Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych

Wartość Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych na koniec II kwartału 2014 r. wyniosła 61,9. Oznacza to nieznaczny spadek indeksu (o 0,7) w porównaniu do odczytu na koniec I kwartału 2014 r., gdy wynosił on 62,6. BIK Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych informuje o tym, czy w danym okresie następuje poprawa czy pogorszenie terminowości regulowania zobowiązań z tytułu kredytów konsumpcyjnych: gotówkowych, ratalnych, kart kredytowych oraz limitów kredytowych.

 

Najnowszy odczyt Indeksu potwierdza, że w ostatnich 2,5 latach mamy do czynienia z wysoką terminowością obsługi zaciągniętych kredytów konsumpcyjnych. Z jednej strony świadczy to o dobrej sytuacji finansowej gospodarstw domowych korzystających z kredytów, z drugiej strony o dobrej jakości kredytów konsumpcyjnych udzielonych w ostatnich latach przez Banki – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Biura Informacji Kredytowej.
Jednocześnie na horyzoncie nie widać istotnych czynników, zwłaszcza na rynku pracy, które mogłyby w krótkim czasie spowodować znaczne obniżenie się jakości obsługi kredytów.

– Warto zwrócić uwagę, że wysoka jakość obsługi kredytów konsumpcyjnych utrzymuje się w warunkach silnych wzrostów sprzedaży wynikających z poprawy nastrojów konsumenckich. W I półroczu 2014r. zanotowano rekordową sprzedaż kredytów gotówkowych i ratalnych na poziomie 37,7 mld. Jest to najwyższa w historii sprzedaż w pierwszej połowie roku. Należy pamiętać, że poprzednie rekordy sprzedaży kredytów konsumpcyjnych z lat 2007-2008 spowodowały pogorszenie się jakości portfeli banków. Tym razem jakość kredytowania wydaje się być wysoka – dodaje dr Mariusz Cholewa.

Im wyższa wartość indeksu, tym lepsza kondycja kredytów konsumpcyjnych, rozumiana jako terminowość ich spłat. Oznacza to, że mniej rachunków kredytowych wpada w opóźnienia bądź zwiększa już istniejące przeterminowanie. Tym samym indeks bada, czy kredytobiorcom łatwiej czy trudniej regulować ich zobowiązania. Spadek wartości indeksu oznacza, że w porównaniu z poprzednim okresem, dla większej części czynnych rachunków kredytowych pojawiło się przeterminowanie lub nastąpiło pogorszenie statusu przeterminowania. Pośrednio indeks wskazuje również zmiany w sytuacji domowej gospodarstw domowych.

BIK Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych opracowywany jest na podstawie danych z całego sektora bankowego gromadzonych w bazie Biura Informacji Kredytowej. Na potrzeby obliczenia indeksu kredyty konsumpcyjne zostały podzielone na 4 klasy w zależności od statusu terminowości spłaty danego kredytu (0-30, 31-60, 61-90, pow. 90 dni przeterminowania). Indeks jest średnim ważonym udziałem kredytów, które w danym okresie obserwacji przeszły do wyższej klasy przeterminowania (co zależy od długości opóźnienia w spłacie) do sumy kredytów, które na koniec badanego okresu obserwacji były regulowane na czas oraz tych, które osiągnęły wyższą klasę przeterminowania. Dodatkowo dla poszczególnych klas i okresów opóźnień zastosowano wagi odzwierciedlające prawdopodobieństwo, że kredyt przejdzie do najwyższej klasy przeterminowania. Ostatecznie indeks podlega standardom normalizacji uwzględniającym m.in. liczebność i wartość czynnych kredytów konsumenckich. Wartość indeksu obliczana jest co miesiąc, a wartość liczona na koniec danego miesiąca uwzględnia informacje z trzech ostatnich miesięcy.

Jak polskie serwisy wykorzystują narzędzia analityki internetowej?

Na całym świecie analityka internetowa rośnie w siłę i staje się motorem zmian w największych globalnych serwisach internetowych. A jak wygląda polski internet pod względem wykorzystania narzędzi analitycznych? Jak zaawansowane są ich konfiguracje i jakie błędy popełniane są najczęściej? Jak dużo polscy właściciele i menedżerowie serwisów internetowych wiedzą o swoich użytkownikach?

Eksperci Conversion przeanalizowali 105 największych polskich serwisów pod kątem wykorzystania narzędzi analitycznych. Badanie obejmuje serwisy e-commerce, strony docelowe generujące leady oraz witryny contentowe.

W dobie możliwości śledzenia każdego ruchu użytkownika na stronie serwisy internetowe mają ogromną przewagę nad tradycyjnymi biznesami. Aby jednak tę przewagę uzyskać, niezbędne są po pierwsze odpowiednie narzędzia, po drugie – zespół analityków, który potrafi w maksymalnym stopniu wykorzystać potencjał analityki internetowej.

Jak polskie serwisy wykorzystują możliwości, które dają narzędzia analityczne i jak dużo wiedzą o swoich użytkownikach? Jak wynika z raportu: dużo mniej, niż mogłyby wiedzieć dzięki stosowaniu większej liczby narzędzi lub efektywniejszym wykorzystaniu tych, które już mają.

wykres1.png

Niemal wszystkie badane serwisy używają narzędzi ilościowych do śledzenia użytkowników (z czego 90% posługuje się Google Analytics), jednak duża część serwisów ogranicza się do gromadzenia podstawowych danych, takich jak liczba odwiedzin czy średni czas na stronie. Nie wykorzystują potencjału, który drzemie w zaawansowanych opcjach Google Analytics, takich jak zmienne niestandardowe czy śledzenie zdarzeń.

wykres2.png

Niewątpliwie sektor e-commerce jest najbardziej zaawansowanym sektorem w kwestii wykorzystania narzędzi analitycznych – jednak i tu wciąż wiele można poprawić.

Podstawowa konfiguracja Google Analytics pozwala zbierać dane o użytkowniku, jednak dane te nie zawsze mogą przerodzić się w działanie. W większości są to raporty, które możemy podziwiać, nie umożliwiają one jednak wyciągnięcia wniosków. Analiza poziomu zaawansowania konfiguracji wskazuje, że niewiele serwisów korzysta z dostępnych funkcjonalności – średnio 18% wykorzystuje możliwości zaawansowanej konfiguracji.

Zgodne i rzetelne dane to podstawa do dobrych analiz. Raport pokazuje najczęściej popełniane błędy w konfiguracji Google Analytics. Okazuje się, że tylko 20% serwisów zbiera poprawne dane. Najczęstsze błędy to złe umiejscowienie kodu śledzącego Google Analytics, błędne raportowanie współczynnika odrzuceń oraz niepoprawne zliczanie transakcji (w przypadku stron e-commerce).

pic3.jpeg

Polskie serwisy w niewielkim stopniu korzystają z potencjału, które dają narzędzia do zbierania danych jakościowych: jedynie 20% serwisów używa narzędzi jakościowych. Niewielki procent serwisów wykorzystuje mapy cieplne (CrazyEgg), narzędzia do zbierania opinii (Opiniac, Qualaroo) oraz clickmapy (Clicktale). Podobna liczba serwisów wykorzystuje możliwości optymalizacji współczynnika konwersji za pomocą testów A/B.

„Analityka internetowa to wciąż niszowy temat w Polsce. Mamy jednak nadzieję, że wkrótce stanie się nieodłącznym elementem działalności większości polskich firm internetowych. Z raportu jednoznacznie wynika, że każdy z analizowanych serwisów ma już przynajmniej jedno narzędzie do zbierania danych ilościowych. To pierwszy (chociaż bardzo mały krok) do stworzenia kultury analitycznej opartej na odpowiednich narzędziach, ludziach i procesach.” – mówi Paweł Ogonowski z Conversion.

Podsumowanie trendy sezonu wakacyjnego 2014

W tym roku Polacy najczęściej rezerwowali bilety na drugi tydzień czerwca, średnio na bilet lotniczy wydali 1222 pln, a najczęściej wybieranymi destynacjami był: Zurych, Belgrad, Ateny, Kopenhaga oraz Londyn. Podczas wakacji Polacy równie chętnie co za granicę, samolotem podróżowali po kraju. Najpopularniejszym połączeniem w tym okresie był rejs pomiędzy Warszawą a Gdańskiem, wynika z danych internetowego biura podróży Tripsta.

Najpopularniejsze destynacje

Pośród najczęściej wybieranych destynacji podczas w okresie wakacyjnym znalazły się Zurych, Belgrad,Ateny, Kopenhaga oraz Londyn, wynika z danych serwisu Tripsta. Coraz częstsze podróże Polaków do Zurychu nie dziwią. Już od kilku lat trwa kampania promocyjna Szwajcarii na rynku polskim, mająca na celu zwiększenie liczby napływających turystów. Natomiast Belgrad, w tym sezonie zyskał w oczach podróżujących, między innymi jako „imprezowa stolica Europy”. Serbia, pomimo braku dostępu do morza, jako kraj ma do zaoferowania sporo atrakcji, dlatego od dawna przestała stanowić jedynie punkt na trasie przy wyjeździe do Grecji, lub Bułgarii a stała się pełnoprawnym miejscem destynacji. To istotne, zwłaszcza, że lot samolotem z Warszawy trwa zaledwie godzinę i 40 minut. Tegorocznym wakacyjnym hitem są również podróże lotnicze do Grecji, gdzie duża liczba Polaków spędziła tegoroczny urlop.

Podróżnicze nawyki Polaków

Najwięcej wakacyjnych wylotów w okresie wakacyjnym przypadło na drugi tydzień czerwca, co uwidacznia jak niecierpliwie Polacy czekali na wymarzony urlop. To ciekawe, zwłaszcza, że w roku ubiegłym najpopularniejszym tygodniem na rozpoczęcie wakacyjnego odpoczynku był trzeci tydzień sierpnia. W tym sezonie na intensywny wypoczynek przeznaczyliśmy dokładnie ten sam termin co Turcy, i podobnie jak oni wybraliśmy drugi tydzień czerwca w zamian za trzeci tydzień sierpnia, który był najpopularniejszy tygodniem w roku ubiegłym.

Średni czas pobytu Polaków na miejscu wypoczynku pobytu w stosunku do roku ubiegłego wydłużył się o jeden dzień, z 14 do 15 dni. Tak długo odpoczywają oprócz Polaków jedynie Turcy. Wakacje Brytyjczyków i Rosjan trwają 14 dni. Najkrócej trwają natomiast wyjazdy Rumunów – do 12 dni.

O zakupie biletu zaczynaliśmy myśleć już wcześniej, dokonując rezerwacji z 44-dniowym wyprzedzeniem, informuje Tripsta. To czas zdecydowanie najdłuższy na tle innych europejskich krajów. Zdecydowanie najmniej czasu, między zakupem biletu, a planowanym wyjazdem zostawiają sobie Brytyjczycy, którzy rezerwują bilet na 17 dni przed planowaną datą wylotu.

Ile wydajemy na bilety lotnicze

W tym roku na wakacyjny bilet lotniczy statystyczny Kowalski średnio wydał 1222 pln, czyli o około 50 pln mniej niż przed rokiem wynika z danych Tripsta. Średnia ta jest zdecydowanie niższa niż w przypadku innych Europejczyków. Pośród nich przodują Brytyjczycy, którzy średnio na bilet lotniczy w tym roku wydali ponad 521 euro, czyli około 2191 pln. W dalszej kolejności znajdziemy Rumunów, wydających średnio około345 euro (czyli 1448 pln) oraz Rosjan i Turków.

Na wakacje nieco później

Ciekawostką jest, że wiele osób w okresie letnim dokonało rezerwacji na terminy przypadające po 31 sierpnia, kiedy to ceny połączeń w wielu przypadkach mogą być nieco niższe. Pośród najpopularniejszych destynacji znajdziemy Ateny, ale także Istambuł, Kopenhagę oraz od lat doceniany przez turystów Londyn, stanowiący jedną z popularniejszych destynacji w ciągu całego roku. Turyści są świadomi faktu, że decydując się na późne wakacje mają szansę nie tylko na mniejszy napływ turystów, czyli mniejsze tłumy, ale i „przyjemniejsze”, gdyż niższe temperatury powietrza.

W wakacje także po kraju

Podczas wakacji, równie chętnie co wylatują za granicę, Polacy samolotem podróżują po kraju. Najpopularniejsze połączenia to te pomiędzy Warszawą a Gdańskiem, następnie Krakowem orazWrocławiem oraz w kierunku odwrotnym, czyli z Gdańska, Krakowa i Wrocławia do stolicy, wynika z danych Tripsta. Fakt ten nie dziwi, zwłaszcza, że przy odrobinie szczęścia podróż samolotem po kraju może być dużo tańsza, niż ta odbyta pociągiem, lub samochodem.

Expose: Premier obiecuje sieć autostrad do 2020 roku

Rząd planuje, że do 2020 powstanie w Polsce ponad 1,7 tys km nowych autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic – obiecała w sejmowym expose premier Ewa Kopacz. Oznacza to m.in. dokończenie budowy tras A1, A2 oraz A4 oraz sześciu dróg ekspresowych.

Na ten cel państwo zamierza przeznaczyć niemal 93 mld zł, deklaruje nowa premier, która zapowiada też dalsze inwestycje kolejowe oraz w transport miejski.

– Nowa perspektywa finansowa Unii Europejskiej to dalszy rozwój transportu miejskiego. Kolejne nowe linie, nowe tramwaje i autobusy – mówiła premier Kopacz, przypominając, że do 2020 roku na ten cel Polska będzie mogła wydać 13,5 mld zł.

Wzrost bezrobocia hamuje, inwestycje przyspieszają, ale ożywienie w strefie euro dopiero przed nami

Eksperci EY i Oxford Economics obniżyli prognozę średniorocznego wzrostu PKB dla strefy euro w 2014 roku do 0,9% z 1,1% w czerwcowym raporcie. Ich zdaniem ożywienie w eurolandzie może nastąpić w końcówce roku po rozczarowującej pierwszej połowie. Główną siłą napędową 18 gospodarek mogą być inwestycje a także rosnący popyt wewnętrzny. W przyszłym roku wzrost gospodarczy może wynieść 1,5% r/r, a w 2016 roku 1,7% r/r. Ciągle są to jednak niższe odczyty niż przed kryzysem. W latach 1997 – 2007 roczna dynamika PKB wynosiła przeciętnie 2,3% r/r.

Jednym z powodów obecnej stagnacji było przewartościowanie wspólnej waluty, które utrzymywało się przez 18 miesięcy i trwało do połowy tego roku. To przełożyło się na spadek konkurencyjności strefy euro, a co za tym idzie na spadek dynamiki eksportu i spowolnienie wzrostu. W odpowiedzi Europejski Bank Centralny w pierwszym tygodniu września obniżył stopy procentowe do najniższego poziomu w historii. Obecnie stopa procentowa  operacji refinansujących wynosi 0,05%, stopa oprocentowania depozytów jest ujemna i wynosi -0,2%, a stopa kredytu 0,3%. EBC ma nadzieję, że ta decyzja wpłynie na zwiększenie akcji kredytowej i na osłabienie wspólnej waluty.

Bezrobocie w dół, konsumpcja w górę

Napawać optymizmem może wyhamowanie wzrostu bezrobocia. Na koniec lipca 2014 roku liczba osób bez pracy skurczyła się o 725 tys. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Do końca 2016 roku stopa bezrobocia może spaść z dotychczasowych 11,4% do 10,9%. Jednocześnie wzrost dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych może wynieść odpowiednio 1,0% r/r w przyszłym roku i 1,4% r/r w roku 2016. W dłuższej perspektywie przełoży się to na wzrost konsumpcji. – Mimo że bez pracy pozostaje nadal wielu mieszkańców strefy euro, to w części krajów widać, że stopa bezrobocia zaczyna spadać. To pozytywny sygnał nie tylko z perspektywy gospodarczej, ale też społecznej. Ma to bezpośrednie pozytywne przełożenie na nastroje konsumentów i ich skłonność do konsumpcji – uważa Marek Rozkrut, Partner, Główny Ekonomista EY. Równocześnie dodaje – Niestety w krajach peryferyjnych, zwłaszcza wśród ludzi młodych, poziom bezrobocia jest nadal bardzo wysoki.

Inwestycje nowym kołem zamachowym ożywienia

W początkowej fazie ożywienia głównym motorem był eksport netto. Zgodnie z prognozami EY i Oxford Economics, w tym roku sprzedaż zagraniczna ze strefy euro wzrośnie o około 3,0% r/r, w przyszłym o 4,1% r/r i o 4,3% r/r w 2016 roku. W kolejnych latach coraz większą rolę we wzroście PKB będzie odgrywał popyt wewnętrzny. Zwiększenie eksportu i poprawa dostępu do finansowania, wspierana przez długoterminowe operacje finansujące (LTRO), pozwolą firmom na zwiększenie inwestycji. Wraz ze stopniowym przyspieszeniem aktywności gospodarczej i słabnącym euro powinno to oddalić zagrożenie deflacją. Prognozowany na przyszły rok wzrost wydatków inwestycyjnych wynosi 2,4% r/r, w porównaniu do tegorocznych 1,3% r/r. W rezultacie zwiększy się udział inwestycji we wzroście gospodarczym – zwłaszcza w latach 2015 i 2016. Jednak z powodu wysokiego zadłużenia przedsiębiorstw i stosunkowo wysokich kosztów kredytu dla sektora małych i średnich firm, udział inwestycji w przyspieszeniu aktywności gospodarczej będzie niższy niż w poprzednich okresach ożywienia. – Dostęp do finansowania dla sektora MSP będzie miał kluczowe znaczenie dla pobudzenia inwestycji w regionie. Ostatnia decyzja Europejskiego Banku Centralnego o rozpoczęciu programu skupu obligacji zabezpieczonych powinna przełożyć się na zwiększenie tej formy finansowania dla firm w średnim i długim terminie. W najbliższych kilku latach sektor MSP w strefie euro będzie jednak nadal uzależniony od finansowania kredytem bankowym – tłumaczy Marek Rozkrut.

Nierównomierne ożywienie w krajach strefy euro

Powrót na ścieżkę wzrostu w poszczególnych krajach eurolandu jest nadal nierównomierny. Ambitne reformy rynku pracy i znaczne cięcia kosztów zatrudnienia w Portugalii, Irlandii i Hiszpanii wpłynęły na poprawę konkurencyjności tych gospodarek i zwiększenie dynamiki eksportu. Podczas gdy w Niemczech czy Hiszpanii w 2014 roku wzrost inwestycji może wynieść odpowiednio 2,5% i 1,1%, to we Francji i Włoszech firmy nadal ograniczają swoje wydatki. Brak wystarczająco efektywnych reform przełoży się w bieżącym roku na nikły wzrost gospodarczy we Francji (0,4% r/r w 2014) i na dalsze kurczenie się gospodarki Włoch (-0,2% r/r). Z kolei tegoroczny wzrost gospodarczy w Hiszpanii może wynieść 1,3%, w Niemczech 1,5%, a w Irlandii nawet 2,8%. W kolejnych latach te rozbieżności w powrocie na ścieżkę wzrostu między poszczególnymi gospodarkami strefy euro będą się zmniejszać. Najmniej odporne na szoki wewnętrzne i zewnętrzne pozostaną Grecja, Cypr, Finlandia i Włochy.

Sektor bankowy w Europie Środkowej podzielony na dwie prędkości. Polska liderem krajów północy

Gospodarka Unii Europejskiej przyspiesza, co pozytywnie wpływa na wzrost gospodarczy krajów Europy Środkowej. Dzięki temu również sektor bankowy w naszym regionie ponownie wchodzi w fazę ożywienia. Dotyczy to także Polski, w której podobnie jak w Czechach i na Słowacji, należy spodziewać się ożywienia na rynku kredytów. Dotychczas dla inwestorów najbardziej atrakcyjne były polskie banki, których udział w strukturze zysków środkowoeuropejskiego sektora bankowego wynosił ponad 50 proc. Jednak w najbliższych latach należy spodziewać się wzmożonej aktywności na rynku M&A w krajach południa regionu. To wnioski, płynące z raportu „CE Banking Outlook. North-South Divide on the Road to Recovery” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Deloitte poddał analizie osiem najważniejszych rynków bankowych w Europie Środkowej i przygotował prognozy dotyczące ich rozwoju w trzyletnim horyzoncie czasowym. Oceniano sytuację instytucji bankowych w północnej i południowej części regionu. „Podział na kraje północy (Polska, Czechy, Słowacja) i kraje południa (Węgry, Chorwacja, Rumunia, Słowenia, Bułgaria), który uwidocznił się w latach kryzysu, nadal charakteryzuje sektor bankowy naszej części Europy. Źródłem tego podziału jest zła jakość kredytów na południu i znacznie wyższa rentowność na północy. Banki z południowej części regionu w ubiegłym roku zanotowały 8,4 proc. straty w stosunku do kapitału, podczas gdy w Polsce, Czechach i na Słowacji rentowność utrzymała dwucyfrowy poziom” – wyjaśnia Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Działu Doradztwa Strategicznego dla Sektora Instytucji Finansowych w Europie Środkowej w Deloitte.

Sektorowi bankowemu sprzyja ożywienie gospodarcze. Wzrost PKB w Europie Środkowej przyspieszy z poziomu 1,1 proc. w 2013 r do 2,4 proc. w 2014 r. i 2,9-3,6 proc. w latach 2015-2016. W Polsce w 2016 roku wzrost ten może sięgnąć 4,4 proc. Największe w regionie ożywienie zawdzięczamy głównie rosnącemu popytowi konsumpcyjnemu i inwestycjom.

Jak wypadają polskie banki na tle swoich konkurentów z sąsiednich krajów?
Ich rentowność jest niższa (10,2 proc.) niż sektora bankowego w Czechach (12,9 proc.), ale wyższa od słowackiego (8,3 proc.). Polskie banki zarabiają więcej niż te w pozostałych krajach północy, szczególnie na prowizjach i odsetkach. Nasze rodzime instytucje ponoszą jednak wyższe koszty operacyjne od Czechów i mają wyższe koszty ryzyka niż nasi Czescy i Słowaccy sąsiedzi.

Zdaniem ekspertów Deloitte, w Polsce, Czechach i na Słowacji w najbliższych latach należy spodziewać się wzmożonej aktywności na rynku kredytów. Wynika to głównie z popytu, jednak o podaży decyduje także stosunkowo wysoka akumulacja kapitału (rentowność) oraz jakość aktywów. „W Polsce widoczny jest już znaczący wzrost dynamiki na rynku kredytów dla przedsiębiorców oraz kredytów konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych. Stopniowo spadające bezrobocie oraz wzrost gospodarczy, pomimo prawdopodobieństwa podniesienia stóp procentowych sprawią, że od najbliższego roku spodziewamy się także, jako kolejnego etapu ożywienia, znacznej aktywności na rynku kredytów hipotecznych” – wyjaśnia Grzegorz Cimochowski.

Fakt, że cztery spośród pięciu największych transakcji na środkowoeuropejskim rynku bankowym w ostatnich trzech latach miało miejsce w Polsce, można przypisać przede wszystkim dobrej kondycji naszego rynku (odzwierciedlonej w popycie oraz cenach). Atrakcyjność Polski dobrze ilustruje nieproporcjonalny udział (51 proc.) w zyskach banków Europy Środkowej w porównaniu do udziału w aktywach (39 proc.).

Ożywienie gospodarcze pomaga w stabilizacji jakości aktywów i przywraca rentowność na południu, dlatego też można oczekiwać znaczących transakcji M&A właśnie na tamtejszych rynkach. W Słowenii planowanych jest kilka prywatyzacji: na sprzedaż został wystawiony bank NKBM, a w roku 2015 wystawiona będzie  Abanka. W Chorwacji na połowie roku 2015 planowana jest sprzedaż banku Hypo Alpe-Adria. Rozważana jest również sprzedaż banku Hrvatska Postanska. „Jeżeli chodzi o Polskę to czas bardzo dużych transakcji, które wpływały na kształt rynku mamy już za sobą. Będzie oczywiście nadal dochodziło do fuzji i przejęć, ale w orbicie zainteresowań inwestorów znajdą się przede wszystkim małe i średnie banki” – prognozuje Grzegorz Cimochowski.

Aby zmaksymalizować swoje wyniki, banki na południu będą musiały postawić sobie za cel zarządzanie aktywami przeterminowanymi poprzez windykację, restrukturyzację oraz sprzedaż należności. Stosunkowo nikłe szanse na znaczący wzrost przychodów w pięciu krajach południa regionu wymuszą większy nacisk na redukcję kosztów poprzez ciągłą optymalizację sieci dystrybucji, wprowadzanie usprawnień operacyjnych oraz zakończenie działalności o znaczeniu niestrategicznym. Z kolei banki w Polsce, Czechach i na Węgrzech większą uwagę będą zwracać na pogłębione relacje z klientami oraz ich wzrost.

Zdaniem ekspertów Deloitte banki z południa regionu w najbliższych latach niemal dwukrotnie zwiększą swój udział w zyskach całego środkowoeuropejskiego sektora bankowego. W 2013 roku było to 8,1 proc., a w 2016 roku może to być już 15 proc. Stanie się to głównie kosztem banków z Czech i Słowacji. Za to do 2016 roku banki północy zwiększą swój udział w aktywach z 67,4 proc. (2013 rok) do 70,7 proc. „Przedstawione przez nas prognozy podlegają wielu czynnikom ryzyka. Największe z nich stanowi niewątpliwie możliwość pogłębienia się konfliktu na Ukrainie, co może doprowadzić do kolejnych sankcji europejskich i rosyjskich, które wpłyną na osłabienie wzrostu gospodarczego. Krucha sytuacja strefy euro oraz wydarzenia na Ukrainie doprowadziły do niedawnego pogorszenia prognoz, jednak oczekuje się, że gospodarka regionu, jak i całej Unii Europejskiej, pozostanie na ścieżce wzrostu.” – uzupełnia ekspert Deloitte.

Informacje o raporcie:

Raport powstał na podstawie pogłębionych analiz Deloitte przygotowanych w oparciu o publicznie dostępne dane i uzupełnionych o bezpośrednie wywiady z przedstawicielami kluczowych banków i instytucji finansowych w każdym z badanych krajów Europy Środkowej.

Intakus: wniosek do KNF o zatwierdzenie prospektu emisyjnego

Intakus za pośrednictwem HFT Brokers Dom Maklerski złożył do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu emisyjnego.

Prospekt  został sporządzony w związku z zamiarem dopuszczenia i wprowadzenia do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych akcji serii B, powstałych w wyniku scalenia akcji serii A, B, F, G, H, I, K i L.

PKP Cargo: Kontrakty na transport samochodów i kontenerów

W pierwszej połowie roku PKP Cargo podpisało ponad 20 kontraktów na przewozy w segmencie automotive, w tym nowe umowy handlowe na transport samochodów marki Skoda i VW.

Cześć przewozów z segmentu automotive, w tym nowo pozyskane transporty marek koreańskich, jest realizowana w kontenerach, a wiec w systemie transportu intermodalnego. Ten rodzaj transportu stanowi dla PKP Cargo jeden z kluczowych segmentów. Chociaż główną częścią biznesu polskiego przewoźnika nadal jest transport węgla, kruszyw i materiałów budowlanych, PKP Cargo inwestuje też w transport intermodalny. Ostatnio spółka kupiła 330 uniwersalnych wagonów do przewozów kontenerów oraz ogłosiła, że niebawem ruszy przetarg na zakup dziesięciu lokomotyw wielosystemowych do obsługi połączeń za granica.

Przewozy intermodalne są bardzo ważne dla PKP Cargo. Chcemy utrzymać pozycje lidera w tym segmencie rynku, ponieważ przewidujemy jego dynamiczny wzrost w kolejnych latach, szczególnie po zakończeniu remontów i modernizacji linii kolejowych w Polsce – mówi Jacek Neska, członek zarządu PKP Cargo ds. handlowych. – Już dzisiaj wykorzystujemy nasze przewagi i szukamy możliwości stałej współpracy z doświadczonymi partnerami.

PKP Cargo jest liderem w segmencie przewozów intermodalnych w Polsce z około 60 proc. udziałem w rynku. Nowe wagony intermodalne są przystosowane do przewozu kontenerów wykorzystywanych w transporcie morskim. Cześć z nowych platform jest już wykorzystywana do obsługi klientów.

Dom Development: Sprzedaż mieszkań na warszawskim Żoliborzu Artystycznym

Dom Development rozpoczyna sprzedaż mieszkań na warszawskim osiedlu Żoliborz Artystyczny. Na tym etapie spółka oferuje 222 mieszkania, w których będzie można zamieszkać w pierwszym kwartale 2016.

Najmniejsze oferowane lokum ma ponad 32, a największe 114 mkw. Ceny za mkw. kształtują się w granicach 7,6-9,9 tys zł. Miejsce w podziemnym garażu kosztuje od 32 do 48 tys zł. Za komórki lokatorskie na osiedlu trzeba zapłacić 8 tys zł.

Na sprzedaż trafiają mieszkania w siódmym już budynku z powstających na osiedlu. W czwartym kwartale bieżącego roku Dom Development przekaże mieszkańcom gotowe lokale w czterech budynkach, a e drugiej połowie roku 2015 w kolejnych dwóch. Docelowo w ośmiu koloniach składających się z 13 budynków znajdzie się 1,7 tys mieszkań.

– Dom Development prowadzi jednocześnie prace związane z organizacją przestrzeni komunikacyjnej Żoliborza Artystycznego – deklaruje spółka w komunikacie. – Gotowe są już ulice Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata oraz plac Czesława Niemena z fontanną, który stanowi wjazd i wyjazd z osiedla. Sąsiadująca z inwestycją ulica Powązkowska została przebudowana, dzięki czemu powstał szerszy chodnik oraz ścieżka rowerowa.

DM PKO BP podtrzymuje rekomendację Trzymaj dla MOL, cena docelowa obniżona

0

Analitycy DM PKO BP w dalszym ciągu zalecają trzymanie akcji węgierskiego koncernu MOL. Ich zdaniem spółka ma perspektywy rozwoju w segmencie wydobywczym. Ponadto może już sprzedać chorwacką spółkę INA.

Do Węgrów należy 49,08 proc. akcji spółki INA. Chcą oni spieniężyć udziały, o ile rząd chorwacki nie zgodzi się na całkowite przejęcie kontroli nad spółką. Zdaniem analityków DM PKO BP, akcje należące do MOL mogą być warte 2-2,5 mld dolarów.

Po spadku wydobycia węglowodorów w I połowie roku, co było spowodowane dezinwestycją w Rosji i spadkiem wydobycia w Chorwacji i na Węgrzech, analitycy widzą korzystne perspektywy dla spółki na przyszłość.

– Spadek wydobycia w rejonie CEE został częściowo zrekompensowany kontrybucją produkcji z niedawno zakupionych złóż w Wielkiej Brytanii. Negatywny trend spadku wydobycia ma zostad odwrócony w 2015 r. na skutek rozpoczęcia produkcji z nowo pozyskanych złóż m.in na Morzu Północnym oraz uruchomieniu produkcji ze złóż w Iraku (Kurdystan) – zauważają analitycy w rekomendacji.

Cena docelowa została obniżona do 12 937 forintów z 13 554 forintów w rekomendacji z kwietnia.

Stanowisko MF do orzeczeń WSA w sprawie tzw. janosikowego

Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że w dniu 29 września 2014 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił 4 decyzje Ministra Finansów określające wysokość zobowiązania Województwa Mazowieckiego z tytułu wpłat do budżetu państwa na część regionalną subwencji ogólnej (tzw. janosikowe) na 2013 r. za miesiące: wrzesień, październik, listopad i grudzień.

Sąd w ustnym uzasadnieniu wyjaśnił, że jest on związany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 4 marca 2014 r., w którym Trybunał stwierdził niezgodność art. 31 i art. 25 ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego z Konstytucją RP w zakresie, w jakim nie gwarantują województwom zachowania istotnej części dochodów własnych na realizacje zadań własnych. Ponadto, Sąd uchylając decyzje Ministra Finansów uwzględnił trudną sytuację finansową Województwa Mazowieckiego, przyznając jednocześnie, że takiej przesłanki nie przewiduje ustawa o dochodach JST.

W ocenie Sądu, uwzględniając sytuację Województwa Mazowieckiego oraz zakresowy charakter wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wpłaty do budżetu państwa (na potrzeby tej sprawy) powinny wynosić 30% dochodów podatkowych pochodzących z tytułu udział we wpływach z CIT i PIT.

Sąd stwierdził ponadto, że konsekwencją uchylenia decyzji określających wysokość wpłat do budżetu państwa było uchylenie postanowień Ministra Finansów o zaliczaniu dokonanych wpłat przez Woj. Mazowieckie na należność główną i odsetki.

Zdaniem Ministerstwa Finansów, orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego nie odzwierciedlają wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 4 marca 2014 r. dotyczącego tzw. Janosikowego wpłacanego przez województwa , który stwierdził, że zakwestionowane przepisy przestaną obowiązywać po 18 miesiącach od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw, chyba że wcześniej zostaną uchylone lub zmienione przez ustawodawcę. „W tym okresie winny więc być stosowane przez wszystkich adresatów.” Należy dodać, że w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wyrażany jest pogląd, że w polskim systemie prawnym samo pozbawienie przepisu domniemania konstytucyjności nie jest wystarczającą przesłanką do odmowy jego zastosowania. Dopiero gdy przepis ten zostanie usunięty z systemu prawnego w następstwie wejścia w życie orzeczenia Trybunału o jego niekonstytucyjności lub w następstwie jego uchylenia bądź zmiany przez prawodawcę, organy państwowe, w tym sądy, będą zwolnione z obowiązku jego stosowania.

Nie można zgodzić się również z ustalaniem przez Sąd poziomu wpłat województw do budżetu państwa, gdyż takie ustalanie wkracza w przestrzeń stanowienia prawa, która zarezerwowana jest dla Parlamentu.

Przyjęcie rozwiązania przedstawionego przez WSA oznaczałoby zmniejszenie części regionalnej subwencji ogólnej dla województw o kwotę zmniejszonych wpłat Województwa Mazowieckiego. W 2014 r. oznaczałoby to zmniejszenie wpłat o kwotę 176.592 tys. zł. W takim przypadku część regionalna subwencji ogólnej wyniosłaby 738.146 tys. zł, a nie jak zaplanowano w ustawie budżetowej na 2014 r. w kwocie 914.738 tys. zł. Po przekazaniu rat części subwencji regionalnej w wysokości 738.146 tys. zł, należałoby zaprzestać przekazywania województwom części regionalnej subwencji ogólnej. Część regionalna subwencji ogólnej ustalana jest bowiem w wysokości wpłat województw do budżetu państwa.

Należy podkreślić, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. stwierdził zakresową niezgodność z Konstytucją RP oprócz art. 31 również art. 25 ustawy o dochodach (…) regulującego zasady podziału części regionalnej subwencji ogólnej. Ograniczenie wpłat Województwa Mazowieckiego, w sposób wskazany przez Sąd, skutkowałoby zmniejszeniem dochodów województw z tytułu części subwencji regionalnej i spowodowałoby trudności w realizacji ich budżetów.

Ministerstwo Finansów nie zgadza się z wyrokami Sądu i zamierza po otrzymaniu i przeanalizowana pisemnego uzasadnienia wyroku, wnieść skargi kasacyjne do NSA.

Na Giełdzie Papierów Wartościowych otwarto wystawę unikatowych papierów dłużnych sprzed 1939 r.

CEO Magazyn Polska

W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie można podziwiać kolekcję unikatowych papierów wartościowych  obligacji i listów zastawnych. Wśród nich znajdują się zbiory z dawnego zaboru rosyjskiego oraz II RP, kiedy mozolnie rozwijały się podwaliny gospodarki rynkowej. Prezentowane papiery wartościowe służyły finansowaniu m.in. miejskich wodociągów czy potrzeb Skarbu Państwa.

To jest wystawa poświęcona dłużnym papierom wartościowym, które były notowane przed 1939 r. na giełdzie w Warszawie. Pierwszym takim papierem, który pojawił się w obrotach, był list zastawny Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, którego wzór można tutaj właśnie obejrzeć. Data wprowadzenia go do obrotu to 1826 rok i to był pierwszy notowany papier nie tylko dłużny, lecz także w ogóle pierwszy papier wartościowy – mówi agencji informacyjnej Newseria mec. Leszek Koziorowski, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych.

Początek historii giełdy w Warszawie sięga 1817 r., kiedy władze Królestwa Polskiego pod zaborem rosyjskim utworzyły Giełdę Kupiecką. Początkowo przedmiotem obrotu były jedynie waluty oraz weksle. Rynek funkcjonował do wybuchu wojny w 1939 r., a po 1945 r. komunistyczne władze zdelegalizowały i faktycznie uniemożliwiły funkcjonowanie rynków kapitałowych.

– Prezentowane papiery dłużne, a jest ich około 100, są związane z różnymi emitentami. A więc reprezentowany jest zarówno dług państwowy – emisje skarbu państwa, zarówno XIX-wieczne, jak i z okresu międzywojennego, ale także listy zastawne towarzystw kredytowych ziemskich – mówi Koziorowski.

Giełdy funkcjonowały także w innych, największych miastach II Rzeczypospolitej – powstała m.in. Krakowska Giełda Pieniężna. Rzeczywistość gospodarcza II RP nie sprzyjała jednak dynamicznemu rozwojowi rynków kapitałowych, m.in. ze względu na silną monopolizację gospodarki, etatystyczną politykę oraz poziom rozwoju sektora przemysłu i usług.

Ponadto, w przeciwieństwie do dawnych potęg kolonialnych, Polska miała słabo rozwinięte kontakty i obroty handlowe z resztą świata, które mogłyby służyć jako fundament rozwoju rynku instrumentów finansowych. Problemy strukturalne gospodarki II RP – i wynikający z nich niedorozwój rynków kapitałowych – odsłonił Wielki Kryzys lat 30. XX wieku, który doprowadził do silnego spadku obrotów na giełdzie oraz cen papierów wartościowych.

–  Giełda w Warszawie przed 1939 rokiem nie była centrum finansowym Europy. Obroty były zdecydowanie niższe niż na innych rynkach. Niestety, słabość polskiego przemysłu była także widoczna na giełdzie. To nie była silna giełda, ale to jest jednak kawałek polskiej historii, o którym warto mówić – tłumaczy Leszek Koziorowski.

GPW od 1991 r. pisze nowy rozdział w historii giełdy w Warszawie, która zakorzeniła się już w systemie gospodarczym III RP i jest ważnym źródłem pozyskiwania kapitału dla firm. Jednym z ważnych celów GPW jest obecnie rozwój rynku Catalyst, gdzie są notowane obligacje korporacyjne, obligacje municypalne i skarbowe. Pozytywnym impulsem dla tego rynku może być nowelizacja ustawy o obligacjach, nad którą pracuje Sejm.

W chwili obecnej liczba emitentów obligacji sięgnęła 200. W tym roku na rynku Catalyst zadebiutowało aż 41 emitentów. Warto przypomnieć, że w ramach grupy kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych działa spółka BondSpot, organizująca rynek dilerów, którzy działają przede wszystkim na rynku obligacji skarbowych. Spółka ta organizuje również obrót na hurtowej części rynku Catalyst. Tak więc obligacje stanowią również dzisiaj ważną część działalności giełdy – mówi Mirosław Szczepański, wiceprezes GPW.

GDDKiA: Przetarg na obwodnicę Sanoka

0

Rzeszowski Oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ogłosił przetarg na realizację 7-kilometrowej obwodnicy Sanoka w ciągu drogi krajowej 28. Termin składania wniosków w pierwszym etapie postępowania mija 31 października.

Wnioski złożone w pierwszym etapie postępowania będą weryfikowane m.in. pod kątem posiadanego potencjału, którego minimalny poziom określony został w ogłoszeniu o zamówieniu. Zamawiający oceni także zdolność wykonawców do należytego wykonania zamówienia w szczególności do jego rzetelności, kwalifikacji, efektywności i doświadczenia.

Wykonawcy, którzy spełnią warunki udziału w postępowaniu przetargowym zostaną zaproszeni w drugim etapie do złożenia ofert cenowych. W postępowaniu przetargowym przyjęte zostały trzy kryteria oceny ofert: cena, okres gwarancji jakości oraz termin wykonania.

Zakres inwestycji obejmuje wykonanie dokumentacji, robót budowlanych oraz uzyskanie decyzji na użytkowanie.

NBP: wyniki finansowe firm w II kwartale wzrosły, ale widać spowolnienie

Z raportu NBP o sytuacji polskich przedsiębiorstw wynika, że w II kwartale firmy wciąż zwiększały wyniki finansowe, rosła też liczba przedsięwzięć rentownych oraz płynność. Widać już jednak oznaki spowolnienia wzrostu.

Na osłabienie tendencji wzrostowych w sektorze przedsiębiorstw wskazuje nieco słabsze tempo wzrostu przychodów – napisano w raporcie. – W II kwartale br. przychody ogółem wzrosły o 2,3 proc. w ujęciu rocznym, a zatem o 0,4 pkt proc. mniej niż przed kwartałem. Na ograniczenie ich dynamiki wpłynęło w przeważającej mierze wyhamowanie dynamiki sprzedaży krajowej – do 1,8 proc. z 3,2 proc. w ubiegłym kwartale.

Procesu tego nie zdołało zrównoważyć nawet znaczne przyspieszenie dynamiki sprzedaży zagranicznej, która wzrosła do 6,9 proc., czyli była o 3,3 pkt proc. większa niż w I kwartale br. Wzrost zanotowała m.in. większość branż eksportujących towary na rynek rosyjski, z wyjątkiem przetwórstwa owocowo-warzywnego, które odnotowało spadek eksportu o 15 proc.

Wynik finansowy ze sprzedaży rósł, ale wolniej niż w poprzednim kwartale – wzrost wyniósł 7,1 proc w ujęciu rocznym. Przyczynił się do tego fakt, że koszty rosły wolniej niż przychody. Potwierdzeniem dobrej sytuacji w sektorze przedsiębiorstw był także wzrost odsetka firm z dodatnim wynikiem finansowym – do 73,9 proc. z 68,8 proc. w II kwartale 2013 r. Jak podkreślają analitycy NBP, wskaźnik ten zbliżył się do swoich historycznych maksimów z 2007 r.

Jednak w porównaniu z II kwartałem ubiegłego roku obniżyły się wyniki finansowe brutto i netto sektora przedsiębiorstw o – odpowiednio – 8 proc. i 10,6 proc. Było to związane ze stratami na operacjach finansowych, które powstały w wyniku aktualizacji inwestycji w jednej z największych firm przetwórczych w kraju.

– Tempo wzrostu zatrudnienia było zbliżone do obserwowanego w I kwartale tego roku. W ujęciu rocznym zatrudnienie wzrosło w 52,2 proc. firm – informuje dalej NBP. – Znaczący, bo co najmniej 10-proc. wzrost zatrudnienia, odnotowało 19,9 proc. firm (wzrost o 6,7 pkt proc. w ujęciu rocznym), natomiast redukcje o podobnej skali – 13,3 proc. firm (spadek o 7,6 pkt proc.).

W podziale na branże największy udział we wzroście zatrudnienia miały przetwórstwo przemysłowe (wzrost o 3,3 proc. w ujęciu rocznym), handel (3,5 proc.) oraz pozostałe usługi (5,3 proc.).

W II kwartale dynamika inwestycji nieco obniżyła się – w ujęciu rocznym do 13 proc. z 15,8 proc. odnotowanych w I kwartale. Obniżyła się także wartość kosztorysowa rozpoczętych inwestycji. Jednak wydatki na zakup środków trwałych w II kwartale nadal rosły w tempie dwucyfrowym, a spadek dynamiki w ujęciu kwartalnym był rezultatem głównie ograniczenia zakupów środków transportu. Zwiększyły się natomiast nakłady na inwestycje w budynki i budowle (wzrost o 14,3 proc. w ujęciu rocznym), a także zakupy maszyn i urządzeń (wzrost o 7,7 proc.).

Poprawiła się także sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw. Była ona rezultatem spadku zobowiązań krótkoterminowych (spadek o 1,8 proc. w ujęciu rocznym) przy niewielkim przyroście środków pieniężnych (wzrost o 0,9 proc.).

Jednak, jak zauważają analitycy NBP, analiza zmian wskaźników płynności i dynamiki inwestycji krótkoterminowych sugeruje jednak wyraźne słabniecie tendencji wzrostowych.

 

GDDKiA: Dragados dokończy budowę obwodnicy Gorzowa Wielkopolskiego

0

Za najkorzystniejszą ofertę na budowę drugiej jezdni obwodnicy Gorzowa Wlkp. uznana została propozycja firmy Dragados. Budowa blisko 12 kilometrowego odcinka ma kosztować ponad 289 mln zł.

Czas, w jakim firma zamierza zrealizować zadanie, to 22 miesiące (z wyłączeniem okresów zimowych).

Pierwsza nitka obwodnicy oddana została do ruchu w dwóch etapach. Pierwszy z nich (2,4 km) oddany został do ruchu w 2003 roku, a drugi (9,5 km) w 2007. Druga, prawa jezdnia będzie biegła równolegle do istniejącej, co oznacza, że również obiekty mostowe będą realizowane w podobnym układzie. Pojawi się również drugi most na Warcie. Ponadto istniejące węzły zostaną przebudowane w celu dostosowania do przebiegu drugiej jezdni.

Plac budowy zostanie przekazany wykonawcy w ciągu 30 dni od dnia podpisania umowy. Droga zostanie oddana do użytku w połowie 2017 roku.

Niemiecki PMI dla przemysłu poniżej 50 pkt; w strefie euro odczyt gorszy od oczekiwań

Niemiecki przemysł po 14 miesiącach wzrostu wpadł w stagnację. Wskaźnik PMI dla przemysłu za wrzesień wyniósł 49,9 pkt. Dla całej strefy euro wyniósł 50,3 pkt przy prognozach na poziomie 50,5 pkt.

Sytuacja w niemieckim przemyśle jest najsłabsza od 15 miesięcy – wynika z publikacji Markit Economics. Wrześniowy odczyt indeksu obrazującego nastroje w niemieckim przemyśle był niższy od neutralnego poziomu 50 pkt, co oznacza, że sektor przestał się rozwijać.

Na taki odczyt wpływ miała mniejsza liczba nowych miejsc pracy, spadek zamówień najszybszy od końca 2012 roku i pierwszy od czerwca 2013 roku. Spadek liczby nowych firm tłumaczony jest słabszym otoczeniem makroekonomicznym i spadającym popytem krajowym.

Mimo tych niekorzystnych zjawisk niemieccy producenci zdołali lekko zwiększyć produkcję i związany z nimi poziom zakupów.

Niemiecki odczyt, obok greckiego o austriackiego był jednym  z czynników niższego od prognoz odczytu PMI dla całej strefy euro. Indeks wyniósł we wrześniu 50,3 pkt wobec oczekiwań na poziomie 50,5 pkt. To najniższy wynik od 14 miesięcy. Średnia dla całego trzeciego kwartału wyniosła 50,9 pkt i była najniższa od roku.

BESI: rekomendacja Kupuj Alumetal z ceną docelową 47,6 zł

0

W swoim raporcie z 30 września, BESI po raz pierwszy ocenia spółkę Alumetal i przyznaje rekomendację Kupuj, a cenę docelową akcji określa na poziomie 47,6 zł.

Grupa Alumetal, polski producent stopów odlewniczych, ponad trzykrotnie zwiększył wielkość sprzedaży w ciągu ostatnich 10 lat i odnotował wyższe marże EBITDA niż europejskie spółki o podobnym profilu w latach 2012 i 2013, kiedy globalny rynek aluminium miał poważne kłopoty.

Zdaniem BESI, ograniczenie mocy produkcyjnych w branży aluminiowej w ostatnich 2 latach, w połączeniu z oczekiwanym mocnym popytem na aluminium w długim okresie (mega-trend na zastępowanie innych metali aluminium) oraz pozytywnymi sygnałami pochodzącymi z kluczowych rynków docelowych dla produktów Alumetalu (europejski przemysł motoryzacyjny) powinny umożliwić spółce w całości zapełnić moce produkcyjne zwiększone o 50 proc. w latach 2011-2014.

Analitycy spodziewają się, że w takim otoczeniu grupa Alumetal powinna utrzymywać marże na wysokim poziomie, zbliżonych do wartości średnich w ostatnich 10 latach. Analitycy przewidują, że Grupa Alumetal osiągnie średnioroczny wzrost EBITDA w latach 13-16E oraz średnioroczny wzrost zysku netto na poziomie 20  i 22 proc (odpowiednio 24  i 9 proc. dla grupy porównawczej).

UTK: spadają przewozy towarowe w Polsce

Urząd Transportu Kolejowego podał, że w sierpniu łączna przewieziona koleją masa spadła o 5,9 proc., a praca przewozowa o 5,7 proc. w porównaniu do poprzedniego roku.

– Sierpień był piątym miesiącem z rzędu, w którym przewozy kolejowe w Polsce spadały w porównaniu do ubiegłego roku – mówi Jacek Neska, członek zarządu PKP Cargo ds. handlowych. – To wskazuje, jak problemy górnictwa odbijają się na kondycji kolei. Sytuacji nie ułatwiają prace modernizacyjne na polskich torach, przez które pociągi jeżdżą dłużej i wolniej. W obliczu tych trudnych warunków, wyniki PKP CARGO są zadowalające.

W okresie pierwszych ośmiu miesięcy tego roku PKP Cargo miała 47,73 proc. udziału w rynku pod względem przewiezionej masy, notując wzrosty: o 0,25 pkt proc. w porównaniu do zeszłego roku oraz o 0,64 pkt proc. w porównaniu do  I półroczu 2014.

W tym samym czasie udział spółki pod względem pracy przewozowej spadł o 0,06 pkt porównujac z rokiem 2013. W stosunku do wyników osiągniętych po I półroczu udział ten jednak wzrósł o 0,07 pkt.

Po ośmiu miesiącach 2014 roku na kolejnych miejscach pod względem przewiezionej masy znalazły się: DB Schenker Rail Polska (18,61 proc.), PKP LHS (4,66 proc., wzrost z 4,1 proc. przed rokiem), Lotos Kolej (4,62 proc., wzrost z 4,04 proc.) oraz Freightliner PL (3,19 proc., wzrost z 1,89 proc. przed rokiem).

Pod względem pracy przewozowej wiceliderem rynku jest spółka Lotos Kolej z udziałem 8,96 proc. (przed rokiem 7,65 proc.), na trzecim miejscu uplasował się PKP LHS (6,92 proc. w porównaniu do 6,44 proc. przed rokiem), na kolejnym DB Schenker Rail z udziałem 5,35 proc. oraz CTL Logistic z udziałem 4,85 proc.

Mimo oczekiwania na obniżkę stóp oprocentowanie lokat pozostaje stabilne

0

CEO Magazyn Polska

Polskie banki są zainteresowane depozytami zagranicznych klientów. Oprocentowanie lokat w walucie jednak zasadniczo nie różni się od tego, jakie oferują inne europejskie instytucje finansowe. Z kolei inwestycja w złotych wiąże się dla zagranicznych inwestorów z dodatkowymi opłatami i ryzykiem kursowym. Dlatego banki, które wkrótce będą musiały spełniać wyższe kryteria płynnościowe, zachęcają rodzimych klientów do zakładania lokat nieobniżaniem oprocentowania depozytów.

Z jednej strony banki od jakiegoś czasu starają się budować ofertę w walutach obcych, z drugiej natomiast w ostatnim czasie oprocentowanie depozytów w złotych jest dość stabilne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Szkaradek, partner, lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce w doradczej firmie Deloitte. – Pomimo oczekiwań dotyczących obniżenia stawek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej oprocentowanie depozytów nie maleje. Pojawia się więc coraz więcej atrakcyjnych lokat złotówkowych oprocentowanych nawet powyżej 4 proc. w skali roku. Mamy więc do czynienia ze stosunkowo korzystnym oprocentowaniem tych lokat.

Zdaniem Dariusza Szkaradka wynika to po części z obowiązków regulacyjnych w zakresie utrzymywania płynności. Banki nie tylko w Polsce, lecz także w całej strefie euro od 1 stycznia przyszłego roku będą musiały spełniać nowe, wyższe normy w zakresie płynnościowym. Podnoszą więc oprocentowanie, starając się pozyskać wartościowo większe wolumeny depozytów.

Jeżeli chodzi o atrakcyjność polskich banków dla zagranicznych inwestorów czy obywateli, to na pewno taka oferta może się rozwijać – uważa Szkaradek. – Natomiast wydaje się, że dla Niemców czy Francuzów oprocentowanie, które mogą uzyskać w polskich bankach wciąż nie odbiega tak bardzo od tego, jakie oferują ich miejscowe instytucje. Lokaty złotówkowe z kolei wiążą się dla nich z dodatkowymi kosztami oraz potencjalnym zagrożeniem utraty wartości ze względu na różnice w poziomie inflacji. Również system finansowy w każdym kraju strefy euro ma nieco inne ryzyko.

Teoretycznie depozyty do 100 tys. euro w każdym kraju UE objęte są gwarancjami. Niemniej, jak zauważa partner Deloitte, zarówno ich oprocentowanie, jak i stopy na rynku międzybankowym, np. w Grecji i Niemczech, istotnie się różnią.

W Polce mamy jeszcze dodatkowo różnicę wynikającą z innej niż euro waluty – wskazuje Szkaradek. – Wynika z tego możliwość pewnego arbitrażu, czyli wyszukiwania przez osoby posiadające znaczne oszczędności bardziej atrakcyjnych ofert. Rozwój technologii powoduje, że jest to coraz łatwiejsze.

Klienci banków w Polsce już dzisiaj, jak przypomina partner Deloitte, mają bardzo łatwy dostęp do wszelkiego rodzaj lokat, rachunków bieżących, terminowych z tabletu, telefonu czy komputera.

Z takiego punktu widzenia można oczekiwać, że za kilka lat także taka oferta międzynarodowa będzie stawała się też coraz łatwiejsza – prognozuje Dariusz Szkaradek.

Markit Economics: Polski PMI wyższy niż w sierpniu

Indeks PMI dla polskiego przemysłu wzrósł we wrześniu do poziomu 49,5 pkt. W sierpniu PMI osiągnął poziom 49 pkt. – poinformował Markit Economics.

Wskaźnik zasygnalizował pogorszenie warunków w polskim sektorze przemysłowym we wrześniu, co jest zgodne z trendem rejestrowanym w III kwartale. Wielkość produkcji spadła w tempie najszybszym od maja 2013 roku, a liczba nowych zamówień zmalała czwarty miesiąc z rzędu.

– Jednak – jak podkreślono w komunikacie – ogólne tempo pogorszenia warunków w sektorze wyhamowało i było stosunkowo niewielkie. Każda wartość PMI powyżej 50,0 oznacza ogólną poprawę warunków w sektorze. We wrześniu wskaźnik PMI odnotował poziom 49,5, co oznacza, że w całym III kwartale tego roku rejestrował wartości poniżej neutralnego progu 50,0. Cztery spośród pięciu głównych komponentów wskaźnika odnotowały negatywne wartości, które wpłynęły na finałowy odczyt. Wyjątkiem był poziom zatrudnienia. Jednak wskaźnik PMI wzrósł po raz pierwszy od lutego i zasygnalizował tylko nie wielkie tempo spadku.

We wrześniu liczba nowych zamówień otrzymanych przez polskich producentów zmalała czwarty miesiąc z rzędu, jednak w tempie słabszym niż w lipcu i sierpniu. Zamówienia eksportowe spadły piąty miesiąc z rzędu, co część firm uzasadniała słabszym popytem wynikającym z kryzysu na Ukrainie i związanymi z nim sankcjami oraz ogólną niepewnością na rynkach. Jednak spadek liczby zamówień eksportowych był niewielki i nieznacznie słabszy niż ten odnotowany dla całkowitej liczby nowych zamówień.

Wskaźnik rynku pracy spadł w sierpniu tylko o 0,2 pkt. Gospodarka traci impet, spadek bezrobocia niepewny

CEO Magazyn Polska

Słabsza kondycja polskiego przemysłu odbije się w kolejnych miesiącach na rynku pracy. Indeks PMI za wrzesień, choć nieco lepszy od oczekiwanego, wciąż pozostaje poniżej 50 pkt, co oznacza spowolnienie. Producenci nie mają co liczyć na wzrost sprzedaży, a więc coraz częściej nie są stanie utrzymać bieżącego zatrudnienia, a jeszcze trudniej tworzyć im nowe miejsca pracy. Sytuacji nie poprawia ani zatrzymanie inwestycji mimo bardzo korzystnych warunków finansowania, ani rosyjskie embargo. Pewną szansę stworzą unijne środki z nowej perspektywy budżetowej, ale na ich efekty trzeba będzie poczekać jeszcze przynajmniej kilka miesięcy.

– Mam nadzieję, że eksporterzy sobie poradzą i to, co nie będzie wyeksportowane za wschodnią granicę, znajdzie sobie miejsce albo w Europie, albo na rynkach azjatyckich bądź w Ameryce Północnej i Południowej – mówi Maria Drozdowicz-Bieć, szefowa BIEC – Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych.

Wskaźnik PMI, pokazujący nastroje menedżerów zajmujących się w firmach produkcyjnych zakupami, wzrósł wprawdzie we wrześniu do 49,5 pkt, co jest odczytem lepszym odo oczekiwań i wyższym niż w sierpniu, ale wciąż pozostaje poniżej granicy 50 pkt, która oddziela rozwój sektora od jego kurczenia się. Co więcej, wrześniowy odczyt oznacza, że indeks pozostawał poniżej tej granicy przez cały III kwartał. Taki stan nie wystarczy do tego, by przedsiębiorcy uaktywnili się w dziedzinie, która jest najbardziej stabilną podstawą rozwoju gospodarki, czyli w inwestycjach.

 Wtedy kiedy przedsiębiorcy odczuwają gorszą sytuację finansową, trudno im o kredyt, pomimo że ten kredyt jest w tej chwili bardzo tani, historycznie chyba najtańszy, a to odbija się zwykle na inwestycjach. Po prostu nie myślą o inwestycjach, bo uważają, że skoro popyt jest słaby, to nie ma co inwestować w poszerzenie mocy wytwórczych, bo ta produkcja po prostu nie znajdzie zbytu – wyjaśnia Drozdowicz-Bieć.

Inwestycje mogą ruszyć po tym, jak do Polski zaczną napływać – i trafiać na realizacje konkretnych projektów – środki unijne z nowej perspektywy finansowej. Ale to może nastąpić najwcześniej w pierwszej połowie przyszłego roku. Najbliższe miesiąca będą trudne, szczególnie na rynku pracy – przewiduje Bieć.

 Przedsiębiorcy już nie będą skłonni podnosić wynagrodzeń w takim tempie, jak to miało miejsce w pierwszym półroczu – prognozuje Drozdowicz-Bieć.

Brak podwyżek może się jednak okazać najmniejszym problemem pracowników. Popyt może spaść do tego stopnia, że nikt nie będzie myślał o podwyżkach, bo bardzo realne stanie się zagrożenie utraty pracy. Wskaźnik rynku pracy, publikowany przez BIEC, od kilku miesięcy obniża się zaledwie minimalnie, co oznacza, że bezrobocie nie będzie już spadać. Za sierpień wskaźnik spadł zaledwie o 0,2 pkt, za to za lipiec dokonano korekty w górę o 0,3 pkt. Wskaźnik skorelowany jest ze stopą przyszłego bezrobocia.

 W tej chwili są już pierwsze sygnały tego, że przedsiębiorcy są bardziej nastawieni na redukcje wielkości zatrudnienia oraz [widać] pierwszy od wielu, wielu miesięcy wzrost liczby zwolnień grupowych. To jest niepokojący sygnał.

Na razie sytuacja nie jest zła – w przedsiębiorstwach zatrudniających więcej niż 9 osób w sierpniu zatrudnienie wzrosło o 0,7 proc., a płace – o 3,5 proc. Bezrobocie spadło do 11,7 proc. i było o 2,3 pkt proc. niższe niż na początku roku. Ale kolejne miesiące na pewno będą gorsze – poza tradycyjnym spadkiem zatrudnienia po zakończeniu prac letnich w rolnictwie i – nieco późniejszym – w budownictwie, pracodawcy coraz częściej zmuszeni są do zwolnień.

 Zwolnienia dla pracodawcy wbrew pozorom są równie kosztowne, co zatrudnienie pracownika, w związku z czym oni wcale tak chętnie nie zwalniają. Zwalniają, kiedy już naprawdę są przyparci do muru. Ale, niestety, już pierwsze sygnały, że te zwolnienia, i grupowe, i takie odbywające się w normalnym trybie, będą nasilać się jesienią i zimą, już otrzymujemy.

Zdaniem ekspertki zimą i na początku przyszłego roku należy się spodziewać wzrostu stopy bezrobocia do przynajmniej 12 proc.

Resorty finansów i skarbu będą współpracować przy sprzedaży instrumentów finansowych

Minister Finansów i Minister Skarbu Państwa zawarli porozumienie w sprawie współpracy w zakresie powierzania usług finansowych związanych z oferowaniem przez skarb państwa instrumentów finansowych.

W ramach porozumienia Minister Skarbu Państwa zobowiązał się przy powierzaniu usług finansowych związanych ze sprzedażą akcji spółek publicznych skarbu państwa lub zawieraniem innych transakcji, których przedmiotem są instrumenty finansowe, uwzględniać aktualny ranking podmiotów posiadających status dealera skarbowych papierów wartościowych.

Jednocześnie Minister Finansów zobowiązał się, że przy powierzaniu usług finansowych związanych z oferowaniem na rynku pierwotnym obligacji skarbowych emitowanych na rynki zagraniczne będzie uwzględniać przygotowany przez Ministra Skarbu Państwa aktualny ranking podmiotów ocenianych za działalność na polskim rynku kapitałowym.

– Celem zawartego porozumienia jest rozwijanie polskiego rynku kapitałowego poprzez wspieranie aktywności instytucji finansowych współpracujących z ministerstwami zarówno na rynku skarbowych papierów dłużnych, jak też udziałowych instrumentów rynku kapitałowego – podkreślono w komunikacie. – Dotychczas każde z ministerstw posługiwało się przy wyborze doradców finansowych zestawem kryteriów odnoszących się wyłącznie do zakresu działalności tego właśnie ministerstwa. Zgodnie z porozumieniem ministerstwo finansów przy wyborze doradców będzie uwzględniać także ich wkład w rozwijanie polskiego rynku kapitałowego, a ministerstwo skarbu państwa – aktywność na rynku skarbowych papierów wartościowych. Całościowe ujęcie oczekiwań ze strony obu ministerstw będzie argumentem dla instytucji finansowych, by rozwijać swą działalność w Polsce.

Porozumienie między ministrem finansów i ministrem Skarbu Państwa ws. współpracy dotyczącej instrumentów finansowych

Minister finansów i minister Skarbu Państwa zawarli porozumienie w sprawie współpracy w zakresie powierzania usług finansowych związanych z oferowaniem przez Skarb Państwa instrumentów finansowych.

W ramach porozumienia minister Skarbu Państwa zobowiązał się przy powierzaniu usług finansowych związanych ze sprzedażą akcji spółek publicznych Skarbu Państwa lub zawieraniem innych transakcji, których przedmiotem są instrumenty finansowe, uwzględniać aktualny ranking podmiotów posiadających status Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych.

Jednocześnie minister finansów zobowiązał się, że przy powierzaniu usług finansowych związanych z oferowaniem na rynku pierwotnym obligacji skarbowych emitowanych na rynki zagraniczne będzie uwzględniać przygotowany przez ministra Skarbu Państwa aktualny ranking podmiotów ocenianych za działalność na polskim rynku kapitałowym.

Porozumienie ma za zadanie rozwój polskiego rynku kapitałowego poprzez wspieranie aktywności instytucji finansowych współpracujących z ministerstwami zarówno na rynku skarbowych papierów dłużnych, jak też udziałowych instrumentów rynku kapitałowego. Dotychczas każde z ministerstw posługiwało się przy wyborze doradców finansowych zestawem kryteriów odnoszących się wyłącznie do zakresu działalności tego właśnie ministerstwa. Zgodnie z porozumieniem Ministerstwo Finansów przy wyborze doradców będzie uwzględniać także ich wkład w rozwijanie polskiego rynku kapitałowego, a Ministerstwo Skarbu Państwa – aktywność na rynku skarbowych papierów wartościowych. Całościowe ujęcie oczekiwań ze strony obu ministerstw będzie argumentem dla instytucji finansowych, by rozwijać swą działalność w Polsce.

Bogdanka zwiększa wydobycie węgla

Spółka Lubelski Węgiel Bogdanka zanotowała w III kwartale produkcję węgla handlowego na poziomie 2,38 mln ton. To o 10,2 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej oraz o 17,8 proc. więcej  niż w II kwartale.

Narastająco po III kwartałach tego roku spółka wydobyła 6,63 mln ton węgla handlowego, co oznacza wzrost o 6,25 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej (6,24 mln ton).

– Bardzo cieszy nas wysokie wydobycie w III kwartale, osiągnięte pomimo problemów geologicznych (wycienienia) na jednej z eksploatowanych przez nas obecnie ścian – powiedział Zbigniew Stopa, prezes  LW Bogdanka. – Pomogło w tym uruchomienie Zakładu Przeróbki Mechanicznej Węgla, które było naszym priorytetem w ostatnich miesiącach, i które przeprowadziliśmy zgodnie z planem.

Spółka podkreśla w komunikacie, że uruchomienie zakładu było bardzo ważnym etapem programu inwestycyjnego wdrażanego przez spółkę w ostatnich latach, mającego na celu podwojenie zdolności produkcyjnych w stosunku do roku 2011.

Moody’s Investors Service: Obniżenie ratingu PGNiG na Baa3 z perspektywą stabilną

Zarząd Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa poinformował, że 30 września powziął wiadomość, iż agencja ratingowa Moody’s Investors Service dokonała obniżenia oceny kredytowej PGNiG z Baa2 na Baa3 z perspektywą stabilną.

Głównymi powodami obniżenia ratingu w opinii Moody’s są zmiana profilu ryzyka prowadzonej działalności gospodarczej związana ze wzrostem udziału segmentu Poszukiwanie i wydobycie, oraz zagrożenia wynikające ze zmian na polskim rynku gazu w kontekście zawartych przez spółkę kontraktów w formule take-or-pay i ceny surowca, którą spółki musi w związku z tym płacić. Perspektywę ratingu określono jako stabilną, podkreślając silną pozycję finansową i płynnościową Spółki.

Równocześnie agencja ratingowa obniżyła tymczasowy rating średnioterminowego programu emisji obligacji PGNiG Finance AB o wartości 1,2 mld euro z Baa2 do Baa3.

Przyznany PGNiG rating na poziomie Baa3 wynika z zajmowanej przez grupę kapitałową pozycji dużego, pionowo zintegrowanego przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, dominującej pozycji na polskim rynku gazu, zdolności generowania dużych i zasadniczo stabilnych przepływów pieniężnych z działalności regulowanej w obszarze dystrybucji i magazynowania oraz  bardzo dobrej obecnie sytuacji finansowej i płynnościowej.
Równocześnie negatywny wpływ na ocenę ratingową miała zmienność zysku netto, wysoki poziom uzależnienia od dostaw gazu z importu, pochodzących głównie od rosyjskiego Gazpromu, formuła take-or-pay zawarta w długoterminowych kontraktach na dostawy gazu oraz rosnąca ekspozycja przepływów pieniężnych na ryzyko zmian cen surowca oraz ryzyko dotyczące wydobycia z własnych złóż ropy naftowej i gazu.

Zdaniem Agencji, stabilna perspektywa ratingu odzwierciedla elastyczność finansową PGNiG, którą spółka zawdzięcza obecnie dobrej sytuacji finansowej i płynnościowej, co powinno pomóc PGNiG zamortyzować niekorzystne zdarzenia rynkowe, które mogą pojawić się w okresie krótko- i średnioterminowym.

Zarząd PGNiG ocenia sytuację płynnościową Spółki jako bezpieczną, a potrzeby finansowe spółki w związku z realizacją programu inwestycyjnego jako zaspokojone.

Zarząd PGNiG podkreśla, iż utrzymanie ratingu inwestycyjnego jest ważne, szczególnie w świetle prowadzonych inwestycji zwiększających bezpieczeństwo energetyczne państwa, ponieważ w istotny sposób wpływa na możliwość realizacji oraz koszt finansowania tych inwestycji.

NSA: Opieszałość burmistrza Gogolina naraziła Mo-Bruk na straty

Mo-Bruk wygrał przed NSA z burmistrzem Gogolina. Spółka zamierza dochodzić odszkodowania za opieszałość władz gminy.

Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że burmistrz dopuścił się bezczynności z rażącym naruszeniem prawa i przewlekłości z rażącym naruszeniem prawa w zakresie prowadzenia przedmiotowego postępowania, wskutek czego Mo-Bruk zmuszony został zmienić plany inwestycyjne. Ponadto NSA nałożył na Burmistrza Gogolina grzywnę i zasądził koszty postępowania sądowego. Wyrok jest prawomocny.

NSA ogłosił 30 września wyrok w sprawie ze skargi Mo-Bruk  na bezczynność i przewlekłość postępowania burmistrza Gogolina w przedmiocie rozpoznania wniosku o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach budowy zakładu produkcji paliw alternatywnych wraz z instalacją produkcji energii cieplnej i podsuszania paliw alternatywnych.

Spółka chciała  wybudować  w Górażdżach nowy zakład do przerobu 200 tys ton odpadów, który docelowo miał zatrudniać ok 50 pracowników. Na realizację projektu spółka pozyskała dotację PARP w kwocie 27,8 mln zł, co stanowiło 60 proc. kosztów kwalifikowanych. Łączne planowane nakłady inwestycyjne na budowę zakładu wynosiły 63,5 mln zł. W wyniku niezgodnego z prawem działania burmistrza Gogolina spółka utraciła dotację PARP.

W związku z wyrokiem NSA zarząd Mo-Bruk przystępuje do oszacowania wartości szkody wyrządzonej działaniami burmistrza i dochodził będzie odszkodowania od gminy Gogolin.

Indygotech Minerals zmniejszył stratę w I półroczu

0

Przychody netto Indygotech Minerals w I półroczu wyniosły 576 tys zł wobec 161 tys rok wcześniej. Strata netto  jednostki dominującej spółki spadła do 493 tys zł z 3,8 mln w 2013 roku.

Rank Progress: Nowe powierzchnie handlowe będą powstawać głównie w mniejszych miastach. To atrakcyjne rynki dla deweloperów

0

CEO Magazyn Polska

Mniejsze miasta stały się atrakcyjnym rynkiem dla deweloperów. Choć tylko 1,9 mln z ponad 11 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przypada na najmniejsze miasta (do 100 tys. mieszkańców), to w tym roku większość nowych projektów realizowana jest właśnie tam.  Prezes Rank Progress podkreśla, że rynek powierzchni handlowych w małych i średnich miastach jest wciąż nienasycony. Firma prowadzi inwestycje w Wejherowie, Kołobrzegu i Terespolu, jesienią ruszy budowa galerii w Mielcu.

Prowincja także potrzebuje takiej oferty, jaką dajemy największym miastom. Ten rynek jest nienasycony i wciąż jeszcze jest duża przestrzeń do działania – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Mroczka, prezes zarządu Rank Progress, firmie, która specjalizuje się w działalności inwestycyjno-deweloperskiej.

W Polsce na koniec II kwartału nowoczesna powierzchnia handlowa przekroczyła 11 mln mkw. – wskazują dane z raportu firmy Knight Frank. Ponad połowa (6,3 mln mkw.) przypada na osiem największych aglomeracji. Nieco ponad 3 mln mkw. znajduje się w średnich miastach (100-400 tys. mieszkańców), blisko 2 mln zaś – w mniejszych ośrodkach (do 100 tys. osób). Rośnie jednak atrakcyjność inwestycyjna na najmniejszych rynkach – tu właśnie w II kwartale były realizowane wszystkie nowe projekty.

Mroczka zaznacza, że biorąc pod uwagę zainteresowanie najemców, jakim cieszą się nowe galerie, małe i średnie miasta są dla deweloperów atrakcyjnym rynkiem.

W maju otworzyliśmy w Oleśnicy małoformatowy obiekt. Miasto niewielkie, ale to rewelacyjny punkt. Jeden z najemców, grupa LPP, ma lepsze obroty niż w niejednym sklepie we Wrocławiu. To pokazuje, że mniejsze miasta potrzebują takiej oferty, ale ten rynek jest wciąż niedoceniony – podkreśla prezes Rank Progress.

Jesienią ma ruszyć budowa centrum handlowego w Mielcu – obecnie rozstrzygany jest przetarg na generalnego wykonawcę. Na etapie planowania znajdują się natomiast inwestycje w Wejherowie, Olsztynie czy Kołobrzegu, firma zamierza też skupić się na wschodnich regionach kraju. Powierzchnie handlowe powstają w Mielcu, Krośnie i tuż przy granicy, w Terespolu (tu otwarcie planowane jest na II kwartał 2016 roku).

Ściana wschodnia jest bardzo zaniedbanym rynkiem – stąd nasza decyzja o budowie dużego centrum w Terespolu. Liczymy nie tylko na klientów z tego regionu, to jest 16-17 tys. mieszkańców, lecz także 360 tys. ludzi z Białorusi – podkreśla Mroczka. – Chcemy tworzyć powierzchnie handlowe dla wszystkich, którzy chcą zarabiać. Jeśli będą mieć dobre obroty, my będziemy mieć stale płacony czynsz, a to jest gwarancja naszego sukcesu.

Mroczka podkreśla, że w Pile, gdzie na 16 października planowane jest otwarcie centrum handlowego, wynajęte jest ponad 90 proc. powierzchni, w sprawie pozostałej toczą się negocjacje.

Większość inwestycji, już na etapie planowania, cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony potencjalnych nabywców. Inwestorzy mają też oferty od firm zainteresowanych kupnem kompleksów. Przykładem jest np. inwestycja w Mielcu, która jest na etapie przetargu na generalnego wykonawcę.

W ciągu roku (między I kwartałem 2013 i 2014 roku) powierzchnia handlowa Rank Progress zwiększyła się o 30 tys. mkw., wzrosła też wynajęta powierzchnia (5 proc. nie ma najemcy). Do końca 2015 roku w realizowanych centrach ma powstać ponad 250 tys. mkw. powierzchni do wynajęcia.

Zanim kupimy ziemię, robimy projekt, wynajmujemy, budujemy. To są lata. Mówi się, że próbujemy dostosować się do rynku, ale my to już planowaliśmy 5-6 lat temu – mówi Jan Mroczka.

Santander sprzedaje 2 proc. akcji BZ WBK

Banco Santander rozpoczął w drodze przyspieszonego budowania księgi popytu transakcji sprzedaży ponad 1,9 mln akcji Banku Zachodniego WBK, które stanowią 2 proc. jego kapitału zakładowego.

30 października na GPW jedna akcja BZ WBK kosztowała 395 zł.

Rolę globalnych koordynatorów i współprowadzących księgę popytu pełnią Deutsche Bank AG, Oddział w Londynie, Dom Maklerski BZ WBK oraz UBS Limited. Ponadto Deutsche Bank AG, Oddział w Londynie oraz UBS Limited pełnią rolę gwarantów sprzedaży akcji Banku.

Sprzedaż akcji skierowana jest wyłącznie do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych.

R. Antczak (Deloitte): górnictwo i usprawnienie administracji wśród priorytetów nowego rządu

CEO Magazyn Polska

Ekonomiści czekają na określenie priorytetów gospodarczych nowego rządu. Mimo że jego kadencja potrwa rok – do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, to oczekiwania są duże. Wystarczy jednak wskazanie jednego czy dwóch konkretnych obszarów, w których rząd zdąży się wykazać – uważa Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte. Ważne będą również pomysły nowej premier dotyczące górnictwa, które potrzebuje kompleksowej restrukturyzacji.

Obszarów, którymi może zając się rząd, jest naprawdę dużo, bo jest dużo rzeczy do zrobienia, tylko że one mają jeden wspólny mianownik: to jest sektor publiczny. Zaczynamy od usprawnienia administracji, poprzez aparat skarbowy, a skończywszy na polityce dotyczącej służby zdrowia, sektorowego podejścia do górnictwa. Koniec końców chodzi o konkrety – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte.

Rząd Ewy Kopacz będzie funkcjonował w okresie wyborów samorządowych i prezydenckich, a do parlamentarnych pozostał już tylko rok. Wobec tego nowa Rada Ministrów powinna skoncentrować się na kluczowych 1-2 obszarach, w których będzie można pokazać konkretne rezultaty – uważa Antczak.

To będzie budowało wiarygodność rządu. Ponieważ czasu jest bardzo mało, będziemy mieli przykład 100 dni, po których rząd zostanie rozliczony za pierwsze efekty swoich prac, a potem już zegar będzie odmierzał czas do kolejnych wyborów parlamentarnych. Życie pokazuje, że w takich krótkich odcinkach wszyscy się spieszą, starają się pokazać, że coś robią – mówi Rafał Antczak.

Ostatnie dni pokazały, że premier Kopacz z pewnością będzie musiała zająć się pogarszającą się sytuacją w górnictwie.

Na razie zadeklarowano dodatkowe kwoty na górnictwo, ale nie widać w tym pomysłu na sektorowe rozwiązania, a problem górnictwa będzie narastał. Ceny surowców, w tym węgla, spadają, więc to nie jest rzecz, którą da się przeczekać i odłożyć na przyszłość – podkreśla ekonomista.

Jeszcze przed wyborem na szefa Rady Europejskiej były premier Donald Tusk ogłosił, że zostanie zwiększona waloryzacja najniższych emerytur, a także – zwiększona i zmieniona ulga w PIT na dzieci. Na wtorkowym posiedzeniu oba projekty zostały przyjęte przez nowy rząd. Zdaniem Rafała Antczaka zmiana zasad waloryzacji nie ma uzasadnienia ekonomicznego, ale pomysł wspierania rodzin wielodzietnych zasługuje na poparcie.

Grupa emerytów i rencistów już od początku lat 90. nie jest grupą zagrożoną ubóstwem. Wszystkie badania pokazywały, że bieda w Polsce jest skoncentrowana w rodzinach wielodzietnych. Próba połączenia tych dwóch grup z przyczyn politycznych oczywiście jest ekonomicznie bezzasadna – uważa Antczak.

Argumentem przeciw podwyżkom świadczeń z ubezpieczeń społecznych jest wysoki deficyt w FUS i rosnące problemy ze ściągalnością składek – twierdzi Rafał Antczak. Dodaje, że to ostatni moment, by zająć się kryzysem demograficznym w Polsce, wskutek którego polskie społeczeństwo będzie za 20 lat jednym z najstarszych na świecie.

Na tym polega często błąd w polityce ekonomicznej w Polsce: nie adresujemy bardzo silnie tych problemów, które są wybrane i zidentyfikowane, tylko przydzielamy niewielkie środki publiczne wszystkim grupom, twierdząc, że wszystkim się należy – podkreśla.

Orange obchodzi 20. urodziny. Polska jednym z najważniejszych rynków dla globalnego telekomu

0

CEO Magazyn Polska

Przez dwie dekady Orange zyskał ponad 230 mln klientów na całym świecie. Co dziesiąty to mieszkaniec lub mieszkanka Polski, dlatego Orange Polska chce umacniać pozycję lidera nad Wisłą. Dzięki prowadzonej modernizacji w zasięgu sieci 3G pod koniec października będzie 99 proc. społeczeństwa. Do końca roku 61 proc. populacji znajdzie się w zasięgu technologii LTE.

Marka Orange jest jedną z najsilniejszych i najbardziej wartościowych marek świata. W rankingu globalnych marek jesteśmy na 60. miejscu, a rynkowa wartość to 13,8 mld dolarów. W Polsce chcemy umacniać pozycję lidera szeroko rozumianych usług teleinformatycznych. W tej chwili nasza baza to ponad 15,4 mln użytkowników mobilnych. Łącznie z telewizją i telefonią stacjonarną mamy 23 mln użytkowników. Chcemy naszą pozycję wzmacniać i być innowatorem w wielu dziedzinach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Patkowski, dyrektor wykonawczy ds. marki i komunikacji marketingowej w Orange Polska.

Marka Orange pojawiła się w 1994 r. w Wielkiej Brytanii. Po 20 latach jest obecna w ponad 30 krajach i ma ponad 230 mln klientów na całym świecie. W 2005 r. marka z pomarańczowym kwadratem w logo zastąpiła na polskim rynku markę Idea. Od kwietnia 2012 r. pod marką Orange były sprzedawane produkty stacjonarne, oferowane wcześniej przez Telekomunikację Polską. Finałem było powstanie 31 grudnia 2013 r. spółki Orange Polska, której wartość księgowa wynosi 12,3 mld zł, bieżąca wycena giełdowa – niecałe 15 mld zł.

Pod koniec września br. spółka ogłosiła, że dzięki modernizacji zwiększyła dostępność sieci 3G do 98 proc. Pod koniec października ma wzrosnąć do 99 proc. Plany Orange obejmują także zwiększenie pokrycia najszybszą technologią mobilnego dostępu do internetu LTE do 61 proc. na koniec bieżącego roku.

Wygrywamy z konkurentami przede wszystkim dzięki kompleksowości i różnorodności oferty oraz dzięki odpowiedniemu podejściu do klienta – przekonuje Patkowski.

Rynek usług teleinformatycznych staje się coraz bardziej konkurencyjny i zwiększa się znaczenia dostarczania ofert innych niż tylko podstawowe usługi głosowe czy transmisja danych. Według Patkowskiego przyszłość rynku to dalsze integrowanie usług oraz wielu różnych platform teleinformatycznych, łącznie z treściami.

To również dostarczanie rozwiązań szytych na miarę, a przede wszystkim oferowanie klientom jak najbardziej kompleksowych usług, które od dwóch lat mają nazwę handlową Orange Open. To usługi dotyczące zarówno telefonii, telewizji i internetu zarówno w wymiarach mobilnych, jak i stacjonarnych – wskazuje dyrektor w Orange Polska.

Orange wszedł 20 lat temu na rynek brytyjski jako marka oferująca klientom bezpośrednią i łatwą komunikację. Głównym celem firmy od 1994 r. jest przyczynianie się do poprawy jakości życia, co obejmuje także działania społeczne. Jedną z najnowszych inicjatyw spółki w Polsce jest możliwość założenia 100 Klubów Sportowych Orange dla dzieci i młodzieży, które otrzymają pomoc firmy w realizacji swoich planów.

– Ponad 19 proc. pracowników naszej firmy działa społecznie. Robienie różnych rzeczy, które mają na celu dobro publiczne czy społeczne to pozabiznesowy, ale niezwykle istotnym elementem naszej strategii, który ma nie tylko promować markę, lecz także integrować pracowników i pokazywać, że współdziałanie ma również wymiar pozazawodowy – mówi Paweł Patkowski.

PKP Energetyka będzie rozwijać łączoną sprzedaż gazu i energii elektrycznej. Przedsiębiorcy czekają na ofertę

CEO Magazyn Polska

PKP Energetyka liczy na dynamiczny rozwój oferty dual fuel, czyli łączonej sprzedaży gazu i energii elektrycznej. Badania przeprowadzone przez spółkę wskazały, że aż 73 proc. przedsiębiorców jest zainteresowanych takim rozwiązaniem.

PKP Energetyka od lipca rozpoczęła sprzedaż gazu. To nowy rynek dla spółki, więc Kowalski nie chce mówić o celach sprzedażowych. Pierwszym klientem został w  lipcu PEC Siedlce. Elektrociepłownia gazowa w Siedlcach sprzedaje wyprodukowaną energię elektryczną z powrotem do PKP Energetyki.

Dziś mamy zakontraktowane ponad 0,5 TWh w gazie i jestem przekonany, że z czasem ten wolumen będzie dynamicznie wzrastał – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Kowalski, zastępca dyrektora Pionu Sprzedaży PKP Energetyka. ‒ Wygląda to bardzo obiecująco, na dzień dzisiejszy mamy już kontrakty wybiegające na rok do przodu z klientami przemysłowymi, również w formule dual fuel, czyli łącznie ze sprzedażą energii elektrycznej.

Spółka wiąże duże nadzieje właśnie z rynkiem dual fuel. Badania przeprowadzone przez PKP Energetykę pokazały, że aż 73 proc. przedsiębiorstw przemysłowych jest zainteresowanych tego typu ofertą. Dla nich to szansa na oszczędności oraz tańsze zakupy gazu i energii elektrycznej. Badania przeprowadzono na 510 przedsiębiorstwach w całym kraju w kwietniu i maju br.

Realizujemy sprzedaż energii elektrycznej zgodnie z naszymi wcześniejszymi kontraktami. Ceny energii wzrosły i wydaje się, że to jest trend, który będzie się utrzymywał przez jakiś czas. W tej chwili mamy sezon kontraktowy na rok 2015-2016. Jesteśmy na dobrej drodze, aby podtrzymać sprzedaż z ubiegłego roku – zapowiada Maciej Kowalski.

Kowalski dodaje, że tylko 20-30 proc. wolumenu sprzedawanej przez spółkę energii elektrycznej trafia obecnie do odbiorców związanych z koleją.

R. Florek (Fakro): Zwiększa się dystans między Polską a najbogatszymi krajami UE

CEO Magazyn Polska

Polska wciąż zbyt wolno goni bogatsze kraje Zachodu, wciąż zarabiamy czterokrotnie mniej – uważa prezes fundacji Pomyśl o Przyszłości Ryszard Florek. Jednym z powodów jest świadomość społeczeństwa polskiego, w dużej mierze wychowywanego w komunizmie. Innym – niektóre unijne reguły, które – według Florka – działają na korzyść zamożniejszych państw.

Na przestrzeni ostatnich 5 lat polski PKB na osobę wzrósł o 4 proc., a niemiecki o 12, szwajcarski o 30 proc. Zamiast się zbliżać, oddalamy się od najbogatszych państw – mówi Ryszard Florek, prezes zarządu firmy Fakro, założyciel fundacji Pomyśl o Przyszłości, która opublikowała raport „Dlaczego w Polsce zarabiamy cztery razy mniej niż w bogatych krajach Europy Zachodniej i przestaliśmy się do nich zbliżać”.

Raport wskazuje na dwa główne powody takiej sytuacji: wewnętrzny i zewnętrzny. W kraju przeszkadzają wciąż pozostałości po komunizmie. Zdaniem prezesa Fakro od zbudowania obywatelskiej wspólnoty ekonomicznej w Polsce – a nie od wykorzystania funduszy unijnych – zależy przyspieszenie w rozwoju gospodarczym kraju.

Jeżeli Polska dalej chce się rozwijać, musimy zmienić mentalność. Szwedzi, Niemcy, Japończycy czy Amerykanie dbają o własną gospodarkę i wspólnotę ekonomiczną – mówi Ryszard Florek. – Jeśli porównamy dotacje unijne w przeliczeniu na jedną osobę do PKB, to jest jak 1 do 50. Musimy więc bardziej się skupić na tym, co leży blisko. Natomiast w świadomości obywateli wciąż wygląda to tak, że większy wpływ na dobrobyt mają dotacje UE niż my sami.

W raporcie fundacji wskazano, że w 2012 roku wydatki publiczne w Polsce wyniosły ponad 18 tys. zł na osobę, a wartość przyznanych Polsce dotacji z UE wyniosła 308 zł w przeliczeniu na osobę.

Jak podkreślają przedstawiciele fundacji, jeżeli wszystkie grupy społeczne (politycy, urzędnicy, przedsiębiorcy, pracownicy i konsumenci) będą dbały o rozwój wspólnoty ekonomicznej, to polska gospodarka będzie rozwijać się w tempie co najmniej 10 proc. rocznie. Podobnie będą rosły nasze wynagrodzenia.

Z zewnątrz nadrabianie zaległości wobec państw Zachodu utrudniają niektóre unijne przepisy. Według założyciela fundacji w europejskim prawie o konkurowaniu nie uwzględniono różnic w rozwoju gospodarczym poszczególnych krajów. Nie wzięto pod uwagę m.in. ogromnych korzyści płynących z tzw. efektu skali.

Polskie firmy w tradycyjnych branżach mają niewielkie szanse na konkurowanie z większymi, czasem 20-30 razy, przedsiębiorstwami Europy Zachodniej – zauważa Florek. – Nawet jeśli tamci produkują w swoich krajach, mają niższe koszty ze względu na efekt skali. Korzyści z niego wynikające mogą wynieść od 1 do nawet 20 proc. w branżach, w których jest on największy.

Jego zdaniem pomóc mogłoby wprowadzenie „podatku” płaconego przez koncerny o bardzo silnej pozycji na rynku unijnym, co mogłoby przyczynić się do wyrównania szans i byłoby dodatkowym źródłem wpływów finansowych do UE. Zgodnie z propozycjami fundacji, objęłoby to wąską grupę przedsiębiorstw o znaczących udziałach w rynku i wielomiliardowych obrotach. Dla przykładu firmy, które mają powyżej 70 proc. udziałów w rynku, płaciłyby 5 proc. obrotu obszarze UE. Te, których udziały są w przedziale 20–25 proc., tylko 1 proc. od efektu skali.

Druga kwestia to bardziej restrykcyjne przestrzeganie prawa o nadużywaniu pozycji dominującej. Zawsze to polskie podmioty będą mniejsze, bardziej narażone na nadużywanie tego prawa przez zachodnią konkurencję. A w tej chwili jest tendencja w Unii, żeby to prawo liberalizować. Dlatego też pracujemy nad tym, by uświadomić ten problem i by tworzyć prawo, które dałoby Polsce szanse na rozwój w Unii Europejskiej. Żebyśmy nie tylko mieli zupę, lecz także żebyśmy mogli zjeść jeszcze i drugie danie, i deser – podkreśla prezes Fakro.

10 tys. studentów może liczyć na kredyt studencki. Liczba wniosków spada przez niż demograficzny i inne formy wsparcia

CEO Magazyn Polska

Nawet 10 tys. rozpoczynających naukę studentów może liczyć na kredyt studencki. W toku pięcioletnich studiów pożyczka może wynieść nawet 30 tys. zł, czyli łączna wartość wszystkich startujących w tym roku kredytów sięgnie 300 mln zł. Wnioski będą przyjmowane od 1 października do 15 listopada, a za studentów z najbiedniejszych rodzin poręczy Bank Gospodarstwa Krajowego.

Podstawowym kryterium jest rozpoczęcie studiów przed ukończeniem 25. roku życia. Drugim kryterium jest kryterium dochodowe. Kredyty mogą uzyskać osoby, których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 2,3 tys. zł netto – taka kwota była w ubiegłym roku i podejrzewam, że będzie ona utrzymana – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sawicki z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Kredytów studenckich udzielają cztery banki komercyjne: Pekao SA, PKO BP, SGB-Bank oraz BPS. Nabór wniosków ruszy 1 października. 10 tys. planowanych na ten rok kredytów to więcej niż rok temu – wtedy podpisanych zostało ponad 8 tys. umów. Sawicki przyznaje, że widać wpływ niżu demograficznego. Liczba podpisanych umów spada – w 2012 r. było ich ponad 10 tys. Mniej niż przed kilkoma laty jest też wniosków o kredyt.

Sawicki ocenia, że wynika to nie tylko z niżu demograficznego, lecz także z nowych form wsparcia dla studentów oferowanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Osoby, które otrzymują stypendia i innego typu dotacje, nie składają już wniosków o kredyt studencki.

Spośród wnioskodawców ok. 75 proc. otrzymuje kredyt. Jak zauważa Sawicki, jednym z powodów odrzucenia wniosku jest przekraczający ustalony limit dochód na osobę w rodzinie.

Student może dostać 6 tys. zł rocznie, co daje kwotę 30 tys. zł w ciągu pięciu lat. Jeżeli są to studia o profilu lekarskim – 6-letnie – student może dostać nawet 36 tys. kredytu. Można później bez problemu przedłużyć kredytowanie na studia doktoranckie. To jest 10 lat razy 6 tys. zł, czyli 60 tys. zł kredytu – wylicza Sawicki.

Doktoranci to jednak zdecydowana mniejszość ubiegających się o kredyt – zaledwie niecały 1 proc.

W tym roku w systemie nie ma zmian wobec zeszłego roku. Sawicki przypomina, że rok temu MNiSW zdecydowało, że ubiegający się o kredyt nie muszą składać zaświadczeń z urzędów skarbowych, a jedynie oświadczenie o dochodach.

Studenci z najbiedniejszych rodzin mogą liczyć na dodatkowe wsparcie w ramach kredytu studenckiego – poręczenie od BGK. Jeśli dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 600 zł, państwowy bank poręcza 100 proc. kredytu, a jeśli dochód wynosi od 600 do 1000 zł na osobę – 70 proc.

Pozostałą kwotę, niestety, student musi już we własnym zakresie zabezpieczyć – dodaje Sawicki. ‒ Zabezpieczenia kredytów każdy bank reguluje według własnych wewnętrznych przepisów.

BGK pobiera od kredytobiorców, za których udziela poręczenia, 1,5-proc. prowizję od poręczanej części miesięcznej raty kredytu.

Kredyty studenckie są wypłacane przez 10 miesięcy w roku. Ich spłata rozpoczyna się po dwóch latach od ukończenia studiów. W okresie studiów i karencji odsetki od kredytu pokrywa BGK z Funduszu Pożyczek i Kredytów Studenckich. Umowy kredytowe ze studentami, którzy złożą wnioski w tym roku, zostaną podpisane w marcu 2015 r., bo banki mają czas do połowy lutego na rozpatrzenie wniosku i stwierdzenie, czy przedstawione zabezpieczenie jest wystarczające.

Od roku akademickiego 1998/99 wnioski złożyło przeszło 550 tys. studentów. Z tej liczby udzielonych zostało przeszło 380 tys. kredytów. Obecnie w obsłudze jest przeszło 155 tys. kredytów, pozostała liczba już została spłacona albo jest w okresie karencji – podsumowuje Sawicki.

Hałas i zła akustyka w restauracji odstraszają klientów niemal tak mocno jak niemiła obsługa

CEO Magazyn Polska

Ciekawe menu, wysoka jakość dań, dobra obsługa oraz przyjazny wystrój – to kluczowe czynniki, które decydują o powodzeniu restauracji. Nie jest to jednak kompletna lista – wielu restauratorów nie docenia znaczenia właściwej akustyki w swoim lokalu. Badania opinii klientów wykonane przez Lloyd’s Register Consulting – Energy A/S wskazują, że jedynie zła obsługa może bardziej zniechęcić ich do ponownego odwiedzenia danego miejsca.

Zapytaliśmy klientów o kilka różnych elementów akustyki: poziom hałasu, możliwość skutecznej komunikacji z rozmówcą, poczucie prywatności. Klientom najbardziej przeszkadzał wysoki poziom hałasu w restauracji. Także prywatność okazała się istotna. Ludzie mieli poczucie, że ich rozmowa jest słyszalna przez innych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Svensson, konsultant w Lloyd’s Register Consulting – Energy A/S, firmy doradczej w branży inżynieryjnej.

Choć środowisko akustyczne w restauracji jest jednym najważniejszych czynników decydujących o jej komforcie i nastroju, a pośrednio także o jej popularności i biznesowym powodzeniu, to często jest ono pomijane lub zaniedbywane. Akustyka danego lokalu zależy od układu wnętrza, wyposażenia i umeblowania oraz od użytych materiałów wykończeniowych. Te czynniki decydują, jak duża część energii dźwiękowej zostanie pochłonięta przez materiały, a ile z niej ulegnie odbiciu, zwiększając hałas, który jest uciążliwy dla klientów.

Komfort akustyczny jest subiektywną miarą tego, jak odbieramy akustykę danego wnętrza. Najczęściej klienci narzekali na wysoki poziom hałasu. Jest to drugi najczęściej wymieniany powód niezadowolenia klientów, zaraz po złej obsłudze – twierdzi Svensson.

Zła akustyka przekłada się nie tylko na samopoczucie klientów, lecz także pracowników, co może obniżać jakość obsługi. Według specjalistów każdy lokal można jednak zaadaptować, by poprawić komfort akustyczny.

By poprawić akustykę w restauracjach, można zastosować materiały pochłaniające dźwięk na ścianach i sufitach. Innym rozwiązaniem jest podzielenie dużych lokali za pomocą mobilnych ekranów na kameralne sektory – wskazuje David Svensson.

Zgodnie z badaniami Lloyd’s Register Consulting – Energy A/S subiektywnie odczuwany komfort akustyczny zależy od wielu czynników, również od indywidualnych preferencji badanych. Nie wszystkie restauracje muszą dla nas brzmieć tak samo, tak jak nie wszystkie muszą tak samo wyglądać. Restauratorzy powinni jednak brać pod uwagę odczucia klientów w tym względzie, ponieważ dobra akustyka może być dodatkowym atutem restauracji.

Myślę, że badanie poziomu satysfakcji klientów to dobry pomysł. Akustyczny ranking restauracji jest już zresztą prowadzony na kilku stronach internetowych, które zajmują się ich kompleksową oceną. To sposób, by restauratorzy uznali akustykę swoich lokali za jeden z elementów oferty, który podlega ocenie, tak jak wszystkie inne, np. jakość obsługi czy serwowanych potraw – twierdzi Svensson.

Jak podkreśla Mikołaj Jarosz, ekspert w zakresie rozwiązań akustycznych w firmie Ecophon, w Polsce niezbędna jest edukacja społeczna w zakresie negatywnych skutków hałasu. Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że stale jest narażona na szkodliwe działania dźwięku: w pracy, szkole, ja także tam, gdzie spędza czas wolny.

– Restauracje są dobrym przykładem, który pokazuje, że czasem dobre jedzenie, miła atmosfera i wysoka kultura obsługi nie wystarczą – tłumaczy Mikołaj Jarosz. – Wychodzimy z restauracji z poczuciem, że jednak coś nam nie pasowało. Dopiero po głębszym zastanowieniu zdajemy sobie sprawę z tego, że muzyka lub konwersacje prowadzone kilka stolików dalej nie pozwalały nam odprężyć się, swobodnie rozmawiać i delektować się jedzeniem. Czasem w ogóle nie mogliśmy rozmawiać. Jedzenie i wino wspaniałe, ale… ten hałas?! – podsumowuje Jarosz.

Nowe powierzchnie handlowe będą powstawać głównie w mniejszych miastach. To atrakcyjne rynki dla deweloperów

CEO Magazyn Polska

Mniejsze miasta stały się atrakcyjnym rynkiem dla deweloperów. Choć tylko 1,9 mln z ponad 11 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przypada na najmniejsze miasta (do 100 tys. mieszkańców), to w tym roku większość nowych projektów realizowana jest właśnie tam. Według ekspertów rynek powierzchni handlowych w małych i średnich miastach jest wciąż nienasycony. 

Prowincja także potrzebuje tego, co mają mieszkańcy największych miast. Ten rynek jest nienasycony i wciąż jeszcze jest duża przestrzeń do działania – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Mroczka, prezes zarządu Rank Progress, firmie, która specjalizuje się w działalności inwestycyjno-deweloperskiej.

W Polsce na koniec II kwartału nowoczesna powierzchnia handlowa przekroczyła 11 mln mkw. – wskazują dane z raportu firmy Knight Frank. Ponad połowa (6,3 mln mkw.) przypada na osiem największych aglomeracji. Nieco ponad 3 mln mkw. znajduje się w średnich miastach (100-400 tys. mieszkańców), blisko 2 mln zaś – w mniejszych ośrodkach (do 100 tys. osób). Rośnie jednak atrakcyjność inwestycyjna na najmniejszych rynkach – tu właśnie w II kwartale były realizowane wszystkie nowe projekty.

Mroczka zaznacza, że biorąc pod uwagę zainteresowanie najemców, jakim cieszą się nowe galerie, małe i średnie miasta są dla deweloperów atrakcyjnym rynkiem.

W maju otworzyliśmy w Oleśnicy małoformatowy obiekt. Miasto niewielkie, ale to rewelacyjny punkt. Jeden z najemców, grupa LPP, ma lepsze obroty niż w niejednym sklepie we Wrocławiu. To pokazuje, że mniejsze miasta potrzebują takiej oferty, a rynek ten jest wciąż niedoceniony – podkreśla prezes Rank Progress.

Jesienią ma ruszyć budowa centrum handlowego w Mielcu – obecnie rozstrzygany jest przetarg na generalnego wykonawcę. Na etapie planowania znajdują się natomiast inwestycje w Wejherowie, Olsztynie czy Kołobrzegu, firma zamierza też skupić się na wschodnich regionach kraju. Powierzchnie handlowe powstają w Mielcu, Krośnie i tuż przy granicy, w Terespolu (tu otwarcie planowane jest na II kwartał 2016 roku).

Ściana wschodnia jest bardzo zaniedbanym rynkiem – stąd nasza decyzja o budowie dużego centrum w Terespolu. Liczymy nie tylko na klientów z tego regionu, to jest 16-17 tys. mieszkańców, lecz także 360 tys. ludzi z Białorusi – podkreśla Mroczka. – Chcemy tworzyć powierzchnie handlowe dla wszystkich, którzy chcą zarabiać. Jeśli będą mieć dobre obroty, my będziemy mieć stale płacony czynsze, a to jest gwarancja naszego sukcesu.

Mroczka podkreśla, że w Pile, gdzie na 16 października planowane jest otwarcie centrum handlowego, wynajęte jest ponad 90 proc. powierzchni, o pozostałą toczą się negocjacje.

Większość inwestycji już na etapie planowania cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony potencjalnych nabywców. Inwestorzy mają też oferty od firm zainteresowanych kupnem kompleksów. Przykładem jest np. inwestycja w Mielcu, która jest na etapie przetargu na generalnego wykonawcę.

W ciągu roku (między I kwartałem 2013 i 2014 roku) powierzchnia handlowa Rank Progress zwiększyła się o 30 tys. mkw., wzrosła też wynajęta powierzchnia (5 proc. nie ma najemcy). Do końca 2015 roku w realizowanych centrach ma powstać ponad 250 tys. mkw. powierzchni do wynajęcia.

Zanim kupimy ziemię, robimy projekt, wynajmujemy, budujemy. To są lata. Mówi się, że próbujemy dostosować się do rynku, ale my to planowaliśmy już 5-6 lat temu – mówi Jan Mroczka.

Studenci najczęściej wynajmują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Ceny najmu zbliżone do ubiegłorocznych

CEO Magazyn Polska

W tym roku studenci mają większy wybór mieszkań do wynajęcia. Podaż rośnie, bo nieruchomości stają się coraz popularniejszą formą lokowania kapitału. Co trzeci lokal na rynku jest wynajmowany właśnie przez studentów. Ci szukają najczęściej mieszkań dwu- i trzypokojowych, tak aby koszty najmu dzielić między kilka osób. O wyborze decyduje cena i lokalizacja, najlepiej blisko uczelni.

Największą grupą wśród osób wynajmujących mieszkania są właśnie osoby uczące się. Portal Domy.pl, który sprawdził preferencje najemców, podaje, że co trzecia osoba planuje przeprowadzkę do innego miasta ze względu na wyjazd na studia. Ceny lokali utrzymują się na podobnym poziomie, choć w niektórych miastach można zauważyć nieznaczne spadki, o 1-2 proc. To efekt tego, że podaż w tym roku jest wyższa.

Studenci mają większy wybór, bo coraz więcej ludzi inwestuje na rynku nieruchomości, kupując mieszkania na wynajem. To bardziej intratna forma lokowania kapitału niż trzymanie pieniędzy w banku – tłumaczy Bartosz Turek, analityk w Lion’s Bank.

W pierwszym półroczu tego roku deweloperzy sprzedali 40 proc. więcej mieszkań niż w 2013 roku. Niektóre spółki notowały nawet kilkuset procentowe wzrosty. Taki trend nie może dziwić w okresie, kiedy stopy procentowe od miesięcy utrzymują się na bardzo niskim poziomie, co zmniejsza opłacalność oszczędzania w banku i obniża koszty kredytów. Eksperci oceniają, że rentowność wynajmu mieszkań, w zależności od miast, wynosi 6-10 proc.

Jak podkreśla Turek, w najlepszej sytuacji są studenci, których rodziców stać na kupno własnego mieszkania.

Często rodzice żaków decydują się na zakup nie kawalerki, lecz mieszkania dwu- lub trzypokojowego. Pieniądze z wynajmu wolnych pokoi wystarczają na pokrycie kosztów związanych z zakupem i utrzymaniem nieruchomości, zostają też wolne środki w budżecie studenta – mówi agencji Newseria Biznes analityk.

Choć jest to komfortowe rozwiązanie, stać na nie nielicznych. Zdecydowanie częściej studenci decydują się na wynajem mieszkania. Szukają przede wszystkim mieszkań dwu- i trzypokojowych, których czynsz można rozłożyć na kilka osób, rzadziej natomiast wybierają kawalerki. Badania portalu Domy.pl wskazują, że ponad 40 proc. osób chce wynajmować mieszkania z jednym współlokatorem, zaś 29 proc. z dwoma.

W przypadku popularnych mieszkań trzypokojowych w Warszawie budżet studentów wynosi 2-2,5 tys. zł. W Krakowie, Poznaniu czy Trójmieście będzie on o ok. 500 zł niższy. Kolejne 500 zł mniej trzeba zapłacić za wynajem takiego mieszkania w Lublinie, Katowicach i Łodzi – mówi Turek.

Ze względu na większą podaż mieszkanie można wynająć za kwotę mniejszą od wskazanej w ofercie.

Studenci zwracają uwagę nie tylko na cenę, lecz także na lokalizację: im bliżej uczelni, tym lepiej. W cenie są również mieszkania położone w dalszych dzielnicach, ale z dobrym dojazdem do centrum. W Warszawie zainteresowaniem cieszą się lokale położone blisko stacji metra. Studenci mniejszą wagę przykładają do standardu budynku, za to ważne jest dla nich wyposażenie mieszkania.

Nie można się spodziewać, że student przyjedzie z meblami i sprzętem AGD. Dlatego jeśli chcemy wynająć mieszkań studentom, powinniśmy im takie wyposażenie zapewnić – podkreśla Bartosz Turek.

Analitycy stawiają na MCI Management

0

Na łamach wydania Gazety Giełdy Parkiet z dnia 30.09.2014 r., analitycy wytypowali kandydatów do największych zwyżek i spadków notowań w IV kwartale 2014 r. W badaniu ankietowym, w którym wzięli udział analitycy BM Alior Banku, BM BNP Paribas Polska, DM BOŚ, Millenium DM, Quercus TFI, BM BGŻ, DM mBanku, DM Raiffeisen Bank Polska, CDM Pekao oraz HFT Brokers DM, MCI Management został wskazany przez dwóch ekspertów akcji jako jedna ze spółek o największym potencjale wzrostu kursu akcji.

JLL: We Wrocławiu w całym 2014 roku przybędzie 75 tys. mkw. nowych biur

We Wrocławiu w połowie roku było 555,9  tys. mkw. powierzchni biurowej, wynika z raportu firmy JLL. 90 proc. z niej było wynajęte. W I półroczu oddano 22,7 tys. mkw., w drugim – przybędzie ponad dwa razy tyle.

W ciągu ostatnich pięciu lat wrocławski rynek biurowy wzbogacił się o 59 proc. nowej powierzchni biurowej. W połowie 2014 roku w mieście było 555,9 tys. mkw. biur, a 124,7 tys. mkw. było w trakcie realizacji. Z tego 52,3 tys. mkw. ma zostać oddanych do użytku jeszcze w tym roku.

Wrocław jest trzecim co do wielkości rynkiem biurowym w Polsce, a jednocześnie jednym z najszybciej rozwijających się rynków w kraju, zarówno pod względem liczby powstających obiektów, jak i aktywności najemców – mówi Nina Stępień, analityk rynku w JLL. – W budowie pozostaje dalsze prawie 125 000 mkw., z czego większość trafi na rynek do końca 2015 r. Deweloperzy nadal czują się pewnie, inwestując w budynki biurowe, co jest rezultatem m.in wysokiego popytu generowanego w największej mierze przez sektora usług dla biznesu. Międzynarodowe firmy z tej branży są głównym odbiorcą nowych projektów, a ich udział w wynajętej powierzchni biurowej w mieście to 41 proc.

 

Coface: liczba upadłości w trzech kwartałach roku niższa o 9 proc. niż przed rokiem

W pierwszych trzech kwartałach roku w Polsce upadło 619 firm. To mniej niż w 2012 i 2013 roku, ale wciąż więcej niż w latach 2005-2011.

619 firm upadło w ciągu 9 miesięcy 2014 roku – podała firma Coface, zajmująca się ubezpieczaniem należności. To o 9 proc. mniej niż przed rokiem i o 3,6 proc. mniej niż w 2012 r.

W porównaniu z analogicznym okresem ub.r. spadła liczba bankructw wśród producentów (o 23 proc.) i firm budowlanych (o 26 proc.). Więcej było natomiast upadłości w usługach (+20 proc.) i transporcie (+30 proc.).

Produkcja mimo zanotowanego spadku wciąż pozostaje najbardziej narażonym na bankructwa sektorem (26,7 proc. wszystkich upadłości). Niewiele mniej było ich w handlu (26,3 proc.) i budownictwie (20,4 proc.). Firmy transportowe, mimo wzrostu upadłości w tym sektorze, odpowiadają za jedynie 5 proc. wszystkich bankructw.

Eksperci Coface ostrzegają jednak, że w kolejnych miesiącach sytuacja może się pogorszyć.

Zgodnie z naszymi analizami, sytuacja makroekonomiczna znajduje odzwierciedlenie w statystykach upadłościowych z pewnym opóźnieniem, zazwyczaj o jeden lub dwa kwartały. W związku z tym publikowana liczba upadłości dotyczy w znacznym stopniu sytuacji polskich przedsiębiorstw w pierwszych miesiącach tego roku, gdy główną siłą napędową naszej gospodarki stawał się popyt krajowy – mówi  Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce.

Jego zdaniem spowolnienie w gospodarkach niemieckiej oraz rosyjskiej i embargo na eksport w kierunku wschodnim przełożą się na pogorszenie sytuacji polskich firm w kolejnych miesiącach roku z powodu nadpodaży na rynku polskim i konieczności obniżania cen kosztem marż.

Zawirowania na rynkach eksportowych powodują zwiększone ryzyko sektora transportowego, który zazwyczaj jako jeden z pierwszych odczuwa pogorszenie cyklu obrotu należnościami. Znajduje to potwierdzenie w bieżących statystykach upadłościowych z liczbą bankructw w transporcie większą o 30 proc. niż w 2013 roku – zauważa Sielewicz.