacznie się zaostrzył, a smog stał się szczególnie dotkliwy na Śląsku i w Małopolsce. Według raportu, który Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała w maju ubiegłego roku, spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Europejska Agencja Środowiska podaje, że w Polsce stężenie szkodliwych dla ludzkiego organizmu cząstek PM2,5 jest najwyższe spośród wszystkich krajów UE (raport „Air Quality in Europe 2016”).

Jak informuje ONZ, szkodliwe substancje wdycha na co dzień 90 proc. mieszkańców Polski, a poziom stężenia szkodliwego pyłu PM10 i rakotwórczego benzoapirenu jest  przekroczony na większości obszarów. Szacuje się, że z powodu chorób, do których przyczyniaj się zanieczyszczenie powietrza – takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia – każdego roku umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

 Musi się wydarzyć rewolucja w polityce, politycy muszą się rzeczywiście zainteresować tematem. Ministerstwo Rozwoju zaczęło mówić o programie dla budynków jednorodzinnych. Powinny powstać odpowiednie programy wsparcia, odpowiednia polityka, rozporządzenia, prawdopodobnie również nowe instytucje przygotowane do tego, żeby wpierać modernizację budynków jednorodzinnych – dodaje Marek Zaborowski.

Polacy piją coraz więcej soków. Konsumpcja wzrosła o 8 proc., ale wciąż jest niewielka na tle krajów Europy Zachodniej

Polacy piją coraz więcej soków. Konsumpcja wzrosła o 8 proc., ale wciąż jest niewielka na tle krajów Europy Zachodniej 6

Spożycie soków i przecierów owocowo-warzywnych w Polsce rośnie. Jednak na tle państw zachodnioeuropejskich wciąż jest niewielkie. W ubiegłym roku zwiększyło się o blisko 8 proc., a Polacy wypili średnio ponad 14 litrów soków na osobę rocznie. To zaledwie cztery łyżki dziennie. Statystyki są jednak coraz lepsze: rośnie zarówno konsumpcja soków i musów owocowo-warzywnych, jak i wiedza dotycząca składu takich produktów i ich wartości odżywczych. 

– Roczne spożycie soków w Polsce wynosi około 14 litrów na osobę – to zaledwie 38 ml dziennie. Obrazowo to prawie cztery łyżki stołowe. Na szczęście, statystyki rosną, konsumenci w Polsce coraz bardziej doceniają wartość soków. W ostatnich latach rokroczny przyrost spożycia wynosił około litr na osobę. Jesteśmy nieco powyżej średniej europejskiej jeśli chodzi o spożycie soków, jednak Europa Zachodnia konsumuje ich zdecydowanie więcej. Wypadamy blado w porównaniu do Niemców, którzy spożywają prawie 20 litrów soków na osobę rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Groele, Sekretarz Generalny Stowarzyszenia „Krajowa Unia Producentów Soków”.

Spożycie soków i musów owocowych w Polsce rośnie, a coraz więcej konsumentów jest świadomych ich wartości odżywczych. Jak wynika z tegorocznego badania, opracowanego na potrzeby kampanii „Soki i musy  witaminy w SMART formie”, blisko co czwarty konsument (23,9 proc.) pije soki kilka razy dziennie, co trzeci (33,3 proc.) – codziennie, a 25,9 proc.  kilka razy w tygodniu. Wzrost spożycia soków potwierdzają statystyki Europejskiego Stowarzyszenia Soków Owocowych (AIJN), według których w ubiegłym roku zwiększyło się ono o 7,9 proc. W 2016 roku Polacy wypili średnio ponad 14 litrów soków na osobę rocznie, podczas gdy jeszcze trzy lata temu roczne spożycie wynosiło ok. 11,4 litra na osobę.

– Kraje skandynawskie, które bardzo dbają o organizm, spożywają około 20 litrów soków rocznie na osobę. Dla przykładu, w Szwecji konsumpcja wynosi 17 litrów, w Norwegii – 24 litry. Powinniśmy aspirować i powielać dobre nawyki z tych państw – ocenia Barbara Groele.

Z badań konsumenckich kampanii „Soki i musy – witaminy w SMART formie” wynika, że soki owocowe najchętniej i najczęściej piją dzieci oraz kobiety. Większość (73,1 proc.) sięga po nie między posiłkami albo będąc poza domem (56,6 proc.). Średnio dla połowy konsumentów soki owocowe są też dodatkiem do obiadu lub śniadania.

W ciągu ostatnich lat zdecydowanie wzrosła też świadomość Polaków dotycząca ich wartości odżywczych. Obecnie 18,3 proc. Polaków ma świadomość, że do soków nie dodaje się cukru (to prawie dwukrotnie wyższy odsetek niż w 2015 roku). 36,2 proc. konsumentów wie, że sok może zastąpić jedną z zalecanych przez ekspertów pięciu dziennych porcji owoców i warzyw. Jednocześnie wciąż duży odsetek Polaków sądzi, że producenci dodają do soków substancje słodzące, konserwujące albo sztuczne barwniki i aromaty.

– Polacy ciągle uważają, że do soków dodawane są barwniki, konserwanty, sztuczne aromaty. To nieprawda, do soków, niezależnie od rodzaju opakowania, niezależnie od tego, czy jest to sok owocowy czy warzywny, odtworzony z soku zagęszczonego czy tłoczony, czy jest z pomidorów, jabłek, klarowny czy przecierowy – do soków nie wolno dodawać żadnych konserwantów, żadnych barwników, żadnych sztucznych aromatów. Co więcej, do soków owocowych i pomidorowych nie wolno również dodać żadnych cukrów niezależnie od tego, czy jest to cukier biały, syrop glukozowo-fruktozowy czy syrop fruktozowy. Zgodnie z przepisami unijnymi i krajowym tych cukrów absolutnie się nie dodaje – podkreśla Barbara Groele, Sekretarz Generalny KUPS.

Z informacji AIJN wynika, że Polacy są za to europejskim liderem w spożyciu soków warzywnych – sięga po nie 18,1 proc. konsumentów. Jeszcze dwa lata temu ten odsetek wynosił 14,6 proc. Soki warzywne są najczęściej traktowane jako zamiennik posiłku (deklaruje tak 36,2 proc. konsumentów) albo spożywane pomiędzy posiłkami (69,5 proc.). Sięgają po nie główne kobiety (77,1 proc.).

Dużo mniejsze jest za to spożycie musów owocowych, które w ubiegłym roku wyniosło 49 gramów na mieszkańca rocznie (wobec 32 gramów w 2015 roku). To oznacza, że statystycznie w 2016 roku połowa populacji skonsumowała jedno 100-gramowe opakowanie (w takich musy są najczęściej sprzedawane). Na polskim rynku jest to jednak produkt stosunkowo nowy, który pojawił się w 2013 roku, a jego popularność – jako szybciej i wygodnej przekąski – też stale wzrasta. 92,2 proc. konsumentów deklaruje, że kupuje musy owocowo-warzywne, a 28,1 proc. spożywa je kilka razu w tygodniu. Z badań konsumenckich wynika, że przynajmniej raz dziennie sięga po nie 37,3 proc. dzieci.

Soki i musy owocowe to produkty otrzymywane wyłącznie z dojrzałych, świeżych mrożonych lub przechowywanych owoców i warzyw. Mają zbliżoną do nich wartość odżywczą, a szklanka soku dziennie dostarcza organizmowi łatwo przyswajalnych witamin, soli mineralnych, mikro- i makroelementów, antyoksydantów oraz innych biologicznie aktywnych składników. W przypadku musów z owoców i warzyw dodatkową zaletą jest zawartość w ich składzie błonnika. Jak podkreśla Barbara Groele, sekretarz generalny KUPS, nie wszyscy konsumenci są tego świadomi, dlatego bardzo ważna jest informacja i kampanie edukacyjne dotyczące korzyści picia soków i musów.

– Dotarliśmy do wielu konsumentów z informacją, że do soków i 100 proc. musów nie wolno dodawać żadnych konserwantów ani barwników, że są to naturalne produkty, pełne witamin, a ich słodycz jest naturalna i pochodzi z owoców i warzyw, z których te produkty zostały wyprodukowane. Staramy się przekonać konsumentów, żeby spożywali więcej soków, więcej musów, aby dostarczali wraz z tymi produktami witamin, soli mineralnych, antyoksydantów i innych fitoskładników potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu – mówi Barbara Groele.

„Soki i musy – witaminy w SMART formie” to kampania promocyjno-informacyjna w Polsce oraz w Rumunii, Czechach, Słowacji i na Litwie. Nie promuje ona żadnych marek ani nazw konkretnych producentów, ale korzyści spożywania owoców i warzyw w formie soków i musów.

Przeprowadzone w 2015 roku przez Millward Brown badania pokazały, że w diecie Polaków jest zbyt mało warzyw i owoców. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) minimalne dzienne zapotrzebowanie na owoce i warzywa wynosi 400 gramów, które najlepiej podzielić na pięć porcji. Jednak tylko 10 proc. Polaków spożywa zalecane 4–5 porcji owoców, a 7 proc. – warzyw. Soki i musy owocowo-warzywne są dobrym sposobem na uzupełnienie niedoborów w diecie, w ramach profilaktyki. WHO potwierdza, że 200 ml szklanka soku owocowego lub owocowo-warzywnego może stanowić jedną z zalecanych porcji owoców lub warzyw w ciągu dnia. 

Huawei chce być liderem polskiego rynku smartfonów. Wprowadza do sprzedaży pierwsze na świecie urządzenie oparte na sztucznej inteligencji

Huawei chce być liderem polskiego rynku smartfonów. Wprowadza do sprzedaży pierwsze na świecie urządzenie oparte na sztucznej inteligencji 7

W ciągu najbliższych kilku lat Huawei chce zostać liderem polskiego rynku smartfonów. W tej chwili, po trzech latach ekspansji na polskim rynku, ma w nim blisko 25-proc. udział i szybko nadrabia dystans do lidera. Marka liczy, że jej pozycję umocni najnowsza premiera flagowego modelu Mate 10 Pro, który za kilka dni trafi do salonów operatorów. To pierwszy na świecie telefon wyposażony w procesor oparty na sztucznej inteligencji. Technologiczny koncern zapowiada, że nowy model otworzy erę smartfonów projektowanych na bazie AI.

 W ciągu następnej dekady rynek smartfonów będzie się znacząco zmieniał, podobnie jak zmienił się już od premiery pierwszego smartfona. Huawei chce być na tym rynku wiodącym graczem. Osobiście stawiałbym przede wszystkim na sztuczną inteligencję. Nasz dział badawczo-rozwojowy intensywnie nad tym pracuje, a efekty powinniśmy zobaczyć już w przyszłym roku – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jefferson Zhang, dyrektor zarządzający Huawei Polska.

Technologiczny koncern aspiruje do pozycji lidera zarówno na polskim, jak i na globalnym rynku. Jest w tej chwili trzecim najpopularniejszym producentem telefonów na świecie, a w Europie walczy o drugą pozycję z firmą Apple. W Polsce jak na razie ustępuje tylko Samsungowi, ale jego udział w rynku szybko rośnie.

 Huawei wystartował w Polsce trzy lata temu z 2-proc. udziałem w rynku, a już na koniec 2015 roku osiągnęliśmy 8 proc. W ubiegłym roku to było 22 proc., w tym – 23 proc. i wciąż mamy nadzieję na więcej. W ciągu kilku lat chcemy stać się numerem jeden – mówi Jefferson Zhang.

Według danych Strategy Analytics w ubiegłym roku sprzedano w Polsce ponad osiem milionów smartfonów. Samsung, główny konkurent chińskiego koncernu, ma na krajowym rynku 35-proc. udział, jednak Huawei szybko go dogania. To w głównej mierze zasługa ogromnej popularności modeli Huawei P8 Lite i Huawei P9 Lite.

Pierwszy z nich to jeden z najlepiej sprzedających się smartfonów na rynku. Jak podał producent, od momentu debiutu w 2015 roku w Polsce sprzedano już ok. 1,6 mln urządzeń. Dobra cena i specyfikacja Huawei P8 Lite złożyły się na popularność tego modelu nie tylko w taryfach operatorskich, lecz także dobrą sprzedaż poza abonamentem.

 Walczymy mocno, mamy ogromną ambicję, szukamy rozwiązań, które są potrzebne konsumentom. Jako marka jesteśmy challengerem i wypuszczamy kolejne nowości – mówi Dorota Haller, dyrektor marketingu Huawei Polska.

Pozycję Huawei w Polsce ma umocnić najnowsza premiera – flagowy smartfon Huawei Mate 10 Pro. W salonach operatorów telefon pojawi się 12 listopada (obecnie jest dostępny w przedsprzedaży). W tym tygodniu – po wcześniejszej premierze w Monachium – miał miejsce jego przedpremierowy pokaz w Warszawie.

– Nasz nowy Huawei Mate 10 Pro jest pierwszym telefonem na rynku, który ma w sobie sztuczną inteligencję. To brzmi trochę mądrze, trochę technicznie, natomiast ma on wszystko, co jest najbardziej potrzebne konsumentowi. Bateria długo wytrzymuje, robi przepiękne zdjęcia dzięki współpracy z firmą Leica, szybko się go ładuje, w ciągu 30 minut, a dodatkowo jest wodoodporny i kurzoodporny – wymienia Dorota Haller.

Nowy model telefonu Huawei wyróżnia fakt, że jest to pierwszy na świecie telefon wyposażony w procesor wspierany sztuczną inteligencją. Bez względu na to, ile aplikacji działa w tle, jest tak samo szybki. Bateria o pojemności 4000 mAh oraz inteligentny system zarządzania mocą, który uczy się zachowania użytkownika, pozwalają zmaksymalizować żywotność baterii.

Około 30-minutowe ładowanie smartfona wystarczy, żeby działał przez cały dzień – to efekt stworzonej przez Huawei technologii SuperCharge. Technologiczny koncern zapowiada, że Huawei Mate 10 Pro otworzy erę smartfonów projektowanych na bazie sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja od lat istniała w chmurze, natomiast w tym roku wprowadziliśmy procesor Kirin 970, dzięki czemu sztuczna inteligencja jest dostępna bezpośrednio w telefonie. Myślę, że to dopiero początek. W przyszłości będziemy korzystać z niej w coraz większym stopniu, między innymi do robienia zdjęć. To niewielka aplikacja, ale duży krok w rozwoju sztucznej inteligencji – mówi Jefferson Zhang.

Podwójny aparat 20 Mpix oraz 12 Mpix z przesłoną – jak w przypadku kilku poprzednich modeli – został zaprojektowany przy współpracy ze słynną niemiecką marką Leica. Poza głębią ostrości ma zagwarantować też udane zdjęcia obiektów w ruchu czy w trudnych warunkach.

– Na co dzień używam smartfona Huawei przede wszystkim do tego, żeby robić fajne zdjęcia. Social media są dla mnie ważne, bo mogę się podzielić z fanami tym, co akurat robię. Smartfon pomaga mi w tym, żeby zdjęcia wychodziły super. Dodatkowym plusem jest to, że ładowanie telefonu trwa naprawdę bardzo szybko i nie tracę czasu na czekanie – mówi Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski, ambasador marki Huawei.

Flagowy model Huawei Mate 10 Pro wejdzie na polski rynek równolegle z tańszym Mate 10 Lite, który dzięki konkurencyjnej cenie i bardzo dobrej specyfikacji ma się okazać kolejnym sprzedażowym hitem marki w Polsce.

Debiut obu smartfonów na rodzimym rynku będzie promować kampania reklamowa oraz nowy spot, w którym wystąpił Robert Lewandowski. Emisja spotu rozpocznie się 20 listopada.

– To było dla mnie kolejne, nowe doświadczenie. Ten spot jest na naprawdę wysokim poziomie i oglądając go, czułem satysfakcję z tego, że mogłem w nim wystąpić, że zostało to naprawdę fajnie pokazane, bardzo naturalnie. Nie ma co ukrywać, że wszystko, co robię poza boiskiem, jest dla mnie odskocznią, nowym doświadczeniem, spojrzeniem na wszystko z innego punktu widzenia, i robię to z uśmiechem – mówi ambasador marki w Polsce Robert Lewandowski.

Różne branże tworzą gotowe kodeksy postępowania o ochronie danych. GIODO opiniuje pierwsze takie dokumenty

Różne branże tworzą gotowe kodeksy postępowania o ochronie danych. GIODO opiniuje pierwsze takie dokumenty 8

Przepisy o ochronie danych osobowych, które zaczną obowiązywać od maja przyszłego roku, przewidują stworzenie branżowych kodeksów postępowania w tym zakresie. Mają ułatwić administratorom wdrażanie i stosowanie się do nowej regulacji, która na poziomie przyjętej dyrektywy jest dość ogólna. Kodeksy nie będą obowiązkowe, ale w razie kontroli lub incydentów naruszenia bezpieczeństwa mogą zapewnić przychylność GIODO. Część branż już przesłała je do zaopiniowania.

– Przepisy o ochronie danych osobowych, które będziemy stosować od maja przyszłego roku, przewidują stworzenie kodeksu postępowania dla określonej grupy administratorów. To oznacza, że grupa administratorów, zrzeszenie, izba czy jakakolwiek inna organizacja związkowa będą mogły przyjąć kodeks postępowania dla swoich członków. Co najważniejsze, wprowadzone zostały instrumenty monitorowania tego, jak są przestrzegane postanowienia tego kodeksu. Nie będzie to już czysto PR-owy glejt, ale dokument, do którego rzeczywiście trzeba się będzie stosować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Makowski, radca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

 

Od 25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać RODO, czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. To unijna regulacja, która ma ujednolicić przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich 28 państw członkowskich UE. Na wszystkie podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe, nałoży szereg nowych, wyśrubowanych wymogów. RODO obejmie zarówno duże korporacje, podmioty publiczne, jak i niewielkie przedsiębiorstwa. Na dostosowanie się do nowych przepisów zostało jeszcze kilka miesięcy. Tym, którzy nie zdążą, grożą wielomilionowe kary finansowe, sięgające nawet 20 mln euro lub równowartości 4 proc. rocznego obrotu firmy na świecie.

RODO zawiera ogólne wytyczne, którymi powinny się kierować podmioty w zakresie ochrony danych osobowych. Nie precyzuje jednak, w jaki sposób i za pomocą jakich narzędzi mają to robić (te będą się różnić np. w zależności od branży czy wielkości firmy). Dlatego przepisy RODO przewidują możliwość stworzenia kodeksów postępowania dla poszczególnych grup administratorów.

– Celem kodeksów postępowania jest doprecyzowanie postanowień RODO. W wielu miejscach – szczególnie tam, gdzie czytamy o środkach technicznych i organizacyjnych, które należy wdrożyć, oraz jak zabezpieczać dane osobowe – rozporządzenie nie przynosi żadnych konkretnych wytycznych. Jest bardzo wiele klauzul ogólnych. To jest zadanie dla kodeksu postępowania – aby te wszystkie elementy doprecyzować, z uwzględnieniem specyfiki danej branży – mówi Paweł Makowski.

Ekspert GIODO zauważa, że w Polsce nie jest to nowe rozwiązanie. Kodeksy dotyczące standardów ochrony danych osobowych dla poszczególnych branż były tworzone już wcześniej. Jednak do tej pory takie inicjatywy miały głównie wartość wizerunkową.

– Wcześniej biuro GIODO uczestniczyło już w tworzeniu kilku kodeksów dobrych praktyk, chociażby dla przemysłu motoryzacyjnego czy branży marketingu bezpośredniego. Jednak te dokumenty miały przede wszystkim wartość PR-ową – można było pokazać, że dana branża przyjęła pełne reguły postępowania związane z ochroną danych – mówi Paweł Makowski.

Kodeksy dla administratorów danych będą opiniowane i zatwierdzane przez GIODO, który będzie je też rejestrować i publikować. Dzięki temu klienci będą mogli się zorientować w polityce dotyczącej ochrony danych osobowych, którą przyjęła dana firma czy branża.

– Jeżeli moje dane będą przetwarzane przez bank, a środowisko bankowe przyjmie taki kodeks postępowania, będę mógł zajrzeć na stronę Generalnego Inspektora i go przeczytać, dowiedzieć się trochę więcej na temat moich praw, sposobów przetwarzania moich danych osobowych przez banki. To zwiększy kontrolę osoby, której dane dotyczą, nad procesem ich przetwarzania – wyjaśnia Paweł Makowski.

GIODO będzie też kontrolować, czy administratorzy danych, którzy przyjęli kodeks, rzeczywiście przestrzegają jego zapisów. Jeżeli nie będą go przestrzegać, to w takiej sytuacji GIODO może wykluczyć ich z listy podmiotów objętych kodeksem postępowania.

– Stosowanie kodeksów jest elementem wykazywania zgodności z przepisami rozporządzenia. Ponadto artykuł 83., mówiący o administracyjnych karach pieniężnych, wymienia kilkanaście elementów, które GIODO będzie brać pod uwagę, decydując, czy i w jakiej wysokości nałożyć administracyjną karę pieniężną na dany podmiot. Wśród tych punktów jest również stosowanie zatwierdzonych kodeksów postępowania. Można powiedzieć, że kodeks jest w jakimś sensie okolicznością łagodzącą przy wymierzaniu administracyjnych kar pieniężnych. Dla nas – jako organu nadzorczego – stosowanie kodeksów będzie bardzo wyraźnym znakiem, że administrator poważnie podchodzi do przetwarzania danych – wyjaśnia Paweł Makowski.

Radca GIODO ocenia, że kodeksy postępowania dla grup administratorów to instrument, który pomoże we właściwy sposób wdrożyć i stosować nowe przepisy RODO. Zachęca, żeby już teraz przesyłać je do zaopiniowania przez biuro Generalnego Inspektora.

– Ten instrument oddaje ducha rozporządzenia RODO. Od maja przyszłego roku w systemie ochrony danych będzie więcej aktorów niż tylko jeden organ nadzorczy. Rola organizacji związkowych, zrzeszeń i izb, czyli samych administratorów, w ustalaniu reguł i zasad związanych z przetwarzaniem danych będzie bardzo duża. Zachęcamy wszystkie organizacje – wiele już się do nas zgłosiło – aby przygotowywali takie kodeksy. Już teraz zapraszamy do ich opiniowania, chociaż oficjalnie będziemy mogli je zatwierdzić dopiero w maju 2018 roku, kiedy będziemy mieli do tego podstawę prawną – mówi Paweł Makowski.

Jak informuje ekspert GIODO, stosowanie kodeksów postępowania przez administratorów danych to nie jest obligatoryjny obowiązek, lecz raczej propozycja, którą przedstawił unijny ustawodawca. Przystąpienie bądź nieprzystąpienie do kodeksu ma być dobrowolne i nie powodować żadnych konsekwencji.

– Nie będzie żadnych negatywnych konsekwencji niestosowania kodeksów. Z drugiej strony samo stosowanie kodeksu nie wyklucza kontroli Generalnego Inspektora. Nie jest tak, że jeśli firma ma kodeks lub certyfikat, to GIODO nie przyjdzie z kontrolą. GIODO zawsze ma prawo przyjść z kontrolą, ale widząc, że administrator ma kodeks postępowania, będzie to dla nas wyraźna wskazówka, że dba o ochronę danych osobowych w szczególny sposób – mówi Paweł Makowski.

Samozatrudnieni chętniej korzystają z ubezpieczeń niż pracownicy na etacie. Częściej też samodzielnie oszczędzają na emeryturę

Samozatrudnieni chętniej korzystają z ubezpieczeń niż pracownicy na etacie. Częściej też samodzielnie oszczędzają na emeryturę 9

Rezerwa na pokrycie ewentualnych kosztów leczenia, niepozostawanie ciężaru finansowego dla najbliższych w razie niemożności wykonywania pracy czy zabezpieczenie na emeryturę – to powody, dla których Polacy wykupują dodatkowe ubezpieczenia. Ich podejście jest jednak zróżnicowane w zależności od formy zatrudnienia. Większą zapobiegliwością niż zatrudnieni na etacie cechują się przedsiębiorcy.

– Forma zatrudnienia rzeczywiście determinuje sposób patrzenia na cele finansowe. Widać to w hierarchii celów wymienianych przez osoby zatrudniane na etacie i osoby samozatrudnione. Dla przykładu, blisko 52 proc. osób, które są samozatrudnione, wskazywało jako główny cel konieczność rozwinięcia swojego biznesu bądź założenie dodatkowej działalności. W grupie osób zatrudnionych na etacie ten cel wskazało tylko trzydzieści kilka procent – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Lipa, dyrektor Działu Personalnego w Pramerica Życie TUiR SA.

Ubezpieczyciel przeprowadził badania zachowań finansowych zarówno osób samozatrudnionych i zatrudnionych na etacie. Okazuje się, że ok. 70 proc. ankietowanych przedsiębiorców zależy na posiadaniu środków na pokrycie kosztów leczenia. Taki sam odsetek wskazywał, że nie chce być obciążeniem dla najbliższych (68 proc.) czy na chęć utrzymania na emeryturze dotychczasowego poziomu życia (69 proc.).

Osoby samozatrudnione są dużo bardziej świadome i śmiałe w podejmowaniu tego typu decyzji. Niemal dwukrotnie częściej zainteresowane są indywidualnymi ubezpieczeniami na życie – to blisko 57 proc. badanych – mówi Piotr Lipa. – Są oni świadomi tych wszystkich korzyści, które dają ubezpieczenia indywidualne, takich jak np. zabezpieczenia bytu swojego i swojej rodziny. Osoby zatrudnione na etacie przede wszystkim zainteresowane są ubezpieczeniami grupowymi. Również w mniejszym stopniu niż osoby samozatrudnione interesują się takimi ubezpieczeniami jak ochrona na wypadek inwalidztwa czy polisy o charakterze inwestycyjnym.

Spośród zatrudnionych na etacie tylko 27 proc. sięga po polisę na życie. Ochroną na wypadek inwalidztwa zainteresowanych jest 28 proc. pracowników etatowych i 31 proc. samozatrudnionych. Z kolei na ubezpieczenia inwestycyjne decyduje się 34 proc. przedsiębiorców i o 10 pkt proc. mniej pracujących na etacie.

Eksperci Pramerica podkreślają, że pracownicy etatowi mają większe niż samozatrudnieni poczucie, że stała praca zapewni im bezpieczną przyszłość finansową. Przedsiębiorcy – niepewni co do ostatecznej wysokości wypłat emerytalnych – częściej sami decydują się na odkładanie na emeryturę.

Oszczędzanie na emeryturę to w dużej mierze dla większości z nas dość odległa perspektywa. Widać to w hierarchii celów, które zarysowali nasi respondenci w badaniu Pramerica Insight. Utrzymanie porównywalnego poziomu życia na emeryturze wskazywane było dopiero na trzecim miejscu wśród priorytetów finansowych. Niemniej jednak w ramach tej grupy badanych widać, że osoby samozatrudnione dużo chętniej sięgają po instrumenty, które mają zabezpieczyć ich jesień życia – zaznacza Piotr Lipa.

W tej grupie 41 proc. zadeklarowało, że jest bardzo blisko osiągnięcia swojego planu finansowego na emeryturę, a co dziesiąty jest pewien, że osiągnie go przed czasem. Natomiast pracownicy etatowi wciąż liczą na świadczenia z ZUS i porównują skalę spodziewanych środków z tego źródła z oczekiwanymi wydatkami. Blisko osiągnięcia celów emerytalnych jest 36 proc. etatowców, a do mety dotarło już 6 proc.

Różnice widać również w lokowaniu pieniędzy w różne instrumenty finansowe. Fundusze inwestycyjne wybrało 12 proc. samozatrudnionych i tylko 7 proc. pracowników etatowych, obligacje – 7 proc. badanych przedsiębiorców i 3 proc. pracowników etatowych, a akcje spółek – 5 proc. przedsiębiorców i 3 proc. pracowników.

Osoby samozatrudnione wykazują się dużo większą świadomością w tym sensie, że wyznaczają sobie określony cel oszczędnościowy, dużo częściej korzystają z usług doradców, żeby porozmawiać i zaplanować sposób oszczędzania na emeryturę – mówi dyrektor Działu Personalnego w Pramerica Życie.

Liczba samozatrudnionych – według danych GUS – wynosi ponad 1,1 mln. Praca na własny rachunek staje się coraz popularniejszą formą dla osób aktywnych zawodowo ze względu na korzyści, jakie daje. Z jednej strony jest to możliwość zwiększenia zarobków, z drugiej – swobody określania warunków współpracy z pracodawcą i wprowadzania własnych pomysłów na biznes. Firmy również dostrzegają wiele korzyści ze współpracy z samozatrudnionymi.

Nasi Life Plannerzy pracują właśnie w takim modelu i czerpią wszystkie korzyści – z jednej strony te, które daje im praca na własnej działalności, z drugiej strony oferujemy im wsparcie, które pomaga im też czerpać korzyści porównywalne z benefitami dla pracowników – dodaje Piotr Lipa.

Wyniki finansowe Banku Pekao po trzech kwartałach 2017 r.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao po trzech kwartałach 2017 r. wyniósł 1 421 mln zł, rosnąc o +6,2% r/r po  wyłączeniu zdarzeń jednorazowych. W trzecim kwartale Bank osiągnął 536 mln zł zysku netto. Wskaźnik ROE wzrósł do 8,7% w warunkach porównywalnych, +0,8 p.p. r/r i został osiągnięty przy wysokim współczynniku wypłacalności Core Tier 1 16,5%. Bank kontynuował dwucyfrowy wzrost kluczowych kredytów detalicznych (+13,1% r/r), osiągając przy tym rekordowy poziom nowych kredytów detalicznych wynoszący 13 383 mln zł, co oznacza wzrost o +29,0% r/r. 

Po trzech kwartałach bieżącego roku Bank Pekao osiągnął zysk netto w wysokości 1 421 mln zł. W warunkach porównywalnych[1], z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych zysk wzrósł o +6,2% w ujęciu rocznym. Za trzeci kwartał zysk netto wyniósł  536 mln zł.

Po trzech kwartałach zysk operacyjny brutto wzrósł  w warunkach porównywalnych o +5,7% do 2 919 mln zł i był wsparty dobrą dynamiką trzeciego kwartału (+3,6% kw/kw), w którym zysk operacyjny przekroczył poziom jednego miliarda złotych i wyniósł 1 002 mln zł. Wzrost zysku operacyjnego był możliwy dzięki poprawie dochodów operacyjnych o +3,0% r/r oraz kontynuacji ścisłej kontroli kosztów.

Dochody operacyjne wyniosły 5 328 mln zł rosnąc o +3,0% r/r, w warunkach porównywalnych,  a dochody podstawowe wzrosły w trzecim kwartale o +1,8% r/r. Wynik odsetkowy netto po 9 miesiącach wzrósł o +4,1% r/r do poziomu 3 403 mln zł, dzięki systematycznemu wzrostowi wolumenów. Marża odsetkowa netto w trzecim kwartale wyniosła 2,79 %, a jej poziom był stabilny dzięki dalszej poprawie struktury aktywów odsetkowych w pełni kompensującej efekt wypłaty dywidendy oraz wygaśnięciu wysoko marżowych obligacji, znajdujących się w portfelu Banku Pekao.

Dochody z tytułu opłat i prowizji wyniosły po 9 miesiącach 2017 r. 1 736 mln zł (-2,3% r/r). Poziom dochodów z tytułu opłat i prowizji odzwierciedla niższą aktywność kredytową klientów korporacyjnych oraz kontynuację przesuwania aktywności klientów do kanałów elektronicznych.

Kluczowe kredyty detaliczne wzrosły o +13,1% r/r do poziomu 56 546 mln zł. Jednocześnie Bank utrzymał ich solidną, wynoszącą +3,2% kw/kw dynamikę w trzecim kwartale. Kredyty dla przedsiębiorstw wzrosły o +4,9% r/r, do poziomu 58 033 mln zł z  widocznym przyspieszeniem w trzecim kwartale o +3,8% kw/kw.

Po dziewięciu miesiącach 2017 roku nowe kluczowe kredyty detaliczne wzrosły o +29,0% r/r do rekordowego poziomu 13,4 mld zł. Sprzedaż kredytów hipotecznych wyniosła 6,9 mld zł.

Po trzech kwartałach 2017 r. Bank osiągnął poziom 74 327 mln zł depozytów detalicznych, co oznacza dwucyfrowy wzrost o +10,0% r/r.  Depozyty korporacyjne wzrosły o +4,5% r/r  i wyniosły 63 331 mln zł.

Po trzech kwartałach 2017 r. koszty operacyjne były stabilne i wyniosły 2 409 mln zł (-0,1% r/r) w warunkach porównywalnych. Wskaźnik kosztów do dochodów wyniósł 45,2%, co oznacza poprawę w warunkach porównywalnych o -1,4 p.p. r/r.

Jakość aktywów Banku Pekao utrzymała się na bardzo dobrym poziomie. Koszty ryzyka w trzecim kwartale wyniosły 46 pb., wskaźnik kredytów nieregularnych wyniósł 6,0%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami osiągnął poziom 72,1%.

Pod koniec października Bank przeprowadził proces optymalizacji swojej struktury kapitałowej, poprzez emisję długu  podporządkowanego w wysokości 1,25 mld zł. Wpływ emisji na wskaźnik CT2 wyniósł  ok. 100 pb. Była to pierwsza taka emisja obligacji Banku i została przeprowadzona na wyjątkowo atrakcyjnych warunkach, a uzyskana cena (6MWIBOR +1,52%) jest najniższa spośród wszystkich, będących na polskim rynku obligacji podporządkowanych banków oraz instytucji ubezpieczeniowych.

„Bank przyspiesza, co jest już widoczne w dynamice kredytów. Wielkość sprzedaży kredytów detalicznych pobiła kolejny rekord, znacząco przyspieszyliśmy również w kredytach korporacyjnych, z dynamiką kwartalną jeszcze lepszą niż w segmencie detalicznym. Rozwijamy naszą ofertę cyfrową, czego dowodem jest PeoPay – aplikacja bankowości mobilnej z najszerszym zakresem funkcji na rynku” – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

 „Bank kolejny raz pokazał solidne wyniki, stopniowo poprawiając dynamikę głównych linii przychodów. Przeprowadziliśmy z powodzeniem naszą pierwszą emisję obligacji podporządkowanych. Skala popytu oraz rekordowo niskie oprocentowanie tego typu instrumentów na polskim rynku potwierdzają siłę i bezpieczeństwo Banku Pekao S.A.” – powiedział Tomasz Kubiak, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Finansowy.

[1] Wynik porównywalny (z wyłączeniem wpływu transakcji VISA 213 mln zł, sprzedaży portfela NPL 121 mln zł oraz uwzględnieniem dodatkowego miesiąca podatku bankowego 41 mln zł na wyniki 2016 r. oraz wyłączeniem ¼ opłaty na rzecz fundusz przymusowej restrukturyzacji banków w wysokości 45 mln zł i 30 mln zł odroczonego podatku na wyniki 2017 r. )

Czy inteligentny dom to bezpieczny dom?

Możliwości inteligentnego domu są często idealizowane, przedstawiane jako domowy raj – lodówka sama zamawia brakujące artykuły spożywcze, odkurzacz samodzielnie jeździ z pokoju do pokoju, a zmiana termostatu jest równie prosta jak ściągnięcie aplikacji w telefonie. Jednak pod powłoką tego z pozoru zawsze dostępnego wnętrza i bezproblemowo połączonych ze sobą jego elementów kryją się poważne wątpliwości dotyczące prywatności i cyberbezpieczeństwa twierdzą eksperci z firmy Check Point.

Obawy te zostały przedstawione w bardzo dramatyczny sposób w drugim sezonie serialu o współczesnych cybertechnologiach “Mr. Robot”. W jednym z odcinków w inteligentnym domu telewizor i wieża stereo włączają się i wyłączają zupełnie losowo, temperatura wody pod prysznicem zmienia się nagle z wrzątku na lodowatą, a klimatyzacja przełącza się na temperaturę arktyczną. Ktoś zhakował inteligentny dom, zmuszając właściciela do wyprowadzenia się. Czy ten scenariusz mógłby wydarzyć się w prawdziwym życiu, czy pozostaje tylko mrzonką hollywoodzkiego scenarzysty? Jak blisko mu do rzeczywistości?

Zbyt blisko by czuć się bezpiecznie.

W 2013 r. reporterzy z Forbesa opisali, w jaki sposób udało im się uzyskać zdalną kontrolę nad inteligentnym domem, co umożliwiło im manipulowanie światłami i usługami wodnymi. Badacze z University of Michigan ujawnili błędy w platformie SmartThings firmy Samsung, która pozwoliła im uruchomić alarmy dymne i otworzyć drzwi. Zespół badawczy Check Point znalazł z kolei luki w urządzeniu telewizyjnym, które umożliwiłyby hakerom dostęp do innych sieci domowych podłączonych do urządzenia i sterowanie nimi.

Pojawienie się urządzeń typu “cyfrowy asystent”, takich jak Amazon Echo i Google Home, stanowi nowe wyzwanie dla bezpieczeństwa cybernetycznego inteligentnego domu. 35 milionów Amerykanów korzysta z asystenta cyfrowego aktywowanego głosem co najmniej raz w miesiącu – a te urządzenia, z ich stale włączonymi mikrofonami i dostępem do bardzo osobistych danych, są atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców.

Niedawno firma Check Point odkryła lukę w platformie LG Smart ThinQ, która mogłaby umożliwić hakerom przejęcie kontroli nad różnymi urządzeniami gospodarstwa domowego, od piekarników i lodówek po odkurzacze.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

W wielu przypadkach inteligentne urządzenia domowe i platformy są zaprojektowane przede wszystkim pod kątem łączności i przyjazności dla użytkownika, a bezpieczeństwo jest kwestią drugorzędną.

Według ekspertów Check Pointa wiele urządzeń ma ograniczoną pojemność procesora i pamięci, co utrudnia ich zabezpieczenie. Po wykryciu luki, łatka, która zostanie wypuszczona przez producenta, prawdopodobnie nie zostanie automatycznie przekazana do urządzenia i zaktualizowana… pozostawiając urządzenie otwarte dla potencjalnego ataku.

Nawet jeśli urządzenie ma wbudowane funkcje zabezpieczeń, często użytkownik jest odpowiedzialny za wdrożenie tych funkcji. Niezależnie od tego, czy chodzi o konfigurowanie szyfrowania danych, zmianę haseł czy pobieranie najnowszej wersji oprogramowania. Jednak wiadomo już, że większość użytkowników nie traktuje cyberbezpieczeństwa wystarczająco poważnie: ostatnie badanie wykazało, że ponad 50% firm, korzystających z inteligentnych urządzeń, nie zmienia domyślnego hasła po ich zakupie.

– Jeśli jest coś, czego nauczyliśmy się przez ponad 20 lat w branży cyberbezpieczeństwa, to fakt, że zawsze, gdy nowe urządzenie komputerowe zostanie uruchomione… ktoś, gdzieś, znajdzie sposób na włamanie się do niego. – mówi Oded Vananu, szef działu badań podatności produktów w firmie Check Point Software Technologies.

Bądź mądrzejszy niż Twój inteligentny dom

Dobrą wiadomością jest to, że istnieją praktyczne środki, które możemy  (i powinniśmy) wdrożyć, aby lepiej zabezpieczyć inteligentne urządzenia i sieci w domu przed hakerami i próbami cyfrowych włamań.

Oto pięć wskazówek:

Zabezpiecz swoją sieć bezprzewodową

  • Upewnij się, że twoja sieć bezprzewodowa jest zabezpieczana za pomocą WPA2 i że używasz silnego, złożonego hasła.
  • Nadaj sieci unikalną nazwę. Nie ujawniaj swojego imienia i nazwiska ani nie używaj swojego numeru telefonu jako nazwy użytkownika lub hasła – może to być bardzo łatwe do wykrycia i włamania się.
  • Ogranicz urządzenia, które mogą uzyskać dostęp do Twojej sieci, i nigdy nie udostępniaj ich publicznie.

Utwórz dwie osobne sieci Wi-Fi

  • Użyj jednej sieci dla komputerów, tabletów i smartfonów, które powinny być wykorzystywane do bezpiecznej bankowości internetowej i zakupów. Druga sieć powinna być wydzielona dla inteligentnych urządzeń. Taki zabieg pozwoli lepiej chronić Twoje dane.

Dbaj o siłę haseł

  • Upewnij się, że pierwszą rzeczą, jaką robisz przy zakupie inteligentnego urządzenia domowego, jest natychmiastowa zmiana domyślnego hasła.
  • Zmień każde hasło, aby było bardziej złożone i upewnij się, że jest ono inne niż reszta używanych przez Ciebie haseł.
  • Zalecana jest również zmiana nazwy użytkownika urządzeń.

Użyj zapory sieciowej, aby zabezpieczyć sieć domową

  • Zapora pozwala kontrolować i ograniczać połączenia przychodzące.
  • Inteligentne urządzenia zawierają szczegółowe informacje na temat portów, protokołów sieciowych i adresu IP. Włączenie osobistej zapory ogniowej zablokuje niepożądany ruch na określonych portach, zapewniając większe bezpieczeństwo.

Systematycznie aktualizuj programy oraz firmware

Sprawdzaj na stronie internetowej producenta, czy dostępne są aktualizacje oprogramowania. Jeśli tak, zastosuj je. Posiadanie aktualnej wersji oprogramowania zmniejszy prawdopodobieństwo ataku, który jest oparty na starym exploicie.

Biznes potrzebuje specjalistów data science

Specjaliści od analizy danych, a w szczególności ogromnych zbiorów różnorodnych danych, czyli big data znajdują się wysoko na liście płac każdej firmy, która buduje swoją strategię w oparciu o wykorzystanie zaawansowanych technologii analitycznych. O rosnącym znaczeniu zaawansowanej analityki i potrzebie kształcenia specjalistów data science dyskutowano podczas konferencji „Advanced Analytics and Data Science”.

Już po raz piąty w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie zebrali się przedstawiciele środowisk akademickich i biznesu na międzynarodowej konferencji „Advanced Analytics and Data Science”. Wydarzenie było okazją do wymiany wiedzy i doświadczeń oraz prezentacji najlepszych praktyk w zakresie zastosowań zaawansowanej analityki i innych innowacyjnych technologii w różnych branżach i obszarach biznesowych. W jego trakcie dyskutowano również na temat nowych wyzwań i strategii rozwoju w czasach cyfrowej transformacji. Uczestnicy wydarzenia podkreślali, jak ważna jest współpraca firm z uczelniami wyższymi w celu budowania kadr i kompetencji analitycznych wobec rosnącego dynamicznie zapotrzebowania na rynku pracy.

Data scientist jest najbardziej pożądaną specjalizacją, która będzie się rozwijać przez najbliższe lata. Szkoła Główna Handlowa współpracuje z przedstawicielami biznesu i reaguje na ich potrzeby, tworząc program kształcenia w taki sposób, aby dostarczać na rynek odpowiednio przygotowanych ekspertów. Co roku mury uczelni opuszcza pokaźna liczba absolwentów z Certyfikatem SAS i praktycznie wszyscy znajdują zatrudnienie w silnych zespołach analitycznych w wiodących firmach na rynku mówi profesor Ewa Frątczak, Kierownik Zakładu Analizy Zdarzeń i Analiz Wielopoziomowych, w Instytucie Statystyki i Demografii, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Rosnąca w zawrotnym tempie ilość generowanych i przetwarzanych danych stawia przed firmami wyzwanie, które wiąże się z potrzebą analizy w jak najkrótszym czasie ogromnych ilości informacji i wyselekcjonowania tych, które są wartościowe i potrzebne. Z jednej strony niezbędne do tego zadania są zaawansowane narzędzia analityczne, które zapewnią uzyskanie poszukiwanych wyników w czasie rzeczywistym. Z drugiej, potrzebni są specjaliści, którzy będą potrafili odpowiednio zaprogramować maszyny i stworzyć właściwe modele analityczne, a także trafnie zinterpretować uzyskane wyniki. Dziś brakuje przede wszystkim talentów, które łączą wiedzę technologiczną z umiejętnościami miękkimi, dzięki czemu są w stanie sformułować i przekazać uzyskane wnioski w sposób zrozumiały dla biznesu.

Liczba specjalistów w Polsce posiadających bogate, wieloletnie doświadczenia z obszaru data science jest ograniczona, co implikuje ich niską dostępność. Na szczęście istnieje wiele ośrodków akademickich, które kształcą osoby o wystarczających umiejętnościach i chęciach podjęcia się roli data scientist. W naszej firmie znaleźliśmy optymalny model działania, uwzględniający precyzyjną selekcję kandydatów połączoną z bogatym pakietem szkoleń uzupełniających ewentualne braki w doświadczeniu i umiejętnościach pozyskiwanych kandydatów. Podobny model działania mają niektóre firmy, dla których głównym obszarem działalności jest data science na potrzeby własne, zewnętrzne lub sprzedaż narzędzi analitycznych. Niestety firmy zaczynające drogę z zaawansowaną analityką danych muszą dopiero budować wewnętrzne kompetencje w tym zakresie i często są skazane na konsulting zewnętrzny lub długi proces rekrutacji – mówi Rafał Latkowski, Data, Delivery & Technology Director w PAYBACK Polska.

Wieloletni spór pomiędzy Komputronik SA a Clean and Carbon Energy SA zakończony

7 listopada 2017 roku Grupa Komputronik zawarła w formie aktu notarialnego kompleksową Ugodę, która reguluje kwestie sporne z Clean and Carbon Energy SA oraz powiązanymi spółkami i osobami. Realizacja zawartej umowy, jak również umów wykonawczych, reguluje kwestie ekonomiczne i formalne. Zawarta Ugoda pozwoli zakończyć wieloletnie spory, które toczyły się pomiędzy Grupą Komputronik a pozostałymi podmiotami.

W ocenie stron Ugody, w jej ramach osiągnięto zrównoważone rozliczenia gospodarcze.

„Zakończenie wieloletniego sporu pomiędzy Grupą Komputronik a Clean and Carbon Energy SA pozwoli nam znacząco obniżyć koszty obsługi prawnej. Przede wszystkim jednak, dzięki zawartej Ugodzie, będziemy mogli w najbliższym czasie skoncentrować się na rozwoju naszej podstawowej działalności. Cieszą nas także liczne sygnały od partnerów z rynku finansowego, którzy to pozytywnie oceniają zarówno fakt, jak i kształt zakończenia sporów” – Wojciech Buczkowski, Prezes Komputronik SA.

Wieloletni spór pomiędzy Komputronik SA a Clean and Carbon Energy SA

W 2008 roku Komputronik SA przejęła pakiet kontrolny spółki Karen Notebook SA. Wówczas, niedługo po debiucie giełdowym, planowano szybki wzrost sprzedaży, do którego miało dojść dzięki wejściu w posiadanie dużej sieci salonów zlokalizowanych m.in. w najpopularniejszych wtedy centrach handlowych. Dwa lata od rozpoczęcia łączenia sieci Komputronik i Karen, który odbywał się poprzez przenoszenie sieci sklepów oraz oznaczanie ich logo Komputronik, spółka była gotowa do zbycia posiadanego pakietu kontrolnego spółki Karen. W 2010 roku zawarto umowę inwestycyjną, na mocy której kontrolę nad spółką przejęła kontrolowana przez Stanisława Paszyńskiego Texass Ranch Company. Umowa miała charakter złożony i zakładała, że Grupa Komputronik otrzyma zapłatę w trakcie dwóch miesięcy/lat od zawarcia pierwotnej umowy. W międzyczasie okazało się, że kupujący nie zamierza się rozliczyć, zatem Komputronik SA rozpoczęła proces zabezpieczania i prób odzyskania należnej zapłaty. Wtedy też rozpoczął się spór pomiędzy Komputronik SA a Clean and Carbon Energy SA, który nieprzerwanie trwał aż do 7 listopada 2017 roku.

Pomyślne zakończenie sporu

Spór próbowano w polubowny sposób zakończyć w 2014 roku, kiedy Grupa Komputronik przejęła ponownie kontrolę nad spółką Karen (już pod nazwą Clean and Carbon Energy SA) i wkrótce zawarła kompromisową Ugodę z jej nowymi władzami. Stanisław Paszyński wraz z akcjonariuszami podważyli jednak zawarty z Zarządem Clean and Carbon Energy SA kompromis oraz blokowali wykonanie zapisów Ugody.

Po trzech latach rozmów i prób zakończenia niekorzystnej dla obydwu stron sytuacji, podjęto decyzję o zawarciu ponownej, kompleksowej Ugody, która prowadzi do kompromisu.

7 listopada 2017 roku notarialnie podpisano Ugodę, której wykonanie uzależnione jest od spełnienia wspólnie ustalonych warunków. Mogą zostać one osiągnięte w perspektywie kilku miesięcy, dzięki wykonaniu decyzji i orzeczeń przez różne organy. Strony dodatkowo postanowiły zakończyć wszelkie spory i toczone postępowania przed wszystkimi organami, co ma zakończyć się umorzeniem postępowań i wygaśnięciem wszelkim obciążeń i zabezpieczeń. Wykonywanie ugody rozpoczęło się zgodnie już od dnia 8 listopada.

Skutki ekonomiczne Ugody

Według zawartej przez obie strony Ugody:

– Grupa Komputronik pozostanie właścicielem lub stanie się właścicielem nieruchomości w Stargardzie, Gorzowie Wielkopolskim oraz Warszawie. Łączna wartość nieruchomości to 28,8 milionów złotych (wycena według aktualnych operatów sporządzonych przez biegłych rzeczoznawców);

– Grupa Komputronik uzyska prawa majątkowe w postaci przyszłych zysków o wartości maksymalnej 36 milionów złotych ze wspólnego przedsięwzięcia. Może wiązać się to z dodatkowymi inwestycjami współfinansowania przedsięwzięcia, dlatego ostateczne skutki finansowe wymagają dodatkowych badań i weryfikacji;

– Oddane zostaną nieruchomości, które zostały pierwotnie przejęte przez spółkę z Grupy Komputronik w październiku 2014 roku, a które ze względu na spory były zablokowane i nie było możliwości czerpania z nich żadnych korzyści finansowych;

– Nastąpi przeniesienie własności 30.582.274 sztuk akcji Clean and Carbon Energy SA z rachunków maklerskich spółek z Grupy Komputronik na rzecz podmiotów skupionych wokół Stanisława Paszyńskiego.

Wall Street przerwało dobrą passę dolara

Pomimo ubogiego kalendarza wydarzeń we wtorek obserwowaliśmy ponadprzeciętną dawkę zmienności. Większość dnia należała do dolara, choć na utrzymanie dominacji do końca już nie starczyło sił. Nastroje zepsuł start sesji na Wall Street, gdzie nieudany atak S&P500 na 2600 pkt. przerodził się w szerokie ucinanie pozycji także na FX. Tylko ropa naftowa trzyma poziom po wczorajszym rajdzie.

Sesja azjatycka jeszcze nie dawała nadziei na ożywiony handel, a zgodna z oczekiwaniami decyzja RBA o utrzymaniu stopy kasowej na 1,5 proc bynajmniej nie wróżyła nic czego większego. RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę kasową na 1,50 proc. W komunikacie bank zasugerował, że utrzymał prognozy inflacji i wzrostu bez zmian (publikacja w piątek). Szczególnie to pierwsze zaoferowało powód do wzrostów AUD/USD, choć reakcja była ograniczona do 15 pipsów (0,7699) i to był koniec siły aussie.
Po wejściu Europy do gry wodze przejął USD, choć jego umocnienie zaczęło gasnąć pod koniec dnia. Nie było bezpośredniego powodu do zwyżek poza odreagowaniem poniedziałkowej słabości. Późniejszy odwrót prawdopodobnie miał korzenie w załamaniu na rynku akcji (o czym niżej)

Największym przegranym było EUR, a EUR/USD zapadł się po wyłamaniu 1,16. Wyprzedaż zbiegła się w czasie z publikacją słabych danych o zamówieniach przemysłowych w Niemczech – spadek we wrześniu o 1,6 proc. m/m (prog. -0,9 proc.). Po południu rynek podjął próbę powrotu ponad 1,1590, ale bez powodzenia. 1,15 jest teraz nowym celem dla spadków.

Sprzedaż detaliczna z Eurolandu wypadła powyżej prognoz z dynamiką roczną na 3,7 proc. r/r – najwyżej od lipca 2015 r., ale dane zostały zignorowane przez EUR.
Inne crossy z USD pokazywały mieszany obraz. USD/JPY i GBP/USD ostatnią godzinę spędziły na odchodzeniu od lokalnych ekstremów (114,30, 1,3107). Trwalsza presja zarysowuje się na walutach surowcowych. Wspomniany wcześniej AUD/USD testuje dołki z 27 października. NZD/USD zszedł poniżej 0,69, a USD/CAD odbił pod 1,28.
Złoty przespał wtorkową sesję z EUR/PLN pozostającym w dryfie w przedziale 4,23-4,25. Uspokojenie może pośrednio być związane z oczekiwaniami na jutrzejszą decyzję RPP.

Na rynku akcji przez większą część sesji dobrze radził sobie rodzimy WIG20, ale wzrosty o 1,5 proc. na zamknięciu zostały przepołowione (0,84 proc.) przy gwałtownym pogorszeniu sentymentu po wejściu do gry Wall Street. S&P500 zaczął dzień od wzrostów, ale psychologiczny poziom 2600 pkt. zablokował zwyżki i rynek szybko przeszedł do wyprzedaży. Po tym sygnale załamanie widać było też m.in. na niemieckim DAX, który z płaskiej sesji przeszedł w spadki o 0,66 proc.

Ropa naftowa nieznacznie odeszła od szczytów z poniedziałku, ale WTI obroniła poziomy powyżej 57 USD/b. Rynek wziął na przeczekanie po imponującym poniedziałku, kiedy ropa zaliczyła najsilniejsze jednodniowe wzrosty od sześciu tygodni. Napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie skupiają uwagę inwestorów przy eskalacji konfliktu na linii Iran-Arabia Saudyjska.

Złoto śledziło zachowanie dolara, najpierw dołując do 1272 USD/oz, by potem odbić do 1275 USD/oz.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.