Złe wiadomości dla kierowców. Podwyżki cen paliw praktycznie przesądzone

Kraje OPEC ogłosiły w Algierii, że na listopadowym posiedzeniu kartelu ograniczą wydobycie ropy naftowej. Spowodowało to ponad 5-procentowe wzrosty ceny tego surowca. To jednak nie koniec złych informacji dla kierowców. Jeżeli faktycznie dojdzie do zmniejszenia produkcji, cena ropy może wzrosnąć o kolejne kilkanaście procent.

Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Wrześniowe doniesienia z rynku ropy naftowej nie były pozytywne dla jej producentów. Według ostatniego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) wzrost popytu na ten surowiec w trzecim kwartale br. był najwolniejszy od dwóch lat. Dodatkowo IEA wyraźnie podniosła skalę globalnej nadpodaży ropy. Miała ona wynosić ok. 500 tys. baryłek dziennie do końca drugiego kwartału 2017 r.

Powyższe informacje zwiększały prawdopodobieństwo, że do połowy przyszłego roku ceny podstawowego surowca używanego do produkcji paliw utrzymają się w granicach 40-50 dolarów amerykańskich (USD) za baryłkę. Pozwalało to oczekiwać, że przez najbliższe miesiące kierowcy w Polsce będą tankować benzynę i diesla w cenie 4.00 – 4.50 zł za litr. Ten scenariusz jest już praktycznie nieaktualny po środowych doniesieniach z Algierii.

Niższe wydobycie to wyższe ceny

Oczekiwania przed rozmowami wewnątrz OPEC podczas konferencji Międzynarodowego Forum Energetycznego (IEF) w Algierze nie były wygórowane. Inwestorzy spodziewali się, że kartel utrzyma strategię zwiększania produkcji i udziału w rynku, co powinno sprzyjać niskim cenom przynajmniej do połowy 2017 r. Jednak w środę wieczorem, podczas ostatniego dnia szczytu, sytuacja mocno się zmieniła.

Najpierw przedstawiciele Algierii ogłosili propozycję ograniczenia wydobycia o ok. 800 tys. baryłek dziennie. Później OPEC stwierdził już oficjalnie, że podczas posiedzenia Kartelu zaplanowanego na 30 listopada zdecyduje o obniżeniu produkcji w skali ok. 250-750 tys. baryłek dziennie. Teoretycznie nie są to jakieś olbrzymie ilości przy globalnej produkcji na poziomie 96 mln baryłek dziennie. Jednak rynek ropy jest bardzo wrażliwy, nawet na względnie niewielkie zmiany popytu i podaży, stąd już tym tygodniu można było zaobserwować wzrosty ceny tego surowca o ponad 5 proc.

A może nie będzie ograniczenia produkcji?

Cześć obserwatorów rynkowych nie wierzy, że zapowiedzi ogłoszone podczas konferencji IEF przełożą się na faktyczne zmniejszenie produkcji. Uważają oni, że jest niewielka szansa, by OPEC rzeczywiście wypracował kompromis pod koniec listopada, a obecne działania mają jedynie na celu chwilowe podniesienie cen. Tej teorii oczywiście nie można wykluczyć, biorąc pod uwagę kilkudziesięcioletnią historię działań kartelu. Jednak są przynajmniej dwa argumenty, które powodują, że scenariusz pesymistyczny dla kierowców może się jednak zrealizować. Po pierwsze OPEC zgodził się by Iran, Nigeria czy Libia mogły zwiększać produkcję, mimo że inni będą ją redukować.

Podczas kwietniowego spotkania w Dosze to przede wszystkim Teheran nie chciał się zgodzić na zmniejszenie wydobycia, gdyż nadal nie odzyskał w pełni udziału w rynku sprzed okresu sankcji. Teraz ten problem został rozwiązany. Kolejnym argumentem, by przynajmniej na jakiś czas zmniejszyć podaż ropy jest fakt, że rynek i tak prawdopodobnie się zbilansuje w drugiej połowie 2017 r. Porozumienie przyśpieszy po prostu równowagę popytu i podaży o sześć miesięcy i wyraźnie zredukuje ryzyko spadku cen ropy naftowej do poziomu poniżej 40 USD za baryłkę, gdyby zimowe warunki były niekorzystne dla jej producentów. Kartel jednocześnie jest świadomy, że większa redukcja podaży byłaby dla niego niekorzystna, gdyż spowodowałaby zwiększenie wydobycia w Stanach Zjednoczonych i w rezultacie utratę przychodów dla państw OPEC. Stąd scenariusz względnie łagodnego powrotu do zbilansowanego rynku wydaje się dość prawdopodobny.

Jaką cenę zapłacą kierowcy?

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że pod koniec września br. średnia detaliczna cena benzyny bezołowiowej 95, wynosiła 4.40 zł za litr, a oleju napędowego 4.22 zł za litr. Prawdopodobnie jednak już w najbliższych dniach kierowcy będą musieli płacić o ok. 10 gr więcej za te paliwa. Wynika to z faktu, że notowania benzyny ARA 95 (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) wzrosły w ciągu dwóch dni z 486 do 522 USD za tonę (z 1.40zł za litr do 1.51 zł za litr). Diesel również jest zauważalnie droższy i w porównaniu z początkiem tygodnia jego cena w portach ARA podniosła się z 1.39 zł do 1.47 zł zł litr.

To jednak nie koniec złych informacji. Jeżeli dojdzie do faktycznego ograniczenia wydobycia ropy naftowej pod koniec listopada, to można oczekiwać, że ceny tego surowca przesuną się z przedziału 40-50 USD za baryłkę, do okolic 50-60 USD za baryłkę. Będzie to również oznaczać przynajmniej kilkunastoprocentowy wzrost cen paliw na rynku ARA. W rezultacie, biorąc pod uwagę zależności cen pomiędzy rynkiem hurtowym i detalicznym, można oczekiwać dalszego wzrostu kosztów tankowania o 20-30 gr za litr w miesiącach zimowych. Oznacza to, że bardzo trudno będzie znaleźć stacje oferujące diesla poniżej granicy 4.50 zł za litr. Natomiast benzyna bezołowiowa 95 prawdopodobnie będzie kształtować się blisko poziomów 4.70 zł- 4,80 zł za litr.

Konkurencja po zakup warszawskich gruntów nigdy nie była tak duża

Grupa Kapitałowa Home Invest wywalczyła w przetargu działkę inwestycyjną, położoną przy ulicy Przy Agorze 6 na warszawskich Bielanach, za którą zapłaciła ponad dwa razy więcej niż wynosiła cena wywoławcza i ma apetyt na kolejne grunty

Konkurencja w drodze po zakup warszawskich gruntów nigdy nie była tak duża. Firmy zmuszone są ostro walczyć i podbijać ceny by zdobyć atrakcyjne parcele. Starcie o zakup działki o powierzchni 2366 mkw., zlokalizowanej przy ulicy Przy Agorze 6 w Warszawie, firma Home Invest toczyła z czołowymi graczami rynku deweloperskiego. Do przetargu stanęło 11 firm deweloperskich, a wśród nich między innymi Dom Development, Matexi Polska, Unidevelopment, Budimex Nieruchomosci, Budner Deweloper, czy Konstanty Strus. Cena wywoławcza parceli, na której może powstać około 100 mieszkań, wynosiła 6,5 mln zł. Zacięta rywalizacja podczas licytacji przyniosła zwycięstwo spółce z Grupy Kapitałowej Home Invest, która zapłaciła za grunt 13,1 mln zł, kwotę ponad dwa razy wyższą od ceny wywoławczej.

Grzegorz Barbachowski, prezes zarządu Home Invest przyznaje, że przetarg cieszył się dużym zainteresowaniem deweloperów, którzy wcześniej dokładnie przepracowali wszystkie kwestie wiążące się z inwestycją w teren.

Zdaniem prezesa Home Invest, świadczy to o tym, jak duży potencjał firmy deweloperskie widziały w tej nieruchomości i silnym przekonaniu inwestorów co do powodzenia projektu. – Wierzymy w ten projekt i chcemy jak najszybciej wprowadzić tę inwestycję na rynek – konkluduje Grzegorz Barbachowski.

Zdeterminowani inwestorzy

Prezes Home Invest zauważa, że przy obecnym, bardzo dobrym rynku sprzedaży mieszkań i stabilnym popycie nie łatwo jest kupić w Warszawie nieruchomości inwestycyjne. – Konkurencja jest ogromna. Deweloperzy mają zgromadzony kapitał na zakup ziemi, a spółki deweloperskie dodatkowo pozyskują środki z emisji obligacji. Rynek sam się napędza, co powoduje że właściciele nieruchomości inwestycyjnych oferują grunty w bardzo wysokich cenach – przyznaje Grzegorz Barbachowski.

– W pogoni za wskaźnikami sprzedaży firmy zdecydowane są kupować różne grunty, zlokalizowane we wszystkich częściach miasta. Deweloperzy często decydują się też na zakup parceli „trudnych”, obciążonych skomplikowanymi procedurami właścicielskimi, które są obarczone ryzykiem długotrwałego postępowania poprzedzającego rozpoczęcie budowy. Wysokie ceny, ani skomplikowane procedury i inne trudności nie odstraszają firm przed kupnem gruntów pod budowę mieszkań – informuje prezes Home Invest.

Dużą dynamikę rynku gruntów inwestycyjnych w Warszawie potwierdza wiele przykładów. Podobna sytuacja, kiedy grunt został wylicytowany w przetargu za podwójną cenę miała miejsce w przypadku niewielkiej parceli położonej przy ulicy Białowieskiej. Wiosną tego roku firma, która wygrała przetarg za metr kwadratowy gruntu na Pradze Południe zapłaciła 3 tys. zł. Pod koniec minionego roku z kolei, wystawiona przez Pocztę Polską nieruchomość przy Ratuszowej na Pradze Północ została sprzedana za 55 mln zł, podczas gdy cena wywoławcza wynosiła 34,1 mln zł. Cena za metr w tym przypadku sięgnęła poziomu notowanego dotychczas głównie dla działek położonych na Mokotowie.

Nieustanne poszukiwanie gruntów

Dla działki przy ulicy Przy Agorze 6 zakupionej przez Home Invest nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Wydanych jest kilka decyzji o warunkach zabudowy, które zakładają realizację budynku wielorodzinnego z usługami na parterze i garażem podziemnym. Inwestor pracuje teraz nad wyborem pracowni architektonicznej, która będzie odpowiedzialna za przygotowanie projektu inwestycji. Wstępne plany przewidują realizację budynku o podwyższonym standardzie, w którym znajdą się mieszkania o metrażu od 35 do 80 mkw., z przewagą lokali dwu i trzypokojowych. Priorytetowym założeniem jest funkcjonalny rozkład mieszkań, które oferować będą także przestronne balkony i tarasy.

Pytany o dalsze plany inwestycyjne Grupy Kapitałowej Home Invest, Grzegorz Barbachowski wyjaśnia, że Grupa jest właścicielem dużej parceli na Pradze Północ w Warszawie, gdzie planuje realizację osiedla liczącego ponad 2000 mieszkań.

– Wkrótce rozpoczniemy również budowę kolejnego etapu inwestycji Krasińskiego 58 na Żoliborzu. Stale dążymy do powiększania zgromadzonego banku ziemi. W najbliższym czasie na zakup gruntów zamierzamy przeznaczyć 100 mln zł. Chcemy zwiększyć udział firmy Home Invest w warszawskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Prowadzimy negocjacje w sprawie zakupu kolejnych nieruchomości inwestycyjnych. Interesują nas zarówno działki pod mniejsze projekty, jak i tereny, na których można zrealizować duże inwestycje – tłumaczy prezes Barbachowski.

Deutsche Bank ponownie psuje giełdowe nastroje

Dzisiaj ponownie mocne spadki pojawiły się na akcjach Deutsche Banku. Na rynek dotarła informacja, że fundusze hedgingowe zamierzają zredukować swoją ekspozycję w niemieckim banku. Prawdopodobnie mamy do czynienia z ucieczką z tonącego okrętu.

Chociaż większość porannych spadków została odrobiona, to sytuacja coraz bardziej niepokoi inwestorów. Akcje banku spadły w tym roku o ponad 50% i końca przeceny nie widać. Inwestorzy tak nerwowo reagują na informacje o problemach DB, gdyż problemy banku oznaczają problemy praktycznie całego sektora finansowego. Deutsche Bank ma ogromną ekspozycję na rynku instrumentów pochodnych oraz jest powiązany w mniejszy lub większy sposób praktycznie z każdym bankiem na świecie.

Kurs akcji Deutsche Banku z ostatnich 12 miesięcy

Deutsche Bank ponownie psuje giełdowe nastroje 1

Źródło: Bloomberg

Obecnie nie ma jeszcze powodów do paniki porównywalnej z 2008 rokiem, ale sytuacja z pewnością jest napięta. Mocno wykupione rynki akcji będą reagować na każdą tego typu informacje w dosyć nerwowy sposób, a to od razu przełoży się również na inne ryzykowne aktywa takie, jak polski złoty. Duża ostrożność wskazana.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor, Dział Strategii Rynkowych i Analiz

Rosja nie wesprze OPEC. Juan 3 walutą świata.

Minister energetyki Rosji pochwalił OPEC za obniżkę wydobycia i zapowiedział, że Rosja nie przyłączy się do obniżek wydobycia. MFW dołączył juana do swojej waluty rozliczeniowej. Ułatwienia dla przedsiębiorców w Polsce.

Rosja nie wesprze OPEC

Wczoraj wyraziliśmy wątpliwość co do skuteczności zmniejszenia wydobycia na świecie. Już teraz okazało się, że z państwami OPEC nie będzie solidaryzować się Rosja. Deklaracja ta pochodzi od Aleksandra Nowaka, czyli ministra energetyki. Można ją zatem traktować jako wiarygodną. Decyzja ta może spowodować, że na kolejnym spotkaniu OPEC w Wiedniu 30 listopada lub nawet przed nim pożegnamy się z limitem wydobycia. Rynki jednak w dalszym ciągu wierzą w skuteczność tego ruchu. Ropa zbliża się do ważnej psychologicznej bariery 50 dolarów za baryłkę. Widać również umacnianie się rubla, który kosztuje już 6,1 grosza.

Juan w składzie waluty Międzynarodowego Funduszu Walutowego

Już jutro pierwszy dzień z juanem w składzie SDR. Pod tą nazwą znajduje się wirtualna waluta, którą rozlicza się Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jest ona oparta o koszyk walut. Udział dolara to około 40%, euro 30%, z kolei chiński juan będzie trzecią siłą z blisko 11%. Oprócz tej trójki w koszyku są japoński jen i funt szterling z udziałami po około 8%. Decyzja ta nie niesie za sobą przełomowych konsekwencji gospodarczych. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest to kolejny krok w którym Chiny dołączają do światowej ścisłej czołówki.

Pakiet ułatwień dla przedsiębiorców

Mateusz Morawiecki, osoba pełniąca wszystkie ważne funkcje finansowe w państwie oprócz prezesa NBP (stan na godzinę 10:00), zapowiedział pakiet ułatwień dla przedsiębiorców. Oprócz wielu banałów pod modnym hasłem “ograniczenie biurokracji” pojawił się jeden ważny konkret. Obniżka podatku CIT z 19% do 15% dla firm o obrotach poniżej 1,2 miliona euro rocznie. O ile obietnica obniżenia podatków powinna cieszyć, należy wziąć pod uwagę, że nie jest ona połączona z żadnym źródłem finansowania. W efekcie należy się spodziewać, że albo firmy nagle zaczną zarabiać proporcjonalnie więcej albo zobaczymy jeszcze większy deficyt w budżecie.

Jen coraz mocniejszy

Dzisiaj rano poznaliśmy dane z Japonii. W kraju tym w dalszym ciągu mamy 0,5% deflacji. Spadają wydatki gospodarstw domowych i rośnie bezrobocie. Dobrą informacją jest z kolei, że wzrosło do 3,1%. Warto też zwrócić uwagę na wzrost produkcji przemysłowej o 4,6% w skali roku. Dane te powodują, że inwestorzy znów wracają do jena. Cena dolara wyrażona w japońskiej walucie znowu zbliża się  do swoich 3 letnich minimów. Zbyt mocny jen uważany jest za główny problem japońskiej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:30 – Wielka Brytania – Produkt Krajowy Brutto
  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wojciech Pisz wzmacnia dział Rynków Kapitałowych CBRE

Do firmy doradczej CBRE dołączył Wojciech Pisz, który objął stanowisko Dyrektora w dziale Rynków Kapitałowych. Wojciech będzie odpowiedzialny za wsparcie biznesowe działu, rozwój biznesu oraz działania operacyjne na prowadzonych transakcjach. Dział Rynków Kapitałowych CBRE doradza w najważniejszych transakcjach inwestycyjnych w Polsce takich jak: zakup centrum handlowego Stary Browar w Poznaniu,  czy też sprzedaż dwóch centrów logistycznych należących do firmy Amazon we Wrocławiu i Poznaniu.

Wojciech Pisz - Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych CBRE
Wojciech Pisz – Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych CBRE

Wojciech Pisz posiada ponad 16 letnie doświadczenie w obszarze inwestycji
w sektorze nieruchomości komercyjnych. Przez wiele lat pracował dla polskich
i międzynarodowych instytucji finansowych, w których był odpowiedzialny za współpracę
z inwestorami w zakresie kredytów inwestycyjnych. W latach 2004 – 2013 pracował i następnie zarządzał działem Rynków Kapitałowych firmy Cushman & Wakefield, na tym stanowisku odpowiadał za kompleksowe doradztwo klientom oraz rozwój biznesu. Ostatnio Wojciech zajmował stanowiska Dyrektora ds. Inwestycji w Nieruchomości i Zastępcy Dyrektora Biura Sektora Nieruchomości w TFI PZU SA. Do jego obowiązków należało realizowanie i opracowywanie strategii inwestycyjnej zarówno dla nowych akwizycji, jak i sprzedaży posiadanych nieruchomości.

Wojciech Pisz ukończył studia podyplomowe w oparciu o program MBA w Szkole Zarządzania Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest również absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej
w Krakowie. Od 2006 roku posiada Licencję Pośrednika Nieruchomości.

Deutsche Bank

Deutsche Bank 2

Deutsche bank ściąga giełdy w dół. Po godzinie 9.00 notowania Deutsche Banku spadły o ponad 9%. Notowania już od jakiegoś czasu poruszają się poniżej kryzysu z 2008 roku.

Za kolejną przeceną niemieckiego banku stoi informacja o dużych wypłatach klientów instytucjonalnych z banku w wysokości miliardów dolarów amerykańskich. Dla całego systemu bankowego najgorszym scenariuszem jest utrata zaufania, a właśnie to dotyka Deutsche Bank. Jeżeli sytuacja się nie zmieni i ludzie rzucą się na swoje depozyty, to bez pomocy rządu, czy też ECB się nie obędzie.

Poniższa grafika prezentuje powiązania Deutsche Banku, gdyby coś się stało, to nikt się nie ukryje przed nadchodzącą burzą.

Deutsche Bank 3

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Deloitte i Apple zawarły strategiczne partnerstwo

Firma doradcza Deloitte rozpoczęła współpracę z koncernem Apple. Będzie ona polegała na projektowaniu oraz pomocy we wdrażaniu rozwiązań technologicznych dla firm w oparciu o platformę iOS wykorzystywaną w iPhonach i iPadach. Apple i Deloitte będą również współpracować przy opracowywaniu nowej oferty Deloitte Consulting pod nazwą EnterpriseNext, której głównym zadaniem jest ułatwienie klientom pełnego wykorzystania biznesowego systemu iOS: sprzętu, oprogramowania oraz usług.

„Dwaj globalni gracze, liderzy w swoich branżach, łączą siły, co jest dla nas wydarzeniem bez precedensu. Jednak najważniejsi pozostają klienci na całym świecie, którzy dzięki temu partnerstwu zyskają dostęp do innowacyjnych usług, pozwalających im rozwijać ich działalność biznesową w erze cyfrowej.” – mówi Zbigniew Szczerbetka, Partner, Lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

„Nasi pracownicy używają ponad 100 tys. urządzeń iOS, obsługujących 75 aplikacji, dlatego z własnego doświadczenia wiemy, że iOS to najlepsza platforma technologiczna dla biznesu” – mówi Punit Renjen, Szef Deloitte Global. „Specjalistyczny zespół ds. Apple zapewni odpowiednie doświadczenie i zasoby, potrzebne firmom do pełnego wykorzystania ogromnych możliwości, jakie dają system iOS, iPhone’y i iPady, co z kolei umożliwi im realizację wyznaczonych zadań, a jednocześnie podniesie sprawność i wydajność działania.” – dodaje.

Firmy Apple i Deloitte będą również współpracować przy opracowywaniu nowej oferty Deloitte Consulting pod nazwą EnterpriseNext. Została ona opracowana w celu ułatwienia klientom pełnego wykorzystania systemu iOS w ich działalności gospodarczej. Dzięki nowej ofercie zyskają możliwość odkrycia najistotniejszych możliwości systemu w odniesieniu do swoich branż, a dzięki zastosowaniu metody szybkiego prototypowania dostosowania ich do własnych potrzeb.

„Jako lider w zakresie strategii transformacji cyfrowej, Deloitte jest idealnym partnerem, dysponującym zespołem doradców strategicznych, wyspecjalizowanych w technologiach Apple, którzy mogą pomóc klientom w radykalnej zmianie sposobu prowadzenia działalności dzięki wykorzystaniu iOS, iPhone’ów i iPadów.” – wyjaśnia Tim Cook, Prezes firmy Apple. „iPhone i iPad rewolucjonizują sposób, w jaki ludzie wykonują swoją pracę. Dzięki temu partnerskiemu przedsięwzięciu jesteśmy w stanie pomóc coraz liczniejszym firmom zainteresowanym wykorzystaniem możliwości oferowanych jedynie przez system Apple.” – dodaje.

Oferta EnterpriseNext opracowana przez Deloitte Consulting obejmuje wsparcie ekspertów w ponad dwudziestu branżach, a także:

  • mapy wartości EnterpriseNext dla iOS, ułatwiające określenie kluczowych możliwości wykorzystania iPhone’a i iPada w prowadzonej działalności, odpowiedniego dopasowania technologii komórkowych i wyznaczenia priorytetowych zasobów cyfrowych;
  • warsztaty EnterpriseNext dotyczące iOS, umożliwiające szybkie przekształcenie pomysłów w prototypy, a dalej w zindywidualizowane rozwiązania iOS;
  • architektów, inżynierów i projektantów iOS, zatrudnionych w Deloitte Digital Studios na całym świecie, którzy pomogą w opracowaniu prostych w użyciu, wysokiej jakości zindywidualizowanych aplikacji, łatwo integrujących się z istniejącymi platformami, takimi jak ERP, CRM, analityka i HR.

Rośnie zainteresowanie inwestorów alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi

Rośnie zainteresowanie inwestorów alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi 4
Polacy najchętniej wybierają te instrumenty finansowe, które rozumieją, a więc np. lokaty bankowe, akcje czy obligacje. Ostatnio jednak coraz większym zainteresowaniem zaczynają cieszyć się także fundusze alternatywne lokujące środki swoich inwestorów w inne rodzaje aktywów – ocenia Artur Rawski, wiceprezes zarządu Forum TFI. Nie tylko zamożni Polacy zaczynają bowiem poszukiwać nowych źródeł zysku ze swoich nadwyżek finansowych, zamiast lokat bankowych wybierając wierzytelności czy nieruchomości. Dowodem na to jest obserwowany w ostatnich latach znaczący wzrost udziału środków zgromadzonych w funduszach zamkniętych z 15 do 50 proc. wartości aktywów ogółu funduszy działających na polskim rynku.

– Ludzie najchętniej inwestują w instrumenty, które rozumieją. Może dlatego dotychczas królowały na polskim rynku inwestycje w instrumenty giełdowe. Jednakże coraz częściej w inwestorach budzi się ciekawość i potrzeba znalezienia innych funduszy, innych instrumentów, w związku z tym np. zainteresowanie nieruchomościami, wierzytelnościami czy inwestowaniem w projekty kompetencyjne, które razem z partnerem branżowym można prowadzić w formie funduszu inwestycyjnego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Rawski, wiceprezes zarządu Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Forum.

Obecnie ok. 2 mln Polaków ma środki zainwestowane w jednostki uczestnictwa bądź certyfikaty inwestycyjne funduszy inwestycyjnych. Według Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w 2015 roku oszczędności Polaków wzrosły do poziomu 1,2 bln zł. Liczba rachunków inwestycyjnych sięga 1,4 mln. Jak podaje zaś GPW, udział inwestorów indywidualnych w obrocie akcjami na rynku głównym giełdy stanowił w ubiegłym roku 12 proc.

– Inwestorzy inwestują coraz chętniej w instrumenty inne niż papiery notowane na giełdzie z uwagi na to, że giełda jest niestabilna. Zainteresowanie inwestorów wzbudzają fundusze alternatywne, inwestycje choćby w nieruchomości, w wierzytelności czy projekty takie jak restauracje, które znalazły się również w jednym z naszych funduszy – wskazuje Rawski.

Najbardziej poszukiwaną grupą aktywów o alternatywnym charakterze są wciąż jeszcze nieruchomości. Inwestycja w mieszkanie na wynajem oferuje kilkakrotnie wyższą stopę zwrotu niż lokata bankowa, potrafi bowiem przynieść zysk o 3–4 punkty proc. wyższy niż depozyt. Perspektywiczne są przede wszystkim największe miasta.

– Zainteresowanie funduszami alternatywnymi ciągle rośnie. Obserwujemy to zarówno po zainteresowaniu generowanym w stronę Forum TFI, jak i po ruchach konkurencji i wynikach dystrybutorów. Wartość inwestycji w funduszach zamkniętych wzrosła w ciągu ostatnich lat z 15 proc. do 50 proc. wartości aktywów funduszy – zaznacza ekspert.

Fundusze inwestycyjne zamknięte ułatwiają inwestorom dostęp do alternatywnych form inwestowania, przede wszystkim ze względu na większą swobodę kształtowania polityki inwestycyjnej. Stały wzrost zarówno ich liczby, jak i wartości ulokowanych w nich aktywów wskazuje, że w najbliższej przyszłości fundusze inwestycyjne zamknięte będą odgrywały coraz większą rolę na polskim rynku finansowym.

– Fundusze inwestycyjne zamknięte są jedną z form funduszy alternatywnych. Zgodnie z obecną nomenklaturą prawną są to inwestycje trochę odmienne od funduszy otwartych, których charakterystyka powoduje, że inwestorzy interesują się nimi coraz bardziej – podkreśla Artur Rawski.

Sporty niszowe kuszą sponsorów

Sponsoring sportowy ma niepodważalny wpływ na rozpoznawalność i zasięg marki. Jak się jednak okazuje, nie tylko sponsorowanie największych dyscyplin sportowych, takich jak piłka nożna czy siatkówka, przynosi najlepsze efekty . Firmy coraz częściej zwracają się w stronę sportów niszowych, dostrzegając w nich potencjał dla promocji swojej marki.

Według Raportu Deloitte Think Tank – Sport + Biznes + Efektywność, wartość polskiego rynku sponsoringu sportowego w 2015 roku mogła sięgnąć nawet 5 mld zł. Sponsoring sportowy to jedno z najszybciej rozwijających się oraz najbardziej efektywnych narzędzi promocji. Dzieje się tak dlatego, ponieważ sponsoring sportowy realizuje wiele celów marketingowych firmy: pozwala na skuteczną ekspozycję marki, obecność w mediach oraz sprawia, że marka budzi pozytywne skojarzenia.

Kluczem jest zaangażowanie

Jak wynika z badania „Sponsoring Monitor” przeprowadzonego w 2014 roku przez ARC Rynek i Opinia, co piąta osoba chętniej kupowałaby produkty i usługi firmy, którą zna jako sponsora sportu lub kultury. Wynika to z faktu, że sport jest źródłem ogromnych, często nawet skrajnych emocji. Podczas gdy tradycyjna reklama w większości przypadków nie buduje zaangażowania ze strony odbiorcy, zupełnie inaczej wygląda kwestia podatności kibiców na bodźce reklamowe towarzyszące wydarzeniom sportowym. – Skala wydarzenia i rodzaj wspieranej przez firmę dyscypliny nie robi tutaj różnicy, ponieważ kibic piłkarski będzie cieszył się ze zwycięstwa swojego faworyta równie mocno, jak osoba oglądająca turniej bilardowy – mówi Arkadiusz Drążek z firmy Brześć, która jest sponsorem Pool Bilard Brześć Słomka Ptysiowa Pol Tour. Dlatego, sponsorowanie niszowych sportów nie traci w stosunku do patronatu nad największymi imprezami.

Opłacalna inwestycja

Sponsoring sportów uznawanych powszechnie za niszowe kusi potencjalnych inwestorów również ze względu na swoją cenę. Wspieranie mniej popularnych dyscyplin jest relatywnie tanie, dana firma może więc sobie pozwolić na rozwinięcie patronatu nad większą liczbą wydarzeń. Liczba odbiorców może być więc wówczas porównywalna, a może nawet i wyższa niż w przypadku pojedynczego, dużego wydarzenia, za to znacząco wzrasta ich różnorodność. Dlatego też dziś nawet mniejsze zawody sportowe mogą liczyć na wsparcie finansowe, co z pewnością przyczyni się do ich przyszłego rozwoju.

Społeczność lokalna

Istnieje wiele dyscyplin sportowych, które nie są popularne w skali całego kraju, ale mają oddanych i zaangażowanych pasjonatów wśród lokalnych społeczności w mniejszych miejscowościach. Jeśli więc zależy nam na dotarciu do tej grupy docelowej, sponsoring lokalnych sportów jest tutaj idealnym rozwiązaniem. To dobry pomysł zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorstw, które kierują swoją ofertę produktów i usług do społeczności lokalnej. Pozwala to wyróżnić się na tle konkurencji i dotrzeć w niestandardowy sposób tam, gdzie nie ma dostępu rynkowy rywal. Ponadto, poprzez sponsoring sportów popularnych lokalnie, firma buduje swój wizerunek jako przedsiębiorstwa wrażliwego na to, co dzieje się w jego najbliższym otoczeniu i wspierającego regionalne inicjatywy.

Inwestycja w przyszłość

Nie każdy mało popularny sport pozostaje w cieniu na zawsze, co mogliśmy zaobserwować na przykładzie wyścigów Formuły 1, biegów czy skoków narciarskich. W Polsce, co jakiś czas „wybija się” dyscyplina sportowa, dotychczas uważana za niszową. Dlatego, wiele firm podejmujących się sponsoringu zwraca uwagę na to, że zaangażowanie finansowe w dane wydarzenie musi być przemyślaną akcją, obliczoną na długofalowe działanie i uwzględniającą rozwój danej kategorii sportowej. – Warto wspierać imprezy charakteryzujące się dużym potencjałem rozwoju. My taki potencjał dostrzegliśmy np. w MMA, które w ostatnim czasie cieszy się coraz większą popularnością. Należy jednak pamiętać, że sponsoring nie powinien mieć charakteru jednorazowej, wybiórczej akcji, ale stanowić element dłuższej, przemyślanej strategii marketingowej. Tylko wtedy przyniesie to pożądany efekt – dodaje Arkadiusz Drążek z firmy Brześć.

Sponsoring imprez sportowych jeszcze przez długi czas będzie jedną z najbardziej skutecznych form promocji marki. Dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu relacje z niszowych wydarzeń, a wraz z nimi informacje o sponsorze, mogą dotrzeć do dużo większej widowni niż jeszcze parę lat temu. Nic więc dziwnego, że mniej popularne dyscypliny stają się coraz bardziej łakomym kąskiem dla przedsiębiorstw.

 

Czego nauczyliśmy się po pierwszej wysyłce JPK?

Niemal 6 tys. podatników raportuje obecnie co miesiąc JPK Ewidencję VAT do Ministerstwa Finansów. Nie jest to jednak proste zadanie. Po dwóch miesiącach raportowania widoczne stają się problemy, z którymi muszą zmierzyć się duże firmy. Na te trudności już teraz powinny zwrócić uwagę mniejsze przedsiębiorstwa i instytucje samorządowe, które już niedługo czeka ten sam obowiązek.

Listę najczęstszych wyzwań, którym duże firmy musiały stawić czoła podczas dwóch pierwszych miesięcy raportowania JPK, a także propozycje zapobiegania takim problemom, przygotowali specjaliści z Onwelo, firmy specjalizującej się w automatyzowaniu raportowania finansowego w firmach, w tym m.in. w zakresie JPK.

Po pierwsze – kompletność danych

Z obserwacji Onwelo wynika, że najwięcej kłopotów dużym firmom sprawiło zapewnienie kompletności danych wchodzących w skład pliku.

Do tej pory przedsiębiorcy składali tylko deklaracje VAT i nie ukrywajmy – aby złożyć deklarację VAT, nikt nie przejmował się samymi danymi. Liczyła się przede wszystkim zgodność kwot. Konstrukcja pliku JPK zakłada pokazanie transakcji składających się na deklarację. Zakres danych, jakie należy zaprezentować, to już nie tylko kwoty, ale również numery dokumentów będące podstawą do ujęcia transakcji w ewidencji, dane adresowe kontrahentów czy daty” – mówi Marcin Madej, doradca podatkowy, a także ekspert ds. rozwoju aplikacji finansowych i podatkowych w Onwelo.

I tu pojawił się pierwszy problem – nagle okazało się, że na co dzień specjalnie nie przejmujemy się tym, czy mamy w swojej ewidencji VAT np. nr NIP kontrahenta, od którego otrzymujemy fakturę, albo czy mamy jego adres. Z tego powodu wiele firm w zakupowej części struktury JPK Ewidencja VAT musiała zastosować uproszczenia i wpisać „…” lub opis „Brak danych” w obowiązkowych polach pliku. Gdy już MF zacznie analizować dane zawarte w JPK, może okazać się to mocno problematyczne.

Wniosek pierwszy:

Przejrzyj już teraz kompletność swoich danych. Zwróć uwagę na bazę danych kontrahentów (dostawców i odbiorców). Tam, gdzie widzisz braki, uzupełnij je z wyprzedzeniem.

Pod drugie – jakość danych

Bardzo często okazywało się też, że dane, pomimo, że wydają się kompletne, są złej jakości. Doradcy Onwelo, podczas dostosowywania danych do wymaganej struktury raportowania w pliku JPK, wielokrotnie spotkali się np. z nr NIP kontrahentów w postaci 0000000000 lub 1111111111 albo adresem w postaci wskazania tylko miasta. W konsekwencji wiele firm znowu musiało posłużyć się uproszczeniami.

Wniosek drugi:

Dane wcześniej uzupełnione niekoniecznie są prawdziwe. Wprowadzając dane do swojego systemu zadbaj o to, by były poprawne i zgodne z tym, co kontrahenci umieszczają na fakturach. Okresowo dokonuj przeglądu danych podstawowych kontrahentów i dbaj o ich aktualność.

Po trzecie – brak jednolitego podejścia do prezentacji danych

W toku przygotowania do zestawienia danych dla JPK okazało się, jak bardzo jest to skomplikowany i w dużym stopniu manualny proces. Często nie ma jednolitego podejścia do prezentowania danych w ewidencji. Część danych raportuje się tylko na poziomie kwot, a część rejestrów VAT przygotowywana jest w szczegółach.

W związku z tym duże przedsiębiorstwa musiały podjąć decyzję czy zaprezentować agregaty w JPK, czy szukać danych szczegółowych. Kilkukrotnie spotkałem się ze skrajnym podejściem, łącznie z prezentowaniem agregatów w postaci jednej linii dla jednego pola w deklaracji VAT. Standardem natomiast wydaje się być sposób prezentacji części danych na poziomie pojedynczym, a części w postaci skumulowanej. Na dziś takie rozwiązanie zdało egzamin, ale jeśli MF zacznie analizować dane, podejście polegające na prezentowaniu agregatów okaże się kłopotliwe” – komentuje Marcin Madej.

Wniosek trzeci

Wykonaj już teraz przegląd sposobu prowadzenia Ewidencji VAT i dostosuj go do wymagań JPK.

Reasumując, proces przygotowania JPK Ewidencja VAT u dużych przedsiębiorców pokazał kilka obszarów, w których nie zawsze wszystko się udało i nad których poprawą przedsiębiorstwa te obecnie pracują. – „Nie czekajmy do ostatniej chwili. Jeśli obowiązek raportowy obejmie nas od stycznia lub lutego przyszłego roku, już dziś możemy wykonać kilka czynności, które zaoszczędzą nam dużo pracy na początku 2017 roku” – radzi Marcin Madej.

M. Kachniewski (SEG): unia rynków kapitałowych spowoduje odpływ emitentów z polskiego rynku

M. Kachniewski (SEG): unia rynków kapitałowych spowoduje odpływ emitentów z polskiego rynku 5
Pomysł wprowadzenia unii rynków kapitałowych, która ułatwiałaby przepływ kapitału i inwestycji między rynkami, ma być w zamierzeniach Unii Europejskiej wdrożony do 2019 roku. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych wprowadzenie tej idei w życie spowoduje zaniechanie finansowania małych i innowacyjnych firm na rynkach peryferyjnych, konieczność kolejnych regulacji ze strony unijnych urzędników i dalszy odpływ i tak kulejącego kapitału z polskiego parkietu.

– Unia rynków kapitałowych to taki projekt, który wg mnie jest wewnętrznie sprzeczny, bo wśród głównych celów są takie, których moim zdaniem nie da się sensownie pogodzić. Mamy tutaj przede wszystkim do czynienia z finansowaniem małych i średnich przedsiębiorstw czy finansowaniem innowacji, a z drugiej strony mówi się o stworzeniu czegoś, co jest nazywane prawdziwym wspólnym rynkiem kapitałowym z większą swobodą przepływu inwestorów i emitentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Kachniewski, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

Mija rok, odkąd Komisja Europejska przedstawiła plan działania na rzecz utworzenia unii rynków kapitałowych. Zakłada on zapewnienie bezpośredniego przepływu kapitału od inwestorów do przedsiębiorstw, w szczególności małych i średnich, zapewnienie wzrostu napływów inwestycji do Unii Europejskiej z innych regionów świata, stabilizację systemu finansowego poprzez lepszą dywersyfikację źródeł finansowania oraz poprawę efektywności rynków kapitałowych, powiązaną ze zmniejszeniem kosztu pozyskania finansowania. Jest on elementem „Planu inwestycyjnego dla Europy” Jeana-Claude’a Junckera z listopada 2014 roku.

– Niestety obawiam się, że jeśli emitenci i inwestorzy odpłyną na te największe rynki, to te największe rynki nie będą zainteresowane finansowaniem małych i średnich przedsiębiorstw na innych rynkach z różnych względów, w tym kosztowych – mówi Kachniewski. – Taki Work Service, który ma w tej chwili dual listing, za notowanie w Londynie płaci połowę tego, co w Warszawie. Nie ma tak naprawdę powodu, żeby część emitentów pozostawała na rynku warszawskim, zwłaszcza tych emitentów, którzy poszukują inwestorów zagranicznych, chcą być na większym, głębszym, bardziej płynnym rynku, chcą, aby ich wyceny były porównywane z ich odpowiednikami, które na rynku polskim nie notowane.

Szef Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych uważa, że jeśli tego typu ustawa zostanie wprowadzona, to emitenci prawie natychmiast odpłyną z polskiego rynku, bo bardziej atrakcyjne dla nich będą większe, bardziej płynne i bogatsze giełdy z Zachodu. Kapitalizacja giełd w Europie na koniec 2015 r. wyniosła 12,3 bln euro. Kapitalizacja spółek na GPW spadła w ciągu ub.r. o 12,6 proc., co w przypadku spółek krajowych oznacza w efekcie spadek do nieco ponad pół biliona złotych, a sama GPW zaznacza, że w porównaniu ze spółkami notowanymi na innych giełdach kontynentu większość tych z warszawskiego parkietu zalicza się do sektora MŚP.

Jeśli do tego rzeczywiście dojdzie i stworzymy kilka takich bardzo poważnych ośrodków w ramach Unii Europejskiej, i te ośrodki będą mogły odessać płynność inwestorów i emitentów z rynków mniejszych, to finansowania małych i średnich przedsiębiorstw i finansowania inwestycji innowacyjnych nie będzie w ogóle – przewiduje prezes SE

Jego zdaniem w konsekwencji tego procesu po paru latach istnienia unii rynków kapitałowych Komisja Europejska dojdzie do wniosku, że istnieje potrzeba stworzenia specjalnego projektu finansowania małych i średnich przedsiębiorstw czy innowacji. W efekcie to urzędnicy w Komisji będą decydować zamiast inwestorów o tym, komu przyznać pieniądze na innowacyjne projekty, czy o tym, które z małych i średnich przedsiębiorstw należy wesprzeć finansowo.

– W tej chwili zasadniczo emitent jest przywiązany do danego rynku notowań i nawet, jeśli wchodzi w różnego rodzaju dual listingi i temu podobne kwestie, to i tak pozostaje na rynku macierzystym. Zakładam, że unia rynków kapitałowych, jeśli ma w sobie zaszyty ten cel stworzenia rzeczywiście jednego rynku z tą swobodą przemieszczania się inwestorów i emitentów, to na którymś etapie pojawi się tego typu sformułowanie, że emitenci mogą przechodzić pomiędzy poszczególnymi rynkami. I zakładam, że jeśli to się pojawi, to ta możliwość będzie bardzo szybko skonsumowana, bo mówiąc wprost, te rynki zagraniczne są tańsze.

Stopy procentowe powinny zostać na niezmienionym poziomie. Głównie dzięki stabilnej sytuacji w strefie euro i dobrym perspektywom polskiej gospodarki

Stopy procentowe powinny zostać na niezmienionym poziomie. Głównie dzięki stabilnej sytuacji w strefie euro i dobrym perspektywom polskiej gospodarki 6

W najbliższych miesiącach możemy oczekiwać utrzymania stóp procentowych w Polsce na niezmienionym poziomie i akcentowania przede wszystkim dobrych perspektyw wzrostu i stabilnej sytuacji za granicą u głównych partnerów handlowych ocenia Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole. Utrzymaniu stóp sprzyja stabilny wzrost w strefie euro, poprawa koniunktury w niemieckim przetwórstwie i dobre przyszłoroczne perspektywy przed polską gospodarką.

Perspektywy polskiej gospodarki są przede wszystkim uzależnione od tego, co dzieje się w jej otoczeniu makroekonomicznym. To kwestia sytuacji w strefie euro i niemieckiej gospodarce podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole.

Eksperci Europejskiego Banku Centralnego szacują, że ożywienie gospodarcze w strefie euro będzie postępować, choć w związku z brexitem jego tempo będzie niższe od oczekiwanego jeszcze kilka miesięcy temu. Oczekuje się, że realny PKB w 2016 roku wzrośnie w ujęciu rocznym o 1,7 proc., zaś w 2017 i 2018 roku o 1,6 proc.

Nie ma stagnacji ani recesji, ten wzrost jest niski, ale stabilny. Trudno mówić o wyraźnym pogorszeniu koniunktury, ono jest nieznaczne w odniesieniu do strefy euro. To, co jest dla nas jednak najbardziej istotne, to poprawa koniunktury w niemieckim przetwórstwie, a przede wszystkim z bardzo dobrym wynikiem nowych zamówień w eksporcie niemieckim zaznacza ekspert.

Niemcy to nie tylko najsilniejsza gospodarka unijna, lecz także najważniejszy partner handlowy dla Polski. Ponad jedna czwarta naszego eksportu trafia właśnie do Niemiec.

To zaś oznacza dobrą perspektywę dla polskiego eksportu i dla polskiej produkcji przemysłowej. Korelacja pomiędzy wynikami niemieckiego a polskiego eksportu, który jest wysyłany właśnie na niemiecki rynek, jest znacząca. Z perspektywy otoczenia zagranicznego nie ma zatem na razie jakichś poważnych, niepokojących sygnałów ocenia Borowski.

W Polsce wzrost gospodarczy oscyluje wokół 3 proc. (w II kw. wzrost PKB o 3,1 proc.). Zdaniem eksperta niepokoić natomiast może wyhamowanie inwestycji związane ze spowolnieniem wzrostu inwestycji przedsiębiorstw. GUS podaje, że produkcja budowlano-montażowa, po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, w sierpniu ukształtowała się na poziomie niższym o 20,3 proc. w skali roku i o 5,5 proc. w porównaniu z lipcem 2016 roku.

Jest też jednak i dobra wiadomość. Wskaźniki koniunktury, które obrazują przyszłą sytuację w budownictwie, wskazują na umiarkowaną poprawę w perspektywie najbliższych miesięcy. Pozwala to oczekiwać, że w produkcji budowlano-montażowej najprawdopodobniej najgorsze mamy już za sobą i kolejne miesiące przyniosą jej stabilizację, względnie delikatny wzrostanalizuje główny ekonomista Crédit Agricole.

Wzrost gospodarczy napędza program Rodzina 500 plus, jednak roczne tempo wzrostu PKB według projekcji NBP znajdzie się w tym roku z 50-proc. prawdopodobieństwem w przedziale od 2,6 do 3,8 proc. (wobec od 3,0 do 4,5 proc. w projekcji z marca). Ustawa budżetowa co prawda wciąż zakłada wzrost o 3,8 proc. w 2016 roku, jednak tak optymistyczne wskazania zdaniem eksperta są mało realne i w II połowie roku wzrost nie przekroczy 3 proc.

 Ważne są jednak perspektywy i struktura. Te zaś w odniesieniu do polskiej gospodarki w przyszłym roku są wciąż dobre. Z jednej strony możemy oczekiwać stabilnego wzrostu naszych głównych partnerów handlowych, z drugiej odbicia inwestycji publicznych. Jeśli te efekty wystąpią łącznie, czego się spodziewamy, to wzrost w przyszłym roku powinien przekroczyć 3 proc., chociaż I połowa roku nie przyniesie znaczącego przyspieszenia ocenia Borowski.

Zdaniem ekonomisty trudno oczekiwać zmiany nastawienia członków RPP, którzy raczej stawiają na utrzymanie status quo.

W tej sytuacji moim zdaniem możemy oczekiwać tego, do czego rada już w jakimś sensie nas przyzwyczaiła, czyli utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie oraz akcentowania dobrych perspektyw wzrostu i stabilnej sytuacji za granicą u głównych partnerów handlowych przekonuje Jakub Borowski.

Polskie banki wyprzedzają pod względem cyfryzacji europejską konkurencję. Taki trend może się utrzymać

Polskie banki wyprzedzają pod względem cyfryzacji europejską konkurencję. Taki trend może się utrzymać 7
Banki w Polsce są bardziej zaawansowane cyfrowo niż konkurenci w innych krajach europejskich – wynika z badania Digital Performance Index przygotowanego przez Accenture. Działające na krajowym rynku instytucje są bardziej aktywne i skore do wdrażania innowacji cyfrowych, zwłaszcza w obszarze sprzedaży i obsługi klientów. Cyfryzacja przekłada się na wzrost liczby klientów.

Globalnie oceniliśmy ponad 1,2 tys. przedsiębiorstw z niemal wszystkich branż. W badaniu analizowaliśmy poziom cyfryzacji przedsiębiorstw w czterech obszarach: strategii i planowania, tworzenia produktów i usług, zaangażowania klientów, sprzedaży i obsługi klientów oraz zarządzania procesami wewnętrznymi. W Polsce oceniliśmy 17 banków i porównaliśmy je z największymi instytucjami finansowymi w Europie – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominika Bosek-Rak, analityk rynku bankowego w Accenture.

Digital Performance Index przygotowany przez Accenture i odzwierciedlający poziom cyfryzacji wynosi dla polskich banków 2,82 pkt przy średniej w Europie równej 2,46. Badanie pokazuje, że część polskich banków kontrolowanych przez zagraniczne instytucje wypada lepiej niż ich właściciele za granicą.

Polskie banki są bardziej aktywne i skore do innowacji cyfrowych niż ich europejscy konkurenci. Dotyczy to przede wszystkim obszaru sprzedaży, a także angażowania klientów za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Przyczynia się to do zwiększenia liczby klientów oraz na lepsze wyniki finansowe – wskazuje Agnieszka Suchenek, starszy manager ds. finansów i bankowości w Accenture.

W trzech z czterech kluczowych kategorii – sprzedaż (sell), tworzenie (make), zarządzanie (manage) – polskie banki wypadły lepiej niż średnia europejska. Jedynie w obszarze planowania (plan) średnia ocena tych działających w Polsce była niższa niż w Europie. Słabszą stroną cyfryzacji polskich banków są rozwiązania wewnętrzne, zwłaszcza w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i ich wydajnością oraz mierzenia efektywności wykonywanych zadań.

Obszarem wymagającym szczególnej uwagi jest zarządzane zasobami ludzkimi, w tym szkolenia, optymalizacja zadań oraz całych procesów i mierzenie efektywności. Banki europejskie stosują platformy elektroniczne oraz zaawansowane narzędzia analityczne. W przypadku polskich banków to często zbiór osobnych systemów dostosowywanych do zmieniających się wymagań – podkreśla Agnieszka Suchenek.

Innowacje polskich banków nastawione są przede wszystkim na dotarcie do klienta, wprowadzanie nowych cyfrowych produktów i usług, przeprojektowywanie procesów sprzedaży i obsługi oraz modernizację i rozwój systemów transakcyjnych.

Rozwiązaniem, które wyróżnia polskie banki, jest system płatności BLIK pozwalający na wypłaty z bankomatów i płatności za pomocą telefonu komórkowego bez użycia karty bankowej. Silną stroną systemu jest duża niezależność od parametrów technicznych telefonu i NFC.

W ostatnich nominacjach banków do nagród za innowacyjność przez EFMA, zrzeszającą 3,3 tys. instytucji finansowych, na 54 nominacje mamy 5 nominacji z Polski, czyli prawie 10 proc. Na pewno nie stanowimy 10 proc. sektora bankowego na świecie. Polskie banki mają wybitne predyspozycje do tego, żeby być najlepszymi, a to dlatego, że sektor jest dość młody – tłumaczy Marcin Zygmanowski, dyrektor zarządzający, Digital Banking w Accenture.

Zdaniem eksperta w tak młodym sektorze nie ma szkodliwych naleciałości organizacyjnych i technologicznych. To sprawia, że mają szansę wciąż być liderem innowacyjności. Jest to widoczne w rozwiązaniach wewnętrznych wprowadzonych za granicą, a niestosowanych przez instytucje w Polsce.

Zagraniczne banki nie obawiają się współpracy i inwestycji w firmy z sektora fin-tech poprzez fundusze venture capital (np. BBVA Ventures w Hiszpanii) ani inicjatyw open innovation (współpraca Commerzbanku w Niemczech ze start-upami w ramach Rhein Main Incubator), rozwijają robotykę (testy w Barclays i RBS w Wielkiej Brytanii) i umiejętności cyfrowe swoich pracowników (inicjatywa szkoleniowa Digital For All oraz MOOC w Sociéte Generale we Francji), są też bardziej otwarte na współpracę z partnerami biznesowymi, udostępniając im Open API (Credit Agricole we Francji).

– Jedną z rzeczy, na którą banki powinny w szczególności zwrócić uwagę, jest to, że cyfryzacja to nie tylko kwestia technologiczna, lecz przede wszystkim biznesowa i organizacyjna. Cyfryzacja procesów jest tym, co wyróżnia liderów od followerów, czyli tych, którzy powoli nadążają za peletonem. To zadanie bardzo trudne, wymaga nie tylko zmian w systemach, lecz przede wszystkim zmian w myśleniu i organizacji. Jestem jednak przekonany, że sektor będzie się rozwijał nadal równie dynamicznie – ocenia Marcin Zygmanowski.

W zależności od stopnia cyfryzacji i ich pozycji finansowej banki można podzielić na cztery grupy: cyfrowych liderów (banki silne finansowo i mocno scyfryzowane), tradycyjnych liderów (banki silne finansowo, ale słabiej scyfryzowane), cyfrowych innowatorów (mniejsze banki stawiające na agresywny wzrost i silny rozwój cyfrowy) oraz instytucji raczkujących cyfrowo (banki mniejsze i mniej scyfryzowane). Z badania Accenture wynika, że w Polsce przeważają cyfrowi liderzy i banki raczkujące cyfrowo.

Polski system podatkowy nie przyciąga zagranicznych inwestorów. Zbyt mało przeznaczamy też na wsparcie przedsiębiorców

Polski system podatkowy nie przyciąga zagranicznych inwestorów. Zbyt mało przeznaczamy też na wsparcie przedsiębiorców 8
Polski system podatkowy nie tworzy klimatu, który mógłby zachęcić inwestorów zagranicznych do inwestycji – przekonuje Andre Helin, prezes BDO Polska. Międzynarodowe badania i rankingi wskazują, że polski system fiskalny stanowi jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu działalności gospodarczej. Brakuje też mechanizmów podatkowych, które mogłyby zwiększyć inwestycje, m.in. wspierających polskich przedsiębiorców przy wchodzeniu na rynki zagraniczne.

– Polski system podatkowy wygląda blado na tle innych krajów europejskich, szczególnie na tle tych, z którymi Polska konkuruje i które są głównymi rynkami zbytu. Nadal mamy wiele niespójnych przepisów, które odbiegają od innych regulacji prawnych. Zaczyna być tworzone prawo podatkowe trochę w oderwaniu od innych przepisów, co jest uciążliwe zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorców, którzy nie mają dużych zasobów kadrowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andre Helin, prezes BDO Polska. 

Międzynarodowe badania i rankingi (np. Doing Business, Global Competitiveness czy European Tax Survey) porównujące m.in. systemy podatkowe poszczególnych krajów sugerują, że polskie regulacje stanowią jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu działalności gospodarczej. Dla przedsiębiorców największym problemem nie jest wysokość podatków, ale skomplikowane i zmienne przepisy. W efekcie spycha to Polskę na odległe miejsca w rankingach globalnej atrakcyjności biznesowej.

 Inwestorzy nie patrzą na Polskę zbyt optymistycznie. Ostatnio słyszymy tylko o zaostrzaniu kontroli czy o zwiększeniu odpowiedzialności. Przykładem to potwierdzającym może być propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, które chce wprowadzić karę 25 lat więzienia za udział w przestępczych procederach dotyczących VAT. To pokazuje, że nie tworzymy klimatu, którym możemy zachęcić inwestorów zagranicznych do inwestowania w Polsce – analizuje ekspert.

Jak podkreśla prezes BDO Polska, w naszym kraju brakuje rozwiązań dla przedsiębiorców. Pojawiają się ulgi prorodzinne, ulgi na dzieci, także program Rodzina 500 plus, który docelowo ma poprawić sytuację demograficzną. Polityka prorodzinna i świadczenia socjalne stanowią 43 proc. wszystkich ulg. Wsparcie gospodarki to 18 proc., czyli 0,01 proc. PKB. Jak jednak dodaje Andre Helin, to właśnie polityka podatkowa, która przyciąga inwestorów i sprzyja przedsiębiorcom, w efekcie prowadzi do zwiększenia produkcji oraz zatrudnienia.

– Są pewne inicjatywy wspierające mniejsze przedsiębiorstwa, jak ostatni pomysł ograniczenia podatku dla małych przedsiębiorstw, ale są to inicjatywy przypadkowe, o zbyt małej skali i niestosowane w dłuższym okresie czasu. A dla inwestorów ważna jest właśnie przewidywalność i stabilność – ocenia Helin.

W porównaniu do najważniejszych partnerów handlowych  Polska nie ma specjalnie niskich podatków. Inwestorzy zwracają też uwagę na długie terminy zwrotu podatków, różne interpretacje lokalnych organów podatkowych, zbyt częste oderwanie przepisów podatkowych od innych regulacji prawnych, niekorzystne zasady rozliczania straty podatkowej czy rygorystyczne zasady opodatkowania zysków kapitałowych.

– Docelowo należałoby wprowadzić ulgi, np. preferencje dla sektorów gospodarki, które chcemy wspierać. Powinniśmy bardziej dyskutować o tym, jakie ulgi powinny być i dla jakich przedsiębiorców. Życzyłbym sobie większych ulg na szkolenie kadry, na nowe technologie, na wsparcie ekspansji zagranicznej, ponieważ tego typu ulgi bezpośrednio przekładają się na zwiększenie działalności firm – wskazuje prezes BDO Polska.

Jego zdaniem Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju to za mało. Brakuje w nim bowiem szczegółowego planu działania.

 Tym samym nie ma możliwości oceny skutków Planu, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, ale też nakładów z tym związanych. Chciałbym zachęcić do skonkretyzowania tych planów. Bez tego nie ruszą inwestycje, tylko będziemy wszyscy czekali na następny krok – przekonuje Andre Helin.

W prywatnych i samorządowych domach opieki przebywa ok. 80 tys. osób w podeszłym wieku

W prywatnych i samorządowych domach opieki przebywa ok. 80 tys. osób w podeszłym wieku 9

Postępujące problemy z pamięcią, depresja, pogarszający się stan zdrowia i unikanie kontaktu z bliskimi są dla rodziny sygnałem, że osoba w podeszłym wieku nie jest już w stanie zadbać o siebie samodzielnie i jeśli sytuacja tego wymaga, musi trafić do domu opieki społecznej. Przed wyborem odpowiedniego miejsca, rodzina powinna zebrać jak najwięcej informacji o warunkach panujących w danym ośrodku. Nie wystarczą zdjęcia i opisy z internetu, trzeba się wykazać przezornością i najlepiej samemu sprawdzić, jak działa konkretny dom spokojnej starości.

Główny Urząd Statystyczny prognozuje, że w 2035 roku jedna czwarta polskiego społeczeństwa będzie w wieku senioralnym (24,5 proc.). To ogromna różnica w porównaniu do dzisiejszego poziomu (14,7 proc.). Polskie społeczeństwo się starzeje, a co za tym idzie – z roku na rok potrzeba będzie coraz więcej domów seniora, które zagwarantują najlepsze warunki do godnego życia na emeryturze. Niestety, już teraz mamy deficyt profesjonalnych ośrodków, a do instytucji pomocy społecznej ustawiają się kilkusetosobowe kolejki.

– Jeżeli chodzi o określenie dobrego czasu na poszukiwanie domu opieki, to choćby przez wzgląd na obecnie istniejące kolejki oczekiwania powinniśmy o tym myśleć dużo szybciej. Zwłaszcza że poziom kontroli nad osobami starszymi, zwłaszcza tymi, które żyją samotnie, owdowiały lub mieszkają z dala od rodziny, jest dosyć mocno ograniczony. Rodzina często nie widzi, jak postępuje ich proces starzenia się, jak bardzo niesamodzielni się stają, jak źle funkcjonują i jak wiele ich to codziennie kosztuje – mówi agencji Newseria Lifestyle Michał Kowalski, dyrektor generalny Angel Care.

Zdaniem Michała Kowalskiego, w tej kwestii warto skorzystać na przykład ze specjalnych testów psychologicznych, które pomogą zdiagnozować stan osoby w podeszłym wieku.

– Jeżeli ktoś zapomina, jaki jest dzień, jeśli mówi i wspomina kilka razy to samo, nie rozpoznaje miejsc, które kiedyś rozpoznawał, to są pierwsze symptomy, które świadczą o tym, że u danej osoby rozpoczynają początki procesów demencyjnych. depresja u seniorów często objawia się właśnie również tym, że nie chcą wychodzić, chcą być samotni, mówią, że tak jest im lepiej. Natomiast trzeba te wszystkie symptomy obserwować – tłumaczy Michał Kowalski.

Wybór odpowiedniego domu opieki nie jest prostą sprawą. Warto zwrócić więc uwagę, czy prywatne domy znajdują się w rejestrze wojewody. To gwarantuje nadzór, regularne kontrole i wymusza na placówkach dostosowanie się do standardów opieki. Przed podjęciem ostatecznej decyzji należy się zapoznać z ofertą i warunkami dostępnych placówek, odwiedzić te miejsca, porozmawiać z personelem i pensjonariuszami.

 Wizyta w domu opieki będzie tak naprawdę dla nas wyznacznikiem tego, w jakim środowisku będą żyli nasi rodzice czy dziadkowie. Podczas takiej wizyty możemy zaobserwować to, czy personel jest przyjazny, czy odpowiada na zapotrzebowania seniorów, czy jest jego wystarczająca liczba. Możemy zobaczyć, jak wygląda wystrój, posiłki, interakcje między seniorami, to czy są szczęśliwi, czy nie, to widać gołym okiem, a nie można tego wyczytać w internecie – mówi Michał Kowalski.

Osobom starszym najbardziej zależy na zachowaniu prywatności i samodzielności. Opieka powinna być zagwarantowana na wielu poziomach i dostosowana do kondycji seniorów. Jedni bowiem pomimo swojego wieku są nadal aktywni, inni – wymagają pomocy w codziennym funkcjonowaniu.

– Powinniśmy się skupić na tym, żeby dom opieki zapewniał dostęp do szerokiej grupy specjalistów i nie mówię tutaj tylko o lekarzach. Ważne, żeby byli to opiekunowie medyczni, pielęgniarki, terapeuci zajęciowi, fizjoterapeuci, animatorzy, czyli te wszystkie osoby, które będą na co dzień budowały komfort życia osoby starszej – podkreśla Michał Kowalski.

Osoby starsze mają swoje upodobania i nawyki. W domu spokojnej starości spotykają się ludzie o różnych charakterach, pochodzący z różnych środowisk, z różnym wykształceniem. O konflikty więc nietrudno. Dlatego najlepiej jest, by przyszły pensjonariusz pomieszkał na próbę i dopiero potem zdecydował się na pobyt stały.

Decydując się na umieszczenie osoby najbliższej w takiej instytucji, należy pamiętać o tym, że jest to odpłatne. Koszty utrzymania ponosi mieszkaniec domu, jego rodzina lub samorząd.

W Polsce działa obecnie ponad 200 prywatnych całodobowych domów opieki. Według Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej dysponują one ponad 14 tys. miejsc. W sumie w prywatnych i samorządowych domach opieki przebywa ok. 80 tys. osób.

Duże zmiany w szkolnictwie wyższym od nowego roku akademickiego. Od stycznia możliwe finansowanie uczelni na nowych zasadach

Duże zmiany w szkolnictwie wyższym od nowego roku akademickiego. Od stycznia możliwe finansowanie uczelni na nowych zasadach 10
Nowy rok akademicki będzie początkiem zmian na polskich uczelniach. Nowelizacja przepisów zakłada odbiurokratyzowanie uczelni, zmniejszy się częstotliwość oceny okresowej nauczycieli akademickich. Zmienić ma się również system finansowania uczelni – jego poziom będzie zależał nie od liczby studentów, a od jakości kształcenia. 

Ten rok akademicki będzie dość ciekawy dla studentów. Wicepremier Jarosław Gowin ogłosił strategię dla nauki i szkolnictwa w Polsce. Już od dłuższego czasu mówi się o tym, żeby zupełnie zmienić ustawę o szkolnictwie wyższym. Chodzi o to, żeby nasze szkolnictwo było z jednej strony odbiurokratyzowane, a z drugiej bardziej nastawione na tworzenie ośrodków badawczych i innowacje, które będą motorem polskiej gospodarki – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Moskal, przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Dzięki przyjętej przez rząd małej ustawie o innowacyjności uczelnie mogą liczyć na dodatkowe środki i ułatwienia w prowadzeniu innowacyjnej działalności. Zdaniem ministra Gowina zmiany są konieczne, zwłaszcza że najlepsze polskie uczelnie (Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński) spadły do piątej setki w najnowszym zestawieniu Listy Szanghajskiej. Systematycznie obniżamy swoją pozycję również w innych rankingach. To może zaś wskazywać na strukturalny problem w szkolnictwie wyższym.

Od października wchodzi w życie ustawa deregulacyjna.

Jedna z nowelizacji odbiurokratyzuje uczelnie i zmieni zasady oceny jakości kształcenia przez wykładowców – zaznacza Moskal.

Po nowelizacji zmniejszy się częstotliwość ocen okresowych nauczycieli akademickich i pracowników naukowych z 4 do 2 lat. Przy awansowaniu nauczycieli akademickich nie trzeba będzie organizować konkursów na stanowiska, więcej będzie też instytucji, w których pracownik uczelni publicznej będzie się mógł zatrudnić bez zgody rektora. Zmieni się system oceny pracowników naukowych.

To jednak dopiero początek reformy funkcjonowania uczelni. Od stycznia mają się zmienić zasady ich finansowania. Propozycje MNiSW są na etapie konsultacji. Chodzi o to, by uczelniom nie opłacało się przyjmować jak największej liczby studentów kosztem jakości kształcenia.

Po proponowanych przez ministerstwo zmianach uczelnie nie będą finansowane w zależności od tego, ilu studentów przyjmują, ale w zależności od wyników kadry naukowej i tego, co się tworzy na uczelniach. To zmiana dość ciekawa, bo z jednej strony może sprawić, że poziom uczelni się istotnie podniesie. Z drugiej strony jednak, szkolnictwo może przez to być nieco mniej dostępne dla niektórych osób – uważa przewodniczący NZS.

Dotychczas uczelnie przyjmowały nawet kandydatów ze słabymi rezultatami. Wszystko przez finansowanie, uzależnione przede wszystkim od liczby studentów. Po zmianach model finansowania ma być podobny do tego funkcjonującego w krajach skandynawskich, gdzie finansowanie zależy od czynnika jakościowego, czyli proporcji między liczbą studentów a wykładowców.

Kolejnym etapem zmian ma być nowa ustawa o szkolnictwie wyższym.

Z zapowiedzi Jarosława Gowina można wnioskować, że będzie to ustawa w wersji mikro. Z jednej strony to dobre, bo dużo kwestii, które są uregulowane w obecnej ustawie o szkolnictwie wyższym, nie powinno tam być, nie warto więc napychać jej dodatkowymi regulacjami niepotrzebnymi studentom. Napawa nas to jednak pewną obawą, bo niektóre kwestie powinny być w niej uregulowane, choćby kwestia samorządności studenckiej na uczelniach, przynajmniej w minimalnym zakresie – przekonuje Moskal.

Jak podkreśla przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów, wątpliwości może budzić fakt, że nad założeniami do nowej ustawy pracują trzy zespoły, które mają podobne spojrzenie na niektóre kwestie.

Pytanie, czy w momencie, kiedy podobne do siebie zespoły będą pracować nad zmienianiem szkolnictwa wyższego, nie okaże się, że zapomnimy o społecznym aspekcie uczelni, o tym, żeby zapewnić studentom miejsca do zamieszkania, stypendia czy kredyty – podkreśla Michał Moskal.

Ubezpieczyciele nadal tracą na komunikacyjnych polisach OC. Polskich kierowców czekają kolejne podwyżki

Ubezpieczyciele nadal tracą na komunikacyjnych polisach OC. Polskich kierowców czekają kolejne podwyżki 11
O 25,7 proc. wzrosły w I półroczu wpływy towarzystw ubezpieczeniowych z tytułu składki na ubezpieczenia komunikacyjne cywilne (OC). To pierwszy tak wyraźny wzrost od lat. Jednocześnie wciąż rosną koszty ubezpieczycieli – wypłacone odszkodowania i świadczenia zwiększyły się o blisko 17 proc. Strata techniczna przekracza 600 mln zł, co oznacza, że polskich kierowców czekają dalsze podwyżki.

 Tendencja jest wyraźna i niezbyt korzystna dla klientów – ceny ubezpieczenia OC posiadacza pojazdu mechanicznego w najbliższym czasie będą rosły – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Piotr Majewski, ekspert od ubezpieczeń z Katedry Finansów i Rachunkowości Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. – Zdecydowanie najwięcej zapłacą kierowcy z krótkim stażem oraz powodujący szkody. Pamiętajmy, że klient, który zapłacił składkę w wysokości kilkuset złotych, może wygenerować szkodę rzędu miliona złotych.

Według Polskiej Izby Ubezpieczeń w pierwszym półroczu br. po raz pierwszy od wielu lat widać bardzo silny wzrost składki z tytułu komunikacyjnego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej (OC). Wyniosła ona 5 mld zł. Zwiększyły się także wypłaty, co oznacza, że wzrósł w tym czasie poziom ochrony ubezpieczeniowej w wypadkach. Odszkodowania i świadczenia zamknęły się natomiast w kwocie 3,8 mld zł, wyższej o 16,8 proc. niż w I półroczu 2015.

W ostatnim czasie wzrosły koszty, jakie ponoszą ubezpieczyciele. Pojawiły się nowe kategorie kosztów takie jak np. refundacja pojazdu zastępczego, do którego prawo ma każdy poszkodowany w wypadku komunikacyjnym. Inne kategorie kosztów bardzo podrożały. Są to głównie odszkodowania i świadczenia za szkody osobowe, czyli zarówno dla bliskich osób, które zginęły w wypadkach, jak i  dla tych, którzy zostali poszkodowani, są niepełnosprawni, nie pracują. Te koszty kształtują się na poziomie od kilkuset tysięcy do nawet ponad miliona złotych za jedną osobę – mówi Piotr Majewski.

Strata techniczna z ubezpieczeń OC wyniosła po I półroczu 606,5 mln zł. W całym ubiegłym roku przekroczyła 1 mld zł. To zmusza ubezpieczycieli do podnoszenia cen.

 Na przestrzeni obecnego roku mamy do czynienia z podwyżką średniej składki o kilkadziesiąt procent, w zasadzie wszystkie firmy realizują w tej chwili tego rodzaju politykę, oczywiście nie wszędzie skala wzrostów jest taka sama i nie dla każdego klienta – precyzuje dr Piotr Majewski.

Jak podkreśla, chociaż średnia cena polisy OC znacząco wzrosła – z 400 zł do ok. 600 zł, to wciąż w ogólnym rozrachunku kosztów posiadania i użytkowania auta nie jest to wysoka kwota, tym bardziej że na rynkach Europy Zachodniej ubezpieczenia komunikacyjne są znacznie droższe.

– W najbliższym czasie osiągniemy zapewne jakiś poziom nasycenia rynku. Można jednak domniemywać, że szczególnie dla młodych kierowców, mających pierwsze ubezpieczenie OC, stawka może się  wydawać bardzo wysoka, odpowiadająca cenie pierwszego, taniego auta – mówi ekspert WSB.

Nie należy raczej liczyć na to, że w wyniku walki konkurencyjnej towarzystwa ubezpieczeniowe w najbliższym czasie obniżą składki z tytułu OC.

 Nie widzę jakichkolwiek przyczyn, dla których polisy komunikacyjne miałyby tanieć – wskazuje dr Piotr Majewski. – Pamiętajmy, że zakłady w ubiegłym roku łącznie straciły z tytułu OC w Polsce około 1 mld zł. Myślę więc, że nie ma raczej mowy o obniżkach. Po osiągnięciu punktu szczytowego ceny składek będą dalej powoli rosły.

Ponad tysiącu firm grożą kary za niewprowadzenie ograniczeń w poborze prądu w sierpniu 2015 r.

Ponad tysiącu firm grożą kary za niewprowadzenie ograniczeń w poborze prądu w sierpniu 2015 r. 12
Sektor przemysłowy ponosi wciąż skutki wprowadzenia przed rokiem obowiązkowych ograniczeń w poborze prądu. Firmom, które nie podporządkowały się restrykcjom, grożą kary finansowe, których maksymalna wysokość może wynieść nawet 15 proc. rocznych przychodów. Izba Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii postuluje wprowadzenie abolicji, a także opracowanie i wdrożenie nowego systemu ograniczeń, dzięki któremu zyskają wszyscy.

– Proponujemy tzw. ustawową abolicję, czyli wprowadzenie rozwiązania, które spowodowałoby anulowanie obecnie toczących się postępowań Urzędu Regulacji Energetyki przeciwko podmiotom, które nie dostosowały się do ograniczeń w poborze energii – mówi agencji Newseria Biznes Henryk Kaliś z Forum Odbiorców Energii Elektrycznej oraz Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii (IEPiOE). – Proponujemy dodatkowo cały szereg rozwiązań, które mają zapobiegać w przyszłości podobnym sytuacjom.

10 sierpnia ubiegłego roku, w związku z rekordowymi upałami i awariami w zakładach energetycznych, rząd po raz pierwszy od lat 80. wprowadził dwudziesty stopień zasilania, czyli obowiązkowe ograniczenie zużycia energii przez przedsiębiorstwa. W wyniku tego nawet 8 tys. firm mogło być zmuszonych do ograniczenia zużycia energii. Jeżeli odbiorca nie podporządkował się nałożonym restrykcjom, dziś grożą mu kary. Jak informuje IEPiOE, mogą objąć one  nawet 1,2 tys. przedsiębiorstw.

– Sam temat został wywołany postępowaniami wszczętymi przez prezesa URE wobec firm, które nie dostosowały się do tych ograniczeń – wyjaśnia Henryk Kaliś. – Szef urzędu musiał to zrobić, bo do jego obowiązków należy sprawdzanie zachowania podmiotów na rynku energii w trakcie ograniczeń. Skutki dla firmy są uzależnione od wielkości przedsiębiorstwa i czy jest to na przykład spółka giełdowa. Jeśli tak, problem bywa olbrzymi. Informacja o tym, że przedsiębiorstwo będzie musiało zapłacić karę w wysokości 15 proc. swojego rocznego przychodu, wpływa zarówno na kurs jego akcji, jak i ogólną kondycję finansową.

Od kilku miesięcy URE wysyła do firm, które nie podporządkowały się ograniczeniom, pisma o wszczęciu postępowań administracyjnych. Ich finałem może być kara finansowa, której maksymalny wymiar jest bardzo surowy (nawet 15 proc. rocznych przychodów spółki).

IEPiOE popiera pomysł dr hab. Mariusza Swory, by wprowadzić abolicję oraz opracować i wdrożyć system wprowadzania ograniczeń, który mógłby być zaakceptowany przez operatora systemu przesyłowego oraz prezesa URE.

– Dwa główne wnioski to uwzględnienie w mechanizmach pomiędzy rynkiem energii a administracyjnym wprowadzenia ograniczeń po pierwsze mechanizmów rynkowych, które byłyby oparte np. na dobrowolnej redukcji zapotrzebowania za wynagrodzeniem, na wyłączeniach kroczących czy innych rozwiązaniach stosowanych w krajach Unii Europejskiej – tłumaczy Henryk Kaliś. – Drugi bardzo istotny element to podejście do odbiorców przemysłowych jako do klientów energetyki zawodowej. Chcemy podkreślić, że ukaranie przedsiębiorstwa energetycznego stanowi problem, bo należy wykazać jego winę w oparciu o efekty. W przypadku odbiorcy przemysłowego wystarczy sam fakt przekroczenia.

Słabe strony obecnego systemu energetycznego według Henryka Kalisia to przede wszystkim komunikacja. Odbiorcy, którzy od wielu lat nie byli zaskakiwani nowymi mechanizmami, nie na czas byli poinformowani o obowiązku zredukowania poboru. Poza tym w różnych firmach jest cały szereg sytuacji usprawiedliwiających fakt, że do redukcji poboru szybko nie doszło: przypadki zagrożenia życia, zniszczenia mienia, wypuszczenia do atmosfery zanieczyszczeń czy utraty materiałów i surowców. Każdy przypadek jest indywidualnie analizowany przez prezesa URE.

– Uważamy, że do tego, aby usługi redukcji zapotrzebowania czy zarządzania nim były świadczone na odpowiednim, oczekiwanym przez operatora poziomie, konieczne jest spełnienie kilku warunków – twierdzi Henryk Kaliś. – Jednym z podstawowych jest wprowadzenie opłaty za gotowość do świadczenia takiej usługi.

Jak wynika z informacji uzyskanych przez IEPiOE, operator systemu przesyłowego pracuje już nad takim rozwiązaniem i ma zamiar wprowadzić opłatę za tzw. operacyjną rezerwę mocy dla podmiotów świadczących usługę odbiorcy aktywnego. Chce również obciążać należnością za gotowość świadczenia takiej usługi podmioty zajmujące się redukcją zapotrzebowania na zlecenie operatora systemu przesyłowego.

– To bardzo istotne, szczególnie w momencie, gdy polski rynek energii zawiera pewną ilość niestabilnej mocy pochodzącej z odnawialnych źródeł energii takich jak fotowoltaika czy energetyka wiatrowa – precyzuje Henryk Kaliś. – Poza tym część źródeł systemowych, przynajmniej teoretycznie, może pracować tylko na podstawie, której regulacyjność jest bardzo niewielka. W tej sytuacji i mimo zainstalowanego nadmiaru mocy mogą się pojawić momenty, godziny czy dni niedoborów energii, które mogą służyć do bieżącego bilansowania zapotrzebowania. Proponujemy w tym zakresie dwa rozwiązania: oparcie się na stronie podażowej, czyli źródłach wytwórczych, albo zaangażowanie w cały proces odbiorców przemysłowych poprzez wprowadzenie zarządzania popytem. Izba opowiada się za drugim pomysłem.

Propozycja IEPiOE według Henryka Kalisia jest bardzo korzystna, skorzystają na niej wszyscy.

 W takim układzie zyskujemy przewidywalne, mierzalne regulacje, o których wiadomo, że na pewno zadziłają, a z drugiej strony poprawiamy wizerunek Polski – twierdzi Henryk Kaliś. – Prawo musi być przestrzegane, co podkreślamy bardzo wyraźnie. Chodzi tylko o to, by w sytuacji wyjątkowej, gdy praktycznie wszystkie podmioty uczestniczące w rynku energii miały problem, odbiorcy przemysłowi nie byli jedyną grupą, która zostanie ukarana.

Międzynarodowa współpraca na rzecz rozwoju polskiego outsourcingu

Nowoczesne usługi dla biznesu to jeden z najdynamiczniej rozwijających się sektorów w Polsce. Rynek powiększa się o 18-20% rok do roku. Fundacja Pro Progressio wspierająca i promująca branżę outsourcingu zawarła kolejne międzynarodowe partnerstwa, które przyczynią się do popularyzacji Polski jako atrakcyjnej lokalizacji biznesowej.

NOA (National Outsourcing Association) to największa organizacja branży outsourcingowej w Wielkiej Brytanii. Celem rozpoczynającej się współpracy jest zbliżenie polskiego i brytyjskiego sektora nowoczesnych usług dla biznesu i wzajemna prezentacja najlepszych praktyk z obu krajów. Zarówno Fundacja Pro Progressio jak i NOA posiadają media branżowe, które także zawarły między sobą współpracę redakcyjną. Partnerstwo z National Outsourcing Association ma przysłużyć się promocji Polski jako destynacji biznesowej wśród brytyjskich firm zrzeszonych w organizacji.

Kolejnym partnerem Fundacji Pro Progressio została Emerging Europe – platforma internetowa, na której poruszane są kwestie dotyczące rozwoju biznesu, przedsiębiorczości, inwestycji w Europie, a w szczególności w rejonie CEE. Rolą Pro Progressio będzie dostarczanie informacji i aktualności ze świata polskiego outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu. Dodatkowo na stronach Emerging Europe prowadzona będzie promocja polskich miast jako lokalizacji dla centrów BPO/SSC.

Wierzymy, że wszelkie partnerstwa są najbardziej skuteczne gdy obie strony nie tylko mają wspólne cele, ale także znajdują się na podobnym etapie rozwoju – mówi Emiliano Ramos, Commercial Director w Emerging Europe – Pro Progressio wierzy w dialog i wymianę pomiędzy wszystkimi interesariuszami w branży: miastami, usługodawcami, doradcami i nabywcami – podobne podejście cechuje Emerging Europe. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy z tak dynamicznie rozwijającą się i zorientowaną na cel organizacją.

Partnerstwa z NOA oraz Emerging Europe są dla nas bardzo ważne, gdyż oznaczają, że jesteśmy jedyną organizacją outsourcingową w Polsce, która poprzez model współpracy z międzynarodowymi stowarzyszeniami branży BPO i SSC rozpowszechnia wiedzę o polskim rynku nowoczesnych usług dla biznesu. Wcześniej nawiązaliśmy już takie Partnerstwa z IAOP w USA oraz Deutscher Outsourcing Verband w Niemczech. Przedstawicieli tych organizacji będzie można spotkać podczas styczniowej Gali Outsourcing Stars 2016, która podsumuje bieżący rok w branży – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Ubezpieczenie ochrony prawnej pomoże w przypadku kradzieży danych osobowych

Ostatnie doniesienia o wycieku danych z bazy PESEL mocno zaniepokoiły Polaków. Eksperci D.A.S Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. przypominają, że przed ewentualnymi konsekwencjami takiej sytuacji można się zawczasu zabezpieczyć, np. poprzez ubezpieczenie ochrony prawnej. Posiadając je, w sytuacji nieuprawnionego użycia naszych danych, otrzymamy bezpłatny dostęp do porad prawnych i niezbędnych usług prawniczych.

Wiadomość o możliwym wycieku informacji z bazy PESEL, po raz kolejny zwróciła uwagę Polaków na kwestie bezpieczeństwa danych osobowych. Przy tej okazji pojawiło się również wiele informacji odnośnie możliwych środków zabezpieczających przed bezprawnym ich wykorzystaniem przez osoby nieuprawnione. Zwykle jednak usługi te ograniczają się jedynie do początkowego etapu sprawy, czyli do odkrycia faktu bezprawnego użycia naszej tożsamości oraz poznania jego skali. Jednak co w przypadku gdy już wiemy o kradzieży i na nasze konto zostały zaciągnięte obciążające nas zobowiązania? Eksperci D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. wskazują, że podejmując dalsze kroki warto mieć wsparcie prawne.

Pomoc prawna zawsze w pogotowiu

Przepisy prawa szczegółowo regulują kwestię kradzieży danych i związanych z nimi wyłudzeń. Jednak na ich wyegzekwowanie możemy stracić wiele czasu i nerwów, nie wspominając o kosztach. Właśnie w takich sytuacjach pomocne jest ubezpieczenie ochrony prawnej, które zapewnia bezpłatny i szybki dostęp do porad prawnych oraz finansuje pomoc adwokata w różnych sytuacjach życiowych, w tym także w sprawach związanych z wyciekiem i wykorzystaniem danych osobowych.

 Jeżeli dowiemy się, że ktoś bezprawnie wszedł w posiadanie naszych danych osobowych i wykorzystał je, wbrew naszej woli, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej np. do zaciągnięcia pożyczki w banku, to w ramach polisy ochrony prawnej możemy zasięgnąć szybkiej i bezpłatnej porady prawnej, dzięki której będziemy wiedzieli co powinniśmy zrobić, żeby dochodzić swoich praw. Pełna i rzetelna informacja na tym etapie może być bardzo cenna, bo wiele zależy od kroków podjętych przez samego pokrzywdzonego, który musi dopełnić wszelkich procedur i formalności, aby udowodnić kradzież własnych danych osobowych i skutecznie zabezpieczyć się przed dalszym ich wykorzystywaniem, bądź też przed konsekwencjami ich wykorzystania – tłumaczy Mecenas Magdalena Plakwicz, Kierownik Działu Likwidacji Szkód D.A.S.

Odpowiedzialność za kradzież ponosi nie tylko złodziej

Ekspertka D.A.S. przypomina także, że za bezpieczeństwo naszych danych osobowych odpowiadamy nie tylko my, ale i podmioty, które je legalnie gromadzą i przetwarzają. Jeżeli dana instytucja dopuści się zaniedbań w zakresie ochrony naszych danych, i tym samym przyczyni się do ich wycieku, to może zostać z tego tytułu pociągnięta przez nas do odpowiedzialności prawnej. – Przykładowo, w przypadku głośnej sprawy wycieku danych z bazy PESEL, ewentualne powództwo pokrzywdzeni mogliby skierować przeciwko kancelarii komorniczej, a także wobec instytucji w której wykorzystano nasze dane, np. do wzięcia kredytu czy pożyczki – wskazuje Magdalena Plakwicz.

Wykazanie odpowiedzialności innych podmiotów za wyciek naszych danych osobowych nie jest jednak prostym procesem. Wymaga złożonej analizy prawnej oraz zebrania odpowiednich dowodów, które są kluczowym elementem takich spraw. Posiadając ubezpieczenie ochrony prawnej, prowadzenie sprawy można przekazać wybranej kancelarii prawnej lub radcy prawnemu, których honorarium, jak i koszty sądowe procesu, pokrywa ubezpieczyciel.

Co dalej z delegowaniem pracowników?

Jak pogodzić konkurencyjność gospodarek z wyrównywaniem warunków pracy, płacy i ubezpieczeń? Jakie skutki dla pracowników i przedsiębiorców może mieć zmiana zasad dotyczących delegowania pracowników? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy Okrągłego Stołu, który odbył się podczas pierwszego dnia Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Rynek wewnętrzny to obszar bez granic, w którym zapewniony jest swobodny przepływ towarów, osób, usług i kapitału. Wymiar społeczny rynku wewnętrznego ma wiele różnych aspektów. Obszarem budzącym szczególne kontrowersje i emocje na poziomie unijnym stało się delegowanie pracowników w ramach swobody świadczenia usług. Chodzi przede wszystkim o propozycje zmian w dyrektywie 96/71/WE dotyczącej delegowania. Aktualnie pracownicy delegowani mają prawo do stawki minimalnej. Natomiast po zmianach osoby wysłane do pracy do innego kraju Unii miałyby mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia, jak pracownicy lokalni.

Więcej „za” czy „przeciw”?

Zdaniem Komisji, zmiana dyrektywy stworzy takie ramy prawne delegowania, które będą jasne, uczciwe i łatwe do wykonania. Nie zgodził się z tym Józef Niemiec, doradca specjalny w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Jak zauważył, dyskusja na temat delegowania pracowników przede wszystkim dotyczy tego, jak przestrzegać ich praw, proponowane zapisy nie są bowiem jasne. Tego samego zdania jest Maxime Cerutti, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych w BusinessEurope, który zwrócił uwagę, że zmiana dyrektywy może rodzić problemy natury definicyjnej i biurokratycznej.

Zwolennicy zmian wskazują na ich pozytywne skutki – promowania wysokich standardów zatrudnienia, wyrównywania uprawnień pracowników wykonujących porównywalną pracę, a tym samym gwarantowanie uczciwej konkurencji. Krytycy przedstawionych zmian wskazują, że projekt przyczyni się wyłącznie do eliminacji z rynku przedsiębiorstw świadczących usługi transgraniczne z wykorzystaniem własnych pracowników i odbije się również negatywnie na ich sytuacji. Wynika to z faktu, że wprowadzenie nowych rozwiązań będzie się wiązać ze zwiększeniem obciążeń biurokratycznych i prawnych. Kwestia podniesienia standardów zatrudniania poprzez wzrost płacy z kolei jest wątpliwa o tyle, że brak jest wiarygodnych danych dotyczących zarobków pracowników delegowanych. Ponadto, analiza zmian w dyrektywie rzadko odnosi się do sytuacji przedsiębiorstw z innych państw członkowskich, które są odbiorcami usług. Korzystanie z firm delegujących pracowników często umożliwia radzenie sobie z brakami kadr na rynku lokalnym, bądź brakiem firm wyspecjalizowanych w danym rodzaju usług.

Wiele niewiadomych

Jak zauważył Maxime Cerutti, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych w BusinessEurope, kwestia delegowania dotyczy jedynie 0,7% ogółu zatrudnionych w UE. Nie zgodził się z tym Stefan Schwarz, prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Mobilności Pracy. Jak zauważył odsetek pracowników delegowanych został wyliczony na podstawie liczby dokumentów potrzebnych, aby danego pracownika za granicę wysłać. Tymczasem, na jedną osobę przypada więcej, niż jeden dokument. Liczba ta jest więc zawyżona. Jego zdaniem 0,2% ogółu zatrudnionych w krajach unijnych jest delegowanych do pracy za granicą, z czego 0,1% to osoby, które są wysyłane z jednego kraju zamożnego do drugiego. Zatem tylko 0,1% pracowników z tej grupy to osoby pochodzące np. z Polski. A musimy pamiętać, że usługi od zawsze są naszym głównym towarem eksportowym. W przeciwieństwie do innowacji czy technologii. Na tym polu dopiero odrabiamy straty, które zostały podyktowane komunizmem. Należy więc zadać pytanie, czy zmieniona dyrektywa naprawdę ma chronić słabszych, skoro postulują o nią kraje najbardziej zamożne.

W dyskusji wzięli udział:

  • Maxime Cerutti, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych, BusinessEurope
  • Ron J.P.M. van Dartel, ambasador Królestwa Niderlandów w Polsce
  • Józef Niemiec, doradca specjalny, Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC)
  • Manfred Huterer, Minister Pełnomocny Ambasady Niemiec w Polsce
  • Stefan Schwarz, prezes, Stowarzyszenie Inicjatywa Mobilności Pracy, Polska

Spotkanie poprowadził Paweł Lisicki, redaktor naczelny, „Do Rzeczy”.

Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki.

Przed zmianami na rynku pracy, wynikającymi z rozwoju technologii (np. robotyzacji czy cyfryzacji) nie da się uciec. Rynek pracy już dziś potrzebuje mniej pracowników, natomiast poszukuje ludzi o unikalnych kompetencjach. Jak mówił Martin Ford, futurolog i przedsiębiorca z USA, udział robotyzacji będzie się nieuchronnie zwiększał i pozostaną na rynku pracy tylko osoby wysokowykwalifikowane. Powoduje to wzrost liczebności w grupie prekariatu i tendencja ta będzie się umacniać.

Zdaniem Guy’a Standinga z Uniwersytetu Londyńskiego to nie biznes jest odpowiedzialny za powstanie prekariatu. Wynika to z nieuchronnego procesu rozwoju technologii i zmian systemowych. Musimy zatem wprowadzić nowy system redystrybucji dochodów. W przeciwnym razie będziemy dryfować w kierunku tendencji nacjonalistycznych.

Uczestnicy panelu zgodnie deklarowali, że dobrym rozwiązaniem, zapewniającym ochronę pracowników jest koncepcja wprowadzenia minimalnego dochodu gwarantowanego. Zdaniem niektórych rozwiązanie to może wymagać uzupełnienia o dodatkowe motywatory. Warto również zwrócić mieć na uwadze fakt, że zmienia się pojęcie pracy, za którą ludzie powinni być wynagradzani. Prace domowe, zaangażowanie na rzecz społeczności lokalnej, uczenie się czy chociażby samo poszukiwanie pracy, to również zajęcia, za które należy płacić.

Michel Khalaf, prezes, MetLife EMEA podkreślał też, że inwestowanie w kapitał ludzki to zdecydowanie opłacalna dobra inwestycja. Pracownicy czują, że się w nich inwestuje i przekłada się to na wyniki firmy. Pytanie zatem czy w nowych realiach gwarantować dochód, czy może zwiększać dostęp do instrumentów, które pomogą pracownikom odnaleźć się na rynku pracy.

Zdaniem Ade McCormacka, doradcy ds. strategii cyfrowych (USA) nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądała koncepcja pracy w wyniku cyfrowego tsunami, które nadeszło. Nie możemy więc dostosowywać rynek pracy, stworzony w erze industrialnej, ale musimy mieć gotowość na zupełnie nową koncepcję. Można nawet przypuszczać, że większość pracowników, potrzebnych do działania nowego rynku jeszcze się nie narodziła.

Obecny model myślenia opiera się na optymalizowaniu ryzyka, jako niezbędnego elementu osiągania sukcesu. Nadchodzące realia będą wymagały zdecydowanej większej ciekawości i gotoNie dojdzie do takiej zmiany bez otwarcia dostępu do edukacji i źródeł wiedzy. Mówił o tym europoseł Michał Boni. Jego zdaniem nie chodzi tu wyłącznie o dostęp do uczelni, ale także np. zmiany w prawie autorskim.

Panel prowadził Marek Tejchman, zastępca redaktora naczelnego, „Dziennik Gazeta Prawna”.

RAFAKO podpisało kontrakt na budowę bloku kogeneracyjnego w elektrociepłowni w Wilnie

To pierwsza tak duża i prestiżowa umowa podpisana przez RAFAKO na rynku zagranicznym od wielu lat. To dla nas duże wyróżnienie, nie zamierzamy jednak poprzestać na tym kontrakcie. Chcemy w najbliższym czasie zdecydowanie zwiększyć swoją aktywność na rynkach zagranicznych, tak by do 2018 roku eksport odpowiadał za 25, a nawet 30 proc. przychodów. Rynki zagraniczne, w obliczu mniejszej ilości nowych projektów w Polsce, nabierają dla RAFAKO coraz większego znaczenia – powiedziała Agnieszka Wasilewska-Semail, Prezes Zarządu RAFAKO S.A.

Zamawiającym jest firma JSC „Vilniaus Kogeneracinė Jėgainė”. Uroczyste podpisanie kontraktu odbyło się w czwartek, 29 września w Wilnie. Ze strony RAFAKO umowę ratyfikowali prezes Agnieszka Wasilewska-Semail oraz wiceprezes Edward Kasprzak. Wydarzenie swą obecnością uświetnił premier Litwy, Algirdas Butkevičius.

Nowo powstająca elektrociepłownia na Litwie ma być przyjazna środowisku. Paliwo, jakie spalane będzie w kotłach to biomasa. – Dzisiaj klienci nie chcą uzależniać się tylko od jednego rodzaju biomasy. Wiąże się to z ceną, ale i dostępnością produktów. Strona litewska również oczekuje takiego rozwiązania, gdzie można spalać kilka rodzajów biomasy – wyjaśnia Grzegorz Podsiadło, dyrektor Zakładu Obiektów Energetycznych RAFAKO S.A. W tym wypadku będą to trzy rodzaje: zrębki, słoma i lignina.

Pierwszy etap tej inwestycji to przygotowanie całego układu biomasy. Zaplanowano go w taki sposób, aby biomasa nie była dostarczana wyłącznie tzw. systemem drogowym, ale by również klient miał możliwość przygotowywać ją u siebie. W ramach inwestycji został przewidziany system rębaków, co oznacza, że na terenie elektrowni można składować różnego rodzaju kłody drewniane, które w dalszym procesie zostaną przerobione na biopaliwo.

Trzecią możliwością dostarczania paliwa jest tzw. system kolejowy, będący również w zakresie RAFAKO. Można nim dostarczać zarówno gotową biomasę, jak i w postaci kłód drewnianych do rębkowania na miejscu. Pod tym kątem jest to bardzo rozbudowana instalacja, ponieważ mamy tu do czynienia z kilkoma rodzajami biomasy i różnymi systemami jej transportu. Projekt przewiduje aż 8 stanowisk do rozładunku biomasy.

Cechą charakterystyczną tej elektrociepłowni będzie tzw. system dwunitkowy. Występują tu dwa kotły o wydajności 135 ton pary na godzinę każdy. Za kotłami powstaną dwa systemy oczyszczania spalin metodą półsuchą.

 

Ostatnim elementem elektrociepłowni jest układ odzysku ciepła poprzez kondensację spalin o mocy około 40 MWt. W ramach kontraktu RAFAKO wykona ponadto wszystkie roboty budowlane, drogi dojazdowe, część elektryczną, część związaną z automatyką, kompleksowe projektowanie, dostawy, rozruch oraz szkolenie załogi.

 

Warto podkreślić, że jest to największy kontrakt eksportowy w formule EPC, czyli „pod klucz” zawarty przez RAFAKO S.A. – Wiążemy z tą inwestycją duże nadzieje, ponieważ ufamy, że otworzy nam drogę na możliwości zawierania umów z zagranicznymi inwestorami – podsumowuje Grzegorz Podsiadło.

***
Autor tekstu i zdjęć
: Aleksandra Dik/Adventure Media

Pierwsze urodziny spotkań Kobieta w Biznesie

6 października odbędzie się wyjątkowe, ponieważ już 12 spotkanie z cyklu Kobieta w Biznesie. Oprócz tortu i szampana podczas najbliższego spotkania odbędzie się również zbiórka karmy oraz kocy dla zwierząt ze schroniska KTOZ Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie!

Zachęcamy wszystkich do dołączenia do akcji. Zabierz ze sobą na najbliższe spotkanie karmę dla psów lub kotów, stare koce i wszystko co może przydać się zwierzakom. Przed wejściem czekać będzie duży wiklinowy kosz na te datki.

Dzięki nawiązaniu współpracy z agencją Content House, spotkania Kobieta w Biznesie obecnie oferują nie tylko rozwój osobisty i zawodowy, ale również przydatne porady ekspertów z zakresu content marketingu. Ponadto, spotkania te dzięki wprowadzeniu panelu networkingowego są idealnym miejscem do nawiązania wartościowych relacji z innymi ambitnymi Paniami z województwa małopolskiego i nie tylko.

W związku z rosnącym zainteresowaniem najbliższe spotkania Kobieta w Biznesie będą odbywać się w zupełnie nowym miejscu. Od września do dyspozycji uczestników oddana jest nowoczesna sala konferencyjna znajdująca się w centrum technologii – Krakowskim Parku Technologicznym na ul. Podole 60.

Przygotowaliśmy specjalnie dla Was bon rabatowy ‘Facebook’ upoważniający do 20% zniżki na najbliższe spotkanie. www.kobietawbiznesie12.evenea.pl

Te spotkania pokochały „nie tylko przedsiębiorcze” Krakowianki. Odwiedź nas i Ty.

Pierwszy w Polsce onkologiczny ośrodek badań klinicznych wczesnych faz

Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, oraz Roche Polska, podpisały umowę o utworzeniu Centrum Naukowo-Przemysłowego.
To pierwszy w Polsce onkologiczny ośrodek badań klinicznych wczesnych faz, którego powstanie otworzy ścieżkę dla innowacji w obszarze medycyny w Polsce
i stworzy unikalne możliwości polskim badaczom.
Wartość badań klinicznych prowadzonych przez Centrum szacowana jest na 10 milionów złotych rocznie. Centrum Naukowo-Przemysłowe to przykład inwestycji budującej polską innowacyjność i wspierającej zmianę modelu gospodarki zaprezentowaną w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przez Ministerstwo Rozwoju.

Centrum Naukowo-Przemysłowe, powstałe w wyniku współpracy Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie, wiodącego ośrodka kompleksowych badań nad nowotworami, oraz firmy Roche Polska, lidera innowacyjnych rozwiązań w zakresie ochrony zdrowia, to przykład unikalnej współpracy nauki z biznesem. Stworzenie nowego leku to czasochłonny i kosztowny proces, który zajmuje średnio 10-15 lat i pochłania nakłady rzędu 1-1,5 mld dolarów. Badania kliniczne odgrywają w tym procesie kluczową rolę, pochłaniając niemal 80% nakładów i trwają średnio ok. 8 lat.

Centrum Naukowo-Przemysłowe likwiduje dotychczasową lukę w procesie tworzenia nowoczesnych leków w Polsce. Teraz badacze będą mogli przejść przez wszystkie etapy badań klinicznych nad nowym lekiem w kraju i tworzyć innowacje medyczne w Polsce. Centrum Naukowo-Przemysłowe umożliwi także łatwiejszy dostęp do już stosowanych leków i ułatwi rozwój wiedzy w zakresie ich nowych wskazań i dawkowania. Jednostka ta jest pierwszą lokalizacją onkologicznych badań klinicznych o tak bogatej infrastrukturze.

Tworzenie ekosystemu innowacji oraz szansa dla pacjentów

Dzięki udziałowi polskich ekspertów w badaniach, Centrum Naukowo-Przemysłowe pozwoli na rozwój unikalnego know-how badaczy i stworzenie w Polsce ekosystemu innowacji, rozumianego jako innowacyjny sposób myślenia i planowania badań tak, by możliwa była ochrona patentowa cząsteczek. Ośrodek będzie wspierać kształcenie wysoko wykfalifikowanych specjalistów wśród lekarzy, którym udział w badaniach pozwala tworzyć ekspertyzę na skalę światową oraz współtworzyć publikacje naukowe w renomowanych czasopismach.

Nowo powstały ośrodek będzie także niepowtarzalną szansą dla pacjentów. Zwłaszcza dla tych którzy wykorzystali już wszystkie możliwości terapeutyczne. Uczestnictwo w badaniu
i dostęp do najnowocześniejszych terapii, niefinansowanych jeszcze ze środków publicznych, jest dla wielu chorych jedyną szansą na otrzymanie leczenia. Co więcej, w przypadku tworzenia Centrum Naukowo-Przemysłowego w obszarze badań klinicznych tak wrażliwym jak onkologia, niezwykle istotne jest zaplecze medyczne Centrum Onkologii-Instytutu, które daje możliwość wsparcia chorych na każdym etapie procedury.

Centrum Naukowo-Przemysłowe jest nowym, dotychczas mało wykorzystanym, rodzajem przedsięwzięcia naukowego i wdrożeniowego, które opiera się na sprecyzowanym co do zadań partnerstwie instytucji naukowej i jednostki sektora gospodarczego i dzięki któremu można wyeliminować bariery administracyjne, formalne, logistyczne i organizacyjne utrudniające efektywną współpracę takich jednostek. Współpraca w ramach Centrum Naukowo-Przemysłowego daje szansę efektu synergii zasobów zaangażowanych instytucji
i znacznego zwiększenia potencjału badawczego np. w zakresie testowania innowacyjnych terapii, a następnie ich wdrażania, możliwości edukacyjnych i szkoleniowych kadry naukowej, efektywnego pozyskiwania zewnętrznych, w tym międzynarodowych projektów
o dużej skali.”
– mówi prof. Jan Walewski, Dyrektor Centrum Onkologii–Instytutu.

„Utworzenie Centrum Naukowo-Przemysłowego z Oddziałem Badań Klinicznych Wczesnych Faz na terenie Centrum Onkologii-Instytutu w Warszawie jest pionierskim przedsięwzięciem w naszym kraju zwiększającym znaczenie naukowe Polski na arenie międzynarodowej. Centrum Naukowo-Przemysłowe będzie również służyć badaniom nad nowymi terapiami dla licznych polskich pacjentów.” – dodał prof. Piotr Rutkowski, Pełnomocnik Dyrektora ds. Badań Klinicznych oraz Przewodniczący Rady Naukowej Centrum Onkologii–Instytutu.

Budowa polskiej innowacyjności

Inwestycje w badania kliniczne mogą w szczególny sposób przełożyć się na budowę polskiej innowacyjności, zarówno w obszarze technologii i wytwarzania, jak i budowy kapitału społecznego opartego na wiedzy. Nowo powstałe Centrum Naukowo-Przemysłowe
to unikalny wkład w polską innowacyjność i realizację modelu gospodarki zaprezentowanego w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Kończymy erę imitacji, rozpoczynamy erę innowacji w polskiej gospodarce. Tak w skrócie można określić cel Ministerstwa Rozwoju na najbliższe lata. Rozwój innowacyjności polskich firm jest jednym z filarów rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Zdolność przedsiębiorstw do wykorzystania w praktyce wyników prac badawczo-rozwojowych jest największą przewagą konkurencyjną globalnych gospodarek. Aby uzyskać taki efekt, niezbędna jest bliska współpraca przedsiębiorców z naukowcami. Od niej zależy, na ile skutecznie innowacyjne pomysły będą przekuwane w konkretne produkty i usługi rynkowe. Chcemy znacznie zwiększyć poziom stopy inwestycji w relacji do PKB z obecnych 20 do 25 proc. Szczególnie zależy nam na projektach innowacyjnych, badawczo-rozwojowych
i w sektorze nowoczesnych usług.
” – mówi Tadeusz Kościński, Podsekretarz Stanu
w Ministerstwie Rozwoju.

Wartość badań klinicznych wykonywanych rocznie przez Centrum, szacowana jest na 10 milionów złotych. Ośrodek, otwarty na współpracę z różnymi podmiotami komercyjnymi
i producentami leków, pozwoli na rozwój innowacyjnych, opartych na know-how i wiedzy  gałęzi polskiego przemysłu, takich jak biotechnologia, informatyka, teleinformatyka itp.

„Obok podstawowej działalności, jaką jest dostarczanie wysokospecjalistycznych leków, firma Roche od wielu lat realizuje w Polsce wielomilionowe inwestycje w badania i rozwój. Tylko w 2015 roku inwestycje Roche na polskim rynku przekroczyły 500 mln złotych w skali roku. Jako firma mająca innowacje w swoim DNA i od ponad 100 lat związana z Polską, cieszymy się z możliwości wsparcia rozwoju polskiej gospodarki – obok bioinformatyki
i badań klinicznych końcowej fazy – poprzez działania w kolejnym innowacyjnym obszarze.
Onkologiczny ośrodek badań wczesnej fazy to unikalny wkład w rozwój wiedzy i technologii medycznej, które mogą być wykorzystywane w wielu innowacyjnych dziedzinach przemysłu oraz umożliwienie polskim badaczom realizacji projektów na niespotykaną dotąd skalę.” – mówi Wiktor Janicki, dyrektor generalny Roche Polska.

Umowa dot. powstania Centrum Naukowo-Przemysłowego to nie tylko deklaracja Roche Polska odnośnie długofalowej współpracy z Centrum Onkologii-Instytutem i zobowiązanie do przekazania środków finansowych umożliwiających zbudowanie i wyposażenia ośrodka oraz zlecania Centrum badań klinicznych, ale też do udostępnienia badaczom puli godzin Globalnego Centrum Rozwiązań IT Roche w celu analizy wyników prowadzonych badań.

 

***

W Centrum Naukowo-Przemysłowym prowadzone będą badania kliniczne fazy I-II, badania kliniczne oceniające skuteczność i bezpieczeństwo stosowania leków biopodobnych oraz biorównoważnych, czy wymagające ścisłego monitorowania badania farmakokinetykinetyczne i farmakodynamiczne. Do aktywności Centrum należeć będzie także organizowanie i prowadzenie konsultacji w celu dostosowania badań naukowych
w dziedzinie onkologii do potrzeb praktyki klinicznej oraz wdrażania ich wyników.od_lewej_minister_tadeusz_koscinski_prof_jan_walewski_coi_wiktor_janicki_roche_polska_prof_piotr_rutkowski_coi

Obecnie na terenie Centrum Onkologii–Instytutu trwają prace remontowo-adaptacyjne, finansowane częściowo także przy pomocy środków pozyskanych z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Zakończenie prac i początek działalności Centrum Naukowo-Przemysłowego planowane jest na połowę 2017 r.

Badania kliniczne – klucz do postępu w medycynie

Szacuje się, że osoby chore na schorzenia przewlekłe, takie jak np. choroby reumatyczne czy nowotwory, to już 23% aktywnych mieszkańców Europy[1]. To jedno z największych wyzwań cywilizacyjnych. Nowoczesna medycyna może nie tylko przedłużyć życie chorych, ale też poprawić jego jakość, nawet w przypadku najpoważniejszych schorzeń. Jeszcze dwadzieścia lat temu na przykład rak piersi oznaczał często natychmiastowe przejście na rentę. Dziś chore są w stanie realizować się zawodowo kontynuując leczenie przez długie lata. Łączenie pracy i codziennego funkcjonowania nawet z poważną chorobą jest możliwe dzięki nieustającym wysiłkom naukowców oraz wykorzystywaniu odkryć do badania i opracowywania nowoczesnych leków.

Tempo rozwoju medycyny porównuje się obecnie do zmian w technologii teleinformatycznej
by zrozumieć jak wielkie zmiany zachodzą w medycynie, wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądał telefon komórkowy 10 lat temu. Nowoczesne terapie muszą być jednak przede wszystkim bezpieczne. Dlatego każdy nowy lek zostaje gruntownie przebadany w badaniach klinicznych. To w tym obszarze powstaje największa wartość w branży farmaceutycznej. Zarówno intelektualna (na początkowych etapach), jak i na poziomie inwestycji, która w 80% ma miejsce w końcowych fazach badań klinicznych. Jest to dziedzina wywierająca ogromny wpływ na rozwój innowacyjności przejawiających się na kilku polach[2]:

  • Korzyści dla pacjentów – dzięki badaniom klinicznym tysiące pacjentów biorących w nich udział zyskuje dostęp do najnowocześniejszych terapii, które często wykraczają poza bezpłatne usługi systemu opieki Dla lekarzy prowadzących te badania oznacza to niejednokrotnie jedyną możliwość otoczenia pacjenta opieką medyczną zgodną ze standardem postępowania diagnostyczno-terapeutycznego obowiązującym w najlepiej rozwiniętych krajach. Dobrym wskaźnikiem określającym faktyczną różnicę pomiędzy standardową terapią finansowaną przez NFZ a standardem leczenia oferowanym w ramach badań klinicznych jest średni poziom wydatków na leki onkologiczne w przeliczeniu na pacjenta w krajach rozwiniętych. Poziom tych wydatków jest tam średnio 5 razy większy niż w Polsce. Dzięki badaniom klinicznym w samej onkologii (największym segmencie badań klinicznych) NFZ zaoszczędził w 2014 r ok. 160 mln zł.
  • Rozwój unikalnego know how wiedza pozyskana w trakcie przeprowadzonych badań klinicznych – niezależnie od ich wyniku – stanowi ważny wkład w rozwój medycyny w zakresie skuteczności bezpieczeństwa farmakoterapii. Już sam fakt prowadzenia badania pozwala na lepsze zrozumienie natury i mechanizmów poszczególnych schorzeń, co przyczynia się do skuteczniejszego ich leczenia.
  • Budowanie wysoce wykwalifikowanego kapitału ludzkiego zarówno wśród lekarzy, którym udział w badaniach pozwala budować ekspertyzę na skalę światową, współtworzyć publikacje naukowe w renomowanych czasopismach, jak również wśród pracowników firm oraz ich dostawców – gdzie, dzięki transferowi know how, kształceniu specjalistów z powodzeniem konkurujących na rynku międzynarodowym oraz reinwestowaniu środków w rynek, można tworzyć ogromną wartość dodaną – kapitał ludzki o unikalnych kompetencjach.
  • Rozwój gospodarki opartej na wiedzy – badania kliniczne i wiedza dzięki nim pozyskana umożliwiają rozwój sektorów gospodarki, które wykorzystują potencjał intelektualny, wiedzę oraz inwencję mieszkańców i które mają szansę na szybki rozwój w przyszłości. W tym kontekście trudno przecenić wkład badań klinicznych w rozwój wiedzy i technologii medycznej, które mogą być wykorzystywane w wielu innowacyjnych dziedzinach przemysłu takich jak biotechnologia, informatyka, teleinformatyka.
  • Dodatkowe źródło finansowania szpitali – szpitale otrzymują̨ wynagrodzenie za prowadzenie badań klinicznych. Jest to właściwie jedno z niewielu dostępnych źródeł finansowania działalności szpitali w Polsce, niezwiązanych z posiadaniem kontraktu z NFZ. W rezultacie szpitale dysponują większą sumą środków pieniężnych, które mogą przeznaczyć na zakup nowoczesnej technologii, wymianę infrastruktury itd.
  • Korzyści dla budżetu państwa – wpływy podatkowe – blisko 1/3 środków finansowych przeznaczonych na badania trafia do budżetu państwa w formie podatków i opłat. W 2014 roku kwota ta wyniosła ponad 300 mln PLN. Do wartości tych należy dodać także korzyści pośrednie dla budżetu Państwa, takie jak podatki płacone bezpośrednio przez badaczy, pracowników itp.

Centrum Onkologii Instytut im Marii Skłodowskiej-Curie

Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie wraz z Oddziałami w Krakowie i Gliwicach prowadzi badania nad przyczynami i mechanizmami rozwoju chorób nowotworowych, a także badania wdrożeniowo-rozwojowe dotyczące wszystkich aspektów zwalczania chorób nowotworowych, w tym wieloośrodkowe prospektywne badania kliniczne dotyczące oceny wartości leczenia skojarzonego i uzupełniającego oraz jakości życia chorych na nowotwory, jak również badania z zakresu epidemiologii i epidemiologii molekularnej nowotworów. Jest także wiodącą placówką w zakresie udoskonalania już istniejących i rozwoju nowych metod chirurgii, radioterapii i chemioterapii

Roche Polska

Roche Polska, lider innowacyjnych rozwiązań w zakresie ochrony zdrowia, każdego dnia wspomaga lekarzy w ich codziennej walce o zdrowie i życie pacjentów. Firma posiada nowoczesne i unikalne portfolio, szczególnie w takich dziedzinach terapeutycznych jak: onkologia, reumatologia, transplantologia, neurologia, pulmonologia, nefrologia i choroby zakaźne. Jest też liderem w diagnostyce medycznej i dostarcza wielu systemów diagnostycznych umożliwiających szybkie i dokładne wykrywanie chorób oraz monitorowanie ich przebiegu przez lekarzy, laboratoria lub samych pacjentów. Stale współpracuje ze środowiskami akademickimi i lekarskimi. Pierwsze produkty Roche pojawiły się na terenie Polski w 1900 r., w roku 1923 otwarto w Warszawie biuro Roche a w roku 1932 uruchomiono fabrykę.

Obok podstawowej działalności, jaką jest dostarczanie wysokospecjalistycznych leków, firma Roche od wielu lat realizuje w Polsce wielomilionowe inwestycje w badania i rozwój, bezpośrednio wpływając tym samym na wzrost polskiego PKB. Tylko w 2015 roku inwestycje Roche na polskim rynku przekroczyły 500 mln złotych w skali roku (ponad 509 mln złotych). Co więcej, firma sukcesywnie podnosi poziom inwestycji w Polsce, w ostatnich dwóch latach średnio o ok. 20% rocznie, zwiększając nakłady na badania i rozwój o ponad 95 mln złotych. Wydatki Roche Polska w obszarze badań i rozwoju stanowią blisko 60% wydatków Roche ogółem. Jednocześnie Roche Polska reinwestuje środki pozyskane z refundacji leków – środki zainwestowane w obszar badań
i rozwoju stanowią blisko 80% środków pozyskanych z refundacji leków.
Działania firmy
w obszarze badania i rozwoju skupiały się dotychczas na dwóch elementach:

  • Bioinformatyka – firma utworzyła w Poznaniu Globalne Centrum Rozwoju IT, czyli „Innovation Hub”, który dostarcza dziś rozwiązania IT do wszystkich oddziałów Roche na całym świecie
    (do ponad 100 krajów i ponad 91 tysięcy osób). Zatrudnia ponad 420 informatyków i współpracuje z blisko 2000 zewnętrznych współpracowników, którzy kompetencjami swobodnie rywalizują
    z zespołami z amerykańskiej Doliny Krzemowej
    . Centrum to dzięki 30% dynamice rozwoju rok do roku pokazuje, że innowacja może być dobrem eksportowym Polski. Ośrodek tworzy oprogramowanie, które obejmuje m.in.: aplikacje wspierające badania kliniczne nad nowymi lekami, programy pozwalające na produkcję leków w bezpiecznych warunkach, platformy do budowy portali internetowych dotyczących chorób oraz leków, a także systemy optymalizujące wewnętrzne procesy firmy.
  • Badania Kliniczne – dotychczas firma angażowała się w ten obszar głównie poprzez
    regionalne centrum badań klinicznych – zlokalizowany w Warszawie hub: Dział Międzynarodowych Badań Klinicznych zarządzający globalnymi badaniami klinicznymi Roche w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Od 1999 roku przeprowadzono w samej Polsce ponad 350 badań, w których uczestniczyło ponad 20 tysięcy polskich pacjentów. Dotychczas były to przede wszystkim badania przedrejestracyjne, III fazy, generujące największe wpływy finansowe dla państwa.

[1] Za: Konrad Wojtyła „Pacjenci z chorobami przewlekłymi vs pracodawcy”, Radio Szczecin, 20.04.2016 r.

[2] M.in. za: PwC, „Badania kliniczne w Polsce”, 2015, dostęp: http://www.pwc.pl/pl/pdf/badania-kliniczne-raport-pwc.pdf

Prestiżowe nieruchomości na świecie. Jakie inwestycje wybierają zamożni Polacy?

Rynek nieruchomości luksusowych ciągle się rozwija, a zamożni Polacy coraz częściej decydują się na zakup ekskluzywnego mieszkania, apartamentu czy domu także poza granicami kraju. Popularnym trendem jest kupowanie nieruchomości w europejskich kurortach, takich jak Grecja, Hiszpania lub Włochy, które najczęściej pełnią funkcję wakacyjnych rezydencji. Ich posiadanie zaspokaja potrzeby mieszkaniowe, ale przede wszystkim podkreśla wysoki status społeczny.

Na cenę inwestycji luksusowej wpływa nie tylko jej lokalizacja, wykończenie i powierzchnia, ale przede wszystkim ekskluzywny charakter. Za standard i prestiż wynikający z posiadania nieruchomości, w których znajdują się winnice, SPA, siłownia, duże garaże na drogie samochody, a w ogrodzie baseny i pola golfowe najzamożniejsi są w stanie wydać kilka czy nawet kilkanaście milionów.  W ostatnich latach statystyki dotyczące zamożnych Polaków wzrosły – w ubiegłym roku liczba milionerów wynosiła ok. 20 tys. W naszym kraju rośnie także wartość rynku dóbr luksusowych, który obecnie szacowany jest na 14,3 mld zł.

Nieruchomości luksusowe w Polsce

Według ostatniego raportu KPMG wartość nieruchomości luksusowych na rynku pierwotnym wynosi 500 mln zł, z czego największą popularnością cieszą się apartamenty. Ich ceny zaczynają się od miliona zł, a wartość za metr kwadratowy to ok. 16,5 tys. zł. Zamożni Polacy nadal bardzo często decydują się na budowanie rezydencji według indywidualnych projektów na rozległych działkach podmiejskich, jednak największą część rynku pod względem wartości stanowią luksusowe apartamenty miejskie. Z uwagi na ograniczony popyt, liczba rezydencji (ekskluzywne domy wolnostojące) jest stosunkowo niewielka. Najwięcej takich nieruchomości budowanych jest na obrzeżach największych Polskich miast, takich jak: Warszawa, Wrocław, Kraków czy Trójmiasto. Ich wartość w stanie deweloperskim zaczyna się od 1,5 mln zł., przy czym należy wziąć pod uwagę, że koszty wykończeniowe utrzymują się na podobnym poziomie. – Wśród apartamentów największą popularnością wśród zamożnych Polaków cieszą się te typu „penthouse”, czyli znajdujące się na ostatnich piętrach luksusowych budynków. Rocznie w Polsce przeprowadzanych jest około 200 ekskluzywnych transakcji, z czego średnio 180 przypada na apartamenty, a 25 na rezydencje. W Warszawie najwięcej takich apartamentów kupuje się na Górnym Mokotowie oraz w okolicach Parku Łazienkowskiego, z kolei w Krakowie i we Wrocławiu w okolicach Starego Miasta. Bez wątpienia zapotrzebowanie na różnego rodzaju dobra luksusowe w Polsce, w tym na nieruchomości, rośnie każdego roku – komentuje Agata Stradomska, Manager ds. Marketingu i Szkoleń RE/MAX Polska.

Inwestycje zagraniczne

Zamożni Polacy coraz częściej lokują swój kapitał w nieruchomościach zagranicznych, jednak ich odsetek nadal jest stosunkowo niski. Zaledwie jeden procent nabywców luksusowych nieruchomości posiada rezydencje lub apartament za granicą. Te dane tylko podkreślają fakt, że posiadanie ekskluzywnego lokum jest przywilejem wyłącznie najbogatszych i podkreśla ich status społeczny. Według Agaty Stradomskiej z RE/MAX Polska, pomimo braku szczegółowych badań na temat zagranicznych preferencji Polaków, na podstawie obserwacji można stwierdzić, że bogaci Polacy, podobnie jak pozostali Europejczycy, najczęściej decydują się na zakup nieruchomości na terenie rodzimego kontynentu. Zaletą tej lokalizacji jest fakt, że w stosunkowo niedługim czasie można znaleźć się w innym otoczeniu, co szczególnie dobrze kalkuluje się przy częstych podróżach czy weekendach spędzanych w ekskluzywnych posiadłościach w gronie znajomych. Szukając nieruchomości za granicą, zamożni Polacy decydują się na takie, które są zlokalizowane w pobliżu morza. Tym, co może powstrzymać potencjalnego nabywcę od zakupu ekskluzywnej nieruchomości na innym, międzynarodowym rynku, oprócz ceny, mogą być jednak procedury formalne. W każdym kraju wyglądają one inaczej. Jednak w tym miejscu warto przytoczyć stwierdzenie, że „jeśli się czegoś bardzo chce, to nie ma rzeczy niemożliwych”. Najzamożniejsi Polacy z całą pewnością o tym wiedzą.

Energetyczna „cisza przed burzą”?

Wraz z nastaniem października należy oczekiwać ogłoszenia nowych planów oraz strategii. Zmian należy się spodziewać przede wszystkim w trzech obszarach tj. rynku energii, ratyfikacji paryskiego porozumienia klimatycznego oraz w zakresie pomocy dla górnictwa. Czy i jakie znaczące zmiany w sektorze energetycznym czekają nas jeszcze w nadchodzącym miesiącu?

Nowe regulacje i rynek mocy

Nowe zmiany i koncepcje Ministerstwo Energii zapowiadało już od dawna. Potrzebne są zarówno modyfikacje ustawy „odległościowej”, pozwalające na budowę wiatraków z uwzględnieniem argumentów strony opowiadającej za budową tego typu instalacji jak i przeciw. Wiele uwagi poświęca się także klastrom energetycznym, które w rozumieniu ustawy oznaczają porozumienie, w skład którego mogą wchodzić osoby fizyczne, osoby prawne, jednostki nieposiadające osobowości prawnej, jednostki naukowe, jednostki badawczo-rozwojowe lub jednostki samorządu terytorialnego, dotyczące wytwarzania i równoważenia zapotrzebowania, dystrybucji lub obrotu energią z odnawialnych źródeł energii lub z innych źródeł lub paliw, w ramach jednej sieci dystrybucyjnej. W rezultacie mają one wspierać rozwój nowoczesnych systemów elektroenergetycznych, czyli instalacji OZE. Z kolei cały sektor klasycznego wytwarzania czeka na rynek mocy. Być może w październiku pojawią się nowe regulacje w powyższych kwestiach.

Ratyfikacja przez Polskę paryskiego porozumienia klimatycznego

Wielkimi krokami zbliża się również przesilenie związane ze złożeniem końcowych podpisów nad COP 21 z Paryża. Polska wówczas zadeklarowała się bronić zmian klimatycznych i nie dopuścić do zwiększenia średniej, globalnej temperatury powyżej 1,5oC. Taka niejasna deklaracja rozumiana jest zupełnie inaczej w zachodniej i wschodniej Europie. Lobbystyczne ośrodki zielonej energii bezpośrednio przekładają 1,5oC na jeszcze większe ograniczenie redukcji emisji CO2, tymczasem w naszym kraju tych ograniczeń dopatrujemy się w bardziej sprawnych nowych elektrowniach i w zielonych polskich lasach. Październik to czas końcowego starcia tych dwóch sposobów myślenia. Wydaje się więc, że Polska wysyła sygnały, które mówią, że porozumienie zostanie podpisane, ale za gwarancje utrzymania węgla.

Zaostrzenie kursu w restrukturyzacji kopalń

Powoli kończą się pomocowe pieniądze z energetyki. Uratowanie PGG przed bankructwem poprzez zmianę nazwy, odcięcie starych strat i wrzucenie nowego dofinansowania pozwoliło na bezproblemowe wakacje, ale ekonomia jest bezlitosna. Straty, pomimo nieznacznego wzrostu cen węgla na rynkach światowych, są większe niż zakładane. W obecnej sytuacji utrzymanie wszystkich kopalń, dotychczasowego zatrudnienia i poziomu wydobycia jest niemożliwe. Energetyka po przyjęciu górniczych strat jest na granicy dopuszczalnych wskaźników zadłużania i to wszystko wskazuje na to, że program restrukturyzacji musi być prawdziwą restrukturyzacją, a nie zastrzykiem gotówki.

Zapowiadana restrukturyzacja rządu, zmiana niektórych ośrodków decyzyjnych i likwidacja Ministerstwa Skarbu sprawiają, że cały sektor energetyczny podświadomie myśli o zmianach. Zgodnie z teorią zarządzania każda zmiana jest dobra, zgodnie z praktyką – niektóre zmiany są lepsze od innych. Tak więc październik ma przynieść podobno konsolidację systemu zarządzania gospodarką, nowa strategię energetyczną, nowe scenariusze rozwojowe i nowe zmiany w spółkach.

Tekst pochodzi z eksperckiego bloga prof. Konrada Świrskiego. Z całym materiałem można zapoznać się tutaj.  

Sektor państwowy powoli wchodzi na rynek komercyjny

Transakcje zawierane przez instytucje i urzędy państwowe na wynajem powierzchni w nowych biurowcach obejmują jeszcze ciągle nieduży procent całego wolumenu najmu, mimo że wyjście podmiotów administracji publicznej ze starych budynków mogłoby przynieść instytucjom spore oszczędności. W ostatnim czasie najemcy instytucjonalni coraz śmielej zaczynają jednak rozglądać się na rynku powierzchni biurowych, przyznają specjaliści w firmy doradczej Walter Herz.

Tradycja wynajmu powierzchni biurowej na rynku komercyjnym przez jednostki budżetowe sięga w naszym kraju zaledwie kilku lat. W 2010 roku zapoczątkowała ją Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która wynajęła 16 tys. mkw. w warszawskim kompleksie Poleczki Business Park oraz Urząd Zamówień Publicznych, który zajął wtedy niedużą powierzchnię w mokotowskim Adgar Plaza.

Choć w ostatnim czasie sektor publiczny stał się zdecydowanie bardziej aktywny na rynku biurowym, to dla jednostek administracji publicznej wciąż podstawową kwestią, jeśli chodzi o użytkowanie biur jest wykorzystywanie zasobów państwowych. Obowiązujące zasady sprawiają, że budżetówka nadal korzysta przede wszystkim z nieruchomości pozostających w rezerwuarach państwa. Eksperci z Walter Herz przyznają, że instytucje państwowe nie spieszą się ze zmianą siedzib, mimo, że stan techniczny wielu obiektów, które użytkują pozostawia wiele do życzenia, a nakład na ich utrzymanie jest nieadekwatny do korzyści. – Szczególnie, jeśli ponoszone wydatki, w tym na remonty, porówna się z opłatami za wynajem powierzchni biurowej w nowoczesnych obiektach – mówią specjaliści.

Gonimy Europę

Za przykładem państw europejskich, gdzie sektor publiczny od wielu lat jest istotnym najemcą nowych budynków biurowych, wyraźnie podążają przede wszystkim instytucje unijne. Jednostki zarządzające funduszami europejskimi w ubiegłym roku postawiły na nowy warszawski kompleks Warsaw Spire. Powierzchnię 6,2 tys. mkw. w budynku C zajęło Centrum Unijnych Projektów Transportowych, odpowiedzialne za wdrażanie programów i projektów rozwoju infrastruktury transportowej współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej, które przeniosło się z biurowca North Gate. Dużym najemcą największego kompleksu w Warszawie została też Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej Frontex, która zdecydowała się na powierzchnię 14,6 tys. mkw. w budynku B.

Innym najemcą instytucjonalnym, który w minionym roku zdecydował się na komercyjną powierzchnię biurową były spółki z grupy Poczty Polskiej, które wynajęły łącznie 18 tys. mkw. w usytuowanym na warszawskim Mokotowie obiekcie Domaniewska Office HUB Polskiego Holdingu Nieruchomości. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zajęło zaś cały, ekskluzywny budynek Foksal City z niemal 3,4 tys. mkw. powierzchni biurowej, także należący do PHN. Ponadto, Polskie Sieci Elektroenergetyczne rozmieściły biura na powierzchni 6,3 tys. mkw. w Delta Eurocentrum Office Complex przy al. Jerozolimskich, a Urząd Komunikacji Elektronicznej ulokował się w biurowcu przy ulicy Kasprzaka.

Rekordowe kontrakty

Największą umową najmu, podpisaną w 2015 roku przez instytucjonalnego najemcę był kontrakt zawarty przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń na wynajem 17,5 tys. mkw. powierzchni w budynku Konstruktorska Business Center.

Znacząca umowa podpisana przez spółkę państwową została także w Katowicach. Blisko 8 tys. mkw. w kompleksie A4 Business Park firmy Echo Investment wynajęła spółka PKP Cargo, która przeniosła kluczowe funkcje centrali na Śląsk i skonsolidowała katowickie i krakowskie biura w jednej lokalizacji. W Krakowie z kolei Urząd Marszałkowski przedłużył kontrakt na wynajem 4,5 tys. mkw. w biurowcu Wielicka 72.
– Mimo podpisywanych przez instytucje państwowe, czasem także spektakularnych umów, sektor publiczny wciąż ma niewielki, kilkuprocentowy udział w ogólnym wolumenie najmu powierzchni biurowej. W minionym roku wygenerował ponad 80 tys. mkw. popytu na biura, podczas gdy całkowita wielkość najmu w 2015 wyniosła w Warszawie ponad 800 tys. mkw., a na pozostałych rynkach biurowych w kraju łącznie niespełna 700 tys. mkw. – zauważają eksperci Walter Herz.

Stały poziom udziału w rynku

Przedstawiciele Walter Herz zwracają uwagę, że aktywność instytucji państwowych na rynku wynajmu powierzchni biurowych utrzymuje się na podobnym poziomie już od kilku lat. – W 2012 roku instytucje publiczne wynajęły niespełna 70 tys. mkw. komercyjnej powierzchni biurowej. W 2014 roku sektor publiczny był wyjątkowo czynny na rynku warszawskim. Spółki państwowe podpisały wtedy umowy na kilkanaście procent powierzchni biurowej wynajętej w tym roku w Warszawie. Do jednych z największych transakcji należał kontrakt Urzędu Rejestracji Leków na 13 tys. mkw. powierzchni w Adgar Park West – wspominają eksperci Walter Herz.

Specjaliści zauważają, że instytucje państwowe, planujące optymalizację wydatków na biura mają w tej chwili szczególnie dobrą pozycję przetargową ze względu na wysoką podaż na rynku. W ich opinii administracja publiczna powinna szerzej wykorzystać obecną, konkurencyjną sytuację w segmencie nieruchomości biurowych, ponieważ stwarza niebywałą okazję do wynegocjowania bardzo korzystnych warunków najmu.

W przekonaniu ekspertów Walter Herz przeprowadzka do nowej siedziby nie tylko pozytywnie wpłynęłaby na wizerunek instytucji, ale także podniosłaby komfort użytkowania powierzchni biurowej, przy znaczących oszczędnościach, które mogłaby przynieść taka decyzja. – Koszty eksploatacji w nowych budynkach w porównaniu z obiektami starszej generacji są niewspółmiernie niższe, szczególnie jeśli użytkowany budynek jest w złym stanie technicznym i wymaga stałych nakładów na remont – zwracają uwagę specjaliści Walter Herz.

– Koszty związane z utrzymaniem przestarzałych gmachów są często tak duże, że przeniesienie instytucji, czy urzędu do nowoczesnego biurowca w wielu przypadkach oznaczałoby spore obniżenie wydatków na utrzymanie biur niż dotychczas ponoszone. Analizy wariantu relokacji, które opracowujemy często przynoszą zaskakujące rezultaty – przyznają eksperci Walter Herz.

Najem z zakupem budynku

Specjaliści zaznaczają, że warunki kontraktów podpisywanych przez podmioty państwowe zawierają także zapisy dotyczące gwarancji pierwokupu lub najmu wraz z zakupem budynku, które dają spółkom Skarbu Państwa pełną kontrolę nad obiektami. – Z uwagi na specyfikę jednostek administracyjnych to dla najemców instytucjonalnych atrakcyjne warunki. W takiej sytuacji spółki mogą zdecydować się na sprzedaż własnych nieruchomości i w ten sposób pozyskać kapitał – zauważają przedstawiciele Walter Herz.

Eksperci wymieniają zalety nowych obiektów. W opinii specjalistów dużym plusem nowoczesnych budynków, które teraz licznie powstają jest efektywność energetyczna i racjonalne wykorzystanie własnych zasobów, co przekłada się na mniejsze koszty utrzymania. – Nowe biurowce oferują również większą wygodę użytkowania ze względu na bogate wyposażenie i atrakcyjną infrastrukturę serwisową, jaka jest w nich projektowana, a ponadto zapewniają większe bezpieczeństwo niż starsze budynki biurowe.

– Wierzymy, że sektor państwowy w najbliższym czasie stanie się bardziej aktywnym graczem na rynku biurowym. Świadczy o tym większa ilość zapytań ze strony najemców instytucjonalnych oraz szersze zainteresowanie Poradnikiem Najemcy Instytucjonalnego, który stworzyliśmy specjalnie dla instytucji państwowych, poszukujących powierzchni biurowej na rynku komercyjnym w celu optymalizacji kosztów – wyrażają nadzieje przedstawiciele Walter Herz.

Autor: Walter Herz

OPEC wstępnie zdecydował o cieciu wydobycia

Podczas nieformalnego spotkania przedstawicieli kartelu OPEC w Algierii podjęto porozumienie, na mocy którego kartel ma przestrzegać górnego limitu wydobycia w postaci 32,5-33 mln baryłek ropy dziennie. Obecnie rynek oczekuje dowodu na to, że porozumienie to będzie przestrzegane, gdyż OPEC już nieraz potrafił wycofywać się lub łamać wcześniej podjęte decyzje. Gdyby jednak tym razem było inaczej, to byłaby to pierwsza reedukacja wydobycia od 8 lat.

Wczorajsza decyzja była zaskoczeniem dla rynków, co doprowadziło do wzrostu w notowaniach czarnego złota z okolic poziomu 44,20 USD do prawie 47,50 USD dziś do godziny 16:26. Rynek ropy zatem utrzymuje się przy wczorajszych szczytach. Niemniej jednak należy pamiętać, że 32,5 mln baryłek to wciąż i tak duże wydobycie. Przypomnijmy, że w sierpniu kartel produkował 33,69 mln baryłek, a więc porozumienie o cięciu jest dość kosmetyczne. Obecnie nie pozostaje nic innego, jak czekać na formalne 170 spotkanie przedstawicieli OPEC w Wiedniu w dniu 30 listopada.

Na szerokim rynku zmienność jest relatywnie niska, a największy trend obserwowaliśmy na parze USDJPY, która wyznaczyła dzienne maksimum na poziomie 101,84, gdzie minimum to 100,70. Z kolei na głównej parze walutowej EURUSD dzienna zmienność to około 41 pipsów, a więc notowania zachowywały się relatywnie spokojnie.

Jutro tematem nr jeden dla rynków będzie odczyt PKB Wielkiej Brytanii za drugi kwartał oraz odczyt inflacji konsumenckiej ze strefy euro, gdyż będą to dane wstępne za wrzesień. Z USA z kolei poznamy dane o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz poznamy bazowy wskaźnik inflacji PCE, indeks Chicago PMI oraz indeks Uniwersytetu Michigan.

Daniel Kostecki
Departament Analiz Rynkowych
HFT Brokers
Dom Maklerski S.A.

Rynek biurowy w Trójmieście

Dobry wizerunek regionu i szereg inwestycji infrastrukturalnych wpływają na popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe. Głównym motorem rozwoju rynku pozostają firmy z sektora usług dla biznesu.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku biurowym w Trójmieście.

Popyt

„Popyt na biura w Trójmieście utrzymuje się na wysokim poziomie. Po bardzo dobrym wyniku w roku 2014, kiedy to najemcy podpisali umowy na 66 500 mkw., 2015 przyniósł rekordową ilość wynajętych powierzchni biurowych – ponad 107 000 mkw. W I poł. 2016 r. firmy podpisały umowy na 37 000 mkw., z czego kilkanaście kontraktów dotyczyło powierzchni większej niż 1 000 mkw.”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL.

Trójmiasto wyróżnia się na tle innych ośrodków biurowych w Polsce dużą dostępnością pracowników z dobrą znajomością niszowych języków obcych (w tym norweskiego, szwedzkiego, fińskiego i duńskiego). Dodatkowo, niedawne usprawnienia infrastrukturalne wpłynęły znacząco na wizerunek regionu jako atrakcyjnej lokalizacji dla centrów nowoczesnych usług dla biznesu.

„Trójmiasto jest czwartym ośrodkiem SSC/BPO w Polsce, po Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Według ABSL, w centrach usług dla biznesu w regionie pracuje 16 900 osób. Wzrost sektora generuje nie tylko rozwój rynku pracy, ale przekłada się również na rozwój rynku biurowego”, wyjaśnia Karol Patynowski.

Firmy z tej branży utrzymują wysokie tempo rozwoju wraz z pozyskiwaniem nowych klientów i zleceń – rozszerzają zakres świadczonych usług o obsługę coraz bardziej zaawansowanych procesów i zatrudniają nowych pracowników. W efekcie, centra usług – przedłużając umowy najmu, zawierając nowe kontrakty i dobierając więcej powierzchni – generują rozwój rynków biurowych, szczególnie poza stolicą. Podobny trend można zaobserwować w Trójmieście – w I poł. 2016 r. 56% popytu na biura w regionie wygenerowały właśnie firmy z sektora usług dla biznesu.

Podaż

W ostatnich dwóch dekadach Trójmiasto stało się ważnym oraz dynamicznie rozwijającym się rynkiem biurowym. Od 2008 r. podaż biur w regionie zwiększyła się prawie trzykrotnie (od ok. 230 000 mkw. na koniec 2008 r. do ok. 630 000 mkw. na koniec czerwca 2016 r.). Oznacza to, że Trójmiasto jest czwartym co do wielkości rynkiem biurowym w kraju – po Warszawie, Krakowie i Wrocławiu.

Gdańsk to główne centrum biurowe aglomeracji, oferujące 450 000 mkw. nowoczesnej powierzchni w ramach biurowych klastrów na północy (Oliwa, Wrzeszcz) czy południowym zachodzie (przy lotnisku i trasie WZ). Zasoby biurowe Gdyni to prawie 147 000 mkw., przede wszystkim w centrum i na południu miasta (dynamicznie rozwijający się region Łużyckiej). Sopot utrzymuje swój turystyczny charakter, oferując 33 000 mkw. biur.

W Trójmieście powstaje obecnie 132 100 mkw. biur, co wskazuje na wysoki poziom zaufania deweloperów co do przyszłości tego rynku. Na koniec 2018 r. całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych może wynieść nawet 800 000 mkw.

„Trójmiejski rynek biurowy oferuje dużą ilość małych i średnich powierzchni do wynajęcia od zaraz, z kolei dostępność modułów powyżej 5 000 mkw. jest ograniczona. Oznacza to, że najemcy poszukujący większej powierzchni powinni rozpocząć swoje poszukiwania z większym wyprzedzeniem i rozważyć projekty w budowie lub planowane”, mówi Karol Patynowski.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Obecnie w Trójmieście jest 84 900 mkw. wolnej powierzchni w 52 biurowcach, co przekłada się na wskaźnik pustostanów na poziomie 13,5%.

Od I kw. 2015 r. czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe w Trójmieście utrzymują się na niezmiennym niskim poziomie (12,75 – 13,5 euro za mkw. miesięcznie).

„Spodziewamy się utrzymania korzystnych dla najemców warunków rynkowych do końca 2016 oraz w całym roku 2017, ze względu na rosnącą ofertę w budowanych oraz planowanych projektach biurowych”, dodaje Karol Patynowski.

Transakcje inwestycyjne

„Skala rynku trójmiejskiego i ciekawa oferta nowoczesnych biurowców przykuwa uwagę inwestorów, czego potwierdzeniem są tegoroczne transakcje kupna/sprzedaży takich obiektów jak Opera Office, Allcon@park, Neptun Office Center czy druga faza Alchemii”, wymienia Rafał Kosoń, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych, JLL.

***

W I półroczu 2016 zespół ekspertów JLL doradzał przy transakcjach najmu biur na łączną powierzchnię ok. 123 000 mkw. w całej Polsce, co daje najwyższy, 26-procentowy udział w rynku wśród wszystkich firm doradczych.

Dlaczego złoto rośnie?

Złoto – przez niektórych uważane jest za pieniądz, przez innych za barbarzyński relikt. Pomimo tego nikt nie podważy faktu, że jest to jeden z najważniejszych metali dla ludzkości. Na początku było wykorzystywane jako pieniądz oraz w produkcji biżuterii. Natomiast teraz znalazło o wiele szersze zastosowanie poprzez elektronikę do kolekcjonerstwa.

W 2016 roku złoto na tle poszczególnych aktywów okazało się bardzo atrakcyjną inwestycją. Podczas gdy wartość dolara amerykańskiego spadła o 7%, to wartość złota wzrosła o 30%. Aprecjacja kruszcu nie nastąpiła do jednej waluty tylko do wszystkich walut państw należących do grupy G10. Głównym powodem aprecjacji złota był wzrost awersji do ryzyka, a także spadek realnych stóp procentowych.

Dlaczego złoto rośnie? 13

Źródło: Bloomberg

W tym raporcie przyjrzymy się kilku warunkom, które oddziałują na rynek złota. W pierwszej kolejności poruszymy popyt oraz podaż, czyli dwa czynniki determinujące cenę w długim terminie. Następnie przyjrzymy się warunkom gospodarczym, jakie doprowadzają do aprecjacji cen metali szlachetnych. Natomiast na samym końcu podążymy śladem korelacji cen kruszcu z podażą pieniądza Rezerwy Federalnej.

Podaż

Gdy cena złota spadła z 1900 USD do 1050 USD za jedną uncję, to wszystkie nowe projekty inwestycyjne prowadzone na rzecz zwiększenia wydobycia złota musiały być zamknięte. Przez okres trendu spadkowego cen kruszcu kopalnie nie wprowadzały innowacji, a także zaprzestały poszukiwania nowych pokładów złota. Zarządy poszukiwały środków w celu przetrwania, a nie zwiększenia wydobycia. Przełożyło się to na spadek globalnej podaży. W 2015 roku produkcja złota spadła o 2,8% w porównaniu z 2014 rokiem. Powrócenie do poprzedniego poziomu wydobycia może zająć kilka lat.

Natomiast w drugim kwartale 2016 roku rosnące ceny złota zaowocowały zwiększoną podażą złota z recyklingu oraz sporym wzrostem wydobycia. Podaż złota w bieżącym roku kalendarzowym w stosunku do 2015 roku powinna wzrosnąć.

Dlaczego złoto rośnie? 14

Popyt

W 2016 roku na rynku metali szlachetnych wzrósł popyt inwestycyjny. W funduszach typu ETF od początku roku przybyło prawie 20 milionów uncji złota. Od stycznia 2016 roku powyższe fundusze posiadały 46 milionów uncji, teraz jest to prawie 66 mln. Większość funduszy tego typu jest zobligowane do nabycia fizycznego złota za nowo pozyskany kapitał od inwestorów.

Dlaczego złoto rośnie? 15

Banki centralne również dokonywały zakupów. Pod największym znakiem zapytania stoją zakupy Banku Chin, ponieważ nie istnieją dokładne statystyki na ten temat. Według Gold Council oraz Metals Focus Chiński popyt na złoto w 2016 roku opiewał na 834 ton metrycznych zaimportowanych z Hong Kongu oraz lokalnych kopalni.

Jeżeli chodzi o globalny popyt ze strony banków centralnych, to też jest dodatni. Podaż złota ze strony tych instytucji jest o wiele mniejsza niż zgłaszany popyt, zatem najważniejsze banki na świecie dokonując zakupów netto. Jak oszacował Bloomberg zakupy banków centralnych były o wiele większe niż funduszy typu ETF. Popyt tych pierwszych od II kwartału 2009 roku do I kwartału 2016 roku wyniósł 3 201 ton metrycznych, natomiast funduszy ETF jedyne 448 ton.

Dlaczego złoto rośnie? 16

Źródło: Secular Investor

Banki centralne od 2010 roku stały się kupcami netto. Zakupy ze strony tak dużego gracza są bardzo istotne dla cen kruszcu. Należy jednak pamiętać, że podczas mocnego trendu wzrostowego (2000-2011 rok) instytucje te wyprzedawały swoje złoto.

Spoglądając na bieżący rok, to w II kwartale 2016 roku popyt na dany surowiec generowali głównie inwestorzy. Zakupy z ich strony w porównaniu z tym samym kwartałem poprzedniego roku wzrosły o 155%. Natomiast popyt globalny wzrósł o 22%.

Dlaczego złoto rośnie? 17

Warunki do wzrostu cen złota

Najlepszym otoczeniem do wzrostu cen złota jest kryzys finansowy i związana z nim niepewność co do przyszłości. Podczas kryzysów finansowych ludzie przekierowują swój kapitał do bezpiecznych przystani, jaką jest złoto oraz jeszcze kilka instrumentów finansowych. Kolejnym czynnikiem wspomagającym wzrost wartości cen złota jest podaż pieniądza, a dokładniej przyrost masy pieniądza M2.

Wzrost podaży pieniądza M2 w poszczególnych gospodarkach

Dlaczego złoto rośnie? 18

Przez ostatnią dekadę na świecie odnotowano przyrost złota o 15%, natomiast podaż pieniądza M2 w samych Stanach Zjednoczonych wzrosła o 94%, w Strefie Euro o 66%, w Chinach o zniewalające 371%. Banki Centralne mogą zwiększać podaż papierowego pieniądza do woli, a wydobycie złota jest ograniczone. Gdy podaż pieniądza wzrasta w niesamowitym tempie, to reszta aktywów musi się do tego dostosować.

Kolejnym, aczkolwiek najważniejszym wskaźnikiem wspierającym zwyżkę cen złota są stopy procentowe, a dokładniej realne stopy procentowe.

Dlaczego złoto rośnie? 19

Realne stopy procentowe (obligacje Stanów Zjednoczonych – aktualna inflacja) oraz ceny złota są ze sobą odwrotnie skorelowane od dawien dawna. Jeżeli inflacja lub oczekiwania inflacyjne powoli się podnoszą, przy jednoczesnym spadku rentowności obligacji rządowych, to inwestorzy przekierowują swój kapitał do metali szlachetnych. W ten sposób istnieje realna szansa na zabezpieczenie się przed rosnącą presją inflacyjną.

Podsumowanie czynników makroekonomicznych

Dlaczego złoto rośnie? 20

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Dział Strategii Rynkowych i Analiz
EduCTA

Najwięksi wygrani i przegrani porozumienia OPEC

W dniu wczorajszym OPEC, organizacja zrzeszająca największych eksporterów ropy naftowej, zgodziła się po raz pierwszy od 2008 na ograniczenie produkcji tego surowca.

Wstępne porozumienie przewiduje obcięcie produkcji z 34 mln do przedziału 32,5-33 mln baryłek dziennie. Szczegółowe limity dla poszczególnych państw członkowskich zostaną ustalone przez OPEC na listopadowym szczycie w Wiedniu. Oczywiście na rynku panuje też sceptycyzm czy porozumienie przetrwa w obecnej formie oraz czy niektóre kraje, takie jak Iran, Libia czy Nigeria nie zostaną objęte limitem. Natomiast już teraz można wskazać beneficjentów i poszkodowanych osiągniętego wczoraj w nocy porozumienia.

Bezpośrednim wygranym jest oczywiście ropa naftowa. Ceny ropy zarówno WTI, jak i Brent zyskały od wczoraj ponad 5 proc. i obecnie ropa WTI handluje w pobliżu poziomu 47,10 dolarów za baryłkę a ropa Brent w pobliżu 49 dolarów za baryłkę. Decyzja OPEC była zaskakująca dla rynków, ponieważ tylko 2 z 23 analityków przepytanych przez agencję Bloomberg przewidywało obniżkę cen. Bank inwestycyjny Goldman Sachs przewiduje, iż jeśli porozumienie wejdzie w życie ropa może być droższa o ok. 10 dolarów za baryłkę więc mamy tu potencjał do dalszych wzrostów.

Kolejnymi beneficjentami są:

  • Surowce energetyczne, takie jak gaz ziemny czy węgiel,
  • Indeksy giełdowe,
  • Firmy z branży surowcowej i energetycznej. Akcje Royal Dutch Shell Plc zyskują dziś ponad 5 proc. a Total SA ponad 4,5 proc.,
  • Waluty surowcowe, takie jak dolar kanadyjski, dolar australijski, korona norweska, rosyjski rubel czy malezyjski ringgit. Para EURNOK na najniższym od sierpnia 2015 roku poziomie, w pobliżu 9 koron za euro.

 Największymi poszkodowanymi wczorajszej decyzji są:

  • Waluty krajów importujących ropę naftową – japoński jen czy południowoafrykański rand. Para USDJPY handluje na najwyższym od tygodnia poziomie 101,50 jenów,
  • Obligacje rządowe na przeświadczeniu, iż wyższe ceny ropy naftowej wpłyną na presję inflacyjną,
  • Firmy z branży transportowej, linie lotnicze, koncerny samochodowe ze względu na wyższe ceny paliw. Akcje linii lotniczych, takich jak Lufthansa AG, Air France-KLMG Group czy Ryanair tracą ponad 2,5 proc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Unia Europejska musi odzyskać zaufanie społeczeństw

Co wyłoni się z obecnej światowej zawieruchy: zimna, a może gorąca wojna? Jeśli UE przetrwa, to jak będzie wyglądać po kryzysie? Czy nadchodzi trzecia fala recesji, która zmieni gospodarczą mapę świata? – to tylko niektóre pytania na które szukali odpowiedzi uczestnicy sesji plenarnej „Nowy globalny nieład – co czeka świat i Europę?”.

Ulrike Guérot, dyrektor European Democracy Lab z Niemiec stwierdziła, że obecny kształt Unii Europejskiej jest na wyczerpaniu, także jeśli chodzi o zaufanie do niej społeczeństw poszczególnych krajów. Widać wolę wprowadzania zmian w instytucjach europejskich. Trzeba jednak pamiętać, aby wychodziły one poza partykularne interesy państw narodowych. Jej zdaniem UE politycznie nie sprostała kryzysowi finansowemu ponieważ przestała się integrować. Jeden rynek, jedna waluta, jedna demokracja to jest to czego nam w Europie brakuje. Nie bronimy europejskich wartości, lecz wspólnego bezpieczeństwa. Nie zbudujemy lepszej przyszłości kontynentu bez poszanowania takich wartości jak wolność, praworządność.

Nieco inny pogląd zaprezentował Elmar Brok, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego. Jego zdaniem Unia Europejska nie poniosła porażki. Przecież stworzyła jeden z najlepiej funkcjonujących jednolitych rynków na świecie, przecież dzięki niej wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej przeprowadziło z sukcesem  transformacje swoich ustrojów politycznych i gospodarczych. Oczywiście wiele spraw w projekcie unijnym szwankuje. Naszym celem jest ich naprawienie. I nie chodzi o przygotowanie nowego traktatu. Na to potrzeba 7-8 lat, a my nie mamy tyle czasu. Nie pora na instytucjonalne debaty. Musimy na bieżąco rozwiązywać problemy.

– Unia Europejska powstała w oparciu o państwa narodowe. Idea, że ich rola w procesie integracji będzie coraz mniejsza jest nie do zaakceptowania. Społeczeństwa europejskie odrzucą taką wizję Europy. Musimy ulepszać projekt europejski, ale nie poprzez niszczenie tego co było i zbudowanie czegoś zupełnie nowego – powiedział Elmar Brok.

O konieczności zmieniania Unii nie poprzez reformy instytucjonalne, ale rozwiązywanie konkretnych  problemów mówił też europoseł Janusz Lewandowski. Odpowiedzią na kryzys migracyjny powinna  więc być wspólna ochrona granic, powołanie straży granicznej.

– Europa przechodzi kryzys zaufania. Rolą polityków jest odzyskanie tego zaufania wśród europejskich społeczeństw. A nie stanie się to bez rozwiązywania ważnych dla ludzi spraw, na przykład związanych z bezpieczeństwem. Najpierw odbudujmy zaufanie, a dopiero potem stwórzmy nowy traktat – dodał.

Zdaniem Janusza Lewandowskiego przed Unią stoi wiele niebezpieczeństw, które grożą jej dezintegracją. O ile po wojnie zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego mobilizowało do integracji, o tyle teraz kryzys migracyjny, czy terroryzm przyczyniają się do osłabienia projektu europejskiego.

Thomas E. Garrett, wiceprezydent Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego z USA podkreślał, że USA z uwagą obserwują to co dzieje się w Europie. Większość elit amerykańskich jest przeciwna polityce izolacjonizmu. Amerykańskie zaangażowanie w Europie będzie kontynuowane, ale dopiero po listopadowych wyborach okaże się, jaki przybierze kształt.

Moderatorem dyskusji był Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.

Partnerem merytorycznym sesji plenarnej była Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR).

OPEC zaskakuje rynek

OPEC zdecydował się na cięcie produkcji o 1 milion baryłek dziennie w porównaniu do obecnych poziomów. Nadpodaż na rynku ropy naftowej w dalszym ciągu pozostanie.

Jeszcze wczoraj rano większość analityków (23 z 25 ankietowanych przez agencję informacyjną Bloomberg) oraz inwestorów nie spodziewało się żadnego posunięcia ze strony kartelu OPEC. Jednak po godzinie 20.00 rynek musiał zrewidować wcześniejsze prognozy. OPEC na wczorajszym spotkaniu zdecydował się na cięcie produkcji ropy o około 1 milion baryłek dziennie, a dokładniej dzienna produkcja ma się wahać w przedziale 32,5-33 miliona baryłek.

Wydobycie ropy naftowej OPEC na tle notowań ropy WTI oraz BRENT

OPEC zaskakuje rynek 21

Źródło: Bloomberg

Dalsze szczegóły posiedzenia mają zostać ustalone podczas oficjalnego, listopadowego posiedzenia OPEC. W ten sposób OPEC ma więcej czasu na ustalenie porozumienia pomiędzy Iranem, a Arabią Saudyjską. Kartel od 8 lat nie zdecydował się na cięcie produkcji. Według Goldman Sachs Group Inc. porozumienie w sprawie zmniejszenia wydobycia ropy naftowej może spowodować wzrost cen tego surowca o 7-10 USD. Wszystko wskazuje jednak na to, że cena ropy WTI nie zawędruje powyżej 50 USD za baryłkę. Jak uważa Morgan Stanley historia już niejednokrotnie pokazała, że ustalenia kartelu oraz jego przyszłe działanie to dwie różne rzeczy. Wyższa cena ropy naftowej przełożyła się na wzrost wartości walut surowcowych (dolar kanadyjski, korona norweska) oraz spółek wydobywczych.

Pomimo tak ważnego wydarzenia jak OPEC rynek powraca niczym bumerang w stronę kondycji Deutsche Banku. Od dłuższego czasu europejski sektor finansowy zmaga się z problemami, jednak to największy niemiecki bank budzi prawdziwy strach. Chociażby dlatego, że DB ze względu na swoje rozmiary zagraża stabilności globalnego systemu finansowego, upadek Lehman Brothers przy nim to kropla w morzu. Problemy banku zaczęły się nasilać w połowie 2015 roku, razem z dotkliwymi karami finansowymi za manipulację stopą Libor.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

Wracają przywileje dla związków zawodowych w PKP

Nowy zarząd Grupy PKP przywraca przywileje związków zawodowych. Szczególnie widać to w giełdowej spółce PKP Cargo. Związkowcy chccieli podwyżek wynagrodzeń, które są większe niż zysk netto spółki.
Po zmianie statutu Grupy PKP związkowcy znów będą mogli zasiadać w radach nadzorczych. – To prowadzi do ewidentnego konfliktu interesów – mówi w rozmowie z MarketNews24 ekspert FOR, Wojciech Zając. – Z jednej strony związkowcy wymuszają podwyżki na zarządzie, a z drugiej oceniają zarząd za wyniki finansowe.
W PKP Cargo związkowcy zażądali podwyżek po 460 zł brutto miesięcznie, a to dla spółki byłaby kwota 120 mln zł. – To więcej niż wynosi roczny zysk netto PKP Cargo – dodaje W.Zając.

Czy jeśli zwycięży Trump, czekają nas przynajmniej dwa lata stagnacji w sferze polityki międzynarodowej USA?

Podczas tegorocznego EFNI Elmar Brok i Thomas E. Garrett wyliczali zagrożenia związane z możliwą wygraną Donalda Trumpa wyrażając jednocześnie nadzieję, że mechanizmy demokratyczne będą w stanie przynajmniej częściowo powstrzymać jego plany. Zastanawiali się również co spowodowało, że populiści zarówno po stronie prawicy, jak i po stronie lewicy mają realne szanse zostać wybranymi jako przywódcy przez obywateli Europy i Stanów Zjednoczonych.

Szanse na wygraną

Elmar Brok (przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w Parlamencie Europejskim) i Thomas E. Garrett (wiceprezydent Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego) rozważali jakie są szanse na to, aby Donald Trump wygrał wybory. Thomas E. Garrett stwierdził, że wielu Amerykanów jest nadal niezdecydowanych na kogo oddają głos. W wypadku większości wyborców żaden z kandydatów nie cieszy się ich sympatią. Jednak decydując się na kandydata niezależnego, zdaniem Garretta, odbierają głosy Clinton. Jednocześnie dla wielu wyborców główną motywacją, aby zagłosować na Donalda Trumpa jest chęć wstrząśnięcia starymi elitami. Sami republikanie widzą zagrożenia, które niesie za sobą wygrana Trumpa. Garrett wspomniał, że spośród wszystkich żyjących prezydentów USA żaden nie zamierza głosować na Donalda Trumpa.

– Nigdy wcześniej nie widzieliśmy aby tak wielu politycznych liderów nie popierało kandydata własnej partii – powiedział Thomas E. Garrett, wiceprezydent Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego.

Zagrożenia dla Europy

Elmar Brok zwrócił uwagę na liczne zagrożenia wynikające z wygranej Donalda Trumpa.

– Obawiam się, że niektóre z rzeczy, o których mówi Trump są sprzeczne z interesem Europy – powiedział Elmar Brok, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w Parlamencie Europejskim.

Brok stwierdził, że Trump jest de facto za likwidacją NATO i współpracą z Putinem. Stanowi to duże zagrożenie dla Europy, która musi zwiększyć swoje bezpieczeństwo militarne i ekonomiczne. Jeśli Europa nie osiągnie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi to zdaniem Broka zostanie sama. Garrett uspokajał, że mechanizmy demokratyczne są w stanie zablokować lub złagodzić niektóre elementy polityki Trumpa, jak na przykład zakaz imigracji muzułmanów, który jest sprzeczny z konstytucją USA. Zauważył, że w historii wyborów w USA, wielokrotnie kandydaci prowadzili kampanię zakreślając plany, o których wiedzieli, że nie da się ich wprowadzić w życie.

Brok ostrzegał jednak, że w najlepszym wypadku, jeśli zwycięży Trump, czekają nas przynajmniej dwa lata stagnacji w sferze polityki międzynarodowej USA.

Skąd wziął się Trump?

Podczas spotkania dyskutowano również o powodach, dla których populiści lewicy i populiści prawicy mają dziś realne szanse na zostanie przywódcami w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Garrett przyznał, że obecne elity polityczne i finansowe przyczyniły się do obecnego nastawienia Amerykanów i Europejczyków.

– Nie było wystarczającej otwartości i gotowości by być odpowiedzialnym za swoje decyzje – powiedział Thomas E. Garrett, wiceprezydent Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego.

Elmar Brok wskazał na problemy z komunikacją z wyborcami, wynikającej również ze zmiany standardów dziennikarskich i sposobów przekazywania informacji.

– Możesz powtarzać kłamstwa każdego dnia, dopóki ludzie ci uwierzą. Nikt nie sprostuje twoich kłamstw – powiedział Elmar Brok, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w Parlamencie Europejskim.

W trakcie dyskusji rozważano także możliwość rozpadu partii republikańskiej po wyborach prezydenckich w USA lub wykształcenia trzech lub czterech nowych partii. Garrett stwierdził jednak, że rozpad partii republikańskiej nie jest przesądzony, a przegrana Trumpa mogłaby też oczyścić partię i pomóc zbudować ją na nowo. Jednak niezależnie od tego, kto zwycięży w listopadowych wyborach, zdaniem Garretta możemy się spodziewać wielu innych Trumpów w przyszłości, rekrutujących się głównie z grona miliarderów, którzy chcieliby wcielić w życie swoje pomysły na politykę.

Głowne tematy dnia: OPEC, Deutsche Bank i Mateusz Morawiecki

Stało się to o czym spekulowano w kuluarach od tygodni – OPEC obniżył wydobycie ropy naftowej. Mateusz Morawiecki przejął kontrolę nad całą stroną finansową rządu. Zamieszanie wokół Deutsche Banku.

Tak długo wielu analityków śmiało się z decyzyjności państw OPEC, aż w końcu się przeliczono. Kartel właśnie dokonał obniżki wydobycia ropy. Jest to obniżka dziennego wydobycia do 32,5 milionów baryłek. Co ciekawe, jest to poziom, który był osiągalny tylko w ciągu ostatnich dwóch lat. Wcześniej produkcja zawsze była niższa. Na reakcję wyników nie trzeba było długo czekać. Ropa podrożała o 4-5% w zależności czy mówimy o amerykańskiej ropie Crude czy notowanej w Europie Brent. Ważnym efektem jest też to co działo się na walutach krajów produkujących ropę. Rubel wczoraj kończył dzień kosztując niemal dokładnie 6 groszy, dzisiaj rano kosztował już niemal 6,1 grosza. Wielu analityków wciąż wskazuje, że organicznie wydobycia to jedno, ważniejsze jest czy państwa będą go przestrzegać, gdyż już kilka razy w historii okazywało się, że limit wydobycia nie jest respektowany. Gdyby limity nie były respektowane, można spodziewać się, że obecne tendencje rynkowe zostaną szybko skorygowane.

Kolejny krok w karierze Mateusza Morawieckiego. Właśnie objął on tekę Ministra Finansów. Oprócz tego wciąż pozostaje Ministrem Rozwoju oraz wicepremierem. W efekcie mamy sytuację, gdy jedna osoba decyduje o tym ile pobieramy danin od kogo i jak odpowiedzialnie je wydajemy. W tym celu wszakże powstał “plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Co ciekawe, powstał również Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, którego szefem jest również wicepremier. W ten sposób najprawdopodobniej w jego rękach znalazła się właśnie większość decyzji finansowych. Określenie gospodarka centralnie sterowana od dawna nie było realizowane tak skrupulatnie. Miejmy nadzieję, że skończy się to dla nas łagodniej niż poprzedni taki eksperyment.

Zamieszania w sprawie Deutsche Banku ciąg dalszy. Za dużo osób dementuje plotki by w banku źle się działo. Jeżeli tak dużo osób postanawia jednoczenie uspokajać inwestorów to znaczy, że coś jest na rzeczy. No chyba, że to przypadek, że jednocześnie poinformował o tym zarząd banku, przedstawiciele rządu niemieckiego oraz Federalny Urząd Nadzoru nad Usługami Finansowymi. Oliwy do ognia dolał główny doradca tureckiego prezydenta. Zaproponował on przejęcie DB przez państwowe tureckie banki. Środki miałyby pochodzić z funduszu, który co prawda jeszcze nie istnieje. Projekt ten uważany jest za czysto polityczny, gdyż aktywa DB są ponad dwa razy większe niż całego tureckiego systemu bankowego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Małe i średnie spółki pod lupą

Indeks średnich firm od kilku dni znajduje się w fazie łagodnej korekty. Spadkowa tendencja ma bardzo łagodny przebieg i dotąd w jej wyniku mWIG40 stracił jedynie nieco ponad 1 proc. Obserwowane w trakcie poszczególnych sesji mocniejsze zniżki są szybko wykorzystywane do podbierania taniejących akcji. W efekcie indeks trzyma się mocno i nie wysyła niepokojących sygnałów.

Biorąc pod uwagę, że od początku roku zyskał już prawie 14 proc., trzeba się liczyć z możliwością wystąpienia poważniejszej realizacji zysków. Warto jednak podchodzić do zmian indeksu z pewnym dystansem, do którego skłania obserwacja jego składu i zachowania części walorów. Najbardziej spektakularnym przykładem są akcje JSW, które zwyżkowały w tym roku o 400 proc., mając tym samym spory udział we wzroście wartości indeksu. Nie należy zapominać, że sytuacja może ulec odwróceniu, a środowa sesja stanowi dobrą ilustrację takiego scenariusza.

Spadające w ciągu dnia o ponad 7 proc. notowania akcji JSW doprowadziły do 1 proc. zniżki indeksu. Ocena sytuacji w całym segmencie średnich firm, dokonywana jedynie na podstawie obserwacji zachowania indeksu, może więc być w pełni adekwatna do rzeczywistości, a więc może prowadzić do nieefektywnych decyzji. Jak zwykle, warte polecenia jest selektywne spojrzenie na sytuację fundamentalną i techniczną poszczególnych spółek. Zalecenie to jest także jak najbardziej stosowne w przypadku małych firm, a jego sens jeszcze bardziej oczywisty.

sWIG80 nie wykazuje skłonności do rozpoczęcia korekty, co nie oznacza zachęty do kupowania akcji spółek wchodzących w jego skład metodą na „chybił, trafił”. Tym bardziej podobnej zasady warto się wystrzegać w przypadku sprzedawania walorów średnich firm, wyłącznie w oparciu o wskazania indeksu.

————

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

M-commerce – główny trend sprzedażowy w branży modowej

  • W Japonii, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii ponad połowa wszystkich e-zakupów w sklepach fashion jest dokonywana za pomocą urządzeń mobilnych.
  • W Polsce 18% e-klientów branży fashion wybiera tablet lub smartfon. Spośród wszystkich transakcji mobilnych w Polsce 65% jest dokonywana za pomocą smartfona, a tylko 35% z poziomu tabletu.
  • Na świecie w branży fashion prawie 2/3 kupujących poniżej 35 roku życia dokonuje zakupów z poziomu smartfona.

Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, opublikowała raport Fashion Flash Report 2016. W raporcie  Criteo  poddało analizie zachowania zakupowe konsumentów sektora modowego. Na podstawie  uzyskanych wyników firma opracowała rekomendacje dla sprzedawców branży fashion  na całym świecie.

Trend mobile dominuje w branży modowej

Badanie Criteo pokazało wzrost znaczenia urządzeń mobilnych w globalnych zakupach eCommerce w branży modowej. W Japonii, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii ponad połowa wszystkich e-zakupów w sklepach fashion jest dokonywana za pomocą urządzeń mobilnych. W Polsce 18% kupujących produkty fashion wybiera tablet lub smartfon. Spośród wszystkich transakcji mobilnych w Polsce 65% jest dokonywana za pomocą smartfona, a tylko 35% z poziomu tabletu. Analiza przeprowadzona przez Criteo pokazuje, że na małych ekranach telefonów, fashioniści wolą kupować produkty z niskim ryzykiem, jak T-shirty czy koszule, oraz takie, których nie muszą przymierzać (akcesoria).

Nowe pokolenie klientów branży fashion

Według danych zebranych przez Criteo, w branży fashion prawie 2/3 kupujących poniżej 35 roku życia dokonuje zakupów z poziomu smartfona. To konsumenci, nazwijmy ich Smartfonistami,  którzy  stanowią bardzo ważną grupę docelową dla sprzedających i posiadają kilka cech charakterystycznych:

  • Smartfoniści są o 32% bardziej skłonni niż kupujący za pomocą desktopa do zamówienia kilku sztuk produktu i zwrócenia tych egzemplarzy, które im nie odpowiadają.
  • Około 30% więcej kupujących z poziomu smartfona niż desktopa uważa, że szybki zwrot produktu jest jednym z kluczowych aspektów zakupu.
  • Większość Smartfonistów nie tylko kupuje nowe ubrania, oni je kochają. Smartfon jest dla nich pierwszym urządzeniem, wykorzystywanym do przeglądania nowej oferty e-sklepów odzieżowych.
  • 58% Smartfonistów przyznało, że cena produktu ma dla nich znaczenie. Podobnie deklarują kupujący za pomocą desktopa (58%) oraz tabletu (57%).
  • W porównaniu do klientów desktopowych, dla kupujących z poziomu smartfona dużą rolę odgrywają sieci społecznościowe, gdzie zamieszczają zdjęcia zakupionych towarów (takie zachowanie zadeklarowało 37% użytkowników urządzeń mobilnych vs. 20% klientów, którzy dokonują transakcji za pomocą urządzeń desktopowych).
  • W grupie wiekowej 25-44 lata większość Smartfonistów chętnie kupuje w aplikacjach. Użytkownicy powyżej 45-tego roku aplikacje wybierają niechętnie.

Device-Hopping to nowy sposób fashionisty na udane zakupy

W Stanach Zjednoczonych ponad 79% kupujących z poziomu smartfona oraz 87% użytkowników finalizujących zakupy na tablecie korzystało także z innych urządzeń na ścieżce zakupowej.

Zgodnie z raportem Criteo, w zakupach o świcie prym wiodą urządzenia mobilne. W ciągu dnia chętniej przeglądamy oferty sklepowe na desktopach, by wieczorem znów kupować na tabletach i smartfonach. Analiza zachowań zakupowych użytkowników na wszystkich urządzeniach, z których korzystają, jest kluczem do zaplanowania odpowiedniej kampanii reklamowej. Przy użyciu właściwej technologii marketerzy mogą umiejętnie dotrzeć do  użytkownika, niezależnie od etapu ścieżki zakupowej, na jakim się znajduje i urządzenia, z którego korzysta.

‘Zmienni klienci’ targetem dla marketerów

Pozyskiwanie nowych klientów zawsze było i pozostanie kluczowe dla sprzedawców w branży fashion. Atrakcyjną grupą docelową do pozyskania przez marketerów są tzw. ‘zmienni klienci’ – fashioniści, którzy co najmniej raz do roku kupują u nowego sprzedawcy. ‘Zmienni klienci’ zazwyczaj mają poniżej 45 lat, korzystają z różnych urządzeń, znają się na modzie i kupują więcej niż przeciętny klient. Według raportu Criteo głównymi czynnikami, zachęcającymi nowych klientów do zakupów są: niskie ceny i specjalne oferty, bogaty asortyment, reputacja i sposób, w jaki prezentowane są produkty na stronie e-sklepu. Towary, które są kupowane na specjalne okazje  lub rzadko, jak na przykład stroje kąpielowe, znajdują się wśród produktów, które ‘zmienni klienci’ kupują w nadwyżce. Są więc  dobrymi produktami do zwrócenia ich uwagi. Ale aby ich zatrzymać (co jest najważniejsze, bo potrzeba wielu transakcji, aby zakupy klienta stały się dochodowe) potrzeba efektywnych działań, jak: szybka dostawa, świetna oferta, doskonała obsługa klienta  i łatwa do nawigacji strona internetowa czy aplikacja.

Pełna wersja raportu jest dostępna na stronie: Fashion Flash Report: Wooing the New Generation of Fashion Shoppers.