Rządowe programy napędziły sprzedaż mieszkań od deweloperów. Mieszkanie Plus z większym wpływem na rynek najmu

Rządowe programy napędziły sprzedaż mieszkań od deweloperów. Mieszkanie Plus z większym wpływem na rynek najmu 1
Firmy deweloperskie bardzo dobrze oceniają efekty programów wspierających kupno nieruchomości. Ci, którzy część mieszkań przeznaczają na MdM, godzili się wprawdzie z nieco niższymi zyskami, ale za to mogli liczyć na większe zainteresowanie klientów. Najnowszy proponowany przez rząd Beaty Szydło program Mieszkanie Plus nie będzie miał ich zdaniem takiego wpływu na rynek. Może jedynie zachwiać stawkami prywatnego najmu mieszkań.

– Oceniam takie programy, jak Rodzina na Swoim (poprzedni, zakończony w 2012 roku, rządowy program wspierający zakup nieruchomości – red.), czy MdM jednoznacznie pozytywnie. Oba przysłużyły się temu, że cała branża deweloperska została pobudzona – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Nowakowski, dyrektor ds. inwestycji mieszkaniowych w firmie deweloperskiej Radius Projekt. – Program Mieszkanie dla Młodych, moim zdaniem, pozytywnie wpłynął na rozwój rynku deweloperskiego i budowę mieszkań z segmentu budżetowego dla klientów mających ograniczony dostęp do środków finansowych. Pobudził on także gospodarkę.

Program MdM wszedł w życie 1 stycznia 2014 roku. Jego zadaniem jest pomoc młodym ludziom w zakupie pierwszego lokalu mieszkaniowego lub domu jednorodzinnego. Wysokość dofinansowania zależy od sytuacji życiowej, a kwota wsparcia może zastąpić wkład własny lub go uzupełnić. Aby skorzystać z programu, beneficjenci oraz wybrana przez nich nieruchomość muszą spełnić jednak szereg warunków.

Jak wynika z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, suma dopłat w ramach MdM przekroczyła już 1,6 mld zł. Zainteresowanie dofinansowaniem wkładu własnego okazało się tak duże, że w połowie marca zakończono przyjmowanie wniosków na ten rok, a w lipcu wyczerpał się tegoroczny limit na 2017 rok. Do wykorzystania są jeszcze środki z puli na 2018 rok.

 Obecnie obserwujemy większe zainteresowanie dopłatami, co oczywiście przekłada się bezpośrednio na naszą ofertę: ceny, produkt oraz metraże, które są dopasowywane do wymagań – twierdzi Nowakowski.

Wielu deweloperów ma jeszcze w sprzedaży mieszkania dostosowane do wymagań MdM. Nowakowski podkreśla, że dzięki nim rośnie zainteresowanie wszystkimi oferowanymi lokalami, a firma staje się interesująca zarówno dla klientów, jak i organizującego finansowanie sektora bankowego.

 W związku z tym program w pewnej części jest dla wszystkich deweloperów motorem sprzedaży – wyjaśnia Nowakowski. – Przy każdym kolejnym etapie realizacji część mieszkań dostosowujemy do wymogów programu MdM po to, żeby wspomóc sprzedaż całości.

Firma Radius Projekt do tej pory była kojarzona przede wszystkim z zakupem i adaptacją nieruchomości komercyjnych, obiektów biurowych oraz handlowych. Obecna strategia przedsiębiorstwa przewiduje wejście na inny, choć pokrewny, rynek lokali mieszkaniowych.

– Zaistnienie w tym segmencie jest dla nas szczególnie ważne – podkreśla Robert Nowakowski. – Dlatego realizujemy na raz dwie duże, kompleksowe inwestycje, które nie tylko polegają na budowie bloków mieszkalnych wraz z infrastrukturą, lecz także na rewitalizacji całych kwartałów, budowie nowych dróg, a w niedalekiej przyszłości poprowadzeniu komunikacji miejskiej. Są to działania długofalowe, które mają na celu budowę drugiego, oprócz komercyjno-handlowo-usługowego, filaru naszej firmy – segmentu budowy i sprzedaży mieszkań na własność – mówi przedstawiciel Radius Projekt.

W miejsce MdM rząd Beaty Szydło zaproponował przyjęty w tym tygodniu przez Radę Ministrów program budowy tanich, socjalnych mieszkań na wynajem w ramach programu Mieszkanie Plus. Zakłada on budowę wielu tysięcy lokali na gruntach należących między innymi do Skarbu Państwa. Mają one być dostępne w dwóch opcjach: tylko na wynajem (w cenie od 10 do 20 zł za mkw.) oraz z opcją dojścia do pełnej własności (z czynszem o około 20 proc. wyższym).

– To program dla osób, które z różnych powodów nie mogą uzyskać kredytu hipotecznego na zakup własnego mieszkania – wskazuje Nowakowski. – Nie będzie on miał, moim zdaniem, bezpośredniego wpływu na segment deweloperski firmy budujące mieszkania komercyjne. Może natomiast oddziaływać na rynek najmu. Część lokali kupowana jest od deweloperów inwestycyjnie, a następnie wynajmowana. Mieszkanie Plus wpłynie na to, jak będą się kształtowały stawki czynszu na rynku mieszkań nieobjętych programem socjalnym.

Skuteczny marketing SMS. Pięć porad dla biznesu

SMS w rękach sprawnego marketera może być bardzo efektywnym narzędziem komunikacji. Trzeba jednak pamiętać, że komunikacja SMS jako bezpośrednia forma kontaktu powinna być prowadzona ostrożnie i z wyczuciem. Przedstawiamy kilka porad, które pomogą przy planowaniu SMS-owych kampanii.

Po pierwsze: zadbaj o bazę odbiorców

Niezwykle ważne w korzystaniu z komunikacji SMS jest ścisłe trzymanie się zasady permission marketingu, czyli wysyłania wiadomości jedynie do tych osób, które same podały nam numer telefonu i wyraziły zgodę na otrzymywanie komunikatów firmowych.

Zgoda odbiorców na otrzymywanie treści marketingowych to nie tylko wymóg prawny. Dzięki niej zwiększamy też efektywność wysyłki. – Adresaci z zakupionej zewnętrznej bazy kontaktów nie będą spodziewali się, ani tym bardziej oczekiwali, wiadomości od naszej marki – wyjaśnia Andrzej Ogonowski, PR & Marketing Director w SMSAPI.pl, platformie do masowej wysyłki wiadomości SMS. –  Co za tym idzie, obniża to szansę na pozytywną reakcję na kampanię i nie daje nadziei na pożądany stopień konwersji.

Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy nie posiadasz własnej bazy numerów telefonów? Możesz skorzystać np. z aplikacji Rabaty SMS, która pozwala na zbieranie unikatowych baz danych i przechowywanie ich zgodnie ze standardami Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. W tym przypadku do generowania leadów posłuży strona na Facebooku.

Inną możliwością jest zwyczajny formularz na stronie www, jak np. funkcja Newsletter SMS proponowana przez SMSAPI. Widget można w prosty sposób zaimplementować na stronie www. Następnie w panelu należy określić, jakie dane chcesz zebrać od odwiedzających twój serwis. Oczywiście najważniejszy jest numer telefonu komórkowego. W zamian za przekazanie go, użytkownicy mogą otrzymywać np. kody rabatowe.

Po drugie: przedstaw się

Zadbaj o to, aby w polu nadawcy wpisać nazwę marki, jaka jest znana klientowi. Nie warto podawać oficjalnej nazwy firmy, która widnieje na fakturach lub w urzędowych rejestrach, a która brzmi obco dla klienta. Podobnym błędem jest pozostawianie w polu nadawcy losowego numeru telefonu. Taka wiadomość może być potraktowana jako spam.

Odbiorca informacji inaczej zareaguje na wiadomość, że jego ulubiona marka obuwnicza przygotowała dla niego kod rabatowy, a inaczej, kiedy w podglądzie wiadomości zobaczy nieznany numer.

Po trzecie: targetuj i personalizuj

Bazę odbiorców Twoich wiadomości warto podzielić na różne podgrupy. Możesz to zrobić w oparciu o dane demograficzne, takie jak: wiek, płeć lub miejsce zamieszkania. Dzięki temu będziesz mógł lepiej dopasować ofertę do oczekiwań odbiorcy. Segmentacja pozwala w większości przypadków osiągać większą efektywność niż wysyłanie wszystkim tego samego komunikatu.

Zbierając dane od użytkowników, warto zapytać ich o imię. Dzięki temu będzie można przygotować spersonalizowany komunikat. Dużą rolę odgrywa w tym przypadku odmiana imienia.  Wiadomość rozpoczynająca się od zwrotu „Witaj, Piotrze” lub „Dzień dobry, Agnieszko” wzbudza pozytywne emocje u odbiorcy. Pozwala też zmniejszyć barierę psychologiczną dzielącą sprzedawcę i konsumenta. Ponadto w Polsce dzięki znajomości imienia możemy dostosować formy gramatyczne w treści maila do płci odbiorcy.

Według raportu „Komunikacja mobilna w biznesie”, przygotowanego przez Ipsos Polska na zlecenie SMSAPI.pl, spersonalizowane oferty handlowe za pomocą SMS wysyła 22% sklepów internetowych oraz 47% sklepów stacjonarnych. Jak więc widać, e-commerce może jeszcze wiele na tym polu zyskać.

Po czwarte: bądź konkretny

SMS zmusza do kreatywności, ale zarazem wymaga podania jasnej i konkretnej wiadomości za pomocą 160 znaków. Aby odbiorca podjął konkretne działanie, powinien widzieć w tym korzyść. Najlepiej wprost przedstaw mu korzyść: rabat, udział w akcji promocyjnej itp. W tym celu należy użyć wyraźnego elementu call to action (CTA). Powinien to być zwrot bezpośrednio zapraszający do podjęcia działania: skorzystaj, kliknij, wejdź, zamów.  

Jeśli chcesz skłonić odbiorcę SMS-a, aby wszedł na twoją stronę internetową i tam kontynuował akcję, zamieść w wiadomości skrócony link. Dzięki temu nie wykorzystasz niepotrzebnie limitu znaków. Wówczas link będzie wyglądał np. tak: idz.do/XYZ123.

Zwróć uwagę na język, którym się komunikujesz. Poza poprawnością ortograficzną i gramatyczną bardzo ważne jest dopasowanie treści komunikatu do odbiorcy.

Po piąte: nie spamuj

Wskaźnik otwieralności wiadomości SMS wynosi 99%, a co więcej – 99% z nas otwiera ją w ciągu trzech minut od otrzymania. Są to dane bardzo kuszące dla marketerów. Oczywiście jednak nie wolno przesadzać z częstotliwością wysyłania komunikatów. Zbyt intensywne wysyłki mogą zniechęcić do ciebie odbiorców i sprawić, że będą się oni wypisywać z bazy.

Należy też zwracać uwagę na porę dnia, w której wysyłasz SMS-a. Nikt nie będzie chciał skorzystać z promocji, o której dowie się z wiadomości, która obudziła go w środku nocy. Podobnie wygląda sprawa z wiadomościami VMS. Z szacunku dla odbiorców nie powinniśmy wysyłać wiadomości głosowych przed godziną 8 rano lub po 22. Weź pod uwagę także aspekt marketingowy i oferuj promocje na produkty i usługi, którymi odbiorcy mogą być akurat zainteresowani w danym okresie.

Podsumowanie

Komunikacja mobilna jest coraz ważniejszym elementem kampanii marketingowych. Według badania Ipsos aż 78% sklepów e-commerce i 70% sklepów stacjonarnych  deklaruje wydatki na ten cel. Firmy zarazem zwiększają nakłady na komunikację mobilną: deklaruje tak 51% sklepów stacjonarnych oraz 41% sklepów internetowych.

Taka forma komunikacji jest popularna nie tylko wśród marketerów, ale też wśród samych odbiorców komunikatów. Warto więc korzystać (z umiarem) z sympatii Polaków do otrzymywania wiadomości SMS, nie zapominając o prostych zasadach permission marketingu: odpowiednio przygotowanego komunikatu i właściwego czasu wysyłki. Tylko tak przygotowane kampanie spełnią oczekiwania odbiorców i przyniosą dobre efekty.

Czy Internet w końcu wyprze papier?

Z papierem jesteśmy zaznajomieni od dawna, jednak z roku na rok czytelnictwo w Polsce spada. Nie oznacza to, że Polacy przenoszą się z czytaniem do Internetu, zwłaszcza, że 1/4 mieszkańców naszego kraju nie ma dostępu do globalnej sieci. Co więc wygra – papier czy Internet? A może ten konflikt będzie mógł mieć polubowne rozwiązanie?

Temat konkurencji pomiędzy papierem a innymi środkami przekazu ciągnie się już od dziesiątek lat. Po raz pierwszy śmierć papierowych gazet ogłaszano, kiedy popularne stało się kino, a chwilę później – radio. Koniec papieru zapowiadano też w momencie upowszechnienia się telewizji oraz parę dekad później, gdy do naszych domów zawitał Internet. Pomimo tego, nadal wydawane są tradycyjne gazety, książki papierowe sprzedają się lepiej niż e-booki, a dokumentacja firmowa to wciąż częściej sterta dokumentów niż folder na pulpicie. Czy papier jest więc nie do pobicia?

Papier w domu…

Mimo że papier utrzymuje się na rynku najdłużej, jeżeli chodzi o medium wymiany informacji, to statystyki pokazują, że jego popularność w obecnej formie drastycznie spada. Z badań Biblioteki Narodowej wynika, że w zeszłym roku ponad połowa z nas nie przeczytała tekstu dłuższego niż 3 strony maszynopisu, a ponad 60 proc. nie zajrzało nawet do książki, nie mówiąc o jej przeczytaniu – Jest to pośrednio spowodowane przez rozwój Internetu, który nie tyle dał ludziom nowy sposób komunikacji, co przede wszystkim zmienił ich nawyki. Nie chcemy już czytać długich tekstów lub czekać na informację o bieżących wydarzeniach do dnia następnego – wolimy komunikaty krótkie, zwięzłe, serwowane tu i teraz – komentuje Łukasz Laskowski z firmy Ediko, specjalizującej się w temacie zarządzania informacją w biznesie.  Życie wielu Polaków toczy się coraz częściej w sieci, w rzeczywistości wirtualnej, dlatego zarówno firmy, jak i urzędy starają się powoli do tego dostosować. Wyraźnym przykładem tej tendencji było rozliczenie PIT-37 za 2015 r. – aż 7 milionów obywateli naszego kraju wybrało składanie tego dokumentu w wersji elektronicznej. Urząd Skarbowy przewiduje, że w kolejnym roku liczba wniosków składanych elektronicznie wzrośnie do ponad 50 proc.

… i w pracy

Firmy także zaczynają dostrzegać wady obecnego systemu obrotu papierowymi dokumentami w biznesie, wśród których najważniejszą są koszty wspomnianego obrotu, uwzględniające zarówno papier, tusz, jak i zakup oraz serwisowanie drukarek. Dlatego przedsiębiorstwa, poza powolnym wprowadzaniem dokumentacji do elektronicznego obiegu, coraz częściej sięgają po rozwiązania pozwalające na kontrolę środowiska druku oraz jego optymalizację pod kątem oszczędności. – Przykłady największych spółek pokazują, że w ciągu pięciu lat, dzięki poprawnemu zarządzaniu środowiskiem druku, można oszczędzić nawet 100 000 zł – mówi Alan Pajek, pomysłodawca aplikacji MPS Satellite, która audytuje i monitoruje środowisko druku w firmach. Najczęstsze przyczyny nadmiernych wydatków to drukowanie w formatach niższych niż nominalne dla drukarki (druk A4 na drukarce wielkoformatowej), co przyspiesza się zużycie podzespołów oraz koszty energii elektrycznej zużytej do pozostawienia urządzeń w trybie czuwania. Do tego dochodzi wiele innych czynników, które sumarycznie sprawiają, że koszty korporacyjnego druku w Polsce oscylują w okolicach 8 proc. obrotów danej firmy. – Pod tym względem mocno odstajemy od światowej średniej, która waha się w granicach 3-5 proc. Polscy przedsiębiorcy często nie zdają sobie po prostu sprawy z faktu, że umiejętne zarządzanie obiegiem informacji w firmie może skutecznie ograniczyć niepotrzebne wydatki – dodaje Alan Pajek.

Inne wyjście z sytuacji?

Dotychczas większość analiz stawiała Internet w opozycji do papieru, jako naturalne remedium na wszystkie jego wady. Obecny kierunek rozwoju technologii pokazał, że te dwa media mogą ze sobą współdziałać. Zaletami papieru jest uniwersalność, łatwość dystrybucji na niewielkie odległości i szybki dostęp do informacji. Wielu pracowników ciągle przykleja sobie kolorowe karteczki na brzegu monitora, zamiast ustawiać powiadomienia w elektronicznym kalendarzu. Internet natomiast pozwala szybko wysłać duże ilości danych na dowolne odległości. Dlatego też, dobrym rozwiązaniem byłoby połączenie zalet obu technologii. W jaki sposób? Ciekawym pomysłem może być tu wykorzystanie technologii tzw. „rozszerzonej rzeczywistości”, w której dokument, nad którym aktualnie pracujemy, bez względu na to, czy będzie to umowa kupna-sprzedaży, czy rozdział książki, mógłby być na bieżąco skanowany. Taki skan w ułamku sekundy można by było wysłać w dowolne miejsce na świecie, albo wydrukować i przechowywać w formie kodu QR – zawsze gotowego do wyświetlenia. Innym pomysłem jest zmiana celulozowego papieru na tzw. „e-papier”. – Takie rozwiązanie byłoby uosobieniem technologii „flexible display”. Dzięki niej możliwe byłoby wyświetlenie dowolnego obrazu, np. kolejnych stron umów na zwykłej kartce, po czym moglibyśmy złożyć podpis elektroniczny i zapisać dokumenty w pamięci urządzenia bądź przesłać je do kontrahenta – komentuje Alan Pajek.

Pomimo iż wydaje się, że ze względu na skok technologiczny papier niedługo odejdzie do przysłowiowego „lamusa”, to wciąż istnieją dziedziny, w których jest on zwyczajnie niezastąpiony. Dlatego też, szanse na całkowite zniknięcie papieru są niewielkie, a tam, gdzie traci on w stosunku do Internetu, czeka go raczej powolna ewolucja, niż raptowne wyparcie.

Worldline przejmuje PaySquare

Przejęcie firmy PaySquare przez Worldline zostało sfinalizowane. Worldline i Equens połączyły siły w obszarze działań związanych z procesowaniem transakcji finansowych. Zawarta umowa obejmuje również całkowite przejęcie firmy PaySquare przez Worldline.

Silniejsi na zmieniającym się rynku płatności

Europejski rynek płatności przechodzi poważne zmiany spowodowane stałym tempem rozwoju cyfrowego i powstawaniem nowych przepisów. To stawia przedsiębiorstwa w obliczu nowych i trudnych wyzwań. Łącząc swoje siły, Worldline i PaySquare może skuteczniej pomóc przedsiębiorcom dostosować się do tych zmian. Będąc ważnym graczem na rynku płatności, będziemy nadal oferować naszym klientom najwyższej jakości usługi w zakresie płatności, zarówno dziś, jak i w przyszłości.

Od PaySquare do Worldline

W przyszłości markę PaySquare stopniowo zastąpi Worldline. O wszelkich nowych zmianach będziemy na bieżąco informować naszych klientów.

Korzyści

Dzięki przejęciu przedsiębiorcy mogą już teraz korzystać z szerszej palety usług. Będziemy również w stanie wspierać przedsiębiorców, którzy są aktywni na arenie międzynarodowej – w jeszcze większej liczbie krajów niż dotychczas. Dodatkowo, Worldline oferuje ciekawe pakiety, które pozwalają przedsiębiorcom oferować usługi akceptacji i płatności za pomocą terminala przy współpracy z jednym dostawcą.

Funt brytyjski na najniższym od trzech miesięcy poziomie do dolara

Funt brytyjski handluje na najniższym od trzech miesięcy poziomie do dolara, po tym jak premier Wielkiej Brytanii Theresa May obiecała wprowadzenie w życie Brexitu do końca marca 2017 r.

Zgodnie z artykułem 50. Traktatu Lizbońskiego Wielka Brytania będzie miała od tego momentu 2 lata na uzgodnienie z Unią Europejską warunków opuszczenia Unii. Funt od początku roku stracił już około 13 proc. do dolara, co jest najgorszym wynikiem wśród głównych walut. Panują obawy iż tzw. „twardy Brexit” doprowadzi do spadku eksportu i znaczenia instytucji finansowych w Wielkiej Brytanii. Spadków na funcie nie powstrzymał dobry odczyt produkcyjnego indeksu PMI, który wzrósł w wrześniu do 55,4 punktów, znacznie powyżej oczekiwań analityków na poziomie 52,6 punktów. Jest to najwyższy odczyt tego indeksu od dwóch lat. Para GBPUSD traci obecnie 1 proc. i handluje w okolicy poziomu 1,2840, najniżej od lipca. Para EURGBP zyskuje obecnie 0,9 proc. i handluje w okolicy poziomu 0,8740, najwyżej od 2013 r. Para GBPJPY traci 1 proc. i handluje w okolicy poziomu 130,15. Również polski złoty mocno zyskuje w relacji do funta, para GBPPLN handluje ponownie poniżej 5 zł, obecnie w okolicy poziomu 4,92.

Ceny ropy naftowej rosną czwarty dzień z rzędu, na fali historycznego porozumienia członków OPEC co do ograniczenia produkcji surowca.

Pomimo porozumienia Iran, trzeci co do wielkości producent w Grupie, chce zwiększyć eksport od poziomu 2,35 milionów baryłek dziennie w nadchodzących miesiącach. Również liczba operujących wiertni, wydobywających ropę z złóż łupkowych w USA, wzrosła piąty tydzień z rzędu. Pomimo tego ropa naftowa WTI zyskuje dziś 0,3 proc. handlując w okolicy poziomu 48,20 dolarów za baryłkę, a ropa Brent zyskuje 0,2 proc. handlując w okolicy poziomu 50,10 dolarów za baryłkę.

Chiński indeks produkcyjny PMI pozostał we wrześniu na sierpniowym poziomie 50,4 punktów, najwyżej od 2 lat a indeks usługowy PMI wzrósł do 53,7 punktów z 53,5 punktów w sierpniu.

Dobre odczyty indeksów wpłynęły na ponad 1 proc. wzrosty na giełdzie w Hong Kongu. Na te dane nie zareagowała jednak pozytywnie miedź i obecnie traci już ponad 1 proc. handlując w okolicy 2,17 dolarów za funta.  Nikiel handluje dziś 3,6 proc. taniej niż w piątek, po tym jak media doniosły, iż Filipiny jednak nie zawieszą produkcji we wszystkich kopalniach które złamały normy środowiskowe.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Apetyt na ryzyko ciągle w grze

Apetyt na ryzyko szybko wrócił. Powrót do kanałów spadkowych na EUR/PLN, CHF/PLN i USD/PLN. Dolar czeka na odczyt ISM. Dobry odczyt PMI dla przemysłu z Polski powinien wspierać rodzimą walutę. Brytyjska waluta w defensywie od początku września.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.08-03.10.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2550 3,9090 3,7750 4,8900
Maksimum 4,3800 4,0075 3,9270 5,2100

 

EUR/PLN – analiza od 10 sierpnia do 3 października

euroKurs EUR/PLN powrócił do wyrysowanego kanału spadkowego. W ostatnich dniach testowane było górne ograniczenie tego kanału. Tak jak wspominaliśmy w poprzednim komentarzu, korekta wisiała w powietrzu. Inwestorzy realizowali swoje zyski. Innym z powodów mogła być wycena strachu przez inwestorów w związku z wyborami w USA. Ryzykownym aktywom nie pomagały też doniesienia o problemach niemieckiego banku DB. W piątek sytuacja się nieco uspokoiła za sprawą doniesień, że kara nałożona przez Departament Sprawiedliwości zostanie sporo zmniejszona. To zwiększyło apetyt na ryzyko i spowodowało ruch na południe na EUR/PLN. W najbliższych dniach powinno to wspierać rodzimą walutę, a dokładając do tego dobry odczyt dzisiejszego PMI, ruch nawet w okolice  ostatniego minimum, czyli 4,2575. Warto jednak dzisiaj obserwować odczyt indeksu ISM z USA, który może spowodować znaczne ruchy na EUR/USD. Ruch na południe może osłabić złotówkę.

CHF/PLN – analiza od 30 sierpnia do 3 października

frankNa wykresie CHF/PLN cały czas mamy do czynienia ze średnioterminowym trendem spadkowym. Niemniej jednak ostatnie dni września przyniosły spore perturbacje. Najpierw kurs dynamicznie ruszył na północ, by po dwóch dniach odrobić straty z nawiązką i wrócić do pierwotnego punktu. Była to zasługa chwilowego pogorszenia sentymentu do aktywów rynków wschodzących. Szczególnie uspokojenie sytuacji wokół niemieckiego banku DB spowodował odwrót sytuacji. Kurs obecnie podąża w kierunku ostatniego minimum, czyli 3,9150 i poziom ten będzie stanowił wsparcie.

USD/PLN – analiza od 15 sierpnia do 3 października

dolarUSD/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Po decyzji i pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie złotówka dość sporo się umocniła. Była to konsekwencja ruchu wzrostowego na EUR/USD. Kurs dotarł do najniższych poziomów we wrześniu w okolice 3,80. Od tego momentu kurs wszedł w fazę korekty. Doszło nawet do chwilowego przebicia górnego ograniczenia kanału spadkowego. Była to pochodna ruchu na południe na EUR/USD. Bardzo ważne dla kursu USD/PLN będą dzisiejsze dane indeksu ISM, a także piątkowe dane z rynku pracy. One zdecydują o ruchach na EUR/USD co przełoży się na kurs USD/PLN. Zwyczajowo ruch w dół na głównej parze walutowej świata spowoduje osłabienie się polskiej waluty. Taki scenariusz wydaje się być prawdopodobny, gdyż trudno się spodziewać jeszcze słabszych danych. A poprawa wskaźników wpłynie na wzrost prawdopodobieństwa podwyżki stóp w grudniu. Opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału spadkowego.

GBP/PLN – analiza od 15 sierpnia do 3 października

funtBrytyjska waluta znajduje się w defensywie od początku września. W ubiegłym tygodniu doszło do lekkiej korekty na GBP/PLN. Opór w postaci 5,00 zadziałał i kurs powrócił do spadków. Spadek nabrał na sile po informacjach z Wielkiej Brytanii, że na początku marca 2017 roku uruchomiony zostanie artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego i rozpoczną się negocjacje ws. opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Do tego doszła bardzo eurosceptyczna postawa premier Theresy May. Nawet bardzo dobre dane PMI z Wielkiej Brytanii nie pomogły wesprzeć funta, który jest zdecydowanie najsłabszą walutą z grupy G10. Wszystkie oczywiście takie informacje pozbawiają złudzeń ostatnich optymistów, że do Brexitu może nie dojść. Ale wbrew pozorom gdy zniknie ta niepewność może spowodować to odreagowanie na funcie, bo skończą się argumenty za sprzedaż brytyjskiej waluty. Wsparciem dla kursu będzie ostatnie minimum na poziomie 4,89. Oporem w przypadku ruchu w górę będzie linia trendu spadkowego.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

WIG20 na końcu światowej stawki

Wrzesień nie był dla większości giełd miesiącem zbyt pomyślnym, ale nie przyniósł też poważniejszej przeceny. Indeks naszych największych spółek zajął ostatnie miejsce w rynkowej klasyfikacji, a honoru GPW broniły wskaźniki małych i średnich firm. Październik nie zapowiada uspokojenia nastrojów na rynkach finansowych.

Giełdowa koniunktura była we wrześniu wyjątkowo kapryśna. Nastroje inwestorów zmieniały się głównie w rytmie działań i deklaracji głównych banków centralnych. Najpierw humory psuły liczne wypowiedzi przedstawicieli Fed, zapowiadające kontynuację zacieśniania polityki pieniężnej i sugerujące, że może do tego dojść już na wrześniowym posiedzeniu. Autorem najsilniejszego rozczarowania okazał się Europejski Bank Centralny, nie podejmując żadnych działań, a deklaracje Mario Draghiego dotyczące najbliższej przyszłości były dość wstrzemięźliwe.

Powstrzymanie się rezerwy federalnej z podwyżką stóp oraz eksperymenty ze sterowaniem rentownością obligacji, zaserwowane przez Bank Japonii okazały się impulsami zbyt słabymi, by poderwać notowania akcji w górę na dłużej niż kilka dni. Koniec miesiąca przyniósł obawy związane z kłopotami największych niemieckich banków. W cieniu tych wydarzeń pozostawały niejednoznaczne sygnały, płynące z największych światowych gospodarek. Mimo wielu negatywnych cząstkowych danych, wyjątkowo silna okazała się niemiecka gospodarka, dla której dodatkowo podwyższono prognozy na ten rok. Coraz więcej problemów interpretacyjnych wiąże się z oceną kondycji gospodarki amerykańskiej. Z bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy kontrastuje część wskaźników makroekonomicznych, a dynamika PKB wciąż nie daje najlepszego obrazu. Na to zaś nakłada się umiarkowany, ale dość wyraźny optymizm Fed, a nawet sprawiające oderwanych od rzeczywistości opinie o możliwości przegrzania koniunktury. Zestawiając te deklaracje z jednoczesnym obniżeniem oczekiwań tego gremium w kwestii dynamiki PKB, można odnieść wrażenie kompletnej niespójności.

Prognozy na przyszły rok zapowiadają pogłębienie spowolnienia w gospodarkach europejskich, w tym niemieckiej i kontynuację stagnacji w Stanach Zjednoczonych. Na to wszystko nakładają się niepewność i obawy związane z wyborami prezydenckimi. Ten czynnik będzie prawdopodobnie najmocniej wpływał na nastroje inwestorów w najbliższych tygodniach. Nie zanosi się więc na to, że październik będzie miesiącem łatwych decyzji. Wręcz przeciwnie, należy się spodziewać wzrostu zmienności na rynkach finansowych, która we wrześniu nie była zbyt duża, szczególnie patrząc na końcowy bilans miesiąca. Zmiany wartości amerykańskich indeksów sięgały we wrześniu dziesiątych części procenta, a na głównych parkietach europejskich były niewiele większe. Zdecydowanie korzystniej prezentowała się sytuacja na rynkach wschodzących. MSCI Emerging Markets dwukrotnie przymierzał się do ataku na lokalne szczyty i mimo pogorszenia się nastrojów w ostatnich dniach miesiąca, zyskał ponad 2 proc.
 

Na tym tle fatalnie wypadł indeks naszych największych spółek. Ze zniżką sięgającą prawie 5proc., znalazł się bezdyskusyjnie na ostatnim miejscu wśród światowych wskaźników, plasując się za Tajlandią, Mongolią, Słowacją i Chile. Swoją pozycję w największej mierze zawdzięcza nieodmiennie dołującym notowaniom akcji firm energetycznych, sektora finansowego i paliwowego. Nieustanne ingerencje i deklaracje polityków, coraz bardziej niekorzystne dla rynku i inwestorów, nie wróżą poprawy sytuacji zdominowanego przez firmy znajdujące się pod kontrolą państwa indeksu.

Pomijając te obszary najwyższego zagrożenia większość subindeksów branżowych we wrześniu mogła pochwalić się dobrymi rezultatami. Za sprawą dynamicznego odreagowania wcześniejszych spadków przez akcje Orange WIG Telekomunikacja wzrósł o prawie 9 proc., a dzięki wzrostowi cen węgla na świecie, mocno w górę wciąż szły walory JSW, podciągając wartość WIG Surowce o około 8 proc. Dobrze radziły sobie firmy deweloperskiej i budowlane, których indeksy wzrosły po ponad 3 proc. Wychodząc zaś poza obszar wyliczanych przez giełdę wskaźników, warto zwrócić uwagę na zwyżkujące akcje większości firm przemysłowych, przedstawicieli handlu i usług oraz sektorów motoryzacyjnego, elektromaszynowego i przetwórstwa metali. Wciąż dobre perspektywy rysują się przed eksporterami oraz firmami działającymi na rynku dóbr konsumpcyjnych.

Choć dobrą passę kontynuowały indeksy małych i średnich spółek, dynamika dominującej od kilku miesięcy tendencji wzrostowej wyraźnie osłabła. W tym przypadku trzeba się liczyć z możliwością wystąpienia spadkowej korekty, jednak jej przebieg może mieć dość łagodny charakter. Będące jej wynikiem schłodzenie wskaźników wyceny, w połączeniu z prawdopodobną dalszą poprawą wyników finansowych, może obfitować wieloma obiecującymi okazjami inwestycyjnymi. Kluczem do sukcesu jest jednak ciągle umiejętna selekcja firm o mocnych fundamentach i dobrych perspektywach rozwojowych.

 Mariusz Skwaroń, AgioFunds TFI S.A.

Gospodarki największych krajów Europy powinny przyspieszać

Poznaliśmy odczyty indeksów PMI – gospodarki największych krajów Europy powinny przyspieszać. Brexit rozpocznie się do końca marca 2017, to już 3 miesiące później niż pierwotnie planowano. Prace nad jednolitym podatkiem.

Dobre wyniki indeksów koniunktury

Dzisiaj od rana poznajemy odczyty indeksów PMI dla przemysłu. Wskaźnik ten powstaje na podstawie ankiet wysyłanych do menadżerów z branży przemysłowej odpowiedzialnych za zamówienia. Ma on wartość 50 punktów jeżeli taka sama liczba przewiduje poprawę jak i pogorszenie sytuacji. Gdy przekracza tę wartość to znaczy, że panuje optymizm. Analogicznie wyniki poniżej 50 punktów mogą przewidywać nadchodzące pogorszenie. Dzisiaj rano poznaliśmy bardzo dobre wyniki. Lepiej od oczekiwań wypadła Polska (52,2 punktów wobec 52 punktów), Szwajcaria (53,2 punktów wobec 51,4 punktów)oraz Wielka Brytania (zaskakujące 55,4 punktów wobec 52,1 punktów). Indeks łączny dla strefy euro miał wynik zgodny z oczekiwaniami i wynosił 52,6 punktów. Jak reagowały rynki? Największą niespodzianką był dobry rezultat na Wyspach. Od rana trwała przecena funta, który po ostatniej korekcie znów utracił większość tego co odrobił. Po dobrych danych ruch ten jednak się zatrzymał. Funt kosztuje obecnie około 4,92 zł.

Formalności Brexitu od marca

Data rozpoczęcia wykonywania procedury opuszczania Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię jest wciąż odwlekana. Podczas wystąpienia na dorocznej konferencji Partii Konserwatywnej Theresa May, pełniąca obecnie funkcje premiera Wielkiej Brytanii, poinformowała, że proces ten rozpocznie się do końca marca 2017 roku. To już pełne  trzy miesiące później niż dotychczas sądzono. Znalazło się jednak wiele uwag na temat nieodwracalności decyzji podjętej przez obywateli w referendum. Nie rozwiązany jest wciąż problem Szkocji, która najsilniej głosowała za pozostaniem w strukturach unijnych. Obecny model negocjacji porozumienia przekazuje pełnię kompetencji w tym temacie rządowi w Londynie. Jeżeli napięcia na linii Londyn-Edynburg będą dalej narastać grozi to kolejnym referendum w Szkocji. Odłączenie się Szkocji od Wielkiej Brytanii byłoby olbrzymim ciosem dla tego państwa najprawdopodobniej nieporównywalnym z obecnym Brexitem.

Trwają prace nad jednolitym podatkiem

W Polsce trwają prace nad jednolitym podatkiem. Z jednej strony panuje strach przed wzrostem opodatkowania w ramach owego “ujednolicenia”. Z drugiej strony panuje strach przed konsekwencjami niedomknięcia się budżetu w przyszłym roku. Patrząc na rosnący deficyt, fiasko wprowadzenia podatku od sklepów wysoko powierzchniowych oraz nadchodzące dalsze program m. in. Mieszkanie plus, można mieć wątpliwości czy znów nie wróci w Polsce procedura nadmiernego deficytu. Gdyby do tego doszło z pewnością stracilibyśmy część zaufania inwestorów, co przełożyłoby się na wzrost kosztów obsługi długu. W tej sytuacji złoty powinien tracić względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:30 – Kanada – indeks PMI dla przemysłu,
  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
  • 16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rodzime domy maklerskie podsumowały wdrożenie nowych wytycznych KNF

  • Zgodnie z nowymi regulacjami wydanymi przez Komisję Nadzoru Finansowego rodzime domy maklerskie zakończyły 30 września br. proces wdrażania „Wytycznych dotyczących świadczenia usług maklerskich na rynku OTC instrumentów pochodnych”.
  • Będące członkami Izby Domów Maklerskich trzy rodzime domy maklerskie, wiodące na rynku CFD/Forex, podjęły decyzje o wdrożeniu wytycznych i będą systematycznie publikować wyniki osiągane przez swoich klientów.
  • Z pierwszych danych zebranych przez IDM wśród członków Izby wynika, że odsetek inwestorów zarabiających na rynku OTC był w 3. kwartale 2016 r. wyższy w porównaniu do udostępnionych dotąd informacji, tj. danych za rok 2013.

Izba Domów Maklerskich aktywie wspierała swoich członków w procesie opracowywania
i wdrażania wytycznych. Nowe regulacje dotyczą między innymi:

  • działań reklamowo-promocyjnych oraz informacyjnych prowadzonych w związku z pozyskiwaniem klientów,
  • zasad wynagradzania sprzedawców,
  • udostępniania klientom i cyklicznego raportowania danych statystycznych dotyczących świadczonych rynku OTC, w tym wyników inwestycyjnych osiąganych przez klientów.

Wytyczne KNF uszczegóławiają i standaryzują praktyki działań na takich rynkach jak Forex czy CFD. Będą one też realną pomocą dla inwestorów indywidualnych – pozwolą im rozpoznać, które podmioty prowadzą działalność zgodnie z prawem i zasadami. To ważne zwłaszcza wobec bardzo aktywnych, i nie zawsze zgodnych z przepisami prawa, działań niektórych podmiotów, w tym zagranicznych, funkcjonujących na polskim rynku finansowym – powiedział Piotr Sobków, Członek Zarządu Izby Domów Maklerskich.

Wytyczne zostały przyjęte przez KNF w maju br. W celu zapewnienia większej transparentności regulator oczekiwał m.in. tego, że każdy podmiot działający na terenie Polski, niezależnie od kraju macierzystego, który wydał mu licencję na prowadzenie działalności, będzie systematycznie publikował dane dotyczące wyników osiąganych przez swoich klientów – inwestorów rynku CFD/Forex.

Według danych udostępnionych Izbie Domów Maklerskich przez trzech polskich brokerów posiadających licencję KNF odsetek zarabiających i tracących wynosi**:

  Zarabiający Tracący
Bond/Interest Rate CFD*** 55,2% 44,5%
Commodity CFD 44,4% 55,4%
Equity CFD 44,2% 55,4%
Forex CFD 44,6% 55,3%
Index CFD 38,5% 61,4%

* dane bez rachunków, dla których nie wykazano ani zysku ani straty

** średnia arytmetyczna dla klientów X-Trade Brokers DM S.A., DM TMS Brokers S.A. i DM BOŚ S.A. (domy maklerskie z siedzibą w Polsce posiadające licencje wydane przez KNF) dla klientów, którzy podpisali umowy na terytorium Polski

*** terminologia wg standardu opracowanego przez KNF

Publikowane po raz pierwszy wyniki rodzimych domów maklerskich posiadających licencję KNF mogą wydawać się dla niektórych zaskakujące. Jednak dane pokazują, że odsetek zarabiających na Forex jest wyższy niż w przypadku dotychczas podawanych danych. Z drugiej strony wyniki te potwierdzają dane dostępne dla dojrzałych rynków tego typu usług, np. amerykańskiego – dodaje Piotr Sobków.

Wyniki osiągane przez inwestorów na rynku usług CFD/Forex wykazują się bardzo dużą zmiennością w czasie, i w kolejnych kwartałach mogą się różnić. Z analiz wynika, że kluczową rolę odgrywają w tym aspekcie czynniki rynkowe – im wyższa zmienność na rynku, tym rezultaty inwestorów są gorsze. Oznacza to, że im silniejsze wahania np. kursów walut to także okazja do ponadprzeciętnego zarobku, ale może ona powodować większą stratę, w szczególności dla mniej doświadczonych i wyedukowanych osób.

– To zasadniczy powód, dla którego domy maklerskie zrzeszone w IDM przykładają bardzo dużą wagę do edukacji inwestorów indywidualnych, jako obszaru zapewniającego wyższe standardy na rynku. Jednocześnie nie zapominajmy, że finalnie to inwestor podejmuje decyzje, w tym te dotyczące akceptowanego poziomu ryzyka, rynku na którym inwestuje, podmiotu który udostępnia mu platformę obrotu i instrumentów, których używa. Im jego wiedza i umiejętności są lepsze, tym wyższe prawdopodobieństwo zarobku – podsumowuje Piotr Sobków.

* * * * *

O Izbie Domów Maklerskich

Izba Domów Maklerskich to największa niezależna samorządowa organizacja środowiska pracodawców domów i biur maklerskich w Polsce, obecnie zrzeszająca 23 członków.

Domy maklerskie odgrywają istotną rolę w rozwoju rynku kapitałowego i gospodarki. Pozyskują kapitał dla przedsiębiorstw, doradzają inwestorom w zakupie akcji na rynku pierwotnym oraz transakcjach na giełdzie papierów wartościowych. Domy maklerskie wspierają rozwój konkurencyjnego rynku kapitałowego oraz przyczyniają się do wzrostu gospodarczego w Polsce.

Izba Domów Maklerskich apeluje do inwestorów o weryfikację na stronach internetowych KNF faktu posiadania niezbędnych licencji przez podmioty oferujące instrumenty rynku CFD/FX.

Do 2020 roku każdy Polak będzie miał dostęp do Internetu

Do 2020 roku już każdy Polak będzie miał dostęp do Internetu. Tak optymistyczną prognozę głosi McKinsey Global Institute. Za 4 lata udział Sieci teleinformatycznych w polskim PKB ma sięgnąć 9,5 proc, generując blisko 345 mld złotych. Polska wkracza w fazę przyspieszonej internetyzacji.

Według badania Gemius dostęp do Internetu w Polsce w zeszłym roku deklarowało 70 proc. członków naszego społeczeństwa. Oznacza to, że nad Wisłą jest około 25 mln internautów. Znacznie większy odsetek internetyzacji można odnotować w polskim biznesie, gdzie – według firmy analitycznej Deloitte – do globalnej Sieci w minionym roku podpiętych było blisko 93 proc. firm. Niemal wszystkie (91,9 proc.) korzystały z łączy szerokopasmowych.

W tym roku polski Internet kończy 26 lat, a na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Polska wykonała olbrzymi skok technologiczny. Nasza przygoda z Internetem zaczęła się 26 września 1990 roku, w Instytucie Fizyki Jądrowej w Krakowie, który – jako pierwszy podmiot w Polsce – uzyskał własny adres IP. Jednak „drugie otwarcie” Internetu przypadło… na sześć lat później: w kwietniu 1996 roku. To właśnie wtedy firma TP SA udostępnia konsumentom możliwość łączenia się z Siecią. Początkowo zarówno użytkownicy domowi, jak i firmy, „wdzwaniali” się do Internetu za pomocą modemu i pamiętnego numeru 0202122. Po serii piknięć i trzasków – otwierał się przed nimi zupełnie nowy, cyfrowy świat. Połączenie z Internetem kosztowało użytkownika tyle, co koszt połączenia miejscowego, choć w niektórych miejscowościach za minutę internetowego połączenia płacono jak za minutę połączenia zamiejscowego. Jeden internetowy impuls kosztował wówczas 29 groszy i naliczał się co trzy minuty. Za godzinę spędzoną w Sieci należało zatem zapłacić 5,80 zł. Trzy lata później, czyli w 1999 roku, weszła w życia stała promocja: dostęp do Sieci w godzinach 22 – 8 rano kosztował połowę taniej, a internetowy impuls naliczał się już co 6 minut.

W obu przypadkach prędkość łącza pozostawiała jednak sporo do życzenia. Podobnie jak bajońskie sumy rachunków, które mocno przetrzepały portfele konsumentów i przedsiębiorców. W latach 1996-97 średnia pensja w Polsce wynosiła odpowiednio 873 i 1 061 zł, więc w budżecie typowego polskiego gospodarstwa domowego dostęp do Internetu był dobrem reglamentowanym. Jednak internetowy boom był już nieodwracalny. Polskie firmy zaczęły poszukiwać innego numeru do cyfrowego świata, niż 0202122. Pierwszą z nich był polski ATM.

Doszliśmy do przekonania, że powolny, wdzwaniany dostęp do sieci nie utrzyma się długo. Zwłaszcza z punktu widzenia klienta biznesowego była to pięta achillesowa polskiego Internetu. Potrzebna była lepsza, szybsza, wydajniejsza infrastruktura, dlatego zdecydowaliśmy się zainwestować w sieć światłowodową. Na początku stworzyliśmy sieć metropolitalną w Warszawie), aby potem systematycznie zwiększać jej zasięg na cały kraj – wyjaśnia Andrzej Stella-Sawicki z ATM S.A, operator krajowej sieci światłowodowej i największego centrum danych w Polsce.

Jeszcze w 2004 roku z łącz szerokopasmowych korzystało zaledwie 28 proc. polskich firm i raptem co czwarty (25 proc.) domowy użytkownik Internetu. Jednak według analizy firmy McKinsey Global Institute, która powołuje się na strategię Polskiego Narodowego Planu Szerokopasmowego, do 2020 roku już wszyscy Polacy będą mieli możliwość korzystania z cyfrowych zasobów Sieci.

Fakt, że każdy Polak w 2020 roku będzie miał dostęp do globalnej Sieci, całkowicie przemodeluje optykę firm z sektora e-commerce na sprzedaż internetową. Do tego czasu wartość polskiego rynku e-sprzedaży może przekroczyć próg 62 mld złotych. Jednak aby tak się stało, polskie e-sklepy muszą nadążyć z wdrożeniami technologii, które pozwolą im wycisnąć wszystkie soki z internetyzacji i pozwolą skuteczniej konkurować o klienta w przestrzeni cyfrowej – mówi Jakub Kot, CEO Dealavo, polskiej firmy specjalizującej się w tzw. smart-pricingu – Aktualnie łączną wartość sprzedaży w sektorze e-commerce na polskim rynku szacuje się na poziomie 34 mld zł rocznie. Za 4 lata, dzięki zastosowaniu nowych technologii, e-sklepy będą miały szansę na podwojenie swojej sprzedaży. Warto pamiętać, że w 2020 roku wzrośnie w Sieci nie tylko liczba internautów, lecz również liczba e-sklepów. Obecnie jest około 23,5 tysiąca sklepów internetowych. W 2020 roku będzie ich już ponad 30 tysięcy. Wraz z rozwojem rynku e-commerce systematycznie rosło będzie również zapotrzebowanie tego sektora na rozwiązania analityczne. Dla internauty AD 2020 najważniejszym elementem w zakupach internetowych pozostanie niezmiennie cena, więc e-sklepy, rywalizując o portfele użytkowników Sieci, będą musiały skusić ich rozsądną polityką cenową – dodaje Jakub Kot.

Według prognoz firmy eMarketer globalna liczba użytkowników podpiętych do Internetu już w tym przekroczy próg 3 miliardów osób, natomiast do 2018 roku już co drugi człowiek na ziemi będzie internautą. Jak wówczas będzie wyglądała globalna Sieć?

Internet zmienia się nieustannie i niezwykle dynamicznie. Z roku na rok powiększa swoją objętość o ponad 40 proc., a liczba produkowanych w Sieci danych zwiększa się o 4 300 proc. rokrocznie. Obecnie Internet liczy około 8 Zettabajtów danych, ale do 2020 roku, gdy wszyscy Polacy będą już mieli dostęp do cyfrowych zasobów, liczba danych w Sieci wzrośnie nawet do 45 Zettabajtów. To ogromna ilość informacji, które firmy będą mogły analizować i monetyzować – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej firmy specjalizującej się w Big Data marketingu, która stworzyła największą hurtownię danych w Europie – Z biznesowego punktu widzenia popularyzacja Internetu w Polsce wiąże się jeszcze większym przyrostem danych, niż ma to miejsce obecnie. Dla firm oznacza to jedno: dane, które będą po sobie pozostawiali polscy internauci, będzie można jeszcze skuteczniej monetyzować dzięki platformom analitycznym. Dzięki popularyzacji Internetu i rozwojowi narzędzi do analityki Big Data, w 2020 roku reklama internetowa będzie mogła zostać już precyzyjnie dopasowana do każdego użytkownika Sieci nad Wisłą. W 2020 roku reklamy w przeglądarce internetowa będą zatem odzwierciedleniem naszych zachowań i zainteresowań. Już teraz mówi się o trendzie „Internet of Me”, czyli „Internecie nas samych”, który pełnię swoich możliwości odsłoni za kilka najbliższych lat. Być może do tego czasu uda się całkowicie wyeliminować z Sieci masowy przekaz reklamowy, który tak bardzo drażni dziś internautów – dodaje Piotr Prajsnar.

Firma McKinsey Global twierdzi jednak, że nie każdy internauta będzie korzystał z Sieci w ten sam sposób. W konsumowaniu internetowych treści dużą rolę odegrają urządzenia mobilne. Czy w 2020 roku Internet będzie oglądany przede wszystkim przez ekrany smartfonów? Wiele wskazuje na to, że tak. Już teraz liczba połączeń z Siecią realizowanych za pomocą smartfonów sukcesywnie rośnie. IBM szacuje, że użytkownicy smartfonów generują dziennie ponad 5 Petabajtów danych, zaś eMarketer dodaje, że do końca przyszłego roku co trzeci człowiek będzie posiadał smartfona.

Z kolei według badań Zenith Media w tym roku mobilna konsumpcja treści internetowych wzrośnie o 28 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Statystyczny internauta spędza dziś 86 minut dziennie korzystając z Internetu w smartfonie. Co więcej – na ekran komórki spoglądamy dziś częściej, niż na ekran komputera. Według badań SlickText statystyczna osoba sprawdza swój telefon średnio 150 razy dziennie i ma go w zasięgu ręki przez 14 godzin na dobę.

Nestlé i R&R zawarły porozumienie o utworzeniu FRONERI, nowej spółki joint venture

Po spełnieniu wszystkich formalnych wymagań, Nestlé i R&R zawarły porozumienie o utworzeniu FRONERI, nowej spółki joint venture w przemyśle lodów, mrożonek i mlecznych deserów mrożonych. Nestlé i PAI Partners mają równe udziały w spółce.

FRONERI, nowa spółka joint venture z siedzibą w Wielkiej Brytanii, będzie obecna w Europie, w tym w Polsce, na Bliskim Wschodzie (za wyjątkiem Izraela), w Argentynie, Australii, Brazylii, na Filipinach i w Republice Południowej Afryki. Zgodnie z planami to lodowe joint venture obejmie swoją działalnością ponad 20 państw i zatrudniać będzie 15 000 osób. Szacowana sprzedaż produktów spółki ma wynieść około 2,6 mld euro.

FRONERI będzie czerpać z wzajemnie uzupełniającej się wiedzy specjalistycznej obu firm, mocnej pozycji marek, doświadczenia Nestlé w dystrybucji „out-of-home” oraz konkurencyjnego modelu produkcyjnego Grupy R&R i jej znaczącej obecności w handlu detalicznym.

FRONERI będzie budować swoją pozycję, opierając się na doświadczeniu w branży i biznesie gwarantowanemu przez Nestlé i R&R. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Luis Cantarell, Wiceprezes Nestlé na Europę, Afrykę Północną i Bliski Wschód, a Prezesem Ibrahim Najafi, wcześniej pełniący funkcję CEO R&R.

Dylemat energetyczny przed którym stoi świat może być rozwiązany

Polska i reszta świata muszą odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zredukować emisję CO2, stawiając jednocześnie czoła zwiększającemu się zapotrzebowaniu na energię. Obecnie postępujący rozwój technologiczny dał nam możliwość wpłynięcia na rozwiązanie tego dylematu.
Trzy globalne trendy wywołują ogromny wzrost zapotrzebowania na energię, a są nimi: wzrost populacji, coraz większa liczba urządzeń podłączanych do sieci i potrzeby energetyczne przemysłu. Do roku 2050 populacja miast na całym świecie powiększy się o 2,5 mld ludzi[1], liczba urządzeń i podłączonych do sieci wzrośnie o 50 mld w ciągu najbliższych 5 lat[2], a zapotrzebowanie na energię w przemyśle zwiększy się o przynajmniej 50% w ciągu kolejnych 35 lat[3]. Dziś 85% naszej energii wciąż pochodzi z nieodnawialnych paliw, generujących znaczną emisję CO2 i ilość ciepła prawie tak dużą jak eksplozja 400 tysięcy bomb zrzuconych na Hiroszimę.

Stoimy zatem przed wyzwaniem energetycznym, oznaczającym konieczność zredukowania emisji CO2 o połowę, podczas gdy poziom zużycia energii wzrośnie o 50%. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest trzykrotne zwiększenie efektywności. Jednak od dziś w perspektywie do roku 2035, dwie trzecie potencjału gospodarczego w obszarze podnoszenia efektywności energetycznej pozostaje niewykorzystane – mówił na XXVI Forum Ekonomicznym w Krynicy Zdrój Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric Polska. Przy użyciu obecnych technologii możemy jednak znacząco podnieść ten potencjał i przyczynić się do lepszego wykorzystania energii oraz stopniowego rozwiązywania dylematu energetycznego – dodał Jacek Łukaszewski.

Niewykorzystany potencjał efektywności energetycznej i produkcja z OZE

Od wielu lat prowadzone są działania na rzecz efektywności energetycznej w takich sektorach jak budownictwo czy przemysł. Z danych unijnych wynika, że cel 20-procentowego zmniejszenia zużycia energii w Unii Europejskiej do roku 2020 został zrealizowany sześć lat wcześniej, czyli już w 2014, a niemal 24-procentową poprawę wydajności gospodarki, UE osiągnie bez większych problemów między innymi dzięki postępowi technologicznemu. Ten poziom jesteśmy w stanie osiągnąć dzięki wdrożeniu innowacyjnych technologii, nie tylko na poziomie produkcji energii, ale również jej wykorzystania po stronie odbiorców. To z pewnością przyczyni się do znacznej redukcji emisji CO2 – mówił Jacek Łukaszewski.

Na rozwiązanie dylematu energetycznego wpływ ma również wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Do roku 2030 generatory słoneczne i akumulatory będą stanowić około 50% wszystkich nowych instalacji, podnoszących ilość dostępnej mocy[4]. Już teraz 57% konsumentów rozważa zapewnienie sobie samowystarczalności energetycznej[5], co z kolei zwiększa zapotrzebowanie na instalację mikrosieci elektroenergetycznych. Rozproszona produkcja energii oznacza zwiększone inwestycje w sieci energetyczne, zastosowanie nowoczesnych rozwiązań, które będą w stanie np. skrócić czas przerw w dostawach energii jak również komunikować się z operatorami w celu zapewnienia dostaw energii w sposób efektywny – mówi Jacek Łukaszewski. Do tego potrzebujemy jednak jeszcze lepszych technologii.

Innowacje, które zmieniają świat energii

Postępujący rozwój technologiczny, a w szczególności konwergencja systemów IT i OT, sprawia, że produkty energetyczne, które zapewniają nam dostęp do energii pozwalają automatycznie mierzyć, monitorować i sterować zapotrzebowaniem oraz poziomem zużycia energii. Łącząc automatykę i systemy zasilania z oprogramowaniem i narzędziami analitycznymi uzyskujemy dostęp do inteligentnych systemów wspierających podejmowanie lepszych i bardziej przewidywalnych decyzji w czasie rzeczywistym.

Innowacje energetyczne, które już przenikają do naszego codziennego życia i które bardzo szybko zrewolucjonizują świat energii i korzystania z niej to m.in.: wzajemna komunikacja urządzeń, lokalne zarządzanie, przetwarzanie w chmurze czy aplikacje i narzędzia analityczne. Dla przykładu, skomunikowane produkty zapewnią pełną wymianę informacji między urządzeniami energetycznymi i elektrycznymi, zapewniając lepszą pracę sieci energetycznych i kontrolę zużycia energii w domu poprzez np. sterowanie z poziomu aplikacji mobilnej. Z kolei lokalne zarządzanie dotyczy procesów zachodzących w budynkach, w szczególności obiektach biurowych czy badawczych, gdzie istnieje potrzeba zapewnienia szczególnych, często komfortowych warunków pracy. To wszystko odbywa się właśnie przy pomocy wzajemnie skomunikowanych czujników, sterowanych z poziomu jednej aplikacji.

W sektorach energetycznym i przemysłowym coraz ważniejsze jest przetwarzanie danych w chmurze. Ta warstwa infrastruktury technicznej pozwala zwiększyć bezpieczeństwo cyfrowe oraz optymalizację dla różnych poziomów systemów operacyjnych, zapewniając dostęp do informacji właściwym osobom, zawsze i wszędzie, 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Jest to kluczowe w zapewnieniu ciągłości pracy firm z sektorów, dla których energia jest niezbędnym elementem działalności.

Te fundamentalne rozwiązania sprawią, że zmieni się model funkcjonowania energetyki oparty na tradycyjnej produkcji energii. Połączenie tego tradycyjnego modelu ze źródłami odnawialnymi, wsparte przez rozwiązania z zakresu IT i IoT zmieni znacząco rynek i pozwoli wejść w nowy etap rozwoju, podobny do tego który zadział się w telekomunikacji. W konsekwencji pomorze to także znacząco zwiększyć efektywność energetyczną i rozwiązać istniejący dylemat.

[1] Departament Spraw Ekonomicznych i Społecznych ONZ (DESA)

[2] Cisco

[3] Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA)

[4] Bloomberg New Energy Finance

[5]Accenture

Polski symulator lokomotywy będzie szkolić maszynistów w rzeczywistości wirtualnej

Qumak wprowadził na rynek innowacyjny symulator lokomotywy – SIMTRAQ służący szkoleniu maszynistów w świecie wirtualnej rzeczywistości. Produkt powstał z myślą o podniesieniu bezpieczeństwa ruchu kolejowego. Dzięki wykorzystaniu szeregu pionierskich rozwiązań symulacyjnych, które realistycznie odtwarzają sytuację prowadzenia pociągu, SIMTRAQ ma szansę wyznaczyć nowe standardy w szkoleniu kadry maszynistów i prowadzeniu sesji symulacyjnych.

Zaprezentowany przez Qumak symulator SIMTRAQ pozwala na odwzorowanie tras kolejowych z całego świata w technologii 3D. Wszelkie elementy, takie jak: maszyny, ukształtowanie terenu, obiekty oraz zachowania ludzi i zwierząt zostały wiernie odwzorowane. Realistyczny obraz otoczenia można oglądać na oknach znajdujących się w kabinie maszynisty. Dzięki zastosowaniu sześciostopniowej platformy ruchu 6DoF możliwe jest odtworzenie wszystkich sił oddziałujących na maszynistę podczas jazdy w różnych warunkach atmosferycznych oraz w trakcie różnych zdarzeń np. wjazd samochodu na przejazd kolejowy, poślizg czy wykolejenie. Jest to nowość pośród dotychczasowych rozwiązań symulacyjnych. Dopełnieniem pełnego odwzorowania sytuacji panującej w kabinie maszynisty jest fakt, że została wykonana z oryginalnych części znajdujących się w kabinach pojazdów szynowych.

Wyższe standardy nauki i zwiększone bezpieczeństwo

Jak wskazują statystyki Urzędu Transportu Kolejowego zawarte w „Raportach w sprawie bezpieczeństwa Transportu Kolejowego w Polsce”, 72,4% wypadków na szlakach kolejowych spowodowanych jest pojawieniem się na torach, w sposób nieupoważniony, podmiotów zewnętrznych.  Dlatego nadrzędnym celem przyświecającym twórcom symulatora było stworzenie warunków, w których maszyniści mogą w bezpiecznych warunkach mierzyć się z sytuacją wtargnięcia na tory pieszych, zwierząt czy wystąpieniem problemów z kontrolą pojazdu. SIMTRAQ pozwala kierującemu pojazdem ćwiczyć reakcję na nagłe zdarzenia i pomóc zminimalizować ryzyko wypadku. Każda jazda wykonywana w symulatorze jest rejestrowana, a automatyczny system oceny wykorzystujący algorytmy Business Intelligence, natychmiast generuje raporty analityczne dla osób szkolonych i instruktorów.

 Projektując symulator wzięliśmy pod uwagę różne, realne czynniki mające wpływ na prowadzenie pojazdu szynowego i umożliwiliśmy wprowadzenie ich do procesu szkoleniowego przy użyciu najnowszych technologii. Dzięki temu, przyszli i obecni maszyniści będą mogli nauczyć się prawidłowych reakcji na występujące podczas jazdy zdarzenia awaryjne. Jesteśmy przekonani, że symulator pomoże przewoźnikom w profesjonalnym szkoleniu kadr oraz w dłuższej perspektywie, zapewni oszczędności finansowe wynikające ze szkolenia różnych grup zawodowych na jednym sprzęcie – mówi Wojciech Strusiński, Wiceprezes ds. Sprzedaży w Qumak S.A.

Przyszłościowe zastosowanie

Urządzenie dedykowane jest przewoźnikom kolejowym, przedsiębiorstwom prowadzącym szkolenia maszynistów i szkołom kolejowym. Rozwiązanie przeznaczone jest w szczególności dla firm i przewoźników, którzy rozwijają swój tabor, a co za tym idzie, chcą szkolić swoją kadrę na profesjonalnym sprzęcie. Technologie i metody symulacji zastosowane w SIMTRAQ wyznaczają nowe standardy w zakresie szkolenia motorniczych oraz kierowców i mogą być wykorzystane w innych branżach.

Symulator dostępny jest w czterech klasach: najbardziej zaawansowanego technologicznie mobilnego centrum szkoleniowego w naczepie TIR, stacjonarnego symulatora immersyjnego, rozwiązania rzeczywistości rozszerzonej z osobistą platformą ruchu oraz symulatora klasy biurkowej zainstalowanego w komputerze osobistym lub stacjonarnym.

Symulator lokomotywy powstał we współpracy z Instytutem Kolejnictwa, Wojskową Akademią Techniczną oraz Centrum Kształcenia Ustawicznego w Inżynierii Komunikacyjnej „IKKU”. Projekt zrealizowano w ramach programu „Demonstrator+” dofinansowanego z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Polak Oszczędny 2016. Czy oszczędność jest dziedziczna?

Jak wynika z raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny 2016. Czy oszczędność jest dziedziczna?” 46 proc. rodziców regularnie wypłaca dzieciom kieszonkowe. Przeciętnie jest to 61 zł miesięcznie, choć np. w Warszawie 200 zł i więcej. Zamożność rodziców wcale nie idzie w parze z hojnością. Bardziej systematycznie wspierają finansowo swoje dzieci rodziny o średnich dochodach niż te najlepiej uposażone.

Skąd się biorą pieniądze? Od rodziców, potem od dziadków, dalszych krewnych i z własnej pracy. Takie są źródła dochodów polskich dzieci i nastolatków w wieku 6-18 lat. Z badań BGŻOptima wynika, że 46 proc. z nich regularnie dostaje w domu kieszonkowe. Przeciętnie 61 zł miesięcznie, przy czym 21 proc. beneficjentów musi zadowolić się kwotą niższą niż 50 zł. Natomiast 11 proc. obdarowywanych zawyża średnią, ponieważ co miesiąc ma do wydania przeszło 200 zł. Tu ciekawa uwaga, rodzice pytani ile powinno wynosić kieszonkowe twierdzą, że 106 zł. Taka jest średnia odpowiedzi. Tylko 8 proc. uznało, że ponad 200 zł to odpowiednia kwota. Co piąty ankietowany powiedział, że wystarczy dziecku mniej niż 50 zł miesięcznie.

Kto ma węża w kieszeni

Najwyższe kieszonkowe pobierają dzieci w Warszawie, gdzie co czwarty rodzic wysupłuje dla nich ponad 200 zł. Na wsi tak hojne wsparcie ma tylko 8 proc. młodzieży szkolnej. Więcej niż 200 zł na dziecko wydaje 13 proc. osób o dochodach ponad 10 tys. miesięcznie. Ciekawi fakt, że aż 19 proc. najzamożniejszych daje dziecku mniej niż 50 zł na wydatki osobiste. Tyle samo co w najniższej grupie dochodowej, czyli z uposażeniem do 1000 zł.

Najbardziej wspaniałomyślnymi wydają się być rodzice, którzy zarabiają między 5000 a 7000 zł. Tu niemal co trzeci (32 proc.) rodzic wypłaca potomstwu więcej niż 200 zł miesięcznie.

O ile związek między zarobkami rodziców i kieszonkowym jest niewielki, to skłonność do wypłaty kieszonkowego jest skorelowana z wiekiem dziecka. Wśród rodziców dzieci w wieku 6-18 lat widać skokowy wzrost wypłacanych sum po 11 urodzinach potomstwa. Nakłady na osobiste wydatki rosną aż do „osiemnastki”, a potem spadają. Nadal jednak 31 proc. 20-latków regularnie dostaje co miesiąc minimum 50 zł, a 23 proc. ponad 200 zł. miesięcznie.

Niemniej, skłonność do sponsorowania dorosłych dzieci jest mniejsza niż zanim osiągną pełnoletniość. Najwięcej wypłacających kieszonkowe jest właśnie wśród rodziców 18-latków (65 proc.).

Hojni dziadkowie

Dla sporej części dzieci i nastolatków datki od rodziców stanowią tylko jeden ze sposobów finansowania osobistych wydatków. 44 proc. rodziców mówi, że dzieci uzyskują dodatkowe kieszonkowe z innych źródeł. Głównym są oczywiście dziadkowie. 66 proc. rodziców z tej grupy, wskazuje na swoich rodziców jako dodatkowych sponsorów wnuków. Pieniądze dorzucają też dalsi krewni – 23 proc. Co warte odnotowania: 18 proc. młodzieży ma pieniądze zarobione przez siebie. Kolejne 10 proc. dostaje dodatkowe pieniądze za różne prace domowe.

Warto zauważyć, że najbardziej zaradne są dzieciaki z miasteczek i miast do 50 tys. mieszkańców, gdzie mieszka 49 proc. młodzieży pracującej. W Warszawie dodatkowe dochody z pracy uzyskuje tylko 6 proc. nastolatków.

Domowy uniwersytet

57 proc. rodziców uważa, że najlepszą szkołą oszczędzania jest nauka zarządzania finansami wyniesiona z domu. Pytanie jednak, czy na pewno są to dobre wzorce? Tylko co trzeci rodzic ocenia, że ma dużą wiedzę finansową, 56 proc. stwierdza, że jest ona przeciętna, a 14 proc. przyznaje się, że mała.

Stan świadomości finansowej przekłada się na planowanie oszczędności. Aż 66 proc. ankietowanych na pytanie czy oszczędza na przyszłość dzieci odpowiada, że nie odkłada nic. Kolejne 13 proc. trzyma pieniądze w domu. 11 proc. rodziców kupiło dziecku mieszkanie, wpisując się tym samym w silne w Polsce przekonanie, że nieruchomość jest najpewniejszą z inwestycji na przyszłość. 6 proc. badanych oszczędza na lokatach bankowych.

Jeśli mowa o dobrych przyzwyczajeniach zarządzania pieniędzmi kultywowanych w domu, to nie jest też najlepiej z edukacją finansową dzieci. Rozmowy na ten temat mają charakter raczej sporadyczny i związane są z dużymi wydatkami. Dobrym zwyczajem jest podsumowanie wydatków po wspólnych zakupach. Tak robi 59 proc. rodzin. 44 rodziców przeprowadza pogadankę o finansach przy okazji kupna roweru, sprzętu elektronicznego, generalnie wówczas, gdy z budżetu domowego wydatkowana jest większa suma. Tylko 1 proc. rodzin edukuje dziecko z zarządzania finansami przy okazji tworzenia budżetu, planowania wydatków, a jest to wymarzona sytuacja do pokazania jak bilansować przychody i rozchody i że wydatki nie powinny przekraczać wpływów.

Istotną rolę w edukacji finansowej odgrywa kieszonkowe. Co trzeci rodzic (33 proc.) uważa, że możliwość zarządzania własnymi pieniędzmi stwarza najlepszą okazję do wyrabiania nawyku do oszczędzania. Taki sam odsetek ankietowanych wykorzystuje wypłatę kieszonkowego do rozmowy o finansach osobistych.

***

Konrad Grzelec, BGŻOptima

Postanowienia upadłościowe i restrukturyzacyjne w Polsce w trzech kwartałach 2016 r.

  • W pierwszych trzech kwartałach 2016 r. liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 559, czyli o 7 mniej (-1 proc.) niż w analogicznym okresie 2015 r. (wg danych na dzień 29 września br.)
  • Wśród rodzajów postępowań upadłościowych najwięcej ogłoszono upadłości w celu likwidacji majątku (405 tj. 72 proc.), a najmniej postępowań o zatwierdzenie układu (2)
  • Coraz częściej stosowane są postępowania wprowadzone z początkiem br. wraz z nowym prawem upadłościowym. W I kw. 2016 ogłoszono 23 postępowania restrukturyzacyjne (B), w II kw. było ich 51, a w III kw. sądy zastosowały nowe formy postępowania już 56 razy.
  • Utrzymuje się obserwowany wcześniej spadek liczby upadłości i restrukturyzacji w transporcie (-53 proc.) i w produkcji (-27%). Budownictwo zanotowało podobną liczbę bankructw natomiast ich liczba wzrosła w handlu, głównie hurtowym (+11%) oraz w pozostałych branżach (głównie usługach) +16%.
  • Coface prognozuje na koniec 2016 r. wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji o 6 proc. r/r, jednak będzie to świadczyło nie tyle o pogorszeniu sytuacji mikroekonomicznej, ale o wyższym wykorzystaniu form restrukturyzacji, które jeszcze w zeszłym roku nie były dostępne dla polskich przedsiębiorstw.
Postanowienia upadłościowe (A) i restrukturyzacyjne (B) w Polsce
w pierwszych trzech kwartałach lat 2008-2016
rodzaj postępowania upadłościowego I-IX 2008 I-IX 2009 I-IX 2010 I-IX 2011 I-IX 2012 I-IX 2013 I-IX 2014 I-IX 2015 zmiana

2016/15

I-IX 2016
(A) Upadłości w celu likwidacji majątku 270 429 420 434 521 548 529 490 405
(A) Upadłości z możliwością zawarcia układu 47 80 91 87 121 133 90 76 24
(B) Postępowanie o zatwierdzenie układu*** 2
(B) Przyspieszone postępowanie układowe*** 77
(B) Postępowanie układowe*** 19
(B) Postępowanie sanacyjne*** 32
ogółem 317* 509* 511* 536* 642* 699* 644* 566** -1%   559**

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Spowolnienie wzrostu gospodarczego, które dotyka obecnie wiele gospodarek światowych, nie ominęło Polski. W pierwszym półroczu wzrost rodzimego PKB sięgnął 3,1%, co było tempem niższym niż notowane w analogicznym okresie dwóch poprzednich lat. Jedynym czynnikiem, który obniżył wzrost gospodarczy był spadek inwestycji w aktywa trwałe. Wprawdzie ich wyhamowanie było spodziewane po intensywnym przyroście inwestycji w latach 2014-2015, wspieranych przez przyspieszenie wykorzystania środków unijnych w ostatnim okresie obowiązywania poprzedniego budżetu UE. Jednak z drugiej strony, firmy stały się mniej chętne do podejmowania decyzji o rozwoju biznesu i zwiększaniu mocy wytwórczych, wobec zmian w otoczeniu prawnym oraz niepewności co do utrzymania się popytu na rynkach zagranicznych. Eksport to już równowartość blisko połowy naszego nominalnego PKB, a słabnąca globalna wymiana handlowa, czy ewentualny wzrost niepewności w Europie Zachodniej potęgowanej przez ryzyko polityczne oraz Brexit, ograniczają ambicję rodzimych eksporterów. Zgodnie z naszymi przewidywaniami druga połowa roku nie przyniesie znacznego przyspieszenia ekspansji gospodarki, a wzrost PKB w całym 2016 r. sięgnie 3,2%. Konsumpcja gospodarstw domowych wspieranych przez dobrą sytuację na rynku pracy i świadczenia z programu „Rodzina 500+” będzie umacniać się na miejscu głównej siły napędowej naszej gospodarki.

Pomimo spowolnienia wzrostu gospodarczego, przedsiębiorstwa działają w Polsce w relatywnie sprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym. Przekroczenie 3-procentowego rozwoju gospodarki w ujęciu rocznym wciąż nie jest osiągalne dla wielu krajów. Nadal utrzymuje się poprawa w statystykach upadłości polskich przedsiębiorstw, które pozostają w trendzie spadkowym od 2014 roku. Dynamika spadku liczby upadłości i restrukturyzacji nie jest już jednak tak imponująca jak w poprzednich kwartałach, a dane za pierwsze dziewięć miesięcy tego roku wskazują na obniżenie się liczby postępowań o 1% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Struktura szczegółowych danych charakteryzujących upadłości i restrukturyzacje wyjaśnia z pozoru słabsze tempo poprawy sytuacji mikroekonomicznej. Zmiana prawa upadłościowego i wprowadzenie prawa restrukturyzacyjnego od 1 stycznia 2016 r. umożliwiło przedsiębiorstwom borykającym się z trudną sytuacją płynnościową skorzystanie z różnych form prawnych mających na celu powrót do efektywnej działalności biznesowej. Z każdym miesiącem restrukturyzacje stają się coraz bardziej popularne wśród firm wymagających skorzystania ze środka naprawczego tego typu. Stanowią one już blisko 1/3 wszystkich postępowań, a trzeci kwartał tego roku przyniósł istotny wzrost liczby najpopularniejszych form restrukturyzacji: przyspieszonych postępowań układowych (łącznie 77 postępowań tego typu w trzech kwartałach 2016 r.) oraz sanacji (łącznie 32 postępowania tego typu w trzech kwartałach 2016 r.). Bez szans na powrót do efektywnej działalności gospodarczej było 405 przedsiębiorstw wobec których ogłoszono upadłości w celu likwidacji majątku w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku. Wynik ten był o 17% niższy niż w tym samym okresie 2015 r. W następnych kwartałach przewidujemy dalsze pogłębienie się tej tendencji, czyli zmniejszenie się liczby upadłości oraz zwiększenie ogłaszanych postępowań restrukturyzacyjnych, które stopniowo będą stawały się coraz powszechniej wykorzystywaną próbą „uzdrowienia” przedsiębiorstw w trudnej sytuacji płynnościowej. W rezultacie liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce będzie na koniec tego roku wyższa o 6% w porównaniu do 2015 r., jednak będzie to świadczyło nie tyle o pogorszeniu sytuacji mikroekonomicznej, ale o wyższym wykorzystaniu form restrukturyzacji, które jeszcze w zeszłym roku nie były dostępne dla polskich przedsiębiorstw.

Upadłości i restrukturyzacje według branż

branża liczba

upadłości

I-IX 2008

…. liczba**
upadłościI-IX 2015
liczba**
upadłościI-IX 2016
zmiana

2016/2015

PRODUKCJA, w tym: 137   177 130 – 27%
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 130 165 112 – 32%
         Produkcja artykułów spożywczych i napojów 25 19 26 + 37%
         Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 15 31 24 – 23%
         Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 6 12 12 bez zmian
         Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 7 12 11 porównywalnie
         Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców

niemetalicznych (w tym materiały budowlane)

6 18 7 – 61%
         Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 6 17 6 – 65%
         Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 19 15 6 – 60%
         Poligrafia i reprodukcja 8 11 5 – 55%
         Produkcja papieru i wyrobów z papieru 6 3 1 spadek
         Produkcja mebli 9 5 0 spadek
         Przetwórstwo przemysłowe pozostałe 23 22 14 – 36%
Handel, w tym m.in.: 71   129 143 + 11%
          Handel hurtowy 52 85 89 + 5%
          Handel detaliczny 11 35 32 – 8%
Budownictwo 48   103 102 porównywalnie
Transport i gospodarka magazynowa 11   32 15 – 53%
Pozostałe branże, głównie usługi, w tym m.in.: 50   125 145 + 16%
          Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości 4 20 24 + 20
ogółem 317   566 ** 559 ** – 1%

 

Przetwórstwo przemysłowe

W ramach przetwórstwa przemysłowego, które ma szeroką reprezentację zarówno w statystykach upadłości i restrukturyzacji, jak również w polskiej gospodarce, odnotowano niższą liczbę postępowań w zdecydowanej większości branż. Jednak analiza zmian rocznych nie jest miarodajna ze względu na wprowadzone zmiany w prawie upadłościowym i wydzielenie prawa restrukturyzacyjnego od stycznia tego roku. Podobnie jak miało to miejsce w pierwszej połowie roku znaczna liczba postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych została ogłoszona wśród producentów artykułów spożywczych i napojów. Pomimo słabnącej dynamiki polskiego eksportu w kolejnych miesiącach tego roku, dobrze radzą sobie branże ukierunkowane na popyt zagraniczny – ustabilizowała się liczba postępowań wśród producentów maszyn i urządzeń, a niekwestionowanym liderem i pozytywnym bohaterem statystyk stała się branża meblowa, gdzie od początku roku nie odnotowano ani jednej upadłości, jak również nie skorzystano z żadnej z przewidzianych prawem form restrukturyzacji. W związku z obniżającą się dynamiką globalnej wymiany handlowej, działalność eksportowa polskich przedsiębiorstw może nie utrzymywać się na dotychczasowym poziomie, a konkurencyjność cenowa i jakościowa nie uchroni firm przed trudnościami płynnościowymi w razie ograniczenia popytu.

Handel

Liczba upadłości i restrukturyzacji firm handlowych po raz pierwszy od 2008 roku przekroczyła liczbę bankructw w przetwórstwie przemysłowym. Wydawałoby się, że branża będzie największym beneficjentem sytuacji makroekonomicznej w Polsce, gdzie wzrost gospodarczy napędzany jest głównie rosnącymi wydatkami gospodarstw domowych, a utrzymująca się poprawa na rynku pracy ze stopą bezrobocia najniższą od 25 lat i rosnące wynagrodzenia utrwalą dobre perspektyw dla branży. Pomimo sprzyjającego otoczenia makroekonomicznego, w branży nadal jest wysoka konkurencja a marże pozostają niskie. Wyższe obroty nie oznaczają wyższych zysków. Handel detaliczny uchronił się od poniesienia kosztów nowego podatku handlowego wobec zastrzeżeń Komisji Europejskiej co do jego formy, jednak obciążenie podatkowe w innym kształcie najprawdopodobniej powróci począwszy od przyszłego roku i obejmie większe podmioty na rynku. W handlu nadal dominują upadłości i restrukturyzacje hurtowników, których to postępowań jest blisko 3 razy więcej niż w przypadku detalistów. Prowadzenie działalności z rentownością na granicy opłacalności i powszechne skracanie łańcucha dostaw z bezpośrednią współpracą na linii producent–duży detalista eliminuje wiele podmiotów hurtowych z rynku.

Budownictwo

Branża budowlana już od kilku kwartałów generuje dość pozytywny obraz w statystykach upadłościowych. Podmioty specjalizujące się w budownictwie mieszkaniowym czy komercyjnym korzystają na solidnym poziomie popytu na ich usługi. Jednak dynamika produkcji budowlano-montażowej wykazuje dość duże pogorszenie w sektorze już od blisko roku, a jej ostatnie spadki przekraczają 20% w porównaniu do wartości produkcji notowanej w roku ubiegłym. Mniejsza liczba projektów infrastrukturalnych generujących duże wartości inwestycji, czy wolniejsze angażowanie środków z bieżącego budżetu unijnego znajdują odzwierciedlenie w trudnościach odczuwanych przez wiele firm z branży. Inwestycje współfinansowane z budżetu UE będą uruchamiane stopniowo, a zanim projekty inwestycyjne przekształcą się w faktyczne place budowy, sytuacja branży będzie trudna nie tylko w danych makroekonomicznych, ale także będzie wzrastać liczba upadłości i restrukturyzacji firm budowlanych na przestrzeni kolejnych miesięcy. Odwrócenia tego zbliżającego się trendu należy oczekiwać nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku.

Upadłości i restrukturyzacje według regionów

województwo liczba**
upadłościI-IX 2015
liczba**
upadłościI-IX 2016
zmiana

2016/2015

mazowieckie 129 99 – 23%
śląskie 65 82 + 26%
dolnośląskie 54 70 + 30%
małopolskie 48 58 + 21%
wielkopolskie 48 43 – 10%
zachodniopomorskie 40 32 – 20%
lubelskie 16 28 + 75%
kujawsko-pomorskie 41 25 – 39%
podkarpackie 20 24 + 20%
pomorskie 27 21 – 22%
łódzkie 17 16 porównywalnie
lubuskie 14 16 + 14%
warmińsko-mazurskie 20 15 – 25%
podlaskie 4 12 + 200%
świętokrzyskie 16 11 – 31%
opolskie 7 7 bez zmian
ogółem 566** 559** – 1%

Utrzymuje się spadek liczby upadających i objętych restrukturyzacją firm w województwie mazowieckim. Jednak trzy ważne województwa z dużą liczbą zarejestrowanych podmiotów (śląskie, dolnośląskie, małopolskie) kolejny kwartał notują wzrost liczby bankructw.

Upadłości i restrukturyzacje według form prawnych przedsiębiorstw

forma prawna liczba upadłości

I-IX 2008

…. liczba** upadłości

I-IX 2015

liczba upadłości **

I-IX 2016

 

zmiana

2016/2015

 

udział
w 3 kw. 2016
Spółka z o.o. 202 334 295 – 12% 53%
Przedsiębiorca 63 127 170 + 34% 30%
Spółka akcyjna 18 48 43 – 10% 8%
Spółka jawna 12 28 19 – 32% 3%
Spółka komandytowa 3 16 14 – 16% 2,5%
Spółdzielnia 10 7 14 + 100% 2,5%
Pozostałe formy 9 6 4 – 33% 1%
ogółem 317      566** 559** – 1% 100%

 

Analizując formy prawne upadających i restrukturyzowanych przedsiębiorstw, obserwujemy utrzymujący się trend wzrostowy w grupie przedsiębiorców (+ 34 proc.), a także dwukrotnie wyższa liczbę orzeczeń wobec spółdzielni. W pozostałych grupach firm sytuacja uległa poprawie. Największą grupę wśród bankrutujących firm stanowią jak zwykle spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (53 proc.).

Prezentowane statystyki są przygotowywane przez ubezpieczyciela należności Coface od 1997 roku w oparciu o daty wydania postanowień sądów o ogłoszeniu upadłości, czyli faktyczne daty upadłości. Wyniki za 3 kwartały 2016 nie są ostateczne i należy się jeszcze spodziewać wzrostu o kilkanaście przypadków. Jednak dane sprzed roku, do których liczony jest ostatni wzrost procentowy r./r., pochodzą także z końca września, co zapewnia rzetelność porównań statystycznych. Dane historyczne, dotyczące lat 2008-2014, pokazują wyniki znane na koniec każdego roku.

Należy zwrócić uwagę, że od 1.01.2016 r. zmianie uległy dotychczasowe przepisy w prawie upadłościowym – wprowadzono nowe prawo restrukturyzacyjne. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego, oprócz zaspokojenia wierzycieli, jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami, a w przypadku postępowania sanacyjnego – również przez przeprowadzenie działań sanacyjnych, przy zabezpieczeniu słusznych praw wierzycieli.

Istotną zmianą jest także fakt, że w obecnym prawie, postępowaniu restrukturyzacyjnemu podlegają zarówno firmy niewypłacalne, jak i zagrożone niewypłacalnością, w związku z tym nowe statystyki pokazują nie tylko liczbę bankrutów, ale także firm zagrożonych bankructwem. Wcześniej obowiązujące prawo umożliwiało ogłoszenie upadłości układowej tylko wobec firmy faktycznie niewypłacalnej. 

Theresa May pogrążyła funta

Funt brytyjski handluje na najniższym od trzech miesięcy poziomie do dolara, po tym jak premier Wielkiej Brytanii Theresa May obiecała wprowadzenie w życie Brexitu do końca marca 2017 r. Zgodnie z artykułem 50. Traktatu Lizbońskiego Wielka Brytania będzie miała od tego momentu 2 lata na uzgodnienie z Unią Europejską warunków opuszczenia Unii. Funt od początku roku stracił już około 13 proc. do dolara, co jest najgorszym wynikiem wśród głównych walut. Panują obawy iż tzw. „twardy Brexit” doprowadzi do spadku eksportu i znaczenia instytucji finansowych w Wielkiej Brytanii. Spadków na funcie nie powstrzymał dobry odczyt produkcyjnego indeksu PMI, który wzrósł w wrześniu do 55,4 punktów, znacznie powyżej oczekiwań analityków na poziomie 52,6 punktów. Jest to najwyższy odczyt tego indeksu od dwóch lat. Para GBPUSD traci obecnie 1 proc. i handluje w okolicy poziomu 1,2840, najniżej od lipca. Para EURGBP zyskuje obecnie 0,9 proc. i handluje w okolicy poziomu 0,8740, najwyżej od 2013 r. Para GBPJPY traci 1 proc. i handluje w okolicy poziomu 130,15. Również polski złoty mocno zyskuje w relacji do funta, para GBPPLN handluje ponownie poniżej 5 zł, obecnie w okolicy poziomu 4,92.

Ceny ropy naftowej rosną czwarty dzień z rzędu, na fali historycznego porozumienia członków OPEC co do ograniczenia produkcji surowca. Pomimo porozumienia Iran, trzeci co do wielkości producent w Grupie, chce zwiększyć eksport od poziomu 2,35 milionów baryłek dziennie w nadchodzących miesiącach. Również liczba operujących wiertni, wydobywających ropę z złóż łupkowych w USA, wzrosła piąty tydzień z rzędu. Pomimo tego ropa naftowa WTI zyskuje dziś 0,3 proc. handlując w okolicy poziomu 48,20 dolarów za baryłkę, a ropa Brent zyskuje 0,2 proc. handlując w okolicy poziomu 50,10 dolarów za baryłkę.

Chiński indeks produkcyjny PMI pozostał we wrześniu na sierpniowym poziomie 50,4 punktów, najwyżej od 2 lat a indeks usługowy PMI wzrósł do 53,7 punktów z 53,5 punktów w sierpniu. Dobre odczyty indeksów wpłynęły na ponad 1 proc. wzrosty na giełdzie w Hong Kongu. Na te dane nie zareagowała jednak pozytywnie miedź i obecnie traci już ponad 1 proc. handlując w okolicy 2,17 dolarów za funta. Nikiel handluje dziś 3,6 proc. taniej niż w piątek, po tym jak media doniosły, iż Filipiny jednak nie zawieszą produkcji we wszystkich kopalniach które złamały normy środowiskowe.

Theresa May pogrążyła funta 2 Theresa May pogrążyła funta 3


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

Zwrot społeczno-polityczny powoduje zwiększone zainteresowanie inwestorów krajowymi aktywami

Zwrot społeczno-polityczny powoduje zwiększone zainteresowanie inwestorów krajowymi aktywami 4
Eksperci zauważają, że na giełdy i cały świat finansów oddziałuje obserwowany w wielu krajach zwrot społeczno-polityczny w kierunku nacjonalizmu i populizmu. Sprawia on, że obecnie inwestorzy chętniej kupują akcje rodzimych spółek, gorszy natomiast mają stosunek do zagranicznych. Zdaniem prof. Bogny Gawrońskiej-Nowak z Uczelni Łazarskiego konsekwencje tego mogą być poważne. Zasadą skutecznych inwestycji jest bowiem konieczność dywersyfikacji ryzyka.

– Od kilku przynajmniej lat jako pokłosie globalnego kryzysu możemy zaobserwować pewien rodzaj uwstecznienia procesów globalizacji – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Bogna Gawrońska-Nowak, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania, kierownik Katedry Ekonomii Uczelni Łazarskiego. – Z jednej strony globalizacja wciąż postępuje, rynki się otwierają, znoszone są bariery, ale z drugiej mamy jednak wzrost populizmu i nacjonalizmu, które wiążą się z pewnymi zjawiskami ekonomicznymi.

Ostatnio w Katedrze Ekonomii Uczelni Łazarskiego, jak informuje prof. Bogna Gawrońska-Nowak, badane jest zjawisko tzw. home bias. Polega ono w skrócie na ciążeniu kapitału w kierunku krajowych aktywów. Okazuje się, że inwestorzy na całym świecie coraz bardziej preferują rodzime aktywa, ze swojej własnej, krajowej gospodarki w odróżnieniu od zagranicznych.

– Takie ciążenie poniekąd mogłoby się wydawać racjonalne i naturalne, bo jednak posługiwanie się językiem, w którym na przykład działa przedsiębiorstwo oferujące akcje, daje pewną przewagę informacyjną, ale z drugiej strony podstawy finansów mówią, że efektywna inwestycja musi się opierać na dywersyfikacji portfela – zauważa prof. Bogna Gawrońska-Nowak. – Jeżeli patrzeć na to w ujęciu globalnym, to trzeba zatem kupować zarówno aktywa rodzime, jak i zagraniczne. Zapewnia to różnorodność, która dywersyfikuje ryzyko i chroni cały portfel przed stratami.

Z badań Uczelni Łazarskiego wynika, że inwestorzy coraz rzadziej postępują racjonalnie i dokonują właściwej, efektywnej dywersyfikacji swoich portfeli.

– Taki rodzaj ucieczki od zagranicznych aktywów być może następuje wtedy, gdy jest jakaś większa panika i wzrastają nastroje bardziej nacjonalistyczne –przypuszcza prof. Bogna Gawrońska-Nowak. – Może to oczywiście skutkować pewnym zakłóceniem działania rynków. Bo jeśli inwestorzy postępują w sposób trochę albo bardzo nieracjonalny, czyli nie kierują się zasadą maksymalizacji zysków, dywersyfikacji ryzyka, jego minimalizacji, to ich decyzje stają się nieco mniej przewidywalne i na rynku pojawiają się tzw. nakładki behawioralne.

Zjawisko home bias, jak przyznaje prof. Bogna Gawrońska-Nowak, jest trudne do analizy. Badania muszą się bowiem opierać na szeregu szczątkowych z natury rzeczy i trudno uchwytnych mikrodanych dotyczących zachowań poszczególnych inwestorów, które można uniezależnić. Ale na pewno współgra ono z ogólnym społeczno-politycznym zwrotem społeczeństw ku nacjonalizmowi, populizmowi i swego rodzaju „naszości” i jest to zjawiskom obserwowane w wielu krajach.

– Staramy się określić czynniki, mamy dane kilkudziesięciu gospodarek światowych, firm notowanych na giełdach i przeprowadzamy analizę statystyczną – wyjaśnia prof. Bogna Gawrońska-Nowak. – Chodzi o to, aby po pierwsze określić, czy i gdzie to zjawisko występuje, a po drugie od czego zależy.

W przypadku Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, jak podkreśla dziekan Katedry Ekonomii Uczelni Łazarskiego, nie sposób na razie przyznać, że takie zjawisko faktycznie występuje. Rynki, szczególnie w tym samym stadium rozwoju, to bowiem system naczyń połączonych. Inwestorzy na jednym parkiecie często powielają zachowania występujące na drugim.

– W innym, zakończonym już, badaniu na zlecenie Narodowego Banku Polskiego, które robiliśmy w ramach konkursu na projekty badawcze, stwierdziliśmy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej występowanie efektu zarażania, przynajmniej w trakcie kryzysu finansowego – wskazuje prof. Bogna Gawrońska-Nowak. – Oczywiście jest to zjawisko trudno powtarzalne w tej samej skali podczas okresu stabilizacji gospodarczej, ale w ramach kryzysu na pewno miało miejsce i dotyczyło giełd w Czechach, na Węgrzech i w Polsce.

Wcześniej taki efekt został zaobserwowany w 1997 roku podczas kryzysu azjatyckiego. Rozpoczął się on stosunkowo niewinną decyzją rządu Tajlandii o upłynnieniu kursu wcześniej ściśle związanej z wartością dolara amerykańskiego rodzimej waluty (bahta). Szybko jednak rozprzestrzenił się na pozostałe kraje regionu (Filipiny, Malezja, Indonezja, Singapur). Wtedy też zjawisko zostało nazwane w literaturze, a w ośrodkach badawczych powstało całe naukowe zaplecze metodologiczne.

– Ale myślę, że zarażanie jest obecnie już tak rozpowszechnione, że przy nawet drobnych załamaniach rynku można je obserwować, rzecz jasna w grupie krajów etykietowanych przez inwestorów jako rynki zbliżone, podobne do siebie – podsumowuje prof. Bogna Gawrońska-Nowak, kierownik Katedry Ekonomii na Uczelni Łazarskiego.

J. Borowski: Na razie nie ma argumentów za postulowaną przez rząd repolonizacją banków. Powinna się ona opierać na kapitale prywatnym, którego wciąż w Polsce brakuje

J. Borowski: Na razie nie ma argumentów za postulowaną przez rząd repolonizacją banków. Powinna się ona opierać na kapitale prywatnym, którego wciąż w Polsce brakuje 5
Krajowy sektor bankowy w coraz większym stopniu znajduje się w polskich rękach. Obecnie rozgrywka toczy się między innymi o aktywa Raiffeisen Bank Polska. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Crédit Agricole, na razie nie ma silnych ekonomicznych przesłanek do repolonizacji działających w Polsce banków. Taką operację można rozważyć w przyszłości, ale powinna ona być oparta o prywatny, a nie państwowy, kapitał.  

– Sądzę, że repolonizacja banków to kierunek, który można, oczywiście, rozważyć – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista banku Crédit Agricole. – Co do zasady jednak byłoby lepiej, gdyby przechodzenie pod skrzydła krajowego podmiotu działo się w sposób naturalny, czyli gdy tego rodzaju kapitał uczestniczy w całym procesie. Chodzi o to, żeby repolonizowane banki, które kiedyś były własnością Skarbu Państwa, a dzisiaj stają się ponownie częścią podmiotów krajowych, przejmowane były przez prywatne organizacje. Ale w takim procesie przeszkodą jest braku na rynku odpowiedniej ilości kapitału.

Gdy to Skarb Państwa jest podmiotem przejmującym kontrolę nad daną instytucją finansową, jej przyszłość – zdaniem Jakuba Borowskiego – nie musi wyglądać dobrze. Będący wtedy właścicielem większości udziałów rząd może, poprzez Ministerstwo Skarbu, wpływać na decyzje kadrowe i kierunki rozwoju firmy. Z historycznych doświadczeń wynika, że politycy w przedsiębiorstwach zbyt często kierują się bardziej interesem swojej formacji, wpływem na jej notowania w badaniach opinii publicznej, niż korzyścią spółki.

Ruchy kadrowe w należących do Skarbu Państwa przedsiębiorstwach nierzadko także bywają kontrowersyjne i wynikają często nie do końca z kompetencyjnego, ale bardziej politycznego klucza. Dowodem na to może być głośna już kariera Bartłomieja Misiewicza, do niedawna pracownika apteki w Łomiankach, obecnie doradcy Antoniego Macierewicza, ministra obrony narodowej oraz członka rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

– Może być tak, że bank będzie miał szczęście do świetnych menadżerów, ale może się także zdarzyć, że ostatecznie Skarb Państwa będzie w przyszłości miał zbyt silny i niekoniecznie pozytywny wpływ na to, co dzieje się w takim podmiocie – wyjaśnia Jakub Borowski. – W sumie zatem wydaje mi się, że nie ma dzisiaj mocnych, przekonujących argumentów na rzecz repolonizacji, choć nie można wykluczyć, że kiedyś się pojawią. Wydaje mi się, że jeśli inwestujemy miliardy złotych w przejęcie banków, to warto mieć najpierw silne przekonanie, że taki proces się uda i przyniesie dodatkową wartość. Potrzebne są zatem mocne, oparte nas przekonujących badaniach argumenty. Wtedy obserwatorzy i podatnicy, którzy w przyszłości mogą ponieść koszty takich operacji, będą mieć przekonanie, że tego rodzaju drogą warto podążać

W ubiegłym tygodniu Alior Bank, którego obecnie głównym udziałowcem jest PZU, uzyskał negocjacyjną wyłączność na działalność bankową Raiffeisen Bank Polska. Z kolei będący wciąż w dużej części własnością Skarbu Państwa PKO BP złożył wiążącą ofertę na zakup wszystkich akcji Raiffeisen-Leasing Polska i uzyskał wyłączność negocjacyjną. Zdaniem ekspertów to kolejne kroki prowadzące do repolonizacji krajowego sektora bankowego.

Od 1 stycznia 2018 r. – nowy jednolity podatek dochodowy

Zamiast płacić trzy razy, pieniądze wydasz raz. Jednolity podatek dochodowy łączący PIT ze składkami na NFZ i ZUS będzie obowiązywać od 1 stycznia 2018 r. Zmieni się wyłącznie forma czy też może nowe rozwiązanie odczujemy finansowo?

Wprowadzenie jednolitego podatku dochodowego ma uprościć system rozliczeniowy. Obecnie opłaty zajmują polskim firmom przeciętnie 271 godzin rocznie. Nowy podatek będzie też łatwiejszy i tańszy w poborze. Celem zmiany jest również zwiększenie kwoty wolnej od podatku do wysokości 8 tys. zł. Inne założenia to wprowadzenie realnej progresji podatkowej oraz uzależnienie wysokości składek płaconych przez właścicieli firm od osiąganych przez nich dochodów.

„Planowane zmiany mają ulżyć przedsiębiorcom, dopasować wysokość składek do ich możliwości finansowych oraz stanowić ratunek dla małych zakładów, które nie zawsze osiągają dochód. Rozwiązanie będzie korzystne także dla osób z niskimi zarobkami. Ci, którzy otrzymują wyższe pensje, będą musieli liczyć się z tym, że zapłacą odpowiednio większy podatek” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej Karol Schwann z firmy Szapiro Business Advisory.

Zarys projektu po raz pierwszy został przedstawiony w lipcu 2016 r., szczegółowe założenia nie zostały jednak udostępnione. Jak zauważa ekspert, to błąd komunikacyjny. Przedsiębiorcy interesują się tak istotnymi dla nich zmianami i im szybciej otrzymają rzetelne informacje, tym lepiej będą mogli przygotować swój biznes na nadchodzącą reformę.

Rośnie zapotrzebowanie na wyroby z żeliwa oraz staliwa. Grupa PGO wychodzi naprzeciw trendom i chce w większym stopniu współpracować z sektorem motoryzacyjnym

Rośnie zapotrzebowanie na wyroby z żeliwa oraz staliwa. Grupa PGO wychodzi naprzeciw trendom i chce w większym stopniu współpracować z sektorem motoryzacyjnym 6
Mimo niższego zapotrzebowania na paliwa oraz surowce zapotrzebowanie na żeliwa oraz staliwa wciąż rośnie. Grupa PGO, krajowy potentat w branży odlewniczej i kuźniczej, zakłada rychłe wyjście z dołka koniunkturalnego największych odbiorców i myśli o rozszerzeniu produkcji. Prezes Grupy zapowiada, że większym stopniu chce współpracować z sektorem motoryzacyjnym.

– Spoglądając na to, co się dzieje od kilkunastu lat w branży odlewniczej, możemy mówić o wzroście. Oznacza to, że zapotrzebowanie i chłonność rynku na tego typu produkty oraz usługi są coraz większe – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Dariusz Ginalski, prezes zarządu Polskiej Grupy Odlewniczej (Grupa PGO).

Prezes Ginalski, powołując się na opinie ekspertów, oczekuje poprawy koniunktury w sektorach będących istotnym konsumentem odlewów i odkuwek, takich jak górnictwo, offshore, oil&gas. Co powinno skutkować wzrostem popytu na produkty oferowane przez spółki Grupy PGO.

– Rozważamy również wejście w nowe branże, w których dotychczas nas nie było – zapowiada Dariusz Ginalski. – Taką branżą do niedawna była kolej. Przez długi czas nie współpracowaliśmy z firmami kolejowymi. Od dwóch lat skutecznie dla nich produkujemy. Dwa lata temu kolejowe zamówienia stanowiły niecały 1 proc. naszego portfela. Dzisiaj jest to już prawie 5 proc.

Jednym z powodów dynamicznego wzrostu inwestycji kolejowych jest wsparcie tego sektora przez fundusze płynące z Unii Europejskiej.

– Myślimy także o bardziej zdecydowanym wejściu w szeroko rozumiany automotive. Wprawdzie dostarczamy wyroby motoryzacji, ale chcemy, aby automotive stanowił znaczącą część naszej produkcji, stąd też inwestycje organiczne – wyjaśnia prezes Ginalski.

Sektor automotive w ostatnich latach stał się motorem napędowym krajowej gospodarki. W 2015 roku zanotowano wzrost rejestracji nowych pojazdów we wszystkich segmentach z wyjątkiem motorowerów. Dynamicznie rośnie liczba pojazdów osobowych z napędami alternatywnymi. W ubiegłym roku zarejestrowano ich o blisko 42 proc. więcej niż rok wcześniej. Po raz kolejny dobre wyniki odnotowały również znajdujące się w Polsce fabryki motoryzacyjne zagranicznych koncernów. Z ich taśm produkcyjnych zjechało ponad 661 tys. samochodów, co oznacza wzrost o 11,3 proc. w stosunku do 2014 roku. Ponadto od lat Polska jest europejskim zagłębiem różnego rodzaju części i podzespołów samochodowych.

– Trudno prognozować wielkość i skład naszego portfela zamówień. Może on wzrosnąć skokowo poprzez akwizycję i wtedy z dnia na dzień zwiększy się  np. o 20 proc. lub też rosnąć dzięki inwestycjom wewnętrznym i będzie to ścieżka bardziej wyrównana – wyjaśnia Dariusz Ginalski. – Do tego dochodzą siły działające w ramach rynku, m.in. wahania koniunktury, jest to zatem trudne do oceny.

Prezes  PGO podkreśla, że przy dywersyfikacji portfela branżowego Grupa kieruje się zasadą, że udział żadnej branży nie powinien przekraczać 20 proc.

W czerwcu PGO przeprowadziła pierwszą w swojej historii emisję obligacji korporacyjnych. Wyemitowano łącznie 42,2 tys. trzyletnich papierów wartościowych serii A1 na łączną kwotę 42,2 mln zł, które obecnie notowane są na rynku Catalyst.

Świeże otwarcie

Chaos końca kwartału już za nami i po kilkudniowej przerwie rynki wracają do uważnego śledzenia danych makro. Festiwal indeksów aktywności biznesu najbardziej ciekawi w Wielkiej Brytanii i USA. Poza tym uwagę przyciąga europejski sektor bankowy, szczegóły Brexitu i nieprzerwanie przez kolejne tygodnie kampania prezydencka w USA.

Jeszcze w piątek plotki, że rozmowy Deutsche Banku z Departamentem Sprawiedliwości USA mogą zakończyć się niższą karą (tj. 5,4 mld USD zamiast 14 mld USD), wspierały odbicie rynku akcji i dały impuls do wzrostowego zamknięcia w Europie i USA. Dziś Azja pociągnęła ten klimat, choć ostatnie doniesienia prasowe wskazują, że weekend nie przyniósł postępów w negocjacjach. Niemniej jednak sytuacja wygląda na mniej dramatyczną niż się wydawało jeszcze tydzień temu i tym bardziej skłania do przekonania, że cała sprawa była tylko „zapychaczem” w normalnie mało interesującym tygodniu. Wraz ze startem nowego tygodnia czeka nas zalew ważnych publikacji nt. kondycji biznesu na świecie, rynku pracy USA oraz decyzje banków centralnych.

Oczywiście rynki przede wszystkim czekają na piątkowy raport z rynku pracy z USA, gdzie oczekiwania są przyzwoite i zgodny odczyt przynajmniej nie powinien osłabić oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych Fed przed końcem roku. Czy jest w stanie je wyraźnie podnieść w obliczu niepewności towarzyszącej wynikowi wyborów prezydenckich? Nie będzie to proste zadanie, ale gorsze dane będą mogły łatwiej podkopać zaufanie. Podobna asymetria towarzyszy dzisiejszej publikacji wrześniowego ISM dla przemysłu. Rynek liczy na odbicie (50,3 vs 49,4) i spisanie rozczarowującego sierpnia na jednorazowe potknięcie.

W Wielkiej Brytanii przemysł ma pozostać w ekspansji, ale wolniejszej niż w sierpniu (52,1 vs 53,3). Sierpień pokazał otrząśnięcie się z poreferendalnego szoku, a dane wrześniowe powinny wskazać na stabilizację. Mimo to, spadek denku to dalej spadek, ale większą niespodzianką będzie wyższy wynik. Jednak inwestorzy większą uwagę skupiają dziś wokół konferencji Partii Konserwatywnej. W niedzielę premier Theresa May wskazała na koniec marca przyszłego roku jako termin rozpoczęcia procedury Brexitu, przez co funt notuje dziś fatalne otwarcie. Decyzja może być zabiciem ostatnich nadziei, że do Brexitu nie dojdzie, albo usunięciem jednego w wielu czynników niepewności wokół funta. Rynek zdaje się wybrał pierwszą interpretację, jednak przy nastawieniu inwestorów spekulacyjnych na krótkich pozycjach w GBP z powrotem blisko rekordów coraz trudniej wskazać świeżą siłę do sprzedaży funta.

Poza tym indeksy PMI z Eurolandu są rewizją poprzednich odczytów i nie będą stanowić istotnego impulsu dla EUR. Po PMI dla przemysłu z Polski oczekujemy małego wzrostu do 51,9 z 51,5 (konsens: 52,1). Poprawa wskaźnika wstępnego dla niemieckiego przemysłu jest dobrą przesłanką dla lepszego wyniku w kraju. Ponadto decyzja RPP w środę powinna przynieść utrzymanie stopy referencyjnej na 1,5 proc., a na konferencji prezes Glapiński powinien powtórzyć, że Rada na razie nie czuje potrzeby interwencji. Przy nerwowej stacji na rynkach zewnętrznych trudno oczekiwać wyraźnego umocnienia złotego w najbliższych dniach. W nocy uwaga na decyzję RBA, choć oczekiwania są mocno osadzone za brakiem zmian. Ważniejszy będzie jednak komunikat, który będzie pierwszym za prezesury Phillipa Lowe’a. Lowe powinien kontynuować względnie pasywną politykę poprzedniego prezesa Stevensa, więc sugestie aktywniejszego podejścia mogą być czynnikiem zaskakującym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ministerstwo Rozwoju: Pakiet 100 zmian jeszcze w 2016 roku w pracach Sejmu

Pakiet 100 zmian jest istotnym projektem ustawodawczym, a proponowane rozwiązania dotyczą różnych sfer prawa i różny jest stopień ich ingerencji w system prawny. Nie oznacza on rewolucji, ale wzmocnienie bezpieczeństwa i ucywilizowanie pewnych sfer i relacji. Ważna jest niewątpliwie klauzula pewności prawa. Projekt powstał przy ścisłej współpracy z obywatelami i przedsiębiorcami.

Przed skonstruowaniem  tych propozycji rozmawialiśmy na setkach spotkań w różnych konfiguracjach z licznymi grupami. Wspólnie diagnozowaliśmy zagadnienia, które powinny być przez te przepisy zmienione. Stąd beneficjentem będą zarówno obywatelem jak i przedsiębiorcy  – powiedział agencji eNewsroom.pl Mariusz Haladyj, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju – Jak pokazały dyskusje, ten projekt jest nie tylko odbierany pozytywnie przez jedną stronę, czyli przedsiębiorców, ale przysłuży się także funkcjonowaniu państwa jako całości oraz administracji. W październiku większość projektów ustaw powinno trafić na Komitet Stały Rady Ministrów, następnie na posiedzenie Rady Ministrów i do Sejmu.

Myślę, że w 2017 roku wszystkie projekty znajdą się w pracach Sejmu. Mam nadzieję, że niektóre z nich jeszcze w 2016 – podkreślił Haładyj.

Czynności sprawdzające organów podatkowych mają ograniczyć ukrywanie dochodów przez osoby fizyczne. Mniejsze będą też straty z wyłudzenia zwrotów VAT

Monika Wolska-Bryńska
Czynności sprawdzające w zakresie dochodów nieujawnionych mają się przyczynić do zwalczania problemu ukrywania i nieopodatkowywania dochodów przez osoby fizyczne. Takie narzędzie umożliwia badanie stanu majątkowego podatnika bez wszczynania oficjalnych postępowań podatkowych. Czynności sprawdzające pozwalają też weryfikować dokumenty rejestrowe spółek, co ma ograniczyć wyłudzenia podatku VAT.

– Nowe przepisy dotyczące czynności sprawdzających weszły w życie w styczniu 2016 roku. Główna zmiana dotyczy dochodów nieujawnionych. Dotychczas w zakresie czynności sprawdzających organy nie podejmowały żadnych czynności związanych ze zbadaniem dochodów nieujawnionych. Teraz już mogą – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Wolska-Bryńska, radca prawny z Kancelarii Prawno-Podatkowej Mariański Group.

Opodatkowaniu podlegają obecnie przychody pochodzące ze źródeł nieujawnionych oraz takie, które nie znalazły pokrycia w ujawnionych źródłach, czyli ich wysokość była zbyt duża w stosunku do tego, co mógł zarobić podatnik z ujawnionego źródła dochodu. Co istotne, wszystkie wydatki muszą znaleźć pokrycie w legalnie uzyskanych dochodach. Dlatego należy zbierać wszelkie dokumenty tak, by móc udowodnić fiskusowi, że dane źródła dochodów są legalne.

– Czynności sprawdzające są to takie czynności, które są najmniej formalne ze wszystkich działań organów. Nie trzeba wszczynać żadnej kontroli, to czynności zapowiadające dopiero działania organów. Takie narzędzie umożliwi badanie stanu majątkowego podatnika bez wszczynania oficjalnych postępowań, co docelowo ma doprowadzić do szybkiego i skutecznego działania i oczywiście do tego, żeby jak największa była ściągalność zaległości podatkowych – mówi radca prawny.

Czynności sprawdzające mają też ukrócić proceder wyłudzania podatku VAT przez firmy. Fiskus może weryfikować dokumenty rejestrowe spółek.

– Jeżeli spółka się rejestruje, to organy podatkowe będą mogły mieć wgląd w dokumenty rejestrowe spółki i ocenić, czy to jest tzw. spółka krzak i powstała tylko w celu wyłudzeniowym, czy rzeczywiście chce prowadzić działalność gospodarczą – podkreśla Monika Wolska-Bryńska.

Tylko w ubiegłym roku fiskus wykrył 360 tys. fikcyjnych faktur VAT na blisko 82 mld zł. Z danych resortu finansów wynika, że w ciągu roku ich liczba wzrosła o 75 proc., zaś ich wartość o ok. 150 proc. W 2014 roku było ich 207 tys. na kwotę 33,7 mld zł. Najwięcej budżet traci na karuzelach podatkowych, których celem jest wyłudzanie nienależnych zwrotów VAT z tytułu eksportu.

Jak jednak przypomina ekspertka, zawsze można zgłosić zastrzeżenia do protokołu kontroli w ciągu 14 dni od daty jego doręczenia.

– To bardzo istotne, dlatego że podatnik wyraża swoje stanowisko i wskazuje już linię tłumaczącą jego sposób rozliczania się. Wskazuje dowody, jakie organ powinien przeprowadzić, a nie przeprowadził, i argumenty dotyczące zarzutów wskazanych przez organ – wskazuje radca prawny.

W przypadku wyczerpującego uzasadnienia działalności istnieje szansa, że fiskus zmieni wnioski wynikające z kontroli. Ponadto zastrzeżenia wskazują, że podatnik nie jest bierny.

 Dlatego warto składać takie zastrzeżenia. Im wcześniej zgłosimy wnioski dowodowe, tym większe prawdopodobieństwo, że organ je uwzględni i przeprowadzi – podkreśla Monika Wolska-Bryńska.

Z powodu podrabianych alkoholi Polska traci 2,8 tys. miejsc pracy. Utracone wpływy z akcyzy sięgają 47 mln euro rocznie

Nathan Wajsman
Budżet Polski traci rocznie 47 mln euro tylko z tytułu niezapłaconej akcyzy za podrabiane wyroby spirytusowe i wina – wynika z danych Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). Łączne straty bezpośrednie i pośrednie polskiej gospodarki z powodu produkcji na czarnym rynku sięgają 141 mln euro w skali roku. Cierpią na tym nie tylko legalni producenci, lecz także powiązane branże, np. rolnictwo i przemysł spożywczy.

– Straty budżetowe na poziomie unijnym wynoszą mniej więcej 1,2 mld euro. Na to składają się niezapłacone podatki dochodowe, VAT i akcyza – mówi agencji Newseria Biznes Nathan Wajsman, główny ekonomista Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). – W Polsce utracone wpływy z akcyzy wynoszą 47 mln euro.

Dwukrotnie więcej z tego tytułu traci Hiszpania (90 mln euro rocznie). We Francji utracone wpływy z akcyzy wynoszą 100 mln euro, a w Niemczech – 65 mln euro.

Eksperci oceniają, że wysokie koszty procederu ponoszą legalni producenci alkoholi – łącznie 1,3 mld euro rocznie. Straty sięgają 4,4 proc. wartości legalnej sprzedaży napojów spirytusowych i 2,3 proc. sprzedaży wina.

– Oprócz tego są jeszcze straty pośrednie, to znaczy straty w innych branżach niż alkoholowa, które wynoszą jeszcze więcej – 1,7 mld euro. Więc w sumie mamy 3 mld euro na poziomie unijnym – dodaje Wajsman.

W polskiej gospodarce łączne straty szacowane są na 141 mln euro, w tym 69 euro to bezpośrednie straty w sprzedaży.

Legalni producenci tracą na sprzedaży, więc zatrudniają mniej osób. Eksperci EUIPO oszacowali, że w całej UE w samej branży wyrobów spirytusowych i win ubytek miejsc pracy wynosi 4,8 tys. stanowisk. Cierpi na tym również rolnictwo (8,6 tys.) i przemysł spożywczy (1,3 tys.).

– Na poziomie unijnym straty wynoszą mniej więcej 23,3 tys. miejsc pracy, a w polskiej gospodarce blisko 2,8 tys. Polska gospodarka jest w Unii Europejskiej po Hiszpanii drugą gospodarką najbardziej dotkniętą tym zjawiskiem – podkreśla Wajsman.

Nathan Wajsman dodaje, że proceder dotyczy przede wszystkim produktów markowych (np. lepsze wina, droższe gatunki whisky), chociaż pewien udział ma tutaj także produkcja zwykłego bimbru.

EUIPO jest zdecentralizowaną agencją UE z siedzibą w Alicante w Hiszpanii. Zapewnia ochronę własności intelektualnej we wszystkich 28 państwach członkowskich UE, zarządzając rejestracją znaku towarowego Unii Europejskiej i zarejestrowanego wzoru wspólnotowego. Do dnia 23 marca 2016 r. EUIPO działało pod nazwą Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (UHRW).

Europejskie i polskie firmy rzadko pozyskują finansowanie z rynków kapitałowych. Obecny projekt Unii Rynków Kapitałowych tego nie zmieni

dr hab. Zbigniew Krysiak ze Szkoły Głównej Handlowej, prezes Instytutu Myśli Schumana
Utworzenie jednolitego rynku kapitałowego ma pobudzić inwestycje firm poprzez większy dostęp do finansowania. Dziś w Europie 20 proc. finansowania pochodzi z rynku kapitałowego, a pozostała część z banków. W USA proporcje są odwrotne. URK może być szansą dla firm, ale projekt w obecnej formie będzie faworyzował raczej wielkie korporacje, zamiast pomagać małym i średnim przedsiębiorstwom – uważa prezes Instytutu Myśli Schumana. Instytut planuje przedstawić propozycje, które mają wzmocnić pozycję mniejszych podmiotów.

Unia Rynków Kapitałowych (URK) to koncepcja stworzona przez Komisję Europejską, której celem jest zwiększenie roli rynku kapitałowego w finansowaniu inwestycji w krajach UE. Jednym z elementów tego projektu jest rozporządzenie MAR dotyczące obowiązków informacyjnych spółek giełdowych, które wprowadzono w lipcu br. Cały projekt URK ma być ukończony w 2019 roku.

Projekt dotyczący zmiany funkcjonowania rynków kapitałowych w Europie, w tym w Polsce, jest niezmiernie ważny. Chodzi o to, żeby zwiększyć przedsiębiorstwom dostęp do finansowania z rynków kapitałowych – mówi agencji informacyjnej Newseria dr hab. Zbigniew Krysiak ze Szkoły Głównej Handlowej, prezes Instytutu Myśli Schumana.

W Stanach Zjednoczonych finansowanie przedsiębiorstw z rynku kapitałowego stanowi 80 proc. rynku. Pozostałe 20 proc. stanowi finansowanie bankowe. Tymczasem w Europie, w tym w Polsce, jest odwrotnie.

To jest istotny hamulec rozwoju przedsiębiorstw, a w szczególności ich inwestycji w ważne projekty, które dotyczą np. wysokich innowacyjnych technologii, a o tym dzisiaj w Polsce mówimy – wskazuje Krysiak. – Deficyt inwestycji, jak mówi premier Mateusz Morawiecki, powoduje, że nasza gospodarka jest mało konkurencyjna. Byłoby to więc rozwiązanie, które wspierałoby przedsiębiorstwa.

Zdaniem eksperta obecny projekt ma jednak wiele wad i wymaga zmian. Instytut pracuje nad rekomendacjami ws. koniecznych zmian. Jednym z etapów tych prac była debata ekspercka „Unia rynków kapitałowych czy rynek kapitałowy we wspólnocie narodów Europy”, która odbyła się w ubiegłym tygodniu.

Chodzi o to, żeby dać impuls do poważnej dyskusji. Przedstawiony w 2015 roku projekt URK w takiej formie, niestety, nie będzie w istotny sposób pomagał małym i średnim przedsiębiorstwom w rozwijaniu finansowania. Chcemy przygotować rekomendacje, żeby zasugerować korekty. Prześlemy je do Brukseli, prezydenta, pani premier, do Ministerstwa Finansów i GPW – zapowiada dr hab. Zbigniew Krysiak.

Podkreśla, że nowy projekt powinien uwzględniać konsekwencje brexitu. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, za czym w czerwcowym referendum opowiedziała się większość uprawnionych do oddania głosu, zmieni to bowiem całą architekturę URK. Londyńskie City to przecież potężny rynek kapitałowy.

To powoduje, że projekt URK wymaga kapitalnego remontu. Pracujemy ponadto razem z całym środowiskiem ekspertów nad tym, żeby projekt nie służył tylko dużym rynkom kapitałowym i korporacjom – zapowiada prezes Instytutu Schumana. – Niestety, mamy pod tym kątem poważne zastrzeżenia. Jeśli nie zrewidujemy tego projektu, będzie on służył tylko wielkim. My chcemy, żeby to małe i średnie przedsiębiorstwa były odbiorcami i beneficjentami tego projektu.

Krysiak wskazuje na trzy kluczowe elementy, które wymagają zmian: otoczenie regulacyjne, procesy i procedury dotyczące finansowania przez instytucje bankowe oraz stworzenie instytucji przeciwwagi dużych korporacji w sporach, procesach i negocjacjach.

Otoczenie regulacyjne, a także kwestia procedur i wymagań stawianych przez instytucje finansowe wobec przedsiębiorstw w procesach finansowych są nie do zaakceptowania. Powodują, że przedsiębiorstwo nawet jeśli potrzebuje środków, to po nie sięga – stwierdza prezes Instytutu Myśli Schumana. – Niezwykle ważną sprawą jest stworzenie instytucji wspomagającej mniejsze firmy od strony relacji prawnych i negocjacji z dużymi przedsiębiorstwami. Jeśli małe przedsiębiorstwo jest podwykonawcą, a duża korporacja rozdaje karty w projekcie, to w sytuacjach spornych mali nie mają szans. Dzisiaj w zapisach umownych ten większy ma dużo lepszą pozycję.

Zaznacza, że jest to sprzeczne z Kodeksem cywilnym, który w swoich zapisach mówi, że kluczowe jest stworzenie równowagi między stronami już na etapie zawierania umowy. W jego ocenie takie sytuacje wymagają odpowiednich instytucji oraz mechanizmów, a także zaangażowania państwa, żeby stworzyć realne wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Dynamicznie rośnie sprzedaż nowych aut i import używanych. Dystrybutorzy części liczą zyski

Aleksander Górecki, prezes zarządu spółki Auto Partner
Od stycznia do końca sierpnia zarejestrowano blisko 310 tys. samochodów osobowych i dostawczych, o 17,8 proc. więcej niż rok wcześniej. W podobnym tempie rośnie import używanych aut, w czym pomaga między innymi program Rodzina 500 plus – podkreśla prezes Auto Partner. Dobra sprzedaż cieszy producentów, importerów i dystrybutorów części samochodowych.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z kondycji polskiego rynku. Rozwija się dynamicznie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Górecki, prezes zarządu spółki Auto Partner. – Wszystkie prognozy na ten rok są dla nas bardzo obiecujące, jesteśmy dobrej myśli jeśli chodzi o tegoroczne wyniki.

Według Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego rezultaty sprzedaży nowych samochodów osobowych i dostawczych w sierpniu były o 24,3 proc. wyższe niż w tym samym miesiącu 2015 r. Zarejestrowano 33 735 aut. To najlepszy sierpniowy wynik w ostatnich 10 latach, ale i tak najsłabszy rezultat spośród pozostałych miesięcy tego roku. Od stycznia liczba rejestracji wzrosła o 46,8 tys. sztuk, czyli o 17,8 proc., do poziomu blisko 310 tys. W całym ubiegłym roku wyniosła ona 355 tys.

Prognozy podają, że w tym roku liczba sprzedanych nowych samochodów będzie o 16 proc. wyższa – podkreśla Górecki. – Spodziewany jest także wzrost importu – do miliona używanych samochodów..

Instytut Samar podaje, że w sierpniu import wyniósł 81 803 sztuki. Od początku roku Polacy zaimportowali blisko 609 tys. samochodów, czyli o 14,9 proc. więcej niż przed rokiem. Analitycy oceniają, że tegoroczny import sięgnie 915 tys. sztuk.

Grupa Auto Partner jest importerem i dystrybutorem części do samochodów osobowych, dostawczych oraz motocykli. Spółka prowadzi platformę sprzedaży głównie kanałami elektronicznymi, zajmuje się także logistyką dostaw części zamiennych (w tzw. trybie just-in-time, czyli dokładnie na czas) do klientów, przede wszystkim warsztatów naprawczych oraz sklepów motoryzacyjnych. Auto Partner ma infrastrukturę logistyczną składającą się z magazynu centralnego wysokiego składowania o powierzchni 20 tys. mkw. (w Bieruniu), sieci niemal 70 oddziałów (łącznie ok. 30 tys. mkw.) oraz siatki transportu umożliwiającej dostawę do klienta końcowego od trzech do pięciu razy dziennie.

– W tym roku najbardziej dynamicznie sprzedają się układy kierownicze oraz zawieszenia, części układów hamulcowych, klocki i tarcze, nie tylko w liniach premium, lecz także ekonomicznych, czyli marki własne lub takie, które mamy na wyłączność – informuje Aleksander Górecki. – Wszystkie zamienniki, które mamy w ofercie, sprzedają się w tym roku również bardzo dobrze.

Grupa AP współpracuje z grupą przeszło 150 dostawców części zamiennych tzw. obszaru rynku aftermarket i dostawcami z całego świata. Oferta spółki obejmuje prawie 150 tys. referencji, co przekłada się na ponad 5 mln części zamiennych w magazynie centralnym oraz filiach. Około jednej piątej obrotów spółki stanowią przychody ze sprzedaży zagranicznej. Swoje produkty przedsiębiorstwo wysyła do około dziesięciu krajów, w tym głównie na rynki byłego bloku wschodniego (m.in. do Czech i na Słowację). Od roku spółka wchodzi do Europy Zachodniej, przede wszystkim do Niemiec i Austrii, gdzie może liczyć na wyższe marże.

– Historycznie zawsze tak było, że drugie półrocze było lepsze niż pierwsze. Nie widzę powodu, by w tym roku było inaczej – prognozuje Aleksander Górecki. – Sprzyjają nam wszystkie wymienione wcześniej czynniki. Samochody używane najpierw naprawia pierwszy właściciel, później drugi wstawia do warsztatu, co spowoduje, że naszych klientów będzie przybywać. Do tego dochodzą wszystkie nasze działania podjęte w ciągu ostatnich lat: rozbudowaliśmy sieć filialną i uruchomiliśmy filię zagraniczną. Mam nadzieję, że przełoży się to na zyski.

Przychody ze sprzedaży AP w pierwszym półroczu br. wyniosły 332,5 mln zł w stosunku do 242,6 mln zł rok wcześniej. Spółka zarobiła w tym czasie (netto) 17,7 mln zł wobec 7,5 mln zł dwanaście miesięcy temu. Na początku czerwca br. akcje przedsiębiorstwa debiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, przynosząc przeszło 10 proc. zysku. Obecnie ich wycena jest o prawie 80 proc. wyższa niż podczas pierwszego notowania.

Na zakazie handlu w niedziele ucierpią przede wszystkim centra handlowe. Łącznie pracę może stracić kilkadziesiąt tysięcy osób

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan
Zakaz handlu w niedzielę spowoduje spadek sprzedaży, przede wszystkim w centrach handlowych – alarmują eksperci. Część sklepów w niedziele generuje nawet 20 proc. sprzedaży. Stracą przede wszystkim małe sklepy w galeriach handlowych, markety budowlane i meblowe, a także firmy obsługujące handel. Skutki ustawy odczuje też branża magazynowo-logistyczna, a pośrednio także e-commerce. Pracę może stracić kilkadziesiąt tysięcy osób.

 Zakaz sprzedaży w niedzielę nie będzie miał wpływu na sprzedaż produktów pierwszej potrzeby, bo zakupów będziemy dokonywać w inne dni tygodnia. Ale sprzedaż produktów, których nie musimy kupić, np. kolejnej marynarki czy sprzętu sportowego, nie zostanie przeniesiona na pozostałe dni, w związku z tym nieco spadnie. Najbardziej w centrach handlowo-usługowych, ponieważ niektóre sklepy w niedziele osiągają ponad 20 proc. sprzedaży tygodniowej –ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

W ubiegłorocznym raporcie eksperci PwC oszacowali, że łączna sprzedaż ze względu na przeniesienie części handlu na inne dni tygodnia może spaść o ok. 5 proc.

Jak przekonuje Mordasewicz, skutki odczują przede wszystkim sklepy ze sprzętem sportowym, ubraniowe, budowlane czy z artykułami wyposażenia wnętrz. Osoby intensywnie pracujące często robią zakupy właśnie w weekendy. Z badania przeprowadzonego przez internetowy serwis Ceneo wynika, że dotyczy to nawet 80 proc. klientów. W części sklepów w galeriach handlowych sprzedaż w niedzielę jest znacznie wyższa niż w dni powszednie.

– Biorąc pod uwagę to, że czynsze pozostaną na dotychczasowym poziomie, właściciele sklepów znajdą się w poważnych tarapatach. Centrum handlowo-usługowe, czyli budynek z wyposażeniem, kosztuje nawet 600 mln zł. Jeżeli kapitał w nie zainwestowany będzie pracował w roku o 40 dni mniej, to przełoży się to na ceny, ponieważ do jakiegoś stopnia spadną zyski inwestorów. Częściowo zostanie to przeniesione na konsumenta – przekonuje przedstawiciel Konfederacji Lewiatan.

Stracą nie tylko sklepy, lecz także sektor usług. Dużo osób spędza w centrach handlowych większą część dnia, robi zakupy, chodzi do kina czy restauracji.

– Oceniamy, że nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi w skali kraju może utracić pracę. Mam na myśli nie tylko handel, lecz także obsługę handlu, ludzi, którzy sprzątają galerie, chronią je, sprzedają tam usługi, np. posiłki – analizuje Mordasewicz.

PwC szacuje, że redukcja zatrudnienia może dotknąć między 76,1 a 99,3 tys. osób w sektorze handlu detalicznego.

Teoretycznie zakaz handlu w niedziele ma obejmować wszystkie sklepy, projekt ustawy złożony w Sejmie na początku września przez „Solidarność” przewiduje jednak sporo wyjątków. Z zakazu sprzedaży mają być wyłączone m.in. sklepy, gdzie handel prowadzi wyłącznie przedsiębiorca prowadzący indywidualną działalność gospodarczą, stacje benzynowe, apteki, kioski do 50 mkw. powierzchni użytkowej czy placówki handlowe nieprzekraczające 25 mkw. powierzchni użytkowej.

Ograniczenie konkurencji spowodowane tym, że niektóre jednostki sklepowe będą mogły być otwarte, z drugiej strony większość sklepów i punktów usługowych, zarówno tych na ulicach miast, jak i tych znajdujących się na terenie wielkopowierzchniowych obiektów będzie musiało być zamkniętych, może wprowadzić dysproporcje w zakresie konkurencyjności, a także spowodować podwyżki cen, co przeniesie koszty zmiany na konsumentów – podkreśla Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Eksperci podkreślają, że skutki ustawy odczuje także branża magazynowo-logistyczna, np. firmy kurierskie. Tym bardziej że zakaz handlu, sortowania i dostaw ma obowiązywać do godz. 6 w poniedziałek.

– To właściwie nie do pomyślenia dla branży przewoźników, dla branży logistycznej, która jest ściśle powiązana z retailem i wieloma innymi branżami. Pojawią się olbrzymie problemy z dostarczaniem przesyłek i towarów do sklepów, a także bezpośrednio do konsumentów. Klienci, którzy w weekend zrobią zakupy online, nie będą mogli otrzymać produktów w poniedziałek, bo przewoźnicy ze względu na ograniczenia ustawowe nie będą w stanie ich posortować i dostarczyć – przekonuje dyrektor PRCH.

Ekonomiści wskazują również na negatywny wpływ nowych regulacji na całą gospodarkę i budżet państwa. Same tylko straty na przychodzie z podatku VAT z powodu mniejszych obrotów mogą wynieść ok. 1,5 mld zł.

 Rząd, przygotowując się do rozpatrywania tej ustawy, musi dokładnie przeanalizować i uwzględnić wszelkie konsekwencje, również te ekonomiczne i społeczne, a także nastroje konsumentów. Europa stopniowo odchodzi od takich sztywnych ograniczeń, w tym roku z zakazu wycofały się choćby Węgry i Finlandia, a Niemcy od 2006 r. zwiększają liczbę pracujących niedziel w poszczególnych regionach. W Polsce przyzwyczailiśmy się do robienia zakupów w weekendy i niedzielę, więc to wszystko trzeba wziąć pod uwagę – wskazuje Radosław Knap.

Sektor bankowy dostosowuje się do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Ułatwienia mogą dotyczyć nawet 5 mln osób

Marta Walaszczyk-Szymańska
Banki otwierają się na osoby z niepełnosprawnościami. To duża grupa, ok. 15 proc. społeczeństwa, która jeszcze do niedawna była częściowo wykluczona z bankowości. Dziś dzięki wprowadzanym przez banki udogodnień mogą one bez przeszkód korzystać z usług tych instytucji. Umożliwiają to m.in. doradcy posługujący się językiem migowym, sieć udźwiękowionych bankomatów, ale także likwidacja barier architektonicznych, wygodne strefy oczekiwania czy obsługa poza kolejnością.

– Zadaliśmy pytanie w środowisku, co możemy zrobić, co jest potrzebne, z jakimi ograniczeniami najczęściej zmagają się osoby niepełnosprawne i jako jedne z pierwszych zostały wskazane bariery architektoniczna oraz komunikacyjna – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marta Walaszczyk-Szymańska, menedżer ds. komunikacji jakości w Banku Zachodnim WBK. – Dlatego wciąż rozwijamy tego rodzaju funkcjonalności.

Od blisko sześciu lat Bank Zachodni WBK prowadzi program „Obsługa bez barier”, którego celem jest zapewnienie równych szans oraz pełnego dostępu do usług i produktów banku dla klientów z niepełnosprawnościami. Celem banku, jak przekonuje Marta Walaszczyk-Szymańska, jest przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu i ekonomicznemu oraz ograniczenie sytuacji, w których niepełnosprawność jest barierą.

– W Polsce blisko 15 proc. społeczeństwa to osoby z niepełnosprawnościami. To bardzo ważna i duża grupa – tłumaczy Marta Walaszczyk-Szymańska. –Dlatego projektujemy i wdrażamy rozwiązania, które odpowiadają na potrzeby tej grupy. Wszystkie zmiany konsultujemy, uruchamiamy i audytujemy wspólnie ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami: pytamy, zapraszamy do rozmów oraz sprawdzenia poszczególnych funkcjonalności.

Jak podkreśla, klienci oczekują od banków, że będą dostępne, przyjazne, zaoferują usługi i produkty finansowe skrojone pod ich potrzeby oraz będą to robiły w sposób zgodny z ich szczególnymi potrzebami

– Dlatego w naszym banku klienci mogą korzystać z sieci blisko 160 certyfikowanych oddziałów dostępnych architektonicznie. Mamy także wciąż rozwijającą się sieć mówiących, udźwiękowionych bankomatów dla osób niewidomych oraz przyjazny im serwis transakcyjny BZWBK24. Obsługujemy także klientów w polskim języku migowym – wymienia Walaszczyk-Szymańska.

Jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce BZ WBK we wrześniu 2014 r. uruchomił obsługę wideo w Polskim Języku Migowym (PJM). Bank zapewnia dostęp do połączenia wideo z doradcą Contact Center Banku posługującym się PJM przez bankowość internetową oraz mobilną. Z pomocy takiego doradcy można ponadto skorzystać w każdym oddziale poprzez dostępne w placówkach urządzenia mobilne. Dzięki temu, niezależnie od lokalizacji, pracownicy mogą się swobodnie porozumieć z niesłyszącymi klientami. Osoby niesłyszące w Polsce, posługujące się na co dzień PJM, według różnych szacunków stanowią grupę od 50 do 200 tysięcy osób.

Bank sukcesywnie rozwija sieć placówek z Certyfikatem dostępności dla osób z niepełnosprawnością. Mowa tutaj o „Oddziałach bez barier”, w których klienci mają zapewnione niskie stanowiska obsługi, podjazdy i windy oraz szerokie przejścia wraz z przestrzeniami manewrowymi dla wózków. Obecnie działa 160 takich oddziałów, w których obsługują specjalnie przeszkoleni pracownicy. Specjalne udogodnienia w samym oddziale obejmują stanowisko „Pierwszeństwo obsługi”, ramki do podpisu dla osób niewidomych czy też możliwość odczytania przez doradcę treści podpisywanych dokumentów. Mogą z nich korzystać mogą również seniorzy i kobiety w ciąży.

Udogodnienia dotyczą również innych niż oddziały kanałów dostępu.

– Dostępność serwisu transakcyjnego BZWBK24 i bankomatów potwierdziliśmy z Polskim Związkiem Niewidomych – zauważa Marta Walaszczyk-Szymańska. – W  czerwcu 2015 roku przenieśliśmy obsługę w PJM do kanałów zdalnych, oferując multikanałowy dostęp z każdego miejsca, które wybierze klient, także oddziałów banku do  naszych migających doradców.

Jak podkreśla, tego typu działania przynoszą efekty. Bank obserwuje znaczący wzrost zainteresowania osób z niepełnosprawnościami proponowanymi udogodnieniami.

– W perspektywie lat 2014-2016 obserwujemy blisko 100-proc. wzrost ilości połączeń i zainteresowania klientów obsługą w PJM. Dotyczy to sprzedaży lokat, kredytów, kont. To zainteresowanie w kontekście rozwoju kanałów dostępnych i zdalnej bankowości wróży bardzo pomyślnie – mówi Marta Walaszczyk-Szymańska. – Nie patrzymy na to biznesowo, nie liczymy, czy nam się to opłaca, czy nie. Robimy tak, bo wiemy, że jest to ważne dla naszych klientów z niepełnosprawnościami.

Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK podkreślają, że program „Obsługa bez barier” jest najbardziej kompleksowym programem wśród instytucji finansowych. Przy jego tworzeniu bank współpracuje m.in. z Fundacją Polskabezbarier.org, Fundacją TUS, Utilitia i Katarynka. Za działalność na rzecz znoszenia barier dla osób z niepełnosprawnością, w 2015 roku Bank Zachodni WBK został wyróżniony tytułem Ambasadora Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami.

Obok udogodnień wprowadzanych w poszczególnych kanałach obsługi, Bank Zachodni WBK wspiera również integrację osób z niepełnosprawnością, uczestnicząc w inicjatywach o charakterze artystycznym, społecznym i edukacyjnym.

Ranking najczęściej odwiedzanych miast na świecie

W opublikowanym właśnie dorocznym rankingu Global Destinations Cities Index firmy Mastercard Bangkok znalazł się na szczycie listy najczęściej odwiedzanych miast na świecie pod względem liczby nocujących turystów zagranicznych. Warszawa znalazła się na 72 miejscu.

Ranking ten oprócz listy 132 najczęściej odwiedzanych miast na całym świecie zawiera również prognozy dotyczące liczby przyjeżdżających do nich turystów i ich wydatków w bieżącym roku kalendarzowym. Pozwala on też zrozumieć, w jaki sposób ludzie na całym świecie się przemieszczają i wydają pieniądze. Ruch transgraniczny i związane z nim wydatki nadal rosną w szybszym tempie niż światowy PKB, a miasta pozostają motorem globalnego rozwoju.

Bangkok na szczycie, Warszawa spada

Autorzy badania przewidują, że w 2016 roku Bangkok przyjmie 21,47 miliona gości zagranicznych i nieznacznie wyprzedzi drugi w rankingu Londyn. Pierwszej dziesiątka lokalizacji, do których przybędą rekordowe rzesze podróżujących, wygląda następująco:

  1. Bangkok – 21,47 miliona gości
  2. Londyn – 19,88 miliona gości
  3. Paryż – 18,03 miliona gości
  4. Dubaj – 15,27 miliona gości
  5. Nowy Jork – 12,75 miliona gości
  6. Singapur – 12,11 miliona gości
  7. Kuala Lumpur – 12,02 miliona gości
  8. Stambuł – 11,95 miliona gości
  9. Tokio – 11,70 miliona gości
  10. Seul – 10,20 miliona gości

Warszawa, jako jedyne polskie miasto w zestawieniu, znalazła się na 72. miejscu. W 2016 r. stolicę Polski odwiedzi 1,37 mln gości, a średnia kwota, którą podczas swojego pobytu wydadzą odwiedzający, ma wynieść 510 USD (prawie 2000 PLN). Warszawa została wyprzedzona w rankingu przez takie miasta jak m.in. Wiedeń (18.), Praga (20.), Budapeszt (40.), Moskwa (59.) czy Kopenhaga (65.). Z drugiej strony do Warszawy przyjeżdża więcej zagranicznych turystów niż do Bukaresztu (81.), Sofii (84.), Sankt Petersburga (85.) czy Tel Avivu (86.). Mimo, że ilość przyjazdów do Warszawy będzie w tym roku podobna, co w zeszłym, stolica Polski spadła w rankingu o dwie pozycje, co oznacza, że w innych miastach ruch turystyczny wzrósł. Jednocześnie w 2016 r. roku turyści wydadzą w Warszawie średnio o 104 USD więcej (o prawie 400 PLN więcej) niż rok temu.

Europa Środkowo-Wschodnia goni Londyn i Paryż

Jeśli chodzi o wiodące miasta europejskie, Londyn zajął 2. miejsce w rankingu światowym i 1. miejsce w regionie. Jest również miastem, z którego przybywa największa liczba gości ze wszystkich pozostałych najczęściej odwiedzanych miast w Europie: z Paryża, Stambułu, Barcelony i Amsterdamu — i zostawia w nich największe kwoty. Lista najczęściej odwiedzanych miast w Europie obejmuje więc:

  1. Londyn – 19,88 miliona gości Mediolan – 7,65 miliona gości
  2. Paryż – 18,03 miliona gości Rzym – 7,12 miliona gości
  3. Stambuł – 11,95 miliona gości Wiedeń – 6,69 miliona gości
  4. Barcelona – 8,20 miliona gości Praga – 5,81 miliona gości
  5. Amsterdam – 8,00 miliona gości 10 . Madryt – 5,26 miliona gości

W rankingu 20 najczęściej odwiedzanych miast przez turystów zagranicznych znalazły się Wiedeń i Praga, ale ważnym elementem tegorocznego rankingu Global Destination Cities Index jest zaklasyfikowanie Budapesztu, Bukaresztu i Sofii do 10 najszybciej rozwijających się miast w Europie. Dzięki wyjątkowemu połączeniu informacji, innowacji i doświadczenia, Mastercard pomaga tym i innym miastom regionu stać się inteligentnymi miastami przyszłości— powiedział George Simon, prezes na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w Mastercard.

Daleki i Bliski Wschód przyspieszają

Dane dotyczące 10 miast, w których ruch turystyczny rośnie najszybciej, sugerują, że regiony Dalekiego oraz Bliskiego Wschodu stają się coraz ważniejsze na globalnej mapie gospodarczej. W przypadku wielu z tych miast wzrost przyspiesza, co oznacza, że rośnie zainteresowanie zarówno zamieszkaniem w nich, jak i ich odwiedzeniem. Wśród krajów i regionów o najwyższej dynamice wzrostu odwiedzin zagranicznych turystów znalazły się m.in. Japonia (Osaka +24,1% oraz Tokio +18,5%), Chiny (Chengdu +20,1%, Xi’an +14,2%, Xiamen +12,9%) oraz rejon Zatoki Perskiej (Abu Zabi +19,8%, Rijad +16,4%).

Daleki Wschód dominuje zatem w obu rankingach: 10 najczęściej odwiedzanych miast (pięć pozycji) i w rankingu 10 miast najszybciej rozwijających się (sześć pozycji). Niespodzianką tegorocznego indeksu Mastercard jest pozycja Dubaju na szczycie rankingu pod względem łącznych wydatków zagranicznych turystów. W tym mieście w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mają one wynieść w tym roku aż 31,1 mld USD, czyli znacznie więcej niż w przypadku 2. w tym zestawieniu Londynu, gdzie odwiedzający wydadzą 19,8 mld USD.

Nowe dane dotyczące celu podróży i lokalnych wydatków

Po raz pierwszy w rankingu uwzględniono informacje o celu podróży odwiedzających (prywatnym lub służbowym), a także dane o tym, w jaki sposób goście zagraniczni wydają pieniądze, w tym na wyżywienie, zakwaterowanie oraz zakupy. Według tegorocznego rankingu w przypadku 20 najczęściej odwiedzanych miast na świecie więcej osób podróżowało w celach urlopowych niż służbowych. Wyjątek stanowi Szanghaj. Jeśli chodzi o wydatki uznaniowe, to większość odwiedzających zostawia pieniądze przede wszystkim na zakupach. Jedynie w Paryżu, Nowym Jorku, Barcelonie i Amsterdamie największe kwoty są wydawane na posiłki. Na szczycie listy miast, w których procentowo najwięcej wydatków stanowią zakupy w porównaniu z innymi kategoriami, jest Seul — z wynikiem 58,7%.

Mastercard doskonale zdaje sobie sprawę ze znaczenia miast — są one ośrodkami handlu, co ma swoje odzwierciedlenie w udostępnianiu technologii, które zwiększają efektywność i wygodę władz oraz mieszkańców. Jednym z przykładów jest rozpowszechnienie się płatności zbliżeniowych w systemach komunikacji miejskiej, np. w Londynie i Chicago. Dane zawarte w raporcie mogą być również przydatne liniom lotniczym, hotelom i innym sprzedawcom do zapewnienia klientom bardziej inteligentnej, odpowiedniej i spersonalizowanej obsługi.

Polacy a usługi finansowe z wykorzystaniem urządzeń mobilnych i biometrii

Wyniki najnowszego badania Mastercard we współpracy z IPSOS „Postawy wobec cyfrowych innowacji” wskazują, że polscy konsumenci pozytywnie przyjmują trend cyfryzacji oraz chcą korzystać z większej ilości cyfrowych usług, w z tym płatności. Są również większymi entuzjastami cyfryzacji niż mieszkańcy Europy Zachodniej oraz deklarują chęć korzystania z usług z wykorzystaniem urządzeń mobilnych i technologii biometrycznych. Badanie zostało zrealizowane na próbie 23 tys. internautów z 23 krajów, w tym z Polski.

Zdecydowana większość, bo aż ¾ polskich konsumentów jest zadowolonych z rosnącej cyfryzacji i kierunków jej rozwoju. Większość z nich wierzy również, że cyfryzacja różnych aspektów życia ma pozytywny wpływ na społeczeństwo (59%) oraz uważa, że będzie ona postępować, a cyfrowe usługi będą dostępne dla coraz większej części społeczeństwa (83%).

Polacy chcą więcej usług cyfrowych

Polscy konsumenci zadowoleni są również z poziomu „ucyfrowienia” różnego rodzaju usług. Najczęściej korzystają z poczty elektronicznej (84%), wyszukiwarek internetowych (83%), zakupów online (77%), mediów społecznościowych (71%), nawigacji (59%) czy serwisów pogodowych (50%). Obok usług turystycznych i gastronomicznych, handel i usługi finansowe to dziedziny, z których poziomu cyfryzacji polscy konsumenci są zadowoleni najbardziej (6/10 odpowiedzi w przypadku każdego z tych czterech obszarów). Ankietowani wskazują natomiast potrzebę zwiększenia zasięgu usług cyfrowych w edukacji (42% odpowiedzi), opiece zdrowotnej (37%) i transporcie publicznym (34%).

„Podział na świat online i offline zaciera się. Coraz większa cyfryzacja naszego codziennego życia wydaje się być nieunikniona, a dla Polaków stała się czymś naturalnym. Z badania Mastercard wyłania się obraz optymistycznych konsumentów, chętnie korzystających z coraz większej ilości usług w internecie. Oczywiście potrzeba czasu, żeby oswoić się z nowymi zjawiskami i rozwiązaniami. W ostatnich latach zmiany zachowań Polaków postępują jednak wyjątkowo szybko, co wynika z ogólnej gotowości Polaków do korzystania z nowych technologii i przyjmowania nowych zachowań” – komentuje Maria Cywińska, socjolog internetu, Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Polscy konsumenci chcą, żeby korzystanie z cyfrowych usług było szybkie i proste. Innymi słowy, chcemy, żeby internet ułatwiał nam realizację codziennych zadań, takich jak zakupy, zarządzanie finansami czy komunikowanie się. Zadaniem firm takich jak Mastercard jest przewidywanie potrzeb konsumentów i oferowanie coraz szerszej gamy cyfrowych usług. Innowacja nie może jednak oznaczać kompromisu w kwestii bezpieczeństwa, musimy mieć poczucie, że nasze dane i środki finansowe są w pełni bezpieczne– mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Polacy europejskimi liderami cyfryzacji

Badanie Mastercard pozwoliło wyodrębnić profile respondentów o różnych postawach wobec cyfryzacji. Poziom „ucyfrowienia” badano na trzech płaszczyznach: korzystania z bankowości elektronicznej (online i mobilnej, w tym z usług płatności); korzystania z różnych rodzajów sprzętu elektronicznego (np. smartfona, tabletu, smart TV, smartwatcha, czytnika e-booków, konsoli do gier); oraz różnorodności usług cyfrowych, z których korzystają badani (np. zakupy online, media społecznościowe, streaming muzyki i filmów, rezerwowanie ofert turystycznych). Dzięki takiej analizie udało się wyodrębnić cztery sylwetki polskich konsumentów: od najbardziej „ucyfrowionych” Propagatorów (17%), przez Entuzjastów (28%), Naśladowców (45%), aż po najbardziej sceptycznych wobec cyfryzacji Tradycjonalistów (10%).

Wśród ankietowanych Polaków niemal co drugi (45%) zalicza się do grupy Entuzjastów lub Propagatorów cyfryzacji, co plasuje nas w europejskiej czołówce – średnia dla Europy Środkowo-Wschodniej to 43%, a dla Europy Zachodniej – zaledwie 37%. W Polsce rzadziej spotyka się też zachowawczych Tradycjonalistów. Wśród nielicznych krajów, które wyprzedzają nas pod względem otwartości na innowacje, są Szwedzi. Są oni nie tylko większymi entuzjastami cyfryzacji i bardziej zaawansowanymi użytkownikami usług online, takich jak e-bankowość i płatności mobilne, ale też częściej korzystają ze sprzętu elektronicznego.

Polscy konsumenci są bardziej „ucyfrowieni” pod względem różnorodności sprzętu elektronicznego (34% zaawansowanych użytkowników) niż cyfrowych usług (15%), z których korzystają. Ponadto, znacznie lepiej od innych Europejczyków wypadamy pod względem korzystania z bankowości i płatności mobilnych – odsetek „zaawansowanych” użytkowników wynosi 26%, w porównaniu z 17% w naszym regionie i zaledwie 9% w Europie Zachodniej. Spośród ankietowanych Polaków 81% deklaruje, że korzysta z bankowości przez przeglądarkę internetową, a 42% przez aplikację w telefonie.

Polacy gotowi na mobilność i biometrię

Polacy coraz chętniej korzystają z usług cyfrowych za pomocą urządzeń mobilnych. Aż 26% ankietowanych w badaniu Mastercard deklaruje, że używa ich do płacenia zdalnie za usługi (np. parking, bilety), za zakupy w sklepie fizycznym, bądź też online, za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji zakupowej. Co więcej, gdybyśmy mieli zrezygnować z kart płatniczych i gotówki na rzecz płatności cyfrowych, co drugi badany zdecydowałby się na płatność telefonem komórkowym. Ponadto polscy konsumenci deklarują gotowość do płacenia za pomocą smartwatcha (12%) czy opaski fitness (9%, najwyższy wynik w całej Europie).

Otwartość polskich konsumentów na cyfrowe innowacje znajduje swoje odzwierciedlenie również w gotowości do stosowania biometrycznych metod autoryzacji płatności. Ponad 1/3 ankietowanych chciałaby swoje transakcje płatnicze autoryzować za pomocą odcisku palca. Większość z nas uważa, że biometryczne autoryzowanie transakcji jest innowacyjne (65%), szybkie (61%) i łatwe (58%). Oprócz tego, prawie 2/3 z nas uważa tę metodę za bezpieczną. To istotne, ponieważ najważniejsze czynniki, jakie bierzemy pod uwagę przy wyborze metody autoryzacji, to bezpieczeństwo konta bankowego (54%) oraz danych osobowych (27%).

Cztery nowe gry QubicGames już niebawem trafią na rynek

Spółka QubicGames powstała w 2004 roku i jest obecnie w drodze na NewConnect. Od 10 lat spółka współpracuje z firmą Nintendo i zrealizowała 14 gier na te konsole.

–  Jeden z naszych najważniejszych produktów – Geki Yaba Runner – w 2013 roku wszedł na rynek japoński, a w lipcu 2013 roku był drugą najczęściej pobieraną grą na konsolę Nintendo 3DS – powiedział agencjie Newsroom.pl Jakub Pieczykolan, założyciel i większościowy akcjonariusz spółki QubicGames – obecnie pracujemy nad czterema produkcjami. Wciąż jednak ważna jest dla nas także Geki Yaba Runner. W tym roku ponownie pojawi się ona na konsolę Nintendo 3DS – tym razem w wersji DeLux – a dodatkowo będzie udostępniona także dla urządzeń PC i konsoli PlayStation Vita.

Drugi nasz produkt, czyli Air Race Speed, jeszcze w tym roku będzie miał swój debiut na konsoli PS Vita, a także w modelu free-to-play na urządzeniach z systemami iOS i Android.

Kolejne to Shadow – zaplanowana na 3Q 2017 – oraz Robonauts. W tym ostatnim przypadku wchodzimy obecnie w fazę kończenia produkcji i chcemy, aby stała się ona marką globalną, dostępną na wszystkich możliwych platformach – dodał Pieczykolan.

Pomóc frankowiczom, ale nie zaburzyć systemu

Przedstawiciele osób posiadających kredyty we Frankach Szwajcarskich bardzo często proponują rozwiązania problemu kredytów , które mogłyby zaburzyć stosunki pomiędzy klientami, a wierzycielami w Polsce.

– Trzeba  znaleźć rozwiązanie, które wesprze te grupy klientów, ale jednocześnie pozwoli na zachowanie stabilności systemu finansowego  – powiedział agencji eNewsroom.pl Krzysztof Pietraszkiewicz , ekonomista, prezes Związku Banków Polskich

–  Nie możemy oczekiwać ani od banków ani od Państwa nieodpowiedzialnych działań. Prezesi i zarządy banków muszą dać rękojmie solidnego i stabilnego prowadzenia banków, dlatego, że pieniądze udzielone w postaci kredytów pochodzą od indywidualnych obywateli. Mówimy tutaj o kwotach 650 miliardów oszczędności Polaków i 250 mld oszczędności od polskich firm.  Z racji tego będziemy w dalszym ciągu szukać rozwiązania, które wesprze te grupy klientów, które tego wsparcia potrzebują, ale jednocześnie pozwoli na zachowanie stabilności systemu finansowego i w dalszym ciągu kredytowanie polskiej gospodarki samorządu terytorialnego i polskich gospodarstw domowych, dodaje Pietraszkiewicz.

Relacja: Kongres SGS Standardy Zrównoważonego Rozwoju II edycja

W dniach 21-22.09.2016 w Hotelu Warszawianka w Jachrance odbyła się II Edycja Kongresu SGS Standardy Zrównoważonego Rozwoju.

II edycja SGS Standardy Zrównoważonego RozwojuKolejna edycja spotkania dla Klientów SGS jest już za nami. 2 dni wystąpień expertów, dyskusji z uczestnikami, przedstawienia case-study oraz nieformalnych spotkań minęły bardzo szybko.

W tegorocznej edycji mieliśmy ogromną przyjemność gościć Pana Profesora Andrzeja Blikle, który zainaugurował Kongres swoim wykładem „Turkusowa firma XXI wieku” w którym opowiedział nam o zarządzaniu procesowym i współczesnym przywództwie – zarządzaniu bez kija i marchewki. Koncepcja „Turkusowej firmy” zainspirowała ponad 90 uczestników kongresu do innego spojrzenia na zarządzanie organizacją i ludźmi, a przede wszystkim zmotywowała do czynnego udziału w dalszych wystąpieniach.

Podczas spotkania nasi klienci, experci i auditorzy poruszyli tak ważne tematy  w zrównoważonym rozwoju jak: zarządzanie procesowe, motywacja pracowników, zarządzanie ryzkiem, efektywność energetyczna, biopaliwa, bezpieczeństwo żywności oraz omawiali szczegółowo wybrane zagadania dotyczące różnych systemy zarządzania i strategie na kolejne lata wybranych gałęzi przemysłu.

Zarówno my, jak i klienci czujemy nadal niedosyt wymiany doświadczeń dotyczących standardów zrównoważonego rozwoju, dlatego już dziś zapraszamy do udziału w kolejnej edycji kongresu zaplanowanej na 2 kwartał 2017 roku.

Konrad Białas: Wracamy do istotnych danych

Żegnamy trzeci kwartał w iście rozchwianych nastrojach. Dostosowania portfeli inwestycyjnych potęgują zmienność pod wpływem plotek otaczających Deutsche Bank. Czy to tylko temat zastępczy, który uratował inaczej nudny tydzień? Powinniśmy szybko się przekonać, gdyż przyszły tydzień przynosi dużo istotnych danych, a także przygotowania do kolejnej debaty prezydenckiej w USA 9 października.

Przyszły tydzień: NFP, PMI/ISM, RPP, RBA

Przyszły tydzień otwiera nowy miesiąc i wszystkie z tym związane publikacje makro. Z USA na pierwszym panie są indeksy ISM oraz dane z rynku pracy. Po wskaźnikach koniunktury oczekuje się odbicia po bardzo słabych odczytach za sierpień. Jeśli wskaźniki ISM dla przemysłu (pon) i usług (śr) potwierdzą, że sierpień był jednorazowym „wypadkiem przy pracy”, dane pozwolą odzyskać nadzieję w kontynuację odbicia ożywienia. Problem w tym, że regionalne mierniki sytuacji w przemyśle wypadły słabo, ale silna konsumpcja powinna pomóc w odbiciu ISM dla usług, którym ma większe znaczenie.

Od wyniku indeksów ISM (i subindeksów zatrudnienia) będzie zależeć pozycjonowanie się rynku pod raport z rynku pracy (pt). Konsensus zakłada przyrost zatrudnienia we wrześniu o 170 tys., co powinno być wystarczającym wynikiem do wymazać umiarkowane rozczarowanie sierpniowymi 151 tys. Stopa bezrobocia ma być stabilna na 4,9 proc., a efekty kalendarzowe powinny podbić dynamikę wynagrodzeń do 0,3 proc. m/m.
Z innych wydarzeń indeksy PMI tracą na znaczeniu w obliczu ISM, a raport ADP (śr) wciąż ma niską predykcyjność w odniesieniu do NFP. Drugorzędnymi są dane o wydatkach budowlanych (pon), bilansie handlowym (śr) i zamówieniach przemysłowych (śr). Kalendarz jest też naszpikowany wystąpieniami przedstawicieli Fed: Lacker (wt i śr), Evans, (wt), Kashkari (śr) oraz Fischer, Mester, Brainard i George (wszyscy w piątek). Jednak póki dane nie dadzą zielonego światła dla podwyżki, a ryzyko przedwyborcze będzie się utrzymywać, jastrzębie komentarze o gotowości do podwyżki przed końcem roku powinny przechodzić bez echa.

W strefie euro ani finalne indeksy PMI (pon, śr), ani sprzedaż detaliczna (śr) nie będą stanowić istotnego impulsu dla EUR. Podobnie protokół z posiedzenia ECB (czw) może przejść bez echa, gdyż na konferencji zaraz po posiedzeniu prezes Draghi klarownie wyłożył stanowisko banku. Szum informacyjny wokół Deutsche Banku może mieć większe znaczenie dla waluty.

W Wielkiej Brytanii uwagę przyciągną odczyty indeksów PMI (pon-śr). Mediana prognoz sugeruje spadek, a przy pesymistycznie nastawionym rynku większa wrażliwość GBP będzie na lepsze wyniki. Mimo to rynek zdaje się cały czas polować na lepsze poziomy pod sprzedaż funta, więc skoki aprecjacji mogą być krótkotrwałe.

W Polsce tydzień otwiera PMI dla przemysłu (pon), gdzie zakładamy mały wzrost do 51,9 z 51,5 (konsens: 52,1). Poprawa wskaźnika wstępnego dla niemieckiego przemysłu jest dobrą przesłanką dla lepszego wyniku w kraju. Ponadto decyzja RPP (śr) powinna przynieść utrzymanie stopy referencyjnej na 1,5 proc., a na konferencji prezes Glapiński powinien powtórzyć, że Rada na razie nie czuje potrzeby interwencji. Przy nerwowej stacji na rynkach zewnętrznych trudno oczekiwać wyraźnego umocnienia złotego w najbliższych dniach.

W Japonii najważniejszą informacją będzie kwartalny raport Tankan o kondycji przedsiębiorstw (pon). Rynek spodziewa się skromnej poprawy względem czerwca wśród firm przemysłowych (7, poprz. 6), ale z pogorszeniem w sektorze usługowym (18, poprz. 19). Perspektywy biznesu mają być mieszane (lepsze w przemyśle, gorsze w usługach), a prognozy inwestycji wypaść słabo. BoJ uważnie śledzi wyniki raportu, więc wyraźne rozczarowanie może rodzić spekulacje o agresywniejszej roli banku na rzecz osłabienia jena. Jednak w obliczu awersji do ryzyka i spadających indeksach giełdowych może być ciężko oderwać USD/JPY od sąsiedztwa poziomu 100.

W Australii mamy decyzję RBA (wt), ale oczekiwania są mocno osadzone za brakiem zmian. Ważniejszy będzie jednak komunikat, który będzie pierwszym za prezesury Phillipa Lowe’a. Lowe powinien kontynuować względnie pasywną politykę poprzedniego prezesa Stevensa, więc sugestie aktywniejszego podejścia mogą być czynnikiem zaskakującym. Poza tym kalendarz zawiera sprzedaż detaliczną (śr) i handel zagraniczny (czw). W Nowej Zelandii kalendarz jest pusty. Spośród walut z Antypodów widzimy większą wrażliwość NZD na pogorszenie sentymentu rynkweogo i odwracania pozycji z rajdu umocnienia tych walut, jaki miał emisje w ostatnich miesiącach.

W Kanadzie mamy dane z rynku pracy (pt) powiedzą dużo o sytuacji w kraju, gdyż po fatalnych odczytach za czerwiec i lipiec i odbiciu w sierpniu netto sytuacja nie prezentuje się dobrze. Dwa wystąpienia Wilkins z BoC (czw, pt) będą obserwowane pod kątem oznak zwrotu w gołębią stronę. CAD znalazł moment ulgi w pozytywnej reakcji ropy naftowej na porozumienie OPEC, ale przy rosnącej niepewności o wynik wyborów w USA, waluta może być narażona na deprecjację w oparciu o silne zależności handlowe z USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Marcin Rojek: “Czym jest Cyfryzacja?”

“Cyfryzacja” to jedno z niezwykle modnych słów ostatnimi czasy. Popularności ustępuje chyba tylko hasłom, takim jak “komputeryzacja” bądź szeroko rozumiana “informatyzacja”, które to zdają się być już lekko staromodne i raczej odnosić do minionych dziesięcioleci.

Otóż, czym jest owa “cyfryzacja” i czy oprócz nowego brzmienia wnosi ona także powiew świeżości w otaczającą nas rzeczywistość? Jakkolwiek wymownie by to słowo brzmiało, jego interpretacja zdaje się być różna w zależności od środowiska, do którego się odnosi. Różne branże przemysłu zdają się mieć niejednolite wyobrażenie na jej temat. Dla jednych “cyfryzacja” oznacza instalację komputera w firmie a dla innych korzystanie z całej gamy różnorakich urządzeń połączonych w przeróżne scenariusze i realizujące określone cele. Mogą to być zarówno smartfony czy tablety, jak i złożone infrastruktury serwerowe tudzież chmurowe a nawet niezliczone czujniki umieszczone w przedsiębiorstwie i stale monitorujące parametry jego działania.

Zatem wracając do podstawowego pytania: “Czym jest Cyfryzacja?”. Co tak naprawdę odróżnia ją od wspomnianej wcześniej komputeryzacji czy informatyzacji? Dla mnie cyfryzacja, to strategia, której celem jest takie wykorzystanie najlepszych rozwiązań informatycznych by optymalnie zagospodarować potencjał drzemiący w cyfrowych zasobach organizacji. Celowo mówię tutaj o “cyfrowych zasobach” gdyż cyfryzację postrzegam jako jeden z etapów rozwoju organizacji i jest on zdecydowanie o wiele bardziej złożony niż przeprowadzka wybranych elementów firmy do świata cyfrowego np. poprzez wprowadzenie cyfrowego obiegu dokumentów i poczty. Dodatkowo, mówiąc o “organizacji” mam na myśli siatkę powiązanych i współpracujących ze sobą zespołów. W ten sposób “organizacja” to nie dział czy firma ale także jej otoczenie jak np. klienci, partnerzy biznesowi oraz dostawcy usług czy produktów, na których firma bazuje. Osobiście cyfryzację traktuję jako ewolucję w komputeryzacji przedsiębiorstwa, która spina wszystkie jego części w jeden prężnie działający mechanizm.

Skoro mamy już gotową definicję to czy istnieje jakis przepis, który by jasno określał co należy robić, a czego unikać by zagwarantować sukces przy tzw. cyfryzacji? Otóż w moim odczuciu każda forma cyfryzacji to unikalna podróż. Często jest określana mianem transformacji. Dlatego też nie da się jej zamknąć w ramach jednego produktu czy usługi. Nie jest też możliwe opisanie jej w formie powtarzalnych kroków. Bazując jednak na swoich doświadczeniach oraz konkluzjach z licznych rozmów prowadzonych w temacie, mogę wymienić kilka aspektów, które często są kluczowe przy zwiększaniu szansy na powodzenie tego typu przedsięwzięcia.

Na początku warto sobie zdać sprawę z faktu, że celem cyfryzacji nie jest wdrożenie technologii informatycznych, a ich odpowiednie wykorzystanie. Analitycy biznesowi często wspominają o cyfryzacji w kontekście takiej zmiany modeli biznesowych przedsiębiorstwa aby mogło ono skorzystać z nowych kanałów generowania przychodów. Może to być np. umożliwienie dotarcia do nowych rynków czy klientów, eliminacja przestarzałych i często zbyt ciężkich procesów itp.

Kolejna kwestia to odpowiedni sposób mierzenia sukcesu. W tym aspekcie tzw. zwrot z inwestycji (ang. ROI, return-on-investment) jest wciąż jednym z najważniejszych współczynników. Należy jednak pamiętać, że cyfrowa transformacja przedsiębiorstwa bardzo często zmienia sposób jego działania u podstaw. Dlatego też przy ocenianiu jej skuteczności warto spojrzeć na wiele aspektów jak np.:

  • powstanie i skuteczność nowych kanałów sprzedażowych;
  • wpływ na wydajność pracy zespołów ale i także na to, jak powinny się zmienić ich profile. Być może niektóre role powinny być zastąpione nowymi, innymi?
  • czy aktualnie mierzone współczynniki w firmie wciąż mają sens? Np. w związku ze zmianą modelu sprzedaży czy zmianą sposobu zarządzania i dostępu do floty samochodowej niektóre współczynniki tracą sens?

Trzecia i najważniejsza kwestia to odpowiednia architektura rozwiązania. Tutaj zdecydowanie najbardziej skuteczne są te strategie, które bazują na założeniu, że w centrum naszych działań powinien zawsze stać klient. Dlatego też przy doborze odpowiednich narzędzi powinniśmy mieć zawsze na uwadze to, aby zapewnić mu spójną i płynną podróż od pierwszego kontaktu aż do punktu, w którym określamy, że współpraca zakończyła się sukcesem.

Na tym chciałbym zakończyć swoje wstępne rozważania na temat cyfryzacji przedsiębiorstw. Zachęcam do kontaktu i wymiany doświadczeń na temat wdrożeń nowoczesnych technologii informatycznych w przedsiębiorstwach. Można mnie znaleźć np. na twitterze jako @marcrojek.

Autor tekstu: Marcin Rojek- współzałożyciel byteLAKE – firmy wspomagającej przedsiębiorstwa w jak najlepszym wykorzystaniu technologii informatycznych i oferującej m. in. bezpieczeństwo danych, zdalny dostęp do dokumentów i efektywne wsparcie informatyczne. Tekst oryginalny: https://www.linkedin.com/pulse/digitalization-explained-marcin-rojek

Action szybciej się zmienia

Właśnie mijają dwa miesiące od rozpoczęcia procesu restrukturyzacyjnego w Action. Otwarcie tego postępowania okazało się nie tylko koniecznością, aby bronić polskiego biznesu w obliczu krzywdzących decyzji skarbówki, ale i szansą na dużo szybsze zmiany. Bo dzięki sanacji (jeden z rodzajów restrukturyzacji) firma ma możliwość w krótkim czasie zrewolucjonizować swoją działalność, zmodyfikować strategię i pozamykać nierentowne projekty.

Nowy model sprzedaży w Grupie Kapitałowej Action

W ocenie zarządu Action, wprowadzane właśnie gruntowne zmiany, uczynią Grupę jeszcze bardziej konkurencyjną na rynku sprzedaży i dystrybucji. – Standardowy model dystrybucji przechodzi już powoli do historii. Kto nie zrozumie nowych praw rządzących rynkiem i nie dostosuje do nich swojego biznesu, będzie miał trudność z utrzymaniem dobrych wyników. – mówi Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A. – Na bieżąco obserwujemy dynamiczne zmiany na rynku dystrybucji IT. I tak jak wielu innych graczy, szukamy odpowiedzi na pytanie jak dopasować do niego swój przyszły biznes. Jak zwykle, w swoich działaniach staramy się wyprzedzać rynek. Wiem, mierzymy wysoko, ale po pierwsze; kto nie mierzy wysoko, nigdy nie będzie mógł wygrywać; a po drugie lepiej zająć się swoim biznesem i działać, niż komentować losy konkurentów – dodaje Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Jeśli zatem wziąć pod uwagę takie czynniki, jak koncentracja producentów u niektórych graczy, brak przełomowych produktów, ogromne nasycenie rynku i zmianę nawyków zakupowych społeczeństwa, to odpowiedź przychodzi sama. – Trzeba przekształcić dystrybutora w profesjonalną grupę handlową, czyli zmienić model handlu. Zmodyfikować standardowy model dystrybucji, wykorzystać mocniej e-commerce, a przede wszystkich odzyskać kontrolę nad kanałami sprzedaży, którą przejęli bezpośrednio producenci. – komentuje Sławomir Harazin, Wiceprezes Zarządu ACTION S.A. – Mamy ogromną skalę działania, przez lata budowane doświadczenie, sprawną logistykę i kanały bezpośrednie. Jednym słowem, idziemy zgodnie z planem nie tylko restrukturyzacyjnym, ale i biznesowym. – podkreśla Edward Wojtysiak, Wiceprezes Zarządu ACTION S.A.

Wyniki finansowe

W pierwszym półroczu 2016 roku GK Action wypracowała 1 895 160 tys. zł przychodów ze sprzedaży oraz 208 tys. zł zysku netto. Rentowność marży brutto wyniosła 6,7%, co oznacza wzrost o 1,3 p.p. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku.

Warto dodać, że szacunkowe przychody GK ACTION w sierpniu br. wyniosły prawie 200 mln zł. – Sierpień był pierwszym miesiącem pracy w nowych realiach biznesowych związanych z postępowaniem sanacyjnym, a i tak wyszedł bardzo pozytywnie. To wciąż zbyt mało, aby świętować sukces. Ale po to jest restrukturyzacja, aby wprowadzić spółkę na ścieżkę stabilnego wzrostu i nad tym właśnie pracujemy – mówi Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Prezes Deutsche Banku wyhamował gwałtowną przecenę akcji

Akcje Deutsche Banku traciły przed południem nawet ponad 9 proc., handlując już poniżej psychologicznego poziomu 10 euro z akcję, w reakcji na doniesienia, że 10 funduszy hedgingowych wycofało z niego część pieniędzy, aby zmniejszyć swoją ekspozycję. Od początku roku akcje straciły już ponad połowę swojej wartości i notowane są na historycznie niskich poziomach. Wobec tak mocnej przeceny w obronie Banku wystąpił CEO, John Cryan. W liście skierowanym do pracowników Deutsce Banku Cryan stwierdził, iż nie ma podstaw do spekulacji dotyczących odchodzenia klientów, gdyż Bank obecnie ma najbezpieczniejszy bilans w ostatnich dwóch dekadach. Podkreślił on również, iż nawet spór z Departamentem Sprawiedliwości USA nie uzasadnia tak głębokiej przeceny Banku. Przypomnijmy, iż amerykański rząd domaga się 14 mld dolarów odszkodowania za pozbycie się przez DB toksycznych aktywów. Po publikacji listu przecena została zahamowana i obecnie akcje Deutsche Banku tracą około 4 proc. handlując w pobliżu poziomu 10,45 euro za akcję.

Amazon kontynuuje swoje wzrosty

Amazon kontynuuje swoje wzrosty 7

Akcje spółki Amazon właściciela największego sklepu internetowego na świecie znajdują się w trendzie wzrostowym od lutego br. Wczoraj akcje wzrosły o 2,12% ustanawiając kolejne historyczne maksimum. Dobre nastroje na rynkach były spowodowane najwyższym od 9 lat odczytem indeksu zaufania konsumentów – Conference Board.

Firma kolejny raz mogła pochwalić się bardzo dobrymi wynikami finansowymi. W drugim kwartale zysk na akcję wyniósł 1,78 USD i był wyższy od prognoz o 0,67 USD . Przychody również przebiły rynkowe przewidywania i wzrosły o ponad 30% w porównaniu z analogicznym kwartałem w ub.r. Pod koniec października zostaną opublikowane wyniki za trzeci kwartał. Szacuje się, że sprzedaż ma wzrosnąć między 22% a 32%.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor

Nordea w Gdyni zwiększa zatrudnienie i przenosi się do nowego biura

Gdyńska Nordea ogłosiła właśnie plany rozwoju i przeprowadzki do nowego biura, które pomieści powiększony zespół. Obecnie w firmie pracuje ponad 350 specjalistów, którzy dostarczają zaawansowane rozwiązania z zakresu IT, związane ze wsparciem procesów jednostek biznesowych skandynawskiej Grupy Nordea. Firma ma jednak ambitne plany – do końca roku chce zwiększyć zatrudnienie o około 100 osób, a kolejne rekrutacje przewiduje również na rok 2017.

nowe biuro Nordea

Z biura w Gdyni wspieramy Grupę Nordea w tworzeniu nowoczesnych usług finansowych dla jej klientów w Skandynawii. Ponieważ polscy specjaliści wypracowali sobie dobrą markę w Grupie, rozwijamy się bardzo dynamicznie. Dlatego poszukiwaliśmy miejsca, które zapewniłoby nam możliwość dalszego wzrostu – komentuje plany firmy Monika Płocke, dyrektor zarządzająca Pionu IT Nordea.

W związku z planami rozwojowymi Nordea wynajęła blisko 10 tys. m kw. powierzchni biurowej. Pracownicy zajmą 9,6 tys. m kw. w dwóch budynkach gdyńskiego kompleksu Tensor. Przeprowadzka z obecnej siedziby będzie podzielona na kilka etapów i zakończy się na początku 2018 r.

Nowa powierzchnia oznacza większy komfort dla zespołów projektowych, ale i możliwość lepszego zaaranżowania powierzchni biurowej. Już wkrótce będziemy mogli pokazać nowoczesne wnętrza biura, które standardem będą odpowiadały najlepszym projektom w Polsce. Co ważne, w ich opracowanie zaangażowaliśmy pracowników, więc nowa siedziba będzie przede wszystkim odpowiadała na ich potrzeby – dodaje Monika Płocke.