Baker McKenzie: Zmiany w prawie kluczowe dla przyszłości odnawialnych źródeł energii w Polsce

Ambitne strategie rozwoju, opublikowane w ostatnich miesiącach przez największe polskie spółki energetyczne – Orlen, Tauron i Enea, wymagają od rządu szybszych zmian legislacyjnych, zwłaszcza w obszarze odnawialnych źródeł energii, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Bez przyspieszenia prac legislacyjnych, spółki skarbu państwa mogą napotkać wyzwania w realizacji celów związanych z rozwojem własnych OZE i osiągnięciem neutralności klimatycznej.

Energetykę odnawialną w Polsce czeka fala inwestycji, w której znacząco uczestniczyć będą najwięksi gracze na polskim rynku. Do 2035 roku Grupa Orlen planuje inwestować w projekty w energetyce 8-15 mld złotych rocznie. Znacząca część tych środków przeznaczona będzie na zieloną energię. Tauron planuje inwestycje w OZE na poziomie ogółem około 30 mld złotych do 2035 roku, natomiast Enea – 36 mld złotych. Efektem ma być wzrost mocy wytwórczych w źródłach odnawialnych należących do trzech wymienionych firm łącznie do poziomu około 22 GW. W 2024 roku wynosiły one niespełna 3 GW.

– Najwięksi gracze na polskim rynku energii przedstawili bardzo ambitne plany dążenia do neutralności klimatycznej, co w dłuższej perspektywie spowoduje całkowitą transformacją polskiego sektora – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Strategie rozwoju tych spółek mają szanse powodzenia pod warunkiem wsparcia ze strony państwa, między innymi w zakresie przyspieszenia prac nad zmianami legislacyjnymi. Z jednej strony konieczne jest umożliwienie sprawnej realizacji nowych projektów, przede wszystkim w obszarze OZE, z drugiej strony trzeba też zapewnić stabilność systemu energetycznego.

Wśród najbardziej oczekiwanych zmian w prawie jest reforma ustawy odległościowej dla lądowych turbin wiatrowych czy przyjęcie przepisów wdrażających dyrektywę RED III przewidujących ułatwienia i przyspieszenie procedury permitingowej dla projektów OZE. Interesariusze oczekują także na uzgodnienie z Komisją Europejską Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu, który wyznaczy ścieżkę transformacji energetycznej Polski, wspierając tym samym rozwój sektora OZE. Na rynku pojawiają się postulaty dotyczące zmiany regulacji w zakresie przyłączeń do sieci, które pozwoliłyby na większe wykorzystanie potencjału odnawialnych źródeł energii, m.in. dzięki uwzględnieniu w szerszym zakresie możliwości oferowanych przez instalacje magazynowania energii.

Mimo wielu zmian, które nastąpiły w ostatnich latach, w dalszym ciągu jest przestrzeń do ulepszenia i zmodyfikowania regulacji wspierających inwestycje w odnawialne źródła energii, – mówi Arkadiusz Ratajczak, radca prawny w praktyce zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Wyzwania dotyczą nie tylko rozwoju energetyki prosumenckiej, mikroinstalacji i problemów z przyłączeniem do sieci, o których często mówi się w debacie publicznej, ale również ułatwień istotnych dla największych graczy, którzy w bardzo dużym zakresie mogą przyczynić się do transformacji energetycznej naszego kraju.

Orlen planuje do 2035 roku zredukować o 55 proc. intensywność emisji w energetyce i jednocześnie w tym samym czasie zakończyć wytwarzanie energii z węgla. Tauron chce do roku 2030 odejść od wykorzystania węgla do wytwarzania ciepła i osiągnąć neutralność klimatyczną do 2040 roku. Enea natomiast planuje do 2035 roku zmniejszyć zaangażowanie węgla w wytwarzanie energii z obecnych 89 proc. do 18 proc.

Najwięksi gracze na rynku energetycznym mają jednak różne strategie dojścia do swoich celów i ich potrzeby w zakresie zmian w przepisach i aktywności państwa są różne. Orlen zakłada zarówno inwestycje w sprawdzone technologie OZE, jak lądowe farmy wiatrowe i fotowoltaikę, ale także ma ambitne cele jeśli chodzi o off–shore, małe reaktory atomowe (SMR) oraz biometan a nawet wodór. Plan rozwoju OZE w Grupie Tauron oparty jest w dużej mierze na źródłach wiatrowych na lądzie. Brak nowelizacji ustawy odległościowej i wynikająca z tego blokada potencjału lokalizacyjnego dla nowych inwestycji w największym stopniu wpływa na szanse realizacji strategii tej firmy.

Prawnicy Baker McKenzie zwracają uwagę na znaczenie ułatwień w energetyce dla całej gospodarki Polski w najbliższych 10 latach. Inwestycje o skali planowanej przez największe spółki energetyczne będą wymagały angażowania podwykonawców wyspecjalizowanych zarówno w realizacji projektów z dziedziny OZE, jak również dostawców z innych branż istotnych dla gospodarki, choćby budowlanej czy przemysłowej.

– Podmioty obsługujące procesy inwestycyjne na rynku energii jako dostawcy i wykonawcy, powinny w szczególności zwracać uwagę na postępy w realizacji ambitnych planów, jakie postawili przed sobą najwięksi gracze w krajowym sektorze energetycznym – dodaje Agnieszka Skorupińska. – Istnieje ogromna szansa, że najbliższe 10 lat będzie okresem wzmożonej aktywności dla wszystkich podmiotów działających w tej branży.

Rafał Wójcik o przyszłości budownictwa: publiczne inwestycje, AI i odbudowa Ukrainy

Nowy rok już na dobre zagościł w naszych myślach, dlatego to idealny moment by porozmawiać o branży budowlanej  i perspektywach na 2025 rok z Rafałem Wójcikiem, Prezesem Zarządu RRH Group S.A.  jednego z liderów rynku w segmencie wykonawstwa dachów płaskich oraz obudowy dla wielkogabarytowych obiektów przemysłowych i logistycznych.

Za nami trudny rok, który branża budowlana kończy mocno poturbowana. Jak Pan go będzie wspominał?

Rafał Wójcik: Rok 2024 to bez wątpienia rok ogromnych wyzwań dla branży budowlanej. Ogromny spadek nowych inwestycji, rosnąca konkurencja, malejąca marżowość, rekordowa liczba bankructw oraz nierównomierne rozłożenie ryzyk w realizowanych projektach – to tylko niektóre z trudności, z jakimi przyszło nam się mierzyć. W obliczu tak wymagającego otoczenia rynkowego konieczna była nie tylko ciężka praca, ale także strategiczne podejście, elastyczność oraz doświadczenie całego zespołu. Dzięki determinacji, profesjonalizmowi i umiejętności szybkiego dostosowania się do dynamicznie zmieniających się warunków, udało nam się zamknąć ten rok z sukcesem i przygotować solidne fundamenty pod dalszy rozwój.

Jakie największe wyzwania czekają branżę budowlaną w 2025 roku?

RW: 2025 rok będzie dla sektora budowlanego pełny wyzwań. Branża budowlana to jeden z kluczowych sektorów polskiej gospodarki, który tworzy ponad 1,3 mln miejsc pracy. Kluczowym jego elementem jest sektor mieszkaniowy, który obecnie znajduje się w kryzysie związanym z wysokimi stopami procentowymi oraz dostępnością kredytów. Zapotrzebowanie na mieszkania jest jednak ogromne, bo szacuje się, że w Polsce potrzeba od 1 do 1,5 mln nowych mieszkań na już.

Dlatego w 2025 roku możemy ponownie obserwować wzrost w tym segmencie rynku. Przyczyni się do tego powrót Polaków do zakupów mieszkań, wspierany przez realny wzrost wynagrodzeń przewyższający inflację oraz oczekiwaną obniżkę stóp procentowych w ciągu roku.

Dodatkowo w przyszłym roku rząd przeznaczy rekordowe środki na budownictwo mieszkaniowe – 5 mld zł na Program Budownictwa Społeczno-Komunalnego i 7 mld zł na Społeczne Budownictwo Czynszowe.

Krajowy plan odbudowy oraz inwestycje publiczne również powinny pomóc w odbudowie sektora.

RW: Inwestycje publiczne będą kluczowe dla pobudzenia rynku budowlanego. W 2025 roku GDDKiA przeznaczy 3 mld zł na modernizację dróg, o 500 mln zł więcej niż rok wcześniej. Ogromnym projektem na dekadę jest rozbudowa 2 000 km linii Kolei Dużych Prędkości. Rząd również potwierdził kontynuowanie największej inwestycji komunikacyjnej w Kraju, tj. Centralnego Portu Komunikacyjnego.  Nie bez znaczenia będą miały również inwestycje związane z obronnością, szczególnie po zmianie na stanowisku Prezydenta w Stanach Zjednoczonych.

Prawdopodobnie zmiana ta przyspieszy też zakończenie wojny na Ukrainie.

RW: Tak. I musimy być jak sektor na to przygotowani, by móc włączyć się w odbudowę naszego wschodniego sąsiada. Z jednej strony może to otworzyć przed branżą ogromne możliwości, szczególnie w zakresie eksportu usług i produktów budowlanych. Z drugiej jednak, niesie ze sobą poważne ryzyko. Możemy stanąć w obliczu niedoboru siły roboczej na krajowych budowach, a także ponownego, dynamicznego wzrostu cen materiałów budowlanych. Kluczowym pytaniem jest również na jakich warunkach Ukraina ten pokój podpisze.

Jakie Pan przewiduje nowe trendy w 2025 roku?

RW: Technologiczna rewolucja w budownictwie nabiera tempa. W 2025 roku kluczowe będą innowacje w automatyzacji, sztucznej inteligencji i integracji systemów IT z procesami budowlanymi. AI nie tylko zabezpiecza place budowy, ale także analizuje dane, optymalizuje projekty i przewiduje ryzyko. Automatyzacja minimalizuje błędy, usprawnia zarządzanie zasobami i przyspiesza realizację inwestycji. Jednak pełne wdrożenie wymaga inwestycji oraz szkoleń.

Jako RRH Group S.A. aktywnie badamy i analizujemy możliwości wdrożenia nowoczesnych rozwiązań, gdyż widzimy ich ogromny potencjał , który może zrewolucjonizować branżę budowlaną. Wdrażamy sztuczną inteligencję w projekty budowlane, na razie małymi krokami, ale już teraz widzimy, jakie to daje możliwości – od precyzyjnego planowania, przez automatyzację procesów, po przewidywanie ryzyka.

Kolejnym kluczowym trendem będzie budownictwo modułowe, które jest coraz popularniejsze ze względu na szybkość i ekologiczność rozwiązań. Produkcja elementów w warunkach fabrycznych przyspiesza realizację projektów, minimalizuje odpady i ułatwia kontrolowanie kosztów. Szczególnie czas realizacji, który potrafi tu być o połowę krótszy, jest niezwykle istotny w inwestycjach finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Jest już niewiele czasu na realizacje tych projektów, wiec sięganie po szybkie technologie budowlane jest wręcz wymuszone.

Na koniec czy uważa Pan, że 2025 rok będzie lepszy dla branży niż 2024?

RW: Jestem optymistą w tej kwestii, chociaż zależy to od wielu czynników. Z jednej strony, planowane inwestycje publiczne, możliwa odbudowa rynku mieszkaniowego i możliwe zakończenie wojny na Ukrainie mogą pozytywnie wpłynąć na sektor. Z drugiej – wciąż mamy do czynienia z małą ilością nowych inwestycji, drogim pieniądzem oraz dużą konkurencją. Kluczowe będzie umiejętne zarządzanie ryzykiem, elastyczność i umiejętność dostosowania się do dynamicznych zmian na rynku, szczególnie w nowych technologiach. Jako RRH Group S.A. wierzymy, że nadchodzące zmiany przyniosą nowe możliwości, a elastyczność i gotowość do działania pozwolą nam skutecznie wykorzystać nadchodzące szanse.

Fundusz bValue inwestuje 20 mln zł w Solidstudio – innowacyjne technologie dla elektromobilności

Fundusz bValue ogłosił drugą w tym roku inwestycję. To kolejny krok w stronę wypełniania luki kapitałowej pomiędzy Venture Capital a Private Equity oraz wsparcia polskich wzrostowych spółek z perspektywami międzynarodowego rozwoju. Solidstudio to mocny gracz w zakresie innowacji technologicznych w branży e-mobility z szerokim know-how i doświadczeniem w Polsce oraz w Europie Zachodniej. Kapitał pozyskany od bValue umożliwi ekspansję na nowe rynki, a także rozwój technologii e-mobility. Poza wsparciem finansowym
(20 mln zł), bValue zapewni spółce także wzmocnienie w obszarze operacyjnym oraz dostęp do międzynarodowej sieci kontaktów biznesowych.

bValue napędza kapitałem sektor e-mobility

Kluczowym założeniem bValue jest stworzenie warunków do pełnego wykorzystania szerokich możliwości Solidstudio w ramach dynamicznie rosnącej branży. Spółka od wielu lat nadaje ton technologicznej transformacji energetycznej dzięki innowacyjnym produktom i usługom z obszaru IT. Zaangażowanie ze strony funduszu pozwoli mocniej wyeksponować potencjał Solidstudio na rynkach zagranicznych, w szczególności w Europie Zachodniej (Wielka Brytania, Francja, kraje Beneluksu). bValue wesprze także konsekwentny rozwój flagowych produktów spółki: platformy Charge Point Management System (CPMS) oraz platformy dla kierowców samochodów elektrycznych Emobility Service Provider (eMSP).

– Solidstudio już dziś posiada imponujące portfolio klientów. Sprawdzona technologia, która często lepiej niż w przypadku konkurencyjnych podmiotów odpowiada na potrzeby finalnych odbiorców, to jeden z kluczowych filarów rozwoju spółki. Jako fundusz będziemy aktywnie wspierać ją w pełnym wykorzystaniu potencjału i dalszym skalowaniu działalności. Naszą uwagę zwrócił zarówno zaawansowany technologicznie produkt i wyróżniający się model biznesowy adresujący potrzeby największych klientów, pozwalające na szerokie skalowanie biznesu, jak również mocny kompetencyjnie zespół założycielski z jasną wizją rozwoju. Analizując potencjał nowej inwestycji uwzględniliśmy również szerokie perspektywy wzrostu spółki na rynku infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych oraz rynku pojazdów elektrycznych – mówi Maciej Balsewicz, Founder & Managing Partner bValue Fund. 

Zgodnie z prognozami ChargeUp Europe, liczba publicznych punktów ładowania w Unii Europejskiej ma wzrosnąć do 2030 roku aż czterokrotnie, do około 2 mln. W tym kontekście warto również odnieść się do zmian związanych z wejściem na rynek europejski producentów samochodów elektrycznych z Chin, co może przełożyć się na wzrost sprzedaży tego typu aut.

Decyzja o zaangażowaniu w Solidstudio wpisuje się w strategię inwestowania bValue Growth w ticketach między 5-15 mln euro w lokalnych liderów innowacyjności z perspektywami na szerszą międzynarodową ekspansję. W 2024 roku doinwestowana przez fundusz spółka zajęła 5. miejsce w zestawieniu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, w ramach którego wyróżniane są najszybciej  rozwijające się przedsiębiorstwa technologiczne w 19 krajach Europy Środkowej. Wśród kluczowych kryteriów oceny znajdują się m.in. procentowy wzrost przychodów w ustalonym okresie oraz posiadanie własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii, oferowanej klientom w postaci produktów, które przyczyniają się do zwiększania przychodów operacyjnych firmy.

Transformacja energetyczna wsparta innowacjami IT

Jedną z bardzo mocnych przewag rynkowych Solidstudio jest umiejętność zapewnienia realnego wsparcia dla dużych firm na drodze do wzrostu innowacyjności, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów i minimalizacji ryzyk. Beneficjentami korzyści płynących ze współpracy ze spółką są m.in. podmioty z szeroko pojętej branży energetycznej, w tym działające w obszarze odnawialnych źródeł energii.

Naszą ambicją jest zajęcie pozycji lidera w tworzeniu produktów i usług z obszaru IT wspierających tzw. transformację energetyczną, której ważnym elementem jest rozwój elektromobilności. Technologiczna przewaga Solidstudio, połączona z umiejętnością elastycznego dostosowywania oferty do potrzeb dużych klientów, pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Poprzez naszą platformę do zarządzania siecią stacji ładowania wspieramy ambitne firmy w zakresie cyfrowej transformacji energetycznej. Nasze kompleksowe rozwiązanie do zarządzania infrastrukturą ładowania pojazdów elektrycznych umożliwia monitorowanie w czasie rzeczywistym zużycia energii, fakturowanie i przetwarzanie płatności,  jak również zdalne sterowanie oraz raportowanie w ramach analizy biznesowej. Aktywnie pracujemy również nad rozszerzeniem podstawowych produktów o takie funkcje, jak zarządzanie flotą i integracja z magazynami energii powiedział Paweł Małkowiak, CEO Solidstudio.  

Wychodząc naprzeciw potrzebom klientów spółka oferuje dostęp do w pełni konfigurowalnej platformy. Nabywcy otrzymują niewyłączną własność intelektualną rozwiązania, w tym dostęp do kodu źródłowego. W ten sposób uniezależniają się od zewnętrznych dostawców, co istotnie przekłada się na zwiększenie bezpieczeństwa operacyjnego. To istotna przewaga konkurencyjna nad firmami pracującymi w modelu bazującym na rozwiązaniach SaaS. Model licencjonowania wieczystego zapewnia przejrzystość cen i redukcję kosztów operacyjnych przy większej skali działalności lub w dłuższym okresie analizy. Swoim klientom Solidstudio zapewnia pełne wsparcie na każdym etapie wspólnej biznesowej drogi – od analizy i consultingu, przed wdrożenie, dostosowanie rozwiązania do potrzeb danej firmy, po utrzymanie i rozwój produktu. Niezaprzeczalnym walorem współpracy jest szeroka ekspertyza w obszarze e-mobility,  wsparta doświadczeniem rynkowym specjalistów firmy.

Trójmiejski rynek biurowy 2024: historyczny popyt kontra rekordowo niska podaż

Popyt i podaż na rynku biurowym w Trójmieście w 2024 roku zajęły miejsca w przeciwnych narożnikach. Podpisane umowy najmu na poziomie 116 000 m kw. prezentowały jeden z najwyższych wyników w historii rynku. Osłabiona aktywność deweloperów skutkowała najniższym poziomem nowej podaży od blisko 20 lat.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby biurowe w Trójmieście wyniosły ponad 1,07 mln m kw. W tym czasie zrealizowano i oddano do użytku projekty o powierzchni zaledwie 19 000 m kw., co jest najniższym poziomem od 2007 roku.

Realizowane obecnie przez deweloperów inwestycje są na historycznie niskim poziomie. W budowie znajduje się niespełna 32 000 m kw. Największym powstającym projektem jest Palio Office Park C (Cavatina Holding) o powierzchni 13 000 m kw.

„Unikalny charakter Trójmiasta jest doceniany zarówno przez turystów, mieszkańców, jak i przedsiębiorców. W ubiegłorocznej edycji rankingu fDi Europejskie Miasta i Regiony Przyszłości 2024 Pomorze znalazło się na 7. pozycji w klasyfikacji dotyczącej kreowania przyjaznych warunków do rozwoju biznesu. Potwierdzeniem tego jest drugi najwyższy wynik popytu w historii tego rynku. Aktywność najemców w ramach podpisanych umów wyniosła ponad 116 000 m kw.  powierzchni,” – skomentowała Joanna Gomułkiewicz, Associate Director w Knight Frank.

Największym zainteresowaniem najemców cieszył się Gdańsk, gdzie wynajęto 96 000 m kw., a sektorem generującym największy popyt były usługi biznesowe, które odpowiadały za 21% wynajętej powierzchni.

Podobnie jak innych miastach, w strukturze transakcji najmu dominowały przedłużenia kończących się umów, które odpowiadały za ok. 50% udziału. Nowe umowy stanowiły 40% wolumenu podpisanych kontraktów, a ekspansje zaledwie 3%.

„Wskaźnik pustostanów w Trójmieście na koniec IV kwartału 2024 roku wyniósł 12,3%, odnotowując spadek o 0,2 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 0,8 pp. względem analogicznego okresu w 2023 roku. Trójmiejski współczynnik był trzecim najniższym wynikiem wśród miast regionalnych, ustępując jedynie Szczecinowi i Lublinowi. Warto dodać, że we wspominanym regionie wskaźnik charakteryzuje się znaczną polaryzacją. W Gdańsku odnotowany poziom pustostanów  wynosił 9,5%, natomiast w Gdyni i Sopocie odpowiednio 21,8% oraz 19,3%. Utrzymujący się na wysokim poziomie popyt i spadek tempa nowej podaży przełożą się na dalsze obniżanie się wskaźnika pustostanów w kolejnych latach,” – dodał Michał Kusy, Junior Consultant, Research w Knight Frank.

Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec IV kw. 2024 roku uległy delikatnemu wzrostowi, wynosząc od 11,00 do 16,00 EUR/m kw./miesiąc, przy czym w nowych budynkach w prestiżowych lokalizacjach mogą osiągać wyższe poziomy. Opłaty eksploatacyjne utrzymały się na stabilnym poziomie wynosząc zazwyczaj od 17,00 do 30,00 PLN/m kw./miesiąc.

Zarządzanie zespołem pracowników – Jak to robić skutecznie?

Efektywne zarządzanie zespołem pracowników to fundament dobrze funkcjonującej organizacji. To nie tylko sztuka delegowania zadań i egzekwowania wyników, ale przede wszystkim umiejętność budowania zaangażowanego, zmotywowanego i dobrze skomunikowanego zespołu. Dobry lider nie jest jedynie kierownikiem – to mentor, strateg i inspirator, który potrafi sprawić, że każdy członek zespołu czuje się doceniony i rozumie swoje miejsce w strukturze firmy. Współczesne organizacje wymagają od menedżerów coraz większej elastyczności i umiejętności zarządzania ludźmi w dynamicznie zmieniających się warunkach. W tym artykule przyjrzymy się kluczowym zasadom zarządzania zespołem, które pozwalają maksymalizować efektywność, poprawiać atmosferę pracy i budować długoterminowy sukces firmy.

Czym jest zarządzanie zespołem?

Zarządzanie zespołem to proces kierowania ludźmi w celu osiągnięcia określonych celów organizacji. Wymaga od lidera kompetencji niezbędnych do budowania relacji, rozwiązywania problemów oraz motywowania pracowników. Kluczowe znaczenie ma komunikacja, klarowny podział zadań i efektywne zarządzanie procesami. Efektywność pracy zespołu zależy od zaangażowania poszczególnych członków zespołu i ich zdolności do współpracy. Umiejętność słuchania, elastyczność i szybkie reagowanie na zmieniające się warunki to cechy, które wyróżniają dobrego lidera.

Poznaj swój zespół i zdobądź zaufanie każdego członka zespołu

Dobry lider powinien poznać poszczególnych członków zespołu, ich mocne strony oraz obszary do poprawy. Słuchanie członków zespołu oraz dostosowanie stylu zarządzania do ich potrzeb pozwala na skuteczniejsze motywowanie pracowników i budowanie zaangażowania. Komunikacja powinna być klarowna, a cele organizacyjne dobrze sprecyzowane, aby każdy członek zespołu rozumiał swoją rolę. Dobra organizacja pracy oraz wsparcie w trudnych sytuacjach pomagają budować zaangażowanie i efektywność zespołu.

Skuteczna i klarowna komunikacja w zarządzaniu zespołem

Jednym z podstawowych elementów skutecznego zarządzania zespołem jest sprawna komunikacja. Regularne informowanie o celach, oczekiwaniach i postępach w pracy zespołowej pomaga uniknąć nieporozumień i poprawia efektywność pracy zespołu. Dbałość o informację zwrotną oraz otwartość na sugestie pracowników budują zaufanie i zwiększają zaangażowanie zespołu. Lider powinien dbać o atmosferę otwartości, w której każdy członek zespołu czuje się komfortowo, dzieląc się pomysłami i obawami.

Motywowanie pracowników – wspieraj rozwój pracowników i nagradzaj poszczególnych członków zespołu

Motywacja do pracy jest kluczowa dla efektywności pracy zespołu. Należy doceniać osiągnięcia pracowników, stosować konstruktywny feedback oraz nagradzać za dobre wyniki. Motywowanie zespołu poprzez zapewnienie odpowiednich warunków pracy oraz możliwości rozwoju zawodowego przyczynia się do wzrostu zaangażowania. Inwestowanie w rozwój pracowników i wsparcie w trudnych momentach to jedne z najlepszych metod zarządzania zespołem, wpływającego na poprawę efektywności pracy. Odpowiednie podejście do motywowania może wpłynąć na lojalność pracowników i ich większe zaangażowanie w działania całej organizacji.

Dowiedz się więcej o szkoleniach z zarządzania zespołem – pod adresem: szkolenia-sgp.pl/szkolenia/zarzadzanie-zespolem

zarządzanie zespołem

Delegowanie zadań i odpowiedzialności – kompetencje niezbędne, by zarządzać ludźmi

Efektywne zarządzanie zespołem wymaga umiejętności podejmowania decyzji i delegowania zadań. Dobry lider potrafi rozdzielać zadania w sposób umożliwiający maksymalne wykorzystanie potencjału każdego członka zespołu. Delegowanie zadań na każdym etapie realizacji projektu pozwala skuteczniej skupić się na strategicznych aspektach pracy, jednocześnie angażując pracowników i zwiększając ich poczucie odpowiedzialności. Jednym ze sposobów, by to osiągnąć jest jasne określenie oczekiwań oraz regularne monitorowanie postępów, aby uniknąć nieporozumień w pracy z ludźmi.

Rozwiązywanie konfliktów w zespole swoich pracowników

Konflikty w zespole są nieuniknione, dlatego kluczowe jest ich szybkie i konstruktywne rozwiązywanie. Manager powinien słuchać swoich pracowników, dbać o dobrą atmosferę w zespole, umiejętnie rozwiązywać konflikty i budować zaufanie, tworząc zgrany team. Konflikty w zespole mogą prowadzić do spadku efektywności pracy, dlatego ważne jest, aby stosować skuteczne techniki mediacji. Przy odpowiednim zarządzaniu konfliktem można poprawić relacje między pracownikami oraz zwiększyć zgranie zespołu.

Rozwój kompetencji lidera i pracowników

Każdy lider powinien inwestować w swoje umiejętności i kompetencje oraz wspierać rozwój pracowników. Regularne monitorowanie postępów, szkolenia i mentoring pomagają w budowaniu skutecznego zespołu. Dobra organizacja pracy zespołowej, systematyczne informowanie o celach oraz dostosowanie metod zarządzania do sytuacji zwiększa efektywność pracy zespołu. Rozwój kompetencji menedżerskich to klucz do skutecznego zarządzania ludźmi.

Sprawdź szkolenia menedżerskie pod adresem: szkolenia-sgp.pl/szkolenia/menedzerskie

Budowanie zaangażowania i lojalności pracowników

Zaangażowanie pracowników wzrasta, gdy czują się docenieni i mają jasno określone cele. Dobry lider potrafi skutecznie zarządzać zespołem, nagradzać zaangażowanie i dbać o pozytywną atmosferę w pracy. Wspieranie pracowników poprzez informację zwrotną i docenianie ich wkładu w sukces zespołu przekłada się na ich długoterminową motywację i pozwala osiągać sukces.

Styl zarządzania dopasowany do teamu

Nie ma jednego uniwersalnego stylu zarządzania zespołem. Każdy lider powinien starać się dopasować metody zarządzania do charakterystyki zespołu, branży i specyfiki firmy. Wybór odpowiedniego stylu pracy powinien uwzględniać potrzeby zespołu i długoterminowe cele organizacji.

Podsumowanie

  • Zarządzanie zespołem wymaga znajomości jego członków i ich potrzeb.
  • Skuteczna komunikacja, planowanie i konstruktywny feedback są kluczowe dla efektywności pracy.
  • Motywowanie pracowników, nagradzanie i rozwój kompetencji pracowniczych przyczyniają się do sukcesu zespołu.
  • Delegowanie zadań i umiejętne rozwiązywanie konfliktów poprawiają wydajność pracy.
  • Ciągły rozwój menedżerski i dostosowanie stylu kierowania zespołem do potrzeb poszczególnych pracowników zapewnia długoterminowe sukcesy każdego managera.

Pamiętaj, że zarządzanie zespołem to nie tylko kierowanie ludźmi, ale także budowanie relacji opartych na zaufaniu całego zespołu i wspólnym dążeniu do celów.

[Artykuł Partnera]

Kobiety we władzach spółek GPW – kryterium 30% spełnia jedynie 1/5 firm

Udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych 140 największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie wzrósł w trakcie minionego roku tylko nieznacznie – o 0,4 pp. i na koniec 2024 r. wyniósł 18,4%, wynika z danych 30% Club Poland. Rozczarowujące są przede wszystkim wyniki dla spółek z WIG20, w przypadku których udział kobiet we władzach był o 0,8 pp. niższy niż rok wcześniej i wyniósł 22,1%. Lepsze informacje płyną z giełdowych „średniaków”. W spółkach z mWIG40 udział kobiet wzrósł rdr o 3,5 pp. i wyniósł 22,0%, czyli praktycznie tyle, co w przodujących blue chipach. Najgorzej pod względem różnorodności płci we władzach prezentują się małe spółki. W firmach z sWIG80 udział kobiet we władzach stanowił 14,9% i był o 0,9 pp. gorszy niż rok wcześniej.

Podobnie jak w latach ubiegłych, sektorem o największej różnorodności płci we władzach był sektor finansowy, w którym kobiety stanowiły 25,5% władz. Jednak względem roku poprzedniego finanse zanotowały spadek wskaźnika o 1,8 pp. Kolejne pod względem reprezentacji kobiet były sektory nieruchomości i detal z odpowiednio 21,2-proc. i 21,1-proc. reprezentacją kobiet w zarządach i radach nadzorczych łącznie. Średnio wypadły sektor TMT (18,4%) oraz energetyka i surowce (17,1%). Najgorzej sytuacja wygląda w sektorze rolno-spożywczym (10,3%), przemyśle (13,7%) oraz medycynie (16,7%).

W WIG140 WIĘCEJ SPÓŁEK BEZ KOBIET WE WŁADZACH

Nadal wśród największych spółek giełdowych mamy sporą grupę firm bez kobiet zarówno w zarządzie, jak i radzie nadzorczej. Na koniec 2024 r. było 29 firm (czyli 20,7% spółek z WIG140) w całości z męskimi zarządami i radami nadzorczymi. W latach poprzednich sytuacja wyglądała korzystniej – żadnej kobiety we władzach nie miało 28 firm w 2023 r. oraz 23 w 2022 r.

Na koniec minionego roku około jedna piąta spółek (27) z badanej grupy miała przynajmniej 30-procentowy udział kobiet we władzach. W roku poprzednim takich firm było o dwie więcej. 30% to istotny wskaźnik, ponieważ zgodnie z teorią tzw. masy krytycznej, aby głos mniejszości był słyszalny i miał wpływ na większość, musi ona stanowić właśnie minimum 30%.

SEKTOR FINANSOWY WCIĄŻ LIDEREM RÓŻNORODNOŚCI, LECZ Z GORSZYM WYNIKIEM RDR

Podobnie jak w ubiegłych latach sektor finansowy był liderem różnorodności ze względu na płeć na koniec 2024 r., z 25,5-procentowym udziałem kobiet we władzach. Finanse zanotowały niestety spadek rdr o 1,8 pp., zmniejszając tym samym dystans do kolejnych sektorów (nieruchomości 21,2% oraz detal 21,1%), które w trakcie 2024 r. zwiększyły udział pań w organach o 1,7-1,8 pp.

Najgorsza sytuacja pod względem różnorodności w władzach ze względu na płeć była w sektorze rolno-spożywczym (10,3%), przemysłowym (13,7%) oraz medycznym (16,7%). Najbliżej średniej znalazły się z kolei TMT oraz energetyka i surowce, w których łącznie pań w zarządach i radach nadzorczych było odpowiednio 18,4% oraz 17,1%.

POGORSZENIE POZIOMU ROŻNORODNOŚCI PŁCI WŚRÓD BLUE CHIPÓW I GIEŁDOWYCH „MALUCHÓW”. ISTOTNA POPRAWA WŚRÓD „ŚREDNIAKÓW”

W ramach WIG140 w minionym roku mieliśmy do czynienia z różnicą między spółkami z mWIG40, a tymi z WIG20 oraz sWIG80. W przypadku WIG20 rok 2024 przyniósł pogorszenie różnorodności płci we władzach, ze spadkiem udziału kobiet o 0,8 pp. rdr do 22,1%. W przypadku giełdowych „maluchów” (sWIG80) udział kobiet we władzach spadł o 0,9 pp. rdr, do 14,9%. W przypadku największych spółek, czyli WIG20, udział kobiet spadł zarówno w zarządach (-0,9 pp. rdr do 15,3%) jak i radach nadzorczych (-1,3 pp. rdr do 27,0%). Lekko odmienne tendencje były widoczne w sWIG80. We władzach spółek z tego indeksu udział pań w zarządach nieznacznie wzrósł (+0,2 pp. rdr do poziomu 11,8%), natomiast istotnie pogorszył się na poziomie rad nadzorczych (-1,5 pp. rdr do poziomu 16,7%).

Giełdowe „średniaki”, czyli spółki z indeksu mWIG40, zanotowały z kolei pozytywny trend. Udział kobiet w ich władzach wzrósł względem poprzedniego roku o solidne 3,5 pp. rdr do 22,0%, tym samym praktycznie zrównując ten wskaźnik z poziomem dla WIG20. Na koniec 2020 r. różnica miedzy tymi indeksami wynosiła aż 6 pp., co pokazuje, że w porównaniu do blue chipów spółki średniej wielkości w ostatnich latach zanotowały relatywnie szybki progres. Jeśli przedstawiciele mWIG40 utrzymaliby tempo poprawy wskaźnika w kolejnych latach, to 30-procentowy próg udziału kobiet we władzach zostałby przekroczony w 2027 r. Udział pań w zarządach spółek z mWIG40 wyniósł 16,8% a w radach nadzorczych 25,5%.

Dane za miniony rok zaskakują i martwią. Udział kobiet we władzach spółek WIG140 wzrósł niezauważalnie, pomimo coraz wyższej wiedzy spółek i ich akcjonariuszy o wymogach zbliżającej się implementacji tzw. Dyrektywy Women on Boards. Największe rozczarowanie to w mojej opinii blue chipy. W spółkach WIG20, które powinny mieć największą świadomość korzyści płynących z różnorodności, w największym stopniu będą podlegały nowej legislacji i mogą pozwolić sobie na rozbudowane narzędzia do pracy nad diversity, sytuacja w ciągu roku uległa pogorszeniu. I to mimo tego, że w wielu z nich w 2024 r. miały miejsce zmiany w organach, które mogły zostać wykorzystane do poprawy sytuacji – komentuje Małgorzata Kloka, członkini Komitetu Sterującego 30% Club Poland.

MAŁO PREZESEK, CORAZ MNIEJ PRZEWODNICZĄCYCH RAD NADZORCZYCH

Podobnie jak w latach ubiegłych, kobiety częściej można było spotkać w radach nadzorczych niż w zarządach. Na koniec 2024 r. udział kobiet w organach nadzorczych badanych spółek minimalnie wzrósł i wyniósł 21,1% (+0,5 pp. rdr), natomiast w zarządach istotnie się nie zmienił (14,1% na koniec 2024 r. w porównaniu do 13,9% na koniec 2023 r.).

Na koniec 2024 r. w badanej grupie jedynie 6 firm, czyli tylko 4,3% ogółu, miało kobietę na stanowisku prezeski zarządu. Liczba ta nie zmieniła się w trakcie poprzedniego roku i pozostaje na dramatycznie niskim poziomie. Nieco więcej pań, choć wciąż niewiele, na koniec minionego roku kierowało pracami rad nadzorczych – 16, czyli 11,4% wszystkich badanych spółek. Rozczarowujący jest natomiast trend w przypadku tego wskaźnika – wynik jest bowiem najgorszy od 5 lat (czyli w całym okresie, w którym 30% Club Poland zbiera dane). Dla porównania w 2020 r., pierwszym roku badania wśród spółek z WIG140, przewodniczących rad nadzorczych było 21.

NIELICZNE SPÓŁKI SPEŁNIAJĄ KRYTERIA PROJEKTU USTAWY IMPLEMENTUJĄCEJ DYREKTYWĘ KOBIETY WE WŁADZACH

Zgodnie z listopadową wersją projektu nowelizacji Ustawy o ofercie publicznej (…), która ma wdrożyć Dyrektywę Kobiety we władzach do krajowego ustawodawstwa, równowaga płci w organach spółki jest zapewniona wtedy, gdy łączna liczba stanowisk w organach spółki zajmowanych przez osoby należące do niedostatecznie reprezentowanej płci jest nie mniejsza niż liczba najbardziej zbliżona do 33% liczby wszystkich stanowisk w organach spółki; oraz osoby należące do niedostatecznie reprezentowanej płci zajmują stanowiska w każdym z organów spółki, proporcjonalnie do liczby stanowisk w danym organie.

Wśród spółek WIG140 tylko 28 firm posiadało przynajmniej 33% udział kobiet w zarządach, a 42 spółki posiadały taki udział w odniesieniu do rady nadzorczej. Kryterium 33% w obu organach jednocześnie spełniało tylko 11 spółek. Natomiast 23 spółki posiadały udział niedoreprezentowanej płci na poziomie 33% w zarządach i radach nadzorczych łącznie.

Działanie na rzecz różnorodności we władzach spółek chyba nigdy nie było tak ważne jak teraz. Niesprzyjające okoliczności polityczne na świecie, wycofywanie się wielu zagranicznych firm z działań DEIB oraz przedłużające się wdrożenie Dyrektywy Women on Boards w Polsce przysłaniają podstawową kwestię, czyli korzyści płynące z różnorodności. 18,4% udziału kobiet we władzach spółek z WIG140 to zdecydowanie poniżej 30% wynikającego z tzw. teorii masy krytycznej i celów 30% Club Poland. Globalne sukcesy 30% Club pokazują siłę stawiania osobom na najwyższych szczeblach mierzalnych i ambitnych celów z zakresu różnorodności. Nie ma na co czekać. Zmiana nie dokona się sama – komentuje Milena Olszewska-Miszuris, inicjatorka i Co-Chair 30% Club Poland.

NIEWIELU KOBIET POTRZEBA ABY POPRAWIĆ SYTUACJĘ

Wydźwięk danych jest jednoznacznie negatywny, co jest rozczarowujące, biorąc pod uwagę udowodnione korzyści biznesowe płynące z różnorodności oraz to, że wielkimi krokami zbliża się wdrożenie tzw. unijnej Dyrektywy Kobiety we władzach. Co ciekawe, aby poprawić sytuację i zwiększyć udział kobiet w giełdowych spółkach, nie potrzeba ogromnej liczby pań. Zakładając, że wszystkie 140 spółek podlegałoby pod nowelizację Ustawy o ofercie (…) na koniec 2024 r. brakowałoby zaledwie 116 kobiet w zarządach i 131 w radach nadzorczych by w spółkach z WIG140 było ich 33%. Zakładając konieczność posiadania 33% udziału niedoreprezentowanej płci w każdym z organów, brakuje więc 247 pań. Jeśli wymóg prawny dotyczyłyby 33% udziału niedoreprezentowanej płci w zarządach i radach nadzorczych łącznie, brakowałoby 234 pań. Kompetentnych, świetnie wykształconych i zmotywowanych kobiet nie brakuje, a pozytywna zmiana wydaje się być w zasięgu ręki.

30% CLUB POLAND CIĄGLE ROŚNIE

Badania zostały przeprowadzone przez 30% Club Poland, kampanię społeczną na rzecz zwiększania różnorodności we władzach spółek, angażującą do działania osoby na najwyższych stanowiskach kierowniczych. Lista członków 30% Club Poland stale się powiększa. W ostatnim czasie do Klubu dołączyli m.in. Beata Orłowska, Prezes Zarządu Oerlemans Foods w Polsce oraz Piotr Krupa, Prezes Zarządu Kruk S.A. Łącznie 30% Club Poland ma obecnie 31 członków i członkiń oraz 28 instytucji wspierających. Lista tych ostatnich powiększyła się ostatnio m.in. o Akademię Leona Koźmińskiego.

Sylwia Müller nową Prezeską Zarządu w Seris Konsalnet S.A.

Od początku 2025 roku stanowisko Prezeski Zarządu oraz Dyrektorki Zarządzającej Spółką Seris Konsalnet Holding S.A. objęła Sylwia Müller. Nominacja ta jest precedensem w branży, w której nigdy wcześniej na czele spółki nie stała kobieta. Sylwia Müller wnosi do organizacji ponad
30-letnie doświadczenie zawodowe, zdobyte w zarządzaniu międzynarodowymi firmami w sektorach nieruchomości, facility management oraz usług. Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych liderek branży nieruchomości.

Ekspertka z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu operacjami i strategią biznesową
w międzynarodowych firmach. Swoją karierę rozpoczęła w branży hospitality, a następnie  pełniła kluczowe funkcje w Tesco Polska, m.in. Dyrektorki Zakupów Korporacyjnych i Dyrektorki Biura Wsparcia. W kolejnych latach zdobywała doświadczenie jako Dyrektorka Operacyjna w Sodexo, Dyrektorka Regionalna i CEO w Atalian Global Services oraz na stanowiskach zarządczych w CBRE, gdzie z sukcesami zarządzała działalnością biznesową w regionie Europy Wschodniej, Centralnej, Skandynawii i Europy Kontynentalnej jako COO.

Sylwia Müller to skuteczna liderka zmian, odpowiedzialna za transformację organizacji, budowanie efektywnych zespołów, rozwój biznesu oraz integrację firm w procesach akwizycyjnych.

Aktywnie angażowała się także w inicjatywy na rzecz różnorodności i inkluzyjności, pełniąc funkcję ambasadorki Diversity, Equity & Inclusion na poziomie europejskim oraz sponsorki Stowarzyszenia Kobiet w CBRE. W ramach wolontariatu pełniła funkcje zarządcze w IFMA Polska i Woman in Real Estate Poland.

„Pani Sylwia Müller dołącza do nas z bogatym doświadczeniem w zarządzaniu międzynarodowymi firmami, zdobytym w sektorach dystrybucji i usług. Powołanie jej na stanowisko Prezeski Zarządu Seris Konsalnet Holding S.A. i Dyrektorki Zarządzającej Seris Konsalnet otwiera przed naszą firmą nowy etap rozwoju. Wierzymy, że pod jej przewodnictwem Seris Konsalnet nie tylko umocni swoją pozycję rynkową, ale także zrealizuje ambitne cele strategiczne” – podkreśla Benoit Pedoussaut, CEO SERIS GROUP.

Seris Konsalnet Holding S.A. jest jedną z największych firm w branży bezpieczeństwa, ochrony i usług utrzymania czystości w Polsce, obecną na rynku od ponad 30 lat oraz częścią międzynarodowej Grupy SERIS – jednego z globalnych liderów rynku security. Firma zatrudnia ponad 18 tys. pracowników i osiąga roczne przychody na poziomie ponad 1 mld PLN. W portfolio spółki znajduje się blisko 64 000 chronionych obiektów prywatnych i korporacyjnych.

Rynek pracy w USA: mieszane dane, ale z optymistycznym akcentem

Dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy Non Farm Payrolls (NFP) za styczeń przyniosły mieszany obraz sytuacji. Główne wskaźniki zatrudnienia okazały się słabsze od oczekiwań, jednak jednocześnie pojawiły się elementy sugerujące utrzymującą się siłę rynku pracy.

Zmiana zatrudnienia poniżej prognoz

Zmiana zatrudnienia wyniosła 143 tys., podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu na poziomie 169 tys. Dodatkowo, poprzedni wynik został podniesiony z 256 tys. do 307 tys., co częściowo kompensuje aktualnie słabsze dane. W sektorze prywatnym przybyło jedynie 111 tys. miejsc pracy, co również nie sprostało prognozowanym 141 tys. W przemyśle natomiast zatrudnienie wzrosło o 3 tys., choć przewidywano niewielki spadek o 2 tys. To może sugerować stabilizację w sektorze produkcyjnym po wcześniejszych spadkach (-12 tys.).

Stopa bezrobocia spada, płace rosną

Stopa bezrobocia spadła do poziomu 4,0%, wbrew oczekiwaniom utrzymania się na poziomie 4,1%. To pozytywny sygnał, wskazujący na relatywnie mocny rynek pracy. Dodatkowo, średnie zarobki godzinowe wzrosły o 4,1% r/r, przewyższając prognozę 3,8% r/r. W ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 0,5% wobec oczekiwanych 0,3%. Jest to oznaka presji płacowej, co może mieć znaczenie dla polityki monetarnej.

Rewizja danych: lepszy obraz rynku pracy

Kluczową informacją, która może zmienić percepcję raportu, jest rewizja danych za marzec 2024. Wcześniej szacowano spadek zatrudnienia na poziomie -818 tys., obecnie poprawiony do -589 tys. Oczekiwano jeszcze większej korekty (-675 tys.), ale mniejsza rewizja sugeruje, że rynek pracy nie osłabia się tak dynamicznie, jak wcześniej sądzono.

Reakcja rynku walutowego

Początkowa reakcja na publikację danych była negatywna, jednak z czasem rynek uwzględnił rewizję i spadek stopy bezrobocia. W efekcie kurs EUR/USD obniżył się do poziomu 1,035, co pokazuje, że rynek nadal dostrzega siłę amerykańskiej gospodarki mimo chwilowego spowolnienia w tworzeniu nowych miejsc pracy.

Bezpieczeństwo i konkurencyjność Europy priorytetem polskiej prezydencji w Radzie UE

W Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbyło się spotkanie Premiera Donalda Tuska i członków Rady Ministrów z Kolegium Komisarzy UE. Tematem przewodnim rozmów było szeroko pojęte bezpieczeństwo, a debata toczyła się w ramach czterech klastrów tematycznych: bezpieczeństwa i obronności, gospodarki i konkurencyjności, dobrobytu oraz demokracji i praworządności. Wnioski z tego spotkania mają przyczynić się do wzmocnienia Europy w trakcie polskiej prezydencji w Radzie UE.

Bezpieczeństwo priorytetem prezydencji

Hasło polskiej prezydencji w Radzie UE brzmi: „Bezpieczeństwo, Europo!”. Premier Donald Tusk podkreślił, że Unia Europejska powinna gwarantować swoim obywatelom bezpieczeństwo niezależnie od miejsca zamieszkania. Szczególnie istotnym wyzwaniem pozostaje przeciwdziałanie zagrożeniom hybrydowym ze strony Rosji i Białorusi, w tym finansowanie projektów obronnych takich jak Tarcza Wschód.

Premier zaznaczył, że wschodnia granica Polski jest jednocześnie wschodnią granicą Unii Europejskiej, a jej ochrona powinna być traktowana jako wspólna odpowiedzialność Europy. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapewniła, że Polska nie zostanie sama w obliczu instrumentalizacji migracji wykorzystywanej jako broń w wojnie hybrydowej.

Konieczność wzmacniania konkurencyjności gospodarki

Jednym z kluczowych celów polskiej prezydencji jest poprawa konkurencyjności europejskiej gospodarki. Premier Tusk podkreślił, że Unia Europejska powinna wspierać rozwój przedsiębiorczości poprzez uproszczenie przepisów i eliminację zbędnych regulacji. Komisja Europejska już w tym miesiącu przedstawi pakiet uproszczeniowy, który ma ograniczyć biurokrację i ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej.

Istotnym elementem poprawy konkurencyjności Europy jest także obniżenie cen energii poprzez rozwój odnawialnych źródeł energii oraz inwestycje w energetykę jądrową. Premier zaznaczył, że UE nie może podejmować decyzji skutkujących wzrostem kosztów energii, a celem powinna być ich redukcja. Tylko w ten sposób Europa może konkurować na równych zasadach z gospodarkami USA i Chin.

Dobrobyt i jakość życia Europejczyków

Unia Europejska powinna dbać o dobrobyt obywateli 27 państw członkowskich. Premier podkreślił, że decyzje podejmowane na szczeblu unijnym mają bezpośredni wpływ na codzienne życie Europejczyków. Wdrażanie polityk klimatycznych, takich jak Zielony Ład, musi być racjonalne i nie może prowadzić do nadmiernych obciążeń dla przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych.

Kwestie związane z warunkami pracy, edukacją i opieką zdrowotną będą kluczowymi aspektami działań na rzecz poprawy jakości życia obywateli UE.

Polska wobec paktu migracyjnego

Podczas spotkania Polska powtórzyła swoje stanowisko dotyczące paktu migracyjnego. Premier zaznaczył, że nasz kraj przyjął już miliony uchodźców z Ukrainy, dlatego nie będzie implementował rozwiązań, które narzucałyby dodatkowe kwoty imigrantów. Polska jednak pozostaje gotowa do współpracy z UE w zakresie walki z nielegalną migracją i ochrony granic.

NSA rozstrzygnie spór między UODO a WSA o ochronę danych w sądach

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie, dotyczący uszkodzonej i niekompletnej przesyłki sądowej, która mogła prowadzić do naruszenia poufności danych, wzbudził istotne kontrowersje w kontekście ochrony danych osobowych.

Sprawa dotyczy uszkodzonej i niekompletnej przesyłki sądowej dostarczonej przez operatora pocztowego, w wyniku czego doszło do potencjalnego naruszenia poufności danych. WSA uznał, że tego rodzaju sytuacja mieści się w pojęciu „sprawowania wymiaru sprawiedliwości” i tym samym wykluczył kompetencję Prezesa UODO do oceny naruszenia. Prezes UODO zaskarżył wyrok do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), wskazując na jego potencjalnie negatywne konsekwencje dla ochrony danych osobowych.

Decyzja Prezesa UODO i jej skutki

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), po przeprowadzeniu postępowania, wydał decyzję 19 grudnia 2023 r., stwierdzając naruszenie przepisów RODO przez sąd okręgowy. Naruszenie polegało na:

  1. Niepowiadomieniu Prezesa UODO o naruszeniu ochrony danych osobowych w wymaganym terminie 72 godzin,
  2. Niepoinformowaniu bez zbędnej zwłoki osób, których dane osobowe zostały ujawnione.

W związku z tym nałożono na sąd administracyjną karę pieniężną w wysokości 10 000 zł oraz zobowiązano go do zawiadomienia osób dotkniętych naruszeniem w terminie 3 dni od otrzymania decyzji.

Stanowisko WSA – wykluczenie kompetencji UODO

WSA uchylił decyzję Prezesa UODO, uznając, że korespondencja sądowa mieści się w ramach sprawowania wymiaru sprawiedliwości, a zgodnie z art. 55 ust. 3 RODO organy nadzorcze ds. ochrony danych nie mają kompetencji do jej oceny. Sąd argumentował, że doręczanie pism procesowych, w tym odpisu pozwu, jest czynnością procesową niezawisłego sędziego i stanowi element zarządzania postępowaniem sądowym.

WSA podkreślił także, że Prezes UODO nie zgromadził kompletnego materiału dowodowego i nieprawidłowo ustalił, że doszło do naruszenia ochrony danych osobowych. W związku z tym uchylił decyzję i umorzył postępowanie.

Zaskarżenie wyroku przez UODO

Prezes UODO nie zgadza się z orzeczeniem WSA i złożył skargę kasacyjną do NSA. Jego zdaniem pozostawienie wyroku w obrocie prawnym może doprowadzić do sytuacji, w której osoby dotknięte naruszeniem danych pozostaną bez ochrony prawnej zagwarantowanej przez Konstytucję RP i przepisy RODO.

Podkreślono, że:

  • Doręczanie korespondencji sądowej jest czynnością administracyjną, a nie elementem sprawowania wymiaru sprawiedliwości.
  • Kontrola działań administratora danych (sądu) przez Prezesa UODO nie wpływa na niezawisłość sądów.
  • Przyjęcie stanowiska WSA prowadziłoby do absurdalnej sytuacji, w której operator pocztowy doręczający korespondencję sądową również sprawowałby wymiar sprawiedliwości.

Pytania prejudycjalne do TSUE

Ze względu na wagę sprawy Prezes UODO wystąpił do NSA z wnioskiem o skierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Pytania dotyczą:

  1. Czy sprawy dotyczące naruszenia ochrony danych osobowych w związku z doręczaniem przesyłek sądowych mieszczą się w pojęciu sprawowania wymiaru sprawiedliwości?
  2. Czy są to czynności techniczne (administracyjne), które powinny podlegać nadzorowi UODO?
  3. Który organ nadzorczy jest właściwy do oceny takich naruszeń, jeśli nie istnieją szczególne przepisy kompetencyjne w tym zakresie?

Konsekwencje dla ochrony danych osobowych

Pozostawienie wyroku WSA w obrocie prawnym może doprowadzić do sytuacji, w której sądy nie będą zgłaszać naruszeń ochrony danych osobowych Prezesowi UODO ani zawiadamiać osób poszkodowanych. To z kolei grozi poważnymi konsekwencjami:

  • Brak zgłoszenia naruszenia może prowadzić do jego eskalacji i dalszych zagrożeń dla ochrony prywatności obywateli.
  • Osoby, których dane zostały naruszone, mogą nie podjąć działań ochronnych, co zwiększa ryzyko oszustw i nadużyć.
  • Sądy i ich współpracownicy, np. operatorzy pocztowi, mogą pozostawać poza skutecznym nadzorem w zakresie ochrony danych.

Podsumowując, spór między UODO a WSA ma fundamentalne znaczenie dla ochrony danych osobowych w Polsce. NSA, a być może także TSUE, będą musiały rozstrzygnąć, czy korespondencja sądowa powinna podlegać nadzorowi organu ochrony danych, czy też wyłączona spod jego kontroli na mocy przepisów o wymiarze sprawiedliwości.

Oczekiwane rewizje na rynku pracy w USA mogą wstrząsnąć rynkami

Już dziś o godzinie 14:30 czasu polskiego zostanie opublikowany najnowszy raport z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. W centrum uwagi znajdują się spodziewane duże korekty dotyczące danych o zatrudnieniu za 2024 rok, które mogą wynieść ponad 900 tys. miejsc pracy w dół. To istotne, ponieważ dotychczasowe dane mogły zawyżać rzeczywistą sytuację gospodarczą, co w kontekście polityki monetarnej Rezerwy Federalnej (Fed) ma kluczowe znaczenie.

Prognozy dotyczące styczniowego raportu wskazują na dalszą odporność amerykańskiego rynku pracy. Konsensus rynkowy zakłada wzrost zatrudnienia na poziomie +173 tys., natomiast szacunki Bloomberga przewidują jeszcze większy przyrost, wynoszący +215 tys. Dla porównania, w grudniu 2024 roku amerykańska gospodarka wykreowała +256 tys. nowych miejsc pracy. Warto jednak pamiętać, że liczby te mogą ulec znaczącej korekcie.

Korekta zatrudnienia i rewizje danych – co oznaczają dla gospodarki?

Zarówno ekonomiści, jak i inwestorzy z niecierpliwością czekają na publikację raportu, ponieważ rewizje danych historycznych mogą zmienić dotychczasowe postrzeganie rynku pracy. Biuro Statystyki Pracy (BLS) zapowiedziało weryfikację danych, w wyniku której liczba miejsc pracy utworzonych w 2024 roku może zostać skorygowana o ponad 900 tys. w dół. Jednocześnie zaktualizowane prognozy populacji sugerują wzrost liczby osób w sile roboczej o blisko 2 miliony. To istotne zmiany, które mogą wpłynąć na kluczowe wskaźniki ekonomiczne, takie jak stopa bezrobocia oraz dynamika wynagrodzeń.

Prognozy wskazują, że stopa bezrobocia wzrośnie do 4,16% z dotychczasowego poziomu 4,09%. Wzrost liczby osób aktywnych zawodowo, który nastąpił w wyniku aktualizacji danych demograficznych, może przyczynić się do nieznacznego wzrostu bezrobocia, nawet jeśli gospodarka nadal będzie tworzyć nowe miejsca pracy.

Dynamika wynagrodzeń i inflacja – kluczowy element dla polityki Fed

Dane dotyczące wzrostu płac są szczególnie ważne dla amerykańskiej polityki pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada, że dynamika płac spowolni do 3,8% r/r z 3,9% r/r w grudniu 2024 roku. Jeśli ta prognoza się potwierdzi, może to oznaczać mniejszą presję inflacyjną i wesprzeć argumenty za obniżką stóp procentowych w dalszej części roku. W przypadku, gdy wynagrodzenia wzrosną bardziej, Fed może zmienić swoje stanowisko i opóźnić poluzowanie polityki pieniężnej.

Jakie będą reakcje rynków finansowych?

Dane z amerykańskiego rynku pracy zawsze wywołują dynamiczne reakcje na rynkach finansowych. Można spodziewać się, że reakcja na dzisiejszą publikację będzie zależała od tego, jak bardzo rzeczywiste dane odchylą się od oczekiwań.

  • Rynek akcji – raport wskazujący na solidny wzrost zatrudnienia przy jednoczesnej rewizji danych w dół za 2024 rok może zostać odebrany pozytywnie, ponieważ osłabi argumenty za utrzymaniem restrykcyjnej polityki Fed.
  • Rynek obligacji – niższa presja inflacyjna oraz sygnały osłabienia rynku pracy mogą przełożyć się na dalszy spadek rentowności obligacji skarbowych.
  • Dolar amerykański – jeśli dane okażą się słabsze od oczekiwań, możemy zobaczyć osłabienie USD względem głównych walut, co sprzyjałoby wzrostowi wartości ryzykownych aktywów.

Przed publikacją raportu na rynku obserwujemy umiarkowany spadek apetytu na ryzyko oraz nieznaczne umocnienie dolara. W momencie publikacji kurs EUR/USD tracił 0,08%, co pokazuje ostrożność inwestorów w oczekiwaniu na kluczowe dane.

Styczeń 2025 przyniósł sezonowy wzrost bezrobocia w Polsce

Pierwszy miesiąc 2025 roku przyniósł stabilizację na rynku pracy w Polsce. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że stopa bezrobocia rejestrowanego w styczniu wyniosła 5,4 proc., co oznacza, że utrzymała się na poziomie sprzed roku. W porównaniu do grudnia 2024 r. odnotowano jednak wzrost o 0,3 punktu procentowego.

Wzrost liczby bezrobotnych

Pod koniec stycznia 2025 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 838,7 tys. osób bezrobotnych. Oznacza to wzrost o 52,6 tys. (6,7 proc.) w porównaniu z końcem grudnia 2024 roku. W skali roku liczba ta wzrosła o 1,7 tys. osób, co stanowi niewielki, 0,2-procentowy wzrost.

Wśród województw najniższą stopę bezrobocia odnotowano w Wielkopolsce, gdzie wyniosła ona 3,3 proc. Najtrudniejsza sytuacja panowała w województwie podkarpackim, gdzie stopa bezrobocia sięgnęła 9,1 proc.

Wpływ klęski żywiołowej na rynek pracy

Poważnym wyzwaniem dla rynku pracy w styczniu były skutki powodzi, które dotknęły 43 powiaty w kraju. W regionach objętych stanem klęski żywiołowej liczba bezrobotnych wzrosła o 5,2 tys. osób, co oznacza wzrost o 7,3 proc. W pozostałych powiatach odnotowano wzrost na poziomie 6,6 proc., co sugeruje, że choć powódź miała wpływ na zatrudnienie, to różnica w skali kraju nie była znacząca.

Polska na tle Unii Europejskiej

Mimo wzrostu liczby bezrobotnych, Polska pozostaje jednym z krajów Unii Europejskiej o najniższym poziomie bezrobocia. Według danych Eurostatu z grudnia 2024 r. stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 3 proc., co dało jej drugie miejsce w UE, ex aequo z Maltą. Lepszy wynik odnotowały jedynie Czechy, gdzie bezrobocie wyniosło 2,6 proc.

Dla porównania, średnia stopa bezrobocia w Unii Europejskiej w grudniu 2024 roku wyniosła 5,9 proc., a w strefie euro 6,3 proc. Pokazuje to, że Polska wciąż utrzymuje silną pozycję na europejskim rynku pracy, mimo sezonowych wahań liczby bezrobotnych.

Perspektywy na kolejne miesiące

Obserwowany w styczniu wzrost liczby bezrobotnych jest zjawiskiem sezonowym, związanym z wygasaniem prac tymczasowych i ograniczeniami w niektórych branżach zimą. W kolejnych miesiącach analitycy spodziewają się stabilizacji, a wraz z nadejściem wiosny – ponownego spadku liczby bezrobotnych. Rynek pracy w Polsce pozostaje odporny na globalne zawirowania, a kraj wciąż należy do liderów pod względem niskiego bezrobocia w Europie.

Czechy i Indie obniżają stopy. Silny złoty dusi polski eksport

Polska waluta rośnie w siłę. Pytanie, po co nam mocny złoty, skoro zapłacimy za to gospodarczo? Zupełnie inną strategię prezentują zarówno Czechy, jak i Indie. Oba te państwa, mimo osłabiającej się waluty, wciąż redukują stopy procentowe i tym samym pogłębiają deprecjację. Polska z kolei utrzymuje je na niezmienionych poziomach, co dławi eksport.

Konferencja prezesa NBP

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie była niespodzianką. Są na rynku analitycy, którzy uważają, że jest w Polsce miejsce na obniżki stóp procentowych. Brakuje jednak tych, którzy przewidują, że RPP podejmie taką decyzję. Na konferencji prasowej prezes NBP zwracał uwagę, że „z punktu widzenia trendów inflacyjnych nie ma obecnie żadnych powodów do obniżek stóp procentowych”. By lepiej uzasadnić brak perspektywy obniżki stóp procentowych, na prezentowanych wykresach pokazywana był tylko obecny rok. Gdyby pokazać dalszy horyzont czasowy, wnioski mogłyby być inne. Warto zwrócić jednak uwagę, że zdanie prezesa jest decydujące na konferencji. Na spotkaniach Rady obowiązuje jednak głosowanie. Wiele ośrodków analitycznych wskazuje, że – jeżeli nie będzie poważnej zmiany względem obecnych przewidywań – już w lipcu prezes NBP może „przegrać” głosowanie. Przykładem takiej prognozy jest chociażby raport Santander BP. Przewiduje on rozpoczęcie cyklu obniżek. Taki ruch powinien powodować stopniowe osłabianie złotego, który jest obecnie silny właśnie wysokimi stopami procentowymi.

Euro poniżej 4,19 zł

Po raz kolejny w tym roku kurs EURPLN zameldował się na najniższych poziomach od 2018 roku. Polskiej walucie pomagają wspomniane powyżej odległe perspektywy obniżek stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę, że często porównywane z nami Czechy wczoraj obniżyły główną stopę procentową do 3,75%. Mamy zatem dokładnie 2 punkty procentowe różnicy. W efekcie rodzima waluta wyraźnie zyskuje względem czeskiej korony. Od początku roku to już ponad 1,5%. Od drugiej połowy stycznia wróciliśmy do sytuacji, w której za jedną koronę płacimy mniej niż 17 groszy. W pierwszym kwartale 2023 roku było to ponad 20 groszy. To nie dolar, na tej parze walutowej 3 grosze to przepaść. Słabsza korona czeska jest jednak dużo lepszą perspektywą dla tamtejszej gospodarki niż mocny złoty dla polskiej.

W Indiach bez zmian

Rupia indyjska z pewnością nie jest walutą, która radzi sobie fenomenalnie na światowych rynkach. W lutym waluta Indii ustanowiła swoje najsłabsze poziomy w historii. By lepiej zrozumieć obecną sytuacją, należy pamiętać, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy tylko w 2 nie widzieliśmy historycznego minimum wszechczasów. Na rynku rozpoczęły się interwencje walutowe, które mają wesprzeć lokalny pieniądz. Problem w tym, że dzień po takim ruchu Bank Centralny obniżył stopy procentowe. Gdy spada koszt pieniądza, waluta zwyczajowo się osłabia. Mamy zatem dwie możliwości. Jedna – tańszy kredyt doprowadzi do rozkwitu tamtejszej gospodarki i umocnienia waluty. Druga – Indie wejdą na ścieżkę, która doprowadzi do pobicia „rekordu” 10 miesięcy z historycznymi minimami w ciągu roku. Żal oczywiście osób posiadających oszczędności w rupiach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Chińska rewolucja cenowa. Zmiany na rynku motoryzacyjnym

Chińskich samochodów drastycznie przybywa i przyciągają one głównie swoją atrakcyjną ceną. Ten trend wywołał prawdziwą wojnę cenową wśród europejskich, koreańskich i japońskich producentów.

Kilka lat temu chińskie samochody były traktowane na europejskim rynku z dystansem. Obecnie popularność chińskich aut gwałtownie wzrasta, a pewne marki takie jak MG zdobywają nawet czołowe pozycje sprzedażowe w niektórych europejskich krajach, w tym również w Polsce.Chinskie samochody oferta

Boom na chińskie samochody w Polsce

W 2024 roku sprzedano 10 691 chińskich samochodów, co stanowiło 1,9 proc. całego rynku, a MG z liczbą 6763 zarejestrowanych pojazdów stała się 20. najpopularniejszą marką w Polsce. Dla porównania, w 2023 roku zarejestrowano tylko 163 samochody z Chin. Prognozy na ten rok wskazują na jeszcze lepszy wynik, co potwierdzają dane za styczeń – 2083 rejestracje chińskich samochodów, co oznacza wzrost aż o 1008 proc. rok do roku i udział w rynku nowych aut w Polsce na poziomie 4,7 proc[1].

Chińska motoryzacja w ostatnich latach poczyniła ogromne postępy. Obecnie produkowane w Państwie Środka samochody wyróżniają się wysoką jakością oraz nowoczesnym wyposażeniem, a ich dodatkowym atutem są konkurencyjne ceny. Uważam, że te czynniki przyczynią się do dalszego umacniania pozycji chińskich marek na rynku. Możemy spodziewać się, że w najbliższych latach będą one jeszcze bardziej widoczne w rankingach rejestracji nowych samochodów. W Superauto.pl odpowiadamy na potrzeby rynku, dlatego z myślą o naszych klientach i miłośnikach motoryzacji w styczniu uruchomiliśmy pierwszy w Polsce serwis poświęcony wyłącznie chińskiej motoryzacji. Poprzez serwis ChinskieSamochody.pl chcemy przybliżać kierowcom dynamicznie rozwijający się rynek samochodów z Państwa Środka. Warto podkreślić, że na serwisie oprócz ofert samochodów, można znaleźć także aktualne informacje, testy oraz opinie użytkowników chińskich aut – komentuje Bartosz Chojnacki, wiceprezes zarządu Superauto.pl.

Główne atuty chińskich samochodów

Chińskie samochody kuszą nie tylko ceną. Wskazujemy na główne atuty tych aut:

  • korzystna cena – średnio o 20-30 proc. niższa niż u europejskich czy japońskich konkurentów,
  • bogate wyposażenie standardowe i prosta oferta – producenci z Chin zazwyczaj nie proponują dodatkowych opcji i ograniczają się do kilku wersji wyposażeniowych,
  • atrakcyjne warunki gwarancji – niektóre modele objęte są gwarancją nawet na 7 lat lub 150 tys. km,
  • nowoczesny design – samochody charakteryzują się współczesnym wyglądem zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym,
  • estetyczne wnętrza – przeczą one długotrwałym stereotypom dotyczącym chińskiej motoryzacji,
  • wszechstronna oferta silnikowa – obejmuje zarówno jednostki elektryczne, jak i hybrydowe (HEV i PHEV), a także tradycyjne silniki spalinowe, w tym modele dostępne z fabrycznym LPG.

Co europejscy klienci sądzą o chińskich samochodach?

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę Escalent wynika, że co najmniej 20 proc. kierowców jest otwartych na zakup chińskiego samochodu, przy czym wśród młodszych osób, poniżej 35 roku życia, procent ten jest jeszcze wyższy. Aż 72 proc. ankietowanych oczekuje, że chińskie marki zaoferują ceny niższe od europejskich odpowiedników, a także coraz więcej osób docenia technologiczne zalety chińskich pojazdów. Średnia oczekiwana obniżka cen wynosi 27 proc. Wśród najbardziej rozpoznawalnych chińskich producentów samochodów wymienia się MG oraz BYD, które znalazły się wśród 25 najbardziej znanych marek w Europie[2].

Przewaga cenowa chińskich aut nad europejskimi w praktyce

Jak się przedstawia cenowa atrakcyjność chińskich samochodów w porównaniu do europejskich, japońskich czy koreańskich marek? Na przykład, najbardziej popularny model chiński, MG HS w najwyższej specyfikacji Exclusive z automatyczną skrzynią biegów i silnikiem benzynowym 1.5 o mocy 170 KM jest oferowany za 137 900 zł. Tymczasem Kia Sportage 1.6 T-GDI DCT w wersji Business Line jest dostępna za 169 900 zł. Innym interesującym przykładem jest kompaktowy crossover Omoda 5 1.6 T-GDI w luksusowej wersji Premium, który kosztuje 129 500 zł, podczas gdy porównywalnie wyposażona Skoda Karoq Selection 1.5 TSI z przekładnią DSG jest wyceniana na 203 500 zł. W każdym z tych przypadków odnosimy się do cen katalogowych.

Istnieje wiele podobnych przykładów, również w segmencie samochodów elektrycznych, pomimo nałożonych przez Komisję Europejską ceł antysubsydyjnych na elektryki produkowane w Chinach, które wynoszą od 17 do 35 proc. Na przykład, kompaktowy model MG4 jest oferowany w cenie wyjściowej 130 900 zł za wersję z bateriami o pojemności 49 kWh, natomiast jego bezpośredni konkurent, Volkswagen ID.3 z bateriami 52 kWh, ma cenę startującą od 159 590 zł.

Reakcja innych producentów na nacisk cenowy

Europejscy i japońscy producenci samochodów odczuwają rosnącą presję cenową ze strony chińskich firm. Aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, są zmuszeni do oferowania znacznych rabatów lub obniżania cen bazowych swoich modeli. Przykładem może być Citroen, który obniżył cenę nowego modelu C3 Aircross. Pomimo że auto to jest znacznie większe, stając się kompaktowym SUV-em (zwiększając swoją długość o około 25 cm), jest oferowane o blisko 20 tys. zł taniej niż jego poprzednik. Jeszcze dalej poszła marka Dacia, dodając do swojej oferty większego SUV-a Bigster, który mierzy 4,57 m i jest tańszy od porównywalnych modeli MG HS i BAIC Beijing 5, kosztując początkowo 99 900 zł za wariant Essential 1.2 TCe o mocy 140 KM z manualną skrzynią biegów.

Tymczasem chińscy producenci kontynuują ekspansję, wprowadzając na rynek nowe marki i modele. W styczniu w Polsce zadebiutowało DFSK z dwoma SUV-ami klasy średniej. Model spalinowy FX600, wyceniony na 139 900 zł, jest najtańszym 7-osobowym SUV-em w swojej klasie, a model E5 PHEV za 153 900 zł jest najtańszym SUV-em plug-in hybrid na rynku.

Podsumowanie

Podsumowując, rynek motoryzacyjny przeżywa dynamiczne zmiany, a producenci z Europy, Japonii i Korei coraz mocniej odczuwają presję ze strony chińskich marek. Świadomość rosnącej konkurencji jest na tyle duża, że coraz częściej decydują się na obniżki cen. Z drugiej strony, coraz większa oferta i liczba chińskich marek sugerują, że wzmożone zainteresowanie samochodami z Chin utrzyma się przez co najmniej kilka kolejnych lat. Chińscy producenci skutecznie wykorzystują zmiany na rynku aut elektrycznych, wprowadzając atrakcyjnie wycenione pojazdy spalinowe i hybrydowe, które cieszą się największym zainteresowaniem. Strategia chińskich firm jest dobrze przemyślana, co czyni ich wpływ na rynek motoryzacyjny coraz bardziej widocznym.

[Artykuł sponsorowany]

[1]https://www.samar.pl/__/3/3.a/123103/3.sc/11/Rejestracje-nowych-chi%C5%84skich-aut-osobowych.html?locale=pl_PL

[2]https://escalent.co/news/chinese-car-brands-could-sway-european-sceptics-with-just-a-10-price-reduction-new-study-shows/ Ankieta została przeprowadzona wśród 1630 uczestników w wieku 18-60 lat, którzy posiadają samochód z roku 2016 lub nowszy i rozważają zakup nowego pojazdu w ciągu najbliższych 5 lat. Respondenci byli mieszkańcami Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii. Badanie odbyło się w okresie od 3 października do 12 listopada 2024 roku

TAERO – nowoczesny pojazd wojskowy z modułową konstrukcją i zdalnym sterowaniem

Konsorcjum składające się z Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej, STEKOP SA, AutoPodlasie oraz AP Solutions opracowało pojazd TAERO, który może działać zarówno w trybie załogowym, jak i bezzałogowym. Jego konstrukcja umożliwia elastyczne dostosowanie do różnych zadań operacyjnych, co czyni go wszechstronnym narzędziem dla sił zbrojnych.Pojazd TAERO

Funkcjonalność i bezpieczeństwo

Jedną z głównych cech TAERO jest możliwość szybkiej zmiany trybu pracy. W sytuacjach zagrożenia, takich jak ostrzał, pojazd może zostać przekonfigurowany do trybu bezzałogowego. Dzięki centralnemu systemowi sterowania żołnierze mogą kontrolować pojazd zdalnie, co pozwala na wydawanie poleceń i określanie trasy przejazdu bez narażania personelu na niebezpieczeństwo.Pojazd TAERO

Modułowa konstrukcja

TAERO został zaprojektowany z myślą o elastycznym dostosowaniu do różnych potrzeb wojskowych. Możliwość różnorodnej zabudowy przestrzeni ładunkowej pozwala na transport amunicji, sprzętu lub innych materiałów. Modułowa konstrukcja umożliwia także integrację z różnymi systemami specjalistycznymi, co zwiększa zakres zastosowań pojazdu w zależności od charakteru misji.Załogowo-bezzałogowy pojazd TAERO

Mobilność i transport

Pojazd TAERO może być wykorzystywany nie tylko w operacjach lądowych, ale również w misjach wymagających desantowania techniką spadochronową. Może zostać zrzucony z samolotu lub podczepiony pod śmigłowiec, co pozwala na szybkie dostarczenie go do trudno dostępnych obszarów operacyjnych.Pojazd TAERO

Zastosowanie i perspektywy rozwoju

Zastosowane w TAERO technologie mogą przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa i efektywności misji wojskowych. Dzięki swojej wszechstronności pojazd ten może znaleźć zastosowanie w różnych scenariuszach operacyjnych, od wsparcia logistycznego po działania bojowe. Rozwój takich rozwiązań wpisuje się w globalne trendy modernizacji sił zbrojnych i zwiększania automatyzacji działań wojskowych.

Simpact Ventures i partnerzy inwestują w platformę analizującą dynamikę społeczną – CulturePulse

Simpact Ventures, wraz z dwoma innymi funduszami, zainwestował w CulturePulse, platformę wykorzystującą AI do analizy i prognozowania dynamiki społecznej w czasie rzeczywistym.

CulturePulse, słowacko-amerykański startup z sektora Civic-Tech pozyskał rundę finansowania w wysokości ponad 2,5 mln USD (obecnie fundusze zasiliły spółkę 1,5 mln USD). W rundzie finansowania udział wzięły Simpact Ventures, wiodący polski fundusz venture capital oparty o ideę impact investing oraz fundusze z USA i Czech. Otrzymane środki umożliwią firmie dalszy rozwój działalności w Europie oraz rozszerzenie zasięgu systemu monitorowania ryzyka (ARES) opartego na sztucznej inteligencji (AI). Z platformy ARES z powodzeniem korzystały już takie organizacje, jak Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ), Uniwersytet Cambridge oraz rząd Norwegii.

W dzisiejszym świecie spójność społeczna jest coraz bardziej zagrożona przez rosnący wpływ konfliktów, dezinformacji i polaryzacji społecznej. Te wzajemnie powiązane problemy mają daleko idące konsekwencje, podważając stabilność i rozwój społeczeństw na całym świecie oraz stwarzając poważne wyzwania społeczne. Te problemy nie występują w izolacji – oddziałują na siebie i wzajemnie się wzmacniają, tworząc złożoną sieć wyzwań, z którymi muszą się mierzyć społeczeństwa.

Z tego też powodu platforma CulturePulse, oparta na sztucznej inteligencji tworzy realistyczne modele zachowań społeczności, które mają za zadanie skutecznie wspierać przewidywanie konfliktów, przeciwdziałanie dezinformacji i budowanie spójności społecznej, dostarczając decydentom narzędzi do szybkiego reagowania i minimalizacji ryzyka. Społeczny wymiar opracowanej technologii sprawił, że Simpact Ventures wraz z funduszami B Ventures Group (USA) oraz Rockaway Capital (Czechy) zainwestowały w CulturePulse 1,5 mln dolarów na rozwój działalności w regionie oraz rozszerzenie zasięgu, opartego na sztucznej inteligencji, systemu monitorowania ryzyka (ARES).

Przede wszystkim przekonała nas sama technologia oraz olbrzymi rynek, globalny do jej stosowania. Jest to doskonały przykład civic-techu z pozytywnym wpływem, który umożliwia niemal w czasie rzeczywistym monitorowanie sytuacji w poszczególnych regionach i krajach. Szczególnie teraz kiedy nastroje społeczne w wielu częściach świata nie są stabilne. Rozwiązanie może być również stosowane i skorelowane w biznesie do wzmacniania procesów sprzedażowych. Liczymy, że technologia wygeneruje zarówno duży zwrot społeczny jak i finansowy zgodnie z naszą polityką inwestycyjną – mówi Krzysztof Grochowski, partner Simpact Ventures.

Technologia opracowana przez firmę opiera się na ponad 10-letnich badaniach, których wyniki zostały opublikowane w setkach recenzowanych czasopism naukowych przez jej kluczowych ekspertów, m.in.: dr. Justina Lane’a (CEO CulturePulse). Rozwiązania te umożliwiły nie tylko analizę reakcji w mediach społecznościowych i skuteczności kampanii reklamowych, ale także precyzyjne prognozowanie konfliktów w regionach takich jak Irlandia Północna, gdzie napięcia utrzymują się przez dekady, a nie jedynie przez godziny czy dni. Platforma ARES była z powodzeniem wykorzystywana przez takie instytucje jak Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) do analizy i modelowania warunków życia lokalnej ludności palestyńskiej w kontekście trwających napięć, a także przez Uniwersytet Cambridge oraz rząd Norwegii.

AI odpowiedzią na współczesne napięcia społeczne i gospodarcze

W coraz bardziej spolaryzowanym świecie jedno wydarzenie może wywołać kryzys społeczny i gospodarczy o katastrofalnych skutkach. Właśnie dlatego słowacko-amerykański startup CulturePulse, z centrum operacyjnym na Słowacji i USA, opracował ARES – innowacyjną platformę zdolną do przewidywania ludzkich zachowań i modelowania złożonych globalnych wydarzeń. Stworzony przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego, ARES pomaga lepiej zrozumieć społeczne i psychologiczne mechanizmy stojące za kryzysami, dostarczając decydentom narzędzi do przewidywania i zapobiegania konfliktom.

Dzięki zaawansowanym możliwościom ARES potrafi analizować ponad 200 języków, badać 93 czynniki psychologiczne, takie jak lęk czy lojalność, oraz dostarczać prognozy z niezwykłą precyzją, często w czasie rzeczywistym. Jednym z kluczowych atutów ARES jest zdolność do tworzenia realistycznych cyfrowych bliźniaków populacji, co pozwala na symulację i przewidywanie społecznych, gospodarczych i psychologicznych skutków polityk jeszcze przed ich wdrożeniem.

ARES nie ma na celu zastąpienia polityków, lecz dostarczenie im potężnego narzędzia wspierającego podejmowanie decyzji. Globalne wyzwania nie są jedynie kwestią techniczną – przede wszystkim dotyczą one ludzi – mówi Justin Lane, CEO CulturePulse. – Nasze narzędzie powstało z myślą o przekształceniu badań akademickich w konkretne rozwiązania, ARES reprezentuje zaawansowane podejście. Łącząc zaawansowaną analizę ludzkich zachowań z innowacyjnymi technologiami, CulturePulse wspiera dziś organizacje i rządy w dążeniu do bardziej stabilnego i połączonego świata, w którym sztuczna inteligencja pomaga zapobiegać kryzysom i poprawiać jakość życia społeczeństw – dodaje.

Wsparcie rządów i organizacji międzynarodowych

W ostatnim czasie w Palestynie, ARES został zlecony przez Organizację Narodów Zjednoczonych do analizy i modelowania warunków życia lokalnej ludności w kontekście trwających napięć. Po dekadach nieudanych prób pokojowych ONZ postanowiła zbadać potencjał sztucznej inteligencji jako innowacyjnego narzędzia do promowania stabilności. Zespoły CulturePulse odwiedziły region i spotkały się z lokalnymi mieszkańcami, aby lepiej zrozumieć ich codzienną rzeczywistość, w tym wyzwania ekonomiczne, psychologiczne i społeczne. Ta przełomowa praca dostarczyła ONZ klarownego obrazu czynników emocjonalnych i gospodarczych wpływających na ludzkie zachowania, jednocześnie tworząc podstawy bardziej zrównoważonego podejścia do rozwiązywania długotrwałych konfliktów. ARES stworzył również cyfrowego bliźniaka społeczności palestyńskiej, umożliwiając modelowanie złożonych scenariuszy i testowanie skuteczności polityk przed ich wdrożeniem.

Kolejnym kluczowym obszarem badań dla CulturePulse była Irlandia Północna. Najpierw ARES przeprowadził symulację 40-letniego konfliktu, aby lepiej zrozumieć kluczowe czynniki motywujące strony sporu. Następnie platforma została wykorzystana do oceny wpływu decyzji politycznych i gospodarczych w czasie rzeczywistym. Na końcu ARES przewidział długoterminowe konsekwencje różnych scenariuszy, dostarczając decydentom jasnego obrazu społecznych i emocjonalnych skutków konfliktów.

eCMR i eFTI na drodze legislacyjnej – kiedy faktycznie wejdą w życie?

Elektroniczne listy przewozowe (eCMR) mają za zadanie uprościć i zdigitalizować procesy logistyczne, eliminując papierowe dokumenty. Jednak wdrażanie kluczowego rozporządzenia eFTI w UE ma poważne opóźnienia. Pierwotnie zakładano, że pierwsze platformy do wymiany informacji zaczną działać w październiku 2024 roku, a inspekcje będą miały obowiązek uwzględniać elektroniczne listy przewozowe najpóźniej od sierpnia 2025. Już wiemy, że tak się nie stanie. Choć pełne zastosowanie przepisów ma nastąpić dopiero w lipcu 2027 roku, to widać, że prace legislacyjne ruszyły do przodu. Pod koniec 2024 roku pojawił się także projekt zmian, m.in. w ustawie o transporcie drogowym, który porusza tematykę korzystania z elektronicznych listów przewozowych w Polsce. Jak dokładnie wygląda kwestia wdrożenia eCMR w naszym kraju i Europie?

Papier w transporcie wciąż króluje, choć zmiany są nieuniknione

Elektroniczne listy przewozowe to jeden z kluczowych elementów transformacji cyfrowej w sektorze transportowym. Zastąpienie papierowych dokumentów cyfrowymi ma przede wszystkim zmniejszyć koszty oraz przyczynić się do bardziej zrównoważonego rozwoju. Wprowadzenie eCMR to nie tylko krok w stronę ekologii, ale także realne ułatwienie dla firm transportowych. Cyfryzacja dokumentacji oznacza mniejszą biurokrację i szybsze odprawy.

Elektroniczne listy przewozowe stanowią przede wszystkim ułatwienie procedur oraz znaczące przyspieszenie wymiany dokumentów między podmiotami. Przełoży się to na większą efektywność przedsiębiorstw oraz obniżenie ich kosztów operacyjnych.  PITD i GS1 ostrożnie szacują, że cyfryzacja ta pozwoli na zredukowanie o około 60 proc. wydatków związanych z administracją w branży transportowej.[1] W praktyce oznacza to łatwiejsze kontrole, mniejszą liczbę przestojów na trasach, większą eliminację ludzkich błędów oraz lepsze planowanie logistyki. Co więcej, według Komisji Europejskiej, wprowadzenie elektronicznych listów przewozowych może przynieść ponad miliard euro rocznie oszczędności dla sektora transportu i logistyki[2] podkreśla Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Ambitne plany KE i przeszkody na drodze do ich realizacji

Komisja Europejska już w 2020 roku przyjęła rozporządzenie dotyczące eFTI (UE 2020/1056 z dn. 15 lipca 2020 roku), które miało umożliwiać państwom członkowskim rozwój systemów cyfrowej wymiany danych. Plan zakładał, że pierwsze platformy eCMR ruszą w październiku 2024 roku, a od sierpnia 2025 inspekcje będą zobowiązane akceptować elektroniczne dokumenty. Tymczasem brak kluczowych rozporządzeń technicznych i certyfikacyjnych spowodował opóźnienia sięgające niemal dwóch lat.

Do tej pory Komisja Europejska opublikowała w tej kwestii trzy akty prawne:

  • Rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) 2024/1942 z dnia 5 lipca 2024 r. – ustanawiające wspólne procedury i przepisy regulujące dostęp organów do elektronicznych informacji dotyczących transportu towarowego.
  • Rozporządzenie delegowane Komisji (UE) 2024/2024 z dnia 26 lipca 2024 r. – uzupełniające rozporządzenie (UE) 2020/1056 przez ustanowienie wspólnego zbioru danych eFTI.
  • Rozporządzenie delegowane Komisji (UE) 2024/2025 z dnia 15 lipca 2024 r. – zmieniające część B załącznika I do rozporządzenia (UE) 2020/1056, które pozwala podmiotom gospodarczym przekazywać informacje drogą elektroniczną, spełniając jednoczenie wymogi określone w aktach prawnych UE, jak i w przepisach krajowych.

– Zapisy w/w rozporządzeń weszły w życie od 9 stycznia, oznacza to, że Państwa członkowskie mogą rozpocząć pierwsze prace związane z eFTI. Nadal jednak brakuje przepisów w sprawie zasad certyfikacji platform oraz specyfikacji technicznych systemów. Brak tych dokumentów uniemożliwia zaawansowane prace na poziomie krajowym. Bez jasnych wytycznych państwa członkowskie, nie mogą opracować w pełni odpowiednich zasad działania i systemów, co spowalnia cały proces wprowadzenia elektronicznych listów przewozowych. Z tego względu pełne wdrożenie przesunięto na lipiec 2027 rokuwyjaśnia Mateusz Włoch.

Polska na cyfrowym rozdrożu

W Polsce wciąż brakuje prawnych regulacji pozwalających na realizację transportu z wykorzystaniem elektronicznych dokumentów przewozowych. Obecnie obowiązujące przepisy wymagają, aby podczas kontroli drogowej kierowcy posługiwali się papierowymi dokumentami przewozowymi. Jednak pod koniec 2024 roku Ministerstwo Infrastruktury przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, który ma umożliwić korzystanie z elektronicznych dokumentów przewozowych i to bez konieczności stosowania podpisu elektronicznego.

– Może to przyspieszyć wprowadzenie elektronicznych listów przewozowych w Polsce, które w znacznym stopniu ułatwią funkcjonowanie firm transportowych. Choć branżę TSL czekają jeszcze prace legislacyjne, to widać wyraźny postęp w tym temacie. Brak wymogu podpisu elektronicznego (względem poprzednich propozycji zmian) może znacząco ułatwić wdrożenie rozwiązania, ale kluczowe będzie tempo legislacji i przygotowanie odpowiednich systemów IT. Warto dodać, że kroki w kierunku elektronizacji dokumentów są także efektem działań, m.in. polskiego forum e-CMR, którego członkiem jest Inelokomentuje Mateusz Włoch.

Forum e-CMR, powołane przez GS1 Polska, umożliwia dialog między przewoźnikami, spedytorami a organami państwowymi, dzięki czemu możliwe jest wypracowanie konkretnych rozwiązań legislacyjnych, które przyspieszą cyfryzację transportu.[3] Warto podkreślić, że polski projekt dotyczy nie tylko transportu drogowego, ale także innych środków transportu, takich jak kolej, lotnictwo i żegluga śródlądowa.

Technologie wspierające eCMR

Wprowadzenie eCMR to szansa na dalszy rozwój technologii wspierających transport, takich jak systemy zarządzania transportem (TMS) czy telematyka. Te narzędzia już teraz pomagają w usprawnieniu komunikacji między kierowcami a centralą, a w połączeniu z platformami eFTI mogą znacząco przyspieszyć procesy logistyczne.

– Dzięki integracji systemów klasy TMS z telematyką już teraz możliwe jest automatyczne generowanie niezbędnych dokumentów i natychmiastowe ich przesyłanie do centrali. Dzięki temu kierowca nie musi obwiać się, że w trasie coś się zgubi lub jakaś informacja nie zostanie dostarczona na czas. Z kolei spedycja otrzymuje pakiet niezbędnych danych od ręki, a dzięki temu może szybko rozliczyć się ze zleceniodawcą za transport. Wprowadzenie elektronicznych listów przewozowych będzie kolejnym krokiem w kierunku pełnej cyfryzacji transportu, wspieranym przez systemy do zarządzania transportemkomentuje Tomasz Czyż, główny ekspert ds. rozwiązań technologicznych, Inelo z Grupy Eurowag.

Komisja Europejska przewiduje, że protokół e-CMR zostanie w pełni wdrożony we wszystkich krajach Unii Europejskiej w 2027 roku. W przyszłości planuje się także dyskusje nt. obowiązkowego korzystania wyłącznie z dokumentów elektronicznych.

Przypomnijmy, że wdrożenie rozporządzenia eFTI zostało podzielone na kilka etapów:

  • Od stycznia 2025: Państwa członkowskie mogą rozpocząć prace nad systemami informatycznymi zgodnymi z eFTI.
  • Do września 2025: Komisja Europejska planuje przyjęcie brakujących specyfikacji wdrożeniowych, zawierających szczegółowe wymagania funkcjonalne i techniczne systemów informatycznych, w tym dotyczących certyfikacji platform.
  • Od stycznia 2026: Dostawcy usług oraz platformy eFTI mogą rozpocząć przygotowania do działania, a władze państw członkowskich mogą zacząć akceptować dane, które będą przechowywane na certyfikowanych platformach eFTI na potrzeby inspekcji.
  • Od lipca 2027: Pełne wdrożenie eFTI. Wszystkie państwa członkowskie będą musiały akceptować informacje udostępnione elektronicznie przez operatorów za pośrednictwem certyfikowanych platfrom eFTI.

[1] PITD, e-CMR Czy jesteś gotowy?, 2022

[2] European Commission, Towards Paperless Freight Transport: EU takes a step forward with eFTI Regulation implementation, 2025

[3] GS1 Polska, e-CMR (Elektroniczny List Przewozowy)

Aleksandra Sianecka nową dyrektorką marketingu i relacji z klientem w Auchan Polska

Aleksandra Sianecka objęła z dniem 20 stycznia br. stanowisko dyrektorki Marketingu, Marki, Konceptów handlowych i relacji z Klientem w Auchan Polska. Będzie odpowiedzialna za kompleksowe zarządzanie zintegrowaną komunikacją marketingową.

Objęcie stanowiska dyrektorki Marketingu Marki, Konceptów handlowych i relacji z Klientem to dla mnie wyróżnienie. Jestem otwarta na nowe wyzwania, a w obecnej bardzo dynamicznej sytuacji branży retail, jest to kluczowe, aby osiągnąć sukces. Inflacja, doświadczenie konsumenta i percepcja cenowa są naszą codziennością i szczególnie w branży spożywczej ważnym elementem w komunikacji. Bazując na długoletnim doświadczeniu wiem, jak dobrze rozwijana marka oraz profesjonalnie skoordynowana komunikacja w różnych kanałach, pozwalają na osiągnięcie spójnego i efektywnego przekazu, który buduje wiarygodność w oczach Klienta. Auchan to silny gracz na naszym rynku i z pełnym zaangażowaniem podejmuję nowe obowiązki, mając świadomość ich wpływu na umacnianie pozycji i reputacji naszej marki powiedziała Aleksandra Sianecka.

Jako dyrektorka Marketingu, Marki, Konceptów handlowych i relacji z Klientem Auchan Polska Aleksandra Sianecka będzie odpowiedzialna za opracowanie i wdrożenie strategii zwiększającej rozpoznawalność marki i lojalność klientów, strategii cenowej, budowanie wizerunku silnej marki nastawionej na satysfakcję klientów, implementację nowych rozwiązań wspierających rozwój relacji z klientami, definiowanie i wdrażanie różnorodnych koncepcji handlowych i strategii sprzedaży wieloformatowej będących odpowiedzią na oczekiwania klientów oraz trendy rynkowe.

Aleksandra Sianecka posiada wieloletnie doświadczenie w branży handlowej i marketingowej z którą związana jest od 1998 roku. Pełniła kluczowe funkcje w obszarze strategii marketingowych, zarządzania kampaniami wielokanałowymi oraz budowania relacji z klientami.

Jest absolwentką Filologii Polskiej i podyplomowych studiów dziennikarstwa i mediów na Uniwersytecie Warszawskim oraz Akademii Wychowania Fizycznego.

Nowy dyrektor inwestycji w Data4 – 3,3 mld euro na ekspansję

Data4, europejski operator i inwestor w sektorze centrów danych powołał nowego dyrektora ds. inwestycji. Stanowisko obejmie Alexander Oyaert, który do tej pory pełnił funkcję strategicznego doradcy zarządu Grupy Data4. Będzie odpowiedzialny za wszystkie działania związane z fuzjami i przejęciami oraz finansowaniem. Alexander odegrał kluczową rolę w pozyskaniu finansowania w wysokości 3,3 mld euro na wsparcie dalszego rozwoju firmy, w tym 1,1 mld euro na nowe inwestycje greenfield oraz przejęcia. To kolejny krok w rozwoju Grupy Data4, której celem jest umacnianie pozycji na europejskim rynku oraz ekspansja w nowych regionach, także w Polsce, gdzie firma rozbudowuje kampus centrów danych w podwarszawskich Jawczycach.

Alexander skończył studia z zakresu finansów na prestiżowym Uniwersytecie St. Gallen oraz inżynierię na Free University w Brukseli. Wcześniej pracował dla wiodących firm finansowych, takich jak Morgan Stanley czy Brookfield Asset Management, gdzie pełnił funkcję wiceprezesa w dziale infrastruktury. Do Data4 dołączył we wrześniu 2023 r., obejmując stanowisko strategicznego doradcy zarządu.

Już teraz widzimy pierwsze efekty pracy Alexandra – uzyskanie kluczowego finansowania, które przyczyni się do dalszego rozwoju naszej firmy, jest imponującym osiągnięciem. Sektor centrów danych dynamicznie rośnie w całej Europie, w tym również w Polsce, a zwiększenie finansowania umożliwi nam nie tylko rozbudowę kampusu w podwarszawskich Jawczycach, ale także realizację kolejnych inwestycji. Prognozy wskazują na potrojenie mocy polskiego rynku, a więc przekroczenie granicy 500 MW w naszym kraju już w 2030 r. [1]Z naszych szacunków wynika, że niemal połowa tej mocy będzie przeznaczona do rozwoju usług opartych na sztucznej inteligencji  – podkreśla Adam Ponichtera, dyrektor polskiego oddziału Data4.

Alexander Oyaert, dyrektor ds. inwestycji w Data4
Alexander Oyaert, dyrektor ds. inwestycji w Data4

Z niecierpliwością czekam na to, aby wesprzeć Data4 w kontynuowaniu sukcesów i wzmacnianiu pozycji lidera na rynku centrów danych w Europie. Korzystając ze swojego doświadczenia w finansach, jestem zdeterminowany, aby pozyskać fundusze na realizację kolejnych projektów na nowych rynkach. Zaczynając od finansowania na poziomie 3,3 miliarda euro, będziemy w stanie nadal rosnąć w najszybciej rozwijającym się sektorze na rynku nieruchomości oraz infrastruktury krytycznej – mówi Alexander Oyaert, dyrektor ds. inwestycji w Data4.

Doświadczenie Alexandra wykracza poza biznesowe kompetencje – jako współzałożyciel powołał organizację non-profit, której celem było poprawienie jakości pracy ratowników medycznych w Belgii.

Cieszę się, że mogę powitać Alexandra w nowej roli dyrektora ds. inwestycji, która będzie kluczowa dla dalszego wzrostu Data4. Dzięki tak solidnemu doświadczeniu w branży bankowej, Alexander pomoże nam przyspieszyć nasz rozwój i opracować nowe strategie pozyskiwania funduszy – dodaje Olivier Micheli, prezes Grupy Data4.

Pierwszy polski kampus Data4 znajduje się w Jawczycach pod Warszawą, na działce o powierzchni 4 hektarów. W skład inwestycji wejdą docelowo 4 obiekty, których całkowity przydział mocy wyniesie 60 MW. Pierwsze centrum danych o mocy 8 MW zostało uruchomione w 2023 roku i zajmuje ponad 2,2 tys. m2.

[1] Raport firmy badawczo-analitycznej PMR „Rynek centrów danych w Polsce 2024. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2024-2029”.

Rynek IT odbija – Ailleron z optymizmem w 2025 rok

Wywiad udzielony PAP Biznes rzuca światło na przyszłość Ailleron w 2025 roku. Spółka wkracza w nowy rok z optymistycznymi prognozami dotyczącymi koniunktury na rynku IT. Wiceprezes spółki, Piotr Piątosa, podkreśla, że dynamika ostatniego kwartału 2024 roku była bardzo pozytywna, co wpisuje się w sezonowe trendy w branży technologicznej.

Szczególnie obiecująco zapowiada się rozwój sektora Custom Software Development, który po stagnacji w 2024 roku ma wzrosnąć o 9 proc. Oznacza to, że rynek dostosowanego oprogramowania będzie się rozwijać w tempie przekładającym się na dziesięciomiliardowe wzrosty w skali globalnej.

Rosnąca rola FinTech i transformacji cyfrowej

Oprócz sektora IT, znaczący wzrost inwestycji notuje także branża FinTech. W Europie w 2024 roku fundusze przeznaczone na rozwój technologii finansowych wzrosły o 10 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Banki oraz startupy coraz chętniej angażują się w modernizację swoich systemów, co zwiększa zapotrzebowanie na zaawansowane technologie.

Ailleron obserwuje ożywienie na rynku budowy aplikacji i systemów bankowości cyfrowej. Projekty, które w poprzednich latach były wstrzymywane z powodu niepewności budżetowych, w 2025 roku zyskują nową dynamikę. Klienci wracają do inwestycji w modernizację aplikacji i cyfryzację procesów, co otwiera nowe możliwości dla firm zajmujących się tworzeniem oprogramowania na zamówienie.

Ekspansja zagraniczna kluczowym wyzwaniem

Jednym z głównych celów Ailleron na 2025 rok jest wzrost sprzedaży zagranicznej. Spółka dąży do zwiększenia udziału przychodów międzynarodowych z obecnych 15 proc. w segmencie FinTech do 40-50 proc. Strategia ekspansji opiera się na umacniającym się dolarze oraz rosnącym zapotrzebowaniu na usługi IT w Stanach Zjednoczonych.

W tym celu Ailleron intensyfikuje swoje działania w Ameryce Północnej i Południowej, gdzie spółka zauważa rosnące zainteresowanie swoimi produktami. Jednym z kluczowych narzędzi ekspansji jest LiveBank – platforma wspierająca komunikację pomiędzy klientami a doradcami bankowymi. Dzięki niej Ailleron planuje wzmocnić swoją obecność na międzynarodowych rynkach finansowych.

Wyzwania i strategie na 2025 rok

Strategia Ailleron na najbliższe lata obejmuje rozwój modelu partnerskiego oraz potencjalne akwizycje. Firma nawiązuje współpracę z podmiotami technologicznymi, takimi jak Ab Initio czy MongoDB, co pozwala poszerzyć portfolio produktowe. Ponadto, spółka analizuje możliwości przejęć mniejszych firm wyspecjalizowanych w konkretnych technologiach.

W kontekście rozwoju branży IT, rosnące znaczenie zyskują regulacje dotyczące cyberbezpieczeństwa oraz sztucznej inteligencji. Nowe przepisy, takie jak AI Act, wymuszają na firmach wdrażanie zaawansowanych standardów zabezpieczeń. Banki i instytucje finansowe z ostrożnością podchodzą do wdrażania AI w swoich systemach, koncentrując się na jej użyciu jako narzędzia wspierającego procesy wewnętrzne.

Wojna cenowa trwa – jak zmieniają się strategie promocji w handlu?

Według analizy ponad 2 mln promocji, w całym zeszłym roku było ich o blisko 13% więcej niż w 2023 roku. Największy wzrost zaliczyły sieci convenience, bo o prawie 27% rdr. Tym samym przegoniły dyskonty, które zwiększyły ich liczbę o ponad 23% rdr. Pozostałe formaty już dużo słabiej podskoczyły, tj. supermarkety – o blisko 14%, hipermarkety – o 8%, sklepy RTV-AGD – o przeszło 5%, a sieci cash & carry – o nieco ponad 1%. Natomiast ubyło promocji rdr. w sklepach DIY – o prawie 13%, jak również w drogeriach i aptekach – o ponad 4%. Eksperci uważają, że dyskonty, widząc te wyniki, mogą w tym roku prześcignąć sieci convenience. Niektórzy dodają, że wizerunkowo i tak już wygrywają jako „najtańsze sklepy”, dzięki skutecznej komunikacji promocyjno-reklamowej dwóch „wrogów” wojny cenowej.

Analitycy z UCE Research, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali ponad 15 tys. gazetek handlowych, wydanych w latach 2023-2024. Prezentowały one w sumie 2,2 mln promocji. Łącznie miały blisko 311 tys. stron i przeszło 9,5 mln cm2 powierzchni. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash & carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD. Analiza wykazała, że w całym 2024 roku sieci handlowe zrobiły o dokładnie 12,5% więcej promocji niż w 2023 roku.

– Ten wzrost wynika z oddziaływania kilku czynników. Wśród nich należy wymienić wzrost najniższego wynagrodzenia w Polsce, przeprowadzony dwukrotnie w 2024 roku, niższą inflację w porównaniu do 2023 roku i obserwowaną w 2024 roku wojnę cenową między sieciami, głównie dyskontami. Sieci uruchomiły promocje, żeby nakłonić Polaków do zwiększenia wydatków, szczególnie, gdy okazało się, że wzrosła ich skłonność do odbudowania oszczędności, utraconych we wcześniejszych latach. Z kolei wzrost inflacji w drugiej połowie ub.r. spowodował nasilenie konkurencji cenowej wśród firm handlowych – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE).

Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, inflacja spowodowała, że konsumenci zaczęli częściej poszukiwać obniżek cen codziennych zakupów. – To skłoniło sieci do zwiększenia liczby akcji promocyjnych, aby sprostać ich oczekiwaniom i wzmocnić konkurencyjność. Liderzy rynku spożywczego rozszerzyli asortyment produktów objętych promocjami, jednocześnie zwiększając częstotliwość publikowania gazetek z promocjami, aby zyskać przewagę nad rywalami – dodaje ekspert.

Zdecydowana większość formatów znalazła się na plusie rdr. – Utrzymanie sprzedaży w czasie, gdy konsument zaczyna pilniej liczyć pieniądze, jest istotą wielkoskalowego biznesu. Wojna cenowa między dyskontami zapędziła prawie wszystkich graczy do rywalizacji w sytuacji, gdy wiadomo było, że to format dyskontowy najskuteczniej gra na instrumentach promocyjnych i sprzedaży masowej marek własnych – wskazuje dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHID-u.

Z analizy również wychodzi, że najbardziej podkręciły liczbę promocji sieci typu convenience – o 26,8% rdr. – To wynika z dynamicznej adaptacji tego formatu do zmieniających się potrzeb konsumentów. Kanał convenience staje się coraz bardziej konkurencyjny, oferując wygodę i bliskość. Jednocześnie intensyfikuje promocje, aby przyciągnąć klientów poszukujących szybkich zakupów w atrakcyjnych cenach. Rywalizacja cenowa między dyskontami a sieciami convenience wyraźnie wpłynęła na strategie obu formatów. Ale te drugie szybciej reagowały na potrzeby lokalnych klientów – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Dla porównania, dyskonty zwiększyły liczbę promocji o 23,2% rdr. – Chociaż znalazły się na drugim miejscu w zestawieniu, to i tak one najwięcej wygrały, napędzając sobie klienta do sklepu najtańszego lub skutecznie podającego się za taki, dzięki komunikacji promocyjno-reklamowej. Pokazują to wyraźnie wskaźniki wzrostu sprzedaży, pomimo drożyzny. To efekt mistrzowsko wykonanej kampanii dwóch „wrogów” wojny cenowej – komentuje dr Maria Andrzej Faliński.

Jak podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka, nie jest wykluczone, że konkurencja ze strony sieci convenience zmotywuje dyskonty do uruchomienia jeszcze większej liczby promocji. – Zależne to będzie od możliwości ekonomicznych firm i wrażliwości gospodarstw domowych na obniżki cenowe, bowiem konsumenci przywiązują coraz więcej uwagi przy zakupie do dobrej relacji ceny do jakości produktów – zaznacza ekspertka z PIE.

Dalej w zestawieniu widać supermarkety ze wzrostem rdr. na poziomie 13,7%, hipermarkety – 8%, sklepy RTV-AGD – 5,1%, a także sieci cash & carry – 1,2% rdr. W opinii Julity Pryzmont z Hiper-Com Poland, te formaty osiągnęły umiarkowane wzrosty. – Natomiast kanał cash&carry, z racji swojej specyfiki, koncentruje się bardziej na klientach B2B. To ogranicza jego dynamikę promocyjną – zwraca uwagę ekspertka.

Promocji ubyło natomiast w sklepach DIY – o 12,8% rdr. Spadek zaliczyły też drogerie i apteki – o 4,2% rdr. – Z powodu inflacji konsumenci zaczęli ograniczać wydatki na produkty remontowo-budowlane. Sieci DIY dostosowały się do tej sytuacji, zmniejszając intensywność działań promocyjnych, aby nie obniżać dodatkowo swoich marż w trudnym okresie. Z kolei ujemny wynik drogerii i aptek można tłumaczyć spadkiem presji na działania promocyjne. Produkty z kategorii zdrowia i urody często mają wysoką lojalność konsumentów, którzy są skłonni zapłacić więcej za zaufane marki, nawet w trudniejszych czasach. Drogerie i apteki mogły więc ograniczyć promocje, skupiając się na ochronie marż, szczególnie w obliczu wzrostu kosztów operacyjnych – podsumowuje Julita Pryzmont.

Diagnostyka S.A. z sukcesem zadebiutowała na GPW

Akcje Diagnostyka S.A. („Diagnostyka”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Diagnostyka”) zadebiutowały na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Kurs akcji na debiucie wyniósł 125,5 zł, co oznacza wzrost o 19,5% względem ceny z Oferty. Po pół godzinie handlu, kurs akcji wynosi ponad 130 zł, co oznacza wzrost o około 25%.

Cieszymy się z udanego debiutu giełdowego i pierwszych notowań akcji Diagnostyka S.A. To dla nas przełomowy moment i ważny etap w rozwoju Spółki. Do naszego akcjonariatu dołączyli nowi inwestorzy, co jeszcze bardziej umacnia naszą pozycję i otwiera nowe możliwości. Dziękujemy wszystkim akcjonariuszom za zaufanie – wierzymy, że wspólnie będziemy budować dalszą wartość Grupy – komentuje Jakub Swadźba, Współzałożyciel i Prezes Zarządu Diagnostyka S.A.

Dzisiejszego dnia do obrotu na GPW wprowadzonych zostało 17.825.553 istniejących akcji Spółki, w tym wszystkie akcje zaoferowane w IPO (16.147.124). Cena sprzedaży została ustalona na 105 zł za akcję, a wartość Oferty wyniosła blisko 1,7 mld zł.

Dla nas jest to szczególny etap, w którym jako spółka publiczna zamierzamy spełniać najwyższe standardy komunikacji z inwestorami, traktując obecność na giełdzie jako trwały element naszej długoterminowej strategii rozwoju. Nasz biznes ma łączyć cechy spółki wzrostowej z regularną wypłatą dywidendy, co powinno sprawić, że będzie stanowić atrakcyjną propozycję inwestycyjną – mówi Paweł Chytła, Wiceprezes ds. finansowych Diagnostyka S.A.

Boom na zimowe podróże a problemy tanich linii lotniczych

Ostatnie dni przyniosły kumulację szkolnego wypoczynku w ramach zimowych ferii. To zatem najlepszy czas by przyjrzeć się dokładnie temu, jak Polacy wypoczywają zimą. Jedni wybierają ferie w górskich kurortach, inni zaś szukają słońca za granicą. Dynamika podróży w styczniu i lutym odzwierciedla te dwie skrajne strategie: „czekamy na śnieg” lub „uciekamy od śniegu”. Ta pierwsza oznacza zwykle krótszy okołoweekendowy wypoczynek w kraju, a ta druga zwykle droższy i dłuższy wyjazd do ciepłych krajów. W sumie w styczniu i lutym wyjeżdża około 4 mln Polaków. Paradoksalnie w okresie wyjazdowego boomu tanie linie lotnicze – Wizzair i Ryanair notują sporo problemów, które odbijają się na kursie ich akcji.

W 2025 roku zimowy wypoczynek w szkołach został podzielony na cztery tury. Od 20 stycznia do 2 lutego ferie mieli uczniowie z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego oraz wielkopolskiego. Następnie od 27 stycznia do 9 lutego odpoczywają dzieci z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego, a od 3 do 16 lutego – z dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Ostatnia grupa, obejmuje województwa lubelskie, łódzkie, podkarpackie, pomorskie i śląskie, będzie mieć wolne od szkoły od 17 lutego do 2 marca. Najwięcej uczniów przebywało jednocześnie na feriach od 27 stycznia do 2 lutego, gdy wolne miało aż siedem województw (pięć z pierwszej tury i dwa z drugiej), co oznacza ferie dla około 2 mln z 4,8 mln. polskich uczniów.

Aby opisać zimowe zwyczaje Polaków, posłużymy się danymi GUS z 2023 roku (nie ma jeszcze pełnych danych za 2024 rok). W styczniu 2023 roku Polacy odbyli 2,7 mln wyjazdów krajowych oraz 0,6 mln zagranicznych (razem 3,3 mln podróży). W lutym natomiast, dzięki kumulacji ferii zimowych, było to 3,8 mln wyjazdów krajowych i 0,8 mln zagranicznych (razem 4,6 mln). W efekcie w ciągu tych dwóch miesięcy zrealizowano 7,9 mln podróży – 6,5 mln w kraju i 1,4 mln poza jego granicami.

Zimowe wyjazdy – mimo ferii – wciąż nie stanowią dominującej pory roku pod względem turystycznym. Stanowią one ok. 9 proc. wszystkich krajowych podróży i 10,6 proc. zagranicznych w ujęciu rocznym. Z kolei dane ogólne mówią, że w 2023 roku 65,6 proc. Polaków powyżej 15. roku życia wybrało się przynajmniej raz w jakąkolwiek podróż. Okres zimy bywa tu specyficzny: mniej osób chce wyjeżdżać w mroźnym styczniu, a ci, którzy to robią, czekają zwykle na odpowiednie warunki narciarskie bądź kuszą ich dłuższe wypady w cieplejsze rejony świata.

Według danych GUS w jednej podróży uczestniczyły średnio dwie osoby. Pozwala to oszacować, iż w styczniu 2023 podróżowało około 1,65 mln Polaków, a w lutym 2,3 mln, co łącznie daje około 4 mln osób. W przypadku wyjazdów krajowych zimą dominują wyjazdy 2–4-dniowe (weekendowe lub okołoweekendowe). W styczniu jest ich 1,9 mln z 2,7 mln wszystkich wyjazdów krajowych, a w lutym 2,5 mln z 3,8 mln. W przypadku wyjazdów zagranicznych zdecydowanie dominują natomiast wyjazdy długookresowe – w styczniu jest to 0,5 z 0,6 mln wszystkich wyjazdów zagranicznych, a w lutym 0,7 z 0,8 mln wyjazdów.

Z danych GUS wynika, że średni koszt krótkiego wyjazdu (2–4 dni) w 2023 roku w Polsce wynosi 523 zł, podczas gdy w przypadku podróży zagranicznych to 2144 zł. Warto jednak pamiętać, że są to dane za rok 2023, kiedy ceny w branży turystycznej były ponad 20 proc. niższe niż obecnie. Jednocześnie wyjazdy w lutym są średnio droższe, ponieważ w tym okresie więcej osób decyduje się na droższe zagraniczne wyjazdy. Zwykle jest to „ucieczka od śniegu” do krajów o ciepłym klimacie. Wyjazdy w Polsce w góry, zwłaszcza w sezonie narciarskim, mogą być tańsze od wyjazdów do zagranicznych kurortów narciarskich, choć w popularnych polskich ośrodkach trudno uznać ceny noclegów i skipassów za niskie.

Około 4 mln Polaków decyduje się na wyjazd w pierwszych miesiącach roku, realizując łącznie niemal 8 mln podróży. W styczniu przeważają krótsze, weekendowe wypady w kraju i dłuższe eskapady zagraniczne, często w poszukiwaniu słońca. Luty to szczyt zimowej turystyki w Polsce – pojawia się więcej wyjazdów rodzinnych, powiązanych z dobrymi warunkami do uprawiania sportów zimowych. Mimo że zimowe podróże stanowią jedynie ułamek całorocznej aktywności turystycznej, widać rosnącą popularność „ucieczki od śniegu” – coraz więcej Polaków traktuje zimę jako okazję, by odwiedzić cieplejsze kraje, jeśli pozwala na to budżet.

Polacy w okresie ferii chętnie latają tanimi liniami takimi jak Wizzair i Ryanair. Obie firmy ostatnio przedstawiły swoje wyniki kwartalne, a ich sytuacja różni się diametralnie: podczas gdy Ryanair może pochwalić się wzrostem przychodów o 10 proc. w ujęciu rocznym (do poziomu 8,58 mld dolarów) oraz ambitnymi planami rozbudowy floty 600 samolotów, Wizz Air boryka się z licznymi problemami, w tym z koniecznością uziemienia aż 20 proc. swoich maszyn. Kluczowym powodem są problemy z silnikami Pratt & Whitney, które – jak szacuje zarząd firmy – mogą wykluczać niektóre samoloty z użytkowania nawet przez kolejne cztery–pięć lat. Do tego dochodzą opóźnione dostawy nowych Boeingów 737, z którymi zmaga się również Ryanair, obniżając swoje prognozy przewozów na rok 2026 z 210 do 206 mln pasażerów. Mimo tego kurs akcji Ryanaira w ostatnim kwartale poradził sobie lepiej niż papiery Wizzair, jednak inwestorzy pozostają czujni, bo obie firmy walczą obecnie o utrzymanie stabilności w obliczu dużej niepewności na rynku lotniczym.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Trans Polonia stawia na intermodalność

Około trzech czwartych transportów towarów w Europie odbywa się obecnie drogą lądową, a tendencja ta jest wzrostowa. Nawet przy ogromnych inwestycjach w kolej i śródlądowe drogi wodne, transport drogowy w przyszłości nadal będzie miał ogromne znaczenie. Trans Polonia w przewozach kombinowanych i intermodalnych, widzi kolejną możliwości rozbudowy realizowanych usług transportowych.

Jednym ze sposobów na pogodzenie interesów przewoźników drogowych z oczekiwaniami związanymi z redukcją emisji gazów cieplarnianych w sektorze transportu do 2030 r. i w kolejnych latach jest rozwój transportu kombinowanego oraz intermodalnego. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami systematycznie rośnie. Grupa Trans Polonia, która jest jednym z liderów europejskiego rynku przewozów płynnej chemii i płynnych artykułów spożywczych, z uwagą obserwuje i reaguje na pojawiające się możliwości rozbudowy usług przewozowych.

W Polsce od wielu lat rynek kolejowych przewozów towarowych jest w stagnacji – od ponad dekady przewozy oscylują wokół 230 mln ton towarów. Transport samochodowy jest szybszy i efektywniejszy, ale nie maleje także zainteresowanie przewozami intermodalnymi. Wyniki ostatniego kwartału wskazują na zdecydowaną poprawę w przewozach intermodalnych wobec II kwartału tego roku i wyników z III kwartału zeszłego roku. W trzech pierwszych kwartałach 2024 r. masa towarów w transporcie intermodalnym osiągnęła poziom 20,8 mln ton – o 3 mln ton więcej niż w tym samym okresie 2023 r. (+17%).

– Widzimy tu ogromny potencjał na poszerzenie naszej oferty i pogłębienie współpracy z przewoźnikami kolejowymi Synergia między transportem drogowym a kolejowym wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju. Z jednej strony sieć dróg i autostrad jest powszechnie dostępna i elastyczna, co umożliwia dostawy towarów do miejsc położonych z dala od infrastruktury kolejowej. Z drugiej strony pociągi umożliwiają przewóz dużo większych ładunków na długich trasach pomimo tego, w wielu przypadkach na ostatnim etapie i tak trzeba skorzystać z transportu drogowego – wyjaśnia Adriana Bosiacka, Dyrektor Operacyjna oraz Członek Zarządu Trans Polonia S.A.

Transport kombinowany

Definicje są proste: przewozy kombinowane to forma przewozu ładunków, która wykorzystuje więcej niż jedną gałąź spedycyjną, przy czym przynajmniej jedna z nich jest środkiem transportu drogowego. Z kolei transport intermodalny obejmuje przewóz towarów przy użyciu wielu środków transportu bez obsługi towarów podczas przeładunku. Oba rodzaje przewozu integrują różne środki transportu w skoordynowany sposób, zwiększając wydajność i efektywność. – Nie zapominajmy też, że wybór najbardziej wydajnego, na danym etapie, środka transportu to nie tylko niższe koszty operacyjne, ale i mniejsza emisja zanieczyszczeń – przekonuje Adriana Bosiacka.

Przewozy kombinowane i intermodalne mogą być realizowane za pomocą różnych jednostek transportowych, takich jak kontenery, platformy wymienne czy przyczepy, które pozwalają na bezpieczne i efektywne przemieszczanie się towarów pomiędzy różnymi środkami przewozu. – Naszym zdaniem tego rodzaju transporty będą się rozwijać i Trans Polonia chce mieć w nich swój udział – podkreśla Adriana Bosiacka i zaraz dodaje: – To nie ma zastąpić naszych przewozów dalekodystansowych, ale uzupełnić ofertę i dostosować ją do wymagań klientów.

Eksperci podkreślają, że przewozy zrównoważone i wykorzystujące różne środki transportu, w których korzysta się zarówno z kolei, jak i samochodów, to o 70% lepsza efektywność energetyczna i wyjątkowa efektywność środowiskowa oraz klimatyczna. Wynika to z bezpośredniego wykorzystania energii elektrycznej wytwarzanej w Europie ze źródeł odnawialnych. Energia ta nie pochodzi z paliw kopalnych, dzięki czemu emisja CO2 jest mniejsza o 90%. Pamiętajmy jednak, że w ostatnim czasie na oba rodzaje transportu wpływ miały i mają zarówno remonty infrastruktury drogowej, jak i powodzie, które w trzecim i czwartym kwartale nawiedziły Europę Środkową, Szwajcarię, Niemcy, Włochy i Hiszpanię.

– Właśnie dlatego przewozy intermodalne wydają się szczególnie obiecujące. Transport samochodowy ogrywa w nich kluczową rolę jako pomost między portami a terminalami kolejowymi na pierwszym etapie transportu. Jest też równie istotny na końcowym etapie, kiedy to kontener lub palety docierają do miejsca przeznaczenia.  Pozostaje wtedy pokonanie ostatnich 200–300 kilometrów, aby dostarczyć ładunek do klienta końcowego. Dla zabezpieczenia tych etapów nie ma lepszego środka transportu niż zestaw drogowy – zapewnia Adriana Bosiacka.

Ostrożny optymizm. Które sektory przyciągną najwięcej inwestycji w 2025 roku?

Żyjemy w świecie, w którym zmiany gospodarcze, społeczne i technologiczne są coraz szybsze i obejmują coraz to szerszy zakres. Co więcej, od dłuższego czasu funkcjonujemy w burzliwym otoczeniu geopolitycznym, które przynosi dużą dozę niepewności. Jaki będzie pod tym względem najbliższy rok? Jakie wyzwania i możliwości inwestycyjne czekają nas na rynku inwestycji zagranicznych?

Globalne perspektywy na plus

Dane OECD wskazują, że pierwsza połowa 2024 r. przyniosła niewielkie ożywienie w światowych inwestycjach zagranicznych. Nie mamy jeszcze danych cały rok, ale w pierwszym półroczu globalne przepływy BIZ osiągnęły 803 mld USD w porównaniu z 742 mld USD w analogicznym okresie roku 2023.

Powyższe dane w połączeniu z perspektywami wzrostu gospodarczego oraz klimatem inwestycyjnym pozwalają analitykom prognozować umiarkowany wzrost BIZ w trakcie najbliższych 12 miesięcy. Możemy spodziewać się, że poprawa warunków gospodarczych będzie sprzyjać ożywieniu globalnych BIZ, wyciągając je z recesji w latach 2022-23, kiedy przepływy BIZ utrzymywały się na historycznie najniższych poziomach w dekadzie.

Prognoza OECD dla gospodarki światowej wskazuje, że pozostanie odporna, pomimo utrzymującej się niepewności, a globalny wzrost wyniesie 3,3% PKB – zarówno w 2025, jak i 2026 r. Analitycy oczekują, że inflacja w krajach OECD będzie dalej spadać z 5,4% w 2024 r. do 3,8% w 2025 r. i 3,0% w 2026 r., do czego przyczyni się wciąż restrykcyjne nastawienie większości krajów do polityki pieniężnej.

W 2024 r. motorem napędzającym bezpośrednie inwestycje zagraniczne były duże, kapitałochłonne projekty, zwłaszcza w sektorach energetyki odnawialnej, półprzewodników oraz centra danych. W dziesiątce top sektorów przyciągających najwyższe nakłady na BIZ (według danych za pierwszych sześć miesięcy 2024 r.) znalazły się jeszcze branże: wydobywcza, motoryzacyjny (41,5 mld dol.), nieruchomości (29,9 mld dol.), transportu i magazynowania (25,5 mld dol.) oraz metalurgiczny (22,3 mld dol.) i produkcja elektroniki (21,2 mld dol.) Do zestawienia wróciła też branża IT i oprogramowania z nakładami nieco ponad 19 mld dolarów[1].

Nowe możliwości w cieniu wyzwań

Pod wieloma względami rok 2025 nie będzie łatwy dla inwestorów, ponieważ rynki będą musiały w dalszym ciągu radzić sobie z ryzykami, w tym geopolitycznym i globalnej dekoniunktury gospodarczej. Jednak na horyzoncie wyraźnie pojawiają się czynniki, które mogą wzmacniać globalne ożywienie w BIZ.

To w dalszym ciągu restrukturyzacja globalnego łańcucha wartości, której następstwem jest większa dywersyfikacja tradycyjnego zintegrowanego międzynarodowego systemu produkcji i konieczność budowy nowych, znacznie krótszych łańcuchów wartości. Kolejnym czynnikiem będzie niewątpliwie transformacja – energetyczna i technologiczna, której efektem będą inwestycje w działalność przemysłową i usługową opartą na sztucznej inteligencji. Na te trendy zwracaliśmy uwagę już w naszym raporcie “Kierunek: Wschód. Aktualne trendy i atrakcyjne kierunki ekspansji zagranicznej w obliczu zawirowań geopolitycznych”, który PFR TFI opracowuje wspólnie z PwC Polska i KUKE, a najnowsze dane o największych projektach zagranicznych typu greenfield, ogłoszonych do realizacji w 2024, które skupiają się na sektorach produkcji półprzewodników oraz centrów danych tylko potwierdzają, jak silne są to trendy[2].

Analitycy FDI Markets, którzy specjalizują się w rynku inwestycji zagranicznych, wskazują także, że w wielu częściach świata bardziej przejrzyste stają się krajowe strategie rozwoju i polityki przemysłowe, co jest czynnikiem, który sprzyja zwiększaniu BIZ.  Polityki protekcjonistyczne i ograniczenia wprowadzone ze względów bezpieczeństwa narodowego ustabilizowały się w prawie wszystkich głównych krajach przyjmujących inwestycje. Jednocześnie wiele krajów, zwłaszcza rozwijających się, przyspiesza wprowadzanie nowych środków politycznych mających na celu ułatwienie i promowanie inwestycji. W tym kontekście nie możemy zapominać o starciu gospodarczym na linii USA – Chiny. Jaki będzie ostateczny scenariusz, przekonamy się najprawdopodobniej w czasie najbliższych kilku miesięcy, jednak co do zasady wojny handlowe mają istotny wpływ na przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), wpływając zarówno na decyzje inwestorów, jak i lokalizację kapitału. Kluczową rolę odgrywa tu strategiczne dostosowanie firm do zmieniających się warunków rynkowych, w tym poszukiwanie nowych lokalizacji i optymalizacja łańcuchów dostaw.

Z własnej perspektywy – czyli co nas czeka na polskim rynku

Na szczegółowe dane dotyczące skali polskich inwestycji bezpośrednich zrealizowanych w 2024 r. musimy jeszcze poczekać. Niedawno ukazał się natomiast raport NBP, z którego wynika, że w 2023 r. polskie firmy zainwestowały ponad 35 mld złotych zainwestowały na rynkach zagranicznych. Rok do roku polskie inwestycje wzrosły o prawie 23 proc. To wyraźny sygnał, że polski biznes zaczyna odważniej patrzeć na globalne rynki.

Z perspektywy Funduszu Ekspansji Zagranicznej widzimy pewne trendy i zjawiska, które pozwalają nam scharakteryzować nastawienie polskich firm do inwestowania za granicą. Choć z jednej strony w dalszym ciągu widoczna jest dość duża ostrożność polskich inwestorów, polskie firmy coraz częściej dostrzegają potencjał, jaki niesie ze sobą ekspansja zagraniczna i aktywnie planują rozwój na nowych rynkach.

Fakt, że międzynarodowa ekspansja kusi polskich przedsiębiorców wyraźnie potwierdzają dane statystyczne. Widzimy na ich podstawie, że polski kapitał aktywnie poszukuje nowych możliwości, a inwestycje odzwierciedlają potrzebę dywersyfikacji rynków zbytu. Oczywiście, ze względów geograficznych, ale też kulturowych zdecydowana większość polskich inwestycji trafia do Europy, skąd pochodzi około 90 proc. stanu należności z tytułu polskich BIZ. Na koniec 2023 roku należności z tytułu polskich inwestycji bezpośrednich za granicą (całkowita wartość inwestycji na koniec danego okresu) wyniosły 155,8 mld zł. Z tej kwoty aż 140,8 mld przypada na inwestycje zlokalizowane w Europie, w tym 118,4 mld w Unii Europejskiej.

Nowe kierunki i strategie

Zauważamy też gotowość do szukania odleglejszych i mniej oczywistych destynacji. Takim kierunkiem, który bez wątpienia zyskuje coraz większe zainteresowanie, są Stany Zjednoczone.  Potwierdzają to także nasze doświadczenia w Funduszu. W pierwszych latach działalności Funduszu Ekspansji Zagranicznej w zasadzie wszystkie inwestycje, które współfinansowaliśmy, zlokalizowane były w Europie – nasi partnerzy wybierali m.in.: Niemcy, Litwę, Chorwację i Rumunię. Od 2019 r. towarzyszymy polskim firmom również w Ameryce. W sumie w USA współfinansowaliśmy 6 projektów – w pięciu z nich uczestniczył Fundusz Ekspansji Zagranicznej, a jedną inwestycję zrealizował Fundusz Ekspansji Zagranicznej 2, który powstał w 2023 r. i kontynuuje misję pierwszego funduszu. Stany Zjednoczone zajmują istotną część pipeline projektów nad którym pracuje zespół funduszu. Realizacja części tych inwestycji jest możliwa już w 2025 roku.

W związku z objęciem urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa wielu ekspertów spodziewa się w tym roku przełomu w Ukrainie. Polski biznes powinien być na to gotowy. Mamy nadzieję, że pierwszym zwiastunem większej aktywności na tym rynku będzie najnowsza transakcja Funduszu Ekspansji Zagranicznej 2 zapewniająca środki na przejęcie lokalnych firm informatycznych przez grupą Euvic. Co ważne, transakcja ta została ubezpieczona przez KUKE, która zapewnia instrumenty, wspierające nie tylko eksporterów, ale też firmy, które chcą inwestować w postaci greenfield czy też M&A na różnych rynkach, w tym tych uznawanych za bardziej ryzykowne.

Cieszy także rosnące zainteresowanie polskich przedsiębiorców inwestycjami w Azji, ponieważ jest to region świata, którego nie można ignorować. Pytaniem pozostaje, kiedy to zainteresowanie przełoży się na zwiększenie tempa polskich inwestycji na kontynencie azjatyckim.

Nowym kierunkiem, który pojawił się na mapie inwestycji Funduszu Ekspansji Zagranicznej 2 w 2024 r. jest Finlandia, gdzie zainwestowaliśmy wspólnie z Sanok Rubber Company w przejęcie Teknikum – fińskiego producenta specjalistycznych węźy przemysłowych i wyrobów z gumy, silikonu i tworzyw sztucznych. Ta transakcja to jedna z większych polskich inwestycji bezpośrednich w Finlandii. Mimo że Polska jest 7. największym partnerem handlowym Finlandii w imporcie i w eksporcie i odpowiada za 3,6% fińskiego importu i 3,4% eksportu, to polskie inwestycje bezpośrednie w Finlandii są niewielkie i nie oddają potencjału ekonomicznego polskich inwestorów.

Team Poland – napędzamy ekspansję

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) leżą u podstaw globalizacji i służą jako ważny kanał transferu kapitału, towarów, usług i informacji między gospodarkami. Stanowią także ważny wskaźnik dojrzałości gospodarki.  Rosnące wartości polskich BIZ w 2023 roku potwierdzają wzrost globalnej konkurencyjności polskich firm i ich znaczenia w światowej gospodarce. Ale jestem przekonany, że jako kraj możemy osiągnąć zdecydowanie więcej na rynku BIZ. Właśnie po to, by pobudzić polskie inwestycje bezpośrednie powstał Fundusz Ekspansji Zagranicznej. Nasza działalność wpisuje się w budowanie ekosystemu innowacji w ramach Grupy PFR, która dzięki kompleksowej ofercie ułatwia polskim firmom ekspansję na rynki zagraniczne.

Pierwszy fundusz rozpoczął działalność w 2016 r. i zakończył już okres inwestycyjny, współfinansował około dwadzieścia transakcji. W 2023 r. w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie, uruchomiliśmy drugi fundusz, który kontynuuje tę misję i działa na podobnych zasadach, oferując finansowanie inwestycji dopasowane do skali i specyfiki projektu. Dotychczas drugi fundusz zawarł cztery umowy inwestycyjne i pracuje nad kolejnymi projektami.

Fundusz oferuje znacznie więcej niż tylko finansowanie transakcji. Aktywnie angażuje się w ocenę założeń biznesowych projektu i jest gotów współdzielić ryzyko związane z inwestycją. Blisko 10 lat doświadczenia w finansowaniu inwestycji typu greenfield oraz zagranicznych przejęć pokazuje, że polskie firmy, stopniowo zdobywają nie tylko wiedzę, ale i doświadczenie. Dzięki nim mogą płynnie przechodzić do bardziej zaawansowanych form umiędzynarodowienia. Im większa wiedza, tym niepewność i ryzyko podejmowania działalności poza granicami kraju macierzystego są mniejsze. Zmniejsza się także dystans – zarówno geograficzny, jak i psychologiczny – a firmy zyskują odwagę, by inwestować na rynkach bardziej odległych, często mniej oczywistych.

Przed nami ekscytujący i intensywny rok! Obecnie pracujemy nad kilkunastoma projektami, które znajdują się na różnych etapach realizacji. Każdy z tych projektów to zarówno nowa szansa na rozwój, jak i wyzwanie wymagające pełnego zaangażowania naszego zespołu. Spodziewamy się, że w trakcie najbliższych miesięcy będziemy mogli podzielić się kolejnymi informacjami o nowych transakcjach.

[1] The 1H2024 investment matrix | fDi Intelligence – Your source for foreign direct investment information – fDiIntelligence.com

[2] Top 10 FDI projects of 2024 | fDi Intelligence – Your source for foreign direct investment information – fDiIntelligence.com

Ukraina po wojnie: demografia, korupcja i instytucje jako kluczowe bariery rozwoju

Na Ukrainie czają się wyzwania strukturalne, z którymi będzie trzeba sobie poradzić. To są wyzwania społeczne – związane z pewnym rodzajem rozkładu relacji w wyniku wojny. Spora część mężczyzn znalazła się na froncie, spora część kobiet wyjechała. Wyzwania związane są z demografią, która była fatalna już przed wojną. A teraz po tym, jak wyjechała znaczna część kobiet i dzieci, może okazać się piętą achillesową dla Ukrainy. Do tego dochodzą znane problemy związane z dalekim od europejskich standardów sposobem rozwiązywania polityk publicznych czy biznesu na Ukrainie. Ukraina to wielka szara czy wręcz czarna strefa – korupcja, brak instytucji, które by realizowały swoje zadania w potrzebnym stopniu. Odbudowa Ukrainy musi obejmować również kontekst społeczny i instytucjonalny, a nie tylko gospodarczy.

– Odbudowa Ukrainy będzie ogromnym wyzwaniem. Dzisiaj biznes skupia się na opcji, jaką jest udział w inwestycjach infrastrukturalnych po stronie wykonawczej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Kamil Sobolewski, główny ekonomista, Pracodawcy RP. – Takie inwestycje mogą mieć duży wymiar, wielkie budżety i mogą być szansą na zysk dla polskich przedsiębiorców. Natomiast pamiętajmy, że inwestycje to efekt w postaci większej konkurencyjności gospodarki, stworzenia mocy wytwórczych, które w przyszłości pozwolą wytwarzać więcej przy tym samym dostępie na przykład do pracy. Tymczasem na Ukrainie ciągle trwa konflikt. Taka pełnoskalowa odbudowa Ukrainy, wprzęgnięcie Ukrainy z powrotem w międzynarodowe łańcuchy dostaw, modernizacja gospodarki – to nadal dzielenie skóry na niedźwiedziu. To ciągle wymaga stabilności, perspektywy pokoju na kolejne lata – analizuje Kamil Sobolewski.

Ekonomiści i inwestorzy podzieleni: kiedy nadejdą pierwsze obniżki stóp procentowych?

Termin obniżek stóp procentowych oddala się. Są jednak szanse, że stanie się to najwcześniej w drugiej połowie tego roku.

Rynek wycenia szanse na obniżki jednak bardziej optymistycznie niż RPP i analitycy. Inwestorzy obstawiają, że przez 12 miesięcy dojdzie do trzech obniżek, w sumie o 75 punktów bazowych.

– Podstawowa różnica w oczekiwaniach dotyczących obniżek stóp procentowych spowodowana jest tym, że inwestorzy instytucjonalni inaczej podchodzą do tematu inflacji i obligacji, ponieważ wcześniej muszą przewidywać co się stanie z rynkiem zanim to się stanie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Rynek obecnie wycenia pomiędzy jedną a dwoma obniżkami w tym roku kalendarzowym, a po 12 miesiącach od naszej rozmowy będą to już trzy obniżki.

Tym bardziej jest to dla nich teraz ważne, ponieważ rentowności polskich obligacji były dla nich bardzo kuszące, ze względu na wysokie rentowności i siłę złotego, bo gdy wchodziliśmy w 2025 r. nasza waluta była wyceniana relatywnie tanio.

Inflacja w Polsce pozostaje niemal dwa razy wyżej, niż wynosi cel inflacyjny. Wzrost gospodarczy w Polsce wydaje się solidny, dlatego też nie wydaje się, że RPP będzie spieszyć się z sygnalizowaniem obniżek stóp procentowych. Prof. Glapiński wielokrotnie wskazywał na ostatnich posiedzeniach, że moment obniżki przesuwa się mocno do przodu i najprawdopodobniej słowa te zostaną powtórzone podczas konferencji prasowej zaplanowanej na czwartek. Wśród członków RPP pojawiają się głosy, że obniżka wciąż może mieć miejsce w tym roku. Henryk Wnorowski widzi potencjał na obniżki w tym roku. Ludwik Kotecki zmienił zdanie i mówi, że dyskusja na temat obniżek może rozpocząć się wcześniej, już w marcu, kiedy poznamy projekcje inflacyjne. Iwona Duda mówi, że obniżka może znaleźć swoje podstawy na koniec tego roku.

Po drugiej stronie mamy oczywiście szefa RPP oraz Ireneusza Dąbrowskiego, który mówi o dużym wpływie wysokich płac na inflację. Joanna Tyrowicz, najmocniejszy jastrząb w całym RPP wskazuje, że cel inflacyjny nie został spełniony w ostatnich 3 latach i najprawdopodobniej nie będzie spełniony wcześniej niż za dwa lata, co najprawdopodobniej w jej ocenie wyklucza szanse na obniżki. Wobec takich zdań analitycy oceniali, że warto poczekać co najmniej do marca przed jakimikolwiek spekulacjami, gdy poznamy nowy raport NBP zawierający zaktualizowaną prognozę inflacyjną, ale o obniżkach dowiemy się coś konkretnego prawdopodobnie po kolejnym, lipcowym raporcie.

– Już teraz wiemy, że w najbliższych tygodniach bardzo ważna okaże się nakładanie ceł przez D.Trumpa, ze względu na duże konsekwencje inflacyjne, a ocena skutków pojawi się właśnie w marcowym raporcie NBP – dodaje ekspert XTB. – Jednak teraz bazowym scenariuszem dla wielu analityków jest to, że nie zobaczymy obniżek w tym roku.

Wydźwięk komunikatu po lutowym posiedzeniu RPP, na którym nie zmieniono stóp, jest lekko jastrzębi. Rada wskazała, że „w najbliższych kwartałach inflacja utrzyma się wyraźnie powyżej celu inflacyjnego NBP, do czego przyczynią się efekty wcześniejszego wzrostu cen energii, a także wzrosty stawek akcyzy i cen usług administrowanych”. Rada podkreśliła, że w średnim okresie – przy obecnym poziomie stóp procentowych NBP oraz w warunkach oczekiwanego stopniowego obniżania się dynamiki płac – inflacja powinna powrócić do celu NBP.

RPP ponownie wymieniła czynniki niepewności dla tego scenariusza. Te czynniki to odmrożenie cen energii w II poł. br., wpływ podwyższonej inflacji na oczekiwania inflacyjne i presja płacowa, przy oczekiwanym ożywieniu gospodarczym przy niskim bezrobociu. Niepewność związana jest także z perspektywami aktywności w największych gospodarkach związaną ze zmianami polityki handlowej na świecie.

Argumentem na rzecz obniżki stóp w III kw. będą prawdopodobnie wyniki lipcowej projekcji, gdy będzie wiadomo więcej czy po przejściowym wzroście inflacji w okresie od IV kw. 2025 r. do III kw. 2026 r. – związanym z odmrożeniem cen energii – inflacja ma powrócić do celu RPP w IV kw. 2026 r.

Gdy inflacja miała być niska, jak zapewniał prezes NBP, to jednak rosła, a gdy przekroczyła 18% płace goniły inflację nieskutecznie, natomiast w ostatnich miesiącach sytuacja się zmieniła wzrost wynagrodzeń jest w okolicach dwucyfrowego wyniku, gdy inflacja za grudzień wynosiła 4,7%. Taki czynnik wewnętrzny, jakim jest popyt konsumpcyjny, zagraża wzrostem inflacji.

– Ważne jest więc na ile wzrost realnych wynagrodzeń przełoży się na wzrost konsumpcji, na co liczą inwestorzy operujący na polskim rynku wybierający w spółki z sektora dóbr konsumpcyjnych – mówi M.Kuch z XTB. – Jednak realny jest też scenariusz, że konsumenci będą chcieli odbudować swoje oszczędności.

Diagnostyka S.A. zadebiutuje na GPW 7 lutego. Redukcja zapisów wśród inwestorów indywidualnych wyniosła 94,16%

Diagnostyka S.A. („Diagnostyka”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Diagnostyka”) przydzieliła wszystkie akcje oferowane w IPO. Oferta Spółki cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem wśród inwestorów, w wyniku czego redukcja wśród inwestorów indywidualnych wyniosła 94,16%. W piątek, 7 lutego, akcje Diagnostyki zadebiutują na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Jestem dumny z sukcesu naszego IPO. Spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem naszej Oferty zarówno wśród inwestorów krajowych, jak i międzynarodowych, co potwierdza słuszność naszej wizji i strategii. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu, oraz powitać nowych akcjonariuszy w gronie naszych partnerów. Popyt zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych był bardzo duży i znacznie przewyższał oferowaną liczbę akcji. Cieszymy się tym bardziej, że jest to pierwsze zamknięte z sukcesem IPO w Europie od początku roku oraz jedna z większych tego typu ofert w Polsce w ostatnich latach – komentuje Jakub Swadźba, Współzałożyciel i Prezes Zarządu Diagnostyka S.A.

W ramach IPO inwestorom przydzielono pełną pulę 16.147.124 istniejących akcji Spółki posiadanych przez LX Beta S.à r.l., podmiot kontrolowany przez MidEuropa III Management Limited. Cena sprzedaży jednej akcji została ustalona na poziomie ceny maksymalnej i wyniosła 105 zł. Oznacza to, że wartość Oferty wyniosła blisko 1,7 mld zł. Redukcja wśród inwestorów indywidualnych, którym przydzielono łącznie 800.000 akcji, wyniosła 94,16%.

Debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie stanowi zwieńczenie udanego procesu IPO i jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju Spółki. Wierzymy, że obecność na giełdzie będzie wspierać dalszy rozwój Diagnostyki oraz pomoże umacniać naszą pozycję rynkową i w efekcie zwiększać wartość dla akcjonariuszy – dodaje Jakub Swadźba.

Debiut Diagnostyki na GPW odbędzie się 7 lutego o godzinie 9:00 w Sali Notowań w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, przy ul. Książęcej 4. Uroczystość będzie również transmitowana w kanałach społecznościowych GPW. Diagnostyka będzie jedną z największych Spółek, które debiutują na głównym parkiecie GPW w ostatnich latach.

Kluczowe informacje o Grupie

  • Grupa Diagnostyka jest liderem rynku diagnostyki medycznej w Polsce, dysponując rozbudowaną siecią obejmującą ponad 1.100 własnych punktów pobrań krwi, 156 laboratoriów diagnostycznych oraz 19 pracowni diagnostyki obrazowej.
  • Grupa Diagnostyka obsługuje rocznie ponad 20 milionów pacjentów (rozumianych przez Grupę jako łączna liczba pacjentów obsłużonych dziennie w skali roku), wykonując ponad 140 milionów badań.
  • Grupa oferuje dostępne i kompleksowe usługi, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby klientów indywidualnych (B2C) oraz klientów biznesowych (B2B).
  • Grupa Diagnostyka łączy działalność biznesową z misją społeczną, którą jest badanie, aby pomagać ludziom dbać o zdrowie i żyć dłużej. Dążąc do jej realizacji, Grupa stara się wyznaczać światowe standardy diagnostyki i profilaktyki.

160% więcej energii dla centrów danych do 2030 r. – wyzwanie dla sektora energetycznego

0

W pierwszym kwartale 2024 roku europejski rynek centrów danych pod względem dodanej mocy zwiększył się o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. W Paryżu wzrost ten sięgnął nawet 40%[1]. Wynika to głównie z rozwoju usług chmurowych, sztucznej inteligencji oraz zapotrzebowania na niezawodną infrastrukturę obliczeniową. Jednak za pozytywnymi statystykami stoją coraz poważniejsze wyzwania rynkowe, w tym m.in. problemy z przyłączeniem nowych obiektów do sieci energetycznej, konieczność redukcji emisji CO2 oraz wymogi prawne kładące nacisk na efektywność energetyczną.

Według analiz Goldman Sachs, do 2030 roku centra danych na świecie mogą zużywać nawet o 160% więcej energii niż obecnie[2]. Największy wpływ na ten wzrost ma rosnące wykorzystanie aplikacji AI oraz uczenia maszynowego, które wymagają zasilanych w niezawodny sposób wysokowydajnych procesorów oraz olbrzymich przestrzeni pamięci masowych. W gospodarkach Stanów Zjednoczonych, Chin czy Unii Europejskiej placówki tego typu odpowiadają obecnie za około 2-4% całkowitego zużycia energii elektrycznej[3].

Ograniczenia przyłączeniowe blokują rozwój centrów danych

Dostępność zasilania, w tym odnawialnych źródeł energii, staje się najważniejszym czynnikiem wpływającym na to, gdzie i jak budowane są nowe obiekty data center. Ich operatorzy zmagają się z niedoborem dostępnej mocy przyłączeniowej potrzebnej do rozwijania infrastruktury technicznej. Problem przeciążonych sieci dotyka nawet najbardziej atrakcyjne lokalizacje, takie jak Frankfurt, Londyn, Amsterdam czy Paryż. W efekcie część firm decyduje się na przeniesienie inwestycji do regionów z większą dostępnością zielonej energii i elastycznością sieci elektrycznej, tak jak w krajach nordyckich.

Wraz z rozwojem rynku centrów danych pojawiają się nowe wyzwania, bowiem coraz więcej krajów wprowadza regulacje ograniczające możliwość zwiększania poboru mocy z sieci. W rezultacie uzyskanie pozwolenia na budowę lub rozbudowę obiektów staje się coraz trudniejsze i wymaga spełnienia surowych norm dotyczących efektywności energetycznej obiektów, stosowanych w nich urządzeń oraz ich wpływu na środowisko. Dlatego konieczne są kolejne inwestycje nie tylko w infrastrukturę sieciową, lecz także w rozwiązania wspierające wydajne wykorzystanie energii – wskazuje Władysław Szewczuk, Data Center Cluster Leader Poland & Ukraine w firmie Eaton.

Chłodniej znaczy oszczędniej

Energię w centrach danych zużywają nie tylko same serwery i systemy pamięci masowej, ale także układy chłodzenia. Wysokowydajne procesory (zwłaszcza te przeznaczone do obsługi AI) generują ogromne ilości ciepła, co wymaga stosowania coraz bardziej zaawansowanych rozwiązań obniżających temperaturę w obiekcie. Przed ich wdrożeniem warto zwrócić uwagę na to w jakim stopniu przyczyniają się one do zużycia energii. Kluczowym parametrem efektywności energetycznej w centrach danych jest wskaźnik PUE (Power Usage Effectiveness), który określa rzeczywiste zapotrzebowanie systemu IT na energię. Wpływ na jego wartość mają głównie systemy chłodzenia, temperatura i wilgotność utrzymywane w pomieszczeniach serwerowych oraz sposób rozmieszczenia sprzętu odpowiedzialnego za przetwarzanie danych.

Im wyższe zapotrzebowanie na moc w centrum danych, tym więcej energii trzeba przeznaczyć na chłodzenie. Aby zapewnić sobie większą kontrolę nad jej zużyciem, warto śledzić współczynnik PUE. Pokazuje on ile energii trafia do sprzętu IT w porównaniu z całkowitym zużyciem energii w obiekcie. W idealnym scenariuszu współczynnik ten powinien wynosić 1,0 – wtedy cały pobór energii jest wykorzystywany przez sprzęt IT, bez strat na zasilanie urządzeń pomocniczych, takich jak chłodzenie czy oświetlenie. W praktyce osiągnięcie takiego poziomu jest trudne, a zadowalające wartości to te znajdujące się jak najbliżej jedynki. Dążenie do osiągnięcia jak najniższego współczynnika PUE to klucz nie tylko do zwiększania efektywności energetycznej centrów danych, ale również zmniejszenia kosztów operacyjnych – wyjaśnia Władysław Szewczuk.

Rosnące zapotrzebowanie na energię w centrach danych sprawia, że coraz większą rolę na rynku odgrywają rozwiązania modułowe. Można je łatwo skalować, co wpływa na skracanie czasu projektowania i rozbudowy infrastruktury centrów danych. Rozwiązania te wyposażone są m.in. w systemy zasilania gwarantowanego, rozdzielnice średniego i niskiego napięcia, transformatory oraz urządzenia do sygnalizacji i gaszenia pożaru. Dodatkowo zastosowanie w centrach danych automatyzacji oraz analityki predykcyjnej pozwalają m.in. na dopasowywanie gęstości serwerów do zapotrzebowania na dane, zarządzanie poborem energii oraz chłodzeniem. Dzięki temu możliwe jest zarówno bardziej elastyczne dostosowanie się do wymagań rynku, utrzymanie konkurencyjności, jak i uzyskanie oszczędności spowodowanych wydajniejszym zużyciem energii.

Źródła:

https://www.cbre.com/insights/reports/global-data-center-trends-2024

https://energy.ec.europa.eu/news/commission-adopts-eu-wide-scheme-rating-sustainability-data-centres-2024-03-15_en

https://www.goldmansachs.com/insights/articles/AI-poised-to-drive-160-increase-in-power-demand

https://www.iea.org/commentaries/what-the-data-centre-and-ai-boom-could-mean-for-the-energy-sector

[1] https://www.cbre.com/insights/reports/global-data-center-trends-2024

[2] https://www.goldmansachs.com/insights/articles/AI-poised-to-drive-160-increase-in-power-demand

[3] https://www.iea.org/commentaries/what-the-data-centre-and-ai-boom-could-mean-for-the-energy-sector

Warszawska giełda błyszczy na tle Europy, ale PLN w cieniu mocnego dolara

We wczorajszym komentarzu pisałem, że awersja do ryzyka nie rozkłada się równomiernie po rynkach i aktywach. W czwartek obserwujemy kontynuację tego trendu, tyle że doszło do kolejnego przetasowania. Dzisiaj poprawa sentymentu widoczna jest na parkietach giełdowych, a odwrót nastąpił od walut rynków wschodzących, w tym złotego. Zauważalnym wyjątkiem jest kurs GBP/PLN, a wszystko z powodu kolejnej obniżki stóp procentowych ze strony Banku Anglii.

Zielono im

Mało kogo już dziwi, że aktualnie rynki podążają za głosem płynącym z Białego Domu. A że ostatnie godziny nie przyniosły nowych rewelacji z Waszyngtonu, to przynajmniej częściowo inwestorzy wzięli głęboki oddech. Apetyt na ryzyko powrócił z pewnością na giełdy, które generują dziś bardziej niż przyzwoite zyski. Już azjatyckie indeksy wyraźnie zarysowały czwartkowy sentyment, najlepiej poradził sobie Hongkong (+1,4%), a najsłabiej Tokio (+0,6%), któremu nie przeszkodziły rosnące oczekiwania co do podwyżki stóp procentowych przez Bank Japonii (posiedzenie dopiero w marcu). W Europie najważniejsze parkiety świecą na zielono, ale zwyżki nie rozkładają się równomiernie. Od +0,4% w Amsterdamie, przez +0,6% w Mediolanie czy +0,9% we Frankfurcie, po aż +1,6% w Londynie. Nawet na tak wymagającym tle doskonale prezentuje się Warszawa, gdzie zarówno WIG20, jak i drugi szereg spółek zyskują powyżej 2%. Trudno na ten moment ocenić, czy nastroje podbije jeszcze Wall Street po otwarciu handlu kasowego, ponieważ przedsesyjny znajduje się na niewielkich plusach. Tyle o tej optymistycznej stronie dzisiejszej sesji, a teraz przejdźmy do rynku walutowego.

USD kontratakuje

Jeżeli przyjąć, że rynkowy nastrój na forexie dobrze opisuje zachowanie walut rynków wschodzących, to w czwartek możemy mówić o powrocie awersji do ryzyka. Oczywiście należy to uznać za uproszczony obraz, ponieważ rynek walutowy podąża tam, gdzie życzy sobie tego dolar amerykański. A ten od około doby powrócił do umocnienia i od tego czasu zyskał już blisko cent. Jeszcze wczoraj po południu kurs EUR/USD przekraczał 1,043 $, ustanawiając tygodniowe maksima, aby dziś przed godz. 15 zejść w pobliże 1,035 $. Trudno znaleźć jakieś fundamentalne (techniczne zresztą też) powody dla tej zmiany podejścia inwestorów, więc chyba ponownie wypada spojrzeć na rynek długu. Po gwałtownym spadku rentowności amerykańskich obligacji (wczoraj wieczorem 10-latki dotarły w pobliże 4,4%, czyli znalazły się najniżej od połowy grudnia), w czwartek widać pewne uspokojenie. Jeżeli dodamy do tego fakt, że straty dolara w ostatnich dniach były bardziej niż znaczące, to trwająca kontra wydaje się czymś całkiem naturalnym. Mimo wszystko jest zdecydowanie za wcześnie na ogłoszenie nowego rynkowego kierunku. Nawet jeśli Donald Trump nie wyskoczy do końca jutrzejszej sesji z jakimś nowym, wspaniałym pomysłem, to i tak w piątek otrzymamy wisienkę na torcie danych makro w tym tygodniu, czyli odczyty Departamentu Pracy za styczeń.

PLN gra na różnych boiskach

Oczywiście przy silniejszym dolarze na szerokim rynku w kłopotliwej sytuacji znajdują się waluty EM, w tym polski złoty. Mimo wszystko presja widoczna jest głównie na USD/PLN, który wrócił powyżej 4,05 zł. Kurs EUR/PLN cały czas trzyma się blisko 4,20 zł, a kurs CHF/PLN zawraca z 4,48 zł. PLN może pomóc prezes NBP, który w trakcie pisania tych słów prowadzi tradycyjną konferencję po posiedzeniu RPP (utrzymano główną stopę na 5,75%). A skoro o posiedzeniach władz monetarnych mowa, to dziś decyzję ogłosił Bank Czech, ścinając koszt kredytu o 25 pb do 3,75 %. Co ciekawe ruch zgodny z oczekiwaniami nie zaszkodził czeskiej koronie, a kurs CZK/PLN zwyżkuje do 0,167 zł. Na identyczny ruch jak Czesi zdecydował się też o wiele ważniejszy z globalnej perspektywy Bank Anglii. Tym samym główna stopa na Wyspach zeszła do 4,5%. Funt oberwał dziś mocno na szerokim rynku i to mimo decyzji zgodnej z oczekiwaniami. Stało się tak m.in. przez gwałtowną zmianę podejścia ze strony do tej pory najbardziej jastrzębiej członkini gremium, czyli Catherine Mann. Miała ona dziś zagłosować za utrzymaniem kosztu pieniądza, a tymczasem wnioskowała o cięcie aż o 50 pb. To nowe rozdanie może zmienić perspektywę dalszego luzowania monetarnego. Kurs GBP/PLN zareagował dalszą przeceną i zszedł do 5,02 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Kapituła Nagrody Mariusza Waltera ogłosiła listę nominowanych za 2024 rok

Nagroda Mariusza Waltera skierowana jest do ludzi mediów, którzy wyróżniali się w 2024 roku kreatywnością, odwagą, świetnym warsztatem dziennikarskim połączonym z intuicją i wrażliwością społeczną.

Nominacje do Nagrody Głównej za Osobowość medialną roku otrzymali – Karolina Lewicka z radia TOK FM, Jakub Sobieniowski, dziennikarz Faktów TVN oraz Agnieszka Szydłowska, Dyrektorka Radiowej Trójki.

W kategorii Wydarzenie roku w mediach nominowani zostali – Paweł Figurski i Patryk Słowik, dziennikarze Wirtualnej Polski, za cykl publikacji o ministrze nauki Dariuszu Wieczorku, Renata Kim za cykl artykułów o Collegium Humanum w Newsweek Polska oraz Piotr Świerczek za cykl reportaży i materiałów telewizyjnych Siła kłamstwa w TVN24.

Nominowani w kategorii Nowy głos w mediach to: Sylwia Czubkowska, współtwórczyni podcastu Techstorie w Radio TOK FM,  Krzysztof Jakubowski, Agnieszka Mazuś i Krzysztof Wiejak z portalu JawnyLublin.pl oraz Maciej Okraszewski, twórca podcastu Dział Zagraniczny.

W kategorii Sport w mediach nominowani zostali – Juliusz Ćwieluch, dziennikarz tygodnika Polityka, za podcast Rowery, nie bajki, Daria Kabała-Malarz, dziennikarka Canal+ Sport oraz Mirosław Żukowski, niezależny komentator wydarzeń sportowych.

Nagroda Mariusza Waltera została stworzona przez Fundację im. Bożeny i Mariusza Walterów pod koniec 2023 roku. To wyróżnienie zarówno dla tych, którzy mają duże doświadczenie medialne, ale także dla osób dopiero wchodzących na rynek mediów. Nagroda Mariusza Waltera to wskazanie kierunku, w którym polskie media powinny się rozwijać i jakie wartości reprezentować. To dostrzeżenie osób, których warto słuchać.

O nominacjach oraz laureatkach i laureatach danej kategorii zadecydowała Kapituła w składzie: Andrzej Andrysiak, Edwin Bendyk, Andrzej Bobiński, Kamil Dziubka, Sylwia Gregorczyk-Abram, Jerzy Jurecki, Grzegorz Kalinowski, Michał Kołodziejczyk, Adam Małysz,  Adam Pieczyński, Hanna Rydlewska, Joanna Solska, Agata Szczęśniak, Mariusz Szczygieł, Bożena Walter, Jacek Wasilewski, Paulina Wilk. Kandydatury zgłaszane są przez członków Kapituły, a podczas obrad spośród zgłoszeń wybierani są nominowani – po 3 w każdej kategorii. Laureatki i laureaci  nagród zostaną ogłoszeni podczas uroczystej Gali, która odbędzie się w piątek 21 marca 2025 w Muzeum POLIN.

W 2025 roku zostanie po raz pierwszy przyznana Nagroda Specjalna Bożeny i Mariusza Walterów.  Jest to  wyróżnienie indywidualne, przyznane przez inicjatorkę i fundatorkę nagród, za całokształt pracy dziennikarskiej.  W tym wypadku o wyborze laureata nie decyduje Kapituła Nagrody.

Nieraz pytano mnie jak zdefiniowałabym osobowość medialną? Składa się na to wiele cech, ale gdybym miała określić to jednym zdaniem, to powiedziałbym: osobowość medialną cechują emocje, które wywołuje, a także, wielokrotnie potwierdzany znakomity warsztat. Dlatego zdecydowałam się w tym roku przyznać dodatkową Nagrodę Specjalną dla postaci, która zawsze wzbudzała podziw w Mariuszu i we mnie. Osoby, o której dorobku zawsze rozmawialiśmy w naszym domu i która niejednokrotnie udowadniała jakość swojej pracy, do tej pory nigdzie oficjalnie nie uhonorowanej  mówi Bożena Walter, założycielka Fundacji im. Bożeny i Mariusza Walterów.

Zwyciężczynie i zwycięzcy wszystkich kategorii otrzymają statuetkę wykonaną przez jednego z najbardziej utalentowanych polskich rzeźbiarzy Tomasza Górnickiego oraz nagrodę pieniężną. W kategorii głównej – Osobowość medialna roku jest to 100 tysięcy zł, a w pozostałych kategoriach nagrody wynoszą po 30 tysięcy zł.

Organizatorem konkursu oraz  fundatorem nagród jest Fundacja im. Bożeny i Mariusza Walterów.

Patronem medialnym nagrody jest TVN Warner Bros. Discovery.

Przejrzystość wynagrodzeń – obalamy mit o jawności zarobków

0

W związku z nadchodzącym obowiązkiem wdrożenia przez Polskę unijnej dyrektywy dotyczącej jawności płac, temat przejrzystości wynagrodzeń zyskuje na znaczeniu. Choć wciąż wokół niego krąży wiele mitów, ma szansę stać się istotnym narzędziem budującym zaufanie, równość płacową oraz większą efektywność w organizacjach. Eksperci Gi Group wyjaśniają, na czym naprawdę polega transparentność wynagrodzeń i dlaczego warto spojrzeć na nią szerzej.

Dyrektywa UE o jawności wynagrodzeń – co warto wiedzieć?

Dyrektywa Unii Europejskiej dotycząca transparentności wynagrodzeń została przyjęta w maju 2023 roku i nałożyła na państwa członkowskie obowiązek dostosowania krajowych przepisów do 7 czerwca 2026 roku, czyli zostało niewiele ponad rok na implementację zmian do polskiego prawa.

Regulacja ma na celu zmniejszenie luki płacowej między kobietami a mężczyznami oraz ogólne zwiększenie równości w zakresie wynagrodzeń, awansów oraz dostępu do stanowisk na rynku pracy. Dyrektywa przewiduje obowiązek podawania widełek wynagrodzeń w ofertach pracy, przejrzyste raportowanie różnic płacowych oraz zapewnienie pracownikom dostępu do informacji na temat struktury płac w firmie. Jest to odpowiedź na rosnące oczekiwania pracowników i społeczne naciski na budowanie uczciwych oraz sprawiedliwych miejsc pracy w całej Europie.

Wprowadzenie nowych zasad w Polsce rodzi wiele pytań i wątpliwości. W przestrzeni publicznej nie brakuje błędnych przekonań, które mogą budzić niepotrzebny niepokój. Eksperci Gi Group przedstawiają najczęstsze mity związane z jawnością wynagrodzeń i wyjaśniają, dlaczego nie należy się ich obawiać.

Mit 1: Jawność wynagrodzeń oznacza ujawnianie indywidualnych zarobków pracowników

Niektórzy obawiają się, że przejrzystość płac wiąże się z ujawnianiem, ile zarabia każdy pracownik. To błędne rozumienie nowej regulacji.

– To jedna z najczęstszych obaw pracodawców i pracowników, która nie ma uzasadnienia. Jawność wynagrodzeń nie oznacza upubliczniania konkretnych wynagrodzeń poszczególnych osób, lecz opiera się na publikowaniu zasad wynagradzania, widełek płacowych oraz kryteriów decydujących o płacy w organizacji. W rzeczywistości umożliwia to pracownikom lepsze zrozumienie, na jakiej podstawie są wynagradzani — wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Mit 2: Z ogłoszenia o pracę dowiesz się, ile dokładnie zarobisz oraz na jakie podwyżki możesz liczyć

Czy wszystkie ogłoszenia o pracę muszą zawierać informacje o wynagrodzeniu? Tak, jednak przepisy nie wymagają podawania konkretnej kwoty, ani też progresji płacowej.

– Od 7 czerwca 2026 roku każda oferta pracy będzie musiała zawierać wynagrodzenie początkowe lub jego widełki, niezależnie od wielkości firmy. Dodatkowo dyrektywa nakłada obowiązek informacyjny dotyczący progresji wynagrodzeń, czyli jasnych kryteriów podwyżek dla zatrudnionych. Pozostawia jednak furtkę dla mniejszych pracodawców (zatrudniających do 50 osób), umożliwiającą zwolnienie ich z tego obowiązku. Nie wiadomo jakie regulacje przyjmą nasze władze.  W Polsce takie firmy stanowią ok. 99% wszystkich przedsiębiorstw, więc wiele tu zależy od ustawodawcy. Warto jednak pamiętać, że transparentne komunikowanie kryteriów wynagradzania może być korzystne niezależnie od wielkości firmy, ponieważ zwiększa zainteresowanie ofertą i buduje zaufanie kandydatów — podkreśla Anna Wesołowska.

Mit 3: Przejrzystość wynagrodzeń to jedynie wymóg narzucony przez prawo

Czy jawność płac to tylko biurokratyczna zmiana? Absolutnie nie. Unijna dyrektywa nakłada obowiązek wprowadzenia przejrzystości wynagrodzeń w firmach, ale nie jest to jedynie formalny wymóg do spełnienia bez praktycznych korzyści. Eksperci przekonują, że ma on dużo większy wymiar i wpisuje się w globalny trend budowy sprawiedliwych miejsc pracy.

– Firmy, które otworzą się na transparentność w wynagrodzeniach, zyskają przewagę konkurencyjną na rynku pracy. Pracownicy chcą wiedzieć, że są wynagradzani sprawiedliwie – a przejrzysta polityka płacowa może to zapewnić — podsumowuje Tomasz Tarabuła, dyrektor regionalny Gi Group.

Na świecie można zaobserwować, że organizacje, które wprowadziły jasne zasady dotyczące wynagrodzeń, zyskały na lojalności i zaangażowaniu swoich pracowników. Ponadto przejrzystość wynagrodzeń przeciwdziała dyskryminacji płacowej i sprzyja równości na rynku pracy. Firmy, które otwarcie komunikują swoje polityki płacowe, są postrzegane jako bardziej sprawiedliwe i odpowiedzialne społecznie, co przekłada się na ich pozytywny wizerunek w oczach klientów, inwestorów i potencjalnych pracowników.

W plebiscycie na HR-owe Słowo Roku 2024 organizowanym przez Gi Group Holding „jawność wynagrodzeń” zajęła drugie miejsce, co świadczy o rosnącym znaczeniu tego zagadnienia w branży HR.

– Przejrzystość wynagrodzeń może pomóc w budowie bardziej zaangażowanych zespołów, gdzie pracownicy czują się sprawiedliwie wynagradzani. To szczególnie ważne w czasach dużej rotacji kadry i rosnącej presji płacowej – mówi Tomasz Tarabuła.

Jawność płac w Polsce: wyzwania i zmiana mentalności

Według badania Gi Group „Wynagrodzenia 2024. Oczekiwania Polaków”, 42% z nas spodziewa się wzrostu wynagrodzeń w najbliższych miesiącach​.

– Wprowadzenie przejrzystości płacowej może pomóc zarządzać tymi oczekiwaniami w sposób zrównoważony i klarowny, co ograniczy ryzyko rotacji i niezadowolenia w organizacjach — tłumaczy Grzegorz Gojny. – Pamiętajmy, że głównym celem dyrektywy jest likwidacja luki płacowej między kobietami a mężczyznami. Przejrzystość wynagrodzeń to głównie zmiany proceduralne, ale również zmiana sposobu myślenia. Kluczowa będzie edukacja i komunikacja wewnętrzna w firmach, by w pełni wykorzystać potencjał płynący z transparentności płac — podkreśla Grzegorz Gojny, dyrektor regionalny Gi Group.

Według ekspertów Gi Group poprawa przejrzystości w rekrutacji obejmująca informowanie o etapach procesu czy kryteriach oceny, znacząco wpłynie na odbiór ofert przez kandydatów.

– Zwiększenie przejrzystości płacowej to klucz do poprawy wizerunku firmy oraz krótszych negocjacji płacowych. Jawność wynagrodzeń sprzyja przeciwdziałaniu dyskryminacji, propagowaniu inkluzywności i równości w organizacji. Długofalowo zmiany te mogą przyczynić się do stworzenia bardziej przejrzystego rynku pracy. Jednocześnie mogą one budzić pewne obawy. Firmy  będą musiały baczniej przyglądać się trendom w zakresie płac, aby odpowiednio ustalać wynagrodzenia i zapewniać konkurencyjność ofert  – mówi Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Mieszkaniówka w styczniu: powrót podaży, ale wciąż mało transakcji

Styczeń w sektorze mieszkaniowym był okresem powrotu do większej aktywności po stronie podaży. Firmy deweloperskie na 7 rynkach głównych wprowadziły do sprzedaży ponad 3,8 tys. lokali. Oferta mieszkań z drugiej ręki po dwóch miesiącach spadków wzrosła o 4% m/m. Jednak zarówno deweloperzy, jak i prywatni właściciele sprzedający nieruchomości, zmagali się z niską skłonnością kupujących do finalizacji transakcji. Styczeń okazał się łatwiejszy jedynie dla najemców i wynajmujących – dane Otodom wskazują, że na koniec miesiąca w największych miastach oferta sięgnęła 16 tys. (+15% m/m), a popyt lekko wzrósł.

Rekordowa oferta, ale jeszcze nie nadpodaż

W styczniu deweloperzy działający na 7 największych rynkach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) wprowadzili do sprzedaży ponad 3,8 tys. lokali. Popyt okazał się jednak niższy niż miesiąc wcześniej – wstępny odczyt Otodom wskazuje, że sprzedano blisko 3 tys. mieszkań, co najprawdopodobniej przełoży się na finalny wynik na poziomie 2,8 tys.

Pogłębiająca się nadwyżka podaży nad popytem doprowadziła do rekordowej liczby dostępnych mieszkań. Na koniec stycznia oferta firm deweloperskich w obrębie 7 największych miast przekroczyła 57 tys. lokali, a w ich aglomeracjach sięgnęła 73 tys. Warto jednak podkreślić, że sytuacja mocno różni się w zależności od lokalizacji. W Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Katowicach podaż wyraźnie przewyższała popyt, podczas gdy w Trójmieście i Warszawie panowała równowaga, a w Poznaniu sprzedaż przewyższyła liczbę nowych mieszkań wprowadzonych na rynek.

Różnice pomiędzy poszczególnymi miastami widoczne były także w czasie wyprzedaży oferty[1]. W Katowicach i Łodzi, mimo przewagi podaży nad sprzedażą, czas wyprzedaży skrócił się, podczas gdy w Warszawie i Trójmieście, przy niewielkiej różnicy między sprzedażą a nową podażą, wyraźnie się wydłużył. W efekcie na rynkach z dużą liczbą dostępnych mieszkań wskaźniki sprzedaży ustabilizowały się lub spadły, a tam, gdzie oferta była relatywnie niska (Warszawa, Trójmiasto), czas wyprzedaży wzrósł.

Po raz pierwszy od listopada 2022 roku czas potrzebny na wyprzedanie oferty na siedmiu największych rynkach przekroczył pięć kwartałów. Choć poziom uznawany za sygnalizujący nadpodaż wynosi sześć kwartałów, to utrzymujący się w ostatnich miesiącach trend może budzić uzasadnione obawy wśród deweloperów. Warto obserwować tę sytuację, jednak to, czy mamy do czynienia z nadpodażą, będzie można określić po pierwszych trzech miesiącach roku – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektor badań rynku Otodom.

W cennikach bez zmian

Niepokój deweloperów nie znalazł odzwierciedlenia w cennikach. W stosunku do grudnia 2024 roku ich zmiana nie przekroczyła 0,6%. Jedynie w Trójmieście widoczna była inna tendencja w skali miesiąca – w Gdańsku, Gdyni i Sopocie wzrostowi stawek za mkw. towarzyszył wzrost średniej ceny całkowitej oferowanego mieszkania.

Z jakim wydatkiem musieli się liczyć potencjalni kupujący? W stolicy musieli być przygotowani na ponad 17 tys. zł/mkw. Kolejnymi pod względem wysokości stawek miastami pozostały Kraków (16,4 tys. zł/mkw.) i Trójmiasto, w którym średnie ceny zbliżają się do 15 tys. zł/mkw. Z kolei najtaniej wciąż jest w Łodzi, gdzie za mkw. mieszkania deweloperskiego trzeba zapłacić ok. 11,2 tys. zł.

Warto jednak zaznaczyć, że roczna analiza cen wyraźnie pokazuje spowolnienie wzrostów. Po raz pierwszy od 2022 roku, na koniec stycznia, na żadnym z monitorowanych rynków średnie ceny nie wzrosły o więcej niż 10% w skali roku.

Ożywienie na rynku wtórnym

Okazuje się, że początek roku przyniósł wzrost oferty również na rynku wtórnym. Po dwóch miesiącach spadków liczby oferowanych lokali z drugiej ręki w styczniu nastąpiło lekkie odbicie i skok o 4% m/m. Na koniec stycznia poszukujący mieszkań w tym segmencie rynku mieli do dyspozycji w serwisie Otodom 53,2 tys. ogłoszeń. Poziom ten, choć wysoki, nie zbliża się jednak do rekordów z jesieni 2024, gdy w październiku dostępnych było aż 57,1 tys. takich lokali.

Co ciekawe, najistotniejsza zmiana na rynku wtórnym w największych polskich miastach w styczniu 2025 roku dotyczyła popytu. Początek roku przyniósł gwałtowny wzrost aktywności kupujących, a liczba odpowiedzi na ogłoszenia w serwisie Otodom znacząco wzrosła. W porównaniu do grudnia odnotowano aż 47% więcej odpowiedzi, a względem stycznia 2023 roku zainteresowanie było wyższe o 19%. Z czego to wynika?

Nie pierwszy raz obserwujemy podobny schemat zachowań kupujących na rynku mieszkaniowym. Pod koniec roku nabywcy, skuszeni świątecznymi promocjami deweloperów, koncentrują swoje poszukiwania na rynku deweloperskim. Natomiast na początku nowego roku ponownie kierują uwagę na rynek wtórny, licząc na znalezienie odpowiedniej oferty – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.

Jednak mimo dużego zainteresowania zakupem mieszkań, styczeń okazał się wymagającym miesiącem dla sprzedających. Zarówno deweloperzy, jak i prywatni właściciele napotkali trudności związane z niską gotowością kupujących do finalizacji transakcji – wysoka podaż i stabilne ceny sprawiają, że aktywni nabywcy naturalnie wydłużają proces podejmowania decyzji o zakupie.

Noworoczny ruch w sektorze najmu

Wydłużanie decyzji o finalizacji zakupu mieszkania, to także efekt wysokiej elastyczności rynku najmu, który w 7 największych polskich miastach oparty jest o mieszkania oferowane przez osoby fizyczne bądź agencje nieruchomości. Pod koniec stycznia oferta w tym segmencie rynku w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu wyniosła 16 tys. lokali, czyli była o 15% wyższa niż na koniec grudnia. Tak więc, zainteresowani zakupem własnego M mogli sobie pozwolić na dłuższe pozostanie na rynku najmu, a nawet zmianę wynajmowanego lokalu podczas trwających poszukiwań wymarzonego mieszkania.

Warto zauważyć, że choć największa aktywność w tym sektorze przypada zwykle na okres od maja do października, to w styczniu również odnotowano ożywienie. Jego skala była jednak porównywalna do tej z początku 2023 roku, a nie do wyjątkowo dobrego pod względem najmu roku 2024.

[1] Wskaźnik obrazujący sytuację na danym rynku. Wyliczany na podstawie wielkości oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy. To wyrażony w kwartałach czas, w którym z oferty zniknęłyby wszystkie mieszkania gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie średniej z ostatnich 3 miesięcy.

Na morzu nie wieje nudą: o zmianach w biznesie morskim w 2025 roku

Fracht morski odgrywa kluczową rolę w globalnej wymianie handlowej. Według danych IMO (Międzynarodowej Organizacji Morskiej) ok. 80-90% globalnego handlu odbywa się właśnie tym serwisem. Żegluga morska nie tylko łączy rynki z różnych kontynentów, ale także odgrywa istotną rolę geopolityczną. Potwierdzają to wydarzenia z ostatnich 2-3 lat. Czynniki klimatyczne, takie jak susza ograniczająca przepustowość Kanału Panamskiego czy ataki bojowników jemeńskich w Kanale Sueskim pokazują, że zachwiania na rynku frachtów morskich bezpośrednio wpływają na globalny biznes. Dlatego dostęp do kluczowych przepraw i szlaków to strategiczny zasób dla wielu krajów, to ich być albo nie być w handlu międzynarodowym. A jak wygląda sytuacja na morzu na początku 2025 roku?

Zmiana aliansów armatorów od lutego 2025 roku ma poprawić terminowość statków

Od lutego tego roku globalny rynek frachtów morskich czeka prawdziwa rewolucja za sprawą zmiany aliansów armatorów. Zakończył się sojusz 2M, który tworzyły MSC i Maersk, a swoje działania rozpoczął nowy – Gemini Cooperation, zawiązany przez Maersk i Hapag-Lloyd. Jednak ten nowy alians to nie tylko zacieśnienie współpracy pomiędzy dwoma graczami na rynku, z którymi mieliśmy do czynienia już niejednokrotnie. Gemini Cooperation wprowadza innowacyjną koncepcję transportu opartą na linowych połączeniach między portami hubowymi. Zamiast dotychczasowego systemu pętli statki będą zawijały do mniejszej liczby portów, a transport pomiędzy wybranymi większymi portami hubowymi a resztą terminali będzie realizowany przez mniejsze jednostki – shuttle vessels. Dzięki temu rozwiązaniu Maersk i Hapag-Lloyd liczą na poprawę terminowości statków, która jest największym wyzwaniem rynku armatorów i obecnie wynosi tylko 53% (dane za 2024 rok). Według założeń nowego aliansu, po pierwszym roku jego funkcjonowania ma wzrosnąć do 90%. Warto również podkreślić, że wybór terminali hubowych nie jest przypadkowy – w większości z nich Maersk lub Hapag-Lloyd posiadają pakiet udziałów. Dzięki temu armatorzy zakładają, że alians Gemini uzyska priorytet w obsłudze operacyjnej. Jest to interesujące rozwiązanie, któremu będziemy się uważnie przyglądać.

Nowa koncepcja nie jest wolna od wyzwań. Ryzykiem jest możliwość wystąpienia kongestii
w portach hubowych, szczególnie w sytuacji dużego wolumenu towarów. Na liście 12 kluczowych portów obydwu armatorów figurują m.in.: Hamburg, Rotterdam, Singapur, Hongkong, Shenzhen, Nowy Jork, New Jersey czy Los Angeles. Niewątpliwie te terminale zostały również dobrane tak, aby móc obsłużyć sprawnie duże wolumeny, jednak znamy z historii trudności operacyjne np. w Hamburgu.

Ponadto na rynku morskim od lutego funkcjonuje także alians – Premier Alliance, tworzony przez HMM (Hyundai Merchant Marine), ONE (Ocean Network Express) oraz Yang Ming. Sojusz ten na niektórych kierunkach współpracuje również z MSC w ramach umowy o dzieleniu przestrzeni. Z kolei ostatni wspomniany armator – MSC, po zakończeniu sojuszu 2M, zdecydował się realizować swój projekt „Standalone Services”, w ramach którego operuje samodzielnie na całym świecie. W niektórych przypadkach podpisuje jednak lokalne umowy, np. z Premier Alliance.

Reakcją konkurencji na wspomniane zmiany aliansów jest również m.in. przedłużenie umowy Ocean Alliance (sojusz armatorów, do którego należą m.in. CMA CGM, Cosco Shipping, Evergreen i OOCL) do 2032 r.

Zmiany na światowych morzach i ich znaczenie dla polskiego biznesu

W siatce portów hubowych Gemini nie ma żadnego polskiego portu – od lutego Gdańsk i Gdynia obsługiwane będą przez shuttle vessel i połączenie z niemieckimi portami. Przez ostatnie 10 lat, od lutego 2015 r., do Gdańska zawijał Maersk, a nowy projekt to zmienia, co jest historycznym symbolem. Jednak nie stracą na tym ani klienci, ani biznes. Dlaczego? Zwiększona terminowość w systemie Gemini ma dotyczyć także mniejszych terminali docelowych. Z drugiej strony do naszych portów pływają inni armatorzy. Chociażby niedawno MSC wprowadziło dwa nowe serwisy z Azji do Gdańska – Albatros oraz Brytania.

Polskie porty dynamicznie się rozwijają. Są bramą dla naszej gospodarki w wymianie handlowej, a dane gospodarcze na rok 2025 pokazują prognozy wzrostu. W minionym roku polskie porty morskie osiągnęły rekordowe wyniki finansowe i operacyjne. Wg danych Ministerstwa Infrastruktury łączny zysk netto największych portów wzrósł o 26%, osiągając wartość 551,7 mln zł w porównaniu do roku 2023. Polskie porty przeładowały łącznie 135 mln ton towarów, z czego przeładunki kontenerowe wzrosły o ponad 9%, osiągając rekordowy poziom 3,27 mln TEU[1].

Polska zyskuje na znaczeniu jako hub logistyczny Europy, przemawia za tym wiele argumentów, m.in. rozwój koncepcji Black Sea Banana – czyli dynamicznie zyskującego na znaczeniu obszaru logistyczno-produkcyjnego, który rozciąga się od Polski, przez Europę Środkowo-Wschodnią, Południową, Turcję, Kaukaz aż do Azji Centralnej. Istotne są także kwestie odbudowy Ukrainy i dalszy rozwój całego regionu CEE. Rola portów w tym procesie jest kluczowa. Ważna jest ich rozbudowa oraz zwiększanie przepustowości, co dzieje się np. w przypadku Świnoujścia czy Gdańska. Niezbędna jest także odpowiednia infrastruktura transportowa, która umożliwi efektywną wymianę towarów. W tym kontekście kolej i transport intermodalny stają się bardzo istotne. Obecnie planowane są inwestycje w budowę linii kolejowych w Szczecinie i Świnoujściu, co ma na celu poprawę dostępu do portów oraz zwiększenie ich efektywności operacyjnej.

Kanał Panamski rozgrzewa emocje nie tylko w Amerykach

O znaczeniu tego ostatniego stwierdzenia mogliśmy przekonać się w ostatnim miesiącu m.in. za sprawą wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa. Kanał Panamski to istotna przeprawa dla międzynarodowego transportu morskiego, ale jest on przede wszystkim ważną arterią dla Ameryki Północnej. Kanał ma łączną długość ponad 80 km, łączy Ocean Atlantycki z Pacyfikiem, co znacząco skraca czas transportu morskiego. Np. trasa z Nowego Jorku do San Francisco dzięki przeprawie jest krótsza o ponad 14 tys. km. Wg szacunków rocznie rejestruje się tam prawie 14 000 tranzytów, co stanowi ok. 5-6% światowego handlu. Trzeba zauważyć, że przeprawa ta jest istotna dla relatywnie mniej istotnych, z perspektywy globalnej, kierunków z Europy do Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej czy Południowej, jak i z Azji do Wschodniego Wybrzeża USA.

Od kilku lat w infrastrukturę wokół przeprawy inwestują Chiny, co jest częścią ich strategii ekspansji gospodarczej w Ameryce Łacińskiej. Chińskie firmy zarządzają portami, ale też budują ogromne parki logistyczne wzdłuż Kanału.

Konsekwencje przejęcia Kanału Panamskiego przez Stany Zjednoczone wykraczałyby daleko poza granice obu Ameryk, wpływając na globalną logistykę, dynamikę handlu i stosunki geopolityczne – podobnie jak kwestie ceł na Meksyk, Kanadę, Chiny czy potencjalnie Unię Europejską, co do których amerykańska administracja podejmuje pierwsze działania. Jednak w tym przypadku to wciąż spekulacje.

Transport z Azji: Nowy Chiński Rok oraz Kanał Sueski

Początek lutego to także okres Nowego Chińskiego Roku, który w tym roku wypada dokładnie od 29 stycznia do 12 lutego. To moment, gdy fabryki zatrzymują swoje operacje, a pracownicy wracają, często wiele kilometrów, do swoich rodzinnych domów. Dla logistyki okres poprzedzający to święto jest momentem wzmożonej intensywności. Jednak w tym roku m.in. z powodu nowego aliansu operatorów, ale również kryzysu na Morzu Czerwonym, obserwowaliśmy przesunięcie szczytów przewozowych o ok. miesiąc wcześniej. Podobne „przyspieszenie” operacji było zauważone w biznesie lotniczym na trasie Azja-Europa.

W kontekście Morza Czerwonego warto zwrócić uwagę, że zawieszenie broni między Izraelem a Palestyną rozbudziło na nowo nadzieję na wykorzystanie przeprawy przez Kanał Sueski, o czym już dziś piszą media. Co by mogło to oznaczać dla rynku morskiego? Przywrócenie przeprawy mogłoby wywołać nadpodaż przestrzeni ładunkowej. Z jednej strony mielibyśmy statki, które już płyną wokół Afryki i nie mogłyby zawrócić, żeby skorzystać z odblokowanego Kanału Sueskiego.

Z drugiej strony zaś na morzu pozostałyby też statki, które wypłynęły później i, korzystając z przeprawy, dotrą do celu szybciej. Sytuacja ta mogłaby skończyć się podobnym czasem dopłynięcia do portów w Europie, co potencjalnie wywołałoby kongestię. Skąd te przewidywania? Mieliśmy już okazję obserwować takie zdarzenie, kiedy kontenerowiec Ever Given w 2021 r. utknął w Kanale Sueskim.

Może się również zdarzyć, że armatorzy nadal będą oferować serwis wokół Afryki. Dlaczego?

Z jednej strony przeprawa Kanałem Sueskim może stać się serwisem premium do Europy – szybszym, ale droższym. Z drugiej strony wiele firm może chcieć nadal transportować przynajmniej część wolumenu szlakiem przez Przylądek Dobrej Nadziei. Pozwoliłoby im
to zachować ciągłość łańcuchów dostaw w przypadku ponownego zamknięcia lub utrudnień
w przeprawie przez Kanał Sueski. Jednak, póki co, to tylko teoretyczne rozważania.

Dekarbonizacja transportu morskiego nabiera rozpędu: zwiększenie ETS z 40 do 70%

To jednak nie jedyne wyzwania, jakie czekają nas we frachcie morskim na początku 2025 r. Od stycznia weszła w życie kolejna faza zwiększenia kontrybucji w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (EU ETS) przez transport morski – z 40% do 70%. Spowodowało to podwyższenie dodatku ETS, chociaż kwoty te nadal mają niewielki udział w łącznej cenie frachtu. Oprócz unijnego systemu handlu emisjami branża próbuje dostosować się do wymogów regulacyjnych FuelEU Maritime, które mają na celu m.in. ograniczenie emisji w żegludze poprzez redukcję intensywności emisji statków czy promocję ekologicznych paliw. Nie jest to zadanie łatwe. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że tylko 0,3% statków zasilanych jest metanolem, a reszta nadal korzysta z ropy czy gazu. Dlatego wymiana floty statków na mniej emisyjną jest bardzo trudna. Obserwujemy wprowadzanie nowych technologii zmniejszających emisyjność, jednak zmiany te są powolne, wymagają czasu i sporych nakładów inwestycyjnych. Nie ulega wątpliwości, że ambitne cele dekarbonizacyjne transportu morskiego będą wiązały się ze wzrostem kosztów operacyjnych dla wszystkich korzystających ze szlaków morskich.

Autor: Przemysław Komar, Seafreight Product Director CEE w Rohlig SUUS Logistics

[1] https://www.trade.gov.pl/aktualnosci/polskie-porty-morskie-w-2024-roku/

Kurs dolara umacnia się na fali protekcjonizmu – co dalej z EUR/USD?

Bez wątpienia jedyną liczącą się kwestią na ustach inwestorów są obecnie protekcjonistycznie wypowiedzi nowej administracji Trumpa.

Kluczowe punkty:

  • Groźby Trumpa dotyczące ceł wywołały zmienność na rynku walutowym
  • USA ogłosiły ogromne cła na import towarów z Kanady i Meksyku.
  • Aktywa ryzykowne doświadczyły silnej wyprzedaży względem USD.
  • Po rozmowach przesunięto wprowadzenie ceł o miesiąc.
  • 10% cła na Chiny zostały nałożone we wtorek (04.02).
  • To nie koniec problemów dla rynków – na horyzoncie są cła dla UE.

Weekendowe informacje dotyczące nałożenia ogromnych amerykańskich ceł zatrzęsły na początku tygodnia rynkami finansowymi. Zgodnie z zapowiedziami prezydent ogłosił 25-procentowe cła na cały import z Kanady z wyjątkiem energii, dla której wynoszą 10%, oraz takie same na produkty z Meksyku. Chiny również znalazły się na linii ognia i w ramach słynnego podejścia Trumpa „America First” nałożono na nie cła w wysokości 10%. Daleko temu do 60%, którymi prezydent straszył podczas kampanii, jest jednak zgodne z jego zapowiedziami po inauguracji.

Wiadomo, że nadejdą kolejne opłaty. Trump od dawna krytykował Unię Europejską za, jak to określa, niesprawiedliwe praktyki handlowe. UE odnotowuje obecnie wielki deficyt w handlu z USA szacowany na 130 mld USD, który prezydent określił w tym tygodniu jako „okropność”. Jego ostatnie komunikaty sugerują, że Republikanie nałożą wkrótce cła na UE, a zgodnie z doniesieniami „The Telegraph” Trump rozważa 10% na cały import ze wspólnego bloku. Jednocześnie wydaje się, że Wielka Brytania nie jest na jego celowniku i może uniknąć wszelkich restrykcji.

Rynki finansowe były w poniedziałek zaskoczone wiadomościami. Aktywa ryzykowne znalazły się pod silną presją wyprzedażową, jako że inwestorzy uznali, że cła będą miały negatywny wpływ na globalny wzrost. Rynki akcji na całym świecie straciły. Na froncie walutowym ucierpiały przede wszystkim waluty rynków wschodzących, szczególnie peso meksykańskie, niedaleko za którym podążyły waluty CEE, które są w dużej mierze zależne od popytu w Europie. Wśród głównych walut największe straty odnotowały europejskie, w tym euro, które spadło do poziomu 1,02 względem dolara.

Wykres 1: Wyniki walut G10 względem USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Wyniki walut G10 względem USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Źródło: LSEG Datastream Data: 04.02.2025

Nie sądzimy, że rynki zaskoczyła sama wysokość ceł – była one zarysowana wcześniej. Może zamiast tego chodzić zarówno o pośpiech, z jakim zostały nałożone (planowano, że wejdą w życie 04.02.), jak i prędkość reakcji odwetowej ze strony Kanady i Meksyku. Chiny również zareagowały, nakładając wynoszące 15% cła na import energii z USA i 10% na ropę i sprzęt rolniczy, a także wdrażając inne celowane środki. Działania te naszym zdaniem w znacznej mierze są nie-eskalujące.

Wykres 2: Kurs EUR/USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Kurs EURUSD

Źródło: LSEG Data: 04.02.2025

Wśród uczestników rynku panowało poczucie, że zapowiadane cła nie ulegną materializacji albo będą bliższe konserwatywnemu krańcowi oczekiwań. Dla każdego, kto żywo interesuje się tematem, nałożone opłaty wydają się nie mieć większego sensu pod względem gospodarczym, prawdopodobnie będą one bowiem proinflacyjne, doprowadzą do słabszego globalnego wzrostu i wzmocnią dolara – a wydaje się, że Trump jest temu przeciwny. Niektóre szacunki sugerują, że ogłoszone na początku tygodnia cła były pięć razy większe niż działania podjęte przez Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, kiedy wiele jego początkowych gróźb zostało złagodzonych i trzykrotnie większe niż wyceniane przez rynki.

Trump wyraźnie postrzega jednak cła jako wielofunkcyjne narzędzie, które z jednej strony pozwala mu na priorytetyzowanie amerykańskiej produkcji, a z drugiej na osiąganie celów w polityce zagranicznej. Jeśli chodzi o drugą kwestię, wywiera to pożądany efekt. Po rozmowie telefonicznej z prezydentką Sheinbaum Meksyk zgodził się wysłać 10 000 żołnierzy na północną granicę, by powstrzymać przemyt narkotyków. Kanadyjski premier Trudeau podążył jego krokami, wzmacniając południową granicę kraju, by podjąć próbę ograniczenia migracji i przerwania nielegalnego przepływu fentanylu.

W uznaniu powyższych działań administracja Trumpa zgodziła się na wstrzymanie nałożonych ceł o miesiąc, powodując odbicie wielu aktywów ryzykownych. Większość walut, w tym peso meksykańskie i dolar kanadyjski, odrobiła dużą część lub wszystkie straty względem dolara. Obecnie indeks USD jest nieznacznie wyżej niż na początku tygodnia, w dużej mierze przez widmo restrykcji handlowych wycelowanych w Unię Europejską, które wydają się utrzymywać kurs EUR/USD poniżej poziomu 1,04.

Wykres 3: Kurs USD/MXN (29.01.2025 – 04.02.2025)

Kurs USDMXN

Źródło: LSEG Data: 04.02.2025

Nie oznacza to jednak końca problemów dla rynków, a inwestorzy powinni mieć z tyłu głowy, że opóźnienie wprowadzenia ceł nie jest tożsame z rezygnacją z nich. Poprzez takie działanie Trump daje władzom Meksyku i Kanady czas na wywiązanie się z ich obietnic, nie daje jednak gwarancji, że jeśli to zrobią, nie nałoży na nie restrykcji. Możliwe, że będzie to okres przepychanek, podczas którego Trump będzie przypominać o groźbie ceł, by uzyskać kolejne ustępstwa. Może to poskutkować brakiem restrykcji handlowych lub, co bardziej prawdopodobne, ich bardziej ograniczonym kształtem.

10-procentowe cła dla Chin, które weszły w życie w nocy z poniedziałku na wtorek (04.02), obowiązują, uczestnicy rynku nie powinni więc dać ponieść się emocjom. Zakładając, że nie zostaną one zniesione, wciąż możemy spodziewać się, że rynki będą obawiać się o spowolnienie globalnego wzrostu, co może wspierać będącego safe haven dolara amerykańskiego kosztem bardziej ryzykownych walut, szczególnie tych z wysoką ekspozycją na Chiny. Najważniejsze, szczególnie dla euro, będą teraz wiadomości dotyczące wszelkich ceł na Unię Europejską, popyt w USA odpowiada bowiem za ok. 5% PKB bloku. UE prawie na pewno podjęłaby działania odwetowe, a groźba pełnowymiarowej wojny handlowej pozostaje bardzo realna.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Krakowski rynek biurowy wciąż silny – popyt rośnie, nowa podaż najniższa od dwóch dekad

Pasywna postawa deweloperów w 2024 roku nie osłabiła dominującej pozycji Krakowa, jako największego biurowego rynku regionalnego w Polsce. Potencjał miasta doceniają najemcy, którzy w ubiegłym roku wynajęli blisko 267 000 m kw. powierzchni biurowej, co było wynikiem bliskim rekordowego osiągnięcia z 2019 roku.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby biurowe w stolicy Małopolski wyniosły 1,83 mln m kw., co stanowiło 14% wolumenu w Polsce. Największe skupisko powierzchni (41%) znajduje się w południowej części miasta.

Nowa podaż w ubiegłym roku wyniosła zaledwie 24 000 m kw. i była najniższa od dwóch dekad. Obecnie w budowie znajduje się 52 000 m kw., a największym realizowanym projektem jest Tischnera Business Park (Stalprodukt) o powierzchni 28 500 m kw.

„Pozytywnym sygnałem ze strony najemców jest wolumen podpisanych w 2024 roku umów najmu. Wynik blisko 267 000 m kw. był na poziomie wielkości sprzed pandemii, a w porównaniu do 2023 roku zanotował 33% wzrost. W samym IV kwartale ubiegłego roku najemcy wynajęli ponad 98 000 m kw.,” – komentuje Aleksandra Markiewicz, Associate Director w Knight Frank.

W strukturze transakcji, podobnie jak w 2023 roku, dominowały renegocjacje, które odpowiadały za 58% podpisanych umów. Nowe umowy stanowiły 37% wolumenu wynajętej powierzchni, a ekspansje zaledwie 2%.

„Ograniczona nowa podaż w 2024 roku wpłynęła na spadek wskaźnika pustostanów. W IV kwartale ubiegłego roku wyniósł on 19% i obniżył się o 0,8 pp. względem analogicznego okresu w 2023 roku. Zakładając kontynuację trendu silnego popytu i ograniczonej nowej podaży spodziewamy się dalszego spadku wskaźnika w kolejnych kwartałach,” – dodaje Michał Kusy, Junior Consultant, Research w Knight Frank.

Na koniec 2024 roku wywoławcze stawki czynszu za wynajem powierzchni biurowych w Krakowie wynosiły zazwyczaj od 10,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc, przy czym górna granica tych stawek wykazała tendencję wzrostową. Jednocześnie stawki opłat eksploatacyjnych pozostały stabilne, mieszcząc się w przedziale od 16,00 do 29,00 PLN/m kw./miesiąc.

505 mln zł na badania i rozwój – NCBR uruchamia nowe przedsięwzięcia dla sektora publicznego

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) planuje uruchomienie nowych przedsięwzięć badawczo-rozwojowych we współpracy z jednostkami sektora publicznego. Ich celem będzie opracowanie rozwiązań odpowiadających na zidentyfikowane potrzeby instytucji publicznych, związane z transformacją w kierunku Europejskiego Zielonego Ładu i cyfryzacją. Na ten cel przeznaczonych zostanie 505 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Przy realizacji przedsięwzięć NCBR planuje współpracę z trzema grupami interesariuszy: jednostkami sektora publicznego, wykonawcami przedsięwzięć B+R oraz potencjalnymi użytkownikami opracowanych rozwiązań.

Z powodzeniem zakończyliśmy realizację 12 przedsięwzięć, w tym aż 9 z obszaru Europejskiego Zielonego Ładu, dzięki którym powstały m.in. ciepłownia przyszłości w Lidzbarku Warmińskim, innowacyjna biogazownia w Brodach koło Poznania czy wielorodzinny budynek efektywny energetycznie w Mysłowicach. Teraz, w ramach kolejnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej, kontynuujemy nasze działania. Zaplanowaliśmy uruchomienie we współpracy z jednostkami sektora publicznego minimum 15 nowych przedsięwzięć B+R w formule zamówień przedkomercyjnych oraz działania edukacyjne z obszaru innowacyjnych zamówień publicznych, które skierujemy do sektora publicznego. Chcemy, aby rozwiązania, które zostaną opracowane przyczyniły się do polepszenia stanu środowiska czy adaptacji do zmian klimatu, co wpłynie pozytywnie na jakość życia każdego z nas powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tematy realizowanych przedsięwzięć podejmowane będą z perspektywy korzyści dla środowiska, społeczeństwa i gospodarki. Dążąc do stworzenia możliwości wdrożenia opracowanych technologii NCBR chce podjąć współpracę z innymi instytucjami publicznymi, jak np. NFOŚIGW, BGK czy PFR.

Na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju uruchomiliśmy specjalny moduł do zgłaszania propozycji wyzwań badawczych przez instytucje publiczne, a w ciągu kilku kolejnych miesięcy, na podstawie zgłoszonych lub zidentyfikowanych przez instytucje potrzeb i wyzwań uruchomimy przedsięwzięcia, których celem będzie opracowanie nowych rozwiązań. W pierwszej kolejności będą one dotyczyły obszaru ciepłownictwa i technologii z nim związanych – tłumaczy Agata Rakowska, dyrektor Działu Rozwoju Innowacyjnych Metod Zarządzania Programami NCBR.

Zamówienia przedkomercyjne jako alternatywa dla dotacji i grantów

„Innowacyjne zamówienia publiczne” to projekt niekonkurencyjny, który będzie realizowany do 31 grudnia 2029 roku. Jego przedmiotem jest zwiększenie zaangażowania instytucji publicznych w transformację polskiej gospodarki zgodnie z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu poprzez wykorzystanie formuły zamówień przedkomercyjnych (PCP). Jest to tryb, w którym zamawiający (NCBR) zleca opracowanie innowacyjnego i niedostępnego na rynku produktu lub technologii w drodze prac badawczo-rozwojowych. PCP kończy się opracowaniem produktu lub technologii gotowej do wdrożenia w pełnej skali. Zamawiający nie przejmuje wszystkich wyników i korzyści zlecenia na wyłączność do wykorzystania w ramach swojej działalności, lecz dzieli je z usługodawcami na warunkach rynkowych.

Udzielanie zamówień w formule PCP jest rozwiązaniem dostępnym dla każdego publicznego zamawiającego. NCBR realizując przedsięwzięcia badawcze w tym trybie wykorzystuje podejście „problem-driven research” – czyli myślenie o nauce, procesie B+R, jako o wielu różnych drogach dojścia do zdefiniowanego przez zamawiającego celu.

Jak więc w praktyce będzie wyglądało przedsięwzięcie B+R realizowane w ramach projektu niekonkurencyjnego pt.: „Innowacyjne zamówienia publiczne”? Ogłoszenie przedsięwzięcia poprzedzone będzie szerokimi konsultacjami, z całym rynkiem zainteresowanym zarówno opracowaniem, jak i wykorzystaniem danej technologii. Podpisanie umów z wybranymi w trybie PCP wykonawcami rozpocznie realizację prac B+R i uruchomi proces selekcji uczestników poszczególnych etapów w oparciu o określone kryteria (tzw. model „lejka”). Każdy z etapów zakończy się oceną uzyskanych wyników. To będzie także moment, w którym zamawiający i wykonawcy będą mieli szansę na weryfikację przyjętych założeń, budżetów i terminów realizacji przedsięwzięć. W ostatecznej fazie procesu PCP będzie mógł uczestniczyć jeden lub kilka niezależnych podmiotów, cały proces zakończy się ostateczną oceną wyników prac wykonawców uczestniczących w ostatnim etapie.

Projekt „Innowacyjne Zamówienia Publiczne” jest projektem niekonkurencyjnym, realizowanym w ramach działania 2.13 programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki na lata 2021-2027.  

Silna dynamika napędza sektor surowcowy do najwyższego poziomu od 26 miesięcy

  • Ogólna siła rynku, napędzana przez metale szlachetne i rolnictwo, doprowadziła do wzrostu kluczowego indeksu towarowego do najwyższego poziomu od 26 miesięcy.
  • Złoto i srebro przyciągają największą uwagę, kontynuując wzrosty, ponieważ inwestorzy szukają bezpiecznej przystani.
  • W rolnictwie na pierwszy plan wysuwa się kawa, podczas gdy sektor zbóż zaczyna się odbudowywać po niemal trzyletnim spadku.
  • Kluczowe czynniki stojące za naszą długoterminową wzrostową perspektywą na surowce to deglobalizacja, obrona, dekarbonizacja, dedolaryzacja oraz zmiany demograficzne.

Silny początek roku sprawił, że jeden z czołowych indeksów towarowych osiągnął 26-miesięczne maksimum. Może to sygnalizować wybicie z dwuletniego trendu bocznego, który ukształtował się po wzrostach napędzanych pandemią w latach 2020–2022 oraz wojną na Ukrainie, a następnie korekcie. Od początku roku Bloomberg Commodity Total Return Index (BCOMTR) wzrósł o 5,9%, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy zyskał 13,5%. Indeks ten, śledzony przez liczne fundusze ETF, obejmuje koszyk 24 głównych kontraktów terminowych na surowce, podzielonych niemal równomiernie między sektor energii, metali i rolnictwa.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank komentuje, że podczas gdy złoto i srebro przyciągają najwięcej uwagi z powodu ostatniego wzrostu cen wynikającego z napięć na rynku gotówkowym oraz napływu fizycznych sztabek do skarbców monitorowanych przez COMEX w USA, wszystkie sektory notują wzrosty. W rolnictwie sektor zbóż zaczyna się odbudowywać po niemal trzyletnim spadku, z kukurydzą i soją na czele wzrostów. Innym surowcem, który zyskuje na wartości w sektorze rolnictwa, jest kawa Arabica, ze wzrostem cen  o 123% w ciągu ostatniego roku. Silne wzrosty odnotowuje także sektor hodowlany ze względu na napiętą sytuację na amerykańskim rynku mięsnym.

Obecna uwaga skupiona na cłach i ich potencjalnym negatywnym wpływie na globalny wzrost gospodarczy jak dotąd dotykała głównie sektor energii i metali przemysłowych. Jednak w tym ostatnim obserwujemy rozbieżność między siłą miedzi i aluminium – dwóch metali kluczowych dla transformacji energetycznej, a słabością cynku i niklu, dwóch metali używanych do galwanizacji żelaza i stali oraz produkcji stali nierdzewnej.Invesco Bloomberg Commodity

Invesco Bloomberg Commodity UCITS ETF, jeden z kilku funduszy ETF mających na celu śledzenie i odwzorowywanie wyników BCOMTR, po dwóch latach stagnacji ponownie zyskał na wartości, próbując przełamać poziom oporu.

Invesco Bloomberg Commodity

Źródło: Saxo

Czynniki wspierające naszą długoterminową wzrostową perspektywę dla surowców

Czy te silne wzrosty utrzymają się w krótkim terminie, pozostaje kwestią otwartą. Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank uważa, że w dłuższej perspektywie kierunek pozostaje wzrostowy, a kilka kluczowych czynników wspiera to przekonanie, tworząc atrakcyjne możliwości inwestycyjne w sektorze surowców. Są to między innymi:

Deglobalizacja: Współczesny krajobraz geopolityczny coraz bardziej kształtowany jest przez rywalizację między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, która obejmuje sferę gospodarczą, militarną, technologiczną i ideologiczną. Ta walka o dominację doprowadziła do zmiany w globalnych strategiach łańcuchów dostaw, gdzie rządy i przedsiębiorstwa stawiają na pierwszym miejscu bezpieczeństwo i odporność nad efektywność kosztową. W rezultacie rośnie znaczenie surowców, ponieważ państwa dążą do zabezpieczenia dostępu do kluczowych materiałów, źródeł energii i zasobów żywności. Trend ku samowystarczalności i polityka „friendshoringu”, czyli faworyzowania handlu z krajami sojuszniczymi, może prowadzić do wzrostu barier handlowych, spadku globalnej efektywności i ostatecznie wyższych kosztów. Te presje inflacyjne, w połączeniu z próbami przenoszenia produkcji na krajowy grunt, prawdopodobnie wzmocnią długoterminowy popyt na metale przemysłowe, energię i surowce rolne.

Obrona: Rosnące napięcia geopolityczne już doprowadziły do gwałtownego wzrostu globalnych wydatków na zbrojenia. Rządy intensyfikują inwestycje w zdolności obronne, obejmujące zarówno tradycyjny sprzęt wojskowy, jak i nowe obszary, takie jak cyberbezpieczeństwo, technologia kosmiczna oraz wojna oparta na sztucznej inteligencji. Trend ten wykracza poza samą produkcję broni i obejmuje strategiczne gromadzenie kluczowych surowców, takich jak metale ziem rzadkich, nikiel, miedź i aluminium, które są niezbędne w nowoczesnych systemach obronnych. W obliczu skomplikowanych i często podatnych na zakłócenia łańcuchów dostaw tych materiałów, państwa coraz częściej zabezpieczają długoterminowe kontrakty na dostawy i dywersyfikują strategie ich pozyskiwania, co dodatkowo wzmacnia popyt.

Dekarbonizacja: Przejście na czystsze źródła energii i działania na rzecz łagodzenia zmiany klimatu przekształcają rynki surowcowe. Rządy i korporacje na całym świecie inwestują w infrastrukturę odnawialnych źródeł energii, pojazdy elektryczne (EV) oraz technologie energooszczędne. Ta transformacja napędza popyt na kluczowe metale, takie jak:

  • Miedź, niezbędna w sieciach elektrycznych, pojazdach elektrycznych oraz do magazynowania energii.
  • Aluminium, szeroko stosowane w lekkim transporcie i ramach paneli słonecznych.
  • Lit, kobalt i nikiel, kluczowe dla technologii akumulatorowych.
  • Srebro i pierwiastki ziem rzadkich, niezbędne do produkcji paneli słonecznych, turbin wiatrowych i zaawansowanej elektroniki.

Ponadto, wzrost globalnych temperatur zwiększa zapotrzebowanie na technologie chłodzenia, takie jak klimatyzacja. Równocześnie rośnie zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję i chmurę obliczeniową oraz w procesach elektryfikacji przemysłowej. Te zmiany będą jeszcze bardziej zwiększać zużycie energii, a tym samym popyt na uran i gaz ziemny, aby zapewnić stabilne dostawy energii.

Dedolaryzacja: Odchodzi się od dominacji dolara amerykańskiego, ponieważ kraje dążą do zmniejszenia swojej zależności od tej waluty w handlu i rezerwach. Trend ten jest szczególnie widoczny wśród krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki), które rozwijają systemy rozliczania w lokalnych walutach i zwiększają zakupy złota jako zabezpieczenie przed niestabilnością finansową. Po nałożeniu sankcji na Rosję w 2022 roku i zamrożeniu jej rezerw walutowych, wiele banków centralnych przyspieszyło zakupy złota, które według Światowej Rady Złota przekroczyły 1 000 ton w ciągu ostatnich trzech lat. Ta strukturalna zmiana wspiera popyt na złoto i inne stabilne surowce, ponieważ kraje poszukują alternatyw dla walut fiducjarnych w coraz bardziej podzielonym, wielobiegunowym systemie finansowym.

Ryzyko zadłużenia i stabilności fiskalnej: Rosnące globalne poziomy zadłużenia i utrzymujące się deficyty budżetowe budzą obawy o długoterminową stabilność gospodarczą. Rządy znacznie zwiększyły zadłużenie, aby wesprzeć ożywienie po pandemii, programy społeczne i wydatki na obronność, co prowadzi do wyższych długoterminowych stóp procentowych i presji inflacyjnej. Inwestorzy coraz częściej szukają bezpiecznej przystani w twardych aktywach, takich jak złoto, srebro, miedź i platyna, które historycznie są postrzegane jako przechowalnie wartości w czasach niepewności finansowej. Ryzyko kryzysów zadłużenia państwowego, dewaluacji walut i systemowej niestabilności finansowej może dodatkowo wzmocnić ten trend, czyniąc metale atrakcyjnym zabezpieczeniem przed zawirowaniami gospodarczymi.

Demografia: Zmiany demograficzne przekształcają rynki pracy, wzorce wzrostu gospodarczego i popyt na surowce. W wielu regionach świata starzejące się społeczeństwa i spadające wskaźniki urodzeń zmniejszają liczebność siły roboczej, jednocześnie zwiększając liczbę tzw. baby boomers przechodzących na emeryturę ze znacznymi oszczędnościami i perspektywą dłuższego życia. Ta dynamika stwarza kilka wyzwań ekonomicznych:

  • Mniej pracowników wspierających rosnącą liczbę emerytów, co prowadzi do niedoborów siły roboczej i rosnącej presji płacowej.
  • Zwiększone wydatki na opiekę zdrowotną i infrastrukturę, aby sprostać potrzebom starzejących się społeczeństw.
  • Wyższe zapotrzebowanie na technologie medyczne, farmaceutyki i modernizację mieszkań, co wymaga wykorzystania surowców.

Jednocześnie w gospodarkach wschodzących, gdzie populacje są młodsze, szybka urbanizacja i rosnąca konsumpcja klasy średniej napędzają popyt na energię, transport i rozwój infrastruktury. Połączenie tych przeciwstawnych trendów demograficznych prawdopodobnie będzie wspierać długoterminowy popyt na surowce, szczególnie w sektorach takich jak, opieka zdrowotna, budownictwo, produkcja przemysłowa, a także w zakresie zapotrzebowania na paliwa, zwłaszcza w kontekście przechodzenia na emeryturę pokolenia baby boomers.

Zmiany klimatyczne: Zmiany klimatyczne w coraz większym stopniu stają się czynnikiem sprzyjającym wzrostowi cen surowców rolnych, ponieważ wiele regionów rolniczych doświadcza częstszych susz, fal upałów i nieprzewidywalnych opadów deszczu, co prowadzi do bardziej zmiennych warunków uprawy dla kilku kluczowych surowców żywnościowych. Szczególnie dotyczy to upraw, które są silnie uzależnione od specyficznych warunków geograficznych i klimatycznych, takich jak kakao i kawa.

Komentarz Ole Hansena, Dyrektora ds. strategii rynku surowców, Saxo

Hakerzy znaleźli sposób na zatruwanie danych platform AI

Nowy rodzaj zagrożenia dla naszego życia i otrzymywanych informacji. Hakerzy zatruwają na dużą skalę systemy AI, zaprojektowane do nauki na podstawie danych, które otrzymują, co czyni je podatnymi na takie oszustwa – ujawnili eksperci Check Point Software podczas konferencji CPX 2025. Zatrucie danych może przybrać różne formy, od subtelnych zmian w danych po wprowadzenie całkowicie sfałszowanych zestawów informacji i grafiki.

Cyberprzestępcy mogą zmienić niewielki odsetek zdjęć, by wyglądały na należące do innej kategorii, co może zmylić model AI. Taki atak często pozostaje niezauważony, dopóki system AI nie zostanie wdrożony w rzeczywistych warunkach, co czyni go szczególnie niebezpiecznym.

Zatrucie danych jest jak trucizna, która wnika do zdrowego systemu, zatruwając jego funkcjonalność. Zatrucie danych może również umożliwić atakującym przeprowadzenie ataków phishingowych. Scenariusz phishingowy może polegać na tym, że atakujący trują system AI obsługi klienta, aby bot skierował użytkowników na sztucznie stworzoną stronę phishingową kontrolowaną przez atakujących. Dodając integracje API, można stworzyć scenariusz, w którym atakujący mogą łatwo wykradać wszelkie dane, które użytkownik nieświadomie udostępni chatbotowi.

Zatrucie danych może pozwolić atakującym na wprowadzenie dezinformacji w celu zmiany zachowania modelu. Zatrucie danych treningowych używanych podczas tworzenia modelu LLM pozwala atakującym na modyfikowanie sposobu, w jaki model zachowuje się po wdrożeniu. Może to prowadzić do mniej przewidywalnego, bardziej podatnego na błędy modelu. Może to także skutkować generowaniem mowy nienawiści lub teorii spiskowych.

Rola sztucznej inteligencji w urządzeniach medycznych

Urządzenia medyczne wspomagane przez sztuczną inteligencję rewolucjonizują opiekę zdrowotną. Pomagają analizować dane z zawrotną prędkością, dostarczają analiz predykcyjnych i zwiększają możliwości monitorowania pacjentów. Jednak ta innowacja wiąże się z wyzwaniami. Zagrożenia cybernetyczne czają się w cieniu, gotowe wykorzystać luki w systemach.

Zatruwanie systemów sztucznej inteligencji, szczególnie w urządzeniach medycznych, oznacza to celowe wprowadzenie złośliwych danych do zestawu szkoleniowego. Cel? Zniekształcenie wyników AI, co prowadzi do błędnych decyzji, które mogą zagrażać bezpieczeństwu pacjentów. Wyobraźmy sobie system AI do analizy obrazów medycznych, który został wytrenowany na tysiącach zdjęć rentgenowskich. Jeśli atakujący wprowadzi zmodyfikowane obrazy, model może błędnie zinterpretować, jak wygląda zdrowe zdjęcie rentgenowskie. Może to wprowadzić w błąd lekarzy i prowadzić do poważnych zagrożeń zdrowotnych.

Integracja AI w urządzeniach medycznych umożliwia podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym, co może znacząco poprawić wyniki leczenia pacjentów. Na przykład algorytmy AI mogą szybciej wykrywać nieprawidłowości w oznakach życiowych niż ludzie, co pozwala na natychmiastową interwencję medyczną. Jednak ta zależność od technologii budzi obawy dotyczące potencjalnych konsekwencji cyberataku.

Sztuczna inteligencja w urządzeniach medycznych w dużej mierze polega na danych, aby zapewnić dokładność diagnozy. Zatrucie tych danych może prowadzić do katastrofalnych wyników. Skutki takich ataków wykraczają poza błędny wynik badania. Mogą prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych dla szpitali, utraty zaufania pacjentów do opieki zdrowotnej. W skrajnych przypadkach procedury ratujące życie mogą zostać opóźnione lub stać się nieskuteczne.

Ale skutki zatrucia danych nie ograniczają się tylko do bezpośredniej opieki nad pacjentem. Mogą również hamować rozwój technologii AI w medycynie. W miarę jak dostawcy usług medycznych stają się coraz bardziej zależni od AI w diagnostyce i rekomendacjach terapeutycznych, kilka głośnych niepowodzeń spowodowanych przez zatrucie danych może prowadzić do powszechnego sceptycyzmu wobec niezawodności systemów AI. Taki sceptycyzm może spowolnić integrację korzystnych technologii AI w opiece zdrowotnej, co ostatecznie pozbawi pacjentów innowacji, które mogłyby poprawić ich opiekę. Walka z zatruciem danych to nie tylko kwestia ochrony pojedynczych pacjentów; chodzi o zabezpieczenie przyszłości samej technologii medycznej – podkreślają eksperci firmy Check Point podczas konferencji CPX 2025 w Wiedniu.

Prezes URE zatwierdził Columbus Obrót jako agregatora

Spółka z Grupy Columbus została wpisana przez Prezesa URE do wykazu agregatorów. Agregację Spółka rozpocznie od czerwca br.

Od 5 lutego br. Columbus Obrót Sp. z o.o. figuruje na liście agregatorów, prowadzonej przez Urząd Regulacji Energetyki. Spółka planuje rozpocząć agregację od 1 czerwca br., na obszarze działania operatorów: Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Enea Operator, Energa-Operator, PGE Dystrybucja, Stoen Operator oraz Tauron Dystrybucja.

Zgodnie z informacją Regulatora, agregacja to działalność polegająca na łączeniu wielkości mocy lub energii elektrycznej oferowanej przez odbiorców, wytwórców lub posiadaczy magazynów energii elektrycznej, w celu sprzedaży energii, świadczenia usług systemowych lub usług elastyczności na rynkach energii elektrycznej. Instytucję agregatora wprowadziła nowelizacja ustawy Prawo energetyczne z 2023 r.

Przedsiębiorcy, którzy chcą świadczyć usługi agregacji, muszą złożyć do Prezesa URE wniosek o wpis do prowadzonego przez Regulatora wykazu.

Jesteśmy mile zaskoczeni tak szybkim zatwierdzeniem naszego wniosku przez Prezesa URE. Instytucja agregatora otwiera przed nami nowe możliwości w zakresie tworzenia oferty dla klientów. Transformacja energetyczna, która dzieje się na naszych oczach, oprócz sfery produkcji energii ma również sferę odbiorców energii, którzy zasługują na otrzymanie nowoczesnych usług i ofert. Dzięki wpisaniu naszej Spółki na listę agregatorów, będziemy mogli zaproponować nowe i potrzebne rynkowi usługi. To kolejny brakujący element, aby nasza usługa – Columbus Intelligence AI mogła rozwinąć swoje skrzydłatwierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że podmioty ubiegające się o taki wpis muszą spełnić określone warunki, m.in.: wskazać operatorów systemu elektroenergetycznego, na których obszarze działania będzie prowadzona agregacja, określić planowaną datę rozpoczęcia agregacji, wskazać, czy zamierzają prowadzić działalność również przy użyciu platformy partnerskiego handlu energią z odnawialnych źródeł energii.