Grzegorz Sielewicz: Spadek inwestycji zagranicznych to jeszcze nie stały trend

Niedawno opublikowany raport Narodowego Banku Polskiego na temat inwestycji zagranicznych przedsiębiorstw w Polsce w zeszłym roku wskazał, że co prawda w 2017 roku ich inwestycje wzrastały, jednak w zdecydowanie niższym tempie niż jeszcze przed rokiem.Dynamika spadła o blisko połowę. Wpływ na to miały dość duże transakcje dokonane przez inwestorów zagranicznych. Mamy do czynienia z repolonizacją sektora bankowego w Polsce. Włoski UniCredit sprzedał udziały w banku PKO SA, PZU oraz Polskim Funduszu Rozwoju. Dodatkowo dokonano sprzedaży akcji Allegro przez zagranicznych koncern oraz udziałów w PGE przez Francuzów.

– Nie mówimy jednak o trwałym trendzie odpływu inwestorów w z polskiej gospodarki. Wciąż nasz kraj postrzegany jest dość optymistycznie – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Mamy do czynienia z pewnymi zawirowaniami politycznymi, inwestorzy patrzą nieco krytycznym okiem na nasz kraj. Jednak doceniają naszą wykwalifikowaną siłę roboczą, jak również wciąż – pomimo wzrostu wynagrodzeń – dosyć atrakcyjne koszty pracy. Wynoszą one mniej więcej jedną trzecią tego, co firmy musiałyby płacić pracownikom na zachodzie Europy. Jeśli chodzi o napływ przedsięwzięć, dominuje zwłaszcza branża motoryzacyjna. Produkcja części, komponentów i akcesoriów umacnia nas w tym sektorze na pozycji lidera w Europie Środkowej i Wschodniej. Na napływie inwestycji zagranicznych korzysta jednak nie tylko nasz kraj, ale i inne państwa regionu. Gdyby pogorszyły się nasze relacje z Unią Europejską, inwestorzy mogliby nie patrzeć już tak przychylnie na Polskę. Oczekuje się, że napływ inwestycji zagranicznych do Polski nadal będzie miał miejsce – choć możliwe, że nie będzie on aż tak silny jak w 2017 roku. Nie zapowiada się jednak, aby inwestorzy stracili zainteresowanie naszą gospodarką – podsumował Sielewicz.

Polska jednym z bardziej innowacyjnych rynków usług finansowych

Rynek usług finansowych w Polsce pod względem innowacyjności oferty i rozwiązań sprzedażowych coraz bardziej wyróżnia się na tle innych rynków europejskich. Równocześnie rośnie grupa konsumentów, którzy są otwarci na nowości, chętnie testują nowinki technologiczne i produktowe.

Powyższe zjawisko najlepiej ilustrują wyniki badania GfK Consumer Life. Obecnie aż 30 proc. respondentów deklaruje w nim otwartość i chęć korzystania z nowoczesnych rozwiązań technologicznych. W stosunku do 2015 roku ta grupa konsumentów urosła o 8 pp. Ta dynamiczna zmiana widoczna jest szczególnie w przypadku zakupów usług finansowych, których kupowanie w kanałach online oraz z wykorzystaniem telefonu istotnie wzrasta, a w punktach tradycyjnych – istotnie spada.

Artur Noga-Bogomilski, Client Business Director w GfK, komentuje: „Branża finansowa stoi w obliczu istotnego przełomu i nowych perspektyw biznesowych. Firmy powstałe wokół nowej technologicznej zmiany wykorzystują jej potencjał starając się dostosować do zmieniających się zachowań konsumentów. Decydujące jest poznanie i zrozumienie trendów konsumenckich, które są motorem tych zmian.”

Wyniki badania GfK Consumer Life wskazują również, iż w zakresie usług finansowych dla polskiego konsumenta niezmiennie najważniejsze kwestie to poczucie bezpieczeństwa, prostota wyborów oraz natychmiastowa dostępność usług. Dobrym przykładem są np. płatności mobilne, które z każdym rokiem upowszechniają się. Coraz mniej konsumentów postrzega je jako gadżet, równocześnie dla coraz większego odsetka osób jest to codzienna metoda płacenia za zakupy w sklepie. 28 proc. Polaków czeka na dalszy rozwój tej technologii. Pomimo tego szybkiego adaptowania płatności mobilnych nadal co druga płatność w kanałach online w Polsce następuje przy pomocy karty płatniczej (debetowej lub kredytowej), a co trzecia przy pomocy karty zbliżeniowej.

Tym zjawiskom sprzyja większe poczucie bezpieczeństwa w sieci oraz jednocześnie większa świadomość w tym zakresie. Obecnie już jedna czwarta respondentów twierdzi, że akceptuje, kiedy strona internetowa śledzi ich wizyty i poleca produkty. Odsetek ten wzrasta aż do 52 proc. w grupie tzw. Leading Edge Consumers (LEC), czyli wśród konsumentów, którzy ze względu na swoją otwartość cywilizacyjną i prezentowane postawy stanowią źródło wiedzy na temat przyszłych trendów, a ich zachowania umożliwiają przewidywanie określonych zjawisk w przyszłości.

Artur Noga-Bogomilski dodaje: „Skłonność do korzystania z płatności mobilnych znacząco różni się w zależności od kraju. Dla wszystkich stron funkcjonujących w tym ekosystemie – sprzedawców detalicznych, marek technologicznych oraz operatorów usług finansowych – ważne jest, by zrozumieć, co stymuluje tę skłonność, jak ją można podtrzymywać oraz jak ją pobudzać tam, gdzie ona nie występuje. Współcześni konsumenci posiadający łączność z internetem obawiają się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych podczas korzystania z aplikacji do płatności mobilnych. Aby opcja płatności mobilnych przekonała szersze grono odbiorców, problemy dotyczące bezpieczeństwa muszą zostać rozwiązane przez wszystkie strony zaangażowane w proces obsługi tego kanału.”

O opracowaniu
Opracowanie „Trendy na rynku finansowym” jest dostępne bezpłatnie online w formie webinaru pod adresem: http://insights.gfk.com/webinar-gfk-trendy-na-rynku-finansowym

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z:
• Badania GfK Consumer Life przeprowadzonego na próbie 26 000 konsumentów w wieku 15+ w 21 krajach.
• Badania GfK FutureBuy przeprowadzonego na próbie 20 000+ konsumentów w wieku 18+ z 20 krajów. Zawiera odpowiedzi na pytania dotyczące zakupów online na tle kanałów tradycyjnych, procesu wyboru produktu/usługi, płatności mobilnych oraz liderów opinii i innowacji.

Czarny październik

Październik przyniósł spadki na giełdach, choć nie było jednego konkretnego i istotnego powodu. Szczególnie na Wall Street akcje są nadal rekordowo drogie. Czy dojdzie do globalnej przeceny i jakie są nastroje inwestorów?

Na październikowy spadek notowań złożyły się wojny handlowe, problemy z ułóżeniem budżetu państwa we Włoszech i bark postępu w negocjacjach dotyczących brexitu. Natomiast inwestorzy w USA wystraszyli się rosnących rentowności obligacji.

– Teraz inwestorzy zastanawiają się czy to jest jedna z korekt kursu akcji czy początek czegoś większego – mówi w rozmowie z MarketNews 24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Dziedziczenie pieniędzy na emeryturę zwolnione z podatku od spadków. Duże korzyści z oszczędzania na rachunkach emerytalnych

Dziedziczenie pieniędzy na emeryturę zwolnione z podatku od spadków. Duże korzyści z oszczędzania na rachunkach emerytalnych 1

Osoby oszczędzające na emeryturę na kontach IKE lub IKZE mogą wyznaczyć osoby uprawnione, które w razie śmierci właściciela konta odziedziczą zgromadzone na nim środki. Co ważne, są one zwolnione z podatków od zysków i darowizn. To kolejne ułatwienie, które ma skłonić Polaków do oszczędzania na przyszłe emerytury poprzez IKE i IKZE. Główną zachętą jest zwolnienie z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych, tzw. podatku Belki, oraz możliwość pomniejszania co roku podatku dochodowego dzięki wpłatom dokonywanym na IKZE. Pieniądze zgromadzone na kontach są prywatną własnością, więc nie trzeba się obawiać, że zostaną przejęte przez państwo.

 Podstawowa korzyść gromadzenia środków w IKE i IKZE to ulgi podatkowe. Oba produkty zwalniają z podatku od zysków kapitałowych, czyli tzw. podatku Belki. Dodatkowo wpłaty na IKZE możemy odliczyć od dochodu, dzięki czemu zapłacimy niższy podatek. Warto podkreślić, że IKE i IKZE to jedyna indywidualna forma oszczędzania, która oferuje takie korzyści – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Tymoszuk, menadżer ds. kluczowych klientów w Union Investment TFI.

Indywidualne konto emerytalne (IKE) oraz indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) to instrumenty długoterminowego oszczędzania na emeryturę w ramach dobrowolnego III filara. Można je założyć po ukończeniu 16 roku życia w jednym z kilkudziesięciu banków, domów maklerskich czy towarzystw funduszy inwestycyjnych. Umożliwiają gromadzenie i pomnażanie kapitału na emeryturę, ale są też źródłem ulgi podatkowej. Oszczędzający mogą odliczyć wpłaty dokonane na IKZE (w tym roku limit wpłat wynosi 5 331,60 zł) od podstawy opodatkowania, przez co kwota należnego do zapłacenia podatku będzie niższa.

 W przypadku oszczędzania na IKE lub IKZE istotne jest to, że wpłacane środki to nasza prywatna własność. Nie musimy zatem martwić się tym, że zostaną one przejęte przez państwo – podkreśla Łukasz Tymoszuk.

W przypadku śmierci osoby oszczędzającej na rachunku IKE lub IKZE zgromadzone pieniądze są dziedziczone tak samo jak pieniądze na koncie bankowym. Są one zwolnione z podatku od spadków i darowizn.

– Otwierając konto IKE i IKZE, możemy wskazać osoby uprawnione, które w przypadku śmierci oszczędzającego są upoważnione do dziedziczenia tych środków. Wskazując więcej niż jedną osobę, możemy określić ich procentowy udział w spadku. Warto pamiętać, że w momencie, kiedy wskazujemy osobę uprawnioną, środki dziedziczone nie wchodzą do masy spadkowej – mówi Łukasz Tymoszuk.

Dyspozycja dotycząca osób uprawnionych do dziedziczenia środków z IKE i IKZE może zostać zmieniona w dowolnym momencie. W przypadku braku takiej dyspozycji pieniądze będą dziedziczone zgodnie z postanowieniami Kodeksu cywilnego.

Wypłata środków zgromadzonych w IKE przez spadkobierców jest zwolniona z podatku dochodowego. Można je podjąć bez uiszczania 19-proc. podatku Belki, podobnie jak mogłaby to zrobić osoba oszczędzająca na rachunku emerytalnym po osiągnięciu 60. roku życia. Natomiast w przypadku IKZE wypłata odziedziczonych środków jest obarczona ryczałtowym, 10-proc. podatkiem od zgromadzonych środków, taki sam podatek musiałby zapłacić oszczędzający.

 Istnieje jednak możliwość uniknięcia tego podatku, jeśli osoba uprawniona przeniesie środki na własne konto IKZE. Wówczas ryczałtowy podatek uiści dopiero w momencie osiągnięcia 65 roku życia – mówi menadżer ds. kluczowych klientów w Union Investment TFI.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec czerwca br. Polacy mieli założonych 960,6 tys. indywidualnych kont emerytalnych oraz 767,7 tys. indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego. W pierwszym półroczu br. otwarto blisko 35 tys. nowych rachunków IKE i nieco ponad 27 tys. IKZE.

Internet rzeczy rośnie w tempie 30 proc. rocznie. Za 3 lata w sieci będzie już 28 mld urządzeń

Internet rzeczy rośnie w tempie 30 proc. rocznie. Za 3 lata w sieci będzie już 28 mld urządzeń 2

W kolejnych latach rynek internetu rzeczy będzie się rozwijał w 30-proc. tempie, a w 2021 r. do sieci będzie podłączonych już blisko 28 mld urządzeń, z czego ponad połowę będzie stanowić właśnie IoT. Ten segment dynamicznie rośnie też w Polsce, a liderem jest Orange, z 40-proc. udziałem w tym rynku. W sieci operatora działa już ponad milion kart SIM w technologii machine to machine (M2M), zapewniającej komunikację między urządzeniami. Korzystają z nich zarówno firmy, jak i samorządy budujące inteligentne miasta. Orange rozwija usługi IoT, współpracując ze start-upami, które promują niekonwencjonalne rozwiązania.

– Na całym świecie liczba inteligentnych przedmiotów podłączonych do sieci w 2013 roku wynosiła ok. 3 mld. Dwa lata później było ich już 5 mld, a dzisiaj mamy ich ponad 10 mld. Rozwój tego trendu nie jest liniowy, a wykładniczy i jeżeli się utrzyma w 2020 roku będzie już ponad 25 mld takich urządzeń. To oznacza właściwie, że wszystko zostanie połączone, będzie mogło się komunikować i generować dane, które będzie można analizować za pomocą sztucznej inteligencji. Mamy do czynienia właściwie z tsunami internetu rzeczy, sztucznej inteligencji i analizy danych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Mieczysław Muraszkiewicz z Politechniki Warszawskiej.

Ericsson szacuje, że w 2021 roku na 28 mld urządzeń podłączonych do internetu ponad połowę, czyli 16 mld, będą stanowiły urządzenia IoT. Boom na IoT widoczny jest również na polskim rynku. Liderem w tym segmencie jest Orange Polska z 40-proc. udziałem w rynku. W ubiegłym roku przychody operatora w tym obszarze wzrosły o ponad 40 proc. rok do roku.

– Od lat świadczymy usługi w technologii machine to machine, a to jest podstawa do tworzenia rozwiązań z dziedziny IoT, których w swoim portfolio mamy sporo. Mowa o takich usługach, jak opomiarowanie i zdalny odczyt liczników wody lub prądu, pojemniki na odpady, w których możemy monitorować ich zapełnienie, nowoczesny system bikesharingu czy monitoring bezpieczeństwa, zarówno ludzi, jak i mienia. To także cały szereg rozwiązań dla miast, urzędów i lokalnych społeczności, np. zdalne zarządzanie systemem oświetlenia i lamp ulicznych czy inteligentne ławki, wyposażone w wi-fi oraz możliwość doładowania swoich urządzeń – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Obecnie w sieci Orange ponad milion kart SIM działa w technologii machine to machine (M2M), zapewniającej komunikację między urządzeniami bez udziału człowieka. Zakres usług bazujących na internecie rzeczy, świadczonych przez OPL, obejmuje również m.in. usługę pomiaru jakości powietrza wprowadzaną przez kolejne gminy i samorządy borykające się z problemem smogu.

Operator podpisał niedawno porozumienie dotyczące współpracy i wdrażania rozwiązań smart city z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią i miastem Tychy. W Warszawie, Gliwicach, Mysłowicach i Tarnowie trwa z kolei pilotaż komercyjnego wykorzystania technologii LTE-M, wykorzystującej urządzenia CAT-M1, pozwalającej budować internet rzeczy w oparciu o sieć 4G. Testy umożliwią uczestniczącym w nich firmom rozwój ich usług i urządzeń, a Orange Polska analizę nowego rozwiązania w realnych warunkach biznesowych.

– Odbiorcą rozwiązań IoT jest także biznes różnych branż. Współpracujemy także m.in. z branżą energetyczną. Wspólnie z innogy Stoen Operator zbudowaliśmy Laboratory of Things, miejsce, w którym mogą być testowane rozwiązania dla energetyki oparte o technologie mobilne. Natomiast wspólnie z firmą Ericsson zaproponowaliśmy branży energetycznej rozwiązania związane z użyciem technologii LTE 450 MHz. To technologia, która pozwala na szybki przesył danych, monitoring i odczyt liczników czy innych urządzeń, transmisję wideo czy łączność głosową w miejscach, które są raczej trudno dostępne – wymienia Bożena Leśniewska.

Jak podkreśla, ekosystem internetu rzeczy w ramach Orange Polska współtworzą również innowacyjne start-upy.

– W programie Orange Fab – jednym z najstarszych w Polsce akceleratorów – otrzymują one wsparcie, przechodzą przez ścieżkę akceptacyjną, a później dostają możliwość testowania w świetnych warunkach swoich rozwiązań, a finalnie – możliwość świadczenia i komercjalizowania tych usług – mówi Bożena Leśniewska.

Miesiąc temu operator zakończył wybór nowych partnerów do współpracy i wkrótce rozpocznie pracę z nowymi firmami, m.in. w obszarze systemów bezpieczeństwa w zakładach przemysłowych, analizy zachowań klientów w placówkach sprzedażowych czy inteligentnych zabezpieczeń do rowerów.

– Popularność programu przerosła nasze oczekiwanie. Zgłosiło się aż pięćdziesiąt firm z rynku. Obecnie rozpoczynamy kolejny etap akceleracji, który zakończy się wdrożeniem rozwiązań i pomysłów naszych partnerów i start-upowców w ekosystem dla klientów – mówi wiceprezes zarządu, Orange Polska.

Dotychczas do programu Orange Fab – międzynarodowego akceleratora, który wystartował w Polsce w 2014 roku jako jeden z pierwszych – zgłosiło się ponadosiemset start-upów. Spośród nich trzydzieści jeden przeszło lub jest w fazie testów, a dziesięć zostało komercyjnie wdrożonych. Są to m.in. chatbot do komunikacji z klientem przez Messengera, system miejskiego inteligentnego oświetlenia, inteligentne meble miejskie (ławki solarne, kosze na śmieci, wiaty przystankowe) czy platforma do nauki angielskiego online.

Nielegalny strajk nie zwalnia przewoźnika z wypłaty odszkodowań dla pasażerów. Za utrudnienia pasażerowi przysługuje nawet 600 euro

Nielegalny strajk nie zwalnia przewoźnika z wypłaty odszkodowań dla pasażerów. Za utrudnienia pasażerowi przysługuje nawet 600 euro 3

Uczestnicy nielegalnego strajku muszą się liczyć ze służbowymi konsekwencjami. Nie tylko z opóźnieniem w wypłacie wynagrodzenia, lecz także z dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy. Takie konsekwencje mogą czekać pracowników PLL LOT, którzy wzięli udział w czwartkowym strajku. Jednocześnie strajk załogi linii lotniczej nie zwalnia przewoźnika od odpowiedzialności odszkodowawczej. W przypadku opóźnionych lub odwołanych lotów na skutek protestu pracowników linie lotnicze muszą wypłacić odszkodowanie w wysokości do 600 euro.

 Strajk powinien stanowić ostateczny sposób na rozwiązywanie sporów pomiędzy pracownikami a pracodawcą. Dopiero wtedy, kiedy nie uda się doprowadzić do jakiegoś korzystnego rozwiązania sytuacji w drodze rokowań albo mediacji, to związki zawodowe powinny przejść do organizacji takiego strajku. Strajk powinien być zorganizowany zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że zostanie uznany za nielegalny – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Elżbieta Tyszka, główny prawnik w firmie GIVT, która pomaga uzyskać odszkodowania za opóźniony lub odwołany lot.

Zgodnie z przepisami strajk jest ostatecznym środkiem walki o interesy pracowników. Nie może więc zostać ogłoszony przed wyczerpaniem procedury prowadzenia sporu zbiorowego, a dopiero jako zakończenie nieudanych działań polubownych. W wyjątkowych sytuacjach można go jednak zorganizować, jeżeli bezprawne działanie pracodawcy uniemożliwiło przeprowadzenie rokowań lub mediacji lub gdy pracodawca rozwiązał stosunek pracy z prowadzącym spór działaczem związkowym.

– Strajk to jedno z podstawowych praw związkowych, a zatem związkowcy rzeczywiście mają prawo organizować takie strajki. Ważne, aby były one jednak organizowane w sposób zgodny z przepisami ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Jeżeli ten strajk był legalny, a pracownik brał w nim udział, to nie powinien ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji. Jeżeli był nielegalny, to pracownik może być zwolniony z pracy w trybie dyscyplinarnym, przy czym on musi mieć świadomość, że brał udział w strajku nielegalnym – podkreśla Elżbieta Tyszka.

Do odpowiedzialności mogą zostać pociągnięci pracownicy PLL LOT, którzy wzięli udział w czwartkowym strajku. Związki zawodowe domagają się przywrócenia do pracy ich liderki Moniki Żelazik. Chcą też lepszego traktowania przez pracodawcę. Problem jednak w tym, że strajk został uznany za nielegalny. Sąd Okręgowy zakazał związkom zorganizowania akcji protestacyjnej, argumentując, że referendum w sprawie przeprowadzenia strajku było nielegalne.

Na akcji protestacyjnej mógł też stracić sam LOT. W przypadku opóźnień czy odwołań lotów przewoźnik musi wypłacić odszkodowanie pasażerom.

 Strajk załogi linii lotniczej nie zwalnia przewoźnika lotniczego od odpowiedzialności odszkodowawczej. W sytuacji, w której doszło do takiego strajku, wszyscy pasażerowie powinni otrzymać należne im odszkodowanie. To, że strajkują pracownicy linii lotniczej, nie oznacza, że pasażerowie powinni ponosić konsekwencje takiej sytuacji – ocenia prawnik GIVT.

Prawa pasażerów w transporcie lotniczym określa wprowadzone w 2004 roku rozporządzenie unijne WE 261/2004. W przypadku odwołania rejsu lub opóźnienia przekraczającego trzy godziny pasażerom przysługuje m.in. prawo do zwrotu kosztów zakupionego biletu i odszkodowanie za niemożność kontynuowania podróży. Ważne przy tym jest, żeby utrudnienia nastąpiły z przyczyn zależnych od przewoźnika, a do tych zalicza się np. niesprawny samolot czy strajk pracowników. Potwierdził to Trybunał Sprawiedliwości w wyroku z 2017 roku, kiedy uznał, że strajku nie można uznać za czynnik, który zwalniałby przewoźnika z obowiązku wypłaty odszkodowań.

– Pasażerowie linii lotniczej mogą zgłosić reklamację do przewoźnika lotniczego i dochodzić wypłaty należnego im odszkodowania. Takie odszkodowanie jest im należne w wysokości od 250 euro do nawet 600 euro, w zależności od długości trasy, którą mieli pokonać – mówi Elżbieta Tyszka.

Polacy piją coraz więcej luksusowych alkoholi. Ich wydatki na whisky przekraczają już 2 mld zł rocznie

Polacy piją coraz więcej luksusowych alkoholi. Ich wydatki na whisky przekraczają już 2 mld zł rocznie 4

Rynek alkoholi luksusowych w Polsce jest jednym z szybciej rozwijających się segmentów dóbr luksusowych. Choć łączna konsumpcja alkoholu w Polsce utrzymuje się na zbliżonym poziomie, rosną wydatki. Dynamicznie zwiększa się zwłaszcza sprzedaż whisky – roczne wydatki konsumentów na ten alkohol przekraczają już 2 mld zł. Popularnością cieszą się nie tylko whisky od globalnych, dużych producentów, lecz także te pochodzące z niewielkich destylarni. Na rozwoju tego segmentu chce skorzystać Grupa Ambra, która uruchamia nową sieć sprzedaży alkoholi premium pod marką Distillers Limited, importera małych destylarni. W ciągu kilku miesięcy powstanie blisko trzydzieści punktów sprzedaży.

– Rynek whisky w Polsce to chyba najbardziej interesujące zjawisko ostatnich 10 lat. W tym czasie z rynku dosyć niszowego, aczkolwiek cieszącego się dużym uznaniem i szacunkiem konsumentów, rynek whisky urósł do wielkości 2 mld zł wydatków. Mamy prawdziwy boom na whisky, a także na inne tzw. szlachetne czy dobre alkohole – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Ogór, prezes zarządu Ambra SA.

Blisko 70 proc. rynku pod względem wartościowym należy do szkockiej whisky, 20 proc. do amerykańskiej, stosunkowo niewiele pijemy tej irlandzkiej i kanadyjskiej.

W przeciwieństwie do sektora alkoholi non-premium rynek ekskluzywnych trunków w ostatnich kilku latach nie odnotował spowolnienia, a średni roczny wzrost wynosi kilka procent. Rosnąca sprzedaż alkoholi premium to nie tylko efekt bogacenia się społeczeństwa, lecz także większej świadomości konsumentów.

– Produkty premium, także alkohole, mają coraz większe znaczenie. To jasny dowód na to, że my, Polacy, już nie tylko chcemy się zrelaksować, lecz także chcemy to robić w coraz bardziej wyrafinowany sposób – ocenia Olivier Janiak, dziennikarz.

Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wynika, że ogólna wartość polskiego rynku luksusowych alkoholi w 2017 roku szacowana była na 856 mln zł, a prognozy wskazują, że do 2021 roku segment ten może zanotować wzrost o 36 proc., do poziomu blisko 1,2 mld zł.

 Konsumpcja alkoholu nie rośnie w ujęciu ilości wypijanego alkoholu, w krajach rozwiniętych przeżywamy stagnację pod tym względem, tymczasem rosną wydatki na alkohol. To oznacza, że konsumenci inaczej traktują konsumpcję alkoholu. Ona staje się trochę bardziej aspiracyjna. Poszukujemy droższych, bardziej wartościowych produktów, które pasują do naszego nowoczesnego życia i na tym wszystkim korzysta whisky – tłumaczy Robert Ogór.

Według danych Scotch Whisky Association w 2017 roku import szkockiej whisky do Polski w ujęciu ilościowym wyniósł 2,29 mln kartonów (złożonych z 12 butelek po 0,7 l), co oznacza niewielki spadek w skali roku. Jednocześnie rośnie wartość sprowadzonego alkoholu – o 8,6 proc. do blisko 68 mln funtów. Według danych Grupy Ambra, sprzedaż whisky w 2017 roku w Polsce wzrosła o 14 proc. Dla porównania w tym samym czasie sprzedaż wódki wzrosła zaledwie o 2 proc., a piwa – spadła o ok. 1 proc. Coraz częściej sięgamy po lepszą jakościowo whisky.

– Whisky pijemy na całym świecie, dosłownie wszędzie powstają nowe destylarnie. Jeśli chodzi o sposób picia, to głosimy hasło, żeby pić tak, jak się lubi, bo nie ma jednego, idealnego sposobu degustacji. Ta kategoria charakteryzuje się dużą otwartością – tłumaczy Łukasz Bandulet, brand manager w Distillers Limited.

– Zapotrzebowanie na whisky typu single malt, która jest naszym priorytetem, rośnie w Polsce w bardzo dobrym tempie. Wciąż jest dosyć niskie w zestawieniu z ogólnym popytem na szkocką whisky, ale perspektywy są naprawdę znakomite – wskazuje Jimmy Robertson, regionalny dyrektor sprzedaży w firmie Angus Dundee Distillers. – Whisky to bardzo różnorodny napój i m.in. dlatego cieszy się tak dużą popularnością. Są whisky o jasnej barwie, z nutą cytrusów, owocowe, miodowe, a także palone. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Na fali boomu na whisky i alkohole premium Grupa AMBRA uruchamia nową sieć sprzedaży alkoholi premium pod marką Distillers Limited, bezpośredniego importera małych destylarni, często wyszukiwanych na końcu świata.

– Nie interesujemy się segmentami wielkich marek i masowych produktów. Podobnie jak w koncepcie Centrum Wina, gdzie sprzedawane są wina z górnej półki, Distillers Limited to specjalista od droższych gatunków whisky i innych alkoholi. Nasze punkty sprzedaży będą właśnie oczekiwać na konsumentów zainteresowanych czymś lepszym – zapowiada Robert Ogór.

W Polsce co 20 minut ktoś umiera na raka płuca. Szybka diagnostyka i leczenie mogłyby poprawić te statystyki

W Polsce co 20 minut ktoś umiera na raka płuca. Szybka diagnostyka i leczenie mogłyby poprawić te statystyki 5

Rak płuca pozostaje największym zabójcą spośród wszystkich nowotworów złośliwych. Co roku z jego powodu umiera blisko 22 tys. Polaków. Problemem jest zbyt słaby dostęp do diagnostyki oraz przedłużający się do kilkunastu tygodni proces kwalifikacji do leczenia. Brakuje też kompleksowego leczenia, głównie ze względu na ograniczenia w dostępności do nowoczesnych leków z dziedziny immunoterapii na listach refundacyjnych.

Rak płuca to najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy na świecie. Według Światowej Organizacji Zdrowia co roku chorobę tę wykrywa się u ponad 1,3 mln ludzi. W Polsce każdego roku przybywa blisko 22 tys. nowych chorych, przy czym niemal tyle samo pacjentów umiera. Stawia to nasz kraj w czołówce państw Unii Europejskiej pod względem zachorowalności i umieralności na raka płuca. Dzięki postępowi, jaki w ciągu ostatnich kilkunastu lat zanotowała onkologia, możliwe jest znaczne przedłużenie życia pacjentów, jeszcze do niedawna chorzy przeżywali najwyżej rok od momentu postawienia diagnozy, dzisiaj mówi się nawet o sześcioletniej medianie przeżyć.

– Jeśli ktoś przeżyje 5–6 lat, to do tego czasu, patrząc na to, jak się rozwija medycyna, może pojawi się lek, który wyleczy tę chorobę. To daje poczucie bezpieczeństwa, nadzieje, cel, do którego człowiek dąży – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Mariola Kosowicz, kierownik Poradni Psychoonkologii Centrum Onkologii w Warszawie.

Sześcioletni odsetek przeżyć jest jednak diametralnie niższy niż w przypadku innych nowotworów złośliwych. Ze statystyk wynika, że tylko 20 proc. wszystkich przypadków raka płuca diagnozowanych jest na etapie rozwoju na tyle wczesnym, by możliwe było operacyjne usunięcie guza. Problem stanowi już sama diagnostyka. Nowotwór ten długo nie daje objawów i najczęściej rozpoznawany jest przypadkowo, np. podczas badań medycyny pracy. Eksperci nie mają ponadto wątpliwości, że polscy pacjenci nie mają równego dostępu do nowoczesnej diagnostyki m.in. ze względu na zbyt małą liczbę patomorfologów. W efekcie na wynik badań pacjent może czekać kilka tygodni.

 Diagnostyka zależy od miejsca zamieszkania i od tego, gdzie pacjent jest diagnozowany i czy dany szpital ma podwykonawcę, umowy z laboratorium genetycznym, które wykonuje odpowiednią diagnostykę w kwalifikacji do leczenia. Niestety, nie wszystkie szpitale zlecają tego rodzaju diagnostykę, co znamiennie przedłuża czas do kwalifikacji do terapii onkologicznej – mówi prof. dr hab. n. med. Paweł Krawczyk, kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Przedłużający się proces diagnostyczny sprawia, że stan zdrowia wielu pacjentów dyskwalifikuje ich do skutecznego leczenia, pozostawiając jedynie możliwość terapii paliatywnej. Istotnym problemem polskich pacjentów jest także dostęp do wszechstronnej opieki, obejmującej zarówno diagnostykę, jak i późniejsze leczenie. Oferują ją niemal wyłącznie duże ośrodki medyczne, zlokalizowane zazwyczaj w większych miejscowościach. Utrudniony jest ponadto dostęp do refundowanych przez państwo metod leczenia. Dotyczy to zwłaszcza chorych na niepłaskonabłonkowego raka płuca, którzy jako jedyna grupa pozbawieni są możliwości leczenia immunoterapią, oraz pacjentów z nieprawidłowością genu ALK, którzy nie mają dostępu do odpowiedniego leczenia w pierwszej linii.

Nowe leki, które pojawiły się w terapii raka płuca, to prawdziwa rewolucja.

– Uczestniczymy w niej, jeśli chodzi o naszą wiedzę, natomiast pacjenci mają mniejszą szansę z powodu ograniczeń nałożonych statusem refundacyjnym – zaznacza prof. Dariusz M. Kowalski, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej w Centrum Onkologii.

Od maja 2018 roku możliwości leczenia w Polsce bardzo się poprawiły, jednak nadal brakuje wszystkich nowych opcji terapeutycznych.

Jeśli chodzi o inhibitory ALK, to mamy dostępny tylko jeden lek pierwszej generacji. Nie ma też żadnych przesłanek merytorycznych, wynikających z obiektywnej wiedzy medycznej, aby leki immunokompetentne nie były stosowane u chorych z niepłaskonabłonkowym rakiem płuca. Nie powinniśmy różnicować chorych na raka płaskonabłonkowego czy niepłaskonabłonkowego: jedni i drudzy w momencie progresji choroby po klasycznej chemii powinni otrzymać leczenie, jeśli mają wskazania ­– mówi prof. dr hab. Dariusz Kowalski.

Wprowadzenie w onkologii leków ukierunkowanych molekularnie otworzyło nowe szanse na leczenie wielu nowotworów, w tym raka płuca. Terapie te polegają na dobraniu leku do określonego zaburzenia na poziomie molekularnym, co nie tylko zwiększa skuteczność leczenia, lecz także eliminuje lub przynajmniej redukuje wiele skutków ubocznych, występujących przy tradycyjnej chemioterapii. Pacjenci nie cierpią z powodu przewlekłych nudności i wymiotów, nie mają gorączki neutropenicznej, nie tracą też włosów.

– Od 1 maja mamy na liście refundacyjnej leki do immunoterapii, terapię celowaną, natomiast jest jeszcze grupa pacjentów z niepłaskonabłonkowym rakiem płuca, którzy nie są nią objęci. Czekamy na decyzję ministra zdrowia o wprowadzeniu na listy refundacyjne leków dla tej grupy pacjentów. Są dwa leki, które byłyby bardzo pożądane w tym momencie, bo jest to jedyna grupa pacjentów z rakiem płuca, która jest w tej chwili jeszcze niezaopiekowana – dodaje Anna Żyłowska, prezes Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca.

Diagnoza raka płuca nie oznacza obecnie wyroku śmierci. Szybka diagnoza połączona z natychmiastowym wdrożeniem nowoczesnej terapii może nie tylko znacznie wydłużyć życie pacjentów, lecz także istotnie poprawić jego jakość. Wielu chorych jest nawet w stanie wrócić do aktywnego życia zawodowego, co pozwala na duże oszczędności w budżecie państwa. Dlatego tak ważne jest uświadamianie Polakom znaczenia profilaktyki, konieczności zgłaszania się do lekarza w przypadku jakichkolwiek podejrzeń choroby nowotworowej oraz istnienia skutecznego leczenia. Istotne jest również odpowiednie gospodarowanie środkami finansowymi przez resort ochrony zdrowia, tak aby pacjenci mieli dostęp do innowacyjnych metod terapeutycznych. Przybliżenie Polakom wiedzy o tym, jak ważny jest czas od wykrycia choroby do podjęcia leczenia jest celem kampanii „Liczy się czas w raku płuca”.

– Każde badanie, każde przedłużenie czasu trwania badania to jakby wyrok śmierci. Im wcześniej postawiona jest diagnoza, im wcześniej jest zdiagnozowany pacjent, tym łatwiej z tej choroby zrobić chorobę przewlekłą, a nie śmiertelną – mówi Anna Żyłowska.

– O raku płuca praktycznie w mediach się nie mówi. Być może jest to powodem tego, że chorują przede wszystkim pacjenci palący papierosy, więc nie jest to choroba dobrze postrzegana przez społeczeństwo. Niemniej jednak jest to niezmiernie istotny problem ze względu na m.in. liczbę chorych i na to, że ci pacjenci praktycznie przestają funkcjonować w społeczeństwie – dodaje prof. Paweł Krawczyk.

Satelity radarowe mogą wykryć milimetrowe przesunięcia gruntu i zlokalizować smog. Dane satelitarne są już dostępne dla każdego

Satelity radarowe mogą wykryć milimetrowe przesunięcia gruntu i zlokalizować smog. Dane satelitarne są już dostępne dla każdego 6

Każdy może uzyskać dostęp do najwyższej jakości zdjęć satelitarnych. To efekt unijnych programów, w ramach których zbierane przez satelitów radarowych dane są udostępniane na specjalnych platformach. Dane satelitarne są coraz dokładniejsze i powstaje coraz więcej ich zastosowań. Pozwalają wykryć milimetrowe przesunięcia gruntu, które mogą świadczyć np. o przeciekach w sieci wodociągowej. Są używane także m.in. do wykrywania samowolek budowlanych, w poszukiwaniu kopalin, a także w wykrywaniu klęsk żywiołowych i zapobieganiu im.

– Ostatnio Unia Europejska wypuściła satelitę, który bada skład atmosfery. Można zobaczyć, ile jest tlenków azotu, ile jest tlenków węgla i jaki jest poziom aerozoli, czyli zanieczyszczeń smogowych. To wszystko też można zobaczyć z góry. Można zobaczyć również rzeczywiste ukształtowanie powierzchni oceanu takim satelitą altimetrycznym, a nawet zmierzyć temperaturę powierzchni oceanu – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Krzyżanowski, prezes zarządu CloudFerro.

Europa włączyła się w proces obserwacji Ziemi, wysyłając na orbitę coraz więcej satelitów. Dotychczas obecne w przestrzeni okołoziemskiej satelity obsługiwane były głównie przez Stany Zjednoczone i Rosję. Dzięki programom Europejskiej Agencji Kosmicznej możliwe jest coraz większe i szersze wykorzystanie danych satelitarnych zbieranych przez satelity radarowe.

Satelity radarowe potrafią zbadać nie tylko skład ziemskiej atmosfery czy ukształtowanie powierzchni oceanu. Działają na podobnej zasadzie, jak radary naziemne, wykrywające samoloty czy okręty. Zamontowany na satelicie radar wykrywa odbicie fal radarowych, które jest różne w zależności od tego, na co ów radar jest nakierowany.

– Taki satelita radarowy pozwala wykryć przesunięcia gruntu o pojedyncze milimetry. Monitorując powierzchnię ulic w mieście, np. co tydzień, można zobaczyć, że jakaś się zapadła o pół centymetra i na tym kawałku wiadomo, że pod spodem coś się dzieje, więc wysyła się tam ekipę, która rozbiera nawierzchnię, a pod spodem widać już cieknącą wodę z rury. Wydawałoby się, że naprawdę z satelity z wysokości kilkuset kilometrów takich rzeczy się nie da zobaczyć – mówi Maciej Krzyżanowski.

Dane satelitarne mają coraz więcej zastosowań, zwłaszcza dzięki unijnym projektom DIAS. Jedną z takich platform, na której każdy może uzyskać dostęp do danych satelitarnych, jest CREODIAS. Uruchomienie platformy jest pierwszym etapem realizacji wartego 15 mln euro kontraktu między konsorcjum, którego trzon stanowią polskie firmy technologiczne, a Europejską Agencją Kosmiczną. Dane udostępniane na platformie są zbierane przez wystrzelone w 2014 roku w ramach programu Copernicus satelity z rodziny Sentinel, a następnie opracowywane w taki sposób, by użytkownicy mieli do nich łatwy dostęp i mogli je w prosty sposób przetwarzać.

– Dane satelitarne są wykorzystywane w wielu branżach, w rolnictwie i szeroko pojętej statystyce, np. przy klasyfikacji użycia gruntu czy zagospodarowaniu przestrzennym. Dane satelitarne są używane do wykrywania samowolek budowlanych w niektórych krajach, w poszukiwaniu kopalin, w działaniach związanych z klęskami żywiołowymi. Jeśli chodzi o przyszłe zastosowania, to tych najciekawszych ciągle nie znamy, trudno je w tej chwili przewidzieć – twierdzi ekspert.

Satelity zbierają najróżniejsze dane. Nie są to wyłącznie dane radarowe, lecz także dane optyczne, czyli zdjęcia satelitarne. Satelity potrafią przechwytywać obraz m.in. w świetle widzialnym, bliskiej podczerwieni czy  bliskim ultrafiolecie. Wystrzeliwane przez ESA satelity Copernicus Sentinel-2 potrafią wykonywać zdjęcia w trzynastu różnych zakresach długości fal.

– Można np. obejrzeć takie zdjęcia, na których dobrze widać, ile jest chlorofilu w danym obszarze, albo zobaczyć, czy jest wilgoć czy jej nie ma, wszystko zależy od zastosowania – tłumaczy prezes CloudFerro.

Według założeń Polskiej Strategii Kosmicznej do 2030 roku Polska ma osiągnąć 3-procentowy udział w europejskim segmencie kosmicznym.

Mobilne pojazdy elektryczne zastępują tradycyjne środki transportu. Deskorolki można już sterować za pomocą ruchów ciała, a najnowsze wyposażone są np. w system ABS

Mobilne pojazdy elektryczne zastępują tradycyjne środki transportu. Deskorolki można już sterować za pomocą ruchów ciała, a najnowsze wyposażone są np. w system ABS 7

Na rynku pojawia się coraz więcej małych pojazdów eklektycznych. Deskorolki oraz hulajnogi wyposażone w pojemne baterie sprawdzają się zarówno do jazdy rekreacyjnej, jak i podczas dojazdów do pracy. Dzięki kompaktowym rozmiarom stanowią ciekawą alternatywę dla mniej poręcznych i zauważalnie droższych rowerów elektrycznych. Na rynek trafiła pierwsza elektryczna deskorolka, sterowana za pomocą ruchów ciała. Wystarczy się przechylać w przód lub w tył, by urządzenie jechało do przodu lub hamowało. Do deskorolek trafiają już także zaawansowane systemy bezpieczeństwa, takie jak ABS.

– Spectra to elektryczna deskorolka i zarazem pierwsza deskorolka na rynku sterowana za pomocą ruchów ciała. Oznacza to, że nie wymaga zdalnego sterowania, chociaż opcja taka jest oczywiście dostępna. Deskorolką można również sterować za pomocą aplikacji, w której pojazd jest połączony z telefonem za pośrednictwem technologii bluetooth – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacob Guo, dyrektor operacyjny Walnut Technology.

Większość współczesnych deskorolek elektrycznych wyposażono w pilot zdalnego sterowania. Dzięki niemu użytkownicy mogą kontrolować prędkość oraz dynamikę jazdy za pośrednictwem kilku prostych kontrolek. Na rynku dostępne są także deski wykorzystujące aplikacje mobilne, które dają pełniejszą władzę nad pojazdem. Dla przykładu aplikacja E-GO dla deski Yuneec E-GO 2 pozwala aktywować różne tryby jazdy oraz kontrolować prędkość i poziom naładowania baterii.

Deskorolka Spectra do poruszania się wykorzystuje czujniki rozłożenia masy. System w czasie rzeczywistym analizuje wychylenie użytkownika i na tej podstawie ustala prędkość poruszania się pojazdu. W modelu Spectra Pro zamontowano dodatkowo elektromagnetyczny system ABS w kołach deskorolki, który wspomaga proces i znacznie skraca drogę hamowania.

– Czujniki masy umieszczone są pod powierzchnią deskorolki. Czujniki wykrywają, gdy ktoś stanie na deskorolce. Wychylenie się do przodu sprawia, że deskorolka jedzie do przodu, wychylenie się do tyłu powoduje, że deskorolka zaczyna zwalniać i zatrzymuje się – tłumaczy Jacob Guo.

W branży małych pojazdów elektrycznych pojawiają się coraz bardziej zaawansowane technologie. Kalifornijski start-up Inboard Technology zaprojektował hulajnogę wyposażoną w układ szybkiej wymiany baterii. Glider przeznaczona jest m.in. do przemieszczania się po kampusach akademickich, a napędzany jest ogniwami, które na jednym ładowaniu pozwolą przejechać do 20 km. Ich wymiana zajmuje tylko kilka sekund.

System napędowy Mellow Drive to z kolei gadżet, który zamieni dowolną deskorolkę w elektryczną. Wystarczy tylko zamontować układ napędowy w miejscu tylnego trucka i ściągnąć aplikację mobilną Mellow Board albo sięgnąć po pilota, aby zdalnie sterować prędkością jazdy.

Trend elektrycznych deskorolek i ogólnie elektromobilności to jednak coraz częściej coś więcej niż pojazd rekreacyjny.

– Staramy się, aby nasze urządzenia były środkami transportu, a więc różnimy się od części konkurencji produkującej deskorolki longboard, które są bardziej zabawkami przeznaczonymi do jazdy w czasie wolnym. Nasze produkty są niewielkie i lekkie, aby mogły być noszone i używane do pokonywania końcowych fragmentów podróży, np. ze stacji metra do biura czy stacji metra do domu – twierdzi ekspert.

Firma analityczna Zion Market Research oszacowała, że wartość rynku małych pojazdów elektrycznych przekroczyła w 2017 roku 7 mld dol. Szacuje się, że do 2024 roku będzie się rozwijać w tempie 22 proc. średniorocznie, by osiągnąć poziom 28,6 mld dol.

Polska miedź napędza elektromobilność

Miedź jest jednym z kluczowych materiałów dla rozwoju elektromobilności. Samochody z napędem elektrycznym zawierają nawet cztery razy więcej tego surowca niż auta z silnikiem spalinowym. Miedź jest także intensywnie wykorzystywana w infrastrukturze niezbędnej do ładowania pojazdów elektrycznych. Ze względu na rozwój sektora elektromobilności do 2027 r. światowe zapotrzebowanie na miedź wzrośnie o 1,7 mln ton – oceniają eksperci Europejskiego Instytutu Miedzi.

Nowy zastrzyk energii dla motoryzacji

Rynek samochodów elektrycznych rozwija się coraz dynamiczniej. W pierwszym półroczu 2018 r. w Unii Europejskiej oraz w krajach EFTA zarejestrowano 183 285 pojazdów o napędzie elektrycznym i hybrydowym, co oznacza wzrost o 42,3% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku[1]. Jeszcze większą dynamikę można obserwować w Polsce. W ciągu sześciu pierwszych miesięcy 2018 r. na naszych drogach pojawiły się 672 auta elektryczne, czyli o 79,7% więcej niż na koniec II kw. 2017 r. W najbliższych latach spodziewane jest jednak znaczne przyspieszenie obecnego trendu. Zgodnie z założeniami Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do 2025 r. w Polsce powinno być zarejestrowanych już 1 mln samochodów EV. Z kolei do 2040 r. udział samochodów elektrycznych, w tym hybryd typu plug-in, w globalnym rynku motoryzacyjnym może sięgnąć poziomu ponad 50% (obecnie wynosi ok. 1,3%.)[2].

Wśród przyczyn rosnącej popularności samochodów elektrycznych należy wskazać rozwój technologii produkcji baterii, a co za tym idzie spadek cen EV. Pomimo wciąż utrzymujących się stosunkowo wysokich cen pojazdów elektrycznych, ich dostępność mierzona w długiej perspektywie użytkowania poprawia się. Według prognozy Europejskiego Instytutu Miedzi już niedługo całkowity koszt posiadania samochodu elektrycznego zrówna się po pierwszych 60 000 km z kosztem posiadania samochodu z silnikiem benzynowym. Powinno to nastąpić przed rokiem 2020. Eksperci spodziewają się, że zrównanie cen zakupu bez subsydiów nastąpi około roku 2025.

W przypadku miejskich autobusów czy samochodów ciężarowych technologia elektryfikacji jest równie dojrzała jak dla aut osobowych, a całkowity koszt posiadania pojazdów EV tego typu już jest niższy niż dla opcji z silnikiem spalinowym. Z uwagi na duże przebiegi roczne, ciężarówki z napędem elektrycznym oferują bowiem większe oszczędności, kompensując tym samym wyższy nakład inwestycyjny.

Dużą rolę w rozwoju rynku aut elektrycznych odgrywają także rosnące wymogi środowiskowe związane z emisją gazów cieplarnianych. Elektryfikacja transportu drogowego jest bowiem najbardziej opłacalnym sposobem osiągnięcia celów efektywności energetycznej. Pojazdy elektryczne z zasilaniem akumulatorowym należą do aktywów o średnim okresie przydatności eksploatacyjnej 15 lat i 2,5 krotnie większej sprawności energetycznej niż pojazdy z silnikiem spalinowym (ICE), a w miarę zwiększania się udziału energii ze źródeł odnawialnych w wytwarzaniu energii elektrycznej sprawność ta będzie ulegała dalszej poprawie.

– Rozwój elektromobilności jest w dużej mierze uzależniony również od miedzi. Metal ten jest powszechnie używany do budowy nowoczesnych, energooszczędnych silników elektrycznych i hybrydowych. Wynika to z jego właściwości. Miedź jest trwała, ma świetne wyniki w przewodnictwie elektrycznym, wpływa na wydajność i sprawność elementów elektrycznych. Bez miedzianych podzespołów nie byłoby możliwe również inteligentne zarządzanie silnikiem i przeniesieniem napędu. Polska jako jeden ze światowych liderów w zakresie produkcji miedzi może odegrać szczególną rolę w rozwoju światowego rynku elektromobilności – komentuje Michał Ramczykowski, prezes Europejskiego Instytutu Miedzi.

Hamulce elektromobilności

Jedną z kluczowych barier w upowszechnianiu się pojazdów elektrycznych jest rozwój infrastruktury umożliwiającej ich ładowanie. Komisja Europejska, bazując na informacjach otrzymanych od państw członkowskich szacuje, że w UE funkcjonuje ok. 200 tysięcy publicznych stacji ładowania. Mając na uwadze rozwój elektromobilności, władze unijne przewidują wsparcie rozbudowy tej sieci do 800 tysięcy punktów.

Stworzenie odpowiedniej infrastruktury jest również ogromnym wyzwaniem stojącym przed Polską. Obecnie na terenie kraju dostępnych jest jedynie około 300 publicznych punktów ładowania. Z analiz przeprowadzonych przez Fundację Promocji Pojazdów Elektrycznych[3] wynika, że aby w pełni wykorzystać potencjał rodzimego rynku niezbędne jest wybudowanie do 2020 r. około 127 tysięcy punktów ładowania (publicznych i prywatnych) i trochę poniżej 1 miliona do roku 2025.

– Rozwój elektromobilności pociągnie za sobą konieczność poniesienia dodatkowych nakładów na modernizację całej sieci energetycznej, która będzie musiała sprostać zarówno większemu zapotrzebowaniu na prąd, jak i intensywnym wahaniom częstotliwości napięcia, a przede wszystkim zapewnić możliwość magazynowania energii. Elektromobilność może więc tym samym stać się czynnikiem inicjującym kompleksową transformację Polski, w kierunku gospodarki bazującej na odnawialnych źródłach energii – wskazuje Michał Ramczykowski.

Miedź napędza elektromobilność

W realizacji tego procesu również niezbędna będzie miedź. Surowiec ten, z uwagi na swoje właściwości, ma powszechne zastawanie w takich obszarach jak fotowoltaika czy energetyka wiatrowa, poprawiając ich ogólną wydajność ekonomiczną. Miedź jest wykorzystywana m.in. do produkcji przewodów i kabli, paneli fotowoltaicznych oraz elementów wiatraków słonecznych (generatory, systemy uziemień, przyłącza kablowe). Oparte na miedzi i jej stopach technologie zwiększają efektywność energetyczną w kluczowych obszarach ‒ energetyce oraz przemyśle. Ze względu na intensywny rozwój sektora elektromobilności do 2027 r. światowe zapotrzebowanie na miedź wzrośnie o 1,7 mln ton.

Z szacunków Europejskiego Instytutu Miedzi wynika, że każdy kilogram surowca użyty w systemie energetycznym, w zależności od wykorzystywanej technologii, przynosi oszczędność pierwotnie wytworzonej energii od 500 do 50 000 kWh, obniżając koszty od 60 do 6000 EUR na poziomie UE. Ponadto, wykorzystując doskonałą przewodność elektryczną miedzi, w ciągu następnych 10-20 lat w Europie będzie można zmniejszyć emisję CO2 o 100 milionów ton rocznie.

Niezbędne wsparcie systemowe

Dostęp do infrastruktury oraz strategicznych surowców to jednak wciąż za mało, aby rynek elektromobilności rozwinął swój pełen potencjał. Przyspieszenie dynamiki wzrostu wymagać będzie również silnego wsparcia systemowego, wykraczającego poza standardowe programy dopłat czy ulg podatkowych.

Jednym z obszarów wskazanych przez ekspertów[4] jest wprowadzanie przez dostawców energii elektrycznej dedykowanych taryf, preferujących użytkowników ładujących pojazdy EV poza godzinami największego obciążenia sieci, np. w nocy. Takie rozwiązania są już z powiedzeniem stosowane na rynku konsumenckim i pozwalają na generowanie znacznych oszczędności finansowych.

W Stanach Zjednoczonych oraz Europie Zachodniej coraz popularniejsze stają się również inicjatywy mające na celu przekierowywanie w nocy nadwyżek energii pochodzących z farm fotowoltaicznych oraz farm wiatrowych do stacji ładowania pojazdów, zachęcając tym samym kierowców do „tankowania” prądu poza godzinami szczytu.

Rozwiązania te, pomimo dużego potencjału ekonomicznego, powinny być jednak wspierane działaniami edukacyjnymi skierowanymi do kierowców aut elektrycznych. Przeważająca cześć użytkowników korzysta bowiem ze standardowych planów taryfowych, m.in. głównie z uwagi na brak odpowiedniej wiedzy w zakresie efektywnego zarządzania zużyciem energii w swoich gospodarstwach domowych oraz firmach.

W ocenie ekspertów niezbędne jest również rozwijanie inteligentnych sieci elektrycznych (smart-grid-enabled). Technologia ta umożliwia optymalizację efektywności energetycznej, w oparciu o wymianę danych pomiędzy uczestnikami systemu – kierowcami indywidualnymi czy flotowymi, dostawcami energii, operatorami punktów ładowania, producentami samochodów elektrycznych, a także instytucjami samorządowymi. Upowszechnienie się rozwiązań tego typu wymaga jednak wypracowania jednolitych standardów rynkowych w każdym z punktów styku pomiędzy zaangażowanymi podmiotami.

[1] National Automobile Manufacturers’ Associations – 09.2018
[2] Deloitte „Powering the future of mobility”
[3] http://fppe.pl/wp-content/uploads/2018/03/Napędzamy-Polską-Przyszłość.pdf
[4] Deloitte „Powering the future of mobility”

Krzysztof Bachta nowym wiceprezesem zarządu Alior Banku

Nowy wiceprezes Alior Banku Krzysztof Bachta to menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorze finansowym, który odpowiadał za nadzór biznesowy nad segmentem bankowym w Grupie PZU oraz transakcje fuzji i przejęć, w tym za projekt nabycia akcji Banku Pekao SA. Bezpośrednio przed nominacją na członka zarządu Alior Banku pełnił funkcję dyrektora zarządzającego ds. strategii i rozwoju w Grupie PZU.

Jako współtwórca strategii „Nowe PZU” koordynował prace nad jej przygotowaniem i operacjonalizacją. Zajmował się wówczas m.in. monitorowaniem wyników finansowych oraz pozycji rynkowej banków. Odpowiadał za przygotowanie operacyjne do przejęcia kontroli nad Bankiem Pekao, w tym wdrożenie mechanizmów zarządzania korporacyjnego oraz wymiany informacji dla celów zarządczych i rachunkowych, jak również zarządzanie ryzykiem. Nadzorował także sporządzanie szczegółowego planu realizacji synergii ze współpracy z Bankiem Pekao, a następnie kierował projektem wdrożenia synergii w zakresie bancassurance, assurbanking (pozyskiwania klientów dla Banku przez PZU) oraz procesem redukcji kosztów.

– W imieniu rady nadzorczej dziękuję pani prezes Katarzynie Sułkowskiej za  jej ogromny wkład w budowanie pozycji rynkowej Alior Banku. Zdecydowaliśmy się powołać na stanowisko wiceprezesa zarządu Banku Krzysztofa Bachtę, doświadczonego managera z branży finansowej. Wybór ten należy traktować jako wzmocnienie kompetencji i odpowiedzialności głównego akcjonariusza za przyszłość Alior Banku. Rada nadzorcza dołoży wszelkich starań, by zmiana ta wpłynęła pozytywnie na realizację długoterminowej strategii i – w perspektywie – wzrost wartości dla akcjonariuszy – powiedział Tomasz Kulik, przewodniczący rady nadzorczej Alior Banku.

Krzysztof Bachta
Krzysztof Bachta

– Alior Bank jest jednym z najbardziej innowacyjnych banków w Polsce. Miałem okazję współpracować z Alior Bankiem i zawsze spotykałem ludzi zaangażowanych, bezpośrednich i nastawionych na osiąganie wyników. Do tego bardzo kreatywnych i szukających nowych rozwiązań. Dołączenie do zespołu Banku jest dla mnie dużym wyróżnieniem i zaszczytem – powiedział wiceprezes Krzysztof Bachta. Alior Bank ma bardzo dobrą strategię z ambitnymi celami oraz wychodzącą naprzeciw trendom w sektorze. W najbliższym czasie będę chciał szczegółowo zapoznać się z wyzwaniami związanymi z jej wdrożeniem. Z mojego doświadczenia wiem, że najtrudniejsze jest przekładanie haseł strategii na konkretne inicjatywy oraz rezultaty biznesowe. Uważam, że założenia strategii „Cyfrowego buntownika” zostały dobrze podsumowane w tych dwóch słowach.  Moim zadaniem będzie dbanie o to, żeby decyzje i działania podejmowane w banku sukcesywnie ją realizowały – dodał.

W latach 2007-2010 z ramienia The Boston Consulting Group Krzysztof Bachta doradzał czołowym polskim bankom w zakresie tworzenia, planowania i wdrażania strategii. Realizował także projekty związane z wdrażaniem inicjatyw wzrostowych w bankach detalicznych, budową modeli ryzyka kredytowego, analiz związanych z potencjalnymi przejęciami czy redukcją kosztów. Karierę zawodową rozpoczął w 2003 roku w Ernst&Young Polska.

Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada dyplom CEMS Master in International Management uzyskany na Universita’ Luigi Bocconi w Mediolanie. Ukończył Advanced Management Program na IESE Business School University of Navarra.

Krzysztof Bachta będzie kierował pracami zarządu jako wiceprezes do czasu uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na objęcie funkcji prezesa zarządu Banku.

Rynek Pracy Specjalistów Q3 2018. Handlowcy w centrum uwagi

W III kwartale 2018 firmy zamieściły na Pracuj.pl aż 148 172 ofert pracy – o 10,6% więcej niż przed rokiem. W rankingu najczęściej poszukiwanych specjalizacji tradycyjnie królują specjaliści ds. handlu i sprzedaży. Co jednak ciekawe, ich dominacja lekko osłabła w porównaniu do poprzednich kwartałów. W nowej sekcji raportu Rynek Pracy Specjalistów – „W centrum uwagi” – przyjrzeliśmy się bliżej sytuacji tej grupy zawodowej. Wzięliśmy także pod lupę zarobki w handlu i sprzedaży. Przedstawiony obraz rynku pracy skomentowali Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl oraz Rafał Budziński, Talent Manager w IKEA Retail.07

III kwartał – najważniejsze informacje:

  • Liczba ofert na Pracuj.pl w QIII 2018: 148 172. Wzrost o 10,6%
  • Wzrosty popytu na techników i pracowników fizycznych
  • Handlowcy, obsługa klienta i IT na czele poszukiwanych specjalizacji
  • Lekki spadek udziału ofert dla handlowców i sprzedawców na Pracuj.pl
  • Wzrost zapotrzebowania na kadry w handlu B2C

Oferty pracy w III kwartale 2018

W III kwartale 2018 roku na Pracuj.pl opublikowano 148 172 ofert pracy. Pracodawcy zamieścili więc aż o 10,6% ogłoszeń więcej niż w tym samym okresie przed rokiem. Duże ożywienie aktywności firm przyniósł wrzesień, w którym na Pracuj.pl pojawiło się aż o 12% więcej ofert pracy, niż miesiąc wcześniej.01

Najczęściej poszukiwane specjalizacje

W rankingu najczęściej poszukiwanych specjalizacji rządzą sprzedawcy i handlowcy. Niemal co trzecie ogłoszenie na Pracuj.pl w III kwartale 2018 dotyczyło specjalistów w tej dziedzinie (29,5%). Jednocześnie jednak ich dominacja lekko osłabła w stosunku do analogicznego okresu przed rokiem czy II kwartału 2018. Więcej o tej grupie piszemy w sekcji „W centrum uwagi”.

Drugą najchętniej poszukiwaną specjalizacją na Pracuj.pl są eksperci ds. obsługi klienta (22,3% wszystkich ofert). Liczba tych ogłoszeń była wyższa niż rok temu aż o 10,5%. Niezmienną popularnością cieszą się oferty pracy dla specjalistów ds. IT (14,2%). Oprócz tradycyjnych ogłoszeń rosnącą niszę wśród specjalistów od nowych technologii stanowią oferty związane z automatyzacją pracy (więcej na ten temat w materiale „Czy w pracy zastąpią nas maszyny”).02

Największe wzrosty zapotrzebowania

Analizy Pracuj.pl wykazały wyraźne ożywienie pracodawców w zakresie rekrutacji fachowców i ekspertów o specjalizacjach technicznych. W III kwartale 2018 firmy zamieściły na portalu o blisko 63% więcej ofert dla budowlańców niż w tym samym okresie przed rokiem. Zdecydowanie wzrósł popyt na pracowników produkcji (40%). Firmy niezmiennie zwiększają także zainteresowanie inżynierami i logistykami (23 i 21% wzrostu).

Uwagę przyciąga silny wzrost liczby ofert na Pracuj.pl dotyczących pracowników fizycznych – w III kwartale 2018 było ich aż dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. To obszar, w którym silnie widać efekt niedoboru kadr. Pracodawcy coraz intensywniej poszukują pracowników fizycznych gotowych do podjęcia pracy i posiadających odpowiednie kwalifikacje czy uprawnienia.03

Zmiany na rynku potwierdzają dane z październikowego raportu „Na tropie dobrej pracy. Czego szukają pracownicy fizyczni?”. Ta grupa pracowników wykazuje się coraz większą świadomością swojej rosnącej roli na rynku pracy. Ponad połowa z nich jest pewna, że szybko znajdą nowe miejsce pracy, tyle samo – że w ich branży brakuje pracowników. To potwierdzenie tendencji obserwowanych na Pracuj.pl od początku 2018 roku. W związku z tymi trendami, serwis wdrożył pod koniec III kwartału 2018 szerszy wachlarz rozwiązań na Pracuj.pl, dedykowanych dla tej grupy specjalistów i firm zainteresowanych ich zatrudnieniem – m.in. możliwość szybkiego aplikowania bez CV.

Regiony: gdzie szuka się pracowników

Liderem pod względem liczby ofert pozostaje województwo mazowieckie. Pochodziło z niego niemal co czwarte ogłoszenie o pracę. Ten region pozostaje zagłębiem zawodowym dla wielu grup specjalistów. Zapotrzebowanie na kadry i rywalizacja o pracowników sprawia także, że województwo to przoduje w zestawieniach lokalizacji, w których zarabia się najlepiej (sprawdź raport „Zarobki w Polsce”).04

Poza woj. mazowieckim stawka regionów jest bardziej wyrównana – dwucyfrowy udział we wszystkich ofertach w kraju osiąga jeszcze tylko województwo dolnośląskie (10,4%). Podium uzupełnia woj. małopolskie (9,7%), za którym znalazły się śląskie i wielkopolskie.

Komentarz eksperta: Rafał Nachyna, Dyrektor Zrządzający Pracuj.pl

Trzeci kwartał 2018 roku na rynku pracy był ciekawy przynajmniej z kilku względów. Zaobserwowaliśmy znaczny wzrost znaczenia specjalizacji technicznych w rekrutacjach oraz liczby ofert dla pracowników fizycznych. Istotnie wzrosło zainteresowanie na Pracuj.pl budowlańcami i pracownikami produkcji. Tą tendencję odnotowujemy konsekwentnie od początku 2018 roku.

Nie maleje także zainteresowanie innymi specjalistami, czego potwierdzeniem jest ponad 10-procentowy wzrost ogólnej liczby ofert w III kwartale rok do roku. Na czele najczęściej poszukiwanych pracowników wciąż znajdują się sprzedawcy, specjaliści od obsługi klienta, informatycy i finansiści czy księgowi.

Według Ministerstwa Pracy bezrobocie w Polsce we wrześniu wyniosło 5,8%. W kontekście tych i innych danych rządowych czy statystyk Pracuj.pl trudno nie patrzeć na rynek pracy z optymizmem. Warto jednak dokładniej przyglądać się konkretnym branżom – bo często w szczegółach tkwią najciekawsze zmiany rynkowe. Pogłębioną analizę wybranych trendów znaleźć można w sekcji naszego raportu „W centrum uwagi” – skupiliśmy się w niej na danych Pracuj.pl o rekrutacji w handlu/sprzedaży. To od dawna najbardziej popularna grupa kandydatów, choć w ostatnich kwartałach traci ona nieco udziały w ogólnej puli ogłoszeń na Pracuj.pl. Mimo spadków w całej kategorii, od początku 2018 roku rośnie natomiast liczba ofert dla pracowników B2C – handlu detalicznego.

W pierwszej edycji nowej sekcji raportu Rynek Pracy Specjalistów – „W centrum uwagi” – przyglądamy się handlowcom i sprzedawcom. To grupa, która od dawna stanowiła kluczowy obszar rekrutacji na polskim rynku pracy – zdecydowanie dominując nad innymi pod względem liczby ofert pracy. W zależności od specjalizacji, branży czy doświadczenia – sprzedaż daje przestrzeń do rozwoju zarówno dla osób na początku kariery zawodowej, jaki doświadczonych ekspertów posiadających dużą wiedzę w wybranym obszarze.

Od początku 2018 roku w tym obszarze zaszło kilka ciekawych zmian, którym warto się przyjrzeć.

Zapotrzebowanie na handlowców 2018

Dane zebrane przez Pracuj.pl pokazują, że branża w niewielkim – ale dostrzegalnym – stopniu odczuwa konsekwencje zmian obserwowanych w ostatnich kwartałach. Nadal postępuje konsolidacja rynku – rośnie znaczenie dużych sieci handlowych. Według danych międzynarodowego ośrodka analitycznego Bisnode, między styczniem a czerwcem tego roku w Polsce zlikwidowano 8800 sklepów – głównie małych punktów usługowych. Na rynku działa jednak nadal około 260 000 sklepów.

Dane te mają przełożenie na liczbę ofert dla specjalistów od handlu i sprzedaży, którzy mimo wszystko wciąż są najbardziej pożądaną grupą pracowników. W I kwartale 2018 roku stanowili oni 34% wszystkich kandydatów poszukiwanych na Pracuj.pl, a już w III kwartale –29,5%. W I kwartale 2018 roku popyt na specjalistów od sprzedaży i handlu był zbliżony do odnotowanego rok wcześniej. W drugim i trzecim kwartale liczba ofert była już jednak niższa o około 4-5% niż w analogicznym okresie 2017 roku.05

Handel B2C nie zwalnia tempa

Mimo lekkiego spowolnienia dynamiki rekrutacji w całym segmencie handel/sprzedaż, tempa poszukiwania kadr nie zwalniają pracodawcy z sektora sprzedaży detalicznej – handlu B2C. Między lipcem a wrześniem pochodziło z niego co dziesiąte ogłoszenie na Pracuj.pl.

Wzrost liczby ofert w tej kategorii potwierdza, że rywalizacja o pracowników handlu detalicznego na rynku rośnie – zwłaszcza w przypadku dużych sieci handlowych i sklepów wielkopowierzchniowych. Niskie bezrobocie i większy wybór ofert dla kandydatów napędzają rywalizację o pracowników, zwiększając nie tylko liczbę, ale także i zakres ofert; wpływają także m.in. na oferowane pracownikom benefity.Pracuj_wykres_6

Pensje: aktywność i wiedza popłaca

Handlowcy i sprzedawcy mają na rynku do wyboru bardzo wiele specjalizacji, w których mogą się rozwijać. Wysokość wynagrodzenia sprzedawcy uzależniona jest od charakteru działalności jego pracodawcy, typu sprzedawanych produktów czy poziomu wiedzy, wymaganej do pełnienia danego stanowiska.

Na przykład, zarobki „na rękę” sprzedawców w sklepach odzieżowych czy z biżuterią sięgają przeciętnie 1900 zł – oznacza to, że 50% pracowników na tym stanowisku ma wyższe, a 50% – niższe wynagrodzenie. Dla porównania, przeciętna pensja sprzedawcy w salonie samochodowym, ze względu na charakter produktów i wymaganą wiedzę, jest dwukrotnie wyższa i wynosi 3900 zł. To właśnie specjalizacje związane z motoryzacją czy technologiami dają szansę na lepsze wynagrodzenie w sprzedaży.

Jeszcze większą różnicę w zarobkach widać, gdy zestawimy ze sobą zarobki najlepiej wynagradzanych sprzedawców – czyli osób ze szczytu listy w danej kategorii. W branży odzieżowej rekordziści mogą liczyć na około 2900 złotych pensji „na rękę”, natomiast sprzedawcy samochodów o najwyższych pensjach otrzymują nawet do 8 500 zł netto. Należy jednak pamiętać, że to zestawienia, które są odległe od przeciętnych wyników dla danych kategorii.

Jak sygnalizował niedawny raport Pracuj.pl „Kariera w sprzedaży”, na jeszcze wyższe wynagrodzenia mogą liczyć handlowcy aktywni. Działają oni „w terenie” bezpośrednio z klientem, zazwyczaj prowadząc proaktywne działania sprzedażowe. Ich praca polega przede wszystkim na szukaniu klientów i często wymaga rozbudowanej siatki kontaktów zawodowych – co zazwyczaj stanowi dodatkowy atut w negocjacjach wysokości wynagrodzenia, odróżniający ich od większości handlowców „pasywnych”. Potwierdzają to dane o przedstawicielach handlowych – przeciętne zarobki osób działających w obszarach IT czy farmacji wynoszą blisko 5000 zł „na rękę”. Najlepiej wynagradzani specjaliści w grupie osób pracujących z kluczowymi klientami (Key Account Managerowie) osiągają natomiast zarobki przekraczające 14 000 złotych „na rękę” miesięcznie.

Oczami pracodawcy: Rafał Budziński, Talent Manager, IKEA Retail

Z pewnością jednym z kluczowych atutów pracy w handlu i sprzedaży jest dynamika tego sektora. Rozwój naszego segmentu branży koncentruje się na wprowadzaniu nowych rozwiązań, odpowiadających na zmieniające się oczekiwania klientów. Dotyczy on oferty produktów i usług, ale też sposobu obsługi klienta czy nowych kanałów sprzedaży – począwszy od obsługi w wielkopowierzchniowym sklepie, aż po wprowadzanie sprzedaży wielokanałowej. Zmiany rynku powodują konieczność ciągłego rozwoju kompetencji sprzedawców, tak aby mogli proponować klientom jak najbardziej spersonalizowaną ofertę rozwiązań i usług.

Wychodzimy z założenia, że szukamy ludzi, a nie CV. Umożliwiamy więc pracownikom rozwój w wielu specjalizacjach. W przypadku IKEA Retail mamy wiele stanowisk samodzielnych, jak i menedżerskich – w każdym sklepie funkcjonuje około 70 różnych stanowisk. Są one rozwijane w 13 głównych działach m.in. Sprzedaży, Logistyce, dziale Kas, Komunikacji i Projektowania Wnętrz, czy contact center Domolinia.

Dzięki naszej kampanii wizerunkowej #TyJesteśZmianą pokazaliśmy, że poszukujemy osób, które chcą mieć wpływ na siebie i otacząjącą ich rzeczywistość. Oprócz aktywności w serwisach rekrutacyjnych, wszystkim kandydatom proponujemy możliwość spotkania się z naszymi rekruterami w otwartym w ubiegłym roku Twoim Studiu Pracy w Warszawie, gdzie mogą dowiedzieć się jak najwięcej o IKEA i możliwościach pracy w naszej firmie.

Skąd to podejście? Plusem pracy w handlu i sprzedaży jest ciągła interakcja z innymi ludźmi i możliwość spełniania ich marzeń dzięki dopasowanej ofercie. W naszym przypadku jest to okazja zapewnienia lepszych warunków życia, stworzenia wymarzonego domu, zarówno dla klientów, jak i naszych pracowników. Dlatego u kandydatów do pracy w sklepach szukamy proaktywnej postawy, ciekawości innych ludzi, a co za tym idzie – chęci poznawania potrzeb klientów. Ważne jest także nastawienie na ciągłe poszerzanie swojej wiedzy o ofercie i trendach na rynku. Przede wszystkim jednak – pierwszym i najważniejszym filtrem jest dla nas spójność reprezentowanych wartości z wartościami IKEA.

Co Polacy myślą o smogu? Powoduje astmę i pochodzi z zanieczyszczeń przemysłowych

Wystarczyło kilka chłodnych nocy i poranków, aby wiele polskich miast ponownie spowił smog. Walka z tym zjawiskiem to jeden z głównych punktów trwającej kampanii samorządowej.  Politycy obiecują wyborcom czystsze powietrze, a serwis Oferteo.pl sprawdził, co Polacy myślą o zanieczyszczeniu powietrza i czy chcą, aby samorządy ingerowały w sposób ogrzewania mieszkań.

Polska tonie w smogu?

Z problemem smogu zmaga się cała Polska – według najnowszego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wśród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie aż 36 leży w naszym kraju, a jeśli chodzi o odsetek miast, w których smog jest największy, to Polska (72%) ustępuje jedynie Bułgarii (83%).

Skąd się bierze smog?

Jaka jest Państwa zdaniem główna przyczyna powstawania smoguWedług specjalistów z Polskiego Alarmu Smogowego za powstawanie zanieczyszczeń odpowiada przede wszystkim tzw. „niska emisja”, czyli spaliny powstające w wyniku ogrzewania mieszkań za pomocą pieców i kotłów na paliwa stałe. Inne największe źródła to przemysł, transport drogowy, energetyka i rolnictwo.

Jak natomiast problem smogu widzi społeczeństwo? Według ankietowanych przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących produktów i usług z ich dostawcami, za smog odpowiadają głównie zanieczyszczenia przemysłowe oraz zanieczyszczenia z palenisk domowych. Niewielki odsetek respondentów wskazywał na ukształtowanie terenu lub klimat.

Jakie są konsekwencje smogu?

Badani przez Oferteo w przytłaczającej większości zgadzali się ze stwierdzeniem, że smog ma negatywny wpływ na ludzkie zdrowie (95%). Wśród schorzeń, które ich zdaniem są wywoływane m.in. przez smog, wymieniali najczęściej: niewydolność oddechową (73%) a także alergię oraz astmę (60%).

Respondenci byli bardziej sceptyczni wobec zdania, że smog wpływa na rozwój chorób nowotworowych. Zgodziło się z tym stwierdzeniem 41% z nich, na dolegliwości układu krwionośnego i serca wskazało 40%, a na choroby układu odpornościowego – 29%.

Najmniej ankietowanych uznało, że smog może wywoływać choroby i wady rozwojowe płodu – 22%. Tymczasem już według badań, które w latach 2000–2004 przeprowadzili w Krakowie naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego pod kierunkiem prof. Wiesława Jędrychowskiego, kobiety narażone na ekspozycję na smog rodziły dzieci o mniejszej masie urodzeniowej, mniejszym obwodzie główki oraz mniejszej długości ciała.

Mniej węgla to mniej smogu?

Coraz więcej samorządów wprowadza lub planuje wprowadzić zakaz opalania mieszkań i domów za pomocą kotłów na paliwa stałe, takie jak najpopularniejszy w Polsce ekogroszek czy też węgiel kamienny lub drewno. Temat smogu pojawia się obecnie w przedwyborczych debatach i jest elementem kampanii w niemal całej Polsce.

Pogląd, że rezygnacja z takiego sposobu ogrzewania może obniżyć poziom smogu, jest bliski nie tylko samorządowcom, ale i uczestnikom badania. Uważa tak 71% z nich.

Wymiana pieców – czy samorządy powinny stosować przymus?

Czy Państwa zdaniem samorządy powinny zakazać ogrzewania domów i mieszkań za pomocą paliw stałychJednak zdania co do tego, czy samorządy mogą zakazać ogrzewania domów i mieszkań paliwami stałymi, są mocno podzielone. Co trzeci badany przez Oferteo.pl zgadza się z takim rozwiązaniem, ale tylko wówczas, kiedy samorząd w całości sfinansuje koszty wymiany pieców. Dla 30% uczestników badania Oferteo.pl samorządy nie powinny mieć takich uprawnień, według 26% koszty wymiany powinny być finansowane choćby częściowo, a 6% badanych uznało, że zakaz powinien być wprowadzony bez żadnych wyjątków.

Polacy chcą być eko, ale…

Chociaż znaczny odsetek Polaków jest gotów płacić więcej za bardziej ekologiczne sposoby ogrzewania naszych mieszkań (41%), to równie wysoki jest procent osób, które nie mają wystarczającej wiedzy na temat ekologicznych sposobów ogrzewania (31%).

Niechęć do ponoszenia wyższych kosztów za ekologiczne ogrzewanie to nie tylko efekt ignorancji lub przywiązania do tradycyjnego opału. Dla wielu osób, zwłaszcza starszych czy samotnych, zamieszkujących starsze budownictwo, kwestie ekonomiczne mogą być problemem nie do przeskoczenia, nawet pomimo samorządowego wsparcia.

I chociaż wydaje się, że dzięki licznym inicjatywom edukacyjnym świadomość społeczna na temat powstawania smogu i jego konsekwencji jest całkiem wysoka, to na rozwiązanie problemu przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z ankiety przeprowadzonej przez serwis Oferteo.pl w 2018 roku wśród 450 osób.

Fed atakowany przez Trumpa. Dane z Polski słabsze od oczekiwań

Donald Trump znalazł największego wroga wzrostu gospodarczego w USA, jest to rezerwa federalna. Dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej w Polsce słabsze od oczekiwań.

FED, Trump, stopy procentowe

Konflikt pomiędzy przedstawicielami rezerwy federalnej, w szczególności Jerome Powellem, a Donaldem Trumpem narasta. Głównym powodem jest fakt, że Donald Trump uważa, że stopy procentowe rosną zbyt szybko i dławią wzrost gospodarczy. Z drugiej strony wczorajszy protokół pokazał jasno, że Federalny Komitet Otwartego Rynku jest jednomyślny w kwestii podwyżek. Na razie nie ma mowy o zmianie na stanowisku prezesa rezerwy, ale wypowiedzi są coraz ostrzejsze. Ostatnio w komentarzu do podnoszenia stóp pomimo zdaniem prezydenta niskiej inflacji wynoszącej 2,3% pojawiło się sformułowanie o “największym wrogu”. Warto z kolei zwrócić uwagę, że inflacja na początku wakacji wynosiła już niemal 3%, a Amerykanie znów są rekordowo zadłużeni. W tym kontekście bardziej restrykcyjna polityka monetarna wydaje się tym bardziej zasadna. Rynek zareagował dość spokojnie, ale jednomyślność członków rezerwy umocniła dolara.

Słabsze dane z Polski

Wczorajsze dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej okazały się słabsze od oczekiwań. Zamiast oczekiwanych 4,3% produkcja rosła o zaledwie 2,8%. Gorzej wypadła również produkcja budowlano montażowa, ale tutaj wynik 16,4% zamiast 18% to w dalszym ciągu bardzo duży wzrost. Czy należy się bać spowolnienia? Niekoniecznie. Dane takie są mocno zmienne i warto poczekać na potwierdzenie spadków jeszcze 1-2 miesiące. Jeżeli tendencja się utrzyma będzie to powód do obaw. Najlepszym dowodem na fakt, że nie należy panikować była spokojna reakcja rynków walutowych, gdzie złoty osłabił się tylko symbolicznie po tych danych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:30 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Transakcje inwestycyjne w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2018 r. wyniosą około 6 mld euro

Inwestycje w nieruchomości komercyjne w 2018 roku mogą osiągnąć pułap łącznie 6 mld euro – najwięcej w historii polskiego rynku.

Firma doradcza JLL przeanalizowała tegoroczne transakcje inwestycyjne w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wartość przeprowadzonych transakcji w przeciągu minionych trzech kwartałów jest porównywalna do łącznej wartości osiągniętej w 2017 roku.

Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL
Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

„Łączna wartość transakcji w Polsce przekroczyła na początku października 5 mld euro. Liderem pozostaje sektor handlowy, z przeprowadzonymi transakcjami kupna/sprzedaży o wartości 2,1 mld euro. Ponad 2 mld euro zainwestowano w segment biurowy, ponad 800 mln euro w obiekty magazynowe i prawie 70 mln euro w hotele. Naszym zdaniem, w 2018 roku całkowita wartość umów kupna/sprzedaży we wszystkich sektorach rynku nieruchomości komercyjnych wyniesie około 6 mld euro – najwięcej w historii rynku inwestycyjnego w Polsce”, komentuje Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL.

Największą transakcją w sektorze nieruchomości handlowych w 2018 roku była sprzedaż przez ARES/AXA/Apollo Rida portfela 28 nieruchomości handlowych za łączną kwotę około miliarda euro na rzecz Chariot Top Group. EPP sfinalizowało pierwszy etap transakcji przejęcia centrów handlowych M1, kupując centra handlowe w Czeladzi, Krakowie, Zabrzu i Łodzi za kwotę ok. 360 mln euro. Meyer Bergman sprzedał Galerię Katowicką do EPF za ok. 300 mln euro. W sektorze nieruchomości biurowych HB Reavis sprzedał Gdański Business Center II do EPF za ponad 200 milionów euro. Największą transakcją magazynową zrealizowaną w 2018 był zakup przez Redefine/Griffin dziewięciu parków logistycznych od Panattoni Europe.

Branża hipoteki odwróconej publikuje kolejny list otwarty

W poniedziałek 22.10 odbędzie się posiedzenie Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej, podczas którego przedstawiciele UOKiK, Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii będą dyskutować na temat obecnych i przyszłych regulacji dotyczących umowy świadczeń dożywotnich i odwróconego kredytu hipotecznego. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) oraz najwięksi przedstawiciele branży opublikowali kolejny list otwarty skierowany do ponad 50 adresatów, w tym instytucji państwowych, ekspertów rynkowych i decydentów. Branża postuluje, by tym razem publiczna debata przyniosła efekty w postaci wznowienia prac nad Ustawą o dożywotnim świadczeniu pieniężnym. To trzeci list otwarty wystosowany przez branżę hipoteki odwróconej w Polsce. Pierwszy z nich opublikowała w marcu 2015 roku, kolejny w listopadzie 2016 r. Do tej pory prace nad Ustawą stoją w miejscu.  

O odpowiednie przepisy regulujące rynek postulują nie tylko fundusze hipoteczne i KPF. Od 2013 roku na potrzebę włączenia się ustawodawcy w kształtowanie rynku świadczeń dożywotnich wskazują również: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Praw Obywatelskich.

Robert Majkowski
Robert Majkowski

– Celem regulacji jest nie tylko poprawa jakości oferowanych usług i zwiększenie bezpieczeństwa seniorów, ale również ograniczenie działalności nieuczciwych podmiotów oraz zmniejszenie skali wyłudzeń – podkreśla Andrzej Roter, Prezes Zarządu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF). – Warto podkreślić, że hipoteka odwrócona funkcjonuje w Polsce od 10 lat, a fundusze hipoteczne zrzeszone w KPF wypłaciły już seniorom ponad 16 mln świadczeń. Rynek hipoteki odwróconej wymaga jednak regulacyjnej roli Państwa. Brak regulacji i nadzoru powodują, że liczba wyłudzeń rośnie, a nieuczciwe podmioty psują renomę profesjonalnych usługodawców. Najważniejszą kwestią jest jednak bezpieczeństwo seniorów i zapewnienie im takiej usługi, która będzie realnym wsparciem finansowym na emeryturze, a nie dodatkowym generatorem problemów – dodaje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

5 postulatów dla Rządu i Parlamentu

Warto przypomnieć, że w grudniu 2014 roku weszła w życie Ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym, ale do dziś żaden bank nie zaoferował tego rozwiązania. Tymczasem Ustawa o dożywotnim świadczeniu pieniężnym została wycofana z prac legislacyjnych, a rynek pozostaje nieuregulowany mimo rosnącego popytu i skali nadużyć. KPF oraz największe instytucje w Polsce postulują, by Państwo wznowiło prace nad Ustawą o dożywotnim świadczeniu pieniężnym, zapewniło przepisy regulujące cały rynek oraz wprowadziło nadzór obejmujący wszystkie podmioty oferujące hipotekę odwróconą. Wśród postulatów jest również zapewnienie seniorom profesjonalnego doradztwa i informacji (chociażby wzorem Wielkiej Brytanii), stworzenie norm etycznych dla całej branży (mimo, że od 2012 roku działa Zbiór Zasad Dobrych Praktyk wypracowany w ramach KPF i stosowany przez jej członków) i zainicjowanie oraz prowadzenie kampanii informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do seniorów.

– Edukacja seniorów jest niezmiernie ważna. Osoby starsze powinny wiedzieć jakie instrumenty finansowe mogą stanowić dla nich wsparcie na emeryturze i które z tych instrumentów są dopasowane do ich potrzeb. Jeśli zdecydują się na jeden z takich instrumentów np. hipotekę odwróconą, powinni mieć dostęp do szerokiej wiedzy na temat tego rozwiązania i mowa tu nie tylko o kampaniach edukacyjnych realizowanych przez fundusze hipoteczne, ale o realnym wsparciu informacyjnym ze strony Państwa – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Dlaczego hipoteka odwrócona jest ważna z punktu widzenia Państwa i polityki senioralnej?

Polskie społeczeństwo starzeje się coraz szybciej, polskie emerytury należą do jednych z najniższych w Europie, a krajowy system emerytalny jest niewydolny. Liczba emerytów rośnie, a zachodzące zmiany demograficzne oznaczają spadek liczby osób w wieku produkcyjnym. Stosunek osób składkujących do osób pobierających składki zmieni się z 3,25:1 w roku 2017 (przy czym w roku 2015 stosunek ten wynosił 4,5:1), aż do prognozowanego w roku 2050 – 2:1.[1] Oznacza to, że o połowę spadnie liczba osób pracujących przypadających na jedną osobę pobierającą składki emerytalne, co przy systemie repartycyjnym oznacza drastyczny wzrost deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zarządzanego przez ZUS. Przypomnijmy, że już w 2015 roku zobowiązania FUS z tytułu świadczeń emerytalnych wynosiły ponad 4 bln zł, co stanowiło 275 proc. ówczesnego PKB. [2] Jak zobrazować tę liczbę? W skrócie można powiedzieć, że aby zebrać pieniądze obiecane emerytom, którzy już przeszli na emeryturę, cała polska gospodarka musiałaby pracować wyłącznie na ten cel przez trzy lata.

Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

– Warto podkreślić, że stopa zastąpienia w Polsce jest jedną z najniższych wśród krajów rozwiniętych, a z danych OECD wynika, że dzisiejszy polski dwudziestolatek, który przejdzie na emeryturę będzie mógł liczyć na 38,6 proc. swojej obecnej pensji netto, przy czym średnia dla wszystkich krajów OECD to 57,6 proc. Tymczasem ponad 80 proc. seniorów posiada na własność nieruchomość, a kapitał w niej zamrożony jest dobrym, a często jedynym sposobem poprawy jakości życia na emeryturze – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Pamiętajmy, że renta dożywotnia, wzorem innych państw, może stać się jednym z remediów na problemy starzejącego się społeczeństwa oraz rozwiązaniem, które zagwarantuje godne życie na emeryturze. Pamiętajmy, że usługa ta może, a nawet powinna, stać się częścią długofalowej polityki senioralnej Państwa – dodaje Andrzej Roter, Prezes KPF.

Rynek toczą oszustwa, a profesjonalna branża przegrywa z nieuczciwymi podmiotami

Wraz ze wzrostem liczby umów o dożywocie rośnie też skala wyłudzeń, sporów i unieważnień. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2008 roku podpisano 4,5 umów o dożywocie, ale w 2017 było ich już 10,4 tys. w skali roku. Łącznie, w ciągu ostatnich dziesięciu lat, zawarto 75 tys. takich umów, a tym samym czasie (jak podaje KPF) największe fundusze hipoteczne podpisały ich blisko tysiąc. Stanowi to1 proc. wszystkich umów o dożywocie.

– Warto zatem podkreślić, że 99 proc. stanowiły umowy zawierane przez niewyspecjalizowane podmioty oraz osoby fizyczne. Co więcej, z danych napływających z notariatu wynika, że co piąta tego typu umowa jest w Polsce unieważniana. Dlaczego osoby, które podpisały te umowy miałyby nie być obsłużone w ramach profesjonalnej usługi? Dlaczego te osoby mają tracić nerwy, zdrowie, a niejednokrotnie swój majątek? Dlaczego profesjonalna branża przegrywa z rynkiem nieprofesjonalnym – pyta Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. – Mamy nadzieję, że posiedzenie Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej przyniesie odpowiedzi na te pytania, ale również realne rozwiązania na które oczekują seniorzy, cały rynek oraz instytucje, które od lat wskazują na potrzebę uregulowania rynku, czyli UOKiK, RPO, KNF, ZBP – podsumowuje.

[1] Prognoza ludności rezydującej dla Polski na lata 2015-2050, GUS, https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5469/8/1/1/prognoza_rezydentow_analiza_vgm.pdf

[2] https://www.bankier.pl/wiadomosc/GUS-pokazal-ukryty-dlug-Polski-7584464.html

Wyższe rentowności, kurs dolara w górę

Ubiegły dzień okazał się wyjątkowo dobry dla amerykańskiej waluty. Kurs dolara umocnił się w relacji do każdej z pozostałych walut G10. Istotnie zyskiwał również w parze ze złotym.

Aprecjacja dolara nastąpiła pomimo słabszych danych z amerykańskiego rynku nieruchomości i związana była z publikacją „minutek” podsumowujących ostatnie spotkanie Rezerwy Federalnej. Nie przyniosły one wiele nowości, jednak potwierdziły, że amerykańska gospodarka rozwija się mniej więcej zgodnie z oczekiwaniami członków FOMC, a bieżąca sytuacja i dobre perspektywy sprzyjają wzrostowi stóp procentowych. W związku z publikacją, rentowności 10-letnich papierów dłużnych wzrosły do najwyższego poziomu od tygodnia, wzmacniając dolara w drugiej części dnia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wspólna europejska waluta charakteryzowała się wczoraj słabością, co związane było m.in. z siłą dolara amerykańskiego. Wczorajsze dane gospodarcze nie przyniosły większych rewelacji – rewizja wrześniowych odczytów inflacyjnych była w pełni zgodna ze wstępnymi szacunkami.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,87-4,90. Wczorajsze słabe odczyty inflacyjne nie sprzyjały brytyjskiej walucie. Dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej również rozczarowały. W ujęciu miesięcznym sprzedaż doświadczyła spadku o 0,8%, w ujęciu rocznym odnotowano wzrost na poziomie 3%. Oba odczyty były wyraźnie poniżej oczekiwań. W górę wprawdzie poszły szacunki za poprzedni miesiąc, jednak istotnie nie zmienia to negatywnego obrazu ostatnich odczytów. Jest to rozczarowujące zwłaszcza w kontekście rosnących płac w Wielkiej Brytanii. Wpływ nowych danych na brytyjską walutę jest jednak ograniczony. Inwestorzy skupieni są na szczycie UE i czekają na jakichkolwiek informacje dotyczące negocjacji w sprawie Brexitu. Wczoraj brytyjskie media rozpisywały się na temat możliwości wydłużenia okresu przejściowego ponad obecny planowany obecnie, który ma trwać 24 miesiące. Ani ta informacja, ani optymistyczny ton prezes May, istotnie nie wsparły jednak brytyjskiej waluty.

USD

Kurs USD/PLN w środę wzrósł o 0,8%, wahając się w widełkach 3,70-3,73. Umocnienie dolara amerykańskiego wyhamowuje w pierwszych godzinach handlu na Starym Kontynencie, co związane jest prawdopodobnie ze stabilizacją rentowności amerykańskich papierów dłużnych. Czwartek przyniesie serię odczytów z USA, z których największą uwagę warto zwrócić na cotygodniowe dane o zasiłkach oraz odczyt indeksu przemysłowego wg FED z Filadelfii w październiku. Późnym popołudniem przemawiać będą James Bullard i Randal Quarles z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy wg FED z Filadelfii w październiku
  • 15:00 – przemawia James Bullard z FOMC
  • 17:30 – przemawia Randal Quarles z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

„Jastrzębi” komentarz FOMC nie powinien osłabiać w średnim terminie wycen obligacji

Środowa publikacja danych makroekonomicznych w kraju przyniosła lekki spadek rentowności krajowych obligacji skarbowych widoczny głównie na środku krzywej. Mniejsze, co do skali zmiany notowań krótkoterminowych papierów świadczyć mogą o tym, że są one uważane za drogie. Dlatego inwestorzy w poszukiwaniu atrakcyjniejszych dochodowości, a także licząc na scenariusz braku podwyżek stóp procentowych na przełomie 2019 i 2020 r. przesuwają się wzdłuż krzywej w kierunku papierów o dłuższych terminach wykupu. Chociaż publikacja danych wzmocniła rynek, to jednak zmiany notowań były bardzo umiarkowane.

Jak w środę podał GUS, produkcja przemysłowa wzrosła o zaledwie 2,8% r/r we wrześniu. Był to wynik znacznie poniżej oczekiwań rynkowych (4,3%), ale i nawet naszych bardziej pesymistycznych szacunków (3,7%). Zgodny z oczekiwaniami był natomiast wzrost cen produkcji sprzedanej przemysłu (2,9% r/r). Po wtorkowej informacji z rynku pracy, były to już kolejne dane mogące sygnalizować lekkie wyhamowanie aktywności gospodarczej pod koniec III kw. 2018 r.

Od kilku dni wsparciem dla krajowych obligacji pozostaje również obserwowana na rynkach bazowych lekka poprawa nastrojów. Po osiągnięciu tegorocznych maksimów spadają m.in. rentowności US Treasuries. Z kolei podwyższona premia za ryzyko polityczne w Europie determinuje przepływ kapitału w kierunku bezpiecznych aktywów powodując m.in. wzrosty cen Bundów. W najbliższych dniach te tendencje mogą być kontynuowane. Cały czas utrzymuje się wysokie ryzyko związane z polityką fiskalną we Włoszech, co skłaniać będzie EBC do większego umiarkowania w prowadzeniu polityki pieniężnej. Widać to chociażby po tym, że rentowności włoskich 10-letnich papierów utrzymują się prawie 305 pb. powyżej odpowiedników niemieckich, a od greckich dzieli je już „zaledwie” 75-80 pb. Opublikowane w środę wieczorem minutes z ostatniego posiedzenia Fed nie zmieniają tego scenariusza, chociaż w pierwszej reakcji doszło do przeceny UST. Bank centralny pozytywnie ocenił sytuację makroekonomiczną w USA i podtrzymał scenariusz dalszych podwyżek stóp. Należy jednak pamiętać, że dalsze trzy podwyżki stóp po jednej w nadchodzących kwartałach zostały już przez rynek wycenione i dlatego nawet taki „jastrzębi” komentarz FOMC nie powinien osłabiać w średnim terminie wycen obligacji.

Mimo ostatniego 10 pkt spadku rentowności polskich obligacji w sektorze 10-letnim wciąż krótkoterminowo umocnienie rynku pozostaje scenariuszem bazowym. W sektorze 2-letnim oporem będzie 1,50%. W przypadku papierów 10-letnich przestrzeń do spadku rentowności wydaje się znacznie większa, sięgając przynajmniej 3,10%. Tym samym spodziewać się można wypłaszczenia krzywej zarówno w przypadku spreadu 2Y10Y jak i 2Y5Y. W świetle ostatnich słabszych danych makroekonomicznych, niskiej presji inflacyjnej, umiarkowanej podaży papierów na rynku pierwotnym czy podwyżki ratingu Polski papiery 5-letnie wydają się atrakcyjną inwestycją dla inwestorów.

Wykres dnia: W ślad za rynkami bazowymi wzrosły w ostatnich tygodniach notowania IRS. Prawdopodobna poprawa nastrojów na świecie powinna przyczynić się do krótkoterminowego spadku krzywej swapowej.

Prawdopodobna poprawa nastrojów na świecie powinna przyczynić się do krótkoterminowego spadku krzywej swapowej
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Bezprawne przedłużanie zwrotu VAT przez urzędy skarbowe

Wstrzymywanie zwrotu podatku VAT przedsiębiorcom weszło już do kanonu praktyk fiskusa. Mowa tu o wielokrotnym przedłużaniu terminu zwrotu, do tego bez podania konkretnego uzasadnienia. Organy gubią się jednak w tym automatyzmie przedłużania i naruszają prawo. W wyroku z 18 lipca 2018 r. WSA w Opolu przypomniał fiskusowi, że „nie można przedłużyć skutecznie terminu, który już upłynął” (I SA/Op 170/18).

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535 ze zm.) zwrot nadwyżki podatku naliczonego nad należnym następuje w terminie 60 dni od dnia złożenia rozliczenia przez podatnika, który na jego wniosek może ulec skróceniu i wynosić 25 dni. Ten sam przepis pozwala jednak naczelnikom urzędów skarbowych przedłużać ten termin, jeśli tylko „zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania”. To, jak urzędnicy potrafią wykorzystywać nadane im uprawnienie trudno jednak nazwać działaniem zgodnym z prawem. W obrocie prawnym takie działania określane są bowiem wprost jako urzędnicze bezprawie.

Ośmiokrotnie przedłużany termin zwrotu

W złożonej za styczeń 2016 r. deklaracji VAT-7 spółka wykazała ponad 150 tysięcy złotych nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. 60-dniowy termin jej zwrotu przez urząd skarbowy przypadał na 25 kwietnia 2016 r. Na 11 dni przed jego upływem Naczelnik Urzędu Skarbowego (dalej NUS) w Nysie wszczął wobec spółki kontrolę podatkową. W jej wyniku zwrócił część wnioskowanej kwoty w wysokości 30 tysięcy złotych, przeksięgowując ją zgodnie z wolą samej spółki na rzecz jej zobowiązań w podatku dochodowym. Co do pozostałych 120 tysięcy złotych NUS ośmiokrotnie przedłużał termin ich zwrotu. Pierwszy raz 20 kwietnia 2016 r. Postanowieniem z 24 sierpnia 2017 r. wszczął również postępowanie podatkowe w zakresie prawidłowości rozliczeń podatku VAT.

Uprawdopodobniona konieczność weryfikacji zwrotu uzasadnia dalszą weryfikację zasadności zwrotu

Z uwagi na trwające postępowanie podatkowe, które miało zakończyć się 30 marca 2018 r., NUS postanowieniem z 16 stycznia 2018 r. przedłużył również do tego dnia termin zwrotu nadwyżki VAT. Przedsiębiorca złożył zażalenie na takie działania fiskusa. Zarzucił organowi m.in. nieuzasadnione przedłużanie terminu zwrotu przy braku wskazania okoliczności faktycznych, które wzbudzałyby istotne wątpliwości i wymagały dodatkowego zweryfikowania. Podniósł również, że samo prowadzenie kontroli podatkowej nie może stanowić wytłumaczenia dla przedłużania terminu zwrotu VAT. Spółka wskazała jednocześnie naruszenie przez organ art. 87 ust. 2 zd. 2 ustawy o VAT w zw. z art. 284b § 2 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 1997 nr 137 poz. 926 ze zm.) poprzez przedłużanie zwrotu VAT do czasu, który przekracza termin zakończenia kontroli podatkowej.

Utrzymujący w mocy postanowienie NUS Dyrektor Izby Administracji Skarbowej (dalej DIAS) w Opolu zgodził się ze spółką co do konieczności zaistnienia właściwych przesłanek dodatkowej weryfikacji zasadności zwrotu podatku. Stwierdził jednak, że przepis art. 87 ust. 2 ustawy o VAT nie nakłada na organ obowiązku wykazania, że zwrot jest bezzasadny. Zdaniem organu do przedłużenia terminu zwrotu VAT wystarczy jedynie wskazanie, że wymagające dodatkowej weryfikacji okoliczności wystąpiły. Oddalając zażalenie spółki DIAS poinformował, że „Nie można (…) wymagać od organu podatkowego wydającego postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu, aby już w tym momencie wskazał na konkretne ustalenia, co do faktów podważających zasadność zwrotu. Wystarczające jest, że zachodzi uprawdopodobniona konieczność weryfikacji zwrotu różnicy podatku, a takie okoliczności (…) uzasadniają konieczność podejmowania kolejnych czynności, co z kolei uzasadnia dalszą weryfikację zasadności zwrotu” (I SA/Op 170/18).

A kto powiedział, że terminów trzeba dochowywać?

Wnosząc skargę do sądu spółka zarzuciła DIAS, że ten powiela tylko ustalenia NUS, a jest organem odwoławczym i powinien dokonywać własnych ustaleń. Jej zdaniem działania organu pierwszej instancji miały charakter pozorny i służyły organowi tylko za podstawę do wydawania następnych postanowień.

Istotnym punktem zaskarżenia był zarzut doręczania postanowień o przedłużeniu terminu zwrotu VAT już po upływie terminu tego zwrotu. W odpowiedzi DIAS stwierdził, że zarzut nieskutecznego doręczenia stanowi podstawę toczącego się odrębnego postępowania sądowego i nie dotyczy postanowienia będącego przedmiotem skargi. Co ciekawe, wyraził jednocześnie zdanie, że z obowiązujących przepisów nie wynika, aby niedochowanie terminu do wydania postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT miało jakikolwiek wpływ na ten zwrot.

Postanowienie musi zostać doręczone

Rozpatrujący skargę WSA w Opolu, mając na uwadze odrębne postępowanie sądowe, o którym wspomniał DIAS, podzielił stanowisko sądu wyrażone w zapadłym w tamtej sprawie wyroku i uchylił zaskarżone postanowienie, jak i poprzedzające je postanowienie organu pierwszej instancji.

W wyroku z 27 czerwca 2018 r. sąd stwierdził, że postanowienie z dnia 22 listopada 2017 r. O przedłużeniu zwrotu zostało doręczone pełnomocnikowi spółki 4 grudnia 2017 r., czyli już po terminie ustalonym we wcześniejszym postanowieniu o przedłużeniu, przypadającym na dzień 30 listopada 2017 r. Nie mogło tym samym skutkować kolejnym przedłużeniem terminu.

Stosowany odpowiednio do postanowień przepis art. 212 O.p. przesądza zatem, że organ podatkowy, który wydał postanowienie, jest nim związany od chwili jego doręczenia. Samo zatem wydanie postanowienia, nie wywołuje jeszcze żadnych skutków prawnych, a tym samym, jak ma to w ramach niniejszej sprawy, nie powoduje w tej dacie skutecznego przedłużenia terminu zwrotu różnicy. Z tych samych powodów, dla zachowania terminów z art. 87 ust. 2 i ust. 6 u.p.t.u., bez znaczenia pozostaje okoliczność nadania przesyłki zawierającej wydane postanowienie w polskiej placówce pocztowej operatora publicznego jeszcze przed upływem przedłużanego terminu zwrotu, skoro uzewnętrznienie woli organu administracji publicznej musi nastąpić tylko w przewidzianym w prawie trybie, a jest nim, wyłącznie wynikające z art. 212 O.p. doręczenie decyzji (postanowienia)” (I SA/Op 138/18).

Jak odzyskać podatek VAT?

Ośmiokrotnie przedłużany termin zwrotu podatku, jak miało to miejsce w powyższej sprawie, to dowód, że organy podatkowe dla wstrzymania zwrotu VAT gotowe są podejmować działania sztuczne. Nie mogąc udowodnić nieprawidłowości i braku prawa do żądania należnego zwrotu VAT, przedłużają jego termin bez wykazywania bezzasadności zwrotu. Jak zarzuciła spółka organowi: „nieuzasadnione przyjęcie, iż (…) wydanie postanowienia jest konieczne z uwagi na nieukończenie procesu zbierania materiału dowodowego, podczas gdy organ pozoruje czynności, prowadzi postępowanie w sposób przewlekły i wskazuje na podjęte czynności jedynie na potrzeby wydania kolejnych postanowień” (I SA/Op 170/18).

Sprawa pokazuje, że w kwestii zwrotu podatku VAT jego wstrzymywanie stało się powszechnie stosowaną normą. Przedsiębiorcy składający deklaracje VAT i wykazujący w nich nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym muszą robić to ze świadomością, że nie zostanie ona im tak po prostu zwrócona. Wykazanie przez podatnika nadwyżki wszczyna bowiem wojnę, w której fiskus, nie mając argumentów do walki, odwleka jak najdłużej może ostateczną konfrontację. W praktyce przedsiębiorcom zostało odebrane „prawo do zwrotu VAT”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rozczarowująco niska dynamika wzrostu produkcji przemysłowej osłabia złotego

W środę kurs złotego oscylował w okolicach 4,29, choć po wyraźnie rozczarowujących danych dot. krajowej produkcji przemysłowej EUR/PLN chwilowo przełamał opór na 4,295. Na wartości traciło też euro do dolara oczekując na zaplanowaną na wieczór publikację protokołu z ostatniego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Z technicznego punktu widzenia euro ma trudności ze skutecznym wyjściem ponad opór na 1,16 co może wskazywać, że ewentualne wybicie z szerokiej konsolidacji (od maja 1,14-1,18) powinno nastąpić dołem.

Minutes prezentowało jastrzębią treść, potwierdzając determinację członków FOMC, co do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Z protokołu wynikało, że decydenci mniej niż w sierpniu obawiali się o bliską perspektywę recesji, co więcej kilkoro z nich oceniło wręcz, że ostatnie dane sugerują, że tempo wzrostu działalności gospodarczej było szybsze niż oczekiwano na początku roku. Generalnie, podczas wrześniowego posiedzenia FOMC dominowało przekonanie, że stopy procentowe muszą rosnąć dopóki polityka monetarna nie stanie się restrykcyjna. Tym samym, we wrześniu cały Fed poparł Powella, który trzyma się obranego harmonogramu stopniowych podwyżek stóp, który jak się oczekuje, uwzględnia czwartą w tym roku podwyżkę stóp procentowych w grudniu. Publikacja minutes umocniła dolara, który już wcześniej czerpał korzyść z napływających na rynek danych. EUR/USD spadł do 1,15.

Opublikowane raporty potwierdziły, że rynek pracy w USA jest nadal silny, co wskazuje, że ożywienie gospodarcze postępuje pomimo obaw związanych z napięciami w handlu. Poza mocnym odczytem produkcji przemysłowej w USA (we wrześniu miesięczna dynamiki wzrostu wyniosła 0,3% podczas gdy rynek zakładał 0,2%), również liczba utworzonych nowych miejsc pracy w USA osiągnęła rekordowego poziomu (wg JOLT’s w sierpniu ok. 7,1 mln). W reakcji na dane Mary C. Daly (Fed z San Francisco) zwróciła uwagę, że amerykański rynek pracy przekroczył już poziom „pełnego zatrudnienia”.

W kraju, po rozczarowujących wynikach dot. rynku pracy, również środowe dane produkcyjne potwierdziły, że gospodarka minęła już szczyt koniunkturalny. Wg GUS we wrześniu roczna dynamika produkcji spadła do 2,8% r/r (przy konsensusie rynkowym na poziomie 4,8% r/r) z 5,0% r/r w sierpniu. W ocenie ekonomistów Banku, na wyniki sektora negatywny wpływ wywierała nie tylko niekorzystna różnica w liczbie dni roboczych, ale też pogorszenie koniunktury w otoczeniu zewnętrznym gospodarki, o czym świadczy wyraźne wyhamowanie w przetwórstwie (do 2,0% r/r) oraz spadki produkcji w niektórych branżach eksportowych (farmaceutyki, komputery). Słabsze od oczekiwań rynkowych były także statystyki dot. budownictwa (wzrost produkcji budowlano-montażowej na poziomie 16,4% r/r). Tym samym kolejne sygnały płynące z gospodarki potwierdziły zasadność braku zmian polityki pieniężnej w Polsce, ciążąc złotemu (szczególnie, że zgodny z oczekiwaniami, 2,9% wzrost cen produkcji wskazuje bowiem na ograniczoną przestrzeń dla wzrostu presji inflacyjnej w Polsce).

Przed złotym nie najlepsze perspektywy, biorąc pod uwagę coraz silniejszego dolara i nasilający się konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami. D.Trump chce bowiem zadać Chinom kolejny cios, wycofując USA z obowiązującego od 144 lat pocztowego porozumienia, które pozwalało chińskim spółkom dostarczać po niskiej cenie małe przesyłki do konsumentów w USA.

Wykres dnia: Potwierdzając zasadność braku zmian polityki pieniężnej w Polsce, rozczarowująco niska wrześniowa dynamika wzrostu produkcji przemysłowej osłabia złotego.

rozczarowująco niska wrześniowa dynamika wzrostu produkcji przemysłowej osłabia złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Sławomir Zawadzki odwołany z funkcji Prezesa Zarządu Banku Pocztowego S.A.

Krzysztof Bachta w Zarządzie Alior Bank

17 października, Zarząd PZU SA otrzymał informację od Rady Nadzorczej Alior Bank SA o powołaniu Krzysztofa Bachty na stanowisko wiceprezesa zarządu Banku kierującego pracami zarządu do czasu uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na objęcie funkcji prezesa zarządu Banku.

Krzysztof Bachta
Krzysztof Bachta

Krzysztof Bachta, jako Szef Strategii grupy PZU i Dyrektor Zarządzający odpowiedzialny za nadzór nad współpracą z naszymi Bankami, był kluczowym menedżerem w przygotowaniu strategii #nowePZU do roku 2020. Doskonale rozumie potencjał synergii, które tkwią w umiejętnej współpracy grupy PZU z Alior Bank zarówno na płaszczyźnie sprzedażowej jak i kosztowej. W nową rolę wniesie nie tylko szerokie spojrzenie na rynek usług finansowych w Polsce i na świecie, głębokie zrozumienie trendów biznesowych i technologicznych, które wpływają na ten rynek, ale również bogate doświadczenie menedżerskie zdobyte przez lata, w czasie których prowadził najważniejsze projekty rozwojowe grupy, w tym przejęcie banku Pekao SA. W nowej roli może liczyć na pełne wsparcie całej Grupy PZU, której sukcesy są w dużej mierze również jego zasługą. – powiedział Paweł Surówka, Prezes Zarządu PZU SA.

OZE oraz inteligentne sieci energetyczne sprzyjają rozwojowi magazynów energii

Wykorzystanie baterii do magazynowania energii jest coraz bardziej powszechne. Eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Supercharged: Challenges and opportunities in global battery storage markets”, rosnącą popularność tego typu rozwiązań wiążą z dynamicznym spadkiem cen baterii oraz globalnym zwrotem w kierunku odnawialnych źródeł energii. Ich zdaniem w zapewnieniu ciągłości dostaw istotną rolę odgrywają także oparte o baterie magazyny energii oraz odpowiednia regulacja pracy systemów elektroenergetycznych. Wskazane w raporcie trendy będą się nasilać wraz z rozwojem inteligentnych sieci elektroenergetycznych oraz elektromobilności. Komercyjnemu wykorzystaniu baterii na rynku energetycznym sprzyja też rozwój technologii cyfrowych, umożliwiających tworzenie „wirtualnych magazynów”.

Dwucyfrowy wzrost rynku

Rynek magazynowania energii rozwija się w dwucyfrowym tempie. Niektóre z szacunków mówią o tym, że osiągnie on wartość ponad 26 miliardów dolarów do 2022 roku, co przekłada się na roczną stopę wzrostu (CAGR) w wysokości 46,5 proc.[1] Mniej optymistyczne przewidywania zakładają, średnioroczny wzrost w wysokości 16 proc., co przełoży się na wartość 7 mld dolarów do 2025 roku.[2]

Rozbieżności w prognozach wynikają przede wszystkim z różnego podejścia do definiowania rynku magazynowania energii. Część analityków uwzględnia jedynie wielkoskalowe magazyny usytuowane „przed licznikiem” użytkownika końcowego, instalowane przez energetykę zawodową. Z kolei inni eksperci biorą również pod uwagę magazyny energii instalowane „za licznikiem” przez odbiorców energii. Zdarza się także, że do definicji rynku wliczany jest dynamicznie rozwijający się segment baterii samochodowych.

To właśnie popularyzacja samochodów elektrycznych doprowadziła do skokowego wzrostu wolumenów produkcji baterii litowo-jonowych, który pociągnął za sobą dynamiczny spadek kosztów produkcji oraz oferowanych cen. Pomiędzy rokiem 2010 a 2017 ceny baterii w przeliczeniu na kWh spadły o prawie 80 proc., z 1000 USD do 209 USD. W efekcie na rynku magazynowania energii, obok tradycyjnie dominujących elektrowni szczytowo-pompowych, coraz większe znaczenie zaczęły zyskiwać magazyny oparte o baterie. Rosnąca popularność magazynowania energii w ten sposób nie wynika jednak wyłącznie z malejących kosztów. Równie ważna jest wciąż rosnąca rola, jaką magazyny pełnią w nowoczesnych systemach elektroenergetycznych.

Magazyny energii ważnym elementem inteligentnych sieci energetycznych

Wielu operatorów sieci rozpoczęło w ostatnich latach modernizację swoich sieci energetycznych, chcąc zwiększyć ich odporność w razie wystąpienia poważnych zakłóceń pogodowych, takich jak burze czy huragany. Dzieje się to zarówno w Polsce jak i na świecie. Przykładem tego jest zbudowany niedawno przez Teslę, we współpracy z Neonen,100 MW magazyn energii w południowej Australii. Bezpośrednim bodźcem do inwestycji była wielka awaria systemu, która w roku 2006 pozbawiła elektryczności 1,7 miliona Australijczyków.

– Oprócz standardowych modernizacji poprawiających jakość sieci, projekty te obejmują często wdrażanie inteligentnych technologii, umożliwiających cyfrową kontrolę nad sieciami oraz wykorzystywaniem odnawialnych źródeł energii, cowpływa również na popularyzację systemów magazynowania – mówi Andrzej Zienkiewicz, Partner w Zespole ds. Energii i Zasobów Naturalnych Deloitte.

Globalny zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii postawił przed zarządzającymi sieciami elektroenergetycznymi nowe wyzwania. Rosnąca ilość mało stabilnych i trudno przewidywalnych źródeł energii, takich jak wiatraki czy farmy fotowoltaiczne, bardzo utrudnia zarządzanie siecią energetyczną i bilansowanie rynku. – Tu z pomocą przychodzą magazyny energii, które mogą przechować nadmiar energii odnawialnej wyprodukowany w okresach mniejszego popytu i zwrócić go do sieci w okresach szczytu zapotrzebowania. Są one oparte o baterie i charakteryzują się dużą elastycznością, która daje możliwość niemal natychmiastowego uruchomienia. To sprawia, że magazyny energii są coraz częściej wykorzystywane do realizacji usług systemowych na rynku energii, takich jak regulacja częstotliwości sieci energetycznych czy zapewnianie mocy rezerwowej – wyjaśnia Marek Chlebus, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte, Ekspert w Zespole ds. Energii i Zasobów Naturalnych.

Rosnący segment magazynów instalowanych „za licznikiem” energii

Dynamicznie rosnącym segmentem rynku są również magazyny instalowane „za licznikiem” energii przez odbiorców końcowych, czyli firmy oraz gospodarstwa domowe. Najczęściej magazyny takie są zintegrowane z odnawialnymi źródłami energii i pozwalają na maksymalizację wykorzystania wyprodukowanej w nich energii. To ma istotne znaczenie w sytuacji, gdy warunki odsprzedaży do sieci energii wyprodukowanej przez prosumentów nie są zbyt korzystne.

Głównym motywem skłaniających odbiorców do inwestycji w magazyny energii, jest możliwość zapewnienia sobie samowystarczalności energetycznej. Jest to istotne dla przedsiębiorstw, w których ciągłość dostaw energii ma krytyczne znaczenie dla realizowanych przez nie procesów produkcyjnych.

– Co ciekawe, motyw ten ma również duże znaczenie dla licznych odbiorców indywidualnych. Możliwość uniezależnienia się od spółek energetycznych i oparcia o własne, w pełni ekologiczne źródła energii, jest dla nich wartością samą w sobie, skłaniającą ich do inwestycji w baterie nawet wtedy, gdy stopa zwrotu jest bardzo niska – tłumaczy Andrzej Zienkiewicz.

Rozwój inteligentnych sieci energetycznych oraz technologii cyfrowych umożliwia tworzenie magazynów energii złożonych z wielu niewielkich magazynów zainstalowanych „za licznikiem” i rozproszonych na dużym obszarze. W oparciu o takie rozwiązania, powstają nowe modele biznesowe, w ramach których przedsiębiorcy pełnią rolę agregatorów oferując usługi takich „wirtualnych” magazynów na rynku.

Wsparcie ze strony Państwa

Niektóre państwa stosują zachęty, chociażby w postaci ulg podatkowych, dla rozwiązań ułatwiających magazynowanie energii elektrycznej. Na takie wsparcie zdecydowały się na przykład rządy Włoch czy Korei Południowej. – Wiele krajów w energii pochodzącej z odnawialnych źródeł i jej magazynowaniu dostrzega szansę na uniezależnienie się od importu energii i wypełnienie luki w tworzonym przez siebie miksie energetycznym – mówi Marek Chlebus.

W Polsce jak dotąd nie zostały wprowadzone istotne zachęty do inwestycji w magazyny energii, jeśli nie liczyć dofinansowania do modernizacji sieci energetycznych z POIiŚ. Pewnym ukłonem w kierunku potencjalnych inwestorów jest również ustawa o rynku mocy dopuszczająca do niego magazyny energii.

– Rynek magazynowania energii zdominowany jest w Polsce przez elektrownie szczytowo-pompowe, jednak wraz rozwojem sieci inteligentnych, na znaczeniu zyskiwać będą magazyny energii oparte o baterie. Budowa takich magazynów stanowi obecnie integralny element projektów związanych z modernizacją sieci elektroenergetycznych, realizowanych przez wiodących operatorów systemów dystrybucyjnych – podsumowuje Marek Chlebus.

[1] P&S Market Research, “Energy Storage Market to Reach $26,137 Million by 2022,” Press Release, 7 lipca 2017
[2] Peter Maloney, “Global energy storage market to hit 8.8 GW by 2025, IHS Markit says,” Utility Dive, 4 sierpnia 2017

Kurs dolara: Stare informacje, świeże reakcje

Dolar znalazł wsparcie w jastrzębim wydźwięku protokołu FOMC, mimo że nie zawierał on żadnych niespodzianek. Rynek zdaje się wybiórczo podchodzić od napływających informacji, zapominając o tym, co nim kierowało zaledwie tydzień temu. W rezultacie dalej trudno mi przywiązywać większą uwagę do krótkoterminowych wahań.

Jestem zaskoczony tym, jak dobrze radzi sobie USD w reakcji na protokół z posiedzenia FOMC. Wprawdzie wydźwięk dokumentu był jastrzębi (członkowie Fed jednomyślnie są za kontynuacją podwyżek stóp procentowych, a niektórzy z nich gotowi są podnieść stopy wyraźnie powyżej stopy neutralnej, tj. 3 proc.), ale nie jest to nowa informacja. W ostatnim czasie wielu członków FOMC w swoich wypowiedziach podkreślało gotowość do przesunięcia polityki w bardziej restrykcyjny obszar. Co więcej, jeśli rynek przebudził się na rzecz USD, bo mu przypomniano o jastrzębim nastawieniu Fed, czemu nie pamięta o zeszłotygodniowych danych o CPI, które drugi miesiąc z rzędu rozczarowały. Bez presji inflacyjnej nie będzie agresywnego zacieśniania. Zwracam na to uwagę, mimo że obstaję przy prognozach jastrzębiego Fed, ale po prostu nie rozumiem „humorów” rynku. Tak samo, jak nie panikowałem po słabszym odczycie inflacji, tak nie widzę powodów, by ekscytować się protokołem FOMC.

Równie dziwna jest reakcja rynku na raport Departamentu Skarbu USA na temat oceny partnerów handlowych. W spóźnionym o dwa dni raporcie nie nazwano Chin manipulatorem kursowym (było takie ryzyko), choć dodano tam sekcję specjalną o Chinach, z której wynika, że Waszyngton będzie się uważniej przyglądał działaniom Pekinu, a przyszłe decyzje uzależni od przebiegu negocjacji handlowych. Nie twierdzę, że w tym grożeniu palcem nie ma powodów do awersji do ryzyka, ale o tym, że spór handlowy USA-Chiny czeka jeszcze wiele trudnych rozdziałów jest faktem dla wszystkich. Po co tym przejmować się akurat dziś, a nie wczoraj? Nie zdziwię się, jak jutro o wszystkim inwestorzy znowu zapomną i z nocnego kupuj USD/sprzedawaj Ryzyko nie zostanie ślad. W dłuższym terminie pozostaję przy zdaniu, że czynniki ryzyka zostaną zbagatelizowane i przed końcem kwartału przejdziemy do rajdu aktywów ryzykownych i odbicia walut niedowartościowanych przez zbyt sceptyczne oczekiwania w stosunku do globalnej polityki pieniężnej.

Funt relatywnie dobrze zniósł niepokrzepiające doniesienia z unijnego szczytu, gdzie trudno o postępy w negocjacjach Brexitu. Według komentarza unijnego negocjatora ds. Brexitu Barniera, potrzeba jeszcze nieco czasu na osiągnięcie porozumienia ws. umowy rozwodowej. Liderzy UE porzucili na razie plan listopadowego szczytu w sprawie Brexitu i ze zwołaniem posiedzenia poczekają na decyzję Barniera o postępach. Jednocześnie FT donosi, że premier Theresa May przekazała europejskim przywódcom, że jest gotowa rozważyć utrzymanie Wielkiej Brytanii w UE po 2020 r. w przedłużonym okresie przejściowym. Ruch ten nie podoba się eurosceptykom w Partii Konserwatywnej, według których Wielka Brytania ustawia się w poddańczej pozie względem UE. Wydłużenie okresu „backstop” bez wątpienia dałoby przewagę Brukseli w przyszłych negocjacjach lub, co gorsze, zatrzymało Irlandię Północną w ramach unijnej strefy celnej, odcinając ja de facto od Wielkiej Brytanii. Ten ponury scenariusz nie przynosi jednak załamania kursu GBP, co potwierdza wcześniejsze przypuszczenia, że rynek powoli liczy na tradycyjne dla UE porozumienie „za pięć dwunasta” i w „potknięciach” będzie szukał okazji do tanich zakupów funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przemysł hamuje, ale gwałtownego pogorszenia nie widać

Produkcja sprzedana przemysłu we wrześniu była o 2,8% wyższa niż rok wcześniej i o 3,5% większa niż w sierpniu – podał Główny Urząd Statystyczny.

We wrześniu br. produkcja sprzedana przemysłu odnotowała 2,8-procentowy wzrost w ujęciu rocznym oraz 3,5-procentowy w porównaniu do sierpnia br. Uwzględnienie czynników sezonowych i kalendarzowych, m.in. liczby dni roboczych w miesiącu, koryguje wyniki do poziomów 5,4% w porównaniu do września 2017 i – 0,7% względem sierpnia 2018 r. Dla porównania, we wrześniu 2017 skorygowana roczna dynamika wyniosła 6,9% i pozostawała relatywnie niska na tle 8,6% w sierpniu i 9,8% w październiku 2017 r.

Największa sekcja przemysłu – przetwórstwo – odnotowała względnie niższą dynamikę niż pozostałe (2% vs. 2,8%). Zmniejszone zapotrzebowanie na polskie produkty przemysłowe zaczyna dawać się we znaki krajowym podmiotom. Realny wzrost produkcji w ujęciu rocznym odnotowała większość sekcji przetwórstwa, z czego najwyższe dynamiki stały się udziałem wyrobów z metali (8,1%), maszyn i urządzeń (7,9%) i urządzeń elektrycznych (7,2%).

Produkcja budowlano-montażowa odnotowała wzrost o 16,4% (po korektach 19,9%) w skali roku i 7,5% (po korektach 0,9%) w skali miesiąca. To porównywalna dynamika do tej notowanej przed rokiem (18,7%), ale wyraźnie mniej niż w szczytowych styczniu i lutym 2018 r. kiedy granica 30% została przekroczona.

Dobry wynik budownictwa, a także wysoka realna sprzedaż niektórych sekcji przetwórstwa przemysłowego sugerują, że mimo słabszych nastrojów, podmioty wciąż widzą potencjał inwestycyjny. To pozwala na razie odsunąć myśl o gwałtownym pogorszeniu koniunktury.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Piotr Soroczyński: Budżet na przyszły rok ostrożny i całkiem realistyczny

Parametry budżetu – które całkiem niedawno poznaliśmy, a w tej chwili są dyskutowane w dalszych pracach – wydają się dość realistyczne. Z makroekonomicznego punktu widzenia założenia wyglądają w miarę ostrożnie. Wzrost gospodarczy nie jest szczególnie wygórowany, a inflacja dość wysoka. Należy pamiętać, że pragmatyką kalkulowania budżetu jest to, aby wskazywać tam takie parametry makro, które będą realizowalne nawet jeśli w gospodarce wydarzy się coś niespodziewanego. Patrząc na szczegóły – w budżecie nie widać dużych pozycji, które można byłoby jednoznacznie łączyć z okresem przedwyborczym. Wiele takich wydatków miało już miejsce i wciąż działają. W pragmatyce wyborczej to one będą przede wszystkim eksponowane.

– Budżet przyszłoroczny jest realizowalny, ale przy założeniu w miarę spokojnego scenariusza w zakresie otoczenia makroekonomicznego na świecie. Do tego wymagane jest, aby nic szczególnego nie działo się także w naszej gospodarce – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG – Chodzi głównie o kwestie inwestycyjne. Z jednej strony już kreują one popyt, ale zwiększają też możliwości produkcyjne dla kolejnych okresów. Wydaje się, że najpoważniejszym problemem staje się więc kwestia otoczenia zewnętrznego. Jeżeli nastąpią negatywne procesy związane z wojną handlową na świecie, twardym Brexitem albo ewidentnym zahamowaniem koniunktury w Europie Zachodniej – to duża część budżetu nie zostanie zrealizowana. Aktywność gospodarcza polskich przedsiębiorstw nie będzie wtedy wysoka. Oczywiście mogą pojawić się także inne elementy – np. na rynku krajowym mogą pojawić się nowe przepisy, które zatrzymają produkcję lub sprzedaż. Wtedy wyniki będą gorsze, również w zakresie dochodów budżetu – ocenił Soroczyński.

Symulatory wkraczają na tory. Koleje Dolnośląskie będą szkolić maszynistów na urządzeniu najnowocześniejszym w Europie

Symulatory wkraczają na tory. Koleje Dolnośląskie będą szkolić maszynistów na urządzeniu najnowocześniejszym w Europie 8

Kolejom Dolnośląskim przybywa średnio 2 mln pasażerów rocznie. Wymusza to ciągłe inwestycje w tabor i kadry. Regionalny przewoźnik otworzył właśnie w Legnicy Ośrodek Szkolenia Kadr Kolejowych, który ma na wyposażeniu najnowocześniejszy w Europie symulator do szkolenia maszynistów. Urządzenie realistycznie odtwarza poruszanie się prawdziwą maszyną, może nawet doprowadzić do symulowanego, wirtualnego wykolejenia maszyny. Będą na nim szkoleni nie tylko pracownicy Kolei Dolnośląskich, lecz także maszyniści z regionu i całego kraju.

– Od lat 90., kiedy zlikwidowano szkolnictwo kolejowe, w zasadzie na kolei przestało przybywać nowych kadr. Powstaje więc dziura pokoleniowa, którą trzeba zasypać. W naszym województwie mamy najbardziej bezprecedensowy wzrost liczby przewożonych osób i towarów, a po prostu zaczęło brakować nam pracowników. Poza tym ludzie wykształceni w latach 70. czy 80. byli szkoleni na zupełnie innym sprzęcie. Teraz mamy tabor nowoczesny, jeżdżący 160 km/h, naszpikowany elektroniką. To są zupełnie inne pociągi, wymagają zupełnie innej obsługi i innego szkolenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich.

Koleje Dolnośląskie to jeden z najszybciej rozwijających się przewoźników regionalnych. W 2017 roku przewiozły blisko 9,4 mln pasażerów, poprawiając wynik w ujęciu rocznym o ponad 2 mln osób. Taki wzrost rok do roku przewoźnik notuje już od kilku lat (jeszcze w 2014 roku liczba pasażerów wynosiła 3,6 mln).

Szybki rozwój oznacza konieczność inwestowania w tabor i kadry. W tym tygodniu w Legnicy otwarto Ośrodek Szkolenia Kadr Kolejowych Kolei Dolnośląskich, który ma na wyposażeniu najnowocześniejszy w Europie symulator do szkolenia maszynistów.

 Docelowo będziemy przeprowadzać w tym ośrodku pełen zakres szkolenia, nie tylko dla maszynistów, czyli licencja, świadectwo maszynisty, wszystkie szkolenia wewnętrzne wynikające z nowych przepisów, które co roku każdy maszynista musi przejść. W ramach naszych potrzeb będziemy również szkolili w innych zawodach kolejowych, jak konduktor czy kierownik pociągu – mówi Piotr Rachwalski.

W ośrodku będą szkoleni nie tylko pracownicy Kolei Dolnośląskich, lecz także maszyniści z regionu i całego kraju. Będą się uczyć na najnowocześniejszym symulatorze, który powstał we współpracy KD z TK Telekom z Grupy Netia oraz Sim Factor.

– Symulator odtwarza kabinę maszynisty w realiach 1:1, więc zachowane są wszystkie wymiary i parametry. Jest to kabina pojazdu Impuls produkcji Newagu, jeden z najnowocześniejszych pojazdów pasażerskich w ruchu regionalnym i aglomeracyjnym. Maszynista widzi przez okna wszystko to, co widziałby w realnej sytuacji, prowadząc pociąg – mówi Bogusław Kowalski, wiceprezes TK Telekom z Grupy Netia.

Symulator realistycznie odtwarza poruszanie się prawdziwą maszyną. W trakcie szkolenia maszynista odczuwa m.in. drgania, przyspieszenie i hamowanie. Może nawet doprowadzić do symulowanego, wirtualnego wykolejenia maszyny.

Są też dźwięki odtwarzane w zależności od scenariusza szkoleniowego. Co najważniejsze, linie kolejowe są w miarę rzeczywiste, a więc maszynista widzi obiekty, perony, dworce, stacje i do tego w różnych warunkach pogodowych. Instruktor ma możliwość zainicjowania warunków nocnych, padającego deszczu czy śniegu. Rozwiązania z gier komputerowych zostały przeniesione do rzeczywistości kolejowej i odtworzone w symulatorze – mówi Bogusław Kowalski, wiceprezes TK Telekom.

Jak podkreśla, maszynista pełni w pociągu analogiczną rolę jak pilot w samolocie. Prowadzi potężny pojazd o olbrzymiej masie, który rozpędzony sam w sobie jest wielkim zagrożeniem. Właściwe przygotowanie maszynisty, jego umiejętność pracy w różnych warunkach są kluczowe, aby transport kolejowy był dla pasażerów komfortowy i bezpieczny. Natomiast techniki symulacyjne są w tej chwili najnowocześniejszą metodą szkolenia przyszłych maszynistów.

– Kolej nie jest pierwszą gałęzią transportu, która wprowadza je do szkolenia osób prowadzących pojazdy. Wcześniej zrobiło to lotnictwo i transport drogowy, więc w jakimś sensie kolej nadrabia zaległości w tym obszarze. Trzeba pamiętać o tym, że techniki symulacyjne pozwalają przetestować różne warianty i przygotować maszynistę do takich sytuacji jak wypadek, widok krwi, zderzenie z innym pojazdem. Można bezpiecznie sprawdzić, jak on i prowadzony przez niego pojazd reaguje w takich sytuacjach. Z drugiej strony techniki symulacyjne pozwalają zmniejszyć koszty tego szkolenia – wskazuje Bogusław Kowalski.

Jak podkreśla Piotr Rachwalski, wymogi, które muszą spełniać maszyniści, są pod wieloma względami bardziej wyśrubowane niż wymagania stawiane pilotom. Zwłaszcza jeśli chodzi o dobry wzrok i stan zdrowia.

 To jest zawód bardzo odpowiedzialny. Wymaga zachowania pełnej koncentracji i spokoju. Maszynisty nikt nie może wyprowadzić z równowagi. Bez względu na to, co się dzieje, maszynista nie powie, że skończyła mu się zmiana i on idzie do domu – to jest odpowiedzialność, my jesteśmy na służbie, musimy dowieźć ludzi, nie możemy ich zostawić w polu czy na peronach. Pod tym kątem także szkolimy naszych pracowników – podkreśla Piotr Rachwalski.

Nowo utworzony Ośrodek Szkolenia Kadr Kolejowych będzie realizować i nadzorować pod kątem merytorycznym szkolenia maszynistów i kierowników pociągów. Placówka ma uprawnienia do kształcenia kandydatów na maszynistów na wszystkich wymaganych etapach – licencji i świadectwa maszynisty.

Rośnie zapotrzebowanie na kontrolerów ruchu lotniczego. Do 2024 roku ich liczba wzrośnie nawet o połowę

Rośnie zapotrzebowanie na kontrolerów ruchu lotniczego. Do 2024 roku ich liczba wzrośnie nawet o połowę 9

Ruch lotniczy w Polsce rośnie trzykrotnie szybciej niż w Unii Europejskiej. To pociąga za sobą wzrost zapotrzebowania na kontrolerów ruchu lotniczego. W Europie pracuje ich ok. 15 tys., z czego 570 w Polsce. Do 2024 Polska Agencja Żeglugi Powietrznej chce zatrudnić 280 nowych kontrolerów. Tylko w pierwszych ośmiu miesiącach 2018 roku Agencja obsłużyła 587 tys. operacji lotniczych. To wyzwanie dla kontrolerów lotów, którzy każdego dnia średnio obsługują około 2,5 tys. lotów. To na ich barkach spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo 40 mln pasażerów.

– Dynamika wzrostu natężenia ruchu lotniczego, czyli rozwoju transportu lotniczego, jest bardzo duża. Na świecie jest to średnio 3–5 proc., a Polska przestrzeń powietrzna w pierwszych ośmiu miesiącach 2018 roku wzrosła o ponad 11 proc., czyli trzykrotnie szybciej niż w Europie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Janiszewski, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Na całym świecie rośnie zapotrzebowanie na kontrolerów lotów. Obecnie jest ich ok. 50 tys., w Europie – ok. 15 tys., z czego w Polsce – 570. W 2017 roku polskie lotniska obsłużyły 40 mln osób, a do 2035 ma być ich 94 mln. Dynamicznie rosnący ruch sprawia, że liczba kontrolerów staje się niewystarczająca.

Latamy coraz więcej, w związku z tym i liczba statków powietrznych w przestrzeni powietrznej, i operacji, które musimy obsłużyć, znacząco wzrosła, dlatego wprowadzane są nowe technologie, nowe procedury. Wszystko to wymaga od nas odrobinę więcej wysiłku – ocenia Tomasz Wojciechowski, kontroler ruchu lotniczego.

Z danych PAŻP wynika, że od stycznia do sierpnia 2018 roku agencja obsłużyła 587 tys. operacji lotniczych, przy 528 tys. w analogicznym okresie 2017 roku. To nie tylko znacznie więcej niż w Europie, lecz także więcej niż wskazywały prognozy dla Polski przygotowane przez Europejską Organizację ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej. Zgodnie z nimi wzrost ruchu miał wynieść 7,6–8,4 proc. Większy ruch na polskim niebie to coraz większa odpowiedzialność spoczywająca na barkach kontrolerów. Dziennie obsługują oni 2,5 tys. samolotów z 500 tys. pasażerów na pokładzie.

– Naszym podstawowym zadaniem jest to, żeby samoloty mijały się w bezpiecznej odległości i na bezpiecznej wysokości, a średnia prędkość postępowa samolotów, czyli względem ziemi, to 900 km/h. Jeżeli dwa samoloty lecą naprzeciwko siebie, to zbliżają się z prędkością 1800 km/h na godzinę, co oznacza, że w minutę pokonują 30 km. My wyprzedzamy sytuacje i planujemy, analizujemy to, co się zdarzy na przestrzeni 10–20 minut do przodu. Przygotowujemy 4–6 rozwiązań na każdą potencjalnie konfliktową sytuację – wskazuje Janusz Janiszewski.

Jednocześnie produktywność naszych kontrolerów ruchu lotniczego jest na jednym z najwyższych poziomów w Europie. Średnie opóźnienie tego lata wyniosło w Polsce 0,26 minuty na jedną operację lotniczą przy 2 minutach w Europie. Pod względem redukcji opóźnień jesteśmy w europejskiej czołówce. Aby utrzymać takie wskaźniki, konieczne jest zwiększenie zatrudnienia.

Z pewnością do końca 2024 roku będziemy potrzebowali około 200–280 dodatkowych kontrolerów – zapowiada prezes PAŻP.

Aby zostać kontrolerem ruchu, wystarczy dobra znajomość języka angielskiego, zdana matura i dobre zdrowie, niezbędne są też dodatkowe umiejętności i przede wszystkim – gotowość na poświęcenie się zawodowym obowiązkom.

– Wyzwaniem jest umiejętność przygotowania siebie do zmieniających się warunków pracy i do rzeczy, które mogą się zdarzyć. Podobnie jak strażak, kontroler musi być gotowy na najbardziej skomplikowane wyzwania. Drugą rzeczą jest to, żeby sobie zdać sprawę z tego, w którym momencie zaczynamy graniczyć z naszymi możliwościami, balansować na krawędzi – tłumaczy Tomasz Wojciechowski.

Oprócz zwiększenia zatrudnienia PAŻP inwestuje też w nowe technologie. Łącznie w 2017 roku na modernizację i budowę nowoczesnej infrastruktury lotniczej trafiło rekordowe 230 mln zł. Wprowadzane będą nowoczesne systemy zarządzania ruchem lotniczym polegające na zarządzaniu trajektoriami 4D.

– Wyzwaniem jest umiejętność połączenia i integracji ze sobą środowiska bezzałogowych statków powietrznych z załogowymi. Dlatego PAŻP bada, jakie będą potencjalne rozwiązania technologiczne i następnie za 3–4 lata zaprosi usługodawców do wspólnej pracy nad tym, żeby stworzyć takie systemy, które będą funkcjonować w Polsce, w Europie oraz na całym świecie – wskazuje Janusz Janiszewski.

20 października przypada Międzynarodowy Dzień Kontrolera Ruchu Lotniczego.

Rynek pracy szybko się cyfryzuje. Nauczycielom będą potrzebne nowe kompetencje

Rynek pracy szybko się cyfryzuje. Nauczycielom będą potrzebne nowe kompetencje 10

Do 2020 roku określony poziom umiejętności cyfrowych będzie wymagany w 90 proc. wszystkich zawodów. Tymczasem w Polsce system edukacji nie cyfryzuje się tak szybko jak rynek pracy – zaledwie 3 proc. szkół dysponuje sprzętem wspierającym naukę programowania, a tylko 1 na 100 nauczycieli korzysta ze specjalistycznych pomocy, robotów czy klocków do nauki kodowania – wynika z danych przytaczanych przez Fundację Orange. W odpowiedzi na potrzeby uczniów i nauczycieli powstała inicjatywa „Zaprogramuj przyszłość”, w której do tej pory wzięło udział 1,2 tys. nauczycieli z 265 szkół oraz 16 tys. uczniów z całej Polski. 

Jeszcze dekadę temu nie istniały bądź dopiero raczkowały takie zawody, jak twórca aplikacji, menadżer social media, inżynier samochodów autonomicznych, specjalista cloud computing, analityk big data, twórca treści na YouTube czy operator drona. Obecnie takie oferty pracy są standardem, bo rewolucja technologiczna dodaje do listy zawodów nowe pozycje. Cyfrowe kompetencje i umiejętność programowania są bardzo istotne zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży, bo – jak wynika z prognoz Światowego Forum Ekonomicznego – 65 proc. uczniów rozpoczynających obecnie naukę w podstawówkach będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją.

W Polsce system edukacji jednak nie zmienia się tak elastycznie jak cyfryzujący się rynek pracy. Z raportu opracowanego przez zespół badawczy Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz PCG Edukacja pod red. prof. Marleny Plebańskiej „Polska szkoła w dobie cyfryzacji. Diagnoza 2017”, który przytacza Fundacja Orange, wynika, że tylko 1 na 100 nauczycieli korzysta ze specjalistycznych pomocy, robotów czy klocków do nauki kodowania, a zaledwie 5 proc. uczniów przyznaje, że uczyło się programowania w trakcie lekcji. Uczniowie wykorzystują smartfony głównie do oglądania filmów, słuchania muzyki i komunikowania się z innymi, nie szukając kreatywnych sposobów korzystania z nich. W małych miastach dostęp do takiej wiedzy jest najtrudniejszy – wynika ze wstępnego raportu z badań EU Kids online 2018, przeprowadzonego przez zespół pod kierownictwem prof. Jacka Pyżalskiego we współpracy z Fundacją Orange.

W Polsce zaledwie 3 proc. szkół dysponuje sprzętem wspierającym naukę programowania. Mimo że wielu nauczycieli jest zainteresowanych prowadzeniem twórczych, kreatywnych zajęć, do czego zresztą obliguje podstawa programowa. Programowanie weszło do szkół, jednak nie wszyscy nauczyciele czują się przygotowani. Mają obawy, potrzebują inspiracji, wsparcia, wzajemnej wymiany doświadczeń. Nasz projekt miał im w tym pomóc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łucja Kornaszewska-Antoniuk z Fundacji Orange.

Inicjatywa „Zaprogramuj przyszłość” prowadzona przez Stowarzyszenie Mistrzowie Kodowania i Fundację Orange powstała w odpowiedzi na potrzeby uczniów i nauczycieli. W ramach programu trenerzy przygotowują nauczycieli do prowadzenia z uczniami zajęć z programowania.

Wspieramy nauczycieli, żeby poczuli się pewnie i uwierzyli, że są w stanie poprowadzić z dziećmi ciekawe zajęcia. Dla dzieci jest to świetna zabawa, możliwość twórczego, kreatywnego korzystania z technologii. Poprzez zabawę – wykorzystując sprzęt, roboty, maty – dzieci uczą się, nabywają nowe umiejętności, które będą im bardzo potrzebne w dalszej edukacji i później na rynku pracy – podkreśla Łucja Kornaszewska-Antoniuk.

Ze szkoleń z programowania skorzystało do tej pory 1,2 tys. nauczycieli z 265 szkół w niewielkich miejscowościach i na wsiach oraz 450 edukatorów z lokalnych instytucji (pracownicy domów kultury, bibliotek, lokalnych organizacji pozarządowych). Każdy z nauczycieli przeprowadził później w swojej szkole trzydziestogodzinne zajęcia dla uczniów z klas 1–3 z elementami kodowania i robotyki. Skorzystało z nich w sumie 16 tys. dzieci w całej Polsce.

Ten projekt jest długoterminowy. Każdy z nauczycieli przeszedł najpierw dwuweekendowe szkolenie, później prowadził z dziećmi 15 godz. zajęć, w których towarzyszył mu trener. Był to proces rozłożony na kilkanaście miesięcy. Na początku nauczyciele mieli dużo oporu, obaw. Później, kiedy doświadczali kontaktu z naszym stylem pracy, te obawy zaczęły opadać i odsłaniały się nowe możliwości pracy, często takiej, której część z nauczycieli jeszcze nie doświadczyła – opartej na partnerstwie, radości, odkrywaniu swoich pasji. Myślę, że znaczna ich część znalazła dla siebie coś nowego i wartościowego, co pomoże im w kolejnych latach ich rozwoju zawodowego – mówi Krzysztof Jaworski ze Stowarzyszenia Mistrzowie Kodowania.

W ramach inicjatywy „Zaprogramuj przyszłość” szkoły otrzymały także sprzęt do nauki programowania – tablety, roboty Dash i Dot, zestawy projektowania interaktywnego Makey Makey i maty edukacyjne do tzw. kodowania bez prądu, czyli zabaw i ćwiczeń, które bez użycia technologii uczą dzieci kompetencji kluczowych dla programistów, takich jak współpraca i komunikacja, logiczne myślenie czy zdolność koncentracji. Dzieci uczyły się także programowania robotów i tworzyły własne programy w aplikacji Scratch Junior. Sprzęt zostanie w placówkach na stałe i będzie wykorzystywany w dalszej pracy w kolejnych latach.

– Do nauki programowania w klasach 1–3 wykorzystujemy przede wszystkim narzędzia pracy offline. Nie zaczynamy od razu od sprzętu elektronicznego, tabletów i komputerów, ale korzystamy ze specjalnych pomocy dydaktycznych. Główną pomocą, na której oparliśmy całą metodykę pracy w projekcie, jest mata edukacyjna. To narzędzie, dzięki któremu dzieciaki mogą się uczyć uniwersalnych zasad i podstaw programowania. Można wplatać je również w inne obszary edukacji, np. matematykę czy język polski. Po nabyciu pewnych umiejętności, oswojeniu się w pracy z matą dzieci, przechodzą do kolejnych etapów, gdzie mamy tablety, roboty Dash i Dot, proste aplikacje – wyjaśnia Krzysztof Jaworski.

Projekt „Zaprogramuj przyszłość” został sfinansowany z programu operacyjnego Polska Cyfrowa w ramach działania 3.2 „Innowacyjne rozwiązania na rzecz aktywizacji cyfrowej”. Inicjatywa była realizowana od października ubiegłego roku w wybranych gminach wiejskich i wiejsko-miejskich w siedmiu województwach (dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, łódzkim, pomorskim, śląskim, warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim).

Polacy rzadko kupują buty przez internet, bo obawiają się zwrotów. Precyzyjne skanowanie stopy i dobór rozmiaru mogą to zmienić

Polacy rzadko kupują buty przez internet, bo obawiają się zwrotów. Precyzyjne skanowanie stopy i dobór rozmiaru mogą to zmienić 11

Tylko co dziesiąty Polak kupuje buty przez internet. Większość boi się niedopasowania obuwia i konieczności zwrotu. Dzięki systemowi esize.me, który wprowadza sklep eobuwie.pl, problem można jednak ominąć. Klienci będą mogli zeskanować swoje stopy, a program dobierze dla nich idealny rozmiar buta. Dzięki temu można wyeliminować niedogodności związane z mierzeniem butów czy różną rozmiarówką stosowaną przez producentów. Stopy można bezpłatnie zeskanować w galeriach handlowych i stacjonarnych sklepach eobuwie.pl – mówi prezes sklepu Marcin Grzymkowski.

 Większość Polaków obawia się niedopasowania butów i problemów z doborem rozmiaru. Dzięki naszej usłudze znika całkowicie problem doboru odpowiedniego rozmiaru, jesteśmy w stanie wybrać z dziesiątek tysięcy par butów te idealne, pasujące do konkretnej, zeskanowanej stopy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Grzymkowski, prezes eobuwie.pl.

Z raportu „E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że Polacy lubią zakupy przez internet. Z e-handlu korzysta 56 proc. internautów. Najczęściej kupujemy odzież, bilety czy sprzęt elektroniczny. Rzadziej decydujemy się na zakup obuwia. Tylko 10 proc. kupuje buty online, a na ten cel przeznacza 299 zł.

– Chcemy poznać pozostałą grupę 90 proc. klientów, którzy nie kupują butów przez internet ze względu na to, że boją się niedopasowania. Mimo że są darmowe zwroty czy możliwość wymiany i tak doświadczenia zakupowe nie są najprzyjemniejsze – wskazuje Konrad Jezierski. dyrektor ds. retail w eobuwie.pl.

Brak możliwości przymierzenia obuwia podczas internetowych zakupów skutecznie blokuje rozwój tego segmentu rynku. Projekt esize.me, który wprowadza polska firma obuwnicza, może ten problem rozwiązać. Klienci mogą bezpłatnie zeskanować stopy na specjalnych maszynach umieszczonych w sklepach stacjonarnych eobuwie.pl, których do końca roku ma być dziewięć w całej Polsce, lub na wyspach w galeriach handlowych.

 System powstał głównie po to, żeby wyeliminować wszelkie niedogodności związane z mierzeniem butów. Dzięki naszej usłudze możemy w prosty sposób zeskanować stopę i dosłownie po kilku sekundach mamy idealnie pasujące buty – podkreśla Marcin Grzymkowski.

Spółka już dysponuje skanami niemal 40 tys. modeli butów pochodzących od prawie 500 marek. W ciągu najbliższych tygodni systemem esize.me zostanie objęta cała oferta butów dostępna w eobuwie.pl.

 Wymagało to od nas wielu miesięcy bardzo intensywnej pracy. Wymagało to od nas ponad roku pracy nad zeskanowaniem dostępnych modeli, ponieważ każdy but, który jest w ofercie eobuwie.pl, jest zeskanowany, każdy rozmiar, każdy kolor. Był to wysiłek rzeszy ludzi – zaznacza Konrad Jezierski.

System pozwala ominąć problem różnej rozmiarówki stosowanej przez producentów, sprawdzi się także przy wyborze butów dla dziecka – podpowie, w jakim tempie będą rosły stopy dziecka i kiedy nadejdzie czas na zakup nowego obuwia.

 To system, który ma pomóc przełamać barierę bądź przekonać niechętnych do tego, że zakupy obuwia przez internet mogą być przyjemne i udane, a obuwie bez mierzenia może być dopasowane – podkreśla Konrad Jezierski. – To rozwiązanie dla każdego, kto chce w łatwy, przyjemny sposób mieć ponad 40 tys. modeli w swojej szafie, przeglądać je z pozycji kanapy lub ze sklepu stacjonarnego i od ręki móc mierzyć tylko te dopasowane buty.

System esize.me to pierwsza tego typu usługa dla klientów w Europie, choć sama technologia jest już wykorzystywana np. przez sportowców.

– Proces tworzenia tej usługi pochłonął bardzo dużo czasu, podczas którego musieliśmy zintegrować wiele różnych usług. Jest to technologia na tyle kosztowna i długotrwała, że kolejne tego typu usługi na pewno nie pojawią się szybko – ocenia Marcin Grzymkowski.

Zielone certyfikaty coraz bardziej popularne nie tylko w biurowcach. Kuszą najemców i inwestorów

Zielone certyfikaty coraz bardziej popularne nie tylko w biurowcach. Kuszą najemców i inwestorów 12

Certyfikaty potwierdzające ekologiczne aspekty budynku ma już w Polsce 550 budynków. W segmencie biurowym stały się już standardem, ale coraz częściej w sposób zrównoważony powstają też obiekty przemysłowe, hotele, a nawet szkoły. Inwestorzy, którzy decydują się wybudować certyfikowany budynek, robią to w najlepszy możliwy sposób, sięgając po najwyższe oceny. Proces pozyskania zielonego certyfikatu zaczyna się już na etapie pozyskiwania gruntu. Wymaga też odpowiedniej eksploatacji budynku, z czym jest największy problem.

Na polskim rynku nieruchomości funkcjonuje pięć zielonych systemów certyfikacji budynków: brytyjski certyfikat BREEAM, amerykański LEED, francuski HQE, niemiecki DGNB bądź certyfikat WELL, który jest skoncentrowany bardziej na samym człowieku, na jego dobrostanie w budynku. Wszystkie skupiają się na proekologicznych aspektach, takich jak efektywność energetyczna budynku czy gospodarka wodna, oraz na tworzeniu przyjaznego środowiska pracy.

W tej chwili ponad 550 budynków na terenie całego kraju ma zrównoważone certyfikaty. Każdy z systemów wymaga, żeby zrównoważone cechy budynku funkcjonowały w jak najlepszy sposób. Dla użytkowników tworzone są przewodniki, jak korzystać z tych budynków, jednakże – co potwierdzają wszyscy przedstawiciele systemów certyfikacji – to właśnie na etapie użytkowania następuje ten największy rozdźwięk pomiędzy tym, jak budynek powinien działać, a tym, jak działa w rzeczywistości – mówi Alicja Kuczera, dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego (PLGBC).

Taki certyfikat pozwala określić, w jakim stopniu budynek – począwszy od projektu, poprzez budowę i eksploatacją, a kończąc na rozbiórce – oddziałuje na otoczenie. Podnosi rynkową wartość nieruchomości i sprawia, że staje się on bardziej atrakcyjny zarówno dla najemców, jak i inwestorów.

Proces certyfikacji najlepiej rozpocząć już przed zakupem działki. Powinno się wybrać taką lokalizację, która będzie zrównoważona, czyli będzie miała bliski dostęp do transportu publicznego, co ograniczy emisję dwutlenku węgla. Na etapie projektowania włączany jest asesor, który daje wskazówki projektowe, związane z wypełnieniem wymogów certyfikacji – mówi Alicja Kuczera. – Każdy z systemów ma kilka ocen. Co należy podkreślić, w Polsce większość z tych certyfikatów jest na najwyższym poziomie, czyli w LEAD Platinum bądź Gold, w BREEAM Outstanding, Excellent lub Very Good. Nasi inwestorzy, decydując się na certyfikację, robią to w sposób przemyślany i osiągają najwyższe oceny.

Certyfikacja przeważa w nieruchomościach biurowych – około 67 proc. budynków certyfikowanych to właśnie biurowce. Kolejne 17 proc. to obiekty handlowe i 12 proc. – przemysłowe. Poza tym na polskim rynku jest też dwanaście projektów mieszkaniowych, kilka hoteli oraz jedna szkoła, które również przeszły proces certyfikacji.

Koncentracja na funkcjonowaniu człowieka w budynku to bardzo silny trend. W budynkach spędzamy 90 proc. naszego życia – czy to w szkole, w domu, czy w biurze. Stąd też jakość wnętrz tego budynku ma dla nas kluczowe znaczenie – zarówno dla naszego zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Jeżeli pracujemy w biurze, które jest zrównoważone, zapewnia komfortowe warunki, pracujemy lepiej, wydajniej, mniej chorujemy, co przekłada się na wyniki finansowe firm, w których ludzie są zatrudnieni. Dlatego szefowie firm różnego pokroju zwracają uwagę na fakt, że przestrzeń, jaką oferują swoim pracownikom, jest bardzo istotna – podkreśla dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego.

Z najnowszego raportu „Certyfikacja zielonych budynków w liczbach” PLGBC wynika, że całkowita powierzchnia użytkowa certyfikowanych obiektów sięgnęła już prawie 12 mln mkw. To znaczący przyrost o ponad 1,6 mln mkw. (16 proc.) względem ubiegłego roku. W Polsce jest obecnie 618 zielonych certyfikatów przyznanych we wszystkich systemach (stan na marzec br.) – z czego najwięcej (465) w brytyjskim systemie BREEAM. Przyrost jest skokowy, ponieważ pierwszy zielony certyfikat został przyznany zaledwie kilka lat temu – w styczniu 2010 roku w systemie LEED. Z kolei system certyfikacji WELL zadebiutował na polskim rynku nieruchomości dopiero w sierpniu ubiegłego roku i został przyznany projektowi Varso Tower. Ten 310-metrowy wieżowiec, najwyższy w UE, buduje w centrum warszawy słowacki deweloper HB Reavis.

Sztuczna inteligencja zadecyduje o kształcie rynku pracy i całych społeczeństw. W prace nad nią trzeba włączyć szersze grono ekspertów

Sztuczna inteligencja zadecyduje o kształcie rynku pracy i całych społeczeństw. W prace nad nią trzeba włączyć szersze grono ekspertów 13

Najpóźniej do 2136 roku roboty i sztuczna inteligencja przejmą wszystkie ludzkie zadania i całkiem opanują rynek pracy, zastępując ludzi we wszystkich zawodach i branżach – wynika z badań prowadzonych przez naukowców z Yale i Oxford University. Kim Albrecht z metaLAB Harvard University ocenia jednak, że czynnik ludzki – czyli kreatywność i emocje – nie straci na znaczeniu, a maszyny pozostają wytworem pracy ludzi i działają według z góry określonych przez nich zasad.

– W tej chwili publiczna debata dotycząca możliwości systemów informatycznych, sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego w wielu przypadkach wiąże się z omawianiem niewłaściwych pojęć. Ludzie często myślą o maszynach w kontekście filmu Terminator i obawiają się, że maszyny przejmą kontrolę nad naszym życiem. Myślę, że tak się nie stanie. Jeśli bliżej przyjrzymy się systemom informatycznym i mamy na ich temat pewną wiedzę, to zdamy sobie również sprawę z ich ograniczeń. Systemy te działają zupełnie inaczej niż ludzie i inaczej się zachowują – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kim Albrecht, projektant systemów informatycznych metaLAB Harvard University.

Na podstawie badań przeprowadzonych przez naukowców z Yale i Oxford University została stworzona oś czasu, która pokazuje wpływ sztucznej inteligencji na zadania wykonywane przez ludzi. Wynika z niej, że mechaniczne, powtarzalne czynności zostaną całkowicie zautomatyzowane w ciągu najbliższych 10 lat. Do tego czasu roboty będą również w stanie wykonywać podstawowe zadania twórcze, takie jak pisanie esejów. Już dziś sztuczna inteligencja coraz częściej wkracza w obszar twórczości i sztuki, czego przykładem są prowadzone przez Google prace nad stworzeniem robota wykorzystującego SI i uczenie maszynowe do tworzenia treści audiowizualnych (projekt Magenta). Już w 2016 roku maszyna stworzyła pierwsze dzieło: 90-sekundową melodię na pianinie.

Innym przykładem jest bazujący na SI robot Heliograph, który dwa lata temu relacjonował dla „The Washington Post” letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Na podstawie liczb dotyczących przebiegu igrzysk, wyników sportowców i klasyfikacji medalowej – robot automatycznie generował krótkie artykuły pojawiające się na stronie gazety i w jej kanałach społecznościowych. Z badań Yale i Oxford University wynika, że za kolejnych 50 lat roboty będą już w stanie podejmować złożone działania twórcze, takie jak pisanie książek czy prowadzenie badań matematycznych. W ocenie naukowców sztuczna inteligencja przejmie wszystkie ludzkie zadania do 2061 roku. Natomiast do 2136 roku całkiem opanuje rynek pracy, zastępując ludzi we wszystkich zawodach i branżach.

– Na razie nie możemy definitywnie określić, jak daleko posunie się rozwój maszyn i gdzie się zatrzyma. Jednak możemy być pewni, że komponent ludzki nie straci na ważności. Wszelkie systemy będą działać na podstawie określonych reguł i zasad, które nie są do końca zgodne z tymi, na podstawie których funkcjonują i zachowują się ludzie, ale maszyny pozostaną wytworami, rzeczami, które produkujemy. Nie istnieją w świecie same z siebie. Są rzeczami, które wymyślamy, projektujemy i określamy ich działania – ocenia Kim Albrecht.

Z badań Yale i Oxford University wynika, że automatyzacja całkowicie przeobrazi rynek pracy, ale z drugiej strony – jest tylko 2 proc. szans, że roboty zastąpią ludzi w zawodach takich jak dyrektor artystyczny, reżyser, fotograf czy projektant mody, które opierają się na emocjach bądź kreatywności. Eksperci agencji pracy Personnel Service wskazują też, że rozwój technologii dopisuje do listy zawodów nowe pozycje. Jeszcze dekadę temu niemal nie istniały takie profesje, jak inżynier samochodów autonomicznych, specjalista could computing czy analityk big data, które dziś są już standardem.

W przyszłości ludzie również będą potrzebni do kontrolowania i zarządzania pracą robotów. Z raportu Dell Technologies „The Next Era of Human-Machine Partnerships” wynika, że około 85 proc. stanowisk pracy, które będą oferowane w 2030 roku, nie zostało jeszcze wynalezionych, a w przyszłości ludzie będą pełnić rolę cyfrowych dyrygentów, zarządzających pracą maszyn.

– Terminy, których używamy podczas dyskusji nad sztuczną inteligencją, są niewłaściwie zdefiniowane na chwilę obecną. Mówi się o maszynach, które przejmują nasze miejsca pracy oraz przejmują kontrolę nad naszymi systemami informatycznymi, podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z olbrzymią machiną, która zmienia wszystko w dane i prowadzi obliczenia – przekonuje Kim Albrecht.

Z tegorocznego badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intela i Forbes Insights wynika że już w tej chwili 72 proc. organizacji na całym świecie prowadzi projekty z zakresu SI. Szef Tesli i SpaceX Elon Musk już od kilku lat podkreśla, że w przyszłości – kiedy automatyzacja wyprze większość siły roboczej z rynku pracy – koniecznością stanie się wprowadzenie przez rządy państw gwarantowanego, podstawowego dochodu.

Ekspert metaLAB Harvard University podkreśla także, że w prace nad rozwijaniem sztucznej inteligencji, która w przyszłości będzie mieć duże przełożenie nie tylko na rynek pracy, lecz także funkcjonowanie na całego społeczeństwa, powinno być zaangażowanych jak najwięcej osób, nie tylko wąskie grono specjalistów IT.

– Obecnie zajmuje się tym niewielka grupa informatyków pracujących w laboratoriach. Dlatego usiłujemy zainteresować tym więcej osób, sprawić, aby do dyskusji włączyli się też ludzie, którzy nie zajmują się informatyką. Uważam, że przyszłość naszej cywilizacji powinna kształtować jak największa grupa ludzi, a nie tylko wąskie grono specjalistów – mówi ekspert.

W ubiegłorocznym raporcie Dell Technologies „The Next Era of Human-Machine Partnerships” eksperci prognozują, że do końca przyszłej dekady nowe technologie i roboty będą obecne już niemal w każdej dziedzinie życia, co zapoczątkuje nową erę w relacjach ludzi i wszechobecnych maszyn. Spersonalizowani asystenci oparci na mechanizmach SI będą dbać o nas z sposób predykcyjny, wspomagając ludzi w codziennym życiu.

– Google zaprezentował niedawno nowego, bardzo dobrego asystenta głosowego i niedługo wprowadzi system informatyczny, dzięki któremu asystent będzie dokonywać np. rezerwacji telefonicznej w restauracji, a pracownik, który odbierze telefon, nie będzie nawet wiedział, że rozmawia z maszyną. Z jednej strony ta wizja jest nieco przerażająca, ale z drugiej tacy asystenci będą bardzo przydatni – mówi Kim Albrecht.

Według szacunków Gartnera globalna wartość biznesowa uzyskana dzięki sztucznej inteligencji wyniesie na koniec tego roku 1,2 bln dol., co oznacza wzrost o 70 proc. w stosunku do 2017 roku. Do 2022 roku ta kwota ma wynieść już 3,9 bln dol. Z kolei McKinsey szacuje, że do 2030 roku ponad 70 proc. firm wdroży przynajmniej jedną technologię bazującą na sztucznej inteligencji, a wartość globalnego rynku rozwiązań bazujących na SI sięgnie 13 bln dol.

Technologia rewolucjonizuje bankowość. Pracowników w oddziałach zastępują chatboty, a sztuczna inteligencja pozwoli zaoszczędzić bankom miliardy dolarów

Technologia rewolucjonizuje bankowość. Pracowników w oddziałach zastępują chatboty, a sztuczna inteligencja pozwoli zaoszczędzić bankom miliardy dolarów 14

Już od kilku lat utrzymuje się trend zamykania stacjonarnych oddziałów banków, którego główną przyczyną jest migracja klientów do kanałów cyfrowych. W przyszłości w sektorze finansowym większość pracowników zostanie zwolnionych i zastąpionych robotami – prognozują eksperci. Statystyki mówią, że prace straci ok. 300 tys. osób w samych Stanach Zjednoczonych. Robotyzacja, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe odgrywają w finansach coraz większą role, a kolejne przykłady ich zastosowań pojawiają się również na polskim rynku.

– Uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja bardzo zmieniły świat finansów. Bankowość dostajemy teraz na naszym smartfonie, więc nie musimy wchodzić do banku. Dostajemy produkt bardziej spersonalizowany, kompleksowy i najczęściej taki, jakiego szukamy. Natomiast z punktu widzenia instytucji finansowych to także bardzo wiele korzyści, ponieważ sztuczna inteligencja pozwala na lepsze dopasowanie produktów do klientów, dobieranie produktów inwestycyjnych, na segmentację klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Aneta Hryckiewicz, profesor finansów na Akademii Leona Koźmińskiego.

Z danych Komisji nadzoru Finansowego wynika, że tylko w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku w Polsce zostało zamkniętych prawie 480 placówek bankowych. Trend likwidowania oddziałów w tym roku nabrał dynamiki, jednak trwa już od dłuższego czasu. W ciągu ostatnich pięciu lat banki zamknęły ich już w sumie ponad 2 tys. Powodem jest w dużej mierze przenoszenie się klientów do kanałów cyfrowych. Z danych Związku Banków Polskich wynika, że na koniec II kwartału 2018 r. liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej przekroczyła już 7 mln, a internetowej – 16 mln.

Z tegorocznego badania HASHfinanseprzyszłości dla Banku Millennium wynika, że klienci bankowości spodziewają się kolejnych innowacji i technologicznych ułatwień w kontaktach z bankiem. Zdaniem 90 proc. w przyszłości obsługa w większości oddziałów będzie automatyczna, a prawie wszystkie sprawy będzie można załatwić za pomocą wirtualnej rzeczywistości.

– Technologie i narzędzia wykorzystywane obecnie w finansach możemy rozpatrywać w dwóch perspektywach. Z perspektywy klienta mamy robodoradztwo, gdzie po analizie poziomu ryzyka klienta, dostaje on propozycje portfeli inwestycyjnych, w które powinien inwestować. Po drugiej stronie mamy zautomatyzowany credit scoring, czyli analizę kredytobiorcy i ryzyka związanego z kredytobiorcą, rozwiązania typu compliance, dzięki którym możemy monitorować i wykrywać np. pranie brudnych pieniędzy czy wyłudzenia. Big data i najnowsze technologie pozwalają również instytucjom finansowym minimalizować ryzyko związane z ich działalnością – mówi dr Aneta Hryckiewicz.

Korzystanie ze sztucznej inteligencji i technologii uczenia maszynowego zmieniają sposób świadczenia usług finansowych. Większość uczestników rynku oczekuje wdrażania kolejnych rozwiązań z zakresu SI i uczenia maszynowego, a wykorzystanie tych technologii w finansach może przynieść istotne korzyści, takie jak wyższa wydajność w zakresie świadczenia usług finansowych, bardziej efektywne przetwarzanie informacji o ryzyku kredytowym, usprawnienie zarządzania ryzykiem, wykrywanie oszustw i zgodność z wymogami regulacyjnymi przy potencjalnie niższych kosztach, podkreślają eksperci Rady Stabilności Finansowej (FSB) w ubiegłorocznym raporcie „Artificial intelligence and machine learning in financial services”.

– Uczenie maszynowe wykorzystuje dane do analizy zachowań klienta, żeby zaoferować mu dokładnie to, czego on oczekuje, a z drugiej strony zminimalizować ryzyko po stronie instytucji finansowej. Jeżeli widzimy, że klient przestaje pracować, nie otrzymuje wynagrodzenia na rachunek bankowy – jest to pierwszy sygnał, że trzeba się z danym klientem skontaktować, bo później może się okazać, że nie będzie w stanie spłacać kredytu – mówi dr Aneta Hryckiewicz.

Coraz więcej zastosowań machine learning i sztucznej inteligencji pojawia się także na polskim rynku. ING bank Śląski w marcu udostępnił klientom chatbota Mój Asystent, który odpowiada na pytania klientów, wykorzystując w tym celu mechanizmy sztucznej inteligencji. Z podobnego rozwiązania – chatbota KrEdytki – od ubiegłego roku korzysta też Crédit Agricole.

– Mamy w tej chwili bardzo dużą konkurencję dotyczącą tego, która z instytucji będzie bardziej innowacyjna. Każda chce się czymś wyróżnić i najlepiej żeby tym wyróżnikiem było właśnie wprowadzanie coraz to nowszych technologii i innowacyjnych rozwiązań. W przyszłości w sektorze finansowym gros pracowników zostanie zwolnionych – statystyki mówią o około 300 tys. osób tylko w USA – i zastąpionych po prostu robotami. Będziemy mieć do czynienia z dużą robotyzacją świata finansów, wyeliminowaniem czynnika ludzkiego, żeby było taniej, sprawniej i bardziej efektywnie – przekonuje ekspertka.

Według raportu firmy analitycznej Autonomous sztuczna inteligencja pozwoli zaoszczędzić instytucjom finansowym do 2030 r. nawet 1 bln dol.

Relacja z VI edycji IT Future Expo

19 i 20 września odbyła się VI edycja dorocznego spotkania elity polskiego IT, poświęcona technologiom dla biznesu. Mieliśmy okazję dowiedzieć się, co napędza branżę IT. Poznaliśmy aktualne trendy w rozwoju technologii dla przedsiębiorstw. Podczas wydarzenia uczestnicy wymieniali się doświadczeniem, praktykami, a także pozyskiwali nowych Partnerów Biznesowych.

Targi odwiedziło szerokie gremium specjalistów i ekspertów z szeroko pojętej branży IT. Wyselekcjonowane grono liderów IT oraz istotnych gości branżowych, przyczyniło się do stworzenia idealnej atmosfery networkingowej oraz wymiany merytorycznej i trudno dostępnej wiedzy. Podczas tegorocznej edycji, jak i w ubiegłym roku, pojawili się także uczestnicy z zagranicy, którzy aktywnie uczestniczyli w wydarzeniu. IT Future Expo jest imprezą międzynarodową, co raz bardziej rozpoznawalną i cenioną również na rynkach zagranicznych.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją video: https://www.facebook.com/itfutureexpo/videos/356562758415569/

19 września 2018 roku, inauguracją targów była Gala IT Future Awards, która wyłoniła najlepsze rozwiązania i usługi IT w Polsce. Podczas wydarzenia zostali wyłonieni Liderzy IT 2018 spośród 14 kategorii konkursowych.

Niezmiernie miło jest nam przedstawić tegorocznych Liderów:

  • Bi-Pro Consulting z produktem CONTROL w kategorii BI Trends
  • Enova365 z produktem enova365 Workflow DMS w kategorii BPM Leader
  • Politechnika Gdańska z produktem Multidyscyplinarny Otwarty System Transferu Wiedzy – Most Wiedzy w kategorii Cloud Computing
  • Hyperbook z produkcją spersonalizowanych laptopów w kategorii Computer & Equipment Technology
  • CORNING z produktem EDGE8 w kategorii Data Center Leader
  • edrone z produktem edrone- pierwszym eCRM dla e-commerce w kategorii E-commerce Innovation
  • Impaq z produktem AntiFraud Hub w kategorii Industry Dedicated IT Solutions
  • Vertiv z produktem Vertiv SmartCabinet w kategorii Infastructure Innovation
  • Softwizard z produktem vendoria.pl w kategorii Innovative IT Startup
  • Leaware z produktem Fair Tools w kategorii Innowacja Roku 2018
  • GRC Solutions z produktem smartGRC w kategorii IT Security
  • Content Networks z produktem ADScreen system Digital Signage w kategorii IT Services Leader
  • Exaco z dedykowaną aplikacją mobilną Mój Carrefour w kategorii Mobile Trends
  • ELO Digital Office z produktem ELO ECM Suite 10 w kategorii Workflow Management

Jak co roku, kluczowym punktem merytorycznym podczas Gali IT Future Awards była Debata Liderów Branżowych – Czy nasze dane rzeczywiście są bezpieczniejsze i lepiej chronione? W debacie wzięło udział 6 Panelistów. Moderatorem była Pani Mecenas Agnieszka Mencel z kancelarii Linklaters. Pozostałymi członkami byli: Pan Grzegorz Długajczyk z ING Banku Śląskiego, Pan Damian Klimas z Uniwersytetu Wrocławskiego, Pan Adrian Kapczyński z PTI, Pan Piotr Kubiak z firmy A plus C, Pan Krzysztof Grabczak z firmy Oracle.

Po wnikliwej dyskusji odbył się bankiet, w trakcie którego Goście mieli czas na zacieśnienie relacji biznesowych i chwilę relaksu.

Wieczór został wzbogacony o część artystyczną. W tym roku, swym pięknym głosem oczarowała widownię Asteya Dec. Wokalistka wprowadziła uczestników w przyjemny nastrój i choć na chwilę zmniejszyła napięcie, które towarzyszyło w oczekiwaniu na wyniki konkursu Liderzy IT 2018.

Już teraz zapraszamy do zapoznania się z video relacją z gali: https://www.facebook.com/itfutureexpo/videos/313930789186560/

Podczas Targów gościliśmy zarówno firmy polskie, jak i zagraniczne. Uczestnicy mogli zdobyć cenne informacje m.in. z zakresu bezpieczeństwa, BIG Data, Data Center, czy złożonych procesów biznesowych. Specjaliści dzielili się swoimi doświadczeniami, chętnie udzielali porad i odpowiadali na pytania merytoryczne. Nie zabrakło również case study, których z zaciekawieniem i pełną koncentracją słuchali uczestnicy.

W trakcie tegorocznej edycji nie zabrakło strefy 3D, gdzie mogliśmy podziwiać nie tylko technologie drukarek 3D, ale również przenieść się w Świat Wirtualnej Rzeczywistości. Gościem Specjalnym eventu był znany Redaktor Spider’s Web – Przemysław Pająk, który opowiedział o tym co obecnie wie o nas Facebook i Google oraz o tym czy to rzeczywiście koniec prywatności na świecie.

Wydarzenie odbyło się pod Patronatem Honorowym Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, a także Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

Sponsorem Strategicznym targów była firma Canon, która przygotowała zjawiskowe stoisko wystawiennicze, gdzie klienci mogli przy kawie porozmawiać o nowych technologiach i potencjalnej współpracy. Oprócz atrakcji na stoisku, Canon przygotował interesującą prelekcję nt. automatyzacji, sztucznej inteligencji oraz IoT, czyli co raz częściej wykorzystywanych technologii w pracy biurowej.

Wydarzeniem wiodącym pod względem merytorycznym był niewątpliwie IT Future Congress Nie zabrakło prelekcji z zakresu bezpieczeństwa IT, data center, mobile, BPM, czy Workflow. Pan Janusz Żmudziński  z PTI rozpoczął wykład inauguracyjny i przykuł uwagę słuchaczy prelekcją o Trendach i przyszłości cyberbezpieczeństwa. Bardzo dobrze ocenioną prelekcją wśród uczestników był wykład Pana Sebastiana Starzyńskiego z ABR SESTA, który opowiedział o tym, jak wkrótce klienci zaczną używać osobistych asystentów opartych na sztucznej inteligencji, których jednym z zadań będzie ocena ofert firm. Najbardziej kluczowym punktem kongresu była Debata współorganizowana z Ministerstwem Cyfryzacji „Co zrobić, aby Polska dołączyła do grona najbardziej cyfrowych państw na świecie?” Wśród Panelistów gościliśmy Sekretarza Stanu Ministerstwa Cyfryzacji Pana Karola Okońskiego, Dyrektora Departamentu Rozwoju Cyfrowego Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju Pana Rafała Sukiennika. Ponadto udział brał również Członek Zarządu Play Pan Jacek Niewęgłowski, Prezes Banku Pocztowego S.A. Pan Sławomir Zawadzki, a także Prezes Zarządu PTI – Pan Borys Stokalski. Nie zabrakło również przedstawiciela Urzędy Marszałkowskiego Pana Krzysztofa Mączewskiego, Pana Jerzego Kalinowskiego z KPMG, a także Pana Przemysława Jabłońskiego z firmy Canon. Uczestnikom odpowiedziano m.in. na poniższe pytania:

  • Jak bardzo cyfrowa jest Polska dzisiaj?
  • Czego możemy się nauczyć od globalnych liderów cyfryzacji?
  • Jakie są główne bariery dla cyfryzacji naszego kraju?
  • W jaki sposób można usunąć te bariery w Polsce?
  • Co zrobić, aby Polska dołączyła do najbardziej cyfrowych państw na świecie? Jakie powinny być nasze priorytety w perspektywie najbliższych 3 lat?

Wszechstronne spektrum zagadnień poruszonych podczas kongresu, przyciągnęło bardzo liczne grono odpowiednio stargetowanych odbiorców. Jednocześnie każdy słuchacz odnalazł w programie interesujące tematy wystąpień.

W tym roku również stworzony został ekspercki punkt prawny – IT Law Point, w którym Przedstawiciele Kancelarii Szostek_Bar&Partnerzy udzielali bezpłatnych porad prawnych dla firm.

Wśród stref specjalnych znalazła się również strefa dronów zaaranżowana przez AirDron, a także strefa CryptoExpo, gdzie można było m.in. zapoznać się z technologiami dotyczącymi blockchain oraz kryptowalut.

Uczestnicy wydarzenia mogli skorzystać z bezpłatnych masaży w strefie chillout, której w tym roku Partnerem został feel it.  

Podczas tegorocznej edycji, targi odwiedzili: Dyrektorzy IT, IT Managerowie, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, Reprezentanci firm, a także Członkowie Zarządu! Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele z wielu branż:

  • Administracji Publicznej
  • Energii & Surowców
  • Finansów
  • FMCG & Retail
  • Motoryzacji
  • Nauki i Edukacji
  • Przemysłu i Produkcji
  • Telekomunikacji
  • Transportu

Taki dobór grupy docelowej sprawił, iż łatwiej było nawiązywać relacje biznesowe Wystawcom. A poniżej kilka opinii:

  • Bardzo dziękujemy za współpracę i świetnie logistycznie zorganizowany event J
    Uczestnictwo w IT Future Expo to dla nas każdego roku ważne wydarzenie, mamy nadzieję, że do zobaczenia za rok!
    J

Soneta Sp. z o.o.

 

  • Nawiązaliśmy kilka bardzo ciekawych relacji biznesowych i liczymy na bardzo owocną współpracę w przyszłości.

Oracle

 

  • Tutaj można spotkać naszych docelowych klientów, grupy biznesowe w naszym kręgu zainteresowań, gdzie wyrabiają się kontakty biznesowe, jak i również przyszła współpraca w oparciu o nasze rozwiązania, które możemy dostarczyć klientom.

Enteo

 

  • IT Future Expo jest to jedna z niewielu imprez w Polsce, która gromadzi rzeczywiście fachowców ze świata IT, którzy rozmawiają na najważniejsze tematy, które obecnie dzieją się w IT.

Canon Polska

 

  • To nie jest nasz pierwszy event na stadionie Narodowym. Zawsze, gdy tutaj się pojawiamy, tych kontaktów jest dość dużo.

Oktawave

 

 

  • Mieliśmy kilka fajnych rozmów biznesowych. Myślę, że z naszej perspektywy bardzo udane targi.

Exaco

W imieniu Organizatora – Wszystkim Wystawcom oraz zwycięzcom Konkursu życzymy samych sukcesów w dalszej pracy i doskonaleniu swoich rozwiązań, a Sponsorom i Patronom Medialnym dziękujemy za wsparcie imprezy! Dziękujemy za przybycie oraz aktywne uczestnictwo wszystkim Zwiedzającym i Słuchaczom. Zapraszamy już za rok!

Pragma Faktoring postawiła cały biznes na fintechu

Pragma Faktoring SA pokazuje kolejne statystyki swojej dywizji fintechowej PragmaGO. Tym razem pokazała, jaki wpływ te narzędzia mają na cały jej biznes. Produkty oferowane online przy zautomatyzowanym procesie weryfikacji wniosków spółka udostępniła także klientom, którzy mają do sfinansowania faktury powyżej 50 tys. zł, a zawnioskować, otrzymać ofertę i umowę w procesie onlinowym można również przy stałym finansowaniu nawet do 1 mln zł. To sporo. Jak na polskie fintechy Pragma Faktoring z ofertą finansowania wyszła najszerzej.

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Najszersza na rynku oferta to nie jedyny nasz wyróżnik wśród spółek fintechowych w Polsce. Pragma działa na rynku od ponad 20 lat. Zanim udostępniliśmy nasze produkty online, opracowaliśmy i wdrożyliśmy złożony system CRM klasy ERP, ponieśliśmy wszystkie koszty rozwoju IT z tym związane. Jesteśmy przekonani, że to nasza długoterminowa przewaga konkurencyjna. Nie mamy naklejki fintechu tylko na naszych wnioskach online, automatyczny jest cały proces obsługi, generowania i podpisywania umowy, potwierdzania faktury, wypłaty środków i rozliczeń. – chwali się Prezes Zarządu Tomasz Boduszek. – Dzięki zaimplementowaniu tych rozwiązań we wszystkich naszych operacjach stale wzrasta nam rentowność, od początku 2017 roku do dziś wzrosła prawie dwukrotnie. Tak więc cała Pragma Faktoring stała się GO – komentuje Tomasz Boduszek. – Nie mamy barier operacyjnych dla wzrostu skali. – podsumowuje.

Obroty fintechowej dywizji PragmaGO rosną z dynamiką ponad 20% kwartalnie, osiągając w 2. kwartale 2018 poziom 53 mln zł, przy portfelu 30 mln zł. Udział PragmaGO w przychodach całkowitych to już 32%, a celem na 2019 jest osiągniecie udziału 50% przychodów Spółki. Pragma Faktoring w tym roku pozyskała o 50% więcej klientów niż przed rokiem. Zarząd podkreśla przy tym, że konsekwentnie prowadzi politykę dekoncentracji ryzyka. Średnia wartość obrotu na jednostkowego spadła o 36%, z 1,4 do 0,68 mln zł. Umożliwia to mikrofinansowanie oferowane przez PragmaGO.

Mamy się już czym pochwalić, ale tak naprawdę jesteśmy na początku drogi. Mamy stabilne procesy sprzedaży i ryzyka uwzględniające onlinowość procesów, a w lecie wdrożyliśmy aplikacje, które umożliwiają nam udostepnienie naszych produktów w różnych kanałach dystrybucji, łącznie z możliwością zaoferowania naszym partnerom programów finansowania w formie „white lable”. Mamy doświadczenie w zakresie współpracy z merchantami dzięki działaniom spółki zależnej Lease Link Sp. z o.o., która udostępnia swoją usługę leasingu online m.in. przez Media Markt, Allegro, OleOle! Ewolucja PragmaGO do modelu serwiserskiego jest najważniejszym zadaniem na najbliższy czas – mówi Tomasz Boduszek. Chcemy zostać partnerem pierwszego wyboru dla instytucji finansowych oraz inwestorów pragnących zarabiać na biznesie faktoringowym.

Aktualizacja ocen ratingowych dla Banku Pekao S.A. przez Fitch Ratings

Fitch Ratings zaktualizował długoterminowy rating Banku Pekao S.A do poziomu BBB+. Agencja zaktualizowała również perspektywę oceny ratingu do stabilnej. Po przeprowadzonej aktualizacji, Bank Pekao pozostaje z jedną z najwyższych ocen ratingowych w sektorze bankowym według metodologii Fitch.

Zdaniem Fitch, oceny ratingowe Pekao utrzymują wysoki poziom wsparte wewnętrzną siłą banku. W ocenie agencji, mocne strony Pekao to ugruntowana pozycja na rynku krajowym, stabilny model biznesowy, konserwatywna polityka kredytowa, silna pozycja kapitałowa, wysoka jakość aktywów, solidna rentowność oraz mocna pozycja finansowa i płynnościowa.

Zmiana długoterminowego ratingu dla Pekao spowodowana jest stabilizacją pozycji kapitałowej na poziomie zgodnym z otoczeniem polskiego sektora bankowego, przy jednoczesnym podkreśleniu przez agencję silnej pozycji kapitałowej mierzonej wymaganiami regulacyjnymi i wymaganiami kapitałowymi Fitch. Fitch oczekuje, że jakość aktywów Banku Pekao pozostanie na wysokim poziomie wsparta korzystnymi warunkami otoczenia makro oraz dzięki konserwatywnemu podejściu do akcji kredytowej.

W tym tygodniu, agencja S&P podwyższyła rating kontrahenta w przypadku procesu przymusowej restrukturyzacji (‘RCR’) Banku Pekao do poziomu A-, pozostawiając inne ratingi na niezmienionym poziomie.

Strategią Banku Pekao jest zachowanie silnej pozycji kapitowej przy atrakcyjnej polityce dywidendowej i kontynuacji wzrostów w kluczowych obszarach.

Raport Arval: „Barometr Flotowy 2018”

Ponad 340 tys. nowych aut osobowych kupiły w 2017 r. w Polsce podmioty gospodarcze. W tym roku liczba ta może być jeszcze wyższa. Jak wynika z najnowszego raportu „Barometr Flotowy”, prawie 25% polskich firm planuje rozbudowę swojej floty samochodowej. Dużą ich część stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP). Szczególnie dobre nastroje panują wśród małych i średnich przedsiębiorstw, w których popularność wynajmu aut rośnie w tempie dwukrotnie szybszym, niż w krajach zachodnioeuropejskich. Coraz ważniejszym celem, jaki stawiają sobie polscy menedżerowie flot, jest poprawa bezpieczeństwa kierowców oraz ograniczanie emisji CO2.

To najważniejsze wnioski Barometru Flotowego 2018 – cyklicznej publikacji przygotowanej na podstawie pogłębionych wywiadów przeprowadzonych wśród prawie 4 tys. osób administrujących flotami, zatrudnionych w firmach korzystających z samochodów służbowych w Unii Europejskiej oraz Turcji.

Rynek rośnie

„Polscy fleet managerowie są dużo większymi optymistami od ich kolegów z Europy. Cały czas spodziewamy się, że rynek car fleet management będzie w Polsce dynamicznie rósł. Wynika to z tego, że chociaż największe firmy zaczynają optymalizować liczby samochodów, to jednocześnie polskie małe i średnie przedsiębiorstwa bardzo dynamicznie wchodzą na ten rynek i uzupełniają tę lukę. Cały rynek rośnie” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Grzegorz Szymański, dyrektor generalny Arval Polska.

Większe zainteresowanie niż na Zachodzie

Co ciekawe, jeśli chodzi o przedsiębiorstwa zatrudniające od 1 do 9 pracowników, w Polsce chęć rozbudowy swojej floty samochodowej ma aż 22% firm, podczas gdy w Europie Zachodniej – tylko 13%. Świadczy to zarówno o dobrej kondycji finansowej polskiej branży MŚP, jak i coraz lepszym dopasowaniu oferty firm zajmujących się wynajmem długoterminowym do potrzeb swoich klientów: teraz nawet małe podmioty mogą korzystać z usług do niedawna dostępnych tylko dla przedsiębiorstw dysponujących dużymi flotami.

Leasing ciągle w górę

Według danych tegorocznego Barometru w najbliższych latach w Polsce rosnąć będzie zainteresowanie leasingiem operacyjnym. W 2016 r. zdecydowanych na tę formę finansowania auta było 7% przedsiębiorców, w 2017 – 9 %, zaś w tegorocznym badaniu aż 13%. – Na szczególną uwagę zasługuje to, że leasing operacyjny cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród małych i średnich firm. Prawie 24% przedsiębiorców polskiego sektora MŚP jest zdecydowanych na tę formę finansowania zakupu samochodu. W pozostałych państwach UE taką chęć deklaruje jedynie 13%. – mówi Tomasz Bachniak, Arval Consulting & CVO Manager.

Diesel, czyli upadku ciąg dalszy

Zarówno dane rynkowe, jak i opinie zebrane podczas badania CVO, jednoznacznie pokazują, że udział diesla w rynku nadal będzie malał. Dane dot. rejestracji nowych pojazdów nie pozostawiają wątpliwości. W 2015 roku odsetek rejestrowanych aut z tym silnikiem wynosił w Polsce ponad 40% – w roku 2018 już tylko 30,3 %. Tam, gdzie na popularności tracą diesle, pojawia się przestrzeń dla napędów alternatywnych, takich jak hybrydy czy auta elektryczne. Aż 36% polskich przedsiębiorców rozważa zakup floty z napędem alternatywnym. W poprzednim badaniu odsetek ten wynosił 31%.

Polska stawia na LPG

Badanie CVO pokazuje, że polscy przedsiębiorcy, obok włoskich i brytyjskich, znajdują się w czołówce, jeżeli chodzi o zastosowanie LPG. Aż 14% aut w polskich flotach jest napędzanych gazem. Dla porównania w pozostałych krajach UE odsetek ten wynosi średnio 4%. – Tak duża popularność samochodów z LPG wynika z braku alternatyw dla diesla w segmentach A oraz B, a także wymiaru ekologicznego i ekonomicznego stosowania tego paliwa – mówi Tomasz Bachniak, Arval Consulting & CVO Manager.

Wzrasta popularność leasingu operacyjnego

Warto również zauważyć, że wśród polskich firm zwiększa się zainteresowanie finansowaniem za pomocą leasingu operacyjnego. Dotyczy to zwłaszcza MŚP. Wybór tej formy finansowania deklaruje prawie 24% firm z tego sektora. Jak stwierdza Paweł Racis, dyrektor handlowy Arval Polska: „Dotychczas na polskim rynku dominowały zakupy i leasing finansowy, ale od kilku lat bardzo dynamicznie rośnie leasing operacyjny. Jest on w tej chwili wybierany przez polskie i międzynarodowe przedsiębiorstwa bardzo często. Leasing operacyjny ma zdecydowanie szerszy zakres usług dodatkowych. Korzystając z tego typu formy finansowania, firmy przekazują swojemu partnerowi pełen outsourcing floty, np. wymianę sezonowo opon, przeglądy, likwidację szkód. Tak że z punktu widzenia przedsiębiorcy jest to zdecydowanie dużo wygodniejsze”.

Polscy przedsiębiorcy stawiają na bezpieczeństwo

Polska znalazła się w czołówce państw, w których przedsiębiorcy najchętniej korzystają z narzędzi telematycznych – pod tym względem ustępujemy jedynie Wielkiej Brytanii. Udział polskich firm stosujących ww. rozwiązania wyniósł wg CVO 28%, podczas gdy w pozostałych państwach Unii Europejskiej oscyluje on średnio wokół 19%.

Coraz ważniejszym powodem, który decyduje o decyzji korzystania z tego typu narzędzi jest chęć poprawy bezpieczeństwa kierowców. – W tym roku aż 65% polskich przedsiębiorców zadeklarowało, że czynnik bezpieczeństwa jest dla nich najważniejszą motywacją do zastosowania telematyki. W ubiegłorocznym badaniu podobnie odpowiedziało jedynie 47% respondentów – mówi Tomasz Bachniak.

37 proc. MSP rozważa wprowadzenie split payment w przyszłości

  • 26 proc. polskich MSP ocenia, że wprowadzenie split payment miało wpływ na ich płynność finansową – wynika z badania IBRIS na zlecenie Siemens Financial Services.
  • 15 proc. firm twierdzi, że stosuje split payment z własnej inicjatywy. W tej grupie dominują firmy średnie (zatrudniające między 50 a 250 pracowników).
  • Ponad 37 proc. MSP rozważa wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności, jedna czwarta zdecyduje się na to gdyż uważa, że split payment będzie wkrótce obowiązkowe.
  • Ponad 42 proc. przedsiębiorców uważa, że brakuje im wiedzy o split payment.

Od 1 lipca 2018 r. przedsiębiorca, który otrzymał fakturę za towar lub usługę, może podzielić płatność na dwie części. Kwota netto trafia na zwykły rachunek bankowy, pozostała część – na oddzielny rachunek VAT z ograniczonym dostępem. Tak działa mechanizm podzielonej płatności. Dzięki płatności w takim trybie, podatnik unika ryzyka solidarnej z dostawcą odpowiedzialności za nierozliczony VAT.

Trzy i pół miesiąca po wejściu w życie przepisów wprowadzających split payment w Polsce, przedsiębiorcy są podzieleni w kwestii oceny tego rozwiązania. Większość firm deklaruje, że nie odczuły jego wpływu na sytuację finansową, z drugiej jednak strony niewiele z nich przyznaje, że stosuje split payment. Jak wynika z badania IBRIS przeprowadzonego na zlecenie Siemens Financial Services na grupie 500 małych i średnich firm zatrudniających od 1 do 250 osób, mechanizm podzielonej płatności VAT z własnej inicjatywy wdrożyło i stosuje przynajmniej sporadycznie 15 proc. przedsiębiorstw. Częściej mechanizm podzielonej płatności stosują firmy większe. W ich wypadku dobrowolne wdrożenie mechanizmu zadeklarowało blisko 45 proc. podmiotów, wobec jedynie 21 proc. firm małych i 14 proc. mikro firm.

Krzysztof Kuniewicz Dyrektor Zarządzający Siemens Finance
Krzysztof Kuniewicz
Dyrektor Zarządzający Siemens Finance

– W rzeczywistości firm, które stosują split payment z własnej inicjatywy, może być mniej. Należy bowiem przyjąć, że część badanych mogła udzielić pozytywnej odpowiedzi zakładając, że wdrożenie mechanizmu jest pożądane. Dotyczy to w szczególności 7 proc. firm, które na pytanie o płatności z wykorzystaniem split payment odpowiedziały, że mechanizm stosują, ale rzadko – mówi Krzysztof Kuniewicz, Dyrektor Działu Faktoringu Siemens Financial Services.wprowadzenie split payment

Split payment dla kontrahentów lub z obowiązku

Również w odniesieniu do płatności przychodzących od odbiorców split payment jest zjawiskiem rzadkim. 20 proc. badanych firm deklaruje, że tak właśnie płacą ich kontrahenci. Zwykle dotyczy to jednak mniejszości faktur. 13 proc. respondentów odpowiedziało, że w formule split payment płaci im mniej niż jedna czwarta partnerów biznesowych. Jedynie 4 proc. przedsiębiorców stwierdziło, że otrzymuje płatności na dwa rachunki od 25 do 49 proc. kontrahentów, a jedynie 3 proc. od więcej niż połowy.

– Patności przychodzące na dedykowany rachunek VAT to środki zablokowane i niedostpne dla płatności innych niż VAT-owskie. Dlatego firmy, które otrzymują płatności podzelone równeż same – przynajmniej w ograniczonym zakresie – muszą takich płatności dokonywać. Może tu więc działać mechanizm „kuli śniegowej”. W efekcie, w miarę upływu czasu, coraz więcej firm będzie deklarowało styczność z tą formą rozliczeń – konkluduje Krzysztof Kuniewicz z Siemens Financial Services.

Prawie połowa badanych firm planuje rozliczać się przy pomocy mechanizmu podzielonej płatności VAT w przyszłości. Najwiecej – jedna czwarta firm – rozważa wprowadzenie split payment ponieważ spodziewa się, że wkrótce jego stosowanie stanie się obowiązkowe. Zamiar stosowania nowego mechanizmu w przyszłości częściej deklarują większe firmy. Taki zamiar zadeklarowało aż 84 proc. przedsiębiorstw średnich oraz 61 proc. małych. Najrzadziej – jedynie 36 proc. – zamierzają stosować split payment mikrofirmy.

Z Ministerstwa Finansów płyną sygnały, że obowiązek stosowania podzielonej płatności zostanie poszerzony od 2019 r. Aktualnie jest on stosowany powszechnie w relacjach z kontrahentami powiązanymi z administracją publiczną.wprowadzenie split payment 2

Wpływ split payment jeszcze mało odczuwalny

Ponad jedna czwarta (26 proc.) polskich MSP ocenia, że wprowadzenie split payment miało wpływ na sytuację finansową ich firmy. Mniej niż jedna trzecia z tej grupy uważa, że był on negatywny. – Split payment powoduje, że część środków zostaje zablokowana na dedykowanym rachunku, co musi powodować pogorszenie płynności finansowej firmy. Przedsiębiorcy jeszcze tego nie odczuli, bo wciąż jedynie niewielka część płatności odbywa się z wykorzystaniem tego mechanizmu. Niektórzy – nawet ponad połowa badanych – deklarują nawet, że w związku z wprowadzeniem podzielonej płatności VAT płynność finansowa ich firm poprawiła się. Tylko 29 proc. respondentów uznało, że split payment pogorszył ich płynność finansową. Jest to chyba najbardziej zaskakująca odpowiedź uczestników badania – ocenia Krzysztof Kuniewicz z Siemens Financial Services. Negatywny wpływ wprowadzenia mechanizmu podzielonej płatności na płynność finansową jest widoczny gdy analizujemy dane w poszczególnych grupach fiirm. Najbardziej odczuły to najmniejsze i średnie firmy. Na pogorszenie sytuacji finansowej w związku z wprowadzeniem mechanizmu narzeka około 40 proc. z nich.

Mechanizm w teorii pownien pozostać neutralny z punktu widzena płynności finansowej ponieważ firmy i tak są zobligowane do odporowadznaia podatków na rachunek urzędu skarbowego. Istnieje jednak krótki okres pomiędzy wpływem śroków na konto a odprowadzeniem VAT na konto urzędu. W mechaniźmie split payment środki na poczet VAT są w części zablokowane, podczas gdy dotychczas przedsiębiorca swobodnie nimi obracał. split payment siemens

Siemens Financial Services sprawdziło również, ile firm rozważa skorzystanie z usług wspomagających bieżący dostęp do kapitału, w związku z wprowadzeniem split payment. Po narzędzia typu leasing i faktoring zamierza sięgnąć 13 proc. MSP. Potwierdza to wynki dotychczasowych badań wyjaśnających coroczny, stopniowy przyrost liczby firm korzystających z faktoringu.

– Na rynku są widoczne symptomy, które wskazują na możliwe zwolnienie tempa wzrostu gospodarczego w ciągu 6 miesicy, takie jak na przykład najniższy od 23 miesięcy odczyt wskaźnika PMI czy rosnący problem zatorów płatniczych. Słabsza koniunktura będzie stawiać wyższe wymagania firmom oraz stwarza lepiej zarządzanym firmom okazje do przejmowania klientów od konkurentów, którzy złapali zadyszkę i nie są w stanie realizować nowych zamówień. Sprawne działanie wymaga posiadania płynności finansowej lepszej niż ma konkurencja. Płynność finansowa już nie raz okazała się być czynnikiem tworzenia przewagi konkurencyjnej. Dzięki niej można oferować lepsze warunki odbiorcom a także negocjować skonto u dostawców. Dlatego warto zawsze rozważyć zastosowanie narzędzi finansowych, które zwiększą bieżący dostęp do gotówki – mówi Krzysztof Kuniewicz z Siemens Financial Services.

Ponad 42 proc. przedsiębiorców przyznało, że w ich odczuciu dostępne na rynku materiały i szkolenia nie pozwoliły im w wystarczającym stopniu pozyskać informacji o tym jak działa split payment. Przeciwnego zdania jest 47 proc. ankietowanych.

O co chodzi w split payment

Jak działa split payment i dlaczego został wprowadzony? Cel to uszczelnienie systemu podatkowego VAT. Podatnicy, którzy dobrowolnie zdecydują się na podzieloną płatność mogą korzystać z płynacych za tym korzyści. Między innymi nie są objęci przepisami o solidarnej odpowiedzialności nabywcy, więc nie muszą obawiać się konsekwencji związanych z zaległościami podatkowymi dostawcy. Uwalniają się też od karnych odsetek i sankcji VAT w przypadku, gdy urząd skarbowy zakwestionuje wysokość kwoty VAT do odliczenia, przedstawionej przez podatnika na fakturze.

– Minusem rozwiązania jest ograniczenie swobody w obracaniu częścią środków finansowych firmy. Chociaż pieniądze znajdujące się na rachunku VAT należą do przedsiębiorcy, to możliwości korzystania z nich są bardzo ograniczone – można je wykorzystać jedynie do uregulowania należności VAT wobec innych kontrahentów oraz urzędu skarbowego. Nieco bardziej skomplikowany jest również proces realizacji przelewów, ponieważ każda faktura rozliczana jest osobno, a pieniądze wpłacane są na dwa odrębne konta – mówi Krzysztof Kuniewicz z Siemens Financial Services.

Badanie zrealizowane we wrześniu 2018 r., metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), na ogólnopolskiej próbie N=500 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, dobór próby kwotowa.

Cyberbezpieczeństwo nareszcie proaktywne

Z globalnego badania, którego podjął się SANS Institute – 2018 Threat Hunting Survey Report wynika, że w firmowych politykach bezpieczeństwa informacji w końcu doszło do prawdziwego przełomu – widocznie wzrosła liczba przedsiębiorstw, które aktywnie i profilaktycznie zapobiegają cyberatakom na swoje środowisko IT.

Zgodnie z najnowszą edycją raportu SANS, już 43% respondentów, spośród 600 profesjonalistów IT z całego świata, przyznaje, że prowadzi ciągłe i stale dokładniejsze działania pomagające wykrywać zagrożenia, zanim dojdzie do poważnego incydentu wymierzonego w bezpieczeństwo cyfrowych informacji. Przed rokiem odsetek ten wynosił 35%, zaś przed dwoma laty, formalną strategię przeciwdziałania cyberprzestępczości miało jedynie 3% firm. To zatem pierwsze wnioski pozwalające sądzić, że działania mające na celu obronę infrastruktury IT faktycznie stają się proaktywne, czyli pozwalające z większą skutecznością zapobiegać cyberatakom. W przeciwieństwie do obserwowanego od wielu lat zjawiska reakcji na incydenty przeciwko bezpieczeństwu IT dopiero w momencie, gdy niemożliwe jest już zapobiegnięcie szkodliwym efektom ataku – tłumaczy Artur Malinowski z Arrow ECS.

Niestandardowe działania w standardzie?

Zdaniem Roberta M. Lee, współautora opracowania z SANS Institute, aktywne poszukiwanie zagrożeń jest obecnie częścią niestandardowych operacji z zakresu dbałości o cyberbezpieczeństwo. Niemniej jednak, połączenie klasycznej analizy zagrożeń i generowania prognoz przyszłych incydentów na podstawie dotychczasowych lokalizacji włamań do sieci ma ogromne znaczenie dla skuteczności przeciwdziałania atakom. Oraz – jak sam to określił, umożliwia prawdziwe „polowanie” na cyberzagrożenia, zmieniając pozycję firmy z reaktywnej na proaktywną.

Efekty tej postawy daje się zaobserwować już teraz. Według autorów raportu, jeszcze przed pięcioma laty czas obecności konkretnego zagrożenia w sieci firmy lub organizacji – od jego pojawienia się do neutralizacji – wynosił nawet 6 miesięcy. Obecnie, spadł on do 90 dni.

Prymat technologii

Celem zachowania wspomnianej proaktywnej postawy w zabezpieczaniu firmowych danych przedsiębiorstwa mocniej akcentują wykorzystanie specjalistycznych narzędzi i systemów IT. Dla 41% respondentów badania rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa IT – m.in. takie jak zarzadzanie tożsamością, ochrona przed celowymi, zaawansowanymi atakami (APT) czy ochrona baz danych i środowisk wirtualnych stanowią najważniejszy obszar wydatków związanych z „polowaniem” za cyberzagrożenia. Inwestycje w wykwalifikowany personel są natomiast kluczowe dla mniejszej liczby respondentów – 30%. Oczywiście, skuteczna ochrona przed cyberatakami nie jest możliwa bez kompetentnych specjalistów z tego obszaru, niemniej firmy i organizacje w coraz większym stopniu uczą się konieczności przeciwstawiania cyberprzestępcom możliwe najsilniejszej, „cyfrowej armii” – dodaje Artur Malinowski z Arrow ECS.

Era bezpieczeństwa usługowego

Według najnowszej prognozy IDC, wydatki związane z bezpieczeństwem firmowych informacji osiągną w skali globalnej niemal 134 miliardy $ do 2022 roku. Najwięcej wartym – dokładnie 40,2 mld $ – oraz najszybciej rosnącym segmentem tego obszaru będą usługi zewnętrznych partnerów związane z cyberbezpieczeństwem. W przypadku branży, która na rozwiązania IT zwiększające bezpieczeństwo wyda najwięcej, nie ma zaskoczenia – będzie nią bankowość, której inwestycje na ten cel wyniosą 16 mld dolarów do 2022r.