ORLEN: rekordowy rok sprzedaży małego LNG

0

W 2024 roku Grupa ORLEN dostarczyła do klientów blisko 244 tysiące ton skroplonego gazu, to prawie o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. LNG pochodzi głównie z terminalu w Świnoujściu, a także stacji przeładunku w Kłajpedzie i produkcji własnej. Skroplony gaz trafia m.in. do klientów indywidualnych z ograniczonym dostępem do sieci ogólnopolskiej.

Głównym punktem sprzedaży LNG Grupy ORLEN jest Terminal w Świnoujściu, z którego w ubiegłym roku wyjechało ponad 11 tysięcy cystern, dostarczając klientom 197 tysięcy ton gazu.

– Sprzedaż LNG małej skali przez Grupę ORLEN w Polsce systematycznie rośnie. To potwierdza zarówno atrakcyjność samego surowca, jak i naszej oferty handlowej. Skroplony gaz ziemny załadowany na cysterny zapewnia dostęp do niskoemisyjnego paliwa wszędzie tam, gdzie nie dociera krajowa sieć gazociągowa. Z drugiej strony rozwój rynku LNG małej skali wspiera transformację polskiej gospodarki, w której gaz odgrywa ważną rolę, zapewniając potrzebne ilości energii – powiedział Grzegorz Bujnowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Handlu Gazem.

Do terminalu w Świnoujściu trafia skroplony gaz ziemny sprowadzany przez koncern statkami m.in. z USA, Kataru czy Norwegii. Większość ładunku podlega regazyfikacji i w formie lotnej jest wtłaczana do systemu gazociągów przesyłowych. Część pozostaje jednak w postaci skroplonej, co pozwala przewozić paliwo do odbiorców specjalnymi autocysternami i kontenerami kriogenicznymi.

Oprócz sprzedaży w terminalu w Świnoujściu, Grupa ORLEN wytwarza skroplony gaz ziemny również w swoich zakładach w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim, a także prowadzi sprzedaż ze stacji przeładunku w Kłajpedzie, z której korzysta od 2020 roku. Łącznie w 2024 roku  koncern wprowadził na rynek blisko 244 tys. ton LNG:  z gazoportu w Świnoujściu – 197 tys. ton, z zakładów w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim – ponad 22 tys. ton, z Kłajpedy – 25 tys. ton.

Wśród głównych odbiorców skroplonego LNG są klienci przemysłowi różnych branż, ale także odbiorcy indywidualni przyłączeni do wyspowych systemów gazowych. Systemy te nie mają połączenia z siecią ogólnopolską, dlatego gaz jest dostarczany tam w formie LNG, a następnie regazyfikowany w lokalnych stacjach regazyfikacyjnych. LNG wykorzystuje się również na terenach, które wprawdzie mają dostęp do ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej, ale popyt na gaz jest większy od możliwości dostaw istniejącymi gazociągami. W takim przypadku stacje regazyfikacji LNG uzupełniają podaż gazu w sieci, co umożliwia pełne zaspokojenie potrzeb odbiorców.

Styczeń z dużymi wzrostami na rynku najmu

Początek roku tradycyjnie już przyniósł ożywienie na rynku najmu – widać to zarówno we wskaźnikach podaży, jak i popytu. Liczba wyszukiwań mieszkań na wynajem wzrosła o 41% w odniesieniu do grudnia, a na koniec stycznia dostępna baza ogłoszeń była o 15% większa w stosunku do ostatnich dni 2024. Średnia oferta cenowa pozostała stabilna. Jedynym miastem, w którym stawki spadły w ujęciu rocznym jest Warszawa.

Przez cały poprzedni rok zauważalne było obniżenie popytu na rynku najmu, z wyłączeniem jedynie okresu wakacyjnego (z miesiąca na miesiąc średnio o 3%). W styczniu 2025 odnotowano ponowny wzrost zainteresowania lokalami na wynajem w ujęciu miesięcznym. Liczba wyszukiwań wyniosła  53 tys., czyli o ponad 15 tys. więcej niż w grudniu. Jak wynika z danych Otodom nieruchomości dwupokojowe zanotowały najwyższy wskaźnik wyszukiwań (dokładnie 51%). To pokazuje kolejne z rzędu przesunięcie zainteresowania w kierunku mniejszych powierzchni.

Styczeń przyniósł też zmianę w postaci wzrostu liczby ogłoszeń, która uwidoczniła się w 14 spośród 16, analizowanych przez Otodom, największych miastach w Polsce. Na koniec miesiąca dostępnych było 24,1 tys. ofert. Największe odbicie podaży w porównaniu z grudniem widać w Olsztynie i Katowicach – odpowiednio o 54% i 20%. Uszczuplenie bazy odnotowały zaś jedynie Bydgoszcz (-2%) i Zielona Góra (-1%).

– W ubiegłym roku utrzymywał się trend stopniowego spadku dostępności lokali na wynajem, przez co nawet nieco wyraźniejsze niż w poprzednich latach styczniowe ożywienie (14% m/m w 01.2024 ) może być zastanawiające. Co interesujące, skala procentowego wzrostu liczby ofert w ubiegłym miesiącu była identyczna zarówno w odniesieniu do wszystkich 16 analizowanych lokalizacji, jak i przy uwzględnieniu jedynie siedmiu największych miast w Polsce. Na tak wyselekcjonowanym rynku na koniec stycznia dostępnych było 16 tys. ogłoszeń. To ponad 66% całej bazy – wyjaśnia Milena Chełchowska, analityczka Otodom.

Średnie ofertowe ceny w miejscu

W ciągu ostatniego roku ceny na rynku najmu rosły z miesiąca na miesiąc średnio o 1%. W styczniu za wynajem mieszkania trzeba było zapłacić średnio 3,7 tys. zł/mc (+2% r/r). A to oznacza kolejny miesiąc z rzędu ze stabilnymi stawkami. Średnie ofertowe ceny

Rozpiętość cen w największych polskich miastach wahała się od 1997 zł w Kielcach do 5017 zł w Warszawie. Co interesujące, stolica to jedyna lokalizacja, w której nastąpił spadek średnich stawek w ujęciu rocznym (-1,9% w stosunku do stycznia 2024 i -1,5% w stosunku do grudnia 2024). Z kolei największy wzrost rok do roku zanotowała Zielona Góra i to o 16%. Aktualnie koszt wynajmu mieszkania wynosi tam średnio 2542 zł.

W skali miesiąca ceny spadły w siedmiu miastach. Oprócz wspomnianej Warszawy to: Katowice, Kraków, Olsztyn, Poznań, Rzeszów i Szczecin. Największy wzrost wysokości czynszu widać zaś w Opolu (+3,2% m/m).

– Można było odnieść wrażenie, że w styczniu ceny pozostały na zbliżonym poziomie do tych z poprzednich miesięcy. Jeśli jednak nałożymy na to kontekst utrzymującej się inflacji, ta stabilizacja nominalnych cen w rzeczywistości oznacza realny spadek stawek na rynku najmu – dodaje Milena Chełchowska.

Analityczka Otodom zauważa też, że wzrost podaży i zaobserwowany rzeczywisty spadek cen mogą być pierwszymi oznakami wejścia w fazę korekty.

– Styczeń przyniósł nie tylko kontynuację osłabionego popytu, wzrost bazy ofert mieszkań na wynajem i realne obniżenie cen. Przyniósł też wydłużenie czasu ekspozycji ogłoszeń (+6% w ujęciu miesięcznym). Sytuację dodatkowo potęguje równoczesny przyrost podaży na rynku deweloperskim. Uwzględniając te wszystkie czynniki, możliwe jest, że obserwujemy początek procesu dostosowawczego i przejście w fazę korekty. To może być szczególnie ważne dla inwestorów, którzy w ostatnich latach kupowali nieruchomości na wynajem, licząc na wysoką dynamikę wzrostu cen i czynszów – tłumaczy Milena Chełchowska.

Trump, genialny strateg czy szaleniec?

Donald Trump ponownie wywraca stolik? A może jednak sprząta po sobie bałagan? Trump postanowił na ten moment nie wojować na swoim podwórku, wojna handlowa dopiero eskaluje.

Donald Trump zignorował wcześniejsze ustalenia dotyczące ulg celnych dla Australii. Dolar australijski utrzymuje na ten moment zyski wygenerowane na fali pierwotnych negocjacji między prezydentem USA a premierem Australii, jednak wprowadzone przez noc taryfy handlowe na stal i aluminium stanowią źródło podwójnego ryzyka dla australijskiej waluty.

Amerykański prezydent po raz kolejny dał wyraz swojej nieprzewidywalności. Generalne cła na import stali i aluminium do USA wejdą w życie 12. marca “bez wyjątku i bez wykluczeń”, ogłosił Trump chwile po tym jak premier Australii pochwalił się, że prezydent USA rozważy ulgi dla swojego partnera handlowego.

– Rynki przyzwyczaiły się już trochę do szaleństw D.Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, ale tym razem zaczął stosować cła bardziej do rozgrywki negocjacyjnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Przekonujemy się właśnie, że przed rozpoczęciem negocjacji będzie stosował strategię pokazywania swojej siły, narzucania warunków przeciwnikowi poprzez nakładanie najwyższych ceł.

Trump ma już za sobą całą serię decyzji, które na rynkach finansowych wywołują potężną zmienność. Pierwsze skutki były takie, że dolar amerykański zyskiwał, indeksy giełdowe traciły, ropa zyskiwała, a złoto dotarło do nowych historycznych szczytów.

Później okazało się jednak, że nowe taryfy na najbliższych sąsiadów USA nie wejdą w życie od razu, tylko będą opóźnione o miesiąc. Trump wiedział, że tak szerokie taryfy będą do podważenia przez Sąd Najwyższy, ale chciał zmusić swoich partnerów do uległości. Z tej perspektywy można stwierdzić, że było to genialne posunięcie. Pojawiła się nadzieja, że inflacja nie wzrośnie, PKB nie zostanie obniżone, choć niepewność w biznesie będzie się utrzymywać. Jednocześnie jednak może być ciężko osiągnąć cel Trumpa w postaci sprowadzenia produkcji w wielu sektorach ponownie do USA.

Taryfy nałożone na Chiny mają wynosić 10% na wszystkie produkty, ale Trump wcześniej wskazywał, że mogą one wzrosnąć nawet do 60%. Jednocześnie mają być prowadzone rozmowy z Chinami na temat opóźnienia ceł. Chiny wprowadzają swoje działania zwrotne. Nakładają 15% cła na węgiel i LNG, które są kluczowe z perspektywy amerykańskiego eksportu. Dodatkowo 10% na ropę oraz urządzenia rolnicze. Chiny decydują się wpisać niektóre amerykańskie przedsiębiorstwa na listę wątpliwych kontrahentów oraz rozpoczynają dochodzenie w sprawie Google’a.

Na dłuższą metę żadna wojna handlowa nie jest uzasadniona, a jej utrzymywanie może prowadzić do wyraźnego spowolnienia na całym świecie. Dopiero w momencie obowiązywania taryf przez kilka tygodni czy miesięcy będzie można ostatecznie odpowiedzieć, jaki będą one miały wpływ na gospodarkę (spadek PKB Stanów Zjednoczonych, wyższa inflacja i bardziej odległe perspektywy obniżek stóp procentowych) czy zwykłego konsumenta (samochód, który kosztuje 35 tys. USD będzie o 3 tys. dolarów droższy). Jedyne co można na ten moment stwierdzić, że rynek pozostanie mocno zmienny i można oczekiwać kolejnych dużych ruchów.

– Jednak długoterminowo strategia D.Trumpa jest o tyle korzystna dla USA, że firmy będą przenosić biznes do Stanów Zjednoczonych, ponieważ dostana ofertę w postaci ulg podatkowych i dopłat – komentuje ekspert XTB. – Natomiast krótkoterminowo inwestorzy obstawiają czarne scenariusze, szybko się z nich wycofują po otrzymaniu nowych informacji. Szukają bezpiecznych przystani i stąd nowy rekord cen złota. Zasoby złota przenoszone są z Londynu do Nowego Jorku, a czas oczekiwania na złoto wydłużył się do 4-6 tygodni. Kryptowaluty zaczęły się zachowywać w sposób skorelowany z akcjami, co też jest szczególną sytuacją.

Dla Polski bardzo istotne może okazać się to, że Trump zwraca się do Ukrainy, że jeśli ta zapewni napływ metali ziem rzadkich ze swoich terenów do USA, to może liczyć na sporą pomoc w sprzęcie militarnym. Warto zauważyć, że walki na terenie Ukrainy toczą się m.in. na tych obszarach, które są kluczowe z perspektywy surowców.

Trump rozmawiał telefonicznie z Putinem i liczy na spotkanie w Arabii Saudyjskiej. Niemniej w trakcie rozmowy miała też pojawić się propozycja dwóch spotkań: w Moskwie oraz w Waszyngtonie, co jest na ten moment wydaje się być mało prawdopodobne.

Choć rynki finansowe wydają się być pozytywnie nastawione, to jednak potencjalne zakończenie wojny czy jej zamrożenie może nie być bardzo korzystne dla samej Ukrainy. Pod koniec pierwszej połowy lutego warto zwrócić uwagę na wyraźne umocnienie aktywów w Europie. Euro zyskuje na szerokim rynku, przede wszystkim w stosunku do amerykańskiego dolara. EURUSD notuje ponownie poziomy powyżej 1,04. Zyskuje złoty i węgierski forint. Para EURPLN spadła poniżej poziomu 4,16, natomiast para USDPLN spadła poniżej 4,0. Mocne wzrosty widać również na europejskich indeksach. DAX wychodzi na nowe historyczne szczyty. WIG20 wzrasta do najwyższego poziomu od 2018 r.

„Klucz do mieszkania” – nowa strategia rozwoju mieszkalnictwa w Polsce

Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaprezentowało nową strategię rozwoju mieszkalnictwa pod nazwą „Klucz do mieszkania”. Program zakłada trzy główne filary: wsparcie mieszkalnictwa społecznego i komunalnego, rozwój własnościowego rynku mieszkaniowego oraz wprowadzenie instytucji inwestorów społecznych. Główne zmiany to zwiększenie finansowania dla gmin, ograniczenie możliwości wsparcia zakupu mieszkań na rynku wtórnym oraz nowe formy współpracy z inwestorami społecznymi.

Więcej środków na mieszkalnictwo społeczno-komunalne

Jednym z najważniejszych założeń programu jest zwiększenie finansowania dla gmin na budowę i modernizację mieszkań społecznych i komunalnych. Minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk podkreślił zmianę podejścia do mieszkalnictwa:

Najwięcej środków budżetowych przeznaczymy na te gałęzie mieszkalnictwa, które zapewnią godne warunki życia dla osób, które nie mogą pozwolić sobie na zakup mieszkania na własność.

Według nowych zasad gminy będą mogły otrzymać bezzwrotne dotacje na budowę nowych mieszkań lub remont pustostanów, pokrywające nawet 80% kosztów inwestycji. Budżet na ten cel wzrośnie z 1 mld zł w 2024 roku do co najmniej 2,5 mld zł w 2025 roku. Dzięki temu planuje się sfinansowanie budowy lub modernizacji około 15 tysięcy mieszkań w ramach społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) oraz towarzystw budownictwa społecznego (TBS). W kolejnych latach środki mają być jeszcze większe.

Wsparcie mieszkalnictwa własnościowego – „Pierwsze klucze”

Polacy nadal chętnie inwestują w nieruchomości na własność, traktując je jako życiowy dorobek. Program „Pierwsze klucze” skierowany jest do osób, które nie posiadają własnego mieszkania ani domu i spełniają kryteria dochodowe. Aby ograniczyć nadużycia, program wyklucza zakup nieruchomości na rynku pierwotnym, czyli od deweloperów i flipperów. Wsparcie będzie dostępne tylko dla mieszkań i domów oddanych do użytku co najmniej pięć lat wcześniej, a ich dotychczasowy właściciel musi posiadać nieruchomość przez minimum trzy lata.

Program przewiduje także limity cen metra kwadratowego: 10 tys. zł w większości miast oraz 11 tys. zł w metropoliach takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Poznań i Wrocław. Gminy będą mogły dostosować limity cenowe do lokalnych warunków. W przypadku domów jednorodzinnych program umożliwia także wsparcie budowy metodą gospodarczą.

Inwestorzy społeczni jako nowy element rynku

Jednym z nowatorskich rozwiązań programu są „Inwestycje Pierwsze klucze”. Inwestorzy społeczni, tacy jak TBS-y, SIM-y czy spółdzielnie mieszkaniowe, będą mogli sprzedawać mieszkania z ograniczoną marżą – maksymalnie 25%. Oferta będzie skierowana wyłącznie do osób bez mieszkań, a wybór beneficjentów ma odbywać się na transparentnych zasadach. Jednocześnie inwestorzy będą zobowiązani do realizacji równoważnych inwestycji na tani wynajem lub w ramach spółdzielczych lokatorskich praw do lokalu.

Decydując się na sprzedaż mieszkań w ramach tego programu, inwestor zyska prawo do zarządzania częścią wspólną wspólnoty mieszkaniowej przez 10 lat. Rozwiązanie to opiera się na dotychczasowych doświadczeniach współpracy z TBS-ami, które realizowały już podobne projekty.

Dodatkowe działania wspierające seniorów i studentów

Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiedziało także wprowadzenie rozwiązań mających na celu wsparcie osób starszych, niepełnosprawnych i studentów. Wśród nich znajdują się pierwszeństwo w wynajmie mieszkań komunalnych dostosowanych do potrzeb seniorów oraz możliwość przeprowadzki do takich lokali w zamian za wydzierżawienie gminie dotychczas zajmowanego mieszkania.

Dla studentów i młodych osób planowane jest wsparcie budowy i modernizacji akademików. Wysokość dotacji na te inwestycje może wynosić do 80% kosztów.

Zielona energia w centrum uwagi nowego planu gospodarczego

Podczas prezentacji nowego planu gospodarczego „Polska. Rok Przełomu” premier Donald Tusk oraz minister finansów Andrzej Domański przedstawili transformację energetyczną jako jeden z kluczowych filarów rozwoju polskiej gospodarki. Wśród zapowiedzianych działań znalazły się zarówno inwestycje w zieloną energię, jak i zmiany legislacyjne mające wspierać rozwój sektora energetycznego.

Transformacja energetyczna jako priorytet

Premier Tusk podkreślił strategiczne znaczenie energetyki dla rozwoju technologicznego i sukcesu gospodarczego Polski. Zwrócono uwagę na potrzebę przyspieszenia działań w obszarze zielonej energii, aby uczynić polską gospodarkę bardziej konkurencyjną i przyciągnąć nowe inwestycje.

Paulina Grądzik, zastępczyni dyrektora departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan, zaznaczyła, że rozwój sektora energetycznego jest kluczowy dla transformacji gospodarczej. – To od rozwoju energetyki zależy transformacja technologiczna i sukces gospodarczy. Aby przyciągnąć więcej inwestycji i stworzyć konkurencyjne warunki dla przedsiębiorstw, konieczne jest zwiększenie dostępności taniej, zielonej energii – powiedziała Grądzik.

Ustawa wiatrakowa w centrum uwagi

Jednym z istotnych elementów transformacji ma być rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Paulina Grądzik wskazała na konieczność pilnego procedowania tzw. ustawy wiatrakowej, która zakłada zmniejszenie minimalnej odległości instalacji wiatrowych od zabudowań z 700 do 500 metrów. Projekt ustawy, zdaniem Grądzik, może znacząco przyczynić się do odblokowania potencjału energetyki wiatrowej i realizacji założeń rządowego planu gospodarczego.

Ta regulacja ma kluczowe znaczenie dla szybkiego uwolnienia potencjału energetyki wiatrowej na lądzie. Energia z wiatru jest najtańsza, dlatego jej rozwój jest niezbędny dla sukcesu transformacji energetycznej – podkreśliła Grądzik.

Projekt ustawy oczekuje obecnie na rozpatrzenie przez Stały Komitet Rady Ministrów, a jego dalsze procedowanie w Sejmie ma kluczowe znaczenie dla realizacji planu rządu.

Wyzwania systemu energetycznego

Podczas prezentacji planu zwrócono uwagę na takie kwestie jak stabilność dostaw energii i dywersyfikacja jej źródeł. Paulina Grądzik zauważyła jednak, że polski system energetyczny wciąż mierzy się z wieloma wyzwaniami, które wymagają kompleksowych działań.

System energetyczny jest niezwykle złożony i kluczowy dla rozwoju gospodarki, ale jednocześnie wymaga rozwiązań, które uwzględnią jego specyfikę i wyzwania. Liczymy na konstruktywny dialog oraz deklarujemy gotowość wsparcia w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań – dodała Grądzik.

Senat uchwalił nowelizację ustawy o Służbie Więziennej

W środę Senat uchwalił nowelizację ustawy o Służbie Więziennej, wprowadzającą możliwość zatrudniania pracowników cywilnych na wybranych stanowiskach kierowniczych w tej formacji. Zmiana przepisów ma na celu zwiększenie elastyczności oraz umożliwienie zatrudnienia specjalistów z zakresu finansów, inwestycji czy informatyki w strukturach Służby Więziennej (SW).

Dotychczas kierownicze stanowiska w Służbie Więziennej, z wyjątkiem funkcji dyrektora generalnego, były zarezerwowane wyłącznie dla funkcjonariuszy. Nowelizacja wprowadza możliwość, aby cywilni specjaliści obejmowali m.in. stanowiska zastępców dyrektora generalnego Centralnego Zarządu Służby Więziennej, a także zastępców dyrektorów okręgowych, zakładów karnych i aresztów śledczych. Nie zmienia to jednak faktu, że kluczowe funkcje, takie jak dyrektor zakładu karnego, dyrektor aresztu śledczego czy dyrektor okręgowy, pozostaną dostępne wyłącznie dla funkcjonariuszy SW.

Nowe możliwości i wyzwania

Minister Maria Ejchart, nadzorująca więziennictwo, podkreśliła znaczenie tej zmiany:
Służba Więzienna potrzebuje elastyczności i specjalistów, którzy będą w stanie wdrożyć nowoczesne rozwiązania w zakresie zarządzania, finansów czy technologii. Nowelizacja ustawy to krok w stronę otwartości na cywilnych specjalistów, którzy wnosić będą nową jakość do zarządzania Służbą Więzienną.

Służba Więzienna realizuje nie tylko swoje podstawowe zadanie, jakim jest wykonywanie kar pozbawienia wolności, ale także prowadzi szereg działań organizacyjno-technicznych. Są to m.in. inwestycje w nowe jednostki penitencjarne, wdrażanie technologii informatycznych, takich jak Centralna Baza Danych Osób Pozbawionych Wolności czy System Dozoru Elektronicznego, oraz organizacja przetargów, np. na dostawy energii czy paliw. Zatrudnienie cywilnych specjalistów ma pomóc w profesjonalizacji tych obszarów.

Elastyczność w doborze kadry

Nowe przepisy dają przełożonym możliwość wyboru między zatrudnieniem funkcjonariusza SW a pracownika cywilnego na stanowiskach, które nie wymagają wykształcenia i doświadczenia w zakresie działalności operacyjnej SW. Wymogi dotyczące kandydatów na stanowiska kierownicze, zarówno cywilnych, jak i funkcjonariuszy, będą określane w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy.

Kolejne kroki legislacyjne

Nowelizacja ustawy trafi teraz do podpisu prezydenta. Jeśli zostanie zatwierdzona, nowe przepisy wejdą w życie, umożliwiając zatrudnianie cywilnych specjalistów na określonych stanowiskach kierowniczych w Służbie Więziennej. Decyzja ta ma wzmocnić efektywność zarządzania i otworzyć drogę do wdrażania nowoczesnych rozwiązań w tej kluczowej instytucji.

Bruksela przygotowuje się do czerwcowego Szczytu NATO w Hadze

W dniach 12-13 lutego 2025 roku wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przebywał w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli, gdzie uczestniczył w posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej w formacie ministrów obrony. Spotkanie miało na celu omówienie kluczowych kwestii związanych z bezpieczeństwem międzynarodowym, w tym odstraszania, obrony, rozwoju zdolności obronnych oraz wdrażania zwiększonych wydatków obronnych przez państwa członkowskie.

Plan zwiększenia zdolności reagowania NATO

Podczas rozmów zaprezentowano plan mający na celu zwiększenie zdolności NATO do szybkiego reagowania na potencjalne zagrożenia. Wicepremier Kosiniak-Kamysz podkreślił, że przyjęte działania w sposób szczególny wzmacniają bezpieczeństwo wschodniej flanki sojuszu, w tym Polski. „Tutaj jedność sojusznicza jest podkreślona i zachowana” – zaznaczył minister.

Nowa misja NATO: Straż Bałtycka

Jednym z kluczowych tematów poruszonych podczas spotkania była nowa misja NATO – Straż Bałtycka. Misja ta, powstała z inicjatywy Polski i została aktywowana przez głównodowodzącego oraz sekretarza generalnego NATO. Jej celem jest ochrona infrastruktury krytycznej w regionie Morza Bałtyckiego, a w działania zaangażują się także państwa spoza regionu, w tym Francja i Belgia. Jak podkreślił wicepremier Kosiniak-Kamysz, misja ta jest jednym z konkretnych efektów działań Polski podczas trwającej prezydencji w Unii Europejskiej.

Zwiększone wydatki na obronność i przemysł zbrojeniowy

Podczas posiedzenia omówiono także konieczność zwiększenia wydatków na obronność w kontekście zmieniających się wyzwań bezpieczeństwa. Polska, która w tym roku osiągnie poziom 4,7% PKB przeznaczonego na obronność, jest jednym z liderów w tej dziedzinie. Kosiniak-Kamysz podkreślił, że wzrost wydatków jest niezbędny zarówno dla utrzymania obecności wojsk amerykańskich w Europie, jak i dla zapewnienia bezpieczeństwa w regionie.

Istotnym elementem rozmów była również kwestia inwestycji w przemysł zbrojeniowy. Polska zapowiedziała publikację Białej Księgi, w której przedstawiony zostanie plan realnych inwestycji na kwotę 500 miliardów euro w rozwój europejskiego przemysłu obronnego. Minister obrony zaznaczył, że w tej sprawie panuje szeroka zgoda wśród państw członkowskich.

Spotkanie Rady NATO-Ukraina

Drugiego dnia wizyty odbyło się także nieformalne spotkanie Rady NATO-Ukraina, w którym uczestniczył minister obrony Ukrainy Rustem Umerow oraz Wysoka Przedstawiciel UE ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa Kaja Kallas. Rozmowy dotyczyły bieżącej sytuacji bezpieczeństwa w regionie i współpracy między NATO a Ukrainą.

Spotkanie w Brukseli było jednym z cyklu przygotowujących do czerwcowego Szczytu NATO w Hadze, który będzie kolejnym ważnym etapem w definiowaniu przyszłych działań sojuszu.

BCC: Wielka Gala Liderów Biznesu już 1 marca

1 marca w hotelu Hilton w Warszawie odbędzie się Wielka Gala Liderów Polskiego Biznesu oraz finał XXXII edycji konkursu Lider Polskiego Biznesu. Nagrodę specjalną BCC odbierze prof. Ewa Łętowska oraz Jerzy Owsiak.

Business Centre Club organizuje konkurs Lider Polskiego Biznesu od 1991 roku. Wydarzenie na stałe wpisało się w kalendarz polskich przedsiębiorców.

Podczas marcowej gali BCC nagrodzi polskie firmy, które mają szczególny wkład w rozwój polskiej gospodarki. Dodatkowo, jak co roku, przyznane zostaną nagrody specjalne.

Wielka Gala Liderów Polskiego Biznesu to nie tylko prestiżowe wyróżnienia, ale także spotkanie wyjątkowych ludzi, którzy kształtują przyszłość polskiej gospodarki. To wieczór sukcesu, inspiracji i wspólnego świętowania. Szczególnym momentem Gali będzie wręczenie nagród specjalnych BCC, które honorują wybitne osiągnięcia oraz wkład w rozwój biznesu i społeczeństwa. – mówi dr Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

W latach ubiegłych BCC wyróżniło Nagrodą Specjalną Lidera Polskiego Biznesu m.in.: ambasadora Marka Brzezińskiego, prof. Adama Bodnara, Lecha Wałęsę i Jerzego Buzka.Wielka Gala Liderów Biznesu

W tym roku nagrody specjalne otrzymają Jerzy Owsiak – za wieloletnie, odważne i konsekwentne zaangażowanie w działalność charytatywną i społeczną, niesienie pomocy potrzebującym i nieoceniony wkład w rozwój systemu ochrony zdrowia w Polsce oraz prof. Ewa Łętowska, w uznaniu wybitnych zasług za działalność w obszarze prawa cywilnego, konstytucyjnego, administracyjnego, znaczący wkład w ochronę praw człowieka i budowanie społeczeństwa obywatelskiego oraz za umacnianie zasad państwa prawa i warunków niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania i rozwoju polskiej przedsiębiorczości.

Głównym punktem Gali jest uroczyste wręczenie Nominacji, a następnie Złotych Statuetek Lidera Polskiego Biznesu, które trafiają do firm i osób wyróżniających się innowacyjnością, etyką biznesową oraz wkładem w rozwój polskiej gospodarki. Dodatkowo przyznawane są Diamenty do Złotych Statuetek, a także Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu honorujące firmy, które kontynuują swój dynamiczny rozwój.

Galę poprowadzi Joanna Racewicz. Część artystyczną rozpocznie koncert Kasi Cerekwickiej.

Organizowana przez Business Centre Club Wielka Gala Liderów Polskiego Biznesu to prestiżowe wydarzenie, które przyciąga przedstawicieli różnych branż, liderów firm oraz kluczowe osobistości ze świata gospodarki i polityki. Dzisiejszy lider to osoba, która potrafi sprostać wyzwaniom, nie boi się zmian, a jednocześnie stawia na rozwój ludzi, innowacje oraz odpowiedzialność społeczną. Jestem pełen uznania dla wizji, odwagi i osiągnięć tegorocznych laureatów i serdecznie im gratuluję. – mówi Adam Struzik, Marszałek Województwa Mazowieckiego

Bycie częścią środowiska BCC jest dla nas wymiernym znakiem naszego profesjonalizmu.Jesteśmy firmą z wizją, którą tworzy zespół zaangażowanych współpracowników skupionych na innowacyjnych rozwiązaniach inżynieryjnych wspólnie budując przyszłość – twierdzi Marcin Grubek, prezes Zarządu TG Plus.

Jestem zaszczycony możliwością udziału w Wielkiej Gali Liderów Polskiego Biznesu. Future Group wspiera rozwój polskiego rynku, oferując innowacyjne rozwiązania HR, które pomagają w sukcesie biznesów. – dodaje Krzysztof Akonom, prezes Zarządu Future Group.Wielka Gala Liderów Biznesu

Patronat honorowy nad tegoroczną, 32. edycją konkursu Lider Polskiego Biznesu objęli: Minister Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Minister do spraw Unii Europejskiej, Marszałek Województwa Mazowieckiego oraz Prezydent miasta stołecznego Warszawy.

Komentarz Związku Banków Polskich do wyroku TSUE w sprawie TSUE C-472/23

W czwartek 13 lutego 2025 r. TSUE wydał wyrok na podstawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu dotyczących sankcji kredytu darmowego. W tej sprawie spółka handlowa zajmująca się skupem roszczeń dochodzi od banku zwrotu odsetek i pozostałych kosztów poniesionych na podstawie umowy pożyczki, powołując się na sankcję kredytu darmowego.

Po pierwsze, TSUE nie orzekł, że oprocentowanie kredytowanych kosztów jest niedopuszczalne. Według TSUE okoliczność, zgodnie z którą RRSO okazałaby się zawyżona, nie stanowi sama w sobie naruszenia obowiązku informacyjnego. To oznacza, że najpopularniejszy zarzut, na który masowo powołują się parakancelarie w sprawach SKD, został definitywnie zakwestionowany przez Trybunał.

Po drugie, TSUE stwierdził, że to do sądu krajowego należy ocena na ile przeciętny konsument – właściwie poinformowany oraz dostatecznie uważny i rozsądny – był w stanie na podstawie warunków umowy dotyczących zmiany opłat ocenić, jak może się zmienić wysokość jego zobowiązania.

Po trzecie, Trybunał podkreślił, że surowość sankcji przewidzianej w prawie krajowym powinna być adekwatna do wagi naruszeń i należy przestrzegać ogólnej zasady proporcjonalności, która wynika z prawa unijnego (pkt 49 wyroku). Dalej, w punkcie 54 i 58 wyroku, TSUE potwierdził, że sankcja kredytu darmowego może zostać uznana za nieproporcjonalną, jeżeli naruszenie obowiązków informacyjnych nie ma wpływu na decyzję konsumenta o zawarciu umowy.

TSUE potwierdził, że sankcji kredytu darmowego nie można stosować automatycznie. To do sądu krajowego należy ocena wagi naruszonych obowiązków przez kredytodawcę i ich wpływu na decyzję konsumenta o zawarciu umowy.

Wyrok potwierdza słuszność i konieczność zmiany przepisów o nieproporcjonalnej sankcji kredytu darmowego w Polsce, które są obecnie instrumentalnie wykorzystywane przez parakancelarie, budujące biznes na sprawach konsumenckich.

„Nareszcie” – przedsiębiorcy o nowym podejściu Premiera Tuska do gospodarki

Podczas spotkania Premiera Donalda Tuska z przedstawicielami przedsiębiorców i środowiska biznesu podejmowano wiele ważnych tematów o deregulacji i inwestycjach. Mówiono też na temat poprawy logistyki – nie tylko logistyki związanej z transportem morskim, ale również z transportem kolejowym czy drogowym. Była mowa o nowoczesnych technologiach, o związku nauki i zdolności do komercjalizowania wynalazków. Kluczowa jednak będzie deregulacja – czyli sposób na spełnienie jednego z istotnych punktów wymienionych w raporcie Mario Draghiego, który mówił o tym, że Europa, jeżeli ma być konkurencyjna, to musi wyrzucać również część regulacji, które są nadmierne albo zbędne. Jest szereg regulacji europejskich, które definiują pewne ramy brzegowe – natomiast od krajowego ustawodawcy zależy, w jaki sposób i w jakim kształcie będą wdrażane oraz wprowadzane w życie. Bardzo często również w Polsce zdarza się, że do minimum europejskiego dochodzi zbyt restrykcyjne podejście urzędników i polityków – w efekcie powstają regulacje, przepisy, które są znacznie ostrzejsze niż minima wymagane przez Unię Europejską.

– Dla mnie hasłem i słowem kluczem do spotkania Premiera Donalda Tuska z biznesem jest słowo „nareszcie”. Nareszcie mamy nowe otwarcie adresowane do przedsiębiorców – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Kostrzewa, Prezes Polskiej Rady Biznesu. – Premier zdecydował się na zaproszenie nas do dialogu, złożył bardzo ważne deklaracje. Będzie się z nami spotykał regularnie – to nie miało miejsca w przeszłości. Będzie się też wsłuchiwał w nasz głos, bo nam ufa. I myślę, że powołanie prezesa Brzoski – to jest odważny ruch do przodu, który pokazuje, że my możemy mieć coś do powiedzenia i możemy też dobrze podpowiedzieć, co można w prosty sposób poprawić, kierując się zdrowym rozsądkiem przedsiębiorcy. Jestem przekonany, że wspólnie będziemy wspomagać Rafała w jego wielkim zadaniu – bo to jest też szansa dla nas, jako dla tych, którzy polską gospodarkę budują i polską gospodarkę rozwijają. Zadeklarowane niemal 700 miliardów złotych inwestycji to z pewnością koło zamachowe gospodarki – choć decydować będzie skłonność do inwestowania przez krajowych przedsiębiorców. Mamy nadzieję, że rząd i większość parlamentarna zaoferują stabilność, ale również spełnienie warunków brzegowych – jak cena energii. My od dłuższego czasu domagamy się tego, żeby urzędnik, żeby polityk nie ograniczał naszej konkurencyjności i żeby rzeczywiście wprowadzanie w życie przepisów europejskich ograniczało się do minimum – dając nam wolną rękę w konkurowaniu o przecież ten sam rynek 450 milionów konsumentów na terenie całej Unii Europejskiej – wskazuje Wojciech Kostrzewa.

Rynki reagują na rozmowy Trumpa z Putinem: Spadki w sektorze ropy i zbrojeniówki

Niespodziewana rozmowa Donalda Trumpa z Władimirem Putinem wywołała istotne poruszenie na arenie międzynarodowej i znacząco wpłynęła na globalne rynki finansowe. Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział podjęcie negocjacji pokojowych w sprawie zakończenia konfliktu w Ukrainie, co natychmiast odbiło się na notowaniach kluczowych surowców oraz amerykańskich spółek zbrojeniowych. Rynki zareagowały dynamicznie, prognozując możliwe konsekwencje ewentualnego porozumienia, które mogłoby wpłynąć na globalny układ sił politycznych i gospodarczych.

Głównym tematem rozmów przywódców była wojna w Ukrainie, a inicjatywa USA spotkała się z pozytywną reakcją Putina. Obie strony zadeklarowały otwartość na dalsze negocjacje, co może oznaczać nową fazę w relacjach amerykańsko-rosyjskich. Poza konfliktem w Europie, w agendzie rozmów znalazły się również kwestie związane z Bliskim Wschodem, sytuacją na globalnym rynku energetycznym, rozwojem sztucznej inteligencji oraz znaczeniem dolara w międzynarodowym systemie finansowym. Te zagadnienia odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu polityki światowych mocarstw, a ewentualne ustalenia między Waszyngtonem a Moskwą mogą wpłynąć na stabilność i strukturę globalnej gospodarki.

Tymczasem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odniósł się do tych doniesień z dużą ostrożnością, podkreślając, że Kijów niezmiennie dąży do pokoju, ale suwerenność oraz integralność terytorialna kraju pozostają jego absolutnym priorytetem. Ukraińskie władze obawiają się, że potencjalne porozumienie między USA a Rosją mogłoby prowadzić do ustaleń niekorzystnych dla Ukrainy, dlatego aktywnie zabiegają o dalsze międzynarodowe wsparcie, zarówno polityczne, jak i militarne. W celu skonsultowania strategii bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego Zełenski odbył spotkanie z nowo powołanym Sekretarzem Bezpieczeństwa USA, Scottem Bessentem, który odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu polityki obronnej administracji Trumpa.

Rynki finansowe błyskawicznie zareagowały na sygnały dotyczące możliwej deeskalacji konfliktu. Notowania ropy WTI spadły w ciągu jednego dnia o 2,7% – to największy taki spadek od listopada 2024 roku. Zmniejszone obawy o przedłużający się konflikt oraz perspektywa stabilizacji na rynkach surowcowych wpłynęły na ceny ropy oraz gazu ziemnego, osłabiając notowania największych firm energetycznych. Energy Select Sector SPDR Fund, reprezentujący sektor naftowy i gazowy, zanotował spadek o 2,24%. Spadki odnotowały także koncerny zbrojeniowe – Lockheed Martin stracił 1,4%, Northrop Grumman 0,5%, a General Dynamics 1,86%. Inwestorzy zaczęli spekulować na temat możliwego ograniczenia wydatków obronnych w USA, co mogłoby doprowadzić do spowolnienia wzrostu firm z sektora militarnego, który od początku wojny w Ukrainie znacząco zyskiwał na wartości.

Jeśli negocjacje faktycznie nabiorą tempa, można spodziewać się dalszego spadku cen ropy oraz ograniczenia amerykańskich wydatków na zbrojenia. Ostateczny kształt porozumienia pozostaje jednak niepewny, a ewentualne ustalenia będą zależały od wyników dalszych rozmów oraz stanowiska pozostałych kluczowych graczy na arenie międzynarodowej, takich jak Unia Europejska, Chiny czy NATO. Dla Ukrainy oznacza to konieczność intensyfikacji działań dyplomatycznych i pozyskania dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa, aby uniknąć ewentualnych ustaleń pokojowych sprzecznych z jej interesami.

Kluczowym momentem mogą stać się rozmowy w kuluarach zbliżającej się Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, gdzie temat stabilności Europy i roli NATO ponownie znajdzie się w centrum uwagi. Spotkanie to zgromadzi czołowych światowych liderów, a jego przebieg może dostarczyć nowych informacji na temat dalszego kierunku działań dyplomatycznych. Potencjalne porozumienie między Waszyngtonem a Moskwą może nie tylko zmienić układ sił w regionie, lecz także wpłynąć na funkcjonowanie światowej gospodarki, zwłaszcza jeśli doprowadzi do trwałej zmiany w polityce energetycznej i obronnej największych gospodarek świata.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

KPMG: ROI z inwestycji w AI w finansach przekracza oczekiwania 57% firm

24% organizacji wdraża AI w finansach w zaawansowanym zakresie – to jeden z wniosków płynących z globalnego raportu KPMG „KPMG Global AI in Finance Report”. Spośród 2900 dyrektorów finansowych z kluczowych rynków na świecie, aż 71% zaimplementowało rozwiązania AI do procesów finansowych w swojej firmie, a co czwarty stosuje sztuczną inteligencję w większości z nich. Co więcej, 57% organizacji będących liderami wdrażania AI wskazuje, że osiągany zwrot z inwestycji (ROI) w tę technologię przewyższa ich oczekiwania.

Raport KPMG wskazuje, że zespoły księgowe oraz zajmujące się planowaniem finansowym należą do pionierów we wdrażaniu AI. Już 10% organizacji stosuje AI w tych obszarach na szeroką skalę, co czyni je najbardziej zaawansowanymi w adopcji tej technologii. Równolegle, prawie połowa firm wdraża sztuczną inteligencję w zarządzaniu finansami i ryzykiem, co pozwala na lepsze prognozowanie przepływów pieniężnych, skuteczniejsze wykrywanie oszustw i bardziej precyzyjną ocenę ryzyka kredytowego.

Sztuczna inteligencja zmienia sposób funkcjonowania działów finansowych, mając pozytywny wpływ zarówno na jakość, jak i efektywność ich działania. AI automatyzuje powtarzalne zadania i zmniejsza liczbę błędów, co pozwala firmom obniżyć koszty. Ułatwia także wdrażanie zmian regulacyjnych, mimo ich złożoności i częstych modyfikacji. Dzięki temu organizacje mogą skupić się na działaniach strategicznych. Jednak skuteczność AI zależy od jakości danych – im są one lepiej uporządkowane i wiarygodne, tym trafniejsze analizy i rekomendacje dostarcza system. Bez odpowiednich danych AI może generować błędne analizy i prowadzić do niewłaściwych wniosków.

Dlatego kluczowe jest odpowiedzialne zarządzanie AI, obejmujące przejrzystość, etykę i kontrolę jakości algorytmów. Firmy, które łączą nowoczesne technologie z dobrym nadzorem i kulturą odpowiedzialności, nie tylko optymalizują procesy finansowe, ale także budują trwałe zaufanie i przewagę na rynku – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Zdecydowanie wolniejszy postęp widoczny jest w obszarze zarządzania podatkami – tylko około jedna trzecia firm testuje lub aktywnie wykorzystuje AI w tym zakresie. Wynika to głównie z wyzwań regulacyjnych oraz potrzeby łączenia technologii z ekspertyzą podatkową specjalistów.

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje finanse, ale jej skuteczność zależy od integracji z wiedzą i danymi organizacji, które są dla niej paliwem napędzającym jej wydajność. Sukcesy we wdrażaniu AI odnoszą firmy, które nie traktują sztucznej inteligencji jako celu samego w sobie, lecz jako element szerszego systemu usprawnień. Kluczowe jest połączenie technologii z ludzką wiedzą i doświadczeniem oraz solidnymi procesami biznesowymi. Dzięki temu AI może efektywnie wspierać podejmowanie decyzji, przy minimalizacji ryzyka błędów. W nadchodzących latach liderami będą organizacje, które nie tylko wdrażają AI, ale także rozwijają kulturę jej odpowiedzialnego i świadomego wykorzystania – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Największe wyzwania związane z wdrażaniem AI

Pomimo wielu korzyści, firmy stoją wciąż przed istotnymi trudnościami we wdrażaniu AI. Najczęściej wskazywanymi wyzwaniami są kwestie związane z bezpieczeństwem danych i prywatnością (57% wskazań), brak odpowiednich umiejętności w organizacjach (53%) oraz trudności w pozyskiwaniu spójnych danych (48%). Dodatkowo 45% firm wskazuje na wysokie koszty wdrożenia, a 40% zwraca uwagę na problem przejrzystości procesów AI.

Co istotne, organizacje będące liderami wdrażania AI są bardziej proaktywne w przeciwdziałaniu tym wyzwaniom – prawie 75% z nich wdrożyło zasady odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji. Dzięki takim działaniom możliwe jest minimalizowanie ryzyka i pełne wykorzystanie potencjału AI w finansach.

Pełna treść raportu „KPMG Global AI in Finance Report” jest dostępna na stronie: Sztuczna inteligencja w finansach – KPMG Poland

O RAPORCIE:

Badanie KPMG na temat postępów w wykorzystywaniu sztucznej inteligencji w sprawozdawczości finansowej przeprowadzono w kwietniu 2024 roku. Objęło ono grupę 1800 dyrektorów finansowych firm z 10 głównych rynków światowych Ameryki Północnej, Europy i ASPAC. Dynamiczny rozwój AI był przyczynkiem do przeprowadzenia poszerzonego badnia we wrześniu 2024 roku, obejmującego dodatkowo Ametykę Łacińską, Azję i Pacyfik, Bliski Wschód i Afrykę. Grupę respondentów zwiększono do 2900, a poza sprawozdawczością finansową przeanalizowano aspekty dotyczące księgowości, ryzyka, operacji podatkowych i zarządzania finansami. Raport jest efektem analizy obu badań ankietowych.

Ranking najbardziej medialnych polskich przedsiębiorców 2024 roku

Zygmunt Solorz-Żak, Rafał Brzoska i Sebastian Kulczyk to liderzy biznesu, których obecność w mediach internetowych w 2024 roku była oceniana najwyżej – wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Publikacje z udziałem Zygmunta Solorza-Żaka osiągnęły wartość 10,43 mln zł, Rafała Brzoski – 8,67 mln zł, a Sebastiana Kulczyka – 4,16 mln zł.

Na co dzień zarządzają biznesami wartymi miliony, ale też pojawiają się mediach, budując rozpoznawalne marki osobiste. Instytut Przywództwa sprawdził, kto z polskich przedstawicieli biznesu jest najcenniejszy pod kątem obecności w doniesieniach na portalach internetowych. Do analizy wykorzystano wskaźnik ekwiwalentu reklamowego, czyli wartość w złotówkach, która określa, ile należałoby zapłacić za dany artykuł z udziałem przedstawiciela biznesu, gdyby był reklamą.

Na szczycie rankingu znalazł się Zygmunt Solorz-Żak z imponującym wynikiem ekwiwalentu reklamowego wynoszącym 10,43 mln zł. Wprawdzie jego aktywność biznesowa od lat przyciąga uwagę opinii publicznej, to jednak w zeszłym roku media interesowały się przede wszystkim sprawami sukcesji prowadzonych przez niego biznesów. Kolejne miejsca zajmują Rafał Brzoska, twórca InPost (8,67 mln zł) oraz inwestor Sebastian Kulczyk (4,16 mln zł).

Łączna wartość medialna publikacji z udziałem pierwszej trójki przekroczyła kwotę 20 mln zł, co podkreśla istotną rolę liderów w polskim krajobrazie biznesowym i medialnym. Wysokie wyniki pokazują wpływ i zdolność biznesmenów do budowania rozpoznawalności w przestrzeni publicznej – komentuje wyniki rankingu Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Różnorodność przedstawicieli biznesu w rankingu

W zestawieniu znaleźli się znani przedsiębiorcy reprezentujący różne branże, a wśród nich Dominika Kulczyk (publikacje o wartości 2,66 mln zł), Zbigniew Jakubas (2,49 mln zł) czy Józef Wojciechowski (2,22 mln z). Powyższe wyniki wskazują na wpływ medialny liderów polskiego biznesu.

To zestawienie pokazuje, jak liderzy biznesu o różnym profilu budują swój wpływ medialny. Dominika Kulczyk, kojarzona z inwestycjami i działalnością filantropijną, Zbigniew Jakubas, działający w przemyśle i finansach, oraz Józef Wojciechowski, związany z rynkiem nieruchomości, reprezentują różne sposoby oddziaływania na opinię publiczną. Ich obecność w mediach może wynikać zarówno z aktywności biznesowej, jak i z podejmowanych inicjatyw społecznych czy inwestycji. Ciekawym aspektem jest też to, że niektórzy liderzy budują swój wizerunek poprzez aktywność medialną, podczas gdy inni, mimo unikania rozgłosu, i tak przyciągają uwagę opinii publicznej – tłumaczy Piotr Gąsiorowski.

Czy bycie „na świeczniku” pomaga w budowaniu firmy?

Medialność w świecie biznesu często kojarzy się z udzielaniem wywiadów oraz aktywnością w mediach społecznościowych czy debatach. Przypadek Tomasza Biernackiego, twórcy sieci Dino, świadczy jednak o tym, że swój wpływ na świat biznesu można budować również w sposób bardziej dyskretny.

Mimo że Biernacki konsekwentnie unika rozgłosu i nie pojawia się publicznie, jego firma osiągnęła jeden z największych sukcesów na polskim rynku spożywczym. Media regularnie analizują rozwój sieci Dino, co sprawia, że nawet niechęć jej założyciela do obecności w mediach nie ogranicza zainteresowania rozwijaną marką.

To zjawisko podkreśla, że obecność w mediach – choć nie zawsze zamierzona – może wzmacniać pozycję rynkową firmy i jej właściciela. W przypadku Biernackiego, to same wyniki biznesowe oraz strategia ekspansji sprawiają, że jego nazwisko i marka Dino pozostają w centrum uwagi opinii publicznej – podsumowuje ekspert.

Wycena medialna obecności liderów biznesu na portalach internetowych w 2024 r. (na podstawie wartości ekwiwalentu reklamowego)
LP Imię i nazwisko Wartość ekwiwalentu reklamowego w mln zł
1. Zygmunt Solorz-Żak 10,43
2. Rafał Brzoska 8,67
3. Sebastian Kulczyk 4,16
4. Dominika Kulczyk 2,66
5. Zbigniew Jakubas 2,49
6. Józef Wojciechowski 2,22
7. Sobiesław Zasada 1,94
8. Rafał Sonik 1,92
9. Marian Owerko 1,9
10. Michał Sołowow 1,54
11. Tomasz Biernacki 1,48
12. Ryszard Florek 1,41
13. Krzysztof Domarecki 1,28
14. Dariusz Miłek 1,21
15. Paweł Marchewka 1,06
16. Grażyna Kulczyk 1,01
17. Jerzy Starak 0,884
18. Zbigniew Juroszek 0,748
19. Krzysztof Pawiński 0,633
20. Antoni Ptak 0,508
21. Adam Góral 0,376
22. Marcin Iwiński 0,255
23. Piotr Voelkel 0,248
24. Jan Kolański 0,22

 

Banki centralne kupują złoto: Polska liderem w regionie

0

W ubiegłym tygodniu Światowa Rada Złota opublikowała kwartalny raport, który zamyka bilans całego 2024 roku. Raport nie tylko obrazuje sytuację na rynku złota, ale także wskazuje kilka istotnych trendów, które mogą kształtować rynek w nadchodzących latach. Zgodnie z danymi, podaż wynosiła w ubiegłym roku 4974,5 tony, co daje wzrost jedynie o 1% względem 2023 roku, natomiast podaż złota z recyklingu zanotowała aż 11% wzrost (do 1370 ton)! Stanowi to istotną kwestię, szczególnie w kontekście rosnących cen tego metalu szlachetnego. Czy wzrost cen złota sprawia, że wydobycie i odzyskiwanie złota staje się coraz to bardziej opłacalne? Komentarza udzielił ekspert Tavex.

40 nowych rekordów dla złota i dynamiczne wzrosty

W 2024 roku złoto osiągnęło 40 nowych rekordów cenowych. Średnia cena w IV kwartale wyniosła 2 663 USD/oz, co przełożyło się na średnią roczną cenę 2 386 USD/oz (+23% r/r). Ponadto podobnie jak w latach poprzednich, rynek był idealnie zbilansowany, najprawdopodobniej za sprawą umiejętnego balansowania pozycją OTC, a więc popytu na złoto generowanego na instrumentach pozagiełdowych. I choć całkowity popyt i podaż zanotowały jedynie 1% wzrostu względem roku 2023, to wydobycie wyniosło 3661 ton (jedynie o 17 ton wyższe r/r). Pokazuje to, że rosnące w ostatnim roku ceny kruszcu zwiększyły opłacalność recyklingu złota, a odzyskiwanie kruszcu jest jeszcze bardziej opłacalne.

Rosnące ceny złota to dobra wiadomość mogąca cieszyć podmioty zajmujące się branżą wydobywczą oraz recyklingiem, ale niekoniecznie jubilerów. Dla tej grupy coraz to wyższe ceny złota mogą niewątpliwie stać się nie lada wyzwaniem. Zgodnie z danymi, rok 2024 przyniósł spadek popytu na złoto ze strony tego sektora o 9%, osiągając wartość 2003,5 tony. Pocieszającym może okazać się fakt, że wartość zakupionej biżuterii wzrosła jednak o 9%, czyli do 144 miliardów USD z powodu rekordowych cen złota.

Optymistycznie wygląda sytuacja technologii, gdzie popyt na złoto wzrósł o 7% i był zdominowany przez sektor elektroniki, zyskując na znaczeniu zapewne dzięki rosnącej roli sztucznej inteligencji. W produkcji tego typu urządzeń niezwykle istotną rolę odgrywa również inny metal szlachetny – srebro, który jest kluczowym materiałem wykorzystywanym do rozwoju technologii, dlatego na przestrzeni lat będziemy pewnie obserwować wzrosty użyteczności także tego kruszcu.

W 2024 roku rynek inwestycyjny wykazał dynamiczny wzrost popytu na złoto, który zwiększył się o 25% i osiągnął poziom 1179,5 tony. Popyt na sztabki oraz przedmioty kolekcjonerskie wzrósł o około 10%, a na monety inwestycyjne zanotował spadki o 31%. Równocześnie zauważono, że spadek popytu na monety inwestycyjne równoważył się z wyższym popytem na sztabki. Ważnym elementem rynku inwestycyjnego były także zmiany w popycie na fundusze ETF, które odnotowały odpływ na poziomie jedynie 6,8 tony, co stanowi znaczną poprawę w porównaniu do 244 ton odpływów w 2023 roku – tłumaczy Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Banki centralne zwiększają zakupy

Chociaż popyt ze strony banków centralnych, który wyniósł 1044,6 tony, był jedynie 1% niższy niż w roku 2023, warto zauważyć, że w ciągu ostatnich trzech lat banki centralne regularnie zwiększały swoje zakupy złota, co stanowi istotny trend w kontekście długoterminowej polityki monetarnej.

Zwiększający się popyt ze strony banków centralnych to sygnał, że złoto wciąż jest postrzegane jako stabilna forma zabezpieczenia rezerw w czasach globalnej niepewności. Wśród krajów, które zwiększyły zakupy złota w 2024 roku, wyróżnia się Polska, która zakupiła aż 90 ton złota. Wszystko to sprawia, że Narodowy Bank Polski był największym nabywcą złota w minionym roku – całkowite rezerwy złota Polski wynosiły na koniec roku 448 ton, co stanowiło 17% wszystkich rezerw walutowych kraju. Otwarcie mówi się o dążeniu do 20% udziału złota w rezerwach NBP – komentuje analityk. Jako uzupełnienie warto dodać, że w międzyczasie pozyskaliśmy już dane o aktywach rezerwowych NBP za styczeń, które obrazują, że rezerwy powiększyły się o kolejne 3 tony, a więc wynoszą obecnie 451 ton. Z kolei ich udział w całości aktywów rezerwowych zbliża się do 18% – dodaje Tomasz Gessner.

W zakresie ubiegłorocznych zakupów złota przez banki centralne, za Polską uplasowała się Turcja (+75 ton), a następnie Indie (+73 tony) i Chiny (+29 ton) – dwa z ostatnich wymienionych krajów stały się kluczowymi graczami na rynku. Warto zauważyć, że w Chinach oraz Indiach popyt na złote monety i sztabki był szczególnie silny. Także Czechy (+20 ton), Węgry (+16 ton), Serbia (+8 ton) i Gruzja (+7 ton) zwiększyły swoje rezerwy złota w 2024 roku. Trend ten wskazuje na zainteresowanie złotem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.rezerwy złota NBP udział złota w rezerwach

Patrząc na dane z 2024 roku, trudno nie zauważyć, że złoto wciąż pełni rolę zabezpieczenia przed inflacją i zmiennością rynków finansowych. Dynamika popytu, szczególnie w segmencie inwestycyjnym i banków centralnych, może wskazywać na dalszy wzrost zainteresowania złotem w nadchodzących latach. Biorąc pod uwagę stabilność podaży oraz rosnącą rolę złota w technologii, 2024 rok może okazać się początkiem nowego etapu na rynku metali szlachetnych – podsumowuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

E-commerce sukcesywnie odbiera ruch galeriom i centrom handlowym

Ruch w centrach i galeriach handlowych spadł w zeszłym roku o 3,5% w stosunku do 2023 roku. Na minusie znalazło się aż dwanaście województw, a tylko cztery były na plusie. Ponadto w tego typu obiektach rdr. ubyło 3,1% unikalnych klientów. Pod tym względem czternaście województw zaliczyło spadki, a dwa odnotowały minimalne wzrosty. W relacji rocznej nie zmieniła się natomiast częstotliwość robienia zakupów w tych placówkach. Takie są wyniki obserwacji zachowań blisko 1,5 miliona unikalnych konsumentów. Eksperci komentujący ww. dane są zaniepokojeni wynikami niektórych województw. Mogą one być efektem malejącej siły nabywczej ich mieszkańców.

W zeszłym roku ruch (footfall) w centrach i galeriach handlowych spadł o 3,5% w porównaniu z 2023 rokiem. Tak wykazał cykliczny raport, wydawany przez firmę technologiczną Proxi.cloud. Obserwacją objęto 1,5 mln klientów w 710 obiektach. Przy tym nie analizowano obrotów placówek handlowych, które nie są zależne od zagęszczenia ruchu czy liczby klientów.

– Spadek ruchu w centrach i galeriach handlowych jest niewielki, np. w porównaniu do inflacji w latach 2023-2024. Przede wszystkim jest rezultatem wzrostu znaczenia e-commerce. Ważnym czynnikiem jest aktywne wejście do Polski platform internetowych z Chin. Mają one bardzo atrakcyjne ceny, a do tego okres oczekiwania na dostawę został zdecydowanie skrócony – z miesiąca do kilku czy kilkunastu dni – komentuje dr hab. Jan Mikołajczyk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prof. UEP.

W przestrzeni publicznej pojawiały się informacje, że w 2024 roku piłkarskie Mistrzostwa Europy (od 14 czerwca do 14 lipca ub.r.), a w mniejszym stopniu – Letnie Igrzyska Olimpijskie (od 26 lipca do 11 sierpnia ub.r.), mogły przyciągnąć sporo konsumentów do ww. obiektów handlowych. Z danych zebranych do raportu wynika, że pierwsza z tych imprez sportowych mogła przyczynić się do krótkotrwałego wzrostu w galeriach i centrach handlowych. W czerwcu na turnieju odbyły się bowiem mecze reprezentacji Polski.

– W lipcu i sierpniu nastąpiły spadki ruchu. Nie widzimy więc przesłanek do tego, aby stwierdzić, że Igrzyska Olimpijskie pozytywnie przełożyły się na footfall w tych obiektach. Jednak trudno ocenić, jak on by wyglądał, gdyby nie zostały zorganizowane ww. imprezy sportowe – mówi Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.

Z raportu wynika również, że w 2024 roku ruch w centrach i galeriach handlowych wzrósł rdr. w czterech województwach. Mowa tu o mazowieckim – 5,5% na plusie, świętokrzyskim – 5,3%, opolskim – 2,5%, a także łódzkim – 1,3%. Z kolei spadki rdr. odnotowano w dwunastu województwach. Największe z nich dotyczyły warmińsko-mazurskiego – 9,6% na minusie, lubelskiego – 8,9%, jak również podkarpackiego – 8,6%. W ocenie prof. Mikołajczyka, wzrosty są nieistotne statystycznie. Natomiast niepokojące są spadki w woj. warmińsko-mazurskim, lubelskim i podkarpackim. Mogą one być efektem malejącej siły nabywczej mieszkańców tych części Polski.

– Zróżnicowanie dynamiki footfallu r/r w województwach ma wiele czynników, których wpływ nie został sprawdzony w ramach tej konkretnej analizy. Niemniej jednak można się spodziewać, że znaczenie ma zróżnicowana sytuacja społeczno-ekonomiczna w poszczególnych częściach kraju. Ponadto trzeba pamiętać o czynnikach losowych, a więc o możliwych remontach części tych obiektów handlowych. Na takie dane wpływać może też różne tempo ekspansji sieci dyskontowych w poszczególnych regionach – analizuje Mateusz Nowak z Proxi.cloud.

Ponadto analiza wykazała, że w 2024 roku liczba unikalnych klientów (unique shoppers) w centrach i galeriach handlowych spadła o 3,1% w porównaniu z 2023 rokiem. W opinii autorów raportu, jest to nieznaczna zmiana, tak jak w przypadku footfallu. – Część klientów mogła zaniechać chodzenia do galerii handlowych z powodu popularyzacji usług e-commerce. Chętni są w stanie zamówić wiele produktów z dostawą. Z kolei inne osoby mogły nagle znaleźć się w gorszej sytuacji majątkowej, dlatego zrezygnowały z odwiedzania takich placówek handlowych w tym okresie – podkreśla Mateusz Nowak.

Bardziej szczegółowe dane pokazują, że w ub.r. liczba unikalnych klientów wzrosła rdr. w dwóch województwach, tj. w mazowieckim – o 0,3%, a także w opolskim – o 0,1%. Były to więc minimalne zmiany. Natomiast w czternastu województwach odnotowano spadki rdr. w tym zakresie. Największe z nich dotyczą warmińsko-mazurskiego – o 7,8%, lubelskiego – o 6,5%, jak również podlaskiego – o 5,3%.

– Podobnie jak w przypadku ruchu, zróżnicowanie dynamiki spadku unikalnych klientów między województwami zależeć może od kilku czynników. Mam na myśli m.in. sytuację społeczno-ekonomiczną, wydarzenia losowe, ale też nierównomierną ekspansję innych sieci handlowych – stwierdza Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.

Do tego zaobserwowano, że w ub.r. średniomiesięczna średnia liczba wizyt w galeriach przypadająca na jednego konsumenta wyniosła 3,2. To dokładnie tyle samo, co w 2023 roku. – Dane te są potwierdzeniem niezmienności nawyków zakupowych klientów, którzy dalej odwiedzają tego typu placówki. Natomiast taka częstotliwość wizyt może oznaczać, że Polacy zaopatrują się w większość produktów codziennego użytku w innych typach sklepów. Takie zakupy robią np. w dyskontach lub korzystają z usług e-commerce – podsumowuje Mateusz Nowak.

Kurs euro i dolara w relacji do złotego: Czego oczekiwać w 2025 i 2026 roku?

Złoty radził sobie w 2024 r. lepiej niż pozostałe waluty regionu. Konsekwentnie umacnia się po październikowym osłabieniu, przekraczając swoje niedawne maksima. W styczniu kurs EUR/PLN spadł do najniższego od niemal siedmiu lat poziomu 4,20 i dotychczas w lutym kontynuował aprecjację. USD/PLN doświadcza większej zmienności, po części przez wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich.

Kluczowe punkty:

  • Kurs EUR/PLN jest najniższy od 2018 r.
  • Złotego wspiera jastrzębi NBP.
  • Spodziewamy się powrotu do cięć stóp procentowych w 2025 r.
  • W średnim terminie PLN może być jedną z najbardziej odpornych walut EM.
  • Wzrost powinien przyspieszyć i być bardziej zbalansowany.
  • Wieści spoza kraju mogą prowadzić do większej zmienności i stanowić okresowo wyzwanie dla PLN.
  • Koniec wojny między Rosją i Ukrainą może poprawić sentyment wobec regionu i PLN.

Wykres 1: Kursy EUR/PLN i USD/PLN (luty 2024 – luty 2025)

1. Kursy EUR_PLN i USD_PLN (luty 2024 – luty 2025)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07/02/2025

Sądzimy, że ożywienie złotego po szokach związanych z pandemią i wojną rosyjsko-ukraińską właściwie już się zakończyło. Warto również zauważyć, że waluta doświadczyła silnej aprecjacji w ujęciu realnego efektywnego kursu wymiany, który w ciągu ostatnich dwóch i pół roku odnotował wzrost o ok. 20%, do najwyższego poziomu od czasu kryzysu finansowego z 2008 r.

Normalizacja w gospodarce sprzyja walucie

Relatywną odporność złotego można łączyć z tym, że sytuacja w polskiej gospodarce w dużej mierze doświadczyła normalizacji. Szereg kluczowych elementów – takich jak sytuacja bilansu płatniczego, aktywność gospodarcza i inflacja – powrócił do „stanu naturalnego” lub w jego okolice. Dynamika PKB w 2024 r. znacznie przyspieszyła, do 2,9%, po tym jak rok wcześniej była niemal płaska.

Gwałtowny spadek inflacji pozwolił na ożywienie realnych dochodów w 2024 r. Wydaje się jednak, że istotna ich część została zaoszczędzona, co sprawiło, że konsumpcja doświadczyła umiarkowanego wzrostu, a nie gwałtownego boomu. Jest to spowodowane po części faktem, że stopa oszczędności w Polsce była w latach 2022–2023 rekordowo niska. Ponadto, niepewność geopolityczna i wysoka inflacja wspierają ostrożność gospodarstw domowych.

Aktywność gospodarcza powinna w kolejnych latach jeszcze się wzmocnić, wspierana przez dużą absorpcję środków unijnych. Niemniej marazm gospodarczy w Europie i groźby amerykańskich ceł sugerują, że polski eksport pozostanie stłumiony.

Wykres 2: Dynamika PKB w Polsce (2015 – 2024)

2. Dynamika PKB w Polsce (2015 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07/02/2025

Fundamenty nadal dobre

Stosunkowo dobre fundamenty Polski pozostają dla złotego dość korzystne. Słabszy eksport i ożywienie konsumpcji sprawiły, że nadwyżka na rachunku obrotów bieżących wyparowała, w średnim terminie notowany będzie jednak zapewne jedynie niewielki deficyt. Sytuacja fiskalna pozostaje wyzwaniem – wysoki deficyt wynoszący ok. 6% PKB będzie redukowany bardzo powoli, przez co stosunek długu polskiego sektora instytucji rządowych i samorządowych do PKB ma wzrosnąć z 53,5% w III kwartale 2024 r. do 60% w 2026 r. Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, poważniejsza jego redukcja rozpocznie się jednak najpewniej dopiero w przyszłym roku.

Niemniej stosunek długu do PKB jest w Polsce stosunkowo niski w porównaniu z wieloma podobnie rozwiniętymi krajami, a ratingi kraju pozostają stabilne. Spory deficyt Polski można po części przypisać wzrostowi wydatków militarnych – Polska przoduje pod tym względem w NATO (wydatki mają wzrosnąć z 4,1% PKB w 2024 r. do 4,7% w 2025 r.). Biorąc pod uwagę, że Trump nalega, by kraje NATO zwiększyły wydatki militarne do 5% PKB, może to wspierać relację Polski z USA.

Rok wyborczy – raczej bez fajerwerków

W tym roku odbędą się w Polsce wybory prezydenckie. Inwestorzy z radością przyjęli wyniki wyborów parlamentarnych z 2023 r., postrzegając nowy rząd jako bardziej liberalny, bardziej praworządny i stanowiący obietnicę ocieplenia stosunków z UE. Wygrana w tym roku faworyta, Rafała Trzaskowskiego, pozwoliłaby na lepszą współpracę między rządem i prezydentem, i może być przez inwestorów preferowana, wydaje się to jednak już w znacznej mierze zawarte w wycenie rynku.

Jastrzębi NBP zapewnia złotemu wsparcie

Spadek inflacji wzmocnił zakłady za obniżkami stóp procentowych NBP. Bank centralny w ubiegłym roku utrzymywał jednak stopę referencyjną na stałym poziomie 5,75%, dzięki czemu złoty zyskał solidne wsparcie. Inflacja znajduje się wciąż poza celem NBP (1,5–3,5%) – w grudniu ustabilizowała się na poziomie 4,7%. Bazowa dynamika cen pozostaje wysoka, ok. 4%, i powyżej celu od połowy 2021 r. Istotne dla cen konsumenckich są nie tylko decyzje regulacyjne, ale też wzrost płac, który dopiero niedawno niepewnie spadł poniżej 10%, oraz polityka fiskalna, która wciąż jest luźna.

Spodziewamy się powrotu do cięć stóp procentowych w 2025 r.

Prezes Adam Glapiński niedawno podkreślił te ryzyka. Choć wcześniej rozważał cięcia stóp procentowych NBP nawet w marcu 2025 r., to od grudnia jego retoryka stała się zaskakująco jastrzębia – wówczas zasygnalizował, że na cięcia być może będzie trzeba poczekać do 2026 r. Mimo że powrót do cięć w marcu wydaje się niemal wykluczony, jastrzębiość Glapińskiego nie do końca nas przekonuje i sądzimy, że RPP zdecyduje się w tym roku na kilka obniżek. Zgadzamy się z wycenami rynkowymi, które wskazują na 75–100 pb. cięć w 2025 r.

Wykres 3: Stopy procentowe w Polsce (2015 – 2025)

Wykres 3: Stopy procentowe w Polsce (2015 – 2025)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07/02/2025

Złoty ma szansę dalej błyszczeć

Sądzimy, że w horyzoncie naszej prognozy złoty będzie jedną z lepiej radzących sobie walut rynków wschodzących. Obecnie spodziewamy się kursu EUR/PLN bliskiego 4,25 w 2025 i 2026 r. Silne partnerstwo Polski z USA, ograniczone powiązania z Chinami, brak zależności od surowców i zdrowe fundamenty sprawiają, że złoty jest dobrze przygotowany na drugą kadencję Trumpa. Perspektywy gospodarcze są korzystne, a wciąż wysokie stopy procentowe i silne fundamenty powinny wspierać złotego.

Dostrzegamy również możliwość dodatkowej aprecjacji w przypadku rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego – możliwe, że do pewnego stopnia już ona następuje. Choć naszym zdaniem złoty jest obecnie dość silny, nie możemy z całą pewnością wykluczyć, że w krótkim terminie będzie nieco silniejszy, niż prognozujemy, szczególnie jeśli NBP będzie w dalszym ciągu stanowczo odmawiać cięć.

  EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q1-2025 1,04 4,10 4,25
Q2-2025 1,04 4,10 4,25
Q3-2025 1,04 4,10 4,25
E-2025 1,04 4,10 4,25
E-2026 1,06 4,00 4,25

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk rynkowy Ebury

Ceny ubezpieczeń na świecie spadły o 2% w czwartym kwartale 2024 r.

Ceny ubezpieczeń na świecie spadły o 2% w czwartym kwartale 2024 r., po spadku o 1% w Q3 2024 r., co oznacza drugi z rzędu kwartalny spadek po siedmiu latach wzrostów stawek – wynika z najnowszego raportu Global Insurance Market Index, opublikowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę ds. ryzyka, należącego do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC).

Wynik ten jest kontynuacją trendu spadkowego, który po raz pierwszy zaobserwowano w Indeksie w pierwszym kwartale 2021 roku, który jest napędzany przez wzmożoną konkurencję w ubezpieczeniach majątkowych, umiarkowany wzrost stawek OC, stabilizację cen w liniach finansowych oraz obniżki stawek dla ryzyk cybernetycznych.

W podziale na regiony, Pacyfik (-8%), Wielka Brytania (-5%), Azja (-3%), Europa (-2%) i Kanada (-2%) odnotowały spadki stawek w Q4 w ujęciu rok do roku, podczas gdy Ameryka Łacińska i Karaiby (LAC) oraz Indie, Bliski Wschód i Afryka (IMEA) odnotowały wzrosty o 1%. Stawki w Stanach Zjednoczonych pozostały na stabilnym poziomie po wzroście o 3% w Q3 2024.

Kluczowe wnioski:

  • Stawki ubezpieczeń majątkowych spadły o 3% na świecie, po spadku o 2% w Q3 2024 r. Region Pacyfiku odnotował największy spadek, wynoszący 8%; w USA i Wielkiej Brytanii spadki wyniosły 4%; natomiast Kanada, LAC i Azja odnotowały niskie jednocyfrowe spadki. Stawki polis majątkowych w Europie pozostały stabilne, a IMEA odnotowało wzrost o 3% w Q4. Globalny rynek ubezpieczeń majątkowych pozostaje wrażliwy na zdarzenia losowe, szczególnie na trwające pożary w Los Angeles, które prawdopodobnie wpłyną na łączną wartość strat katastroficznych w 2025 r.
  • Ceny ubezpieczeń OC wzrosły o 4% na świecie, po 6% w poprzednim kwartale. Stawki odpowiedzialności cywilnej w USA nadal rosły bardziej niż w innych regionach (7%). W Ameryce Łacińskiej i Karaibach odnotowało wzrost o 5%, podczas gdy w pozostałych regionach spadki wahały się od 2% do wzrostów o 1%.
  • Stawki dla linii finansowych i profesjonalnych spadły o 6% – dziesiąty kwartał spadków z rzędu – przy czym spadki stawek odnotowano we wszystkich regionach w wyniku silnej konkurencji i dostępnej pojemności.
  • Ceny ubezpieczeń cybernetycznych spadły o 7% na świecie – po spadku o 6% w poprzednim kwartale – przy spadkach we wszystkich regionach spowodowanych silną konkurencją zarówno wśród obecnych, jak i nowych ubezpieczycieli, a także ciągłą poprawą cyberbezpieczeństwa w wielu firmach.

„Złagodzenie stawek w ubezpieczeniach majątkowych, liniach finansowych i cybernetycznych jest pozytywnym zjawiskiem dla klientów, podczas gdy wyzwania w innych obszarach rynku, szczególnie w zakresie odpowiedzialności cywilnej w USA, są dotkliwe. Jesteśmy zaangażowani w pomoc klientom w zarządzaniu kosztami, ochronie ich bilansów i skutecznym poruszaniu się w zmieniających się warunkach rynkowych” – komentuje raport John Donnelly, Global Head of Placement w Marsh.

Blanka Kuzdro-Chodor, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska: „Q4 2024 to kolejny kwartał, w którym zaobserwowaliśmy niewielki spadek stawek, mimo strat związanych z powodzią, które dotknęły rynek. To stanowi potwierdzenie globalnych trendów. Mamy nadzieję, że po wielu latach wzrostów stawek, trend spadkowy utrzyma się na dłużej. Z pewnością jest to dobra wiadomość dla naszych klientów. Zobaczymy, czy osiągnięte oszczędności przyczynią się do podejmowania świadomych decyzji dotyczących poszerzenia ochrony poprzez wybór dodatkowych produktów lub inwestycje w poprawę zarządzania ryzykiem”.

Marcin Zimowski, Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych, Marsh Polska: „Obserwacje dotyczące rynku światowego i europejskiego w zakresie ubezpieczeń majątkowych zdają się potwierdzać nasze dotychczasowe prognozy o stopniowym odwracaniu się wieloletniego trendu. W porównaniu z innymi regionami, Europa wciąż podchodzi do kalkulacji stawek dość konserwatywnie, ponieważ średnia cena ubezpieczeń majątkowych na rynkach europejskich nie uległa zmianie w porównaniu do roku poprzedniego, podczas gdy w poprzednim kwartale odnotowano 1% wzrost. Co ciekawe, spadki na rynkach międzynarodowych występują mimo głośnych medialnie szkód katastroficznych, które dotknęły różne regiony świata w 2024 roku. Nasze doświadczenia z lokalnego rynku wskazują na powielanie, choć z pewnym opóźnieniem, kierunku, w którym podąża szeroki rynek. Coraz więcej postępowań konkursowych kończy się utrzymaniem cen lub, w przypadku klientów, którzy szczególnie dbają o poprawę ryzyka, nawet niewielkimi spadkami. Niemniej, pewną bolączką polskiego rynku, z perspektywy osób poszukujących ochrony ubezpieczeniowej, pozostaje wciąż dość wąskie grono ubezpieczycieli, co negatywnie wpływa na możliwość uzyskania interesujących rozwiązań dla niektórych segmentów rynku lub rodzajów ryzyka”.

Małgorzata Splett, Dyrektor Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE, Marsh Polska: „W Q4 2024 r. zaobserwowaliśmy kontynuację spadku stawek ubezpieczeniowych w liniach finansowych i cybernetycznych. Większość klientów odnowiła swoje programy ubezpieczeniowe z składkami na poziomie zbliżonym do zeszłorocznych lub zyskała redukcję składki sięgającą kilkunastu procent. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj o uśrednionych danych, które nie uwzględniają indywidualnych czynników ryzyka i szkodowości. W przypadku ubezpieczeń D&O dla polskich klientów, przetasowania w zarządach spółek skarbu państwa oraz ich (na razie) medialne konsekwencje mają negatywny wpływ na rynek polis D&O. Wiele z tych podmiotów decyduje się na zakup wysokich sum ubezpieczenia, co sprawia, że lokalni ubezpieczyciele są ostrożniejsi w oferowaniu znaczących zniżek. W przeciwieństwie do tego, rynek europejski i brytyjski często wykazuje większą elastyczność cenową, jednak nasi zarządzający zazwyczaj preferują większe bezpieczeństwo w zakresie ciągłości ochrony. Dla klientów niepublicznych aktualnie alternatywą może być oferta zagraniczna, ale warto dokładnie rozważyć wszystkie za i przeciw takiego podejścia w rozmowach ze swoim doradcą. W liniach cybernetycznych obserwujemy, że nasi klienci stają się coraz bardziej świadomi ryzyka oraz konsekwencji szkód dla wyników finansowych swoich organizacji. Analizując generowane przez nas od wielu lat indywidualne raporty oceny ryzyka cyber, w tym raporty Blue[i], które stanowią punkt wyjścia dla większości procesów plasowania ubezpieczenia, zauważamy znaczną poprawę w zakresie dojrzałości cybernetycznej polskich organizacji. Pozytywny trend w składkach ubezpieczenia cyber nie będzie więc wynikał jedynie z bardziej miękkiego rynku, ale także z lepszej jakości ryzyka u naszych klientów”.

Maciej Kalbus, Zastępca Dyrektora, Departament Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „W Polsce w 2024 roku presja na spadek cen na rynku ubezpieczeń należności była odczuwalna, podobnie jak na innych rynkach europejskich. Działo się tak mimo wzrostu liczby i wartości szkód, spowodowanych przede wszystkim rosnącą liczbą niewypłacalności kontrahentów z kluczowych rynków europejskich. Duże i średnie firmy, które nie doświadczyły problemów z niewypłacalnością, oraz te działające w lepiej postrzeganych branżach mogły liczyć na poprawę warunków cenowych. Sytuacja ta była również wynikiem wysokiej retencji biznesu u większości ubezpieczycieli, co zwiększyło agresywną politykę cenową konkurencji zainteresowanej przejęciem danej firmy. Wzrost niewypłacalności miał wpływ na ofertowanie podmiotów, które zmagały się z wysoką lub rosnącą częstotliwością szkód. W ich przypadku ubezpieczyciele starali się łagodzić wzrost stawek, modyfikując inne parametry polisowe, w szczególności udział własny oraz wprowadzając klauzule malus i franszyzy redukcyjne. W efekcie tych działań składka w segmencie całego polskiego rynku ubezpieczeń należności prawdopodobnie spadnie w porównaniu do roku 2023. Warto podkreślić, że w 2025 roku takie podejście ubezpieczycieli do ofertowania wciąż pozostaje aktualne”.

Paweł Sobkiewicz dołącza do Rady Nadzorczej Medinice SA

Medinice SA, notowana na GPW spółka MedTech, ma nowego członka Rady Nadzorczej. Do składu Rady, w drodze kooptacji, dołączył Paweł Sobkiewicz. To doświadczony ekspert z ponad 20-letnim doświadczeniem na rynku kapitałowym, specjalizujący się w emisji papierów wartościowych, ich wprowadzaniu na GPW oraz transakcjach fuzji i przejęć.

  • Paweł Sobkiewicz będzie niezależnym członkiem Rady Nadzorczej Medinice SA.
  • Nowy członek RN posiada wieloletnie doświadczenie na rynku kapitałowym, głównie w obszarze emisji papierów wartościowych oraz ich wprowadzaniu do obrotu na rynkach GPW.

Jesteśmy przekonani, że doświadczenie i wiedza Pawła Sobkiewicza znacząco przyczynią się do dalszego rozwoju Medinice SA oraz realizacji naszych strategicznych celów. Jego ekspertyza w obszarze rynku kapitałowego i transakcji inwestycyjnych będzie dla nas dużym wsparciem. – mówi Sanjeev Choudhary, prezes zarządu Medinice SA.

Pan Paweł Sobkiewicz posiada wykształcenie wyższe ekonomiczne, jest absolwentem Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie. Studiował także na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył studia EMBA i kurs dla doradców inwestycyjnych. Ma ponad 20-letnie doświadczenie na rynku kapitałowym w obszarze emisji papierów wartościowych, wprowadzania ich na GPW oraz transakcji fuzji i przejęć.

Jego kariera zawodowa związana była głównie z domami i biurami maklerskimi.  Swoje pierwsze szlify zdobywał w Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego w Warszawie S.A. Był związany również z Domem Maklerskim BGK S.A., gdzie obsługiwał m.in. procesy prywatyzacji przedsiębiorstw. W latach 2005-2016 był Dyrektorem Inwestycyjnym w spółce giełdowej Capital Partners S.A. Od  2007 r. zajmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu w Domu Maklerskim Capital Partners S.A., gdzie kierował strategicznymi projektami związanymi z rynkiem kapitałowym. Był też Partnerem Zarządzającym w funduszu HBI Ventures oraz Senior Managerem w PKF Consult. Aktualnie prowadzi działalność doradczą realizując liczne projekty inwestycyjne oraz transakcje na rynku kapitałowym.

Pan Paweł Sobkiewicz ma też bogate doświadczenie z pracy w licznych radach nadzorczych spółek kapitałowych, w tym notowanych na rynkach prowadzonych i organizowanych przez Giełdę Papierów Wartościowych.

Cieszę się, że dołączyłem do Rady Nadzorczej Medinice i mogę wspierać spółkę w jej dalszym rozwoju, zwłaszcza w tak istotnym momencie, w którym obecnie firma się znajduje. Liczę, że moje doświadczenie przyczyni się do realizacji kolejnych ambitnych planów biznesowych spółki, szczególnie tych o zasięgu globalnym. – dodaje Paweł Sobkiewicz, członek Rady Nadzorczej Medinice SA.

Rada Nadzorcza Medinice SA od lat składa się z grona doświadczonych ekspertów, w tym między innymi przez Pana Marcina Gołębickiego, zarządzającego największymi międzynarodowymi koncernami medycznymi w Europie, USA, Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Polskie aktywa na fali – kurs euro na kolejnych minimach

Zapowiedzi ceł na stal i aluminium stały się faktem, od 12 marca obowiązująca stawka na import do USA to 25%. Duży apetyt na krajowe aktywa, EUR/PLN na kolejnych minimach. Zaskakująco wysoki odczyt inflacji CPI na Węgrzech. 

Cła na stal i aluminium stały się faktem – 25% od 12 marca bez wyjątków

Ta informacja nie jest niczym nowym, bo cła na import stali i aluminium do USA były już zapowiadane choćby w weekend. Niemniej jednak Donald Trump zawsze pobudza myślenie w stylu „a może jednak się rozmyśli”. Nic takiego tym razem nie miało miejsca, a od 12 marca stawki celne na import wspomnianych surowców wyniosą 25% „bez wyjątku i bez wykluczeń”. I trzeba przyznać, że niektórzy mogą czuć się tym faktem niejako oszukani. Choćby Australijczycy, których premier pochwalił się, że prezydent USA rozważa ulgi dla swoich partnerów handlowych. Wygląda więc na to, że ulg nie ma, bo po prostu Trump w tym momencie żadnego kraju nie traktuje jako swojego partnera. Nałożone cła w mniejszym stopniu uderzą akurat w Australię, bo eksport tych surowców do USA nie przekracza 5%, ale obawiać się mogą Kanadyjczycy i Meksykanie. EUR/USD na decyzję nie zareagował i ciągle oscyluje w okolicach 1,03.

Duży popyt na polskie aktywa

Mimo że krajowa giełda poprzedniego roku nie może zaliczyć do udanych (jak choćby argentyńska, gdzie notowano ponad 370% wzrostów), to 2025 zapowiada się dużo lepiej. Widać od początku roku apetyt na polskie aktywa. Poza parkietami to także rynek FX oraz krajowe obligacje. Jeśli chodzi o rynek długu, widzimy zauważalny spadek z poziomu 6 do 5,75% w przypadku 10-latek. Kurs EUR/PLN pokonuje od połowy stycznia kolejne wsparcia, by dzisiaj znaleźć się już poniżej poziomu 4,18. Co tak rozgrzewa popyt na krajowe aktywa? Głównym tematem jest oczywiście kwestia zakończenia wojny na Ukrainie. Nasz kraj miałby być głównym graczem udzielającym pomocy w odbudowie tego kraju. Na plus działa też polityka monetarna i utrzymywanie wysokich stóp procentowych. A ze „świeżych” tematów, wczorajsze zapowiedzi naszego rządu – ogromne inwestycje i zawrotny budżet na ten cel.

Powell przed Kongresem

Dzisiaj w kalendarzu wydarzeń makroekonomicznych zwraca uwagę przede wszystkim wystąpienie szefa Fed w Kongresie o 16.00, przy okazji prezentacji raportu na temat perspektyw gospodarczych i monetarnych. Analitycy zastanawiają się, czy będzie mały pstryczek w kierunku nowego prezydenta USA za wywołanie niepewności gospodarczej. Dzisiaj warto zwrócić uwagę również na wysoki odczyt inflacji CPI z Węgier. Oczekiwania były na poziomie 4,8%, podczas gdy wynik zakotwiczył na poziomie aż 5,5%. To także sporo wyżej niż w poprzednim miesiącu (4,6%). Bank centralny Węgier już 4 razy z rzędu utrzymywał stopę procentową na poziomie 6,5% po wcześniejszych cięciach. Wydaje się, że tym odczytem sprawił, że kolejne posiedzenie zapowiada się jako to nudne, gdyż żadnych zmian w polityce pieniężnej nie będzie. HUF dzisiaj umacnia się na szerokim rynku, bo wyższa CPI może sprawić, że Bank Węgier będzie zmuszony utrzymać stopy bez zmian w dłuższym terminie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Wrocławski rynek biurowy: ograniczona aktywność deweloperów i wzrost pustostanów

Aktywność deweloperów na wrocławskim rynku biurowym w 2024 roku utrzymała się na ograniczonym poziomie. Najemcy podpisali umowy najmu na 146 000 m kw., co było drugim najwyższym wynikiem wśród rynków regionalnych. Nieznacznie niższy popyt wpłynął na wzrost współczynnika pustostanów do poziomu 19,3%.

Zasoby trzeciego pod względem wielkości – po Warszawie i Krakowie – rynku biurowego we Wrocławiu na koniec 2024 roku wyniosły 1,38 mln m kw.

W dalszym ciągu deweloperzy wykazywali się ostrożnym podejściem do rozpoczynania nowych projektów. W 2024 roku do użytku oddano zaledwie 38 000 m kw., a na etapie realizacji znajduje się jedynie 35 000 m kw.

„Popyt na powierzchnie biurowe we Wrocławiu pozostawał relatywnie stabilny. Wprawdzie wynik z ubiegłego roku był niższy o 12% od tego osiągniętego w 2023, ale warto zaznaczyć, że odnotowano wówczas drugi najwyższy poziom wynajmu w historii wrocławskiego rynku. W 2024 roku najemcy podpisali umowy najmu na 146 000 m kw., co stanowiło 21% całkowitego wolumenu transakcji zanotowanych poza Warszawą,” – powiedziała Anna Patrzyk-Sperzyńska, Associate Director w Knight Frank.

W strukturze transakcji, podobnie jak w większości badanych miast, zdecydowanie przeważały renegocjacje, których udział wyniósł 57%. Firmy w dalszym ciągu pozostają wrażliwe na koszty, które wiążą się z relokacją, takie jak wydatki na przeprowadzkę i dostosowanie powierzchni do potrzeb najemcy. Odsetek nowych umów w wolumenie transakcji wyniósł 36%, a ekspansji zaledwie 2%.

„Osłabienie popytu w 2024 roku przełożyło się na utrzymanie wysokiego wskaźnika pustostanów we Wrocławiu. Na koniec IV kwartału 2024 roku wyniósł on 19,3%, co wiązało się ze wzrostem o 1,1 pp. w porównaniu analogicznego okresu w 2023 roku. Jednak w porównaniu z poprzednim kwartałem odnotowano spadek o 0,4 pp., co może sygnalizować początek trendu spadkowego, zwłaszcza biorąc pod uwagę niewielką powierzchnię w trakcie budowy,” – dodał Michał Kusy, Junior Consultant, Research w Knight Frank.

Czynsze wywoławcze we Wrocławiu na koniec 2024 roku pozostały na stabilnym poziomie wynosząc od 10,00 do 16,00 EUR/m kw./miesiąc, jednak czynsze za najlepsze powierzchnie w nowopowstałych budynkach mogą przekraczać ten poziom. Opłaty eksploatacyjne również pozostały na stabilnym poziomie, mieszcząc się w przedziale od 16,00 do 31,00 PLN/m kw./miesiąc.

Kurs euro poniżej 4,18. Ropa naftowa odbija pomimo zapowiedzi sankcji

Polski złoty znów pokazuje siłę. Część analityków oprócz standardowego zamrożenia stanowiska NBP wskazuje, że teraz mogła pomóc zapowiedź deregulacji. Ropa naftowa odbija, pomimo zapowiedzianych sankcji. Turcja pokazuje dobre dane.

Sankcje miały obniżyć ceny ropy

Wielu analityków wskazywało, że sankcje nakładane ostatnio przez Donalda Trumpa na lewo i prawo doprowadzą do spadków cen ropy. Powodem tej prognozy jest fakt, że powinny one ograniczyć aktywność gospodarczą oraz spowodować, że konsumpcja krajowa będzie bardziej opłacalna – zatem ograniczy transport. Taki ruch faktycznie obserwowaliśmy na rynku. Od zaprzysiężenia nowego prezydenta cena baryłki ropy Brent spadła z około 81 USD do 74 USD. Pomimo zapowiadanych dalszych sankcji, od kilku dni mamy wzrosty sięgające już 3 USD. Kolejne powiedzą nam, czy mamy do czynienia z korektą tego ruchu, czy trwałym odbiciem. Trzeba pamiętać, że część wydobycia w USA, to z łupków, ma bardzo wysokie koszty. W rezultacie administracja Donalda Trumpa wcale nie jest zainteresowana tańszym surowcem.

Deregulacja w Polsce?

Wczoraj doszło do specyficznej deklaracji premiera, który zaproponował jednemu z czołowych polskich przedsiębiorców utworzenie zespołu do spraw deregulacji. Propozycja ta została przyjęta. Patrząc na reakcję rynków, część osób traktuje to, jakby już polskie przepisy zostały zracjonalizowane. Dotychczasowa historia tego typu inicjatyw nie jest szczególnie imponująca, aczkolwiek reakcja rynków była całkiem pozytywna. Wydawało się, że w miejscu, gdzie znalazł się polski złoty, nie ma już miejsca na dalsze umocnienia. Okazało się jednak, że jest i ponownie poprawiliśmy ostatnie minima na kursie EURPLN, schodząc przez moment nawet blisko 4,17 zł.

Dobre dane z Turcji

Powrót Turcji na właściwe tory gospodarcze trwa bardzo długo. Wczorajsze dane pokazują jednak, że trajektoria jest prawidłowa. Bezrobocie 8,5% może budzić pewne obawy. Trzeba pamiętać, że to najniższy wynik od listopada – tyle że 2012 roku. Bardzo dobrze wypadła również produkcja przemysłowa. Wartość 7% w skali roku to dla gospodarki w sytuacji Turcji nie jest bardzo dużo. Jest to najlepszy wynik od prawie roku. Jak zatem reaguje lira turecka? To właśnie systematyczne osłabianie tej waluty, która w ciągu roku straciła ponad 17% na wartości względem kursu dolara, jest powodem tych sukcesów. Pozwoliła ona odzyskać konkurencyjność lokalnej produkcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy AI zrewolucjonizuje relacje z klientami w sektorze usług finansowych?

Raport Salesforce: klienci nie są zadowoleni z usług banków i ubezpieczycieli. Kuleje jakość obsługi.

Salesforce opublikował nowy raport dotyczący sektora usług finansowych, oparty na globalnym badaniu przeprowadzonym wśród 9 500 klientów instytucji finansowych. Wyniki wskazują, że mniej niż połowa konsumentów jest w pełni zadowolona z usług świadczonych przez banki, firmy ubezpieczeniowe i doradców majątkowych. W związku z tym, kluczowe znaczenie dla przyciągnięcia i utrzymania klientów mają doskonała obsługa klienta oraz nowoczesne doświadczenia cyfrowe, w tym te wspierane ze strony agentów AI.

Znaczenie obsługi klienta i narzędzi wirtualnych

Oprócz konkurencyjnych cen i opłat, instytucje finansowe mogą zyskać lojalność klientów poprzez zapewnienie wysokiej jakości obsługi oraz nowoczesnych narzędzi. Badanie wykazało, że 46% konsumentów – w tym 55% osób o wysokich dochodach – pozostałoby przy instytucji finansowej oferującej doskonałe doświadczenie klienta (Customer Experience), nawet w przypadku podwyżki opłat. Coraz częściej klienci preferują samodzielne załatwianie spraw za pomocą narzędzi wirtualnych, bez konieczności kontaktu z przedstawicielami przez telefon czy w oddziale.

Agenci AI jako szansa na wyróżnienie się

Tylko 41% klientów zarządzających majątkiem jest w pełni zadowolonych z szybkości i skuteczności obsługi klienta w swoich instytucjach – w przypadku klientów banków i firm ubezpieczeniowych odsetek ten jest jeszcze niższy. Agenci AI, którzy potrafią rozumieć i odpowiadać na zapytania klientów bez interwencji człowieka, stanowią unikalną okazję dla instytucji finansowych do wyróżnienia się na tle konkurencji, jednocześnie zwiększając efektywność i obniżając koszty.

Połowa konsumentów oczekuje, że AI wpłynie na ich relacje z instytucjami finansowymi bardziej niż w innych branżach – to przekonanie jest silniejsze wśród milenialsów i pokolenia Z. Szczególnie doceniają oni potencjał AI w przyspieszaniu transakcji finansowych – obecnie 65% klientów wykazuje podobne oczekiwania, w porównaniu do 46% w 2023 roku.

Jednak wraz z coraz liczniejszymi wdrożeniami agentów AI, konsumenci będą potrzebowali więcej edukacji i pokazania im zaawansowanych możliwości, takich jak pełnienie roli finansowych doradców, zwiększanie wiedzy finansowej czy wskazywanie sposobów na oszczędzanie lub zarabianie pieniędzy.

Zaufanie jako fundament w erze agentów AI

W miarę jak instytucje finansowe dążą do wykorzystania AI i agentów, kluczowe jest wybranie odpowiednich partnerów i technologii, aby zdobyć zaufanie konsumentów. Choć 54% konsumentów deklaruje zaufanie do agentów AI, to tylko 10% ufa im całkowicie.

Jest to prawdopodobnie spowodowane naturalną ostrożnością wobec nowych technologii oraz obawami dotyczącymi sposobu, w jaki firmy finansowe zarządzają danymi klientów. Wielu konsumentów martwi się o to, jak ich dane osobowe są wykorzystywane i chronione, stając się coraz bardziej ostrożnymi w kwestii ich bezpieczeństwa.

Powiązane badanie globalnych konsumentów podkreśliło kluczowe znaczenie przejrzystości podczas wdrażania agentów. Prawie trzy czwarte (73%) konsumentów uważa za istotne, aby wiedzieć, czy komunikują się z agentem AI.

Aby ludzie i agenci mogli współpracować, kluczowe jest, aby instytucje finansowe wdrażały rozwiązania z zachowaniem zaufania, przejrzystości i najwyższych standardów zgodności z regulacjami jako podstawę swojej strategii – nie jako dodatek” – powiedział Eran Agrios, SVP & GM of Financial Services w Salesforce. –Instytucje muszą zadać sobie pytanie nie tylko, czy ich strategie są godne zaufania klientów, ale także, czy inwestowane rozwiązania są zgodne z tymi standardami.

55% firm IT mówi o braku pracowników z pożądanymi umiejętnościami – to mniej, niż jeszcze rok temu

Jak podaje raport ManpowerGroup „Niedobór talentów 2025”, ponad połowa polskich organizacji (55%) z branży nowych technologii mówi o trudnościach w rekrutacji kandydatów o pożądanym profilu. Choć nie da się ukryć, że to nadal wysoki wskaźnik, warto zauważyć, że spadł on w porównaniu z wynikami zeszłorocznego badania (61%) o 6 punktów procentowych. Jakich kompetencji zdaniem pracodawców szczególnie brakuje na rynku pracy IT? Którzy kandydaci mogli liczyć na najwięcej ofert w ubiegłym roku?

Organizacje działające w obszarze IT w Polsce wskazują na największe wyzwanie z pozyskaniem potencjalnych pracowników z kompetencjami technicznymi (34%), umiejętnościami z obszaru IT oraz analizy danych (27%), a także tymi z zakresu logistyki i operacji (25%). Tuż za podium znalazły znajomość HR (21%), sprzedaży i marketingu (18%), a także obszaru produkcji (18%).

Paweł Łopatka, ekspert rynku pracy IT oraz dyrektor Experis w Polsce, wskazuje, że spadek niedoboru talentów w branży IT może być wynikiem kilku czynników. – Jednym z nich jest mniejsza rotacja w organizacjach, spowodowana niepewnością zatrudnienia w nowych spółkach oraz wpływem AI na rynek pracy. W obliczu zmieniającej się sytuacji gospodarczej pracownicy częściej wybierają stabilność w dotychczasowych firmach, co zmniejsza presję rekrutacyjną. Dodatkowo coraz większa popularność programów reskillingu oraz szerokie możliwości pracy zdalnej sprawiają, że pracodawcy mogą łatwiej pozyskiwać, ale też rozwijać talenty. W efekcie obserwujemy delikatne obniżenie wskaźnika niedoboru, choć nadal pozostaje on na wysokim poziomie – dodaje ekspert.

Powrót do biur, forma zatrudnienia i benefity w IT – co się zmieniło?

Branża nowych technologii, która uchodziła niegdyś za najbardziej elastyczną także powoli stawia teraz na pracę stacjonarną. Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner portali z ofertami pracy justjoin.it & rocketjobs.pl wskazuje, że choć światowe trendy głośno sugerują, że powrót do biur będzie nieunikniony, jeszcze długo polscy programiści będą dyktować warunki w tym temacie. – Widać niewielki spadek liczby ofert całkowicie zdalnych, natomiast cały czas mniej więcej po równo rozkładają się oferty z opcją pracy hybrydowej i zdalnej. Jak pokazuje nasz raport, ogłoszenia gdzie pracodawcy oferują pracę w pełni stacjonarną to niespełna 7 procent. Branża IT nadal będzie tą wiodącą prym w „elastycznym” podejściu do trybu pracy, a biura nie będą ich stałym miejscem wykonywania obowiązków – dodaje. Ekspertka zauważa także, że w tym obszarze dominują dwie formy współpracy, czyli B2B oraz umowa o pracę. – Co ciekawe, specjaliści wskazują, że praca w ramach umowy o pracę daje im poczucie stabilności, benefity i możliwość rozwoju w ramach struktury firm. Pozostając w temacie dodatków pozapłacowych, to nieodłącznym elementem jest możliwość pracy zdalnej i elastyczny czas działań, często traktowane już jako standard. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się również wszelkiego rodzaju pakiety medyczne, a także 4-dniowy tydzień pracy czy możliwość workation – podsumowuje Świątkiewicz.

Kandydaci, którzy będą mogli przebierać w ofertach

Jak pokazują dane Job Market Inisghts, w ubiegłym roku w polskiej sieci pojawiło się niemal 240 tysięcy ofert pracy kierowanych do kandydatów IT oraz telekomunikacji. Na największy wachlarz możliwości zmiany mogły liczyć osoby zainteresowane stanowiskami takimi jak DevOps Engineer, Java Developer, Data Engineer, Fullstack Developer czy Senior Java Developer.

Zdaniem Łopatki, kompetencje przyszłości w IT to przede wszystkim umiejętności związane z wdrażaniem nowych technologii, takich jak AI, analiza danych, cyberbezpieczeństwo oraz ekspercka znajomość niektórych systemów. – Jednak to nie wszystko. Kluczowym elementem przewagi rynkowej kandydatów będzie również rozwijanie umiejętności biznesowych. Inżynierowie oraz specjaliści techniczni powinni ewoluować w kierunku roli konsultantów, którzy nie tylko rozumieją technologię, ale także potrafią zidentyfikować potrzeby interesariuszy, zrozumieć motywacje stojące za podejmowanymi decyzjami na wyższym szczeblu. Taka wiedza pozwala na skuteczne przełożenie tych założeń na zadania inżynieryjne, dostarcza wartość dla firmy w sposób bardziej spójny, efektywny. Pozwala też na lepsze pozycjonowanie się w hierarchii wartości technologicznej. Rosnące znaczenie mają umiejętności miękkie, zdolność adaptacji do zmian, efektywna komunikacja oraz umiejętność współpracy w zróżnicowanych zespołach. W dobie dynamicznych zmian technologicznych, a także biznesowych kluczowa będzie chęć nieustannego uczenia się i gotowość do podejmowania nowych wyzwań – podsumowuje dyrektor Experis w Polsce.

Niedobór talentów IT na świecie

Analizując globalny niedobór talentów można zauważyć, że pracodawcy obszaru nowych technologii wskazują na największą lukę kompetencji IT i analizy danych (54%), inżynierii (29%). Trudno także o osoby z odpowiednimi umiejętnościami z zakresu sprzedaży i marketingu (20%), a także logistyki oraz operacji (18%).

KRAM Investment zapowiada rozpoczęcie budowy trzech parków handlowych w 2025 r.

KRAM Investment planuje dynamiczną ekspansję na rynku nieruchomości komercyjnych i ogłasza budowę trzech parków handlowych. Pierwszym będzie nowoczesny park handlowy w miejscowości Bratian położonej w pobliżu Nowego Miasta Lubawskiego (województwo warmińsko-mazurskie), którego budowa rozpocznie się w już w pierwszej połowie 2025 roku. Budowa kolejnych dwóch inwestycji ruszy w II połowie roku i będą zlokalizowane w województwie warmińsko-mazurskim i mazowieckim. Planowane inwestycje to parki handlowe typu convinience, a Grupa KRAM Investment w przyszłości chce budować również większe, ekologiczne obiekty handlowo-usługowo-rozrywkowe.

Retail Park Bratian powstanie w strategicznej lokalizacji, zaledwie 4 km od centrum Nowego Miasta Lubawskiego, w pobliżu drogi krajowej nr 15 (Olsztyn–Toruń). Inwestycja będzie sąsiadować z popularnymi sieciami handlowymi, takimi jak Biedronka i Dino, a na jej terenie znajdzie się m.in. restauracja McDonald’s, której budowa rozpocznie się jeszcze w tym roku. Planowana powierzchnia Retail Park Bratian to 3950 m2 GLA, z opcją dalszej rozbudowy o kolejny etap 7000 m2 GLA.

Projekt jest już w większości skomercjalizowany, a Grupa posiada prawomocne pozwolenie na budowę. Podpisano także przedwstępną umowę notarialną na zakup działki. Dzięki dogodnej lokalizacji oraz rosnącemu zainteresowaniu formatem parków handlowych, inwestycja ma szansę stać się istotnym punktem handlowym w regionie.

– To pierwszy krok w kierunku realizacji naszej strategii, zakładającej dynamiczny rozwój w lokalizacjach o wysokim potencjale. Widzimy ogromne możliwości w mniejszych miastach, gdzie nowoczesne parki handlowe stanowią odpowiedź na potrzeby lokalnych społeczności – komentuje Andrzej Krauze, dyrektor ds. rozwoju biznesu KRAM Investment S.A.

Dwa kolejne parki handlowe są obecnie w fazie przygotowań, a ich budowa ma rozpocząć się w drugiej połowie roku.

Według raportu Cushman & Wakefield, w 2024 roku w Polsce oddano do użytku 530 tys. m² nowoczesnej powierzchni handlowej, co stanowi najlepszy wynik od 2015 roku. Obecnie w budowie znajduje się 375 tys. m² powierzchni handlowej, z czego 243 tys. m² zlokalizowane są w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców. Dodatkowo, od 2020 roku rośnie popularność parków handlowych, co może być odpowiedzią na zmieniające się preferencje klientów. W 2024 roku ten format dominował, a prognozy wskazują, że również w 2025 roku większość nowo powstających obiektów handlowych będzie miała formę parków handlowych.

Trump wprowadza wyższe cła na stal i aluminium: 25% zamiast 10%

Prezydent Donald Trump podpisał dekret wykonawczy podnoszący stawki celne na importowaną stal i aluminium z 10% do 25%. Decyzja ta objęła kluczowych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych, takich jak Kanada, Meksyk, Japonia i Korea Południowa, choć początkowo rozważano dla nich wyjątki. Trump zasugerował jednak możliwość wyłączenia niektórych krajów, w tym Australii, która utrzymuje nadwyżkę handlową w relacjach z USA.

Nowe taryfy weszły w życie tego samego dnia, gdy zaczęto stosować 10-procentowy podatek na towary importowane z Chin. Dodatkowo prezydent zapowiedział możliwość wprowadzenia tzw. „ceł wzajemnych” wobec państw nakładających wysokie taryfy na amerykańskie produkty. Do sektorów potencjalnie najbardziej zagrożonych zaliczają się przemysł półprzewodników, motoryzacja oraz farmaceutyki.

Wpływ podwyżek na rynki finansowe może być ograniczony, choć najbardziej odczują go branże zużywające duże ilości stali i aluminium – zwłaszcza budownictwo, motoryzacja oraz przemysł ciężki. W krótkim okresie firmy mogą doświadczyć spadku marż, jednak część dodatkowych kosztów zostanie prawdopodobnie przerzucona na konsumentów.

Reakcje rynków na zapowiedzi Trumpa były dotąd niejednoznaczne – po okresach niepokoju zazwyczaj następowało odbicie, a nie długotrwałe spadki. Cła mogą jednak poważniej zaniepokoić inwestorów, jeśli doprowadzą do spadku zaufania wśród firm i konsumentów lub zwiększą niestabilność finansową. Oznaką rosnącego ryzyka może być długotrwały wzrost indeksu zmienności VIX powyżej poziomu 20 oraz gwałtowne wahania kursów walut krajów objętych taryfami. Pojawiają się także opinie, że jeśli wszystkie propozycje prezydenta USA zostałyby wdrożone na dłuższy okres, rynki mogą doświadczyć znaczących spadków.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Rada TEP: Rządowy projekt zmian w składkach zdrowotnych szkodzi finansom publicznym

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich sprzeciwia się proponowanemu rządowemu projektowi zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. W naszej ocenie projekt jest szkodliwy, gdyż istotnie zwiększa różnicę w opodatkowaniu działalności gospodarczej i umów o pracę, a także zwiększa deficyt sektora finansów publicznych. Zwracamy uwagę, że rząd stoi przed wyzwaniem przekroczenie konstytucyjnego limitu długu publicznego (60% PKB), a Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu. Niezrozumiały jest również brak prekonsultacji projektu.

W obecnym stanie prawnym, przedsiębiorcy rozliczający się na podstawie skali podatkowej płacą składkę zdrowotną w wysokości 9% dochodu, a w przypadku przedsiębiorców rozliczających poprzez podatek liniowy składka wynosi 4,9% dochodu. Z kolei przedsiębiorcy mający zryczałtowany PIT, płacą 9% składkę od podstawy przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w czwartym kwartale poprzedniego roku, zależnej od wysokości przychodów (np. jeśli przychód nie przekracza 60 tys., podstawa wynosi 60% przeciętnego wynagrodzenia).

Rząd w swej ustawie proponuje zmianę ustalania wymiaru składki zdrowotnej poprzez ustanowienie części zryczałtowanej, obliczanej na podstawie 75% płacy minimalnej oraz części urealnionej, obliczanej przypadku osiągnięcia dochodów powyżej przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w czwartym kwartale roku poprzedniego, dla ryczałtowców ma być to 1,5-krotność wynagrodzenia, dla przedsiębiorców rozliczających się poprzez skalę lub podatek liniowy 3-krotność.

Jednym z głównych źródeł rozpowszechnienia samozatrudnienia w Polsce jest brak neutralności systemu podatkowo-składkowego. Ta sama działalność może podlegać zupełnie odmiennym obciążeniom publicznym jedynie ze względu na rodzaj zawartej umowy. Jak wskazuje Marek Skawiński, główny ekonomista portalu XYZ i były dyrektor Departamentu Analiz Makroekonomicznych Ministerstwa Finansów, po wejściu w życie projektu dla zarabiających powyżej przeciętnej w 2026 r. wybór działalności gospodarczej w miejsce umowy o pracę będzie oznaczał zmniejszenie obciążeń o co najmniej jedną trzecią.[1] W efekcie wiele osób zacznie wybierać działalność gospodarczą zamiast umowy o pracę jedynie ze względu na preferencje podatkowo-składkowe. Jednocześnie nie na wszystkich stanowiskach pracy zmiana umowy na działalność gospodarczą jest możliwa (np. ze względów regulacyjnych), więc będzie to wprowadzało nieuzasadnioną nierówność pomiędzy de facto identycznymi podatnikami. Zdaniem Rady TEP rząd powinien iść w przeciwną stronę – dążyć do maksymalnego zwiększenia jednolitości opodatkowania w systemie podatkowo-składkowym, np. likwidując różne ulgi i przywileje, takie jak odliczanie 50% kosztów uzyskania przychodu z praw autorskich w umowach o dzieło czy preferencyjne opodatkowanie w sektorze IT i innych rodzajach działalności obciążonych znacząco różnymi stawkami ryczałtu.

Według szacunków Rządowego Centrum Legislacji, reforma ma kosztować finanse publiczne około 4,6 mld zł w 2026 r. To koszt równy 0,11% PKB i jako taki może wydawać się niewielki z perspektywy całych finansów publicznych. Jednak Polska niebezpiecznie zbliża się do konstytucyjnego limitu zadłużenia publicznego i objęta jest przez Komisję Europejską procedurą nadmiernego deficytu, więc rozważany projekt idzie wbrew konieczności konsolidacji finansów publicznych.

Co więcej, w dokumencie RCL stwierdza się, że – „Projekt ustawy nie podlegał prekonsultacjom. Pominięcie etapów: uzgodnień, konsultacji publicznych i opiniowania jest uzasadnione pilnością proponowanej inicjatywy, która zmierza do obniżenia wymiaru składki zdrowotnej oraz usprawnienia zasad rozliczania składki zdrowotnej i jest oczekiwania przez przedsiębiorców.”. W ocenie Rady nie istnieje żaden powód, dla którego ustawa mająca wejść w życie w 2026 r. miałaby nie podlegać prekonsultacjom.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Mateusz Ozór nowym dyrektorem zakładu produkcyjnego Henkel w Raciborzu

Od stycznia 2025 roku zakład produkcyjny detergentów Henkel Polska w Raciborzu ma nowego dyrektora – jest nim Mateusz Ozór, związany z firmą od 17 lat. Raciborska fabryka produkuje proszki i żele do prania oraz płyny zmiękczające na potrzeby dwunastu rynków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, Czech, Węgier i Ukrainy.

W swojej nowej roli Mateusz Ozór jest odpowiedzialny za kierowanie rozwojem zakładu i wdrażanie strategii zapewniających optymalną wydajność produkcji, przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa i jakości. Szczególną uwagę poświęca kontynuacji projektów prośrodowiskowych oraz dalszemu rozwojowi innowacyjnych rozwiązań produkcyjnych.

Objęcie stanowiska dyrektora fabryki w Raciborzu, w miejscu, gdzie rozpocząłem swoją zawodową drogę, oraz praca z zespołem, który przez lata stanowił dla mnie ogromne wsparcie, to dla mnie nie tylko zaszczyt, ale i zobowiązanie – mówi Mateusz Ozór. Wierzę, że dobra znajomość fabryki oraz zdobyte tu doświadczenie pozwolą mi wnieść istotny wkład w jej dalszy rozwój, a także wspierać kluczowe projekty, które są fundamentem naszych celów w zakresie zrównoważonego rozwoju – dodaje.

Mateusz Ozór związany jest z firmą Henkel od 2008 roku, czyli od początku swojej kariery zawodowej. Rozpoczął ją jako specjalista ds. opakowań w dziale R&D. W kolejnych latach zdobywał międzynarodowe doświadczenie w strukturach firmy w Wiedniu, gdzie pełnił różne role w działach R&D i Regional Engineering. Jednym z największych jego sukcesów było zarządzanie projektem budowy nowego działu produkcji ciekłej zrealizowanym we współpracy z lokalnym zespołem w roku 2017.  Od 2018 roku z sukcesem zarządzał produkcją żeli i płynów w raciborskim zakładzie.

Nowy dyrektor jest absolwentem Politechniki Opolskiej na kierunku Komputerowe zintegrowane systemy zarządzania produkcją. Swoją wiedzę poszerzał podczas studiów z zakresu biznesu międzynarodowego w Copenhagen University College of Engineering oraz na studiach podyplomowych z zakresu zarządzania produkcją w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie.

Procedury administracyjne spowalniają inwestycje w ramach KPO

Od czasu przejęcia władzy przez nową koalicję rządzącą bardzo przyspieszył proces pozyskiwania środków KPO przez polski rząd od Unii Europejskiej. Niestety nie przyspieszył aż tak mocno proces przekazywania tych środków przez sektor publiczny, przez stronę rządową do sektora prywatnego. Procesy inwestycyjne, które mają być realizowane w ramach KPO, są długotrwałe. Budowa fabryki to jest budowa hali, wstawienie do niej maszyn, urządzeń, uruchomienie produkcji – a to wszystko musi się zakończyć w bardzo krótkich terminach. Już w tej chwili wielu przedsiębiorców dostrzega, że po prostu nie zdąży w tak krótkim czasie. Tempo, w jakim ogłaszane były nabory, w jakim rozstrzygane są konkursy i czas, który jest konieczny, żeby przeprowadzić te inwestycje – to jest tempo zbyt ambitne, biorąc pod uwagę prozaiczne ograniczenia, które nie mają wiele wspólnego z KPO, ale ciągle w Polsce obowiązują, jak np. długotrwałe procedury administracyjne, choćby przy uzyskiwaniu pozwoleń na budowę, pozwoleń na użytkowane, zgód pożarniczych, czy różnego rodzaju innych elementów, które mogą być powodem ogromnych konsekwencji finansowych. Kto nie skończy inwestycji w ramach KPO najpóźniej do sierpnia 2026, ale być może w wielu przypadkach jest to wcześniej, ten będzie musiał oddać zaliczki lub nie dostanie tych środków. Jest wyjątek od tej zasady i to jest kilka spośród ponad 50 programów realizowanych w ramach KPO – tych, które pochodzą głównie z części pożyczkowej, np. budowa wiatraków na morzu albo środki pozyskiwane z BGK. To są projekty, gdzie wystarczy do sierpnia 2026 podpisać umowę z beneficjentem.

– Czyli np. jeżeli duża polska firma energetyczna umówi się z dostawcą budowlanym, że farma wiatrowa powstanie za trzy lata, to będzie to w pewnym sensie potwierdzało, że te środki strona rządowa może wypłacić. Ale to jest wyjątek od reguły, w pozostałych przypadkach zegar tyka – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Kamil Sobolewski, główny ekonomista, Pracodawcy RP. – Czasu mamy bardzo mało, a biznes na pewno by docenił, gdyby udało się przedłużenie terminów w ramach KPO. To wydaje się niezbędne, by dobrze zaabsorbować te środki – tak, aby te projekty były najbardziej wartościowe dla gospodarki i dla biznesu. KPO to jest 260 miliardów złotych, a w Polsce inwestuje się rocznie 600 miliardów złotych. Te 260 mld zł rozłożonych jest na kilka lat. Tymczasem dla rozwoju naszej gospodarki inwestycje powinny wynosić około biliona złotych – czyli o 400 miliardów złotych więcej co roku. Deficyt inwestycji, który mamy na bazie porównawczej do takich krajów jak Czechy, Węgry i Rumunia – gdzie inwestuje się 27% PKB, podczas gdy w Polsce inwestuje się 17% PKB – to jest właśnie owe 400 miliardów złotych rocznie. To by starczyło na przykład na to, żeby zbudować naprawdę ogromną i potężną elektrownię atomową w Lubiatowie. Pamiętajmy, że taki proces trwa 10 lat – więc potencjał inwestycyjny, który można byłoby w Polsce uwolnić, jest naprawdę gigantyczny. KPO ma, a w zasadzie już można powiedzieć miało potencjał, by być kołem zamachowym tego procesu. To się udało w ograniczonym stopniu i dlatego potrzebujemy nowych kół zamachowych, nowych bodźców, które pozwolą uwolnić potencjał 400 miliardów złotych rocznie, a nie zoptymalizować wykorzystanie potencjału 260 miliardów rozłożonego na 5 lat – analizuje Kamil Sobolewski.

Metody niszczenia dokumentów – którą wybrać?

Po okresie obowiązkowego przechowywania dokumentacji firmowej w archiwum przychodzi czas na jej utylizację. Faktury czy umowy należy zniszczyć tak, by odczytanie informacji poufnych było niemożliwe. W jaki sposób to zrobić? Jako pierwsze na myśl przychodzi niszczenie dokumentów w niszczarce. Nie jest to jednak jedyna metoda. Poznaj skuteczne sposoby usuwania dokumentacji i wybierz najlepszy dla siebie.

Samodzielna utylizacja dokumentów

Niektórzy przedsiębiorcy decydują się na niszczenie dokumentów we własnym zakresie. Do wyboru mają trzy metody.

Niszczarka biurowa

Najpopularniejszą metodą samodzielnej utylizacji dokumentów jest zastosowanie niszczarki biurowej. Należy jednak pamiętać, by wybrać urządzenie, które rozdrobni papier na małe ścinki. W przypadku poufnych dokumentów należy wybrać niszczarkę o klasie niszczenia co najmniej P-4.

Niszczarka biurowa sprawdza się najlepiej przy niewielkiej ilości dokumentów. Najbardziej wydajne modele są w stanie niszczyć kilkanaście kartek jednocześnie. Jeśli na utylizację czeka kilka pudeł akt czy faktur, rozdrabnianie ich w ten sposób może zająć długie godziny, a nawet dni.

Palenie dokumentów

Dokumenty firmowe można również spalić. Metoda ta wydaje się atrakcyjna z uwagi na to, że informacje ze spalonych akt są całkowicie niemożliwe do odtworzenia. Ponadto można w ten sposób stosunkowo szybko zniszczyć duże ilości dokumentów.

Na terenie wielu firm nie ma jednak warunków do bezpiecznego rozpalania ognia. Spalanie dokumentów w domu wiąże się z kolei z wyniesieniem wrażliwych informacji poza siedzibę firmy, gdzie ich bezpieczeństwo może być zagrożone.

Moczenie w wodzie / rozpuszczanie chemiczne

Woda rozpuszcza tusz i niszczy papier. Moczenie dużej ilości dokumentów wymaga jednak użycia pojemnego zbiornika. Niektóre firmy stosują chemiczne rozpuszczanie dokumentów. Proces ten przebiega szybciej i jest bardziej efektywny niż w przypadku moczenia w samej wodzie.

Niszczenie dokumentów przez profesjonalną firmę

Dobrą alternatywą dla samodzielnego usuwania dokumentacji jest zlecenie tego zadania zewnętrznej firmie. To rozwiązanie pozwala zaoszczędzić czas. Jest również w pełni bezpieczne. Przedstawiciel firmy dostarcza zamykane pojemniki na dokumenty, dzięki czemu osoby trzecie nie mają dostępu do wrażliwych danych. Następnie zawartość pudeł trafia bezpośrednio do przemysłowej niszczarki. Solidne przedsiębiorstwa, takie jak Ekoakta, wystawiają po zakończeniu utylizacji specjalny certyfikat, jako dowód na to, że dokumenty zostały zutylizowane zgodnie z obowiązującymi normami.

Istnieje kilka skutecznych metod niszczenia dokumentów, nie wszystkie jednak są efektywne i opłacalne. Samodzielna utylizacja dużej części archiwum może przysporzyć wiele problemów. Niszczenie dokumentów w niszczarce jest bardzo czasochłonne, podobnie jak rozpuszczanie w wodzie. Nie każda firma dysponuje miejscem, w którym można spalić papierowe akta czy faktury. W wielu przypadkach najlepszym wyborem jest wybór zewnętrznej firmy, która zutylizuje zdezaktualizowaną część archiwum.

[Artykuł sponsorowany]

Dzień Bezpiecznego Internetu: Jak chronić dzieci i młodzież w sieci?

11 lutego obchodzimy Dzień Bezpiecznego Internetu, zainicjowany przez Komisję Europejską, który ma zwrócić uwagę na działania dzieci i młodzieży w sieci. Hasłem tegorocznej edycji jest “Razem na rzecz lepszego internetu”, co ma podkreślić konieczność współdziałania w tworzeniu bezpiecznego środowiska online dla wszystkich. Czas spędzany w internecie jest dziś dla wielu młodych ludzi równie istotny co ten w świecie offline – podkreśla dr Jakub Kuś z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS. Jak w potrzebie budowania bezpiecznego świata online odnajdują się media społecznościowe? Ile mają do zaoferowania nauczyciele i rodzice, którzy za młodu nie używali powszechnie internetu i nie przeżywali tego, co współcześni nastolatkowie? Nasz ekspert przygląda się ewolucji cyfrowych treści i diagnozuje wyzwania dla edukacji.

Obecność dzieci i młodzieży w internecie to nie tylko kwestia ochrony przed zagrożeniami, ale także szansa na rozwój ich umiejętności społecznych i emocjonalnych. W dobie cyfryzacji internet i media społecznościowe stały się dla użytkowników nie tylko źródłem rozrywki, ale też często najważniejszym obszarem komunikacji oraz budowania relacji z rówieśnikami.

To właśnie tam najmłodsi coraz częściej poszukują odpowiedzi na nurtujące ich pytania, poznają aktualne wydarzenia, a także – przede wszystkim w mediach społecznościowych – porównują się z innymi, co wpływa na kształtowanie ich poczucia własnej wartości. W efekcie czas spędzany w internecie jest dziś dla wielu nastolatków równie istotny co ten w świecie offline – mówi dr Jakub Kuś. Psycholog dodaje, iż nie należy jednak zapominać, że dynamiczny rozwój sieci niesie ze sobą również wyzwania, w tym zagrożenia związane z narażeniem na treści nieodpowiednie dla wieku czy uzależnienia od bycia w ciągłym kontakcie wirtualnym. Można powiedzieć, że dla dzisiejszych dzieci i młodzieży granica między tym co cyfrowe, a tym co analogowe stała się niewidoczna – wskazuje psycholog.

Ekspert podkreśla, że modyfikacje zachodzące w mediach społecznościowych nie pozostają bez wpływu na najmłodszych użytkowników – Ostatnie zmiany w polityce platform społecznościowych, takie jak działania nakierowane na skuteczniejsze usuwanie szkodliwych czy pełnych nienawiści treści, mają szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa najmłodszych użytkowników. Choć surowsza moderacja może ograniczyć ich styczność z niebezpiecznymi treściami, to należy pamiętać, że młodzież wykazuje się często ogromną pomysłowością, by obchodzić blokady – czy to poprzez fałszywe konta, czy zmianę platform. Z kolei dyskusje polityczne na temat zakazywania TikToka zwracają uwagę na kwestie prywatności danych i wpływu treści z tej aplikacji na wrażliwych odbiorców. Paradoksalnie, takie „zakazane owoce” mogą stać się dla młodych jeszcze bardziej atrakcyjne, co dowodzi, że same ograniczenia rządowe lub firmowe to jedynie część rozwiązania problemu – mówi dr Jakub Kuś.

Dialog międzypokoleniowy

W miarę ewolucji technologii, rodzice i nauczyciele stają przed nowymi wyzwaniami, które wymagają od nich nie tylko dostosowania się do zmieniającego się krajobrazu cyfrowego, ale również zrozumienia jego wpływu na młode umysły. Wspólne eksplorowanie platform społecznościowych czy gier online może nie tylko zacieśniać więzi, ale także stanowić doskonałą okazję do rozmowy o bezpieczeństwie w sieci oraz etyce korzystania z technologii. Dorośli mogą wprowadzać młodzież w świat krytycznego myślenia, ucząc ich, jak rozróżniać prawdziwe informacje od dezinformacji.

Spora grupa dorosłych, w tym rodziców oraz nauczycieli, doskonale pamięta czasy, kiedy internet dopiero zaczynał się rozpowszechniać. Nierzadko brakuje im jednak praktyki w posługiwaniu się narzędziami i platformami, które dla dzisiejszych dzieci i młodzieży są zupełnie oczywiste. Ta tak zwana „luka cyfrowa” sprawia, że autorytet starszego pokolenia bywa kwestionowany, zwłaszcza jeśli nie nadążają oni za szybko zmieniającymi się trendami w mediach społecznościowych – mówi dr Kuś. Psycholog dodaje, że nie oznacza to jednak, iż dorośli nie mogą służyć pomocą. Przeciwnie – rodzice i nauczyciele, którzy chcą stale doskonalić swoje umiejętności i traktują wirtualną sferę życia swoich podopiecznych z należytą powagą, mogą stać się dla nich wartościowymi przewodnikami. Otwartość na rozmowę, szczere zainteresowanie internetową aktywnością młodych oraz wspólna analiza oglądanych czy czytanych treści to filary wzajemnego zaufania i zrozumienia – wskazuje ekspert z Uniwersytetu SWPS.

Współdziałanie dla bezpiecznego internetu

W dobie cyfryzacji, kiedy internet stał się nieodłącznym elementem życia codziennego, odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w sieci spoczywa nie tylko na rodzicach, ale też na regulatorach rynku platform i stron internetowych, twórcach oprogramowania oraz instytucjach państwowych i społecznych. Zdaniem dr. Jakuba Kusia zabieganie o bezpieczeństwo najmłodszych w przestrzeni wirtualnej nie powinno ograniczać się wyłącznie do sprawdzania, co oni oglądają lub czytają, choć oczywiście rozmaite blokady i filtry rodzicielskie mogą okazać się pomocne.

Kluczowe jest przede wszystkim uświadamianie dzieci już od najwcześniejszych lat oraz kształcenie ich umiejętności potrzebnych w świecie online. Zaliczają się do nich między innymi: krytyczne myślenie, umiejętność odróżniania wiarygodnych informacji od fałszywych czy wiedza o istocie danych osobowych i konieczności rozważnego ich udostępniania. Nie można też zapomnieć o tzw. netykiecie – uczeniu, jak reagować na hejt, jak unikać cyberprzemocy i dbać o swoją prywatność. Gdy młodzi ludzie rozumieją konsekwencje swoich działań w internecie, korzystanie z narzędzi cyfrowych przychodzi im z większą rozwagą – podkreśla psycholog.

Ekspert dodaje, że kluczową rolę w tym procesie odgrywa współdziałanie różnych środowisk: rodzin, szkół, instytucji państwowych i firm działających w branży technologicznej. – Tylko dzięki spójnym programom edukacyjnym, kampaniom społecznym i stałemu rozszerzaniu kompetencji dorosłych (zarówno rodziców, jak i nauczycieli) można stworzyć skuteczny system ochrony młodych użytkowników sieci. To właśnie wtedy internet stanie się miejscem, w którym dzieci nie tylko bawią się w bezpieczny sposób, ale też odkrywają pasje, poszerzają horyzonty oraz doskonalą zdolności niezbędne w dorosłym życiu – podsumowuje dr Jakub Kuś.

Złoto zamiast dolara – banki centralne zmieniają strukturę rezerw

Złoto osiąga nowe rekordy cenowe, przekraczając poziom 2900 dolarów za uncję, a niektóre banki, jak Citi, przewidują osiągnięcie bariery 3000 USD/oz w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Na niewidziane dotąd pułapy kruszec wzbija się także w złotówkach. Obecnie ATH w naszej walucie ociera się o 12 000 PLN/oz.

Nowy tydzień, nowe all-time high! W poniedziałek 10 lutego złoto wzbiło się ponad granicę 2900 dolarów za uncję, a aktualny rekord cenowy (bazując na danych ze Stooq wedle stanu na godz. 13) to 2906,95 USD/oz.

Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o kurs królewskiego metalu wyrażony w polskim złotym. Świeżo ustanowione ATH w rodzimej walucie, wyznaczone także w poniedziałek 10 lutego, wynosi bowiem 11 792 PLN/oz.

Co napędza wzrost cen kruszcu?

Na wzrost cen kruszcu wpływa obecnie kilka kluczowych czynników, w tym głównie niepewność i zamieszanie na rynkach finansowych, związane z polityką nowej administracji w Stanach Zjednoczonych. Szczególnie istotne są tu kwestie związane z wojnami celnymi.

Kurs metalu napędzany jest także przez przepływ złota z Londynu do USA w obawie przed potencjalnymi taryfami celnymi, zapowiedzianymi przez Donalda Trumpa oraz ze względu na globalne napięcia geopolityczne i sytuację gospodarczą na świecie.

Z tego też względu Citi Research podniosło już swoje prognozy cenowe dla złota. Nowa trzymiesięczna prognoza wynosi 3000 dolarów za uncję (wzrost z 2800 USD), a średnia prognoza na 2025 rok została podniesiona do 2900 USD/oz.

Bank podkreśla, że napięcia geopolityczne oraz wojny handlowe przyczyniają się do rosnącej dywersyfikacji rezerw walutowych, skłaniając banki centralne do zwiększania zakupów złota kosztem dolara amerykańskiego.

Co więcej, wprowadzenie przez administrację prezydenta USA, Donalda Trumpa, dodatkowych 10% taryf na chińskie towary oraz chińska reakcja w postaci ceł na amerykańskie produkty pogłębiły globalną niepewność gospodarczą.

Banki centralne znów kupiły ponad 1000 ton złota…

Według Światowej Rady Złota, która właśnie opublikowała swój roczny raport, globalny popyt na złoto w 2024 roku osiągnął rekordowy w historii poziom 4974 ton. Głównymi motorami wzrostu były banki centralne, które w 2024 roku zakupiły ponad 1000 ton złota trzeci rok z rzędu. Tylko w samym czwartym kwartale zakupy te wyniosły 333 tony.

Łącznie na przestrzeni ubiegłego roku banki centralne, które są nabywcami netto złota od 15 lat, dodały 1045 ton do globalnych rezerw kruszcu. Bankierzy postrzegają bowiem złoto jako stabilne aktywo strategiczne w obliczu niepewności geopolitycznej i gospodarczej, a prognozy wskazują, że zakupy będą kontynuowane także w 2025 roku.

Z kolei inwestycje w złoto osiągnęły czteroletnie maksimum na poziomie 1180 ton (+25% r/r), głównie za sprawą stabilizacji funduszy ETF po trzech latach odpływów. Popyt na sztabki i monety był zbliżony do 2023 roku (1186 ton), jednak nastąpiła zmiana w strukturze – wzrosła sprzedaż sztabek, a zmniejszył się popyt na monety.

Popyt na złoto w sektorze technologicznym wzrósł o 7%,napędzany przez rozwój sztucznej inteligencji. Natomiast sektor biżuteryjny zanotował spadek konsumpcji o 11% (do 1877 ton), choć wartość wydatków na biżuterię wzrosła o 9% (144 mld USD). Konsumenci kupowali mniejsze ilości, ale przy wyższych cenach jednostkowych.

…a liderem jest NBP!

W 2024 roku Narodowy Bank Polski był największym nabywcą złota spośród banków centralnych, dodając 90 ton do swoich rezerw. Prezes NBP Adam Glapiński otwarcie mówi o zwiększeniu zasobów kruszcu do 20% rezerw ogółem. Na koniec ubiegłego roku rezerwy rodzimego banku wyniosły 448 ton, co stanowiło 17% całkowitych rezerw walutowych.

Wśród istotnych nabywców z naszego regionu warto wymienić też Czechy (+20 ton), Węgry (+16 ton), Serbię (+8 ton) i Gruzję (+7 ton). Inne kraje przodujące w zakupach to Turcja, która zwiększyła swoje oficjalne rezerwy złota o 75 ton, Indie (Reserve Bank of India zakupił 73 tony złota w 2024 roku) oraz Chiny – Ludowy Bank Chin kupił 44 tony kruszcu.

Sprzedaż złota przez banki centralne w 2024 roku miała charakter taktyczny i była skromniejsza niż zakupy. Bank Centralny Filipin sprzedał 30 ton złota w odpowiedzi na wzrost cen, a Narodowy Bank Kazachstanu sprzedał netto 10 ton kruszcu. Z kolei Bank Tajlandii zauważył, że redukcja złota w ich zasobach nie wynikała ze sprzedaży.

Innymi znaczącymi sprzedawcami netto w ciągu roku były: Władze Monetarne Singapuru (-10 ton), Bank Centralny Curaçao i Sint Maarten (-4 tony), Bundesbank (-1 tona, prawdopodobnie w związku z programem bicia monet) oraz Bank Centralny Republiki Zielonego Przylądka (-1 tona).

Rosjanie chronią swoje oszczędności w złocie

Z danych WGC wynika także, że złoto cieszy się rekordową popularnością wśród rosyjskich konsumentów, którzy w 2024 roku zakupili 75,6 ton złota w postaci sztabek, monet i biżuterii, aby chronić swoje oszczędności w obliczu sankcji. Ten wolumen stanowi piąty największy wynik na świecie i jednocześnie to około jednej czwartej rocznej produkcji złota w Rosji.

Zakupy złota przez Rosjan wzrosły o 6% w porównaniu z poprzednim rokiem i o ponad 60% od czasu inwazji tego kraju na Ukrainę prawie trzy lata temu. Właśnie wtedy Rosjanie zaczęli szukać alternatywnych sposobów zabezpieczenia swoich oszczędności, zamiast tradycyjnych inwestycji w dolary lub euro.

Zachodnie sankcje w zeszłym roku nasiliły trudności w płatnościach transgranicznych i doprowadziły do ​​niedoborów walut obcych, a rubel również spadł do historycznie niskiego poziomu. Aby pobudzić sprzedaż złota, Rosja zniosła podatek VAT na detaliczne zakupy królewskiego metalu zaraz po inwazji.

Rosja to drugi co do wielkości producent złota na świecie, wydobywający ponad 300 ton tego metalu rocznie. Od czasu inwazji na Ukrainę na Zachodzie unikano rosyjskiego kruszcu, co spowodowało zahamowanie jego napływu złota do ośrodków handlowych, takich jak Londyn i Nowy Jork.

Bank centralny Rosji, niegdyś największy nabywca złota na świecie, również nie wznowił zakupów w znacznych ilościach.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Cła na UE? Kurs euro pod presją po sugestiach administracji Trumpa

Administracja Trumpa już zasugerowała, że kolejne restrykcje handlowe dotkną UE. Wstępne doniesienia sugerują, że mogą to być ogólne cła wynoszące 10%. EUR/USD pozostaje pod presją, jednocześnie EUR/PLN po przebiciu granicy 4,20 wciąż się obniża. Ostatnia odporność złotego jest imponująca i można ją przypisać po części jastrzębiości Narodowego Banku Polskiego.

Kluczowe punkty:

  • Trump odsuwa w czasie cła na Kanadę i Meksyk.
  • Waluty ryzykowne doświadczają odbicia po początkowej wyprzedaży.
  • Raport NFP wskazuje na niższą stopę bezrobocia i wyższe płace w USA.
  • BoE obniża stopy procentowe, wszyscy decydenci opowiedzieli się za.

Decyzja prezydenta Trumpa, by odłożyć nałożenie ceł na towary z Kanady i Meksyku, wywołała w ubiegły poniedziałek zamieszanie na rynkach i doprowadziła początkowo do wyraźnej ulgi na głównych walutach. W dalszej części tygodnia, kiedy Trump podkreślał, że cła zostaną nałożone, ale nie zdołał określić ich skali, ożywienie aktywów ryzykownych straciło na sile. Silny raport NFP (non-farm payrolls) wywarł presję szczególnie na waluty europejskie, wskazując na dużą różnicę między wynikami gospodarek po obu stronach Atlantyku. Zwycięzcą ubiegłego tygodnia był jen japoński, który doświadcza wciąż aprecjacji – inwestorzy wyceniają bardziej agresywne podwyżki stóp procentowych Banku Japonii, sprzyjająca walucie jest również jej wyraźna taniości po latach kiepskiego radzenia sobie.

Kluczowym czynnikiem napędzającym rynki będą świeżo ogłoszone przez Trumpa cła na stal i aluminium, wynoszące 25%. Inwestorzy wydają się rozdarci przez obawy dotyczące wpływu restrykcji handlowych i ulgę, że wyższe cła wydają się zarezerwowane dla konkretnych sektorów. Uwagę rynku walutowego w tym tygodniu skupi również styczniowy raport inflacyjny z USA (środa 12.02). Cła prawdopodobnie jeszcze zwiększą presję wzrostową na ceny, tolerancja Rezerwy Federalnej na kolejny odczyt powyżej celu będzie więc ograniczona, a perspektywy cięć stóp procentowych dodatkowo się odsuną. Poza tym wstępny odczyt PKB Wlk. Brytanii za IV kwartał 2024 r. dostarczy ważne, choć opóźnione, informacje dla funta.

PLN

Złoty rośnie w siłę. Po przekroczeniu granicy 4,20 kurs EUR/PLN powoli się obniża, mimo spadku pary EUR/USD w ostatnich dniach. Ostatnia odporność złotego jest imponująca i można ją przypisać po części jastrzębiości Narodowego Banku Polskiego. W ubiegłym tygodniu prezes Adam Glapiński powtórzył, że otoczenie gospodarcze nie wspiera obecnie cięć stóp procentowych. Jest to dyskusyjne, być może jednak NBP chce pozbyć się wszelkich wątpliwości, nim rozpocznie cykl obniżek. Obecnie uważamy, że cięcie w marcu jest bardzo mało prawdopodobne, posiedzenie będzie jednak istotne ze względu na publikację zrewidowanych projekcji makroekonomicznych. Wciąż jastrzębie komunikaty NBP mogą wspierać złotego, przy czym wciąż spodziewamy się obniżek stóp w 2025 r.

Choć uwaga w tym tygodniu będzie skupiona głównie na wieściach spoza kraju, istotne będą również dynamika PKB w IV kwartale (czwartek 13.02) i styczniowy raport inflacyjny (piątek 14.02).

EUR

Dane o styczniowej inflacji w strefie euro zaskoczyły w ubiegłym tygodniu w górę. Zauważamy przy tym, że jej miara bazowa najpierw dziewięć miesięcy temu spadła do 2,7%, a od tamtego czasu nie odnotowała poprawy. Jednocześnie podobnie jak w Wielkiej Brytanii kiepski wzrost gospodarczy jest wynikiem raczej restrykcji po stronie podażowej niż niewystarczającego popytu. Sądzimy zatem, że Europejski Bank Centralny raczej nie zdecyduje się na znacznie silniejszą redukcję stóp procentowych.

Cła i recesja w przemyśle są zdecydowanie negatywnymi czynnikami dla wspólnej waluty, sądzimy jednak, że są one w dużej mierze zawarte w jej obecnej wycenie względem dolara. Uwaga wszystkich będzie teraz skupiona na administracji Trumpa, która wyraźnie zasugerowała, że należy oczekiwać restrykcji handlowych wycelowanych w Unię Europejską. Doniesienia sugerują, że mogą to być ogólne cła wynoszące 10%. Jesteśmy ciekawi, na ile jest to zawarte w wycenie euro – przypuszczalnie nie w pełni.

USD

Przewidzenie kolejnych wieści o cłach jest raczej niemożliwe, lepszym wyborem może być więc skupienie się na otoczeniu makroekonomicznym. Ubiegłotygodniowy raport NFP po raz kolejny był zgodny z silnym rynkiem pracy w USA. W firmach w zdrowym tempie przybywa nowych wakatów, stopa bezrobocia oscyluje w okolicy poziomu wskazującego na pełne zatrudnienie, a wzrost płac w styczniu zaskakująco przyspieszył – ich miesięczna dynamika była najwyższa od połowy 2023 r.

Wszystkie te pozytywne wieści ekonomiczne w połączeniu z możliwymi wyższymi cenami w związku z cłami Trumpa sprawiają, że coraz trudniej uzasadnić jakiekolwiek dalsze cięcia stóp procentowych Fedu w 2025 r. Jako że stopy w USA pozostają jednymi z najwyższych w gospodarkach G10, sądzimy, że mimo wysokiej wyceny dolara, raczej nie doświadczy on wyprzedaży.

GBP

Słabsze od oczekiwań dane gospodarcze doprowadziły do bardzo gołębiego podziału głosów na lutowym posiedzeniu Banku Anglii. Wszyscy członkowie Komitetu opowiedzieli się w ubiegłym tygodniu za obniżeniem stóp procentowych i dokonano cięcia o 25 pb. Przy tym dwoje z dziewięciu – w tym jastrzębia Catherine Mann – było za cięciem o 50 pb. Zrewidowane prognozy na 2025 r. pokazują wzrost PKB niższy o połowę od szacowanego wcześniej, co wyraźnie sugeruje, że BoE niepokoi się sytuacją brytyjskiej gospodarki.

Funt odbił się po początkowej wyprzedaży, mimo to pozostaje najgorzej radzącą sobie w 2025 r. walutą G10. Sądzimy jednak, że jego perspektywy są stosunkowo dobre. Inflacja pozostaje uporczywa, a wzrost płac podwyższony i zdecydowanie dodatni w ujęciu realnym. Uważamy, że rynki mogą przeszacowywać skalę możliwych cięć stóp procentowych Banku Anglii w tym roku, jako że sam Komitet podkreślił, że będą one „stopniowe”.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Donald Tusk prezentuje plan „Polska. Rok przełomu” – BCC apeluje o dialog społeczny

W dniu dzisiejszym  (10.02) na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) Premier Donald Tusk przedstawił nowy plan gospodarczy dla Polski. W wydarzeniu pod nazwą „Polska. Rok przełomu” uczestniczył minister finansów Andrzej Domański oraz liczni przedstawiciele środowiska gospodarczego. Business Centre Club reprezentował prezes organizacji dr Jacek Goliszewski.

Inwestycje przede wszystkim

Donald Tusk mówił o roku przełomu dla polskiej gospodarki i zwracał szczególną uwagę na słowo – kluczu czyli inwestycje.

Polska gospodarka dzięki 650 mld złotych na wspomniane już inwestycje ma wystrzelić do poziomu 4% i zapewnić nam awans do najzamożniejszych społeczeństw Unii, albo wręcz plasować nas wśród liderów gospodarczych Europy. – zwraca uwagę Sandra Żywicka-Sztul, Dyrektor ds. Analiz i Inicjatyw Gospodarczych BCC.

W przedstawionym planie duży nacisk położono na rozwój energetyczny, nie tylko związany z wykorzystaniem OZE, ale też zapowiedzią budowy elektrowni jądrowych i „inteligentnego” wykorzystania sieci przesyłowych.

Biznes lubi przewidywalność, więc samo prezentowanie strategii, pod warunkiem, że rząd będzie się tego kierunku trzymał jest jednoznacznie pozytywne. – podkreśla Sandra Żywicka – Sztul.

Prezes BCC dr Jacek Goliszewski w rozmowie z ministrem finansów Andrzejem Domańskim podkreślał, że – w tej chwili najistotniejsze jest przełożenie przedstawionych deklaracji na realne działania. Liczymy, że dialog społeczny zostanie wreszcie realnie usprawniony a deregulacje sprawnie wdrożone z uwzględnieniem konkretnych stanowisk i postulatów przedsiębiorców.  – mówił prezes BCC

Deregulacja

Drugi punkt ciężkości to kolejne słowo „klucz” czyli „deregulacja”, której zadaniem ma być odciążenie przedsiębiorców i uwolnienie ich energii, która powinna być ukierunkowana na  rozwój małych, średnich i dużych biznesów, a nie spełnianie kolejnych urzędniczych formalności.

Jak zwraca uwagę BCC – w tym miejscu premier, słusznie, stawia na konsultacje z przedsiębiorcami i pracodawcami, utworzenie specjalnego zespołu deregulacji i powołanie Rady Gospodarczej z udziałem biznesu, naukowców i urzędników. Cieszy zaufanie premiera do polskich przedsiębiorców i chęć wsłuchania się w ich potrzeby. Nie jest to oczywiście nowy pomysł, ponieważ zarówno Rada Dialogu Społecznego, jak i liczne zespoły deregulacyjne, które działają z udziałem organizacji pracodawców takich jak BCC, zajmują się tematem prezentacji problemów i oczekiwań przedsiębiorców od wielu lat. Dialog nie jest jednak wciąż zadawalający.

Biznesu nigdy nie trzeba było namawiać do kontaktu z urzędnikami i przedstawiania propozycji, ułatwiających prowadzenie firm, dlatego tę deklarację należy bardziej traktować jak informację dla strony rządowej i polityków, żeby nie tylko słuchali głosu przedsiębiorców, ale realnie wdrażali ich postulaty, bo dotychczas to właśnie było największą przeszkodą. Strategia to oczywiście wytyczanie kierunków, a niekoniecznie szczegóły. Tym bardziej z dużym zadowoleniem przyjmujemy deklarację ministra Domańskiego o zwolnieniu z VAT do kwoty 240 tys. zł od 2026r. podkreśla  Dyrektor ds. Analiz i Inicjatyw Gospodarczych BCC.

Deregulacje są procesem, a przedsiębiorcy zdecydowanie za długo czekają na podstawowe rozwiązania, które ułatwią im codzienne funkcjonowanie. Szkoda, że podniesienie kwoty wolnej od podatku, czy zreformowanie tzw. „podatku zdrowotnego” pozostają na razie w sferze przedwyborczych zapowiedzi. Dla małych biznesów to są realne i bardzo potrzebne ulgi.

Zainicjowanie i przeprowadzenie rzeczywistego, nie pozorowanego jak dotychczas, procesu deregulacji prawa gospodarczego. Powinno się to odbywać w ścisłej współpracy z zainteresowanymi środowiskami oraz przybrać charakter ciągły, gdzie w poszczególnych transzach przygotowywane i wdrażane byłyby zmiany deregulacyjne. Kierunki deregulacji powinny ściśle korespondować z kierunkami wyznaczonymi przez Komisje europejska w dokumencie Kompas konkurencyjności. – dodaje Witold Michałek, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu BCC.

Ekspert BCC zwraca też uwagę na konieczność implementowanie prawa europejskiego bez gold-platingu, co obecnie stanowi częstą praktykę twórców ustaw w Polsce. Wdrażanie unijnych regulacji, a w zasadzie każda zmiana stanowi swego rodzaju obciążenie dla przedsiębiorców, więc wprowadzanie tych wymogów w jeszcze bardziej zaostrzonej formie wpływa na konkurencyjność polskiego biznesu.

97% CEO planuje wdrożenie AI, ale tylko 1,7% jest na to gotowych – raport Cisco

97% prezesów firm planuje wdrożenie AI, lecz tylko 1,7% czuje się na to w pełni gotowych. Najnowsze badanie Cisco ujawnia rosnące ambicje liderów biznesu w zakresie AI oraz wyzwania, które mogą opóźnić jej skuteczne wdrożenie.

Kluczowe wnioski:

  • 4 na 5 prezesów firm dostrzega ogromne możliwości, jakie niesie AI, ale brak kompetencji technologicznych stanowi barierę we wdrażaniu innowacji.
  • Ponad 70% liderów biznesu obawia się utraty przewagi konkurencyjnej z powodu niedostatecznej wiedzy o infrastrukturze IT i sieciowej.
  • Ponad połowa organizacji już odczuwa negatywne skutki niewystarczających inwestycji w technologie cyfrowe.
  • 96% prezesów planuje współpracę z zaufanymi partnerami, aby dostosować swoje organizacje do ery AI i inwestować w ludzi, modernizację infrastruktury i wzmocnienie cyberbezpieczeństwa.

Nowe badanie Cisco, globalnego lidera w dziedzinie sieci i cyberbezpieczeństwa, pokazuje wyraźny rozdźwięk między ambicjami a przygotowaniem firm do wdrożenia sztucznej inteligencji. Choć 4 na 5 CEO dostrzega potencjalne korzyści wynikające ze sztucznej inteligencji, a niemal wszyscy planują zintegrować ją ze swoimi działaniami, 74% prezesów przyznaje, że luki w wiedzy mogą prowadzić do nieoptymalnych decyzji strategicznych, co w konsekwencji może osłabić ich pozycję na rynku. Ponad połowa firm (58%) twierdzi, że z powodu niewystarczających inwestycji w nowe technologie ich wzrost jest hamowany. Dlatego planują wdrażanie strategii opierającej się na trzech filarach: inwestycji w kompetencje pracowników, modernizacji infrastruktury oraz wzmacnianiu cyberbezpieczeństwa.Cisco: CEO dostrzegają potencjał AI Cisco: CEO dostrzegają potencjał AI Cisco: CEO dostrzegają potencjał AI Cisco: CEO dostrzegają potencjał AI

Jeetu Patel, wiceprezes ds. produktów Cisco, podkreśla znaczenie szybkich i zdecydowanych działań: „W dzisiejszym dynamicznym świecie to szybkość decyduje o zwycięstwie. Firmy, które już teraz podejmą działania na rzecz odpornej i skalowalnej infrastruktury sieciowej, będą liderami w erze AI. W przyszłości pozostaną tylko dwa rodzaje organizacji: te, które skutecznie wykorzystują AI, oraz te, które stracą na znaczeniu.”

Bierność oznacza straty – rosnące obawy prezesów firm

Badanie Cisco pokazuje, że ponad 70% prezesów obawia się utraty konkurencyjności, jeśli nie nadrobią zaległości w zakresie IT i infrastruktury. Już teraz 53% CEO dostrzega realne straty wynikające z niedoinwestowania w technologie cyfrowe, a 66% obawia się wysokich kosztów alternatywnych, jakie niesie za sobą opóźnienie w implementacji AI.

Brak działań w tym obszarze to nie tylko zagrożenie teoretyczne – to realne ryzyko wzrostu kosztów operacyjnych, spadku rentowności, obniżonej produktywności i malejącego udziału w rynku.

Śmiałe inwestycje w AI: CEO wiedzą, że nagroda jest wysoka

Pomimo wyzwań liderzy firm widzą w AI potężny katalizator transformacji. 69% CEO wskazuje, że AI pozwoli im zwiększyć efektywność operacyjną, 68% widzi w niej wsparcie dla innowacji, a 54% traktuje ją jako sposób na wyprzedzenie konkurencji. Jednak wdrożenie AI wiąże się z szeregiem wyzwań, takich jak: deficyt umiejętności technologicznych, braki w infrastrukturze IT, obawy związane z cyberbezpieczeństwem.

Różnice w postrzeganiu AI widać także na poziomie organizacji: podczas gdy CEO skupiają się na długoterminowej strategii, liderzy technologiczni (CIO, CTO) mierzą się z barierami operacyjnymi, takimi jak brak wystarczającej liczby praktycznych zastosowań AI w biznesie.

Oliver Tuszik, prezes Cisco EMEA, podkreśla: „Firmy, które skutecznie wykorzystają AI, będą w stanie przyspieszyć innowacje, uprościć operacje i wzmocnić odporność na cyfrowe zagrożenia. Ale nikt nie osiągnie tego sam. Aż 96% CEO zwraca się do zaufanych partnerów, aby zapewnić swoim organizacjom przyszłościowe rozwiązania.”

Strategia CEO: Ludzie, infrastruktura, cyberbezpieczeństwo

Mimo barier, prezesi firm są zdeterminowani, by wykorzystać AI do budowy przyszłości swoich organizacji. Kluczowe kroki, jakie planują podjąć, to:

  • Inwestycje w wiedzę i umiejętności zespołów
  • Modernizacja infrastruktury IT
  • Wzmacnianie cyberbezpieczeństwa

Realizacja tej strategii wymaga ścisłej współpracy na styku technologii i biznesu. 80% CEO wskazuje CTO i CIO jako kluczowe postacie w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Liderzy IT coraz częściej pełnią rolę strategicznych doradców, którzy kształtują przyszłość organizacji poprzez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.

Liderzy biznesowi mają świadomość, że nie mogą zrealizować swojego planu bez wsparcia ekspertów: 96% z nich zwraca się do zaufanych partnerów, aby przygotować swoją sieć na przyszłość pod kątem sztucznej inteligencji. Dzięki odważnemu przywództwu technologicznemu w swoich organizacjach i poza nimi, dyrektorzy generalni mają doświadczenie w poruszaniu się w niepewności i przekładaniu potencjału sztucznej inteligencji na wymierne wyniki.

Zaprezentowane podczas odbywającego się w tym tygodniu w Amsterdamie wydarzenia Cisco Live pozwolą sprostać wyzwaniom i wypełnić luki między bezpieczeństwem a siecią dla centrów danych AI, wzmocnić pozycję dostawców usług dzięki nowym narzędziom generującym przychody oraz wyposażyć następną generację specjalistów AI w ulepszone certyfikacje.

W badaniu CEO, przeprowadzonym przez Opinion Matters (24 grudnia 2024-2 stycznia 2025), wzięło udział 2 503 dyrektorów generalnych z firm zatrudniających ponad 250 pracowników na całym świecie. W najbliższych miesiącach zostanie przeprowadzone badanie towarzyszące z udziałem 8065 liderów sieciowych, badające strategiczne i operacyjne potrzeby sieci i bezpieczeństwa w erze sztucznej inteligencji.

EY: Gospodarka Polski przyspiesza, ale inwestycje wciąż problemem

Z raportu EY European Economic Outlook wynika, że w 2025 roku wzrost polskiego PKB przyspieszy do 3,5 proc. wobec szacowanego 2,9 proc. w 2024 r. Wzrost PKB w 2024 r. był gorszy od oczekiwanego, niemniej na tle innych państw europejskich rodzima gospodarka rozwija się relatywnie szybko. Motorem tego wzrostu są, przede wszystkim, wydatki rządowe związane ze świadczeniami społecznymi, rosnącymi wynagrodzeniami w sektorze publicznym i inwestycjami zbrojeniowymi. Co więcej, konsumpcja odnotowała znaczny wzrost o 3,1 proc., ale eksport zwięszył się o zaledwie 1 proc. Spadły natomiast o około 5 proc. inwestycje prywatne, co ma związek z obecną fazą cyklu finansowania z unijnych funduszy, wysokimi stopami procentowymi i obniżonymi marżami.

W 2025 r. konsumpcja będzie nadal rosła w dotychczasowym tempie ok. 3 proc., a inwestycje i eksport rozpędzą się wraz z wydatkami finansowanymi z Europejskiego Funduszu Odbudowy oraz ożywieniem popytu zewnętrznego. Tegoroczna inflacja utrzyma się na poziomie około 5 proc. podobnie jak miało to miejsce w czwartym kwartale ubiegłego roku. Inflację będzie podtrzymywać znaczna podwyżka akcyzy na wyroby tytoniowe, dalszy wzrost inflacji cen żywności oraz kolejny wzrost regulowanych cen energii. Inflacja wróci do celu 2,5-proc. celu NBP dopiero w 2028 r. Obniżki stóp procentowych NBP nie zmaterializują się do czasu wyborów prezydenckich, a prezes polskiego banku centralnego komunikuje przesunięcie cyklu obniżek na drugą połowę roku. W związku z tym zespół analiz ekonomicznych EY oczekuje obniżek po 75 punktów bazowych w latach 2025, 2026 i 2027, co spowoduje, że stopa referencyjna na koniec 2027 r. wyniesie 3,5 proc.

Porównując kwartał do kwartału wyraźnie widać, że w drugiej połowie 2024 r. gospodarka europejska rosła w mocno umiarkowanym tempie oscylującym w przedziale 0,1 proc. – 0,3 proc. Podczas gdy wzrost realnych dochodów powoli zaczął przekładać się na wzrost konsumpcji, eksport obniżył się z powodu problemów z jakimi wciąż boryka się sektor przemysłowy. Aktywność inwestycyjna pozostała na stosunkowo niskim poziomie ze względu na wciąż restrykcyjną politykę pieniężną, ograniczony popyt zewnętrzny i niższe marże. Pomimo niedawnego pogorszenia nastrojów gospodarczych ekonomiści EY nadal spodziewają się, że wzrost PKB będzie stopniowo przyspieszał w 2025 r. Łagodzenie polityki pieniężnej będzie wspierać dalszy wzrost konsumpcji poprzez zachęcanie do obniżania stóp oszczędności. Niższe stopy procentowe, wydatki NextGenerationEU i silniejszy popyt konsumpcyjny powinny wesprzeć inwestycje, szczególnie w sektorze mieszkaniowym. Co najważniejsze, eksport w końcu wzrośnie, wspierany przez deprecjację euro i umiarkowane przyspieszenie popytu zewnętrznego. Cykliczne ożywienie osiągnie szczyt w 2026 r., po czym wzrost zwolni po zakończeniu programu NextGenerationEU. Po osiągnięciu tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 0,7 proc. w 2024 r. oczekuje się, że średni roczny wzrost PKB przyspieszy do 1,3 proc. w 2025 r. i 1,8 proc. w 2026 r.

Inflacja ostatnio wzrosła ponownie powyżej celu Europejskiego Banku Centralnego wynoszącego 2 proc. i prawdopodobnie utrzyma się na tym poziomie przez cały 2025 r. EBC kontynuował łagodzenie polityki pieniężnej i należy spodziewać się, że docelowa stopa procentowa w wysokości 2 proc. zostanie osiągnięta we wrześniu 2025 r. Bilans ryzyk dla wzrostu PKB nadal skierowany jest w dół, m.in. ze względu na ryzyko nałożenia przez administrację USA ceł.

Wyniki gospodarcze nadal mocno różnią się w zależności od kraju

Hiszpania pozostaje liderem wśród większych gospodarek, napędzana rosnącym napływem turystów, wydatkami rządowymi i z programu NextGenerationEU oraz rosnącym zatrudnieniem. Sektor przemysłowy również radzi sobie lepiej niż w pozostałych krajach Europy, częściowo dzięki niższym cenom energii. Większość innych krajów Europy Południowej i Południowo-Wschodniej (Chorwacja, Bułgaria, Grecja, Portugalia) także odnotowała stosunkowo wysokie tempo wzrostu z podobnych powodów. Wzrost PKB jest relatywnie wysoki również w Danii i Norwegii, napędzany odpowiednio przez szybką ekspansję dużej firmy farmaceutycznej i rosnące wydobycie gazu ziemnego. W pozostałych sektorach aktywność gospodarcza w tych krajach jest jednak niska, podobnie jak w Szwecji i Finlandii.

Niemcy wyróżniają się negatywnie na tle innych krajów — ich PKB pozostaje w stagnacji od IV kw. 2021 r., utrzymując się blisko poziomów sprzed pandemii. Podczas gdy wydatki konsumpcyjne w końcu zaczęły rosnąć w II poł. 2024 r., inwestycje pozostają na niskim poziomie przy pesymistycznych nastrojach firm, eksport spada pomimo niewielkiego wzrostu popytu zewnętrznego, a polityka fiskalna nie zapewnia tak bardzo potrzebnego wsparcia. Problemy Niemiec mają silny negatywny wpływ na ich bliskiego partnera handlowego, Austrię, która pozostaje w recesji.

Różnice na poszczególnych rynkach pracy

Ekonomiści EY podkreślają, że trendy na rynku pracy nadal są zróżnicowane pomiędzy krajami. W Hiszpanii, Włoszech i Chorwacji zatrudnienie rośnie w szybkim tempie, a bezrobocie spada z wciąż wysokich poziomów przy rosnącej aktywności zawodowej, silnym wzroście aktywności gospodarczej i znacznej imigracji. Jednocześnie w Niemczech i wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej poziom zatrudnienia jest stabilny, a bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie ze względu na niekorzystną sytuację demograficzną. W Europie Środkowo-Wschodniej napięte rynki pracy, obok znacznych podwyżek w sektorze publicznym i płacy minimalnej, utrzymują nominalny wzrost płac powyżej 10 proc. W krajach nordyckich, gdzie warunki podaży pracy są bardziej korzystne, słaba aktywność gospodarcza doprowadziła do cyklicznego spowolnienia na rynku pracy, ze spadkiem zatrudnienia i wzrostem bezrobocia.

Oczekuje się, że różnice w tempie wzrostu gospodarczego pomiędzy krajami w dużej mierze utrzymają się w 2025 r., nawet jeśli dynamika turystyki i zatrudnienia w Europie Południowej nieznacznie osłabnie, podczas gdy Niemcy bardzo powoli wyjdą ze stagnacji, ponieważ eksport w końcu wzrośnie, konsumpcja nadal będzie rosła, a inwestycje przestaną spadać. W ujęciu średniorocznym spodziewamy się, że PKB Hiszpanii wzrośnie o 2,8 proc. w 2025 r., podczas gdy PKB Niemiec wzrośnie jedynie o 0,5 proc. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w których wzrost w 2024 r. rozczarował, powinny odnotować silniejsze ożywienie w 2025 r., przy wzroście PKB w przedziale 2,0–3,5 proc. Wzrost inwestycji i eksportu przyspieszy dzięki wzrostowi absorpcji funduszy UE (zarówno NextGenerationEU, jak i pozostałych funduszy UE), stopniowemu ożywieniu w Europie Zachodniej i łagodzeniu polityki pieniężnej. Wzrost aktywności gospodarczej powinien również nastąpić w krajach nordyckich, gdzie rosnące dochody realne i łagodzenie polityki pieniężnej w końcu przełożą się na wzrost konsumpcji i inwestycji mieszkaniowych.

Oczekuje się, że nominalny wzrost płac będzie nadal zwalniał do 3 proc., ponieważ wpływ szoku inflacyjnego z poprzednich lat na płace zanika. W kolejnych latach silniejszy wzrost gospodarczy powinien doprowadzić do dalszych niewielkich spadków bezrobocia, podczas gdy wzrost płac prawdopodobnie ustabilizuje się tuż poniżej 3 proc. —wyżej niż przed pandemią, ale na poziomie zgodnym z celem inflacyjnym na poziomie 2 proc. i strukturalnie bardziej napiętym rynkiem pracy. Stabilna sytuacja na poziomie strefy euro zamaskuje rozbieżności między krajami, ponieważ wzrost zatrudnienia pozostanie silny w Hiszpanii i odnotuje cykliczne ożywienie w krajach nordyckich, podczas gdy w Niemczech i Europie Środkowo-Wschodniej zatrudnienie pozostanie w stagnacji. Wzrost płac nadal będzie podwyższony w Europie Środkowo-Wschodniej, chociaż powinien stopniowo spadać w nadchodzących latach.

Inflacja z „wojną” celną w tle

Ekonomiści EY przewidują, że inflacja utrzyma się na poziomie około 2,3 proc. przez cały rok 2025. Podczas gdy inflacja bazowa ma się zmniejszyć, osiągając 2 proc. do końca 2025 r., ceny żywności i energii wzrosną, utrzymując inflację ogółem powyżej 2 proc. Inflacja bazowa powinna spaść, ponieważ inflacja cen usług w końcu obniży się na skutek spowolnienia wzrostu płac, nawet jeśli inflacja cen towarów bazowych prawdopodobnie wzrośnie, gdy procesy dezinflacyjne na rynkach dóbr przemysłowych zanikną, a UE nałoży cła na wybrane produkty amerykańskie w odpowiedzi na cła Trumpa. Jednocześnie inflacja cen żywności, alkoholu i tytoniu może pozostać wysoka na poziomie blisko 3 proc. na skutek wcześniejszych szoków podażowych i podwyżek podatków, a ceny energii powinny nieznacznie wzrosnąć z powodu wyższych cen gazu ziemnego. W 2026 r. inflacja ogółem i bazowa powinny ustabilizować się na poziomie blisko 2 proc.

Poziom inflacji nadal różni się pomiędzy krajami Europy ze względu na różnice w popycie krajowym, wzroście płac, regulacjach cen energii i podwyżkach akcyzy od wyrobów tytoniowych. W 2025 r. inflacja pozostanie najwyższa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, podczas gdy kraje nordyckie i Szwajcaria powinny doświadczyć najmniejszej presji cenowej. W Europie Środkowo-Wschodniej inflacja utrzyma się powyżej 3,5 proc. w kilku krajach z powodu utrzymującej się inflacji w usługach i wysokiej inflacji cen żywności. Najwyższej stopy inflacji oczekuje się w Polsce, gdzie znaczna podwyżka akcyzy na tytoń i spodziewany wzrost regulowanych cen energii dodatkowo podniosą inflację. W tych warunkach banki centralne Europy Środkowo-Wschodniej spowolniły lub wstrzymały obniżki stóp procentowych w ostatnich miesiącach. Ekonomiści EY oczekują, że wysoka inflacja uniemożliwi bardziej agresywne łagodzenie polityki pieniężnej również w 2025 r. – banki centralne Polski, Rumunii i Węgier obniżą stopy o 75 pb, pozostawiając stopy na nadal podwyższonym poziomie co najmniej 5 proc. na koniec roku. Powrót do neutralnych stóp na poziomie 3,5 – 4 proc. prawdopodobnie zajmie w Polsce i Rumunii kilka lat.

Z kolei silny frank szwajcarski i niski wzrost płac będą nadal ograniczać presję cenową w Szwajcarii. Stłumiona inflacja skłoniła Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) do obniżenia stóp procentowych z 1,75 proc. do 0,5 proc. w 2024 r. Ekonomiści EY przewidują dalsze obniżki do 0 proc. w pierwszej połowie 2025 r.

Napięcia handlowe i geopolityczne barierą dla wzrostu

Polityka handlowa nowej amerykańskiej administracji jest kluczowym źródłem ryzyka dla wzrostu gospodarczego i inflacji. D. Trump sygnalizuje zamiar nałożenia wyższych ceł na import do USA, co prawdopodobnie doprowadzi to do działań odwetowych ze strony innych państw. Oczekuje się, że europejski PKB ucierpi w porównaniu ze status quo, nie tylko z powodu bezpośredniego ograniczenia eksportu (wynikającego z wzrostu cen spowodowanego cłami i osłabienia popytu światowego), ale także z powodu niepewności związanej z potencjalną eskalacją wojny handlowej. Scenariusz bazowy EY zakłada nałożenie ograniczonych ceł na wybrane produkty, ale ryzyko przechyla się w stronę szerszego zakresu ceł. Nałożenie ceł na wszystkie towary stanowiłyby znaczne obciążenie dla gospodarki europejskiej w perspektywie średnioterminowej, szczególnie wpływając na kraje o dużym znaczeniu przemysłu, takie jak Niemcy, Czechy i Węgry.

Ekonomiści EY zwracają także uwagę na napięcia geopolityczne, które nadal stanowią zagrożenie podając przykłady toczących się wojen na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie oraz potencjalne nowe obszary napięć geopolitycznych (Kanał Panamski i Grenlandia). Eskalacja tych napięć może zwiększyć niepewność, doprowadzić do skoków cen surowców, dalszego wzrostu kosztów transportu i spowodować turbulencje w handlu światowym, co z kolei doprowadziły do ponownego wzrostu inflacji i niekorzystnie wpłynęło na globalną aktywność gospodarczą, szczególnie w Europie, która jest bardziej podatna na globalne wstrząsy ze względu na wysoki stopień otwartości gospodarki.

W krótkim okresie aktywność gospodarcza może być również niższa z powodu przedłużającego się spadku produkcji przemysłowej, opóźnionego ożywienia wzrostu konsumpcji i inwestycji. Ryzyko dla perspektyw produkcji przemysłowej jest przechylone w dół, ponieważ strukturalna utrata konkurencyjności przez europejskich producentów, m.in. z powodu wyższych cen energii i rosnącej konkurencji ze strony Chin, może być poważniejsza od obecnych przewidywań. Jednocześnie globalna niepewność może negatywnie wpłynąć na nastroje przedsiębiorstw i konsumentów, opóźniając ożywienie gospodarcze.

Mimo tych negatywnych czynników ryzyka, wzrost gospodarczy może się też okazać silniejszy od oczekiwań. Przykładowo napięte rynki pracy powinny zachęcać firmy do większych inwestycji w technologie zwiększające produktywność i zastępujące pracę, w tym automatyzację, robotyzację i generatywną sztuczną inteligencję, co może przełożyć się na szybszy wzrost produktywności.

Kurs dolara umacnia się po danych z USA. Kolejne rekordy cen złota

W piątek zobaczyliśmy dobre dane zarówno z amerykańskiego, jak i z kanadyjskiego rynku pracy. W obydwu przypadkach pomimo oczekiwań analityków bezrobocie spadło. W tle trwa marsz cen złota w górę i padają kolejne rekordy wszechczasów.

Spadek bezrobocia w USA

W piątek zobaczyliśmy dane na temat stopy bezrobocia. Spadła ona w styczniu z 4,1% na 4,0%. Jest to piękny prezent od poprzedniej administracji dla nowej. Należy jednak zwrócić uwagę, że liczba nowych miejsc pracy jest niższa od oczekiwań, co nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Półtorej godziny później mieliśmy Raport Uniwersytetu Michigan. Ten jednak wypadł słabiej niż przypuszczano. Rynki podjęły jednak decyzję, że znacznie ważniejszy jest spadek bezrobocia. Dolar po tych danych umacniał się względem pozostałych walut. W przypadku polskiego złotego było to około 3 groszy i dolar zakończył tydzień powyżej poziomu 4,06 zł.

Dobre dane z Kanady

Piątek był dobrym dniem dla rynków pracy w Ameryce Północnej. Kanada zdaniem analityków miała się styczniu zmagać ze wzrostem stopy bezrobocia z 6,7% na 6,8%. Faktycznie okazało się jednak, że spadła ona na 6,6%. Na szczególną uwagę zasługuje jednak zmiana zatrudnienia. Wyniosła ona 76 tysięcy, co pokazuje siłę tamtejszego rynku pracy. Słabszym akcentem tych danych jest jednak to, że mniej niż połowa nowych miejsc pracy są na pełen etat. Dolar kanadyjski zyskiwał po tych danych nawet względem waluty swojego jedynego lądowego sąsiada.

Czy jest gdzieś meta?

Złoto znów bije rekordy wszechczasów. Prezydentura Donalda Trumpa miała być korzystna dla rynku kryptowalut. One jednak zyskiwały przed zaprzysiężeniem, a potem złapały zadyszkę. Złoto natomiast kontynuuje świetną passę i bije kolejne historyczne rekordy. Powodem wzrostu cen – zdaniem analityków – są zapowiadane cła w USA. Biorąc pod uwagę siłę obecnego ruchu, nie można wykluczyć, że w ciągu najbliższych tygodni będziemy oglądali podejście pod psychologiczną barierę 3000 USD za uncję. Obecnie kosztuje ona już 2930 USD. Trzeba jednak pamiętać, że rok temu ledwo przekraczała 2000 USD, co dobrze pokazuje siłę wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wrocław z własnym Ośrodkiem Innowacji

Wrocławski Park Technologiczny, jeden z największych parków technologicznych w Polsce, otrzymał akredytację Ośrodka Innowacji, którą przyznaje Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Potwierdza to najwyższą jakość usług świadczonych przez WPT dla przedsiębiorstw i otwiera dla nich nowe możliwości. Akredytację zdobyło zaledwie 5 instytucji w całym kraju.

Akredytacja dla WPT to również potwierdzenie, że we Wrocławiu istnieje przestrzeń, która sprzyja współpracy przedsiębiorców, naukowców, badaczy, innowatorów, startupów i inwestorów. Dzięki temu ich pomysły i technologie są przekuwane w innowacyjne produkty i usługi rozwijające gospodarkę i poprawiające jakość naszego życia.

Czym jest Ośrodek Innowacji?

Wrocław z własnym Ośrodkiem Innowacji Wrocław z własnym Ośrodkiem Innowacji Ośrodek Innowacji to podmiot, który udostępnia zaawansowaną infrastrukturę badawczo-rozwojową, stymuluje współpracę między nauką, biznesem i przemysłem, posiada strategiczną funkcję w polskim ekosystemie innowacji. Ośrodki te świadczą usługi wspierające przedsiębiorstwa w zwiększaniu ich konkurencyjności oraz reagowaniu na współczesne wyzwania związane z transformacją cyfrową czy zrównoważonym rozwojem.

Wymagania te spełnia WPT – jeden z największych i najważniejszych w Polsce kompleksów technologicznych, wspierających rozwój innowacyjnych firm poprzez dostęp do specjalistycznej infrastruktury, laboratoriów oraz eksperckiego wsparcia biznesowego.

Akredytacja jako Ośrodek Innowacji potwierdza naszą kluczową rolę w krajowym ekosystemie innowacji oraz podkreśla znaczenie naszego wsparcia dla nauki i biznesu, nie tylko we Wrocławiu, ale w całym regionie. To dowód na to, że jesteśmy jednym z najlepiej ocenianych centrów technologiczno-biznesowych w Polsce. Cieszę się, że dzięki tej akredytacji WPT będzie mógł oferować jeszcze szerszy wachlarz usług dla innowacyjnych firm, wspierając ich rozwój w kluczowych obszarach – komentuje Maciej Potocki, Prezes WPT.

Dzięki akredytacji Ministerstwa Rozwoju i Technologii Wrocławski Park Technologiczny umocni swoją rolę jako kluczowe centrum wspierania innowacji. Uzyskany status pozwoli jeszcze skuteczniej pomagać przedsiębiorcom w rozwijaniu nowatorskich technologii oraz wdrażaniu przełomowych rozwiązań. WPT zyska dostęp do programów dedykowanych Ośrodkom Innowacji, w tym konkursów PARP i inicjatyw finansowanych ze środków europejskich, co przełoży się na dodatkowe inwestycje w infrastrukturę badawczą i szerszą ofertę usług dla firm.

Akredytacja potwierdza wysokie kompetencje WPT, wzmacniając jego rolę w budowaniu synergii między biznesem, nauką i instytucjami badawczymi. To dowód na spełnianie najwyższych standardów jakości i profesjonalizmu w zakresie wspierania rozwoju technologicznego. Co istotne, Wrocławski Park Technologiczny jest jedynym akredytowanym ośrodkiem w regionie i jednym z zaledwie pięciu w kraju, co podkreśla jego wyjątkową pozycję w krajowym ekosystemie innowacji.

Raport Hays 2025: Podwyżki w firmach, ale mniej hojnie niż w poprzednich latach

  • Jak wynika z Raportu płacowego 2025, opublikowanego przez agencję doradztwa personalnego Hays Poland, najbliższe miesiące przyniosą podwyżki. Wzrost wynagrodzeń prognozuje aż 79 proc. firm.
  • Planowane wzrosty wynagrodzeń będą jednak mniejsze niż w ubiegłych latach. Zaledwie co dziesiąta organizacja przewiduje, że podwyżki osiągną lub przekroczą poziom 10 proc. Jest to wynik o 8 pkt proc. mniejszy niż przed rokiem.
  • Firmy są świadome, że płace nie będą stały w miejscu i w pewnym stopniu będą musiały dostosować swoje siatki wynagrodzeń do trendów rynkowych. Podwyżki najczęściej będą jednak miały albo ogólnofirmowy, inflacyjny charakter, albo będą przyznawane punktowo, tam, gdzie są absolutnie niezbędne.

Presja rynkowa, niepewność i ograniczenia budżetowe, które od pewnego czasu określają sposób funkcjonowania firm, przekładają się również na strategie wynagrodzeń. Mimo że jak wynika z badania opisanego w Raporcie płacowym Hays Poland, niemal 4/5 organizacji zaplanowało podwyżki na rok 2025, to w zdecydowanej większości będą one wynosiły nie więcej niż 10 proc. Odsetek pracodawców przewidujących większe wzrosty topnieje z każdym rokiem.

Pracodawcy objęci badaniem Hays, zapytani o obecne cele strategiczne firmy, najczęściej wymieniają wzrost wyników finansowych (62 proc.) oraz zwiększenie zysku (47 proc.). Z kolei jako największe przeszkody na drodze do ich realizacji identyfikują rosnące koszty prowadzenia biznesu, w tym koszty pracy (35 proc.) oraz ograniczenia budżetowe (20 proc.) Obrazuje to środowisko, w jakim obecnie funkcjonuje wiele organizacji. Towarzyszy im duża presja kosztowa, ogólna niepewność gospodarcza i geopolityczna, a także konieczność wzmożonych działań na rzecz utrzymania konkurencyjności.

Wiele firm wciąż działa w warunkach dyscypliny kosztowej i musi stale poszukiwać optymalizacji. Innymi słowy, nie jest to sytuacja sprzyjająca tworzeniu ambitnych planów podwyżkowych. Podwyżki co prawda ma w planach 79 proc. firm, a więc zaledwie o 3 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Nie będą one jednak równie wysokie lub powszechne, co w minionych latach. W niektórych organizacjach będą skierowane głównie do najmniej zarabiających, m.in. w związku ze wzrostem płacy minimalnej, w innych do ekspertów z najcenniejszymi kompetencjami.

Pracodawcy mają świadomość, że nie działają w próżni i całkowite wykluczenie podwyżek nie jest możliwe. W swojej strategii wynagrodzeń na rok 2025 uwzględnili zatem takie czynniki jak wzrost płacy minimalnej, inflacja czy podwyżki dla kluczowych pracowników. Widać jednak, że przewidywane podwyżki są skromniejsze, przyznawane wtedy, gdy jest to niezbędne, a każdorazowa decyzja o podniesieniu płac jest poprzedzona wnikliwą analizą – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

TEMPO WZROSTU PŁAC SPECJALISTÓW I MENEDŻERÓW MOŻE WYHAMOWAĆ

Wyniki corocznego badania opisywanego na łamach Raportu płacowego Hays Poland dowodzą, że plany podwyżkowe firm z każdym rokiem są coraz skromniejsze. O ile jeszcze w roku 2023 podwyżki przekraczające 10 proc. planowało 31 proc., to w roku 2025 odsetek ten wyniósł zaledwie 11 proc.

Czy w nadchodzących 12 miesiącach firma planuje zmianę wynagrodzeń pracowników?

Perspektywa firm

  2023 2024 2025
Wzrost o ponad 20% 3% 1% 1%
Wzrost o 10-20% 28% 18% 10%
Wzrost o mniej niż 10% 50% 63% 68%
Bez zmian 16% 17% 20%
Redukcja 3% 1% 1%

Źródło: Raport płacowy Hays Poland 2023, 2024 i 2025.

Strategie biznesowe na nadchodzący okres czy rok finansowy bazują na sytuacji i danych dostępnych w momencie ich tworzenia. Ostatnie dwa lata były dla wielu firm pełne wyzwań, a prognozy dotyczące kondycji gospodarki pozostają niejednoznaczne, co niewątpliwe wpłynęło na dość skromne plany podwyżkowe na ten rok. Nie oznacza to jednak, że w momencie ożywienia na rynku pracy nie zostaną one dostosowane do aktualnych warunków. W przeszłości mieliśmy do czynienia z sytuacjami, w których ostateczna skala podwyżek przewyższała plany deklarowane przez firmy dwanaście miesięcy wcześniej – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

PROFESJONALIŚCI NIE MAJĄ PEWNOŚCI, CZEGO MOGĄ OCZEKIWAĆ

W 2024 podwyżkę uzyskało 56 proc. specjalistów i menedżerów objętych badaniem Hays, a więc o 11 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Przekłada się to na spadek satysfakcji z warunków płacowych. W tym roku aż 59 proc. specjalistów deklaruje niezadowolenie z obecnego wynagrodzenia, a kolejne 48 proc. jest zdania, że zarobki są nieadekwatne do zakresu obowiązków.

Czy obecne wynagrodzenie jest dla Ciebie satysfakcjonujące?

Perspektywa pracowników

  2024 2025
Zdecydowanie tak 6% 4%
Tak 43% 37%
Nie 42% 48%
Zdecydowanie nie 9% 11%

Źródło: Raport płacowy Hays Poland 2024 i 2025.

Pracownicy znów zaczynają odczuwać skutki rosnącej inflacji, co w najbliższej przyszłości może zwiększyć presję płacową. W szczególności może to dotyczyć pracowników umysłowych, specjalistów i menedżerów, których wynagrodzenia nie rosną równie szybko, co osób najmniej zarabiających. Kiedy w ostatnich latach płaca minimalna była podnoszona nawet dwukrotnie w skali roku, to pensje ekspertów bardzo często stały w miejscu lub rosły o kilka procent. Niewielkie podwyżki dla wielu profesjonalistów są źródłem frustracji i niezadowolenia z aktualnych warunków płacowych – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz z Hays.

W wyniku przedłużającej się niepewności, wielu pracowników nie wie jednak, jak ukształtują się ich perspektywy zarobkowe na ten rok. Mimo że większość profesjonalistów pozytywnie wypowiada się na temat swoich szans na rynku pracy w roku 2025, to aż 46 proc. nie ma pewności, czy ich wynagrodzenie ulegnie zmianie. Wielu z nich będzie zatem uważnie przyglądać się sytuacji w swojej firmie oraz na rynku pracy, aby nie przegapić momentu sprzyjającego negocjacjom płac.

Ice Code Games stawia na AI i innowacje – nowe podejście do produkcji gier

Realizacja gier opartych na własnym IP, przy jednoczesnym wykorzystaniu wypracowanej technologii, regularna publikacja nowych projektów oraz dalszy rozwój angażujących AI do produkcji gier – to kluczowe filary nowej strategii rozwoju Ice Code Games na lata 2025-2027. Jej celem jest maksymalizacja efektywności kosztowej spółki, procesów produkcyjnych oraz jak najwyższa unikalność produkowanych tytułów. Szczególne znaczenie ma ogłoszona 6 lutego br. współpraca z AImmersive, specjalistami od interaktywnej narracji z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Po udanej premierze Rogue Waters – Ice Code Games idzie za ciosem i ogłasza nową strategię rozwoju, koncentrując się na budowaniu silnego portfolio gier opartych na własnym IP, wykorzystując technologie wytworzone podczas produkcji Hard West 2 i Rogue Waters. Dodatkowo spółka chce elastyczniej reagować na zmiany na rynku gier. Jednym z filarów zwiększonej efektywności działania, jest wykorzystanie narzędzi tworzonych przez partnera – firmę AImmersive.

Ice Code Games od dawna rozwija własne narzędzia oparte o uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję m.in. autorski system SUPREMUS, który za pomocą zaawansowanych playtestów wspiera szybkie uzyskiwanie realistycznych danych dotyczących jakości rozgrywki. Licencjonowane od Aimmersive narzędzie BrainWave, a w przyszłości także jego kolejne iteracje, pozwolą znacząco zwiększyć szybkość i efektywność tworzenia immersyjnych i innowacyjnych gier. Spółka jako pierwsze studio na świecie wdroży generowanie treści w czasie rzeczywistym, wykorzystując sztuczną inteligencję do analizowania i reagowania na zachowania graczy w grach strategicznych i RPG.

– Ice Code Games od lat inwestuje w projekty badawczo-rozwojowe z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Narzędzia takie jak DEMIURG i powstający obecnie SUPREMUS, to przykłady etycznego, popartego konkretnymi potrzebami wykorzystania AI do asystowania twórcom i zwielokrotniania efektywności ich pracy. Integracja narzędzi pozyskanych od naszego partnera AImmersive przyniesie szereg korzyści nie tylko po stronie developerów, ale z czasem również wymierną, innowacyjną poprawę interaktywności doznań graczy – mówi Mateusz Pilski, prezes zarządu Ice Code Games.

Kolejną nowością w strategii spółki, która ma umożliwić szybsze reagowanie na zmiany na rynku gier, w tym na rynku wydawniczym, jest docelowe uniezależnienie się od współpracy z wydawcami. Ma to doprowadzić do regularnego wydawania nowych projektów, także w formule early-access.

– Po bardzo pozytywnym przyjęciu przez graczy gry Hard West 2 oraz jeszcze lepszych ocenach w przypadku Rogue Waters, której jesteśmy właścicielem, osiągnęliśmy wysoką pozycję w określonej niszy gier, zbudowaliśmy solidne podstawy do dalszego rozwoju, a nasza rozpoznawalność oraz zaufanie wśród graczy znacząco wzrosły. To wszystko pozwala nam śmielej patrzeć w przyszłość i myśleć o większej samodzielności – nie tylko przy produkcji, ale także przy wydawaniu naszych gier – dodaje Mateusz Pilski.

Budowa własnych kompetencji związanych z wydawaniem gier nie wyklucza współpracy z zewnętrznym wydawcą. Spółka nadal będzie prowadzić rozmowy i negocjacje z potencjalnymi publisherami i każdorazowo analizować otrzymaną od nich ofertę współpracy.

Pierwszym tytułem, który będzie realizowany w ramach nowej strategii, jest gra o roboczym tytule Nightmare Frontier, której premiera w formule wczesnego dostępu planowana jest na przełom drugiego i trzeciego kwartału 2025 r. Gra osadzona w mrocznych realiach końca XIX wieku połączy elementy strzelaniny z dynamiczną walką wręcz, wyróżniając się innowacyjną mechaniką „wymiaru koszmaru”, która będzie stopniowo zmieniała świat gry.

Dzięki wykorzystaniu istniejących zasobów i technologii produkcja tej gry będzie kosztować zaledwie 1,5 mln zł, co jest znacznym obniżeniem kosztów w porównaniu do naszych poprzednich tytułów. Gra połączy mroczny klimat z emocjonującą akcją, oferując graczom niezapomniane doświadczenia – zapowiada Mateusz Pilski.

Aktualnie, oprócz tytułu Nightmare Frontier, spółka posiada koncepty 3-4 nowych gier, a w przypadku dwóch z nich, dysponuje wczesnymi prototypami.

Nowa strategia zakłada finansowanie działalności Ice Code Games ze środków własnych wypracowanych z komercjalizacji wcześniej wydanych gier, finansowanie długiem oraz ze środków pozyskanych w ramach emisji akcji.

Spółka nadal wspiera również rozwój taktycznej gry Rogue Waters. Tytuł, który 30 września 2024 r. zadebiutował na platformach Steam oraz Epic Games Store, notuje świetne recenzje w serwisach gamingowych. Na mocy podpisanego aneksu, wydawca gry – Tripwire Interactive – zobowiązał się do realizacji przyjętego harmonogramu post-premierowych aktualizacji dotyczących rozwoju tytułu. 4 lutego br. miała miejsce premiera wersji na konsole Sony PlayStation 5 oraz Xbox Series S/X, a na komputery PC gra pojawiła się w Microsoft Store na wszystkich współczesnych wersjach systemu Windows. Certyfikacja wersji na konsolę Nintendo Switch jest już niemal zakończona.

– Aneks przewiduje harmonogram kluczowych kamieni milowych, takich jak poprawki, aktualizacje i zwiększenie kontentu w horyzoncie czasowym do lutego 2025 r. i jednoczesne rozwinięcie gry na platformach PC, Xbox, PlayStation i Nintendo. Ponadto Ice Code Games otrzyma dodatkowe wynagrodzenie na realizację tych prac w formie zaliczek na poczet przyszłych przychodów – dodaje Paweł Wilk, wiceprezes zarządu Ice Code Games.

Koszty produkcji i marketingu Rogue Waters w całości ponosi amerykański wydawca. Cena pojedynczego egzemplarza gry wynosi 29,99 USD.

Kurs dolara umacnia się. Dane NFP przesuwają prognozy obniżek stóp

Pomimo spadku zatrudnienia w USA można stwierdzić, że rynek pracy pozostaje w dobrej kondycji. Potwierdzeniem tego jest spadek stopy bezrobocia oraz wzrost wynagrodzeń. Prawdopodobnie Fed po publikacji czuje się utwierdzony w swoim przekonaniu, że na ten moment brak jest pośpiechu w przyspieszaniu procesu łagodzenia warunków monetarnych. Dolar dodatkowo zyskał po publikacji danych Uniwersytetu Michigan, które wskazały na wzrost oczekiwań inflacyjnych.

W styczniu amerykański rynek pracy stworzył 143 tys. wakatów. To wynik nieco gorszy od oczekiwanych 175 tys. ale wciąż powyżej 100 tys. Stabilność sugeruje również spadek stopy bezrobocia do 4 proc. z 4,1 proc. w grudniu. Średnie godzinowe wynagrodzenie urosło o 0,5 proc w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Zatrudnienie wciąż jest solidne, mimo, że nieco poniżej konsensusu. Na uwagę zasługuje fakt, ze poprzednie dane za grudzień oraz listopad zostały zrewidowane w górę o łącznie 100 tys. Na napiętą sytuację wskazują również wynagrodzenia, które urosły.

Należy pamiętać, że informacje o zatrudnieniu są zbierane na podstawie ankiet przeprowadzanych wśród przedsiębiorstw oraz instytucji rządowych. Te liczby są następnie porównywane z danymi o liczbie ubezpieczeń na wypadek utraty pracy w ramach corocznej rewizji a następnie korygowane dla poprzedniego marca – miesiąca odniesienia. W tym roku dokonano dość dużej korekty na poziomie -0,4 proc., natomiast okazała się ona zdecydowanie mniejsza od wstępnych szacunków.

W grudniu Biuro Spisu Ludności ogłosiło wyraźną rewizję liczby ludności, częściowo z powodu nieoczekiwanego wysokiego poziomu imigracji. Te zmiany zostały uwzględnione w obliczeniach dotyczących siły roboczej, zatrudnienia i bezrobocia, które pochodzą z badania gospodarstw domowych. W całym 2024 roku obraz rynku pracy pomimo rewizji wciąż pozostaje dobry.

Piątkowe dane nie powinny zmienić nastawienia polityki monetarnej Fed-u. Na ten moment prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp przez Rezerwę Federalną w I półroczu 2025 roku jest niskie i ewentualnie kolejne dostosowanie nastąpi dopiero najwcześniej w III kwartale. Jerome Powell oraz pozostali decydenci będą chcieli wykazać się powściągliwością w łagodzeniu warunków1) finansowania szczególnie teraz, kiedy istnieje duża niepewność co do polityki gospodarczej Donalda Trumpa. Amerykański bank centralny wciąż widzi mniejsze ryzyko w zbyt późnych obniżkach niż w przedwczesnej decyzji. Ryzyko podbicia inflacji w kolejnych miesiącach jest znaczne, dlatego postawa „wait and see” powinna być nadal aktualna.

Po piątkowych danych NFP oraz Uniwersytetu Michigan kontrakty Fed Funds Futures przesunęły oczekiwany termin pierwszej obniżki w tym roku. W ostatni piątek wyceniono cięcie o 25 pb do września (poprzednio lipiec). Całkowite obniżki na ten rok oszacowano na 36 punktów bazowych (wcześniej było to blisko 45 pb).

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers