Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Dziwna jest ta hossa

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Od początku roku indeks WIG wzrósł o ponad 20% i jeszcze kilka dni temu niemalże ocierał się o historyczne maksima. Trudno nie nazwać takiego stanu rzeczy hossą. Z pewnością jednak nie jest to rynek byka, jaki co niektórzy pamiętają z lat 2005-2007. Brakuje wiele typowych elementów, które notabene są widoczne na Wall Street, ale na GPW już nie.

Po pierwsze, przeciętny Kowalski w tych wzrostach nie uczestniczy. Ponadto nie jest on w ogóle giełdą zainteresowany i uczestniczyć we wzrostach nie zamierza. Jeżeli spojrzymy na napływy do funduszy, to wciąż królują bezpieczne rozwiązania oparte o rynek długu. Taki stan rzeczy nie ulegnie zmianie.

Dystrybutorzy funduszy wciąż mają w pamięci rok 2008 i nie chcą sprzedawać agresywnych rozwiązań. Do tego brakuje nimi zainteresowania. Wśród inwestycji króluje rynek nieruchomości, podobnie zresztą jak w latach poprzedniej „hossy”, z tą jednak różnicą, że teraz mieszkania kupuje się na wynajem, a nie dla wzrostu ich wartości. W USA sytuacja jest zgoła odmienna. Tam przeciętny obywatel giełdą jest zainteresowany i ochoczo w zwyżkach na Wall Street uczestniczy. Oczywiście pojawiły się pewne różnice względem poprzedniej hossy, ale tyczą się one głównie instrumentów, które to uczestnictwo realizują. Obecnie w modzie są pasywne fundusze, szczególnie typu ETF. Kolejną istotną różnicą jest zachowanie szerokiego rynku.

O ile na Zachodzie rynek rośnie szeroko, to lokalnie na GPW bardzo wąsko. W tym roku dobrze zachowują się praktycznie tylko duże spółki i wybrane średnie. Szeroki rynek może jeszcze nie jest w bessie, ale niewiele mu do tego brakuje. Jeżeli bowiem spojrzymy na indeks cenowy całego rynku, to od maksimum ustanowionego z początkiem marca spadł on już o ponad 15%. Do zniżki o 20%, która popularnie definiuje rynek niedźwiedzia, niewiele więc brakuje. W samym tylko niepełnym jeszcze październiku ten indeks spadł o 4,6%.

Jeszcze jedno takie tąpnięcie i formalna definicja bessy zostanie spełniona. Warto dodać, że październik będzie ósmym spadkowym miesiące z rządu oraz najprawdopodobniej najsłabszym w całej serii. Nie dość bowiem, że szeroki rynek jest słaby przez znaczną część tego roku, to jego kondycja w ostatnich dniach się jeszcze pogorszyła. Co za to odpowiada? Słabe wyniki spółek to jedna z odpowiedzi. Poprawa w tej materii bowiem nie za bardzo nadchodzi. Inną kwestią jest cierpliwość tych nielicznych osób, które kupiły jednostki uczestnictwa funduszy małych i średnich spółek na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Wygląda na to, że się ona skończyła, co z kontrariańskiego punktu widzenia każe z kolei odrobinę łaskawszym okiem spojrzeć na ten bardzo poturbowany segment rynku.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Agencja S&P Global Ratings podwyższyła perspektywą ratingową PZU

Amerykańska agencja ratingowa S&P Global Ratings podwyższyła perspektywę ratingową PZU z negatywnej do stabilnej. Jednocześnie rating siły finansowej PZU pozostał na poziomie A-. Jest to jedna z najwyższych możliwych ocen dla polskiej spółki.

– Podwyższenie perspektywy ratingowej PZU to potwierdzenie naszej międzynarodowej wiarygodności oraz wyraz zaufania do zarządu i przyjętej strategii rozwoju, zwłaszcza wobec sektora bankowego. – powiedział Paweł Surówka, prezes PZU.

Analitycy agencji podkreślili, że siła finansowa Grupy PZU ustabilizowała się po tym, jak PZU podjęło w ostatnich miesiącach przygotowania do większej obecności w sektorze bankowym.

– Stabilizacja Grupy i przejrzystość inwestycji w sektor bankowy wspiera obecną wiarygodność kredytową Grupy PZU w średnim terminie. – napisano w komunikacie S&P.

Jak podaje S&P, stabilna perspektywa ratingowa to potwierdzenie, że realizacja strategii wzmacnia siłę finansową i pozycję rynkową PZU. W opinii analityków działania podjęte w ostatnich miesiącach potwierdzają, że zarząd jest dobrze przygotowany do realizacji ogłoszonej strategii.

Zmiana perspektywy ratingowej z negatywnej na stabilną potwierdza siłę i wiarygodność PZU, co jest szczególnie istotne dla budowania relacji z partnerami biznesowymi, inwestorami, reasekuratorami. Ocena ratingowa PZU na poziomie A- jest o jeden stopień powyżej ratingu Polski i, zgodnie z zasadami S&P, jest to jedna z najwyższych możliwych ocen dla polskiej spółki.

Eurodolar w dół

Szef EBC znów poruszył rynki. W końcu padły wyczekiwane deklaracje odnośnie programu QE. Złotówka nieco osłabiona. PKB w Stanach Zjednoczonych.

Decyzje EBC

Wczorajsze popołudnie przysporzyło wiele emocji inwestorom. Najpierw został opublikowany protokół z posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, a chwilę potem głos zabrał sam prezes, Mario Draghi. Choć decyzje podjęte na posiedzeniu EBC były w miarę zgodne z oczekiwaniami inwestorów to znacznie wpłynęły na rynek. Na posiedzeniu zdecydowano, że od nowego roku program QE zostanie zredukowany o połowę, z 60 mld euro do 30 mld euro miesięcznie. Na konferencji Draghi zaznaczył również, że nieznana jest data zakończenia całego programu. Co więcej na posiedzeniu została utrzymana dotychczasowa  stopa procentowa. Od ogłoszenia tych danych euro stopniowo osłabiało się. Wiać było to szczególnie na głównej parze walutowej. Kurs EURUSD spadł z poziomu 1,183 w okolice 1,163.

Złoty nieco słabszy

Na wieści z Europejskiego Banku Centralnego zareagowały również notowania naszej waluty. Złoty osłabił się w stosunku do głównych walut. Najwięcej bo ponad 6 groszy polska waluta straciła w stosunku do dolara, który kosztuje obecnie 3,65 zł. Znacznie podrożał również frank szwajcarski. Wyceniany jest obecnie również na 3,65 zł. Za funta zapłacimy 4,78 zł, a euro kosztuje 4,24 zł. Dzisiejszym notowaniom i dalszemu osłabieniu złotówki z pewnością nieznacznie pomógł dobry odczyt wskaźnika wyprzedzającego koniunktury wg. BIEC, który wyniósł ponad 170 pkt.

Piątek raczej spokojny

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym widnieje całkiem sporo odczytów. Jednakże większość z nich pozostanie najprawdopodobniej niezauważona przez inwestorów.  Najważniejszą publikacją dnia będzie prezentacja danych dotyczących Produktu Krajowego Brutto w Stanach Zjednoczonych. Lepsza od spodziewanej dynamika w III kwartale pozwoli jeszcze bardziej umocnić dolara. Wtedy to możemy się nawet spodziewać spadków w okolice poziomu 1,15 na głównej parze walutowej.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Dynamika amerykańskiej gospodarki

Wstępny odczyt PKB w 3q17 pokazał na jedynie minimalne osłabienie dynamiki amerykańskiej gospodarki w sezonie huraganowym (do 3,0% k/k saar z 3,1% k/k saar w 2q17). Dane wskazują, że PKB w całym roku wzrośnie o ok. 2,5% r/r (vs dotychczasowy konsensus 2,2% r/r).

Struktura wstępnego odczytu PKB potwierdza wnioski płynące z wcześniejszych publikacji ze sfery realnej (za wyjątkiem zaburzonych huraganami sierpniowych odczytów sprzed. detalicznej i prod. przemysłowej): wzrost zamówień przełożył się na wzrost dynamiki inwestycji (6,0% k/k saar vs 3,9% w 2q); optymistyczne nastroje konsumentów, wzrost zatrudnienia i płac przełożyły się na utrzymanie solidnego wzrostu konsumpcji (2,4% k/k saar vs 3,3% w 2q), podczas gdy słabszy USD wspierał konkurencyjność eksportu (kontrybucja eksportu netto wzrosła do 0,4pp z 0,2pp w 2q17). Na to wszystko nałożył się dodatkowo efekt wzrostu zapasów (po silnej redukcji w 1q i stabilizacji w 2q, w 3q wkład zapasów wzrósł), wynikający m.in. z obniżenia sprzedaży w trakcie huraganów. Po stabilizacji pogody Amerykanie wrócili do zakupów (wskazują na to wrześniowe dane o dynamice zapasów, w tym najwyższy od 2009 r. spadek zapasów detalistów o -1,0% m/m sa), co oznacza, że 4q17 może przynieść osłabienie wkładu do PKB z tej strony.

Lekkie osłabienie dynamiki konsumpcji wynika w dużej mierze ze słabszej sprzedaży odzieży i paliw (potencjalny związek z czynnikami pogodowymi) oraz spadku dynamiki sprzedaży usług (2,1% k/k saar vs 4,2% w 2q), w szczególności w sektorze nieruchomości i użyteczności publicznej. Może mieć to związek z przerwami w dostawach prądu w trakcie huraganów, co oznaczałoby, że efekt ten (pod warunkiem stabilnej pogody) przeminie w 4q17.

Mocniejszy od oczekiwań wzrost amerykańskiego PKB potwierdza, że amerykańska gospodarka jest na tyle mocna, że nie zaszkodziły jej huragany, które przechodziły przez południe USA na przełomie sierpnia i września. Oznacza to, że również 4q17 może pokazać (pod warunkiem braku szoków „pogodowych”) wysoką dynamikę PKB. Tym samym, dane wspierają „jastrzębich” członków FOMC, zwiększając prawdopodobieństwo podwyżki stóp Fed w grudniu.

Źródło: Centrum analiz – PKO Bank Polski

Młodość ma swoje prawa… nawet na zakupach

Jak wynika z badania „Quo vadis polski konsumencie” przeprowadzonego na zlecenie Agencji Freebee, młodość rządzi się swoimi prawami – również w obszarze robienia zakupów. Kierując swoją ofertę do nabywców poniżej 24 roku życia warto zatem dokładnie przyjrzeć się ich zachowaniom i dostosować się do specyfiki ich działań, gdyż motywacje nabywcze jakie nimi kierują, są odmienne od motywacji pozostałych grup konsumentów. Jaka jest zatem specyfika zachowań zakupowych młodych oraz co kieruje nimi podczas dokonywania zakupów czy wyboru sklepu?

Zakupy są nieodłącznym elementem egzystencji współczesnych ludzi. Już jako dzieci dostajemy drobne, za które kupujemy samodzielnie pierwsze produkty. Coraz więcej Polaków decyduje się na dawanie swoim pociechom kieszonkowego – aż 46%[1] dorosłych Polaków, daje swoim dzieciom drobne sumy lub zakłada im subkonta bankowe, gdy tylko skończą trzynaście lat. Takie działania mają nauczyć najmłodszych gospodarności w zakresie zarządzania swoimi finansami i przygotować ich do wejścia w dorosłe życie z szacunkiem dla pieniędzy. Z wiekiem oraz wraz z rosnącymi dochodami zachowania konsumentów ulegają zmianie, jednak młodość nawet na zakupach ma swoje prawa.

Co najbardziej determinuje zakupy młodych Polaków?

Na wybory zakupowe wchodzących w dorosłość Polaków największy wpływ mają ograniczone zasoby finansowe, które zwykle otrzymują od rodziców, lub zarabiają sami w pierwszej, zazwyczaj niezbyt dobrze płatnej, pracy. Z danych zawartych w raporcie przygotowanym przez Agencję Freebee wynika, że młodzi Polacy kupując produkty i usługi kierują się przede wszystkim ich ceną – ponad 27% z nich deklaruje, że ma ona największy wpływ na podejmowanie przez nich decyzji o zakupie. Wśród starszych grup, cena nie ma aż tak dużego znaczenia – w grupie 50+ jedynie 18% zadeklarowało, że cena produktu jest najważniejsza. Dla konsumentów do 24 roku życia, znaczenie ma również dopasowanie oferty do ich indywidualnych potrzeb (19%) czy wcześniejsze doświadczenia (niemal 17%).

Jak młodzi wybierają sklep?

Młode osoby przy wyborze konkretnego sklepu rzadziej niż inne grupy konsumentów, kierują się przyzwyczajeniem (niespełna 10%). Dla osób poniżej 24 roku życia największe znaczenie mają: zróżnicowany asortyment (18%), bliska odległość (niemal 15%) oraz organizowane promocje (ponad 13%). Mimo powszechnej digitalizacji i rosnącej popularności e-commerce, wielu młodych polskich klientów wciąż preferuje robienie zakupów w tradycyjnych sklepach. Do wyboru sklepu stacjonarnego przede wszystkim przekonuje ich możliwość dotknięcia towaru, obejrzenia, przymierzenia (ponad 53% wskazań) oraz możliwość wizualnego porównania produktu w realnym świecie (niemal 46%). Młodzi w sklepach stacjonarnych doceniają również możliwość dokonania natychmiastowej transakcji i brak konieczności oczekiwania na przesyłkę (niemal 44%). O wyborze przez nich sklepu internetowego decydują zwykle natomiast atrakcyjne ceny (63%), promocje (50%) oraz opinie innych użytkowników, którzy już dokonali w nim zakupu (36%).

Czy młodzi Polacy żałują swoich zakupów?

Młodzi konsumenci są też podatni na promocje, obniżki, upusty, rabaty i wyprzedaże i to zazwyczaj one decydują o spontanicznym zakupie dokonywanym przez tę grupę konsumentów. Jest to też grupa, która najczęściej decyduje się na zakup impulsywny, w porównaniu z innymi grupami wiekowymi nabywców. Młodzi konsumenci czasem lub często żałują dokonanych przez siebie zakupów (86%). Jedynie 14% uczestników badania w wieku do 24 roku życia twierdzi, że nigdy nie żałuje swoich zakupów – odsetek ten w grupie 50+ był ponad dwukrotnie wyższy. Młodzi Polacy są doskonałą grupą docelową dla działań promocyjnych i marketingowych opartych na manipulacji ceną, ponieważ, mimo że najczęściej żałują swoich zakupów, najrzadziej ze wszystkich grup decydują się na zwrot produktów, które ich nie satysfakcjonują. Może to wynikać z braku doświadczania w tym obszarze lub niewiedzy o przysługujących im prawach konsumenckich. Młodzi Polacy są specyficznymi konsumentami i mimo posiadania mniejszych zasobów finansowych, niedługo staną się oni najbardziej wartościową dla sprzedawców grupą nabywców. Warto więc dobrze znać ich nawyki, motywacje i zachowania i przygotowywać odpowiednio dostosowaną do ich potrzeb ofertę oraz komunikację w preferowanych przez nich kanałach. Najważniejsze jest jednak to, aby stale przyglądać się ich motywacjom zakupowym i znać czynniki, które wpływają na ich wybory nie tylko w obszarze nabywanych produktów i usług, ale również miejsc w jakich dokonują zakupów.

Plast-Box – wstępne wyniki po III kwartałach 2017

Krzysztof Pióro, Wiceprezes Plast-Box SA
Krzysztof Pióro, Wiceprezes Plast-Box SA

Plast-Box, opublikował wstępne wyniki za trzy kwartały 2017 roku. Według wstępnych danych finansowych po 9 miesiącach roku grupa kapitałowa Plast-Box odnotowała 122,8 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost rok do roku o 5,7%. Stopa EBITDA wyniosła 11,7%, a stopa zysku netto 4,3%.

Uzyskujemy wzrost sprzedaży i poziomy rentowności uznawane w naszej branży za dobre, choć ten rok nie jest dla naszej spółki tak dobry jak poprzedni, ze względu na konieczność podniesienia kosztów zatrudnienia i wysokie ceny surowca w pierwszej połowie roku. Pełne wyniki za III kwartał zaprezentujemy 15 listopada – mówi wiceprezes zarządu Plast-Box S.A. Krzysztof Pióro.

Żywność coraz droższa. Emeryci i renciści tracą najwięcej

Rosnące ceny żywności dotykają wszystkich konsumentów, ale najbardziej emerytów i rencistów, którzy nie korzystają z silnego wzrostu wynagrodzeń czy też transferów socjalnych z programu Rodzina 500 plus – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według danych Eurostatu we wrześniu w Polsce żywność zdrożała o 4,7 proc. r/r. Ceny dla tej kategorii produktów rosły szybciej jedynie w pięciu unijnych państwach, a przeciętny wynik dla całej wspólnoty wynosił 2,3 proc. Dodatkowo inflacja żywności w naszym kraju jest obecnie najwyższa od końca 2012 r.

W ciągu minionego roku w naszym kraju najbardziej podrożało masło – o 48 proc. Tylko w czterech europejskich krajach odnotowano procentowo wyższe podwyżki tego produktu. W Niemczech masło kosztuje dziś o 70 proc. więcej niż we wrześniu 2016 r., ale np. we Francji już tylko 7,6 proc. Silnie zdrożały w Polsce również jaja (7,7 proc. r/r), jogurty (9,1 proc. r/r) czy wieprzowina (7,4 proc. r/r).

Ostatnie miesiące to także znacznie wyższe wydatki dla zwolenników zdrowszych produktów. W porównaniu z wrześniem ub.r. świeże owoce podrożały o 9,7 proc., a warzywa o 5,8 proc. Niewielkim pocieszeniem dla większości konsumentów może być fakt, że w analogicznym okresie staniały o 0,7 proc. owoce morza czy napoje gazowane – o 0,4 proc.

Emeryci i renciści najbardziej poszkodowani

Teoretycznie wyższe ceny w sklepach dotykają każdego w ten sam sposób. Praktycznie jednak rosnące koszty zakupu żywności są dotkliwsze dla osób o najniższych dochodach. Dobrze pokazuje to coroczne badanie GUS dotyczące budżetów gospodarstw domowych.

W 2016 r. mediana wydatków na żywność oraz napoje stanowiła 30 proc. wszystkich wydatków emerytów oraz rencistów. W przypadku pracujących na własny rachunek czy gospodarstw nierobotniczych ten odsetek wynosi 23 proc. Emeryci oraz renciści w niewielkim stopniu korzystają natomiast z faktu, że np. ceny ubrań czy obuwia spadają (o 4,4 proc. r/r). W porównaniu do mediany wszystkich wydatków udział akurat tej kategorii jest u seniorów o ponad połowę mniejszy niż w przypadku ogółu gospodarstw domowych.

Naturalny jest również fakt, że emeryci czy renciści wydają na edukację niewielki odsetek (jedną siódmą) tego co reszta społeczeństwa. Ceny w tej kategorii rosną jednak stosunkowo wolno (o 1,3 proc. r/r), co obniża ogólny wskaźnik inflacji, ale analizowana grupa społeczna tego nie odczuwa.

Wysoki wzrost dochodów, ale nie dla seniorów

Według danych GUS średni dochód rozporządzalny na osobę wzrósł w 2016 r. o 7 proc. Dla gospodarstw domowych otrzymujących świadczenie wychowawcze Rodzina 500+ ten wzrost wyniósł 16,8 proc. (wśród małżeństw z co najmniej trójką dzieci o 25,2 proc.). Wyraźnie podniosły się również dochody na wsi (o 9,8 proc.).

Emeryci i renciści nie skorzystali z ostatnich zmian w programach socjalnych, omijał ich też szybki wzrost wynagrodzeń. Wprawdzie dochód rozporządzalny emerytów i rencistów wzrósł, lecz wyraźnie poniżej ogólnego trendu i kształtował się na poziomie odpowiednio +4,1 oraz +4,4 proc. Zestawiając ze sobą niski wzrost dochodu oraz fakt, że seniorzy wydają proporcjonalnie najwięcej na gwałtownie drożejącą żywność, ostatnie podwyżki cen są szczególnie dotkliwe dla ich domowych budżetów.

Bitcoin, ethereum czy litecoin – kryptowaluty to już nie eksperyment matematyczny

Nowe kryptowaluty są wydobywane przez górników. Kim oni są? To komputery, które wykonują obliczenia matematyczne w celu zabezpieczenia transakcji w sieci. Jest ich coraz więcej, ponieważ wraz ze wzrostem popytu na kryptowaluty rośnie też nagroda. Im wyższa, tym większa chęć dołączenia nowej mocy obliczeniowej, żeby o nią konkurować. Ze wzrostem ceny rośnie więc bezpieczeństwo sieci. Najcenniejszą obecnie walutą jest bitcoin. Jego wartość wynosi około 17 tys. złotych za sztukę. Można nabyć tylko jego część, ponieważ jest podzielny do ósmego miejsca po przecinku. Drugą najcenniejszą walutą jest ethereum warte około 1,1 złotych. Dalej jest litecoin w cenie 200 złotych za sztukę.

– To ciekawy układ, który sam się napędza. Wzrost popytu powoduje wzrost bezpieczeństwa całego systemu – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Górnicy, którzy wkładają moc obliczeniową otrzymują w zamian nowe monety od protokołu, a nie od centralnie sterowanego systemu. System jest tak zaprogramowany, że wynagradza ich pracę. Dziś mamy do czynienia z rekordowymi cenami, gdzie na początku istnienia, przez ponad rok, bitcoin był bezwartościowy. Wydobywali go ochotnicy w ramach eksperymentu matematycznego. Traktowali go jako ciekawą technologię, która być może w przyszłości się sprawdzi. Dzisiaj jest go coraz mniej – podaż zaplanowano tak, że w tej chwili przybywa coraz mniej bitcoinów, a popyt nadal rośnie. Każdy, kto chce korzystać z systemu, musi zakupić jednostki, a ich ograniczona ilość powoduje wzrost cen. Miało już miejsce kilkanaście baniek spekulacyjnych, po których cena spadała – jednak nie na tyle, aby być poniżej ceny sprzed każdej z nich. Jest to system zaprojektowany tak, aby w długim terminie jego cena rosła – dodał Bentyn.

Narzędzia to za mało – jak dzięki lean leadership zadbać o trwałość zmian w organizacji?

Wiele firm traktuje narzędzia optymalizacji procesów i kompetencje przywódcze jako dwie zupełnie odrębne dziedziny. To błąd, bowiem integracja tych obszarów w lean leadership może pomóc firmie w efektywniejszym funkcjonowaniu. Jak więc wdrożyć w organizacji kulturę ciągłego doskonalenia?

Zarządzanie w myśl lean leadership ma prowadzić do zapewniania produktów czy usług o określonej wartości dla klienta w jak najprostszy sposób. Ważne jest przy tym zachowanie szacunku dla zespołu i ciągłe doskonalenie procesu poprzez eliminację marnotrawstw. W dzisiejszych czasach coraz trudniej bowiem budować przewagę rynkową w oparciu tylko o niskie koszty produkcji. – Dla wyniku biznesowego organizacji, a szczególnie firm produkcyjnych, kluczowe jest oparcie jej działania z jednej strony na narzędziach procesowych, czyli lean, z drugiej zaś na kompetencjach menedżerskich składających się na zaangażowane przywództwo – leadership. Oddzielne traktowanie tych dwóch obszarów jest dla firmy mało efektywne i może prowadzić do marnotrawstwa najważniejszych zasobów – wiedzy i zaangażowania pracowników. Można powiedzieć, że to niejako ósma strata, do eliminacji której organizacje powinny dążyć – zauważa Łukasz Przybylski, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Jak nie zaprzepaścić potencjału członków zespołu i zadbać o trwałość wprowadzanych zmian?

Nastaw się na proces

Wielu z nas choć raz w życiu rozpoczynało pracę nad nowym nawykiem, jak na przykład regularne poświęcanie określonego czasu na naukę języka obcego, uprawianie sportu czy czytanie branżowych publikacji. Często po początkowym entuzjazmie pojawia się opór, bo efekty nie są widoczne tak szybko, jakbyśmy tego chcieli. Jeśli traktujemy nabywanie nowych umiejętności jako nieprzyjemny obowiązek, a nie skupimy się na naszym rzeczywistym celu, znacznie trudniej osiągnąć sukces. Podobnie jest z wdrażaniem zmian w firmach – kluczowy jest sposób myślenia o nich – nie tylko menedżerów, ale pracowników na każdym szczeblu organizacji. Należy mieć świadomość długofalowości danego procesu i tego, że konieczne jest utrzymanie systematyczności. Dopiero częste konwersacje w obcym języku pomogą nam w płynnej komunikacji, systematyczne treningi poprawią naszą kondycję, a codzienne czytanie branżowych książek i śledzenie nowinek z danej dziedziny pomoże nam w zdobyciu specjalistycznej wiedzy. Na hali produkcyjnej za to efekt przyniesie regularna identyfikacja i eliminacja działań generujących straty oraz ciągłe ulepszanie i dążenie do doskonałości.

Zmiany procesowe to nie tylko wprowadzenie, niezbędne jest też ich utrwalenie i upowszechnienie wśród wszystkich członków zespołu. Sam wzrost wiedzy i kompetencji to za mało, konieczne jest także kształtowanie postawy wspierającej zmiany wynikające z wprowadzania kultury lean w przedsiębiorstwie. Szczególnie w chwilach zniechęcenia ważne jest też poczucie sensu, świadomość, dlaczego podejmujemy trud i jaki cel chcemy osiągnąć. W przypomnieniu tego zespołowi pomagają umiejętności miękkie menedżera. Firmy często decydują się również na skorzystanie ze wsparcia w tym zakresie ze strony zewnętrznego coacha, który przeprowadza organizację przez cały proces. Zadaniem takiej osoby jest inspirowanie do wdrażania ulepszeń w zarządzaniu, a także do wykorzystywania nowych umiejętności do optymalizacji procesów i osiągania wysokich wyników biznesowych.

Obserwuj i rozmawiaj

Coraz więcej firm rozumie, że zarządzanie niejako „zza biurka” na przykład halą produkcyjną i brak kontaktu z pracownikami niższego szczebla może prowadzić do decyzji nieadekwatnych do rzeczywistego stanu organizacji. Dlatego też ważnym hasłem w lean leadership jest gemba, czyli miejsce, w którym do produktu czy usługi dodawana jest wartość – w przypadku produkcji będzie to więc hala, a w usługach – miejsce spotkania z klientem. – Bezpośrednia interakcja menedżera z pracownikami to dobra okazja do motywowania ich i budowania z nimi relacji. Obecność przełożonego w gemba pomaga mu też w uczestniczeniu w ciągłym doskonaleniu, bo może on dokładnie obserwować cały proces – w zależności od firmy na przykład produkcyjny, logistyczny, rozwojowy czy komunikacyjny. Pierwszym etapem ich usprawniania jest analiza obecnego stanu i dostrzeżenie ewentualnego marnotrawstwa. Najlepiej zrobić to poprzez zaczerpnięcie wiedzy z bezpośredniego doświadczenia – uważnej obserwacji i rozmów z pracownikami. Kiedy już luka zostanie zidentyfikowana, potrzebna jest właściwa interakcja, aby wyeliminować ją, wykorzystując standardy lean leadership – mówi Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland. Usprawnianie procesów ma przełożyć się na eliminację strat między innymi poprzez redukcję czasu przetwarzania zleceń i błędów jakościowych lub „odchudzenie” zapasów w magazynie surowców i wyrobów gotowych. Wiąże się to jednak zwykle ze sporymi zmianami organizacyjnymi, a wdrażanie nowych standardów, szczególnie na początku, wymaga często większej kontroli, która może być przyczyną stresu członków zespołu. W redukcji jego poziomu oraz poczucia niepewności pomaga odpowiednie przeprowadzenie pracowników przez menedżera przez cały proces. Opór przed zmianami często wynika bowiem z niewiedzy i obaw o to, co przyniosą.

Zaufanie to podstawa

Budowa zaufania jest podstawą otwartej komunikacji. Przejrzyste wyjaśnienie procesu i jego celu, zamiast autorytatywnego zarządzenia nowego standardu pomagają w kształtowaniu pozytywnej postawy wobec zmian. – Ważne, aby wspierać członków zespołu nie tylko we wdrażaniu odgórnych zaleceń, ale i kształtować w nich postawę i chęć ulepszania własnego miejsca pracy. Jeśli ufają menedżerowi i wiedzą, że zależy mu na znajdowaniu najlepszych rozwiązań dla wspólnego dobra, nie boją się powiedzieć na przykład o luce, którą zaobserwowali, czy zaproponować pomysłu na usprawnienia lub oszczędności. Kiedy pracownik ma poczucie, że jego zdanie się liczy, czuje się bardziej zaangażowany i odpowiedzialny za wspólny wynik – mówi Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland. – Wzajemne zaufanie to jeden z kluczowych elementów budowania kultury ciągłego usprawniania procesów – podsumowuje.

UE zmienia prawo. Wynagrodzenia kierowców znacząco wzrosną

Zgodnie z zasadą „równa płaca za tą samą pracę w tym samym miejscu”, wynagrodzenia pracowników delegowanych, w tym także kierowców zawodowych wyjeżdżających w międzynarodowe trasy, znacząco wzrosną. Do tej pory, wedle zapisów Dyrektywy o delegowaniu, jedynie branża budowlana musiała wypłacać osobom zatrudnionym w tym sektorze wszystkie dodatki do pensji. Teraz Rada Unii Europejskiej zdecydowała się zmienić zapisy. To mocno uderzy w polskie firmy transportowe – alarmują eksperci.

Dokładne brzmienie zaproponowanych przepisów nie jest jeszcze znane, jednak przyjęte przez EPSCO porozumienie w znacznym stopniu zmienia zapisy aktualnych regulacji. Przede wszystkim wprowadzono czasowy limit delegowania pracowników za granicę, wynoszący 12 miesięcy (z możliwością przedłużenia o kolejne 6 miesięcy). Po upływie tego czasu pracownik będzie podlegał praktycznie wszystkim przepisom kraju przyjmującego. – Przyjęte przez EPSCO stanowisko jest zupełnie sprzeczne z poglądami Polski. Rząd nie chciał wyrazić zgody nawet na pierwotną propozycję limitu delegowania pracowników, która wynosiła 24 miesiące – komentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Podczas głosowania nie było jednomyślności nawet wśród członków Grupy Wyszehradzkiej, ponieważ Czechy oraz Słowacja opowiedziały się za przyjęciem projektu. Polsce i Węgrom, które głosowały przeciwko zmianom w Dyrektywie, nie udało się zablokować decyzji Rady.

– Nowelizacja Dyrektywy o delegowaniu pracowników okaże się szczególnie kosztowna dla właścicieli firm transportowych, którzy będą musieli dostosować się do zaprezentowanych zmian. Nie boję się zatem użyć sformułowania, że właściwie jedynym sukcesem, jeżeli chodzi o polskie negocjacje w Luksemburgu, jest długość okresu wprowadzania nowych przepisów. Czas na przygotowanie się krajów Unii Europejskiej do wdrożenia zmian ma wynieść 3 lata, firmy zaś będą miały na to rok dłużej – wyjaśnia Kamil Wolański, ekspert OCRK.

W środę, 25 października stanowisko w zakresie zmian w Dyrektywie zajął także Parlament Europejski. Decyzja ta oznacza rozpoczęcie negocjacji z państwami członkowskimi UE w sprawie ostatecznego brzmienia przepisów. Jednak przewiduje się, że nie ma już szans na wyłączenie spod Dyrektywy sektora transportowego tak, by kierowcy zawodowi nie byli traktowani jako pracownicy delegowani. – Z nowych zapisów Dyrektywy nie udało się wyłączyć transportu międzynarodowego, o co szczególnie zabiegała Polska. Kwestia ta ma zostać uregulowana osobno, dopiero w trakcie prac nad Pakietem mobilności – dodaje Kamil Wolański. Ważny będzie także finalny kształt zapisów dotyczących „kosztów związanych z podróżą służbową”, które obecnie są w znacznej mierze częścią wynagrodzenia polskich kierowców. Istotne, by pod pewnymi warunkami pozostały one częścią płacy minimalnej krajów zachodnich.

Podczas obrad Rada EPSCO przyjęła również częściowe porozumienie dotyczące ujednolicenia systemu ubezpieczeń społecznych w krajach UE. Przedstawiciele rządu Polski wyraźnie podkreślili swój sprzeciw wobec zmian dotyczących m.in. nakładania kar za wcześniejszy brak zaświadczeń A1 (retroaktywne wycofanie zaświadczeń).

Kurs euro i złotego w dół po posiedzeniu EBC

EBC przedłuża program QE do września przyczyniając się do spadku rentowności w strefie euro. EBC osłabia euro i złotego. Ta wyraźnie gołębia melodia płynąca z ust M. Draghi’ego może jeszcze długo brzmieć w 2018 roku.

Rynek stopy procentowej

W czwartek uwaga na rynku stopy procentowej skierowała się w stronę Frankfurtu, gdzie EBC ogłosił swoją decyzję w zakresie polityki monetarnej. Nie dokonano zmian w głównych stawkach stóp procentowych, jednak zapowiedziano, że program skupu aktywów będzie kontynuowany w obecnej skali (60 mld EUR miesięcznie) do końca 2017 roku, a od stycznia do września 2018 roku będzie prowadzony w skali 30 mld EUR miesięcznie. EBC podtrzymał wcześniejsze zapewnienia, zgodnie z którymi QE może zostać przedłużone lub zwiększone zgodnie z kształtowaniem się czynników gospodarczych. Wśród pozostałych narzędzi, które mają sprzyjać osiągnięciu stabilności cenowej w strefie euro są reinwestycje zapadających obligacji oraz utrzymanie stóp procentowych na niskich poziomach po zakończeniu programu skupu aktywów.

Decyzja zaprezentowana przez EBC była zbliżona do oczekiwań rynkowych, gdzie przeważało założenie o przedłużeniu QE o 9 miesięcy przy redukcji tempa do 30 mld EUR miesięcznie. Mimo wszystko, doszło do spadku rentowności obligacji w Europie, które w krótkim czasie po publikacji przekraczały nawet 5 pb. Ostatecznie przesunięcie się w dół krzywych dochodowości w strefie euro było umiarkowane i oscylowało wokół 3pb na całej krzywej niemieckiej. Pomimo łagodnego języka stosowanego przez EBC, nie oznacza to, że decyzja była bardziej gołębia niż oczekiwana, a reakcja rynkowa w dużym stopniu stanowiła korektę solidnych wzrostów rentowności z początku tego tygodnia, kiedy notowania 10-letniego Bunda oscylowały wokół 0,50%.

Na polskiej krzywej dochodowości początkowo również obserwowane było przesunięcie się w dół, które jednak w przypadku papierów długoterminowych okazało się krótkotrwałe. Obligacje z dłuższym terminem do wykupu pozostały blisko poziomów obserwowanych we wtorek, gdzie rentowności papierów 10-letnich znajdują się powyżej 3,40%. Jednak w dół przesunęły się notowania na krótkim końcu krzywej, gdzie spadki sięgały 5 pb. Pomimo bardziej wyraźnego stanowiska jastrzębiej frakcji w RPP, minutes z październikowego posiedzenia pokazały, że nadal w nadchodzących kwartałach oczekiwana jest stabilizacja stóp procentowych. Notowania kontraktów FRA wciąż wyceniają prawdopodobieństwo podwyżki stóp pod koniec przyszłego roku, jednak cała krzywa przesunęła się w dół. Obecnie nachylenie krzywej stało się bardzo strome i zbliżyło się do poziomów obserwowanych na początku tego roku. Spread pomiędzy papierami 10-letnimi a 2-letnimi powinien spaść ponownie poniżej 180 pb, czemu powinien towarzyszyć powrót rentowności obligacji 2Y powyżej 1,70%.

Notowania na rynku stopy procentowej w USA pozostały stabilne w związku z solidnymi danymi prezentowanymi w ostatnim czasie. W piątek dojdzie do publikacji pierwszego odczytu PKB za trzeci kwartał, które może jedynie nieznacznie spowolnić z 2,6% kw/kw ann. w Q2 (konsensus: 2,5%). Ponadto Uniwersytet Michigan opublikuje indeks nastroju konsumentów, gdzie oczekiwana jest jego dalsza poprawa.

EBC rekalibruje QE osłabiając euro i złotego

Autor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W czwartek w centrum uwagi krajowego rynku walutowego pozostawały: decyzyjne posiedzenie EBC i publikacja protokołu z październikowego posiedzenia RPP. W oczekiwaniu na te dwa ważne wydarzenia złoty lekko tracił na wartości prowadząc do wzrostu kursu EURPLN do 4,246. Z kolei na szerokim rynku po teście okolice 1,183 dolar ponownie zaczął zyskiwać na wartości.

Zgodnie z oczekiwanymi EBC pozostawił koszt pieniądza na niezmienionym poziomie (0,0% dla stawki referencyjnej i minus 0,4% dla depozytowej) oraz przedstawił plany dot. przyszłości programu skupu aktywów (QE) prowadzonego od marca 2015 roku. W jego ramach początkowo co miesiąc skupowano papiery dłużne o wartości 80 mld EUR, a od kwietnia 2017 roku ich wartość zmniejszono do 60 mld EUR. Ta nadal wysoka wartość skupowanych aktywów spowodowała, że bilans EBC przewyższył bilans amerykańskiej Rezerwy Federalnej, czemu towarzyszą najlepsze od sześciu lat wyniki gospodarki strefy euro. Bank centralny może więc zacząć zmniejszać „dawkę dopalaczy”.

W czwartek EBC zakomunikował więc, że od stycznia 2018 roku miesięczna wartość skupowanych obligacji zostanie obniżona do 30 mld EUR, ale program zakupu aktywów będzie kontynuowany do września 2018 roku lub w razie potrzeby dłużej. Już sam komunikat został wyraźnie gołębio odebrany przez eurodolara, sprowadzając notowania wspólnej waluty poniżej 1,175 USD z blisko 1,185 notowanych w pierwszych godzinach wczorajszego handlu. Decyzja EBC o skróceniu programu zakupów aktywów od stycznia była zasadniczo zgodna z rynkowym konsensusem, ale brak w komunikacie deklaracji ostatecznego terminu zakończenia QE wraz z utrzymującą się inflacją poniżej poziomu 2% (nawet biorąc pod uwagę prognozy EBC) zostało odebrane negatywnie, prowadząc do wspomnianego osłabienia euro do dolara. Złoty początkowo powrócił zaś w okolice otwarcia dnia po tym jak w oczekiwaniu na decyzję EBC traci on na wartości względem euro. Po konferencji prasowej (podczas której szef EBC zmian w programie QE nie nazwał „redukcją” lecz „rekalibracją”) spadek EURUSD nasilił się sprowadzając kurs do 1,163. EURPLN ruszył zaś ponownie w górę przełamując opór na 4,253 na co dodatkowo wpływał gołębi wydźwięk opublikowanego protokołu z październikowego posiedzenia RPP.

Rada nadal pozostaje ostrożna. W ocenie większości jej członków w nadchodzących kwartałach prawdopodobna jest stabilizacja stóp procentowych. W świetle dostępnych prognoz w tym samym czasie inflacja pozostanie umiarkowana, przez co ryzyko trwałego przekroczenia celu inflacyjnego w średnim terminie będzie ograniczone. Niemniej, w opinii części członków Rady, jeśli napływające w kolejnych kwartałach dane i prognozy wskazywałyby na silniejszą od obecnych oczekiwań presję inflacyjną, wówczas uzasadnione może być rozważenie podwyższenia stóp procentowych. Po raz kolejny zwrócona została też uwaga, że w razie istotnego osłabienia wskaźników aktywności gospodarczej połączonego z wyraźnym pogorszeniem nastrojów konsumentów i przedsiębiorstw, w dłuższym okresie zasadne może być rozważenie obniżenia stóp procentowych. Tak jak można było oczekiwać by ocenić perspektywy polityki pieniężnej w kolejnych kwartałach Rada czeka na publikację listopadowej projekcji NBP. Pomimo nadal rysującego się podziału w Radzie, na razie większość członków komitetu decyzyjnego pozostaje łagodnie nastawiona do polityki pieniężnej NBP, czym nie wspiera złotego. Dopiero wyraźnie jastrzębia retoryka w szeregach członków Rady mogłaby zmienić ten stan.

Utrzymywanie gołębiej polityki przez EBC będzie więc sprzyjać dalszym spadkom kursu EURUSD, co negatywnie wpływać będzie na notowania walut EM. Przy słabej presji inflacyjnej nie ma trwałych podstaw do ożywienia w krajach południowych strefy euro, stąd taka wyraźnie gołębia retoryka EBC może jeszcze długo brzmieć w 2018 roku. Mocniejszy dolar i na razie nadal gołębia RPP będą zaś deprecjonować złotego.

EBC rekalibruje QE osłabiając euro i złotego 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

EBC przedłuża dodruk euro

W czwartek EBC nie zmienił stóp procentowych. Jednocześnie bank centralny strefy euro ograniczył skup aktywów z 60 mld euro do 30 mld euro miesięcznie, ale przedłużył ten program o 9 miesięcy, czyli do września 2018 r. Co więcej, Rada Prezesów EBC zastrzegła sobie prawo do kolejnego wydłużenia programu skupu, co będzie jednak zależało od przyszłej sytuacji gospodarczej. Efektem jest spory spadek kursu euro (a także złotówki) i duży wzrost wartości dolara. Wspólna waluta do amerykańskiej jest najsłabsza od 3 miesięcy. Od marca 2015 r. EBC w sumie dodrukował łącznie 2,1 bln euro. To i tak mniej od amerykańskiego Fedu, który w latach 2008-2014 wytworzył z powietrza 3,7 bln USD, ale wycofał się już z tego procederu. Swoje programy skupu aktywów mają także Bank Japonii i Bank Anglii.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar mocno zyskuje do głównych walut: do euro (+1,59%), brytyjskiego funta (+1,01%), dolara kanadyjskiego (+0,65%), dolara australijskiego (+0,84%) oraz japońskiego jena (+0,57%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,163, GBP/USD – 1,312, USD/CAD – 1,288, AUD/USD – 0,764 i USD/JPY – 114,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-1,11%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka sporo traci do głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje 3,66 zł, euro – prawie 4,26 zł, funt – 4,8 zł, a frank szwajcarski –3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,53%, frankfurcki indeks DAX – 1,39%, a paryski indeks CAC 40 – 1,5%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,13%, meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,23%, a brazylijski Bovespa spadł o 1,01%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,24%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,27%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,6%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej wróciły na ścieżkę zwrotu. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 59,3 USD (+1,45%), a ropy WTI – 52,64 USD (+0,87%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 60 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszym wzroście idzie w dół. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1266 USD. To 14 USD mniej (-1,09%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Japonia – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 0,7% (prognoza 0,8%)
  • 2:30 – Australia – Inflacja PPI (r/r), III kw. – 1,6%
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury wg BIEC, październik – 170,1 pkt.
  • 14:30 – USA – PKB, III kw. (prognoza 2,5%)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, październik (prognoza 101,1 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Komentarz eksperta Veeam dotyczący ostatnich ataków ransomware, w tym „Bad Rabbit”

„Pojawienie się kolejnego ataku ransomware (mającego na celu wymuszenie okupu) było jedynie kwestią czasu. Najnowsze zagrożenie o nazwie ‘Bad Rabbit’ wydaje się być skierowane w stronę sieci korporacyjnych, ale czas pokaże jak będzie się rozprzestrzeniało dalej. Dochodowy biznes, jakim stało się wymuszanie okupów w cyberprzestrzeni, ma się bardzo dobrze. Wynika to z występowania wielu czynników ryzyka, takich jak nieprawidłowe zarządzanie aktualizacjami, niedostateczne środki bezpieczeństwa, błędy pracowników i użytkowników czy też korzystanie z kryptowalut o niepewnym pochodzeniu.

Przedsiębiorstwa nie powinny za wszelką cenę dążyć do bycia całkowicie odpornymi na ataki hakerskie – z uwagi na ciągle zmieniający się krajobraz zagrożeń w cyberprzestrzeni jest to po prostu niemożliwe. Jak zatem się bronić? Należy wykonywać regularne aktualizacje, stosować procedury wspierające polityki bezpieczeństwa IT, wdrażać solidne narzędzia zabezpieczające oraz wykonywać kopie zapasowe, które zlokalizowane są poza wykorzystywanymi na co dzień sieciami IT. Widzieliśmy wiele firm, które pomimo tego, że padły ofiarami ataków ransomware, ostatecznie wyszły z opresji, ponieważ były w stanie przywrócić aktualne, pełne i zweryfikowane kopie danych ze zdalnych lokalizacji.

Na koniec przestroga dla organizacji, które padły ofiarami ataku ransomware. Cyberprzestępcy, którzy otrzymają okup od swoich ofiar, nie są absolutnie zobowiązani do dostarczenia im kluczy odszyfrowujących. Dlatego Veeam stanowczo odradza płacenie okupu, ponieważ takie ugięcie się przed cyberprzestępcami jedynie napędza rozwój nowych ataków i zachęca internetowych szantażystów do dalszego działania” – powiedział Tomasz Krajewski, szef zespołu inżynierów na Europę Wschodnią w Veeam Software.

Wyprzedaż EUR/USD ciąży złotemu

Fala wyprzedaży EUR/USD po wczorajszym posiedzeniu ECB, która sprowadziła kurs na 3-miesięczne minima, mocno ciąży złotemu. Publikowane dziś dane nt. amerykańskiego PKB mogą tę presję jeszcze wzmóc. Nie mniej jednak złotemu nie grozi dłuższa przecena. Nie przed listopadowym posiedzeniem RPP.

Piątkowy poranek przynosi kontynuację wczorajszego osłabienia złotego. O godzinie 10:13 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2585 zł (+0,4 gr), USD/PLN 3,6625 zł (+1,2 gr), a CHF/PLN 3,6655 zł (+0,5 gr), po tym jak wczoraj euro podrożało o 1,3 gr, dolar aż o 6 gr, a szwajcarski frank o 3,2 gr.

U źródeł osłabienia złotego leży przecena EUR/USD, do czego przyczyniły się wysłane przez Europejskie Bank Centralny (ECB) „gołębie” sygnały ws. polityki monetarnej, a także spekulacje odnośnie przyszłego szefa Fed i ciąg dalszy zamieszania wokół Katalonii. W efekcie kurs EUR/USD spadł z okolic 1,18 do 1,1653 dolara wczoraj na koniec dnia, a dziś kontynuuje te spadki schodząc do 1,1615 dolara. Tak nisko para ta nie była od 3. miesięcy. Dodatkowo zostały przełamane wsparcia na 1,1661 i 1,1668 dolara, tworzone odpowiednio przez minima z sierpnia i pierwszych dni października. To zaś poważne ostrzeżenie przed kontynuacją wyprzedaży EUR/USD, co przy okazji negatywnie odbiłoby się na notowaniach złotego.

Presja na spadki EUR/USD z pewnością nasiliłaby się, gdyby publikowane dziś o godzinie 14:30 wstępne szacunki dynamiki amerykańskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) w III kwartale przekroczyły rynkowe prognozy na poziomie 2,5 proc. Rynek odebrałby to jako kolejne potwierdzenie, że Fed nie tylko podniesie stopy procentowe w grudniu, ale też pozostanie na ścieżce wzrostu stóp w przyszłym roku.

W najbliższym czasie dolara też może wzmocnić ogłoszenie przez prezydenta Trumpa nazwiska przyszłego szefa Fed. Szczególnie, że zarówno Powell, jak i Taylor, którzy pozostali  na polu boju, prezentują nieco bardziej „jastrzębie” poglądy niż Janet Yellen.

Jakkolwiek spadki EUR/USD wywierają obecnie podażową presję na złotego, to w tej chwili nie należy obawiać się jego gwałtownej przeceny. Póki co ostatnie wzrosty polskich par jawią się jako korekta silnych spadków z pierwszej połowy października. Przed gwałtowną wyprzedażą złotego bronią obecnie oczekiwania na wyniki listopadowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (7-8 listopada), podczas którego znane będą najnowsze prognozy gospodarcze z listopadowej projekcji inflacji, co może wpłynąć na zaostrzenie przez Radę retoryki ws. stóp procentowych. To o tyle istotne, że obecnie kwestia tego, kiedy RPP podniesie stopy w Polsce, jest jednym z głównych czynników trendotwórczych na złotym. Dlatego też ewentualna zmiana retoryki przez Radę, a zwłaszcza zmiana zdania przez prezesa Glapińskiego, który od roku twierdzi, że w 2018 nie będzie potrzeby podnoszenia stóp, stanie się silnym impulsem wspierającym złotego. I odwrotnie. Brak zmiany komunikacji przez Radę, przy jednoczesnym spadku inflacji w Polsce w kolejnych miesiącach, będzie wzmagał presję na osłabienie złotego w końcówce roku.

Wczorajsze i dzisiejsze wahania nie wpływają na zmianę układu sił na wykresie EUR/PLN. Wzrosty do 4,26 zł należy traktować jako korektę i ruch powrotny do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego z jakiego euro wybiło się w tym miesiącu. Tym samym wciąż celem dla wspólnej waluty pozostają okolice 4,20 zł. Dopiero trwałe przekroczenie 4,26-4,27 zł zmieniłoby układ sił.

Wykres dzienny EUR/PLN wraz z prognozą potencjalnego ruchu

EURPLN+DailySytuacja zmieniła się natomiast na wykresie USD/PLN. Dolar wraca do 3,66 zł, wokół którego to poziomu stabilizował się na przełomie września i października, a wcześniej poziom ten zatrzymał wzrosty w sierpniu. Stąd też należy uznać, że zapoczątkowany w grudniu 2016 roku trend spadkowy na USD/PLN ostatecznie został zakończony, a w kolejnych miesiącach dolar może wrócić do 3,80 zł. W najbliższych dniach natomiast pozostanie on na obecnych poziomach.

Na wykresie CHF/PLN, podobnie jak na EUR/PLN, póki co wzrosty są tylko korektą wcześniejszych spadków. Korekta ta nie powinna przekroczyć strefy 3,6708-3,6753 zł, czyli poziomu oporu wyznaczonego przez minima z sierpnia i września.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Co nowelizacja Dyrektywy o pracownikach delegowanych zmieni w branży transportowej?

W poniedziałek, 23 października w Luksemburgu odbyło się spotkanie Rady Unii Europejskiej w sprawie zmian w Dyrektywie o pracownikach delegowanych. Zgodnie z przyjętym przez organ stanowiskiem, kraje członkowskie będą musiały zastosować się do przyjętych przepisów w ciągu 3 lat od daty ich wejścia w życie. W jaki sposób nowe prawo wpłynie na polskie firmy transportowe?

Poniedziałkowe obrady Rady ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów (EPSCO), dotyczyły nowelizacji Dyrektywy o delegowaniu pracowników. Dokładne brzmienie zaproponowanych przepisów nie jest jeszcze znane, jednak przyjęte przez EPSCO porozumienie w znacznym stopniu zmienia zapisy aktualnych regulacji. Przede wszystkim wprowadzono czasowy limit delegowania pracowników za granicę, wynoszący 12 miesięcy (z możliwością przedłużenia o kolejne 6 miesięcy). Po upływie tego czasu pracownik będzie podlegał praktycznie wszystkim przepisom kraju przyjmującego.  „Przyjęte przez EPSCO stanowisko jest zupełnie sprzeczne z poglądami Polski. Rząd nie chciał wyrazić zgody nawet na pierwotną propozycję limitu delegowania pracowników, która wynosiła 24 miesiące” – komentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Podczas głosowania nie było jednomyślności nawet wśród członków Grupy Wyszehradzkiej, ponieważ Czechy oraz Słowacja opowiedziały się za przyjęciem projektu. Polsce i Węgrom, które głosowały przeciwko zmianom w Dyrektywie, nie udało się zablokować decyzji Rady.

Co zmieni nowelizacja Dyrektywy o pracownikach delegowanych?

Zgodnie z zasadą „równa płaca za tą samą pracę w tym samym miejscu”, wynagrodzenia pracowników delegowanych, w tym także kierowców zawodowych wyjeżdżających w międzynarodowe trasy, znacząco wzrosną. Do tej pory, wedle zapisów Dyrektywy o delegowaniu, jedynie branża budowlana musiała wypłacać osobom zatrudnionym w tym sektorze wszystkie dodatki do pensji. „Nowelizacja Dyrektywy o delegowaniu pracowników okaże się szczególnie kosztowna dla właścicieli firm transportowych, którzy będą musieli dostosować się do zaprezentowanych zmian. Nie boję się zatem użyć sformułowania, że właściwie jedynym sukcesem, jeżeli chodzi o polskie negocjacje w Luksemburgu, jest długość okresu wprowadzania nowych przepisów. Czas na przygotowanie się krajów Unii Europejskiej do wdrożenia zmian ma wynieść 3 lata, firmy zaś będą miały na to rok dłużej” – wyjaśnia Kamil Wolański, ekspert OCRK.

W środę, 25 października stanowisko w zakresie zmian w Dyrektywie zajął także Parlament Europejski. Decyzja ta oznacza rozpoczęcie negocjacji z państwami członkowskimi UE w sprawie ostatecznego brzmienia przepisów. Jednak przewiduje się, że nie ma już szans na wyłączenie spod Dyrektywy sektora transportowego tak, by kierowcy zawodowi nie byli traktowani jako pracownicy delegowani. „Z nowych zapisów Dyrektywy nie udało się wyłączyć transportu międzynarodowego, o co szczególnie zabiegała Polska. Kwestia ta ma zostać uregulowana osobno, dopiero w trakcie prac nad Pakietem mobilności” – dodaje Kamil Wolański. Ważny będzie także finalny kształt zapisów dotyczących „kosztów związanych z podróżą służbową”, które obecnie są w znacznej mierze częścią wynagrodzenia polskich kierowców. Istotne, by pod pewnymi warunkami pozostały one częścią płacy minimalnej krajów zachodnich.

Podczas poniedziałkowych obrad Rada EPSCO przyjęła również częściowe porozumienie dotyczące ujednolicenia systemu ubezpieczeń społecznych w krajach UE. Przedstawiciele rządu Polski wyraźnie podkreślili swój sprzeciw wobec zmian dotyczących m.in. nakładania kar za wcześniejszy brak zaświadczeń A1 (retroaktywne wycofanie zaświadczeń).

W III kwartale 2017 roku najwyższa liczba niewypłacalności od 5 lat

Od początku roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) było 673 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 589 w ciągu trzech kwartałów 2016 r, co oznacza 14 procentowy wzrost.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.001

Kluczowe wnioski:

  • Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja… firmy za mało zarabiają. Nie budują silnego zaplecza finansowego – stąd ich podatność na wszelkie zawirowania rynkowe jak opóźnienia w dopływie środków czy zmiany podatkowe
  • Bardzo duże zróżnicowanie niewypłacalności w poszczególnych województwach – znacznym wzrostom ich liczby w jednych towarzyszy widoczny spadek w innych.
  • Budownictwo – wahania liczby niewypłacalności w poszczególnych miesiącach, tym niemniej ich liczba nadal wysoka, a w przekroju kwartalnym rosnąca, a nie malejąca wraz z postępem sezonu budowlanego. Pociąga to za sobą problemy zaopatrujących je firm
  • Produkcja i handel hurtowy – najwięcej było niewypłacalności firm zaopatrujących budownictwo; druga pod względem liczebności grupa – firmy dostarczające towary konsumpcyjne (w tym żywność)

000

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

002Na 9 miesięcy od początku roku z mniejszą liczbą opublikowanych niewypłacalności mieliśmy do czynienia tylko w maju i wrześniu, stąd 14% wzrost ich liczby po trzech kwartałach w stosunku do roku ubiegłego. W efekcie tego w trzecim kwartale opublikowano w Monitorach Sądowych informacje o niewypłacalności aż 255 polskich firm – najwięcej od 5 lat (od końca 2012 roku – wtedy w IV kw. było to 260 firm). Spodziewamy się, że do końca roku tempo wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm nadal będzie dwucyfrowe. Za wcześnie jeszcze na pozytywne efekty dla finansów firm z powodu wzrostu cen produkcji sprzedanej, sygnalizowanego ostatnio m.in. przez Eurostat (w naszym kraju w sierpniu jeden z najwyższych w Europie – 4,5% r/r).

„Firmy produkcyjne (a ostatnio także budowlane) musiały w końcu podnieść ceny, gdyż w ciągu ostatnich kwartałów skumulował się wzrost ponoszonych przez nie kosztów – cen pracy (od kilku do kilkunastu procent w zależności od województwa) i materiałów” – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. „Czy to wpłynie na trwałe podniesienie rentowności, a w ślad za tym – zmniejszenie liczby niewypłacalności polskich producentów? To zależy, na ile wzrost cen będzie akceptowany przez rynek – trzeba więc obserwować poziom zamówień… Jest to też efekt wyczerpywania możliwości łatwego zwiększania skali produkcji bez istotnych inwestycji. Ale nawet jeśli w części przypadków zamówienia spadną, to bardziej istotny od obrotu będzie zysk, który może wzrosnąć (liczy się przecież nie wolumen, ale rentowność obrotu). Firmy maja w pierwszej kolejności zarabiać, a nie sprzedawać.”

Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja… firmy za mało zarabiają (kwestia rentowności obrotu, finansowania działalności, przepływu środków)

Skąd tak duże zróżnicowanie pomiędzy województwami – w jednych wyraźny jest znaczny wzrost liczby niewypłacalności, a w innych jej spadek? Gdy zestawimy sektory, które stały za wyraźnym spadkiem lub wzrostem r/r niewypłacalności w poszczególnych regionach kraju, to zarówno w jednym jak i drugim przypadku są te same branże: budownictwo (wyraźna poprawa w 4, a pogorszenie w 6 województwach), handel (analogicznie lepiej w tym sektorze było w 7, a gorzej w 8 województwach), produkcja (tutaj poprawa w 3 a pogorszenie w 4 regionach)… Z jednym wyjątkiem – usługi, gdzie poprawa miała miejsce jedynie w Wielkopolsce (a drastycznie wzrosła liczba takich niewypłacalności na Mazowszu – o +19 przypadków r/r). Nie jest to jednak sektor odpowiedzialny za cały wzrost niewypłacalności, w innych województwach wzrosty liczby tych zdarzeń miały miejsce głównie w budownictwie (zachodniopomorskie +11 r/r czy warmińsko-mazurskie +6 r/r) jak i w produkcji (opolskie +7 r/r), a na Pomorzu rozłożyły się niemal równo pomiędzy wszystkie branże.004

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Skoro nie ma jasnej mapy branż ewidentnie stojącymi za niewypłacalnościami, to może wspólne, łatwe do zidentyfikowania są przyczyny tego trendu? Tutaj też jest wiele tropów, nierzadko sprzecznych – chociażby w budownictwie. Niewypłacalności następowały w nim z powody utraty rynku, braku zleceń albo… właśnie realizacji tychże zleceń, ale przy niskiej ich rentowności. Obserwować można było całe spektrum przyczyn problemów firm – popytowe (brak zleceń, duża konkurencja – stagnacja cen przy wzroście kosztów), finansowe (krótkoterminowe finansowanie, słaba akumulacja środków własnych), prawno-podatkowe (zmiana prawa naprawczego – domino postępowań restrukturyzacyjnych, luki w przepisach; obciążanie firm odpowiedzialnością za błędy lub wyłudzenia nawet odległych w ich łańcuchu dostaw kontrahentów)…

O ile w przypadku konkretnych firm łatwo zidentyfikować ich problemy lub przyczyny niewypłacalności, to jednoznaczna obecnie diagnoza w skali całego kraju nie jest łatwa. Nie stoi za tym prosty schemat podażowo-popytowy, a przy tym sytuacja dynamicznie się zmienia. Jak zatem podsumować trzy kwartały 2017 roku w temacie niewypłacalności polskich przedsiębiorstw – które wzrosły w tym czasie w tempie 14% r/r? Przy wielu przyczynach wzrostu niewypłacalności, konkluzja natury ogólnej jest taka, że nie ma jednoznacznie pewnych lub zagrożonych branż czy regionów. Najbardziej prozaiczne i wspólne dla tych wszystkich przyczyn jest to, iż firmy za mało zarabiająmówi Tomasz Starus.

Wszystkie oczy skierowane na budownictwo – sezon budowlany nie wpłynął (jeszcze) na trwałą poprawę sytuacji

Budownictwo – rok do roku po trzech kwartałach niewypłacalności w nim jest więcej, a sam wrzesień wiosny jeszcze nie czyni (14 niewypłacalności wobec 16 przed rokiem)… Chronologia jego problemów w poszczególnych kwartałach wyglądała następująco: w pierwszym opublikowano informacje o niewypłacalności 43 firm budowlanych (wykonawczych), w drugim 30, a w trzecim – 50. Czyli trudno mówić o trendzie spadkowym na skutek narastania zleceń wraz z rozwojem sezonu budowlanego. Nic takiego nie miało miejsca – może jest jeszcze na to za wcześnie?

003

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Na przykładzie września potwierdzają się trendy z ostatnich miesięcy: publikowane ostatnio przypadki niewypłacalności firm budowlanych dotyczyły głównie firm ogólnobudowlanych, rzadkie w tym gronie są przypadki firm wyspecjalizowanych w konkretnych pracach (we wrześniu – dwa przypadku, które ponadto odnosiły się do małych firm). Problemy miały głównie firmy ogólnobudowlane. Charakterystyczne dla części z nich były bardzo duże wahania przychodów w ostatnich latach – gwałtowny spadek z 25 na 3 mln zł w skali roku, albo gwałtowny ich wzrost i nagłe załamanie np. rok po roku 2/26/74 mln zł, a mimo to firma upadła. Wyodrębnić można dwa scenariusze problemów w budownictwie – pierwszy to spadek obrotów, brak zleceń przy utrzymywaniu rentowności sprzedaży na poziomie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent (40%), a drugi to realizacja zleceń, ale przy osiąganej rentowności sprzedaży w ostatnich latach zazwyczaj na poziomie poniżej 1%.

Spisanie na straty giełdy w USA było przedwczesne

  • Amerykańskie fundusze ETF inwestujące na rynku akcji zanotowały napływ kapitału – po raz pierwszy od miesiąca.
  • Mniej pieniędzy napłynęło na giełdy w Europie, bo inwestorzy analizują perspektywy dla gospodarki strefy euro.
  • Akcje rynków wschodzących wciąż mają potencjał. Jednak możliwa jest korekta spadkowa po tegorocznych wzrostach.

Rynki wschodzące są w tym roku bardzo mocne. Indeks MSCI EM, który obrazuje koniunkturę na giełdach emerging markets wzrósł już o ponad 30%. W tym samym czasie MSCI World, który odzwierciedla kondycję rozwiniętych rynków akcji, zyskał o połowę mniej. Paliwem do kontynuacji hossy na rynkach wschodzących są tańsze niż na giełdach rozwiniętych akcje oraz dynamiczniej rosnące zyski spółek.

Czynnikami ryzyka dla rynków wschodzących są Chiny (pomimo że gospodarka Państwa Środka jest silna) oraz skala tegorocznych wzrostów, która stwarza pretekst do technicznej korekty spadkowej. Niewiadomą – również dla rynków rozwiniętych – jest też polityka amerykańskiego banku centralnego (Fed). Warto o tym pamiętać, układając swój portfel inwestycyjny na najbliższy czas.

USA zyskuje kapitał, Europa z zadyszką

Patrząc na rynki rozwinięte, interesująco wyglądają globalne przepływy kapitału inwestycyjnego pomiędzy USA i Europą. W ostatnim tygodniu amerykańskie fundusze ETF zanotowały dodatnie saldo napływów i odpływów – po raz pierwszy od miesiąca. W tym samym czasie fundusze pasywne odwzorowujące zachowanie europejskich indeksów giełdowych cieszyły się najniższym zainteresowaniem od kilku tygodni.

To wyraźne zanegowanie scenariusza jeszcze do niedawna rozgrywanego przez inwestorów – kupowania europejskich akcji w nadziei na poprawę sytuacji gospodarczej i sprzedawania amerykańskich akcji, które w wyniku długotrwałej hossy podrożały do pozornie nieatrakcyjnych już poziomów.

Porównanie tegorocznych wzrostów nowojorskiego indeksu S&P 500 oraz STOXX Europe 600 pokazuje, że spisanie giełdy w USA na straty było przedwczesne, a wiara inwestorów w Europę nieco zbyt silna.

Inwestorzy obserwują europejską gospodarkę

Wyhamowanie napływu kapitału na rynki akcji w Europie zbiegło się w czasie z dobrymi danymi makro napływającymi z sektora przemysłowego strefy euro. W październiku koniunktura w przemyśle okazała się najlepsza od lutego 2011 roku (to pochodna wzrostu zamówień eksportowych). Pogorszyła się natomiast sytuacja w sektorze usługowym. W rezultacie zbiorczy odczyt PMI, który obrazuje sytuację w przemyśle i usługach, był niższy niż miesiąc wcześniej.

Kluczowe pytanie brzmi, jak strefa euro będzie sobie radziła w kolejnych miesiącach. Patrząc na prognozy PKB, sytuacja wygląda nieźle. Niedawno Europejski Bank Centralny podniósł prognozy wzrostu gospodarczego dla strefy euro na ten rok do 2,2% z 1,9% oczekiwanych w czerwcu. Z drugiej strony pojawiają się analizy sugerujące słabnięcie wskaźników wyprzedzających koniunkturę w Europie, np. PMI.

Który z tych scenariuszy się zrealizuje? Dowiemy się już niebawem. Jeśli jednak gospodarka udowodni swoją siłę, europejskie akcje mogą pozytywnie zaskoczyć.

Michał Milewski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Kursy walut po posiedzeniu ECB

Jak z oczekiwanej decyzji zrobić niespodziankę? Zapytajcie Mario Draghiego. Kilka kosmetycznych zmian w przekazie uczyniło z ogłoszenia redukcji skupu aktywów gołębią decyzję. Euro traci, gdyż odpada kolejny bank centralny, co do którego były większe oczekiwania normalizacji polityki. Wcześniej odpadł Bank Kanady, a za tydzień podobne losy może podzielić Bank Anglii. Pozostaje tylko Fed i dolar.

Program QE został zmieniony tak, jak tego generalnie oczekiwano: ECB będzie skupować aktywa za 30 mld EUR miesięcznie do września 2018 r. Program został pozostawiony bez określonego terminu zakończenia, a na konferencji prezes Draghi podkreślił, że nikomu nie zależy na nagłym przerwaniu skupu. W najbliższych miesiącach ECB może się wycofać z tej deklaracji lub redukować tempo o 10 mld co miesiąc i zakończyć QE w grudniu 2018 r. Wyraźnie gołębi wydźwięk miała natomiast kwestia reinwestycji środków z zapadających obligacji, która ma trwać jeszcze długo po zakończeniu programu. ECB nie zrezygnował też z pozostawienia sobie otwartej furtki do ponownego zwiększenia programu, gdyby pojawiły się problemy dla gospodarki. Ogólnie Draghi i spółka odhaczyli wszystkie punkty planu, który miał zapewnić, że rynek nie będzie budował oczekiwań na wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych. Przed wczorajszą decyzją rynek zakładał pierwszą podwyżkę w marcu ’19. Teraz musi odsunąć te oczekiwania co najmniej na czerwiec ’19. Przez wiele wakacyjnych tygodni rynek budował pozycje na wzrosty euro i teraz ta strategia stanęła pod dużym znakiem zapytania. Jakkolwiek w długim terminie fundamenty obrona EUR i dadzą podstawy do umocnienia, tak do końca roku EUR pozostanie pod presją.

Czwartkowe postanowienia ECB mają też implikacje w szerszym ujęciu. Wyparowuje motyw spójnego dążenia banków centralnych do normalizacji polityki pieniężnej. W tym tygodniu oprócz ECB hamulec zaciągnął Bank Kanady, który już w tym roku nie dokona trzeciej podwyżki. Jeśli ECB wstrzymuje się z normalizacją, podobnie postąpią uzależnione od niego Riksbank i Norges Bank (nie chcą przedwcześnie umocnić swoich walut). Za tydzień podwyżkę zakomunikować powinien Bank Anglii, ale na rynku rośnie przeświadczenie, że otrzymamy jeden krok a potem długo nic. Na tym tle ponownie zaczyna błyszczeć USD, gdzie Fed ma wszystkie argumenty, by nie rezygnować z zacieśniania. Wczoraj Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję budżetową już przegłosowaną w Senacie i jest na dobre drodze rozpoczęcia procedowania reformy podatkowej. Jej zatwierdzenie oznacza obniżki podatków dla gospodarstw domowych i firm, co wesprze ożywienie gospodarcze. A to już ma się dobrze, gdyż dane makro z USA w ostatnim czasie wyraźnie zaskakują na plus (widać to w silnym odbiciu indeksu zaskoczeń). Warunki zdają się idealne, by premiować dolara do końca roku.

Dziś w kalendarzu spokojniej niż w czwartek. W Europie intersujące mogą być komentarze Jensa Weidmanna z ECB/Bundesbanku i jego jastrzębie nastawienie może dać chwilowe odbicie euro i okazję dla chcących sprzedać walutę. Z USA otrzymamy pierwszy szacunek PKB za III kw., gdzie niepewność dotyczy wpływu serii huraganów, która uderzyła w południowo-wschodnie wybrzeże.

Złoty traci od wczoraj, gdyż decyzja ECB nie jest dobrą wiadomością. Po pierwsze, jeśli ECB nie zamierza spieszyć się z podwyżkami, spadną też oczekiwania na podobne ruchy innych baków w regionie, w tym dla polskiej RPP. Po drugie, przerzucenie ponownie uwagi na USD będzie ciążyć na klimacie względem rynków wschodzących. Fundamenty polskiej gospodarki są bardzo dobre i chronią złotego, ale czynnik ten zwykle przerywa, kiedy rajd dolara wychodzi na pierwszy plan. EUR/PLN może zostać wyciągnięty do 4,27-4,28, ale mocniejsze ruchy czekają USD/PLN.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Stopy procentowe, GBPUSD – ważne dane makroekonomiczne

Przyszły tydzień w kalendarzu makroekonomicznym jest wypełniony po brzegi. Od poniedziałku do piątku czekają na nas ważne dane. W pierwszy dzień sesji najważniejsze dane będą pochodziły ze Stanów Zjednoczonych. Poznamy dochody oraz wydatki osobiste. Pamiętajmy, że gospodarka amerykańska w głównej mierze oparta jest na konsumpcji, wzrost dochodów osobistych a także wydatków powinien przełożyć się na mocny wzrost amerykańskiej waluty. Oprócz tego poznamy europejską koniunkturę w przemyślę oraz niemiecką inflację. We wtorek poznamy dane z Japonii (stopę bezrobocia, decyzję w sprawie stóp procentowych oraz raport kwartalny BOJ), Wielkiej Brytanii, Chin oraz Strefy Euro. W pierwszym dniu nowego miesiąca poznamy przedsmak piątkowego raportu z amerykańskiego rynku pracy oraz kosz pieniądza. Nadchodzący czwartek uznawany jest za „super czwartek”, ponieważ poznamy koszyk danych od brytyjskiego banku centralnego. Ostatni dzień sesji zostanie zdominowany przez amerykański rynek pracy.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stopy procentowe – Japonia, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone

Jako pierwsze zostaną opublikowane stopy procentowe w Japonii, które mają pozostać na niezmienionym poziomie. Nikogo to nie powinno dziwić, ponieważ BoJ jest jednym z najbardziej gołębich banków centralnych na świecie.

Kolejny bankiem, który ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych jest Rezerwa Federalna. Tak samo jak w Japonii inwestorzy nie spodziewają się podwyżki kosztu pieniądza, ale tylko na najbliższym spotkaniu. Prawdopodobieństwo wzrostu oprocentowania na najbliższym spotkaniu dni wynosi 0.3 proc. Natomiast na grudniowym posiedzeniu prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki oszacowano na 83 procent.


Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA


Źródło: Bloomberg

Ostatnim bankiem koszt pieniądza jest Bank Anglii. Prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych wzrosło do 90 procent, zatem rynek oczekuje na podwyżkę. Ponadto rozkład prawdopodobieństwa wskazuje, że na jednej podwyżce się nie skończy.


Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w UK

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w UK


Źródło: Bloomberg

Duża deprecjacja GBP na szerokim rynku doprowadziła do wzrostu inflacji. Jeżeli ta utrzyma się na dotychczasowym poziomie, to powinniśmy spodziewać się kontynuacji jastrzębiej retoryki banku centralnego.

Nonfarm payrolls – nowe miejsca pracy poza rolnictwem

Dane z amerykańskiego rynku pracy zostaną opublikowane o godzinie 13:30. Oprócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który na przełomie ostatnich kilku miesięcy jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.2 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni.

W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy.

Prognoza wzrostu płacy godzinowej miesiąc do miesiąca wynosi 0.4 procenta. Wszystko poniżej tej wartości powinno doprowadzić do wyprzedaży dolara amerykańskiego. Odczyt powyżej prognozy powinien umocnić dolara amerykańskiego. Nie zapominajmy również o samym odczycie nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Strategie, które możemy przyjąć pod publikację piątkowych danych makroekonomicznych została przedstawiona poniżej.

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Źródło: Opracowanie własne

Przez ostatnie kilka miesięcy mogliśmy zaobserwować dwie reakcje związane z publikacją danych. Pierwsza była powiązana z liczbą miejsc pracy. Wyższy odczyt od prognozy doprowadzał do umocnienia dolara amerykańskiego, słabszy odwrotnie.

Niemniej jednak w warunkach neutralnej stopy bezrobocia liczy się płaca godzinowa, która powodowała druga rekcję na rynku. Wszystkie możliwe scenariusze oraz reakcję pary walutowej EUR/USD zostały przedstawione w powyższej tabeli.

Instrument do obserwacji

Ze względu na rosnące stopy procentowe warto przyjrzeć się parze walutowej GBPUSD. Notowania funta brytyjskiego w stosunku do dolara amerykańskiego od początku roku poruszają się w trendzie wzrostowym. Na interwale dziennym możemy wyrysować kanał wzrostowy. Dzięki ostatniej korekcie notowania GBPUSD znalazły się w bardzo ciekawym miejscu. Poniżej kursu znajduje się mocne wsparcie w postaci strefy popytu 1.294-1.305 oraz dolne ograniczenie kanału wzrostowego. Jeżeli bank Anglii podwyższy stopy procentowe oraz zapowie dalsze podwyżki, to byki prawdopodobnie obronią wspomniane strefy. W takim przypadku notowania mogłyby zacząć podążać w kierunku strefy podaży w 1.36.


Notowania GBPUSD, interwał dzienny

Notowania GBPUSD, interwał dzienny


Źródło: Admiral markets

Dział Analiz Admiral Markets

Zapotrzebowanie na rzetelne i opiniotwórcze treści będzie rosło. Zalew fake newsów zwiększy rolę tradycyjnych mediów

Zapotrzebowanie na rzetelne i opiniotwórcze treści będzie rosło. Zalew fake newsów zwiększy rolę tradycyjnych mediów 1

Zjawisko fake newsów, napędzane przez upowszechnianie się mediów społecznościowych, to coraz większy problem, którego efektem jest spadek zaufania społecznego – nie tylko do mediów, lecz także do instytucji publicznych. Eksperci zauważają, że fake newsów nie da się oddzielić od faktów, dopóki nie zmienią się nawyki czytelników, przyzwyczajonych do szybkiej i pobieżnej konsumpcji treści. Paradoksalnie, to zjawisko może też spowodować, że do łask wrócą media tradycyjne i wzrośnie zapotrzebowanie na opiniotwórcze, rzetelne dziennikarstwo. To wnioski z warsztatu Komitetu Dialogu Społecznego KIG „Wpływ technologii informacyjnych na społeczną rzeczywistość”.

Walka z fake newsami jest trudna i odniesienie sukcesu na tym polu jest dużym wyzwaniem. Każdy z nas może się nauczyć, jak rozpoznawać fake newsy. Musimy być bardziej ostrożni, korzystając z internetu i z mediów w ogóle, bardziej uważnie czytać to, co do nas trafia, nie tylko tytuły i leady, lecz także całe artykuły. Musimy odejść od czytania pionowego, to znaczy scrollowania ekranu na telefonie – czy to w mediach społecznościowych, czy na stronach portali informacyjnych, ale otwierać linki, czytać je, dowiadywać się więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Biel z Grupy TVN, trener w Fundacji Reporterów.

Fake newsy, czyli fałszywe i spreparowane informacje, coraz częściej wygrywają z faktami. Według badań amerykańskiego serwisu BuzzFeed, dezinformacja ma większy zasięg i szersze grono odbiorców niż prawdziwe newsy, a w większości przypadków jej celem są zyski finansowe albo korzyści polityczne.

Walkę z internetową propagandą i zalewem fake newsów zapowiedziały już m.in. Google, Wikipedia czy Facebook, który wiosną zaczął oznaczać mało wiarygodne wiadomości czerwonym trójkątem z ostrzegawczym wykrzyknikiem. Globalni giganci podjęli wspólną inicjatywę, która ma walczyć z fałszywymi informacjami i przywrócić zaufanie do treści.

W mediach społecznościowych pojawia się wiele nieprawdziwych treści. Wszystkim uczestnikom społeczności powinno zależeć na tym, aby same platformy zadbały o rzetelne i prawdziwe treści. Jeżeli użytkownicy nie będą mieli zaufania do treści, które czytają, to spowoduje zmniejszenie zaufania do tej platformy i jej użyteczności. Jest szansa, że platformy same zaczną tworzyć rozwiązania do walki z fake newsami, bo to leży w ich interesie – uważa Sebastian Bykowski, wiceprezes i dyrektor generalny Press-Service Monitoring Mediów.

Fałszywe newsy zmniejszają zaufanie do mediów internetowych i społecznościowych oraz firm, a nawet publicznych instytucji. Walka z nimi jest trudna, ponieważ rozprzestrzeniają się błyskawicznie i mają efekt kuli śnieżnej. Problem dezintegracji społecznej wynika też z mechanizmu mediów społecznościowych, które podsuwają czytelnikom określone, sprofilowane treści na podstawie tego, co lubią i udostępniają ich znajomi.

Żyjemy w pewnego rodzaju bańkach informacyjnych, wśród ludzi, którzy mają podobne poglądy czy reprezentują podobny punkt widzenia. Rzetelny dialog wymaga dostępu do różnego rodzaju treści. Największym problemem jest dziś to, że treści proponowane nam w mediach społecznościowych wynikają z tego, co czytają nasi znajomi. Przez to obracamy się ciągle w tej samej sferze informacyjnej. Receptą jest to, aby algorytmy dorzucały nam więcej informacji spoza tej sieci – wyjaśnia Sebastian Bykowski.

Beata Biel podkreśla, że w walce z propagandą i fake newsami duże znaczenie mają nawyki czytelników przyzwyczajonych do szybkiej i pobieżnej konsumpcji treści. Moment zastanowienia i większe skupienie na czytanym tekście może pomóc w odróżnieniu prawdy od fałszu.

Zawsze rekomenduję, aby stawać się internetowymi detektywami – zagłębiać się w to, co czytamy, poznawać więcej bohaterów tekstów, o których piszą autorzy. Poznawać autorów tekstów i zawsze reagować, kiedy intuicja mówi nam, że coś jest niewiarygodne – zdjęcie, artykuł czy wideo. Lepiej to sprawdzić, bo prawdopodobnie nie warto temu wierzyć – mówi Beata Biel.

– Najważniejsza jest edukacja, kształcenie ludzi, aby sięgali do jak największej liczby źródeł. Bez pokazania, że media wcale nie są obiektywne, każde z nich reprezentuje określone idee czy spojrzenie na dany temat – młodzi ludzie nie będą dostrzegać też zagrożeń płynących z korzystania z ograniczonej liczby źródeł informacji – dodaje Sebastian Bykowski.

Eksperci oceniają, że paradoksalnie zjawisko fake newsów może się przyczynić do zwiększenia zapotrzebowania na rzetelnie, opiniotwórcze i wiarygodne dziennikarstwo. Dużą rolę w walce z postprawdą, dezinformacją i fake newsami mogą też odegrać tradycyjne, offline’owe media.

Nie da się prowadzić odpowiedzialnego dyskursu społecznego bez pokonania baniek informacyjnych. Ogromną rolę w tym procesie odgrywają nie tylko media społecznościowe, lecz także media offline’owe, które oddziałują na nas w innym środowisku, niezwiązanym z bańkami informacyjnymi, które spotykamy w sieci internetowej. Można powiedzieć, że to właśnie media tradycyjne, które nadal mają dużą rolę opiniotwórczą, mogą odegrać ważną rolę w podtrzymywaniu demokratycznego dyskursu społecznego – mówi prezes Press-Service Monitoring Mediów.

– Rzetelne dziennikarstwo zawsze będzie istniało, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ludzie coraz bardziej potrzebują pogłębionych, dobrych treści. Z drugiej strony nie wątpię, że będziemy mieć również zapotrzebowanie na newsy o Kim Kardashian, ale coraz więcej ludzi będzie chciało czytać dobre reportaże, pogłębione analizy, dobre, rzetelne dziennikarstwo. Ono na pewno nie zniknie – dodaje Beata Biel.

Milion Polaków choruje na łuszczycę. Połowa z nich cierpi na depresję związaną z brakiem akceptacji społecznej

Milion Polaków choruje na łuszczycę. Połowa z nich cierpi na depresję związaną z brakiem akceptacji społecznej 2

Według statystyk w Polsce na łuszczycę choruje prawie milion osób. Wielu chorych z powodu wstydu nie zgłasza się jednak do lekarza, więc liczba ta może być znacznie wyższa. Większość nie ma też dostatecznych informacji na temat swojej przypadłości, podobnie jak reszta społeczeństwa. Aby zwiększyć świadomość Polaków w tym zakresie, ruszył program edukacyjny „Nie traktuj łuszczycy powierzchownie!”. Jego celem jest pomoc pacjentom oraz zmiana nastawienia społeczeństwa wobec chorych.

Łuszczyca atakuje nie tylko skórę, lecz także wiele narządów wewnętrznych. Może się wiązać z występowaniem wielu poważnych schorzeń, takich jak zawał, udar, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, depresja oraz zapalenie stawów. Problemem dla pacjentów z zaawansowaną postacią choroby jest również brak dostępu do długotrwałej terapii nowoczesnymi lekami biologicznymi.

Wbrew powszechnej opinii (także wśród wielu pacjentów) łuszczyca to coś więcej niż choroba skóry. Jest to przewlekły stan zapalny obejmujący cały organizm chorego, często współwystępujący z innymi chorobami atakującymi liczne narządy wewnętrzne. W dłuższym przebiegu łuszczycy u pacjenta mogą wystąpić choroby układu krążenia prowadzące do zawału mięśnia sercowego lub udaru, choroby układu pokarmowego, np. choroba Leśniowskiego-Crohna, zaburzenia metabolizmu, otyłość i cukrzyca.

– Nie powinniśmy zapominać o aspekcie psychicznym. Złe samopoczucie wywołane tą chorobą skóry niestety jest bardzo silnie zaznaczone u pacjenta i prowadzi często do nerwicy lękowej, depresji czy poważnych zaburzeń nastroju – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Piotr Gryglas, internista, kardiolog, hipertensjolog, ordynator Oddziału Internistycznego w SPZOZ w Płońsku.

W zależności od postaci i stopnia zaawansowania łuszczycy stosuje się inne metody leczenia. Przy niewielkiej ilości zmian skórnych możliwe jest stosowanie preparatów o działaniu zewnętrznym, m.in. maści gotowych lub przygotowywanych według recepty lekarza. Niektóre z nich mogą brudzić ubranie, uniemożliwiając pacjentowi normalne funkcjonowanie. Standardem wciąż jest użycie kortykosteroidów, choć powinno być ono stosowane pod ścisłą kontrolą lekarza i zgodnie z jego zaleceniami.

– Lekarze medycyny rodzinnej stosują u pacjentów kortykosteroidy na niektóre części ciała jak twarz, okolice pachwiny, pachy. My także je polecamy, jednak zmiany szybko ustępują po kortykosteroidach, ale równie szybko wracają – mówi prof. Joanna Maj, Konsultant Krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii, z Katedry i Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii UM we Wrocławiu.

Inną metodą leczenia łuszczycy jest fototerapia wykorzystująca promienie ultrafioletowe UVA i UVB. Działają one przeciwzapalnie i hamują nadmierne namnażanie komórek naskórka. Niestety lekarze mają ograniczone możliwości kierowania pacjentów na wystarczającą liczbę naświetlań ze względu na ograniczenia ze strony NFZ. W standardzie terapii znajduje się także leczenie lekami o działaniu immunomodulującym. Ciężkie postacie łuszczycy można również poddawać terapii nowoczesnymi lekami biologicznymi, które spowalniają przebieg choroby i pozwalają pacjentowi wrócić do normalnego życia. W Polsce terapią taką objętych jest rocznie zaledwie ok 380 osób. Dlatego ważne jest, by chorzy z łuszczycą umiarkowaną i ciężką pytali lekarza prowadzącego o możliwość włączenia do programu lekowego lekami biologicznymi.

– Leki biologiczne w Polsce są stosowane tylko w programach lekowych, ponieważ ich koszt jest zbyt wysoki, aby pacjent mógł kupić sobie taki lek. Długość trwania terapii jest ograniczana przez zapisy programu lekowego do 48 lub 96 tygodni. Lek biologiczny powinien być stosowany tak długo, jak długo jest skuteczny, czyli teoretycznie nawet do końca życia, natomiast u nas ten czas jest ograniczony – mówi prof. Joanna Maj.

Długotrwała terapia biologiczna jest znacznie lepiej tolerowana niż tradycyjne leczenie systemowe. Co więcej, odstawienie leków może skutkować tzw. efektem z odbicia, czyli nawrotem zmian chorobowych, a także słabszą odpowiedzią na kolejne podanie leku.

Łuszczyca wciąż należy do chorób objętych społecznym tabu. Nadal obecne są powszechne, krzywdzące stereotypy dotyczące tego schorzenia, m.in. przeświadczenie o zakaźnym charakterze łuszczycy. Chorzy niemal na każdym kroku doświadczają społecznego ostracyzmu, nawiązywanie pozytywnych relacji społecznych jest w ich przypadku znacznie utrudnione. Wielu chorych unika kontaktów z ludźmi, częste są przypadki zaburzeń nastroju i nerwicy lękowej. Według statystyk na depresję cierpi połowa pacjentów. Dlatego tak ważne jest właściwe rozumienie problemów związanych z łuszczycą w społeczeństwie. Ogromną rolę odgrywają tu także sami pacjenci.

– Pacjent powinien dać prawo innym osobom do tego, aby reagowały dziwnie na jego manifestacje skórne, ponieważ oni nie zawsze wiedzą, jak reagować. Po drugie, pacjent nie powinien traktować tego jako atak na siebie. Namawiam wszystkich pacjentów, aby wykorzystywali tego rodzaju sytuacje w miejscach publicznych do tego, aby edukować innych, mówiąc na przykład: Tak, wiem, wygląda to słabo, choruję na łuszczycę, ale mam dobrą wiadomość – to nie jest choroba zakaźna – mówi Marcin Renduda, ekspert ds. komunikacji z pacjentem.

Łuszczyca należy do grupy chorób uważanych powszechnie za wstydliwe, pacjentowi trudno jest się otworzyć nawet podczas rozmowy z lekarzem. Istotne jest więc odpowiednie podejście ze strony przedstawicieli ochrony zdrowia. Według Marcina Rendudy lekarze powinni poświęcić kilka minut na nawiązanie relacji z chorym i rozmowę o samopoczuciu psychicznym pacjenta, jego emocjach związanych z chorobą i codziennym funkcjonowaniu.

Program edukacyjny „Nie traktuj łuszczycy powierzchownie!” zainaugurowany przez Fundację „Żyjmy Zdrowo” pod patronatem Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego popularyzuje wiedzę na temat choroby. Skierowany jest do pacjentów, ich rodzin i ogółu społeczeństwa. W ramach programu została uruchomiona strona internetowa www.coukrywaskora.pl, na której pacjenci znajdą przydatne informacja na temat choroby i sposobów radzenia sobie z nią. Program realizowany przy wsparciu finansowym AbbVie Polska Sp. z o.o.

Startuje nowy program wsparcia dla młodych, innowacyjnych spółek. Warszawa ma szansę stać się centrum technologicznym dla firm z Europy Środkowo-Wschodniej

Startuje nowy program wsparcia dla młodych, innowacyjnych spółek. Warszawa ma szansę stać się centrum technologicznym dla firm z Europy Środkowo-Wschodniej 3

Dwie globalne firmy, EY oraz Microsoft, we współpracy z polską firmą technologiczną Senfino stworzyły w Warszawie szyty na miarę program akceleracyjny Startberry dla start-upów, które mogą wesprzeć duży biznes w cyfrowej transformacji. W inicjatywie, która wystartowała oficjalnie w tym tygodniu, uczestniczy 10 start-upów, które już podbijają międzynarodowe rynki. Trzej partnerzy mają ambicję, żeby utworzyć w Warszawie hub dla młodych spółek technologicznych z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Polska ma się szansę stać regionalnym hubem dla start-upów. Nie jest to łatwa droga, dookoła mamy sporą konkurencję. Natomiast za nami przemawiają solidne fundamenty – mam na myśli głównie polskich inżynierów i software developerów, których jakość pracy jest dziś oceniana wysoko w świecie. Druga kwestia to duch przedsiębiorczości, który jest wpisany w DNA polskiego społeczeństwa. Widać coraz więcej inicjatyw, również rządowych, które mają wzmocnić polski ekosystem wsparcia dla start-upów, pomóc polskim przedsiębiorcom, a także ściągnąć do Polski inne podmioty z regionu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Witkowski, associate partner w firmie doradczej EY, odpowiedzialny za skierowany do start-upów program EYnovation.

Sytuacja sektora start-upów w Polsce z roku na rok jest coraz lepsza – to główny wniosek z najnowszego, tegorocznego raportu fundacji Startup Poland. Przyciągają zagranicznych inwestorów, a blisko połowa sprzedaje swoje produkty i usługi za granicą. Jest ich coraz więcej, mają też większe możliwości pozyskania finansowania i coraz powszechniej współpracują ze środowiskiem naukowym. Polskie specjalizacje to big data, analityka, internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze, a 17 proc. młodych, innowacyjnych spółek rozwija się w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie – wynika z raportu „Polskie start-upy 2017”.

Potencjał w tym sektorze dostrzega też rząd. Uchwalona w tym roku Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zakłada zwiększenie nakładów na badania i rozwój (B+R) do 1,7 proc. PKB w 2020 r. i powstanie 1,5 tys. nowych start-upów w ciągu 7 lat. W ubiegłym roku wystartował program Start in Poland stworzony z myślą o innowacyjnych projektach i przedsiębiorcach. Rząd zamierza przeznaczyć na niego w sumie 3 mld zł. Według wicepremiera Mateusza Morawieckiego drugie tyle będzie pochodzić od międzynarodowych funduszy venture capital.

Obok finansowania i przyjaznego ekosystemu prawnego kluczowa dla start-upów jest współpraca i wsparcie dużego biznesu. Dwaj liderzy w swoich segmentach rynku – firma doradcza EY oraz Microsoft – we współpracy z polską firmą technologiczną Senfino utworzyli w Warszawie program akceleracyjny Startberry, który oficjalnie wystartował w tym tygodniu.

Microsoft, jako firma technologiczna, chce wnieść doradztwo w zakresie nowych technologii, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i najnowszych trendów. EY, jako doradca biznesowy, oferuje setki godzin bezpłatnej pracy swoich konsultantów, podpowiadających, skąd pozyskać pieniądze na finansowanie. To pozwoli wypracować najlepsze modele biznesowe. Z kolei Senfino, jako partner branżowy, będzie pomagał w animowaniu, dołączał kolejne start-upy do programu, łącząc je ze światem dużego biznesu – wyjaśnia Przemysław Szuder, dyrektor segmentu klientów kluczowych, małych i średnich firm oraz partnerów w Microsoft.

Cel Startberry to wspieranie innowacyjnych spółek technologicznych na drodze do globalnej ekspansji i rynkowego sukcesu. Ambicją partnerów jest stworzenie w Warszawie Startup Digital Valley – miejsca, w którym młode spółki technologiczne z całego regionu Europy Wschodniej i Centralnej będą ze sobą współpracować.

Startberry tym różni się od innych programów, że jest szyty na miarę dla każdego z projektów. Na początku programu zapytano nas: czego potrzebujemy? Program dedykowany dla nas składa się tylko z elementów, których rzeczywiście potrzebujemy – wsparcia sprzedaży zagranicznej, pozyskiwanie nowych klientów. Już mamy pierwsze efekty Startberry – mówi Paweł Sieczkiewicz, prezes start-upu Telemedi.co, który tworzy rozwiązania z zakresu telemedycyny.

Startberry to program akceleracyjny, który będzie indywidualnie dopasowywany do potrzeb każdego start-upu biorącego w nim udział. Jest przeznaczony dla przedsięwzięć biznesowych, które mają już prototypy czy wdrożenia swoich rozwiązań lub nawet mają za sobą pierwsze sprzedaże, a także dla młodych spółek technologicznych, które oferują rozwiązania klasy enterprise w modelu B2B i odpowiadają na potrzeby dużego biznesu związane z cyfrową transformacją.

Pierwszy program akceleracyjny Startberry rozpoczął się w czerwcu 2017 roku. W pierwszej edycji bierze udział dziesięć start-upów, które tworzą rozwiązania w takich obszarach jak diagnozowanie autyzmu, wykorzystanie zaawansowanej analityki w operacjach finansowych, stworzenie sztucznego mózgu czy usprawnianie komunikacji wewnątrz korporacji.

Start-upy, które zostały wybrane do programu akceleracyjnego, działają międzynarodowo – mają międzynarodowy zestaw klientów i wdrożenia na całym świecie. Są też start-upy, które rozpoczęły ekspansję od Polski i już zdobywają kolejne biura i sieci partnerskie w kolejnych krajach – mówi Łukasz Leśniak z firmy technologicznej Senfino, partnera projektu Startberry – Bez wątpienia każdy z tych start-upów ma unikalny produkt w swojej dziedzinie. Są jedyne w swoim rodzaju, jak Harimata, która opracowała aplikację do wczesnego wykrywania autyzmu, a teraz pracuje nad aplikacją do wykrywania depresji, czy Telemedi.co, który stawia na nowy rynek telemedycyny.

Jednym z projektów uczestniczących w programie Startberry jest Devskiller i narzędzie, które ułatwia rekrutację programistów.

– Stworzyliśmy system, który weryfikuje kompetencje programistów w prawdziwym środowisku biznesowym. W procesie rekrutacji rozwiązują oni prawdziwe problemy biznesowe, z którymi borykają się firmy. W ten sposób wiemy, że dany programista sprawdzi się na stanowisku, na jakie jest rekrutowany – mówi Tomasz Winter, pomysłodawca Devskiller. – Jednym z większym problemów działów HR dziś jest brak narzędzi do weryfikacji umiejętności programistów. Muszą one angażować deweloperów, żeby to sprawdzić. Nasze narzędzie daje im możliwość takiej weryfikacji.

Siedzibą Startberry będzie industrialna przestrzeń, zlokalizowana w zespole budynków Praga306 przy ulicy Grochowskiej 306 w Warszawie. Każdego dnia ma się tu odbywać przynajmniej jedno wydarzenie rozwijające branżę – meetupy, hackatony, hackfesty, technologiczne open hours z inwestorami, demo i product days. Organizatorzy przyznają, że ich ambicją jest stworzenie warszawskiej start-upowej doliny cyfrowej dla start-upów z Europy Centralnej i Wschodniej. Do Startberry mogą też dołączać potencjalni partnerzy, którzy chcą realizować swoje pomysły. Druga edycja akceleratora jest planowana na styczeń 2018 roku.

Skandynawskie firmy jednymi z najbardziej pożądanych pracodawców. Zatrudniają w Polsce ponad 170 tys. osób

Skandynawskie firmy jednymi z najbardziej pożądanych pracodawców. Zatrudniają w Polsce ponad 170 tys. osób 4

W dwóch tysiącach firm ze skandynawskim kapitałem pracuje w Polsce ponad 170 tys. osób. Nordyckie firmy zatrudniają na podstawie umów o pracę, oferują programy emerytalne, opiekę medyczną czy programy rozwoju pracowniczego, a także dbają o środowisko i lokalne społeczności. Dzięki temu są dla Polaków bardzo pożądanym pracodawcą – wynika z raportu Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej.

– W Polsce działa obecnie prawie dwa tysiące firm ze skandynawskim kapitałem, które w ciągu ostatniej dekady zainwestowały tu ponad 11 mld euro i stworzyły ponad 170 tys. miejsc pracy. Największym pracodawcą skandynawskim na polskim rynku jest obecnie Ikea Industry Poland, która zatrudnia ponad 10 tys. pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Kowalcze, dyrektor Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC).

Polski i skandynawski rynek różnią się między sobą w wielu aspektach, ale w żaden sposób nie wpływa to na coraz silniejsze powiązania biznesowe i gospodarcze między nimi – wynika z raportu „Skandynawskie miejsce pracy” opublikowanego przez SPCC.

 – Współpraca gospodarcza między Polską a krajami skandynawskimi rozwija się bardzo dobrze. Firmy skandynawskie postrzegają Polskę jako kraj bardzo atrakcyjny, z dużym rynkiem i 40 milionami potencjalnych klientów oraz dobrze rozwijającą się gospodarką. Wymiana handlowa między Polską a krajami skandynawskimi wynosi łącznie około 20 mld euro rocznie – z czego eksport stanowi około 11 mld euro, a import  ok. 9 mld euro. Największym partnerem Polski spośród krajów skandynawskich jest Szwecja – mówi Agnieszka Kowalcze.

Firma budowlano-deweloperska Skanska, kosmetyczny Oriflame, Velux – jeden z największych producentów okien, Scania, Nordea, Cybercom, IKEA, Ericsson czy producent farb Flügger – to najbardziej znane przykłady skandynawskich marek obecnych na polskim rynku.

Dyrektor Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej podkreśla, że obecność skandynawskich firm w Polsce ma nie tylko wymiar ekonomiczny, lecz także społeczny. Wraz z napływem skandynawskiego kapitału nastąpił także transfer wiedzy, technologii, doświadczeń oraz skandynawskiej kultury pracy, która powoduje, że firmy z Północy są cenionym przez Polaków pracodawcą. Wyróżnia je płaska struktura organizacji i brak hierarchii, które dobrze ilustrują skandynawski egalitaryzm, nastawienie na współpracę i szukanie konsensusu.

– Zaufanie to słowo-klucz i jedno z dóbr narodowych Skandynawii. Przynosi dobre efekty ekonomiczne i społeczne. Przekłada się na mniejszą liczbę formalnych regulacji, mniej konfliktów, a w rezultacie na wyższy poziom PKB. Ludzie są szczęśliwsi, chętniej przyjmują odpowiedzialne zadania i są bardziej otwarci na zmiany, ponieważ ufają w ich pozytywny rezultat – mówi Ulf Andreasson z Nordyckiej Rady Ministrów.

SPCC zauważa, że kraje skandynawskie od lat przodują w światowych rankingach oceniających poziom równowagi między życiem prywatnym a zawodowym oraz zadowolenia z pracy. W parze z wysokimi wskaźnikami satysfakcji idą dane dotyczące efektywności ekonomicznej, produktywności czy innowacyjności. Wskaźnik zatrudnienia, który w ubiegłym roku wyniósł w Polsce 69,3 proc., osiąga najwyższe wartości właśnie w krajach nordyckich (dla przykładu: 87,8 proc. w Islandii, 81,2 proc. w Szwecji i 78,6 proc. w Norwegii).

– Firmy skandynawskie są uważane na rynku za bardzo dobrze zarządzane. Cieszą się tez opinią bardzo dobrych pracodawców. Zasłużyły sobie na to miano m.in. tym, że są znane z mocno zakorzenionej etyki prowadzenia biznesu, transparentności i działań na polu społecznej odpowiedzialności biznesu. To ważny aspekt, który jest doceniany przez rynek. Wprawdzie wszystkie polskie i zagraniczne firmy wdrażają działania w tych obszarach, ale firmy skandynawskie są dużo bardziej skuteczne i autentyczne. Jest to doceniane przez pracowników i klientów – mówi Jacek Siwiński, prezes Velux Polska.

– Pracujemy nad tym, by nasze struktury były mniej hierarchiczne i bardziej płaskie, żeby ludzie mieli przestrzeń do powiedzenia tego, co myślą. Dużą uwagę zwracamy na zarządzanie przez wartości. Mamy cztery główne wartości, które są dla nas ważne: dbałość o życie, bycie transparentnym i etycznym, działanie razem i nastawienie na klienta. Staramy się łączyć pozytywy wynikające z naszej długiej obecności w Polsce i kultury skandynawskiej, która jest bardzo dobrze postrzegana na polskim rynku – dodaje Katarzyna Olczak, dyrektor ds. personalnych w Skanska CDE.

Dyrektor Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej podkreśla znaczenie stylu zarządzania, który stosują nordyckie firmy. Pracownicy mają nich większą swobodę w realizowaniu swoich zadań, co wiąże się z większą odpowiedzialnością, ale z drugiej strony działa motywująco. Ponadto skandynawskie firmy zatrudniają na podstawie umów o pracę, wprowadzają programy emerytalne, oferują opiekę medyczną czy programy rozwoju pracowniczego.

– Często w skandynawskich firmach wszyscy mówią do siebie po imieniu, również do swoich przełożonych, co w żaden sposób nie ujmuje roli lidera, a jednocześnie bardzo dobrze wpływa na integrację w zespołach. Skandynawskie firmy wyróżnia otwartość w komunikowaniu się, nastawienie na stałą wymianę informacji. Ważne decyzje są dyskutowane i podejmowane wspólnie z grupą. Dla nas, Polaków, może się to czasami wydawać irytujące albo dziwne, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do szybkiego podejmowania decyzji i jeśli konsultowanych to w bardzo wąskim gronie, ale z drugiej strony – doceniamy taką formę współpracy, ponieważ nasze zdanie jest cenione i mamy poczucie wpływu na to, co dzieje się w organizacji – mówi Agnieszka Kowalcze.

Jak wynika z raportu „Skandynawskie miejsce pracy”, opublikowanego przez SPCC, ten model zarządzania przynosi wymierne efekty: mieszkańcy Skandynawii są dłużej od Polaków aktywni zawodowo (obywatele Islandii pracują średnio 46 lat, w Polsce – 32,6 lat) i bardziej efektywni, co przekłada się na ilość czasu spędzanego w pracy. Podczas gdy przeciętny Polak pracuje 42,1 godz. w tygodniu (dane za 2016 rok), Duńczycy pracują średnio o 3,4 godz. krócej, podobnie jak Norwegowie.

Autorzy raportu SPCC podkreślają też wieloletnie starania krajów Skandynawii dotyczące zapewnienia kobietom równej pozycji na rynku pracy. Norwegia jako pierwsza na świecie wprowadziła wymóg, aby kobiety stanowiły przynajmniej 40 proc. członków zarządu spółek notowanych na giełdzie. W Islandii kobiety stanowią natomiast połowę parlamentu, a Finlandia notuje najwyższy na świecie odsetek wykształconych kobiet (49 proc.). Międzynarodowe rankingi wskazują obecnie północ Europy jako najlepsze miejsce do aktywności zawodowej dla kobiet. Równouprawnienie – podobnie jak zarządzanie różnorodnością, kultura pracy czy dbałość o środowisko – są częścią strategii firm skandynawskich.

Dyrektor ds. personalnych w Skanska CDE zauważa, że taki model prowadzenia biznesu może być odpowiedzią na wyzwania, z którymi pracodawcy mierzą się na polskim rynku pracy, tzn. zmianą pokoleniową, niskim poziomem zaangażowania i niedoborem pracowników, które wymuszają inne podejście do rekrutacji i zarządzania.

– Połączenie kultury skandynawskiej i polskiej przynosi bardzo dobre efekty. Polską kulturę postrzegam przez pryzmat przedsiębiorczości, pomysłowości i zaangażowania. Potrafimy dać z siebie bardzo dużo. Myślę, że kultura skandynawska tworzy podatny grunt, by jeszcze wzmacniać te mocne strony Polaków. I to się sprawdza. Osiągamy bardzo dobre wyniki właśnie dlatego, że czerpiąc ze wzorców skandynawskich, dajemy przestrzeń do uwolnienia polskiej kreatywności i zaangażowania – komentuje Jacek Siwiński, prezes Velux Polska.

W listopadzie ruszy konkurs na prototyp polskiego samochodu elektrycznego. Na światowym rynku jest nisza dla krajowych producentów

W listopadzie ruszy konkurs na prototyp polskiego samochodu elektrycznego. Na światowym rynku jest nisza dla krajowych producentów 5

Spółka ElectroMobility Poland, która odpowiada za realizację projektu polskiego samochodu elektrycznego, zamierza ogłosić w listopadzie konkurs na prototyp takiego pojazdu. Niszą na tym rynku, którą mogą zagospodarować polscy producenci, są małe, miejskie elektryki. Eksperci podkreślają, że polski przemysł ma szansę z tym produktem zaistnieć na zagranicznych rynkach. Kluczem do sukcesu jest współpraca między producentami aut a producentami komponentów. Nawiązywaniu takich relacji miały służyć Targi Elektromobilności, które odbyły się 25 października w Warszawie.

Targi Elektromobilności zostały zorganizowane, aby pokazać potencjał polskiego przemysłu w zakresie elektromobilności, ale również po to, aby rozpocząć nawiązywanie kontaktów między producentami pojazdów a producentami komponentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Zaremba, szef projektu ElectroMobility Poland. – Chcielibyśmy, aby do naszego konkursu na prototypy zgłosili się producenci, którzy mają doświadczenie w budowie i we wdrażaniu pojazdów na rynek, ale muszą oni być zasileni wiedzą producentów komponentów.

W połowie września spółka ElectroMobility Poland rozstrzygnęła konkurs na wizualizację nadwozia polskiego elektryka. Wyłonione zostały cztery najlepsze projekty. Pod koniec listopada EMP zamierza uruchomić kolejny etap – konkurs na budowę prototypów polskiego auta na prąd, który kierowany jest do producentów pojazdów lub komponentów z branży samochodowej.

– Celem jest pozyskanie dobrych, funkcjonalnych prototypów. Chcieliśmy dać szansę polskim, zdolnym zespołom, które pracowały nad prototypami, aby mogły te prace sfinalizować. Liczymy, że po roku pracy te prototypy będą gotowe, by wyjechać na ulice. W ramach ElectroMobility Poland powołany zostanie zespół, który będzie oceniał jakość tych prototypów, i na koniec jeden zespół i jeden prototyp zostanie zaproszony do przedsięwzięcia produkcyjnego – mówi Piotr Zaremba.

ElectroMobility Poland ogłosiła już wstępne założenia konkursu na prototyp. Obecnie konsultuje je z potencjalnymi uczestnikami konkursu.

Chcemy być pewni, że te założenia odpowiadają na ich potrzeby, które sygnalizowali w trakcie przygotowań. Jeśli nie będzie dużych zmian, chcielibyśmy pod koniec listopada ogłosić konkurs na prototypy – potwierdza Piotr Zaremba.

Rolą EMP będzie nadzorowanie procesu budowy prototypów i przygotowania ich do produkcji. Harmonogram prac nad stworzeniem polskiego elektryka został zaprezentowany właśnie podczas Targów Elektromobilności.

Sektor motoryzacyjny podlega dzisiaj dużym zmianom. Silnik spalinowy zastępowany jest silnikiem elektrycznym i nie jest to jednostkowe zjawisko – wszystkie koncerny nad tym pracują. To stwarza szanse dla nowych producentów, ponieważ silnik i napęd elektryczny są prostsze niż napęd spalinowy. Samochód elektryczny składa się z mniejszej liczby podzespołów niż samochód spalinowy. Liczymy, że ten trend, coraz bardziej popularny, jest szansą na to, żeby polscy producenci mogli zaistnieć w świecie – dodaje Piotr Zaremba.

Będzie nam bardzo trudno tworzyć nowe trendy na rynku elektromobilności, ponieważ jest to rynek całkowicie zdominowany przez obce koncerny, to one rozdają karty i dyktują warunki. Możemy jednak spróbować otworzyć sobie kolejne nisze – typu mały, miejski pojazd elektryczny. Stopniowo możemy wchodzić na kolejne rynki na całym świecie – mówi Wacław Stevnert z firmy SAM Polska.

– Wszyscy, którzy działamy w ramach rynku elektromobilności, liczymy na jego szybki i spektakularny wzrost – mówi Rafał Budweil, prezes zarządu spółki Triggo, która stworzyła pojazd łączący zalety motocykla i samochodu, zasilany napędem elektrycznym.

Wsparciem dla polskiego przemysłu ma być ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, której konsultacje właśnie się zakończyły. Wprowadza ona wiele korzystnych rozwiązań dla osób, które zdecydują się na zakup samochodu elektrycznego.

Są to między innymi korzyści finansowe, jak obniżona akcyza i zwiększone odpisy amortyzacyjne, ale również miękkie korzyści, jak na przykład możliwość poruszania się po buspasach czy specjalne miejsca parkingowe w centrach miast oraz możliwość korzystania z darmowych parkingów. Pakiet korzyści, który wprowadzi ta ustawa, powinien uruchomić rynek pojazdów elektrycznych – mówi Michał Kurtyka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

Według wrześniowych zapowiedzi ministra Kurtyki ustawa prawdopodobnie wejdzie w życie w 2018 roku. Elektromobilność to jeden z kluczowych punktów uchwalonej w tym roku Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Rządowy plan zakłada, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć już milion pojazdów zasilanych napędem elektrycznym (część krajowej produkcji).

– Powinniśmy się spodziewać na polskich drogach coraz większej liczby pojazdów elektrycznych. Ważnym elementem ich upowszechnienia będzie rozbudowa infrastruktury do ładowania. Zakładamy, że do 2020 roku powstanie około 6,5 tys. punktów ładowania w całej Polsce. Doprowadzi to do sytuacji, w której będziemy mogli powiedzieć, że pojazd elektryczny jest takim środkiem transportu, z którego możemy bezpiecznie, spokojnie i również bardzo ekologicznie skorzystać – mówi Michał Kurtyka.

Rak piersi staje się epidemią. Kobiety wiedzą dużo na temat profilaktyki, ale rzadko się badają

Rak piersi staje się epidemią. Kobiety wiedzą dużo na temat profilaktyki, ale rzadko się badają 6

Każdego dnia raka piersi diagnozuje się u blisko 50 Polek, rocznie z jego powodu umiera 6 tys. kobiet. Choć świadomość dotycząca profilaktyki tego nowotworu jest duża, to kobiety nie wykorzystują jej w praktyce. Połowa Polek nigdy nie przeprowadziła żadnych badań pod kątem raka piersi, a 20 proc. wykonało je ponad pięć lat temu. Niewiele kobiet przeprowadza też samobadanie piersi, które pozwala zauważyć pierwsze niepokojące zmiany – wynika z badań opracowanych na zlecenie firmy Braster i Fundacji Onkocafe.

– Skala problemu nowotworu piersi w Polsce jest bardzo duża. To najczęściej występująca choroba onkologiczna wśród kobiet. Przez lekarzy specjalistów rak piersi jest nazywany nowotworem najbardziej przyjaznym – takim, który jest skutecznie leczony. Jest dużo nowoczesnych terapii, które pozwalają na całkowite wyleczenie bądź trzymanie tego nowotworu w ryzach. Jednak skala umieralności pokazuje, że kobiety zgłaszają się do lekarzy za późno, bo badają się tylko wtedy, kiedy widzą zmianę w kształcie czy wyglądzie ich piersi, kiedy pojawia się coś naprawdę niepokojącego. Zapominamy, że nowotwór może się rozwijać bardzo długo, nie dając żadnych objawów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrianna Sobol, psychoonkolog.

W Polsce rak piersi odpowiada za 21,9 proc. zachorowań. To oznacza, że u co piątej Polki zmiana została zlokalizowana właśnie w piersi i ma charakter nowotworowy. Statystycznie każdego dnia raka piersi diagnozuje się u 47 kobiet. Około 17 tys. pacjentek rocznie poddawanych jest leczeniu, często bardzo inwazyjnemu, a 6 tys. z nich umiera. Dzieje się tak dlatego, że rak piersi nadal wykrywany jest na zbyt późnym etapie, co drastycznie zmniejsza szanse na przeżycie. Wczesne wykrycie choroby pozwala wdrożyć mniej inwazyjną terapię i daje dużą szansę na całkowity powrót do zdrowia.

– Świadomość Polek na temat nowotworu piersi jest dosyć dobra. Zdajemy sobie sprawę, że w XXI wieku mamy epidemię nowotworów i coraz więcej Polek będzie miało diagnozowany nowotwór piersi. Pokutuje jednak poczucie strachu, że ten nowotwór oznacza wyrok śmierci. Nowotwór piersi jest jednym z najlepiej wyleczalnych, jego wczesne wykrycie może w większości przypadków gwarantować powrót do normalnego zdrowia. Jednak stres paraliżuje Polki i sprawia, że zapominają o badaniach, unikają ich, aby nie dowiedzieć się przypadkiem, że diagnoza jest negatywna – mówi Justyna Pokojska, ekspert DELab Uniwersytetu Warszawskiego.

Rak piersi przestał być chorobą kobiet dojrzałych. Co prawda, nadal w większości dotyka kobiety po 50 roku życia. Jednak w ciągu ostatnich 30 lat prawie dwukrotnie zwiększyła się zachorowalność na raka piersi wśród kobiet młodszych, w wieku 20–49 lat. Według prognoz w 2025 roku liczba zachorowań na raka piersi będzie o połowę wyższa niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Jak wynika z raportu „Rak piersi nie ma metryki”, opracowanego przez DELab UW dla firmy Braster i fundacji Onkocafe, Polki są wciąż mało wyczulone na profilaktykę raka piersi i nie mają wypracowanego nawyku regularnych badań. Zaniedbują swoje piersi, nie doceniają rangi regularnych badań kontrolnych. Podczas gdy w Holandii w ramach państwowych programów profilaktyki na bezpłatne mammografie zgłasza się 80 proc. kobiet, w Anglii – 71 proc., w Polsce ten odsetek jest o wiele niższy i wynosi 44 proc.

– Wyniki raportu sugerowałyby, że Polki dużo wiedzą na temat profilaktyki raka piersi. Prawie 70 proc. wie, że należy się poddawać regularnym badaniom kontrolnym i profilaktycznym. Polki zdają też sobie sprawę z tego, że rak może się rozwijać bezobjawowo, bezboleśnie i może umknąć ich uwadze moment, w którym rak namnożył się tak bardzo, że może zagrażać życiu. Niestety, ta wiedza teoretyczna nie przekłada się na praktykę. Polki bardzo rzadko badają się pod kątem nowotworów, w tym nowotworu piersi. Nasze badania pokazały, że w grupie wiekowej 30–39 lat ponad 50 proc. kobiet nigdy w życiu nie przeprowadziło badania pod kątem nowotworu piersi – czy to USG, czy to mammograficznego – mówi Justyna Pokojska.

Jak wynika z badań, połowa Polek nigdy dotychczas nie przeprowadziła żadnych badań pod kątem raka piersi. 20 proc. wykonało je ponad pięć lat temu. Pozostałe w ogóle nie mają świadomości tego, że należy się badać. Tymczasem lekarze przypominają, że regularne profilaktyczne badania piersi pod kątem nowotworu piersi powinny być przeprowadzane co najmniej raz do roku, szczególnie w grupie zwiększonego ryzyka i po 50 roku życia.

– Wiedza kobiet na temat nowotworów piersi jest duża. To zasługa kampanii, które zewsząd są nagłaśniane. Natomiast niepokoi to, jak Polki tę wiedzę wykorzystują w praktyce. Bardzo mało kobiet korzysta z badań przesiewowych, nie mówiąc o tym, że bardzo niewiele kobiet samodzielnie bada piersi. Boją się i nie umieją. Nikt im nie pokazuje, jak należy to robić, a przede wszystkim – nikt im nie przypomina, że trzeba to robić – mówi dr n.med. Jakub Rzepka, ginekolog.

Autorzy raportu „Rak piersi nie ma metryki” podkreślają konieczność edukowania i zwiększania świadomości onkologicznej wśród kobiet. Powinno to dotyczyć nie tylko badań przesiewowych, lecz także regularnych samobadań, które w prosty sposób pozwalają kobietom samodzielnie wykryć pierwsze niepokojące zmiany w piersiach.

– Zachęcenie Polek do samokontroli jest dość trudnym wyzwaniem. Powinniśmy podejść do tego tematu w zupełnie inny sposób, wprowadzić takie badania do codziennej higieny – tak samo, jak dbamy o włosy i paznokcie, tak samo raz w miesiącu zbadajmy piersi – mówi dr n. med. Jakub Rzepka.

– Ważne jest to, abyśmy zaczęli edukować dzieci. To jest nasza przyszłość. Musimy zacząć od oderwania się od napięcia, strachu i mówienia, że rak to koniec świata. Mam czteroletnią córkę, której już teraz pokazuję, że badam swoje piersi, że używam urządzenia Braster. Na razie może nie jest tego do końca świadoma, ale jestem pewna, że w przyszłości będzie miała obraz mamy, która nie bała się swoich piersi i to przełoży się na jej postępowanie – dodaje psychoonkolog Adrianna Sobol.

Kurs złotego ofiarą nudnego dnia z ECB

Przewidywalny wybór oraz wyjątkowo nudna konferencja – tak można opisać otoczkę wokół dzisiejszej decyzji ECB w sprawie pozostawienia stóp procentowych na niezmienionym poziomie oraz rozszerzenia programu QE o kolejne dziewięć miesięcy. Zgodnie z oczekiwaniami ankietowanych uczestników rynku skup aktywów spowolni do poziomu 30 mld EUR miesięcznie, stanowiąc od stycznia 2018 roku połowę obecnie obowiązującego tempa luzowania. Tradycyjnie ECB pozostawiło sobie furtkę nie tylko do zwiększenia stymulacji monetarnej, ale również jej wydłużenia.

Beneficjentem dość gołębiej decyzji ECB stał się amerykański dolar, którego wyższości sprzeciwia się najsilniej japoński jen (-0,1 proc.). Na tle koszyka G10 dość skromną skalę osłabienia ma za sobą australijska waluta (-0,3 proc.) pomimo wzmianek Guy’a Debelle, członka RBA, w sprawie odnotowania słabszej presji cenowej w minionym kwartale. Debelle zaznaczył, że dostosowanie wag CPI do obowiązujących realiów zepchnęłoby inflację CPI o kolejne 0,25 pp. do dołu. W zdecydowanie bardziej pokaźnym odwrocie znajduje się euro (-1,0 proc.), które spycha notowania EUR/USD w okolice poziomów nienotowanych od dokładnie dwudziestu dni (1,1690). Silniejsze osłabienie notują waluty skandynawskie. Obecnie zestawienie zamyka norweska korona (-1,6 proc.), która przeszła obojętnie wobec powszechnie spodziewanej decyzji o utrzymaniu głównej stopy procentowej na poziomie 0,5 proc. Skromniejszy ruch notuje szwedzka korona (-1,3 proc.) będąca przez moment zakładnikiem Riksbanku. Lokalni decydenci zdecydowali o kontynuacji uprzednio obowiązującej retoryki odnośnie braku podwyżek stóp procentowych do połowy 2018 roku.

Listę walut państw Emerging Markets zamyka obecnie turecka lira, która traci 1,8 proc. za sprawą nie do końca zrozumiałej decyzji banku centralnego. Zgodnie z komunikatem zdecydowano się na utrzymanie parametrów prowadzonej polityki na niezmienionych poziomach, czyli stopy benchmarkowej repo na poziomie 8,0 proc., stóp depozytowej oraz pożyczkowej overnight odpowiednio na poziomach 7,25 proc. oraz 9,25 proc., a także późnego okna płynnościowego (12,25 proc.). Uwagę zwracały wzmianki dotyczące szeregu ryzyk związanych z trajektorią cen bazowych, co może skutkować wykorzystaniem przez bank wszelkich dostępnych środków zapobiegających nierównowagom. Solidną przecenę notują również waluty regionu, którym niechlubnie przewodzi polski złoty (-1,5 proc.). Obecnie USD/PLN wraca do 3,6420, EUR/PLN rośnie o 1,5 grosza do 4,2530, GBP/PLN osuwa się ponownie tuż pod 4,8000, a CHF/PLN wystrzelił o blisko 3 grosze do okolic poziomu 3,6550.

Wśród wiadomości napływających zza oceanu uwagę próbowały zwrócić szacunki Politico dotyczące wyścigu o fotel prezesa Fed. Według portalu pod uwagę brani są jedynie Jerome Powell oraz John Taylor, co oznacza nikłe szanse na utrzymanie stanowiska przez obecną szefową Janet Yellen. Blisko rynkowych oczekiwań uplasowała się ilość świeżo złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (233 tys., konsensus: 235 tys.), która z tygodnia na tydzień wzrosła o 10 tys. W tym samym czasie nastąpiła publikacja wstępnej dynamiki zapasów hurtowników za wrzesień, która uplasowała się nieco poniżej mediany prognoz (0,3 proc. m/m, konsensus: 0,4 proc.). Powyższe dane nie negują pozytywnych sygnałów wobec tempa wzrostu za III kwartał, które wynikają między innymi z wyraźnie podbitych zamówień na dobra trwałe.

Czwartkowa decyzja ECB została euforycznie przyjęta przez uczestników rynku akcji. Na czele głównych indeksów Europy Zachodniej znalazł się madrycki IBEX 35 (1,9 proc.), który okrył cieniem zwyżki mediolańskiego FTSE MIB (1,6 proc.) czy paryskiego CAC 40 (1,5 proc.). Na giełdzie we Frankfurcie uwagę zwracał Beiersdorf (6,0 proc.) wyraźnie rewidujący perspektywy wynikowe za sprawą solidnego zysku wypracowanego przez jeden z działów spółki. Nieco niżej znalazły się walory Munich Re (4,2 proc.) planujące przeprowadzenie skup akcji własnych czy Henkel (4,0 proc.) korzystający z trzykrotności przeciętnego wolumenu obrotu. Listę komponentów indeksu DAX (1,4 proc.) zamknął Bayer (-1,8 proc.) notujący niezbyt satysfakcjonujące wyniki na rynku amerykańskim. W cieniu farmaceutycznego giganta znalazł się Deutsche Bank (-0,9 proc.), który ma za sobą silniejszą przecenę walorów niż Commerzbank (-0,6 proc.) ogłaszający redukcję 36 tys. etatów do końca 2020 roku.

Mniej imponującą sesję obserwowano w Londynie, gdzie FTSE 100 zdołał wypracować zaledwie 0,5 proc. zwyżkę. Na czele indeksu znalazł się Unilever (3,3 proc.) planujący skup wszystkich akcji uprzywilejowanych. Nieco mniej pokaźny ruch ku wyższym poziomom odnotował RELX (2,9 proc.) za sprawą dość przychylnej noty analitycznej wydanej przez Investec. Po drugiej stronie zestawienia niepodzielnie królował Barclays (-7,4 proc.) po rozczarowujących wynikach za minione trzy miesiące. Ze sprawozdania wynika, że bank wygenerował zaledwie 652 mln GBP zysku z działalności inwestycyjnej z raportowanego w poprzednich kwartałach wyniku rzędu 1 mld GBP.

Dzisiejsza sesja stoi pod znakiem skromnego ruchu w wydaniu indeksu WIG 20 (0,3 proc.), który utrzymuje się w okolicach poziomu 2 450 pkt. Apetyt na wzrosty próbowało narzucić Orange Polska (12,5 proc.) rosnące najsilniej od swojego debiutu z 1998 roku. Fenomenalny czwartek w wydaniu spółki to przede wszystkim pokłosie wyników za III kwartał oraz zmiany perspektyw wynikowych w nadchodzących kwartałach. Doniesienia o próbie stabilizacji zysku EBITDA w następnym roku istotnie wpłynęły na sentyment w sektorze. Wśród największych pokaźny wzrost notował również Cyfrowy Polsat (3,8 proc.), który ustąpił Lotosowi (5,8 proc.) poszukującemu długoterminowego kontraktu na amerykańską ropę. Listę komponentów zamknęło PGNiG (-1,9 proc.) pomimo niezbyt przychylnej rekomendacji Raiffeisen Centrobanku w sprawie walorów PKO BP (-1,2 proc.). W nocie analitycznej można znajduje się wskazanie „redukuj” z ceną docelową na poziomie 35,90 PLN (obecnie: 36,16 PLN).

TMS Brokers / Kornel Kot

Serwisy VoD na Facebooku

Na fanpage serwisów VoD królem są treści z promowanych filmów i seriali. Im lepsze filmy, tym większe organiczne zaangażowanie fanów. W Polsce na co dzień najbardziej angażuje Netflix, ale największy potencjał ma mimo wszystko polski content. Rodzinka.pl potrafi bardziej zaangażować niż Game of Thrones, Stranger Things i Narcos.

cover

Przyjrzeliśmy się temu, jak funkcjonują fanpage serwisów VoD w Polsce – Netflixa, HBO GO, VoD.TVP.PL, Ipli, Player.pl, VoD.pl i mniejszych i porównaliśmy je pod względem efektywnego angażowania.

Od lipca do października 2017 najbardziej angażującym postem na Facebooku była śmieszna scena z Rodzinki.pl. Drugim najbardziej angażującym postem (największa liczba like’ów) było pytanie Pablo Escobara – Plata o Plomo?, a kolejnym (drugi pod względem liczby share’ów) – post o nowym sezonie Stranger Things.

tabelkavod1

Polski fanpage Netflixa wywołuje zdecydowanie więcej interakcji niż wszystkie pozostałe fanpage VoD w Polsce. Udaje mu się to przede wszystkim przez publikację treści video – związanych z premierami swoich seriali i dedykowanych postów graficznych, z precyzyjnie dobraną formą. Na tej stronie panuje ciągłe odwoływanie się do i starych i nowych treści.

TVP VOD oprócz tego, że angażuje sprawdzonymi treściami, to również multiscreeningowo wspiera content emitowany w tradycyjnych antenach i stacjach telewizyjnych. Dużo angażujących video publikują też HBO Polska i TVP VoD.pl, najczęściej odnosząc się do sezonów, odcinków i programów.

HBO Polska oczywiście najbardziej angażowała ostatnią serią Gry o Tron – początkiem sezonu i Edem Sheeranem.

Showmax – z czwartym pod względem angażowania fanpage VoD – publikuje najwięcej zdjęć, najczęściej bezpośrednio komunikuje premiery (podobnie do VoD.pl). Ipla najbardziej wyróżnia się postami o transmisjach i dostępie do meczy, a także – reklamy.

Oprócz Netflixa fanpage pozostałych serwisów VoD ma bardzo lojalne widownie wśród osób aktywnych na tych stronach – dane osoby są aktywne albo na fanpage swojego serwisu VoD albo na fanpage Netflixa.

siecvod

Albert Hupa – IRCenter.com.

Więcej niż pieniądze, czyli co daje equity crowdfunding?

Pieniądze, promocja marki, lojalna społeczność marki a może coś innego? Co tak naprawdę skłania firmy do skorzystania z equity crowdfundingu i czy gra jest warta świeczki? Na te pytania odpowiadają spółki, które jako jedne z pierwszych​ ​w​ ​Polsce​ ​sprzedawały​ ​swoje​ ​udziały​ ​społeczności.

Crowdfunding, a innymi słowy finansowanie społecznościowe pozwala na zbieranie środków na różnego rodzaju projekty. Jego szczególną formą jest equity crowdfunding. Pomaga on firmom pozyskać zewnętrzne finansowanie, ale przede wszystkim sprawia, że osoby, które​ ​wesprą​ ​firmę,​ ​stają​ ​się​ ​jej​ ​faktycznymi​ ​współudziałowcami​ ​i​ ​ambasadorami.

Dziś equity crowdfunding nabiera rozpędu, a na emisję akcji do rozproszonego akcjonariatu decyduje się coraz więcej firm. Skąd to nagłe zainteresowanie? Z pewnością ma na to wpływ​ ​sukces​ ​podmiotów,​ ​które​ ​już​ ​skorzystały​ ​z​ ​takiej​ ​formy​ ​finansowania. Dzięki equity crowdfundingowi firma może zebrać do 100 tysięcy euro, jednak kasa to nie jedyna​ ​korzyść.

Po​ ​pierwsze​ ​promocja

Pierwszą firmą, której udało się zebrać fundusze był InPay, pionier na rynku płatności Bitcoin w Europie Wschodniej. Spółka potrzebowała pozyskać finansowanie na rozwój systemu w Polsce i w Europie. Właściciele InPay Lech Wilczyński i Sławomir Więcha przekonali do siebie 181 inwestorów z całego świata. Sprzedali 5% akcji spółki za sumę 200 tys. złotych. Jednocześnie emisja udziałów firmy była też pierwszą na świecie, w której
umożliwiono​ ​płatności​ ​bitcoinami.

Arkadiusz Regiec szukał innowacyjnych rozwiązań do wprowadzenia na swoją platformę. Zainteresował się cyfrową walutą, ponieważ chciał ograniczyć koszty prowizji transakcyjnych, co miało zachęcić zagranicznych inwestorów do wsparcia polskich spółek. Podczas spotkania dotyczącego integracji systemu zapytał czy nie chcielibyśmy zebrać
funduszy na Beesfund.com – wspomina Lech Wilczyński, CEO InPay. ​Zdecydowaliśmy się na to nie tylko ze względu na możliwość pozyskania kapitału. Emisja akcji poprzez equity crowdfunding to także promocja dla spółki. Większa rozpoznawalność pomaga w rozwoju biznesu i przy nawiązywaniu kontaktów biznesowych. Ryzyko porażki podczas emisji było spore. Były to dopiero początki equity w Polsce. Jednak był to też motor napędowy do działania​ ​i​ ​udało​ ​nam​ ​się​ ​zakończyć​ ​emisję​ ​na​ ​tydzień​ ​przed​ ​czasem​ ​-​ ​dodaje​ ​z​ ​dumą.

Alternatywa​ ​dla​ ​kredytów​ ​i​ ​VC

O equity crowdfundingu jako koncepcji, dowiedzieliśmy się za sprawą Kickstartera. Natomiast o platformach działających na rynku polskim znaleźliśmy informację w internecie. Dosyć szybko okazało się, że nasz znajomy zna założyciela jednego ze startupów, który zrobił emisje na platformie Beesfund.com – mówi Jakub Ananicz, CEO, Faktoramy – platformy​ ​finansowania​ ​faktur.

Na decyzję o pozyskaniu kapitału z crowdfundingu udziałowego wpłynęły dwa czynniki. Spółka była na etapie poszukiwania inwestycji rzędu 250 000 – 500 000 zł w zamian za relatywnie niewielki procent udziałów. Z tego powodu właściciele odrzucili klasyczne fundusze inwestycyjne. Proponowały one wejście kapitałowe zaczynające się od 2 mln zł, co oznaczałoby dla właścicieli konieczność rezygnacji z dużej ilości udziałów. Drugim czynnikiem, który zadecydował o wyborze crowdfundingu, była chęć zaangażowania nowych akcjonariuszy​ ​w​ ​rozwój​ ​Faktoramy.

Emisję akcji firma przeprowadziła w 2016 r. i od tamtej pory wiele się zmieniło. Środki pozyskane z emisji zostały głównie zaangażowane w inwestycje, część z nich na rozbudowę samej platformy.​ Finansowanie społecznościowe akcjonariatu pozwoliło nam na uruchomienie strategicznego projektu jakim jest Klub Inwestora – dostępny tylko dla
akcjonariuszy. Dzięki ich zaangażowaniu udało nam się pozyskać kilku sporych klientów.

Część akcjonariuszy sama zdecydowała się zostać naszymi klientami, inni inwestowali w faktury i promowali Faktoramę wśród swojej sieci kontaktów. – dodaje Jakub Ananicz. Klub Inwestora, jest dziś strategicznym projektem, zalążkiem tworzonego faktoringowego funduszu​ ​inwestycyjnego.

Błyskawiczni​ ​inwestorzy

Zazwyczaj emisja akcji na platformie equity trwa około dwóch miesięcy. Jednak są firmy, które robią to błyskawicznie. Rekord światowy należy do start-upu Monzo, internetowego banku dla młodego pokolenia, który milion dolarów zgarnął w 96 sekund. W Polsce też mamy​ ​rekordzistów.​ ​Browar​ ​Inne​ ​Beczki​ ​400​ ​000​ ​zł​ ​zebrał​ ​w​ ​zaledwie​ ​11 dni.

Inne Beczki to projekt czterech przyjaciół, dwóch z nich to założyciele warszawskiego multitapu Kufle i Kapsle oraz baru Cuda na Kiju. Marcin, trzeci z przyjaciół jest także piwowarem i to on zajmuje się warzeniem piwa w Innych Beczkach. Firma zaczynała od malutkiego​ ​baru​ ​z​ ​piwem​ ​Spotkanie​ ​ze​ ​Szpiegiem,​ ​które​ ​miało​ ​zaledwie​ ​23​ ​m​ ​kw.
Pomysł na finansowanie przez equity croudfunding zrodził się w naturalny sposób.

Na początku byliśmy zdecydowani szukać finansowania w bankach. To nie byłby nasz pierwszy ani ostatni kredyt. Do innej drogi zainspirowali nas znajomi, którzy sami byli zainteresowani finansowaniem naszych planów. Uznaliśmy, że skoro im na tym zależy, to może warto byłoby taką propozycję złożyć wszystkim. Zaczęliśmy wówczas myśleć
o klasycznym crowdfundingu, ale nie spełniał on warunku, na którym najbardziej nam zależało – tym, aby osoba inwestująca, stawała się również współudziałowcem naszej firmy.

Okazało się, że takie rozwiązanie istnieje. Tak trafiliśmy na jedną z platform zajmujących się w Polsce tzw. crowdfundingu udziałowym – mówi Jakub Szulczewski, współwłaściciel Innych Beczek. Dzięki zebranej kwocie, właściciele spółki już pod koniec 2017 roku uwarzą pierwsze piwo we​ ​własnym​ ​“Małym​ ​Browarze”.

Ambasadorzy​ ​marki

Błędem jest myślenie o crowdfundingu udziałowym czy crowdinvestingu jedynie w kategoriach finansowania spółek. Nie mniejszą wartość w całym procesie stanowi sama społeczność,​ ​czyli​ ​”crowd”,​ ​który​ ​stoi​ ​obok​ ​”funding”.

“​Mikroinwestorzy, gotowi powierzyć swoje pieniądze grupie ludzi z pomysłem na biznes, mają nadzieję na zwrot z inwestycji w przyszłości, dlatego z automatu stają się tzw. ambasadorami marki. Mają – całkiem dosłownie – interes w tym, aby spółka rozwijała się dynamicznie i konsekwentnie. Poprawnie zarządzana społeczność z taką motywacją to
wsparcie merytoryczne dla zarządu, źródło cennych kontaktów, grupa promotorów i ambasadorów, „mądrość tłumu”, która może pomóc rozwiązywać kreatywne problemy organizacji​ ​i​ ​wreszcie:​ ​potencjalni​ ​inwestorzy​ ​w​ ​kolejnej​ ​rundzie​ ​finansowania.

Warto troszczyć się o tę relację i nie traktować mikroinwestorów jedynie jako jednorazowego źródła kapitału. ​- podkreśla Bartosz Filip Malinowski, założyciel i dyrektor agencji WeTheCrowd.

Cydr jest młodą kategorią na rynku niskoprocentowych napojów alkoholowych. Dodatkowo budowanie marki w tej kategorii jest mocno ograniczone przepisami prawnymi, które zakazują promocji i reklamy marek napojów alkoholowych. Pozyskanie szerokiej grupy akcjonariuszy to dla nas z jednej strony pozyskanie kapitału na cele związane z budowaniem szerokiej dystrybucji naszych produktów, ale również pozyskanie ambasadorów naszych marek, którzy pomagają nam propagować je w swoich mikrospołecznościach​ ​-​ ​mówi​ ​Monika​ ​Bierwagen,​ ​CEO​ ​ ​Cydrownia​ ​S.A.

Cydrownia jest jednym z pierwszych graczy na polskim rynku cydru i jedynym producentem, który ma markę w każdym segmencie rynku: premium, lifestyle i ekonomicznym. Swoją emisję na platformie equity crowdfundingowej przeprowadziła w 2016 roku, a pieniądze przeznaczono na zbudowanie silnej dystrybucji w oparciu o regały, tzw. „przewodniki cydrowe”. Program ten jest do dziś realizowany wspólnie z partnerem, dystrybutorem napojów​ ​alkoholowych​ ​w​ ​Polsce.

Czy społecznościowy akcjonariat przyniósł taki efekt na jaki liczyła Cydrownia? Tak, pozyskaliśmy 100% założonego dokapitalizowania spółki i mnóstwo zaangażowanych akcjonariuszy!​ ​-​ ​dodaje​ ​Monika​ ​Bierwagen.

Z podobnych powodów jak Cydrownia, o equity crowdfundingu myśleli właściciele baru “Kiełba w gębie”. ​Zdecydowaliśmy się na pozyskiwanie kapitału od społecznego akcjonariatu ponieważ była to dla nas szansa, by pozyskać akcjonariuszy, którzy staną się apostołami marki​ ​-​ ​mówi​ ​Krzysztof​ ​Szalwa,​ ​współwłaściciel​ ​Kiełby​ ​w​ ​Gębie.
Food truck „Kiełba w Gębie” pojawił się na warszawskich ulicach w maju 2014 roku a dziś ma już 4 punkty stacjonarne. Chociaż podczas akcji w 2016 roku nie udało się zebrać pełnej zakładanej kwoty to i tak, za pieniądze pozyskane ze sprzedaży akcji właściciele mogli sfinansować działanie kolejnych punktów. Niebawem spółka otwiera następny bar w Hali Gwardii.

Crowdfunding jest idealny, jeśli chcecie pozyskać nie tylko kapitał, ale przede wszystkim partnerów w budowaniu biznesu na poziomie konsumenckim. Jeśli szukacie tylko kapitału, pukajcie​ ​do​ ​funduszy​ ​VC​ ​-​ ​przekonuje​ ​Szalwa.

Siła​ ​networkingu

Maciej Gnyszka założył Towarzystwo Biznesowe 7 lat temu. To organizacja, która tworzy grupy networkingowe zrzeszające przedsiębiorców z sektora MŚP. Wspólne działania opierają​ ​się​ ​na​ ​braku​ ​konkurencji,​ ​rzetelności​ ​i​ ​przywiązaniu​ ​do​ ​tradycyjnych​ ​wartości. Akcja crowdfundingowa firmy ruszyła w drugim kwartale 2016 roku i już w pierwszym tygodniu inwestorzy wpłacili 25% spodziewanego kapitału. Jest to przykład tego, jak dużą siłę ma networking oraz społeczność drobnych inwestorów. Zebrane 400 tys. zł firma przeznaczyła​ ​na​ ​zmianę​ ​struktury​ ​modelu​ ​sprzedaży​ ​i​ ​ekspansję​ ​zagraniczną.

Chociaż equity crowdfunding wydaje się być idealnym rozwiązaniem, trzeba pamiętać, że taka forma pozyskania kapitału wymaga wysiłku i zaangażowania. ​Podczas emisji spotkaliśmy się z wieloma wyzwaniami. m.in. pomimo publikacji w mediach społecznościowych i na innych kanałach, niezbędne było bezpośrednie informowanie inwestorów. Gdybyśmy teraz zdecydowali się na emisję poznalibyśmy lepiej kwestie prawne i księgowe do dalszego funkcjonowania spółki. Spokojniej to wszystko zaplanowali – mówi Maciej Gnyszka, założyciel i Prezes Towarzystwa Biznesowego.

Małe firmy, które chcą w ten sposób dotrzeć do inwestorów, muszą liczyć się z potrzebą zaangażowania zespołu, często kosztem codziennych działań. Wyzwaniem jest także przedstawienie firmy czy biznesu w ramach krótkiej prezentacji tak, by zachęcić bardzo zróżnicowane gronu odbiorców​ ​do zainwestowania.​ ​Nie​ ​wszystkim​ ​firmom​ ​udaje​ ​się​ ​to na 100%.

Czasem​ ​społeczność​ ​zawodzi

Nie wszystkie emisje equity crowdfundingowe spółek zakończyły się zebraniem całego zaplanowanego kapitału. Czynników jest wiele. Czasem firmie zwyczajnie brakuje zasobów ludzkich, aby przeprowadzić skuteczną kampanię. Czasem mimo świetnego zespołu i przygotowanej akcji tylko nieliczni, wierząc w sukces firmy, przekonują się do inwestycji. A czasem po prostu firmie brakuje pomysłu na to, by skutecznie przekonać do siebie inwestorów. ​Cokolwiek by się nie zadziało zawsze akcja equity crowdfundingowa będzie okazją do przetestowania swoich możliwości i pokazania się dużej grupie inwestorów.

To także dobry sposób np. na preIPO dla spółek, które planują debiuty na NewConnect – zauważa Arkadiusz Regiec, Prezes Beesfund.com, platformy equity crowdfundingowej i dodaje – ​Ta forma finansowania ma przed sobą przyszłość i będzie ewoluować. Ciekawy trend daje się zaobserwować za oceanem, jeżeli chodzi o współpracę funduszy Venture
Capital, czy też największych akceleratorów właśnie ze społecznością. Equity crowdfunding to w końcu świetny mechanizm budujący zaangażowanie akcjonariuszy, którzy stają się najlepszą formą promocji danego biznesu. To najlepsi możliwi beta-testerzy. Połączenie funduszy Venture Capital ze społecznością daje synergię i będzie w przyszłości najbardziej atrakcyjnym​ ​sposobem​ ​na​ ​pozyskanie​ ​kapitału​ ​przez​ ​innowacyjne​ ​spółki​ ​technologiczne.
Takie fuzje już się pojawiają, nawet w Polsce. Przykładem jest inwestycja w ACR Systems SA. W 2015 roku 1,5 mln zł zainwestował w nią poznański fundusz SpeedUp Venture CapitalGroup, a na początku tego roku, spółka przeprowadziła udaną emisję akcji korzystając​ ​z​ ​platformy​ ​equity​ ​crowdfundingowej.

Crowdfunding udziałowy staje się coraz bardziej popularny. Wg najnowszego raportu Startup Poland aż 11% startupów deklaruje, że będzie szukało finansowania w crowdfundingu. W zeszłym roku było to zaledwie 3%. Na taką formę finansowania przedsiębiorstw w różnej fazie rozwoju otwierają się kolejne kraje – W marcu Senat Australii zaakceptował ustawę wprowadzającą equity crowdfunding jako jedną z form pozyskiwania kapitału dla firm. Również w tym roku powstała pierwsza platforma equity crowdfundingowa w​ ​Indonezji​ ​o​ ​nazwie​ ​Akseleran.​ ​A​ ​to​ ​dopiero​ ​początek.

Zmiany z Zarządzie Polskiego Standardu Płatności

Rada Nadzorcza Polskiego Standardu Płatności powołała na stanowisko Wiceprezesa Zarządu spółki Monikę Król. Rozpocznie ona pracę od 7 listopada 2017 r. Będzie odpowiedzialna za marketing, sprzedaż oraz rozwój biznesu.

Monika Król od kilkunastu lat związana jest z branżą finansową – pracowała między innymi w City Banku Handlowym, Fortis Banku, a następnie BNP Paribas oraz Banku BPH. Podczas pracy w bankach jako Dyrektor Zarządzający odpowiadała m.in. za planowanie oraz realizację strategii marketingowych, PR, wdrożenia nowych produktów, współtworzenie strategii i celów sprzedażowych, analizy rynku, a także procesy związane z fuzjami banków i ich rebrandingiem. Przez ostatnie 3 lata rozwijała także firmy działające w segmencie usług finansowych oraz handlu B2C jako inwestor, zarządzająca oraz doradca do spraw marketingu i strategii.

– Monika Król dołącza do naszego zespołu w bardzo ważnym momencie. BLIK bardzo szybko się rozwija i staje się coraz powszechniejszą usługą. Wszechstronne doświadczenie Moniki będzie dla nas dużym wsparciem – mówi Dariusz Mazurkiewicz, Prezes PSP, operatora systemu BLIK – Jednocześnie bardzo dziękuję Jerzemu Mroczkowi za jego wsparcie w czasie ostatnich miesięcy – dodaje.

Jerzy Mroczek pełniący od maja bieżącego roku obowiązki wiceprezesa zarządu Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK, złożył dziś rezygnację z piastowanej funkcji. Pozostaje on nadal w strukturach PSP i będzie kierował departamentem prawnym i zarządzania ryzykiem.

Work Service zwiększył zaangażowanie w węgierskim Prohuman

Na skutek podpisania z akcjonariuszami z Profólió Projekt Tanácsadó umowy z dnia 23 października 2017 roku, z dniem  25 października br. doszło do nabycia pierwszej transzy udziałów w kapitale zakładowym spółki Prohuman 2004 Kft. Dzięki tej transakcji Work Service stał się właścicielem 80,22 proc. kapitału akcyjnego spółki.

Akcje zostały nabyte za łączną kwotę ponad 1,53 mld HUF. Pozostałe 19,78 proc. Work Service kupi w dwóch kolejnych transzach, które odbędą się  31 stycznia 2018 r. (4,98 proc.) oraz 29 czerwca 2018 r. (14,8 proc.).

Już dziś możemy powiedzieć, że dokonaliśmy kolejnego kroku do pełnego przejęcia naszej spółki zależnej Prohuman. To dla nas strategicznie ważna decyzja, bo rynek węgierski jest bardzo perspektywiczny i wiążemy z nim duże nadzieje na dalsze wzrosty. Z prognoz IC Market Tracking wynika, że do 2020 roku wartość sektora pracy tymczasowej na Węgrzech wzrośnie o kolejnych 9% – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Prohuman od 2010 roku o 600% zwiększyła swój poziom przychodów. Spółka zatrudnia łącznie ponad 17 tys. pracowników tymczasowych i jest to najlepszy wynik na tle konkurencji. Jednocześnie utrzymujące się na Węgrzech niskie bezrobocie i rosnące deficyty kadrowe zwiększają zapotrzebowanie na usługi agencji zatrudnienia.

Zarabiasz więcej niż 2,5 średniej krajowej – zapłacisz wyższe składki!

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, który zakłada zniesienie tzw. limitu trzydziestokrotności związanego z opłacaniem składek emerytalnych i rentowych. Wejście w życie proponowanych zmian oznaczałoby, że osoby zarabiające więcej niż 2,5-krotność średniej krajowej musiałyby płacić wyższe składki, wyliczane od całego wynagrodzenia.

Skutkiem przyjęcia projektowanego rozwiązania byłoby zwiększenie obciążenia składkami zarobków najlepiej zarabiających. Ponieważ jednak funkcjonujemy w ramach systemu emerytalnego opartego o regułę zdefiniowanej składki, przekładałoby się to wprost proporcjonalnie na zwiększenie świadczeń wypłacanych im w przyszłości. – Budżet zyskałby zgodnie z rządowymi szacunkami dodatkowe 5,2 mld zł rocznie, ale tylko na krótką metę. Pieniądze wpłacone do systemu trzeba będzie później zwrócić – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Co więcej, wzrost kwoty składek na ubezpieczenie emerytalno-rentowe przełożyłby się na obniżenie podstawy wymiaru składki zdrowotnej oraz podstawy obliczania podatku dochodowego. Finansowanie ochrony zdrowia za pośrednictwem NFZ zostałoby zmniejszone o 270 mln zł. Roczne wpływy z tytułu PIT spadłyby natomiast o 1 mld zł. Zwiększone zostałyby wpływy z tytułu składek, które są świadczeniem zwrotnym, a ograniczone wpływy podatkowe, których podstawową cechą jest bezzwrotny charakter. W ostatecznym rozrachunku finanse publiczne na tym stracą, ale w perspektywie najbliższych lat uzyskają znaczny zastrzyk dodatkowych środków.

Konsekwencją tej zmiany będzie również to, że ZUS w przyszłości będzie wypłacał niektórym ubezpieczonym bardzo wysokie emerytury, w kwocie kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie.

Międzynarodowe badanie Salesforce nad współczesną rolą IT w biznesie

Z międzynarodowego badania Salesforce wynika, że działy IT przechodzą w firmach ogromną transformację. Stają się strategicznym partnerem dla managerów, wspierając wdrożenia innowacji do zarządzania doświadczeniami klientów.

Tegoroczna edycja raportu Salesforce poświęcona roli IT w przedsiębiorstwach ukazuje rosnące znaczenie technologii potrzebnych do wdrażania w firmach strategii ukierunkowanych na klientów. Jednym z ważnych trendów jest reorganizacja firm pod takim kątem, by dostarczać klientom jak najlepszych doświadczeń w kontakcie z firmą i jej produktami. Badania zebrano w publikacji „Second Annual State of IT Transformative insights and growing trends from over 2,200 global IT Trailblazers”.

Bez IT nie ma zadowolonych klientów

Badanie dowodzi, że obszar IT jest obecnie kluczowy do realizacji w firmach modelu zarządzania opartego na zapewnieniu klientom jak najlepszych doświadczeń w kontakcie z marką. Jednocześnie w raporcie wyraźnie podkreślono, że działy technologiczne muszą ściślej niż kiedykolwiek współpracować z pracownikami z obszarów rynkowych – sprzedaży, marketingu i obsługi klienta. Jest to konieczne, ponieważ wdrażane innowacje są tylko wtedy skuteczne, gdy stanowią wypadkową wspólnej pracy tych obszarów.

Warto zaznaczyć, że klient to nie tylko nabywca zewnętrzny, ale także wewnętrzny – czyli po prostu pracownik. 81% pracowników wymaga od swoich pracodawców, by ich firmy zapewniły im ten sam poziom technologii, z jakiego korzystają prywatnie. Aż 78% zespołów IT uważa, że projekty związane z dostarczaniem pracownikom dobrych cyfrowych doświadczeń mają wyższy priorytet niż dwa lata temu, a dla 70% zadowolenia pracowników jest ważnym wskaźnikiem sukcesu.

Kluczowe wnioski z raportu

  • Zacierają się granice między działami IT i pionami biznesowymi

Działy IT przeżywają dziś największą, historyczną zmianę swojej roli. Przestają być traktowane jak generator kosztów, którego głównym celem jest troska o infrastruktur. Za to stały się strategicznym dostawcą usług, dzięki którym firma osiąga przychody, buduje przewagę i sprawniej przechodzi cyfrową transformację.

  • Innowacyjność na dużą skalę, a brak umiejętności pracowników IT

Zespoły IT coraz częściej twierdzą, że ich kluczowym priorytetem jest tworzenie innowacji, które w dobie transformacji cyfrowej są niezbędne do wyróżnienia się na rynku i utrzymania silnej pozycji. Niestety obszar IT ma do czynienia z krytycznymi lukami kompetencji – powszechnym problemem są niedostatki specjalistów i umiejętności zatrudnionych pracowników.

  • IT walczy o szybkość

Szybkość dostarczania rozwiązań znajduje się wśród najważniejszych priorytetów zespołów IT i jest jednym z kluczowych wskaźników ich skuteczności. Aby poprawić wyniki, najczęściej poszukuje się rozwiązań zapewniających szybki rozwój oprogramowania (low-code) i szybkie wdrożenia (m.in. rozwiązania z chmury). Większość liderów IT chce udostępnić użytkownikom biznesowym narzędzia do samodzielnego budowania pożądanych aplikacji, oczywiście w ograniczonym zakresie – ze względu na wymagany poziom bezpieczeństwa.

  • IT przygotowuje się na sztuczną inteligencję (AI)

Powszechny dostęp do sieci i technologii mobilnych zmienia oczekiwania klientów w stosunku do biznesu. Jednak nie wszystkie zespoły informatyczne są wciąć przekonane, że należy już teraz sięgać po rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. W ciągu najbliższych 12-18 miesięcy co trzecia firma (34%) zamierza wdrażać AI w całej organizacji, 37% w konkretnym dziale, a 22% planuje testowe. eksperymentalne wdrożenie. Firmy z grupy high performers planują wdrażać rozwiązania AI w całej firmie szybciej niż underperformers.

Segmentacja badanych firm lepiej oddaje trendy

Podobnie jak inne badania Salesforce, także i to przeprowadzono w trzech segmentach rynku, dzieląc firmy wg kategorii osiągnięć rynkowych.

  • high performers – to grupa firm, w których wydajność i skuteczność IT są oceniana jako znakomite (15% respondentów),
  • moderate performers – tu wydajność i skuteczność IT oceniana jest powyżej średniej (61% respondentów),
  • underperformers – obszar IT oceniany przeciętnie lub poniżej średniej (24% respondentów).

Podział pomiędzy IT i biznesem zaciera się

Rola działów IT ewoluuje w stronę centrum tworzenia usług dostarczających konkretne wartości biznesowe. Model, w którym CIO jest opiekunem infrastruktury, odchodzi w przeszłość. W nowym modelu obszar IT jest motorem innowacji, które wspierają konkurencyjność firm. W ciągu najbliższych 12-18 miesięcy aż 71% działów IT będzie pełnić tę właśnie funkcję.

Niezależnie od struktury organizacyjnej firmy, klienci widzą tylko jedną organizację i życzą sobie, aby wszystkie interakcje ze sprzedażą, serwisem czy marketingiem były spójne. Zapewnienie spójności w obszarze doświadczeń klienta wymaga od IT konsolidowania dynamicznych i różnych danych. 61% CIO twierdzi, że w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy priorytetem będzie wdrożenie technologii dającej całościową wiedzę o kliencie (Single Customer View). Zespoły high performers 3,2 razy częściej niż underperformers oceniają to jako priorytet krytyczny.

Pomimo iż Single Customer View jest dla większości firm niezwykle istotne, tylko 29% CIO twierdzi, że do dziś zintegrowali 75% lub więcej posiadanych źródeł danych. Najważniejsze czynniki hamujące integrowanie danych w tym obszarze to obawy związane z bezpieczeństwem i prywatnością, trudne do zintegrowania starsze systemy oraz brak widoczności danych. Ten ostatni czynnik związany jest z tym, że działy IT nie kontrolują bezpośrednio aż 42% technologii w swoich przedsiębiorstwach, a rozwiązania technologiczne będące poza zarządzaniem IT utrudniają dostęp do danych.

Współpraca między IT a biznesem wciąż jest daleka od ideału. 74% liderów IT uznaje zadowolenie biznesu za kluczowy wskaźnik swojej skuteczności. Mimo to zespoły informatyczne obecnie są w stanie dostarczyć średnio 56% inicjatyw zgłoszonych przez biznes, a potrzebnych do zarządzania zadowoleniem klientów. Innymi słowy, prawie połowa życzeń kierowanych przez biznes do IT pozostaje niezrealizowana. Jest to potencjał, który firmy powinny wykorzystać do budowania swojej przewagi w przyszłości.

Innowacyjność nabiera tempa, a w obszarze IT wciąż występują luki

Na drodze do zdystansowania konkurencji innowacyjność jest dla biznesu priorytetem numer jeden, natomiast tylko dwie trzecie (65%) działów IT uznaje ją za kluczową. IT wciąż spędza ponad połowę (54%) czasu na zadaniach związanych z utrzymaniem infrastruktury. Aby uzyskać więcej czasu na projekty innowacyjne, 81% działów informatycznych zmierza do zautomatyzowania rutynowych zadań w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy.

Technologie, które będą miały największy wpływ na transformację biznesu do roku 2020 i będą dominowały w innowacyjnych projektach to cloud computing, AI oraz technologie mobilne. Niestety, rozwój innowacyjnych inicjatyw hamują luki w umiejętnościach niemal w każdym obszarze IT oraz braki kadrowe. Niedostatek kompetencji, największy w dziedzinie mobilności i bezpieczeństwa, stwarza duże problemy zespołom informatycznym. Liderzy IT obawiają się, że w ciągu najbliższych dwóch lat luki te rozszerzą się także na obszar IoT oraz analizę danych.

IT walczy o szybkość

Szybkość dostarczania rozwiązań to jedno z największych wyzwań zespołów IT. Chodzi głównie o skracanie cykli rozwojowych, tworzenia i wdrażania aplikacji oraz realizacji projektów. Niespełna połowa (45%) CIO potrzebuje jednego miesiąca, by zaprojektować i prototypować aplikację pod wymagania biznesowe. 47% potrzebuje miesiąca, by wdrożyć nową aplikację. Aby móc szybciej działać, połowa szefów IT decyduje się na rekrutację nowych pracowników (49% w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy). Druga połowa woli wybrać rozwiązania do szybkiego tworzenia aplikacji. Prawie dziewięć na dziesięciu CIO (88%) korzysta już lub planuje korzystać z rozwiązań low code w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy. Jednak firmy z grupy high performers 2,9 razy częściej od underperformers przyznają, że jest to ich priorytet.

Walka o szybkość wyzwala również nowy trend – tzw. citizen development. Polega on na przekazywaniu przez IT użytkownikom biznesowym narzędzi do samodzielnego tworzenia aplikacji i rozwiązań. Citizen development wymaga jednak od IT uruchomienia odpowiednich programów szkoleniowych dla użytkowników biznesowych. Obecnie tylko co czwarta firma (24%) może się pochwalić wdrożeniem takiego modelu działania, ale aż 74% firm planuje w ciągu najbliższych 18 miesięcy stworzyć użytkownikom biznesowym możliwości samodzielnego tworzenia aplikacji.

IT przygotowuje się na sztuczną inteligencję

Trzy czwarte klientów z segmentu B2B i 51% konsumentów (B2C) oczekuje, że do roku 2020 firmy będą przewidywać ich potrzeby jeszcze przed podjęciem z nimi kontaktu. Na tę liczbę nakładają się oczekiwania ponad 65% pracowników, którzy uważają, że AI do 2020 roku znacznie zautomatyzuje ich pracę. Jednocześnie tylko 20% CIO twierdzi, że ich plany technologiczne dotyczące AI są całościowo zdefiniowane. Co ciekawe, plany takie 2,9 razy częściej w stosunku do Underperformers posiadają zespoły firm z grupy high performers.

Rola IT w Polsce i Europie Środkowowschodniej

Zmiana roli, jaką IT odgrywa w przedsiębiorstwach, to trend globalny. Wszędzie widoczna jest konieczność poprawy relacji i współpracy obszaru informatyki z biznesem. Jak pokazało badanie KPMG (The Creative CIO, 2016), aż 67% CIO z krajów Europy Centralnej oczekuje, że ich rola w organizacji nabierze strategicznego znaczenia – managerowie chcą koncentrować się na realizacji projektów generujących zyski firmy (tak twierdzi 63% CIO).

W porównaniu do średniej światowej, Polska i inne kraje CEE dostrzegają większą potrzebę posiadania przez firmę strategii cyfrowej, jednakże powstające dla tego obszaru strategie, rzadziej niż w innych krajach mają charakter korporacyjny – zazwyczaj są przygotowywane dla poszczególnych obszarów biznesowych.

Na świecie właścicielem strategii cyfrowej jest najczęściej zarząd firmy, natomiast w Polsce i innych krajach CEE strategia cyfrowa często znajduje się w rękach działów IT. Powoli zaczyna jednak rosnąc liczba szefów ds. cyfryzacji (CDO), pełniących rolę łącznika IT i biznesu. Zadaniem tych managerów jest szeroko pojęta digitalizacja przedsiębiorstw.

Obecnie tylko jedna na pięć organizacji z obszaru CEE zatrudnia CDO (19%). Warto też wspomnieć, że IT w obszarze CEE boryka się z takimi samymi problemami jak reszta świata – kluczowym wyzwaniem, według 71% respondentów jest brak lub niedostatek kompetencji w zakresie rozwoju oprogramowania.

Informacja o badaniu:

Raport „Second Annual State of IT Transformative insights and growing trends from over 2,200 global IT Trailblazers” powstał na podstawie badania grupy 2263 pełnoetatowych szefów IT (CIO) zatrudnionych m.in. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, Holandii, Irlandii, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Pełna treść raportu jest dostępna pod adresem:

https://secure.sfdcstatic.com/assets/pdf/misc/2017-state-of-it-report-salesforce.pdf

Odsetek szefów IT, którzy zgadzają się z następującymi stwierdzeniami:

high performers moderate performers underperformers
IT wkracza w nową erę, której kierunek wyznaczają oczekiwania klienta 94% 83% 69%
IT jest głównym aktywatorem inicjatyw dotyczących doświadczenia klienta 93% 82% 64%
Technologiczne partnerstwo jest ważne dla rozwoju biznesu w erze cyfrowej transformacji 91% 85% 66%
Projekty związane z doświadczeniem klienta mają wyższy priorytet niż 2 lata temu 88% 81% 66%

 

Zespoły IT widzą konieczność partnerstwa – odsetek szefów IT, którzy szacują swoje partnerstwo z biznesem jako doskonałe lub powyżej średniej

high performers moderate performers underperformers
Współpraca z wszystkimi działami biznesowymi jako strategiczny priorytet 89% 75% 47%
Ogólna współpraca z biznesem 93% 77% 51%
Współpraca z obszarem obsługi klienta 93% 79% 59%
Współpraca z obszarem sprzedaży 88% 74% 47%
Współpraca z obszarem marketingu 87% 72% 48%

 

Grupa Banku Zachodniego WBK po III kwartałach 2017 r.

W I-III kw. 2017 roku Grupa Banku Zachodniego WBK zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 1,7 mld zł. Po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych w 2016 roku (przychody z VISA w wysokości 316 mln zł brutto/256 mln zł netto) porównywalny zysk netto wzrósłby o 15% r/r.

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK

Wyniki po III kwartałach napawają optymizmem. Portfel depozytowo inwestycyjny i kredytowy jest wyższy o 5% r/r. W efekcie wzrostu po stronie dochodów podstawowych o 10% oraz silnej kontroli kosztów, które były niższe o 1%, porównywalny zysk należy akcjonariuszom jest o 15% wyższy niż przed rokiem i na koniec kwartału wyniósł 1,664 mln zł. Współczynnik kapitałowy Grupy wyniósł 16,9% zapewniając nam stabilny wzrost. Realizacja transformacji w naszym banku wkracza w etap widocznych efektów – wprowadziliśmy nową ofertę detaliczną, pokazującą zmianę naszego podejścia do konstrukcji rachunku bankowego. Zwiększamy rolę kanałów cyfrowych, które staną się głównym źródłem wzrostu biznesu detalicznego. Sprzedaż w kanałach zdalnych wzrasta od kilku kwartałów, rośnie także transakcyjność.

Michał Gajewski, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK

Wyniki w I-III kw. 2017 roku:

  • Dochody ogółem – wyniosły 5,8 mld zł, i były stabilne w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W warunkach porównywalnych dochody Grupy wzrosły o 6% r/r.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 3,9 mld zł i wzrósł o 11% r/r. dzięki efektom akcji kredytowej dla klientów indywidualnych oraz optymalizacji depozytów z naciskiem na rozwój bazy środków bieżących oraz długotrwałych relacji z depozytariuszami.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 1,5 mld zł i wzrósł o 5% r/r. Wzrost wyniku z tytułu prowizji nastąpił dzięki przyrostom w większości linii produktowych (w obszarze dystrybucji funduszy inwestycyjnych, działalności maklerskiej, obsłudze kart kredytowych i debetowych, rachunków klientów i kredytów). Prowizje ubezpieczeniowe pozostają pod presją zmian w regulacjach prawnych.
  • Koszty operacyjne ogółem wyniosły 2,5 mld zł i spadły o 1% r/r.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 43,5%,
  • Obciążenia podatkowe Grupy wzrosły o 13% r/r i wynoszą łącznie 918 mln zł i, z czego 317 mln zł to podatek bankowy i 601 mln podatku dochodowego
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 477 mln zł, a zannualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 64 pb., głównie dzięki poprawiającej się jakości portfela kredytowego (wskaźnik NPL: 5,97% wobec 6,84% na koniec września 2016 r.) i proaktywnej polityce zarządzania ryzykiem w korzystnym otoczeniu makroekonomicznym.

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy BZ WBK: CAR na poziomie:16,9% oraz Tier1: 15,92%.

Klienci Należności brutto od klientów zwiększyły się o 5% r/r do 111 mld zł w wyniku wzrostu kredytów dla klientów indywidualnych o 5% r/r do 57 mld zł oraz należności od podmiotów gospodarczych o 5% r/r do 54 mld zł.

Zobowiązania wobec klientów wzrosły o 4% r/r do wartości 111 mld zł w efekcie przyrostu środków pochodzących od klientów indywidualnych o 5% r/r do 65 mld zł oraz ustabilizowania się poziomu depozytów od podmiotów gospodarczych i sektora publicznego na poziomie 43 mld zł.

Na dzień 30 września 2017 r. łączna wartość aktywów netto funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez BZ WBK TFI  wyniosła 16 mld zł, co oznacza wzrost o 16% w skali roku i 5% w skali kwartału.

Transformacja cyfrowa BZ WBK notuje systematyczny, stabilny wzrost liczby klientów aktywnych cyfrowo, o 4% r/r. Liczba transakcji mobilnych, wykonanych przez klientów w kwartale przekroczyła 6 mln, co oznacza wzrost o 600 tys. transakcji w stosunku do III kw. ubiegłego roku. W sumie 3,31 mln klientów ma dostęp do usług bankowości internetowej

Linie biznesowe. Z nowego Konta Jakie Chcę na koniec kwartału korzystało 115 tys. klientów. Sprzedaż kont osobistych wzrosła o 5% w ujęciu kwartalnym. Liczba obsługiwanych klientów korporacyjnych wzrosła w ciągu roku o 9%. Znacząco zwiększa się także wartość portfela leasingowego i faktoringowego

Bankowość detaliczna BZ WBK w III kw. 2017 r.:

  • 115 tys. Kont Jakie Chcę, 93 tys. kart Dopasowanych;
  • Sprzedaż kont osobistych w złotych wzrosła o 5% w stosunku do poprzedniego kwartału;
  • Znaczący wzrost sprzedaży kart kredytowych o 11% kw/kw, natomiast w internecie i aplikacji o 23% kw/kw.
  • Wzrost sprzedaży kart debetowych o 22% r/r;
  • 111 użytkowników HCE i Android Pay, wzrost o 25% w ujęciu kw/kw;
  • Wzrost liczby aktywnych klientów digital – 2,03 mln (+4% r/r), w tym 1 mln klientów mobilnych (+25% r/r);
  • Wzrost sprzedaży produktów kredytowych w kanałach zdalnych (mobile, internet, contact center) – wzrost wartości portfela o +39% r/r, liczby udzielonych produktów kredytowych o +39% r/r;
  • W kanałach zdalnych (mobile, internet, contact center) bank realizuje już 35% wartości sprzedaży produktów kredytowych;
  • Liczba transakcji mobilnych w kwartale przekroczyła 6 mln (+72% r/r) – wzrost o 600 tys. kw/kw;
  • Wzrost transakcyjności w sieci wpłatomatów – 5% wzrost kw/kw pod względem liczby wpłat oraz 12% kw/kw wzrost wartości.

MŚP w III kw. 2017 r.:

  • Wzrost wolumenu depozytów o 6% r/r (o 0,7 mld zł);
  • Wzrost wartości pracującego portfela kredytowego MŚP o 6% r/r;
  • wzrost sprzedaży kredytów o 8,7% r/r;
  • Wzrost liczby klientów lojalnych MŚP r/r o 11%.

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna W III kw. 2017 r.:

  • Dobre tempo wzrostu wolumenów kredytowych w segmencie bankowości korporacyjnej  – wzrost na poziomie 4% r/r;
  • W III kw. 2017 r. tempo wzrostu liczby klientów o 9% wyższe niż w III kw. 2016 r.;
  • Rozwinięcie oferty: pierwsza biometria głosowa dla korporacji oraz wdrożenie eGwarancje (elektroniczne gwarancje z użyciem podpisu kwalifikowanego);
  • Kolejne umowy z bankami partnerskimi za granicą – dodatkowe możliwości dla klientów międzynarodowych
  • Nowe rozwiązania w bankowości internetowej iBiznes24, usprawniające korzystanie z kanałów zdalnych.

Globalna Bankowość Korporacyjna w III kw. 2017 r.:

  • udział w największej prywatnej ofercie publicznej w historii Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych;
  • Znaczące umowa finansowania łańcuch dostaw z klientami z sektora transportowego i handlowego;
  • zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym poprzez długoterminową transakcję forward działalności klienta z branży samochodowej;
  • udzielenie finansowania akwizycyjnego dla klientów z sektora spożywczego oraz usługowego;
  • udzielenie finansowania klientom z branży przemysłowej, samochodowej i nieruchomościowej;
  • udział w emisji euroobligacji dla wiodącej instytucji finansowej w Polsce;
  • nawiązanie współpracy z wiodącym przewoźnikiem w kraju;
  • rozwój nowych produktów w obszarze papierów wartościowych i derywatów, które będą stopniowo wprowadzane w życie w następnych trzech latach.

Leasing w III kw. 2017 r.:

  • do końca września 2017 r. BZ WBK Leasing sfinansował ruchomości o łącznej wartości ponad 3 mld zł netto. W samym trzecim kwartale ponad 1 mld, co daje 26 proc. r/r;
  • wartość portfela leasingowego to blisko 7,5 mld zł, co oznacza wzrost +18% r/r, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo wysokiej jakości portfela;
  • do końca września BZ WBK Leasing sfinansował maszyny i urządzenia o łącznej wartości blisko 1,5 mld zł, tj. o ponad 23 proc. więcej r/r;
  • sukces okazał się program finansowania fabrycznego Subaru, który został uruchomiony w lipcu 2017 r. – obecnie co trzeci zakup auta firmowego tej marki był finansowany przez BZ WBK Leasing.

Faktoring W III kwartale 2017 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 16,8 mld zł i były wyższe o 24% r/r;
  • Portfel kredytów wzrósł o 21% r/r i osiągnął poziom 3,7 mld zł;
  • Spółka wzmocniła drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 13%;
  • Sprzedaż na koniec III kw. 2017 roku wyniosła 2,1 mld zł.

Santander Consumer Bank w III kw. 2017 r.:

  • Zysk netto wyniósł 483 mln zł;
  • Portfel kredytów brutto wyniósł 15,68 mld zł i był wyższy o 8 % niż przed rokiem;
  • Zobowiązania wobec klientów wyniosły 8 mld zł (po eliminacji transakcji wzajemnych) i były wyższe niż przed rokiem o 1,9%;
  • Wskaźnik C/I wyniósł 37,3%.

RODO wymusza zmiany w 133 ustawach

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało we wrześniu br. projekt nowej ustawy o ochronie danych.  Liczy on ponad 170 stron, na których wskazane zostały zmiany, jakie powinny zostać wprowadzone w 133 obowiązujących ustawach. Dostosowanie polskiego środowiska prawnego do unijnego rozporządzenia wymagać będzie – poza uchwaleniem nowej ustawy o ochronie danych osobowych – znowelizowania licznych przepisów branżowych. Co oznacza to w praktyce?

Rewolucja w Kodeksie Pracy

Największej reformy wymaga obowiązujące prawo pracy. Nowelizacja ustawy z tego zakresu  przewiduje przede wszystkim wzmocnienie pozycji pracodawcy. Obecnie miał on jedynie „prawo żądania” uzyskania od potencjalnego pracownika danych osobowych. Po zmianie – wg art. 221 § 1. – właściciel firmy będzie mógł żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych. Ewolucji ulegnie również zakres ich przetwarzania przez pracodawcę. W bazach nie będą przechowywane imiona rodziców oraz miejsce zamieszkania (zastąpi je adres do korespondencji), dodane natomiast zostaną takie informacje jak: adres e-mail lub numer telefonu.

Rewolucyjnym i długo oczekiwanym zapisem jest art. 222 § 2, który odnosi się do danych biometrycznych. W myśl propozycji ustawodawcy pracodawca będzie miał prawo przetwarzać dane biometryczne pracownika, jeśli ten wyrazi na to zgodę. Zgoda ta nie może być jednak dorozumiana,  musi być złożona w formie pisemnej – mówi Adam Lipiński, ODO 24. Co ciekawe ustawodawca bezwzględnie zakazał pracodawcy przetwarzania danych sensytywnych pracowników – nawet po uprzednio wyrażonej zgodzie – dotyczących: nałogów, informacji o stanie zdrowia, orientacji i życiu seksualnym. Warto zwrócić uwagę no to, że w tej kategorii nie znalazły się inne dane wrażliwe takie jak np. przekonania religijne czy poglądy polityczne – dodaje ekspert ODO 24.

W projekcie ustawy zawarta została również próba uregulowania monitoringu wizyjnego w miejscu pracy (art. 224 § 1). Według nowego przepisu nie może być on stosowany do kontroli pracy pracowników, a jedynie w celu zapewnienia im bezpieczeństwa, ochrony mienia oraz zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę.

Zmiany w innych ustawach „zawodowych”

Poza Kodeksem Pracy, nowelizacji ulegną również inne ustawy dotyczące wykonywania wybranych  zawodów (m.in. nauczyciela, prawnika, komornika, lekarza sądowego, tłumacza przysięgłego, fizjoterapeuty, kuratora sądowego)

Oto najważniejsze  zamiany w poszczególnych kategoriach:

  • Karta Nauczyciela – nowa ustawa określa katalog danych, które mogą być przetwarzane w postępowaniu dotyczącym awansu zawodowego nauczyciela oraz jego nadzoru, a także w kwestiach dyscyplinarnych oraz komisji dyscyplinarnych.
  • Prawo o adwokaturze, radcach prawnych, notariacie, komornikach sądowych i egzekucji – we wszystkich wymienionych ustawach wprowadzone zostały podobne regulacje, które obejmują ustalenie, kto jest administratorem przetwarzanych przez te podmioty danych.
  • Prawo o swobodzie działalności gospodarczej – nowelizacja reguluje, że po upływie 10 lat od dnia wykreślenia przedsiębiorcy z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej usunięciu mają podlegać dane wpisane do niej przed dniem tego wykreślenia.
  • Ustawa o lekarzu sądowym – ustawodawca w propozycji określił administratorów danych osobowych, jako lekarzy sądowych oraz kandydatów na to stanowisko.
  • Ustawa o licencji doradcy restrukturyzacyjnego i tłumaczach przysięgłych – zmiany dotyczą przede wszystkim obowiązku określenia administratora danych.
  • Ustawa o zawodzie fizjoterapeuty – zmodyfikowany został art. 12 ust. 9. nie będzie w nim już zapisu o ustawie o ochronie danych osobowych, zostanie on zastąpiony zapisem „zachowaniem przepisów o ochronie danych osobowych”.
  • Prawo o prokuraturze – uchylony ma zostać w całości art. 191 2 dotyczący zniesienia obowiązku zgłaszania zbioru danych do GIODO.
  • Ustawa o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów – do ustawy wprowadzono krótki, lecz istotny zapis zabezpieczający prawa osób korzystających z usług psychologów. Którzy stają się administratorami danych, gdy wykorzystają dane o badaniu nie tylko do informacji pacjenta.
  • Ustawa o kuratorach sądowych – Znowelizowany został również art. 9a ust. 2., w którym zastosowano zapis o zakresie udostępniania danych przez administratora.

Check Point pomógł LG zabezpieczyć inteligentne urządzenia domowe

Firma Check Point Software Technologies, poinformowała, że jej zespół badaczy odkrył tzw. „HomeHack” – lukę, która naraża miliony użytkowników inteligentnych urządzeń domowych LG SmartThinQ na ryzyko nieautoryzowanego zdalnego sterowania. W ramach współpracy, Check Point pomógł koreańskiej firmie załatać poważną podatność w urządzeniach SmartThinQ.

Podatności w aplikacji mobilnej LG SmartThinkQ oraz aplikacji chmurowej umożliwiły zespołowi badawczemu Check Point na zdalne zalogowanie się do aplikacji SmartThinQ w chmurze, przejęcie właściwego konta użytkownika LG, a następnie pełną kontrolę nad odkurzaczem i zintegrowaną kamerą wideo. Po przejściu kontroli nad kontem konkretnego użytkownika, wszelkie urządzenia LG lub inne związane z tym kontem mogą być kontrolowane przez atakującego – w tym inteligentne odkurzacze, lodówki, piekarniki, zmywarki, zmywarki, pralki i suszarki czy klimatyzatory.

Podatność HomeHack dała atakującym możliwość szpiegowania czynności domowych użytkowników za pośrednictwem kamery wideo w robo-odkurzaczu Hom-Bot, która wysyła obraz na żywo do powiązanej aplikacji LG SmartThinQ w ramach funkcji HomeGuard Security.  W zależności od zestawu urządzeń w domu właściciela, napastnicy mogą również włączać i wyłączać zmywarki do naczyń lub pralki.

– W miarę jak coraz więcej inteligentnych urządzeń jest używanych w domu, hakerzy przesuwają punkt ciężkości ataków z celowania na poszczególne urządzenia, na hakowanie aplikacji sterujących sieciami urządzeń. Daje to cyberprzestępcom jeszcze większe możliwości wykorzystywania wad oprogramowania, powoduje zakłócenia w domach użytkowników oraz umożliwia dostęp do ich poufnych danych – twierdzi Oded Vanunu, kierownik działu badań podatności produktów na zagrożenia w firmie Check Point. – Użytkownicy muszą być świadomi zagrożeń dla bezpieczeństwa i prywatności podczas korzystania z urządzeń IoT; koniecznym jest również aby producenci skupili się na ochronie inteligentnych urządzeń przed atakami, wdrażając niezawodne rozwiązania bezpieczeństwa podczas projektowania oprogramowania i urządzeń.

Słabe punkty w aplikacji mobilnej SmartThinQ umożliwiły badaczom Check Point stworzenie fałszywego konta LG, a następnie wykorzystanie go do przejęcia właściwego konta użytkownika, co z kolei umożliwiło zdalne sterowanie inteligentnymi urządzeniami użytkownika.  Check Point ujawnił podatność systemu LG na zagrożenia 31 lipca 2017 r., zgodnie z wytycznymi dotyczącymi odpowiedzialnego ujawniania informacji. LG odpowiedziało, rozwiązując zgłoszone problemy w aplikacji SmartThinQ pod koniec września.  – Co ważne, LG odpowiedzialnie zapewniło wysoką jakość, aby powstrzymać ewentualne wykorzystywanie problemów w swoich aplikacjach i urządzeniach SmartThinQ – dodał Oded Vanunu.

– W ramach misji firmy LG Electronics, mającej na celu poprawę jakości życia konsumentów na całym świecie, rozbudowujemy naszą ofertę inteligentnych urządzeń do użytku domowego nowej generacji, nadając jednocześnie priorytet opracowaniu bezpiecznego i niezawodnego oprogramowania – twierdzi Koonseok Lee Manager z zespołu Smart Development Team, Smart Solution BD, LG Electronics.

W sierpniu LG Electronics rozpoczęło współpracę z Check Point Software Technologies w celu przeprowadzenia zaawansowanego procesu rootowania, który miał na celu wykrycie problemów bezpieczeństwa i natychmiast rozpoczęła aktualizację programów. Od 29 września system bezpieczeństwa działa sprawnie i bezproblemowo w aktualnej wersji 1.9.20.  LG Electronics planuje kontynuować wzmacnianie swoich systemów zabezpieczeń oraz współpracować z dostawcami rozwiązań cyberbezpieczeństwa, takimi jak Check Point, aby zapewnić bezpieczniejsze i wygodniejsze rozwiązania.

W celu zapewnienia ochrony swoim urządzeniom, użytkownicy aplikacji mobilnych LG SmartThinQ i urządzeń mobilnych powinni zapewnić ich aktualizację do najnowszych wersji oprogramowania z witryny LG.  Check Point zaleca również aktualizację urządzeń fizycznych LG smart home do najnowszych wersji.

Kto pokieruje najważniejszym bankiem centralnym na świecie?

W ciągu najbliższych kilku dni (przed podróżą do Azji na początku listopada) Prezydent D. Trump ma ogłosić decyzję, kto będzie szefem Fed po zakończeniu kadencji J. Yellen w lutym 2018 r. 

Na krótkiej liście kandydatów są: doradcy prezydenta D. Trumpa Gary Cohn i Kevin Warsh, przedstawiciele obecnego Systemu Rezerwy Federalnej Jerome Powell i Janet Yellen oraz znany akademicki ekonomista John Taylor (sylwetki kandydatów w pełnej wersji Dziennika – do pobrania poniżej).

D. Trump w ostatnim czasie wskazał wprost, że największe szanse mają u niego J. Powell i J. Taylor. Nie wykluczył też ponownej nominacji J. Yellen, ale jej pozycję osłabia brak odpowiednich relacji ze środowiskiem Partii Republikańskiej. Po skrytykowaniu prezydenta D. Trumpa w sprawie zamieszek w Charlottesville, szanse dotychczasowego „czarnego konia wyścigu” po fotel szefa Fed, Gary’ego Cohna, wyraźnie zmalały. Z kolei Kevin Warsh jest krytykowany za błędne oceny sytuacji ekonomicznej i skutków polityki Fed w przeszłości.

Wybór każdego z kandydatów oprócz J. Yellen oznaczać będzie pewną zmianę w Fed, ale tylko w przypadku wyboru Taylora (lub Warsha) złamana zostałaby ponad 10-letnia dominacja zwolenników gołębiej polityki pieniężnej w USA, firmowanej w ostatnich latach przez B. Bernanke i J. Yellen.

Co istotne, o kształcie przyszłej polityki pieniężnej w USA zadecyduje nie tylko wybór nowego Prezesa Fed, ale także nominacje na wolne stanowiska w Radzie Gubernatorów (3 lub 4 w zależności od tego kto zostanie Prezesem), które także są w gestii D. Trumpa, ale wymagają zatwierdzenia przez Senat (co jak pokazał przykład Randala Quarlesa może być czasochłonne).

Duża niepewność dotyczy „zmiennych” członków FOMC z regionalnych oddziałów Fed, którzy będą w 2018r. mieć prawo głosu. O ile szefowa Fed z Cleveland (L. Mester) regularnie prezentuje raczej jastrzębie poglądy, to J. Williams z San Francisco czy R. Bostic z Atlanty wypowiadają się na kwestie związane z polityką pieniężną relatywnie rzadko, zaś przedstawiciel Richmond od ponad pół roku nie został wybrany (skład FOMC w tabeli poniżej).

Trudno mówić o dużej przewidywalności polityki pieniężnej w USA, biorąc pod uwagę zmieniające się jak w kalejdoskopie oczekiwania, kto zostanie prezesem Fed, a także liczne nieobsadzone stanowiska, czy niejasne poglądy nowych głosujących członków FOMC. D. Trump będzie dokonywał wyboru głównie w dwóch wymiarach (wykres poniżej)Kandydatem, który wydaje się zapewniać odpowiednią kombinację łagodnej polityki pieniężnej i deregulację sektora finansowego jest J. Powell.

Źródło/Autor: PKO Bank Polski

Jesteśmy na szczycie?

Mimo utrzymywania się podwyższonego ryzyka politycznego, po raz pierwszy od 10 lat rosną wszystkie gospodarki OECD i większość z nich przyspiesza. Zsynchronizowane ożywienie globalnej gospodarki będzie w naszej ocenie trwać co najmniej do końca 2018 r. W takich warunkach Fed i EBC będą normalizować politykę pieniężną, co może podwyższyć zmienność na rynkach finansowych.

  • Prognozujemy, że wzrost PKB w Polsce w 2017 r. wyniesie 4,2%, a w 2018 r. sięgnie 4,3%. Miesięczne dane wskazują że w 3q17 zaczęło się ożywienie aktywności inwestycyjnej, które w kolejnych kwartałach będzie ulegać dalszemu wzmocnieniu, prowadząc do przechylania struktury wzrostu w kierunku inwestycji. Kulminacja ożywienia koniunktury w Polsce przypadnie wg nas na przełom 2017/2018, ale dynamika PKB pozostanie w pobliżu cyklicznego „szczytu” w kolejnych kilku kwartałach.
  • Wyraźne wzmocnienie dynamiki płac w 3q17 utwierdza nas w przekonaniu, że NBP nie docenia siły przyszłego wzrostu płac i jego przełożenia na inflację. Nierównowaga na rynku pracy będzie dalej narastać, prowadząc do stopniowego wyhamowywania wzrostu zatrudnienia i spadku bezrobocia, a jednocześnie nasilenia presji płacowej. Wzrost płac pozostanie w naszej ocenie szybszy od wzrostu wydajności pracy, prowadząc do dalszego wzrostu dynamiki jednostkowych kosztów pracy.
  • Szybszy wzrost kosztów niż przychodów zaczyna skłaniać przedsiębiorstwa do podwyższania cen, zwłaszcza usług. Uważamy, że ten trend będzie się wzmacniał. Rosnące koszty pracy, obok domknięcia luki popytowej (1q18), doprowadzą do nasilenia fundamentalnej presji inflacyjnej. Zakładamy, że w 2018 r. inflacja bazowa wzrośnie do ok. 2%, a inflacja CPI już w połowie roku może osiągnąć cel inflacyjny NBP.
  • Silniejsze od bieżących oczekiwań RPP zmiany na rynku pracy i wyraźny wzrost inflacji bazowej mogą już w 1h18 zaowocować pierwszymi wnioskami o podwyżkę stóp procentowych. Nadal uważamy jednak, że większość skłonna poprzeć zacieśnienie polityki pieniężnej zbuduje się w Radzie dopiero pod koniec 2018 r.
  • Pozycja fiskalna Polski pozostaje lepsza od oczekiwań (deficyt fiskalny po 2q17 był rekordowo niski), działając w kierunku poprawy oceny ryzyka kredytowego kraju. Szacujemy, że tegoroczny deficyt fiskalny (wg ESA2010) będzie jeszcze niższy niż w 2016 r. Wzrost deficytu w 2018 r. (koszt obniżenia wieku emerytalnego i wzrost inwestycji publicznych) będzie niewielki przy dalszej poprawie ściągalności podatków i cyklicznym wzroście dochodów podatkowych.
  • Wyższe ceny surowców, silny wzrost popytu krajowego oraz rosnące transfery zarobkowe netto za granicę będą powodować pogorszenie salda deficytu obrotów bieżących bilansu płatniczego.

Jesteśmy na szczycieŹródło/Autor: PKO Bank Polski

IKEA Industry rozbudowuje w Zbąszynku największą fabrykę mebli na świecie

IKEA Industry rozbudowuje fabrykę w Zbąszynku – największy na świecie kompleks produkcji mebli. Obecnie fabryka zatrudnia 3 100 osób. Po wybudowaniu nowej hali produkcyjnej i magazynu powstanie tu ponad 280 nowych miejsc pracy. Wartość inwestycji szacuje się na 225 mln zł. 

Zakład IKEA Industry w ZbąszynkuIKEA Industry w Zbąszynku specjalizuje się w produkcji mebli z płyt komórkowych. W nowej części zakładu produkowane będą meble IKEA z popularnej serii EKET. Inwestycja pozwoli na podwojenie produkcji mebli z serii EKET i usprawni procesy logistyczne w IKEA Industry Zbąszynek. Obiekty zostaną oddane do użytkowania w czerwcu 2018 roku, a rozpoczęcie produkcji zaplanowano na wrzesień 2018. IKEA Industry prowadzi już rekrutację na 280 nowych stanowisk.

W sierpniu br. rozpoczęto rozbudowę obiektu o nową halę produkcyjną o powierzchni 35.000 m2 i magazyn wyrobów gotowych o powierzchni 29.000 m2. Nowe obiekty zajmą łącznie 64.000 m2, czyli tyle, ile wynosi powierzchnia 9 boisk piłkarskich. Po ukończeniu inwestycji zakłady IKEA Industry w Zbąszynku, Babimoście i Zbąszyniu będą zajmować łącznie 384.000 m2 – 71 boisk piłkarskich.

Klientom podoba się seria EKET, więc otrzymujemy coraz więcej zamówień. Lokalizacja, konkurencyjne koszty produkcji, wykwalifikowani i doświadczeni pracownicy w Polsce i Zbąszynku – to główne powody podjęcia strategicznej decyzji o zwiększeniu produkcji właśnie tu. Ten wybór przybliża nas również do pozycji lidera w zrównoważonej produkcji mebli – powiedział Robert Zanichelli, szef Dywizji Flatline w IKEA Industry.

Maksymalna wydajność nowej hali to 125. 000. sztuk mebli tygodniowo. Na pierwszy rok pracy zaplanowano produkcję na poziomie 5,9 mln sztuk. Realizacja tych założeń będzie możliwa dzięki wprowadzeniu jeszcze większej automatyzacji procesów i zwiększeniu zatrudnienia o 280 pracowników. Zainstalowane zostaną linie do produkcji foliowanych paneli, co w przyszłości pozwoli na produkcję również innych serii, niż EKET.

Doskonała jakość, nowoczesne wzornictwo i kolorystyka, a także atrakcyjna cena, to tajemnica sukcesu produktów EKET i wielu innych rozwiązań z oferty IKEA, w których wykorzystano foliowane panele. Wierzymy, że uda nam się sprawić, aby tego typu produkty były jeszcze bardziej atrakcyjne cenowo dla klientów. Dlatego inwestujemy w nową halę do ich produkcji – dodał Wojciech Waligóra, Dyrektor Generalny zakładów w Zbąszynku, Zbąszyniu i Babimoście.

Nowy magazyn zostanie przystosowany do składowania wyrobów w systemie blokowym i zapewni 55 000 nowych miejsc paletowych, na których może być magazynowana produkcja o wartości 55 mln PLN. Magazyn będzie także wyposażony w 9 doków załadunkowych oraz wydzielone pomieszczenie na potrzeby ładowania wózków akumulatorowych.

IKEA Industry

IKEA Industry, będąca częścią Grupy Inter IKEA, jest największym producentem mebli drewnianych na świecie. Firma posiada 40 zakładów w 10 krajach, które zatrudniają około 19 000 pracowników. Każdego roku IKEA Industry produkuje ponad  100 mln sztuk mebli. W Polsce IKEA Industry zatrudnia blisko 10 000 pracowników w 16 zakładach produkcyjnych w 13 lokalizacjach, w tym: 4 zakładach działających w ramach dywizji Flatline w Lubawie, Zbąszyniu, Zbąszynku i Babimoście, 8 zakładach działających w ramach dywizji Solid Wood w Goleniowie, Stepnicy, Chociwlu, Resku, Wielbarku, Konstantynowie, Skoczowie i Stalowej Woli oraz w zakładzie należącym do dywizji Boards w Orli. IKEA Industry w Polsce specjalizuje się w produkcji mebli z litego drewna oraz z płyt komórkowych i wiórowych.

Trudne dla EBC posiedzenie może osłabić złotego

Środa przyniosła ponowny zwrot w kierunku polskiego złotego. Zaraz po otwarciu sesji kurs EURPLN ruszył wyraźnie w dół, jeszcze podczas sesji europejskiej spadając poniżej poziomu 4,228. Można byłoby powiedzieć, że wsparcie walucie naszej dała publikacja mocnego niemieckiego Ifo, gdyby nie fakt, że w ogóle nie zareagował na nią kurs EURUSD. Można więc zakładać, że spora ostatnio zmienność na krajowym rynku walutowym to w dużej mierze skutek niepewności wyniku październikowego posiedzenia EBC, które niewątpliwie będzie dla banku centralnego strefy euro jednym z trudniejszych w tym roku. Nie można  bowiem „mieć ciastka i jednocześnie chcieć go zjeść” jak mówi przysłowie. Ponadto, wciąż też nie ma postępów w wyborze nowego prezesa Fed i reformy podatkowej w USA. Wydaje się, iż największe szanse na stanowisko szefa FOMC mają Jerome Powell i John Taylor, ale dopóki są to tylko spekulacje rynek pozostaje w niepewności. Z kolei reforma podatkowa Donalda Trumpa, jeśli zostałaby przegłosowana dałaby dolarowi silne wsparcie, ale ona też na razie pozostaje w fazie oczekiwań inwestorów.

Wracając do danych, warto zwrócić uwagę, że pomimo braku reakcji rynku, wzrost w październiku niemieckiego indeksu Ifo nastrojów gospodarczych do nowego rekordowego poziomu 116,7 pkt wskazuje, że największa gospodarka strefy euro znalazła się w fazie szybkiego rozwoju będącego wynikiem połączenia bardzo mocnej gospodarki globalnej (to wspiera niemieckich eksporterów) oraz tego, że euro do dolara nie kontynuuje wyraźnego umocnienia. Rekordowo wysokie odczyty indeksu Ifo współgrają z rosnącymi notowaniami na giełdzie we Frankfurcie, gdzie w pierwszej połowie października po raz pierwszy w historii indeks DAX przekroczył wartość 13.000 punktów.

Popołudniowe dane z USA dot. pokazały wzrost zamówień na dobra trwałego użytku we wrześniu o 2,2% co zaskoczyło ekonomistów pozytywnie. Po 2,0% wzroście miesiąc wcześniej teraz rynek liczył jedynie na 1%. Jeszcze bardziej dodatnio zaskoczyły wyniki dla wrześniowej sprzedaży nowych domów (wzrost o 18,9% wobec -0,9% oczekiwanych). Pomimo tak solidnych danych EURUSD nie zdołał jednak utrzymać poziomów z otwarcia dnia i podczas handlu w USA wzrósł powyżej 1,18. Co ciekawe, EURPLN ruszył wówczas w górę przełamując opór na poziomie 4,24.

Trudno jest wskazać na najbardziej prawdopodobny wynik czwartkowego posiedzenia EBC, niemniej pewne jest, że zakończy ono czas „trzymania pedału gazu wciśniętego do podłogi”. Obecny program skupu aktywów (QE) wygasa wraz z końcem tego roku. Na rynku wskazuje się zarówno na możliwość wydłużenia QE o 6-9 miesięcy, jaki i na scenariusz zakładający, że EBC w tym roku jeszcze nie poda ostatecznej daty jego zakończenia. W obydwu przypadkach mówi się jednak o obniżeniu miesięcznej sumy (do 20-40 mld euro miesięcznie z obecnych 60 mld euro), za którą EBC będzie dokonywał dalszego skupu papierów wartościowych z rynku. Od decyzji EBC będzie zależał kurs EURUSD, a więc i losy złotego. Ważna tu będzie retoryka, jakiej użyje M. Draghi, podczas konferencji prasowej. Prezes EBC raczej będzie robił wszystko, aby nie dać pretekstów do zwyżek euro względem dolara. Dość gołębiej retoryki można też oczekiwać ze względu na świadomość banku centralnego strefy euro, że zaskakująco silne cięcie programu uderzyłoby w rynek obligacji.  Ewentualne wyrażenie obawy EBC o inflację (zbyt odważna decyzja mogłaby doprowadzić do spadku cen), nie będzie pozytywnie odebrane przez rynki EM. Trudne dla EBC posiedzenie może zatem osłabić złotego.

W czwartek, obok EBC deprecjonujący wpływ na PLN może też wywierać publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia RPP. Pomimo coraz lepszych danych docierających z polskiej gospodarki postawa Rady jest dość bierna i na razie nie wydaje się, aby spieszyła się ona z podwyżkami kosztu pieniądza. Niemniej rosnąca presja cenowa w gospodarce może przyczyniać się do coraz wyraźniejszego podziału w RPP i w konsekwencji pod koniec przyszłego roku doprowadzić do przegłosowania gołębiego prezesa A. Glapińskiego. Taki scenariusz w pełni wycenia też rynek FRA. W rezultacie na chwilę obecną złoty nie ma wsparcia ze strony Rady i dopiero wyraźnie jastrzębia retoryka w szeregach członków Rady mogłaby zmienić ten stan.Trudne dla EBC posiedzenie może osłabić złotego

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Black Friday vs. Cyber Monday – zwyczaje zakupowe

Black Friday to dzień, który w coraz większym stopniu wpisuje się w przyzwyczajenia klientów szukających okazji i promocyjnych ofert. Pierwotnie kojarzony z działaniami w sklepach stacjonarnych, od kilku lat przenosi się do sieci i w tym momencie jest to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu handlu elektronicznego. Analiza danych dotyczących Czarnego Piątku, a także towarzyszącego mu Cyber Poniedziałku, może być niezwykle interesująca dla firm-reklamodawców, którzy chcą silniej zaistnieć na rynku i osiągnąć odpowiednie wyniki sprzedaży. Co warto wiedzieć, aby jak najlepiej przygotować się do tego dnia?

Black Friday, jako wydarzenie sprzedażowe wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych, przypada na kolejny dzień po Święcie Dziękczynienia. W tym roku jest to 24 listopada. Dzień ten rozpoczyna sezon przedświątecznych zakupów.

Czarny Piątek, coraz częściej łączony jest z poniedziałkiem określanym jako Cyber Monday. Dotychczas to właśnie ten dzień był kojarzony głównie z ofertami online, podczas gdy piątek skupiał się na działaniach offline. Obecnie jednak granicę się zacierają. W ramach całego Cyber Weekendu, a więc czterodniowego wydarzenia handlowego rozpoczynającego się w piątek, online odgrywa znaczącą rolę, a dominujący wpływ na wyniki sprzedaży ma właśnie Black Fridaypodkreśla Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Choć na niektórych rynkach e-commerce Black Friday zaczął obowiązywać około 2013 r., dopiero w ubiegłym roku zyskał szerszą perspektywę w dużych i dojrzałych środowiskach online, takich jak Francja, Holandia i Niemcy.

Aby zobrazować rosnące znaczenie tego dnia, można posłużyć się przykładem Wielkiej Brytanii, gdzie pierwszym okresem, kiedy rzeczywiście reklamodawcy w sieci zaadaptowali Black Friday, był rok 2014. Wtedy 64% dwudniowego obrotu (uwzględniając piątek i poniedziałek) zostało wygenerowane właśnie w Czarny Piątek. W 2016 było to już 70%.

Black Friday, ale też szerzej cały Cyber Weekend, to okres dokładnie analizowany przez Awin, sieć reklamy efektywnościowej, która działając z ponad 6000 reklamodawców i ponad 100 000 aktywnych wydawców z całego świata i obserwując wyniki z ostatnich lat rozpoznała kilka istotnych trendów, które warto wziąć pod uwagę planując tegoroczne działania promocyjne w ramach Cyber Weekend.

Black Friday rośnie rok do roku

Porównanie danych Awin z dwóch ostatnich lat pokazuje, że poziom sprzedaży generowanej w Black Friday wzrasta z roku na rok na niemal wszystkich rynkach, na których operuje sieć.

Jego rosnące znaczenie można zobaczyć na poniższym wykresie, porównującym przeciętny dzienny obrót w listopadzie z tym, jak kształtowały się obroty w Czarny Piątek w latach 2015 i 2016.black friday 1

Wyraźnie widać też, że rok 2016 był pierwszym, w którym Black Friday tak wyraźnie zaznaczył się w zachowaniach zakupowych na niemal wszystkich rynkach.

Wzrost znaczenia Black Friday widać także na polskim rynku. W 2015 odpowiadał on za 4% miesięcznej sprzedaży w listopadzie, a w 2016 już za 8% podkreśla Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

black friday 22Oceniając sprzedaż wygenerowaną we wszystkie listopadowe piątki w Polsce w 2016 roku, ten jeden dzień, Black Friday, odpowiada za ponad połowę.

To wydarzenie będzie nabierało na znaczeniu z roku na rok. Klient detaliczny wie, że jest to czas, kiedy można zakupić towary z dużą przeceną, a to dosyć istotny argument dla kupujących. Z kolei wielu producentów przystępuje do tego eventu licząc na wysokie sprzedaże – komentuje  Krzysztof Basek, Wholesale and Export Director Wittchen S.A.

Black Friday dominuje podczas Cyber Weekendu

Wiele marek coroczne akcje promocyjne rozszerza poza sam piątek, oferując je klientom podczas całego weekendu, aż do poniedziałku. Dane nie pozostawiają jednak wątpliwości, że dominującą rolę w tym okresie odgrywa Black Friday.

Niezależnie od rynku, w 2016 roku obrót Czarnego Piątku znacznie przewyższył, zarówno ten generowany w Cyber Monday, jak i średni dzienny obrót w całym listopadzie.

Black friday 3Sumując wartości sprzedaży i transakcji z Black Friday i Cyber Monday, ten pierwszy na wielu rynkach odpowiada za 2/3 dochodu.

Dane z kilku rynków, na którym działa Awin wskazują, iż oba te dni mają duży udział w miesięcznych obrotach w listopadzie, jednak większe wzrosty odnotowuje Black Friday. Przeciętnie w całej sieci w 2016 Czarny Piątek stanowił 11% miesięcznych dochodów w listopadzie, a Cyber Monday 6%. Przykładem dużo wyższych udziałów Black Friday jest Brazylia (20%).

Ciekawe są dane z USA, gdzie Black Friday można przypisać 1/10 miesięcznych dochodów, a 11% Cyber Monday. Odwrócone proporcje można przypisać przyzwyczajeniom Amerykanów, dla których event ten ma charakter głównie stacjonarny i znajduje odzwierciedlenie w szturmach na galerie handlowe – komentuje Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Black friday 4.pngPrzewagę Black Friday nad Cyber Monday widać także na polskim rynku. Analizując poziom sprzedaży w ramach całego weekendu, zdecydowanie największy udział ma właśnie BF.

Czarny Piątek generuje także większą średnią wartość koszyka zakupowego, niż cyfrowy poniedziałek.Black friday 5.jpg

Niezależnie od urządzenia, po które sięgali polscy klienci w 2016 roku, Black Friday wygenerował zdecydowanie więcej transakcji, niż Cyber Monday. Największa przewaga dotyczyła jednak użytkowników smartfonów, wynosząc 83%.Black friday 6

Black Friday należy do smartfonów

Black Friday to okres, w którym w coraz większym stopniu możemy mówić nie tylko o e-commerce, ale dokładniej o jego mobilnej odsłonie, czyli m-commerce.

Dane sieci Awin, porównujące ostatnie dwa lata, wyraźnie pokazują, że smartfon odgrywa coraz istotniejszą rolę jako urządzenie, za pośrednictwem którego przeszukujemy dostępne oferty, ale też coraz częściej dokonujemy zakupu.

Można nawet mówić o jego dominującej roli w generowaniu sprzedaży. Patrząc na całościowy wzrost sprzedaży w trakcie Czarnego Piątku w sieci Awin, 46% wygenerowały właśnie smartfony, 42% komputery stacjonarne, a zaledwie 12% tablety. Statystyki pokazują, że w ubiegłym roku sprzedaż poprzez smartfony wzrosła pięciokrotnie w porównaniu z desktopami i trzykrotnie w przypadku tabletów  – podkreśla Mateusz Łukianiuk.

Przewaga mobile nad desktopami widoczna jest także w Polsce, co pokazuje poniższy wykres, dotyczący średniej wartości zamówienia w 2016 roku podczas Black Friday na tych urządzeniach. Może to zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że na naszym rynku 88% klientów przypisuje się desktopy, a zaledwie 8% smartfony.Black friday 7.jpg

Smartfon sprzedaje rano

Dane pokazują, że telefony mają decydującą rolę w godzinach porannych. Mowa tu o okresie między 7 a 8 rano. Tymczasem komputer wykorzystywany jest na równym poziomie przez cały dzień.

W Wielkiej Brytanii, gdzie najczęściej klienci sięgali po smartfon, 2 na 5 transakcji dokonywano właśnie na tym urządzeniu.

Za pośrednictwem smartfonów najczęściej kupowano w sklepach fast fashion. Nie powinno to jednak dziwić, biorąc pod uwagę, że właśnie pokolenie born mobile stanowi główną grupę docelową reklamodawców w tej branży.

Podsumowując

Black Friday to jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu e-commerce, do którego marki przygotowują się odpowiednio wcześnie. Poza samym zbudowaniem specjalnej oferty na ten wyprzedażowy weekend, warto także zadbać o jej promocję i dotarcie do klienta.

Black Friday i Cyber Monday to wydarzenia komercyjne, które od lat cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich klientów. Wzrosty sprzedaży są zdecydowanie widoczne, a wydawcy chętnie inwestują w kampanie niestandardowe, zapewniające krzykliwą komunikację promocji – komentuje Rafał Kostka, Head of Performance Marketing Born2Be.pl. Przygotowania do Black Friday powinny zacząć się na wiele tygodni przed samym eventem. Analiza historyczna konkurencji powinna poprzedzać dobór oferty, tym samym umożliwiając wykreowanie największej wartości dodanej dla klienta. W przypadku e-commerce, warto zbadać kilka schematów promocji, kierowanych do poszczególnych segmentów klientów – dodaje.

Optymalne będą działania w ramach sieci afiliacyjnej, a tym samym zbudowanie dotarcia do klientów na bazie współpracy z kilkudziesięcioma, a nawet kilkoma setkami wydawców. Pozwoli to zwiększyć zasięg akcji, a tym samym zyski sprzedażowe.

Marketing afiliacyjny umożliwi optymalne połączenie planów reklamodawców i oczekiwań klientów. Co warto również podkreślić, poza korzyściami w postaci zasięgu oraz wygodnej formy współpracy z szeroką listą wydawców internetowych, afiliacja pozwoli także na wyjście z ofertą do klientów na innych rynkach niż lokalne, umożliwiając firmie zorganizowanie Black Friday na skalę międzynarodową – wymienia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Warto zatem odpowiednio zaplanować działania, gdyż wszystko wskazuje, że tegoroczny Black Friday przyniesie kolejne wzrosty zainteresowania klientów.