Tak kupują Polacy w IV kwartale 2016 r.

Świąteczne zakupy dotychczas kojarzyły nam się z gorączkowym poszukiwaniem prezentów “na ostatnią chwilę” i długimi kolejkami w sklepach. Jednak w czasach, gdy już połowa z nas kupuje w Internecie, ten stereotyp powoli odchodzi w zapomnienie. Dzięki e-handlowi świąteczny szczyt zakupowy przypomina raczej falę z kilkoma punktami kulminacyjnymi. Potwierdzają to zarówno branżowe raporty, jak i e-sprzedawcy, którzy zostali poproszeni o komentarz przez NeoClick.io.

Polski konsument: pesymista, ale tylko w słowach

Jak wynika z badania Deloitte (do pobrania stąd) przeprowadzonego na polskich konsumentach pod koniec października, drastycznie wzrosła liczba osób, które negatywnie oceniają obecny stan gospodarki i jej perspektywy na przyszłość. Mimo to średni budżet świąteczny polskiego gospodarstwa na rok 2016 wzrósł o 5% – najwięcej w Europie. Na zakupy świąteczne wydamy 1123 zł, z czego 40% wykorzystamy w Internecie – i jest to kolejna statystyka udowadniająca, że zakupy internetowe prężnie się w Polsce rozwijają. Tylko w Niemczech relacja kanałów offline: online prezentuje się korzystniej dla tego drugiego.

Na prezenty wydamy 489 zł (średnia dla całego gospodarstwa domowego). Tylko ⅓ Polaków zaczeka z zakupami do ostatniej chwili. Aż 23% zrobiło to w listopadzie, a kolejne 40% zakończy zakupy w połowie grudnia. Niemała w tym zasługa trendów, które płyną do nas z Zachodu. Według Criteo w USA aż 41% klientów zaczyna poszukiwania świątecznych prezentów przed 1 listopada. Wszystko wskazuje na to, że tak samo zachowuje się spora część polskich konsumentów.

“W październiku wyraźnie rośnie ilość wizyt, przeglądanych stron i zaangażowanie użytkowników, natomiast nie przekłada się to współmiernie na przychody. Odwiedzający przeglądają ofertę i planują już świąteczne zakupy, natomiast same decyzje zakupowe odkładają na później” – mówi Paweł Paszkowski, Dyrektor E-Commerce w bdsklep.pl. “Ilość transakcji rośnie nawet kilkukrotnie w drugiej części listopada i ten trend trwa prawie do połowy grudnia. W tym okresie generowanych jest ponad 50% obrotów całego kwartału.”

Podobnymi obserwacjami dzieli się Paweł Malkowski, CMO i współzałożyciel sklepu swiezopalona.pl: “Z każdym rokiem coraz więcej klientów decyduje się na zakupy prezentowe przed sezonem. Wielu z naszych klientów wybiera paczki już w październiku. Widzimy to po produktach, które zaczynają się sprzedawać (koszyk świąteczny jest zupełnie inny) i po wybieraniu opcji pakowania na prezent. Największy ruch przypada w grudniu, ale poprzedzony jest dwoma zrywami. Pierwszym z nich jest Black Friday, a drugim Dzień Darmowej Dostawy.“

Koniec listopada kusi promocjami

Amerykańskie zwyczaje zakupowe dobrze przyjmują się w Polsce. Wg Google liczba wyszukiwania fraz takich jak Czarny Piątek, Cyber Monday i Dni Darmowej Dostawy wzrosły w tym roku kolejno o: 200, 125 i 52 procent. A wraz z nimi ilość osób, które skusiły się na promocje.

“Wielu klientów wykorzystało do zrobienia świątecznych prezentów okazje rabatowe i promocyjne związane z wydarzeniami, które miały miejsce pod koniec listopada. Wartość koszyka [w tym okresie] zwiększyła się o ok. 50%. Częściej też były wybierane opcje dostawy i płatności, które pozwalają zachować niespodziankę – pobranie, odbiór w paczkomacie lub w punkcie” – mówi Małgorzata Gromadowska, właścicielka sklepu ulubionabielizna.pl.

Jednak listopadowe promocje nie służą tylko rozładowaniu ruchu, który do tej pory kumulował się w grudniu. Czarne Piątki i Cybernetyczne Poniedziałki przyciągają do e-sklepów także nowych konsumentów. “Widzimy napływ nowych klientów w dniach wydarzeń promujących handel, a jednocześnie wzrost sprzedaży nienotowany wcześniej. Istotne jest, żeby przy okazji wydarzeń tego rodzaju promocje były autentyczne, co zwiększa zaufanie konsumentów nie tylko do samych eventów, ale przede wszystkim do sklepu biorącego udział w takiej akcji” – twierdzi Iza Sobolewska, kierownik ds. sprzedaży w superkoszyk.pl.

Na to, jak na tle atrakcyjnych promocji związanych z Black Friday i Cyber Monday zmieniła się rola Dni Darmowej Dostawy zwraca uwagę Piotr Baranowski, Business Development Director w sklepie naszezoo.pl: “Dzień Darmowej Dostawy to w większości bardzo małe zamówienia o wartości kilkudziesięciu złotych I rzadko kiedy mają coś wspólnego ze świątecznymi prezentami. Brak bariery kosztowej związanej z dostawą jest silnym impulsem do tego żeby “spróbować” zakupów w Internecie”.

Co znajdziemy pod choinką w 2016 r.?

O ile w 2015 r. najczęściej kupowanym prezentem były książki, w 2016 r. na czoło stawki wysunęły się kosmetyki i perfumy. Po raz pierwszy w czołowej dziesiątce raportu Deloitte znalazła się odzież sportowa, co potwierdza, że coraz więcej Polaków chce prowadzić zdrowszy tryb życia. Tradycyjnie popularne są gry komputerowe, płyty CD, ubrania, biżuteria i zegarki.

Jednak największym tegorocznym hitem zakupowym okazują się słodycze, które uplasowały się na 2. pozycji wśród prezentów dla dorosłych i po raz pierwszy w badaniach Deloitte zajęły 1. miejsce wśród prezentów dla nastolatków w wieku 12-18 lat. Ciekawym trendem w tym segmencie rynku dzieli się Andrzej Świderski, Dyrektor Zarządzający w e-torty.pl: “W okresie przedświątecznym zauważamy wzmożoną aktywność klientów z zagranicy. Polacy mieszkający poza krajem zamawiają swoim bliskim słodkości. To bardzo miły gest.” Ze względów praktycznych w branży cukierniczej, dostawa większości zakupów realizowana jest maksymalnie na kilka dni przed świętami. “Klienci zamawiają zarówno tradycyjne wypieki (by oszczędzić czas potrzebny na samodzielne pieczenie), jak i fantazyjne torty z cukrowymi gwiazdorami i pięknymi, klimatycznymi ozdobami w celu podkreślenia atmosfery Świąt” – dodaje Świderski.

W nowy rok wkroczymy “na bogato”

Jak podkreślili wszyscy rozmówcy NeoClick, świąteczna fala zakupowa tylko na chwilę opada 24 grudnia, by już pod koniec świąt ponownie narastać i wejść w nowy rok. W niektórych e-sklepach sprzedaż w styczniu przekracza nawet grudniowe wyniki. Przyczyną może być fakt, że wielu Polaków pod choinką znajduje także koperty z pieniędzmi i karty podarunkowe.

“Możemy powiedzieć, że już w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia klienci wracają do nas na zakupy. Korzystamy też na tym, że sklepy tradycyjne są wtedy zamknięte, a część ludzi – powiem to pół żartem, pół serio – jest już chyba znużona rodzinnymi biesiadami przy stole – przyznaje  Wojciech Tomaszewski, Dyrektor ds. Marketingu i E-Commerce w Answear.com. I dodaje: “Tak naprawdę możemy odpocząć przez chwilę dopiero w lutym.”

Nie da się zatem ukryć, że Internet nas zmienił. “Polski konsument coraz chętniej korzysta z wygody, jaką dają mu zakupy internetowe i przedłuża zakupowe szaleństwo, korzystając z ofert i promocji, jakimi rozpieszczają go e-sklepy” – komentuje Maciej Padjas, CMO i współzałożyciel NeoClick.

Nikogo więc zapewne nie zdziwi, że rok 2017 r. zapowiada się pod względem zakupowego ruchu internetowego jeszcze ciekawiej. Tego z pewnością życzyliby sobie zarówno konsumenci, jak i e-sprzedawcy.

—–

AUTOR: Przemysław Kornaś – Head of PR w NeoClick. NeoClick to system łączący e-płatności z logistyką w jednym wygodnym narzędziu przeznaczonym dla branży e-commerce.

Fed może poczekać na rozwój sytuacji. Ważne dane w cieniu wieczornych wydarzeń

Dzisiejszy dzień to przede wszystkim oczekiwanie na wieczór i najpierw decyzję Fed co do stóp procentowych i późniejszą konferencję Janet Yellen. Rynki nie mają wątpliwości, że stopy wzrosną o 25 pb, ale co do tego jaki będzie komunikat zdania są podzielone. Taka sytuacja powoduje, że zmienność będzie spora zanim obrany zostanie docelowy kierunek ruchów na walutach.

Rewizja danych makro póki co niepotrzebna

Rozsądek podpowiada, że tak poważna instytucja jak Fed nie powinna się opierać na niejasnych założeniach. Póki plany nowego prezydenta nie wejdą w życie trudno się spodziewać przesadnego zacieśniania polityki monetarnej. Rewizja wzrostu gospodarczego, inflacji powinna być niewielka o ile w ogóle. Po co Fed miałby sobie robić “problem” w postaci nadmiernego wzrostu rentowności obligacji skarbowych oraz zbyt mocno aprecjonować dolara hamując tym samym eksport?

Stąd scenariusz “poczekamy-zobaczymy” jest bardzo możliwy, a także utrzymanie stanowiska dwóch podwyżek stóp w 2017 roku. Takie rozwiązanie z pewnością spowoduje ruch wzrostowy na EUR/USD, raczej krótkotrwały bo jednak w perspektywie kilku miesięcy to dolar będzie łakomym kąskiem dla inwestorów.

Funt rośnie po kolejnych dobrych danych

Dzisiaj o 10.30 poznaliśmy kilka istotnych danych z Wielkiej Brytanii. Stopa bezrobocia pozostaje na poziomie 4,8% od września a więc blisko kilkuletnich minimów na poziomie 4,7%. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wypadła całkiem nieźle, wynik 2,4 tys jest znacznie lepszy od prognoz i poprzedniego odczytu. Publikacje są wsparciem dla funta, który umacnia się od wczoraj po danych o inflacji.

Słabe odczyty ze strefy euro

Bardzo słabo z kolei wypadły dane o produkcji przemysłowej ze strefy euro. M/M nastąpił spadek o 0,1%. R/R mamy jeszcze wzrost 0,6% ale też jest to poniżej prognoz analityków. Mimo wszystko publikacje umknęły nieco inwestorom i reakcji nie było. EUR/USD nieco rośnie po spadku w ostatnich godzinach w rejony 1,0610.

Szereg publikacji z USA

Od 14.30 zaczną napływać dane z USA. Szczególnie sprzedaż detaliczna nie powinna obejść się bez echa mimo tego, że wszyscy czekają na wieczorne decyzje. Wrześniowe i październikowe odczyty pozytywnie zaskoczyły. Tym razem prognoza zakłada wzrost o 0,5%. O 15.15 poznamy odczyt produkcji przemysłowej w USA. Jest to determinanta późniejszego wskazania PKB za IV kwartał więc powinna być ważna dla dolara. Miejmy jednak świadomość, co nas czeka wieczorem więc ewentualne reakcje mogą być tylko krótkotrwałe.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polskie firmy usługowe zwalniają z innowacjami

Grzegorz Lewandowski Sales Group
Grzegorz Lewandowski, Prezes Zarządu Sales Group

Innowacyjność, pomysłowość to czynniki, które pozwalają zostawić w tyle konkurencję, gdy ta depcze po piętach. Tymczasem według GUS odsetek firm usługowych w Polsce, wykazujących aktywność innowacyjną w ostatnich latach spadł i wyniósł 10,6 proc. w skali kraju. Jak zatrzymać tendencję  spadkową?

Z najnowszych danych GUS wynika, że w latach 2013‐2015 aktywność innowacyjną w Polsce wykazało 10,6 proc. przedsiębiorstw usługowych i prawie dwa razy więcej, bo 18,9 proc. przedsiębiorstw przemysłowych. Co więcej aktywność innowacyjna firm usługowych spadła w stosunku do okresu z 2012-2014, kiedy to wynosiła 12,3 proc. W ramach innowacji produktowych, nowe lub istotnie ulepszone wyroby wprowadziło 11 proc. przedsiębiorstw przemysłowych, natomiast nowe lub istotnie ulepszone usługi zaledwie 3,7 proc.  przedsiębiorstw usługowych.

Być jak Ford

Jak pobudzić działalność innowacyjną w sektorze firm usługowych? Pokonanie labiryntu, w którym się znalazła firma, nie jest łatwe, co nie oznacza, że niemożliwe. Trudniej zrobić to polegając tylko na własnych siłach, łatwiej – powierzając część zadań specjalistom z zewnętrznej firmy. Robienie czegoś ślepo, zawierzając sobie, może się okazać wielkim błędem, a przede wszystkim stratą pieniędzy.

Jeśli jest coś, czego nie potrafimy zrobić wydajniej, taniej i lepiej niż konkurenci, nie ma sensu, żebyśmy to robili. Ta dewiza Henrego Forda, mistrza motoryzacji z początków XX wieku powinna pozostać w głowach przedsiębiorców także dziś. Wsparcie od zewnętrznego partnera z jego know how, to możliwość uniknięcia m.in. zbędnych inwestycji – mówi Grzegorz Lewandowski, Prezes Zarządu Sales Group, firmy specjalizującej się w outsourcingu procesów sprzedaży oraz procesów kadrowo-księgowych.

Warto powierzyć część swoich zadań zewnętrznej firmie. Taki model współpracy, tj. outsourcing, docenia coraz więcej przedsiębiorstw – według KMPG  43 proc. projektów realizowanych w Polsce przez duże firmy w ciągu ostatnich trzech lat była realizowana na zasadzie partnerstwa.

Główną motywacją dla przedsiębiorstw wybierających współpracę z inną firmą jest szybkość wdrożenia nowych rozwiązań (25 proc. firm), redukcja kosztów (25 proc.) i dostęp do nowych technologii, jakie daje im firma specjalizująca się w danych usługach (21 proc.).

Skupić się na najważniejszym

Outsourcing sprawdza się w firmie przede wszystkim w kwestiach formalnych związanych z rekrutacją, zatrudnieniem itd. Badania lekarskie, szkolenia BHP, rejestracja w ZUS-ie – wszystkie te powtarzalne procesy mogą się ciągnąć całymi tygodniami, co może pochłaniać bez reszty część kadry.

Również przygotowanie i przeprowadzenie skutecznej kampanii sprzedażowej opartej o telefony wychodzące i przychodzące, czyli stworzenie po prostu call center wymaga nieraz tytanicznej pracy, a czy daje gwarancję sukcesu? Niestety nie.

– Często przedsiębiorcy obawiają się, że powierzenie części zadań zewnętrznej firmie, oznaczać będzie pożegnanie się z niektórymi pracownikami. To uproszczenie – mówi Grzegorz Lewandowski z Sales Group. – Po prostu ta część będzie mogła zająć się tym, co bardziej potrzebne jest naszym przedsiębiorstwom, czyli poszukiwaniem innowacji. Ocenia się, że optymalizacja kosztowa związana z zatrudnieniem jest w stanie przynieść od 3 do nawet 18 proc. oszczędności od całości kosztów personalnych ponoszonych przez firmę  – dodaje.

Badanie gruntu

Firmy outsourcingowe nie działają po omacku, a wręcz przeciwnie. Potrzeby klienta zawsze są szczegółowo sprawdzane. Firma, z którą przedsiębiorca chce  odjąć współpracę przed wszystkim musi precyzyjnie swoje oczekiwania biznesowe, zdefiniować cel jaki chce osiągnąć.  – Firma nie powinna obawiać się określać czego „nie wie” – rolą kompetentnego usługobiorcy jest pomoc również w zakresie know how – tłumaczy Grzegorz Lewandowski. Wszystko to ma sprawić, że możemy mówić o usługach szytych na miarę.

Zagraniczne firmy uciekają z Polski

Na przestrzeni 2016 i 2015 roku o ponad 60 proc. spadła liczba zakładanych zagranicznych firm w naszym kraju. Z Polski uciekają spółki handlowe.

Spada zainteresowanie inwestorów zagranicznych Polską. Pokazują to twarde dane liczbowe. Zagraniczne podmioty nie inwestują w Polsce, nie zakładają nowych spółek, oddziałów, fabryk. Trend taki utrzymuje się od trzech lat. Przy czym jeśli w latach 2014 / 2015 tylko o blisko 4 proc. spadła liczba w Polsce zagranicznych oddziałów to już na przestrzeni lat 2015 / 2016 liczba ta spadła o 60 proc.

W 2016 roku (do końca listopada) firmy z zagranicy zdecydowały się na otworzenie 243 oddziałów w naszym kraju. W 2015 – 609, a w 2014 roku – 634. W sumie w ostatnich trzech latach w Polsce zarejestrowano blisko 1,5 tys. oddziałów firm zagranicznych.

– Przyczyn tak gwałtownego spadku upatruje się przede wszystkim w rosnącym poczuciu niepewności wśród przedstawicieli kapitału zagranicznego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Robert Kremser, dyr. ds. rozwoju biznesu w Bisnode Polska sp. z o.o.
Wydaje się, że wielu rezygnuje z bieżącej działalności w naszym kraju w obawie przed zapowiadanymi i wprowadzanymi ustawami, m.in. ustawie podatkowej, bankowej czy zapowiedź zakazu handlu w niedzielę. – Sytuacji nie poprawia niestabilność prawa – dodaje R.Kremser.

W ostatnich trzech latach wykreślonych ze wszystkich rejestrów zostało 365 firm będących oddziałami i filiami spółek zagranicznych. W 2016 roku wykreślono zagranicznych oddziałów 93, w 2015 roku – 180.

Z Polski uciekają spółki handlowe. W równym stopniu handlu detalicznego i hurtowego. Te stanowią 32,9 proc. ogółu wykreślonych spółek. Blisko 16 proc. to oddział zagranicznych firm z sektora produkcji przemysłowej. 12,6 proc. działalności naukowo-technicznej, 7,4 proc. to przedsiębiorstwa budowlane i blisko 7 proc. to odziały firm finansowych i ubezpieczeniowych.

Akcje rosną czekając na Fed

W atmosferze oczekiwania na środę, amerykańscy inwestorzy skupywali akcje. Na rynku walutowym wyraźne spowolnienie, z objawami zdenerwowania. Podobnie było na rynku ropy.

Czekając na dzisiejsze posiedzenie Fed, inwestorzy w USA zdołali wyciągnąć indeks DJIA na rekordowo wysoki poziom, czyli 19953.75 pkt. Wzrosty odnotowano też na pozostałych indeksach, w tym SP500. Na rynku forex obyło się bez większych zmian, których zakres dla eurodolara nie przekraczał -0.2%. Z niezdecydowaniem mieliśmy również do czynienia na rynku ropy, gdzie cena dla WTI wzrosła o 0.17%, podczas gdy cena Brent spadła o 0.36%. W Polsce tymczasem złoty umacniał się, a kursy indeksów giełdowych zyskiwały.

Przed dzisiejszym posiedzeniem Fed inwestorzy otrzymają też serię danych makro. Poznaliśmy już dane z Japonii gdzie zarówno indeks Tankan jak i produkcja przemysłowa wypadły gorzej od prognoz. Przed nami dane z brytyjskiego rynku pracy oraz produkcja przemysłowa ze strefy euro. Decyzja Fed będzie ogłoszona o godzinie 20:00, natomiast konferencja odbędzie się poł godziny później.

usdtry14122016r

Umocnienie dolara było szczególnie widoczne w ostatnich tygodniach w Turcji, której władze robią dziś wszystko, aby ratować kurs liry tureckiej. Rynek otarł się o górne ograniczenie kanału wzrostowego na 3.55. Wsparciem są teraz okolice 3.4. Wskaźnik RSI jest już mocno wykupiony. Możliwa jest zatem konsolidacja na obecnych poziomach, nie przekraczając 3.6. Trend wzrostowy zostanie zachwiany dopiero po zejściu w okolice 3.3.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Zmiany w tzw. ustawie antylichwiarskiej

Zaostrzenie przepisów karnych w zakresie wyzysku na podstawie umów cywilnych, zadośćuczynienia osobom będącym ofiarami oszustów i koniec z pożyczkami na niewielkie kwoty, których zabezpieczeniem są nieruchomości – to jedne z wielu zmian, które znalazły się w projekcie zmiany tzw. ustawy antylichwiarskiej. Obawy części firm budzi zapis dotyczący nowego limitu kosztów.

– Limit kosztów, który jest planowany do wprowadzenia jest znacznie niższy od obecnie obowiązującego. Jest on na tyle drastyczny, że spowoduje prawdopodobnie brak opłacalności w pożyczaniu pieniędzy przez instytucje pożyczkowe. To może spowodować pojawienie się szarej strefy – mówi newsrm.tv Tymon Zastrzeżyński, ekspert pozyczkaportal.pl. – Obecny limit wynosi 25 proc. kosztów pożyczki w formie bazowej, plus 30 proc. w skali roku. Proponowany limit ma wynosić 10 proc. prowizji i 10 proc. kosztów dodatkowych w skali roku. Przy pożyczkach na małe kwoty i krótkie okresy to są bardzo małe kwoty. Przy pożyczaniu tysiąca złotych jest to w skali roku tylko 200 zł. Samo sprawdzenie w bazie dłużników wynosi ponad 100 złotych. Należy pamiętać, że sektor tych krótkich pożyczek jest bardziej ryzykowny, więc takie firmy też muszą wkalkulować sobie koszt niespłacenia pożyczek przez część swoich klientów.

Fundacja FinTech Poland przygotowała raport „FinTech w Polsce – bariery i szanse rozwoju”, z którego wynika, że polskiemu sektorowi finansów i technologii niezbędne jest wsparcie w zakresie ułatwień regulacyjnych, stabilności prawa, a także stymulowania rozwoju konkurencji. Wartość całego rodzimego sektora FinTech, według Deloitte jest wyceniania na ok. 1 mld euro.

Nowy Lexus LC – więcej szczegółów przed rynkową premierą

Nowe coupe Lexusa trafi do salonów już na początku przyszłego roku. W oczekiwaniu na tę rynkową premierę poznajemy kolejne szczegóły dotyczące flagowego sportowego auta japońskiego producenta samochodów klasy premium.

Lexus LC 500, zaprezentowany w styczniu tego roku na North American International Auto Show w Detroit, jest seryjnym wcieleniem koncepcyjnego modelu LF-LC, pokazanego w tym samym miejscu cztery lata wcześniej. Zarówno LF-LC, jak i jego następca zostały uhonorowane prestiżowymi nagrodami EyesOn Design.

Zespołowi projektantów LC 500, którym kierowali główny inżynier Koji Sato i szef designerów Tadao Mori, udało się w bezprecedensowy sposób zrealizować idee koncepcyjnego LF-LC, wykorzystując najnowsze osiągnięcia technologii. Patrząc od frontu, dynamiczna stylistyka nadwozia rozwinięta jest wokół wydatnego grilla o charakterystycznym dla współczesnych Lexusów kształcie klepsydry, którego siatka zagęszcza się ku górze. Kształt ten możemy dostrzec patrząc nieco od góry w linii boków karoserii, z wystającymi krzywiznami przednich i tylnych błotników. Powraca on również pośrodku tylnej części nadwozia.

W śmiałe linie smukłej bryły auta zgrabnie wpisano potrójne reflektory LED, dzięki użyciu specjalnych soczewek zajmujące o połowę mniej miejsca niż konwencjonalne lampy LED, a także tylne lampy zespolone – przemyślnie umieszczone wewnątrz nich półprzejrzyste lustra nadają im wyraz hipnotycznej głębi, choć ich obudowy mają tylko 77 mm głębokości.

Nadwozie samochodu ma znakomitą aerodynamikę, której sprzyjają przemyślane i starannie dopracowane szczegóły, takie jak wloty powietrza z przodu przednich i tylnych błotników, poprawiające opływ strug powietrza z boków kół, czy niewielkie płetewki za lusterkami, stabilizujące przepływ wzdłuż boków nadwozia. Wszelkie elementy znajdujące się pod spodem auta osłonięte są wielką płytową owiewką. Spoiler na tylnej krawędzi bagażnika wysuwa się automatycznie, gdy prędkość przekracza 80 km/h, dociskając tył pojazdu do jezdni.

Nowa platforma

Konstrukcję Lexusa LC oparto na nowej platformie GA-L (Global Architecture – Luxury), zapewniającej zwiększenie sztywności i bezpieczeństwa struktury przy jednoczesnym obniżeniu jej masy. Dzięki zastosowaniu platformy GA-L uzyskano też bardzo niskie położenie środka masy i optymalny rozkład masy między przodem i tyłem pojazdu – dla wersji z napędem konwencjonalnym wynosi on 54/46, dla wersji hybrydowej 52/48.

Do łączenia elementów nadwozia, oprócz spawania na szeroką skalę zastosowano klejenie – łączna powierzchnia spoin klejonych to aż 73 m² (w aktualnym modelu IS jest to 21 m²). W budowie nadwozia wykorzystano stal o wysokiej i bardzo wysokiej wytrzymałości, pokrywę silnika, błotniki i przednią ramę przestrzenną wykonano z aluminium. Aluminiowe są też zewnętrzne panele drzwi, zaś panele wewnętrzne to węglowy kompozyt CSMC (Carbon Fiber Reinforced Sheet Molding Compound) – w ten sposób uzyskano masę drzwi o 47% mniejszą, niż gdyby zrobiono je ze stali. Aluminiowe kolumny zawieszenia są dwukrotnie mocniejsze od konwencjonalnych, a przy tym są o 42% lżejsze. Dla zwiększenia sztywności przedniej części auta w komorze silnika umieszczono sześć belek usztywniających. W wersji sportowej przewidziano większy udział kompozytów zbrojonych włóknem węglowym (CFRP) – z tego materiału wykonany będzie również dach.

Aby zachować niskie położenie maski znane z koncepcyjnego LF-LC, skonstruowano zupełnie nowe, wielowahaczowe zawieszenie przednie z górnymi wahaczami z kutego aluminium o podwójnych przegubach, zapewniających dokładne odwzorowanie ruchu dolnych wahaczy.

Nowatorskie napędy

Napęd Lexusa LC 500 stanowi pięciolitrowy, wolnossący silnik V8 2UR-GSE z bezpośrednim wtryskiem paliwa D-4S – ulepszona jednostka znana z modeli RC F i GS F. Działaniem jego 32 zaworów steruje zoptymalizowany system VVT-i, umożliwiający również pracę w oszczędnym cyklu Atkinsona. Silnik rozwija maksymalną moc 477,5 KM przy 7100 obr./min i maksymalny moment obrotowy 540 Nm przy 4800 obr./min, zapewniając przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie krótszym od 4,5 sekundy. Zastosowana skrzynia biegów to pierwsza w samochodzie luksusowym dziesięciobiegowa przekładnia automatyczna.

Hybrydowa jednostka napędowa Lexusa LC 500h wykorzystuje 24-zaworowy, 3,5 litrowy silnik V6 8GR-FXS o mocy 299 KM przy 6600 obr./min i maksymalnym momencie obrotowym 348 Nm przy 4900 obr./min współpracujący z silnikiem elektrycznym. Umieszczony za tylnymi siedzeniami  litowo-jonowy akumulator trakcyjny o 84 ogniwach daje napięcie 310 V i jest o 20% mniejszy oraz o 20 kg lżejszy, niż akumulator NiMH o analogicznej pojemności. Między jednostką hybrydową a tylnym mostem zastosowano dodatkową, czterobiegową przekładnię automatyczną, pozwalającą uzyskać lepsze osiągi samochodu i obniżyć prędkość obrotową silnika spalinowego przy dużych prędkościach, a tym samym zmniejszyć hałas w kabinie. Łącznie z przekładnią obiegową układu hybrydowego daje ona 10 wirtualnych biegów, zapewniając kierowcy lepsze wyczucie samochodu i większą przyjemność z jazdy.

Analogiczny efekt daje dziesięciobiegowa przekładnia w Lexusie LC 500, zestrojona tak, by zmiany przełożeń następowały rytmicznie i pozwalały optymalnie wykorzystać możliwości silnika.

Auto będzie dostępne z 20-calowymi obręczami odlewanymi z aluminium albo 20- lub 21-calowymi kutymi obręczami aluminiowymi. Opony typu run-flat umożliwią przejechanie po utracie ciśnienia do 160 km z prędkością do 80 km/h.

Komfort i bezpieczeństwo

Wykończone starannie skórą i alcantarą, wnętrze Lexusa LC podzielone jest na trzy strefy: kierowcy, pasażera przedniego fotela i pasażerów zajmujących miejsca z tyłu. Miejsce kierowcy zoptymalizowano pod kątem prowadzenia pojazdu, pasażer siadający z przodu ma zapewnione maksimum komfortu. Ergonomiczne fotele, których projektowanie trwało dwa lata, podczas których przetestowano 50 różnych prototypów, dostępne są w dwóch wersjach – standardowej i sportowej, o oparciu ukształtowanym w sposób zapewniający lepsze trzymanie pleców. Wielofunkcyjna kierownica ma obręcz o zmiennym przekroju, poprawiającym uchwyt przy dynamicznej jeździe. Zestaw wskaźników zrealizowano za pomocą 8-calowego wyświetlacza, którego zawartość – podobnie, jak w kultowym supersamochodzie Lexus LFA – dostosowuje się do trybu jazdy i sytuacji. Pokrętło przełącznika trybów jazdy, również wzorem LFA, umieszczono po prawej stronie obudowy zestawu wskaźników. Lexus LC dostępny będzie z nowym, kolorowym wyświetlaczem projekcyjnym HUD.

Standardowe wyposażenie Lexusa LC stanowi dwunastogłośnikowy system audio firmy Pioneer z ośmiokanałowym wzmacniaczem klasy D. Cztery podwójne głośniki umieszczone są w słupkach A i C, dwa głośniki niskotonowe w drzwiach, głośnik średniotonowy w centralnej konsoli, a subwoofer z tyłu. Dla audiofilów przewidziano referencyjny system Mark Levinson z 13 głośnikami i 11-kanałowym wzmacniaczem klasy D o mocy 915 watów.

Lexus LC będzie standardowo zaopatrzony w pakiet bezpieczeństwa czynnego Lexus Safety System +, obejmujący m.in. system ochrony przedzderzeniowej, aktywny radarowy tempomat, system przeciwdziałania niezamierzonemu opuszczeniu pasa ruchu i automatyczne światła drogowe. Ciekawostką jest system automatycznie unoszący pokrywę silnika w racie kolizji z pieszym, co zmniejsza przeciwdziała odniesieniu przez niego poważniejszych obrażeń.

Lexus LC dostępny będzie w 12 kolorach, w tym dwóch nowych: Structural Blue (można go było zobaczyć podczas premiery modelu LC 500h) i oraz Flare Yellow. Do wyboru będą również cztery kolorystyki wnętrza.

Lexusy LC będą produkowane w fabryce Motomachi, tej samej, w której powstała limitowana seria 500 supersamochodów Lexus LFA.

Arendarski, KIG: Działania rządu są skierowane przeciwko budowie klasy średniej w Polsce

Każdy rząd dba o budowę klasy średniej w swoim kraju. Właśnie ta klasa jest grupą najbardziej rozwojową, która napędza go oraz jest ważną grupą konsumencką, która wpływa na rynek. W polskiej klasie średniej za dobrze się nie dzieje, ponieważ ostatnie uchwalone prawa bardzo dotykają ją w negatywny sposób. Klasa średnia wskutek wprowadzenia kwoty wolnej od podatku – która jest uzależniona od wysokości zarobków – będzie ofiarą tych zmian.

– Kwota wolna od podatku znika dla klasy średniej – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Dla większości – ponad 20 milionów – pracujących nic się nie zmieni, natomiast osoby zarabiające bardzo niskie kwoty odczują niewielkie zmiany. Drugą kwestią jest podniesienie podatku liniowego dla osób samozatrudnionych. Przypominam, że podatek w tym przypadku obecnie wynosi 19%. Jeżeli te osoby zostaną objęte stawką progresywną, to ich dochody drastycznie zmaleją. Część z nich pewnie przejdzie do „szarej” strefy – np. osoby żyjące z usług dla ludności – lub część może zaprzestać swojej działalności gospodarczej, ponieważ przy takich obciążeniach nie będzie to dla nich opłacalne. Te dwa przykłady są skierowane przeciwko budowie klasy średniej, która – ponownie powtarzam – jest niezwykle ważna rozwoju gospodarczego i społecznego w każdym kraju – dodaje Arendarski.

Co w portfelu inwestora? To zależy, ile inwestor ma lat

Bartosz Grejner, analityk finansowy Cinkciarz.pl
Bartosz Grejner, analityk finansowy Cinkciarz.pl

Już w chwili, w której odbieramy pierwszą pensję w życiu, warto pomyśleć o tym, by część zarobionych pieniędzy odłożyć i zainwestować. Jak się do tego zabrać, dlaczego nie warto zwlekać z podjęciem decyzji o inwestowaniu i jak zmieniać strukturę zainwestowanych środków wraz z rozwojem kariery zawodowej i upływem lat – wyjaśnia Bartosz Grejner, analityk finansowy Cinkciarz.pl.

Nie każda inwestycja jest odpowiednia dla każdego, podobnie jak nie każdy okres jest dobry na każdą inwestycję. Lepsze zrozumienie, kiedy i w co inwestować, zwiększy prawdopodobieństwo uniknięcia problemów i umożliwi zgromadzenie większego kapitału.

Początki kariery, wiek 20-29 lat

Z reguły właśnie wtedy podejmujemy pierwszą stałą pracę bądź zakładamy własną działalność gospodarczą, a przy tym myślimy o założeniu rodziny.

To także moment, w którym powinniśmy zacząć wyrabiać dobre nawyki zarządzania naszymi pieniędzmi. Wszystko po to, by część dochodów zainwestować w lepszą przyszłość. Największym atutem rozpoczęcia inwestowania w tym okresie jest czas. Dzięki temu, że mamy go dużo, jesteśmy potencjalnie o wiele bardziej odporni na kryzysy występujące na rynkach, czy też cykle koniunkturalne. Dlatego wybierając produkty inwestycyjne, dobrym pomysłem może być stworzenie portfela inwestycyjnego w przeważającej mierze zbudowanego z akcji. Od nas zależy, jaki procent naszego portfela będą one stanowiły. Im większa nasza skłonność do podejmowania ryzyka, tym większy udział procentowy akcji czy też funduszy akcyjnych. Dobierając pojedyncze spółki lub fundusze, warto zastanowić się, czy postawić na blue chipy, czyli akcje spółek potencjalnie największych i najbardziej stabilnych, wchodzących w skład największych indeksów giełdowych – np. w Polsce WIG20, a w USA Dow 30 – czy też na akcje średnich lub mniejszych spółek, licząc na nieco większy potencjalny wzrost ich wartości.

Wybór nie jest prosty, gdyż akcji czy funduszy akcyjnych jest wiele. Wszystko w zasadzie zależy od indywidualnych celów, horyzontu czasowego i wspomnianej skłonności do ryzyka. Jeśli wykluczymy ponadprzeciętną niechęć do ryzyka oraz zbytnią skłonność do jego podejmowania, to bezpiecznie przyjmijmy, że nasz portfel wypełnią po części relatywnie bezpieczne blue chipy, akcje spółek wypłacających cykliczną dywidendę o relatywnie ograniczonej stopie wzrostu oraz akcje średnich i małych spółek wykazujących największy potencjał wzrostowy spośród wymienionych. Można też wybrać odpowiednie do wymienionych fundusze inwestycyjne, jednakże należy pamiętać, aby je również różnicować, minimalizując tym samym ryzyko związane z zarządzającymi nimi ludźmi. W idealnej sytuacji akcje czy fundusze, a w zasadzie którekolwiek z naszych przedmiotów inwestycyjnych, powinny być jak najmniej skorelowane ze sobą. W ten sposób dodatkowo ograniczamy potencjalne fiasko całego przedsięwzięcia.

Rozwój zawodowy i szczyt kariery, wiek 30-49 lat

To lata, w których zaczynamy coraz więcej zarabiać, a siła nabywcza naszego wynagrodzenia jest coraz większa, stąd jesteśmy w stanie więcej odkładać. Jeżeli zaczęliśmy inwestować wcześniej, to już w tym okresie powinniśmy zobaczyć efekty. Nadal prawdopodobnie mamy przed sobą jeszcze kilka dekad aktywności zawodowej, więc relatywnie sporo czasu, aby zainwestowany kapitał mógł na nas „zapracować”. Stąd nasze cele inwestycyjne mogą być nastawione przede wszystkim na wzrost wartości. Niemniej z tyłu głowy już powinna przebijać się myśl o ochronie naszego kapitału czy też ochronie zysków z wcześniej poczynionych inwestycji. Dlatego udział najbardziej ryzykownych aktywów (np. wspomnianych akcji, funduszy) w naszym portfelu inwestycyjnym, powinien nieco zmaleć na rzecz tych relatywnie bezpieczniejszych (np. obligacje). W jakich proporcjach? To mocno indywidualna sprawa, ale w uogólnieniu przydaje się stosowanie praktycznej zasady, którą można przyjąć za poziom wyjściowy: „100 minus wiek”. I tak oto portfel inwestycyjny 50-latka mógłby się składać w połowie z bardziej ryzykownych akcji. W podobnym schemacie następowałaby wymiana funduszy akcyjnych.

Blisko emerytury, wiek 50-75 lat

Jesteśmy w okresie, w którym ochrona kapitału powoli zaczyna odgrywać kluczową rolę. W tym wieku należy przemyśleć plan i horyzont czasowy stopniowych wypłat zysków z inwestycji. Udział akcji powinniśmy sukcesywnie zmniejszać na rzecz obligacji, gotówki czy też lokat. Natomiast wśród pozostawionych akcji dominujący udział powinny zyskać blue chipy i spółki regularnie wypłacające dywidendę. Nadchodzi moment, w którym najczęściej krok po kroku wyzbywamy się relatywnie bardziej ryzykownych akcji małych i średnich spółek. Nie trzeba jednak zupełnie rezygnować z tych bardziej ryzykownych aktywów – akcji czy funduszy. Największym wrogiem w tym okresie może okazać się inflacja, z którą obligacje i lokaty niekoniecznie sobie poradzą, co z kolei będzie zmniejszało siłę nabywczą naszego kapitału.

Tworząc wspomniany plan wypłat z inwestycji, musimy też przemyśleć, czy waluta, którą zgromadziliśmy, pokryje się z tą, w której będziemy rozliczać nasze wydatki. Chodzi tu np. o planowane wyjazdy na wakacje. Może się okazać, że siła nabywcza naszych inwestycji stanie się relatywnie niższa, o ile zostanie wyrażona w innej walucie. Dlatego istotne jest, aby zabezpieczyć się przed tym, odpowiednio wcześnie wymieniając walutę i eliminując w ten sposób ryzyko skoków kursów, które w skrajnych przypadkach mocno utrudniają życie.

Bez względu na to, czy mamy dziś 20, czy też 40 lat, nie odkładajmy decyzji o inwestowaniu na później. Im wcześniej zaczniemy mądrze zarządzać swoimi pieniędzmi, tym bardziej czas będzie nam sprzyjał, niwelując wpływ kryzysów, polityki, łagodząc cykle koniunkturalne. Przede wszystkim natomiast należy pamiętać, że nasze podejście do inwestycji powinno dojrzewać wraz z nami.

Badanie na temat nastrojów gospodarczych wśród mikro- i małych firm w Polsce

Wśród małych przedsiębiorców w Polsce przybyło pesymistów, którzy negatywnie oceniają ogólną sytuację i perspektywy rozwoju swoich firm. Dodatkowo prawie trzy czwarte z nich nie ma zaufania do decyzji podejmowanych przez rządzących. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net, dotyczącego nastrojów gospodarczych wśród mikro- i małych firm w pierwszej połowie 2016 roku.

Badanie zostało przeprowadzone po raz siódmy na próbie 1100 przedstawicieli mikro- i małych firm. Ankietowani ocenili kondycję swoich firm, a także wpływ decyzji rządowych na prowadzoną przez siebie działalność gospodarczą oraz funkcjonowanie polskiej gospodarki.

Właścicielom najmniejszych firm coraz trudniej prowadzić biznes

Prognozy ekonomiczne na 2016 zakładały, że ten rok będzie dobry dla polskiej gospodarki – ze wzrostem PKB na poziomie 3,6-3,8 proc. Jednak wedle obecnych prognoz całoroczny wzrost PKB może nie przekroczyć 3 proc. To spowolnienie wyraźnie odczuły najmniejsze firmy na rynku. Szczególnie dał im się we znaki pogłębiający się trend spadkowy w poziomie sprzedaży. Wprawdzie 44,2 proc. firm utrzymało sprzedaż w pierwszej połowie 2016 roku na tym samym poziomie, to jednak wśród pozostałych znacznie więcej zanotowało spadki (33,6 proc.) niż wzrosty (22,2 proc.).

Niższa sprzedaż i wynikające z tego pogorszenie się wyników finansowych znajduje także odzwierciedlenie w słabej ocenie przedsiębiorców ogólnej sytuacji ich firm. W najlepszym razie można tu mówić o stagnacji z trendem spadkowym: 44,2 proc. firm nie odczuło zmiany ani na lepsze, ani na gorsze. Pozostałe firmy znacznie częściej mówiły, że im się pogorszyło (33,1 proc.) niż poprawiło (23,7 proc.).

Małe firmy – przybywa pesymistów i nieufających rządowi

„Na funkcjonowanie małego biznesu nie mają wpływu oceny makroekonomistów dotyczące kondycji gospodarki, lecz w głównej mierze czynniki w skali mikro, tj. pozycja marki wśród lokalnych klientów, poziom obsługi klienta, wydatki na reklamę. Do tego dochodzi przekonanie przedsiębiorców o własnych możliwościach i umiejętnościach budowania przewagi konkurencyjnej oraz szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby rynku. To przede wszystkim daje przedsiębiorcom wiarę, że są w stanie utrzymać firmę w trudnych warunkach rynkowych. Już dawno zauważyli oni, że tylko własny wysiłek wniesiony w rozwój firmy może przynieść realny sukces” – tłumaczy wyniki badania Michał Kurczycki, dyrektor zarządzający Firmy.net.

Najsłabiej w przemyśle i budownictwie

W I połowie 2016 roku tendencją pogorszenia się sytuacji ogólnej charakteryzowały się firmy we wszystkich sektorach gospodarki. Najtrudniejsza sytuacja wystąpiła w sektorze przemysłu i budownictwa, w których tendencja spadku popytu, poziomu cen oraz pogorszenie się sytuacji finansowej osiągnęła najwyższy poziom na tle innych sektorów. W przypadku budownictwa nastąpiła diametralna zmiana nastrojów wśród właścicieli w porównaniu z poprzednim półroczem, kiedy ich firmy były w najlepszej kondycji z całej gospodarki.Rys2 Sytuacja ogolna firm w I polowie 2016 wg sektorow ekonomicznych

Rosnące koszty pracownicze wpływają na niski poziom zatrudnienia

Na przestrzeni ostatnich 3 lat zdecydowana większość mikroprzedsiębiorców utrzymywała stały poziom zatrudnienia. Wśród firm, które decydowały się na zmianę liczby pracowników, widoczna jest fluktuacja między trendem wzrostowym a spadkowym. W I półroczu 2016 r. nastąpiła zmiana trendu w poziomie zatrudnienia z wzrostowego w 2015 roku na spadkowy – nieznacznie większy odsetek firm (11,4 proc.) decydował się na zwalnianie, w porównaniu do grupy firm (10,3 proc.) zatrudniających nowych pracowników. W bieżącym półroczu ogólna tendencja zmiany poziomu zatrudnienia ma charakter niewielkiego wzrostu.

Przedsiębiorcy, którzy nie planują zwiększenia liczby zatrudnionych osób, najczęściej (ponad 1/3) nie widzą takiej potrzeby, ponieważ obecny poziom zatrudnienia jest w ich opinii optymalny. Inne najczęściej wskazywane powody niezatrudniania nowych osób to wciąż rosnące koszty pracownicze (26,8 proc.) oraz trudna sytuacja finansowa (16,5 proc.).

Przyczyny braku planow zatrudnienia nowych pracownikow w II polroczu 2016

Zaufanie do decyzji rządowych coraz niższe

W I półroczu 2016 roku 73 proc. ankietowanych przedsiębiorców wyraziło brak zaufania do decyzji rządowych, wśród nich zdecydowanie na nie jest 45,1 proc., a raczej na nie 27,9 proc. respondentów. Grupa zwolenników obecnego rządu wynosi 15,7 proc.. Pozostała grupa (11,3 proc.) nie wskazała swojego stanowiska.

„Brak pewności co do zamierzeń i planów rządu sprawiły, że osoby prowadzące działalność gospodarczą z niepokojem obserwują sytuację. Największe obawy budzą zmiany związane z podnoszeniem kosztów i obciążeń finansowych. Ponad połowa przedsiębiorców najbardziej obawia się zmian w zakresie wzrostu kosztów zatrudnienia i obciążeń podatkowych (51,1 proc.), a także wzrostu płacy minimalnej (9,9 proc.). Ich obawy wynikają przede wszystkim z obecnej bardzo trudnej sytuacji finansowej spowodowanej spadającym poziomem popytu i cen oferowanych na rynku towarów i usług. W związku z dalszym pogarszaniem się sytuacji firm, wiele obaw wśród przedsiębiorców budzą wszystkie decyzje rządu, również te, które dotyczą polityki socjalnej i programu 500+” – komentuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

Zwolennicy rządu wierzą w poprawę warunków prowadzenia działalności, które wiążą się przede wszystkim ze zmianami w zakresie spadku kosztów zatrudnienia i podatków (43,8 proc.), a więc z ograniczeniem kosztów stałych działalności firm, które w obecnej trudnej sytuacji finansowej są bardzo wysokim obciążeniem. Przedsiębiorstwa oczekują również od rządu uproszczenia systemu podatkowego, przepisów w aktach prawnych, zminimalizowania biurokracji, zwiększenia kwoty wolnej od podatku oraz zapobiegania unikania płacenia podatków przez korporacje transnarodowe.

Pełne wyniki badań można znaleźć w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes – 2016”.

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz siódmy w czerwcu 2016 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1100 przedstawicieli małych firm (47,1 proc. firm jednoosobowych, 46,1 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,8 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową – 65,5 proc., 17,9 proc. – handlową, 11,1 proc. – budowlaną, 4,9 proc. – przemysłową, a 0,6 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

ABS Investment S.A. w akcjonariacie Mode S.A.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, dokonała zakupu akcji notowanej na alternatywnym rynku Spółki Mode S.A. i przekroczyła próg 5% głosów na jej WZA. ABS Investment S.A. zamierza aktywnie uczestniczyć w dalszym rozwoju tego podmiotu.

Spółka poinformowała o nabyciu 300.000  szt. akcji Mode S.A. i posiada obecnie 385.000 szt. akcji, co stanowi ponad 6% głosów na jej WZA. Podmiot ten jest notowany na rynku NewConnect od listopada 2011 r. i zajmuje się produkcją wysokiej jakości nowatorskich rozwiązań służących do automatycznego generowania fotografii produktów oraz ich prezentacji w formacie 360°. Urządzenia znajdujące się w ofercie Mode S.A. są sprzedawane przez dealerów i agentów w 20 krajach na świecie. Głównymi odbiorcami jej produktów są przede wszystkim agencje reklamowe, fotografowie, sklepy internetowe, muzea, a także producenci oraz sprzedawcy biżuterii i zegarków. ABS Investment S.A. wiąże bardzo duże nadzieje z nową inwestycją i będzie chciało aktywnie uczestniczyć w dalszym rozwoju Mode S.A. Emitent ma również zamiar skutecznie wykorzystywać efekty synergii wynikające z potencjalnej współpracy z innymi podmiotami wchodzącymi w skład jego portfela inwestycyjnego.

„Spółce Mode przyglądałem się od kilku lat. Zainteresowanie było spowodowane innowacyjnym produktem, jakim ona dysponuje. Wydaje się, że istnieje spora możliwość uplasowania tego produktu również u innych spółek z portfela i otoczenia ABS. Jestem również przekonany, że zastosowanie urządzenia jest o wiele szersze niż to, na jakie wskazuje obecna struktura sprzedaży. Mam nadzieję, że wraz z innymi Akcjonariuszami Mode znajdziemy sposób na dynamiczny rozwój tej firmy, po nieco słabszym ostatnim okresie.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

W minionym tygodniu na rynku NewConnect zadebiutowała spółka portfelowa ABS Investment S.A. – Outdoorzy S.A., w której Emitent posiada akcje stanowiące 35,24% udziału w jej kapitale zakładowym oraz tyle samo udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Spółka ta zakończyła pierwszy dzień notowań 72% wzrostem kursu akcji w stosunku do kursu odniesienia i był to zarazem jeden z najlepszych tegorocznych debiutów na alternatywnym rynku. Outdoorzy S.A. działają w branży e-commerce i zajmują się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego. Spółka pozyskała w ofercie prywatnej środki w wysokości 625 tys. zł, które przeznaczyła m.in. na zwiększenie zatowarowania swojego magazynu, aby móc realizować zamówienia w opcji wysyłki w ciągu 24 godzin. Outdoorzy S.A. zamierzają również wprowadzić responsywną wersję sklepu, która pozwoli na korzystanie z niego użytkownikom urządzeń mobilnych.

W listopadzie br. ABS Investment S.A. dokonał nabycia akcji notowanej na rynku NewConnect Spółki SferaNET S.A. i przekroczył próg 10% udziału w ogólnej liczbie głosów na jej WZA. Podmiot ten działa w branży telekomunikacji i podwyższył w ostatnim czasie swoje prognozy finansowe na 2016 r. Spółka przewiduje, że wypracuje w tym roku zysk EBITDA na poziomie 1 mln zł oraz przychody netto ze sprzedaży w wysokości 4,4 mln zł. Po trzech kwartałach 2016 r. zysk EBITDA SferaNET S.A. ukształtował się na poziomie ponad 834 tys. zł, a kwota przychodów netto ze sprzedaży przekroczyła 3.532 tys. zł. Z kolei inna ze spółek portfelowych ABS Investment S.A. – LS Tech-Homes S.A. pozyskała w październiku 2016 r. istotny kontrakt na realizację budynków mieszkalnych w Berlinie. Jego wartość netto wynosi blisko 9,5 mln EUR. Pozyskane zamówienie powinno w znaczący sposób wpłynąć na wyniki finansowe i dalszy rozwój działalności tej spółki.

„Znakomity debiut Outdoorzy S.A. to efekt bardzo dobrej, dwuletniej współpracy ABS z Zarządem tej Spółki. Zmiany, jakie dokonały się w niej w obszarze biznesowym, organizacyjnym, sprzedażowym oraz marketingowym są naprawdę imponujące. Liczę na dalszy bardzo dynamiczny rozwój tej firmy i jestem przekonany, że ok. 200% zysku dla ABS w dniu debiutu to dopiero początek pozytywnych efektów dla nas związanych z tą inwestycją. Na pochwałę zasługuje również SferaNET S.A. – spółka również bardzo dobrze zarządzana, której wyniki finansowe są w tym roku lepsze od zakładanych, co spowodowało podniesienie prognoz finansowych na rok 2016. Przed tą firmą wielka szansa w kolejnych latach, żeby zrobić ogromny skok do przodu w związku z planowaną dystrybucją wysokich środków dotacyjnych w obszarze działania tej spółki. W fazę komercjalizacji, jak się potocznie mówi, wkroczył również najtrudniejszy i długo trwający projekt LS Tech-Homes S.A., czego efektem jest pierwszy, bardzo duży kontrakt, który powinien być kołem zamachowym dalszego rozwoju tego podmiotu.” – podsumowuje Jarosz.

ABS Investment S.A. w dalszym ciągu realizuje działania mające na celu rozbudowę portfela inwestycyjnego o interesujące i perspektywiczne spółki, które mogą pozwolić na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu z inwestycji. Emitent dąży także do wykorzystania efektów synergii, które mogą wynikać z intensyfikacji współpracy pomiędzy jego spółkami portfelowymi. Na koniec września 2016 r. w skład portfela inwestycyjnego ABS Investment S.A. wchodziło 20 spółek publicznych oraz 14 podmiotów niepublicznych, a jego łączna wartość przekroczyła wartość 21,25 mln zł. Emitent zgodnie ze swoją polityką inwestycyjną preferuje spółki dywidendowe, a łączna wartość przychodów z tego tytułu wyniosła w tym roku ponad 85 tys. zł.

Zarząd Spółki podtrzymuje prognozy finansowe na 2016 r., które zakładają osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Z kolei prognozowana wartość aktywów ABS Investment S.A. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec br. od 3,60 zł do 4,00 zł. Na koniec 3 kw. 2016 r. wartość aktywów Emitenta na 1 akcję ukształtowała się na poziomie 3,29 zł, co stanowiło 91,39% dolnej granicy prognozy finansowej.

ABS Investment S.A. utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową i niski poziom zadłużenia. Emitent wypłacił w tym roku dywidendę z zysku za 2015 r. w wysokości 0,06 zł na akcję. Spółka realizuje również dwa programy skupu akcji własnych – skup A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu. Spółka jest zakwalifikowana do segmentu rynku NewConnect – NC Focus.

Kolejny rok i kolejna grudniowa podwyżka stóp procentowych Fed

Kolejny rok i kolejna grudniowa podwyżka stóp procentowych Fed. Rynki są pewne, że posiedzenie FOMC przyniesie ruch o 25 pb, ale nie ma jednomyślności odnośnie tego, co Fed zasygnalizuje na dalszy okres. Różnica poglądów oznacza zmienność, ale najbliższe godziny to miarowe odliczanie do wieczora. Poczekamy, zobaczymy.

Oczekujemy, że Fed nie dokona większych zmian w swoim nastawieniu ani prognozach. Ostatnie tygodnie przyniosły spekulacje, że wygrana Trumpa i plany ekspansji fiskalnej skłonią Fed do bardziej agresywnej postawy, jednak póki plany nowej administracji nie są zatwierdzonymi ustawami, wątpliwe jest, aby Fed był gotowy ustawiać politykę monetarną na niejasnych założeniach. Stąd rewizje prognoz wzrostu i inflacji (w górę) oraz stopy bezrobocia (w dół) powinny być niewielkie, by nie budować przekonania, że gospodarka zmierza do przegrzania. Fed powinien też pozostać przy prognozie dwóch podwyżek w przyszłym roku i trzech w 2018 r. Sugestia bardziej agresywnego zacieśniania ryzykuje zbudowaniem przeświadczenia, że Fed widzi taką potrzebę zanim jeszcze poznał szczegóły projektów fiskalnych. Ponadto Fed nie ma interesu w prowokowaniu rynków do wyprzedzającego zawyżania kosztów kredytu (przez wzrost rentowności obligacji skarbowych) oraz pogarszania konkurencyjności amerykańskich firm (przez aprecjację USD). Strategia „wait-and-see” (lub swojsko: „poczekamy-zobaczymy”) wydaje się najrozsądniejszym podejściem.

Łagodny przekaz komunikatu i konferencji nie zmienia faktu, że podwyżki w przyszłym roku będą miały miejsce, co wyróżnia Fed na tle innych banków centralnych G10 i premiuje USD w średnim i długim terminie. Jednak pod kątem aktualnego pozycjonowania inwestorów może być impulsem do „sprzedaży faktów” i redukcji pozycji. USD może ucierpieć na przetasowaniach, a skorzystają waluty rynków wschodzących, które po listopadowym rajdzie są najbardziej poobijane, zatem jest szansa na przedświąteczne umocnienie złotego. USD/JPY może być wstępnie znokautowany przez tąpnięcie rentowności obligacji skarbowych USA, ale szeroki apetyt na ryzyko powinien pobudzać od odbicia kursu na dalszym etapie. EUR/USD ma szklany sufit w gołębiej postawie ECB (zarysowanej w ubiegłym tygodniu), co będzie przyspieszać podbieranie przecenionego dolara jeszcze poniżej zeszłotygodniowych szczytów (1,0874).

Kalendarz na dziś zawiera więcej niż tylko decyzję Fed, ale wątpliwe jest, czy dane będą w stanie skupić uwagę uczestników rynku na dłużej. Dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii dalej nie pokazują nerwowości związanej z Brexitem. Stopa bezrobocia pozostaje na 4,8 proc., choć obecny od kilku miesięcy wzrost liczby zarejestrowanych bezrobotnych miesza w tym obrazie. W USA sprzedaż detaliczna ma wzrosnąć w listopadzie o 0,3 proc. przy ogólnie dobrych nastrojach konsumentów. Wyprzedaże po Święcie Dziękczynienia mogą też odcisnąć piętno. Produkcja przemysłowa może zwolnić (-0,3 proc.) na sezonowych przestojach produkcji. Ponadto na dalszym planie jest produkcja przemysłowa z Eurolandu i saldo rachunku bieżącego z Polski. Rynek ropy naftowej będzie śledził odczyt Departamentu Energii USA o zmianie zapasów ropy. Konsensus zakłada spadek o 1,35 mln baryłek, ale wczoraj raport API wskazał na wzrost o 4,68 mln.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ergis rozwija produkcję folii nano stretch. Na przyszłoroczne wyniki wpływ mogą mieć rosnące ceny surowców polimerowych

Ergis rozwija produkcję folii nano stretch. Na przyszłoroczne wyniki wpływ mogą mieć rosnące ceny surowców polimerowych 1

Ergis, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo-Wschodniej, zwiększa prace badawczo-rozwojowe. Firma inwestuje przede wszystkim w produkcje folii stretch nanoErgis, na którą zapotrzebowanie rośnie o 30 proc. rocznie. W II kw. 2017 roku Ergis planuje uruchomić trzecią linię produkcyjną, która ma zwiększyć moce produkcyjne o 40 proc. Na wyniki firmy w 2017 roku mogą wpłynąć rosnące ceny surowców polimerowych.

Walczymy o zachowanie przewagi konkurencyjnej w nano stretchu. Zdecydowaliśmy się na inwestycję polegającą na postawieniu trzeciej i największej z dotychczasowych linii do produkcji nano stretch w Oławie. Między sobą mówimy już nano stretch 2. To wynik naszych istotnych prac rozwojowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Tadeusz Nowicki, prezes Ergis.

Folia nano stretch to flagowy i najbardziej innowacyjny produkt Ergis. Tylko w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku jej sprzedaż wzrosła o ok. 30 proc., dlatego firma rozwija jej produkcję. Większa sprzedaż to efekt prac badawczo-rozwojowych, na które Ergis położył nacisk kilka lat temu. Tylko w ciągu ostatnich 18 miesięcy grupa zatrudniła pięciu ekspertów, których głównym zadaniem była właśnie praca nad nano stretchem. Firma zwiększa też moce produkcyjne, w przyszłym roku ma ruszyć budowa nowej, trzeciej linii produkcyjnej.

Linia produkcyjna w Oławie będzie działać od II połowy 2017 roku. Wszystkie prace postępują zgodnie z planem, kończą się przed pierwszym śniegiem. Myślimy, że uda się tę linię uruchomić w pierwszych tygodniach II półrocza 2017 roku. Ta linia wniesie kilkanaście, prawdopodobnie docelowo 17– 18 tys. ton rocznie folii wielowarstwowej nano stretch – wskazuje Nowicki.

Nowa linia ma pozwolić na zachowanie rentowności przy znacznym zwiększeniu produkcji (o ok. 40 proc.). Tym samym moce produkcyjne zwiększą się z obecnych 45 tys. do ponad 60 tys. ton. Trzecia linia do produkcji nanoErgis w Oławie ma kosztować 30 mln zł.

W ocenie firmy segment wyrobów opakowaniowych rozwija się dynamicznie i Ergis będzie się skupiać na dalszym rozwoju tego obszaru swojej działalności.

Inne innowacje to nowe produkty w zakresie laminatów do pakowania żywności, laminatów barierowych do pakowania żywności – zapowiada prezes Ergis.

Grupa Ergis w okresie trzech kwartałów tego roku miała 530,8 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, o 3,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wzrósł o 6,2 proc., natomiast zysk netto spadł o 3 proc. do 21,12 mln zł. Ceny surowców polimerowych stopniowo jednak idą w górę. Wydatki na ten cel to zaś większość kosztów dla przetwórców i to one w dużej mierze decydują o osiąganych wynikach finansowych. W przyszłym roku zdaniem części analityków ceny surowców będą rosły.

Obecnie mamy do czynienia z zaburzeniem sezonowości. Zazwyczaj w IV kw. ceny polimerów spadały, w tym roku tego spadku już nie obserwujemy, a w przypadku zmiękczaczy polimerowych ceny stanowczo wzrosły. Wielu analityków spodziewa się, że ropa, a co za tym idzie półprodukty takie jak etylen czy propylen mogą w 2017 roku – podkreśla Tadeusz Nowicki.

R. Sadoch (DM mBank): wzrost stóp procentowych w USA spowoduje, że w przyszłym roku warszawskie indeksy mogą mieć poważne kłopoty z osiągnięciem poziomów wyższych niż obecne

R. Sadoch (DM mBank): wzrost stóp procentowych w USA spowoduje, że w przyszłym roku warszawskie indeksy mogą mieć poważne kłopoty z osiągnięciem poziomów wyższych niż obecne 2

Obecne wzrosty na warszawskiej giełdzie wynikają głownie ze zmniejszenia presji politycznej oraz hossy w Stanach Zjednoczonych – zauważa Rafał Sadoch z DM mBanku. Zagrożeniem dla kontynuacji tego trendu jest jednak polityka monetarna prowadzona przez FED. Jeśli dojedzie do podwyżek stóp procentowych, to w przyszłym roku indeksy mogą mieć poważne kłopoty z osiągnięciem poziomów wyższych niż dzisiejsze.

– Dla polskiej giełdy 2016 rok nie był przełomowy, choć gdy porównamy obecną sytuację, to wygląda ona nieco lepiej niż na początku roku, bowiem musimy pamiętać, że na początku roku obserwowaliśmy m.in. bardzo niskie wyceny spółek z sektora bankowego – mówi agencji Newseria Rafał Sadoch analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Po wpływem obaw o obciążenie banków kosztami przewalutowania kredytów walutowych, a także z powodu wprowadzonego w lutym podatku bankowego, wyceny wielu spółek z sektora bankowego na początku roku zanotowały swoje wieloletnie minima, a wartość indeksu WIG-banki spadła do niespełna 5200 punktów, co było wynikiem najniższym od 2012 roku. W kolejnych miesiącach sytuacja sektora nieco się poprawiła, a dziś wyceny banków notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie znajdują na poziomie blisko 20 proc. wyższym niż jeszcze w styczniu 2016 roku.

– Również spółki węglowe zdecydowanie poprawiły swoje notowania. Zatem to były czynniki w dużej mierze polityczne, które w jakimś stopniu przyczyniły się do poprawy sytuacji tych spółek – stwierdza Sadoch.

Akcje wchodzącej w skład indeksu mWIG40 Jastrzębskiej Spółki Węglowej podrożały od początku roku o ponad 600 proc., co było jednym z najlepszym wyników spośród wszystkich spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Do liderów wzrostów zalicza się także inna spółka związana z sektorem górniczym – Bogdanka, której akcje od stycznia zyskały na wartości ponad 100 proc.

– W tym momencie giełda znajduje się na wyższych poziomach niż na początku roku, ale musimy pamiętać o tym, że ma na to wpływ sytuacja na rynku globalnym. Gdy spojrzymy na amerykańską giełdę, tam główne indeksy znajdują się na najwyższych poziomach w historii, biją historyczne szczyty – tłumaczy analityk DM mBanku.

Od stycznia indeks WIG20 po uwzględnieniu wypłat dywidend zyskał na wartości już ponad 5 proc. Jeszcze większe zwyżki odnotowano w przypadku indeksu szerokiego rynku czyli WIG, który w tym roku znajduje się już prawie 10 proc. na plusie.

– Pytanie, jak długo to będzie trwało, pytanie, czy te wzrosty nie oderwały się nieco od fundamentów, pytanie, czy perspektywa podwyżek stóp procentowych w Stanach nie przełoży się prędzej czy później na spadek amerykańskich indeksów giełdowych i wraz z tym na inne parkiety – zauważa Rafał Sadoch.

Jak podaje serwis MarketWatch aktualne wyceny kontraktów terminowych wskazują na 100 proc. prawdopodobieństwo, że amerykańskie władze monetarne podniosą wysokość stóp procentowych już podczas najbliższego, grudniowego posiedzenia. Inwestorzy przewidują, że będzie to dopiero początek cyklu zaostrzania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, a do kolejnych podwyżek dojdzie w 2017 roku.

– Jeśli doszłoby do tego, to oczywiście nie moglibyśmy mówić tutaj o dalszej poprawie w przypadku polskich głównych indeksów w 2017 roku – podsumowuje ekspert.

Taniejące polskie obligacje zwiększają obciążenie budżetu państwa kosztem obsługi długu

Taniejące polskie obligacje zwiększają obciążenie budżetu państwa kosztem obsługi długu 3

Na przełomie listopada i grudnia rentowności polskich obligacji pobiły ponaddwuletni rekord. Oznacza to nie tylko to, że zagraniczni inwestorzy nie chcą inwestować w polskie papiery, lecz także wyższe koszty dla i tak obciążonego budżetu państwa oraz słabszego złotego.

– Rekordowe rentowności polskich obligacji świadczą o tym, że kapitał zagraniczny czuje się zagrożony, pojawia się awersja do ryzyka, bo w takiej sytuacji rośnie rentowność obligacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Leściorz, dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets. – Oczywiście wpływa to na wycenę polskiej waluty i to może spowodować, że te poziomy psychologiczne zostaną już wkrótce przebite.

Na początku grudnia rentowności 10-letnich polskich obligacji sięgnęły 3,88 proc. poziomów niewidzianych od pierwszej połowy 2014 roku. Dość przypomnieć, że niespełna rok później sięgnęły rekordowo niskiego poziomu (czyli ich cena była rekordowo wysoka) mniej niż 2 proc. Tymczasem niechęć inwestorów zagranicznych do kupowania polskich papierów oznacza również brak zapotrzebowania na polską walutę i jej osłabienie. Od początku roku złoty stracił do euro niemal cztery proc. Do dolara – prawie sześć. Do franka – niespełna pięć.

– Jeżeli zostaną przebite rekordowe poziomy, to mamy przede wszystkim sytuację dalszej deprecjacji polskiej waluty, to jest z pewnością niekorzystne dla Polski, dla rodzimych inwestorów. Również inwestorzy zagraniczni poczują jeszcze większą awersję do ryzyka, czyli to, co obserwujemy w tej chwili również na innych rynkach wschodzących – tłumaczy Leściorz. – Zyskają na tym waluty uznawane za bezpieczne, czyli takie jak frank, co wcale nie cieszy Szwajcarów, zyska również dolar. Zyska jen, czyli wszystkie te kraje, które mają taką agresywną politykę monetarną prowadzącą do osłabienia swojej waluty, są w tej chwili zagrożone.

Dla Polski oznacza to wyższe koszty obsługi długu publicznego, czyli odsetek, jakie państwo płaci zagranicznym bankom za pożyczanie pieniędzy. Za każdą kolejną transzę wyemitowanych obligacji będzie trzeba zapłacić więcej. W projekcie ustawy budżetowej na 2017 rok to czwarta największa pozycja po stronie kosztów sięgająca 30,4 mld zł. To mniej niż na obronę narodową. Wyższe są tylko wydatki na rodzinę, dotacje do ZUS-u oraz tzw. „rozliczenia różne”. Do tego dochodzi coraz słabszy rozwój gospodarczy, który w III kwartale 2016 roku wyniósł w ujęciu rocznym 2,5 proc., najmniej od dwóch lat.

– Jest to negatywna informacja, zwłaszcza w powiązaniu tego z informacjami z polskiej gospodarki dotyczącej PKB. Już w tej chwili perspektywa mówi o tym, że możliwe jest zakończenie roku wzrostem PKB o 2 proc. Słabe dane dotyczące sprzedaży, dotyczące produkcji przemysłowej, dołączając do tego wysokie rentowności polskich obligacji, z pewnością powinny zwrócić uwagę ministerstwa finansów i tutaj powinny zostać podjęte działania, które by przeciwdziałały dalszemu osłabianiu się zarówno polskiej waluty, jak i pogarszaniu sytuacji gospodarczej – konkluduje Leściorz.

Rynek usług logistycznych wymaga sprawnego wdrożenia integracji danych w czasie rzeczywistym

Klienci oczekują coraz wyższej jakości oraz szybkości i pewności dostaw, a także rzetelnej informacji o statusie realizowanego zlecenia online. Eksperci podkreślają, to jednak wymaga od firm logistycznych zespalania szeregu danych w czasie rzeczywistym. W tym celu muszą inwestować w nowoczesne technologie integracyjne.

Jak przypomina Piotr Bielicki, ekspert rynku logistycznego z firmy Scoutsolutions, jeszcze kilkanaście lat temu komunikacja między dostawcą i odbiorcą odbywała się zaledwie w jeden sposób. Oferty i zlecenia przekazywano osobiście, na papierze, pocztą tradycyjną lub faxem. Dodatkowe wyjaśnienia były ustalane drogą telefoniczną. Proces ten zachodził jednak wolniej, niż zmiany produktów i technologii, co prowadziło do niepożądanych sytuacji. Dla przykładu, jeżeli w przepisywanych danych pojawiał się błąd, był on właściwie powielany w kolejnych miejscach łańcucha dostaw. To zwiększało pracochłonność wykonywanych działań i obniżało jakość oferowanych usług. Potrzeba wyeliminowania pomyłek w łańcuchu dostaw i usprawnienia całego procesu, doprowadziła do opracowania standardów komunikacji elektronicznej.

– Choreografia transakcji handlowej, czyli sekwencja komunikatów, została odwzorowana w standardach elektronicznej wymiany dokumentów EDI. W związku z tym, że Internet, jaki obecnie znamy, był niedostępny, kontrahenci, dla ułatwienia komunikacji między sobą, stosowali bardzo restrykcyjne standardy. Obejmowały one wspomnianą choreografię i strukturę dokumentu, np. edifact. Jednak projekty integracyjne pomiędzy systemami biznesowymi i EDI były długotrwałe, przez co kosztowne i również niepozbawione błędów. Często wymagały zakupu dodatkowego oprogramowania, angażowania wysokiej klasy specjalistów i dostosowywania systemów informatycznych do standardów, a nie odwrotnie – przekonuje Piotr Bielicki.

Michał Pajdak, prezes firmy technologicznej Appgration, zauważa, że przełomowe dla elektronicznej wymiany danych było wykorzystanie Internetu jako platformy do globalnej komunikacji, a także narzędzi, które zostały stworzone właśnie na potrzeby sieci, np. technologia xml. Zmiana ta obniżyła koszty i upowszechniła technologię EDI wśród małych i średnich firm. Jednak przełom nie był pozbawiony wad, ponieważ nadal bazował na starej koncepcji choreografii transakcji handlowej, co powodowało konieczność ścisłego przestrzegania reguł, wcześniej zdefiniowanych dla dużych przedsiębiorstw. Sytuacja wymusiła przejście na komunikację elektroniczną opartą o zdarzenia biznesowe, przy jednoczesnym zachowaniu odrębnej logiki operacji u kontrahentów.

Z kolei Tomasz Dębicki, ekspert z Instytutu Logistyki i Magazynowania zwraca uwagę na fakt, że elektroniczna wymiana danych często oznacza długie, bo aż kilkutygodniowe, bądź kilkumiesięczne, projekty prowadzone wewnątrz firm, które absorbują zasoby własne oraz swoich partnerów. Zdarza się, że przedsiębiorcom brakuje wiedzy o dostępnej technologii, a ta w połączeniu z organizacją gromadzenia informacji może być dużo bardziej efektywna, niż dotychczas stosowana. Szybszą i tańszą implementację integracji danych zapewnia kompletny zestaw narzędzi, jakim jest portal integracyjny.

Rozwiązanie dawnych problemów

– Posługiwanie się nowymi technologiami, takimi jak platformy integracyjne lub portale integracyjne, pozwala współcześnie na skrócenie czasu implementacji integracji, o co najmniej 50%, w stosunku do tego, co było możliwe przy użyciu tradycyjnych technik. Co więcej, korzystanie z nowoczesnych rozwiązań, które mogą być współdzielone przez wielu klientów, zmniejsza koszty integracji i eksploatacji. Szacuje się, że wydatki są redukowane nawet o 30%, w porównaniu z tymi, jakie generuje zastosowanie tradycyjnych i wciąż istniejących na rynku sposobów. Efektywność finansowa, wynika też z automatyzacji integracji, redukcji kosztów licencyjnych i wdrożeniowych oraz z zastosowania platformy chmury obliczeniowej Microsoft Azure – twierdzi Michał Pajdak.

Jak wyjaśnia specjalista, portal integracyjny jest zbiorem procedur i form integracji opracowanych na platformie integracyjnej. Pozwala on na automatyzację integracji, np. poprzez przetestowanie jej. To odpowiedź na problemy związane z uzgadnianiem form przesyłania dokumentów. Z kolei platforma integracyjna to wirtualna szyna danych. Służy do łączenia wewnętrznych i zewnętrznych aplikacji biznesowych w czasie rzeczywistym. Wykorzystuje predefiniowane metody i przygotowane wcześniej scenariusze integracyjne, przy zachowaniu pełnej widoczności, monitoringu i bezpieczeństwa. Na szczególną uwagę zasługuje Youredi – globalna platforma specjalizująca się w logistyce. Wyróżnia się ona głównie tym, że integruje nie tylko dane, ale przede wszystkim odwzorowuje wspólną logikę biznesową. Pozwala to łączyć ze sobą różne systemy, pomimo braku standardów.

– Kiedyś połączenie np. dostawcy z siecią handlową wymagało poważnego procesu, związanego m.in. z ustaleniem sposobu komunikacji, a następnie konfiguracją. Obecne podejście, oparte o platformę integracyjną, pozwala na zrobienie tego bez udziału partnera biznesowego. Ponadto modelowanie procesów integracyjnych umożliwia szybkie otrzymywanie odpowiedzi na temat poprawności wysłanych komunikatów. Wcześniej osoba, która generowała dokument elektroniczny, wysyłała go zwykle e-mailem w celu akceptacji i czekała na odpowiedź, czasem nawet tydzień. Było to nie tylko długotrwałe, ale też pochłaniało znaczne zasoby firmy. Dziś możliwe są dostępne inne, bardziej skuteczne metody pracy, choć tradycyjne techniki są też nadal stosowane – mówi Marek Jackowski z firmy Appgration.

Jackowski podkreśla, że modelowanie procesów integracyjnych pozwala łączyć ze sobą wszelkie aplikacje i źródła danych, które są generowane przez kontrahentów. Bez zaangażowania pracowników po stronie dostawcy, odbiorca może przetestować i sprawdzić cały proces integracji pomiędzy swoimi systemami, a systemem produkcyjnym. Co istotne, w logistyce występują różnego rodzaju stare schematy, które powstały jeszcze przed epoką Internetu. Dzięki adapterom, zainstalowanym lokalnie w siedzibie przedsiębiorstwa, platforma integracyjna pozwala łączyć się z tego typu systemami i pobierać dane w czasie rzeczywistym, bez konieczności wymiany starych systemów logistycznych. Działa to tak, że firma wiodąca podłącza się do platformy, a inne podmioty czynią to właśnie poprzez adaptery, które służą do tłumaczenia danych. Platforma integracyjna zaś zarządza całą operacją.

Wzrost wymogów technicznych

Jesteśmy świadkami ogólnoświatowej rewolucji w logistyce. Międzynarodowa firma doradztwa strategicznego, Boston Consulting Group, prognozuje wzrost rynku e-commerce w Polsce nawet do 94 mld złotych w 2020 roku. Szacuje się też, że w 20 miastach Stanów Zjednoczonych trend „same day delivery”, czyli dostarczanie zamówionego towaru tego samego dnia, powiększy się do 2019 r. o blisko dwa razy. W związku z tym, popularność platformy integracyjnej, takich jak  Youredi, specjalizującej się w logistyce może rosnąć. Jednak jak zaznacza Marek Jackowski, oferowany przez nią zestaw narzędzi daje możliwość komunikowania się różnych aplikacji lokalnych oraz tych, zainstalowanych w chmurze, przez klienta. Pozwala także na transformację formatów komunikatów, modelowanie procesów biznesowych i integracyjnych, a także zarządzanie i monitoring.

Pod wpływem rozwoju Internetu na całym świecie łańcuch dostaw staje się coraz bardziej skomplikowany. Wynika to m.in. ze wzrostu liczby i szybkości transakcji, a także zmniejszenia jednostkowego wolumenu zamówień oraz zwiększenia ich częstotliwości. Jednocześnie oczekuje się ciągłego skracania czasu realizacji zleceń, w tym również niestandardowych zadań. Poszerza się liczba dostępnych kanałów komunikacyjnych, również tych niesformalizowanych. W środowisku różnorodnych systemów informatycznych rośnie liczba dostaw bezpośrednich, ale też cena usług informatycznych i koszt specjalistów. Jak twierdzi Piotr Bielicki, bezpośrednia integracja danych odbiorcy i dostawcy staje się więc coraz droższa. Ten wzrost jest podyktowany skomplikowanym łańcuchem wymiany danych.

Zrozumienie korzyści płynących z zastosowania nowoczesnych technologii jest kluczowe przy podejmowaniu właściwych decyzji zakupowych. Jak podkreśla Tomasz Dębicki, mało który klient jest świadomy, że minimalne wymagania umowy logistycznej są zwykle zaspokajane w ograniczony sposób. Dotyczy to przede wszystkim nieprzestrzegania istniejących w logistyce standardów wymiany informacji, wymaganych do komunikacji między partnerami biznesowymi. Wydłuża to pracę i generuje dodatkowe koszty, którymi obciążany jest na końcu klient. Zachowanie takie chociaż nie skutkuje karami umownym, może utrudniać podpisywanie nowych kontraktów z partnerami biznesowymi, w szczególności z takimi, którzy pracują w różnych systemach informatycznych.

Podsumowując, należy pamiętać, że nawet największy postęp technologiczny nie rozwiąże wszystkich problemów na rynku logistycznym, takich jak brak specjalistów do pracy czy też spadek ceny usług podstawowych. Sprawność operacyjna przedsiębiorstwa nie zależy bowiem tylko od systemu informatycznego, ponieważ on jedynie wspiera proces biznesowy. Jeżeli ten zostanie zaprojektowany w sposób nieprawidłowy, to nawet przy właściwym wdrożeniu, wieloetapowa praca nie przyniesie oczekiwanego efektu. Liczy się filozofia firmy i nastawienie na wysoką jakość oferowanych usług, a także, jak przekonuje Michał Pajdak, reagowanie na dynamicznie zmieniającą się sytuację na rynku i ciągle rosnące oczekiwania klientów.

Co jest najbardziej niebezpieczne w nowelizacji ustawy Prawo o zgromadzeniach

Sejm przyjął wczoraj późnym wieczorem poprawki Senatu do nowelizacji ustawy Prawo o zgromadzeniach. Dzięki tej ustawie rząd zwiększył swoją władzę, ograniczając prawa obywatelskie.

– Najniebezpieczniejsze w tej ustawie jest zwiększenie władzy wojewodów, którzy przecież wybierani są przez rząd – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała, ekspert FOR.

Polacy popierają ideę elektrycznej motoryzacji. Przemawiają do nich głównie potencjalne oszczędności

Polacy popierają ideę elektrycznej motoryzacji. Przemawiają do nich głównie potencjalne oszczędności 4

Około 70 proc. ankietowanych popiera przedstawioną przez resort energii ideę budowy polskiego samochodu elektrycznego. Głównym argumentem przemawiającym za przesiadką ze spalinowego auta na napędzane prądem są potencjalne oszczędności podczas użytkowania. Ważnym bodźcem byłby system dofinansowania jego zakupu przez państwo.

Polacy popierają pomysł rozwoju branży samochodów elektrycznych. Ta idea zyskuje naprawdę duży poklask – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Adam Czarnecki, wiceprezes zarządu w firmie ARC Rynek i Opinia. – Myślę, że to wynika z kilku względów. Po pierwsze, brakuje programów rozwojowych jednoczących Polaków wokół pewnej idei gospodarczej, takich jaką przed wojną była na przykład Gdynia, którą zbudowano w zasadzie od podstaw. Po drugie, Polacy zwracają uwagę na potencjalne oszczędności i w autach elektrycznych widzą ich źródło. Oceniają, że użytkowanie takiego pojazdu byłoby dużo tańsze od spalinowego.

Na wniosek resortu energii spółki energetyczne kontrolowane przez Skarb Państwa PGE Polska Grupa Energetyczna, Energa, Enea oraz Tauron Polska Energia powołały spółkę ElectroMobility Poland, która ma się przyczynić się do powstania systemu elektromobilności w Polsce, w tym rozpowszechnienia samochodów napędzanych prądem. Produkcja polskiego, elektrycznego Forda T miałaby odbywać się w kraju. Za cel postawiono sobie produkcję miliona pojazdów na prąd w ciągu dekady.

Jak wynika z ostatniego badania przeprowadzonego przez firmę analityczną ARC Rynek i Opinia na zlecenie Ministerstwa Energii, pozytywnie ten projekt ocenia 70 proc. badanych Polaków. Za najważniejsze argumenty przemawiające za zamianą tradycyjnego pojazdu na elektryczny większość uważa niskie koszty użytkowania (64 proc.) oraz długodystansowe ładowanie (55 proc.).

Zdaniem ankietowanych oszczędność powinna być związana głównie z możliwością tańszego przemieszczania się, ale także ewentualną dotacją i faktem, że takie auta byłyby produkowane w Polsce – przypuszcza dr Adam Czarnecki. – W związku z tym ich zdaniem oszczędność finansowa powinna być zauważalna.

Z badania ARC Rynek i Opinia wynika również, że dla 28 proc. badanych Polaków przyjazny wpływ na środowisko naturalne takich pojazdów byłby jednym z trzech najważniejszych czynników zachęcających do wyboru elektrycznego auta. 

Idea samochodów elektrycznych jest głównie wiązana z duchem ekologii, troską o środowisko, a ta kwestia nie jest tak istotna dla Polaków jak dla innych nacji i jest na dużo niższej pozycji potencjalnych zalet – wskazuje dr Adam Czarnecki. – Polacy są zorientowani przede wszystkim oszczędnościowo, szukają różnych możliwości, gdzie, co i w jaki sposób można pod tym względem zoptymalizować. Raczej w tym obszarze widzą szanse związane z samochodami elektrycznymi.

Bardzo istotnym argumentem przemawiającym za przesiadką z tradycyjnego auta na elektryczne zdaniem ankietowanych przez ARC Rynek i Opinia byłoby dofinansowanie zakupu przez państwo, tak jak ma to miejsce między innymi w krajach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych.

Obecnie samochody hybrydowe, elektryczne i spalinowe są zdecydowanie droższe od aut spalinowych – wyjaśnia dr Adam Czarnecki. – W Polsce tak naprawdę wciąż nie ma żadnego wsparcia w zakupie, brakuje zachęcających do tego ulg finansowych. Pojawia się zatem obawa, że takie samochody będą po prostu drogie i niedostępne dla Polaków. Być może staną się popularnym produktem eksportowym, ale nie wiadomo, czy w kraju będzie na nie popyt ze względu na barierę wysokiej ceny zakupu.

W 2015 roku na świecie sprzedano o 50 proc. aut elektrycznych więcej niż rok wcześniej. Zgodnie z przewidywaniami analityków w miarę upływu czasu ich cena powinna być niższa niż pojazdów spalinowych.

Części wspólne nieruchomości powinny być dostępne dla wszystkich mieszkańców i zarządzane przez wspólnotę

Części wspólne nieruchomości powinny być dostępne dla wszystkich mieszkańców i zarządzane przez wspólnotę 5

Zdarza się, że deweloper w trakcie wyodrębniania lokali sprzedaje część pomieszczeń wspólnych w formie dodatkowej powierzchni przynależącej do poszczególnych mieszkań. Tymczasem z lokali przeznaczonych na pralnię, suszarnię czy rowerownię powinni korzystać wszyscy mieszkańcy. Przed zawarciem aktu notarialnego warto więc sprawdzić, jaki ma być status części wspólnych budynku.

O tym, czy pralnia, suszarnia bądź rowerownia stanowią części wspólne nieruchomości, decydują zapisy, które umieścił deweloper w akcie notarialnym – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Łubiński, prezes zarządu w spółce Admus. – Zwykle jest to pomieszczenie służące wszystkim właścicielom, przeznaczone do wspólnego użytku. Koszty jego utrzymania ponosi cała wspólnota mieszkaniowa. Każdy współwłaściciel uczestniczy w nich proporcjonalnie do wielkości swojego udziału.

Części wspólne nieruchomości powinny być dostępne dla wszystkich jej mieszkańców. Może się jednak zdarzyć, że deweloper w trakcie wyodrębniania lokali sprzeda część takich pomieszczeń (m.in. pralnię i suszarnię czy rowerownię) w formie dodatkowej powierzchni przynależącej do poszczególnych mieszkań. Ponadto przekazywane wspólnocie plany nie zawsze uwzględniają zmiany w przeznaczeniu takich pomieszczeń.

W takich sytuacjach, niestety, nie stanowi ona części wspólnej nieruchomości i prawo do użytkowania tego pomieszczenia przysługuje jedynie właścicielowi konkretnego lokalu, do którego zostało przypisane – wyjaśnia Mariusz Łubiński. – Jeżeli podczas aktu notarialnego współwłaściciele zgodzą się, żeby deweloper przyporządkowywał poszczególne pomieszczenia innym właścicielom, ponowne przywrócenie statusu powierzchni wspólnej moim zdaniem jest prawnie niemożliwe, a przynajmniej bardzo skomplikowane.

W takim przypadku zgodnie z prawem obowiązuje bowiem rękojmia wiary księgi wieczystej (KW), w związku z czym pomieszczenia pralni i suszarni należą już do konkretnych mieszkańców. Dlatego najlepszym rozwiązaniem w celu wyjaśnienia sprawy jest sprawdzenie KW lokali, wobec których kierowane są roszczenia. Tylko w ten sposób mieszkańcy mogą się dowiedzieć, czy jest szansa na odzyskanie sprzedanych przez dewelopera pomieszczeń, które powinny stanowić powierzchnię wspólną. 

Za remont takiego pomieszczenia odpowiada wtedy cała wspólnota mieszkaniowa – informuje Mariusz Łubiński. – W drodze uchwały decyduje ona o zakresie remontu, wysokości przeznaczonych na taką inwestycję kosztów i daje upoważnienie zarządowi do wyboru wykonawcy oraz na realizację.

65 proc. małych dzieci będzie pracowało w zawodach obecnie nieistniejących. Umiejętności cyfrowe będą kluczowe dla ich kariery

65 proc. małych dzieci będzie pracowało w zawodach obecnie nieistniejących. Umiejętności cyfrowe będą kluczowe dla ich kariery 6

Obok języków obcych to język kodowania jest przyszłością dzieci – przekonuje Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce. Ekspert zaznacza, że od najmłodszych lat powinniśmy zachęcać dzieci do rozwijania umiejętności cyfrowych poprzez zabawę. Według szacunków World Economic Forum 65 proc. najmłodszych, które rozpoczynają naukę, będzie pracowało w zawodach, które obecnie nie istnieją. 

– Kodowanie to logika XXI wieku. Dzieci już na wczesnym etapie powinny się dowiadywać, że z komputerem nie tylko można się bawić, lecz także na komputerze można coś stworzyć. Daje to często dużo więcej satysfakcji niż tylko sama zabawa, dzieciom zostaje to na długie lata. Kodowanie uczy logicznego myślenia, rozwiązywania problemów całościowo – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Cyfryzacja i coraz powszechniejsza automatyzacja sprawiają, że w najbliższych latach rynek pracy może wyglądać zupełnie inaczej. Robotyzacja może doprowadzić do zniknięcia kilku milionów miejsc pracy. World Economic Forum wskazuje, że 65 proc. dzieci, które rozpoczyna naukę, będzie pracować w zawodzie, który obecnie jeszcze nie istnieje. Przyszłością mogą się okazać zawody związane ze sztuczną inteligencją, programowaniem czy big data. Dlatego tak istotne jest rozwijanie umiejętności cyfrowych u najmłodszych, m.in. poprzez takie inicjatywy jak „Godzina Kodowania”.

– Program ma na celu popularyzację programowania czy ogólnie technik informatycznych wśród młodzieży i dzieci właśnie po to, żeby tego typu zainteresowania pojawiały się u dzieci na bardzo wczesnym etapie – tłumaczy Borek.

W tajniki programowania wprowadzają dzieci szkoły w kilku krajach, m.in. Estonii, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Podobnie ma być również w Polsce. Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić naukę programowania do szkół podstawowych i dostarczyć szerokopasmowy internet w każdej szkole. Obecnie na jeden komputer przypada 11 uczniów, większość sprzętu jest przestarzała, a zaledwie kilka procent szkół ma internet o prędkości ok. 30 Mb/s. Kilkaset placówek w ogóle nie jest podłączonych do internetu. Na budowę infrastruktury internetowej w szkołach resort cyfryzacji chce przeznaczyć ok. 300 mln zł z programu Polska Cyfrowa.

– Inicjatywa „Godzina Kodowania” jest skierowana do dyrektorów i nauczycieli szkół, ale też do wszelkiego rodzaju kółek zainteresowań oraz rodziców. Każdy może skorzystać ze strony internetowej, samodzielnie pobrać instrukcje i właściwie wykonać tę „Godzinę Kodowania” – przekonuje dyrektor zarządzający Accenture.

Obecnie z technologii informacyjnych i komunikacyjnych korzysta mniej niż połowa nauczycieli. Dlatego z programu Polska Cyfrowa ok. 120 mln zł ma trafić na szkolenia dla nauczycieli. To niezbędne, by zainteresować dzieci nowoczesnymi technologiami w jak najmłodszym wieku. W Polsce dzieci mają duże umiejętności cyfrowe, choć w ogromnej większości są one wykorzystywane jedynie w zabawie komputerem czy tabletem. W ramach akcji „Godzina kodowania” przygotowany został portal w polskiej wersji językowej, na którym zamieszczono interaktywne ćwiczenia z programowania osadzone w realiach bajek i gier popularnych wśród dzieci. To połączenie nauki z zabawą, bo programować można gry z najpopularniejszymi postaciami z kreskówek, m.in. Minecraft, Kraina Lodu czy Star Wars.

– Dzieci same wybierają grę, którą chcą programować, a następnie wciągają się bardzo szybko w proste mechanizmy programowania. Widzą, jak ta gra rzeczywiście powstała i jak można ją zmienić. To okazuje się często ciekawsze niż zabawa – wskazuje Jacek Borek.

World Economic Forum szacuje, że łączna wartość dla społeczeństwa i przemysłu transformacji cyfrowej w różnych branżach osiągnie w ciągu najbliższych 10 lat ponad 100 bln dol. 

Nowa dyrektywa unijna pozwoli wydawcom prasy pobierać opłaty za wykorzystanie ich treści w internecie

Nowa dyrektywa unijna pozwoli wydawcom prasy pobierać opłaty za wykorzystanie ich treści w internecie 7

Skala piractwa treści w internecie jest ogromna. Komisja Europejska przygotowuje nową dyrektywę o prawach pokrewnych, która pozwoli wydawcom pobierać opłaty za wytworzone przez nich lub posiadane treści. Poprzednia wersja unijnego prawa obejmowała takimi regulacjami jedynie producentów muzyki oraz filmów. Proponowany przez KE zakres praw wydawców jest jednak ograniczony.

W nowej dyrektywie Komisji Europejskiej najważniejsza jest propozycja wprowadzenia praw pokrewnych dla wydawców i uznanie ich za posiadaczy takich praw – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Wojtaś z Izby Wydawców Prasy (IWP). – Tego typu regulacje mają już w tej chwili producenci fonogramów, wideogramów, mówiąc krótko – producenci muzyki oraz filmów. Chodzi o to, żeby wydawcy również zostali uznani za producentów treści i żeby przysługiwało im prawo do rekompensaty wynagrodzenia w zamian za nakłady, które czynią wydawcy na powstanie treści. Zobligowane byłyby do tego podmioty wykorzystujące treści prasowe, które nie mają podpisanej umowy czy licencji.

Jak wynika z informacji IWP, środowisko wydawców prasy od dawna czekało na taką inicjatywę. Prawa pokrewne, którymi według projektu dyrektywy mają zostać objęci, chroniłyby ich własność intelektualną na podobnej zasadzie co producentów muzyki, filmów czy programów komputerowych. Wydawcy zostaliby uznani za podmioty prawa. W przypadku przyjęcia dyrektywy zarówno oni, jak i dziennikarze staliby się beneficjentami opłat za wykorzystywanie wytworzonych przez nich lub posiadanych treści przez portale hostingowe, agregatory treści czy wyszukiwarki.

Chodzi o to, aby wydawcy, czyli producentowi treści, zwróciły się, przynajmniej w części, nakłady poniesione na wytworzenie – wyjaśnia Jacek Wojtaś. – Tego typu prawo mają producenci muzyki czy filmów. Kiedy wprowadzano regulację w 2001 roku, nikt ze środowiska wydawców nie myślał, że rozwój technologii pójdzie w taką stronę i tak łatwo będzie można wykorzystywać treści prasowe. Gdy uchwalano dyrektywę o harmonizacji praw autorskich, nie zadbano więc o prawa pokrewne.

W tej chwili, jak twierdzi Jacek Wojtaś, dyrektywa trafia do Parlamentu Europejskiego, gdzie odpowiednie komisje będą nad nią pracować. Wiodąca komisją jest Komisja Prawna, która czeka na opinię i stanowiska kilku innych zgromadzeń. Kiedy zostaną one przygotowane, komisja opublikuje swój własny raport (prawdopodobnie wiosną przyszłego roku).

Jeżeli prace będą szły w miarę szybko, to można się spodziewać, że PE będzie głosował nad tą propozycją jeszcze przed wakacjami przyszłego roku – podsumowuje Jacek Wojtaś. – Gdy nowe prawo zostanie uchwalone na poziomie Unii Europejskiej, to należy się spodziewać, że prace w parlamencie skończą się przed latem przyszłego roku. Wtedy projekt trafi do negocjacji trójstronnych pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem a Radą. Sądzę, że realne wprowadzenie i przyjęcie dyrektywy to początek 2018 roku. Wówczas państwa członkowskie mają dwa lata na to, żeby wdrożyć ją do lokalnego porządku prawnego.

Poprzednia dyrektywa unijna o prawach pokrewnych została uchwalona piętnaście lat temu. Sytuacja konsumpcji treści była wtedy zupełnie inna niż obecnie, prasa przeżywała rozkwit, więc uregulowania jej nie objęły. Jak wynika z ostatnich badań IWP, skala piractwa w Polsce przekracza obecnie jednak wszelkie możliwe do zaakceptowania rozmiary. Jak przekonuje Jacek Wojtaś, w wyniku nowej dyrektywy zmieni się sytuacja portali, które często nielegalnie korzystają z treści należących do wydawców.

Portale będą zobligowane do płacenia określonych pieniędzy w zależności od tego, jakie stawki zostaną uchwalone – wyjaśnia Jacek Wojtaś. – Natomiast dla pozostałego rynku nie zmieni się wiele. Wydawca otrzyma część zwrotów z nakładów, które poniósł, będzie mógł je reinwestować w powstanie nowych treści, a także odpowiednio opłacać fotografów, dziennikarzy, reporterów, wszystkich, z którymi współpracuje. Nakłady, które ponosi, są bardzo podobne do tych, które ma producent muzyki czy filmów. Bo to nie są tylko koszty personalne, utrzymanie redakcji, lecz także koszty delegacyjne, sprzętu niezbędnego do tego, żeby materiały prasowe powstały.

Proponowany przez KE zakres praw pokrewnych wydawców jest jednak ograniczony. Ochrona miałaby dotyczyć publikacji dziennikarskich, ale tylko cyfrowych i dostępnych online, a nie kopii materialnych ani zdigitalizowanych wersji gazet papierowych. Nowemu prawu nie podlegałyby także na przykład publikacje offline, czyli wersje w PDF.

Na pewno nową dyrektywą dotknięte zostałyby portale, które w tej chwili korzystają z treści prasowych, nie ponosząc żadnych kosztów wytworzenia, a zarabiając poprzez czy to dostęp Premium, który jest sprzedawany, czy zamieszczane reklamy – precyzuje Jacek Wojtaś. – Takie prawo, miejmy nadzieję, doprowadzi też do tego, że użytkownicy, czytelnicy będą częściej wchodzić na strony wydawców, co z kolei przełoży się na przychody wydawców z reklam, które są tam zamieszczane.

Zdaniem Jacka Wojtasia trudno w tej chwili mówić o konkretnych stawkach za korzystanie z tego rodzaju treści.

To wyjdzie dopiero w praniu, gdy prawo zostanie uchwalone – mówi Jacek Wojtaś. – Należy się spodziewać, że to unormuje rynek. Są już duże portale internetowe, takie jak Onet, Interia, Wirtualna Polska, które już podpisały umowy z wydawcami i dostają oni konkretne pieniądze za to, że na tych portalach pojawiają się ich treści. Sądzę, że wprowadzenie regulacji pomoże zawrzeć kolejne porozumienia, a więc wydawcy, zwłaszcza lokalni, którzy nie maja takiej siły przebicia jak wielcy gracze, będą mieć lepszą pozycję negocjacyjną, co pozwoli im także podpisywać umowy licencyjne z portalami.

Rośnie eksport polskich leków. Ze względu na niską cenę podbijają głównie rynki wschodnie i kraje trzeciego świata

Rośnie eksport polskich leków. Ze względu na niską cenę podbijają głównie rynki wschodnie i kraje trzeciego świata 8

Branża farmaceutyczna należy do jednej z bardziej innowacyjnych. Leki oryginalne stanowią jednak niewielką część produkcji. Ponad 80 proc. to leki generyczne. Polskie leki są o ok. 20 proc. tańsze niż importowane, ceny leków generycznych należą do jednych z niższych w Unii Europejskiej. Szybko rośnie także eksport leków z Polski, średnio o 27 proc. rocznie. Jesteśmy graczem na rynkach trzeciego świata, nasze możliwości eksportowe to przede wszystkim Wschód – ocenia Irena Rej, prezes zarządu Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”.

Polskie firmy farmaceutyczne są konkurencyjne cenowo wobec zagranicznych koncernów. Jednak ze względu na konkurencję często mamy sytuację, że firmy ze swoimi lekami oryginalnymi schodzą bardzo nisko z ceną, tak nisko, że czasami są one nawet w tych samych cenach, co leki generyczne – mówi agencji Newseria Biznes Irena Rej, prezes zarządu Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”.

Wartość polskiego rynku farmaceutycznego sięga 30 mld zł. W branży działa ponad sto podmiotów, a niemal co drugi lek kupowany w naszym kraju jest rodzimej produkcji. Ponad 80 proc. krajowej produkcji firm farmaceutycznych to leki generyczne, tańsze odpowiedniki oryginalnych leków zawierające tę samą substancję. Produkcja oryginalnych leków wiąże się przede wszystkim z ogromnymi kosztami.

Innowacyjne firmy farmaceutyczne napotykają na bariery. Przede wszystkim trudno im wejść na listę refundacyjną. Leki innowacyjne muszą być droższe, bo chociażby nakłady, jakie były poniesione jeszcze w okresie patentowym, muszą się zwrócić. Dopiero, kiedy po 20 latach następuje wygaszenie ochrony patentowej, ceny gwałtownie spadają – tłumaczy ekspertka.

Polskie firmy farmaceutyczne pełnią istotną rolę w rozwoju innowacyjności przemysłu. Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego szacuje, że w latach 2012–2014 połowę przedsiębiorstw, które wykazały aktywność innowacyjną, stanowiły właśnie firmy z branży farmaceutycznej. Mimo stosunkowo wysokich nakładów na badania i rozwój w produkcji przeważają leki generyczne, po które ze względu na cenę chętniej sięgają Polacy. Tańsze leki generyczne w Unii Europejskiej mają tylko Bułgarzy.

Obecnie jesteśmy graczem na rynkach trzeciego świata. Tam potrzebują tanich leków. Nasze możliwości to przede wszystkim wschód Europy i te rynki otwierają się na nas. Mamy bardzo dużo nowoczesnych generyków, tzw. generyków plus, z nowoczesną formą podawania, leki combo, połączone. To taki lek rzeczywiście innowacyjny – przekonuje Rej.

Jak podkreśla prezes IZFP, polskie firmy nie skupiają się wyłącznie na produkcji leków generycznych, polski przemysł farmaceutyczny nie jest jedynie odtwórczy. Wprowadzenie na rynek innowacyjnych leków jest jednak nie tylko kosztowne, lecz także czasochłonne.

Nie wszystkie generyki są w stanie wyleczyć poważne schorzenia, np. onkologiczne. Nauka pędzi, powstają nowe leki, mamy wspaniałe osiągnięcia w dziedzinie spersonalizowanej medycyny, w związku z tym innowacja to przyszłość. Robiąc jedno, trzeba już myśleć o innowacyjności – wskazuje Rej.

Dynamicznie rośnie eksport leków z Polski. Od 2004 roku średnio o 27 proc. (do poziomu 2,7 mld euro w 2014 roku). Na tle sąsiadów wyglądamy dobrze, choć nie rewelacyjnie (np. na Węgrzech wzrost przekracza 40 proc.). Choć import rośnie znacznie wolniej (szacunki DNB Bank Polska i Deloitte mówią o 7,4 proc. w latach 2000- 2014 do poziomu 4,7 mld euro), to bilans handlowy farmaceutykami jest niekorzystny. Jeszcze na początku dekady import był jednak 10-krotnie większy, teraz to 1,7 razy więcej.

Polska może być przystankiem, gdzie lokuje się kapitał w farmację i można stąd nie tylko produkować na rynek krajowy, lecz także na rynek zagraniczny i dalsze rynki wschodnie. W krajach zachodnich nasze leki nigdy się nie przebiją. Te firmy, które kiedyś wytwarzały tam innowacje, a teraz mają generyki, dobrze przypilnowały ten rynek i się tam umocowały, więc przebicie się jest bardzo trudne – ocenia Irena Rej.

Załamanie rynku zamówień publicznych: straty sięgają już 2,5 mld zł. Najbardziej poszkodowane są firmy z branży teleinformatycznej

Załamanie rynku zamówień publicznych: straty sięgają już 2,5 mld zł. Najbardziej poszkodowane są firmy z branży teleinformatycznej 9

Po wejściu w życie noweli ustawy o zamówieniach publicznych rynek obserwuje prawdziwe załamanie. Liczba ogłoszonych w tym roku postępowań zmniejszyła się o ponad 32 proc. W przypadku największych realizacji straty sięgają 2,5 mld zł. Najbardziej poszkodowane są małe i średnie przedsiębiorstwa branży teleinformatycznej.

W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy wyraźne ograniczenie liczby zamówień skierowanych do sektora teleinformatycznego z sektora publicznego – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Rogalski, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT). – To bardzo istotny spadek, który przekłada się na zmniejszenie obrotów firm, wielkości sprzedaży i kwoty zawieranych kontraktów.

Jak wynika z danych PIIT, w tym roku liczba ogłoszonych postępowań o udzielenie zamówienia publicznego zmniejszyła się o ponad 32 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Tylko w segmencie dużych zamówień ogłaszanych w dzienniku urzędowym Unii Europejskiej wartość spadku wynosi już około 2,5 mld zł.

Oznacza to, że tego rzędu kwota zniknęła z rynku, w wyniku czego pojawiły się trudności, szczególnie w małych i średnich firmach, najbardziej widoczne w podmiotach, które swoją ofertę kierowały wyłącznie na rynek publiczny – zauważa Michał Rogalski. – W rezultacie może dochodzić do bardzo przykrych zjawisk, łącznie z koniecznością likwidacji czy sprzedaży firmy. Duże przedsiębiorstwa działające na różnego rodzaju rynkach przesuwają swoje zasoby na sektor prywatny, co daje im możliwość pozostania w grze. Natomiast w przypadku sektora publicznego można mówić o załamaniu.

Spadek zamówień, jak precyzuje Michał Rogalski, najbardziej odczuwalny jest w firmach oferujących budowę całych systemów informatycznych na zlecenie innych przedsiębiorstw i instytucji.

Nie prowadzimy analiz w podziale na rodzaje usług, w związku z czym to, co powiem, będzie bardziej oparte na przypuszczeniu niż twardych badaniach – wyjaśnia Michał Rogalski. – Natomiast spadek jest na pewno najbardziej dotkliwy w przypadku systemów teleinformatycznych, czyli nie prostych, zwykłych dostaw, ani usług utrzymania, tylko tam, gdzie zamówienia dotyczą budowy całych systemów IT.

Przyczyny tego zjawiska zdaniem Michała Rogalskiego są złożone. Ale chyba największy wpływ miało wprowadzenie nowego Prawa zamówień publicznych. Przed zmianą na rynku aktywni byli zamawiający, którzy obawiali się, że nowe regulacje będą wymagały dłuższego okresu na ich poznanie i praktyczne wdrożenie.

Podstawową przyczyną byłą raczej obawa przed nowym – tłumaczy Michał Rogalski. – Zmiany, które zostały wprowadzone, są bardzo poważne, wymagają po prostu poznania, więc zwyciężyła obawa przed popełnieniem błędu. To ona moim zdaniem powodowała, że wiele zamówień udzielono wyprzedzająco, co nie znaczy, że zostały one rozstrzygnięte. W wielu przypadkach terminy składania ofert są nadal przesuwane. Takie zamówienia działają jeszcze w starym porządku prawnym.

Jest jednak szansa, jak przekonuje Michał Rogalski, na odwrócenie tego stanu rzeczy w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Nie spodziewamy się raczej, że nastąpi to jeszcze w tym roku, natomiast musi mieć miejsce, bo nowy rząd bardzo mocno stawia na innowacyjność czy cyfryzację administracji zarówno centralnej, jak i samorządowej – precyzuje Michał Rogalski. – W pewnym momencie musi to się przełożyć na rosnącą liczbę zamówień. Tym niemniej obecna sytuacja jest trudna.

Spokojny wtorek na rynku walutowym, złoty czeka na Fed

Wtorek na rynku walutowym upływa w spokojnej atmosferze. Złoty stabilizuje się do euro i dolara, lekko tracąc do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. Inwestorzy czekają już na środowe wyniki posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed).

Niewiele dziś się działo na rynku walutowym. O godzinie 15:02 za euro trzeba było zapłacić 4,4480 zł, dolar kosztował 4,1855 zł, frank 4,1380 zł, a funt 5,3240 zł. W dwóch pierwszych przypadkach są to poziomy zbliżone do tych z wczorajszego zamknięcia. Szwajcarski frank drożeje natomiast o 1 gr, a brytyjski funt o 2 gr. Jednak nawet te zmiany odbywają się w dość sennej atmosferze. Na rynku trwa już wyczekiwanie na jutrzejsze wyniki posiedzenia Fed. To oczekiwania widać również w notowaniach EUR/USD, które po wczorajszym odreagowanie mocnych spadków z czwartku i piątku (reakcja na ECB), dziś konsolidują się nieznacznie poniżej poniedziałkowego zamknięcia (1,0640).

Rynek walutowy czeka na jutrzejsze wyniki dwudniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed). To główne wydarzenie tygodnia i jedno z ważniejszych wydarzeń grudnia. Będzie to posiedzenie kwartalne, któremu towarzyszyć będzie publikacja najnowszych projekcji makroekonomicznych i stóp procentowych, a także konferencja prasowa z udziałem Janet Yellen.

Powszechnie oczekuje się, że na grudniowym posiedzeniu Fed podwyższy stopy procentowe w USA o 25 punktów bazowych, co podniesie przedział wahań stopy funduszy federalnych (główna stopa) do 0,50-0,75%. Będzie to pierwsza ich zmiana od grudnia 2015 roku, gdy rozpoczął się obecny cykl zaostrzenia polityki monetarnej.

Podwyżka kosztu pieniądza jest już w cenach. Dlatego też wyniki posiedzenia, prognozy i słowa Yellen będą analizowane w kontekście przyszłorocznych decyzji Fed. Oczekuje się wówczas 3. podwyżek stóp procentowych. Jeżeli te założenia znajdą w środę potwierdzenie, to końcówka 2016 roku upłynie pod znakiem mocnego dolara. W przeciwnym układzie, posiedzenie Fed stanie się pretekstem do realizacji zysków na nim, co będzie korelowało z podobną korektą na rynku długu.

Potencjalne umocnienie dolara w reakcji na Fed będzie dla złotego impulsem do jego osłabienia. Taki też jest scenariusz bazowy na koniec roku. W tym scenariuszu na koniec grudnia za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł, dolar podrożeje do 4,28 zł, a szwajcarski frank będzie kosztował 4,17 zł. Odwrotna reakcja na Fed oczywiście wesprze złotego. Przede wszystkim w relacji do dolara i szwajcarskiego franka.

Niezależnie jak rynki finansowe zareagują w środę na sygnały płynące z Fed, w dłuższym terminie dalsze zaostrzenie polityki monetarnej w USA, przy jednoczesnej luźnej polityce monetarnej prowadzonej m.in. przez ECB, SNB i BoJ, będzie preferować dolara, prowadząc do dalszego drenażu kapitałów z rynków wschodzących. Jeżeli do tego dodać pogarszające się perspektywy polskiej gospodarki i brak widoków na podwyżki stóp procentowych przez RPP przed 2018 rokiem, to trzeba się przyzwyczaić do obecnych wysokich kursów głównych walut.

Dziś Narodowy Bank Polski (NBP) opublikował dane o inflacji bazowej. W listopadzie wskaźnik ten wzrósł do -0,1% R/R z -0,2% miesiąc wcześniej. Koreluje to z wczorajszymi danymi z GUS, który potwierdziły zakończenie 28-miesięcznego okresu deflacji w Polsce (w listopadzie wskaźnik CPI ukształtował się na poziomie 0,0% R/R).

W kolejnych miesiącach powinniśmy zobaczyć wyraźne przyspieszenie inflacji w Polsce. Niska baza, rosnące ceny żywności, słaby złoty i wyższe ceny paliw sprawiają, że już w grudniu wzrośnie ona do 0,4-0,5% R/R, żeby jeszcze w I kwartale 2017 roku osiągnąć poziom 1,5% R/R. Ten skok cen będzie miał jednakże tylko przejściowy charakter, a inflacja przez długi czas nie tylko nie osiągnie celu NBP (2,5% R/R), ale pozostanie wyraźnie poniżej niego.

W tym tygodniu, oprócz wspomnianych danych inflacyjnych, napłyną jeszcze inne dane z polskiej gospodarki. W środę inwestorzy poznają dane nt. bilansu płatniczego za październik (prognoza: -730 mln EUR), a w piątek będzie mieć miejsce publikacja listopadowych danych o wynagrodzeniach (prognoza: 3,9% R/R) i zatrudnieniu (prognoza: 3,0% R/R). W przyszłym tygodniu zaś zostaną opublikowane m.in. dane o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i bezrobociu.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Wszyscy czekają na Fed

Podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych jest prawie pewna. Tak przynajmniej zakładać można po ocenach analityków, którzy prawdopodobieństwo podwyżek szacują na 95 proc. Jednak nawet nie sam fakt podwyżki dla rynków okazać się może ważna. Rynki wsłuchiwać się będą w wypowiedzi członków Fedu. Więcej w materiale wideo.

Polacy potrzebują autorytetów – także wśród szefów

Blisko 1/5 respondentów twierdzi, że szefowie i prezesi organizacji, w których pracują, są dla nich autorytetami – tak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych przez dom badawczy Maison&Partners. Czy to początek zmiany postrzegania szefa jako biznesmana na rzecz szefa – mentora?

Od pewnego czasu na rynek pracy wkraczają millenialsi, czyli osoby urodzone w latach 80. i 90. XX w. To oni w dużej mierze dyktują teraz warunki pracy, dlatego wielu pracodawców zastanawia się, czego oczekują i w jaki sposób zachęcić ich do pracy właśnie w ich firmie. Z badania przeprowadzonego przez Lyndę Gratton, profesora praktyki zarządzania w London Business School wynika, że millenialsi nie dostrzegają wartości w przełożonym, który jedynie nadzoruje wykonywaną przez nich pracę, uważają bowiem, że w dużej mierze mogą to robić sami, z pomocą kolegów lub za pomocą elektroniki. Znacznie większą wartość ma za to praca z mentorem lub trenerem, którego szanują. Poszukują kogoś w rodzaju mistrza, a nie menedżera*. To przemawia za argumentem, że rośnie zapotrzebowanie na autorytety wśród szefów.

Podobne zdanie przedstawił Artur Nowak-Gocławski z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych podczas IV Konferencji Koalicji Prezesi-wolontariusze „Dlaczego wolontariat”:

Stanęliśmy dzisiaj w sytuacji, w której przywództwa powinniśmy szukać wszędzie, a szczególnie w biznesie. Wydaje się, że jak nigdy dotąd nasza przyszłość leży w działaniach tego ostatniego. Bez zaangażowania jego liderów większości spraw nie uda nam się rozwiązać chociażby z tego powodu, że to właśnie nieodpowiedzialność biznesu – jego nieoglądanie się na sprawy wspólne – jest przyczyną wielu problemów. Potrzebujemy dzisiaj silnego głosu liderów biznesu na równi z liderami politycznymi i społecznymi. Potrzebujemy liderów, którzy powiedzą sami do siebie za Mahatmą Ghandim: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Moim zdaniem takich właśnie potrzebujemy wzorców postępowania. Potrzebujemy mądrych, światłych ludzi, którzy wezmą odpowiedzialność za nasz świat i staną się przywódcami. Właśnie w odpowiedzialności upatruję najważniejszego wyróżnika przywództwa, którego tak bardzo potrzebujemy**.

Zapotrzebowanie na autorytety w środowisku pracy potwierdzają badania przeprowadzone na zlecenie ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych. Nadal największym autorytetem cieszą się osoby nam bliskie, rodzice i dziadkowie. Odpowiednio 77 proc. i 67 proc. badanych opowiedziało się za tym, że te osoby są autorytetami w ich życiu. Nie słabnącym zaufaniem Polacy darzą także Jana Pawła II, aż 70 proc. respondentów odpowiedziało, że papież jest dla nich autorytetem. Na kolejnych miejscach znalazł się Józef Piłsudski, nauczyciele i Lech Wałęsa. Jednak w połowie zestawienia z poparciem 19 proc. badanych znaleźli się szefowie. Czy nadszedł czas na wzrost autorytetu liderów biznesu?

– Kiedyś brak informacji wymagał przewodników, dzisiaj są oni potrzebni z powodu ich nadmiaru, przez który świat jawi się jako mało optymistyczny. Zacznijmy od tego, że trudno się pogodzić ze zjawiskiem systematycznego rozwarstwiania ekonomicznego społeczeństw. Oprócz tego, mamy do czynienia z nacjonalistycznymi ruchami w Europie, problemem uchodźców i terroryzmem, a także z problemami religijnymi. Widać, że stoimy przed zmianami, których skutki mogą być niewyobrażalne.  Jeżeli do tego wszystkiego dołożymy możliwy niebawem z powodu uczenia się maszyn i sztucznej inteligencji skokowy wzrost automatyzacji wielu stanowisk pracy, to rysuje się nam zupełnie realny scenariusz trwałego bezrobocia. Właśnie w tak trudnych czasach autorytety są nam wyjątkowo potrzebne – mówił Artur Nowak-Gocławski.

* Źródło: https://www.hbrp.pl/b/koniec-epoki-menedzerow-sredniego-szczebla/SrqjEDyT

** Całą wypowiedź Artura Nowaka – Gocławskiego można przeczytać na stronie: http://nienieodpowiedzialni.pl/odpowiedzialnosc-i-autorytet/

Stabilizacja mimo niepewności – rok 2016 w intralogistyce

W związku z nieoczekiwanymi wydarzeniami na arenie międzynarodowej oraz znacząco mniejszymi niż prognozowane wartościami Przyrostu Krajowego Brutto, można by spodziewać się pogorszenia sytuacji w przemyśle i transporcie. Jednak dane rynkowe sugerują, że sektory mające bezpośrednie przełożenie na intralogistykę nie w pełni poddają się negatywnym wpływom.

Według tzw. szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego, w trzecim kwartale 2016 r. dynamika wzrostu PKB wyniosła 2,5 proc. Eksperci przewidują, że w związku z tymi danymi, utrzymanie prognozy dla gospodarki na zakładanym przez Ministerstwo Finansów poziomie równym 3,4 proc. będzie właściwie niemożliwe. W cyklicznym „Raporcie o inflacji” z listopada 2016 roku Narodowy Bank Polski wskazuje, że skutkujący obniżeniem PKB spadek inwestycji związany był ze zmniejszeniem wykorzystania środków unijnych po zakończeniu poprzedniej perspektywy finansowej UE oraz utrzymującą się niepewnością co do otoczenia regulacyjnego prywatnych przedsiębiorstw. Jednak szczegółowe dane dotyczące firm z sektora produkcji przemysłowej nie potwierdzają jednoznacznie negatywnego obrazu sytuacji.

Gospodarcze wskaźniki dla przemysłu i transportu

Indeks PMI jest wskaźnikiem aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym naszego kraju, mówiącym o tym, jak sytuację postrzegają pracujący w nim menadżerowie. W uproszczeniu można powiedzieć, że gdy PMI osiąga poziom 50 pkt., taka sama jest liczba respondentów diagnozujących stan swojej firmy jako lepiej i gorzej niż w poprzednim miesiącu. Przez cały rok parametr zachowywał wartości świadczące o tym, że większość przedsiębiorstw wciąż postrzega sytuację optymistycznie. W ciągu 12 miesięcy, poczynając od października 2015 roku, indeks wahał się w zakresie od 50,2 do 53,8 punktów. Jako że uznaje się go za wskaźnik wyprzedzający koniunktury, można spodziewać się więc, że w najbliższych miesiącach gospodarka nie dozna rażącego spowolnienia. – W październiku wskaźnik PMI utrzymał się ponad neutralnym progiem 50,0 dwudziesty piąty miesiąc z rzędu, wskazując na ogólną poprawę warunków gospodarczych w polskim sektorze przemysłowym. Odczyt wskaźnika spadł jednak z wrześniowego poziomu 52,2, kiedy uzyskał najlepszy wynik od sześciu miesięcy, do 50,2, rejestrując bliską stagnacji i zarazem najniższą wartość w obecnym okresie pozytywnych odczytów – czytamy w komunikacie dostarczającej badań gospodarczych firmy Markit. Czynnikiem mającym największy wpływ na to spowolnienie wzrostu był nieznaczny spadek całkowitej liczby nowych zamówień – krajowych i eksportowych.

Mimo perturbacji, w ciągu roku dodatnie wartości zachowały także wskaźniki zatrudnienia w sektorze produkcji przemysłowej (PP) oraz transportu, logistyki i komunikacji (T/L/K). Kwartalne prognozy Barometru Perspektyw Zatrudnienia Manpower wynosiły średnio +13 proc. w przypadku branży T/L/K oraz +17,5 proc. dla PP. W porównaniu kwartalnych wyników rok do roku sytuacja zmieniła się przeciętnie o -0,75 pp. w przypadku przedsiębiorstw przewozowych i o +6,5 pp. dla firm zajmujących się produkcją przemysłową. Podmioty funkcjonujące w sektorach najbliższych branży intralogistycznej wciąż zamierzają więc zwiększać zatrudnienie, choć dynamika wzrostów w tym zakresie nie jest jednoznacznie optymistyczna.

Korzystna sytuacja na rynku powierzchni magazynowych

Dużo bardziej pozytywny obraz wyłania się z danych na temat wielkości powierzchni magazynowej w  naszym kraju. Jak wynika z raportu Rynek Przemysłowy i Logistyczny w Polsce po 3 kw. 2016 roku, przygotowanego przez firmę CBRE, sytuacja na tym polu jest bardzo dobra. Wydaje się wręcz, że będzie to rekordowy rok. Przez pierwsze 9 miesięcy 2016 r., na rynek dostarczono łącznie 970 000 m2 nowoczesnych obiektów. W budowie znajduje się kolejne 920 000 m2. W tym czasie wynajęto łącznie 2,38 mln m2 powierzchni magazynowej – o 23 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2015 r. – Rynek powierzchni magazynowych w Polsce nieustannie ewoluuje. W jego co raz większą rolę odgrywa branża e-commerce. (…) Obserwowane obecnie preferencje podmiotów [tej] branży intensyfikują zatem inwestycje typu ‘built-to-suit’ (BTS), które są dedykowane pod potrzeby konkretnych klientów – mówi Aleksander Kuźniewski, Associate Director reprezentujący Dział Wynajmu Powierzchni Przemysłowo – Logistycznych, CBRE. – Obserwujemy zwiększenie liczby przypadków powstawania od podstaw magazynów ściśle dostosowanych do potrzeb wynajmujących je przedsiębiorstw. Dział Intralogistyki STILL Polska coraz częściej otrzymuje zapytania dotyczące projektowania całościowej infrastruktury dla realizacji procesów transportu wewnętrznego – potwierdza występowanie trendu Rafał Pańczyk, Dyrektor Działu Intralogistyki STILL Polska, świadczącego usługi doradcze z zakresu wyposażenia obiektów przemysłowych i magazynowych.

Upowszechnienie technologii przyszłości

Rok przyniósł również ciekawe nowinki technologiczne. Na targach LogiMat oraz CeMAT zaprezentowano kilka innowacyjnych koncepcji, których upowszechnienie może zrewolucjonizować transport wewnętrzny. – W naszej ocenie, do najważniejszych premier 2016 należała prezentacja pierwszego czołowego wózka widłowego z przeciwwagą z baterią Li-Ion oraz debiut samobieżnego pojazdu do kompletacji poziomej – mówi Tobiasz Jakubczak, specjalista ds. produktu STILL Polska. – Produkty te są odzwierciedleniem wiodących dziś trendów – wzrostu znaczenia ekologicznych, ściśle dopasowanych do procesów intralogistycznych jednostek napędowych oraz rosnącej roli inteligentnej automatyzacji i rozwiązań z obszaru Przemysłu 4.0 – dodaje ekspert. Nowoczesne technologie  pozwalają znacząco zwiększać wydajność transportu wewnętrznego. Jedno z pierwszych wdrożeń floty całościowo wyposażonej w baterie litowo-jonowe umożliwiło ograniczenie liczby wózków niezbędnych do wykonania zadań o 23,8 proc.. W przypadku pojazdów dla zautomatyzowanej kompletacji, dzięki którym operator zwolniony jest z obowiązku kierowania, oszczędności czasu pracy sięgają nawet 30 proc.

Świąteczny szczyt paczkowy

Świąteczny szczyt paczkowy już trwa. Dla firm kurierskich to czas wytężonej pracy, do którego przygotowania rozpoczynają już kilka miesięcy wcześniej. Gdy wzrost wolumenu sięga chwilami nawet 50% standardowych zamówień, wszystko powinno być starannie zaplanowane.

– Już od połowy roku przygotowujemy się do przedświątecznego szczytu – mówi Agnieszka Świerszcz, Dyrektor ds. Operacji Krajowych DHL Parcel Polska – To wówczas powstają grupy robocze złożone z naszych ekspertów operacyjnych, przygotowywane są plany zatrudnienia personelu i kurierów. Przygotowujemy też naszą infrastrukturę techniczną, tak aby każdy otrzymał prezent pod choinkę na czas. W okresie przedświątecznym obserwujemy bowiem wzrost wolumenu o 30%, a w dniach przedświątecznych nawet o 50%. Łącznie ruch przedświąteczny stanowi 10 proc. rocznego wolumenu, jednak z punktu widzenia operacyjnego kluczowe są ostatnie dwa tygodnie, kiedy gotowość operacyjna jest dla nas najważniejsza  kontynuuje.

By jak najbardziej skrócić czas oczekiwania konsumentów na zamówione przesyłki firmy branży TSL inwestują w infrastrukturę. Na bieżąco monitorują stan techniczny urządzeń w terminalach i sortowniach, a znając potrzeby swoich klientów często już dużo wcześniej decydują się na kupno nowoczesnych urządzeń przyspieszających, np. proces sortowania nadawanych paczek.

– Prace nad uruchomieniem nowoczesnego sortera małych paczek oraz kopert trwały ok. 3 miesiące. Dopiero po wielu niezbędnych testach zdecydowaliśmy, że jest gotowy do pracy. Dzięki niemu ponad dwukrotnie zwiększyliśmy naszą dzienną wydajność i możemy przyjąć blisko 70 000 dodatkowych paczek do sortu. Obecnie w warszawskiej lokalizacji obsługujemy ok. 45% całego wolumenu trafiającego do naszej sieci. Zakup nowego sortera ma pozytywny wpływ na bezpieczeństwo powierzanych naszej firmie przesyłek. Jest on bowiem wyposażony w trzy systemy zabezpieczeń przed pomyłkowym sortem – tłumaczy Tomasz Kowalewski, Kierownik Sortowni EX WA.

Podczas grudniowego piku dobra organizacja i operacyjne przygotowanie firmy to podstawa, ale równie ważna jest innowacyjność i otwartość na potrzeby klientów. Stale rozwijający się rynek e-commerce sprawia, że z roku na rok ilość zamówień pochodzących ze sklepów internetowych wzrasta. Rosną także oczekiwania konsumentów, np. co do sposobu i czasu doręczenia przesyłki. Najlepsze firmy kurierskie są do tego przygotowane i działając elastycznie proponują zamawiającym różne formy odbioru paczek, a nawet zmianę adresu doręczenia kiedy przesyłka jest już w drodze do odbiorcy.

 Zachęcamy, zwłaszcza podczas szczytu paczkowego, do skorzystania nie tylko z konwencjonalnych metod doręczenia za pośrednictwem kuriera, ale również z naszych Parcelshopów. Nasza sieć liczy już ponad 1,5 tys. takich punktów w całym kraju. Można także skorzystać z przekierowania paczki na inny adres, jeśli nie mamy pewności, że będziemy w domu. W ofercie dajemy naszym klientom także możliwość doręczenia przesyłki do sąsiada bądź skorzystania z automatów Parcelstation – informuje Dyrektor ds. Operacji Krajowych DHL Parcel Polska.

Firmy branży logistycznej robią wszystko, by szczególnie podczas świątecznego szczytu, dostarczyć przesyłki na czas. DHL Parcel Polska zatrudnia wówczas dodatkowych pracowników, przygotowuje plany awaryjne, jak choćby specjalne rozkłady jazdy i dokładnie sprawdza stan techniczny całej infrastruktury. Nawet najlepsze przygotowanie może okazać się jednak niewystarczające, jeśli warunki atmosferyczne będą wyjątkowo niesprzyjające. Często zapominamy, że w tym okresie pogoda lubi płatać figle, fundując nam nie tylko opady śniegu, ale coraz częściej gołoledź, która zdecydowanie utrudnia poruszanie się po polskich drogach. Z tego powodu nie warto czekać z kupnem prezentów do „ostatniej chwili”.

Problemy Azerbejdżanu. Nowy rząd we Włoszech

Waluta Azerbejdżanu cierpi na problemach gospodarczych kraju uzależnionego od eksportu ropy. We Włoszech powstał nowy rząd. Rośnie nadwyżka handlowa Polski.

Problemy Azerbejdżanu

Tania ropa naftowa to problem wielu państw. Z polskiego punktu widzenia najbardziej widocznym następstwem był wpływ na Rosję i spadek wartości tamtejszego rubla. Są jednak państwa znacznie mocniej dotknięte tym problem. Przykładem jest Azerbejdżan, który ponownie walczy o wartość swojego manata. Waluta ta była dewaluowana w zeszłym roku dwukrotnie. Ponieważ jej kurs nie jest wolnorynkowy dalej jej wycena odbiega od realnej. Obywatele dążą do sprzedaży manatów i kupna dolarów co tylko pogłębia problem. Nadzieja rządu leży we wzroście cen ropy, jednakże pomimo ostatnich wzrostów do ponad 55 dolarów za baryłkę nie widać znaczącej poprawy. Waluta, która jeszcze w 2015 roku kosztowała ponad 4,70 zł, dzisiaj kosztuje połowę tej kwoty. Gdyby doszło do dewaluacji ta relacja byłaby jeszcze mniej korzystna.

Nowy rząd we Włoszech

Kryzys rządowy we Włoszech trwał znacznie krócej niż wielu analityków przewidywało. Wczoraj prezydent Sergio Mattarella zaprzysiężył centrolewicowy gabinet Paolo Gentiloniego. Nowy premier jest byłym szefem dyplomacji. Ponieważ rząd popierają te same formacje co poprzedni rząd Renziego nie może też dziwić, że wielu ministrów zachowało swoje teki. Nowy rząd w swoich priorytetach utrzymał kontynuowanie reform. Opozycja domagała się przedterminowych wyborów, jednakże zapowiedziano je dopiero po  wprowadzeniu jednolitej ordynacji wyborczej.

Nadwyżka handlowa Polski

GUS opublikował dane na temat nadwyżki handlowej Polski. Przewaga eksportu nad importem wynosi obecnie 19,13 mld zł. Dla porównania skali eksport wynosi 655 mld złotych. Jest to wynik ponad dwukrotnie wyższy niż przed rokiem. Eksport rośnie w Polsce szybciej niż import co pogłębia różnicę. Wzrost w PLN wyniósł 5,1% dla eksportu i 3,5% dla importu. Z drugiej strony te same dane w ujęciu dolarowym mówią o wzroście o 0,5% i spadku o 1%. Powodem tej rozbieżności jest wzrost wartości dolara. Drugą ważną informacją z GUS było potwierdzenie końca deflacji. Poziom cen w listopadzie w ujęciu rocznym nie zmienił się.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
  • 14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
  • 14:30 – USA – ceny importu i eksportu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wirtualna rzeczywistość czai się tuż za rogiem

Według badania Oracle ponad trzy czwarte marek w ciągu następnych czterech lat wprowadzi obsługę klienta przez rozwiązania w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR) i chatboty.

Tracenie czasu w kolejkach po to, aby porozmawiać z przedstawicielem firmy w celu rozwiązania problemu, wkrótce może odejść do lamusa. Nowe badanie Oracle pokazuje bowiem, że 78% marek planuje do 2020 r. wdrożyć rozwiązania VR do obsługi klienta, a cztery na pięć (80%) będzie obsługiwać klientów za pośrednictwem chatbotów.

Ten drastyczny spadek interakcji międzyludzkich wynika z tego, że preferencje klientów w stronę cyfrowej samoobsługi wykraczają daleko poza aplikacje do zamawiania taksówek i zmieniają ich oczekiwania dotyczące interakcji z innymi markami. Ponad jedna trzecia (35%) przedstawicieli marek objętych raportem Oracle pt. „Czy doświadczenia wirtualne mogą zastąpić rzeczywistość?”stwierdziła, że ich klienci wolą dokonywać zakupów lub rozwiązywać problemy bez konieczności rozmowy ze sprzedawcą czy pracownikiem działu obsługi klienta.

Mimo że decyzja o inwestowaniu w nowe technologie takie jak VR, chatboty i sztuczna inteligencja ma na celu spełnienie nowych oczekiwań klientów, może ona spalić na panewce, jeśli marki nie będą w stanie łączyć i interpretować danych pochodzących z wielu różnych źródeł. 60% firm przyznało, że obecnie przy tworzeniu profili klientów nie biorą pod uwagę informacji pochodzących z mediów społecznościowych lub informacji o wcześniejszych interakcjach. Niepełne lub nieaktualne profile klientów mogą nie uwzględniać szczegółów dotyczących preferencji, historii zakupów lub najnowszych problemów klienta. W takiej sytuacji zastosowanie obsługi przez boty i VR spowoduje tylko frustrację klientów.

„Mimo że wiele osób traktuje wirtualną rzeczywistość jako przelotną modę, zaangażowanie niektórych wielkich globalnych korporacji w opracowywanie produktów VR dla klientów sugeruje, że jest wręcz przeciwnie. Szukając nowych sposobów na zapewnienie klientom atrakcyjnej, innowacyjnej obsługi, marki zawsze będą eksperymentować z nowymi technologiami” — powiedział Daryn Mason, dyrektor ds. aplikacji CX w Oracle.

„Marki są obecnie na rozstaju dróg. Niektóre eksperymentują i wdrażają nowe usługi, aby uzyskać przewagę pioniera, natomiast inne mają bardziej ostrożne podejście. Zanim jednak przedsiębiorstwa wdrożą zaawansowane innowacje, muszą zadbać o właściwe podstawy. Prawda jest bowiem taka, że wiele marek wciąż jeszcze nie jest w stanie uzyskać całościowego widoku każdego klienta, więc obecnie najważniejsze będzie dla nich uporządkowanie już posiadanych danych oraz czerpanie z nich korzyści. Klienci cenią sobie szybkie, pomocne i spersonalizowane kontakty bez względu na sposób ich prowadzenia, więc w obsłudze klienta wciąż jest jeszcze miejsce dla ludzi”.

Boże Narodzenie na świecie w liczbach

3 miliardy euro – tyle wydali Włosi na zakupy w internecie przed rokiem w okresie okołoświątecznym. Ponad trzy razy większy przychód ze sprzedaży online w tym czasie odnotowano w Niemczech. Świąteczny biznes na dobre kwitnie już kilkanaście tygodni przed Bożym Narodzeniem, a listopad i grudzień to dla sprzedawców najbardziej dochodowe miesiące w roku.

Dla sprzedawców święta Bożego Narodzenia kończą się – paradoksalnie – wtedy, gdy na niebie zaświeci Pierwsza Gwiazdka. Chociaż mieszkańcy niektórych krajów twierdzą, że Boże Narodzenie stało się już zbyt komercyjne, nie da się zaprzeczyć, że miliardy euro wydawane na prezenty, ozdoby i bibeloty skutecznie napędzają każdego roku światową gospodarkę.

Złotówki, euro, dolary – świąteczne wydatki i zyski na świecie

Ponad połowa Rosjanek pod choinką chciałaby znaleźć gotówkę. Nie ma w tym nic zaskakującego, biorąc pod uwagę spore wydatki w okresie przedświątecznym. Z portfeli i kont bankowych na całym świecie znikają spore sumy. Przed rokiem na bożonarodzeniowe zakupy w sieci Włosi wydali aż 3 miliardy euro, zaś Niemcy aż 11 miliardów euro. Nasi zachodni sąsiedzi najczęściej kupowali książki i zabawki, czyli – jak nietrudno się domyślić – prezenty dla przyjaciół i najbliższych.

Kanadyjczycy w grudniu 2014 roku pobili rekord zakupów zabawek, gier i gadżetów, wydając na nie ponad 416 milionów dolarów. To aż o ponad 185 procent więcej niż przeciętna miesięczna sprzedaż tych produktów. W tym roku na świąteczne zakupy Polacy planują wydać średnio nie więcej niż 723 złote, czyli nieco mniej niż przed rokiem.

Najdroższa choinka z perłami zamiast bombek

Jeden z hoteli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wpadł na pomysł promowania swojej marki dzięki najdroższemu na świecie drzewku bożonarodzeniowemu. W hotelu w Abu Dhabi w 2010 roku stanęła choinka, która wraz z ozdobami kosztowała aż 11 026 900 dolarów. Za samo zielone drzewko zapłacono 10 tysięcy dolarów, zaś ponad 11 milionów pochłonęły ozdoby ze złota, diamentów, pereł, szafirów i szmaragdów.

Źródło: http://www.hrs.com/pl/blog/po-godzinach/swiateczna-podroz-dookola-globu.html

 

Wszyscy chcą zmian – nikt nie chce się zmienić

Pracownicy bardzo często dostrzegają potrzebę wprowadzenia zmian w firmie. Nie oznacza to jednak, że reagują entuzjastyczne, gdy szefowie zapowiadają, iż zmiany (nawet te pożądane) faktycznie zostaną wprowadzone. Jeszcze gorzej, jeśli menedżer oczekuje, aby to sam pracownik zmienił coś w swoim sposobie pracy.

Każda zmiana jest trudna. Zmiany w organizacji stanowią wyzwanie dla pracowników, którzy muszą odejść od tego co znane, przewidywalne (a przez to bezpieczne) i odnaleźć się w nowej sytuacji. Z tego też powodu wprowadzanie zmian trudne jest także dla menedżerów. Zazwyczaj mają oni świadomość, że każda nowa propozycja może wywoływać opór – jawny, przejawiający się w wyrażanych wprost protestach lub bierny – polegający np. na nierealizowaniu nowych zaleceń, pomimo pozornej zgody.

– Zmiana na zewnątrz (w otoczeniu: sposobie lub narzędziach pracy, procesach itp.) pociąga za sobą również konieczność zmiany wewnątrz (w człowieku). To wymaga wysiłku. Nie zawsze łatwo jest temu sprostać. Nie zawsze także szybko uzyskujemy tak dobre efekty, jak byśmy chcieli. Niechęć do zmiany jest więc całkowicie naturalna – mówi Magdalena Robak, trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group.

Jak skłonić pracownika do zmian?

Jeśli menedżer chce, aby wprowadzane zmiany były akceptowane (i co za tym idzie, realizowane) przez pracowników, nie może unikać rozmów, bo to one są kluczowe. Samo wydanie nowych poleceń i zamknięcie się w gabinecie to najprostszy sposób na niepowodzenie.

– Kluczową rzeczą jest bycie z ludźmi na każdym etapie zmian. Służy temu rozmowa. Rozmowa, dzięki której ludzie rzeczywiście zrozumieją przyczyny zmian i je zaakceptują. Rozmowa, która pomoże im odkryć indywidualne lęki i pragnienia oraz wspólnie wypracować działania, które je realnie usuną. Rozmowa, która wzmocni pracowników w kryzysowych momentach. Rozmowa, dzięki której ludzie będą mogli szczerze powiedzieć co myślą i nie zostaną za to ochrzanieni. Rozmowa, która doceni to, co ludzie już osiągnęli i pomoże im poradzić sobie z tym, co jest dla nich trudniejsze – wymienia Magdalena Robak.

Drugim ważnym elementem w sytuacji zmiany są dobre wzorce ze strony szefów. Jeśli przełożeni chcą, żeby ludzie zmienili się zgodnie z tym, do czego sami próbują ich przekonać, powinni stać się przykładem. Szef powinien postępować zgodnie z oczekiwaniami i wytycznymi, jakie stawia podwładnym. Powinien być pierwszym, który wdraża zapowiadane zmiany i rozlicza je najpierw u siebie a potem u innych. Niestety, w praktyce często dzieje się inaczej.

– Klasycznym tego przykładem jest delegowanie menedżerów średniego szczebla na szkolenia z budowania postawy przywódczej. Jednak top-menedżerów na takich szkoleniach często brak. Uczestnik wraca do firmy z nowymi umiejętnościami i zapałem do zmian, ale tam trafia na stare przyzwyczajenia i styl zarządzania przełożonych. Ci, którzy wysłali go na szkolenie, sami niszczą jego motywację i nie dają okazji do wprowadzenia w życie nabytej wiedzy – mówi trenerka Effect Group.

Kolejny element to odpowiednie wsparcie ze strony przełożonego. Od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do koncentrowania się przede wszystkim na błędach i krytykowania. Feedback szefów zdecydowanie silniej koncentruje się na brakach, pomyłkach. Z jednej strony jest to oczywiste, ponieważ naszym celem w pracy jest prawidłowa realizacja zadań i celów. Gdy pracownik „zbacza” z odpowiedniej drogi, trzeba go na nią skierować. Jednak zwracanie uwagi wyłącznie na błędy – nawet jeśli jest konstruktywne – obniża samoocenę pracownika a tym samym może wywoływać negatywne nastawienie do szefa i wzmagać opór. W „najlepszym” przypadku sprawia, że pracownik dostosowuje się do oczekiwań przełożonego, ale robi to z zaciśniętymi zębami, wbrew sobie.

Mądre wsparcie polega na czymś zupełnie innym – chociażby na spokojnym tłumaczeniu, docieraniu do przyczyn popełnianych błędów, wspólnym poszukiwaniu możliwych rozwiązań – mówi Magdalena Robak – Nie chodzi oczywiście o to, by zaprzeczać porażkom lub uznawać błędy za nieistotne, ale by informacja zwrotna od przełożonego motywowała do rozwoju i rozwój wspierała. Mówiąc obrazowo – jeśli ktoś upada i nie może lub nie potrafi wstać, trzeba mu pomóc. Krzycząc na niego, na pewno go nie podniesiemy.

Jak przekazywać informacje zwrotne?

Problem w tym, że nawet jeśli menedżer chce udzielić podwładnemu konstruktywnych wskazówek, jego słowa i tak mogą zostać odebrane jako atak lub nieuzasadnione „czepianie się”. W końcu rzadko kto lubi słyszeć negatywne słowa na swój temat. Dlatego, aby zminimalizować ryzyko, że taka informacja zostanie źle odebrana, warto zadbać o przekazanie jej w odpowiedni sposób.

Podstawowe i dość powszechnie znane zasady głoszą, że udzielając pracownikowi informacji zwrotnej należy:

  • oprzeć się na opisie faktów (np. „w raporcie brakuje informacji X i Y”) nie zaś na wyrażeniu swojej oceny (np. „raport jest niekompletny”);
  • podać konsekwencje tych faktów (np. „nie będzie można przeanalizować obszaru A, a w konsekwencji podjąć decyzji w tym temacie”);
  • wyrazić konkretne oczekiwania (np. „uzupełnij te dane do piątku do godz. 12:00”).

Natomiast znacznie mniej znane (choć nie mniej ważne) są zasady, zgodnie z którymi należy:

  • skoncentrować się na tym, żeby wskazanie błędu lub braku stało się punktem wyjścia do wzmocnienia umiejętności pracownika;
  • przeanalizować wspólnie z pracownikiem, jakiej wiedzy lub kompetencji mu zabrakło, żeby poprawnie wykonał zadanie;
  • opracować konkretny plan działań w celu uzupełnienia brakujących kompetencji;
  • ustalić (wspólnie) sposób działania, który zapobiegnie popełnianiu podobnych błędów w przyszłości,
  • określić, jakiego wsparcia pracownik potrzebuje od szefa i firmy.

– Koncentracja podczas feedbacku tylko na pierwszych trzech punktach to myślenie typowe dla menedżera – podkreśla Magdalena Robak. – Dodanie kolejnych czterech to postawa lidera, który błąd zawsze traktuje jako okazję do nauki i rozwoju. Taka forma pokazuje pracownikowi, że szef skupia się na nim i na korzyściach, jakie może on odnieść z informacji zwrotnej – zauważa trenerka.

Czy postępowanie według powyższych zasad zlikwiduje potencjalny stres lub opór pracownika? Prawdopodobnie nie. Może go jednak znacznie zmniejszyć, a to już będzie stanowiło krok milowy na drodze do zmian.

Prezes Ursusa: Polskie firmy powinny dostarczać sprzęt dla armii

Ursus posiada obecnie trzy fabryki o bardzo wysokim potencjale wytwórczym. Z tego względu bardzo interesujący dla firmy jest biznes związany dostawami dla armii polskiej. Ursus ma w swojej ofercie samochód zabezpieczenia zaplecza oraz bierze udział w dialogu technicznym dotyczącym programu „Mustang”. Wspólnie ze swoim partnerem AMZ-Kutno, firma zamierza zaproponować pojazdy wojskowe – bardzo nowoczesne, a przede wszystkim wykorzystujące potencjał wstępnego montażu polskiej fabryki – oraz krajową produkcję tych pojazdów.

– Bardzo ważne jest, aby polska armia opierała swoje wyposażenie na potencjale polskiego przemysłu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Karol Zarajczyk, prezes zarządu Ursus S.A.

– Należy nie tylko dostarczać wyroby produkowane w Polsce, ale też stwarzać warunki zwiększające polskim przedsiębiorcom wygrane w przetargach.

Mam na myśli ostatni przetarg rozpisany na dostawę cywilnych ciągników dla armii. Przy niezrozumiałej konstrukcji SIWZ, przetarg wygrał producent zagraniczny. Współpracę można było nawiązać z krajowym producentem, który posiada sprzęt doskonale spełniający wymagania wojska – do tego jeszcze dużo tańszy w obsłudze posprzedażnej.

Środki, które zostały zmarnowane, mogły zostać przeznaczone na zupełnie inne, modernizacyjne cele armii. Wiemy, że przed nami stoi bardzo duże wyzwanie jeśli chodzi o modernizację polskiego wojska. Ursus jest zainteresowany żywotnie w części motoryzacyjnej, nie tylko przy dostawach sprzętu cywilnego, ale też wojskowego. W przypadku zabudowy czy specjalistycznego sprzętu, jesteśmy gotowi występować w konsorcjach oraz być podwykonawcą dostawców oferujących specjalistyczny sprzęt elektroniczny – podkreśla Zarajczyk.

Mikrousługi w zawrotnym tempie zmieniają sposób, w jaki jest tworzone oprogramowanie na świecie

Google, Facebook, Allegro, Twitter, Ebay, Samsung, Netflix – co łączy te firmy? Wszystkie postawiły na tworzenie oprogramowania w architekturze mikrousług. Trend ten nie dotyczy jednak tylko największych firm IT. Jak pokazują badania firmy Lightbend, już ponad połowa programistów Java na całym świecie korzysta albo zamierza wkrótce korzystać z mikrousług w procesie tworzenia oprogramowania.

Lightbend przeprowadził swoje badania latem 2016 roku na grupie 2151 programistów Java z różnych firm z całego świata. Wyniki pokazały, że 30 proc. z nich korzysta z architektury mikrousług w procesie wytwarzania oprogramowania, a 20 proc. planuje ich wykorzystanie w projektach realizowanych w swojej firmie w bliskiej przyszłości.

Czym są mikrousługi?

Zwrot w kierunku oprogramowania opartego o mikrousługi i kontenery to cicha rewolucja, która w ostatnich miesiącach dokonuje się na globalnym rynku IT.

„Mikrousługi stanowią alternatywę dla monolitycznego stylu tworzenia oprogramowania. Tworząc aplikacje z wykorzystaniem architektury mikrousług i kontenerów, programiści mogą odpowiednio dobrać jej poszczególne elementy, nie zajmując się całością aplikacji, co ma miejsce w przypadku podejścia monolitycznego. Tym samym cykl produkcyjny ulega skróceniu, a związane z nim koszty obniżeniu nawet o 60 proc. Zwiększa się także elastyczność oraz szybkość wprowadzania innowacji” – tłumaczy Rafał Głąb, Business Technology Unit Director, odpowiedzialny za rozwój Onwelo Microservices Lab, największego w Polsce centrum kompetencyjnego dotyczącego mikrousług.

Jak podkreśla przedstawiciel Onwelo, oprogramowanie oparte o architekturę mikrousług pozwala też na nawet dziesięciokrotnie efektywniejsze wykorzystanie infrastruktury serwerowej, na której jest zainstalowane. Dodatkowo zastosowanie mikrousług zapewnia niezależność aplikacji od platformy, technologii i kompetencji zespołu IT.

W świecie DevOps i chmury mikrousługi już królują

Rozwój mikrosuług napędza przede wszystkim konieczność coraz szybszego tworzenia i modyfikowania oprogramowania, który wymuszają na działach IT i dostawcach oprogramowania zarządzający firmami w praktycznie każdej branży na świecie. Chcą oni w ten sposób umożliwić swoim firmom rozwój i wykorzystanie szansy, jaką stwarza cyfrowa rewolucja.

„Szefowie IT w firmach radzą sobie z tymi wymaganiami stosując nowe metodyki pracy swoich zespołów, jak np. podejście Agile – umożliwiające tworzenie funkcjonujących komponentów oprogramowania w ciągu dni lub tygodni, pomimo zmieniających się czy nie do końca sprecyzowanych wymagań, czy DevOps – polegające na współpracy programistów, administratorów systemów i wdrożeniowców w celu dostosowania oprogramowania do potrzeb użytkowników. Bardzo powszechne jest także stosowanie nowych rozwiązań technologicznych, jak mikrousługi czy kontenery, które ułatwiają i przyśpieszają pracę programistów” – mówi Rafał Głąb.

Z architektury mikrousług w procesie tworzenia oprogramowania korzysta już 78 proc. zespołów DevOps. Ujawniło to badania firmy Logz.io, która przeprowadziła je niedawno wśród 360 zespołów DevOps z całego świata. Podobne rezultaty przyniosło w ostatnim czasie badanie firmy Nginx, które zostało przeprowadzone wśród 1825 programistów związanych z środowiskiem DevOps z całego świata. Pokazało ono, że z mikrousług korzysta lub rozważa rozpoczęcie korzystania 68 proc. respondentów.

„W takim tempie rozwoju mikrousługi mogą się stać najpopularniejszą metodą tworzenia oprogramowania na świecie w rekordowo niskim czasie” – podsumowuje Rafał Głąb z Onwelo.

Na prezenty świąteczne wydamy średnio do 300 zł

Na zakupy świątecznych prezentów przeznaczymy w tym roku najczęściej do 300 zł. Prawie 40 proc. z nas zrobi zakupy w galeriach handlowych, a co czwarty Polak online – wynika z badania IQS przeprowadzonego na zlecenie firmy Wyjątkowy Prezent. Największy problem sprawia Polakom wybór upominku dla ukochanej osoby, a wśród prezentów wymarzonych przez samych badanych króluje elektronika oraz karty podarunkowe.

Ponad 15 proc. Polaków nie wyda na świąteczne prezenty więcej niż 100 zł, a 13 proc. polskich konsumentów w ogóle nie planuje zakupu upominków. Niemal 30 proc. z nas przeznaczy na ten cel między 100 a 300 zł, a 13 proc. planuje zamknąć się w budżecie w wysokości 500 zł. Prawie co piąty Polak zakupi prezenty o łącznej wartości do 1000 zł.

Średnio co piąty Polak obdaruje w tym roku świątecznymi prezentami co najmniej 7 osób. Prezent dla jednej osoby planuje przygotować 8 proc. Polaków., dla dwóch i czterech – po 15 proc. konsumentów, a niewiele mniej, bo 14 proc. osób zakupi prezenty dla pięciorga bliskich. Prezenty dla trzech osób zakupi aż 22 proc. z nas.

– Największy problem sprawia Polakom zakup prezentu dla „drugiej połówki” – wskazuje na to prawie 30 proc. respondentów. Trochę mniej trudności mamy z wyborem upominku dla rodziców (wskazuje na to 17 proc. respondentów) oraz dla naszych dzieci (według 15 proc. badanych) – mówi Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent oferującej upominki w formie przeżyć. Stosunkowo bezproblemowym zakupem jest prezent dla rodzeństwa, dziadków, przyjaciół oraz dalszej rodziny. Z kolei 22 proc. Polaków uważa, że nie ma żadnych trudności z wyborem świątecznych prezentów.

Prawie 40 proc. Polaków dokonuje zakupu świątecznych prezentów w galeriach handlowych. Na zakupy poza galeriami – w sklepach stacjonarnych bądź supermarketach decyduje się w sumie 30 proc. polskich konsumentów, a w dyskontach – prawie 10 proc. badanych. Prawie co czwarty Polak planuje zakupy upominków online – w sklepach internetowych (11 proc.) lub na aukcjach internetowych (14 proc.).

 – Co piąty Polak chciałby znaleźć pod choinką sprzęt elektroniczny. Niewiele mniej, bo 18 proc. z nas wskazuje jako wymarzony, świąteczny upominek kartę podarunkową lub voucher, z czego 11 proc. preferuje voucher na upominek w formie przeżycia, takiego jak skok ze spadochronem czy kurs kulinarny – dodaje Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent. Dla 12 proc. z nas pożądanym prezentem jest biżuteria lub zegarek, a dla 9 proc. – książka. Prawie co dziesiąty Polak chciałby otrzymać w prezencie gotówkę. Najmniej oczekiwane w tym roku prezenty pod choinką to odzież, kosmetyki lub perfumy, artykuły do domu bądź meble, czy też sprzęt sportowy.

Informacja o badaniu

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie firmy Wyjątkowy Prezent przez IQS w dniach 17-22 listopada 2016 r. Analizą objęto grupę 800 Polaków w wieku 15-55 lat. Badanie zostało zrealizowane z wykorzystaniem ankiety internetowej techniką RTS.

Święta Bożego Narodzenia – jak Polacy robią zakupy. Wyniki najnowszego raportu

Święta Bożego Narodzenia to w kulturze polskiej jedno z najważniejszych wydarzeń roku. W czasie ich trwania dużo uwagi poświęcamy konsumpcyjnym aspektom „Gwiazdki”. Kupowanie prezentów swoim bliskim jest obowiązkowym elementem świątecznej tradycji. Raport „Ważne wydarzenia w życiu Polaków”[1], zrealizowany na zlecenie Lindorff SA, ukazuje ile jesteśmy w stanie wydać na grudniowe upominki i skąd mamy pieniądze na ten cel.

Wszystko w rodzinie

W badaniu zrealizowanym na zlecenie firmy Lindorff SA większość ankietowanych, prawie jednogłośnie, stwierdziła iż spędza święta z rodziną – taką odpowiedź wskazało aż 92% respondentów. Badani zostali również poproszeni o wskazanie liczby osób, jaką obdarowują prezentami w czasie Wigilii i Świąt. Najwięcej ankietowanych – jedna trzecia – wskazało 3 lub 4 osoby. Niewielu mniej badanych, bo aż 29%, jest w stanie obdarować większa grupę bliskich, od 5 do 6 osób.

Czy jesteśmy hojni w święta Bożego Narodzenia?

Mniejsza część respondentów jest w stanie kupić prezenty dla nieco większej liczby osób – 13% ankietowanych wręcza podarki 7-8 bliskim, a 5% aż 10-14 osobom.

Tendencja do obdarowywania mniejszej liczby osób jest mniej zauważalna. Tylko 8% badanych wręcza prezenty wyłącznie dwójce osób, a 3% jednej osobie. Zwyczaj obdarowywania się na Święta jest powszechny – zaledwie 6% respondentów zadeklarowało, że nie kupuje bliskim prezentów świątecznych w ogóle.

Jak wysoko „cenimy” bliskich?

Respondenci w badaniu zostali zapytani także o kwoty, które przeznaczają na prezenty dla swoich bliskich. Najwięcej ankietowanych – 30%, przeznacza na ten cel od 150 do niespełna 300 zł. 1/5 badanej grupy decyduje się na większą kwotę, jednak nie przekraczającą 500 zł. Z drugiej strony, aż 14% respondentów wskazało na wydatki niższe niż 150 zł.

Stosunkowo mała część badanych jest w stanie wydać na świąteczne upominki więcej. Co dziesiąty respondent przyznał, że przeznacza na nie sumę z przedziału 500-699 zł. Przekroczenie tej kwoty – nie osiągając granicy 1 tys. zł – deklaruje już tylko 3% badanych. Niespełna 1500 zł na prezenty może wydać 4% społeczeństwa, a przekroczenie tej kwoty dotyczy jedynie 3%. Natomiast 7% ankietowanych nie było w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Ile Polacy wydają na prezenty

Ile przejadamy?

Na zastawienie świątecznego stołu najczęściej przeznaczamy od 300 do 499 zł (koszty związane wyłącznie z jedzeniem) – to odpowiedź 33% ankietowanych. Niewiele mniej, bo 20% badanych świętuje nieco skromniej, ograniczając wydatki do 150-299 zł, a 12% ankietowanych od 500 do 699 zł.

Największe wahania w wydatkach są zauważalne w przedziale wiekowym 50-59 lat. Badani w tym wieku w większości przeznaczają mniejsze kwoty na święta, przy czym 5% z nich jednocześnie przyznało, iż w czasie świąt na zastawienie stołu przeznacza powyżej 1500 zł. W przedziale 30-39 lat takiej odpowiedzi udzieliło tylko 2% ankietowanych, jednak 8% zadeklarowało wydatki rzędu 1000-1499 zł. W grupie 40-49 lat zauważalną „górną granicą” świątecznego stołu okazała się suma 700-999 zł z 11% odpowiedzi.

Z czego finansujemy święta?

Ankietowani zostali również zapytani, skąd biorą fundusze na świąteczne wydatki. Odpowiedzi wyklarowały dwa dominujące wybory: finansowanie świąt z wynagrodzenia (59% odpowiedzi) oraz z oszczędności (54%). Tylko 3% ankietowanych przyznało, iż do tego celu wykorzystuje pożyczkę gotówkową.

Na pytanie, czy kiedykolwiek zadłużyłeś/zadłużyłaś się na rzecz Świąt, zdecydowana większość, bo 78% procent ankietowanych, stwierdziła że nigdy nie skorzystała z tego rozwiązania. 8% badanych przyznało, że kiedyś skorzystali z pożyczki, jednak zaciągnięta kwota nie przekroczyła 1 tys. zł. 4% respondentów wyjawiło, że zdarzyło im się zadłużyć na sumę z przedziału 1000-1999 zł. Na pożyczenie wyższej kwoty, zbliżającej się do granicy 4 tys. zł, zdecydowało się jedynie 3% ankietowanych.

Badanie[2] pokazuje, że święta Bożego Narodzenia są dla nas niemal tak ważne, jak narodziny dziecka czy własny ślub. Spędzamy je głównie z rodziną i na nią wydajemy pieniądze – niezależnie, czy poprzez kupowanie prezentów czy zastawienie stołu podczas wigilijnej kolacji. Na podarki dla bliskich większość z nas wydaje od 150 do 499 zł, obdarowując w ten sposób od 3 do 6 osób – najczęściej członków naszej rodziny. Budujący jest fakt, że wydatki świąteczne finansowane są głównie z wynagrodzenia oraz oszczędności. Duża część Polaków nigdy nie zadłużała się na ten cel. Ci, którzy to zrobili, pożyczali jednorazowo nie za duże kwoty (do 2000 zł).

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 26.09.2016 – 29.09.2016 r, N=427.

[2] Tamże.

Ceny ropy tuż pod linią

Amerykańskie parkiety giełdowe pierwszy raz od początku miesiąca odnotowały spadki. Podobnie było z dolarem, który tracił wczoraj na wartości. Wzrosty odnotowano na rynku ropy.

Inwestorzy na rynku ropy cieszyli się wczoraj informacją, o dołączeniu do porozumienia krajów producentów spoza kartelu OPEC. Chodzi tu głównie o Rosję ale też Kazachstan czy Meksyk. Ceny ropy od początku sesji kształtowały się na sporych plusach. Ostatecznie dzień zakończono na poziomach niższych niż otwarcie, jednak wciąż o ponad 1.7% wyższych. Dolar natomiast stracił do euro 0.77%. Jeszcze więcej zyskał do dolara funt brytyjski – 0.88%. Polski złoty również zyskiwał do USD.

Wtorkowy handel rozpoczynamy informacjami z Chin. W „Państwie Środka” opublikowano dane dotyczące produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej. W obu przypadkach wyniki były lepsze od prognoz(6,2% i 10,8%) W dalszej kolejności napłyną jeszcze dane dotyczące niemieckiego indeksu ZEW. Dominować będą jednak dane o inflacji. Inwestorzy zwracać będą szczególną uwagę na dane z USA, o godzinie 14:30. Na koniec dnia opublikowane zostaną informacje z zapasach paliw według API.

usoil13122016r

Ostatnie wzrosty na rynku ropy (tu WTI), doprowadziły rynek na wysokość górnego ograniczenia dużego kanału wzrostowego(poniżej 54$). Dalszym wzrostom stoi na przeszkodzie tylko wspomniana linia oraz wskaźnik RSI. Dotarł on do linii spadkowej, która dotychczas hamowała wzrosty rynku. Czy tak będzie i tym razem? Wsparcie mamy w okolicach poziomu $48.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Inwestorzy widzą już na horyzoncie okres świąteczny

Inwestorzy widzą już okres świąteczny na horyzoncie, choć wcześniej (tj. jutro) będą musieli się zmierzyć z rewelacjami Fed. Wczorajsza słabość USD sugeruje, że pewność co do jastrzębiości Fed nie jest już tak oczywista dla uczestników rynku, jak się wydawała na początku miesiąca. Ale co innego jest sprzedawać dolara, a co innego ograniczać długie pozycje.

Jest to istotne rozróżnienie dla budowania strategii ponad krótki termin. Można sprzedać walutę spodziewając się nieprzychylnych jej fundamentów, a można też sprzedać tą walutę taktycznie, zakładając przejściową korektę, zanim powróci właściwy trend. Z USD może chodzić o ten drugi scenariusz, gdyż w jutrzejszej decyzji Fed mogą pojawić się (co osobiście zakładamy) elementy, które zabiorą nieco pary z obecnego rajdu dolara. W pełni zdyskontowana podwyżka nie będzie tutaj najważniejsza, ale ryzykiem dla USD jest, że Fed może nie być skłonny deklarować więcej niż dwóch podwyżek w przyszłym roku. Czy całkowicie odmienia to zalety dolara? Nie. Ożywienie gospodarcze USA wyraźnie przyspieszyło w końcówce tego roku, ekspansja fiskalna nosi ze sobą jednie ryzyka pozytywnego oddziaływania, a inflacja nakręca się chociażby z samych zrostów cen energii. Fed może nie być agresywny w podwyżkach, ale jest na ścieżce zacieśniania, w przeciwieństwie do pozostałych banków centralnych z G10. Przynajmniej to pozwala zawsze rozważać USD do kupna względem reszty walut.

Z drugiej strony mamy grudzień, mniej niż dwa tygodnie do świątecznego zastoju, a USD ma za sobą miesięczne wzrosty na poziomie 4 proc. Jeśli inwestorzy będą chcieli zredukować ekspozycję przed przerwą w handlu, w większym stopniu oznacza to odwrót od trendów z ostatnich tygodni. Oznacza to problem dla USD, ale też ulgę dla walut ryzykownych, m.in. rynków wschodzących. Jednak nie będzie to tak, że inwestorzy o 180 stopni zmienią swoje postrzeganie gospodarki światowej. Po prostu czasami lepiej jest przeczekać z boku na korzystniejszy poziom dla ponownego wejścia. Warto o tym pamiętać przed grudniową decyzją Fed. Wprawdzie o tej samej porze w 2015 r. też otrzymaliśmy podwyżkę z Rezerwy Federalnej, a w ciągu tygodnia po decyzji dolar stracił 1,5 proc. wartości.

Trudno oczekiwać, że w odliczaniu do decyzji Fed cokolwiek innego będzie skupiać na sobie uwagę, więc wtorkowy kalendarz może przejść bez echa. Lepsze dane z Chin o listopadowej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej mówią nam, że aktywność gospodarcza ustabilizowała się i przynajmniej na jakiś czas nie musimy się martwić o „twarde lądowanie” Państwa Środka. Z głównych gospodarek przed nami jeszcze indeks ZEW z Niemiec i inflacja z Wielkiej Brytanii. Pierwszy ma wskazać delikatną poprawę sentymentu, a na Wyspach CPI ma podskoczyć z 0,9 proc. do 1,1 proc. r/r. Na drugim planie mamy inflację ze Szwecji i brak przyspieszenia wzrostu cen może zmusić Riksbank do luzowania polityki na posiedzenia 21 grudnia. Inflacja bazowa z Polski jest neutralna dla złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Skanska: mieszkania na wynajem atrakcyjną alternatywą – komentarz ekspercki

 

Skanska: mieszkania na wynajem to jedna z najatrakcyjniejszych alternatyw, jaką możemy realizować

Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży w Skanska Residential Development Poland
Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży w Skanska Residential Development Poland

Stabilna gospodarka i dobre wyniki sektora mieszkaniowego w Polsce zaczynają przyciągać do kraju zagranicznych inwestorów. Zainteresowanie budzi rodzimy rynek najmu, jak dotąd w dużym stopniu sprywatyzowany. W tym roku doszło do pierwszych dużych transakcji kupna całych inwestycji mieszkaniowych przeznaczonych na wynajem. To za sprawą otwartych funduszy inwestujących w nieruchomości. Tym samym Warszawa stanęła w szranki z największymi europejskimi stolicami. To dobra prognoza dla deweloperów. Budowanie dla inwestorów stało się dla nich atrakcyjną alternatywą.

Jak wynika z danych firmy REAS, rok 2016 może być dla deweloperów kolejnym rekordowym okresem[1]. Nic więc dziwnego, że wybierając pomiędzy dużymi miastami w Europie, inwestorzy długoterminowi postanowili po raz pierwszy postawić swoje karty na Warszawę.

Pionierskie inwestycje w skali kraju

Rok 2016 okazał się na polskim rynku mieszkań na wynajem rewolucyjnym okresem – dostrzeżony został niewykorzystany dotąd potencjał tego sektora. Zrealizowane zostały pionierskie transakcje sprzedaży dużych części lokali w kompleksach mieszkaniowych z myślą o wynajmie. Te pierwsze inwestycje mogą otworzyć drogę do upowszechniania tego typu transakcji w kraju. Teraz nadszedł czas, aby ten potencjał wykorzystać i pozwolić na wejście do gry kolejnym dużym firmom. Sprzedaż części czy nawet całości budynku to z perspektywy dewelopera po prostu bardzo korzystne rozwiązanie. Inwestycje, których w mniejszym stopniu będzie dotyczył indywidualny proces sprzedażowy zwyczajnie zakończą się szybciej, a budującym dadzą pewność płynności finansowej całego przedsięwzięcia. Wszystko miałoby odbywać się wedle zasady forward funding[2], która zakłada, że nabywający nieruchomość fundusz finansuje całą inwestycję.

Jakość, która przyciąga

W Skanska również przyglądamy się takim możliwościom. I choć niektórych może dziwić to, że zdecydowaliśmy się wchodzić na rynek powoli, to nie mamy ambicji, by konkurować z czołowymi deweloperami na rynku pod względem liczby sprzedanych mieszkań, ale ich jakości. Dla przykładu – w ramach przyjętej strategii określiliśmy sobie, że przynajmniej na początku będziemy obecni tylko w Warszawie. Wybraliśmy nawet konkretne dzielnice, w których chcemy realizować nasze inwestycje. Starannie dobieramy lokalizacje, po to żeby były one pierwszym wyborem klienta i żeby umożliwiały nam spełnianie przyjętych standardów. Równocześnie takie inwestycje mogą okazać się atrakcyjne z perspektywy inwestora. W ostatnich latach nabyliśmy kilka atrakcyjnych gruntów w stolicy pod zabudowę mieszkaniową. Nasze nowe inwestycje będą zlokalizowane w takich punktach na mapie stolicy, które najbardziej interesują nabywców i najemców. Już wkrótce zaznaczymy mocniej swoją obecność na warszawskim rynku. Najważniejsza jest dla nas jednak jakość naszych projektów, a aby ją osiągnąć, potrzeba czasu. To filozofia, którą doceniają mieszkańcy naszych osiedli i którą w naszej opinii mogą docenić również potencjalni inwestorzy.

Nowoczesność i komfort dla najemcy

Inwestycje przeznaczone w części lub całości na wynajem to bardzo atrakcyjna możliwość nie tylko dla deweloperów. Wynajmujący dzięki temu zyskują komfort wprowadzenia się do nowoczesnego mieszkania, w którym wykorzystane są najnowsze technologie i mieszczącego się w dobrej okolicy. W mieszkaniach prywatnych zazwyczaj istnieje problem dotyczący dostosowania mieszkania pod własne preferencje względem choćby remontów odświeżających ogólny wygląd lokum. Kolejna kwestia to oszczędności, jakie płyną z użytkowania nowej nieruchomości. Zastosowanie przez dewelopera energooszczędnych rozwiązań to dla mieszkańca sposób na zmniejszenie wydatków związanych z wynajmem.

Aż 85%[3] Polaków posiada swoje „własne M”. W wielu przypadkach jest to niestety związane z wieloletnim kredytem. Koncepcja wynajmowania nieruchomości jest o tyle prostsza, że nie wiąże mieszkańca z jednym adresem na lata. Tego typu rozwiązania preferowane są szczególnie przez młodych ludzi. To właśnie oni dyktują zmianę mentalności, w ramach której własne mieszkanie przestaje być wyznacznikiem pozycji społecznej, a wynajem to wolność wiążąca się z mniejszą skalą zobowiązań.

[1] http://www.reas.pl/komentarze/mniej-doplat-w-mdm-ie-a-sprzedaz-wciaz-swietna

[2] http://www.reas.pl/komentarze/najwyzszy-czas-na-duze-inwestycje-na-polskim-rynku-mieszkan-na-wynajem

[3] https://www2.deloitte.com/content/dam/Deloitte/pl/Documents/Reports/Property_Index_2016_V2_one-page__002_.pdf

Z Polski wycofują się kolejni brokerzy rynku Forex

Andrzej Kiedrowicz Chief Operating Officer KOI Capital
Andrzej Kiedrowicz,
Chief Operating Officer
KOI Capital

Po okresie giełdowej hossy na początku XXI w., zakończonej krachem w 2008 r., podczas którego większość spółek straciła ponad połowę swojej wartości, polscy inwestorzy zaczęli poszukiwać alternatywnych inwestycji na rynku, dzięki którym mogliby zarobić pieniądze niezależnie od panującej koniunktury giełdowej. Takim rynkiem okazał się rynek Forex, na którym można zarabiać zarówno na wzrostach, jak i spadkach instrumentów finansowych. Popularność tego typu inwestycji zaczęła gwałtownie rosnąć, przyciągając na polski rynek zagranicznych brokerów, kuszących klientów ofertą szybkiego i łatwego zarobku. Brokerzy, zarówno polscy, jak i zagraniczni, zainwestowali ogromne pieniądze w reklamę i kontrakty sponsorskie z celebrytami oraz markami sportowymi, aby przyciągnąć jak najwięcej klientów. Tak też się stało – liczba osób inwestujących na tym rynku i obracanych przez nich pieniędzy gwałtownie rosła. 

Jednak na początku 2015 roku, po zniesieniu przez Narodowy Bank Szwajcarii, ustalonego 4 lata wcześniej, minimalnego kursu wymiany euro do franka na poziomie 1.20, pojawiły się pierwsze bankructwa wśród zagranicznych brokerów. Po decyzji banku, zaledwie w przeciągu kilku minut, kurs franka szwajcarskiego wystrzelił w górę o kilkadziesiąt procent. Brokerzy, którzy nie mieli zabezpieczenia w postaci wiarygodnych dostawców płynności, czyli czołowych banków inwestycyjnych, musieli zapłacić z własnej kieszeni za straty poniesione wskutek tego ruchu. Ze względu na to, iż większość pozycji na Forexie to pozycje mocno zlewarowane, straty te były zwielokrotnione. Co więcej, doszło również do konfliktu brokerów z klientami, którzy uważali, że niesłusznie zostali pozbawieni swoich środków.

Dwa miesiące temu jeden z najbardziej rozpoznawalnych brokerów w Polsce, firma HFT Brokers, poinformowała, iż wycofuje się z działalności na rynku Forex. Według zarządu spółki „kontynuacja oferty FX jest nieefektywna ekonomicznie oraz obarczona zbyt wysokim ryzykiem niepewności, co do przyszłych wyników”. Nie jest to pierwszy broker, który wycofał się z polskiego rynku. Wraz z końcem czerwca, swoje biuro w Warszawie zamknął Saxo Bank, wcześniej jedna z najdynamiczniej rozwijających się na tym rynku instytucji finansowych. Natomiast pod koniec sierpnia o rezygnacji z oferowania klientom dostępu do tego rynku poinformował DM PKO BP. Kilku mniejszych brokerów zagranicznych, działających na polskim rynku, również rozważa wycofanie się z naszego rynku.

Gdzie tkwią przyczyny wycofywania się firm z rynku Forex? Po pierwsze, zaczyna to być rynek nasycony, gdzie panuje duża konkurencja. Na polskim rynku działa obecnie kilkudziesięciu brokerów, oferujących dostęp do rynku Forex i instrumentów CFD (kontrakty na indeksy, surowce czy akcje). Większość z nich oferuje zbliżony do siebie produkt, czyli możliwość inwestycji przy pomocy najbardziej popularnej platformy MetaTrader 4. Dlatego też, brokerom posiadającym własną, czasem innowacyjną platformę handlową, ciężko jest się przebić z ofertą. Ponadto, w celu zdobycia nowych klientów, brokerzy prowadzą między sobą wyniszczająca wojnę cenową i reklamową, oferując coraz to niższe spready i prowizje od transakcji.

Dopóki na rynku Forex był silny przyrost nowych klientów, takie działania brokerów przynosiły skutki. Natomiast nowi inwestorzy, kuszeni możliwością wygenerowania szybkich zysków przy użyciu dźwigni finansowej, często nie byli przygotowani na drugą stronę medalu, czyli wynikające ze stosowania dźwigni ryzyko poniesienia wysokich strat, w przypadku obrania złego kierunku inwestycji. Wielu z nich brakowało także doświadczenia na tym rynku, często rachunki nie były odpowiednio dokapitalizowane w stosunku do nominalnych wielkości otwieranych transakcji. Do tego Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zaczęła straszyć rynek statystykami, iż ponad 80 proc. inwestorów ponosi straty. Statystyki te oczywiście były zawyżone. Nie zmienia to jednak faktu, iż rynek Forex okazał się nie takim prostym rynkiem inwestycyjnym, jak go przedstawiano w reklamach. Co więcej, KNF wprowadziła od września dość restrykcyjne wytyczne dla firm brokerskich, nakazujące m.in. informowanie, jaki procent klientów zyskuje, a jaki ponosi straty oraz określenie maksymalnego poziomu dźwigni finansowej. Kolejną przyczyną zmniejszonego zainteresowania Forexem jest obecna, niższa zmienność na rynku walutowym. Najbardziej popularna wśród inwestorów para walutowa EURUSD znajduje się od ponad roku w konsolidacji, wywołanej brakiem znaczących zmian w polityce monetarnej Fed-u i Europejskiego Banku Centralnego.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital