M. Wołos: znaczna część ewentualnej grudniowej decyzji FED dotyczącej poziomu stóp procentowych w USA jest już w cenie amerykańskiej waluty

M. Wołos: znaczna część ewentualnej grudniowej decyzji FED dotyczącej poziomu stóp procentowych w USA jest już w cenie amerykańskiej waluty 1
Po utrzymaniu przez Rezerwę Federalną we wrześniu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na niezmienionym poziomie inwestorzy spodziewają się grudniowej podwyżki. Według Marka Wołosa, głównego ekonomisty Domu Maklerskiego Athena Investments, taka decyzja nie musi wcale oznaczać trwałego i silnego umocnienia amerykańskiej waluty. Inwestowanie w funta brytyjskiego natomiast jest wciąż obarczone dużym ryzykiem.  

– Wrześniowa decyzja FED zarówno kluczowa, jak i wcale nie do końca tak bardzo istotna, oczekiwania analityków i prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych już wcześniej były bardzo niskie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, główny ekonomista domu maklerskiego Athena Investments. – Prawdopodobieństwo takiego ruchu we wrześniu było pozycjonowane w okolicach 20 proc. Natomiast szanse na grudniową podwyżkę wynoszą 60 proc. Myślę, że przez jakiś czas inwestorzy będą więc oczekiwać podniesienia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych pod koniec roku, w tym właśnie miesiącu. 

Na ostatnim, wrześniowym posiedzeniu amerykańska Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych na niezmienionym poziomie. Zakres oprocentowania funduszy federalnych utrzyma się zatem na poziomie 0,25–0,5 proc. Bankierzy centralni za oceanem nie zdecydowali się na spodziewaną przez niektórych obserwatorów podwyżkę, bo zdaniem ekspertów brexit zwiększył ryzyko na rynku. Kolejne posiedzenie Fed zaplanowano na grudzień. Z komunikatu po posiedzeniu wynika, że wtedy może już dojść do podwyżki, ale nawet jeśli rzeczywiście tak się stanie, to skala tegorocznej aprecjacji będzie mocno ograniczona.

– Ewentualna decyzja FED nie spowoduje długotrwałej i stałej tendencji na rynku dolara – prognozuje Marek Wołos. – Oczywiście krótkoterminowo amerykańska waluta może w jakiś sposób się umocnić. Natomiast widać już wyraźnie, że przed wyborami prezydenckimi cała polityka Fed-u, zapoczątkowana jeszcze w grudniu ubiegłego roku, czyli ścieżka podwyżek stóp procentowych, nie zostanie zrealizowana. Rezerwa dość miękko wyszła z oczekiwań takiej aprecjacji, nie spieszy się z nią nawet pomimo tego, że inflacja w Stanach Zjednoczonych powoli, ale jednak rośnie.

Jak zauważa Marek Wołos, w ostatnich dniach pojawiły się też trochę słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy, także wskaźniki koniunktury spadły poniżej poziomu wzrostowego, czyli granicy 50 punktów.

– Na pewno nie będą one zachęcały do tego, żeby FED podnosił stopy procentowe – wyjaśnia Marek Wołos. – Takie działanie nadal jest możliwe, ale w tym roku już na pewno nie będzie ich tyle, ile oczekiwano jeszcze kilka miesięcy temu. Jedna podwyżka może nastąpić. Co nie oznacza, że z tego powodu dolar na pewno znacznie się umocni.

W pierwszych godzinach po ujawnieniu ostatniej decyzji o pozostawieniu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na niezmienionym poziomie złoty w stosunku do dolara umocnił się o około 1 proc. i na podobnym, może nieco wyższym poziomie pozostaje obecnie. Ale na wartość krajowej waluty spory wpływ mają także czynniki ryzyka płynące z polskiej gospodarki. Negatywnie oddziałują przede wszystkim informacje płynące z Ministerstwa Finansów dotyczące przyszłorocznego budżetu państwa oraz związane z wielkością PKB.

Notowaniom złotego nie sprzyjało w ostatnich dniach również zakwestionowanie przez Komisję Europejską podatku od sprzedaży detalicznej, który zaczął obowiązywać 1 września br. Wiadomo już, że wyniku decyzji KE do budżetu państwa nie wpłynie zapisanych z tego tytułu około 1,6 mld zł. Minister finansów Paweł Szałamacha zapowiedział jednak, że resort przedstawi projekt nowej ustawy naliczającej należność od handlu wielkopowierzchniowego według innej formuły oraz skoryguje projekt przyszłorocznego budżetu. Podatek w nowej, zmienionej formie obowiązywałby od 1 stycznia 2017 r.

W ciągu ostatniego roku, jak przypomina Marek Wołos, dolar w relacji do złotego nie spadł w zasadzie poniżej poziomu 3,75, przy którym zawsze następowało odbicie. Podobnie zapewne będzie w przyszłości, co oznacza, że w tych okolicach zdaniem głównego ekonomisty domu maklerskiego Athena Investments amerykańska waluta, również w najbliższym czasie, będzie się odbijać i rosnąć w kierunku 4 zł.

– Dolar już wcześniej odzwierciedlił w kursie ścieżkę podwyżek stóp procentowych – uważa Marek Wołos. – Spodziewam się, że, owszem, będzie silną walutą, ale powinien umacniać się sukcesywnie. Myślę, że na naszym rynku niekoniecznie musi zostać przekroczona granica czterech złotych, która wyznacza obszar silnej amerykańskiej waluty w relacji do złotego. Na razie nie spodziewam się, żeby została ona przekroczona.

Gdyby okazało się, że funt brytyjski nadal słabnie i jego kurs zbliża się do okolic 4,80 zł, czyli historycznego, długoterminowego minimum, toby waluta brytyjska według Marka Wołosa mogła się okazać atrakcyjnym wehikułem inwestycyjnym.

– Na tak bardzo atrakcyjnych poziomach w relacji do dolara, które bym określił na ostatnie minima, czyli poniżej granicy 1,20 czy rynku polskim na poziomie 4,70, funt wydaje się stosunkowo tanią walutą zarówno pod katem krótko, jak i długoterminowego inwestowania, wyjazdów do Wielkiej Brytanii czy innych przedsięwzięć – ocenia Marek Wołos. – Natomiast ryzyko na tej walucie jest bardzo duże, wręcz olbrzymie. Sądzę zatem, że w najbliższym roku nie będzie ona dobra do inwestycji. Powinniśmy się przyzwyczaić raczej do bardzo dużych wahań jej wartości. W relacji do złotego mogą one wynieść nawet plus minus 50 groszy. Zwracam także uwagę, że na razie nie mamy trwałych przesłanek do tego, by uznać, że złoty będzie jednak wciąż tracił na wartości, to inwestowanie w waluty powinno być raczej krótkoterminowe. Niekoniecznie wszyscy muszą na tym zarobić.

W Europie Zachodniej dostawcę gazu zmieniają miliony konsumentów. W Polsce dotychczas niespełna 50 tysięcy

W Europie Zachodniej dostawcę gazu zmieniają miliony konsumentów. W Polsce dotychczas niespełna 50 tysięcy 2
W Polsce dostawcę gazu zmieniło dotychczas ok. 48 tys. osób. Choć ich liczba stale rośnie, to przy 6,5 mln odbiorców korzystających z gazu stanowi niewielki odsetek. W dużej mierze to wynik niewiedzy. Uwolnienie rynku gazu nastąpiło w 2014 roku, jednak dopiero pod koniec 2015 roku część firm ruszyła z działaniami w kierunku odbiorców indywidualnych. Oszczędności wynikające ze zmiany dostawcy sięgają nawet 10 proc. Przy wyborze dostawcy, jak podkreślają eksperci, nie powinna się jednak liczyć cena, ale jakość oferowanych usług oraz uczciwość sprzedawcy.

W Polsce liczba odbiorców zmieniających gaz jest niska. Jeżeli popatrzymy na rynki zachodnie, gdzie to uwolnienie nastąpiło kilkadziesiąt lat temu, rocznie sprzedawców gazu zmieniają miliony konsumentów, podobnie jak w telefonii komórkowej. Dzisiaj każdy Polak wie o tym, że co pewien czas może sobie zmienić dostawcę internetu, telewizji kablowej czy usług telekomunikacyjnych, natomiast nie wiedzą, że mogą kupować gaz na wolnym rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Lachowski, dyrektor zarządzający sprzedażą w firmie Hermes Energy Group.

Urząd Regulacji Energetyki wskazuje, że na koniec II kw. 2016 roku odnotowano ponad 48 tys. zmian sprzedawców gazu. Liczba osób, które decydują się na innego dostawcę, szybko rośnie, na koniec 2015 roku było to ok. 30,5 tys. Szacuje się, że do końca tego roku ich liczba wzrośnie do 80 tys. Choć względem 6,5 mln odbiorców korzystających z gazu to wciąż niewiele, to – jak wskazuje Sebastian Lachowski – rynek jest jeszcze młody, bo uwolnienie rynku gazowego nastąpiło pełną parą dopiero w 2014 roku.

Ludzie nie wiedzą wciąż, że mogą zmienić dostawcę gazu. Po uwolnieniu rynku firmy sprzedające gaz w pierwszej kolejności współpracowały z biznesem, z małymi i średnimi przedsiębiorstwami, z zakładami produkcyjnymi, w związku z tym oferta w pierwszym roku działalności była bardzo mocno nakierowana na klientów biznesowych. Tak naprawdę dopiero pod koniec 2015 roku część firm rozpoczęła działania w obszarze rynku odbiorców indywidualnych –podkreśla ekspert Hermes Energy Group.

Realnie od blisko dwóch lat możemy wybierać spośród wielu podmiotów, które oferują sprzedaż gazu do firm oraz gospodarstw domowych. Zmiana sprzedawcy gazu, jak zaznaczają eksperci, nie jest trudna. Można ją porównać do zmiany operatora telefonii komórkowej czy internetu.

Zmiana sprzedawcy jest bardzo prosta. Wystarczy wejść na stronę sprzedawcy gazu, skorzystać z infolinii, poprosić o wizytę doradcy, który przyjedzie we wskazane miejsce i w umówionym czasie wytłumaczy szczegółowo, na czym polega cały proces. Tylko 4 podpisy na umowie i innych niezbędnych dokumentach pozwalają od następnego dnia cieszyć się oszczędnościami – tłumaczy Sebastian Lachowski.

Przy zmianie dostawcy nie ma potrzeby wymiany instalacji. Sprzedawcy korzystają z jednej sieci dystrybucyjnej zarządzanej przez Polską Spółkę Gazownictwa, która odpowiada za przesył czy urządzenia pomiarowe. Zmiana jest zupełnie bezpłatna. Na zmianie sprzedawcy można natomiast dużo zaoszczędzić.

Dzisiaj oszczędności wynikające ze zmiany sprzedawcy gazy sięgają maksymalnie do 10 proc. i to jest cena związana bezpośrednio z paliwem i z abonamentem – przekonuje przedstawiciel Hermes Energy Group.

W Europie Zachodniej uwolnienie rynku gazu rozpoczęło się już kilkadziesiąt lat temu. W Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii działa zwykle kilkanaście konkurujących ze sobą firm, z korzyścią dla odbiorcy końcowego, który może dzięki temu mniej płacić za gaz. Dlatego możliwość zmiany sprzedawcy gazu to nie zagrożenie, lecz szansa na wyższą jakość obsługi i niższe koszty błękitnego paliwa.

Cierpimy jako społeczeństwo na chorobę dziecięcego wieku związaną z uwolnieniem rynku, który jest dość młody. Powstało wiele firm, które stosowały nieetyczne praktyki – zaznacza ekspert.

Najniższa cena nie powinna być głównym argumentem przemawiającym za wyborem danej firmy. Obecnie na rynku można spotkać podmioty, które stosują nieuczciwe praktyki, jak zawieranie w umowach niekorzystnych dla klienta zapisów i ukrytych opłat dodatkowych. Dlatego istotne jest według ekspertów sprawdzenie rzetelności i uczciwości sprzedawcy nie tylko pod kątem posiadanych przez niego wszystkich niezbędnych koncesji wymaganych prawem, lecz także pod kątem jakości obsługi.

Jako firma bardzo mocno zwracamy uwagę konsumentom na fakt, że nie tylko cena wpływa na bezpieczną zmianę, lecz także zapisy w umowie, w tym brak kruczków prawnych. Należy na to zwracać uwagę, ponieważ stosowanych jest wiele dziwnych zapisów dotyczących ubezpieczeń, dodatkowych przepięć czy przyłączeń. W naszej umowie tego nie ma, klient dostaje kilka stron, z których jasno wynika, jakie są nasze wzajemne obowiązki oraz dostaje stałą cenę na cały okres trwania umowy – podkreśla Sebastian Lachowski.

Po 1 października duże firmy będą miały obowiązek wykonania audytów energetycznych. Obniży to ich wydatki na energię

Po 1 października duże firmy będą miały obowiązek wykonania audytów energetycznych. Obniży to ich wydatki na energię 3
Efektywność energetyczna wciąż nie jest mocną stroną krajowych przedsiębiorstw. Po 1 października duże podmioty będą miały obowiązek wykonania audytów energetycznych. Oszczędności w tym zakresie może osiągnąć każda firma. Zmiana nawyków i regulacja układów urządzeń pozwalają zachować około 10 proc. energii. Zyskane w ten sposób środki można przeznaczyć na inwestycje lub obniżkę ceny.

Aby można było mówić o poprawie efektywności energetycznej, trzeba przede wszystkim wiedzieć, jak ją zużywamy – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Owczarek, współpracownik SGS Polska, audytor energetyczny. – Podstawą jest zidentyfikowanie wszelkiego rodzaju źródeł, odbiorników oraz procesów, w których jest zużywana energia. Potem trzeba się zastanowić, czy faktycznie wykorzystywana jest ona w sposób optymalny, czy istnieją możliwości lepszego nią gospodarowania.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, całkowite zużycie energii pierwotnej przez Polskę w latach 2004–2014 wzrosło z 91 do prawie 94 Mtoe (energetyczny równoważnik tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10 000 kcal/kg), czyli o 0,3 proc. w ciągu dwunastu miesięcy. Progres ten przy tym był prawie nieprzerwany (z wyjątkiem 2009 roku) i wynikał ze stosunkowo szybkiego rozwoju gospodarczego.

W tym samym czasie finalne zużycie energii (ang. Final Consumption, czyli zużycie nośników energii na potrzeby technologiczne, produkcyjne i bytowe bez dalszego przetwarzania) wzrosło z 57 do ponad 60 Mtoe, co oznacza roczne tempo na średnim poziomie 0,6 proc.

Być może przy tej samej energii możliwe jest wyprodukowanie większej liczby wyrobów czy wykonanie większej liczby usług – podkreślał Maciej Owczarek podczas kongresu Standardy Zrównoważonego Rozwoju. – To wymaga, oczywiście, wiedzy, determinacji i zaangażowania na różnym poziomie operacyjnym. Nie tylko zarządczym, lecz także zaangażowania pracowników, bo to najczęściej oni wiedzą, co można poprawić, usprawnić, jak to wykonać i jakie dzięki temu można osiągnąć korzyści, możliwości oraz potencjalne oszczędności.

Posiadane przez Polskę zasoby naturalne wciąż mają znaczący wpływ na strukturę paliw stosowanych w gospodarce. Z danych GUS wynika, że głównym źródłem energii pierwotnej były i są nadal węgiel kamienny oraz brunatny. W przypadku finalnego zużycia dominują natomiast paliwa ropopochodne.

Udział paliw węglowych w zużyciu finalnym energii obniżył się od 2004 roku w ciągu dekady z 20 do 18 proc. Znaczący spadek (z 12 do 9 proc.) wystąpił także w konsumpcji ciepła, zmniejszeniu uległ również udział gazu (z 15 do 14 proc.). Znaczący, bo dwuprocentowy wzrost odnotowano natomiast w przypadku energii elektrycznej (z 16 do 18 proc.) oraz pozostałych nośników (z 7 do 10 proc.).

Przesłanki ekonomiczne powinny wynikać ze świadomości tego, że energia jest kosztem – precyzuje Maciej Owczarek. – To rynkowy towar i im mniej przedsiębiorca za niego zapłaci, tym więcej środków pozostanie mu na rozwój. Może też zaproponować bardziej konkurencyjne ceny za swoje produkty czy usługi. Powinno to być wystarczającą motywacją. Natomiast ustawodawca przewidział jeszcze dodatkowe środki.

Jednym z głównych założeń ustawy o efektywności energetycznej, która ma wejść w życie 1 października br., jest wprowadzenie obowiązku wykonania przez duże przedsiębiorstwa audytów energetycznych wynikających z konieczności realizacji dyrektywy unijnej. Dzięki takiemu działaniu przedsiębiorstwo uzyska informację o możliwych oszczędności energii, a jego rezultaty mogą być wykorzystywane do analiz oraz kontroli. Raport z audytu może być objęty kontrolą Urzędu Regulacji Energetyki.

Audyt polega właśnie na identyfikacji miejsc największego zużycia energii – wyjaśnia Maciej Owczarek. – Wyniki takiego badania powinny służyć oszczędnościom, ale trafiają także do prezesa URE, który w razie niespełnienia wymagań prawnych może nałożyć karę pieniężną w wysokości do pięciu proc. przychodów za ubiegły rok podatkowy. To dosyć skuteczne narzędzie do tego, aby się zająć poprawą efektywności energetycznej w przedsiębiorstwie.

Wielkość możliwych do uzyskania oszczędności, jak zauważa Maciej Owczarek, zależy od branży i zakresu prowadzonej działalności. Obecna  energochłonność krajowego przemysłu, jak wynika z badań, jest około dwa i pół razy większa, niż wynosi średnia dla Unii Europejskiej.

Około 50 proc. energii można zachować, przynajmniej teoretycznie, przy zastosowaniu różnego rodzaju środków – uważa Maciej Owczarek. – Różnego rodzaju środki operacyjne, takie jak zmiana przyzwyczajeń czy regulacja układów pozwalają zaoszczędzić około 10 proc. To da się zrobić w sposób zupełnie niezwiązany z kosztami finansowymi. Około jednej piątej można zachować dzięki planowanemu rozwojowi, czyli kupowaniu niekoniecznie najtańszych urządzeń, ale takich, które w trakcie eksploatacji zapewnią optymalne parametry energetyczne. Pozostałe 20 proc. to już wysokonakładowe inwestycje, których koszt i tak jest niższy od wartości zaoszczędzonej energii.

Dwupoziomowe mieszkania są tańsze

Mieszkania dwupoziomowe są tańsze. W Warszawie różnica w cenie za m kw to 1,5 – 2,0 tys. zł.
Jakie są zalety takiego mieszkania, o tym w materiale wideo.

Leki zdrożeją jeśli drastycznie wzrośnie opłata za wodę

700 proc. wzrost opłaty za usługi wodne dla branży farmaceutycznej przełoży się bezpośrednio na podwyższenie cen leków – ostrzegają Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, Polski Związek Producentów Leków bez recepty, Polfarmed, Izba Gospodarcza „Farmacja Polska” i Konfederacja Lewiatan.

Branża farmaceutyczna stanowczo protestuje przeciwko projektowanej próbie wprowadzenia kilkusetprocentowej podwyżki stawki za pobór wody do produkcji farmaceutycznej. Projekt prawa wodnego, który wprowadza podwyżkę, o wiele wyższą niż np. dla branży chemicznej, jest rozpatrywany w Komisji Prawniczej Rządowego Centrum Legislacji.

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Tak wysoki wzrost kosztów zużycia wody rzecznej i głębinowej negatywnie wpłynie na funkcjonowanie krajowych producentów. Zmniejszą się ich możliwości eksportowe poprzez utratę konkurencyjności. Mniej pieniędzy będą przeznaczali na inwestycje związane z badaniami i rozwojem – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Wzrost opłat może też spowodować przebudowę portfela krajowych wytwórców, którzy w chwili obecnej już dużą cześć leków wytwarzają na granicach opłacalności, a część nawet poniżej tej granicy. Krajowi wytwórcy nie będą już mogli obniżać cen leków, na których szczególnie zależy Ministerstwu Zdrowia.

Branża farmaceutyczna apeluje więc m.in. o:
– obniżenie stawki zmiennej do poziomu ustalonego dla branży spożywczej i chemicznej za pobór: wody podziemnej z proponowanej kwoty 2,10 zł do 0,70 zł za m3 oraz wody powierzchniowej z proponowanej kwoty 1,05 zł do 0,35 zł za m3.

– utrzymanie sposobu naliczania opłat za wody opadowe i roztopowe od m2, a nie jak zaproponowano – od m3, co pozwala na uniknięcie konieczności opomiarowania deszczówki.

– wykorzystanie opłat za usługi wodne na cele inwestycyjne w obszarze gospodarki wodno-ściekowej zamiast konieczności ich uiszczania lub zastosowanie podobnego rozwiązania ekonomicznego, umożliwiającego przedsiębiorcy zarządzanie gospodarką wodną zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju.
– zniesienie tzw. opłat stałych – zarówno w zakresie poboru wody, jak też odprowadzanych wód i ścieków

Konfederacja Lewiatan

Jeśli na zakupy, to do Turcji – komentarz Zbigniewa Jakubowskiego

Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI
Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI

Piątkowa decyzja Moody’s o obcięciu ratingu Turcji z Baa3 do Ba1 spowodowała spore zamieszanie na rynkach. To już bowiem druga agencja ratingowa po S&P, która przyznała temu krajowi rating poniżej inwestycyjnego. Średni rating Turcji uważany jest więc obecnie za „śmieciowy”.

Niesie to konkretne konsekwencje dla rynku kapitałowego, a zwłaszcza dla Turcji. Po pierwsze, papiery wartościowe tego kraju nie mogą znajdować się w portfelach funduszy o zapisach statutowych ograniczających inwestycje do ratingu inwestycyjnego. Baza nabywców zmienia się więc na stałe. Ponadto będziemy obserwować krótkoterminowy wzrost podaży na rynku długu i akcji.

Prawda jest taka, że już od czasu puczu papiery tureckie były traktowane w obrocie jako  dług śmieciowy. Rating Moody’s może mieć jednak wpływ na kilka istotnych aspektów sytuacji tureckiej. Przejściowo najbardziej może ucierpieć wzrost gospodarczy Turcji, a z uwagi na droższe finansowanie zewnętrzne, również deficyt budżetu państwa. Mogą pogorszyć się również wyniki finansowe korporacji, zwłaszcza z sektora bankowego.

Ten „w gruncie rzeczy przewidywany przez rynki scenariusz” powoduje, że dla części inwestorów wczorajsza przecena tureckich papierów jest okazją do zakupów. Poniedziałkowa aukcja obligacji 10 letnich cieszyła się największym od 2 lat popytem na papiery rządu tureckiego. Dzisiaj rentowność 10 letnich papierów tureckich jest ponad dwukrotnie wyższa od średniej rentowności obligacji rządowych krajów Emerging Markets. W takiej sytuacji polecamy zakup funduszy posiadających tureckie papiery dłużne, na przykład UniObligacje: Nowa Europa.

Naszym zdaniem, turbulencje na rynku akcji utrzymają się nieco dłużej niż na części obligacyjnej. Warto pamiętać też, że po kilku latach spadków lira turecka jest niedowartościowana do innych walut.

Najkorzystniejszy obecnie scenariusz dla Turcji to mniej komentarzy ze strony rządu i prezydenta Turcji. To powinno stopniowo przełożyć się na wzrosty – zarówno na rynku akcji jak i obligacji.

Iran nie chce porozumienia

Ceny ropy spadły po tym, jak na rynek trafiła informacja, że Iran jest niechętny porozumieniu o zamrożeniu produkcji, a nawet chce ją zwiększyć do 4 mln baryłek dziennie. Informacja ta studzi nastroje przed jutrzejszym spotkaniem krajów OPEC w Algierze.

Cena ropy odbiła w sierpniu br. na wieść, że kraje OPEC mogą się dogadać w kwestii zamrożenia produkcji na poziomie ze stycznia. Arabia Saudyjska jest gotowa na zmniejszenie produkcji, ale sprzeciwia się temu Iran, który chce zwiększyć produkcję do 4 mln baryłek, czyli do zbliżonego poziomu sprzed sankcji.

Trudno się dziwić uporowi ze strony Iranu, którego gospodarka przez ostatnią dekadę cierpiała ze wgzlędu na nałożone sankcję ze strony Stanów Zjednoczonych oraz Unię Europejską. W 2013 roku dzienna produkcja ropy spadła o 1,5 mln baryłek dziennie w porównaniu ze stanem sprzed sankcji. W tym roku zostało zawarte porozumienie między Iranem a USA oraz UE i irańska produkcja ropy znowu zaczęła rosnąć, ale wciąż nie osiągnęła stanu sprzed sankcji, który wynosi około 4 mln baryłek dziennie. Z kolei Arabia Saudyjska w ostatniej dekadzie zwiększyła swoją produkcję o 1,37 mln baryłek dziennie. Trudno się dziwić odmiennym celom.

Arabia Saudyjska vs. Iran – produkcja ropy od 2006 roku

Wydobycie ropy Arabia vs. Iran
Żródło: Bloomberg

Rynki raczej nie wierzą w jutrzejsze porozumienie. Poziom produkcji w większości krajów jest na rekordowym poziomie, jedynie USA w ostatnim czasie ograniczyło wydobycie, co potwierdza, że nikt nie chce oddać swojego kawałka tortu.

Komentarz przygotował:

Bartosz Zawadzki, Dyrektor, Dział Strategii Rynkowych i Analiz Admiral Markets

IoT w domu stanie się standardem

Co to jest smart home? Czy warto w niego inwestować? Jakie daje korzyści? Internet rzeczy staje się codziennością. Już za kilka lat w każdym domu na świecie będzie średnio 30 inteligentnych urządzeń, które będą się ze sobą komunikowały.

Tak szacuje Gartner, który przewiduje również, że w 2020 roku 26 mld. urządzeń na świecie będzie podłączonych do sieci. Jeszcze dalej idzie McKinsey – prognozy na 2025 rok przewidują od 30 do nawet 100 mld takich urządzeń. Światowy rynek Internetu rzeczy (IoT) ma natomiast osiągnąć wartość nawet 11 trylionów dolarów.

Trend nie omija Polski. W naszym kraju rozwiązania IoT, których najpopularniejszym przykładem są systemy inteligentnego domu, zyskują na popularności, a rynek rozwija się dynamicznie. I choć nie są jeszcze tak powszechne, jak w Stanach Zjednoczonych, to prognozy dla branży przedstawiają się bardzo optymistycznie.

Szacunki IDC wskazują, że do 2018 roku wartość rynku IoT w Europie Środkowo-Wschodniej osiągnie około 14 miliardów dolarów. W Polsce będą to ponad 3 miliardy – mówi Rafał Ciszewski, manager ds. obsługi klienta biznesowego i rynku deweloperskiego Fibaro, jednego z liderów branży domów inteligentnych. – Już obserwujemy systematyczny wzrost zainteresowania takimi rozwiązaniami dla domów i mieszkań zarówno ze strony osób kupujących nieruchomości, jak i deweloperów oraz inwestorów.

Co to jest smart home?

Czym są nowoczesne systemy smart home? To zespoły inteligentnych, komunikujących się ze sobą urządzeń, które podłączone do wspólnej sieci zarządzają funkcjami domu
i mieszkania. Dzięki Internetowi rzeczy i aplikacjom mobilnym komunikacja z wieloma urządzeniami jest możliwa z poziomu smartfona lub komputera z dowolnego miejsca na świecie. Dla mieszkańca oznacza to możliwość łatwej zmiany funkcji systemu, a także możliwość zdalnego monitorowania tego, co dzieje się w domu – zarówno pod kątem bezpieczeństwa, jak i zużycia energii.

Nowoczesne systemy są bezprzewodowe, co sprawia, że inteligentna może stać się dowolna przestrzeń, do której je przeniesiemy. Można je też rozbudowywać o kolejne urządzenia i funkcje, dzięki czemu taka automatyka jest ściśle dopasowana do indywidualnych wymagań każdego mieszkańca – tłumaczy Rafał Ciszewski.

Technologia rozwija się w dużym tempie. Prym w tej kwestii wiodą polscy specjaliści, których ostatnim osiągnięciem jest opracowanie urządzenia sterującego inteligentnym domem za pomocą gestów. Standardowo system smart home składa się z centrali oraz dodatkowych sensorów, czujników, włączników i sterowników. Niektóre moduły mogą być  instalowane w puszce  podtynkowej, co umożliwia sterowanie domowymi urządzeniami i sprzętem działającym na zasadzie włącz/wyłącz. Spotyka się też inteligentne przejściówki do gniazdek, które także sterują urządzeniami oraz mierzą pobór prądu z AGD i RTV.

Już stawiają inteligentne mieszkania

Takie systemy stają się standardem nowych inwestycji na polskim rynku mieszkaniowym. Deweloperzy zauważyli, że oferowanie inteligentnych rozwiązań, zwiększa ich konkurencyjność i może budować przewagę rynkową.

Niektóre badania wskazują, że już 2/3 nabywców nieruchomości, świadomych istnienia rozwiązań smart home, chciałoby je posiadać w swoim domu lub mieszkaniu. Ta tendencja będzie wzrastać. Dlatego deweloperzy idący z duchem czasu nie mogą pozwolić sobie na pomijanie tej kwestii, planując nowe inwestycje – mówi Magdalena Jańczuk z firmy deweloperskiej Marvipol, która stawia osiedle Riviera Park na warszawskim Żeraniu.

Inteligentne mieszkania powstają nie tylko w dużych miastach. Spotkać je można w różnych częściach kraju.

Przyszłość innowacyjnego budowania i formowania przestrzeni osiedla w znacznym stopniu będzie zdeterminowana takimi nowoczesnymi technologiami – potwierdza Piotr Basiewicz, właściciel firmy Basiewicz Deweloper, która stawia apartamenty na Mazurach w regionie ełckim.

Dla mieszkańca korzyści z systemów inteligentnych to bezpieczeństwo, komfort życia, oszczędność czasu i pieniędzy. Lepsza kontrola nad energią oraz automatyzacja cyklu pracy sprzętu elektrycznego może obniżyć zużycie prądu nawet o 30%. Do tego dochodzi możliwość znacznego obniżenia składki na polisę mieszkaniową. Urządzenia smart home chronią również przed zadymieniem, pożarami, zalaniem mieszkania czy wtargnięciem intruza.

Meksykańskie peso wskazało zwycięzcę debaty prezydenckiej w USA

Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital
Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital

Rynki finansowe oceniły pierwszą z trzech debat prezydenckich w USA. Wygranym według nich okazała się Hillary Clinton, co najlepiej widać po zachowaniu meksykańskiego peso. Waluta meksykańska umocniła się zaraz po debacie o 2,2 proc. do dolara, a para USDMXN handluje obecnie w pobliżu poziomu 19.50. Waluta ta dużo straciła w tym miesiącu, gdyż Donald Trump sporo zyskał w sondażach przedwyborczych. Kandydat ten zapowiada renegocjację 20-letniego porozumienia Nort American Free Trade Agreement, które ustanowiło strefę wolnego handlu pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem. Zapowiada też zwiększenie szczelności granic i kontroli imigracyjnych. Po debacie przeprowadzono sondaż, w którym tylko 38 proc. wskazało Trumpa jako wygranego.

Akcje Deutsche Banku AG mocno tracą na wartości drugi dzień z rzędu po wczorajszej zapowiedzi Angeli Merkel, iż nie będzie wsparcia publicznego dla tego największego, niemieckiego banku. Po wczorajszej 7,5 proc. przecenie, akcje tracą obecnie ok. 2,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 10,30 euro za akcję, najniżej w historii notowań DB. Kolejnym poszkodowanym jest dziś Volkswagen AG, którego akcje tracą dziś ponad 2,4 proc., gdyż inwestorzy obawiają się dużej kary finansowej za oszukiwanie europejskich regulatorów w sprawie emisji spalin. Dlatego też europejskie indeksy kontynuują wczorajszą przecenę, niemiecki DAX traci 1,2 proc. handlując w pobliżu 10270 punktów, francuski CAC40 traci 1 proc. handlując w okolicy 4370 punktów a brytyjski FTSE 100 traci 0,7 proc. handlując w pobliżu 6730 punktów.

Polski złoty opiera się negatywnym nastrojom panującym na rynkach akcyjnych i handluje stabilnie do głównych walut. Para EURPLN handluje w pobliżu poziomu 4,29, para USDPLN w pobliżu poziomu 3,82, para CHFPLN w pobliżu poziomu 3,94 a para GBPPLN w pobliżu poziomu 4,97. Natomiast indeks WIG20 kontynuuje wczorajszą przecenę, tracąc około 1,2 proc. i handlując już w pobliżu 1720 punktów.

Ropa naftowa WTI traci już ponad 2,2 proc. handlując w pobliżu 44,60 dolarów za baryłkę po tym jak Iran oświadczył, iż nie zamierza zamrozić produkcji surowca na obecnym poziomie. Minister ropy naftowej Iranu stwierdził również, że Iran nie zamierza podpisać porozumienia z innymi producentami ropy na posiedzeniu w Algierze. Ropa Brent również mocno traci na wartości, handlując w pobliżu 46,60 dolarów za baryłkę, ok. 2 proc. niżej od poziomów wczorajszego zamknięcia rynku.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Zgoda KNF na objęcie przez Michała Cieciórskiego stanowiska Członka Zarządu GPW

  • Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) na posiedzeniu 27 września 2016 r. udzieliła zgody na zmianę w składzie Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, polegającą na powołaniu Michała Cieciórskiego na stanowisko Członka Zarządu
  • Zmiana w składzie Zarządu Giełdy zacznie obowiązywać od dnia doręczenia Spółce decyzji KNF

Michał Cieciórski

Michał Cieciórski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada bogate doświadczenie związane z rynkami kapitałowymi, bankowością oraz konsultingiem na rzecz instytucji finansowych. Był ekspertem ESMA (European Securities and Markets Authority; Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych) ds. ryzyk finansowych izb rozrachunkowych, skąd przechodzi na GPW. Przed dołączeniem do zespołu ESMA doradzał niemieckim instytucjom rynku kapitałowego i bankowego jako menadżer firmy Capco we Frankfurcie. Zajmował się między innymi strategią implementacji regulacji EMIR w niemieckich instytucjach rynku kapitałowego. Wcześniej był doradcą firmy konsultingowej EY w Warszawie, zajmującym się implementacją metodologii zarządzania ryzykiem finansowym i kwestiami regulacyjnymi. Doradzał biurom maklerskim i instytucjom bankowym. Przed podjęciem pracy w EY był zarządzającym ryzykiem w towarzystwach funduszy inwestycyjnych Invesco i Universal Investment we Frankfurcie nad Menem.

Trendy i technologie, które ukształtują edukację przyszłości

Bartek Bobczyński
Bartek Bobczyński

Stoimy u progu czwartej rewolucji przemysłowej, która zredefiniuje nasze spojrzenie na produkcję, handel czy usługi. Transformacja cyfrowa dotyka już naszego sposobu życia, wpływa na rynek pracy, a co za tym idzie – stawia nowe wyzwania tradycyjnym sposobom edukacji oraz systemom kształcenia. Jak wykorzystać nowe technologie, by nie wypaść na margines zmian? Na te pytania odpowiada Bartek Bobczyński z Deloitte Digital w raporcie Edu-Tech 2016.

Rynek weryfikuje też świat nauki

Digitalizacja odciska silne piętno na wszystkich aspektach naszego życia: zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i społecznym. Dlatego przez jej pryzmat należy przyjrzeć się sposobom oraz metodom kształcenia tak, by świadomie planować swój rozwój osobisty, jak i budować kompetencje niezbędne do utrzymania się na rynku pracy w erze cyfrowej. Edukacja podlega tym samym trendom i zmierza w tym samym kierunku, co wszystkie branże. Choć dziś, zwłaszcza w Polsce, wiele instytucji edukacyjnych z ostrożnością przygląda się transformacji technologicznej, to – trzeba przyznać – nie ma od niej odwrotu. Tradycyjny model kształcenia warto uzupełniać o rozwiązania cyfrowe, pozwalające korzystać z elitarnej dotychczas wiedzy globalnie. Kto nie da się unieść fali cyfrowych zmian może znaleźć się na ich marginesie.

 Edukacja bez granic

W ostatnich latach obserwowaliśmy dynamiczny rozwój otwartych kursów online (ang. massive open online course, MOOC), oferujących wysokiej jakości programy edukacyjne, dostarczane przez najlepsze światowe uniwersytety. Dziś platformy typu Coursea czy edX , współpracujące z najlepszymi uczelniami świata jak Stanford, MIT czy Harvard, są wykorzystywane przez miliony użytkowników na świecie. Na osobne wyróżnienie zasługują platformy ukierunkowane na zdobycie konkretnych umiejętności, zwłaszcza w obszarze technologii, oferujące niezwykle efektywny model przyswajania wiedzy. Kursy oferowane choćby przez codecademy.com (25 mln użytkowników) lub Udacity pozwalają zdobyć podstawowe kompetencje w zakresie web developmentu (HTML/CSS), pracy w środowisku Ruby on Rails czy też podstaw języka programowania Java.

W świecie cyfrowym coraz mniejsze znaczenie będą odgrywały dyplomy uczelni. Bardziej istotne staną się konkretne umiejętności pracowników, zwłaszcza kompetencje technologiczne. W niedalekiej przyszłości, zdobycie nano-dyplomów (ang. Nanodegree, stosowane przez Udacity), może okazać się równie ważne, a nawet ważniejsze aniżeli dyplom lokalnej uczelni wyższej.

Interaktywność – zmierzając w kierunku rzeczywistości rozszerzonej

Metody i techniki kształcenia ulegają znaczącym przemianom, zarówno w świecie realnym jak i wirtualnym. Metody kształcenia online, niegdyś oparte o wykłady w formie nagrań video, uzupełnione materiałami do pobrania, dziś przyjmują bardziej interaktywny, angażujący charakter. Celem jest replikowanie pełnego modelu akademickiego, który bazuje przede wszystkim na wolnej wymianie myśli, a także na interakcji nie tylko studentów z wykładowcą, ale przede wszystkim studentów ze studentami.

Transformacji cyfrowej podlegają również metody prowadzenia stacjonarnych zajęć, kursów i szkoleń. Dziś trudno sobie wyobrazić lekcję lub wykład bez pomocy multimedialnych, tabletów czy tablic interaktywnych (ang. smart boards). Materiały udostępniane online po zajęciach stały się standardem.

Jak podaje raport Edu-Tech 2016, kolejnym krokiem będzie całkowita transformacja w kierunku rzeczywistości rozszerzonej. Prowadzone zajęcia – niezależnie od tego czy stacjonarnie czy uwolnione przestrzennie – wykorzystywać będą wszystkie zdobycze współczesnej technologii. Wizja wykładowcy siedzącego wraz ze studentami w „wirtualnych okularach” (klasy HMD/OHMD) nie jest już jedynie pieśnią przyszłości. Elementy wirtualnej rzeczywistości są wprowadzane do programów nauczania przez najbardziej prestiżowe uczelnie na świecie, umożliwiając m.in. studentom architektury spojrzeć na projektowaną przestrzeń z perspektywy osoby niepełnosprawnej czy też studentom medycyny przeprowadzać symulacje operacji. Na poziomie kształcenia podstawowego, w ramach Google for Education, już ponad 11 mln dzieci z 11 krajów przy pomocy swoich smartfonów i cardboardów zwiedzało wirtualnie odległe miejsca.

Grywalizacja, Wearables i BigData

Wraz z rozwojem rozszerzonej rzeczywistości w obszarze edukacji, inne trendy będą równie mocno wpływać na zmianę oblicza edukacji. Grywalizacja już teraz stanowi podstawę nauki nastawionej na rozwój umiejętności kreatywnych, a odsłony popularnych gier w wersji edukacyjnej, jak chociażby Minecraft, wykorzystujące technologię Oculus Rift, są szeroko stosowane na różnych poziomach kształcenia. Coraz popularniejsze urządzenia typu wearables już wkrótce pozwolą uczniom i studentom, jeszcze efektywniej zaplanować naukę, w zależ- ności od stanu skupienia czy indywidualnych możliwości przyswajania wiedzy. W najbliż- szych latach, dynamicznie będą rozwijały się systemy klasy LMS (ang. Learning Managment System), które będą integrowały doświadczenia online i offline, studentów i uczniów z ca- łego świata, w ramach jednego systemu. Wykorzystanie współczesnych metod zbierania danych i ich analizy pozwoli tworzyć nowe, efektywniejsze modele kształcenia.

Otwórz się na innowacje

Instytucje edukacyjne w najbliższych latach czekać będzie wiele wyzwań. Aby skutecznie konkurować i utrzymać się na rynku, muszą otworzyć się na nowe rozwiązania i zmienić swoją optykę. Stare mury elitarnych uczelni mogą runąć, jeśli nie wykorzystają potencjału nowych technologii. Dlatego młode osoby, planujące dzisiaj swoją edukację i karierę, muszą z otwartą głową podchodzić do wyboru ścieżki kształcenia. Programy edukacyjne oferowane przez uczelnie, także te prestiżowe, nie zawsze są dostosowane do aktualnych potrzeb rynku pracy. Konieczne jest zatem równoległe rozwijanie wiedzy i kwalifikacji, ukierunkowane na zdobycie praktycznych umiejętności, przede wszystkim w obszarze technologicznym. Szczęśliwie, współczesny, pozbawiony granic świat edukacji oferuje dużo możliwości.

Edu-Tech 2016 otwiera cykl edukacyjnych raportów portalu Edutorial.pl. Publikacja poświęcona jest nowoczesnej nauce i technologiom w świecie edukacji. Zawiera analizy, komentarze ekspertów oraz rankingi i zestawienia najciekawszych startupów, platform
e-korepetycji i aplikacji do nauki języków obcych. Portal Edutorial.pl należy do KERRIS Group, która rozwija swoją działalność w obszarze edukacji, m.in. wspierając w ramach partnerstwa program przywództwa Leadership Academy for Poland, który jest realizowany przy współpracy z Uniwersytetem Harvarda i innymi czołowymi światowymi uczelniami.
Autorem wypowiedzi eksperckiej dla raportu Edu-Tech 2016 jest Bartek Bobczyński, account director w Deloitte Digital.

Polski rynek napojów bezalkoholowych jest wart 21,7 mld zł

W 2015 roku polscy konsumenci nabyli napoje bezalkoholowe o łącznej wartości 21,7 mld zł. Najwięcej przeznaczyli na napoje gazowane (8,3 mld zł) oraz soki, nektary i napoje owocowe (5,9 mld zł). Dynamicznie rośnie też sprzedaż wody butelkowanej – w ostatnich 5 latach wzrosła o 14% i w 2015 roku wyniosła 4,9 mld zł. Statystyczny Polak kupił w ubiegłym roku 184 litry napojów bezalkoholowych. Coraz więcej Polaków ma swoje ulubione napoje, po które niezmiennie sięga od lat (58%) oraz zwraca uwagę na ich zdrowotne aspekty (52%). Wśród kanałów sprzedaży napojów bezalkoholowych dominują dyskonty, supermarkety i hipermarkety. Szacuje się, że do 2020 roku wartość sprzedaży napojów bezalkoholowych zwiększy się o 14% – wynika z najnowszego raportu KPMG.

Pod względem wartości sprzedaży największą kategorię rynku napojów bezalkoholowych w Polsce stanowi segment napojów gazowanych. W 2015 roku wyniósł on 8,3 mld złotych, co stanowiło 38% całości rynku. Woda butelkowana dominuje natomiast pod względem wolumenu sprzedaży, który w ostatnim roku wyniósł 3,2 mld litrów.

– W 2015 roku Polacy wydali na wodę butelkowaną prawie 4,9 mld złotych, kupując 3,2 mld litrów tego produktu w kanałach off- i on-trade. Woda zyskuje na popularności przede wszystkim za sprawą rosnącej roli zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej. Wiele wskazuje na to, że w kolejnych latach tendencje wzrostowe w segmencie wody będą jeszcze silniejsze – szacujemy, że do 2020 roku wartość sprzedaży detalicznej wody butelkowanej w Polsce przekroczy poziom 6 mld złotych – mówi Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef grupy doradczej dla rynku dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Z kolei segmentem napojów bezalkoholowych, który rośnie najszybciej są napoje energetyzujące. Prognozy wskazują, że w latach 2016-2020 średni roczny wskaźnik wzrostu wyniesie ponad 6%.

Przeciętny Polak wydaje rocznie 564 zł na napoje bezalkoholowe

W ciągu roku statystyczny Polak kupuje 184 litry napojów bezalkoholowych, wydając na nie równowartość 135 euro. Polacy nabywają mniej napojów niż Niemcy (291 litrów), Hiszpanie (255 litrów) czy Francuzi (225 litrów), ale więcej niż Brytyjczycy (157 litrów) czy Ukraińcy (72 litry).

sprzedaz-napojow-bezalkoholowych

Znaczny odsetek spożywanych napojów bezalkoholowych w Polsce stanowią wody butelkowane, których kupujemy średnio 82 litry i płacimy za nie łącznie 31 euro. Mimo to, konsumpcja wody butelkowanej w Polsce znacznie odbiega od liderów europejskich – najwięcej, bo aż 180 litrów rocznie, kupują Włosi, zaraz za nimi plasują się Hiszpanie, na których przypada średnio 152 litry na osobę. Niemcy kupują około 143 litry wody na osobę, wydając na ten cel aż 118 euro. Nabywają oni wody droższe, o wyższej zawartości składników mineralnych czy wzbogacone o dodatkowe witaminy i składniki funkcjonalne.

Niemcy są również narodem, który nabywa najwięcej napojów gazowanych w przeliczeniu na jednego mieszkańca – aż 96 litrów rocznie, płacąc za nie średnio 139 euro. Przeciętny Polak w ciągu roku kupuje 1,7 razy mniej napojów gazowanych (57 l), na które wydaje 2,7 razy mniej (52 euro).

Polska na 2. miejscu w Europie pod względem spożycia soków

Na tle innych krajów europejskich, kupujemy relatywnie dużo soków, nektarów i napojów owocowych w przeliczeniu na osobę – aż 35 litrów rocznie, czyli jedynie o jeden litr mniej niż mieszkańcy Niemiec. Daje nam to drugie miejsce w Europie, trzecią pozycję zajmują Francja oraz Wielka Brytania, których mieszkańcy kupują średnio 30 litrów tych napojów na osobę.

Przeciętny Polak w ciągu roku kupuje ponad 3 litry napojów energetyzujących – znacznie mniej od mieszkańca Wielkiej Brytanii, który w 2015 roku wypił ponad 8 litrów tego napoju, płacąc za nie aż 31 euro. Mniej niż napojów energetyzujących Polacy spożywają napojów izotonicznych – statystycznie 0,9 litra na osobę. Rosnąca świadomość dotycząca aktywności fizycznej będzie wpływała jednak na stały wzrost wartości sprzedaży w tym segmencie.

Polacy zwracają coraz większą uwagę na zdrowotne aspekty napojów

Polski rynek napojów bezalkoholowych w dużej części uzależniony jest od nastrojów konsumenckich oraz trendów produktowych. Aż połowa wszystkich konsumentów wyjątkowo ceni dobry skład produktów i wybiera napoje bez sztucznych dodatków, takie, które uważa za zdrowe. Polscy konsumenci stają się coraz bardziej świadomi roli zdrowego stylu życia oraz funkcjonalności, których pewne napoje mogą im dostarczyć.

– Trendy prozdrowotne decydują o szybszym rozwoju niektórych kategorii – jak woda niegazowana, soki NFC, napoje izotoniczne – przy jednoczesnym osłabianiu sprzedaży innych grup produktów, np. napojów gazowanych typu cola czy niegazowanych napojów owocowych. Co istotne, wszystkie firmy biorące udział w naszym badaniu są zdania, że ten trend będzie miał duże znaczenie dla rynku napojów bezalkoholowych w najbliższej przyszłości – mówi Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef grupy doradczej dla rynku dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

trendy-napojow-bezalkoholowych

Konsumenci wybierają najchętniej napoje z „wyższej półki”, ale za niższą cenę

Jak wynika z badań KPMG przeprowadzonych wśród przedstawicieli firm działających na rynku napojów bezalkoholowych oraz konsumentów, równie istotnym trendem kształtującym poziom i dynamikę sprzedaży napojów jest trend value for money. Aż 43% ankietowanych poszukuje wysokiej jakości produktu za rozsądną cenę oraz poszukuje w sklepach atrakcyjnych promocji cenowych.

– Z jednej strony, wraz ze wzrostem zamożności Polaków rośnie też ich gotowość do większych wydatków, z drugiej strony nie oznacza to wcale, że konsumenci sięgają po produkty z wyższych półek bądź akceptują wyższe ceny za te same napoje. W ostatnich latach na popularności zyskuje tzw. smart shopping, polegający na kupowaniu produktów wysokiej jakości za możliwie najniższą cenę, który napędzany jest przez rozwój sieci dyskontowychmówi Piotr Grauer, dyrektor w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

68% konsumentów kupuje napoje bezalkoholowe w dyskontach

Podstawę dystrybucji napojów bezalkoholowych w Polsce stanowi kanał off-trade (tj. sklepy różnego formatu i stacje benzynowe). Jego udział w rynku wynosi aż 92% w ujęciu wolumenowym. W porównaniu z innymi krajami europejskimi rola kanału on-trade (tj. głównie restauracji, pubów, barów, kawiarni i hoteli) niezmiennie pozostaje niewielka. W 2015 roku kanał ten odpowiadał jedynie za 8% całkowitego wolumenu sprzedaży napojów bezalkoholowych w Polsce, podczas gdy średnia dla krajów Unii Europejskiej wynosiła 18%.

W obrębie kanału off-trade największa część napojów sprzedawana jest w dyskontach, supermarketach i hipermarketach. W Polsce dyskonty odpowiadają za ponad jedną piątą ogółu sprzedaży w tym kanale. Jak wynika z przeprowadzonego przez KPMG badania konsumenckiego, aż 68% konsumentów deklaruje, że kupuje napoje bezalkoholowe w takich sklepach.

– Firmy działające na rynku napojów bezalkoholowych nie mają wątpliwości – dyskonty dalej będą umacniać swoją pozycję we wszystkich kluczowych segmentach. Rosnąć będzie również rola supermarketów, szczególnie w odniesieniu do wód butelkowanych oraz soków, nektarów i napojów owocowych. Stosunkowo niepewna jest natomiast przyszłość kanału on-trade. Z jednej strony Polacy w miarę bogacenia się coraz chętniej spożywają posiłki poza domem, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do wzrostu znaczenia kanału on‑trade w strukturze rynku. Z drugiej strony trendy konsumenckie i przewidywania firm nie wskazują, aby mogła nastąpić rewolucyjna zmiana w znaczeniu tego kanału dla całego rynku – mówi Piotr Grauer, dyrektor w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Pozytywne prognozy dla rynku napojów bezalkoholowych

W badaniu KPMG połowa ankietowanych firm zdecydowanie pozytywnie oceniła swoją obecną sytuację finansową. Przedsiębiorstwa działające na rynku napojów bezalkoholowych optymistycznie opisują obecną i przyszłą sytuację swojej firmy. Aż 88% ankietowanych ocenia bieżącą sytuację zdecydowaniedobrze lub raczej dobrze, a wszystkie firmy spodziewają się wzrostów wolumenu sprzedaży w najbliższej przyszłości.

Prognozy na najbliższe lata odzwierciedlają pozytywne nastroje dotyczące rozwoju całego rynku. Szacuje się, że do 2020 roku wartość sprzedaży napojów bezalkoholowych zwiększy się o blisko 14% i tym samym przekroczy poziom 24 mld zł.

Artur Czepczyński: Klimat do rozmowy na temat polskich firm jest bardzo dobry

Ważne jest, aby rząd i firmy rodzinne znalazły wspólną płaszczyznę do rozmowy. W tej chwili klimat do takiej debaty jest bardzo dobry. Warto jednak, aby pewne zmiany, które będą dokonywane, były przedyskutowane z firmami rodzinnymi – powiedział agencji eNewsroom.pl Artur Czepczyński, prezes zarządu ABC Czepczyński

–Pakiet stu zmian, który obecnie jest przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju ma szansę uprościć funkcjonowanie polskich firm rodzinnych. Najlepszym przykładem dla rozwoju firm rodzinnych są Niemcy, gdzie jest kilka dużych organizacji, które bardzo silnie się wspierają. Na spotkania z nimi przyjeżdża m.in. Pani Merkel, bo wie, że jest to znaczący filar gospodarki. Mam nadzieję, że w Polsce też będziemy mieć tak silne zjednoczone organizacje skupiające firmy rodzinne i będziemy zapraszani przez rząd do rozmów na temat zmian, inwestycji infrastrukturalny i potrzeb.

Tempo rozwoju firm rodzinnych w Polsce jest stabilne. W tym momencie nie widzimy żadnych zagrożeń, które mogą występować w perspektywie krótkoterminowej. W perspektywie zmian długoterminowych, Brexit i inne problemy, które są w Unii Europejskiej, mogą spowodować wyhamowanie polskiej gospodarki. Jednak rozwój firm rodzinnych jest bardzo korzystny.

Ma znaczenie dla zmniejszania bezrobocia, wzrostu wpływów budżetowych, dlatego współpraca między firmami rodzinnymi, a rządem jest bardzo pożądana i na pewno pozytywna dla gospodarki – dodał Czepczyński.

W jakich branżach zarabia się najlepiej?

Czy istnieją specjalizacje, w których od początku kariery zarabia się dobrze? Czy widać różnicę w zarobkach specjalistów i kierowników? W jakiej specjalizacji najlepiej zarabiają dyrektorzy? Na te pytania odpowiada analiza ankiet wypełnionych przez użytkowników w serwisie zarobki.pracuj.pl.

Bez wątpienia kluczowym czynnikiem wpływającym na wysokość wynagrodzenia jest doświadczenie pracownika. Niezależnie od tego, czy będzie to pracownik początkujący, specjalista, kierownik czy dyrektor, to staż pracy jest kluczowy w kwestii otrzymywanej pensji. Jednak o tym, jak będzie kształtować się wynagrodzenie z biegiem czasu, w dużej mierze decyduje również obszar specjalizacji, w którym dany specjalista pracuje. W jakich specjalizacjach zarabia się najlepiej?

Początkujący pracownicy – w drodze po dobre zarobki

Obszarem, w którym młodzi pracownicy otrzymują atrakcyjne wynagrodzenie na start, jest IT -rozwój oprogramowania. Początkujący pracownik z tego obszaru zajmujący się architekturą oprogramowania, znajduje się w czołówce listy płac z przeciętnymi zarobkami w wysokości 4500 zł netto. Do najlepiej opłacanych specjalizacji w tym obszarze zalicza się także zarządzanie projektami, w której przeciętna płaca wynosi 3650 zł netto oraz analizę biznesową, w której przeciętnie zarabia się 3300 zł netto. Młodzi pracownicy otrzymują także atrakcyjne wynagrodzenie, pracując jako prawnicy (po aplikacji) z przeciętnymi zarobkami 3800 zł netto. Powody do zadowolenia mają również osoby rozpoczynające karierę w obszarze Busienss Intelligence/Data Warehouse, gdzie przeciętne zarobki kształtują się na poziomie 3500 zł netto.

Obszar IT najkorzystniejszy dla specjalistów

Podobnie jak w przypadku początkujących pracowników, także specjaliści mogą liczyć na dobre pensje, pracując w obszarze IT – rozwój oprogramowania. Najwyższe wynagrodzenie otrzymają, specjalizując się w architekturze oprogramowania, gdzie przeciętne zarobki kształtują się na poziomie 7750 zł netto. Specjaliści zajmujący się analizą biznesową i programowaniem mogą liczyć na stosunkowo wysoką pensję wynoszącą przeciętnie 5000 zł netto. Na liście najlepiej opłacanych specjalistów znaleźli się także pracownicy ds. zarządzania HR, który otrzymują przeciętne wynagrodzenie w wysokości 4550 zł netto. Potwierdza to istniejący od pewnego czasu trend na rynku pracy. Pracodawcy coraz częściej sięgają po pracowników HR specjalizujących się w obszarze IT, którzy nie tylko mogą wspierać ich w efektywnych i skutecznych rekrutacjach oraz budowaniu wizerunku pracodawcy, ale także sami mogą liczyć na ciekawą ścieżkę kariery i atrakcyjne zarobki.

Kierownicy przodują w obszarze doradztwa i konsultingu

Kierownicy otrzymują atrakcyjne wynagrodzenie, pracując w obszarze doradztwo/konsulting zajmujący się biznesem czy strategią, gdzie ich przeciętne wynagrodzenie wynosi 11 500 zł netto. Zarobki zbliżone do 10 000 zł netto osiągają także prawnicy po aplikacji; przeciętna pensja prawnika zarządzającego zespołem wynosi 9 300 zł netto. W tej grupie pracowników na czołowych miejscach listy pojawią się ponownie pracownicy obszaru IT – rozwój oprogramowania oraz IT – administracja, którzy w zależności od specjalizacji zarabiają przeciętnie od 8000 zł netto do 9000 zł netto. Wśród osób na stanowiskach kierowniczych z przeciętnymi zarobkami w wysokości  8000 zł netto znalazły się także stanowiska związane z obszarami media/sztuka/rozrywka (specjalizacja planowanie i zakup mediów), bankowość (specjalizacja bankowość inwestycyjna), finanse/ekonomia (specjalizacja audyt/podatki oraz kontroling) czy marketing (specjalizacja zarządzanie marketingiem).

Najwyższa kadra zarządzająca – zarobki znacznie powyżej średniej

Jak wynika z analizy ankiet wypełnionych na portalu Pracuj.pl, w gronie najlepiej zarabiających osób na stanowiskach dyrektorskich są prawnicy po aplikacji – ich przeciętna pensja wynosi nieco ponad 15 000 zł netto. Podobne pensje wypłacane są specjalistom z obszaru najwyższej kadry zarządzającej – tutaj pracownik w randze członka zarządu otrzymuje przeciętne wynagrodzenie w wysokości 15 000 zł netto; niewiele mniej bo przeciętnie 14 000 zł netto pobiera dyrektor finansowy oraz prezes zarządu, a na przeciętne zarobki nieco przewyższające 13 000 zł netto może liczyć dyrektor ds. IT oraz dyrektor ds. sprzedaży.

Jak widać z powyższych danych, w niektórych ze specjalizacji wraz z rozwojem kariery zawodowej przeciętne zarobki mogą wzrosnąć do wysokich poziomów. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku dyrektorów z obszaru bankowości, ubezpieczeń, finansów oraz nieruchomości – także w tych specjalizacjach początkowo nie można liczyć na wysokie zarobki, ale już na poziomie dyrektora osiąga się przeciętnie jedne z najwyższych zarobków wynoszące ponad 13 000 zł netto.

Przeciętne zarobki czyli mediana – oznacza to, że połowa badanych otrzymywała wynagrodzenie wyższe, a połowa niższe. Brano pod uwagę pensję całkowitą czyli wynagrodzenie zasadnicze plus premia netto – „na rękę”. Wyniki pochodzą z analizy 330 000 ankiet wypełnionych na portalu zarobki.pracuj.pl

Początkujący pracownicy – osoby pracujące w danej specjalizacji mniej niż rok.

Specjaliści – osoby pracujące  w danej specjalizacji więcej niż 1 rok.

NaviExpert wspólnie z LINK4 opracują produkt ubezpieczeniowy wyceniany zgodnie ze stylem jazdy kierowcy

NaviExpert z portfela funduszu MCI. TechVentures zarządzanego przez Grupę Private Equity Managers, razem z LINK4 pracują nad ubezpieczeniem komunikacyjnym, którego wycena zależeć będzie od stylu jazdy kierowcy.

Współpraca między NaviExpert i LINK4 trwa od ponad roku. Od tego czasu ubezpieczyciel oferuje ubezpieczenie komunikacyjne wraz z nawigacją NaviExpert wzbogaconą o moduł telematyczny „Bezpieczna jazda z LINK4”. Statystyki zebrane na podstawie badań kierowców pokazują, że ci którzy używają tej aplikacji jeżdżą bezpieczniej. Zgodnie z zapowiedzią LINK4 będą oni mogli płacić mniej za polisę.

Aplikacja nie tylko gromadzi dane, które pozwalają na określenie stylu jazdy kierowców. Za jej pośrednictwem kierujący pojazdami otrzymują też wskazówki, dzięki którymi są w stanie poprawić styl prowadzenia auta.

Oprócz niższej składki na ubezpieczenie, dodatkową motywacją dla kierowców, by jeździć płynnie i zgodnie z przepisami, są konkursy organizowane cyklicznie przez LINK4. System przygotowany we współpracy z NaviExpert sumuje kilometry „płynnej” i „bezpiecznej” jazdy i zamienia je na punkty, które decydują o pozycjach w rankingach konkursowych.

„W czasie konkursów, w których nagradzamy osoby jeżdżące przez dany miesiąc lub dwa najbezpieczniej i najbardziej płynnie, widzimy, że kierowcy używający aplikacji starają się jeszcze bardziej pilnować za kółkiem. Widać, że po ofertę z telematyką sięgnęli kierowcy, których styl jazdy jest bezpieczniejszy niż przeciętnego Kowalskiego.” – zaznacza Adam Bąkowski, prezes NaviExpert.

Debata prezydencka w USA – rynki niemal nie zareagowały

Debata prezydencka w USA wiązała się licznymi nadziejami. Nie sprostała im, było dużo banałów i powtarzanych już znanych haseł. Rynki niemal nie zareagowały. W Grecji kolejny pakiet oszczędności.

Wczorajsza debata prezydencka była delikatnie mówiąc mniej fascynująca niż zakładano. Rynki były gotowe na prawdziwą bombę, a zobaczyły kiepski show z dialogami, które już wielokrotnie padły. Od Donalda Trumpa znowu usłyszeliśmy o tym jak źli “oni” odbierają dobrym “naszym” miejsca pracy. Rozwiązaniem tego problemu ma być wprowadzenie ceł i renegocjacja umów handlowych. Plan ten jest o tyle dobry, że zakłada, że po drugiej stronie nie nastąpi podobny ruch. Padła obietnica redukcji podatków dla firm oraz likwidacji większości ulg/luk.

Z drugiej strony Hillary Clinton zaszczyciła nas pełnym zbiorem banałów – podnosząc płacę minimalną poprawiła los najbiedniejszych; zwiększyła nakłady na edukację i odnawialne źródła energii; zrównała płace kobiet i mężczyzn; wsparła klasę średnią, a nawet podzieliła się zyskami ze społeczeństwem. Nie do końca wiadomo jakie zyski ma kraj zadłużony na niemal 20 bilionów dolarów. To była jedna z tych debat, która nie tylko nie miała zwycięzcy, ale wręcz można zaryzykować stwierdzenie, ze miała dwóch przegranych. Ataki personalne były często kuriozalne. Jak inaczej odebrać argument, że kandydat jest uzależniony od bankierów, skoro własna kampania jest sponsorowana przez największe banki?

Reakcja rynków? Obserwując wykres EUR/USD można odnieść wrażenie, że debata w ogóle się nie odbyła. Jedyne co potwierdza, że coś się naprawdę działo tej nocy, to wydarzenia z Europy. W obawie, że ta debata będzie jednak przełomem, inwestorzy w Europie wycofywali swoje zlecenia na noc. W rezultacie widzieliśmy zwiększone spready przypominające naprawdę najważniejsze wydarzenia jak np. bankructwo Grecji czy wybory w najważniejszych krajach. Dzisiaj rano sytuacja wróciła do poprzednich poziomów, gdyż wynik debaty oceniany jest jako remis, co najwyżej ze wskazaniem na Clinton. O jej przewadze może świadczyć umocnienie się peso względem dolara amerykańskiego. Powodem tego wniosku jest fakt, że postulaty Trumpa są wyraźnie anty-meksykańskie. Najprawdopodobniej debata nie przekonała jednak na tyle dużej liczby osób, by istotnie wpłynąć na sondaże.

Grecki parlament znów musi głosować nad kolejnym pakietem oszczędności. Chodzi o wypłatę kolejnej transzy pomocowej od eurogrupy. Pakiet reform zawiera likwidacje ulg podatkowych dla osób rozpoczynających pracę w zawodzie. Jest to pozornie nieistotna zmiana, ale był to jeden z postulatów wyborczych partii rządzącej. Drugim elementem tego pakietu reform jest prywatyzacja kolejnych państwowych spółek, w tym wodociągów, metra i zakładów energetycznych. Jak nie trudno się domyślić związki zawodowe organizują strajki. Mają się one zacząć dzisiaj od godz. 17:00.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Viktor Orban Człowiekiem Roku XXVI Forum Ekonomicznego w Krynicy

SME, 08.09.2016, str.11
SME, 08.09.2016, str.11

Podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy przyznano Nagrodę Człowieka Roku premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi. W ubiegłych latach laureatami byli m.in. Jan Paweł II, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Jerzy Buzek, prezydent Czech Vaclav Havel czy premier Słowacji Robert Fico, a rok temu prezes Jarosław Kaczyński.

Jak wytłumaczyła w rozmowie z Onetem Katarzyna Grabka z Instytutu Studiów Wschodnich, który organizuje Forum Ekonomiczne w Krynicy nagroda dla człowieka roku jest przyznawana przez kapitułę większością głosów. Otrzymują ją ludzie, którzy w ciągu ostatniego roku mogą się pochwalić znaczącymi osiągnięciami.

W pierwszym dniu Forum, czyli 6 września dziennikarze spekulowali, kto otrzyma to prestiżowe wyróżnienie. Przypuszczano, że może to być właśnie Viktor Orban:

  • „We wtorek poznamy też Człowieka Roku Forum Ekonomicznego. W ubiegłym roku tytuł
    ten przypadł Jarosławowi Kaczyńskiemu. Teraz w gronie kandydatów wymieniany jest premier Węgier Viktor Orban”. (Gazeta Wyborcza, 06.09.2016, str. 1, „Politycy i biznesmeni jadą do wód”)

Z kolei Zygmunt Berdychowski, organizator i przewodniczący Rady Programowej ujawnił,
że nominowanych do nagrody jest siedem osób, w tym: prezydent Rumunii Klaus Iohannis, premier Węgier Viktor Orban, Andrzej Rzepliński i Andrzej Zoll.

W międzyczasie węgierski premier wziął udział w debacie premierów:

  • „Późnym popołudniem odbyła się debata premierów: Polski – Beaty Szydło, Czech – Bohuslava Sobotki, Węgier – Viktora Orbana, Słowacji – Roberta Fico i Ukrainy – Wołodymyra Hrojsmana.
    Jej uczestnicy przekonywali, że w wielu kwestiach Europa Środkowa i Wschodnia może mówić jednym głosem”. (Dziennik Polski, 07.09.2016, str. 4, „Czas na husarię ekonomiczną”)

Pani premier Beata Szydło po tej dyskusji podkreślała znaczenie Grupy Wyszehradzkiej, zwłaszcza jej sposób postrzegania Unii Europejskiej:

  • „ – Grupa Wyszehradzka jest w tej chwili istotnym podmiotem, który ma nie tylko duże ambicje, ogromy potencjał, ale jest tym gronem państw, które ma receptę na Unię Europejską – powiedziała po spotkaniu premier Beata Szydło. Dodała, że UE powinna postawić na parlamenty europejskie i być bliżej obywateli, nie może zmuszać państw do prowadzenia konkretnej polityki migracyjnej. Polska premier zaznaczyła, że wspólne stanowisko wobec wyzwań UE grupa V4 przedstawi po szczycie zaplanowanym na 16 września”. (jw.)

Również prezes Jarosław Kaczyński wystąpił na wspólnym panelu dyskusyjnym razem z Orbanem:

  • „Prezes PiS i premier Węgier mówili o patriotyzmie gospodarczym i kryzysie świadomości w Europie. -Nie ma czegoś takiego, jak naród europejski – mówił Orban. Z kolei Kaczyński dodawał: żeby dokonała się kontrrewolucja, wymagane są zmiany wewnątrz UE”. (onet.pl, 06.09.2016, „Orban i Kaczyński zapowiadają »kontrrewolucję« w Unii Europejskiej”)

Po odebraniu z rąk Beaty Szydło rzeczonej nagrody Victor Orban powiedział:

  • „Z wielkim szacunkiem dziękuję i przyjmuję tę nagrodę.” (24kurier.pl, 07.09.2016,
    „Orban z honorowym tytułem”)

Oprócz tradycyjnych podziękowań zaakcentował, że to jest laur dla całej Europy Środkowej, która musi zachować „swoją tożsamość historyczną, religijną, narodową”. Według niego „stoimy u wrót wielkich czasów, a cały nasz kontynent się przemieni”. (businessinsider.com.pl, 06.09.2016, Victor Orban Człowiekiem roku Forum Ekonomicznego w Krynicy”)

Laudację na cześć wyróżnionego polityka wygłosił Igor Janke, dziennikarz i publicysta, autor książki „Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbánie”. Mówił o przywódcy Węgier tak:

  • „ Ten polityk od samego początku był człowiekiem umiejącym doskonale analizować, budować strategię, przedstawiać bardzo odważne wizje i – co ważne – realizować je. (…) W takich trudnych czasach, w jakich żyjemy, tylko tacy politycy mogą coś zmienić (…). Viktorze, życzę ci, abyś pozostał dalej tym niepozornym napastnikiem jeszcze przez wiele lat; byś walczył w polityce, byś nie poddawał się”. (tvp.info, 06.09.2016, „Viktor Orban uhonorowany nagrodą Człowieka Roku. »Abyś pozostał dalej tym niepozornym napastnikiem«”)

Przy okazji przyznania Nagrody Człowieka Roku osoby związane z mediami, dziennikarze i politycy przybliżali sylwetkę Viktora Orbana, rozprawiali o jego drodze politycznej i jego decyzjach, które komentowali inni europejscy politycy:

  • „Tematem numer jeden w wypowiedziach Orbana jest w ostatnich miesiącach kryzys migracyjny – Węgry przeżyły bowiem w ub. roku napływ ogromnej liczby uchodźców. (…) Jednocześnie Orban podkreśla konieczność zmian w UE. – Europa utraciła globalną rolę i stała się graczem regionalnym, nie jest w stanie ochronić własnych obywateli, nie jest w stanie ochronić własnych granic zewnętrznych, nie jest w stanie jednoczyć swej społeczności, bo Wielka Brytania właśnie z niej wystąpiła – mówił w lipcu, wskazując np., że Unia powinna mieć własną armię”. (polskieradio.pl, 06.09.2016, „Viktor Orban »Człowiekiem roku« na forum w Krynicy”)

Zastanawiano się także nad wpływem polityki Orbana na Polskę:

  • „Od objęcia rządów w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość nasiliły się dwustronne kontakty polityczne między Polską i Węgrami, m.in. premier Beata Szydło i prezydent Andrzej Duda byli na Węgrzech, a prezydent Węgier Janos Ader wziął w Polsce udział w uroczystościach w 60. rocznicę Poznańskiego Czerwca. (…) Węgierski premier występował w obronie Polski na forum międzynarodowym, mówiąc m.in., że jego kraj nigdy nie poprze ewentualnych kroków Brukseli mających na celu wprowadzenie unijnych sankcji przeciwko Polsce”. (jw.)
Liczba informacji oraz udział procentowy
Liczba informacji oraz udział procentowy

OPINIE

Przyznanie nagrody węgierskiemu premierowi spowodowało lawinę komentarzy polityków, dziennikarzy i ekspertów z różnych dziedzin. Zarówno osoby z obozu rządzącego, jak i opozycji wypowiadali się na ten temat i oceniali słuszność wyboru Rady Programowej Forum:

  • Dziwi nagroda dla polityka, który przez wiele lat był na cenzurowanym przez biznes i media tzw. głównego nurtu – mówi w audycji »Komentatorzy« Zbigniew Parafianowicz z »Dziennika. Gazety Prawnej«. Michał Szułdrzyński z »Rzeczpospolitej« uważa, że premier Węgier w sferze gospodarczej jest bardzo skuteczny”. (polskieradio.pl, 07.09.2016, „Orban nagrodzony w Krynicy. To koniunkturalizm polskiego biznesu?”)
  • „ Z dr. SŁAWOMIREM SADOWSKIM, politologiem z UKW w Bydgoszczy, o zasługach Viktora Orbana – Człowieka Roku: (…) Poza twardą postawą podczas ubiegłorocznego kryzysu migracyjnego Orban niczym się przez ten rok nie wykazał. To chyba ukłon – przez Orbana – środowisk gospodarczych w kierunku PiS. Nie widzę innego uzasadnienia”. (Gazeta Pomorska, 08.09.2016, str. 2, „Polak-Węgier – dwa bratanki w Unii Europejskiej”)
  • „- To zaszczyt dla samego Forum – mówiła Szydło. – Orban to zły przykład dla Polski – kontrował członek kapituły i polityk SLD Krzysztof Gawkowski. (…) Dla Jarosława Gowina premier Węgier jest jednym z najwybitniejszych polityków. A dla Jarosława Kaczyńskiego Orban jest sojusznikiem w kulturowej rewolucji Europy. Innego zdania jest opozycja. – Orban doprowadził do sytuacji, w której przedsiębiorcy zastanawiają się, czy nie będzie dla nich nowych ograniczeń. To nie jest dobry przykład dla Polski. – mówi Krzysztof Gawkowski, członek kapituły i polityk SLD”. (onet.pl, 07.09.2016, „Victor Orban Człowiekiem Roku w Krynicy. Rząd chwali, opozycja krytykuje”)
  • „ – Głos Polski w Europie jest coraz lepiej słyszalny dzięki dobrej pracy premierów Grupy Wyszehradzkiej, a background dał właśnie pan premier Orban i Jarosław Kaczyński – mówi
    o premierze Węgier marszałek Senatu Stanisław Karczewski”. (onet.tv, 06.09.2016, „Karczewski o Orbanie: to świetny, skuteczny polityk”)

PODSUMOWANIE

Forum Ekonomiczne w Krynicy jest prestiżowym wydarzeniem dla osób skupionych wokół europejskiej gospodarki, a Krynicę od lat nazywa się polskim Davos, bo to tu elity polityczne, gospodarcze i intelektualne Europy Środkowo-Wschodniej spotykają się i podejmują dialog o przyszłości Europy i świata. Forum z roku na rok zyskuje coraz większą rangę. Dlatego też, Nagroda Człowieka Roku przyznawana przez Radę Programową Forum budzi takie emocje i staje się tematem artykułów, wypowiedzi w telewizji i radiu oraz komentarzy w mediach społecznościowych. Jedni zgadzają się z wyborem rady, inni poddają go w wątpliwość.

Tak też było z wyróżnieniem Viktora Orbana. Nominacja węgierskiego premiera
do najważniejszej nagrody Forum przykuła uwagę polskich i zagranicznych mediów. Burzliwą dyskusję wywołał komentarz Orbana dotyczący pomocy dla migrantów:

  • „Premier Węgier Viktor Orban podkreślił we wtorek w Krynicy potrzebę ochrony europejskich granic w związku z falą uchodźców. Zaznaczył, że potrzebna jest – jak mówił – dobra pomoc
    dla migrantów, kierowana do miejsc, skąd przybywają oni do Europy. (…) – Musimy dobrze pomagać, czyli pomagać tam, gdzie jest kłopot, a nie przyprowadzać ten kłopot tutaj. Europa dzisiaj źle pomaga, bo przyprowadza tu problem, zamiast tam wysyłać pomoc – powiedział premier Węgier podczas panelu na Forum Ekonomicznym w Krynicy”.
    (kresy.pl, 06.09.2016, „Orban o pomocy Europy dla migrantów: nie można na granicach sadzić kwiatów i ustawiać pluszaków”)

Ten i inne problemy zaprzątające teraz głowy polityków europejskich (np. Brexit) stały się przedmiotem dyskusji nieformalnego szczytu w Bratysławie, gdzie obok wiodących przywódców takich jak Angela Merkel, pojawili się przedstawiciele Grupy Wyszehradzkiej.

Deutsche Bank i kampania prezydencka w USA. Interesująca jesień

Pierwszy dzień tygodnia na większości światowych parkietów zakończył się spadkami. Głównym powodem przeceny na europejskich rynkach był spadek akcji Deutsche Banku o blisko 2% na Deutsche Borse. Na NYSE popołudniowy spadek sięgał blisko 6% w przypadku tych walorów. Przyczyną całego zamieszania była sugestia Angeli Merkel, że rząd nie będzie wspierać mającego coraz większe kłopoty Deutsche Banku. Przecena pociągnęła za sobą spadki na europejskich giełdach, na minusie były między innymi niemiecki DAX (-2,19%), francuski CAC40 (-1,80%) czy brytysjki FTSE100 (-1,32%). Przez większość dnia nasz rynek utrzymywał się na ponad 1% minusie i do końca sesji nie zbliżył się nawet w pobliże piątkowego zamknięcia. Finalnie, WIG20 stracił 1,27% przy obrotach na całym rynku sięgających 610 mln zł.

Dodatkowo, po serii decyzji banków centralnych w Europie, USA i Japonii uwaga rynków została skierowana na kampanię wyborczą w USA. We wtorek nad ranem czasu polskiego podczas pierwszej debaty zmierzyli się kandydaci na fotel 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z przewidywaniami było wiele ataków, prób podważenia wiarygodności i ciosów we wrażliwe miejsca. Trudno wskazać wyraźnego zwycięzcę, choć dużym osiągnięciem kandydatki Demokratów może być fakt, że nie dała się przytłoczyć znanemu z agresywnego stylu wypowiedzi Donaldowi Trumpowi. Przez większość debaty to wręcz Hilary Clinton dominowała.

W ostatnich tygodniach różnice w sondażach pomiędzy Trumpem a Clinton zmniejszyły się na korzyść kandydata Republikanów. W poniedziałkowym badaniu dla agencji Bloomberg uzyskali natomiast takie samo poparcie.

Kalendarz makroekonomiczny w poniedziałek był praktycznie pusty i nie dawał żadnego bodźca do aktywniejszego handlu stronie popytowej. Warto jedynie zwrócić uwagę na odczyt niemieckiego indeksu instytutu Ifo, który po dwóch miesiącach spadków niespodziewanie wzrósł. Podczas gdy rynek oczekiwał minimalnego wzrostu o 0,1 pkt., finalnie wyniósł on ponad 3 pkt. Odczyt osiągnął 109,5 pkt. i tym samym był to najwyższy poziom od połowy 2014 r.

Wczesnym popołudniem w Europarlamencie przemówienie wygłosił Mario Draghi, prezes ECB, który zapewniał, że obecnie prowadzona polityka banku na rzecz pobudzenia akcji kredytowej, zwiększania inflacji i rozgrzewania gospodarki daje dobre skutki, ale oczywiście pozostaje jeszcze wiele do zrobienia. Czyli nic nowego…

Dziś z perspektywy wydarzeń w USA ważna będzie reakcja rynków na wyniki debaty prezydenckiej. Poza tym napłyną do nas kolejne odczyty ze Stanów Zjednoczonych, a mianowicie indeksu S&P/Case-Shiller, indeksu Conference Board, a także indeksu Fed z Richmond.

Sesja w USA:
Poniedziałkowa sesja na nowojorskich giełdach zakończyła się spadkami najważniejszych indeksów. Indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,91%, S&P500 spadł o 0,86%, a Nasdaq Composite o 0,91%.

Waluty:
Poniedziałek dla EURUSD zakończył się wzrostem o 0,25% do poziomu 1,1254.

Kurs EURGBP wzrósł o 0,23% i osiągnął poziom 0,8673, natomiast EURJPY stracił 0,41% i dotarł do poziomu 112,92.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,2927 PLN za euro, 3,8154 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9406 PLN za franka szwajcarskiego oraz 4,9505 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
W trakcie poniedziałkowej sesji delikatnie traciło złoto, które zakończyło notowania spadkiem o 0,14% do poziomu 1339,70 USD za uncję. Srebro spadło natomiast o 1,08% i osiągnęło poziom 19,596 USD za uncję. Na koniec dnia baryłka ropy naftowej, odmiany WTI była wyceniana na 45,93 USD (+3,26%), natomiast odmiana Brent zakończyła dzień na poziomie 47,35 USD za baryłkę, notując tym samym wzrost o 3,18%.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Fed sprowadził hossę, ale nie powiedział ostatniego słowa

Radosław Piotrowski
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Gospodarki za bardzo przyzwyczaiły się do niskich stóp procentowych. Widmo podwyżek stóp w grudniu może wpływać na decyzje długoterminowe i prawdopodobnie wywoła niepokój na rynkach.

Radosław Piotrowski, Zarządzający funduszami, Union Investment TFI

Bank centralny USA zdecydował się pozostawić stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Mimo że większość prognoz na to wskazywała, rynki światowe wyraźnie odetchnęły z ulgą. Na giełdach całego świata zapanowała hossa. Wyceny akcji zaczęły gwałtownie wzrastać, dolar się osłabił, a waluty rynków wschodzących zyskały na wartości. Na decyzji Fed zyskał także polski złoty.

Gwałtowny spadek dolara wpłynął także na wzrost cen złota. Zaraz po decyzji Fed cena kruszca wzrosła o 1,6 proc. Ostatecznie złoto zakończyło sesję tuż poniżej poziomu 1340 dolara za uncję. Wraz ze złotem w górę o ponad 3 proc. (do 19,80 dol. za uncję) „wystrzeliło” także srebro. Nie należy jednak wiązać tych wzrostów bezpośrednio z decyzją Rezerwy Federalnej. Ceny złota i srebra zaczęły rosnąć już znacznie wcześniej, decyzja tylko spotęgowała tę tendencję.

Rynki obligacji zareagowały na Fed równie optymistycznie. Jednak tutaj nie należy spodziewać się zbyt wiele. Z pewnością do następnego posiedzenia jeszcze wiele się wydarzy. Już teraz zmienność na rynkach obligacji zaczyna rosnąć. Polskie obligacje skarbowe wahają się pomiędzy 2,8% a 2,75%. Paradoksalnie ich niepewność i zmienność wzrosły w reakcji na decyzję Fed.

Nie tylko Fed sprawcą „euforii rynków”

Dobre nastroje na rynkach są efektem nie tylko decyzji Fed, ale także Banku Japonii (BoJ). Azja, podobnie jak USA, postanowiła odwlec w czasie podwyżkę stóp procentowych. BoJ pozostawił stopy bez zmian (-0,1%), jednak zaskoczył wprowadzając rewolucję w polityce monetarnej. Obecna strategia BoJ ma skupiać się na utrzymaniu długoterminowej stopy procentowej w pobliżu zera. Jest to tzw. „polityka kontroli krzywej terminowej”, polegająca na sterowaniu rentownościami obligacji skarbowych w taki sposób, aby dochodowość papierów 10-letnich utrzymała się w pobliżu 0.

W oczekiwaniu na grudzień będzie plaża, ale kamienista…

Mimo dobrej sytuacji na rynkach i hossy spowodowanej zarówno decyzją Fed, jak i Banku Japonii, należy zachować umiarkowany optymizm. Pamiętajmy, że Rezerwa Federalna tylko odsunęła w czasie podwyżki stóp procentowych, być może tylko do listopada. Kłopot w tym, że gospodarki za bardzo przyzwyczaiły się do niskich stóp procentowych. Widmo podwyżek stóp w listopadzie lub grudniu może wpływać na decyzje długoterminowe i prawdopodobnie wywoła niepokój na rynkach.

Podnoszą ciśnienie i denerwują. To najdziwniejsze opłaty bankowe

Bankowe tabele opłat zawierają bardzo wiele pozycji. Są wśród nich niestety takie, które wywołują duże emocje. Wzburzenie może spowodować np. sytuacja, gdy chcąc zamienić konto na tańsze, musimy zapłacić np. 150 zł prowizji. Jeszcze bardziej możemy się zirytować, gdy zlecając przelew walutowy, nie wiemy, ile nas to będzie kosztowało. Expander ostrzega też, aby nie pomylić karty przy wypłacie gotówki z bankomatu. 

Uważaj, którą kartę wyciągasz

Polacy posiadają prawie 5 milionów kart kredytowych. Zdecydowana większość tych, którzy je mają, posiada w portfelu również zwykłą kartę płatniczą. Choć karta kredytowa daje wiele różnego rodzaju korzyści, czasami może być też przyczyną problemów. Wystarczy, że wypłacając gotówkę z bankomatu, pomylimy karty i skorzystamy z nieodpowiedniego „plastiku”. W takiej sytuacji, nawet jeśli normalnie w bankomacie nie ponosilibyśmy kosztów operacji, tym razem czekają nas wysokie opłaty. Jeśli przy tej okazji skorzystamy z karty kredytowej, to zapłacimy prowizję, która wynosi 4% – 5% wypłacanej kwoty, ale nie mniej niż 4 zł – 10 zł. Oprócz tego naliczone zostaną jeszcze odsetki, gdyż operacji gotówkowych nie obejmuje okres bezodsetkowy.

Drogie transakcje walutowe

Wysokie opłaty mogą się pojawić również w sytuacjach, gdy dokonujemy operacji w innych walutach. Najbardziej denerwujące mogą okazać się te, które są naliczane przy zleceniach przelewów w walucie innej niż euro. W przypadku europejskiej waluty przelewy są dość tanie, kosztują zwykle ok. 5 zł. Co istotne, z góry wiemy, ile będzie nas to kosztowało. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z przelewami w innych walutach – wiemy tylko jaką prowizję naliczy nasz bank. Mogą pojawić się jednak dodatkowe koszty, których wysokości nie znamy w momencie zlecenia płatności. Takie przelewy są bowiem przekazywane przez tzw. banki pośredniczące, które mogą naliczyć prowizję. Jej wysokość klient poznaje jednak dopiero, gdyż operacja już zostanie zrealizowana. Czasami ta dodatkowa opłata jest pobierana z kwoty przelewu i jego odbiorca otrzymuje niższą kwotę od tej wysłanej. W ten sposób może dojść do sytuacji, w której będziemy musieli wykonać dodatkowy przelew, bowiem sprzedawca będzie oczekiwał pełnej zapłaty.

Ciśnienie mogą podnieść także opłaty związane z walutowymi płatnościami kartą. W części przypadków banki przewalutowują takie płatności po swoich, niezbyt korzystnych kursach. Często naliczają też prowizję za tą operację, która może wynieść nawet 5,9%. W rezultacie z konta pobierana jest kwota dużo wyższa niż wynikająca z kursu.

Kosztowna zmiana konta na tańsze

Kolejną opłatą, która również może być denerwująca, jest prowizja za zmianę konta na tańsze. Oczywiście można jej łatwo uniknąć. Wystarczy zamknąć stare konto i otworzyć nowe. Takie postępowanie wiąże się jednak ze zmianą numeru rachunku. Wymaga to więc poinformowania urzędów, pracodawcy czy członków rodziny. Znacznie wygodniejsza jest zmiana oferty konta z zachowaniem jego dotychczasowego numeru. Oczywiście jest to możliwe tylko w ramach jednego banku. Niestety instytucjom nie zależy, aby ułatwiać klientom dokonywanie takich modyfikacji. Dlatego niektóre naliczają wysokie opłaty. Dla przykładu, w Alior Banku zmiana innego pakietu na Konto Wyższej Jakości kosztuje aż 150 zł.

Polskie firmy entuzjastami nowinek technologicznych

Polskie firmy entuzjastycznie podchodzą do inwestycji w nowinki technologiczne. Tak wynika z raportu „Welcoming Innovation Revolution”, autorstwa GE Global Innovation Barometer 2016, wedle którego aż 77 proc. polskich przedsiębiorców optymistycznie spogląda na „czwartą rewolucję przemysłową”, a kolejne 83 proc. zgłasza zainteresowanie nowymi technologiami. Globalnym miernikiem biznesowego optymizmu jest między innymi dynamika firmowych inwestycji w narzędzia do analityki Big Data. Ta zaś na przestrzeni ostatnich lat, rosła w tempie dwucyfrowym. W przypadku polskich firm skala inwestycji w narzędzia do analityki wielkich zbiorów danych wzrosła z poziomu 49 proc. w 2014 roku – do 68 proc. w roku ubiegłym.

Nastawienie polskich przedsiębiorców na nowinki technologiczne
Nastawienie polskich przedsiębiorców na nowinki technologiczne: Źródło: http://www.gereports.com/innovation-barometer-2016/
Wykorzystanie narzędzi do analityki Big Data w 2015 roku
Wykorzystanie narzędzi do analityki Big Data w 2015 roku. Polska: 68 proc. Źródło: http://www.gereports.com/innovation-barometer-2016/

Zgodnie z raportem GE Global Innovation Barometer 2016 aż 73 proc. przedsiębiorstw z całego świata zainwestowało w ubiegłym roku w swoją infrastrukturę technologiczną, w celu skuteczniejszej analizy wielkich zbiorów danych. To o 30 proc. więcej firm, niż w poprzednim badaniu, w którym takie inwestycje deklarowało „tylko” 43 proc. przedsiębiorstw. Dane najczęściej wykorzystują do optymalizacji procesów decyzyjnych: takie działanie deklaruje obecnie 6 na 10 firm (61 proc.). Biznes napędzany danymi (data-driven business) stopniowo staje się zatem faktem, a dane są paliwem nie tylko dla branży reklamowej czy sektora IT. Korzysta z nich również sektor fin-tech, np. banki, telekomy, a także firmy consultingowe oraz ubezpieczeniowe. Powód? Informacje zakodowane w strumieniu Big Data pozwalają firmom na uzyskanie 360-stopniowego oglądu biznesowej sytuacji, a także skuteczniejszą realizację strategii firmy.

Przedsiębiorstwa wykorzystujące analitykę wielkich zbiorów danych zawsze są o ten przysłowiowy krok przed konkurencją. Dane dostarczają im precyzyjnych wskazówek o funkcjonowaniu firmy, jej konkurencji czy profilu klienta. Firmy wykorzystujące dane w swoich procesach decyzyjnych są bardziej elastyczne, szybciej działają i reagują na zmiany rynkowych trendów, a także mają możliwość antycypowania problemów czy zagrożeń, które mogą nadejść w kolejnych miesiącach, dzięki zastosowaniu symulacji z użyciem danych – wylicza benefity z analityki danych Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej spółki specjalizującej się w Big Data marketingu. Jego firma stworzyła OnAudience, czyli największą hurtownię danych w Europie, która zbiera i przetwarza informacje o zachowaniach i preferencjach anonimowych internautów, a następnie umożliwia firmom ich monetyzację. Do końca tego roku warszawska spółka ma analizować już ponad 3 mld plików cookies, co de facto oznacza, że będzie znała profile zainteresowań i zachowań każdego europejskiego internauty –  Dane są motorem napędowym przychodów firm. Firmy wykorzystujące w biznesie podejście data-driven notują dziś dwucyfrowe wskaźniki przychodów. Tak wynika z raportu Forrester Insight Driven Business. Przedsiębiorstwa wykorzystujące analitykę Big Data w tym roku zarobią około 400 miliardów dolarów, a wskaźnik rocznego wzrostu ich przychodów będzie oscylował pomiędzy 27 proc. a 40 proc. To tempo dziesięciokrotnie szybsze niż to, w jakim rozwija się dzisiaj globalna gospodarka – dodaje Piotr Prajsnar.

Wykorzystanie analityki wielkich zbiorów danych do optymalizacji procesów decyzyjnych w firmach przynosi efektowe rezultaty. Wedle raportu autorstwa CapGemini 6 na 10 przedsiębiorstw (61 proc.) twierdzi, że dane i analityka Big Data stały się nawet głównym katalizatorem ich przychodów, a także ocenia ten obszar jako wartościowy dla usprawniania dotychczasowych produktów i usług firmy.

– W dzisiejszej, cyfrowej ekonomii, każdy liczący się biznes wart jest tyle, ile posiadane i przetwarzane przez niego dane. Dlatego nie powinno dziwić, że firmy przywiązują dziś tak wielką uwagę do analizy zarówno własnych zasobów cyfrowych, jak i danych typu 3rd party, gromadzonych na zewnętrznych platformach Big Data. Firma analityczna Deloitte twierdzi nawet, że wkraczamy w świat „wszechobecnej  analityki”, gdzie każdego dnia dane spełniają kluczową rolę w procesach decyzyjnych organizacji i w życiu firm. Analitycy Deloitte wymieniają nawet monetyzację danych jako jeden z najważniejszych trendów biznesowych nadchodzących lat – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Firma badawcza IDC szacuje, że wydatki firm na rozwój infrastruktury odpowiadającej z analitykę Big Data, a także na oprogramowanie i usługi wykorzystujące dane, rośnie średnio o 23,1 proc. rokrocznie. Do końca tego roku wydatki firm na rozwiązania z zakresu analityki Big Data mają sięgnąć 23,8 mld dolarów, ale już w 209 roku niemalże się podwoją, sięgając 48,6 mld dolarów. Do tego czasu przychody przedsiębiorstw korzystających z analityki danych przekroczą wedle IDC poziom 187 mld dolarów.

Facebook w dalszym ciągu popularny

Facebook w dalszym ciągu popularny 4

Największy na świecie serwis społecznościowy rośnie jak na drożdżach. Mowa tutaj o Facebooku, który od początku roku zanotował 22% stopę zwrotu. Dla porównania indeks S&P 500 w tym samym czasie wzrósł o niespełna 5%. Trend wzrostowy został wykreowany już w 2014 roku, trwa do dnia dzisiejszego. Nic nie wskazuje na jego przerwanie, jednakże inwestorzy powinni mieć się na uwadze. Spółki zbyt popularne, rosnące o wiele szybciej niż cały rynek są również najbardziej spadającymi podczas paniki. Pomimo tego na dzień dzisiejszy trend wzrostowy powinien się utrzymać. Aktualnym celem kupujących jest psychologiczny poziom 140. Jeżeli doszłoby do korekty, to powinna zatrzymać się w okolicy tygodniowego poziomu wsparcia 117-121.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wynagrodzenia menedżerów w spółkach Skarbu Państwa

We wrześniu 2016 roku została wprowadzona nowa ustawa tzw. „kominowa”, która reguluje zasady wynagrodzeń członków zarządów i rad nadzorczych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Wprowadzone zmiany mają na celu obniżenie w kolejnych latach wynagrodzeń osób pełniących tego rodzaju funkcje. W niniejszym artykule analizie zostały poddane wynagrodzenia menedżerów spółek Skarbu Państwa za rok 2015. Wszystkie dane pochodzą z raportu opracowanego przez Sedlak & Sedlak.

Wśród spółek notowanych na GPW w 2015 roku, w 16 udział Skarbu Państwa w akcjonariacie wynosił od 5% do 71%. Mediana wynagrodzeń menedżerów w tych firmach wyniosła 1,4 mln PLN. Połowa menedżerów otrzymała pensje w przedziale od 1 mln PLN do 1,9 mln PLN. Natomiast co dziesiąta osoba mogła liczyć na wynagrodzenie w wysokości 2,3 mln PLN i więcej. Najwyższe wynagrodzenie wśród osób, które przepracowały cały badany rok otrzymał Sławomir Jędrzejczyk – ponad 3 mln PLN (wiceprezes zarządu ds. finansowych w PKN Orlen SA).

wykres1

Kolejna analiza pokazuje, iż najwyższe wynagrodzenia 1,85 mln PLN otrzymali menedżerowie spółek, w których Skarb Państwa posiadał od 20% do 50% akcji. Natomiast w firmach kontrolowanych przez Skarb Państwa mediana wynagrodzeń była o 435,5 tys. PLN niższa i wyniosła 1,4 mln PLN.

Wynagrodzenia menedżerów w spółkach o różnym udziale Skarbu Państwa w akcjonariacie
(osoby pracujące cały 2015 rok)

udział SP
w akcjonariacie
liczba
osób
dolny
kwartyl
mediana górny
kwartyl
poniżej 20% 5 596 500
20-49,9% 30 1 195 000 1 851 000 2 180 000
50% i więcej 14 874 000 1 415 500 1 602 000

 

Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku” , Sedlak & Sedlak

Na wykresie poniżej zaprezentowano średnie wynagrodzenia w spółkach, w których Skarb Państwa posiada co najmniej 50% akcji. Najwyższe pensje otrzymywały osoby pracujące w ENEA SA. Średnia pensja menedżera w tej spółce wyniosła 1,7 mln PLN. Na drugim miejscu uplasowała się spółka PGE SA z wynagrodzeniami na poziomie 1,5 mln PL. Warto zauważyć, iż w spółkach, w których Skarb Państwa posiadał co najmniej 50% udziałów najwyższe pensje oferowała Enea SA (1,7 mln PLN) a najniższe Jastrzębska Spółka Węglowa SA (805 tys. PLN).

wykres2W powyższych obliczeniach zostały uwzględnione osoby, które przepracowały pełny rok. Jednakże warto zwrócić uwagę, iż pod koniec 2015 wielu członków zarządów zostało odwołanych z pełnienia swoich funkcji w związku ze zmianami politycznymi w naszym kraju. Swoją pracę stracili m.in. długoletni prezes PKN Orlen Dariusz Krawiec, czy Andrzej Klesyk z PZU SA. W tabeli poniżej prezentujemy wynagrodzenia menedżerów, którzy przestali pełnić swoje funkcje w grudniu 2015 roku. Dodatkowo ich pensje porównano z wynagrodzeniami, które otrzymali w 2014 roku (uwzględniono osoby, które przepracowały cały 2014 rok). Z tabeli wynika że prawie wszystkie osoby, które zostały odwołane z pełnienia swojej funkcji otrzymały wynagrodzenie wyższe niż to otrzymane w 2014 roku. Najwięcej otrzymał Dariusz Krawiec – 6,5 mln PLN, w tym 3,4 mln PLN z tytułu odprawy oraz umowy o zakazie konkurencji.

Wynagrodzenia menedżerów, którzy przestali pełnić swoje funkcje w grudniu 2015 roku

nazwa spółki imie i nazwisko funkcja wynagrodzenie wypłacone 2015 zmiana 2015/2014
Enea SA Krzysztof Zamasz prezes zarządu 3 012 804 +59%
Paweł Orlof członek zarządu 2 537 098 +59%
Polskie Górnictwo Naftowe
i Gazownictwo SA
Jarosław Bauc wiceprezes zarządu 2 416 000 +47%
Mariusz Zawisza prezes zarządu 2 852 000 +47%
Zbigniew Skrzypkiewicz wiceprezes zarządu 2 133 000 +36%
Polski Holding Nieruchomości SA Artur Lebiedziński prezes zarządu 623 776 +19%
Włodzimierz Stasiak członek zarządu 623 225 -3%
Polski Koncern Naftowy ORLEN SA Dariusz Krawiec prezes zarządu 6 549 000 +125%
Powszechny Zakład Ubezpieczeń SA Andrzej Klesyk prezes zarządu 3 268 000 +9%

 

Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku” , Sedlak & Sedlak

 

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów” ukazuje się po raz dwunasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 361 menedżerów (w tym 932 osób, które przepracowały cały 2015 rok) z 353 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Źródło: Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Meksykańskie peso mówi, że Trump przegrał

Jeśli reakcja rynków finansowych ma być przesłanką dla odbioru debaty prezydenckiej w USA, to Donald Trump nie wypadł dobrze. Peso meksykańskie jest największym wygranym, ale CAD nie pozostaje daleko w tyle. Bezpieczne przystanie są w odwrocie, poprawia się sentyment na rynku akcji i w takim klimacie powinniśmy pozostać przez resztę dnia.
Według sondażu CNN przeprowadzonego wśród oglądających debatę (z lekką przewagą zwolenników Demokratów), 62 proc. uznało ją jako wygraną Clinton, 27 proc. wybrało Trumpa, a 11 proc. było niezdecydowanych. Uznawany jako „termometr Trumpa” USD/MXN jest dziś niżej o prawie 2 proc., co wiele mówi nie tylko o tym, jak odebrano debatę, co jak bardzo rynek obawiał się, że Trump zaatakuje Clinton z każdej strony.

Na innych rynkach reakcja jest głównie pokryciem zmian z godzin poprzedzających debatę. Rynki akcji w Azji przekręciły się ze spadków na wzrosty, podobnie kontrakty futures na indeks S&P500. Bezpieczne złoto jest niżej, ale w granicach ostatniej konsolidacji. USD/JPY odbił od okolic 100, ale wciąż poniżej 101,20. Wreszcie spadek USD/CAD o 100 pipsów jest tylko anulowaniem poniedziałkowych wzrostów. Co staram się powiedzieć, że poza meksykańskim peso, na reszcie rynków widać jedynie szybkie domykanie spekulacyjnych pozycji z wczoraj, nic ponadto. Trudno wnosić po jednej denacie, jaki będzie ostateczny wynik listopadowych wyborów. Przed nami jeszcze dwie debaty 9 i 19 października. Co jeśli Trump najlepsze zostawi na koniec? Nie jestem gotowy, by z całą pewnością stwierdzić, że w najbliższych tygodniach rynki nie zatrzęsą się pod wpływem obaw o potencjalną wygraną Trumpa. Ale na ten moment rynki są wprowadzone w pozytywny klimat, którego dziś nie powinno nic zmącić. Innymi słowy to dalej mogą być godziny nudnej konsolidacji EUR/USD i USD/JPY. Więcej ulgi może towarzyszyć AUD i NZD, ale CAD wciąż jest niepewny o wynik jutrzejszych rozmów państw OPEC w Algierze. Jesteśmy sceptyczni w odniesieniu do szans porozumienia o zamrożeniu produkcji, więc uwaga na reakcję ropy naftowej.

Wtorkowy kalendarz publikacji nie rozpieszcza kluczowymi figurami. Startujemy ze sprzedażą detaliczna ze Szwecji, która powinna wskazać na odbicie w sierpniu, co może przebudzić powrót aprecjacji SEK. Ponadto przemówienie prezesa Riksbanku Ingvesa również może być interesujące pod kątem przesłanek nt. odchodzenia od ekspansywnej polityki. Podaż pieniądza M3 z Eurolandu to pozycja drugorzędna, podobnie jak PMI dla usług z USA i indeks cen domów S&P/C-S. Większa uwaga powinna towarzyszyć indeksowi zaufania konsumentów, który ma spaść względem sierpnia. Na koniec dnia przemawia wiceprezes Fed Fischer.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

BVT S.A. wchodzi w segment wierzytelności bankowych

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, dokonała zakupu wierzytelności pochodzącej z sektora bankowego o wartości nominalnej wynoszącej 8 mln zł. Spółka zakończyła także emisję obligacji serii B, z której pozyskała ponad 1,57 mln zł.

Emitent podpisał umowę zakupu wierzytelności pochodzącej z sektora bankowego. Jest to wierzytelność zabezpieczona hipotecznie i dotyczy osoby fizycznej. Jej wartość nominalna wynosi ponad 8 mln zł. Transakcja nabycia wierzytelności stanowi element realizowanej przez Zarząd BVT S.A. strategii rozwoju w zakresie wejścia na rynek wierzytelności pochodzących z sektora bankowego. Spółka planuje kontynuować przyjęty kierunek rozwoju i dokonywać zakupu kolejnych wierzytelności z tego segmentu rynkowego.

„Jak Zarząd już wielokrotnie informował, od jakiegoś czasu prowadzone były rozmowy mające na celu wprowadzenie Spółki w nowy obszar pozyskiwania wierzytelności. Należności bankowe charakteryzują się bardzo zróżnicowaną specyfiką, a co za tym idzie, każda wymaga indywidualnego podejścia i analizy. W chwili obecnej przechodzimy przez kolejne etapy formalności związanych z przejęciem przedmiotowej wierzytelności. Mogę zapewnić, że zaraz po zakończeniu procedur formalnych zostanie ona wdrożona do przygotowanego procesu windykacji. Jednocześnie należy zdać sobie sprawę, że wierzytelności z tego sektora musimy traktować jako inwestycje długoterminowe. Taki stan rzeczy jest determinowany przez ich wartość nominalną oraz często złożony stan prawny. Niemniej jednak jestem przekonana, iż jest to dobry kierunek dla Spółki, która pozyska nowe, stabilne źródło dochodów.” – wyjaśnia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

BVT S.A. przeprowadziła w ostatnim czasie emisję obligacji serii B, pozyskując z niej środki w wysokości ponad 1,57 mln zł. W tym roku Spółka zrealizowała już emisję obligacji serii A, z której pozyskała prawie 3,08 mln zł. Środki pozyskane z emisji papierów dłużnych są przeznaczane przez Emitenta na nabywanie kolejnych pakietów wierzytelności oraz obsługę ich windykacji. We wrześniu br. BVT S.A. podpisała również umowę na zakup dwóch pakietów wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, których łączna wartość nominalna wynosi blisko 5 mln zł.

„W chwili obecnej środki z emisji obydwu serii obligacji zostały przekazane do dyspozycji Spółki. W obu przypadkach Zarząd rozlokowuje je zgodnie z celami zawartymi w dokumentach informacyjnych poszczególnych emisji. Posiadając jasno określony plan działania mogę zapewnić o ich skutecznym wykorzystaniu, co przełoży się na rentowność procesu emisji jako całości. Dodatkowo chciałabym podkreślić, że w dniu 31 sierpnia 2016 roku Spółka dokonała terminowej wypłaty odsetek od obligacji serii A.” – podsumowuje Prezes Szuba.

Spółka zakończyła 2 kw. 2016 r. zyskiem netto w wysokości 231 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 1.259 tys. zł. BVT S.A. wypłaciła w tym roku dywidendę w kwocie 0,09 zł na akcję z zysku wypracowanego w 2015 r.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A. W 2015 r. Emitent przeprowadził emisję akcji serii C, z której pozyskał 800 tys. zł, co pozwoliło mu na realizację założeń strategii rozwoju. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect we wrześniu 2015 r.

Nadchodzi fala restrukturyzacji w placówkach medycznych?

Nowe zasady kontraktowania, wprowadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia, w połączeniu z redukcją taryf dla wybranych świadczeń, mogą doprowadzić do radykalnego ograniczenia liczby funkcjonujących w Polsce placówek medycznych. Dla wielu prywatnych placówek jedyną szansą jest sprawnie przeprowadzona restrukturyzacja. Ale prawdziwy kłopot czekać może publiczne ZOZ-y – przekonują eksperci Upper Finance.

Wobec braku rewizji kontraktów przyznawanych przez NFZ w wielu dziedzinach medycyny, znaczne obniżki wycen wybranych świadczeń spadły jak grom z nieba na sektor opieki medycznej. Zdaniem ekspertów zagrożone są przede wszystkim te podmioty, które założenia biznesowe opierały głównie na korzystaniu ze środków publicznych. Na początku lipca o konieczności zamknięcia lub zawieszenia działalności trzech placówek zdecydowała polsko-amerykańska sieć wyspecjalizowanych oddziałów kardiologii interwencyjnej, chirurgii naczyniowej i kardiochirurgii – American Heart of Poland.

– Nowe zasady kontraktowania doprowadzą do istotnego ograniczenia konkurencji w usługach medycznych, uniemożliwiając wejście na rynek nowych podmiotów – przekonuje Tatiana Piechota, partner w Upper Finance i prezes zarządu Upper Finance Med Consulting. – Jeszcze w ramach starych zasad NFZ przyznawał aż 6 punktów konkursowych za kontynuację działalności. Już wtedy nowe podmioty miały utrudnione zadanie, i to pomimo solidnego zaplecza finansowego. Teraz ta droga stała się jeszcze bardziej wyboista.

Z analiz Upper Finance wynika, że zmiany w otoczeniu prawnym i finansowym boleśnie dotkną większość funkcjonujących dziś w Polsce placówek medycznych. – Spodziewamy się fali problemów z wypłacalnością, a w skrajnych przypadkach także upadłości – ostrzega Tatiana Piechota. – Pewnym pocieszeniem jest fakt, że od maja ubiegłego roku przedsiębiorcy mogą ubiegać się o usankcjonowaną sądownie restrukturyzację. Ustawa przewiduje cztery narzędzia: postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne.

Postępowanie o zatwierdzenie układu i przyspieszone postępowanie układowe to procedury najbardziej uproszczone, które mogą być stosowane, gdy suma wierzytelności spornych nie przekracza 15% wszystkich wierzytelności uprawnionych do głosowania nad układem. – W postępowaniu o zatwierdzenie układu dłużnik sam zbiera głosy wierzycieli popierających zawarcie układu, sąd zaś formalnie ocenia złożony wniosek o zatwierdzenie układu i treść układu. Przyspieszone postępowanie układowe może zamknąć się w terminie kilku miesięcy, zaś rola sądu opiera się na ocenie wniosku o otwarcie i przeprowadzeniu głosowania nad układem – mówi Krzysztof Czerkas, partner w Upper Finance i prezes zarządu Upper Finance Restructuring.

Z kolei w postępowaniu układowym układ musi obejmować wszystkich wierzycieli. – Warto je zastosować, gdy w spółce prowadzonych jest wiele postępowań sądowych i administracyjnych, a suma spornych wierzytelności przekracza 15% ich ogółu – przekonuje Krzysztof Czerkas.

Największym wyzwaniem dla wnioskodawcy jest postępowanie sanacyjne, ponieważ wymaga przedstawienia kompleksowego planu restrukturyzacyjnego jeszcze przed propozycjami układowymi. –Daje ono ochronę przed wszystkimi wierzycielami – nie tylko podlegającymi układowi. W zamian w większości przypadków procedura ta ma odbierać organom przedsiębiorcy możliwość sprawowania zarządu nad przedsiębiorstwem – wyjaśnia Krzysztof Czerkas.

W restrukturyzacji ratunku szukać mogą prywatne podmioty medyczne, będące przedsiębiorcami w rozumieniu Kodeksu cywilnego. Ustawa nie obejmuje skarbu państwa i jednostek samorządu terytorialnego, banków państwowych i hipotecznych, zakładów ubezpieczeń i reasekuracji czy funduszy inwestycyjnych. Nie podlegają jej również publiczne zakłady opieki zdrowotnej, choć żaden zapis ustawy nie pokazuje tego czarno na białym.

Wedle obowiązującego prawa publicznych zakładów opieki zdrowotnej nie można traktować jako przedsiębiorców, a w konsekwencji nie mogą ogłosić upadłości ani wprowadzić postępowania restrukturyzacyjnego – tłumaczy Tatiana Piechota. Co więc stanie się z tymi ZOZ-ami, które w efekcie obowiązywania nowych zasad kontraktowania niechybnie popadną w kłopoty finansowe?

Obecnie rysują się trzy  główne możliwości: muszą albo poczekać na kolejną ustawę oddłużeniową albo na pierwsze orzeczenie sądu, który potraktuje publiczny ośrodek medyczny jako przedsiębiorcę i zezwoli na przeprowadzenie restrukturyzacji zgodnie z ustawą Prawo restrukturyzacyjne z 2015 roku, otwierając furtkę dla kolejnych ZOZ-ów, co zachęci inne sądu do podobnego orzekania – ocenia Krzysztof Czerkas.

Eksperci są jednak zgodni, że najlepszym jednak wyjściem byłaby nowelizacja prawa restrukturyzacyjnego z 2015 roku i dopuszczenie publicznych ZOZ-ów do możliwości korzystania z postępowań restrukturyzacyjnych. Inaczej rynek usług medycznych może czekać niekontrolowane trzęsienie ziemi, na którym stracą przede wszystkim ciężko chorzy pacjenci.

M. Namysł: W najbliższym czasie nie należy się spodziewać podwyżki stóp procentowych NBP. Do końca roku powinna ustąpić deflacja

M. Namysł: W najbliższym czasie nie należy się spodziewać podwyżki stóp procentowych NBP. Do końca roku powinna ustąpić deflacja 5

Kredytobiorcy mogą odetchnąć. Na skutek ostatnich, stosunkowo dobrych danych z polskiej gospodarki Rada Polityki Pieniężnej w najbliższym czasie raczej nie podniesie stóp procentowych NBP. Zdaniem Mateusza Namysła z Domu Maklerskiego Raiffeisen Polbank do końca roku spadki cen towarów i usług konsumpcyjnych powinny zamienić się w inflację, która może się utrzymać przez co najmniej kilka miesięcy.

– W pierwszej połowie roku wzrost gospodarczy w Polsce rozczarował, co spowodowało, że pojawiły się różnego rodzaju głosy, nawet w Radzie Polityki Pieniężnej, dotyczące  tego, że część z członków Rady, dokładnie dwóch, rozważało ewentualny pomysł obniżki stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego – informuje agencję informacyjną Newseria Inwestor Mateusz Namysł, analityk domu maklerskiego Raiffeisen Polbank. – Jednakże dane, które zostały opublikowane we wrześniu, były dosyć dobre. Znacznie lepsze od konsensusu. 

Jak podał Główny Urząd Statystyczny niewyrównany sezonowo w cenach średniorocznych roku poprzedniego produkt krajowy brutto polskiej gospodarki w drugim kwartale br. zwiększył się realnie o 3,1 proc. w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Dane te były gorsze od oczekiwań ekonomistów, którzy w konsensusie rynkowym spodziewali się dynamiki na poziomie 3,3 proc.

Po publikacji danych GUS Ministerstwo Finansów w swoim komunikacie wyraziło przekonanie, że w kolejnych kwartałach przyspieszenie wzrostu gospodarczego będzie wyraźniejsze. W drugiej połowie roku zdaniem resortu z większą siłą powinien się ujawnić przede wszystkim wpływ programu Rodzina 500 plus na konsumpcję. Według ministerstwa dane GUS wskazują, że „gospodarka polska odzyskuje stabilne tempo wzrostu, choć spodziewano się jeszcze szybszego przyspieszenia”. Resort podkreślił, że niewielki, kwartalny spadek PKB z poprzedniego kwartału (o 0,1 proc.) był wynikiem jednorazowym.

Na początku lipca br. Rada Polityki Pieniężnej pod przewodnictwem nowego prezesa prof. Adama Glapińskiego utrzymała poziom stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie. Główna stopa procentowa, tzw. referencyjna, nadal wynosi 1,5 proc. (od niej zależy pośrednio WIBOR, który wpływa na oprocentowanie kredytów bankowych), lombardowa – 2,5 proc., depozytowa – 0,50 proc., a redyskonta weksli – 1,75 proc.

– Przez najbliższe dwanaście miesięcy naszym zdaniem stopy procentowe NBP nie ulegną zmianie, co wynika z tego, że w drugim kwartale br. wzrost gospodarczy w Polsce powinien wyraźnie przyśpieszyć – prognozuje Mateusz Namysł. – Rozczarowanie, z którym mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie br., nie będzie już miało takiego znaczenia. Wrześniowe dane zaskoczyły rynki pozytywnie. Naszym zdaniem pozytywne trendy w polskiej gospodarce będą się utrzymywać, a jak zauważyli sami przedstawiciele RPP, obniżka w obecnej sytuacji nie dałaby wcale tak wielu pozytywnych efektów, a mogłaby na przykład osłabić wyniki sektora finansowego.

Utrzymująca się od wielu miesięcy w Polsce deflacja (spadek cen) zdaniem Mateusza Namysła niebawem powinna się zakończyć. Według Głównego Urzędu Statystycznego sierpniowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI wyniósł -0,8 proc. (rok do roku). W stosunku do poprzedniego miesiąca spadek wyniósł 0,2 proc.

– Deflacja, naszym zdaniem, pod koniec tego roku nie będzie miała już miejsca – prognozuje Mateusz Namysł. – Wyjdziemy na plus i tendencja wzrostowa powinna się utrzymywać również na początku przyszłego roku.

P. Kuczyński: Program Rodzina 500 plus pomoże we wzroście sprzedaży detalicznej. W najbliższych miesiącach powinny też wzrosnąć ceny producentów

P. Kuczyński: Program Rodzina 500 plus pomoże we wzroście sprzedaży detalicznej. W najbliższych miesiącach powinny też wzrosnąć ceny producentów 6

Program Rodzina 500 plus będzie pomagał sprzedaży detalicznej we wzroście w 2016 i 2017 roku. Dzięki temu choć nieznacznie wzrośnie też PKB – ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. Choć trudno przewidywać wzrost 3,8 proc. PKB, to powinien przekroczyć 3 proc. W najbliższych miesiącach ekspert przewiduje również wzrost cen producentów, które w sierpniu spadły zaledwie o 0,1 proc.

– Prognozy są tylko po to, żeby je zmieniać, ale myślę, że ceny producentów będziemy już niedługo mieli na plusie. W najbliższych miesiącach PPI powinny wyjść na plus – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

W sierpniu ceny producentów (PPI) zmniejszyły się o 0,1 proc. (przy prognozie analityków na poziomie 0,2 proc.) wobec sierpnia 2015 roku. W lipcu w ujęciu rocznym były jednak niższe o 0,4 proc. Jeszcze w kwietniu spadek wyniósł -1,2 proc., a w marcu -1,7 proc. Dlatego zdaniem eksperta obecny trend wskazuje, że już niedługo zamiast spadku ceny producentów powinny pójść w górę.

– Myślę, że sprzedaż detaliczna będzie rosła. Program Rodzina 500 plus będzie pomagał sprzedaży detalicznej i jego wpływ będzie widoczny przede wszystkim w tym i w nieco mniejszy w 2017 roku, a zapewne zaniknie w 2018 roku – prognozuje ekspert.

GUS podaje, że w sierpniu sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 5,6 proc. w skali roku, a w cenach stałych o 7,8 proc. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w sierpniu br. była wyższa w skali roku we wszystkich grupach. Wśród grup o znaczącym udziale w sprzedaży detalicznej wysoki wzrost odnotowano w przedsiębiorstwach zajmujących się handlem pojazdami samochodowymi, motocyklami, częściami (o 17,6 proc.) oraz w podmiotach prowadzących pozostałą sprzedaż detaliczną w niewyspecjalizowanych sklepach (o 8,8 proc.). W okresie od stycznia do sierpnia wzrost sprzedaży detalicznej w skali roku wyniósł 5,2 proc. (przy wzroście 3,5 proc. w 2015 roku).

– Można byłoby mówić o dalszym wpływie programu Rodzina 500 plus w 2018 roku, ale tylko przy waloryzacji 500 na 700 zł – ocenia analityk DM Xelion.

Lipcowa projekcja NBP wskazuje, że roczna dynamika cen znajdzie się z 50-proc. prawdopodobieństwem w przedziale od -0,9 do -0,3 proc. w 2016 roku (wobec od -0,9 do 0,2 proc. w projekcji z marca tego roku), od 0,3 do 2,2 proc. w 2017 roku (wobec od 0,2 do 2,3 proc.) oraz od 0,3 do 2,6 proc. w 2018 roku (wobec od 0,4 do 2,8 proc.).

– Tak czy tak, dzięki programowi Rodzina 500 plus poziom PKB powinien rosnąć – podkreśla Piotr Kuczyński.

Roczne tempo wzrostu PKB według projekcji NBP znajdzie się z 50-proc. prawdopodobieństwem w przedziale od 2,6 do 3,8 proc. w tym roku (wobec od 3,0 do 4,5 proc. w projekcji z marca), od 2,4 do 4,5 proc. w 2017 roku (wobec od 2,6 do 4,8 proc.) oraz od 2,1 do 4,3 proc. w 2018 roku (wobec od 2,1 do 4,4 proc.).
Ustawa budżetowa co prawda wciąż zakłada wzrost o 3,8 proc. w 2016 roku, jednak patrząc na wyniki I i II kwartału (wzrost PKB odpowiednio o 3,0 i 3,1 proc.), tak optymistyczne wskazania zdaniem ekspertów są mało realne.

Rosną wydatki na obronność na świecie. Polski przemysł zbrojeniowy liczy na umowy

Rosną wydatki na obronność na świecie. Polski przemysł zbrojeniowy liczy na umowy 7
Wydatki na obronność osiągają rekordowe poziomy zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ten globalny trend chce wykorzystać rodzimy przemysł zbrojeniowy z Polską Grupą Zbrojeniową na czele, która ma długoterminowy cel stania się globalnym dostawcą rozwiązań dla wojsk państw na kilku kontynentach. Z kolei w perspektywie najbliższych lat priorytetem jest program modernizacji polskiej armii.

 W tej chwili PGZ dostarcza głównie na rynek polski, a to głównie jest podyktowane dużymi wydatkami polskiego państwa i armii na sprzęt w ramach realizowanego planu modernizacji armii – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Lew-Mirski, wiceprezes PGZ. – Plan modernizacji będzie jeszcze uaktualniony. Wiemy, że będą zmiany, będzie jeszcze więcej zakupów. Te wydatki na obronność mają się ciągle zwiększać, więc oczywiście to jest priorytet.

PGZ otrzymała status podstawowego elementu systemu bezpieczeństwa państwa i kluczowego partnera Ministerstwa Obrony Narodowej RP w realizacji Planu Modernizacji Technicznej (PMT) Sił Zbrojnych RP na lata 2013–2022. Grupa bierze udział w postępowaniach dotyczących ponad stu projektów w ramach poszczególnych programów operacyjnych PMT. Plany wydatków MON na modernizację armii sięgają ok. 130 mld zł do 2022 roku. Z tej kwoty do 70 proc. może trafić do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Zapisane w budżecie wydatki na armię sięgają co najmniej 2 proc. PKB rocznie.

– Polska Grupa Zbrojeniowa chce być obecna we wszystkich programach modernizacyjnych polskiej armii i we wszystkich projektach. Obrona Terytorialna (OTK) jest projektem prestiżowym, nadano mu bardzo szybki, sprawny bieg. Chcemy dostarczyć jak najwięcej wyposażenia dla OTK, poczynając od wyposażenia personalnego żołnierzy poprzez pojazdy po systemy walki – podkreśla Maciej Lew-Mirski. – Jesteśmy przemysłem państwowym i w pierwszej kolejności mamy spełnić oczekiwania państwa polskiego i polskiej armii, a dopiero w następnej myśleć o eksporcie.

Strategia rozwoju PGZ zakłada, że udział eksportu w 2018 roku wyniesie 900 mln zł i będzie stanowił 11 proc. przychodów grupy. W kolejnych latach znaczenie sprzedaży zagranicznej dla koncernu ma systematycznie rosnąć. W efekcie w 2022 roku eksport ma już sięgnąć 1,5 mld zł (12,5 proc. przychodów) i do 2030 roku wzrosnąć do 50 proc. całkowitych przychodów PGZ, generując 6 mld zł.

– Eksport jest bardzo ważnym elementem ze względów nie tylko czysto merkantylnych, lecz także utrzymania cyklu życia danego produktu, produkowanie go przez określoną liczbę lat właśnie na rynki eksportowe. Po tym jak dany sprzęt znajdzie się na wyposażeniu polskiej armii, to zapewnimy możliwość jego serwisowania i upgrade’owania w późniejszych latach. To jest bardzo ważny element – zaznacza wiceprezes PGZ. – Tak na dobrą sprawę ostatnie lata dla polskiej zbrojeniówki jeżeli chodzi o eksport to były lata przegrane. Straciliśmy bardzo dużo czasu, bardzo dużo rynków i bardzo dużo potencjalnych klientów.

Lew-Mirski uważa, że wszystkie produkty grupy mają szanse eksportowe, ale trzeba je oferować na rynkach, które są nimi zainteresowane. Są kraje zainteresowane wysokimi technologiami, ale są i takie, które zainteresowane są zakupem lub modernizacją starych, ale sprawdzonych konstrukcji, jak chociażby czołgów T-72. Wśród potencjalnych celów wymieniał rynki Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

 Dzisiaj nowy zarząd PGZ stara się odbudować pozycję polskiego przemysłu zbrojeniowego na arenie międzynarodowej. Mamy to szczęście, że Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz sprawuje bezpośredni nadzór nad PGZ, co wzmacnia nas w rozmowach z zagranicznymi partnerami. Widząc państwowe przedsiębiorstwo zbrojeniowe, które jest nadzorowane osobiście przez Ministra Obrony Narodowej, nasi potencjalni partnerzy patrzą na nas bardziej przychylnie. Jesteśmy dla nich bardziej wiarygodni – uważa wiceprezes PGZ.

W jego ocenie międzynarodową wiarygodność PGZ umacnia status reprezentanta przemysłu państwowego i przekonuje, że grupa ma portfolio nowoczesnych produktów, które są unikatowe w skali światowej i zamierza tymi produktami podbić świat. Tymczasem globalne wydatki na obronność rosną. Jak wynika z danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, w 2015 roku wyniosły 1,7 bln dol., o 1 proc. więcej niż w 2014 roku.

 PGZ nie zniknie jak jakaś prywatna firma, która zostanie przejęta czy postawiona w stan upadłości, nie mogąc wykonać tego, do czego się zobowiązała albo kontynuować serwisu. Jesteśmy firmą, która na pewno będzie istniała tak długo, jak będzie istniało państwo polskie – podkreśla Lew-Mirski. – Będąc podległymi Ministrowi Obrony Narodowej, dajemy gwarancję, że produkujemy sprzęt, który jest zamawiany i sprawdzony przez polską armię. Dlatego to jest sprzęt, który trafia w potrzeby klientów. On nie jest robiony w oderwaniu od potrzeb wojska, tylko jest on dedykowany polskiej armii, a tym samym jest tak samo dobry dla wszystkich armii świata.

PGZ to łącznie ponad 60 spółek generujących ponad 5 mld zł rocznych przychodów, zatrudniających ponad 17 tys. pracowników.

Rośnie znaczenie pozytywnych informacji finansowych o Polakach. Pomagają one bankom i firmom usługowym weryfikować wiarygodność płatniczą konsumentów

Rośnie znaczenie pozytywnych informacji finansowych o Polakach. Pomagają one bankom i firmom usługowym weryfikować wiarygodność płatniczą konsumentów 8

Większość przedsiębiorstw finansowych równolegle z danymi o zadłużeniu firm lub osób sprawdza m.in. w biurach informacji gospodarczej informacje pozytywne o swoich klientach. Dla dostawców usług i produktów liczą się bowiem dane kompleksowe, przejrzyste, wiarygodne, udostępnione online. Dzięki nim mogą lepiej ocenić ryzyko współpracy i zdecydować, na jakich warunkach sprzedadzą swój produkt konkretnemu odbiorcy.

– Informacja pozytywna to rodzaj karty przetargowej, którą ma każda firma bądź konsument, gdy udaje się na rynek usług po kredyt, pożyczkę czy jakąkolwiek formę finansowania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu firmy ERIF Biuro Informacji Gospodarczej SA. – Uwiarygadnia ona konsumenta nie tylko w oczach instytucji dostarczającej produkt finansowy, lecz także w trakcie zwykłych, codziennych transakcji takich jak usługi internetowe, kupno telefonu czy produktu na raty.

W 2012 roku ERIF BIG SA rozpoczął projekt poświęcony budowaniu pozytywnej historii płatniczej infoPozytywni. Trzy lata później spółka wprowadziła do kalendarza nowe święto – Dzień Informacji Pozytywnej, który jest obchodzony 21 maja. Jest on jednym z elementów działań edukacyjnych, które mają uzmysłowić społeczeństwu wartość tego typu informacji. Na dzień 4 lipca tego roku w bazie danych ERIF, jak informuje Edyta Szymczak, znajdowało się ponad 5 mln spraw o łącznej wartości prawie 25 mld zł, z czego 2,1 mln spraw, czyli niemal połowę, stanowiły informacje pozytywne.

– Kompleksowe dane dotyczące zwyczajów płatniczych decydują o tym, jaka jest tożsamość finansowa konsumenta na rynku, czyli innymi słowy jak jest on widziany przez kredytodawców, pożyczkodawców i innych dostawców usług, jak  wygląda jego wiarygodność płatnicza – wyjaśnia Edyta Szymczak. – To informacje, które są obecnie niezbędne do tego, by skutecznie działać na rynku. Historię kredytową może budować każdy klient indywidualny czy firma. Będzie ona udostępniana odbiorcom – od banków, firm pożyczkowych, po telekomy, firmy leasingowe czy ubezpieczeniowe – w biurze informacji gospodarczej, jakim jest ERIF Biuro Informacji Gospodarczej. Już nie, jak dotychczas, Rejestr Dłużników.

Badania takich podmiotów jak na przykład ACCIS, organizacji non-profit zrzeszającej kilkadziesiąt podobnych do ERIF biur informacji kredytowej w Europie, a także kilka innych tego typu instytucji na świecie pokazują, że zdecydowana większość z nich równolegle z danymi o zadłużeniu przetwarza również informacje pozytywne.

– Taki konglomerat danych daje pełniejszy obraz wiarygodności klienta – uważa Edyta Szymczak. – Badania wielu organizacji zrzeszających agencje referencyjne czy kredytowe dowodzą, że informacja pozytywna jest już przetwarzana i udostępniana w takim samym  stopniu jak negatywna. Dla oceny ryzyka dostawców różnych usług oraz produktów finansowych i niefinansowych, liczą się bowiem dane kompleksowe, przejrzyste, wiarygodne, udostępnione online. Firmy mogą wtedy lepiej decydować o warunkach, na jakich sprzedadzą dany produkt.

ERIF BIG współpracuje z bankami, innymi instytucjami finansowymi, firmami telekomunikacyjnymi, leasingowymi, ubezpieczeniowymi oraz dużymi przedsiębiorstwami i firmami z sektora MŚP ze wszystkich branż gospodarki. W gronie klientów spółki są również fundusze sekurytyzacyjne, jednostki samorządu terytorialnego i spółki prawa handlowego działające na rzecz gmin oraz po ostatniej nowelizacji ustawy Kodeksu Karnego  także sądy powszechne.

Od 16  września tego roku wcześniejszy Rejestr Dłużników ERIF BIG SA działa pod nową nazwą ERIF Biuro Informacji Gospodarczej SA (w skrócie ERIF BIG). Jak wynika z informacji przedsiębiorstwa zmiana ta ma na celu podkreślenie, że w bazach spółki znajdują się różnego rodzaju informacje gospodarcze, zarówno negatywne o zadłużeniu, jak i pozytywne o rzetelnym opłacaniu zobowiązań finansowych.

– Ze zmianą nazwy wiąże się także wprowadzenie nowego logotypu, który ma symbolizować energię, ruch, dynamizm, atrybuty aktywnej wymiany danych – mówi Edyta Szymczak. – Chcemy by był to znak firmy zdecydowanej, ale jednocześnie nastawionej na dialog. To wartości, które towarzyszyły rozwojowi naszego przedsiębiorstwa od samego początku, ale teraz postanowiliśmy je szczególnie wyeksponować.

ERIF Biuro Informacji Gospodarczej SA to jednym z pięciu działających w Polsce biur informacji gospodarczej, które zajmują się przyjmowaniem, przechowywaniem oraz ujawnianiem informacji gospodarczych o dłużnikach oraz o podmiotach terminowo regulujących zobowiązania. Od końca 2011 roku baza spółki jest cyklicznie, w odstępach kwartalnych, weryfikowana pod kątem wielkości i struktury danych przez niezależnego biegłego rewidenta.

Żeglarskie Euro po raz pierwszy w Polsce. W lipcu 2017 roku Gdańsk będzie gościł ponad 700 najlepszych europejskich żeglarzy

Żeglarskie Euro po raz pierwszy w Polsce. W lipcu 2017 roku Gdańsk będzie gościł ponad 700 najlepszych europejskich żeglarzy 9
Dziesięć miesięcy pozostało do wielkiego sportowego wydarzenia międzynarodowej rangi – European Championship ORC Gdańsk 2017. To właśnie Polska, pokonując wiele żeglarskich potęg, została wybrana na organizatora jubileuszowych, dziesiątych Żeglarskich Mistrzostw Europy ORC. Szacuje się, że weźmie w nich udział ponad 70 międzynarodowych załóg. 

Dla sympatyków żeglarstwa European Championship ORC jest tym, czym Euro dla kibiców piłkarskich. Mistrzostwa odbędą się w dniach 21–29 lipca 2017.

– Są to pierwsze międzynarodowe mistrzostwa jachtów morskich na taką skalę w Polsce. Nigdy dotąd tyle jednostek nie zawitało do naszego kraju, aby rywalizować w klasyfikacji ORC – mówi agencji Newseria Lifestyle Łukasz Trzciński, wiceprezes ds. morskich w Pomorskim Związku Żeglarskim. – Warto wspomnieć, że zmagania załóg będzie można obserwować z licznych trójmiejskich plaż, a całą flotę najszybszych morskich jachtów Europy będzie można podziwiać w historycznej Marinie w samym sercu gdańskiej starówki, w specjalnie utworzonym miasteczku regatowym, gdzie załogi spłyną po wyczerpujących zmaganiach na Morzu Bałtyckim.

Żeglarze od lat poszukują możliwości porównywania swoich umiejętności mimo pływania na różnych jednostkach. Istnieje bowiem wiele różnych jachtów morskich, różnych producentów i o różnym stopniu zaawansowania technologicznego. Specjaliści prześcigają się w unowocześnianiu  jachtów, by pływały coraz szybciej. Wyzwaniem jest więc zmierzenie faktycznych umiejętności żeglarskich w zalewie nowoczesnej technologii.

By wyrównać szanse wolniejszych i szybszych jednostek, wprowadzony został system przelicznikowy ORC. Każda łódka jest dokładnie mierzona i ważona. Na wartość poszczególnych parametrów przelicznikowych, poza wielkością i ciężarem kadłuba czy żagli wpływ mają także np. łączna waga załogi, wysokość masztu czy materiał z jakiego został wykonany. Wszystko po to, by komputerowy, stworzony przez naukowców system jak najprecyzyjniej obliczył, z jaką prędkością dana jednostka powinna pływać przy określonych warunkach. Wygrywa załoga, która podczas wyścigu jest najbliżej swoich maksymalnych osiągów, czyli taka, która popełniła najmniej błędów.

 Przelicznik ORC pozwala porównać parametry różnej wielkości jachtów, więc w praktyce żeglarze ścigają się oczywiście między sobą, ale przede wszystkim ścigają się z czasem, który jest podliczany i korygowany na koniec regat. Daje to jedyną w swoim rodzaju możliwość rywalizacji różnych jachtów, różnej klasy – podkreśla Łukasz Trzciński.

– W tym roku pierwszy raz spotkałem się z formułą ORC i zachwyciłem się nią. Zróżnicowane jednostki mają możliwość startować w jednym wyścigu. Mam wrażenie, że dzięki tej formule regaty stają się bardziej dostępne dla szerszej grupy żeglarzy – mówi aktor Antoni Pawlicki, ambasador Mistrzostw Europy ORC 2017.

Polacy od lat ścigają się w tej klasyfikacji na świecie. Coraz lepsze wyniki naszych załóg, na przykład czternaste miejsce jachtu GoodSpeed na tegorocznych Mistrzostwach Świata ORC w Kopenhadze, pozwalają z optymizmem patrzeć na szanse naszych jednostek na tle europejskiej ligi.

– Spodziewamy się ponad 70 jachtów o wielkości od 34 do nawet 54 stóp (czyli od 10 do prawie 17 m). Przy średnim obłożeniu od 8 do 10 osób, w zależności od wielkości łodzi, daje to imponującą liczbę ponad 700 zawodników. Liczymy, że z Polski wystąpi około 20 jednostek. Licznie reprezentowanym krajem będą Niemcy, nie zabraknie też Szwedów oraz innych przedstawicieli krajów basenu Morza Bałtyckiego, a także doskonałych strategów z Włoch i Francji – mówi Łukasz Trzciński.

Współorganizatorem imprezy jest Gdańsk i Pomorski Związek Żeglarski.

Ambasadorami Mistrzostw Europy ORC 2017 zostali aktorzy Monika Kwiatkowska i Antoni Pawlicki. Co ciekawe, oboje popłyną także jako zawodnicy na odnoszącym już kolejny sezon sukcesy jachcie GoodSpeed. Liczą na niezwykłą przygodę, duże emocje i marzy im się zwycięstwo.

– Fantastyczne jest to, że tak wielka impreza żeglarska odbędzie się w centrum Gdańska nad Motławą. Bez wątpienia skupi na sobie uwagę całego żeglarskiego świata, a także samych mieszkańców Trójmiasta oraz tysięcy turystów, stając się główną atrakcją sezonu letniego w 2017 roku – podkreśla Antoni Pawlicki.

– W tym roku wzięłam udział w Żeglarskich Mistrzostwach Świata w Kopenhadze i było to niesamowite przeżycie: 134 jachty i polska jednostka GoodSpeed plasująca się na 14. miejscu na świecie. To doskonały wynik – mówi z dumą Monika Kwiatkowska, ambasadorka Mistrzostw Europy ORC 2017.

Antoni Pawlicki przyznaje, że przed startem musi jeszcze popracować nad kondycją.

– Przygotowania głównie będą się opierać na treningach, gdyż najważniejsze jest zgranie załogi i skoordynowanie wykonywanych zadań, tak by wszystko odbywało się jak najsprawniej i jak najszybciej. A takiego treningu nigdy dosyć – podkreśla Antoni Pawlicki.

 Każdy błąd, który popełni ktokolwiek z załogi, przekłada się na bezcenne sekundy, a te z kolei przekładają się na ostateczny wynik. Dlatego zaufanie i zgranie załogi są najistotniejszymi rzeczami, a to dają tylko treningi – dodaje Monika Kwiatkowska.

Budynki w Polsce wymagają poprawy pod względem nie tylko energooszczędności, lecz także ich wpływu na zdrowie

Budynki w Polsce wymagają poprawy pod względem nie tylko energooszczędności, lecz także ich wpływu na zdrowie 10
Polacy częściej niż Europejczycy wyrażają obawy o szkodliwe dla zdrowia warunki domowe. Tymczasem w budynkach spędzamy 90 proc. czasu, dlatego klimat wewnętrzny ma istotny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Eksperci zaznaczają, że aspekt zdrowia powinien być uwzględniany w projektach budowlanych tuż obok parametrów energooszczędności. Problemem jest również niska świadomość społeczeństwa dotycząca właściwych nawyków w budynkach, które mogą zniwelować szereg popularnych dolegliwości. 

– Środowisko domowe wpływa w 20 proc. na nasze zdrowie. Elementem tego środowiska są poszczególne parametry zdrowego domu, tzn. dostęp do światła, wentylacja, czyli dostęp do świeżego powietrza, optymalna temperatura, brak zawilgocenia i negatywnych elementów, jak zapleśnienie czy dyskomfort termiczny – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Włodzimierz Piątkowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016” przeprowadzonego na zlecenie Grupy Velux, Polacy częściej niż Europejczycy wyrażają obawy o szkodliwe dla zdrowia warunki domowe. Najbardziej martwi nas problem zagrzybienia i pleśni w domu (46 proc.). Polacy obawiają się również negatywnego wpływu złej jakości powietrza w domu (36 proc.), zbyt małej ilości światła dziennego (36 proc.), hałasu, przeciągów oraz chłodu (po 37 proc.).

Jak przekonuje ekspert, zdrowie oprócz rodziny i finansów jest podstawowym elementem wpływającym na jakość życia.

– Inwestowanie w zdrowie z punktu widzenia państwa jest o wiele bardziej korzystne ekonomicznie niż inwestowanie w chorobę. Czyli profilaktyka i promocja zdrowia, do której może się przysłużyć idea zdrowych domów, jest korzystniejsza, niż czekanie, aż ludzie zachorują i wydawanie wówczas ogromnych pieniędzy na leczenie –  tłumaczy prof. Piątkowski.

Badanie „Barometr zdrowych domów 2016” wskazuje również na znaczenie warunków mieszkaniowych w ocenie stanu zdrowia. Polacy, którzy są bardziej zadowoleni ze swoich domów, mają wyższą samoocenę zdrowia oraz więcej energii życiowej. Wysoką ocenę swojego domu deklaruje w sumie 36 proc. Polaków wobec co drugiego Europejczyka. Jedynie 7 proc. polskich respondentów oceniło swój dom bardzo wysoko, co plasuje Polskę na jednej z najniższych pozycji w Europie.

Największym problemem w budownictwie jest niewiedza. Jeśli użytkownik nie wie, jakie warunki powinien spełniać budynek, aby móc w nim w prawidłowy sposób funkcjonować, to można zbudować, co się chce, bo ostateczny odbiorca również go kupi lub wynajmie – ocenia prof. Elżbieta Dagny Ryńska z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.

Polskie budownictwo, choć spełnia poszczególne kryteria i wymagania techniczne, nie zawsze spełnia pozostałe, jak np. dobór ekologicznych materiałów, czy zapewnienie odpowiedniego dostępu do światła dziennego.

Dlatego istotne jest zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat tego, że właściwie zaprojektowane budynki mogą zniwelować część dolegliwości, na które skarżą się Polacy. Równie ważna jest rola państwa, które powinno wspierać prozdrowotne rozwiązania, np. dofinansowanie materiałów proekologicznych przy budowie. Szczególnie istotne wydaje się wsparcie budownictwa jednorodzinnego, w którym mieszka połowa polskiego społeczeństwa.

– Budynki odpowiadają za 30–40 proc. zużycia energii w gospodarce. Dlatego dbając o efektywność energetyczną nie można ich pominąć. Ponadto w Polsce mamy bardzo duży problem z zanieczyszczeniem powietrza i to właśnie budynki, w tym jednorodzinne, często niezdrowe, bardzo energochłonne, bo opalane paliwami stałymi, głównie węglem, są odpowiedzialne za większość problemów związanych z zanieczyszczeniem powietrza i prowadzą do powstawania bardzo wielu chorób wśród Polaków – tłumaczy Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska.

Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016”, Polacy skarżą się na dolegliwości zdrowotne, które mogą być konsekwencją oddziaływania niekorzystnych warunków domowych. Co drugi Polak boryka się z takimi problemami jak: zatkany nos, katar czy ból głowy, z czego co piąty bardzo często lub kilka razy w tygodniu. W wielu polskich rodzinach któryś z domowników cierpi na katar sienny (19 proc.), alergiczny nieżyt nosa (19 proc.) oraz astmę (17 proc.), które są związane między innymi z warunkami domowymi.

– Tylko 40 proc. Polaków ma świadomość, że mogłaby wpłynąć na zmianę tej sytuacji. To wynik dużo gorszy niż przeciętny wynik w Europie, gdzie 2/3 populacji wierzy, że może coś zmienić. Pozytywnym aspektem jest natomiast, że Polacy są w stanie robić więcej niż Europejczycy dla poprawy swojego komfortu, jak choćby wietrzenia pomieszczenia zimą, nawet jeżeli widzą ryzyko wzrostu kosztów ogrzewania w związku z wychłodzeniem pomieszczeń – podkreśla Siwiński.

Badanie „Barometr zdrowych domów 2016” pozwoliło określić pięć cech zdrowego domu. Dobre warunki do snu wpływają nie tylko na zdrowie, lecz także na pracę, naukę i ułatwiają podejmowanie decyzji. Odpowiednia temperatura pomieszczeń stanowi kolejny istotny czynnik oddziałujący na nasze zdrowie, a także stały dostęp do świeżego powietrza i światła dziennego oraz odpowiedni poziom wilgotności. Jak przekonuje dyrektor generalny Velux Polska, takie kroki może podjąć każdy we własnym otoczeniu.

– Aby poprawić sytuację w warunkach panujących w mieszkaniach w Polsce, potrzeba strategii wielowątkowej. Z jednej strony trzeba oddziaływać na świadomość Polaków, prowadzić szerokie działania edukacyjne, które pokażą im, że w prosty sposób można wpłynąć pozytywnie na warunki mieszkania. Trzeba też doradzić, jak wybierać materiały budowlane, jakie stosować rozwiązania przy remontach i przy w nowym budownictwie. Działalność edukacyjna dotyczy też architektów, właściwie wszystkich podmiotów, które tworzą łańcuch związany z powstawaniem projektów budowlanych – przekonuje Jacek Siwiński.

Polityka przeważa nad polityką pieniężną

Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.
Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.

Pozytywny impuls, jaki napłynął na rynki po niedawnych posiedzeniach Fed i Banku Japonii, traci swoją moc. Najwyraźniej zaczyna ustępować nie tylko niekorzystnym sygnałom makroekonomicznym, ale także politycznym. I nie chodzi tu tylko o politykę w polskim wydaniu, która notorycznie przyczynia się do pogarszania się nastrojów na warszawskim parkiecie. W Stanach Zjednoczonych narasta niepokój przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.

Czynnik ryzyka, związany z ewentualną wygraną Donalda Trumpa do tej pory nie był przez rynki finansowe dostrzegany. Można się więc obawiać, że ze zdwojoną siłą zadziała on w najbliższym czasie, gdy tylko sondażowe szacunki zaczną wskazywać na wyrównywanie się szans obu kandydatów lub na przewagę Trumpa. O tym, że walka się zaostrza świadczą coraz liczniejsze analizy, wskazujące na zagrożenia dla amerykańskiej i światowej gospodarki, związane z jego polityką. O układzie sił wiele będzie można się dowiedzieć po pierwszej telewizyjnej debacie pretendentów.

Polityczne wątki coraz mocniej odciskają się na giełdzie we Frankfurcie. Kanclerz Angela Merkel musi walczyć o wzmocnienie swojej słabnącej pozycji przed przyszłorocznymi wyborami. Jej deklaracje wykluczające wsparcie ze środków publicznych dla przeżywającego coraz większe kłopoty Deutsche Banku, sprowadziło jego notowania do poziomu najniższego w historii. Na politycznej walce, gdziekolwiek by się ona nie odbywała i pod jakimikolwiek hasłami, rynki finansowe z reguły nie wychodzą dobrze.

————

Mariusz Skwaroń
AgioFunds TFI S.A.

Polacy zamiast NFZ-u wolą medyczne polisy

Prawie każdy dorosły Polak ma świadomość fatalnego stanu publicznej służby zdrowia. Nie wszyscy wiedzą jednak, że w międzynarodowych rankingach, polski system opieki zdrowotnej bywa oceniany gorzej niż rumuński i bułgarski. Wyniki najnowszego badania Euro Health Consumer Index (EHCI), są jeszcze bardziej niepokojące. W tym wszechstronnym rankingu publicznych systemów ochrony zdrowia z 35 państw Europy, nasz kraj tym razem zajął przedostatnią pozycję. Niżej została sklasyfikowana tylko Czarnogóra.

Wyniki najnowszego badania Euro Health Consumer Index są alarmujące między innymi dlatego, że Polska odnotowała tylko niewielką poprawę wyniku punktowego w stosunku do poprzedniego roku (523 punkty – 2015 rok, 511 punktów –  2014 rok). Inne kraje ze słabo funkcjonującym systemem służby zdrowia (Litwa, Rumunia i Serbia), odnotowały większe wzrosty. To skutkowało spadkiem Polski z 31 miejsca na 34 miejsce (tzn. przedostatnie). Warto nadmienić, że już wcześniej mieliśmy do czynienia z kompromitującą sytuacją. W badaniu Euro Health Consumer Index z 2014 roku, nasz kraj został wyprzedzony przez Albanię. Pod nieobecność Mołdawii, to właśnie Albania jest najgorzej rozwiniętym państwem w porównywanej stawce.

Europejskimi liderami pod względem jakości publicznej służby zdrowia, są takie państwa jak Holandia (916 punktów w 2015 r.), Szwajcaria (894 punkty) oraz Norwegia (854 punkty). Wyniki punktowe tych krajów zbliżają się do maksymalnej wartości, jaką można uzyskać (1000 punktów). Dla polskiego czytelnika, ciekawe jest porównanie z takimi państwami jak:

  • Niemcy – 828 punktów w 2015 r./7 pozycja
  • Czechy – 760 punktów/13 pozycja
  • Estonia – 706 punktów/17 pozycja
  • Słowacja – 653 punkty/24 pozycja
  • Litwa – 628 punktów/25 pozycja
  • Węgry – 578 punktów/27 pozycja

Długoletni impas w polskiej służbie zdrowia, połączony ze stopniowym wzrostem dochodów rodzin, zwiększa zainteresowanie dobrowolnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Dane Polskiej Izby Ubezpieczeń potwierdzają, że medyczne ubezpieczenia grupowe (oferowane głównie przez zakłady pracy), wciąż są najbardziej popularne. Ochronę z tytułu takich polis, w I kw. 2016 r. posiadało 1,29 mln Polaków. To oznacza roczny wzrost o 28%. Przypisana składka brutto dla grupowych polis zdrowotnych, pod koniec I kw. 2016 r. wynosiła już prawie 114 mln zł (roczny wzrost o 17%).

Rynek indywidualnych polis medycznych, na razie jest znacznie mniejszy. Na początku 2016 r. ochronę z tytułu takich ubezpieczeń, posiadało około 285 tysięcy Polaków, a składka przypisana brutto oscylowała na poziomie 21 mln zł (ponad pięć razy mniejszym niż w przypadku polis grupowych). Trzeba jednak zwrócić uwagę, że rynek indywidualnych ubezpieczeń medycznych rozwija się bardzo szybko. Przez rok (I kw. 2016 r./I kw. 2015 r.) składka przypisana brutto dla takich polis wzrosła o 24%. Analogiczny wzrost liczby ubezpieczonych, wyniósł aż 44%. W ogólnym ujęciu, od I kw. 2015 r. do I kw. 2016 r. liczba osób uprawnionych do ochrony z dobrowolnych polis zdrowotnych wzrosła o 31%. Wzrost składki przypisanej brutto był znacznie mniejszy (+18%).

Pełną wersję naszej analizy (z dodatkowymi danymi o rynku polis medycznych), znajdą Państwo tutaj:

https://ubea.pl/Polacy-wola-polisy-medyczne-od-NFZ-u%2Cartykul%2C1096/

Polska potentatem w produkcji aut elektrycznych: ten pomysł rządu jest nierealny

Rząd namawia spółki Skarbu Państwa, aby zainwestowały w powstanie wspólnej fabryki aut elektrycznych. Do 2025 r. milion nowych, zarejestrowanych w Polsce samochodów miałoby mieć napęd elektryczny, z tego 30 proc. byłoby wyprodukowanych w takiej fabryce. To nie wydaje się realne, choć rząd chciałby przyznawać dotacje.

-Już w minionym roku miało być zarejestrowanych 1 tys. nowych aut elektrycznych, a w tym roku 2 tys., jednak zarejestrowano 100-200 takich samochodów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

-W Polsce mamy produkować 30 proc. takich samochodów, ale nie mamy nic oprócz kilku chałupniczych modeli aut.

Mocny początek ciekawego tygodnia

Giełdy rozpoczęły ostatni tydzień września od mocnych spadków. Obawy o losy Deutsche Banku i niepewność przed debatą Clinton-Trump pchnęły indeksy w dół. To będzie bardzo ciekawy tydzień na rynkach.

Nowy tydzień rozpoczął się od mocnego uderzenia. Prasowe doniesienia, że Angela Merkel nie godzi się na pomoc państwa dla przeżywającego problemy Deutsche Banku, pchnęły niemiecki rynek akcji mocno w dół i znalazły się one na najniższym poziomie w historii. W efekcie popsuły się nastroje również na innych giełdach. Humorów inwestorom nie zdołała już poprawić publikacja indeksu Ifo, który we wrześniu nieoczekiwanie wzrósł do 109,5 pkt. z poziomie 106,3 pkt. miesiąc wcześniej, przekraczając rynkowe prognozy na poziomie 106,4 pkt. Dane te pokazały, że strach przed BREXIT-em powoli mija, co daje nadzieję nie tylko na na przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Niemczech, ale również w całej strefie euro.

Wydarzyło się ostatnio na rynkach…

  • we wrześniu indeks PMI dla przemysłu w USA spadł do 51,4 z 52 pkt., przy prognozie na poziomie 51,9 pkt.;
  • Fitch potwierdził rating Niemiec na najwyższym poziomie AAA z perspektywą stabilną;
  • Fitch skorygował prognozę wzrostu PKB dla strefy euro w latach 2017 i 2018 do 1,4% z wcześniej szacowanego poziomu 1,6%;
  • w piątek indeks S&P500 spadł do 2164,7 pkt. (-0,57%), w dół pociągnęły go m.in. akcje Facebooka i Apple;
  • Erica Rosengrena (Fed): brak rozpoczęcia zacieśniania polityki monetarnej już teraz rodzi ryzyka dla gospodarki USA;
  • MF: wyższa stawka podatku VAT (23%) zostanie utrzymana przynajmniej do końca 2018 roku;
  • przedstawiciele Algierii sugerują, że jest realne porozumienie producentów ropy podczas nieformalnego spotkania OPEC w dniu 28 września;
  • spadki na azjatyckich parkietach, indeksy w Chinach najniżej od 7 tygodni;
  • akcje Deutsche Banku najtańsze w historii po prasowych doniesieniach, że Angela Merkel sprzeciwia się państwowej pomocy dla banku;
  • we wrześniu indeks Ifo nieoczekiwanie wzrósł do 109,5 z 106,3 pkt., przy prognozie 106,4 pkt;
  • w sierpniu sprzedaż nowych domów spadła o 7,6% M/M do 609 tys. (prognoza: 600 tys.).

Negatywny wpływ prasowych spekulacji nt. Deutsche Banku na giełdy być może nie byłby tak duży, gdyby nie to, że dodatkowo rynki akcji odreagowywały zeszłotygodniowe poFEDowskie wzrosty, a humory inwestorom psuło oczekiwanie na debatę Clinton-Trump. Debata rozpocznie się o godzinie 03:00 w nocy z poniedziałku na wtorek. Będzie to pierwsza z trzech debat. Inwestorzy powinni zwrócić uwagę nie tylko na poglądy ekonomiczne obu kandydatów, ale też ich ewentualną ocenę pracy Yellen i Fedu, a także na sondaże publikowane po debacie. Być może przede wszystkim na sondaże. To one bowiem mogą przybliżyć do odpowiedzi kto zwycięży w listopadowych wyborach prezydenckich w USA.

Wybory w USA można porównać do brytyjskiego referendum ws. wyjścia z UE. Podobnie jak w czerwcu inwestorzy nie zakładali BREXIT-u, tak teraz nie zakładają zwycięstwa Trumpa. A z punktu widzenia rynków Trump jest opcją gorszą, bo mniej przewidywalną (Clinton oznacza prostą kontynuację prezydentury Baracka Obamy). I podobnie jak przed trzema miesiącami, tak również teraz rynki nie są przygotowane na ten, wykluczony przez nich, scenariusz. Zakładając jednak, że inwestorzy uczą się na błędach, nawet w przypadku gdy sondaże będą dawać przewagę Clinton, powinno mieć miejsce pozycjonowanie na rynku. Mówiąc wprost, powinniśmy obserwować realizację zysków przed wyborami. Szczególnie teraz, gdy Wall Street jest stosunkowo blisko rekordów. Takiej korekcie sprzyjać dodatkowo może startujący w październiku sezon wyników na Wall Street, który przyniesie 6. kolejny kwartał spadków zysków spółek.

Potencjalny wzrost niepewności związany z wyborami prezydenckimi będzie także miał negatywne przełożenie na rynki wschodzące, będzie preferował bezpieczne inwestycje jak szwajcarski frank, japoński jen i złoto, ale też będzie wspierał dolara, który będzie zyskiwał w efekcie odpływu kapitałów z rynków wschodzących.

W tym tygodniu oprócz debaty Clinton-Trump ważnym wydarzeniem rynkowym będzie środowe nieformalne spotkanie państw OPEC w Algierii. Ponadto inwestorzy powinni zwrócić uwagę na dane makroekonomiczne z USA (szczególnie po tym, jak Fed w zeszłym tygodniu od nich uzależnił dalsze decyzje ws. stóp procentowych), jak również na liczne wystąpienia przedstawicieli banków centralnych.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Deutsche Bank najtańszy w historii – przez konflikt z Departamentem Sprawiedliwości USA

Akcje Deutsche Banku tracą ponad 6 proc. osiągając najniższy w historii poziom 10,73 euro za akcję po publikacji raportu magazynu Focus stwierdzającego, iż rząd niemiecki nie pomoże temu największemu niemieckiemu bankowi w sporze z amerykańskim departamentem sprawiedliwości. Kanclerz Angela Merkel wykluczyła również pomoc publiczną dla DB przed wyborami w wrześniu 2017 roku. Od początku roku akcje DB straciły już ponad 52 proc. Amerykańskie władze domagają się od Banku 14 mld dolarów w ramach ugody za sprzedaż toksycznych obligacji. Deutsche Bank dał jednak jasno do zrozumienia, iż tej kwoty nie zapłaci. Do tego cały niemiecki sektor bankowy ma problem z wypracowaniem zysku przez ujemne stopy procentowe wprowadzone przez Europejski Bank Centralny.

Wzrost niemieckiego sentymentu biznesowego Ifo do najwyższego poziomu od 2014 roku nie pomógł europejskim dziś indeksom.  Odczyt indeksu za wrzesień wyniósł 109,5 punktów wobec prognozowanych 106,4 punktów. Niemiecki DAX traci już ponad 2 proc. handlując w pobliżu poziomu 10400 punktów, francuski CAC 40 traci 1,6 proc. handlując w pobliżu 4410 punktów a brytyjski FTSE100 1 proc. handlując w pobliżu 6780 punktów. Prym wśród spadkowiczów wiodą banki, przez ostrą wyprzedaż skonfliktowanego z amerykańskim rządem Deutsche Banku. WIG20 nie odstaje od szeregu, tracą ponad 1,5 proc. i handlując w pobliżu 1735 punktów.

Nadzieje na osiągnięcie porozumienia w sprawie ustalenia limitów produkcji ropy naftowej, podczas odbywającego się w dniach 26-29 września spotkania państw OPEC w Algierze, drastycznie zmalały. Arabia Saudyjska oświadczyła, iż spotkanie będzie okazją raczej do konsultacji a nie podjęcia decyzji odnośnie limitów produkcji. Ze względu na trudny do pogodzenia konflikt interesów członków OPEC, szansa na osiągnięcie porozumienia przesuwa się na regularne posiedzenie organizacji w Wiedniu zaplanowane na listopad. Ropa naftowa WTI zyskuje obecnie ok. 1,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 45,40 dolarów za baryłkę. Natomiast ropa Brent zyskuje aż 3 proc. handlując w pobliżu poziomu 47,40 dolarów za baryłkę.

Tureckie aktywa zanotowały dziś najgorszy dzień od czasu nieudanego zamachu stanu w lipcu, po tym jak w piątek wieczorem agencja Moody’s obcięła rating tureckiego długu do śmieciowego poziomu. Turecka lira traci 0,8 proc. do dolara i jest najsłabsza od 8 tygodni. Natomiast Indeks Borsa Instanbul 100 traci ponad 5 proc. – najmocniej od nieudanego puczu.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Deutsche Bank najtańszy w historii przez konflikt z Departamentem Sprawiedliwości USA

Akcje Deutsche Banku tracą ponad 6 proc. osiągając najniższy w historii poziom 10,73 euro za akcję po publikacji raportu magazynu Focus stwierdzającego, iż rząd niemiecki nie pomoże temu największemu niemieckiemu bankowi w sporze z amerykańskim departamentem sprawiedliwości. Kanclerz Angela Merkel wykluczyła również pomoc publiczną dla DB przed wyborami w wrześniu 2017 roku. Od początku roku akcje DB straciły już ponad 52 proc. Amerykańskie władze domagają się od Banku 14 mld dolarów w ramach ugody za sprzedaż toksycznych obligacji. Deutsche Bank dał jednak jasno do zrozumienia, iż tej kwoty nie zapłaci. Do tego cały niemiecki sektor bankowy ma problem z wypracowaniem zysku przez ujemne stopy procentowe wprowadzone przez Europejski Bank Centralny.

Wzrost niemieckiego sentymentu biznesowego Ifo do najwyższego poziomu od 2014 roku nie pomógł europejskim dziś indeksom.  Odczyt indeksu za wrzesień wyniósł 109,5 punktów wobec prognozowanych 106,4 punktów. Niemiecki DAX traci już ponad 2 proc. handlując w pobliżu poziomu 10400 punktów, francuski CAC 40 traci 1,6 proc. handlując w pobliżu 4410 punktów a brytyjski FTSE100 1 proc. handlując w pobliżu 6780 punktów. Prym wśród spadkowiczów wiodą banki, przez ostrą wyprzedaż skonfliktowanego z amerykańskim rządem Deutsche Banku. WIG20 nie odstaje od szeregu, tracą ponad 1,5 proc. i handlując w pobliżu 1735 punktów.

Nadzieje na osiągnięcie porozumienia w sprawie ustalenia limitów produkcji ropy naftowej, podczas odbywającego się w dniach 26-29 września spotkania państw OPEC w Algierze, drastycznie zmalały. Arabia Saudyjska oświadczyła, iż spotkanie będzie okazją raczej do konsultacji a nie podjęcia decyzji odnośnie limitów produkcji. Ze względu na trudny do pogodzenia konflikt interesów członków OPEC, szansa na osiągnięcie porozumienia przesuwa się na regularne posiedzenie organizacji w Wiedniu zaplanowane na listopad. Ropa naftowa WTI zyskuje obecnie ok. 1,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 45,40 dolarów za baryłkę. Natomiast ropa Brent zyskuje aż 3 proc. handlując w pobliżu poziomu 47,40 dolarów za baryłkę.

Tureckie aktywa zanotowały dziś najgorszy dzień od czasu nieudanego zamachu stanu w lipcu, po tym jak w piątek wieczorem agencja Moody’s obcięła rating tureckiego długu do śmieciowego poziomu. Turecka lira traci 0,8 proc. do dolara i jest najsłabsza od 8 tygodni. Natomiast Indeks Borsa Instanbul 100 traci ponad 5 proc. – najmocniej od nieudanego puczu.

Deutsche Bank najtańszy w historii przez konflikt z Departamentem Sprawiedliwości USA 11 Deutsche Bank najtańszy w historii przez konflikt z Departamentem Sprawiedliwości USA 12


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

Współpraca Polski z Azerbejdżanem

Polska gospodarka w ciągu ostatnich 25 lat dynamicznie się zmieniała. Rodzime firmy, to już nie tylko rynek wewnętrzny. Coraz częściej zaczynamy dogrywać istotną rolę w gospodarce światowej. Oczywiste kierunki rozwoju biznesu to Europa Zachodnia, Rosja, Chiny.

O tym się mówi, o tym wiedzą polscy przedsiębiorcy.

Czy tylko te kierunki mają szansę rozwoju? Czy może otwierają się zupełnie nowe, do tej pory nieznane, możliwości.

Polska wymiana handlowa z Azerbejdżanem to jedyne 170 mln dolarów. Czechy to blisko 6 krotność tej kwoty. Czy polskie przedsiębiorstwa zachłysnęły się rynkiem zachodnim?

Kaukaz to wrota i znany od tysięcy lat szlak handlowy pomiędzy Azją Środkową i Europą.
Czy w tym rejonie polscy przedsiębiorcy mają szansę na rozwój? Na to pytanie odpowiadali przedstawiciele rządu i biznesu Azerbejdżańskiego na Forum Ekonomicznym w Krynicy, gdzie zainicjowano funkcjonowanie Polsko Azerbejdżańskiej Rady Biznesu przy Stowarzyszeniu Współpracy Polska Azerbejdżan.

Dzięki dwuletniej pracy stowarzyszenia, udało się  zbudować zaufanie oraz szacunek pomiędzy przedsiębiorcami z Polski i Azerbejdżanu – mówi Łukasz Kopański – Obecnie przekuwamy to w rzeczywistość i ruszamy z inicjatywą Polsko-Azerbejdżańskiej Rady Biznesu. Azerbejdżan posiada ogromny potencjał i powinien stać się miejscem spotkań nie tylko polskiego i azerbejdżańskiego biznesu, ale również irańskiego, gruzińskiego oraz państw Azji Środkowej. Najważniejszą kwestią są tu bezpośrednie kontakty biznesowe pomiędzy firmami polskimi i azerbejdżańskimi. Dlatego też skupiamy się na łączeniu obu stron i organizujemy pierwszą biznesową misję handlową do Azerbejdżanu.

Szansę tą już dostrzegają kraje naszego regionu – przede wszystkim Węgry i Czechy, które widzą w Azerbejdżanie nie tylko alternatywę dla dostaw energii, ale również ważnego partnera biznesowego w innych gałęziach gospodarki. Stany Zjednoczone odnotowały wzrost roli Azerbejdżanu jako przyszłego, ważnego dostawcy kaspijskiego gazu na rynek europejski.
W swoim czerwcowym raporcie na temat sektora gazowego w tym kraju, US Energy Information Administration (EIA) stwierdziło, że rola Baku na rynku gazowym Europie będzie rosła wraz z postępami eksploatacji kaspijskich złóż oraz rozbudową infrastruktury przesyłowej.

Azerbejdżan to jednak nie tylko ropa i gaz. To również szansa na rozwój dla polskich firm z branży IT, budowlanej i IT.

Przedsiębiorcy azerbejdżańscy już rozpoczynają inwestycje w Polsce. Jedną z pierwszych będzie firma zajmująca się turystyką biznesową dla polskich i azerskich przedsiębiorców. Zdaniem jej przedstawicieli ta forma ma duże znaczenie biznesowe i kulturowe. Znajomość realiów funkcjonowania na danym rynku w dużej mierze determinuje przyszły sukces ekonomiczny.

Clinton vs. Trump

wrzesień 26, 2016 12:55

Clinton vs. Trump 13
Dzisiaj w nocy polskiego czasu odbędzie się debata dwóch kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych w nadchodzących listopadowych wyborach. Zainteresowanie debatą jest bardzo duże zwłaszcza, że poparcie w sondażach obu kandydatów jest bardzo zbliżone.

Debata może przesądzić o wynikach wyborów, jak to miało miejsce wiele razy w historii. W pierwszej telewizyjnej debacie w 1960 roku John Kennedy pokonał kandydata Partii Republikańskiej Richarda Nixona. Mimo, że Nixon był lepiej przygotowany merytorycznie widzom wydawał się bardziej zdenerwowany, a dodatkowo kamery uchwyciły, że obficie się pocił podczas wypowiedzi. W rezultacie Kennedy wygrał wybory.

Tym razem może być podobnie. Hillary Clinton prawdopodobnie jest lepiej przygotowana pod kątem merytorycznym, chociażby ze względu na swoje doświadczenie polityczne, ale Donald Trump może wykazać większym luzem i błyskotliwością, co może spodobać się amerykanom. Obecnie sondaże wskazują na bardzo wyrównaną walkę, a różnica wynosi 2% na korzyść kandydatki Partii Demokratycznej, czyli mniej, niż błąd statystyczny.

Co wygrana jednego z kandydatów oznaczałaby dla rynków? Clinton jest kandydatką establishmentu i gwarantem pozostania statusu quo. Z kolei wygrana Trumpa spowodowałaby większą nerwowość na rynkach i przy tak wykupionych giełdach z pewnością obserwowalibyśmy kolor czerwony na rynkach akcji. Możliwe, że po dzisiejszej debacie będziemy wiedzieć, kto jest bliżej Białego Domu.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz