Polskie firmy zalegają ponad 1,8 mld zł. Rekordzista nie przelał na konto dostawcy 10 mln zł

Na 437 tys. działających w Polsce spółek prawa handlowego zarejestrowanych w KRS, problemy finansowe ujawnione w BIG InforMonitor ma 55 450. Oznacza to, że co ósme przedsiębiorstwo nie zawsze jest chętne aby zapłacić w terminie, najczęściej za otrzymany towar, ubezpieczenie, usługi telekomunikacyjne czy leasing. Czasami chodzi o rachunek na 500 zł, ale są też faktury idące w miliony. Rekordzista nie przelał na konto dostawcy 10 mln zł.

BIG InfoMonitor w prowadzonym przez siebie rejestrze dłużników sprawdziło ile firm zarejestrowanych w KRS (nie ma tam firm prowadzonych na zasadach działalności gospodarczej), nie płaci w terminie za zobowiązania, za jakie najczęściej są wpisywane do BIG i gdzie w Polsce mieszczą się ich siedziby.

Na 437 tys. działających w Polsce firm[1] w rejestrze BIG InforMonitor notowanych jest 55 450, czyli blisko 13 proc. Ich łączne zobowiązania, przeterminowane powyżej 60 dni na co najmniej 500 zł przekraczają 1,8 mld zł. Najczęstszym powodem obecności w BIG InfoMonitor są rachunki za telefon i internet, składki ubezpieczeniowe, raty leasingu i usługi faktoringu. Liczne są także długi z tytułu niezapłaconych faktur za bliżej nieopisane usługi i towary, czynsz i wynajem lokalu, pożyczki, płatności za dostawę wody i odprowadzanie ścieków, a nawet wywóz śmieci. Sporą część stanowią też nieuregulowane zobowiązania, których wierzyciel dochodził wcześniej na drodze sądowej i obecnie w rejestrze dłużników widnieją jako wyroki sądowe z tytułem wykonawczym. Ich wartość sięga 208 mln złotych, a dług należy do blisko 20 tys. firm.

Najwięcej firm z zaległościami znajduje się na Mazowszu, Śląsku i Wielkopolsce. Nie jest to jednak zaskakujące, ponieważ według KRS w tych regionach funkcjonuje najwięcej spółek prawa handlowego. Tylko w województwie mazowieckim swoją siedzibę ma co czwarta (26 proc.) spółka. Z kolei w Wielkopolsce i na Śląsku według KRS zarejestrowanych jest po 9 proc. przedsiębiorstw które sprawdziliśmy w BIG InfoMonitor .

– Rosnąca liczba firm wpisanych do rejestru dłużników, mimo dobrej koniunktury gospodarczej, pokazuje, że coraz więcej przedsiębiorców używa Biura Informacji Gospodarczej jako sposobu na dochodzenie swoich należności. Fakt, że wśród wierzycieli na pierwszy plan wybija się branża finansowa i telekomunikacyjna pokazuje jednak, że część przedsiębiorców, ze względu na relacje handlowe, wciąż ma opory aby skorzystać z wpisu dłużnika do BIG, ale wraz z dojrzewaniem rynku z pewnością się to zmieni – mówi z przekonaniem Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Jego zdaniem przedsiębiorcy wahający się, w imię relacji, wpisywać dłużników do BIG czy nie, na pewno powinni jednak sprawdzać w BIG z kim podejmują współpracę. Tym bardziej, że nie jest do tego potrzebna zgoda weryfikowanej firmy. – Wystarczy znać NIP i już będzie wiadomo, czy potencjalny kontrahent to jedna z siedmiu firm, które nie mają zaległości czy też ta ósma, która nie płaci. Prawdopodobieństwo złego trafienia jest niestety znacznie wyższe niż wygranej w loterii – dodaje Mariusz Hildebrand.

7_mapki_firmy

Rachunki za telefon i internet

Po długach z wyroków sądowych na kwotę 208 mln zł, należących do około 20 tys. firm, na drugiej pozycji znalazły się zaległości z tytułu nieopłaconych rachunków za telefon i internet. Ich suma przekroczyła już 87 mln złotych. Przeciętnie na firmę przypada kwota 12,6 tys. zł. Dominują tu dłużnicy z Mazowsza z łącznym obciążeniem przekraczającym 26 mln zł. Następne w kolejności są spółki ulokowane na Śląsku i w Wielkopolsce. Firma z rekordowym długiem za telefon pochodzi jednak z Pomorza – wydzwoniła i nie zapłaciła 599 tys. zł.

5_mapki_zadluzenie_internet

Ubezpieczenia i leasing

Na trzecim miejscu pod względem wartości nieuregulowanych zobowiązań przedsiębiorstw znajdują się w BIG InfoMonitor płatności wobec firm leasingowych. Jest to niemal 60 mln zł. Choć kwota spora to firm nieopłacających terminowo rat leasingu jest niespełna tysiąc. Bardzo licznie w bazie BIG InfoMonitor reprezentowani są natomiast dłużnicy firm ubezpieczeniowych jest ich prawie 8 700 z sumą zaległości ponad 39 mln zł.

 

W tych przypadkach również największe zadłużenia występują na Mazowszu, Śląsku oraz Wielkopolsce. Rekordowa kwota do spłaty z tytułu umowy leasingu należy do firmy z woj. mazowieckiego i wynosi 1,6 mln złotych. Z kolei największe zobowiązania wynikające z umowy ubezpieczenia sięgają 132 tys. zł i dotyczą firmy ze wschodniej części Polski, z Podlasia.3_mapki_ubezpieczenie_leasing

Firmy nie płacą za towar i świadczone usługi innym firmom

Kolejna grupa zobowiązań pochodzi z umów sprzedaży i umów o świadczenie usług. W sumie 9 559 firm znalazło się Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor dlatego, że nie zapłaciły za wykonane dla niej usługi, bądź zakupiły towar. To druga, pod względem liczebności grupa firm po dłużnikach wpisanych na podstawie wyroku sądowego (prawie 20 tys.). Zarejestrowane na Mazowszu firmy zalegają za zakupiony towar na kwotę ponad 10 mln zł, a za brak zapłaty za wykonane usługi na ponad 4 mln zł. W tej kategorii do czołówki wchodzą również przedsiębiorstwa z siedzibami w województwach: lubelskim, zachodniopomorskim, łódzkim oraz śląskim.

Firma z największym nieterminowym długiem za nieopłacony towar pochodzi z Lubelszczyzny i ma do oddania prawie 10 mln zł. Rekord przedsiębiorstwa w ramach braku zapłaty za wykonane na jej rzecz usługi wynosi 2 mln zł i należy do firmy z województwa łódzkiego. Suma zaległości z tytułu sprzedaży oraz usług wynosi prawie 74 mln złotych.

1_mapki_sprzedaz_uslugi

Analiza BIG InfoMonitor uwzględnia również długi, które nie mają podanego tytułu zaległości.

1 Zarejestrowanych w KRS

Wybory prezydenckie w USA istotnym czynnikiem ryzyka

Realizacja zysków na parach złotowych. Złoty uzależniony od czynników globalnych i sentymentu do rynków rozwijających. Warto śledzić wystąpienia członków Fed. Kontynuacja trendu spadkowego na GBP/PLN.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.08-26.09.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2550 3,9090 3,7750 4,8900
Maksimum 4,3800 4,0075 3,9270 5,2100

 

EUR/PLN – analiza od 10 sierpnia do 26 września

eur

Kurs po pokonaniu ważnego wsparcia w postaci wrześniowego minimum dotarł do poziomu 4,27. Od tego momentu kurs jednak zawrócił i doszło do korekty ostatniego ruchu umacniającego naszą walutę. Póki co jednak EUR/PLN pozostaje w wyrysowanym kanale spadkowym. Korekta może być pokłosiem realizacji zysków przez inwestorów, w końcu rodzima waluta zyskała ponad 7 groszy. Druga sprawa, która wpłynęła na ruch korekcyjny, to z pewnością temat wyborów prezydenckich w USA, szczególnie w obliczu pierwszej debaty kandydatów. Póki co szanse są wyrównane, ale zwycięstwo Donalda Trumpa będzie lekkim szokiem dla rynków, co przyniesie przecenę ryzykownych aktywów. Wydaje się, że rynki zabrały się za wycenę strachu przed tym wydarzeniem. Ważnym oporem dla dalszego ruchu w górę będzie poziom 4,30, a dalej górne ograniczenie kanału przy 4,3150. W dłuższym terminie polska waluta może dalej tracić na wartości, szczególnie jeśli wrócą obawy o wzrost gospodarczy i budżet.

CHF/PLN – analiza od 30 sierpnia do 26 września

chf

Na wykresie CHF/PLN mamy do czynienia cały czas z średnioterminowym trendem spadkowym. Niemniej jednak po dość dynamicznym ruchu w dół i ustanowieniu najniższego poziomu od połowy sierpnia kurs zawrócił. Tak jak pisaliśmy w poprzednim komentarzu, droga do tego poziomu (3,91) technicznie była otwarta i też kurs się tak zachował. Od tego momentu, podobnie jak na EUR/PLN, kurs wszedł w fazę korekty. Możliwe, że inwestorzy szukają już bezpiecznych przystani przed czynnikiem ryzyka jakim są wybory w USA, szczególnie jeśli dzisiejsza debata da zwycięstwo Donaldowi Trumpowi to wyprzedaż aktywów krajów wschodzących stanie się faktem. Oporem w przypadku dalszego ruchu w górę będzie linia trendu spadkowego na poziomie 3,9610.

USD/PLN – analiza od 15 sierpnia do 26 września

usd

USD/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Po decyzji Fed i pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie złotówka dość sporo się umocniła. Była to konsekwencja ruchu wzrostowego na EUR/USD. Kurs dotarł do najniższych poziomów we wrześniu w okolice 3,80. Od tego momentu kurs wszedł w fazę korekty. Tak jak w przypadku wyżej wymienionych par walutowych kluczowa dla dalszych ruchów będzie dzisiejsza debata prezydencka w USA. Ale warto również śledzić szereg wystąpień przedstawicieli Fed, które mogą rzucić sporo światła na ostatnią decyzję. Jeśli szansa na podwyżkę w grudniu będzie rosnąć to przełoży się to na spadki na głównej parze walutowej świata. Co za tym idzie na USD/PLN zobaczymy kontynuację ruchu w górę. Oporem będzie poziom 3,8450, czyli górne ograniczenie kanału spadkowego.

GBP/PLN – analiza od 15 sierpnia do 26 września

gbp

Po osiągnięciu poziomu 5,21 kurs zawrócił i ruszył na południe. Sytuacja kompletnie się odwróciła w kilka dni. Kurs spadł do poziomu 5,01, i to w sytuacji, gdy wydawało się, że pokazywane kolejne dobre dane pokazują mało złe konsekwencje Brexitu. Pozytywną sytuację popsuły najpierw dane o inflacji, które były gorsze od prognoz. Swoją cegiełkę dołożył też Bank Anglii, nie zmieniając co prawda obecnej polityki monetarnej, ale zostawiając sobie pole do takich działań w przyszłości. Efektem była wyprzedaż funta na rynkach światowych. Wydawało się, że silne wsparcie w postaci 5,00 wytrzyma i kurs odreaguje. Tak się nie stało, a GBP/PLN ruszył dalej na południe. W rezultacie jesteśmy na poziomach 4,95. Dalsza aprecjacja polskiej waluty jest raczej wątpliwa, biorąc pod uwagę wspomniane powyżej czynniki ryzyka. Niemniej jednak sytuacja na funcie po Brexicie jest bardzo dynamiczna a kolejne dane mogą wprowadzić sporo zamieszania. W przypadku korekty oporem będzie psychologiczna wartość 5,00, wsparciem natomiast będzie ostatnie minimum, czyli 4,89.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

 

Bodymanager – aplikacja, która ma zrewolucjonizować branżę fitness

W dniach 8-9 października bieżącego roku na targach FIWE zostanie zaprezentowana najnowsza aplikacja Bodymanager. Ułatwi ona pracę specjalistom z zakresu fitness, dietetyki oraz fizjoterapii.

Międzynarodowe targi FIWE to największe wydarzenie zrzeszające specjalistów z branży fitness i wellness. Ich głównym celem jest zaprezentowanie najnowszych rozwiązań w zakresie fitness oraz możliwości inwestycji dla przedsiębiorców.

Bodymanager jako aplikacja typu B2B działająca przede wszystkim dla biznesu, to nowoczesne i bardzo wygodne narzędzie pracy. Trenerzy personalni, dietetycy i fizjoterapeuci, będą mogli współpracować ze sobą kompleksowo na jednej płaszczyźnie. Interakcja tych właśnie specjalistów pozwoli na szybszą i bardziej sprawną komunikację, przyciągnie nowych klientów, a przede wszystkim pozwoli zaoszczędzić czas pracy.

Aplikacja Bodymanager powstała w oparciu o wieloletnie obserwacje specyficznego rynku, jakim jest fitness. Jej kreacja polega głównie na przenikaniu się trzech modułów dla trzech grup zawodowych: dietetyków, fizjoterapeutów i trenerów personalnych. Dzięki temu rotacja podopiecznych zwiększy się, a to pozwoli na otoczenie ich kompleksową opieką, bez narażania na samodzielne poszukiwania odpowiedniego fachowca.

Dzięki aplikacji dietetyk ma możliwość ułożenia klientowi planu żywieniowego wraz z gotową listą zakupów a trener personalny czy fizjoterapeuta może bazować na gotowych już planach, tworzyć kalendarze wizyt oraz treningów i wyświetlać je na urządzeniu mobilnym podopiecznego. Dzięki temu klient ma wgląd w zbliżające się treningi, spotkania fizjoterapeutyczne, czy aktualną dietę. Karta pacjenta jest mobilna i specjaliści mogą współdzielić i edytować ją między sobą, bez potrzeby tworzenia trzech oddzielnych profili pacjentów. Co ważne, wszystko jest pod ręką na każdym urządzeniu mobilnym.

Największą zaletą Bodymanagera jest to, że zwiększa on łatwość nawiązywania współpracy między poszczególnymi grupami docelowymi. Stały kontakt pomiędzy fachowcami a klientem wpłynie pozytywnie na budowanie profesjonalnej relacji. Bodymanager to odpowiedź na oczekiwania obecnego rynku fitness. To narzędzie na miarę XXI wieku, kiedy coraz więcej osób interesuje się aktywnością fizyczną. Przestaje się ona kojarzyć z koniecznością, trudem, potem i bólem, a staje się przyjemnością. To właśnie nowe technologie, takie jak Bodymanager, pomagają czerpać z fitnessu więcej radości.

***

Pomysłodawcami aplikacji Bodymanager są:

Piotr Buchart & Tomasz KośmiderPiotr Buchart: Specjalista  IT od 15 lat związany z branżą, pasjonat sportu i odżywiania. Absolwent Politechniki Częstochowskiej na kierunku IT oraz Wyższej Szkoły Bankowej na kierunku zarządzanie. Właściciel marki Bodymanager. Certyfikowany trener personalny oraz doradca żywieniowy. Na co dzień łączy branże fitness i IT współpracując z trenerami, dietetykami oraz fizjoterapeutami, dostarczając kompleksowych narzędzi wspomagających ich pracę.

Tomasz Kośmider: Ultramaratończyk i pasjonat biegów długodystansowych. Jako osoba aktywna wyznaje zasadę holistycznego podejścia do rozwoju fizycznego. Zawodowo od 15 lat związany z IT, jest certyfikowanym architektem tworzącym rozwiązania wpierające różnorodne sektory rynkowe. Właściciel marki Bodymanager. Propagator ścisłej współpracy pomiędzy specjalistami z obszarów fizjoterapii, dietetyki oraz fitness.

Dzięki płacy minimalnej rynek pracy będzie należał do pracownika

Ostatnie regulacje dotyczące rynku pracy w ustawie o płacy minimalnej wyznaczają dobry kierunek. W końcu mówimy o tym, że płaca minimalna w Polsce jest obowiązkiem. Z drugiej strony rynek pracy idzie dużo dalej, ponieważ obietnica wyższej płacy i program „500+” powoduje, że coraz więcej pracowników szuka lepszego wynagrodzenia. Nastąpiło ogromne przewartościowanie rynku w zakresie pracy. Podaż jest zdecydowanie mniejsza, a popyt na pracownika rośnie. Powoduje to, że rynek należy do pracownika.

– Wszyscy musimy się liczyć ze zwiększonymi kosztami pracy, które będą rosły szybciej niż do tej pory, zwłaszcza w sektorze usług outsourcingowych – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Dzik, wiceprezydent Pracodawców RP – To nic złego. Mówimy tutaj o wyrównaniu do płacy minimalnej, do pełnego bezpieczeństwa pracownika. Natomiast podwyżki wynagrodzeń muszą zostać pokryte przez zamawiających. Nie ma możliwości, aby to wykonawca sfinansował podwyżki.

Mowa o kwocie wyższej o kilkadziesiąt procent i można powiedzieć, że te zmiany już weszły w życie. Pracownicy nie chcą podejmować pracy za dotychczasowe wynagrodzenie. Myślę, że dynamika tego zjawiska jest bardzo duża, lecz z drugiej strony jest to wydarzenie zdeterminowane przepisami i sytuacją rynkową.

Tylko naiwny zamawiający może liczyć, że te wzrost kosztów pracy uda mu się zatrzymać. Muszą być one wyższe i należy sfinansować te płace, które są zaledwie płacami minimalnymi lub lekko powyżej tej kwoty. Nie mówimy o rozpieszczaniu pracownika, tylko o godności pracy.

Czas ku temu jest dobry – ustawy poszły w kierunku większej kontroli rynku. Można się spodziewać, że wykonywanie przepisów będzie obligatoryjne i nikt z wykonawców nie będzie ponosił ryzyka płacy pracownika niższej niż minimalna – ocenił Dzik.

Employer branding – czyli jak pozyskać lojalnego pracownika

Efektywne dotarcie do kandydatów poszukujących pracy wymaga stosowania odpowiednich narzędzi, mających na celu budowanie wizerunku pracodawcy jako atrakcyjnego i godnego zaufania. Na rynku pracownika to firma musi dokładać starań, aby wyróżnić się na tle konkurencji. Autopromocja przedsiębiorstw może obejmować działania wewnętrzne (m.in. systemy motywacyjne) lub zewnętrzne, np. targi pracy.

Zdobycie wymarzonego stanowiska o które ubiega się kilkudziesięciu kandydatów, to swego rodzaju walka, której wygranie sprawia ogromną satysfakcję. Jednak rywalizacja nie dotyczy wyłącznie pracowników. Również pracodawcy konkurują o jak najlepszy zespół. Nie tylko profesjonalnie przeprowadzonymi rozmowami kwalifikacyjnymi, lecz także swoim wizerunkiem. Udział w targach pracy czy wystąpienia na uczelniach to dzisiaj zbyt mało. Żeby zdobyć dobrego pracownika należy przyciągnąć jego uwagę i wzbudzić zainteresowanie. Pracodawcy przekonują się o tym coraz częściej, o czym świadczy popularność terminu employer branding.

Większość dostępnych definicji tego zjawiska skupia się wyłącznie na jego związku z działami personalnymi. W praktyce przekłada się to na zbudowanie spójnego i pozytywnego wizerunku firmy jako idealnego pracodawcy w opinii pracowników, kluczowych kandydatów na rynku pracy (aktywni i pasywni kandydaci) oraz partnerów biznesowych, klientów lub innych kluczowych udziałowców. Termin ten zyskuje na znaczeniu głównie wśród zagranicznych korporacji, jednak również polskie firmy stopniowo przykładają coraz większą wagę do budowania wizerunku pracodawcy zarówno wewnątrz firmy, jak i poza nią.

Strategii budowania wizerunku jest tyle, ile firm funkcjonujących na rynku. Bez względu na to w jakiej branży działa przedsiębiorstwo, najpopularniejszym podziałem przeprowadzanych działań są aktywności wewnętrzne i zewnętrzne.

Jeśli uznamy, że praca jest produktem, to warto sobie uświadomić, że trudno ją będzie sprzedać bez strategii sprzedaży, handlowców i dobrego marketingu. Rynek pracy ma wiele do zaoferowania: wewnątrzfirmowi rekruterzy, head hunterzy, firmowe strony kariery, portale rekrutacyjne, media społecznościowe, branżowe grupy dyskusyjne. Platform rekrutacyjnych jest wiele, a polscy pracodawcy coraz sprawniej poruszają się między nimi. Stosują marketing rekrutacyjny, starając się jak najlepiej pokazać firmę na zewnątrz. Dbają o to, żeby oczarować i przyciągnąć do pracy młodego człowieka przedstawiając kluczowe czynniki wpływające na atrakcyjność firmy na rynku pracy, np. wachlarz szkoleń, nowoczesne biura, komplet benefitów, kultura organizacji, atmosfera w pracy czy ciekawe projekty, które są kluczowym wabikiem dla millenialsów.

Coraz częściej pracodawcy doceniają także wartość informacji zwrotnej udzielanej kandydatom, którzy biorą udział w rekrutacji. Zarządzający przedsiębiorcami wiedzą, że w ten sposób buduje się relacje z człowiekiem, który staje się źródłem cennych informacji o firmie, o jej kulturze, wypowiada się w mediach społecznościach, wpływając w ten sposób na jej wizerunek. Staje się tym samym istotnym czynnikiem budującym employer branding firmy. Z tego powodu rekruterzy coraz rzadziej porzucają kandydata bez odpowiedzi.

Druga część employer brandingu – działania skierowane do obecnych pracowników firmy – to o wiele trudniejsze wyzwanie, które wymaga od pracodawcy autentyczności. Nowozatrudniony pracownik bardzo szybko weryfikuje, ile warte są deklaracje, które padły w procesie rekrutacyjnym.

Czy oferowane projekty są naprawdę tak ciekawe i ambitne? Czy benefity i nagrody odpowiadają jego potrzebom i potrafią go ucieszyć? Czy miła atmosfera w pracy jest tym samym dla rekrutera, co dla pracownika i czy wartości ogłaszane w procesie rekrutacji są autentyczne?

Niestety pracodawcy wciąż wkładają więcej wysiłku w pozyskanie pracownika niż w zadbanie o niego, gdy już zacznie pracę. Według raportu „Millenialsi w pracy*” pracownicy zmieniają pracę średnio co dwa lata, a większość z nich uważa, że jest w stanie w ciągu miesiąca znaleźć nowe zajęcie. Szefowie nie uświadamiają sobie jak łatwo przychodzi im decyzja o porzuceniu firmy z dnia na dzień. Jak ich zatrzymać w firmie? Dobrym i sprawdzonym sposobem są systemy motywacyjne. – mówi Iwona Grochowska, prezes zarządu innowacyjnej platformy motywacyjnej Nais.

Specyfika pokolenia Y zmieniła relację klient-marka w całym marketingu. Millenialsi zanim kupią, muszą pokochać. A kochają marki za autentyczność i za wartości, lubią, gdy marki angażują ich w swoje działania**. Można przyjąć, że ta zasada dotyczy także pracodawców–marek, dla których młodzi decydują się pracować. Prowadząc employer branding należy uwzględnić specyfikę tego pokolenia, ponieważ w ciągu 10 lat, społeczeństwo urodzone po 1980 r. zbuduje masę 75% wszystkich zatrudnionych w Polsce***.

* – Millenialsi w pracy, raport Deloite, 2016

** – Raport o postawach konsumentów generacji Y, Payback, 2016

*** – dane GUS

Merkel nie wesprze Deutsche Banku

Zbliżające się wybory w Niemczech powodują, że DB musi sobie przynajmniej oficjalnie radzić sam. Wraca temat kredytów frankowych. VAT na 23% do końca 2018 roku. Spadek ratingu Turcji. Gorąco w kampanii prezydenckiej w USA.

Na giełdy trafiła informacja jako Angela Merkel zapowiadała, że Niemcy nie będą wspierać Deutsche Banku w razie jego dalszych problemów. W efekcie akcje DB pierwszy raz spadły poniżej 11 euro. Należy wziąć pod uwagę, że w przyszłym roku w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne. W rezultacie pomimo tego, że rząd mógłby chcieć pomóc, nie może się do tego przyznać. Z drugiej strony biorąc pod uwagę jak wielkie problemy może w Europie przynieść kryzys w niemieckim systemie bankowym należy brać takie rozwiązanie pod uwagę. Gdyby brak wsparcia miał wywołać kryzys rząd będzie wolał wziąć na siebie straty wynikające z użycia publicznych pieniędzy na dokapitalizowanie banku.

Problem przewalutowania kredytów frankowych wraca jak boomerang. Obecnie prezydent odpowiedział na apel stowarzyszenia walczącego o przewalutowanie kredytów walutowych. Z pisma wynika, że w dalszym ciągu jest on za “systemowym rozwiązaniem problemu kredytów” w tym również “odwalutowaniem”. Ma być to osiągnięte przez rekomendacje KNF, które mają skłaniać banki do zmiany portfela kredytowego na złotówki. Pytanie na jakich warunkach ma się to odbywać i dlaczego bankom ma zależeć na wzięcie na siebie kosztów tego procesu.

Obniżka VAT do poziomu 22% nie odbędzie się w najbliższym czasie. Obecnie mówi się, że do końca 2018 roku będzie obowiązywała podniesiona stawka 23%. Pojawia się za to seria przepisów mających na celu dalsze uszczelnienie systemu podatkowego. W ramach projektu pojawiają się coraz bardziej oryginalne rozwiązania. Jednym z nich jest kaucja rejestracyjna dla nowych podmiotów co do których istnieje ryzyko wystąpienia zaległości podatkowych. Skutki zmian uszczelniających mają dać dodatkowe 3 miliardy złotych do budżetu.

Agencja Ratingowa Moody’s obniżyła w piątek rating Turcji do poziomu śmieciowego. W efekcie waluta straciła ponad 1% wartości, a giełda spada już niemal 5%. Powody obniżki ratingu nie są wcale polityczne. W uzasadnieniu pojawiają się ryzyka związane z finansowaniem zagranicznym oraz wolniejszym wzrostem gospodarczym. Po tej decyzji już tylko Fitch uważa, że obligacje Turcji mają rating inwestycyjny.

W USA dzieje się to co wielu analityków przepowiadało już dawno. Końcówka wyborczego wyścigu wcale nie jest przesądzona. Wedle ostatnich badań opinii publicznej Donald Trump niemal nie traci do Hillary Clinton. Oznacza to, że kolejne tygodnie mogą przynieść nam znacznie większą zmienność na parach z dolarem.

Dzisiaj brak ważnych danych makroekonomicznych, aczkolwiek warto wziąć pod uwagę, że pod wieczór odbędzie się debata prezydencka w USA pomiędzy dwoma głównymi kandydatami.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przeskakując między czynnikami ryzyka

Mając za sobą posiedzenia głównych banków centralnych, rynek szuka nowych temat do przykucia uwagi. Ryzyka związane z wyborami prezydenckimi w USA wysuwają się na czele, a atmosfera w najbliższych godzinach będzie podgrzewana przez pierwszą debatę na linii Clinton-Trump. Rynki finansowe na razie pozostają w zawieszeniu.

Wynik wyborów dalej pozostaje niewiadomą. Nieformalne wyliczenia ekspertów politycznych w USA dają 55 proc. szans na zwycięstwo Hilary Clinton, ale jej przewaga w ostatnich tygodniach wyraźnie zmalała. Trump uzyskuje korzystne sygnały z sondaży w tzw. swing states, czyli stanach bez wyraźnej dominacji którejkolwiek z partii. Dziś odbędzie się pierwsza z trzech debat prezydenckich (o 21:00 czasu wschodniego, 3:00 czasu polskiego), po której następne będą 9 i 19 października. Tematami dzisiejszej debaty będą m.in. zapewnienie dobrobytu, bezpieczeństwo i kierunek dla Ameryki. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest będzie to łatwiejsze zadanie dla Trumpa, który może zaatakować przedstawicielkę dotychczasowego establishmentu za niepowodzenia rządu w poprawie jakości życia Amerykanów. To otwiera drogę dla podniesienia awersji do ryzyka na rynkach finansowych, gdyż wygrana Trumpa jest postrzegana jako większe źródło problemów niż korzyści dla USA i świata.

Nie licząc meksykańskiego peso, które w samym wrześniu straciło ponad 8 proc., reszta świata finansów nie wykazała oznak podwyższonych obaw powrotu turbulencji. Prostymi miarami obaw rynku o wynik wyborów prezydenckich jest implikowana zmienność kursów walutowych. To tutaj w pierwszej połowie roku widzieliśmy wystrzały oczekiwanej zmienności dla GBP/USD w „przygotowaniach” do referendum ws. Brexitu. Jednak teraz wykresy implikowanej zmienności dla USD/JPY (Japonia jest jednym z czołowych partnerów handlowych USA, a jen klasyczną „bezpieczną przystanią”) pozostają względnie stabilne. Sugeruje to, że rynek nie dyskontuje większych szoków w najbliższych tygodniach. Ale czy słusznie? Brytyjskie referendum pokazało, że po sondażach nie można być niczego pewnym. W rezultacie obawy wyrażane tylko w debacie publicznej w końcu zostaną przekształcone w decyzje inwestycyjne. Oznaczać to będzie wzrost premii za ryzyko z negatywnymi implikacjami m.in. dla rynku akcji, walut rynków wschodzących, w G10 dla AUD, NZD i przede wszystkim CAD.

Inwestorzy uważnie będą przyglądać się informacjom dobiegającym z Algieru, gdzie w dniach 26-28 września odbędzie się nieformalny szczyt OPEC. Jeszcze w piątek w rynek została wlana nadzieja na porozumienie, według którego Arabia Saudyjska ograniczy produkcję o 1 mln baryłek/dzień w zamian za zamrożenie wydobycia Iranu na 3,6 mln b/d. Jednak kilka godzin później Wall Street Journal doniósł, że Arabia Saudyjska traktuje spotkanie tylko jako konsultacje, a Irna też kręci nosem. WTI tąpnęło o 4 proc. Jeśli ostatecznie nici wyjdą ze spotkania, rozczarowanie na rynku ropy w połączeniu z niedźwiedzim sentymentem wokół wyborów prezydenckich w USA może być toksyczną mieszanką dla rynku.
Z innych wydarzeń niemiecki indeks Ifo może opisywać kondycję przemysłu lepiej od PMI, tym samym odciskając piętno na sentymencie rynkowym na początku tygodnia. Rynek spodziewa się stabilizacji indeksu klimatu biznesu na 106,2. Po południu sprzedaż domów na rynku wtórnym z USA będzie drugorzędną publikacją. Nieco uwagi skupi także wystąpienie publiczne Tarullo z Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Celon Pharma S.A. z największym IPO na polskim rynku kapitałowym w 2016 r.

W zakończonej właśnie pierwszej publicznej ofercie Celon Pharma S.A. pozyskała zakładane 245 mln zł brutto. To dotychczas największa oferta publiczna w tym roku na polskim rynku kapitałowym w 2016r. Celon Pharma S.A. będzie zatem pierwszą kompleksową firmą biofarmaceutyczną, wytwarzającą specjalistyczne terapie, posiadająca jednocześnie szeroki pipeline projektów innowacyjnych, notowaną na polskiej giełdzie.

Oferta publiczna objęła 15.000.000 akcji nowej emisji serii B, w tym 13.000.000 w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych, a 2.000.000 w Transzy Inwestorów Indywidualnych. Po zamknięciu zapisów spółka pozyskała zakładane środki brutto w kwocie ok. 245 mln zł, które będą wykorzystane na sfinansowanie wybranych projektów związanych z realizacją strategii rozwoju Spółki w obszarze leków generycznych, jak i projektów innowacyjnych. Akcjonariusze nabyli drodze oferty publicznej tylko ok. 33% kapitału spółki, co daje im jednocześnie 25% udziału w głosach na Walnym Zebraniu Akcjonariuszy. Większościowym udziałowcem i Prezesem Zarządu Spółki pozostaje nadal dr Maciej Wieczorek, a organem odpowiedzialnym za rozwój strategii spółki oraz głównym decydentem – Zarząd w składzie dotychczasowym.

Maciej Wieczorek: Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.: Mamy doświadczenie, kompetencje i jasną wizję przyszłości. Potrzebowaliśmy paliwa, które przyśpieszy realizację naszych ambitnych planów związanych z ekspansją zagraniczną naszych produktów oraz rozwojem projektów innowacyjnych. IPO i debiut giełdowy jest elementem realizacji długoterminowego planu, którego fundamenty budowaliśmy od początku działalności firmy. Nasz model biznesowy jest skuteczny i od lat przynosi efekty. Naszym nadrzędnym celem, jest rozwój i produkcja specjalistycznych leków recepturowych będących odpowiedzią na niezaspokojone potrzeby kliniczne. 

O sukcesie oferty świadczy fakt, że inwestorzy wyrazili chęć zakupu akcji Spółki łącznie za ponad 1,5 mld zł., w tym w transzy detalicznej prawie 2,5 tys. inwestorów złożyło zapisy o wartości ponad 180 mln.

Inwestorzy z dużym entuzjazmem odnieśli się do strategii naszej spółki, gremialnie deklarując chęć objęcia akcji. Jest to istotne również z uwagi na fakt, że mamy do czynienia z dość niepewnymi  warunkami na rynku kapitałowym. Tym bardziej cieszymy się, sukcesu pierwszej oferty publicznej naszych akcji.mówi Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.

Celon Pharma S.A. będzie pierwszą spółką biofarmaceutyczną specjalizującą się jednocześnie w opracowywaniu, wytwarzaniu i wprowadzaniu na rynek specjalistycznych leków generycznych, a także prowadzącą badania nad innowacyjnymi terapiami, notowaną na GPW w Warszawie. Aktualny portfel produktowy Spółki można podzielić na klasyczne leki generyczne, złożone leki generyczne, tzw. leki generyczne plus oraz projekty nowych leków, w tym potencjalnych leków innowacyjnych.  Firma dysponuje dwoma w pełni wyposażonymi laboratoriami dedykowanymi do badań i rozwoju produktów leczniczych (R&D), zarówno leków generycznych, jak i innowacyjnych. Posiada także nowoczesny zakład wytwórczy w Kazuniu Nowym, w którym wytwarzane są suche formy farmaceutyczne.

Ropa naftowa w centrum uwagi inwestorów

Ostatnia sesja ubiegłego tygodnia przebiegała pod znakiem realizacji zysków po czwartkowych silnych wzrostach na parkietach Starego Kontynentu. Po tak emocjonującej środzie i decyzjach banków centralnych, można było wnioskować, że przynajmniej do końca tygodnia będzie utrzymywał się optymizm. Nic bardziej mylnego, ponieważ rynki nie lubią przestoju. Duża porcja danych z Europy, informacje dotyczące inflacji i sprzedaży detalicznej z Kanady oraz doniesienia agencji Reuters o ropie naftowej poruszyły rynkami.

W rezultacie, niemiecki DAX zakończył piątkowe notowania spadkiem o 0,44%, francuski CAC40 stracił 0,47%, a brytyjski FTSE100 0,03%. Warszawski WIG20 również nie oparł się zleceniom sprzedaży i finalnie stracił 0,77%, a obroty na całym rynku wyniosły 850 mln zł.

Kalendarz makroekonomiczny dostarczył inwestorom w piątek wielu interesujących informacji. Zacznijmy od początku. Rano miała miejsce publikacja serii danych ze strefy euro. Najważniejsze były te dotyczące PMI w przemyśle, które w większości okazały się lepsze od zakładanych prognoz – w Niemczech odczyt wyniósł 54,3 pkt. (prognoza 53,1 pkt), we Francji 49,5 pkt. (prognoza 48,4 pkt.), natomiast w strefie euro wskaźnik wyniósł 52,6 pkt. (prognoza 52,8 pkt.). Nieciekawie natomiast, co najwidoczniej było głównym problemem dla inwestorów, przedstawiał się odczyt PMI dla usług w Niemczech. Wskaźnik spadł z 51,7 pkt. do 50,6 pkt. i tym samym znalazł się na najniższym poziomie od 16 miesięcy.

Po południu poznaliśmy dane z Kanady. Inflacja CPI w ujęciu rocznym mocno spadła, z 1,3% do 1,1% (prognoza wzrostu do 1,4%). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym spadła z kolei o 0,1% (prognoza zakładała wynik bez zmian).

W piątek na uwagę zasługiwała również ropa naftowa, głównie ze względu na nadchodzące spotkanie krajów OPEC w Algierii, a także pogłoskom, jakie są z nim związane. Zgodnie z doniesieniami agencji Reuters, Arabia Saudyjska zapowiedziała, że jest gotowa na zredukowanie wydobycia surowca, pod warunkiem że Iran zgodzi się na zamrożenie na obecnym poziomie 3,6 mln baryłek. Po dwóch dniach dyskusji, podczas spotkania w Wiedniu nie doszło do porozumienia. Jeżeli w Algierii również do niego nie dojdzie, ceny „czarnego złota” mogą mocno stracić na wartości.

A co jeszcze przed nami? Dziś przed południem poznamy wrześniowy odczyt niemieckiego indeksu Ifo, obrazujący nastroje wśród przedsiębiorców. Przed końcem notowań, na Starym Kontynencie ze Stanów Zjednoczonych nadejdą dane dotyczące sprzedaży nowych domów. W nocy z poniedziałku na wtorek czeka nas prawdziwa polityczna „bomba”, która może swoim rażeniem objąć światowe parkiety. W USA dojdzie do pierwszej debaty prezydenckiej, w której udział wezmą Hillary Clinton i Donald Trump.

Sesja w USA:
Rynek akcyjny w Stanach zjednoczonych zamknął piątkowy handel spadkami, głównie przez straty w sektorach ropy, gazu, technologii i przemysłu. W momencie zamknięcia, na giełdzie w Nowym Jorku indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,71%, S&P500 stracił 0,57%, a Nasdaq Composite 0,63%.

Waluty:
Piątkowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrostem o 0,17% do poziomu 1,1226.

Kurs EURGBP zakończył dzień wzrostem do poziomu 0,8653 (+0,98%), natomiast EURJPY zyskał 0,41%, docierając do poziomu 113,38.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3085 PLN za euro, 3,8334 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9568 PLN za franka szwajcarskiego oraz 4,9601 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
Złoto zakończyło piątkowe notowania wzrostem o 0,09% do poziomu 1341,55 USD za uncję. Srebro straciło natomiast 1,44% i osiągnęło poziom 19,81 USD za uncję. Ropa naftowa, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 44,48 USD za baryłkę, tracąc tym samym 3,97%. Odmiana Brent spadła o 3,69% i była notowana po 45,89 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Przedsiębiorcy proponują zmiany Krajowym Funduszu Szkoleniowym

Lepsze powiązanie Krajowego Funduszu Szkoleniowego z potrzebami rynku pracy i rozwijającej się gospodarki, poprawa jakości i efektywności wykorzystania środków, ujednolicenie, uporządkowanie i standaryzacja dokumentów oraz procesu naboru wniosków, zwiększenie dostępności pieniędzy i równomierna ich dystrybucja – to niektóre rekomendacje dotyczące zmian w zasadach korzystania z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, przygotowane przez Konfederację Lewiatan.

Podstawowym instrumentem wspomagającym pracodawców w rozwoju kapitału ludzkiego firmy powinien być Krajowy Fundusz Szkoleniowy (KFS). Jednak obecne regulacje i praktyka stosowania KFS wymaga zmian, które z jednej strony pozwolą na zwiększenie efektywności wydatków z KFS, z drugiej, ograniczą zbędne obciążenia biurokratyczne, a z trzeciej, ograniczą poziom uznaniowości w przyznawaniu środków z KFS i poprawią transparentność tego procesu.

Kluczowe jest jednak dostosowanie celu funkcjonowania KFS do obecnych i przyszłych wyzwań rynku pracy. Dlatego Lewiatan rekomenduje, aby definicja celu KFS sformułowana dotąd jedynie w Wytycznych opracowanych przez Departament Rynku Pracy MRPiPS (z 04.06.2014 r.) zyskała rangę ustawową, a jej brzmienie wskazywałoby, że celem wsparcia finansowania usług rozwojowych z KFS jest utrzymanie zatrudnienia i dostosowanie kompetencji do wymagań dynamicznie zmieniającej się gospodarki i rynku pracy. Dzięki temu zwiększenie inwestycji w potencjał kadrowy powinno poprawić zarówno pozycję firm jak i samych pracowników na konkurencyjnym rynku pracy.

REKOMENDACJE DOTYCZĄCE ZMIAN W ZASADACH KORZYSTANIA Z KRAJOWEGO FUNDUSZU SZKOLENIOWEGO

Lepsze powiazanie KFS z potrzebami rynku pracy i rozwijającej się gospodarki

1. Zdefiniowanie celu KFS jako utrzymanie zatrudnienia i dostosowanie kompetencji do wymagań dynamicznie zmieniającej się gospodarki i rynku pracy

2. Ustalania priorytetów KFS na poziom regionalnym przez Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego

3. Rozszerzenie kwalifikowalności wydatków z KFS o koszty towarzyszące udziałowi w szkoleniu, jak catering, dojazdy, noclegi – konieczne do poprawy dostępności do szkoleń firm i pracowników z małych miejscowości

4. Umożliwienie korzystania ze środków KFS przez wszystkie osoby/podmioty odprowadzające składkę na Fundusz Pracy

5. Umożliwienie dofinansowania z KFS szkoleń w zakresie tzw. umiejętności miękkich, które są w coraz większym stopniu potrzebne na rynku pracy

Poprawa efektywności informowania o KFS, procesie naboru i dystrybucji środków

6. Stworzenie centralnej platformy bieżącego informowania o KFS i udostępniania dokumentów, informowania o prowadzonych naborach, terminach itp. dla wszystkich urzędów pracy. Można do tego wykorzystać portal publicznych służb zatrudnienia „Zielona Linia”

7. Utworzenie na centralnej platformie poświęconej KFS forów i list dyskusyjnych poświęconych kontaktom między pracodawcami zainteresowanymi skorzystaniem z KFS oraz pracownikami PUP-ów odpowiedzialnymi za KFS

8. Upowszechnienie elektronicznych metod komunikacji z urzędami pracy w procesie naboru, oceny wniosku, a także na dalszym etapie

Poprawa jakości działań rozwojowych i efektywności wykorzystania KFS

9. Szkolenia dofinansowane ze środków KFS powinny być prowadzone przez podmioty wpisane do Bazy Usług Rozwojowych

10. Wprowadzenie jasnych i przejrzystych zasad prowadzenia kontroli wykonania usług rozwojowych dofinansowanych z KFS

Ujednolicenie, uporządkowanie i standaryzacja dokumentów oraz procesu naboru wniosków, przyznania i rozliczenia dofinansowania

11. Stworzenie ujednoliconych centralnie: wzoru wniosku o dofinansowanie oraz wzorów załączników do wniosku, w tym wzorów umów i publikacja w edytowalnej wersji elektronicznej na centralnej platformie poświęconej KFS

12. Zawarcie we wniosku możliwości wyboru przez wnioskodawcę komunikacji elektronicznej z urzędem pracy na dalszym etapie współpracy

13. Określenie jednakowych, obowiązujących w całym kraju, prostych i łatwych do stosowania kryteriów oceny wniosków, które nie będą obciążać urzędów pracy oceną merytoryczną, a jedynie formalną

14. Ustalanie jednakowych obowiązujących w całym kraju terminów naboru wniosków oraz terminów ich rozpatrzenia. Harmonogram taki powinien być do 31 grudnia poprzedniego roku ogłaszany na centralnej platformie poświęconej KFS

15. Ustalenie procedury odwołania od decyzji urzędu pracy

16. Brak konieczności podawania we wniosku lub w załącznikach do wniosku informacji, które są trudne do określenia i dodatkowo utrudniają wypełnianie wniosków m.in. danych na temat ofert kilku instytucji szkoleniowych, programu szkolenia, skróconego kosztorysu szkolenia, przewidywanych dokładnych terminów szkolenia itp.

Zwiększenie dostępności środków KFS i równomierna ich dystrybucja

17. Wprowadzenie ryczałtu maksymalnego finansowania z KFS na jednostkę szkolenia. Bazując na rynkowej wycenie usług szkoleniowych, można przyjąć maksymalny koszt godziny szkolenia na poziomie 90 zł netto za każdego uczestnika. Szkolenia dofinansowywane z KFS byłyby finansowane maksymalnie do wysokości 80% lub 100% kosztów ale maksymalnie do 90 zł za godzinę szkolenia za osobę szkolącą się (w zależności od uprawnień składającego wniosek).

18. Wprowadzenie górnego limitu rocznego dofinansowania dla firmy, który byłby zróżnicowany ze względu na jej wielkość:
– dla firm mikro (do 9 pracowników) – 25 tys. zł;
– dla firm małych i średnich (od 10 do 249 pracowników) – 50 tys. zł;
– dla firm dużych (250 pracowników i więcej) – 100 tys. zł.

19. Stopniowe zwiększanie limit środków KFS do 4% w 2017 r., 5% w 2018 r. i docelowo 6% w 2019 r.

Ograniczanie biurokracji oraz pracochłonności, usprawnienie procesu przyznawania i rozliczenia środków, uporządkowanie systemu

20. Umożliwienie dystrybucji środków z KFS w systemie refundacji, promesy lub bonowym

21. Umożliwienie zlecania części zadań związanych z zarządzaniem KFS zewnętrznym podmiotom, w szczególności właściwe mogą tu być organizacje pracodawców

22. Sprawdzanie informacji o udzielonej pomocy publicznej i informacji nieudzieleniu takiej pomocy, z wykorzystaniem aplikacji SHRIMP udostępnionej przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

23. Określanie zapotrzebowania na środki KFS na podstawie wniosków złożonych w poprzednim roku

24. Agregacja na poziomie województwa procesów związanych z zarządzaniem KFS

25. Wraz ze zwiększeniem limitu środków KFS, wyodrębnienie części na tzw. pomoc techniczną, czyli szkolenia i inne potrzebne działania dla osób pracujących przy zarządzaniu KFS

26. Wprowadzenia zasady, że w celu uniknięcia konfliktu interesów dofinansowanie nie może być udzielane w przypadku powiązania osobowego lub kapitałowego podmiotu wnioskującego i realizatora usługi szkoleniowej zgodnie z Wytycznymi w zakresie kwalifikowalności wydatków w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Europejskiego Funduszu Społecznego oraz Funduszu Spójności na lata 2014-2020

27. Wprowadzenia zasady ograniczenia dostępu do środków KFS podmiotów sektora publicznego i samorządowego

Konfederacja Lewiatan

P. Kuczyński (DI Xelion): Wątpię w całoroczny wzrost gospodarczy na poziomie 3,5 proc.

P. Kuczyński (DI Xelion): Wątpię w całoroczny wzrost gospodarczy na poziomie 3,5 proc. 1
Dobre dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej za sierpień rodzą nadzieję na utrzymanie wzrostu gospodarczego w II połowie roku na poziomie powyżej 3 proc. Zdaniem Piotra Kuczyńskiego z Domu Inwestycyjnego Xelion 3,5 proc. będzie już jednak pułapem trudnym do osiągnięcia.

– Dane o sprzedaży detalicznej pokazały, że wreszcie widać efekt programu Rodzina 500 plus, bo dane za lipiec nie pokazały tego i wszyscy byli bardzo zdziwieni, dlaczego tak to wygląda. 5,6 proc. wzrostu rok do roku to jest całkiem niezły wynik – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

W sierpniu sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 5,6 proc. rok do roku, a w cenach stałych nawet o 7,8 proc. Najmocniej przyczyniła się do tego sprzedaż w segmentach pojazdy samochodowe, motocykle, części, gdzie odnotowano wzrost o 15,9 proc., tekstylia, odzież obuwie, gdzie odnotowano wzrost o 13,5 proc. rdr., oraz farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny – o 13 proc. Najsłabiej wypadła sprzedaż paliw (-4,5 proc.) ze względu na wciąż niskie ceny ropy i jej pochodnych.

– Poprawę widać również w produkcji przemysłowej – 7,5 proc. to jest nieźle. Trzeba brać pod uwagę to, że był 1 dzień więcej pracy, nawet 2 dni więcej pracy, bo w zeszłym roku w 15 sierpnia, czyli święto, było w sobotę, było oddawane w różnych terminach, więc to różnie można potraktować. To jest częściowy fenomen tego 7,5-proc. wzrostu – ocenia główny analityk DI Xelion. – Ale mimo wszystko też widać poprawę.

Niepokojąco wyglądają natomiast dane z sektora budowlanego. Produkcja budowlano-montażowa wytraca tempo od 2012 r., a w sierpniu była już o 20,5 proc. niższa niż przed rokiem. Wobec lipca spadek wyniósł w ubiegłym miesiącu 2,8 proc., natomiast licząc od początku roku, sięgnął 14,9 proc.

– Martwić może w dalszym ciągu duży spadek produkcji budowlanej – 20,5 proc. to jest bardzo dużo spadku. Wynika to z opóźnienia procesów inwestycyjnych, to widać wyraźnie, że inwestycje nie ruszyły i wszyscy na nie czekają – komentuje Piotr Kuczyński. – Plusem jest to, że PPI spadło tylko o 0,1 proc. w stosunku do zeszłego roku, od -0,4 do -0,1 to już jest jakiś krok.

W sierpniu ceny producentów (PPI) zmniejszyły się o 0,1 proc. wobec sierpnia 2015 r., podczas gdy w lipcu były w ujęciu rocznym niższe o 0,4 proc. Oznacza to, że licząc od początku roku, deflacja PPI lekko zelżała z 1,0 proc. po lipcu do 0,9 proc. po sierpniu. Tymczasem ceny konsumenckie kształtowały się na poziomie o 0,8 proc. niższym niż rok wcześniej i jest to dynamika, ponad którą w bieżącym roku nie udało się wznieść. Deflacja w ujęciu rocznym trwa już od przeszło dwóch lat.

– Obserwuję dane i wskaźniki, które publikuje BIEC, to jest firma analityczna, i ich wskaźnik przyszłej inflacji sygnalizuje, że w nadchodzących miesiącach deflacja się skończy. Nie będzie superinflacji, bo na to nie liczmy, ale deflacja powinna się skończyć – komentuje Kuczyński.

Wskaźnik przyszłej inflacji BIEC (Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych) od jedenastu miesięcy pnie się w górę i obecnie jest bliski granicy między deflacją a inflacją.

– Z tego wszystkiego można zrozumieć, że jeżeli ruszą wreszcie inwestycje, a one powinny w II połowie roku ruszyć, choć z powodów pogodowych może to być również opóźnione, to i wzrost PKB będzie wyższy, niż oczekują pesymiści, bo już mówi się nawet o 3,2–3,3 proc., niektórzy mówią wzroście poniżej 3, ale w to akurat wątpię, żeby w II połowie roku było poniżej 3 proc. –  pociesza Kuczyński. – Wątpliwe, żeby było w całym roku 3,5 proc., ale wzrost gospodarczy powinien się posuwać w górę, a zależeć to będzie wyłącznie od spraw inwestycji. Czyli od tego, jak rząd będzie realizował różnego rodzaju programy unijne i czy wreszcie samorządy przestaną się bać inwestować, bo na razie się boją.

Według lipcowej projekcji NBP polska gospodarka powinna w tym roku wzrosnąć o 3,4 proc. W ustawie budżetowej wciąż istnieje założenie wzrostu o 3,8 proc., zdaniem ekspertów mało realne, zważywszy na wyniki I i II kwartału, gdy PKB wzrósł zaledwie o odpowiednio 3,0 i 3,1 proc.

Firma proALPHA wpisuje się w rozwój przemysłu 4.0. Systemy przez nią oferowane wzmacniają innowacyjność przedsiębiorstw

Firma proALPHA wpisuje się w rozwój przemysłu 4.0. Systemy przez nią oferowane wzmacniają innowacyjność przedsiębiorstw 2
ProALPHA stawia przede wszystkim na średniej wielkości przedsiębiorstwa produkcyjne, usługowe i handlowe. Systemy ERP, które produkuje firma, wpisują się w rewolucję przemysłową 4.0. Jak podkreśla prezes spółki Dariusz Śliwowski filozofią firmy jest budowanie mostów między doświadczeniami z bardziej zaawansowanych gospodarek i przeszczepianie ich na polski grunt, by w oparciu o to tworzyć nową wartość. 

– Od samego początku firma działa na rzecz jednego wybranego segmentu klientów, to firmy przemysłowe, produkcyjne, określane mianem hidden champions – ukrytych liderów, czempionów. Często nie są znane z pierwszych stron gazet, bo nie produkują na rzecz klienta komercyjnego, ale są nośnikami innowacji, rozwoju, działają na co dzień z przemysłem – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dariusz Śliwowski, prezes proALPHA Polska.

System ERP, który produkuje firma, zarządza wszystkimi wspólnym danymi przedsiębiorstwa. Pozwala to na całościowy ogląd procesów zachodzących w firmie i szybkie podejmowanie właściwych decyzji, wzmacnia też innowacyjność przedsiębiorstwa. Rozwiązania pomagają w lepszym zarządzaniu firmą, jej procesami produkcyjnymi i optymalizują potencjał firmy. Wśród klientów proALPHA znajdują się liderzy swoich branż, m.in. Groclin Group, Kabel Technik Polska czy LUG Light Factory.

– Groclin działa już w oparciu o nasze rozwiązanie. Dzięki temu jest w stanie kontrolować i prognozować koszty na każdym etapie swojego działania, bardzo precyzyjnie do poszczególnego dnia, produktu, pracownika czy zlecenia. Są w stanie działać w systemie wymiany elektronicznej ze swoimi klientami z branży motoryzacyjnej, którzy tak naprawdę kontaktują się ze swoimi dostawcami wyłącznie drogą elektroniczną – wskazuje Śliwowski.

Dzięki wdrożeniu systemu proALPHA Groclin znalazł się w gronie firm, które uczestniczą w rewolucji Przemysłu 4.0. To kolejny etap rozwoju, w którym roboty, maszyny i urządzenia produkcyjne mogą się komunikować z innymi systemami firmy. Całość operacji odbywa się wewnątrz systemów informatycznych, to zaś sprawia, że firma może pracować wydajniej. Jak wskazuje prezes proALPHA, dzięki systemowi ERP Groclin jest w stanie dostarczyć dziennie 8–9 tys. produktów wybieranych przez klientów spośród ponad 320 konfiguracji.

– Nasza firma macierzysta w Niemczech pracuje bardzo blisko z organizacją Fraunhofer, siecią niemieckich instytutów naukowo-badawczych, bardzo innowacyjnie pracującą na rzecz klienta końcowego, głównie światowych firm przemysłowych. Uczestniczymy bardzo blisko w tych pracach. Te pomysły i nasza gotowość do obsługi parametrów i wytycznych przemysłu 4.0 zwyczajnie zaszywamy w naszym systemie – podkreśla Śliwowski.

Jak tłumaczy prezes proALPHA, firma stara się przenosić na polski grunt doświadczenia z bardziej rozwiniętych gospodarek. W ten sposób można zbudować przemysł, importując rozwiązania i technologię. Zwiększanie innowacyjności polskich firm jest szczególnie ważne dla zachowania czy zwiększenia tempa rozwoju gospodarczego. Tylko dzięki nowoczesnemu przemysłowi Polska z kraju wykonawcy może się stać krajem pomysłodawcą. W przeciwnym razie grozi nam wpadnięcie w pułapkę średniego rozwoju.

– To właśnie te średnie, nie tylko największe polskie firmy, z coraz większym sukcesem, bez śladów jakichkolwiek kompleksów idą w świat, sprzedają swoje produkty, które kupują firmy na całym świecie – wskazuje ekspert. – To, co dajemy, to właśnie gotowość i możliwość wsparcia rozwoju biznesu naszych klientów na całym świecie. Groclin ma dwie fabryki na Ukrainie, w planach ma użycie naszego systemu także tam, aby w sposób zintegrowany zarządzać produkcją między Polską a Ukrainą, i to wszystko mamy do zaoferowania – podkreśla Dariusz Śliwowski.

Inwestycje za ponad ćwierć miliarda złotych w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Letnie miesiące okazały się wyjątkowo aktywne dla Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA (KSSE SA). W wyniku postępowań, rozstrzygniętych w Strefie od połowy lipca br., czterech nowych inwestorów przy łącznych nakładach wynoszących ponad 250 milionów złotych, utworzy ponad 170 nowych miejsc pracy.

– Mimo iż okres letni przeważnie jest spokojniejszy, to jak pokazuje podsumowanie minionych tygodni, tegoroczne wakacje okazały się dla nas wyjątkowo aktywne – mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA (KSSE SA). – Warto podkreślić, że pojawienie się nowych, rozpoznawalnych inwestorów w Lublińcu i Radziechowych-Wieprzu sprawia, że zarówno Ziemia Lubliniecka, jak i Żywiecczyzna otrzymują dodatkowe atuty do umacniania swojej gospodarczej siły i przyciągania do siebie kolejnych przedsiębiorców. To wzmocnienie marki obu regionów – dodaje Piotr Wojaczek.

Nowym inwestorem KSSE w Lublińcu, i jednocześnie największym spośród dotychczas tam obecnych, będzie niemiecka firma Eurobox, należąca do austriackiego Holdingu Prinzhorn, europejskiego lidera branży papierniczej, opakowań i recyklingu. Eurobox, spółka z branży papierniczej, zainwestuje ponad 187 mln złotych i utworzy co najmniej 100 nowych miejsc pracy. W powstającym zakładzie będą wytwarzane opakowania z tektury falistej.
W Lublińcu do dyspozycji inwestorów pozostaje jeszcze ponad 5ha wolnych gruntów inwestycyjnych.

Rozwój tradycji piwowarskiej na Żywiecczyźnie, na zakupionym od KSSE SA terenie w Radziechowach-Wieprzu, planuje Browar Pinta. Projekt inwestycyjny polskiej firmy nie będzie oparty o ulgi podatkowe, ponieważ zgodnie

z obowiązującym prawem producenci alkoholu nie mogą sięgać po pomoc publiczną. Nakłady w pierwszym etapie, realizowanym do 2018 roku, wyniosą 11 mln złotych, a w nowym browarze powstanie co najmniej 30 nowych miejsc pracy. Browar powstanie niemal w bezpośrednim sąsiedztwie nowo wybudowanego zakładu firmy Żywiec Zdrój, producenta wody mineralnej.

– Żywiecczyzna jest powszechnie kojarzona przez Polaków zarówno z miejscowym browarem, jak i wytwarzaną tu wodą mineralną, a nowa inwestycja w Radziechowach-Wieprzu, który to teren sąsiaduje z miastem Żywiec, pozwoli dodatkowo wzmocnić markę regionu – mówi Andrzej Zabiegliński, wiceprezes KSSE SA. – Browar Pinta, to młoda firma z polskim kapitałem, której zawdzięczamy rewolucję i rozwój piwowarstwa rzemieślniczego. Co dla nas istotne jej plany inwestycyjne zakładają również prowadzenie działalności marketingowej, co pozwoli uzyskać efekt synergii przy promocji 30ha terenów inwestycyjnych o charakterze przemysłowym położonych w Radziechowach-Wieprzu. O ich włączenie do Strefy wnioskujemy w rozpatrywanym aktualnie przez Ministerstwo Rozwoju wniosku o poszerzenie KSSE SA – dodaje Zabiegliński.

Nowym inwestorem w Gliwicach będzie spółka Erae Poland. Firma z branży motoryzacyjnej, reprezentująca sektor dużych przedsiębiorstw i koreański kapitał deklaruje nakłady o wartości ponad 45 mln złotych i utworzenie co najmniej 40 nowych miejsc pracy. Firma będzie produkowała moduły klimatyzacji samochodowych.

Kolejną nową inwestycję na terenach KSSE w Gliwicach będzie realizować firma Ceramo. Spółka z branży budowlanej, reprezentująca polski kapitał oraz sektor małych i średnich przedsiębiorców, planuje inwestycje na kwotę ponad 12,5 mln złotych i zatrudnienie sześciu nowych pracowników. Ceramo specjalizuje się w produkcji materiałów dla budownictwa – betonów, kruszywa i zapraw ogniotrwałych.

Od początku bieżącego roku Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna SA pozyskała łącznie 17 projektów inwestycyjnych, w tym wydała 15 zezwoleń na prowadzenie działalności na jej terenie. Wartość nakładów inwestycyjnych deklarowanych przez firmy wyniesie ponad 1,3 mld złotych i będzie wiązać się z utworzeniem co najmniej 1161 nowych miejsc pracy.

Fabryka Przyszłości w drodze do Przemysłu 4.0


III edycja Fabryka Przyszłości w drodze do Przemysłu 4.0, odbędzie się
w dniach 12-13 października 2016 r. we Wrocławiu.

Konferencja rozproszona Fabryka Przyszłości w drodze do Przemysłu 4.0 to największe wydarzenie w Polsce, które w kompleksowy sposób prezentuje idę Przemysłu 4.0.

Według inicjatorów tego wydarzenia, koncepcja fabryki przyszłości łączącej świat informacji ze światem maszyny jest w dzisiejszych czasach koniecznością i ogromnym wyzwaniem. Jednocześnie wdrożenie takiej koncepcji pozwala na szybką produkcję krótkich serii czy wręcz pojedynczych produktów zgodnie z preferencjami zamawiającego.

Już po raz trzeci to nowatorskie przedsięwzięcie organizowane jest przez cztery firmy z obszaru automatyzacji procesów wytwarzania: Balluff, Fanuc, Lapp Kabel i Wago. W różnych miejscach na terenie Wrocławia uczestnicy konferencji będą mogli zapoznać się z rozwiązaniami dotyczącymi Fabryki Przyszłości. Twórców i organizatorów konferencji łączy innowacyjność produktów oraz lokalizacja – dynamicznie rozwijające się stolica Dolnego Śląska.

Celem konferencji jest integracja środowiska automatyków i elektryków wokół zagadnienia Fabryki Przyszłości. Podczas konferencji zostaną przedstawione najnowsze trendy i kierunki rozwoju systemów sterowania oraz przekazane informacje jak zbudować, zmodernizować zakłady produkcyjne aby jak najbardziej efektywnie i skutecznie brały udział w trwającej obecnie kolejnej rewolucji przemysłowej – Przemysł 4.0. Zgodnie z myślą twórców wydarzenia szczególnie istotne jest propagowanie wiedzy o istniejących i tworzonych technologiach, które będą realizowały ideę Przemysłu 4.0 oraz pokazanie konkretnych przykładów realizacji tej idei. Przemysł 4.0 jest ogromną szansą na rozwój również polskich firm i zyskanie przewagi konkurencyjnej.

Wiele miejsca w tegorocznej edycji poświęcone zostanie tak ważnemu tematem jakim jest rozwój edukacji, która powinna zapewnić odpowiednio przygotowane kadry inżynierskie i techniczne.

Ponadto w ramach trzeciej edycji konferencji organizatorzy zapraszają studentów wyższych uczelni technicznych do udziału w konkursie na koncepcje instalacji demonstracyjnej prezentującej ideę Przemysłu 4.0. Formularz zgłoszeniowy oraz wszystkie szczegóły konkursu dostępne są na stronie konferencji www.przemysl40.pl w zakładce dla studentów. Uczestnicy mogą zgłaszać prace, które będą mieć w przyszłości wartość użytkową lub dydaktyczną. Na zwycięzców, których wyłoni Jury, czekają atrakcyjne nagrody pieniężne: 5 000 zł za I miejsce, 3 000 zł za II miejsce oraz 2 000 zł za miejsce III.

Trzecia edycja konferencji Fabryka Przyszłości w drodze do Przemysłu 4.0 to nie tylko idee
i rozwiązania ale także doskonała okazja do spotkania i wymiany poglądów z krajowymi
i zagranicznymi ekspertami z zakresu automatyki przemysłowej oraz przedstawicielami przodujących uczelni technicznych w Polsce.

Konferencja jest skierowana do wszystkich osób mających wpływ na rozwój i unowocześnianie fabryki: przedstawicieli utrzymania ruchu, projektantów automatyki przemysłowej, inżynierów produkcji, szefów produkcji, dyrektorów technicznych, integratorów systemów sterowania, automatyków utrzymania ruchu, reprezentantów działów planowania i rozwoju.

Organizatorami konferencji Przemysł 4.0 są cztery wiodące przedsiębiorstwa w dziedzinie nowych technologii produkcji: Balluff, Fanuc, Lapp Kabel i Wago. Konferencja rozpocznie się i zakończy  w nowo otwartym Forum Muzyki we Wrocławiu a jej kolejne części będą odbywały się równolegle w siedzibach organizatorów.

Konferencja rozproszona Przemysł 4.0 to dwa dni, 12-13 października 2015 r. we Wrocławiu, pełne dynamiki i nowej wiedzy.

Zainteresowanych konferencją zapraszamy do rejestracji na stronie www.przemysl40.pl

Europa oczami internautów

Przez jaki pryzmat polscy internauci postrzegają europejskie kraje? W mediach społecznościowych i Google kraje europejskie łączy piłka nożna. Jeśli internauci dyskutują wprost na temat krajów w Europie i jeżeli wprost szukają ich nazw w Google, to najczęściej jest to związane ze sportem. Problemy związane z polityką i terroryzmem są znacznie mniej angażujące.

Europa oczami internautów 3

Postanowiliśmy sprawdzić, jakie kraje europejskie i co w ich kontekście interesuje polskich internautów – w ramach dyskusji w social media i w wyszukiwarce Google. Nasz insight odnosi się do nazw poszczególnych europejskich krajów. To oczywiście nie jest mapa wszystkich zainteresowań internautów w kontekście krajów, tylko – pokazanie ostatnich najważniejszych wydarzeń związanych z europejskimi krajami.

Europa oczami internautów 4

  • W czerwcu największe zainteresowanie Niemcami dotyczyło meczu Polska Niemcy w ramach Euro 2016.
  • W lipcu największe zainteresowanie Francją było spowodowane meczem finałowym Euro 2016 z Portugalią (w czerwcu najbardziej angażującym tematem był ćwierćfinał z Islandią).
  • Rosja również bywa często interesująca w kontekście piłki nożnej.

Europa oczami internautów 5

W 2016 najczęściej wyszukiwanym krajem w Europie była Chorwacja, z którą Polska grała mecz podczas Euro 2016. Drugim najczęściej wyszukiwanym krajem była Islandia. Żadne inne kraje nie były tak często wyszukiwane. Wszystko oczywiście w związku z reprezentacją Islandii na Euro 2016.

Europa oczami internautów 6

Popularność krajów wśród polskich internautów – liczba wypowiedzi i średnia miesięczna liczba wyszukiwań

Kraj Social Media Google
Niemcy 2835433 74000
Rosja 1576136 74000
Francja 1121986 60500
Ukraina 947112 74000
Portugalia 876011 60500
Dania 734822 27100
Irlandia 555547 40500
Holandia 525605 40500
Turcja 516289 90500
Wielka Brytania 498464 49500
Włochy 487283 49500
Szwajcaria 435715 49500
Węgry 433635 33100
Chorwacja 350321 135000
Hiszpania 350308 60500
Belgia 329869 40500
Szwecja 327240 40500
Norwegia 286125 49500
Austria 277264 33100
Grecja 255979 49500
Czechy 252778 33100
Słowacja 209133 27100
Islandia 203023 110000
Litwa 177481 27100
Rumunia 171582 33100
Białoruś 157011 22200
Finlandia 140666 27100
Bułgaria 139407 49500
Estonia 59147 18100
Łotwa 56373 12100

Zgodnie z Google Trends największe wzrosty popularności poszczególnych krajów dotyczyły niemal wyłącznie meczy na Euro 2016.

Europa oczami internautów 7

Piłka nożna to jedyny temat, który angażuje internautów w kontekście poszczególnych europejskich krajów. Wydarzenia społeczno-polityczne i problemy związane z polityką lub terroryzmem stanowią w tym kontekście jedynie ułamek zainteresowania aktywnych polskich internautów.

Europa oczami internautów 8

 

Być może warto, aby ktoś podpowiedział Unii Europejskiej, że piłka nożna może służyć integracji osób z poszczególnych krajów (może nawet grywalizacja?:), bo to zdecydowanie najciekawszy internetowy temat dla mieszkańców tej części świata w ich własnym kontekście.

Źródło: IRCenter.com.

E-Toto zapowiada rozwój punktów stacjonarnych i urozmaicenie oferty internetowej. W ciągu dwóch latach chce się stać czołowym bukmacherem w Polsce

E-Toto zapowiada rozwój punktów stacjonarnych i urozmaicenie oferty internetowej. W ciągu dwóch latach chce się stać czołowym bukmacherem w Polsce 9
E-Toto Zakłady Bukmacherskie zapowiada rozbudowę sieci stacjonarnych i urozmaicenie oferty internetowej. Docelowo punkty E-Toto mają powstać w każdej miejscowości powyżej 20 tys. mieszkańców. Firma nie wyklucza również działalności ajencyjnej. Naszą ambicją jest znaleźć się w pierwszej trójce krajowych bukmacherów w Polsce. Wierzymy, że uda nam się to osiągnąć w najbliższym roku, dwóch lat – mówi Wojciech Michałowski, prezes E-Toto Zakłady Bukmacherskie.

– Spółka E-toto Zakłady Bukmacherskie jest jednym z pięciu zakładów bukmacherskich legalnie działających w Polsce, jesteśmy polską spółką. Obecnie jesteśmy w fazie intensywnego rozwoju, rozbudowy, działamy na platformie internetowej, mamy również własne punkty stacjonarne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wojciech Michałowski, prezes E-Toto Zakłady Bukmacherskie.

Obecnie E-Toto ma 30 punktów naziemnych w całej Polsce, przede wszystkim w największych miastach. Jak zapowiada Michałowski, firma chce się teraz skupić na mniejszych miejscowościach, planuje też poszerzenie formy prowadzonej działalności.

– Na pewno będziemy rozwijać sieć punktów w każdym większym mieście powyżej 20 tys. mieszkańców, także i w mniejszych miejscowościach. Sieć będzie rozbudowywana dwojako, będą to własne punkty, ale nie wykluczamy kooperacji z agentami i oddawania na zasadzie ajencji – zapowiada prezes E-Toto.

Zmiany mają przyciągnąć do firmy klientów, zwłaszcza tych, którzy po wejściu w życie znowelizowanej ustawy hazardowej będą szukać innych zakładów bukmacherskich. Obecnie legalne zakłady bukmacherskie działają w ramach obecnie obowiązującej ustawy w ograniczony sposób. Powodem są przede wszystkim wysokie podatki (12-proc. podatek od obrotu). To z kolei przyczynia się do rozwoju szarej strefy.

– Chcemy urozmaicić ofertę internetową tak, aby klienci, którzy korzystają z nielegalnych bukmacherów, w momencie zmiany ustawy hazardowej mogli również korzystać z naszej oferty, porównywalnej, a mam nadzieję, że lepsza niż to, co oferują zakłady bukmacherskie funkcjonujące za granicą, a w Polsce nielegalne – wskazuje Michałowski.

Projekt nowej ustawy hazardowej zakłada nałożenie na operatorów telekomunikacyjnych obowiązku blokowania stron internetowych, które umożliwiają nielegalny hazard. Dostawcy internetu będą blokowali domeny wykorzystywane do gier hazardowych bez koncesji i zezwolenia. To sprawia, że część klientów może przejść do legalnie działających zakładów bukmacherskich jak E-Toto. Obecnie szacuje się, że operatorzy niezarejestrowani w Polsce mają 90 proc. udziału w rynku według obrotu.

– Nasza oferta będzie konkurencyjna i może zachęcić graczy, zwłaszcza tych, którzy grają u bukmacherów zagranicznych. Liczymy, że w momencie blokowania tych stron od 1 stycznia napłyną do nas klienci i będą korzystali z oferty konkurencyjnej do tej offshore’owej. Naszą ambicją jest znaleźć się w pierwszej trójce krajowych bukmacherów w Polsce. Nie jest to proste zadanie, ale wierzymy w to, że uda nam się to osiągnąć, być może w najbliższym roku, może w ciągu dwóch lat – zapowiada Wojciech Michałowski.

M. Namysł: W centrum uwagi inwestorów będą wyniki finansowe spółek giełdowych za trzeci kwartał. Warto przyglądać się szczególnie eksporterom, branży handlu detalicznego oraz IT

M. Namysł: W centrum uwagi inwestorów będą wyniki finansowe spółek giełdowych za trzeci kwartał. Warto przyglądać się szczególnie eksporterom, branży handlu detalicznego oraz IT 10
Zbliżający się sezon wyników finansowych spółek za trzeci kwartał bieżącego roku będzie w najbliższych tygodniach w centrum zainteresowania inwestorów na warszawskiej giełdzie. Zdaniem Mateusza Namysła z Domu Maklerskiego Raiffeisen Polbanku powinni oni zwrócić przede wszystkim uwagę na małe i średnie spółki z sektorów handlu detalicznego, technologicznego oraz mające duży udział eksportu w przychodach.

– Do końca roku duży wpływ na rynek giełdowy będą mieć wyniki finansowe spółek m.in. za trzeci kwartał br., które powinny być publikowane głównie w listopadzie – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mateusz Namysł, analityk w DM Raiffeisen Polbank. – Wydaje się, że wyniki mogą być dosyć dobre ze względu na to, że wzrost gospodarczy w Polsce od marca do czerwca bieżącego roku powinien być coraz wyższy w wyniku między innymi działania programu wsparcia rodzin wychowujących więcej niż jedno dziecko Rodzina 500 plus. Mogą zyskiwać szczególnie spółki sprzedające konsumentom różnego rodzaju produkty, ale też produkcja przemysłowa.

Eksporterom bardzo pomaga, jak wskazuje Mateusz Namysł, utrzymujący się od wielu miesięcy stosunkowo wysoki kurs złotego w odniesieniu do najważniejszych walut świata, czyli euro i dolara. Tracą na nim jednak importerzy i pogarsza się ogólna sytuacja budżetu państwa, który musi płacić wyższe odsetki od zaciągniętego za granicą długu.

– Dzięki temu wyniki spółek prowadzących sprzedaż zagraniczną mogą być przyzwoite, co będzie, oczywiście, miało także wpływ na ich notowania – prognozuje Mateusz Namysł. – Stopy zwrotu zapewne będą różne, w zależności między innymi od sektora. Nadal lepiej jesteśmy nastawieni do małych i średnich przedsiębiorstw, zwłaszcza eksportujących.

Po utrzymaniu przez Rezerwę Federalną na wrześniowym posiedzeniu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na niezmienionym poziomie niemal na pewno, jak przekonują analitycy największych banków inwestycyjnych, taka podwyżka będzie mieć miejsce w grudniu. Można się zatem spodziewać idącego z nią w parze wzrostu wartości dolara, szczególnie w odniesieniu do walut rynków wschodzących, do których wciąż zaliczana jest Polska, a więc spadku złotego i w rezultacie zwiększenia atrakcyjności rozliczanej w dolarze krajowej sprzedaży zagranicznej.

– Pomogłoby to przede wszystkim przedsiębiorstwom osiągającym w tej walucie dochody, takim jak na przykład LiveChat czy Medicalgorithmics – precyzuje Mateusz Namysł. – Oprócz tego warto zwrócić uwagę na spółki nadal rozwijające eksport do Unii Europejskiej, między innymi z branży meblarskiej czy motoryzacyjnej oraz nowych technologii. Warto również zwrócić uwagę na deweloperów.

Global Compact w Polsce: szara strefa i korupcja problemami przedsiębiorców

Global Compact w Polsce: szara strefa i korupcja problemami przedsiębiorców 11

Przeszło 36 proc. krajowych przedsiębiorstw było w ubiegłym roku ofiarą nadużyć. Na jednej siódmej firm próbowano wymusić łapówkę. Według oenzetowskiej inicjatywy Global Compact konieczna jest w Polsce powszechna krucjata przeciwko oszustwom. Nauka uczciwości powinna się zaczynać się w szkole podstawowej i dotyczyć najmłodszych obywateli.

Życzyłbym sobie, żeby w Polsce była powszechna krucjata przeciwko oszukiwaniu, kraj tylko by na tym zyskał zarówno finansowo, jak i na arenie międzynarodowej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact w Polsce. – Silne, stabilne państwo jest zbudowane na swego rodzaju filarach. Jednym z najważniejszych jest brak korupcji oraz szarej i czarnej strefy w gospodarce. Jeżeli o to zadbamy, to Polska będzie we właściwym miejscu.

Jak wynika z ostatniego dotyczącego nadużyć w polskich przedsiębiorstwach raportu firmy doradczej PwC, 36 proc. krajowych firm przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat padło ofiarą nadużyć. Ogromna większość odnotowanych przypadków (65 proc.) dotyczyła sprzeniewierzenia aktywów, a 32 proc. cyberprzestępczości. Na trzecim miejscu znalazły się nadużycia w obszarze zakupów oraz księgowości (po 29 proc.). Częstym nadużyciem pozostaje korupcja: 16 proc. respondentów PwC przyznało, że w ostatnich 24 miesiącach ktoś prosił ich o wręczenie łapówki, a 18 proc. jest przekonanych, że straciło kontrakt na rzecz konkurenta, który wręczył komuś tego rodzaju korzyść majątkową. Ponadto jedna trzecia badanych spodziewa się wystąpienia takiej propozycji w ciągu najbliższych dwóch lat.

Czekają nas długie miesiące edukacji ekonomicznej związanej z tzw. odpowiedzialną konsumpcją – prognozuje Kamil Wyszkowski. – W Europie i na świecie są społeczeństwa, które już to wykształciły, na przykład społeczeństwo duńskie. Czarnej strefy tam nie ma, a poziom szarej jest kontrolowany i utrzymywany w granicach tzw. dobrej strefy, czyli drobnego handlarza sprzedającego kapustę na rynku, który co prawda nie reguluje opłaty targowej, ale nie jest też beneficjentem opieki społecznej. Nie ma natomiast mafii paliwowej czy temu podobnych zjawisk, poradzono sobie z nimi, ani przyzwolenia na kupowanie produktu bez paragonu. Dostaje go każdy, jeżeli sprzedawca nie chce go wydać, spotyka się z ostrą reakcją. W Polsce czegoś takiego dotychczas brakowało, być może dopiero się zaczyna.

W celu skłonienia konsumentów do pobierania w punktach sprzedaż paragonów Ministerstwo Finansów rok temu uruchomiło specjalną loterię. Uczestnicy, zwykli konsumenci, po zarejestrowaniu się w systemie, mogą raz w miesiącu wziąć udział w losowaniu i wygrać atrakcyjne nagrody, takie jak samochód, czy tablety. Pula nagród wynosi około 100 tys. zł, co w kontekście trzynastu losowań rocznie daje koszt w wysokości około 1,3 mln zł.

Tzw. luka podatkowa, czyli straty generowane między innymi przez szarą strefę, wynosi według ostatniego raportu inicjatywy Global Compact natomiast około dziewięciu proc. PKB (nominalnie blisko 50 mld dol.), co plasuje Polskę na 11. pozycji na świecie (najwyższy niedobór w stosunku do PKB występuje we Włoszech, gdzie luka podatkowa kształtuje się na poziomie 13,5 proc., co przekłada się na 291,6 mld dol.).

To krok we właściwą stronę – ocenia Kamil Wyszkowski. – Społeczeństwo można i trzeba edukować w tym kierunku, aby poszczególne osoby zwracały uwagę, gdy ktoś oferuje na przykład remont i odmalowanie pomieszczeń bez paragonu, ale o jedną piątą taniej. To zwykła kradzież, działanie nieetyczne, na tego rodzaju układ ze sprzedającym nie powinno się iść. Jeśli nie będzie przyzwolenia, to szara strefa zacznie znikać.

Jeszcze lepszym przykładem strat, jak zauważa Kamil Wyszkowski, są prywatne warsztaty samochodowe oferujące naprawę pojazdów także rzecz jasna bez paragonu lub faktury.

Nie wiadomo skąd na przykład pochodzą konieczne do naprawy części zamienne – precyzuje Kamil Wyszkowski. – A najczęściej biorą się z kradzionych samochodów, pojazdów, które ktoś stracił. Według szacunków policji większość kradzionych w Polsce i poza Polską samochodów idzie na części zamienne, które później trafiają do naprawianych poza legalnym obiegiem samochodów. Ubytek jest więc podwójny, bo do tego dochodzi strata Skarbu Państwa, czyli nas wszystkich.

Według specjalistów Global Compact oprócz loterii paragonowej skutecznymi sposobami ograniczenia zjawiska szarej strefy w Polsce byłoby wprowadzenie systemu elektronicznych kas online, ograniczenie płatności gotówkowych w gospodarce, powszechne stosowanie mechanizmu tzw. obciążenia odwrotnego, wprowadzenie tzw. podzielonych płatności, centralnej bazy danych monitorującej rozliczenia oraz hurtowni danych podatku VAT i jednolitego pliku kontrolnego (ten ostatni obowiązuje już w największych przedsiębiorstwach).

United Nations Global Compact jest największą na świecie inicjatywą na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu i wspierania zrównoważonego rozwoju. Od momentu inauguracji w 2000 roku przez sekretarza generalnego ONZ Kofi Annana przystąpiło do niej już ponad 13,5 tys. członków ze 170 krajów.

Choroba afrykańskiego pomoru świń zagrożeniem dla krajowego eksportu

Choroba afrykańskiego pomoru świń zagrożeniem dla krajowego eksportu 12

Wartość krajowego eksportu żywności może w br. wynieść nawet 25 mld euro. Jednym z zagrożeń jest niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania się wirusa choroby afrykańskiego pomoru świń, której przypadki odnotowano już m.in. na Podlasiu. Aby się im skutecznie przeciwstawić, konieczne jest dofinansowanie Inspekcji Weterynaryjnej i pozostawienie jej w dotychczasowym kształcie.

Afrykański pomór świń jest bardzo dużym zagrożeniem dla eksportu polskiej żywności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Łukaszewicz, prezes zarządu Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej. – Jeżeli rozprzestrzeniłby się na większe strefy, to spotkałoby się to najprawdopodobniej z restrykcjami dotyczącymi sprzedaży zagranicznej, na czym bardzo straciliby producenci.

Afrykański pomór świń (ASF, skrót od ang. African Swine Fever) to wirusowa, posocznicowa choroba trzody chlewnej o przebiegu ostrym lub przewlekłym zagrażająca człowiekowi. Tego rodzaju przypadłość występuje głównie w Afryce, ale na terenie Starego Kontynentu także notowane są jej przypadki.

W lutym 2014 roku wykryto wirusa ASF w Polsce. Od tego czasu odnotowano dwadzieścia ognisk choroby, z czego 17 (od początku sierpnia br.) w województwie podlaskim. Na początku września został tam powołany zespół, którego zadaniem jest wyjaśnienie przyczyn. Tworzą go prokuratorzy, policjanci, funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Straży Granicznej, Urzędu Kontroli Skarbowej oraz Izby Celnej.

Gospodarka z tym problemem na razie radzi sobie dobrze – zapewnia Jacek Łukaszewicz. – Dzięki działaniom Inspekcji Weterynaryjnej (IW  red.) pomór jest trzymany w ryzach, czyli terytorialnie się nie rozprzestrzenia. Najistotniejsze, że nie mamy, jak na razie, żadnych ograniczeń dotyczących eksportu. Trzeba podziękować Inspekcji Weterynaryjnej, ale żeby była skuteczna, musi mieć w rękach silne narzędzia prawne. Chodzi o to, aby stała się silniejsza, najlepiej zależna bezpośrednio od premiera i mająca swoją tożsamość.

Ministerstwo rolnictwa tymczasem pracuje nad koncepcją połączenia podległych mu inspekcji w jedną, która czuwałaby nad bezpieczeństwem żywności. Chodzi o utworzenie centralnej placówki zajmującej się kompleksowym kontrolowaniem jakości od pola do stołu. Obecnie taki nadzór sprawuje kilka inspekcji: Inspekcja Weterynaryjna, Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

W takim układzie tożsamość zostałaby rozmyta i nie zawsze decydentami byliby lekarze weterynarii ze specjalizacją, czyli wykształceniem merytorycznym – ocenia Jacek Łukaszewicz. – Mamy cały czas nadzieję na rozmowę z przedstawicielami ministerstwa, aby dopracować projekty, kształt inspekcji, wzmocnić Inspekcję Weterynaryjną, co jest szczególnie istotne w tym okresie, ale nie zależy tylko od nas. Zabiegamy o spotkanie w resorcie tak w sprawie ASF-u, jak i w sprawie projektu połączenia inspekcji, który w tej chwili, w tym zagrożeniu, jest bardzo ryzykowną próbą reformy.

Administracja rządowa, w tym też IW, zdaniem Jacka Łukaszewicza, dobrze sobie radzi z problemem ASF.

Niemniej w tej chwili mam odczucie takie, że to jest gaszenie ognisk, a nie szeroko zakrojona akcja prewencyjna na terenie całego kraju – precyzuje Jacek Łukaszewicz. – Proponujemy wprowadzenie obligatoryjnych świadectw zdrowia na każde przemieszczenie trzody chlewnej na terenie Polski, a także przesyłek surowego mięsa wieprzowego. To właśnie jest wektorem roznoszenia pomoru. Przepisy o bioasekuracji powinny dotyczyć całego kraju. Niezwykle istotną sprawą jest wzmocnienie kadrowe i finansowe IW, która w tej chwili zaangażowała wszystkie swoje zasoby. Borykamy się z kłopotami kadrowymi z tego względu, że lekarze odchodzą z pracy. Jeżeli osoba z kilkuletnim stażem, bardzo często ze specjalizacją, zarabia 2,5 tys. brutto, to nie ma w tym nic dziwnego.

Żywność pozostanie głównym towarem eksportowym Polski. Eksperci Banku Zachodniego WBK spodziewają się, że w br. sprzedaż zagraniczna całego sektora rolno-spożywczego może wzrosnąć od czterech do sześciu proc. w stosunku rocznym i osiągnąć wartość nawet 25 mld euro.

Nowa dyrektywa o delegowaniu pracowników dzieli Unię Europejską. Może ograniczyć konkurencyjność takich państw jak Polska

Nowa dyrektywa o delegowaniu pracowników dzieli Unię Europejską. Może ograniczyć konkurencyjność takich państw jak Polska 13

Dyrektywa Komisji Europejskiej dotyczącą delegowania pracowników może pogłębić różnice między krajami starej a nowej Unii Europejskiej – ocenia Stefan Schwarz, prezes Stowarzyszenia Inicjatywy Mobilności Pracy. Ograniczenie czasu delegowania i prawo do takiego samego wynagrodzenia, co pracownik lokalny mogą ograniczyć proces świadczenia pracy na terenie innych krajów unijnych. Stracą na tym przede wszystkim kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Polska jest liderem na unijnym rynku usług. Nasze przedsiębiorstwa delegują rocznie 428 tys. pracowników.

Już w maju Komisja Europejska otrzymała żółte kartki do propozycji dotyczącej delegowania pracowników za granicę. Zastrzeżenia zgłosiło 11 krajów, przede wszystkim z regionu Środkowej i Wschodniej Europy, w tym cała Grupa Wyszehradzka.

Wiemy już, że Komisja Europejska po raz pierwszy odrzuciła żółtą kartkę i kontynuuje prace. Obecnie są już wyznaczeni wszyscy sprawozdawcy w Parlamencie Europejskim i rozpoczęły się prace merytoryczne, w których wszystkie grupy i frakcje parlamentarne będą negocjować i walczyć o najbardziej optymalne rozwiązania w tym zakresie – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Schwarz, prezes Stowarzyszenia Inicjatywy Mobilności Pracy.

Jak podkreśla ekspert, w jego opinii w dyrektywie widoczny jest podział na kraje starej i nowej Unii. Nowe przepisy mogą wyeliminować przewagę konkurencyjną kilku państw członkowskich i zaszkodzić konkurencyjności całego unijnego rynku. Choć istnieją problemy dotyczące nieprzestrzegania praw pracowników migrujących wewnątrz Unii, które mogą prowadzić do nieuczciwej konkurencji, to delegowanie pracowników w ramach świadczenia usług nie jest istotnym źródłem problemów.

Państwa starej Europy stoją na stanowisku, że obecność polskich firm usługowych i ich pracowników na ich rynkach, które oni zresztą nieprawidłowo uznają za tanich pracowników, szkodzą ich gospodarkom, powodują bezrobocie i nadużywają ich systemu socjalnego. Dla nowych państw, w tym Polski, dla której swoboda przepływu usług jest jedną z największych przewag konkurencyjnych i od tego, jakie reguły będą ją określały, zależy sytuacja polskiej gospodarki, która wyspecjalizowała się właśnie w usługach, dlatego byłoby całkowicie nie fair, żeby jedną swobodę ograniczać, a drugiej ograniczania zakazywać – tłumaczy Schwarz.

Dotychczas nie było ograniczeń co do okresu delegowania, dlatego często zdarza się, że pracownik choć teoretycznie delegowany, to w praktyce pracuje za granicą kilka lat. Teraz Komisja chce wprowadzić limit czasowy.

Czyli polska firma, która będzie miała zlecenie na usługę trwającą dłużej, nie będzie mogła delegować pracowników. Delegowanie będzie w różny sposób utrudnione, jeżeli to będzie okres powyżej 6 miesięcy, a już na pewno powyżej 24 w zależności od interpretacji – wskazuje ekspert.

Wątpliwości budzi też kwestia wynagrodzenia. Obecnie każdy pracownik delegowany do innego kraju ma zapewnioną płacę minimalną obowiązującą na miejscu. Nowa dyrektywa wprowadza zaś minimalne wynagrodzenie, które będzie obejmować wszystkie elementy wynagrodzenia, to zaś może utrudniać dotarcie do wszystkich składników wynagrodzenia.

Polscy pracownicy będą mieli prawo do dodatków, które są należne pracownikom lokalnym. Problem polega na tym, że wcale nie oznacza to, że oni będą lepiej zarabiać. Po prostu pracodawca będzie mógł obniżyć wynagrodzenie podstawowe i porozdzielać je na te dodatki. W efekcie pracodawca poniesie dodatkowe koszty i ryzyko związane z dowiedzeniem się, jakie to są dodatki, a w niektórych krajach jest ich nawet ok. 30 – przekonuje prezes Inicjatywy Mobilności Pracy.

Koszty wyliczenia dodatków mogą podnieść koszty usług, tym samym polskie usługi staną się mniej konkurencyjne, a w niektórych przypadkach nawet droższe od tych, oferowanych przez lokalnych przedsiębiorców.

Zmiany mogą nie tylko zwiększyć koszty firm wysyłających pracowników do pracy za granicę, lecz nawet zniechęcić do świadczenia usług na terenie innych krajów unijnych. Łącznie w całej Unii liczba delegowanych pracowników sięga 1,9 mln (inne szacunki mówią o 1,5 mln), z czego najwięcej, bo blisko 430 tys. (22 proc.), z Polski.

Te kraje, gdzie wyborcy domagają się tego, żeby nie napływali do nich tani pracownicy, i niedługo odbędą się wybory, będą grały na przyspieszenie. Inne państwa będą spowalniały prace, do końca marca kończy się okres, kiedy Polska miała więcej głosów, od kwietnia będzie potrzeba zgromadzenia większej liczby państw, żeby tę dyrektywę odrzucić. W zależności od tego, kto wygra głosowanie, ostateczny kształt dyrektywy poznamy przed końcem marca albo już w kwietniu, a może nawet ten okres przedłuży się o kolejne kilka miesięcy – prognozuje ekspert.

Jak podkreśla prezes Inicjatywy Mobilności Pracy, kształt dyrektywy nie jest jeszcze przesądzony, dużo będzie zależeć od lobbingu.

Dla Polski to powinna być jedna wielka narodowa akcja lobbingowa, w której wszyscy, zarówno sami przedsiębiorcy, jak i pracownicy i ich przedstawiciele powinni upowszechniać wiedzę merytoryczną i doprowadzić do tego, żeby ta dyrektywa chroniła pracowników, eliminowała nieuczciwe firmy, ale na pewno nie eliminowała firm uczciwych i w ogóle polskich firm z europejskiego rynku wewnętrznego – przekonuje Stefan Schwarz.

Nowa KRRiT skupi się na dokończeniu cyfryzacji telewizji i pracach nad dostosowaniem polskiego prawa do nowej dyrektywy audiowizualnej

Nowa KRRiT skupi się na dokończeniu cyfryzacji telewizji i pracach nad dostosowaniem polskiego prawa do nowej dyrektywy audiowizualnej 14

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) pracuje już w nowym składzie. Dokończenie cyfryzacji telewizji, odpowiedź na pytanie, co z radiem cyfrowym, prace nad zmienianą na poziomie Komisji Europejskiej dyrektywą audiowizualną i dostosowywanie do niej polskiego prawa to najważniejsze obecnie jej zadania.

Cały rynek telewizyjny zmienia się diametralnie, a więc i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji też musi się zmieniać – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Kołodziejski, były wiceminister cyfryzacji, obecnie członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT). – Myślę, że w tej kadencji prace nad połączeniem KRRiT oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej powinny być przynajmniej rozpoczęte, a najlepiej także zakończone.

4 sierpnia br. zakończyła kadencję KRRiT w poprzednim, powołanym sześć lat temu składzie. Jej zasługą było między innymi uruchomienie trzech multipleksów naziemnej telewizji cyfrowej, organizacja konkursów, w których wybrano mające się na nich znaleźć kanały oraz nadawców. Doprowadziła także do stworzenia planów finansowych i programowych, które obligowały telewizję publiczną i rozgłośnie do emitowania tzw. misyjnych programów oraz uspokojenia nastrojów wokół TVP: wybrany w 2011 roku zarząd tego przedsiębiorstwa przetrwał pełną kadencję (wcześniej taka sytuacja miała miejsce tylko w latach 1998–2004).

Regulator w poprzedniej kadencji podjął też działania związane ze zwiększeniem wpływów z abonamentu, polegające na ściąganiu zaległości od dłużników. W efekcie przychody budżetowe z tego tytułu wzrosły z 470 mln zł w 2011 roku do 750 mln zł w ubiegłym roku, a tegoroczna prognoza wynosi 680 mln zł. Abonament RTV cały czas płaci jednak tylko 1,1 mln gospodarstw domowych. Rada pracowała nad nowym modelem finansowania mediów publicznych i zdecydowała, że najlepszym rozwiązaniem byłaby opłata wraz z podatkiem dochodowym. Koncepcja taka ostatecznie jednak poniosła fiasko. Rządząca wówczas Platforma Obywatelska nigdy nie zdecydowała się na przygotowanie takiego projektu ustawy.

Sprawozdanie poprzedniej KRRIT odrzuciły obie izby Parlamentu. Nie miało to jednak wpływu na czas trwania jej kadencji. W obecnym składzie Rada będzie miała znacznie węższe kompetencje. Nadzór nad mediami publicznymi przejęła bowiem od niej Rada Mediów Narodowych. To spora zmiana, bo dotąd KRRiT wcześniej wybierała rady nadzorcze, które przeprowadzały konkursy na członków zarządu TVP i Polskiego Radia. Ich wybór bywał jednak polityczny.

KRRiT zajmuje się obecnie całą regulacją rynku, koncesjami telewizyjnymi, radiowymi, multipleksami, cały nawał spraw, które były do tej pory, pozostaje w gestii Rady – wskazuje Witold Kołodziejski. – Nawet lepiej, że nie ma tego elementu wyboru władz mediów publicznych, bo był to zawsze najbardziej drażliwy element, któremu towarzyszyło największe ciśnienie opinii publicznej, a tak naprawdę nie angażuje on w dużym stopniu głównych sił KRRiT.

Dokończenie cyfryzacji telewizji, odpowiedz na pytanie, co z radiem cyfrowym, prace nad zmienioną zapewne na poziomie Komisji Europejskiej dyrektywą audiowizualną i dostosowywanie do niej polskiego prawa to najważniejsze zdaniem Witolda Kołodziejskiego zadania stojące obecnie przez nową KRRiT.

Cały rynek telewizyjny zmienia się diametralnie, a więc i KRRiT musi ewoluować – przekonuje Witold Kołodziejski. – Myślę, że prace nad połączeniem Rady i Urzędu Komunikacji Elektronicznej też w tej kadencji powinny się na pewno rozpocząć, a może i zakończyć. W br. jest już mało czasu. Natomiast na pewno czeka nas decyzja w sprawie DAB+ (skrót od ang. Digital Audio Broadcasting, technologia pozwalająca nadawać programy radiowe w formie cyfrowej) i prace nad nową dyrektywą audiowizualną.

Co czwarta duża firma w Polsce odnotowała incydent naruszenia bezpieczeństwa IT. Główny powód to braku odpowiednich zabezpieczeń

Co czwarta duża firma w Polsce odnotowała incydent naruszenia bezpieczeństwa IT. Główny powód to braku odpowiednich zabezpieczeń 15

Do naruszeń bezpieczeństwa doszło w ciągu ostatnich 6 miesięcy w co czwartym przedsiębiorstwie w naszym kraju. Cyberprzestępcy stosują coraz bardziej wyrafinowane techniki, mimo to 40 proc. dużych firm nie ma przygotowanego ani scenariusza awaryjnego na wypadek takiego ataku, ani odpowiednich zabezpieczeń – wynika z badania przeprowadzonego przez IPSOS na zlecenie Intela. W cyberbezpieczeństwie istotne jest nie tylko oprogramowanie i sprzęt, lecz także odpowiednie podejście do zagrożeń.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Intela wynika, że polskie firmy w mniejszym stopniu niż nasi sąsiedzi dbają o bezpieczeństwo IT. Cyberprzestępcy atakują zaś coraz częściej, stosując coraz bardziej wyrafinowane techniki.

– W Polsce stwierdziliśmy, że 40 procent firm nie jest przygotowanych na cyberatak. Odkryliśmy również, że prawie 30 procent z nich zostało zaatakowanych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, a w przypadku pięciu procent miało to miejsce więcej niż trzy razy. To z pewnością poważny problem, który musi zostać rozwiązany jak najszybciej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Richard Curran, dyrektor ds. bezpieczeństwa w regionie EMEA w firmie Intel.

W ciągu ostatnich 6 miesięcy do incydentów takich jak atak złośliwego oprogramowania, dostęp nieuprawnionych osób do danych firmowych, wycieki danych itp. doszło w 27 proc. dużych polskich firm (w 22 proc. 1–3-krotnie, w 5 proc. więcej niż 3 razy). Dla porównania do naruszenia bezpieczeństwa IT w Rumunii doszło w 18 proc. firm, na Węgrzech w 29 proc., a w Czechach w 36 proc.

– Fundamentalne znaczenie ma to, że obecnie dokonująca się w wielu branżach transformacja dotyczy również wymogów bezpieczeństwa. Wcześniej mieliśmy podejście, które nazwałbym defensywnym, zamkniętym. To musi się zmienić. Zmiana polega na tym, że rozumiemy potrzebę posiadania ochronnej, defensywnej orientacji, ale trzeba mieć też pewność, że w przypadku ataku będzie można możliwie szybko wykryć zagrożenie i rozwiązać problem – tłumaczy Curran.

Jak przekonuje ekspert, wszystkie firmy powinny mieć system „chroń wykrywaj koryguj” i takie samo podejście do bezpieczeństwa. Dlatego istotna jest nie tylko odpowiednia infrastruktura i oprogramowanie, lecz także odpowiednie podejście do kwestii bezpieczeństwa. W Polsce często tego brakuje. Przykładem mogą być duże firmy, które jako jedyną metodę weryfikacji tożsamości użytkownika stosują hasło – 62 proc. Zabezpieczenia wyższego stopnia (np. karta dostępu czy czytnik linii papilarnych) stosuje 24 proc. przedsiębiorstw w Polsce.

Problemem jest również brak planu na wypadek cyberataku.

– Scenariusz sprawdzony w wielu europejskich firmach wygląda tak, że zarząd wyznacza dyrektora odpowiedzialnego za bezpieczeństwo informatyczne albo grupę ludzi odpowiadających za to w firmie. Odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo spoczywa na każdym pracowniku, ale największa jest na poziomie zarządu. Musimy więc radykalnie zmienić sposób rozmawiania o bezpieczeństwie, przenieść tę rozmowę właśnie na poziom zarządu – wskazuje specjalista ds. bezpieczeństwa w Intelu.

Tymczasem tylko 60 procent dużych przedsiębiorstw w Polsce ma scenariusz awaryjny na wypadek cyberataku lub podobnych zdarzeń. Na tle regiony wyróżniają się Czechy, gdzie 84 procent osób decyzyjnych w obszarze bezpieczeństwa IT deklaruje, że w ich przedsiębiorstwie przygotowano scenariusz awaryjny gotowy do wdrożenia, gdyby doszło do ataku na sieć firmową.

– Z perspektywy całego procesu, szczególnie teraz, kiedy wchodzimy w epokę internetu rzeczy, w której lawinowo rośnie liczba urządzeń podłączonych do chmury, bezpieczeństwo powinno stanowić integralną część filozofii projektu. Musimy zrozumieć, że jest wiele obszarów, w których możemy mieć otwarty port, przez który przestępcy czy cyberprzestępcy mogą wejść do sieci – tłumaczy Curran.

Połowa dużych firm w Polsce planuje w najbliższych dwóch latach zwiększyć inwestycje w obszarze bezpieczeństwa informatycznego. To efekt rosnącego zagrożenia cyberprzestępstwami. Jednocześnie cyberbezpieczeństwo swoich organizacji w skali do 10 najwyżej oceniają Czesi (8,14), następnie odpowiednio Rumuni (7,74), Polacy (7,71) i Węgrzy (7,13).

– Mamy do czynienia ze zmianą kulturową pod względem podejścia do cyberataków. Jeszcze kilka lat temu wiele firm nie przyznałoby się, że zostało zaatakowanych, przede wszystkim dlatego, że nie chciały być postrzegane jako organizacje, które nie mają najlepszej możliwej infrastruktury i zabezpieczeń. Myślę, że dziś wielu ludzi od tego odchodzi. Wiedzą, że to nie jest kwestia czy, ale kiedy nastąpi cyberatak – przekonuje Richard Curran.

Liczba instalacji fotowoltaicznych może rosnąć nawet o 50 proc. rocznie. Sprzyjać temu będą coraz korzystniejsze oferty finansowania związanych z nimi kosztów

Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Ustawa o odnawialnych źródłach energii spowodowała, że branża fotowoltaiki szykuje się do dynamicznego rozwoju. Liczba instalacji służących do produkcji energii słonecznej może rosnąć nawet o 50 proc. rocznie. Sprzyjać temu będą oferty finansowe przedsiębiorstw zakładające ratalną spłatę wysokich kosztów instalacji w comiesięcznych rachunkach.

Myślę, że polski biznes jest gotowy na rozwiązania fotowoltaiczne, szczególnie rynek domów jednorodzinnych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dawid Zieliński ze spółki Columbus Energy. – Nowa ustawa pozwala korzystać z sieci energetycznej jako wielkiego magazynu energii, dzięki czemu wszyscy właściciele domów jednorodzinnych mogą oszczędzać na energii elektrycznej praktycznie od pierwszego dnia korzystania z fotowoltaiki.

Branżę w Polsce, jak twierdzi Dawid Zieliński, można podzielić na trzy podstawowe, wciąż rozwijające się segmenty. Pierwszym jest budownictwo indywidualne, czyli domy jednorodzinne, drugi – sektor sakralny, w którym kościoły mogą uzyskać dotację na tego rodzaju inwestycje w wysokości 85 proc. ich wartości. Trzecim segmentem jest pozostała część tego biznesu, czyli na przykład jednostki samorządu terytorialnego (JST).

Spodziewamy się, że rynek klientów indywidualnych w Polsce będzie rósł w tempie, szczerze mówiąc, ekstremalnym – uważa Dawid Zieliński. – W Stanach rok do roku przez ostatnie cztery lata zwiększał się w tempie 50 proc. Żaden inny segment nie rośnie tak szybko. W Polsce czeka go podobny rozwój dzięki, po pierwsze, ustawie, po drugie, kreatywnym produktom finansowym, które wprowadzamy. W przyszłym roku powinno być więcej niż 20 tys. mikroinstalacji, co potwierdza nawet Ministerstwo Energetyki, a od 2018 roku zdecydowanie więcej.

Columbus Energy w czerwcu rozszerzył swoją ofertę o produkt pod nazwą „Abonament na słońce”. Klienci mogą spłacać inwestycję w instalację fotowoltaiczną w formie miesięcznych opłat. W przypadku instalacji o mocy 2,5 kWp wynosi ona 119 zł (do tego jest doliczana jednorazowa opłata instalacyjna w wysokości 1500 zł). Montaż instalacji o mocy 4 kWp kosztuje 2 tys. zł, a miesięczny abonament – 199 zł, natomiast o mocy 6 kWp – opłata wynosi 2,5 tys. zł, a rachunek – 299 zł.

Już pierwszego dnia, kiedy instalacja zostanie zamontowana i przyłączona do sieci, klient zaczyna zarabiać, ponieważ produkuje energię elektryczną – wyjaśnia Dawid Zieliński. – Suma abonamentu w danym roku równoważy się z oszczędnościami, które cała instalacja fotowoltaiczna w tym roku produkuje. Oczywiście jest to możliwe dzięki nowej ustawie dotyczącej OZE (odnawialnych źródeł energii – red.), bez której byłoby trudno spiąć finansowo ten produkt. W najbliższych miesiącach będziemy kalkulować i analizować, jak wygląda to u naszych klientów. Zastanowimy się, jak dostosować finalną cenę abonamentu do oszczędności.

Za dwa lata liczba przesyłek wzrośnie do ponad 400 mln sztuk rocznie, a wartość rynku paczek kurierskich sięgnie 6,4 mld zł

Za dwa lata liczba przesyłek wzrośnie do ponad 400 mln sztuk rocznie, a wartość rynku paczek kurierskich sięgnie 6,4 mld zł 16
W latach 2016-2018 wzrost przychodów rynku KEP (rynek przesyłek Kurierskich, Ekspresowych i Paczkowych) będzie na poziomie 12 proc. rok do roku, a wartość rynku w roku 2018 sięgnie 6,4 mld zł. – wynika z raportu PwC „Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP) w Polsce do 2018 r.”. Taki wzrost będzie możliwy dzięki rozwojowi branży e-commerce oraz wzrostowi eksportu.

W roku 2015 Polacy nadali o 88 proc. więcej przesyłek niż w latach ubiegłych, dzięki czemu wartość rynku KEP sięgnęła 4,6 mld zł. Rozwinął się też rynek przesyłem e-commerce do krajów sąsiednich: Czech, Słowacji i Niemiec.

Obecnie branża KEP ma się świetnie i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. Zakładamy, że w 2018 roku liczba przesyłek z 313 mln dotychczas wzrośnie aż do ponad 400 mln w skali roku. Władze państwa, jak i Unia Europejska przychylna klientom oraz firmom prowadzącym ten typ sprzedaży, dlatego też nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rynek cały czas się rozwijał i przesyłki coraz szybciej i lepiej trafiały do odbiorców – powiedział agencji Newseria Radosław Owczarczyk, kierownik projektu w firmie kurierskiej Pakersi.pl.

Rok 2015 okazał się przełomowym dla usług KEP. Pojawiły się nowe strategie głównych firm kurierskich, a przesyłki międzynarodowe zaczęły dominować nad krajowymi. Rynek kurierski obsługiwany jest nie tylko przez międzynarodowe korporacje, ale także prężnie działające, lokalne sieci kurierskie (np. Pakersi, K-EX). Najlepszym źródłem zysków dla KEP w 2015 r. był segment B2B, czyli nadań między firmami. Stanowił 45,4 proc. wolumenu tego rynku, generując 55,3 proc. przychodów.

Konsolidacja największych firm kurierskich na polskim rynku doprowadziła do ujednolicenia wszystkich zasad dotyczących reklamacji, wysyłek oraz zwrotów przesyłek. Dlatego też klienci indywidualni otworzyli się na przesyłki kurierskie, dzięki czemu branża cały czas jest w fazie rozwoju. W latach poprzednich klienci mocno naciskali na firmy kurierskie jeżeli chodzi o ceny przesyłek. W tym roku zauważyliśmy znaczącą poprawę, klienci zaczęli stawiać bardziej nacisk na jakość usług niż na cenę – dodaje Owczarczyk.

Olbrzymie znacznie dla rynku usług kurierskich ma również rozwój branży e-commerce. Decyzje zakupowe Polaków ułatwiły jednolite zasady dotyczące kupowania, zwrotu i reklamowania towarów, obowiązujące we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Rosnąca sprzedaż online, krajowa i zagraniczna, to jeszcze lepsza sytuacja w sektorze KEP.

Pewnym ryzykiem dla rozwoju rynku KEP są czynniki zewnętrzne, takie jak możliwy rozpad Unii Europejskiej czy wahania cen paliw, które podniosłyby ceny. W negatywnym scenariuszu sieci podzielą między siebie rosnący rynek, a pojedyncze punkty kurierskie mogą nie przetrwać.

Domowej roboty konfitury, przeciery warzywne i kompoty wciąż popularne. Przygotowuje je 54 proc. Polaków

Domowej roboty konfitury, przeciery warzywne i kompoty wciąż popularne. Przygotowuje je 54 proc. Polaków 17
Ponad połowa Polaków deklaruje, że w ich gospodarstwach domowych przygotowuje się przetwory na zimę. Najczęściej są to osoby po 40 roku życia, mieszkańcy wsi lub małych i średnich miast – wynika z najnowszych badań Barometru Providenta. Robienie zapasów w słoikach to według nich przede wszystkim kwestia przyzwyczajenia i tradycji (59 proc.), a także możliwość przygotowania przetworów ze sprawdzonych przepisów, bez używania konserwantów i sztucznych barwników na bazie produktów z własnej działki (48 proc.). 

Do słoików najczęściej trafiają plony z własnej działki i prywatnego ogrodu – 61 proc., oraz grzyby – 53 proc., 41 proc. dokonuje zakupu w sklepach, na bazarach lub targowiskach lub przetwarza dary od rodziny lub znajomych.

Mamy jesień, a zatem doskonały czas na robienie zimowych przetworów z wykorzystywaniem plonów w postaci owoców i warzyw. W ramach cyklicznego badania Barometr Providenta zapytaliśmy Polaków o to, czy przygotowują na zimę przetwory. Około 55 proc. badanych powiedziało, że faktycznie planuje przygotować na zimę słoiki z różnymi warzywami i innymi dobrami natury – mówi agencji Newseria Lifestyle Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

Duże znaczenie ma tu m.in. wielkość gospodarstwa domowego. Aż 86 proc. rodzin minimum 4-osobowych przygotowuje zapasy na zimę.

– 30 proc. mieszkańców największych miast oraz 60 proc. mieszkańców wsi deklaruje przygotowywanie przetworów. Podkreślają oni, że chodzi o to, by nie marnować zbiorów, a jednocześnie pielęgnować tradycję. Co ciekawe, aż 17 proc. badanych przygotowuje przetwory, aby podzielić się nimi ze swoją rodziną i znajomymi, czyli pojawia się też taki element społeczny, życia w społeczności – mówi Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Z badania wynika, że przetwory przygotowują przede wszystkim osoby powyżej 40 roku życia – 65 proc. Z jednej strony to wynik gospodarności, z drugiej strony, zwłaszcza w przypadku mieszkańców większych miast może być to również wynikiem mody na zdrowe odżywianie.

Domowe przetwory i przygotowywanie na zimę słoików wiąże się trochę z tym, że teraz jest moda na zdrowe odżywianie, na naturę, na nieprzetworzone składniki. Sami wiemy dokładnie, co wkładamy do tych słoików, nie używamy sztucznych konserwantów, nie używamy różnych innych substancji wzbogacających smak, zapach bądź przedłużających wartość i długość czasu dostępności tych przetworów – podkreśla Karolina Łuczak.

Przygotowujemy przetwory, ponieważ uważamy, że receptury, które wykorzystujemy, są niepowtarzalne i nie jesteśmy w stanie kupić w sklepie zamiennika – mówi Przemysław Kasza.

Z badań Barometr Providenta wynika również, że przygotowujący przetwory dzielą się prawie dokładnie na dwie grupy – połowę stanowią osoby, które przygotują symboliczne ilości, połowę – na tyle duże zapasy, że nie będą musieli ich już kupować w sklepie.

Jeśli chodzi o zapasy w słoikach, to w tej kwestii nadal pozostaje również grupa osób nieprzekonanych. Głównym powodem jest brak czasu lub brak umiejętności – po 43 proc. wskazań. Z kolei 11 proc. przyznaje, że brakuje im dostępu do tanich składników.

– Warto też zwrócić uwagę na fakt, że około 20 proc. badanych nie ma gdzie przechowywać tych przetworów. Ten element ekonomiczny, takie przekonanie, że w sklepie można kupić tańsze przetwory, nie jest powszechny, tylko 35 proc. badanych zwróciło uwagę na ten fakt – dodaje Przemysław Kasza.

Ostatni zryw pogoni za stopą zwrotu

W mijającym tygodniu ani Fed, ani Bank Japonii, nie zaserwowali istotnej niespodzianki i rynki powróciły do tego, co tak kultywowały w wakacje – pogoń za stopą zwrotu. Tym razem może być jednak inaczej, gdyż istotny czynnik ryzyka czyha tuż za rogiem. Rynki jeszcze nie zabrały się są wycenę strachu przed wyrobami prezydenckimi w USA, a to nie pomoże ryzykownym aktywom.

Powszechnym przekonaniem krążącym po rynku jest, że zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA będzie szokiem przynoszącym przecenę ryzykownych aktywów i ucieczkę do bezpiecznych przystani. Jednak w rynkowych miarach ryzyka nie widać, aby rosła presję na budowanie strategii zabezpieczających. Tak jak brytyjski funt był pod presją na tygodnie przed referendum w sprawie Brexitu (właśnie przez kupowanie zabezpieczeń na wypadek Brexitu), tak obecnie po rynku nie widać zapędów do przygotowywania się na najgorsze. Na FX jedynie meksykańskie peso wyraża zagrożenie, natomiast po innych walutach emerging markets, albo na USD/JPY nie widać presji. Popularny „indeks strachu”, indeks zmienności S&P500 VIX, pozostaje blisko tegorocznych minimów.

Obawy wyrażane tylko w debacie publicznej w końcu zostaną przekształcone w decyzje inwestycyjne. Oznaczać to będzie wzrost premii za ryzyko na wielu klasach aktywów. Niepewność o wynik wyborów może zablokować Wall Street przed poprawieniem tegorocznych szczytów. Może też być to kubeł zimnej wody na ostatni rajd aprecjacyjny walut rynków wschodzących, ale też AUD, NZD i CAD. Pierwszym testem jest poniedziałkowa debata kandydatów na prezydenta.

Przyszły tydzień: debata Clinton-Trump, przemówienia Yellen, Kurody

Przyszły tydzień zapowiada się skromnie od strony danych makro z USA. Sprzedaż nowych domów (pon) oraz finalne szacunki PKB (czw) i indeksu Michigan (pt) będą miały znaczenie drugorzędne. Po zamówieniach na dobra trwałe (śr) oczekuje się cofnięcia po silnym odczycie w poprzednim miesiącu. W danych o dochodach i wydatkach Amerykanów spodziewane jest wyhamowanie tempa wzrostu do 0,2 proc. m/m.

Ważniejsze niż dane mogą być inne wydarzenia. Na pierwszy ogień idzie debata prezydencka w poniedziałek i jeśli przyniesie triumf Trumpa, rynek odczyta to jako impuls do wzrostu awersji do ryzyka. Ponadto tydzień jest napakowany wystąpieniami członków Fed, którzy mogą rzucić więcej światła na ostatnią decyzję, szanse na podwyżkę w grudniu i odniesienia do ryzyka związanego z wyborami. W poniedziałek przemawiają Kaplan i Tarullo, dzień później wystąpi wiceprezes Fischer. W środę prezes Yellen występuje przez Komisją Bankową w parlamencie. W czwartek ponownie przemawia Yellen, a ponadto Harker, Kashkari, Lockhart i Powell.

W strefie euro nowy tydzień nie przynosi przebudzenia istotnych publikacji.

Niemiecki indeks Ifo (pon) może opisywać kondycję przemysłu lepiej od PMI, tym samym odciskając piętno na sentymencie rynkowym na początku tygodnia. Rynek spodziewa się stabilizacji indeksu klimatu biznesu na 106,2. Z Wielkiej Brytanii otrzymamy finalny szacunek PKB za II kwartał (pt), co powinno mieć śladowy wpływ na FX. Widzimy przestrzeń dla zaakcentowania słabości EUR i GBP w krótkim terminie.

W Skandynawii sprzedaż detaliczna ze Szwecji (wt) powinna wskazać na odbicie w sierpniu, co może przebudzić powrót aprecjacji SEK. Ponadto przemówienie prezesa Riksbanku Ingvesa (wt) również może być interesujące pod kątem przesłanek nt. odchodzenia od ekspansywnej polityki. Sprzedaż detaliczną otrzymamy też z Norwegii (śr), a następnego dnia dane o stopie bezrobocia. Po silnej reakcji NOK na decyzję Norges Banku w kolejnych dniach widzimy mniejsze pole do dalszego umocnienia.

W Polsce kalendarz zawiera tylko szybki szacunek CPI (pt). Słabnięcie deflacji przychodzi bardzo powoli (spodziewamy się -0,7 proc. r/r we wrześniu wobec -0,8 proc. w sierpniu), ale przy pasywnej postawie RPP wpływ odczytu na złotego pozostanie znikomy. Polska waluta powinna w głównej mierze podlegać pod wahania globalnego sentymentu, choć zapowiedź przebudowy rządu w przyszłym tygodniu przypomina inwestorom o ryzykach krajowych.

Przestrzeń do kontynuacji spadków EUR/PLN szybko się wyczerpuje.

W Japonii piątek przynosi spory pakiet publikacji z inflacją CPI, stopa bezrobocia i produkcją przemysłową, ale ważniejsze będzie przemówienie prezesa BoJ w poniedziałek i kolejne w czwartek. Rynek liczy na wyjaśnienia nowej strategii polityki monetarnej opartej na kontroli krzywej rentowności. Balansowanie USD/JPY na granicy 100 rodzi spekulacje o potencjalne interwencje na rynku ze strony japońskiego MF, więc niewykluczone są nieplanowane komentarze przedstawicieli rządu, które będą podnosić zmienność jena.

Kalendarz z Australii jest pusty, z kolei z Nowej Zelandii dostaniemy dane o handlu zagranicznym (pon) i rynku nieruchomości (czw). Poza tym czynniki zewnętrzne decydujące o apetycie na ryzyko będą miały większy wpływ na AUD i NZD. Przy bezpośrednim porównaniu pozycja NZD jest bardziej niepewna ze względu na rosnące oczekiwania listopadowej obniżki stopy procentowej RBNZ. W Kanadzie kalendarz jest pusty aż do odczytu lipcowego PKB (pt). Zainteresowanie może budzić przemówienie prezesa BoC Poloza (pon), szczególnie po tym, jak w tym tygodniu jego mniej gołębi ton wsparł CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bezrobocie nie będzie już tak szybko spadać

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 8,5 proc., wobec 8,6 proc. w lipcu – podał Główny Urząd Statystyczny.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

Po okresie szybkich spadków w pierwszej połowie roku (zaczynaliśmy od poziomu 10,3 proc.), stopa bezrobocia ustabilizowała się na poziomie 8,5 proc.. Wprawdzie w porównaniu do lipca bezrobocie w sierpniu zmniejszyło się o 0,1 pkt. proc., jednak w praktyce oznacza to spadek liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy o zaledwie 13 tys. Może to wynikać z faktu, że w tzw. zasobie bezrobocia pozostały głównie osoby z grup oddalonych od rynku pracy, które trudno, a czasami też niechętnie się aktywizują.

W takim przypadku możliwość dalszego obniżania bezrobocia jest ograniczona pomimo ciągle wysokiego zainteresowania pracodawców zwiększaniem zatrudnienia. Liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do urzędów pracy w sierpniu br. wyniosła 136,8 tys., co oznacza wzrost w porównaniu do lipca o 8 tys. Liczba ta była o niemal 18 tys. wyższa niż w ub. roku. Widać z tego, że pracodawcy ciągle intensywnie szukają pracowników, ale coraz trudniej im ich znaleźć. Dlatego częściej zgłaszają się do urzędów pracy, które też mają coraz większe trudności ze znalezieniem kandydatów do pracy. W takich warunkach możliwości dalszego spadku bezrobocia są ograniczone.

Konfederacja Lewiatan

 

Niepotrzebne podwójne opodatkowanie używania wynajmowanych aut

Zdaniem Konfederacji Lewiatan, przy okazji zmian w ustawie o transporcie drogowym należy wyeliminować podwójne opodatkowanie związane z używaniem wynajmowanych samochodów osobowych.

Do pierwszego czytania w sejmowej Komisji Infrastruktury skierowany został projekt zmian w ustawie o transporcie drogowym, którego celem jest uregulowanie sposobu ustalania oraz wysokości kosztów używania do celów służbowych pojazdów niebędących własnością pracodawcy. Chodzi przede wszystkim o ustalenie kwot przysługujących pracownikom, w związku z używaniem przez nich samochodów prywatnych do celów służbowych. Jednocześnie zmiana ta ma wpływ na podatek dochodowy od osób prawnych i fizycznych.

Zgodnie z przepisami, do kosztów podatkowych nie zalicza się wydatków z tytułu kosztów używania, dla potrzeb działalności gospodarczej, samochodów osobowych niestanowiących składników majątku podatnika – w części przekraczającej kwotę wynikającą z tzw. kilometrówki. To oznacza, że obowiązek prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu nie dotyczy wyłącznie używania do celów służbowych samochodów stanowiących własność pracowników, ale także samochodów używanych na podstawie umów najmu i dzierżawy. Nieprowadzenie ewidencji uniemożliwia zaliczenie poniesionych wydatków eksploatacyjnych do kosztów podatkowych.

– Obowiązek prowadzenia ewidencji jest niezwykle uciążliwy dla przedsiębiorców, zwłaszcza że często jest on dość utrudniony, np. gdy samochód jest wynajmowany na 1 dzień w celu odbycia podróży służbowej. Ograniczenia takie nie występują, gdy korzysta się z taksówek czy z innych form transportu. Takie rozróżnienie wydaje się tym samym nieracjonalne – mówi Anna Dużyńska-Pucha, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Dodatkowo, z początkiem 2015 r. wprowadzono ryczałtowe opodatkowanie przychodów pracowników z tytułu używania przez nich samochodów służbowych do celów prywatnych. Tym samym wymóg prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu i uzależnienie od niej możliwości zaliczenia części poniesionych wydatków do kosztów podatkowych traci swój sens – pracownik jest bowiem jednocześnie opodatkowywany z tytułu możliwości korzystania z pojazdu do celów prywatnych (natomiast nie prowadząc ewidencji przebiegu pojazdu pracodawca nie może zaliczyć wydatków z tytułu używania wynajętych pojazdów do kosztów podatkowych). Możliwość korzystania z samochodu służbowego do celów prywatnych jest natomiast pozapłacowym elementem wynagrodzenia pracownika i powinna podlegać zaliczeniu do kosztów podatkowych pracodawcy.

Konfederacja Lewiatan

Realizacja zysków po dwóch dniach wzrostów

Realizacja zysków po dwóch dniach wzrostów 18

Po dwóch dniach wzrostów dzisiaj obserwujemy realizację zysków na rynkach akcji. Jest to naturalna kolej rzeczy po mocnym ruchu w górę, który obserwujemy od środy. W tym dniu miało miejsce posiedzenie Banku Japonii oraz Rezerwy Federalnej.

Dzisiaj na rynkach akcji obserwujemy niewielkie spadki, co oznacza jedynie realizację zysków po dwóch bardzo udanych sesjach po tym, jak Bank Japonii wprowadził dodatkowy element w aktualnym luzowaniu polityki pieniężnej w postaci kontroli krzywej dochodowości, a Fed nie zmienił stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Po tej niewielkiej korekcie powinniśmy wrócić do wzrostów na parkietach w Europie oraz USA.

Dzisiaj w kalendarzu dominowały wstępne odczyty indeksów PMI. Odczyt dla Niemiec dla sektora usługowego okazał się najniższy od 2013 roku. Nieco lepiej wypadły indeksy dla Francji, które okazały się lepsze od prognoz. Dla całej strefy euro odczyty okazały się bardzo zbliżone do prognoz. Euro w niewielkim stopniu zareagowało na te dane i kontynuuje umacnianie się do dolara zapoczątkowane w środę.

Odczyty indeksów PMI dla Niemiec, Francji i strefy euro

Realizacja zysków po dwóch dniach wzrostów 19

Źródło: Bloomberg

Kolejny dzień obserwujemy wzrosty na rynku ropy. Po spadku zapasów w środę w Stanach Zjednoczonych dzisiaj wzrosty napędza informacja o złożonej propozycji Iranowi, według której Arabia Saudyjska mogłaby zredukować swoje wydobycie, gdy Iran wstrzyma produkcję na poziomie 3,6 mln baryłek dziennie.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

Rośnie zatrudnienie, płace… i obawy o utratę pracy

Od wielu miesięcy możemy zauważyć umacnianie się rynku kandydata w Polsce. Mamy rekordowo niskie bezrobocie, które jest najniższe od 25 lat. Rosną poziomy zatrudnienia, widzimy także wzrost płac. Z badań Work Service wynika, że rekordowo wielu pracodawców zapowiada rekrutację, bo aż 30% planuje ją jeszcze w tym roku. W największym stopniu dotyczy to sektora produkcyjnego i usługowego.

– W tych firmach poszukiwani są pracownicy niskiego szczebla i osoby nie posiadające kwalifikacji – powiedział serwisowi eNewsroom.pl, Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Najwięcej rekrutacji możemy zaobserwować w Polsce Zachodniej. We wschodniej części kraju proces ten jest prowadzony nieco rzadziej, chociaż tam sytuacja poprawiła się w ostatnich miesiącach.

Pomimo to rosną obawy Polaków o zatrudnienie, a o swoje miejsce pracy obawia się aż 24% obywateli. Wynik ten jest wyższy o 5 punktów procentowych w stosunku do badań z początku roku, lecz ważny tutaj jest kontekst. Obawy wykazują głównie pracownicy w wieku 50+, co mocno łączymy to z informacjami dot. obniżania wieku emerytalnego, braku jednoznacznych wskazań wyglądu reformy emerytalnej i możliwości łączenia pracy zarobkowej z pobieraniem emerytur. Te czynniki wpływają na zaniepokojenie, które towarzyszy najstarszym pracownikom na rynku pracy – dodaje Kubisiak.

JR HOLDING S.A. rozbudowuje portfel nieruchomości

January Ciszewski
January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.
JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., rozwija segment nieruchomości i dokonuje kolejnych transakcji w tym obszarze. W czerwcu br. Grupa Kapitałowa sprzedała Galerię Handlową Ramzes w Zielonej Górze, a w lipcu nabyła nową nieruchomość w Sosnowcu.

Spółka zależna Centrum Market Zielona Góra Sp. z o.o., w której Emitent posiada 97,4% udziałów, zrealizowała transakcję sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze za łączną kwotę sięgającą 14,76 mln zł brutto. Uzyskane przez Spółkę środki pozwolą na realizację kolejnych projektów inwestycyjnych oraz umożliwią wypłatę zaliczki na poczet dywidendy za 2016 r. Z kolei spółka zależna Palabra Sp. z o.o., w której JR HOLDING S.A. posiada 100% udziałów, nabyła w lipcu br. nieruchomość komercyjną w Sosnowcu za łączną kwotę wynoszącą 9,84 mln zł brutto. Emitent otrzymał już postanowienie Sądu o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki Palabra Sp. z o.o. do kwoty 2.100.000 zł. Realizowanie przez podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej kolejnych transakcji w segmencie nieruchomości jest zgodne z przyjętą Strategię Rozwoju i powinno pozwolić na dalszy wzrost jej wartości.

„Nadal pozostajemy aktywni w naszym głównym obszarze biznesowym, a więc w segmencie nieruchomości. Dzięki sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze wygenerowaliśmy środki finansowe, które pozwolą nam na realizację kolejnych transakcji i rozbudowę naszego portfela. Dokonaliśmy także zakupu nieruchomości komercyjnej zlokalizowanej w Sosnowcu. W dalszym ciągu intensywnie analizujemy nowe projekty biznesowe w obszarze nieruchomości, a o potencjalnych transakcjach będziemy na bieżąco informowali rynek. Zdobyte przez lata unikatowe know-how umożliwia nam osiąganie bardzo wysokich rentowności na realizowanych inwestycjach, co przekłada się na budowanie wartości rynkowej całej Grupy Kapitałowej.”

W sierpniu 2016 r. przychody Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. z tytułu wynajmu nieruchomości komercyjnych wyniosły blisko 360 tys. zł. Narastająco, od początku tego roku wartość skonsolidowanych przychodów Emitenta z wynajmu powierzchni w nieruchomościach należących do spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej wyniosła 3.178 tys. zł.

Akcjonariusze JR HOLDING S.A. podjęli w trakcie NWZA Spółki Uchwałę w sprawie zmiany jej Statutu i upoważnienia Zarządu do wypłaty zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy na koniec roku obrotowego. Wypłata dywidendy wymaga zgody Rady Nadzorczej. Zarząd Emitenta wystąpi podczas najbliższego posiedzenia tego organu  o rekomendację na wypłatę dla Akcjonariuszy zaliczki na dywidendę za 2016 r. w wysokości od 0,04 zł do 0,15 zł na 1 akcję. Środki przeznaczone na ten cel będą pochodziły ze sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze.

JR HOLDING S.A. zakończyła 2 kw. 2016 r. zyskiem netto w wysokości blisko 4,6 mln zł. W pierwszym półroczu 2016 r. skonsolidowany zysk netto Emitenta ukształtował się na poziomie 16,33 mln zł, a jej przychody finansowe sięgnęły 25,6 mln zł netto. Grupa Kapitałowa JR HOLDING S.A. wypracowała w 2015 roku skonsolidowany zysk netto w kwocie 5,64 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 4,58 mln zł. Emitent realizuje obecnie Program skupu akcji własnych, na który przeznaczone zostały środki w wysokości do 5 mln zł.

Ronson zwiększa dostępność programu MdM dla swoich klientów

W Ronson Development wciąż można skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych przy zakupie mieszkań oddawanych w przyszłym roku, mimo że pula środków z MdM na 2017 rok dostępnych w tym roku została już wyczerpana. Deweloper umożliwia bowiem zapłatę ostatniej raty za mieszkanie na początku 2018 r. Dzięki temu klienci już teraz mogą składać wnioski o dofinansowanie w ramach MdM z limitu na 2018 rok. Dotyczy to czterech projektów w ofercie Ronson Development: we Wrocławiu, w Poznaniu, w Szczecinie i w Warszawie.

W przypadku stolicy, Ronson Development oferuje taką możliwość przy zakupie mieszkania na osiedlu Miasto Moje zlokalizowanym przy ul. Marywilskiej na Białołęce. Dodatkowo, projekt ten objęty jest teraz specjalną promocją: pierwsze 55 mieszkań dostępnych jest w cenie od 5500 zł za m2. W najbliższy weekend 24-25 września w biurze sprzedaży przy ul. Marywilskiej 58 odbędą się dni otwarte, podczas których klienci będą mogli zapoznać się ze szczegółami oferty.

– Wprowadzając specjalną ofertę, chcieliśmy zwiększyć dostępność mieszkań dla osób, którym szczególnie zależało na uzyskaniu finansowego wsparcia w ramach rządowego programu MdM. Takie rozwiązania wpisują się w naszą ogólną strategię indywidualnego podejścia do każdego klienta – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development. – Miasto Moje to inwestycja, która łączy w sobie bogatą infrastrukturę miejską z Pasażem Wisła i mieszkania zaprojektowane z zachowaniem wysokiej jakości i dbałości o detale, które są wyznacznikiem naszych innych projektów – dodaje Gutowski.

Dobre połączenie nowej inwestycji z centrum Warszawy zapewni m.in. położony w pobliżu przystanek kolejki miejskiej Warszawa Żerań. W ramach osiedla Miasto Moje powstanie specjalnie zaprojektowany Pasaż Wisła, na który złożą się cztery zatoki: zabawy, kultury, aktywności i relaksu. W tych miejscach mieszkańcy będą mogli skorzystać m.in. z placów zabaw, boiska do gry w bule, osiedlowego amfiteatru czy siłowni plenerowej. W Pasażu Wisła znajdzie się też specjalnie zaaranżowana strefa zielona z mini-lasem i leżakami. Osiedle powstaje w oparciu o analizę potrzeb Białołęki i będzie stanowić płaszczyznę do budowania relacji między mieszkańcami.

W pierwszym etapie osiedla Miasto Moje znajdą się 233 mieszkania o powierzchni od 28 m2 do 100 m2 i wszystkie kwalifikują się do programu Mieszkanie dla Młodych. Zakończenie budowy tego etapu planowane jest na koniec 2017 r. Generalnym wykonawcą pierwszych dwóch etapów osiedla jest Hochtief Polska, a za projekt architektoniczny odpowiada pracownia Archiplan.

Brexit rozpocznie się w 2017 roku

Wbrew pierwszym deklaracjom procedura opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię nie rozpocznie się w 2016 roku. W USA kolejny dzień rekordów giełdowych. Konferencja na temat skutków kredytów walutowych.

Brytyjczycy wreszcie określili to na co wszyscy czekaliśmy. Z początkiem 2017 roku rozpoczną się realne działania mające na celu wyprowadzenie Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. Dotychczas wiedzieliśmy tylko, że obywatele podjęli decyzję o wyjściu, nie znane jednak były kolejne kroki. Boris Johnson, szef brytyjskiej dyplomacji dodał, że cały proces ma szansę zakończyć się szybciej niż w ciągu 2 lat. To taki czas Wielka Brytania ma na wynegocjowanie warunków współpracy z UE oraz z pozostałymi krajami. Dotychczas mówiło się o uruchomieniu artykułu 50 traktatu UE (to on daje możliwość opuszczenia Unii) jeszcze w 2016 roku, ale plany te zostały zrewidowane. Celem negocjacyjnym Wielkiej Brytanii jest utrzymanie swobód handlowych wraz z jednoczesnym zniesieniem swobody przemieszczania się. Problem niekontrolowanej emigracji jest wciąż gorącym tematem na Wyspach.

W USA kolejny dzień historycznych maksimów na giełdzie. Analitycy jako powód podają ostatni komunikat FED. Inwestorzy pogodzili się co prawda z grudniową podwyżką stóp, aczkolwiek z ostatnich komunikatów rynek odczytał, że ten cykl długookresowo zakończy się relatywnie mniejszymi podwyżkami niż dotychczas sądzono. W rezultacie pomimo nadchodzącego wzrostu złoto i giełda poszły w górę, a dolar osłabł.

Odbyła się debata pt. “Kredyty walutowe, a stabilność sektora bankowego”. Organizatorem było Towarzystwo Ekonomistów Polskich oraz Związek Banków Polskich. Jak nie trudno się domyślić akcent położony był na potencjalne zagrożenia dla branży związane z potencjalnymi pomysłami polityków różnych opcji by kupić sobie poparcie szerokich grup społecznych z pieniędzy banków. Przedstawiciele banków zwracali uwagę, że sami są zainteresowani dobrą kondycją kredytobiorców i że na szczęście na razie kredyty te są bardzo dobrze spłacane. Zwrócono również uwagę na bardzo korzystny wpływ niższych stóp procentowych w Szwajcarii na wysokość rat. Pomimo tego, że kwota kredytów gwałtownie wzrosła raty są na niemal tym samym poziomie co ich odpowiedników w złotówkach. Nie oznacza to oczywiście, że nie będzie problemu w momencie kiedy Szwajcaria zacznie normalizować politykę monetarną.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii, warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Yellen „dobrą wróżką”. Spełnia życzenia inwestorów

Europejskie giełdy podczas czwartkowych notowań rosły, podobnie jak rynki azjatyckie i w Stanach Zjednoczonych. Źródłem dobrych nastrojów jest gołębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Fed. Rezerwa Federalna USA delikatnie obniżyła prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji, ale podkreśliła, że sytuacja już jest bardzo dobra i stopy procentowe można wkrótce podnieść, jednak warto jeszcze poczekać na potwierdzenie w danych makro. Janet Yellen na konferencji prasowej powiedziała, że jeśli dane gospodarcze nie rozczarują, w listopadzie Fed zasygnalizuje zbliżającą się podwyżkę w grudniu. Najwyraźniej takie „przesłanie” sprzyja rynkom akcyjnym, ponieważ spoglądając na pierwsze reakcje w Europie, sytuacja wygląda bardzo optymistycznie. Niemiecki DAX zakończył dzień wzrostem o 2,28%, brytyjski FTSE100 zyskał 1,12, natomiast francuski CAC40 2,27%.

Sytuacja na warszawskim parkiecie może nie była już tak imponująca, jak na zachodnich giełdach, tym niemniej na indeksie dwudziestu największych polskich spółek stronie popytowej udało się wypracować wzrost o 1,01%. Co również zasługuje na uwagę, to obroty, które jak na ostatni okres, były bardzo budujące i na całym rynku osiągnęły poziom 1,12 mld zł. Dla rodzimych inwestorów główną bolączką przez całą wczorajszą sesję były spółki energetyczne, które traciły blisko 7%. Taka przecena wynikała z zapowiedzi ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, dotycząca podwyższania kapitałów spółek skarbu państwa i konieczności zapłaty z tego tytułu 10 mld zł. podatków w najbliższych latach.

Wczorajszy kalendarz makroekonomiczny był bardzo skromny w publikacje. Dowiedzieliśmy się między innymi, że Turecki Bank Centralny obniżył stopy procentowe dla kredytów overnight o 0,25 pb. Jest to siódmy miesiąc z rzędu, kiedy bank zdecydował się na taki krok. Norweski Bank Centralny pozostawił natomiast wszystkie stopy na niezmienionym poziomie, zatem główna stopa w dalszym ciągu wynosi 0,5%. Z perspektywy krajowych inwestorów, warto zwrócić uwagę na wskaźniki koniunktury gospodarczej w Polsce. Z zaprezentowanych przez Główny Urząd Statystyczny raportów wynika, że najsłabsze nastroje panują w budownictwie – we wrześniu wskaźnik dla tego sektora spadł z -3,3 pkt. do -5,4 pkt. Najkorzystniej prezentuje się natomiast handel detaliczny, ponieważ odnotowany został wzrost wskaźnika z 4 pkt. do 4,8 pkt.

Pod kątem danych makroekonomicznych warto również spojrzeć na te zza oceanu. Cotygodniowa liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła o 8 tysięcy wniosków, co potwierdza dobrą kondycję amerykańskiego rynku pracy. Słabsze były natomiast dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym, gdzie odnotowano spadek z 5,38 mln domów do 5,33 mln. Jednak przy tak optymistycznych nastojach, jakie panowały wczoraj na rynkach, powyższe informacje nie miały większego przełożenia na dezycje inwestorów.

Dzisiejsze publikacje zawierają jedynie wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług dla Japonii, Francji oraz Niemiec. Poznamy również finalny odczyt PKB Francji oraz stopę bezrobocia z Polski.

Sesja w USA:
Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zakończył czwartkowy handel wzrostami. W momencie zamknięcia, na giełdzie w Nowym Jorku indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,54%, S&P500 wzrósł o 0,65%, natomiast Nasdaq Composite o 0,84%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec czwartkowych notowań dotarł do poziomu 1,1207 i tym samym wzrósł o 0,16%. Para EURGBP straciła 0,23% i osiągnęła poziom 0,8569, natomiast EURJPY wzrosła o 0,61%, osiągając 112,92.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,2867 PLN wobec euro, 3,8267 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9418 PLN wobec franka szwajcarskiego i 4,9829 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:
Notowania złota w czwartek wzrosły o 1,02% do poziomu 1340,40 USD za uncję. Srebro wzrosło o 1,67% i było notowane po 20,099 USD za uncję.

W czwartek rosły ceny ropy naftowej – odmiana WTI zyskała 2,16%, docierając do poziomu 46,32 USD za baryłkę. Odmiana Brent wzrosła natomiast o 1,75% i była notowana po 47,65 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Deloitte o ataku na Yahoo i kradzieży danych 500 milionów użytkowników

Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce
Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce

Wczoraj Yahoo potwierdziło, że w 2014 roku skradziono z ich sieci dane 500 milionów użytkowników. W toku wewnętrznego śledztwa ustalono, że prawdopodobnie wyciekły dane takie jak imiona, nazwiska, adresy email, numery telefonów, daty urodzenia oraz hasła (w postaci zaszyfrowanej – ale nie ma to znaczenia większego) oraz dodatkowo pytania pomocnicze/bezpieczeństwa. Nie podano, w jaki sposób hackerom udało się włamać do sieci Yahoo, ale prawdopodobnie atak był wspierany przez rząd któregoś z państw.

Spółka współpracuje ze służbami w celu wyjaśnienia okoliczności włamania i jednocześnie zaleca użytkownikom zmianę hasła dostępowego do email. Jednocześnie, Yahoo jest właśnie w trakcie procesu przejmowania przez Verizon. Prawdopodobna jest teza, że włamanie zostało ujawnione w toku due-diligence spółki. Z informacji dostępnych w Internecie wynika, że Yahoo było już prawdopodobnie przedmiotem skutecznego ataku w 2012 roku, ale spółka nie potwierdzała tej informacji.

Wnioski:

– Istotne jest prowadzenie przeglądu spółek w procesie ich akwizycji pod kątem cyberbezpieczeństwa (wcześniejszych lub aktualnych włamań).

– Skutki ataków mogą objawiać się wiele lat po ich realizacji. Atak na Yahoo był przeprowadzony w 2014 roku, natomiast skutki obserwujemy w 2016. Po opublikowaniu tej informacji akcje Yahoo nieznacznie spadły. Nie wiadomo jakie w tej sytuacji będą kolejne kroki Verizon, spółki, która jest właśnie w trakcie procesu przejmowania Yahoo.

– W walce z atakami sponsorowanymi przez rządy innych państw, istotne jest wsparcie Państwa. Firmy same nie poradzą sobie z tego typu zagrożeniami. Nie chodzi tylko o tzw. infrastrukturę krytyczną, ale również o firmy funkcjonujące w sieci Internet.

Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce

Polacy coraz częściej robią zakupy w zagranicznych sklepach internetowych

W zagranicznych sklepach internetowych Polacy kupują przede wszystkim ubrania, elektronikę oraz biżuterię i zegarki. Największą popularnością cieszą się wśród nas e-sklepy chińskie, brytyjskie, amerykańskie i niemieckie. Co ważne, wzrasta także liczba polskich sprzedawców internetowych, którzy otwierają się na rynki zagraniczne.

„To, że Polacy, którzy kupują online, robią zakupy również w sklepach zagranicznych, jest motywowane głównie ceną, dostępnością i wyborem produktów. Bardzo dużą uwagę zwracamy też na takie rzeczy jak koszt dostawy do Polski i koszt zwrotu towaru na wypadek, gdyby coś było z nim nie tak. Ale najważniejsza jest dla nas kwestia zaufania. Chcemy mieć pewność, że firma dostarczy kupiony produkt, że będzie on taki, jaki zakładaliśmy, że nie będzie problemów z płatnością” – mówi w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Matt Komorowski, dyrektor zarządzający PayPal CEE.

Również klientów zagranicznych, którzy decydują się na zakupy w naszych sklepach online, przekonują głównie asortyment i cena oferowanych towarów. Polski e-sprzedawca, żeby pozyskać konsumentów z zagranicy, powinien przede wszystkim wykazać, że jest godny zaufania, oraz umożliwić regulowanie płatności w łatwy i bezpieczny sposób. Ważne jest także, aby zadbać o własne bezpieczeństwo finansowe – sklep musi mieć pewność, że nie zostanie oszukany i za wysłany produkt otrzyma należną zapłatę.

Intive chce się skupić na tworzeniu elastycznych aplikacji cyfrowych i rozwinąć ich sprzedaż na całym świecie

Krzysztof Janusz, general manager Polska w firmie Intive
Intive, spółka utworzona w wyniku połączenia działających w obszarze produktów cyfrowych firm SMT Software, BLStream oraz Kupferwerk, chce się skupiać na elastycznych technologiach. Nowe przedsiębiorstwo specjalizuje się w produkcji aplikacji, w których liczy się zarówno wygląd, jak i funkcjonalność. Firma swoje produkty opiera na modelach Agile oraz Scrum zapewniających szybką reakcję użytkownika na zmieniające się warunki zewnętrzne.

– Wprowadzamy nowego gracza na rynek, aby świadczyć usługi, które definiujemy jako premium software development (tworzenie oprogramowania wysokiej jakości – red.) – informuje agencję informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Janusz, general manager Polska w firmie Intive. – Chcemy świadczyć usługi product designu (projektowanie produktu – red.). Wierzymy, że tak naprawdę dla wielu klientów nie liczy się to, jak aplikacja jest skonstruowana, jakie ma algorytmy, jak bardzo jest bezpieczna. To wartości podstawowe. Ale coraz bardziej liczy się wygląd oraz sposób obsługi aplikacji.

13 września tego roku zostało ogłoszona nowa nazwa (Intive) przedsiębiorstwa utworzonego w wyniku fuzji trzech spółek działających w obszarze produkcji oprogramowania: SMT Software z siedzibą główną we Wrocławiu, BLStream (Szczecin, z oddziałami we Wrocławiu oraz Lublinie) i niemieckiego przedsiębiorstwa Kupferwerk, spółki mniejszej, z siedzibą w Regensburg i Monachium, w Bawarii.

Proces połączenia firm zakończył się w grudniu 2015 roku, a wartość transakcji wyniosła ponad 150 mln zł. Nowe przedsiębiorstwo jest zarejestrowane w Polsce, a jego szacunkowe obroty w ubiegłym roku wyniosły ok. 200 mln zł. Firma zatrudnia prawie 1200 osób, z czego 1050 w kraju, 100 w Niemczech i ok. 50 w pozostałych państwach, gdzie prowadzona jest działalność (m.in. Finlandii, Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych).

– Globalnie jesteśmy podzieleni na pięć rynków: krajowy, niemiecki, brytyjski, Stanów Zjednoczonych oraz wszystko, co nie wchodzi w te cztery zdefiniowane obszary – precyzuje Krzysztof Janusz. – Pracujemy z wielkimi graczami z obszaru automotive, takimi jak Volkswagen czy Audi, bankowości, internet of things oraz lifestyle. W tym ostatnim zakresie kooperujemy na przykład z firmą Vorwerk, która tworzy maszyny do automatycznego gotowania w zasadzie wszystkiego. Z obszaru retail współpracujemy z Primarkiem, bardzo dużą siecią odzieży z Irlandii. Zrobiliśmy ciekawą aplikację dla Virgin Trains. Wchodzimy także w media i telekomy. Mamy umowę z Orange, pracujemy z siecią Play, której dostarczamy systemy backendowe pomagające płynnie zarządzać sieciami telekomunikacyjnymi. Z obszaru mediów możemy się pochwalić aplikacją HBO GO na tablety, zarówno w wersji iOS, jak i Android.

Proces produkcji aplikacji, jak zauważa Krzysztof Janusz, podzielony jest na kilka etapów. Wszystko rozpoczyna się od warsztatów, podczas których pracownicy firmy definiują z klientem, zazwyczaj na papierze, wygląd aplikacji bądź produktu, który ma być dostarczony. Potem następuje przejście do fazy realizacji, czyli tzw. software development.

– Skupiamy się wtedy mocno na technologiach zwinnych, elastycznych, czyli pozwalających szybko reagować na to, jak zmienia się rynek, gdy wchodzą na przykład nowe dyrektywy, obostrzenia czy ewoluują potrzeby biznesowe, w związku z czym stawiamy na dwa modele: Agile lub Scrum (modele tworzenia oprogramowania – red.) – precyzuje Krzysztof Janusz. – Gotowe aplikacje utrzymujemy i wspieramy w modelu 24/7. Mamy więc szereg tak naprawdę produktów bądź ofert, które możemy zaproponować klientowi, począwszy od wersji platynowej po brązową. Jesteśmy również i chcemy być obecni w obszarze quality and performance oraz security (jakość, użytkowanie i bezpieczeństwo – red.), co oznacza, że zależy nam na tym, aby pomagać klientowi i ulepszać aplikacje. Chodzi o to, by nie tylko dodawały one wartość biznesową, lecz także zapewniały spokój.

M. Wołos: ryzyko spadku wartości złotego wobec euro, dolara i franka szwajcarskiego jest coraz większe

Marek Wołos, główny ekonomista Domu Maklerskiego Atena Investments
Rośnie ryzyko makroekonomiczne związane z wartością złotego zarówno wobec euro, jak i dolara i franka szwajcarskiego. W ostatnim czasie zwiększyło się niebezpieczeństwo niedoborów w przyszłorocznym budżecie oraz obniżenia stóp procentowych przez NBP. Dlatego zdaniem Marka Wołosa z Domu Maklerskiego Athena Investments, do końca roku krajowa waluta może się osłabiać w stosunku do najważniejszych światowych walut.

– Na złotym mamy dużo czynników ryzyka – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, główny ekonomista Domu Maklerskiego Atena Investments. – Na skutek między innymi anulowania podatku od sprzedaży detalicznej, który miał przynieść około 1,5 mld zł, zagrożone są przyszłoroczne przychody budżetowe. Zwiększyć się może więc deficyt. Po drugie słabsze dane z realnej gospodarki, zwłaszcza rozczarowujący wzrost, mogą jednak skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do obniżania stóp procentowych.

W ostatnich dniach notowania krajowej waluty wobec dolara, jak zauważa Marek Wołos, umocniły się głównie na skutek podjęcia na wrześniowym posiedzeniu przez komitet Rezerwy Federalnej decyzji o pozostawieniu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na niezmienionym poziomie. W wyniku tego tylko w środę i czwartek wartość dolara wobec złotego spadła o około 1 proc.

– Ostatnio jednak sytuacja na krajowym rynku walutowym jest bardzo stabilna i nie występują jakieś dramatyczne zmiany – ocenia Marek Wołos. – Euro oscyluje wokół granicy 4,30 zł, natomiast dolar waha się w zakresie 3,80–3,85. Złoty jest w miarę mocny. Wrześniowa decyzja Fed tak naprawdę spozycjonuje, czyli wyznaczy silny trend na dolarze.

Ale na notowania złotego, jak prognozuje Marek Wołos, coraz większy wpływ mogą mieć czynniki ryzyka płynące z polskiej gospodarki. Negatywnie na jego wartość powinny oddziaływać przede wszystkim informacje płynące z Ministerstwa Finansów dotyczące przyszłorocznego budżetu państwa oraz związane z poziomem produktu krajowego brutto.

W wyniku zakwestionowania przez Komisję Europejską podatku od sprzedaży detalicznej, który zaczął obowiązywać 1 września bieżącego roku, do budżetu państwa nie wpłynie zapisanych już z tego tytułu około 1,6 mld zł. Minister finansów Paweł Szałamacha zapowiedział, że pobór daniny w obecnej formie zostanie zawieszony, resort ma jednak przedstawić projekt nowej ustawy naliczającej należność od handlu wielkopowierzchniowego według innej formuły oraz skorygować projekt przyszłorocznego budżetu. Podatek w nowej, zmienionej formie miałby obowiązywać od 1 stycznia 2017 r.

– Mamy więc związane z tym zagrożenie oraz ryzyko ewentualnej obniżki stóp procentowych, tym samym złoty zapewne nie umocni się w najbliższym czasie w jakiś istotny sposób – przewiduje Marek Wołos. – Myślę, że ryzyka przeważą raczej na niekorzyść krajowej waluty i może się ona w najbliższym czasie osłabiać. Spodziewam się też, że w ciągu miesiąca kurs euro powróci w okolice 4,40 zł.

Pogarszające się w dodatku dane z krajowej gospodarki, jak przekonuje główny ekonomista Domu Maklerskiego Athena Investments, mogą wreszcie skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podniesienia stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego.

– Zwróćmy uwagę na to, że w ciągu mniej więcej ostatnich dwóch lat, kiedy rzeczywiście dostawaliśmy słabsze dane, wskaźniki gospodarcze spadały, mimo że RPP nie sugerowała wcześniej zmian, to jednak do nich dochodziło – przypomina Marek Wołos. – Teraz pojawia się taki moment, że stopy faktycznie mogą być obniżone. To nie jest jeszcze duże prawdopodobieństwo i scenariusz bazowy, ale takie ryzyko jest na horyzoncie.

W przypadku notowań franka szwajcarskiego wobec złotego, jak twierdzi Marek Wołos, ostatnie dane z tamtejszej gospodarki mogą wskazywać, że Szwajcarski Bank Centralny będzie dążył do osłabienia swojej waluty, aby wesprzeć w ten sposób konkurencyjność gospodarki oraz rodzimych eksporterów.

– Myślę, że najbezpieczniejszym scenariuszem w tym momencie jest oczekiwanie, że frank będzie stabilizował się w widełkach od 3,90 do 4 zł. – Marek Wołos. – Owszem, gdyby doszło do osłabienia złotego w stosunku do euro i dolara, wtedy franka możemy zobaczyć lekko ponad granicą 4 zł. Ale nie spodziewam się, przynajmniej w br., w ciągu dwóch miesięcy szokowego osłabienia złotego do tej waluty i silnego jej umocnienia.

Informatyka najbardziej perspektywicznym kierunkiem studiów. W Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów IT, a w UE ponad 270 tys.

Informatyka najbardziej perspektywicznym kierunkiem studiów. W Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów IT, a w UE ponad 270 tys. 20
Największą satysfakcję ze studiów mają absolwenci kierunków informatycznych, a IT jest najbardziej perspektywiczną i rozwojową branżą – wynika z badania „Kariera po studiach” Coders Lab. Rynek pracy IT jest bardzo chłonny, a zapotrzebowanie na specjalistów w tej dziedzinie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Szacuje się, że polscy pracodawcy zmagają się z niedoborem nawet 50 tys. wykwalifikowanych pracowników – programistów, administratorów systemów, bezpieczeństwa. 

Na polskich uczelniach publicznych trwa kolejna tura rekrutacji na studia wyższe. Na chętnych czekają jeszcze wolne miejsca na wielu kierunkach. Przyszli studenci powinni jednak dobrze przemyśleć swój wybór. Wyniki badania „Kariera po studiach” przeprowadzonego przez szkołę programowania Coders Lab pokazują bowiem, że niewłaściwie dobrany kierunek studiów może zaważyć na przyszłej karierze.

Z badania, które przeprowadziliśmy na grupie 1,4 tys. absolwentów studiów wyższych lub studentów ostatniego roku, wynika, że 25 proc. tych osób, gdyby mogło ponownie wybrać kierunek studiów, ten wybór byłby inny – mówi agencji Newseria Lifestyle Leszek Wolany, dyrektor ds. marketingu Coders Lab.

Badanie pokazało, że trzech na dziesięciu ankietowanych jeszcze podczas studiów zorientowało się, że obrany przez nich kierunek nie spełniał oczekiwań w zakresie nabytej wiedzy, umiejętności lub możliwości zdobycia po nich pracy. Leszek Wolany podkreśla, że młodzi ludzie, którzy stają przed wyborem kierunku studiów, często nie mają jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość i nie wiedzą, jakimi kryteriami się kierować. Zdarza się również tak, że decyzja bywa podejmowana pochopnie.

– Ludzie bardzo często kierują się modą bądź tym, na jakie studia idą ich znajomi, a nie diagnozują w dobry sposób swoich predyspozycji i nie do końca zastanawiają się nad tym, jak wiedza, którą zdobędą na studiach, da się przełożyć później na rynek pracy, jak będzie można ją wykorzystać – przyznaje Leszek Wolany.

Ze statystyk wynika, że szanse na zdobycie satysfakcjonującej pracy mają absolwenci kierunków ścisłych. Pracodawcy najczęściej poszukują informatyków.

Jest to branża, która w tej chwili w Polsce ma największe braki kadrowe. Szacunki Sedlak & Sedlak oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mówią o 50 tys. wakatów w branży IT w tej chwili w Polsce. Perspektywa jest taka, że ten brak w Unii Europejskiej do 2020 roku jest szacowany na 800 tys. do 1 mln specjalistów. Największą grupą są programiści, natomiast tak naprawdę brakuje każdego zawodu związanego z informatyką – administratorów systemów, administratorów bezpieczeństwa – mówi Leszek Wolany.

Szansę na zdobycie dobrej pracy mają zarówno wykwalifikowani specjaliści z doświadczeniem zawodowym, jak i ci, którzy właśnie ukończyli studia i dopiero stawiają pierwsze kroki w zawodzie.

– Oczywiście ci z najlepszych uczelni mają łatwiej, dostają lepsze warunki szybciej, natomiast tak naprawdę studia w tej branży nie są koniecznością. Pracodawcy przestali już patrzeć na studia, wystarczy doświadczenie albo umiejętności i można zacząć w tej branży. Są wąskie gałęzie, gdzie ten tytuł inżyniera jest konieczny, natomiast jest cała masa ofert, które nie wymagają żadnego, nawet technicznego wykształcenia. Pracodawcy sprawdzają doświadczenie w projektach i umiejętności, np. związane z programowaniem, oceniają projekty – podkreśla Leszek Wolany.

W czasie rekrutacji na stanowiska IT sprawdzana jest zgodność umiejętności deklarowanych przez kandydata z kompetencjami wymaganymi na dane stanowisko oraz podstawowa wiedza z technologii wymienionych w ogłoszeniu o pracę.