Polska insulina bez refundacji w programie 75+. Krajowi producenci czują się dyskryminowani

Polska insulina bez refundacji w programie 75+. Krajowi producenci czują się dyskryminowani 1
Na liście bezpłatnych leków dla osób powyżej 75 roku życia nie znalazły się produkowane w Polsce insuliny ludzkie, stosowane u ok. 200 tys. osób. Trafiły na nią za to dużo droższe, zagraniczne preparaty, z których obecnie korzysta tylko ok. 350 pacjentów. Krajowi producenci czują się dyskryminowani i przestrzegają, że umieszczenie na liście drogich leków o takiej samej skuteczności stawia pod znakiem zapytania cały program, w którym może zabraknąć funduszy.

Niemiłym zaskoczeniem przy realizacji projektu 75+ okazał się brak polskich insulin na liście darmowych leków. Umieszczono na niej tylko długodziałające insuliny analogowe, których używa kilkuset pacjentów, pominięto natomiast rekombinowane insuliny ludzkie, produkowane w Polsce, z których korzysta prawie 200 tys. osób – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Błaszczyk, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Z początkiem stycznia 2017 roku zacznie obowiązywać nowa, rozbudowana lista bezpłatnych leków dla osób 75+. Zastrzeżenia branży farmaceutycznej budzi fakt, iż dotychczas nie znalazły się na niej polskie, najczęściej stosowane przez seniorów rekombinowane insuliny ludzkie. Na listę wciągnięto za to zagraniczne i droższe długodziałające insuliny analogowe, których używa zaledwie około 350 pacjentów w skali kraju. Rozważane jest uwzględnienie na liście również zagranicznych krótkodziałających analogów.

Eksperci zwracają uwagę, że wskutek tej decyzji wielu pacjentów będzie zmuszonych do zmiany obecnie stosowanej terapii insulinowej. WHO wskazuje, że między rekombinowanymi insulinami ludzkimi, a zagranicznymi analogami insulin nie ma istotnych różnic w efektach prowadzonej terapii. Podstawową różnicą jest za to cena, ponieważ zagraniczne insuliny analogowe są dużo droższe od polskich wyrobów. W obecnym systemie miesięczny koszt terapii insulinowej wynosi 4 zł w przypadku insulin ludzkich, produkowanych w Polsce, albo 72-107 zł dla zagranicznych, analogowych insulin długodziałających.

Co prawda, w przypadku 85 proc. pacjentów w starszym wieku, którzy dzisiaj używają rekombinowanych insulin ludzkich, istnieje możliwość przestawienia ich na insuliny analogowe. Jednak taki ruch pociągnie za sobą konieczność zwiększenia wydatków na bezpłatne leki nawet o 60-100 mln zł. Cały projekt 75+ obejmujący bezpłatne leki dla seniorów ma zaś kosztować około 560 mln zł.

Umieszczenie na bezpłatnej liście 75+ najdroższych leków o takiej samej skuteczności może w przyszłości spowodować, że limitowany budżet na realizację tego programu wyczerpie się szybciej, niż się spodziewano. W efekcie trzeba będzie ograniczyć wprowadzanie na listę kolejnych substancji – mówi Piotr Błaszczyk.

Obawy branży farmaceutycznej budzi to, że krótkodziałające i długodziałające insuliny analogowe są obecnie produkowane tylko przez trzy zagraniczne koncerny farmaceutyczne, a na większości rynków, na których są obecne, doszło do wzrostu cen leków insulinowych.

– Dzięki temu, że produkujemy w Polsce insuliny ludzkie, koszty terapii są niższe niż w przypadku zagranicznych leków importowanych. Ponad 30-proc. udział w rynku zapewnia kotwicę refundacyjną na stałym poziomie. Dyskryminacja polskich leków i  przedsiębiorstw może spowodować, że ta kotwica zostanie zerwana, a więc limit finansowania wzrośnie – zauważa Piotr Błaszczyk.

Krajowi producenci chcą, aby Ministerstwo Zdrowia wciągnęło polskie insuliny na listę bezpłatnych, refundowanych leków dla seniorów. Zwłaszcza że Polska jest samowystarczalna w produkcji insuliny i jest jednym z niewielu państw na świecie, które produkują rekombinowaną insulinę ludzką wysokiej jakości. Ich stanowiska popiera Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która w swojej rekomendacji z 28 października 2016 roku wskazała, że „w omawianej populacji docelowej powinny być preferowane insuliny podstawowe wobec analogów insulin”.

Pominięcie polskich producentów może oznaczać dla nich straty finansowe, konieczność zmniejszenia nakładów na prace badawcze i inwestycje w rozwój działalności. To zaś, jak podkreślają przedstawiciele branży, stoi w sprzeczności z rządowymi deklaracjami wspierania polskiego przemysłu i Strategią Zrównoważonego Rozwoju, która zakłada wsparcie państwa dla firm innowacyjnych.

Jednym z producentów insuliny jest Polfa Tarchomin. Dlatego dziwne wydaje się dyskryminowanie tego podmiotu jako jedynej spółki Skarbu Państwa w sektorze farmaceutycznym, który stara się podążyć za nowymi technologiami – wskazuje Piotr Błaszczyk.

W marcu tego roku Ministerstwo Zdrowia przygotowało przepisy wprowadzające bezpłatne leki dla osób powyżej 75 roku życia. Mogą one otrzymać w aptece leki wskazane przez resort bez uiszczania żadnych opłat. Konieczna jest jedynie recepta wystawiona przez lekarza POZ (podstawowej opieki zdrowotnej). Pierwsza lista bezpłatnych leków 75+ została wprowadzone we wrześniu br. Znalazło się na niej ponad 1,1 tys. preparatów. Według szacunków GUS w Polsce żyje obecnie ok. 3 mln osób w wieku 75 lat i starszych.

Przemysł kosmiczny napędza innowacyjność gospodarki. Techniki satelitarne są wykorzystywane w wielu jej sektorach

Przemysł kosmiczny napędza innowacyjność gospodarki. Techniki satelitarne są wykorzystywane w wielu jej sektorach 2
Technologie i wynalazki, które powstają w przemyśle kosmicznym, są wykorzystywane w różnych sektorach i mają duże przełożenie na innowacyjność całej gospodarki. Coraz powszechniej korzysta z nich również administracja publiczna, która wykorzystuje dane satelitarne w zarządzaniu kryzysowym, planowaniu przestrzennym czy ochronie środowiska. Z badań Eurisy wynika, że w ubiegłym roku z technik satelitarnych korzystało już 80 proc. jednostek sektora publicznego. Zgodnie z Polską Strategią Kosmiczną polskie przedsiębiorstwa mają w kolejnych latach realizować coraz więcej przedsięwzięć w przemyśle kosmicznym.

Efektem badań kosmicznych są rozwiązania i technologie, które początkowo są wykorzystywane przez branżę kosmiczną, ale później bardzo szybko zostają zaadaptowane do technologii stosowanych na Ziemi. Dobrym tego przykładem jest telewizja cyfrowa lub telefony komórkowe – mówi agencji Newseria Biznes prof. Piotr Wolański, przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych Polskiej Akademii Nauk.

Najpopularniejszą technologią, która powstała z myślą o sektorze kosmicznym, jest powszechnie dziś wykorzystywany system nawigacji GPS. Dzięki satelitom orbitującym wokół Ziemi jest on w stanie precyzyjne określać lokalizację. Dlatego z systemu GPS korzystają kierowcy, wykorzystuje się go również do koordynowania transportu i ruchu komunikacyjnego oraz w nawigacji lotniczej i morskiej, ratownictwie, obronności i logistyce. System GPS jest też rozpowszechniony w geodezji, planowaniu przestrzennym i pracach inżynieryjnych wymagających dużej precyzji.

– Nowoczesny geodeta nie chodzi już z taśmą i tyczką, ale z przyrządami, które za pomocą satelitów nawigacyjnych pozwalają mu z bardzo dużą dokładnością wyznaczyć punkt w dowolnym miejscu kuli ziemskiej. Ale telekomunikacja to największy biznes. Gdybyśmy wyłączyli dziś wszystkie satelity, które dla nas pracują, to trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałoby wówczas nasze życie – mówi prof. Piotr Wolański.

GSA (European Global Navigation Satellite Systems Agency), agencja UE nadzorująca programy nawigacji satelitarnej, szacuje, że do 2020 roku wszystkie odbiorniki GPS będą już wykorzystywać dane pochodzące z kilku różnych konstelacji satelitów, co przełoży się na ich większą precyzję. Obecnie wokół Ziemi krąży około 1,2 tys. aktywnych satelitów o różnym przeznaczeniu. Usługi satelitarne są wykorzystywane nie tylko w nawigacji, lecz także w meteorologii, rolnictwie, ochronie środowiska albo zarządzaniu kryzysowym.

Prognozowanie pogody jest dzisiaj bardziej dokładne i długofalowe  niż w latach 60., przed pojawieniem się satelitów meteorologicznych. Dzięki satelitom mamy możliwość teledetekcji, obrazowania Ziemi, prognozowania plonów czy monitorowania klęsk naturalnych – wylicza prof. Piotr Wolański.

Z obrazowania satelitarnego w coraz szerszym zakresie korzysta również administracja publiczna. Z badań przeprowadzonych przez Eurisy, organizację skupiającą agencje rządowe oraz kosmiczne z całej Europy, wynika, że ponad 80 proc. (z 49 badanych) jednostek polskiego sektora publicznego korzystało z technik satelitarnych, natomiast 70 proc. wykorzystywało techniki obserwacji Ziemi. Podstawowe korzyści, które odnosi administracja dzięki wykorzystaniu technologii satelitarnych, to m.in. oszczędności ekonomiczne, większa efektywność pracy i możliwość pozyskania dokładniejszych danych. Głównymi barierami są natomiast problemy techniczne i organizacyjne (np. poziom wiedzy i wykształcenie pracowników).

Badania i technologie, które powstają w przemyśle technicznym, mają bezpośredni wpływ na innowacyjność całej gospodarki i są wykorzystywane w wielu jej sektorach. Dlatego w Stanach Zjednoczonych przeznacza się na ten cel ok. 0,23 proc. całego PKB. Dla porównania w Polsce jest to zaledwie 0,01 proc. PKB. Jednak założenia przedstawionej we wrześniu Polskiej Strategii Kosmicznej przewidują, że rodzima branża kosmiczna ma się w najbliższych latach dynamicznie rozwijać, a polskie przedsiębiorstwa będą realizować coraz więcej projektów z tego sektora, również w ramach międzynarodowej współpracy. Ministerstwo Rozwoju szacuje, że do 2030 roku obroty rodzimych firm z sektora kosmicznego mają wynosić co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów tej branży w Europie.

Polskie firmy coraz częściej padają ofiarą hakerów. Mimo to cyberbezpieczeństwo rzadko pojawia się w ich strategiach

Polskie firmy coraz częściej padają ofiarą hakerów. Mimo to cyberbezpieczeństwo rzadko pojawia się w ich strategiach 3
Co czwarta polska firma zanotowała naruszenie bezpieczeństwa informatycznego w ostatnim półroczu. Mimo to nadal wielu menadżerów uważa, że cyberbezpieczeństwo to domena obszaru IT, a nie krytyczny czynnik funkcjonowania przedsiębiorstwa. Kluczem do skutecznej ochrony przed cyberatakami jest budowanie świadomości wśród pracowników i klientów firm.

– Jednym z najważniejszych wyzwań w zakresie cyberbezpieczeństwa jest budowanie świadomości i edukacja użytkowników zarówno po stronie biznesu, jak i klientów firm oraz konsumentów na temat możliwych zagrożeń w cyberprzestrzeni związanych ze zmieniającym się światem, z coraz większym i bardziej powszechnym dostępem do nowoczesnych technologii i prowadzeniem drugiego życia w świecie cyfrowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Molik, digital advisor w Microsoft.

W jej ocenie jednym z błędów, jakie popełniają menadżerowie firm, jest traktowanie cyberbezpieczeństwa jako domeny działów IT. Według raportu „2015 KPMG CEO Outlook” 29 proc. prezesów firm wymienia cyberbezpieczeństwo jako problem, który ma największy wpływ na działanie ich firmy. Z kolei 20 proc. prezesów wskazuje, że kwestie cyberbezpieczeństwa są zagrożeniem, które budzi ich największy niepokój. Tymczasem 27 proc. firm w badaniu Intela przyznało, że zanotowało naruszenie bezpieczeństwa informatycznego w ciągu 6 ostatnich miesięcy. Co ciekawe, 62 proc. badanych zabezpiecza swoje cyberbezpieczeństwo tylko w jeden sposób i najczęściej jest to zabezpieczenie hasłem.

– Cyberbezpieczeństwo to problem prezesa i zarządu firmy. Brak świadomości na poziomie zarządu i na poziomie strategii całego przedsiębiorstwa to w mojej ocenie pierwszy błąd, który popełniają firmy – podkreśla Molik. – Myślę, że tutaj sporo przedsiębiorstw już reaguje na to podejście, wprowadzając elementy cyberbezpieczeństwa do strategii przedsiębiorstwa. Drugim błędem jest brak edukacji pracowników i klientów, bo to są dwa najsłabsze ogniwa, jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo polskich przedsiębiorstw.

Badanie Intela pokazuje, że 40 proc. dużych firm w Polsce nie ma przygotowanego scenariusza postępowania na wypadek incydentu naruszenia bezpieczeństwa informatycznego. Jednocześnie połowa firm chce zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo w ciągu najbliższych dwóch lat.

– Zagrożenia są podobne na całym rynku europejskim. Może większa niefrasobliwość występuje w Europie Południowej czy na Bałkanach, ale jeśli będziemy patrzeć ogólnie, to same zagrożenia są bardzo podobne – mówi ekspertka Microsoft. – Świat się coraz bardziej globalizuje i digitalizacja temu sprzyja. W tej chwili pewne rodzaje ataków, które mogą się zdarzyć w Stanach Zjednoczonych, za moment mogą wystąpić również w Polsce. Granice w świecie cyfrowym powoli przestają istnieć.

Microsoft ocenia, że jeżeli przedsiębiorcy chcą się bronić przed atakami, to muszą działać proaktywnie i tworzyć procedury pozwalające przewidzieć nowe zagrożenia, jakie mogą się pojawić. Według raportu Security Trends przygotowanego przez Microsoft, EY oraz Infotarget badani CSO (Chief Security Officer) doskonale rozumieją te wyzwania. W bieżącym roku 66 proc. z nich zamierza wdrożyć kompleksową strategię zarządzania cyberbezpieczeństwem, a 79 proc. położy większy nacisk na wczesne wykrywanie zagrożeń.

To właśnie tutaj firmy technologiczne takie jak Microsoft odgrywają dużą rolę w przygotowywaniu firm i ich klientów na różnego typu zagrożenia. Można tu wymienić m.in. wprowadzenie elementów sztucznej inteligencji do analizy zachowań pracowników i klientów firmy, aby reagować z wyprzedzeniem na nieprawidłowe działania – uważa Molik. – Dla Microsoftu zapewnienie bezpieczeństwa cyfrowego swoim klientom przy wykorzystaniu najnowszych rozwiązań ma znaczenie strategiczne.

Pierwsze inwestycje rządowe w Planie Junckera

Inwestycje Przewozów Regionalnych i Tauron Polskiej Energii to pierwsze projekty spółek Skarbu Państwa, które otrzymają finansowanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) z Planu Junckera. Według listopadowych danych Komisji Europejskiej Polska zajmuje 6. pozycję w UE pod względem wykorzystania środków z tego źródła.

– Plan Junckera w Polsce zdecydowanie przyspieszył. Europejski Bank Inwestycyjny zatwierdził już 13 dużych projektów z Polski o wartości blisko 15 mld zł. W czerwcu mieliśmy tylko jedną inwestycję z pozytywną decyzją banku. Umowy Tauronu i Przewozów Regionalnych – pierwsze z sektora rządowego – pokazują, że spółki skarbu państwa są przygotowane do sięgnięcia po środki z tego źródła – podkreślił wicepremier, Minister Rozwoju i Finansów Mateusz Morawiecki.

Vazil Hudák, wiceprezes EBI odpowiedzialny za działalność banku w Polsce, powiedział: Cieszymy się, że finansowanie polskich projektów w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych nabrało tempa. Nadrzędnym celem planu inwestycyjnego dla Europy jest bowiem tworzenie miejsc pracy i pobudzanie wzrostu gospodarczego i inwestycje Tauron Polskiej Energii oraz Przewozów Regionalnych bardzo się do tego przyczyniają. EBI jest wieloletnim partnerem finansowym dla polskich spółek Skarbu Państwa oraz dla rozwoju infrastruktury energetycznej i kolejowej w Polsce. Dzisiejsza transakcja z Tauron Polską Energią jest przełomowa – rozpoczynamy bowiem nową erę innowacyjnego finansowania hybrydowego.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Jyrki Katainen, odpowiedzialny za zatrudnienie, wzrost gospodarczy, inwestycje i konkurencyjność, powiedział: Polska już obecnie czerpie korzyści z planu inwestycyjnego dla Europy. Dzisiejsze umowy stanowią kolejny pozytywny krok w realizacji tego planu. Cieszę się, że EFIS wnosi cenny wkład we wspieranie modernizacji kluczowej infrastruktury w Polsce.

Spółki Skarbu Państwa sięgają po finansowanie

Podpisane dziś umowy dotyczą projektów realizowanych przez Tauron Polską Energię i Przewozy Regionalne. Wartość obu inwestycji to ponad 2,1 mld zł. EBI sfinansuje je kwotą ponad 1 mld zł. Tauron Polska Energia zainwestuje 1,7 mld zł w infrastrukturę energetyczną, która pozwoli przyłączyć nowych odbiorców do sieci dystrybucyjnej. Finansowanie projektu ma nowatorski charakter. Środki na inwestycję pochodzą z emisji obligacji hybrydowych o wartości ponad 800 mln zł, które obejmie EBI w ramach planu Junckera.

– Finansowanie hybrydowe z EBI będzie zarówno pierwszą w Europie emisją obligacji hybrydowych realizowanych przez EBI, jak również pierwszą w Polsce emisją obligacji hybrydowych dokonaną przez podmiot spoza sektora finansowego – podkreślił Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

– Umowa podpisana miedzy Tauron Polską Energią a EBI w ramach Planu Junckera to jeden z pierwszych kroków planu inwestycyjnego sektora energetycznego, przedstawionego przez Ministerstwo Energii. Cieszy nas, że właśnie jeden z pierwszych projektów w ramach Planu Junckera dotyczy sektora energetycznego. Przed nami ogromne wyzwania, ale konsekwentnie będziemy realizować nasz plan inwestycyjny – podkreślił Minister Energii Krzysztof Tchórzewski.

Z kolei Przewozy Regionalne przeznaczą 200 mln zł z kredytu udzielonego przez Europejski Bank Inwestycyjny na zakup i modernizację taboru kolejowego.

– Bycie częścią tak dużego planu wspierającego infrastrukturę i innowacje jest dla Przewozów Regionalnych dowodem na to, że kierunek obrany przez zarząd Spółki jest efektywny. Wsparcie EBI to kolejny bardzo ważny krok dla naszej organizacji, która m.in. dzięki wsparciu Agencji Rozwoju Przemysłu zakończy rok pierwszy raz w historii z dodatnim wynikiem finansowym na poziomie ok. 50 mln zł oraz stabilnymi prognozami na kolejne lata. Pozytywne zmiany zachodzące w Przewozach Regionalnych nasi pasażerowie odczują już niedługo. Pierwsze efekty w postaci nowych i zmodernizowanych pociągów pojawią się na torach w przyszłym roku – powiedział Krzysztof Mamiński, Prezes Zarządu Przewozów Regionalnych.

– Dobrze prowadzony proces restrukturyzacji PR przynosi oczekiwane efekty. Umowa podpisana z EBI jest potwierdzeniem wiarygodności finansowej spółki i daje jej szanse na dalszy rozwój. Dla nas jako większościowego udziałowca to niezwykle ważne wydarzenie. Mamy satysfakcję, że Przewozy Regionalne wróciły na właściwe tory z nową energią, gotowe na zwiększenie jakości usług – zaznaczył Marcin Chludziński, Prezes Zarządu ARP S.A.”

Umowa zawarta pomiędzy EBI a Przewozami Regionalnymi wpisuje się we współfinansowanie planu modernizacji taboru największego polskiego przewoźnika pasażerskiego, finansowanego ze środków dostarczonych przez lokalne banki – konsorcjum Banku Gospodarstwa Krajowego, PKO Banku Polskiego i Banku Zachodniego WBK.

Obie inwestycje to pierwsze duże polskie projekty z sektora rządowego w Planie Junckera, które mają zapewnione finansowanie. 14 kolejnych, na kwotę ponad 33 mld zł, jest obecnie ocenianych przez ekspertów EBI. W czerwcu Ministerstwo Rozwoju we współpracy z innymi ministerstwami stworzyło listę projektów rządowych do wsparcia z Planu Junckera. Aktualnie znajduje się na niej 35 inwestycji o wartości ponad 72 mld zł.

Nie tylko projekty rządowe

Z Planu Junckera korzystają także samorządy i prywatne przedsiębiorstwa. W ramach tzw. „dużego okna” (dla projektów o wartości co najmniej 25 mln euro), oprócz inwestycji Tauron Polskiej Energii i Przewozów Regionalnych, EBI zatwierdził finansowanie dla 7 przedsięwzięć prywatnych i 4 samorządowych. Plan Junckera to również tzw. „małe okienko” dla małych i średnich firm. W marcu 2016 r. roku działające w Polsce przedsiębiorstwa zawarły 190 umów kredytowych, w których wsparcie EBI wyniosło 30 mln zł. Według danych na koniec października z finansowania w wysokości 522 mln zł skorzystało około 3,3 tys. firm.

W europejskiej czołówce

– 13 zatwierdzonych przez EBI inwestycji daje nam miejsce w pierwszej piątce wśród krajów UE w tzw. dużym oknie – poinformował wicepremier Morawiecki. To szacunkowe dane, ponieważ na bieżąco zatwierdzane są projekty w innych krajach. Według listopadowych danych Komisji Europejskiej, które obejmują małe i duże okno, Polska zajmuje 6. pozycję za takimi krajami Europy zachodniej jak: Włochy, Francja, Wielka Brytania, Hiszpania oraz Niemcy. Wypadamy także dobrze na tle innych państw naszego regionu, gdyż kolejny kraj z tej grupy – Słowacja – jest na 11. miejscu, Czechy na 17., zaś Węgry na 25. CZYM JEST PLAN JUNCKERA Plan inwestycyjny dla Europy potocznie nazywany „Planem Junckera” powstał w czerwcu 2015 roku i jest odpowiedzią Komisji Europejskiej oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego na spowolnienie gospodarcze Europy. Finansowym filarem Planu jest Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS). Fundusz ma za zadanie zapewnić gwarancje dla finansowania zwrotnego inwestycji prywatnych i publicznych. Szacowana wartość inwestycji, które zostaną uruchomione w całej Europie dzięki EFIS to 315 mld euro. W EFIS nie ma tzw. „kopert narodowych”. Polskie projekty rywalizują z inwestycjami z innych krajów. Według ostatnich propozycji Komisji Europejskiej funkcjonowanie Planu Junckera ma zostać przedłużone do 2020 r.

Drogi dolar, tanie złoto, a indeksy wciąż się wahają

Silne umocnienie amerykańskiego dolara zostało dziś przyhamowane, gdyż inwestorzy zaczęli przyzwyczajać się do nowej szybszej ścieżki zacieśniania monetarnego przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Planowane na przyszły rok 3 podwyżki stóp procentowych mogą być odpowiedzią na plany wydatków fiskalnych Donalda Trumpa, mogące wywołać szybszy wzrost gospodarczy i presję inflacyjną w największej światowej gospodarce. Para EURUSD handluje obecnie powyżej poziomu 1,04 po tym, jak wczoraj osiągnęła 13-letnie minimum na poziomie 1,0367. Wszyscy zastanawiają się teraz już nie – czy, ale – kiedy zobaczymy parytet euro do dolara. Zakusy są spore, natomiast wydaje się, iż w okresie okołoświątecznym, cechującym się niskim wolumenem obrotu, kupujący dolara nie będą mieli wystarczająco siły, aby doprowadzić do tego psychologicznego poziomu i możemy spodziewać się raczej niewielkiej korekty wzrostowej na tej parze. Para USDJPY handluje kilkadziesiąt punktów pipsów poniżej wczorajszego szczytu na poziomie 118,25, co jest najwyższym poziomem od lutego.  Jest to szósty tydzień z rzędu wzrostów na tej parze, a jedynie w tym tygodniu zyskał ona 2,4 proc.  

Polski złoty leczy rany po tym, jak osiągnął wczoraj nowe 14-letnie minimum do dolara.

Para USDPLN traci więc około 0,5 proc. i handluje ok. 4 grosze poniżej osiągniętego wczoraj poziomu 4,2790. Para EURPLN traci 0,3 proc. i handluje w pobliżu poziomu 4,42, a para CHFPLN traci 0,5 proc. i handluje w pobliżu poziomu 4,11. Również indeks giełdowy WIG20 wyhamował wczorajsze spadki i handluje w pobliżu wczorajszego poziomu zamknięcia, tj. 1911 punktów.  

Indeks Euro Stoxx 50, mający w portfelu czołowe europejskie spółki, zyskał wczoraj 0,8 proc. osiągając najwyższy poziom od grudnia 2015 roku i wymazując tym samym straty z 2016 roku.

W dniu dzisiejszym panuje raczej spokój na parkietach, niemiecki DAX zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu 11400 punktów a francuski CAC40 zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu 4830 punktów. Również amerykańskie indeksy handlują w pobliżu rekordowych poziomów. Indeks Dow Jones próbuje, na razie bezskutecznie, przebić psychologiczny poziom 20000 punktów. Złoto także próbuje odbić się dziś od wczorajszego 11-miesięcznego dna na poziomie 1126 punktów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Jacek Fotek Wiceprezesem Zarządu GPW

  • 6 grudnia 2016 r. Rada Nadzorcza GPW podjęła uchwałę w sprawie powołania Jacka Fotka w skład Zarządu Giełdy i powierzenia mu stanowiska Wiceprezesa Zarządu Giełdy
  • Zgodnie z art. 27 ust. 1 Ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi powyższa decyzja wejdzie w życie pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na dokonanie zmian w składzie Zarządu Giełdy

Jacek Fotek

Jacek Fotek jest absolwentem Handlu Zagranicznego w Szkole Głównej Handlowej. W 2002 r. ukończył studia na University of Quebec w Montrealu i uzyskał dyplom MBA. Większość kariery zawodowej poświęcił działalności na rynku pieniężnym i kapitałowym. Współtworzył międzybankowy rynek pieniężny i walutowy w Polsce.

W latach 1989-1990 pracował w NBP i zarządzał operacyjnie rezerwami walutowymi państwa. W latach 1990-1996 pracował na stanowisku głównego dealera w Banku Handlowym w Warszawie. Następnie w latach 1996-1997 pełnił funkcję dyrektora finansowego w Polskim Banku Rozwoju. W latach 1997-1999 członek zarządu Citibank (Poland) S.A., a wcześniej dyrektor Departamentu Skarbu i dyrektor Departamentu ds. Kontaktów z Inwestorami. W latach 1999-2002 był zatrudniony w Banku Handlowym w Warszawie S.A. na stanowisku doradcy prezesa zarządu, a wcześniej – dyrektora Departamentu Kontroli Wewnętrznej. W latach 2003-2009 pracował w PZU Asset Management S.A., m.in. w randze wiceprezesa zarządu odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem, kontrolę wewnętrzną i audyt. W latach 2009-2012 oraz 2013-2016 prezes zarządu BondSpot S.A. W okresie 2012-2013 – prezes zarządu Invista DM S.A. W przeszłości sprawował funkcję członka wielu Rad Nadzorczych, m.in. w PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. (2015-2016), Fundacji GPW (2015-2016), IAiR S.A. (2014-2016). Od 1997 r. był wykładowcą Warszawskiego Instytutu Bankowości, w latach 1993-2002 – Gdańskiej Akademii Bankowej, a od 2010 r. – wykładowcą Instytutu Rynku Kapitałowego. Od 1993 r. do chwili obecnej jest członkiem założycielem Polskiego Stowarzyszenia Dealerów Bankowych – FOREX POLSKA (obecnie ACI Poland).

Jacek Fotek jest absolwentem licznych staży i kursów międzynarodowych o tematyce związanej z rynkiem kapitałowym i pieniężnym, zarządzaniem ryzykiem, audytem i inwestowaniem.

Maciej Piotrowski zrezygnował z funkcji Wiceprezesa Zarządu Towarowej Giełdy Energii S.A.

  • Maciej Piotrowski złożył rezygnację z funkcji Wiceprezesa Zarządu TGE
  • Zmiana w składzie Zarządu wejdzie w życie 21 grudnia 2016 r.

W czwartek, 15 grudnia br. Maciej Piotrowski złożył rezygnację z funkcji Wiceprezesa Zarządu Towarowej Giełdy Energii, którą pełnił od 4 sierpnia 2015 r. Zmiana w składzie osobowym Zarządu Spółki wejdzie w życie 21 grudnia br.

Krajobraz po Fedzie – drogi dolar, tanie złoto, a indeksy wciąż się wahają

Silne umocnienie amerykańskiego dolara zostało dziś przyhamowane, gdyż inwestorzy zaczęli przyzwyczajać się do nowej szybszej ścieżki zacieśniania monetarnego przez amerykańską Rezerwę Federalną. Planowane na przyszły rok 3 podwyżki stóp procentowych mogą być odpowiedzią na plany wydatków fiskalnych Donalda Trumpa, mogące wywołać szybszy wzrost gospodarczy i presję inflacyjną w największej światowej gospodarce. Para EURUSD handluje obecnie powyżej poziomu 1,04 po tym, jak wczoraj osiągnęła 13-letnie minimum na poziomie 1,0367. Wszyscy zastanawiają się teraz już nie – czy, ale – kiedy zobaczymy parytet euro do dolara. Zakusy są spore, natomiast wydaje się, iż w okresie okołoświątecznym, cechującym się niskim wolumenem obrotu, kupujący dolara nie będą mieli wystarczająco siły, aby doprowadzić do tego psychologicznego poziomu i możemy spodziewać się raczej niewielkiej korekty wzrostowej na tej parze. Para USDJPY handluje kilkadziesiąt punktów pipsów poniżej wczorajszego szczytu na poziomie 118,25, co jest najwyższym poziomem od lutego.  Jest to szósty tydzień z rzędu wzrostów na tej parze, a jedynie w tym tygodniu zyskał ona 2,4 proc.  

Polski złoty leczy rany po tym, jak osiągnął wczoraj nowe 14-letnie minimum do dolara. Para USDPLN traci więc około 0,5 proc. i handluje ok. 4 grosze poniżej osiągniętego wczoraj poziomu 4,2790. Para EURPLN traci 0,3 proc. i handluje w pobliżu poziomu 4,42, a para CHFPLN traci 0,5 proc. i handluje w pobliżu poziomu 4,11. Również indeks giełdowy WIG20 wyhamował wczorajsze spadki i handluje w pobliżu wczorajszego poziomu zamknięcia, tj. 1911 punktów.  

Indeks Euro Stoxx 50, mający w portfelu czołowe europejskie spółki, zyskał wczoraj 0,8 proc. osiągając najwyższy poziom od grudnia 2015 roku i wymazując tym samym straty z 2016 roku. W dniu dzisiejszym panuje raczej spokój na parkietach, niemiecki DAX zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu 11400 punktów a francuski CAC40 zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu 4830 punktów. Również amerykańskie indeksy handlują w pobliżu rekordowych poziomów. Indeks Dow Jones próbuje, na razie bezskutecznie, przebić psychologiczny poziom 20000 punktów. Złoto także próbuje odbić się dziś od wczorajszego 11-miesięcznego dna na poziomie 1126 punktów.

Krajobraz po Fedzie – drogi dolar, tanie złoto, a indeksy wciąż się wahają 4 Krajobraz po Fedzie – drogi dolar, tanie złoto, a indeksy wciąż się wahają 5


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

Konrad Białas: Uspokojenie na weekend lub dłużej

Zestaw informacji mijającego tygodnia został już „przetrawiony” przez uczestników rynku i przy braku mocniejszych akcentów aż do stycznia, rynki mogą przejść w dryf. Przedweekendowe odreagowanie owocuje cofnięcie USD za sprawą kombinacji pokrywania pozycji, niskiej płynności i szukania bazy.

Najbliższe dwa tygodnie spokoju posłużą na rozważania nad tematami, które będą dominować w 2017 r.: tempo zacieśniania monetarnego Fed, wzrost globalnej inflacji wsparte odbiciem cen surowców (szczególnie ropy naftowej), ekspansja fiskalna w USA, ożywienie aktywności przemysłu na świecie, ryzyka polityczne w Europie. Lista jest długa (i to nie licząc nieprzewidywalnych „czarnych łabędzi”), co sugeruje, że przyszły rok nie będzie nudny, a za to pełny okazji do wykorzystania zmienności.

Przyszły tydzień: Riksbank, Bank Japonii, Yellen, zamówienia na dobra trwałe i PKB z USA
W ostatnim tygodniu przed świętami kalendarz w USA jest skromny z wyróżnieniem zamówień na dobra trwałe, finalnym odczytem PKB i indeksem PCE Core (czw). Po silnym wzroście zamówień w październiku, ostatnie dane z przemysłu sugerują, że listopad przyniósł odreagowanie (prog. -4,7 proc. m/m). Rewizje wydatków inwestycyjnych za sierpień i wrzesień powinny podnieść ostateczny szacunek dynamiki PKB z 3,2 proc. do 3,3 proc. PCE Core ma wskazać przyspieszenie wzrostu cen do 1,8 proc. Pozostałe odczyty będą drugorzędne. Dodatkowe znaczenie może też zyskać wystąpienie prezes Fed Janet Yellen (pon) pod warunkiem, że odbiegałoby od wydźwięku przekazu po posiedzeniu FOMC, w przeciwnym wypadku trudno będzie o zagrożenie dla obecnej pozycji USD.

W Europie najciekawiej zapowiada się decyzja szwedzkiego Riksbanku (śr). Spodziewamy się utrzymania głównej stopy procentowej na -0,50 proc., ale program skupu aktywów powinien zostać wydłużony. Zapowiedzi mniej ekspansywnej polityki w Eurolandzie i USA osłabiają potrzebę odpowiedzi ze strony Riksbanku. Z drugiej strony inflacja pozostaje poniżej prognoz banku, nie pozwala porzucić gołębiego nastawienia i argumentuje za podtrzymaniem ekspansji w postaci skupu obligacji skarbowych. W wycenie SEK jest ujęte ryzyko gołębiego zaskoczenia w decyzji Riksbanku, ale jakakolwiek pozytywna reakcja powinna być umiarkowana.

Poza tym z Eurolandu uwagę przyciąga tylko niemiecki indeks Ifo (pon), gdzie oczekuje się poprawy klimatu biznesu do 110,9 z 110,4. Dla EUR większe znaczenie ma jednak dyskonto ryzyka politycznego, które ma się materializować w 2017 r., przez co sprzedaż waluty pozostanie dominującym tematem. Wielka Brytania opublikuje finalny odczyt PKB za III kw. (pt), ale nie będzie to powód do obudzenia handlu na funcie. Temat Brexitu przycichł na chwilę, co ustawia crossy z funtem podległe czynnikom istotnym dla innych walut. Bilans handlu zagranicznego ze Szwajcarii (wt) oraz stopa bezrobocia z Norwegii (pt) to drugorzędne publikacje z neutralnym wpływem na waluty.

Przyszły tydzień w Polsce przynosi dane z przemysłu i handlu (pon), minutki RPP (czw) i stopę bezrobocia (pt). Po słabym październiku widzimy szanse na odbicie produkcji dóbr pod przedświąteczny boom zakupowy. Z podobnego poziomu sprzedaż detaliczna może silnie zaskoczyć przez szeroko zakrojone akcje sprzedażowe z tytułu „czarnego piątku”. EUR/PLN pozostaje na pastwie sentymentu globalnego, jednakże nie widać nowej fali wyprzedaży złotego. Jeśli konsolidacja zacznie frustrować kapitał spekulacyjny, wychodzenie z krótkich pozycji w złotym stworzy szanse do zejścia EUR/PLN do 4,40.

W Japonii posiedzenie BoJ (wt) prawdopodobnie przejdzie bez echa, gdyż oczekiwania na pogłębianie luzowania są zerowe. Po wdrożeniu we wrześniu strategii kontroli kształtu krzywej rentowności, BoJ powinien dalej się tego trzymać, co oznacza, że brak wzrostu rentowności przy skoku oprocentowania papierów USA będzie generował siłę do dalszych wzrostów USD/JPY. Bank może optymistyczniej spojrzeć na perspektywy gospodarcze na podstawie pozytywnemu rozwojowi sytuacji globalnej, jednakże w kwestii polityki monetarnej powinien podtrzymać gołębie nastawienie, tym samym nie dając impulsów dla reakcji jena.

Na Antypodach zobaczymy publikacje bilansu handlowego (wt) i PKB (śr) oraz protokół z posiedzenia RBA (wt). Wewnętrzne czynniki nie są obecnie istotne dla AUD i NZD, które podlegają trendom generowanym przez USD. Jednakże klimat apetytu na ryzyko powinien wspierać ryzykowne waluty i powinny się one zachowywać relatywnie lepiej względem walut defensywnych.

Kalendarz z Kanady zawiera CPI, sprzedaż detaliczną (oba w czwartek) i PKB (pt). Lepsze dane mogą potwierdzić ostatnią zmianę nastawienia rynku i wycofywanie oczekiwań na obniżkę stóp procentowych BoC w 2017 r. Z drugiej strony USD/CAD będzie musiał się zmierzyć z generalną siłą USD i wyparowaniem optymizmu z rynku ropy naftowej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2016 w architekturze. Zobacz rok w pigułce

Co mijający rok przyniósł światu architektury? Prestiżowe wyróżnienia, nowe technologie i realizacje, których nie można było przegapić. Oto nasz przegląd najciekawszych wydarzeń 2016 roku.

Rafał Osiński, architekt i ekspert ds. technologii budowlanych w firmie Häfele
Rafał Osiński, architekt i ekspert ds. technologii budowlanych w firmie Häfele

Już w połowie stycznia świat poznał laureata nagrody Pritzkera, najwyższego architektonicznego wyróżnienia. Określany jako „architekt biedaków” Chilijczyk Alejandro Aravena został doceniony m.in. za bycie pionierem w dziedzinie kooperacji w projektowaniu. Architekt od zawsze mocno angażował się w projektowanie osiedli socjalnych, szkół i gmachów użyteczności publicznej, a obiekty jego autorstwa powstawały w ścisłej współpracy z mieszkańcami i były dopasowane do lokalnych warunków krajobrazowych i finansowych. – Ten wybór zwiastował pewien trend w podejściu do architektury – nie wybrano gwiazdy, lecz kogoś, kto siadając do projektu widzi przede wszystkim ludzi. Potrzeby społeczeństwa jako priorytet – tą ścieżką miała podążyć architektura – mówi Rafał Osiński, architekt i ekspert ds. technologii budowlanych w firmie Häfele.

Architektura przyjazna ludziom

Tę zapowiedź zdawał się potwierdzać wynik konkursu Bryła Roku. Jak się okazało, wyniki w głosowaniach Internautów i złożonego ze specjalistów jury niemalże się pokryły. Pierwsi postawili na Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach – szary prostopadłościan o rzeźbionym, zielonym dachu, na który można dostać się z zewnętrznej alei. MCK znakomicie wpisuje się w miejską tkankę, pozostaje otwarte i dostępne dla mieszkańców, którzy mogą wypoczywać w wyniesionym miejskim parku. Eksperci wyżej ocenili Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki w Toruniu – nieco surowa bryła kulturalnego obiektu to przykład interesującej architektury, subtelnie nawiązującej do ceglanych zabudowań dawnego Torunia. Co ciekawe, inspirację dla wyglądu budowli stanowił… żurek w wydrążonym bochenku chleba.

Kara za ignorancję

Na przeciwległym biegunie znalazła się Makabryła roku – konkurs, który budzi nie mniejsze emocje wśród fanów architektury. Tym razem niekwestionowanym zwycięzcą okazała się galeria handlowa z Kwidzyna, która powstała z kompletnym brakiem poszanowania otoczenia. Kanciasty, pozbawiony wyrazu budynek, pełen rur wentylacyjnych, ślepych ścian i schodów bez udogodnień dla niepełnosprawnych, otoczył z trzech stron dwie stare kamieniczki. Alejandro Aravena z pewnością nie pogratulowałby pomysłu jego twórcom.

Postęp nie do zatrzymania

Architektura nie oparła się rozwojowi technologii. Za przykład może służyć wspomniane CKK Jordanki z systemem ruchomych sufitów, które pozwalają dopasować kształt sali do potrzeb akustycznych. W budynkach użyteczności publicznej już na dobre rozgościły się elektroniczne systemy sterujące ruchem. – Zintegrowana z systemem zarządzania budynkiem (BMS) kontrola dostępu, pozwala na wydzielanie stref dla uprawnionych osób.  Zachowanie pełnej kontroli nad dostępem do wybranych obszarów budynku i pomieszczeń połączone z możliwością kontroli, kto i kiedy może korzystać z wyposażenia w rodzaju mebli, sejfów czy gablot to bardzo użyteczne narzędzie dla projektantów hoteli, biur czy centrów SPA – mówi Rafał Osiński z Häfele. Systemy pozwalają ustawić dostęp do danego pomieszczenia biurowego, technicznego czy muzealnej ekspozycji tylko dla wybranej osoby i w ściśle określonych dniach a nawet godzinach. Jednocześnie są to rozwiązania bardzo bezpieczne – dzięki odpowiedniemu szyfrowaniu, dane zawarte na kluczu nie mogą być skopiowane.

Biało-czerwone Biennale

Połowa roku przyniosła znakomitą wiadomość dla polskiej architektury – na 15. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji Polska miała pokazać nie tylko pawilon narodowy, ale też po raz pierwszy wziąć udział w tworzeniu wystawy głównej, do czego zaproszono Hugona Kowalskiego i Marcina Szczelina. Kuratorzy wystawy w Pawilonie Polskim – Dominika Janicka we współpracy z Martyną Janicką i Michałem Gdakiem, postanowili zamienić go w naturalnej wielkości plac budowy, by zwrócić uwagę na trudną dolę robotnika budowlanego. Efekt docenił „The New York Times”, który uznał polską ekspozycję za jedną z sześciu na Biennale, których nie można przegapić.

Wisienka na torcie

Dla rodzimych architektów jeszcze łaskawszy okazał się listopad – wtedy po raz pierwszy do Polski trafiła nagroda World Building of the Year 2016. Otrzymał ją Robert Konieczny i pracownia KWK Promes za Muzeum Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie, które pokonało 375 konkurentów z całego świata. Czy przyszły rok będzie równie owocny co mijający 2016? Poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko.

Koszyk zakupów świątecznych to średnio 1642 zł. Na co je wydamy?

  • Koszyk zakupów świątecznych: prawie połowę budżetu pochłoną zakupy spożywcze, ponad 42% prezenty
  • Gospodarstwo domowe w Polsce wyda przeciętnie prawie tyle, ile hiszpańskie
  • Na prezenty każdy Polak wyda średnio ponad 608 zł – najwięcej z tego na ubrania, zabawki i elektronikę użytkową

Polskie święta wiążą się ze znacznymi wydatkami. W przeliczeniu na gospodarstwo domowe Polacy wydadzą w tym roku średnio 1642,94 zł. Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez RetailMeNot (www.retailmenot.pl) – największe na świecie centrum zakupów online, udostępniające kupony rabatowe i zniżki do sklepów internetowych. Największą część świątecznych wydatków polskich gospodarstw domowych stanowią zakupy spożywcze (736,29 zł, czyli 45%). Tylko niewiele mniej budżetu pochłoną prezenty (704,98 zł, czyli 43%). Na podróże w okresie świątecznym oraz odwiedziny swoich bliskich wydamy średnio 155,77 zł (9,5%), a na dekoracje 45,90 zł (2,8%). Jak wygląda przeciętny polski budżet świąteczny (w przeliczeniu 379,38 euro) w porównaniu do wydatków gospodarstw domowych w innych krajach? Najwięcej wydadzą Brytyjczycy ( 933,08 euro), Niemcy (710,38 euro) oraz Belgowie (596,18 euro) i Francuzi (558,60 euro). Kwotę zbliżoną do Polaków wydadzą w Europie Hiszpanie (401,30 euro).

Wydatki na święta 2016, średnio na gospodarstwo domowe, w Polsce

Zakupy spożywcze 736,29 zł 44,80%
Prezenty 704,98 zł 42,90%
Podróże 155,77 zł 9,50%
Dekoracje 45,90 zł 2,80%
Razem 1642,94 zł 100%

 

Pod choinkę kupujemy głównie zabawki, ubrania i elektronikę

Każdy z nas na prezenty przeznaczy w tym roku średnio 608,54 zł (dla porównania, przed rokiem było to 582,87 zł). Lwią część tego budżetu wydamy na trzy kategorie produktów: zabawki (127,93 zł, czyli 21%), ubrania i buty (127,19 zł, czyli 21%) oraz elektronikę użytkową (98,30 zł, czyli 16,2%). Popularnością cieszą się też prezenty w postaci gotówki lub bonów podarunkowych (46,34 zł, 7,6%). Warto tu zauważyć, że w porównaniu do poprzedniego roku największy wzrost wydatków widać w kategoriach alkohol oraz biżuteria. W tym roku każdy Polak na prezenty tego rodzaju przeznaczy odpowiednio 30,23 zł (5,0%) oraz 50,41 zł (8,3%). Wzrost w tych kategoriach pokazuje, że coraz chętniej decydujemy się na podarunki o charakterze luksusowym. Proporcje wydatków na prezenty są w Polsce zbliżone do innych europejskich krajów, za to relatywnie więcej pieniędzy przeznaczymy na rozrywki dla ducha, w tym książki i filmy. Na prezenty tego rodzaju wydamy w tym roku przeciętnie 67,04 zł (11%). Większą wagę Polacy przywiązują również do dbania o urodę – na kosmetyki przeznaczymy przeciętnie 59,89 zł (10%).

Wydatki na prezenty, w przeliczeniu na głowę, z podziałem na kategorie

Zabawki 127,93 zł 21,0%
Ubrania i buty 127,19 zł 20,9%
Elektronika użytkowa 98,30 zł 16,2%
Książki, filmy, rozrywka 67,04 zł 11,0%
Kosmetyki 59,89 zł 9,8%
Biżuteria 50,41 zł 8,3%
Pieniądze 46,34 zł 7,6%
Słodycze, alkohol 30,23 zł 5,0%
Inne 1,21 zł 0,2%
Razem 608,54 zł 100%

 

Raúl Pena, Partner Manager Poland w RetailMeNot
Raúl Pena, Partner Manager Poland w RetailMeNot

Święta Bożego Narodzenia to dla większości Polaków najważniejsze święto w roku – a dla handlu jeden z najbardziej lukratywnych okresów. Z jednej strony polscy klienci są gotowi na zwiększone wydatki, a z drugiej strony coraz lepiej orientują się w możliwościach przeszukiwaniu rynku pod kątem najlepszych ofert i cen na jakościowe produkty. Dlatego ich decyzje zakupowe stają się coraz bardziej przemyślane. Najwięcej mogą zyskać na tym trendzie sklepy i marki, które aktywnie wykorzystają różne kanały sprzedaży i komunikacji z klientami, przekonując ich atrakcyjnymi ofertami”, mówi Raúl Pena, Partner Manager Poland w RetailMeNot.

O badaniu

Międzynarodowe badanie zostało przeprowadzone przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA) we wrześniu 2016 roku. Zawiera obszerne dane statystyczne, analizę statystyk i prognoz dotyczących handlu, telefoniczne wywiady z wiodącymi sprzedawcami, jak również reprezentatywne badania użytkowników, w tym tysiąca respondentów z Polski. Zgodnie z metodologią OECD, „handel detaliczny“ w ramach tego raportu obejmuje sprzedaż dóbr klientom końcowym poprzez sklepy stacjonarne i Internet, z wyjątkiem gastronomii, pojazdów samochodowych, benzyny i materiałów napędowych, biletów (wejściówek), podróży, ubezpieczeń, a także produktów bankowych i finansowych. „Obroty świąteczne” odnoszą się w ramach tego badania do całkowitych obrotów handlu detalicznego ostatnich 6 tygodni roku.

Dolar coraz droższy. Możliwe, że pobije historyczny rekord

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

W ostatnich dniach za dolara trzeba było płacić najwięcej od ponad 15 lat. Jest jednak wiele powodów, aby przypuszczać, że amerykańska waluta nadal będzie zyskiwać na wartości. Niewykluczone, że już przyszłym roku dolar przekroczy najwyższe historyczne poziomy i będzie kosztował ok. 4.70 zł – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W uproszczeniu, kondycja waluty kraju rozwiniętego zależy od bieżącego i oczekiwanego stanu jego gospodarki. Jeżeli perspektywy konsumpcji, inwestycji i zatrudnienia są dobre i mogą się dalej poprawiać, to prawdopodobnie można liczyć, że w pewnym momencie stopy procentowe zaczną rosnąć, by zniwelować ryzyko przegrzania się koniunktury i wzrostu inflacji powyżej celu banku centralnego.

Kurs dolara (USD), euro (EUR) czy funta (GBP) nie porusza się jednak w próżni. Wyrażony zawsze jest w relacji do innej waluty lub do “koszyka walut”. Wartość dolara jest więc nie tylko pochodną stanu gospodarki USA , ale również odnosi się do tego jak wygląda sytuacja makroekonomiczna w innych krajach. Im większa różnica w przyszłym wzroście gospodarczym i w spodziewanym poziomie stóp procentowych, tym większa szansa na rosnące wartości jednej waluty w relacji do drugiej.

Dolar rośnie w siłę

W Stanach Zjednoczonych bezrobocie jest na najniższym poziomie od ponad 9 lat i wynosi 4.6 proc. Jest to również poziom półtora pkt proc. poniżej 50-letniej średniej. Inflacja powoli zbliża się do dwuprocentowego celu i prawdopodobnie osiągnie tę wartości w połowie 2017 r. Rosną również dochody Amerykanów i sprzedaż detaliczna, co powinno także ożywić inwestycje.

Rok temu Rezerwa Federalna podniosła stopy procentowe pierwszy raz od 2006 r. W środę uczyniła to ponownie, dodatkowo sugerując, że w 2017 r. można oczekiwać trzech podwyżek kosztu kredytu (o 0.25 pkt proc.), nie dwóch, jak sądzono we wrześniu. Jednym z powodów bardziej restrykcyjnego podejścia do polityki pieniężnej są zapowiedzi zmian gospodarczych przez nową administrację USA.

Wybór na prezydenta Donalda Trumpa i zdominowanie obu izb Kongresu przez Republikanów, może ułatwić wprowadzenie sugerowanych w kampanii wyborczej zmian gospodarczych. Chodzi przede wszystkim o drastyczne obniżenie podatków dla przedsiębiorstw (z 35 proc. do 15 proc.), wzrost wydatków infrastrukturalnych, obniżenie obciążeń fiskalnych dla najlepiej zarabiających, a także zmniejszenie regulacji dla firm.

Jeżeli ta silna stymulacja fiskalna nałoży się na i tak poprawiającą się koniunkturę w USA oraz rosnącą inflację, to Rezerwa Federalna może nie tylko utrzymać perspektywę trzech podwyżek stóp procentowych w przyszłym roku, ale nawet zwiększyć tempo zacieśniania polityki pieniężnej. W perspektywie kilku kolejnych kwartałów byłaby to idealna informacja dla dolara, gdyż zwiększałaby różnice pomiędzy stopami procentowymi w USA i w innych państwach.

Inne waluty pozostają w tyle

Sytuacja gospodarcza poza Stanami Zjednoczonymi jest znacznie gorsza. Przekłada się to na bardzo łagodną politykę pieniężną w innych krajach rozwiniętych. Na początku grudnia Europejski Bank Centralny przedłużył program łagodzenia monetarnego przynajmniej do końca 2017 r. Stopy procentowe w strefie euro, Japonii, Szwajcarii czy Szwecji są utrzymywane na poziomie poniżej zera i prawdopodobnie jeszcze przez wiele kwartałów nie zostaną podniesione.

Z tego powodu różnica w stopach procentowych USA i innych krajów o podobnej wiarygodności kredytowej rośnie. W tym tygodniu różnica w rentownościach 2-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych i Niemiec przekroczyła 2 pkt proc. i była najwyższa od prawie 17 lat. Oczekiwana dalsza poprawa koniunktury w USA wspiera także rynek akcji. Główne amerykańskie indeksy giełdowe od początku listopada wzrosły o ok. 7 proc., osiągając przy tym najwyższe poziomy w historii. Aby jednak wykorzystać powyższe trendy, trzeba nabywać aktywa denominowane w dolarze. Popyt na amerykańską walutę powoduje wzrost jej wartości, a podaż innych walut spadek jej kursu. Indeks DXY mierzący wartość dolara w relacji do sześciu walut krajów rozwiniętych (euro, jena, dolara kanadyjskiego, funta, korony szwedzkiej i franka) wzrósł do najwyższych poziomów od początku 2003 r.

Warto także podkreślić, że bardzo silny dolar ma stosunkowo niewiele negatywnych konsekwencji dla amerykańskiej gospodarki. Udział eksportu USA w relacji do PKB według danych Banku Światowego wyniósł w 2015 r. jedynie 12.5 proc., podczas gdy w Kanadzie było to 31 proc., Szwecji 45 proc., Niemczech 47 proc., a Holandii 82 proc. Wysoka wartość dolara poprawia natomiast wyraźnie globalną siłę nabywczą Amerykanów, co realnie będzie się przekładać na odczuwalny przez nich poziom zamożności. Może to przedłużyć również okres względnie dobrej koniunktury.

Jak silny dolar wpływa na słabego złotego

Wymieniany wcześniej indeks DXY po wprowadzeniu euro w 1999 r. tylko dwa razy przechodził przez obecny poziom 103 pkt. Pierwszy raz było to w połowie 1999 r. Wtedy jednak euro kosztowało 4.15 zł, a dolar 4 zł. Co warto podkreślić DXY w latach 2000 i 2001 wzrósł jeszcze o 17 proc., przekraczając granicę 120 pkt.

Drugi raz DXY znajdował się w okolicach 103 pkt na początku 2003 r. Wtedy z kolei euro kosztowało 4 zł, a dolar blisko 3.85 zł. Obecnie natomiast za euro trzeba płacić 4.45 zł, a za dolara 4.25 zł. Pokazuje to jak słaby jest teraz złoty w relacji do bieżącego poziomu DXY.

Niską wartość polskiej waluty idealnie pokazuje również jej najbardziej obiektywny na rynku wskaźnik. Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) co miesiąc publikuje wartość złotego w relacji do koszyka walut partnerów handlowych uwzględniając przy tym zmiany inflacji w Polsce i zagranicą. Pod koniec listopada PLN REER znajdował się na poziomie 87.52 pkt i była to druga najniższa wartość w ostatniej dekadzie. Poprzednio złoty był wyceniony tak nisko pod koniec lutego 2009 r., czyli w apogeum najgorszego od kilkudziesięciu lat światowego kryzysu finansowego.

Biorąc pod uwagę obecne trendy w polskiej gospodarce i perspektywy krajowej polityki monetarnej, jest niewielkie prawdopodobieństwo, by globalna wycena złotego poprawiła się. Z drugiej strony jest spora szansa, by DXY nadal kontynuował wzrosty, zwłaszcza że obserwowane tendencje w różnicach pomiędzy stopami procentowymi dla dolara i pozostałych walut mogą się nadal pogłębiać.

Reasumując, jest dość prawdopodobne, że DXY w 2017 r. wzrośnie w pewnym momencie o ponad 11 proc., czyli tyle ile np. w pierwszym kwartale 2015 r. Przy obiektywnym założeniu, że w takim scenariuszu krajowa waluta raczej nie zyskałaby na arenie międzynarodowej, za dolara trzeba będzie płacić ponad 4.70 zł, czyli najwięcej w historii.

KIG: Sprzeczność komunikatów ze strony rządu odpowiada za brak inwestycji

Dużo ostatnio się mówi o wzroście PKB naszego kraju, który okazał się być mniejszy niż zapowiadano. Zadajemy sobie pytanie, skąd taka sytuacja i skąd spadek w inwestycjach. Wyhamowały one na tyle, że obecnie są porównywalne do poziomu sprzed 5-7 lat, gdy mieliśmy do czynienia z poważnym kryzysem w Polsce. Pytania należy również zadać przedsiębiorcom – dlaczego tworzą za mało miejsc pracy i nie szukają innowacyjnych produktów? Odpowiedź na te pytania jest tylko jedna.

– Przedsiębiorcy boją się tego, jak często będzie się zmieniało otoczenie w którym funkcjonują – powiedziała agencji eNewsroom.pl Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Dostają oni wiele sygnałów ze strony polityków o wsparciu działalności, działalności innowacyjnej, pomocy przy inwestycjach, pomocy przy pozyskiwaniu funduszy unijnych, które miałyby pomóc sfinansować inwestycje w sposób mniej ryzykowny niż kredyty bankowe.

Dużo również mówi się o urzędnikach, którzy staną się bardziej przyjaźni i będą rozstrzygać sprawy broniąc interesu przedsiębiorcy, przede wszystkim biorąc pod uwagę domniemanie, że przedsiębiorcy działają zgodnie z przepisami. Z drugiej strony mamy komunikat o tym, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy np. pojawili się na karuzelach VAT-owskich – niekoniecznie ze swojej winy – będą musieli liczyć się z odpowiedzialnością karną, z bardzo daleko idącymi skutkami – włącznie z zabezpieczeniem całego mienia, które posiada przedsiębiorstwo.

Pojawiają się również nowe informacje nt. tego, jak będzie wyglądał nowy podatek dochodowy. Kwestią nieuregulowaną pozostaje wysokość podatku VAT, brakuje też informacji o podatku obrotowym. Część przedsiębiorców z branży handlowej nie wie, czy ten zawieszony podatek pojawi się ponownie.

Mamy pewność, że odpowiedzialność karna związana z wyłudzaniem zwrotu podatku VAT będzie podwyższana, ale powinna ona być skierowana wyłącznie do przestępców. Wyłudzenia VAT mają zwykle charakter przestępczy i nie są związane z przedsiębiorcami dokonujących optymalizacji podatkowej.

Różnica pomiędzy przestępcą a przedsiębiorcą jest dość wyraźna i myślę, że dostrzegalna przez urzędników oraz organy ścigania.

Przedsiębiorcy swoje działania planują na kilka lat do przodu, a ilość i sprzeczność wysyłanych komunikatów przez rząd powoduje brak inwestycji.

Po stronie polityków powinien pojawić się spójny komunikat, który da odpowiedź jak będzie wyglądała przyszłość przedsiębiorców oraz jakie będą mieli obciążenia podatkowe.

Przedsiębiorcy muszą posiadać wiedzę, czy wkrótce nie będą mieli wysokich obciążeń podatkowych, które mogłyby zablokować możliwość spłacania kredytów, jakie zaciągnęli na nowe inwestycje.

Postulat do polityków brzmi, że powinni oni powściągnąć swoje zbyt szybkie wypowiedzi i włączyć przedsiębiorców w tworzenie pomysłów dla nich – podkreśla Durlik.

Ostatnie momenty regularnego handlu

Dolar mocny, euro najniżej do 13 lat, jen wymazał prawie całą tegoroczną siłę. Środa była dniem zaskoczenia, czwartek – realizacji, a piątek może być dniem finalizacji? Mimo to mantrą dla rynków pozostaje, by kupować dolara, zanim nie trafi się na ścianę lub świąteczny marazm.

Wczoraj rentowności obligacji amerykańskich kontynuowały marsz na północ posiłkując się jastrzębim nastawieniem Fed. Dziesięciolatki wskoczyły na 2,64 proc., co było impulsem do wyciągania indeksu dolarowego do najwyższego poziomu od 13 alt. EUR/USD pod 1,04 był pierwszy raz od 2003 roku, a USD/JPY zatrzymał się dopiero pod 118,70, ale jest blisko, by wymazać całe spadki z tego roku. W kolejnych godzinach do teraz rentowności spadają (dziś rano 2,57 proc.), co hamuje USD i skłania do finalizacji głównej fali handlu, zanim płynność siądzie przed przerwą świąteczną. Domykanie pozycji może osłabiać USD, ale tylko przejściowo. Generalnie przekonanie jest takie, że dolar będzie królem w 2017 r. i dopóki nie pojawi się jasny sygnał, że może być inaczej, rynek prędko będzie wykorzystywał cofnięcia dolara do odnowienia kupna.

Wall Street nie kontynuowało w czwartek spadków, zatem sentyment rynkowy i apetyt na ryzyko pozostają mocne. To może sprawiać, że zazwyczaj traktowane jako ryzykowne waluty surowcowe (AUD, CAD, NOK) mogą tracić mniej. Ciężar presji będzie na EUR i JPY. Unijna waluta mus się zmierzyć z ryzykiem populizmu w przyszłorocznych wyborach w krajach europejskich (Holandii, Francja, Włochy, Niemcy), które mogą zagrozić integracji europejskiej i zahamować reformy. Jen ma przeciw sobie ekspansywny Bank Japonii, który nie pozwala na wyprzedaż japońskich obligacji skarbowych, przez co rośnie dywergencja między oprocentowaniem obligacji w USA i Japonii. Wyższe stopy w USA przyciągają kapitał, także z Japonii. Do tego pozytywny sentyment pcha w górę indeksy akcji, co nasila korelację USD/JPY z indeksem Nikkei.

Gorący tydzień kończy się spokojniejszym kalendarzem. Finalny odczyt inflacji z Eurolandu za listopad powinien przynieść potwierdzenie na 0,6 proc. r/r dla głównego wskaźnika i na 0,8 proc. dla bazowego. Dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniach z Polski za listopad powinny wskazać na kontynuowany przyrost miejsc pracy przy stabilnej presji płacowej. W danych z rynku budowlanego USA spodziewane jest odreagowanie silnych figur za październik. Wieczorem przemawia Lacker z Fed, którego jastrzębie poglądy mogą go skłaniać do stwierdzenia, że w przyszłym roku powinno być więcej niż podwyżki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Szansa na korektę na EUR/USD. Dane z GUS o 14.00

Coraz lepsze statystyki zatrudnienia w Polsce.

Nowe minima na głównej parze

Handel na rynkach cały czas odbywa się pod dyktando środowej decyzji Fed i późniejszej konferencji Janet Yellen. Jastrzębi ton wypowiedzi spowodował, że dolar dość znacznie się umacnia do większości walut. Na EUR/USD doszło do wybicia dołem z kilkuletniej konsolidacji. Wczoraj był moment, że pojawiła się szansa na korektę, bardzo szybko jednak zapędy zostały zahamowane, a główna para walutowa świata zaliczyła kolejny dołek tym razem na 1,0367. Niemniej jednak inwestorzy przed końcem roku będą realizować zyski co daje spore możliwości stronie popytowej.

Bardzo dobre dane z USA

Specjalnej wagi nie miała spora porcja danych, która pojawiła się z USA. Mimo, że pozytywnie zaskoczyły choćby wskaźnik przemysłowy NY Empire State czy indeks mierzący aktywność przemysłu z Filadelfii. Pozostałe dane były zgodne z prognozami.

Ciekawe słowa Carneya

Zaskoczenia nie było po wczorajszych decyzjach banków centralnych Anglii i Szwajcarii. Parametry polityki monetarnej pozostały bez zmian. Warto wspomnieć jedynie o słowach prezesa Banku Anglii, który stwierdził, że inflacja może być słabsza niż było to zakładane w projekcjach makroekonomicznych. Trudno powiedzieć na czym Carney opierał swoje słowa, ale w obliczu możliwego ograniczenia wzrostu gospodarczego byłoby to bardzo wskazane. Nieco zaskakujące stwierdzenie gdyż chyba wszystkie banki centralne oczekują powolnego wzrostu inflacji ale też wzrostu gospodarczego. W Wielkiej Brytanii cały czas istnieje obawa, że Brexit wywoła zahamowanie w gospodarce. Funt dzisiaj osłabia się do większości walut.

Słaby bilans handlowy

O 11 poznaliśmy wskaźniki inflacji konsumenckiej w strefie euro. Zgodnie z prognozami nastąpił wzrost o 0,1% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Rosną ceny energii więc wyższy wskaźnik ma swoje uzasadnienie. O tej samej godzinie nastąpiła publikacja bilansu handlowego strefie euro. Oczekiwania były spore po wysokim odczycie we wrześniu tym razem jednak odczyt wypadł dużo słabiej. Dominacja luźnego podejścia stosowanego przez EBC skutecznie obniża znaczenie publikowanych danych makro i tym razem podobnie, euro kompletnie nie zareagowało.

Wynagrodzenia i zatrudnienie

O 14 poznamy dane GUS odnośnie zmian zatrudnienia w listopadzie. Od początku 2014 obserwujemy cały czas wzrost, w październiku było to 3,1%. Wpływ publikacji będzie raczej marginalny, gdyż polska waluta pozostaje pod presją decyzji Fed, co jest sporym ryzykiem podażowym. Na USD/PLN obserwujemy kilkunastoletnie maksima, wczoraj było nawet 4,28. Obecnie wraz z ruchem w górę na EUR/USD obserwujemy już poziom znacznie niższy poniżej 4,23.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jaki był e-commerce w 2016 i co nas czeka w 2017 roku?

Vit Endler
Vít Endler, Dyrektor Generalny Netretail Holding Group
  1. Najważniejszy sukces 2016

Wskazałabym tutaj sukces handlu transgranicznego w związku z wejściem ustawy o prawach konsumentów sieci. Coraz więcej Polaków kupuje już w zagranicznych e-sklepach korzystając z międzykrajowej dostawy i możliwości zwrotu towaru bez podania przyczyny. Polskim sukcesem jest też mcommerce wspierany przez mobilne płatności i rozwój mwalletów. My z kolei jesteśmy bardzo dumni z przeprowadzonych z sukcesem pierwszych testów dostarczania przesyłek dronami w tej części Europy. Lot dronem w ramach programu pilotażowego Grupy Mall na trasie Jirna – Zeleneč, a cały proces dostawy zajął zaledwie 5 minut. Nie mógłbym także nie wspomnieć o otwarciu jednego z największych i w pełni automatyzowanych centrów logistycznych Europy na powierzchni 50 000m2, ale także wprowadzeniu jako pierwsza w galeria handlowa online w Polsce gwarancji terminu wysyłki towarów bądź rekompensaty 50 zł zwiększonej w najgorętszym okresie zakupowym do nawet 100 zł. Właściwe podnoszenie standardów obsługi klienta i skrupulatna dbałość o jego wygodne i szybkie zakupy to tak naprawdę sukces każdego z e-sklepów.

  1. Największa porażka 2016

Uważam, że rozczarowaniem i prawdopodobnie porażką tego roku okażą się podejmowane kroki legislacyjne mające na celu utrudnianie rozwoju przedsiębiorczości i ograniczenie wolności e-commerce. Pojawienie się tematu zakazu handlu w niedzielę, dodatkowych kontroli, nowych podatków nie wpływa pomyślnie na branżę. Charakterystyczną dla handlu elektronicznego cechą jest jego transgraniczny charakter i w związku z tym na pewno będziemy postulować o wyłączenie e-sklepów spod zakresu zastosowania projektu ustawy o zakazie handlu w niedziele. Niestety, ale Polska zamiast stawać się krajem coraz bardziej wspierającym przedsiębiorczość, wręcz być liderem w rejonie CEE wyznaczając standardy dla rozwoju handlu coraz bardziej go hamuje. Jeśli zakaz handlu obejmie także sklepy internetowe spowoduje wzrost popularności sklepów zagranicznych oraz rejestrację polskich przedsiębiorców za granicą, a nie jest to dobre dla polskiej gospodarki.

  1. Najważniejsza zmiana w 2016

W czerwcu 2014 w krajach UE w życie weszło jednolite prawo dotyczące handlu w internecie. Nałożyło na właścicieli sklepów nowe obowiązki w zakresie przekazu informacji. Z kolei w kwietniu 2016 roku weszły w życie kolejne przepisy chroniące prawa konsumentów. Ustawa przede wszystkim rozszerza zakres przedmiotowy stosowania ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. To tylko dwie zmiany w prawodawstwie, które mają bezpośrednie przełożenie na e-commerce, a prawdą jest, że żyjemy wręcz w epoce zmian. Zmiany, które obserwujemy już od jakiegoś czasu, pojawienie się narzędzi marketing automation, personalizacji, systemów rekomendacyjnych, płatniczych, systemów obsługi sprzedaży wielokanałowej i obsługi logistyki czy nowych modeli biznesowych, wymagają od rynkowych graczy coraz szybszego  dostosowywania się do nowych trendów.

  1. Najważniejsze wydarzenie w 2016

W przypadku branży e-commerce myślę, że długo jeszcze słychać będzie o tym, że największy serwis aukcyjny w naszej części Europy zmienił właściciela ponoć aż za 3,25 miliarda dolarów. W przypadku Polski to transakcja jest niewątpliwie wyjątkowa i niepowtarzalna. Dla nas bardzo ważnym tegorocznym wydarzeniem było przejęcie przez fundusz Rockaway Capital sieci galerii handlowych online Mall i utworzenie międzynarodowej Grupy Mall, która będzie koncentrować się i umacniać w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. W grupie poza galeriami Mall w 6 krajach europejskich są także sklepy specjalistyczne – CZC.cz, Vivantis, Proděti, BigBrands, Koloniál, BUX, Sportowa i Rozbaleno.

  1. Najciekawsze trendy w 2016

To, co 3 lata temu wydawało się być standardem w e-commerce, w związku z rozwojem internetu, mobilnych technologii i logistyki, przestało już pozytywnie zadziwiać. Na naszych oczach dokonują się głębokie zmiany w zachowaniach konsumenckich, które przekładają się na zmiany na rynku. W obszarze marketingu e-commerce na pewno warto wskazać marketing rekomendacji, emocji, czy big data. W obszarze strategii 2016 rok to już era nowoczesnego konsumenta, korzystającego z różnych kanałów styku dzięki rozwiązaniom sprzedaży wielokanałowej (omnichannel). Niebanalnym wyzwaniem dla handlu stało się zapewnienie spójnego i wygodnego procesu zakupowego bez względu na urządzenie, z którego kupujący dowiaduje się o produkcie, czy go kupuje. Trend omnichannel wiele zmieni w branży.

  1. Najtrudniejsze wyzwania w 2016

Myślę, że trend personalizacji, customizacji komunikacji , growth hackingu (w sumie od lat wykorzystywanego np. przez platformy społecznościowe) sprawił, że także w przypadku e-commerce wyzwaniem stało się przykucie uwagi e-konsumenta na dłużej. Co więcej, da już się odczuć, że prosty model wzrostu organicznego zaczyna tracić na swojej sile, a potencjał zwiększania przychodów przez działania z zakresu optymalizacji źródeł ruchu jest coraz mniejszy.

  1. Najciekawsza kampania/akcja 2016

Wish.com, czyli aplikacja i serwis umożliwiający zakupy przez telefon. Do tego ekonomia współdzielenia, której globalny przychód może przynieść nawet 335 mld dol i sukces Airbnb, czy Ubera. Kiedy dołożymy do tego e-sprzedaż dla pokolenia #weareotwaiting to już na liście robi się gęsto. Cenię sobie kampanię Legend Polskich i zdecydowanie warto wskazać tutaj premierę “Twardowsky 2.0” czy „Bazyliszek”. Kampania ta nie tylko ma przełożenie na rozpoznawalność brandu platformy e-commercowej, ale także dobrze promuje wizerunek kraju. Ze świątecznych hitów na pewno reklama – #BusterTheBoxer, ale nie byłbym sobą nie chwaląc naszej kampanii z MALLkołajem w myśl motta #dobrowraca”, której jeden materiał video w ciągu zaledwie 5 dni odnotował prawie 4 mln obejrzeń.

  1. Jakie zmiany czekają nas w 2017

W dynamicznie ewoluującym krajobrazie rynku e-commerce, synergia korzyści wynikających z obecności marki w kanale online i offline wpływa coraz silniej na jej zasięg a także, co najważniejsze, na doświadczenia zakupowe i lojalność klientów. W roku 2017 nieodzowna będzie sprawność w procesach wewnętrznych, a tym samym idące zmiany w e-logistyce. Wydawać by się mogło, że tak prostą sprawą jest wysłanie paczki do klienta po kilku klikach. Problem pojawia się przy odpowiedniej skali, gdzie obsługiwana jest cała Polska, bądź tak jak w naszym przypadku Mall.pl jest internetową galerią handlową i ma w swojej ofercie ponad 90 000 produktów realizując rocznie ponad 400 000 zamówień. Wysyłka jednej paczki to składowa całego złożonego procesu. Od strony marketingowej, nie do końca możemy już polegać na wyłącznie organicznym wzroście, więc zmieni się wzrost świadomego wykorzystania Precision Marketingu.

  1. Jakie wyzwania czekają nas w 2017

Wielokanałowość i integracja sprzedaży tradycyjnej, e-commerce i m-commerce to wręcz już oczywista konieczność. Wiele sklepów stacjonarnych stoi przed, bądź jest w trakcie realizacji strategicznego wyzwania, jakim jest przejście na model omnichannel. To trend, który będzie jeszcze obowiązywał przez min. 3 lata i wiele nowego przed nami, by umiejętnie zarządzać doświadczeniami klienta migrującego pomiędzy światem offline’u i online’u. Oczywiście nie można tutaj pominąć trendu mCommerce – mobilność rozumiana jako filozofia mobile first. Do tego coraz lepsza automatyzacja e-commerce z uwzględnieniem zarówno personalizacji stron internetowych, działań marketingowych, ale dla mnie przede wszystkim logistyki wykorzystującej zaawansowane rozwiązania technologiczne. Dołożyć do tego można rozwiązania digital signage – coraz chętniej wykorzystywanego także w przypadku e-commercowych punktów osobistego odbioru towarów. Przed nami, zarówno na rynku retail jak i e-commerce, coraz silniejsza obecność nowych technologii, urządzeń mobilnych, kupowania real time, w tym umocnienie usług click&collect, czy same day delivery, oraz sprzedaży wielokanałowej (omnichanel). Wyzwaniem będzie również stworzenie struktury działów e-commerce, które z wykorzystaniem odpowiedniej technologii zapewnią konsumentom ciągłość doświadczenia kupowania.

  1. Jakich trendów możemy spodziewać się w 2017

Offline i online przenikają się coraz bardziej i za kilka lat nie będziemy rozmawiać o podziałach na kanały, ale po prostu o handlu (w modelu omnichannel). Wśród istotnych trendów e-commerce w 2017 stawiam na omnichannel. Duże brandy, które weszły w e-commerce będą optymalizować działania w tym obszarze, co wynika z konieczności zapewnienia użytkownikom spójności w kontakcie z marką w każdym kanale. Nie można również przejść obojętnie obok popularyzacji zakupów produktów żywnościowych online, jeszcze sporo musi się wydarzyć, by stały się w Polsce standardem, ale pierwsze szlaki już zostały przetarte.

  1. Na co należy zwrócić szczególną uwagę w 2017

Klienci stają się coraz bardziej wymagający, ale też i świadomi swoich zakupów. Mamy coraz częściej do czynienia ze smart prosumentami. Dlatego też ich podróż od zainteresowania się produktem, dowiedzenia się o nim z polecenia, poprzez pozyskanie informacji, aż do zakupu powinna przebiegać bez żadnych przeszkód. W erze omnichannel proste przypisanie całej zasługi za sprzedaż tylko ostatniemu kanałowi już jest bardzo krótkowzroczne. Klient jest kluczowym czynnikiem budującym wiarygodność marki oraz poprawiającym jakość doświadczeń użytkownika. Jej brak zmniejsza zaufanie. Maleje też prawdopodobieństwo dokonania zakupu. W związku z tym w 2017 roku wzrośnie znaczenie potencjału Big Data w e-commerce. Rosnąca świadomość potencjału wynikającego z właściwej, wielowymiarowej analizy danych a także skuteczne zastosowanie wytworzonej informacji będą miały kluczowe znaczenie w sposobie modelowania procesów biznesowych oraz optymalizacji działań operacyjnych w kanale e-commerce.

Kupujemy więcej mieszkań, zaciągamy mniej kredytów

Chętnych na nowe mieszkania nie brakuje, ale zmniejsza się liczba osób zaciągających na ich zakup zobowiązania kredytowe. W trzecim kwartale tego roku Związek Banków Polskich odnotował największy spadek liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych od pięciu lat. Wolumen zawartych umów skurczył się o ponad 13 proc. w porównaniu z drugim kwartałem br. i o niemal 9 proc. licząc rok do roku.

Po nowym roku akcja kredytowa może wyhamować jeszcze bardziej, bo minimalny wkład własny do zaciąganego kredytu wzrośnie do 20 proc. Szansę na zwiększenie sprzedaży hipotek da z kolei wznowienie przyjmowania wniosków o kredyty z dopłatą w programie MdM.

Ogólne oprocentowanie kredytów utrzymuje się na optymalnym poziomie dzięki niskim stopom procentowym. Osoby pożyczające na mieszkania muszą liczyć się jednak z wyższymi marżami narzucanymi przez banki, które wzrosły m.in. ze względu na podatek bankowy. Średnia marża dla kredytu w wysokości 300 tys. zł udzielonego na 25 lat z 25 proc. wkładem własnym kształtuje się na poziomie 2,10 proc.

Rekordowe zakupy za gotówkę

Grupa osób zaciągających kredyty hipoteczne kurczy się, a zwiększa liczba nabywców finansujących zakup mieszkań ze środków własnych. Dane NBP mówią o 3,4 mld zł wydanych gotówką na zakup nowych mieszkań w  siedmiu największych miastach w drugim kwartale tego roku i 3,6 mld zł przeznaczonych na ten cel w pierwszym kwartale br. Za rekordowymi wydatkami gotówkowymi kryją się inwestorzy, którzy kupują lokale z przeznaczeniem na wynajem.

W tym roku mieszkania sprzedają się jak nigdy dotąd. Najprawdopodobniej kolejny raz pobity zostanie rekord sprzedażowy na rynku deweloperskim. Niektóre firmy giełdowe raportują nawet lepsze wyniki niż w okresie boomu w 2004-2009 roku. W ciągu trzech pierwszych kwartałów niektórzy deweloperzy budujący w największych miastach znaleźli nabywców na więcej mieszkań niż w całym ubiegłym roku. Widząc tak duży popyt firmy błyskawicznie wprowadzają na rynek kolejne projekty. Raporty mówią o największej oddanej w tym roku liczbie mieszkań od 2009 roku. Ilość uzyskiwanych pozwoleń na budowę też robi wrażenie.

Coraz większa grupa inwestorów

Jednym z powodów szybkiego tempa rozwoju rynku mieszkaniowego jest regularnie rosnące zainteresowanie zakupem nieruchomości z przeznaczeniem do wynajmu. To właśnie popyt inwestycyjny jest głównym motorem nakręcającym sprzedaż oraz zakupy gotówkowe.

Trend ten powoduje, że na rynek wchodzi więcej inwestycji w wyższym standardzie, zlokalizowanych w atrakcyjnych komunikacyjnie miejscach, które deweloperzy przygotowują przede wszystkim z myślą o klientach inwestycyjnych.

– Wiele osób traktuje zakup mieszkania jako dobrą lokatę kapitału, konkurencyjną alternatywę dla lokat, funduszy inwestycyjnych i gry giełdowej. Inwestują w mieszkania spore środki. Niektórzy robią zakupy pakietowe – przyznaje Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development.  – W obu projektach, które realizujemy na warszawskim Muranowie przygotowaliśmy ofertę skierowaną do tej grupy klientów. Zarówno w inwestycji Dzielna 64, w której mamy mieszkania w wyższym standardzie, jak i Studio Centrum, gdzie do nabycia są micro-apartamenty o średniej wielkości 25 mkw., największą grupę kupujących stanowią inwestorzy – informuje Tomasz Sadłocha.

Dodaje, że tylko część klientów posiłkuje się kredytami, które rzadko zaciągane są na pełną wartość kupowanych nieruchomości. – Miniapartamenty, które budujemy  przy Pawiej klienci kupują zwykle na firmy, bo dzięki temu mogą odliczyć podatek VAT od zakupu i zakwalifikować do kosztów również wykończenie lokalu – informuje Tomasz Sadłocha.

Mieszkania projektowane pod inwestycje

Warszawa jest dla inwestorów najbardziej perspektywiczną lokalizacją. Osoby kupujące mieszkania w celach inwestycyjnych stawiają głównie na projekty, które zapewniają najlepszą lokalizację i wysoki standard. Taki wybór daje gwarancję szybkiego znalezienia najemców, eliminuje przestoje w wynajmie i zapewnia wysoki zysk z inwestycji. W dobrej klasy projektach położonych w centrach miast odsetek osób kupujących za gotówkę sięga 60-70 proc.

Deweloperzy przyznają, że w inwestycjach usytuowanych w bardzo wygodnych komunikacyjnie miejscach, w których oferowane są mieszkania o małych powierzchniach nawet 80 proc. mieszkań kupowanych jest inwestycyjnie. Dotyczy to głównie budynków położonych blisko ważnych ośrodków akademickich i biurowych. Powodzeniem inwestorów cieszą się, nie tylko lokale o wyższym standardzie, ale także  luksusowe apartamenty i penthousy, które często dają zarobić jeszcze więcej.

Autor: Ochnik Development

Mieszkania o podwyższonym standardzie nadal na celowniku kupujących

Na polskim rynku mieszkaniowym dobra passa trwa. Deweloperzy budują dużo i stosunkowo szybko znajdują nabywców na swoje projekty. Zmieniają się jedynie preferencje mieszkaniowe Polaków. Liczy się już nie tylko cena i lokalizacja – na znaczeniu zyskują także jakość i komfort mieszkania i to one są często kluczowe przy wyborze mieszkania. Duże lokale znikają z oferty deweloperów coraz szybciej, a czynnikami decydującymi o kupnie stają się: duży taras lub ogród, inteligentne rozwiązania i inne dodatkowe usługi i udogodnienia. Takie mieszkania interesują także obcokrajowców zamieszkujących w Polsce.

Trzeci kwartał na rynku mieszkaniowym okazał się bardzo dobry zarówno w stosunku do poprzedniego kwartału, jak i do analogicznego okresu w 2015 roku. Kondycja tego obszaru rynku nie słabnie i choć wyniki liczbowe się zmieniają, to nie są to duże wahania. Zmieniają się natomiast preferencje mieszkaniowe Polaków. Jeszcze do niedawna oferty deweloperów w większości wypełnione były mniejszymi, najczęściej 2-pokojowymi mieszkaniami. Od pewnego czasu trend powoli się odwraca i to większe, 3- 4-pokojowe mieszkania zaczynają stanowić znaczący procent nowych inwestycji.[1] Ponad cenę czy lokalizację, Polacy zaczynają stawiać komfort i nowoczesne rozwiązania.

Wyższy standard to większa wygoda

Jakość życia w Polsce stale się poprawia. Jesteśmy jednym z najszybciej rozwijających się w tym obszarze krajów w Europie. Bardzo szybko nadrabiamy zaległości względem państw rozwiniętych, a wg danych ze Światowego Forum Ekonomicznego, jesteśmy zadowoleni z życia niemal w takim samym stopniu jak Hiszpanie czy Portugalczycy[2]. Standard życia wrasta, a wraz z nim rosną nasze oczekiwania.

– W ostatnim czasie obserwujemy rosnące zainteresowanie lokalami o podwyższonym standardzie. W październiku oddaliśmy w ręce mieszkańców lokale na warszawskim Osiedlu Mickiewicza. Jeszcze przed oddaniem inwestycji do użytku sprzedaliśmy prawie wszystkie mieszkania z tego projektu i to właśnie te o większym metrażu cieszyły się największym zainteresowaniem. Część mieszkańców decydujących się na większy lokal przekazywała nam swoją wizję na układ takiego lokum. My te wizje zrealizowaliśmy – mówi Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland. – Często zdarza się, że klient decydując się na duże mieszkanie, traktuje je jako docelowe lokum. Patrząc z takiej perspektywy zwraca on większą uwagę na jakość i standard wykonania, ma pewne określone oczekiwania, które staramy się spełniać – dodaje.

Popularnością cieszą się lokale w dobrych dzielnicach, łączące bliskość centrum i terenów zielonych. Takich obszarów na mapie stolicy jest kilka. Są wśród nich między innymi Żoliborz, Saska Kępa, czy przybierające ostatnio coraz wyraźniejsze kształty okolice Skarpy Warszawskiej. Te ostatnie określane są mianem „Miasta Ogrodu”. Już na etapie tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, planiści miejscy założyli, że powstająca tu zabudowa nie powinna ingerować za mocno w środowisko naturalne. A to dlatego, że ze względu na występującą w okolicach Skarpy zieleń, historyczne otoczenie i niespotykane krajobrazy, obszar ten ma być podstawą do kształtowania najbardziej wartościowych przestrzeni w mieście. Stąd też powstają tu wyłącznie wyjątkowe inwestycje. 60 proc. terenów to powierzchnia czynna biologicznie. Do tego jeziorka, malownicze ścieżki i niska, willowa zabudowa.

– Inwestycje w tej okolicy interesują mieszkańców Warszawy, którzy są świadomi korzyści wynikających z tej lokalizacji. Skarpa mieści się na Mokotowie, w pobliżu biznesowego centrum stolicy. Jednocześnie nie ma obaw, że przy naszym oknie wyrośnie drapacz chmur, bo miejscowe plany tego nie przewidują. Mamy więc szansę zamieszkać w miejscu, które spełni nasze oczekiwania i z gwarancją, że ten stan będzie trwały – komentuje Michał Witkowski. – To miejsce przyciąga klientów, którzy mają wysokie wymagania i są w stanie za nie zapłacić – dodaje.

Projekty powstające przy Skoczni cechować będzie przede wszystkim wysoki standard i elegancka, prosta architektura. Jednym z takich osiedli będzie Jaśminowy Mokotów – inwestycja zaprojektowana w zgodzie ze skandynawską filozofią życia. Starannie usytuowana, precyzyjnie zaprojektowana, harmonijnie połączy życie w centrum miasta z zacisznym, zielonym azylem.

Polska dla ekspatów

Większe mieszkania są także obiektem zainteresowania obcokrajowców przyjeżdżających do Polski na dłużej lub osiedlających się tu na stałe. Wiele sektorów rynku w Polsce kwitnie, przyciągając tym samym do kraju młodych, ambitnych i wykształconych ludzi. Warto zauważyć, że spośród europejskich stolic najniższe ceny nieruchomości są w Budapeszcie, Wilnie i właśnie w Warszawie. W stolicy Polski jest to koszt nieco ponad 1,7 tys. euro za mkw. Dla porównania, w Pradze koszt ten wzrasta już do ponad 2 tys. euro za mkw.[3] Zakup mieszkania przez obcokrajowców z reguły nie wymaga pozwolenia, ale jest monitorowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dzięki temu, dostępne są dokładne dane na temat liczby lokali, które kupili w naszym kraju cudzoziemcy. Dane MSWiA wskazują, że od 1999 roku do 2015 roku, obcokrajowcy kupili w Polsce 47 408 lokali mieszkalnych i użytkowych. W ostatnich latach widoczny był wzrost takich transakcji na rodzimym rynku pierwotnym. Od stycznia do grudnia ubiegłego roku, cudzoziemcy kupili 5171 lokali. To znaczny wzrost w porównaniu do ubiegłych lat (analogiczne wyniki z lat 2012, 2013 i 2014 wynosiły: 3905 lokali, 4286 lokali oraz 4463 lokale).

 

– Na uwagę zasługuje wzrost liczby lokali nabywanych przez Ukraińców. W 2015 roku to właśnie nabywcy z Ukrainy kupili lokale mieszkalne o największej powierzchni (34 386 mkw. – 18% ogółu). W skali roku (2014/2015), powierzchnia mieszkań kupionych przez Ukraińców wzrosła aż o 43%. Po raz pierwszy w historii analiz MSWiA, najwięcej polskiego metrażu nie zakupili Niemcy (17% całkowitej powierzchni w 2015 r.). Na polskim rynku mieszkaniowym, stosunkowo aktywni są również Brytyjczycy (7% metrażu mieszkań zakupionych w 2015 r.), Francuzi (5%) oraz Włosi (5%). Dla przedstawicieli tych wszystkich nacji, Polska stała się atrakcyjnym celem inwestycji dzięki akcesji do UE i względnej stabilności gospodarczej – komentuje Andrzej Prajsnar ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Stosunkowo dużą grupę nabywców stanowią też Polacy mieszkający na stałe za granicą (traktujący nieruchomości jako lokatę kapitału) lub osoby, które wracają do kraju po dłuższej przerwie i poszukują własnego lokum – takich powrotów odnotowujemy w ostatnim czasie coraz więcej. Póki sytuacja w kraju jest stabilna, a obce waluty mocne, inwestowanie w nieruchomości wydaje się rozsądnym posunięciem.

Choć perspektywa wzrostu wkładu własnego od 2017 roku oraz wyczerpujące się środki programu Mieszkanie dla Młodych budzą wątpliwości, to wiele wskazuje na to, że jeszcze przynajmniej w pierwszej połowie nadchodzącego roku sytuacja na rynku mieszkaniowym pozostanie stosunkowo stabilna. Niezależnie od sytuacji, naprzód będą wysuwać się ci deweloperzy, którzy zaoferują swoim klientom coś więcej, zwiększając tym samym swoją konkurencyjność i pozostając atrakcyjnym w oczach nabywców i inwestorów.

[1] Wg danych firmy REAS.

[2] https://www.weforum.org/agenda/2016/08/what-makes-people-happy-in-europe-s-most-desirable-countries

[3] https://rynekpierwotny.pl/wiadomosci-mieszkaniowe/sposrod-europejskich-stolic-najnizsze-ceny-nieruchomosci-sa-w-warszawie-budapeszcie-i-wilnie/6671/

GPW ogłasza nową klasyfikację sektorową emitentów

  • GPW zakończyła konsultacje publiczne w zakresie zmian klasyfikacji sektorowej emitentów
  • Z początkiem 2017 roku na GPW zostanie ujednolicona klasyfikacja na rynku regulowanym i w alternatywnym systemie obrotu dla emitentów akcji i obligacji
  • W wyniku zmian klasyfikacji spółek GPW rozpocznie publikacje trzech nowych indeksów sektorowych

Z początkiem 2017 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi nową klasyfikację sektorową emitentów giełdowych. Nowe zasady będą obejmować emitentów akcji i obligacji notowanych na rynkach regulowanych i alternatywnych GPW.

Ważnym elementem wprowadzanych zmian był etap konsultacji z uczestnikami rynku, w szczególności spółkami i inwestorami. Zgłoszone uwagi zostały przez GPW uwzględnione, a ich niewielka liczba wskazuje, że zaproponowany kierunek zmian spotkał się z pozytywnym przyjęciem.

– Zakończyliśmy konsultacje publiczne w zakresie zmiany klasyfikacji sektorowej emitentów. Chcieliśmy, aby na Giełdzie lepiej wyeksponowane były branże, które reprezentują notowane spółki. Nowa klasyfikacja sektorowa, zgodna z międzynarodowymi standardami, została ujednolicona dla wszystkich emitentów zarówno na rynku akcji jak i obligacji. Dodatkowo liczymy na to, że dzięki nowemu trójstopniowemu podziałowi w ramach sektorów, w przyszłości będziemy mogli wprowadzić nowe instrumenty finansowe oparte o nowe indeksy. Dziękujemy wszystkim podmiotom za zaangażowanie i udział w konsultacjach publicznych – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, prezes Zarządu GPW.

Od początku 2017 r. obowiązywać będzie trzystopniowy podział emitentów ze względu na przedmiot prowadzonej działalności oraz grupy odbiorców: makrosektor, sektor i subsektor. Pozwoli to na lepszą analizę porównawczą spółek. Na nową klasyfikację w sumie będzie składało się  38 sektorów, w tym sektory do tej pory nie wyróżniane, takie jak: handel internetowy, odzież i kosmetyki, gry czy leasing i faktoring. Najwięcej spółek (45) zostało przypisanych do branży budownictwo, 31 znalazło się w sektorze nieruchomości, a 30 w przemyśle elektromaszynowym. Pod względem kapitalizacji GPW największy udział (49,28 proc.) będą miały banki, następnie paliwa i gaz (9,7 proc.) oraz energia (7,56 proc.)[1].

Nowa klasyfikacja sektorowa ilustruje zmiany, jakie zachodzą w gospodarce. Poprzednio używano podziału opartego o sposób produkcji, zaś teraz analizujemy odbiorców produktów i usług – powiedział Artur Sierant, Prezes Notoria Serwis, firmy która będzie współpracować z GPW w procesie kwalifikacji emitentów do poszczególnych sektorów.

Zmiana klasyfikacji sektorowej emitentów wpłynie na zmiany w zakresie indeksów sektorowych. Dotychczasowe indeksy WIG-deweloperzy i WIG-surowce zmienią nazwę na odpowiednio WIG-nieruchomości i WIG-górnictwo. Jednocześnie z początkiem 2017 r. GPW rozpocznie publikację nowych indeksów dla sektorów, które wcześniej nie były identyfikowanie: WIG-leki, WIG-motoryzacja i WIG-odzież.

Informacje na temat nowej klasyfikacji sektorowej emitentów oraz wskaźniki dla poszczególnych branż będą dostępne w serwisach informacyjnych GPW od początku 2017 r.

Parytet na EUR/USD?

Umiarkowane wzrosty zagościły na amerykańskich giełdach w czwartek. Na rynku walutowym ciąg dalszy zmian zapoczątkowanych w środę. Niewielkie wzrosty miały miejsce na rynku ropy.

Dzień po wyczekiwanej decyzji Fed o podwyżce stóp procentowych rynki kontynuowały rozpoczęte w środę ruchy. Dolar amerykański nadal umacniał się. Giełdy w USA znowu zyskiwały na sile – indeks Dow Jones otarł się nawet ponownie o pułap 20000 pkt. Bardzo wyraźne straty odnotowano natomiast na rynku metali szlachetnych. Choć ceny złota spadły na rynku terminowym tylko o 1.3%, to już ceny srebra stoczyły się, odnotowując na zamknięciu stratę rzędu 5.2%.

Wczorajszy dzień to też posiedzenia Szwajcarskiego Banku Narodowego oraz Banku Anglii. W obu przypadkach stopy procentowe pozostawiono na dotychczasowym poziomie. Zarówno CHF jak też GBP nie zareagowały na powyższe wydarzenia. Dane z amerykańskiego rynku pracy o zasiłkach, były niemal zgodne z oczekiwaniami. Dziś znaczących danych makroekonomicznych już nie będzie. Jednak w związku z tym, że to koniec tygodnia, warto obserwować, jak zachowają się inwestorzy otwierający pozycję w środę po decyzje Fed.

eurusd16122016r

Po dłuższej przerwie wracamy do wykresu eurodolara. Rynek po odbiciu się od 1.085 osunął się niżej. Niestety dla byków otworzyła się droga na 1.0. Pokusa przetestowania poziomu parytetu jest bardzo duża, a i polityka Fed/EBC temu sprzyja. Byków mogłoby uratować jedynie trwałe pokonanie poziomu 1.07, gdzie mamy teraz pierwszy opór.

Sylwester Majewski

Forex-Desk

Prof. S. Gomułka: Rok 2017 upłynie pod znakiem spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale i wyższych płac. Podniesienie stóp procentowych możliwe dopiero w 2018 roku

Prof. S. Gomułka: Rok 2017 upłynie pod znakiem spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale i wyższych płac. Podniesienie stóp procentowych możliwe dopiero w 2018 roku 6
W 2017 roku możemy się spodziewać spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale i wyższej konsumpcji oraz podniesienia płac – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Ekspert prognozuje, że po 2,5 roku deflacji, pojawi się inflacja, która w III kw. 2017 roku może sięgnąć 1,5 proc. Stopy procentowe mogą pójść w górę najwcześniej w 2018 roku. Dużo będzie jednak zależeć od sytuacji gospodarczej i finansów publicznych w latach 2018–2019, na które negatywny wpływ będzie miało obniżenie wieku emerytalnego.

W przyszłym roku oprócz spowolnienia gospodarczego możemy się spodziewać wyraźnego wzrostu konsumpcji, niskiego bezrobocia i silniejszego wzrostu płac. Ponieważ stopa bezrobocia jest bardzo niska, pojawiają się problemy dla przedsiębiorców ze znalezieniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, będą więc zmuszeni do podwyższania płac – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Center Club.

Już w III kw. 2016 roku wzrost PKB osiągnął 2,5 proc., IV kw. możemy zakończyć z wynikiem 2 proc. Jak ocenia NBP z 50-proc. prawdopodobieństwem wzrost gospodarczy znajdzie się w 2016 roku w przedziale 2,5–3,4 proc., 2,6–4,5 proc. w 2017 roku oraz 2,2–4,4 proc. w 2018 roku.

Jednocześnie jednak poprawia się sytuacja na rynku pracy. Bezrobocie w listopadzie, podobnie jak w październiku, utrzymało się na poziomie 8,2 proc. Wciąż jednak ok. 100 tys. miejsc pracy pozostaje nieobsadzonych, a pracodawcy narzekają na brak osób o odpowiednich kwalifikacjach. Aby przyciągnąć pracowników, będą podwyższać płace, wedle różnych szacunków wzrost płac może sięgnąć 3–4 proc.

To właśnie w połączeniu z rosnącymi cenami żywności i energii spowoduje, że pojawi się inflacja. W tym roku mieliśmy w dalszym ciągu w skali roku deflację, spadek cen o 0,6 proc., pod koniec roku to już stabilny poziom cen, tzn. zerowa inflacja. Oczekujemy już od początku przyszłego roku, szczególnie od IIIII kw. wyraźny wzrost inflacji w okolicach 1,5 proc. Łącznie to duża różnica, ok. 2 pkt proc. – wskazuje główny ekonomista BCC.

Polska obecnie znajduje się w okresie przejścia z deflacji do inflacji. Już w listopadzie tego roku inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła -0,1 proc. wobec -0,2 proc. w październiku. Wskaźnik CPI za listopad ukształtował się na poziomie 0,0 proc. Stopniowo inflacja będzie rosnąć. NBP prognozuje, że roczna dynamika cen znajdzie się z 50-proc. prawdopodobieństwem w przedziale od -0,7 do -0,6 proc. w 2016 roku, 0,5–2,0 proc. w 2017 roku oraz 0,3–2,6 proc. w 2018 roku.

Będzie to oznaczać, że stopy procentowe, które jak oczekujemy, będą dalej utrzymywane na poziomie 1,5 proc., realnie już nie będą dodatnie, bo przy inflacji na poziomie 1,5 proc. będą oscylować w okolicy zera. Rada Polityki Pieniężnej nie będzie myśleć o obniżeniu stóp procentowych, ale o ich podwyższaniu. Tyle tylko, że ta podwyżka niekoniecznie musi mieć miejsce w 2017 roku, ze względu m.in. na spowolnienie gospodarcze – ocenia prof. Gomułka.

Rada Polityki Pieniężnej w większości opowiada się za zostawieniem stóp procentowych w przyszłym roku na tym samym poziomie. Wpływ na podwyżkę w 2018 roku będzie miał przede wszystkim wzrost gospodarczy. Choć prognozy są optymistyczne, a wyższe zarobki będą napędzać popyt wewnętrzny, dużo będzie zależeć od sytuacji finansów publicznych. Ta zaś będzie uzależniona od spełniania części obietnic wybiorczych.

W dalszym ciągu można mieć wątpliwości, co się stanie z finansami publicznymi, ale nie w roku przyszłym, ale w latach 20182019. Pod koniec przyszłego roku będziemy mieć obniżenie wieku emerytalnego, co odbije się znacznymi kosztami dla finansów publicznych właśnie w latach 20182019 – prognozuje prof. Stanisław Gomułka.

Intel chce zatrudniać programistów i testerów rozwiązań IT. Kandydaci poszukiwani są głównie wśród studentów oraz studentek kierunków informatycznych

Intel chce zatrudniać programistów i testerów rozwiązań IT. Kandydaci poszukiwani są głównie wśród studentów oraz studentek kierunków informatycznych 7
Centrum Badawczo-Rozwojowe Intela w Gdańsku, jedna z największych tego typu placówek firmy w Europie, poszukuje nowych pracowników. Przede wszystkim programistów, ale także testerów – zarówno studentów, jak i osoby z dużym doświadczeniem.

– Nasze Centrum Badawczo-Rozwojowe w Gdańsku dynamicznie się rozwija i wierzymy, że ta tendencja będzie się utrzymywać – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Jonak, dyrektor Intela w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Bardzo dużo czasu i wysiłków poświęcamy na to, aby dotrzeć do najlepszych pracowników. Z jednej strony nawiązujemy bardzo bliską współpracę z uczelniami i pomagamy w przygotowaniu procesów kształcenia tak, aby absolwenci byli lepiej przygotowani na rynek pracy. Z drugiej zatrudniamy studentów i studentki na stażach. Wielu absolwentów po zakończeniu stażu pozostaje później u nas na stałe.

Centrum Badawczo-Rozwojowe Intela w Gdańsku zatrudnia aktualnie 1800 osób. Każdego dnia inżynierowie pracują nad rozwiązaniami, które zmieniają świat technologii.

– Ciekawym przykładem działań, które prowadzimy, jest współpraca z fundacją edukacyjną Perspektywy, z którą uruchomiliśmy program „Dziewczyny na politechniki”. Jeżeli spojrzymy na udział kobiet wśród studentów uczelni technicznych, jest on bardzo niski, rzędu 13 proc., podczas gdy około połowa użytkowników technologii to kobiety – mówi Jonak.

Centrum Badawczo-Rozwojowe w Gdańsku szuka głównie programistów, choć potrzebne są także osoby zajmujące się testowaniem nowych technologii. Jest to bardzo ważne, gdyż dzięki temu można poprawić wykryte usterki jeszcze przed wprowadzeniem produktu na rynek. Ze względu na skalę działalności firma nie ogranicza rekrutacji do terenu Trójmiasta ani nawet Pomorza, lecz rozszerza ją na całą Polskę, a także poza jej granice.

– Uwzględniając to, że jest to jedno z większych centrów badawczo-rozwojowych Intela w Europie, poszukujemy bardzo dobrych kandydatów nie tylko w Polsce. Jesteśmy otwarci na studentów i pracowników zagranicznych – mówi dyrektor Intela w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – W Gdańsku pracujemy nad całym spektrum różnego rodzaju rozwiązań, począwszy od technologii dla centrów danych, poprzez rozwiązania związane z komputerami osobistymi czy systemami głosowymi, skończywszy na rozwiązaniach do składowania danych.

A. Ruciński (BTFG): Rok 2016 nie był tak zły, jak się spodziewano. Realizacja obietnic wyborczych to nie jest jednak dobra wiadomość z punktu widzenia ekonomistów

A. Ruciński (BTFG): Rok 2016 nie był tak zły, jak się spodziewano. Realizacja obietnic wyborczych to nie jest jednak dobra wiadomość z punktu widzenia ekonomistów 8
Eksperci zaznaczają, że pierwszy pełny rok rządzącej partii stał pod znakiem wprowadzania przepisów zwiększających wydatki budżetowe. I choć mimo wolniejszego wzrostu PKB wykonanie budżetu w 2016 roku znajduje się zgodnie z przewidywaniami pod kontrolą, to niepokój ekonomistów budzą przyszłe konsekwencje obniżenia wieku emerytalnego i programu Rodzina 500 plus. Inwestorów z kolei niepokoją perspektywy dużych spółek giełdowych z decydującym głosem Skarbu Państwa.

– Na pewno to był rok, którego obawiali się inwestorzy przede wszystkim dlatego, że nikt do końca nie wiedział, jak będą realizowane obietnice wyborcze rządu. I okazało się, że nie było aż tak źle, jak wcześniej sądzono, ale jednocześnie trzeba przyznać, że dużo tych obietnic wyborczych zostało spełnionych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. – Z punktu widzenia ekonomistów realizacja obietnic wyborczych nie jest aż tak dobrą wiadomością, ponieważ to ciągnie za sobą zobowiązania.

Największym obciążeniem dla budżetu jest program Rodzina 500 plus, którego roczny koszt w kolejnych latach szacuje się na 2223 mld zł. W obecnym roku był o kilka miliardów niższy ze względu na to, że program zaczął działać od II kwartału. Z kolei negatywne skutki obniżenia wieku emerytalnego to koszt rzędu 10 mld zł rocznie. Nie zrównoważy ich ani podatek bankowy (w tym roku wpływy z niego wyniosą około 3,5 mld zł), ani niezrealizowana na razie zapowiedź wprowadzenia podatku handlowego.

– Po stronie wpływów możemy powiedzieć, że mieliśmy inflację czy deflację pod kontrolą, to jest bardzo dobra rzecz, mieliśmy pod kontrolą również zadłużenie – podsumowuje Ruciński. – Ale z tych niepokojących czynników to jest wzrost stałego zadłużenia kraju, a mianowicie wydatki sztywne w postaci programu Rodzina 500 plus wzrosły i to powoduje istotne obciążenie dla budżetu. Ten rok był bezpiecznym rokiem z punktu widzenia finansów państwa, tu nikt nie miał obaw, ten budżet był dobrze skonstruowany, na miarę możliwości oczywiście.

W mijającym roku budżet otrzymał dodatkowe zastrzyki gotówki w postaci wpływów z aukcji LTE (9 mld zł) oraz zysku NBP (5 mld zł). Na tę ostatnią pozycję po stronie wpływów może liczyć także w 2017 roku, gdyż zanosi się na jeszcze lepszy wynik banku centralnego niż rok wcześniej. Ostatecznie na koniec obecnego roku deficyt budżetowy może być o kilkanaście miliardów złotych niższy od założonego w ustawie.

– Mniej powodów do radości mają inwestorzy, ponieważ niepokój związany z tym, co będą robić spółki giełdowe, a przede wszystkim spółki pod kontrolą Skarbu Państwa, jest bardzo duży. I tutaj minister Tchórzewski zrobił wiele złego tak naprawdę dla inwestorów giełdowych, ponieważ wyraźnie zaznaczył, że spółki giełdowe pod kontrolą Skarbu Państwa będą realizować przede wszystkim cele Skarbu Państwa i cele polityki narodowej, a te w sposób naturalny nie zawsze są zbieżne z interesem przeciętnego inwestora – uważa Adam Ruciński.

Od stycznia wchodzi w życie obowiązek potwierdzania godzin pracy dla osób zatrudnionych na umowach-zleceniach

Od stycznia wchodzi w życie obowiązek potwierdzania godzin pracy dla osób zatrudnionych na umowach-zleceniach 9

Zmiany dla osób zatrudnionych na podstawie umów-zleceń. Od stycznia będzie obowiązkowe potwierdzanie godzin pracy. Sposób potwierdzania liczby przepracowanych godzin może zostać określony w umowie. W przeciwnym wypadku przyjmujący zlecenie lub świadczący usługi powinien taką informację składać regularnie w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej. Dokumentacja powinna być przechowywana przez pracodawcę przez 3 lata. W przypadku jej braku pracodawca może się spodziewać kary do 3 tys. zł.

– Od 1 stycznia wejdą w życie przepisy, zgodnie z którymi osoby zatrudnione na podstawie umów-zleceń oraz innych umów o świadczeniu usług, do których stosuje się przepisy o zleceniu, będą podlegały obowiązkowi potwierdzania godzin pracy. Po drugie będzie się stosowała do nich minimalna stawka wynagrodzenia – mówi agencji Newseria Biznes Robert Stępień, radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch.

Nowelizacja ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę zakłada, że od 1 stycznia 2017 roku będzie obowiązywać minimalna stawka godzinowa dla pracujących na umowach zlecenia oraz umowach o świadczeniu usług, w tym samozatrudnionych. Przy kwocie minimalnego wynagrodzenia za pracę w wysokości 2 tys. zł minimalna stawka godzinowa w 2017 r. wyniesie 13 zł za godzinę. To jednak nie jedyna zmiana, jaka czeka osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych. Wprowadzony zostanie także obowiązek potwierdzania godzin pracy w sytuacji, gdy stawka zależy od liczby przepracowanych godzin.

– Przepis dotyka wszystkich przedsiębiorców i inne jednostki organizacyjne niebędące przedsiębiorcami. Dotyczy relacji bezpośrednich, czyli obowiązek ewidencjonowania godzin będzie miał ten podmiot, który bezpośrednio zatrudnia, a nie ten, który np. na zasadzie podzlecania korzysta z usług innego podmiotu, który zatrudnia zleceniobiorców – tłumaczy Stępień.

Sposób potwierdzania liczby godzin wykonania zlecenia lub świadczenia usług strony mogą ustalić w umowie. Jeśli jednak tego nie zrobią, ustawa dopuszcza inne możliwości.

 Możliwe są trzy formy informowania przez przyjmującego zlecenie lub wykonawcę usługi o tym, jak będzie potwierdzana liczba godzin pracy: dokumentowa, pisemna i dokumentowa elektroniczna – wskazuje ekspert.

Dokumentacja dotycząca liczby godzin wykonania zlecenia będzie musiała być przechowywana przez trzy lata od dnia, w którym wynagrodzenie stało się wymagalne.

– Trzeba przechowywać dokument, który potwierdza sposób prowadzenia tej ewidencji, a po drugie samą ewidencję, czyli samo potwierdzenie liczby godzin pracy – przypomina Robert Stępień.

Monitorowaniem obowiązku potwierdzania godzin pracy w przypadku umów cywilnoprawnych zajmie się Państwowa Inspekcja Pracy, która przy braku stosownych dokumentów będzie mogła nałożyć karę 1–3 tys. zł.

 W razie kontroli PIP, która na podstawie tej ustawy dostała dodatkowe uprawnienia do wykonywania kontroli w tym zakresie, zleceniodawca czy inny podmiot zatrudniający może się spodziewać kary – podkreśla Robert Stępień.

Prawie 70 proc. rodziców w Polsce nie edukuje swoich dzieci finansowo. W przyszłości może to prowadzić do nieodpowiedzialnego zadłużania się

Prawie 70 proc. rodziców w Polsce nie edukuje swoich dzieci finansowo. W przyszłości może to prowadzić do nieodpowiedzialnego zadłużania się 10
Brak umiejętności poruszania się w skomplikowanym świecie ekonomicznym może prowadzić do wykluczenia finansowego – ocenia Agata Trzcińska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu Warszawskiego. Edukację warto zacząć jak najwcześniej. Blisko 90 proc. Polaków ma tego świadomość, ale w świat pieniędzy wprowadza dzieci zaledwie co trzeci z nas. Problemem jest brak odpowiedniej wiedzy. 

– Edukacja i wiedza ekonomiczna są potrzebne w dzisiejszym świecie właściwie każdemu. Brak umiejętności poruszania się w skomplikowanym świecie ekonomicznym może prowadzić do różnych problemów, do wykluczenia finansowego czy nadmiernego zadłużania się w dorosłym życiu. Warto uczyć ekonomii już małe dzieci, dlatego że w tym wieku kształtujemy swoje nawyki dotyczące np. oszczędzania – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Trzcińska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z badania „Pokolenia o finansach” zrealizowanego w październiku 2016 roku przez 4P Research Mix na zlecenie Banku Zachodniego WBK wynika, że 88 proc. Polaków uważa, że edukowanie dzieci w zakresie finansów jest istotne. Faktycznie robi to jednak zaledwie 31 proc.

 Edukują tak naprawdę wszyscy, z tym że nie wszyscy świadomie. Niektórzy uczą niekoniecznie właściwych postaw, np. kiedy kłócimy się o pieniądze w obecności dzieci. To nie jest taka wiedza, którą chcielibyśmy dzieciom przekazywać – przekonuje ekspertka.

Tymczasem wiedza o finansach jest niezbędna, ponieważ pieniądze oraz różnego rodzaju produkty i usługi bankowe są stałym elementem codziennego życia. Powszechnie korzystamy z kont bankowych i kart płatniczych. Według raportu PRNews.pl po II kwartale 2016 r. banki w Polsce prowadziły ponad 30,5 miliona kont osobistych. Z kolei dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że na polskim rynku na koniec II kwartału br. znajdowało się 35,8 miliona kart płatniczych. Oszczędzamy też na lokatach bankowych, bierzemy kredyty i pożyczki.

 Rodzice mają przekonanie, że edukacja finansowa jest istotna, przy czym niekoniecznie sami edukują swoje dzieci. Często im samym brakuje wiedzy ekonomicznej, czasem nie mają narzędzi, nie wiedzą, jak rozmawiać z dziećmi o sprawach finansowych – podkreśla Trzcińska.

Rozmowa o pieniądzach z dziećmi nie jest dla rodziców i nauczycieli zadaniem prostym. Przede wszystkim nie wiedzą, od czego zacząć, jak mówić o pieniądzach czy potrzebie oszczędzania.

Nie wiedzą, jak rozmawiać o trudnych z pozoru sprawach finansowych. Dlatego każda inicjatywa, która może dostarczać rodzicom takich prostych wskazówek o tym, jak o trudnych tematach ekonomicznych rozmawiać, jest na wagę złota – przekonuje ekspertka.

Naukę spraw związanych z ekonomią i finansami warto rozpocząć jak najwcześniej, już wtedy, gdy dziecko zaczyna mówić. Z przedszkolakiem można bawić się w różnego rodzaju gry i zabawy, a przy okazji uczyć, do czego służą pieniądze i jak z nich właściwie korzystać.

– Zachęcanie dzieci do uczenia się ekonomii i przedsiębiorczości powinno być ciekawe. Warto przy tym wykorzystywać gry, bajki edukacyjne i zabawy, żeby dzieci miały przyjemność z uczenia się – ocenia psycholog ekonomiczny.

Bank Zachodni WBK uruchomił portal edukacyjny Finansiaki.pl, który ma odpowiedzieć na tę potrzebę i wesprzeć rodziców oraz nauczycieli w edukacji finansowej dzieci i młodzieży. W serwisie rodzice dzieci w wieku od 3 do 13 lat znajdą bajki edukacyjne dla najmłodszych oraz przydatne i sprawdzone porady na temat tego, jak dobrze rozmawiać z własnymi pociechami o pieniądzach. Natomiast dla nauczycieli szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych przygotowano 17 scenariuszy lekcji dotyczące przedsiębiorczości oraz porady dotyczące atrakcyjnego i ciekawego prowadzenia zajęć. Dodatkowo, dla każdej grupy wiekowej przygotowano zestaw interaktywnych materiałów, takich jak animacje, gry i quizy.

 Portal Finansiaki.pl jest skierowany do rodziców dzieci w różnym wieku. Rodzice razem z dziećmi mogą spędzać czas przed komputerem, ucząc siebie i dzieci różnych spraw związanych z ekonomią i finansami. Z drugiej strony ten portal jest skierowany do nauczycieli, którzy mają tam do dyspozycji różnego rodzaju scenariusze lekcji. Pomogą im one uczyć spraw związanych z pieniędzmi i ekonomią – mówi Agata Trzcińska.

Strona jest responsywna, co oznacza, że można z niej wygodnie korzystać także na smartfonach czy tabletach. Dla osób słabowidzących przygotowano również specjalną wersję kontrastową.

Współpraca między fundacją korporacyjną, samorządem i organizacją społeczną może przynieść dużo korzyści.

Współpraca między fundacją korporacyjną, samorządem i organizacją społeczną może przynieść dużo korzyści. 11

Fundacje korporacyjne, działające przy największych polskich i międzynarodowych firmach, współpracują coraz częściej z organizacjami pozarządowymi i samorządami, aby wspierać lokalną społeczność. Wspólne działanie pozwala często rozwiązać różne problemy społeczne. Zyskują wszystkie strony, przede wszystkim lokalna społeczność. Dzięki takiej trójstronnej współpracy w Namysłowie powstanie integracyjny żłobek.

– Współpraca z lokalnym samorządem jest bardzo istotna. Jako firma znajdujemy się na danym terenie. Zatrudniamy mieszkańców lokalnej społeczności i dodatkowo stawiamy na lokalne inicjatywy oraz na wzajemny szacunek. Bardzo nam zależy na tym, aby różnego rodzaju projekty czy inicjatywy powstawały we współpracy z lokalną społecznością, poprawiając warunki jej bytowania, sposób życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krystian Żurek, p.o. dyrektora fabryki Velux w Namysłowie.

– Jeżeli przychodzi potrzeba na jakikolwiek projekt, to lokalny samorząd zna potrzeby, wyzwania, jest świadom lokalnych problemów, z czym zmagają się mieszkańcy. Jest też w stanie najlepiej doradzić, w jaki sposób wykorzystać środki – wskazuje Żurek.

Najlepsze efekty daje współpraca na możliwie jak największą skalę, pomiędzy różnymi sektorami. Dzięki takiej trójstronnej współpracy, w Namysłowie powstanie innowacyjny żłobek integracyjny. Inicjatorem projektu jest Fundacja Ekologiczna Wychowanie i Sztuka „Elementarz”. Gmina Namysłów przeznaczyła na to przedsięwzięcie atrakcyjny grunt, a cała inwestycja zostanie sfinansowana przez Fundacje Velux, które przekazały na ten cel ponad 5 mln zł. Fundacje Velux koncentrują się w Polsce przede wszystkim na przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu dzieci i młodzieży. Każdego roku polskie organizacje pozarządowe mogą składać do nich wnioski o przyznanie grantu na realizację zaproponowanych projektów. W latach 2003-2015 Fundacje przekazały ponad 85 mln zł na realizację tych grantów.

– Żłobek będzie adresowany do strefy ekonomicznej, do pracowników, którzy w tej strefie pracują, ale nie tylko, bo będzie to żłobek otwarty, integracyjny i dostępny dla wszystkich – mówi Andrzej Jabłoński, prezydent Fundacji „Elementarz”. – W strefie ekonomicznej funkcjonuje kilka dużych firm, m.in. Velux, Diehl czy Browar Namysłów, które zatrudniają wiele osób, w tym również dużo kobiet. Po przebadaniu sytuacji uważamy, że żłobek wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom pracowników – podkreśla Jabłoński.

Obecnie w czterech zakładach produkcyjnych zlokalizowanych w mieście połowę zatrudnionych stanowią kobiety. Miasto cały czas się rozwija, liczy na kolejne inwestycje i chce stwarzać konkurencyjne warunki do życia dla swoich mieszkańców, w tym młodych ludzi oraz do rozwoju biznesu. Jednocześnie w Namysłowie działa jedna placówka opiekująca się dziećmi poniżej 3 roku życia.

– To formuła absolutnie innowacyjna, trójstronna. Fundacje Velux, które przekazują pieniądze  1,2 mln euro (ponad 5 mln zł), Fundacja „Elementarz”, która buduje i prowadzi oraz gmina, której ma to służyć, przeznacza na ten cel  jedną z działek budowlanych i to niebanalną, bo wielkości około 1,4 ha – podkreśla Julian Kruszyński, burmistrz Namysłowa. Żłobek ma powstać w bezpośrednim sąsiedztwie dużych zakładów pracy, firm Velux, Diehl Controls Polska, Nestlé, czy Browaru Namysłów. Kobieta, która ma przerwę na karmienie, zdąży w tym czasie pójść do żłobka, spotkać się z dzieckiem i wrócić do pracy. Tym samym wspólny projekt trzech sektorów jest szansą dla wielu kobiet na szybszy powrót do pracy.

– Żłobek jest pomyślany dla stu osób, będzie to placówka integracyjna, w której znajdą miejsce również dzieci z niepełnosprawnościami. W trakcie pobytu będzie prowadzona rehabilitacja dla dzieci z pełnym dostępem do specjalistów. Będzie funkcjonowała tam także szkoła rodzenia, z poradnią laktacyjną dla mam – wymienia burmistrz Namysłowa.

Placówka będzie posiadała nowoczesne sale zajęć, które wyróżnią ją na tle innych tego typu obiektów: rytmiczną, sensoryczną, doświadczeń oraz rehabilitacyjną. Ćwiczenia prowadzone w tych salach  będą stymulowały rozwój motoryczny, poznawczy, intelektualny, społeczny i emocjonalny dziecka. Zajęcia w placówce zostaną poszerzone o innowacyjne programy nauczania „Nauka przez ruch” oraz „Przygody Małych Badaczy”.

– To przedsięwzięcie innowacyjne. Przede wszystkim pod względem architektonicznym, bo wszystkie pomieszczenia będą dostępne dla dzieci niepełnosprawnych. Również pod względem programowym. We współpracy z Akademią Muzyczną z Katowic chcemy wdrożyć program dotyczący nauki przez ruch. Program „Przygody młodych badaczy” opracowaliśmy samodzielnie i mamy nadzieję wdrażać go we współpracy z Politechniką Wrocławską bądź innymi uczelniami – wskazuje prezydent  Fundacji „Elementarz”.

Prezes IEO: aukcje energii będą wspierać współspalanie biomasy z węglem. To może doprowadzić do utraty niezależności energetycznej

Prezes IEO: aukcje energii będą wspierać współspalanie biomasy z węglem. To może doprowadzić do utraty niezależności energetycznej 12
Aukcje OZE w proponowanym przez resort energii kształcie wspierają współspalanie biomasy z węglem – podkreśla Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. Rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie maksymalnej ilości i wartości energii elektrycznej z OZE, która może zostać sprzedana w drodze aukcji w 2017 roku określi perspektywę miksu energetycznego na najbliższe kilkanaście lat. Zdaniem prezesa IEO w efekcie może to doprowadzić do kryzysu na rynku OZE, a po 2020 roku Polska straci niezależność energetyczną.

– Obecnie trwa pierwszy etap konsultacji, mamy projekt rozporządzenia Rady Ministrów o wolumenach aukcyjnych w czterech z siedmiu koszyków i w trzech koszykach dotyczących istniejących instalacji, które mogą przejść z systemu zielonych certyfikatów do systemu aukcyjnego, co oznacza podniesienie ceny energii i kosztów dla nas, i brak respektowania zaufania inwestorów do systemu, który istniał. Mamy też cztery koszyki dla nowych inwestycji. W sumie mowa jest o 18 mld zł, które w przyszłym roku mają zostać zakontraktowane – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

W systemie aukcyjnego zakupu energii odnawialnej wspierającym producentów OZE, energia podzielona jest na tzw. koszyki aukcyjne. Po ogłoszeniu przez rząd postępowania w sprawie określonej ilości energii z danego koszyka zgłoszone do niego projekty otrzymają wsparcie w postaci stałej ceny (energii oddawanej do sieci) w ciągu najbliższych 15 lat. Warunkiem jest zaproponowanie tańszej oferty niż konkurencyjna propozycja.

 Największy koszyk – 9 mld zł – dotyczy wszystkich źródeł, które mają współczynnik wykorzystania mocy powyżej 40 proc. wszystkich godzin w ciągu roku. To koszyk, który będzie służył wypełnieniu przez Polskę zobowiązań unijnych i ma doprowadzić do ukształtowania krajowego rynku. Jeśli, spojrzeć na ceny, po których maksymalnie można zgłaszać projekty do systemu aukcyjnego, to 9 mld zł trafi do ok. 40 instalacji współspalania biomasy z węglem, które należą do koncernów energetycznych – ocenia Wiśniewski.

Instytut Energetyki Odnawialnej, w oparciu o projekt rozporządzenia z ramowymi ograniczeniami dla aukcji w 2017 roku i o wydane już w październiku rozporządzenie o cenach referencyjnych i okresach wsparcia w aukcji w 2016 roku, przeprowadził symulację aukcji w największym koszyku. Wynika z niej, że współspalanie może przejąć większość środków, a przykładowe projekty wykorzystania czystej biomasy czy energetyki wodnej będą bez szans, lub szanse będą ocenione tak nisko, że trudno będzie o kosztowne decyzje związane z przygotowaniem takich projektów do aukcji. Co więcej, współspalanie może trafić również do innych koszyków.

– Cena referencyjna na 2016 roku wynosi 310 zł za MWh. Wedle naszych analiz koszt energii ze współspalania biomasy z węglem wynosi 240 zł dla instalacji, które mogą brać udział w aukcjach. Jeżeliby zaś trzeba było ponieść pełne koszty dostosowania instalacji w elektrowniach węglowych (do wymogu tzw. „dedykowanej instalacji spalania wielopaliwowego”), koszt wyniósłby ok. 260 zł za MWh. W ocenie skutków regulacji do projektu rozporządzenia są 10-krotnie zaniżone nakłady inwestycyjne oraz zawyżone koszty eksploatacyjne. Stanowi to tak naprawdę zachętę do wszystkich instalacji współspalania biomasy z węglem, aby wzięły udział w aukcji. Jeżeli wezmą udział, to wezmą całą pulę przeznaczoną na pierwszy koszyk OZE – przekonuje prezes IEO.

Zdaniem Wiśniewskiego przejęcie przez węgiel i biomasę większości środków przeznaczonych na aukcje OZE, może oznaczać zabetonowanie miksu energetycznego na kilkanaście lat. Współspalanie ma co prawda niskie nakłady inwestycyjne, ale wysokie eksploatacyjne. Inne technologie, w które inwestują kraje zachodnie – odwrotnie. W związku z tym po kilku latach koszty energii na Zachodzie będą znacznie niższe niż w Polsce. Taniej będzie importować i energię, i węgiel, i coraz droższą biomasę, której na krajowym rynku brakuje, zwłaszcza dla przemysłu drzewnego i lokalnej energetyki.

– Stracimy niezależność energetyczną. Po drugie nie będziemy inwestować w innowacyjne technologie. Czyli tak naprawdę dofinansujemy tylko w okresie przejściowym scentralizowaną energetykę węglową, a po 2020 roku będziemy musieli się całkowicie uzależnić od dostaw energii z zewnątrz – podsumowuje Grzegorz Wiśniewski.

Dodatkowo ekspert przestrzega, że doprowadzi to do wzrostu cen energii.

– Koszty energii w firmach i w gospodarstwach domowych sięgają kilkunastu procent w ich kosztach działalności gospodarczej – mówi Wiśniewski.

Jak przekonuje Wiśniewski, nowe regulacje są na tyle skomplikowane, że praktycznie uniemożliwiają debatę publiczną. Na konsultacje projektów rozporządzeń do planowanych aukcji OZE resort dał jedynie kilka dni.

– Wnosimy, aby tak skomplikowane kwestie miały solidną ocenę skutków regulacji, żeby rozporządzenia, które są ze sobą logicznie związane, czyli po pierwsze, rozporządzenia dotyczące wolumenu aukcji, jaką chcemy zakupić, po drugie, rozporządzenia, które dotyczą ceny referencyjnej i po trzecie, rozporządzenia dotyczące kolejności aukcji były publikowane jednocześnie, tak żebyśmy wiedzieli, o czym decydujemy – wskazuje ekspert.

Urząd Transportu Kolejowego zdecydował o utrzymaniu certyfikatu bezpieczeństwa dla PKP Energetyka. Ekspert FIBRE: to sytuacja korzystna dla wszystkich stron

Urząd Transportu Kolejowego zdecydował o utrzymaniu certyfikatu bezpieczeństwa dla PKP Energetyka. Ekspert FIBRE: to sytuacja korzystna dla wszystkich stron 13
Decyzja o umorzeniu postępowania w sprawie cofnięcia certyfikatu bezpieczeństwa spółce PKP Energetyka była łatwa do przewidzenia – ocenia dr Łukasz Tolak z Collegium Civitas i Fundacji FIBRE. Po pierwsze, zarzuty dotyczyły w gruncie rzeczy błahych kwestii, a po drugie, spółka szybko usunęła uchybienia. Zdaniem eksperta dyskusyjna wydaje się też próba poddania w wątpliwość procesu prywatyzacji.

– Rozpoczęcie postępowania w sprawie cofnięcia certyfikatu bezpieczeństwa dla PKP Energetyka było postępowaniem, które budziło od samego początku dosyć poważne wątpliwości i finał, którego w tej chwili jesteśmy świadkami był dosyć łatwy do przewidzenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Łukasz Tolak z Collegium Civitas i Fundacji Inicjatyw Bezpieczeństwo-Rozwój-Energia FIBRE.

Urząd Transportu Kolejowego umorzył postępowanie dotyczące cofnięcia certyfikatu bezpieczeństwa spółce PKP Energetyka. Tym samym spółka może wciąż świadczyć usługi dla kolei. Zarzuty miały charakter administracyjny, dotyczyły nieprawidłowości w zakresie stosowania systemu zarządzania bezpieczeństwem, m.in. zarządzania ryzykiem, utrzymania pojazdów kolejowych czy analizowania zdarzeń kolejowych. Nieprawidłowości  te mogły zaś stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa transportu kolejowego.

 Zarzuty te nie miały charakteru decydującego i dotyczyły raczej kwestii dosyć błahych z punktu widzenia sytuacji, jaka panuje na liniach kolejowych w Polsce. W związku z tym, biorąc pod uwagę dotychczasową praktykę Urzędu Transportu Kolejowego, można powiedzieć, że była to pewnego rodzaju nadreakcja. Z drugiej strony zarząd PKP Energetyka podjął energiczne działania mające na celu usunięcie wszystkich uchybień, obecnie stoi też za nim bardzo dobra statystyka związana z bezpieczeństwem działalności na liniach kolejowych – wskazuje Tolak.

PKP Energetyka, świadcząc usługi dystrybucyjne energii elektrycznej dla trakcji kolejowej, pełni istotną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa transportowego. Raport „PKP Energetyka po prywatyzacji – bezpieczeństwo dostaw energii i przewozów kolejowych” przygotowany przez Fundację FIBRE i Instytut Stosunków Międzynarodowych Collegium Civitas wskazuje, że niemal 60 proc. linii kolejowych wykorzystywanych przez polskich przewoźników pasażerskich i towarowych jest uzależnione od dostaw energii elektrycznej. Ze względu na urządzenia techniczne stosowanie wyspecjalizowanych rozwiązań oraz prawo własności do terenów zlokalizowanych wzdłuż torów kolejowych PKP Energetyka jest monopolistą w świadczeniu usług dystrybucji energii dla kolejowej trakcji elektrycznej.

Wszelkie działania, takie jak modernizacja istniejących czy budowa nowych obiektów zasilania sieci trakcyjnej, inwestycje w infrastrukturę, mogą mieć bezpośredni wpływ na ruch kolejowy.

 W związku z tym wydaje się, że proces skończył się dla obu stron pomyślnie. Z jednej strony PKP Energetyka podjęła program sanacyjny, z drugiej strony UTK spełnia swoje obowiązki ustawowe zmierzające do zapewnienia bezpieczeństwa na rynku kolejowym – tłumaczy ekspert.

Ze względu na kluczowe znaczenie spółki PKP Energetyka nie ustają dyskusje na temat jej prywatyzacji. We wrześniu 2015 roku PKP Energetyka została wydzielona z grupy PKP, a jej właścicielem został CVC Capital Partners. Podnoszone są zarzuty, że na podstawie art. 18 ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP, niemożliwa jest prywatyzacja części mienia stanowiącego integralną część linii kolejowej.

 Podstawowa kwestia to, że nie mówimy o sprzedaży przedsiębiorstwa PKP, tylko PKP Energetyka, której majątek jeszcze przed prywatyzacją został wydzielony z majątku dawnych Kolei Państwowych. Od 2001 roku zakładano prywatyzację PKP Energetyka. Poza tym trzeba pamiętać, że art. 18 odnosi się tylko i wyłącznie do mienia PKP PLK, a nie do PKP Energetyka. Był to wydzielony majątek, w związku z tym nie jest częścią integralną sieci kolejowej – przekonuje Tolak.

Prokuratura już dwukrotnie odmawiała wszczęcia śledztwa w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przy procesie prywatyzacji PKP Energetyki (we wrześniu i listopadzie). Jak wskazuje ekspert FIBRE, jeśli brać pod uwagę wspomniany art. 18 ustawy, należałoby rozszerzyć wykładnie i przyjąć, że podlegać obrotowi nie mogą żadne elementy trwale związane z infrastrukturą kolejową.

– To oznaczałoby dramatyczne ograniczenie prawa własności, które jest chronione konstytucyjnie i wszelkie jego ograniczenia muszą być interpretowane nie rozszerzająco, tylko zwężająco, precyzyjnie określone. Nie mamy z tym obecnie do czynienia, w związku z tym cała próba poddania w wątpliwość procesu prywatyzacji wydaje się w tym momencie mocno dyskusyjna – podkreśla dr Łukasz Tolak.

Orange wprowadza programowanie do szkół. 800 uczniów z całej Polski uczy się kodowania i robotyki

Orange wprowadza programowanie do szkół. 800 uczniów z całej Polski uczy się kodowania i robotyki 14
Eksperci podkreślają, że edukacja cyfrowa może być prowadzona już od najmłodszych lat. Dlatego Fundacja Orange wprowadza do szkół program HASHSuperKoderzy, w którym 800 uczniów z całej Polski uczy się podstaw programowania i robotyki. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie uczniów podstawówki ma już własnego smartfona z dostępem do internetu, a niemal 100% nastolatków to użytkownicy internetu.

– Żyjemy w czasach cyfrowej rewolucji. Na co dzień posługujemy się coraz większą liczbą różnych urządzeń. To już nie tylko telefony czy laptopy, ale też np. „smart” lodówki. Programowanie pozwala zrozumieć jak one działają, jak porozumiewają się między sobą. To bardzo ważna umiejętność, w szczególności dla najmłodszych, bo dzięki nauce kodowania będą mogły pełniej i lepiej zrozumieć ten coraz bardziej cyfrowy świat, teraz i w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Umiejętność programowania i obycie w świecie nowych technologii są obecnie bardzo ważne zwłaszcza w przypadku dzieci. Jak wynika z tegorocznego raportu Światowego Forum Ekonomicznego, 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Większość  z nich będzie związana właśnie z technologią, cyfryzacją  albo sztuczną inteligencją.

Badania Fundacji Orange pokazują, że coraz młodsze dzieci mają kontakt z nowymi technologiami mają Już ponad 40 proc. rocznych i dwuletnich dzieci w Polsce korzysta ze smartfonów i tabletów. Natomiast dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100% 15-latków.

– Świat wirtualny i świat realny tak naprawdę są jednością dla dzisiejszego pokolenia nastolatków. Pojawiło się nawet pojęcie „cyfrowi tubylcy”, które definiuje to, jak funkcjonują dzisiejsi nastolatkowie – otoczeni technologią, korzystający z urządzeń podłączonych do internetu w domu i w szkole. Rynek pracy także zmienia się pod tym kątem, w większości zawodów umiejętność korzystania z nowych technologii to podstawa – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Eksperci podkreślają, że nastolatki i coraz młodsze dzieci nie rozdzielają już świata na online i offline, a nowe technologie są dla nich czymś naturalnym. Dlatego już od najmłodszych lat konieczne jest wprowadzenie edukacji cyfrowej, aby pokazać dzieciom jak w twórczy sposób i z pożytkiem wykorzystywać nowe technologie i kształtować w nich kompetencje cyfrowe.

– W tym celu stworzyliśmy program HASHSuperKoderzy, który ma pokazać dzieciom, na czym polega programowanie – mówi Jean-François Fallacher.

– Dzisiejsze pokolenie wyrasta w świecie, który otaczają nowe technologie i w naturalny sposób dzieci od najmłodszych lat korzystają z tabletów, smartfonów i komputerów. Aby robiły to w sposób właściwy, chcemy pokazywać im twórcze i bezpieczne sposoby korzystania z technologii – dodaje Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Stworzony przez Fundację Orange program edukacyjny HASHSuperKoderzy jest adresowany do szkół podstawowych oraz uczniów w wieku 9-12 lat. W ramach wsparcia, szkoły dostają grant na zakup sprzętu niezbędnego do prowadzenia zajęć i szkolenia dla nauczycieli. Natomiast dzieci uczą się podstaw programowania i robotyki, przy okazji pogłębiając wiedzę z różnych przedmiotów zgodnie z podstawą programową. Innowacją jest wyprowadzenie programowania poza lekcje informatyki. Na zajęciach dzieci nie tylko poznają język komputerów, ale i przekładają go na praktykę: tworzą interaktywne osie czasu, konstruują i programują roboty, komponują muzykę elektroniczną, badają zjawiska atmosferyczne poprzez stację pogodową  oraz zyskują narzędzia, by zostać dziennikarzami przyszłości.

– Program „HASHSuperKoderzy” jest połączeniem teorii z praktyką. Dzieci uczą się programować w środowisku Scratch, ale oprócz tego budują swoje roboty, poznając zasadę ich działania.. Następnie w środowisku Scratch mogą kierować, jeździć, odczytywać odległość i programować różne funkcje robotów. Uczą się, jak działa czujnik odległości, co to jest potencjometr albo dioda LED. To wiedza, którą zwykle trudno jest zdobyć w szkole – mówi Robert Warzocha, ekspert R&D Orange Polska i wolontariusz Fundacji Orange, który prowadzi zajęcia z dziećmi.

Zajęcia HASHSuperKoderów odbywają się obecnie w 35 szkołach w całej Polsce. W części z nich lekcje prowadzą wolontariusze Orange. Fundacja przeszkoliła już 65 nauczycieli, dla których stworzone zostały specjalne ścieżki edukacyjne i scenariusze zajęć. W roku 2017 Fundacja Orange zaprosi do programu kolejne szkoły.

– Przygodę z nauką programowania rozpoczęło już 800 dzieci. Co ciekawe, po raz pierwszy w Polsce uczymy programowania nie tylko na lekcjach informatyki, ale w sposób innowacyjny łączymy to z  nauką historii, przyrody, matematyki, muzyki i języka polskiego. Każda ze ścieżek nauczania wpisuje się w podstawę programową. To wszystko jest bardzo angażująca interaktywna edukacja – mówi Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Unia Europejska chce zakazać geoblokowania konsumentów. W Polsce robi to blisko 89 proc. internetowych sklepów

Unia Europejska chce zakazać geoblokowania konsumentów. W Polsce robi to blisko 89 proc. internetowych sklepów 15
Geoblokowania na stronach zagranicznych e-sklepów doświadcza nawet 74 proc. polskich internautów. Z drugiej strony, Polska należy do grona państw, w których sprzedawcy najczęściej stosują taką praktykę. Odsetek handlowców, którzy blokują regionalnie swoich klientów sięga 89 proc. Zdaniem europosłanki Róży Thun osłabia to konkurencję, hamuje rozwój przedsiębiorstw i przekłada się na niski poziom zadowolenia klientów. Dlatego Unia Europejska pracuje nad przedłożonym w maju projektem, który wprowadza zakaz geoblokowania konsumentów.

Geoblokowanie w klasycznym rozumieniu oznacza blokadę wejścia na stronę internetową sprzedawcy. Przykładowo, jeśli Polka chce zrobić zakupy w niemieckim e-sklepie, ten może zablokować jej dostęp. Geoblokowanie może też przybierać formę odmowy płatności polską kartą albo wymóg rejestracji adresu w danym kraju – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Popielewska, starszy analityk ds. europejskich w Polityka Insight.

W definicji Komisji Europejskiej geoblokowanie to praktyka handlowa, która polega na zablokowaniu klientowi dostępu do strony internetowej przez wzgląd na jego lokalizację albo przekierowaniu go na stronę lokalną, z inną ofertą. Według szacunków, geoblokowanie w różnych formach stosuje od 28 do 63 proc. e-sklepów, które oferują swoje towary i usługi mieszkańcom Wspólnoty. Europosłanka Róża Thun wyjaśnia, że jedną z głównych przyczyn stosowania tej praktyki są różnice legislacyjne w poszczególnych państwach Unii Europejskiej i obawy sprzedawców dotyczące komplikacji podatkowych.

W krajach Europy obowiązuje różne prawo. Dla małych i średnich przedsiębiorców barierą są odmienne procedury i stawki VAT. Niektórzy chcą zachować rynki zróżnicowane cenowo, co oznacza że w poszczególnych państwach oferują niższe lub wyższe stawki i nie chcą, aby kupujący mogli dokonywać wyboru. Innych blokują wysokie koszty dostarczania przesyłek za granicę.  Prawo konsumenckie, choć częściowo zharmonizowane, wciąż jest odmienne w każdym z państw europejskich. Sprzedawcy muszą je znać, aby w razie sporu móc rozstrzygnąć go zgodnie z prawem obowiązującym w danym kraju. Dlatego czasami wolą nie sprzedawać i nie dostarczać towarów mieszkańcom innych państw – mówi europosłanka Róża Thun.

Dane pokazują, że geoblokowanie stosuje aż 84 proc. sprzedawców z państw, które weszły do UE po 2004 roku. Dotyczy to w szczególności Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Litwy, Łotwy i Estonii, a także Polski. W krajach „starej piętnastki” tą praktykę stosuje 66 proc. handlowców. Ograniczenia sprzedaży przybierają głównie formę braku możliwości dostarczenia zamówionego towaru lub usługi za granicę (52 proc.) albo odmowy przyjęcia płatności zagraniczną kartą płatniczą (również 52 proc.). Sytuacja wygląda bardzo podobnie również z perspektywy konsumentów.

Państwa, które później wstępowały do Unii Europejskiej, są blokowane znacznie częściej, niż kraje  Europy Zachodniej. Możliwe, że wiąże się to z zamożnością konsumentów lub z wciąż jeszcze mniejszym zaufaniem do naszego rynku – mówi europosłanka Róża Thun.

Mieszkańcy wschodniej Europy są blokowani w sieci częściej, niż ci z zachodnich krajów Wspólnoty. Najczęściej dotyka ono właśnie obywateli państw „nowej trzynastki”. W Polsce doświadcza tej praktyki 71-74 proc. internautów. Natomiast odsetek polskich sprzedawców, którzy blokują regionalnie swoich klientów wynosi 88-89 proc.

Polacy najczęściej spotykają się z odmową dostarczenia towaru lub usługi. Często zdarza się też odmowa zaakceptowania polskiej karty płatniczej – mówi Joanna Popielewska.

Potwierdzają to wyniki badań przeprowadzonych przez Politykę Insight, z których wynika że 48 proc. konsumentów skarży się na odmowę dostarczenia do Polski zakupów dokonanych w zagranicznym e-sklepie. Drugą barierę stanowi cena transportu (42 proc.), która niejednokrotnie przewyższa wartość zamówionego towaru bądź usługi. Jedna piąta konsumentów (21 proc.) nie mogła natomiast  zapłacić za zakupy polską kartą płatniczą. Autorzy badania zauważają, że podobnych problemów doświadczają Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, którzy chcą dokonać zakupów w polskich sklepach internetowych.

Europosłanka Róża Thun zwraca uwagę, że geoblokowanie stosowane przez europejskich e-sprzedawców ma negatywny wpływ zarówno na rozwój rynków regionalnych i przedsiębiorstw, jak i  poziom zadowolenia konsumentów.

Geoblokowanie osłabia konkurencję. Powoduje, że wybór jest mniejszy, ceny są wyższe, a przedsiębiorca – zamiast korzystać z dostępu do 500 mln potencjalnych konsumentów w całej Europie – ogranicza się tylko do lokalnego rynku, ponieważ nie ma jasności co do obowiązującego prawa, nie chce ryzykować albo napotyka poważne utrudnienia logistyczne, takie jak wysoka cena paczek transgranicznych. Nie sądzę bowiem, aby przedsiębiorcy  dobrowolnie rezygnowali z zarobku – uważa europosłanka Róża Thun.

Zakazać geoblokowania chce Komisja Europejska, która w maju tego roku przedłożyła w tej sprawie projekt rozporządzenia. Wprowadza on zakaz blokowania klientom dostępu do interfejsów internetowych ze względu na ich przynależność państwową czy  miejsce zamieszkania. Przekierowanie na regionalną witrynę witrynę sprzedawcy będzie mogło nastąpić jedynie za wyraźną zgodą klienta. Projekt zobowiązuje również handlowców do sprzedaży swoich produktów, ale nie obliguje jednak do dostarczenia ich do kraju klienta.

W tej propozycji usprawnienia jednolitego rynku, ułatwienia e-zakupów i zniesienia barier międzypaństwowych jest kilka niejasności, nad którymi będziemy pracować, tak aby przedsiębiorcy mogli sprzedawać tam gdzie chcą i tam gdzie są klienci, aby mogli powiększać swój rynek i spać spokojnie, a konsumenci byli bezpieczni i wiedzieli jakie prawa im się należą – zaznacza europosłanka Róża Thun.

Z badań przeprowadzonych przez Politykę Insight wynika, iż ponad połowa (51 proc.) geoblokowanych Polaków uważa, że przedsiębiorca powinien móc decydować o tym, do jakiego kraju i na jakich warunkach chce sprzedawać swoje produkty. Zdania są jednak bardzo podzielone, bo przeciwną opinię wyraża 49 proc. Większość konsumentów, którzy doświadczyli geoblokowania, chciałaby wprowadzenia akceptacji płatności za pomocą karty płatniczej wystawionej w dowolnym państwie UE (64 proc.) oraz zakazu przekierowania zagranicznych klientów na regionalną witrynę e-sklepu bez ich wyraźniej zgody (61 proc). 60 proc. Polaków chciałoby natomiast, aby wszyscy sprzedawcy zostali zobowiązani do dostarczania treści cyfrowych – takich jak muzyka, oprogramowanie i gry komputerowe – do zagranicznych klientów, niezależnie od kraju pochodzenia.

Polska największym w Europie eksporterem stolarki otworowej. W tym roku eksport drzwi i okien może urosnąć o kolejne 10 proc.

Polska największym w Europie eksporterem stolarki otworowej. W tym roku eksport drzwi i okien może urosnąć o kolejne 10 proc. 16

W Polsce produkuje się około 8 mln sztuk drzwi rocznie, a wartość sprzedaży sięga 2,5 mld zł. Przeciętny klient na zakup pojedynczej sztuki wydaje od 300 zł do nawet 6 tys. zł. Rynek jest podzielony między 2,5 tys. producentów, wśród których są zarówno lokalne stolarnie, jak i duzi eksporterzy. Pod tym względem Polska jest europejską potęgą, a w ubiegłym roku na zagraniczne rynki trafiło łącznie całej stolarki otworowej za 1,35 mld euro.

Na polskim rynku przedział cenowy w zakresie zakupu drzwi jest bardzo szeroki i wynosi od 300 zł do 6 tys. zł. Polacy najmniej wydają na drzwi do mieszkania, zaś największe kwoty przeznaczają na drzwi do biura bądź wykonywane na indywidualne zamówienie. W opinii Jacka Domańskiego, prezesa firmy Drims, producenta i dystrybutora drzwi z 23-letnim doświadczeniem, na polskim rynku można wyróżnić cztery główne typy klientów.

– Przewaga jest oczywiście po stronie klienta masowego, który szuka drzwi od ręki, tzw. „na cito”. Jego zainteresowania są bardzo ograniczone pod kątem jakości. Drugi typ klientów interesuje się tym, co jest dostępne na rynku i jest skłonny wydać 1-1,2 tys. zł na zakup drzwi, ale w tym wypadku budżet jest nadal jednym z ograniczeń w wyborze. Kolejna grupa to świadomi klienci, którzy dokładnie wiedzą, czego poszukują i są gotowi zapłacić 2 – 2,5 tys. za sztukę drzwi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Domański. prezes firmy Drims.

Ostatnią grupą są natomiast klienci, którzy korzystają z pomocy architekta wnętrz, szukają nowości albo wyjątkowych rozwiązań,  sa bardzo świadomi tego czego potrzebują a na zakup pojedynczej sztuki drzwi są w stanie przeznaczyć od 4 do nawet 6 tys. zł. Roczna produkcja drzwi na polskim rynku sięga 8 mln sztuk, a wartość sprzedaży wynosi około 2,5 mld zł. Cały segment jest jednak bardzo rozdrobniony.

– Wartość sprzedaży na rynku stolarki otworowej szacuje się w przybliżeniu na 14 mld zł. Z tego około 61 proc. przypada na okna, natomiast 18 proc. stanowią drzwi, co w przeliczeniu na złotówki daje 2,5 mld zł. Polski rynek jest bardzo podzielony, działa na nim 2,5 tys. producentów. Są wśród nich zarówno duże firmy, które operują również na zagranicznych rynkach, jak i niewielkie stolarnie, które działają lokalnie – mówi Jacek Domański, prezes zarządu firmy Drims, producenta i dystrybutora z 23-letnim doświadczeniem.

Polska jest obecnie największym w Europie eksporterem stolarki otworowej, wyprzedzając pod tym względem Niemcy i Włochy. Według danych Centrum Analiz Branżowych, wartość eksportu w 2015 roku wyniosła 1,5 mld Euro, co stanowiło 13-procentowy wzrost rok do roku.

– Warto podkreślić, że eksport stolarki otworowej jest o wiele większy, niż w przypadku całej naszej gospodarki. Przyrost eksportu stolarki otworowej sięga kilkunastu procent  rok do roku, natomiast w przypadku eksportu całej gospodarki jest to ok. 6 proc. rocznie – mówi Jacek Domański.

Prezes zarządu firmy Drims podkreśla, że Polska jest potęgą eksportową w dziedzinie stolarki otworowej, a w przyszłym roku spodziewane są kolejne wzrosty. Z kolei Centrum Analiz Branżowych szacuje, że w 2016 roku eksport polskiej stolarki otworowej urośnie o kolejne 10 proc. rok do roku, co wynika głównie z faktu, że polscy producenci oferują wysoką jakość przy relatywnie niskich kosztach produkcji.

Rozmiar szarej strefy i strefy wyłudzeń w Polsce może sięgnąć 390 mld zł

Szara strefa, czyli osiąganie korzyści z nielegalnego obrotu legalnymi produktami, stanowi w Polsce ok. 12,4% PKB. Wartość tego zjawiska w 2016 r. może sięgnąć nawet 390 mld zł. Dlatego konieczna jest intensyfikacja działań podejmowanych przez administrację publiczną w celu ograniczenia szarej strefy, a przede wszystkim stworzenie skutecznego systemu prawno-karnego – twierdzą autorzy raportu „Przeciwdziałanie szarej strefie w Polsce poprzez efektywny wymiar sprawiedliwości”, przygotowanego przez Inicjatywę Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact w Polsce przy współpracy z PwC, partnerem merytorycznym drugiej edycji Programu „Przeciwdziałanie Szarej Strefie 2014-2020”.   

Jak zauważają autorzy raportu „Przeciwdziałanie szarej strefie w Polsce poprzez efektywny wymiar sprawiedliwości” działania administracji publicznej w zakresie przeciwdziałania szarej strefie i strefie wyłudzeń koncentrowały się dotychczas na tworzeniu rozwiązań fiskalnych ukierunkowanych na eliminowanie patologii. Efektem tych działań jest m.in. zwiększenie dotychczasowych wpływów z VAT w 2016 r. (dane za dziesięć miesięcy) o blisko 7,8 mld zł. Skuteczna walka z szarą strefą wymaga jednak wsparcia w obszarze prawno-karnym, aby ograniczać obecność osób, które swoimi nielegalnymi działaniami bądź zaniechaniami narażają Państwo na miliardowe straty.

Jednym z kluczowych kierunków interwencji Państwa powinno być wielowymiarowe wzmocnienie wymiaru sprawiedliwości, prokuratury oraz organów ścigania i traktowanie zwiększonych środków na ten cel jako inwestycji w stabilność Państwa. Można precyzyjnie wskazać stopień zwrotu z tej inwestycji. Kluczowe dla tego celu jest dokładne przyjrzenie się, co nie działa na styku organy ścigania, prokuratura, biegli sądowi i sądy. Analizując statystyki umorzeń widać bardzo wyraźnie, że walkę z mafią gospodarczą przegrywamy a Polski na to nie stać” – podkreśla Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce.

Szacowany rozmiar szarej strefy i strefy wyłudzeń jest niewspółmierny z liczbą prowadzonych spraw w zakresie przestępstw przeciwko interesom Skarbu Państwa. Wynika to z faktu, że duża część przestępstw pozostaje niewykryta przez organy albo niezgłoszona przez obywateli. Aby więc skutecznie walczyć ze zjawiskiem przestępczości gospodarczej i skarbowej, należy motywować społeczeństwo do zwiększenia poziomu ujawnień oraz wzmocnić ściganie tego typu przestępstw.

Walka z przestępczością gospodarczą i skarbową wymaga, aby obywatele uwierzyli w skuteczność wymiaru sprawiedliwości oraz zasadność eliminowania tego procederu. Sprawna administracja publiczna jest podstawą zaufania społeczeństwa do Państwa i przyłączeniem się społeczeństwa do wspólnego zwalczania patologii. Społeczeństwo powinno jednoznacznie zrozumieć, w jaki sposób szara strefa prowadzi do m.in. ograniczenia dostępu do usług publicznych, a także kiedy aktywny udział społeczeństwa w szarej strefie powinien być penalizowany (np. zakup tytoniu i alkoholu z nielegalnej produkcji).

„Współczesna przestępczość skarbowa i gospodarcza skutkuje wysokim poziomem uszczupleń po stronie Skarbu Państwa. Percepcja, że przestępstwa skarbowe są czynami o niskiej czy średniej szkodliwości społecznej nie ma już odzwierciedlenia w faktach. Blisko 82 mld zł pustych faktur zidentyfikowanych przez kontrolę skarbową w 2015 r. pokazuje skalę problemu. Aby z nim walczyć, niezbędne jest stworzenie odstraszających i prewencyjnych mechanizmów prawno-karnych, a także poprawa efektywności działania wymiaru sprawiedliwości”- mówi Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym w PwC Polska.

Eksperci w raporcie podkreślają, że konieczne jest precyzyjne zdefiniowanie czynów, które powinny być penalizowane. Brak jednoznaczności co do przestępstwa popełnianego w ramach szarej strefy powoduje trudności w ściganiu i karaniu. Najpoważniejszym przestępstwom powinno nadać się odpowiednio poważną rangę – możliwe jest stworzenie odrębnego działu w Kodeksie karno-skarbowym bądź specyfikacji tych przestępstw w Kodeksie karnym.

Autorzy raportu rekomendują także ponowne spojrzenie na strukturę i wymiar kar przewidzianych za czyny zabronione mające najbardziej drastyczny wpływ na budżet państwa. Ich zdaniem zaostrzenie penalizacji może spowodować, iż kary będą bardziej spełniać funkcję odstraszającą i prewencyjną. Obecnie maksymalne kary kilku lat więzienia (w praktyce kilku miesięcy w zawieszeniu) nie odwodzą skutecznie nawet od recydywy.

Organy ścigania, które będą ujawniać i prowadzić postępowania przygotowawcze dotyczące przestępstw gospodarczych i skarbowych powinny zostać wyposażone w niezbędne uprawnienia – dostęp do tajemnicy skarbowej i bankowej, możliwość prowadzenia działań operacyjnych i czynności procesowych. Skupienie tych uprawnień w gestii jednego organu, którego głównym celem byłoby zwalczanie przestępczości skarbowej i gospodarczej, zdaniem autorów raportu byłoby najbardziej optymalne. Organ powinien mieć możliwość ścigać nie tylko za przestępstwa określone w Kodeksie karno-skarbowym, ale również przestępstwa zdefiniowane w innych ustawach, ściśle skorelowane z przestępstwami skarbowymi, których głównym pokrzywdzonym jest Skarb Państwa.

Eksperci w raporcie zwracają także uwagę na niską ściągalność kar i korzyści osiąganych przez przestępców gospodarczych (ukrywanie majątku), i sugerują jak najszybsze wprowadzenie przepisów unijnych dotyczących konfiskaty. Obecnie, dzięki wykorzystywaniu kruczków prawnych, przestępcy faktycznie nie ponoszą ryzyka i kosztów związanych ze swoją nielegalną działalnością.

O raporcie „Przeciwdziałanie szarej strefie w Polsce”

Raport jest podsumowaniem licznych konsultacji i prac badawczo-analitycznych w ramach Programu „Przeciwdziałanie szarej strefie 2014-2020”. Pierwsza edycja Raportu została zaprezentowana 7 kwietnia 2016 r. w Ministerstwie Finansów. Raport skupiał się na oszacowaniu rozmiarów szarej strefy i strefy wyłudzeń w Polsce, który według wyników analizy stanowi 12,4% PKB. Druga edycja Raportu koncentruje się na kwestiach efektywności wymiaru sprawiedliwości oraz rekomendacjach usprawnienia tego systemu w cel ograniczenia szarej strefy.

O UN Global Compact

United Nations Global Compact jest największą na świecie inicjatywą skupiającą biznes działający na rzecz zrównoważonego rozwoju. Od momentu inauguracji w 2000 roku przez Sekretarza Generalnego ONZ Kofi Annana do Inicjatywy przystąpiło już ponad 13 500 członków ze 170 krajów. Wspólne cele różnorodnych instytucji i grup społecznych tj. dbanie o zrównoważony rozwój gospodarki, walka z korupcją, ochrona środowiska oraz zapewnienie inkluzji społecznej przyczyniły się do powstania Inicjatywy ONZ mogącej pośredniczyć pomiędzy różnorodnymi aktorami w celu osiągnięcia powyższych celów. UN Global Compact to inicjatywa wspierająca i umożliwiająca partnerstwo pomiędzy rządami, społeczeństwem obywatelskim, pracodawcami a ONZ.

Spółki skarbu państwa zainwestują w budowę stacji ładowania samochodów elektrycznych

Transport elektryczny jest z pewnością czystszy od powszechnie stosowanego w Polsce, bazującego na spalaniu paliw pochodzenia kopalnego – benzyny, gazu itp. Korzystanie z transportu elektrycznego jest sposobem na zwiększenie zużycia energii elektrycznej i zapewnienie rynku zbytu energii z polskich elektrowni, których rząd nie zamierza zamykać – wręcz przeciwnie, zamierza budować nowe. Jest to kolejny sposób na ustabilizowanie planu gospodarczego przygotowanego przez rząd.

– Ciekawym rozwiązaniem jest stworzenie spółki Electromobility Poland – powiedział agencji eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert oraz ekspert Instytutu Jagiellońskiego –  Jest to wspólna kasa, do której spółki skarbu państwa będą deponować środki, aby rozwinąć infrastrukturę do ładowania – np. na stacjach paliw istniejących w Polsce, ze względu na obecność spółek paliwowych. W ten sposób, krok po kroku, elektromobilność mogłaby zostać rozwinięta. W tym kontekście postulat miliona aut elektrycznych do 2020 roku schodzi na dalszy plan. Pozytywistyczna praca u podstaw rozpoczęła się, a postulat ten można traktować jako pewne życzenie mobilizujące do działania, ale w żaden sposób nie jest ono wiążące – ocenia Jakóbik.

Co może przerwać dobrą passę rynku biurowego?

Biurowiec SPEKTRUM Tower

Co zdaniem deweloperów może zahamować rozwój rynku biurowego w Polsce? Jakie czynniki mogą wpłynąć na obniżenie popytu na biura i spadek stawek czynszowych na poszczególnych rynkach w kraju? Jakie zagrożenia widzą inwestorzy? Wyniki sondy prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Jacek Wachowicz, dyrektor ds. sprzedaży i najmu w GTC

Pojawiające się coraz częściej przebąkiwania z ośrodków rządowych o rzekomej eksploatacji siły roboczej w Polsce, dzięki jej niskim kosztom oraz chęć przeorientowania rozwoju gospodarki z naciskiem na sferę produkcyjną mogą któregoś dnia doprowadzić także do chęci wprowadzenia regulacji, które uderzą w sferę usług procesów biznesowych. Obym się mylił, ale flirty rządu z podatkiem handlowym, zakazem handlu w niedziele, podwyższeniem opodatkowania mogą sugerować, że obecny rząd jest niezmiernie konsekwentny w próbach realizacji swoich zapowiedzi, często bez zastanowienia, czy zwracania uwagi na niepożądane skutki uboczne takich posunięć.

Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland

Przyglądamy się rynkowi nieruchomości, zarówno pod względem aktywności konkurencji, jak i sytuacji makroekonomicznej w naszym kraju i w Europie. W naszej ocenie obecnie kondycja tego rynku jest w Polsce dobra i stabilna, a zmieniający się stosunek popytu do podaży to sytuacja naturalna, z którą wielokrotnie mieliśmy do czynienia. Oczywiście przyglądamy się gospodarce w skali makro, bo ona w długim okresie przełoży się na zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe. Pewnym sygnałem ostrzegawczym jest spadek PKB w trzecim kwartale tego roku. Jeśli przerodzi się to w długofalowy trend to na pewno przełoży się na kondycję rynku nieruchomości.

Nasza przewaga konkurencyjna wynika m.in. z doświadczenia i innowacyjnego podejścia do inwestycji. Wiemy, jak planować i dostosowywać ofertę, by była ona konkurencyjna na rynku i dopasowana do jego aktualnych potrzeb i trendów. Co więcej, działamy długofalowo i sami dbamy o rozwój rynku, wyznaczając kierunki jego rozwoju. Stąd na przykład nasza inicjatywa rewitalizacji warszawskiej Woli i wykreowania nowej dzielnicy biznesowej w okolicach Ronda Daszyńskiego, a teraz Nowej Towarowej. Ta sama idea przyświecała naszemu zaangażowaniu w innowacyjny projekt The Hearth Warsaw, który realizujemy wspólnie z firmą D-RAFT i MasterCard. To akcelerator dla firm, start-up’ów i scale-up’ów, które mają pomysł na siebie i które wraz z rozwojem swojej działalności automatycznie staną się nowymi potencjalnymi najemcami, którzy będą poszukiwać powierzchni biurowej i tym samym generować na nią popyt.

Małgorzata Danek, członek zarządu LC Corp

Wyraźne osłabienie popytu na powierzchnię biurową może nastąpić w momencie wyczerpania się zasobów ludzkich na rynku pracy i/lub rewolucji w podejściu do środowiska pracy, choć w tym przypadku jesteśmy optymistami i uważamy, że bez względu na postęp technologiczny człowiek zawsze będzie potrzebował oddzielnego miejsca do pracy oraz życia prywatnego. Oczywiście wszelkie czynniki gospodarczo-polityczne również pośrednio mogą wpłynąć negatywnie na rynek powierzchni biurowej i spowodować np. ograniczenie rozwoju firm funkcjonujących na rynku, czy przeniesienie przez korporacje stanowisk pracy w inną część globu.

Rynki najbardziej narażone na potencjalną zmienność, to te które opierają się o zbliżoną strukturę najemców. Wrocław, Warszawa, czy Katowice na szczęście mają dość silnie zdywersyfikowaną bazę firm wynajmujących biura, co znacząco wpływa na niższe ryzyko gwałtownego wzrostu pustostanów w momencie wycofania się jednego, czy nawet kilku graczy z lokalnego rynku najmu. Obecnie oceniamy, że sytuacja jest stabilna i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość nawet w dłuższej perspektywie. Szacujemy, że duży potencjał popytowy jest w firmach, które będą chciały zmieniać swoje siedziby ze starszych budynków na te oferujące dużo wyższy standard.

Tomasz Tondera, Senior Partner Griffin Real Estate

Nasze analizy wskazują że popyt na nowoczesną powierzchnię biurową będzie się utrzymywał na stabilnym poziomie. Wynika to z kilku względów. Dynamicznie rozwijają się rynki w miastach regionalnych. Polska gospodarka, choć nieco wolniej, ale nadal się rozwija – tym samym rosną polskie firmy, które szukają przestrzeni w nowoczesnych obiektach biurowych. Bardzo dynamicznie rozwija się rynek usług wspólnych dla biznesu. Firmy tego sektora są coraz większym najemcą przestrzeni biurowych. Innymi słowy, jeżeli w trudno przewidywalnym świecie polityki nie nastąpią nieoczekiwane wydarzenia, które mogłyby wpłynąć negatywnie na gospodarkę kraju i nastroje konsumentów, to nie spodziewamy się drastycznego spadku zainteresowania nowoczesną przestrzenią biurową.

Maciej Jankiewicz, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Z uwagi na fakt, iż jednym z głównych atutów inwestycji Grupy Kapitałowej PHN jest ich lokalizacja – w ścisłych centrach lub świetnie skomunikowanych obszarach, ryzyko nagłego spadku zainteresowania potencjalnych najemców jest mało prawdopodobne. Obniżka efektywnych stawek czynszowych jest z reguły powodowana wzrostem poziomu konkurencji na rynku, brakiem dopasowania do potrzeb klientów, czy spadkiem atrakcyjności nieruchomości spowodowanym np. powstaniem nowej, uciążliwej infrastruktury miejskiej. Dodatkowo spadek zainteresowania wynajmem powierzchni biurowych może być powodowany przez różnego rodzaju trendy, takie jak coraz bardziej popularny home office lub powstawanie coraz liczniejszych stref ekonomicznych, parków technologicznych wspieranych przez państwo lub samorządy. Najbardziej narażone na tego typu uwarunkowania są rynki, gdzie panuje ogromna konkurencja.

Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania wartością budynków Skanska Property Poland

Skanska prowadzi inwestycje w miastach o wysokim popycie, które charakteryzują się bardzo dynamicznym rozwojem i prześcigają się w zachętach dla inwestorów. Zagrożeniem dla ewentualnego poziomu aktywności najemców może być prognozowany przez niektórych niedobór rąk do pracy w topowych lokalizacjach poza Warszawą – np. we Wrocławiu. To miasto jednak, mimo niskiego poziomu bezrobocia, wg danych JLL po trzecim kwartale odnotowało bardzo dużą aktywność najemców na tle innych miast regionalnych. Nie bez przyczyny – Wrocław wie jak dobrze pozycjonować swoją markę. To pierwsze miasto w Polsce, które testuje Smart Citizen, stację badawczą mierzącą natężenie hałasu i szkodliwych substancji w powietrzu. To też jedyne miasto regionalne poza Warszawą, które znalazło się w rankingu FDI Eastern European Cities of the Future 2016/2017. Łódź z kolei stawia nowe inwestycje, miasto właśnie ukończyło budowę najnowocześniejszego, multimodalnego dworca, który w nieco ponad godzinę połączy miasto ze stolicą. Dzięki takim inwestycjom w regionach nie widać odpływu najemców, a dalszą presję na stawki czynszów efektywnych obserwujemy raczej w Warszawie. To tam deweloperzy w wyścigu po najemcę muszą przygotować duży pakiet „dodatków” do powierzchni biurowej w postaci np. czasowych zwolnień z czynszów. To jednak z kolei sprawia, że Warszawa zbliża się poziomem do wyższych stawek czynszowych w innych polskich miastach, a więc staje się konkurencyjna również pod względem ekonomicznym. Nie da się jednak ukryć, że wysoka aktywność deweloperów w niedalekiej perspektywie sprawi, że portfele najemców odczują sporą ulgę w wydatkach na biura.

Alexander Jurkowitsch, członek zarządu Warimpex

Rynek biurowy w Polsce rozwija się w tym roku rekordowo. Nigdy wcześniej w jednym półroczu, jak miało to miejsce w pierwszej połowie 2016 roku., nie oddano do użytku tak dużej ilości nowej powierzchni biurowej. Co ciekawe, wraz ze wzrostem podaży w tym okresie odnotowano również wzrost popytu, a poziom absorpcji utrzymał się na wysokim poziomie. Z tego względu nie przewidujemy wyraźnego spadku zainteresowania powierzchniami biurowymi w Polsce. W Krakowie i Łodzi, miastach w których Warimpex aktualnie realizuje biurowce, współczynnik pustostanów jest jednym z najniższych w kraju (odpowiednio 6 proc. i 9,7 proc. w I połowie 2016 r.). Wraz ze wzrostem konkurencyjności, rosną wymagania najemców w stosunku do standardu i położenia budynku. W Łodzi biurowce klasy A, takie jak nasza inwestycja Ogrodowa Office, którą planujemy oddać do użytku w pierwszych miesiącach 2018 r. – zlokalizowana w centrum i o bardzo wysokim standardzie, mają odsetek pustostanów na poziomie 5 proc. w stosunku do 11-12 proc. w przypadku obiektów klasy B i niżej. Sytuacja na rynku może zmienić się wraz z nasyceniem dostępnymi powierzchniami, co w efekcie doprowadzi do spadku stawek czynszowych i pozwoli najemcom negocjować lepsze warunki. Obecnie silny popyt obserwowany jest także na rynkach regionalnych, a Kraków, gdzie w planach mamy dwie inwestycje Chopin Office oraz Mogilska Office, notuje największy wzrost zajętej powierzchni poza Warszawą. Analizując bieżącą sytuację na polskim rynku biurowym, w najbliższym czasie w lokalizacjach, gdzie realizujemy inwestycje nie przewidujemy spadku zainteresowania ze strony najemców.

Mikołaj Konopka, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej Euro Styl

Żeby popyt na powierzchnię biurową mógł się utrzymywać na obecnym poziomie powinniśmy zachęcać nowych inwestorów do rozpoczęcia działalności w Polsce. Oczywiście tak się dzieje, pojawiają się zupełnie nowe podmioty, natomiast znaczna część transakcji najmu to relokacje. Można więc przypuszczać, że przy rosnącej podaży – na każdym z lokalnych rynków biurowych, także w Trójmieście, efektywne stawki mogą zmaleć. Zapewne narażone są na to najbardziej te miasta, w których podaż zwiększa się najszybciej. Sądzę też, że inwestorzy coraz przychylniej zaczynają spoglądać na mniejsze ośrodki, dlatego coraz bardziej rozważamy prowadzenie działalności w mniejszych miastach akademickich w naszym regionie, takich jak Olsztyn, Bydgoszcz, czy Toruń. Miasta te charakteryzują się znakomitą dostępnością wykwalifikowanej kadry i dobrą jakością życia, jeśli tylko pojawi się w nich odpowiedniej jakości powierzchnia biurowa, staną się atrakcyjnym kierunkiem dla inwestorów. Właśnie dlatego postanowiliśmy w Olsztynie zrealizować Centaurusa – wielofunkcyjny obiekt, w którym znajdzie się m.in. 8500 mkw. (GLA) najwyższej jakości powierzchni biurowej.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Z racji liczby realizowanych nowoczesnych projektów biurowych, największa konkurencja panuje w Warszawie – zatem to właśnie w stolicy możemy spodziewać się wzmożonej rywalizacji pomiędzy deweloperami, skutkującej również obniżkami stawek czynszowych. Analitycy rynkowi przewidują, że jeśli zostanie utrzymane obecne tempo wprowadzania nowych projektów, to w perspektywie kilkunastu miesięcy dojdzie do nasycenia rynku, które automatycznie zmusi inwestorów do zmian i dużo większej elastyczności w kwestii stawek czynszowych. Niezwykle istotnym elementem w kontekście popularności danej lokalizacji biurowej jest jej skomunikowanie – dogodny dostęp do różnorodnych środków transportów. Właśnie między innymi ten czynnik decyduje o popularności warszawskiej Woli, która zyskuje swoich zwolenników wśród firm, zwłaszcza kosztem Mokotowa i Służewca. W kolejnych miesiącach możemy spodziewać się utrzymania tego trendu i dalszego odpływu najemców z tych rejonów Warszawy.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Obecnie sytuacja jest stabilna i nie zakładamy, żeby miało się coś zmienić. Rynek nieruchomości komercyjnych jest w Polsce dojrzały i wciąż się rozwija, co pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. W przypadku Wrocławia dobra sytuacja na lokalnym rynku pracy, dostęp do kultury i usług oraz wysoka jakość życia przyciąga wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy chętnie podejmują pracę w dużych firmach lokalizujących swoją działalność w Centrach Biznesu.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Wrocławski rynek biurowy to już ponad 800 000 mkw.

Łączne zasoby powierzchni biurowej we Wrocławiu przekraczają 800 000 mkw., a deweloperzy nie zwalniają tempa. Największymi obiektami oddanymi do użytku w tym roku były: Business Garden (36 600 mkw.), Pegaz (18 500 mkw.), Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne; 16 000 mkw.) oraz Nobilis Business House (14 800 mkw.). Głównymi projektami w budowie są: Sagittarius Business House I&II (Echo Investment), Retro Office House (LC Corp), Green 2Day (Skanska Property Poland) oraz West Link (Echo Investment). Tylko w okresie od początku roku do końca września Wrocław wzbogacił się o 62 000 mkw. biur, a do końca roku wolumen nowej podaży przekroczy 100 000 mkw.

„Wrocław jest trzecim co do wielkości rynkiem biurowym w Polsce, po Warszawie i Krakowie. Pierwsze nowoczesne biurowce, takie jak np. Centrum Biurowe Globis, Grunwaldzki Center, Bema Plaza, West House zaczęły powstawać tu około 10 lat temu i od tamtego czasu rynek rozwija się bardzo dynamicznie”, wymienia Katarzyna Krokosińska, dyrektor biura JLL we Wrocławiu. – „Podobnie jak w całej Polsce, we Wrocławiu aktywni są zarówno deweloperzy międzynarodowi, np. Skanska czy Vastint, jak i ogólnopolscy – np. Echo, LC Corp. Również deweloperzy lokalni jak Archicom czy Vantage Development coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w obszarze nieruchomości komercyjnych”, dodaje.

W okresie od I do III kw. włącznie we Wrocławiu podpisano umowy najmu na 78 850 mkw. (trzeci wynik w Polsce, po Warszawie i Krakowie). Jak w innych głównych miastach poza Warszawą dynamiczny rozwój rynku biurowego we Wrocławiu nie byłby możliwy bez sektora usług dla biznesu. Z danych ABSL wynika, że w mieście działa 111 centrów usług dla biznesu zatrudniających 34 200 osób. Wejścia nowych marek i rozwój firm już działających we Wrocławiu przekładają się na duże zapotrzebowanie na powierzchnie i pojawianie się nowych lokalizacji biurowych.

„Rozwija się zachodnia część miasta, między centrum a lotniskiem, wzdłuż ulicy Legnickiej i Strzegomskiej. Jest tu miejsce na nowoczesne, budowane w wielu etapach, parki biznesu. We Wrocławiu powstaje także Centralny Obszar Biznesu – zlokalizowany na granicy Starego Miasta i południowej części Wrocławia, w odległości ok. 300 m. od Dworca Głównego PKP i 15 minut spacerem od Rynku”, dodaje Katarzyna Krokosińska, dyrektor biura JLL we Wrocławiu.

Pustostany i czynsze

Na koniec III kw. 2016 wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 10,2%. Należy jednak podkreślić, że znalezienie w krótkim czasie pustego biura o powierzchni 2 000-3 000 mkw. (średnia wielkość transakcji w ostatnim półtora roku to 1 600 mkw.) spełniającego wszystkie warunki stawiane przez wymagających najemców nie jest łatwe, ze względu na wciąż ograniczoną liczbę projektów będących w ofercie. Wiele firm przeprowadza konsolidacje, przenosi się ze starszych budynków do nowszych, z gorszej lokalizacji do lepszej.

Najwyższe, miesięczne czynsze transakcyjne za metr kwadratowy we Wrocławiu kształtują się na poziomie od 14 do 14,5 euro, natomiast średnie wahają się między 12 a 13 euro. Wrocław oferuje korzystne warunki dla najemców, którzy mogą oczekiwać atrakcyjnych pakietów zachęt ze strony właścicieli nieruchomości, szczególnie w przypadku podpisania umowy przednajmu.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Pięć noworocznych tez

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nowy rok zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim nowe rynkowe rozdanie. Już teraz wymienić można kilka istotnych kwestii, które koncentrować będą na sobie uwagę.

Po pierwsze, inflacja.

Na całym świecie obserwujemy rosnąca presję inflacyjną, która de facto pokaźnie rozwinęła się już w tym roku, aczkolwiek przez większą jego część pozostawała niezauważona.

Dopiero ostatnie tygodnie i wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA wyraźnie zmieniły percepcję w tym obszarze.

Rosnąca inflacja to generalnie nie najlepsze środowisko dla obligacji stałokuponowych.

Po drugie, wzrost.

Mijający rok pod względem wzrostu gospodarczego nie był zły, aczkolwiek w kilku krajach okazał się rozczarowujący. Niestety blisko szczytu tej listy jest Polska, gdzie drugie półrocze okazuje się dużym negatywnym zaskoczeniem i realistycznie rzecz biorąc, trzeba porzuć śmiałe tezy sprzed kilku miesięcy, celujące w dynamikę wzrostu na poziomie 4% i więcej. Co interesujące, podobnie może być na świecie, a szczególnie w USA, w roku przyszłym. Oczekiwania są bardzo wysokie i będzie bardzo ciężko im sprostać.

Po trzecie, stagflacja.

Rosnąca inflacja i możliwość niespełnienia śmiałych oczekiwań co do zauważalnego przyspieszenia tempa wzrostu mogą skutkować tzw. stagflacją, czyli okresem charakteryzującym się wyższą inflacją przy rozczarowującym poziomie wzrostu. Jednocześnie jednak trend ten z pewnością nie będzie tak dotkliwy jak w latach 70-tych ubiegłego wieku i dlatego niektórzy oczekują stagflacji w wersji light.

Po czwarte, wyniki spółek.

Tutaj prognozy są zróżnicowane co do rynków. Najwyższe oczekiwania stawiane są spółkom amerykańskim, niższe polskim, czy generalnie tym z rynków wschodzących. Warto przy tym jednak pamiętać, że w ostatnim czasie szybciej rosną ceny surowców potrzebnych do produkcji niż dóbr finalnych. W połączeniu z obserwowaną dość szeroko presją na wzrost płac, oznacza to presję na marże generowane przez spółki. Beneficjentami takiego stanu rzeczy są spółki koncentrujące się na wytwarzaniu bądź handlu surowcami, a nie usługami i dobrami produkowanymi przy ich udziale.

Po piąte, polityka.

Nowy rok przyniesie nowe polityczne rozdanie w Europie. Czekają nas wybory we Francji, Niemczech, Holandii oraz prawdopodobnie we Włoszech. Nowe władze na fali rosnącego populizmu mogą przyjmować protekcjonistyczną retorykę, a to może podbijać inflację oraz ograniczać wzrost. Ostatecznie więc przyszły rok zapisać się może jako triumf inflacji, ale niekoniecznie tak wyczekiwanego i wszystkim potrzebnego wzrostu.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Ponad 60% polskich użytkowników internetu korzysta z niego na smartfonie

DUO-BIO – innowacyjna technologia gotowa do wdrożenia

DUO-BIO BLOKI – KONCEPCJA GOTOWA DO WDROŻENIA
„DUO-BIO – Niskoemisyjne innowacyjne technologie rekonstrukcji elektrowni węglowych z blokami o mocy 200 MW” – pod takim tytułem, 6 grudnia, w Ministerstwie Rozwoju w Warszawie odbyła się konferencja naukowo techniczna.

Konferencja poświęcona była podsumowaniom realizowanego od 2013 roku innowacyjnego projektu badawczego dotyczącego modernizacji wyeksploatowanych już bloków 200 MW starszej generacji, które nadal jeszcze funkcjonują. Zakłada on wprowadzenie w miejsce dwóch istniejących bloków 200 MW nowy układ nadkrytyczny. Obejmuje on dwa kotły zasilające jedną turbinę klasy 500, która zastąpi dwie turbiny klasy 200. Kotły te mogą być opalane różnym paliwem, np. jeden węglem, a drugi biomasą. Projekt realizowany był wspólnie przez RAFAKO S.A, Energo-Projekt Katowice S.A., Politechnikę Śląską oraz pod przewodnictwem Instytutu Energetyki, a jego zamknięcie nastąpi z końcem 2016 roku.

Organizatorami konferencji były Izba Gospodarcza Energetyki i Ochrony Środowiska oraz Instytut Energetyki. Honorowy patronat nad wydarzeniem sprawowało Ministerstwo Energii. Oficjalnego otwarcia obrad dokonał Tomasz Dąbrowski, Dyrektor Departamentu Energetyki w ME.

Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli sektora energetycznego i świata nauki. Było okazją do podsumowań, prezentacji wniosków z projektu oraz dyskusji i wymiany poglądów między jej uczestnikami.

Koncepcja DUO-BIO adresowana jest przede wszystkim do producentów i użytkowników energetyki konwencjonalnej, węglowej. Ma też wariant „bio”, czyli pozwala na zastosowanie biomasy jako odnawialnych źródeł energii. Zastosowane są tu najnowocześniejsze rozwiązania.  Wysokosprawne kotły i urządzenia ochrony środowiska obsługiwane są przez jedną, wysokosprawną turbinę. Wykorzystywana jest przy tym już istniejąca infrastruktura. Podstawową zaletą takiego układu jest jego elastyczność i wydajność – powiedział Krzysztof Burek, Wiceprezes Zarządu RAFAKO S.A., które odpowiada w projekcie za wyspę kotłową wraz z instalacjami ochrony środowiska. Szacunkowo, modernizacja może przynieść ok. 15-25 proc. oszczędności w stosunku do budowy nowego obiektu. – Jesteśmy już przygotowani technicznie, aby koncepcja mogła wejść w życie i mamy nadzieję, że branża energetyczna wyrazi zainteresowanie tego typu rozwiązaniem. Prowadzimy rozmowy na ten temat z kilkoma dużymi polskimi firmami – dodał wiceprezes RAFAKO.

Obecny podczas konferencji Jacek Janas, Prezes Zarządu Tauron Wytwarzanie S.A. przyznał, że jest to ciekawa koncepcja. – Duo blok cechuje się dużą dyspozycyjnością ze względu na swą charakterystykę podwójnego zasilania jednego układu turbinowego. Z drugiej strony jest to maksymalne wykorzystanie tego, na co pozwala lokalna infrastruktura. Dużym wyzwaniem w idei duo bloków jest osiąganie sprawności rzędu 50 proc – powiedział Jacek Janas, przysłuchujący się wystąpieniom prelegentów.

Jednym z nich był Wiesław Zabłocki z RAFAKO S.A., który zaprezentował referat opisujący kocioł BP – 680 na parametry nadkrytyczne pary, zastosowany w projekcie.

Politechnika Ślaska głównie angażowała się w opracowanie metod analizy stanu dynamicznego tych bloków, poszukiwania optymalnej struktury technologicznej, a także sprawdzenia czy założenia dotyczące sprawności parametrów będą właściwe przy tego rodzaju strukturze technologicznej – wyjaśnił prof. dr hab. inż Tadeusz Chmielniak z Politechniki Śląskiej.

Analiza wykazuje, że duo bloki z perspektywy polskiej energetyki są rozwiązaniem opłacalnym. Biorąc pod uwagę to, że w horyzoncie kolejnej dekady Polska ma problem z bilansem mocy, wydaje się to być najbardziej atrakcyjna opcja, która pozwoliłaby na rozwiązanie tego dylematu energetycznego – powiedział Łukasz Grela, Prezes Zarządu Energoprojekt-Katowice S.A. Jak zapewnił, współpraca przy realizacji projektu między partnerami układała się pomyślnie. – Wszyscy partnerzy mieli zdefiniowane, jasno określone zadania i projekt został zakończony sukcesem. Pojawił się produkt, który z punktu widzenia problemu jaki ma nasz kraj, potencjalnie jest produktem atrakcyjnym – dodał Ł. Grela.

Zadowolenia z realizacji prac nad koncepcją duo-bloków, jak i przebiegu konferencji nie krył też Tomasz Golec z Instytutu Energetyki, pełniący rolę koordynatora projektu. – Efektem tego projektu jest  rozwiązanie gotowe do wdrożenia, oferta zwłaszcza dla polskiej energetyki – powiedział T. Golec.

Duża energetyka nie daje produktów na półkę. Każdy z nich jest indywidualny. Mamy koncepcję i projekt bazowy – to jest bardzo dużo. Niewiele stąd drogi do indywidualnego projektu, ale nie oznacza to, że nie wymaga ona wysiłku. To ciężka praca projektowa. Część koncepcyjną mamy za sobą, więc generalia mamy już opracowane, teraz musimy je szczegółowo zaprojektować, musimy na ich bazie zbudować założenia dla projektów wykonawczych i przygotowania elementów wdrażanych w konkretnym miejscu – powiedział Witold Rożnowski, Dyrektor Centrum Badań i Rozwoju w RAFAKO S.A.

Konferencja, która zgromadziła tyle osób tak wysokiej rangi, zarówno świata biznesu, jak i nauki wskazuje, że jest pragmatyczne zapotrzebowanie na wiedzę w tym temacie, a to oznacza, że projekt był trafiony i zrealizowany w sposób, który nadąża za oczekiwaniami – podsumował W. Rożnowski.

Autor tekstu i zdjęć: Aleksandra Dik/Adventure Media

Słodki marketing pięciu zmysłów

Słodkości słodycze swietaKażdy z nas uwielbia słodycze, szczególnie te ofiarowane szczerze jako prezent. To one, jak żaden inny upominek, oddziałują na nasze zmysły, angażując smak, węch, węch, wzrok i dotyk. Może właśnie dlatego tak bardzo pokochali je marketerzy.

Słodki marketing

Ta nazwa przyjęła się na stałe jeśli mówimy o upominkach wysyłanych do klientów, kontrahentów i partnerów w postaci łakoci. Coraz częściej słyszymy, że liczy się gest i najważniejsze to podarować komuś coś, co zapadnie w pamięć a nie wyląduje w koszu. Jak się okazuje prezenty wcale nie muszą być kosztowne. Czasem wystarczy  pomysłowy drobiazg, aby nasza marka na długo pozostała w pamięci.

Dlaczego słodkości angażują?

W odniesieniu do słodkich upominków trafnym określeniem wydaje się być „angażowanie”, bo gdyby przyjrzeć się temu bliżej słodycze oddziałują jednocześnie aż na pięć zmysłów. To właśnie czyni je idealnym narzędziem w rękach… marketerów, bo kto nie chce, aby jego marka działała tak holistycznie na odbiorcę.

Dzisiejsze nowoczesne cukiernictwo pozwala na stworzenie upominków spełniających oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów, począwszy od kształtu, koloru, wielkości, smaku na brandingu kończąc. To wszystko gwarantuje,  że przekaz marketingowy uzyska niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju formę, która w pełni zaangażuje zmysły odbiorcy. O tym jak jest to istotne wspominał choćby guru marketingu – Martin Lindstrom. W swojej książce „Brand sense – marka pięciu zmysłów” wspominał o „uodpornieniu” odbiorców na działania marketingowe. Obecnie większość przekazu odwołuje się jedynie do dwóch z nich – wzroku i słuchu. Wyniki badań dowodzą, że aż 75% naszych emocji stymulowanych jest przez dobiegające do nas zapachy oraz smak. Kluczem do sukcesu jest pięciowymiarowe kreowanie marki – wykorzystanie wszystkich pięciu zmysłów. To wszystko daje nam właśnie słodki przekaz.

Marketing 5 zmysłów

Jak dokładnie oddziałują na nasze zmysły słodkie niespodzianki? Przyjrzyjmy się temu z bliska.

Wzrok – atrakcyjnie podana, oryginalna forma przyciąga spojrzenia i na długo zapada w pamięć. Cukiernictwo nie daje nam żadnych ograniczeń – możemy stale zmieniać jego wygląd, kolor i kształt dostosowując je pod indywidualne potrzeby.

Słuch – charakterystyczny szelest przy rozpakowywaniu łakoci z finezyjnych opakowań na spróbowaniu kończąc.

Dotyk – ciekawy kształt i faktura łakoci niemal prosi się o nasz dotyk! Dzięki angażującym słodyczom każdy z nas – a w szczególności nasz klient – może wrócić wspomnieniami do czasów dzieciństwa i poznawania świata właśnie poprzez jego… dotykanie!

Smak – to głównie na ten zmysł oddziałuje słodycz. Wiadomo, że niesamowity, oryginalny smak na długo pozostanie w pamięci. Smaku nie da się wyrzucić, zgubić, zapomnieć – on pozostaje z nami na zawsze.

Węch – zapach łakoci kojarzy nam się z przyjemnością, dzieciństwem – na pewno pozytywnie. Kiedy poczujemy ich smak pozwalamy sobie na przeniesienie się w stan relaksu i zapomnienia. Czego chcieć więcej?

A co mówią o słodyczach Ci, którzy już wykorzystali je w komunikacji swojej marki?

Zdaniem Marcina Rupińskiego, CEO sieci reklamowej Royal Ad, którego pracownicy zabierają na spotkania z klientami, słodkie upominki to zawsze trafiony pomysł. „Wysokiej jakości słodycze są towarem premium i wyróżniają się na tle „pudełkowych”. Umożliwiają one customizację wyrobów poprzez naniesienie logotypu, ciekawego kształtu czy barw klienta. Taki prezent na zawsze zapada w pamięci” – dodaje.

Z kolei Paweł Karaś, CEO agencji interaktywnej Mint Media słodycze uważa za prestiżową formę upominku. „Jako że bardzo cenimy sobie naszą współpracę z Klientami chcąc umilić im trud pracy wysyłamy drobny ale jakże smaczny prezent w postaci słodkości” – zaznacza.

Słodycze angażują, wzbudzają przyjemne skojarzenia i co najważniejsze oddziałują na każdy zmysł. Coraz częściej pozwalają marketerom na osiągnięcie celu – zdobycia uwagi odbiorcy. Słodkości, pozornie banalna rzecz potrafi zdziałać wiele. Jeśli jeszcze się o tym nie przekonałeś, spróbuj a nie pożałujesz.

Autor: Natalia Sitarska, Insight Manager DESEO

Najbardziej zadowoleni z serwisu są klienci Lexusa, Mercedesa i Audi

Według opublikowanego przez firmę analityczną JD Power raportu 2016 Australia Customer Service Index (CSI), najbardziej zadowolonymi z jakości serwisu posiadaczami samochodów klasy premium są klienci salonów Lexusa.

Ankietowani klienci oceniali firmowe salony według pięciu kryteriów. Były to jakość serwisu, przyjęcie pojazdu, doradca serwisowy, rozpoczęcie obsługi i jakość lokalu.

Lexus zdobył 852 punkty na 1000 możliwych, pozostawiając konkurentów daleko w tyle. Drugi w zestawieniu Mercedes-Benz dostał 828 punktów, zaś trzecie na liście Audi – 826, przy średniej dla marek luksusowych wynoszącej 824. Autorzy raportu zauważają, że oceny od dwóch lat rosną: w zeszłym roku było to średnio 817 punktów, a dwa lata temu – 803 punkty.

Komentując wyniki badania autorzy raportu zauważają, że ważnym czynnikiem zadowolenia klientów jest wstępna informacja o cenie usługi. Przedstawienie informacji o szacunkowych kosztach serwisu w przypadku usług pogwarancyjnych lub wymagających wymiany droższych części powodowało wzrost zadowolenia, sytuacja przeciwna – spadek.

Według JD Power, istotna dla satysfakcji klientów jest również osoba doradcy serwisowego, który powinien wykazywać się profesjonalizmem, a oprócz tego być komunikatywny, szczery i godny zaufania. Dla właścicieli aut liczy się również przyjemność rozmowy z doradcą.

Posiadacze luksusowych aut cenią sobie również kontakt ze strony serwisu kilka dni po wykonaniu usługi – telefon z pytaniem, czy samochód po odebraniu z serwisu sprawuje się jak należy, wpływa na pozytywną ocenę.

Istotnym czynnikiem zadowolenia klientów jest także wyposażenie salonów i stwarzane przez nie warunki komfortu. Rzeczy takie, jak bezpłatne napoje, WiFi czy miejsce, gdzie można usiąść z komputerem, znacznie podnoszą ocenę serwisu.

Jak mówi Mohit Arora, dyrektor wykonawczy w J.D. Power, zabieganie o zadowolenie klientów się opłaca. – „Klient zadowolony z usług wróci do firmowego salonu również, gdy skończy mu się gwarancja, poleci go również znajomym”.