Tadeusz Nowicki komentuje wyniki Grupy Ergis po trzech kwartałach 2017 r.

Grupa ERGIS, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, opublikowała wyniki finansowe za III kwartał. Wyniki te nie prezentują znaczących różnic w stosunku do opublikowanych w dniu 19 października wstępnych wyników finansowych.  W trzech kwartałach Grupa zanotowała przychody w wysokości 574,7 mln zł (wzrost o 8,3%), wynik EBITDA sięgający 48,9 mln zł (wzrost o 0,1%), wynik operacyjny wynoszący 31,3 mln zł (wzrost o 3,7%) oraz zysk netto w wysokości 20,4 mln zł (spadek o 3,3%).

W samym III kwartale Grupa zrealizowała, w stosunku do III kwartału 2016, wzrost przychodów sięgający 11,6% oraz spadki na poziomie: zysku operacyjnego o 3,3%, EBITDA o 2,8% oraz zysku netto o 34,4%. Wartości zysku w III kwartale 2017 roku są obciążone wzrostem kosztów wynagrodzeń w Grupie – o 2,8 mln zł (w stosunku do II kw. 2017 r.) i o 5,6 mln zł po  trzech  kwartałach 2017 roku (w porównaniu z kosztami wynagrodzeń po trzech kwartałach 2016 r.). Niekorzystnie na poziom realizowanych marż wpływała również sytuacja surowcowa, szczególnie  utrzymujące się od początku roku wysokie koszty PVC oraz zmiękczaczy. EBITDA  III kwartału jest  również obciążone kosztami restrukturyzacji organizacyjnej w Grupie w wysokości około 500 tys. zł., a zysk netto został pomniejszony o blisko milion złotych w wyniku rozwiązania aktywa podatkowego w związku z poprawą wyników finansowych niemieckich spółek Grupy.

WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Wyniki finansowe Grupy ERGIS po III kwartałach 2017 roku przedstawia poniższa tabela:

 

w tys. PLN

III kw. 2017 III kw. 2016 Dynamika I-III kw. 2017 I-III kw. 2016 Dynamika
Przychody ze sprzedaży 201 237 180 369 +11,6% 574 706 530 759 +8,3%
Zysk operacyjny 9 098 9 405 -3,3% 31 335 30 228 +3,7%
Zysk brutto 8 009 8 899 -10,0% 28 604 26 185 +9,2%
EBITDA 15 061 15 491 -2,8% 48 950 48 911 +0,1%
Zysk netto 4 655 7 095 -34,4% 20 422 21 116 -3,3%
Zadłużenie odsetkowe 162 304 151 981 +6,8% 162 304 151 981 +6,8%

 

Analiza wyników za trzy kwartały daje jasny obraz. Odnotowaliśmy rekordowy wzrost sprzedaży. Wyniki zrealizowane na sprzedaży folii stretch z nowej inwestycji  po trzech kwartałach zwiększyły EBITDA tego sektora o ponad 5 mln zł. Od czasu wprowadzenia na rynek folii nanoERGIS® udział folii  stretch w EBITDA Grupy wzrósł ponad dwukrotnie i osiągnął poziom 50% tego wskaźnika. Te pozytywne  rezultaty  zostały jednak  zneutralizowane przez wzrost kosztów pracy oraz istotny spadek rentowności – szczególnie w miękkich foliach PVC oraz opakowaniach elastycznych, wywołany sytuacją surowcową. Ponieważ oczekujemy, że ceny polimerów wreszcie spadną, a koszty pracy się ustabilizują,  perspektywy na najbliższy rok oceniamy optymistycznie – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS S.A.

Przemysław Jurgiel-Żyła wiceprezesem Grupy Datarino

Grupa Datarino, lider w sektorze Big Data w Polsce, ogłosiła, że w związku z dynamicznym rozwojem i planami ekspansji zagranicznej rozszerzono skład zarządu. Wiceprezesem spółki został Przemysław Jurgiel-Żyła, ekspert z wieloletnim doświadczeniem na rynku nowoczesnych sieci reklamowych i Big Data.

Przemysław Jurgiel-Żyła jest odpowiedzialny za wsparcie sprzedaży i marketingu, skalowanie produktów, budowanie zasięgu oraz relacje z kluczowymi partnerami całej grupy. Szczególną uwagę poświęci rozwojowi platformy marketingowej Cluify, która pozwala reklamodawcom pozyskiwać klientów na podstawie odwiedzanych przez nich miejsc w świecie rzeczywistym. Z platformy korzysta już m.in. sieć Intermarche, Chata Polska, Decathlon Targówek, Jack Wolfskin czy Budvar.

– Grupa Datarino stawia na najlepszych specjalistów na rynku, dzięki temu w niecałe dwa lata staliśmy się liderem na rynku Big Data i nie zatrzymujemy się. Cieszę się, że Przemek przyjął naszą propozycję i będzie wspierał nas w realizacji kolejnych przełomowych pomysłów wspierających sprzedaż. W najbliższym czasie planujemy także kontynuować ekspansję zagraniczną. Już działamy w Serbii, a przyglądamy się takim krajom, jak Turcja i państwa Europy Południowej – mówi Edward Mężyk, Prezes Grupy Datarino.

Przemysław Jurgiel-Żyła pracował wcześniej w Grupie Netsprint, gdzie jako Dyrektor sieci wydawców i Adservera odpowiedzialny był za rozwój biznesu w zakresie współpracy z Wydawcami (sieci display i sieci content marketingowej), pozyskiwanie dostawców i rozwój hurtowni danych opartej o pliki cookies, rozwijał technologię DMP (platforma do zarządzania danymi z różnych źródeł) i Big Data oraz budował synergie pomiędzy spółkami Grupy. Jednym z jego pierwszych projektów w Netsprint było zbudowanie sieci rekomendacji treści i ich monetyzacji.

Oprócz wiedzy związanej z rynkiem reklamowym ma również kilkunastoletnie doświadczenie w sprzedaży, które zdobywał w firmach ABC Data i X-KOM. W ABC Data zajmował się także tworzeniem procesów i audytami ISO. Przez 6 lat pełnił funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej w Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji (obecnie jest jej członkiem). Prywatnie ojciec dwóch córek, twórca i mentor start-upów (prelegent na Aula Polska, Reaktor Warsaw People).

Czy Mario Draghi zatrzęsie walutami?

Analitycy uważają dzisiejszą konferencję prasową szefa EBC za potencjalnie najważniejsze wydarzenie na rynkach walutowych w tym miesiącu. Dalsze reformy bitcoina. Na zmiany w polskim rządzie przyjdzie nam poczekać.

Rynki czekają na Mario Draghiego

Najprawdopodobniej dzisiaj dowiemy się na konferencji szefa EBC jaki los czeka dalej program luzowania ilościowego. Wielu analityków spodziewa się, że usłyszymy dzisiaj plan wyjścia z tego programu. Nie będzie to najprawdopodobniej pełne wygaszenie, ale początek drogi. Zdaniem wielu ważnych decydentów kreowanie tak dużej ilości taniego pieniądza nie jest neutralne dla rynku i może nas w przyszłości wpędzić w poważne problemy. Ich zdaniem lepiej już teraz zacząć to ograniczać niż potem cierpieć. Wskazania idą przy okazji na rosnącą inflację, która co prawda nie przekracza jeszcze progu 2%, ale wyraźnie przyspiesza. Nie wiadomo zresztą jakby się zachowała w przypadku wzrostu cen ropy. Jedno jest niemal pewne w okolicach 13:45-14:30 będzie się działo na rynkach walutowych.

Gorące zmiany w kryptowalutach

Nadchodzą kolejne zmiany w najpopularniejszej kryptowalucie. Bitcoina znów czeka podział. W wyniku tego procesu powstanie stary bitcoin i nowy “lepszy” bitcoin, nazywany już gdzieniegdzie bitcoin 2x. W zależności od tego jak rozłożą się sympatie wśród społeczności jedna z form uzyska wyraźną dominację, a drugą czeka najprawdopodobniej marginalizacja. Dlaczego dochodzi do podziału? Powodem jest długość nowotworzonych bloków. Obecnie przy ilości transakcji na tej kryptowalucie zdaniem wielu analityków powoduje to, że istnieje problem z czasem zatwierdzania zleceń. Jaki wpływ na wycenę mają te zawirowania? Bitcoin w dalszym ciagu znajduje się w trendzie wzrostowym. Mamy co prawda obecnie korektę po przebiciu poziomu 6000 USD za monetę. W dalszym ciągu na wykresach widać jednak trend wzrostowy.

Zmiany w rządzie dopiero w połowie listopada

Informację tą podał Ryszard Terlecki, wicemarszałek sejmu obecnej kadencji. Potwierdził on również, że do tego czasu nie będą ujawniane żadne detale. Nie można oczywiście wykluczyć bardzo częstych w takich sytuacjach przecieków. Termin 15 listopada jest co prawda dłuższy niż zapowiadane, przez Beatę Szydło we wtorek kilkanaście dni. W rezultacie możemy spodziewać się kilku spokojnych dni w temacie zmian w rządzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:45 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Strefa Euro – konferencja Mario Draghiego
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przed ECB: gołębie wygaszanie

Spodziewamy się wydłużenia programu skupu aktywów o 9 miesięcy w tempie 25 mld EUR miesięcznie z opcją dalszego przedłużenia. Jakkolwiek decyzja o wygaszaniu QE jest jastrzębia, ECB zależy, by nadać jej jak najbardziej gołębi wydźwięk. Rynek liczy na nieco mniejszą redukcję tempa, więc w naszym scenariuszu euro może wyraźnie tracić.

Europejski Bank Centralny opublikuje swoją decyzję i komunikat w czwartek 26 października o 13:45. Oczekujemy utrzymania stóp procentowych bez zmian (stopa referencyjna: 0 proc., stopa depozytowa: -0,40 proc.), ale naszym zdaniem program skupu aktywów powinien zostać zredukowany z 60 mld EUR/mies. do 25 mld EUR/mies. i przedłużony od stycznia do września 2018 r. Na 14:30 zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa ECB M. Draghiego.

ECB do końca roku musi z decydować o ograniczeniu programu skupu aktywów (QE). Po pierwsze, obecny program jest określony tylko do końca 2017 r. Po drugie, utrzymanie programu w obecnej formie nie jest możliwe, gdyż doprowadziłoby to do naruszenia narzuconych warunków programu (maksymalny limit zaangażowania w obligacje skarbowe państw członkowskich nie może przekroczyć 33 proc. wielkości danej emisji), przez co wkrótce wyczerpałaby się pula m.in. niemieckich Bundów. Po trzecie, bieżący stan gospodarki oraz wskaźniki wyprzedzające wskazują na solidne ożywienie, które będzie kontynuowane w przyszłym roku, tym samym wywierając presję na odchodzenie od ultra-łagodnej polityki monetarnej. Jedynym argumentem za pozostawieniem wszystkiego bez zmian są niezadowalające trendy inflacyjne, ale pozostałe czynniki zdają się być ważniejsze, a silna ekspansja gospodarcza oferuje nadzieję na rzecz pobudzenia inflacji.

Na podstawie przecieków prasowych wiemy, że w Radzie Prezesów panuje zgoda, aby ograniczyć tempo skupu aktywów. Najwięcej zwolenników ma opcja wydłużenia programu o 9 miesięcy. Krótszy program (6 miesięcy) niósłby ze sobą niechciane ryzyko budowy oczekiwań wcześniejszego terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych (obecnie rynek wycenia pierwszy ruch na I kw. 2019 r.). Wydłużenie o 12 miesięcy także jest możliwe, ale wówczas trwałe zakończenie programu od 2019 r. stałoby się pewnikiem dla rynku. ECB wolałby zagwarantować sobie elastyczność, dlatego sądzimy, że bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest 9 miesięcy z opcją wydłużenia.

Wielkość miesięcznego skupu będzie ważnym elementem nowej strategii. Nieoficjalne źródła z ECB wskazują, że dyskusja toczy się nad redukcją do 25-40 mld EUR/mies. Uważamy, że bank zdecyduje się na niższe tempo na poziomie 25 mld EUR/mies. Co na pierwszy rzut oka wydaje się agresywniejszym odejściem od luźnej polityki, to jednocześnie daje większą elastyczność dla podtrzymania programu przez dłuższy okres czasu. W ten sposób dla rynku będzie też trudniej wycenić termin ostatecznego zakończenia programu, a tym samym przejść do wyceny terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych. Prezes Draghi i inni członkowie Rady Prezesów wielokrotnie podkreślali, że podwyżka stóp procentowych nie nastąpi przez całkowitym wygaszeniem QE, dlatego określenie daty zakończenia programu jest tak ważne.

Dlatego też w komunikacie ECB powinno podtrzymać stwierdzenie, że „Rada Prezesów oczekuje, że stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie (…) długo po zakończeniu skupu aktywów.” Bankowi będzie zależeć, by oczekiwania wobec terminu pierwszej podwyżki były mocno zakotwiczone w odległej przyszłości, inaczej ryzykuje wyprzedażą obligacji i aprecjacją euro. Możliwe nawet, że wydźwięk zostanie wzmocniony, a prezes Draghi ujawni warunki, jakie muszą być spełnione, aby do podwyżki stóp procentowych mogło dojść. Jeśli tak, to te warunki prędzej wskażą termin bliższy połowy 2019 r. niż wcześniej.

Dla złagodzenia wydźwięku w komunikacie powinna być też podtrzymana deklaracja, że program może zostać przedłużony, „jeśli będzie to konieczne”. Bankowi nie zależy na zamknięciu sobie furtki dla reakcji na negatywny zwrot w warunkach ekonomicznych, ale w większym stopniu ma to wpłynąć na wspomniane wcześniej zakotwiczenie oczekiwań dotyczących podwyżki stóp procentowych. ECB za to może zrezygnować z fragmentu dotyczącego gotowości do zwiększenia skali miesięcznego skupu. W obliczu redukcji tempa QE bezzasadne pozostaje podtrzymanie gołębiego nastawienia w tej formie, natomiast będzie to ukłon w stronę jastrzębich członków Rady Prezesów.

Rynkowe ankiety sugerują, że konsensus rynkowy zakłada przedłużenie QE o 9 miesięcy w tempie 30 mld EUR/mies. Jednakże po rynku stopy procentowej widać nieco bardziej jastrzębie nastawienie – pierwsza podwyżka stopy procentowej (o 10 pb) jest wyceniona w 50 proc. na grudzień 2018 r. i w 100 proc. na marzec 2019 r. To wydaje się za dużo w przypadku, gdyby ECB zdecydował się na przedłużenie programu o 9 miesięcy z otwartą opcją na dalsze trwanie QE. Zakładany przez nas scenariusz redukcji tempa do 25 mld EUR jest nawet bardziej gołębi, gdyż zwiększa elastyczność ECB w przeciąganiu programu poza 2018 r., a przynajmniej utrzymywaniu oczekiwań rynkowych dotyczących terminu pierwszej podwyżki poza pierwszy kwartał 2019 r.

Dla EUR/USD opcja 9×30+ (gdzie „plus” oznacza opcję wydłużenia) ma umiarkowanie negatywny wydźwięk (gdyż częściowo już zdyskontowana) i może nie wystarczyć dla trwałego przełamania 1,17. W scenariuszu 9×25+ reakcja będzie silniejsza, gdyż ECB zaneguje oczekiwania budowane w okresie letnim. Wstępny spadek do 1,16 jest bardzo prawdopodobny. Największa wrażliwość EUR będzie na jastrzębie zaskoczenie (np. 6×30), które otworzyłoby EUR/USD drogę do powrotu w stronę 1,20.

3 na 4 Polaków nie jest pewnych bezpieczeństwa systemów bankowości elektronicznej

74 proc. Polaków uważa, że bezpieczeństwo bankowych systemów uwierzytelniania wymaga poprawy. Ok. 80 proc. przyznaje, że obawia się, że ich dane wpadną w niepowołane ręce. Aż 2 na 3 badanych stwierdziło, że posiada niewystarczającą wiedzę na temat wykorzystywania wrażliwych danych, udostępnianych różnym instytucjom – podaje Opinium Research[1]. Jednak sytuacja klientów już za kilka miesięcy ulegnie zmianie, za sprawą obowiązujących od przyszłego roku nowych przepisów o ochronie danych osobowych (RODO).

Według Edelman Trust Barometer, blisko połowa Polaków nie ma zaufania do instytucji bankowych. Nieco lepsze wyniki przyniosło najnowsze badanie Związku Banków Polskich – 50 proc. respondentów  posiada dobrą opinię o bankach. Z kolei z badania Maison & Partners wynika, że tylko 44 proc. Polaków uważa, że banki dbają o swoich klientów. Ważnym elementem budującym zaufanie do instytucji finansowych jest oczywiście jakość obsługi i przejrzystość oferty, jednak obecnie na czele listy wyzwań wymienianych przez ten sektor znajdują się właśnie zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem.

O tym, jak duże wyzwanie stoi przed bankami, świadczą pojawiające się regularnie doniesienia o udanych atakach hakerskich, których celem są właśnie wrażliwe dane klientów instytucji finansowych. Jak znaczące jest to zagrożenie, pokazuje chociażby ujawniony we wrześniu atak na  Equifax, firmę zajmującą się oceną ryzyka kredytowego. Szacuje się, że w ręce cyberprzestępców wpadły wrażliwe dane niemal połowy Amerykanów. Wykradziono m.in. ponad 200 tys. numerów kart kredytowych[2]. Chociaż tym razem incydent nie dotyczył polskich użytkowników, wyraźnie pokazuje jakie znaczenie ma utrzymanie bezpieczeństwa danych – mówi Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.

Zgodnie z badaniami, informacje o wycieku danych nie pozostają bez wpływu na użytkowników. Według ankiety przeprowadzonej przez BIK, u 50 proc. Polaków, którzy zetknęli się z informacją o ostatnich wyciekach z bazy PESEL, doniesienia te wywołały obawy o bezpieczeństwo ich danych.  Co czwarty pytany przyznał, że wpłynęło to na jego zachowania związane z ochroną wrażliwych informacji.

Zmiany od maja

Ważnym aspektem wycieku danych z bazy Equifax, jest bardzo długi okres pomiędzy odkryciem ataku, a poinformowaniem opinii publicznej o zajściu. Do naruszenia danych doszło bowiem w okresie maj-lipiec, do czego przyczyniła się luka w zabezpieczeniach sieci mająca miejsce w marcu, a sprawa wyszła na jaw dopiero we wrześniu. Zdaniem amerykańskich mediów, przedstawiciele firmy zwlekali aż sześć tygodni z powiadomieniem opinii publicznej o ataku, gdy zdobyli wiedzę już o działaniu hakerów[3]. Jak zauważa Tomasz Dziedzic z Linux Polska, jest to jedno ze zjawisk, którym zapobiegać mają nowe unijne regulacje.

Wejście w życie regulacji RODO ma zapewnić konsumentom dużo większą kontrolę nad tym, jak wykorzystywane są ich dane. Przede wszystkim, banki, ubezpieczyciele i inne instytucje będą miały 72 godziny od odkrycia ataku na poinformowanie swoich klientów o zajściu. To nie wszystko, klienci banków, będą mieli też możliwość zweryfikowania, w jaki sposób zostały pozyskane ich dane, a także, kiedy, i w jaki sposób zostały wykorzystane. Bank czy inny podmiot będzie miał obowiązek udzielenia takiej informacji. Na ten moment nie znamy jeszcze finalnego kształtu, w jakim unijne przepisy zostaną wprowadzone w Polsce, jednak już teraz wiadomo, że zmienią one istotnie pozycję klienta względem instytucji finansowych – wyjaśnia Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Ważne jest także, że nowe przepisy nakładają obowiązek minimalizowania zakresu wykorzystania danych – bank nie będzie miał też możliwości np. użycia danych pobranych do zweryfikowania zdolności kredytowej do innego celu.

Zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony danych i zbudowanie zaufania klientów już teraz jest dla instytucji finansowych kluczową kwestią, a stanie się jeszcze większym priorytetem po wejściu w życie regulacji nakładającej na nie dodatkowe obowiązki. Tym bardziej, że według badań, Polacy uważają, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo ich danych w Internecie spoczywa na podmiotach trzecich.  Przykładowo,  tylko 21 proc. osób w naszym kraju, twierdzi, że sama odpowiada za swoje bezpieczeństwo w sieci. Pozostali są zdania, że odpowiedzialność  spoczywa na innych instytucjach, w tym finansowych. Z kolei, według badania przeprowadzonego przez Future od Apps, 4 na 5 konsumentów nie tylko chciałaby mieć większą kontrolę nad danymi, które udostępnia, ale też chce być świadoma, w jaki sposób wrażliwe dane zostaną zabezpieczone w przyszłości, by nie stały się celem ataków hakerów.

[1] Badanie Opinium Research zrealizowane na zlecenie F5 Networks.

[2] https://www.nytimes.com/interactive/2017/your-money/equifax-data-breach-credit.html.

[3] https://www.wired.com/story/equifax-breach-no-excuse/

Polscy przedsiębiorcy najbardziej obawiają się rosnącej konkurencji

Wzrost konkurencji, zmiany regulacji prawnych oraz spowolnienie gospodarcze to największe bolączki polskich przedsiębiorców. Po raz pierwszy od 8 lat wśród kluczowych problemów wskazywanych przez polskich przedsiębiorców pojawia się też problem kadrowy. Z kolei kluczowe ryzyka wskazywane na świecie, takie jak przestępczość komputerowa czy utrata reputacji, mają dla polskich przedsiębiorców istotnie mniejsze znaczenie – wynika
z najnowszego raportu Aon Polska.

 W ciągu ostatnich dwóch lat zmieniła się mapa największych ryzyk dostrzeganych przez polskich przedsiębiorców w prowadzeniu biznesu. Mimo iż część obaw pozostała niezmienna, tak jak wzrost konkurencji, zmiany regulacji prawnych czy spowolnienie gospodarcze to na znaczeniu zyskały takie ryzyka jak niestabilność polityczna czy brak odpowiedniej kadry na rynku. Z kolei polscy przedsiębiorcy w mniejszym stopniu niż jeszcze dwa lata temu obawiają się utraty reputacji, mimo iż na świecie jest to ryzyko numer jeden.

Kluczowe ryzyka według polskich przedsiębiorców w prowadzeniu działalności wg ważności:

  1. Wzrastająca konkurencja (1*)
  2. Zmiany regulacji prawnych (3)
  3. Spowolnienie gospodarcze (2)
  4. Ceny towarów (5)
  5. Należności handlowe/płatności kontrahentów (7)
  6. Wahania kursów walut (8)
  7. Przepływy pieniężne/ryzyka płynności (11)
  8. Brak odpowiedniej kadry na rynku (16)
  9. Utrata reputacji (4)
  10. Niestabilność polityczna (29)

* W nawiasach umieszczona jest pozycja w rankingu z raportu 2015/2016

W tym roku w pierwszej dziesiątce kluczowych ryzyk pojawiło się kilka nowych ryzyk: przepływy pieniężne/ryzyka płynności, brak odpowiedniej kadry na rynku oraz niestabilność polityczna. Zdecydowanie największy skok w rankingu dotyczy niestabilności politycznej (19 pozycji do góry) oraz braku odpowiedniej kadry na rynku (8 pozycji do góry).

Jednocześnie istnieją ryzyka, które w opinii przedsiębiorców straciły na znaczeniu, np. wahania cen surowców czy przerwa w działalności. Warto podkreślić, że aż sześć z dziesięciu ryzyk wskazanych jako najważniejsze przez polskie przedsiębiorstwa bezpośrednio lub pośrednio dotyka obszar finansów. Blisko połowa respondentów wskazała, że poniosła w ubiegłym roku straty wskutek np. braku płatności kontrahentów.

Z kolei analizując tegoroczne wyniki światowe i zestawiając je z wynikami z poprzedniej edycji badania warto zwrócić uwagę na rosnące znaczenie ryzyka związanego z przestępczością komputerową. W Polsce temat ten jest wprawdzie w większym stopniu dostrzegany niż jeszcze dwa lata temu, jednak cały czas ryzyko to nie jest uznawane za kluczowe. W badaniu z 2015 roku polscy przedsiębiorcy uplasowali je na dwudziestym siódmym miejscu, zaś w tegorocznym badaniu na dziewiętnastym.

Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z wynikami badania polscy przedsiębiorcy mają poczucie, że ich firmy nie są odpowiednio przygotowane na wystąpienie różnego rodzaju ryzyk. Deklarowany poziom przygotowania jest najniższy od 10 lat.

Najwyższy odsetek badanych przedsiębiorstw przyznaje, że spośród kluczowych ryzyk w największym stopniu jest przygotowany na wystąpienie ryzyka Należności handlowe/ Płatności kontrahentów, zaś w najmniejszym stopniu na ryzyko niestabilności politycznej.

aon

Źródło: Aon Polska, Badanie Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach, 2017/2018

Komentarze ekspertów

Dominika Kozakiewicz, CEO w Aon Polska komentuje: Wyniki badania dla Polski istotnie różnią się od światowych. Polscy przedsiębiorcy nie wskazują wielu aspektów, które na świecie są bardzo istotne, takie jak np. utrata reputacji, przestępczość komputerowa, niezdolność do opracowywania i wdrażania innowacji oraz niezdolność do przyciągania i zatrzymywania talentów. Polscy przedsiębiorcy w większym stopniu koncentrują się na realnych, już występujących problemach, z którymi muszą się mierzyć na co dzień, nie poświęcając uwagi ryzykom, które mogą się wydawać odległe. Warto jednak w sposób kompleksowy podchodzić do różnych rodzajów ryzyka, gdyż one wzajemnie na siebie wpływają i mogą przyczyniać się do różnego rodzaju kryzysów i trudności. Przykładowo utrata reputacji istotnie wpływa na konkurencyjność, zaufanie kontrahentów, a także na pozyskiwanie cennych pracowników. Zdecydowanie ważne jest tutaj spojrzenie na przyszłość firmy w szerokiej perspektywie.

Marek Brandt, szef praktyki Aon Credit CEE komentuje: Priorytetowym ryzykiem wskazanym przez polskich przedsiębiorców jest zwiększona konkurencja. Warto podkreślić, że dziś ma ona dla wszystkich zupełnie nowe oblicze. Handel ewoluując w stronę e-commerce, a właściwie m-commerce, powoduje erozję marż tradycyjnych podmiotów sektora dystrybucji i stwarza pole dla zupełnie nowych graczy. Nowe generacje interaktywnych konsumentów mogą kupować wszędzie, dysponując nieograniczoną informacją, ale co najważniejsze, coraz częściej nie muszą kupować, korzystając z sharing economy. Granice między sektorami zacierają się, bariery wejścia do wielu branż są przełamywane, a łańcuchy dostaw drastycznie skracane. Można się spodziewać, że właśnie te czynniki będą przyczyną jeszcze wielu spektakularnych upadłości tradycyjnych potentatów. Dlatego dla przedsiębiorców najbardziej istotne wydaje się, aby ich firmy nadążały za rewolucją w światowym handlu.

Magdalena Warzybok, Talent Practice Lead w Aon Hewitt komentuje:  Jednym z kluczowych ryzyk dostrzeganych przez przedsiębiorców na świecie jest pozyskiwanie i utrzymywanie talentów. W polskim rankingu to ryzyko znalazło się dopiero na dwudziestym drugim miejscu. Z ryzyk związanych z zarządzaniem ludźmi zdecydowanie ważniejszym dla polskich menadżerów jest ryzyko braku odpowiedniej kadry na rynku.
Z pewnością wynika to z obecnej sytuacji na rynku pracy i od wielu lat najniższego poziomu bezrobocia. Problem stanowi pozyskanie jakichkolwiek pracowników, niekoniecznie najlepiej dopasowanych do naszego biznesu. Koncentracja na pozyskiwaniu talentów z kolei świadczy o patrzeniu z szerszej, strategicznej perspektywy. Jeśli obecnie menadżerowie nie przyciągną do swoich przedsiębiorstw utalentowanych ludzi, to wkrótce mogą pojawić lub nasilić się problemy związane z konkurencyjnością czy innowacyjnością ich firm. Jednym z pierwszych symptomów tego problemu jest już spadające zaangażowanie w pracę Polaków – trend odwrotny niż obserwujemy na innych europejskich rynkach.

Michał Jatczak, Broker, Departament Klientów Strategicznych komentuje: Ryzyka związane z przestępstwami cybernetycznymi na dobre zagościły wśród kluczowych ryzyk wymienianych przez światowych przedsiębiorców – z badania Aon wynika, że znalazły się one w TOP 10 na każdym kontynencie, a w Ameryce Północnej są numerem 1. Dlaczego polscy menadżerowie zdają się nie uważać ich za tak ważne? Być może ze względu na niskie nagłaśnianie wypadków związanych z przestępczością internetową a być może z poczucia wysokiego zabezpieczenia przed atakami cybernetycznymi ze względu na wdrożone odpowiednie plany awaryjne. Faktem jest, że 77% badanych firm w Polsce przyznaje, że nie posiada ubezpieczenia od przestępstw cybernetycznych i nie zamierza takiego ubezpieczenia wykupić. Ryzyka cybernetyczne dotyczą wszystkich branż, chociaż istnieją sektory, które w największym stopniu są na te ryzyka narażone. Należą do nich m.in. sektor finansowy, telekomunikacyjny, służby zdrowia, szkolnictwa wyższego, administracji publicznej, jak również energetyczny oraz infrastruktury krytycznej. Oczywiście dla każdej z tych grup charakterystyczne będą inne zagrożenia. Należy się spodziewać, iż liczba przestępstw cybernetycznych będzie rosła z roku na rok, coraz trudniej będzie się przed nimi bronić i, ze względu na ich nieprzewidywalność, coraz trudniejsze będzie zarządzanie sytuacją po ataku. Dlatego warto dogłębnie przyjrzeć się swojej organizacji i zagrożeniom płynącym z tytułu przestępstw cybernetycznych.

Informacja na temat badania

Badanie Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach jest realizowane przez firmę Aon w Polsce od 2009 roku, a na całym świecie od 2007 roku. W tegorocznym globalnym badaniu Aon wzięło udział 1834 przedsiębiorstw, reprezentujących 33 branże, pochodzących z 60 krajów na całym świecie. W Polsce na pytania odpowiedziało 239 firm, głównie z branż: budowalnej, handlu hurtowego, usług transportowych, energetyki oraz usług profesjonalnych. W zdecydowanej większości były to przedsiębiorstwa prywatne.

Co planuje Draghi?

Dzisiaj Europejski Bank Centralny podejmie długo oczekiwaną decyzję, prawdopodobnie rozpoczynając stopniowe wycofywanie się z programu luzowania ilościowego, co może być jednym z istotniejszych wydarzeń rynkowych bieżącego roku. Oczekuje się, że Mario Draghi, przewodniczący EBC, przedstawi plan zakończenia aktualnego programu skupu przez bank centralny obligacji o wartości 60 mld euro miesięcznie. Analitycy spekulują o szczegółach – w jaki sposób będzie zmniejszany skup (mówi się o redukcji do ok. 20-40 mld euro miesięcznie) i jak to będzie wyglądało w czasie. Przed podjęciem decyzji euro zyskuje na wartości.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,55%), brytyjskiego funta (-0,97%) i japońskiego jena (-0,24%), a zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,91%) oraz dolara australijskiego (+0,19%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,183, GBP/USD – 1,326, USD/CAD – 1,279, AUD/USD – 0,771 i USD/JPY – 113,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,3%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,892. Złotówka traci do funta, a zyskuje do dolara, euro i franka szwajcarskiego. W czwartek rano dolar kosztuje poniżej 3,59 zł, euro – 4,24 zł, funt – ponad 4,75 zł, a frank – poniżej 3,63 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W środę londyński indeks FTSE 100 stracił 1,05%, frankfurcki indeks DAX – 0,46%, a paryski indeks CAC 40 – 0,37%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,47%, meksykański indeks Bolsa spadł o 2,55%, a brazylijski Bovespa wzrósł o 0,42%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,15%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał 0,31%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,3%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 58,44 USD (+0,19%), a ropy WTI – 52,18 USD (-0,56%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 60 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszym spadku idzie w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1280 USD. To 7 USD więcej (+0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:30 – Szwecja – Decyzja ws. stóp procentowych, październik
  • 10:00 – Strefa euro – Podaż pieniądza M3 (r/r), wrzesień (prognoza 5%)
  • 10:00 – Norwegia – Decyzja ws. stóp procentowych, październik
  • 13:00 – Turcja – Decyzja ws. stóp procentowych, październik
  • 13:45 – Strefa euro – Decyzja ws. stóp procentowych i programu QE, październik
  • 14:00 – Polska – Protokół z posiedzenia RPP, październik
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 235 tys.)
  • 14:30 – Strefa euro – Konferencja prasowa po posiedzeniu EBC, październik
  • 16:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wolne zawody w Polsce. Portret profesjonalisty 2017

Osoby wykonujące wolne zawody funkcjonują dziś w Polsce w wyjątkowo sprzyjających warunkach. Stabilny wzrost gospodarczy napędzany kon­sumpcją prywatną oznacza, że przedsiębiorcom łatwiej jest prowadzić działalność, nawet w środowisku mocnej konkurencji. Większość profesjonalistów widzi źródła dalszego rozwoju w zdobywaniu nowych rynków lub zwiększonej liczbie zleceń. W porównaniu z ubiegłym rokiem znacząco wzrosła ich otwartość na finansowanie zewnętrzne przeznaczone na inwestycje. Już niemal co drugi przedstawi­ciel wolnych zawodów deklaruje, że oszczędza dodatkowo na emeryturę. Właśnie ukazała się druga edycja raportu Deutsche Bank „Wolne zawody w Polsce. Portret profesjonalisty 2017”.

Opisana w raporcie Deutsche Bank grupa to reprezentanci różnych zawodów. To m.in. lekarze prowadzący własną praktykę, weterynarze, adwokaci, notariusze, księgowi, psychologowie i architekci.

Klient coraz bardziej premium

Poziom dochodów uzyskiwanych przez profesjonalistów jest bardzo zróżnicowany. Jedynie 3,3 proc. z nich zarabia miesięcznie więcej niż 15 tys. zł netto. Ponad 42 proc. uzyskuje dochód między 2 a 4 tys. zł, a blisko 12 proc. pomiędzy 7 a 15 tys. zł. Osoby wykonujące jednoosobową działalność gospodarczą zarabiają przeciętnie więcej, niż profesjonaliści pracujący na innych zasadach. Co ciekawe, ponadprzeciętne dochody nie są uważane za ważny atut wolnego zawodu. Większe znaczenie mają możliwości rozwoju i doszkalania się w organizacji branżowej (13,3 proc. wskazań) oraz prowadzenie własnej działalności (10,2 proc.).

– Reprezentanci wolnych zawodów stanowią dla banków bardzo atrakcyjną grupę klientów. Część z nich już dziś spełnia kryteria przynależności do segmentu Premium. Inni, dzięki rozwojowi kariery lub działalności biznesowej, zapewne dołączą do tego grona w niedalekiej przyszłości – przewiduje Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Oddech konkurencji na karku

Rok temu rosnące koszty działalności dotykały niemal co drugiego reprezentanta wolnych zawodów. Było to wówczas drugie najczęściej wskazywane przez nich wyzwanie. Obecnie problem ten doskwiera zaledwie co piątemu. Profesjonaliści patrzą optymistycznie
w przyszłość. Niemal co piąty jest przekonany, że w perspektywie pięciu lat skala jego biznesu zdecydowanie się zwiększy. Ponad połowa z nich (52,4 proc.) zakłada, że będzie ona co najmniej zbliżona do obecnej. Kluczowe dla rozwoju aspekty to pozyskanie nowych rynków zbytu, dobra lokalizacja i coraz lepsze wyposażenie biura lub gabinetu oraz poszerzanie zakresu świadczonych usług.

Z kolei największym wyzwaniem jest niezmiennie od dwóch lat bardzo duża konkurencja
w ramach poszczególnych branż. Wskazuje na nią niemal połowa (48,5 proc.) osób wykonujących wolny zawód. Dla prawie 43 proc. źródłem niepewności jest konieczność zadbania o regularne dochody, a niecałe 39 proc. zwraca uwagę na trudności w pozyskiwaniu nowych zleceń. Podobny odsetek ma świadomość ryzyka utraty płynności finansowej. Z kolei dla ponad 43 proc. wyzwanie stanowi odpowiedzialność prawna za wykonywaną pracę.

Bez inwestycji trudno o rozwój

Przedstawiciele wolnych zawodów widzą w otwieraniu się na nowe rynki i źródła zleceń szansę na dostęp do nowych segmentów odbiorców. Są też świadomi konieczności stałego rozwoju kompetencji i oferty. – To klucz do tego, aby sprostać potrzebom klientów i presji konkurencji. By uzyskać przewagę, potrzebne są przemyślane inwestycje. W ciągu pół roku planuje je co trzeci profesjonalista wykonujący wolny zawód. Będą to przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę i gabinety czy biura – podkreśla Waldemar Jarek, odpowiedzialny za rozwój oferty kredytowej dla Klientów indywidualnych i mikroprzedsiębiorstw w Deutsche Bank. Większa otwartość na kredyty

Większa otwartość na kredyty

Jeszcze rok temu dwie trzecie przedstawicieli wolnych zawodów planowało sfinansować ewentualne inwestycje ze środków własnych. W najnowszej edycji badania takie źródło wskazała ponad połowa z nich (niespełna 56 proc.). – Sprzyjające warunki gospodarcze sprawiają, że przedsiębiorcy nie obawiają się o źródła przyszłych dochodów. Dzięki temu są bardziej skłonni korzystać z kredytów. Dodatkowym argumentem jest dostępność i niska cena takiego finansowania – mówi Waldemar Jarek.

Aktywni zawodowo profesjonaliści doceniają w bankach rozwiązania, które są funkcjonalne, nowoczesne i przyjazne. Dzięki temu mogą koncentrować uwagę i energię na biznesie, a nie związanym z nim administrowaniem. Niemal co trzeci profesjonalista oczekuje całościowego spojrzenia na swoje finanse – te osobiste i firmowe. Ważna jest też funkcjonalność narzędzi, jakie udostępnia bank. Na pierwszym miejscu wśród oczekiwań wobec instytucji finansowych znalazła się dobrej jakości bankowość elektroniczna. W porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła także ranga przypisywana dostępności rozwiązań mobilnych (są one ważne dla 41 proc. reprezentantów wolnych zawodów).

Emerytura – świadomi zagrożeń

Blisko połowa (47 proc.) profesjonalistów deklaruje, że oszczędza z myślą o emeryturze. – To bardzo dobry wynik w porównaniu z ogółem społeczeństwa. Badania na całej populacji pokazują, że statystyczny Polak ma znacznie niższą skłonność do oszczędzania na ten cel – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej. W porównaniu
z poprzednią edycją badania odsetek profesjonalistów odkładających na emeryturę wzrósł
o niemal 6 p.p.

Skłonność do długoterminowych oszczędności rośnie wraz z wiekiem. Na emeryturę odkłada jedynie co piąty profesjonalista poniżej 24. roku życia. Do zabezpieczenia emerytalnego największą wagę przywiązują osoby w wieku 55-64 lat. Zapobiegliwością wykazują się profesjonaliści o ponadprzeciętnych zarobkach (powyżej 10 tys. zł). Tu odsetek osób budujących kapitał emerytalny przekracza 60 proc.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę, że zdecydowana większość naszych reprezentantów wolnych zawodów wykonuje jednoosobową działalność gospodarczą, dane te nie dziwią.
W zdecydowanej większości decydują się oni na odkładanie najniższych możliwych obowiązkowych składek emerytalnych. W konsekwencji kapitał, jaki gromadzą na rachunkach w ZUS, jest zdecydowanie niższy niż w przypadku osób zatrudnionych na umowy o pracę. Dodatkowe oszczędności są więc niezbędne do zapewnienia sobie odpowiedniej jakości życia podczas emerytury – komentuje Monika Szlosek.

***

Pełny raport: https://deutschebank.pl/wolne-zawody-w-polsce-portret-profesjonalisty-2017.pdf

Dane zawarte w raporcie pochodzą z badania Deutsche Bank przeprowadzonego przez instytut IBRiS w maju 2017 r. Badanie ogólnopolskie, na losowej próbie stanowiącej liczebną reprezentację cech demograficznych dla ogółu osób wykonujących wolne zawody
z zachowaniem rozkładów terytorialnych (dane wg GUS). Badanie zrealizowane metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI).

Jak współpraca w zakresie gromadzenia i wymiany danych handlowych wyrównuje szanse na rynku sprzedaży detalicznej

Criteo S.A. (NASDAQ: CRTO), wiodąca na rynku commerce marketingu firma technologiczna, zaprezentowała wyniki, przeprowadzonego we współpracy z Forbes Isights, badania: „Jak współpraca w zakresie gromadzenia i wymiany danych handlowych wyrównuje szanse na rynku sprzedaży detalicznej.” Celem opracowania, do którego zaproszonych zostało ponad 500 zlokalizowanych na całym świecie, wyższego szczebla managerów, reprezentujących kilkanaście różnych branż handlowych, była ocena roli danych w dążeniu do utrzymania konkurencyjności na szybko zmieniającym się rynku. Wyniki pokazują, że marki i sprzedawcy nie tylko zdają sobie sprawę z potencjału danych, ale również postrzegają współpracę i łączenie baz danych, jako sposób na lepsze odpowiadanie na potrzeby klientów, generowanie wartości i konkurowanie na rynku.

„Pomimo gwałtownej transformacji dokonującej się na rynku handlu detalicznego obserwujemy, że marki, bez względu na wielkość, rozumieją biznesową wartość danych. Jednocześnie wkładają wiele wysiłku w odpowiednie ich wykorzystanie i pozytywnie odnoszą się do możliwości współpracy z innymi markami, w celu osiągnięcia przewagi konkurencyjnej,” powiedział Bruce Rogers, Forbes’ Chief Insights Officer. „Dane to doskonały czynnik wyrównujący szanse na rynku, a managerowie z całego świata zgadzają się co do tego, że koncepcja współdzielenia zasobów danych jest kluczem do zdobycia przewagi w walce o czas, uwagę i portfel klientów.”

Najważniejsze wnioski z badania obejmują:

  • Wstrząs na rynku handlu detalicznego zmienia branżę: marki wyrażają zaniepokojenie faktem, że dominujący zarówno na rynku offline, jak i online giganci ograniczą dostęp do sprzedawanych przez nich produktów. Z kolei sprzedawcy martwią się, że ten trend spowoduje odwrócenie się klientów końcowych od mniejszych graczy.
  • Marki i sprzedawcy rozumieją potencjał danych, ale brakuje im możliwości ich aktywacji: blisko cztery na pięć marek i sprzedawców traktuje dane konsumenckie, jako kluczowy element swoich strategii biznesowych. Podczas, gdy sprzedawcy mają dostęp do większej liczby danych niż marki – szczególnie Ci funkcjonujący w środowisku online, to w przeciwieństwie do marek mają mniej odwagi do przekładania tych danych na konkretne działania. Wniosek: większa ilość odosobnionych danych niekoniecznie przekłada się na większą zdolność podejmowania działania.
  • Wspólne zasoby danych pozwalają zrobić duży krok do przodu w walce
    o przewagę konkurencyjną:
    marki i sprzedawcy dostrzegają wartość współpracy
    i wspólnego zbioru danych, w celu trafniejszego i lepszego odpowiadania na potrzeby klientów oraz dostarczania dodatkowej wartości dla ich własnych biznesów.
    W rzeczywistości, 71 procent sprzedawców wyraża chęć przekazania danych pochodzących z wyszukiwania online do wspólnej bazy. Z kolei 3/5 badanych uczestniczy już w projektach wymiany danych, a 7 na 10 z tych firm jest zadowolonych ze współpracy oraz jakości danych, jakie otrzymują. Dodatkowo, 72 procent marketerów podaje „zwiększenie przychodów” jako najważniejszy efekt takiej współpracy.
  • Jakość i poufność danych najczęściej wymienianymi obawami: jeśli chodzi o same dane, 66 procent marketerów, jako największe wyzwanie koncepcji wspólnego zbioru danych wymienia „zapewnienie jakości danych”, a 65 procent „poufność danych”.

„Dyrektorzy marketingu na całym świecie są w pełni świadomi zmian, jakie zachodzą na rynku. Czołowi szefowie marketingu podejmują odważne kroki prowadzące do kapitalizacji szans idących za tymi zmianami” powiedział Eric Eichmann, CEO, Criteo. „Zrozumienie wartości współpracy w zakresie gromadzenia i wymiany danych jest ogromnym krokiem na przód.

A realizowanie tego procesu w oparciu o Criteo Commerce Marketing Ecosystem, który gromadzi ogromną ilość danych na temat pojedynczego kupującego i daje dostęp do jednego z najlepszych na rynku zasobów mediów, daje sprzedawcom i markom wyjątkową szansę na połączenie większej liczby kupujących z przedmiotami, których potrzebują i kochają, a także na maksymalizację poziomu sprzedaży i zysków.”

Metodologia badania

Raport „Jak współpraca w zakresie gromadzenia i wymiany danych handlowych wyrównuje szanse na rynku sprzedaży detalicznej.” został opracowany na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego przez Forbes Insights, na grupie 504 dyrektorów marketingu, reprezentujących firmy o dochodach powyżej 50 milionów dolarów i działających w kilkunastu różnych branżach, w tym: domy handlowe, fashion i odzieżowej, spożywczej. Uczestnicy badania to CMO, dyrektorzy marketingu i inni wyższego szczebla managerowie, reprezentujący sprzedawców i producentów z: Francji, Niemiec, Japonii, Anglii i Stanów Zjednoczonych.

Nowy Prezes i CEO Lexmark wybrany

24 października Lexmark, światowy lider w obszarze przetwarzania obrazów, ogłosił jednogłośne wybranie Richarda Gerusona na stanowisko prezesa i CEO firmy. Wraz z mianowaniem na prezesa, Geruson dołączył do rady dyrektorów. 

Richard Geruson
Rich Geruson, Lexmark president and chief executive officer (PRNewsfoto/Lexmark International, Inc.)

Richard Geruson posiada bogate doświadczenie w branży technologicznej. Przez ostatnie sześć lat był CEO i prezesem zarządu Phoenix Technologies, jednego z największych dostawców firmware i oprogramowania optymalizacyjnego do komputerów osobistych, tabletów i wbudowanych urządzeń IoT. Uprzednio zajmował stanowisko CEO Voice Signal, pioniera w zakresie oprogramowania do rozpoznawania głosu w telefonach komórkowych. Pełnił również funkcję wiceprezesa najwyższego szczebla oraz wiceprezesa w firmach Nokia, IBM i Toshiba, jak również był członkiem zespołu zarządzającego w McKinsey & Company.

Geruson obejmuje stanowisko zajmowane poprzednio przez Davida Reedera, który rozstał się z firmą w czerwcu, a jego kandydatura została wyłoniona z  grona kandydatów o najwyższych kwalifikacjach. W okresie przejściowym firmą Lexmark kierował zespół zarządzający, którego członkami byli: Brock Saladin, wiceprezes i dyrektor ds. finansowych (CRO) oraz Allen Waugerman, wiceprezes i dyrektor ds. technologii (CTO). Saladin oraz Waugerman pozostaną kluczowymi członkami zespołu zarządzającego Lexmark i na swoich dotychczasowych stanowiskach będą podlegać Gerusonowi.

Cieszymy się, że Richard dołączył do zespołu Lexmarkpowiedział Mickey Kantor, przewodniczący rady dyrektorów Lexmark – Jego osiągnięcia w obszarze rozwijania firm technologicznych o ustalonej pozycji rynkowej z równoczesną gwarancją rentowności sprawiają, że jest idealnym kandydatem, który wprowadzi Lexmark na kolejny poziom rozwoju.

Richard Geruson posiada dyplom licencjata w dziedzinie ekonomii Uniwersytetu La Salle, ponadto ukończył trzy programy studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim – posiada m.in. tytuł magistra i doktora ekonomii tej uczelni. Był członkiem kadry naukowej Harvard Business School – w tym okresie powstała jego książka “A Theory of Market Strategy” (Teoria strategii rynkowej). Ponadto zasiadał w radach spółek giełdowych i prywatnych na trzech kontynentach.

Lexmark to firma, która od lat słynie z doskonałości i perfekcji, począwszy od najlepszych w swojej klasie produktów i rozwiązań,  skończywszy na znacznie przewyższającym średnią, poziomie utrzymania klientów stwierdził Richard GerusonJestem dumny, że będę miał możliwość poprowadzenia zespołu w kierunku kolejnego etapu globalnego wzrostu.

Hasła 30 proc. CEO na świecie wykradzione przez hakerów

Według badania przeprowadzonego przez F-Secure dane logowania 30 proc. dyrektorów generalnych na świecie były w przeszłości przejęte przez hakerów. Oprócz tego informacje odnośnie 81 proc. CEO czołowych firm trafiały na spamerskie listy lub znajdowały się w wykradzionych marketingowych bazach danych, które krążą po sieci.

Firma F-Secure, globalny dostawca rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa, przeprowadziła badanie, które wykazało, że dane logowania co trzeciego dyrektora generalnego na świecie zostały kiedyś wykradzione. Działo się tak, ponieważ CEO zakładali konta w serwisach internetowych, używając do tego firmowego adresu mailowego. Kiedy serwis został zhakowany, do sieci wyciekały ich dane logowania, narażając tym samym firmy na ataki ukierunkowane.

Firmowe konta w serwisach internetowych

Najczęściej konta mailowe były powiązane z serwisami LinkedIn (53%) oraz Dropbox (18%). Na kolejnych miejscach znalazły się Adobe (3%) czy MySpace (3%), ale lista pozostałych 14% zawiera również pozycje takie jak Ashley Madison czy GTA Gaming.

Serwisy_internetowe

W jakich krajach CEO tracili dane?

Kraje, w których CEO najczęściej byli hakowani, to kolejno: Dania (62%), Holandia (43%), Finlandia (40%) oraz Stany Zjednoczone (38%). Największą ostrożnością wykazali się dyrektorzy z Japonii (tylko 9%), Niemiec (10%), Francji (13%) oraz Wielkiej Brytanii (14%). W połowie zestawienia znalazły się Szwecja oraz Włochy z takim samym odsetkiem wynoszącym 27%.

Podzial_na_kraje

Do sieci oprócz haseł wyciekały również takie informacje jak data urodzenia, adres zamieszkania czy numery telefonów, które najczęściej znajdowały się w wykradzionych marketingowych bazach danych. Ten problem dotyczy aż 81% dyrektorów generalnych. W Holandii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych odsetek wynosi aż 95%. Tylko 18 proc. CEO nie doświadczyło nigdy wycieków informacji na swój temat lub przejęcia hasła przez hakera.

Badanie po raz kolejny pokazuje, jak istotne jest dbanie o bezpieczeństwo haseł – mówi Michał Iwan, dyrektor regionalny w F-Secure. – Skala wykradania danych z serwisów internetowych jest tak duża, że bezpieczniej jest wziąć pod uwagę czarny scenariusz, który zakłada, że nasze hasło mogło być w przeszłości przejęte. Dlatego niezmiernie ważne jest przestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim nie należy powtarzać tych samych danych logowania w różnych serwisach oraz tworzyć możliwie długie i skomplikowane hasła dostępu. Najwygodniejszym sposobem jest korzystanie z menedżera haseł, który będzie przechowywał dane logowania w zaszyfrowanej postaci – radzi Michał Iwan.

Zagrożone dane firm

Złe praktyki związane z hasłami narażają na ryzyko nie tylko osobiste konta menadżerów wysokiego szczebla, ale również dane firm. Według raportu 2016 Verizon Data Breach Investigations, 63 proc. incydentów naruszenia ochrony danych było związanych ze słabymi, domyślnymi lub skradzionymi hasłami*. W dodatku atak przeprowadzony przy użyciu danych dostępu CEO jest niezmiernie trudny do wykrycia.

W zeszłym roku z niefrasobliwego użycia haseł zasłynął między innymi były szef dyplomacji USA Colin Powell, którego maile zostały udostępnione przez hakerów i miały duży wpływ na kampanię prezydencką Donalda Trumpa. Dostęp prawdopodobnie uzyskano przez stosowanie tego samego hasła w dwóch serwisach: Dropbox oraz Gmail. W sierpniu 2016 roku upubliczniono listę 68 milionów kont wykradzionych w 2012 – stało się to kilka tygodni przed opublikowaniem maili Powella**.

W badaniu o nazwie CEO Email Exposure: Passwords and Pwnage przeanalizowano adresy mailowe używane przez dyrektorów z ponad 200 największych firm w 10 krajach świata. Badacze porównali te adresy z prowadzoną na bieżąco przez F-Secure bazą, która gromadzi informacje odnośnie ataków na serwisy internetowe.

Analiza techniczna i fundamentalna spółek giełdowych

Alcoa Corporation

Alcoa jest jednym z największych producentów aluminium na świecie. Firma została założona w 1888 roku, od tamtego czasu przeżyły już sporo. Były lepsze i gorsze czasy. A jak jest teraz? Analiza finansowa wskazuje, że aktualnie spółka nie radzi sobie zbyt najlepiej, ale przyszłość wygląda o wiele lepiej. Spółka boryka się z dużym zadłużeniem i brakiem płynności. Wskaźnik gotówki do długu spadł do poziomu 0.80, co jest gorszym wynikiem od średniej z branży. Brak płynności może być zapowiedzią problemów z regulowaniem krótkoterminowych zobowiązań. Od strony wyceny wskaźnikowej notowana firma również nie wygląda atrakcyjnie. Cena do zysk ukształtowała się na poziomie 34, jest to gorszy wynik od średniej rynkowej. Co doprowadziło do tak trudnej sytuacji spółki? Nie możemy zapomnieć, że Alcoa przeżywała chwile grozy z całą branżą. Od 2011 roku notowania aluminium systematycznie spadały, zmiana nastąpiła dopiero w 2016 roku.

W ostateczności mocny wzrost cen aluminium powinien przyczynić się do poprawy sytuacji fundamentalnej w spółce, co już widzimy po zachowaniu cen akcji. Od początku roku spółka dała zarobić inwestorom ponad 75 proc. Dalsze paliwo do wzrostów powinno zostać zapewnione przez rosnące ceny aluminium. Notowania Alcoa poruszają się w kanale wzrostowym, po mocnym przebiciu przez opór 50 USD powinniśmy zobaczyć kontynuację tego ruchu w kierunku 55 USD za jedną akcję.

Notowania #AA, interwał dzienny

Analiza techniczna i fundamentalna spółek giełdowych 1

Źródło: Admiral Markets

Daimler AG

Branża motoryzacyjna przeżywa trudne chwile. Afera goni aferę i nawet spółki, które nie są bezpośrednio zaangażowane w nieuczciwe praktyki, tracą na wartości. Dobrym przykładem jest tu Daimler AG, producent takich samochodów jak Mercedes-Benz czy Maybach. Odbicie, zapoczątkowane w połowie 2016 roku (po prawie 50% spadku kursu w 2015 i pierwszej połowie 2016 roku) zostało zanegowane w tym roku. Ostatnie miesiące są jednak lepsze dla akcjonariuszy Daimlera. Kurs przebił kluczowy opór 68 EUR za akcję i jest szansa na dalsze wzrosty. Od strony analizy fundamentalnej, spółka wygląda bardzo solidnie na tle konkurencji. Wzrost przychodów przekracza 2.5% a marże operacyjna (8.92%) oraz zysku (6%) i ROE (17.27%) czynią Daimlera jedną z bardziej zyskownych spółek w branży. Obawą może być wielkość długu, gdyż wskaźnik długu do EBITDA przekracza 5.5 i jest jednym z wyższych (oprócz Renault). Ryzykiem dla spółki na najbliższe 2-3 lata jest widmo zbliżającej się recesji a wraz z nią spadek przychodów.

Na wykresie tygodniowym widzimy jak kurs Daimler AG walczy z oporem 68 EUR. Wydaje się, że cel został osiągnięty i droga na poziom 73.50 EUR jest otwarta. Rynek dwukrotnie już podchodził pod ten poziom (w styczniu i marcu tego roku) jednak nie udało się go nawet przetestować. Kolejny nieudany atak może oznaczać wyczerpanie siły rynku i kolejny ruch na południe. W takim wypadku, pierwszym wsparciem będzie 65 EUR a ostatecznym celem poziomy 60 EUR – 61 EUR za akcję.

Notowania #DAI, interwał tygodniowy

Chart #DAI, W1, 2017.10.26 08:55 UTC, Admiral Markets, MetaTrader 4, Demo

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Czas decyzji

Dla wszystkich wiadomym jest, że do końca roku ECB musi zdecydować, co zrobi z programem QE. Ważny jednak będzie styl odejścia do ultra-łagodnej polityki. Jakkolwiek decyzja o wygaszaniu QE jest jastrzębia, ECB zależy, by nadać jej jak najbardziej gołębi wydźwięk. Czy prezes Draghi kolejny raz dokona niemożliwego i „zaczaruje” rynki?

Ankieta przeprowadzona przez Bloomberga wskazuje, że na rynku najwięcej zwolenników ma opcja przedłużenia QE o 9 miesięcy w tempie 30 mld EUR/mies. Jednakże po rynku stopy procentowej widać nieco bardziej jastrzębie nastawienie – pierwsza podwyżka stopy procentowej (o 10 pb) jest wyceniona w 50 proc. na grudzień 2018 r. i w 100 proc. na marzec 2019 r. To wydaje się za dużo w przypadku, gdyby ECB zdecydował się na przedłużenie programu o 9 miesięcy z otwartą opcją na kontynuację w późniejszym terminie. Nieformalna reguła przyjmowana przez rynek zakłada pauzę ok. sześciu miesięcy między końcem QE a pierwszą podwyżką. W przyszłości sprawy mogą wyglądać inaczej, ale na dziś reguła jest w mocy (o ile Draghi jakoś do tego się nie odniesie). Zatem 9 miesięcy bez znaku STOP będzie miało negatywny wydźwięk dla EUR, ale umiarkowany, gdyż mocno zdyskontowany. My zakładany ambitniejszą redukcję tempa do 25 mld EUR. Co na pierwszy rzut oka wydaje się agresywniejszym odejściem od luźnej polityki, to jednocześnie daje większą elastyczność dla podtrzymania programu przez dłuższy okres czasu. W ten sposób dla rynku będzie też trudniej wycenić termin ostatecznego zakończenia programu, a tym samym przejść do wyceny terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych. Bardziej zamglona perspektywa zacieśniania to zła wiadomość dla EUR, która może pchnąć EUR/USD pod ostatnie minima (ok. 1,17).

Poza decyzją ECB kalendarz w czwartek jest przepakowany wydarzeniami. Rano poznamy decyzje banków centralnych ze Szwecji i Norwegii. Z punktu widzenia szwedzkiego Riksbanku niewiele się zmieniło od poprzedniego posiedzenia. Mimo że ożywienie pozostaje silne, to trendy inflacyjne są niestabilne i bank stawia na słabość korony. Zanim przejdzie do zacieśniania polityki, najpierw poczeka na ruch ze strony ECB, co oznacza, że ciekawiej zrobi się dopiero na grudniowym posiedzeniu. W Norwegii także nie oczekuje się niespodzianek, choć ostatnie potknięcia w danych dotyczących wzrostu i inflacji mogą wpłynąć na wydźwięk komunikatu. Jeśli Norges Bank uzna słabe dane za przejściowe, a bardziej skupi się na generalnie dobrym klimacie gospodarczym za granicą, NOK może zyskiwać. Ogólnie jednak wyczekiwanie na ECB może zdusić wszelką zmienność.
Polityka także może być czynnikiem ryzyka. W Hiszpanii parlament rozpoczyna dwudniowe posiedzenie nad sprawą Katalonii, po którym regionalne władze mogą zostać pozbawione kontroli. To może ciążyć na EUR, jeśli sprzęgnie się z gołębim wydźwiękiem ECB. W USA Izba Reprezentantów głosuje nad rezolucją budżetową, która ma otworzyć drogę do procedowania reformy podatkowej. Jednak obóz Republikanów zdaje się być podzielony, więc wieczorem USD może być w centrum uwagi. Prasa amerykańska donosi też, że w tym tygodniu nie poznamy nazwiska nowego prezesa Fed.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

EBC „rekalibruje” QE

Dzisiejsze posiedzenie EBC przyniesie długo wyczekiwaną „rekalibrację” parametrów programu QE. Dwa wymiary oczekiwanej decyzji to: jak długo EBC będzie kontynuował zakupy aktywów i do jakiego poziomu zostanie obniżona ich wartość. Przy rynkowych oczekiwaniach oscylujących pomiędzy obniżeniem zakupów do 20-40 mld EUR miesięcznie z obecnych 60 mld EUR miesięcznie i przedłużeniu programu na 6-12 miesięcy optymalnym rozwiązaniem wydaje się nam redukcja zakupów do 30 mld EUR na okres 9 miesięcy. Warto jednak pamiętać, że faktyczna wartość zakupów dokonywana przez EBC będzie wyższa (reinwestowanie zapadających środków). Dodatkowo sądzimy, że EBC utrzyma w mocy zastrzeżenie, że zarówno wartość prowadzonego programu QE, jak i jego horyzont czasowy, nadal będą determinowane kondycją gospodarki i mogą ulec zwiększeniu/przedłużeniu, jeśli będzie to konieczne. Takie „miękkie” nakreślenie zmian w parametrach polityki pieniężnej będzie stanowiło istotny element łagodzenia rynkowych obaw przed nadmiernie gwałtownym zacieśnianiem polityki pieniężnej w strefie euro. Jego drugim istotnym elementem pozostanie w naszej ocenie utrzymanie forward guidance w zakresie stóp procentowych (utrzymanie stóp na obecnym poziomie przez dłuższy okres, zdecydowanie przekraczający horyzont czasowy zakupów aktywów).

Obok poprawiającej się kondycji europejskiej gospodarki i lepszych perspektyw inflacyjnych istotnym argumentem skłaniającym EBC do rekalibracji programu QE są także narastające ograniczenia podażowe w zakresie części aktywów objętych programem. Czynnik ten może prowadzić do pewnych modyfikacji w strukturze aktywów objętych QE, które zwiększałyby udział w łącznych zakupach obligacji przedsiębiorstw kosztem obligacji skarbowych. Wypowiedzi przedstawicieli EBC i zapisy z ich ostatnich posiedzeń wskazują na panujący w ramach banku konsensus co do konieczności bardzo powolnego i stopniowego normalizowania polityki pieniężnej, tak aby nie doprowadziło ono do gwałtownego zacieśnienia warunków monetarnych (np. poprzez dalszą aprecjację europejskiej waluty lub wzrost rynkowych stóp procentowych). Stąd sądzimy, że M. Draghi, podobnie jak w grudniu 2016r. (ograniczenie QE z 80 mld EUR miesięcznie do 60 mld EUR miesięcznie) będzie starał się jak najbardziej skoncentrować uwagę inwestorów na elementach oznaczających, że pomimo zmian, polityka pieniężna w strefie euro jeszcze długo pozostanie ekspansywna. Elementy, które mogłyby zaburzyć taki odbiór i stanowiłyby potencjalne „jastrzębie” zaskoczenie to wskazanie definitywnego terminu zakończenia programu QE, łączna wartość „dodatkowej” transzy programu plasująca się poniżej 240 mld EUR, czy też ograniczenie forward guidance. Żaden z powyższych elementów nie powinien jednak w naszej ocenie znaleźć się w dzisiejszej decyzji EBC.

W cieniu decyzji EBC pozostaną decyzyjne posiedzenia Norges Banku i Riksbanku. Chociaż retoryka obu banków staje się coraz bardziej jastrzębia, to jeszcze tym razem nie spodziewamy się podwyżek stóp.

Istotną informacją w kontekście oczekiwań co do zmian stóp procentowych w Polsce będzie to, na ile mocnowminutes z wrześniowego posiedzenia RPP odzwierciedlone zostaną wyrażane ostatnio przez niektórych członków Rady obawy o narastanie nierównowagi w gospodarce (głównie na rynku pracy) i ich gotowość do rozpoczęcia podwyżek stóp przed końcem 2018r.

Dobre nastroje niemieckich firm

Odczyt indeksu Ifo za październik był kolejnym po PMI potwierdzeniem, że niemiecka gospodarka rozpoczyna 4q2017 w bardzo dobrej kondycji. Indeks koniunktury w niemieckiej gospodarce osiągnął w październiku nowy najwyższy w historii poziom 116,7 pkt. (vs. 115,3 pkt. we wrześniu). Firmy z dużym optymizmem patrzą w przyszłość, poprawiły się też już wcześniej korzystne oceny obecnej sytuacji w gospodarce. Poprawa nastrojów dotyczyła wszystkich branż (poza handlem hurtowym). Wzmocnienie popytu zagranicznego wyrównuje ewentualne negatywne skutki umocnienia euro, nie widać też wzrostu niepewności związanej z prowadzonymi obecnie rozmowami koalicyjnymi w sprawie stworzenia nowego rządu.

EBC „rekalibruje” QE

Według wstępnych danych w 3q17 brytyjska gospodarka utrzymała tempo wzrostu na poziomie 0,4% k/k i 1,5% r/r, co nieznacznie przewyższyło rynkowe oczekiwania (0,3% k/k i 1,4% r/r). Dane wskazują na odbicie aktywności w przetwórstwie przemysłowym przy dalszych spadkach w sektorze budowlanym. Nieco lepsze od prognoz wyniki gospodarki w 3q17 wspierają oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu Banku Anglii 2 listopada.

Wrześniowe dane o nowych zamówieniach na dobra trwałe sugerują, że dynamika inwestycji w USA w 3q17 utrzymała się na zbliżonym poziomie do 2q17, mimo negatywnego wpływu huraganów. Co prawda wrześniowy wzrost zamówień o 2,2% m/m był (po raz kolejny) zaburzony przez zamówienia w przemyśle lotniczym, ale wzrosty zamówień w elektronice oraz przemyśle metalowym przełożyły się na dobry odczyt wskaźnika wyłączającego transport (0,7% m/m). Razem z mocnym odczytem z rynku nieruchomości (wzrost sprzedaży nowych domów do 667 tys. z 561 tys. w sierpniu, konsensus: 555 tys.) dane sugerują, że wbrew wcześniejszym, pesymistycznym oczekiwaniom dynamika PKB w 3q17 (publikacja danych w piątek) obniżyła się tylko nieznacznie, wspierając oczekiwania na grudniową podwyżkę stóp.

Członek RPP, E.Gatnar, potwierdził swoje wcześniejsze stanowisko, że podwyżka stóp NBP o 25pb w 1q18 może być uzasadniona.

Źródło: PKO Bank Polski

Wyniki Netii po trzech kwartałach 2017 r.

Trzeci kwartał br. upłynął w Netii pod znakiem kontynuacji wyhamowania spadku przychodów ogółem oraz poprawie rentowności na poziomie Skorygowanego Zysku EBITDA, zarówno z segmencie B2B, jak i B2C. Za sprawą modernizacji sieci, rośnie efektywność sprzedaży i penetracja na własnej sieci (NGA).

W III kw. 2017 roku przychody Netii wyniosły 356 mln zł i były o 1 proc. niższe niż kwartał wcześniej. Przychody po 9 miesiącach osiągnęły kwotę 1,08 mld zł (-6 proc. rok-do-roku).

Skorygowany (o zdarzenia o charakterze jednorazowym) Zysk EBITDA za III kw. br. wzrósł natomiast w stosunku do II kw. br. o 6 proc., sięgając kwoty 103 mln zł (marża 29 proc.). Po 9 miesiącach 2017 roku Skorygowany Zysk EBITDA to 297 mln zł (-11 proc. r-d-r). Po 9 miesiącach 2017 roku Netia osiągnęła zysk z wysokości 41,5 mln zł (o 37 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego).

Z zakresie poprawy rentowności wyrażonej marżą Skorygowanego Zysku EBITDA w niemal równym stopniu zapracowały oba segmenty (B2B i B2C). Dywizja B2B, wypracowując 184 mln zł przychodów (-1 proc. kw.-d-kw, ale +1 proc. r.-d-r) i 71 mln Skorygowanego Zysku EBITDA, poprawiła marżę o ponad 2 pp. (z 36 do 38,4 proc.). Z kolei Dywizja B2C, osiągając w III kw. przychody na poziomie 167 mln zł (-2 proc. kw.-d-kw.), wypracowała Skorygowany Zysk EBITDA w kwocie 29 mln zł (marża 18,2 proc. – wyższa o blisko 1,5 pp. w stosunku do poprzedniego kwartału).

Next w B2B

Solidne wyniki segmentu B2B osiągnięte zostały pomimo silnej presji konkurencyjnej. Spółka utrzymała poziom przychodów z kluczowych usług, w tym szerokopasmowych i transmisji danych. Za spadek przychodów segmentu odpowiadały niższe o 2 mln zł przychody z usług głosowych.

Spółka spodziewa, iż w dłuższej perspektywie czasu coraz większą rolę w stabilizowaniu kondycji tego segmentu rynku będą innowacyjne usługi dodatkowe tj. WLAN, WiFi Marketing, szeroko pojęte rozwiązania chmurowe oraz działalność o charakterze integratorskim ICT. Portfolio produktowe tego typu zostało wyodrębnione i funkcjonuje w duchu startup’owym wewnątrz Dywizji B2B pod nazwą NetiaNext. W tej kategorii spółka ma otwartych blisko 150 projektów, które w skali roku mają potencjał około 20 mln zł przychodów.

B2C: siła w NGA i pakietach

Na koniec września br. w segmencie B2C (nie uwzględnia spółki Petrotel) Netia świadczyła 1,53 mln usług (RGU), z czego już 48 proc. na sieciach własnych (wzrost o 2 pp.). W III kw. utrzymane zostały trendy polegające na odpływie abonentów na nisko marżowych usługach na sieci obcej (głównie WLR i BSA) oraz niezmodernizowanych liniach na sieci własnej. Jednocześnie Netia zwiększyła w tym czasie – o 6 tys. sztuk – liczbę usług na łączach NGA. W ostatnich miesiącach Spółka odnotowuje też coraz silniejsze symptomy, które wskazują na wzrost efektywności sprzedaży za sprawą modernizacji sieci do standardu światłowodowego, jak również znaczącą poprawę wskaźnika penetracji usługami w budynkach, w których sieć została już zmodernizowana.

W trakcie III kw. br. – dzięki oferowaniu atrakcyjnych pakietów – Netia zwiększyła bazę abonentów usług TV (o 2 tys. do 184 tys.) oraz usług mobilnych (o 7 tys. do 132 tys.). W efekcie już 49 proc. klientów usług szerokopasmowych na sieciach własnych korzysta z pakietów z TV. W ciągu ostatnich 12 miesięcy z usług mobilnych (świadczone w modelu MVNO) liczba klientów Netia Mobile wzrosła o 30 proc. Dzięki temu – pomimo silnej presji rynkowej – spółka utrzymuje od wielu kwartałów stabilne ARPU na poziomie 56 zł.

Więcej na inwestycje

Od początku stycznia do końca września 2017 r. Netia przeznaczyła na inwestycje kwotę 185 mln zł, z czego 100 mln zł to wydatki przypisane segmentowi B2C. Z tej kwoty 57 mln zł przeznaczone zostało w tym roku na projekt modernizacji Sieć XXI w. Skorygowany operacyjny FCF za 9 miesięcy 2017 roku wyniósł 114 mln zł (spadek o 40 proc, r-d-r), zaś w samym III kw. osiągnął 44 mln zł (+106 proc. kw.-d-kw. oraz -20 proc. r-d-r). Na koniec września 2017 roku wskaźnik zadłużenia do Skorygowanego Zysku EBITDA za 2016 rok wyniósł 0,65x.

W dniu 24 października br. – po jednoznacznie pozytywnym przejściu wnikliwych analiz finansowych i technologicznych – Netia zawarła umowę z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI), uzyskując finansowanie w kwocie do 50 mln Euro (lub odpowiednik tej kwoty w złotówkach). Środki te będą współfinansować projekt modernizacji sieci dostępowej B2C do standardu światłowodowego (Sieć XXI w.). Spłata kredytu jest rozłożona na 8 lat od jego uruchomienia, z dwuletnim okresem karencji od momentu uruchomienia finansowania.

Przedsiębiorco, czy jesteś gospodarczo odpowiedzialny?

Prawie 70% polskich przedsiębiorców z sektora MŚP nie otrzymuje płatności za wystawione faktury w terminie. Ponad 13% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index czeka na uregulowanie należności od 3 do 7 miesięcy. Problem tzw. zatorów płatniczych jest szczególnie dotkliwy dla  przedsiębiorców z sektora MŚP – to właśnie z myślą o nich ruszyła kampania „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”.

Jako firma faktoringowa na co dzień widzimy, jak dużym wyzwaniem dla wielu firm jest brak płatności na czas. A jego skalę można porównać do efektu domina – brak płynności finansowej u jednego przedsiębiorcy rzutuje na sytuację finansową współpracujących z nim firm.  „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny” to kampania, która ma uświadomić przedsiębiorcom, jak duże znaczenie ma regulowanie swoich zależności w terminie dla całego ekosystemu gospodarczego, w ramach których dana firma funkcjonuje. Celem akcji jest promowanie dobrych praktyk, w tym opłacanie faktur na czas oraz edukacja, jak radzić sobie z brakiem płynności finansowej – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Według 14. fali badania Bibby MŚP Index co czwarty mały i średni przedsiębiorcy nie otrzymuje płatności na czas od 2 do 5 razy w miesiącu. W przypadku mikro firm nawet jedna nieopłacana faktura od kluczowego klienta może spowodować problemy z płynnością finansową.

Podmioty gospodarcze tworzą łańcuch wzajemnych zależności. Gdy jedna firma nie otrzyma środków w terminie, nie jest w stanie uregulować swoich płatności wobec partnerów finansowych i podwykonawców, w konsekwencji powstają zatory płatnicze. Ich skutkiem są nie tylko problemy z regulowaniem własnych zobowiązań, dodatkowe koszty, jakie musi ponosić firma, ale również czynniki niewymierne takie jak czas, zwiększone ryzyko prowadzenia biznesu, ale również ograniczone możliwości rozwoju i nakłady na inwestycję.

Płynność finansowa jest ważna w przedsiębiorstwach ze wszystkich branż na rynku, ponieważ zapewnia prawidłowe funkcjonowanie. Ważne są działania prewencyjne, jak sprawdzanie wiarygodności kontrahentów, ale również aktywne wychodzenie z tego typu kryzysów przy wsparciu partnera finansowego, jakim jest firma faktoringowa. Jednym z narzędzi umożliwiających organizacjom regularny przepływ należności jest faktoring. Według Bibby MŚP Index prawie co 10 firma wskazuje faktoring jako sposób na zabezpieczenie się przed niewypłacalnymi kontrahentami – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Dobre praktyki wszystkich stron zaangażowanych w rynek – przedsiębiorców, instytucji finansowych czy branżowych oraz gospodarcza odpowiedzialność są kluczem do poprawy sytuacji wszystkich firm działających na rynku – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services. W działaniach prowadzonych w ramach kampanii „Płacę Faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny” skupiamy się na edukacji przedsiębiorców. Zależy nam na tym, aby wypracowali dobre nawyki biznesowe w interesie nie tylko własnym, ale również innych podmiotów – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Organizatorem kampanii „Płacę Faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny” jest Bibby Financial Services – firma faktoringowa oferująca usługi finansowe przede wszystkim dla sektora MŚP. Na stronie Placefaktury.pl razem z partnerami przygotowaliśmy serię praktycznych poradników dla osób prowadzących własny biznes oraz cykl Z życia przedsiębiorców prezentujący historię przedsiębiorców, którzy zmagali się z brakiem płynności finansowej i znaleźli rozwiązanie na poprawę swojej sytuacji finansowej – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Patroni kampanii: Biuro Informacji Gospodarczej, Biuro Informacji Kredytowej, Marsh, Polskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców oraz Vindicat.

Patroni medialni kampanii: 6krokow.pl, biznes2bizes.com, CEO.com.pl, Gazeta MŚP, Euro Logistics, fintek.pl, lifeandmore.pl, log24.pl, My Company,  Truck&Business, przedsiebiorcy.eu, qbusiness.pl.

Więcej informacji o kampanii znajdą Państwo na stronie: placefaktury.pl.

Oczy zwrócone na ECB

W czwartek oczy całego walutowego świata będą zwrócone w kierunku Frankfurtu, gdzie o polityce monetarnej w strefie euro będzie decydował Europejski Bank Centralny. To będzie również główne wydarzenie dnia na rynku złotego.

O godzinie 08:04 kurs EUR/PLN znajdował się na poziomie 4,2420 zł, USD/PLN 3,5870 zł, CHF/PLN 3,6290 zł, a GBP/PLN 4,7580 zł. Są to poziomy zbliżone do tych z wczorajszego zamknięcia, gdy złoty umocnił się do euro, dolara i szwajcarskiego franka, który był najtańszy od 33 miesięcy. A jednocześnie osłabił się do funta, drożejącego w reakcji na opublikowane w środę dane nt. brytyjskiego PKB za III kwartał i w oczekiwaniu na podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii na początku listopada.

W czwartek uwaga rynku walutowego całkowicie będzie skoncentrowana na posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (ECB), które obok jutrzejszych danych o amerykańskim PKB, a także obok ewentualnej decyzji prezydenta Trumpa odnośnie przyszłego szefa Fed, jest głównym wydarzeniem tego tygodnia.

Decyzja ECB zostanie opublikowana o godzinie 13:45. Zmiana stóp procentowych w strefie euro nie jest wprawdzie oczekiwana, co oznacza pozostawienie głównej stopy na poziomie zerowym i utrzymanie stopy depozytowej na poziomie -0,40 proc. Rynek spodziewa się natomiast zapowiedzi redukcji prowadzonego przez ECB programu skupu aktywów (QE). Począwszy od stycznia program ten miałby zostać ograniczony o 1/3 do 40 mld EUR kupowanych miesięcznie aktywów, a jednocześnie wydłużony o 6-9 miesięcy.

Emocje będzie budzić nie tylko sama decyzja odnośnie QE, ale też jej uzasadnienie i ewentualne sugestie kolejnych kroków zmierzających do normalizacji polityki monetarnej, jakie mogą paść na zaplanowanej na godzinę 14:30 konferencji prasowej z udziałem szefa ECB Mario Draghiego.

Odchodzenie ECB od luźnej polityki monetarnej, a więc przykręcanie tego przysłowiowego kurka z tanim pieniądzem rozlewającym się na rynki finansowe, jest negatywną informacją z punktu widzenia złotego, który był jednym z beneficjentów luźnej polityki ECB. Dlatego im bardziej jastrzębi będzie wydźwięk decyzji i słów Draghiego, tym większa pojawi się presja na sprzedaż polskiej waluty. Wyjątkiem może być tylko para CHF/PLN, która w reakcji na spodziewany w takiej sytuacji wzrost notowań EUR/CHF, albo pozostanie w miejscu, albo zacznie spadać.

Gołębi wydźwięk posiedzenia ECB, czego emanacją będzie spadek notowań EUR/USD, będzie wspierał złotego w relacji do koszyka walut. Inwestorzy zinterpretują to bowiem jako sygnał, że ECB nie będzie się zbytnio spieszył z zaostrzaniem polityki monetarnej, podczas gdy jednocześnie na horyzoncie pojawia się szansa na wcześniejsze podwyżki stóp procentowych w Polsce.

W czwartek o polityce monetarnej będzie decydował nie tylko ECB, ale też szwedzki Riksbank, Bank Norwegii i Bank Turcji. Ponadto zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, a także m.in. tygodniowe dane o zasiłkach w USA. To wszystko jednak zostanie całkowicie przesłonione przez ECB i Draghiego. Jedyne co ewentualnie mogłoby przebić na pierwszy plan to decyzja prezydenta Trumpa ws. następcy Janet Yellen.

Posiedzenie ECB stwarza pierwszą od kilku dni okazję do wybicia się notowań EUR/PLN z ponadtygodniowej stabilizacji wokół poziomu 4,23 zł, po tym jak spadki z pierwszej połowy miesiąca zostały powstrzymane przez wrześniowe minima. W średnim terminie celem dla euro są okolice 4,20 zł. Jednak zanim kurs tam zejdzie, wcześniej realny jest ruch powrotny do 4,26 zł, gdzie aktualnie znajduje się dolne ograniczenie 5-miesięcznego kanału wzrostowego z jakiego euro wybiło się dołem w październiku

W trendzie bocznym wokół 3,59 zł pozostaje kurs USD/PLN. Jeżeli impuls z ECB nie zdoła doprowadzić do wybicia to kolejną okazją będą jutrzejsze dane o amerykańskim PKB oraz oczywiście ewentualna decyzja ws. przyszłego szefa Fed (powinna zostać ogłoszona do 3 listopada). Szanse na wzrosty i spadki USD/PLN należy teraz oceniać podobnie.

W mocnym trendzie spadkowym jest CHF/PLN, którego notowania znalazły się wczoraj najniżej od 15 stycznia 2015 roku, czyli od tzw. czarnego czwartku. Zważywszy na dominację podaży oraz na to, że czekanie na ECB może dalej wypychać w górę kurs EUR/CHF (co będzie przekładać się na spadki CHF/PLN), to jest spora szans na tańszego franka.

 

W ostatnich dniach najlepiej do złotego spisuje się funt. Kurs GBP/PLN odreagowuje wcześniejsze spadki o 25 gr. Celem dla popytu są poziomy 4,78-4,80 zł, a oczekiwanie na listopadową podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii, może funta tam pchać. Taki ruch wciąż jednak należy traktować w kategoriach korekty wcześniejszej 3-tygodniowej zniżki.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Stworzone przez polską firmę algorytmy przyspieszają diagnozę nowotworu. Ich skuteczność ocenia się na 90 proc.

Stworzone przez polską firmę algorytmy przyspieszają diagnozę nowotworu. Ich skuteczność ocenia się na 90 proc. 2

Liczba zachorowań na nowotwory drastycznie wzrasta. W 2016 roku odnotowano w Polsce 180,3 tys. przypadków. Automatyczna diagnostyka onkologiczna i rozwiązania telemedyczne pozwalają skrócić czas potrzebny na diagnozę wszystkich ognisk nowotworów. Dane obrazowe stanowią około 90 proc. danych medycznych, a jednocześnie diagnoza na ich podstawie jest bardzo trudna. W przypadku maszyn największą wartością jest szybkość i skuteczność wykrywania nowotworów. Wartość rynku automatycznej diagnostyki medycznej w 2021 r. ma wynieść 16,3 mld dol.

– Cancer Center to algorytmy przyspieszające pracę diagnostów obrazowych, radiologów i histopatologów w celu przyspieszenia i polepszenia jakości ich pracy. Docelowo platforma ma umożliwić zasięgnięcie drugiej eksperckiej opinii poprzez narzędzia telemedyczne i nasze algorytmy w sposób szybszy i prostszy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Krajewski, współzałożyciel Cancer Center, producenta platformy medycznej umożliwiającej udostępnianie zdjęć medycznych.

Według raportu firmy badawczej PEX PharmaSequence pt. „Dostęp pacjentów onkologicznych do terapii lekowych w Polsce na tle aktualnej wiedzy medycznej”, w 2016 r. liczba osób ze zdiagnozowanym nowotworem zwiększyła się ze 159,2 tys. w 2015 r. do 180,3 tys. W 2029 roku liczba zachorowań na nowotwory może przekroczyć 213 tys.

– Liczba przypadków nowotworowych cały czas drastycznie wzrasta z powodu starzejącego się społeczeństwa. Liczba lekarzy, którzy diagnozują nowotwory, pozostaje jednak cały czas na podobnym poziomie, co powoduje, że na każdą pojedynczą diagnozę jest coraz mniej czasu. W konsekwencji może to rodzić błędy diagnostyczne albo brak diagnozy. Algorytmy, które tworzymy, mają pomóc przyspieszyć ten proces – podkreśla Piotr Krajewski.

Według raportu „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego nowotwór jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci w Polsce, odpowiedzialną za ok. 25 proc. zgonów. Automatyczna diagnostyka oraz uczenie maszynowe może nie tylko przyspieszyć diagnostykę raka, lecz także zwiększyć skuteczność stawianych diagnoz w przypadku nowotworów złośliwych.

– Jeden lekarz specjalizuje się w raku piersi, inny w raku prostaty, raku mózgu czy nowotworach dziecięcych. Jeżeli do lekarza trafi przypadek przerzutu z innego organu, to czasem nie jest w stanie precyzyjne określić, co to jest za typ nowotworu, może popełnić błąd. Algorytmy bazują na tysiącach zdjęć radiologicznych czy histopatologicznych, uczą się maszynowo rozpoznawać nowotwory, dzięki temu ryzyko błędu jest mniejsze – tłumaczy Piotr Krajewski.

Co roku z powodu chorób nowotworowych umiera ponad 90 tys. Polaków. Wczesne wykrycie zwiększa szanse na przeżycie. W Polsce od 2015 roku pacjenci mają dostęp do szybkiej terapii onkologicznej, której pierwsze efekty są już widoczne. Ponad 88 proc. diagnostyk wstępnych i niemal 85 proc. diagnostyk pogłębionych zostało wykonanych w terminie siedmiu tygodni od zgłoszenia się do lekarza pierwszego kontaktu. Łącznie wydano blisko 520,7 tys. Kart Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego. Zdaniem eksperta, choć szybka ścieżka daje duże efekty, nie rozwiązuje wszystkich problemów.

– Sam pomysł szybkiej ścieżki jest dobry, a to, czy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej jest w stanie wykryć, że pacjent może być w grupie zagrożenia, to osobna kwestia. To tutaj jest problem – brakuje narzędzi dla lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który ma skierować pacjenta do odpowiednich specjalistów. Dzięki platformie, którą tworzymy, lekarz, który nie ma dużej wiedzy na temat nowotworów, może się wesprzeć algorytmami – przekonuje ekspert.

Dane obrazowe stanowią obecnie zdecydowaną większość danych medycznych, a jednocześnie diagnoza na ich podstawie jest bardzo trudna i czasochłonna. Obrazy często zawierają zmiany trudne do uchwycenia, a do postawienia diagnozy konieczne jest przejrzenie setek obrazów. Maszyny przyspieszają postawienie skutecznej diagnozy.

– Okres oczekiwania na diagnozę lekarza histopatologa średnio wynosi dwa tygodnie, spokojnie możemy to skrócić do kilku dni. Standardowy radiolog pochyla się nad próbką 15 minut, a żeby zrobić to dobrze, np. przy raku prostaty, potrzebowałby 1,5 godziny, przez co może nie wykryć wszystkich ognisk nowotworowych. Dzięki platformie, pomimo 15 minut, które ma, rezultat jest taki, jakby to robił przez 1,5 godziny i to jest główna korzyść – zapewnia współzałożyciel Cancer Center.

Zdaniem analityków z ARK Invest wartość rynku automatycznej diagnostyki medycznej w roku 2021 może wynieść 16,3 mld dol. Szacunki oparto na założeniu, że jeśli systemy takiej diagnostyki okażą się bardziej skuteczne niż wyszkoleni radiolodzy, to staną się one obowiązkowym wyposażeniem gabinetów lekarskich. Połączenie ich sprawności z wiedzą radiologów polepszy diagnostykę, umożliwi wcześniejsze i dokładniejsze wykrywanie wielu chorób.

– Platforma pomaga lekarzom mniej doświadczonym w danych obszarach podać taką diagnozę, jakby była wykonana przez bardziej doświadczonego lekarza. Skuteczność algorytmów, które tworzymy, jest na poziomie już prawie 90 proc. Zależy ona od typu nowotworu – tłumaczy Piotr Krajewski.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewiduje, że liczba nowych zachorowań na raka do 2035 roku może się podwoić.

Nowoczesne instalacje do wykrywania fal grawitacyjnych umożliwią znacznie głębsze niż kiedykolwiek odkrycie Kosmosu. Mogą pozwolić na zbadanie pierwszych chwil powstania Wszechświata

Nowoczesne instalacje do wykrywania fal grawitacyjnych umożliwią znacznie głębsze niż kiedykolwiek odkrycie Kosmosu. Mogą pozwolić na zbadanie pierwszych chwil powstania Wszechświata 3

Powstała globalna sieć detektorów do wykrywania fal grawitacyjnych. Instalacja LIGO-Virgo, złożona z trzech, a nie jak dotąd dwóch, laserowych przyrządów pomiarowych o długości kilku kilometrów, pozwala przechwytywać ślady zdarzeń, które dzieją się miliardy lat świetlnych od Ziemi. Naukowcy odbierają sygnały o kosmicznych kataklizmach, takich jak zderzenia się czarnych dziur. Pomiary fal grawitacyjnych pozwolą na  głębsze zbadanie najgęstszej znanej nauce materii, z jakiej zbudowane są gwiazdy neutronowe. W przyszłości mogą pozwolić też na zbadanie pierwszych chwil tuż po Wielkim Wybuchu. Druga kampania obserwacyjna odbędzie się jesienią 2018 roku.

– Sieć interferometrów fal grawitacyjnych to sieć detektorów umieszczonych w różnych miejscach na Ziemi, które mogą mierzyć zakrzywienie czasoprzestrzeni, cykliczne wydłużenie i skrócenie się odległości i przepływu czasu . Mierzymy fale grawitacyjne, czyli takie małe zaburzenia, które się po tej czasoprzestrzeni rozprzestrzeniają, podobnie jak fale na wodzie albo fale elektromagnetyczne tyle, że są to zaburzenia samej czasoprzestrzeni – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Bejger z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk.

Projekt LIGO stanowią dwa detektory zlokalizowane po dwóch stronach Stanów Zjednoczonych. W sierpniu 2017 roku sieć uzupełnił detektor Virgo Advanced, umieszczony we Włoszech. Efekty połączenia sił przyszły bardzo szybko. Pod koniec września konsorcja Virgo Collaboration i LIGO Scientific Collaboration ogłosiły pierwszą wspólną detekcję fal grawitacyjnych. Sieć złożona z trzech, a nie jak dotąd dwóch, detektorów fal grawitacyjnych, pozwala na około 10-krotnie wyższą dokładność lokalizowania źródła fal grawitacyjnych na niebie i pozwoliła na pierwszy w historii pomiar polaryzacji tych fal.

– Kiedy fala grawitacyjna, która jest wynikiem jakiegoś kosmicznego kataklizmu, przechodzi przez Ziemię, to detektory po kolei ją wykrywają i możemy wtedy obserwować rzeczy, które są nieobserwowalne w żaden inny sposób, np. czarne dziury, czyli obiekty, które z definicji nie świecą, ale krążą wokół siebie jako układ podwójny. Do tej pory wykryliśmy cztery takie zdarzenia, w przyszłości będzie ich o wiele więcej – zapowiada Michał Bejger.

Zarejestrowane 14 sierpnia 2017 r. fale grawitacyjne, czyli tzw. zmarszczki w przestrzeni i czasie, zostały wyemitowane tuż przed połączeniem się dwóch czarnych dziur o masach około 31 i 25 mas Słońca. Obiekty te były położone w odległości ok. 1,8 mld lat świetlnych od Ziemi. W trakcie zderzenia powstała nowa, rotująca czarna dziura, której masa wynosi około 53 mas Słońca. To oznacza, że w procesie zacieśniania się orbity układu podwójnego i łączenia się czarnych dziur ok. 3 masy Słońca przetworzyły się w energię w postaci wypromieniowanych fal grawitacyjnych. Masa Słońca jest 330 tys. razy większa od masy Ziemi.

17 sierpnia 2017 r. pierwszy raz w historii zarejestrowano bezpośrednio fale grawitacyjne i światło pochodzące z tego samego kosmicznego kataklizmu. Naukowcom udało się odnotować jednocześnie fale grawitacyjne oraz fotony o różnych energiach pochodzące ze zderzenia się gwiazd neutronowych. Detekcja fal grawitacyjnych ze zderzenia się gwiazd neutronowych ma pozwolić na bezpośredni pomiar tempa ekspansji Wszechświata.

– Fale grawitacyjne pozwalają nam na obserwacje zjawisk wcześniej niewidzialnych np. układów podwójnych czarnych dziur, czyli na studiowanie teorii grawitacji w najbardziej ekstremalnych warunkach. Fale grawitacyjne umożliwiają pomiary odległości we Wszechświecie niezależnie od innych tradycyjnych astronomicznych metod. Dzięki pomiarom fal grawitacyjnych dowiemy się więcej o najgęstszej znanej nauce materii, z jakiej zbudowane są gwiazdy neutronowe, oraz zbadamy najwcześniejsze chwile tuż po Wielkim Wybuchu – przekonuje Michał Bejger.

Gwiazdy neutronowe to najmniejsze i najgęstsze znane nauce gwiazdy. Mogą mieć rozmiar miasta, a przy tym masę równą lub większą niż masa Słońca. Powstają, gdy masywne gwiazdy zapadają się i eksplodują jako supernowe. W układzie dwóch gwiazd neutronowych gwiazdy zbliżają się do siebie, emitując przy tym fale grawitacyjne, Detektory interferometryczne przechwytywały te fale przez około 100 sekund. Około dwie sekundy po zderzeniu do Ziemi dotarły wysokoenergetyczne fotony gamma. W ciągu kilku dni i tygodni po zderzeniu wykryto również promieniowanie elektromagnetyczne.

Położenie detektora Advanced Virgo w znacznej odległości od detektorów LIGO pozwala testować inne aspekty ogólnej teorii względności niż do tej pory. Dzięki temu możliwe jest badanie polaryzacji fal grawitacyjnych, która opisuje, w jaki sposób czasoprzestrzeń jest zakrzywiana przez falę grawitacyjną w każdym z trzech wzajemnie prostopadłych kierunków. Obserwacje pozwalają potwierdzać lub wykluczać założenia ogólnej teorii względności Einsteina.

– Z grawitacją jest taki problem, że jest ona dla nas naturalna, rozumiemy ją codziennie, gdy jabłko spada z drzewa. Jest natomiast bardzo tajemnicza w sensie jej istoty. Według Einsteina czasoprzestrzeń, czyli to, w czym wszystko się znajduje, jest zakrzywione. Geometria czasoprzestrzeni nie jest płaską geometrią, którą znamy ze szkoły. Czasoprzestrzeń może się wyginać i zakrzywiać, co oznacza, że odległości w niej się zmieniają i zmienia się w niej także przepływ czasu. Dzięki falom grawitacyjnym ten fakt można testować – tłumaczy ekspert.

Sieć wykrywaczy fal grawitacyjnych będzie rozbudowywana. Plany budowy takich urządzeń mają już Indie i Japonia. Chiny zaledwie dwa dni po zarejestrowaniu fal grawitacyjnych oświadczyły, że mają zamiar rozpocząć własny projekt ich badania, a miesiąc później zaprezentowały pomysł budowy kosmicznego wykrywacza fal grawitacyjnych.

Kolejna kampania obserwacyjna detektorów LIGO-Virgo zaplanowana jest na jesień 2018 r. Naukowcy spodziewają się wykrywać co najmniej jedną falę grawitacyjną tygodniowo.

Polskie MŚP w najlepszych nastrojach od trzech lat

Tak dobrych nastrojów w sektorze mikro, małych i średnich przedsiębiorstw nie było od trzech lat. Ponad 67 proc. właścicieli pozytywnie ocenia kondycję finansową swojej firmy, a 35 proc. przewiduje, że w ciągu najbliższych 12  miesięcy sytuacja jeszcze się polepszy. Najważniejsze zadanie, jakie stawiają przed sobą przedsiębiorcy to pozyskanie nowych klientów.

Ponad 67 proc. właścicieli zadeklarowało, że kondycja finansowa ich firmy jest na bardzo dobrym (12,9 proc.) lub dobrym poziomie (54,5 proc.) – wynika z trzeciej edycji badania Diners Club Polska „Kondycja finansowa polskich MŚP”. Umiarkowana koniunktura występuje prawie w co trzeciej firmie (27,4 proc.), a do złej lub bardzo złej sytuacji przyznało się tylko 3,1 proc. właścicieli.

W  poprzednich latach negatywną ocenę firmie wystawiło aż czterokrotnie więcej (2016 r.) i  trzykrotnie więcej (2015 r.) przedsiębiorców.

Jak ocenia Pan/Pani obecną sytuację finansową swojej firmy?

sytuacja firm

Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP w 2017 r.”, wrzesień 2017.

MŚP zapowiadają wyścig o klienta

Jak wynika z badania Diners Club, polskie MŚP skoncentrują się przede wszystkim na klientach. Ponad połowa właścicieli deklaruje, że najważniejszym dla nich zadaniem na najbliższe 12 miesięcy jest pozyskanie nowych konsumentów i  odbiorców. 14 proc natomiast będzie głównie starało się utrzymać obecnych.

– W nadchodzącej przyszłości polskie MŚP nie będą szczególnie oszczędne – cięcia kosztów zapowiada tylko 9 proc. badanych. Dla porównania, w zeszłym roku aż 41 proc. ankietowanych priorytetowo traktowało ograniczenie wydatków – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Z roku na rok, coraz więcej reprezentantów MŚP planuje inwestycje pozwalające na zwiększenie skali działania – w 2017 r. za najważniejszy cel uznało to już 13 proc. właścicieli. Jednak, zdecydowanie spadł odsetek firm, które priorytetowo traktują zwiększenie zatrudnienia. W przyszłym roku będzie to najważniejszym zadaniem dla niecałych 2 proc., podczas gdy rok temu było to głównym celem 8 proc. ankietowanych.

Co uważa Pan/Pani za najważniejsze zadanie dla firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy?

sytuacja firm2Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP w 2017 r”., wrzesień 2017.

Zdecydowanie więcej optymizmu

35 proc. przedsiębiorców przewiduje, że kondycja ich firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy jeszcze się polepszy. Dla porównania, w zeszłym roku tak pozytywne wizje snuło 24 proc. badanych. Ponad 55 proc. właścicieli przyznaje, że sytuacja ich przedsiębiorstwa jest stabilna i w najbliższym czasie nie powinna się zmienić. Na pogorszenie koniunktury natomiast przygotowuje się tylko 6 proc. MŚP.

– Zarówno w zeszłym roku, jak i dwa lata temu nastroje były mniej optymistyczne. W 2016 r. poprawy spodziewał się dopiero co czwarty ankietowany (24 proc.), a w czarnych barwach przyszłość widziało znacznie więcej, bo 23 proc. przedsiębiorców – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Jakie są Pana/Pani przewidywania odnośnie kondycji firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy?

sytuacja firm3Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP w 2017 r.”, wrzesień 2017.

Prawie 90 proc. zadowolonych z minionych 12 miesięcy

89 proc. przedsiębiorców minione 12 miesięcy (od września 2016 r. do września 2017 r.)  określiło jako udane dla firmy. Dla porównania, poprzedni 12-sto miesięczny okres (od września 2015 r.) dobrze oceniła nieco ponad połowa MŚP.  Obecnie, niezadowolonych z  działalności jest tylko 6  proc. właścicieli – to ponad siedmiokrotnie mniej niż było w 2016 r.

– W 2016 r. firmy z sektora MŚP deklarowały, że skoncentrują się na ograniczeniu kosztów (41 proc.) oraz utrzymaniu obecnych klientów (26 proc.). Biorąc pod uwagę wyniki tegorocznych badań Diners Club możemy przypuszczać, że zdecydowanej większości z nich udało się zrealizować zamierzone cele – dodaje Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Czy minione 12 miesięcy określiłby Pan/Pani jako dobre/udane dla Pana/Pani firmy?

sytuacja firm4Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, Kondycja polskich MŚP w 2017 r., wrzesień 2017.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.

Brak rąk do pracy i rosnące wydatki zmuszają branżę ochroniarską do inwestycji w nowoczesne technologie

Zdaniem Beniamina Krasickiego z Polskiej Izby Ochrony, firmy ochroniarskie muszą coraz częściej korzystać z nowoczesnych narzędzi, aby utrzymać się na rynku. Technologia pomaga im znacznie obniżać koszty prowadzenia działalności, które wzrosły w ostatnich latach, m.in. z powodu ozusowania umów zleceń i deficytu kadry. Ponadto podniesiono minimalną stawkę godzinową. Od stycznia 2018 roku znów zostanie ona podwyższona. Różnica będzie wynosiła tylko 70 groszy brutto, ale według branży, to po raz kolejny utrudni relacje z klientami. Dlatego branża od dłuższego czasu szuka nowych rozwiązań. Zdaniem eksperta, dzięki najnowszym technologiom, agencje mogą ograniczyć liczbę pracowników o prawie 50% i jednocześnie rozwiązać problem niedoborów kadrowych, wynikających z niskich płac.

Właściciele nieruchomości są coraz bardziej świadomi możliwości, jakie niosą ze sobą nowoczesne urządzenia. Ponadto, sami poszukują alternatywy dla coraz droższej i nie dość efektywnej ochrony fizycznej. Warto wspomnieć, że w przyszłym roku minimalna stawka godzinowa wyniesie 13,70 zł brutto. W związku z tym, koszt całodobowej obsługi znowu wzrośnie. Nawet niewielka podwyżka pomnożona przez ilość godzin w miesiącu i liczbę ochroniarzy wyraźnie podniesie koszty takiej działalności, z czego nie zawsze zdają sobie sprawę klienci. Niemniej, wynagrodzenie, np. za 12-godzinną pracę w nocy na zimnym parkingu osiedlowym, wciąż nie będzie satysfakcjonujące dla pracowników. Wyniesie ono niecałe 165 zł brutto.

– Ozusowanie umów zleceń w 2016 roku podniosło koszt obsługi klientów o 60%, podwyższenie stawki minimalnej w 2017 roku – o 25%. Kolejne renegocjacje umów dla wielu firm skończą się utratą kontraktów. Agencje, które nie znajdą sposobów na obniżenie wydatków, zwyczajnie wypadną z rynku. Trzeba mieć świadomość tego, że o 70 gr. brutto wzrośnie wkrótce stawka najsłabiej opłacanych ochroniarzy. Ich przełożeni, np. kierownicy zmian, czy też lepiej wykwalifikowani specjaliści, m.in. z pozwoleniem na broń, zarabiają więcej. I oni też będą oczekiwali podwyżek. A są jeszcze inni pracownicy, choćby biurowi. W 2018 roku zwiększy się też o 100 zł miesięczna płaca minimalna. Wyniesie ona 2100 zł brutto. Ponadto zostaną podniesione składki ZUS – zapowiada Beniamin Krasicki, wiceprezes Polskiej Izby Ochrony.  

Konieczny rozwój

Jeżeli firmy ochroniarskie nie zaczną korzystać z nowych technologii na szerszą skalę, to przestaną być konkurencyjne. Nie pozyskując nowych klientów i tracąc dotychczasowych, mogą nie udźwignąć kolejno wprowadzanych obciążeń finansowych. Zdaniem obserwatora branży, Mirosława Gabzdyla, Prezesa Zarządu firmy Eltcrac System, źródłem problemu jest to, że przy wyborze agencji klienci zwykle kierują się najniższą ceną usług na rynku. Potem firmy muszą się wywiązywać z warunków podpisywanych umów, co najczęściej sprowadza się do obniżania kosztów pracy. Tymczasem podmioty, które myślą o rozwoju, mogłyby wprowadzać nowe oferty, np. związane z monitoringiem osób starszych i wymagających stałej opieki. To jednak odbiegałoby od charakteru standardowej agencji ochrony.

– Klientom nie zależy na jak najtańszej ochronie, lecz na najbardziej skutecznej, a taką zapewnia im nowoczesna technologia. Może to być np. infrastruktura beaconów, która ostatnio zdobywa coraz większe uznanie w branży. A to jest ważne dla firm, którym zależy na dobrej opinii. Ta inwestycja potrafi zwrócić się w rok po instalacji w tak dużym obiekcie, jak np. galeria handlowa. Rozwiązuje też problem rosnących kosztów prowadzenia działalności, a także niedoborów kadrowych. Jak wynika z naszych danych, na rynku brakuje aż 15-20 tys. strażników osiedli, placów budów i obiektów publicznych – informuje Beniamin Krasicki.

Ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud, Krzysztof Łuczak, również zauważa, że agencje ochrony coraz chętniej inwestują w nowoczesną technologię. Potrzebują jej m.in. do rejestrowania ścieżki oraz kontroli pracy ochroniarzy. Ponadto wspólnoty mieszkaniowe są zainteresowane tym rozwiązaniem. Oprócz bezpieczeństwa, lokatorzy zyskują dostęp do najświeższych informacji, związanych z ich budynkiem. Otrzymują komunikaty poprzez aplikację mobilną, która może też ich powiadamiać o miejscu przebywania dziecka na terenie zamkniętym. Takie osiedla podnoszą swój prestiż, ponieważ są uznawane za lepiej strzeżone i bardziej innowacyjne. Ten standard również podnosi cenę nieruchomości.

 Możliwe rozwiązania

– Nowe technologie wprowadzają przejrzystość w świadczeniu usług ochroniarskich, gdyż wyniki działań są mierzalne na podstawie gromadzonych danych. To wpływa na jakość prowadzonych prac, warunkuje poprawny rozwój agencji i pozwala jej na pozyskiwanie nowych klientów. Ich rosnące wymagania mogą zostać spełnione np. poprzez coraz popularniejszą na rynku technologię beacon. Ma ona dość prostą integrację systemową, intuicyjną obsługę i wiąże się ze stosunkowo niskimi wydatkami inwestycyjnym. W związku z tym, korzyści z jej zastosowania powinny być obustronne, zarówno dla zleceniodawców, jak i samych agencji – analizuje Mirosław Gabzdyl.

Jak wyjaśnia Krzysztof Łuczak, dość niski koszt infrastruktury beaconowej wynika przede wszystkim z braku konieczności inwestowania w drogie dedykowane rejestratory. Można je bowiem zastąpić najtańszym smartfonem, wyposażonym w system android i bezprzewodową komunikację Bluetooth. Jeden nadajnik kosztuje mniej, niż 100 zł. Cena całej inwestycji oczywiście zależy od tego, na jakiej dokładności pomiaru nam zależy. Można to porównać z ilością tradycyjnych punktów kontroli, w których musi zameldować się strażnik. Jeżeli chcemy uzyskać większą precyzję, to powinniśmy zainstalować więcej nadajników. Decyzja zależy od budżetu zleceniodawcy. Z czasem klienci mogą poszerzać pakiet rozwiązań.

– Branża ochroniarska ciągle poszukuje nowych rozwiązań technologicznych w celu wzbogacenia swojej oferty. Monitorowanie pracy, lokalizacja ścieżek, archiwizowanie poszczególnych akcji, sprawdzanie częstotliwości patroli czy planowanie pracy lub skrócenie czasu reakcji na sytuacje alarmowe to tylko niektóre aspekty z całej gamy usprawnień. Beacony są świetną alternatywą dla drogiej identyfikacji radiowej RFID. Coraz częściej do ochrony obiektów są też wykorzystywane bezzałogowe drony. Z całą pewnością na każdym unowocześnieniu najbardziej zyskuje klient. Wysoka jakość świadczonych usług wzmacnia bowiem jego poczucie bezpieczeństwa – przekonuje Mirosław Gabzdyl.

Pierwszym krokiem do wprowadzenia nowoczesnej technologii jest wybór i zakup sprzętu. Potem, w celu obsługi wybranych urządzeń jedne firmy ochroniarskie budują własne kompetencje, a inne – zawierają kontrakty z podwykonawcami. Oczywiście beacony nie są jednym istotnym elementem współczesnego systemu monitorowania. Krzysztof Łuczak wymienia też telewizję przemysłową z klawiaturą sterującą.

Pracownik wciąż potrzebny?

– Wśród najnowocześniejszych urządzeń, stosowanych w branży ochroniarskiej, warto wymienić inteligentną analitykę obrazu, która może zastąpić pracę nawet 1500 osób, obserwujących ekrany wizyjne. Ludzkie oko nie jest w stanie wykryć tak wielu zagrożeń, jak zainstalowane nadajniki czy też kamery. Potrzebuje stałego odpoczynku, a urządzenia działają całą dobę, bez najmniejszego problemu. Natomiast człowiek nadal sam musi analizować zbierane dane. Przewiduję, że to jeszcze długo się nie zmieni – zaznacza Beniamin Krasicki.

Według Mirosława Gabzdyla, stosowanie innowacyjnych rozwiązań jest wyłącznie wsparciem dla pracowników ochrony i nie zastępuje ich fizycznej pracy, lecz wymusza podnoszenie kwalifikacji. Nadal potrzebny jest człowiek, który posiada realną umiejętność oceny zagrożenia. Dlatego wbrew krążącym opiniom, urządzenia nie mogą zabrać pracy ludziom. Powodem ograniczenia ilości stanowisk ochroniarzy nie jest rozwój technologii. To raczej wynika ze strategii firm. Dla przykładu, wielu właścicieli sklepów zauważa, że obecność strażników działa niekorzystnie na wizerunek ich placówek. Zadania umundurowanych osób przechodzą więc na sprzedawców. Oni de facto też mogą korzystać z nowoczesnych urządzeń.

– Z moich obserwacji wynika, że ilość pracowników stopniowo zmniejsza się w obiektach, w których zainstalowano np. beacony. Tylko w jednej z warszawskich galerii handlowych liczba ochroniarzy została ograniczona z 21 do 12 osób w ciągu kilku tygodni. Jednak w tej branży jest tak wiele pracy, że żaden uczciwy strażnik nie powinien się martwić taką sytuacją. Co więcej, osoby wybierane do obsługi systemów nie mają problemu z przystosowaniem się do nowej koncepcji działalności firmy. Szybko się uczą, a potem są lepiej opłacani. Zarabiają np. 15 zł brutto, czyli w ostatecznym rozrachunku zyskują. Taka perspektywa przekonuje wiele osób do pozostania w zawodzie – podsumowuje Beniamin Krasicki z Polskiej Izby Ochrony.

Obniżenie wieku emerytalnego spowoduje obniżenie świadczeń do 1 tys. złotych

Skutki budżetowe reformy emerytalnej zależą od tego, ile pieniędzy będzie trzeba wypłacać i jaki system dystrybucji środków zostanie wybrany. Jeżeli rząd postanowi, że będą wypłacane wyższe emerytury niż system zakłada obecnie, czyli np. powrócimy do wyższej stopy zastępowalności, taka sytuacja skończyłaby się źle. Jest ona  jednak nierealna do zrealizowania. Jeśli przy obliczaniu emerytur stan budżetu zostanie wzięty pod uwagę – wtedy martwić będą się emeryci. Obniżony wiek emerytalny oznacza coraz mniejszą liczbę aktywnych zawodowo na rynku pracy, które utrzymują system wypłaty świadczeń emerytalnych. To zagrożenie dla młodych ludzi podejmujących zatrudnienie. Pojawia się pewna pula osób gotowych do pracy, mających doświadczenie, które już pobierają pewne środki w postaci emerytur. Mają więc mniejsze wymagania finansowe, co ogranicza dostęp nowego pokolenia do rynku pracy, które nie posiadając innych dochodów ma wyższe potrzeby wynagradzania. Stanowi ono dla pracodawców mniej konkurencyjną grupę roboczą.

– Obniżenie wieku emerytalnego, w połączeniu ze starzeniem się społeczeństwa, oznaczać będzie bardzo niskie emerytury – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Stopa zastępowalności nie będzie wynosiła, tak jak obecnie, w nowym systemie w granicach 30-40 proc., ale będzie dużo niższa. Najprawdopodobniej jedyną zdolnością systemu będzie wypłacanie bardzo niskich świadczeń w wysokości ok. 1000 złotych dla każdego emeryta, jako system wsparcia, a nie zaspokojenia choćby podstawowych wymagań. W pozostałym zakresie osoby będące na emeryturze będą musiały martwić się same. Być może zachęceni możliwością zmiany wysokości świadczenia będą chcieli pracować dłużej. Wtedy do systemu wpłynęłoby więcej środków od osób pracujących. To jednak nie tylko kwestia wypłat. System emerytalny oparty na wypłatach z budżetu niepowiązanych z tym ile się uzbierało, zawsze będzie stratny dla pewnej grupy. Jedynie w przypadku wyższych świadczeń i ich powszechności byłoby inaczej.Kiedy istnieje wiele grup płacących niższe składki emerytalne lub pracujących krócej, niemożliwe jest wypłacenie godnych emerytur wszystkim do nich uprawnionym – podsumowała Durlik.

Programiści najbardziej pożądanymi pracownikami na rynku. Ich zarobki idą w górę

Programiści najbardziej pożądanymi pracownikami na rynku. Ich zarobki idą w górę 4

Digitalizacja firm wymaga różnych prac programistycznych, dlatego zapotrzebowanie na informatyków rośnie. W Polsce lukę szacuje się na 50 tys. osób, ale globalnie nawet na 2 mln wakatów. Możliwość rozwoju i atrakcyjne wynagrodzenie są dla informatyków najważniejsze przy zmianie pracodawcy. Choć większość jest zadowolona ze swojej pracy, cechuje ich duża mobilność. W ciągu ostatniego roku pracę zmieniło 40 proc. informatyków.

– Rynek IT cały czas nie jest nasycony. Firmy się digitalizują, wszystko dzieje się online czy elektronicznie, więc update’owanie systemów czy tworzenie nowych firm wymaga bardzo różnych prac programistycznych, cały czas brakuje jednak rąk do pracy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Jarośkiewicz, head of digital w Connectis.

Z ostatniego raportu „Niedobór talentów” ManpowerGroup wynika, że informatycy są w czołówce zawodów, których przedstawicieli pracodawcom najtrudniej jest znaleźć. W Polsce liczbę nieobsadzonych stanowiska w IT szacuje się na 30–50 tys. etatów. W całej Unii Europejskiej do 2020 roku liczba wakatów w tej branży przekroczy 800 tys. Szacuje się, że globalna luka może sięgać już 2 mln wakatów.

Z raportu „Sytuacja zawodowa programistów” przygotowanego przez IRCenter.com, Connectis i FILTTR wynika, że 97 proc. programistów pracuje w zawodzie, a 68 proc. jest z pracy zadowolonych.

– Programistów brakuje. Na całym świecie widać, jak programiści migrują, widać po zarobkach, po ogłoszeniach o pracę, że jest ogromne zapotrzebowanie na te usługi – mówi Aleksandra Jarośkiewicz.

Dlatego firmy prześcigają się w walce o pracownika. Część firm decyduje się sama kształcić informatyków. Oferuje im bezpłatny kurs, a jedynym warunkiem jest praca w firmie przez co najmniej dwa lata po zakończeniu kursu. Inne stawiają na ciekawe kampanie marketingowe: są obecne w grach komputerowych i organizują konkursy dla specjalistów. Firmy decydują się także na system premii dla pracowników za polecenie kogoś do pracy.

Wciąż jednak tym, co przede wszystkim przyciąga specjalistów IT, są możliwość rozwoju i zarobki. Raport „Sytuacja zawodowa programistów” wskazuje, że dla 80 proc. specjalistów IT to właśnie wynagrodzenie odgrywa główną rolę przy wyborze pracodawcy.

 Zarobki programistów w skali całego społeczeństwa są zdecydowanie wyższe. Najczęściej zarabiają jak średniej klasy menadżerowie, czasami nawet więcej, wszystko zależy od technologii, jaką się posługują. To zawód bardzo atrakcyjny. W ogłoszeniach podanych jest dużo szczegółów ofert: zarobki, kompetencje, których potrzebuje pracodawca, znacznie więcej informacji w porównaniu ze zwykłymi ogłoszeniami o pracę. Widać większą motywację ze strony pracodawców. Im więcej kompetencji, większe doświadczenie, tym te zarobki są wyższe – podkreśla ekspertka Connectis.

Z raportu wynika, że średnie zarobki programistów wynoszą 5–10 tys. zł na rękę. Co trzeci (28 proc.) dostaje mniej niż 5 tys. zł, ale co piąty (18 proc.) – 10–15 tys. zł. Kobiety przeważają w grupie najmniej zarabiających (38 proc.), mają też krótszy niż mężczyźni staż jako programiści – u blisko połowy nie przekracza 2 lat (przy 22 proc. w przypadku mężczyzn).

 Można spekulować, że im więcej będzie narzędzi upraszczających pracę programistów, tym ta praca będzie łatwiejsza i bardziej dostępna dla szerszego grona. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że duża część zadań jest wyspecjalizowana i wymaga tak dużych nakładów pracy, że nie każdy chce się tak angażować, więc ci ludzie zawsze będą zarabiali sporo, na razie nie zanosi się na zmiany – analizuje Jarośkiewicz.

To szansa dla osób, które myślą o przebranżowieniu. Jak ocenia ekspertka, można w łatwy sposób sprawdzić swoje predyspozycje do zawodu, przede wszystkim korzystając z samouczków w internecie.

 Jeżeli mamy smykałkę do myślenia logicznego, lubimy rozwiązywać zagadki, potrafimy patrzeć na sprawy i historie całościowo, to jest to dobry początek. To daje wskazówkę, że może się do tego nadaję. Można wówczas zacząć szukać szkolenia, które podniosłoby nam kompetencje i dało wgląd we własne umiejętności, żebyśmy mogli sprawdzić, czy jest to zawód dla nas – podkreśla Aleksandra Jarośkiewicz.

Szczepionka najskuteczniejszym sposobem zapobiegania zakażeniu pneumokokami. Brak szczepień może doprowadzić do zapalenia opon mózgowych lub sepsy

Szczepionka najskuteczniejszym sposobem zapobiegania zakażeniu pneumokokami. Brak szczepień może doprowadzić do zapalenia opon mózgowych lub sepsy 5

Pneumokoki to najczęstsza przyczyna pozaszpitalnych zakażeń bakteryjnych. Mogą prowadzić do takich groźnych dla zdrowia i życia powikłań jak zapalenie opon mózgowych lub sepsa. Konieczne jest więc zapewnienie najlepszych efektów medycyny prewencyjnej. Rozwojowi zakażenia skutecznie zapobiegają szczepienia, które pobudzają układ immunologiczny dziecka, nie powodując skutków ubocznych. Szczepionki są obecnie jedyną metodą profilaktyki chorób pneumokokowych.

Pneumokoki to bakterie z rodzaju paciorkowców osiedlające się w górnych drogach oddechowych. Według szacunków ich nosicielami może być nawet 40 proc. dzieci i 10 proc. dorosłych. Do zakażenia dochodzi najczęściej drogą kropelkową, rzadziej przez bezpośredni kontakt z osobą chorą lub będącą nosicielem. Bakterie atakują ludzi ze wszystkich grup wiekowych, najbardziej narażone na zachorowanie są jednak dzieci do 2 roku życia oraz seniorzy po 65 roku życia. Czynnikiem ryzyka są ponadto choroby przewlekłe, upośledzenie odporności, cukrzyca oraz choroby układu krwionośnego i serca. Dla zdrowego organizmu pneumokoki nie stanową zagrożenia, u osób podatnych na ich działanie mogą jednak wywoływać poważne schorzenia, często groźne dla życia.

 Przez wiele lat mówiło się o pneumokokach, że to prawdziwi zabójcy. To jedna z najczęstszych przyczyn zakażenia dróg oddechowych. Powodują one też bardzo niebezpieczne zakażenia inwazyjne, czyli sepsę, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, ale to, z czym stykamy się najczęściej, to zapalenie ucha i zapalenie płuc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Anna Skoczyńska, kierownik Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN).

Jedyną skuteczną metodą zapobiegania zakażeniu pneumokokami jest szczepienie ochronne. Medycyna wyróżnia ponad 90 szczepów tych bakterii, jednak za większość zachorowań odpowiedzialnych jest tylko maksymalnie 20 z nich.

Szczepionki przeciwko pneumokokom, które podajemy dzieciom, to tzw. szczepionki skoniugowane. Produkują one antyciała i wytwarzają system ochronny u dzieci, chroniąc przed różnymi chorobami. Obecnie mamy dwie szczepionki: PCV 10 i PCV 13. Są zbudowane w różny sposób, skonstruowane z różnych materiałów. Mają też różny zakres ochronny, ale obie są skuteczne – mówi prof. Ron Dagan z Soroka Medical Center w Beer-Szewie.

PCV 10 ma w swoim spektrum dziesięć serotypów pneumokoków, druga natomiast trzynaście. Obie szczepionki wytwarzają antyciała, pobudzając system odpornościowy organizmu.

 Wierzę, że większość ekspertów powie, że szczepionka przeciwko pneumokokom, która ma więcej serotypów, przynosi lepszy efekt, ponieważ nie tylko mocniej zwalcza większą liczbę chorób, lecz także zapobiega przenoszeniu się chorób powodowanych przez pneumokoki z dzieci na osoby dorosłe – mówi prof. Ron Dagan.

Szczepionka PCV13 zawiera ponadto antyciała agresywnego szczepu pneumokoków 19A. Od 2017 roku szczepienia przeciwko tym bakteriom są w Polsce obowiązkowe dla wszystkich noworodków oraz refundowane przez NFZ – wcześniej należały do grupy szczepień zalecanych, lecz nieobligatoryjnych.

Z licznych badań wynika, że szczepionki skoniugowane są skuteczne w zapobieganiu rozwojowi choroby pneumokokowej, zapalenia płuc oraz zapalenia ucha środkowego, a dodatkowo są bezpieczne nawet dla małych dzieci. Przeciwnicy szczepień zarzucają im jednak brak skuteczności i przestarzałą formułę, mają również wątpliwości odnośnie przetargu resortu zdrowia.

– Większość ludzi, którzy odrzucają szczepionki, jest po prostu zdezorientowana. Nie są pewni. Być może powinniśmy im poświęcić więcej czasu – mówi prof. Ron Dagan.

Od dłuższego czasu w Polsce nasilają się ruchy antyszczepionkowe. W 2017 roku 28 tys. rodziców, czyli ponaddwukrotnie więcej niż 2 lata wcześniej, odmówiło poddania swego dziecka szczepieniom ochronnym. Zdaniem ekspertów obecnie nie ma powodu do zmartwienia, wciąż bowiem zdecydowana większość Polaków decyduje się na obowiązkowe szczepienia. O poważnym problemie będzie można mówić dopiero w przypadku, gdy odsetek szczepionych dzieci spadnie poniżej 95 proc. Wówczas mogą powrócić epidemie chorób nieaktywnych przez ostatnie lata, np. odry.

 Rzeczywiście zapomina się, jakie jest dobrodziejstwo szczepień. Przed erą szczepień przeciwko odrze około 100 dzieci w Polsce umierało z powodu powikłań związanych z zachorowaniem na tę groźną chorobę – mówi prof. Ewa Bernatowska, alergolog, immunolog, kierownik Oddziału i Poradni Immunologii w Instytucie Centrum Zdrowia Dziecka.

Przyczyną sprzeciwu wobec szczepieniom może być brak wystarczającej wiedzy wśród społeczeństwa. Dlatego też zdaniem ekspertów edukacja w tym zakresie powinna rozpocząć się jak najwcześniej, najlepiej już na lekcjach przyrody w szkole. Dzieci i młodzież powinny się uczyć podstaw immunologii, dzięki czemu wiedziałyby, jak przygotowywane są szczepionki i znały zasady ich działania. Szeroka edukacja na temat szczepień ochronnych to także konieczność na studiach medycznych oraz z zakresu zdrowia publicznego – lekarze i pielęgniarki muszą bowiem wiedzieć, jak rozmawiać z rodzicami niechętnymi szczepieniom.

– Lekarze dostają słabą edukację w zakresie szczepień i medycyny prewencyjnej, profilaktyki w czasie studiów medycznych i niestety również w czasie szkolenia podyplomowego – mówi prof. Waleria Hryniewicz, konsultant krajowy w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej.

Ekspertka podkreśla również, że problemem jest ograniczony czas, jaki lekarz może poświęcić pacjentowi. Podczas krótkiej wizyty często nie ma możliwości rozwiania wątpliwości rodziców dotyczących szczepionek oraz uspokojenia ich. Z badań wynika, że rodzice najczęściej obawiają się reakcji alergicznej u dziecka oraz możliwości wystąpienia groźnych powikłań po podaniu kilku różnych szczepionek w krótkim czasie. W Polsce w pierwszym roku życia dziecko powinno zostać poddane szczepieniom przeciwko gruźlicy, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, błonicy, tężcowi, krztuścowi oraz polio w kilku dawkach.

Do końca 2018 roku rynek przesyłek kurierskich w Polsce będzie wart 6,4 mld zł. Firmy z branży inwestują w coraz bardziej nowoczesną infrastrukturę

Do końca 2018 roku rynek przesyłek kurierskich w Polsce będzie wart 6,4 mld zł. Firmy z branży inwestują w coraz bardziej nowoczesną infrastrukturę 6

Handel internetowy jest głównym motorem napędzającym branżę kurierską. Do rozwoju przyczyniają się także rosnący handel międzynarodowy i dobra sytuacja gospodarcza w Polsce. Eksperci prognozują, że do końca przyszłego roku rynek przesyłek kurierskich urośnie o 12 proc. i będzie wart już 6,4 mld zł, a wolumen przesyłek przekroczy 440 mln. Tak szybki rozwój wymusza na firmach kurierskich kolejne inwestycje. Na warszawskim Lotnisku Chopina otwarto właśnie jedną z najnowocześniejszych w całej Europie inwestycji dla branży kurierskiej. 

 E-commerce ma duży wpływ na rozwój branży logistycznej i kurierskiej. To dynamiczny rynek rosnący szybciej niż standardowy rynek b2b. Klienci mają swoje potrzeby, chcą odbierać przesyłki w różnych godzinach, z różnych miejsc. Dlatego podpisywane są umowy z partnerami, żeby ułatwić finalnemu klientowi możliwość odbioru bądź nadania przesyłki w formie najbardziej dostosowanej do jego oczekiwań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edwin Osiecki, wiceprezes do spraw sprzedaży i marketingu oraz członek zarządu DHL Express.

Z tegorocznego raportu Gemius „E-Commerce w Polsce 2017” wynika, że w sieci kupuje 54 proc. polskich internautów, to o 4 proc. więcej niż rok wcześniej. 53 proc. konsumentów kupuje w polskich e-sklepach, a 16 proc. w zagranicznych. Dla większości klientów (82 proc.) głównym czynnikiem, który przemawia za zakupami w internecie, jest całodobowa dostępność.

Rynek KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) w Polsce rośnie w skokowym tempie już od kilku lat. Jak wynika z danych firmy doradczej PwC w 2015 roku, jego wartość sięgnęła blisko 4,49 mld zł i była o 32 proc. wyższa niż jeszcze w 2011 roku. Natomiast liczba przesyłek nadanych w 2015 roku wyniosła 313 mln sztuk i była o 57 proc. wyższa niż cztery lata wcześniej.

Według prognoz ekspertów PwC do końca 2018 roku wartość rynku KEP urośnie o kolejne 12 proc. rdr. do poziomu 6,4 mld zł. Natomiast wzrost wolumenu wyniesie 11 proc. rdr. do poziomu około 440 mln paczek (raport „Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych w Polsce do 2018 roku”). Tak szybki rozwój powoduje, że firmy kurierskie muszą być elastyczne, dostosowywać się do rynku i stale inwestować, żeby sprostać oczekiwaniom klientów.

– Większa elastyczność oznacza przede wszystkim dostosowanie procesów kurierskich, zadbanie o odpowiednią liczbę ludzi w najbardziej szczytowych momentach, takich jak końcówka roku, szczyt wyprzedaży czy Black Friday. Z wieloma klientami z dużym wyprzedzeniem ustalamy dni czy tygodnie, w których organizowane są wyprzedaże i do tego dostosowujemy nasze możliwości serwisowe – mówi Edwin Osiecki.

Według szacunków Transparency Market Research do 2024 roku globalny rynek logistyki dla e-commerce urośnie do poziomu 781 mld dolarów ze 122 mld w 2014 roku. Największą część tej branży stanowią właśnie usługi transportowe.

Eksperci PwC zauważyli, że obok e-commerce czynnikami sprzyjającymi branży kurierskiej są również handel międzynarodowy (w latach 2011–2015 liczba paczek przesyłki ekonomicznej zagranicznej zwiększyła się o 88 proc.) i wzrost gospodarczy w Polsce.

 W ciągu ostatnich trzech lat Polska była najszybciej rosnącym rynkiem spośród wszystkich 220 krajów, w których operuje DHL Express. Eksport za naszym pośrednictwem rośnie bardzo szybko – kilka lat temu na pięć przesyłek importowych przypadała jedna eksportowa. W tej chwili ten stosunek wynosi 2:1. Najwięcej przesyłek za naszym pośrednictwem klienci wysyłają do krajów Europy Zachodniej – Niemcy, Francja, Włochy to najpopularniejsze kierunki. Trzeci najpopularniejszy kierunek to USA – mówi Tomasz Buraś, prezes zarządu DHL Express.

Szybko rośnie też import, głównie z krajów azjatyckich. Największym rynkiem, z którego klienci importują towar za pośrednictwem DHL Express, są obecnie Chiny, Tajwan, Hong Kong oraz USA. Duże tempo przyrostu notują też mniejsze rynki – Afryka Północna, Emiraty Arabskie oraz Ameryka Południowa.

– Widzimy bardzo duży przyrost rynku międzynarodowego. To zjawisko trwa od kilku lat. Jest dużo inwestorów zagranicznych, którzy stąd wysyłają swoje towary za granicę. Po drugie, polskie firmy zaczęły bardzo dużo eksportować. Rośniemy dwucyfrowo w bardzo dobrym tempie. Pomaga nam polska gospodarka, a my pomagamy naszym klientom osiągnąć sprzedaż na rynkach całego świata – mówi Tomasz Buraś.

Aby nadążyć za rynkiem i odpowiadać na jego potrzeby, firmy kurierskie muszą cały czas inwestować w rozwój, m.in. infrastruktury pozwalającej na obsługę zwiększonego ruchu. W październiku na warszawskim Lotnisku Chopina otwarto międzynarodowy lotniczy terminal kurierski wraz z całą infrastrukturą. W ciągu godziny będzie mógł obsłużyć nawet 6 tys. przesyłek. To najnowocześniejszy taki obiekt w Polsce i zarazem jeden z najbardziej nowoczesnych w Europie. Koszt inwestycji wyniósł blisko 100 mln zł.

Terminal do obsługi międzynarodowych usług lotniczych w Warszawie to część ogromnego planu inwestycyjnego DHL Express. Globalny gigant branży logistycznej już wcześniej uruchomił inwestycje na londyńskim Heathrow, hubach przeładunkowych w Lipsku, Pradze, Bratysławie i Stambule. Jednak zakończona właśnie inwestycja w Polsce jest największym jak dotąd przedsięwzięciem DHL Express w Europie Środkowej.

– Po uruchomieniu nowej inwestycji rynek kurierski na pewno się zmieni, ponieważ jesteśmy w stanie oferować naszym klientom dużo lepsze czasy dostawy, ale jesteśmy też w stanie coraz później odbierać je od naszych klientów, na czym im bardzo zależy. Do Warszawy przylatują przesyłki z całego świata. Stolica ma bezpośrednie połączenie z naszym centralnym hubem europejskim w Lipsku, ale także z Łodzią, Białymstokiem, Lublinem. Tam również będziemy w stanie szybciej doręczać przesyłki – mówi Agnieszka Błaś, dyrektor ds. operacji i członek zarządu DHL Express.

Terminal kurierski powstał na terenie należącym do spółki LS Airport Services i obok Warsaw Cargo Terminal jest drugim największym obiektem w LS Cargo Parku. Według zapowiedzi Johna Pearsona, CEO DHL Express Europe, w najbliższym czasie podobne inwestycje mają też zostać oddane w Brukseli i Bukareszcie. Międzynarodowy gigant zamierza również nadal inwestować we wzrostowy polski rynek.

– Nasz nowy terminal jest najnowocześniejszym obiektem DHL Express w Polsce, ale jednocześnie najnowocześniejszym terminalem cargo w Polsce. Jego obecna przepustowość wynosi do 6 tys. paczek na godzinę – tyle możemy sortować w nowych warunkach. Jesteśmy kilkanaście dni po otwarciu tej inwestycji. Mamy nadzieję, że w przyszłości ten terminal będzie również podsortownią naszego hubu w Lipsku i będziemy mogli obsługiwać więcej kierunków – nie tylko krajowych, lecz także do innych krajów Europy Wschodniej – mówi Agnieszka Błaś.

Na raka prostaty co roku umiera 4 tys. mężczyzn w Polsce. Ich świadomość i wiedza na temat profilaktyki wciąż są bardzo małe

Na raka prostaty co roku umiera 4 tys. mężczyzn w Polsce. Ich świadomość i wiedza na temat profilaktyki wciąż są bardzo małe 7

Rak prostaty to drugi po raku płuc najczęstszy nowotwór złośliwy zabijający mężczyzn w Polsce. Co roku umiera z jego powodu ok. 4 tys. osób. Rocznie diagnozuje się ok. tysiąca przypadków nowotworu jąder. Część zmian można wykryć samemu, jednak świadomość panów w tym zakresie jest niewielka. Choć 75 proc. mężczyzn jest przekonanych o skuteczności działań profilaktycznych, tylko co czwarty uważa, że sam powinien je wykonywać. Może to zmienić kampania Movember, której czwarta edycja w Polsce właśnie ruszyła. 

 Polacy są społeczeństwem, w którym rośnie średnia wieku, w związku z tym wzrasta też liczba zachorowań. Rak prostaty jest w tej chwili drugim nowotworem zabijającym mężczyzn w Polsce, zaraz po raku płuc. Statystyki pokazują, że coraz młodsi mężczyźni chorują na ten nowotwór. Należy więc badać się już po 45 roku życia. Rak prostaty wcześnie wykryty jest łatwiejszy do kontroli i całkowitego wyleczenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kajdaniuk, koordynator kampanii Movember Polska.

W Polsce w ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na raka prostaty zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku zapada na niego 9 tys. mężczyzn, z czego blisko 4 tys. umiera.

 Jeśli chodzi o raka jąder, to statystyka również wzrasta. Jeszcze niedawno było to 0,8 proc., obecnie prawie 1,5 proc. jeśli chodzi o zachorowania w skali całej populacji. Najdobitniej może świadczyć o tym fakt, że z 1,3 tys. przebadanych przez nas w ubiegłym roku mężczyzn aż 16 chorowało na nowotwór jąder, nie mając o tym pojęcia, a oprócz tego wykryliśmy także kilkanaście przypadków innych chorób jąder – wskazuje Kajdaniuk.

Zachorowalność na raka jąder stopniowo rośnie. Rocznie wykrywa się go u ok. tysiąca pacjentów. Choć zazwyczaj ryzyko nowotworu rośnie wraz z wiekiem, w przypadku raka jąder jest inaczej. Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że 70 proc. zachorowań na raka jądra przypada na mężczyzn w wieku od 20 do 39 roku życia.

Choć zachorowalność na nowotwory jest coraz większa, to dużo do życzenia pozostawia wiedza mężczyzn o profilaktyce.

– Skupiamy się na edukacji, bo niewielu mężczyzn wie o tym, że nowotwory jąder to nowotwory młodych osób albo że nowotwory prostaty można w łatwy sposób wykryć i leczyć dzięki regularnym badaniom krwi pod kątem PSA przynajmniej raz w roku. Niewielu mężczyzn wie, że trzeba wykonywać samobadanie jąder – tłumaczy koordynator kampanii Movember Polska.

Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Miej serce do zdrowia” 2/3 panów deklaruje, że prowadzi zdrowy tryb życia. Mężczyźni częściej niż kobiety deklarują, że uprawiają sport, jednak tylko co czwarty wie, jak istotna przy wykrywaniu nowotworów jest profilaktyka. Morfologia krwi z rozmazem i OB, wykonywana co najmniej raz w roku pozwala wykryć dużo ciężkich chorób. W przypadku mężczyzn oprócz podstawowych badań krwi niezbędne jest samobadanie i USG jąder, a po 45 roku życia także badanie pod kątem raka prostaty.

 Kobiety dużo chętniej chodzą do lekarza i chętniej się badają. Mają świadomość, jak ważna jest profilaktyka. W przypadku mężczyzn jest nieco gorzej, ponieważ o ile 80 proc. mężczyzn deklaruje, że badania profilaktyczne są istotne, o tyle tylko co czwarty chodzi do lekarza i naprawdę się bada. Im więcej kampanii, które będą wychodziły do ludzi i organizowały na przykład bezpłatne badania w miejscach publicznych, tym lepiej – ocenia Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy Nationale-Nederlanden. – Nationale-Nederlanden już trzeci rok z rzędu jest zaangażowane w kampanię Movember. Od wielu lat mówimy, jak ważne jest zdrowie i profilaktyka zdrowotna, a ta kampania w sposób niestandardowy mówi do mężczyzn o znaczeniu badań profilaktycznych.

24 października ruszyła czwarta edycja tej kampanii społecznej w Polsce. Po raz drugi w jej ramach realizowane są bezpłatne badania USG jąder dla mężczyzn, które mają wyrobić u panów nawyk dbania o swoje zdrowie intymne.

– W stosunku do poprzedniego roku rozszerzamy liczbę wydarzeń z badaniami, bo chcemy dotrzeć do jeszcze większej liczby mężczyzn – podkreśla Jakub Kajdaniuk. – Robimy to, co w zeszłym roku, większość rzeczy się sprawdziła, tylko tym razem robimy tego więcej i lepiej. Chcemy, aby rozchodziły się informacje o tym, jak i kiedy się badać, kiedy zgłosić się do lekarza. Chcemy badać coraz więcej mężczyzn.

W 2016 roku w ramach kampanii Movember, której symbolem są wąsy, udało się przebadać 1,3 tys. mężczyzn. W tym roku dzięki serii spotkań z bezpłatnymi badaniami, meczom piłki ręcznej w ramach PGNiG Superligii, działaniom w mediach społecznościowych organizatorzy chcą przyciągnąć 2 tys. osób.

Movember Polska jest częścią międzynarodowej kampanii zachęcającej mężczyzn do profilaktyki. Kampanię wspierają Nationale-Nederlanden, Affidea Polska, Marco, Profimedical, Klinika Nova, Bayer Polska i Zew for Men. Kampania ruszyła 24 października, a od 2 listopada startują bezpłatne badania profilaktyczne. Harmonogram darmowych badań profilaktycznych dla mężczyzn dostępny na stronie movember.org.pl 

Trwa boom inwestycyjny w małych i średnich firmach. Zakup samochodów lub maszyn najchętniej finansują leasingiem

Trwa boom inwestycyjny w małych i średnich firmach. Zakup samochodów lub maszyn najchętniej finansują leasingiem 8

Branża leasingu rośnie w siłę – po trzech kwartałach tego roku wzrost wyniósł prawie 13 proc. Zdecydowana większość umów leasingowych dotyczy samochodów osobowych i lekkich dostawczych oraz maszyn i urządzeń. 70 proc. sięgających po tego rodzaju finansowanie to mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa. Eksperci nie mają wątpliwości, że rozwojowi usługi sprzyja dobra koniunktura gospodarcza.

– Na dobry wynik sektora wpływa przede wszystkim dobra sytuacja gospodarcza, mierzona bardzo wysokim wykorzystaniem mocy produkcyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Krzemiński, prezes zarządu PKO Leasing. – Za każdym razem, kiedy ten wskaźnik przekracza 80 proc., jest to czas, gdy zbliżamy się niemal do boomu inwestycyjnego, a teraz jest on grubo powyżej 80 proc. Widać więc, że polska gospodarka, mając duży popyt na produkty w kraju i za granicą, potrzebuje mocy produkcyjnych, czyli maszyn, urządzeń, środków transportu, samochodów, sprzętu IT po to, aby wypełnić ten rosnący popyt.

Jak wynika z danych Związku Polskiego Leasingu, od stycznia do września 2017 roku polskie firmy zakupiły w formie leasingu aktywa o wartości 47,9 mld zł. To o 12,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Dla porównania cała gospodarka urosła w dwóch pierwszych kwartałach (wstępne dane za III kwartał GUS opublikuje w połowie listopada) o 3,9–4,0 proc. Natomiast podawany przez Narodowy Bank Polski wspomniany wskaźnik wykorzystania mocy produkcyjnych, świadczący o dużej liczbie zamówień, a więc wysokim popycie, w III kwartale 2017 roku przekroczył 83 proc. po raz pierwszy od 2008 roku.

Większość klientów firm leasingowych – tak jak większość firm w Polsce w ogóle – to podmioty mikro- (zatrudniające do 9 osób i o obrotach do 5 mln zł) oraz małe (10–49 pracowników, obroty 5–20 mln zł).

– Małe i średnie przedsiębiorstwa dla całej branży leasingowej to ponad 50 proc. portfela – mówi prezes PKO Leasing. – Firmy, które mają obroty do 20 mln zł, to ponad 70 proc., więc branża leasingowa przede wszystkim obsługuje małe firmy, które mają odbiorców na swoje produkty czy usługi. Leasing jest rozdrobnionym biznesem – funkcjonuje głównie dlatego, że mamy dobry popyt wewnętrzny i nasi klienci oferują swoje produkty i usługi na rynkach lokalnych dla popytu wewnętrznego.

Widać to po strukturze finansowania leasingiem. W pierwszych dziewięciu miesiącach roku najbardziej dynamicznie rozwijał się leasing maszyn i urządzeń, czyli właśnie wyposażenia zwiększającego moce produkcyjne – o 19,4 proc. Wartość umów w tym sektorze sięgnęła 13,3 mld zł, co dało mu drugie miejsce po najbardziej wciąż popularnych samochodach osobowych, dostawczych i ciężarowych do 3,5 t (21,1 mld zł, wzrost o 18,5 proc.). Transport ciężki, czyli ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego odpowiadają za 12,8 mld zł, czyli 26,7 proc. rynku. Wartość finansowania w tym segmencie w porównaniu z rokiem ubiegłym nie uległa zmianie.

– Tempo wzrostu w segmencie transportu ciężkiego to niecały 1 proc. za trzy kwartały, a były w ciągu roku momenty, że tempo wzrostu było lekko ujemne – komentuje Andrzej Krzemiński. – Jest kilka elementów sektorowych, strukturalnych, które powodują, że tempo tego segmentu nie jest najwyższe w tym roku, ale trzeba też wziąć pod uwagę to, że w zeszłym roku mieliśmy bardzo duży wzrost, w związku z tym mamy efekt bazy. Myślę jednak, że przedsiębiorstwa transportowe w Polsce ciągle mają się dobrze.

Leasing jest jedną z chętniej wybieranych form finansowania zakupu niezbędnego do prowadzenia działalności sprzętu, urządzeń, wyposażenia, a nawet nieruchomości. Z cytowanego przez Związek Polskiego Leasingu raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowanego przez Keralla Research wynika, że przedsiębiorstwa tego formatu najczęściej w celu sfinansowania inwestycji sięgają po leasing oraz kredyt bankowy Z faktoringu korzysta 4 proc., z dotacji 3,8 proc., a 1,8 proc. posiłkuje się pożyczkami od innych spółek.

Zdaniem Andrzeja Krzemińskiego cała branża wzrośnie w tym roku o 14–15 proc., nieco skromniej niż prognozowano na początku roku.

– Pierwotna prognoza Związku Polskiego Leasingu na 2017 rok mówiła o blisko 17 proc. wzrostu, teraz po trzech kwartałach widzimy, że jest to 13 proc. – uzasadnia prezes PKO Leasing. – Musimy pamiętać, że IV kwartał zawsze jest najlepszy. To okres żniw dla branży leasingowej, więc niewykluczone, że z tych 13 proc. zrobi się 14 proc., ale myślę, że jednak nie będzie tak wysoko jak pierwotnie zakładaliśmy.

PKO Leasing jest firmą powstałą z połączenia aktywów działalności leasingowej PKO Banku Polskiego oraz zakupionego przez największy polski bank przed rokiem za 850 mln zł Raiffeisen-Leasing Polska. Według własnych danych podmiot ma 12,5 proc. polskiego rynku, co daje mu pozycję lidera. Powoduje też, że struktura finansowania w podziale na rodzaj dóbr jest zbliżona do tej panującej na całym rynku.

Warszawa – wysoki popyt na powierzchnie biurowe oraz duża aktywność deweloperska

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2017 r.

W ostatnim czasie znane instytucje finansowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, agencje Fitch i Moody’s, czy Goldman Sachs znacznie podniosły swoje prognozy dotyczące wzrostu PKB Polski. Potwierdza to silną pozycję kraju i Warszawy oraz zwiększa atrakcyjność stolicy w oczach inwestorów.

Popyt

„Dynamiczny rozwój Warszawy, która jest dziś jednym z kluczowych ośrodków finansowych w Europie, wpływa na ciągłe umacnianie się tutejszego rynku biurowego. W okresie od stycznia do września tego roku popyt brutto w stolicy wyniósł blisko 590 000 mkw., co stanowi 78% łącznego zapotrzebowania z 2016. Dodatkowo, do końca roku pojawią się duże transakcje najmu, dzięki czemu spodziewany wynik za cały 2017 r. będzie bardzo dobry”, tłumaczy Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Największe umowy najmu w Warszawie, I – III kwartał 2017

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Millennium Bank (odnowienie) Harmony Office Centre 18 300
City Service Center Poland (przednajem) Generation Park X 13 600
Alior Bank (odnowienie & ekspansja) Łopuszańska Business Park B 13 400
AstraZeneca (odnowienie & ekspansja) Postępu 14 13 200

Źródło: JLL, PORF, 2017                                            

Podaż

Wolumen nowej podaży w tym roku jest znacznie niższy niż w 2016 r. Do tej pory do użytku oddano prawie 205 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie, z czego nieco ponad 73 500 mkw. w III kwartale. Kolejne 80 000 mkw. może trafić na rynek stołeczny do końca roku, z czego prawie połowa jest już zabezpieczona umowami przednajmu. W 2018 r. spodziewany jest dalszy spadek wolumenu nowej podaży.

„Zwróćmy jednak uwagę na to, że obecnie w budowie pozostaje ok. 770 000 mkw. biur co znajdzie swoje odzwierciedlenie we wzroście wolumenu nowej powierzchni w latach 2019-2020. Jest to konsekwencja realizacji szeregu dużych projektów, takich jak Varso Tower, The Warsaw Hub oraz Mennica Legacy Tower, które wymagają dłuższego czasu budowy. Te obiekty istotnie wpłyną na panoramę miasta i rozwój warszawskiego rynku biurowego”, komentuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe budynki biurowe oddane do użytku w okresie I – III kw. 2017

Budynek Deweloper Powierzchnia (mkw.)
Business Garden 3 – 7 Vastint 54 800
West Station II HB Reavis 35 000
D48 Penta Investments 23 400

Źródło: JLL, PORF, 2017 

Pustostany i czynsze

Okres od stycznia do września oznaczał systematyczny spadek poziomu pustostanów w Warszawie, który obecnie wynosi 12,9%. W obszarach centralnych kształtuje się on na poziomie ok. 11%, co jest najniższym wynikiem od 2013 r., natomiast poza centrum – 14%.

„Spadek poziomu pustostanów jest efektem umiarkowanego wolumenu nowej podaży i silnego popytu, szczególnie wejść nowych podmiotów przy równoległym, organicznym wzroście firm już obecnych w Warszawie. Spodziewamy się, że ten trend powinien utrzymać się również w nadchodzącym roku”, dodaje Mateusz Polkowski.

Najwyższe czynsze transakcyjne utrzymywały się na relatywnie stabilnym poziomie. Miesięczne stawki najmu w Centralnym Obszarze Biznesu kształtują się na poziomie od 20,5 do 23 euro za mkw., a poza Centrum wahają się w przedziale 11-16 euro za mkw.

Kurs franka poniżej 3,62 zł. Jest najtańszy od 33 miesięcy

Notowania szwajcarskiego franka spadły poniżej 3,62 zł i znalazły się najniżej od tzw. czarnego czwartku (15 stycznia 2015 roku), gdy Narodowy Bank Szwajcarii zrezygnował z obrony tej waluty przed umocnieniem, co wywołało momentalny skok jej notowań do 4,70 zł.

W środę frank tanieje o ponad 2 gr, a jego kurs spadł w godzinach popołudniowych do 3,6187 zł, co jest najniższym poziomem od tzw. czarnego czwartku, czyli 15 stycznia 2015 roku. To wówczas Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) podjął decyzję o rezygnacji z dalszej walki o niedopuszczenie do nadmiernego umocnienia swojej waluty w relacji do euro, pozwalając na spadek kursu EUR/CHF poniżej bronionego dotychczas poziomu 1,20.

Dzisiejsza przecena franka do złotego też jest związana z parą EUR/CHF. Jej notowania rosną o 0,25 proc. do 1,1690, w oczekiwaniu na jutrzejsze wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Rynek spodziewa się, że bank zakomunikuje zmniejszenie miesięcznych zakupów aktywów do poziomu 40 mld EUR, co miałoby nastąpić z początkiem stycznia 2018 roku. Oznacza to, stosując pewne uproszczenia myślowe, że ECB będzie mniej drukował pieniędzy, co obecnie wspiera notowania euro do franka, pośrednio spychając w dół notowania CHF/PLN. Proces ten wspierają też lepsze dane makroekonomiczne i wyższa inflacja w strefie euro niż w Szwajcarii, co oznacza, że w przyszłości ECB wcześniej zdecyduje się podnieść stopy procentowe niż SNB. Ponadto utrzymujące się dobre nastroje na rynkach globalnych również nie zachęcają do kupna franka, gdyż inwestorzy nie potrzebują bezpiecznych inwestycji, bo szukają tych bardziej ryzykownych, ale przynoszących wyższą stopę zwrotu.

Wykres dzienny CHF/PLN

CHFPLN+DailySpadek CHF/PLN poniżej 3,62 zł nie musi kończyć przeceny tej pary, która znajduje się w silnym trendzie spadkowym już od grudnia 2016 roku. Od tego momentu frank potaniał aż o 62 gr. W tym od końca września br. o 17 gr. Rynek wprawdzie jest już wyprzedany, co w każdej chwili może zaowocować wzrostową korektą, ale jednocześnie brak jest poważnych przesłanek mogących sugerować zakończenie trendu spadkowego.

Wykres tygodniowy CHF/PLN

CHFPLN+WeeklyZ obecnych kursów CHF/PLN zadowoleni mogą być wszyscy spłacający kredyty mieszkaniowe denominowane w szwajcarskiej walucie. Wprawdzie jest ona jeszcze o 7 gr droższa niż przed 15 stycznia 2015 roku, ale równocześnie stopy procentowe w Szwajcarii są o 50 punktów bazowych niższe niż wtedy (3-miesięczna stopa LIBOR we franku szwajcarskim kształtuje się obecnie w przedziale od -1,25 proc. do -0,25 proc.), co oznacza niższą miesięczną ratę kredytu niż przed prawie trzema laty.

Zupełnie inne nastroje niż na CHF/PLN panują na GBP/PLN. Brytyjski funt podrożał dziś o 3 gr, zbliżając się do 4,77 zł, w reakcji na opublikowane przed południem lepsze od prognoz dane nt. wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii. W III kwartale br. sięgnął on 0,4 proc. w relacji kwartalnej,  wobec 0,3 proc. w II kwartale i wobec takiej samej prognozy. Dane te postawiły przysłowiową kropkę nad i jeżeli chodzi o listopadową podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii. Jego posiedzenie zaplanowane jest na 2 listopada. Jest prawdopodobne, że w oczekiwaniu na nie funt może dalej drożeć.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Draghi ma wszystkie karty w ręku

Redukcja skupu obligacji konieczna, pytanie o ile i na jak długo. Szefowi EBC może nie zależeć by wzmocnić wspólną walutę. Ifo z Niemiec w centrum uwagi. Dane na temat PKB z Wielkiej Brytanii za III kwartał mogą wywrzeć większą presję na funta. Delikatne straty krajowej waluty.

Czekamy na konkrety

Wczorajszy dzień upłynął bez emocji. Inwestorzy bacznie oczekują na czwartkowe posiedzenie EBC. Są spore szanse, że poznamy dalsze losy programu QE od stycznia 2018. To, że ulegnie zmniejszeniu nie ulega dyskusji pytanie tylko w jakiej formie. Czy to będzie redukcja o 30 mld czy raczej 20 mld. Jest jednak spora szansa na to, że nie poznamy szczegółów dotyczących długości trwania programu. I byłoby to uzasadnione gdyż tak naprawdę nie wiadomo co wydarzy się w kolejnych miesiącach jak zachowa się choćby inflacja.

Wzrosty na euro wątpliwe

Teoretycznie więc powolne wychodzenie z luźnej polityki będzie argumentem pozytywnym dla euro. Ale może okazać się, że wcale nie do końca. Trzeba przyznać, że sama redukcja wynika raczej z powodów prawnych gdyż przekroczono by limity gdyby program trwał dalej w tej wysokości skupu aktywów. Dodatkowo mamy konferencję Mario Draghiego i kto stawia na jastrzębi ton może się bardzo rozczarować. Szef EBC już nie raz sygnalizował, że aprecjacja euro nie jest korzystna. Ma więc wszystkie karty w ręku by teraz schłodzić nieco głowy inwestorów trzymających długie pozycje we wspólnej walucie.

Ifo odpowie jaki jest sentyment

Dzisiaj całkiem ciekawy dzień pod kątem danych makro. O 10.00 poznamy indeks instytutu Ifo. Po ostatnim spadku tym razem oczekuje się utrzymania obecnego poziomu. Wynik w tych okolicach bez wątpienia pozwoli kontynuować dobry sentyment wokół lokomotywy europejskiej gospodarki. Jeśli przypomnimy sobie niedawne silniejsze odczyty produkcji przemysłowej i większy.

Kolejny gwóźdź do trumny funta?

O 10.30 kluczowe dane dla funta brytyjskiego. Pojawią się wstępne dane tempa wzrostu PKB za III kwartał. Poprzedni kwartał w ujęciu r/r oscylował wokół 1,5%. I był to najwolniejszy przyrost od prawie 4 lat. W tym kwartale prognozy zakładają spadek o 0,1%. Jeśli wynik okaże się jeszcze gorszy może to wywrzeć negatywną presję na brytyjskiej walucie.

Teoretycznie bez znaczenia

O 14.30 poznamy publikację dynamiki zamówień na dobra trwałe z USA. Prognoza zakłada utrzymanie poziomu 0,5%. Ruchy jednak na dolarze mogą być ograniczone, chyba, że wynik okaże się znacznie gorszy od prognoz.

Niewielka korekta ostatnich wzrostów

Krajowa waluta pozostaje od wczoraj stabilna. Niemniej widać korektę ostatniej fali aprecjacji krajowej waluty. EUR/PLN jest już powyżej 4,24. Kolejny spadek bezrobocia tym razem do poziomu 6,8% za wrzesień nie przyniósł umocnienia złotego.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

BLIK otrzymał zgodę Prezesa NBP i stał się pierwszym niekartowym schematem płatniczym w Polsce

System Płatności Mobilnych BLIK stał się jednocześnie „Schematem Płatniczym BLIK” – Polski Standard Płatności otrzymał pozytywną decyzję Prezesa Narodowego Banku Polskiego w tej sprawie.

Polski Standard Płatności wystąpił 7 sierpnia 2017 r. do Prezesa Narodowego Banku Polskiego z formalnym wnioskiem o wyrażenia zgody na prowadzenie „Schematu Płatniczego BLIK”. Procedura administracyjna zainicjowana przez Spółkę związana była z wejściem w życie znowelizowanej ustawy o usługach płatniczych (ustawą z dnia 30 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o usługach płatniczych oraz niektórych innych ustaw, Dz. U. z 2016 r., poz. 1997), która wprowadziła do polskiego porządku prawnego pojęcie schematu płatniczego. Szybka decyzja Prezesa Narodowego Banku Polskiego spowodowała, iż BLIK stał się pierwszym niekartowym schematem płatniczym w Polsce, który otrzymał decyzję administracyjną potwierdzającą spełnianie wymogów regulacyjnych mających na celu zapewnienie tego rodzaju przedsięwzięciu bezpieczeństwa i stabilności.

Schemat płatniczy to zbiór zasad definiujących proces obsługi transakcji wykonywanych przy wykorzystaniu instrumentów płatniczych (np. kart płatniczych, aplikacji mobilnych, portfeli elektronicznych). Zasady, które składają się na schemat płatniczy, odnoszą się do wydawania instrumentów płatniczych, świadczenia przez dostawców usługi acquiringu (w tym zawierania umów z przedsiębiorcami o przyjmowanie zapłaty przy użyciu instrumentów płatniczych) oraz przetwarzania transakcji. Nadzór nad funkcjonowaniem schematów płatniczych w myśl z art. 14 ust. 2 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych jest wykonywany przez Prezesa NBP.

– BLIK jest innowacją płatniczą nie tylko w Polsce, ale także w skali świata. Jako pierwszy w Polsce stał się teraz niekartowym schematem płatniczym. To dla nas kolejny ważny krok na drodze do rozwijania systemu oraz jego dalszego upowszechniania – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA.

Komentarz Piotra Gąsiorowskiego do wyników branży faktoringowej po III kwartale 2017

W trzech kwartałach tego roku branża faktoringowa zarządzała wierzytelnościami przedsiębiorców o łącznej wartości 132,1 mld zł. To wzrost o 17,3% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku.

Z faktoringu skorzystało już 8,5 tys. przedsiębiorców, czyli o 13,2% więcej w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Faktorzy sfinansowali blisko 6,4 mln faktur.

Po III kwartałach 2017

Dane pokazują stabilny wzrost branży i systematyczny rozwój usługi, a trzeba pamiętać, że w rzeczywistości zarówno obroty jak i ilość korzystających firm i sfinansowanych faktur są jeszcze większe, bo duża część faktorów pozostaje poza związkiem. Obroty faktoringu na świecie szacowane są na 2,5 biliona euro, a sektor jest istotnym pracodawcą zatrudniając ponad 61 tys. pracowników*. Ta skala pokazuje, że potencjał do wzrostu jest w Polsce ciągle duży, bo do korzystania z faktoringu w różnych badaniach przyznaje się u nas od 3 do 11% przedsiębiorców. Działania edukacyjne prowadzone na różnych polach przynoszą jednak pozytywny efekt.

Po drugim kwartale zanotowany wzrost był nieco niższy i wynosił 13,6 proc., co przy wcześniejszych wzrostach sięgających 16% niektórzy odbierali jako sygnał trwałego wyhamowania. Obecne dane wydają się temu przeczyć. W dodatku coraz więcej firm zaczyna traktować faktoring nie tylko jako narzędzie poprawy płynności w trudnych okresach, ale i skuteczny instrument wspierający inwestycje w czasie dobrej koniunktury, z jaką mamy obecnie do czynienia. Taki model jest podejściem dojrzałym biznesowo i świadczącym o wysokiej świadomości przedsiębiorcy, który wie, jak korzystać z finansowania zewnętrznego.

Faktorzy cały czas pracują nad rozwojem produktów, które jeszcze lepiej i bardziej elastycznie będą spełniać oczekiwania przedsiębiorców z różnych branż. Na rynku pojawiają się faktoringowe fintechy, które starają się zagospodarować kolejną niszę. Przed nimi trudne zadanie, bo dla przykładu udział fintechów na dojrzałym faktoringowo rynku brytyjskim to 0,2 proc. obrotów sektora. W odpowiedzi tradycyjni faktorzy usprawniają i przyspieszają procedury. My w minionym kwartale wprowadziliśmy jako standard wydanie decyzji o finansowaniu w 24 godziny, czyli projekt eFAKTOR – Decyzja/24H, który spotkał się ze znakomitym przyjęciem wśród naszych partnerów i klientów.

Perspektywy faktoringu na najbliższe miesiące

Faktoring ciągle jest narzędziem, które przede wszystkim wspomaga zachowanie płynności przedsiębiorców, zatem każdy czynnik utrudniający swobodne dysponowanie środkami w gospodarce będzie dawał branży dodatkowy impuls do rozwoju. W przyszłym roku taką rolę może spełnić tak zwany split payment, czyli rozdzielenie płatności na dwa konta, kwotę netto i vat. Blokada vatu może wzmóc zapotrzebowanie przedsiębiorców na dodatkowe środki obrotowe jest to zatem potencjalna szansa na rozwój faktoringu. Ważną rolę odegra też umiejętność wykreowania oferty dla firm różnej wielkości, o różnej dynamice wzrostu, o odmiennych potrzebach finansowych i z różnych sektorów gospodarki.

Prawdopodobnie relatywnie najszybciej będą rozwijać się mali faktorzy pozabankowi, bo ich oferta jest dostępna dla najszerszej grupy odbiorców, także tych niechętnie przyjmowanych w bankach, a różnice w kosztach finansowania nie będą odgrywać decydującej roli. Faktorzy związani z bankami stawiają zazwyczaj wyższe wymagania, raczej nie wykupują też pojedynczych wierzytelności, wolą pakiety faktur, oczekują większej ilości kontrahentów zgłaszanych do faktoringu. Najwięksi faktorzy nie są też zdeterminowani, żeby eksplorować dolne rejony MSP, co również premiuje mniejszych faktorów, szczególnie tych dynamicznie rozwijających własne i partnerskie sieci sprzedaży.

Zagrożenia dla branży

Zagrożeniem może być zwiększenie przez banki akcji kredytowej dla firm, choć na razie nic tego nie zapowiada. Co więcej banki poszerzają tzw. „czarne listy” branż, które kredytu prawie na pewno nie otrzymają. W takich zestawieniach są firmy transportowe, budowlane, czy IT. Zagrożeniem, ale i szansą dla branży faktoringowej będzie umiejętność zagospodarowania takich właśnie przedsiębiorców odrzuconych przez banki w procesie kredytowym. Wygrają ci faktorzy, którzy będą mieli ofertę np. dla budowlanki i transportu.

* Wg FCI, międzynarodowej organizacji skupiającej firmy faktoringowe z całego świata.

Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Prawa przedsiębiorców w Polsce przestrzegane na umiarkowanym poziomie. Potrzebne uproszczenie prawa i podatków

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców poddał ocenie przestrzeganie praw przedsiębiorców w Polsce. Jak wynika z raportu, pomimo nieznacznego postępu w stosunku do ubiegłego roku, stan przestrzegania praw przedsiębiorców w Polsce oceniono na 30 punktów – prawa przedsiębiorców są umiarkowanie przestrzegane. Zdaniem ekspertów ZPP nie jesteśmy krajemy perfekcyjnie szanującym prawa przedsiębiorców (wartość wskaźnika w takim przypadku wynosi 56+ pkt.), ale również nie jesteśmy krajem, który je masowo łamie (według skali 0-11 pkt.).

W publikacji przeanalizowano między innymi: pewność prawa, prawo do domniemania uczciwości, prawo do szybkiego i transparentnego procesu, prawo do egzekucji wierzytelności, prawo do swobodnego zawierania umów oraz inne obszary.

Na przestrzeni lat 2014-2016 możemy zaobserwować nieznaczną poprawę sytuacji osób prowadzących własny biznes. W porównaniu do roku 2015 współczynnik „przestrzegania praw polskich przedsiębiorców” wzrósł bowiem z 26 do 30 punktów. Trzeba przyznać, że jest to naprawdę niewielka różnica – powiedział Kamil Rybikowski, ekspert ZPP w dziedzinie prawa gospodarczego.

Jak wynika z raportu, na lepszy wynik w 2016 roku wpływ miały przede wszystkim: zmniejszona ilość uchylonych decyzji podatkowych, zmniejszona ilość kontroli oraz większa skuteczność w egzekucji zobowiązań. Pozostałe badane obszary pozostały na mniej więcej podobnym poziomie. Podobnie, jak w latach ubiegłych, należy uznać, że prawa przedsiębiorców są w sposób umiarkowany przestrzegane, z niewielką tendencją wzrostową.

Dzisiejszy stan sektora przedsiębiorstw na pewno jest daleki od fatalnego, lecz właściwie w każdym elemencie funkcjonowania firm w Polsce znaleźć można mankamenty – w sądownictwie, działalności administracji skarbowej czy legislacji – skomentował Maciej Letkiewicz, ekspert ZPP (prawo podatkowe).

Fundamentalny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce mają koszt i skomplikowanie podatków. Zdaniem analityków ZPP zbyt wysokie obciążenia podatkowe, jak również ich skomplikowanie i czasochłonność, mogą stać się elementem blokującym powstawanie nowych przedsiębiorstw w Polsce, jak również ucieczkę istniejących do szarej strefy. W ramach tego elementu wskaźnika wzięto pod uwagę jedynie podatki dotykające większości spółek z.o.o tj. podatek CIT, VAT oraz obciążenia podatkowe związane z zatrudnianiem pracowników na umowę o pracę.

Dla przedsiębiorców ogromną barierą zakładania i prowadzenia przedsiębiorstw w Polsce jest zmienność i niepewność prawa. W samym 2016 roku w naszym kraju przyjęto blisko 32 tys. nowych aktów prawnych W tym zakresie jesteśmy rekordzistami wśród innych państw UE – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Pocieszająca jest natomiast tendencja spadkowa w zakresie przeprowadzanych kontroli podatkowych. Spadła również ilości uchylanych decyzji organów podatkowych w stosunku do ilości odwołań. Oznacza to, że organy podatkowe wydają swoje decyzje z większą roztropnością, niestety nadal wiele ich decyzji jest błędnych – dodał.

Zdaniem ZPP wyraźny trend spadkowy w zakresie przeprowadzanych kontroli podatkowych, został osiągnięty dzięki wyspecjalizowaniu organów kontrolnych i zastosowaniu nowoczesnych narzędzi informatycznych, które pozwoliły na bardziej efektywne selekcjonowanie podmiotów poddawanych następnie kontroli.

W raporcie podnieśliśmy także temat wyłudzeń podatku VAT, który niewątpliwie jest istotnym problemem w działalności uczciwych przedsiębiorców. To ich dotyczy kwestia przerzucania odpowiedzialności za popełnione przestępstwa podatkowe – powiedział Kamil Rybikowski. ¬- Dla osób prowadzących własne biznesy bardzo istotną kwestią jest utrzymanie płynności finansowej, tak, aby mogli realizować transakcje i aktywnie uczestniczyć w obrocie gospodarczym. Pozbawianie przedsiębiorców zwrotów VAT, w wyniku przerzucania odpowiedzialności za działania kontrahentów, w znacznym stopniu narusza płynność ich finansów.

Za inne mankamenty uznaje się niską skuteczność egzekucji wierzytelności, niewydolność działania systemu rejestracji firm przez internet, przewlekłość postępowań sądowych. Dla przykładu w 2016 roku zakończono ponad 523 tys. spraw gospodarczych w sądach powszechnych, z czego niezałatwiona pozostała blisko połowa.

Nasz Raport o przestrzeganiu praw przedsiębiorców w Polsce miał na celu pokazać przedsiębiorców jako obywateli, którzy poza szeregiem obowiązków, jakie nakłada na niech ustawodawca względem państwa czy pracownika, posiadają też swoje prawa, które powinny być respektowane. W dalszym ciągu, pod tym względem, wiele rzeczy wymaga zmian, a poprawa jeśli w ogóle występuje to przebiega zbyt wolno – podsumował Maciej Letkiewicz.

Eksperci ZPP zgodnie twierdzą, że wpływ na zmianę sytuacji przedsiębiorców mogą mieć przede wszystkim reformy w wymiarze sprawiedliwości, zarówno na płaszczyźnie sądownictwa, jak i egzekucji. Wspomnieć należy również o przeprowadzanych, jak i planowanych w przyszłości zmianach w zakresie uszczelniania systemu podatkowego, które zdecydowanie przełożą się na sytuację rodzimych przedsiębiorstw.

Ukraińcy hamują wzrost wynagrodzeń, ale bez nich polska gospodarka zwolni

Aż 42% polskich pracowników jest zdania, że napływ obywateli Ukrainy hamuje wzrost wynagrodzeń w Polsce. Najbardziej są o tym przekonane osoby z podstawowym wykształceniem oraz zarabiające minimalne wynagrodzenie. Zatrudnieni nie boją się za to, że kadra ze Wschodu odbierze im pracę. Obawy o swoje stanowisko wyraża tylko co dziesiąta osoba – wynika z pierwszej edycji raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej”. Jak wskazują eksperci, dzięki Ukraińcom firmy rzeczywiście nie muszą oferować podwyżek, jakich oczekiwaliby polscy pracownicy. Jednak co ważniejsze, nasi sąsiedzi umożliwiają przedsiębiorstwom realizację bieżących zleceń. Bez takiego wsparcia stabilność polskiej gospodarki byłaby zachwiana.

Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto we wrześniu wyniosło 4473,06 zł, co oznacza 6% wzrost rok do roku. Jednak w odczuciu zatrudnionych, jak pokazuje nasze badanie, pensje nie rosną tak szybko jak powinny. Prawie połowa pracowników jest zdania, że odpowiada za to masowa imigracja zarobkowa z Ukrainy. Z pewnością napływ Ukraińców wpływa na obecny poziom wynagrodzeń, ale z punktu widzenia firm, najważniejsze jest to, że dzięki naszym wschodnim sąsiadom mogą realizować zlecenia. Polskich pracowników po prostu brakuje, co dobitnie pokazuje przykład holenderskiego przedsiębiorcy, który na północy naszego kraju oferował Polakom 20 zł za godzinę pracy, ale nie było chętnych. Ukraińcy w takich przypadkach są zbawieniem, co wiedzą doskonale przedsiębiorcy m.in. z branży automotive – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Pracownicy spokojni o pracę…

Ukraińcy hamują wzrost wynagrodzeń, ale bez nich polska gospodarka zwolniPolacy nie czują się zagrożeni przez Ukraińców. Aż 88% z nich jest zdania, że obywatele ze Wschodu nie odbiorą im pracy. Przeciwnego zdania jest tylko co dziesiąta osoba. Największe obawy związane z utratą miejsca zatrudnienia na rzecz Ukraińców mają pracownicy z wykształceniem podstawowym – 28%, co wynika to z faktu, że obywatele Ukrainy zajmują głównie stanowiska niższego szczebla.

Przyjazd imigrantów zarobkowych jest prawdziwym błogosławieństwem dla polskiej gospodarki oraz rynku pracy. Dobrze rozumieją to polscy pracodawcy. Cieszy to, iż również pracownicy są pozytywnie nastawieni do przyjezdnych zza wschodniej granicy i na ogół nie postrzegają ich jako zagrożenia dla swojej pozycji. Istotne, zatrudnienie Polaków i Ukraińców ma generalnie komplementarny, a nie substytucyjny charakter. Brak obcokrajowców najczęściej nie oznaczałby, iż w ich miejsce pojawiliby się polscy pracownicy. Zamiast tego te miejsca pracy pozostawałyby wolne, ze szkodą dla nas wszystkich – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista, Pracodawcy RP.

… ale zmartwieni o płacę

Ukraińcy hamują wzrost wynagrodzeń, ale bez nich polska gospodarka zwolni 2Płace w sektorze przedsiębiorstw pną się w górę, ale nadal pracownicy szukają powodów, dla których ten wzrost nie jest taki jak oczekiwany. Już prawie co drugi zatrudniony jest zadania, że napływ Ukraińców hamuje wzrost wynagrodzeń. Przeciwnie uważa połowa pracujących, a 8% nie ma zdania. Obawy, że napływ pracowników z Ukrainy hamuje wzrost płac są częstsze wśród osób słabiej zarabiających (49% osób z dochodami poniżej 2 tys. zł vs. 33% wśród zarabiających ponad 4 tys. zł) oraz słabiej wykształconych (53% osób o podstawowym wykształceniu vs. 35% pracowników o wyższym wykształceniu).

Lubimy Ukraińców

Spokój polskich pracowników o zajmowane miejsca pracy przekłada się na nastawienie do obywateli Ukrainy. Połowa zapytanych ma neutralny stosunek do przyjezdnych ze Wschodu, 41% pozytywny, a do negatywnego przyznaje się tylko 7% osób. Podobnie jest w przypadku firm. Pracodawcy w Polsce w zdecydowanej większości mają neutralny stosunek do pracowników z Ukrainy – twierdzi tak ponad 70% przedsiębiorców, ponad 29% ma stosunek pozytywny, a tylko 0,1% negatywny. Warto jednak odnotować, że nastawienie do obywateli Ukrainy zmienia się wraz z wielkością firmy – najwięcej pracodawców o pozytywnym stosunku do Ukraińców znajdziemy w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 250 pracowników. Z drugiej strony, również w grupie największych przedsiębiorstw występują pracodawcy o negatywnym nastawieniu (3%), których brakuje w średnich i małych firmach.

Bliskość kulturowa i językowa to dwa najważniejsze argumenty, które powodują, że Polacy lubią Ukraińców i pracę z nimi. Odsetek firm i osób o negatywnym nastawieniu jest marginalny, co pokazuje, że kadra ze Wschodu zdążyła się u nas zadomowić. To dla polskiego rynku pracy bardzo dobra informacja. Potrzebujemy Ukraińców, bo w Polsce jest za mało pracowników. Wyzwaniem na najbliższy czas będzie jedynie stworzenie takich warunków w naszym kraju, aby obywatele Ukrainy chcieli osiedlać się u nas na dłużej, bo na razie, ze względu na uproszczoną procedurę zatrudniania, ich pomoc dla polskiego rynku pracy ma charakter doraźny – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracodawców – badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach dedykowanego badania CATI Ad Hoc. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=300 to +/- 4,2%, a dla klas wielkości zatrudnienia N=100 +/- 10,2%. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2017 r.
  • Pracowników – badanie pracowników zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego CATIBUS. Badanie zrealizowano na 515 osobach, które dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat) N=1000. Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania – dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących N=515 to +/-4,4%. Wywiady z pracownikami zostały zrealizowane w lipcu 2017 roku.

Kurs dolara zyskuje do głównych walut

Amerykański dolar zyskuje do głównych walut, trzymając się blisko dwutygodniowego szczytu w oczekiwaniu na decyzje banków centralnych strefy euro, Kanady, Szwecji i Norwegii, które mają się zebrać jeszcze w tym tygodniu. Inwestorzy czekają także na wskazanie przyszłego szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Potencjalnie największe szanse ma prof. John Taylor, ekonomista Stanford University. Jego rządy mogą oznaczać szybsze podnoszenie stóp procentowych przez Fed. Tymczasem nadeszły wieści o dalszym ożywieniu amerykańskiej gospodarki: indeks PMI dla usług oraz indeks PMI dla przemysłu wzrosły bardziej niż oczekiwali analitycy rynkowi.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,05%), a zyskuje do brytyjskiego funta (+0,64%), dolara kanadyjskiego (+0,33%), dolara australijskiego (+1,09%) oraz japońskiego jena (+0,28%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,176, GBP/USD – 1,313, USD/CAD – 1,268, AUD/USD – 0,772 i USD/JPY – 113,9. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,32%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,896. Złotówka traci do dolara i euro, a zyskuje do funta i franka szwajcarskiego. W środę rano dolar kosztuje 3,61 zł, euro – prawie 4,25 zł, funt – 4,74 zł, a frank – ponad 3,64 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,03%, frankfurcki indeks DAX – 0,08%, a paryski indeks CAC 40 – 0,15%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,16%, meksykański indeks Bolsa – o 1,23%, a brazylijski Bovespa – o 1,24%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,45%, chiński indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,26%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,4%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 58,33 USD (+1,65%), a ropy WTI – 52,47 USD (+1,09%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 60 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszym wzroście idzie w dół. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1273 USD. To 8 USD mniej (-0,62%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:30 – Australia – Inflacja CPI (r/r), III kw. – 1,8% (prognoza 2%)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks Instytutu Ifo, październik (prognoza 115,2 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), III kw. (prognoza 1,4%)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra bez środków transportu (m/m), wrzesień (prognoza 0,5%)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra trwałego użytku (m/m), wrzesień (prognoza 1%)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż nowych domów, wrzesień (prognoza 555 tys.)
  • 16:00 – Kanada – Decyzja Banku Kanady ws. stóp procentowych
  • 16:30 – Kanada – Raport Banku Kanady nt. polityki monetarnej, III kw.

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Przed decyzją BoC: czas na pauzę

Rozczarowanie danymi o sprzedaży detalicznej i inflacji wykluczyło trzecią podwyżkę stopy overnight z rzędu. Bank Kanady (BoC) potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych działań na gospodarkę, jednak pozostaje w jastrzębim nastawieniu. Wątpliwe jednak, aby bank z wyprzedzeniem zobowiązał się do kolejnej podwyżki w grudniu, więc na razie CAD pozostanie bez wsparcia.

Decyzja Banku Kanady zostanie opublikowana w środę 25 października o 16:00. Oczekujemy utrzymania stopy overnight na 1 proc. Wraz z decyzją opublikowany zostanie Raport Polityki Monetarnej z aktualizacją prognoz gospodarczych. Na 17:15 zaplanowana jest konferencja prezesa Poloza i wiceprezes Wilkins.

Po dwóch podwyżkach stopy procentowej o 25 pb z rzędu w lipcu i wrześniu teraz przyszedł czas na pauzę. Wskazują na to ostatnie komentarze z BoC. Prezes Poloz przypomniał, że nie ma „mechanicznego podejścia” w polityce pieniężnej i bank jest w „intensywnym trybie podlegania danym”. Bez wątpienia Bank potrzebuje ocenić wpływ ostatniego zacieśniania na gospodarkę, warunki kredytowe i aprecjację CAD, a tych jeszcze dokładnie nie widać. Dodatkowo w zeszłym tygodniu ciosem dla sentymentu były rozczarowujące dane o konsumpcji i cenach. W sierpniu sprzedaż detaliczna nieoczekiwanie spadła o 0,3 proc. m/m, wymazując dobry wynik z lipca. Z kolei wrześniowy CPI na 1,6 proc. r/r wypadł poniżej oczekiwanych 1,7 proc. (przy celu inflacyjnym 2 proc.). Wcześniej ankieta nastrojów w biznesie pokazała słabnięcie trendów zatrudnienia i inwestycji.

Jednak nie wszytko wygląda w Kanadzie ponuro. Dynamika PKB wypada powyżej lipcowych prognoz BoC i teraz prawdopodobnie będzie podlegać rewizji w górę. Pozytywnie powinien zostać oceniony też ostatni wzrost cen ropy naftowej. Rynek pracy pozostaje mocny, dając nadzieję na ożywienie presji płacowej. To łącznie pozwala BoC na podtrzymanie jastrzębiego nastawienia z podstawowym wydźwiękiem, że stopa procentowa powinna wzrastać w średnim terminie.

Jest mało prawdopodobne, aby po ostatnim zwrocie BoC wyraźnie złagodził przekaz, stąd ryzyka niespodzianki przeważają po jastrzębiej stronie. Konsensus dla środowej decyzji jest jednomyślny dla utrzymania stopy overnight na 1,0 proc., co sugerowałoby neutralne podejście rynku. Jednakże stawki rynku pieniężnego dyskontują ok. 4 pb bazowe podwyżki (16 proc.), więc utrzymanie stopy overnight bez zmian oznacza redukcję tej wyceny. Biorąc pod uwagę wysoką wrażliwość CAD na zmiany stawek rynkowych, we wstępnej reakcji CAD powinien tracić. Reszta będzie zależeć od tego, jak BoC ustawi się pod następne posiedzenie w grudniu, gdzie rynek wycenia 12 pb podwyżki (48 proc.). Wątpliwym jest, aby bank miał dać wyraźne wskazówki dla kolejnej podwyżki, a sygnalizowany tryb wait-and-see nie będzie zachęcał rynku, aby na tym etapie wyceniał wyższe prawdopodobieństwo zacieśniania pod koniec roku. W rezultacie na razie CAD pozostanie bez wsparcia ze strony polityki monetarnej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przygotuj się na posiedzenie ECB

Już w najbliższy czwartek odbędzie się konferencja ECB, która może okazać się historyczna. Pomimo tego, że stopy procentowe mają pozostać na niezmienionym poziomie, to napięcie rośnie z każdym dniem. Co powie Mario Draghi? Każdy się nad tym zastanawia, ale zanim do tego przejdziemy odpowiedzmy na pytanie, dlaczego jest to takie ważne.

QE – troszkę historii

Założeniem programu Quantitative Easing był spadek długoterminowych stóp procentowych, co miało ostatecznie doprowadzić do wzrostu inflacji . Praktyka ta została zapoczątkowana przez Rezerwę Federalną na przełomie 2008/2009 roku. Od tamtej pory zobaczyliśmy różne odsłony programu prowadzone przez główne banki centralne.

QE prowadzone przez główne BC

Powyższa grafika przestawia poczynania banków centralnych od 2009 roku. W programie QE brały udział największe banki centralne na świecie, ECB dołączyło w 2015 roku. Z kolei przez cały 2016 oraz 2017 rok banki centralne wtłaczały do systemu finansowego ponad 150 miliardów USD. Z tego też względu giełdy kontynuowały kierunek północny. Teraz powstaje pytanie, co się stanie jeżeli główny czynnik przestanie wspierać rynek? Dlatego też może być to przełomowe spotkanie ze strony ECB.

Prognozy Barclays

Według banku inwestycyjnego Barclays program QE zostanie wydłużony o kolejne 9 miesięcy, czyli teoretycznie miałby potrwać do marca 2019 roku. Analitycy banku wskazują, że kosztem wydłużenia programu będzie jego kwota. W styczniu tego roku spodziewają się, że QE spadnie do 30 miliardów USD (zamiast 40 miliardów). Dalsza redukcja nastąpi skali programu nastąpi w połowie 2018 roku.

Z kolei podwyżka stóp procentowych zostanie oddalona w czasie o kilka miesięcy, co powinno mieć negatywny wpływ na euro. Poniżej przedstawiono prognozę banku.

Prognozy Barclays

Możliwa reakcja EURUSD

Po spotkaniu ECB nie należy spodziewać się wielkiej zmienności, ale w kontekście długoterminowego trendu jest dosyć ważne. Wydłużenie program QE powinno spowodować wyprzedaż wspólnej waluty w dłuższym terminie. Potwierdza to analiza techniczna, na wykresie EURUSD została wyrysowana formacja RGR, która daje większa prawdopodobieństwo dalszej wyprzedaży EURUSD.

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Co prawda formacja szyi nie została przebita, jeżeli to nastąpi to sprzedający otworzą sobie drogę do poziomu 1.12. Scenariusz ten został potwierdzony przez spadek spreadu rentowności obligacji niemieckich i amerykańskich. Pomimo tego, że dana zmiana (kolor pomarańczowy) spada systematycznie od trzech miesięcy, to kurs walutowy EURUSD pozostał w konsolidacji. Z tego względu formacja RGR powinna zostać zrealizowana.

spread niemieckich i amerykasnkich obligacji

Źródło: Bloomberg

Pozostałe banki centralne

Europejski Bank Centralny nie jest jedynym, który zamierza ograniczyć płynność na rynku. Według Deutsche Banku w połowie 2018 roku największe banki centralne zaczną redukować płynność, do końca nie wiadomo jak to może wpłynąć na rynek.

Prognozy Deutsche Bank

Źródło: Deutsche Bank

Jak szczęśliwi są Polacy w pracy? W skali do 10 na 6,3

88% Polaków uważa, że dobre wynagrodzenie pomaga w byciu szczęśliwym, 47% twierdzi, że miejsce wykonywania pracy ma równie duże znaczenie jak praca, którą się w nim wykonuje, a aż 63% deklaruje chęć zmiany miejsca zamieszkania na rzecz lepszej pracy. Jednak swoją pracę zdecydowanie poleciłoby znajomym tylko 29% badanych – tak wynika z badań „Szczęście w pracy Polaków” przeprowadzonych na zlecenie agencji rekrutacyjnej Jobhouse.

Praca jest ważną częścią naszego życia, spędzamy w niej przeciętnie 40 godzin tygodniowo, doskonalimy swoje umiejętności, by awansować i piąć się po szczeblach kariery, a korzyści finansowe, które dzięki niej uzyskujemy, określają nasz poziom dobrobytu. Pojawia się jednak pytanie, czy praca, którą wykonujemy daje nam szczęście?
Dobre wynagrodzenie, współpracownicy, na których można liczyć, możliwości rozwoju, zachowanie równowagi pomiędzy pracą, a życiem prywatnym oraz czas dojazdu do pracy – to najważniejsze czynniki, które sprawiają, że ludzie czują się szczęśliwi w pracy. I choć z badania wynika, iż Polacy są w swoich miejscach pracy umiarkowanie szczęśliwi (6,3 w skali od 1 do 10), zdecydowanie bardziej zadowoleni są Ci, którzy w tej chwili nie planują jej zmienić.

– Wysokość wynagrodzenia od lat utrzymuje się jako główny czynnik wpływający na satysfakcję z wykonywanej pracy. Natomiast warto zauważyć, iż możliwości rozwoju oraz realizacji pasji w pracy odgrywają coraz większą rolę. Podnoszenie swoich kompetencji pośrednio wpływa na lepsze wynagrodzenie, czego pracownicy są świadomi. Firmy, które umożliwiają pracownikom rozwój, zdobywają przewagę konkurencyjną. – komentuje wyniki Marcin Potkański, ekspert ds. Employer Brandingu.

Na poczucie szczęścia w pracy wpływa nie tylko sama praca, ale też miejsce pracy – miasto, miejscowość i dzielnica, w których się tę pracę wykonuje. Uważa tak prawie co drugi badany. Tylko 11% badanych twierdzi, iż najpierw wybiera miejsce zamieszkania, a dopiero potem pracę, którą chce wykonywać. 42% ankietowanych za najważniejszą uważa samą pracę, a miejsce, gdzie ją wykonują, nie ma dla nich tak dużego znaczenia. Aż 63% badanych rozważyłoby zmianę miejsca zamieszkania w poszukiwaniu lepszej pracy.

– Zależało nam, by zachęcić uczestników badania oraz osoby, które zapoznają się z wynikami do zastanowienia się, czy praca, którą aktualnie wykonują daje im satysfakcję i czy świadomie budują swoją karierę zawodową. Na podstawie wyników, chcieliśmy także przekazać pracodawcom wskazówki, jak tworzyć zadowolony, a dzięki temu efektywny zespół. – podsumowuje Natalia Bogdan, prezes Jobhouse.

Marta Pawlak-Dobrzańska z Great Digital, odpowiedzialna za przygotowanie badania, dodaje: Mam nadzieję, że wyniki badania sprawią, że pracodawcy zaczną zastanawiać się, na ile szczęśliwi w pracy są ich pracownicy. Szczęśliwi pracownicy są zdecydowanie mniej skłonni rozważać odejście do innego pracodawcy, warto zadbać o ich poczucie szczęścia.

Dariusz Blocher komentuje wyniki Grupy Budimex za trzy kwartały 2017

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

Grupa Budimex zakończyła trzeci kwartał 2017 bardzo dobrymi wynikami – o 11% wyższą rok do roku sprzedażą, znaczącą poprawą rentowności i wynikiem netto na poziomie 337 milionów złotych.

Wzrost sprzedaży miał miejsce zarówno w segmencie budowlanym (7%), jak i deweloperskim (84%). Wyższa o 175 milionów w porównaniu do 9 miesięcy 2016 roku sprzedaż w segmencie deweloperskim była skutkiem wyższej o 123% liczby sprzedanych notarialnie mieszkań.

W ciągu trzech kwartałów 2017 Grupa Budimex wypracowała bardzo dobre wyniki, poprawiając je w odniesieniu do roku poprzedniego na każdym poziomie: marży brutto, wyniku operacyjnego i wyniku netto o odpowiednio: 17%, 38% i 34%. Wysoka rentowność wynikała przede wszystkim z rozliczenia kończących się kontraktów infrastrukturalnych podpisanych 2-3 lata temu. Jednak ze względu na rosnącą presję cenową ze strony podwykonawców oraz istotny wzrost płac i cen materiałów w budownictwie utrzymanie porównywalnego poziomu zyskowności w kolejnych kwartałach może okazać się niemożliwe.

Na koniec września 2017 roku wartość portfela zamówień Grupy Budimex osiągnęła satysfakcjonujący poziom 9,3 miliarda złotych. Zgodnie z przyjętą strategią, aż 1,1 miliarda złotych w portfelu zamówień stanowiły kontrakty kolejowe. Dodatkowo w październiku 2017 roku podpisaliśmy kolejny kontrakt z PKP PLK na modernizację linii kolejowej E-30 na odcinku Trzebinia – Krzeszowice, co daje nam czwarte miejsce pod względem wartości pozyskanych kontraktów na rynku kolejowym. W celu realizacji przedsięwzięć kolejowych, Grupa Budimex zakontraktowała już 100% planowanych dostaw sprzętu kolejowego. W przyszłości możliwe będą dodatkowe zakupy, jednak na znacznie mniejszą skalę.

Grupa Budimex podpisała w ciągu trzech kwartałów 2017 roku kontrakty o wartości 4,5 miliarda złotych. Wartość podpisanych kontraktów była wyższa o 8% od wartości z analogicznego okresu 2016 roku. Dodatkowo, wartość kontraktów w których oferta Budimeksu została wybrana jako najkorzystniejsza wynosi obecnie około 2 miliardów złotych. Oczekujemy dalszego ożywienia na rynku przetargów infrastrukturalnych i licznych rozstrzygnięć przetargów z GDDKiA. Ze względu na coraz trudniejsza sytuację na rynku – wzrost kosztów zatrudnienia, niedobór pracowników, rosnące ceny materiałów i usług podwykonawców – będziemy selektywnie podchodzić do nowych kontraktów. Aktualnie przygotowujemy się do składania ofert m.in. na budowę odcinków tras S19, S61 i dokończenie A1.

Grupa Budimex zakończyła trzeci kwartał 2017 roku z pozycją gotówkową netto na poziomie 1 471 miliona złotych. Po spadku salda środków pieniężnych w pierwszym półroczu, w trzecim kwartale odnotowaliśmy charakterystyczny dla tego okresu wzrost, którego spodziewamy się również w kolejnych miesiącach. W porównaniu do stanu na 30 września 2016 roku, pozycja gotówkowa była niższa o 656 milionów złotych, między innymi ze względu na wyższe wydatki inwestycyjne (m.in. na sprzęt kolejowy), a także wzrost wydatków na zakup gruntów w segmencie deweloperskim. Chcąc zabezpieczyć się przed przewidywanym w najbliższym czasie wzrostem cen, znacząco zwiększyliśmy również wydatki na zakup materiałów. Wspierając dalszy rozwój segmentów gospodarowania odpadami i utrzymania dróg, w 2017 roku Grupa Budimex zwiększyła także zaangażowanie w spółce zależnej FBSewis o ponad 50 milionów złotych.

Pogarszająca się sytuacja finansowa firm podwykonawczych, spowodowana między innymi zmianami w legislacji VAT, wpłynęła w ostatnim czasie również na poziom zaangażowania kapitałowego ze strony generalnych wykonawców. Staramy się wspomagać naszych podwykonawców oferując wcześniejsze płatności oraz umożliwiając częste i sprawne fakturowanie wykonanych prac.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim osiągnęła poziom 1 220 mieszkań w porównaniu do 1 121 mieszkań w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Obecnie w budowie jest ponad 3 tysiące mieszkań, z czego na klientów oczekuje jeszcze jedynie 726. Konsekwentnie rozbudowujemy bank ziemi. Od początku bieżącego roku nabyliśmy grunty pod budowę 2 600 mieszkań. Aby zaspokoić wciąż rosnący popyt w najbliższym czasie uruchomimy kolejne projekty.

W związku z wysoką sprzedażą notarialną, segment deweloperski zakończył trzeci kwartał 2017 roku imponującymi wynikami – wynik operacyjny i wynik netto były odpowiednio wyższe o 96% i 81% w porównaniu do wyników analogicznego okresu 2016 roku.

Do końcu roku Grupa Budimex podejmie decyzję dotyczącą sprzedaży lub wdrożenia planu rozwoju w spółce Elektromontaż Poznań. Aktualnie dwa podmioty są potencjalnie zainteresowane zakupem spółki. Elektromontaż Poznań w ciągu trzech kwartałów wygenerował 117 milionów złotych sprzedaży i zysk operacyjny na poziomie 6,5%.

W okresie trzech kwartałów 2017 roku zatrudnienie w Grupie Budimex wzrosło o prawie 550 osób na rynku krajowym, a łączna liczba zatrudnionych w Grupie przekroczyła 6450 pracowników. Branża budowlana w Polsce wciąż boryka się z rosnącą presją wzrostu płac i z dalszym spadkiem dostępności wykwalifikowanej kadry. Aby zminimalizować ryzyko braku siły roboczej, w 2018 roku planujemy zwiększyć zatrudnienie o około 1000 osób, głównie pracowników fizycznych.

W najbliższym czasie będziemy musieli zmierzyć się z obserwowanym wzrostem cen materiałów i kosztów podwykonawców. W 2017 roku na rynku materiałów, w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku, zanotowano wzrost cen m. in: asfaltu (32%), kruszyw granitowych (20%), prętów zbrojeniowych (19%), betonu towarowego (14%). Dlatego też zwrócimy szczególną uwagę na kontrolę kosztów realizowanych kontraktów oraz na odpowiedzialne podejście do kalkulacji nowych ofert.

Unijny raport o cyfryzacji: Polska na niechlubnym 20 miejscu w rankingu

The Center for Data Innovation, think tank zajmujący się badaniem wpływu cyfrowych danych na społeczeństwo, biznes i politykę społeczną, wydał raport poświęcony cyfryzacji państw członkowskich Unii Europejskiej. Nie mamy powodów do świętowania. Największymi korzyściami społeczno-gospodarczymi wynikającymi z dostępu i analizy cyfrowych informacji cieszą się Dania, Finlandia i Holandia. Polskę wyprzedziły dużo mniejsze kraje jak Słowacja, Litwa i Łotwa. W ogólnym rankingu obejmującym 28 państw zajęliśmy dopiero 20. miejsce. Ostatnie pozycje przypadły Węgrom, Bułgarii i Cyprowi.

Nowe sposoby korzystania z danych zmieniają Stary Kontynent – piszą autorzy raportu „The State of Data Innovation in the EU”. W 2016 r. miały one wzmocnić europejską gospodarkę o 300 miliardów euro, czyli około 2 proc. produktu krajowego brutto, a do 2020 r. rynek napędzanych danymi innowacji ma generować już 600 miliardów euro rocznie. Zdaniem „The Center for Data Innovation”, think tanku odpowiedzialnego za przygotowanie raportu, nowoczesne rozwiązania IT przeznaczone do gromadzenia i przetwarzania cyfrowych informacji przyczyniają się m.in. do bardziej elastycznych rządów, wyższej jakości opieki zdrowotnej i zwiększonego bezpieczeństwa miast. Członkowie organizacji, Nick Wallace i Daniel Castro zaznaczają, że liderów cyfryzacji od państw, które znajdują się w jej początkowym stadium dzieli spora przepaść. W opracowanych przez nich raporcie znalazł się ogólny ranking podsumowujący dokonania krajów członkowskich Unii Europejskiej w obszarze przetwarzania cyfrowych informacji. Jego wynik jest sumą aż 32 różnych wartości i obejmuj takie dziedziny, jak Internet Rzeczy, systemy klasy e-government, dostęp do szerokopasmowego internetu w domach i przedsiębiorstwach, Big Data, wykorzystanie danych przez firmy z branży e-commerce, a nawet dostęp do informacji publicznej i edukacja. W czołówce rankingu znalazły się kolejno Dania, Finlandia i Holandia, a po piętach depczą im Szwecja i Wielka Brytania. Polska uplasowała się dopiero na 20. miejscu zaraz po Słowacji, Litwie i Łotwie. Sporym zaskoczeniem może być fakt, że w tym wyścigu wyprzedziliśmy Włochy i Czechy. Ostatnie miejsca w zestawieniu zajęły kolejno Węgry, Bułgaria i wreszcie Cypr.

Kierunek na dane

Cyfryzacja jest dziś jednym z głównych motorów rozwoju gospodarczego i należy dołożyć wszelkich starań, by wspierać jej postęp w polskich przedsiębiorstwach. Takiego zdania jest m.in. Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies, polskiego lidera Big Data marketingu, do którego należy jedna z największych hurtowni danych na świecie. –  Firmy, które nie utworzą skutecznych kanałów przepływu cyfrowych informacji i nie nauczą się ich monetyzować podlegać będą coraz większej marginalizacji, a niektóre z nich mogą nawet zniknąć z rynku. Cyfryzacji nie da się zatrzymać. Potrzeba jednak pomysłu na to, jak przyspieszyć ten proces w kluczowych sektorach naszej gospodarki – zauważa Prajsnar. Zapytany o miejsce Polski w rankingu „The State of Data Innovation in the EU” odpowiada, że 20 pozycja nie jest powodem do wstydu, lecz znakiem ostrzegawczym. – Wiele polskich firm wciąż traktuje analitykę danych po macoszemu. Brakuje zrozumienia, że dzięki cyfrowym informacjom można podejmować lepsze decyzje biznesowe, na bieżąco analizować rynkowe trendy, optymalizować wewnętrzne procesy i realizować działania marketingowe na zupełnie innym poziomie. Tymczasem amerykańscy giganci sprzedaży detalicznej, tacy jak np. Wallmart czy Target, zatrudniają całe sztaby specjalistów od data science i inwestują w rozwój narzędzi analitycznych, by lepiej poznać swoich klientów, błyskawicznie odpowiadać na ich potrzeby i skutecznie się z nimi komunikować – dodaje ekspert.

W podobny duchu wypowiada się dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek – Polska jest w grupie sześciu krajów UE, w których pracuje się najdłużej. Wynika to głównie z niskiej wydajności pracy, która z kolei jest związana ze słabym uzbrojeniem technicznym i niewielką skalą cyfryzacji polskich firm. Niska efektywność pracy w porównaniu do innych rynków UE zmusza do konkurowania cenami i powoduje, że zarówno praca, jak i kapitał jest w Polsce słabo opłacany. Bez inwestycji w nowoczesne technologie nie uda się zmienić tego stanu rzeczy – twierdzi Główna Ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

O tym, jak istotna jest cyfryzacja w sektorze publicznym przekonują również eksperci z IDC, wiodącej międzynarodowej firmy doradczej. Ich zdaniem już w 2020 roku sukces połowy z 2000 największych firm świata, będzie zależał od umiejętnego tworzenia produktów i usług ze wsparciem technologii cyfrowych, jak również ich implementacji w dziedzinie obsługi. Kluczową rolę ma odgrywać zdolność rozwijania oferty w oparciu o dane. IDC przewiduje się, że w firmach będących branżowymi liderami przychody z produktów i usług „napędzanych danymi” będą rosnąć najszybciej. Rozwój w tym obszarze oznacza znaczące inwestycje związane z cyfrową transformacją, które w 2019 roku osiągną poziom 2,2 bln USD. Oznacza to, że będą o prawie 60 proc. wyższe niż w 2016 r.