Problematyka indywidualnych interpretacji prawa podatkowego

Kolejne zmiany w sferze prawa podatkowego niosą za sobą kolejne wątpliwości. Przyczyniają się także do powstawania rozbieżności w stosowaniu coraz to bardziej skomplikowanych i niejasnych regulacji prawnych. W tej sytuacji warto pamiętać o instytucji interpretacji indywidualnej prawa podatkowego, która daje przedsiębiorcy obiektywną gwarancję bezpieczeństwa przy podejmowaniu decyzji gospodarczych. O pożyteczności tego instrumentu prawnego świadczy fakt, że w samym 2016 r. organy podatkowe wydały ponad 34 tys. aktów interpretacyjnych!

Pytanie do fiskusa

W związku z wprowadzeniem reformy KAS od 1 marca 2017 r. każdy podmiot stosunków prawnych, w tym przedsiębiorca, może wystąpić do dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji przepisów prawa podatkowego. Składający wniosek obowiązany jest do wyczerpującego przedstawienia zaistniałego stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego będących przedmiotem wniosku, jak również do przedstawienia własnego stanowiska w sprawie oceny prawnej przedstawionych okoliczności sprawy. Oznacza to, że przedsiębiorca, który zwróci się z pytaniem do organu interpretacyjnego, jest zobowiązany do zaprezentowania własnego poglądu co do sposobu interpretacji przepisów podatkowych. Może przy tym – a wręcz powinien – wspomagać się dotychczasową linią orzeczniczą sądów administracyjnych i organów podatkowych. Dyrektor KIS dokonuje oceny prawnej stanowiska wnioskodawcy na podstawie ściśle zakreślonego opisu stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego oraz w granicach zadanego pytania, dlatego też wnioskodawca powinien możliwie szczegółowo określić zakres powziętych wątpliwości i wskazać organowi sedno problemu.

Wymogi formalne wniosku

Tryb postępowania w sprawie wydania interpretacji indywidualnej określają art. 14b i następne Ordynacji podatkowej. Minister Finansów ustalił w drodze rozporządzenia wzór wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej. Wniosek podlega opłacie w wysokości 40 zł od każdego odrębnego stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego. Przepisy nie przewidują ograniczeń co do ilości stanów faktycznych bądź zdarzeń przyszłych będących przedmiotem wniosku. Szczególnie ważne jest natomiast, aby wnioskodawca uiścił stosowną opłatę w wysokości odpowiadającej wszystkim przedstawionym stanom faktycznym (zdarzeniom przyszłym). W dalszej kolejności organ zweryfikuje, czy przedłożony wniosek spełnia pozostałe wymogi formalne, tj. czy wniosek jest podpisany, czy złożono oświadczenie pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, że okoliczności przedstawione w treści wniosku nie są przedmiotem toczącego się już postępowania przed urzędem skarbowym lub celno-skarbowym, oraz czy dołączono odpowiednie pełnomocnictwa (w przypadku podmiotów reprezentowanych przez pełnomocników). Jeżeli nie została uiszczona od wniosku opłata w odpowiedniej wysokości lub stwierdzono inne braki formalne wniosku, organ interpretacyjny wystosuje wezwanie do wnioskodawcy w celu niezwłocznego usunięcia braków formalnych w terminie 7 dni od daty doręczenia wezwania pod rygorem pozostawienia wniosku bez rozpatrzenia.

Rozstrzygnięcia interpretacyjne

Po upewnieniu się przez organ, iż wniosek spełnia wszelkie wymogi formalne, interpretację indywidualną wydaje się bez zbędnej zwłoki, jednakże nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia otrzymania wniosku. Z punktu widzenia przedsiębiorcy trzymiesięczny termin oczekiwania na wiążącą odpowiedź fiskusa jest co najmniej uciążliwy. Na szczęście, pomimo tak długiego okresu na załatwienie sprawy, urzędnicy coraz częściej wydają interpretacje indywidualne przed końcem wskazanego terminu. Dla przykładu, w 2016 r. średnio 45% wszystkich opracowanych rozstrzygnięć dotyczących interpretacji indywidualnych zostało wydanych w terminie nieprzekraczającym dwóch miesięcy. Wysoce prawdopodobne jest, że odsetek ten będzie wzrastał w kolejnych latach.

Rozstrzygnięcie organu w trybie interpretacji sprowadza się do dokonania oceny, czy stanowisko przedstawione przez wnioskodawcę jest prawidłowe czy też nie. Jeżeli organ stwierdzi, że jest ono nieprawidłowe, interpretacja zawierać musi wskazanie prawidłowego stanowiska wraz z uzasadnieniem prawnym.

Interpretacja indywidualna jest aktem administracyjnym podlegającym kontroli sądów administracyjnych. Oznacza to, że wnioskodawcy, który nie zgadza się z rozstrzygnięciem dyrektora KIS, przysługuje skarga na interpretację do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Istotne jest, że bez względu na wartość ewentualnego zobowiązania podatkowego będącego przedmiotem interpretacji wpis od skargi na ten akt jest wpisem stałym (wynosi 200 zł). Jego wysokość jest niezależna od wartości przedmiotu zaskarżenia.

Korzyści podatkowe z posiadania interpretacji

Istotą interpretacji jest zapewnienie ochrony prawnej wnioskodawcy w sytuacji, gdy ten zastosuje się do niej, a organ nie uwzględni jej treści w rozstrzygnięciu sprawy podatkowej. Przedsiębiorca nie poniesie negatywnych skutków finansowych, jeśli postąpił zgodnie z treścią interpretacji, o której wydanie wnioskował. Co więcej, interpretacja zachowuje moc prawną nieograniczoną w czasie, chyba że zaistnieją przesłanki skutkujące jej zmianą, wygaśnięciem lub uchyleniem. Jednakże nawet wtedy wnioskodawca nie będzie narażony na odpowiedzialność karną skarbową za powstałe zaległości podatkowe.

Jednak diabeł tkwi w szczegółach – przy sporządzaniu wniosku o wydanie interpretacji szczególnie istotna jest precyzja w przedstawieniu okoliczności sprawy oraz dokładne sformułowanie pytania. Od tego, jaki będzie wniosek, zależy, jaka będzie treść interpretacji i w jakim stopniu zapewni ona bezpieczeństwo prawne wnioskodawcy. Bez wątpienia zatem interpretacja indywidualna jest obecnie jedną z bardziej pożądanych i wiążących opinii fiskusa, zwłaszcza w tych obszarach, które stwarzają najwięcej wątpliwości interpretacyjnych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Zmiany w Ordynacji podatkowej

Do Sejmu trafił rządowy projekt zmian w Ordynacji podatkowej. Przewiduje on, że dowodami w postępowaniu podatkowym są również dokumenty zgromadzone w toku działalności analitycznej Krajowej Administracji Skarbowej. Projekt zmienia też przepisy dotyczące wydawania zaświadczeń.

Obecnie obowiązujący art. 181 Ordynacji podatkowej przewiduje, że dowodami w postępowaniu podatkowym mogą być przede wszystkim księgi podatkowe, deklaracje złożone przez stronę oraz zeznania świadków.

Omawiany projekt nowelizacji uzupełnia ten katalog dowodów o dokumenty zgromadzone w toku działalności analitycznej Krajowej Administracji Skarbowej. Nie wpłynie to na toczące się obecnie postępowania, ponieważ w myśl przepisów Ordynacji podatkowej w postępowaniu podatkowym dowodem może być wszystko, co może się przyczynić do rozstrzygnięcia sprawy i jest zgodne z prawem, a art. 181 zawierający katalog dowodów w postępowaniu podatkowym ma charakter przykładowy, na co wskazuje słowo „w szczególności”.

Art. 293 Ordynacji podatkowej reguluje zakres tajemnicy skarbowej.

Projekt dodaje do wskazanego wyżej przepisu przypadki, gdy będzie wyłączone stosowanie przepisów dotyczących tajemnicy skarbowej. Chodzi tu o udostępnienie kontrahentowi podatnika prowadzącego działalność gospodarczą informacji o:

  • niezłożeniu lub złożeniu przez podatnika deklaracji lub innych dokumentów, które miał obowiązek złożyć w myśl przepisów podatkowych,
  • nieujęciu lub ujęciu przez podatnika w złożonej deklaracji lub innych dokumentach czynności, które musiał ująć w myśl przepisów podatkowych,
  • zaleganiu lub niezaleganiu przez podatnika w podatkach wynikających z deklaracji lub innych dokumentów.

Organ podatkowy w razie zaistnienia jednego z trzech ww. przypadków będzie wydawał – na wniosek kontrahenta podatnika – zaświadczenie. Będzie ono wydawane także w razie niezłożenia w terminie deklaracji. Jego wydanie będzie wiązało się z koniecznością zapłacenia 17 zł tytułem opłaty skarbowej.

W myśl proponowanych zmian organ podatkowy odmówi wydania zaświadczenia, jeżeli wniosek będzie obejmować deklarację, której podatnik nie złożył, a termin jej złożenia nie minął.

Wzór zaświadczenia zostanie określony w rozporządzeniu ministra rozwoju i finansów. Delegację do wydania tego rozporządzenia zawiera art. 306j Ordynacji podatkowej. Obecnie kwestie te reguluje Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 29 grudnia 2015 r. w sprawie zaświadczeń wydawanych przez organy podatkowe (Dz. U. poz. 2355 z późn. zm.).

Omawiane przepisy mają chronić podatników przed nieuczciwością kontrahentów i umożliwić ich sprawdzenie.

Omawiany projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej ma wejść w życie po 30 dniach od jego ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Zasada automatycznego wznowienia zawieszonej działalności gospodarczej i jej negatywne skutki dla przedsiębiorców

Bycie przedsiębiorcą w Polsce jest z każdym dniem coraz większym wyzwaniem. Rząd i fiskus urządzają podatnikom istną ścieżkę zdrowia. Przez nieustannie zmieniające się przepisy osobom prowadzącym działalność gospodarczą niezbędne jest dziś nie tylko wsparcie księgowych, doradców i kancelarii prawno-podatkowych, ale także posiadanie dobrej pamięci.

Projekt ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy, bo o nim mowa, na pierwszy rzut oka wydaje się przyjazny dla obrotu gospodarczego. Zgodnie z założeniami projektodawców głównym celem nowych regulacji jest usprawnienie i zwiększenie efektywności obsługi przedsiębiorców. Organem odpowiedzialnym za opracowanie nowego prawa jest Ministerstwo Rozwoju i Finansów.

Kosmetyczne zmiany

Jednak proponowane zmiany są raczej kosmetyczne. Dla przykładu, regulacje dotyczące działalności Punktu Informacji dla Przedsiębiorców wprowadzają wymóg rozpatrzenia wpływających do niego wniosków o udzielenie informacji w terminie 7 dni. Skrócony jest zatem czas oczekiwania – obecnie organy właściwe prowadzące sprawy w zakresie zadań realizowanych przez PIP mają na rozpatrzenie wniosku, zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej, 7 dni roboczych. Dobrym rozwiązaniem wydaje się zobowiązanie Punktów Informacji dla Przedsiębiorcy do udzielania informacji zrozumiałym językiem.

Zmiany, jakie mają zostać wprowadzone ustawą o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy:

  1. w zakresie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej:
    1. umożliwienie udostępniania w CEIDG rejestru pełnomocnictw i prokury;
    2. dokonanie nowego podziału danych wpisywanych do CEIDG na dane ewidencyjne przedsiębiorcy i dane informacyjne przedsiębiorcy;
    3. ograniczenie zakresu danych zawartych we wpisie do CEIDG niezwiązanych bezpośrednio z działalnością gospodarczą lub niewpływających istotnie na bezpieczeństwo obrotu gospodarczego;
    4. stworzenie podstawy prawnej do udostępniania ministrowi właściwemu ds. gospodarki danych gromadzonych przez ZUS i CRP-KEP;
    5. wprowadzenie zasady automatycznego wznowienia wykonywania działalności po upływie okresu zawieszenia.
  2. w zakresie Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy:
    1. obowiązek, by informacje udostępniane przez Punkt były przekazywane zrozumiałym językiem;
    2. doprecyzowanie zadań organów, które realizują sprawy lub mogą udzielić praktycznych informacji dot. zagadnień związanych z działalnością gospodarczą;
    3. wprowadzenie ułatwień dla przedsiębiorców, np. poprzez możliwość wykorzystania ponownie wcześniej wprowadzonych do systemu danych;
    4. wprowadzenie 7-dniowego terminu na rozpatrzenie wniosku o informację.

Automatyczne wznowienie

Na pierwszy rzut oka proponowane zmiany można potraktować jako ukłon w stronę przedsiębiorców. To marchewka, teraz czas ujawnić kij. Wśród, wydawać by się mogło, niezbyt znaczących regulacji ukryta została jedna, która może odbić się czkawką tysiącom przedsiębiorców. Chodzi o wprowadzenie zasady automatycznego wznowienia wykonywania działalności gospodarczej po upływie okresu jej zawieszenia.

Obecnie zawieszenie i wznowienie działalności reguluje Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Zgodnie z jej art. 14a ust. 1 co do zasady przedsiębiorca niezatrudniający pracowników może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy. Może być ona zawieszona wyjątkowo nawet na 3 lata lub 6 lat, jeśli celem zawieszenia jest sprawowanie osobistej opieki nad dzieckiem. Co ważne, zawieszenie oraz wznowienie wykonywania działalności gospodarczej następuje na wniosek przedsiębiorcy. Oznacza to, że jeżeli przedsiębiorca nie złoży takiego wniosku w ciągu 24 miesięcy od dnia zawieszenia, zostaje automatycznie wykreślony z CEIDG.

Zapomnisz – zapłacisz

Instytucja zawieszenia działalności ma przede wszystkim ułatwić przedsiębiorcy przezwyciężenie tymczasowych trudności, a następnie powrót do jej wykonywania. Najczęstszymi powodami omawianego zawieszenia są utrata płynności finansowej, sezonowy charakter działalności i wypadki losowe, takie jak choroba czy przywołana wyżej konieczność opieki nad dzieckiem. Przedsiębiorcy często wybierają tę formę „odpoczynku” od prowadzenia biznesu, bo czekając na powrót dobrych dni, niczym nie ryzykują. Często zmieniają diametralnie swoje życie, podejmują zatrudnienie w innym miejscu, wyjeżdżają z kraju. Wówczas pojawia się pytanie: „Co się stanie, jak miną te 24 miesiące? Czy aby działalność się nie odwiesi?”. Nie odwiesi, bo jak zostało to już wspomniane, do tego niezbędne jest złożenie wniosku w urzędzie miasta lub gminy. „Zawieszony” przedsiębiorca może więc spać spokojnie, przynajmniej do czasu wprowadzenia proponowanych zmian w życie. Ministerstwo Rozwoju i Finansów chce, by po upływie okresu wskazanego we wniosku o zawieszenie działalności była ona automatycznie wznawiana. Oznacza to, że ci przedsiębiorcy, którzy zapomną ją zamknąć, staną się znów płatnikami składek na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

Budzik za 2 lata

Proponowane przepisy przewidują, że w braku wspomnianej informacji ze strony przedsiębiorcy wraz z końcem ostatniego dnia wskazanego okresu zawieszenia CEIDG automatycznie dopisuje informację o wznowieniu wykonywania działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę, począwszy od dnia następującego po upływie ostatniego dnia okresu zawieszenia. Co więcej, informację o tym już następnego dnia roboczego przekazuje do Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników, Głównego Urzędu Statystycznego, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego oraz do organów koncesyjnych, organów prowadzących rejestry działalności regulowanej oraz organów właściwych ds. zezwoleń. Jednym słowem – do wszystkich oprócz przedsiębiorcy. Jeżeli więc nie mamy księgowej, obsługującego nas biura rachunkowego ani kancelarii, warto zakupić notes, ustawić budzik lub dobrze zapamiętać, że po dwóch latach od zawieszenia działalności trzeba będzie ją zamknąć. W przeciwnym razie zagadką pozostanie tylko, kto szybciej zapuka do drzwi: listonosz z pismem z urzędu gminy informującym o wznowieniu działalności czy ZUS po zapłatę składek.

Negatywne oddziaływanie na sytuację przedsiębiorcy

Odwieszenie działalności przywraca stan, który istniał przed jej zawieszeniem. Przedsiębiorca kontynuuje sposób rozliczania wówczas deklarowany. Ale w okresie zawieszenia mogą przecież zaistnieć zdarzenia mające wpływ na sytuację przedsiębiorcy. Powstawać mogą koszty podatkowe, może ustać okres tzw. małego ZUS-u, przedsiębiorca mógł zatrudnić się na etacie. Możliwe jest także osiąganie przychodów będących np. następstwem czynności rozpoczętych jeszcze przed zawieszeniem działalności. O tym CEIDG nie poinformuje już odpowiednich urzędów z automatu.

Kolejny haczyk?

Z powyższych względów projekt ministerstwa należy uznać za nietrafiony, wprowadzający chaos i niepewność do obrotu gospodarczego. Powody, dla których przedsiębiorcy nie zamykają działalności, tylko ją zawieszają, są różne. Najważniejszymi są chęć pozostania na rynku i zachowania nazwy po wznowieniu działalności (po jej zamknięciu powrót do dawnej firmy może być niemożliwy). Często zdarza się, że przedsiębiorcy otrzymują zlecenia i aby je wykonać, odwieszają działalność na jeden okres rozliczeniowy. Jest to korzystne zarówno dla przedsiębiorców, jak i budżetów ZUS i całego Skarbu Państwa.

Zawsze jednak okresowi zawieszenia towarzyszył spokój, że żadnych negatywnych skutków on przynieść nie może. Odwrócenie sytuacji i automatyczne wznawianie działalności przez CEIDG bez wiedzy przedsiębiorcy zmienia ten stan. Zawieszający działalność, dla własnego spokoju, by za 2 lata nie stać się dłużnikiem ZUS, będzie wolał zamknąć ją całkowicie. Kolejny haczyk mający na celu wyciągnięcie pieniędzy od przedsiębiorców i zasilenie dziurawej kasy ZUS przyniesie odwrotny skutek.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Arendarski: Split payment zwiększy ściągalność VAT

Premier Morawiecki odniósł sukces w napełnianiu kasy państwowej podatkiem VAT. Dalej istnieje pokaźna luka, jednak udaje mu się ją zapełniać. 40 mld dodatkowych wpływów z tego tytułu w ciągu dwóch lat to jego duże osiągnięcie. W przyszłym roku kwota ta ma zostać jeszcze znacznie  powiększona.

– To dzięki wprowadzeniu rozwiązania split payment, czyli płatności podzielonej – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Realizując fakturę będziemy płacić kwotę netto oferującemu towar albo usługę, a kwotę podatku VAT będziemy odprowadzać na specjalne konto. Będzie ono należało do oferującego, ale będzie mógł on dysponować nim w bardzo ograniczony sposób. Takie uprawnienia zyska fiskus. To bardzo wygodny sposób, który działa już w innych krajach europejskich, m.in. w Czechach, Włoszech, Turcji. Być może w Polsce także przyniesie pozytywne skutki, na pewno dla fiskusa. Jednak istnieje kilka problemów. Zmniejszy się ilość pieniędzy w kasie przedsiębiorstw. To rodzi obawy o płynność, zwłaszcza  mniejszych firm handlowych, gdzie obecnie okres płatności za dostarczane towary wydłuża się nawet do 90 dni. Trudności mogą mieć także przedsiębiorstwa budowlane, które nigdy nie cierpiały na nadmiar gotówki. Nie dotyczy to dużych podmiotów, jednak małe firmy mogą mieć kłopoty. Nie wiadomo także, czy to rozwiązanie spotka się z dobrym przyjęciem przedsiębiorców. Istnieją zachęty, aby wejść w ten system. Chodzi o zabezpieczenie w przypadku tzw. solidarnej odpowiedzialności. Występuje ona wtedy, kiedy kontrahent naruszył przepisy dotyczące podatku VAT, a egzekucja może dotknąć też jego partnera, nawet jeśli nic o tym nie wiedział. Płacenie podzielonego podatku VAT uwolni od takich zagrożeń. Osiągnięcie takich wyników, jak zakłada premier Morawiecki byłoby korzystne dla wszystkich. Pozostaje jednak inne ważne zadanie – wypełnienie nie mniejszej niż w przypadku podatku VAT, luki w podatku dochodowym od przedsiębiorstw – dodał Arendarski.

Polski rynek biurowy z kolejnym znakomitym wynikiem

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację polskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2017 r. – w Warszawie i pozostałych głównych miastach.[1]

Polska stała się silną lokalizacją dla biznesu na skalę europejską. Dynamiczny rozwój ośrodków poza stolicą, mocne wyniki we wszystkich aspektach rynku biurowego oraz zaufanie, jakim obdarzają nasz kraj zagraniczni inwestorzy, dodatkowo wzmacniają tę sytuację. Międzynarodowe podmioty interesują się nie tylko Warszawą, a główne ośrodki miejskie znakomicie wykorzystują swoją szansę.

Popyt

„Atrakcyjność i popularność Polski jako lokalizacji inwestycyjnej ma swoje konsekwencje w silnym popycie, który charakteryzuje wszystkie główne rynki biurowe w Polsce. Łączne zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe na koniec III kwartału wyniosło ponad milion mkw., z czego ponad 466 000 mkw. przypadło na główne miasta poza Warszawą – to wynik o 16% lepszy niż w analogicznym okresie 2016 r. Ponad połowę popytu – aż 56% – wśród pozawarszawskich rynków generuje Wrocław i Kraków, ale wszystkie miasta przyczyniły się do tego sukcesu”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Dla przykładu, wyróżnikiem Trójmiasta jest dynamiczny rozwój podmiotów tam obecnych, co potwierdza o 48% wyższy wolumen umów typu ekspansje na koniec III kw. w porównaniu do całego 2016 roku. Katowice cechuje stabilny rozwój rynku, do Poznania wracają duże transakcje, a Łódź ponownie odnotowuje popyt na poziomie porównywalnym ze stolicą Wielkopolski i przygotowuje się do kolejnych znaczących umów najmu, które powinny zostać podpisane jeszcze przed końcem roku. W III kw. Lublin przegonił Szczecin pod względem wielkości zasobów biurowych.

Największe umowy najmu w Polsce I – III kwartał 2017

Miasto Budynek Najemca Powierzchnia (mkw.)
Bydgoszcz Business Park Kraszewskiego (odnowienie & ekspansja) ATOS 21 700
Warszawa Harmony Office Center (odnowienie) Millenium Bank 18 300
Wrocław Business Garden (przednajem) Credit Agricole 15 500
Trójmiasto Olivia Business Centre (odnowienie) Energa Group 15 100

Źródło: JLL, PORF, www.bazabiur.pl, 2017 r.

Podaż                                                                         

„Silny popyt wpływa na stronę podażową. Od stycznia do września do użytku oddano prawie 548 000 mkw., z czego około 343 000 mkw. w miastach regionalnych. Co więcej, końcówka roku w największych ośrodkach poza stolicą będzie pracowita dla deweloperów biurowych – na rynek może trafić wtedy 185 000 mkw. biur. Nawet jeśli część z tych projektów zostanie przesunięta na przyszły rok, wolumen na koniec 2017 będzie znaczący”, informuje Łukasz Dziedzic, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Aktywność budowlana w Polsce jest wysoka.

„W Polsce powstaje obecnie ok. 1,8 mln mkw. biur, z czego ponad milion przypada na główne miasta poza Warszawą. Ta wartość naturalnie robi wrażenie, aczkolwiek biorąc pod uwagę stopień zabezpieczenia realizowanych obiektów umowami przednajmu, obraz rynku pozostaje pozytywny. Wraz z oddaniem do użytku nowych obiektów mogą nastąpić wzrosty pustostanów, ale zdecydowana większość nowej podaży i tak zostanie wchłonięta niedługo po ukończeniu inwestycji”, wyjaśnia Karol Patynowski.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Najniższy poziom pustostanów zanotowała Łódź (6,7%) i ten wskaźnik powinien obniżyć się jeszcze do końca roku. Z kolei najwyższy wskaźnik powierzchni niewynajętej dotyczy Lublina (20,2%) i jest spowodowany oddaniem do użytku dużego projektu biurowego. Dla porównania, wskaźnik pustostanów w stolicy wynosi obecnie 12,9%.

„Zgodnie z oczekiwaniami, nowa podaż na rynku miała swoje konsekwencje w nieznacznym wzroście pustostanów w Krakowie oraz Trójmieście. Aczkolwiek dynamika rynku, rozwój firm obecnych i liczne nowe wejścia rozwiążą tę sytuację”, podsumowuje Łukasz Dziedzic.

Najwyższe czynsze transakcyjne w stolicy utrzymywały się na relatywnie stabilnym poziomie. Miesięczne stawki najmu w Centralnym Obszarze Biznesu kształtują się na poziomie od 20,5 do 23 euro za mkw., a poza Centrum wahają się w przedziale 11-16 euro za mkw.

Stawki za powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych pozostają również stabilne, a sytuacja ta jest rezultatem równowagi pomiędzy podażą a popytem. Obecnie najwyższe czynsze transakcyjne notują: Wrocław (13,9 – 14.5 euro za mkw. za miesiąc) oraz Kraków (13,5 – 14,5 euro za mkw. miesięcznie), natomiast najniższe charakteryzują Lublin (10,5 – 11,5 euro / mkw. / miesiąc) i Szczecin (11,5 – 13 euro / mkw / miesiąc).

[1] Kraków, Wrocław, Trójmiasto,  Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin

Mikro- i małe firmy mogą ubiegać się o pożyczki na innowacje. ARP oferuje im do 2 mln zł

Mikro- i małe firmy mogą ubiegać się o pożyczki na innowacje. ARP oferuje im do 2 mln zł 1

Już nie tylko dużej i średniej wielkości przedsiębiorstwa, lecz także małe i mikrofirmy mogą się ubiegać o pożyczkę na korzystnych warunkach w Agencji Rozwoju Przemysłu. Wsparcie może opiewać na kwotę do 2 mln zł. Jako pierwsza skorzystała z tej opcji firma Ermax z Dąbrowy Górniczej. Choć produkt jest nowy, ARP zdążyło już udzielić kilku podobnych kredytów.

– Pożyczki na innowacje są przeznaczone dla każdego rodzaju firmy, także – co jest całkowitą nowością w ARP – dla małych i średnich przedsiębiorców. Nie interesuje nas, na co firma przeznaczy te pieniądze: może to być pożyczka obrotowa, pożyczka na linię produkcyjną, interesuje nas, aby firma była innowacyjna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Sokoliński, dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji Agencji Rozwoju Przemysłu. – Udzielamy również sektorowych pożyczek. Mamy uruchomioną np. pożyczkę dla branży technologii kosmicznej.

Na rozwój innowacyjnych firm agencja przeznaczyła kilkadziesiąt milionów złotych. W przypadku niewielkich podmiotów kwota dofinansowania nie jest duża, więc z pomocy skorzystać wiele przedsiębiorstw. Okres finansowania to 1–5 lat. Na razie umowy podpisało kilka firm.

– Przewidujemy, że górną granicą są 2 miliony złotych, dlatego że chcielibyśmy dać więcej pożyczek większej liczbie firm. Z tego, co widzimy, właśnie takie jest zainteresowanie, aby był to 1 mln lub 2 mln zł – mówi Sokoliński. – To są firmy, które najczęściej mają problemy z pozyskaniem kredytu w bankach.

Właśnie 2 mln zł otrzymała na rozwój pierwsza firma, która skorzystała z oferty. Był nią dąbrowski Ermax, który zaciągnął kredyt na modernizację linii produkcyjnej do przetwarzania tworzyw sztucznych, zwłaszcza plastikowych butelek. Inwestycja pozwoli na lepsze wykorzystanie surowca i zmniejszenie ilości odpadów.

Jak zapewnia dyrektor w ARP, w przypadku większego zainteresowania pula przeznaczona na pożyczki dla innowacyjnych małych i mikrofirm zostanie zwiększona.

– Widzimy zainteresowanie. Od kilkunastu tygodni spotykamy się z firmami, tłumaczymy im warunki. Każda pożyczka jest dawana indywidualnie, tak jak w banku, więc negocjujemy warunki, sprawdzamy innowacyjność firmy, oglądamy linie produkcyjne, rozmawiamy o zabezpieczeniach i prowadzimy dyskusje – podkreśla Bartosz Sokoliński. – Ten produkt powstał z tego względu, że zgłaszały się do nas firmy i mówiły: „Jesteśmy mali, ale bardzo innowacyjni, jednak banki nie są zainteresowane, żeby finansować nasze produkty”. My uważamy, że pożyczka jest bardzo biznesowym wsparciem, bo kiedy bierze się pożyczkę, od początku trzeba myśleć o tym, że trzeba ją spłacić.

Agencja Rozwoju Przemysłu udziela pożyczek na kwoty od pół do kilkudziesięciu milionów złotych. Pozwala też łączyć je z finansowaniem bankowym. W ciągu ostatnich sześciu lat agencja pożyczyła firmom łącznie ok. 3,7 mld zł. Nowa oferta dla mniejszych firm jest elastyczna pod względem wymaganych zabezpieczeń.

– Jesteśmy bardzo konkurencyjni pod względem zabezpieczeń pożyczek innowacyjnych, np. w branży kosmicznej możemy się zabezpieczać na kontraktach z ESA, z NASA i innymi organizacjami, z którymi firmy współpracują – opisuje Sokoliński. – To bardzo ważne. Małe i mikrofirmy często mają problem z zabezpieczeniami. Tutaj też jesteśmy bardzo konkurencyjni, bo możemy dać pewien okres karencji, przez który firma nie płaci tej pożyczki.

Rekordowo dobre prognozy dla rynku lotniczego w Polsce. W 2035 r. krajowe lotniska będą obsługiwać trzy razy więcej pasażerów niż dziś

Rekordowo dobre prognozy dla rynku lotniczego w Polsce. W 2035 r. krajowe lotniska będą obsługiwać trzy razy więcej pasażerów niż dziś 2

Do 2035 roku polskie lotniska będą obsługiwać rocznie ponad 94 mln pasażerów, czyli trzy razy więcej niż w ubiegłym roku – wynika z najnowszej prognozy Urzędu Lotnictwa Cywilnego. 2017 rok porty lotnicze powinny zamknąć liczbą 39 mln odprawionych pasażerów. ULC zwraca też uwagę na to, że po pewnym spowolnieniu spowodowanym zagrożeniem atakami terrorystycznymi wzrasta ruch czarterowy, a Polacy znów zaczynają latać do Egiptu i Turcji.

– Pierwsze półrocze tego roku pokazuje bardzo wysoką dynamikę naszego rynku. Doszliśmy prawie do 18 mln pasażerów. W całym ubiegłym roku było to 30 mln pasażerów. Cały czas mamy bardzo wysoki trend wzrostowy – zarówno w obszarze Warszawy, jak i portów regionalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Według oficjalnych statystyk za pierwsze półrocze tego roku polskie lotniska obsłużyły w sumie ponad 17 mln pasażerów, co oznacza 17-proc. wzrost rok do roku. Według prognoz ULC na koniec tego roku liczba pasażerów polskich lotnisk może sięgnąć już 39 mln, czyli o 15 proc. więcej niż w całym 2016 roku.

– Liderem pozostaje Lotnisko Chopina w Warszawie, następnie mamy bardzo dobre wyniki lotnisk w Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu – tam cały czas utrzymuje się wysoka dynamika. Szacujemy, że w tym roku będziemy mieć w Polsce drugie lotnisko, które przekroczy 5 mln pasażerów, i będzie to Kraków. Jest to w dużej mierze powodowane zainteresowaniem turystów zagranicznych tym, aby zwiedzać Polskę, odwiedzać Kraków i południową Polskę. Dlatego ruch cały czas tam wzrasta – mówi Piotr Samson.

Warszawskie Lotnisko Chopina w pierwszym półroczu wygenerowało blisko 25-proc. wzrost ruchu pasażerskiego i odprawiło w sumie 6,97 mln osób. Wśród portów regionalnych najszybciej rozwija się lotnisko Kraków-Balice (wzrost o 17 proc. do 2,7 mln pasażerów w I połowie 2017 roku). Na trzecim miejscu plasuje się gdański port lotniczy im. Lecha Wałęsy (15-proc. wzrost do 2,1 mln pasażerów).

– Zakładamy, że – zgodnie z planem rządu – rolę Lotniska Chopina przejmie Centralny Port Komunikacyjny. Natomiast cały czas rosną lotniska regionalne takie jak Kraków, Gdańsk, Wrocław, Katowice, Poznań – tam dynamika będzie wzrastać. Docelowo w długoterminowych prognozach w 2030 roku suma pasażerów odlatujących z lotnisk regionalnych będzie większa niż liczba pasażerów odlatujących z Warszawy i centralnej Polski – mówi Piotr Samson.

Urząd Lotnictwa Cywilnego podkreśla, że Polska nadrabia dystans dzielący ją od rynków zachodnioeuropejskich, dlatego w kolejnych latach należy spodziewać się dalszych dynamicznych wzrostów. Według najnowszej prognozy ULC w 2035 roku polskie lotniska odprawią ponad 94 mln pasażerów, czyli niemal trzykrotnie więcej niż w 2016 roku.

– Szacujemy, że tak zwany wskaźnik mobilności wzrośnie z poziomu 0,9 do poziomu 3,0. To oznacza, że przeciętny Polak będzie trzy razy w roku podróżował samolotem. To poziom, który jest obecnie średnią europejską. My cały czas jeszcze gonimy Europę, ale zakładamy, że w ciągu kolejnych 15–20 lat poziom życia i środki dostępne na gospodarstwo domowe będą na tyle wysokie, że Polacy będą mogli sobie pozwolić na przynajmniej trzy podróże samolotem w ciągu roku – prognozuje Piotr Samson.

Prezes ULC zwraca uwagę na to, że w pierwszym półroczu wzrosło zainteresowanie lotami czarterowymi. Czartery obsłużyły już ponad 1,3 mln pasażerów (238 tys. pasażerów więcej w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej). W ubiegłym roku ten segment odnotował duże straty.

Najpopularniejszymi kierunkami podróży były Grecja i Hiszpania. Jednakże w I kwartale br. największy wzrost ilościowy odnotowano w przypadku Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Karaibów (ruch w tym kierunku wzrósł o 55 proc.), zwłaszcza Kuby i Dominikany. Na powrót popularnością zaczynają się cieszyć Egipt i Turcja, czyli kilka lat temu ulubione wakacyjne destynacje Polaków.

– Dynamika lotów czarterowych wzrasta nawet o 40 proc. Jest to związane z uspokojeniem nastrojów w Egipcie i Turcji. Widzimy stopniowy powrót do tych kierunków i myślę, że ten trend będzie kontynuowany. W ubiegłym roku Polacy przestraszyli się tego, co działo się w Turcji, Tunezji i Egipcie, więc często wybrali wakacje w kraju. W tym roku nastąpił już powrót do destynacji w Afryce Północnej – mówi Piotr Samson.

Najwięcej pasażerów w pierwszym półroczu 2017 roku obsłużyły linie Ryanair, PLL LOT oraz Wizz Air. Poza podium, na czwartym miejscu, znalazła się Lufthansa. Z kolei wśród linii czarterowych największą popularnością cieszyły się Enter Air, Travel Service i Small Planet – podaje ULC.

We wrześniu 2018 roku Polska trafi do koszyka krajów rozwiniętych. To powinno przyciągnąć nowych inwestorów

We wrześniu 2018 roku Polska trafi do koszyka krajów rozwiniętych. To powinno przyciągnąć nowych inwestorów 3

Od września przyszłego roku Polska znajdzie się w grupie 25 rozwiniętych państw świata według klasyfikacji agencji FTSE Russell. Choć ogłoszony kilka tygodni temu awans jest powodem do radości, to analitycy od razu zwrócili uwagę na to, że oznacza to pomniejszenie roli naszego kraju w grupie państw, które inwestorzy będą brać pod uwagę. Jednak Polska może skorzystać na podwójnym postrzeganiu. W agencji MSCI, która ma większe znaczenie dla globalnego rynku, wciąż należy bowiem do rynków wschodzących.

W krótkim terminie decyzja FTSE Russel nie będzie miała żadnych konsekwencji, ponieważ zmiana następuje dopiero za rok, we wrześniu 2018 roku. Inwestorzy będą więc mieli czas na przygotowanie się i dostosowanie portfela, więc myślę, że zmiany na polskiej giełdzie będą niedostrzegalne gołym okiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Żółkiewicz, przewodniczący komitetu inwestycyjnego funduszu Żółkiewicz & Partners. – Wygląda na to, że wpływ na polską giełdę będzie symbolicznie negatywny, ponieważ więcej pieniędzy zostanie z Polski wycofanych w związku z usunięciem nas z indeksów krajów rozwijających się, niż tych pieniędzy napłynie. To będzie prawdopodobnie ujemne saldo rzędu około 2–3 mld zł.

Nie wiadomo jeszcze dokładnie, jaka będzie waga polskich spółek w indeksie, różne wyliczenia podają wartości od 0,16 do 0,80 proc. Według szacunków JP Morgan, największego amerykańskiego banku, który w przyszłym roku otworzy w Polsce jedną ze swoich kilku głównych światowych siedzib, będzie to 0,38 proc. Tymczasem znaczenie naszego kraju w grupie krajów wschodzących było ponadczterokrotnie większe: 1,6 proc.

Największy inwestor pasywny, który używa indeksów dostarczanych przez FTSE Russell, czyli fundusz Vanguard FTSE Emerging Markets ETF, zmniejszy według tego samego banku zaangażowanie w Polsce o 300–400 mln dol.

Teraz fundusz ten ma duże zaangażowanie poprzez indeksy krajów rozwijających się i te spółki będą musiały częściowo wypaść, a niektóre przejdą czy zostaną przeklasyfikowane do portfeli funduszy rynków rozwiniętych. Ten gracz pewnie będzie odpowiadał za 1/5 lub 1/6 całkowitego zmniejszenia zaangażowania inwestorów – wyjaśnia szef komitetu inwestycyjnego Żółkiewicz & Partners. – Do indeksu FTSE Developed Index wejdą tylko bardzo duże spółki. Myślę, że będzie to od kilku do kilkunastu spółek, które w tej chwili znajdują się głównie w indeksie WIG20. Docelowo może Polska zostanie dołączona też do mniejszych spółek krajów rozwiniętych, natomiast nie nastąpi to jeszcze we wrześniu 2018 roku.

Największe spółki na warszawskiej giełdzie to PKN Orlen, PKO BP, PZU, Pekao SA i KGHM. Stanowiąc jedną czwartą wszystkich firm w indeksie WIG20, mają w nim udział przekraczający 58 proc. Jednak jak podaje JP Morgan, gdyby Polska awansowała także w drugiej wielkiej agencji indeksowej, MSCI, to największy polski bank, będący w pierwszej piątce instytucji finansowych w grupie krajów rozwijających się, nie zmieściłby się w gronie największych 25 banków.

Według Piotra Żółkiewicza przesunięcie naszego kraju do indeksu rynków rozwiniętych jest wielkim sukcesem wizerunkowym Polski i pozytywnym sygnałem na przyszłość. Praktycznie jednak Polska skorzysta głównie na tym, że będąc zaliczana do grona krajów rozwiniętych w FTSE i rozwijających się w MSCI, znajdzie się w orbicie zainteresowania różnych grup inwestorów o różnym profilu ryzyka.

– Dobrym przykładem jest Korea Południowa, która już od kilku lat ma taką sytuację, jaką Polska będzie miała za chwilę, że jest według FTSE krajem rozwiniętym, a według MSCI krajem rozwijającym się – podaje Żółkiewicz. – Jest to korzystna sytuacja z punktu widzenia kapitalizacji polskiej giełdy i obrotów na niej, a te niewielkie odpływy netto, które za rok mogą nam się przydarzyć, są zupełnie nieistotne. Nieprzypadkowo Polska znalazła się w indeksie krajów rozwiniętych, Bank Światowy także nas tak zaklasyfikował, mamy dobrze rozwinięty system depozytowy, Krajową Izbę Rozliczeniową, szybsze od wymaganego przez agencję księgowanie transakcji, więc nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o porównanie naszego rynku kapitałowego do rynków zachodnich.

Projekty kolejowe w Polsce nabierają tempa. Powstanie system zapobiegający zamarzaniu trakcji

Projekty kolejowe w Polsce nabierają tempa. Powstanie system zapobiegający zamarzaniu trakcji 4

Inwestycje kolejowe są obecnie na poziomie przekraczającym 30 mld zł – informuje wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński. Zarządca sieci kolejowej, spółka PKP PLK, i Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa planują uruchomienie dodatkowych projektów nieobjętych do tej pory Krajowym Programem Kolejowym. W sumie inwestycje opiewają na 70 mld zł. Nowe projekty zapowiada również PKP Energetyka, która do roku 2025 r. zainwestuje 3,2 mld zł m.in. w modernizację i rozwój sieci dystrybucyjnej. Spółka wspólnie z PKP PLK pracuje nad wdrożeniem innowacyjnego systemu, który będzie zapobiegał zamarzaniu sieci trakcyjnej.

Możemy powiedzieć, zgodnie z informacjami otrzymanymi od PKP PLK, że w tej chwili zostało uruchomionych już 30 mld zł na projekty kolejowe. To bardzo dobra wiadomość, która oznacza, że w ostatnich miesiącach nastąpiło znaczące przyspieszenie projektów kolejowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Kwieciński, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Jeszcze na początku września PKP Polskie Linie Kolejowe SA poinformowały o zawarciu w tym roku umów na kwotę 14 mld zł. W tej chwili sięgają one już 30 mld zł. To blisko połowa środków przewidzianych w Krajowym Programie Kolejowym, który zakłada realizację 220 projektów kolejowych na 9 tys. km torów o wartości przekraczającej 66 mld zł.

W obecnej perspektywie finansowej do 2020 roku kolej jest dla polskiego rządu i wsparcia unijnego zadaniem równie priorytetowym jak transport drogowy. Mamy znaczące środki na wspieranie inwestycji kolejowych – ponad 10 mld zł z Unii Europejskiej. To oznacza, że kolej stoi przed wielką szansą rozwojową – nie tylko z punktu widzenia infrastruktury liniowej, czyli samych połączeń kolejowych, lecz także z punktu widzenia infrastruktury ruchomej, czyli taboru kolejowego. Wspólnie ze środkami krajowymi mamy w tej chwili w Krajowym Programie Kolejowym prawie 67 mld zł. Tej szansy nie możemy zmarnować –podkreśla Jerzy Kwieciński.

Na liście najważniejszych inwestycji jest między innymi linia obwodowa Warszawa Zachodnia/ Gołąbki – Warszawa Gdańska, 20-kilometrowy odcinek trasy Kraków Główny Towarowy – Rudzice czy linia kolejowa Warszawa-Włochy – Grodzisk Mazowiecki. Zgodnie ze strategią przyjętą przez PKP PLK celem prowadzonych inwestycji jest poprawa ruchu kolejowego w aglomeracjach, podniesienie standardu podróży na trasach regionalnych oraz poprawa warunków dla przewozu towarów. Spółka chce, aby do 2030 roku istniało przynajmniej 1,5 tys. linii kolejowych umożliwiających rozwinięcie prędkości 200–250 km/h. Z kolei prędkość przewozów towarowych ma wzrosnąć do 40–45 km/h (obecnie jest nie większa niż 30 km/h).

Największym źródłem funduszy unijnych przeznaczonych na inwestycje kolejowe jest program Infrastruktura i Środowisko. Przewidziane są też środki z Regionalnych Programów Operacyjnych, programu Polska Wschodnia oraz instrumentu „Łącząc Europę” (CEF).

Udało nam się już w pełni wykorzystać środki z instrumentu „Łącząc Europę”, gdzie w pełni pokryliśmy projektami ponad 4 mld euro ze środków europejskich. W tej chwili uruchamiamy środki na projekty kolejowe w ramach programu Infrastruktura i Środowisko. Są to głównie projekty o charakterze liniowym – modernizacji linii kolejowych. Jednak Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa oraz PKP PLK rozpoczęły też realizację inwestycji ze środków krajowych – mówi wiceminister.

Jak informuje wiceminister rozwoju, zarządca sieci kolejowej oraz resort infrastruktury planują uruchomienie dodatkowych projektów, nieobjętych do tej pory Krajowym Programem Kolejowym.

PKP PLK wspólnie z MIB planuje uruchomienie dodatkowych projektów poza tymi, które do tej pory były objęte Krajowym Programem Kolejowym – w sumie na kwotę ponad 70 mld. zł. To ważne o tyle, że będziemy mieć pewien bufor w sytuacji, gdy niektóre z projektów byłyby opóźnione lub – w przypadku funduszy europejskich – musielibyśmy z czegoś zrezygnować. Pragnę podkreślić, że na razie nie mamy takich planów, ale zawsze dobrze jest mieć projekty zapasowe, buforowe. W najbliższych latach możemy dokonać takiego postępu w transporcie kolejowym, jakiego wcześniej nam się nie udało osiągnąć – mówi Jerzy Kwieciński.

Na wspieraniu rozwoju kolei koncentruje się również PKP Energetyka, która przyjęła we wrześniu br. długoterminowy plan finansowy zakładający, że spółka do 2025 roku zainwestuje 3,2 mld zł m.in. w modernizację i rozwój sieci dystrybucyjnej oraz zwiększenie jakości w ramach umowy utrzymania sieci trakcyjnej dla PKP PLK.

– Jesteśmy skoncentrowani na wspieraniu rozwoju kolei – podkreśla Wojciech Orzech, prezes zarządu spółki PKP Energetyka.

PKP Energetyka wspólnie z PKP PLK pracuje nad innowacyjnym systemem, który ma zapobiegać zamarzaniu sieci trakcyjnej i zimowym zakłóceniom w ruchu kolejowym.

Ten system pozwoli na podgrzanie sieci do temperatury, która uchroni ją przed osadzaniem się szadzi i lodu. To spowoduje wyeliminowanie zakłóceń w ruchu, a zatem zapewnienie ciągłości pracy transportu kolejowego. Bardzo intensywnie angażujemy się w projekty innowacyjne, wdrażanie nowych rozwiązań, takich, które poprawią jakość oraz pewność zasilania, w tym zasilania kolejowej sieci trakcyjnej. System zapobiegania zamarzaniu sieci trakcyjnej jest jednym z ciekawszych projektów, który w tej chwili wdrażamy wspólnie z PKP PLK – mówi Wojciech Orzech.

Prezes spółki ocenia, że po dwóch latach od prywatyzacji i dzięki przeprowadzonej restrukturyzacji znacznie podniosła się jakość świadczonych usług, czego najlepszym dowodem jest znacząco niższa liczba reklamacji i awarii.

Według danych przytaczanych przez PKP PLK w latach 2014–2016 w okresie styczeń–sierpień liczba awarii zw. z utrzymaniem sieci trakcyjnej wahała się w przedziale 210–230 i miała tendencję wzrostową. Natomiast w 2017 roku w analogicznym okresie zarządca sieci odnotował już tylko 93 awarie tego typu.

Radykalny, ponaddwukrotny spadek awarii jest wynikiem podjętych działań – przeglądów, sposobu podejścia do utrzymania sieci. To też kwestia wyposażenia naszych brygad w narzędzia, które wspierają zarządzanie. Ok. 4 tys. pracowników, którzy pracują na liniach w naszej firmie, jest wyposażonych w urządzenia elektroniczne pozwalające na codzienne planowanie pracy w oparciu o system IT. Dzięki temu jesteśmy w stanie np. bardzo szybko relokować pracowników w miejsca, gdzie występują awarie – mówi Wojciech Orzech.

Tylko 12 proc. Polaków zainteresowanych domami z drewna. Najczęściej budują z tego surowca domki letniskowe

Tylko 12 proc. Polaków zainteresowanych domami z drewna. Najczęściej budują z tego surowca domki letniskowe 5

Spada liczba Polaków decydujących się na drewniane domy – wynika z danych Oferteo.pl. Zdecydowana większość osób planujących budowę wybiera technikę tradycyjną, murowaną. Spośród 12 proc. osób, które stawiają na drewno, 82 proc. wybiera technologię szkieletową, która jest tańsza i szybsza w budowie. W przypadku drewnianych domów inwestorzy częściej decydują się na zakup projektów indywidualnych. Domy z naturalnych materiałów to najczęściej domy działkowe o powierzchni ok. 100 mkw.

– Z raportu o budowie domów, przeprowadzonego przez serwis Oferteo.pl, wynika, że tylko 12 proc. osób, które planują budowę, decyduje się na budowę domu z drewna. Są to domy budowane albo w technice szkieletowej, albo budowane z bali. Zdecydowanie częściej wybierane są domy szkieletowe – 82 proc. osób planujących budowę domu z drewna decyduje się na taką technologię. 18 proc. decyduje się na budowę domu z bali – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Szeremeta z Oferteo.pl.

Polacy w większości lubią drewno, jednak jak pokazują dane serwisu Oferteo.pl, tylko nieliczna grupa decyduje się na taki materiał przy budowie domów. Przy poprzednim badaniu 15 proc. Polaków miało taki zamiar, według najnowszego już tylko 12 proc. Zdaniem eksperta odsetek będzie jednak stopniowo rosnąć. Nowy projekt Lasów Państwowych „Polskie domy drewniane – żyj w zgodzie z naturą” zakłada popularyzację budowy drewnianych domów i hoteli.

– Domy z drewna mogą się sprawdzać także w naszej strefie klimatycznej. Jeżeli mamy wysokojakościowe drewno, ekipę, która zna się na tym rodzaju budownictwa, to możemy uniknąć kłopotów z wilgocią. Drewno jest surowcem, które to reguluje. Rządowy projekt wdrażany przez Lasy Państwowe będzie miał na celu popularyzację tego typu budownictwa w Polsce – mówi Szeremeta.

Zdecydowanie częściej stawiamy na techniki tradycyjne: 45 proc. wybiera tradycyjną murowaną z bloczku komórkowego, a 34 proc. tradycyjną murowaną z cegły ceramicznej.

– Można założyć, że koszt budowy domu w technice szkieletowej będzie o kilka procent niższy. Niewątpliwą zaletą tej techniki jest to, że cały proces budowy trwa znacznie krócej niż w przypadku techniki murowanej, w ciągu czterech miesięcy udałoby się zamknąć cały proces. Budowa domu z bali może być podobnie kosztochłonna jak budowa domu w technologii tradycyjnej – tłumaczy przedstawiciel Oferteo.pl.

Budowę domu w kanadyjskiej technologii szkieletowej zrealizował co dziesiąty uczestnik badania. Tylko 2 proc. zdecydowało się na budowę domu z bali, znacznie droższą od szkieletowego, gdzie do budowy używa się dużych ilości litego drewna, a sama budowa jest pracochłonna i wymaga dużej wiedzy, co również podnosi koszty.

– W przypadku domów z drewna ciekawe jest to, że częściej decydujemy się na zakup projektów indywidualnych, ustalanych wspólnie z architektem. Odwrotnie jest w przypadku technologii tradycyjnej, wtedy decydujemy się przede wszystkim na zakup gotowego projektu. Przy domach drewnianych koszt gotowego projektu, w zależności od metrażu i pracowni architektonicznej, waha się od 2–3 tys. złotych – wylicza Szeremeta.

Ponad połowa (57 proc.) domów budowana jest na wsi i w miastach od 11 do 50 tys. mieszkańców (13 proc.). To nie tylko domy do mieszkania przez cały sezon, lecz także coraz częściej domki letniskowe, w których spędzamy kilka miesięcy w roku. Dom stawiamy najczęściej na działkach o powierzchni do 20 arów. Największą popularnością cieszą się działki o powierzchni 5,1–10 arów (37 proc.) i te nieco większe – 10,1–20 arów (35 proc.). Rośnie względem ostatniego badania liczba tych, którzy decydują się na najmniejsze działki, do 5 arów (z 3 do 10 proc.).

– Zdecydowanie dominują domy do 100 mkw. Połowa ankietowanych przez Oferteo.pl wskazała, że chciałaby wybudować dom o takim metrażu, co czwarty chciałby dom o metrażu od 101 do 125 mkw., bardzo rzadko – zaledwie kilka procent respondentów – decyduje się na te domy o największym metrażu – ocenia Artur Szeremeta.

Hydrożele mogą się okazać rewolucją w leczeniu nowotworów. Badania nad ich właściwościami są prowadzone przez Polaków

Hydrożele mogą się okazać rewolucją w leczeniu nowotworów. Badania nad ich właściwościami są prowadzone przez Polaków 6

Światowy rynek leków przeciwnowotworowych ma przekroczyć wartość 161 mld dol. w 2021 roku. Przełomem na tym rynku mogą się stać hydrożele. Ze względu na swoją strukturę mogą być stosowane jako opatrunki i materiały stomatologiczne. Dzięki swoim właściwościom lepiej rozpuszczają się w organizmie niż zwykłe tabletki, przez co mogą być przełomowym nośnikiem leków przeciwnowotworowych. Nad stworzeniem struktury trójwymiarowej materiału hydrożelowego i sprawdzeniem właściwości hydrożeli pracują Polacy.

– Hydrożele to usieciowane struktury polimeryczne, których właściwością specyficzną jest zatrzymywanie dużych ilości wody, mają one zdolność pęcznienia i to właśnie sprawia, że są wykorzystywane w bardzo wielu zastosowaniach przemysłowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Karolina Labus z Zakładu Inżynierii Bioprocesowej i Biomedycznej Politechniki Wrocławskiej.

Hydrożele, czyli materiały zbudowane z hydrofilowych polimerów, mogą kumulować znaczne ilości wody. Dlatego mają szereg zastosowań w farmacji i medycynie. Przemysł farmaceutyczny wykorzystuje je jako materiały opatrunkowe do tworzenia otoczek kapsułek doustnych. Ze względu na strukturę zbliżoną do naturalnego środowiska komórek i tkanek stanowią efektywne nośniki leków.

– Hydrożele w medycynie stosowane są od wielu lat, począwszy od inżynierii tkankowej, poprzez układy transportowe leków. Dzięki swoim właściwościom, które m.in. sprawiają, że lepiej rozpuszczają się w organizmie, mogą być konkurencyjne w stosunku do typowych tabletek. Ponadto dzięki temu, że mogą być tzw. materiałami inteligentnymi, czyli mogą zmieniać swoje właściwości w zależności od bodźca, np. zmiany temperatury albo zmiany pH środowiska, mogą być także stosowane w terapiach celowanych w leczeniu chorób nowotworowych – tłumaczy dr inż. Karolina Labus.

Studentom z koła naukowego BANG na Politechnice Wrocławskiej jako drugiej grupie badawczej na świecie udało się stworzyć wirtualny model molekularny hydrożelu żelatynowego. Stworzyli oni model składający się z aminokwasów prostych, na którym testuje się możliwość wyznaczania właściwości materiałowych hydrożelu. Dzięki komputerowi cząsteczka jest rozbudowywana, następnie sprawdzane jest to, jak zachowuje się w różnych warunkach.

– Badania nad hydrożelami w naszym kole naukowym opierają się na wytworzeniu struktur na poziomie molekularnym, czyli stworzenia struktury trójwymiarowej materiału hydrożelowego. Moim zadaniem jest natomiast wytworzenie hydrożeli w laboratorium i sprawdzenie ich właściwości w praktyce – wskazuje ekspertka.

Projekt realizowany jest dzięki Narodowemu Centrum Nauki. W ramach konkursu SONATA przyznano blisko 439 tys. zł dofinansowania na 3 lata. Projekt wystartował w lipcu 2016 roku, a jego zakończenie planowane jest na lipiec 2019 roku.

– Projekt jest prowadzony dwutorowo – z jednej strony są to badania eksperymentalne, z drugiej badania modelowe, które w rezultacie mają nam pomóc stworzyć bazę materiałów i możliwość przewidywania właściwości tych materiałów, dzięki narzędziom stworzonym przez naszych współpracowników modelujących te materiały – mówi dr inż. Karolina Labus.

Według raportu firmy analitycznej ZION Market Research globalny rynek leków nowotworowych osiągnie wartość 161,3 mld dol. do 2021 roku. W latach 2016–2021 tempo jego wzrostu ma się utrzymywać na poziomie 7,4 proc. średniorocznie.

Michał Sikora: Czy możemy mówić o rewolucji w przepisach o Specjalnych Strefach Ekonomicznych?

Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield
Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield

Czy możemy mówić o rewolucji w przepisach o Specjalnych Strefach Ekonomicznych? Proponowane zmiany są ciekawe, nawet bardzo, tylko czy umiemy je wdrożyć tak, by nie wpłynęły one negatywnie na dynamiczny rynek inwestycji bezpośrednich?

Już od dłuższego czasu Ministerstwo Rozwoju zapowiada zmiany w przepisach dotyczących funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych. Z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju podczas Forum Gospodarczego w Krynicy z września tego roku wynika, że nowe zapisy ustaw pojawią się w pierwszej połowie 2018 r. Wprowadzają one tak istotne zmiany dla przedsiębiorców planujących prowadzić działalność w SSE i uzyskać w niej pomoc publiczną, że można je nazwać rewolucyjnymi.

Główne zmiany dotyczą określenia obszarów, na których można będzie otrzymać zwolnienia z podatku dochodowego, oraz zakresu kryteriów uzyskania zezwolenia na działalność gospodarczą na takim obszarze.

Zgodnie z zapowiedziami, zwolnienie podatkowe w SSE inwestor będzie mógł otrzymać na terenie całej Polski, w każdej lokalizacji, a nie jak jest to obecnie tylko na terenach posiadających status SSE, oczywiście pod warunkiem, że będzie on przeznaczony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego pod inwestycję przemysłową. W nowej koncepcji strefa ekonomiczna to obszar ustanowiony decyzją odpowiedniego organu oferujący zwolnienia podatkowe dla danego inwestora wnioskującego o zezwolenie na działalność gospodarczą, a nie areały ściśle określone rozporządzeniem ministerstwa.

Ponadto, planowane jest również wprowadzenie dodatkowych kryteriów ilościowych i jakościowych, zróżnicowanych w zależności od regionu, spełnienie których umożliwi uzyskanie zezwolenia na takim obszarze. Do kryteriów ilościowych mają zaliczyć się proponowane nakłady inwestycyjne, natomiast do kryteriów jakościowych – zakładana liczba miejsc pracy, proponowane technologie czy dodatkowe świadczenia dla pracowników. By spełnić warunki na danym terytorium, czyli najprawdopodobniej w województwie, trzeba będzie uzyskać minimalną liczbę punktów procentowych, ustalanych w zależności od intensywności pomocy.

Zasadniczą zmianą jest także wyznaczenie okresu, na który będą wydawane zezwolenia. To okres od 10 do 15 lat, który może zostać ustawowo zostać przedłużony o kolejne 5 lat, jeżeli inwestycja będzie przeprowadzana na terenach aktualnie włączonych w granice specjalnych stref ekonomicznych. Rozwiązania te przyjęte dla pewnych obszarów Polski pozwolą na planowanie przez przedsiębiorców działalności gospodarczej na obszarze objętym zwolnieniem nawet na 20 lat.

Nowe zasady mają wejść w życie dość szybko, jednak wcześniej powinny przejść pełną ścieżkę legislacji. Zmiany mogą być one na tyle rewolucyjne w świetle obowiązujących przepisów unijnych, że procedura ich akceptacji w procesie notyfikacji europejskiej może się okazać dość długotrwała. Tym samym termin zastosowania nowych przepisów w praktyce może się przesunąć w czasie. Miejmy nadzieję, że dzięki równoległemu wprowadzaniu nowego systemu przy funkcjonującym ciągle dotychczasowym, nie nastąpią spowolnienia lub wstrzymania decyzji o nowych inwestycjach. To dobre rozwiązanie.

Do czasu wprowadzenie nowych przepisów Ministerstwo wstrzymało włączenia nowych obszarów do stref, co w praktyce ograniczyło dostępność terenów inwestycyjnych ze względu na ich bieżącą sprzedaż. Jeśli okres ten się wydłuży istnieje ryzyko spadku poziomu inwestycji w Polsce.

Mocno dyskusyjną kwestią jest również system oceny danej inwestycji, bo kiedy urzędnicy będą decydować o zaakceptowaniu projektu jedynie po wyliczeniu spełnienia kryteriów wg punktacji dla danej oferty i wnioskowanego regionu, to niespełnienie założonych warunków granicznych przez projekt i w efekcie propozycja przeniesienia do innej lokalizacji i województwa może się wiązać z ryzykiem utraty inwestora. Musimy pamiętać, że wniosek inwestora o uzyskanie zezwolenia na działalność w danej lokalizacji jest wcześniej przeanalizowany i zbieżny z jego celami biznesowymi. Proponowane alternatywne rozwiązania niosą za sobą negatywne dla inwestora skutki i ryzyko, których może nie zaakceptować.

Podsumowując, nowe narzędzia i reguły, oferowane inwestorom mogą być naprawdę ciekawym i atrakcyjnym rozwiązaniem. Całokształt propozycji rządowych można ocenić pozytywnie, a planowane funkcjonowanie dwóch równoległych systemów w Specjalnych Strefach Ekonomicznych może przynieść wymierne korzyści dla Polskiej gospodarki. Mając na uwadze aktualne i przygotowywane rozwiązania jestem przekonany, że każdy przedsiębiorca znajdzie dla siebie odpowiednią propozycję i znajdzie możliwości uzyskania wsparcia inwestycyjnego. Mam natomiast nadzieję, że legislacja tych przepisów będzie spójna, jasna i zgodna z przepisami okołostrefowymi oraz pozwoli na podejmowanie ryzyka inwestycyjnego przez przedsiębiorcę bez konieczności interpretowania zamierzeń w świetle przepisów już na początkowym etapie funkcjonowania systemu.

Autor: Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield

Intentio – nowy gracz na rynku wierzytelności z ambitnymi planami

Intentio to spółka specjalizująca się w zarządzaniu wierzytelnościami małych i średnich firm, jednostek samorządu terytorialnego oraz zakładów opieki zdrowotnej. Niedawno zadebiutowała na rynku, ale ma bardzo ambitne plany – chce konkurować z największymi graczami na rynku.

Intentio Sp. z o.o. Wrocławska firma Intentio Sp. z o.o. oferuje usługi skoncentrowane na prawnej windykacji wierzytelności oraz ochronie przedsiębiorców przed nierzetelnymi praktykami windykacyjnymi. Świadczy również usługi w zakresie monitoringu płatności faktur, a w sprawach o większej wartości, proponuje wsparcie agencji detektywistycznych przy ujawnianiu majątków dłużników. Poza reprezentowaniem swoich klientów, będzie dochodziła własnych wierzytelności, skupując całe portfele – między innymi od banków. – Rok 2017 jest dla nas czasem dużego rozwoju – mówi Kamila Markiewicz, prezes zarządu Intentio. – Jeszcze w tym kwartale przeprowadzimy prywatną emisję obligacji. Jej celem będzie pozyskanie środków na zakup portfeli wierzytelności o wartości około 30 mln zł. Naszą ambicją jest zbudowanie marki mogącej w niektórych obszarach konkurować z największymi graczami na rynku – dodaje.

W 2018 roku spółka przewiduje uzyskanie przychodów z tytułu windykacji na poziomie 3-7 mln zł. Planuje stworzyć własną kancelarię prawną, która już w przyszłym roku przejmie procesy prawno-windykacyjne od podmiotów wspomagających windykację Intentio. Zamierza także w najbliższych miesiącach przekształcić się w spółkę akcyjną tak, by móc w 2019 roku zadebiutować na rynku NewConnect, uzyskując tym samym zwiększony dostęp do pozyskiwania kapitału. – Znaczenie skutecznej windykacji wzrasta, a firmy windykacyjne mają w związku z tym doskonałe perspektywy rozwojowe – mówi Jacek Gwoździewicz, wiceprezes zarządu Intentio. – Od 2010 roku do końca pierwszego kwartału 2017 roku, nastąpił ponad czterokrotny wzrost wartości portfeli wierzytelności obsługiwanych przez firmy windykacyjne działające w Polsce, do ponad 100 mld zł. To ogromny potencjał, który zamierzamy wykorzystać – dodaje.

Zdaniem przedstawicieli spółki, siłą Intentio jest zrozumienie dynamiki zmieniającego się rynku windykacyjnego w Polsce oraz bogate doświadczenie w zarządzaniu płynnością finansową: – Jesteśmy zespołem ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w branży. Najważniejsza jest dla nas transparentność. Każda transakcja będzie poprzedzona szczegółową analizą struktury portfela, uwzględniającą rodzaj dłużnika, wierzytelności, zabezpieczeń, okres przeterminowania oraz etap postępowania. Działamy szybko i skutecznie – mówi Jacek Ryński, pomysłodawca i członek zarządu Intentio.

Kamila Markiewicz, prezes zarządu spółki, swoją karierę zawodową rozpoczynała w bankowości detalicznej w departamencie sprzedaży w Banku Citi Handlowy oraz Raiffeisen Bank Polska. Następnie związała się z LEMA Finance, gdzie od ponad dwóch lat zajmuje stanowisko dyrektora zarządzającego. Jest doradcą Alternatywnego Systemu Obrotu w zakresie rynku NewConnect i Catalyst. Dodatkowo opracowuje i wdraża strategie rozwoju MŚP poprzez realizację inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych. Dotychczas realizowała projekty na ponad 300 mln zł. W Intentio odpowiada za koordynowanie i zarządzanie działem projektów, a także wspomaga proces budowania oraz rozwoju działu sprzedaży.

Jacek Gwoździewicz, wiceprezes zarządu spółki, doświadczenie zawodowe zdobywał w różnych kancelariach prawnych, w tym windykacyjnych. Posiada doświadczenie korporacyjne zdobyte w PwC Legal oraz KPMG. Pracował jako contractor na rzecz jednego z największych banków na świecie. Ponadto wykonywał usługi prawne związane z organizacją Europejskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu, w tym w szczególności w zakresie umów. Jest aplikantem radcowskim oraz doktorantem w Katedrze Teorii i Filozofii Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie uczy logiki prawniczej oraz tworzenia prawa. W Intentio odpowiada za zarządzanie działem windykacji, współpracą z prawno-windykacyjnymi podmiotami zewnętrznymi oraz będzie tworzył firmową kancelarię prawną.

Funkcję drugiego wiceprezesa zarządu spółki pełni Edyta Zemła. Doświadczenie zawodowe zdobywała w różnych kancelariach prawnych z zakresu prawa cywilnego, handlowego oraz podatkowego. Dodatkowo brała udział w realizacji różnych projektów inwestycyjnych. Studiowała prawo, ekonomię i zarządzanie. Ukończyła Szkołę Prawa Amerykańskiego oraz studia podyplomowe z zakresu fuzji i przejęć przedsiębiorstw. Jest doktorantką w Zakładzie Prawa Gospodarczego i Handlowego na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii na Uniwersytecie Wrocławskim. W ramach Intentio będzie odpowiadała za budowę i zarządzanie działem sprzedaży, stworzenie funduszu inwestycyjnego zamkniętego oraz, wraz z Jackiem Gwoździewiczem, będzie współtworzyć kancelarię prawną.

Jacek Ryński karierę zawodową rozpoczął w Powszechnym Banku Kredytowym. Następnie był dyrektorem bankowości korporacyjnej w centrali Raiffeisen Bank Polska. W 2002 roku rozpoczął budowę Kommunalkredit Polska. W latach 2005–2009 założył, a następnie kierował bankiem Dexia Kommunalkredit Bank Polska. Był pierwszym zastępcą skarbnika m. st. Warszawy – podlegały mu Departamenty Polityki Długu, Analiz i Budżetu. Od 2011 roku kieruje LEMA Finance. Założyciel firmy Polski Solar, która działa w obszarze odnawialnych źródeł energii. W ramach Intentio, jako członek zarządu, odpowiada za dział zarządzania ryzykiem, relacje inwestorskie.

Jak zauważają przedstawiciele spółki, ponad 22% polskich firm ma problem z niezapłaconymi w terminie fakturami. Ponadto obserwowany jest wzrost liczby przedsiębiorstw, które posiadają w swoich portfelach ponad 50% nieuregulowanych należności. Wpływa to negatywnie na ich możliwości inwestycyjne, kredytowe oraz wizerunkowe.

Dalsza poprawa kondycji sektora przemysłowego

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström
Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

W październiku indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 53,4 pkt., co jest wynikiem równym dotychczasowej średniej za 2017 r.

Wynik ten jest zarówno niższy od wrześniowego odczytu (53,7 pkt.) oraz konsensusu rynkowego (54,0 pkt.), niemniej jednak dalej wskazuje na poprawę kondycji sektora przemysłowego. Ten nieoczekiwany nieco gorszy odczyt wynika przede wszystkim z wolniejszego wzrostu wielkości produkcji niż miało to miejsce we wrześniu 2017 r.

Na uwagę zasługuje tempo wzrostu nowych zamówień, które utrzymało się na najwyższym poziomie od ponad 2,5 roku oraz wzmocnienie się presji na podwyżkę cen. Ceny wyrobów gotowych zwiększały się najszybciej od 6,5 roku, a koszty zakupów rosły w najszybszym tempie od 7 miesięcy (najczęściej wymienianym przez respondentów badania surowcem o wyższej cenie była stal).

W październiku 2017 r. mieliśmy do czynienia z kolejnym wzrostem zatrudnienia i najszybszym tempem rekrutowania nowych pracowników od 5 miesięcy. Niemniej jednak zaległości produkcyjne zwiększyły się trzeci miesiąc z rzędu.

Podsumowując, polski przemysł zanotował kolejny miesiąc poprawy kondycji. Wyniki badania świadczą o tym, że możemy się spodziewać dalszej dobrej kondycji sektora w ciągu najbliższego roku. Wiele wskazuje również na to, że tegoroczne tempo produkcji przemysłowej będzie zbliżone do 6 proc.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström Dom Maklerski

Gdzie zmierza cena złota? – Admiral Markets

Złoto, instrument zaliczany do najbezpieczniejszych podczas sztormu na rynkach finansowych od początku roku podrożało o około 10 proc. Wynik byłby lepszy, ale od kilkudziesięciu dni znajdujemy się w korekcie. Czy to jest już jej koniec? Odpowiedź jest taka sama jak zawsze – to zależy.

Gold – analiza techniczne

Notowania złota na interwale dziennym znalazły się na mocnym wsparciu 1255-1265. Ponadto możemy mówić o podwójnym dnie, które tylko wzmacnia prawdopodobieństwo odbicia i zakończenia korekty trwającej od września tego roku. Pierwszym celem dla kupujących może być 1300 USD za uncję, jeżeli dany opór zostałby pokonany, to możemy zobaczyć 1350 USD.

Notowania XAUUSD, interwał dzienny

Notowania XAUUSD, interwał dzienny

Źródło: Bloomberg

Reasumując, analiza techniczna wskazuje północny kierunek ruchu notowań. A co na to analiza międzyrynkowa?

Gold – analiza międzyrynkowa

Notowania złota poruszają się odwrotnie do rentowności obligacji USA. Głównym tego powodem jest fakt, że rosnąca rentowność obligacji zniechęca inwestorów do utrzymywania metalu, które jest dosyć kosztowne. Z drugiej strony spadająca rentowność powoduje odwrotny efekt. Niższa rentowność obligacji zmniejsza na nie popyt, a zwiększa chęć posiadania żółtego kruszcu, który nas chroni przed inflacją. Na poniższej grafice przedstawiono notowania złota na tle 10-letnich rentowności obligacji amerykańskich (zmienna została odwrócona, pokazuje to lepszą korelację).

Rentowność obligacji i złoto

Źródło: Bloomberg

Rentowność obligacji (1/rentowność – odwrócona) została przedstawiona linią żółtą, z kolei notowania
XAUUSD na biało. Jak widać rentowność obligacji wzrosła (na wykresie spadla) o wiele bardziej niż złoto. W takich warunkach możemy spodziewać się przerwania wsparcia i dalszej deprecjacji metalu względem USD.

Jak obserwować rentowność obligacji?

Rentowność obligacji można obserwować na wielu serwisach internetowych, ale można także zrobić to poprzez platformę
MetaTrader 4 Admiarl Markets. Co prawda nie zobaczymy rentowności obligacji, ale jej cenę co jest jeszcze lepsze, ponieważ nie będziemy musieli odwracać kursu (rentowność spada à cena rośnie , rentowność rośnie à cena spada). Zatem cena obligacji oraz notowania złota powinny mieć dodatnią korelację. Sprawdźmy to.

Notowania obligacji USA, interwał dzienny

Notowania obligacji USA, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Przez ostatnie 50 tygodni korelacja pomiędzy ceną złota a ceną obligacji wyniosła +77. Oznacza to, że przez 77 procent tego czasu obydwa instrumenty poruszały się w tym samym kierunku. Zatem warto przeanalizować sytuację na cenie 10 letniej obligacji amerykańskiej. Z jednej strony mamy pokonaną linię trendu, z drugiej – przerwane wsparcie. Dalszy spadek ceny powinien wspierać wyprzedaż złota. Z kolei wzrosty na cenie obligacji prawdopodobnie doprowadzą do zwyżki cen złota.

Kurs funta przed decyzją Banku Anglii

W miesiącach letnich z Banku Anglii napływały sprzeczne sygnały dotyczące przyszłości polityki, ale wrześniowe posiedzenie jasno wskazało, że w MPC przeważa przekonanie o konieczności podniesienia stóp procentowych. Taki krok jest obecnie wyceniony w około 90 proc. Co więcej rynek w perspektywie kolejnych 12 miesięcy wycenia następną podwyżkę stóp procentowych i przygotowuje się na ponowny ruch w lutym. Czy jest to w pełni uzasadnione?

W tym kontekście należy pochylić się nad kondycją gospodarki. A ta wygląda następująco:

  • – inflacja konsumencka osiąga dynamikę 3 proc. rok do roku przy celu na poziomie 2,0 proc. Jej wartości przewyższają także ostatnie prognozy Banku Anglii. Biorąc pod uwagę, że wzrost cen napędzało osłabienie funta, ich dynamika powinna w czwartym kwartale zacząć stopniowo wygasać.
  • – wzrost gospodarczy zanotował w III kwartale przyzwoitą dynamikę 0,4 proc. kwartał do kwartału. Wskaźniki wyprzedzające, w tym PMI dla usług i sektora budowlanego sugerują jednak nieodzowne pogorszenie się koniunktury. Aktywność ograniczać będzie też impas w negocjacjach dotyczących Brexitu.
  • – pomimo najniższej od ponad 40 lat stopy bezrobocia dynamika wynagrodzeń nie imponuje, co szczególnie ewidentne jest w sektorze prywatnym. W ujęciu realnym dynamika płac przybiera obecnie wartości ujemne.
  • – boom na rynku nieruchomości nieco osłabł, a spadająca liczba nowych kupujących sugeruje, że to nie koniec tej tendencji
  • – dwa powyższe punkty w połączeniu z ostatnimi danymi o sprzedaży detalicznej nie dają podstaw by jednoznacznie pozytywnie zapatrywać się na perspektywy konsumpcji w IV kwartale.
  • – mocnym punktem jest kondycja przemysłu, ale efekty bazy statystycznej w tym sektorze i jego niski około 10 – proc. udział w PKB mówią, że to za mało by uchronić gospodarkę przed spowolnieniem.

Bank Anglii poluzował w sierpniu ubiegłego roku przestraszony konsekwencjami Brexitu i w oparciu o własne, jednoznacznie pesymistyczne prognozy. W dużej mierze za sprawą globalnego ożywienia, które weszło na wyższy poziom, nie zostały one zrealizowane. Zacieśnienie, które dokona się zapewne w czwartek będzie zatem formą przywrócenia poprzedniego poziomu stóp, „odwołania alarmu.”

Jedną z możliwych pobudek Banku Anglii by podnosić stopy jest chęć zatrzymania inflacji napędzanej pobrexitowym załamaniem funta. Taki ruch jest jednak spóźniony: waluta odrobiła dużą część strat a proinflacyjny wpływ przeszłego, skokowego osłabienia osiągnął już apogeum.

Co więcej, bardzo prawdopodobne, że podwyżka zostanie zaakceptowana przy podziale głosów 5 ZA, 4 PRZECIW lub 6:3. Nie jest zatem wcale aż tak przesądzona jak wskazywać by mogło rynkowe dyskonto na poziomie 22 pb.

Biorąc pod uwagę przytoczone znaki ostrzegawcze przed hamowaniem inflacji oraz konsumpcji należy postrzegać wycenę kolejnych kroków w kierunku zacieśniania jako zbyt wygórowaną.

Podsumowanie: Bank Anglii w czwartek podniesie koszt pieniądza o 25 pb przy dość łagodnym nastawieniu i sporym oporze frakcji gołębi. Innymi słowy: zebrał się konsensus za jedną podwyżką, ale na dwie w odstępie kilkunastu tygodni zgody może już nie być.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O co dopytują kupujący mieszkania deweloperskie

Z jakimi najbardziej nietypowymi pytaniami spotkają się deweloperzy ze strony klientów? Czym najczęściej interesują się nabywcy nowych mieszkań? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Zauważalny jest wzrost świadomości konsumenckiej klientów. Zadawane przez nich pytania nie są jednak nietypowe, a wiążą się z chęcią zdobycia rzetelnej wiedzy, co jest zrozumiałe przed dokonaniem tak istotnej, być może najważniejszej w życiu inwestycji, jaką jest zakup własnego M. Wiele pytań dotyczy kwestii technicznych. Często pojawiają się pytania o status działki, na której realizowana jest inwestycja, czy jest to dzierżawa gruntu, czy własność. Klienci pytają też o wysokość czynszu, terminowość wcześniej zrealizowanych przez spółkę inwestycji, czy o rachunki powiernicze. Naszą przewagą jest długi staż firmy na rynku i bardzo duża liczba zrealizowanych inwestycji, co sprawia, że większość wątpliwości klientów jesteśmy w stanie rozwiać przedstawiając konkretne przykłady w istniejących już osiedlach.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Najczęściej klienci chcą wiedzieć, jak rozwijać się będzie okolica ich przyszłego miejsca zamieszkania i jakiego standardu mogą oczekiwać na terenie inwestycji, w budynku i we samym mieszkaniu. Zaskakujący bywa stopień szczegółowości tych pytań, od ogólnych dotyczących sąsiedztwa, bezpieczeństwa na osiedlu, czy bliskości szkół i przedszkoli, po szczegółowe np. o oferty najbliższych sklepów, skład farby, jaką pomalowany będzie osiedlowy fitness, czy tytuły gier planszowych, które znajdą w klubach mieszkańca. Dziś świadomość klientów jest bardzo duża, a sprawdzone przed zakupem informacje pozwalają nabywcom na podjęcie odpowiedzialnej i świadomej decyzji.

Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu oraz dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Pytania klientów zazwyczaj dotyczą podstawowych aspektów, jak metraż, cena, liczba pokoi, dodatkowe udogodnienia np. ochrona oraz usytuowanie danego mieszkania. Jednak często spotykamy się również z pytaniami, które dotyczą szczegółowych danych technicznych inwestycji, jak na przykład wilgotność krokwi dachowej, wykorzystywanych impregnatów, czy współczynnika przenikania ciepła.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Zazwyczaj otrzymujemy standardowe pytania, nie zauważyliśmy szczególnej zmiany czy poruszania nietypowych kwestii przez kupujących. Nasi klienci są zawsze świadomi dokonywanych wyborów i dobrze przygotowani. Cieszymy się, że poszukiwanie mieszkania rozpoczynają, nie tylko od wyboru dogodnej lokalizacji, funkcjonalnego metrażu, układu pomieszczeń, czy usytuowania względem stron świata. Zainteresowani są także szczegółami standardu wykonania oraz zagospodarowaniem części wspólnych inwestycji.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Większość zadawanych pytań dotyczy kosztów zakupu mieszkania, jego utrzymania i standardu inwestycji. Często są one bardzo wnikliwe, klientów interesuje technologia wykonania dachu, grubość warstwy izolacji ściany zewnętrznej, czy temperatura w jakiej malowano elewację. Trudno się temu dziwić w sytuacji, kiedy klienci często inwestycją wszystkie oszczędności. Zdarzają się również pytania nietypowe o to co można zrobić z przelatującymi na osiedlem samolotami, albo sąsiadującymi torami kolejowymi.

W ostatnich latach zwiększyła się świadomość klientów, którzy są bardziej dociekliwi i zadają więcej pytań. Dzięki łatwemu dostępowi do internetu, a w szczególności forów internetowych, które prowadzimy dla większości inwestycji są doskonale zorientowani w kwestiach związanych z projektami.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Nierzadko spotykamy się z niestandardowymi pytaniami i niecodziennymi potrzebami naszych klientów. Zakup mieszkania to przecież niecodzienny, często najważniejszy w życiu zakup, do którego klienci podchodzą z wyjątkową wnikliwością i przejęciem. Najbardziej utkwiło nam w pamięci pytanie o zabezpieczenie możliwości wniesienia do mieszkania koncertowego fortepianu.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Spora część klientów, z którą spotykają się eksperci do spraw inwestycji Wawel Service jest zasypywana pytaniami dotyczącymi kredytowania. Takie osoby mogą liczyć na fachową pomoc w uzyskaniu kredytu. Jeśli klienci poproszą o konsultacje w tej sprawie są umawiani z ekspertem kredytowym, który szczegółowo wyjaśnia wszelkie wątpliwości.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Pytania i obawy są zawsze takie same, chodzi o bezpieczeństwo i trafność wyboru lokalu. Dzięki ponad 30 letniemu doświadczeniu możemy te obawy skutecznie rozwiać.

Klienci są teraz zdecydowanie bardziej świadomi niż 10 czy 15 lat temu, co znacznie ułatwia wyjaśnienie aspektów prawnych czy funkcjonalnych inwestycji. Wielu klientów kupuje teraz już kolejne mieszkanie na rynku pierwotnym, który w Polsce mimo wszystko jest jeszcze dość młody.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Przez wiele lat działalności nie zaobserwowaliśmy, aby klienci zasypywali nas nietypowymi pytaniami związanymi z inwestycjami. Zazwyczaj są one podobne, nabywcy interesują się jakością wykonania budynku, częściami wspólnymi, architekturą, bądź najbliższą okolicą. Rozumiemy, jak ważną decyzją jest dla klientów zakup mieszkania, staramy się odpowiadać na wszelkie wątpliwości i pytania, które mogą się pojawić. Zdarzają się oczywiście specjalne życzenia klientów, którzy dysponują dużym budżetem na zakup mieszkania, jak np. możliwość zainstalowania jacuzzi na tarasie czy też przygotowanie lokalu umożliwiające wykonanie akwarium morskiego o pojemności 3 tys. litrów w apartamencie. Takie specjalne zamówienia wymagają dodatkowych rozwiązań konstrukcyjnych w budynkach wielorodzinnych, ale jeśli w jakiś sposób możemy przyczynić się do tego, aby komfort życia naszych klientów był większy, robimy wszystko co w naszej mocy, aby tak było.

Katarzyna Dąbrowska, Senior Marketing Manager w Nexity Polska

Poza standardowymi pytaniami odnośnie terminu odbioru mieszkań i własności gruntów, pytanie, które często zadają nam klienci brzmi: „Dlaczego tak tanio?” Przystępna i konkurencyjna cena, jaką oferujemy we wszystkich projektach mieszkaniowych jest efektem tego, że planując inwestycje maksymalnie wykorzystujemy przestrzeń. Dzięki temu nie tworzymy nieustawnych czy pustych metraży. Proces zakupu gruntów realizujemy bardzo starannie, mając na względzie, by nie generowały zbędnych kosztów, przerzucanych finalnie na kupujących. Ważne jest dla nas, żeby realizowane inwestycje dawały przewagę korzyści nad kosztami.

Niekiedy zdarzają się pytania dotyczące miejscowego planu zagospodarowania. Jedno z ostatnich, które otrzymaliśmy było dość nietypowe, dotyczyło nowo budowanego osiedla NextUrsus. Jedna z osób kupujących zapytała, czy może zdarzyć się tak, że zamiast kościoła, miasto w sąsiedztwie osiedla w przyszłości wybuduje meczet. Uważamy, że wszystkie pytania, nawet te nietypowe są ważne dla naszych klientów, dlatego staramy się udzielać wyczerpujących informacji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obecnie rzadko zdarza się, aby klienci zadawali nietypowe pytania związane z zakupem mieszkania. Z reguły są bardzo dobrze przygotowani do rozmowy z naszymi doradcami. Wiedzą doskonale, o co pytać, co jest dla nich ważne przy wyborze mieszkania. Czasem może wydawać się, że odpowiedzi na niektóre z pytań są oczywiste, ale przecież klient nie codziennie kupuje mieszkanie, więc woli dopytać, żeby być w 100 proc. pewnym i podjąć prawidłową decyzję. W dobie wszechobecnego internetu klienci są bardzo dobrze wyedukowani w poszczególnych dziedzinach. Coraz większe znaczenie ma dla nich jakość wykonania budynku i mieszkań, więc najczęściej dopytują o standard i użyte materiały. Nawet do tego stopnia, że zdarzają się pytania bardzo szczegółowe np. o przekrój przewodów elektrycznych, parametry termiczne i akustyczne ścian, okien, itp.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Otwarte drzwi do podwyżki stóp

W środę amerykański dolar był stabilny wobec swoich głównych rywali po tym, jak Rezerwa Federalna pozostawiła bez zmian główną stopę w przedziale 1-1,25% i określiła gospodarkę USA słowem „solidna” (w III kw. 2017 r. PKB USA wzrósł o 3%). To prawdopodobnie otwiera drzwi do szeroko oczekiwanego podniesienia stóp procentowych w grudniu.

Natomiast analitycy banku Barclays uważają, że w 2018 r. dojdzie do aż dwóch podwyżek stóp i to niezależnie od tego, kto ostatecznie zostanie nowym przewodniczącym Fedu (największe szanse u prezydenta Donalda Trumpa ma Jerome Powell). Z kolei w Wielkiej Brytanii oczekuje się, że w czwartek Bank Anglii podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Stałoby się to po raz pierwszy od ponad dekady.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,06%) i japońskiego jena (+0,02%), a traci do euro (-0,14%), dolara kanadyjskiego (-0,51%) oraz dolara australijskiego (-0,67%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,166, GBP/USD – 1,328, USD/CAD – 1,283, AUD/USD – 0,772 i USD/JPY – 113,9. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,16%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,878. W porównaniu z wtorkiem złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,63 zł, euro – 4,23 zł, funt – poniżej 4,82 zł, a frank szwajcarski – 3,63 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W środę londyński indeks FTSE 100 stracił 0,07%, frankfurcki indeks DAX zyskał 1,78%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,2%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,16%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,6%, a brazylijski Bovespa stracił 0,65%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,53%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,37%, a hongkoński indeks Hang Seng obniżył się o 0,16%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 61,29 USD (-0,13%), a ropy WTI – 54,3 USD (-0,15%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 62 USD. Z kolei cena złota w porównaniu do wtorku minimalnie wzrosła. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1277 USD. To 1 USD więcej (+0,08%) niż dwie doby wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
• 1:30 – Australia – Nowe domy oddane do użytku (m/m), wrzesień – 1,5% (prognoza -0,9%)
• 9:00 – Polska – PMI dla przemysłu, październik – 53,4 pkt. (prognoza 54 pkt.)
• 9:15 – Hiszpania – Indeks PMI dla przemysłu, październik – 55,8 pkt. (prognoza 55 pkt.)
• 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, październik (prognoza 60,5 pkt.)
• 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, październik (prognoza 58,6 pkt.)
• 12:30 – USA – Raport Challengera, październik
• 13:00 – Wielka Brytania – Decyzja ws. stóp procentowych…
• 13:00 – Wielka Brytania – Kwartalny raport Banku Anglii nt. inflacji
• 13:00 – Czechy – Decyzja CNB ws. stóp procentowych, listopad
• 13:30 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
• 13:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 235 tys.)
• 17:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
• 23:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Atlanty

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Jastrzębi Fed bez wpływu na nastroje inwestorów

Wydarzenia w USA powinny wspierać dalsze wzrosty rentowności w Polsce. Jastrzębi Fed nie dał impulsu do wyraźniejszych zmian na rynku. Inwestorzy czekają na nazwisko nowego szefa Fed i szczegóły reformy podatkowej D. Trumpa.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Październikowe posiedzenie FOMC nie zmieniło ogólnego obrazu rynku walutowego, pomimo, że w komunikacie wskazano na solidny wzrost gospodarki USA i poprawiającą się sytuację na rynku pracy mimo niedawnych huraganów. To pokazuje, że nadal możliwa jest podwyżka stóp w grudniu, poprzednio bowiem Fed oceniał wzrost amerykańskiej gospodarki jako „umiarkowany”. W tym roku stopy procentowe w USA zostały już dwukrotnie podwyższone i zgodnie z wrześniową projekcją Rezerwy na ten rok zaplanowana jest jeszcze jedna taka decyzja. Listopadowy wynik zapadł jednogłośnie. Było to posiedzenie bez publikacji dodatkowych materiałów FOMC (tzw. „Fed-kropek” i prognoz makroekonomicznych). W środowym komunikacie powtórzono sformułowanie, iż Rezerwa uważnie monitoruje rozwój sytuacji inflacyjnej. Zaznaczono jednocześnie, że po przejściu huraganów wzrosły ceny benzyny, co wzmocniło wrześniową inflację, choć w ujęciu bazowym jest ona niska i FOMC zakłada, że w średnim terminie pozostanie poniżej 2% celu.

Grudniowa podwyżka stóp procentowych w USA jest już od dawna w cenach, stąd zapewne taka, a nie inna reakcja rynków finansowych. Kurs EURUSD pozostał praktycznie na niezmienionym poziomie, oscylując w okolicach 1,16-1,165. Z kolei na rynku amerykańskich Treasuries doszło do nieznacznego odbicia rentowności obligacji. Następne posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku odbędzie się w dniach 12-13 grudnia i może to być przedostatnia decyzja FOMC pod przewodnictwem Janet Yellen.

W czwartek po południu (czasu waszyngtońskiego) prezydent USA Donald Trump przedstawi swojego kandydata na stanowisko prezesa amerykańskiego banku centralnego, którego później musi zatwierdzić Senat. Po ostatnich doniesieniach wygląda na to, że będzie to gubernator Fed, Jerome Powell. Choć jest on bardziej jastrzębi od ustępujące z początkiem lutego, obecnej prezes Janet Yellen, to jednak nie widzi on stóp procentowych na tak wysokim poziomie jak jego kontrkandydat profesor Uniwersytetu Stanford John Taylora. Dolar „kibicował” Taylorowi, według którego koszt pieniądza w USA powinien być minimum dwukrotnie wyższe niż jest obecnie. Niewykluczone więc, że czynnik ten waży obecnie na notowaniach dolara podobnie jak brak prezentacji ustawy reformującej amerykański system podatkowy, który ma dać gospodarce silny impuls do wzrostu. Do tego negatywnie zaskoczyła środowa publikacja październikowego indeksu ISM obrazującego poziom aktywności w sektorze przemysłu w USA pokazując spadek do 58,7 punktu z 60,8 punktu miesiąc wcześniej. Analitycy oczekiwali spadku indeksu, ale najwyżej do 59,5 punktu. To również nie wspiera bieżących notowań dolara.

Niemniej dolar pozostaje stabilny, w oczekiwaniu na silniejszy impuls, aby potem wyraźniej ruszyć w górę. Warto tu zauważyć, że pomimo tych negatywnych czynników waluta amerykańska nie traci na wartości, co oznacza, że rynek widzi w niej potencjał. Wydarzenia w USA powinny wpływać na osłabienie złotego oraz wspierać dalsze wzrosty rentowności w Polsce w kolejnych okresach roku, gdyż wyższy koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych negatywnie wpływa na notowania aktywów krajów EM. Obecnie złoty w relacji do euro utrzymuje okolice 4,23-4,24 a ewentualny impuls do dalszych zmian powinien nadejść ze strony piątkowej publikacji danych rządowych z rynku pracy w USA. Pozytywnie zaskoczyła bowiem wczorajsza publikacja ADP pokazująca przyrost nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym amerykańskiej gospodarki o 235 tys. nowych etatów wobec 200 tys. oczekiwanych i jedynie 100 tys. odnotowanych miesiąc wcześniej. W przypadku NFP rynek liczy na 310 tys. nowych etatów w sektorach poza rolniczych. Notowania eurodolara powinny zatem zacząć zmierzać w kierunku wsparcia na 1,16 zaś eurozłotego, jeśli nie rosnąć to z pewnością ograniczać spadek.

Jastrzębi Fed bez wpływu na nastroje inwestorów

Autorzy: Joanna Bachert i Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Jak zmieni się kurs franka w najbliższych tygodniach

Jak w najbliższych tygodniach będzie prawdopodobnie zmieniał się kurs franka szwajcarskiego wobec polskiej waluty?

Duży wpływ mają najnowsze na te zmiany decyzje Europejskiego Banku Centralnego. Natomiast wpływ dobrych danych z polskiej gospodarki, wzmacniających złotego, już się wyczerpał. Mówi o tym w rozmowie z MarketNews24 Arkadiusz Balcerowski, analityk XTB.

Gorący czwartek na funcie

To może być prawdziwie gorący czwartek na funcie. Sygnał wysłany dziś przez Bank Anglii nie tylko ma szanse wywołać kilkugroszowe wahania, ale też może przesądzić o jego losach w najbliższych tygodniach.

W czwartek globalne rynki finansowe wciąż będą jeszcze trawić wyniki wczorajszego posiedzenia FOMC, przyglądając się jednocześnie publikowanym przemysłowym indeksom PMI (w tym dla Polski) i tygodniowym danym o zasiłkach dla bezrobotnych w USA, a także czekając na ogłoszenie przez prezydenta Donalda Trumpa nazwiska przyszłego szefa Rezerwy Federalnej (około godz. 20:00 polskiego czasu; prawdopodobnie będzie to Powell, obecny jej wiceszef) i prezentację szczegółów reformy podatkowej w USA.

W zupełnie innej bajce będzie brytyjska waluta, która w relacji do złotego i innych walut w ostatnim czasie drożała. Jej losy ściśle pozostaną uzależnione od dzisiejszej decyzji Banku Anglii (BoE) ws. stóp procentowych i sygnałów jakie ten bank centralny wyśle rynkom finansowym.

Kalendarium dla funta (czwartek 2 listopada):

  • 13:00 Decyzja BoE ws. stóp procentowych
  • 13:00 Publikacja raportu BoE nt. inflacji
  • 13:00 Publikacja protokołu z posiedzenia BoE
  • 13:30 Konferencja prasowa Marka Carney’a, prezesa BoE

Oczekuje się, że pierwszy raz od dekady, w odpowiedzi na wzrost inflacji w Wielkiej Brytanii powyżej 3 proc. rok do roku, Banku Anglii podniesie dziś stopy procentowe. W efekcie główna stopa wzrośnie o 25 punktów bazowych do 0,50 proc. i pozostanie ona na tym poziomie do końca 2018 roku.

Taka decyzja jest już w cenach i nie wywoła emocji. Te będą prowokować, prowokując jednocześnie ruchy na funcie, pozostałe czynniki towarzyszące dzisiejszej decyzji. A więc rozkład głosów za prawdopodobną podwyżką (prognoza to 6 głosów na tak i 3 za brakiem zmian), wydźwięk komunikatu, wydźwięk raportu BoE nt. inflacji, a także to co na konferencji prasowej powie Mark Carney. To właśnie te elementy zdecydują o oczekiwaniach odnośnie kolejnych posunięć Banku Anglii. Odnośnie tego, w jakiej perspektywie czasu stopy na Wyspach ponownie wzrosną.

W przypadku podwyżki stóp procentowych i „gołębich” sygnałów wysłanych przez bank centralny, na funcie, który w ostatnim czasie umacniał się, może dojść do realizacji zysków. W przypadku GBP/PLN kurs mógłby cofnąć się do 4,78 zł. Jeżeli jednak podwyżce stóp towarzyszyć będzie „jastrzębi” sygnał, sugerujący kolejną podwyżkę w pierwszej połowie 2018 roku, to funt może dziś podrożeć w okolice 4,86 zł, a docelowo wrócić do 5 zł jeszcze w tym roku.

Wykres dzienny GBP/PLN

GBPPLN+Daily

O godzinie 08:38 kurs GBP/PLN znajdował się na poziomie 4,82 zł, EUR/PLN 4,2315 zł, USD/PLN 3,6335 zł, a CHF/PLN 3,6340 zł. Podczas gdy funt będzie dziś wpatrywał się w sygnały z Bank Anglii, nastroje na pozostałych parach będą kształtowane przez wymienione na samym początku czynniki, czyli dane makroekonomiczne z Polski (indeks PMI: godz. 09:00, prognoza: 54 pkt.) i ze świata, a także doniesienia z USA nt. przyszłego szefa Fed i reformy podatkowej. Niezależnie od tego złotego będzie jednak wspierać oczekiwanie na przyszłotygodniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Inwestorzy będą liczyć, że dobre dane, wyższa inflacja, a także najnowsza projekcja inflacji, przyniesie zmianę retoryki Rady ws. terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Elektrostymulacja mózgu może zwiększyć kreatywność. Daje także szanse na wyleczenie osób chorych na depresję i cierpiących na zaburzenia odżywiania

Elektrostymulacja mózgu może zwiększyć kreatywność. Daje także szanse na wyleczenie osób chorych na depresję i cierpiących na zaburzenia odżywiania 7

Do 2023 roku wartość globalnego rynku urządzeń do neurostymulacji może wynieść 13 mld dolarów. Bezoperacyjne techniki stymulacji mózgu pomogą w walce z chorobą, m.in. depresją czy przy zaburzeniach odżywiania. Wykorzystywane są również przez sportowców w celu osiągania lepszych rezultatów. Naukowcy wykorzystali technikę przezczaszkowej stymulacji elektrycznej do zwiększenia kreatywności badanych osób w rozwiązywaniu zadań matematycznych.

– Do zwiększania kreatywności używana była metoda Transcranial Direct Current Stimulation (tDCS). W momencie kreatywnej pracy mózgu różne jego obszary komunikują się ze sobą na różnych poziomach częstotliwości. Przezczaszkowa stymulacja prądowa polega na zbadaniu tej częstotliwości i sprawieniu, aby mózg był pobudzany w momencie wejścia na daną częstotliwość – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Michael Banissy, Dyrektor Działu Badań na Wydziale Psychologii University of London.

Zabiegi opierające się na metodzie przezczaszkowej elektrostymulacji (tES) wykonuje się poprzez przyłożenie dwóch elektrod o niskim napięciu bezpośrednio do skóry głowy. W ciągu kilku minut napięcie elektryczne moduluje aktywność neuronalną. Wyróżnia się trzy techniki nieinwazyjnej aplikacji – prądem stałym (tDCS), prądem przemiennym ze zmienną częstotliwością (tRNS) oraz prądem przemiennym ze stałą częstotliwością (tACS). Za ludzką kreatywność odpowiada obszar kory przedczołowej, umiejscowionej z przodu mózgu. To właśnie ten obszar naukowcy starają się stymulować.

– Przezczaszkowa stymulacja elektryczna polega na zaaplikowaniu niewielkiego napięcia, takiego, jakie wystarczyłby do zasilania latarki, ok. 1–2 miliamperów, za pomocą elektrod umieszczanych na skórze głowy. W ten sposób modulowana jest pobudliwość mózgu. Komórki mózgu są pobudzane napięciem elektrycznym po osiągnięciu odpowiedniego poziomu napięcia. Dzięki temu możliwe jest balansowanie poziomu pobudzenia komórek – twierdzi prof. Banissy.

Naukowcy z  University of London przeprowadzili badania z zakresu elektrostymulacji, których wyniki opublikowano w prestiżowym czasopiśmie „Scientific Reports”. Badania przeprowadzono na sześćdziesięciu osobach, które wykonywały zadania matematyczne za pomocą zapałek. W zadaniach liczyła się bardziej kreatywność i zdolność do myślenia niż znajomość algebry czy arytmetyki. Naukowcy zauważyli, że uczestnicy, którym aplikowano prąd, osiągali zdecydowanie lepsze rezultaty.

Z drugiej strony zauważono, że osoby poddawane procesom stymulacji elektrycznej, radziły sobie gorzej w przypadku potrzeby zapamiętania dużej ilości danych. Jak przekonuje ekspert, elektrostymulacja nie działa na wszystkich jednakowo, nie będzie też skuteczna we wszystkich przypadkach. Jej możliwości są jednak praktycznie nieograniczone.

– Metoda tES może mieć wiele różnych zastosowań, takich jak poprawa sprawności motorycznej i językowej czy kreatywności. Może być wykorzystywana praktycznie w każdym obszarze, jaki przychodzi nam do głowy. Najlepsze efekty może przynieść w przypadku osób osiągających słabe wyniki, chociaż nie będzie równie skuteczna dla wszystkich. W zależności od tego, czy np. dana osoba jest ekspertem, specjalistą, konieczne jest stymulowanie innego obszaru mózgu, aby pobudzić określone funkcje mózgu – przekonuje prof. Banissy.

Neurostymulacja działa w różnym stopniu na różne osoby. Dużo zależy od wieku czy stymulowanych partii mózgu. Według badań przeprowadzonych m.in. przez prof. Banissy’ego stymulacja elektryczna działa zdecydowanie skuteczniej w przypadku osób młodszych. Wciąż trwają prace nad tym, jak głębokie partie mózgu mogą podlegać stymulacji.

– Szczególnie ważne są prace nad zawężeniem oraz głębokością obszaru stymulacji. Nad tym, jak głębokie partie mózgu mogą być stymulowane. Obecnie główną metodą jest metoda pracy przezczaszkowej, gdzie stymulacja odbywa się przez skórę głowy. Trwają prace nad znalezieniem sposobu na pobudzenie głębszych obszarów mózgu, np. poprzez stymulację ultradźwiękami. Jeśli metoda ta okaże się skuteczna, to będzie to prawdziwy przełom – zapewnia Dyrektor Działu Badań na Wydziale Psychologii  University of London.

Z raportu Global Market Insights wynika, że wartość globalnego rynku urządzeń do neurostymulacji może wynieść w 2023 roku 13 mld dolarów. Na rynku pojawia się wiele urządzeń, które mają w jakiś sposób pomagać nam w codziennym życiu, to np. słuchawki Halo Sport, które poprzez elektryczną stymulację mózgu poprawiają sportowe osiągi osoby ćwiczącej. Neurostymulacja to jednak przede wszystkim szansa dla chorujących.

– Metoda neurostymulacji była już wykorzystywana w procesie leczenia niektórych zaburzeń. Prowadzone były badania kliniczne nad depresją lekooporną. stresu-nerwicy/”>Ludzie borykający się z depresją, u których leczenie farmakologiczne jest nieskuteczne, dzięki neurostymulacji mogą doświadczyć znacznego złagodzenia objawów. Mamy bardzo optymistyczne dane dla takich przypadków, jak zaburzenia odżywiania i odczuwanie bólu. To wszystko wymaga jednak jeszcze dużo stopniowej i systematycznej pracy – twierdzi prof. Banissy.

Trump znów szkodzi dolarowi

Komunikat po posiedzeniu FOMC nie przyniósł niespodzianek. Dominuje w nim podobny jak we wrześniu optymistyczny ton w odniesieniu do aktywności gospodarczej. Wywołany huraganami spadek zatrudnienia jest zestawiony z podkreśleniem spadku stopy bezrobocia. Jednocześnie Fed zaznacza słabość inflacji, choć w dalszym ciągu zakłada jej dojście do celu 2 proc. w średnim okresie. Ogólnie przekaz pozostawia otwarta drogę do grudniowej podwyżki. Rynek spokojnie przyjął komunikat. Dużo więcej emocji budzi dzisiejsza decyzja Banku Anglii.

W miesiącach letnich z Banku Anglii napływały sprzeczne sygnały dotyczące przyszłości polityki, ale wrześniowe posiedzenie jasno wskazało, że w MPC przeważa przekonanie o konieczności podniesienia stóp procentowych. Bank Anglii poluzował w sierpniu ubiegłego roku przestraszony konsekwencjami Brexitu i w oparciu o własne, jednoznacznie pesymistyczne prognozy. W dużej mierze za sprawą globalnego ożywienia, które weszło na wyższy poziom, nie zostały one zrealizowane. Zacieśnienie, które dokona się zapewne w czwartek będzie zatem formą przywrócenia poprzedniego poziomu stóp, „odwołania alarmu.”

Jedną z możliwych pobudek Banku Anglii by podnosić stopy jest chęć zatrzymania inflacji napędzanej pobrexitowym załamaniem funta. Taki ruch jest jednak spóźniony: waluta odrobiła dużą część strat a proinflacyjny wpływ przeszłego, skokowego osłabienia osiągnął już apogeum. Co więcej, bardzo prawdopodobne, że podwyżka zostanie zaakceptowana przy podziale głosów 5 ZA, 4 PRZECIW lub 6:3. Nie jest zatem wcale aż tak przesądzona jak wskazywać by mogło rynkowe dyskonto na poziomie 23 pb.

Biorąc pod uwagę przytoczone znaki ostrzegawcze przed hamowaniem inflacji oraz konsumpcji należy postrzegać wycenę kolejnych kroków w kierunku zacieśniania jako zbyt wygórowaną. Bank Anglii najpewniej podniesie koszt pieniądza o 25 pb przy dość łagodnym nastawieniu i sporym oporze frakcji gołębi. Innymi słowy: zebrał się konsensus za jedną podwyżką, ale na dwie w odstępie kilkunastu tygodni zgody może już nie być.
Przyszłe kroki w polityce będą zatem warunkowane informacjami z gospodarki, a tu należy się naszym zdaniem szykować na negatywne zaskoczenia. W rezultacie, wycena zakładająca kolejną podwyżkę będzie ulegać z czasem erozji – w tym kontekście spodziewamy się, że umocnienie funta z ostatnich sesji zacznie być odwracane. W wypadku bardzo łagodnego wydźwięku posiedzenia – natychmiast. Jeśli nie – pod wpływem danych.

Dolar znajduje się w nocy w defensywie za sprawą wątpliwości dotyczących reformy systemu podatkowego – wydawało się konkretny progres na tym polu w poprzednich tygodniach wspierał dolara. Teraz powrócił typowy dla administracji Trumpa chaos, brak konkretów i kolizyjny kurs z częścią polityków własnego ugrupowania. Na rynku dominuje też przekonanie, że Powell zostanie nowym prezesem Fed. Taki wybór jest już oczywiście w cenach. Warto natomiast mieć na uwadze, że skład decyzyjny FOMC zmieni się nieco w kierunku „jastrzębim” lub zdecydowanie „jastrzębim” jeśli do Rady Gubernatorów trafi Taylor i/lub Warsh – takie sygnały mogą wesprzeć dolara.

Pozostajemy konstruktywnie nastawieni do perspektyw USD – słabość ostatnich godzin ma korekcyjne znamiona. W końcu wiele par, m.in. NZD/USD i USD/JPY znalazło się w ostatnim czasie na wielomiesięcznych ekstremach. EUR/USD ma przestrzeń by kontynuować zniżkę w kierunku 1,1450 a następnie potencjalnie nawet do 1,13. W szerszym horyzoncie euro powinno pozostawać jednak mocne. W gronie walut G-10 większy potencjał do silnych i trwałych zmian mają m.in. AUD i CAD. W przypadku złotego zagrożeniem jest zbyt szybkie wycenienie przez rynek stopy, że w horyzoncie 12 miesięcy dojdzie do podwyżki. Uważamy, że EUR/PLN będzie mieć problem z utrzymaniem obecnych pułapów i będzie powracał w najbliższym czasie do przedziału 4,25 – 4,30.
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy coraz cześciej stosują analitykę danych w planowaniu sprzedaży. Łączenie danych przestrzennych z biznesowymi pozwala lepiej oszacować i zarządzać klientami

Firmy coraz cześciej stosują analitykę danych w planowaniu sprzedaży. Łączenie danych przestrzennych z biznesowymi pozwala lepiej oszacować i zarządzać klientami 8

Rynek rozwiązań klasy Business Intelligence (BI) na świecie wyceniany jest na kilkanaście miliardów dolarów. Według raportu Research and Markets średnia roczna stopa wzrostu światowego rynku BI w latach 2016–2020 wyniesie 10,3 proc. W siłę rośnie też Location Intelligence, czyli łączenie danych przestrzennych z biznesowymi oraz ich analiza. Rozwiązania te pozwalają porównać rozmiar terytoriów sprzedażowych, sprawdzić, ilu klientów znajduje się na danym terytorium, oraz ustalić, jak planować i rozszerzać terytoria sprzedażowe.

– Location Intelligence wywodzi się od pojęcia Business Intelligence. Business Intelligence polegało na tym, że analizowaliśmy wszystkie dane na temat danego przedsiębiorstwa, czyli statystyki dotyczące sprzedaży, regionów sprzedaży, liczby agentów sprzedażowych i ich wydajności. Location Intelligence dodaje aspekt przestrzenny do tych klasycznie gromadzonych danych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Gajewski z GIS Support.

Popyt na nowoczesne systemy informatyczne klasy Business Intelligence do zarządzania przedsiębiorstwem jest coraz większy. Niedawno stosowane były głównie przez specjalistów i analityków. Według firmy analitycznej Gartner już w tym roku większość menadżerów ma mieć dostęp do takich samoobsługowych narzędzi. Zgodnie z raportem Research and Markets średnia roczna stopa wzrostu światowego rynku BI w latach 2016–2020 wyniesie 10,3 proc.

Location Intelligence to stosunkowo nowa gałąź rynku. Według analityków MarketsandMarkets wartość tego sektora wyniosła w 2016 roku 8,2 mld dol. Do roku 2021 ma on jednak rosnąć w tempie 17,6 proc. średniorocznie, by ostatecznie osiągnąć wartość 16,34 mld dol. Zastosowanie usług LI jest szerokie, ale sprowadza się do lepszego planowania obszarów działalności.

– Location Intelligence dostarcza narzędzia, które umożliwią analitykowi dodanie do klasycznych danych aspektu przestrzennego, np. porównanie rozmiaru terytoriów sprzedażowych, sprawdzenie, jakie obiekty znajdują się wewnątrz terytorium sprzedażowego, czyli ilu potencjalnych klientów na danym terytorium się znajduje, jak planować i rozszerzać terytoria sprzedażowe. Do tego dostarcza produkty informacyjne decydentom w firmach do podejmowania lepszych decyzji i w celu lepszego prowadzenia firmy – wskazuje Paweł Gajewski.

Z badania „Location Intelligence Market Study 2017”, przeprowadzonego przez firmę analityczną Dresner Advisory Service wynika, że ponad połowa przebadanych firm i organizacji uważa usługi z zakresu LI za krytyczne lub bardzo istotne. Location Intelligence wśród wszystkich technologii i inicjatyw o strategicznym znaczeniu dla Business Intelligence zostało uznane za ważniejsze od takich technologii, jak analityka Big Data czy internet rzeczy.

Jak podkreśla ekspert, w przypadku LI dane zbierane są z otwartych źródeł na temat funkcjonowania danej firmy. Bierze się pod uwagę raporty sprzedażowe, liczbę klientów i sprzedawców. LI pozwala zaplanować relacje pomiędzy liczbą agentów, dzienną trasą, jaką są w stanie pokonać, zasięgiem, jaki są w stanie obsłużyć, określić nasycenie danego rynku czy określić stosunek sprzedaży do przychodów lub liczby mieszkańców w danej okolicy. Programy oparte na LI mogą być pomocne w przypadku otwierania nowego biznesu w nowym miejscu.

– Location Lab: Scoring umożliwia ocenę lokalizacji pod kątem kryteriów, jakich wymaga osoba decyzyjna w danym przedsiębiorstwie. Przykładowo sieć handlowa planuje rozwój sklepów i ma kilka wytypowanych lokalizacji. Zaznaczamy więc punkty na mapie, wyznaczamy strefy dojazdu i wyliczamy statystyki – ile osób zamieszkuje dane obszary, jaki jest parytet siły nabywczej, ile jest gospodarstw, ile obiektów związanych z konkurencją. Określamy też liczbę szlaków komunikacyjnych i dostępność komunikacyjną – wymienia przedstawiciel GIS Support.

Technologie wykorzystujące Location Intelligence sprawdzą się w pracy osób analizujących sprzedaż, planujących rozwój sieci czy optymalizujących procesy logistyczne. Informacje w ten sposób zgromadzone przydadzą się osobom decyzyjnym, które w ten sposób będą mogły precyzyjnie określić strategię rozwoju firmy.

– To produkt dla osób decyzyjnych, czyli prezesa zarządu, który korzysta z  produktów informacyjnych, podejmując decyzję o rozwoju swojej sieci sprzedażowej, rozwoju terytoriów sprzedażowych czy przeznaczaniu nowych zasobów agentów sprzedażowych na dane terytorium. Także dla analityków w firmach, czyli dla osób, które takie raporty dla osób decyzyjnych przygotowują – ocenia Paweł Gajewski.

Dziś nowy szef Fed i dwie podwyżki stóp

Dziś w centrum uwagi:

  • Głównym wydarzeniem będzie dziś wskazanie nowego szefa Fed (20:00 polskiego czasu). Doniesienia medialne wskazują, że zostanie nim J.Powell, zgodnie naszymi oczekiwaniami. Wskazywaliśmy, że zapewnia on optymalną kombinację łagodnego nastawienia do pol. pieniężnej i regulacji sek. finansowego (por. Dziennik Ekonomiczny z 25 października). Uwagę rynku przykuwać będą pierwsze wypowiedzi nowego szefa Fed.
  • Bank Anglii dokona dziś pierwszej od 10 lat podwyżki stóp procentowych wobec słabości GBP i inflacji powyżej celu.
  • Bank centralny Czech podniesie dziś stopy procentowe już drugi raz w tym roku w odpowiedzi na silną presję płacową i inflację powyżej celu, mimo wyraźnej aprecjacji CZK (najmocniejsza waluta wobec EUR w tym roku).
  • PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w październiku (PKO: 54,4, konsensus: 53,9), w ślad za innymi indeksami koniunktury. Szczegóły finalnego PMI w Niemczech i strefie euro powinny pokazać narastającą presję inflacyjną po stronie kosztów produkcji oraz opóźnienia w realizacji zamówień.

Przegląd wydarzeń:

  • Wczorajsza decyzja FOMC i dane z USA pozostały w cieniu spekulacji dotyczących wyboru nowego szefa Fed
  • Wykonanie budżetu państwa po wrześniu było najlepsze od początku transformacji, z nadwyżką równą 3,8 mld PLN

Dziś nowy szef Fed i dwie podwyżki stópKrajowa inflacja CPI w październiku spadła do 2,1% r/r z 2,2% r/r we wrześniu

  • Nasze prognozy dla danych makro publikowanych w listopadzie w kilku przypadkach są istotnie różne od konsensusu
  • Indeks Conference Board w październiku wzrósł do 125,9 pkt., najwyżej od 2000 r., wskazując na dalszą poprawę nastrojów konsumentów w USA.
  • Inflacja HICP (flash) w strefie euro nieoczekiwanie spadła w październiku do 1,4% r/r z 1,5% r/r. Inflacja bazowa wyhamowała do 1,1% r/r z 1,3% r/r, a dynamika cen usług spadła do 1,2% r/r z 1,5% r/r.
  • Wzrost PKB w strefie euro w 3q17 przyspieszył do 2,5% r/r z 2,3% r/r w 2q17, osiągając najwyższe tempo od 2011 r. Indeksy koniunktury za październik w połączeniu z dalszą poprawą sytuacji na rynku pracy (spadek bezrobocia w październiku do 8,9% z 9,1% we wrześniu) sugerują, że wysoka dynamika PKB utrzymuje się również w 4q17.

Źródło: PKO Bank Polski

Usunięcie wad podatku VAT przyniesie szybkie efekty fiskalne

Wzrost dochodów z podatku od towarów i usług w 2017 roku wynika przede wszystkim z działań, które służą jego uszczelnieniu. Podatek ten w wersji, w jakiej obowiązuje w Polsce od 2004 roku, uległ głębokiej dewastacji – legislacyjnej i koncepcyjnej. Pierwszym czynnikiem, jaki patologizuje podatek VAT, jest jego wersja wspólnotowa. Kolejny stanowi to, że sami go psujemy.

Zdarzenia z ostatnich dziesięciu lat to proces prywatyzacji tego podatku. Rządzi nim lobbying tych, którzy umieją przekonać rządzących, że należy stworzyć korzystne dla nich przepisy. To także wpływ międzynarodowego biznesu podatkowego. Opanował on procesy decyzyjne doradzając rządzącym oraz tym, którzy tego podatku unikają.

– Podatek VAT podlega harmonizacji. Nie jesteśmy całkowicie suwerenni w kształtowaniu jego treści i formy – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów – Musimy dostosowywać się do rozwiązań, które wynikają z dyrektyw Unii Europejskiej. 

Rozwiązania te są głęboko wadliwe, jak np. tzw. stawka zerowa w dostawie wewnątrzwspólnotowej – czyli obrotach towarowych między państwami członkowskimi. To możliwość uzyskiwania zwrotów podatku VAT przy wywozie towarów za granicę, której faktycznie nie ma. Miało być to rozwiązanie przejściowe w roku 1993, kiedy jeszcze nie byliśmy członkiem UE, jako prowizoryczne i wadliwe. Funkcjonuje jednak do dzisiaj – Polska bezrefleksyjnie je zastosowała. To stwarza wielką zachętę dla chcących wyłudzać zwroty w postaci mniej lub bardziej fikcyjnych transakcji transgranicznych – dzięki którym pieniądze, jakie nigdy nie wpłynęły do budżetu, są następnie wypłacane tym, którzy wykorzystują słabości tego podatku.

W 2016 roku podjęto pierwsze próby – częściowo udane – usunięcia z przepisów podatkowych tej drugiej grupy patologii. Wiele rozwiązań nadal obowiązuje, ale cześć już jest przeszłością. Nie usuniemy jednak tych, które musimy stosować jako członek Unii Europejskiej. 

Musimy więc harmonizować coś w sposób bardzo niemądry. Ten, kto usuwa wady z systemu uzyskuje dość szybkie efekty fiskalne. Robi to nie tylko Polska, ale i nasi południowi sąsiedzi, poprawiając – nawet nieco lepiej niż my – podatek. Dzięki tym działaniom zwiększono efektywność fiskalną, czyli uzyskano dodatkowe dochody – dodał Modzelewski.

Euler Hermes: Ostrożne optymistyczne prognozy dla rosyjskiej gospodarki w 2018 r.

Rosyjski PKB ma wzrosnąć o 1,9%, cena ropy podniesie się do 56 USD za baryłkę, rosyjski eksport wzrośnie o 26 mld USD, a zmniejszeniu ulegną zarówno liczba niewypłacalności jak i negatywny wpływ sankcji międzynarodowych na poziom inwestycji w 2018 r. – prognozuje Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych. W tym kontekście popyt na rynku rosyjskim na ubezpieczenia należności z odroczonym terminem płatności będzie rósł *.

Według prognoz Euler Hermes, Rosja ma skorzystać z poprawy sytuacji makroekonomicznej na świecie, w wyniku której światowy wzrost gospodarczy osiągnie 3% r/r (rok do roku) zarówno w 2017, jak i 2018 r., po osiągnięciu w latach 2015 i 2016 odpowiednio 2,9% i 2,6% tempa wzrostu. Ta poprawa ma pozytywny wpływ w trzech wymiarach: lepszej synchronizacji krajowych cykli gospodarczych, ożywienia światowego handlu oraz sprzyjającej polityka pieniężna i warunków finansowania.

Te trzy czynniki doprowadzą do umiarkowanego wzrostu cen surowców (Euler Hermes oczekuje, że ceny ropy wzrosną w 2018 r. do średnio 56 USD za baryłkę) i umiarkowanego umocnienia się rubla w stosunku do dolara. Oczekuje się, że ożywienie rosyjskiego eksportu utrzyma się w 2018 r., choć w bardziej umiarkowanym tempie: +26 mld USD po +60 mld USD w 2017 r.

Analitycy Euler Hermes opracowali wskaźnik niewypłacalności eksportu (IDEX) w celu regularnego monitorowania i analizy globalnego handlu i tendencji w zakresie niewypłacalności. Oczekuje się, że w 2018 r. wskaźnik ten w odniesieniu do Rosji wzrośnie do -3%. Wartość ujemna oznacza, że ryzyko niewypłacalności głównych partnerów handlowych Rosji będzie średnio ulegać zmniejszeniu, chociaż utrzymuje się wiele punktów zapalnych. W 2018 r. poprawi się (zmniejszy się) również liczba przypadków niewypłacalności w Rosji, podczas gdy w skali światowej liczba takich przypadków wzrasta.

W tej sytuacji krajowe, rosyjskie czynniki takie jak: przyspieszenie akcji kredytowej, złagodzenie polityki monetarnej i wzmocnienie zaufania zarówno w sektorze konsumenckim, jak i korporacyjnym będą dodatkowym wiatrem w żagle. Te pozytywne czynniki zrekompensują negatywne skutki międzynarodowych sankcji gospodarczych, które będą coraz mniej skuteczne w powstrzymywaniu napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Rosyjski PKB powinien wzrosnąć  o 1,5% r/r w 2017 r. i 1,9% r/r w 2018 r., po jego spadku o -0,2% r/r w 2016 r. Jednak wciąż pozostaje wiele obszarów ryzyka.

Liczba niewypłacalności w sektorze  chemicznym i usług będzie w 2018r. rosnąć, a niedawne bankructwa banków i utrzymujące się zagrożenia sankcjami gospodarczymi mogą mieć negatywny wpływ na rosyjski biznes” – mówi Ludovic Subran, Główny Ekonomista Euler Hermes. Z drugiej strony – rolnictwo korzysta na polityce zastępowania importu, więc obok produkcji wyrobów z metalu także sektor spożywczy odczuje poprawę, zmniejszenie liczby niewypłacalności.

Analitycy Euler Hermes szacują, że co czwarte bankructwo na świecie jest związane z opóźnieniami w płatnościach klientów. W 2016 r. co czwarta firma na świecie musiała czekać przez co najmniej 88 dni na zapłatę za wysłane towary i świadczone usługi. Średnio wskaźnik ten wynosi 64 dni na całym świecie. W Rosji wskaźnik ten wynosi 58 dni.

Oznacza to, że wskaźnik Days Sales Outstanding (DSO – obiegu należności) dla Rosji jest o sześć dni niższy od średniej światowej, co plasuje Rosję w tej samej grupie krajów co Wielka Brytania i Niemcy (53 dni), Kanada (54 dni), Norwegia (56 dni) Polska (60 dni) i Brazylia (61 dni). Wskaźnik ten jest jednak nadal bardzo nierównomierny w poszczególnych sektorach przemysłu – na świecie jak i w Rosji.

W okresie od stycznia do września 2017 r. sądy w Rosji ogłosiły upadłość 9 702 spółek, czyli o 5% więcej niż przed rokiem (1). Gdy przedsiębiorstwa ogłaszają bankructwo, najbardziej dotknięci są tym faktem ich wierzyciele: około 70 % spośród przedsiębiorców, którzy stają się niewypłacalni, nie spłaca swoich wierzycieli.

Moskwa jest liderem wśród innych regionów Rosji pod względem liczby bankructw z udziałem 19% (1 800 firm) wszystkich zgłoszonych upadłości; Sankt Petersburg podążą w ślad za Moskwą z udziałem 5% (529) firm ogłaszających upadłość. Region Moskwy i Tatarstan zajmują trzecie i czwarte miejsce z udziałem odpowiednio 5% (499 spółek) i 4% (359 firm) w statystyce upadłości. Euler Hermes przewiduje zatem, że nawet jeśli w 2018 r. nastąpi niewielki spadek liczby bankructw w Rosji, to ryzyko dla działalności gospodarczej nadal występuje.

Po okresie spadku koniunktury rosyjska gospodarka jest obecnie bardziej stabilna, a wiele przedsiębiorstw rozważa teraz nowe inwestycje i ekspansję. Jednak nawet w okresie wzrostu i występowania pozytywnych wskaźników ekonomicznych w kluczowych sektorach gospodarki rosyjskiej właściciele przedsiębiorstw powinni być ostrożni. Należności handlowe są często największym aktywem przedsiębiorstwa, tak więc opóźnienie w ich spływie lub całkowity ich brak może narazić firmę  na poważne ryzyko finansowe oraz wywołać problemy w całym łańcuchu dostaw” – powiedział Fabrice Desnos, CEO Regionu Europy Północnej Euler Hermes.

Popyt na ubezpieczenia należności handlowych w Rosji rośnie, gdyż rośnie udział aktywów skumulowanych w postaci należności od rosyjskich przedsiębiorstw. Od 2013 r. rosyjski rynek ubezpieczeń należności handlowych wzrósł o około 30%. Wysokość składki ubezpieczeniowej na całym rosyjskim rynku wyniosła z tego tytułu w pierwszym półroczu 2017 roku 2,5 mld rubli. Jest to najlepszy wynik dla pierwszego półrocza w ciągu ostatnich pięciu lat (2). Dla porównania, odszkodowania wypłacone przez ubezpieczycieli działających na rosyjskim rynek ubezpieczeń należności handlowych w pierwszej połowie 2017 roku wyniosły 1,1 mld rubli.

Niska penetracja rynku jest jedną z cech rosyjskiego rynku ubezpieczeń należności handlowych. Stosunek składki ubezpieczeniowej od transakcji z odroczonym terminem płatności do PKB wynosi średnio na świecie 0,018%; w Europie Zachodniej wskaźnik ten wynosi 0,034%, podczas gdy w Rosji tylko 0,002%. Ponadto rosyjskie przedsiębiorstwa nadal dosyć zachowawczo, konserwatywnie zarządzają ryzykiem handlowym, a ubezpieczyciele ustalają wysokie standardy jakości i dokładności informacji.

Daria Yakovleva, Prezes Zarządu Euler Hermes w Rosji stwierdziła: „Rosyjski rynek ubezpieczeń należności handlowych rozwija się w skomplikowanej sytuacji gospodarczej, na którą mają też wpływ czynniki takie jak np. nieprzejrzystość sprawozdań finansowych, wysokie ryzyko podatkowe, częste zmiany prawnych form prowadzonej działalności dokonywane przez rosyjskie firmy oraz brak zagwarantowania bezpieczeństwa (skuteczności) wierzycieli w sądach„.

Ubezpieczyciele systematycznie kształcą rynek i swoich klientów. Coraz więcej przedsiębiorstw wymienia się informacjami w celu badania sprawozdań finansowych i przejścia na międzynarodowe standardy sprawozdawczości finansowej. Rosyjskie firmy stopniowo dostrzegają rolę ubezpieczycieli i ich wpływ na biznes, takie jak poprawa interakcji z klientami i ich dyscyplinę płatniczą. Mamy wieloletnie pozytywne doświadczenia z naszymi rosyjskimi klientami i jesteśmy optymistami co do przyszłości„, powiedziała Daria Yakovleva.

****************

1 Zgodnie z przepisami o ujednoliconym Federalnym Rejestrze Bankructw

2 wg Banku Centralnego Rosji oraz publicznej sprawozdawczości finansowej rosyjskich zakładów ubezpieczeń

* Zostało to ogłoszone 26 października podczas pierwszego oficjalnego spotkania przedstawicieli Euler Hermes z rosyjskimi mediami.

W ciągu 5 lat spodziewane są duże zmiany w procesie rekrutacji. Kandydatów do pracy będzie przyjmować sztuczna inteligencja

W ciągu 5 lat spodziewane są duże zmiany w procesie rekrutacji. Kandydatów do pracy będzie przyjmować sztuczna inteligencja 9

Na polskim rynku pojawiają się pierwsze firmy, które wykorzystują uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję w rekrutacji pracowników. Część z nich stosuje komputerowe algorytmy do wyszukiwania na rynku pracy odpowiednich kandydatów. Korzyścią dla firm są oszczędności czasu i kosztów sięgające nawet 40 proc. Polska branża HR na razie nie obawia się jednak konkurencji ze strony nowych technologii.

– Rynek wspomagania rekrutacji przez sztuczną inteligencję w Polsce dopiero raczkuje. Dobra wiadomość jest taka, że raczkuje też na całym świecie. Branża dopiero zaczyna rozmawiać na ten temat, pojawiają się pierwsze firmy i start-upy w tej dziedzinie. W Polsce są już 2–3 organizacje, które próbują budować i wdrażać swoje rozwiązania tego typu. Jest to bardzo niedojrzały rynek, ale będziemy obserwować na nim duże zmiany w okresie najbliższych 3–5 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Berendt, wiceprezes ds. globalnego marketingu w Luxoft.

Pracownicy działów HR są wymieniani wśród nieoczywistych zawodów, które mogą w przyszłości wyprzeć sztuczna inteligencja (AI) i roboty. Już w tej chwili część firm wykorzystuje komputerowe algorytmy do wyszukiwania na rynku pracy odpowiednich kandydatów i prowadzenia procesów rekrutacyjnych.

– Sztuczna inteligencja sprawdza się w podstawach procesu rekrutacyjnego, mianowicie w pierwszej filtracji pracownika, skanowaniu CV i sprawdzaniu, czy występują w nich konkretne słowa kluczowe. Obserwujemy jednak, że te procesy wchodzą coraz głębiej w rekrutację. Zdarza się, że pierwsza rozmowa rekrutera z kandydatem zostaje zastąpiona przez robota. Spodziewamy się, że z czasem cały ten proces będzie wspomagany przez technologię – mówi Przemysław Berendt.

Jak wynika z raportu „Sztuczna inteligencja w rekrutacji pracowników”, opracowanego we wrześniu przez Emplocity, pierwszą w Polsce platformę wykorzystującą machine learning i sztuczną inteligencję w doskonaleniu procesów rekrutacyjnych, polska branża HR na razie nie obawia się konkurencji ze strony nowych technologii. Tylko 5 proc. ankietowanych pracowników HR-u sądzi, że roboty zastąpią specjalistów w procesach rekrutacyjnych. Natomiast 41 proc. uważa, że wykorzystanie AI w rekrutacji pozostanie na niskim poziomie i nie należy się spodziewać rewolucji w tym obszarze.

Jak wynika z raportu Emplocity, 72 proc. pracodawców deklaruje, że potrzebuje wsparcia nowych technologii w docieraniu do kandydatów i pozyskiwaniu ich aplikacji. Zdaniem eksperta firmy Luxoft takie wsparcie oznacza duże korzyści dla firm.

– Już w tej chwili są firmy, które prowadzą analizy wideorozmów rekrutacyjnych, gdzie po drugiej stronie nie potrzeba człowieka, jest tylko maszyna. Ta maszyna nagrywa rozmowę z kandydatem, a następnie analizuje to, co zostało powiedziane – zarówno emocje, jak i konkretne słowa i ich znaczenie. Potem przedstawia rekruterowi listę kandydatów, którzy w tych rozmowach wypadli najlepiej. W ten sposób z procesu rekrutacyjnego automatycznie ucinamy kilka godzin, które rekruter musiałby spędzić z kandydatami twarzą w twarz – mówi Przemysław Berendt.

Jak podkreśla, oszczędności są szacowane na poziomie 30–40 proc.

– Ryzykiem jest to, że sztuczna inteligencja może się w pewien sposób wymknąć spod kontroli. W procesie rekrutacyjnym olbrzymim ryzykiem jest też sytuacja, w której komputer może być tak zaprogramowany, że w pewnym momencie zacznie zatrudniać osoby niekoniecznie pasujące do organizacji. Ten element sprawdzenia i kontroli, a także weryfikowania emocjonalnych aspektów nadal będzie szalenie istotny w procesie rekrutacyjnym – prognozuje wiceprezes ds. globalnego marketingu w Luxoft.

 

Nieterminowe płatności wciąż dużym problemem dla przedsiębiorców. Najczęściej radzą sobie z tym problemem za pomocą faktoringu

Nieterminowe płatności wciąż dużym problemem dla przedsiębiorców. Najczęściej radzą sobie z tym problemem za pomocą faktoringu 10

Rynek faktoringowy nadal dynamicznie rośnie, choć w I połowie roku tempo wzrostu było niższe niż w poprzednich latach. Przedsiębiorcy chętnie sięgają po ten sposób radzenia sobie z nieterminowymi płatnościami, bo w tym modelu to firma faktoringowa bierze na siebie ryzyko. Dobra koniunktura powoduje, że przedstawiciele branży otwierają się na większe ryzyko. To również efekt coraz większej konkurencji na rynku. Firmy poszerzają swoją ofertę o nowe usługi.

– Rynek bankowy i faktoringowy nie powinny być sobie przeciwstawiane. Dowodem jest to, że niemal każdy liczący się bank ma swoją spółkę faktoringową. Bankierzy – w szczególności zarządzający ryzykiem – są świadomi komplementarności tych produktów. Najczęściej spotykaną ofertą dla klientów korporacyjnych jest oferta finansowania uwzględniająca oba te produkty. Jako Grupa oferujemy kompleksowe usługi odpowiadające na potrzeby każdego klienta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Pogorzelski, dyrektor sprzedaży w PKO Faktoring SA.

Na koniec II kwartału tego roku z faktoringu korzystało już ponad 8,1 tys. podmiotów gospodarczych, a firmy faktoringowe obsługiwały zobowiązania pochodzące od 174 tys. dłużników. W I półroczu br. branża sfinansowała wierzytelności o wartości przekraczającej 83,6 mld zł. Obroty firm faktoringowych rok do roku zwiększyły się o 13,6 proc. To nieco mniej niż wynosi dotychczasowe średnioroczne tempo wzrostu w ostatnich pięciu latach (17,5 proc.).

– W poprzednich latach wartości procentowe były wyższe, przekraczały 20 proc. Jednak patrząc nominalnie, wzrost jest w tym samym przedziale – pomiędzy 8 a 13 mld zł rok do roku. Szczególną uwagę zwraca duża rozpiętość pomiędzy dynamiką u poszczególnych faktorów, sięga ona od -10 do +30 proc. Ciekawe jest to, że wysokie dynamiki osiągają kluczowi gracze na rynku faktoringowym. To wskazuje na bardzo duży potencjał rozwoju rynku faktoringowego w Polsce – ocenia Marcin Pogorzelski.

Fakt, że rynek faktoringowy notuje stałe wzrosty, wynika z rosnącej wśród firm świadomości dotyczącej korzyści, jakie płyną z tej formy finansowania. Ponadto rozwija się oferta spółek faktoringowych, która jest coraz lepiej dopasowana do potrzeb nawet małych i średnich podmiotów.

– Przedsiębiorcy, branża handlowa i producenci chcą się przede wszystkim pozbywać ryzyka braku zapłaty. Stąd największą dynamikę rynek osiąga w produkcie faktoring pełny, gdzie ryzyko zapłaty przejmuje na siebie firma faktoringowa – mówi Marcin Pogorzelski.

Średnia wartość faktury kwartalnej spadła o 7,8 proc., co może wynikać z tego, że z faktoringu korzystają coraz mniejsze podmioty. Firmy faktoringowe cały czas rozwijają ofertę i inwestują w kanały zdalne, aby móc dzięki temu docierać do mniejszych podmiotów. W I półroczu tego roku z usług firm faktoringowych w największym stopniu korzystały trzy branże: spożywcza, chemiczna i metalowa.

– Z usług faktoringowych najczęściej korzystają branże produkcyjne i handlowe. Wynika to z faktu, że w ich działalności występują stałe, regularne obroty handlowe z zastosowaniem terminów płatności. Pozostałe branże są w rynku faktoringowym obecne sporadycznie, na przykład budownictwo, gdzie charakterystyka relacji pomiędzy odbiorcą a dostawcą jest kontraktowa i w pewnym momencie się kończy. Podobnie jest z branżą handlową, z obrotem gotówkowym, gdzie faktoring nie może mieć zastosowania, zwłaszcza faktoring należnościowy. Jednak w takim zastosowanie może mieć faktoring odwrotny, ale jest to produkt o zupełnie innej konstrukcji ryzyka i wymaga innego podejścia – mówi dyrektor sprzedaży w PKO Faktoring SA.

Faktoring odwrotny to produkt zbliżony do kredytu obrotowego. W tym modelu firma faktoringowa płaci w wymaganym terminie zobowiązania swojego klienta, dzięki czemu zyskuje on dodatkowy czas na pokrycie swoich zobowiązań (na przykład kosztów zakupów u dostawców).

Eksperci PKO Faktoring zwracają uwagę na to, że w ostatnich miesiącach rósł udział faktoringu pełnego (krajowego i eksportowego) w strukturze obrotów rynkowych. To może świadczyć o tym, że firmy faktoringowe otwierają się na większe ryzyko, co jest efektem dobrej ogólnej koniunktury gospodarczej.

Z drugiej strony według prognoz ekspertów w najbliższych miesiącach zajdą pozytywne zmiany na rynku kredytowym. Dyrektor sprzedaży w PKO Faktoring podkreśla, że oba modele finansowania, i kredyt, i faktoring, się uzupełniają.

– Korelacja między rynkiem bankowym a faktoringowym jest pełna, kredyty obrotowe co do zasady finansują zapasy, produkcję w toku, a częściowo także bieżące funkcjonowanie firmy. Z kolei faktoring ma zupełnie inną rolę. Służy do upłynnienia należności znajdujących się w bilansach firmy, a uzyskana w ten sposób gotówka pozwala naszemu klientowi na dokonanie zapłaty wcześniej, nierzadko przed terminem. To z kolei pozwala na uzyskanie rabatów w zakupach – mówi Marcin Pogorzelski.

Jednym z głównych czynników, który wpływa na sytuację rynku faktoringowego i panujące w nim trendy, jest sytuacja finansowa polskich firm. Według danych NBP płynność finansowa przedsiębiorstw utrzymuje się na wysokim i bezpiecznym poziomie, choć nieznacznie obniżyła się zdolność firm do spłaty zobowiązań handlowych.

– Kondycja płynnościowa firm w Polsce się poprawia. Spory udział ma w tym wzrost rynku kredytów bankowych i faktoringu – zauważa Marcin Pogorzelski.

Na rynku faktoringu kształtuje się też coraz silniejsza konkurencja. Koncentracja mierzona udziałem obrotów pięciu największych spółek spadła do 56,8 proc. (spadek o 1,8 proc. rok do roku), a większość spółek faktoringowych z największej piątki zmniejszyła udział w rynku.

– Czołówka firm faktoringowych w Polsce to spółki-córki dużych banków na rynku bankowości korporacyjnej. Apetyty na wzrost biznesu są duże, stąd spółki faktoringowe inwestują w automatyzację procesów. Klienci oczekują wartości dodanej do swojej działalności w zakresie księgowań, rozliczeń, monitoringu spłat, także wstępnej windykacji. To sprawność operacyjna będzie tworzyła przewagę konkurencyjną pomiędzy spółkami faktoringowymi. Trudno wyrokować, które ze spółek szybciej osiągną tę przewagę – czy małe fintechy, które potrafią szybko wdrożyć ciekawe rozwiązania IT, czy duże firmy, za którymi stoi kapitał. Być może połączenie jednego i drugiego – ocenia Marcin Pogorzelski.

Pod koniec listopada ruszy centralny rejestr przewoźników i firm transportowych. Poprawi bezpieczeństwo i wyeliminuje z rynku nieuczciwych przedsiębiorców

Pod koniec listopada ruszy centralny rejestr przewoźników i firm transportowych. Poprawi bezpieczeństwo i wyeliminuje z rynku nieuczciwych przedsiębiorców 11

Za miesiąc wystartuje Krajowy Rejestr Elektroniczny Przedsiębiorców Transportu Drogowego (KREPTD). Znajdzie się w nim wykaz przedsiębiorców, którzy uzyskali zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika. Podobne rejestry działają już w innych krajach Unii Europejskiej, tworząc centralną, ogólnoeuropejską bazę. Jej celem jest poprawa bezpieczeństwa na drogach oraz wyeliminowanie z branży transportowej nieuczciwych podmiotów. Każdy klient korzystający z usług firmy przewozowej powinien zweryfikować jej dane w KREPTD.

– Po kilku latach zmian w przepisach polscy przedsiębiorcy doczekali się utworzenia Krajowego Rejestru Elektronicznego Przedsiębiorców Transportu Drogowego. To ewidencja przedsiębiorców, którzy mają zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego, oraz poważnych naruszeń, które mogą występować podczas świadczenia przewozów. Po trzecie, jest to też ewidencja osób zarządzających przedsiębiorstwem, które utraciły tzw. dobrą reputację, czyli są niezdolne do kierowania przedsiębiorstwem transportowym – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Zgodnie z unijnymi przepisami każde państwo członkowskie musi prowadzić Krajowy Rejestr Elektroniczny Przedsiębiorców Transportu Drogowego (KREPTD) dla firm, które uzyskały zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika. W Polsce taki system ma w pełni wystartować 30 listopada br. W połowie września Główny Inspektorat Transportu Drogowego zakończył prace nad jego podstawową wersją, która umożliwia m.in.: zgłaszanie danych do rejestru (przez uprawnione organy albo formularze dostępne na platformie ePUAP) i ich automatyczną weryfikację.

– Komisja Europejska zobowiązała Polskę do utworzenia takiego rejestru do końca grudnia 2012 roku, a więc mamy już kilka lat opóźnienia. W pozostałych krajach europejskich one już funkcjonują. Dzięki temu, że rejestry wszystkich państw będą połączone, przepisy będą egzekwowane skuteczniej. Wnioski organów zagranicznych czy polskich organów o zweryfikowanie zagranicznych przewoźników będą trafiały w jedno miejsce – mówi Kamil Wolański.

Rejestry poszczególnych krajów Wspólnoty tworzą jedną, ogólnoeuropejską bazę danych – European Register of Road Transport Undertakings (ERRU). Ma się ona przyczynić do poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym na terenie UE oraz wyeliminować z rynku nieuczciwych przedsiębiorców. Dzięki zgromadzeniu wszystkich danych w jednym miejscu poprawi się też wymiana informacji.

W KREPTD będzie też ewidencja poważnych naruszeń w wykonywaniu zawodu.

– Najpoważniejsze naruszenia w transporcie międzynarodowym i krajowym dotyczą np. braku zainstalowanych tachografów w pojeździe, używania dwóch kart kierowców czy przekroczenia jazdy dziennej – co oznacza czas pracy w ujęciu dziennym przekroczony o 50 proc. albo czas jazdy tygodniowej przekroczony o 25 proc. To najpoważniejsze naruszenia, które skutkują automatycznie wszczęciem procedury o cofnięcie dobrej reputacji. To z kolei wiąże się potem z brakiem zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego – przestrzega Kamil Wolański.

Część danych zawartych w rejestrze będzie jawna i publicznie dostępna na stronie internetowej (m.in.: adres i siedziba przedsiębiorcy, NIP, REGON, rodzaj posiadanego zezwolenia oraz informacje o objętych nim pojazdach). Pozostałe będą udostępniane na wniosek upoważnionych organów.

Dostęp do danych zawartych w KREPTD będą mieć wszystkie organy, które sprawują nadzór nad transportem drogowym, oraz te podmioty, które uczestniczą w wydawaniu pozwoleń na wykonywanie zawodu przedsiębiorcy drogowego. Z kolei GITD i resort infrastruktury uzyskają informacje, które posłużą do analiz tendencji w transporcie drogowym.

– Od teraz dane zbierane w jednym miejscu mogą zostać zweryfikowane i skontrolowane. Wymiana informacji faktycznie będzie mieć miejsce, bo do tej pory poszczególne działania były rozproszone. Z pewnością przewagę zyskały przedsiębiorstwa, które pilnują dobrej organizacji pracy. Zwiększy się dobra konkurencja na rynku, ponieważ firmy, które omijają przepisy prawa przewozowego, będą eliminowane z rynku. Minusem może być za to większa liczba kontroli przedsiębiorstw, ponieważ mając takie narzędzie – gdzie wprost będzie wskazana liczba naruszeń kierowców w danym okresie na drogach całej Europy – nasze krajowe inspekcje będą miały gotowe narzędzie do nakładania sankcji – ocenia ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Szybki dostęp do aktualnych informacji o przedsiębiorcach z branży transportowej ma wyeliminować nieuczciwych przewoźników. Jak podkreśla GITD, każdy klient korzystający z usług przedsiębiorcy transportu drogowego powinien zweryfikować jego dane w KREPTD.

Jak informuje Główny Inspektorat Transportu Drogowego, w przyszłości rejestr KREPTD ma zostać połączony również z innymi rejestrami państwowymi, takimi jak np. CEIDG, KRS czy baza REGON.

Pyszne.pl i TripAdvisor ogłaszają nawiązanie współpracy

Pyszne.pl, część grupy Takeaway.com N.V. (AMS: TKWY), wiodącej platformy do zarządzania dostawami jedzenia w Europie kontynentalnej, ogłosiła dzisiaj nawiązanie współpracy z portalem TripAdvisor (NASDAQ: TRIP), największym na świecie serwisem turystycznym. Współpraca ta zakłada integrację sieci 30 000 restauracji w Takeaway.com z serwisem TripAdvisor we wszystkich jego wersjach do przeglądarek i aplikacji mobilnych.

Od dzisiaj konsumenci przeglądający listy restauracji w serwisie TripAdvisor mogą w łatwy sposób zamawiać jedzenie u partnerów Pyszne.pl klikając przycisk „Zamów online”. Po kliknięciu przycisku konsumenci przechodzą na stronę Pyszne.pl, gdzie mogą szybko i łatwo zamówić dostawę.

„Jesteśmy zadowoleni, że serwis TripAdvisor wybrał Takeaway.com jako partnera, aby zaoferować użytkownikom możliwość wygodnego zamawiania jedzenia w najszerszej gamie restauracji i rodzajów kuchni w Europie kontynentalnej. Będziemy z przyjemnością współpracować z TripAdvisor, by umacniać naszą wiodącą pozycję w Europie” — powiedział Jörg Gerbig, COO Takeaway.com.

„Dzięki liście ponad 4,4 miliona restauracji TripAdvisor staje się coraz popularniejszym źródłem informacji na temat gastronomii dla podróżnych i lokalnych mieszkańców na całym świecie” — powiedział Evan Becker, szef działu Restaurant Commerce w TripAdvisor. „Jesteśmy podekscytowani, mogąc rozpocząć współpracę z Takeway.com, by zapewnić naszym użytkownikom dostęp do tysięcy nowych opcji dostaw jedzenia w sieci partnerskich restauracji”.

Hossa na polskim rynku nieruchomości biurowych. Rynek bije kolejne rekordy

Hossa na polskim rynku nieruchomości biurowych. Rynek bije kolejne rekordy 12

Rozwój nowoczesnych usług dla biznesu i outsourcingu napędza rynek nieruchomości biurowych. Z kolei coraz większa popularność handlu internetowego napędza segment magazynowy. W ubiegłym roku Polska była liderem transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Z prognoz ekspertów wynika, że na koniec tego roku wyniki będą jeszcze lepsze.

Rynek powierzchni biurowych radzi sobie bardzo dobrze, podobnie jak powierzchni handlowych. W tym drugim segmencie dochodzi do naprawdę dużych transakcji, ale prawdopodobnie do końca roku biura ponownie wysuną się na prowadzenie. Na rynku realizowanych jest obecnie wiele projektów i jest wielu chętnych zainteresowanych kupnem aktywów klasy premium – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Craig Smith z Europa Property Magazine.

Nieruchomości komercyjne w Polsce cieszą się niesłabnącą popularnością wśród inwestorów. Przyczynia się do tego szereg czynników: niskie stopy procentowe, rosnąca gospodarka, ceny konkurencyjne w stosunku do zachodnioeuropejskich oraz dynamicznie rosnący sektor outsourcingu i usług dla biznesu. Sam rynek jest postrzegany przez inwestorów jako stabilny, bezpieczny i wzrostowy.

Według podsumowania firmy doradczej EY („Real estate market trends in 2017”) w ubiegłym roku wartość transakcji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych wyniosła 4,6 mld euro. W największym stopniu przyczynił się do tego segment nieruchomości handlowych (43 proc.) oraz biurowych (39 proc.). Polska była w ubiegłym roku liderem transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku – jak szacuje firma Savills – inwestycje mogą sięgnąć 4,5 mld euro.

Rekord padł na rynku nieruchomości biurowych, który powiększył się o 900 tys. mkw. nowej powierzchni, a całkowite zasoby przekroczyły 9 mln mkw. EY zauważa, że w tym roku najbardziej perspektywiczne lokalizacje – w których powstaje najwięcej projektów biurowych – to Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław i Łódź.

– Wielu inwestorów przygląda się obecnie mniejszym miastom, pojawiają się tam wspaniałe możliwości. Ale najważniejsza jest cały czas Warszawa i inne stolice w regionach: Wrocław, Poznań, Kraków i oczywiście Trójmiasto – mówi Craig Smith.

W ostatniej edycji raportu „Skyline Tracker” firma doradcza Cushman&Wakefield zauważa, że w ciągu ostatnich 10 lat zasoby powierzchni biurowej w Warszawie zwiększyły się ponad dwukrotnie. Na koniec I półrocza 2017 roku zasoby stolicy przekroczyły 5,1 mln mkw., a warszawski rynek biurowy jest już w dojrzałej fazie.

Według danych Colliers za I połowę tego roku („Market Insights”), w całej Polsce w budowie jest obecnie rekordowa ilość 1,7 mln mkw. nowej powierzchni biurowej oraz ponad 0,5 mln mkw. w nowobudowanych centrach handlowych.

Z rozmów z naszymi inwestorami i ich klientami wnioskujemy, że wielu z nich chce zostać na kluczowych rynkach. Ci, nazwijmy to, odważniejsi, albo szukający wyższych zwrotów, zwracają się w stronę mniejszych miast – mówi Craig Smith.

Z podsumowania EY wynika, że w 2016 roku oddano również do użytku 460 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej, a zdaniem analityków – w tym roku ta wartość może zostać przebita. Dynamicznie rośnie też segment magazynowy – łączna powierzchnia magazynowa w Polsce przekracza już 11,2 mln mkw., a w ubiegłym roku oddano do użytku o 30 proc. więcej rok do roku. Obecnie w budowie jest dalsze 1,5 mln mkw. magazynów, z czego trzy czwarte jest już wynajęte. Ze względu na centralną lokalizację i coraz lepszą sieć dróg i autostrad Polska jest bardzo atrakcyjna dla firm logistycznych i inwestorów w tym segmencie. Eksperci zwracają uwagę, że wzrost napędza przede wszystkim rozwój handlu internetowego i e-commerce.

Mam nadzieję, że przez kilka najbliższych lat rynek nieruchomości w Polsce będzie rozwijał się tak jak dotychczas. Sytuacja gospodarcza jest dobra, podobnie jak nastroje konsumenckie. Zainteresowanie Polską ze strony zagranicznych inwestorów jest duże – mówi Craig Smith.

Sytuacja na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej była jednym z tematów paneli podczas kongresu CEE Investment Forum, który odbył się w Warszawie 26 października.

Ponad połowa Polaków chce ograniczenia handlu do dwóch niedziel w miesiącu. Ekonomiści szacują, że przyniesie to gospodarce miliardowe straty

Ponad połowa Polaków chce ograniczenia handlu do dwóch niedziel w miesiącu. Ekonomiści szacują, że przyniesie to gospodarce miliardowe straty 13

Ograniczenie handlu do dwóch niedziel w miesiącu i tylko w sklepach wielkopowierzchniowych – to najnowsza propozycja rządu. Związki zawodowe domagają się bardziej restrykcyjnego zakazu. Eksperci i ekonomiści szacują, że może to mieć negatywny wpływ na polską gospodarkę. W obecnym kształcie rządowy projekt jest kompromisowy dla wszystkich stron – ocenia socjolog z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. Według badania CBOS obecnie ograniczenie handlu popiera 61 proc. Polaków.

– Ostatni projekt można określić jako element doganiania standardów zachodnich, gdzie od lat istnieje zakaz handlu w niedzielę. Propozycja jest elastyczna, ponieważ proponuje zakaz handlu jedynie w dwie niedziele w miesiącu i ogranicza go do sklepów wielkopowierzchniowych, a także dopuszcza jego uchylenie w określonych okresach roku. Jest prospołeczna, ponieważ odnosi się do tego, jak żyją i funkcjonują rodziny, których członkowie pracują w handlu. Podnosi problematykę kobiecą, ponieważ to kobiety stanowią nadreprezentację pracowników w handlu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Joanna Szalacha-Jarmużek, socjolog i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

W przyszłym tygodniu pod obrady sejmowej Komisji Polityki Społecznej trafi projekt ustawy dotyczący ograniczenia handlu w niedziele. Rząd i posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaproponowali w nim, żeby handel w sklepach wielkopowierzchniowych był dozwolony w co drugą niedzielę. NSZZ „Solidarność” domaga się z kolei bardziej restrykcyjnego rozwiązania i wprowadzenia zakazu niedzielnego handlu w każdą niedzielę miesiąca.

– Sieci handlowe w takich przypadkach lubią straszyć, że będą ograniczać zatrudnienie albo wycofają się z Polski. Trzeba jednak zauważyć, że polski rynek jest na tyle duży i atrakcyjny dla handlu, że to się raczej nie stanie. Jeżeli faktycznie miałoby do tego dojść, nie wydarzy się nic groźnego dla społeczeństwa, ponieważ mamy już polskie przedsiębiorstwa handlowe, które mogłyby wejść i wypełnić tę lukę. Argument o wycofaniu się z polskiego rynku jest neokolonialny, zastrasza się nim słabsze państwa – uważa dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

Według Business Centre Club zakaz handlu w niedzielę może bardzo negatywnie odbić się na polskiej gospodarce. Z szacunków opracowanych przez firmę doradczą PwC i Polską Radę Centrów Handlowych wynika, że nowa regulacja może spowodować 5-proc. spadek obrotów w handlu (co najmniej o 9,6 mld zł), spadek zatrudnienia o 36 tys. osób oraz spadek dochodów budżetu państwa o 1,8 mld zł rocznie.

Autorzy projektu ustawy liczą, że ograniczenie niedzielnego handlu przyczyni się do ograniczenia przewagi konkurencyjnej sklepów wielkopowierzchniowych i wielkich sieci handlowych, a tym samym stworzy na rynku szansę rozwoju dla małych przedsiębiorców i lokalnych, osiedlowych sklepów.

– Projektodawcy liczą przede wszystkim na wzrost dochodów w małych i średnich sklepach, do których miałby się przenieść strumień konsumentów w te niedziele, w które nie będą mogli kupować w sklepach wielkopowierzchniowych. W tym sensie projekt ustawy wpisuje się w nurt patriotyzmu ekonomicznego, czyli kierowania środków pieniężnych w stronę małych przedsiębiorstw, ważnych dla społeczności lokalnych – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

W ocenie socjolożki z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu zakaz handlu nie spowoduje spadku obrotów w handlu, ponieważ z czasem konsumenci zmienią nawyki i przyzwyczają się do zakupów w trakcie tygodnia.

– Sporo mówi się o tym, że stracą sklepy wielkopowierzchniowe, ale także powiązane z nimi sektory gospodarki, czyli na przykład centra logistyczne, przeładunkowe. Doświadczenia niektórych krajów zachodnich, gdzie wprowadzono zakaz handlu w niedziele, pokazywały, że handel de facto przesuwał się na takie dni jak piątek, sobota i poniedziałek, a właściciele firm nie tracili wcale tak dużo – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

Na ograniczeniu handlu zyskać mogą też sklepy internetowe, gdzie Polacy skierują swoje kroki w niedziele.

Według firmy doradczej PwC, która przeanalizowała trzydzieści państw europejskich pod kątem przepisów dotyczących zakazu niedzielnego handlu, Europa wycofuje się z tego pomysłu. Trzynaście krajów nie ma żadnych restrykcji w tym obszarze, natomiast piętnaście rozluźniło regulacje w tym zakresie w ciągu ostatniej dekady.

– Przeciwnicy wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę mówią, że z racji dużego zapracowania weekendy są tym momentem, kiedy mogą spokojnie dokonać większych zakupów. Patrzę na ten zakaz jak na ciekawy eksperyment, który będzie wymagał od nas przedefiniowania sposobu spędzania wolnego czasu. W wielu mniejszych miejscowościach brakuje atrakcyjnej oferty spędzania wolnego czasu i wypełniają go właśnie galeria handlowe – uważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak wynika z badań Kantar TNS, za zakazem handlu we wszystkie niedziele jest 36 proc. Polaków. Proponowane rozwiązanie, czyli handel w co drugą niedzielę, ma więcej przeciwników niż zwolenników (50 proc. vs 48 proc.). Badanie CBOS wskazuje z kolei, że ograniczenie handlu popiera 61 proc. Polaków, ale jednocześnie 46 proc. z nich robi w niedziele zakupy.

– Przez ostatnich 20 lat Polacy nabrali nowych nawyków konsumenckich związanych ze spędzaniem wolnego czasu w centrach handlowych, co niekoniecznie oznacza robienie zakupów. Wiele osób po prostu spędza tam czas. Wprowadzenie zakazu oznacza konieczność zmodyfikowania nawyków konsumenckich. Ludzie nie lubią zmian i stąd może brać się opór – zauważa dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Polacy należą do jednych z najciężej pracujących narodów w Europie. Statystyczny Polak pracuje o dwie godziny więcej niż przeciętny Europejczyk. Można zadać sobie pytanie, czy faktycznie nie zasługujemy na trochę odpoczynku, czy osoby pracujące w handlu nie zasługują na wolny czas?

Europejska euforia trwa w najlepsze – komentarz po danych PMI – RDM

Obraz makroekonomiczny europejskiej gospodarki po raz kolejny się poprawił. W Azji mamy do czynienia z delikatnym spadkiem dynamiki poprawy, a w Meksyku dramat spowodowany trzęsieniem ziemi. W Polsce dynamika wzrostu cen wyrobów gotowych była najwyższa od 6,5 roku.

Azja – w Chinach bez zmian. Słabsze Indie

Europejska euforia trwa w najlepsze – komentarz po danych PMI – RDM 14

Październikowe dane o indeksach PMI w Azji pokazały delikatne spowolnienie poprawy warunków gospodarowania. Chiński indeks przemysłowy w minionym miesiącu nie zmienił swojej wartości. Nowe zamówienia urosły w nieznacznie szybszym tempie, wzrost produkcji przemysłowej był najniższy od 4 miesięcy, a restrykcyjna polityka ochrony środowiska ponownie spowodowała mocny wzrost kosztów produkcji, ograniczając jednocześnie zyskowność sprzedaży. Chińscy producenci kolejny miesiąc z rzędu ograniczali zatrudnienie, tłumacząc to jednak głównie chęcią poprawy efektywności, a nie brakiem zamówień. Zapasy półfabrykatów oraz wyrobów gotowych po raz kolejny spadły sugerując, że w nadchodzących miesiącach są spore szanse na zwiększenie aktywności zakupowej chińskich managerów, zwłaszcza, że portfel zamówień na przyszłość wciąż puchnie. A to dobra wiadomość, z makroekonomicznego punktu widzenia, na nadchodzące miesiące.

Odkąd w Indiach funkcjonuje podatek GST, odczyty danych makroekonomicznych przypominają roller coaster. Tym razem przemysłowy PMI spadł do poziomu 50,3 pkt. Według ankiet indyjskich przedsiębiorców produkcja wzrosła nieznacznie, a wartość nowych zamówień nie zmieniła się, co spowodowało spadek aktywności zakupowej i wartości zapasów półfabrykatów. Mimo to, producenci po raz kolejny zwiększali zatrudnienie, w stopniu podobnym do tego rekordowego, obserwowanego miesiąc wcześniej. Rosnące koszty produkcji, m.in. z powodu wprowadzenia podatku GST, sektor przemysłowy przenosi w części na swoich klientów w celu ochrony marż. Generalnie, pomimo spadku wartości indeksu, jego poszczególne składowe nie wyglądają najgorzej. Niepokoi jednak spadek optymizmu wśród indyjskich przedsiębiorców, dotyczący przyszłych korzyści z wprowadzenia podatku od wartości dodanej GST. Podobnie jak miesiąc wcześniej, sugerujemy pilnie obserwować indyjski rynek, bowiem o ile długoterminowe korzyści z reformy podatkowej są bezdyskusyjne, o tyle w krótkim horyzoncie istnieje ryzyko pogorszenia warunków gospodarowania, które do tej pory miało bardzo ograniczony charakter.

Europa – europejska ekspansja trwa w najlepsze. W Polsce rośnie inflacja

Za nami kolejne świetne dane z europejskiej gospodarki, potwierdzające silną ekspansję na Starym Kontynencie. Francuski i niemiecki PMI znalazły się na 77 miesięcznych maksimach, a odczyty dla Włoch i całej strefy euro są najwyższe od 80 miesięcy. W Europie po raz kolejny odnotowano mocny wzrost produkcji i nowych zamówień, subindeks zatrudnienia znalazł się na najwyższym poziomie w historii badania, a zakupy półfabrykatów i opóźnienia w dostawach były jeszcze wyższe niż miesiąc temu. I chociaż optymizm na nadchodzące 12 miesięcy delikatnie się pogorszył, to przedstawiciele europejskich firm są przekonani, że produkcja w ciągu następnego roku w dalszym ciągu pozostanie w trendzie wzrostowym. Wszystko co możemy znaleźć w opracowaniu Markitu napawa bardzo dużym optymizmem na przyszłość. Rosnąca produkcja, portfele zamówień oraz zatrudnienie, z wydłużającym się czasem dostaw i rosnącymi cenami wyrobów gotowych to typowa sytuacja dla fazy ekspansji w cyklu gospodarczym. Analizując dane dostarczone przez Markit można odnieść wrażenie, że przedsiębiorstwa niebawem zaczną inwestować w rozwój mocy produkcyjnych, których ewidentnie coraz mocniej zaczyna brakować. Podsumowując październikowe odczyty PMI w Europie, należy stwierdzić, że faza ekspansji w Europie nabiera coraz większych rumieńców, chociaż póki co nie widać jeszcze symptomów przegrzania. To wszystko sprawia, że przyszły obraz makroekonomiczny mieni się w różowych barwach. Żeby jednak nie było aż tak dobrze, warto sobie w tym miejscu postawić pytanie, jak długo jeszcze faza ekspansji gospodarczej w Europie może potrwać.

Fenomenalne dane ze strefy euro sugerują, że również te z Polski powinny brylować. Niestety, choć warunki gospodarcze w Polsce się znowu poprawiły, to indeks PMI odnotował niższą wartość niż miesiąc wcześniej. Według Markitu kondycja sektora przemysłowego ponownie uległa poprawie. Silny wzrost produkcji wspierany był wysokim tempem wzrostu nowych zamówień, a dalszy wzrost zatrudnienia nie powstrzymał zaległości produkcyjnych, które kolejny miesiąc z rzędu się zwiększyły. Rosnące koszty produkcji przeniosły się na wzrost cen wyrobów gotowych, których dynamika jest największa od 6,5 roku. Optymizm na najbliższe 12 miesięcy pozostaje w polskim sektorze bardzo wysoki. Firmy planują wprowadzać nowe produkty, inwestować w moce produkcyjne i spodziewają się nowych zamówień. Sytuacja w polskim przemyśle przypomina więc bardzo tę w Europie, chociaż dynamika zmian w rodzimej gospodarce wydaje się być jeszcze daleka, od tej obserwowanej za naszą zachodnią granicą. Potencjał do dalszej poprawy pozostaje więc wciąż wysoki.

USA i Ameryka Łacińska – świetne dane z USA. Dramat w Meksyku

Od dłuższego czasu obserwowanie wyprzedzających wskaźników dotyczących koniunktury gospodarczej w Stanach Zjednoczonych przyprawia o spory zawrót głowy. Indeksy ISM z miesiąca na miesiąc były coraz lepsze, a PMI spadały lub nie zmieniały swojej wartości. Wydaje się, że ostatni odczyt nieco tę sytuację ustabilizował, a przemysłowy indeks, przygotowywany przez Markit, znalazł się na najwyższym poziomie od 17 miesięcy. Październikowa wartość kompozytu sugeruje, że po przejściu huraganu sytuacja zaczyna powoli wracać do normalności. Dzięki temu przedsiębiorcy zaraportowali zauważalny wzrost produkcji i nowych zamówień – zarówno tych z rynku lokalnego, jak i tych eksportowych. Pomimo spadku kosztów produkcji, firmy dzięki wysokiemu popytowi nie zdecydowały się obniżyć cen sprzedaży, a pełne portfele zamówień skłoniły amerykański przemysł do dalszego zwiększania zatrudnienia.  Co jednak bardzo istotne i na co wskazuje Markit, do tej pory poprawa warunków gospodarowania dotyczyła przede wszystkim dużych firm. Ostatni PMI sugeruje, że coraz większymi beneficjentami gospodarczej ekspansji stają się małe przedsiębiorstwa. W naszej opinii to poważny symptom sugerujący, że faza ekspansji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych jest już na zaawansowanym etapie.

Amerykańska euforia kontrastuje niestety z fatalnym odczytem kompozytu meksykańskiego, którego wartość jest najniższa w historii publikacji. Potężne trzęsienie ziemi, które nawiedziło Meksyk spowodowało spadek produkcji, spadek nowych zamówień, wzrost kosztów produkcji z powodu osłabienia waluty, a także spadek optymizmu wśród przedsiębiorców na nadchodzące 12 miesięcy. Managerowie zadeklarowali także pierwsze od 38 miesięcy ograniczenie zatrudnienia, chociaż jego skala pozostała bardzo niewielka. Spadek optymizmu przedsiębiorców ugruntowany był przede wszystkim we wzroście niepewności co do przyszłego otoczenia gospodarczego. Tym niemniej na obecnym etapie osłabienie meksykańskiej waluty i spadek aktywności gospodarczej może mieć charakter przejściowy.

Szymon Juszczyk

Zarządzający Portfelami

RDM Wealth Management S.A.

Zmienne opłaty w połączeniu z ograniczeniem stałych kosztów zarządzania od Fidelity International

W odpowiedzi na przybierającą na sile debatę odnośnie wartości aktywnego zarządzania funduszami, zbieżności interesów branży i klientów oraz transparentności opłat, Fidelity International wierzy, że nadszedł czas fundamentalnej zmiany dotyczącej pobieranych opłat.

Fidelity International wprowadził nowy model zmiennej opłaty za zarządzanie w przypadku swoich produktów, dedykowanych rynkom akcji z całego świata. Będzie to oznaczało zarówno redukcję opłat stałych, jak i wynagrodzenia zmiennego, bezpośrednio uzależnionego od wyników funduszu.

Ten koszt zmienny operuje na zasadzie ‘sliding scale’ i jest sposobem na podział ryzyka, określany jest czasem jako tzw. ‘fulcrum fee’. Jeżeli dostarczymy ponadprzeciętny wynik po uwzględnieniu kosztów, to podzielimy się nadwyżką. Jeżeli zaś stopa zwrotu będzie na poziomie benchmarku lub poniżej, w nowym modelu poziom kosztów ulegnie obniżeniu. Koszt klienta będzie zakotwiczony w określonym przedziale, z ustalonym górnym i dolnym ograniczeniem.

Jak mówi Brian Conroy, Prezes Fidelity International, “Chcemy zademonstrować nasze przywiązanie do aktywnego stylu zarządzania. Odchodzimy od modelu stałej opłaty, nasze wynagrodzenie będzie zależało od wartości dostarczonej klientowi. Taka zmiana zbliży wyniki z naszego biznesu do wyników portfeli klientów, a wierzymy że Ci oraz nadzór właśnie tego oczekują. Nasza struktura opłat zrekompensuje słabsze wyniki, gdy w przypadku naszych konkurentów tak nie jest.”

Dzisiaj podajemy do wiadomości również nasze stanowisko odnośnie regulacji MiFID II i analiz zewnętrznych podmiotów. W pełni popieramy cel regulacji, ale wierzymy, że debata nad nimi skupiła się nad modelem płatności za analizy zewnętrzne, zamiast na całkowitych kosztach usług zarządzania aktywami i ich rzeczywistej wartości. Dodatkowo globalny charakter naszego biznesu, zarówno z uwagi na klientów, jak i ich dostęp do naszej globalnej platformy analitycznej oznacza, że w naszej firmie musi obowiązywać jeden spójny model.

Mając to na uwadze, zdecydowaliśmy się przyjąć model CSA-RPA odnośnie analiz podmiotów zewnętrznych. Jednak redukcja naszej bazowej stawki za zarządzanie przekroczy i skompensuje koszty klientów z tytułu tychże analiz. Wierzymy, że model CSA-RPA jest elastycznym, transparentnym i z perspektywy globalnej spójnym sposobem na dostarczenie szeregu danych, koniecznych do wsparcia aktywnego modelu zarządzania.

Dla tych klientów, którzy po prostu chcą ograniczyć poziom opłat i nie chcą płacić za aktywne podejście, będziemy poszerzać naszą odnoszącą sukcesy ofertę nisko-kosztowych funduszy indeksowych, dostępnych dla klientów na całym świecie.

Brian Conroy, Prezes Fidelity International dodał: “Przeanalizowawszy implikacje nadchodzących regulacji, jak również korzystając z opinii regulatora z Wlk. Brytanii odnośnie braku innowacji w obszarze opłat w branży wierzymy, że potrzebna jest fundamentalna zmiana w modelu wynagradzania. Dążymy do tego, aby dostarczyć naszym klientom zarówno wybór jak i wartość, a zaproponowane zmiany jeszcze lepiej dopasują nasze usługi do ich potrzeb. Z niecierpliwością oczekujemy na współpracę z naszymi klientami w kolejnych miesiącach, aby poddać dyskusji i wprowadzić te zmiany.”fidelity

Rynek nieruchomości biurowych w pierwszej połowie 2017 r.

Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży oraz rosnącą absorpcją. Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy.

  • Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży (zjawisko chwilowe) oraz rosnącą absorpcją, w konsekwencji współczynnik pustostanów na większości rynków obniżył się. Mimo poprawy, czynsze pozostały płaskie.
  • Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy. Niemniej w Warszawie zasoby na jednego mieszkańca oraz jednego pracownika biurowego nadal są zdecydowanie najwyższe.w pierwszej połowie 2017 r.
  • Nowa podaż na rynku biurowym w 1h17 zanotowała spadek, ale w naszej ocenie był on przejściowy. W perspektywie długoterminowej nowa podaż pozostaje w trendzie wzrostowym (wg nas będzie trwać co najmniej do końca 2019r.).
  • W Warszawie oczekujemy stabilizacji nowej podaży na poziomie zbliżonym do średniej z ostatnich 5 lat aż do początku 2020 r., kiedy nastąpi krótkotrwale wybicie podaży do ok. 500 tys. m2.
  • Na większości rynków regionalnych oczekujemy zdecydowanego wzrostu nowej podaży do końca 2019 r. Szacujemy, że umocni się dominująca pozycja Krakowa i Wrocławia. Przewidujemy tym samym, że zapoczątkowana 2 lata temu dominacja rynków regionalnych nad Warszawą pod względem nowej podaży będzie się powiększać w najbliższych 2 latach.
  •  Popyt netto (absorpcja) w 1h17 wzrósł o 32% r/r, mimo spadku nowej podaży, wskazując na korzystną sytuację na rynku w krótkim terminie.
  • Wyniki absorpcji dla Warszawy w 1h17 było nieco rozczarowujące (-11% r/r). Miały one jednak miejsce przy stosunkowo niskiej podaży (zwłaszcza w CBD, gdzie koncentruje się obecnie popyt większości użytkowników powierzchni biurowych).
  • Poziom absorpcji w regionach w 1h17 był bardzo dobry (rekordowe półrocze  w historii monitorowania statystyki) – odnotowano wzrost o około 80% r/r, pomimo spodku nowej podaży o 16% r/r.
  • Na kolejne lata przewidujmy stabilny poziom absorpcji z potencjalnie niewielkim dalszym wzrostem w regionach, co jednak przy silnych prognozowanych wzrostach podaży może doprowadzić do zachwiania równowagi pomiędzy podażą a popytem.
  • W 1h17 w obliczu spadającej podaży oraz rosnącej absorpcji współczynnik pustostanów spadał, zwłaszcza na rynkach regionalnych. Relatywnie wysoki współczynnik pustostanów w Warszawie wynika z wysokiego poziomu pustostanów strukturalnych, występujących jako efekt niedopasowania jakości starszego zasobu, a także niedopasowania lokalizacyjnego istotnej części zasobów.
  • W Warszawie wzrost pustostanów w NCL oraz ich spadek w CBD ilustruje w istotnym stopniu przesunięcia zainteresowania z NCL do CBD.
  • W średnim terminie przewidujemy stabilizację (ewentualnie niewielki wzrost) współczynnika pustostanów w Warszawie oraz jego wyraźny wzrost na wielu rynkach regionalnych. W Warszawie pustostany powinny rosnąć nieznacznie w NCL oraz w dalszym ciągu spadać w CBD.
  • Raportowany przez PORF poziom czynszów znajduje się obecnie w trendzie lekko wzrostowym na rynkach regionalnych oraz w trendzie łagodnie spadkowym w Warszawie.
  • Na większości rynków wystąpi generalnie kontynuacja trendu bocznego w poziomie czynszów, jednak z odchyleniem trendu w kierunku spadkowym na wiodących rynkach regionalnych w Krakowie, we Wrocławiu oraz w warszawskim NCL.
  • Istotnym czynnikiem wzrostu podaży jest sytuacja na europejskich rynkach finansowych. Tanie finasowanie doprowadziło do znacznego obniżenia kosztów najmu nieruchomości, nie do utrzymania przy wyższych kosztach finasowania. Przewidujemy, że normalizacja polityki pieniężnej w strefie euro powinna przebiegać bardzo stopniowo, co umożliwi deweloperom dostosowanie się do wyższego kosztu finansowania poprzez czasowe ograniczanie podaży i wzrost czynszów.
  • Czynnikiem ryzyka w Warszawie pozostaje duża potencjalna podaż powierzchni. W Warszawie wiodący gracze posiadają zasoby finansowe i organizacyjne oraz na tyle rozbudowane pipeline nowych projektów, że są w stanie zapewnić całość rynkowej podaży. Uruchomienie nowej podaży może nastąpić bardzo szybko w efekcie nadmiernie optymistycznej oceny popytu netto na rynku.
  • Rozwarstwienie pomiędzy budynkami ze względu na ich wiek i jakość będzie nadal wzrastać. Bezpośrednią konsekwencją powyższego trendu mogą być również nasilające się kłopoty z przepływami finansowymi podmiotów, będących właścicielami obiektów klasy C, zwłaszcza w Warszawie.
  • W dłuższej perspektywie zasoby biurowe w polskich miastach regionalnych w znacznym stopniu będą wykorzystywane do eksportu usług. Długotrwały wzrost gospodarczy w kraju i idące za tym wzrosty wynagrodzeń mogą ograniczać konkurencyjność polskich pracowników biurowych w sektorze BPO/SSC, ograniczając popyt na powierzchnie biurowe w tym segmencie.

Rynek nieruchomości biurowych

Źródło: PKO Bank Polski

Rynek nieruchomości handlowych w pierwszej połowie 2017 r.

  • Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży (zjawisko chwilowe) oraz rosnącą absorpcją, w konsekwencji współczynnik pustostanów na większości rynków obniżył się. Mimo poprawy, czynsze pozostały płaskie.
  • Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy. Niemniej w Warszawie zasoby na jednego mieszkańca oraz jednego pracownika biurowego nadal są zdecydowanie najwyższe.
  • Nowa podaż na rynku biurowym w 1h17 zanotowała spadek, ale w naszej ocenie był on przejściowy. W perspektywie długoterminowej nowa podaż pozostaje w trendzie wzrostowym (wg nas będzie trwać co najmniej do końca 2019r.).
  • W Warszawie oczekujemy stabilizacji nowej podaży na poziomie zbliżonym do średniej z ostatnich 5 lat aż do początku 2020 r., kiedy nastąpi krótkotrwale wybicie podaży do ok. 500 tys. m2.
  • Na większości rynków regionalnych oczekujemy zdecydowanego wzrostu nowej podaży do końca 2019 r. Szacujemy, że umocni się dominująca pozycja Krakowa i Wrocławia. Przewidujemy tym samym, że zapoczątkowana 2 lata temu dominacja rynków regionalnych nad Warszawą pod względem nowej podaży będzie się powiększać w najbliższych 2 latach.
  •  Popyt netto (absorpcja) w 1h17 wzrósł o 32% r/r, mimo spadku nowej podaży, wskazując na korzystną sytuację na rynku w krótkim terminie.
  • Wyniki absorpcji dla Warszawy w 1h17 było nieco rozczarowujące (-11% r/r). Miały one jednak miejsce przy stosunkowo niskiej podaży (zwłaszcza w CBD, gdzie koncentruje się obecnie popyt większości użytkowników powierzchni biurowych).
  • Poziom absorpcji w regionach w 1h17 był bardzo dobry (rekordowe półrocze  w historii monitorowania statystyki) – odnotowano wzrost o około 80% r/r, pomimo spodku nowej podaży o 16% r/r.
  • Na kolejne lata przewidujmy stabilny poziom absorpcji z potencjalnie niewielkim dalszym wzrostem w regionach, co jednak przy silnych prognozowanych wzrostach podaży może doprowadzić do zachwiania równowagi pomiędzy podażą a popytem.
  • W 1h17 w obliczu spadającej podaży oraz rosnącej absorpcji współczynnik pustostanów spadał, zwłaszcza na rynkach regionalnych. Relatywnie wysoki współczynnik pustostanów w Warszawie wynika z wysokiego poziomu pustostanów strukturalnych, występujących jako efekt niedopasowania jakości starszego zasobu, a także niedopasowania lokalizacyjnego istotnej części zasobów.
  • W Warszawie wzrost pustostanów w NCL oraz ich spadek w CBD ilustruje w istotnym stopniu przesunięcia zainteresowania z NCL do CBD.
  • W średnim terminie przewidujemy stabilizację (ewentualnie niewielki wzrost) współczynnika pustostanów w Warszawie oraz jego wyraźny wzrost na wielu rynkach regionalnych. W Warszawie pustostany powinny rosnąć nieznacznie w NCL oraz w dalszym ciągu spadać w CBD.
  • Raportowany przez PORF poziom czynszów znajduje się obecnie w trendzie lekko wzrostowym na rynkach regionalnych oraz w trendzie łagodnie spadkowym w Warszawie.
  • Na większości rynków wystąpi generalnie kontynuacja trendu bocznego w poziomie czynszów, jednak z odchyleniem trendu w kierunku spadkowym na wiodących rynkach regionalnych w Krakowie, we Wrocławiu oraz w warszawskim NCL.
  • Istotnym czynnikiem wzrostu podaży jest sytuacja na europejskich rynkach finansowych. Tanie finasowanie doprowadziło do znacznego obniżenia kosztów najmu nieruchomości, nie do utrzymania przy wyższych kosztach finasowania. Przewidujemy, że normalizacja polityki pieniężnej w strefie euro powinna przebiegać bardzo stopniowo, co umożliwi deweloperom dostosowanie się do wyższego kosztu finansowania poprzez czasowe ograniczanie podaży i wzrost czynszów.
  • Czynnikiem ryzyka w Warszawie pozostaje duża potencjalna podaż powierzchni. W Warszawie wiodący gracze posiadają zasoby finansowe i organizacyjne oraz na tyle rozbudowane pipeline nowych projektów, że są w stanie zapewnić całość rynkowej podaży. Uruchomienie nowej podaży może nastąpić bardzo szybko w efekcie nadmiernie optymistycznej oceny popytu netto na rynku.
  • Rozwarstwienie pomiędzy budynkami ze względu na ich wiek i jakość będzie nadal wzrastać. Bezpośrednią konsekwencją powyższego trendu mogą być również nasilające się kłopoty z przepływami finansowymi podmiotów, będących właścicielami obiektów klasy C, zwłaszcza w Warszawie.
  • W dłuższej perspektywie zasoby biurowe w polskich miastach regionalnych w znacznym stopniu będą wykorzystywane do eksportu usług. Długotrwały wzrost gospodarczy w kraju i idące za tym wzrosty wynagrodzeń mogą ograniczać konkurencyjność polskich pracowników biurowych w sektorze BPO/SSC, ograniczając popyt na powierzchnie biurowe w tym segmencie.

Rynek nieruchomości handlowych w 1h17

Źródło: PKO Bank Polski

Polska na 27. miejscu w rankingu Doing Business Banku Światowego

W najnowszej edycji rankingu Banku Światowego Doing Business, który porównuje warunki prowadzenia biznesu w 190 krajach świata, Polska zajęła 27. miejsce. W porównaniu do innych krajów, Polska wypada dobrze w zakresie obsługi handlu międzynarodowego oraz dostępu do kredytów. Z drugiej strony, wciąż istnieje pole do poprawy, jeśli chodzi o dochodzenie roszczeń czy płacenie podatków. Czynności te zajmują w Polsce nadal więcej czasu niż w większości innych krajów Unii Europejskiej.

W poprzedniej edycji raportu, Polska sklasyfikowana została na 24. pozycji, czyli wyższej niż w bieżącej edycji, pomimo, że wskaźnik liczbowy był wówczas nieco niższy (77.12 w Doing Business 2017 wobec 77.30 w Doing Business 2018).

„Porównując ranking Doing Business do maratonu, można powiedzieć, że Polska wybiegła teraz nieco lepszy czas niż rok temu, jednak niektóre kraje były szybsze, dlatego pozycja Polski lekko spadła. Pomimo to, Polska wciąż znajduje się w ścisłej światowej czołówce, jeśli chodzi o warunki prowadzenia działalności gospodarczej” – mówi Carlos Piñerúa, Przedstawiciel Banku Światowego w Polsce i krajach bałtyckich.

Liderem w tegorocznym zestawieniu krajów o najbardziej przyjaznym otoczeniu biznesu, podobnie jak rok temu, została Nowa Zelandia. Drugie miejsce zajął Singapur, a kolejne Dania. W okresie od lipca 2016 r. do czerwca 2017 r., branym pod uwagę w najnowszej edycji raportu, 119 krajów przeprowadziło 264 reformy poprawiające warunki tworzenia nowych miejsc pracy, inwestowania i konkurencji. W tym czasie, Polska nie wprowadziła w życie reform, które obejmuje ranking Doing Business, wynika z raportu.

„Nie oznacza to, że polskie władze nie podejmują działań ułatwiających prowadzenie biznesu. Wiele udogodnień nie weszło jeszcze w życie, inne obowiązują, ale firmy jeszcze o tym nie wiedzą. Co ważne, Nowa Zelandia zawdzięcza koszulkę lidera nie tylko zmianom prawnym, ale także skrojonej pod biznes ofercie e-administracji. To właśnie w usługach cyfrowych leży klucz do dalszej poprawy otoczenia biznesu w Polsce” – mówi Maciej Drozd, ekonomista Banku Światowego.

Doing Business 2018 jest 15. edycją flagowego raportu Banku Światowego, którego celem jest zachęcać kraje do poprawy warunków otoczenia biznesu. Przyjazne otoczenie gospodarcze ułatwia firmom działalność, pozwala inwestować i zwiększać zatrudnienie, poprawiając warunki życia różnych grup społecznych, w tym również najsłabszych. Raport analizuje przepisy regulujące działalność firm w zakresie między innymi pozyskiwania pozwoleń, płacenia podatków, dochodzenia należności czy wymiany międzynarodowej.

Europejski wzrost nie zaskoczył

Rozczarowanie – tą frazą można opisać najnowsze dane dotyczące presji cenowej w Eurolandzie, bowiem roczna stopa inflacji bazowej spadła w październiku do poziomu 0,9 proc. wobec 1,1 proc. zgłaszanych przez rynek. Negatywny wydźwięk publikacji wyraźnie zniosły wyższe szacunki tempa wzrostu za minione trzy miesiące (0,6 proc. kw./kw., konsensus: 0,5 proc.), które nie należy traktować jako wysoce zaskakujące z racji na napływ serii pozytywnych „soft data” z Niemiec, Francji oraz Włoch. Zakładnikiem niezbyt przychylnych danych stał się dolar kanadyjski (-0,5 proc.) reagujący dość gwałtownie na pierwszy spadek PKB w ujęciu miesięcznym od dokładnie dziesięciu miesięcy.

Dość niepokojącą tendencją, która może istotnie ważyć na kanadyjskich rachunkach narodowych w nadchodzących kwartałach jest załamanie się sentymentu w branży chemicznej. Według opublikowanego komunikatu sektor odnotował najsilniejsze załamanie produkcji od przeszło dwudziestu lat. Niemniej jednak kanadyjski dolar nie dzierży miana najsilniej przecenionej waluty koszyka G10. Niewiele silniejszą deprecjację notuje jego nowozelandzki odpowiednik, który znalazł się pod presją wczorajszych danych dotyczących pogorszenia się nastrojów w sektorze budowlanym – we wrześniu wydano o 2,3 proc. mniej pozwoleń na budowę nieruchomości mieszkalnych względem stanu z sierpnia. Wśród głównych walut siłę dolara lekceważy funt szterling, który wypracowuje 0,2 proc. zwyżkę. Z punktu analizy technicznej nie należy wykluczać prawdopodobieństwa naruszenia przez GBP/USD oporu przy 1,3280.

W czołówce walut Emerging Markets ponownie znajduje się południowokoreański won (0,4 proc.) ustępujący jedynie niewiele silniej drożejącemu meksykańskiemu peso (0,4 proc.). Pokaźną przecenę ma za sobą rosyjski rubel, którego 1,0 proc. przecena okrywa cieniem niezbyt udane sesje w wykonaniu południowoafrykańskiego randa (-0,7 proc.) czy tureckiej liry (-0,5 proc.). W regionie miano lidera zyskuje złoty (0,3 proc.). Obecnie EUR/PLN balansuje przy poziomie 4,2400, USD/PLN schodzi w okolice 3,6380, GBP/PLN próbuje się stabilizować przy 4,8240, a CHF/PLN schodzi w okolice 3,6460.

W trakcie wtorkowej sesji zmienność na europejskich rynkach akcji pozostawiała wiele do życzenia. Jednym z powodów powyższego stanu rzeczy są obchody niemieckiego Święta Reformacji, co skutecznie wyłączyło frankfurckich inwestorów z dzisiejszych notowań. Na początku sesji uwagę zwracała giełda w Londynie, gdzie obecnie indeks FTSE 100 notuje 0,1 proc. zwyżkę. Na czele komponentów niezmiennie plasuje się Croda (4,1 proc.) za sprawą świetnych wyników za III kwartał, które przyćmiły pewne regionalne problemy związane z przyjętym modelem biznesowym. Czarne scenariusze wobec spółki starał się kreślić Morgan Stanley zakładający słabsze tempo wzrostu w następnych trzech miesiącach z racji na materializację ryzyk ze strony konkurentów. W absolutnej czołówce brytyjskich spółek ponownie plasuje się EasyJet (3,3 proc.) będący o krok od przejęcia części aktywów upadłego przewoźnika Air Berlin.

Podobną skalę wzrostów obserwuje się w Paryżu. Liderem francuskiego indeksu CAC 40 (0,1 proc.) pozostaje Airbus, którego 3,8 proc. zwyżka to zasługa fenomenalnego zysku EBIT przy niewiele wyższych przychodach. Ruch w stronę północy dodatkowo podsycały komentarze dyrektora finansowego spółki potwierdzające doniesienia o zamówieniu przez Qatar Airways dodatkowych czterech zmodyfikowanych modeli A350S. Niezmiennie najsilniej tracącym komponentem pozostaje BNP Paribas (-3,0 proc.), które odnotowało pokaźny spadek przychodów z tradingu z racji na obserwowalne przetasowania na rynku długu.

Ostatnie minuty warszawskiej sesji to skromny powrót indeksu WIG 20 (0,1 proc.) nad wczorajsze zamknięcie. Motorem wzrostów przy Książęcej pozostaje LPP (3,7 proc.) za sprawą zmiany ceny docelowej przez analityków Banku Ochrony Środowiska do poziomu 8 887 PLN (obecnie: 8 594 PLN). Na nieco dalszym planie znajduje się Orange Polska (1,6 proc.) wymazujące swoją poniedziałkową przecenę. Najsilniejszy ruch w stronę niższych poziomów notuje Orlen (-1,6 proc.), który przyjął pierwszą dostawę ropy z USA.

Wtorek na rynku surowców energetycznych nie należy do szczególnie udanych, bowiem na przestrzeni dnia grudniowe kontrakty na gaz ziemny zdążyły potanieć o 1,7 proc. do poziomu 2,920 USD/MMBtu przy jednoczesnym powrocie ropy WTI (-0,2 proc.) w okolice poziomu 54,00 USD za baryłkę. W gronie szeroko rozumianych metali szlachetnych ze zniżkowych nastrojów skutecznie wyłamuje się pallad, który drożejąc 1,5 proc. wraca w okolice 981 USD za uncję. W wyraźnej kontrze staje między innymi srebro (-1,1 proc.) przełamujące się przez wsparcie przy 16,70 USD. Mniej spektakularny ruch ma za sobą złoto (-0,5 proc.), które próbuje ustabilizować się tuż przy dość ważnym poziomie 1 270 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Inflacja zmniejsza dochody realne Polaków

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w październiku 2017 r. o 2,1 proc. r/r, a w stosunku do września br. o 0,5 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

We wrześniu i w październiku 2017 r. wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyraźnie wyższy niż w ostatnich miesiącach – odpowiednio 2,2 proc. i 2,1 proc. r/r. Inflację na takim poziomie obserwowaliśmy ostatnio w lutym br. (2,2 proc.), a wcześniej – w końcu 2012 r/ (2,4 proc.). Nie jesteśmy zatem przyzwyczajeni do takich wzrostów cen. Szczególnie, że są one w ponad 50 proc. generowane przez wzrosty cen żywności. We wrześniu br. wkład żywności we wzrost CPI wyniósł 1,16 punktu procentowego, sierpniu – 1 punkt procentowy (przy inflacji 1,8 proc.), w lipcu 1,04 pp (przy inflacji 1,7 proc.), w czerwcu 0,86 (przy inflacji 1,5 proc.).

To ciekawe zjawisko, bowiem zbiory zboża, ziemniaków, buraków cukrowych były nieco wyższe niż w 2016 r., zbiory warzyw pozostały na podobnym do zeszłorocznego poziomie. Spadek dotyczył jedynie zbiorów owoców – owoców z drzew aż o 30-35 proc., a z krzewów o ok. 15 proc. (GUS). Do tego doszły silnie rosnące ceny masła, ale to już zasługa cen na rynkach światowych. W październiku swój udział mają zapewne też ceny jaj. Nie mogło to pozostać bez wpływu na ceny żywności, ale nie w tak dużym stopniu jak obserwujemy to od początku 2017 r., a szczególnie w ostatnich miesiącach.

Wydaje się, że sprawa jest oczywista. Żywność to produkt podstawowy, a tym samym jego elastyczność cenowa jest niska, czyli wzrost cen nie zmniejsza lub w niewielkim stopniu zmniejsza popyt na produkty żywnościowe. Prędzej wzrost cen żywności wpłynie na spadek popytu na inne produkty. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych wiedzą o tym i korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej oraz dosypywania co miesiąc ok. 2 mld zł z budżetu państwa do portfeli części gospodarstw domowych (500+). Podnoszą ceny, wiedzą bowiem, że jeśli będzie trzeba, po prostu mniej będziemy oszczędzać. A przy niższych dochodach rozporządzalnych mniej będziemy kupować np. dóbr trwałego użytku.

W największym stopniu silnie rosnące ceny żywności uderzają w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Żywność w ich wydatkach ma bowiem dominujący udział.
Ale są też beneficjenci ponad 2-procentowej inflacji – budżet państwa, do którego wpływa więcej dochodów z podatków pośrednich, głównie z VAT. I w wyniku wzrostu konsumpcji, i dlatego że rosną ceny.

Ciekawe jak to utrwalanie się wyższego poziomu inflacji, w tym szczególnie silnego wzrostu cen żywności skomentują członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Skomentują, bo decyzji o niepodnoszeniu stóp procentowych na pewno nie zmienią. Przynajmniej do połowy, a może nawet końca przyszłego roku.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan