Laude Smart Intermodal rozwija przewozy – nowe kierunki transportu z Polski i Ukrainy

Spółka Laude w zdecydowanej większości prowadzi transporty intermodalne z Ukrainy przez Polskę, co z uwagi na posiadane aktywa jak terminale i lokomotywy pozwala na optymalizację czasową i kosztową w obrocie towarami. Nie bez znaczenia jest też posiadanie własnej spółki w Niemczech, co dodatkowo ułatwia transport produktów z Polski i Ukrainy. Część ukraińskiego eksportu Laude Smart Intermodal przekierowuje na Słowację i Węgry, gdzie zamierza zwiększać swoją przewozową obecność.Laude

– Te kierunki stanowią istotną część naszej oferty, szczególnie w kontekście rozwoju współpracy z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie popyt na usługi transportowe rośnie, a nasza spółka jest w stanie szybko reagować na pojawiające się na różnych rynkach oczekiwania – przekonuje Pavel Kalasko (ukr. Павел Колоско), wiceprezes ds. rynków wschodnich Laude Smart Intermodal i dyrektor generalny spółki na Ukrainie.

Warto przypomnieć, że w ostatnich wojennych latach rząd ukraiński zrealizował wiele inwestycji kolejowych mających na celu wydłużenie tras linii normalnotorowych umożliwiających poruszanie się pociągów europejskich bez konieczności wymiany wózków w wagonach. Dotyczyło to m.in. połączenia prowadzącego do Polski (Izow–Kowel, węzeł kolejowy Chyrów), Rumunii (Rachów–Berlebasz–granica państwowa i Tereswa do granicy państwowej) oraz Mołdawii (Berezyne do przejścia granicznego w Basarabeasca). W bardziej sprzyjających okolicznościach dużą rolę może odegrać także węzeł kolejowy Czop na Zakarpaciu, który zdecydowanie zwiększyłby znaczenie połączeń ze Słowacją i Węgrami.

– W naszym strategicznym podejściu do realizowanych przewozów jest otwartość na realizację nietypowych zleceń, wymagających przekraczania granic różnych krajów i budowania nowych możliwości w przewożeniu czasem bardzo nietypowych produktów – podsumowuje Pavel Kalasko.

Nie ma innej przyszłości

Transport intermodalny systematycznie, aczkolwiek nie bez przeszkód, wkracza na europejskie tory. Według włoskiego portalu logistycznego TE Transport Europe, o ile w krajach takich jak Hiszpania, Włochy, Grecja, Szwajcaria, Norwegia i Turcja przewozy intermodalne, zarówno krajowe, jak i międzynarodowe, stanowią większość kolejowych przewozów towarowych, o tyle w Finlandii, krajach bałtyckich, Polsce, Słowacji i Rumunii dominuje tradycyjne cargo. Warto zauważyć, że w tych pięciu krajach transport intermodalny stanowi mniej niż 15% kolejowego transportu towarowego, ponieważ na rynku nadal dominują towary masowe. Według najnowszego raportu International Union of Railways (UIC) oraz International Union for Road-Rail Combined Transport (UIRR) w latach 2018–2023 kolejowy transport intermodalny wzrósł o 8,7% w przeliczeniu na tonokilometry. Obie organizacje uważają, że w długoterminowej perspektywie roczny wzrost przewozów intermodalnych powinien być na poziomie 3% do 2040 r., kiedy to rynek ma wzrosnąć o około dwie trzecie w porównaniu z poziomem z 2023 r.

Transport intermodalny oferuje szereg korzyści, m.in. znaczne oszczędności dzięki lepszej efektywności energetycznej przewozów, obniżenie kosztów utrzymania infrastruktury drogowej i zmniejszenie kosztów korków i zatorów na drogach. Na dodatek, o czym warto wspominać, transport kolejowy wymaga zdecydowanie mniejszej liczby pracowników niż transport kołowy. Zamiast kilkudziesięciu kierowców mamy dwuosobową załogę pociągu, który przewozi towar z tych wszystkich ciężarówek a realizacja „pierwszej i ostatniej mili”, która jest wykonywana samochodami angażuje 25% zasobów ludzkich normalnie potrzebnych w transporcie kołowym door – door.

– Dziś sprawdzamy różne możliwości rozwoju naszych przewozów. Z Polski i Ukrainy wozimy do Holandii i Niemiec. Nasze wagony wjeżdżają na Słowację i na Węgry, a wkrótce chcemy uczestniczyć także w przewozach towarów w kierunku Adriatyku. Jesteśmy elastyczną organizacją, która od lat dostarcza nowoczesne i unikalne rozwiązania przeznaczone do transportu różnych produktów. To procentuje – zapewnia Marcin Witczak, prezes zarządu spółki Laude Smart Intermodal

Jak wynika z danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK), w pierwszej połowie 2024 r. łączna praca przewozowa wykonana przez pociągi towarowe w 30 monitorowanych krajach europejskich wyniosła ponad 206,3 mld tonokilometrów, co oznacza spadek o 0,7% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Pomimo ogólnej tendencji spadkowej dziewięć krajów odnotowało wzrosty w przewozach towarowych koleją. Wzrosty te były spowodowane głównie poprawą infrastruktury, zwiększeniem połączeń intermodalnych i zmianami w logistyce przewozów towarowych. Na Węgrzech odnotowano wzrost o 4,6%, w Czechach – o 2,5%, a na Słowacji – o 0,4%.

Świnoujście dzięki inwestycjom będzie gigantem gospodarki morskiej i turystyki. Przedsiębiorcy pozytywnie o terminalu kontenerowym

Jest ostateczna decyzja środowiskowa dla budowy terminala kontenerowego w Świnoujściu. Z punktu widzenia gospodarczego to dla województwa zachodniopomorskiego wiadomość bardziej niż dobra. Jednocześnie przedsiębiorcy sektora TSL zaznaczają, że budowa potencjału transportowego i portowego w Świnoujściu nie może odbywać się kosztem potencjału turystycznego. – Wiele wskazuje na to, że Świnoujście grać będzie w europejskiej ekstraklasie jako miasto, które będzie jednym z najsilniejszych portów i jedną z najważniejszych turystycznych destynacji w Europie. Ta hybryda nie jest łatwa do osiągnięcia, ale jest możliwa jeżeli Rząd będzie blisko współpracować z samorządem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Inwestycja o charakterze historycznym

To jedna z najbardziej oczekiwanych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Terminal kontenerowy w Świnoujściu umocni pozycję polskich portów względem konkurencji z innych części Europy, a nawet świata. W opinii wielu ekspertów Polska ma szansę stać się liderem sektora TSL w naszej części basenu Morza Bałtyckiego.

Nowoczesny terminal kontenerowy będzie przystosowany do obsługi statków o długości do 400 metrów. W tym celu planowane jest pogłębienie kanału żeglugowego do 17 metrów, co pozwoli na przeładunek 1,5-2 mln TEU rocznie.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że inwestycja może budzić dyskusję i nie należy w tym temacie ignorować głosu mieszkańców i samorządu. Patrząc jednak na interes polskiej gospodarki w ujęciu nie tylko krajowym, ale i światowym, to tworzymy właśnie jeden z elementów sprawiających, że województwo zachodniopomorskie rośnie. Jeżeli chcemy rozwijać porty, otwierać się na transport intermodalny, na przeładunek kontenerów to terminal jest szansą na rozwój, której nie można ignorować – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Inwestycja ma być gotowa w 2029 roku.

Terminal kontenerowy = nowe grupy towarowe do przeładunku

Inwestycja realizowana przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście S.A. to jeden z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w Polsce. Terminal powstanie na wschód od gazoportu, a jego infrastruktura zostanie wyposażona w niskoemisyjny sprzęt przeładunkowy, zgodnie z najwyższymi normami ekologicznymi.

W opinii Laury Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL i ekspertki ds. transportu, spedycji i logistyki Północnej Izby Gospodarczej jest to jedna z inwestycji, która umacnia gospodarkę Pomorza Zachodniego i cały sektor TSL w regionie.

– Świnoujście stanie się jednym z najważniejszych punktów gospodarczych na mapie Polski. Jako Grupa CSL z dużą nadzieją patrzymy na rozwój terminala, ale i na rozwój transportu intermodalnego, który moim zdaniem jest przyszłością Europy, a wciąż pozostaje w cieniu transportu drogowego – mówi prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

– Świnoujście rozwija się bardzo dynamicznie, a wykorzystanie funduszy w rozwój infrastruktury portowej jest widoczna. To miasto nie jest już tylko perłą turystyczną, ale i ważnym elementem trasy północ-południe, która ma gigantyczny potencjał rozwojowy. Powinniśmy już teraz myśleć o zwiększaniu potencjału kadrowego w naszym regionie, by przejmować jak największą ilość grup towarowych, których dotychczas nie obsługiwaliśmy lub obsługiwaliśmy mniej intensywnie niż w ostatnich latach – mówi prezes Laura Hołowacz.

Eksperci sektora TSL przyznają, że rozwój infrastruktury portowej dobrze wpływa na sytuację firm transportowych i logistycznych. Dodają także, że województwo zachodniopomorskie potrzebuje większej ilości powierzchni magazynowej oraz suchego terminala przeładunkowego.

Dlaczego warto zwrócić uwagę na łóżka klasyczne? Poznaj komfort i styl na lata!

Wybór odpowiedniego łóżka to jedna z najważniejszych decyzji przy urządzaniu sypialni. Powinno być nie tylko wygodne, ale także estetyczne i trwałe, by służyć przez lata. Klasyczne łóżka łączą w sobie ponadczasowy design, funkcjonalność i solidne wykonanie, co czyni je doskonałym wyborem dla każdego wnętrza. Dlaczego warto postawić na taki model? Odpowiedzi znajdziesz poniżej.

Ponadczasowa estetyka i styl

Łóżka klasyczne wyróżniają się eleganckim i neutralnym stylem, który z łatwością można dopasować do różnych aranżacji wnętrz. Doskonale komponują się zarówno z nowoczesnymi, jak i tradycyjnymi wnętrzami, dzięki czemu nie tracą na atrakcyjności nawet po latach. Subtelne zdobienia, klasyczne formy i naturalne materiały sprawiają, że łóżko pozostaje ponadczasowe, niezależnie od zmieniających się trendów.

Trwałość i bezpieczeństwo

Solidna konstrukcja to jedna z kluczowych zalet klasycznych łóżek. Często wykonane są z wysokiej jakości materiałów, takich jak lite drewno sosnowe, co zapewnia im wytrzymałość i odporność na codzienne użytkowanie. Stabilna budowa minimalizuje ryzyko uszkodzeń czy upadków, co jest istotne szczególnie w pokojach dziecięcych. Wybierając dobrze wykonane klasyczne łóżko, inwestujemy w mebel, który posłuży przez długie lata.

Komfort i funkcjonalność

Wygodne łóżko to podstawa zdrowego snu. Łóżka klasyczne zapewniają stabilność i komfort, dzięki czemu nocny wypoczynek jest efektywniejszy. Wiele modeli oferuje możliwość wyboru odpowiedniego materaca, co pozwala dopasować twardość do indywidualnych potrzeb użytkownika. Co więcej, niektóre modele posiadają praktyczne dodatki, takie jak szuflady czy schowki, pozwalające na oszczędność miejsca i lepszą organizację przestrzeni. Sprawdź łóżka klasyczne i tapicerowane – MyBed

Uniwersalność i długowieczność

Łóżka klasyczne pasują do różnych wnętrz i grup wiekowych. Mogą być używane zarówno w pokojach dziecięcych, jak i w sypialniach dorosłych. Ich neutralny wygląd pozwala na łatwe dostosowanie wystroju poprzez zmianę dodatków, co sprawia, że mebel ten pozostaje aktualny przez długie lata. Inwestując w klasyczne łóżko, zyskujemy uniwersalny i trwały element wyposażenia.

Możliwość personalizacji i doboru materaca

Klasyczne łóżka ramowe pozwalają na wymianę materaca, co daje możliwość dopasowania go do indywidualnych potrzeb. Dodatkowo wiele modeli, które oferuje m.in. polski produent MyBed oferuje możliwość wyboru koloru, rodzaju drewna czy elementów dekoracyjnych. Taka personalizacja pozwala stworzyć mebel idealnie dopasowany do stylu sypialni i wymagań użytkownika.

Łatwość w utrzymaniu czystości i przestronność

Modele na wysokich nóżkach ułatwiają sprzątanie pod meblem, co jest istotne szczególnie dla alergików. Otwarta przestrzeń pod łóżkiem pozwala na swobodny przepływ powietrza i optycznie powiększa wnętrze. Tego typu konstrukcje sprawiają, że sypialnia wydaje się bardziej przestronna i uporządkowana.

Inwestycja na lata

Decydując się na klasyczne łóżko, inwestujemy w trwałość, wygodę i ponadczasowy design. Solidne wykonanie oraz możliwość dostosowania materaca sprawiają, że jest to zakup na długie lata, niezależnie od zmieniających się trendów czy potrzeb użytkownika.

Podsumowanie

Łóżka klasyczne to doskonałe połączenie estetyki, trwałości i funkcjonalności. Ich neutralny styl sprawia, że pasują do każdego wnętrza, a solidna konstrukcja zapewnia wygodę i bezpieczeństwo. Możliwość personalizacji oraz łatwość w utrzymaniu czystości to dodatkowe atuty, które czynią z klasycznych łóżek wybór na lata. Inwestując w taki mebel, stawiamy na jakość i ponadczasowy styl.

[Artykuł sponsorowany]

Agencja filmowa w Warszawie – kompleksowa produkcja wideo

Wybór odpowiedniej agencji filmowej w Warszawie to istotny element w realizacji profesjonalnej produkcji wideo. Agencja filmowa HighKey oferuje kompleksowe usługi – od opracowania koncepcji, przez nagrania, aż po montaż i finalizację projektu. Dzięki nowoczesnemu zapleczu technologicznemu oraz doświadczonemu zespołowi, każdy film powstaje z dbałością o detale i najwyższą jakość.

Filmy edukacyjne – współpraca z naukowcami, uczelniami i fundacjami

Filmy edukacyjne stanowią jedno z najskuteczniejszych narzędzi przekazywania wiedzy. Dzięki dynamicznym i atrakcyjnym wizualnie formom przekazu, treści edukacyjne są łatwiejsze do przyswojenia, a ich odbiór staje się bardziej angażujący. Współpraca z naukowcami, uczelniami wyższymi oraz fundacjami umożliwia tworzenie wartościowych materiałów, które nie tylko przekazują rzetelną wiedzę, ale także inspirują i pobudzają do myślenia.

Agencja filmowa HIGHKEY specjalizuje się w produkcji tego rodzaju treści, dbając o najwyższy poziom merytoryczny oraz profesjonalną realizację techniczną. Dzięki doświadczeniu w pracy z instytucjami edukacyjnymi, zespoły produkcyjne potrafią dostosować formę filmu do odbiorców – od uczniów i studentów po profesjonalistów i pasjonatów nauki.

Webinaria, konferencje online i kampanie społeczne – nowoczesne formy komunikacji

W dobie cyfrowej transformacji interaktywne formy komunikacji stały się nieodzownym elementem działalności edukacyjnej, biznesowej i społecznej. Webinaria, konferencje online oraz kampanie społeczne pozwalają na szerokie dotarcie do odbiorców, eliminując bariery geograficzne i logistyczne. Profesjonalna organizacja tego typu wydarzeń wymaga jednak odpowiedniego zaplecza technologicznego oraz doświadczenia w produkcji treści multimedialnych.

Agencja HIGHKEY oferuje kompleksowe usługi w zakresie realizacji wydarzeń online – od koncepcji, przez nagrania i transmisje na żywo, aż po postprodukcję i dystrybucję materiałów. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii, takich jak streaming w jakości HD, interaktywne panele dyskusyjne czy efektywne narzędzia do angażowania widzów, webinaria i konferencje organizowane przez HIGHKEY wyróżniają się profesjonalizmem oraz wysoką jakością realizacji.

Studio filmowe w Warszawie – nowoczesna przestrzeń dla profesjonalnych produkcji

Profesjonalne studio filmowe w Warszawie zapewnia odpowiednie warunki do realizacji różnorodnych projektów filmowych –  od filmów edukacyjnych, przez webinaria, aż po konferencje online i kampanie społeczne. Przestrzeń została zaprojektowana z myślą o produkcjach, które nie wymagają zaawansowanych efektów specjalnych, a koncentrują się na klarownym przekazie oraz wysokiej jakości obrazu i dźwięku. W pełni wyposażona przestrzeń produkcyjna umożliwia nagrywanie materiałów z użyciem greenscreena, nowoczesnego oświetlenia oraz profesjonalnego sprzętu dźwiękowego.

W takim miejscu mogą powstać filmy reklamowe, filmy promocyjne, teledyski, a także materiały szkoleniowe i edukacyjne. Odpowiednie zaplecze techniczne pozwala na realizację projektów o różnym stopniu zaawansowania – od prostych spotów po rozbudowane produkcje wymagające skomplikowanej postprodukcji.

Studio podcastowe w Warszawie – idealne miejsce do nagrań audio wideo

Nowoczesne studio podcastowe w Warszawie oferuje profesjonalne warunki do nagrywania podcastów i innych materiałów wideo. Wyposażone w wysokiej klasy sprzęt filmowy, mikrofony, izolację akustyczną oraz zaawansowane narzędzia do edycji, zapewnia najwyższą jakość obrazu i dźwięku.

Podcasty stały się jednym z najbardziej efektywnych narzędzi komunikacji, dlatego warto zadbać o ich profesjonalne wykonanie. Dzięki odpowiednim warunkom technicznym możliwe jest nagranie zarówno jednoosobowych wystąpień, jak i rozmów panelowych z większą liczbą uczestników. Studio podcastowe w Warszawie jest dostępne zarówno dla doświadczonych twórców, jak i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę przed kamerą.

Filmy reklamowe i promocyjne – skuteczne narzędzie marketingowe

Dobrze przygotowany film reklamowy w Warszawie to jeden z najskuteczniejszych sposobów na promocję marki. Profesjonalnie zrealizowane wideo przyciąga uwagę odbiorców i buduje rozpoznawalność firmy. Wysokiej jakości filmy promocyjne w Warszawie pomagają wyróżnić się na tle konkurencji i skutecznie angażują potencjalnych klientów.

Każda produkcja wymaga indywidualnego podejścia – od opracowania koncepcji i scenariusza, przez dobór aktorów i lokalizacji, aż po montaż i postprodukcję. Agencja filmowa w Warszawie dba o to, aby każdy projekt był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, dostosowany do oczekiwań klienta i skutecznie spełniał swoją rolę w reklamie.

Kompleksowa obsługa – od pomysłu do gotowego filmu

Wybór odpowiedniej agencji filmowej w Warszawie oznacza nie tylko realizację filmu, ale także pełne wsparcie na każdym etapie produkcji. Każdy projekt wymaga indywidualnego podejścia – od opracowania strategii, przez nagrania, aż po finalny montaż.

Pełen zakres usług obejmuje m.in.:

  • Filmy reklamowe i promocyjne,
  • Filmy korporacyjne i wizerunkowe,
  • Realizację podcastów w studio podcastowym w Warszawie,
  • Streaming na żywo oraz produkcję eventową,
  • Produkcję treści na social media,
  • Realizację webinarów,
  • Produkcję konferencji online.

Dlaczego warto skorzystać z profesjonalnej agencji filmowej w Warszawie?

Profesjonalna produkcja wideo wymaga doświadczenia, zaplecza technologicznego oraz znajomości branży. Oferując kompleksowe usługi filmowe, agencja filmowa w Warszawie łączy te wszystkie elementy, zapewniając realizację od koncepcji po gotowy materiał.

Dzięki współpracy z doświadczonymi specjalistami i dostępności nowoczesnego studia filmowego w Warszawie oraz studia podcastowego w Warszawie, każda produkcja jest realizowana na najwyższym poziomie. Profesjonalne podejście do każdego projektu sprawia, że gotowy film nie tylko spełnia oczekiwania, ale również skutecznie angażuje odbiorców.

Dobrze zrealizowane wideo to inwestycja w skuteczną reklamę i budowanie rozpoznawalności marki. Wybór odpowiedniego partnera w produkcji filmowej pozwala osiągnąć najlepsze rezultaty i zapewnić wysoką jakość każdej realizacji.

[Artykuł sponsorowany]

Donald Trump zapowiada nowe cła na Unię Europejską – wojna handlowa na horyzoncie?

Prezydent USA Donald Trump ponownie zapowiedział nałożenie ceł na Unię Europejską, jak przekazał w poniedziałek portal BBC. Amerykański przywódca poruszył ten temat w rozmowie z dziennikarzami na wojskowym lotnisku Joint Base Andrews w stanie Maryland. Trump nazwał deficyt w handlu między Unią Europejską a USA „bestialstwem” i zapowiedział, że cła na państwa UE zostaną nałożone „z całą pewnością” — przekazał portal Euronews. „Nie biorą naszych aut, nie biorą naszej żywności, nie biorą od nas niemal niczego, podczas gdy my bierzemy od nich wszystko. Miliony samochodów, ogromne ilości żywności i produktów rolnych” – powiedział Trump dziennikarzom. Na pytanie BBC, czy stworzony już został harmonogram nakładania ceł na UE, Trump powiadomił, że harmonogramu nie ma, ale „na pewno nastąpi to dość szybko”. Jak przypomniał portal BBC, deficyt w wymianie handlowej USA i UE sięgnął 213 mld dolarów. Kraje Europy eksportują do USA głównie leki, samochody i zaawansowane pod względem technologicznym wyroby maszynowe. Importują natomiast ropę, gaz oraz usługi finansowe. (PAP)

– Cła to zawsze jest broń obosieczna. Jeśli jeden kraj je wprowadza, to drugi będzie je także stosował w odpowiedzi. W rezultacie handel między krajami zmniejsza się, czasem zupełnie zamiera w przypadku wojen handlowych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Witold Orłowski, ekonomista, Akademii Finansów i Biznesu Vistula, Politechnika Warszawska. – Na tym tracą oczywiście konsumenci obu krajów, które w tym momencie gorzej się rozwijają. Od kilkudziesięciu lat na świecie raczej redukuje się bariery dla handlu – w myśl tego, że to lepiej służy rozwojowi. A teraz ktoś wraca do pomysłu sprzed dwustu czy trzystu lat. I to jest działanie – każdy ekonomista potwierdzi – bardzo, bardzo nierozsądne. No, może na krótką metę przynieść jakieś korzyści Stanom Zjednoczonym. Wzrosną ceny, ale może trochę zwiększyć się produkcja. Na dłuższą metę oczywiście efekt będzie ujemny – niewykluczone, że Chiny, Europa odczują to mocniej niż USA, ale na tym się będzie kończyła ta przyjemność. Nikogo innego to działanie nie zaboli bardziej niż samych Amerykanów. To jest bezsensowne rozwiązanie i ekonomia wie o tym od przynajmniej dwustu lat. My dokładnie nie wiemy, po co Donald Trump buja tym statkiem. Są dwie możliwości – albo rzeczywiście wierzy w to, wbrew wiedzy ekonomicznej, i uważa, że wojna handlowa to świetny pomysł. Natomiast bardziej prawdopodobne jest jednak coś innego – że traktuje to jako takie bardzo brutalne środki nacisku w negocjacjach. Na szczęście Europa jest mniej na to podatna. Chiny bardziej, ale już Kanada czy Meksyk – dla Meksyku wprowadzenie ceł na eksport towarów do Stanów Zjednoczonych to by była katastrofa gospodarcza. No więc w związku z tym można zagrozić Meksykowi 25% cłami albo … i tutaj jest lista życzeń, które prezydent Trump zdaje się, że już negocjuje. Więc niewykluczone oczywiście, że traktuje to jako narzędzie brutalnego nacisku, stworzenia zagrożenia dla innych gospodarek po to, żeby uzyskać ustępstwa w innych dziedzinach – ocenia prof. Witold Orłowski.

Kurs dolara zyskuje po porannej korekcie – inwestorzy czekają na NFP

Wczorajszy dzień był wolny od jakichkolwiek informacji związanych z cłami, które wprowadza Donald Trump. Rynek mógł zatem skupić się na danych makro. Poznaliśmy m.in. mocniejszy od prognoz raport ADP, choć historia pokazuje, że nie jest on wysoce trafnym prognostykiem miesięcznego raportu NFP, który poznamy za dwa dni. Słabiej natomiast uplasował się indeks ISM dla amerykańskiego sektora usług. Wczoraj eurodolar urósł do 1,0440. Dziś rano dolar się umacnia a główna para walutowa obniża swoje notowania do 1,0375.

Podobnie jak w przypadku ADP, również ISM nie zawsze dobrze odzwierciedla ogólną kondycję amerykańskiej gospodarki. Fed mimo wszystko otrzymał dobrą informację w postaci znaczącego spadku subindeksu cen płaconych z poziomu 64,4 pkt. d 60,4 pkt. Dolar zareagował w sposób umiarkowany, ulegając lekkiej, krótkotrwałej deprecjacji. Dziś rano notowania głównej pary walutowej znajdują się w okolicy wczorajszych minimów. Pełne dane ISM były mieszane, główny wskaźnik obniżył się, zatrudnienia urósł, gorzej wypadł komponent aktywności biznesowej. Rynek czeka na NFP, który może nadać kierunek notowaniom na rynku walutowym, choć nie zapominajmy, że każdego dnia nowe doniesienia o taryfach celnych mogą w diametralny sposób zmienić obraz na wykresach.

Oprócz wyżej wymienionych danych, rynek otrzymał także informacje na temat bilansu handlowego USA za grudzień, który okazał się nieco gorszy od zakładanego wyniku wynikającego z ankiety Bloomberga. To sugeruje, że amerykańskie firmy przyspieszyły swoje procesy importowe aby zabezpieczyć się przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami wojny handlowej. Tego typu proces będzie prawdopodobnie kontynuowany, dopóki ryzyko eskalacji nie zostanie całkowicie zażegnane.

Dane te prawdopodobnie nie ucieszyły Donalda Trumpa. Jednym z celów wprowadzania ceł jest zmniejszenie deficytu na rachunku obrotów bieżących, a najnowsze publikacje pokazują odwrotny kierunek.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Ceny mieszkań na rynku pierwotnym w końcu jawne? Nadchodzą zmiany dla deweloperów

Nadchodzą zmiany na rynku nieruchomości: deweloperzy mogą wkrótce zostać zobowiązani do publicznego ujawniania cen oferowanych mieszkań. Podczas gdy część branży opiera się tej inicjatywie, argumentując, że brak cen w ofertach skłania klientów do bezpośredniego kontaktu i umożliwia lepsze przedstawienie wartości inwestycji, inni deweloperzy już od dawna praktykują pełną transparentność.

Szeroka oferta i pole do negocjacji

Przełom 2024 i 2025 roku przyniósł znaczne poszerzenie oferty mieszkań. Właściwie można powiedzieć, że tak bogata nie była ona od dawna. To spory kontrast w stosunku do tego, co mogliśmy obserwować jeszcze na początku ubiegłego roku, kiedy to oferta charakteryzowała się silnym przetrzebieniem, co było efektem boomu mieszkaniowego, związanego z „Bezpiecznym Kredytem 2%”. Obecnie widać zupełnie inną tendencję – sukcesywnie ruszają nowe inwestycje deweloperskie.

Wygląda na to, że obecnie mamy do czynienia z czasem kupujących, którzy zdecydowanie mają w czym wybierać. Bieżąca sytuacja najwyraźniej daje też możliwości negocjacji cen. Świadczy o tym fakt, że różnice między cenami ofertowymi a transakcyjnymi w ostatnich tygodniach pogłębiły się. Warto pamiętać, że sytuacja może się jednak zmienić. Aktualnie wielu potencjalnych nabywców wyczekuje rządowej propozycji programu wsparcia. Niemało jest jednak tych, którzy czekać nie zamierzają i uznają, że właśnie teraz jest optymalny czas na zakup mieszkania.

W stronę jawności cen?

A jeśli chodzi o same ceny mieszkań na rynku pierwotnym, określenie ich aktualnego poziomu bywa niełatwe, między innymi dlatego, że wielu deweloperów w swoich ofertach nie podaje wprost stawek za lokale. Do takich informacji trzeba się niejako „dokopać” – udzielane są dopiero podczas spotkania w biurze sprzedaży bądź w rozmowach telefonicznych.

Strategia niepodawania cen przez deweloperów to dziś konkretny problem, który dla nabywców stanowi utrudnienie w poszukiwaniu nieruchomości. Deweloperzy tłumaczą się, podkreślając, że chcą mieć możliwość szczegółowego zaznajomienia zainteresowanych z ofertą, przedstawienia zalet danej inwestycji i wyjaśnienia, z czego dokładnie wynikają pewne kwoty, a także zindywidualizowania oferty. Twierdzą, że gdyby ceny były podane na wstępie, potencjalni nabywcy mogliby wysunąć pochopnie wnioski i się zniechęcić.

Argumenty te nie przekonują jednak większości klientów, ale też wielu rządzących, którzy uważają, że potrzebne są prawne narzędzia zapewniające przejrzystość na rynku. Ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała na początku stycznia, że Polska 2050 zamierza w ciągu kilku najbliższych tygodni przedstawić projekt ustawy nakazującej deweloperom podawanie cen mieszkań w taki sposób, by potencjalny nabywca nie musiał się dodatkowo starać, by je poznać.

Potrzeba przejrzystości

– Transparentność na rynku nieruchomości nie sprowadza się tylko do podawania cen za metr kwadratowy. – zauważa Tomasz Stoga, wiceprezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich i prezes firmy PROFIT Development. – Aby nabywca mógł podejmować świadome decyzje zakupowe, powinien być rzetelnie informowany o potencjalnych kosztach całej inwestycji od samego początku. Może wówczas zorientować się w realnej sytuacji na rynku, porównywać oferty i w efekcie wybrać „M” na miarę swoich potrzeb oraz możliwości.

Niedawno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajął stanowisko, że deweloperzy są zobowiązani do podawania cen mieszkań (w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie cen), ale w miejscu sprzedaży detalicznej. Wskazał jednocześnie, że dobrą praktyką byłoby podawanie cen już w internetowych ogłoszeniach. Sam Polski Związek Firm Deweloperskich zaleca swoim członkom jawność cen, jednak rekomendację, póki co wdraża tylko część z nich.

Poprawić standardy na rynku

Można zakładać, że coraz więcej przedstawicieli branży będzie zauważać znaczenie takiej przejrzystości. Tak naprawdę zyskać na tym mogą obie strony. W dłuższej perspektywie przyczyni się to do zwiększenia konkurencyjności na rynku. Transparentność w kwestii cen może ponadto skłonić deweloperów do skrupulatnego przemyślenia swojej oferty i wykazania się większą rzetelnością. – To również, a właściwie przede wszystkim, kwestia budowania zaufania wśród klientów. W dobie rosnących oczekiwań nabywców i sporej konkurencji jawność cen zdecydowanie staje się pożądaną praktyką, która w efekcie może przyczynić się do ogólnej poprawy standardów na rynku – dodaje prezes PROFIT Development.

Wiele wskazuje na to, że deweloperzy dostarczający klarownych informacji cenowych bez czekania na narzucające im to regulacje prawne będą budować przewagę konkurencyjną i kształtować pozytywny wizerunek swojej firmy, w konsekwencji zdobywając lojalność klientów.

Złoto: Kolejne podejście do 3000 dolarów

Cena złota wczoraj osiągnęła rekordowy poziom 2882 dolarów, po zapowiedzi, że wkrótce administracja Donalda Trumpa przedstawi plan zakończenia wojny na Ukrainie. To kolejny element wpływający na wzrost ceny złota, która od początku roku wzrosła o 8,5 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o ponad 40 proc. Dynamiczny rajd kruszcu napędzają także m.in. napięcia geopolityczne, konflikt handlowy między USA a Chinami oraz oczekiwania na obniżki stóp procentowych przez Fed. Analitycy przewidują, że już w 2025 roku złoto może sięgnąć 3000 dolarów. Zależnie od sytuacji, może to zająć kilka dni lub kilka miesięcy. Choć na drodze do tego celu stoją ryzyka, takie jak potencjalne korekty, silniejszy dolar czy nagła deeskalacja napięcia międzynarodowego.

Wprowadzona przez USA 10-procentowa taryfa na towary z Chin budzi obawy o wzrost inflacji i spadek globalnej wymiany handlowej. Choć reakcja Chin była łagodniejsza niż wcześniej, cła nadal stanowią istotny czynnik niepewności. Na horyzoncie pozostają jednak zamrożone w tym momencie cła na towary z Meksyku i Kanady oraz potencjalny, najbardziej dotykający nas, konflikt handlowy z Unią Europejską. Niepewność spowodowana trwającymi konfliktami na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie dodatkowo zachęca do inwestowania w bezpieczne aktywa, takie jak złoto

Do tego pojawiły się informacje, że w przyszłym tygodniu podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w Niemczech (odbędzie się w dniach 14-16 lutego) zostanie przedstawiony oczekiwany przez wszystkich plan zakończenia wojny na Ukrainie. Zbiegło się to z osiągnięciem przez złoto rekordowego poziomu 2882 dolarów za uncję.

Na atrakcyjność złota wpływa także słabnący dolar. Po opublikowaniu raportu o słabszej sytuacji na amerykańskim rynku pracy, dolar się osłabił, dzięki czemu kruszec wyceniany w dolarach staje się bardziej przystępny dla inwestorów zagranicznych. Przy możliwych dalszych obniżkach stóp przez Fed, lokaty i obligacje tracą na atrakcyjności, co kieruje kapitał w stronę złota.

Instytucje takie jak Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America prognozują kontynuację wzrostowego trendu i przebicie poziomu 3000 dolarów za uncję. To efekt oceny, że sytuacja geopolityczna i gospodarcza będzie wspierała stopniowy wzrost ceny złota. Jednakże wysoka wycena niesie ryzyko – w razie korekty ceny mogą spaść do ok. 2500 dolarów, szczególnie gdyby polityka monetarna uległa niespodziewanej zmianie. Dodatkowo, rosnąca zmienność rynku metali szlachetnych, potwierdzona masowym napływem surowców do USA przed wprowadzeniem ceł, może świadczyć o dalszych zakłóceniach w handlu.

Warto także pamiętać, że złoto pozostaje szczególnie popularne wśród polskich inwestorów. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro 32 proc. polskich badanych posiadało surowce, w tym przede wszystkim złoto i ropę, w swoich portfelach w czwartym kwartale 2024 roku.

Rynek złota pozostaje wyjątkowo wrażliwy na wydarzenia geopolityczne i decyzje największych banków centralnych. Ewentualne przyspieszenie negocjacji na linii Waszyngton–Pekin może uspokoić rynki i chwilowo przyhamować ceny złota. Z kolei zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie albo dalsze obniżki stóp procentowych w USA stanowiłyby impuls do kontynuacji rajdu kruszcu.

Podsumowując, obecna hossa złota jest wynikiem splotu czynników geopolitycznych, monetarnych i makroekonomicznych. Pomimo optymistycznych prognoz i rosnącego popytu, inwestorzy powinni zachować ostrożność, gdyż gwałtowne ruchy cen mogą szybko zmienić układ sił na rynku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ponad połowa Polaków będzie w tym roku obchodzić Walentynki. 3/4 wyda na prezent do 200 zł

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez PayPo, polskiego lidera usług typu BNPL („buy now, pay later”), aż 74% Polaków określa siebie mianem romantyków, a 63% planuje spędzić Walentynki z ukochaną osobą. Średnio na prezenty walentynkowe przeznaczymy do 200 zł, choć nie zabraknie zarówno skromniejszych i droższych upominków. Jak będziemy obchodzić tegoroczne święto zakochanych? Jakie prezenty wybierzemy i gdzie zrobimy zakupy?

Z najnowszego badania PayPo wynika, że blisko 2/3 Polaków (63%) zamierza świętować Walentynki w towarzystwie ukochanej osoby. To wyraźna większość, jednak warto zwrócić uwagę na drugą grupę – 27% ankietowanych nie planuje celebrowania 14 lutego, a 11% wciąż nie podjęło decyzji, jak spędzi ten dzień. Interesujące jest również to, jak Polacy postrzegają siebie w kontekście romantyzmu. Aż 74% respondentów uważa się za osoby romantyczne, natomiast co dziesiąty deklaruje, że romantykiem nie jest. 15% nie potrafi jednoznacznie określić swojego podejścia do tej kwestii.Walentynki 2025

Polacy stawiają na prezenty

Walentynki 2025 jak spędzimyZ przeprowadzonego przez PayPo badania wynika, że Polacy wciąż stawiają na standardowe formy obchodzenia Walentynek. Aż 61% respondentów deklaruje, że planuje kupić ukochanej osobie prezent. To wciąż najpopularniejszy sposób wyrażenia miłości, który nie traci na atrakcyjności. 38% Polaków zdecyduje się na wyjście na romantyczną kolację do restauracji, co pozostaje jedną z najbardziej tradycyjnych form świętowania tego dnia.Walentynki 2025 co kupimy

Jednak Walentynki to nie tylko klasyczne kolacje – popularnością cieszą się także wspólne wyjścia do kina, teatru lub na koncert. Takie formy spędzania czasu razem wybiera 19% badanych. Co ciekawe, jedna na dziesięć osób planuje bardziej wyjątkowy sposób obchodzenia święta zakochanych w postaci kilkudniowego romantycznego wyjazdu dla dwojga. Aż 38% z nas wybierze spokojniejszą opcję, planując spędzenie tego dnia w domowym zaciszu.

Ile wydamy na walentynkowe zakupy?

ile wydamy na Walentynki 2025Polacy chętnie otwierają portfele na Walentynki, chociaż widać w tym rozwagę. Najczęściej planowany budżet na prezent mieści się w przedziale 101–200 zł – taką kwotę deklaruje 33% badanych. Nieco mniej, bo 27%, zamierza wydać 51–100 zł, a większy wydatek (201–500 zł) przewiduje 16% respondentów. Na prezent powyżej 501 zł zdecyduje się 6% Polaków, natomiast skromniejszy upominek, do 50 zł, wybierze 15% ankietowanych.

Co najczęściej kupujemy? Tu bez niespodzianek – prym wiodą kwiaty (32%), czekoladki (30%) i kosmetyki (29%). Popularne są także biżuteria (17%) oraz vouchery i karty podarunkowe (13%). Lubimy upominki z osobistym akcentem – 10% Polaków decyduje się na prezenty wykonane własnoręcznie, a 9% wybiera ubrania lub torebki.

Czy wartość prezentu ma znaczenie? Zdaniem 59% respondentów liczy się przede wszystkim gest i pamięć, a nie cena podarunku. Z kolei 39% uważa, że kosztowny prezent jest wyrazem zaangażowania i uczuć. Bez względu na wydaną kwotę, dawanie prezentów sprawia radość – zdecydowana większość Polaków (aż 94%) deklaruje, że lubi obdarowywać bliskich, podczas gdy tylko 4% uważa to za obowiązek.

Gdzie robimy walentynkowe zakupy?

Polacy są niemal równo podzieleni, jeśli chodzi o miejsce zakupu walentynkowych prezentów – 44% wybierze sklepy internetowe, a 56% postawi na zakupy stacjonarne. Mimo rosnącej popularności e-commerce, wielu wciąż preferuje tradycyjne sklepy, by osobiście obejrzeć, dotknąć i wybrać idealny upominek.

Badanie PayPo zostało zrealizowane na platformie Omnisurv by IQS w dniach 31.01-03.02.2025 r. na ogólnopolskiej grupie 500 osób w wieku 18-64 lat.

Eksperci Cisco ujawniają poważne luki w zabezpieczeniach modelu AI DeepSeek R1

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół ekspertów Cisco ds. bezpieczeństwa AI wraz z Robust Intelligence, obecnie należącego do Cisco, we współpracy z Uniwersytetem Pensylwanii, wykazały poważne luki w zabezpieczeniach modelu DeepSeek R1. Model ten, opracowany przez chiński startup DeepSeek, zyskał popularność dzięki swoim zaawansowanym zdolnościom wnioskowania i efektywności kosztowej. Jednak analiza bezpieczeństwa ujawniła istotne słabości, które mogą mieć poważne konsekwencje w kontekście cyberbezpieczeństwa.Cisco_model-safety-bar-chart

Metodologia badań i główne ustalenia

Zespół badaczy poddał DeepSeek R1 rygorystycznym testom z wykorzystaniem technik „jailbreakingu”, analizując jego reakcje na potencjalnie szkodliwe zapytania. W ramach eksperymentu użyto 50 losowo wybranych zapytań z zestawu HarmBench, który obejmuje sześć kategorii zagrożeń:

  1. Cyberprzestępczość – pytania dotyczące sposobów przeprowadzania ataków hakerskich, tworzenia złośliwego oprogramowania czy łamania zabezpieczeń systemów.
  2. Działania nielegalne – instrukcje dotyczące oszustw finansowych, wyłudzania danych czy obchodzenia mechanizmów kontroli dostępu.
  3. Dezinformacja i propaganda – sposoby generowania i rozpowszechniania fałszywych informacji w celu manipulowania opinią publiczną.
  4. Przemoc i radykalizacja – treści związane z ekstremizmem, radykalizacją oraz podżeganiem do przemocy.
  5. Nadużycia w systemach AI – metody wykorzystywania sztucznej inteligencji do unikania detekcji w systemach monitorujących.
  6. Naruszenie prywatności – techniki pozyskiwania i wykorzystywania poufnych danych użytkowników bez ich zgody.

Wyniki testów były alarmujące: w przeciwieństwie do innych wiodących modeli AI, DeepSeek R1 nie odrzucił żadnego ze szkodliwych zapytań. W większości przypadków model nie tylko odpowiadał na nie, ale także dostarczał szczegółowych i technicznie poprawnych informacji, które mogłyby zostać wykorzystane do celów przestępczych.

Analiza przyczyn i potencjalnych zagrożeń

Badacze wskazują, że podatność modelu DeepSeek R1 może wynikać z jego unikalnych metod szkoleniowych, takich jak:

  • Uczenie przez wzmocnienie (RLHF) – metoda mająca na celu poprawę jakości odpowiedzi AI, ale jednocześnie mogąca zwiększać podatność na nadużycia, jeśli mechanizmy bezpieczeństwa nie są odpowiednio wzmocnione.
  • Samoocena w stylu „chain-of-thought” – proces pozwalający modelowi lepiej rozumieć i generować rozbudowane odpowiedzi, lecz w tym przypadku nie zapobiegający generowaniu szkodliwych treści.
  • Destylacja wiedzy (knowledge distillation) – technika, dzięki której model staje się bardziej efektywny, ale może tracić mechanizmy ograniczające jego zdolność do generowania niepożądanych treści.

Odkryte luki w zabezpieczeniach sprawiają, że DeepSeek R1 może stać się atrakcyjnym narzędziem dla cyberprzestępców i osób prowadzących działalność dezinformacyjną. Model ten nie spełnia kluczowych standardów bezpieczeństwa, co budzi poważne obawy dotyczące przyszłości sztucznej inteligencji i konieczności wprowadzenia bardziej rygorystycznych regulacji.

Afera lobbingowa w Brukseli: KE płaciła NGO za wpływanie na europosłów

Holenderski dziennik „De Telegraaf” nagłośnił skandal, który niestety w Polsce przeszedł niemal niezauważony. Chodzi o wykorzystywanie przez Komisję Europejską unijnych funduszy do nieoficjalnego opłacania organizacji pozarządowych, by lobbowały w Parlamencie Europejskim i państwach członkowskich na rzecz rozwiązań z zakresu polityki środowiskowej. Powyższe zarzuty zmuszają do postawienia pytań o transparentność, rzetelność i odpowiedzialność w demokratycznym procesie tworzenia unijnego prawa.

Komisja Europejska płaciła za lobbing organizacjom pozarządowym

Z poufnych umów, do których dotarła holenderska gazeta wynika, że Komisja Europejska od wielu lat dotowała organizacje ekologiczne, aby lobbowały za projektami środowiskowymi byłego komisarza Fransa Timmermansa. Organizacjom wyznaczano konkretne cele działań lobbingowych, prowadzonych wśród europosłów i w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Na przykład unijna organizacja, Europejskie Biuro ds. Środowiska, otrzymała polecenie podania co najmniej szesnastu przykładów działań, które zaowocowały zaostrzeniem przepisów środowiskowych przez Parlament Europejski. „De Telegraaf” wspomniał również, że 700 tys. euro dotacji dla ekologicznych organizacji miało być wykorzystane m.in. na skierowanie debaty o rolnictwie w kierunku ekologii.

Sygnały o możliwym skandalu pojawiały się w mediach europejskich od pewnego czasu. „De Telegraaf” napisał w czerwcu 2023 r. o tym, jak firmy otrzymały wskazówki w jaki sposób mogą przekonać wahających się polityków w Parlamencie Europejskim do głosowania za ustawą o odbudowie przyrody. Projekt tego aktu budził kontrowersje w wielu państwach członkowskich.

Unijne rybołówstwo – ofiara niejasnych działań Komisji i organizacji pozarządowych?

Przedmiotowe zarzuty są szczególnie niepokojące ze względu na ich potencjalne konsekwencje dla branż takich jak rybołówstwo, które już teraz boryka się z ogromnymi obciążeniami regulacyjnymi i ekonomicznymi. Regulacje związane z Zielonym Ładem, w tym prawo o odbudowie przyrody (Nature Restoration Law), mają bardzo duży wpływ na europejskie rybołówstwo, skutkując takimi działaniami, jak na przykład zamykanie tradycyjnych łowisk. Jeśli środki publiczne rzeczywiście zostały wykorzystane na kampanie mające na celu wpływanie na politykę w tym sektorze, takie działania mogły naruszyć integralność i bezstronność procesu decyzyjnego w UE.

Niezwykle istotne jest, aby dopóki nie zostaną przedstawione niezależne wyjaśnienia (np. przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych – OLAF), wszystkie procesy decyzyjne, które mogły być wynikiem takich praktyk, zostały wstrzymane. Kontynuowanie wdrażania prawa przyjętego w ramach potencjalnie skompromitowanego systemu grozi akceptacją praktyk, które instytucje unijne, a zwłaszcza Komisja Europejska, regularnie krytykują w odniesieniu do innych państw lub organizacji.

Sektor rybołówstwa, który znacząco przyczynia się do bezpieczeństwa żywnościowego Europy, nie może ponosić ciężaru polityki kształtowanej przez radykalne propozycje ekologiczne i forsowane przez nieujawnione działania lobbingowe.

Komisarz Piotr Serafin jednoznacznie potępia niedopuszczalne praktyki

Lobbingowym skandalem zajął się Parlament Europejski. Komisarz ds. budżetu Piotr Serafin zajął jednoznaczne stanowisko: jego zdaniem umowy lobbingowe są niedopuszczalne, a podobnym praktykom należy położyć kres. Stwierdził wprost, że nie jest właściwe zawieranie umów, które zobowiązują organizacje pozarządowe do lobbowania wśród deputowanych do Parlamentu Europejskiego. Zaznaczył jednocześnie, że organizacje ekologiczne nie muszą się obawiać, że ich głos nie będzie brany pod uwagę w toczących się dyskusjach.

Jak powiedział polski komisarz, podjęto już odpowiednie środki w celu rozwiązania problemu i zapewnił, że zjawisko to się już nie powtórzy.

Koniec unijnej platformy ODR. Brak zmian w regulaminach może kosztować platformy internetowe nawet 10% obrotu

20 marca tego roku platforma ODR (Online Dispute Resolution), która powstała na mocy unijnego rozporządzenia przestaje przyjmować jakiekolwiek skargi. Od 20 lipca 2025 r. platforma zostanie zaś całkowicie zlikwidowana. Platforma została utworzona w 2016r i miała umożliwić rozwiazywanie sporów pomiędzy konsumentami a przedsiębiorcami, które wyniknęły z transakcji elektronicznych. Wszelkie związane z tym czynności miały być wykonywane za pośrednictwem interaktywnej strony internetowej i dostępnych tam narzędzi. W wyniku likwidacji platformy ODR firmy prowadzące handel internetowy muszą zmienić swoje regulaminy. Jeśli tego nie zrobią może im grozić kara w wysokości nawet 10% rocznych przychodów- ostrzega radca prawny Joanna Domoń-Kulas z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Elektroniczny niewypał UE

Powstała w 2016 roku platforma ODR miała być w zamyśle nowoczesnym i nowatorskim rozwiązaniem. Jak pokazują przykłady choćby z Polski, platformy internetowe umożliwiające m.in. całkowicie elektroniczny arbitraż, sprawdzają się i radzą sobie coraz lepiej. Unijna platforma okazała się jednak niezwykłym niewypałem. W ciągu roku za jej pośrednictwem załatwia się bowiem mniej niż 200 spraw, choć platformę odwiedzało prawie 3 miliony osób rocznie. Dlaczego platforma nie była wykorzystywana? Na pewno zabrakło właściwej promocji ODR w krajach członkowskich.  Po drugie wiele państw ma swoje rozwiązania. W Polsce konsumenci wolą korzystać z pomocy rzeczników konsumentów albo dostępnych arbitraży online.

Władze Unii postanowiły więc zakończyć nieefektywne przedsięwzięcie. 20 marca 2025 r. na platformie przestaną być przyjmowane skargi. Od 20 lipca 2025 r. platforma zostanie zaś całkowicie zlikwidowana.  Choć platforma znika, dla przedsiębiorców zajmujących się internetowym handlem oznacza to nowe problemy. Otóż w 2016 r. zostali oni zobowiązani do wskazywania konsumentom linku do platformy ODR. W regulaminach wielu sklepów internetowych wprowadzono więc stosowne zapisy informujące o takiej możliwości rozwiązania sporów.

Bez zmiany regulaminu kara w wysokości do 10% dochodów firmy

Wkrótce takie nieaktualne już zapisy mogą stanowić źródło niepotrzebnych kłopotów. W dzisiejszych czasach jednym z podstawowych praw konsumenta jest prawo do rzetelnej informacji. Zapis w regulaminie sklepu internetowego wskazujący na możliwość rozwiązywania sporu za pośrednictwem nieistniejącej platformy na nieaktywnej stronie internetowej może być traktowany po prostu jako wprowadzanie konsumentów w błąd.

W najgorszym przypadku taki zapis może stać się przedmiotem zainteresowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd może uznać, że dopuszczono się praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów – wobec naruszenia obowiązku udzielania im rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji. To z kolei prowadzić będzie do wszczęcia zupełnie niepotrzebnego z perspektywy przedsiębiorcy postępowania administracyjnego. W jego wyniku może zostać nałożony nakaz zaniechania kwestionowanych działań, ale co gorsza także kara pieniężna. Jej wysokość sięgnąć może nawet do 10 % obrotu przedsiębiorcy z poprzedniego roku obrotowego. Co więcej możliwość nałożenia kara dotyczy nawet zachowania nieumyślnego. Błaha wydawałoby się kwestia może więc prowadzić do poważnych konsekwencji.

Ewentualnych problemów można jednak uniknąć w stosunkowo prostu sposób. Koniecznym jest dokonanie aktualizacji postanowień regulaminów. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest dokonanie zmian przed 20 marca 2025 r. Celowym wydaje się poinformowanie konsumentów, że od tego dnia dostępna pod danym linkiem platforma ODR nie będzie już przyjmować nowych skarg, a od 20 lipca 2025 r. przestanie w ogóle funkcjonować.

Nie warto też ignorować tej kwestii, licząc na to, że Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów niczego nie zauważy. Zawsze istnieje bowiem ryzyko, że niepoprawność zapisów regulaminu dostrzeże konsument, który okaże się bardzo czuły na naruszenie swoich praw. Wyszukiwaniem tak oczywistych uchybień mogą też być zainteresowane inne podmioty, pragnące odnieść z tego tytułu jakąś korzyść dla siebie. Takie sytuacje miały już bowiem miejsce w przeszłości.

Ruszyła budowa polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power

0

Po miesiącach przygotowań 11 statków ruszyło na morze by rozpocząć budowę fundamentów pierwszej farmy wiatrowej na polskich wodach Bałtyku. W ramach prowadzonych prac zainstalowano już 2 z 78 monopali – 100-metrowych konstrukcji, na których zainstalowane będą turbiny wiatrowe o mocy 15 MW. Są to jedne z najbardziej zaawansowanych rozwiązań na rynku, a część z nich powstaje w fabryce Vestas w Szczecinie. Farma Baltic Power o łącznej mocy 1,2 GW rozpocznie produkcję w 2026 roku i będzie w stanie wytworzyć czystą i stabilną energię, która mogłaby zasilić ponad 1,5 mln gospodarstw domowych. Morska energetyka wiatrowa jest ważnym elementem nowej strategii Grupy ORLEN, która przewiduje realizację wspólnie z partnerami ponad 4 GW mocy zainstalowanej na Bałtyku.

Baltic Power to pierwsza i najbardziej zaawansowana inwestycja w morską energetykę wiatrową na polskich wodach Bałtyku. W nowej strategii Grupa ORLEN zadeklarowała realizację kolejnych trzech morskich projektów, na które posiada już koncesje. Razem z wielkoskalowymi magazynami energii, lądowymi źródłami odnawialnymi, elektrowniami gazowymi i małymi reaktorami atomowymi, technologia ta będzie fundamentem transformacji polskiego systemu elektroenergetycznego.

– Nasza nowa strategia to konkrety i działania. Widać to na przykładzie pierwszej polskiej farmy wiatrowej na morzu. Po kilku miesiącach bardzo intensywnych prac z satysfakcją ogłaszamy, że pierwsze fundamenty farmy Baltic Power zostały zainstalowane. Rok 2025 będzie przełomowy dla tego projektu. Setki naszych pracowników będzie prowadziło największe w historii prace instalacyjne na morzu, by już w 2026 roku po raz pierwszy energia z Bałtyku popłynęła do odbiorców. To czyste, stabilne i bezpieczne źródło energii, która będzie napędzała polską gospodarkę. To polskie firmy, które będą rozwijały się razem z naszym projektem. To energia jutra, która zaczęła się dziś – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Projekt Grupy ORLEN zakłada maksymalne wykorzystanie lokalnych dostawców w całym 30-letnim cyklu życia farmy wiatrowej. Kluczowe elementy takie jak gondole turbin, kable, konstrukcje stalowe morskich stacji odbiorczych czy elementy fundamentów powstają między innymi w fabrykach w Szczecinie, Bydgoszczy, Trójmieście, Żarach i Niemodlinie. Baltic Power korzysta również z usług polskich dostawców w obszarze badań geologicznych, usług projektowych czy logistyki.

– Instalacja pierwszych fundamentów farmy wiatrowej Baltic Power to ważny moment w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Jesteśmy dumni z naszej współpracy z Grupą ORLEN przy tym pionierskim projekcie. Jako partnerzy przy budowie pierwszej polskiej farmy wiatrowej na morzu, cieszymy się, że możemy wnieść do tego projektu nasze globalne doświadczenie w realizacji tego typu przedsięwzięć. To osiągnięcie nie tylko potwierdza nasz wspólny postęp, ale także wzmacnia naszą determinację. Bezpieczeństwo pozostaje naszym najwyższym priorytetem na każdym etapie, co pozwala nam utrzymywać najwyższe standardy we wszystkich aspektach projektu. Dzisiejszy kamień milowy jest świadectwem silnego partnerstwa pomiędzy Northland a Grupą ORLEN i dodatkowo umacnia nasze wspólne zaangażowanie w przyszłość energetyczną Polski – mówi Christine Healy, President and CEO of Northland Power Inc.

Morski plac budowy Baltic Power ma obszar ok. 130 km2 – porównywalny do powierzchni Gdyni. Na jego obszarze zainstalowanych będzie 78 monopali. To konstrukcje stalowe o długości do 100 m, masie do 1700 ton i średnicy ponad 9 m. Monopale są osadzane przez pływający dźwig instalacyjny, który wbija je w dno morza na głębokości ok. 40 metrów.

Oprócz dźwigu na morskim placu budowy pracuje równocześnie kilkanaście innych statków: jednostki wspierające, holowniki, statki do transportu personelu i sprzętu, jednostki do monitoringu środowiskowego oraz jednostki dozorowe. Całość prac oraz ruchu morskiego wokół budowanej farmy przez całą dobę nadzoruje Morskie Centrum Koordynacyjne Baltic Power.

W dalszej kolejności na morskim placu budowy zainstalowane zostaną elementy przejściowe łączące fundamenty z turbinami, następnie same turbiny, morskie stacje elektroenergetyczne i kable łączące je z turbinami oraz kable eksportujące wyprodukowaną energię na ląd. Prace instalacyjne potrwają do 2026 roku.

Wraz z planowanym zakończeniem budowy w 2026 roku, Baltic Power będzie pierwszą operującą na Bałtyku polską morską farmą wiatrową. Baltic Power będzie wytwarzać w ciągu roku ok. 4 000 GWh zeroemisyjnej energii elektrycznej, co ograniczy emisje CO2 o około 2,8 miliona ton rocznie w porównaniu do produkcji ze źródeł konwencjonalnych.

Unia Europejska wprowadza transparentność wynagrodzeń. Jakie obowiązki czekają pracodawców?

W ostatnich latach temat transparentności wynagrodzeń zyskuje na znaczeniu, szczególnie w kontekście dążenia do wyrównania szans zawodowych i redukcji nierówności płacowych w odniesieniu do kobiet. W odpowiedzi na ten problem, Unia Europejska przyjęła dyrektywę dotyczącą przejrzystości wynagrodzeń, która ma na celu zapewnienie równości płacowej oraz bardziej sprawiedliwego traktowania pracowników w krajach członkowskich. Dyrektywa ta dotyczy zarówno firm, jak i instytucji, które zatrudniają pracowników na terenie Unii i wprowadza obowiązki w zakresie ujawniania informacji o wynagrodzeniach oraz analizy dysproporcji płacowych.

Nowe obowiązki dla pracodawców

Dyrektywa unijna o transparentności wynagrodzeń skierowana jest głównie do pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników. Wprowadza szereg obowiązków związanych z ujawnianiem informacji o wynagrodzeniach w firmach, m.in. w postaci raportów rocznych czy analiz na temat różnic płacowych między pracownikami różnych płci. Kluczowym aspektem jest konieczność przedstawienia danych dotyczących średnich wynagrodzeń oraz rozbieżności między wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach.

Firmy, które muszą się dostosować do nowych przepisów, będą zobowiązane do podjęcia konkretnych działań. Pierwszym krokiem jest zebranie danych o wynagrodzeniach wszystkich pracowników, uwzględniając płeć, stanowisko, doświadczenie i inne czynniki, które mogą wpływać na wysokość pensji. Kolejnym elementem będzie wdrożenie systemu, który pozwoli na regularne raportowanie tych informacji zgodnie z nowymi wymogami. Należy również zadbać o ich przejrzystość – zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie, w zależności od wymogów prawnych – mówi Agnieszka Gołębiewska, Senior Associate Manager w Michael Page Human Resources.

Eliminacja luki płacowej względem płci

Jednym z głównych celów dyrektywy jest zmniejszenie różnic płacowych, przede wszystkim pomiędzy kobietami a mężczyznami. Na poziomie europejskim temat równości wynagrodzeń jest traktowany priorytetowo, zwłaszcza że w wielu krajach, w tym w Polsce, kobiety nadal zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, mimo podobnego poziomu kwalifikacji i doświadczenia. Dyrektywa unijna wprowadza szereg narzędzi, które mają na celu monitorowanie oraz eliminowanie tych nierówności.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2023 roku luka płacowa między kobietami a mężczyznami w Unii Europejskiej wynosiła średnio 13% – oznacza to, że kobiety zarabiają średnio o 13% mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. Różnice te są szczególnie widoczne w sektorach, gdzie dominują kobiety, takich jak edukacja czy opieka zdrowotna.

Warto zaznaczyć, że chociaż w samej dyrektywie nie używa się pojęcia „szklanego sufitu”, to w kontekście rynku pracy pojawia się określenie „lepkiej podłogi”, odnoszące się do specyficznych barier, które wciąż spotykają kobiety na rynku pracy. Mówi się tu o obciążeniach związanych z nadmierną opieką nad rodziną, a także o stereotypach dotyczących ról płciowych, które mogą ograniczać możliwości kariery zawodowej kobiet. Dyrektywa ma na celu umożliwienie kobietom lepszych warunków do awansu i rozwoju zawodowego, dając im szansę na większą równość płacową i zawodową – dodaje Agnieszka Gołębiewska.

Dodatkowo badania przeprowadzone przez McKinsey & Company pokazują, że organizacje, które wprowadziły transparentność wynagrodzeń, odnotowały średnio 10-procentowy wzrost satysfakcji wśród pracowników oraz poprawę w zakresie różnorodności na poziomie wyższych stanowisk. Tego typu działania sprzyjają nie tylko poprawie w kwestii płac, ale także w obszarze ogólnej równości w organizacji.

Polskie firmy gotowe na jawność wynagrodzeń?

Zgodnie z zapowiedziami, w Polsce prace nad implementacją dyrektywy o transparentności wynagrodzeń mają zakończyć się do końca 2025 roku. Firmy i instytucje muszą się więc przygotować na te zmiany i dostosować swoje procedury w celu spełnienia wymogów wynikających z unijnych regulacji. Należy spodziewać się, że w najbliższym czasie zostaną wprowadzone odpowiednie przepisy krajowe, które będą implementować zapisy dyrektywy unijnej do polskiego prawa. Dla pracodawców oznacza to konieczność przystosowania polityki wynagrodzeń, w tym dostosowania systemów raportowania i analizowania różnic w wynagrodzeniach według płci.

Ważnym elementem jest także kwestia monitorowania efektywności nowych przepisów. Instytucje zajmujące się rynkiem pracy będą musiały przygotować odpowiednie narzędzia i mechanizmy, które umożliwią ocenę wdrożenia dyrektywy w praktyce.

Przyszłość transparentności wynagrodzeń w Polsce

Dla firm, które muszą wdrożyć nowe przepisy, wyzwaniem będzie nie tylko dostosowanie polityki wynagrodzeń, ale również przygotowanie odpowiednich systemów analitycznych i raportujących. Transparentność wynagrodzeń w kontekście równości płacowej to temat, który pozostanie istotny w nadchodzących latach, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej i miejmy nadzieje, że nic tego nie zmieni – podsumowuje ekspertka Michael Page.

Wprowadzenie dyrektywy o transparentności wynagrodzeń to ważny krok w stronę równości płacowej i bardziej sprawiedliwego rynku pracy. W dłuższej perspektywie transparentność wynagrodzeń może przyczynić się do większej otwartości oraz zaufania w relacjach między pracodawcami i pracownikami. Zmiany te mają również potencjał do stworzenia wyrównanej przestrzeni zawodowej, zwłaszcza że to zarządzenie niemalże pokrywa się z dyrektywą „Women on Boards”.

MCI zrealizował 25 mln euro zwrotu z inwestycji w Netrisk

Fundusz MCI.EV otrzymał ponad 25 milionów euro wypłaty środków ze swojej spółki portfelowej Grupy Netrisk w drodze wykupu akcji własnych (tzw. buy-back). Zgodnie ze strategią funduszu transakcja zapewniła całkowitą spłatę pierwotnej kwoty inwestycji MCI.EV w spółkę, przy zachowaniu udziałów w Netrisk, który dynamicznie się rozwija i osiąga ponadprzeciętne wyniki finansowe.

Grupa Netrisk z powodzeniem zakończyła transakcję rekapitalizacji, wypłacając środki swoim akcjonariuszom, w tym MCI.EV. To dowód na to, że grupa spełnia pokładane w niej oczekiwania. Transakcja potwierdza silne zaufanie do spółki, potwierdzone udziałem w finansowaniu Netrisk konsorcjum renomowanych międzynarodowych funduszy dłużnych, w tym Goldman Sachs, Morgan Stanley, Arcmont i HPS.

– Od dnia naszej inwestycji Grupa Netrisk konsekwentnie zwiększa skalę biznesu i umacnia pozycję rynkowego lidera w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo dobre wyniki finansowe połączone z silną generacją gotówki umożliwiły nam zrealizowanie części zysków z inwestycji, co dowodzi skuteczności naszej strategii inwestycyjnej – mówi Filip Berkowski, Senior Investment Partner w MCI Capital.

Grupa Netrisk jest wiodącym brokerem ubezpieczeń online, który prowadzi portale internetowe do porównywania cen i zawierania ubezpieczeń, ze szczególnym uwzględnieniem ubezpieczeń komunikacyjnych. Grupa jest największym graczem w sześciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Polsce reprezentowana jest przez markę Rankomat.pl.

MCI Capital jest jedną z najbardziej dynamicznych grup private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, koncentrującą się na transformacji cyfrowej. Strategia MCI bazuje na inwestycjach w gospodarkę cyfrową, w obszarze ekspansji i wykupów.

Polityka NBP wspiera złotego – obniżki stóp raczej nieprędko

Złoty jest silny zwłaszcza wobec euro, które jest najtańsze od 2018 r., nie zmieniło tego nakładanie ceł i ich warunkowe zawieszanie przez D.Trumpa, choć początek wojen handlowych rozkołysał rynek walutowy.

– Złoty jest dosyć mocny na tle innych walut. Gdy w ostatnich tygodniach różne waluty traciły do dolara, złoty tracił najmniej, a gdy dolar zaczął tracić wówczas złoty pokazał swoją siłę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Ta siła złotego to nie jest już wpływ przede wszystkim relacji na parze walutowej EUR/USD, natomiast są to konsekwencje polityki monetarnej w Polsce, gdy trudno spodziewać się szybkiej obniżki stóp procentowych.

Kontynuacje takiej polityki monetarnej potwierdziło lutowe posiedzenie RPP, a wcześniej prezes NBP zasygnalizował, że może nawet nie dojść do obniżenia stóp procentowych w tym roku. Inwestorzy już nie obstawiają, że w 2025 r. może dojść nawet do trzech obniżek, taka ilość obniżek to już raczej perspektywa obejmująca kilkanaście miesięcy i dotycząca także 2026 r.

Teraz RPP czeka na cykliczny raport NBP, którego treść pozna w marcu, a będzie zawierał nową projekcję inflacyjną. Wątpliwe jest, że okaże się, że jesteśmy już za szczytem inflacyjnym.

– Jeżeli miałoby dojść jednak do obniżek stóp to będzie to nie wcześniej niż po wyborach prezydenckich – ocenia ekspert XTB.

Dla rynku walutowego i siły złotego ważne będą decyzje Fed. Rezerwa Federalna po trzech obniżkach z rzędu w sumie o 100 punktów bazowych, na początku 2025 r. utrzymała stopy procentowe bez zmian, a rynek w pełni wyceniał taką właśnie decyzję, biorąc pod uwagę zmianę w komunikacji, która miała miejsce w grudniu. W grudniu Fed przedstawił oczekiwania na dwie obniżki stóp procentowych w tym roku i rynek widzi mniej więcej to samo. Pierwsza obniżka wyceniana jest między czerwcem oraz lipcem. Jednak Fed zmienił nieco komunikację i w oświadczeniu kasuje stwierdzenie dotyczące osiągnięcia progresu inflacyjnego. Powell podczas konferencji mówił, że jest to jedynie skrócenie komunikacji, ale jednocześnie mówi, że aby Fed ponownie zdecydował się na cięcie stóp procentowych, potrzebny będzie realny progres w spadku inflacji lub znaczne osłabienie sytuacji na rynku pracy. Na ten moment Fed widzi jednak bardzo mocny rynek pracy, który pozwala na to, aby stopy procentowe utrzymały się na wysokim poziomie przez dłuższy czas.

Jak bardzo w tej całej układance ważny jest Donald Trump potwierdziły to na początku lutego decyzje dotyczące ceł nałożonych i zawieszanych na towary z Kanady, Meksyku i Chin. Te zmienne decyzje szarpnęły rynkiem walutowym, co naturalne – bardzo odczuł to kanadyjski dolar i meksykańskie peso.

Natomiast silny zloty odczuł to zaskakująco słabo, o ile przed końcem stycznia za dolara płaciliśmy 4,04 zł, to po decyzjach związanych z wojnami handlowymi – 4,08 zł. Za euro płaciliśmy tyle samo – 4,21 zł. Kurs franka szwajcarskiego wzrósł z niskiego poziomu 4,45 do 4,48 zł, a funta brytyjskiego z 5,03 do 5,06 zł.

Inwestorzy zagraniczni patrzą się bardzo pozytywnie na złotego. I nie reagują negatywnie na wysokie potrzeby budżetowe, mamy za sobą bardzo udane aukcje obligacji zagranicznych.

Spośród decyzji D.Trumpa dla polskiej waluty teraz najważniejsze są obietnice dotyczące zamrożenia bądź zakończenia wojny w Ukrainie. Z powodu tej wojny duże ryzyko jest wycenione w wartości złotego i polskich aktywów.

– Gdyby doszło do realizacji tej obietnicy, to niektórzy analitycy zakładają nawet spadki w okolice 3,60-3,70 na USD/PLN, a EUR/PLN mógłby spaść znacząco poniżej 4,00 zł – komentuje M.Stajniak z XTB.

Gdyby wcześniej doszło do nałożenia ceł na Europę, to nie powinno to istotnie wpłynąć na siłę złotego, tym bardziej, że udział eksportu do USA w polskiej wymianie handlowej jest zaledwie kilkuprocentowy.

Dassault Systèmes podsumowuje 2024 rok: przychody wzrosły o 5% do 6,21 mld euro

Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: FR0014003TT8, DSY.PA) ogłosiła wyniki finansowe za czwarty kwartał 2024 r. i cały rok zakończony 31 grudnia 2024 r.

Całkowite przychody w roku obrotowym 2024 wzrosły o 5% do 6,21 mld euro. Przychody z oprogramowania wzrosły o 6% do 5,61 mld euro. Przychody z subskrypcji i utrzymania licencji wzrosły do 4,49 mld euro, co oznacza wzrost o 6%; przychody cykliczne stanowiły 80% całkowitych przychodów z oprogramowania. Przychody z licencji i innego oprogramowania wzrosły o 4% do 1,13 mld euro. Przychody z usług wyniosły 600 mln euro, co oznacza wzrost o 2%.

  • Przychody z oprogramowania według regionów geograficznych: Przychody w obu Amerykach wzrosły o 4% i stanowiły 39% przychodów z oprogramowania. Przychody w Europie wzrosły o 6% i stanowiły 38% przychodów z oprogramowania. Przychody w Azji wzrosły  9% i stanowiły 22% przychodów z oprogramowania.
  • Przychody z oprogramowania w trzecim kwartale według branż: Jedne z najsilniejszych wzrostów odnotowano w branżach Home & Lifestyle, High-Tech, Aerospace & Defense oraz Industrial Equipment.
  • Kluczowe czynniki strategiczne: Przychody z oprogramowania 3DEXPERIENCE wzrosły o 14%, stanowiąc 39% kwalifikowanych przychodów z oprogramowania 3DEXPERIENCE.  Przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o 7% i stanowiły 24% przychodów z oprogramowania. Wyłączając MEDIDATA, przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o ponad 40% w porównaniu do ubiegłego roku.

Pascal Daloz, dyrektor generalny Dassault Systèmes, skomentował:

„Rok 2024 był rokiem konkurencyjnego sukcesu, napędzanego dynamicznym wdrażaniem platformy  3DEXPERIENCE w różnych branżach i regionach geograficznych oraz redefiniowaniem naszych strategicznych partnerstw z liderami branż, takimi jak Volkswagen, Lockheed Martin, Mahindra & Mahindra, Airbus i Bristol-Myers Squibb.

Kluczem do tego sukcesu jest potencjał platformy 3DEXPERIENCE łączącej głęboką wiedzę branżową i know-how, aby pomóc klientom w zwiększeniu wartości i wzmacnianiu ich zespołów. Będzie to sprzyjać naszemu przyszłemu rozwojowi i budować podstawy dla szerokiej adopcji chmury.

Opierając się na tym silnym fundamencie, z radością ogłaszamy nową erę dla Dassault Systèmes. Jesteśmy w pełni zaangażowani w tworzenie UNIV+RSES, połączenia wielu wirtualnych bliźniaków, integrujących sztuczną inteligencję w celu połączenia środowiska wirtualnego i rzeczywistego, we wszystkich rozwiązaniach branżowych. Otworzy to nowe możliwości dla naszych klientów i zapewni nam pozycję zaufanej globalnej firmy wspierającej tworzenie i zarządzanie własnością intelektualną.”

Czy skarbówka straci możliwość blokowania przedawnienia zobowiązań podatkowych? Ministerstwa mają różne zdania

0

Ministerstwo Rozwoju i Technologii chce, a Ministerstwo Finansów nie chce zmian w przepisach ustawy – Ordynacji podatkowej ws. zawieszania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych.

Przedsiębiorcy skarżą się, że skarbówka wszczyna postępowania karne skarbowe tylko po to, aby zawieszać bieg przedawnienia zobowiązań podatkowych. Konstytucyjności tych przepisów Ordynacji podatkowej wciąż nie rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny, choć Rzecznik Praw Obywatelskich złożył wniosek w tej sprawie już w 2014 r.[1].

Stały Komitet Rady Ministrów pochyla się nad długo wyczekiwanym przez przedsiębiorców projektem ustawy z 5 kwietnia 2024 r. o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego[2], w którym Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaproponowało zmiany w ustawie – Ordynacji podatkowej dotyczące biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, które mają na celu zrównoważenie interesów państwa i podatników – informuje dr n. pr. Marek Woch Ekspert Centrum Legislacji Federacji Przedsiebiorcy.pl.

Najważniejsze zmiany proponowane w projekcie:

  1. Uchylenie art. 70 § 6 pkt 1 i § 7 pkt 1: Ma to na celu wyeliminowanie praktyki wszczynania postępowań karnoskarbowych tylko po to, żeby uniknąć przedawnienia zobowiązania podatkowego. Organy skarbowe często robiły to, żeby zawiesić bieg terminu przedawnienia, co pozwalało im na nieograniczone czasowo prowadzenie postępowań.
  2. Dodanie art. 70 § 4a: Wprowadza on jednorazowe wydłużenie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego o 5 lat w przypadku, gdy zostanie wydane postanowienie o przedstawieniu zarzutów w sprawie o przestępstwo skarbowe związane z niewykonaniem tego zobowiązania. To rozwiązanie ma na celu umożliwienie skutecznego prowadzenia i zakończenia postępowań w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa skarbowe.

Korzyści dla przedsiębiorców z proponowanych zmian:

  • Ograniczenie nadużyć: Zmiany te mają zapobiec nadużywaniu postępowań karnoskarbowych w celu przedłużania terminów przedawnienia zobowiązań podatkowych.
  • Usprawnienie postępowań: Wydłużenie terminu przedawnienia o 5 lat w uzasadnionych przypadkach pozwoli na skuteczne przeprowadzenie i zakończenie skomplikowanych postępowań karnoskarbowych.
  • Ochrona interesu państwa: Zmiany te mają na celu ochronę interesów budżetu państwa poprzez umożliwienie ścigania poważnych przestępstw skarbowych.
  • Ochrona praw podatnika: Zmiany te mają na celu ochronę praw podatnika poprzez uniemożliwienie nieuzasadnionego przedłużania postępowań podatkowych.

Co uważa Ministerstwo Finansów na temat zmian?

  • Stanowisko: Ministerstwo Finansów w piśmie z 29 stycznia 2025 r. stanęło na stanowisku, że przepisy dotyczące przedawnienia zobowiązań podatkowych powinny być regulowane przez Ministerstwo Finansów. Wynika to z konieczności uwzględnienia szerszego kontekstu i powiązań między przepisami o wygasaniu zobowiązań podatkowych, a także relacji między prawem podatkowym a karnym skarbowym.
  • Regulacje: Uregulowania dotyczące przedawnienia zobowiązań podatkowych muszą być spójne i funkcjonalne, aby zrównoważyć prawa podatnika z potrzebą skutecznej realizacji zadań Krajowej Administracji Skarbowej.
  • Co powinno ministerstwo: Ministerstwo Rozwoju i Technologii, mimo że uwzględnia krytyczne głosy dotyczące obecnego mechanizmu przedawnienia zobowiązań podatkowych w sprawach karnych skarbowych, ma ograniczone możliwości analizy realnych potrzeb i skutków proponowanych rozwiązań.
  • Krytyczna ocena: Przygotowany projekt zbyt daleko idzie w skracaniu terminu przedawnienia i nie uwzględnia czasu potrzebnego na przeprowadzenie złożonych postępowań w sprawach najpoważniejszych przestępstw podatkowych.
  • Czego nie zrobiono: Projektodawcy nie odnieśli się do roli uchylanego przepisu art. 70 § 6 pkt 1 ustawy – Ordynacja podatkowa, co świadczy o niezrozumieniu istoty zawieszenia i przerwania biegu terminu przedawnienia.
  • Co potrzebne: Kwestia przedawnienia zobowiązań podatkowych wymaga kompleksowej analizy, a nie wyrywkowej legislacji.
  • Konsekwencje: Zmiany w zasadach przedawnienia zobowiązań podatkowych mogą negatywnie wpłynąć na dochody budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego.
  • O co wnoszono: Ministerstwo Finansów od początku wnosiło o odstąpienie od zmian w obszarze zasad przedawnienia zobowiązań podatkowych.
  • Prace: Ministerstwo Finansów prowadzi prace legislacyjne nad projektem zmian w obszarze przedawnienia zobowiązań podatkowych, w tym w sprawach karnych skarbowych. Proponowane zmiany w znacznym stopniu mają ograniczyć przypadki zawieszania biegu terminu przedawnienia. W związku z powyższym, wszelkie dalsze prace legislacyjne dotyczące tego zagadnienia powinny być prowadzone przez Ministerstwo Finansów.

Podsumowując:

Proponowane zmiany w Ordynacji podatkowej dotyczące biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego są krokiem w kierunku bardziej sprawiedliwego i efektywnego systemu podatkowego. Zmiany te mają na celu zrównoważenie interesów państwa i podatników poprzez ograniczenie nadużyć, usprawnienie postępowań i ochronę praw obu stron. Jednak, jak się okazuje kolejny rząd i kolejne wewnętrzne problemy z przepisami dotyczącymi zawieszania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych.

[1] Zob. także: Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 17 lipca 2012 r. sygn. akt P 30/11; E. Prejs, Zawieszenie biegu przedawnienia zobowiązania podatkowego ze względu na wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe – rozważania nad konstytucyjnością obowiązującej regulacji Opublikowano: PP 2017/11/32-47, gdzie wskazano: „W wyroku tym – w nawiązaniu do treści pytania prawnego Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz stanu prawnego sprawy – Trybunał skoncentrował się wyłącznie na kwestii zawiadomienia podatnika o zaistniałym już skutku w postaci zawieszenia terminu przedawnienia, co nie oznacza, że regulacja ta, zarówno w analizowanym przez Trybunał, jak też aktualnie obowiązującym brzmieniu, nie budzi wątpliwości co do jej konstytucyjności w pozostałym zakresie. Kwestie związane z konstrukcją funkcjonalnego połączenia sfery postępowania karnego skarbowego ze sferą niewykonania zobowiązania podatkowego, skutkującą zawieszeniem terminu przedawnienia, były poza obszarem rozważań Trybunału Konstytucyjnego”.

[2] Projekt z dnia 16 stycznia 2025 r. https://legislacja.gov.pl/projekt/12383815/katalog/13050484#13050484, dostęp: 4.02.2025 r.

Adam Góral: partnerstwo z TSS otwiera nowe możliwości dla Asseco Poland

Total Specific Solutions (TSS) międzynarodowa grupa informatyczna, działając za pośrednictwem Yukon Niebieski Kapital B.V, podpisała umowę nabycia 12 318 863 akcji Asseco Poland, stanowiących 14,84% kapitału spółki. Nabycie uwarunkowane jest uzyskaniem odpowiednich zgód organów antymonopolowych i regulacyjnych. Po realizacji transakcji TSS będzie posiadał łącznie 20 618 892 akcji Asseco Poland, które stanowią 24,84% kapitału spółki.

TSS zawarł porozumienie akcjonariuszy z fundacją Adam Góral Fundacja Rodzinna w celu współpracy w zakresie dalszego rozwoju Grupy Asseco. Pozyskanie znaczącego międzynarodowego partnera i inwestora branżowego, przyspieszy rozwój oraz pozwoli na dalsze zwiększanie skali działalności Grupy Asseco.

W dniu 31 stycznia 2025 roku TSS nabył od Cyfrowego Polsatu 8 300 029 akcji Asseco Poland stanowiących 9,99% kapitału spółki. Cena w transakcji wyniosła 85 PLN za jedną akcję.

W dniu 4 lutego 2025 roku Asseco Poland podpisało umowę warunkową sprzedaży dla TSS 12 318 863 akcji własnych, stanowiących 14,84% kapitału spółki i będących w posiadaniu spółki w ramach przeprowadzonej transakcji skupu akcji własnych w 2023 roku. Cena sprzedaży pojedynczej akcji ustalona została na 85 PLN za akcję. W wyniku realizacji obu transakcji TSS będzie posiadało łącznie 20 618 892 akcji Asseco Poland, stanowiących 24,84% kapitału spółki.

Adam Góral poprzez Adam Góral Fundacja Rodzinna posiada 8 310 000 akcji stanowiących 10,01% w kapitale spółki.

„Oferta wywodzącej się z Holandii spółki TSS, działającej w ramach Grupy Topicus.com i Constellation Software, spotkała się z bardzo dobrym odbiorem nie tylko większości naszych inwestorów, ale również zarządu Asseco i moim.” – dodaje Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland. „Nasze grupy budowane są bowiem w oparciu o akwizycje, a firmy działają w modelu federacyjnym. Zdecydowałem się na partnerstwo z TSS, gdyż uważam, że w dobie zwiększającej się przewagi światowych potentatów branży softwarowej tylko łączenie kapitałowe znaczących firm europejskich daje możliwość tworzenia zespołów, które w ciągu kolejnych lat będą mogły skutecznie walczyć o zwiększenie udziału w rynku.”

Nabycie przez TSS akcji własnych Asseco Poland, oznaczać będzie również wejście w życie porozumienia zawartego pomiędzy akcjonariuszami Asseco Poland, tj. pomiędzy Adamem Góralem Fundacja Rodzinna a TSS. Porozumienie ustala współdziałanie akcjonariuszy, w szczególności wspólne zasady głosowania na walnym zgromadzeniu, w kluczowych kwestiach dotyczących spółki.  Partnerstwo akcjonariuszy zakłada dalszą realizację strategii Asseco opartej o rozwój własnego oprogramowania i usług oraz zwiększania skali działalności przez akwizycje.

Asseco Poland w dalszym ciągu będzie operowało jako spółka publiczna notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a Prezesem Zarządu pozostanie Adam Góral, stojąc na czele dotychczasowego Zarządu spółki.

„Zawarta przez nas umowa akcjonariuszy daje ogromne prawdopodobieństwo dalszego zwiększania wartości dla wszystkich akcjonariuszy Asseco, zaś dla pracowników i zarządu Asseco szerokie perspektywy rozwoju. Zachowujemy również swoją niezależność operacyjną, co sprawia, że wartości, którymi kierują się moje zespoły, czyli wywiązywanie się z zobowiązań w relacji z naszymi klientami pozostaje nadrzędnym celem zarówno moim, jak i moich partnerów” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Główne założenia porozumienia akcjonariuszy mają na uwadze:

  • zapewnienie stabilności właścicielskiej, operacyjnej i zarządczej w celu realizacji wizji dalszego rozwoju Asseco,
  • realizację ambitnych celów biznesowych oraz finansowych, przy zachowaniu statusu spółki dywidendowej,
  • wsparcie procesu realizacji planu sukcesji z docelowym przejściem Adama Górala do Rady Nadzorczej i przejęciem stanowiska Prezesa Zarządu przez Rafała Kozłowskiego, obecnego Wiceprezesa Zarządu,
  • wdrożeniem planu motywacyjnego dla kluczowych menedżerów w celu osiągnięcia zakładanych celów biznesowych i wsparcia stabilności organizacji w perspektywie dłuższego czasu.

Zgodnie z porozumieniem TSS nie przekroczy również maksymalnego progu 27,96%, udziału w kapitale zakładowym spółki.

Total Specific Solutions (TSS) to międzynarodowa grupa informatyczna działająca w obszarze rozwiązań software’owych dla rynków wertykalnych (VMS). Model biznesowy TSS bazuje w dużym stopniu na strategii Constellation Software, spółki notowanej od 2006 roku na Toronto Stock Exchange (TSX) i posiadającej kontrolny udział w Topicus.com – spółki matki TSS. (TSX). Strategia ta zakłada inwestycje w niszowe firmy softwarowe z solidną bazą stałych klientów i silną pozycją rynkową w segmentach, w których działają.

„Doceniamy osiągnięcia i rozwój Grupy Asseco na przestrzeni lat, dlatego podjęliśmy decyzję, żeby zostać jej inwestorem. Dostrzegamy ogromny potencjał Grupy Asseco – jest to największy gracz na polskim rynku i ze znaczącymi udziałami na innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Grupa ma jasno określoną wizję dalszego umacniania pozycji w regionach, w których działa. Nasze podejście do firm softwarowych, które osiągają sukcesy, jest bardzo podobne, mamy również podobną zdecentralizowaną strukturę organizacyjną i właścicielską, która jest blisko rynku i jest nastawiona na dostarczanie wartości dodanej naszym klientom. Strategia i osiągnięcia Asseco doskonale wpisują się w naszą długoterminową wizję. Wierzymy, że wspólnie z Adamem Góralem, Rafałem Kozłowskim oraz całym zespołem zarządzającym, mamy wyjątkową szansę by wspierając się nawzajem, tworzyć dalej długoterminowe wartości dla wszystkich interesariuszy Asseco – akcjonariuszy, klientów i pracowników. Razem stworzymy partnerstwo dwóch silnych europejskich grup IT, oparte na wieloletnim zaangażowaniu, zdecentralizowanym zarządzaniu i koncentracji na kliencie.” komentuje Ramon Zanders, Group CEO TSS.

Polski Lider Cyfryzacji w Europie

Jako wiodący polski dostawca rozwiązań informatycznych dla większości sektorów gospodarki Asseco Poland jest wiarygodnym i zaufanym partnerem. Firma obsługuje głównie klientów w Polsce, ale poprzez spółki w Grupie dostarcza produkty i usługi do klientów w wielu krajach na całym świecie.

„TSS jest niewątpliwie jednym z liderów wśród firm softwarowych w Europie Zachodniej, zaś Asseco to lider w Europie Środkowo-Wschodniej, na Bałkanach i Izraelu. Wszystkie firmy, które tworzą obydwie grupy będą miały szansę rozszerzyć swoją ofertę produktową oraz uzyskać dostęp do nowych rynków. Po głębokich przemyśleniach nie mam wątpliwości, że to partnerstwo przyniesie wiele korzyści klientom z obu grup, ich akcjonariuszom i wszystkim pracownikom” powiedział Adam Góral. „Warto również podkreślić, że będziemy dalej realizowali naszą strategię działalności opartą na dwóch podstawowych filarach, tj. rozwoju własnego oprogramowania i usług z nim związanych oraz zwiększaniu skali działalności poprzez akwizycje. Asseco to polska firma, będziemy nadal spółką publiczną, centrala pozostaje w Rzeszowie, a co za tym idzie podatki nadal będziemy płacili w naszym kraju” – dodał Prezes Asseco.

Asseco rozwija się organicznie oraz poprzez przejęcia firm o podobnym profilu. Dzięki tej strategii jest największą polską firmą informatyczną oferującą oprogramowanie dla dziesiątek tysięcy klientów w ponad 60 krajach na całym świecie.

Sukcesja w polskiej firmie technologicznej

W 2023 roku Adam Góral wskazał swojego przyszłego następcę – Rafała Kozłowskiego, obecnie Wiceprezesa Zarządu Asseco, a wcześniej wieloletniego menedżera pracującego na różnych stanowiskach zarządczych w Grupie Asseco. Adam Góral jasno zadeklarował, że po objęciu stanowiska Prezesa Zarządu przez Rafała, będzie chciał nadal być zaangażowany kapitałowo w spółkę i jej dalsze wsparcie w roli Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Współpraca i porozumienie Adama Górala z TSS ma na celu w przyszłości wsparcie realizacji tej sukcesji i zapewnienie dalszego dynamicznego rozwoju Asseco.

Perspektywy CFO na 2025 rok: 41% dyrektorów finansowych wskazuje cyfryzację i automatyzację jako kluczowe szanse biznesowe

Transformacja cyfrowa, automatyzacja procesów oraz zrównoważony rozwój – to główne czynniki kształtujące przyszłość firm w 2025 roku, zdaniem dyrektorów finansowych w Polsce, którzy wzięli udział w badaniu do raportu KPMG i ACCA pt. „Nowoczesny CFO w transformującej się firmie”. Zmieniające się otoczenie geopolityczne, dynamiczna sytuacja gospodarcza i nowe regulacje prawne będą stawiały przed przedsiębiorstwami wyzwania i szanse. 41% respondentów zwraca uwagę na automatyzację procesów finansowych (w tym blockchain, chmurę obliczeniową) jako obszary o największym potencjale. Jednocześnie CFO są bardziej skłonni myśleć o regulacjach ESG jak o szansie biznesowej niż jak o wyzwaniu (35% w porównaniu do 24% badanych).

2025 rok to czas, w którym transformacja w kierunku zrównoważonego rozwoju będzie wymagała od liderów sektora finansowego głębokiego zrozumienia aspektów ESG. Zaledwie 6% CFO, którzy wzięli udział w badaniu wskazuje przepisy dotyczące raportowania niefinansowego jako najważniejsze wyzwanie regulacyjne, ale największą trudnością w tym obszarze jest zapewnienie dokładności i przejrzystości danych. Z kolei 35% CFO widzi w regulacjach ESG szansę biznesową, a nie wyzwanie, doceniając korzyści związane z poprawą zarządzania ryzykiem, zwiększeniem atrakcyjności dla inwestorów oraz poprawą reputacji firmy.

Transformacja w kierunku zrównoważonego rozwoju wymaga od liderów sektora finansowego głębokiego zrozumienia znaczenia ESG jako czynnika napędzającego długoterminową wartość. To właśnie włączenie aspektów środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego do strategii i operacji biznesowych stanowi klucz do budowania konkurencyjności w zmieniających się warunkach rynkowych. W tym kontekście CFO, we współpracy z liderami ESG, staje się strażnikiem odpowiedzialności i transparentności. Współczesne wymagania wobec sprawozdawczości ESG oznaczają nie tylko wdrożenie odpowiednich standardów raportowania, ale także umiejętność identyfikowania ryzyk i szans związanych z transformacją klimatyczną. Rolą CFO jest połączenie wiedzy finansowej z perspektywą zrównoważonego rozwoju, co pozwala nie tylko na spełnienie wymogów regulacyjnych, ale również na dostarczenie wartościowych informacji dla inwestorów, klientów i pozostałych interesariuszy – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner i Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Największe szanse

Dyrektorzy finansowi wskazują transformacje technologiczne, biznesowe oraz działania na rzecz zrównoważonego rozwoju jako kluczowe szanse na 2025 rok. 41% respondentów zwraca uwagę na automatyzację procesów finansowych (w tym blockchain, chmurę obliczeniową) jako obszary o największym potencjale. Na drugim miejscu znalazła się transformacja biznesowa z 37% wskazań, a na wdrożenie wymogów ESG do strategii firmy wskazało 35% badanych.

Agenda CFO ewoluuje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a dzisiejsi liderzy finansowi muszą odnaleźć się na styku technologii, strategii i przywództwa. Z jednej strony presja rosnących wymagań w zakresie sprawozdawczości finansowej i niefinansowej wymaga precyzyjnych umiejętności technicznych, z drugiej – transformacja cyfrowa otwiera przed CFO nowe możliwości kształtowania przyszłości organizacji. Kluczowe znaczenie ma zdolność CFO do przekształcania danych w informacje napędzające decyzje strategiczne. Wprowadzenie nowoczesnych narzędzi analitycznych, takich jak sztuczna inteligencja czy zaawansowana analityka, pozwala na szybsze reagowanie na zmiany i podejmowanie trafniejszych decyzji. Co więcej, współczesny CFO to lider, który nie tylko zarządza procesami, ale również inspiruje zespół do innowacyjnego podejścia i aktywnego poszukiwania nowych źródeł wartości. W erze dynamicznych zmian rynkowych to właśnie elastyczność i umiejętność adaptacji decydują o sukcesie – komentuje Jarosław Konopka, Dyrektor w Dziale Advisory, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

Adaptacja do zmieniającego się rynku

Zmienność koniunktury gospodarczej i dynamiczna sytuacja geopolityczna prowadzą do rosnącej niepewności, co skutkuje obawami np. o efektywne zarządzanie łańcuchami dostaw oraz koniecznością pozyskiwania i utrzymywania pracowników z odpowiednimi kompetencjami. Niepewność ekonomiczna to największe wyzwanie zdaniem 39% CFO, z kolei 33% respondentów wskazało zarządzanie łańcuchem dostaw. Przepisy i regulacje prawne oraz zarządzanie talentami to kolejne kluczowe wyzwanie w 2025 roku – na ten aspekt, jako ich zdaniem najistotniejszy, wskazało 27% badanych.

Technologie przyszłości: cyfryzacja, automatyzacja i AI

Cyfryzacja, automatyzacja i wdrażanie nowych technologii, takich jak blockchain i chmura obliczeniowa, pozostają najważniejszymi obszarami inwestycji. Ponad 80% organizacji planuje implementację sztucznej inteligencji w finansach, wskazując na korzyści związane z poprawą dokładności analiz danych, szybszym podejmowaniem decyzji oraz redukcją kosztów operacyjnych.

Ostrożne zarządzanie kosztami i uważność na regulacje

W odpowiedzi na zmieniające się warunki gospodarcze, dyrektorzy finansowi planują ostrożne zarządzanie kosztami. 51% respondentów zamierza utrzymać wydatki operacyjne na poziomie zbliżonym do 2024 roku, a 25% planuje ich wzrost. Najistotniejsze wyzwania w obszarze regulacji finansowych obejmują przepisy branżowe, regulacje podatkowe oraz przepisy dotyczące cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

Pełna wersja raportu dostępna jest na stronie internetowej KPMG: Perspektywy CFO na 2025 rok – KPMG Poland

Cła, ropa, inflacja – spirala, która może wstrząsnąć rynkami

Wydarzenia związane z wojnami handlowymi powodują, że w centrum uwagi znalazł się rynek ropy naftowej. We poniedziałek WTI straciła, wczoraj po spadkach w pierwszej części dnia, nastąpiło odreagowanie. Aktualnie baryłka amerykańskiej odmiany kosztuje ok 72,5 USD. Prezydent USA nałożył cła importowe w wysokości 25 proc. na Kanadą i Meksyk (z odroczeniem o miesiąc), natomiast na Chiny 10 proc. Przesunięcie o miesiąc nastąpiło po tym jak kraje zobowiązały się do podjęcia działań przeciwko przemytowi narkotyków na granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Obniżona stawka celna do 10 proc. ma dotyczyć importu energii z Kanady, co wynika z faktu, że kraj ten jest głównym dostawcą ropy dla USA.

W 2024 roku Stany Zjednoczone importowały ponad 4 mln baryłek dziennie ropy naftowej z Kanady. To dość sporo. Wynik ten stanowił ponad 60 proc. całkowitego transferu tego surowca do USA. Z kolei Meksyk odpowiadał za mniej więcej 470 tys. baryłek dziennie (ok. 7 proc.)

Jeśli cła pozostaną w mocy, rafineriom będzie trudno wypełnić tą lukę. Teoretycznie istnieje alternatywa w postaci ropy z Wenezueli. Jest ona podobnej jakości. Jednak Trumpa w swoich oświadczeniach komunikował, że nie zamierza pobierać jej z tego kraju. W ubiegłym roku z kraju leżącego w Ameryce Południowej Stany Zjednoczone importowały ropę w ilości 220 tys. baryłek dziennie. Jeśli teraz nowy prezydent nie zamierza kontynuować zakupów z tego kraju, ta wielkość również musiałaby być wypełniona alternatywną ropą. Opcją dodatkową jest surowiec z Brazylii lub Gujany, którego właściwości spełniają wymogi – tzn. zawierają odpowiednio wysoką ilość siarki. Pytanie tylko jak szybko transfer z tych krajów do USA mógłby być zwiększony i jak bardzo.

Jeśli rafinerie ograniczą popyt na kanadyjską oraz meksykańska ropę, wówczas teoretycznie może to doprowadzić do niedoborów jej na rynku co zmusi te spółki do ograniczenia przerobu. Z drugiej strony wyższe koszty importu zostałby w szybki sposób przerzucone na konsumentów. Cena benzyny w USA – kluczowy składnik inflacji – w najbliższej perspektywie może znacząco wzrosnąć.

Pamiętajmy, że po inwazji Rosji na Ukrainę, wzrósł transfer diesla z USA do Europy. Jeśli cła na Kanadę oraz Meksyk zostaną wprowadzone, w konsekwencji eksport surowca na Stary Kontynent może się diametralnie zmniejszyć, a to doprowadzi prawdopodobnie do deficytu i podbicia cen.

Rynek ma nadzieję, że samo odroczenie taryf celnych może oznaczać, że na skutek negocjacji pomiędzy krajami, zostaną one złagodzone lub nawet anulowane. Na razie jest to jedynie odroczenie problemu. Ryzyko wzrostu inflacji jest zatem realne nie tylko w USA ale również w Europie, co może doprowadzić do zrewidowania przez EBC oraz FED kształtu swojej dotychczasowej polityki monetarnej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Obniżki sięgają nawet 30%. Na rynku wtórnym zaczyna się robić nerwowo

„Nawet 50-60 tysięcy złotych obniżki” – na rynku wtórnym zaczynają się mocne spadki cen.

– Jeżeli ktoś pęknie i zacznie obniżać ceny nieruchomości to przede wszystkim rynek wtórny. Jak ktoś przejedzie się przez każde duże miasto to zobaczy ogromną ilość banerów „mieszkanie na sprzedaż”. Jest to dowód na to, że właściciele nieruchomości chcą, by dochodziło do transakcji i są gotowi na ustępstwa. Widzimy rekordowe rozbieżności między ceną ofertową, a transakcyjną. Czasem to nawet 15-20% ceny, a rekordowo nawet 30%. Takie sytuacje świadczą o pewnej desperacji – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Rynek wtórny niecierpliwy. Rekordowe spadki cen transakcyjnych

„Mieszkanie na sprzedaż”, „Atrakcyjny apartament dostępny od zaraz”, „Mieszkanie i piwnica – lokal gotowy do zamieszkania” – oferty sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym wręcz do nas krzyczą z ulic największych miast w Polsce. Od lat nie było tak dużej podaży mieszkań na sprzedaż. Jest to dowód na to, że rynek jest mocno zniecierpliwiony bezruchem. Jak mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości, Ci, którzy jeszcze rok temu robili korekty cen do góry, teraz myślą o tym, jak szybko sprzedać mieszkanie.

– Zdarzają się sytuacje, że mieszkanie jest wystawione na sprzedaż za 500 tysięcy złotych, a sprzedane zostaje za 440. To rekordowe obniżki. Wszystko zależy oczywiście od tego, czy zainteresowany płaci gotówką i o jakiej lokalizacji mówimy. Od lat nie było jednak tak dużej dysproporcji między ceną ofertową, a transakcyjną. To jest dobry czas na negocjowanie stawek i próby uzyskania jak najlepszych warunków zakupu mieszkania – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Mirosław Król jesienią mówił o pewnym wyczekiwaniu na rynku nieruchomości i „wojnie nerwów” między kupującymi, a sprzedającymi. Czy od jesieni coś się zmieniło?

– Wszystko i nic – mówi ekspert. – Kredyty nadal niedostępne, ceny wysokie, rynek w stagnacji. O ile deweloperzy mogą czekać i nie widać panicznych ruchów cenowych, tak na rynku wtórnym jest już poczucie, że mieszkania stoją od blisko roku, a nawet jeżeli ktoś je ogląda to ostatecznie decyduje się na czekanie na lepszą ofertę lub rządowe dofinansowanie. Najmniejszym zainteresowaniem cieszą się duże mieszkania i te do remontu, nawet jeżeli w ostatnich miesiącach ceny materiałów budowlanych spadły, a dostępność ekip budowlanych wzrosła – mówi Mirosław Król.

Mieszkaniowe promocje. Można wypatrzyć dobre oferty

Co w kolejnych miesiącach może czekać rynek nieruchomości? Wiele wskazuje na to, że nie będzie rządowego programu do dopłat mieszkaniowych, ale nie spowoduje to także lawinowego wzrostu klientów. Wielu właścicieli nieruchomości, którzy jeszcze kilka miesięcy temu wstrzymywali się z decyzją o sprzedaży, teraz podjęło decyzje o przyspieszaniu transakcji w obawie o to, że spadki w kolejnych tygodniach będą większe niż przewidywano.

– To nie jest wykluczone, że ceny na rynku wtórnym będą spadać. Oczywiście nie mówimy tutaj o tąpnięciu i wyprzedaży na rynku nieruchomości, ale o tym, że konsumenci na cenę metra kwadratowego na poziomie 10 tysięcy złotych nie będą patrzeć przychylnie. Poza tym na rynku pojawiają się okazje i przy odrobinie szczęścia można trafić na ciekawe oferty. Widziałem ostatnio kawalerkę w oficynie w centrum Szczecina za 200 tysięcy złotych, czy duże mieszkanie w kamienicy w centrum miasta za 450 tysięcy złotych. Takie oferty rok temu byłyby niczym białe kruki – mówi ekspert nieruchomości Mirosław Król.

Korekta cen na rynku nieruchomości nie jest jednak sprawą pewną. Wszystko zależy od ruchu bądź stagnacji w kolejnych tygodniach. Eksperci mówią, że sytuacja jest trudna, ale nie można mówić o tym, że sprzedaż stanęła całkowicie.

Według 4 na 10 liderów Gen Z nie są przygotowani do pracy, a 7 na 10 uważa, że działają nieetycznie

Do 2030 roku przedstawiciele generacji Z będą stanowić 1/3 globalnego rynku pracy, jednak 40% liderów biznesowych uważa, że nie są oni odpowiednio przygotowani do pracy. Młodzi ludzie mają trudności w śmiałym wkroczeniu w życie zawodowe ze względu na pandemię czy konflikty globalne. Pracodawcy w Polsce świadomi wyzwań związanych z różnorodnością pokoleniową w zespołach wychodzą im naprzeciw budując współpracę opartą na zaufaniu (39%), kładą też nacisk na strategię na rzecz różnorodności, równości i integracji DEI (35%) – to dane płynące z najnowszej publikacji ManpowerGroup „Przyszłość pokolenia Z w rękach pracodawców”.

Według badania Intelligent.com, 40% liderów na świecie uważa, że absolwenci szkół wyższych wchodzący właśnie na rynek pracy nie są do tego odpowiednio przygotowani. 88% z nich stwierdziło również, że twierdzenie to odnoszące się do pokolenia Z z każdym rokiem coraz bardziej zyskuje na znaczeniu. Ta sama analiza podaje również, że globalnie 70% managerów wskazało na słabą etykę pracy jako główny powód nieprzygotowania nowych absolwentów. Mimo to, jak podaje National Association of Colleges and Employers (NACE), ponad połowa stażystów z pokolenia Z została później pełnoetatowymi pracownikami w danej organizacji.

– Mocnym trendem rynku pracy także w 2025 roku będzie zmiana pokoleniowa, która generuje u pracodawców szereg wyzwań. Dzieje się tak między innymi z uwagi na fakt, że nie ma jednego uniwersalnego procesu w tym obszarze, do wszystkich działań związanych z różnorodnością zespołów należy podchodzić w sposób bardzo indywidualny – podkreśla Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy w Talent Solutions ManpowerGroup. – Część z pracodawców nie dostrzega tej zmiany, co najczęściej kończy się trudnościami w komunikacji, brakiem współpracy oraz powiększającą się frustracją poszczególnych grup pracowników. Brak dogłębnego zrozumienia potrzeb wszystkich zatrudnionych pracowników, ich słabszych i mocnych stron, często prowadzi to pogorszenia osiągnięć teamów, co szybko i dość wyraźnie przekłada się na rezultaty pracy całych organizacji – mówi Zygmunt.

Liderzy dostrzegają potrzebę wsparcia przedstawicieli pokolenia Z już na etapie rekrutacji. W badaniu iHire przeprowadzonym w USA, 58% pracodawców stwierdziło, że najmłodsi kandydaci muszą poprawić swoje umiejętności prowadzenia rozmów kwalifikacyjnych, a 57% uważa, że powinni one lepiej komunikować się z menedżerami HR.

– Rekruterzy wskazują, że jednym z głównych problemów podczas rekrutacji reprezentantów GenZ jest brak przygotowania do rozmowy, zarówno w zakresie znajomości stanowiska jak i firmy. Często młodzi kandydaci nie potrafią precyzyjnie opowiedzieć o swoich doświadczeniach, osiągnięciach czy motywacjach, co utrudnia ocenę ich potencjału – mówi Anna Tietianiec, ekspertka rynku pracy, manager zespołu zatrudnienia stałego w Manpower i podkreśla, że powinni oni więc przede wszystkim zadbać o solidne przygotowanie, zgłębić informacje o organizacji, przeanalizować wymagania stanowiska oraz przemyśleć odpowiedzi na kluczowe pytania, jak „dlaczego chcesz pracować w naszej firmie? Jakie są Twoje największe sukcesy zawodowe?”. – Warto zastanowić się nad własnymi kompetencjami i ich dopasowaniem do opisu stanowiska. Istotne jest również, przygotowanie pytań do pracodawcy, które z jednej strony wykazują nasze zainteresowanie firmą, a z drugiej pozwalają na świadome podjęcie decyzji w przypadku otrzymania oferty. To czego należy się wystrzegać podczas rekrutacji to nadmierna pewność siebie, a także zbyt wygórowane oczekiwania, niewspółmierne do tego, co możemy wnieść do organizacji. Pamiętajmy również o odpowiednim języku wypowiedzi, stroju i etykiecie biznesowej. Skuteczna komunikacja buduje pozytywny wizerunek kandydata i zwiększa szanse na sukces rekrutacyjny – dodaje ekspertka HR.

Pracodawcy działają na rzecz integracji różnorodnych zespołów

Pomimo wyzwań związanych z najmłodszym na rynku pracy pokoleniem Z, organizacje podejmują różne działania, by stworzyć możliwie najlepsze warunki współpracy dla swoich zespołów. Jak wskazują dane ManpowerGroup, pracodawcy w Polsce kładą największy nacisk na budowanie relacji opartych na zaufaniu w zespołach (39%), większe docenianie pracowników wspierających działania na rzecz różnorodności, równości i integracji (DEI) (35%), czy wdrażanie polityk zapewniających równe szanse rozwoju zawodowego oraz awansu (35%). Ważnymi z punktu widzenia organizacji działaniami jest także wspieranie wellbeingu pracowników (34%), czy audyt polityk i programów dotyczących obszaru DEI (33%).

– Przedstawiciele GenZ zwracają szczególną uwagę na cele i misję pracodawcy, co daje jasno obraz tego, że zależy im na tym, by być częścią procesu zmiany oddziaływania na środowisko społeczne czy naturalne. Nie chcą jednak przekładać swojego komfortu nad tego typu działania, bowiem sama praca jest dla nich tylko jednym z elementów codziennego życia, a nie jego istotą. Poprzez szybki wzrost gospodarczy odczuwają zmniejszoną konkurencyjność na rynku, dzięki czemu zdają sobie sprawę z tego, że za rogiem czekają inne, być może ciekawsze możliwości rozwoju. Świat oferuje im na ten moment tyle, że chcą korzystać z jego różnorodności pełnymi garściami – dodaje Piotr Zygmunt.

Sztuczna inteligencja wyzwaniem dla Gen Z

Badanie Deloitte przeprowadzone na grupie przedstawicieli Gen Z i Millenialsów zilustrowało niektóre z priorytetów kandydatów tych grup podczas poszukiwania pracy. Okazuje się, że 6 na 10 przedstawicieli pokolenia Z na świecie uważa, że powszechność wykorzystania AI skłoni ich do poszukiwania możliwości pracy, które są mniej podatne na automatyzację, takich jak wyspecjalizowane stanowiska lub praca fizyczna. Jednocześnie są dość selektywni co do przyjęcia oferty od rekrutera, ponieważ 86% całego pokolenia Z uważa, że posiadanie celu jest kluczem do satysfakcji zawodowej oraz dobrego samopoczucia w miejscu pracy.

– Najmłodsi pracownicy cenią sobie możliwość zdobywania nowych umiejętności, co stanowi fundament ich kariery. Tworzenie kultury organizacyjnej wspierającej rozwój, możliwość uczenia się i doskonalenia, to kluczowy element motywujący GenZ do dalszego rozwoju. Pracodawcy powinni inwestować w programy szkoleniowe, zapewnić dostęp do kursów, platform e-learningowych, które pozwolą młodym pracownikom poszerzać ich obecne umiejętności lub zdobywać nowe kompetencje w innych obszarach. Popularnym rozwiązaniem stają się programy coachingowe, mentoringowe, w ramach których bardziej doświadczeni pracownicy pomagają młodszym kolegom w rozwoju zawodowym, angażowanie ich w różnorodne projekty pozwala zdobywać doświadczenie w nowych obszarach. Pokolenie Z ceni sobie u pracodawców dostęp do nowoczesnych technologii, aplikacji, klarowną ścieżkę rozwoju kariery, a także przejrzyste i konkretne programy rozwoju zawodowego, które jasno wskazują możliwe ścieżki awansu, cele rozwoju – dodaje Tietianiec.

Upskilling i reskilling nową normą rynku pracy

Indeed przeprowadziło globalne badanie, które wykazało, że 45% przedstawicieli generacji Z jest otwartych na podejmowanie niewielkich dodatkowych projektów lub małych zleceń w celu poszerzenia swojego portfolio oraz zdobycia nowych doświadczeń zawodowych. W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, najmłodsi pracownicy są świadomi tego, że odpowiedzialność za to, jak potoczy się ich kariera ponoszą oni sami, ale także jest to kwestia leżąca po stronie ich pracodawców. W tym samym badaniu 42% respondentów stwierdziło, że szkolenie w miejscu pracy jest najlepszą opcją rozwoju zawodowego. Z tego, jak ważne jest przekwalifikowywanie się talentów pokolenia Z oraz podnoszenie ich umiejętności, zdają sobie również sprawę organizacje – według ManpowerGroup jest to globalnym priorytetem dla 28% pracodawców.

Gen-Z 2030 – na co powinny być przygotowane firmy?

Jak podaje Światowe Forum Ekonomiczne, do 2030 roku pokolenie Z będzie stanowić około jedną trzecią globalnego rynku pracy. W czasie światowego kryzysu finansowego w 2008 roku eksperci ds. HR zauważyli, że dwudziestolatkowie w tamtym czasie – znani jako pokolenie Millenialsów, czyli osoby urodzone w latach 1980-1995, doświadczyli opóźnionego startu kariery zawodowej ze względu na zawirowania gospodarcze. Wiele wskazuje na to, że Zetki może spotkać podobny los, bowiem większość osób rozpoczynających pracę robi to w czasie dużych wyzwań globalnych, począwszy od pandemii Covid, przez konflikty zbrojne i wojny, a na transformacji cyfrowej oraz automatyzacji kończąc. Przedstawiciele pokolenia Z mogą zatem zostać w pewien sposób „naznaczeni”, dłuższe okresy bezrobocia powodują, że grupa ta nieco traci na wykształceniu oraz rozwoju osobistym. Za pięć lat możemy zacząć dostrzegać skutki tych zjawisk w obszarze awansów, zarobków czy realizacji zawodowych marzeń.

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej przeznacza 100 mln zł na rozwój Społecznych Agencji Najmu

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej podpisało umowy o dofinansowanie projektów w ramach konkursu na rozwój Społecznych Agencji Najmu (SAN). W pierwszej edycji przedsięwzięcia rozdysponowano już 33 mln zł z Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego (FERS). Kolejne 65 mln zł zostanie przeznaczone na drugą edycję konkursu, która została ogłoszona 3 lutego.

Dofinansowanie dla gmin na terenie całej Polski

Dzięki wsparciu z FERS Społeczne Agencje Najmu będą mogły rozwijać działalność w gminach o różnej wielkości. W ramach pierwszej edycji konkursu finansowanie otrzymały projekty realizowane w:

  • Krakowie – projekt Gminy Miejskiej Kraków,
  • Wrocławiu – projekt Fundacji Inicjowania Rozwoju Społecznego (SAN),
  • Poznaniu – projekt Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych sp. z o.o. (SAN),
  • Dąbrowie Górniczej – projekt Fundacji „Habitat for Humanity Poland” (SAN),
  • Pucku (woj. pomorskie) – projekt Gminy Puck,
  • Kłomnicach (woj. śląskie) – projekt Gminy Kłomnice.

Czym są Społeczne Agencje Najmu?

Społeczna Agencja Najmu to podmiot powoływany przez gminy w celu zarządzania mieszkaniami i udostępniania ich osobom, które mają trudności z opłaceniem czynszu na otwartym rynku. SAN-y oferują wynajem w rozsądnych cenach oraz wspierają najemców w znalezieniu stabilnego zatrudnienia i poprawie sytuacji życiowej.

Jak podkreśla Monika Sikora, podsekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, SAN-y to innowacyjne rozwiązanie w polityce mieszkaniowej, które ma potencjał znaczną poprawę warunków życiowych wielu osób.

„Cieszę się, że kolejne samorządy dostrzegły potencjał Społecznych Agencji Najmu i podjęły się realizacji tych ambitnych projektów” – powiedziała wiceministra.

Korzyści dla samorządów, najemców i właścicieli nieruchomości

Społeczne Agencje Najmu stanowią cenne uzupełnienie polityki mieszkaniowej gmin. Dzięki nim samorządy mogą zapewnić tańsze mieszkania na wynajem, co sprzyja stabilizacji ludności i może zachęcać do osiedlania się w gminach. W ramach dofinansowanych projektów przewidziano pokrycie kosztów czynszu dla najemców, remonty lokali mieszkalnych oraz ich podstawowe umeblowanie.

Korzyści odniosą także właściciele nieruchomości, którzy zdecydują się wynająć mieszkania Społecznej Agencji Najmu. SAN-y gwarantują stabilne dochody z najmu, prawidłowe administrowanie oraz utrzymanie mieszkania w niezmienionym stanie.

Druga edycja konkursu – 65 mln zł dla samorządów

Aby upowszechnić model SAN, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej uruchomiło drugą edycję konkursu, w ramach której samorządy mogą ubiegać się o kolejne 65 mln zł na rozwój Społecznych Agencji Najmu. W sumie na ten cel przeznaczono prawie 100 mln zł, co pozwoli na rozszerzenie skali tego innowacyjnego rozwiązania.

„Zachęcamy wszystkie samorządy do składania wniosków i skorzystania z tej wyjątkowej szansy. SAN-y mogą stać się ważnym uzupełnieniem budownictwa społecznego, zapewniając stabilny najem dla osób w trudniejszej sytuacji życiowej” – podkreśla minister Monika Sikora.

Wnioski w ramach drugiej edycji konkursu można składać do 17 marca. Szczegółowe informacje dotyczące naboru dostępne są na stronie internetowej Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.

Spółki S&P 500 zaskakują wynikami, ale cła Trumpa psują nastroje

  • Silne wyniki finansowe spółek przy rosnącej niepewności – zyski wzrosły o 11,9% r/r, ale nowe cła Trumpa budzą obawy dotyczące handlu i prognoz spółek.
  • Sztuczna inteligencja pozostaje kluczowym tematem – po solidnych wynikach Meta i Microsoftu, Alphabet, AMD i Palantir muszą udowodnić, że AI generuje rzeczywiste przychody.
  • Wzrost zmienności rynku – stabilne wyniki w sektorze technologii i finansów, ale inwestorzy są zaniepokojeni polityką handlową i przyszłymi prognozami.

Ten sezon wyników przyniósł imponujące wyniki finansowe spółek – około 80% firm z indeksu S&P 500 przekroczyło oczekiwania, a ogólny wzrost zysków wyniósł 11,9% r/r, co może oznaczać najsilniejszy kwartał od końca 2021 roku.

Jak komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo, optymizm rynkowy przyćmiewają jednak ostatnie wydarzenia. Prezydent Donald Trump ogłosił znaczące cła: 25% na import z Kanady i Meksyku oraz 10% na towary z Chin. Nowe stawki zaczną obowiązywać we wtorek. Działania te zwiększyły obawy dotyczące globalnych napięć handlowych i ich potencjalnego wpływu na prognozy biznesowe. W odpowiedzi rynki finansowe wykazały wzrost zmienności, a rynki globalne przygotowują się na możliwe spadki.

Inwestorzy uważnie obserwują, jak nowe polityki handlowe mogą wpłynąć na nadchodzące raporty wyników oraz przyszłe prognozy. W obliczu zbliżających się publikacji wyników przez takie firmy jak Alphabet, Amazon, AMD, Palantir czy Novo Nordisk, ten tydzień będzie kluczowy. Inwestorzy będą szczególnie zwracać uwagę na to, czy te spółki będą w stanie utrzymać swoją dynamikę w zmieniającym się krajobrazie gospodarczym.

Inwestowanie długoterminowe nie powinno opierać się na zasadzie „kup i zapomnij”. Rzeczywiście polega na trzymaniu się obranej strategii, ale z przemyślanymi korektami, gdy sytuacja tego wymaga. Jeśli cła powodują zakłócenia w handlu i wpływają na globalne zyski firm, warto rozważyć zwiększenie udziału spółek skoncentrowanych na rynku krajowym. Można do portfela dodać również aktywa chroniące przed inflacją w przypadku wzrostu cen wywołanego nowymi taryfami lub zwiększyć ekspozycję na długoterminowe trendy wzrostowe takie jak, sztuczna inteligencja, automatyzacja czy infrastruktura. Pomimo niepewności związanej z polityką handlową inwestorzy powinni koncentrować się na sekwencyjnych trendach wzrostowych, które wykraczają poza cykle polityczne – komentuje Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

Szybkie podsumowanie: Sukcesy, rozczarowania i szum rynkowy

Sezon wyników za IV kwartał 2024 roku jest w pełni, a po raportach około jednej trzeciej spółek z indeksu S&P 500 obserwujemy głównie silne wyniki, choć także kilka znaczących rozczarowań wśród dużych przedsiębiorstw.

Silni gracze: Sektor technologii i finansów na czołowej pozycji

  • Meta opublikowała znakomite wyniki, napędzane silnym wzrostem przychodów z reklam opartych na AI oraz działaniami mającymi na celu redukcję kosztów. Znaczący program skupu akcji własnych również zrobił wrażenie na inwestorach, co spowodowało wzrost kursu akcji.
  • Netflix dostarczył solidne wyniki, pokazując, że strategiczne ustalanie cen oraz atrakcyjna oferta treści mogą utrzymać zaangażowanie subskrybentów.
  • Główne banki, takie jak Morgan Stanley, JP Morgan i Bank of America, przekroczyły oczekiwania, co wskazuje na to, że mimo obaw dotyczących stóp procentowych, ich działy bankowości inwestycyjnej i handlu pozostają silne.

Słabsze wyniki: Logistyka i energetyka pod presją

  • UPS napotkał trudności, nie spełniając oczekiwań z powodu spadku wolumenów przesyłek, rosnących kosztów oraz słabych prognoz.
  • Firmy energetyczne, w tym ExxonMobil i Chevron, zmagały się z niższymi marżami rafinacyjnymi oraz problemami związanymi z niższymi od prognozowanych zyskami.

Nadchodzące wydarzenia: Historia AI trwa

Sztuczna inteligencja była głównym tematem tego sezonu wyników, szczególnie po premierze DeepSeek, nowego i kluczowego modelu AI, oraz silnych wyników wiodących firm technologicznych. Spółki takie jak, Meta i Microsoft już zgłosiły imponujący wzrost napędzany AI. Teraz uwaga skupia się na Alphabet, AMD i Palantirze, aby sprawdzić, czy uda im się osiągnąć podobne wyniki.

Dodatkowo, wyniki zaprezentują Amazon i Novo Nordisk, reprezentujące sektory takie jak,
e-commerce, chmura obliczeniowa i opieka zdrowotna. To sprawia, że nadchodzący tydzień będzie kluczowy dla nastrojów rynkowych. Jednak w obliczu ostatniej eskalacji napięć handlowych, firmy mogą również poruszyć kwestie dotyczące wpływu ceł i barier handlowych na przyszłe zyski.

Na co warto zwrócić uwagę w tym tygodniu?

Palantir (PLTR) – raport w poniedziałek, 3 lutego

Czego się spodziewać:

  • Przewiduje się, że przychody wzrosną o 28% r/r, osiągając około 775,9 miliona USD.
  • Prognozowany wzrost EPS o 38% do 0,11 USD na akcję.
  • AI pozostaje kluczowym czynnikiem napędzającym wyniki, jednak inwestorzy będą uważnie obserwować ekspansję poza kontrakty rządowe w kierunku sektorów komercyjnych.

Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:

  • Kontrakty rządowe– wciąż główne źródło przychodów, ale czy Palantir zdoła zdywersyfikować swoje źródła?
  • Wzrost w sektorze komercyjnym– tutaj AI może odegrać znaczącą rolę.
  • Rentowność– Palantir osiągnął rentowność w zeszłym roku; czy będzie w stanie utrzymać ten trend?

Alphabet (GOOGL) – raport we wtorek, 4 lutego

Czego się spodziewać:

  • Przewiduje się wzrost przychodów o około 13% r/r, z szacowaną wartością przychodów w IV kwartale na poziomie 81,6 miliarda USD.
  • Prognozowany EPS wynosi 2,18 USD na akcję, co odzwierciedla wzrost o 33% r/r.
  • Inwestycje w AI będą poddane szczegółowej analizie – inwestorzy są ciekawi, jak te inwestycje przekładają się na rzeczywiste przychody.

Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:

  • Wzrost Google Cloud – wcześniej wzrósł o 22% r/r; czy firma utrzymuje tempo w porównaniu z konkurencją?
  • Monetyzacja AI – poza inwestycjami, jak AI przyczynia się do zysków?
  • Przychody z reklamy – szczególnie z YouTube i wyszukiwarki, które pozostają głównymi źródłami przychodów Alphabet.

Advanced Micro Devices (AMD) – raport we wtorek, 4 lutego

Czego się spodziewać:

  • Przewidywane przychody na poziomie 7,5 miliarda USD, co oznacza wzrost o 22% r/r, napędzany głównie popytem związanym z AI.
  • Prognozowany EPS wynosi 1,09 USD na akcję, co wskazuje na poprawę marż.
  • Skupienie uwagi na chipach AI i dla centrów danych, ponieważ AMD rywalizuje z Nvidią w obszarze obliczeń o wysokiej wydajności.

Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:

  • Przychody z chipów do centrów danych i AI – jaką część rynku AMD zdobywa kosztem Nvidii?
  • Popyt konsumencki – czy sprzedaż procesorów Ryzen utrzymuje się na stabilnym poziomie?
  • Marże brutto – oczekiwane na poziomie 52%, co jest kluczowym wskaźnikiem siły cenowej.

Novo Nordisk (NVO) – raport w środę, 5 lutego

Czego się spodziewać:

  • Przewidywany wzrost przychodów o 22% r/r, do poziomu 81 miliardów DKK, napędzany silnym popytem na leki przeciwcukrzycowe i odchudzające.
  • Prognozowany EPS wynosi 6,05 DKK na akcję, co oznacza wzrost o 23% r/r.
  • Ograniczenia w dostawach pozostają problemem, ponieważ popyt na leki takie jak, Ozempic i Wegovy nadal przewyższa podaż.

Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:

  • Wzrost sprzedaży Ozempic i Wegovy – oczekiwany wzrost o ponad 40% r/r.
  • Aktualizacje dotyczące łańcucha dostaw – czy Novo Nordisk będzie w stanie sprostać rosnącemu popytowi?
  • Prognozy na 2025 rok – jak zrównoważony jest ten trend wzrostu?

Amazon (AMZN) – raport w czwartek, 6 lutego

Czego się spodziewać:

  • Przewidywane przychody w IV kwartale na poziomie 187,3 miliarda USD, co oznacza wzrost o 10% r/r, napędzany silnymi wynikami sprzedaży świątecznej i dalszym wzrostem liczby subskrybentów Prime.
  • Prognozowany EPS wynosi 1,81 USD na akcję, co odzwierciedla poprawę w zakresie kontroli kosztów i efektywności operacyjnej.
  • AWS (Amazon Web Services) pozostaje kluczowym obszarem, ponieważ znacząco przyczynia się do zysków Amazonu.

Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:

  • Przychody z AWS – przewidywane na poziomie około 29 miliardów USD, wzrost o 19% r/r.
    Marże e-commerce – czy Amazon skutecznie zarządza kosztami logistycznymi?
  • Wzrost przychodów z reklamy – dział reklamowy Amazonu wzrósł o 26% w poprzednim kwartale; czy ta dynamika się utrzyma?

Kluczowe wnioski dla inwestorów

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo, przewiduje, że ten tydzień będzie istotny dla nastrojów rynkowych, ponieważ wyniki ogłoszą dwie firmy z grupy Magnificent 7. Mimo że wyniki korporacyjne były do tej pory silne, zmienność rynku powróciła w odpowiedzi inwestorów na plany taryfowe Trumpa. Te polityki handlowe mogą znacząco wpłynąć na prognozy biznesowe, łańcuchy dostaw i struktury kosztów w nadchodzących miesiącach. Inwestorzy powinni zwracać uwagę nie tylko na kluczowe liczby w raportach wyników, ale także na to, co firmy mówią o przyszłych ryzykach i warunkach gospodarczych.

AI pozostaje dominującym tematem inwestycyjnym, jednak rośnie potrzeba, aby firmy wykazały rzeczywisty wpływ inicjatyw związanych z AI na przychody, a nie tylko długoterminowy potencjał. Równocześnie chmura obliczeniowa będzie kluczowym obszarem do obserwacji, a AWS Amazonu i Google Cloud będą pod szczególną uwagą pod kątem utrzymania wzrostu.

Z uwagi na cła, AI i momentum wyników, nadchodzące dni mogą potencjalnie wyznaczyć kierunek dla rynków w nadchodzących miesiącach. Inwestorzy powinni być przygotowani na potencjalne niespodzianki – zarówno pozytywne, jak i negatywne – gdy firmy będą podejmować decyzje na tle zmieniającego się krajobrazu gospodarczego.

Zastosowanie i rodzaje kolan hamburskich

Kolana hamburskie to elementy bardzo często stosowane i spotykane we współczesnych instalacjach rurowych. Są kluczowym komponentem systemów przesyłowych w różnych gałęziach przemysłu, znajdują także powszechne zastosowanie w instalacjach domowych. W tym artykule wyjaśnimy, czym są kolana hamburskie, jak są zbudowane i z jakich materiałów się je produkuje, a także zaprezentujemy ich najważniejsze zastosowania.

Kolana hamburskie – do czego służą i jak są zbudowane?

Kolano hamburskie to specjalistyczny element stosowany w instalacjach rurowych. Umożliwia zmianę kierunku przepływu medium w rurze pod określonym kątem. Najczęściej spotykane kolana hamburskie mają kąty zgięcia wynoszące odpowiednio 45°, 90° i 180°, aczkolwiek elementy te mogą występować także w innych wariantach – możliwe jest bowiem ich dostosowanie do indywidualnych potrzeb oraz specyfiki konkretnej instalacji.

Kolana hamburskie składają się z wyprofilowanego odcinka rury, który zostaje odpowiednio wygięty na etapie produkcji. Ich powierzchnia wewnętrzna jest dokładnie wygładzona, co zmniejsza ryzyko osadzania się wewnątrz zanieczyszczeń, a także redukuje opór przepływu. Kolana hamburskie są produkowane w różnych rozmiarach, co pozwala na ich stosowanie zarówno w niewielkich systemach instalacyjnych, jak i w dużych infrastrukturach przemysłowych.

Kolana hamburskie

Wybór materiału, z którego mogą zostać wytworzone kolana hamburskie, zależy głównie od środowiska pracy oraz właściwości medium, jakie ma być przez nie transportowane. Najczęściej do ich produkcji wybierane są m. in. stal nierdzewna, stal węglowa, miedź oraz różne rodzaje tworzyw sztucznych, które doskonale sprawdzają się zwłaszcza we współczesnych instalacjach chemicznych i sanitarnych.

Kolana szwowe a bezszwowe – czym się różnią?

Kolana hamburskie dzielą się na dwa podstawowe rodzaje: szwowe i bezszwowe. Kluczową różnicę pomiędzy nimi stanowi sposób produkcji oraz oferowana wytrzymałość gotowego elementu.

Kolana szwowe powstają w wyniku zgięcia i zespolenia ze sobą dwóch odcinków rury metodą spawania. Ich produkcja jest mniej kosztowna, co czyni je bardziej przystępnymi cenowo. Są najczęściej stosowane w instalacjach, gdzie nie występuje wysokie ciśnienie oraz w miejscach, gdzie nie jest wymagana wysoka wytrzymałość mechaniczna. Kolana szwowe mają bowiem szew, który ogranicza ich odporność na uszkodzenia, szczególnie w wymagających warunkach.

Kolana bezszwowe produkowane są natomiast poprzez gięcie jednorodnego kawałka rury bez udziału spawania. Dzięki temu, że nie mają szwu, oferują znacznie wyższą wytrzymałość oraz odporność na wysokie ciśnienia i temperatury. Mogą być więc stosowane w bardziej wymagających instalacjach przemysłowych, jak np. w systemach przesyłowych ropy naftowej, gazu ziemnego czy chemikaliów, gdzie bezpieczeństwo oraz trwałość połączeń rurowych stanowi bezwzględny priorytet.

Gdzie stosowane są kolana hamburskie?

Kolana hamburskie firmy Monstal znajdują bardzo szerokie zastosowanie. Są wykorzystywane zarówno w przemyśle, jak i w codziennym życiu. Stanowią niezbędny element infrastruktury przesyłowej, są wykorzystywane do budowy systemów hydraulicznych, pneumatycznych, sanitarnych i wentylacyjnych. W przemyśle naftowym i gazowym używa się ich do budowy rurociągów transportujących surowce, w których bardzo istotną rolę odgrywa ich odporność na wymagające warunki.

Bardzo często kolana hamburskie są stosowane także w przemyśle chemicznym. Stanowią także stały element domowych instalacji rurociągowych – kolana hamburskie występują m. in. w systemach grzewczych, wodociągowych i kanalizacyjnych. Ich zastosowanie pozwala na swobodne prowadzenie rur w ograniczonej przestrzeni, co sprawia, że są często wykorzystywane w trudno dostępnych miejscach oraz ograniczonych pod względem powierzchni pomieszczeniach.

Kolana hamburskie odgrywają także istotną rolę we współczesnych projektach architektonicznych i konstrukcyjnych. Ich estetyczne wykonanie oraz wysoka trwałość czynią je chętnie wybieranymi rozwiązaniami w przypadku systemów wentylacyjnych eksponowanych w przestrzeniach publicznych i przemysłowych. Można więc śmiało powiedzieć, że kolana hamburskie to bardzo uniwersalne elementy instalacyjne, które znajdują zastosowanie w niemal każdej dziedzinie życia i przemysłu.

[Artykuł zewnętrzny]

Trump zmienia reguły gry. Kurs dolara rośnie, funt odporny na turbulencje

Dolar umacniał się przez niemal cały tydzień, kiedy wszystko wskazywało, że nieuchronnie nadchodzi nałożenie ceł przez administrację Trumpa. Sobotni dekret jedynie wzmocnił ruch na amerykańskiej walucie – w godzinach porannych zyskała względem euro ponad 1%. Równolegle zakończył się rajd złotego.

Kluczowe punkty:

  • USA nakładają cła na Kanadę, Meksyk i Chiny, w rezultacie USD znacznie zyskuje.
  • PLN ponownie pod presją po dobiciu do najsilniejszej pozycji od 7 lat.
  • Trump sugeruje nadejście nowych ceł dla UE.
  • Euro radzi sobie gorzej przez obawy ekonomiczne, EBC pozostaje gołębi.
  • BoE powinien obniżyć stopy, głosowanie raczej nie będzie jednomyślne.

W weekend Biały Dom potwierdził nałożenie ceł na poziomie 25% na towary z Kanady i Meksyku – wyjątkiem jest kanadyjska ropa, dla której wyniosą 10%, podobnie jak dla towarów z Chin. Nowe ograniczenia mają wejść w życie we wtorek, 04.02.Takie zestawienie nie ma większego sensu pod względem makroekonomicznym, najpewniej służy więc realizacji innych, politycznych celów. Podczas handlu azjatyckiego dolar dalej zyskiwał, a wyprzedaży doświadczały przede wszystkim waluty europejskie, w tym euro oraz złoty. Silne uderzenie odczuły również waluty rynków wschodzących, szczególnie peso meksykańskie.

W normalnych warunkach najważniejsze w tym tygodniu dla rynków byłyby świeży odczyt inflacji w strefie euro (poniedziałek 03.02), posiedzenie Banku Anglii (czwartek 06.02) oraz raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 07.02). Wszystkie typowe raporty makroekonomiczne przyćmi jednak wojna handlowa Trumpa, w tym ogłoszenia kolejnych ceł (przyszłe cła mają objąć produkty z UE) i wszelkie sugestie dotyczące warunków, jakich zażąda, by zmniejszyć presję. Nawet po niedawnej wyprzedaży większość walut jest na poziomach, które wskazują, że rynki spodziewają się, że drakońskie cła będą krótkotrwałe. Oby miały rację.

PLN

Wydaje się, że szalony rajd złotego, kiedy osiągnął najsilniejszą od niemal siedmiu lat pozycję względem euro (kurs EUR/PLN poniżej 4,20), zakończył się przez materializację pierwszych zapowiedzi celnych Trumpa. Wyprzedaż pary EUR/USD sprawiła, że USD/PLN odnotował znaczny wzrost o ponad 1,5% – największy od 06.11, kiedy potwierdzono, że Trump wygrał wybory i obawy celne stały się realnym ryzykiem. W krótkim terminie złoty pozostanie naszym zdaniem prawdopodobnie pod presją, ciążyć mu będzie bowiem zagrożenie nałożeniem taryf celnych na Unię Europejską.

Ubiegły tydzień potwierdził, że Polska gospodarka istotnie przyspieszyła w 2024 r., odnotowując nieco wyższy od oczekiwań wzrost o 2,9%. Rok 2025 powinien przynieść większy i bardziej zbalansowany wzrost, krąży jednak nad nim widmo ceł.

Ten tydzień również przyniesie wieści z kraju – w środę (05.02) ogłoszona zostanie decyzja NBP. Zmiana stóp procentowych byłaby ogromnym zaskoczeniem, uwaga skupi się więc ponownie na komunikatach, szczególnie na czwartkowej (06.02) konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego. Warto będzie skupić się nie tylko na tym, co zawsze, ale również na podejściu RPP do niedawnej siły złotego oraz ceł i gróźb Trumpa.

EUR

Styczniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego przebiegło w dużej mierze zgodnie z oczekiwaniami. Obniżono stopy procentowe o 25 pb. i nie przeciwstawiano rynkowym oczekiwaniom kolejnego cięcia w marcu. Styczniowy odczyt inflacji opublikowany dziś rano nie zmienił istotnie sytuacji. Mimo iż pokazał nieoczekiwane lekkie podbicie inflacji i stabilizację bazowej miary to obecnie kluczowa dla EBC inflacja usług zanotowała spadek.

 

Wojna handlowa Trumpa oznacza, że nagłówki dotyczące ceł są znacznie istotniejszym czynnikiem dla handlu euro niż raporty makroekonomiczne. Po weekendowych wiadomościach rynki zrewidowały w dół wycenę stóp procentowych w strefie euro, inwestorzy przygotowują się bowiem na słabszy europejski wzrost i tym samym bardziej gołębi EBC.

USD

Zupełnie nijakie ubiegłotygodniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej zostało całkowicie przyćmione przez eskalację retoryki prowadzącą do nałożenia ceł. W wyniku tego dolar doświadczył silnej aprecjacji, umacniając się w ubiegłym tygodniu względem niemal wszystkich walut świata. Przeciwnie do Europy, wydaje się, że w USA cła poskutkują przede wszystkim wyższą inflacją i tym samym bardziej jastrzębim FOMC. Obecnie w kontraktach futures kolejne cięcie Fedu jest wyceniane w pełni dopiero na wrzesień, następne zaś jedynie na ok. 50%.

W tym tygodniu kluczowe publikacje makroekonomiczne dotyczyć będą danych z rynku pracy, te istotniejsze znajdziemy przede wszystkim w raportach JOLTS (środa 05.02) i styczniowym NFP (piątek 07.02). Rynki spodziewają się dalszych sugestii, że gospodarka dobrze się rozwija. Również i w przypadku samych Stanów Zjednoczonych reakcje na nagłówki dotyczące ceł prawdopodobnie przyćmią wszelkie reakcje na dane.

GBP

Wydaje się, że Wielka Brytania jest stosunkowo nisko na republikańskiej liście gospodarek do objęcia cłami, co przekłada się na to, że funt radzi sobie lepiej niż inne waluty europejskie. Trump powiedział w weekend, że Wielka Brytania „zachowuje się nieodpowiednio” w polityce handlowej, przy czym zasugerował również, że możliwe jest osiągnięcie porozumienia bez nakładania ceł. Wyspy mają spory deficyt w handlu z USA, co mogą wykorzystać do ominięcia ceł. Odpowiedzialność za zawarcie porozumienia spadnie na rząd Keira Starmera, który w tym tygodniu będzie w Brukseli, by „zresetować” relacje Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Nie jest to najlepszy moment na takie działania.

Oczekuje się, że Bank Anglii obniży w ten czwartek (06.02) stopy procentowe o 25 pb., jako że skupia się raczej na słabym wzroście gospodarczym niż na wysokiej inflacji. Nie spodziewamy się, że decyzja będzie jednomyślna. Możliwe jednak, że głosy członków Komitetu i komunikat będą odzwierciedlać bardziej ponure nastroje spowodowane wojną handlową Trumpa, co może otworzyć drzwi do dodatkowych cięć poza tymi już wycenianymi.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Trump wprowadza cła – wojna handlowa uderza w rynki, kurs dolara rośnie

Donald Trump przechodzi do realizacji gróźb. Nie ważne jak nieracjonalne są powody sankcji, rozpoczęły się wojny handlowe. Skończyły się również żarty inwestorów, że nowy prezydent zamiast, umacniać dolara, jednak go osłabia. Dane z Europy tylko potęgują ten ruch.

W USA bez zmian 

Wiadomością dnia na rynkach są sankcje, które Donald Trump nałożył na Meksyk, Kanadę oraz Chiny. Sąsiedzi dostali po 25%, a Chiny 10%. Co jest powodem? Oficjalnym fentanyl oraz nielegalna imigracja. Wrobienie Meksykanów w skojarzenie z handlarzami narkotyków i nielegalną migracją nie było trudne, aczkolwiek było krzywdzącym uogólnieniem. Zrobienie natomiast z Kanady tego samego jest pewnym zaskoczeniem. Najważniejsze jest jednak nie to, jak absurdalne są oficjalne tłumaczenia, a to jak zareagowały rynki. USA mają znacznie mniejszy udział handlu niż jego sąsiedzi, w związku z czym – przynajmniej teoretycznie – powinni odczuć to mocniej. Problem w tym, że Stany Zjednoczone wyglądają, jakby chcieli iść na wojnę handlową ze wszystkimi. Może się okazać, że takie rozwiązanie wcale nie będzie korzystne, jeżeli uda się innym państwom zbudować wspólny front. Na razie jednak rynki wierzą w dolara. Od piątkowego zamknięcia umocnił się on o ponad centa względem euro. Wobec złotego było to niemal 5 groszy na otwarciu.

Spadek inflacji w Niemczech

Jeszcze miesiąc temu wielu analityków obawiało się, co może wyniknąć z przyspieszenia inflacji za Odrą. Od piątku ten strach jednak znacznie zmalał. Powodem jest spadek tempa wzrostu cen w skali roku – z 2,6% na 2,3%. Jest to tym ważniejsze, że spodziewano się pozostania inflacji na niezmienionym poziomie. Spadek daje jeszcze więcej przestrzeni dla EBC na dalsze obniżki stóp procentowych. Te z kolei powodują, że euro jest coraz słabsze względem dolara. Jak ta tendencja się utrzyma, to jeżeli Unia Europejska zostanie uraczona podobnymi cłami jak Chiny, to większość z tego efektu zostanie zrekompensowana przez różnicę w kursie walutowym. Problem zrobi się jednak dla USA, jeżeli otrzymają odpowiedź. Na niekorzyść Amerykanów będą bowiem grały nie tylko cła odwetowe, ale również silny dolar.

Rekordy cen złota

W piątek widzieliśmy kolejny rekord cen złota. Obecnie rekord wszechczasów wynosi 2862,9 USD za uncję. Dzisiaj rano cena jest jednak niższa o ponad 30 USD. Powodem jest rozpoczęta wojna celna, która spowodowała, że inwestorzy odwrócili się trochę od złota. Warto zwrócić uwagę, że zwyczajowo mocny dolar powoduje proporcjonalne przeceny na tym surowcu. W rezultacie spadek cen złota może być związany nie tyle z samymi cłami, ile z mocniejszym dolarem. Warto zwrócić uwagę, że amerykańska waluta jest tak droga już nawet teraz, kiedy stopy procentowe są wysokie. Jeżeli dojdzie do ich obniżenia i spadnie atrakcyjność lokat i obligacji, sytuacja dla tego kruszcu powinna być nawet lepsza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowa wojna handlowa? Trump wprowadza cła, Kanada i Meksyk odpowiadają

W sobotę prezydent Donald Trump ogłosił wprowadzenie taryf celnych na towary importowane z Kanady, Meksyku i Chin, co natychmiast wywołało gwałtowną reakcję sąsiadów Stanów Zjednoczonych. Kanadyjski rząd zapowiedział taryfy odwetowe o wartości 155 mld dolarów na amerykański eksport, natomiast Meksyk ogłosił wdrożenie „planu B” w celu ochrony własnych interesów. W opinii wielu ekspertów może to być początek nowej wojny handlowej, której skutki odczują zarówno globalny handel, jak i rynki finansowe.

Biały Dom uzasadnił nałożenie 25-procentowych taryf na towary z Kanady i Meksyku oraz 10-procentowych na wybrane produkty z Chin jako środek nacisku na te kraje, by skuteczniej przeciwdziałały przemytowi nielegalnych substancji, zwłaszcza fentanylu. Trump powołał się na ustawę o Międzynarodowych Uprawnieniach Gospodarczych w Sytuacjach Nadzwyczajnych (IEEP), argumentując, że „masowy napływ nielegalnych imigrantów i śmiercionośnych narkotyków” stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego USA.

Kanadyjski premier Justin Trudeau zapowiedział szybkie działania odwetowe, w tym wprowadzenie ceł o łącznej wartości 30 mld dolarów na amerykańskie piwo, wino, mocniejsze alkohole, sprzęt AGD, drewno i plastik. Docelowo wartość taryf ma wzrosnąć do 155 mld dolarów. „Nie chcemy eskalować konfliktu, ale będziemy bronić Kanady. Nie prosiliśmy o to, jednak nie zamierzamy się wycofać” – powiedział Trudeau, zaznaczając jednocześnie chęć współpracy z administracją Trumpa. Meksykańska prezydent Claudia Sheinbaum ogłosiła wprowadzenie „planu B”, obejmującego zarówno taryfy, jak i inne środki mające chronić meksykańską gospodarkę. Również ona wyraziła nadzieję na rozwiązanie sporu drogą dialogu, szczególnie w kwestii walki z handlem narkotykami i problemami migracyjnymi.

Nowe cła spotkały się z mieszanym odbiorem w amerykańskim środowisku politycznym. Część Republikanów wyraziła sprzeciw, argumentując, że taryfy mogą negatywnie wpłynąć na zwykłe rodziny, lokalnych producentów i przedsiębiorców. Obawy dotyczą szczególnie wzrostu cen produktów w Maine oraz osłabienia konkurencyjności przemysłu drzewnego i rybołówstwa. Trump w odpowiedzi przyznał, że ceny w USA mogą wzrosnąć, ale uznał to za „konieczną ofiarę” w walce o „przywrócenie wielkości Ameryce”.

Wprowadzenie ceł może znacząco uderzyć w sektory energetyczny, motoryzacyjny i rolniczy. Kanada dostarcza obecnie 60% ropy importowanej przez Stany Zjednoczone (około 4 mln baryłek dziennie), a objęcie jej cłem może podnieść koszty dla amerykańskich rafinerii, co przełoży się na wyższe ceny paliw. W przemyśle motoryzacyjnym szczególnym problemem jest fakt, że części samochodowe często przekraczają granicę wielokrotnie w trakcie procesu produkcji, co oznaczałoby dodatkowe opłaty celne i wzrost cen pojazdów. Równie poważne konsekwencje mogą dotknąć sektor rolniczy – Meksyk jest głównym dostawcą warzyw i owoców do USA, w tym awokado i jagód, a Kanada eksportuje do Stanów Zjednoczonych m.in. mięso i whisky, co może doprowadzić do podwyżek cen żywności.

Według szacunków JP Morgan podniesienie średniej stawki celnej w USA do 10% może skutkować dodatkowymi kosztami podatkowymi sięgającymi 250 mld dolarów. Przewiduje się, że amerykański PKB może spaść o 0.4%–1%, a inflacja wzrosnąć o 0.3%–0.6%. Choć na razie reakcja rynków finansowych pozostaje umiarkowana, przedłużający się konflikt może doprowadzić do większych wahań na giełdach i rynku walutowym. Wzrost napięć może również negatywnie wpłynąć na partnerów handlowych USA w Europie i Azji.

Kontrowersje budzi również kwestia zgodności nowych ceł z postanowieniami zaktualizowanej umowy handlowej między USA, Kanadą i Meksykiem. Istnieje możliwość, że Międzynarodowa Organizacja Handlu (WTO) zajmie się tym problemem, choć jej procedury są długotrwałe i nie gwarantują szybkiego rozstrzygnięcia. Eksperci zwracają uwagę, że kluczowe będzie ustalenie, czy Trump rzeczywiście może wykorzystywać ustawę IEEP do jednostronnego nakładania taryf.

Zarówno Kanada, jak i Meksyk deklarują gotowość do negocjacji, ale jednocześnie nie wykluczają dalszych działań odwetowych w razie eskalacji sporu. Trudeau wezwał Kanadyjczyków do wspierania krajowych producentów poprzez rezygnację z zakupu amerykańskich towarów, a Meksyk liczy na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Jednak jeśli napięcia się pogłębią, obie strony są gotowe na kolejne kroki w obronie swoich interesów.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Mniej ofert pracy, ale wyższe pensje – jak zmienia się rynek pracy w obsłudze klienta?

Rok 2024 przyniósł znaczące zmiany w działach obsługi klienta i operacji. Jak wynika z najnowszego raportu Grafton Recruitment, firmy koncentrują się na podnoszeniu jakości usług i efektywności procesów operacyjnych, co wpływa na wzrost proponowanych wynagrodzeń oraz zwiększone wymagania wobec kandydatów. Rozwój technologii i zmieniające się oczekiwania konsumentów sprawiają, że organizacje poszukują pracowników o zaawansowanych kompetencjach – zdolnych do budowania długotrwałych relacji oraz wdrażania nowoczesnych rozwiązań usprawniających obsługę.

Według danych z raportu w 2024 roku popyt na pracowników w działach obsługi klienta i operacji pozostaje niższy niż średnia rynkowa. Indeks zatrudnienia w tym obszarze funkcjonowania przedsiębiorstw wynosi 0,84, podczas gdy średnia dla wszystkich sektorów wynosi 1,04. Zapotrzebowanie na podstawowe stanowiska operacyjne spada, a firmy koncentrują się na zatrudnianiu specjalistów o wysokich kwalifikacjach, zdolnych do zarządzania relacjami biznesowymi i usprawniania procesów operacyjnych, w tym w obszarze sprzedaży.

Rosnąca złożoność obsługi oraz coraz wyższe oczekiwania odbiorców sprawiają, że organizacje poszukują pracowników nie tylko z doświadczeniem operacyjnym, ale również z umiejętnościami analitycznymi i technologicznymi, które pozwalają na dostosowanie działań do dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych.

– Wykorzystanie technologii oraz analizy danych w działach obsługi klienta i operacji ma fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstw. Nowoczesne narzędzia wykorzystujące zaawansowane algorytmy umożliwiają przewidywanie zachowań klientów i dostosowywanie usług do ich potrzeb w czasie rzeczywistym. Dzięki zdolnościom analitycznym zespoły mogą skuteczniej identyfikować wąskie gardła w procesach operacyjnych i wdrażać rozwiązania optymalizacyjne, co przekłada się na oszczędności kosztowe i lepszą efektywność. W obszarze obsługi klienta analiza danych wspiera personalizację komunikacji, co znacząco podnosi poziom satysfakcji klientów. Wdrożenie takich rozwiązań wymaga odpowiedniego zaplecza technologicznego oraz kultury organizacyjnej sprzyjającej podejmowaniu decyzji opartych na danych – mówi Karolina Gaszyna, Division Manager w Grafton Recruitment.

Zarobki w dziale obsługi klienta i operacji

Zarobki w dziale obsługi klienta i operacji

Oferowane wynagrodzenia w działach obsługi klienta i operacji różnią się w zależności od lokalizacji, doświadczenia oraz zakresu obowiązków. Doradca klienta może liczyć na propozycje wynagrodzeń od 5 500 zł brutto w Krakowie do 7 500 zł w Warszawie, różnica jest pochodną konkurencyjności lokalnych rynków pracy. Kierownicy zespołów doradców otrzymują oferty w przedziale od 7 500 zł w Katowicach do 12 500 zł w stolicy, gdzie zapotrzebowanie na doświadczonych liderów jest największe.

Najwyższe oferowane stawki dotyczą stanowisk zarządczych. Regionalny dyrektor sprzedaży może otrzymać od 18 000 zł w Łodzi do 35 000 zł w Warszawie, natomiast dyrektor departamentu sprzedaży – od 18 000 zł do 40 000 zł. Specjaliści ds. reklamacji, zajmujący się rozwiązywaniem problemów klientów, mogą liczyć na oferty od 6 000 zł do 9 000 zł, a key account managerowie, odpowiadający za strategicznych klientów firmy, od 9 000 zł do 18 000 zł brutto.

Wysokie pensje oferowane są również business development managerom (15 000–20 000 zł), którzy odpowiadają za rozwój nowych rynków, oraz sales managerom (14 000–20 000 zł) zarządzającym zespołami sprzedażowymi i realizacją celów biznesowych.

Zróżnicowanie wynagrodzeń wynika z rosnących oczekiwań pracodawców wobec kandydatów oraz konieczności oferowania atrakcyjnych warunków pracy, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie konkurencja o talenty jest największa.

Dynamika wynagrodzeń

Rok 2024 przyniósł znaczne wzrosty proponowanych wynagrodzeń na wielu stanowiskach w dziale obsługi klienta i operacji. Największy wzrost odnotowano dla doradców klienta, którzy mogą liczyć na podwyżki rzędu 12,9%, co odzwierciedla rosnące znaczenie tej roli w budowaniu relacji. Client relationship managerowie otrzymali propozycje wynagrodzeń wyższe o 11,2%, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na specjalistów ds. długoterminowej współpracy z kluczowymi klientami.

W przypadku kierowników zespołów doradców wzrost wyniósł 10,5%, natomiast dla specjalistów ds. reklamacji 8,7%. Umiarkowane podwyżki dotyczyły regionalnych managerów sprzedaży (+4,7%) oraz dyrektorów departamentów sprzedaży (+1,3%), co odzwierciedla stabilność na wyższych stanowiskach zarządczych. Tendencje te wskazują na rosnącą konkurencyjność rynku pracy i konieczność ciągłego dostosowywania polityki wynagrodzeń.

Rosnące wymagania klientów oraz dynamiczny rozwój rynku sprawiają, że wynagrodzenia w kluczowych rolach operacyjnych systematycznie wzrastają. Obsługa klienta odgrywa coraz większą rolę w budowaniu przewagi konkurencyjnej firm, dlatego organizacje inwestują w rozwój kompetencji pracowników oraz oferują dodatkowe benefity, by przyciągnąć i zatrzymać najlepsze talenty. Profesjonalne podejście do obsługi klienta bezpośrednio wpływa na jego satysfakcję i lojalność, co przekłada się na długoterminowy sukces firmy – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Link do raportu: Raport wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach

O raporcie

Raport Grafton Recruitment został opracowany w oparciu o szerokie spektrum danych rynkowych i analizy własne. Dane dotyczą wynagrodzeń za 2024 rok oraz prognoz na początek 2025 roku, a zostały zebrane na podstawie rzeczywistych ofert przedstawionych kandydatom przez klientów Grafton Recruitment oraz wynagrodzeń uczestników procesów rekrutacyjnych. Analiza objęła 499 791 unikalnych ogłoszeń o pracę, które zostały zdeduplikowane w celu zwiększenia dokładności. Dodatkowo, wykorzystano dane z jednego z największych portali z ogłoszeniami w Polsce, obejmujące lata 2019–2024. Raport jest wynikiem kompleksowego badania, które pozwala na dokładne odwzorowanie rzeczywistej sytuacji na rynku pracy​.

Zapotrzebowanie na strategiczne role

Wdrożenie Atlassian: Jak skutecznie wdrażać Jira i Confluence w projektach Agile

W dzisiejszym dynamicznym świecie zarządzania projektami, skuteczne wdrożenie narzędzi Atlassian, takich jak Jira i Confluence, staje się kluczowym elementem sukcesu w projektach Agile. Narzędzia te oferują kompleksowe rozwiązania, które zwiększają produktywność zespołów, umożliwiają śledzenie postępów oraz ułatwiają współpracę. W tym artykule przyjrzymy się, jak skutecznie wdrażać Jira i Confluence, jakie wyzwania mogą pojawić się w trakcie wdrożenia oraz jakie usługi doradcze są dostępne w kontekście produktów Atlassian.

Jak rozpocząć wdrożenie narzędzi Atlassian, takich jak Jira i Confluence?

Rozpoczęcie wdrożenia Jira wymaga starannego planowania i przemyślenia strategii. Pierwszym krokiem jest określenie celów, jakie Twoja organizacja chce osiągnąć poprzez to narzędzie. Warto zadać pytania dotyczące wymagań zespołu oraz procesów, które można usprawnić. Następnie należy zidentyfikować kluczowe funkcjonalności Jira, takie jak zarządzanie zadaniami, workflow oraz integrację z innymi narzędziami. Kolejnym krokiem jest stworzenie planu migracji, który uwzględni dane i istniejące procesy w Twojej organizacji. Warto również zaangażować Jira adminów, którzy posiadają wiedzę na temat tego, jak najlepiej dostosować narzędzie do potrzeb Twojego zespołu.

Jakie są kluczowe elementy skutecznego wdrożenia Confluence?

Wdrożenie Confluence, jako narzędzia do zarządzania dokumentami i współpracy, powinno rozpocząć się od zrozumienia, jak jego funkcje mogą wspierać pracę zespołów. Kluczowe elementy skutecznego wdrożenia obejmują stworzenie odpowiednich przestrzeni roboczych, które umożliwią zespołom organizację informacji w sposób przystępny. Oprócz tego, istotne jest opracowanie szablonów, które ułatwią tworzenie dokumentacji. Użytkownicy powinni być również szkoleni w zakresie korzystania z Confluence, aby zwiększyć ich produktywność i umiejętność współpracy. Dobrą praktyką jest regularne monitorowanie, jak narzędzie jest wykorzystywane, co pozwoli na wprowadzenie ewentualnych zmian i dostosowanie do potrzeb zespołu.

Jak zaplanować proces wdrożenia narzędzi Atlassian?

Atlassian wdrożenie jego narzędzi wymaga strategicznego podejścia. Należy stworzyć harmonogram wdrożenia, który uwzględni wszystkie etapy, od analizy potrzeb, przez konfigurację narzędzi, aż po szkolenie pracowników. Ważnym elementem jest także określenie ról w zespole odpowiedzialnych za wdrożenie oraz komunikację wewnętrzną, aby każdy członek zespołu wiedział, jakie są jego obowiązki. Warto także zastanowić się nad integracją z innymi produktami Atlassian oraz oprogramowaniem, które już jest używane w organizacji. Regularne spotkania zespołowe oraz aktualizacje statusu wdrożenia pomogą w śledzeniu postępów i w identyfikacji ewentualnych problemów na wczesnym etapie.

Jakie są najczęstsze wyzwania przy wdrożeniu Jira i Confluence?

Opór zespołu to jedno z najczęstszych wyzwań, które może się pojawić podczas wdrożenia Jira i Confluence. Często wynika on z obaw przed zmianą, braku zrozumienia korzyści płynących z nowych narzędzi lub niewłaściwego szkolenia. Aby skutecznie radzić sobie z tym oporem, kluczowe jest komunikowanie wartości, jakie przynosi wdrożenie oprogramowania Atlassian. Należy jasno określić, jak nowe narzędzia mogą usprawnić codzienną pracę i zwiększyć efektywność zespołu. Organizowanie sesji Q&A, w których członkowie zespołu mogą zadawać pytania i dzielić się obawami, może również pomóc w przezwyciężeniu oporu i zwiększeniu zaangażowania w proces wdrożenia.

Jakie problemy najczęściej występują w trakcie wdrożenia Jira Cloud?

Wdrożenie Jira Cloud może wiązać się z różnymi problemami, które mogą wpływać na jego efektywność. Często występujące trudności obejmują kwestie związane z konfiguracją, migracją danych oraz integracją z innymi narzędziami. Użytkownicy mogą napotkać problemy z dostępem do funkcji lub z ustawieniami prywatności. W takich sytuacjach istotne jest, aby skontaktować się z Atlassian support, który oferuje pomoc w rozwiązywaniu zgłoszeń dotyczących wdrożenia. Utrzymywanie otwartej komunikacji z zespołem oraz szybkie reagowanie na pojawiające się trudności pomoże w minimalizacji problemów i zapewni płynne wdrożenie.

Jak rozwiązywać zgłoszenia dotyczące wdrożenia?

Rozwiązywanie zgłoszeń dotyczących wdrożenia Jira i Confluence powinno być systematycznym procesem. Warto stworzyć dedykowany kanał komunikacji, w którym członkowie zespołu mogą zgłaszać swoje problemy i pytania. Ważne jest, aby wszystkie zgłoszenia były dokumentowane i analizowane, co pomoże w identyfikacji powtarzających się problemów. W przypadku bardziej złożonych zgłoszeń, zaleca się skorzystanie z usług doradczych, które oferują ekspercką pomoc w rozwiązywaniu trudności. W miarę możliwości warto również tworzyć bazy wiedzy, które gromadzą odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, co zwiększy efektywność wsparcia zespołu.

Jakie usługi doradcze oferują produkty Atlassian?

Usługi doradcze oferowane przez produkty Atlassian mogą znacznie zwiększyć efektywność wdrożenia. Eksperci mogą pomóc w dostosowaniu narzędzi do specyficznych potrzeb Twojej organizacji, co przyspiesza proces adaptacji. Ponadto, doradcy często posiadają doświadczenie w rozwiązywaniu problemów, które mogą wystąpić w trakcie wdrożenia, co może zaoszczędzić czas i zasoby. Współpraca z doświadczonymi specjalistami pozwala również na lepsze zrozumienie best practices w zakresie korzystania z Jira i Confluence, co przyczynia się do zwiększenia produktywności zespołu.

Jak znaleźć odpowiednie wsparcie Jira Cloud?

Aby znaleźć odpowiednie wsparcie dla Jira Cloud, warto skorzystać z dostępnych zasobów, takich jak Atlassian Marketplace, gdzie można znaleźć różne usługi doradcze i wsparcie techniczne. Można także przeszukiwać fora internetowe i grupy społecznościowe, gdzie użytkownicy dzielą się swoimi doświadczeniami oraz rekomendacjami. Warto również rozważyć skontaktowanie się z lokalnymi partnerami Atlassian, którzy oferują wsparcie na miejscu oraz szkolenia dla zespołu. Współpraca z zewnętrznymi ekspertami może przynieść znaczne korzyści w kontekście wdrożenia i użytkowania narzędzi Atlassian.

Jakie są opcje bezpłatnych zasobów dla wdrożeń Atlassian?

Atlassian oferuje szereg bezpłatnych zasobów, które mogą wspierać proces wdrożenia. Na stronie Atlassian można znaleźć dokumentację, poradniki oraz materiały wideo, które krok po kroku prezentują, jak wdrażać i korzystać z Jira i Confluence. Dodatkowo, dostępne są również webinary oraz sesje Q&A, które pozwalają na zadawanie pytań bezpośrednio ekspertom. Korzystanie z tych zasobów może znacząco ułatwić proces wdrożenia i pomóc w szybszym przyswajaniu wiedzy przez zespół.

Jak automatyzacja może usprawnić wdrożenie Jira?

Jira oferuje szereg funkcji automatyzacji, które mogą znacząco usprawnić proces zarządzania projektami. Dzięki możliwości tworzenia reguł automatyzacji, zespoły mogą zautomatyzować powtarzające się zadania, co pozwala zaoszczędzić czas i zwiększyć efektywność. Przykładowo, automatyzacja może obejmować przypisywanie zadań do konkretnych członków zespołu w zależności od ich dostępności, a także automatyczne aktualizowanie statusów zadań na podstawie określonych warunków. Wykorzystanie takich funkcji pozwala na lepsze zarządzanie workflow i eliminację zbędnych czynności.

Jakie są najlepsze praktyki automatyzacji w projektach Agile?

W projektach Agile, automatyzacja powinna być skoncentrowana na zwiększaniu efektywności i elastyczności zespołu. Najlepsze praktyki obejmują regularne przeglądanie i aktualizowanie reguł automatyzacji, aby dostosować je do zmieniających się potrzeb zespołu. Warto także angażować zespół w proces tworzenia automatyzacji, aby zidentyfikować obszary, które można usprawnić. Dobrą praktyką jest również dokumentowanie wszystkich wprowadzonych automatyzacji, co ułatwi ich późniejsze zarządzanie i modyfikacje. Wspierając zespół w zrozumieniu korzyści płynących z automatyzacji, można zwiększyć ich zaangażowanie i chęć do korzystania z nowych rozwiązań.

Jak opracować szablony do automatyzacji w Jira?

Opracowanie szablonów do automatyzacji w Jira to kluczowy krok w zwiększaniu efektywności pracy zespołu. Szablony powinny być dostosowane do specyficznych procesów i potrzeb organizacji. Aby stworzyć skuteczne szablony, warto zidentyfikować najczęściej wykonywane zadania oraz czynności, które można zautomatyzować. Następnie należy skorzystać z dostępnych w Jira funkcji automatyzacji, aby stworzyć reguły i szablony, które będą odpowiadały na te potrzeby. Kluczowe jest także testowanie opracowanych szablonów oraz zbieranie feedbacku od zespołu, co pozwoli na wprowadzenie ewentualnych poprawek i usprawnień.

Jakie są różnice między Scrum a Kanban w kontekście narzędzi Atlassian?

Scrum to jedna z najpopularniejszych metodologii w projektach Agile, a Jira jest doskonałym narzędziem do jej wdrażania. Zalety używania Scrum w Jira obejmują możliwość śledzenia postępów zespołu za pomocą tablicy Scrum, co pozwala na lepsze zarządzanie zadaniami. Dodatkowo, Jira umożliwia łatwe planowanie sprintów oraz retrospektyw, co sprzyja ciągłemu doskonaleniu procesów. Użytkownicy mogą korzystać z funkcji raportowania, aby analizować wyniki sprintów i identyfikować obszary do poprawy. Współpraca w zespole staje się bardziej zorganizowana, co pozwala na lepsze osiąganie celów projektowych.

Jak wdrożyć Kanban w Confluence i Jira?

Wdrożenie Kanban w Confluence i Jira wymaga zrozumienia zasad tej metodologii. Kluczowe jest stworzenie tablicy Kanban, która wizualizuje procesy i pozwala na monitorowanie postępów. W Jira można łatwo skonfigurować tablicę Kanban, dostosowując karty do specyficznych etapów workflow. Confluence z kolei może być używane do dokumentowania zasad Kanban oraz do tworzenia przestrzeni roboczych dla zespołu. Warto również wprowadzić regularne przeglądy, które pomogą w identyfikacji zatorów i usprawnieniu procesów. Integracja obu narzędzi pozwala na zbudowanie kompleksowego systemu zarządzania projektami, który sprzyja efektywnej współpracy.

Jakie są kluczowe różnice w zarządzaniu zadaniami między Scrum a Kanban?

Kluczowe różnice w zarządzaniu zadaniami między Scrum a Kanban dotyczą podejścia do planowania i realizacji zadań. Scrum opiera się na cyklach czasowych, zwanych sprintami, w których zespół planuje zadania na określony czas. W Kanban, z kolei, nie ma ustalonych cykli, a zespół koncentruje się na ciągłym dostosowywaniu i realizacji zadań w miarę ich pojawiania się. Jira, jako narzędzie do zarządzania projektami, wspiera oba podejścia, umożliwiając elastyczne dostosowanie workflow do potrzeb zespołu. Zrozumienie tych różnic pozwala na lepsze dobranie metodologii do specyfiki projektów oraz preferencji zespołu.

[Artykuł sponsorowany]

Dzień Pozytywnego Myślenia – śmiech, wytrwałość i akceptacja

Obchodzony 2 lutego Dzień Pozytywnego Myślenia to dobra okazja, aby przypomnieć sobie o tym, jaką siłę mają nasze myśli. Jednak czy rzeczywiście wystarczy myśleć pozytywnie, aby osiągnąć zamierzone cele? Czy ignorowanie negatywnych emocji i uczuć sprawi, że będziemy szczęśliwi? Wokół pozytywnego myślenia narosło wiele przekonań, nie zawsze zgodnych z prawdą. Co jest faktem, a co mitem wyjaśnia Sławomir Prusakowski, psycholog z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Dzień Pozytywnego Myślenia zachęca nas do refleksji nad sposobem, w jaki patrzymy na świat. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ to myśli kształtują nasze postawy i decyzje. Wprowadzenie pozytywnych nawyków myślowych może zatem pomóc dostrzec w życiu więcej szans zamiast przeszkód, przy czym wcale nie zakłada patrzenia na świat przez różowe okulary.

Pozytywne myślenie to umiejętność polegająca na zauważaniu w różnych sytuacjach pozytywnych stron. Nie znaczy to, że dla osób myślących pozytywnie wszystko ma tylko dobre strony. Natomiast korzystając z takiej umiejętności, widzimy również to, co czasem trudno dostrzec, a co daje nam możliwość budowania nadziei i skłania do aktywnego działania. – Sławomir Prusakowski, psycholog z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Takie podejście może być motorem napędowym, który pozwala skuteczniej radzić sobie z problemami i wzmacnia odporność psychiczną. Jednak nie każdy potrafi dostrzec szklankę do połowy pełną. Czy zatem osoba, która postrzega świat w ciemnych barwach, jest w stanie zmienić swoje nastawienie?

FAKT Pozytywne myślenie to wybór

Niektórzy ludzie wzrastają z naturalną skłonnością do optymizmu, jednak pozytywne myślenie to umiejętność, którą można wypracować. Oznacza to, że każda osoba może świadomie zmieniać swoje myśli, postawy i podejście do różnych sytuacji w życiu, koncentrując się na pozytywnych aspektach rzeczywistości.

MIT Pozytywne myślenie to afirmacje

Wiele osób błędnie zakłada, że pozytywne myślenie to optymistyczne afirmacje i natchnione cytaty. Samo czytanie motywacyjnych sentencji jednak nie wystarczy. Co więcej, efekt może być wręcz odwrotny.

Zdaniem Sławomira Prusakowskiego, afirmacje pozytywne mają sens tylko wtedy, gdy nie zaprzeczają rzeczywistości. – Jeśli jestem łysy (i uważam, że to czyni mnie nieatrakcyjnym), to nawet najczęściej powtarzana afirmacja „mam bujną fryzurę” nie spowoduje, że włosy wyrosną, co z czasem może powodować frustrację. Dobra afirmacja to taka, w której zauważam pozytywne strony życia, na przykład: „jestem łysy, ale mam świetne poczucie humoru i dlatego dla niektórych będę atrakcyjny” – zauważa psycholog.

Pozytywne myślenie to proces, który wymaga czasu i wysiłku. Kluczem jest zmiana sposobu myślenia – przejście od automatycznego koncentrowania się na problemach do świadomego dostrzegania pozytywnych aspektów rzeczywistości. Dla niektórych to zadanie może okazać się naprawdę trudne, ponieważ stary nawyk skupiania się na tym, co może się nie udać, będzie zbyt silny i trudny do przełamania. Jak skutecznie rozwijać tę umiejętność?

Psycholog z Uniwersytetu SWPS podpowiada, że jednym ze skutecznych sposobów jest refleksja nad doświadczeniami.

Bardzo pomaga przyglądanie się światu. W wielu filmach czy książkach dzieje się tak, że kogoś spotyka coś złego, a potem sytuacja obraca się na korzyść bohatera. Warto na podstawie takich historii wypisywać na papierze, jakie mogą być pozytywne konsekwencje trudnych doświadczeń, np.: „rzucił mnie chłopak – teraz mi trudno, ale dzięki temu otwiera się przestrzeń na pojawienie się kogoś nowego w moim życiu”, albo „złamałem rękę i dzięki temu mogę zatrzymać się i zastanowić nad tym, co jest ważne w moim życiu i coś zmienić” – tłumaczy Sławomir Prusakowski.

FAKT Pozytywne myślenie sprzyja zdrowiu fizycznemu i psychicznemu

Badania potwierdzają, że osoby myślące pozytywnie lepiej radzą sobie ze stresem i dzięki temu cieszą się lepszym samopoczuciem1 . Co więcej, wiele wskazuje na to, że optymiści cieszą się znacznie lepszym zdrowiem układu sercowo-naczyniowego2 .

Ciekawą metodą wspierającą proces leczenia za pomocą napływu pozytywnych emocji jest śmiechoterapia.

Śmiech podnosi nastrój i uwalnia endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia. Działają one nie tylko przeciwbólowo, ale też wprowadzają nas w stan euforii. Śmiech dodaje nam także energii i wspiera odchudzanie. Okazuje się, że przez 15 minut śmiechu spalamy taką ilość kalorii, jak podczas 10 minut wiosłowania – mówi Sławomir Prusakowski.

MIT Bądź dobrej myśli, a wszystko się ułoży

To jeden z najczęściej powtarzanych mitów, który może prowadzić do rozczarowania. Nie osiągniemy sukcesu zawodowego ani nie pokonamy choroby tylko dzięki dobrym myślom.

Pozytywne myślenie może natomiast pomóc nam inaczej spojrzeć na trudności, osiągnąć założone cele i odnaleźć szczęście. W jaki sposób? Jak twierdzi Sławomir Prusakowski – dzięki wytrwałości.

Pesymista szybciej się podda, a przecież często szczęście czy też inny cel jest dopiero za czternastym zakrętem. Jeśli odpuszczę przy dziesiątym, to tego szczęścia nie odnajdę. Często osoby, które osiągnęły biznesowy sukces, na początku kilka razy mierzyły się z porażką. To, co dało im sukces, to właśnie wytrwałość – mówi psycholog.

FAKT Pozytywne myślenie wspiera rozwój umiejętności społecznych

Ludzie, którzy myślą pozytywnie, są często bardziej otwarci i aktywni towarzysko. Dzięki temu łatwiej nawiązują i utrzymują relacje, co dodatkowo wpływa na ich zadowolenie z życia.

MIT Pozytywne myślenie to ignorowanie problemów i negatywnych emocji

Wypieranie trudnych uczuć może być szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego. Pozytywne myślenie to akceptacja rzeczywistości – także tej trudnej – i skupieniu się na rozwiązaniach.

Pozytywne myślenie nie polega na zaprzeczaniu rzeczywistości, lecz na dostrzeganiu dobrych stron zarówno w korzystnych, jak i trudnych sytuacjach. Skupianie się na fantazjach zamiast na pozytywnych aspektach rzeczywistości to nie optymizm, lecz oszukiwanie samego siebie – podsumowuje Sławomir Prusakowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Pozytywne myślenie to umiejętność, która wymaga uwagi i treningu – nie tylko 2 lutego, ale przez cały rok. Wypracowanie nawyku dostrzegania dobrych stron w różnych sytuacjach z pewnością korzystnie wpłynie na nasze samopoczucie i inne aspekty naszego życia.

1Lewina O Lee, Francine Grodstein, Claudia Trudel-Fitzgerald, Peter James, Sakurako S Okuzono, Hayami K Koga, Joel Schwartz, Avron Spiro, Daniel K Mroczek, Laura D Kubzansky, Optimism, Daily Stressors, and Emotional Well-Being Over Two Decades in a Cohort of Aging Men, The Journals of Gerontology: Series B, Volume 77, Issue 8, August 2022, Pages 1373–1383; https://doi.org/10.1093/geronb/gbac025

2Hernandez R, Kershaw KN, Siddique J, Boehm JK, Kubzansky LD, Diez-Roux A, Ning H, Lloyd-Jones DM. Optimism and Cardiovascular Health: Multi-Ethnic Study of Atherosclerosis (MESA). Health Behav Policy Rev. 2015 Jan;2(1):62-73. doi: 10.14485/HBPR.2.1.6. PMID: 26213688; PMCID: PMC4509598

Rekordowe ceny złota, ale mocny złoty ogranicza zyski inwestorów

Przez 30 dni cena złota zmieniła się o 200 USD. Opłacalność inwestowania w złoto w złotych jednak osłabła z powodu wzmocnienia polskiej waluty.

W ciągu miesiąca cena złota na kontraktach terminowych osiągnęła minimum wynoszące 2 609 USD, przy maksimum 2 805 USD. Dla okresu trzech miesięcy minimum wynosiło 2 453 USD, a maksimum 2 805 USD.

Podwyższona zmienność dotyczy więc zwłaszcza stycznia. Od kalendarzowego początku roku złoto podrożało na kontraktach o 6%.

– Na rynku złota mieliśmy duże ruchy związane z oczekiwaniami na początek prezydentury D.Trumpa, a przejawem niepewności rynkowej było także wzmocnienie dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Niepewność nadal jest duża i cena złota utrzymuje się blisko historycznego rekordu, jednak na rynku spot cena nie przekroczyła 2 800 USD. Natomiast na kontraktach terminowych rekord został przebity.

Panuje duża niepewność dotycząca tego, co pokaże amerykański dolar i jakie będą rentowności obligacji, a związane jest to z podejmowanymi bądź zapowiadanymi decyzjami D.Trumpa.

Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian, zgodnie z rynkowym konsensusem, a na powrót obniżek można liczyć dopiero w drugiej połowie 2025 r. Inwestorzy z niecierpliwością czekają na ustosunkowanie się prezesa Rezerwy Federalnej Jerome Powella do potencjalnego ryzyka inflacyjnego związanego z wprowadzonymi cłami na Kanadę i Meksyk. Jednak członkowie Fed zasygnalizowali powściągliwość w komentowaniu planów administracji Trumpa, zwłaszcza dopóki pozostają one jedynie planami.

– Rynek wycenia już mniej niż dwie obniżki stóp procentowych w tym roku, pierwszą dopiero w połowie roku, bo inflacja staje się jeszcze bardziej niepewna ze względu na politykę Trumpa – dodaje ekspert XTB. – Podwyższona rynkowa niepewność dotyczy także cen ropy naftowej, które ostatnio spadały.

Analitycy Goldman Sachs oceniają, że przy tak wysokiej niepewności ceny złota mogą w tym roku osiągnąć poziom 3 tys. USD. Skoro w 2024 r. złoto podrożało o 800 dolarów, to wzrost o kolejnych 200 może wydawać się niezbyt duży, a premia za ryzyko może się nawet zwiększyć.

– Scenariusz bazowy jest dla mnie taki, że w najbliższym czasie zobaczymy nowe rekordy na złocie – podsumowuje M.Stajniak.

A opłacalność inwestowania w złoto przez polskich inwestorów? Złoto w ujęciu złotego jest dość wysoko, ale poniżej historycznego szczytu. Znajdujemy się blisko 11 tys. zł za uncję. Stopa zwrotu z inwestycji w złoto w złotych jest niższa niż dla inwestorów płacących w dolarach, a to dlatego, że umocniła się w styczniu polska waluta. Szanse na obniżki stóp procentowych przez RPP oddalają się w czasie, stąd siła złotego. Para USD/PLN „zakręciła się” w okolicach 4 zł.

Euro traci po decyzji EBC. Polska gospodarka rośnie szybciej, niż oczekiwano

Czwartek był dobrym dniem dla polskiej gospodarki. Czwartek to również dzień kolejnej obniżki stóp procentowych w strefie euro. W tle dane ze Stanów. Gospodarka rozwija się wolniej, ale za to rynek pracy pokazał dobre dane.

PKB Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Polsce. Wstępny szacunek mówi o 2,9%. To o 0,1% więcej niż oczekiwano. To 0,1% powoduje również, że w ciągu ostatniej dekady były 3 lata ze słabszym wzrostem gospodarczym niż zeszły rok. Warto zauważyć, że to i tak znaczna poprawa względem 2023 roku, który zakończył się bardzo symbolicznym wzrostem. W tamtym roku nasza gospodarka wzrosła o zaledwie 0,2%. Polski złoty przyjął te dane dość neutralnie. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy blisko wieloletnich minimów na kursie euro do złotego. W rezultacie dane, które utrzymują walutę na tym poziomie, to już jest sukces. Nie były jednak aż tak dobre, by pogłębiać rekordy.

EBC obniża stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami specjalistów doszło wczoraj do obniżek stóp procentowych w strefie euro. Główna stopa procentowa została obniżona z 3,15% na 2,9%. W rezultacie rośnie rozpiętość pomiędzy stopami procentowymi w strefie euro, a za oceanem. W USA główna stopa procentowa to obecnie 4,25-4,5%, gdyż zapisuje się ją tam przedziałem. Mamy już zatem około 1,5% różnicy. Tak duża rozbieżność na niekorzyść Europy powoduje, że kapitał szukając lepszych stóp zwrotu płynie za ocean. Z drugiej strony Europa korzysta na spadku kursu walutowego poprzez większą opłacalność dla lokalnego eksportu oraz niższe koszty finansowania związane z tańszym kredytem. Wraz z obniżką widzieliśmy również umacnianie się dolara względem euro.

Dane z USA

Amerykanie pokazali wczoraj słabsze od oczekiwań dane na temat wstępnego odczytu wzrostu PKB za czwarty kwartał. Z drugiej strony liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła zaledwie 207 tysięcy. Inwestorzy mieli zatem pewną zagadkę do rozwiązania. Skoro gospodarka ma się gorzej, a rynek pracy jednak lepiej to jak reagować. Wybrali zgodnie z decyzją EBC i rynkiem pracy. Mieliśmy zatem kolejne zejście poniżej poziomu 1,04 na parze euro do dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,

14:30 – USA – Raport na temat wydatków Amerykanów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Donald Trump wraca do ceł. Kto tym razem na celowniku?

Donald Trump ma kilka powodów, żeby nakładać cła na poszczególne kraje. Mają one na celu walkę z nieuczciwymi praktykami handlowymi. Są także źródłem dochodów, mają pomóc w finansowaniu planowanych obniżek podatków. Po trzecie stanowią narzędzie polityczne, które służy do wywierania presji na inne państwa w jakichkolwiek negocjacjach czy sporach.

W pierwszych dniach drugiej kadencji Republikanin głównie korzystał z tej ostatniej funkcji. Skupił swoją uwagę na zwalczaniu nielegalnej emigracji do USA. W ten sposób chciał zrealizować kwestię istotną dla dużej części jego elektoratu.

W poprzedni weekend Trump zagroził Kolumbii cłami w wysokości 25 proc. po tym jak rząd tego kraju odmówił zgody na lądowanie deportacyjnych lotów z USA. Narzędzie okazało się skuteczne. Stany Zjednoczone są kluczowym rynkiem eksportowym dla Kolumbii, co tłumaczy dlaczego tak szybko kraj ten przystał na warunki Donalda Trumpa.

Aktualne doniesienia prasowe wskazują, że przywódca Stanów Zjednoczonych może podjąć działania przeciwko Kanadzie i Meksykowi. W tym wypadku chodziłoby o „karanie” tych państwa z powodu tego, że nie robią one wystarczająco dużo, żeby powstrzymać napływ imigrantów oraz narkotyków (fentanyl). Groźba została także skierowana w stronę Chin (10 proc. cła), które uczestniczą w produkcji tej nielegalnej substancji.

Ten pierwszy etap niebawem minie i Trump skoncentruje się prawdopodobnie na walce z deficytem handlowym. Już zdążył zlecić odpowiednim urzędom przygotowanie raportów do 1 kwietnia dotyczących nieuczciwych praktyk handlowych innych krajów, dyskryminujących podatków zagranicznych, manipulacji walutowej czy praktyk związanych z transferem technologii. Po ich otrzymaniu prawdopodobnie podejmie odpowiednie działania.

To że Trumpa w pierwszych dniach nie wprowadził dodatkowych taryf na Chiny nie oznacza, że tego nie zrobi. Do tej pory już wdrożono projekt ustawy wycofujący status Państwa Środka jako „Stałego Normalnego Partnera Handlowego”. Nowa regulacja przewiduje 100 proc. cło na chińskie produkty strategiczne oraz minimum 35 proc. na resztę importu. Istotne jest to, że twarde stanowisko wobec Chin popierają zarówno Republikanie jak i Demokraci.

Do tej pory Trump niewiele zapowiedział zmiana w relacjach handlowych na linii USA-Europa. Jednak wiadomo jest to, że Niemcy oraz tamtejszy przemysł motoryzacyjny znajdują się na celowniku nowego prezydenta. Przyznał w Davos, że Unia traktuje Stany Zjednoczone bardzo niesprawiedliwie, cokolwiek to miałoby znaczyć. W tym momencie Europa nakłada 10 proc. cła na auta z USA, natomiast działania w przeciwną stronę są obarczone jedynie 2,5 proc. taryfami. Żeby poprawić stosunki Europa mogłaby zredukować swoją stawkę ale dodatkowo zwiększyć zakupy sprzętu wojskowego oraz skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych.

Wracając do twardych danych makro, które są zaplanowane na kolejny tydzień, na pierwszy plan wysuwa się miesięczny raport z rynku pracy USA, który w ostatnim czasie pokazał siłę. Z wydarzeń krajowych kluczowa będzie decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. Nie powinniśmy jednak otrzymać zmiany w parametrach polityki monetarnej.

Łukasz Zembik, Oanda TMS

Nowe zagrożenia w erze chińskiej sztucznej inteligencji. Eksperci obawiają się o bezpieczeństwo danych

W 2023 roku na rynku technologii sztucznej inteligencji pojawił się gracz, który w błyskawicznym tempie zdobył uznanie. Chiński DeepSeek zaskoczył branżę zarówno swoją wydajnością, jak i innowacyjnym podejściem do AI. Firma szybko przekształciła się w alternatywę dla zachodnich gigantów takich jak OpenAI, oferując rozwiązanie, które nie tylko dorównuje najlepszym w branży, ale także wyróżnia się otwartością i niskimi kosztami. Eksperci cyberbezpieczeństwa mają jednak obawy związane z przetwarzaniem naszych danych.

Dynamiczny rozwój platformy jest widoczny – jej aplikacja mobilna osiągnęła szczyt listy App Store w ciągu 48 godzin od premiery, co świadczy o bezprecedensowej skali przyjęcia przez użytkowników. Choć otwartoźródłowy model DeepSeek stanowi przełom w ekonomicznym wdrażaniu AI, aplikacja wprowadza istotne wyzwania w zakresie prywatności i bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw.

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów działalności DeepSeek jest sposób, w jaki platforma zbiera i przechowuje dane użytkowników. Zgodnie z polityką prywatności firmy, wszystkie interakcje użytkowników – w tym podpowiedzi, przesyłane pliki, historie czatów, dane głosowe, obrazy, a nawet wzorce naciskania klawiszy – są przesyłane na zewnętrzne serwery i przechowywane przez DeepSeek. Co więcej, firma zastrzega sobie prawo do przeglądania wszelkich treści przesyłanych przez użytkowników. Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce, podkreśla, że takie praktyki mogą stanowić poważne zagrożenie dla prywatności użytkowników. – Zbieranie danych przez DeepSeek wykracza daleko poza standardowe informacje o użytkowaniu, które są zazwyczaj zbierane przez inne platformy. To, co martwi, to brak precyzyjnych mechanizmów ochrony danych osobowych, co może prowadzić do poważnych naruszeń prywatności – zauważa Głażewski.

Takie działanie może stanowić poważne zagrożenie, zwłaszcza w przypadku organizacji, które muszą przestrzegać rygorystycznych regulacji dotyczących ochrony danych osobowych, takich jak RODO (GDPR), HIPAA czy CCPA. Naruszenie przepisów ochrony danych może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych i reputacyjnych, co może odbić się na firmach, które korzystają z rozwiązań takich jak DeepSeek, nie posiadając pełnej kontroli nad tym, jakie dane są zbierane i jak są wykorzystywane.

Równie niepokojąca jest kwestia cenzury i kontroli treści w DeepSeek. Zgodnie z obserwacjami ekspertów, platforma ta nie tylko gromadzi ogromne ilości danych, ale również wprowadza ograniczenia dotyczące treści. Takie działania budzą szersze obawy związane z etyką zarządzania platformą i jej potencjalnym wpływem na wolność słowa i działalność biznesową.

Powinniśmy być zaniepokojeni. Wielokrotnie widzieliśmy, jak Pekin wykorzystuje swoją dominację technologiczną do nadzoru, kontroli i przymusu, zarówno wewnętrznie, jak i za granicą – stwierdza Ross Burley, współzałożyciel Centrum na rzecz Odporności Informacyjnej, którego cytuje the Guardian. Burley podkreśla, że jeśli DeepSeek nie zostanie odpowiednio kontrolowany, może to prowadzić do niebezpiecznych skutków, takich jak rozpowszechnianie dezinformacji, podważenie zaufania publicznego i utrwalanie autorytarnych narracji, które mogą zagrażać demokratycznym wartościom na całym świecie.

Eksperci wskazują, że bez odpowiednich systemów bezpieczeństwa, organizacje mogą narażać swoje wrażliwe dane na niebezpieczeństwo. DeepSeek, mimo że oferuje zaawansowane technologie, może stanowić poważne wyzwanie dla firm, które muszą dbać o bezpieczeństwo informacji oraz zgodność z przepisami prawnymi.

Branża transportowa na zakręcie – zadłużenie rośnie szybciej niż w pandemii

Niezmiennie rośnie suma zaległości przedsiębiorstw z sektora TSL. Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie kredytowej BIK, na koniec listopada 2024 roku przekroczyła ona 3,3 mld zł. To o ponad 400 mln zł (15,3 proc.) więcej, niż w tym samym okresie 2023 r., co oznacza, że dynamika zaległego zadłużenia jest większa niż w trakcie pandemii, gdzie roczny wzrost notowano na poziomie ok. 200 mln zł. Koszty operacyjne przedsiębiorstw nie chcą tymczasem spadać, a branża musi mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, także o charakterze geopolitycznym czy regulacyjnym.

Przyjmując średni koszt ciągnika siodłowego jako 300 tys. zł można oszacować, że za kwotę przeterminowanego zadłużenia branży TSL, cała jej flota mogłaby się powiększyć o ponad 11 tys. pojazdów. Obrazuje to, jak bardzo problemy finansowe branży ograniczają jej możliwości rozwoju i pełnego wykorzystania potencjału. Jest to odczuwalne nie tylko dla przedsiębiorstw działających w tym sektorze, ale także dla całej polskiej gospodarki. Branża TSL generuje bowiem około 7 proc. PKB i odpowiada za 6,5 proc. zatrudnienia w kraju, a jej kondycja rezonuje na szereg innych sektorów gospodarki.

Rekordowy wzrost zaległości w sektorze TSL

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, niespłacane w terminie długi w branży transportowo-spedycyjno-logistycznej (TSL) stale rosną. W ciągu ostatnich dwóch lat kwota nieopłaconych w terminie świadczeń na rzecz banków czy kontrahentów zwiększyła się o ponad 730 mln zł, z czego aż 440 mln zł przypadło na ostatnie 12 miesięcy. To więcej niż w latach 2020–2022, kiedy branża zmagała się z konsekwencjami pandemii COVID-19, a trend wzrostowy przeterminowanego zadłużenia szacowano w tym czasie na 414 milionów złotych.

Wraz ze wzrostem przeterminowanego zadłużenia zmieniała się także liczba firm, mających problemy z regulowaniem swoich zobowiązań. – Choć między 2022 a 2023 rokiem odnotowano spadek liczby takich nierzetelnych podmiotów o około 1800, to w ciągu ostatniego roku ich liczba ponownie wzrosła i to niemalże trzykrotnie, bo o 5229 . W listopadzie 2024 roku wynosiła ona 39 420 przedsiębiorstw, co oznacza wyraźny wzrost w porównaniu z chwilową poprawą sprzed roku. Niepokojący jest także rosnący odsetek firm z niespłaconymi zobowiązaniami w stosunku do liczby wszystkich przedsiębiorstw działających w sektorze. Obecnie jest to 9 proc., co oznacza, że niemal co dziesiąta firma zmaga się z poważnymi problemami finansowymi, a to podnosi ryzyko współpracy z tymi podmiotami – informuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Brak chwili wytchnienia, branża przygląda się każdej złotówce

Od 2020 roku branża TSL nieustannie zmaga się z kolejnymi wyzwaniami, które wciąż się mnożą i zmieniają swój charakter. Czynnikiem, który zredefiniował funkcjonowanie całego sektora była pandemia COVID-19. Jej cień jest ciągle widoczny i nadal przekłada się na funkcjonowaniu branży. W kolejnych latach pojawił się dodatkowo szereg problemów ze względu na zawirowania geopolityczne. Przełomowy zanosi się obecny rok, kiedy to firmy TSL będą musiały sprostać już nie tylko dynamicznym zmianom na rynku, ale również nowym technologiom i regulacjom. To z kolei oznacza inwestycje i dokładne przyglądanie się każdej wydawanej złotówce. Dodatkowo upłynie również pod znakiem dalszego wzrostu opłat drogowych, zapowiadanych przez kolejne kraje.

 Polska branża TSL odczuwa obecnie duży spadek popytu na usługi transportowe w wyniku recesji w głównych gospodarkach UE. Niemiecka gospodarka po spadku o 0,3 proc. w 2023 r. odnotowała również spadek w 2024 r. o 0,2 proc. Jest to więc już drugi rok z rzędu, gdy odnotowano spadek, który rzutuje na funkcjonowanie gospodarek innych krajów. Wynika to z faktu dużych powiązań kooperacyjnych, w których polskie przedsiębiorstwa są podwykonawcami dla niemieckich czy francuskich firm. Obrazuje to również najnowszy odczyt PMI dla polskiego przemysłu, który za grudzień 2024 r. wyniósł 48,2 – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH, główny analityk BIG InfoMonitor.

Sytuację dodatkowo komplikuje wzrost kosztów operacyjnych w transporcie, spowodowany przede wszystkim rosnącymi cenami paliw oraz kosztów wynagrodzeń. Dostosowywanie się do zmian ustawowych takich jak „Europejski Zielony Ład” i pakiet mobilności dodatkowo obciążają portfele wielu firm. Branża boryka się również z niedoborem wykwalifikowanych kierowców. Jak wynika z danych „Barometru zawodów”, zawód kierowcy samochodów ciężarowych od lat znajduje się na liście deficytowych. Obecnie zapotrzebowanie na kierowców w tej branży szacuje się na około 100 tysięcy osób.

– Wszystko to powoduje problemy z zyskownością działalności, a coraz częściej również z płynnością finansową,  średnia kwota zaległego zobowiązania przypadająca na jedną firmę z tego sektora zbliża się już do 85 tys. zł, to o ponad 10 tys. zł więcej niż jeszcze rok wcześniej. W efekcie branża może mieć coraz większe trudności z utrzymaniem wypłacalności, co może wpłynąć na jej zdolność do inwestycji i adaptacji do nowych trendów – dodaje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Kierunki rozwoju sektora TSL

Pomimo aktualnego stanu branży istnieją przesłanki dające nadzieję na poprawę sytuacji. Firmy coraz chętniej inwestują w technologie cyfrowe i automatyzację, co pozwala na lepszą optymalizację procesów, zwiększenie efektywności, a tym samym poprawę zyskowności i rentowności. Dynamiczny rozwój sektora e-commerce również napędza zapotrzebowanie na usługi transportowe i logistyczne, stwarzając szansę na wzrost przychodów, szczególnie w zakresie logistyki ostatniej mili oraz magazynowania.

Jednocześnie coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na inwestycje w zieloną energię jako alternatywę dla rosnących cen energii elektrycznej. Jednak proces dekarbonizacji branży TSL pozostaje dużym wyzwaniem. Brak wsparcia ze strony państwa, zarówno w zakresie regulacji, jak i finansowania działań związanych z redukcją emisji, znacząco utrudnia wdrażanie rozwiązań ekologicznych. Koszty inwestycji w bardziej ekologiczne technologie są wysokie, przez co wiele firm, zwłaszcza mniejszych, nie jest w stanie ich przeprowadzić.

Spadek cen mieszkań w IV kwartale 2024 – czy to początek nowego trendu?

Najnowszy raport Barometr Metrohouse i Credipass przygotowywany przy współudziale portalu RynekPierwotny.pl przynosi zaskakujące dane dotyczące średnich poziomów cen w transakcjach w IV kw. 2024 r. Okazuje się, że w większości dużych miast nabywaliśmy mieszkania w niższych cenach niż w poprzednim okresie. Czy to początek trendu spadkowego?

Końcówka roku na rynku nieruchomości nie przyniosła znaczących zmian w porównaniu do sytuacji obserwowanej w ostatnich miesiącach. Nadal trwa wyczekiwanie na szereg czynników, które mogą ułatwić decyzję o wejściu na rynek strony popytowej. O ile nieśmiało pojawiają się pewne oznaki korekty średnich cen transakcyjnych, co może skłonić przynajmniej do większego zainteresowania zakupem, to nadal niewiadomą jest kształtowanie się w najbliższych miesiącach polityki monetarnej banku centralnego skutkującej ew. spadkami stóp procentowych, a co za tym idzie niższymi kosztami finansowania zakupu kredytem hipotecznym. – Jeszcze większa niepewność dotyczy możliwości wprowadzenia na rynek nowego programu dopłat do kredytów, ale wobec braku jakichkolwiek informacji umożliwiających ocenę skutków takiego programu, obecnie jesteśmy w stanie przewidzieć następstw rynkowych tego typu działań, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse, współautor raportu.

Dodatkowo ostatni kwartał 2024 roku to także dość duże wahania na ryn­ku ofert kredytów hipotecznych. – Rozpoczynaliśmy kwartał z najlepszymi ofertami zaczynającymi się przy oprocen­towaniu okresowo stałym na poziomie 6,6-6,7% przy 20% wkładzie własnym, kończąc kwartał z ofertami nawet o pół procenta wyższymi, mówi Andrzej Łukaszewski, Ekspert finansowy Credipass.

Co więcej można było zaobserwować coraz większą dysproporcję wyliczania zdolności w poszczególnych bankach. Dla identycznego gospodarstwa w dwóch skrajnych wyliczeniach banko­wych ta różnica sięgała prawie 400 tys. zł. Tak odmienne wartości często mogły powodować rezygnację klientów z transakcji, jeśli na samym początku trafili do banku, gdzie najmniej korzystnie wyliczana jest zdolność kre­dytowa.

Aby sprzedać trzeba obniżyć cenę

Choć dane ekspertów portalu RynekPierwotny.pl nie wskazują, że oferta deweloperów ulega zauważalnym korektom i panuje tu względna stabilizacja cenowa, to już na rynku wtórnym IV kwartał pokazał pewną nerwowość sprzedających, którzy bezskutecznie poszukując nabywców na swoje mieszkania stali pod silną presją negocjacyjną. Tam, gdzie przed kwartałem pojawiły się wzrosty, ceny w transakcjach spadały. Jedynie w Łodzi widoczne były nieznaczne podwyżki. – W Warszawie różnica w cenie r/r jest nadal istotna i wynosi 22,7 proc., w Krakowie różnica ta wynosi 17,9 proc. W większości miast widoczny jest znaczny spadek ceny ofertowej mieszkania już na etapie ekspozycji na rynku. Aby sprzedać mieszkanie bardzo często potrzebna jest korekta wyjściowej ceny. Kupujący chcą negocjować dalej, o czym świadczą większe różnice pomiędzy ostatnią ceną ofertową a transakcyjną, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

średnie ceny transakcyjne rynek wtórny

Indeks popytu będący częścią niniejszego raportu wskazuje na wzrost zainteresowania poszukiwaniem mieszkań w IV kw. 2024 r. Szczególnie aktywnym miesiącem był październik, kiedy odczyt przekroczył po raz pierwszy w tym roku 100 pkt. Nie oznacza to jednak, że na rynek powrócił optymizm. Być może powodem do wzmożonego zainteresowania rynkiem mieszkań był szeroki wybór oferty, zwiększone możliwości negocjacji lub oferty specjalne przygotowane przez deweloperów.

Różna sytuacja na rynku pierwotnym

Na początku poprzedniego kwartału pojawiały się prognozy sugerujące wyższe wyniki sprzedażowe deweloperów. Faktycznie, sprzedaż nowych mieszkań z sześciu największych miast wzrosła o 8% względem III kw. 2024 roku, przy czym słabszy grudzień zmniejszył wyraźnie skalę kwartalnego wzrostu. Okazuje się, że sytuacja z poszczególnych badanych miast była mocno zróżnicowana. Największe różnice dotyczyły Warszawy oraz Gdańska.zmiany średniej ofertowej ceny rynek pierwotny

Warto przypomnieć, że w III kw. 2024 r. wszystkie kwartalne zmiany cenowe były dodatnie i wynosiły od 0,7% (Kraków) do 4,6% (Wrocław). Ostatni kwartał 2024 r. przyniósł większe zróżnicowanie. Jest ono szczególnie widoczne w przypadku Warszawy oraz Gdańska. W stolicy od pewnego czasu widzimy rozbudowę oferty nowych mieszkań nieco tańszych od średniej. Z kolei gdańscy deweloperzy postanowili uzupełnić rynek o mieszkania z wysokiej półki cenowej. Efektem tej zmiany jest fakt, że Gdańsk pod względem cenowym praktycznie dogonił Kraków i zwiększył dystans np. względem Wrocławia i Poznania, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Najnowsze dane BIG DATA RynekPierwotny.pl dotyczące sześciu największych miast wskazują, że pod koniec minionego roku to wcale nie Warszawa była liderem pod względem udziału sprzedanych najdroższych lokali deweloperskich z ceną ponad 20 000 zł/mkw. Okazuje się, że stolicę wyprzedził Gdańsk, gdzie niemal co czwarte nowe mieszkanie znikające z oferty deweloperów miało w cenniku stawkę wyższą niż 20 000 zł/mkw. – Rodzi się pytanie, jak inwestorzy zareagują na sygnały rynkowe z Warszawy, Krakowa i Gdańska sugerujące wzrost zainteresowania droższymi nowymi mieszkaniami. Zwłaszcza w obliczu wiadomości z poprzednich tygodni, które wprowadziły większą niepewność np. w zakresie tegorocznych obniżek stóp procentowych NBP, dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

IV Kongres ESG: Zielony Ład trzeba pozbawić biurokratycznego bezładu

Odbiurokratyzowanie procesu stanowienia dyrektyw, uczynienie ich przyjaznymi przedsiębiorcom, uwzględnienie sytuacji sektora MŚP, branie pod uwagę społecznych skutków Zielonego Ładu, niesprowadzanie transformacji tylko do samej energetyki, szybszy rozwój energetyki jądrowej. Takie m.in. wnioski płyną z debaty pt. „ESG, Zielony Ład a konkurencyjność gospodarki UE – czy transformacja społeczna jest możliwa bez strat gospodarczych? Czy konieczna jest analiza dyrektyw i terminów?”, która otworzyła IV Kongres ESG – Liderzy Zrównoważonego Rozwoju – Europa, który odbył się 29 stycznia 2025 r. w Warszawie.

Czy czeka nas poważna korekta Europejskiego Zielonego Ładu? „Gospodarka Unii Europejskiej nie tylko przestaje być konkurencyjna wobec potęg Stanów Zjednoczonych i Chin, ale jeżeli nie znajdzie 800 mld euro rocznie, czeka ją powolna agonia” – alarmuje w swym raporcie Mario Draghi. Uczestnicy debaty w niektórych aspektach różnili się i ostro polemizowali ze sobą w określaniu zarówno przyczyn obniżania konkurencyjności, jak i znajdywania recept na jej wzmocnienie. Jednak z gorącej dyskusji można wyłonić wspólne mianowniki.

W debacie wzięli udział:

  • Monika Kulik, Członkini Zarządu, Forum Odpowiedzialnego Biznesu
  • Maciej Marcinkowski, Dyrektor ds. Inwestycji, Lidl Polska
  • Miłosz Motyka, Podsekretarz stanu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska
  • Sebastian Stodolak, Wiceprezes, Warsaw Enterprise Institute
  • Fabrizio Zucca, Ekspert od zielonej pomocy, CINEA (Europejska Agencja Wykonawcza ds. Klimatu, Infrastruktury i Środowiska), Uniwersytet Bocconi, Włochy

Moderatorem debaty był Karol Tokarczyk, Analityk gospodarczy, Polityka Insight.

Fabrizio Zucca zwrócił uwagę, że w ostatnim roku widać zmianę podejścia wielu państw członkowskich do polityki dotyczącej regulacji ESG. Jego zdaniem, nie mamy tu do czynienia z idealną zmianą, ponieważ głównym winowajcą jawi się sam Zielony Ład i chęć ograniczenia albo eliminacji pewnych rozporządzeń czy prawodawstwa.

– Myślę, że nie jest to dobre podejście. W przypadku problemu konkurencji, z jakim zmaga się Unia Europejska, głównym winnym zdaje się być Zielony Ład, tymczasem w istocie chodzi o brak innowacji, zbyt niską wydajność pracy i produktywności oraz braku pewnych zdolności do konkurowania na świecie. To są prawdziwe powody, które nie mają nic wspólnego z Zielonym Ładem. Takie nowe podejście doprowadzi nas do zwiększania konkurencyjnej luki, a nie jej zmniejszania. Obecne regulacje są logiczne, więc nie powinny się tak mocno zmieniać. Przy czym wszyscy rozmawiają o kosztach. A nikt nie mówi o koszcie niepodejmowania działań określonych w Zielonym Ładzie – podkreślał Fabrizio Zucca, Ekspert CINEA.

Ekspert zwrócił uwagę na skutki osłabienia Zielonego Ładu. – To jest ślepa uliczka, bo środowisko wystawi nam rachunek. Mieliśmy powodzie w Polsce czy we Włoszech. A że we Włoszech takie zdarzenia są często, więc firmy muszą same wykupywać ubezpieczenia. Ale co się stanie, jeśli te zdarzenia będą zbyt dużym obciążeniem dla samych ubezpieczycieli? W Kalifornii ubezpieczyciele odmawiają ubezpieczania od pożarów, bo ryzyko jest za duże. Jesteśmy więc w takim momencie, że jeśli nie podejmiemy działań, to konsekwencje dotkną nas boleśnie w przyszłości, w ciągu najbliższych 5-10 lat – alarmował. Jak podkreślił, problem skutków zmian klimatycznych dotyka wszystkich więc wymaga globalnych systemowych rozwiązań.

W opinii Sebastiana Stodolaka Zielony Ład jest emanacją filozofii, która zakłada, że za pomocą odgórnych regulacji można sterować gospodarką, podczas gdy w zdrowej gospodarce transformacja zachodzi nieustannie w wyniku oddolnych procesów. – W zeszłym roku wydawało się, że jeśli istnieje jakiś polityczny dogmat, to jest nim Zielony Ład. Dziś nasz premier, który jest postacią wpływową, liczącą się w Unii, z otwartą przyłbicą nawołuje do rewizji założeń Zielonego Ładu w tym planowanych polityki ETS 2. Zresztą nawet w partii pani komisarz Ursuli von der Leyen pojawiają się głosy nawołujące do rewizji założeń Zielonego Ładu – mówił wiceprezes Warsaw Enterprise Institute.

Jego zdaniem, większość państw, które podpisały porozumienie paryskie nie spełnia od przyjętych tam dobrowolnie założeń redukcji emisji. Istotne jest prowadzenie przemyślanych polityk miejskich, w tym nie pozwalać osiedlać się na terenach zagrożonych pożarami, jak to miało miejsce w Kalifornii. Istotne jest stworzenie dla firm takiego otoczenia biznesowego, które pozwoli inwestować w nowe technologie, czemu na przeszkodzie stają czasem unijne dyrektywy. Inwestować niekoniecznie z myślą o zwalczaniu zmian klimatu, tylko z myślą o modernizacji zakładu pracy. Proces zmian powinien być naturalny i oparty o wiedzę ekonomistów. – Jeżeli chcemy przeciwdziałać zmianom klimatu, to nie możemy kształtować polityk klimatycznych w oparciu o porady znachorów – ocenił Sebastian Stodolak.

Miłosz Motyka, wiceminister klimatu i środowiska, stwierdził, że podejście do polityki klimatycznej uległo zmianie, co jest dobrą wiadomością dla Polski. Jednocześnie zauważył, że w przeszłości kraj mógł zostać lepiej przygotowany do wyzwań związanych ze zmianami społecznymi i energetycznymi. Podkreślił, że transformacja energetyczna to nie tylko kwestia gospodarcza, ale także zdrowie i środowisko – dwa często niedoceniane aspekty, które mają bezpośredni wpływ na długość i jakość życia obywateli. W jego ocenie brakuje dyskusji prowadzonej językiem korzyści oraz dialogu z firmami, który pozwoliłby wypracować najlepsze rozwiązania i zapewnić sprawiedliwy przebieg transformacji.

– Zielony Ład w dużej mierze okazał się ładem biurokratycznym. Jeśli rolnicy musieli czekać aż do szerokich protestów, by ich postulaty zostały zauważone, a europejska biurokracja nakładała na nich obowiązek raportowania choćby obornika – co nie miało realnego wpływu ani na ich działalność, ani na jakość środowiska – to jest to poważny problem – zauważył wiceminister.

Mówiąc o sporach wokół Mercosur, wiceminister Miłosz Motyka przypomniał, że europejskie rolnictwo jest wysoko wyspecjalizowane pod względem ochrony środowiska. Podkreślił, że nie można otwierać rynku dla gospodarek, które nie spełniają unijnych norm środowiskowych. Jako pozytywne zjawisko ocenił zmianę podejścia do energetyki jądrowej, od której Europa odeszła z powodów politycznych, a nie gospodarczych.

Zwrócił również uwagę na konieczność zmian w podejściu biurokratycznym oraz lepszego wyważenia interesów. – Jeśli ludzie stracą pracę i wyjdą na ulice, nie będzie komu realizować ambitnych celów klimatycznych. Albo my wprowadzimy te zmiany, albo zrobią to prawicowi populiści – ale w takiej Unii Europejskiej, której byśmy nie chcieli – przestrzegł wiceminister.

Monika Kulik wskazała, że Zielony Ład jest zbiurokratyzowany, co wpływa na jego postrzeganie przez firmy. – Wcześniej mówiliśmy o pewnej idei, zmianie modelu biznesowego, realizacji celów. Teraz mówimy o raportowaniu. Nikt w tej chwili nie myśli o strategicznym podejściu, zmianie modelu swojego biznesu, skupiamy się na wypełnianiu biurokratycznych wymogów, idąc według poszczególnych punktów wskazanych w dyrektywie CSRD. Natomiast zaczęła się dyskusja o potrzebie wprowadzenia pewnych uproszczeń. Jeszcze tydzień temu wzięliśmy udział w konsultacjach dotyczących tzw. Omnibusa – co zrobić, żeby wdrożenie dyrektywy w zakresie raportowania zrównoważonego rozwoju było bardziej przyjazne. Bo duże firmy sobie poradzą, ale co zrobić z mniejszymi, które za rok, za dwa lata będą musiały raportować. W tej chwili małe i średnie przedsiębiorstwa nie są w żaden sposób do tego przygotowane, a jednocześnie te wymogi są bardzo zbiurokratyzowane i wymagają olbrzymich zasobów finansowych oraz wiedzy, których w tych organizacjach nie ma. Stąd pomysł, aby przygotować pewne uproszczenia, regulacje sektorowe – mówiła ekspertka FOB.

Wskazała też, że największy wpływ regulacji jest widoczny w sektorze finansowym. Istotne są też problemy z wypełnianiem wymogów dotyczących łańcuchów wartości. Jej zdaniem, potrzebne są zachęty dla firm, pokazywanie im wymiernych zysków z realizacji działań klimatycznych, czyli należy bardziej „stosować bardziej zasadę marchewki niż kija”. – Podobnie jak dostosowanie przepisów do poszczególnych sektorów gospodarki. Nie da się odejść od Zielonego Ładu, tak jak nie da się odejść od zmian klimatycznych – stwierdziła Monika Kulik.

Zachęcony przez Karola Tokarczyka, dyrektor Maciej Marcinkowski opisał wpływ Zielonego Ładu na działalność konkretnej firmy – Lidl Polska. Od 2022 roku wszystkie sklepy oraz centra dystrybucji sieci w całości korzystają z zielonej energii. Aż 40% obiektów jest całkowicie uniezależnionych od gazu ziemnego. Firma wykorzystuje energię geotermalną nie tylko do ogrzewania, ale także do chłodzenia budynków. Wszystkie sklepy zostały wyposażone w system odzyskiwania ciepła odpadowego z instalacji chłodniczych, co dodatkowo wspiera ich ogrzewanie. Ponadto w ponad 300 placówkach zainstalowano panele fotowoltaiczne. W ostatnim czasie Lidl udostępnił ponad 200 stacji ładowania samochodów elektrycznych, a w bieżącym roku planuje uruchomienie kolejnych 600.

– Wszystkie te rozwiązania łączy jedno słowo: system. Działania podejmowane w zakresie ekologii to nie pojedyncze inicjatywy, lecz rozwiązania systemowe. Każdy nasz sklep i magazyn posiada teraz rozwiązania nieincydentalne. Czerpiemy z tego wielowymiarowe korzyści – od oczywistych, takich jak ochrona klimatu i obniżenie kosztów utrzymania obiektów, po mniej oczywiste, jak wzmocnienie wizerunku firmy w oczach klientów czy pozytywny wpływ na employer branding. Konsekwencja w realizacji tych działań nie tylko nie generuje strat gospodarczych w kontekście inwestycji ESG, ale pozwala nam także budować znaczącą przewagę konkurencyjną – mówił dyrektor Marcinkowski.

Jego zdaniem rozwój branży mógłby przyspieszyć poprzez uproszczenie przepisów, takich jak dyrektywa EPBD. Podkreślił, że lepszym rozwiązaniem byłaby inwestycja w mniejszą liczbę wydajnych stacji szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych, zamiast realizacji wymogu tworzenia wielu mniej efektywnychpunktów, jak przewiduje obecna propozycja prawna..

GŁÓWNE REKOMENDACJE LIDERÓW ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU – sesja „ESG, Zielony Ład a konkurencyjność gospodarki UE – czy transformacja społeczna jest możliwa bez strat gospodarczych? Czy konieczna jest analiza dyrektyw i terminów?”

  • Należy odbiurokratyzować proces stanowienia przepisów Zielonego Ładu i ESG
  • Konieczne jest uwzględnianie sytuacji sektora MŚP
  • Niezbędny jest dialog legislatorów z przedsiębiorcami
  • Trzeba kłaść większy nacisk na rozwój energetyki jądrowej
  • Nie wolno zapominać o społecznych skutkach transformacji
  • Samej transformacji nie można sprowadzać tylko do energetyki
  • Przepisy powinny być podzielone wedle uwarunkowań sektorowych
  • Wskazane jest prowadzenie rozsądnych polityk miejskich
  • Wobec firm lepiej stosować biznesowe zachęty niż odgórny przymus
  • Trzeba uwzględnić, że zaniechanie transformacji może być bardzo kosztowne
  • Zielona polityka będzie skuteczna w skali globalnej

AI Act wchodzi w życie – nowe regulacje UE dotyczące sztucznej inteligencji

Od sierpnia 2024 roku w Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać przepisy Rozporządzenia o sztucznej inteligencji (AI Act)[1]. Celem tego rozporządzenia jest uregulowanie rynku sztucznej inteligencji, aby zapewnić jej bezpieczny i etyczny rozwój, z poszanowaniem praw podstawowych.

Kluczowe informacje o AI Act:

  • Zakazane praktyki: Od 2 lutego 2025 roku zakazane będzie używanie i wprowadzanie do obrotu systemów AI, które spełniają kryteria zakazanych praktyk. Za naruszenie tego zakazu grożą wysokie kary pieniężne (do 35 mln euro lub 7% rocznego światowego obrotu).
  • Kryteria zakazu: Szczegółowe informacje na temat tego, jakie systemy AI zostaną uznane za zakazane, opublikuje Komisja Europejska. Jednak zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji „zanim jednak to nastąpi, konieczne jest podjęcie działań, które pozwolą przedsiębiorcom, urzędnikom czy obywatelom zrozumieć nowe przepisy oraz przygotować się na ich wejście w życie”.
  • Obowiązki dla wszystkich: Przepisy Aktu o AI dotyczą zarówno osób fizycznych, jak i prawnych, co oznacza, że będą musieli ich przestrzegać zarówno pracownicy sektora publicznego, obywatele, jak i przedsiębiorcy.

Co to oznacza dla odbiorców?

  • Przedsiębiorcy: Jeśli Twoja firma korzysta z systemów AI, musisz upewnić się, że nie naruszają one przepisów Aktu. W szczególności, należy unikać stosowania systemów AI, które wykorzystują zakazane praktyki.
  • Urzędnicy: W sektorze publicznym również należy zwrócić szczególną uwagę na stosowanie systemów AI, aby zapewnić ich zgodność z Aktem.
  • Obywatele: Warto być świadomym, jakie systemy AI mogą być niebezpieczne lub naruszać prawa podstawowe.

Zakazane praktyki w obszarze użycia systemów AI zostały wymienione w art. 5 Aktu i zalicza się do nich:

  1. Techniki podprogowe, manipulacyjne lub wprowadzające w błąd: Wykorzystywanie technik, które działają na podświadomość, manipulują lub wprowadzają w błąd, mogąc zniekształcać zachowanie osób, grup i prowadzić do szkód.
  2. Wykorzystywanie słabości: Wykorzystywanie słabości fizycznej lub psychicznej osoby, grupy osób ze względu na ich wiek, niepełnosprawność lub szczególną sytuację społeczną lub ekonomiczną.
  3. Klasyfikacja osób (scoring społeczny): Klasyfikowanie osób fizycznych na podstawie ich zachowań społecznych lub cech osobistych, jeśli prowadzi to do krzywdzącego lub niekorzystnego traktowania.
  4. Oceny ryzyka popełnienia przestępstwa: Przeprowadzanie ocen ryzyka w odniesieniu do osób fizycznych, w celu przewidzenia ryzyka popełnienia przestępstwa, wyłącznie na podstawie profilowania osoby fizycznej lub oceny jej cech osobowości i cech charakterystycznych.
  5. Rozpoznawanie twarzy: Tworzenie lub rozbudowywanie bazy danych służącej rozpoznawaniu twarzy poprzez nieukierunkowane pozyskiwanie wizerunków twarzy z Internetu lub nagrań z telewizji przemysłowej.
  6. Wyciąganie wniosków na temat emocji: Wyciąganie wniosków na temat emocji osoby fizycznej w miejscu pracy lub instytucjach edukacyjnych, z wyjątkami dotyczącymi medycyny i bezpieczeństwa.
  7. Kategoryzacja biometryczna: Kategoryzacja biometryczna osób fizycznych służąca wydedukowaniu lub wywnioskowaniu informacji na temat ich rasy, poglądów politycznych, przynależności do związków zawodowych, przekonań religijnych lub światopoglądowych, seksualności lub orientacji seksualnej.
  8. Zdalna identyfikacja biometryczna w czasie rzeczywistym: Zdalna identyfikacja biometryczna w czasie rzeczywistym w przestrzeni publicznej do celów ścigania przestępstw, z wyjątkami dotyczącymi sytuacji, w których jest to bezwzględnie konieczne i spełnione są określone warunki.

Wejście w życie Aktu o AI ma to być ważny krok w kierunku uregulowania rynku sztucznej inteligencji, ale czy na pewno?

Dr n. pr. Marek Woch, Ekspert Centrum Legislacji Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiebiorcy.pl

[1] Pełna nazwa aktu prawnego to: ROZPORZĄDZENIE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2024/1689 z dnia 13 czerwca 2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji).