Co drugi Polak martwi sie swiatecznymi wydatkami, a co czwarty mysli o wzieciu kredytu

  • Co czwarty Polak planuje wydać w tym roku na święta mniej niż w zeszłym, a jednak 25% z nas przekroczy stan konta z powodu wydatków świątecznych
  • Blisko 66% będzie oszczędzać, korzystając z kuponów rabatowych i ofert specjalnych – 7 na 10 Polaków czuje dumę, gdy kupi prezent świąteczny w atrakcyjnej cenie

Dzieci cieszą się na święta i z niecierpliwością czekają już na prezenty. Dorosłych martwią wydatki. Dotyczy to co drugiego Polaka (48,8%). Tak wynika z badania przeprowadzonego na reprezentatywnej grupie Polaków* na zlecenie RetailMeNot (www.retailmenot.pl) – największego na świecie centrum zakupów online, udostępniającego kupony rabatowe  i zniżki do sklepów internetowych. Co czwarty Polak (25,7%) ze względu na swoją sytuację finansową, przewiduje, że w tym roku wyda na święta mniej niż w zeszłym. Większe wydatki planuje tylko 13,6% ankietowanych (i nie ma tu znaczących różnic w zależności od grupy wiekowej).

Dlaczego świąteczne wydatki martwią Polaków? Dla 25,4% ankietowanych przyczyną jest fakt, że kupując prezenty, produkty spożywcze czy dekoracje przekroczą stan konta. Osoby z tej grupy liczą się z koniecznością wzięcia kredytu. Jeden na czterech ankietowanych (24,1%) zakłada, że co najmniej za jeden prezent zapłaci w ratach. Co piąty (20,5%) będzie musiał pożyczyć pieniądze na prezenty u rodziny lub przyjaciół.

Na Wigilii oszczędzamy świadomie

Biorąc pod uwagę finansowe troski Polaków, nie dziwi, że prawie trzech na czterech (73,4%) zamierza w tym roku baczniej przyglądać się cenom. Nie chcą jednak rezygnować z kupowania wymarzonych prezentów i spełnienia życzeń swoich bliskich, dlatego chętnie będą korzystać z różnych form oszczędzania. Co drugi Polak (48,4%) przypomni sobie przy tym o własnych talentach. Osoby z tej grupy zamierzają w tym roku w większym stopniu własnoręcznie przygotować prezenty i świąteczne potrawy. Z kolei aż dwie trzecie Polaków (65,8%) wykorzysta kupony rabatowe i oferty specjalne, żeby jak najwięcej zaoszczędzić, kupując przy tym wartościowe rzeczy dla swoich bliskich. Warto zauważyć, że tego rodzaju oszczędnościowa postawa pozytywnie wpływa na samopoczucie kupujących: ponad 70% Polaków (71,6%) czuje dumę, kiedy znajdzie wymarzony prezent świąteczny w najlepszej cenie.

*Badanie ankietowe przeprowadzone na zlecenie RetailMeNot przez pracownię badawczą BIOSTAT w reprezentatywnej grupie 1.000 respondentów z Polski w listopadzie 2016 roku.

Nowoczesne technologie kluczem do optymalizacji kosztów w 2017 r.

2017 rok zbliża się wielkimi krokami, dlatego warto już teraz zastanowić się, jak w nadchodzącym roku usprawnić funkcjonowanie firmy oraz ograniczyć koszty związane z jej prowadzeniem. W realizacji tych celów pomocne będą nowoczesne technologie, które nie tylko zrewolucjonizują system pracy, ale również ograniczą zbędne wydatki.

Optymalizacja kosztów stanowi jeden z kluczowych elementów prowadzenia firmy, dlatego przedsiębiorcy powinni zastanowić się nad wprowadzeniem w życie rozwiązań, które nie będą miały negatywnego wpływu na funkcjonowanie firmy oraz pracowników, a wręcz przeciwnie – podniosą wydajność całego przedsiębiorstwa. O jakich technologiach mowa?

Po pierwsze: Usługi w chmurze

Firmy, którym zależy na optymalizacji wydatków, powinny zrezygnować z inwestowania w kosztowne oraz skomplikowane systemy informatyczne na rzecz usług w chmurze. Do takich rozwiązań należy m.in. Unified Communication as a Service (UCaaS) – technologia łącząca wiele kanałów komunikacyjnych, takich jak: sms, czat, e-mail, wiadomości głosowe oraz wideokonferencje z możliwością edytowania firmowych dokumentów, w jedną, prostą w obsłudze platformę, z której pracownicy mogą korzystać z dowolnego miejsca i urządzenia – również w ramach pracy grupowej. UCaaS to ekonomiczne rozwiązanie, gdyż firma rezygnuje z dedykowanych zasobów technicznych – utrzymanie i administrowanie systemem spoczywa na dostawcy rozwiązania, co więcej, przedsiębiorstwo płaci jedynie za korzystanie z potrzebnych mu funkcjonalności.

Drugim rozwiązaniem, nad którym warto zastanowić się, jest Contact Center w chmurze, czyli nowoczesne medium kontaktu pomiędzy firmą a klientem. – Korzyści wynikające z wprowadzenia tego rodzaju usługi to przede wszystkim, oprócz eliminacji kosztów inwestycyjnych, szybkość wdrożenia rozwiązania, które bazuje na platformie dostawcy usługi już wstępnie skonfigurowanej. W ten sposób skraca się czas niezbędny na przygotowanie i wdrożenie nowych kanałów komunikacyjnych w Contact Center. Poza tym, chmurowe rozwiązania Contact Center zapewniają swobodną zmianę liczby stanowisk, za czym idzie elastyczna zmiana opłat abonamentowych. Dzięki temu, w okresie szczytu, firma może korzystać z większej liczby stanowisk i jednocześnie cieszyć się niższymi kosztami w okresie mniej intensywnym – mówi Marcin Rusewicz, Architekt Rozwiązań UC&C z firmy MCX Telecom.

Po drugie: MPS, czyli racjonalne zarządzanie drukiem

Koszty druku stanowią jeden z głównych, niekontrolowanych wydatków w firmie. Według badań przeprowadzonych przez instytut badawczy Gartner, stanowią one od 3 do 5 proc. wydatków całego przedsiębiorstwa w ciągu roku. Co więcej, badania te wykazały również, że w polskich firmach marnowanych jest ok. 8 proc. wydruków, co w praktyce oznacza, że na jednego pracownika przypada ok. 50 kartek niewykorzystanego papieru. Z tego powodu warto zastanowić się nad wprowadzeniem w przedsiębiorstwie Usługi Zarządzania Drukiem, czyli MPS (ang. Managed Print Services). Rozwiązanie to polega na zleceniu firmie zewnętrznej oceny, a następnie usprawnienia oraz ciągłego zarządzania środowiskiem druku w obrębie całego przedsiębiorstwa. Firmy, które zdecydują się na wprowadzenie tego rozwiązania mogą zaoszczędzić nawet 40 proc. kosztów związanych z wydrukiem.

Po trzecie: Wideokonferencje redukują koszty wyjazdów

Wymierne korzyści finansowe przyniesie również wprowadzenie w firmie nowoczesnych systemów wideokonferencyjnych, które mają służyć podniesieniu efektywności pracowników zdalnych oraz redukcji kosztów związanych z podróżami służbowymi. Dzięki nim, możliwe jest ograniczenie wydatków związanych z rezerwacją hoteli, sal konferencyjnych, a także kosztów związanych z samym transportem. – Koszt systemu wideokonferencyjnego zwraca się średnio w przeciągu 18 miesięcy. Ograniczając podróże służbowe, generujemy oszczędności nie tylko na samych delegacjach. Wyliczając ROI (ang. return on investment, czyli zwrot z inwestycji) musimy brać pod uwagę również koszty wynagrodzeń. Pracownik przebywający w delegacji – nawet jednodniowej, przepracuje tyle godzin, ile zajmie mu spotkanie. Pozostały czas zabiera dojazd – a to są również koszty, jakie musimy ponieść – mówi  Piotr Pawlikowski, Product Manager w MCX Telecom.

Wideokonferencje to również narzędzie, które sprawdzi się przy prowadzeniu zdalnych szkoleń, wykładów czy rekrutacji. – Organizując tego rodzaju szkolenie płacimy za salę i trenera tylko raz, a pracownicy zdalni nie muszą specjalnie dojeżdżać. W ten sposób redukujemy koszty delegacji, wynajmu większej sali, co więcej, nie tracimy czasu na sam dojazd. W przypadku uczelni, możliwość prowadzenia wykładów zdalnie zwiększa szansę na dotarcie do większej rzeszy studentów, umożliwiając tym samym efektywniejsze zarządzanie czasem oraz kosztami związanymi z kadrą dydaktyczną – jeden nauczyciel może prowadzić zajęcia w wielu miejscach jednocześnie bez konieczności przemieszczania się – dodaje Piotr Pawlikowski.

Świąteczne wydatki Europejczyków

Christmas Barometer 2016 to trzecia odsłona największego międzynarodowego badania Grupy Ferratum, porównującego świąteczne wydatki w 20 krajach Europy i Wspólnoty Narodów.

W badaniu wzięło udział ponad 13 tysięcy gospodarstw domowych. Na co Europejczycy wydają pieniądze w czasie Świąt? Jaki jest najpopularniejszy prezent? W którym kraju wydano najwięcej na organizację Świąt? Czy konsumenci częściej kupują przez internet, czy w tradycyjnych sklepach? – to niektóre z pytań, na które Barometr Ferratum Bank udziela odpowiedzi.

Europa nadal przeżywa powolne ożywienie gospodarcze. W porównaniu z dwiema poprzednimi edycjami Barometru Grupy Ferratum różnice między poszczególnymi krajami ulegają zatarciu. Połowa gospodarstw domowych ma zamiar przeznaczyć na tegoroczne Święta tyle samo, co w zeszłym roku, podczas gdy 6% gospodarstw przewiduje większe wydatki.

Największa europejska gospodarka liderem zestawienia

Według danych Barometru poziom konsumpcji w Wielkiej Brytanii spada w porównaniu do ubiegłego roku. Podczas gdy w 2015 roku Brytyjczycy planowali wydatki świąteczne stanowiące 38,5% przychodu ich gospodarstw domowych, w tym roku liczba ta wynosi zaledwie 23%.

Z kolei Niemcy konsumują więcej niż jakikolwiek inny kraj Europy. Mieszkańcy kraju będącego największą potęgą gospodarczą w Europie są skłonni w tym roku przeznaczyć na wydatki świąteczne powyżej 30% przychodu rodziny. Liczba ta przewyższa o około 10% wydatki przeciętnej rodziny we wszystkich 20 krajach biorących udział w badaniu.

Co zaskakujące, zaraz za Niemcami plasują się małe państwa bałtyckie, Litwa i Estonia, podczas gdy najbardziej oszczędni konsumenci zamieszkują kraje takie jak Norwegia, Finlandia i Holandia. Te bogate społeczeństwa na tegoroczne wydatki świąteczne przeznaczą mniej niż 5% dochodu gospodarstw domowych.

Dla przykładu w Finlandii – kraju, z którego wywodzi się Grupa Ferratum – gospodarstwa domowe przeznaczają na świąteczne zakupy około 15% dochodu netto, natomiast w sąsiedniej Szwecji liczba ta jest znacznie wyższa i stanowi 20%.

Świąteczny Barometr Ferratum Bank to wyjątkowe narzędzie, które umożliwia ocenę zmian, jakie mają miejsce niemal w całej Europie. Niezwykle cieszy nas fakt, że Europejczycy mogą pozwolić sobie na organizację Świąt na poziomie przynajmniej tak dobrym, jak w zeszłym roku. Oferta Ferratum Bank odpowiada na potrzeby Klientów, którzy – chcąc pokryć świąteczne wydatki – szukają rozwiązań bezpiecznych i profesjonalnych. Udzielamy pożyczek za pośrednictwem internetu i gwarantujemy szybkość działania i minimum formalności – mówi Krzysztof Przybysz, Country Coordinator Ferratum Bank.

Zakupy przez internet coraz popularniejsze

Nawet trzy czwarte świątecznych zakupów jest wciąż dokonywane drogą tradycyjnych kanałów sprzedaży, jednak udział zakupów internetowych wciąż wzrasta. Według danych Barometru wskaźnik zakupów online przeciętnego gospodarstwa domowego w ciągu ostatniego roku wzrośnie z 21,6% do 24,5%.

W przypadku zakupów internetowych niekwestionowanym liderem jest Wielka Brytania. Powyżej 40% zakupów świątecznych Brytyjczyków zostanie zrobionych przez internet. Powyżej europejskiej średniej (24%) znajdują się również kraje: Holandia, Szwecja, Francja, Czechy, Polska i Niemcy.

Wśród najczęściej wybieranych prezentów gwiazdkowych wymieniane są, podobnie jak w ubiegłych latach, zabawki i gry (20%), odzież (18%) i elektronikę użytkową (12%). Jednakże w porównaniu do zeszłorocznych Świąt możemy zaobserwować pewne interesujące różnice między krajami.

Tegoroczne Święta nie zapowiadają się dobrze dla wydawców. W porównaniu z rokiem ubiegłym książka spada z pozycji drugiego najpopularniejszego prezentu choinkowego (15,5%) do wyniku zaledwie 6%. Książki znajdują się w grupie pięciu najpopularniejszych prezentów jedynie w Polsce (10%) i Czechach (8%).

Zgodnie ze Świątecznym Barometrem 2016 odzież jest  najczęstszym wyborem Bułgarów, Hiszpanów i Kanadyjczyków. Zabawki i gry są najpopularniejsze we Francji (31%), Australii (26%) i Polsce (23%). Zaskakuje pozycja alkoholu w zestawieniu – zdaje się, że jest on wybierany jedynie w Kanadzie, z wynikiem 4% udziału w świątecznych zakupach Kanadyjczyków.

Trendy chmurowe w 2017 roku

Marcin Zmaczyński, Country Manager Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Country Manager Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej

Zarówno w sektorze IT, jak i całym nowoczesnym biznesie, jednym z najgorętszych trendów jest coraz bardziej powszechne wykorzystywanie chmury obliczeniowej. Wszystko wskazuje na to, że tendencja określana przez Gartnera jako Cloud Shift, w 2017 roku będzie tylko przybierać na sile. Na jakie elementy tego trendu szczególnie warto zwrócić uwagę? O tym w swoich prognozach mówi Marcin Zmaczyński, Country Manager Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej.

Uwzględnienie chmury w planie odzyskiwania awaryjnego stanie się koniecznością.

W ostatnim roku media wielokrotnie informowały o poważnych awariach, które skutkowały dotkliwymi dla firm oraz ich klientów przestojami w dostępie do cyfrowych usług i danych. Niedostępności swoich witryn czy aplikacji online nie ustrzegli się nawet najwięksi gracze, jak Apple, Amazon, Barclays czy Salesforce. Przedsiębiorstwa coraz lepiej rozumieją, że zapewnienie stałej dostępności informatycznej, a w konsekwencji ciągłości biznesowej, to dla nich absolutny priorytet. Dlatego organizacje będą wzmacniać swoje strategie skutecznego radzenia sobie z incydentami IT, sięgając po rozwiązana chmurowe. Wśród nich najpopularniejszy jest cloud backup i DRaaS. Moja opinia nie jest odosobniona. Nowe badanie Transparency Market Research sugeruje, że w latach 2016-2024 skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) globalnego rynku DRaaS wyniesie aż 35,7 procenta.

Analityka oparta o chmurę obliczeniową zacznie zyskiwać na znaczeniu.

Z roku na rok obserwujemy drastyczny przyrost ilości danych w komunikacji P2P (people to people), P2M (people to machine) oraz M2M (machine to machine). Spodziewam się, że w nadchodzącym roku biznes zacznie śmielej eksplorować potencjał usług klasy Smart Data w chmurze. Systemy te łączą w sobie składowanie danych z narzędziami Big Data, służącymi do ich analizy w czasie rzeczywistym. Dzięki nim przedsiębiorcy będą mogli generować raporty, które w sposób jasny i zrozumiały wskażą im najważniejsze trendy i prognozy, oparte na bieżących zmiennych. Na podstawie takich analiz, firma będzie mogła uzyskać cenne wskazówki, by na bieżąco modyfikować swoją strategię w dynamicznym środowisku biznesowym. Będziemy obserwować, jak chmura stopniowo wykracza poza składowanie danych, dostarczając nowe, gotowe rozwiązania, które wzmacniają analityczno-prognostyczne zasoby przedsiębiorstw.

Infrastruktura chmurowa powoli zacznie wypierać stosowanie serwerów dedykowanych.

Chociaż w Polsce, w przeciwieństwie np. do Ukrainy, wciąż wiele firm nie wyobraża sobie działalności bez serwera dedykowanego, globalne trendy wskazują, że także u nas organizacje coraz chętniej będą migrowały w kierunku modelu Infrastructure as a Service. Nie jest tajemnicą, że w chmurze publicznej uwagę mocno przykuwają różnorodne aplikacje w modelu SaaS. Pomimo tego jestem przekonany, że w nadchodzącym roku przedstawiciele biznesu będą z coraz większym zainteresowaniem przyglądać się infrastrukturze chmurowej. Wpływa na to między innymi relatywnie niski koszt wynajmowania mocy obliczeniowej. To przyciąga przedsiębiorców z sektora e-handlu i usług online, którzy doceniają elastyczność, skalowalność i wysoką dostępność usług w chmurze.

Zmiany w obszarze prawnym będą wspierać popularyzację cloud computingu.

Przenoszenie się firm do chmury nie będzie stymulowane jedynie korzyściami stricte technologicznymi, które moim zdaniem trudno kwestionować. Przedsiębiorcy dotychczas sceptycznie nastawieni do modelu cloud będą stopniowo zauważać, że nowe inicjatywy prawne sprzyjają migracji w tym kierunku. Warto wspomnieć choćby kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych, uzgodniony przez nowoutworzoną koalicję dostawców usług infrastruktury chmurowej w Europie (CISPE). Nie możemy przeoczyć, że ciągle trwają prace nad unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (GDPR), które wejdzie w życie dopiero w 2018 roku. Choć GDPR nie jest jeszcze obowiązującym prawem, już dziś perspektywa jego przyszłej implementacji wpływa na podmioty tworzące krajobraz cyfrowej transformacji w Polsce i całej Europie. Zarówno oddolne jak i unijne regulacje będą sprzyjać popularyzacji usług cyfrowych związanych z przechowywaniem i przetwarzaniem danych.

Co decyzje EBC i Fed oznaczają dla rynków obligacji?

Dariusz Lasek
Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Za nami posiedzenia dwóch najważniejszych światowych banków centralnych: amerykańskiego i europejskiego. Poznaliśmy dwie najbardziej wyczekiwane decyzje w tym roku. Czy jako inwestorzy jesteśmy dzięki nim mądrzejsi? To kwestia dyskusyjna.

Podsumujmy, co wiemy:

  • USA: zgodnie z oczekiwaniami, w grudniu Fed podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych, do 0,50-0,75%. Członkowie amerykańskiego banku centralnego zmienili dodatkowo swoje nastawienie na bardziej „jastrzębie”. Ich wypowiedzi sugerują, że w 2017 r. stopy procentowe w USA wzrosną nawet o 75 p.b. – szybciej niż oczekiwaliśmy jeszcze kilka dni temu.
  • Europa: na grudniowym posiedzeniu Europejski Bank Centralny pozostawił stopy procentowe w strefie euro na najniższych poziomach w historii. Główna stopa nadal wynosi 0%, stopa kredytu 0,25%, a stopa depozytowa -0,40%. Bank przedłużył też program luzowania ilościowego (QE) do grudnia 2017 r. Od kwietnia EBC zmniejszy jedynie kwotę, za którą będzie skupował obligacje z rynku – do 60 mld euro miesięcznie. To jednak wciąż bardzo dużo, a prezes Mario Draghi zostawił dodatkowo otwartą furtkę, by w razie potrzeby zwiększyć skalę wsparcia.

Co decyzje EBC i Fed oznaczają dla rynków obligacji?

Decyzje obu banków są zgodne z oczekiwaniami inwestorów. Uważamy, że do końca 2016 r. na rynkach obligacji będzie spokojnie.

W przyszłym roku najważniejsze będzie tempo podwyżek stóp procentowych w USA. Na ile realne są zapowiedzi Fed? Dane napływające z amerykańskiej gospodarki są dobre, a stopy procentowe wciąż bardzo niskie, jak na tę fazę cyklu koniunkturalnego. Za takim scenariuszem przemawiają też polityczne zapowiedzi Donalda Trumpa. Rynki lubią jednak zaskakiwać, a „czarne łabędzie” (jak Brexit) pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach. Może się więc okazać, że również w 2017 r. Fed będzie zwlekał z podwyżkami lub ograniczy ich skalę.

Sklepy tradycyjne coraz odważniej stawiają na komunikację mobilną

Sklepy tradycyjne coraz odważniej stawiają na komunikację mobilną – wynika z raportu „Komunikacja mobilna w biznesie” opracowanego przez Ipsos Polska dla SMSAPI. Coraz więcej z nich wysyła do klientów SMS-y oraz e-maile i korzysta z mediów społecznościowych. Za tą aktywnością idzie również zwiększenie nakładów na prowadzenie tego typu działań marketingowych. Pod wieloma względami sklepy tradycyjne komunikują się lepiej niż sklepy e-commerce.

Komunikacja w erze mobile

Zdaniem ekspertów nie można już mówić o roku czy nawet dekadzie mobile, ale o całej erze. Komunikacja mobilna na trwałe zmieniła sposób myślenia marketerów o kontaktowaniu się z klientem.  Co ciekawe, sklepy stacjonarne pod wieloma względami komunikują się z klientami sprawniej niż sklepy działające w e-commerce. – Większy odsetek sklepów stacjonarnych inwestuje w komunikację mobilną. Przyczyną może być fakt, że w sklepach internetowych już wcześniej przeznaczało się sporo na ten cel zauważa Paweł Tkaczyk, CEO agencji reklamowej Midea. – Czyżby zatem osławiony „rok mobile” był już za nami i branża „offline” po prostu odrabia straty? Z tym bym nie przesadzał. To raczej sklepy internetowe mają trochę do nadrobienia w kwestii komunikacji z klientami.

Sklepy wydają coraz więcej

Zmiana wydatków na komunikację mobilną

Sklepy stacjonarne wydają coraz więcej, aby komunikować się z klientami mobilnie. Ponad połowa z nich zadeklarowała, że ich wydatki na ten cel w 2015 roku wzrosły w porównaniu do wydatków z roku poprzedniego. Średni wzrost wydatków wyniósł 33%. Tylko 1% sklepów zadeklarował, że zmniejszył wydatki na komunikację mobilną.

Cele komunikacji mobilnej

Główny cel komunikacji mobilnej

Sklepy stacjonarne komunikują się mobilnie przede wszystkim w celu pozyskania nowych klientów oraz zwiększenia lojalności klientów, którzy już kiedyś dokonali zakupu w sklepie. W dalszej kolejności wymieniane były: zwiększenie wartości pojedynczego paragonu oraz usprawnienie komunikacji.

Z jakich narzędzi korzystają sklepy?

Korzystanie z narzędzi komunikacji mobilnej

Sklepy tradycyjne najchętniej wysyłają e-maile. Obecnie robi tak 84% z nich, a kiedykolwiek maila do klienta wysłało 92%. Dużą popularnością cieszą się również social media (81% korzysta obecnie, 89% kiedykolwiek) oraz SMS-y (60% obecnie i 71% kiedykolwiek). Uwagę zwraca stosunkowo niewielka popularność aplikacji mobilnych, z których kiedykolwiek skorzystała niespełna 1/3 sklepów, a obecnie wykorzystuje je tylko 16%.

Wśród social mediów króluje Facebook, z którego 3/4 sklepów korzysta obecnie, a 84% skorzystało z niego kiedykolwiek. Znacznie z tyłu pozostają YouTube i Instagram, a następnie Pinterest, LinkedIn, Twitter i Snapchat.

Wykorzystywanie narzędzi komunikacji

Wykorzystywanie narzędzia komunikacji

Marketerzy sklepów tradycyjnych używają SMS-ów najczęściej do wysyłki powiadomień do klientów w trakcie realizacji zamówienia lub rozpatrzenia zgłoszenia. Ogólne oferty handlowe wysyła w ten sposób do własnej bazy kontaktów niespełna 62% sklepów, a spersonalizowane – niecałe 47%. W przypadku e-maili ten odsetek wynosi odpowiednio: niecałe 67% i niecałe 80%.

Warto zwrócić uwagę, że sklepy tradycyjne częściej przedstawiają oferty swoim klientom niż robią to sklepy internetowe. Wśród przedsiębiorstw e-commerce spersonalizowane oferty do własnej bazy za pomocą SMS-a wysyła 22%, a e-mailem – połowa. Z kolei ogólne oferty do własnej bazy wysyła 17% SMS-em, a 63% za pomocą poczty elektronicznej.

Sklepy internetowe mają trochę do nadrobienia w kwestii komunikacji z klientami. Przecież porządnie dopasowana oferta napędza cały krwiobieg firmy! – uważa Paweł Tkaczyk.

Co na to klienci?

Według raportu „Komunikacja mobilna w biznesie” Polacy w wieku powyżej 15 lat są otwarci na otrzymywanie ofert handlowych na telefon, a jako najwłaściwszą formę takich komunikatów podają SMS. Wskazało tak 25% ankietowanych. W dalszej kolejności wymienione zostały e-maile (14%) i aplikacje mobilne (7%).

Marketerzy powinni mieć na uwadze, że tego typu komunikację należy prowadzić w oparciu o zgodę wyrażoną przez klienta, a więc zgodnie z zasadami permission marketingu. – Należy pamiętać, że komunikowanie ma tylko wtedy sens, gdy druga strona chce słuchać – przypomina Andrzej Ogonowski, Brand & PR Director w SMSAPI. – Dlatego należy wsłuchać się w oczekiwania odbiorców, respektować ich oczekiwania i kierować do nich treści, które naprawdę będą im przydatne. To jest uniwersalna zasada, która dotyczy zarówno e-commerce jak i sklepów tradycyjnych.

Z badania Ipsos Polska i SMSAPI.pl wynika, że sklepy stacjonarne jako wiodące trendy w komunikacji mobilnej postrzegają: płatności mobilne (69%), wykorzystanie mobile jako element kampanii wielokanałowych (68%) oraz automatyzację i remarketing (65%).

Chociaż mogłoby się wydawać, że narzędzia do komunikacji mobilnej będą w głównej mierze wykorzystywane przez branżę e-commerce, to nie do końca jest to prawdą – sklepy stacjonarne w większości przypadków nie pozostają w tyle! Obrazuje to kierunek wielokanałowości, czy automatyzacji marketingu nie tylko w działaniach online – mówi Grzegorz Błażewicz, CEO SALESmanago.

Wśród pozostałych trendów respondenci wymienili: geolokalizację, big data, real time marketing, virtual reality i inne.

Reakcja rynków na podwyżkę stóp w USA

Doszło do od dawna zapowiadanej zmiany na rynkach. Rezerwa federalna po raz pierwszy od roku podniosła stopy procentowe i zapowiedziała kolejne takie decyzje. Bank Szwajcarii z kolei utrzymał ujemne stopy.

Podwyżka stóp w USA

Wczoraj zgodnie z przewidywaniami analityków FED na swoim posiedzeniu podniósł stopy procentowe z 0,25%-0,5% do 0,5%-0,75%. Nie to jednak było najważniejszym elementem posiedzenia. Kluczowa dla rynków była prognoza dalszej polityki monetarnej. Tutaj okazało się, że rezerwa federalna jest znacznie bardziej jastrzębia niż oczekiwano. Zapowiedziano aż trzy podwyżki w 2017 roku. Dla przypomnienia rok temu podczas poprzedniej podwyżki zapowiadano nawet do czterech podwyżek, a skończyło się na jednej. W tym wypadku również istnieje ryzyko, że do wszystkich trzech zmian nie dojdzie. Amerykanie jako pierwsi z dużych gospodarek normalizują politykę pieniężną i uważnie obserwują co się dzieje na świecie. Zbyt szybko podnoszone stopy procentowe wywindują dolara bardzo mocno w górę co z kolei obniży konkurencyjność amerykańskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę reakcje na trzy podwyżki w 2017 roku wyraźnie widać, że te obawy nie są bezpodstawne.

Reakcja rynków

Dolar umacniał się wczoraj o ponad 1% wobec pozostałych głównych walut. W efekcie względem większości najważniejszych walut na świecie jest on obecnie bardzo blisko wieloletnich maksimów. Taka sytuacja nie może pozostawać bez wpływu na opłacalność amerykańskiej wymiany handlowej. Warto zwrócić uwagę, że obecnie w cenach jest scenariusz trzech podwyżek. Jeżeli czas będzie mijał, a kolejne podwyżki nie będą się pojawiać tak jak to miało w tym miejscu, inwestorzy będą powoli racjonalizować swoje pozycje co powinno trochę osłabić dolara. Dodatkowo na siłę dolara wpływają obecnie problemy najważniejszych konkurentów. Koszt kredytu w Japonii czy Europie jest zerowy lub ujemny. Najwyższe stopy procentowe oprócz USA ma Wielka Brytania, ale biorąc pod uwagę Brexit i to, że jeszcze w tym roku je obniżała wcale nie należy się spodziewać szybko podwyżek. Gdyby jednak sytuacja się poprawiała, a podwyżki stóp w tych rejonach zaczęły się pojawiać na horyzoncie byłby to sygnał osłabiający amerykańską walutę.

Polityka monetarna Szwajcarii

Szwajcarski Bank Narodowy nie zdecydował się na zmianę stóp procentowych. Kraj ten ma i tak już rekordowo niskie stopy procentowe, które nie przynoszą zamierzonych rezultatów. Z normalizacją polityki pieniężnej czeka jednak na Europejski Bank Centralny. Gdyby helweci zaczęli teraz podnosić stopy to najprawdopodobniej doszłoby do dalszego umacniania się franka. Już teraz drogi frank bardzo ciąży tamtejszej gospodarce.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wrocławski DoubleTree by Hilton najlepszym nowym hotelem tego roku w Polsce

Wrocławski DoubleTree by Hilton został wyróżniony prestiżową nagrodą Eurobuild Awards. Jury składające się z ekspertów branży hotelarskiej uznało obiekt najlepszym nowym hotelem 2016 roku w Polsce.

DoubleTree by Hilton Wroclaw (1)Eurobuild Awards to nagrody przyznawane firmom działającym na rynku budownictwa
i nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. W tym roku magazyn Eurobuild zorganizował już siódmą edycję konkursu w 30 kategoriach. O nagrodę New Hotel of the Year, Poland ubiegały się obiekty, które otwarto w okresie od października 2015 roku do września 2016 roku. Hotelem roku został DoubleTree by Hilton Wroclaw zaprojektowany przez Gottesman–Szmelcman Architecture – inwestycja Wings Properties. Obiekt pokonał sześć innych z całego kraju – trzy z Gdańska i po jednym z Katowic, Krakowa i Łodzi.

DoubleTree by Hilton Wroclaw (4)Ustanowiliśmy nowy standard i zaproponowaliśmy świeże podejście do usług hotelarskich. Cieszymy się, że dostrzegli to eksperci, którzy mają przekrojowy pogląd na polski rynek branży hotelarskiej. To dla nas bardzo ważne wyróżnienie i motywacja do dalszego rozwoju – mówi Matthias Herd, dyrektor generalny DoubleTree by Hilton Wroclaw.

Wrocławski hotel sieci DoubleTree by Hilton działa w wielofunkcyjnym kompleksie OVO Wrocław. Dzięki bogatemu wachlarzowi udogodnień OVO Wrocław goście niebawem będą mieli bezpośredni dostęp m.in. do ekskluzywnego klubu fitness z basenem Holmes Place, strefy urody Kandra SPA, baru z sokami, a także kawiarni i restauracji umiejscowionych na zielonym dziedzińcu obiektu. Dodatkowo w pierwszej połowie 2017 roku otworzy się tutaj kasyno. OVO Wrocław wyróżnia futurystyczna architektura oraz innowacyjne wykorzystanie Corianu jako zewnętrznej okładziny budynku.

– Stworzyliśmy obiekt otwarty, kreujący nową jakość przestrzeni miejskiej, a przy tym płynnie wpisujący się w architekturę Wrocławia. W OVO Wrocław różne funkcje łączą się ze sobą i wzajemnie uzupełniają. Hotel sieci DoubleTree by Hilton, z jej filozofią przyjaznej atmosfery i usług na najwyższym poziomie, doskonale komponuje się z wizją OVO Wrocław – podkreśla Asaf Gottesman, współzałożyciel Gottesman Szmelcman Architecture.

Jak co roku jury składało się z ekspertów sektora hotelarskiego – tym razem było to w sumie 19 osób. Na podstawie swojej fachowej wiedzy ocenili zgłoszone obiekty. Pod uwagę brane były między innymi: historia rozwoju hotelu, warunki rynkowe, początkowa frekwencja oraz ogólna reputacja w branży.

– Wyróżniliśmy projekt, który naszym zdaniem najlepiej spełniał kryteria konkursowe
i wyróżnił się na tle pozostałych. DoubleTree by Hilton Wroclaw jest przykładem trendu łączenia różnych usług i zapewniania najwyższego standardu obsługi w spójny, przemyślany sposób, dostosowany do oczekiwań najbardziej wymagających
– mówi Ewa Andrzejewska, redaktor naczelna magazynu „Eurobuild Central & Eastern Europe”, która wspólnie z Piotrem Kraśko poprowadziła galę wręczenia nagród Eurobuild Awards.

DoubleTree by Hilton Wroclaw w OVO Wrocław jest pierwszym hotelem sieci na Dolnym Śląsku i czwartym w Polsce. Od momentu otwarcia notuje bardzo wysoki poziom rezerwacji. Znajduje się tutaj 189 wysokiej klasy pokojów i apartamentów, w tym apartament prezydencki z atrakcyjnym widokiem na park, a także nowoczesny Executive Lounge. DoubleTree by Hilton Wroclaw to również OVO Bar & Restaurant, patio otwarte dla mieszkańców Wrocławia oraz światowej klasy zaplecze konferencyjne. Imponujący wizualnie hotel może także służyć jako idealne miejsce na przyjęcia, oferując salę balową.

Czy padnie rekord sprzedaży nowych mieszkań?

Czy z wyliczeń deweloperów wynika, że w tym roku pobity zostanie zeszłoroczny rekord sprzedaży mieszkań? O ile lepsze będą wyniki od ubiegłorocznych? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Michał Sapota, prezes zarządu Murapol S.A.

Grupa Murapol zakłada sprzedaż 3 tys. mieszkań w bieżącym roku, co oznacza wzrost o 25 proc. w porównaniu do minionego roku, kiedy zakontraktowaliśmy 2,4 tys. lokali mieszkalnych. Prognozowany na ten rok plan sprzedażowy jest rekordowy, nie tylko dla Grupy Murapol, ale również w skali całej branży deweloperskiej w Polsce, ponieważ dotychczas żadna firma nie osiągnęła sprzedaży rocznej na takim poziomie.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Rok 2015 spółka zamknęła wynikiem 2072 sprzedanych lokali, w tym roku również planujemy sprzedaż około 2000 mieszkań, co zapewni nam miejsce wśród największych spółek deweloperskich w Polsce.

Osiągnięcie tego wyniku jest możliwe dzięki sukcesywnie powiększanemu bankowi ziemi oraz uzupełnianiu oferty o nowe inwestycje. Tylko w tym roku do sprzedaży wprowadziliśmy około 2500 mieszkań w 11 różnych lokalizacjach. Co istotne, znacznie poszerzyliśmy ofertę na rynku warszawskim i trójmiejskim. Prężnie działamy obecnie w czterech miastach Polski.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

2016 rok to dobry dla branży rok, w którym niewątpliwie sprzyjały nam warunki ekonomiczne. Pomimo kilku zmian, które potencjalnie mogą zmienić obraz rynku mieszkaniowego, nadal przeważały pozytywne sygnały płynące m.in. z rynku pracy i rynku finansowego. Polnord dołożył starań, by wykorzystać ten okres jak najlepiej, przeprowadzając jednocześnie konieczne w grupie zmiany. Po trzech kwartałach br. odnotowaliśmy wzrost zysku operacyjnego i netto, a marża brutto ze sprzedaży zwiększyła się do 29 proc. z ok. 20 proc. rok wcześniej. Widzimy dobre tempo sprzedaży, szczególnie biorąc pod uwagę ograniczony rozmiar oferty w trzecim kwartale, który zmotywował nas do koncentracji na rozszerzaniu oferty o nowe inwestycje. Po tym, jak na przełomie czerwca i lipca br. rozpoczęliśmy sprzedaż łącznie 260 mieszkań w osiedlach Neptun II w Ząbkach, Tęczowy Las II w Olsztynie oraz Chabrowe Wzgórze w Kowalach na granicy Gdańska, we wrześniu oferta powiększyła się o kolejne 99 lokali w nowym budynku w Brzozowym Zakątku w Warszawie, a w październiku o 173 mieszkania w III etapie Stacji Kazimierz oraz 107 w Rezydencji Brzozowy Zakątek.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Wiemy już, że ten rok będzie dla nas rekordowy pod względem sprzedanych mieszkań. Tegoroczny wynik jest o około 15 procent lepszy niż rezultat uzyskany w 2015 roku. Od początku roku sprzedaliśmy 612 mieszkania (według danych z początku grudnia), a w ubiegłym roku nabywców znalazły 534 mieszkania.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Istnieje duża szansa, że w tym roku Home Invest pobije ubiegłoroczny rekord sprzedaży mieszkań. Wynik będzie porównywalny do tego w roku minionym, ale liczymy że uda się nam sprzedać więcej lokali. Do połowy grudnia br. sprzedaliśmy 200 mieszkań, a w 2015 roku do nabywców trafiło 208 lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Spółka J.W. Construction zamknęła rok 2015 wynikiem 1569 sprzedanych mieszkań. W tym roku naszym zamierzeniem było utrzymanie sprzedaży na podobnym poziomie i wszystko wskazuje na to, że plan zostanie dotrzymany.

Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży Bouygues Immobilier Polska

To był absolutnie rekordowy rok. W 2016 roku sprzedaliśmy 1100 mieszkań, czyli o około 30 proc. więcej niż rok wcześniej. To wynik skumulowany dla Warszawy, Wrocławia i Poznania. Warto zauważyć, że był to rekordowy czas również dla całego kraju. Analizując wyniki na największych rynkach – warszawskim, krakowskim, wrocławski, poznańskim, trójmiejskim katowickim, łódzkim – sprzedaż powinna wynieść łącznie przynajmniej 58 tys. lokali. W rekordowym 2006 roku sprzedało się 57,9 tys. mieszkań.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Rok 2016 jest dla nas bardzo udany, osiągnęliśmy najlepszy wynik sprzedaży w naszej historii i już w sierpniu pobiliśmy rekord z poprzedniego roku, kiedy sprzedaliśmy 611 mieszkań. W listopadzie przekroczyliśmy też pierwotny cel na ten rok, który zakładał sprzedaż 800 mieszkań i zgodnie z zapowiedziami do końca grudnia planujemy przekroczenie tego poziomu o około 100 mieszkań. Jeśli chodzi o przekazania to podpisaliśmy 490 aktów notarialnych i oczekujemy, że do nabywców trafi w tym roku ponad 800 mieszkań.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Patrząc na nasze wyniki w kontekście całego roku, własny rekord sprzedaży udało nam się pobić już po trzecim kwartale. Aktualnie staramy się jeszcze poprawić ten wynik. Biorąc pod uwagę sprzedaż grudniową, myślę że ostatecznie zatrzymamy się nieco poniżej granicy 500 mieszkań sprzedanych w ciągu dwunastu miesięcy br.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

2015 rok zamknęliśmy sprzedażą 305 mieszkań. W tym roku sprzedamy o 50 proc. mieszkań więcej.

Yael Rothschild, prokurent Mill-Yon Gdańsk

Uwzględniając szacunkowe dane za grudzień, rok 2016 zakończymy wynikiem ponad 250 sprzedanych mieszkań. To łączne dane dla czterech inwestycji: Aura Park Wilanów, Aura Sky Gocław, Aura Garden Białołęka i Aura Gdańsk na gdańskiej Wyspie Spichrzów.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Rekord sprzedaży miesięcznej pobiliśmy w tym roku z dwóch inwestycjach. Zarówno z przypadku inwestycji Hubertus zlokalizowanej w Warszawie przy Obrzeżnej, jak i gdańskiego Wolnego Miasta rok 2016 zamkniemy rekordową sprzedażą roczną. Dla inwestycji w Gdańsku będzie to wynik przekraczający dwukrotnie ubiegłoroczny rezultat sprzedaży.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W warszawskich inwestycjach Stacja Kazimierz i Miasto Wola odnotujemy w tym roku rekordowe wyniki sprzedaży. W ubiegłym roku sprzedaliśmy łącznie 335 mieszkań. W roku bieżącym (według stanu na koniec listopada) w naszych projektach nabywców znalazło 376 mieszkań. Prognozujemy, że w ostatnich dniach roku jeszcze kilkanaście lokali zostanie sprzedanych. Warto pamiętać, że liczba sprzedanych mieszkań bezpośrednio uzależniona jest od dostępnej w danym okresie oferty. Najważniejszym wskaźnikiem, potwierdzającym popularność projektu jest zakończenie sprzedaży mieszkań w momencie oddania inwestycji.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Red Real Estate Development

Tegoroczne wyniki sprzedaży są zgodne z naszymi oczekiwaniami. We Wrocławiu kupujących przyciąga inwestycja niepowtarzalna w skali kraju – Nowa Papiernia Ultra Nova z wykończonymi soft loftami i apartamentami. W Warszawie trwa sprzedaż mieszkań w osiedlu Alpha Park, a w Poznaniu w projekcie Red Park.

Katarzyna Ziomek, reprezentująca Invest House S.A.

Invest House specjalizuje się w budowie domów. Sprzedaż utrzymuje się na stałym poziomie, około 20 domków rocznie.

Opracowanie:

Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

10 trendów konsumenckich na rok 2017

  • Konsumenci oczekują, że sztuczna inteligencja (AI) przejdzie z roli asystenta w rolę managera.
  • Wirtualna rzeczywistość stanie się nieodróżnialna od fizycznej rzeczywistości w ciągu trzech najbliższych lat
  • Ponad jedna trzecia respondentów jest zdania, że prywatność w cyfrowym świecie przestała istnieć

Sztuczna Inteligencja jest w tym roku ważną kwestią – konsumenci uważają, że odegra ona większą rolę, niż dotychczas – oddziaływując na wykonywaną pracę i tym samym na całe społeczności. 35 procent użytkowników internetu chce korzystać ze Sztucznej Inteligencji pełniącej rolę doradcy w pracy, a jeden na czterech chciałby, aby AI funkcjonowała jako jego manager.

Oto 10 trendów na rok 2017:

  1. Sztuczna Inteligencja w każdeym miejscu: 35 procent użytkowników internetu życzyłoby sobie doradcy AI w pracy, a jeden na czterech chciałby, aby AI funkcjonowała jako jego manager. Jednocześnie prawie połowa obawia się, że roboty posługujące się sztuczną inteligencją niebawem przejmą znaczną część pracy człowieka.
  2. Internet Rzeczy przyspiesza: Konsumenci w coraz większym stopniu używają zautomatyzowanych aplikacji, co sprzyja popularyzacji Internetu Rzeczy. Dwóch na pięciu respondentów uważa, że smartfony nauczą się ich zwyczajów i będą automatycznie wykonywać działania w ich imieniu.
  3. Przechodnie pasażerami autonomicznych aut: Być może rola kierowcy samochodów niedługo przejdzie do lamusa. Jeden na czterech pieszych czułby się bezpieczniej, przechodząc przez ulicę, gdyby wszystkie samochody były autonomiczne, a 65 procent z nich chciałoby posiadać taki samochód.
  4. Merged Reality: Blisko czterech na pięciu użytkowników wirtualnej rzeczywistości wierzy, że będzie ona nieodróżnialna od prawdziwej w ciągu jedynie trzech lat. Połowa respondentów jest już teraz zainteresowana posiadaniem rękawiczek lub butów pozwalających na interakcję z przedmiotami wirtualnymi.
  5. Niezsynchronizowane ciała: Ponieważ autonomiczne samochody staną się rzeczywistością, zwiększą się problemy z chorobą lokomocyjną – trzech na dziesięciu respondentów przewiduje zapotrzebowanie na tabletki na chorobę lokomocyjną. Jeden na trzech respondentów przewiduje też zapotrzebowanie na tabletki na chorobę lokomocyjną do zastosowania w technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.
  6. Paradoks Smart bezpieczeństwa: Ponad połowa respondentów używa już teraz funkcji sygnalizacji zagrożeń, trackingu lub powiadomień na swoim smartfonie. Trzech spośród pięciu respondentów, którzy deklarują, że ze swoim smartfonem czują się bezpieczniej, uważa, że ryzykuje, polegając na swoim telefonie.
  7. Silosy społecznościowe: Dziś ludzie dobrowolnie zmieniają swoje sieci społecznościowe w silosy. Jeden na trzech respondentów twierdzi, że sieci społecznościowe są dla nigo głównym źródłem wiadomości. Ponad jedna czwarta ceni opinie swoich znajomych na tematy polityki i gospodarki bardziej od opinii czołowych polityków.
  8. Osobiste Augmented Reality: Ponad połowa osób chciałaby używać okularów rozszerzonej rzeczywistości do rozświetlania ciemnych miejsc i powiadamiania o zagrożeniach. Ponad jedna trzecia respondentów chciałaby również wyedytować z otoczenia elementy, które im przeszkadzają (reklamy, graffiti).
  9. Podział prywatności: Dwóch na pięciu użytkowników internetu chce korzystać wyłącznie z zaszyfrowanych usług, ale respondenci są podzieleni. Blisko połowa chciałaby utrzymywać po prostu dość wysoki poziom prywatności we wszystkich serwisach, a ponad jedna trzecia wierzy, że prywatność w sieci już nie istnieje.
  10. Wielka Technologia dla Wszystkich: Ponad 40 procent zaawansowanych użytkowników internetu chciałoby otrzymywać wszystkie swoje produkty od pięciu największych firm teleinformatycznych. Trzy czwarte spośród tych osób wierzy, że stanie się to faktem w ciągu najbliższych pięciu.

Zastanawiając się nad kwestią rozwoju wirtualnej rzeczywistości, Michael Björn, Head of Ericsson ConsumerLab mówi: „Poza czasem rzeczywistym, uważam że powinniśmy mówić także o czasie w rzeczywistości. To, co nazywamy rzeczywistością staje się bardziej osobiste i subiektywne. Konsumenci nie tylko otaczają się osobami myślącymi podobnie w sieciach społecznościowych, ale zaczynają także dopasowywać sposób, w jaki doświadczają świata za pomocą technologii rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej.

„Konsumenci chcą także, aby przyszłość pozostała w pełni mobilna, wskazując, że zapotrzebowanie na natychmiastową łączność, nie drenującą baterii naszych urządzeń szybko rośnie. W tym sensie czas w rzeczywistości oznacza, że nadszedł czas na sieci 5G.

Spostrzeżenia zawarte w raporcie dotyczącym 10 Hot Consumer Trends 2017 oparte są o globalne badania Ericsson ConsumerLab  prowadzone od ponad 20 lat, a także na danych z internetowych ankiet dla zaawansowanych użytkowników internetu przeprowadzonej w 14 głównych miastach świata w październiku 2016 roku Chociaż badanie przedstawia opinię 27 milionów obywateli, ich dobrany profil sprawia, że jest to informacja ważna dla zrozumienia światowych trendów.

Żywność na święta będzie o 2 proc. droższa niż przed rokiem

Polacy zapłacą o około 2 proc. więcej niż w ubiegłym roku za żywność i napoje bezalkoholowe, które kupią w grudniu. Tempo wzrostu cen tych produktów będzie zatem szybsze, niż w poprzednich pięciu latach, kiedy to w grudniu ceny żywności i napojów bezalkoholowych były przeciętnie o 1,4 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Droższy niż przed rokiem będzie przede wszystkim cukier, którego ceny mogą być o ponad 25 proc. wyższe niż w grudniu 2015 r. Znacząco, bo o ok. 16 proc. podrożeje też masło, czyli dwa produkty, które stanowią podstawowe składniki świątecznych wypieków.

Więcej zapłacimy również za obecne na wigilijnych stołach ryby. Ich ceny w grudniu powinny być o około 7 proc. wyższe niż przed rokiem. Wzrosną także ceny serów – o blisko 4 proc., natomiast cena twarogu będzie tylko nieznacznie wyższa. Margaryna i pozostałe tłuszcze roślinne podrożeją o 3-4 proc.

– Wzrost cen żywności widać na całym świecie. W listopadzie 2016 r. indeks cen żywności FAO, obrazujący zmiany światowych cen surowców rolnych, wzrósł w porównaniu z grudniem 2015 r. o 11 proc., przede wszystkim z uwagi na znaczące podwyżki cen cukru (o 38 proc.), produktów mleczarskich (o 25 proc.) oraz olejów roślinnych (o 24 proc.) – powiedział Paweł Wyrzykowski, ekspert w Departamencie Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

– Warto też dodać, że produkty (cukier, masło, ryby, owoce cytrusowe, bakalie oraz wieprzowina), które przed świętami kupujemy w większych ilościach podrożeją bardziej niż żywność ogółem – dodał Paweł Wyrzykowski.

W przypadku mięs, tegoroczne podwyżki cen dotyczą przede wszystkim wieprzowiny, która może być o blisko 8 proc. droższa niż przed rokiem. Tańsze niż w grudniu 2015 r. powinno być natomiast mięso drobiowe ( około 2 proc). Podobna skala obniżek może dotyczyć też cen jaj. Ceny pieczywa i mąki mogą wzrosnąć o około 1-2 proc.

Ceny owoców będą utrzymywały się na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu ubiegłego roku, przy czym owoce krajowe z uwagi na dużą produkcję będą tańsze, a za cytrusy, ze względu na osłabienia złotego trzeba będzie zapłacić o kilka procent więcej. Z tego powodu droższe będę również bakalie.

Nie przewidujemy także zauważalnych podwyżek cen napojów bezalkoholowych i alkoholowych.

Tańsze będą warzywa – klient średnio zapłaci o około 5 proc. mniej niż przed rokiem. W szczególności niższe będą ceny detaliczne marchwi, cebuli, buraków i ziemniaków w przypadku których spadki cen mogą sięgać nawet kilkunastu procent.

Artur Jankowski nowym Dyrektorem Sprzedaży w Nestlé Polska

Z dniem 1 grudnia 2016 roku nowym Dyrektorem Sprzedaży w Nestlé Polska S.A. został Artur Jankowski, który zastąpił na tym stanowisku Beatę Porowską.

Artur Jankowski nowym Dyrektorem Sprzedaży w Nestle PolskaArtur Jankowski większość swojego doświadczenia zawodowego zdobywał w Grupie Danone, w której pracował od 1999 roku, gdzie z sukcesami przeszedł przez wiele szczebli kariery, obejmując stanowiska o coraz większej odpowiedzialności i złożoności w różnych działach biznesu oraz kategoriach produktowych, w tym o wymiarze międzynarodowym. W ramach rozwoju zawodowego, zajmował przez kilka lat stanowisko Dyrektora Zakupów dla Danone Polska. Bezpośrednio przed przejściem do Nestlé, przez 4 lata pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży Nutricia.

Fed dał sygnał do umocnienia dolara

Dziś rano za dolara trzeba zapłacić ponad 4,22 zł. To o 7 gr więcej niż 24 godziny wcześniej. Ten skok w górę to reakcja wyniki posiedzenia Fed, które przyniosło nie tylko wzrost stóp procentowych, ale też zapowiedź 3. ich podwyżek w 2017 roku.

Dolar był głównym beneficjentem wczorajszego posiedzenia Fed. O godzinie 10:10 kurs EUR/USD testował poziom 1,0490 wobec 1,0650 w środę tuż przed godziną 20:00, gdy inwestorzy poznali wyniki posiedzenia amerykańskiego banku centralnego. Notowania USD/CHF wzrosły do 1,0244, USD/JPY do 117,76, a wspomniana para USD/PLN podskoczyła do 4,2240 zł.

Umocnienie dolara idzie w parze ze wzrostem rentowności obligacji, a także spadkiem cen surowców. W tym m.in. ropy, miedzi i złota. To ostatnie potaniał dziś do 1134,67 USD, kontynuując zapoczątkowany w lipcu trend spadkowy i testując poziomy nieoglądane od stycznia br.

Fed zdecydował wczoraj o podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych (pb). Tym samym podnosząc przedział wahań stopy funduszy federalnych do 0,50-0,75%. Była to druga podwyżka w zapoczątkowanym w grudniu 2015 roku cyklu zaostrzania polityki monetarnej w USA.

Jednocześnie władze monetarne zasugerowały 3 podwyżki stóp procentowych w 2017 roku (o jedną więcej niż to sugerowały we wrześniu). W górę też zostały skorygowane prognozy wzrostu gospodarczego dla USA na ten rok oraz na lata 2017 i 2019, przy równoczesnej korekcie w dół prognoz stopy bezrobocia w tych samych okresach czasu.

Wyniki posiedzenia Fed były pewnym zaskoczeniem dla rynków. Powszechnie zakładano bowiem, że decyzji o wzroście stóp procentowych będzie towarzyszyć „gołębia retoryka”. Mówiąc wprost, żeby nie przestraszyć rynków finansowych, FOMC nie będzie sugerował wyraźnego przyspieszenia zaostrzania polityki monetarnej w przyszłym roku. Stało się inaczej.

Jeżeli „jastrzębia” wymowa wczorajszego posiedzenia Fed nie zostanie zneutralizowana to końcówka roku upłynie pod znakiem drogiego dolara, rosnących rentowności długu, odpływu kapitałów z rynków wschodzących, ale też przy niewielkich zmianach na rynkach akcji (silnej korekty na giełdach spodziewałbym się dopiero w styczniu). Dla polskiego złotego oznaczałoby rosnącą presję na jego osłabienie. W moim scenariuszu bazowym na koniec grudnia za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł, za dolara 4,28 zł, a za szwajcarskiego franka 4,17 zł.

Niezależnie od tego jakie nastroje będą panować na rynkach finansowych w najbliższych dniach należy mieć na uwadze, że perspektywa zaostrzenia polityki monetarnej w USA, przy realizowanej ultraluźnej polityce monetarnej przez Europejski Bank Centralny (ECB), musi oznaczać zrównanie się kursu euro i dolara (parytet) w I połowie przyszłego roku. Jeżeli ten obraz uzupełnić o rozczarowujące wyniki polskiej gospodarki, ryzyko cięcia ratingu, utrzymując się spór polityczny, słabe postrzeganie rynków wschodzących, a przede wszystkim wobec braku widoków na podwyżkę stóp przez RPP przed 2018 roku, to trzeba przyzwyczaić się do wysokich kursów głównych walut. Trzeba też oswoić się z myślą, że za euro i dolara przyjdzie nam zapłacić w przyszłym roku po 4,40 zł.

W czwartek w dalszym ciągu tematem numer jedne na rynkach finansowych będzie posiedzenie Fed. Szczególnie, że ani zakończone już posiedzenie Narodowego Banku Szwajcarii (SNB), ani też kończące się o godzinie 13:00 posiedzenie Banku Anglii (BoE), nie będzie dla rynków żadnym impulsem. Inwestorzy zignorowali też dobre odczyty grudniowych indeksów PMI dla Francji, Niemiec i Strefy Euro. W tej sytuacji można oczekiwać, że większych emocji nie wołają także publikowane po południu dane makro z USA.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

E-commerce: Jak zwiększyć lojalność klienta w 2017 roku?

61 proc. zadowolonych z zakupów konsumentów podzieli się tą wiadomością z rodziną i przyjaciółmi. Lojalni klienci kupują o 90 proc. częściej i wydają 60 proc. więcej jednorazowo na zakupy niż osoby po raz pierwszy odwiedzające witrynę sklepu. Eksperci przewidują, że budowanie strategii lojalności konsumenta stanie się jednym z kluczowych trendów w e-reklamie w 2017 roku. Co zrobić, aby klient odpowiadał zaangażowaniem na działania marki, a nawet zachęcał swoim przykładem innych do zakupów?

Wysokie koszty pozyskania klienta, które pochłaniają dużą część budżetów marketingowych, są zmorą wielu marketerów. Zamiast przeznaczać większość wydatków reklamowych na będące często na granicy rentowności inwestycje mające na celu pozyskiwanie konsumenta, eksperci z Sociomantic Labs zachęcają do wdrażania strategii budowania lojalności klienta. Badania firmy Rare pokazują, że konsument staje się lojalnym klientem marki, gdy darzy ją zaufaniem –  83 proc., kiedy ją lubi, uznaje za pomocną i atrakcyjną – 86 proc. Jak można zawalczyć o polepszanie długofalowej relacji z klientem?

Po pierwsze, zaangażować konsumenta, czyli jak to robili marketerzy kiedyś a dziś

O tym, że konsumenci zaangażowani w relację z marką są dla niej bardziej wartościowi wiadomo od dawna. Według danych Rosetta kupują oni nawet o 90 proc. częściej, a jednorazowo na zakupy wydają aż o 60 proc. więcej, do tego pięciokrotnie chętniej wskazują markę jako tą, z której usług i produktów w przyszłości ponownie skorzystają. Jedną z najpopularniejszych metod budowania więzi firmy z konsumentem na przestrzeni wieków były (i są dalej!) programy lojalnościowe. Już w XVIII wieku, zaczęli z nich korzystać amerykańscy sprzedawcy. Wówczas chodziło o miedziane żetony, które uzbierane w większej ilości po wykonaniu kolejnych zakupów można było później wymienić w sklepie na konkretne produkty. Miedziane żetony z czasem wymieniono na tańszą opcję w postaci znaczków, choć mechanizm działania programu został ten sam. Szacuje się, że do 1964 roku firma S&H, która wprowadziła program lojalnościowy ze znaczkami, wydrukowała ich 3 razy więcej niż amerykańska poczta. W 1995 roku sklep Tesco poszedł o krok dalej, wprowadzając kartę klienta (club card). Dziś dzięki nowym technologiom marketerzy mogą zrobić jeszcze więcej, aby zaangażować użytkownika – e-sprzedawcy nagradzają lojalność konsumentów na podstawie ich zaangażowania na stronie www sklepu, zakupów i dzielenia się informacjami o produktach w social media, opiniami, zapisami do sklepowego newslettera, a w wielu miejscach zamiast szukać po kieszeniach karty klienta często wystarczy już tylko aplikacja w telefonie. Do tego marketerzy mogą czerpać z wielkiego bogactwa Big Data, a dzięki nowym technologiom jeszcze skutecznej targetować tych klientów, na których najbardziej im zależy, dostosowując pod nich indywidualnie reklamy na stronach www, w social media czy w kanale mobilnym.

Po drugie, rabaty i promocje, ale…

Od dawien dawna w marketingu z sukcesem stosowane są jeszcze dwa narzędzia: rabat i promocja. Rozwój nowych technologii oraz marketingu internetowego sprawił, że mogą być one dziś wykorzystywane przez marketerów w bardziej wyrafinowany i spersonalizowany sposób, a nie jak dawniej – masowo i jednakowo dla każdego. Internauta, któremu np. zostanie wyświetlony banner z reklamą sprzętu komputerowego w promocyjnej cenie, nie zdecyduje się na jego zakup, tylko dlatego, że akurat jest 10 proc. zniżki, jeśli sprzętu nie potrzebuje, bo dopiero co kupił, marzy mu się inny zakup, znajduje się na innym etapie ścieżki zakupowej lub zwyczajnie wychodzi z założenia, że co jakiś czas sklepy kuszą kolejnymi promocjami i jak nie ta, to kolejna. Warto zatem przyjrzeć mu się z bliska, zadać pytanie, czego naprawdę może w tej chwili potrzebować i pod tym kątem planować kolejne działania. Może, jeśli niedawno dokonał zakupu laptopa, to zainteresuje go produkt komplementarny? Jakimi produktami ostatnio się interesował, gdy odwiedził stronę www? Na którym etapie ścieżki zakupowej aktualnie się znajduje i w jaki sposób można do niego dotrzeć? Rabaty i promocje nabierają siły rozpędu, gdy są limitowane np. wielkie promocje w Czarny Piątek albo kiedy są tylko dla wybranych – kluby zakupowe. Przekaz reklamowy wyświetlany indywidualnemu użytkownikowi, oparty na znajomości jego preferencji zakupowych (m.in. na podstawie danych o ostatnich transakcjach w e-sklepie gromadzonych w CRM), potencjału jaki ma on w perspektywie długookresowej dla sklepu (określanego po zmierzeniu CLV, czyli Pomiaru Wartości Klienta) i zachowań w trakcie przeglądania witryny (na podstawie danych cookies, które mogą wskazać jakie produkty oglądał, w co klikał, co umieścił w koszyku, ale w ostateczności nie kupił) zapewnia mu poczucie, że jest traktowany w wyjątkowy sposób. Taka personalizowana reklama, według danych Sociomantic Labs, jest dwa razy skuteczniejsza od „standardowych” metod promocji nie opartych na nowych technologiach czy głębszej analizie danych.

Po trzecie i najważniejsze, doceniać i nie zapominać

Konsument musi poczuć się ważny i wyjątkowy – choć stwierdzenie to jest stare jak świat, to w praktyce często sklepy je bagatelizują. Najprostszy przykład: stały klient, od lat wykupujący usługę X płaci za nią np. 400 zł, podczas gdy nowy konsument, który zgodzi się podpisać umowę może ją otrzymać za połowę ceny. Komunikat, jaki tym samym wysyła firma do stałego klienta, jest taki, że tylko nowi klienci są ważni, a fakt, że ktoś od lat korzysta z usług, nie ma większego znaczenia. Właściwie to już lepiej poszukać inne firmy, w której jako nowy klient otrzyma atrakcyjniejsze warunki. Długoterminowy klient stanowi najlepszą reklamę oraz generuje wyższy dochód niż konsument odwiedzający witrynę e-sklepu po raz pierwszy. Tymczasem skoncentrowani wyłącznie na zwiększaniu zasięgu i pozyskiwaniu nowych odbiorców marketerzy wydają olbrzymie budżety na przyciągnięcie często „jednorazowych” klientów. Nie chodzi też o to, żeby popaść w kolejną przesadę i całkowicie zrezygnować z kampanii prospectingowych – po prostu należy mieć umiar i określić odpowiednią proporcję między działaniami skierowanymi do nowych i obecnych konsumentów.

Nawet jeśli w ciągu ostatnich trzystu lat w marketingu zaszły epokowe zmiany – od miedzianych żetonów wręczanych stałym klientom przy zakupie w lokalnym sklepie po bazujące na nowych technologiach coraz skuteczniejsze metody identyfikowania potrzeb użytkownika i skłaniania go do powrotu na stronę www i wykonania kolejnej transakcji zakupowej, to jednak cel tych działań pozostał bez zmian – wszystkie koncentrują się na kliencie. To on zawsze musi być stawiany na pierwszym miejscu, a już szczególnie, gdy z firmą związany jest od dawna – prawdopodobieństwo sprzedaży mu produktu rośnie do 70 proc., a konsumentowi, który dopiero po pierwszy dotarł do sklepu, zaledwie od 5 do 20 proc.

Nowe prawo o ochronie danych osobowych: na co w szczególności powinien zwrócić uwagę pracodawca?

Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter
Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter

Parlament Europejski w kwietniu tego roku przyjął rozporządzenie wprowadzające nowe prawo o ochronie danych osobowych. Ma ono obowiązywać od maja 2018 roku. To największa w historii reforma tego obszaru. Eksperci eRecruiter podkreślają, że pracodawcy powinni zacząć przygotowania do zmian jak najszybciej, bo nowe regulacje wpłyną na wiele aspektów procesów rekrutacyjnych. Te najważniejsze to: odpowiednia polityka ochrony danych osobowych, dostęp do danych kandydatów i ich przetwarzanie oraz klauzule i zgody wymagane od starających się o pracę.

– Każdy dokument aplikacyjny, który wpłynie do pracodawcy w procesie rekrutacji, już teraz wymaga odpowiedniej troski w zakresie ochrony danych osobowych. Po wprowadzeniu nowego prawa będzie to jeszcze istotniejsze. Zasady ulegną znacznemu zaostrzeniu (np. w zakresie sankcji finansowych), co jest pochodną zachodzących zmian cywilizacyjnych, w tym głównie technologicznych. Żyjemy w czasach, w których prawo do ochrony danych osobowych traktowane jest jako prawo podstawowe. Nowe regulacje mają być gwarancją dla kandydatów do pracy, że ich dane będą bezpieczne. By tak się stało pracodawcy, w tym przede wszystkim przedstawiciele działów HR, IT i prawnych, muszą w ciągu kilkunastu miesięcy, które pozostały do wejścia w życie rozporządzenia, odpowiednio przygotować kadry, infrastrukturę oraz politykę firmową do nowej rzeczywistości w zakresie ochrony danych osobowych. Jest jednak kilka aspektów, którym warto poświęcić uwagę w szczególności. Jednocześnie trzeba pamiętać, iż w zakresie prawa pracy polski ustawodawca może przyjąć regulacje szczególne w odniesieniu do przepisów ogólnego rozporządzenia – podkreśla radca prawny Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter.

Po pierwsze, wprowadź jasną politykę bezpieczeństwa danych

Przeglądanie dokumentów aplikacyjnych, ich selekcja czy rozmowy z kandydatami to etapy procesu rekrutacyjnego, nieodłącznie związane z pozyskiwaniem danych osobowych. Ważne jednak, by wszyscy pracownicy firmy mający styczność z tymi danymi, rozumieli tak samo obowiązujące procedury. Ogólne rozporządzenie o ochronie danych nakłada na administratora danych (np. rekrutującego pracodawcę) obowiązek wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, aby przetwarzanie odbywało się zgodnie z prawem i aby móc to wykazać. Środki te powinny być poddawane przeglądom i uaktualniane. Administrator powinien wziąć przy tym pod uwagę charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie i wadze zagrożenia. Jednocześnie rozporządzenie wskazuje, iż obejmuje to wdrożenie przez administratora odpowiednich polityk ochrony danych.

W tym celu warto m.in. organizować regularne szkolenia z zakresu ochrony danych osobowych lub spisać odpowiednie zasady. Dzięki temu każdy dowie się, jakie obowiązują zasady m.in. związane z przechowywaniem CV, wykorzystywaniem informacji zawartych w życiorysach do kolejnych procesów rekrutacyjnych czy udzielaniem zgody przez kandydatów na przetwarzanie ich danych.

Po drugie, zapewnij dostęp do danych osobowych kandydatów tylko upoważnionym

Dane osobowe kandydata będą bezpieczne tylko wtedy, gdy dostęp do nich mają osoby wiedzące, jak się z nimi obchodzić. Jeżeli firma posiada odpowiedni system do rekrutacji, taki jak eRecruiter, sprawa jest łatwa. Na platformie wgląd do danych przyznaje się bowiem tylko tym osobom, które są zaangażowane w dany proces rekrutacyjny. Dodatkowo, dostęp jest zabezpieczony odpowiednim hasłem. Istnieje też możliwość dodawania lub usuwania uprawnień. Jeżeli natomiast firma przechowuje CV na skrzynkach mailowych, trzeba wdrożyć procedury, które zapewnią bezpieczeństwo tych danych.

Po trzecie, przygotuj się na kontrolę GIODO

Na wypadek kontroli GIODO musimy mieć pewność, że przedstawimy klauzule informacyjne i zgody, jakie zostały wykorzystane do danego procesu rekrutacyjnego, oraz czy nasza baza danych osobowych jest odpowiednio chroniona (np. poprzez zastosowany mechanizm szyfrowania). Jest to znacznie łatwiejsze, gdy posiadamy odpowiedni system do rekrutacji. Przykładowo w eRecruiter automatycznie gromadzone są informacje o tym, jakie otrzymał kandydat. Platforma udostępnia także gotowe wzory klauzul informacyjnych oraz zgód przygotowane przez ekspertów a także umożliwia tworzenie własnych. Dlaczego to takie istotne? Po wprowadzeniu nowego prawa, stwierdzone naruszenie zasad ochrony danych osobowych może oznaczać poważne konsekwencje. Najbardziej dotkliwe będą te finansowe. Odpowiednia instytucja, jaką w Polsce jest GIODO, będzie uprawniona do nakładania administracyjnych kar pieniężnych. Pracodawca, który naruszy prywatność aplikującej osoby, może zostać zobligowany do zapłacenia grzywny nawet w wysokości 4% całkowitego rocznego obrotu przedsiębiorstwa z poprzedniego roku obrotowego.

– Mechanizm informacyjny w rozporządzeniu to nic nowego. Warto jednak w firmie wdrożyć taki system, który będzie umożliwiał łatwo i szybko wykazać, jakie informacje (i ewentualnie zgody) dotyczą danego kandydata – podsumowuje radca prawny Mirosław Gumularz.

Przed nami 3 podwyżki stóp w 2017 r.

Fed zaskoczył sugestią trzech (zamiast dwóch) podwyżek w 2017 r. i rynek skupił się tylko na tym. Dolar wystrzelił, a z nim rentowności obligacji skarbowych USA. Apetyt na ryzyko ma się gorzej przy wzroście presji na rynki wschodzące. Ale karuzela banków centralnych dalej się kręci z trzema kolejnymi decyzjami w najbliższych godzinach.

Fed jednomyślnie i zgodnie z oczekiwaniami podwyższył korytarz dla stopy rezerw federalnych o 25 pb do 0,50-0,75 proc. Jednak dla rynków kluczowe były oczekiwania członków FOMC dotyczące ścieżki polityki monetarnej w przyszłości i tutaj dostaliśmy niespodziankę, gdyż mediana sugeruje trzy kroki w 2017 r. zamiast dwóch sygnalizowanych we wrześniu. Rynek (w tym my) skłaniał się do bardziej zachowawczej strategii Fed, więc jastrzębie zaskoczenie dało paliwo do wzrostów USD i rentowności obligacji skarbowych USA.

Jednakże zaostrzeniu wydźwięku projekcji stóp procentowych nie towarzyszyła istotna rewizja prognoz makroekonomicznych. Wzrost PKB w 2017 r. został podniesiony z 2 proc. do 2,1 proc., stopa bezrobocia została obniżona do 4,5 proc. z 4,6 proc., ale prognozy inflacji dla okresu 2017-2019 r. pozostały bez zmian. Na konferencji prasowej prezes Yellen nie wytłumaczyła powodów rozbieżności, jak również unikała odpowiedzi na pytania, jak Fed zamierza reagować na zmiany w polityce fiskalnej. Jednak czy podniesienie oczekiwań dla stóp procentowych przy utrzymaniu prognoz gospodarczych nie sugeruje przygotowywanie się na pozytywny wpływ ekspansji fiskalnej? Być może i możliwe, że rynek tak będzie to interpretował, zapewniając teraz wsparcie USD.

Jednak prawda może być bardziej zagmatwana. Miesiąc temu po euforii wywołanej wygraną Trumpa twierdziłem, że rynek zawsze wycenia łagodniejsze nastawienie od tego reprezentowanego przez Fed. Innymi słowy dyskontując dwie podwyżki w przyszłym roku zakłada, że sam Fed będzie sugerował swoją polityką gotowość do co najmniej trzech. Jeśli Fed wskazałby w projekcji dwie podwyżki, rynek prawdopodobnie obniżyłby oczekiwania do dyskonta jednej. I możliwe, że Fed wyciągnął wnioski z tej relacji. Wiecznie sceptyczny rynek utrudniał politykę banku centralnego, gdyż podwyżka wbrew oczekiwaniom rynku mogłaby doprowadzić do niepotrzebnych zawirowań w cenach aktywów. Wczoraj bank zyskał elastyczność w prowadzeniu polityki monetarnej: może teraz z łatwością dążyć do dwóch podwyżek w przyszłym roku, nawet jeśli gospodarka przejściowo napotka problemy. A co zrobić z faktem, że Fed deklaruje trzy kroki? Nie będzie to pierwszy raz, kiedy Federalny Komitet Otwartego Rynku wycofa się z jastrzębiego nastawienia – wszak w 2014 zakładał, że dziś będzie po ośmiu podwyżkach. Wadą tej postawy jest przyspieszenie aprecjacji USD i wzrostu rentowności obligacji skarbowych USA, co może stać się hamulcem dla ożywienia. Fed musi zatem być bardzo pewny pozytywnych aspektów ekspansji fiskalnej, które zneutralizują te zagrożenia. Podsumowując, bardziej przemawiają do nas prognozy makro i utrzymujemy nasze oczekiwania dwóch podwyżek w przyszłym roku.

Najbliższe godziny to dalsze debatowanie nad wczorajszą decyzją Fed, ale wnioski pozostają pozytywne dla USD i tylko przedświąteczna realizacja zysków może pomieszać szyki. Poza tym kalendarz na czwartek zawiera decyzje trzech kolejnych banków centralnych: ze Szwajcarii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Po kwartalnym posiedzeniu SNB oczekujemy utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie, a także podtrzymania bieżącej strategii w polityce monetarnej. Niewykluczone jednak, że komunikat będzie zawierał werbalne ostrzeżenia odnośnie gotowości do dalszych obniżek, by przeciwdziałać potencjalnej presji wynikającej z ekspansji monetarnej ECB i ryzyka politycznego w Europie. Stanowi to ryzyko umiarkowanego osłabienia CHF.

W Norwegii szanse na obniżkę stopy depozytowej są niewielkie. W ostatniej projekcji Norges Bank sugerował mniej niż 50-procentowe prawdopodobieństwo cięcia. Ryzykiem wokół posiedzenia jest rewizja w górę ścieżki stóp procentowych i wymazania gołębiego nastawienia. Sądzimy jednak, że utrzymanie gołębiego tonu może stanowić rozczarowanie dla rynku, dając impuls do przejściowego osłabienia NOK (redukcja długich pozycji). Wreszcie bez emocji powinno obejść się przy decyzji Banku Anglii. Dopóki inflacja nie wymknie się spod kontroli, BoE jest gotów tolerować jej podwyższone poziomy bez konieczności interwencji. Z drugiej strony ryzyka dla wzrostu związane z odłączeniem Wielkiej Brytanii od UE nakazują BoE utrzymywać równie silną gotowość do złagodzenia stanowiska. Na ten moment bank utrzyma politykę bez zmian i przy równoważeniu się ryzyk (inflacja vs wzrost) taki stan może utrzymywać się przez cały przyszły rok.

Na polu danych spośród PMI z Eurolandu, sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii i CPI z USA tylko pozytywne zaskoczenie w tym ostatnim przypadku może ruszyć rynkiem walutowym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kiedy firmy muszą usuwać nasze dane osobowe

Do największych zagrożeń dla bezpieczeństwa danych osobowych zaliczamy firmy i organizacje nieprzywiązujące wagi do ich ochrony – wynika z raportu ODO 24. Wiele wątpliwości budzą kwestie związane z usuwaniem niepotrzebnych już informacji. A zwłaszcza to, w jaki sposób są one niszczone.

Maciej Jurczyk, ODO 24Ponad jedna trzecia respondentów badania dotyczącego wiedzy o ochronie danych osobowych przeprowadzonego przez ODO 24 wskazała, że jednym z najbardziej niepokojących zjawisk jest niefrasobliwe podejście przedsiębiorców do posiadanych informacji. Wiele problemów sprawia im zarządzanie i ochrona danych elektronicznych. Jak pokazuje raport GUS w Polsce tylko 1 na 10 organizacji dba o nie prawidłowo. Tym, co pokazuje stosunek danego podmiotu do przetwarzanych danych, jest podejście do kwestii ich niszczenia.

Warto wiedzieć, że firmy oraz instytucje mają obowiązek ustawowy kasowania danych, nakładany m.in. przez Ustawę o ochronie danych osobowych oraz Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 29 kwietnia 2004 r. w sprawie dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych – wskazuje Maciej Jurczyk, inżynier ds. bezpieczeństwa informacji w ODO 24.

Dane osobowe firmy mogą przetwarzać tak długo, jak aktualny jest cel, dla którego realizacji się to dzieje. Po jego osiągnięciu lub wygaśnięciu muszą je usunąć, czyli jak wskazuje polski ustawodawca zniszczyć lub zmodyfikować. Usunięcie danych osobowych w praktyce polega na pozbyciu się ich w sposób niepozwalający na odtworzenie ich treści. Tak, by po dokonaniu usunięcia danych niemożliwe było zidentyfikowanie osób, których dotyczą. Istnieje przy tym dowolność w wyborze środków – można np. skorzystać z niszczarki lub zanimizować dokument poprzez zaczernienie danych osobowych. Najskuteczniejszą metodą usuwania danych z nośników przeznaczonych do dalszego użytku jest stosowanie metody wielokrotnego zapisu. Nośniki danych zaleca się zniszczyć mechanicznie w niszczarce spełniającej wymagania normy DIN 66399 na poziomie bezpieczeństwa nie niższym niż 3. Metoda wielokrotnego zapisu polega na minimum trzykrotnym, a rekomendowanym pięcio-sześciokrotnym zapisem danymi tzw. zerowymi, co uniemożliwia lub znacząco obniża szansę na odzyskanie danych radzi Maciej Jurczyk z ODO 24.

Warto zwrócić uwagę na zjawisko błędów popełnianych przez pracowników w procesie niszczenia zbędnych dokumentów zawierających dane osobowe. Częstym procederem jest wyrzucanie dokumentów na śmietnik, bez uprzedniego sprawdzenia ich treści. Stanowi to naruszenie norm o zabezpieczeniu danych osobowych, ponieważ umożliwia zapoznanie się z treścią danych osobom nieuprawnionym – mówi ekspert ODO 24.

Columbus Energy S.A. ma finansowanie abonamentów na 200 mln zł rocznie

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała list intencyjny z Nest Bank S.A. oraz ze spółką zależną Columbus Energy Finanse Sp. z o.o. Nawiązanie współpracy z bankiem pozwoli Emitentowi na pozyskanie stabilnego źródła finansowania rozwoju programu abonamentowego i osiągnięcie rocznej sprzedaży na poziomie 10.000 instalacji fotowoltaicznych, co przełoży się na wypracowywanie rocznych przychodów w wysokości 200 mln zł.

Podpisany przez Columbus Energy S.A. list intencyjny z bankiem Nest Bank S.A. jest zakończeniem etapu prowadzonych negocjacji i stanowi o intencji wszystkich stron w zakresie planowanej długoterminowej współpracy. Obecnie trwają prace zmierzające do zawarcia umowy o współpracy. W pierwszej fazie możliwej współpracy, przede wszystkim w 2017 r., strony rozważają możliwość nabycia przez Nest Bank S.A. wierzytelności z tytułu udzielonych Klientom przez Columbus Energy Finanse Sp. z o.o. abonamentów na instalacje fotowoltaiczne. Szczegółowe zasady współpracy pomiędzy podmiotami zostaną uregulowane we właściwej umowie, której podpisanie ma nastąpić w terminie do 30.01.2017 r. Zarząd Spółki szacuje, że dzięki pozyskaniu stabilnego źródła finansowania programu abonamentowego możliwe będzie osiągnięcie przez nią rocznej sprzedaży na poziomie 10.000 instalacji fotowoltaicznych oraz wypracowywanie przychodów w kwocie 200 mln zł rocznie.

Podpisanie umowy z NEST BANK S.A. zapewni stabilny rozwój programu abonamentowego. Już dzisiaj jesteśmy gotowi na zadeklarowanie zakontraktowania w 2017 roku 2.500 Klientów na instalacje fotowoltaiczne w abonamencie. Szacujemy, że sprzedaż w tym segmencie będzie rosła 100% rocznie, do uzyskania 10.000 instalacji w 2019 roku. Ten list to duży krok do podpisania umowy, nad którą razem z zespołem NEST BANK S.A. już pracujemy. Stabilny i rzetelny partner finansowy to klucz do osiągnięcia wielkiego sukcesu w pozyskiwaniu i finansowaniu mikroinstalacji prosumenckich bez dotacji. Columbus Energy S.A. jest liderem w tym segmencie i dzięki umowie z partnerem finansowym będziemy się rozwijać w niezwykłym tempie. Niebawem zaprezentujemy aktualizację prognoz i strategii rozwoju w oparciu o aktualny etap negocjacji z partnerami finansowymi, w szczególności o ustalenia zawarte w liście intencyjnym z NEST BANK S.A.” – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Columbus Energy S.A. rozwija obecnie swój nowy produkt o nazwie „Abonament na Słońce”, którego największą przewagą konkurencyjną jest przede wszystkim niezależność od regulacji prawnych w zakresie prawa energetycznego oraz niezależność od dotacji dla właścicieli domów jednorodzinnych. Stwarza on także Spółce możliwość sprzedaży praktycznie nieograniczonej liczby montaży instalacji fotowoltaicznych. W ostatnich miesiącach Spółka realizuje w ramach nowego produktu pierwsze instalacje, które są finansowane z jej własnych środków.

„Jesteśmy pionierami w Polsce w oferowaniu produktu finansowego dla właścicieli domów jednorodzinnych, gdzie bez dotacji Klient oszczędza od dnia uruchomienia instalacji. Formuła abonamentu, z mikropłatnościami przez 15 lat, powoduje, że dobrze dobrana instalacja zawsze obroni się ekonomicznie. Nasze doświadczenia w sprzedaży i montażu instalacji fotowoltaicznych w ramach programu PROSUMENT, w którym byliśmy liderem, dała nam wiedzę i doświadczenie do skutecznego wdrażania naszego autorskiego programu abonamentowego. Brakowało nam tylko tego jednego elementu układanki, jakim jest partner finansowy. Już zamontowaliśmy 100 pierwszych pilotażowych instalacji, a setki kolejnych czekają na realizację. Jesteśmy pewni, że zaraz po podpisaniu właściwej umowy z NEST BANK S.A. tempo rozwoju znacznie przyspieszy.” – zakończył Prezes Zieliński.

W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zarejestrował połączenie Columbus Energy S.A. z Columbus Capital S.A., które nastąpiło zgodnie z przyjętym planem połączenia poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na Columbus Capital S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Kapitał zakładowy Spółki wynosi aktualnie 72.863.778,42 zł i dzieli się na 269.865.846 akcji o wartości nominalnej 0,27 zł każda. Najważniejszym celem nowego podmiotu – Columbus Energy S.A. – jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce oraz przeniesienie notowań akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.

Polacy sięgają po droższą whisky

Jarosław BussW pierwszych trzech kwartałach 2016 roku import ekskluzywnej whisky single malt do Polski wzrósł – w ujęciu ilościowym – o prawie 1/3 (30 proc.). Jeszcze większe wzrosty, bo aż trzycyfrowe, zanotowała whisky blended malt. Polacy coraz częściej sięgają po droższe odmiany bursztynowego trunku.

Lata 2014-2015 to okres wyhamowania wzrostów w eksporcie szkockiej single malt. W tym roku eksport tej kategorii whisky znowu rośnie. W ujęciu ilościowym, w pierwszych trzech kwartałach 2016, odnotowano wzrost o 5 proc. do 80 mln butelek w stosunku do roku poprzedniego. Dwukrotnie wyższy wzrost osiągnięto w ujęciu wartościowym –  blisko 10 proc., co pozwoliło przekroczyć wartość 700 mln funtów.

Rośnie również eksport szkockiej w segmencie blended malt. W okresie styczeń-wrzesień 2016 roku wzrósł  r/r o 57 proc.

Popularność single malt i blended malt odbiła się na eksporcie drugiej najpopularniejszej odmiany whisky, czyli mieszanej. W tej kategorii wzrost był ledwie widoczny w ujęciu ilościowym, zaś wartościowo nastąpił już trzeci rok z rzędu spadek. Łącznie, na przestrzeni ostatnich trzech lat, skumulowany spadek eksportu whisky mieszanej wyniósł 20 proc., z 2,2 do 1,8 mld funtów.

Polska wpisana w mapę światowych trendów

W trzech kwartałach tego roku import single malt do Polski wzrósł znacząco, bo o 30 proc, co daje łącznie blisko 360 tys. sprowadzonych butelek. W ujęciu wartościowym dynamika wzrostu była jeszcze większa i wyniosła 38 proc. (wartość ok 4 mln funtów). Na uwagę zasługuje znaczący wzrost importowanej blended malt – w ujęciu ilościowym aż 700 proc., co daje łączną liczbę 257 tys. butelek. Łączna wartość sprowadzonej whisky blended malt wzrosła r/r o 120 proc. i wyniosła 360 tys. funtów. W odróżnieniu od trendów światowych, Polacy równie chętnie konsumują whisky mieszaną. Jeśli chodzi o jej ilość, to import wzrósł o 22 proc. do 18 mln butelek, a wartościowo o 17 proc. do 35 mln funtów.

Dane importowe potwierdzają trend obserwowany przez nas od dłuższego czasu. Polacy coraz częściej sięgają po whisky, również w tych droższych odmianach. Wielu koneserów tego trunku poszukuje nowych doznań smakowych,  otwierając się na whisky z różnych stron świata” – przekonuje Jarosław Buss z firmy Tudor House, organizator corocznego festiwalu Whisky Live Warsaw.

W przełożeniu na potencjał rynków świata, daje to Polsce 13. miejsce pod względem liczby sprowadzonych butelek whisky (19 mln butelek), a wartościowo plasujemy się na 16. miejscu  – zakupiliśmy whisky za 40 mln funtów.

Coraz więcej producentów dostrzega potencjał polskiego rynku. Zmieniają się gusta smakowe Polaków, rośnie też grupa osób zamożnych, dlatego nie dziwi fakt, że w sklepach dostępna jest coraz bardziej różnorodna oferta tego wyjątkowego trunku. Można już nabyć whisky z tak egzotycznych krajów, jak chociażby Indie, Tajwan, Australia czy Japonia. Powstaje też coraz więcej whisky barów w naszym kraju” – dodaje Jarosław Buss.

Tradycyjnie największym rynkiem na świecie – patrząc na liczbę sprowadzonych butelek – jest Francja (142 mln sztuk), zaś pod względem wartościowo sprowadzanego trunku prym wiedzie USA z kwotą 563 mln funtów. W rozbiciu na poszczególne kontynenty najmocniejszym rynkiem dla whisky wciąż pozostaje Europa, a szczególnie kraje Unii.

W. Wojciechowski: W najbliższych miesiącach będzie widoczna presja inflacyjna. Stopy procentowe pozostaną raczej na niezmienionym poziomie

W. Wojciechowski: W najbliższych miesiącach będzie widoczna presja inflacyjna. Stopy procentowe pozostaną raczej na niezmienionym poziomie 1

Skala deflacji w Polsce stopniowo maleje. W listopadzie inflacja bazowa wyniosła -0,1 proc. Jednocześnie utrzymuje się stabilny wzrost gospodarczy, a osłabienie złotego nie miało wpływu na wzrost cen importowanych towarów. Już w grudniu lub na początku 2017 roku ceny mogą wzrosnąć – ocenia Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Jednocześnie dodaje, że w 2017 roku stopy procentowe w Polsce pozostaną prawdopodobnie na niezmienionym poziomie.

– Deflacja praktycznie wygasła. W listopadzie mieliśmy stabilizację cen w relacji rok do roku, widać też, że inflacja bazowa wygasa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Dane NBP wskazują, że w listopadzie 2016 roku inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła -0,1 proc. wobec -0,2 proc. w październiku tego roku. Wskaźnik CPI za listopad ukształtował się na poziomie 0,0 proc. przy -0,2 proc. miesiąc wcześniej. W kierunku wyższego odczytu wskaźnika CPI oddziaływał przede wszystkim wzrost dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych. Jak podkreśla Wojciechowski, inflacja bazowa jest właściwie ujemna, choć w niewielkim stopniu, a z wyłączeniem cen żywności i paliw ceny konsumpcyjne spadły.

– To oznacza, że pomimo wciąż jeszcze relatywnie dobrego wzrostu gospodarki nie narasta presja inflacyjna. Czyli wzrost jest osiągany przy stosunkowo dużej dyscyplinie wzrostu wynagrodzeń. To również pokazuje, że osłabienie złotego, które w ostatnim czasie nastąpiło, jeszcze nie skutkowało wzrostem cen nie tylko paliw, lecz także nie miało wpływu na wzrost cen towarów, które pochodzą z importu – tłumaczy ekspert.

Z „Raportu o inflacji” przygotowanego przez NBP wynika, że do utrzymywania się deflacji przyczynia się głównie znaczący spadek cen surowców energetycznych na rynkach światowych w poprzednich latach, choć deflacyjny wpływ tego czynnika stopniowo wygasa. W kierunku wzrostu dynamiki cen w ostatnich miesiącach oddziaływały wyższe ceny ropy. W najbliższych miesiącach eksperci spodziewają się jedynie umiarkowanego wzrostu cen importu, przede wszystkim ze względu na stabilny poziom cen surowców na rynkach światowych oraz ograniczona presja inflacyjna w strefie euro. Jednocześnie powoli będzie rosła inflacja.

– Jest bardzo prawdopodobne, że już albo w ostatnim miesiącu tego roku, albo już na pewno na początku 2017 roku będziemy mieć inflację bazową, czyli wzrost dodatni przeciętnych cen w relacji do analogicznego poziomu z ubiegłego roku – ocenia ekonomista Plus Banku.

NBP prognozuje, że roczna dynamika cen znajdzie się z 50 proc. prawdopodobieństwem w przedziale 0,7–0,6 proc. w 2016 roku, 0,5–2,0 proc. w 2017 roku oraz 0,3–2,6 proc. w 2018 roku.

– Obecnie przy takich różnicach można tak naprawdę powiedzieć, że mamy stabilizację inflacji bazowej. W relacji rocznej, po wyłączeniu takich kategorii jak żywność i paliwa, ceny są stabilne, czyli nie zmieniły się w relacji rocznej – wskazuje Wojciechowski.

Wygaszenie deflacji i powolnie rosnąca inflacja to z punktu widzenia stóp procentowych neutralna informacja. Tym samym o ewentualnej podwyżce stóp procentowych będzie decydować wzrost gospodarczy. Ten zaś wedle NBP z 50-proc. prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 2,5–3,4 proc. w 2016 roku, 2,6–4,5 proc. w 2017 roku oraz 2,2–4,4 proc. w 2018 roku.

– Te prognozy obarczone są bardzo dużym ryzykiem. Większość członków RPP opowiada się jednak za tym, aby w całym 2017 roku stopy procentowe utrzymać na niezmienionym poziomie – podkreśla Wiktor Wojciechowski.

M. Faber: W obecnej sytuacji geopolitycznej inwestorzy powinni mieć pewne zapasy złota, srebra i platyny

M. Faber: W obecnej sytuacji geopolitycznej inwestorzy powinni mieć pewne zapasy złota, srebra i platyny 2

Odbicia na rynku złota i obligacji spodziewa się ekonomista i inwestor Marc Faber. Choć jego zdaniem w sytuacji interwencjonizmu rządów i banków centralnych trudno prognozować kierunki, w jakich podążą aktywa inwestycyjne, bezpieczne jest posiadanie części środków w złocie, platynie i srebrze. Choć na razie amerykańska giełda zachowuje się spokojnie po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta, ekonomista przestrzega przed nadmiernym optymizmem co do amerykańskich akcji.

– W idealnym modelu rynkowym żaden z uczestników rynku nie ma dominującego wpływu na ceny. Lecz dziś nie mamy wolnego rynku, lecz rynek zmanipulowany przez banki centralne i rządy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marc Faber, inwestor, ekonomista, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii. – Banki centralne porwały się na bezprecedensowy eksperyment polegający na drukowaniu pieniędzy: suma bilansowa od 1998 roku wzrosła ponad 18-krotnie.  Myślę, że dalej będą drukować pieniądze, by umożliwić nabywanie aktywów, tak jak ma to miejsce w Szwajcarii i Japonii, gdzie banki centralne kupują akcje. W takiej sytuacji inwestorzy powinni mieć pewne zapasy złota, srebra i platyny. Z racji trendów geopolitycznych, polityki drukowania pieniędzy i całej struktury kosztowej. Natomiast ceny ropy sięgnęły dna i teraz dosyć szybko rosną.

Szacuje się, że od początku pierwszego programu ilościowego luzowania QE z 2009 roku w Stanach Zjednoczonych wielkie gospodarki świata wpompowały w rynek przeszło 9 bilionów dolarów. Z tego przeszło 3,5 biliona dolarów w USA. Choć program skupu obligacji za oceanem zakończył się dwa lata temu, to dodruk pieniędzy trwa w najlepsze w strefie euro czy Japonii. W grudniu EBC zdecydował o przedłużeniu programu o dziewięć miesięcy – do grudnia przyszłego roku, choć ograniczył jego miesięczną wartość o jedną czwartą do pierwotnego poziomu 60 mld euro.

– Stany Zjednoczone wciąż nie chcą przyjąć do wiadomości, że żyjemy w świecie wielobiegunowym, w którym niektóre kraje, takie jak Rosja, ale przede wszystkim Chiny, a także inne gospodarki wschodzące, na przykład Brazylia, stają się coraz ważniejsze gospodarczo i zyskują na znaczeniu geopolitycznym – przekonuje Faber. – Do tego równania dodałbym również Indie. Mówimy tu o kraju, który ma ponad miliard mieszkańców, Chiny mają ponad 1,2 miliarda.  Państwa te stają się więc stosunkowo potężne w porównaniu z powiedzmy XIX wiekiem, kiedy to zachodnie potęgi mogły swobodnie prowadzić politykę kolonialną i imperialistyczną. Teraz jest to już niemożliwe.

Wybór Donalda Trumpa na prezydenta nie zachwiał wprawdzie amerykańską giełdą (indeks S&P 500 od tej pory poszedł w górę o 5 proc.), natomiast aż o 40 proc. wzrosły rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich, które są na poziomach niewidzianych od 2014 roku. Zdaniem Marca Fabera teraz można liczyć na odbicie na tym rynku, podobnie jak w przypadku złota, które po znakomitym początku roku w ostatnich trzech miesiącach straciło ponad 12 proc.

– Przed wyborem Trumpa na prezydenta wszyscy odnosili się do niego z dużym sceptycyzmem. Zakładali, że jego zwycięstwo będzie miało negatywny wpływ na rynki kapitałowe. Ale jak na razie rynek amerykański reaguje bardzo spokojnie. Mam tu na myśli giełdę, a nie rynek obligacji – wyjaśnia Faber. – Mam wrażenie, że w USA wybory nie miały większego wpływu na rynek. Chodzi jednak przede wszystkim o gospodarkę i rynek obligacji, o warunki płynnościowe. Nie jestem takim optymistą jak inni, jeżeli chodzi o amerykańską giełdę. Szczególnie w porównaniu z giełdami rynków wschodzących i z Europą. Myślę też, że rynek obligacji i złota został wyraźnie przeceniony i będziemy świadkami odbicia.

S. Kozłowski (DM Raiffeisen Polbank): W 2016 roku górowały małe i średnie spółki. Posiadacze portfeli inwestycyjnych z ich udziałem mogli zarobić nawet 25 proc.

S. Kozłowski (DM Raiffeisen Polbank): W 2016 roku górowały małe i średnie spółki. Posiadacze portfeli inwestycyjnych z ich udziałem mogli zarobić nawet 25 proc. 3

Inwestorzy lokujący kapitał w średniej wielkości przedsiębiorstwach mogli w tym roku zarobić nawet 25 proc., a amatorzy najmniejszych – kilkanaście proc. Najgorzej wypadły inwestycje oparte na papierach największych, wchodzących w skład indeksu WIG20, spółek. Zdaniem Sobiesława Kozłowskiego z Domu Maklerskiego Raiffeisen Polbank na giełdzie były dwie zupełnie różne rzeczywistości.

– Ten rok był bardzo zmienny, można powiedzieć, że mieliśmy dwa światy – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sobiesław Kozłowski, koordynator ds. analiz giełdowych Domu Maklerskiego Raiffeisen Polbank. – Z jednej strony bardzo mocny czy mocny był mWIG40, czyli średnie spółki, i całkiem przyzwoite zachowanie małych firm z sWIG80. Z drugiej – bardzo słaby WIG20.

Działający od 31 grudnia 1997 roku indeks mWIG40 jest kontynuacją MIDWIG i obejmuje czterdzieści średnich spółek notowanych na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (ich łączna początkowa kapitalizacja wynosiła prawie 23,4 mld zł). Indeks ten rozpoczynał obecny rok od wartości około 3800 pkt. W ostatnich dniach natomiast notowany jest na poziomach bliskich 4250, a więc wyższych o ponad jedną czwartą (25 proc.).

Będący kontynuacją WIRR indeks małych spółek sWIG80, obliczany od trzeciego grudnia 1994 roku, obecne dwanaście miesięcy rozpoczął od wartości w okolicach 13290 pkt., by w ostatnich dniach osiągnąć poziom zbliżony do 14100 pkt. (wzrost o ponad 14 proc.).

– Można powiedzieć, że to dwa zupełnie różne światy: bardzo mocny mWIG40, dobry sWIG80 i słabe największe spółki – komentuje Sobiesław Kozłowski. – Ale z drugiej strony w ostatnich miesiącach, czyli w listopadzie i grudniu, widać powrót króla, czyli największych przedsiębiorstw. Obserwowaliśmy na przykład mocne zachowanie PZU, dynamiczny powrót do gry LPP z niecałych 4 tys. na blisko 6 tys., czyli o 50 proc. Widać, że także w tym segmencie pod koniec roku zaczyna się coś dziać.

Portfele inwestycyjne z udziałem spółek z WIG20 traciły ponad 20 proc.w skali roku. Z kolei portfele z udziałem spółek małych i średnich dały zarobić od kilkunastu do 25 proc.

WIG20, nazywany także indeksem benchmarkowym, referencyjnym, w największym stopniu określającym kondycję całej gospodarki (w jego skład wchodzą akcje największych przedsiębiorstw), na początku 2016 roku miał wartość około 1900 pkt. Ostatnie jego notowania natomiast nie były dużo wyższe i oscylowały wokół poziomu 1930 pkt.

– Żeby obrazowo pokazać siłę mWIG40 podam przykład wchodzącej w jego skład Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), która na początku 2016 roku była niepożądana przez inwestorów, a w ciągu roku jej kurs wzrósł z blisko 10 zł do prawie 90 zł w szczycie, czyli dziewięciokrotnie – zauważa Sobiesław Kozłowski. – Widać więc, że jest bardzo mocna poprawa. Doskonałe było także zachowanie na przykład Kruka. Innymi słowy na tle indeksów, tzn. słabego WIG20, mocnego mWIG40 i średniego sWIG80, były w br. wyróżniające się przedsiębiorstwa, które dały dobrze zarobić inwestorom.

Coraz więcej młodych ludzi wybiera pracę na własny rachunek. Rośnie zapotrzebowanie na narzędzia łączące pracodawców i pracowników

Coraz więcej młodych ludzi wybiera pracę na własny rachunek. Rośnie zapotrzebowanie na narzędzia łączące pracodawców i pracowników 4

W odpowiedzi na potrzeby rynku będzie powstawało coraz więcej narzędzi, które będą łączyły pracodawców i pracowników – ocenia Maciej Balsewicz, prezes zarządu bValue.vc. W Polsce spada bezrobocie, jednocześnie ok. 100 tys. miejsc pracy pozostaje nieobsadzonych. W połączeniu z większą liczbą freelancerów wskazuje to na konieczność stworzenia rozwiązań, które pomogą firmom dotrzeć do odpowiednich pracowników.

 Zapotrzebowanie na pracowników jest ogromne. Dlatego rynek pracy w Polsce będzie się coraz bardziej otwierał, to otwarcie będzie bardziej zorganizowane, ale będą też powstawały narzędzia, które będą ułatwiały wiązanie pracodawcy i pracownika. Właśnie takim narzędziem jest Jobsquare – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Balsewicz, prezes zarządu bValue.vc.

Jobsquare to aplikacja mobilna, która pozwala szybciej i łatwiej znaleźć pracę lub pracownika. Skierowana jest przede wszystkich do młodych ludzi i do sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które poprzez ogłoszenia w internecie czy prasie często nie mogły trafić do docelowej grupy kandydatów na pracowników. Zdaniem eksperta tego typu rozwiązania są konieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę zarysowujące się trendy na rynku pracy.

– Bez otwarcia się rynku pracy Polska nie osiągnie spodziewanych wzrostów. W wielu branżach brakuje ludzi do pracy, za mało jest także pracowników napływowych. Wśród młodych ludzi panuje trend w kierunku bycia freelancerem, w to wpisuje się też zakładanie firm, start-upów, bycie niezależnym, prowadzenie kilku projektów jednocześnie, pracowanie dla kilku firm – przekonuje Balsewicz.

Mimo spadającego bezrobocia (8,2 proc. w listopadzie) liczba wolnych miejsc pracy sięga 100 tys. Bez rozwiązań, które pomogą w dotarciu m.in. do pracowników z krajów ościennych, przede wszystkim ze Wschodu, liczba nieobsadzonych stanowisk będzie rosła. Zwłaszcza że młodzi Polacy coraz częściej wybierają pracę na własny rachunek i uniezależnienie się od przełożonego. W przeciwieństwie do starszego pokolenia nie obawiają się inwestycji we własny biznes. Szacuje się, że obecnie w Polsce działa blisko 3 mln jednoosobowych działalności gospodarczych. Rośnie też liczba start-upów. Z wyliczeń Fundacji StartUp Poland jest ich ok. 2,7 tys.

 W porównaniu do innych krajów brakuje nam tradycji przedsiębiorczości. Niewielu ze starszego pokolenia przejęło wiedzę i biznesowe DNA, niewiele jest firm, które działają od kilku pokoleń. Nadrabiamy to jednak dużą ambicją i zaangażowaniem, chęcią do pracy i wykazywania się. To w tym upatruję dużą przewagę. Na innych rynkach jest to znacznie mniej zauważalne. W krajach zachodnich młodzi ludzie cenią przede wszystkim wygodę i bezpieczeństwo, jakie znajdują w korporacjach – tłumaczy Maciej Balsewicz.

Sprzedaż bezpośrednia coraz popularniejsza. To wygodny sposób zakupów, ale trzeba uważać na triki akwizytorów

Sprzedaż bezpośrednia coraz popularniejsza. To wygodny sposób zakupów, ale trzeba uważać na triki akwizytorów 5

Sprzedaż bezpośrednia jest wygodną formą zakupów, ale trzeba uważać na triki akwizytorów. UOKiK radzi, by nie dokonywać zakupu pod wpływem impulsu, ale dać sobie czas na przeczytanie umowy i zastanowienie się, czy potrzebujemy danego produktu bądź usługi. Gdy już dokonamy transakcji, trzeba pamiętać o tym, że ustawowo mamy 14 dni na odstąpienie od umowy zawartej przy okazji wizyty sprzedawcy w naszym domu. Jeśli nie zostaniemy poinformowani o takiej możliwości, mamy ponad rok na skorzystanie z tego prawa.

– Sprzedaż bezpośrednia to wygodny sposób zawierania umowy, ale pod warunkiem że sprzedawcy przestrzegają prawa i dobrych obyczajów: przede wszystkim przedstawiają się, informują o tym, na rzecz jakiego przedsiębiorcy działają i jaki jest cel nawiązywanego kontaktu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ratyński z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

UOKiK zaleca, by zanim wpuścimy akwizytora do domu, ustalić, kogo reprezentuje i co oferuje. Można go wylegitymować i zapytać o możliwość telefonicznej weryfikacji oferty przedstawiciela u przedsiębiorcy.

– Pamiętajmy o tym, że mamy prawo do zastanowienia się. Możemy poprosić sprzedawcę, żeby przekazał nam umowę do przeczytania i przyszedł nazajutrz. Możemy w tym czasie przedyskutować decyzję z kimś bliskim albo z prawnikiem. Nie ulegajmy typowym sztuczkom polegającym np. na oferowaniu nam gratisów, prezentów po to, żebyśmy czuli się zobowiązani do złożenia zamówienia – wskazuje przedstawiciel UOKiK.

Działaniem, które ma wywołać podobny efekt, jest przekonywanie, że podobnych zakupów dokonała jakaś znana osoba. Jeszcze inna technika to nawiązywanie nici sympatii, by wywołać wrażenie więzi, wspólnoty. Akwizytorzy często przekonują też, że towar się kończy, że ucieknie nam okazja, choć w tej branży podaż góruje nad popytem.

– Powinniśmy pamiętać, że to jest po prostu tylko wywieranie wpływu na nas. Nasza decyzja powinna być racjonalna, a nie oparta tylko na tym, że np. dziesiątki innych klientów podjęło taką decyzję – podkreśla Paweł Ratyński. – Na pokazach zdarza się, że są osoby, które mają wpłynąć na pozostałych, najpierw są sceptyczne, a potem reagują bardzo entuzjastycznie na dany produkt. Chodzi o to, by wywołać efekt tzw. społecznego dowodu słuszności, że tak wielu klientów nie może się mylić.

Czasem zdarza się też, że organizowane są wydarzenia kulturalne czy wycieczki i zapraszane osoby nie mają świadomości, że służą one sprzedaży produktów bądź usług. By uniknąć takiej sytuacji, można o to zapytać dzwoniącą do nas osobę albo skontaktować się z instytucją kierującą do nas zaproszenie.

UOKiK wskazuje, że podstawą decyzji o zakupie powinna być analiza, czy dana transakcja nam się opłaca, czy dany produkt jest nam potrzebny. Konsument, który zawarł umowę poza lokalem przedsiębiorstwa, może w terminie 14 dni odstąpić od niej bez podawania przyczyny. Jeżeli nie został poinformowany o tym prawie, to wygasa ono dopiero po roku.

– Prawo jest bardzo surowe dla tych przedsiębiorców, którzy nie informują o prawie do odstąpienia od umowy. Jeżeli nie trafi do nas umowa z załączonym formularzem odstąpienia od niej, to czas na to może przedłużyć się nawet do roku i 14 dni, bo prawo mówi, że 14 dni to termin od momentu, kiedy przedsiębiorca przekazał informację o możliwości odstąpienia – wyjaśnia Ratyński.

Z badań przeprowadzonych przez IBRiS w czerwcu wynika, że 65,7 proc. ankietowanych deklarowało korzystanie z ofert sektora sprzedaży bezpośredniej. Najbardziej cenią sobie wysoką jakość, korzystne ceny, możliwość zwrotu i reklamacji produktu. Najczęściej w tym kanale kupowane są kosmetyki, chemia gospodarcza i środki czystości, sprzęt gospodarstwa domowego i usługi telekomunikacyjne.

Grudzień będzie rekordowy dla e-sklepów. Ruch na stronach internetowych wzrośnie o kilkaset procent

Grudzień będzie rekordowy dla e-sklepów. Ruch na stronach internetowych wzrośnie o kilkaset procent 6

Eksperci prognozują, że grudzień będzie rekordowy dla sklepów internetowych. W przedświątecznej gorączce będą one musiały obsłużyć ruch większy o kilkaset procent niż zazwyczaj. Wiele sklepów nie jest jednak na to przygotowanych od strony technicznej, a ich serwery nie są w stanie obsłużyć tak dużej liczby internautów. Tymczasem szybkość ładowania się zasobów internetowych ma istotne przełożenie na decyzje zakupowe klientów. Co czwarty rezygnuje, jeżeli czas oczekiwania w e-sklepie przekracza 4 sekundy.

– W okresie świątecznym ruch w sklepach internetowych gwałtownie rośnie. To duże wyzwanie zarówno dla e-sklepów, jak i dla dostawców infrastruktury serwerowej – mówi agencji Newseria Rafał Kuśmider z firmy dhosting.pl, która dostarcza usługi hostingowe dla branży e-commerce.

Z analizy dhosting.pl wynika, że w sezonie przedświątecznym ruch na stronach sklepów internetowych rośnie o kilkaset procent. Już podczas przypadającego w listopadzie czarnego piątku, kiedy wiele e-sklepów wprowadziło duże promocje, zwiększył się średnio o 50 proc., a niektóre platformy sprzedażowe odnotowały nawet kilkukrotny wzrost liczby klientów.

 W ubiegłym roku ruch na stronach sklepów internetowych był ok. 20 proc. mniejszy. Z roku na rok widać większe wzrosty, ponieważ coraz bardziej lubimy kupować przez internet. Coraz częściej korzystamy też ze smartfonów i aplikacji mobilnych jako alternatywy dla zakupów za pośrednictwem internetu – mówi Rafał Kuśmider.

Jak wynika z prognoz dhosting.pl, ruch na stronach e-sklepów w tegorocznym sezonie przedświątecznym może być rekordowy. Podczas gdy za oceanem szczyt zakupowej gorączki w sieci przypada w Black Friday i Cyber Monday, tak w Europie trwa on przez cały grudzień. Rafał Kuśmider zwraca uwagę na to, że wiele polskich e-sklepów nie jest na to przygotowanych od strony technicznej.

– Sklepy internetowe często zapominają o swoich serwerach i infrastrukturze. Kiedy przychodzi okres przedświąteczny i gwałtowny wzrost ruchu, nie są one w stanie obsłużyć tak dużej liczby użytkowników. Firmy hostingowe również muszą się odpowiednio przygotować i zabezpieczyć serwery przed ewentualnymi problemami oraz zapewnić stabilność i ciągłość działania – mówi Rafał Kuśmider.

Szybkość wczytywania zasobów serwisu internetowego w znacznym stopniu przekłada się na decyzje zakupowe klientów. Z badań przeprowadzonych przez firmę KMS Technology wynika, że 47 proc. wymaga od przeglądanych stron załadowania w czasie maksymalnie 2 sekund.

– Badania pokazują, że jeżeli strona internetowa wczytuje się 4 sekundy lub dłużej, to 25 proc. użytkowników rezygnuje z oczekiwania, co ma realny wpływ na przychody firmy. Zakładając, że dzienny utarg e-sklepu wynosi ok. 10 tys. zł, oznacza to finansową stratę w wysokości 2,5 tys. zł – mówi Rafał Kuśmider.

Tradycyjne usługi hostingowe są obciążone limitami, z których e-sklepy często nie zdają sobie sprawy. Dobry przykład to pamięć RAM, która w podstawowym abonamencie nie przekracza zwykle 256 MB. Tymczasem w przedświątecznym szczycie do obsługi wzmożonego ruchu potrzebne jest co najmniej 20 GB pamięci. Dlatego jak podkreśla Kuśmider, e-sklepy powinny mieć zagwarantowane w umowie z dostawcą hostingu możliwość błyskawicznego zwiększenia mocy obliczeniowej. Dobrym rozwiązaniem są też serwery dedykowane albo działający na zasadzie prepaid elastyczny web hosting, dzięki któremu sklep internetowy może w dowolnej chwili zwiększyć moc obliczeniową i z góry oszacować jej koszty, unikając przy tym przestojów.

O tym, jakie przełożenia na działalność e-sklepu ma brak odpowiedniej infrastruktury, przekonał się w tym roku Macy’s, czyli e-commercowy gigant ze Stanów Zjednoczonych. W trakcie szczytu zakupowego platforma nie była w stanie obsłużyć natężenia ruchu, a odwiedzających witrynę witał komunikat o czasowym przeciążeniu. Sfrustrowani klienci dzielili się natomiast negatywnymi opiniami w mediach społecznościowych. Poważne problemy miał też sklep Victoria Secret, której desktopowa strona na załadowanie potrzebowała w Black Friday aż 30 sekund.

 Niestety widać, że w obu tych przypadkach nie zostało przygotowane odpowiednie zaplecze techniczne i nie została zapewniona infrastruktura serwerowa, która podołałaby tak dużemu ruchowi – mówi Rafał Kuśmider.

Handel internetowy odpowiada w Polsce zaledwie za 6,8 proc. całej sprzedaży. To wartość dwukrotnie niższa niż w Wielkiej Brytanii. Jednak e-commerce rozwija się bardzo dynamicznie, a z danych firmy analitycznej Ken Research wynika, że Polska jest jednym z 8 europejskich krajów, w których w latach 2014–2015 wartość rynku e-commerce wzrosła o 20 proc. Zdaniem eksperta dhosting.pl sklepy i platformy internetowe muszą poświęcić więcej uwagi infrastrukturze, w przeciwnym razie czekają je problemy nie tylko w sezonie przedświątecznym.

– Cały grudzień jest dla handlu internetowego trudnym okresem, a ruch jest wzmożony podobnie jak w Black Friday. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ruch może wzrosnąć w każdym momencie, na przykład w efekcie postu na Wykopie czy kampanii internetowej, i trzeba po prostu zawsze być na to przygotowanym – zaznacza Rafał Kuśmider.

Niepewna przyszłość prywatnego sektora medycznego. Zmiany w prawie i nieprzychylność banków problemem dla prywatnych szpitali

Niepewna przyszłość prywatnego sektora medycznego. Zmiany w prawie i nieprzychylność banków problemem dla prywatnych szpitali 7

System ochrony zdrowia powinien być nastawiony na satysfakcję pacjentów, a pod tym względem Polska jest w europejskim ogonie – uważa Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. To efekt braku długofalowej, spójnej strategii rozwoju służby zdrowia. Ostatnie zmiany, które zaproponował resort, w opinii OSSP mogą stanowić zagrożenie dla funkcjonowania prywatnych szpitali. Brak jasnych regulacji i nieprzychylność banków sprawiają, że przyszłość prywatnego sektora medycznego jest mglista.

– Pacjenci są permanentnie niezadowoleni z systemu ochrony zdrowia, dlatego z roku na rok stają się coraz bardziej świadomi. Sprawdzają swoje dolegliwości w internecie albo porównują się z osobami, które mają podobne objawy, i często przychodzą do lekarza już z gotowym rozwiązaniem. Nie zawsze jest ono właściwe, ale pacjenci wiedzą, czego chcą, mają pewne oczekiwania. Tymczasem badania dowodzą, że mamy jedną z najgorszych ocen satysfakcji pacjentów i jeden z najgorszych systemów opieki zdrowotnej – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych i sekretarz zarządu Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych.

Potwierdzają to wyniki publikowanego corocznie rankingu Euro Health Consumer Index (Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia). W ubiegłym roku Polska zajęła w nim przedostatnie, 34. miejsce, wyprzedzając jedynie Czarnogórę. W niezależnym badaniu pod uwagę brane były m.in. poziom profilaktyki, stosowanie nowoczesnych terapii i dostęp do lekarzy specjalistów. W tej kategorii Polska wypadła szczególnie niekorzystnie, została skrytykowana również za długi czas oczekiwania na skomplikowane operacje czy leczenie nowotworów. Lepiej w rankingu wypadły państwa takie jak Albania, Bułgaria czy Rumunia.

Zdaniem prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych efektywny system ochrony zdrowia powinien być nastawiony przede wszystkim na zadowolenie pacjentów i skuteczną profilaktykę. Natomiast służba zdrowia w Polsce od lat jest pogrążona w chaosie, co wynika z tego, że klasa polityczna nie potrafi wypracować porozumienia i stworzyć spójnego planu działania.

– Nie mamy spójnej strategii rozwoju systemu ochrony zdrowia. Tak naprawdę obecnie ani zarządzający w publicznej ochronie zdrowia, ani właściciele prywatnego sektora nie wiedzą, co przyniesie przyszłość. Problem tkwi w chaosie i w tym, że klasa polityczna od lat nie potrafi się dogadać i osiągnąć konsensusu w zakresie strategii ochrony zdrowia – powiedział Andrzej Sokołowski w wywiadzie udzielonym podczas debaty „Szlachetne zdrowie”, zorganizowanej przez Executive Club.

Pod koniec września br. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało wprowadzenie zmian w finansowaniu szpitali i przekazało do konsultacji społecznych projekt zakładający utworzenie sieci placówek, które miałyby zagwarantowany kontrakt z NFZ. Wzbudził on jednak wątpliwości samorządu lekarskiego. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych stoi na stanowisku, że nowelizacja może wykluczyć prywatne placówki z systemu ochrony zdrowia finansowanego z publicznych środków, doprowadzić do spadku dostępność i jakości świadczeń zdrowotnych oraz zniechęcić prywatne podmioty do inwestowania na polskim rynku. Resort zdrowia poinformował niedawno, że pracuje nad nową wersją przepisów o sieci szpitali.

Prezes OSSP podkreśla, że przyszłość prywatnego sektora medycznego jest mglista. Placówki prywatne mają ograniczone możliwości dostosowywania się do trudnych i zmiennych warunków, a przez zawirowania w służbie zdrowia banki patrzą na nie nieprzychylnie i niechętnie udzielają finansowania.

– Władze samorządowe mogą łączyć szpitale w celu podniesienia ich referencyjności i wprowadzenia zmian w zasadach finansowania. Nie zmienia się przy tym liczba łóżek, standardy postępowania czy liczba personelu. Właściciele prywatnych szpitali nie mają takich możliwości, bo każdy ruch jest związany z utratą pieniędzy. Jeżeli chcą się rozwinąć, trudno im pozyskać finansowanie, bo w tej chwili banki nie bardzo wiedzą, jak podejść do ochrony zdrowia i niechętnie rozmawiają z sektorem prywatnym – mówi Andrzej Sokołowski.

W oficjalnym liście, przesłanym pod koniec listopada do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, wicepremier Mateusz Morawiecki zaznaczył, że prywatne podmioty powinny być zachęcane do inwestowania na polskim rynku ochrony zdrowia, ponieważ wpisuje się to w Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Zdaniem prezesa OSSP perspektywicznym obszarem do inwestowania dla prywatnych podmiotów jest geriatria i domy opieki. Potrzeby w tym segmencie są duże, bo z danych demograficznych wynika, że za pięć lat liczba osób starszych w Polsce wzrośnie o 450 tys.

– W strategii rządu nie ma ani słowa na temat domów opieki. Przedsiębiorczość w społeczeństwie jest bardzo duża, więc na pewno znaleźliby się chętni do wzięcia kredytu, uruchomienia własnych środków i utworzenia domów opieki z pełną opieką rehabilitacyjną, pielęgniarską i lekarską. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że osoby starsze będzie można leczyć w ramach kontraktów publicznych albo ubezpieczeń dodatkowych – wskazuje Andrzej Sokołowski.

Z analizy „Rynek szpitali niepublicznych w Polsce 2015” opracowanej przez firmę badawczą PMR wynika, że w ubiegłym roku działało 560 szpitali niepublicznych, które w większości oferowały świadczenia w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Obecnie funkcjonuje w Polsce tylko jeden szpital geriatryczny.

Tylko 31 proc. rodziców w Polsce edukuje swoje dzieci finansowo. W przyszłości może to prowadzić do nieodpowiedzialnego zadłużania się

Tylko 31 proc. rodziców w Polsce edukuje swoje dzieci finansowo. W przyszłości może to prowadzić do nieodpowiedzialnego zadłużania się 8

Brak umiejętności poruszania się w skomplikowanym świecie ekonomicznym może prowadzić do wykluczenia finansowego – ocenia Agata Trzcińska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu Warszawskiego. Edukację warto zacząć jak najwcześniej. Blisko 90 proc. Polaków ma tego świadomość, ale w świat pieniędzy wprowadza dzieci zaledwie co trzeci z nas. Problemem jest brak odpowiedniej wiedzy. 

– Edukacja i wiedza ekonomiczna są potrzebne w dzisiejszym świecie właściwie każdemu. Brak umiejętności poruszania się w skomplikowanym świecie ekonomicznym może prowadzić do różnych problemów, do wykluczenia finansowego czy nadmiernego zadłużania się w dorosłym życiu. Warto uczyć ekonomii już małe dzieci, dlatego że w tym wieku kształtujemy swoje nawyki dotyczące np. oszczędzania – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Trzcińska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z badania „Pokolenia o finansach” zrealizowanego w październiku 2016 roku przez 4P Research Mix na zlecenie Banku Zachodniego WBK wynika, że 88 proc. Polaków uważa, że edukowanie dzieci w zakresie finansów jest istotne. Faktycznie robi to jednak zaledwie 31 proc.

 Edukują tak naprawdę wszyscy, z tym że nie wszyscy świadomie. Niektórzy uczą niekoniecznie właściwych postaw, np. kiedy kłócimy się o pieniądze w obecności dzieci. To nie jest taka wiedza, którą chcielibyśmy dzieciom przekazywać – przekonuje ekspertka.

Tymczasem wiedza o finansach jest niezbędna, ponieważ pieniądze oraz różnego rodzaju produkty i usługi bankowe są stałym elementem codziennego życia. Powszechnie korzystamy z kont bankowych i kart płatniczych. Według raportu PRNews.pl po II kwartale 2016 r. banki w Polsce prowadziły ponad 30,5 miliona kont osobistych. Z kolei dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że na polskim rynku na koniec II kwartału br. znajdowało się 35,8 miliona kart płatniczych. Oszczędzamy też na lokatach bankowych, bierzemy kredyty i pożyczki.

 Rodzice mają przekonanie, że edukacja finansowa jest istotna, przy czym niekoniecznie sami edukują swoje dzieci. Często im samym brakuje wiedzy ekonomicznej, czasem nie mają narzędzi, nie wiedzą, jak rozmawiać z dziećmi o sprawach finansowych – podkreśla Trzcińska.

Rozmowa o pieniądzach z dziećmi nie jest dla rodziców i nauczycieli zadaniem prostym. Przede wszystkim nie wiedzą, od czego zacząć, jak mówić o pieniądzach czy potrzebie oszczędzania.

Nie wiedzą, jak rozmawiać o trudnych z pozoru sprawach finansowych. Dlatego każda inicjatywa, która może dostarczać rodzicom takich prostych wskazówek o tym, jak o trudnych tematach ekonomicznych rozmawiać, jest na wagę złota – przekonuje ekspertka.

Naukę spraw związanych z ekonomią i finansami warto rozpocząć jak najwcześniej, już wtedy, gdy dziecko zaczyna mówić. Z przedszkolakiem można bawić się w różnego rodzaju gry i zabawy, a przy okazji uczyć, do czego służą pieniądze i jak z nich właściwie korzystać.

– Zachęcanie dzieci do uczenia się ekonomii i przedsiębiorczości powinno być ciekawe. Warto przy tym wykorzystywać gry, bajki edukacyjne i zabawy, żeby dzieci miały przyjemność z uczenia się – ocenia psycholog ekonomiczny.

Bank Zachodni WBK uruchomił portal edukacyjny Finansiaki.pl, który ma odpowiedzieć na tę potrzebę i wesprzeć rodziców oraz nauczycieli w edukacji finansowej dzieci i młodzieży. W serwisie rodzice dzieci w wieku od 3 do 13 lat znajdą bajki edukacyjne dla najmłodszych oraz przydatne i sprawdzone porady na temat tego, jak dobrze rozmawiać z własnymi pociechami o pieniądzach. Natomiast dla nauczycieli szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych przygotowano 17 scenariuszy lekcji dotyczące przedsiębiorczości oraz porady dotyczące atrakcyjnego i ciekawego prowadzenia zajęć. Dodatkowo, dla każdej grupy wiekowej przygotowano zestaw interaktywnych materiałów, takich jak animacje, gry i quizy.

 Portal Finansiaki.pl jest skierowany do rodziców dzieci w różnym wieku. Rodzice razem z dziećmi mogą spędzać czas przed komputerem, ucząc siebie i dzieci różnych spraw związanych z ekonomią i finansami. Z drugiej strony ten portal jest skierowany do nauczycieli, którzy mają tam do dyspozycji różnego rodzaju scenariusze lekcji. Pomogą im one uczyć spraw związanych z pieniędzmi i ekonomią – mówi Agata Trzcińska.

Strona jest responsywna, co oznacza, że można z niej wygodnie korzystać także na smartfonach czy tabletach. Dla osób słabowidzących przygotowano również specjalną wersję kontrastową.

Na Wall Street wiara, w Warszawie nadzieja

Hossę na nowojorskiej giełdzie podtrzymuje związana z wyborem Donalda Trumpa wiara, że amerykańska gospodarka wejdzie w fazę ożywienia, między innymi dzięki obniżeniu podatków i pakietowi wydatków publicznych na infrastrukturę. Wiara ta dotyczy także poprawy warunków działania wielu spółek i całych branż.

Trudno się więc dziwić, że inwestorzy dyskontują z wyprzedzeniem zarówno lepszą kondycję gospodarki, co widać po kolejnych rekordach giełdowych indeksów, jak i poprawę wyników spółek, co widać w notowaniach ich akcji. Wiarę tę podtrzymują także już widoczne sygnały, świadczące o rosnącej sile gospodarki i dobrych perspektywach. Wzrostowa tendencja na rynku ma więc mocne podstawy i będzie trwać dopóty, dopóki nie pojawią się bardzo poważne zagrożenia, podważające wiarę inwestorów lub przesłanki przemawiające za pogorszeniem się koniunktury.

Takim zagrożeniem z pewnością nie jest obecnie polityka pieniężna Fed, nawet jeśli zakładałaby ona bardziej agresywną ścieżkę podwyżek stóp procentowych. A przynajmniej nie jest zagrożeniem, które mogłoby wpłynąć negatywnie na amerykańską giełdę w najbliższej przyszłości.

Warszawskim inwestorom na razie musi wystarczyć nadzieja na powrót polskiej gospodarki do szybszego tempa wzrostu oraz utrzymanie stabilnej sytuacji finansów państwa. Jak dowodzą zwyżki indeksów z ostatnich tygodni, nadzieja jest w stanie być równie mocną siłą napędową rynku, jak wiara. Na niej także można więc budować inwestycyjne strategie, choć lepiej uwzględniać w nich również instrumenty buforujące, mogące się przydać na czas zanim za nadzieją zaczną przemawiać twarde fakty.
————

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Fed podnosi stopy, dolar zyskuje, złoty i Wall Street tracą

Zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami amerykański Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) podjął decyzję o podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych (pb), tym samym podnosząc przedział wahań stopy funduszy federalnych do 0,50-0,75%. To druga podwyżka w zapoczątkowanym w grudniu 2015 roku cyklu zaostrzania polityki monetarnej w USA.

Jednocześnie FOMC, w opublikowanych najnowszych projekcjach stóp procentowych, sugeruje ich 3 podwyżki w 2017 roku, co oznacza o jeden ruch więcej niż to sugerowały władze monetarne we wrześniu. W górę też zostały skorygowane prognozy wzrostu gospodarczego dla USA na ten rok oraz na lata 2017 i 2019, przy równoczesnej korekcie w dół prognoz stopy bezrobocia w tych samych okresach czasu.

Wyniki posiedzenia FOMC mogły nieco zaskoczyć inwestorów. Zakładano bowiem, że decyzji o wzroście stóp procentowych będzie towarzyszyć „gołębia retoryka”. Mówiąc wprost, żeby nie przestraszyć rynków finansowych, FOMC nie będzie sugerował wyraźnego przyspieszenia zaostrzania polityki monetarnej w przyszłym roku. Stało się inaczej. Aczkolwiek nie jest wykluczone, że w najbliższym czasie członkowie Fed mogą chcieć łagodzić tę jastrzębią wymowę grudniowego posiedzenia.

Pierwsza reakcja na wyniki posiedzenia FOMC przyniosła umocnienie dolara, realizację zysków na Wall Street, wzrost rentowności amerykańskich obligacji i osłabienie złotego. Kurs EUR/USD w pierwszej reakcji spadł z 1,0650 do 1,0557 dolara, notowania USD/PLN podskoczyły z 4,1570 zł do ponad 4,20 zł, indeks S&P500 spadł z 2271,7 pkt. do 2256,9 pkt., a rentowność 10-letnich obligacji USA wróciła powyżej 2,5%.

Jeżeli „jastrzębia” wymowa posiedzenia FOMC nie zostanie zneutralizowana to końcówka roku upłynie pod znakiem drogiego dolara, rosnących rentowności długu, odpływu kapitałów z rynków wschodzących, ale też przy niewielkich zmianach na rynkach akcji (silnej korekty na giełdach spodziewałbym się dopiero w styczniu). Dla polskiego złotego oznaczałoby rosnącą presję na jego osłabienie. Stąd też podtrzymuję swoją prognozę z początku miesiąca, że na koniec grudnia za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł, za dolara 4,28 zł, a za szwajcarskiego franka 4,17 zł.

Niezależnie od tego jakie nastroje będą panować na rynkach finansowych w końcówce roku, należy mieć na uwadze, że perspektywa zaostrzenia polityki monetarnej w USA, przy realizowanej ultraluźnej polityce monetarnej przez Europejski Bank Centralny (ECB), musi oznaczać zrównanie się kursu euro i dolara (parytet) w I połowie przyszłego roku. Jeżeli ten obraz uzupełnić o rozczarowujące wyniki polskiej gospodarki, ryzyko cięcia ratingu, utrzymując się spór polityczny, słabe postrzeganie rynków wschodzących, a przede wszystkim wobec braku widoków na podwyżkę stóp przez RPP przed 2018 roku, to trzeba przyzwyczaić się do wysokich kursów głównych walut. Trzeba też oswoić się z myślą, że za euro i dolara przyjdzie nam zapłacić w przyszłym roku po 4,40 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Mabion S.A. z nowym Prezesem Zarządu

Artur Chabowski, członek Zarządu Mabion S.A. z dniem 14 grudnia 2016 r. objął funkcję Prezesa Zarządu Spółki. Zastąpi na tym stanowisku Macieja Wieczorka, wieloletniego prezesa który przejdzie do Rady Nadzorczej oraz obejmie kierownictwo Scientific&Advisory Board spółki. 

Maciej Wieczorek: Moja decyzja o rezygnacji z funkcji Prezesa Zarządu spowodowana jest zakończeniem pewnego etapu rozwoju spółki, którego zwieńczeniem było podpisanie umowy partneringowej dla MabionCD20 na UE i kraje bałkańskie. Kolejny etapy, czyli intensywne działania międzynarodowe, pozyskanie partnera w USA, zwiększona prezencja międzynarodowa, wymagają zarządzania spółki przez osobę, której będzie w pełni zaangażowana oraz której kompetencje pozwolą najlepiej zrealizować te plany. Podjęcie tej decyzji właśnie teraz wynikało również z moich licznych obowiązków zawodowych, a także z wprowadzenia na giełdę w październiku tego roku spółki Celon Pharma S.A., w której jestem głównym akcjonariuszem i Prezesem Zarządu. Taki scenariusz zakładaliśmy od początku powstania Mabion S.A.

Maciej Wieczorek będzie nadal w sposób aktywny kształtował we współpracy z zarządem strategię biznesową spółki w zakresie decyzji n/t rozwoju i komercjalizacji kolejnych terapii zasiadając w Radzie Nadzorczej Spółki* oraz przewodnicząc Scientific&Advisory Board spółki a także uczestniczył w innych strategicznych decyzjach spółki.

Artur Chabowski jest związany z Mabionem od początku jego powstania, jako akcjonariusz i członek Rady Nadzorczej. Od ponad roku już jako członek zarządu  aktywnie uczestniczył w procesie zarządzania spółką, ponadto odegrał  istotną rolę w procesie pozyskiwania partnera na UE i kraje bałkańskie dla MabionCD20. Samo przekazanie obowiązków odbędzie się zatem płynnie i bez zakłóceń dla działalności operacyjnej spółki. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Artur jest gotowy do objęcia tej funkcji a jego  kompetencje i doświadczenie są kluczowe z punktu widzenia celów biznesowych jakie stoją obecnie przed Mabion S.A.   –  dodaje Wieczorek.

Nowe wyzwania – nowy prezes

Artur Chabowski, Prezes Zarządu Mabion S.A.
Artur Chabowski, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Artur Chabowski to doświadczony manager, z ponad 20-letnim doświadczaniem w zakresie organizacji zarządzania i finansowania międzynarodowego oraz bankowości inwestycyjnej. Zrealizował wiele międzynarodowych transakcji fuzji i przejęć, pozyskania finansowania na rynku kapitałowym w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Jest absolwentem Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Warszawskiej, odbył też studia podyplomowe na Uniwersytecie w Princeton na Wydziale Stosunków Międzynarodowych i Administracji Publicznej imienia prezydenta W. Wilsona.

Artur Chabowski, Prezes Zarządu Mabion S.A.: Mabion to ambitny i unikalny projekt, z którym jestem związany od lat i w którego sukces głęboko wierzę. To jednocześnie bardzo efektywnie zarządzana organizacja skupiająca ludzi o unikalnych kompetencjach. Moją ambicją jest intensywny rozwój spółki, nie tylko w kraju, ale i za granicą. Maciej Wieczorek pozostaje bardzo ważną osobą w organizacji i będzie nadal współtworzył strategię biznesową spółki. Przed nami ważne wyzwania międzynarodowe, wynikające z już podpisanej umowy partneringowej, ale również związane z planami pozyskania parterów na rynek USA i Kanady. Na tym chciałbym skoncentrować swoją uwagę w najbliższych miesiącach.

KNF zatwierdził kandytaturę Paula Flanagana na stanowisko Prezesa Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes

Komisja Nadzoru Finansowego podczas 337 posiedzenia odbywającego się 13 grudnia 2016 roku zatwierdziła Paula Flanagana na stanowisko Prezesa Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

Paul Flanagan pracę w Euler Hermes (wówczas Trade Indemnity) rozpoczął w 1991 roku na stanowisku księgowego, a w 1998 roku został mianowany Dyrektorem Finansowym w Euler Hermes w Wielkiej Brytanii. W 2002 roku przejął odpowiedzialność za obszar oceny ryzyka, informacji i szkód. W 2007 roku został awansowany na  CEO Euler Hermes Kanada i przeprowadził się do Montrealu. Do Londynu wrócił w 2010 roku obejmując stanowisko Regionalnego Dyrektora odpowiedzialnego za ocenę ryzyka w Europie Północnej. W tym samym czasie został jednocześnie członkiem Rady Nadzorczej TU Euler Hermes SA, w związku z tym bardzo dobrze zna polską spółkę i realia rynkowe.

Paul Flanagan z pochodzenia jest Irlandczykiem. Przed rozpoczęciem kariery w Grupie Euler Hermes pracował jako księgowy i audytor w firmie Sun Exploration and Production w Londynie – międzynarodowej spółce z sektora energetycznego. Jest certyfikowanym księgowym, dyplomowanym dyrektorem Institute of Directors oraz ukończył studia MBA w obszarze finansów i strategii na Open University.

Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA od 1998 roku oferuje w Polsce ubezpieczenie należności oraz gwarancje ubezpieczeniowe. Spółka zatrudnia aktualnie ponad 200 osób w biurach w Warszawie, Gdyni, Katowicach, Poznaniu
i Wrocławiu.

Zgoda KNF na objęcie przez Pawła Ostrowskiego stanowiska Prezesa Towarowej Giełdy Energii S.A.

  • Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) na posiedzeniu 13 grudnia 2016 r. jednogłośnie udzieliła zgody na dokonanie zmiany w składzie Zarządu Towarowej Giełdy Energii S.A., polegającej na powołaniu w skład Zarządu Pana Pawła Ostrowskiego i powierzenie mu funkcji Prezesa Zarządu.
  • Uchwała o powołaniu w skład Zarządu Pana Pawła Ostrowskiego i powierzenie funkcji Prezesa Zarządu, zaczęły obowiązywać od momentu doręczenia Spółce decyzji KNF, co miało miejsce 14 grudnia br.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Towarowej Giełdy Energii S.A. powołało Pawła Ostrowskiego na stanowisko Prezesa Zarządu TGE 28 listopada 2016 r.

Paweł Ostrowski posiada ponad piętnastoletnie doświadczenie w pracy na rynku kapitałowym. Pracował dla takich instytucji finansowych, jak m.in. PKO Bank Polski S.A., Societe Generale, Deutsche Bank Polska S.A., BNP Paribas Polska S.A. Od 2007 r. piastował stanowisko Dyrektora Sprzedaży w Departamencie Skarbu PKO BP Banku Polskiego S.A. Specjalizuje się w sprzedaży produktów skarbowych oraz instrumentów zabezpieczających ryzyka towarowe oraz ryzyka stopy procentowej. Uczestniczył w projektach związanych z wdrażaniem pakietu MiFID II, a także fuzją z Nordea Bank Polska S.A.

Paweł Ostrowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy „Wykorzystanie instrumentów pochodnych w zarządzaniu ryzykiem kursowym w przedsiębiorstwie”.

W czasach korporacji zapominamy o prawach człowieka?

Badanie CIMA pokazuje spadki w statystykach raportowania kwestii związanych z prawami człowieka. Pomimo dekady wzrostów, w ciągu zaledwie roku wzmianki dotyczące podjętych akcji spadły o 9%. Niepokoi fakt, że organizacje nie chcą angażować się w realne działania dotyczące problemu – ryzykują w ten sposób reputacją i stawiają pod znakiem zapytania sukces w przyszłości.

Badanie opublikowane przy okazji obchodów Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka pokazuje, że liczba firm poruszających tę tematykę wzrosła z mniej niż 33% w 2005 r. do aż 97% w 2014 r. Spadki zanotowano z kolei w 2015 r., który zakończył się wynikiem na poziomie 86%.

Opracowanie wskazuje również na powolne wzrosty w kwestii raportowania szczególnie w branżach telekomunikacji mobilnej i usług finansowych. Pomimo ogólnobiznesowej chęci budowania wizerunku organizacji “działających poprawnie”, jedynie połowa powołuje się na prawdziwe przykłady swoich działań.

Pomimo ogólnego spadku w proporcji firm wykazujących takie akcje w raportach ujętych w indeksie FTSE 100, użycie frazy “prawa człowieka” rośnie, notując dziewięciokrotny przyrost w ciągu dekady. Zaraportowano je najczęściej w branży tytoniowej, spożywczej i górniczej. W każdym z raportów użyto je średnio cztery razy.

Dodatkowo opracowanie wykazało, że kryzys finansowy z 2008 r. stanowił punkt zwrotny w działaniach na rzecz praw człowieka. Zanotowano wtedy 74% takich przypadków, kończąc na jedyne 8% w 2015 r. – pomimo częstego używania zwrotu.

  • Brak szczegółów w kontekście konkretnych działań dotyczących praw człowieka tłumaczy, dlaczego skandale wokół tej sprawy wybuchają z taką regularnością. Chociaż firmy zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest poprawne zachowanie na tym polu, wciąż brakuje im świadomości, że takie wydarzenia wpływają na ich wartość. Wdrażanie praktyk etycznych chociażby w procesy łańcucha dostaw powinny być bardzo istotne dla wszystkich przedstawicieli świata biznesu, nie tylko dla firm, które działają w modelu niskopłatnej zagranicznej pracy. Korzyści zaobserwujemy na szerszą skalę. Dzięki transparentnym działaniom biznesowym organizacje zyskają w sferze marki i reputacji – twierdzi Tanya Barman, główna specjalistka ds. etyki w CIMA. – Informacje o wydarzeniach, jak Rana Plaza czy skandal z udziałem dziecięcych uchodźców z Syrii i pracy przymusowej są wyjątkowo frustrujące, a dodatkowo dotyczą wielu znanych marek. To dobitnie świadczy o tym, że czołowe organizacje nie wykonują wysiłku w kierunku regularnego sprawdzania swoich dostawców i ochrony praw ich pracowników w procesie łańcucha dostaw. Takie działania skutkują naruszeniami międzynarodowego prawa. W Wielkiej Brytanii, przy okazji ustawy dotyczącej współczesnego niewolnictwa, będziemy kontrolować organizacje i powiązanych z nimi dostawcami usług. Mamy nadzieję na zmianę podejścia, ponieważ firmy nie mogą zwyczajnie kontynuować działalności w sytuacji, gdy ważą się losy człowieka – dodaje.

Andrew Harding, CIMA Chief Executive twierdzi, że publiczne raportowanie etycznych działań przełoży się na efekt biznesowy.

– Wiele firm podjęło działania w kwestii praw człowieka, raportowało je publicznie i w efekcie na tym wygrało. Unilever zwiększył liczbę wzmianek na ten temat praw człowieka w swoich dorocznych raportach, a oprócz tego zaczął wydawać raport poświęcony tylko i wyłącznie temu zagadnieniu. To część większej strategii dotyczącej zrównoważonego rozwoju, który współgra z modelem biznesowym, dzięki któremu firma wzrastała w ciągu ostatnich lat. Przypadek Unilever pokazuje, że prawa człowieka to nie tylko kwestia odpowiedzialności, ale i szansa na rozwój – komentuje.

ZPP: Prawo farmaceutyczne bez Oceny Skutków Regulacji

Wzrost cen leków nierefundowanych oraz spadek ich dostępności dla pacjentów, stopniowa eliminacja z rynku aptek sieciowych, które w większości należą do polskiego sektora MŚP i związane z tym powstanie lokalnych monopoli aptek indywidualnych, a także znaczne ograniczenie miejsc pracy dla farmaceutów i techników farmaceutycznych – to główne konsekwencje zmiany ustawy Prawo farmaceutyczne, zawarte w dokumencie oceny skutków regulacji przygotowanym przez przedstawicieli zrzeszonych w Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). 

Przygotowany z inicjatywy grupy posłów projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo farmaceutyczne (tzw. „Apteka dla aptekarza”), który wpłynął do Sejmu 7 grudnia, nie zawierał tzw. Oceny Skutków Regulacji (OSR), czyli dokumentu opisującego przewidywane skutki regulacji. W założeniu podmiotom odpowiedzialnym za przygotowanie nowego prawa powinno zależeć na rzetelnej ocenie skutków związanych z wprowadzeniem regulacji. Powinien więc być nieodzownym elementem w procesie stanowienia dobrego prawa. Niestety w przypadku zmian proponowanych przez posłów, w odróżnieniu od wszystkich inicjatyw rządowych, OSR nie jest prawnie wymagana. Ponieważ ustawa będzie miała szerokie konsekwencje społeczne przedstawiciele zrzeszeni w ramach PharmaNET oraz ZPP przygotowali dokument Oceny Skutków Regulacji i przesłali go do posłów oraz instytucji zaangażowanych w proces.

Według autorów dokumentu intencje wskazane przez inicjatorów nowego prawa, czyli rozwiązanie problemu nierównomiernego w skali kraju rozmieszczenia aptek w celu zapewnienia wszystkim pacjentom równego dostęp do usług farmaceutycznych oraz usunięcie trudności w sprawowaniu prawidłowego nadzoru nad działalnością aptek celem wyeliminowania występujących na rynku nieprawidłowości, nie zostały osiągnięte. Projekt nie przewiduje bowiem żadnych rozwiązań prowadzących do powstawania aptek w miejscach, gdzie obecnie ich brakuje, jak również nie zawiera żadnych rozwiązań poprawiających skuteczność wykrywania i zwalczania nadużyć na rynku aptecznym. Autorzy OSR uważają wręcz, że proponowane rozwiązania doprowadzą wprost do przeciwnego rezultatu polegającego na:

  • Pogłębieniu dysproporcji w rozmieszczeniu aptek w skali kraju oraz zmniejszenia ogólnej liczby aptek (kreując jeszcze większe nierówności społeczne w dostępie do leków),
  • Ograniczeniu dostępu pacjentów do usług farmaceutycznych wskutek wzrostu cen w aptekach,
  • Utrwalenia nieprawidłowości występujących na rynku usług farmaceutycznych.

W dokumencie Ocena Skutków Regulacji wskazane zostały następujące podstawowe skutki wprowadzenia nowego Prawa Farmaceutycznego, dzieląc je na cztery grupy:

prawo farmaceutyczne ZPP
Przedstawiciele zrzeszeni w PharmaNET oraz ZPP apelują do wszystkich posłów oraz władz instytucji związanych z procesem tworzenia nowego Prawa farmaceutycznego, by zechcieli oni pochylić się nad przesłanymi w ramach Oceny Skutków Regulacji dokumentami oraz wziąć je pod uwagę w dalszych pracach nad procedowaną legislacją.

Sektor państwowy śmielej rozgląda się za biurami komercyjnymi

Dobrą pozycję przetargową najemców na rynku biurowym coraz częściej wykorzystują także podmioty państwowe

Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz
Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz

W samej Warszawie w budowie jest ok. 700 tys. mkw. biur, a w pozostałych największych aglomeracjach w kraju powstaje 750 tys. mkw. powierzchni biurowej. W warunkach dużej podaży i mocnej konkurencji rynkowej deweloperzy zmuszeni są walczyć o klientów, oferując atrakcyjne warunki najmu. Właściciele budynków biurowych na liście swoich najemców chętnie umieściliby także instytucje państwowe i urzędy. A te coraz częściej decydują się na przeprowadzki do obiektów komercyjnych dostrzegając w relokacji korzyści.

– W ostatnich miesiącach zapytania o wynajem biur od instytucji publicznych spływają do nas częściej. W trakcie negocjacji mamy kilka umów najmu na powierzchnie kontraktowane przez klientów instytucjonalnych – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, prezes firmy doradczej Walter Herz.

Bartłomiej Zagrodnik informuje, że po szczegółowym przeanalizowaniu całościowych kosztów związanych z utrzymaniem budynków zajmowanych przez urzędy okazuje się najczęściej, że poza bardziej komfortowymi siedzibami, relokacja przynosi instytucjom spore oszczędności, dzięki uzyskanym warunkom najmu, w tym bonusom w postaci okresowego zwolnienia z opłat czynszowych. – Ponadto wybrane obiekty zapewniają jednostkom administracyjnym również atrakcyjny serwis i większe bezpieczeństwo, tak jeśli chodzi o dostęp do budynku, jak i infrastrukturę, na co podmioty publiczne zwracają szczególną uwagę – wyjaśnia.

Wyraźnie określone wymagania

Prezes Walter Herz dodaje, że spółki Skarbu Państwa decydują się przeważnie na lokalizacje poza ścisłym centrum Warszawy, ale takie które zapewniają wygodne połączenia komunikacyjne. Urzędy wybierają powierzchnie, które dają możliwość podziału gabinetowego i wymagają wskazania w umowie dokładnie określonych opłat czynszowych oraz kosztów eksploatacyjnych. Duże znaczenie dla podmiotów administracyjnych ma także kwestia zabezpieczeń obiektu, jak również gwarancja ekspansji w sytuacji, kiedy zaistnieje konieczność zwiększenia powierzchni.

Zdaniem Bartłomieja Zagrodnika administracja publiczna powinna skorzystać z uprzywilejowanej sytuacji, jaką mają obecnie firmy poszukujące powierzchni na rynku biurowym. – Z naszych kalkulacji wynika, że największy zysk przynosi relokacja do nowych biur z biurowców starego typu, które wymagają kapitalnego remontu, których utrzymanie stale generuje wydatki związane z koniecznością doraźnej poprawy stanu technicznego – zaznacza.

Zauważa, że warszawski rynek biurowy, którego zasoby przekroczyły już 5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni, staje się coraz bardziej dojrzały, co sprawia, że najemcom instytucjonalnym łatwiej jest znaleźć teraz odpowiednią ofertę.

Najemca z kilkuletnią historią

Stabilna kondycja finansowa  i zainteresowane dużymi powierzchniami oraz długoterminowymi umowami najmu sprawia, że instytucje państwowe są dla właścicieli budynków biurowych pożądanym najemcą. Kwestię problematyczną może stanowić fakt, że jednostki sektora publicznego preferują czynsz wyrażony w złotówkach i mają własne wytyczne, dotyczące zabezpieczenia kontraktu, odmienne niż praktykowany na rynku depozyt, czy gwarancje bankowe. Jak zapewniają jednak specjaliści, istnieją instrumenty, które są pomocne w uzyskaniu kompromisu w tych kwestiach, a i same instytucje publiczne w coraz liczniejszych przypadkach w ostatnim czasie przystają na rozliczenia czynszu w euro.

Państwówki to relatywnie nowa grupa najemców na rynku biur. Historia wynajmu powierzchni biurowej przez urzędy i instytucje publiczne w budynkach komercyjnych sięga zaledwie siedmiu lat. W 2015 roku sektor państwowy wynajął ok. 80 tys. mkw. biur, podczas gdy całkowity wolumen wynajmu wyniósł w minionym roku 1,5 mln mkw. powierzchni. Popyt zgłaszany przez instytucje państwowe na komercyjne biura utrzymuje się na podobnym poziomie od kilku lat. Teraz instytucje państwowe zaczynają szerzej interesować się przejściem z przestarzałych budynków do nowszych biurowców.

Rekordowe umowy najmu

Najbardziej owocny był pod tym względem jak dotąd 2014 rok, kiedy udział sektora publicznego na rynku wynajmu biur zamknął się nie kilku, ale kilkunastoprocentowym udziałem. Znaczące umowy zawarły wtedy m.in. PKP, Agencja Rynku Rolnego, Urząd Rejestracji Leków, Główny Inspektorat Transportu Drogowego, Urząd Lotnictwa Cywilnego oraz Agencja Nieruchomości Rolnych.

W minionym roku najemcą ponad 6 tys. mkw. powierzchni w kompleksie Warsaw Spire zostało Centrum Unijnych Projektów Transportowych, a także Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej Frontex, która weszła na powierzchnię 14,6 tys. mkw.

W 2015 roku siedzibę zmieniły również spółki z grupy Poczty Polskiej, które wynajęły łącznie 18 tys. mkw. w Domaniewska Office HUB, jak również Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które ulokowało się w budynku Foksal City.

Jedną z największych umów najmu powierzchni komercyjnej podpisanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa zawarł Powszechny Zakład Ubezpieczeń, który zdecydował się na 17,5 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Konstruktorska Business Center. Ponadto znaczące kontrakty sfinalizowały Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Gaz-System i PKP Cargo.

Autor: Walter Herz

Startupy nagrodzone w konkursie Kraków Business Starter

Podczas finałowej gali KBS, która miała miejsce w ramach XXX StartUp Mixera wystąpiło 8 laureatów wyłonionych z aż 95 zgłoszeń. Finaliści przez ostatnie 6 miesięcy rozwijali swoje projekty pod skrzydłami Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości w Krakowie. W konkursie do wygrania były 3 nagrody w wysokości 10 000 zł, 5 000 zł i 5 000 zł.

– Co roku jesteśmy zaskakiwani przez uczestników konkursu, coraz to lepszymi pomysłami na własny biznes. Oprócz nagród finansowych, w tej edycji bardzo mocno postawiliśmy na wiedzę, którą przekazywali praktycy biznesu podczas szkoleń i warsztatów. Analizując poprzednie edycje zauważyliśmy, że jest ona kluczowym czynnikiem w rozwoju własnej firmy – mówi Sebastian Kolisz, Partner Zarządzający AIP.

Zwycięzcą III edycji KBS został StartUp „Jaki warun”, zdobywając 10 000 zł. Jakiwarun.pl stworzył profesjonalny serwis dla osób wspinających się po skałach. Oferuje on unikalne dane dot. warunków pogodowych pochodzących z kamer (zbudowanych w oparciu o własną technologię) zainstalowanych w centralnych punktach rejonów spinaczkowych. W przyszłości serwis będzie rozbudowany o inne dyscypliny sportowe, które potrzebują profesjonalnych danych pogodowych np. kitesurfing, skitouring).

Drugie miejsce, zdobyła „LEKKA Furniture”, wygrywając 5 000 zł. Firma zajmuje się sprzedażą i projektowaniem mebli, do produkcji których wykorzystywane są odnawialne surowce. Drugim członem działalności jest remontowanie zabytkowych mebli w myśl redesignu.

Nagroda za III miejsce w wysokości 5 000 zł przypadła dla StartUpu „Spacegear”, który zajmuje stworzeniem innowacyjnych systemów napędowych do dronów, które kilkukrotnie wydłużą czas pracy urządzeń i pozwolą dostarczyć im więcej mocy.

Komisja konkursowa składała się z przedstawicieli AIP Kraków w osobach: Sebastian Kolisz – Partner Zarządzający AIP, Grzegorz Kolasiński – New Business Manager AIP oraz Mecenasa działań AIP Kraków w składzie: Jakub Dymek, Diana Bonczar, Katarzyna Pachuta. Głos decydujący w wyborze zwycięzców miał UBS.

UBS jest instytucją finansową, która m.in. świadczy usługi przedsiębiorstwom odnoszącym znaczące sukcesy na całym świecie. Mamy nadzieję, że dzięki Krakow Business

Starter  powstaną w Krakowie firmy, które odniosą podobny sukces, jak nasi klienci. Ten program powstał w ramach naszej strategii odpowiedzialności społecznej biznesu, której jednym z głównych założeń jest działanie na rzecz społeczności lokalnej. W trzech edycjach Krakow Business Starter przyciągnął ok 300 utalentowanych studentów i absolwentów, którzy dzięki naszej wspólnej pomocy tworzą miejsca pracy w Krakowie i być może przyczynią się do prężnego rozwoju miasta – podsumowuje Michał Stępień, Country Head UBS

Jakie wyzwania stoją przed polskimi sieciami energetycznymi

  • W Unii Europejskiej straty energii w sieciach przesyłowych i dystrybucyjnych sięgają nawet 6 proc., czyli około 7 mld euro rocznie – wynika z danych Schneider Electric.
  • Obsługa sieci dystrybucyjnej staje się zatem coraz większym wyzwaniem z którym trzeba się zmierzyć.

Rosnący popyt, konieczność integracji rozproszonych źródeł wytwarzania energii oraz przestarzała infrastruktura to tylko kilka z wyzwań, przed którymi stoi branża energetyczna. Operatorzy sieci energetycznych muszą stawić im czoła, by zwiększyć wydajność i niezawodność przesyłu i dystrybucji energii. Jednym z istotnych problemów są wciąż powstające straty na drodze pomiędzy elektrownią, stacjami transformatorowymi, a odbiorcami końcowymi. Przyczyną strat są kwestie związane z infrastrukturą sieci, która mimo modernizacji w wielu miejscach wciąż jest przestarzała i nieefektywna.

Infrastruktura elektroenergetyczna wymaga modernizacji

W Polsce średnie starty podczas przesyłu energii wynoszą od 7 do 8 proc. Podczas dystrybucji procent tych strat jest jeszcze wyższy i sięga 10%, co w roku 2011 przełożyło się na kwotę około 1,8 mld złotych. To właśnie w sieciach dystrybucyjnych powstają największe straty, które stanowią 84 proc. strat w całym systemie sieci energetycznych – mówi Michał Ajchel, Wiceprezes Schneider Electric Polska.

Występowanie strat w przesyle i dystrybucji energii elektrycznej w Polsce ma istotny wpływ na bezpieczeństwo zarówno energetyczne, jak i ekonomiczne państwa. Wraz z rozwojem gospodarczym wzrasta zapotrzebowanie na energię elektryczną, co wymaga poprawy efektywności procesu jej dostarczania. Rozwiązaniem tego problemu może być zagęszczenie sieci, co w praktyce oznacza budowę nowych sieci transformatorowych. Skróciłoby to linie przesyłowe, a co za tym idzie – zmniejszyło poziom strat energii między stacjami transformatorowymi.

Drugą kluczową kwestią jest racjonalne gospodarowanie energią. Straty w procesie są tym większe im mniej informacji o tych startach dociera do operatorów systemów na czas. Odpowiednia infrastruktura pomiarowa oraz zarządzanie informacją mogą nie tylko poprawić zdecydowanie parametry sieci, ale także obniżyć starty energii, a tym samym poprawić rentowność przedsiębiorstw energetycznych  – dodaje Michał Ajchel.

Redukcja przerw w dostawie energii receptą na lepszą efektywność

Kolejnym problemem sektora energetycznego są przerwy w dostawie energii oraz czas przywracania zasilania. Efektywność systemu elektroenergetycznego jest w stanie zapewnić precyzyjna detekcja zwarć oraz ich szybka lokalizacja w sieciach rozdzielczych. Wskaźnikami badania tej efektywności są dwa parametry – SAIDI oraz SAIFI. Za pomocą pierwszego z nich określany jest średni czas przerw w zasilaniu energią elektryczną, jakiego średnio może spodziewać się odbiorca w ciągu roku. Drugi wskaźnik określa z kolei średnią liczbę nieplanowanych przerw w zasilaniu energią elektryczną, jakiej średnio może spodziewać się w ciągu roku odbiorca.

Celem podwyższenia, jakości systemu elektroenergetycznego jest przede wszystkim redukcja poziomu obu tych wskaźników. Jednym z rozwiązań, które to umożliwia, jest opracowany przez Schneider Electric system Self-Healing Grid. Jest to innowacyjny system, który skraca czas przywracania zasilania oraz dostępność energii w kablowych sieciach dystrybucyjnych. Wszystko dzięki temu, że w przypadku zwarcia izoluje on strefę objętą zakłóceniem, a następnie szybko przywraca zasilanie w obszarach sieci nieobjętych zwarciem.

Polski system elektronenergetyczny wymaga modernizacji na wielu poziomach. Koszty generowane z powodu przestarzałej infrastruktury osiągnęły alarmujący poziom, co powinno stać się bodźcem do  dalszych pozytywnych realizacji w zakresie modernizacji infrastruktury przesyłowej.

Młodzi, a już dobrze opłacani

Standardowo początek kariery zawodowej to czas zdobywania doświadczenia, uczenia się i poszukiwania własnej drogi, nie jest to raczej okres, kiedy można liczyć na wysokie zarobki. Jednak, jak wynika z danych pozyskanych przez HRK, istnieją zawody czy specjalizacje, w których nawet osoba z niewielkim doświadczeniem może liczyć na dobre wynagrodzenie – są to zajęcia związane między innymi z branżą IT, SSC/BPO czy finansami.

Na wysokość wynagrodzenia wpływa wiele czynników. Pierwsza grupa to aspekty związane z samą firmą – branża, w której działa, jej wielkość, pochodzenie kapitału czy nawet jej lokalizacja. Druga  grupa czynników to te związane bezpośrednio z pracownikiem – kierunek studiów, znajomość języków, umiejętności i odbyte szkolenia. Niezaprzeczalnie ogromny wpływ na wynagrodzenie ma także doświadczenie zawodowe – ono niezależnie od wszystkich pozostałych czynników zawsze przekłada się na proponowaną pracownikowi pensję.

Istnieją jednak branże, w których młodzi pracownicy zaraz po ukończeniu studiów mogą liczyć na dobre wynagrodzenie. Należą do nich: IT, FMCG, finanse, sektor SSC/BPO czy obszar związany z nowoczesnymi technologiami.

Pieniądze w nowych technologiach

Duży wpływ na oferowane wynagrodzenie ma fakt, że obecnie możemy mówić o rynku pracownika. W wielu branżach brakuje pracowników o odpowiednich kompetencjach, dlatego to pracodawca musi wyróżnić się na rynku, by zainteresować kandydata ofertą pracy.

Takie zjawisko możemy zaobserwować w inżynierii produkcji, w której najpopularniejsze specjalizacje to np. robotyka, automatyka oraz nowe technologie. Wiele firm produkcyjnych i technicznych poszukuje osób, które sprawnie zarządzają projektami oraz procesami. W Polsce powstaje coraz więcej centrów R&D, w których specjaliści wykazujący się kreatywnością i pomysłowością mogą liczyć na stabilność zatrudnienia oraz kontakt z najnowocześniejszymi technologiami. W tych specjalizacjach młodym pracownikom proponuje się wysokie zarobki już na starcie kariery.

Na polskim rynku pracy mamy braki kadry inżynierskiej, co ma przełożenie na podejście pracodawców do tych specjalistów, w tym na oferowane im pensje. W obszarach związanych z technologią zarobki osób w wieku 24-26 lat mogą wynieść nawet około 5000-7000 złotych brutto. Związane jest to z faktem, że firmy produkcyjne inwestują w nowe technologie i udoskonalają parki maszynowe, poszukują coraz więcej osób do obsługi maszyn, robotów i urządzeń. Pojawia się wielu nowych inwestorów z zagranicy, którzy oferują ciekawe możliwości rozwoju, jak na przykład wiodący producenci z rynku motoryzacyjnego. – wyjaśnia Marcin Iwaniec, Recruitment Team Leader Engineering & Technology w firmie HRK.

Specjaliści IT – dobre zarobki na start

Branża IT jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów gospodarki na świecie i w Polsce, a wynagrodzenia zatrudnionych w niej pracowników systematycznie rosną. Niedobór specjalistów IT sprawia, że pracodawcy zatrudniają na bardzo dobrych warunkach finansowych już studentów III-IV roku, zwłaszcza na potrzeby rozwoju oprogramowania.

W branży IT poziom wynagrodzenia zależy od specjalizacji. Dobry programista w międzynarodowej firmie jeszcze przed ukończeniem studiów może zarabiać w granicach 7 000-10 000 złotych brutto, a nawet więcej. Duży popyt na informatyków sprawia, że część z nich świadomie rezygnuje z umowy o pracę i wybiera kontrakt, który gwarantuje im jeszcze wyższe płace. W innych obszarach takie wynagrodzenia trafiają się rzadziej.

Co wpływa na wzrost zarobków?

Warto, by osoby, które rozpoczynają dopiero karierę zawodową i nie mają jeszcze szansy na pochwalenie się dużym doświadczeniem w CV, stawiały na dodatkowe umiejętności, takie jak znajomość języków obcych, kursy i szkolenia – zarówno z obszaru specjalizacji, jak i spoza niego. Pracodawcy kładą duży nacisk na znajomość języków obcych. Angielski jest obecnie językiem podstawowym, każdy kolejny zwiększa szansę na zatrudnienie, szczególnie w takich branżach jak FMCG czy SSC/BPO.

W sektorze SSC/BPO największym zainteresowaniem wśród pracodawców cieszą się kandydaci, którzy znają więcej niż jeden język obcy. Szczególnie znajomość języków skandynawskich czy orientalnych ma znaczący wpływ na  wysokość wynagrodzenia, a w przypadku początkujących pracowników jest to najbardziej zauważalne. Czasami znaczenie mogą mieć dodatkowe aktywności, jakie podejmowaliśmy w tracie nauki. Wskazać tu można wolontariaty lub pracę w samorządzie studenckim, dzięki którym zdobywamy umiejętności unikalne w kontekście rynku i jednocześnie bardzo doceniane przez pracodawców. – mówi Marta Garus, Branch Manager SSC/BPO w firmie HRK.

Dodatkowym atutem przy negocjacji pensji mogą być zdobyte certyfikaty czy ukończone kursy. W branży finansowej ma to szczególne znaczenie. Osoba, która zdała CIMA, ACCA, Prince2, może zwiększyć swoje oczekiwania finansowe.

Wynagrodzenia na polskim rynku nieustannie rosną. Przede wszystkim jest to związane ze zjawiskiem rynku pracownika, które zauważalne jest już w wielu branżach. Skutkuje to coraz większymi potrzebami pracodawców i coraz mniejszą liczbą kandydatów dostępnych do podjęcia pracy. Porównując obecną sytuację z tą sprzed 10-15 lat, można zaobserwować, że osoby przed 30. rokiem życia, które mają odpowiednie doświadczenie, predyspozycje i wykształcenie, szybko awansują, a tym samym otrzymują wyższe wynagrodzenia.

Pensje młodych pracowników z 2-, 3-letnim doświadczeniem mogą zaczynać się od ponad 4 000 złotych brutto, jak to ma miejsce w sektorze SSC/BPO i FMCG, i sięgać około 10 000 złotych brutto w branży IT. Na wysokie wynagrodzenie mogą liczyć również młodzi pracownicy instytucji finansowych – od 7 000 do 12 000 złotych brutto.

Rynek pracy sprzyja obecnie także pracownikom bez doświadczenia – w wielu obszarach to pracodawcy zabiegają o pracowników i kuszą ich większymi pensjami oraz dodatkowymi benefitami. Jednak warto pamiętać, że rynek pracy się zmienia, tak jak zmienia się gospodarka, i warto budować swoją karierę nie tylko dziś, ale z myślą o tym, gdzie się widzimy za kolejnych 5, 10 czy 15 lat.

Ile podwyżek stóp procentowych w 2017 roku pokaże dziś Fed?

Andrzej Kiedrowicz Chief Operating Officer KOI Capital
Andrzej Kiedrowicz,
Chief Operating Officer
KOI Capital

Rezerwa Federalna oznajmi dziś swoją decyzję odnośnie stóp procentowych wraz z prognozami poziomu stóp na lata 2017-2019, po raz pierwszy po ogłoszeniu planów prezydenta elekta odnośnie wprowadzenia stymulusu fiskalnego. Jak wiadomo, podwyżka stóp procentowych do przedziału 0,5 proc.-0,75 proc. jest już od ponad miesiąca niemal pewna. Dlatego też, uwaga inwestorów skupi się na prognozowanym przez członków Fed-u poziomie stóp na koniec 2017 roku oraz wystąpieniu Janet Yellen. Poziom stóp procentowych i prognozy poznamy o godzinie 20:00, natomiast konferencja prezes Yellen zaplanowana jest pół godziny później.

Tak zwany wykres „Dot plot”, który zawiera prognozy stóp procentowych wszystkich 17 członków FOMC, jest teraz głównym tematem rynkowych spekulacji. Kiedy ten wykres został opublikowany po raz ostatni we wrześniu, mediana prognoz 17 bankierów wskazywała na dwie podwyżki stóp w przyszłym roku. To znacznie poniżej odczytu z grudnia 2016 r., kiedy ta sama mediana wskazywała na cztery podwyżki w obecnym roku i cztery kolejne w przyszłym. Prognozy te zostały obcięte przez obawy o globalny wzrost gospodarczy i brak presji inflacyjnej.

Możliwe jest jednak, że już dziś prognozy ponownie zaczną rosnąć, pomimo iż ostatnio jedynie dwóch z dziewięciu decyzyjnych członków Fed-u opowiadało się za trzema podwyżkami stóp w przyszłym roku. Wynika to głównie z fiskalnych zapowiedzi prezydenta elekta Donalda Trumpa oraz silnego wzrostu cen ropy naftowej i innych surowców w ostatnich miesiącach. Są to czynniki, mogące wywołać wzrost inflacji, co może skłonić kolejnych członków Fed-u do bardziej jastrzębiego stanowiska. Na zmianę stanowiska członków Fed-u w dniu dzisiejszym mogą już mieć wpływ ostatnie mocne dane z amerykańskiej gospodarki. Na początku miesiąca amerykański Departament Pracy ogłosił, iż stopa bezrobocia spadła w listopadzie do najniższego od 9 lat poziomu 4,6 proc. Również w tym miesiącu poznaliśmy silne odczyty sentymentu konsumenckiego i biznesowego.

Jak na prognozy członków Fed-u zareagują rynki? Zapowiedź dwóch podwyżek stóp procentowych w przyszłym roku, a pierwszej z nich dopiero w czerwcu jest już wyceniona przez rynki. Dlatego też, może to wywołać korektę spadkową na mocnym ostatnio dolarze, na czym zyskałby też polski złoty, będący najtańszy do amerykańskiej waluty od 14 lat. Taka decyzja może również wywołać wzrost cen złota i srebra oraz pozwolić na kontynuację, rozpoczętego na rynkach akcyjnych „rajdu św. Mikołaja”. Natomiast zapowiedź trzech lub większej ilości podwyżek stóp, gdzie pierwsza mogłaby nastąpić już przed czerwcem, byłaby jastrzębim sygnałem. W takim przypadku zyskać może dolar, stracić złoto i srebro a rynki akcyjne, szczególnie amerykańskie, mogłyby wejść w fazę korekty panującego od wielu lat rynku hossy.

Wraz z wykresem prognoz stóp poznamy dziś prognozy realnego wzrostu gospodarczego, stopy bezrobocia oraz inflacji PCE (wydatki konsumpcyjne). Członkowie Fed-u prawdopodobnie nie będą skłonni do zmiany prognoz wzrostu gospodarczego na koniec przyszłego roku, których mediana wynosi 2 proc. Natomiast mogą obniżyć oni tzw. naturalną stopę bezrobocia, określającą poziom bezrobocia, która nie wywołuje dodatkowej presji inflacyjnej. Może ona zostać obniżona z obecnego poziomu 4,8 proc., gdyż jest to wciąż powyżej ostatniego odczytu poziomu bezrobocia.

Podczas konferencji prasowej, dziennikarze będą na pewno chcieli poznać stanowisko Fed-u odnośnie możliwego wpływu ekspansywnego planu wydatków fiskalnych Donalda Trumpa na amerykańską gospodarkę. Przypomnijmy, iż planuje on przeznaczyć w najbliższych latach aż 1 mld dolarów na wydatki infrastrukturalne, obniżki podatków i deregulację zawodów. Będzie to szczególnie ważne dla inwestorów, gdyż tego typu ekspansywna polityka może mieć wpływ na szybsze tempo zacieśniania polityki monetarnej.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

 

W styczniu rozpocznie się batalia o mieszkania, by załapać się na drugą transzę dofinansowania MdM

Tysiące klientów wstrzymują się z kupnem wymarzonego „M” do początku Nowego Roku, by załapać się na drugą transzę dofinansowania MdM, przeznaczoną na 2017 r. Wszystko wskazuje na to, że środki te mogą błyskawicznie się wyczerpać.

Analitycy portalu rynek RynekPierwotny.pl, spodziewają się gwałtownego ożywienia rządowego programu, co wiązać się będzie z perspektywą dotowania mieszkań przy wykorzystaniu pozostałej części puli na 2017 r. (373 mln zł). Co więcej, prawdopodobnie transza ta stopnieje w szybkim tempie – Środki na dotowanie gotowych domów i lokali z terminem ukończenia w 2017 r., zostaną całkowicie wyczerpane na początku czerwca. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że na początku 2017 r. tempo wyścigu o dopłaty będzie znacznie szybsze a scenariusz zakładający wyczerpanie odblokowanej puli na 2017 r. w ciągu trzech miesięcy, z pewnością nie jest abstrakcyjny – prognozuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Szybkie decyzje

Wyścig zapewne ruszy już w pierwszym tygodniu Nowego Roku – Banki już umożliwiają składanie wniosków kredytowych na zakup nieruchomości w MdM z puli na 2017 r. To ma przyspieszyć proces otrzymania kredytu już w przyszłym miesiącu. Sami deweloperzy również czują oddech zbliżającej się drugiej transzy dofinansowania –biura sprzedaży odwiedza coraz więcej zainteresowanych nabywców. Z naszych obserwacji wynika, że bieżące zapotrzebowanie już znacznie przewyższa środki przewidziane w puli MdM na przyszły rok – zapewnia Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnord SA.

Deweloper oferuje mieszkania, które można nabyć z rządowym wsparciem w projektach: Chabrowe Wzgórze w Kowalach koło Gdańska, w Olsztynie, w osiedlu Tęczowy Las, Brzozowym Zakątku na warszawskim Wilanowie oraz w inwestycji Neptun w podwarszawskich Ząbkach. Na przykład, w inwestycji Chabrowe Wzgórze w Kowalach powstają 152 lokale z terminem odbioru na jesień 2017 r. Co więcej, w tym przypadku już teraz można złożyć wniosek o kredyt z dopłatą MdM z puli środków na 2018 r. Bo choć projekt będzie gotowy w III kwartale 2017 r., Polnord zaczeka na zrealizowanie dopłaty w 2018 r. Do wzięcia są lokale w projekcie Neptun II w Ząbkach. Zostaną oddane do użytku do końca 2017 r. a więc i w tym przypadku można starać się zarówno o dofinansowanie z puli przewidzianej na 2017 jak i 2018 r. Osiedle Neptun, które w sumie liczyć będzie ok. 600 mieszkań, powstaje w bardzo dobrej lokalizacji – na granicy lasu, w sąsiedztwie rozwiniętej infrastruktury miejskiej (sklepy, restauracje, szkoły przedszkola, kryty basen itd.) i zarazem zaledwie 15 minut jazdy samochodem od centrum stolicy. Z kolei projekt Tęczowy Las rozrasta się na skraju Olsztyna. W tym projekcie na klientów czekają „M”, o powierzchniach 33 – 65 mkw., dostępne w MdM nawet z wykończeniem „pod klucz”.

– Zainteresowanie lokalami z rządową dopłatą jest bardzo duże. We wszystkich tych projektach cały czas prowadzimy sprzedaż na podstawie umów deweloperskich – przekonuje Wioletta Kleniewska, dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Polnord SA.

Dobre prognozy

Jak podaje Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, do 20 listopada 2016 r. zawarto ok. 73, 3 tys. umów kredytowych ze wsparciem MdM. W tym 70,1 tys. umów dotyczyło zakupu mieszkania. Wartość dofinansowania wynikająca z podpisanych umów kredytowych to 1,8 mld zł, zaś łączna kwota udzielonych kredytów w ramach programu to 12,8 mld zł a ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy kredytowe wynosi 16,2 mld zł. Tym nie mniej od wakacji br. trwa mała zapaść w MdM-ie. Np. sierpniowa wartość dopłat przyznanych nabywcom mieszkań (15,57 mln zł), była najniższa od początku działania programu. Jak zauważają eksperci RynekPierwotny.pl, takim wynikom trudno się dziwić, gdyż do końca grudnia br. BGK dotuje tylko nowe mieszkania z terminem ukończenia w 2018 r. Limit środków przewidziany na 2018 r. i zarazem ostatni rok działania MdM, wynosi 762 mln zł.

– Warto zdać sobie sprawę, że odblokowanie puli na 2017 r., rozpocznie schyłkową fazę programu MdM. Mieszkanie dla Młodych mocno straciło na znaczeniu, gdy w marcu 2016 r. pula dopłat na ten sam rok została prawie całkowicie wyczerpana. Co więcej, przepisy nie pozwalają na przesunięcie i wykorzystanie niewydatkowanych środków z puli dotyczącej 2014 r. (poziom wykorzystania: 35 proc.) i 2015 r. (poziom wykorzystania: 85 proc.) – tłumaczy Andrzej Prajsnar.

Jednak program MdM odgrywa dość ograniczoną rolę na polskim mieszkań, obejmując najtańsze oferty. Sami deweloperzy z optymizmem patrzą na przyszły rok. – Jeśli RPP utrzyma w całym 2017 r. niskie stóp procentowych – a tak przynajmniej zapowiada – można się spodziewać dobrych wyników sprzedaży mieszkań. Wprawdzie od przyszłego roku wchodzi w życie kolejny stopień rekomendacji „S” – banki będą wymagać od klientów 20-proc. wkładu własnego na zakup mieszkania, ale już część banków deklaruje umożliwienie sfinansowania 10 proc. tej sumy z osobnego kredytu bankowego – zauważa Dariusz Krawczyk.