Porozumienie krajów OPEC i poprawa w sektorze bankowym

Środa na parkietach w Europie zakończyła się wzrostami najważniejszych indeksów między innymi wskutek wzrostu cen ropy naftowej, a także akcji Deutsche Banku. Instytucja poinformowała, że zdecydowała się sprzedać swój brytyjski biznes ubezpieczeniowy, a mianowicie Abbey Life Assurance Co. Na poprawę cen ropy naftowej oddziaływały natomiast napływające plotki z Algierii na temat porozumienia w sprawie zarządzania podażą, a następnie sama decyzja, po której cena surowca zdrożała nawet o ponad 5%.

Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) wstępnie zgodziła się, jak poinformowała agencja Bloomberg, na obniżenie dziennego limitu wydobycia surowca do 32,5 mln baryłek, czyli o prawie 750 tys. mniej niż w sierpniu. Tym samym kraje OPEC po raz pierwszy od ośmiu lat osiągnęły porozumienie w sprawie ograniczenia wydobycia ropy. Decyzja to jednak wstępne porozumienie. Ostateczne ma być ogłoszone pod koniec listopada, podczas oficjalnego spotkania kartelu w Wiedniu.

W rezultacie, parkiety na Starym Kontynencie zakończyły dzień wzrostami. Niemiecki DAX zyskał 0,74%, brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,61%, a francuski CAC40 o 0,77%. Warszawski WIG20 zamknął środowe notowania kosmetycznym wzrostem o 0,10%, uzyskanym praktycznie na końcowym fixingu, a obroty na całym rynku wyniosły około 780 mln zł.

W centrum uwagi inwestorów były również wczoraj liczne wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej Rezerwy Federalnej, w tym przewodniczącej Jannet Yellen. Jej zdaniem, Fed będzie stopniowo rezygnował z obecnego poziomu akomodacji monetarnej. Dodała, że nie ma z góry określonej daty na podwyżki stóp w USA. Neel Kashkari, przewodniczący Fed z Minneapolis, powiedział, że amerykańska gospodarka w najbliższym czasie nie ulegnie przegrzaniu. Swoje publiczne wystąpienie miał również szef Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi. Zaznaczył, że niskie stopy procentowe są kluczowym czynnikiem ryzyka przewartościowania aktywów instytucji finansowych, a władze poszczególnych krajów strefy euro powinny wykorzystać ten czas na przeprowadzenie potrzebnych reform.

Na rynkach widać ulgę po decyzji OPEC. Jednak w dalszej części dnia pojawi się sporo danych makro z Europy i USA. Poznaliśmy już dane z Japonii, które są poniżej oczekiwań. Sprzedaż detaliczna spadła w sierpniu o 1,1%, podczas gdy poprzednio wzrosła o 1,5%. Analitycy spodziewali się w ujęciu miesięcznym dwa razy mniejszego spadku, o 0,6%. Natomiast w ujęciu rocznym sprzedaż spadła o 2,1% (prognoza spadku o 1,7%). Przed godz. 10:00 dowiedzieliśmy się, jak kształtuje się stopa bezrobocia w Niemczech. Odczyt wyniósł 6,1% i był zgodny z konsensusem rynkowym.

Ciekawie zapowiada się również czwartkowe popołudnie. O godz. 14:00 poznamy kolejny odczyt PKB w USA za II kwartał oraz liczbę zarejestrowanych nowych bezrobotnych w tygodniu zakończonym 24 września, a o godz. 16:00 wskaźnik podpisanych umów na sprzedaż domów w Stanach Zjednoczonych w sierpniu.

Sesja w USA:
Środowa sesja na nowojorskich giełdach zakończyła się wzrostami głównych indeksów między innymi wskutek silnego wzrostu cen ropy po decyzji OPEC o ograniczeniu wydobycia. Na koniec dnia, Dow Jones Industrial Average wzrósł o 0,61%, S&P500 zyskał 0,53%, a Nasdaq Composite 0,24%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1216 i tym samym zyskał 0,01%. Para EURGBP wzrosła o 0,03% i osiągnęła poziom 0,8615, natomiast EURJPY wzrosła o 0,23%, osiągając 112,91.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,3020 PLN wobec euro, 3,8353 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9477 PLN wobec franka szwajcarskiego i 4,9838 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:
Notowania złota w środę wzrosły o 0,08% do poziomu 1326,95 USD za uncję. Srebro straciło 0,23% i było notowane po 19,121 USD za uncję. Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, zakończyła notowania wzrostem o 5,33% do poziomu 47,05 USD za baryłkę. Odmiana Brent zyskała natomiast 5,92% i była notowana po 48,69 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Zaległe płatności Polaków wzrosły o 2,5 mld zł i wynoszą już 47,2 mld zł

Indeks Zaległych Płatności Polaków systematycznie idzie w górę. Wskaźnik, który pokazuje liczbę osób z zaległymi zobowiązaniami przypadającą na 1000 dorosłych Polaków wzrósł od poprzedniej publikacji w czerwcu z 68,1 do 72,6. Oznacza to, że w bazach Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej jest obecnie niemal 73 niesolidnych dłużników na każde 1000 dorosłych Polaków. Najbardziej znaczący przyrost liczby dłużników na statystycznego mieszkańca województwa, odnotowaliśmy na: Podkarpaciu, Podlasiu, w Świętokrzyskiem i Opolskiem. Osób, które co najmniej 60 dni po terminie nie opłaciły zobowiązań pozakredytowych lub kredytowych, na minimum 200 zł przybyło tu o około 7 proc., przy średniej dla kraju 6,4 proc.

Liczba niesolidnych dłużników rośnie, mimo długotrwałego trendu spadku bezrobocia. Choć stopa bezrobocia na koniec sierpnia wyniosła w kraju 8,5 proc. o 0,1 pkt. proc. mniej niż w lipcu i 1,4 pkt. proc. mniej niż w sierpniu zeszłego roku, to liczba niesolidnych dłużników wzrasta. Od poprzedniej publikacji zawierającej dane na koniec marca do obecnej publikacji opierającej się na danych z końca czerwca przybyło prawie 136 tys. dłużników do 2 283 369 osób. Od sierpnia zeszłego roku ich liczba zwiększyła się o ponad 206 tys. Jak widać z danych dla poszczególnych województw, na poziomie regionalnym również nie widać zależności pomiędzy poziomem bezrobocia, a liczbą niesolidnych dłużników. Stosunkowo wysoki poziom bezrobocia na Podkarpaciu i Podlasiu nie przekłada się na odsetek nieradzących sobie z obsługą zobowiązań. Niesolidnych dłużników jest tu odpowiednio 40 i 49 na 1000 dorosłych Polaków, czyli około dwukrotnie mniej niż w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie stopa bezrobocia jest zbliżona a niesolidnych dłużników 96 na 1000.

Indeks Zaległych Płatności Polaków

Sprawdziliśmy również jak spłatę zaległości wpłynął program 500 plus. Choć w analizowanym okresie od marca do czerwca pomoc państwa dopiero startowała, to widać, że zgodnie z przewidywaniami w mniejszym stopniu przyrastała liczba nierzetelnych  dłużników z kwotami do 2 tys. zł, a w  większym z zaległościami przekraczającymi 2 tys. zł.  Beneficjenci programu 500 plus, w licznych badaniach zapowiadali, że otrzymane od państwa pieniądze przeznaczą m.in. na spłatę długów. Statystyki już pokazują, że najwyraźniej tak postępują i osoby z niższymi zaległościami dzięki pieniądzom otrzymanym na dzieci spłacają w całości długi  na niższe kwoty. Stąd od końca marca do końca czerwca liczba dłużników wpisanych do BIG InfoMonitor z zaległościami do 2 tys. zł zwiększyła się  o mniej niż 1 proc., podczas gdy pozostałych o prawie 9  proc. Z kolei w BIK osób opóźniających o 60 dni płatność rat kredytów do 2 tys. zł ubyło o ponad 3 proc. podczas gdy niespłacających w terminie większych sum przybyło o niecały 1 proc.  Indeks Zaległych Płatności Polaków

Ważne liczby

Łączna kwota zaległych zobowiązań kredytowych i pozakredytowych, wynosi 47,19 mld zł. W stosunku do czerwcowego Raportu InfoDług, zaległości Polaków odnotowane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie Biura Informacji Kredytowej wzrosły o 2,54 mld złotych, czyli o prawie 6 proc.

Na przyrost zaległości Polaków wpływ miały przede wszystkim zobowiązania pozakredytowe, czyli te, które gromadzą się w wyniku niepłaconych na czas rachunków za telefon, media, rat pożyczek pozabankowych, długów dochodzonych przez firmy windykacyjne czy też alimentów. W sumie ich łączna kwota zwiększyła się o 2,14 mld złotych do 19,21 mld zł, podczas gdy niespłacanych w terminie kredytów o 0,4 mld zł do 27,98 mld zł. Na statystyki zaległości kredytowych od ponad roku spory wpływ, poza zachowaniami klientów, ma także sprzedaż portfeli kredytowych firmom  windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym. Indeks Zaległych Płatności Polaków

Przeciętna zaległość w rożnych grupach wiekowych (zł)

Średnia wartość zaległości przypadająca na osobę w porównaniu z czerwcową publikacją zmalała z 20 790 zł do 20 665 zł. Spadek odnotowano we wszystkich przedziałach wiekowych poza 65+, gdzie wzrosła z 15 806 zł do 16 070 zł. Widać też spore zróżnicowanie przeciętnych zaległości w zależności od kategorii wiekowej. Nieustannie największe niespłacone w terminie długi mają osoby między 45 a 54 rokiem życia, a nieznacznie mniejsze osoby w wieku od 35 do 44 lat. Co można wytłumaczyć popularnością kredytów mieszkaniowych w tych właśnie grupach wiekowych. Średnia wartość zaległego zobowiązania z tytułu niespłacanego kredytu mieszkaniowego wynosi ponad 221 tys. zł. Przeciętna kwota zaległości z tytułu gotówkowego kredytu konsumpcyjnego to z kolei ponad 21 tys. zł. Wśród zaległości, odnotowanych w BIG InfoMonitor wyróżniają się wysokością  średnie długi związane z alimentami 32,3 tys. zł oraz wierzytelności windykowane, czyli m.in. kredyty, pożyczki  – prawie 6,8 tys. złIndeks Zaległych Płatności Polaków

Kwota zadłużenia i liczba dłużników w województwachIndeks Zaległych Płatności Polaków

Ujęcie geograficzne średniego zadłużenia

Średnia wartość zobowiązań przypadająca na jednego niesolidnego płatnika, od czerwca 2016 r. do września 2016 r. zmniejszyła się o 125 zł i wynosi obecnie 20 665 zł. Przeciętne kwoty zaległości spadły w 11 województwach, najbardziej zauważalnie w Małopolsce, o 612 zł,  Opolskiem – 478 zł, a także na Podlasiu – o 394 zł. Nadal największe średnie zadłużenie występuje w województwie mazowieckim – nieznacznie ponad 28 tys. zł.Indeks Zaległych Płatności Polaków

Rekordziści z województw

 

Najwyższe zaległościami w bazie BIG InfoMonitor oraz BIK niezmiennie ma 66-letni mieszkaniec Mazowsza, którego długi przekroczyły właśnie 100 mln zł. Na drugim miejscu znajduje się 60-letni mieszkaniec województwa lubelskiego z nieopłaconymi rachunkami i kredytami na 61 mln złotych. Najmłodszy z rekordzistów zamieszkuje województwo opolskie i choć skończył 34 lata to do spłacenia ma ponad 10 mln złotych.  Kobiety stanowiące mniejszość wśród niesolidnych dłużników, stanęły na czele jedynie dwóch województw: małopolskiego i lubuskiego. Z zaległymi długami 19,4 mln zł oraz 4,2 mln zł. Łączna kwota największych zaległych zobowiązań w 16 regionach przekracza  403 mln złotych.Indeks Zaległych Płatności Polaków

Informacje przedstawione w publikacji pochodzą z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej. Dotyczą wyłącznie zaległości osób fizycznych na minimum 200 zł, przeterminowanych o co najmniej 60 dni. W czerwcowym Raporcie InfoDług materiał i wyliczenia oparte były o dane z końca marca  2016 r. Podstawą aktualnego Newslettera InfoDług są dane z końca czerwca 2016 roku.

Sukces w zarządzaniu ryzykiem w firmie zależy od sprawności działu audytu wewnętrznego

Audyt wewnętrzny ma wpływać na usprawnienie operacyjne firmy. Jednak jedynie 28 proc. dyrektorów ds. audytu uważa, że podległe im działy wywierają silny wpływ na organizację. Jak wynika z raportu „Ewolucja czy marginalizacja? Audyt wewnętrzny na rozstaju dróg” („Evolution or irrelevance? Internal Audit at a crossroads”), przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, menedżerowie odpowiedzialni za audyt wewnętrzny przyznają, że dużym problemem staje się dla nich brak odpowiednich kwalifikacji podległych im pracowników. Najbardziej poszukiwani są specjaliści z zakresu cyberbezpieczeństwa i analizy danych.

Firma Deloitte przeprowadziła badanie wśród 1,2 tys. dyrektorów ds. audytu w 29 krajach, reprezentujących firmy działające w ośmiu różnych sektorach gospodarki.

Tylko 28 proc. ankietowanych uważa, że działy audytu wewnętrznego w ich firmach wywierają silny wpływ na organizację. Z kolei 16 proc. z nich jest zdania, że wpływ podległych im działów na radę nadzorczą, kadrę zarządzającą oraz innych pracowników o kluczowym znaczeniu jest niewielki lub żaden. „Firmy nie powinny lekceważyć tych wyników. W szybko zmieniającej się rzeczywistości organizacje muszą być czujne i szybko identyfikować zagrożenia. Aby zyskać takie kompetencje, niezbędny jest sprawnie działający, niezależny i obiektywny dział audytu wewnętrznego. To się nie uda, jeżeli nie uzyska on odpowiedniego wpływu na decyzje podejmowane przez zarząd” – mówi Szymon Urbanowicz, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Jednocześnie 64 proc. respondentów przyznaje, że możliwość wywierania silnego wpływu na organizację będzie niezwykle ważna w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat. Jedynie 3 proc. było przeciwnego zdania.

Jak pokazuje badanie, ponad połowa dyrektorów ds. audytu (57 proc.) uważa, że kwalifikacje oraz wiedza podległych im pracowników nie są wystarczające, aby spełnić oczekiwania interesariuszy dotyczące skuteczności audytów, dostarczania wnikliwych raportów czy zapewniania odpowiedniego wsparcia w procesie decyzyjnym. „Zaledwie 13 proc. respondentów wyraża duże zadowolenie z kwalifikacji swoich pracowników, przyznając jednocześnie, że najbardziej problematyczny jest dostęp do specjalistów z zakresu informatyki, w tym cyberbezpieczeństwa i przetwarzania w chmurze, a także analizy danych. W erze walki o talenty audyt wewnętrzny ma utrudnione zadanie w pozyskiwaniu najbardziej obiecujących i wykwalifikowanych specjalistów”mówi Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Większość respondentów wykorzystuje już wprawdzie narzędzia analityczne podczas przeprowadzania audytu, ale odsetek ankietowanych, którzy stosują takie rozwiązania w procesie planowania rocznego oraz określania zakresu projektów audytowych, jest już mniejszy. W chwili obecnej analiza danych stosowana jest w podstawowym zakresie – mimo że 86 proc. respondentów przyznaje, że wykorzystuje analizę w swojej codziennej pracy, to tylko 24 proc. z nich robi to w stopniu średniozaawansowanym, a 7 proc. w stopniu zaawansowanym. Większość dyrektorów ds. audytu (66 proc.) stosuje podstawowe, doraźne narzędzia analityczne (np. arkusze kalkulacyjne) lub nie stosuje żadnych. Jednak 58 proc. dyrektorów ds. audytu spodziewa się, że w perspektywie najbliższych trzech do pięciu lat będzie wykorzystywać narzędzia z zakresu analizy danych co najmniej w połowie przeprowadzanych audytów. Z kolei 37 proc. z nich oczekuje, że narzędzia te będą stosowane bardzo często (co najmniej w 75 proc. projektów).

Badanie Deloitte ujawniło nie tylko braki z zakresu analizy danych, ale również oczekiwania interesariuszy dotyczące działań podejmowanych przez działy audytu wewnętrznego, które pozwoliłyby w większym stopniu przewidzieć rozwój sytuacji w przyszłości (np. szacowanie ryzyka) – możliwych dzięki zastosowaniu narzędzi analitycznych. „Zwiększenie inwestycji w narzędzia analityczne stwarza ogromne możliwości w zakresie poprawy efektywności, wzrostu wartości oraz znaczenia audytów. Aby zwiększyć jakość usług, działy audytu wewnętrznego powinny również w większym stopniu wykorzystywać zakres danych, do których mają dostęp” – mówi Szymon Urbanowicz.

Jak wynika z raportu Deloitte menedżerowie uważają, że motorem istotnych zmian będzie innowacyjność. Ich zdaniem szacowanie ryzyka (39 proc.) oraz analityka danych (34 proc.) to dwa rozwiązania, które będą najprawdopodobniej miały wpływ na podległe im działy w perspektywie najbliższych trzech do pięciu lat.

Dużym problemem w planach wzrostu znaczenia działów audytu wewnętrznego może być fakt, że ich budżety najprawdopodobniej nie ulegną większym zmianom. Aż połowa dyrektorów ds. audytu oczekuje, że środki, jakimi będą dysponować, pozostaną na niezmienionym poziomie, podczas gdy niewielkiego wzrostu spodziewa się jedna trzecia respondentów. Z drugiej strony ograniczenia budżetu oczekuje zaledwie 10 proc. ankietowanych. „Organizacje muszą mieć zdolność do przewidywania zagrożeń i wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Działy audytu wewnętrznego będą pełnić kluczową rolę w tym procesie, ale bez odpowiednich umiejętności, narzędzi, a przede wszystkim zdolności do wywierania wpływu będzie to jednak bardzo trudne” – podsumowuje Jakub Bojanowski.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC w segmencie NC Focus

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC znalazła się pośród 90 spółek z najbardziej obecnie prestiżowego ineksu NewConnect – NC Focus.

Wczoraj Giełda dokonała pierwszej kwalifikacji do nowych segmentów rynku NewConnect: NC Focus, NC Base oraz NC Alert.

Bardzo się cieszymy. Zaklasyfikowanie do indeksu NC Focus jest dla nas potwierdzeniem, że rozwój spółki idzie w dobrym kierunku, a rynek nam ufa. Należy też dodać, że nowa segmentacja rynku to jeden z etapów działań mających na celu poprawę bezpieczeństwa obrotu, zwiększenie transparentności rynku NewConnect i zaufania do niego oraz podwyższenie jego atrakcyjności dla różnych grup inwestorów, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni.” – powiedział Remigiusz Brzeziński, prezes zarządu Kancelarii Prawnej – Inkaso WEC.

Warunki kwalifikacji do NC Focus są oparte na szczegółowych kryteriach jakościowych, które związane są  przede wszystkim z kondycją finansową spółki oraz sposobem wypełniania przez nią obowiązków wynikających z obecności na rynku NewConnect. Aby być braną pod uwagę podczas klasyfikacji do NC Focus spółka musi spełnić co najmniej pięć z następujących warunków: średnia wartość kapitalizacji emitenta przekracza
12 mln zł; wskaźnik C/Z jest wyższy niż 0 i niższy niż 50; wskaźnik C/WK jest wyższy niż 0 i niższy niż 10; spółka wypłaciła dywidendę; wartość księgowa przekracza 1 mln zł; dodatnia dynamika przychodów za ostatnie cztery kwartały; dodatnia dynamika zysku netto za ostatnie cztery kwartały. Dodatkowo spółka musi spełniać wszystkie następujące warunki: akcje notowane są na rynku NewConnect od co najmniej 12 miesięcy; średni kurs akcji wyższy niż 10 gr; wartość księgowa emitenta wykazana w ostatnim opublikowanym raporcie okresowym nie może mieć wartości ujemnej; w stosunku do emitenta nie toczy się postępowanie upadłościowe / układowe / sanacyjne / likwidacyjne; w okresie ostatnich 12 miesięcy na emitenta nie został nałożony więcej niż jeden raz żaden ze środków dyscyplinujących przewidzianych w Regulaminie ASO; w okresie ostatnich trzech miesięcy na emitenta nie został nałożony żaden ze środków dyscyplinujących przewidzianych w Regulaminie ASO ani też obrót jego akcjami nie podlegał zawieszeniu ze względu na bezpieczeństwo uczestników obrotu.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC świadczy już pełny zakres usług związanych z zarządzaniem wierzytelnościami oraz faktoring i wykupy pojedynczych wierzytelności. W GK znajduje się też spółka prowadząca szkolenia zamknięte i otwarte, a działalność szkoleniowa jest dla Grupy bardzo dochodowa. Spółka wychodzi również poza granice naszego kraju – niedawno podpisała pierwszą umowę na Ukrainie. Kancelaria Prawna – Inkaso WEC rozwija także intensywnie, korzystając z dobrej koniunktury na tym rynku, usługi z zakresu faktoringu. Szczególnie skupia się na mikrofaktoringu, który jest odpowiedzią na potrzeby mikro i małych przedsiębiorstw i cieszy się dużym zainteresowaniem z ich strony. Usługa została wprowadzona do oferty w II połowie czerwca br. i do tej pory podpisano już osiem umów z łączną kwotą limitów w wysokości ponad 300 tys. zł.

OPEC osiągnął porozumienie w sprawie ograniczenia wydobycia

Rynki z zadowoleniem przyjęły porozumienie OPEC w sprawie ograniczenia wydobycia, co pomaga aktywom ryzykownym i uderza w jena. Porozumieniu brak jednak szczegółów, co rodzi ryzyko prędkiego umniejszenia jego znaczenia. Ale póki na rynku ropy będzie bałagan pod naporem domykania krótkich, dobry klimat może się ciągnąć.

Po długich rozmowach członkowie OPEC ustalili, że ograniczą wydobycie ropy naftowej do 32,5-33 mln baryłek/dzień względem 33,2 mln b/d odnotowanych w sierpniu. To pierwsza taka decyzja od 8 lat, należy jednak zdawać sobie sprawę, że limity wydobycia OPEC właściwie zawsze były przekraczane, częstokroć bardzo wyraźnie. Kwestia kto i o ile ma zmniejszyć bieżącą produkcję została odłożona do czasu listopadowego szczytu kartelu, zatem porozumienie szybko może stracić na znaczeniu i okazać się tylko retoryczną sztuczką. Poza tym spadek produkcji OPEC o 700 tys. b/d nie jest wielkim poświęceniem. W czwartym kwartale Arabia Saudyjska prawdopodobnie zetnie wydobycie o ok. 500 tys. b/d w związku z sezonowym spadkiem krajowego zapotrzebowania. Warto też odnotować, że w tym roku produkcja na pułapie minimum 32,5 milionów b/d była notowana w każdym miesiącu poza marcem. W ubiegłym roku znajdowała się poniżej tego poziomu w każdym z miesięcy (i to zazwyczaj wyraźnie), a mimo to powstała gigantyczna nadpodaż surowca.

Dlatego też należy ze sporą dozą rezerwy podchodzić do tez o możliwości szybkiego przywrócenia równowagi popytu i podaży na rynku ropy. Zwątpienie inwestorów może być zagrożeniem dla obecnego rajdu cen ropy. Z drugiej strony część inwestorów taktycznie siedziała na krótkiej pozycji licząc na rozczarowanie, co finalnie skończyło się boleśnie i domykanie stratnych pozycji daje wsparcie cenom. Mamy krótkoterminowy bałagan, który może się odbijać na pozostałych klasach aktywów.

Jednak na razie muzyka gra dla ryzykownych aktywów. Na forexie CAD, NOK i RUB są oczywistymi zwycięzcami. Traci JPY, co jest zrozumiałe przy poprawie sentymentu i wzrostach indeksów giełdowych, choć skala wzrostów USD/JPY wydaje się nadmierna. Złamanie zleceń stop loss i przetasowania z końca miesiąca mogą tutaj mieć pewien wpływ, więc ostrożność jest wskazana przy gonieniu wybicia. Poza tym wahania na głównych parach są umiarkowane.

Złoty całkiem dobrze zniósł informację o dymisji ministra finansów w Polsce. Nadzór nad resortem przejmie wicepremier Morawiecki, który zatrzyma też szefostwo nad Ministerstwem Rozwoju. Zmiany nie są dużym zaskoczeniem, gdyż o takich rotacjach spekulowano od jakiegoś czasu. Wątpliwe, aby polityka budżetowa uległa teraz głębszej reformie. Mimo to z obecnego położenia złotego jest więcej tematów lokalnych i globalnych, którego mogą popsuć klimat wokół złotego. Potencjalne obniżenie EUR/PLN może szybko znajdować chętnych do kupna.

Czwartkowy kalendarz jest bogaty w wystąpienia bankierów centralnych, ale podobnie, jak wczoraj, oczekiwania są na niskim poziomie. Kanonada ze strony przedstawicieli Fed w środę skupiona była na podkreśleniu gotowości do podwyżki przed końcem roku, ale rynek nie rzucił się na te jastrzębie wzmianki. Fed ma problem z wiarygodnością, szczególnie kiedy dane makro z gospodarki dają powody do zwątpienia, nie licząc ryzyka wokół wyborów prezydenckich. Od strony danych dziś otrzymamy finalny szacunek PKB za II kwartał z szansami na pozytywną rewizje. Z Fed do głosu zostaną dopuszczeni Harker, Lockhart, Powell, Kashkari i Yellen.

Poza tym dziś mamy indeks nastrojów w gospodarce strefy euro, inflację z Niemiec, a także wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i indeks podpisanych umów kupna domów z USA. Nie są to pierwszorzędne pozycje.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Decyzja OPEC wspiera nastroje na rynkach

Wczorajsza zaskakująca decyzja OPEC ws. ograniczenia wydobycia ropy wspiera nastroje na rynkach finansowych, przekładając się nie tylko na wzrosty cen ropy, ale też akcji i tzw. walut surowcowych. Na tym tle słabo wypada natomiast GPW i złoty.

W środę, ku zaskoczeniu wszystkich, państwa OPEC wstępnie porozumiały się ws. cięcia wydobycia ropy. Ma ono zostać ograniczone do 32,5-33 mln baryłek ropy dziennie, wobec 33,2 mln wydobywanych średnio w sierpniu. To pierwsze takie porozumienie od 8 lat. Ma ono przyjąć ostateczną formę podczas listopadowego szczytu OPEC w Wiedniu. Decyzja na istotnie poprawiła nastroje na rynkach globalnych, zwiększając apetyt inwestorów na ryzyko.

Dziś w centrum uwagi…

  • wystąpienia publiczne przedstawicieli Fed (Yellen, Lockhart, Powell, Kashkar i Harker) i ECB(Draghi);
  • w czwartek pierwszy raz bez dywidendy są notowane akcje PKO BP (1 zł) i PZU (2,08 zł);
  • koniunktura gospodarcza w Strefie Euro we wrześniu;
  • wstępne szacunki wrześniowej inflacji CPI w Niemczech (prognoza: 0,6% R/R);
  • finalny odczyt PKB dla USA za II kw. 2016 (prognoza: 1,3%);
  • tygodniowe wnioski o zasiłki w USA (prognoza: 260 tys.);
  • indeks podpisanych umów kupna domów w USA w sierpniu (prognoza: 0,0% M/M);

Wydarzyło się na rynkach…

  • państwa OPEC wstępnie porozumiały sie ws. ograniczeni wydobycie ropy do poziomu 32,5-33 mln baryłek dziennie, szczegóły porozumienia mają zostać zatwierdzone w listopadzie podczas szczytu OPEC;
  • porozumienie OPEC wywindowało ceny ropy oraz wsparło giełdy i waluty surowcowe (CAD, AUD, NOK);
  • w czwartek wzrosty dominowały na większości azjatyckich giełd;
  • Moody’s: zakwestionowanie przez KE podatku handlowego jest negatywne dla ratingu Polski;
  • Moody’s: widzimy ryzyko, że w 2017 deficyt w Polsce przekroczy poziom 3% PKB;
  • Moody’s obciął prognozę PKB Polski do 3,1% w 2016 i do 3% w 2017 roku;
  • Japonia: w sierpniu sprzedaż detaliczna -2,1% R/R (prognoza: -1,8%), 6. kolejny miesiąc spadku sprzedaży;
  • George (Fed z Kansas City) opowiada się za powolnymi podwyżkami stóp proc. w USA;
  • rynek terminowy wycenia prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp przez Fed na poziomie 55%.

Porozumienie OPEC ws. cięcia wydobycia mocno wywindowało wczoraj ceny ropy. W ślad za tym umocniły się tzw. waluty surowcowe (CAD, NOK, AUD), indeksy na Wall Street odrobiły początkowe straty, azjatyckie parkiety zakończyły dzisiejszą sesję wzrostami (Nikkei +1,4%), a europejskie giełdy rozpoczęły ją od zwyżek (niechlubnym wyjątkiem są giełdy w Polsce i Turcji). Warto podkreślić, że póki co humorów inwestorom nie popsuły ani rozczarowujące dane o 6. kolejnym miesiącu spadku sprzedaży detalicznej w Japonii (był on też głębszy od prognoz), ani jastrzębie głosy przedstawicieli Fed mówiących o potrzebie podwyżki stóp procentowych.

Ten globalny wzrost apetytu na ryzyko płynący z rynku ropy prawdopodobnie jest tylko chwilowy. Decyzja kartelu, jakkolwiek historyczna (pierwsza od 8 lat), tak naprawdę niewiele zmienia. W dalszym ciągu będzie się utrzymywać nadpodaż ropy, a widoki na wzrost popytu są mgliste. Co więcej, doświadczenie uczy, że producencie ropy tradycyjnie i tak będą jej wydobywać ponad ustalone limity. Nie mniej jednak teraz porozumienie to wspiera nastroje i dopóki nie pojawią się nowe impulsy, które zaabsorbują uwagę inwestorów, sentyment rynkowy pozostanie dobry.

Dziś wśród potencjalnych impulsów, które mogą mieć wpływ na rynki finansowe,  należy wymienić  dane o koniunkturze gospodarczej w Strefie Euro, inflacji w Niemczech, a także tygodniowy raport nt. zasiłków dla bezrobotnych i finalny odczyt PKB USA za II kwartał. Podobnie też jak wczoraj licznie będą się wypowiadać przedstawiciele Fed (Yellen, Lockhart, Powell, Kashkar i Harker).

Globalny wzrost apetytu na ryzyko nie przekłada się na wzmożony popyt na polskie aktywa. Indeks WIG20 traci 0,3% (w tym samym czasie niemiecki DAX rośnie o 1%) pomimo wzrostów cen akcji PKN Orlen i Lotos, ściągany w dół przez CCC, mBank, LPP, a przede wszystkim przez notowane bez prawa do dywidendy akcje PKO BP i PZU.

W czwartkowe przedpołudnie stabilny pozostają notowania złotego w relacji do głównych walut, po tym jak wczoraj osłabił się on do nich. O godzinie 10:46 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2975 zł, CHF/PLN 3,9450 zł, a USD/PLN 3,8310 zł. Koresponduje to z podobnym zachowaniem węgierskiego forinta. Do kupna polskiej waluty nie zachęca nie tylko brak wiarygodnych przesłanek do silniejszego umocnienia w kolejnych tygodniach, ale też ryzyko związane z przyszłymi podwyżkami stóp procentowych przez Fed, a krótkoterminowo systematycznie obniżane oczekiwania co do wyników polskiej gospodarki, czy też ostatnie ostrzeżenia płynące z agencji Moody’s (zakwestionowanie przez KE podatku handlowego jest negatywne dla ratingu Polski, deficyt w 2017 roku prawdopodobnie przekroczy poziom 3% PKB, ścięcie prognoz PKB na lata 2016 i 2017). Dlatego też w kolejnych tygodniach złoty raczej znajdzie się pod presją sprzedających niż zacznie się umacniać.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Zmiana w rządzie – rozwój ma mieć dostęp do finansowania

Premier Beata Szydło poinformowała o zmianie w rządzie. Odwołany został minister finansów, Paweł Szałamacha. Wicepremier Mateusz Morawiecki dołącza do swoich obowiązków funkcję ministra finansów oraz szefa Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Od rana, w oczekiwaniu na konferencję prasową premier Beaty Szydło, na której miała zostać przedstawiona rekonstrukcja rządu, polski złoty systematycznie, ale jednocześnie niezbyt silnie osłabiał się. Konferencja prasowa i informacja o tylko jednej zmianie kadrowej w rządzie – odwołaniu ministra finansów Pawła Szałamachy i powołaniu na to stanowisko wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który będzie łączył je z dotychczasowymi obowiązkami wicepremiera i ministra rozwoju gospodarczego, a także z szefowaniem Komitetowi Ekonomicznemu RM, nie spowodowała powrotu złotego do kursu z otwarcia rynku. Wydaje się, że rynek walutowy nie może się zdecydować, czy superwicepremier to dobre rozwiązanie, czy też rozwiązanie ryzykowne (godz. 18.00).

Wprowadzona zmiana w rządzie tworzy szanse, ale także ryzyka. Szansą jest sygnał, że rozwój ma mieć dostęp do finansowania. Premier M. Morawiecki przygotował wraz ze swoimi współpracownikami Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zaplanował do 2020 r. na jej realizację 1,5 bln zł, przede wszystkim ze środków unijnych i krajowych. Połączenie funkcji ministra rozwoju i ministra finansów pozwala teoretycznie na uzyskanie efektu synergii – zapewnienie stabilności finansom publicznym, czyli utrzymanie deficytu budżetowego i długu publicznego w ryzach, a jednocześnie zapewnienie środków finansowych na realizację zaplanowanych w Strategii projektów.

Ale wymaga to także jednoznaczne odniesienie się do projektów czekających w kolejce do realizacji, w tym do obniżenia wieku emerytalnego, czy też przyjętego przez rząd programu mieszkaniowego. Generują one bowiem koszty, które dodane do kosztów związanych z realizacją programu 500+ (prawie 23 mld zł w 2017 r.) nie pozwolą na jednoczesne zapewnienie stabilności finansów publicznych i kapitału na rozwój. Szansa jest zatem obarczona olbrzymim ryzykiem, bowiem decyzje o „wyborczych” projektach są decyzjami politycznymi, nie związanymi z tym co teraz dla polskiej gospodarki jest najważniejsze, czyli stworzeniem warunków dla rozwoju i zapewnieniem dla niego finansowania przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności finansów publicznych. A jest to niezbędne, bo gospodarka globalna wyraźnie buduje 4. rewolucję przemysłową. I polska gospodarka, aby wziąć w niej udział, musi dostać silne wsparcie w polityce gospodarczej.

Dlatego premier Mateusz Morawiecki koncertując od dzisiaj w swoich rękach resort rozwoju i finansów, a także odpowiadając za koordynację polityki gospodarczej przez szefowanie Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów powinien wystąpić z „gospodarczym expose”, pokazać cele gospodarcze rządu i sposób w jaki chce je realizować, a także w jaki sposób chce panować nad pozarozwojowymi, „wyborczymi” wydatkami.

Gospodarka (i rynek finansowy) czeka na te informacje.

Konfederacja Lewiatan

Izba Domów Maklerskich: skuteczna promocja warszawskiej giełdy i krajowego rynku kapitałowego mogą przynieść dobre efekty

Izba Domów Maklerskich: skuteczna promocja warszawskiej giełdy i krajowego rynku kapitałowego mogą przynieść dobre efekty 1
Kondycja warszawskiej giełdy od wielu miesięcy nie jest najlepsza: spadają zarówno obroty, jak i wyceny przedsiębiorstw. Zdanie ekspertów brakuje znaczących debiutów. Zdaniem Piotra Sobkówa z Izby Domów Maklerskich proponowane przez obecne kierownictwo i już prowadzone działania promocyjne mogą przynieść dobre efekty. Chodzi o to, aby giełda była ośrodkiem liczącym się co najmniej lokalnie.

– Na pewno chcielibyśmy, aby warszawska giełda była liczącym się ośrodkiem, może nie centrum na skalę europejską, ale przynajmniej na skalę lokalną – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Sobków, członek zarządu Izby Domów Maklerskich. – W tej chwili bardzo ważna jest odbudowa zaufania do polskiego rynku kapitałowego, aby o warszawskim parkiecie nie mówiono, że to kasyno, na którym robi jakieś szemrane przekręty, miejsce, gdzie pieniądze inwestorów narażone są na niebezpieczeństwo.

Od momentu mianowania Małgorzaty Zaleskiej prezesem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, czyli od stycznia tego roku, kurs akcji spółki GPW, której głównym akcjonariuszem pozostaje Skarb Państwa, wzrósł z 34 do 38 zł. Wartość przedsiębiorstwa została zwiększona o przeszło 90 mln zł, w tym 30 mln zł pochodziło z wypłaty dywidendy, a pozostałe 60 mln zł z aprecjacji kursu akcji.

Lepsza promocja parkietu była jedną z obietnic nowej prezes złożonych tuż po objęciu stanowiska. Tego rodzaju działania podejmowane są obecnie między innymi w środowisku start-upów, czyli przedsiębiorstw rozpoczynających dopiero działalność, gdzie prowadzone są zaawansowane rozmowy w sprawie debiutów między innymi na rynku NewConnect.

W listopadzie, razem z Haitong Bankiem, kierownictwo giełdy planuje roadshow (prezentację) w Azji, podczas którego chce pozyskać inwestorów oraz nowy kapitał. Wcześniej, w 2015 roku, GPW organizowała duże imprezy, podczas których jej przedstawiciele objeżdżali wszystkie województwa, spotykając się z tysiącami firm. Obecne kierownictwo stawia na innego rodzaju, bardziej ukierunkowane działania.

Tylko w tym roku rozmawiano z 80 podmiotami zainteresowanymi wejściem na GPW, przedsiębiorstwami przede wszystkim potrzebującymi finansowania (między innymi spółkami miejskimi).

– Jeżeli będziemy promować polską giełdę, krajowy rynek kapitałowy, to myślę, że nie będzie tak źle – ocenia Piotr Sobków. – Perspektywy warszawskiego parkietu są bowiem dobre: bardzo dużo polskich firm chce być notowanych na giełdzie i jest zainteresowana debiutem. Jest także bardzo duża podaż kapitału. Chodzi tylko o to, aby to wszystko ze sobą dobrze połączyć. W takim procesie może pomóc sama giełda, a także Komisja Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwo Finansów. Od tych ostatnich zależą na przykład warunki sprzyjające inwestycjom kapitałowym.

Kondycja warszawskiej giełdy jednak od wielu miesięcy nie jest najlepsza. Według statystyk GPW wartość transakcji w ramach tzw. arkusza zleceń (na rynku podstawowym) wyniosła w sierpniu 15,4 mld zł. Podczas ostatnich pięciu lat (od połowy 2011 roku) główny indeks giełdowy WIG20 spadł z pułapu 2900 punktów do nieco powyżej 1700, czyli o przeszło 40 proc.

J. Borowski: ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa obniżają wiarygodność Rezerwy Federalnej i są bardzo niedobre

J. Borowski: ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa obniżają wiarygodność Rezerwy Federalnej i są bardzo niedobre 2

Listopadowe wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych w coraz większym stopniu oddziałują na rynki finansowe. Poglądy gospodarcze kandydatki demokratów Hillary Clinton są w zasadzie znane, wystawionego przez republikanów Donalda Trumpa – niekoniecznie. Zdaniem Jakuba Borowskiego z banku Crédit Agricole jego wypowiedzi podczas ostatniej debaty telewizyjnej były bardzo niedobre, bo de facto podważały wiarygodność amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

– W przypadku Donalda Trumpa najbardziej niepokoi mnie jego stosunek do Rezerw Federalnej i niezależności banku centralnego Stanów Zjednoczonych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista banku Crédit Agricole. – Jego wypowiedzi w pewnym sensie podważają kompetencje Janet Yellen (obecna szefowa FED – red.). To rzeczy niedobre, obniżające wiarygodność banku centralnego, który i tak dzisiaj znajduje się w trudnej sytuacji.

Na ostatnim, wrześniowym posiedzeniu amerykańska Rezerwa Federalna (FED) utrzymała stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych na dotychczasowym poziomie. Oprocentowania funduszy federalnych utrzymają się zatem na poziomie 0,25–0,5 proc. Bankierzy za oceanem nie zdecydowali się na spodziewaną przez niektórych podwyżkę, bo brexit zwiększył ryzyko na rynku. Kolejne posiedzenie Fed planowane jest na grudzień, a więc już po wyborach prezydenckich. Z komunikatu po wrześniowym posiedzeniu wynika, że może wówczas dojść do podwyżki, ale nawet jeśli tak się stanie, to skala takiej decyzji byłaby niewielka.

– Przy każdej decyzji o zaostrzeniu polityki pieniężnej Rezerwa Federalna może być krytykowana, w szczególności przez polityków – zauważa Jakub Borowski. – Jeśli Donald Trump zostałby prezydentem i dołączył do tego chóru, to byłoby to bardzo niedobre. Oznaczałoby de facto podważenie niezależności amerykańskiego banku centralnego, który ma jasno sprecyzowany mandat i od lat go realizuje.

Rynki finansowe, jak wskazuje Jakub Borowski, na razie czekają na więcej szczegółów dotyczących szans poszczególnych kandydatów w wyborach prezydenckich. Na razie bardzo wyraźną reakcją był kurs meksykańskiego peso w stosunku do amerykańskiego dolara. Od kilku tygodni eksperci obserwują, że notowania tej waluty są negatywnie skorelowane z sondażowymi wynikami Donalda Trumpa (powodem są nieprzychylne meksykańskiej gospodarce opinie kandydata republikanów).

Kiedy szanse kontrowersyjnego przedsiębiorcy na najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych rosną, peso coraz bardziej traci. Meksykańska waluta osiągnęła rekordowo niską wartość w stosunku do dolara tuż przed poniedziałkową debatą. Po transmisji jej notowania jednak umocniły się o ponad 2 proc., co – zdaniem specjalistów – świadczy o przewadze kandydatki demokratów. Kurs peso jest jednak wciąż o ponad 13 proc. niższy niż na początku bieżącego roku.

– Nie można jednak wyrokować, że Hillary Clinton wygra wybory prezydenckie, ponieważ zwyciężyła w debacie – zastrzega Jakub Borowski. – Oczywiście, jej zwycięstwo byłoby korzystne dla Meksyku. Jeśli prognozy przedwyborcze nadal będą wskazywać na przewagę Clinton, która w dodatku będzie się pogłębiać, to można oczekiwać jeszcze głębszej aprecjacji peso.

W dodatku ostatnia debata telewizyjna kandydatów na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, jak podkreśla Jakub Borowski, dotyczyła przede wszystkim polityki zagranicznej.

– Będą kolejne, które zapewne przyniosą trochę więcej informacji na temat tego, jak obaj kandydaci wyobrażają sobie prowadzenie gospodarki – prognozuje Jakub Borowski. – Wciąż niewiele wiemy o tym, co chce w niej zrobić Donald Trump. Sporo natomiast wiadomo na temat tego, jak politykę gospodarczą wyobraża sobie Hillary Clinton. Byłaby ona w znacznym stopniu kontynuacją tego, co było realizowane przez ostatnie osiem lat, podczas prezydentury Baracka Obamy.

NBP: Polska pnie się w górę rankingu globalnej konkurencyjności. Problemem wciąż jest skomplikowany system podatkowy i współpraca między ludźmi

NBP: Polska pnie się w górę rankingu globalnej konkurencyjności. Problemem wciąż jest skomplikowany system podatkowy i współpraca między ludźmi 3

Polska poprawia swoją konkurencyjność – wynika z „Globalnego raportu konkurencyjności 2016–2017” Narodowego Banku Polskiego. Największą barierą są skomplikowane przepisy podatkowe. Słabiej wypadamy pod względem dostępności do finansowania dla małych i średnich przedsiębiorstw i w zakresie finansowania ryzykownych inwestycji. Obszarem, który wymaga bardzo głębokiej przebudowy, jest kwestia kapitału społecznego, a w szczególności współpracy między ludźmi w ramach organizacji i poszczególnymi firmami – przekonuje Piotr Boguszewski, współautor raportu.

– Najnowszy globalny raport konkurencyjności przynosi dla nas trzy główne dobre wiadomości. Po pierwsze, poprawiliśmy swoją pozycję w rankingu, i to aż o pięć pozycji. Po drugie, obecna pozycja jest też bardzo dobra, bo jest 36., co sytuuje nas już na dobrym miejscu w tym rankingu. A trzecia informacja dobra jest taka, że raport potwierdza, że to jest drugi rok z rzędu, w którym Polska poprawia swoja pozycję – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Boguszewski z Departamentu Stabilności Finansowej w NBP.

Jeszcze w 2014 roku Polska zajmowała 43., a rok później 41. pozycję. W 2008 roku plasowaliśmy się w szóstej dziesiątce. Znaczący jest też wzrost pozycji Polski w latach 2007–2016, większy niż dla 75 proc. próby. Wśród krajów postsocjalistycznych liderem jest Estonia (30. miejsce), od której wciąż jeszcze dzieli nas spory dystans. Wyraźnie wyprzedzają nas również Czechy i Litwa. Polską gospodarkę, podobnie jak litewską (35. miejsce), łotewską (49. miejsce) i słowacką (65. miejsce) zakwalifikowano do grupy przejściowej – pomiędzy grupą państw, które wciąż konkurują efektywnością, a tymi, które są najbardziej konkurencyjne dzięki przewagom innowacyjnym.

– Ten sukces oczywiście wymaga dalszej pracy i podtrzymywania, ponieważ konkurencja światowa jest bardzo silna i zawsze można obniżyć swoją pozycję w tym rankingu. Wydaje się, że podstawową kwestią jest dalsza poprawa innowacyjności polskiej gospodarki, a także poprawa funkcjonowania warstwy instytucjonalnej, która jest w rankingu pod wieloma względami słabsza i wymaga wzmocnienia – ocenia ekspert NBP.

Polscy przedsiębiorcy jako największą barierę w prowadzeniu działalności na pierwszym miejscu wskazali prawo podatkowe. Taka sytuacja utrzymuje się od 2010 roku. Na kolejnych miejscach w rankingu barier znalazły się przepisy regulujące rynek pracy, niepewność polityki gospodarczej i stawki podatkowe. Zmian w porównaniu do ubiegłych lat jest niewiele, dotyczą m.in. kwestii niepewności polityki gospodarczej.

– Bariera podatkowa to nie tyle fiskalizm czy wysokość podatków, ile złożoność i mała transparentność systemu podatkowego. Wydaje się, że to właśnie musi być w pierwszej kolejności upraszczane – przekonuje Boguszewski.

Pod względem dostępności do finansowania dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw zajmujemy 59. miejsce. Wśród krajów postsocjalistycznych liderem są Czechy i Estonia. Wciąż słaba jest również pozycja Polski w zakresie finansowania ryzykownych innowacji. Dużo lepiej jest w krajach strefy euro, także w Bułgarii i na Węgrzech.

– W świetle tego raportu wypadamy przeciętnie, ale to jest poziom zbliżony do grupy krajów posocjalistycznych – podkreśla współautor raportu.

Choć największym wyzwaniem dla Polski pozostaje problem innowacyjności, to następuje tu systematyczna i widoczna poprawa. Występują jednak problemy i co istotne mają one charakter przewlekły. To słaby poziom kapitału ludzkiego (w wielu płaszczyznach) i zbyt niski poziom rozwoju instytucjonalnego (zwłaszcza w kontekście aspiracji i potrzeb).

– Obszarem, który wymaga bardzo głębokiej przebudowy, jest kwestia kapitału społecznego, a w szczególności współpracy między ludźmi w ramach organizacji i poszczególnymi firmami. Niestety raport pokazuje, że z tym w Polsce jest bardzo źle i to jest przedmiotem bardzo poważnej troski. Trzeba też mieć świadomość, że zmiany czy postęp w tym obszarze są stosunkowo wolne. W związku z tym, im szybciej zaczniemy, tym lepiej – analizuje ekspert.

Najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata ma według raportu Szwajcaria, przed Singapurem i Stanami Zjednoczonymi. W czołówce są też Holandia, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania, Japonia, Hongkong, Finlandia, Kanada, Dania i Tajwan.

– Czołówka klasyfikacji w tym raporcie jest stała. Top ten w zasadzie od kilku lat nie ulega zmianie, zmieniają się co najwyżej miejsca w ramach tej dziesiątki – wskazuje Piotr Boguszewski.

Zbyt mało gruntów przygotowanych pod największe inwestycje przemysłowe. To obniża zainteresowanie zagranicznych koncernów Polską

Zbyt mało gruntów przygotowanych pod największe inwestycje przemysłowe. To obniża zainteresowanie zagranicznych koncernów Polską 4
Niewielki wybór gotowych gruntów o wystarczająco dużej powierzchni przystosowanych pod kompleksową inwestycję to jeden z powodów, dla których Polska przegrała kilka razy wyścig o wielkie projekty przemysłowe międzynarodowych koncernów. Jednym ze źródeł takich gruntów może być Agencja Mienia Wojskowego, która w swojej ofercie ma kilka takich nieruchomości – w dobrej lokalizacji i z gotową infrastrukturą. Obecnie są one prezentowane zagranicznym inwestorom.

Jeśli rozpatrujemy kwestie lokalizacji w Polsce dużych zakładów produkcyjnych branży ciężkiej, samochodowej, lotniczej czy elektrotechnicznej, to niestety brakuje gruntów o dużej powierzchni przygotowanych do utworzenia np. fabryki samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Zbigniew Prokopczyk, dyrektor Departamentu Marketingu w Agencji Mienia Wojskowego (AMW). – Takie nieruchomości muszą mieć przynajmniej 100 ha. Brak jest w Polsce dużej liczby tego typu nieruchomości, które byłyby przygotowane do rozpoczęcia inwestycji w dosyć krótkim okresie, od roku do dwóch lat.

Zaznacza, że AMW, zajmująca się gospodarowaniem mieniem Skarbu Państwa, jako jedna z nielicznych ma nieruchomości o takim obszarze. Według informacji z marca 2016 roku w zasobie Agencji znajduje się ponad 6 tys. nieruchomości o łącznej powierzchni przekraczającej 5 tys. ha, na terenie całego kraju. Łączna wartość wszystkich działek i obiektów w zasobie Agencji szacowana jest na 1,5–2 mld zł. W ofercie są m.in. nieruchomości administracyjno-biurowe, rekreacyjno-wypoczynkowe, magazynowe, tereny przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową, a także tereny inwestycyjne.

Mówimy tutaj o 3–4 nieruchomościach znakomicie zlokalizowanych pod względem dostępności do dróg publicznych, autostrad, dróg ekspresowych. AMW oferuje zagranicznym inwestorom nieruchomości, które są przygotowane do inwestycji – podkreśla Prokopczyk. – Nieruchomość musi być gotowa na już. Często jest taka potrzeba, by dzisiaj przeprowadzić transakcję, a wiosną ruszyć z budową fabryki. Musimy być więc przygotowani pod względem technicznym i planistycznym.

Jak wskazuje przedstawiciel Agencji, obiecujące lokalizacje wyselekcjonowane przez AMW pod duże inwestycje to chociażby ponad 300 ha po byłym lotnisku obok Oleśnicy nieopodal Wrocławia czy ponad 500 ha gruntu przy Nowym Mieście nad Pilicą. Wśród gruntów pod mniejszą produkcję lub centra logistyczne wskazuje prawie 40 ha gruntu w Łodzi, przy ul. Pryncypalnej, niedaleko skrzyżowania autostradowego.

Czasami Polska przegrywa wyścig o duże inwestycje ze względu na zbyt zawiłe procedury czy zbyt wiele podmiotów, które są zaangażowane w wyszukiwanie i oferowanie nieruchomości zagranicznym inwestorom. Powinniśmy mówić jednym głosem, znieść wszystkie biurokratyczne ograniczenia. Być może chodzi też o lepszą koordynację, żeby był jeden podmiot, który będzie oferował w imieniu zgromadzonych posiadaczy nieruchomość inwestycyjną zagranicznemu inwestorowi – rozważa dyrektor AMW.

W ostatnich latach Polska przegrała wyścig o kilka prestiżowych inwestycji motoryzacyjnych z Jaguar LandRover na czele. Za to flagową inwestycją przemysłową, jaką Polska może się pochwalić, jest fabryka firmy Volkswagen o wartości 800 mln euro. Inwestycje w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (SSE) wzrosły do niemal 10 mld zł w 2015 roku.

Jeśli chodzi o AMW, to kapitał europejski poznał już polski rynek z dobrej strony i jest tutaj konsekwentny w inwestycjach. Mam na myśli kapitał niemiecki, angielski, sporo jest zapytań z Francji, więc konsekwentnie Europa Zachodnia – wymienia Zbigniew Prokopczyk. – Z drugiej strony liczę również na obudzenie się polskiego kapitału. Słyszymy, jaka dużo gotówki jest zgromadzone na kontach bankowych Polaków. Mam nadzieję, że będzie możliwość, żeby Polacy mogli inwestować w sposób bezpieczny i będą takie instrumenty, które pozwolą na bezpieczne lokowanie tych oszczędności w dobrych inwestycjach na rynku nieruchomości.

Według danych Analiz Online po II kwartale roku Polacy na depozytach terminowych, w obligacjach, akcjach, polisach inwestycyjnych i funduszach zgromadzili ponad 530 mld zł. Depozyty wciąż są najpopularniejszą formą oszczędzania mimo rekordowo niskich stóp procentowych. Jednocześnie rośnie popularność inwestycji nieruchomościowych, a przede wszystkim kupowanie mieszkań na wynajem. Szacunki mówią, że co trzeci nabywany lokal mieszkalny jest przeznaczony na ten cel. Szansą na przekonanie Polaków do inwestycji w nieruchomości komercyjne może być planowane wprowadzenie ustawy o funkcjonowaniu tzw. funduszy REIT. Mają one umożliwiać inwestowanie w portfele nieruchomości generujących czynsze, z których udziałowcy REIT otrzymywaliby dywidendę.

PKO Bank Polski szuka nowoczesnych rozwiązań w zakresie bankowości. Na wsparcie mogą liczyć najbardziej innowacyjne start-upy

PKO Bank Polski szuka nowoczesnych rozwiązań w zakresie bankowości. Na wsparcie mogą liczyć najbardziej innowacyjne start-upy 5

Polska bankowość przoduje w Europie pod względem innowacji, ale dalsze inwestycje w nowoczesne rozwiązania to dla banków kwestia być albo nie być na rynku – podkreślają przedstawiciele PKO Banku Polskiego. Dlatego bank chce szukać innowacyjnych pomysłów w zakresie finansów wśród start-upów. 1 października ruszy druga edycja programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum. W jego ramach ścieżka „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!” jest dedykowana start-upom, których pomysły obejmują rozwiązania finansowe związane z płatnościami, bankowością mobilną i internetową, bezpieczeństwem i inwestycjami.

 Innowacje dla banków to dzisiaj kwestia przetrwania. Banki muszą przestawić się w swoim myśleniu i działalności na doświadczenie klienta, jeżeli w przyszłości chcą wygrywać z konkurentami. Na pewno nastąpi duża zmiana w tym zakresie. Cyfryzacja spowoduje, że nie będziemy mówić o produktach bankowych, a raczej o usługach bankowych. One przejdą w świat mobilny i cyfrowy, a tam to doświadczenie klienta będzie czynnikiem sukcesu – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Wałach, dyrektor Pionu Klienta Detalicznego z w PKO Banku Polskim..

Bankowość jest jednym z najbardziej innowacyjnych obszarów gospodarki. Co więcej, działające na krajowym rynku instytucje wyprzedzają pod tym względem europejskich konkurentów. Widać to na przykładzie wprowadzania na rynek nowoczesnych metod płatności.

Poszukiwaniu najbardziej innowacyjnych projektów służy program akceleracyjny MIT Enterprise Forum Poland. Proponowana w jego ramach ścieżka „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!” jest kierowana do start-upów, które pracują nad rozwiązaniami finansowymi związanymi z płatnościami, bankowością mobilną i internetową czy cyberbezpieczeństwem.

 Związaliśmy się z MIT Enterprise Forum na kilka lat, ponieważ widzimy w tym długofalowy sens. To dla nas inwestycja w młode przedsiębiorstwa, które  zapewne w przyszłości będą naszymi klientami, ale także inwestycja w relacje z naszymi dużymi klientami korporacyjnymi. Dzięki programowi mogą oni zapoznać się z najnowocześniejszymi technologiami i poprzez relacje z PKO Bankiem Polskim zyskują do nich dostęp – wyjaśnia Szymon Wałach.

– Dla nas inwestycja w innowacje to nie tylko przyspieszenie pewnych rozwiązań, które moglibyśmy realizować w banku, ale w dużej mierze zmiana kultury pracowników, zmiana ich myślenia na nieszablonowe, otwarcie ich na nowe technologie i rozwiązania. Chcemy ich skłonić, aby przecinali status quo i myśleli o rozwiązaniach, które będą nas lepiej przygotowywały na przyszłość – wyjaśnia Grzegorz Pawlicki, dyrektor Biura Innowacji w PKO Banku Polskim.

Uruchomiona przez bank ścieżka ma przyciągnąć także młodych naukowców.

– Mamy zaplanowanych szereg spotkań na uczelniach, podczas których będziemy promowali ten program. Chcemy, by środowisko uczelni zaangażowało się poprzez tworzenie innowacyjnych ciekawych pomysłów. Chcemy skłonić studentów do zakładania firm, start-upów i partycypacji w takich programach akceleracyjnych, które pomogą im wypłynąć i dopracować swoje rozwiązania – dodaje Grzegorz Pawlicki.

Nabór do programu rozpocznie się 1 października i potrwa do 30 listopada. Zgłosić się do niego mogą zarówno istniejące, młode polskie firmy z branży technologicznej, jak i zespoły, które dopiero mają pomysł na nowy biznes.

– Na przełomie roku nastąpi ocena i wybór 25 najbardziej obiecujących i innowacyjnych pomysłów. Pierwszy etap akceleracji odbędzie się w Warszawie. Zakłada on cykl warsztatów i szkoleń, które pomogą uczestnikom stworzyć lub zweryfikować model biznesowy start-upu. Wszystkie spotkania prowadzone będą przez wybitnych mentorów i ekspertów, zarówno krajowych jak i zagranicznych. W drugim etapie akceleracji udział weźmie 5 najlepszych zespołów. Szczęśliwi finaliści będą mieli szansę dopracować swój koncept biznesowy w Bostonie na MIT – wyjaśnia Szymon Wałach.

Jak wyjaśnia Paweł Bochniarz, prezes MIT Enterprise Forum Polska, założeniem programu jest pomoc młodym przedsiębiorcom w poprawie ich biznesplanów, tak by były one dostosowane do warunków rynkowych i miały szansę na sukces. Pierwsza edycja programu pokazała, że zapotrzebowanie na takie wsparcie jest znaczące.

– Te pomysły, które odnoszą sukces, to pomysły, gdzie przedsiębiorcy szukają sprzymierzeńców, szukają komentarzy z zewnątrz, inspiracji i sugestii, jak poprawiać swój model biznesowy. Temu służą takie programy akceleracyjne jak MIT Enterprise Forum – mówi Szymon Wałach.

Rośnie sprzedaż podłóg drewnianych. Wpływają na to zasobniejsze portfele klientów i ich większa świadomość w zakresie designu

Rośnie sprzedaż podłóg drewnianych. Wpływają na to zasobniejsze portfele klientów i ich większa świadomość w zakresie designu 6
Zdaniem producentów ożywienie na rynku podłóg drewnianych wynika przede wszystkim ze wzrostu zamożności polskiego społeczeństwa. Konsumenci poszukują elementów wykończenia wnętrz o wyższym standardzie, niż to było kilka lat temu. W I kwartale br. w Polsce nastąpił wzrost sprzedaży podłóg o 2 proc. – wynika z raportu firmy marketingowej Forestor Communication. Krajowi producenci notują także wzrosty na zagranicznych rynkach.

– Z przyjemnością obserwujemy, jak zmieniają się gusta klientów. Właściciele nieruchomości, którzy wykańczali swoje mieszkania i domy 6–10 lat temu, wybierali materiały o trochę innym standardzie niż te, które wybierane są w tej chwili – mówi agencji Newseria Grzegorz Sadowski, dyrektor handlowy Jawor-Parkiet, firmy produkującej drewniane podłogi.

Przy wyborze elementów wyposażenia klienci coraz częściej kierują się jakością i trwałością produktu. Sadowski podkreśla, że dziś właściciele nieruchomości są też dużo bardziej świadomi w zakresie designu, często korzystają z doradztwa projektantów i architektów wnętrz, inspirują się wizualizacjami, które mogą znaleźć w internecie i wzorują się na obecnych na Zachodzie trendach.

 Dla przykładu podam kolekcję Retro od Jawor-Parkiet. Są to postarzane podłogi, deski dębowe, które charakteryzują się dużymi sękami, mocno zarysowanym słojem, naturalnymi pęknięciami i przebarwieniami. Dodatkowo w procesie obróbki postarzamy je za pomocą ręcznego heblowania, szczotkowania czy olejowania. Finalnym efektem jest rustykalna podłoga, który imituje podłogę używaną przez wiele lat – mówi Sadowski.

Do podłóg drewnianych klientów zachęca również to, że mogą one być stosowane razem z popularnym ostatnio ogrzewaniem podłogowym.

Sadowski wyjaśnia, że najpopularniejszym gatunkiem drewna jest dębina – stanowi ona 85 proc. sprzedaży firmy. Tylko 5 proc. stanowią gatunki egzotyczne, jak orzech amerykański, doussie, merbau, które królowały jeszcze kilka lat temu.

Ostatnie lata to dobry okres dla producentów podłóg drewnianych. Rosnący popyt napędza bowiem produkcję. Dane European Federation of Parquet Industry (FEP) przytaczane w raporcie Forestor Communication wskazują, że w I kwartale tego roku sprzedaż podłóg drewnianych wzrosła w większości krajów należących do tej organizacji. W Polsce był to wzrost o 2 proc., podobnie jak w Szwecji, Holandii i Hiszpanii. O 3 proc. wzrosła sprzedaż w Niemczech i Francji.

Polska ma 18-proc. udział w produkcji materiałów podłogowych w Europie. To największy udział wśród krajów kontynentu. Wyprzedza Danię, Finlandię i Norwegię, które mają po 16 proc. w rynku. Szwecja ma 13 proc., Niemcy – 12 proc., a Francja i Austria – 10 proc.

 Firma Jawor-Parkiet w tej chwili eksportuje 70 proc. produkcji do krajów takich jak Niemcy, Włochy, Szwajcaria, Austria, a tylko 30 proc. jest sprzedawanych na rynku polskim. Nasze zapotrzebowanie na surowiec rośnie z roku na rok o 10 proc. – mówi Grzegorz Sadowski.

REIT-y mogą przyciągnąć część oszczędności Polaków. Potrzebne są jednak przepisy chroniące inwestorów

REIT-y mogą przyciągnąć część oszczędności Polaków. Potrzebne są jednak przepisy chroniące inwestorów 7
Przy odpowiedniej regulacji, która będzie chroniła inwestorów, fundusze REIT są w stanie przejąć część oszczędności Polaków przechowywanych w bankach – ocenia Maciej Dyjas z Griffin Real Estate. Na depozytach złotowych i walutowych – jak wynika z danych Analiz Online – zgromadzono blisko 695 mld zł. REIT-y mają pozwolić drobnym inwestorom czerpać zyski z inwestycji w nieruchomości komercyjne. W zależności od rodzaju obiektów możliwe stopy zwrotu to 6–8 proc.

Trwają prace nad wdrożeniem REIT-ów na nasz rynek. Eksperci podkreślają, że wymaga to bądź wdrożenia kompleksowej specustawy, bądź zmian w kilku ustawach, m.in. podatkowych.

Główne zadanie inicjatywy w zakresie REIT-ów to uporządkowanie legislacyjne, a przede wszystkim stworzenie transparentności i edukacji potencjalnych inwestorów. REIT-y są po to, żeby utworzyć strukturę bardzo korzystną podatkowo. Przede wszystkim chodzi jednak o to, żeby inwestorzy mieli zapewnienie, że większość zysku będzie dystrybuowana i że REIT będzie inwestował tylko w bezpieczne, wynajęte nieruchomości, a nie w development – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Dyjas, Co-Managing Partner w Griffin Real Estate.

Korzyść podatkowa to zwolnienie z podatku CIT. Zgodnie z tą propozycją REIT-y będą jednak musiały przekazywać co roku minimum 80 proc. zysków akcjonariuszom – w ramach dywidendy.

Jeśli powstanie legislacja, która będzie chroniła inwestorów i regulowała tę działalność w taki sposób, żeby oni czuli się chronieni i rozumieli, w co inwestują, to wtedy możliwe będzie sięgnięcie po część oszczędności Polaków, które w tej chwili przechowywane są na normalnych depozytach w bankach – uważa Maciej Dyjas.

Depozyty to wciąż najpopularniejsza forma lokowania kapitału. Polacy mają na nich zgromadzone ok. 695 mld zł, z czego ponad 320 mld to depozyty terminowe (dane Analiz Online po I półroczu). Ze względu na to, że ich oprocentowanie jest na niewielkim poziomie, inwestycje w nieruchomości mogą okazać się bardziej opłacalne.

Na świecie są zazwyczaj REIT-y wyspecjalizowane, które inwestują w obiekty handlowe, biurowe, akademiki, mieszkania na wynajem, również w hotele lub w obiekty logistyczne. Poszczególne rodzaje działalności mają różne poziomy zwrotu. Wydaje się, że w Polsce można spokojnie myśleć o zaoferowaniu platformy, która może generować zwroty na poziomie 6, 7  czy 8 proc. z zainwestowanego kapitału – analizuje Maciej Dyjas.

REIT-y mogą się również znaleźć w obszarze zainteresowań funduszy emerytalnych. Z danych przytaczanych w analizie Forum TFI wynika, że ze względu na wysokie bezpieczeństwo inwestycji i jej długoterminowość, REIT-y znajdują się w portfelach 75 proc. funduszy emerytalnych z całego świata, stanowiąc ok. 10 proc. ich aktywów.

Innym adresatem tego typu inwestycji są firmy ubezpieczeniowe, które mają długoterminowe zobowiązania i które szukają bezpiecznych, ale długoterminowych aktywów do inwestowania – mówi Maciej Dyjas. – Wydaje się, że jeżeli uda się stworzyć regulowaną formę inwestowania w postaci REIT-ów, to można by było sięgnąć i do OFE, i do ubezpieczycieli, ale przede wszystkim do tych nieaktywnych inwestorów detalicznych – ocenia.

To rozwiązanie od dawna działa w innych krajach. Na świecie jest ok. 400 REIT-ów, z czego mniej więcej połowa w Stanach Zjednoczonych.

Na koniec roku rynek usług w chmurze może być wart 600 mln zł. Rozwój napędzają małe i średnie firmy

Na koniec roku rynek usług w chmurze może być wart 600 mln zł. Rozwój napędzają małe i średnie firmy 8

Rozwiązania chmurowe to najszybciej rosnący segment rynku informatycznego w Polsce. Coroczny wzrost na poziomie ok. 20 proc. powoduje, że na koniec tego roku wartość rynku może sięgnąć 600 mln zł – szacuje Oktawave. Wydatki firm na usługi cloudowe stanowią coraz większą część budżetów na IT. Do chmury przekonała się już część dużych przedsiębiorstw, ale to sektor MŚP będzie napędzał rynek.

– Polski rynek chmury obliczeniowej w 2016 roku rośnie i będzie rósł w tempie około 19 proc. Szacujemy, że w firmach wydatki związane z chmurą obliczeniową wzrosną z 20 proc. do 30 proc. w tym roku. Da nam to łączną wartość rynku na poziomie ok. 600 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Nawojczyk, szef marketingu w firmie Oktawave.

Firma badawcza PMR potwierdza, że rynek chmury rozwija się bardzo dynamicznie, szczególnie w porównaniu do całej krajowej branży ICT (technologii informacyjno-komunikacyjnych). Zastrzega jednak, że trzeba mieć na uwadze nieporównywalnie niższą skalę zjawiska. Udział chmury w całkowitej wartości rynku IT w Polsce nieznacznie przekracza 1 proc. i jest ponad dwukrotnie niższy niż wskaźniki światowe. PMR ocenia, że nawet w perspektywie pięciu lat roczna dynamika chmury będzie przekraczać 20 proc.

– Do tej pory mówiło się bardzo dużo o tym, że firma traci kontrolę nad danymi zamieszczanymi w chmurze. Ostatnie lata i ten rok pokazują dobitnie, że ta obawa ustępuje. Jeżeli możemy mówić o jakichś barierach, to raczej związane są one z tym, w jaki sposób firmy mogą szybko i skutecznie przenieść swoją infrastrukturę do chmury obliczeniowej, czyli poszukują wiedzy i zasobów ludzkich na rynku do tego, by skutecznie zmigrować swoją technologię – mówi Dariusz Nawojczyk.

Według obserwacji Oktawave duże firmy, zatrudniające powyżej 500 pracowników, stanowią ok. 15 proc. wszystkich klientów, którzy korzystają obecnie z chmury. Dołączając firmy, które zatrudniają powyżej 200 pracowników, odsetek wzrasta do ponad 20 proc. 

– To pokazuje, że duże firmy wcale nie omijają cloud computingu, tylko sięgają po niego coraz częściej. Jednak najszybciej rosnącą grupą klientów jest segment małych i średnich przedsiębiorstw – stwierdza Nawojczyk. – Firmy te mają dużo większą elastyczność w zakresie dostosowywania nowych technologii do swoich potrzeb. Ich budżety są zwykle mniejsze, ale dużo łatwiej jest przerzucić część tego budżetu lub wymienić jakąś technologie na nową, niż to się dzieje w dużych firmach.

PMR wnioskuje, że kluczowe dla dostawców chmury jest ukierunkowanie na segment MŚP, a nawet mikrofirm. Perspektywy sprzedaży do tego segmentu są – zdaniem ekspertów – wyraźnie lepsze niż do największych przedsiębiorstw, bardziej skupionych na rozwijaniu własnych, prywatnych zasobów.

W ocenie przedstawiciela Oktawave jednym z najważniejszych trendów na rynku jest udostępnianie aplikacji  w chmurze obliczeniowej. 

– To oznacza, że deweloperzy czynią aplikacje natywnymi, czyli mogą one bezpośrednio, od razu po uruchomieniu działać w chmurze obliczeniowej. To będzie jedno z największych ułatwień dla większości biznesów w Polsce w tym roku i w ciągu najbliższych lat – ocenia Nawojczyk. – Powstaje bardzo dużo ułatwień dla deweloperów związanych z chmurą obliczeniową, dlatego że jest to segment rynku, który być może najszybciej zaadoptuje nowe rozwiązania, tylko musi dostać odpowiednie narzędzia. Dlatego ten trend, by dawać jak najlepsze i jak najbardziej intuicyjne narzędzia deweloperom będzie jednym z najważniejszych w najbliższych latach.

Koszt szczepień nastolatków przeciwko wirusowi HPV dla wielu za wysoki. Finansowanie przejmują samorządy

Koszt szczepień nastolatków przeciwko wirusowi HPV dla wielu za wysoki. Finansowanie przejmują samorządy 9

W Polsce wciąż niewiele nastolatek jest poddawanych szczepieniom przeciwko HPV (wirus brodawczaka ludzkiego). Przede wszystkim z powodu braku pieniędzy. Ciężar finansowania działań profilaktycznych coraz częściej biorą na siebie samorządy. Szacuje się, że każdego roku w Polsce z powodu raka szyjki macicy umiera 1,7 tys. kobiet.

– Szczepić powinno się przede wszystkim dzieci do 14–16 roku życia. Natomiast jest zalecenie konsultantów, że kobiety do 40 roku życia i mężczyźni także powinni się szczepić przeciwko HPV, bo to jest infekcja, która dotyczy nie tylko kobiet, lecz także mężczyzn. Mężczyźni są nosicielami, ale też chorują na raka odbytu, krtani, migdałków, oskrzeli, przełyku. To są wszystko nowotwory, gdzie wirus HPV jest czynnikiem inicjującym – mówi agencji Newseria Lifestyle dr Bogdan Michalski, kierownik Oddziału Kliniczny Ginekologii Onkologicznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Lekarze podkreślają, że zaledwie 27 proc. Polek znajdujących się w grupie ryzyka, regularnie wykonuje cytologię, która umożliwia wykrycie zmian przednowotworowych w szyjce macicy. Wiele kobiet nie poddaje się jednak regularnym badaniom profilaktycznym, ponieważ nie zdają sobie sprawy z powagi problemu i z zagrożenia, jakim jest wirus HPV. Dlatego konieczne jest budowanie świadomości zdrowotnej wśród Polek, informowanie ich o chorobie, jej przyczynach, skutkach i dostępnych działaniach profilaktycznych.

– Przede wszystkim trzeba dokładnie wyjaśnić, co to jest za wirus, co on powoduje, dlaczego taki jest sposób infekcji, a nie inny, jakie niebezpieczeństwo czyha i przy tym wszystkim myślę, że lekka nutka strachu bardzo się przydaje – podkreśla dr Bogdan Michalski.

W Polsce szczepienie przeciwko HPV znalazło się w kalendarzu szczepień zalecanych. Rekomendują je m.in. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne (PTG), Polskie Towarzystwo Profilaktyki Zakażeń HPV, a także Światowa Organizacja Zdrowia. Choć koszt szczepień zmalał w ostatnich latach, to dla wielu rodziców wciąż stanowi istotną barierę. Dlatego ciężar finansowania działań profilaktycznych biorą na siebie często władze samorządowe, które korzystając z własnych środków, edukują i zachęcają kobiety do zgłaszania się na cytologię oraz pokrywają koszty szczepienia przeciw HPV dla nastoletnich mieszkanek. Zaczęło się od Polkowic, a obecnie w ramach programu „Chronię życie przez rakiem” już ponad 200 samorządów.

– W przypadku Polkowic jest to kwota rzędu 2 mln zł przez 10 lat wydatkowana na szczepienia, cytologię i całą walkę z HPV. Te środki trzeba wygospodarować w ramach swojego budżetu. Przeciwdziałanie chorobom nowotworowym to jest profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka, czyli edukacja o odpowiednim trybie życia, szczepienia, wczesne wykrywanie i reagowanie – podkreśla Rudolf Borusiewicz, sekretarz generalny Związku Powiatów Polskich.

Szczepienia są światowym standardem profilaktycznym. To jedna z najbardziej skutecznych i efektywnych kosztowo metod walki z  wirusem brodawczaka ludzkiego, który ma aż 170 odmian.

 Mapa szczepień przeciwko HPV na świecie jest bardzo zróżnicowana, od państw, które obejmują całą populację szczepieniami przeciwko HPV, takim kontynentem wzorcowym dla wszystkich jest Australia, która wprowadziła powszechny program szczepień dla młodzieży, w związku z tym, że byli kontynentem z największą zachorowalnością na kłykciny. Po wieloletnim prowadzeniu programu powszechnie szczepień dla dziewcząt i chłopców zachorowalność na kłykciny spadła praktycznie do zera i nastąpił wyraźny spadek zachorowalności na raka szyjki macicy – mówi dr Bogdan Michalski.

28 listopada w Katowicach odbędzie się konferencja „Zdrowie publiczne – edukacja i profilaktyka, czyli zapobieganie chorobom ma przyszłość” podczas której eksperci, lekarze i samorządowcy będą rozmawiać o znaczeniu profilaktyki w walce z nowotworami.

Gala otwarcia EFNI: przyszłość pracy zależy od przyszłości UE

– Wielkie i bogate branże przemysłowe, zatrudniające wiele milionów ludzi, upadają, a każdego dnia powstają firmy nowych technologii, o podobnej lub większej kapitalizacji, zatrudniające 10-krotnie mniej pracowników. W 2006 r., trzy największe na świecie firmy jeśli chodzi o kapitalizację, to były GE, Gazprom i Exon. Dzisiaj trzy największe firmy to Apple, Alphabet i Microsoft. To jest teraźniejszość. Jak na nią reagujemy? Bardzo zachowawczo – powiedziała Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan w czasie gali otwierającej  Europejskie Forum Nowych Idei w Sopocie.

Jej zdaniem próbujemy wepchnąć te zmiany w stare rozwiązania, w stare systemy zabezpieczenia społecznego, w obecne regulacje prawa pracy, w dogmaty konkurencyjności, na które świat nie zwraca uwagi. To nie są dobre odpowiedzi.   

W Sopocie już po raz szósty spotkało się około 1000 czołowych przedstawicieli świata biznesu, polityków, ludzi nauki i kultury, z Polski i ze świata, aby dyskutować o przyszłości Europy. Temat przewodni tegorocznej konferencji to „ Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki”.

Gości EFNI powitali Henryka Bochniarz, Emma Marcegaglia, prezydent, BusinessEurope, Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, Jerzy Buzek, przewodniczący Rady Programowej EFNI i Luigi Lovaglio, prezes zarządu Pekao SA.

Prezydent BusinessEurope zwróciła uwagę, że przyszły wzrost gospodarczy, przyszła praca będą zależały od tego, co wydarzy się w Unii Europejskiej, która musi się zmieniać, tzn. być bardziej konkurencyjna, dzięki czemu przyspieszy wzrost gospodarczy i zwiększy się zatrudnienie. UE potrzebny jest też bardziej elastyczny rynek pracy, wzmocnienie przemysłu, który będzie tworzył więcej miejsc pracy, pobudzenie innowacji i ożywienie inwestycji.

Prezes Pekao SA Luigi Lovaglio podkreślał, że ważne jest, aby mieć dobrą i godną pracę, uczciwie wynagradzaną. Jego zdaniem, niestety, nie zawsze poświęcamy wystarczająco dużo wysiłku, aby poprawiać warunki pracy.

O pracy mówiła również Henryka Bochniarz, szefowa Lewiatana. Uznała, że dziś z pracą jest znacznie lepiej: niskie bezrobocie, wyższa płaca minimalna, ubezpieczenie umów zleceń, minimalna stawka godzinowa, nowe reguły zatrudniania na czas określony. Z pewnością z pracą jest lepiej niż z polityką. To polska polityka jest chora. Ta choroba ma wiele ognisk na całym świecie i różna jest jej diagnoza: kryzys demokracji, kryzys zaufania, separatyzm, nacjonalizm, obywatelska pasywność, polityczny cynizm.

– Europa, jako wspólnota, sypie nam się w rękach, Polska rozpada się na dwa wrogie obozy. Zagrożone są prawa i wolności obywatelskie, zagrożona jest wolność kultury, nowoczesność edukacji, zagrożona jest gospodarka. Nie możemy omijać tych gorących tematów, będą nad nami wisiały i trzeba je przegadać – dodała Henryka Bochniarz.

Jerzy Buzek, przewodniczący Rady Programowej EFNI przedstawił gościa specjalnego EFNI Fransa Timmermansa, pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, który w swoim wystąpieniu stwierdził, że najważniejszym zadaniem dla Europy jest poradzenie sobie z czwartą rewolucją przemysłową, tak aby przyniosła ona korzyści wszystkim obywatelom. Ale także wzmacnianie europejskiej solidarności i nie tworzenie nowych granic wewnątrz UE, bo to oznaczać będzie koniec strefy Schengen, a tym samym jednolitego rynku.

Gość z Brukseli przekonywał, że mocno wierzy w praworządność. – Demokratyczne społeczeństwa muszą szanować mniejszości. Większość nie może narzucać swoich praw mniejszości. Jeśli tak się dzieje to demokracja zamienia się w tyranię. – Poszanowanie niezależnego sądownictwa jest obowiązkiem każdego obywatela Europy. Komisja Europejska będzie wspierać instytucje, które bronią wartości europejskich i nie wolno tego interpretować jako wtrącania się w wewnętrzne sprawy danego państwa – powiedział Timmermans.

Uczestnikom EFNI odczytano również list od prezydenta Andrzeja Dudy, w którym napisał, że warto rozmawiać o pracy i problemach z nią związanych, m.in. niskich zarobkach w Polsce.

Partnerem gali otwarcia był Bank Pekao SA.

Przez najbliższe dwa dni przedstawiciele rządu, pracodawcy i związkowcy zastanawiać się będą nad wyzwaniami, przed którymi stoi gospodarka w Polsce i Unii Europejskiej. System emerytalny, ustawa o związkach zawodowych, ustawa o pracy tymczasowej czy mechanizmy dialogu społecznego to największe punkty sporne, których rozstrzygnięcie może mieć kluczowe znaczenie dla gospodarczej przyszłości Polski.

Uczestnicy EFNI będą jak zwykle przyglądać się największym europejskim wyzwaniom. Nie zabraknie dyskusji o tym, co w tej chwili najbardziej elektryzuje Europę – m.in. o migrantach, konsekwencjach wyników brytyjskiego referendum, europejskich finansach, podziałach między zwolennikami silniejszej Unii i wzmacniania państw narodowych. Równie istotne będą pytania dotyczące tempa  cyfryzacji europejskiej gospodarki, wyzwań klimatycznych, konkurencyjności wobec reszty świata.

W programie Forum znajdą się nie tylko sesje plenarne i panele, ale także debaty specjalne, prezentacje raportów specjalnych oraz wydarzenia towarzyszące.

Fotogaleria

Zawirowania cenowe złota, srebra i platyny

Rynek metali szlachetnych reagował gwałtownie na to, co działo się w minionym tygodniu, ale teraz ceny złota i srebra stabilizują się. Inna jest sytuacja z cenami platyny, ze względu na strajki w kopalniach w RPA.

W rozmowie z MarketNews24 ekspert XTB Michał Stajniak ocenia co dalej będzie działo się z cenami metali szlachetnych.

Największe wzrosty mogą dotyczyć platyny, właśnie ze względu na strajki w kopalniach, prowadzące do obniżenia wydobycia, a więc podaży.

Wzrosty na Deutsche Banku wspomagają europejskie parkiety giełdowe

Europejskie indeksy giełdowe zyskują na wartości wsparte przez silne odreagowanie wcześniejszych spadków na Deutsche Banku.

Bank zgodził się na sprzedaż należącej do niego brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej Abbey Life Insurance Co, holdingowi Phoenix Group Holdings za 935 mln funtów. CEO Deutsche Banku, John Cryan oświadczył, iż nie szukał wsparcia kapitałowego ze strony niemieckiego rządu. Akcje DB zyskują obecnie ponad 3 proc. handlując już powyżej poziomu 10,80 euro. Na fali wzrostów sektora bankowego niemiecki DAX zyskuje obecnie 1,1 proc. handlując w okolicy 10480 punktów. Francuski CAC40 zyskuje 1,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 4450 punktów, a brytyjski FTSE100 0,7 proc. handlując w pobliżu 6830 punktów. WIG20 nie korzysta z entuzjazmu innych giełd, handlując w okolicy wczorajszego zamknięcia na poziomie 1733 punktów. Na indeksie ciążą akcje PZU, które tracą około 1,8 proc. handlując w pobliżu najniższego od 2012 roku poziomu 26,5 złotych.

Dolar handluje stabilnie do koszyka głównych walut, oczekując na ruch ze strony członków Fed-u.

Dziś o 16 przed amerykańskim Kongresem będzie przemawiać prezes Fed-u Janet Yellen, a później jego członkowie z prawem głosu – George Eshter i Loretta Mester. Oboje głosowali za podwyżką stóp procentowych na zeszłotygodniowym posiedzeniu FOMC. Niezdecydowanie rynku ukazują też kontrakty na stopę procentową, które wskazują na 50 proc. szansy na podwyżkę stóp na grudniowym posiedzeniu Fed-u. Para EURUSD handluje stabilnie w pobliżu poziomu 1,1230, para USDJPY w pobliżu poziomu 100,60 a para GBPUSD w pobliżu poziomu 1,3020. Polski złoty również handluje stabilnie do głównych walut, za euro trzeba obecnie płacić 4,29 zł, za dolara 3,82 zł a za franka szwajcarskiego 3,94 zł.

Ropa naftowa nieudolnie próbuje odrabiać straty po mocnych spadkach na początku tygodnia.

Baryłka ropy WTI jest obecnie warta około 45,20 dolarów, a ropy Brent około 47,20 dolarów, natomiast dzisiejsze wzrosty cen nie przekraczają 1 proc. Spadki zostały zahamowane po prywatnym raporcie wskazującym, iż amerykańskie zapasy spadły o 750 tys. baryłek w zeszłym tygodniu. Inwestorzy będą dziś oczekiwać na oficjalny raport rządowej agencji EIA w celu potwierdzenia spadku zapasów surowca. Dzisiaj OPEC wyda zapewne oświadczenie podsumowujące nieformalne spotkania członków Grupy i Rosji. Po oficjalnym negatywnym stanowisku Iranu nie ma raczej praktycznie szans na osiągnięcie kompromisu w sprawie zamrożenia produkcji już dzisiaj. Natomiast wciąż pozostaje otwarta droga do osiągnięcia porozumienia podczas szczytu OPEC, zaplanowanego na listopad. Ceny ropy od kliku tygodni poruszają się w zakresie 40-50 dolarów za baryłkę i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie nastąpiło wyłamanie górą lub dołem z tej konsolidacji.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

DAX 30 i Deutsche Bank

DAX 30 i Deutsche Bank 10
Indeks niemieckich spółek zdołał pokonać górne ograniczenie kanału spadkowego. Jednak nic z tego nie wyszło, od kilku tygodni notowania znalazły się w konsolidacji i nic nie wskazuje, że to się zmieni. Byki walczą o utrzymanie poziomu wsparcia 10300-10515.

Warunki fundamentalne nie wskazują na kontynuację wzrostów. Głównym powodem spadków w tym tygodni jest Deutsche Banku. Od wielu lat chodzą pogłoski, które zostały potwierdzone, że Deutsche Bank posiada ogromną pozycję na rynku derywatów. Kurs akcji doskonale to odzwierciedla. Dodatkowo ostatnie słowa Pani Merkel o braku ewentualnej pomocy dla DB notowania zanurkowały jeszcze niżej. Każdy zwraca uwagę na DB, jednakże należy pamiętać, że cały sektor finansowy w Strefie Euro ma spore problemy.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Gold – na wsparciu

Gold - na wsparciu 11
Po dużych stopach zwrotu złoto wpadło w konsolidację, notowania poruszają się w bardzo wąskim zakresie cenowym. Na wykresie dziennym niedźwiedzie w dalszym ciągu walczą z wsparciem 1305-1320, na chwile obecną bezskutecznie. Jednakże po każdym odbiciu kupujący słabną, widać to po sile impulsu wzrostowego, który jest coraz słabszy. Strona sprzedająca po takim czymś może nabrać większej pewności siebie i po chełpić się na przerwanie dziennego oporu.

Za większą korektą przemawiają bardzo wysokie stopy zwrotu z początku roku oraz liczba kontraktów terminowych netto na złocie. Zarządzający posiadają bardzo duża ilość pozycji długich, zatem kto będzie w stanie wywindować cenę złota na jeszcze wyższe poziomy?

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 28.09.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Internauci 50+

43 proc. Polaków w wieku od 50 do 75 lat  deklaruje, że regularnie używa urządzeń cyfrowych. Jest to aż dwukrotnie więcej niż średnia europejska. Internet uznawany jest za dobrą alternatywę dla telewizji, którą ogląda się w Polsce mniej niż w innych krajach. Uznawany jest również za wiarygodne źródło informacji i pomaga w dokonywaniu wyborów. Regularnie korzystają oni z internetowych porównywarek cen i czytają komentarze internautów, a same zakupy najczęściej robią w sklepach stacjonarnych – takie wnioski płyną z raportu L’Observatoire Cetelem 2016 „Czy srebrną gospodarkę czeka złoty wiek?” przygotowanego przez BNP Paribas Personal Finance.

Nasze badanie zostało przeprowadzone wśród osób pomiędzy 50. a 75. rokiem życia. Wyniki raportu pokazują, że ta grupa  sprawnie korzysta z możliwości, jakie dają nowe technologie. Starają się podążać za trendami i dokonywać dobrych wyborów dla siebie. Internet służy im jako źródło informacji i sposób na porównanie cen, natomiast tradycyjne sklepy pozostają wciąż ich ulubionym miejscem dokonywania zakupów – powiedział Krzysztof Wojciechowski, dyrektor Zarządzający Pionu Sprzedaży Consumer Finance w Banku BGŻ BNP Paribas.Badana grupa ceni sobie więzi społeczne i relacje z bliskimi. Biorą pod uwagę opinie innych osób i ufają radom znajomych i rodziny. W codziennym życiu potrafią znaleźć równowagę między własnymi zainteresowaniami i rozwijaniem pasji, a czasem przeznaczonym dla bliskich osób – dodał Krzysztof Wojciechowski.

50+ w sieci

Uczestnicy badania wolą komputery stacjonarne niż urządzenia mobilne (tablety, smartfony, laptopy). Korzystają z Internetu właściwie o każdej porze dnia, w nie­których przypadkach wieczorami i nocą nawet częściej niż młodsze pokolenia. Przed ekranami komputerów i telewizorów przeciętny starszy mieszkaniec Europy spędza tygodniowo 27 godzin. To o 20 proc. więcej niż młode pokolenie. Co ciekawe w Polsce więcej czasu spędzają na odwiedzaniu stron internetowych (10,45 godzin w tygodniu), niż na oglądaniu telewizji (8 godzin w tygodniu).

Dla badanej grupy Polaków korzystanie z Internetu stanowi część procesu zakupowego. 67 proc. zapoznaje się z komentarzami internautów, 73 proc. regularnie zagląda do internetowych porównywarek cen, a 12 proc. uważa opinie internautów za decydujące kryterium.

Mimo rosnącego zainteresowania nowymi technologiami, rzadko kupują w sieci. Odsetek osób, które decydują się na zakup ubrań online wynosi 13 proc., podczas gdy średnia europejska wynosi 23 proc. Główny powód takiego zachowania to chęć obejrzenia towaru przed kupnem oraz brak zaufania do płatności internetowych.

„Dobra starość”

Badana grupa osób z całej Europy, zapytana o skojarzenia z „dobrą starością” na pierwszym miejscu wskazuje zachowanie zdrowia, otoczenie przez osoby bliskie oraz dobrą sytuację finansową. W Polsce „dobra starość” oznacza obecność bliskich osób (77 proc.), dobrą sytuację finansową (60 proc.) oraz wygodne otoczenie (26 proc.).

Czas dla siebie

Ponad 30 proc. mieszkańców Europy  w wieku 50-75 lat chodzi do kin, teatrów i muzeów przynajmniej raz w miesiącu. W Polsce te statystyki są bardzo zbliżone. Ogromną popularnością w tej grupie cieszy się turystyka. Jako jedna z przeszkód uniemożliwiających realizację podróżowania są finanse (dla 80 proc. ankietowanych). Drugi powód to pogarszający się stan zdrowia (18 proc.). 41 proc. osób starszych w Europie zadeklarowało wyjazd na wakacje lub poza miasto co najmniej trzy raz w ciągu ostatniego roku. W Polsce takich wskazań było nieco mniej – 39 proc.

Z badania wynika również, że mieszkają oni razem ze swoimi dziećmi i coraz dłużej współdzielą domy rodzinne. Aż 57 proc. z nich w Hiszpanii żyje pod „jednym dachem” ze swoim potomstwem, które nie przekroczyło 29 roku życia. Natomiast w Polsce 37 proc. ludzi starszych mieszka z dziećmi, które nie ukończyły 28 lat.

Sytuacja zawodowa i osobista dzieci oraz wnu­ków jest powodem do niepokoju dla prawie dwóch trzecich respondentów (64 proc.). W Polsce ten odsetek jest nieco wyższy i wynosi 70 proc.

Informacje o badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone wspólnie z firmą ankietującą i doradczą BIPE od 2 listopada do 14 grudnia 2015 r. Wzięło w nim udział 10 673 Europejczyków z 13 krajów.  Badane grupy w każdym kraju liczyły co najmniej 800 osób (we Francji 1004), w tym co najmniej 275 z nich to osoby między 50. a 75. rokiem życia. Ankietę przez Internet przeprowadziła firma TNS Sofres. Panel TNS_LSR, próba kwotowa.

Deutsche Bank kolejna czarna owca

Coraz głośniej mówi się o problemach jednej z największych instytucji finansowych na świecie. Ostatnio pojawiła się informacja, że Departament Sprawiedliwości chce nałożyć na Deutsche Bank 14 mld dolarów kary za nieprawidłowości w obrocie papierami wartościowymi w latach poprzedzających ostatni kryzys finansowy.

Jednak prawdziwą bolączką banku jest ogromne zaangażowanie na rynku instrumentów pochodnych, które obecnie wynosi 55 bln euro. Kwota ta przewyższa dwudziestokrotnie PKB Niemiec i ponad pięciokrotnie PKB strefy euro. Duża część derywatów opiewa na stopy procentowe, a ich zabezpieczenie stanowią obligacje rządowe. W 2015 roku ceny obligacji zaczęły spadać, rentowności znalazły się blisko poziomu zero, wraz z nimi zaczęło spadać zabezpieczenie ogromnej ilości instrumentów pochodnych.

Wskaźnik ROE mierzący wypracowany zysk z kapitału własnego mocno zanurkował w III kwartale ub.r., co ponownie ożywiło dyskusje o kondycję banku. Nic dziwnego, gdyż upadek Deutsche Banku byłby nieporównywalnie bardziej dotkliwi, niż bankructwo Lehman Brothers, gdyż skala zaangażowania na rynku niemieckiego banku jest znacząco większa.

Wskaźnik rentowności kapitału własnego ROE w latach 2011 – 2016

Deutsche Bank kolejna czarna owca 12

Żródło: Bloomberg

Deutsche Bank nie jest jedyną instytucją finansową, która ma problemy. W kolejce za nim ustawiają się włoskie banki, które mają bardzo dużą ilość niespłacanych kredytów w swoim portfelach. Jednak to skala zaangażowania Deutsche Banku na rynku derywatów przekraczająca kilkukrotnie PKB strefy euro mrozi krew w żyłach. Upadek tej instytucji wywołałby ogromne spustoszenie, chyba że banki centralne ponownie uratują sytuację, tylko czy tym razem będą w stanie?

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

Na przełomie listopada i grudnia ruszy największy tegoroczny przetarg Agencji Mienia Wojskowego, na teren w Łodzi. W 2017 roku na sprzedaż zostanie wystawione byłe lotnisko wojskowe w Oleśnicy

Na przełomie listopada i grudnia ruszy największy tegoroczny przetarg Agencji Mienia Wojskowego, na teren w Łodzi. W 2017 roku na sprzedaż zostanie wystawione byłe lotnisko wojskowe w Oleśnicy 13
W tym roku ze sprzedaży nieruchomości gruntowych i lokali Agencja Mienia Wojskowego chce uzyskać 300 mln zł. Na przełomie listopada i grudnia ruszy jedno z największych tegorocznych przetargów – na sprzedaż nieruchomości w Łodzi. Na obszar blisko 34 ha Agencja chce przyciągnąć inwestorów i deweloperów o charakterze magazynowym. W 2017 roku na sprzedaż zostanie wystawione było lotnisko wojskowe w Oleśnicy, czyli 350 ha pod inwestycje.

– W tym roku niewątpliwie największym wydarzeniem jest sprzedaż nieruchomości przy ul. Pryncypalnej w Łodzi. To nieruchomość pod składy, bazy logistyczne z własną bocznica kolejową, świetnie skomunikowana. Przetarg ruszy na przełomie listopada i grudnia – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Zbigniew Prokopczyk, dyrektor Departamentu Marketingu w Agencji Mienia Wojskowego.

Nieruchomość położona jest w odległości ok. 800 metrów od ważnych traas o znaczeniu ponadlokalnym, czyli drogi krajowej nr 1 łączącej północ Polski (Gdańsk) z południem (Cieszyn) oraz drogi krajowej nr 14, czyli trasy wylotowej z Łodzi w kierunku Pabianic. Taka lokalizacja, w pobliżu głównych tras komunikacyjnych o znaczeniu ponadlokalnym, w odległości kilkunastu kilometrów od autostrady A2 łączącej Warszawę z Berlinem, może okazać się korzystna w kontekście prowadzenia na terenie nieruchomości działalności magazynowej lub przemysłowej.

– Liczymy na inwestorów z pierwszej trójki, może piątki inwestorów, deweloperów o charakterze magazynowym. Były również plany, aby powstał tam hub przeładunkowy towarów wysyłanych do Chin, to nawiązanie do koncepcji Jedwabnego Szlaku – wskazuje Prokopczyk.

Cena wywoławcza łódzkiej nieruchomości przekracza 41 mln zł. Jeszcze więcej warta jest nieruchomość w Oleśnicy i – jak zapowiada przedstawiciel AMW – jej sprzedaż będzie największym wydarzeniem w 2017 roku.

– Byłe lotnisko wojskowe w Oleśnicy to prawie 350 ha pod inwestycje. Grunt ten występował już w kilku przetargach, konkursach na nieruchomość dla zagranicznych inwestorów. Brana była również pod uwagę przy poszukiwaniach dla firmy Jaguar – mówi dyrektor Departamentu Marketingu w AMW.

Agencja chce przyciągnąć dużych zagranicznych inwestorów, którzy ze względu na duży teren, mogliby przenieść do naszego kraju produkcję.

– Jeśli tylko będą potrzebowali nieruchomości w przedziale 100-350 ha, to jesteśmy na to przygotowani – przekonuje Zbigniew Prokopczyk.

M. Dyjas: Griffin Real Estate na polskim rynku rozwija się bardzo dynamicznie. Rewitalizacja warszawskiej Hali Koszyki zmierza do końca

M. Dyjas: Griffin Real Estate na polskim rynku rozwija się bardzo dynamicznie. Rewitalizacja warszawskiej Hali Koszyki zmierza do końca 14
Griffin Real Estate, jeden z największych na polskim rynku podmiotów inwestujących w nieruchomości rozwija się bardzo dynamicznie. Przedsiębiorstwo planuje kilkakrotnie powiększyć bazę noclegową w akademikach oraz budować nowe platformy inwestycyjne. Jak informuje Maciej Dyjas, współzarządzający firmą, niebawem zostanie zakończona rewitalizacja warszawskiej Hali Koszyki będącej obecnie flagową inwestycją spółki.

– Nasze akademiki i mieszkania na wynajem są w trakcie bardzo intensywnego rozwoju, spodziewamy się więc coraz lepszych efektów, jeśli chodzi o skalę działalności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Dyjas, Co-Managing Partner, Co-CEO w firmie Griffin Real Estate. – W  ciągu najbliższych dwóch do trzech lat chcemy mieć gotowe platformy. Po stronie akademików dysponujemy już 1,2 tys. łóżkami, ale przygotowujemy kolejnych kilka tysięcy. Zależy nam także na tym, aby w 2018 roku mieć w portfolio pierwszą, dużą partię mieszkań na wynajem.

Griffin Real Estate, jak informuje Maciej Dyjas, prowadzi obecnie w Polsce bardzo rozległą działalność, ale przede wszystkim jest jednym z największych podmiotów inwestujących nieruchomości. Wartość kontrolowanych przez przedsiębiorstwa aktywów (lub takich w których ma ono udziały) przekracza obecnie 4,5 mld euro. Fundusz zarządzany przez to przedsiębiorstwo jest odpowiedzialny za jedno z największych przejęć na rynku nieruchomości w Polsce – nabycie pakietu 65,99 proc. akcji spółki Echo Investment.

Firma inwestuje przede wszystkim na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej realizując przedsięwzięcia we wszystkich największych, polskich miastach. W jej portfolio znajduje się m.in. DH Renoma we Wrocławiu, Centrum Biurowe Lubicz I&II w Krakowie, katowicki Supersam, Green Horizon w Łodzi, siedziba Microsoftu oraz Philipsa w Warszawie, sieć akademików Student Depot oraz wiele obiektów biurowych i handlowo-usługowych, a także działek inwestycyjnych zarówno w stolicy, jak i całej Polsce.

Flagową inwestycją przedsiębiorstwa jest prowadzona obecnie, a będąca na ukończeniu rewitalizacja Hali Koszyki w stolicy i stworzenie na jej terenie wielofunkcyjnego kompleksu z częścią biurową oraz usługowo-restauracyjną i handlową. Ale prócz inwestowania własnych środków Griffin Real Estate zarządza w kraju również aktywami globalnych funduszy inwestycyjnych, przede wszystkim Oaktree Capital Management (od kilku lat jest strategiczny partner przedsiębiorstwa), a od niedawna także Pacific Investment Management Corporation (PIMCO), dla którego inauguracyjną transakcją na polskim rynku była wspólna inwestycja w Echo Investment SA, przedsiębiorstwo będące jednym z największych deweloperów w Polsce.

Podobną firmą jest wprowadzona niedawno na giełdy w Luksemburgu oraz Johannesburgu, a także należąca do potentata, Echo Polska Properties (jej kapitalizacja rynkowa sięga w tej chwili około 3,5 mld zł). Kolejną spółką z portfolio Griffin Real Estate jest Student Depot zajmujący się budową i zarządzaniem akademikami (w tej chwili posiada 1,2 tys. wynajętych łóżek na terenie Poznania, Lublina, Łodzi, następnych kilka tysięcy miejsc ma zostać oddane do użytku w ciągu najbliższych dwóch do trzech lat).

– Czwarta firma zajmuje się tym, co również robił Bank Gospodarstwa Krajowego, choć w tej chwili wydaje się, że powoli przestaje, czyli budowaniem mieszkań komercyjnych na wynajem – zauważa Maciej Dyjas. – Obecnie mamy od pięciu do sześciu tysięcy apartamentów w budowie oraz planowanych. Jesteśmy również właścicielem największej poza bankowej platformy lendingowej w Polsce, tzn. takiej, która zajmuje się pożyczaniem pieniędzy deweloperom i innym graczom na rynku nieruchomościowym. Wreszcie, last but not least, mamy duży, własny portfel nieruchomościowy, bezpośrednio zarządzany, w którym jest wiele ciekawych aktywów.

Wszystkie rodzaje działalności, jak zapewnia Maciej Dyjas, są w trakcie takiego dosyć dynamicznego rozwoju. Echo Investment w br. wynajęło ponad 100 tys. mkw. powierzchni komercyjnej i sprzeda prawie tysiąc mieszkań. Część projektów firmy została już zakontraktowana już do Echo Polska Properties, które z kolei zamierza powiększać swoje portfolio inwestycji.

– Pewnie będzie wracało na rynek w celu uzyskania nowych środków do dokonywania nowych zakupów na rynku – prognozuje Maciej Dyjas. – Nasza platforma lendingowa także cały czas się rozwija, w zasadzie co kwartał mamy nowych klientów. Jeśli chodzi o własne portfolio nieruchomości będziemy myśleli o ustrukturyzowaniu przynajmniej jego części w postaci inwestowalnej platformy. Ale jeszcze trochę za wcześnie, żeby o tym mówić.

Facebook testuje format reklamowy dla sklepów stacjonarnych

Większość formatów reklamowych oferowanych przez Facebooka wspiera działania w kanałach cyfrowych, kierując odbiorców na stronę www reklamodawcy i zwiększając konwersję. W zeszłym tygodniu serwis ogłosił, że testuje nowy format skierowany do firm, prowadzących sklepy stacjonarne. Czy szykuje się rewolucja? Catvertiser wziął pod lupę te zmiany – sprawdźcie, czego można się spodziewać.

Sprzedaż off-line ma się dobrze

Z danych eMarketera wynika, iż większość zakupów realizowanych jest w sklepach tradycyjnych (wyniki dotyczą rynku w Stanach Zjednoczonych). Analizy przeprowadzone przez Facebooka wskazują jednak, że prawie połowa decyzji zakupowych wynika z różnych działań podjętych w mediach cyfrowych. Osoby dokonujące zakupu, coraz częściej o nowych produktach, czy usługach dowiadują się z internetu (bardzo często źródłem pozyskiwania informacji jest właśnie Facebook), zaś przed podjęciem decyzji, wyszukują w sieci informacji, opinii i rekomendacji, porównują ceny itp. Urządzenia mobilne zrewolucjonizowały ścieżkę zakupową, a firmy prowadzące sprzedaż w kanale tradycyjnym muszą wykorzystać dostępne narzędzia on-line by pozostać konkurencyjnymi

Dynamic ads for retail

Facebook już wcześniej wprowadził kilka rozwiązań, które z sukcesem były wykorzystywane przez sklepy stacjonarne – choćby Local Awareness Ads. Teraz amerykański gigant testuje kolejny format reklamowy, mający jeszcze bardziej zintegrować działania prowadzone w kanale cyfrowym ze sprzedażą tradycyjną. Dynamic ads for retail – bo tak został nazwany nowy format reklamowy, ma ułatwić firmom tworzenie reklam z aktualną ofertą dostępną w wybranej lokalizacji. Użytkownikom Facebooka natomiast ma pomóc w odnalezieniu najbliższego sklepu, w którym dostępne są promowane produkty.

Dynamic ads for retail - Facebook

Działanie nowego formatu

Posłużmy się przykładem podanym przez Facebooka – marka odzieżowa, posiadająca sieć sklepów, rozpoczyna akcję promocyjną w swoich butikach. Ofertą promocyjną objęta jest szeroka grupa produktów, jednak nie wszystkie z nich dostępne są w każdej  lokalizacji.  Reklamodawcy zależy, by odbiorca reklamy widział tylko te produkty, które są rzeczywiście dostępne w najbliżej zlokalizowanym względem niego sklepie. Jeśli zatem w jednym z miejsc produkt nie jest dostępny, wówczas nie będzie on wyświetlany w kreacji reklamowej w danej okolicy. W celu sprawnego działania reklam konieczne jest jednak połączenie bazy danych o dostępnych produktach z Facebookiem oraz bieżąca aktualizacja danych produktowych (najlepiej min. raz na dobę). Dodatkowo selekcja promowanych w kreacji produktów będzie optymalizowana pod kątem zachowań zakupowych konsumenta w internecie i w kanale mobilnym.

Funkcje zastosowane w reklamie dynamic ads for retail

Reklamy w nowym formacie na zdjęciu produktu będą zawierały informację o lokalnej dostępności. Dodatkowo w kreacji możliwe jest wykorzystanie lokalizatora, który ułatwi odbiorcy reklamy znalezienie informacji, jak dotrzeć do najbliższego punktu sprzedaży. Dynamic ads for retail będą mogły również zawierać cenę i opis produktu, dzięki czemu użytkownicy Facebooka będą mogli zapoznać się ze szczegółami bez konieczności wychodzenia z aplikacji. Nowy format pozwala również promować produkty podobne, dając użytkownikowi możliwość zapoznania się z ofertą produktową dostępną w najbliższym sklepie bezpośrednio z poziomu telefonu. Reklama ma umożliwić również inne interakcje, np. kontakt z najbliższą placówką (choćby wysłanie wiadomości poprzez Messengera), dokonanie zakupu online, zapisanie produktu do późniejszej oceny itp.

Funkcje zastosowane w reklamie dynamic ads for retail

Nowy typ reklamy, testowany obecnie w USA m.in. z markami  Abercrombie & Fitch, Argos, Macy’s, Pottery Barn i Target, po etapie testów i ich pozytywnych wynikach ma zostać udostępniony szerszemu gronu reklamodawców w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Najprawdopodobniej zostanie on najpierw udostępniony w Stanach Zjednoczonych. Zainteresowanym, polskim reklamodawcom pozostaje czekać na kolejne aktualizacje Facebooka.

Źródło: www.catvertiser.com

Raport wakacje Polaków 2016

Większość Polaków wybrała urlop za granicą – głównie we Włoszech, Chorwacji lub Grecji. Coraz popularniejsze są też Tajlandia czy Wietnam. 64% z nas podróżowało na wakacje samolotem. W tym roku co drugi Polak wydał na urlop więcej niż w zeszłym. Raport o polskich wakacjach 2016 przygotował serwis Tanie-Loty.pl.

W tym roku 23% Polaków wydało na wakacyjny wyjazd ponad 3 tys. zł na osobę. Dla porównania: 2-3 tys. zł wydało ok. 15% ankietowanych, a 1-2 tys. ok. 31%. Raport serwisu Tanie-Loty.pl pokazuje też ciekawą tendencję: co drugi Polak wydał na letni wypoczynek więcej pieniędzy niż w zeszłym roku.

Odpoczywamy dłużej

Z raportu wynika, że na wypoczynek przeznaczamy coraz więcej czasu. W tym roku ponad 60% ankietowanych spędziło na urlopie przynajmniej 11 dni. Na popularności zyskują wyjazdy dłuższe niż dwa tygodnie. Taki urlop wybrał już co piąty Polak. Co trzeci ankietowany wakacje spędził z rodziną.

Szukamy tanich biletów

W tym roku aż 64% Polaków poleciało na wakacje samolotem, przeważnie tanich linii. Tendencję tę potwierdzają dane sprzedażowe serwisu Tanie-Loty.pl.

– Widocznie wzrasta udział rezerwacji biletów lotniczych na połączenia przewoźników niskokosztowych. Często jest to związane z dużo niższą ceną oferowanych przez Wizz Air czy Ryanair przelotów, ale źródła sukcesu tanich linii szukałabym przede wszystkim w rozbudowanej i atrakcyjnej siatce połączeń obu linii – mówi Anna Pustizzi z portalu Tanie-Loty.pl. Z usług linii Wizz Air i Ryanair skorzystało ponad 60% podróżujących samolotem.

Ale na noclegach nie oszczędzamy

Zaoszczędzone na biletach lotniczych fundusze przeznaczamy na coraz wyższy standard noclegów. Jak wynika z raportu Tanie-Loty.pl, już co czwarty Polak zdecydował się na nocleg w hotelu cztero- lub pięciogwiazdkowym.

Polskie Śródziemne

Polacy kochają spędzać urlop nad Morzem Śródziemnym. Podobnie jak w latach ubiegłych najczęściej wybieramy się do Włoch i Chorwacji. W tym roku wielu z nas zdecydowało się na urlop w Grecji. Coraz większą popularnością cieszą się też Portugalia, Hiszpania, Malta oraz Cypr.

Pociąga nas też egzotyka

Tajlandia, Wietnam, Japonia i inne egzotyczne kierunki są dla Polaków coraz większym magnesem. – Jak pokazują statystyki sprzedażowe, turyści coraz chętniej rezerwują bilety lotnicze do portów w Azji, Afryce oraz Ameryce Południowej i Północnej. Rosnąca popularność poszczególnych kierunków, jak Tajlandii czy Wietnamu, jest odzwierciedleniem dużej liczby cenowych okazji – mówi Anna Pustizzi z portalu Tanie-Loty.pl.

Spełniamy marzenia

Raport Tanie-Loty.pl pokazuje, że promocyjne ceny biletów lotniczych i wycieczek w znacznej mierze determinowały wybór miejsca, w którym spędzaliśmy urlop. Co drugi ankietowany stwierdził przy tym, że powodem, dla którego spędził urlop w konkretnym miejscu, była chęć realizacji podróżniczego pragnienia. – Jeśli tylko możemy sobie na to pozwolić, spełniamy nasze największe marzenia. Nie boimy się nowych kierunków
i egzotycznych miejsc. Polacy chętnie podróżują do dalekich zakątków Ziemi –
komentuje Aleksandra Ryś z portalu Tanie-Loty.pl.

Ewolucja kierunków zadań IT w dynamicznym przedsiębiorstwie handlowo-logistycznym

Mirosław Kindrat, Dyrektor IT w SIG Sp. z o.o.
Mirosław Kindrat, Dyrektor IT w SIG Sp. z o.o.

Od kilku lat nieustannie obserwujemy zmianę oczekiwań wobec usług informatycznych. Z perspektywy wewnętrznego dostawcy widać coraz większą biegłość w wykorzystaniu narzędzi, wzrost dojrzałości formułowania wymagań i świadomości zarządzania zmianami oraz większą presję na skrócenie czasu dostarczenia gotowego rozwiązania.

Historycznie, pierwszym zadaniem informatyki była ewidencja księgowa. Obecnie stale rośnie liczba dostarczanych funkcjonalności, a oprogramowanie klasy ERP (zintegrowany system informatyki biznesowej) obejmuje coraz więcej obszarów działalności. Dziś umiemy liczyć każdy grosz w łańcuchu wytwarzania wartości dodanej przez przedsiębiorstwo. Warto jednak zaznaczyć, że ta jakość została osiągnięta już w poprzedniej dekadzie. Obecnie jest już standardem i niekoniecznie stanowi o przewadze rynkowej – jest to po prostu niezbędny układ ekonometrii przedsiębiorstwa.

Do rozwiązań IT wprowadza się coraz więcej reguł biznesowych. Przedsiębiorstwo o rozproszonej strukturze nie ma bezpośredniej możliwości osobistego nadzoru nad poszczególnymi działaniami. Po informatyzacji procesów, systemy zaczęły pełnić również funkcje kontrolne i stymulujące zachowania już na poziomie operacji, a nie jedynie odwzorowujące ich rezultaty. Dobrze projektowana automatyzacja powinna umożliwiać pracownikom koncentrację na realizacji misji przedsiębiorstwa i  redukować obciążenie obsługą samych procesów i ograniczeń systemowych. Rośnie też ilość usług cyfrowych asystentów, a ambicją staje się dostarczanie rozwiązań ograniczających straty produktywności. Powtarzalne procesy mogą być wspomagane systemami, a  użytkownikom pozostawiane są tylko decyzje niestandardowe.

Dzisiaj największym wyzwaniem w każdej branży wydaje się być wspomaganie współpracy. Kierownictwo oczekuje narzędzi do bardziej efektywnego przepływu informacji oraz propagacji najlepszych praktyk, opracowywanych przez zespoły biznesowe. Sprawny system e-mailowy to już za mało. A właściwie – za dużo, gdyż wraz ze wzrostem firmy lawinowo rośnie ilość informacji w obiegu. Wdrażane są nowe metody pracy zespołowej, szybkiej, skoncentrowanej komunikacji, wsparcia spotkań, ich dokumentacji i śledzenia realizacji zadań. Pracuje się nad rozwiązaniami do pracy grupowej, bazami wiedzy oraz nowymi formami komunikacji wielokanałowej.

Dla przykładu, systemy informatyczne w branży budowlanej nie mogą ograniczać się jedynie do obsługi projektów o zatwierdzonym zakresie. Wymagane jest również wsparcie fazy projektowania koncepcji, o ciągle zmiennych założeniach i metodach działania. Od informatyki oczekuje się szybkiego dostarczenia narzędzi do przeprowadzania testów wdrożonych zmian i precyzyjnego mierzenia ich rezultatów. Projekty oczekują symulacji wyników w modelu „co, jeśli …”,  wyzwaniem jest dostarczanie prototypów połączonych ze środowiskiem produkcyjnym, czy wprowadzanie zmiany na ograniczonym zakresem pilotażu obszarze, ale w ramach zintegrowanego systemu.

Kolejnym celem jest ułatwienie wdrażania inicjatyw. Kilkusetosobowa grupa użytkowników  ma swoją bezwładność w adaptacji zmian. Oprogramowanie powinno stymulować pracę z nowościami, w zachęcający sposób pokazywać na każdym poziomie pozytywy.

Informatyka oferuje inicjatywom nie tylko cyfrowe produkty. Daje też możliwość skorzystania ze swych doświadczeń wdrożeniowych przez świadczenie usługi „de-personalizacji” – przełożenia języka mówionego, efektów wielu wątków burzy mózgów, na syntetyczny opis wykonawczy produktu, projektu czy planu wdrożenia. Znając architekturę przedsiębiorstwa z unikalnej perspektywy systemów oraz zgłoszeń użytkowników, IT może szybko dostarczać informacje o nieprzewidzianych zależnościach, ukrytych zasobach, czy możliwościach.

Autorem artykułu jest Mirosław Kindrat, Dyrektor IT w SIG Sp. z o.o.

Dolar zadziwiająco mocny

Kolejne dobre dane u naszych zachodnich sąsiadów. Wystąpienie Janet Yellen warte uwagi. Wyniki wyborów w USA ciągle niepewne. EUR/USD testuje poziom 1,12. Wypowiedzi głosujących członków Fed. Złotówka w dobrej kondycji.

Dzisiaj o godzinie 8.00 poznaliśmy odczyt indeksu klimatu konsumentów instytutu Gfk dla rynku niemieckiego. Odczyt na poziomie 10,0 był nieznacznie gorszy od prognoz. Można więc powiedzieć, że po dobrym odczycie indeksu Ifo, również i ten indeks nie zawiódł. Zwiastuje to dobrą końcówkę roku dla niemieckiej gospodarki.

Przełożenia na kurs EUR/USD publikacja ta jednak nie miała. Główna para walutowa świata oscyluje dzisiaj w okolicach 1,1210. Oznacza to, że dolar jest mocny na szerokim rynku w porównaniu choćby do poniedziałku. Wynik debaty Clinton-Trump nie osłabił dolara. Wygrana byłej pierwszej damy to nisko ryzyko dla rynków finansowych. Mimo jednak pochlebnych opinii o Hillary Clinton dolar pozostawał mocny. Może to wynikać z tego, że w USA mamy wybory pośrednie więc kluczowe są głosy elektoratów z poszczególnych stanów. A tutaj przewaga raptem 20 więcej nie jest duża. To świadczy o tym, że ryzyko wygranej Trumpa jest spore.

W dłuższej perspektywie jest to jednak konsolidacja między 1,13 a 1,12. Podstawowy scenariusz zakłada podwyżkę stop procentowych w grudniu, ale umocnienie dolara z tym związane jest już raczej w cenach, więc ewentualna reakcja może okazać się relatywnie słaba. Od nowego roku inwestorzy będą spekulować na temat dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Do tego zmienią się członkowie głosujący z Fed, co może zmienić podejście do zmian stóp procentowych. Dlatego ruch w dół na parze EUR/USD może być ograniczony.

Tydzień po decyzji Fed Janet Yellen będzie o 16.00 zeznawała przed Wspólnym Komitetem Ekonomicznym w Waszyngtonie. Jednak wpływ na dolara będzie znikomy, gdyż od tygodnia żadnych konkretnych danych makro nie mieliśmy, a po drugie samo przesłuchanie dotyczy regulacji i nadzoru. Oprócz szefowej Fed swoje wystąpienia będą dzisiaj też mieli Charles Evans, James Bullard i Loretta Mester.

Przypomnijmy, że ostatnia wymieniona osoba zagłosowała 21 września za podwyżką stóp. Wielkiego przełomu po wypowiedzi się jednak nie spodziewamy, ale potwierdzenie przekonania o podwyżce w grudniu na pewno się pojawi. Odmienne stanowisko preferuje Bullard, który widzi tylko jedną podwyżkę do 2019 roku.

Na rodzimym rynku nie pojawią się dzisiaj żadne dane makro. Polska waluta dość dobrze sobie radzi, EUR/PLN zszedł znów poniżej 4,30, testując nawet wsparcie w okolicach 4,28. Na szerokim rynku mamy kilka mniej istotnych danych z USA. Ale są one bez znaczenia, gdyż inwestorzy oczekują danych indeksu ISM i departamentu pracy w przyszłym tygodniu.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Islandia wabi polskich emigrantów zarobkowych

Najniższa w Europie stopa bezrobocia i ponad 40% firm borykających się z brakami pracowników – to główne czynniki przyciągające zagranicznych pracowników na Islandię. Polacy na tej wyspie, liczącej niewiele ponad 334 tys. mieszkańców, stanowią obecnie największą grupę obcokrajowców. Z danych Work Service Express wynika, że ich liczba może rosnąć. Ofert pracy dla naszych rodaków, szczególnie w sektorze budowalnym w tym kraju nie będzie brakować.

Z danych Eurostatu za lipiec 2016 roku wynika, że na Islandii odnotowywana jest najniższa stopa bezrobocia w całej Europie. Wynosi obecnie 2,8% i jest to lepszy wynik niż np. w Niemczach, Czechach czy Wielkiej Brytanii. Na Islandii bez zatrudnienia znajduje się ok. 6 tysięcy osób, a wskaźnik osób aktywnych zawodowo przekracza poziom 80%.islandia

Gospodarka Islandii w ostatnich miesiącach bardzo dynamicznie się rozwija, ale zaczyna tam brakować rąk do pracy. Z badań Banku Centralnego Islandii wynika, że ponad 40% firm odczuwa problemy rekrutacyjne, dlatego też coraz chętniej zatrudniani są pracownicy zza granicy. To powoduje, że w ostatnim czasie obserwujemy stały trend wzrostu liczby ofert pracy na wyspie skierowanych również do polskich pracowników – komentuje Marek Truskolaski, Prezes Work Service Express.

Nowe otwarcie po kryzysie 2008 roku

Obecnie wiele firm budowalnych działających na islandzkim rynku, rekrutuje pracowników zagranicznych, do realizacji zamówień w sektorze budowlanym. Dzieje się tak, bo brakuje wykwalifikowanych w tej dziedzinie rodzimych pracowników. Głównym powodem są skutki emigracji, która nastąpiła po 2008 roku. Wówczas wielu pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami opuściło wyspę i wyjechało np. do Norwegii.

W ostatnich latach polscy pracownicy w największym stopniu zasilali islandzki rynek pracy. Dzięki temu wyrobili sobie dobrą markę i dlatego dziś, gdy powstały tak wyraźne niedobory pracownicze, to oni są poszukiwani w pierwszej kolejności. Obecnie mamy oferty dla wykwalifikowanych pracowników, którzy powinni mieć przynajmniej roczne doświadczenie branżowe i dobrą znajomość języka angielskiego. W zamian można otrzymać wynagrodzenia godzinowe w przedziale od 11 do 14 euro za godzinę pracy oraz opiekę polskojęzycznego koordynatora na miejscu – dodaje Marek Truskolaski.

AKTUALNE  OFERTY PRACY – ISLANDIA
Stanowisko/rodzaj pracy Godzinowe wynagrodzenie brutto (w euro)
Pracownik do rozbiórki betonu 11,97
Pracownik ziemny/ brukarz 11,27
Cieśla szalunkowy 12,73
Blacharz – lakiernik 14,25
Źródło: Work Service Express

 

Alternatywna po Brexit?

W ubiegłym tygodniu Amber Rudd, brytyjska minister spraw wewnętrznych, zapowiedziała wprowadzenie nowego systemu zezwoleń na pracę w Wielkiej Brytanii. Proponowane zmiany mają na celu zwiększenie kontroli na imigracją z krajów członkowskich  Unii Europejskiej.  – Nowe procedury mogą przełożyć się na zmniejszenie atrakcyjności wyjazdami do pracy do Zjednoczonego Królestwa, a zyskać może na tym m.in. rynek pracy na Islandii. Emigracja do tego kraju nie wiąże się z żadnymi trudnościami formalnymi mimo, że nie jest częścią Unii Europejskiej. Dzięki podpisanym umowom bilateralnym między Polską a Islandią, do wyjazdu do pracy wystarczy posiadać ważny paszport – podsumowuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Rusza akademicki sezon na pracę, a studentów coraz mniej

Już 1 października startuje nowy rok akademicki. Dla wielu młodych ludzi oznacza to rozpoczęcie przygody z edukacją wyższą, ale również z pierwszą pracą. Z danych GUS wynika, że 90% osób  w wieku 20-24 lat uczy się. Ten wskaźnik wyróżnia Polskę na tle Unii Europejskiej. Jednocześnie, w grupie najmłodszych już 1/3 osób jest aktywna zawodowo. Zdaniem ekspertów Work Service w dzisiejszych warunkach rynkowych ofert pracy dla studentów nie brakuje, szczególnie w takich branżach jak usługi, handel czy logistyka, w których średnie stawki godzinowe sięgają od 12 do nawet 21 złotych brutto. Co więcej, po ukończeniu studiów wynagrodzenia potrafią być nawet o 70% wyższe niż przypadku osób ze średnim wykształceniem.

W tym roku egzamin maturalny pisało 258 tys. uczniów szkół ponadgimnazjalnych, z czego niemal 80% zdało. To głównie oni od października dołączą do grupy obecnych już studentów. W roku akademickim 2015/16 było ich ponad 1,4 miliona osób. Na tle Unii Europejskiej charakteryzujemy się bardzo wysokim odsetkiem osób podejmujących edukację wyższą. W Polsce 9 na 10 osób wieku 20-24 lata uczy się, podczas gdy w krajach unijnych ten odsetek wynosi 82%.

Młodym na rynku pracy jeszcze nigdy nie było tak łatwo. Wynika to z jednej strony  z najniższego w ostatnich latach bezrobocia, a z drugiej strony niżu demograficznego. Odczuwają go zarówno uczelnie, jak i pracodawcy. Już w ubiegłym roku odnotowano o 64 tysiące mniej studentów, a to oni stanowią pierwszą grupę, która wchodzi na rynek pracy. Co więcej mamy niestety coraz więcej wiecznych studentów. Już ponad 73 tysiące osób w wieku ponad 25 lat to bierni zawodowo, którzy deklarują, że nadal się uczą, przez co opóźniają podjęcie pierwszego zatrudnienia – wylicza Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A. Dlatego w warunkach mniejszej dostępności młodych kadr, pracodawcy muszą o nie bardziej zabiegać. Stąd coraz częściej obserwujemy, że wraz rozpoczęciem roku akademickiego, pojawiają się oferty skierowane bezpośrednio do studentów i zapewniające elastyczne godziny pracy – dodaje Inglot.

Stanowisko Stawki godzinowe brutto
Od Do Średnia
Opiekunka do dzieci 18,0 24,0 21,0
Praca biurowa 11,0 16,0 13,5
Obsługa stacji benzynowej 12,0 14,0 13,0
Pracownik call center 12,0 13,0 12,5
Pracownik magazynu 10,5 14,0 12,3
Kasjer 11,2 13,0 12,1
źródło: dane własne Work Service S.A.

Najwięcej ofert pracy dla studentów czeka obecnie w handlu, pracach biurowych, call center i przy opiece nad dziećmi. Średnie wynagrodzenia w telefonicznej obsłudze klienta znajdują się na poziomie 12,5 zł brutto za godzinę. Wyższe wynagrodzenia uzyskają osoby na podstawowych stanowiskach biurowych w sektorze finansowym, gdzie stawki potrafią sięgać poziomów 16 zł brutto za godzinę. Najatrakcyjniejsze płace można jednak uzyskać jako opiekunka do dzieci, gdzie można zarobić od 18 do nawet 24 zł brutto za godzinę.

Łączenie pracy z edukacją dla wielu już jest normą. Z danych GUS wynika, że obecnie ponad 34% młodych Polaków jest aktywnych zawodowo. Jest to o tyle istotne, że w ten sposób  zdobywają praktyczne umiejętności oraz pierwsze wpisy do CV. W wielu przypadkach praca studencka może stać się przepustką do dalszej kariery zawodowej, bo pokazuje przyszłemu pracodawcy m.in. sumienność i zaangażowanie kandydata – podkreśla Krzysztof Inglot.

Wyższe wykształcenie to lepsze zarobki?

Z raportu Education at Glance 2015, przygotowanego przez OECD wynika, że osoby z wykształceniem wyższym zarabiają więcej. Ich wynagrodzenia są o ponad 70% wyższe niż w przypadku tych, którzy zakończyli edukację na etapie szkoły średniej. W porównaniu z innymi krajami Polska plasuje się na 12 miejscu tego zestawienia i ma wyższy współczynnik niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 60%.

W badaniach OECD, wyraźnie widać, że wyższe wykształcenie staje się atutem, w tych gospodarkach, które są budowane na kapitale ludzkim, a nie na technologii. Jest to charakterystyczne również w krajach, gdzie edukacja na wysokim poziomie jest silnie elitarna. Dosyć wysokie miejsce Polski w zestawieniu oznacza, że ukończenie uczelni wyższej zwraca się u nas na poziomie finansowym. Jednak obserwacje Antal pokazują, że samo posiadanie dyplomu nie gwarantuje sukcesu na rynku pracy, a wiele kierunków to niestety kuźnie bezrobotnych, a nie talentów – podsumowuje Artur Skiba, Prezes Antal Polska.

Zainteresowanie rządu bankami spółdzielczymi wynika z braku podatku bankowego

Bankowość spółdzielcza jest ściśle związana z rynkiem lokalnym. Mówiąc o bankowości komercyjnej i bankowości spółdzielczej, mówimy o dwóch różnych obszarach funkcjonowania. Banki spółdzielcze mają bardzo duży udział w rynku lokalnym, a banki komercyjne są częściej obecne w rynku wielkomiejskim.

Bardzo ważnym klientem banków spółdzielczych są małe i średnie przedsiębiorstwa, gdzie posiadane przez banki udziały wynoszą 98%. Tak samo jest z rolnictwem, skąd biorą się strategiczni klienci np. samorządy, które w wielu wypadkach są w 100% obsługiwane przez banki spółdzielcze.

– Fundamenty rozwoju gospodarki i budowy silnego PKB są w Polsce lokalnej, tam gdzie znajdują się małe i średnie przedsiębiorstwa – powiedział agencji eNewsroom.pl Ryszard Lorek, prezes zarządu SGB Banku – Taka jest charakterystyka polskiej gospodarki. Banków spółdzielczych na terenie Polski jest ok. 560. Nasza sieć sięga ok. 7 tysięcy placówek i stanowi ok. 30% zatrudnienia w sektorze.

Nowa ustawa o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji, która wejdzie w życie 9 października br., jest bardzo ważna nie tylko dla sektora banków spółdzielczych.

Chciałbym zwrócić uwagę, że banki spółdzielcze mają dzisiaj lepsze możliwości, jeżeli chodzi o funkcjonowanie i konkurowanie lokalne. Mamy wysokie udziały w rynku kredytów preferencyjnych, mniej rentowych, lecz są one realizowane przez wiele lat. Podatek bankowy nie dotyczy banków spółdzielczych i zrzeszających. Nie mamy CHF, co daje nam przewagę działania nad bankami komercyjnymi w udziale i istnieniu na rynku lokalnym – dodaje Lorek.

Celon Pharma S.A. pozyskała w ramach emisji akcji 245 mln zł

W ramach oferty publicznej dokonano przydziału łącznie 15 000 000 akcji nowej emisji serii B. Spółka Celon Pharma S.A. pozyskała w ramach emisji akcji 245 mln zł. Cena emisyjna za jedną akcję wynosiła 16,33 zł. W transzy dla inwestorów indywidualnych dokonano przydziału 2 000 000 akcji serii B, natomiast w transzy dla inwestorów instytucjonalnych 13 000 000 akcji serii B. Redukcja wśród inwestorów indywidualnych wyniosła około 82 proc. Rolę Oferującego w procesie oferty publicznej pełnił Mercurius Dom Maklerski  sp. z o.o.

Zainteresowanie ofertą było bardzo duże. Inwestorzy docenili naszą dotychczasową pracę, przekonując się jednocześnie do strategii rozwoju naszej firmy i jej wizji przyszłości – mówi Maciej Wieczorek , Prezes Zarządu Celon Pharma  S.A.  Pomimo dosyć specyficznych warunków rynkowych inwestorzy zadeklarowali chęć objęcia naszych akcji po cenie, która w istotny sposób urealnia  osiągniecie naszych biznesowych zamiarów, zarówno w obszarze globalnej strategii rozwoju Salmexu, jak i rozwoju naszych projektów innowacyjnych – dodaje.

Michał Kowalczewski, Prezes Zarządu Mercurius DM Łącznie inwestorzy wyrazili chęć zakupu akcji Spółki łącznie za ponad 1,5 mld zł. Zainteresowanie akcjami Celon Pharma S.A. potwierdza, że była to oferta bardzo oczekiwana przez rynek.

Akcjonariusze nabyli drodze oferty publicznej tylko ok. 33% kapitału spółki, co daje im jednocześnie 25% udziału w głosach na Walnym Zebraniu Akcjonariuszy. Większościowym udziałowcem i Prezesem Zarządu Spółki pozostaje nadal dr Maciej Wieczorek, a organem odpowiedzialnym za rozwój strategii spółki oraz głównym decydentem – Zarząd w składzie dotychczasowym.

Celon Pharma S.A. będzie pierwszą spółką biofarmaceutyczną specjalizującą się jednocześnie w opracowywaniu, wytwarzaniu i wprowadzaniu na rynek specjalistycznych leków generycznych, a także prowadzącą badania nad innowacyjnymi terapiami, notowaną na GPW w Warszawie. Aktualny portfel produktowy Spółki można podzielić na klasyczne leki generyczne, złożone leki generyczne, tzw. leki generyczne plus oraz projekty nowych leków, w tym potencjalnych leków innowacyjnych.  Firma dysponuje dwoma w pełni wyposażonymi laboratoriami dedykowanymi do badań i rozwoju produktów leczniczych (R&D), zarówno leków generycznych, jak i innowacyjnych. Posiada także nowoczesny zakład wytwórczy w Kazuniu Nowym, w którym wytwarzane są suche formy farmaceutyczne.

Notowania Praw do Akcji serii B na GPW przewidywane są w okolicach 14 października  2016 r. O dokładnym terminie Spółka poinformuje w osobnym komunikacie.

Wiele zdarzeń, mało efektów

Nastrój przywleczony z sesji azjatyckiej ma znamiona niepewności, co nie pomaga rynkowi akcji, szczególnie z problemami europejskiego sektora bankowego w tle. Niezdecydowanie dotyka też rynku walutowego, gdzie zbliżający się koniec miesiąca i kwartału odciska piętno na poziomach. W kalendarzu mało danych, więcej dodatkowych wydarzeń i wystąpień, ale oczekiwania na niespodzianki są niskie.

Rajd ulgi ryzykownych aktywów w reakcji na wynik debaty prezydenckiej w USA (odczytany jako brak zwycięstwa Trumpa) trwał krótko i dziś rano praktycznie go już nie ma. Prawdopodobnie temat wyborów przycichnie na chwilę i obudzi się bliżej kolejnej debaty 9 października, a teraz rynki poszukają tematu zastępczego. Problemy Deutsche Banku i wpływ na cały europejski sektor bankowy idealnie się do tej roli nadają, choć nie sądzę, aby rozwinął się poważny, ogólnorynkowy kryzys. Dalecy jesteśmy od sytuacji z lat 2010-2012, kiedy bankom w Europie (i nie tylko) groził efekt domina. Wówczas ryzyko pochodziło ze strony bankructwa państw, których papiery były w rękach banków. Teraz sytuacja budżetowa państw strefy euro jest zdrowsza.

Akcje banków w Europie mogą nie być teraz świetnym pomysłem na kupno, ale po innych sektorach nie widać jednoznacznego „efektu zarażenia”. Mimo to banki swoje ważą w indeksach, więc wymowa sesji giełdowych nie będzie budować pozytywnego klimatu i ferment awersji do ryzyka może być odczuwalny także na FX.
Problemy banków w Europie są negatywne dla EUR, ale nie oczekujmy silnych spadków EUR/USD. Zależność między kursem walutowym a sektorem bankowym osłabła w ostatnich miesiącach, za co należy podziękować ECB. Jeśli już, to mechanizmy rynkowe mogą się znosić. Na plus dla euro może działać odwracanie transakcji zabezpieczających przez inwestorów zagranicznych inwestujących na europejskiej giełdzie (kiedy kupowali akcje, zabezpieczali się przed osłabieniem euro, co generowało podaż; teraz mamy efekt odwrotny). Również jako waluta finansująca carry trade, euro zyskuje na wzroście awersji do ryzyka na rynkach (powrót kapitału pożyczanego za tanie euro, by inwestować na ryzykownych rynkach). Jeśli pesymizm uderzy w rynki, bardziej klarowna może być siła JPY, choć na rynku widać strach przed testowaniem determinacji japońskiego MF przy zbliżaniu się do 100. Do koktajlu dorzućmy jeszcze zbliżający się konie miesiąca i kwartału, co może generować dodatkowe przetasowania w portfelach i przepływy kapitału.

Z wydarzeń rynkowych mamy niewiele danych, ale kilka zdarzeń pozostałych. Po zamówieniach na dobra trwałe z USA oczekuje się cofnięcia w sierpniu po silnym odczycie w poprzednim miesiącu. Słabszy od prognoz odczyt będzie miał większe znaczenie dla USD, niż lepszy. Tygodniowy raport o zapasach ropy naftowej z USA może przynieść zaskoczenie. Konsensus zakłada wzrost zapasów o 2,8 mln baryłek, ale wczoraj prywatny raport API wskazał na spadek o 0,7 mln baryłek. Dla ropy ważny będzie też wynik spotkania państw OPEC na zakończenie trzydniowego Międzynarodowego Forum Energii w Algierze. Wczorajsze informacje z Arabii Saudyjskiej i Iranu przygasiły nadzieje, że dwaj głowni producenci osiągną porozumienie. Dzisiejsze potwierdzenie nie powinno już więcej zaszkodzić ropie. Ponadto mamy wystąpienia szefa ECB Draghiego w niemieckim parlamencie za zamkniętymi drzwiami oraz przesłuchanie prezes Fed Yellen w Kongresie. Duże nazwiska, ale małe szanse na przełomowe wypowiedzi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Mobilis stawia na rozwój połączeń lokalnych. Nie wyklucza w najbliższym czasie kolejnych inwestycji

Mobilis stawia na rozwój połączeń lokalnych. Nie wyklucza w najbliższym czasie kolejnych inwestycji 15
Mobilis chce poszerzać siatkę połączeń. Stawia na kursy lokalne, ale rozwija też dalekobieżne. Tylko w 2015 roku, nie licząc komunikacji miejskiej, z oferty firmy skorzystało 14 mln pasażerów. Ostatnie miesiące były też intensywne pod względem inwestycji. W związku z wygraniem przez firmę dwóch dużych kontraktów na obsługę linii autobusowych w Warszawie zmodernizowana została zajezdnia autobusowa w dzielnicy Ursus.

– Ostatni rok był dla nas bardzo intensywny i ważny w zakresie inwestycji. Musieliśmy dostosować nasze zaplecze w Ursusie do wymagań kontraktu warszawskiego. W związku z tym przeznaczyliśmy na to duże środki finansowe i zaangażowaliśmy się, żeby zrealizować to w odpowiednim czasie, bo element czasowy był również istotny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dariusz Załuska, prezes zarządu firmy transportowej Mobilis.

W sierpniu 2016 roku rozpoczął się 7,5-letni kontrakt z Zarządem Transportu Miejskiego w Warszawie. Na stołeczne ulice wyjechało 100 autobusów Solaris Alpino8,9 LE oraz Mercedes-Benz Conecto G. Realizacja umowy przewiduje także zapewnienie 8 sztuk zapasowych. Pojazdy wyposażone są w klimatyzację, monitoring, biletomaty, ekrany LCD z informacją pasażerską oraz system głosowego zapowiadania przystanków. Spełniają także najwyższą europejską normę emisji spalin Euro6.

Na potrzeby nowego kontraktu i taboru Mobilis zrezygnował z bazy na Targówku Fabrycznym, zmodernizował natomiast zajezdnię w warszawskim Ursusie. Jeden zintegrowany obiekt ułatwia zarządzanie taborem. Pozwala na zwiększenie efektywności, nadzoru i kontroli nad wszystkimi pojazdami Mobilis, które kursują po ulicach Warszawy. Autobusy parkują na ponad 1 ha powierzchni. Zajezdnia wyposażona jest w nowoczesną ścieżkę diagnostyczną, bezpieczny punkt tankowania paliw i myjnie z zamkniętym obiegiem wody, przyjaznym dla środowiska.

– Była to jedna z poważniejszych inwestycji. Do tego również inwestycja w sam tabor do nowego kontraktu. To łącznie 108 nowych autobusów, które musieliśmy sfinansować z udziałem instytucji finansowych – tłumaczy prezes Mobilis.

Mobilis Sp. z o.o. jest również właścicielem 10 PKS-ów na terenie województwa mazowieckiego oraz warmińsko-mazurskiego. Dysponuje flotą ok. 1000 autobusów, które w głównej mierze obsługują połączenia lokalne oraz w mniejszej części połączenia dalekobieżne.

– Oczywiście inwestujemy też w komunikację międzymiastową. W ostatnim roku naszym nabytkiem są Scanie A-30, bardzo dobrze wyposażone autobusy o wysokim standardzie, którymi operują nasze spółki zależne i w większości z sukcesem. Doświadczenie pokazuje, że to dobry produkt i doskonale realizowany jest dobrze przyjmowany przez pasażerów, jak np. nasza oferta na linii Płock–Warszawa – zaznacza Załuska.– Obecnie rozważamy możliwość dalszych inwestycji, ale zależy to również od strategii, nad którą obecnie pracujemy i którą zdefiniujemy do końca roku – zapowiada Dariusz Załuska.

Kończy się sezon na tani opał. Polacy najczęściej poszukują ekogroszku

Kończy się sezon na tani opał. Polacy najczęściej poszukują ekogroszku 16
Miesiące letnie i wczesna jesień to czas wzmożonych zakupów opału na zimę – wynika z danych serwisu Oferteo.pl Nic dziwnego skoro ceny w tym okresie są znacznie niższe niż pod koniec roku. Wciąż najpopularniejszy jest ekogroszek. Tego opału dotyczyło ponad 40 proc. zapytań w serwisie. Kolejne w kolejności są pellet drzewny i drewno, w tym drewno kominkowe, co pokazuje, że Polacy stawiają na coraz bardziej ekologiczne paliwa.

Warto wcześniej zadbać o zakupienie opału na zimę. Według raportu Oferteo.pl najlepiej jest to uczynić już w miesiącach letnich, kiedy ceny węgla, pelletu drzewnego czy ekogroszku są najniższe – mówi agencji Newseria Biznes Artur Szeremeta z serwisu Oferteo.pl.

Z obserwacji serwisu wynika, że Polacy mają tego świadomość i w tych miesiącach zdecydowanie częściej zgłaszają zapotrzebowanie na zakup opału niż w pierwszych sześciu miesiącach roku. W okresie od 1 stycznia 2015 roku do 30 czerwca 2016 roku rekordowa liczba zapytań przypadła właśnie na lipiec, sierpień i wrzesień 2015 roku (odpowiednio 12 proc., 11 proc. i 10,5 proc.).

Najpopularniejszy jest ekogroszek. Jako najbardziej pożądane paliwo wskazało go 41 proc. użytkowników Oferteo.pl. W drugiej kolejności największym zainteresowaniem cieszył się pellet drzewny z 21 proc. wskazań. Następnie popularne było również drewno, w tym drewno kominkowe, a także tradycyjny węgiel kamienny (odpowiednio 15 proc. i 13 proc.) – mówi Szeremeta.

Mniej popularne były m.in. brykiety drzewne, agropellet i węgiel brunatny.

Jak podkreśla Szeremeta, popularność ekogroszku nie dziwi. Jest wygodniejszy w użyciu i składowaniu niż węgiel kamienny, a jednocześnie niewiele droższy. To paliwo, które spełnia europejskie normy paliwa ekologicznego, zawiera niewielki ilości siarki i po spaleniu pozostawia mniej popiołu.

Ekologiczność jest również zaletą pelletu drzewnego, bardzo popularnego w Niemczech i Skandynawii. Pozyskanie surowca nie wymaga dodatkowej eksploatacji środowiska, a jego spalanie wiąże się z niewielką emisją dwutlenku węgla. Jest również czystszy niż węgiel drzewny.

Jeżeli chodzi o koszty ogrzania domu o powierzchni 100 mkw., to obliczyliśmy, że najbardziej opłaca się to zrobić za pomocą węgla kamiennego, ekogroszek jest nieco droższy, natomiast jest bardziej ekologiczny, pozostawia mniej popiołu i jest czystszy. Natomiast pellet drzewny jest to paliwo najbardziej ekologiczne, ale też koszty ogrzewania nim są najwyższe – wyjaśnia Artur Szeremeta.

Zapytania najczęściej dotyczyły zamówień od 3 do 5 ton materiału opałowego (47 proc.). Co trzeci użytkownik planował zakup 1–2 ton, a 20 proc. deklarowało zakup powyżej 6 ton. 

Nowe technologie w służbie obywatelom. Przekształcają państwo urzędów w państwo usługowe

Nowe technologie w służbie obywatelom. Przekształcają państwo urzędów w państwo usługowe 17
Cyfryzacja i wdrażanie inteligentnych rozwiązań mają przekształcić państwo urzędów w państwo usługowe, otwarte online na obywatela. Zadanie jest bardzo ambitne. Dobrze zrealizowana transformacja to jednak nie tylko ułatwienia dla obywateli, lecz także oszczędności dla obu stron – podkreśla były wiceminister cyfryzacji. Musi ona iść w parze z zapewnieniem bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni.

Chodzi o to, żeby obywatel korzystał z tego, co oferują nowe technologie, żeby wykorzystywać je do polepszania usług, które świadczy administracja rządowa i samorządowa. Stąd w Planie Morawieckiego e-administracja jest bardzo mocno zaakcentowana – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Kołodziejski, były wiceminister cyfryzacji, obecnie członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT). – Cały program usług elektronicznych oferowanych obywatelom ma zmienić całą filozofię państwa – z państwa urzędów na państwo usługowe, otwarte online na obywatela.

W jego ocenie zarówno miasta, jak i cała Polska będą wtedy dopiero smart, kiedy poszczególne usługi oraz potrzebne obywatelom informacje z sektora publicznego zostaną udostępnione online, co pozwoli budować wartość dodaną. Efektem ma być lepsza kontrola nad administracją, a także potencjał do tworzenia nowych usług.

Te wszystkie sfery się zazębiają. Musimy wytworzyć i zaoferować te usługi po to, żeby wszyscy obywatele mogli z nich korzystać i żeby to sprawnie działało – zapewnia były wiceminister cyfryzacji.

Są to usługi oferowane zarówno przez urzędy centralne i ministerstwa, jak i przez samorządy.

W obecnej perspektywie finansowej na lata 2014–2020 na realizację projektów e-administracji i otwartego urzędu w ramach Polski Cyfrowej przeznaczono ponad 1,1 mld euro. Inwestycje mają szybko zacząć przynosić korzyści.

Nie trzeba uruchamiać wyobraźni, żeby sobie wyobrazić, że to jest oszczędność czasu, sprawność załatwiania spraw, możliwość kontroli w każdym momencie. Coś, co było barierą nie do przeskoczenia kiedyś, w tej chwili wydaje się być łatwe do przeprowadzenia za pomocą technologii i sieci – stwierdza Witold Kołodziejski. – Sam potencjał gospodarczy dzięki otwarciu danych publicznych to są miliardy euro rocznie.

W ubiegłym tygodniu Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie ustanowienia „Programu otwierania danych publicznych”. Ma on poprawić standardy otwierania danych publicznych i ich jakość oraz umożliwić jak najszersze wykorzystywanie informacji z sektora publicznego. Resort cyfryzacji podkreśla, że korzyści z tego odniosą przedsiębiorcy (program wesprze innowacyjne firmy i przyczyni się do powstawania innowacyjnych produktów) oraz obywatele (ułatwienia dzięki nowym usługom i aplikacjom oraz większy udział we współdecydowaniu o sprawach publicznych). KE szacuje, że w 2020 roku wartość polskiego rynku open data może wynieść ok. 1,2 mld euro.

Rozwój e-usług wiąże się jednak z poważnym wyzwaniem, jakim jest cyberbezpieczeństwo.

Im większa jest nasza partycypacja w tym sieciowym społeczeństwie, tym większy nacisk powinniśmy położyć na bezpieczeństwo, czyli zabezpieczenie naszych danych i transakcji. To jest rola Ministerstwa Cyfryzacji – podkreśla Kołodziejski.

W zakresie bezpieczeństwa danych administracja ma bardzo dużo pracy do wykonania. Najwyższa Izba Kontroli w przedstawionym w maju raporcie wykazała liczne zaniedbania w instytucjach administracji centralnej w tej dziedzinie.

A. Furgalski: Sektor lotniczy potrzebuje kompleksowej strategii rozwoju. Pomysł powstania Centralnego Portu Lotniczego zbyt kosztowny

A. Furgalski: Sektor lotniczy potrzebuje kompleksowej strategii rozwoju. Pomysł powstania Centralnego Portu Lotniczego zbyt kosztowny 18
Polski sektor lotniczy wymaga opracowania kompleksowej strategii rozwoju – ocenia Adrian Furgalski z ZDG TOR. Powinna ona uwzględniać zarówno interesy przewoźników, lotnisk, jak i przemysłu lotniczego. Zdaniem eksperta nie powinno być w niej jednak miejsca na kosztowny pomysł powstania Centralnego Portu Lotniczego, tym bardziej że do wykorzystania jest potencjał lotniska w Modlinie.

Największym wyzwaniem stojącym przed rynkiem lotniczym jest stworzenie całościowej strategii dla sektora lotniczego, która łączyć będzie wszystkie elementy – linie lotnicze łącznie z naszym narodowym przewoźnikiem, który dopiero co ogłosił swoją strategię, lotniska, które już są, oraz to, czy potrzebne są nam nowe, oraz przemysł lotniczy, bo o tym się mało mówi, a on staje się coraz bardziej innowacyjny i coraz ważniejszy w globalnych dostawach produktów do budowy np. samolotów Airbusa czy Boeinga – mówi agencji informacyjnej Newseria Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Według zapowiedzi rządu specjalny zespół międzyresortowy ma opracować strategię dla całego rynku lotniczego w Polsce. Wyzwań jest wiele. Jednym z nim z nich jest dynamicznie rosnący ruch. W 2015 r. polskie porty lotnicze obsłużyły ponad 30 mln pasażerów. Według szacunków Urzędu Lotnictwa Cywilnego do 2030 r. ta liczba się ma się podwoić.

Strategia lotnicza musi być obok kolei i dróg wpisana w strategię transportową naszego kraju. To nie mogą być osobne strategie, bo przez to możemy niewłaściwie wydawać pieniądze. Trzeba się zastanowić, w jakim regionie jak najlepiej zapewnić dostępność, czy budując lotnisko, czy może budując je za 20 lat, a teraz koncentrując się na kolei – podkreśla Furgalski.

Na początku września PLL LOT przedstawił swoją nową strategię. Jej główne elementy to wzrost liczby pasażerów do 10 mln, odnowienie floty, zatrudnienie 400 nowych pilotów i 1000 członków personelu pokładowego, a także rozwój połączeń do Ameryki Północnej i Azji. Linia do 2020 roku ma być trwale rentowna przy 25-proc. udziale w polskim rynku. Prezes LOT-u, przedstawiając strategię, przyznał, że dynamiczny rozwój będzie możliwy, o ile powstanie Centralny Port Lotniczy. Zdaniem Adriana Furgalskiego nie jest to dobry pomysł.

W świetle zapowiedzi strategii, która ma powstać i nad którą trwają prace, najgorszą wrzutką, która mogła się nam przytrafić, jest hasło Centralnego Portu Lotniczego (CPL), które na razie nie wynika z żadnych analiz. Te robione w ostatnich latach wskazywały, że decyzja o budowie takiego portu niesie olbrzymie konsekwencje dla wielu innych lotnisk, które musiałyby być zamknięte – mówi Adrian Furgalski.

W połowie roku przedstawiono odświeżoną koncepcję budowy CPL między Warszawą a Łodzią. Plan budowy nowego hubu był m.in. jednym z tematów rozmów w trakcie wizyt ministerialnych w Chinach, gdyż założono ze otrzymamy wsparcie od inwestorów z tego kraju. Według wstępnych założeń nowy port miałby obsługiwać do 60 mln pasażerów rocznie i kosztować według różnych szacunków nawet ok. 30 mld zł.

Na razie mamy rozmaite daty, nie wiemy, kto ma to sfinansować. Padło hasło, że Chińczycy, ale nie wiemy, w jakiej formule. Nie wiadomo, gdzie ten port ma być zlokalizowany. Do niego trzeba jakoś dojechać, a rząd zawiesił projekt kolei dużych prędkości – stwierdza ekspert. – Polityka transportowa państwa w zakresie lotnictwa nie może być tworzona na wariackich papierach. Mam nadzieję, że nastąpi uspokojenie sytuacji i CPL w moim przekonaniu zyska mniej zwolenników. 

Furgalski przyznaje, że przepustowość lotnika na stołecznym Okęciu ma swoje granice. W ubiegłym roku Lotnisko Chopina obsłużyło ponad 11 mln pasażerów. Docelowo ma odprawiać ponad 20 mln pasażerów rocznie. Ograniczone są także możliwości zwiększenia liczby startujących i lądujących codziennie samolotów. Ekspert przypomina jednak, że do wykorzystania jest jeszcze potencjał lotniska w Modlinie, którego granice przepustowości sięgają 40 mln pasażerów w ciągu roku. Rozbudowa tego portu lotniczego wiązałaby się ze znacznie niższymi kosztami.

Łącznie z dojazdami, z drogami, które i tak będziemy budować, jest to koszt 8 mld zł – podkreśla wiceprezes ZDG TOR. – Decydując się na ściślejszą współpracę Lotniska Chopina z Modlinem, nie wpadamy w problem zamknięcia lotnisk w Łodzi, Bydgoszczy, Modlinie, także Okęcia, co miałoby miejsce w przypadku budowy CPL. Koszty likwidacji tego wszystkiego, co przecież tak niedawno wybudowaliśmy za pieniądze unijne, można oszacować na przynajmniej 5–6 mld zł.

Problemy z nieterminowymi płatnościami codziennością dla firm. Dotyczą 70 proc. małych i średnich przedsiębiorstw

Problemy z nieterminowymi płatnościami codziennością dla firm. Dotyczą 70 proc. małych i średnich przedsiębiorstw 19
Ponad 70 proc. małych i średnich przedsiębiorstw ma problem z nieterminowymi płatnościami. Blisko połowa przyznaje, że opóźnione lub niezapłacone zobowiązania wpływają na ich działalność. Choć skraca się czas oczekiwania na zapłatę, to opóźnienia wpływają negatywnie nie tylko na firmę, lecz także na jej kontrahentów, a tym samym na całą gospodarkę. Rozwiązaniem problemu utraty płynności może być faktoring. W Polsce rośnie jego popularność, choć wciąż korzysta z niego tylko znikomy procent małych i średnich przedsiębiorstw.

– Największy problem z nieterminowymi płatnościami mają mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 pracowników. Czasami jedna opóźniona płatność czy jedna niezapłacona w terminie faktura może spowodować duże problemy finansowe. Jednocześnie, jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Rzetelnej Firmy, aż 71 proc. polskich przedsiębiorstw z sektora MSP ma problem z nieterminowymi płatnościami. To pokazuje, jak ogromnym utrudnieniem są zatory płatnicze – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Pawlik, prezes Narodowego Funduszu Gwarancyjnego (eFaktoring.pl).

To właśnie najmniejsze firmy najdłużej czekają na pieniądze. Z badania przeprowadzonego przez Keralla Research na zlecenie Rzetelnej Firmy wynika, że 57 proc. z nich czuje niepokój, jeśli kontrahent spóźnia się z zapłatą 30 dni. Problemy przedsiębiorców z płynnością finansową są na tyle duże, że połowa małych firm musi pożyczać pieniądze, żeby przetrwać.

 Jak wynika z ostatniego badania Krajowego Rejestru Długów, w II kwartale tego roku średni czas oczekiwania na zapłatę skrócił się z 3 miesięcy i 17 dni do 3 miesięcy. Poprawa nie jest jednak na tyle duża, żebyśmy mogli powiedzieć, że jest dobrze. Blisko połowa przedsiębiorstw przyznaje, że opóźnione lub niezapłacone zobowiązania wpływają na bieżącą politykę finansową ich firm – wskazuje Pawlik.

W dużych firmach niepłacone na czas faktury nie wpływają znacząco na sytuację finansową. W mniejszych przedsiębiorstwach wydłużony czas oczekiwania może zaś uderzyć w cały budżet. Najbardziej uskarżają się na to branża handlowa, gastronomiczna i hotelarska. Co trzecia firma wskazuje, że kontrahenci spóźniający się z zapłatą stanowią nawet 20 proc. wszystkich klientów. Tymczasem nieopłacone na czas faktury oznaczają opóźnienia w zapłacie kontrahentom, a to nakręca spiralę zadłużenia w całej gospodarce.

– Wśród polskich przedsiębiorców panuje przekonanie, że stały kontrahent jest bezpiecznym i wiarygodnym klientem bardziej niż ten dopiero pozyskany. Niestety, jak wynika z badań zleconych przez Rzetelną Firmę zarówno stali, jak i nowi klienci zachowują się bardzo podobnie. Aż 67 proc. badanych deklaruje, że obie grupy opóźniają się w płatnościach tak samo często – mówi prezes NFG.

Dobrym rozwiązaniem problemu płynności finansowej może być faktoring, który pozwala uzupełnić lukę finansową. Jak jednak wskazują badania, korzysta z niego niewielki odsetek małych i średnich przedsiębiorstw (2,8 proc.). To w dużej mierze efekt przekonania, że faktoring to rozwiązanie dla większych firm.

– To jednak nieprawda. Dzisiaj na rynku istnieje już faktoring dla mikroprzedsiębiorstw. Moim zdaniem mali i mikroprzedsiębiorcy przekonają się do faktoringu. Dostrzegą korzyści, jakie ten produkt może dać im w bieżącym zarządzaniu finansami firmy, głównie w poprawie płynności. Do faktoringu wiele firm przekonuje dzisiaj prosty rachunek ekonomiczny – uważa Pawlik.

Przykładem może być Wielka Brytania, gdzie co trzeci klient firm faktoringowych to przedstawiciel sektora MŚP.

– Raport przygotowany przez Factors Chain International, którego przedstawiciela gościliśmy na VII Międzynarodowym Kongresie Faktoringu w Warszawie, pokazuje, że światowy rynek faktoringu rośnie nie tylko w Europie, lecz także w Stanach Zjednoczonych i Azji – podkreśla Michał Pawlik.