Wydarzenia związane z wojnami handlowymi powodują, że w centrum uwagi znalazł się rynek ropy naftowej. We poniedziałek WTI straciła, wczoraj po spadkach w pierwszej części dnia, nastąpiło odreagowanie. Aktualnie baryłka amerykańskiej odmiany kosztuje ok 72,5 USD. Prezydent USA nałożył cła importowe w wysokości 25 proc. na Kanadą i Meksyk (z odroczeniem o miesiąc), natomiast na Chiny 10 proc. Przesunięcie o miesiąc nastąpiło po tym jak kraje zobowiązały się do podjęcia działań przeciwko przemytowi narkotyków na granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Obniżona stawka celna do 10 proc. ma dotyczyć importu energii z Kanady, co wynika z faktu, że kraj ten jest głównym dostawcą ropy dla USA.
W 2024 roku Stany Zjednoczone importowały ponad 4 mln baryłek dziennie ropy naftowej z Kanady. To dość sporo. Wynik ten stanowił ponad 60 proc. całkowitego transferu tego surowca do USA. Z kolei Meksyk odpowiadał za mniej więcej 470 tys. baryłek dziennie (ok. 7 proc.)
Jeśli cła pozostaną w mocy, rafineriom będzie trudno wypełnić tą lukę. Teoretycznie istnieje alternatywa w postaci ropy z Wenezueli. Jest ona podobnej jakości. Jednak Trumpa w swoich oświadczeniach komunikował, że nie zamierza pobierać jej z tego kraju. W ubiegłym roku z kraju leżącego w Ameryce Południowej Stany Zjednoczone importowały ropę w ilości 220 tys. baryłek dziennie. Jeśli teraz nowy prezydent nie zamierza kontynuować zakupów z tego kraju, ta wielkość również musiałaby być wypełniona alternatywną ropą. Opcją dodatkową jest surowiec z Brazylii lub Gujany, którego właściwości spełniają wymogi – tzn. zawierają odpowiednio wysoką ilość siarki. Pytanie tylko jak szybko transfer z tych krajów do USA mógłby być zwiększony i jak bardzo.
Jeśli rafinerie ograniczą popyt na kanadyjską oraz meksykańska ropę, wówczas teoretycznie może to doprowadzić do niedoborów jej na rynku co zmusi te spółki do ograniczenia przerobu. Z drugiej strony wyższe koszty importu zostałby w szybki sposób przerzucone na konsumentów. Cena benzyny w USA – kluczowy składnik inflacji – w najbliższej perspektywie może znacząco wzrosnąć.
Pamiętajmy, że po inwazji Rosji na Ukrainę, wzrósł transfer diesla z USA do Europy. Jeśli cła na Kanadę oraz Meksyk zostaną wprowadzone, w konsekwencji eksport surowca na Stary Kontynent może się diametralnie zmniejszyć, a to doprowadzi prawdopodobnie do deficytu i podbicia cen.
Rynek ma nadzieję, że samo odroczenie taryf celnych może oznaczać, że na skutek negocjacji pomiędzy krajami, zostaną one złagodzone lub nawet anulowane. Na razie jest to jedynie odroczenie problemu. Ryzyko wzrostu inflacji jest zatem realne nie tylko w USA ale również w Europie, co może doprowadzić do zrewidowania przez EBC oraz FED kształtu swojej dotychczasowej polityki monetarnej.
„Nawet 50-60 tysięcy złotych obniżki” – na rynku wtórnym zaczynają się mocne spadki cen.
– Jeżeli ktoś pęknie i zacznie obniżać ceny nieruchomości to przede wszystkim rynek wtórny. Jak ktoś przejedzie się przez każde duże miasto to zobaczy ogromną ilość banerów „mieszkanie na sprzedaż”. Jest to dowód na to, że właściciele nieruchomości chcą, by dochodziło do transakcji i są gotowi na ustępstwa. Widzimy rekordowe rozbieżności między ceną ofertową, a transakcyjną. Czasem to nawet 15-20% ceny, a rekordowo nawet 30%. Takie sytuacje świadczą o pewnej desperacji – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.
Rynek wtórny niecierpliwy. Rekordowe spadki cen transakcyjnych
„Mieszkanie na sprzedaż”, „Atrakcyjny apartament dostępny od zaraz”, „Mieszkanie i piwnica – lokal gotowy do zamieszkania” – oferty sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym wręcz do nas krzyczą z ulic największych miast w Polsce. Od lat nie było tak dużej podaży mieszkań na sprzedaż. Jest to dowód na to, że rynek jest mocno zniecierpliwiony bezruchem. Jak mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości, Ci, którzy jeszcze rok temu robili korekty cen do góry, teraz myślą o tym, jak szybko sprzedać mieszkanie.
– Zdarzają się sytuacje, że mieszkanie jest wystawione na sprzedaż za 500 tysięcy złotych, a sprzedane zostaje za 440. To rekordowe obniżki. Wszystko zależy oczywiście od tego, czy zainteresowany płaci gotówką i o jakiej lokalizacji mówimy. Od lat nie było jednak tak dużej dysproporcji między ceną ofertową, a transakcyjną. To jest dobry czas na negocjowanie stawek i próby uzyskania jak najlepszych warunków zakupu mieszkania – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.
Mirosław Król jesienią mówił o pewnym wyczekiwaniu na rynku nieruchomości i „wojnie nerwów” między kupującymi, a sprzedającymi. Czy od jesieni coś się zmieniło?
– Wszystko i nic – mówi ekspert. – Kredyty nadal niedostępne, ceny wysokie, rynek w stagnacji. O ile deweloperzy mogą czekać i nie widać panicznych ruchów cenowych, tak na rynku wtórnym jest już poczucie, że mieszkania stoją od blisko roku, a nawet jeżeli ktoś je ogląda to ostatecznie decyduje się na czekanie na lepszą ofertę lub rządowe dofinansowanie. Najmniejszym zainteresowaniem cieszą się duże mieszkania i te do remontu, nawet jeżeli w ostatnich miesiącach ceny materiałów budowlanych spadły, a dostępność ekip budowlanych wzrosła – mówi Mirosław Król.
Mieszkaniowe promocje. Można wypatrzyć dobre oferty
Co w kolejnych miesiącach może czekać rynek nieruchomości? Wiele wskazuje na to, że nie będzie rządowego programu do dopłat mieszkaniowych, ale nie spowoduje to także lawinowego wzrostu klientów. Wielu właścicieli nieruchomości, którzy jeszcze kilka miesięcy temu wstrzymywali się z decyzją o sprzedaży, teraz podjęło decyzje o przyspieszaniu transakcji w obawie o to, że spadki w kolejnych tygodniach będą większe niż przewidywano.
– To nie jest wykluczone, że ceny na rynku wtórnym będą spadać. Oczywiście nie mówimy tutaj o tąpnięciu i wyprzedaży na rynku nieruchomości, ale o tym, że konsumenci na cenę metra kwadratowego na poziomie 10 tysięcy złotych nie będą patrzeć przychylnie. Poza tym na rynku pojawiają się okazje i przy odrobinie szczęścia można trafić na ciekawe oferty. Widziałem ostatnio kawalerkę w oficynie w centrum Szczecina za 200 tysięcy złotych, czy duże mieszkanie w kamienicy w centrum miasta za 450 tysięcy złotych. Takie oferty rok temu byłyby niczym białe kruki – mówi ekspert nieruchomości Mirosław Król.
Korekta cen na rynku nieruchomości nie jest jednak sprawą pewną. Wszystko zależy od ruchu bądź stagnacji w kolejnych tygodniach. Eksperci mówią, że sytuacja jest trudna, ale nie można mówić o tym, że sprzedaż stanęła całkowicie.
Do 2030 roku przedstawiciele generacji Z będą stanowić 1/3 globalnego rynku pracy, jednak 40% liderów biznesowych uważa, że nie są oni odpowiednio przygotowani do pracy. Młodzi ludzie mają trudności w śmiałym wkroczeniu w życie zawodowe ze względu na pandemię czy konflikty globalne. Pracodawcy w Polsce świadomi wyzwań związanych z różnorodnością pokoleniową w zespołach wychodzą im naprzeciw budując współpracę opartą na zaufaniu (39%), kładą też nacisk na strategię na rzecz różnorodności, równości i integracji DEI (35%) – to dane płynące z najnowszej publikacji ManpowerGroup „Przyszłość pokolenia Z w rękach pracodawców”.
Według badania Intelligent.com, 40% liderów na świecie uważa, że absolwenci szkół wyższych wchodzący właśnie na rynek pracy nie są do tego odpowiednio przygotowani. 88% z nich stwierdziło również, że twierdzenie to odnoszące się do pokolenia Z z każdym rokiem coraz bardziej zyskuje na znaczeniu. Ta sama analiza podaje również, że globalnie 70% managerów wskazało na słabą etykę pracy jako główny powód nieprzygotowania nowych absolwentów. Mimo to, jak podaje National Association of Colleges and Employers (NACE), ponad połowa stażystów z pokolenia Z została później pełnoetatowymi pracownikami w danej organizacji.
– Mocnym trendem rynku pracy także w 2025 roku będzie zmiana pokoleniowa, która generuje u pracodawców szereg wyzwań. Dzieje się tak między innymi z uwagi na fakt, że nie ma jednego uniwersalnego procesu w tym obszarze, do wszystkich działań związanych z różnorodnością zespołów należy podchodzić w sposób bardzo indywidualny – podkreśla Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy w Talent Solutions ManpowerGroup. – Część z pracodawców nie dostrzega tej zmiany, co najczęściej kończy się trudnościami w komunikacji, brakiem współpracy oraz powiększającą się frustracją poszczególnych grup pracowników. Brak dogłębnego zrozumienia potrzeb wszystkich zatrudnionych pracowników, ich słabszych i mocnych stron, często prowadzi to pogorszenia osiągnięć teamów, co szybko i dość wyraźnie przekłada się na rezultaty pracy całych organizacji – mówi Zygmunt.
Liderzy dostrzegają potrzebę wsparcia przedstawicieli pokolenia Z już na etapie rekrutacji. W badaniu iHire przeprowadzonym w USA, 58% pracodawców stwierdziło, że najmłodsi kandydaci muszą poprawić swoje umiejętności prowadzenia rozmów kwalifikacyjnych, a 57% uważa, że powinni one lepiej komunikować się z menedżerami HR.
– Rekruterzy wskazują, że jednym z głównych problemów podczas rekrutacji reprezentantów GenZ jest brak przygotowania do rozmowy, zarówno w zakresie znajomości stanowiska jak i firmy. Często młodzi kandydaci nie potrafią precyzyjnie opowiedzieć o swoich doświadczeniach, osiągnięciach czy motywacjach, co utrudnia ocenę ich potencjału – mówi Anna Tietianiec, ekspertka rynku pracy, manager zespołu zatrudnienia stałego w Manpower i podkreśla, że powinni oni więc przede wszystkim zadbać o solidne przygotowanie, zgłębić informacje o organizacji, przeanalizować wymagania stanowiska oraz przemyśleć odpowiedzi na kluczowe pytania, jak „dlaczego chcesz pracować w naszej firmie? Jakie są Twoje największe sukcesy zawodowe?”. – Warto zastanowić się nad własnymi kompetencjami i ich dopasowaniem do opisu stanowiska. Istotne jest również, przygotowanie pytań do pracodawcy, które z jednej strony wykazują nasze zainteresowanie firmą, a z drugiej pozwalają na świadome podjęcie decyzji w przypadku otrzymania oferty. To czego należy się wystrzegać podczas rekrutacji to nadmierna pewność siebie, a także zbyt wygórowane oczekiwania, niewspółmierne do tego, co możemy wnieść do organizacji. Pamiętajmy również o odpowiednim języku wypowiedzi, stroju i etykiecie biznesowej. Skuteczna komunikacja buduje pozytywny wizerunek kandydata i zwiększa szanse na sukces rekrutacyjny – dodaje ekspertka HR.
Pracodawcy działają na rzecz integracji różnorodnych zespołów
Pomimo wyzwań związanych z najmłodszym na rynku pracy pokoleniem Z, organizacje podejmują różne działania, by stworzyć możliwie najlepsze warunki współpracy dla swoich zespołów. Jak wskazują dane ManpowerGroup, pracodawcy w Polsce kładą największy nacisk na budowanie relacji opartych na zaufaniu w zespołach (39%), większe docenianie pracowników wspierających działania na rzecz różnorodności, równości i integracji (DEI) (35%), czy wdrażanie polityk zapewniających równe szanse rozwoju zawodowego oraz awansu (35%). Ważnymi z punktu widzenia organizacji działaniami jest także wspieranie wellbeingu pracowników (34%), czy audyt polityk i programów dotyczących obszaru DEI (33%).
– Przedstawiciele GenZ zwracają szczególną uwagę na cele i misję pracodawcy, co daje jasno obraz tego, że zależy im na tym, by być częścią procesu zmiany oddziaływania na środowisko społeczne czy naturalne. Nie chcą jednak przekładać swojego komfortu nad tego typu działania, bowiem sama praca jest dla nich tylko jednym z elementów codziennego życia, a nie jego istotą. Poprzez szybki wzrost gospodarczy odczuwają zmniejszoną konkurencyjność na rynku, dzięki czemu zdają sobie sprawę z tego, że za rogiem czekają inne, być może ciekawsze możliwości rozwoju. Świat oferuje im na ten moment tyle, że chcą korzystać z jego różnorodności pełnymi garściami – dodaje Piotr Zygmunt.
Sztuczna inteligencja wyzwaniem dla Gen Z
Badanie Deloitte przeprowadzone na grupie przedstawicieli Gen Z i Millenialsów zilustrowało niektóre z priorytetów kandydatów tych grup podczas poszukiwania pracy. Okazuje się, że 6 na 10 przedstawicieli pokolenia Z na świecie uważa, że powszechność wykorzystania AI skłoni ich do poszukiwania możliwości pracy, które są mniej podatne na automatyzację, takich jak wyspecjalizowane stanowiska lub praca fizyczna. Jednocześnie są dość selektywni co do przyjęcia oferty od rekrutera, ponieważ 86% całego pokolenia Z uważa, że posiadanie celu jest kluczem do satysfakcji zawodowej oraz dobrego samopoczucia w miejscu pracy.
– Najmłodsi pracownicy cenią sobie możliwość zdobywania nowych umiejętności, co stanowi fundament ich kariery. Tworzenie kultury organizacyjnej wspierającej rozwój, możliwość uczenia się i doskonalenia, to kluczowy element motywujący GenZ do dalszego rozwoju. Pracodawcy powinni inwestować w programy szkoleniowe, zapewnić dostęp do kursów, platform e-learningowych, które pozwolą młodym pracownikom poszerzać ich obecne umiejętności lub zdobywać nowe kompetencje w innych obszarach. Popularnym rozwiązaniem stają się programy coachingowe, mentoringowe, w ramach których bardziej doświadczeni pracownicy pomagają młodszym kolegom w rozwoju zawodowym, angażowanie ich w różnorodne projekty pozwala zdobywać doświadczenie w nowych obszarach. Pokolenie Z ceni sobie u pracodawców dostęp do nowoczesnych technologii, aplikacji, klarowną ścieżkę rozwoju kariery, a także przejrzyste i konkretne programy rozwoju zawodowego, które jasno wskazują możliwe ścieżki awansu, cele rozwoju – dodaje Tietianiec.
Upskilling i reskilling nową normą rynku pracy
Indeed przeprowadziło globalne badanie, które wykazało, że 45% przedstawicieli generacji Z jest otwartych na podejmowanie niewielkich dodatkowych projektów lub małych zleceń w celu poszerzenia swojego portfolio oraz zdobycia nowych doświadczeń zawodowych. W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, najmłodsi pracownicy są świadomi tego, że odpowiedzialność za to, jak potoczy się ich kariera ponoszą oni sami, ale także jest to kwestia leżąca po stronie ich pracodawców. W tym samym badaniu 42% respondentów stwierdziło, że szkolenie w miejscu pracy jest najlepszą opcją rozwoju zawodowego. Z tego, jak ważne jest przekwalifikowywanie się talentów pokolenia Z oraz podnoszenie ich umiejętności, zdają sobie również sprawę organizacje – według ManpowerGroup jest to globalnym priorytetem dla 28% pracodawców.
Gen-Z 2030 – na co powinny być przygotowane firmy?
Jak podaje Światowe Forum Ekonomiczne, do 2030 roku pokolenie Z będzie stanowić około jedną trzecią globalnego rynku pracy. W czasie światowego kryzysu finansowego w 2008 roku eksperci ds. HR zauważyli, że dwudziestolatkowie w tamtym czasie – znani jako pokolenie Millenialsów, czyli osoby urodzone w latach 1980-1995, doświadczyli opóźnionego startu kariery zawodowej ze względu na zawirowania gospodarcze. Wiele wskazuje na to, że Zetki może spotkać podobny los, bowiem większość osób rozpoczynających pracę robi to w czasie dużych wyzwań globalnych, począwszy od pandemii Covid, przez konflikty zbrojne i wojny, a na transformacji cyfrowej oraz automatyzacji kończąc. Przedstawiciele pokolenia Z mogą zatem zostać w pewien sposób „naznaczeni”, dłuższe okresy bezrobocia powodują, że grupa ta nieco traci na wykształceniu oraz rozwoju osobistym. Za pięć lat możemy zacząć dostrzegać skutki tych zjawisk w obszarze awansów, zarobków czy realizacji zawodowych marzeń.
Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej podpisało umowy o dofinansowanie projektów w ramach konkursu na rozwój Społecznych Agencji Najmu (SAN). W pierwszej edycji przedsięwzięcia rozdysponowano już 33 mln zł z Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego (FERS). Kolejne 65 mln zł zostanie przeznaczone na drugą edycję konkursu, która została ogłoszona 3 lutego.
Dofinansowanie dla gmin na terenie całej Polski
Dzięki wsparciu z FERS Społeczne Agencje Najmu będą mogły rozwijać działalność w gminach o różnej wielkości. W ramach pierwszej edycji konkursu finansowanie otrzymały projekty realizowane w:
Krakowie – projekt Gminy Miejskiej Kraków,
Wrocławiu – projekt Fundacji Inicjowania Rozwoju Społecznego (SAN),
Poznaniu – projekt Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych sp. z o.o. (SAN),
Dąbrowie Górniczej – projekt Fundacji „Habitat for Humanity Poland” (SAN),
Pucku (woj. pomorskie) – projekt Gminy Puck,
Kłomnicach (woj. śląskie) – projekt Gminy Kłomnice.
Czym są Społeczne Agencje Najmu?
Społeczna Agencja Najmu to podmiot powoływany przez gminy w celu zarządzania mieszkaniami i udostępniania ich osobom, które mają trudności z opłaceniem czynszu na otwartym rynku. SAN-y oferują wynajem w rozsądnych cenach oraz wspierają najemców w znalezieniu stabilnego zatrudnienia i poprawie sytuacji życiowej.
Jak podkreśla Monika Sikora, podsekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, SAN-y to innowacyjne rozwiązanie w polityce mieszkaniowej, które ma potencjał znaczną poprawę warunków życiowych wielu osób.
„Cieszę się, że kolejne samorządy dostrzegły potencjał Społecznych Agencji Najmu i podjęły się realizacji tych ambitnych projektów” – powiedziała wiceministra.
Korzyści dla samorządów, najemców i właścicieli nieruchomości
Społeczne Agencje Najmu stanowią cenne uzupełnienie polityki mieszkaniowej gmin. Dzięki nim samorządy mogą zapewnić tańsze mieszkania na wynajem, co sprzyja stabilizacji ludności i może zachęcać do osiedlania się w gminach. W ramach dofinansowanych projektów przewidziano pokrycie kosztów czynszu dla najemców, remonty lokali mieszkalnych oraz ich podstawowe umeblowanie.
Korzyści odniosą także właściciele nieruchomości, którzy zdecydują się wynająć mieszkania Społecznej Agencji Najmu. SAN-y gwarantują stabilne dochody z najmu, prawidłowe administrowanie oraz utrzymanie mieszkania w niezmienionym stanie.
Druga edycja konkursu – 65 mln zł dla samorządów
Aby upowszechnić model SAN, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej uruchomiło drugą edycję konkursu, w ramach której samorządy mogą ubiegać się o kolejne 65 mln zł na rozwój Społecznych Agencji Najmu. W sumie na ten cel przeznaczono prawie 100 mln zł, co pozwoli na rozszerzenie skali tego innowacyjnego rozwiązania.
„Zachęcamy wszystkie samorządy do składania wniosków i skorzystania z tej wyjątkowej szansy. SAN-y mogą stać się ważnym uzupełnieniem budownictwa społecznego, zapewniając stabilny najem dla osób w trudniejszej sytuacji życiowej” – podkreśla minister Monika Sikora.
Wnioski w ramach drugiej edycji konkursu można składać do 17 marca. Szczegółowe informacje dotyczące naboru dostępne są na stronie internetowej Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.
Silne wyniki finansowe spółek przy rosnącej niepewności – zyski wzrosły o 11,9% r/r, ale nowe cła Trumpa budzą obawy dotyczące handlu i prognoz spółek.
Sztuczna inteligencja pozostaje kluczowym tematem – po solidnych wynikach Meta i Microsoftu, Alphabet, AMD i Palantir muszą udowodnić, że AI generuje rzeczywiste przychody.
Wzrost zmienności rynku – stabilne wyniki w sektorze technologii i finansów, ale inwestorzy są zaniepokojeni polityką handlową i przyszłymi prognozami.
Ten sezon wyników przyniósł imponujące wyniki finansowe spółek – około 80% firm z indeksu S&P 500 przekroczyło oczekiwania, a ogólny wzrost zysków wyniósł 11,9% r/r, co może oznaczać najsilniejszy kwartał od końca 2021 roku.
Jak komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo, optymizm rynkowy przyćmiewają jednak ostatnie wydarzenia. Prezydent Donald Trump ogłosił znaczące cła: 25% na import z Kanady i Meksyku oraz 10% na towary z Chin. Nowe stawki zaczną obowiązywać we wtorek. Działania te zwiększyły obawy dotyczące globalnych napięć handlowych i ich potencjalnego wpływu na prognozy biznesowe. W odpowiedzi rynki finansowe wykazały wzrost zmienności, a rynki globalne przygotowują się na możliwe spadki.
Inwestorzy uważnie obserwują, jak nowe polityki handlowe mogą wpłynąć na nadchodzące raporty wyników oraz przyszłe prognozy. W obliczu zbliżających się publikacji wyników przez takie firmy jak Alphabet, Amazon, AMD, Palantir czy Novo Nordisk, ten tydzień będzie kluczowy. Inwestorzy będą szczególnie zwracać uwagę na to, czy te spółki będą w stanie utrzymać swoją dynamikę w zmieniającym się krajobrazie gospodarczym.
– Inwestowanie długoterminowe nie powinno opierać się na zasadzie „kup i zapomnij”. Rzeczywiście polega na trzymaniu się obranej strategii, ale z przemyślanymi korektami, gdy sytuacja tego wymaga. Jeśli cła powodują zakłócenia w handlu i wpływają na globalne zyski firm, warto rozważyć zwiększenie udziału spółek skoncentrowanych na rynku krajowym. Można do portfela dodać również aktywa chroniące przed inflacją w przypadku wzrostu cen wywołanego nowymi taryfami lub zwiększyć ekspozycję na długoterminowe trendy wzrostowe takie jak, sztuczna inteligencja, automatyzacja czy infrastruktura. Pomimo niepewności związanej z polityką handlową inwestorzy powinni koncentrować się na sekwencyjnych trendach wzrostowych, które wykraczają poza cykle polityczne – komentuje Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.
Szybkie podsumowanie: Sukcesy, rozczarowania i szum rynkowy
Sezon wyników za IV kwartał 2024 roku jest w pełni, a po raportach około jednej trzeciej spółek z indeksu S&P 500 obserwujemy głównie silne wyniki, choć także kilka znaczących rozczarowań wśród dużych przedsiębiorstw.
Silni gracze: Sektor technologii i finansów na czołowej pozycji
Meta opublikowała znakomite wyniki, napędzane silnym wzrostem przychodów z reklam opartych na AI oraz działaniami mającymi na celu redukcję kosztów. Znaczący program skupu akcji własnych również zrobił wrażenie na inwestorach, co spowodowało wzrost kursu akcji.
Netflix dostarczył solidne wyniki, pokazując, że strategiczne ustalanie cen oraz atrakcyjna oferta treści mogą utrzymać zaangażowanie subskrybentów.
Główne banki, takie jak Morgan Stanley, JP Morgan i Bank of America, przekroczyły oczekiwania, co wskazuje na to, że mimo obaw dotyczących stóp procentowych, ich działy bankowości inwestycyjnej i handlu pozostają silne.
Słabsze wyniki: Logistyka i energetyka pod presją
UPS napotkał trudności, nie spełniając oczekiwań z powodu spadku wolumenów przesyłek, rosnących kosztów oraz słabych prognoz.
Firmy energetyczne, w tym ExxonMobil i Chevron, zmagały się z niższymi marżami rafinacyjnymi oraz problemami związanymi z niższymi od prognozowanych zyskami.
Nadchodzące wydarzenia: Historia AI trwa
Sztuczna inteligencja była głównym tematem tego sezonu wyników, szczególnie po premierze DeepSeek, nowego i kluczowego modelu AI, oraz silnych wyników wiodących firm technologicznych. Spółki takie jak, Meta i Microsoft już zgłosiły imponujący wzrost napędzany AI. Teraz uwaga skupia się na Alphabet, AMD i Palantirze, aby sprawdzić, czy uda im się osiągnąć podobne wyniki.
Dodatkowo, wyniki zaprezentują Amazon i Novo Nordisk, reprezentujące sektory takie jak,
e-commerce, chmura obliczeniowa i opieka zdrowotna. To sprawia, że nadchodzący tydzień będzie kluczowy dla nastrojów rynkowych. Jednak w obliczu ostatniej eskalacji napięć handlowych, firmy mogą również poruszyć kwestie dotyczące wpływu ceł i barier handlowych na przyszłe zyski.
Na co warto zwrócić uwagę w tym tygodniu?
Palantir (PLTR) – raport w poniedziałek, 3 lutego
Czego się spodziewać:
Przewiduje się, że przychody wzrosną o 28% r/r, osiągając około 775,9 miliona USD.
Prognozowany wzrost EPS o 38% do 0,11 USD na akcję.
AI pozostaje kluczowym czynnikiem napędzającym wyniki, jednak inwestorzy będą uważnie obserwować ekspansję poza kontrakty rządowe w kierunku sektorów komercyjnych.
Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:
Kontrakty rządowe– wciąż główne źródło przychodów, ale czy Palantir zdoła zdywersyfikować swoje źródła?
Wzrost w sektorze komercyjnym– tutaj AI może odegrać znaczącą rolę.
Rentowność– Palantir osiągnął rentowność w zeszłym roku; czy będzie w stanie utrzymać ten trend?
Alphabet (GOOGL) – raport we wtorek, 4 lutego
Czego się spodziewać:
Przewiduje się wzrost przychodów o około 13% r/r, z szacowaną wartością przychodów w IV kwartale na poziomie 81,6 miliarda USD.
Prognozowany EPS wynosi 2,18 USD na akcję, co odzwierciedla wzrost o 33% r/r.
Inwestycje w AI będą poddane szczegółowej analizie – inwestorzy są ciekawi, jak te inwestycje przekładają się na rzeczywiste przychody.
Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:
Wzrost Google Cloud – wcześniej wzrósł o 22% r/r; czy firma utrzymuje tempo w porównaniu z konkurencją?
Monetyzacja AI – poza inwestycjami, jak AI przyczynia się do zysków?
Przychody z reklamy – szczególnie z YouTube i wyszukiwarki, które pozostają głównymi źródłami przychodów Alphabet.
Advanced Micro Devices (AMD) – raport we wtorek, 4 lutego
Czego się spodziewać:
Przewidywane przychody na poziomie 7,5 miliarda USD, co oznacza wzrost o 22% r/r, napędzany głównie popytem związanym z AI.
Prognozowany EPS wynosi 1,09 USD na akcję, co wskazuje na poprawę marż.
Skupienie uwagi na chipach AI i dla centrów danych, ponieważ AMD rywalizuje z Nvidią w obszarze obliczeń o wysokiej wydajności.
Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:
Przychody z chipów do centrów danych i AI – jaką część rynku AMD zdobywa kosztem Nvidii?
Popyt konsumencki – czy sprzedaż procesorów Ryzen utrzymuje się na stabilnym poziomie?
Marże brutto – oczekiwane na poziomie 52%, co jest kluczowym wskaźnikiem siły cenowej.
Novo Nordisk (NVO) – raport w środę, 5 lutego
Czego się spodziewać:
Przewidywany wzrost przychodów o 22% r/r, do poziomu 81 miliardów DKK, napędzany silnym popytem na leki przeciwcukrzycowe i odchudzające.
Prognozowany EPS wynosi 6,05 DKK na akcję, co oznacza wzrost o 23% r/r.
Ograniczenia w dostawach pozostają problemem, ponieważ popyt na leki takie jak, Ozempic i Wegovy nadal przewyższa podaż.
Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:
Wzrost sprzedaży Ozempic i Wegovy – oczekiwany wzrost o ponad 40% r/r.
Aktualizacje dotyczące łańcucha dostaw – czy Novo Nordisk będzie w stanie sprostać rosnącemu popytowi?
Prognozy na 2025 rok – jak zrównoważony jest ten trend wzrostu?
Amazon (AMZN) – raport w czwartek, 6 lutego
Czego się spodziewać:
Przewidywane przychody w IV kwartale na poziomie 187,3 miliarda USD, co oznacza wzrost o 10% r/r, napędzany silnymi wynikami sprzedaży świątecznej i dalszym wzrostem liczby subskrybentów Prime.
Prognozowany EPS wynosi 1,81 USD na akcję, co odzwierciedla poprawę w zakresie kontroli kosztów i efektywności operacyjnej.
AWS (Amazon Web Services) pozostaje kluczowym obszarem, ponieważ znacząco przyczynia się do zysków Amazonu.
Kluczowe aspekty, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę:
Przychody z AWS – przewidywane na poziomie około 29 miliardów USD, wzrost o 19% r/r. Marże e-commerce – czy Amazon skutecznie zarządza kosztami logistycznymi?
Wzrost przychodów z reklamy – dział reklamowy Amazonu wzrósł o 26% w poprzednim kwartale; czy ta dynamika się utrzyma?
Kluczowe wnioski dla inwestorów
Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo, przewiduje, że ten tydzień będzie istotny dla nastrojów rynkowych, ponieważ wyniki ogłoszą dwie firmy z grupy Magnificent 7. Mimo że wyniki korporacyjne były do tej pory silne, zmienność rynku powróciła w odpowiedzi inwestorów na plany taryfowe Trumpa. Te polityki handlowe mogą znacząco wpłynąć na prognozy biznesowe, łańcuchy dostaw i struktury kosztów w nadchodzących miesiącach. Inwestorzy powinni zwracać uwagę nie tylko na kluczowe liczby w raportach wyników, ale także na to, co firmy mówią o przyszłych ryzykach i warunkach gospodarczych.
AI pozostaje dominującym tematem inwestycyjnym, jednak rośnie potrzeba, aby firmy wykazały rzeczywisty wpływ inicjatyw związanych z AI na przychody, a nie tylko długoterminowy potencjał. Równocześnie chmura obliczeniowa będzie kluczowym obszarem do obserwacji, a AWS Amazonu i Google Cloud będą pod szczególną uwagą pod kątem utrzymania wzrostu.
Z uwagi na cła, AI i momentum wyników, nadchodzące dni mogą potencjalnie wyznaczyć kierunek dla rynków w nadchodzących miesiącach. Inwestorzy powinni być przygotowani na potencjalne niespodzianki – zarówno pozytywne, jak i negatywne – gdy firmy będą podejmować decyzje na tle zmieniającego się krajobrazu gospodarczego.
Kolana hamburskie to elementy bardzo często stosowane i spotykane we współczesnych instalacjach rurowych. Są kluczowym komponentem systemów przesyłowych w różnych gałęziach przemysłu, znajdują także powszechne zastosowanie w instalacjach domowych. W tym artykule wyjaśnimy, czym są kolana hamburskie, jak są zbudowane i z jakich materiałów się je produkuje, a także zaprezentujemy ich najważniejsze zastosowania.
Kolana hamburskie – do czego służą i jak są zbudowane?
Kolano hamburskie to specjalistyczny element stosowany w instalacjach rurowych. Umożliwia zmianę kierunku przepływu medium w rurze pod określonym kątem. Najczęściej spotykane kolana hamburskie mają kąty zgięcia wynoszące odpowiednio 45°, 90° i 180°, aczkolwiek elementy te mogą występować także w innych wariantach – możliwe jest bowiem ich dostosowanie do indywidualnych potrzeb oraz specyfiki konkretnej instalacji.
Kolana hamburskie składają się z wyprofilowanego odcinka rury, który zostaje odpowiednio wygięty na etapie produkcji. Ich powierzchnia wewnętrzna jest dokładnie wygładzona, co zmniejsza ryzyko osadzania się wewnątrz zanieczyszczeń, a także redukuje opór przepływu. Kolana hamburskie są produkowane w różnych rozmiarach, co pozwala na ich stosowanie zarówno w niewielkich systemach instalacyjnych, jak i w dużych infrastrukturach przemysłowych.
Wybór materiału, z którego mogą zostać wytworzone kolana hamburskie, zależy głównie od środowiska pracy oraz właściwości medium, jakie ma być przez nie transportowane. Najczęściej do ich produkcji wybierane są m. in. stal nierdzewna, stal węglowa, miedź oraz różne rodzaje tworzyw sztucznych, które doskonale sprawdzają się zwłaszcza we współczesnych instalacjach chemicznych i sanitarnych.
Kolana szwowe a bezszwowe – czym się różnią?
Kolana hamburskie dzielą się na dwa podstawowe rodzaje: szwowe i bezszwowe. Kluczową różnicę pomiędzy nimi stanowi sposób produkcji oraz oferowana wytrzymałość gotowego elementu.
Kolana szwowe powstają w wyniku zgięcia i zespolenia ze sobą dwóch odcinków rury metodą spawania. Ich produkcja jest mniej kosztowna, co czyni je bardziej przystępnymi cenowo. Są najczęściej stosowane w instalacjach, gdzie nie występuje wysokie ciśnienie oraz w miejscach, gdzie nie jest wymagana wysoka wytrzymałość mechaniczna. Kolana szwowe mają bowiem szew, który ogranicza ich odporność na uszkodzenia, szczególnie w wymagających warunkach.
Kolana bezszwowe produkowane są natomiast poprzez gięcie jednorodnego kawałka rury bez udziału spawania. Dzięki temu, że nie mają szwu, oferują znacznie wyższą wytrzymałość oraz odporność na wysokie ciśnienia i temperatury. Mogą być więc stosowane w bardziej wymagających instalacjach przemysłowych, jak np. w systemach przesyłowych ropy naftowej, gazu ziemnego czy chemikaliów, gdzie bezpieczeństwo oraz trwałość połączeń rurowych stanowi bezwzględny priorytet.
Gdzie stosowane są kolana hamburskie?
Kolana hamburskie firmy Monstal znajdują bardzo szerokie zastosowanie. Są wykorzystywane zarówno w przemyśle, jak i w codziennym życiu. Stanowią niezbędny element infrastruktury przesyłowej, są wykorzystywane do budowy systemów hydraulicznych, pneumatycznych, sanitarnych i wentylacyjnych. W przemyśle naftowym i gazowym używa się ich do budowy rurociągów transportujących surowce, w których bardzo istotną rolę odgrywa ich odporność na wymagające warunki.
Bardzo często kolana hamburskie są stosowane także w przemyśle chemicznym. Stanowią także stały element domowych instalacji rurociągowych – kolana hamburskie występują m. in. w systemach grzewczych, wodociągowych i kanalizacyjnych. Ich zastosowanie pozwala na swobodne prowadzenie rur w ograniczonej przestrzeni, co sprawia, że są często wykorzystywane w trudno dostępnych miejscach oraz ograniczonych pod względem powierzchni pomieszczeniach.
Kolana hamburskie odgrywają także istotną rolę we współczesnych projektach architektonicznych i konstrukcyjnych. Ich estetyczne wykonanie oraz wysoka trwałość czynią je chętnie wybieranymi rozwiązaniami w przypadku systemów wentylacyjnych eksponowanych w przestrzeniach publicznych i przemysłowych. Można więc śmiało powiedzieć, że kolana hamburskie to bardzo uniwersalne elementy instalacyjne, które znajdują zastosowanie w niemal każdej dziedzinie życia i przemysłu.
Dolar umacniał się przez niemal cały tydzień, kiedy wszystko wskazywało, że nieuchronnie nadchodzi nałożenie ceł przez administrację Trumpa. Sobotni dekret jedynie wzmocnił ruch na amerykańskiej walucie – w godzinach porannych zyskała względem euro ponad 1%. Równolegle zakończył się rajd złotego.
Kluczowe punkty:
USA nakładają cła na Kanadę, Meksyk i Chiny, w rezultacie USD znacznie zyskuje.
PLN ponownie pod presją po dobiciu do najsilniejszej pozycji od 7 lat.
Trump sugeruje nadejście nowych ceł dla UE.
Euro radzi sobie gorzej przez obawy ekonomiczne, EBC pozostaje gołębi.
BoE powinien obniżyć stopy, głosowanie raczej nie będzie jednomyślne.
W weekend Biały Dom potwierdził nałożenie ceł na poziomie 25% na towary z Kanady i Meksyku – wyjątkiem jest kanadyjska ropa, dla której wyniosą 10%, podobnie jak dla towarów z Chin. Nowe ograniczenia mają wejść w życie we wtorek, 04.02.Takie zestawienie nie ma większego sensu pod względem makroekonomicznym, najpewniej służy więc realizacji innych, politycznych celów. Podczas handlu azjatyckiego dolar dalej zyskiwał, a wyprzedaży doświadczały przede wszystkim waluty europejskie, w tym euro oraz złoty. Silne uderzenie odczuły również waluty rynków wschodzących, szczególnie peso meksykańskie.
W normalnych warunkach najważniejsze w tym tygodniu dla rynków byłyby świeży odczyt inflacji w strefie euro (poniedziałek 03.02), posiedzenie Banku Anglii (czwartek 06.02) oraz raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 07.02). Wszystkie typowe raporty makroekonomiczne przyćmi jednak wojna handlowa Trumpa, w tym ogłoszenia kolejnych ceł (przyszłe cła mają objąć produkty z UE) i wszelkie sugestie dotyczące warunków, jakich zażąda, by zmniejszyć presję. Nawet po niedawnej wyprzedaży większość walut jest na poziomach, które wskazują, że rynki spodziewają się, że drakońskie cła będą krótkotrwałe. Oby miały rację.
PLN
Wydaje się, że szalony rajd złotego, kiedy osiągnął najsilniejszą od niemal siedmiu lat pozycję względem euro (kurs EUR/PLN poniżej 4,20), zakończył się przez materializację pierwszych zapowiedzi celnych Trumpa. Wyprzedaż pary EUR/USD sprawiła, że USD/PLN odnotował znaczny wzrost o ponad 1,5% – największy od 06.11, kiedy potwierdzono, że Trump wygrał wybory i obawy celne stały się realnym ryzykiem. W krótkim terminie złoty pozostanie naszym zdaniem prawdopodobnie pod presją, ciążyć mu będzie bowiem zagrożenie nałożeniem taryf celnych na Unię Europejską.
Ubiegły tydzień potwierdził, że Polska gospodarka istotnie przyspieszyła w 2024 r., odnotowując nieco wyższy od oczekiwań wzrost o 2,9%. Rok 2025 powinien przynieść większy i bardziej zbalansowany wzrost, krąży jednak nad nim widmo ceł.
Ten tydzień również przyniesie wieści z kraju – w środę (05.02) ogłoszona zostanie decyzja NBP. Zmiana stóp procentowych byłaby ogromnym zaskoczeniem, uwaga skupi się więc ponownie na komunikatach, szczególnie na czwartkowej (06.02) konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego. Warto będzie skupić się nie tylko na tym, co zawsze, ale również na podejściu RPP do niedawnej siły złotego oraz ceł i gróźb Trumpa.
EUR
Styczniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego przebiegło w dużej mierze zgodnie z oczekiwaniami. Obniżono stopy procentowe o 25 pb. i nie przeciwstawiano rynkowym oczekiwaniom kolejnego cięcia w marcu. Styczniowy odczyt inflacji opublikowany dziś rano nie zmienił istotnie sytuacji. Mimo iż pokazał nieoczekiwane lekkie podbicie inflacji i stabilizację bazowej miary to obecnie kluczowa dla EBC inflacja usług zanotowała spadek.
Wojna handlowa Trumpa oznacza, że nagłówki dotyczące ceł są znacznie istotniejszym czynnikiem dla handlu euro niż raporty makroekonomiczne. Po weekendowych wiadomościach rynki zrewidowały w dół wycenę stóp procentowych w strefie euro, inwestorzy przygotowują się bowiem na słabszy europejski wzrost i tym samym bardziej gołębi EBC.
USD
Zupełnie nijakie ubiegłotygodniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej zostało całkowicie przyćmione przez eskalację retoryki prowadzącą do nałożenia ceł. W wyniku tego dolar doświadczył silnej aprecjacji, umacniając się w ubiegłym tygodniu względem niemal wszystkich walut świata. Przeciwnie do Europy, wydaje się, że w USA cła poskutkują przede wszystkim wyższą inflacją i tym samym bardziej jastrzębim FOMC. Obecnie w kontraktach futures kolejne cięcie Fedu jest wyceniane w pełni dopiero na wrzesień, następne zaś jedynie na ok. 50%.
W tym tygodniu kluczowe publikacje makroekonomiczne dotyczyć będą danych z rynku pracy, te istotniejsze znajdziemy przede wszystkim w raportach JOLTS (środa 05.02) i styczniowym NFP (piątek 07.02). Rynki spodziewają się dalszych sugestii, że gospodarka dobrze się rozwija. Również i w przypadku samych Stanów Zjednoczonych reakcje na nagłówki dotyczące ceł prawdopodobnie przyćmią wszelkie reakcje na dane.
GBP
Wydaje się, że Wielka Brytania jest stosunkowo nisko na republikańskiej liście gospodarek do objęcia cłami, co przekłada się na to, że funt radzi sobie lepiej niż inne waluty europejskie. Trump powiedział w weekend, że Wielka Brytania „zachowuje się nieodpowiednio” w polityce handlowej, przy czym zasugerował również, że możliwe jest osiągnięcie porozumienia bez nakładania ceł. Wyspy mają spory deficyt w handlu z USA, co mogą wykorzystać do ominięcia ceł. Odpowiedzialność za zawarcie porozumienia spadnie na rząd Keira Starmera, który w tym tygodniu będzie w Brukseli, by „zresetować” relacje Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Nie jest to najlepszy moment na takie działania.
Oczekuje się, że Bank Anglii obniży w ten czwartek (06.02) stopy procentowe o 25 pb., jako że skupia się raczej na słabym wzroście gospodarczym niż na wysokiej inflacji. Nie spodziewamy się, że decyzja będzie jednomyślna. Możliwe jednak, że głosy członków Komitetu i komunikat będą odzwierciedlać bardziej ponure nastroje spowodowane wojną handlową Trumpa, co może otworzyć drzwi do dodatkowych cięć poza tymi już wycenianymi.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury
Donald Trump przechodzi do realizacji gróźb. Nie ważne jak nieracjonalne są powody sankcji, rozpoczęły się wojny handlowe. Skończyły się również żarty inwestorów, że nowy prezydent zamiast, umacniać dolara, jednak go osłabia. Dane z Europy tylko potęgują ten ruch.
W USA bez zmian
Wiadomością dnia na rynkach są sankcje, które Donald Trump nałożył na Meksyk, Kanadę oraz Chiny. Sąsiedzi dostali po 25%, a Chiny 10%. Co jest powodem? Oficjalnym fentanyl oraz nielegalna imigracja. Wrobienie Meksykanów w skojarzenie z handlarzami narkotyków i nielegalną migracją nie było trudne, aczkolwiek było krzywdzącym uogólnieniem. Zrobienie natomiast z Kanady tego samego jest pewnym zaskoczeniem. Najważniejsze jest jednak nie to, jak absurdalne są oficjalne tłumaczenia, a to jak zareagowały rynki. USA mają znacznie mniejszy udział handlu niż jego sąsiedzi, w związku z czym – przynajmniej teoretycznie – powinni odczuć to mocniej. Problem w tym, że Stany Zjednoczone wyglądają, jakby chcieli iść na wojnę handlową ze wszystkimi. Może się okazać, że takie rozwiązanie wcale nie będzie korzystne, jeżeli uda się innym państwom zbudować wspólny front. Na razie jednak rynki wierzą w dolara. Od piątkowego zamknięcia umocnił się on o ponad centa względem euro. Wobec złotego było to niemal 5 groszy na otwarciu.
Spadek inflacji w Niemczech
Jeszcze miesiąc temu wielu analityków obawiało się, co może wyniknąć z przyspieszenia inflacji za Odrą. Od piątku ten strach jednak znacznie zmalał. Powodem jest spadek tempa wzrostu cen w skali roku – z 2,6% na 2,3%. Jest to tym ważniejsze, że spodziewano się pozostania inflacji na niezmienionym poziomie. Spadek daje jeszcze więcej przestrzeni dla EBC na dalsze obniżki stóp procentowych. Te z kolei powodują, że euro jest coraz słabsze względem dolara. Jak ta tendencja się utrzyma, to jeżeli Unia Europejska zostanie uraczona podobnymi cłami jak Chiny, to większość z tego efektu zostanie zrekompensowana przez różnicę w kursie walutowym. Problem zrobi się jednak dla USA, jeżeli otrzymają odpowiedź. Na niekorzyść Amerykanów będą bowiem grały nie tylko cła odwetowe, ale również silny dolar.
Rekordy cen złota
W piątek widzieliśmy kolejny rekord cen złota. Obecnie rekord wszechczasów wynosi 2862,9 USD za uncję. Dzisiaj rano cena jest jednak niższa o ponad 30 USD. Powodem jest rozpoczęta wojna celna, która spowodowała, że inwestorzy odwrócili się trochę od złota. Warto zwrócić uwagę, że zwyczajowo mocny dolar powoduje proporcjonalne przeceny na tym surowcu. W rezultacie spadek cen złota może być związany nie tyle z samymi cłami, ile z mocniejszym dolarem. Warto zwrócić uwagę, że amerykańska waluta jest tak droga już nawet teraz, kiedy stopy procentowe są wysokie. Jeżeli dojdzie do ich obniżenia i spadnie atrakcyjność lokat i obligacji, sytuacja dla tego kruszcu powinna być nawet lepsza.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W sobotę prezydent Donald Trump ogłosił wprowadzenie taryf celnych na towary importowane z Kanady, Meksyku i Chin, co natychmiast wywołało gwałtowną reakcję sąsiadów Stanów Zjednoczonych. Kanadyjski rząd zapowiedział taryfy odwetowe o wartości 155 mld dolarów na amerykański eksport, natomiast Meksyk ogłosił wdrożenie „planu B” w celu ochrony własnych interesów. W opinii wielu ekspertów może to być początek nowej wojny handlowej, której skutki odczują zarówno globalny handel, jak i rynki finansowe.
Biały Dom uzasadnił nałożenie 25-procentowych taryf na towary z Kanady i Meksyku oraz 10-procentowych na wybrane produkty z Chin jako środek nacisku na te kraje, by skuteczniej przeciwdziałały przemytowi nielegalnych substancji, zwłaszcza fentanylu. Trump powołał się na ustawę o Międzynarodowych Uprawnieniach Gospodarczych w Sytuacjach Nadzwyczajnych (IEEP), argumentując, że „masowy napływ nielegalnych imigrantów i śmiercionośnych narkotyków” stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego USA.
Kanadyjski premier Justin Trudeau zapowiedział szybkie działania odwetowe, w tym wprowadzenie ceł o łącznej wartości 30 mld dolarów na amerykańskie piwo, wino, mocniejsze alkohole, sprzęt AGD, drewno i plastik. Docelowo wartość taryf ma wzrosnąć do 155 mld dolarów. „Nie chcemy eskalować konfliktu, ale będziemy bronić Kanady. Nie prosiliśmy o to, jednak nie zamierzamy się wycofać” – powiedział Trudeau, zaznaczając jednocześnie chęć współpracy z administracją Trumpa. Meksykańska prezydent Claudia Sheinbaum ogłosiła wprowadzenie „planu B”, obejmującego zarówno taryfy, jak i inne środki mające chronić meksykańską gospodarkę. Również ona wyraziła nadzieję na rozwiązanie sporu drogą dialogu, szczególnie w kwestii walki z handlem narkotykami i problemami migracyjnymi.
Nowe cła spotkały się z mieszanym odbiorem w amerykańskim środowisku politycznym. Część Republikanów wyraziła sprzeciw, argumentując, że taryfy mogą negatywnie wpłynąć na zwykłe rodziny, lokalnych producentów i przedsiębiorców. Obawy dotyczą szczególnie wzrostu cen produktów w Maine oraz osłabienia konkurencyjności przemysłu drzewnego i rybołówstwa. Trump w odpowiedzi przyznał, że ceny w USA mogą wzrosnąć, ale uznał to za „konieczną ofiarę” w walce o „przywrócenie wielkości Ameryce”.
Wprowadzenie ceł może znacząco uderzyć w sektory energetyczny, motoryzacyjny i rolniczy. Kanada dostarcza obecnie 60% ropy importowanej przez Stany Zjednoczone (około 4 mln baryłek dziennie), a objęcie jej cłem może podnieść koszty dla amerykańskich rafinerii, co przełoży się na wyższe ceny paliw. W przemyśle motoryzacyjnym szczególnym problemem jest fakt, że części samochodowe często przekraczają granicę wielokrotnie w trakcie procesu produkcji, co oznaczałoby dodatkowe opłaty celne i wzrost cen pojazdów. Równie poważne konsekwencje mogą dotknąć sektor rolniczy – Meksyk jest głównym dostawcą warzyw i owoców do USA, w tym awokado i jagód, a Kanada eksportuje do Stanów Zjednoczonych m.in. mięso i whisky, co może doprowadzić do podwyżek cen żywności.
Według szacunków JP Morgan podniesienie średniej stawki celnej w USA do 10% może skutkować dodatkowymi kosztami podatkowymi sięgającymi 250 mld dolarów. Przewiduje się, że amerykański PKB może spaść o 0.4%–1%, a inflacja wzrosnąć o 0.3%–0.6%. Choć na razie reakcja rynków finansowych pozostaje umiarkowana, przedłużający się konflikt może doprowadzić do większych wahań na giełdach i rynku walutowym. Wzrost napięć może również negatywnie wpłynąć na partnerów handlowych USA w Europie i Azji.
Kontrowersje budzi również kwestia zgodności nowych ceł z postanowieniami zaktualizowanej umowy handlowej między USA, Kanadą i Meksykiem. Istnieje możliwość, że Międzynarodowa Organizacja Handlu (WTO) zajmie się tym problemem, choć jej procedury są długotrwałe i nie gwarantują szybkiego rozstrzygnięcia. Eksperci zwracają uwagę, że kluczowe będzie ustalenie, czy Trump rzeczywiście może wykorzystywać ustawę IEEP do jednostronnego nakładania taryf.
Zarówno Kanada, jak i Meksyk deklarują gotowość do negocjacji, ale jednocześnie nie wykluczają dalszych działań odwetowych w razie eskalacji sporu. Trudeau wezwał Kanadyjczyków do wspierania krajowych producentów poprzez rezygnację z zakupu amerykańskich towarów, a Meksyk liczy na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Jednak jeśli napięcia się pogłębią, obie strony są gotowe na kolejne kroki w obronie swoich interesów.
Rok 2024 przyniósł znaczące zmiany w działach obsługi klienta i operacji. Jak wynika z najnowszego raportu Grafton Recruitment, firmy koncentrują się na podnoszeniu jakości usług i efektywności procesów operacyjnych, co wpływa na wzrost proponowanych wynagrodzeń oraz zwiększone wymagania wobec kandydatów. Rozwój technologii i zmieniające się oczekiwania konsumentów sprawiają, że organizacje poszukują pracowników o zaawansowanych kompetencjach – zdolnych do budowania długotrwałych relacji oraz wdrażania nowoczesnych rozwiązań usprawniających obsługę.
Według danych z raportu w 2024 roku popyt na pracowników w działach obsługi klienta i operacji pozostaje niższy niż średnia rynkowa. Indeks zatrudnienia w tym obszarze funkcjonowania przedsiębiorstw wynosi 0,84, podczas gdy średnia dla wszystkich sektorów wynosi 1,04. Zapotrzebowanie na podstawowe stanowiska operacyjne spada, a firmy koncentrują się na zatrudnianiu specjalistów o wysokich kwalifikacjach, zdolnych do zarządzania relacjami biznesowymi i usprawniania procesów operacyjnych, w tym w obszarze sprzedaży.
Rosnąca złożoność obsługi oraz coraz wyższe oczekiwania odbiorców sprawiają, że organizacje poszukują pracowników nie tylko z doświadczeniem operacyjnym, ale również z umiejętnościami analitycznymi i technologicznymi, które pozwalają na dostosowanie działań do dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych.
– Wykorzystanie technologii oraz analizy danych w działach obsługi klienta i operacji ma fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstw. Nowoczesne narzędzia wykorzystujące zaawansowane algorytmy umożliwiają przewidywanie zachowań klientów i dostosowywanie usług do ich potrzeb w czasie rzeczywistym. Dzięki zdolnościom analitycznym zespoły mogą skuteczniej identyfikować wąskie gardła w procesach operacyjnych i wdrażać rozwiązania optymalizacyjne, co przekłada się na oszczędności kosztowe i lepszą efektywność. W obszarze obsługi klienta analiza danych wspiera personalizację komunikacji, co znacząco podnosi poziom satysfakcji klientów. Wdrożenie takich rozwiązań wymaga odpowiedniego zaplecza technologicznego oraz kultury organizacyjnej sprzyjającej podejmowaniu decyzji opartych na danych – mówi Karolina Gaszyna, Division Manager w Grafton Recruitment.
Zarobki w dziale obsługi klienta i operacji
Oferowane wynagrodzenia w działach obsługi klienta i operacji różnią się w zależności od lokalizacji, doświadczenia oraz zakresu obowiązków. Doradca klienta może liczyć na propozycje wynagrodzeń od 5 500 zł brutto w Krakowie do 7 500 zł w Warszawie, różnica jest pochodną konkurencyjności lokalnych rynków pracy. Kierownicy zespołów doradców otrzymują oferty w przedziale od 7 500 zł w Katowicach do 12 500 zł w stolicy, gdzie zapotrzebowanie na doświadczonych liderów jest największe.
Najwyższe oferowane stawki dotyczą stanowisk zarządczych. Regionalny dyrektor sprzedaży może otrzymać od 18 000 zł w Łodzi do 35 000 zł w Warszawie, natomiast dyrektor departamentu sprzedaży – od 18 000 zł do 40 000 zł. Specjaliści ds. reklamacji, zajmujący się rozwiązywaniem problemów klientów, mogą liczyć na oferty od 6 000 zł do 9 000 zł, a key account managerowie, odpowiadający za strategicznych klientów firmy, od 9 000 zł do 18 000 zł brutto.
Wysokie pensje oferowane są również business development managerom (15 000–20 000 zł), którzy odpowiadają za rozwój nowych rynków, oraz sales managerom (14 000–20 000 zł) zarządzającym zespołami sprzedażowymi i realizacją celów biznesowych.
Zróżnicowanie wynagrodzeń wynika z rosnących oczekiwań pracodawców wobec kandydatów oraz konieczności oferowania atrakcyjnych warunków pracy, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie konkurencja o talenty jest największa.
Dynamika wynagrodzeń
Rok 2024 przyniósł znaczne wzrosty proponowanych wynagrodzeń na wielu stanowiskach w dziale obsługi klienta i operacji. Największy wzrost odnotowano dla doradców klienta, którzy mogą liczyć na podwyżki rzędu 12,9%, co odzwierciedla rosnące znaczenie tej roli w budowaniu relacji. Client relationship managerowie otrzymali propozycje wynagrodzeń wyższe o 11,2%, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na specjalistów ds. długoterminowej współpracy z kluczowymi klientami.
W przypadku kierowników zespołów doradców wzrost wyniósł 10,5%, natomiast dla specjalistów ds. reklamacji 8,7%. Umiarkowane podwyżki dotyczyły regionalnych managerów sprzedaży (+4,7%) oraz dyrektorów departamentów sprzedaży (+1,3%), co odzwierciedla stabilność na wyższych stanowiskach zarządczych. Tendencje te wskazują na rosnącą konkurencyjność rynku pracy i konieczność ciągłego dostosowywania polityki wynagrodzeń.
– Rosnące wymagania klientów oraz dynamiczny rozwój rynku sprawiają, że wynagrodzenia w kluczowych rolach operacyjnych systematycznie wzrastają. Obsługa klienta odgrywa coraz większą rolę w budowaniu przewagi konkurencyjnej firm, dlatego organizacje inwestują w rozwój kompetencji pracowników oraz oferują dodatkowe benefity, by przyciągnąć i zatrzymać najlepsze talenty. Profesjonalne podejście do obsługi klienta bezpośrednio wpływa na jego satysfakcję i lojalność, co przekłada się na długoterminowy sukces firmy – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.
Raport Grafton Recruitment został opracowany w oparciu o szerokie spektrum danych rynkowych i analizy własne. Dane dotyczą wynagrodzeń za 2024 rok oraz prognoz na początek 2025 roku, a zostały zebrane na podstawie rzeczywistych ofert przedstawionych kandydatom przez klientów Grafton Recruitment oraz wynagrodzeń uczestników procesów rekrutacyjnych. Analiza objęła 499 791 unikalnych ogłoszeń o pracę, które zostały zdeduplikowane w celu zwiększenia dokładności. Dodatkowo, wykorzystano dane z jednego z największych portali z ogłoszeniami w Polsce, obejmujące lata 2019–2024. Raport jest wynikiem kompleksowego badania, które pozwala na dokładne odwzorowanie rzeczywistej sytuacji na rynku pracy.
W dzisiejszym dynamicznym świecie zarządzania projektami, skuteczne wdrożenie narzędzi Atlassian, takich jak Jira i Confluence, staje się kluczowym elementem sukcesu w projektach Agile. Narzędzia te oferują kompleksowe rozwiązania, które zwiększają produktywność zespołów, umożliwiają śledzenie postępów oraz ułatwiają współpracę. W tym artykule przyjrzymy się, jak skutecznie wdrażać Jira i Confluence, jakie wyzwania mogą pojawić się w trakcie wdrożenia oraz jakie usługi doradcze są dostępne w kontekście produktów Atlassian.
Jak rozpocząć wdrożenie narzędzi Atlassian, takich jak Jira i Confluence?
Rozpoczęcie wdrożenia Jira wymaga starannego planowania i przemyślenia strategii. Pierwszym krokiem jest określenie celów, jakie Twoja organizacja chce osiągnąć poprzez to narzędzie. Warto zadać pytania dotyczące wymagań zespołu oraz procesów, które można usprawnić. Następnie należy zidentyfikować kluczowe funkcjonalności Jira, takie jak zarządzanie zadaniami, workflow oraz integrację z innymi narzędziami. Kolejnym krokiem jest stworzenie planu migracji, który uwzględni dane i istniejące procesy w Twojej organizacji. Warto również zaangażować Jira adminów, którzy posiadają wiedzę na temat tego, jak najlepiej dostosować narzędzie do potrzeb Twojego zespołu.
Jakie są kluczowe elementy skutecznego wdrożenia Confluence?
Wdrożenie Confluence, jako narzędzia do zarządzania dokumentami i współpracy, powinno rozpocząć się od zrozumienia, jak jego funkcje mogą wspierać pracę zespołów. Kluczowe elementy skutecznego wdrożenia obejmują stworzenie odpowiednich przestrzeni roboczych, które umożliwią zespołom organizację informacji w sposób przystępny. Oprócz tego, istotne jest opracowanie szablonów, które ułatwią tworzenie dokumentacji. Użytkownicy powinni być również szkoleni w zakresie korzystania z Confluence, aby zwiększyć ich produktywność i umiejętność współpracy. Dobrą praktyką jest regularne monitorowanie, jak narzędzie jest wykorzystywane, co pozwoli na wprowadzenie ewentualnych zmian i dostosowanie do potrzeb zespołu.
Jak zaplanować proces wdrożenia narzędzi Atlassian?
Atlassian wdrożenie jego narzędzi wymaga strategicznego podejścia. Należy stworzyć harmonogram wdrożenia, który uwzględni wszystkie etapy, od analizy potrzeb, przez konfigurację narzędzi, aż po szkolenie pracowników. Ważnym elementem jest także określenie ról w zespole odpowiedzialnych za wdrożenie oraz komunikację wewnętrzną, aby każdy członek zespołu wiedział, jakie są jego obowiązki. Warto także zastanowić się nad integracją z innymi produktami Atlassian oraz oprogramowaniem, które już jest używane w organizacji. Regularne spotkania zespołowe oraz aktualizacje statusu wdrożenia pomogą w śledzeniu postępów i w identyfikacji ewentualnych problemów na wczesnym etapie.
Jakie są najczęstsze wyzwania przy wdrożeniu Jira i Confluence?
Opór zespołu to jedno z najczęstszych wyzwań, które może się pojawić podczas wdrożenia Jira i Confluence. Często wynika on z obaw przed zmianą, braku zrozumienia korzyści płynących z nowych narzędzi lub niewłaściwego szkolenia. Aby skutecznie radzić sobie z tym oporem, kluczowe jest komunikowanie wartości, jakie przynosi wdrożenie oprogramowania Atlassian. Należy jasno określić, jak nowe narzędzia mogą usprawnić codzienną pracę i zwiększyć efektywność zespołu. Organizowanie sesji Q&A, w których członkowie zespołu mogą zadawać pytania i dzielić się obawami, może również pomóc w przezwyciężeniu oporu i zwiększeniu zaangażowania w proces wdrożenia.
Jakie problemy najczęściej występują w trakcie wdrożenia Jira Cloud?
Wdrożenie Jira Cloud może wiązać się z różnymi problemami, które mogą wpływać na jego efektywność. Często występujące trudności obejmują kwestie związane z konfiguracją, migracją danych oraz integracją z innymi narzędziami. Użytkownicy mogą napotkać problemy z dostępem do funkcji lub z ustawieniami prywatności. W takich sytuacjach istotne jest, aby skontaktować się z Atlassian support, który oferuje pomoc w rozwiązywaniu zgłoszeń dotyczących wdrożenia. Utrzymywanie otwartej komunikacji z zespołem oraz szybkie reagowanie na pojawiające się trudności pomoże w minimalizacji problemów i zapewni płynne wdrożenie.
Jak rozwiązywać zgłoszenia dotyczące wdrożenia?
Rozwiązywanie zgłoszeń dotyczących wdrożenia Jira i Confluence powinno być systematycznym procesem. Warto stworzyć dedykowany kanał komunikacji, w którym członkowie zespołu mogą zgłaszać swoje problemy i pytania. Ważne jest, aby wszystkie zgłoszenia były dokumentowane i analizowane, co pomoże w identyfikacji powtarzających się problemów. W przypadku bardziej złożonych zgłoszeń, zaleca się skorzystanie z usług doradczych, które oferują ekspercką pomoc w rozwiązywaniu trudności. W miarę możliwości warto również tworzyć bazy wiedzy, które gromadzą odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, co zwiększy efektywność wsparcia zespołu.
Jakie usługi doradcze oferują produkty Atlassian?
Usługi doradcze oferowane przez produkty Atlassian mogą znacznie zwiększyć efektywność wdrożenia. Eksperci mogą pomóc w dostosowaniu narzędzi do specyficznych potrzeb Twojej organizacji, co przyspiesza proces adaptacji. Ponadto, doradcy często posiadają doświadczenie w rozwiązywaniu problemów, które mogą wystąpić w trakcie wdrożenia, co może zaoszczędzić czas i zasoby. Współpraca z doświadczonymi specjalistami pozwala również na lepsze zrozumienie best practices w zakresie korzystania z Jira i Confluence, co przyczynia się do zwiększenia produktywności zespołu.
Jak znaleźć odpowiednie wsparcie Jira Cloud?
Aby znaleźć odpowiednie wsparcie dla Jira Cloud, warto skorzystać z dostępnych zasobów, takich jak Atlassian Marketplace, gdzie można znaleźć różne usługi doradcze i wsparcie techniczne. Można także przeszukiwać fora internetowe i grupy społecznościowe, gdzie użytkownicy dzielą się swoimi doświadczeniami oraz rekomendacjami. Warto również rozważyć skontaktowanie się z lokalnymi partnerami Atlassian, którzy oferują wsparcie na miejscu oraz szkolenia dla zespołu. Współpraca z zewnętrznymi ekspertami może przynieść znaczne korzyści w kontekście wdrożenia i użytkowania narzędzi Atlassian.
Jakie są opcje bezpłatnych zasobów dla wdrożeń Atlassian?
Atlassian oferuje szereg bezpłatnych zasobów, które mogą wspierać proces wdrożenia. Na stronie Atlassian można znaleźć dokumentację, poradniki oraz materiały wideo, które krok po kroku prezentują, jak wdrażać i korzystać z Jira i Confluence. Dodatkowo, dostępne są również webinary oraz sesje Q&A, które pozwalają na zadawanie pytań bezpośrednio ekspertom. Korzystanie z tych zasobów może znacząco ułatwić proces wdrożenia i pomóc w szybszym przyswajaniu wiedzy przez zespół.
Jak automatyzacja może usprawnić wdrożenie Jira?
Jira oferuje szereg funkcji automatyzacji, które mogą znacząco usprawnić proces zarządzania projektami. Dzięki możliwości tworzenia reguł automatyzacji, zespoły mogą zautomatyzować powtarzające się zadania, co pozwala zaoszczędzić czas i zwiększyć efektywność. Przykładowo, automatyzacja może obejmować przypisywanie zadań do konkretnych członków zespołu w zależności od ich dostępności, a także automatyczne aktualizowanie statusów zadań na podstawie określonych warunków. Wykorzystanie takich funkcji pozwala na lepsze zarządzanie workflow i eliminację zbędnych czynności.
Jakie są najlepsze praktyki automatyzacji w projektach Agile?
W projektach Agile, automatyzacja powinna być skoncentrowana na zwiększaniu efektywności i elastyczności zespołu. Najlepsze praktyki obejmują regularne przeglądanie i aktualizowanie reguł automatyzacji, aby dostosować je do zmieniających się potrzeb zespołu. Warto także angażować zespół w proces tworzenia automatyzacji, aby zidentyfikować obszary, które można usprawnić. Dobrą praktyką jest również dokumentowanie wszystkich wprowadzonych automatyzacji, co ułatwi ich późniejsze zarządzanie i modyfikacje. Wspierając zespół w zrozumieniu korzyści płynących z automatyzacji, można zwiększyć ich zaangażowanie i chęć do korzystania z nowych rozwiązań.
Jak opracować szablony do automatyzacji w Jira?
Opracowanie szablonów do automatyzacji w Jira to kluczowy krok w zwiększaniu efektywności pracy zespołu. Szablony powinny być dostosowane do specyficznych procesów i potrzeb organizacji. Aby stworzyć skuteczne szablony, warto zidentyfikować najczęściej wykonywane zadania oraz czynności, które można zautomatyzować. Następnie należy skorzystać z dostępnych w Jira funkcji automatyzacji, aby stworzyć reguły i szablony, które będą odpowiadały na te potrzeby. Kluczowe jest także testowanie opracowanych szablonów oraz zbieranie feedbacku od zespołu, co pozwoli na wprowadzenie ewentualnych poprawek i usprawnień.
Jakie są różnice między Scrum a Kanban w kontekście narzędzi Atlassian?
Scrum to jedna z najpopularniejszych metodologii w projektach Agile, a Jira jest doskonałym narzędziem do jej wdrażania. Zalety używania Scrum w Jira obejmują możliwość śledzenia postępów zespołu za pomocą tablicy Scrum, co pozwala na lepsze zarządzanie zadaniami. Dodatkowo, Jira umożliwia łatwe planowanie sprintów oraz retrospektyw, co sprzyja ciągłemu doskonaleniu procesów. Użytkownicy mogą korzystać z funkcji raportowania, aby analizować wyniki sprintów i identyfikować obszary do poprawy. Współpraca w zespole staje się bardziej zorganizowana, co pozwala na lepsze osiąganie celów projektowych.
Jak wdrożyć Kanban w Confluence i Jira?
Wdrożenie Kanban w Confluence i Jira wymaga zrozumienia zasad tej metodologii. Kluczowe jest stworzenie tablicy Kanban, która wizualizuje procesy i pozwala na monitorowanie postępów. W Jira można łatwo skonfigurować tablicę Kanban, dostosowując karty do specyficznych etapów workflow. Confluence z kolei może być używane do dokumentowania zasad Kanban oraz do tworzenia przestrzeni roboczych dla zespołu. Warto również wprowadzić regularne przeglądy, które pomogą w identyfikacji zatorów i usprawnieniu procesów. Integracja obu narzędzi pozwala na zbudowanie kompleksowego systemu zarządzania projektami, który sprzyja efektywnej współpracy.
Jakie są kluczowe różnice w zarządzaniu zadaniami między Scrum a Kanban?
Kluczowe różnice w zarządzaniu zadaniami między Scrum a Kanban dotyczą podejścia do planowania i realizacji zadań. Scrum opiera się na cyklach czasowych, zwanych sprintami, w których zespół planuje zadania na określony czas. W Kanban, z kolei, nie ma ustalonych cykli, a zespół koncentruje się na ciągłym dostosowywaniu i realizacji zadań w miarę ich pojawiania się. Jira, jako narzędzie do zarządzania projektami, wspiera oba podejścia, umożliwiając elastyczne dostosowanie workflow do potrzeb zespołu. Zrozumienie tych różnic pozwala na lepsze dobranie metodologii do specyfiki projektów oraz preferencji zespołu.
Obchodzony 2 lutego Dzień Pozytywnego Myślenia to dobra okazja, aby przypomnieć sobie o tym, jaką siłę mają nasze myśli. Jednak czy rzeczywiście wystarczy myśleć pozytywnie, aby osiągnąć zamierzone cele? Czy ignorowanie negatywnych emocji i uczuć sprawi, że będziemy szczęśliwi? Wokół pozytywnego myślenia narosło wiele przekonań, nie zawsze zgodnych z prawdą. Co jest faktem, a co mitem wyjaśnia Sławomir Prusakowski, psycholog z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.
Dzień Pozytywnego Myślenia zachęca nas do refleksji nad sposobem, w jaki patrzymy na świat. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ to myśli kształtują nasze postawy i decyzje. Wprowadzenie pozytywnych nawyków myślowych może zatem pomóc dostrzec w życiu więcej szans zamiast przeszkód, przy czym wcale nie zakłada patrzenia na świat przez różowe okulary.
Pozytywne myślenie to umiejętność polegająca na zauważaniu w różnych sytuacjach pozytywnych stron. Nie znaczy to, że dla osób myślących pozytywnie wszystko ma tylko dobre strony. Natomiast korzystając z takiej umiejętności, widzimy również to, co czasem trudno dostrzec, a co daje nam możliwość budowania nadziei i skłania do aktywnego działania. – Sławomir Prusakowski, psycholog z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.
Takie podejście może być motorem napędowym, który pozwala skuteczniej radzić sobie z problemami i wzmacnia odporność psychiczną. Jednak nie każdy potrafi dostrzec szklankę do połowy pełną. Czy zatem osoba, która postrzega świat w ciemnych barwach, jest w stanie zmienić swoje nastawienie?
FAKT Pozytywne myślenie to wybór
Niektórzy ludzie wzrastają z naturalną skłonnością do optymizmu, jednak pozytywne myślenie to umiejętność, którą można wypracować. Oznacza to, że każda osoba może świadomie zmieniać swoje myśli, postawy i podejście do różnych sytuacji w życiu, koncentrując się na pozytywnych aspektach rzeczywistości.
MIT Pozytywne myślenie to afirmacje
Wiele osób błędnie zakłada, że pozytywne myślenie to optymistyczne afirmacje i natchnione cytaty. Samo czytanie motywacyjnych sentencji jednak nie wystarczy. Co więcej, efekt może być wręcz odwrotny.
Zdaniem Sławomira Prusakowskiego, afirmacje pozytywne mają sens tylko wtedy, gdy nie zaprzeczają rzeczywistości. – Jeśli jestem łysy (i uważam, że to czyni mnie nieatrakcyjnym), to nawet najczęściej powtarzana afirmacja „mam bujną fryzurę” nie spowoduje, że włosy wyrosną, co z czasem może powodować frustrację. Dobra afirmacja to taka, w której zauważam pozytywne strony życia, na przykład: „jestem łysy, ale mam świetne poczucie humoru i dlatego dla niektórych będę atrakcyjny” – zauważa psycholog.
Pozytywne myślenie to proces, który wymaga czasu i wysiłku. Kluczem jest zmiana sposobu myślenia – przejście od automatycznego koncentrowania się na problemach do świadomego dostrzegania pozytywnych aspektów rzeczywistości. Dla niektórych to zadanie może okazać się naprawdę trudne, ponieważ stary nawyk skupiania się na tym, co może się nie udać, będzie zbyt silny i trudny do przełamania. Jak skutecznie rozwijać tę umiejętność?
Psycholog z Uniwersytetu SWPS podpowiada, że jednym ze skutecznych sposobów jest refleksja nad doświadczeniami.
Bardzo pomaga przyglądanie się światu. W wielu filmach czy książkach dzieje się tak, że kogoś spotyka coś złego, a potem sytuacja obraca się na korzyść bohatera. Warto na podstawie takich historii wypisywać na papierze, jakie mogą być pozytywne konsekwencje trudnych doświadczeń, np.: „rzucił mnie chłopak – teraz mi trudno, ale dzięki temu otwiera się przestrzeń na pojawienie się kogoś nowego w moim życiu”, albo „złamałem rękę i dzięki temu mogę zatrzymać się i zastanowić nad tym, co jest ważne w moim życiu i coś zmienić” – tłumaczy Sławomir Prusakowski.
FAKT Pozytywne myślenie sprzyja zdrowiu fizycznemu i psychicznemu
Badania potwierdzają, że osoby myślące pozytywnie lepiej radzą sobie ze stresem i dzięki temu cieszą się lepszym samopoczuciem1 . Co więcej, wiele wskazuje na to, że optymiści cieszą się znacznie lepszym zdrowiem układu sercowo-naczyniowego2 .
Ciekawą metodą wspierającą proces leczenia za pomocą napływu pozytywnych emocji jest śmiechoterapia.
Śmiech podnosi nastrój i uwalnia endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia. Działają one nie tylko przeciwbólowo, ale też wprowadzają nas w stan euforii. Śmiech dodaje nam także energii i wspiera odchudzanie. Okazuje się, że przez 15 minut śmiechu spalamy taką ilość kalorii, jak podczas 10 minut wiosłowania – mówi Sławomir Prusakowski.
MIT Bądź dobrej myśli, a wszystko się ułoży
To jeden z najczęściej powtarzanych mitów, który może prowadzić do rozczarowania. Nie osiągniemy sukcesu zawodowego ani nie pokonamy choroby tylko dzięki dobrym myślom.
Pozytywne myślenie może natomiast pomóc nam inaczej spojrzeć na trudności, osiągnąć założone cele i odnaleźć szczęście. W jaki sposób? Jak twierdzi Sławomir Prusakowski – dzięki wytrwałości.
Pesymista szybciej się podda, a przecież często szczęście czy też inny cel jest dopiero za czternastym zakrętem. Jeśli odpuszczę przy dziesiątym, to tego szczęścia nie odnajdę. Często osoby, które osiągnęły biznesowy sukces, na początku kilka razy mierzyły się z porażką. To, co dało im sukces, to właśnie wytrwałość – mówi psycholog.
FAKT Pozytywne myślenie wspiera rozwój umiejętności społecznych
Ludzie, którzy myślą pozytywnie, są często bardziej otwarci i aktywni towarzysko. Dzięki temu łatwiej nawiązują i utrzymują relacje, co dodatkowo wpływa na ich zadowolenie z życia.
MIT Pozytywne myślenie to ignorowanie problemów i negatywnych emocji
Wypieranie trudnych uczuć może być szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego. Pozytywne myślenie to akceptacja rzeczywistości – także tej trudnej – i skupieniu się na rozwiązaniach.
Pozytywne myślenie nie polega na zaprzeczaniu rzeczywistości, lecz na dostrzeganiu dobrych stron zarówno w korzystnych, jak i trudnych sytuacjach. Skupianie się na fantazjach zamiast na pozytywnych aspektach rzeczywistości to nie optymizm, lecz oszukiwanie samego siebie – podsumowuje Sławomir Prusakowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS.
Pozytywne myślenie to umiejętność, która wymaga uwagi i treningu – nie tylko 2 lutego, ale przez cały rok. Wypracowanie nawyku dostrzegania dobrych stron w różnych sytuacjach z pewnością korzystnie wpłynie na nasze samopoczucie i inne aspekty naszego życia.
1Lewina O Lee, Francine Grodstein, Claudia Trudel-Fitzgerald, Peter James, Sakurako S Okuzono, Hayami K Koga, Joel Schwartz, Avron Spiro, Daniel K Mroczek, Laura D Kubzansky, Optimism, Daily Stressors, and Emotional Well-Being Over Two Decades in a Cohort of Aging Men, The Journals of Gerontology: Series B, Volume 77, Issue 8, August 2022, Pages 1373–1383; https://doi.org/10.1093/geronb/gbac025
2Hernandez R, Kershaw KN, Siddique J, Boehm JK, Kubzansky LD, Diez-Roux A, Ning H, Lloyd-Jones DM. Optimism and Cardiovascular Health: Multi-Ethnic Study of Atherosclerosis (MESA). Health Behav Policy Rev. 2015 Jan;2(1):62-73. doi: 10.14485/HBPR.2.1.6. PMID: 26213688; PMCID: PMC4509598
Przez 30 dni cena złota zmieniła się o 200 USD. Opłacalność inwestowania w złoto w złotych jednak osłabła z powodu wzmocnienia polskiej waluty.
W ciągu miesiąca cena złota na kontraktach terminowych osiągnęła minimum wynoszące 2 609 USD, przy maksimum 2 805 USD. Dla okresu trzech miesięcy minimum wynosiło 2 453 USD, a maksimum 2 805 USD.
Podwyższona zmienność dotyczy więc zwłaszcza stycznia. Od kalendarzowego początku roku złoto podrożało na kontraktach o 6%.
– Na rynku złota mieliśmy duże ruchy związane z oczekiwaniami na początek prezydentury D.Trumpa, a przejawem niepewności rynkowej było także wzmocnienie dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Niepewność nadal jest duża i cena złota utrzymuje się blisko historycznego rekordu, jednak na rynku spot cena nie przekroczyła 2 800 USD. Natomiast na kontraktach terminowych rekord został przebity.
Panuje duża niepewność dotycząca tego, co pokaże amerykański dolar i jakie będą rentowności obligacji, a związane jest to z podejmowanymi bądź zapowiadanymi decyzjami D.Trumpa.
Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian, zgodnie z rynkowym konsensusem, a na powrót obniżek można liczyć dopiero w drugiej połowie 2025 r. Inwestorzy z niecierpliwością czekają na ustosunkowanie się prezesa Rezerwy Federalnej Jerome Powella do potencjalnego ryzyka inflacyjnego związanego z wprowadzonymi cłami na Kanadę i Meksyk. Jednak członkowie Fed zasygnalizowali powściągliwość w komentowaniu planów administracji Trumpa, zwłaszcza dopóki pozostają one jedynie planami.
– Rynek wycenia już mniej niż dwie obniżki stóp procentowych w tym roku, pierwszą dopiero w połowie roku, bo inflacja staje się jeszcze bardziej niepewna ze względu na politykę Trumpa – dodaje ekspert XTB. – Podwyższona rynkowa niepewność dotyczy także cen ropy naftowej, które ostatnio spadały.
Analitycy Goldman Sachs oceniają, że przy tak wysokiej niepewności ceny złota mogą w tym roku osiągnąć poziom 3 tys. USD. Skoro w 2024 r. złoto podrożało o 800 dolarów, to wzrost o kolejnych 200 może wydawać się niezbyt duży, a premia za ryzyko może się nawet zwiększyć.
– Scenariusz bazowy jest dla mnie taki, że w najbliższym czasie zobaczymy nowe rekordy na złocie – podsumowuje M.Stajniak.
A opłacalność inwestowania w złoto przez polskich inwestorów? Złoto w ujęciu złotego jest dość wysoko, ale poniżej historycznego szczytu. Znajdujemy się blisko 11 tys. zł za uncję. Stopa zwrotu z inwestycji w złoto w złotych jest niższa niż dla inwestorów płacących w dolarach, a to dlatego, że umocniła się w styczniu polska waluta. Szanse na obniżki stóp procentowych przez RPP oddalają się w czasie, stąd siła złotego. Para USD/PLN „zakręciła się” w okolicach 4 zł.
Czwartek był dobrym dniem dla polskiej gospodarki. Czwartek to również dzień kolejnej obniżki stóp procentowych w strefie euro. W tle dane ze Stanów. Gospodarka rozwija się wolniej, ale za to rynek pracy pokazał dobre dane.
PKB Polski
Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Polsce. Wstępny szacunek mówi o 2,9%. To o 0,1% więcej niż oczekiwano. To 0,1% powoduje również, że w ciągu ostatniej dekady były 3 lata ze słabszym wzrostem gospodarczym niż zeszły rok. Warto zauważyć, że to i tak znaczna poprawa względem 2023 roku, który zakończył się bardzo symbolicznym wzrostem. W tamtym roku nasza gospodarka wzrosła o zaledwie 0,2%. Polski złoty przyjął te dane dość neutralnie. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy blisko wieloletnich minimów na kursie euro do złotego. W rezultacie dane, które utrzymują walutę na tym poziomie, to już jest sukces. Nie były jednak aż tak dobre, by pogłębiać rekordy.
EBC obniża stopy procentowe
Zgodnie z oczekiwaniami specjalistów doszło wczoraj do obniżek stóp procentowych w strefie euro. Główna stopa procentowa została obniżona z 3,15% na 2,9%. W rezultacie rośnie rozpiętość pomiędzy stopami procentowymi w strefie euro, a za oceanem. W USA główna stopa procentowa to obecnie 4,25-4,5%, gdyż zapisuje się ją tam przedziałem. Mamy już zatem około 1,5% różnicy. Tak duża rozbieżność na niekorzyść Europy powoduje, że kapitał szukając lepszych stóp zwrotu płynie za ocean. Z drugiej strony Europa korzysta na spadku kursu walutowego poprzez większą opłacalność dla lokalnego eksportu oraz niższe koszty finansowania związane z tańszym kredytem. Wraz z obniżką widzieliśmy również umacnianie się dolara względem euro.
Dane z USA
Amerykanie pokazali wczoraj słabsze od oczekiwań dane na temat wstępnego odczytu wzrostu PKB za czwarty kwartał. Z drugiej strony liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła zaledwie 207 tysięcy. Inwestorzy mieli zatem pewną zagadkę do rozwiązania. Skoro gospodarka ma się gorzej, a rynek pracy jednak lepiej to jak reagować. Wybrali zgodnie z decyzją EBC i rynkiem pracy. Mieliśmy zatem kolejne zejście poniżej poziomu 1,04 na parze euro do dolara.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – Raport na temat wydatków Amerykanów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Donald Trump ma kilka powodów, żeby nakładać cła na poszczególne kraje. Mają one na celu walkę z nieuczciwymi praktykami handlowymi. Są także źródłem dochodów, mają pomóc w finansowaniu planowanych obniżek podatków. Po trzecie stanowią narzędzie polityczne, które służy do wywierania presji na inne państwa w jakichkolwiek negocjacjach czy sporach.
W pierwszych dniach drugiej kadencji Republikanin głównie korzystał z tej ostatniej funkcji. Skupił swoją uwagę na zwalczaniu nielegalnej emigracji do USA. W ten sposób chciał zrealizować kwestię istotną dla dużej części jego elektoratu.
W poprzedni weekend Trump zagroził Kolumbii cłami w wysokości 25 proc. po tym jak rząd tego kraju odmówił zgody na lądowanie deportacyjnych lotów z USA. Narzędzie okazało się skuteczne. Stany Zjednoczone są kluczowym rynkiem eksportowym dla Kolumbii, co tłumaczy dlaczego tak szybko kraj ten przystał na warunki Donalda Trumpa.
Aktualne doniesienia prasowe wskazują, że przywódca Stanów Zjednoczonych może podjąć działania przeciwko Kanadzie i Meksykowi. W tym wypadku chodziłoby o „karanie” tych państwa z powodu tego, że nie robią one wystarczająco dużo, żeby powstrzymać napływ imigrantów oraz narkotyków (fentanyl). Groźba została także skierowana w stronę Chin (10 proc. cła), które uczestniczą w produkcji tej nielegalnej substancji.
Ten pierwszy etap niebawem minie i Trump skoncentruje się prawdopodobnie na walce z deficytem handlowym. Już zdążył zlecić odpowiednim urzędom przygotowanie raportów do 1 kwietnia dotyczących nieuczciwych praktyk handlowych innych krajów, dyskryminujących podatków zagranicznych, manipulacji walutowej czy praktyk związanych z transferem technologii. Po ich otrzymaniu prawdopodobnie podejmie odpowiednie działania.
To że Trumpa w pierwszych dniach nie wprowadził dodatkowych taryf na Chiny nie oznacza, że tego nie zrobi. Do tej pory już wdrożono projekt ustawy wycofujący status Państwa Środka jako „Stałego Normalnego Partnera Handlowego”. Nowa regulacja przewiduje 100 proc. cło na chińskie produkty strategiczne oraz minimum 35 proc. na resztę importu. Istotne jest to, że twarde stanowisko wobec Chin popierają zarówno Republikanie jak i Demokraci.
Do tej pory Trump niewiele zapowiedział zmiana w relacjach handlowych na linii USA-Europa. Jednak wiadomo jest to, że Niemcy oraz tamtejszy przemysł motoryzacyjny znajdują się na celowniku nowego prezydenta. Przyznał w Davos, że Unia traktuje Stany Zjednoczone bardzo niesprawiedliwie, cokolwiek to miałoby znaczyć. W tym momencie Europa nakłada 10 proc. cła na auta z USA, natomiast działania w przeciwną stronę są obarczone jedynie 2,5 proc. taryfami. Żeby poprawić stosunki Europa mogłaby zredukować swoją stawkę ale dodatkowo zwiększyć zakupy sprzętu wojskowego oraz skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych.
Wracając do twardych danych makro, które są zaplanowane na kolejny tydzień, na pierwszy plan wysuwa się miesięczny raport z rynku pracy USA, który w ostatnim czasie pokazał siłę. Z wydarzeń krajowych kluczowa będzie decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. Nie powinniśmy jednak otrzymać zmiany w parametrach polityki monetarnej.
W 2023 roku na rynku technologii sztucznej inteligencji pojawił się gracz, który w błyskawicznym tempie zdobył uznanie. Chiński DeepSeek zaskoczył branżę zarówno swoją wydajnością, jak i innowacyjnym podejściem do AI. Firma szybko przekształciła się w alternatywę dla zachodnich gigantów takich jak OpenAI, oferując rozwiązanie, które nie tylko dorównuje najlepszym w branży, ale także wyróżnia się otwartością i niskimi kosztami. Eksperci cyberbezpieczeństwa mają jednak obawy związane z przetwarzaniem naszych danych.
Dynamiczny rozwój platformy jest widoczny – jej aplikacja mobilna osiągnęła szczyt listy App Store w ciągu 48 godzin od premiery, co świadczy o bezprecedensowej skali przyjęcia przez użytkowników. Choć otwartoźródłowy model DeepSeek stanowi przełom w ekonomicznym wdrażaniu AI, aplikacja wprowadza istotne wyzwania w zakresie prywatności i bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw.
Jednym z najbardziej niepokojących aspektów działalności DeepSeek jest sposób, w jaki platforma zbiera i przechowuje dane użytkowników. Zgodnie z polityką prywatności firmy, wszystkie interakcje użytkowników – w tym podpowiedzi, przesyłane pliki, historie czatów, dane głosowe, obrazy, a nawet wzorce naciskania klawiszy – są przesyłane na zewnętrzne serwery i przechowywane przez DeepSeek. Co więcej, firma zastrzega sobie prawo do przeglądania wszelkich treści przesyłanych przez użytkowników. Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce, podkreśla, że takie praktyki mogą stanowić poważne zagrożenie dla prywatności użytkowników. – Zbieranie danych przez DeepSeek wykracza daleko poza standardowe informacje o użytkowaniu, które są zazwyczaj zbierane przez inne platformy. To, co martwi, to brak precyzyjnych mechanizmów ochrony danych osobowych, co może prowadzić do poważnych naruszeń prywatności – zauważa Głażewski.
Takie działanie może stanowić poważne zagrożenie, zwłaszcza w przypadku organizacji, które muszą przestrzegać rygorystycznych regulacji dotyczących ochrony danych osobowych, takich jak RODO (GDPR), HIPAA czy CCPA. Naruszenie przepisów ochrony danych może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych i reputacyjnych, co może odbić się na firmach, które korzystają z rozwiązań takich jak DeepSeek, nie posiadając pełnej kontroli nad tym, jakie dane są zbierane i jak są wykorzystywane.
Równie niepokojąca jest kwestia cenzury i kontroli treści w DeepSeek. Zgodnie z obserwacjami ekspertów, platforma ta nie tylko gromadzi ogromne ilości danych, ale również wprowadza ograniczenia dotyczące treści. Takie działania budzą szersze obawy związane z etyką zarządzania platformą i jej potencjalnym wpływem na wolność słowa i działalność biznesową.
– Powinniśmy być zaniepokojeni. Wielokrotnie widzieliśmy, jak Pekin wykorzystuje swoją dominację technologiczną do nadzoru, kontroli i przymusu, zarówno wewnętrznie, jak i za granicą – stwierdza Ross Burley, współzałożyciel Centrum na rzecz Odporności Informacyjnej, którego cytuje the Guardian. Burley podkreśla, że jeśli DeepSeek nie zostanie odpowiednio kontrolowany, może to prowadzić do niebezpiecznych skutków, takich jak rozpowszechnianie dezinformacji, podważenie zaufania publicznego i utrwalanie autorytarnych narracji, które mogą zagrażać demokratycznym wartościom na całym świecie.
Eksperci wskazują, że bez odpowiednich systemów bezpieczeństwa, organizacje mogą narażać swoje wrażliwe dane na niebezpieczeństwo. DeepSeek, mimo że oferuje zaawansowane technologie, może stanowić poważne wyzwanie dla firm, które muszą dbać o bezpieczeństwo informacji oraz zgodność z przepisami prawnymi.
Niezmiennie rośnie suma zaległości przedsiębiorstw z sektora TSL. Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie kredytowej BIK, na koniec listopada 2024 roku przekroczyła ona 3,3 mld zł. To o ponad 400 mln zł (15,3 proc.) więcej, niż w tym samym okresie 2023 r., co oznacza, że dynamika zaległego zadłużenia jest większa niż w trakcie pandemii, gdzie roczny wzrost notowano na poziomie ok. 200 mln zł. Koszty operacyjne przedsiębiorstw nie chcą tymczasem spadać, a branża musi mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, także o charakterze geopolitycznym czy regulacyjnym.
Przyjmując średni koszt ciągnika siodłowego jako 300 tys. zł można oszacować, że za kwotę przeterminowanego zadłużenia branży TSL, cała jej flota mogłaby się powiększyć o ponad 11 tys. pojazdów. Obrazuje to, jak bardzo problemy finansowe branży ograniczają jej możliwości rozwoju i pełnego wykorzystania potencjału. Jest to odczuwalne nie tylko dla przedsiębiorstw działających w tym sektorze, ale także dla całej polskiej gospodarki. Branża TSL generuje bowiem około 7 proc. PKB i odpowiada za 6,5 proc. zatrudnienia w kraju, a jej kondycja rezonuje na szereg innych sektorów gospodarki.
Rekordowy wzrost zaległości w sektorze TSL
Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, niespłacane w terminie długi w branży transportowo-spedycyjno-logistycznej (TSL) stale rosną. W ciągu ostatnich dwóch lat kwota nieopłaconych w terminie świadczeń na rzecz banków czy kontrahentów zwiększyła się o ponad 730 mln zł, z czego aż 440 mln zł przypadło na ostatnie 12 miesięcy. To więcej niż w latach 2020–2022, kiedy branża zmagała się z konsekwencjami pandemii COVID-19, a trend wzrostowy przeterminowanego zadłużenia szacowano w tym czasie na 414 milionów złotych.
Wraz ze wzrostem przeterminowanego zadłużenia zmieniała się także liczba firm, mających problemy z regulowaniem swoich zobowiązań. – Choć między 2022 a 2023 rokiem odnotowano spadek liczby takich nierzetelnych podmiotów o około 1800, to w ciągu ostatniego roku ich liczba ponownie wzrosła i to niemalże trzykrotnie, bo o 5229 . W listopadzie 2024 roku wynosiła ona 39 420 przedsiębiorstw, co oznacza wyraźny wzrost w porównaniu z chwilową poprawą sprzed roku. Niepokojący jest także rosnący odsetek firm z niespłaconymi zobowiązaniami w stosunku do liczby wszystkich przedsiębiorstw działających w sektorze. Obecnie jest to 9 proc., co oznacza, że niemal co dziesiąta firma zmaga się z poważnymi problemami finansowymi, a to podnosi ryzyko współpracy z tymi podmiotami – informuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.
Brak chwili wytchnienia, branża przygląda się każdej złotówce
Od 2020 roku branża TSL nieustannie zmaga się z kolejnymi wyzwaniami, które wciąż się mnożą i zmieniają swój charakter. Czynnikiem, który zredefiniował funkcjonowanie całego sektora była pandemia COVID-19. Jej cień jest ciągle widoczny i nadal przekłada się na funkcjonowaniu branży. W kolejnych latach pojawił się dodatkowo szereg problemów ze względu na zawirowania geopolityczne. Przełomowy zanosi się obecny rok, kiedy to firmy TSL będą musiały sprostać już nie tylko dynamicznym zmianom na rynku, ale również nowym technologiom i regulacjom. To z kolei oznacza inwestycje i dokładne przyglądanie się każdej wydawanej złotówce. Dodatkowo upłynie również pod znakiem dalszego wzrostu opłat drogowych, zapowiadanych przez kolejne kraje.
– Polska branża TSL odczuwa obecnie duży spadek popytu na usługi transportowe w wyniku recesji w głównych gospodarkach UE. Niemiecka gospodarka po spadku o 0,3 proc. w 2023 r. odnotowała również spadek w 2024 r. o 0,2 proc. Jest to więc już drugi rok z rzędu, gdy odnotowano spadek, który rzutuje na funkcjonowanie gospodarek innych krajów. Wynika to z faktu dużych powiązań kooperacyjnych, w których polskie przedsiębiorstwa są podwykonawcami dla niemieckich czy francuskich firm. Obrazuje to również najnowszy odczyt PMI dla polskiego przemysłu, który za grudzień 2024 r. wyniósł 48,2 – mówi dr hab.Waldemar Rogowski, prof. SGH, główny analityk BIG InfoMonitor.
Sytuację dodatkowo komplikuje wzrost kosztów operacyjnych w transporcie, spowodowany przede wszystkim rosnącymi cenami paliw oraz kosztów wynagrodzeń. Dostosowywanie się do zmian ustawowych takich jak „Europejski Zielony Ład” i pakiet mobilności dodatkowo obciążają portfele wielu firm. Branża boryka się również z niedoborem wykwalifikowanych kierowców. Jak wynika z danych „Barometru zawodów”, zawód kierowcy samochodów ciężarowych od lat znajduje się na liście deficytowych. Obecnie zapotrzebowanie na kierowców w tej branży szacuje się na około 100 tysięcy osób.
– Wszystko to powoduje problemy z zyskownością działalności, a coraz częściej również z płynnością finansową, średnia kwota zaległego zobowiązania przypadająca na jedną firmę z tego sektora zbliża się już do 85 tys. zł, to o ponad 10 tys. zł więcej niż jeszcze rok wcześniej. W efekcie branża może mieć coraz większe trudności z utrzymaniem wypłacalności, co może wpłynąć na jej zdolność do inwestycji i adaptacji do nowych trendów – dodajePaweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.
Kierunki rozwoju sektora TSL
Pomimo aktualnego stanu branży istnieją przesłanki dające nadzieję na poprawę sytuacji. Firmy coraz chętniej inwestują w technologie cyfrowe i automatyzację, co pozwala na lepszą optymalizację procesów, zwiększenie efektywności, a tym samym poprawę zyskowności i rentowności. Dynamiczny rozwój sektora e-commerce również napędza zapotrzebowanie na usługi transportowe i logistyczne, stwarzając szansę na wzrost przychodów, szczególnie w zakresie logistyki ostatniej mili oraz magazynowania.
Jednocześnie coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na inwestycje w zieloną energię jako alternatywę dla rosnących cen energii elektrycznej. Jednak proces dekarbonizacji branży TSL pozostaje dużym wyzwaniem. Brak wsparcia ze strony państwa, zarówno w zakresie regulacji, jak i finansowania działań związanych z redukcją emisji, znacząco utrudnia wdrażanie rozwiązań ekologicznych. Koszty inwestycji w bardziej ekologiczne technologie są wysokie, przez co wiele firm, zwłaszcza mniejszych, nie jest w stanie ich przeprowadzić.
Najnowszy raport Barometr Metrohouse i Credipass przygotowywany przy współudziale portalu RynekPierwotny.pl przynosi zaskakujące dane dotyczące średnich poziomów cen w transakcjach w IV kw. 2024 r. Okazuje się, że w większości dużych miast nabywaliśmy mieszkania w niższych cenach niż w poprzednim okresie. Czy to początek trendu spadkowego?
Końcówka roku na rynku nieruchomości nie przyniosła znaczących zmian w porównaniu do sytuacji obserwowanej w ostatnich miesiącach. Nadal trwa wyczekiwanie na szereg czynników, które mogą ułatwić decyzję o wejściu na rynek strony popytowej. O ile nieśmiało pojawiają się pewne oznaki korekty średnich cen transakcyjnych, co może skłonić przynajmniej do większego zainteresowania zakupem, to nadal niewiadomą jest kształtowanie się w najbliższych miesiącach polityki monetarnej banku centralnego skutkującej ew. spadkami stóp procentowych, a co za tym idzie niższymi kosztami finansowania zakupu kredytem hipotecznym. – Jeszcze większa niepewność dotyczy możliwości wprowadzenia na rynek nowego programu dopłat do kredytów, ale wobec braku jakichkolwiek informacji umożliwiających ocenę skutków takiego programu, obecnie jesteśmy w stanie przewidzieć następstw rynkowych tego typu działań, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse, współautor raportu.
Dodatkowo ostatni kwartał 2024 roku to także dość duże wahania na rynku ofert kredytów hipotecznych. – Rozpoczynaliśmy kwartał z najlepszymi ofertami zaczynającymi się przy oprocentowaniu okresowo stałym na poziomie 6,6-6,7% przy 20% wkładzie własnym, kończąc kwartał z ofertami nawet o pół procenta wyższymi, mówi Andrzej Łukaszewski, Ekspert finansowy Credipass.
Co więcej można było zaobserwować coraz większą dysproporcję wyliczania zdolności w poszczególnych bankach. Dla identycznego gospodarstwa w dwóch skrajnych wyliczeniach bankowych ta różnica sięgała prawie 400 tys. zł. Tak odmienne wartości często mogły powodować rezygnację klientów z transakcji, jeśli na samym początku trafili do banku, gdzie najmniej korzystnie wyliczana jest zdolność kredytowa.
Aby sprzedać trzeba obniżyć cenę
Choć dane ekspertów portalu RynekPierwotny.pl nie wskazują, że oferta deweloperów ulega zauważalnym korektom i panuje tu względna stabilizacja cenowa, to już na rynku wtórnym IV kwartał pokazał pewną nerwowość sprzedających, którzy bezskutecznie poszukując nabywców na swoje mieszkania stali pod silną presją negocjacyjną. Tam, gdzie przed kwartałem pojawiły się wzrosty, ceny w transakcjach spadały. Jedynie w Łodzi widoczne były nieznaczne podwyżki. – W Warszawie różnica w cenie r/r jest nadal istotna i wynosi 22,7 proc., w Krakowie różnica ta wynosi 17,9 proc. W większości miast widoczny jest znaczny spadek ceny ofertowej mieszkania już na etapie ekspozycji na rynku. Aby sprzedać mieszkanie bardzo często potrzebna jest korekta wyjściowej ceny. Kupujący chcą negocjować dalej, o czym świadczą większe różnice pomiędzy ostatnią ceną ofertową a transakcyjną, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.
Indeks popytu będący częścią niniejszego raportu wskazuje na wzrost zainteresowania poszukiwaniem mieszkań w IV kw. 2024 r. Szczególnie aktywnym miesiącem był październik, kiedy odczyt przekroczył po raz pierwszy w tym roku 100 pkt. Nie oznacza to jednak, że na rynek powrócił optymizm. Być może powodem do wzmożonego zainteresowania rynkiem mieszkań był szeroki wybór oferty, zwiększone możliwości negocjacji lub oferty specjalne przygotowane przez deweloperów.
Różna sytuacja na rynku pierwotnym
Na początku poprzedniego kwartału pojawiały się prognozy sugerujące wyższe wyniki sprzedażowe deweloperów. Faktycznie, sprzedaż nowych mieszkań z sześciu największych miast wzrosła o 8% względem III kw. 2024 roku, przy czym słabszy grudzień zmniejszył wyraźnie skalę kwartalnego wzrostu. Okazuje się, że sytuacja z poszczególnych badanych miast była mocno zróżnicowana. Największe różnice dotyczyły Warszawy oraz Gdańska.
– Warto przypomnieć, że w III kw. 2024 r. wszystkie kwartalne zmiany cenowe były dodatnie i wynosiły od 0,7% (Kraków) do 4,6% (Wrocław). Ostatni kwartał 2024 r. przyniósł większe zróżnicowanie. Jest ono szczególnie widoczne w przypadku Warszawy oraz Gdańska. W stolicy od pewnego czasu widzimy rozbudowę oferty nowych mieszkań nieco tańszych od średniej. Z kolei gdańscy deweloperzy postanowili uzupełnić rynek o mieszkania z wysokiej półki cenowej. Efektem tej zmiany jest fakt, że Gdańsk pod względem cenowym praktycznie dogonił Kraków i zwiększył dystans np. względem Wrocławia i Poznania, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Najnowsze dane BIG DATA RynekPierwotny.pl dotyczące sześciu największych miast wskazują, że pod koniec minionego roku to wcale nie Warszawa była liderem pod względem udziału sprzedanych najdroższych lokali deweloperskich z ceną ponad 20 000 zł/mkw. Okazuje się, że stolicę wyprzedził Gdańsk, gdzie niemal co czwarte nowe mieszkanie znikające z oferty deweloperów miało w cenniku stawkę wyższą niż 20 000 zł/mkw. – Rodzi się pytanie, jak inwestorzy zareagują na sygnały rynkowe z Warszawy, Krakowa i Gdańska sugerujące wzrost zainteresowania droższymi nowymi mieszkaniami. Zwłaszcza w obliczu wiadomości z poprzednich tygodni, które wprowadziły większą niepewność np. w zakresie tegorocznych obniżek stóp procentowych NBP, dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl
Odbiurokratyzowanie procesu stanowienia dyrektyw, uczynienie ich przyjaznymi przedsiębiorcom, uwzględnienie sytuacji sektora MŚP, branie pod uwagę społecznych skutków Zielonego Ładu, niesprowadzanie transformacji tylko do samej energetyki, szybszy rozwój energetyki jądrowej. Takie m.in. wnioski płyną z debaty pt. „ESG, Zielony Ład a konkurencyjność gospodarki UE – czy transformacja społeczna jest możliwa bez strat gospodarczych? Czy konieczna jest analiza dyrektyw i terminów?”, która otworzyła IV Kongres ESG – Liderzy Zrównoważonego Rozwoju – Europa, który odbył się 29 stycznia 2025 r. w Warszawie.
Czy czeka nas poważna korekta Europejskiego Zielonego Ładu? „Gospodarka Unii Europejskiej nie tylko przestaje być konkurencyjna wobec potęg Stanów Zjednoczonych i Chin, ale jeżeli nie znajdzie 800 mld euro rocznie, czeka ją powolna agonia” – alarmuje w swym raporcie Mario Draghi. Uczestnicy debaty w niektórych aspektach różnili się i ostro polemizowali ze sobą w określaniu zarówno przyczyn obniżania konkurencyjności, jak i znajdywania recept na jej wzmocnienie. Jednak z gorącej dyskusji można wyłonić wspólne mianowniki.
W debacie wzięli udział:
Monika Kulik, Członkini Zarządu, Forum Odpowiedzialnego Biznesu
Maciej Marcinkowski, Dyrektor ds. Inwestycji, Lidl Polska
Miłosz Motyka, Podsekretarz stanu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska
Sebastian Stodolak, Wiceprezes, Warsaw Enterprise Institute
Fabrizio Zucca, Ekspert od zielonej pomocy, CINEA (Europejska Agencja Wykonawcza ds. Klimatu, Infrastruktury i Środowiska), Uniwersytet Bocconi, Włochy
Moderatorem debaty był Karol Tokarczyk, Analityk gospodarczy, Polityka Insight.
Fabrizio Zucca zwrócił uwagę, że w ostatnim roku widać zmianę podejścia wielu państw członkowskich do polityki dotyczącej regulacji ESG. Jego zdaniem, nie mamy tu do czynienia z idealną zmianą, ponieważ głównym winowajcą jawi się sam Zielony Ład i chęć ograniczenia albo eliminacji pewnych rozporządzeń czy prawodawstwa.
– Myślę, że nie jest to dobre podejście. W przypadku problemu konkurencji, z jakim zmaga się Unia Europejska, głównym winnym zdaje się być Zielony Ład, tymczasem w istocie chodzi o brak innowacji, zbyt niską wydajność pracy i produktywności oraz braku pewnych zdolności do konkurowania na świecie. To są prawdziwe powody, które nie mają nic wspólnego z Zielonym Ładem. Takie nowe podejście doprowadzi nas do zwiększania konkurencyjnej luki, a nie jej zmniejszania. Obecne regulacje są logiczne, więc nie powinny się tak mocno zmieniać. Przy czym wszyscy rozmawiają o kosztach. A nikt nie mówi o koszcie niepodejmowania działań określonych w Zielonym Ładzie – podkreślał Fabrizio Zucca, Ekspert CINEA.
Ekspert zwrócił uwagę na skutki osłabienia Zielonego Ładu. – To jest ślepa uliczka, bo środowisko wystawi nam rachunek. Mieliśmy powodzie w Polsce czy we Włoszech. A że we Włoszech takie zdarzenia są często, więc firmy muszą same wykupywać ubezpieczenia. Ale co się stanie, jeśli te zdarzenia będą zbyt dużym obciążeniem dla samych ubezpieczycieli? W Kalifornii ubezpieczyciele odmawiają ubezpieczania od pożarów, bo ryzyko jest za duże. Jesteśmy więc w takim momencie, że jeśli nie podejmiemy działań, to konsekwencje dotkną nas boleśnie w przyszłości, w ciągu najbliższych 5-10 lat – alarmował. Jak podkreślił, problem skutków zmian klimatycznych dotyka wszystkich więc wymaga globalnych systemowych rozwiązań.
W opinii Sebastiana Stodolaka Zielony Ład jest emanacją filozofii, która zakłada, że za pomocą odgórnych regulacji można sterować gospodarką, podczas gdy w zdrowej gospodarce transformacja zachodzi nieustannie w wyniku oddolnych procesów. – W zeszłym roku wydawało się, że jeśli istnieje jakiś polityczny dogmat, to jest nim Zielony Ład. Dziś nasz premier, który jest postacią wpływową, liczącą się w Unii, z otwartą przyłbicą nawołuje do rewizji założeń Zielonego Ładu w tym planowanych polityki ETS 2. Zresztą nawet w partii pani komisarz Ursuli von der Leyen pojawiają się głosy nawołujące do rewizji założeń Zielonego Ładu – mówił wiceprezes Warsaw Enterprise Institute.
Jego zdaniem, większość państw, które podpisały porozumienie paryskie nie spełnia od przyjętych tam dobrowolnie założeń redukcji emisji. Istotne jest prowadzenie przemyślanych polityk miejskich, w tym nie pozwalać osiedlać się na terenach zagrożonych pożarami, jak to miało miejsce w Kalifornii. Istotne jest stworzenie dla firm takiego otoczenia biznesowego, które pozwoli inwestować w nowe technologie, czemu na przeszkodzie stają czasem unijne dyrektywy. Inwestować niekoniecznie z myślą o zwalczaniu zmian klimatu, tylko z myślą o modernizacji zakładu pracy. Proces zmian powinien być naturalny i oparty o wiedzę ekonomistów. – Jeżeli chcemy przeciwdziałać zmianom klimatu, to nie możemy kształtować polityk klimatycznych w oparciu o porady znachorów – ocenił Sebastian Stodolak.
Miłosz Motyka, wiceminister klimatu i środowiska, stwierdził, że podejście do polityki klimatycznej uległo zmianie, co jest dobrą wiadomością dla Polski. Jednocześnie zauważył, że w przeszłości kraj mógł zostać lepiej przygotowany do wyzwań związanych ze zmianami społecznymi i energetycznymi. Podkreślił, że transformacja energetyczna to nie tylko kwestia gospodarcza, ale także zdrowie i środowisko – dwa często niedoceniane aspekty, które mają bezpośredni wpływ na długość i jakość życia obywateli. W jego ocenie brakuje dyskusji prowadzonej językiem korzyści oraz dialogu z firmami, który pozwoliłby wypracować najlepsze rozwiązania i zapewnić sprawiedliwy przebieg transformacji.
– Zielony Ład w dużej mierze okazał się ładem biurokratycznym. Jeśli rolnicy musieli czekać aż do szerokich protestów, by ich postulaty zostały zauważone, a europejska biurokracja nakładała na nich obowiązek raportowania choćby obornika – co nie miało realnego wpływu ani na ich działalność, ani na jakość środowiska – to jest to poważny problem – zauważył wiceminister.
Mówiąc o sporach wokół Mercosur, wiceminister Miłosz Motyka przypomniał, że europejskie rolnictwo jest wysoko wyspecjalizowane pod względem ochrony środowiska. Podkreślił, że nie można otwierać rynku dla gospodarek, które nie spełniają unijnych norm środowiskowych. Jako pozytywne zjawisko ocenił zmianę podejścia do energetyki jądrowej, od której Europa odeszła z powodów politycznych, a nie gospodarczych.
Zwrócił również uwagę na konieczność zmian w podejściu biurokratycznym oraz lepszego wyważenia interesów. – Jeśli ludzie stracą pracę i wyjdą na ulice, nie będzie komu realizować ambitnych celów klimatycznych. Albo my wprowadzimy te zmiany, albo zrobią to prawicowi populiści – ale w takiej Unii Europejskiej, której byśmy nie chcieli – przestrzegł wiceminister.
Monika Kulik wskazała, że Zielony Ład jest zbiurokratyzowany, co wpływa na jego postrzeganie przez firmy. – Wcześniej mówiliśmy o pewnej idei, zmianie modelu biznesowego, realizacji celów. Teraz mówimy o raportowaniu. Nikt w tej chwili nie myśli o strategicznym podejściu, zmianie modelu swojego biznesu, skupiamy się na wypełnianiu biurokratycznych wymogów, idąc według poszczególnych punktów wskazanych w dyrektywie CSRD. Natomiast zaczęła się dyskusja o potrzebie wprowadzenia pewnych uproszczeń. Jeszcze tydzień temu wzięliśmy udział w konsultacjach dotyczących tzw. Omnibusa – co zrobić, żeby wdrożenie dyrektywy w zakresie raportowania zrównoważonego rozwoju było bardziej przyjazne. Bo duże firmy sobie poradzą, ale co zrobić z mniejszymi, które za rok, za dwa lata będą musiały raportować. W tej chwili małe i średnie przedsiębiorstwa nie są w żaden sposób do tego przygotowane, a jednocześnie te wymogi są bardzo zbiurokratyzowane i wymagają olbrzymich zasobów finansowych oraz wiedzy, których w tych organizacjach nie ma. Stąd pomysł, aby przygotować pewne uproszczenia, regulacje sektorowe – mówiła ekspertka FOB.
Wskazała też, że największy wpływ regulacji jest widoczny w sektorze finansowym. Istotne są też problemy z wypełnianiem wymogów dotyczących łańcuchów wartości. Jej zdaniem, potrzebne są zachęty dla firm, pokazywanie im wymiernych zysków z realizacji działań klimatycznych, czyli należy bardziej „stosować bardziej zasadę marchewki niż kija”. – Podobnie jak dostosowanie przepisów do poszczególnych sektorów gospodarki. Nie da się odejść od Zielonego Ładu, tak jak nie da się odejść od zmian klimatycznych – stwierdziła Monika Kulik.
Zachęcony przez Karola Tokarczyka, dyrektor Maciej Marcinkowski opisał wpływ Zielonego Ładu na działalność konkretnej firmy – Lidl Polska. Od 2022 roku wszystkie sklepy oraz centra dystrybucji sieci w całości korzystają z zielonej energii. Aż 40% obiektów jest całkowicie uniezależnionych od gazu ziemnego. Firma wykorzystuje energię geotermalną nie tylko do ogrzewania, ale także do chłodzenia budynków. Wszystkie sklepy zostały wyposażone w system odzyskiwania ciepła odpadowego z instalacji chłodniczych, co dodatkowo wspiera ich ogrzewanie. Ponadto w ponad 300 placówkach zainstalowano panele fotowoltaiczne. W ostatnim czasie Lidl udostępnił ponad 200 stacji ładowania samochodów elektrycznych, a w bieżącym roku planuje uruchomienie kolejnych 600.
– Wszystkie te rozwiązania łączy jedno słowo: system. Działania podejmowane w zakresie ekologii to nie pojedyncze inicjatywy, lecz rozwiązania systemowe. Każdy nasz sklep i magazyn posiada teraz rozwiązania nieincydentalne. Czerpiemy z tego wielowymiarowe korzyści – od oczywistych, takich jak ochrona klimatu i obniżenie kosztów utrzymania obiektów, po mniej oczywiste, jak wzmocnienie wizerunku firmy w oczach klientów czy pozytywny wpływ na employer branding. Konsekwencja w realizacji tych działań nie tylko nie generuje strat gospodarczych w kontekście inwestycji ESG, ale pozwala nam także budować znaczącą przewagę konkurencyjną – mówił dyrektor Marcinkowski.
Jego zdaniem rozwój branży mógłby przyspieszyć poprzez uproszczenie przepisów, takich jak dyrektywa EPBD. Podkreślił, że lepszym rozwiązaniem byłaby inwestycja w mniejszą liczbę wydajnych stacji szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych, zamiast realizacji wymogu tworzenia wielu mniej efektywnychpunktów, jak przewiduje obecna propozycja prawna..
GŁÓWNE REKOMENDACJE LIDERÓW ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU – sesja „ESG, Zielony Ład a konkurencyjność gospodarki UE – czy transformacja społeczna jest możliwa bez strat gospodarczych? Czy konieczna jest analiza dyrektyw i terminów?”
Należy odbiurokratyzować proces stanowienia przepisów Zielonego Ładu i ESG
Konieczne jest uwzględnianie sytuacji sektora MŚP
Niezbędny jest dialog legislatorów z przedsiębiorcami
Trzeba kłaść większy nacisk na rozwój energetyki jądrowej
Nie wolno zapominać o społecznych skutkach transformacji
Samej transformacji nie można sprowadzać tylko do energetyki
Przepisy powinny być podzielone wedle uwarunkowań sektorowych
Wskazane jest prowadzenie rozsądnych polityk miejskich
Wobec firm lepiej stosować biznesowe zachęty niż odgórny przymus
Trzeba uwzględnić, że zaniechanie transformacji może być bardzo kosztowne
Zielona polityka będzie skuteczna w skali globalnej
Od sierpnia 2024 roku w Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać przepisy Rozporządzenia o sztucznej inteligencji (AI Act)[1]. Celem tego rozporządzenia jest uregulowanie rynku sztucznej inteligencji, aby zapewnić jej bezpieczny i etyczny rozwój, z poszanowaniem praw podstawowych.
Kluczowe informacje o AI Act:
Zakazane praktyki: Od 2 lutego 2025 roku zakazane będzie używanie i wprowadzanie do obrotu systemów AI, które spełniają kryteria zakazanych praktyk. Za naruszenie tego zakazu grożą wysokie kary pieniężne (do 35 mln euro lub 7% rocznego światowego obrotu).
Kryteria zakazu: Szczegółowe informacje na temat tego, jakie systemy AI zostaną uznane za zakazane, opublikuje Komisja Europejska. Jednak zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji „zanim jednak to nastąpi, konieczne jest podjęcie działań, które pozwolą przedsiębiorcom, urzędnikom czy obywatelom zrozumieć nowe przepisy oraz przygotować się na ich wejście w życie”.
Obowiązki dla wszystkich: Przepisy Aktu o AI dotyczą zarówno osób fizycznych, jak i prawnych, co oznacza, że będą musieli ich przestrzegać zarówno pracownicy sektora publicznego, obywatele, jak i przedsiębiorcy.
Co to oznacza dla odbiorców?
Przedsiębiorcy: Jeśli Twoja firma korzysta z systemów AI, musisz upewnić się, że nie naruszają one przepisów Aktu. W szczególności, należy unikać stosowania systemów AI, które wykorzystują zakazane praktyki.
Urzędnicy: W sektorze publicznym również należy zwrócić szczególną uwagę na stosowanie systemów AI, aby zapewnić ich zgodność z Aktem.
Obywatele: Warto być świadomym, jakie systemy AI mogą być niebezpieczne lub naruszać prawa podstawowe.
Zakazane praktyki w obszarze użycia systemów AI zostały wymienione w art. 5 Aktu i zalicza się do nich:
Techniki podprogowe, manipulacyjne lub wprowadzające w błąd: Wykorzystywanie technik, które działają na podświadomość, manipulują lub wprowadzają w błąd, mogąc zniekształcać zachowanie osób, grup i prowadzić do szkód.
Wykorzystywanie słabości: Wykorzystywanie słabości fizycznej lub psychicznej osoby, grupy osób ze względu na ich wiek, niepełnosprawność lub szczególną sytuację społeczną lub ekonomiczną.
Klasyfikacja osób (scoring społeczny): Klasyfikowanie osób fizycznych na podstawie ich zachowań społecznych lub cech osobistych, jeśli prowadzi to do krzywdzącego lub niekorzystnego traktowania.
Oceny ryzyka popełnienia przestępstwa: Przeprowadzanie ocen ryzyka w odniesieniu do osób fizycznych, w celu przewidzenia ryzyka popełnienia przestępstwa, wyłącznie na podstawie profilowania osoby fizycznej lub oceny jej cech osobowości i cech charakterystycznych.
Rozpoznawanie twarzy: Tworzenie lub rozbudowywanie bazy danych służącej rozpoznawaniu twarzy poprzez nieukierunkowane pozyskiwanie wizerunków twarzy z Internetu lub nagrań z telewizji przemysłowej.
Wyciąganie wniosków na temat emocji: Wyciąganie wniosków na temat emocji osoby fizycznej w miejscu pracy lub instytucjach edukacyjnych, z wyjątkami dotyczącymi medycyny i bezpieczeństwa.
Kategoryzacja biometryczna: Kategoryzacja biometryczna osób fizycznych służąca wydedukowaniu lub wywnioskowaniu informacji na temat ich rasy, poglądów politycznych, przynależności do związków zawodowych, przekonań religijnych lub światopoglądowych, seksualności lub orientacji seksualnej.
Zdalna identyfikacja biometryczna w czasie rzeczywistym: Zdalna identyfikacja biometryczna w czasie rzeczywistym w przestrzeni publicznej do celów ścigania przestępstw, z wyjątkami dotyczącymi sytuacji, w których jest to bezwzględnie konieczne i spełnione są określone warunki.
Wejście w życie Aktu o AI ma to być ważny krok w kierunku uregulowania rynku sztucznej inteligencji, ale czy na pewno?
Dr n. pr. Marek Woch, Ekspert Centrum Legislacji Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiebiorcy.pl
[1] Pełna nazwa aktu prawnego to: ROZPORZĄDZENIE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2024/1689 z dnia 13 czerwca 2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji).
Blisko 100 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS) przeznaczy Narodowe Centrum Badań i Rozwoju na podnoszenie kompetencji i kwalifikacji uczelnianej kadry prowadzącej zajęcia ze studentami. Nabór wniosków o dofinansowanie w konkursie „Doskonałość dydaktyczna” rozpocznie się już 5 lutego br.
„Doskonałość” to wielkie słowo. W odniesieniu do dydaktyki na uczelniach oznacza działania rozwijające kompetencje i kwalifikacje kadr w powiązaniu z usprawnianiem struktur, procesów i narzędzi. Wszystko to ma służyć zapewnieniu nowoczesnego, a przy tym ukierunkowanego na wyzwania gospodarcze kształcenia. Tak rozumiana doskonałość jest zarazem koniecznością – w sytuacji gdy studenci, których oczekiwania rosną, mają do wyboru setki uczelni w kraju i za granicą, a biznes stawia kandydatom do pracy coraz większe i bardziej sprecyzowane wymagania.
Celem konkursu NCBR „Doskonałość dydaktyczna” jest wsparcie szkół wyższych w prowadzeniu działań wzmacniających ich potencjał dydaktyczny poprzez utworzenie i rozwój komórek odpowiedzialnych za podnoszenie jakości procesu dydaktycznego na uczelniach, w tym podnoszących kompetencje lub kwalifikacje kadry prowadzącej dydaktykę, doktorantów i doktorantek.
– Jako wykładowca akademicki często powtarzałem moim studentom, że kto się nie rozwija, ten się cofa. Ale czy ta sama zasada nie dotyczy także wykładowców? Dlatego po raz kolejny angażujemy niemałe środki z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego we wzmacnianie kapitału dydaktycznego szkół wyższych, chcąc zapewnić jego trwały wzrost. Przekonaliśmy się, że warto o to zabiegać. W wyniku rozstrzygniętego w ubiegłym roku konkursu „Rozwój kwalifikacji i kompetencji kadry realizującej dydaktykę” już 24 uczelnie realizują projekty projakościowo oddziałujące na proces kształcenia. Z satysfakcją obserwujemy, że nauczyciele akademiccy, doktorantki i doktoranci z zapałem korzystają z możliwości szlifowania swoich umiejętności, zwłaszcza w obszarze zielonej i cyfrowej zmiany. To bardzo ważne w obliczu wyzwań przyszłości, bo na tę wiedzę, umiejętnie przekazywaną, czekają studentki i studenci, ale też nasza gospodarka – mówi prof. dr hab. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
– W naborze „Doskonałość dydaktyczna” idziemy o krok dalej. Szkoły wyższe mogą ubiegać się w nim o granty na działania podnoszące kompetencje lub kwalifikacje kadry prowadzącej dydaktykę u danego wnioskodawcy, takie jak np. umiejętności posługiwania się profesjonalnymi bazami danych i ich wykorzystywania w procesie kształcenia. W to na pewno warto inwestować. Chcemy jednak również, żeby uczelnie zadbały o stworzenie lub rozwój w swoich strukturach specjalnych komórek, które będą odpowiedzialne za podnoszenie jakości procesu dydaktycznego. Dzięki temu ktoś będzie stale myślał nad tym, jak ten proces usprawnić – wskazuje dyrektor Jerzy Małachowski.
Kluczowe działania
Grupę docelową w naborze „Doskonałość dydaktyczna” stanowią uczelnie, doktoranci i doktorantki, pracowniczki i pracownicy uczelni (kadra prowadząca dydaktykę), którzy będą bezpośrednio korzystać z zaplanowanych działań.
Wnioski o dofinansowanie uczelnie – zarówno publiczne, jak i niepubliczne – mogą składać od 5 lutego do 30 maja 2025 r. Na dofinansowanie mają szansę projekty, które przewidują takie działania, jak:
utworzenie komórki lub struktury odpowiedzialnej za podnoszenie jakości procesu dydaktycznego (w przypadku uczelni nieposiadających tego typu struktur),
rozwój komórki lub struktury odpowiedzialnej za podnoszenie jakości procesu dydaktycznego (w przypadku uczelni, w których już funkcjonują takie struktury),
działania podnoszące kompetencje lub kwalifikacje kadry prowadzącej dydaktykę u wnioskodawcy, w tym kompetencje lub kwalifikacje dydaktyczne doktorantów lub doktorantek.
Maksymalną wartość projektu określono na poziomie 2 mln zł. Poziom dofinansowania wynosi nie więcej niż 97 proc. wartości projektu. Uczelnie są zobowiązane do zapewnienia wkładu własnego w wysokości co najmniej 3 proc. wydatków kwalifikowalnych przewidzianych w projekcie.
Od nauczania w językach obcych po komercjalizację wyników badań
Jak podkreśla NCBR, działania skierowane do uczestników projektu muszą prowadzić do uzyskania wszystkich wymienionych kompetencji lub kwalifikacji:
cyfrowych, w tym posługiwania się profesjonalnymi bazami danych i ich wykorzystywania w procesie kształcenia,
dydaktycznych, w tym wykorzystania nowoczesnych metod dydaktycznych i metodyki kształcenia, prowadzenia dydaktyki w języku obcym, pracy z osobami ze zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi,
na rzecz zielonej transformacji,
w zakresie projektowania uniwersalnego, w tym w szczególności projektowania uniwersalnego zajęć dydaktycznych.
Projekt może dodatkowo przewidywać działania dotyczące podnoszenia kompetencji lub kwalifikacji kadry prowadzącej dydaktykę na uczelni danego wnioskodawcy w zakresie przedsiębiorczości i komercjalizacji efektów badań naukowych, z zakresu zarządzania informacją oraz innych kompetencji merytorycznych i komunikacyjnych.
Realizację działań przewidzianych w projekcie wnioskodawca może zaplanować nawet na trzy lata. Uczelnie będą realizować projekty samodzielnie lub w partnerstwie, np. z inną uczelnią. Trzeba się nad tym zastanowić już na etapie przygotowywania wniosku. W przypadku modelu partnerskiego wnioskodawca powinien bowiem wykazać, że dzięki współpracy podmiotów powstanie wartość dodana, niemożliwa do osiągnięcia w przypadku działań podejmowanych indywidualnie lub poprzez zlecanie działań podmiotom zewnętrznym wobec wnioskodawcy.
Ocena projektów, rozłożona na kilka etapów, będzie odbywać się w zakresie spełnienia kryteriów wyboru projektów, dostępnych w dokumentacji konkursowej. Ogłoszenie wyników konkursu NCBR wstępnie zaplanowało na wrzesień.
Działania, które przynoszą trwałe efekty
W dążeniu do doskonałości dydaktycznej nie wystarczy sam entuzjazm, polot czy wyobraźnia. Trzeba się także dużo nauczyć. Eksperci nie mają wątpliwości, że wykorzystanie nowoczesnych metod dydaktycznych i metodyki kształcenia przyczynia się do poprawy jakości kształcenia, podniesienia stopnia cyfryzacji oraz zwiększenia konkurencyjności polskich uczelni na arenie międzynarodowej. NCBR przewiduje, że w efekcie wsparcia kierowanego w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Plus swoje kompetencje lub kwalifikacje podniesie nawet 6 tys. przedstawicieli kadry akademickiej, uczestniczek i uczestników projektów. Przyszli beneficjenci w konkursie „Doskonałość dydaktyczna” będą też zobowiązani do zapewnienia trwałego funkcjonowania komórki lub struktury odpowiedzialnej za podnoszenie jakości procesu dydaktycznego oraz jej utrzymanie przez okres co najmniej dwóch lat od momentu zakończenia projektu.
„Rewolucja zdrowego rozsądku” zapowiedziana przez prezydenta Donalda Trumpa już od kilkunastu dni przynosi decyzje, które w niektórych przypadkach można nazwać przynajmniej zaskakującymi. 27 lutego Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) wstrzymała finansowanie dla wszystkich programów pomocowych realizowanych w Ukrainie, w tym programów w obszarze rolnictwa.
Na skutek zarządzenia wykonawczego, które 20 stycznia podpisał nowy prezydent Stanów Zjednoczonych wszystkie amerykańskie programy pomocy zagranicznej zostały tymczasowo zawieszone na okres 90 dni, do czasu przeglądu i ustalenia, czy spełniają one cele stawiane obecnie przez Waszyngton. Decyzja ta uderza szczególnie w Ukrainę, nękaną wojną i potrzebującą dużego i stabilnego wsparcia finansowego, aby utrzymywać funkcjonowanie podstawowej infrastruktury i odbudowywać ją tam, gdzie została zniszczona w wyniku wojny.
Łącznie agencja USAID inwestuje w 29 różnych obszarach w 158 krajach na całym świecie. Są to głównie projekty humanitarne, edukacyjne i kulturalne, ale także wspierające infrastrukturę i technologię. W 2024 r. budżet wsparcia wyniósł około 22 mld USD.
Według Financial Times, dyplomaci z Biura do Spraw Europejskich i Eurazjatyckich Departamentu Stanu USA zwrócili się do sekretarza stanu USA Marco Rubio o całkowite wykluczenie Ukrainy z dyrektywy Trumpa, która weszła w życie w piątek 25 stycznia. Fakty wskazują, że ich wniosek nie został uwzględniony.
Decyzja Trumpa stawia pod znakiem zapytania szereg inwestycji w Ukrainie, gdzie USAID wspierała m. in. odbudowę szkół, świadczenie usług medycznych i naprawy systemów energetycznych. Amerykańska agencja finansowała również projekty takie jak „Wsparcie gospodarcze Ukrainy” i USAID AGRO, służące modernizacji sektora rolno-spożywczego i zwiększaniu eksportu. Od początku agresji rosyjskiej w 2022 roku USAID przekazało Ukrainie 2,6 miliarda dolarów pomocy humanitarnej, 5 miliardów dolarów pomocy rozwojowej i ponad 30 miliardów dolarów bezpośredniego wsparcia budżetowego. W tym roku z funduszy USAID planowane były m.in. remonty i przebudowy drogowych i kolejowych przejść na granicach z krajami UE, czy infrastruktury terminali w Odessie.
Według szacunków Banku Światowego przygotowanych we współpracy z rządem Ukrainy, Unią Europejską i ONZ (RDNA3 2024)(1), całkowite koszty odbudowy i rekonstrukcji Ukrainy w kolejnych dziesięciu latach osiągną poziom ok. 486 mld dolarów amerykańskich. Koszty odbudowy sektora rolnego szacuje się na 56,1 mld dolarów amerykańskich. Przyjęte w opracowaniu zasady odbudowy Ukrainy są zgodne z wizją, reformami i inwestycjami, które zostały określone w Planie dla Ukrainy przygotowywanym przez rząd ukraiński oraz w przygotowanym przez Unię Europejską Planie dla Ukrainy i Instrumencie Unii Europejskiej dla Ukrainy, który zapewnia temu krajowi przewidywalne wsparcie finansowe na lata 2024–2027 w kwocie 50 mld euro i będzie wypłacane w formie dotacji (17 mld euro) i pożyczek (33 mld euro). Ma on na celu wsparcie stabilności finansowej, odbudowy i modernizacji, reform, ciągłości usług publicznych, budowanie społeczeństwa obywatelskiego oraz mobilizację inwestycji w sektorze prywatnym.
Wstrzymanie przez USAID finansowania dla wszystkich programów pomocowych realizowanych w Ukrainie spowoduje znaczące zakłócenia w realizacji programu odbudowy kluczowych sektorów gospodarki Ukrainy i rodzi poważne wątpliwości co do polityki amerykańskiej wobec kluczowych dla Ukrainy kwestii dotyczących zakończenia wojny i odbudowy kraju.
W obliczu takich decyzji nowej administracji amerykańskiej nasuwa mi się alternatywne rozwinięcie akronimu MAGA: Make Awareness Grow Again! Tak, nasza świadomość powinna się zwiększyć. Świadomość możliwych konsekwencji zmian w polityce nowej amerykańskiej administracji i świadomość potrzeby zintensyfikowania działań prowadzących do wzmocnienia europejskiej gospodarki, potencjału militarnego i zwiększenia wsparcia dla Ukrainy, której niepodległość jest kluczowa dla europejskiego bezpieczeństwa.
Grzegorz Brodziak, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Europejski Bank Centralny obniżył koszt pieniądza w strefie euro o 25 punktów bazowych do poziomu 2,75 proc. co było decyzją w oczekiwaną i w pełni wycenioną przez rynek. Instytucja zasugerowała dalsze obniżki w przeciwieństwie do Rezerwy Federalnej, która w środę nie zmieniła parametrów swojej polityki pieniężnej. EUR/USD na moment urósł w kierunku powyżej 1,0450. Dziś rano notowania znajdują się już w okolicy 1,0375.
To, że Europejski Bank Centralny po raz kolejny obniżył stopy procentowe nie było żadnym zaskoczeniem. Stopa depozytowa spadła z poziomu 3 proc. do 2,75 proc. Największe znaczenie miało to, co na temat przyszłych działań powie Christine Lagarde podczas konferencji prasowej. Przemówienie nie różniło się w dużym stopniu do tego, które zostało wygłoszone w grudniu.
Zostało powtórzone kluczowe stwierdzenie, że inflacja prawdopodobnie powróci do celu 2 proc. w sposób trwały na przestrzeni tego roku. Po raz kolejny kolejne zmiany zostały uwarunkowane od danych makroekonomicznych.
Dziennikarze dopytywali oczywiście czy proces obniżek stóp może dobiegać końca po łącznie pięciu cieciach. Lagarde wskazała, że polityka EBC jest wciąż restrykcyjna, czyli ogranicza jednocześnie wzrost gospodarczy jak i inflację, co potwierdziło oczekiwania rynku do możliwych dalszych redukcji. Szefowa banku centralnego wskazała jasno, że dyskusja o możliwym zakończeniu cyklu jest w tym momencie przedwczesna.
Rynek na ten moment zakłada, że w marcu obniżka o 25 pb jest pewna a większa (tzn. o 50 pb) jest na ten moment realna w 30 proc. Kwietniowe łagodzenie wyceniane na niespełna 50 proc. szansa a czerwcowe na blisko 70 proc. Rynek OIS (Overnight Index Swap) zakłada zatem mniej więcej trzy ruchy w dół do wakacji co oznaczało by, że depozytowa stopa osiągnie wartość 2 proc. do połowy roku.
Pamiętajmy jednak, że inflacja w strefie euro cały czas jest powyżej celu a szczególnie widać to w sektorze usług, gdzie ceny, głównie ze względu na wysokie koszty pracy, rosną w tempie 4 proc. rocznie. Dodatkowo najnowsze dane dowodzą, że dynamika wynagrodzenie plasuje się na poziomie 5 proc. w przypadku układów zbiorowych. Nie ma gwarancji, że presja ta osłabnie w ciągu tego roku. Z kolei ostatnie lekkie ożywienie w odczytach Indeksów Menedżerów Logistyki PMI dają nadzieję na odbicie koniunktury od wiosny. Jeśli tu zobaczymy zdecydowane odreagowanie, wówczas tempo dostosowania polityki monetarnej EBC może zostać ograniczone.
Euro na moment zyskało ale aprecjacja trwała krótko. Eurodolar wrócił do spadków we wczorajszych godzinach wieczornych a dziś wyznaczył nowe lokalne minima w okolicy 1,0370. Z kolei DAX zaliczył kolejną udaną sesję, co sprawia, że ostatni impuls wzrostowy trwa już ponad miesiąc i w przeciągu tego okresu odnotowała jedynie dwie płytkie korekty.
Grupa InPost rozbudowała swoją sieć w Hiszpanii i Portugalii do ponad 12 000 punktów – umacniając swoją pozycję największej sieci punktów Out of Home (OOH) na Półwyspie Iberyjskim. We Francji liczba urządzeń Paczkomat przekroczyła już 7 000, a PUDO 10 000.
– Jestem niezmiernie dumny z tempa naszego rozwoju zarówno na Półwyspie Iberyjskim, jak i we Francji. Obecnie posiadamy największą, niezależną sieć własnych punktów OOH na Półwyspie i zdecydowanie nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – stale umacniamy swoją pozycję lidera. W ostatnim czasie Grupa wzmocniła swoją pozycję na rynkach Mondial Relay przez strategiczne partnerstwa z czołowymi detalistami, takimi jak Lidl, dążąc do rozbudowania swojej sieci logistycznej. Hiszpania i Portugalia to rynki, gdzie e-commerce cieszy się popularnością wśród osób w każdym wieku. Nasze rozwiązania w zakresie dostaw out-of-home doskonale odpowiadają ich stylowi życia, ponieważ Hiszpanie spędzają dużą część dnia poza domem. Możliwość odbioru przesyłek w dogodnym czasie jest dla nich istotnym udogodnieniem – powiedział Rafał Brzoska, założyciel i CEO InPost.
Grupa InPost na rynkach Mondial Relay dostarczyła w 2024 roku 266,6 mln, a sama sieć wzrosła o 50%. Ten wzrost był głównie napędzany przez segment B2C, który odnotował 28% wzrost. Dodatkowo, większa część wolumenów jest teraz obsługiwana przez urządzenia Paczkomat – w Q4 wolumen APM wzrósł o 80% r/r. Sieć out-of-home na wszystkich rynkach Mondial Relay wzrosła o 18% r/r, osiągając ponad 31 000 lokalizacji. W ubiegłym roku zostało zainstalowanych blisko 4 000 nowych maszyn Paczkomat, osiągając łącznie 9 200 urządzeń.
Na koniec 2024 r. Grupa posiadała ponad 82 000 punktów dostawy OOH w Europie, w tym prawie 47 000 urządzeń Paczkomat i 35 000 punktów PUDO w dziewięciu krajach (Belgia, Francja, Włochy, Luksemburg, Holandia, Polska, Portugalia, Hiszpania i Wielka Brytania).
W ubiegłym roku InPost uruchomił przesyłki międzynarodowe, łącząc osiem rynków w jedną sieć, z planami rozszerzenia usługi o Wielką Brytanię. Grupa oferuje również usługi kurierskie oraz fulfillment dla sprzedawców e-commerce, współpracując z ponad 100 000 sprzedawców internetowych. Tylko w 2024 roku firma obsłużyła prawie 1,1 miliarda przesyłek.
Grupa Kapitałowa Banku Millennium odnotowała w czwartym kwartale 2024 r. zysk netto w wysokości 173 mln zł oraz 719 mln zł w całym 2024 roku (wzrost o 25% r/r). Przekładając się na annualizowany wskaźnik ROE na poziomie 9% w czwartym kwartale br. (cały rok 2024: 9,8%). Ten solidny wynik kwartalny został osiągnięty pomimo utrzymujących się wysokich kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych w walutach obcych (768 mln zł po opodatkowaniu).
4kw24 był kolejnym kwartałem solidnych wyników operacyjnych. Wzrost kredytów pozostał umiarkowany (wpływ szybko kurczącego się portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych), ale portfel korporacyjny wykazał wczesne oznaki ożywienia (+1% kw/kw, +5% r/r). Nadwyżka płynności wzrosła (depozyty wzrosły o 3% kw/kw i o 9% r/r, podczas gdy wskaźnik L/D osiągnął nowe minimum na poziomie 64%), co w połączeniu z obniżonym oprocentowaniem depozytów przełożyło się na dalszy wzrost NII (+1% kw/kw, +5% r/r) i NIM. Liczba aktywnych klientów detalicznych pozostawała w stałym trendzie wzrostowym (3,148 mln, wzrost o 5% r/r), podczas gdy wolumen produktów inwestycyjnych wzrósł o 5% kw/kw do 11,1 mld zł.
„Czwarty kwartał, jak i cały 2024 rok, przyniósł solidne rezultaty w bankowości i detalicznej i korporacyjnej Banku. Zakończyliśmy rok zyskiem netto na poziomie 719 mln zł, pomimo utrzymujących się wysokich kosztów portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych. W ostatnim kwartale 2024 roku osiągnęliśmy szereg istotnych kamieni milowych – wzrost liczby aktywnych klientów detalicznych do poziomu 3 148 tys., z czego 92% to aktywni cyfrowo, wzrost kredytów gotówkowych o 11% r/r, kredytów hipotecznych o 22% r/r i leasingu o 25% r/r. Wdrożyliśmy także nowe rozwiązania dla naszych klientów, np. w aplikacji mobilnej umożliwiliśmy wymianę walut, uporządkowaliśmy usługi i odświeżyliśmy strony produktów w aplikacji, wprowadziliśmy nową usługę BNPL (kup teraz, zapłać później ). Dla klientów bankowości korporacyjnej poszerzyliśmy ofertę produktową, rozwinęliśmy współpracę z KUKE i BGK oraz kontynuowaliśmy cyfryzację. Wszystko to osiągnęliśmy przy ciągłej dbałości o jakość naszej obsługi i pozytywne doświadczenia klientów, dla których jesteśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. Skupiliśmy się także na dalszej poprawie atrakcyjności Banku jako pracodawcy. – komentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.
Bank przykładał także wysoką wagę do redukcji swojego portfela walutowych kredytów hipotecznych oraz związanego z nim ryzyka i dlatego pozostał otwarty na indywidualnie negocjowane polubowne rozwiązania. Liczba dobrowolnych ugód w 4kw24 wyniosła 1 261 (2024: 4 458), istotnie powyżej liczby w poprzednim kwartale i ponownie przewyższyła liczbę nowych pozwów przeciwko Bankowi. Od początku roku 2020, kiedy ugody zaczęły być aktywniej oferowane, zawarto niemal 26 000 polubownych ugód. Stanowi to ponad 42% liczby umów kredytowych dotyczących walutowych kredytów hipotecznych aktywnych w momencie startu programu oferowania ugód. W wyniku tych negocjacji, zasądzonych wyroków oraz innych naturalnych czynników, w 4kw24 liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się o 2 134 do 24 573 (2024: spadek o 7 852), po spadku o 2 052 w 3kw24 i o 5 586 w całym roku 2023.
Podsumowując prezentację wyników Joao Bras Jorge powiedział: „Czwarty kwartał 2024 był jednocześnie ostatnim kwartałem realizacji strategii Banku Millennium na lata 2022-2024 „Inspirowani ludźmi”, którą Bank zrealizował z sukcesem. Dla mnie osobiście jest to bardzo ważne jest, aby spojrzeć wstecz i podsumować to, co zaplanowaliśmy i co osiągnęliśmy. Z przyjemnością mogę stwierdzić, że przekroczyliśmy większość celów a wiele z nich zrealizowaliśmy przed zakładanym terminem np. przekroczyliśmy 3 miliony aktywnych klientów detalicznych oraz osiągnęliśmy poziom klientów cyfrowych powyżej 90%, udział walutowych kredytów hipotecznych we wszystkich kredytach spadł do poziomu 8%. W nowy czteroletni cykl strategiczny „Wartość i Rozwój” wchodzimy z mocną pozycją , mający na celu dynamiczny wzrost zarówno w segmencie bankowości korporacyjnej, jak i detalicznej, wspierany przez dalszą cyfryzację i wdrażanie innowacji technologicznych, poprawę efektywności operacyjnej i poprawę doświadczenia klientów, a wszystko to przy zachowaniu dyscypliny kosztowej Bank Millennium ma ambicję być głównym bankiem dla klientów, oferując najwyższą jakość usług i innowacyjne rozwiązania. „
Węgierskie linie lotnicze Wizzair zmagają się z poważnymi problemami finansowymi i operacyjnymi związanymi przede wszystkim z usterkami silników Pratt & Whitney. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy spółka dwukrotnie obniżyła prognozy zysków, co spowodowało znaczny spadek wartości akcji. Mimo problemów przewoźnik wciąż notuje rosnący popyt na swoje usługi, planuje dalszą rozbudowę floty i wprowadza innowacje, takie jak subskrypcja „All You Can Flight”. Kluczowe będzie najbliższe kilkanaście miesięcy, w których Wizzair musi ustabilizować sytuację techniczną i finansową, by odzyskać zaufanie inwestorów.
Węgierskie linie lotnicze Wizzair, znane ze swojej silnej obecności w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, zmagają się z poważnymi trudnościami finansowymi i operacyjnymi. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy spółka aż dwukrotnie obniżyła swoje prognozy zysków na rok finansowy 2025. Początkowo zakładano, że wyniosą one od 500 do 600 milionów euro, jednak obecne szacunki plasują się już w przedziale 250–300 milionów euro. Głównym źródłem kłopotów Wizzair są usterki silników Pratt & Whitney, które wymusiły uziemienie nawet jednej piątej floty. Konieczność wynajmowania samolotów zastępczych generuje ogromne koszty, co wyraźnie odbiło się na wynikach finansowych. W czwartym kwartale 2024 roku linia zanotowała stratę na poziomie 241 milionów euro, czyli ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Paradoksalnie wszystko to dzieje się w okresie rosnącego popytu na przewozy lotnicze.
Mimo problemów, Wizzair utrzymuje silną pozycję na rynku. W 2024 roku przewoźnik obsłużył 68,2 mln pasażerów, w tym 12 mln w Polsce. Dzięki temu jest obecnie drugą najpopularniejszą linią lotniczą w kraju. Kłopoty Wizz Air mogą jednak wpłynąć na pasażerów odlatujących z polskich lotnisk.
Rosnące obawy inwestorów wobec kondycji spółki przyczyniły się do wyraźnego spadku ceny akcji. Po ogłoszeniu wyników za czwarty kwartał kurs spadł początkowo 16 proc. by zamknąc dzień spadkiem o 5 proc. Akcje Wizzair pozostają w trendzie spadkowym od połowy 2023 roku – w tym czasie cena jednej akcji spadła o niemal 50%. Niemniej jednak Wizzair wciąż ma szansę odbudować swoją pozycję. Popyt na podróże lotnicze pozostaje wysoki, o czym świadczy rekordowa liczba 15,5 miliona pasażerów przewiezionych w trzecim kwartale 2024 roku. Czwarty kwartał wypadł słabiej niż poprzedni, ale jednocześnie średni przychód na pasażera wzrósł o 7,7 proc. rok do roku, co pokazuje, że klienci są gotowi płacić więcej za bilety.
Wyzwania związane z dostępnością samolotów nie ograniczają się wyłącznie do Wizzair. Także Ryanair skorygował swoje prognozy w dół z powodu opóźnień w dostawach samolotów Boeing. Wizzair planuje powiększać flotę, choć w mniejszym stopniu niż zakładano – do marca 2028 roku przewoźnik chce posiadać 305 samolotów (wcześniej miało to być 380). Mniejsza liczba maszyn może wpłynąć na wolniejszy wzrost, lecz jednocześnie zwiększyć stabilność finansową firmy.
Spadek wartości akcji Wizzair może okazać się atrakcyjną okazją dla inwestorów długoterminowych, zwłaszcza jeśli spółka upora się z wyzwaniami operacyjnymi i wykorzysta rosnący popyt na podróże lotnicze. Najbliższe 12–18 miesięcy będzie kluczowe: w tym okresie przewoźnik musi rozwiązać problemy techniczne związane z usterkami silników i precyzyjnie dostosować strategię do zmieniających się warunków rynkowych.
Pomimo obecnych trudności, Wizzair nadal rozwija swoją ofertę. Jednym z innowacyjnych pomysłów jest subskrypcja „Wizz Air All You Can Flight” kosztująca około 600 euro i umożliwiająca zakup nielimitowanej liczby lotów w okresie 12 miesięcy po 10 euro każdy. Jedynym ograniczeniem jest możliwość rezerwacji lotu najwcześniej na trzy dni przed wylotem. W ten sposób linia stara się zwiększyć obłożenie na trasach, które nie cieszą się pełnym zainteresowaniem w tradycyjnym modelu sprzedaży biletów.
Najbliższe miesiące pokażą, czy Wizzair zdoła odzyskać równowagę finansową i ponownie stać się jednym z czołowych graczy na europejskim rynku tanich przewoźników. Jeśli spółka skutecznie poradzi sobie z obecnymi wyzwaniami, może odwrócić negatywny trend i odbudować zaufanie zarówno wśród pasażerów, jak i inwestorów.
Allegro to jedno z największych i najbardziej popularnych miejsc zakupowych w Polsce, gdzie tysiące sprzedawców oferują swoje produkty. Dla sprzedających, skuteczne wykorzystanie narzędzi reklamowych tej platformy może okazać się kluczowe w zwiększeniu sprzedaży. W tym artykule przyjrzymy się, jak wykorzystać reklamy na Allegro do zwiększenia zysków i poprawy widoczności swoich produktów.
Czym są reklamy na Allegro?
Allegro oferuje szereg możliwości do zwiększenia widoczności ofert, które umożliwiają sprzedawcom dotarcie do szerokiej grupy potencjalnych klientów. W ramach systemu Allegro Ads można tworzyć różne rodzaje kampanii reklamowych, które pomagają zwiększyć widoczność ofert. Do najpopularniejszych form reklamy należą:
Oferty sponsorowane – reklamy, które wyświetlają się na szczycie wyników wyszukiwania lub w innych miejscach na stronie. W ramach tej kampanii można ustalić model CPC (Cost Per Click) oraz dzienny budżet, co pozwala na pełną kontrolę nad wydatkami.
Reklama graficzna – reklamy w formie banerów, które mogą pojawiać się na stronach kategorii, wynikach wyszukiwania czy stronie głównej Allegro. Tego typu reklamy są efektywnym sposobem na przyciągnięcie uwagi klientów.
Reklama wideo – krótkie filmy reklamowe, które można wykorzystać do promocji produktów w bardziej interaktywny sposób, zwiększając zaangażowanie użytkowników.
Każdy z tych formatów reklamowych daje sprzedawcom elastyczność w doborze najlepszej strategii, pomagając osiągnąć większą widoczność i skuteczność kampanii na Allegro.
Korzyści płynące z reklam na Allegro
Reklamy na Allegro to potężne narzędzie, które pozwala sprzedawcom na dotarcie do osób aktywnie poszukujących produktów w danej kategorii. Dzięki odpowiednio zaplanowanym kampaniom reklamowym można uzyskać szereg korzyści:
Zwiększona widoczność – Reklamy pomagają wyróżnić ofertę na tle konkurencji, co może skutkować większym zainteresowaniem ze strony potencjalnych klientów.
Dotarcie do szerokiej grupy użytkowników – Choć Allegro nie pozwala na precyzyjne określenie grupy docelowej, reklamy trafiają do osób aktywnie poszukujących produktów w danej kategorii, co zwiększa szansę na dotarcie do zainteresowanych kupujących.
Większy ruch na sklepie – Dobrze zaplanowane kampanie reklamowe mogą znacząco zwiększyć liczbę odwiedzin na Twojej ofercie, co w konsekwencji może przekładać się na większą sprzedaż.
Mniejsze koszty pozyskania klienta – Reklamy na Allegro oferują elastyczny model rozliczeń, dzięki któremu możesz lepiej kontrolować swoje wydatki na reklamę, płacąc tylko za kliknięcia w reklamy.
Zwiększ widoczność swoich ofert i zyskaj przewagę nad konkurencją
Chciałbyś, aby Twoje produkty wyróżniały się na Allegro i przyciągały większą liczbę klientów? Wykorzystaj system reklamowy, który działa na podobnej zasadzie jak Google Ads, i pozwala na promocję Twoich ofert na najwyższych pozycjach w wynikach wyszukiwania. To efektywne narzędzie, które może pomóc Ci zwiększyć sprzedaż i widoczność.
Dlaczego warto skorzystać z tej formy reklamy?
Wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania – Twoje oferty będą lepiej widoczne, co zwiększy ich szanse na kliknięcie przez użytkowników.
Płać tylko za kliknięcia (CPC) – Model płatności za kliknięcia pozwala na elastyczność i pełną kontrolę nad budżetem reklamowym.
Optymalizuj kampanie na bieżąco – Dzięki narzędziom analitycznym masz możliwość monitorowania wyników kampanii i dostosowywania jej do zmieniających się potrzeb, co pozwala na uzyskanie jak najlepszych efektów.
Reklama w systemie Allegro Ads to nie tylko sposób na promocję produktów, ale także strategiczna inwestycja, która wspiera rozwój Twojego biznesu. Zwiększ widoczność swoich ofert, przyciągnij nowych klientów i zdobywaj przewagę na rynku!
Jak stworzyć skuteczną kampanię reklamową na Allegro?
Aby kampania reklamowa na Allegro przyniosła oczekiwane rezultaty, warto zadbać o kilka kluczowych kwestii. Oto kilka wskazówek, jak przygotować efektywną kampanię:
Wybierz odpowiedni typ reklamy – Zastanów się, która forma reklamy najlepiej odpowiada Twoim celom. Jeśli chcesz, aby Twój produkt pojawił się w wynikach wyszukiwania, skorzystaj z opcji „Reklama w wynikach wyszukiwania”. Natomiast jeśli zależy Ci na szerokim dotarciu do użytkowników, wybierz reklamy banerowe.
Zoptymalizuj swoje oferty – Pamiętaj, że reklama to tylko część sukcesu. Twoje oferty muszą być atrakcyjne, dobrze opisane i posiadać konkurencyjne ceny, aby zachęcić klientów do zakupu.
Budżet i strategia – Określ, ile chcesz przeznaczyć na kampanię reklamową. Allegro pozwala na ustalenie dziennego lub całkowitego budżetu, dzięki czemu masz pełną kontrolę nad wydatkami. Możesz także ustawić stawkę CPC, decydując, ile jesteś w stanie zapłacić za kliknięcie w Twoją reklamę.
Monitorowanie wyników – Regularne sprawdzanie wyników kampanii jest kluczowe. Dzięki raportom w Allegro Ads oraz Allegro Analitycs możesz śledzić, jak kampania wpływa na sprzedaż, liczbę kliknięć i inne wskaźniki. Na podstawie tych danych warto na bieżąco optymalizować kampanie.
Wsparcie Allegro Ads od vSprint
Jeśli nie masz doświadczenia w tworzeniu kampanii reklamowych, skorzystaj z pomocy ekspertów. vSprint oferuje wsparcie w zakresie Allegro Ads, pomagając sprzedawcom maksymalizować efektywność ich kampanii reklamowych. Zespół specjalistów vSprint pomoże Ci wybrać odpowiednią strategię, zoptymalizować budżet i dotrzeć do właściwej grupy odbiorców, co w efekcie przyczyni się do zwiększenia sprzedaży na Allegro. Więcej informacji znajdziesz pod adresem https://vsprint.pl/allegro-ads/
Podsumowanie
Reklamy na Allegro to skuteczny sposób na dotarcie do szerokiej grupy potencjalnych klientów i zwiększenie sprzedaży. Dzięki Allegro Ads masz szansę na wyróżnienie swoich ofert, osiągnięcie lepszych pozycji w wynikach wyszukiwania i przyciągnięcie większej liczby kupujących. Aby kampania reklamowa była skuteczna, warto dobrze zaplanować strategię, wybrać odpowiednie narzędzia reklamowe i regularnie monitorować jej wyniki. Dzięki wsparciu ekspertów takich jak vSprint, możesz mieć pewność, że Twoje reklamy będą maksymalizować potencjał sprzedażowy na Allegro.
Bogusław Kott poinformował podczas posiedzenia Rady Nadzorczej Banku Millennium 30 stycznia 2025 roku, że zdecydował o ograniczeniu aktywności zawodowej i dlatego z końcem bieżącej kadencji zakończy pełnienie funkcji Przewodniczącego i Członka Rady Nadzorczej Banku Millennium.
Obecna kadencja Rady Nadzorczej Banku kończy się z dniem odbycia w 2025 roku Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku, które będzie rozpatrywało sprawozdanie finansowe Banku za rok obrotowy 2024.
Bogusław Kott jest współzałożycielem i współorganizatorem Banku Millennium. Od momentu powstania Banku w 1989 roku do 2013 roku był Prezesem Zarządu. Następnie pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Ogłosił właśnie decyzję o zakończeniu swojej roli w Radzie.
W imieniu pracowników podziękowania Bogusławowi Kottowi za wkład w rozwój Banku złożył Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium: „Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że Bogusław Kott przez wiele lat nie tylko pełnił funkcję Prezesa, a następnie Przewodniczącego Rady Nadzorczej Banku Millennium. Znacząco przyczynił się on również do głębokiej transformacji polskiego sektora finansowego po 1989 roku. Był m. in. zaangażowany w stworzenie pierwszej w Polsce karty płatniczej VISA, którą Bank wydał w 1991 roku. Rok później wprowadził Bank – jako pierwszą instytucję finansową na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. W końcu lat 90. i początkach lat 2000. zainicjował uruchomienie sieci bankowej „Millennium”, rewolucjonizując tym samym rynek usług bankowych w Polsce. Jego zaangażowanie sprawiło, że Bank Millennium stał się punktem odniesienia dla rozwoju i innowacji w branży bankowej. Dziękuję za te wszystkie lata przywództwa, inspiracji i przewodnictwa”.
W 2024 roku XTB osiągnęło rekordowe wyniki pod względem liczby klientów i ich aktywności inwestycyjnej. Do platformy dołączyło 498,4 tys. nowych inwestorów, co oznacza wzrost o 59,8% rok do roku. Na koniec roku XTB mogło pochwalić się bazą 1,36 mln klientów, co stanowi znaczący skok w porównaniu do 897 tys. na koniec 2023 roku.
Liczba aktywnych klientów również osiągnęła najwyższy poziom w historii, sięgając 658,5 tys. (+61,2% r/r), wobec 408,5 tys. rok wcześniej. Tak imponujące wyniki to efekt konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, ekspansji na kluczowych rynkach oraz intensywnych działań marketingowych.
Wstępne wyniki XTB za czwarty kwartał 2024 roku pokazują mieszany obraz. Choć spółka zakończyła rok z solidnym wzrostem przychodów o 18,1% r/r, wyniki kwartalne rozczarowały w porównaniu do konsensusu PAP Biznes.
Przychody w Q4 2024 wyniosły 465,4 mln zł, co jest o 1% niższym wynikiem od oczekiwań analityków (470,1 mln zł). Znacznie gorzej wypadła jednak rentowność – EBITDA spadła o 19,5% poniżej prognoz, a zysk netto był niższy o 13,6%. To efekt spadku aktywności inwestorów oraz rosnących kosztów operacyjnych, szczególnie w obszarze marketingu i rozwoju technologii.
Mimo słabszego czwartego kwartału, całoroczne wyniki XTB pozostają na plusie. Przychody sięgnęły 1,87 mld zł (+18,1% r/r), a zysk netto wzrósł do 859,6 mln zł (+8,7% r/r). Spółka konsekwentnie rozwija swoją bazę klientów i umacnia pozycję na rynku, choć presja kosztowa oraz zmienność rynków wpływają na jej marżowość.
Wyniki finansowe XTB
W 2024 roku XTB odnotowało wzrost skonsolidowanych przychodów o 15,8% r/r, osiągając poziom 1,87 mld zł wobec 1,62 mld zł rok wcześniej. Zysk netto wzrósł o 8,6% r/r, sięgając 859,4 mln zł w porównaniu do 791,2 mln zł w 2023 roku. Jednocześnie, zgodnie z zapowiedziami, wzrosły koszty operacyjne – do 883,5 mln zł wobec 694,2 mln zł rok wcześniej. Było to związane z większymi nakładami na rozwój technologii oraz marketing.
Transformacja XTB w superaplikację inwestycyjną
XTB w 2024 roku wprowadziło rekordową liczbę nowych produktów, przyspieszając tym samym swoją transformację w kompleksową aplikację do zarządzania finansami – zarówno aktywnie, jak i pasywnie. Oferta XTB obejmuje nie tylko inwestowanie w tradycyjne instrumenty finansowe, ale także coraz więcej funkcjonalności ułatwiających codzienne zarządzanie środkami.
Rosnące zainteresowanie inwestowaniem, wynikające z utrzymujących się niskich stóp procentowych i wysokiej inflacji, sprawiło, że XTB skutecznie wykorzystało swoją pozycję na rynku. Spółka nie tylko rozwijała narzędzia inwestycyjne, ale również aktywnie popularyzowała wiedzę finansową, co przełożyło się na jeszcze większą liczbę użytkowników.
Dominujące klasy instrumentów w strukturze przychodów
Analiza przychodów XTB w 2024 roku pokazuje, że największy udział miały CFD oparte na towarach (48%). Było to efektem wysokiej dochodowości instrumentów związanych z cenami złota, gazu ziemnego i kakao. Drugą najważniejszą grupą były CFD oparte na indeksach, których udział w strukturze przychodów wyniósł 33,3% wobec 47,8% w 2023 roku.
Najbardziej dochodowymi instrumentami w tej kategorii były CFD na amerykańskie indeksy US 100 i US 500 oraz niemiecki DAX. CFD na waluty stanowiły 14,6% przychodów, z dominującą rolą instrumentów opartych na bitcoinie i parze walutowej USD/JPY. Mimo spadku liczby transakcji na CFD (-7,5% r/r), wzrost rentowności lota do 299 zł (z 239 zł w 2023 r.) skompensował ten spadek.
Dynamiczny rozwój segmentu akcji i ETF
Inwestorzy XTB w 2024 roku wykazali większe zainteresowanie akcjami i funduszami ETF. Obrót tymi instrumentami wzrósł o 138% r/r, osiągając wartość 3,1 mld USD. W konsekwencji ich udział w strukturze przychodów XTB wzrósł do 4,1% wobec 2,2% w 2023 roku. Co ciekawe, na rynkach UE już blisko 80% pierwszych transakcji nowych klientów XTB dotyczyło właśnie akcji i funduszy ETF, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu długoterminowym inwestowaniem.
Jednocześnie, klienci XTB coraz częściej korzystają z oferty oprocentowania wolnych środków. Depozyty netto na koniec 2024 roku wyniosły 8,61 mld zł, co oznacza wzrost o 127% względem analogicznego okresu w roku poprzednim.
Omar Arnaout, prezes zarządu XTB, podkreśla znaczenie wzrostu bazy klientów dla przyszłego rozwoju spółki:
„2024 rok był dla XTB pod wieloma względami rekordowy. Najbardziej cieszy mnie skokowy wzrost liczby nowych klientów, w tym w szczególności aktywnych inwestorów, którzy są fundamentem dalszego rozwoju XTB w kolejnych latach. Pozyskanie blisko pół miliona nowych inwestorów oznacza, że nasza strategia produktowa oraz efektywne działania marketingowe pozwalają nam dotrzeć do jeszcze szerszego grona użytkowników. Blisko 80% nowych klientów rozpoczyna swoją przygodę inwestycyjną od akcji i ETF-ów, co wskazuje na długoterminowy charakter ich relacji z XTB.”
Plany na 2025 rok: dalsza ekspansja i nowe produkty
W 2025 roku XTB zamierza kontynuować swoją strategię dynamicznego wzrostu. Spółka planuje pozyskiwanie średnio 150-210 tys. nowych klientów kwartalnie oraz dalszy rozwój oferty produktowej.
W segmencie długoterminowego inwestowania XTB zamierza wprowadzić konta IKZE w Polsce oraz PEA we Francji. Rozwój usługi eWallet, umożliwiającej natychmiastowy dostęp do środków i integrację z płatnościami, pozostaje jednym z priorytetów spółki.
Dla aktywnych inwestorów XTB planuje wprowadzenie opcji jako nowej klasy instrumentów, a także poszerzenie oferty o kryptowaluty. Rozważane są również działania związane z ekspansją na nowe rynki, w tym rozpoczęcie działalności operacyjnej w Indonezji oraz finalizację procesu licencyjnego w Brazylii.
„Nasze plany produktowe są odpowiedzią na dynamiczne zmiany w świecie finansów i potrzeby inwestorów. Stale rozwijamy aplikację XTB, by oferować użytkownikom najbardziej funkcjonalną i kompleksową platformę do zarządzania finansami. Nowe rozwiązania przybliżają nas do pozycji europejskiego lidera i otwierają drogę do ekspansji na rynkach z dużym potencjałem rozwoju, takich jak Bliski Wschód, Ameryka Łacińska czy Azja” – podsumowuje Omar Arnaout.
Rok 2024 przyniósł stabilizację na warszawskim rynku biurowym, z rosnącą koncentracją podaży w centrum miasta i wysokim poziomem renegocjacji umów. Pomimo niewielkich wzrostów w ujęciu rocznym wskaźnik pustostanów pozostaje w trendzie spadkowym. W 2025 r. kluczowymi czynnikami kształtującymi rynek będą ograniczona dostępność dużych powierzchni, wzrost znaczenia ESG oraz dalsza ekspansja elastycznych formatów biur. Największa polska firma doradcza AXI IMMO prezentuje najnowszy raport podsumowujący rynek biurowy w stolicy „Rynek biurowy w Warszawie w 2024 r.”.
Stabilizacja podaży i koncentracja na centralnych lokalizacjach
W 2024 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie powiększyły się o kolejne 100 000 mkw., osiągając na koniec grudnia ur. poziom 6,29 mln mkw. Wśród największych oddanych inwestycji w stolicy znalazły się m.in.: The Form (29 400 mkw., Lincoln Property), Lixa (Yareal) budynek D (9 300 mkw.) i E (16 900 mkw.), Saski Crescent (15 500 mkw., CA Immo) oraz pierwsza faza kompleksu Vibe (15 000 mkw., Ghelamco). Rozwój rynku koncentrował się głównie na centrum miasta, a szczególnie na obszarze Ronda Daszyńskiego, który nadal pozostaje kluczowym punktem ekspansji deweloperów. Aż 83% nowej podaży przypadło na centralne dzielnice, co podkreśla rosnące zainteresowanie firm prestiżowymi lokalizacjami.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „Pomimo nowych realizacji, całkowita powierzchnia biurowa utrzymuje się na stabilnym poziomie, ponieważ starsze, mniej efektywne obiekty są konwertowane na inne funkcje, zwłaszcza mieszkaniowe. Ponadto, w budowie znajduje się obecnie 230 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 86% przypada na centrum Warszawy. Wśród największych inwestycji w budowie są takie projekty jak m.in. The Bridge (47 000 mkw., Ghelamco), Upper One (35 900 mkw., Strabag), modernizowany V Tower (32 700 mkw., Cornerstone), Office House (27 800 mkw., Echo Investment), Studio A (26 600 mkw., Skanska) czy Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol)”.
Współczynnik pustostanów delikatnie obniża się
Na koniec 2024 roku wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 10,6%, co oznacza minimalny wzrost o 0,2 p.p. r/r. Rynek pozostaje w trendzie spadkowym (-0,1 p.p. kw./kw.), a dalsza stabilizacja pozostaje prawdopodobna. Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w rejonie Służewca (19,7%), który zmaga się z nadpodażą starszych powierzchni. Z kolei w strefach centralnych niezmiennie wskaźnik powierzchni niewynajętej utrzymuje się na niższym poziomie niż poza centrum miasta – 8,8% na koniec 2024 roku.
Popyt – dominacja renegocjacji i stabilizacja aktywności najemców
W 2024 roku całkowita aktywność najemców na rynku powierzchni biurowych w Warszawie wyniosła 740 000 mkw. (-1% r/r). Kluczowym trendem w 2024 roku było zwiększone zainteresowanie przedłużeniami umów – renegocjacje stanowiły 46% wszystkich transakcji (+3 p.p. r/r). Popyt netto, obejmujący nowe umowy i ekspansje, zmniejszył się o 6% r/r (400 000 mkw.). Rynek mierzył się z ograniczoną dostępnością dużych powierzchni, zauważalna była rosnąca popularność podnajmów jako strategii optymalizacji kosztów. Największą transakcją 2024 r. był przednajem 24 500 mkw. przez Santander Bank w budynku The Bridge. Następne w kolejności znalazły się transakcje na ok. 13 000-14 000 mkw., które były przedłużeniami i renegocjacjami dotychczasowych umów najmu w takich budynkach jak Atrium Garden, Varso Place 2, T-Mobile Office Park, Domaniewska Office Hub. Sektorami dominującymi wśród najemców były finanse, produkcja, usługi biznesowe oraz IT.
Stabilne czynsze, rosnące koszty eksploatacyjne
Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, mówi: „W 2024 r. czynsze ofertowe w prestiżowych budynkach w centralnych lokalizacjach w stolicy utrzymywały się w przedziale 19,00-26,50 EUR/mkw./mies., przy czym w niektórych obiektach przekraczały nawet 30,00 EUR/mkw./mies. Z kolei w strefach pozacentralnych najniższe stawki wynosiły ok. 9,00 EUR/mkw./mies. Pomimo wysokiego poziomu inflacji i kosztów budowy, czynsze pozostały stabilne w ujęciu rocznym. Wzrost odnotowano w przypadku opłat eksploatacyjnych – ich wysokość wahała się od 12,00 do 45,00 PLN/mkw./mies., co wynikało z rosnących kosztów utrzymania budynków”.
Perspektywy na 2025 rok – luka podażowa i rozwój biur elastycznych
Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „W 2025 r. aktywność deweloperów na warszawskim rynku biurowym nadal będzie koncentrowała się na centrum, szczególnie w rejonie Ronda Daszyńskiego, gdzie w 2025 r. planowane jest oddanie ok. 140 000 mkw. nowej powierzchni. W zakresie trendów spodziewamy się, że ograniczenia dostępności dużych modułów biurowych, rosnącej popularności elastycznych przestrzeni, dalszej optymalizacji zajmowanej powierzchni oraz modernizacji starszych budynków zgodnie ze standardami ESG. Najemcy będą coraz częściej inwestować w jakość i design biur, a właściciele dostosowywać ofertę do zmieniających się potrzeb firm”.
Jen pozostaje silny, a rentowności w USA pozostają stabilne po neutralnym posiedzeniu FOMC. EBC prawdopodobnie również nie zmieni sytuacji, ponieważ świat czeka na kształt polityki celnej Trumpa.
Posiedzenie FOMC minęło bez większego wpływu na rentowności amerykańskich obligacji skarbowych i dolara. Wpisuje się to w obecny kontekst rynkowy: rynek nie czeka na decyzje Fedu i jego wskazówki, lecz na rzeczywiste wyniki gospodarcze oraz działania polityczne, które je ukształtują – zwłaszcza te pochodzące z administracji Trumpa. Obecnie to Prezydent USA jest głównym czynnikiem napędowym rynku (primus motor) i pozostanie nim, dopóki nie pojawi się jasny harmonogram i zakres wprowadzania taryf przez USA. Dopiero po ustaleniu szczegółów polityki celnej będzie wiadomo, w jaki sposób rynek wyceni te zmiany.
Niektóre rynki surowców już reagują na te wydarzenia – np. rosnące różnice w cenach miedzi pomiędzy Nowym Jorkiem i Londynem sugerują, że ryzyko taryf celnych jest realne i zaczyna się materializować w konkretnych segmentach rynku. Nie jest jeszcze jasne, czy podobne zmiany dotyczą również walut i ogólnego sentymentu inwestycyjnego. Dodatkowo, rynki mogą być niespokojne w ten weekend, ponieważ Trump wspomniał datę 1 lutego w kontekście wcześniejszych zapowiedzi możliwego nałożenia ceł na Kanadę, Meksyk, a nawet Unię Europejską.
Chociaż kolejne ruchy Trumpa będą dominować w narracji rynkowej, nie można ignorować możliwych skutków informacji o DeepSeek w kluczowych sektorach. Mimo że rynek próbuje zminimalizować znaczenie tej informacji, jej reperkusje mogą być odczuwalne jeszcze przez dłuższy czas. Pierwsze kluczowe spółki, które w tym tygodniu opublikowały wyniki – Microsoft i Meta – wybrzmiały optymistycznie: CEO Microsoftu określił sytuację jako „same dobre wieści”, a Mark Zuckerberg bronił wysokich wydatków Mety na infrastrukturę hardware. Microsoft zmaga się z ograniczoną przepustowością swoich usług chmurowych i jednocześnie już udostępnia DeepSeek klientom na platformie Azure. Być może dopiero w następnym kwartale zobaczymy, czy wprowadzenie DeepSeek wpływa na spadek popytu na zaawansowany sprzęt do chipów i powiązane usługi chmurowe. Choć to nie jest komentarz bezpośrednio odnoszący się do rynku akcji, ma kluczowe znaczenie dla sentymentu inwestycyjnego, ponieważ amerykańskie spółki technologiczne, w tym Nvidia, wciąż dominują na globalnych rynkach.
Dodatkowo, w piątek poznamy grudniowy odczyt inflacji PCE w USA, jednak będzie to raczej drugorzędne wydarzenie, chyba że wyniki znacząco zaskoczą w którąś stronę. Bardziej istotne dane napłyną w przyszłym tygodniu. Są to m.in. wskaźniki ISM, a następnie piątkowy raport z rynku pracy (NFP). Jednak również w tym przypadku, tylko zaskakujące wyniki, przyciągnęłyby uwagę inwestorów. Ciekawszym wydarzeniem w przyszłym tygodniu może być czwartkowe posiedzenie Banku Anglii, gdzie istnieje ryzyko bardziej gołębiego przekazu, niż obecnie wycenia rynek, ze względu na obawy o wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii. W tym kontekście warto śledzić kurs EURGBP, zwłaszcza po ostatnim ruchu do 0,8450 i jego wycofaniu się w stronę kluczowej strefy wsparcia 0,8325-50.
Dzisiejsze posiedzenie EBC i trudna sytuacja strefy euro
EBC obniżył dziś stopy procentowe o 25 punktów bazowych i jednocześnie wyraził niepewność co do perspektyw gospodarczych. Rynek spodziewa się kolejnej obniżki w marcu, natomiast EBC podtrzymał oficjalne stanowisko, że „nigdy nie zobowiązuje się z góry” do przyszłych decyzji. To powszechna narracja na rynkach w nowej erze, wspomnianej wcześniej, dominacji polityki fiskalnej i przewagi USA jako pierwszego gracza. Na rynku walutowym uwaga może skupić się na parach krzyżowych, takich jak EURJPY, w kontekście wstępnych odczytów inflacji za styczeń z Niemiec (w piątek) oraz ze strefy euro (w poniedziałek).
Wykres: EURUSD
Kurs EUR/USD zdecydowanie odrzucił próbę wybicia powyżej 1,0500, tworząc solidny poziom oporu przy formacji wieczornej gwiazdy (evening star). Nie oznacza to jednak jeszcze pełnego zanegowania ostatniej fali wzrostowej – warunkiem byłoby zejście poniżej poziomu 1,0350-1,0325. Aby para mogła ponownie przetestować minima i obrać kurs na parytet, potrzebne będą nowe informacje dotyczące ceł. W przeciwnym razie notowania mogą pozostawać w fazie konsolidacji.
Źródło: Saxo
Dzisiejszy szacunek PKB Niemiec za IV kwartał wyniósł -0,2% kw./kw. oraz 0,0% po dostosowaniu do liczby dni roboczych. Oba wyniki były o 0,1 p.p. niższe od prognoz. Europa staje przed poważnym wyzwaniem długoterminowego wzrostu. Wśród czynników, które na to wpływają jest ryzyko nowych taryf celnych ze strony USA, które zagroziłyby kluczowym rynkom eksportowym dla unijnych produktów. Dodatkowo, Europa mierzy się również się z wysokimi kosztami energii po odcięciu rosyjskiego gazu i uzależnieniu od drogich źródeł odnawialnych, a także musi konkurować z coraz bardziej jakościowymi, dotowanymi przez państwo tanimi produktami z Chin, szczególnie w tradycyjnych sektorach UE, takich jak motoryzacja.
W odpowiedzi na te zagrożenia przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaprezentowała 26-stronicowy „Kompas konkurencyjności” – zestaw propozycji opartych na raporcie Mario Draghiego dotyczącym odbudowy konkurencyjności UE. Nowa strategia ma na celu wprowadzenie w ciągu pięciu lat działań obejmujących m.in.:
• biotechnologię,
• przemysł kosmiczny,
• obliczenia kwantowe,
• technologie zaawansowanych materiałów,
• tanią energię i dekarbonizację,
• zmniejszenie obciążeń regulacyjnych dla firm.
Plan ma jednak wyraźnie scentralizowany charakter, co podkreślił Michael Every z Rabobanku w swoim wpisie na LinkedIn: To, co widzimy, to kosztowna, niezabezpieczona finansowo, nadambitna, pełna akronimów, odgórnie narzucona, polityka przemysłowa UE rodem z PowerPointa. Będzie ona wymagać radykalnych reform, ciągłego monitorowania i interwencji politycznej… przy jednoczesnym ograniczaniu biurokracji i zwiększeniu dynamiki gospodarczej. Obecnie nie ma niemal żadnego poparcia ze strony rządów krajów UE.
W kontekście rosnących kosztów energii w Unii Europejskiej ciekawy wątek podjął dziś Financial Times, publikując artykuł: „UE debatuje nad powrotem do rosyjskiego gazu jako części porozumienia pokojowego dla Ukrainy”.
Wykres: Trendy walutowe G10 i CNH – ewolucja i siła
Uwaga do tabeli: wskaźniki trendów na FX Board mają charakter względny i są dostosowane do zmienności rynkowej. Odczyty poniżej bezwzględnej wartości 2 wskazują na słaby trend, powyżej 3 sugerują silny ruch, natomiast powyżej 6 oznaczają bardzo silny trend.
Najciekawszym zjawiskiem na rynku walutowym jest umacniający się jen (JPY). Jednak aby trend ten się utrzymał, prawdopodobnie rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA musiałyby spaść poniżej 4,5%. Dolar australijski (AUD) natomiast osłabił się po niższym od oczekiwań odczycie inflacji CPI na początku tygodnia. Jednak trudno wyciągać długoterminowe wnioski bez jasności co do kierunku juana chińskiego (CNY), który będzie zależał od finalnego kształtu ceł Trumpa.
Źródło: Bloomberg i Saxo
Tabela: FX Board – ocena trendów dla poszczególnych par walutowych
Wskaźniki ATR w dużej części pokazują ciemnoniebieskie odczyty, co sugeruje bardzo spokojny rynek, choć dotyczy to głównie par walutowych Antypodów, gdzie niepewność wokół kierunku CNY (chińskiego juana) stabilizuje notowania. W kluczowych parach z dolarem amerykańskim, takich jak EUR/USD, USD/JPY i GBP/USD, odczyty ATR wskazują na umiarkowany poziom zmienności. EUR/GBP będzie przechylał się w stronę trendu spadkowego, chyba że pojawi się wyraźny sygnał wzrostowy.
Źródło: Bloomerg i Saxo
John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny w Saxo
Fed widzi sporo niepewności w stosunku do przyszłości, co ma oczywiście duży związek z potencjalną polityką D.Trumpa. Jednak początek jego prezydentury nie wywołał nerwowości na rynkach. Natomiast wyceny polskich spółek pozostają niedowartościowane.
Rezerwa Federalna po trzech obniżkach z rzędu w sumie o 100 punktów bazowych, na początku 2025 r. utrzymała stopy procentowe bez zmian. Rynek w pełni wyceniał taką decyzję. Pierwsza obniżka wyceniana jest między czerwcem oraz lipcem. Na ten moment Fed widzi jednak bardzo mocny rynek pracy, który pozwala na to, aby stopy procentowe utrzymały się na wysokim poziomie przez dłuższy czas.
W tej całej układance ważny jest Donald Trump. Powell nie komentował pytań dotyczących Trumpa i jego planów i jednocześnie powiedział, że od momentu inauguracji nie miał z nim żadnego kontaktu. To pokazuje, że Fed jest jeszcze mniej pewny tego, co może nadejść dla gospodarki USA. Jedną z niepewności są potencjalne cła, natomiast drugą polityka energetyczna kraju oraz perspektywy nakładania sankcji na kraje związane z ropą naftową. Chociaż Trump chce niższych cen energii, to w przypadku ostrej walki sankcyjnej sytuacja może okazać się zupełnie odwrotna. W pierwszych dniach po elekcji rynki nie reagowały nerwowo i taka sytuacja utrzymuje się, z jednym wyjątkiem. Powodem nerwowości na globalnych rynkach stały się rewelacje z Chin. Tamtejszy startup wypuścił model językowy DeepSeek V3, który ma być godną konkurencją dla produktów OpenAI, Google czy Mety. Już sam ten fakt byłby dużą sensacją, gdyż Dolina Krzemowa inwestuje gigantyczne pieniądze aby utrzymać prymat w przestrzeni AI, a dla USA jest to kwestia globalnego przywództwa i rywalizacji z Pekinem.
– Po pierwszych dniach prezydentury inwestorzy ze spokojem przyjęli informacje napływające zza oceanu, zwłaszcza porównując do tego, jak zachowywały się przed samą inauguracją – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji XTB. – Przez kilka tygodni panowała duża niepewność, jednak już część tej niepewności, wywołana wcześniejszymi obietnicami D.Trumpa, została zepchnięta na dalszy plan, choć pierwsze jego decyzje były bardzo wyraziste i dotyczyły kwestii światopoglądowych.
Prezydent USA utrzymuje agresywną narrację w stosunku do polityki handlowej, ale na razie ogranicza się głównie do zapowiedzi. To, z perspektywy rynku, stawia nadzieję na mniejszy zasięg taryf handlowych w stosunku do tego, czego inwestorzy spodziewali się przed inauguracją. Wolniejsze wprowadzanie ceł (wraz z potencjalnym rozwiązaniem kwestii handlowych bez dodatkowych opłat) to scenariusz, który dla inwestorów stanowi nadzieję wypychającą europejskie indeksy na nowe szczyty.
– Inwestorzy szczególnie obawiali się wprowadzenia ceł już w pierwszych dniach prezydentury, stąd ówczesne ruchy na dolarze, który się umacniał – komentuje ekspert XTB. – Do szybkiego nałożenia ceł jednak nie doszło, a rynki odetchnęły. Natomiast przejawem tej niepewności pozostają bardzo wysokie rentowności amerykańskich obligacji.
W Davos prezydent USA mocno stawiał nacisk na energetykę i surowce, w szczególności na rozmowy z OPEC w związku z obniżką cen ropy. Dla spółek energetycznych zapowiedzi Trumpa pozostają wciąż mocnym sygnałem, gdyż nacisk na powrót do tradycyjnych źródeł energii powinien pomóc spółkom na zwiększenie produkcji niższym kosztem.
Jednocześnie prezydent zapowiedział obniżkę podatków od osób prawnych do najniższego poziomu wśród krajów rozwiniętych, pod warunkiem przeniesienia produkcji do USA. Takie zapowiedzi mogą zapowiadać czynniki pozytywne dla małych spółek, o ile nie spowodują one wzrostu inflacji, ograniczającego przestrzeń do obniżki stóp procentowych. Staje się to tym bardziej istotne, że oddalające się perspektywy obniżek stóp procentowych osłabiły nadzieje mniejszych spółek na tańsze pozyskiwanie kapitału.
– Wizja przedłużających się wysokich stóp procentowych i wprowadzenia ceł sprawiła, że najbardziej ucierpiał indeks Russell2000 – wyjaśnia T.Turski z XTB. – Natomiast wkrótce bardzo ucierpieć mogą akcje spółek związane z odnawialnymi źródłami energii, ponieważ D.Trump robi bardzo wiele, aby odwrócić politykę J.Bidena wspierającą zieloną energię.
Amerykańskie akcje odnotowały pod koniec zeszłego roku odpływ kapitału od inwestorów instytucjonalnych. Taka decyzja wynikała z rekordowych wycen amerykańskich akcji i obecnie, jeżeli wyniki spółek za ostatni kwartał zeszłego roku podtrzymają oczekiwania odnośnie dalszego potencjału do wzrostu, indeksy mogą liczyć na dodatkowe wsparcia momentum wraz z powrotem funduszy. Dodatkowy napływ kapitału z funduszy mógłby spowodować wzmocnienie trendu wzrostowego wraz z podłapaniem przez resztę inwestorów ruchów ze strony inwestorów instytucjonalnych.
D.Trump wprawił już natomiast w konsternację rynek kryptowalut decyzjami, które są bardzo wątpliwe etycznie, wypuszczając na rynek własną kryptowalutę, a w przededniu jego prezydentury podobnie postąpiła Pierwsza Dama.
– D.Trump potwierdził w ten sposób, że będzie realizował politykę, którą on sam uważa za słuszną, co z perspektywy inwestorów dodaje niepewności – podsumowuje ekspert XTB. – D.Trump już nie pierwszy raz zarobił na popularności kryptowalut memowych, robił to już wcześniej. Takie kryptowaluty sa bardzo zależne od mody i od emocji, i o tym wiadomo, więc to nie był ruch, który zmieniłby świat kryptowalut.
Spośród decyzji Trumpa cła nie są bardzo istotne, ze względu na niewielką skalę wymiany handlowej. Natomiast bardzo istotne są perspektywy zakończenia wojny w Ukrainie, ponieważ inwestorzy traktują Polskę jako kraj o podwyższonym ryzyku i niechętnie transferują swój kapitał, a efektem są zachowania najważniejszych indeksów GPW, które pozostają niedowartościowane.
MCI Capital, po uzyskaniu zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), sfinalizowało transakcję nabycia 55 proc. udziałów w spółce NTFY, działającej pod marką Nice To Fit You.
Przejęcie NTFY to jedna z największych w historii inwestycja MCI, wartość zaangażowanego kapitału po stronie funduszu sięga 187 mln zł.
NTFY to jedna z najsilniejszych marek cyfrowych w polskim sektorze food e-commerce. Prognozy spółki na 2025 r. zakładają przekroczenie kwoty 350 mln zł przychodów. To oznacza 18 proc. więcej r/r. i o połowę szybszy wzrost niż średnia dla całego rynku.
Perspektywiczny rynek
Rynek cateringów dietetycznych w Polsce wart jest obecnie 3,5 mld zł i, jak szacuje firma badawcza PMR, na koniec bieżącego roku ma osiągnąć wartość 3,9 mld zł. Po kilkudziesięciu procentowych wzrostach w okresie pandemii obecnie rośnie stabilnie w tempie kilkunastu procent rocznie. Eksperci prognozują utrzymanie dwucyfrowej dynamiki wzrostu w najbliższych latach a rozwojowi sektora będą sprzyjać takie trendy jak postępujący zwrot w stronę wygodnego żywienia, szczególnie silny wśród nowych pokoleń, migracja do największych miast i dalsze bogacenie się społeczeństwa.
Uważamy, że głównymi beneficjentami rosnącej popularności cateringów dietetycznych będą najlepiej zarządzane spółki z odpowiednio dużą skalą działalności, takie jak Nice To Fit You – podkreśla Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI.
Jak zaznacza Paweł Wróbel, prezes zarządu NTFY, w sprzedaży rośnie udział młodszych klientów, poniżej 35. r. życia, którzy odpowiadają już za 40 proc. wartości zamówień.
Rośnie również udział klientów z mniejszych miast, poniżej 200 tys. mieszkańców, co daje duże pole do rozwoju — główni rynkowi gracze do tej pory koncentrowali się w dużej mierze na sześciu największych metropoliach — dodaje Paweł Wróbel.
Plany na przyszłość
Nice To Fit You dalej chce rosnąć szybciej niż rynek i pozostać branżowym liderem innowacji – marką wyznaczającą na rynku trendy, które inni gracze kopiują i które stają się rynkowymi standardami. Plan na najbliższy czas jest ambitny – w perspektywie dwóch lat zostać jednym z liderów całej branży food e-commerce w Polsce. Środkiem do tego celu będzie m.in. zwiększenie mocy wytwórczych i budowa pod Warszawą nowego zakładu o wydajności 200 000 posiłków dziennie. Firma chce tym samym bardziej elastycznie reagować na oczekiwania klientów czy zmieniające się trendy żywieniowe i dynamicznie wprowadzać zmiany w swojej ofercie.
W planie jest też dalsze wdrażanie i rozwijanie opartych o AI narzędzi i nowoczesnych technologii. Mają one poprawiać skuteczność predykcji zamówień i zaopatrzenia, a także planowania produkcji, co całościowo ma dodatkowo minimalizować straty produktowe, ograniczać tzw. food cost oraz zapobiegać marnowaniu żywności.
To ostatnie wpisuje się w podejmowane przez Nice To Fit You działania z obszaru ESG i społecznej odpowiedzialności biznesu. Pod koniec ub. r. firma jako pierwsza w branży ogłosiła wprowadzenie zamkniętego obiegu dla swoich opakowań — zwracane przez klientów w specjalnych zwrotopakach będą przetworzone i wykorzystane jako materiał do wytworzenia nowych opakowań dla branży spożywczej. W 2025 r. chce rozszerzyć obszar obecnie objęty projektem – południowa Warszawa i okolice – tak, by w niedalekiej przyszłości opcja oddawania opakowań w specjalnych zwrotopakach była dostępna dla klientów w całym kraju i za granicą.
Na ten rok firma zaplanowała też intensywne działania marketingowe, zwiększające widoczność marki online i offline oraz dalszą współpracę sponsoringową w ramach najważniejszych wydarzeń sportowych w Polsce.
Strategiczna inwestycja MCI
Przejęcie NTFY to największa w historii inwestycja MCI i kolejna transakcja w branży food e-commerce od czasu udanej inwestycji we Frisco.pl, krajowego lidera rynku zakupów spożywczych online, który w 2020 r. został sprzedany Grupie Eurocash. Jest to zgodne ze strategią funduszu, zakładającą 2-3 inwestycje rocznie. MCI planuje długoterminowo inwestować w rozwój NTFY. Założyciele spółki, Sebastian Rabiej i Radosław Jeżak, pozostaną aktywnymi akcjonariuszami, posiadającymi 45 proc. udziałów.
– Wartość zaangażowanego kapitału to ok. 187 mln zł, ta kwota jest wspierana finansowaniem dłużnym w strukturze wykupu lewarowanego tzw. LBO. To już 4. transakcja w ostatnich 4. kwartałach po Webconie, Profitroomie i Focusie. Wspólnie z naszymi partnerami oraz profesjonalnym zespołem NTFY planujemy wesprzeć spółkę w dalszym rozwoju, jako wiodącej marki cyfrowej rynku food e-commerce w Polsce – mówi Paweł Borys, partner zarządzający w MCI Capital.
MCI przewiduje konsolidację rynku i wzrost barier wejścia.
– Nice To Fit You jest zdecydowanym liderem kategorii premium, ma skalę oraz siłę finansową, która umożliwia zwiększanie udziałów rynkowych. Zakładamy, że rynek będzie się konsolidował, a bariery wejścia będą coraz większe. Koncentrujemy się na wzroście organicznym, ale nie wykluczamy dodatkowych akwizycji – wyjaśnia Paweł Borys.
CMS Emerging Europe M&A Report 2024/25: Na europejskich rynkach wschodzących nastąpiło ożywienie działalności transakcyjnej, która osiągnęła najwyższy poziom od 2018 roku.
Najważniejsze wnioski:
Działalność transakcyjna w regionie Europy Środkowo-Wschodniej zyskuje coraz większą dynamikę.
Wolumen transakcji wzrósł w 2024 roku, a istniejące warunki rynkowe wskazują na potencjał jego dalszego wzrostu.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w 2025 roku europejskie rynki wschodzące (Emerging Europe)[1] odnotują wzrost gospodarczy rzędu 3,1%, w porównaniu z 1,4% w europejskich gospodarkach rozwiniętych.
Na europejskie rynki wschodzące korzystnie wpłynie utrzymujący się wzrost, solidny ekosystem finansowy i postępująca cyfryzacja gospodarki.
Wnioski z raportu CMS Emerging Europe M&A 2024/25, opublikowanego we współpracy z EMIS, wskazują na dużą odporność rynku transakcyjnego na europejskich rynkach wschodzących, którego aktywność wzrosła do najwyższego poziomu od 2018 roku. Większe zaufanie uczestników rynku wynika z poprawy warunków gospodarczych i rosnącego poczucia stabilności, które jest efektem spadającej inflacji oraz ostrożnych działań banków centralnych zmierzających do kolejnych cięć stóp procentowych.
Z raportu wynika również, że w roku 2024, w którym ogłoszono zawarcie 1 281 transakcji, wolumen transakcyjny na europejskich rynkach wschodzących wzrósł o 8% w stosunku do roku 2023. Jednakże, pomimo większej liczby transakcji, ich łączna wartość spadła o 30,9% do poziomu 25,72 mld EUR. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy był prawie całkowity brak tzw. „megatransakcji”, rozumianych jako transakcje o wartości co najmniej 1 mld EUR. W 2024 roku nastąpiło przesunięcie w kierunku transakcji o niskiej i średniej wartości. Średnia wartość transakcji spadła w roku 2024 do poziomu 20,1 mln EUR, w porównaniu z 31,4 mln EUR w roku 2023.
Inwestycje transgraniczne
Aktywność transgraniczna w 2024 roku utrzymywała się na wysokim poziomie, a liczba transakcji wzrosła do 776 i było ich o 31 więcej niż w roku poprzednim. Wśród najbardziej aktywnych inwestorów zagranicznych w segmencie M&A znalazły się Stany Zjednoczone, które utrzymały pozycję lidera pod względem liczby transakcji (102 transakcje), oraz Wielka Brytania, która pomimo spadku wolumenu transakcji uplasowała się na drugim miejscu (68 transakcji). Łączna wartość transakcji z udziałem inwestorów zagranicznych spadła z 35,5 do 23,3 mld EUR, przy czym czołowe miejsce w ujęciu wartościowym zajął Luksemburg z wynikiem 2,01 mld EUR.
Najważniejsze rynki
Polska utrzymała pozycję największego rynku fuzji i przejęć z wynikiem 269 transakcji o łącznej wartości 5,77 mld EUR. Drugim najbardziej aktywnym rynkiem w regionie była Rumunia z 187 transakcjami, jednak w obu przypadkach odnotowano ogólny spadek wolumenu transakcji w porównaniu z rokiem 2023. Krajami, w których nastąpił wzrost aktywności transakcyjnej, były Bułgaria (88 transakcji), Chorwacja (92 transakcji) i Węgry (63 transakcje), które odnotowały wzrost odpowiednio o 7,3%, 10,8% i 10,5%. W kilku krajach, między innymi w Polsce i na Węgrzech, odnotowano spadek wartości transakcji w porównaniu z rokiem 2023, co wynikało z mniejszej liczby megatransakcji. W nieco bardziej złożony sposób przedstawiała się sytuacja w Czechach i na Słowacji, gdzie wolumen transakcji spadł odpowiednio o 7,2% (128 transakcji) i 14,6% (35 transakcji), natomiast ich wartość wzrosła o 53,8% (5,65 mld EUR) i 25,5% (4,19 mld EUR).
„Fakt, że Polska po raz kolejny utrzymała pozycję największego rynku M&A w regionie, potwierdza stabilność naszej gospodarki oraz utrzymujące się zainteresowanie inwestorów. Podobna sytuacja ma miejsce w innych krajach regionu, co sprawia, że wraz z dynamicznym rozwojem gospodarek oraz przyjaznymi warunkami do prowadzenia biznesu, mamy w Europie Środkowo-Wschodniej warunki bardzo korzystne dla inwestorów, także zagranicznych. Napływ zagranicznego kapitału znacząco podnosi konkurencyjność rynku i pozytywnie wpływa na wyceny spółek. W efekcie spodziewamy się, że w 2025 roku aktywność transakcyjna w naszym regionie będzie rosnąć, zwłaszcza w tak perspektywicznych sektorach jak nowoczesne technologie czy usługi finansowe”, uważa Sławomir Czerwiński, partner w CMS w Polsce.
Zróżnicowanie sektorowe
Raport wskazuje na istotne przesunięcia w sektorach, które były głównymi ośrodkami aktywności transakcyjnej. Sektorami, w których odnotowano najwyższą wartość transakcji, były: energetyka i infrastruktura, nieruchomości i budownictwo oraz sektor spożywczy. W sektorze energetyki i infrastruktury odnotowało wzrost wartości transakcji o 162% (z 3,72 mld EUR do 9,75 mld EUR). Sektor nieruchomości i budownictwa odnotował wzrost zarówno liczby transakcji (194, w porównaniu z 158), jak i ich wartości (5,65 mld EUR, co stanowiło wzrost o 77,2% z poziomu 3,19 mld EUR).
„Sektor M&A w Europie Środkowo-Wschodniej pozostaje w fazie przeobrażeń, których siłą napędową są zmiany regulacyjne, nowe technologie, transformacja energetyczna i rozwój strategii biznesowych. Sektorami, w których obserwujemy znaczny poziom aktywności, są finanse i ubezpieczenia. Odnotowaliśmy tu gwałtowny wzrost liczby transakcji. Na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej nadal pozostaje miejsce na konsolidację w sektorze finansowym i ubezpieczeniowym, w związku z czym może dojść tam do kolejnych transakcji”, mówi Horea Popescu, partner w CMS w Rumunii.
Private equity
Wolumen transakcji private equity na europejskich rynkach wschodzących wzrósł w 2024 roku o 12,6%, a ich liczba wyniosła 278. Wartość transakcji private equity spadła natomiast o 11,4% do kwoty 13,88 mld EUR, co było odzwierciedleniem szerszej tendencji dającej się zauważyć w całym regionie. Wśród najbardziej spektakularnych transakcji wymienić można nabycie przez fundusz Blackstone portfela dziesięciu obiektów logistycznych w Czechach i na Słowacji za kwotę 470 mln EUR oraz przejęcie przez CVC Capital Partners spółki Partner in Pet Food (PPF) na Węgrzech za kwotę 2 mld EUR, co było największą transakcją w ujęciu wartościowym.
„Inwestorzy private equity nadal interesują się Europą Środkowo-Wschodnią, a przy zeszłorocznym wzroście liczby transakcji w segmencie private equity o 12,6%, klimat inwestycyjny w dalszym ciągu pozostaje dynamiczny. Kolejną drogą wejścia na rynek w tym regionie okazało się w ostatnich latach partnerstwo z lokalnym kapitałem, które otworzyło dodatkowe możliwości i dało przewagę konkurencyjną większym funduszom private equity”, Helen Rodwell, partner w CMS w Czechach.
Prognoza
W swojej prognozie na rok 2025 Horea Popescu stwierdził, że „pomimo przejściowych trudności, region Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje atrakcyjny dla międzynarodowych inwestorów, o czym świadczy wyższy wolumen transakcji odnotowany w ubiegłym roku w wielu krajach i sektorach. Wygląda na to, że nastrojem dominującym w 2025 roku będzie optymizm, a nabywcy będą w dalszym ciągu korzystać z różnego rodzaju możliwości inwestycyjnych, jakie oferuje im ten region.”
Raport CMS Emerging Europe M&A 2024/25 można pobrać pod linkiem.
[1] Europejskie rynki wschodzące obejmują takie kraje jak: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Czechy, Estonia, Kosowo, Litwa, Łotwa, Macedonia Północna, Mołdawia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina i Węgry.
Wczoraj swoje wyniki finansowe zaprezentowały Microsoft, Meta i Tesla. Każda z tych firm musiała odnieść się do nowego chińskiego modelu AI – Deepseek, który może mocno zmienić reguły gry. Inwestorzy nagrodzili Meta i Teslę za agresywną strategię rozwoju AI, podczas gdy Microsoft i Nvidia znalazły się pod presją – rynek zastanawia się, czy ich dotychczasowy model biznesowy nadal będzie bardzo zyskowny w nowej rzeczywistości.
Po niepewności wywołanej przez nowy chiński model AI Deepseek inwestorzy oczekiwali stanowiska gigantów technologicznych w zakresie jego wpływu na ich strategię oraz planowanych działań w celu utrzymania swojej technologicznej przewagi. Microsoft, Meta i Tesla – wszystkie należące do grupy Magnificent 7 – opublikowały wczoraj swoje wyniki finansowe, a część z nich odniosła się do wydajnego, open-source’owego modelu AI w kontekście własnych przeszłych i planowanych inwestycji. Deepseek, którego koszt szkolenia wynosi prawdopodobnie zaledwie 6 milionów dolarów, może podważyć ekonomikę obecnych modeli, których koszt treningu był wielokrotnie wyższy. OpenAI zasugerowało, że Deepseek mógł wykorzystywać ChatGPT do swojego treningu, co dodatkowo komplikuje sytuację na rynku AI.
Microsoft, będący głównym inwestorem OpenAI, przedstawił wyniki finansowe lepsze od prognoz, notując 12-procentowy wzrost przychodów. Nie wystarczyło to jednak, by uspokoić inwestorów – zwłaszcza że wzrost chmury Azure zwolnił, powodując 4-procentowy spadek akcji w handlu posesyjnym. CEO Microsoftu, Satya Nadella, podkreśla, że firma jest gotowa na długoterminowy rozwój w dziedzinie AI, lecz rynek odczuwa spore obawy z tym związane.
Natomiast Mark Zuckerberg, prezes Meta, zaznaczył, że wciąż za wcześnie na pełną ocenę wpływu konkurentów, takich jak Deepseek, na inwestycje jego firmy w AI. Meta planuje przeznaczyć nawet 65 miliardów dolarów na infrastrukturę AI, spodziewając się, że w tym roku jego asystent AI dotrze do ponad miliarda użytkowników, umacniając pozycję firmy na rynku. Obsługa miliardów użytkowników wymaga znacznych nakładów, ale jednocześnie stanowi kluczowy atut Meta. Firma przebiła własne prognozy, osiągając w czwartym kwartale 48,39 miliarda dolarów przychodów. Do wzrostu przyczyniły się kampanie reklamowe wspierane przez AI oraz popularność Instagram Reels. Rynek zareagował na te wyniki wzrostem cen akcji o 2 proc..
Tesla jako jedyna nie odniosła się do modelu Deepseek podczas publikacji wyników, choć firma konsekwentnie traktuje sztuczną inteligencję jako swój priorytet. Elon Musk zapowiedział ponad dwukrotne zwiększenie inwestycji w technologie związane z autonomicznymi pojazdami. Pierwszym miastem, w którym wprowadzi autonomiczne pojazdy, ma być Austin w Teksasie. Pomimo niespełnienia oczekiwań dotyczących przychodów akcje Tesli wzrosły o 4 proc..
Nvidia, jeden z głównych dostawców chipów do AI, doświadczyła spadku kursu akcji po premierze Deepseek. Firma swoje wyniki przedstawi dopiero 26 lutego, co będzie ważnym testem dla inwestorów zainteresowanych branżą AI. Paradoksalnie, pojawienie się konkurencji może przynieść Nvidii korzyści, ponieważ nowe modele zwiększają zapotrzebowanie na moc obliczeniową, co jest korzystne dla producenta GPU i całego ekosystemu centrów danych. Wciąż jednak nie wiadomo, jak nowe modele wpłyną na wyniki spółki. Tymczasem Alibaba ogłosiła własny model AI, twierdząc, że przewyższa on Deepseek pod względem wydajności.
Sytuacja na rynku AI rozwija się dynamicznie, a nadchodzące miesiące zapowiadają się niezwykle interesująco. Pomimo zawirowań w sektorze centrów danych branża AI może nadal zyskiwać na wartości. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro 55 proc. światowych inwestorów i 40 proc. inwestorów z Polski spodziewa się wzrostu cen akcji w sektorze AI w 2025 roku.
Środa miała prosty temat przewodni. Były to decyzje banków centralnych w sprawie stóp procentowych. USA nie obniżają stóp procentowych, za to Kanada i Szwecja obniżają stopy procentowe.
W USA bez zmian
Wczorajsza decyzja Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych zgodnie z oczekiwaniami była tylko formalnością. Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 4,25%. Rynki spodziewają się obniżki dopiero w czerwcu. Powodem są obawy co stanie się z inflacją w związku z nowymi działaniami nowo zaprzysiężonego prezydenta USA. Na razie jednak tych działań proinflacyjnych nie widać. To prawdopodobnie dlatego rynki zaczynają coraz bardziej przekonywać się do scenariusza 2 obniżek stóp procentowych w tym roku. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że na konferencji prasowej Jerome Powell był bardzo ostrożny. Nie pojawiła się żadna konkretna zapowiedź, a jedynie stwierdzenie, że Rezerwie Federalnej się nie spieszy, by obniżać stopy procentowe. Rynki przyjęły zarówno decyzję, jak i samą konferencję po niej, bardzo spokojnie.
Kanada obniża stopy procentowe
Jeszcze przed decyzją z USA zobaczyliśmy decyzję Banku Kanady w sprawie stóp procentowych. Ten z kolei obniżył główną stopę procentową z 3,25% na 3,00%. Tym samym różnica pomiędzy stopami procentowymi w USA i Kanadzie jest wyjątkowo wysoka. Ostatni raz kanadyjska stopa procentowa była o tyle niższa od amerykańskiej w drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Tak silne obniżanie stopy procentowej w Kanadzie powoduje, że dolar kanadyjski mocno traci względem swojego kolegi z USA. Za jednego USD jeszcze w październiku trzeba było płacić 1,35 dolara kanadyjskiego. Dzisiaj jest to już prawie 1,45 CAD, a patrząc na brak chęci do obniżania stóp w USA może to nie być koniec tej historii.
Szwedzi obniżają stopy procentowe
Wczoraj Szwecja obniżyła stopy procentowe z 2,5% na 2,25%. Był to ruch zgodny z oczekiwaniami analityków. Na uwagę zasługuje to, że jest to najniższy poziom w Unii Europejskiej. Drugie miejsce zajmuje zresztą również skandynawskie państwo – Dania. Biorąc pod uwagę, że w grudniu zobaczyliśmy spadek tempa wzrostu cen w Szwecji do poziomu 0,8% w ujęciu rocznym widać, że jest miejsce na obniżki stóp procentowych. Waluta po samej decyzji nawet lekko się umacniała, co pokazuje tylko, że inwestorzy liczyli na więcej. Z kolei na konferencji prasowej padła informacja, że to może być już koniec obniżek. W dłuższym okresie należy zwrócić uwagę, że ostatnie lata nie były łaskawe dla kursu szwedzkiej korony. To co jednak jest niekorzystne dla portfeli obywateli chcących jechać na zagraniczne wakacje czy kupić coś z importu, jest mocno korzystne dla lokalnych producentów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wzrost PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Ostatnie miesiące minionego roku były bardzo intensywne na rynku nieruchomości komercyjnych. W efekcie wartość transakcji zrealizowanych w całym 2024 roku wyniosła ponad 5 mld euro, aż o 142 proc. więcej w ujęciu rocznym – wynika z najnowszego raportu CBRE. Najwięcej z tej kwoty zainwestowano w biura, na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy, a na trzecim magazynowy. Najsilniejsze odbicie dotyczyło rynku biurowego, na którym wartość inwestycji urosła niemal czterokrotnie rok do roku i wyniosła 1,63 mld euro.
– Wyjątkowa mobilizacja, jaką obserwowaliśmy na rynku nieruchomości komercyjnych w końcówce 2024 roku, pozwoliła zamknąć ten okres z wynikiem znacznie przekraczającym wstępne oczekiwania. Finalna kwota inwestycji w minionym roku sięgnęła 5,04 mld euro, czyli o 142 proc. więcej niż w 2023 roku. Największą dynamikę obserwowaliśmy w sektorze biurowym, w który ulokowano 1,63 mld euro. Wzrost w porównaniu rok do roku jest spektakularny i wynosi 382 proc. Tak duże zapotrzebowanie na powierzchnie do pracy odzwierciedla trwające ożywienie i wzrost polskiej gospodarki – mówi Monika Kulawińska, dyrektorka w dziale Capital Markets, Head of Retail Sector, CBRE.
Spośród całego wolumenu zainwestowanego w nieruchomości komercyjne w Polsce w 2024 roku najwięcej, bo 32,3 proc., ulokowano w sektor biurowy (43 transakcje na łączną kwotę 1,63 mld euro). Najbardziej aktywnym podmiotem była szwedzka spółka Eastnine, która zrealizowała dwie transakcje na łączną kwotę 359 mln euro. Jedną z nich była rekordowa w skali Europy sprzedaż biurowca Warsaw UNIT przez Ghelamco za 280 mln euro. Była to największa transakcja na rynku pod względem wolumenu.
– Cały europejski rynek biurowy czekał na powrót transakcji o tak dużych wolumenach. Bardzo mnie cieszy, że ten przełom dla sektora dokonał się właśnie w Warszawie, a kamieniem milowym był nasz projekt Warsaw UNIT. Stołeczny rynek należy do najatrakcyjniejszych w Europie pod względem możliwości inwestycyjnych, oferując wysokie stopy zwrotu i nowoczesne nieruchomości realizowane zgodnie ze standardami zrównoważonego rozwoju. Jako deweloper nieruchomości komercyjnych odczuwamy wzmożone zainteresowanie projektami biurowymi wśród międzynarodowych inwestorów, zwłaszcza z regionu CEE i Skandynawii, co zwiastuje dla naszej branży dobry rok i kolejne transakcje – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor zarządzający Ghelamco Poland.
Handel goni biura
Dobrą passą w 2024 roku cieszył się także sektor handlowy. Wartość ulokowanych środków sięgnęła 1,59 mld euro, a więc 31,6 proc. spośród całej sumy zainwestowanej w polskie nieruchomości komercyjne. To najwyższa kwota od 2019 roku. Złożyło się na nią 31 transakcji, z czego 20 dotyczyło parków handlowych. Największą rolę odegrała spółka NEPI Rockcastle kupując Silesia City Center w Katowicach i Magnolia Park we Wrocławiu, za łączną kwotę 778 mln euro.
Wzrost w magazynach
Spośród ponad 5 mld euro ulokowanych w nieruchomości komercyjne, jedną czwartą zainwestowano w magazyny. Kwota sięgnęła 1,26 mld euro, co jest wynikiem o 31 proc. wyższym niż odnotowany w 2023 roku. To efekt 28 transakcji zawartych na tym rynku w 2024 roku. Największym inwestorem okazał się europejski fundusz Greykite, który w polskie magazyny ulokował 166 mln euro.
Coraz większe znaczenie sektora Living
Sektor Living, a więc wynajem instytucjonalny mieszkań, hotele i prywatne akademiki, ma coraz silniejszą pozycję na rynku inwestycyjnym. W 2024 roku w takie nieruchomości ulokowano 559 mln euro, co stanowiło 11,1 proc. całego wolumenu. W mieszkania zainwestowano 358 mln euro, a w prywatne akademiki około 29 mln euro. Inwestycje w nieruchomości hotelowe wyniosły 172 mln euro, co pokazuje ostrożny optymizm w tym segmencie.
Dane na koniec 2024 roku potwierdziły wcześniejsze, wstępne prognozy, dotyczące powrotu do dobrej kondycji rynku motoryzacyjnego w Polsce. Sprzedaż nowych aut w salonach była najwyższa od pięciu lat. W minionym roku niemalże wyrównany został poziom wielkości sprzedaży sprzed Covidu z 2019 roku. Dynamika sprzedaży nowych samochodów osobowych w Polsce była większa o 16,1% r/r i takie tempo wzrostu pozwoliło naszemu krajowi zająć pierwsze miejsce w całej Unii Europejskiej pod względem dynamiki wzrostu. Za nami na podium pod kątem dynamiki rynku uplasowały się kolejno Bułgaria oraz Węgry. Sprzedaż aut w Polsce rosła w każdym segmencie klientów, ale najszybszy wzrost został odnotowany wśród klientów indywidualnych i to oni w największym stopniu wypracowali dobre wyniki polskiego rynku. Jednakże, to nadal firmy i przedsiębiorcy odpowiadali za blisko 70% łącznej sprzedaży. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, reprezentowany w tej organizacji rynek wynajmu długoterminowego samochodów urósł w Polsce w 2024 r. o 8,5% r/r pod względem łącznej floty. Wzrost na poziomie 3% odnotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów).
4 tysiące aut osobowych, tylko tyle dzieliło w minionym roku polski rynek motoryzacyjny od wyrównania poziomu sprzedaży nowych samochodów z 2019 roku. Salony w naszym kraju opuściło 551,5 tys. nowych aut osobowych, aż o 16,1% więcej niż rok wcześniej. Taki wzrost sprzedaży spowodował, że Polska znalazła się pod tym względem na pierwszym miejscu w całej Unii Europejskiej, za nami na podium znalazły się jeszcze kolejno Bułgaria (wzrost o 13,8%) oraz Węgry (12,9%). Średni wzrost sprzedaży nowych samochodów osobowych we wszystkich krajach UE wyniósł w zeszłym roku jedynie 0,8%.
Firmy nadal stanowią fundament rynku motoryzacyjnego w Polsce, ale sprzedaż najszybciej rosła wśród klientów indywidualnych
Za zdecydowaną większość sprzedaży nowych aut osobowych w polskich salonach odpowiadają wciąż, niezmiennie firmy i przedsiębiorcy, którzy nabyli 68,25% wszystkich sprzedanych aut. Ale, udział firm w sprzedaży zmniejszył się w 2024 r. w stosunku do roku poprzedniego o 4,25 p.p. Wszystko za sprawą znacznie szybciej rosnącej w zeszłym roku sprzedaży do klientów indywidualnych, aniżeli firmowych.
Wzrost sprzedaży nowych samochodów do osób prywatnych osiągnął w 2024 roku w Polsce bardzo rzadko spotykany, imponujący poziom 34,1%, co jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Tak wysoka wartość to efekt przede wszystkim polityki rabatowej producentów i dealerów skierowanej do tego segmentu rynku.
To jednak nie jedyny pozytywny aspekt, związany z segmentem klientów indywidualnych. Osoby prywatne odpowiadają bowiem za zdecydowaną większość importu do Polski aut używanych zza granicy i w 2024 roku, pomimo że import tego pojazdów urósł aż o 19,5% w porównaniu z rokiem poprzednim, to sprzedaż aut nowych do klientów indywidualnych, a więc zainteresowanie zakupem samochodów fabrycznie nowych, rosło jednak jeszcze znacznie szybciej. Do Polski w zeszłym roku sprowadzono zza granicy łącznie 880 tys. aut używanych.
Niemalże co czwarte nowe auto nabywane przez firmy w 2024 r. w wynajmie długoterminowym
W minionym roku firmy i przedsiębiorcy nabyli w naszym kraju łącznie ponad 376 tys. nowych aut osobowych, o 9,3% więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Biorąc pod uwagę wolumen tego wzrostu, firmy nabyły o 32 tys. samochodów więcej r/r i tutaj znowu pozytywne zaskoczenie jeśli chodzi o klientów indywidualnych, w przypadku których nie tylko tempo wzrostu (34,1% vs 9,3%), ale i sam wolumen wzrostu sprzedaży był większy niż w przypadku firm, gdyż wyniósł aż ponad 44 tys. samochodów (wobec 32 tys. w przypadku firm).
Zgodnie z danymi PZWLP na podstawie informacji zbieranych od firm skupionych w organizacji, w 2024 roku na potrzeby wynajmu długoterminowego nabyto o 4,5% więcej nowych samochodów osobowych niż w roku wcześniejszym, łącznie 89,4 tys. aut. Wolumen aut nabywanych w wynajmie długoterminowym jest w ostatnich latach stabilny, nie podlega znacznym wahaniom, co odróżnia go na tle rynku i konsekwentnie rośnie. W 2024 roku w wynajmie długoterminowym znalazł się niemalże co czwarty nowy samochód osobowy nabywany w tym czasie przez firmy i przedsiębiorców.
W przypadku konkurencyjnych rodzajów finansowania aut przez firmy i przedsiębiorców, a więc kredytu, klasycznego leasingu finansowego i zakupu ze środków własnych liczonych razem, w 2024 roku odnotowany został wzrost sprzedaży na poziomie 10,8% r/r.
Rynek wynajmu długoterminowego aut w Polsce konsekwentnie rośnie, ale jego główna siła napędowa pracowała w 2024 r. na niższych obrotach
Pod względem najważniejszego dla wynajmu długoterminowego wskaźnika, a więc łącznej liczby sfinansowanych i oddanych do użytkowania samochodów w ramach usługi wynajmu długoterminowego, zgodnie z danymi PZWLP poziom aktywnej floty urósł w 2024 roku o 8,5% r/r.
Rok 2024 był dla branży wynajmu długoterminowego w Polsce dość wymagający i pełny wyzwań – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Poziom sfinansowanej i zarządzanej aktywnej floty urósł o 8,5%, podobna dynamika utrzymywała się przez cały rok. Niemniej oczekiwania branży były większe. Tempo wzrostu branży nakręcała dynamika w segmencie mikro i małych przedsiębiorców, wśród których coraz więcej korzysta już w naszym kraju z finansowania swoich samochodów wynajmem. Głównym filarem naszej branży pozostają jednak wciąż duże firmy. I właśnie ze względu na ten fakt, w połączeniu z niepewną sytuacją gospodarczą, wpływającą na bardzo ostrożne decyzje większych firm w zakresie powiększania, czy wymiany floty aut, tempo wzrostu rynku w 2024 r. było wolniejsze od tego obserwowanego rok czy dwa lata temu. Mówiąc bardziej obrazowo, główny motor napędowy branży wynajmu długoterminowego w Polsce, a więc duże firmy, pracował w zeszłym roku na niższych obrotach i wzrost w tym segmencie klientów był niewielki, co rzutowało na sytuację całej branży. Lepszą, bardziej zadowalającą dynamikę sprzedaży obserwowaliśmy w sektorze mikro i małych firm, które w przypadku wynajmu długoterminowego, odwrotnie niż w klasycznym leasingu, stanowią jednak nadal mniejszą część klientów branży. Należy jednak podkreślić, że rynek wynajmu długoterminowego w Polsce, niezależnie od sytuacji gospodarczej, konsekwentnie każdego roku rośnie i wynajem długoterminowy jest jedną z kluczowych, najchętniej wykorzystywanych form finansowania samochodów przez firmy i przedsiębiorców w naszym kraju.
W liczącej na koniec roku 2024 r. blisko 276 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm skupionych w PZWLP, do najpopularniejszych modeli samochodów należały Skoda Octavia, Toyota Corolla i Kia Ceed.
Auta nisko- i zeroemisyjne coraz liczniej reprezentowane w wynajmie długoterminowym
Rok 2024 był już kolejnym, w którym w szybkim tempie postępowała transformacja napędów stosowanych w autach znajdujących się w wynajmie długoterminowym w Polsce. Jednakże, uwypukliła się wyraźna różnica w tym zakresie w stosunku do lat poprzednich. Nadal istotnie zmniejszał się udział samochodów z silnikami wysokoprężnymi, ale już nie przede wszystkim dzięki wzrostowi udziału aut benzynowych – jak to miało miejsce do niedawna – a głównie napędów ekologicznych, nisko- i zeroemisyjnych. Odsetek aut wyposażonych w benzynowe jednostki wynosił na koniec 2024 roku 54,9% i urósł w ciągu roku 0,2 p.p. Diesle stanowiły już niewiele ponad 30% ogółu (31,1%) i ich udział w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym zmniejszył się o 2,9 p.p. w ciągu roku. Najszybciej natomiast zwiększał się odsetek samochodów z ekologicznymi napędami, a więc wszelkiego rodzaju hybryd i aut w pełni elektrycznych (BEV). Na koniec grudnia 2024 roku ich udział sięgnął już 14% i był większy o 2,7 p.p. niż rok wcześniej. Wciąż relatywnie niewielki, ale z pewnością już nie marginalny, jak to miało miejsce jeszcze 3-4 lata temu, pozostawał odsetek samochodów w pełni elektrycznych i wynosił na koniec minionego roku 3,4%, o 1,1 p.p. więcej niż rok wcześniej.
Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w czwartym kwartale 2024 roku była niższa aż o 28,8 g/km i 22,3% niż rok wcześniej i wyniosła 100,3 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 138,1 g/km i była niższa o 1% i 1,5 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023.
Kilkunastoprocentowy udział samochodów z ekologicznymi napędami w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym to pozytywna informacja – mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP. – Najszybciej rośnie jednak w tej grupie odsetek aut wyposażonych w napędy hybrydowe, co jest konsekwencją przede wszystkim zmian technologicznych i aktualnej oferty producentów pojazdów. Coraz rzadziej mamy i będziemy mieli bowiem do czynienia z czysto benzynową jednostką napędową. W większości przypadków są to już obecnie hybrydy, a w niedalekiej przyszłości tego typu napędy całkowicie zastąpią w ofercie klasyczny silnik benzynowy. Odsetek aut w pełni elektrycznych jest już na zauważalnym poziomie ponad 3%, ale relatywnie do innych krajów, przede wszystkim zachodnioeuropejskich, wartość ta jest bardzo niska. Niestety, prognozy na przyszłość w tym zakresie są pesymistyczne, zakończyła się dotychczasowa, pierwsza edycja programu dopłat do aut elektrycznych „Mój Elektryk”, a w nowej odsłonie program nie przewiduje już dofinansowania dla firm i przedsiębiorców, a jedynie dla klientów indywidualnych i jednoosobowych działalności gospodarczych. W naszej ocenie, podobnej do opinii wielu innych organizacji rynku motoryzacyjnego w Polsce, pominięcie firm w programie dopłat do zakupu aut elektrycznych to błąd i jest niemalże pewne, że rozwój elektromobilności w Polsce, który dopiero nabierał rozpędu, przez taką konstrukcję dopłat, znacznie spowolni. W naszym kraju bowiem, nabywcami aut elektrycznych są bowiem póki co przede wszystkim firmy. Jako PZWLP, we współpracy z wieloma innymi organizacjami, bardzo aktywnie apelujemy do strony rządowej o uwzględnienie firm w kolejnej odsłonie programu dopłat.
Branża Rent a Car zakończyła rok z niewielkim wzrostem
Z opublikowanych przez PZWLP danych wynika, że branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w Polsce, w 2024 roku odnotowała niewielki wzrost na poziomie 3% r/r.
Rok 2024 był jednym z bardziej wymagających i trudniejszych w ostatnich latach dla branży Rent a Car w Polsce – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP. – Sytuacja makroekonomiczna odciska wyraźne piętno na działalności wypożyczalni samochodów. W strukturze klientów firm Rent a Car w Polsce, odmiennie niż np. w USA, czy krajach południowej Europy, największą część stanowią jednak firmy, korzystające z wypożyczalni aut np. przy okazji podróży biznesowych, realizacji okresowych projektów, w sytuacjach awaryjnych. Ze względu na wysokie koszty działalności, firmy poszukują obecnie oszczędności i ograniczają wydatki na wielu celów, w tym na te związane z krótkookresowym wypożyczaniem aut. Podobnych oszczędności szukają również klienci indywidualni, rezygnując bądź znacząco zmniejszając swoje wydatki. W takiej sytuacji ograniczonego popytu, firmy Rent a Car dostosowują w Polsce swoją działalność do bieżącej koniunktury.
Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec 2024 roku roku ponad 20 tys. aut.
*– bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.
Dynamiczny rozwój technologii sprawił, że marketing zyskał nowy wymiar. Dzięki aplikacjom mobilnym firmy mogą łączyć się z klientami w czasie rzeczywistym, dostarczając im treści i oferty dopasowane do ich oczekiwań. Jakie możliwości daje ten rodzaj marketingu i dlaczego IT oraz sztuczna inteligencja odgrywają w nim kluczową rolę?
Marketing na miarę współczesności
Aplikacje mobilne są powszechnym narzędziem – w 2023 roku zanotowały one 257 miliardów pobrań1. Tak duża skala dostępności sprawiła, że stały się one także kluczowym elementem nowoczesnego marketingu. W przeciwieństwie do kampanii marketingowych z wykorzystaniem kanałów takich jak choćby prasa czy telewizja lub radio, które wymagają zaplanowania i przygotowania z większym wyprzedzeniem, promocje prowadzone za pomocą aplikacji są bardziej dynamiczne i elastyczne. Przykładowo, jeśli kampania nie przynosi oczekiwanych wyników, można ją natychmiast zmodyfikować – zmienić grafikę, treść komunikatów czy nawet mechanizmy promocyjne.
· To zupełnie nowy poziom reaktywności, który pozwala na bieżąco odpowiadać na potrzeby użytkowników. Firmy mogą teraz testować różne rozwiązania w czasie rzeczywistym i błyskawicznie wdrażać te, które najlepiej się sprawdzają. Dzięki temu możliwe jest minimalizowanie strat i maksymalizacja efektów, co daje znaczącą przewagę konkurencyjną. To także szansa na lepsze zrozumienie oczekiwań klientów poprzez szybkie zbieranie danych i ich natychmiastową analizę – komentuje Ewa Pietrzak, Delivery Lead w Capgemini Polska.
Realizacja projektów aplikacji mobilnych bazuje na ścisłej współpracy działu kreatywnego z działem odpowiadającym za UX design oraz z osobami zajmujących się IT. W efekcie powstają platformy, które muszą spełniać wymagania zarówno biznesowe, jak i użytkowe.
· W procesie projektowania aplikacji mobilnych dział IT można śmiało określić mianem „partnera marketingu”, a nie tylko „dostawcy technologii” – programiści dostarczają narzędzia, które umożliwiają pełną personalizację komunikacji, a marketerzy mogą skupić się na tworzeniu pomysłów idealnie dopasowanych do odbiorców. Można powiedzieć, że jest to symbioza, w której technologia wspiera kreatywność, a kreatywność wyznacza kierunki rozwoju technologii. Dzięki temu firmy są w stanie nie tylko zaskakiwać swoich klientów, ale także stale podnosić jakość ich doświadczeń – ocenia Ewa Pietrzak.
Sztuczna inteligencja na usługach marketingu
Współczesne aplikacje mobilne coraz częściej korzystają z możliwości sztucznej inteligencji (AI). Algorytmy analityczne analizują dane o osobach korzystających z aplikacji, przewidują ich zachowania i sugerują najlepsze strategie marketingowe. AI wspiera również osoby projektujące aplikacje na etapie konceptualizacji, prototypów i testów, co pozwala na lepsze dopasowanie aplikacji do oczekiwań rynku.
· Sztuczna inteligencja to przyszłość marketingu – dzięki niej możemy robić więcej, szybciej i skuteczniej. Na przykład możemy przewidzieć, jakie promocje będą najbardziej skuteczne dla konkretnego segmentu klientów i dostarczyć je w idealnym momencie. To nie tylko optymalizacja kosztów, ale także budowanie trwałej relacji z klientem. Warto też pamiętać, że AI pozwala na tworzenie bardziej innowacyjnych rozwiązań, które zaskakują użytkowników i budują wizerunek marki jako nowoczesnej i zaangażowanej – podkreśla Piotr Szych, Android Team Lead w Capgemini Polska.
Grywalizacja jako klucz do sukcesu
Jednym z ciekawszych elementów marketingu mobilnego jest grywalizacja. Mechanizmy takie jak rankingi, nagrody czy wyzwania angażują użytkowników i użytkowniczki i sprawiają, że chętniej korzystają oni z aplikacji. Co więcej, grywalizacja działa nie tylko jako narzędzie marketingowe, ale też wzmacnia lojalność klientów wobec aplikacji. Nie dziwi więc fakt, że gry mobilne są najchętniej pobieraną kategorią aplikacji z liczbą około 150 milionów pobrań w 2024 roku2.
· Grywalizacja to coś więcej niż zabawa – to też narzędzie motywacyjne, które daje poczucie zdobywania osiągnięć i sprawia, że użytkownik czy użytkowniczka chętniej i częściej zagląda do aplikacji. Dobrze zaprojektowane mechanizmy grywalizacji zawierają też elementy edukacyjne, np. przybliżają funkcje aplikacji, które w efekcie ułatwiają im poruszanie się po niej. To wszystko sprawia, że nie tylko spełnia ona swoją rolę w sprzedaży danego produktu, ale też staje się integralną częścią życia klientów – podsumowuje Piotr Szych.
Nowa era marketingu
Rozwój aplikacji mobilnych i integracja technologii takich jak AI, otwierają przed marketingiem nieograniczone możliwości. Współpraca zespołów IT i marketingu staje się fundamentem sukcesu, a elastyczność i personalizacja treści pozwalają firmom jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów. Nowoczesny marketing to już nie tylko kreatywność, ale też technologia w służbie efektywności.
Sześć pozytywnych i tyle samo negatywnych istotnych zmian regulacyjnych mających wpływ na prowadzenie biznesu w Polsce wprowadzono w ostatnim kwartale minionego roku wynika z najnowszej edycji Polskiego Barometru TMF Group. Eksperci wskazali również na największe wyzwania dla firm wynikające z przyjętych przepisów w 2024 roku, które weszły lub wejdą w życie w tym roku. To regulacje dotyczące minimalnej stawki CIT, zmian w podatku od nieruchomości czy ustawy o sygnalistach.
TMF Group to globalna firma specjalizująca się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce. To właśnie eksperci firmy pracujący na co dzień w biurach w Katowicach i w Warszawie opracowują Polski Barometr TMF Group, czyli raport zawierający istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne.
Najważniejsze zmiany regulacyjne dla biznesu w czwartym kwartale 2024
W najnowszym Barometrze TMF Group zmiany pozytywne i te stanowiące wyzwania dla biznesu rozkładają się po równo.
Wśród wyzwań znajdziemy przyjętą w grudniu zeszłego roku dyrektywę FASTER, która ma ułatwić inwestorom (zarówno indywidualnym, jak i instytucjonalnym) pobór podatku u źródła od razu we właściwej dla ich rezydencji wysokości i szybki zwrot nadpłat z tego tytułu.
„Choć dyrektywa FASTER to pozytywna wiadomość dla inwestorów, to jednocześnie stanowi wyzwanie dla przedsiębiorstw, w dużej mierze pośredników finansowych, które będą musiały dostosować swoje systemy do jej przepisów.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.
Na liście zmian znalazły się też Akt o usługach cyfrowych (DSA), implementacja dyrektywy NIS2 i Akt o sztucznej inteligencji.
Pierwsza z nich wprowadza ujednolicone zasady usuwania treści szkodliwych i nielegalnych. Daje również prawo autorom komentarzy do odwołania się od takiej decyzji właściciela medium, w którym ten komentarz zamieścił. Eksperci TMF Group zwracają uwagę, że zmiana to istotne wyzwanie dla właścicieli mediów umożliwiających zamieszczanie komentarzy (nie tylko tytułów medialnych, ale też firm innych branż), ponieważ wymusza wdrożenie procedur bardzo dokładnego monitorowania treści, a także m.in. opracowania ścieżki odpowiedzi na odwołania zgłaszane przez autorów komentarzy oraz opracowywania uzasadnień, co przy dużej liczbie aktywnych komentatorów może stanowić nie lada wyzwanie organizacyjne.
Z kolei zgodnie z dyrektywą NIS2 podmioty zaliczone do tzw. ważnych i kluczowych (wskazano tu łącznie 17 branż, w tym m.in. usługi cyfrowe, energetykę, transport czy finanse), zarówno duże, jak i średnie firmy będą musiały w ciągu siedmiu lat (telekomy w ciągu czterech lat) wymienić oprogramowanie lub sprzęt informatyczny, jeśli jego dostawcą jest tzw. dostawca wysokiego ryzyka.
„NIS2 będzie ogromnym wyzwaniem organizacyjnym i finansowym dla przedsiębiorstw. Pamiętajmy, że na liście podmiotów ważnych i kluczowych znajdą się również mniejsze firmy, dla których zmiana software i hardware może być kolosalnym wydatkiem. Niepokój przedsiębiorców budzą również nieprecyzyjne kryteria uznania dostawcy za podmiot wysokiego ryzyka.” – mówi Magdalena Grzegorczyk.
Akt o sztucznej inteligencji ma uregulować zarządzanie ryzykiem w zastosowaniu systemów wykorzystujących sztuczną inteligencję. AI Akt dotyczy systemów najistotniejszych dla prywatności, zdrowia i bezpieczeństwa i wszystkich podmiotów, które wykorzystują takie rozwiązania. Wdrożenie aktu, który w Polsce ma być przekazany do prac parlamentarnych dopiero na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2025 roku, podzielono na trzy etapy. Pierwsza część przepisów Aktu ma zacząć obowiązywać w lutym tego roku i dotyczyć inwentaryzacji stosowanych rozwiązań wykorzystujących AI. W przypadku zakwalifikowania rozwiązania do grupy wysokiego ryzyka podmioty wykorzystujące takie rozwiązania będą zobowiązane do jego wycofania lub przebudowania. Jak podkreślają autorzy Polskiego Barometru TMF Group wejście w życie regulacji aktu będzie dla przedsiębiorców wyzwaniem organizacyjnym i finansowym, ponieważ będą musieli zainwestować w szkolenie własnego personelu lub zatrudnienie zewnętrznych ekspertów, którzy pomogą właściwie wdrożyć w organizacji nowe przepisy. Kary za niedopełnienie powinności w tym zakresie są bowiem odstraszające i tylko za brak wdrożenia klasyfikacji systemów AI w organizacji wynoszą do 35 mln euro lub 7 proc. światowego obrotu.
Listę regulacji stanowiących wyzwania dla biznesu w ramach barometru zamykają dyrektywa CSRD obligująca 3,8 tys. firm (a pośrednio szacuje się, że około 100 tys. firm, które współpracują ze zobowiązanymi do raportowania i będą musiały dostarczać im odpowiednio przygotowane dane o własnej działalności) do precyzyjnego raportowania niefinansowego oraz interpretacja ogólna dotycząca podatku u źródła z 27 listopada ubiegłego roku dotyczącą odsetek i należności licencyjnych, zgodnie z którą odbiorca takich odsetek i należności licencyjnych powinien być rezydentem podatkowym UE bądź EOG, a także nie może on korzystać w państwie swojej rezydencji z całkowitego zwolnienia z opodatkowania ani z preferencyjnych zasad dotyczących tych dochodów.
Z kolei na liście pozytywnych zmian dla biznesu z ostatniego kwartału minionego roku znalazł się uzupełniający urlop macierzyński, dający prawo do dłuższego nawet o 15 tygodni urlopu rodzicom lub opiekunom wcześniaków.
„Nowe przepisy zapewniają rodzicom dodatkowy czas na opiekę nad wcześniakiem lub chorym noworodkiem, eliminując obawy o utratę dochodów czy pracy. Dzięki zasiłkowi macierzyńskiemu w wysokości 100 proc. podstawy wymiaru rodzice mogą skoncentrować się na potrzebach dziecka, co gwarantuje stabilność finansową. Urlop jest elastyczny, dostosowany do długości hospitalizacji, a niepełne tygodnie zaokrąglane na korzyść rodziców. Co więcej, rozwiązanie to uwzględnia różne modele rodzicielstwa, w tym adopcję oraz opiekę zastępczą, poszerzając grono beneficjentów.” – tłumaczy Anna Jendo, ekspert TMF Group.
Autorzy Polskiego Barometru TMF Group za pozytywny, bo wyrównujący szanse konkurencyjne przedsiębiorców uczciwie płacących podatki, uznali pomysł utworzenia międzyresortowego zespołu do spraw przeciwdziałania szarej strefie, który jest od grudnia 2024 roku opiniowany przez resorty.
Wśród pozytywnych regulacji dla firm znalazła się również interpretacja ogólna z 20 listopada ubiegłego roku dotycząca podatku u źródła odnośnie należności dywidendowych, która zdaniem ekspertów TMF Group pomoże w rozwiązaniu wielu toczących się lub przyszłych sporów z organami. Jest też jasnym sygnałem, że Ministerstwo Finansów może dążyć do wyjaśnienia licznych wątpliwości i rozbieżności poglądowych w tym zakresie.
Eksperci TMF Group zwracają również uwagę, że część regulacji z ostatniego kwartału minionego roku ma zarówno skutki negatywne, o których była mowa wcześniej, jak i pozytywne. Chodzi o dyrektywę FASTER, interpretację ogólną z 27 listopada i dyrektywę CSRD.
„Dyrektywa FASTER to wyzwanie dla pośredników finansowych, ale też regulacja korzystna dla dużych spółek zagranicznych, które otrzymując teraz dywidendy i odsetki przechodzą często skomplikowane i różniące się w krajach procedury zwrotu. Natomiast wymogi związane z dyrektywą CSRD, choć wymagające dla przedsiębiorców, mogą w efekcie przynieść wzrost zaufania do firm przedstawiających rzetelne raporty niefinansowe ze swojej działalności, z czasem ułatwić im dostęp do finansowania, a także skuteczniej pozyskiwać zwracających coraz większą uwagę na kwestie zrównoważonego rozwoju pracowników. Natomiast interpretacja ogólna z 27 listopada 2024 roku mimo swoich minusów pokazuje, że Ministerstwo dąży do wyjaśnienia rozumienia warunków zwolnienia z podatku u źródła i ich jednolitego stosowania.” – podsumowuje Magdalena Grzegorczyk.
Kluczowe zmiany dla biznesu w całym 2024 roku
Autorzy Polskiego Barometru TMF Group wskazali również ich zdaniem kluczowe pozytywne i stanowiące wyzwanie dla biznesu zmiany regulacyjne w 2024 roku.
Do najważniejszych pozytywnych zmian zaliczyli kasowy PIT, wakacje składkowe dla przedsiębiorców, e-doręczenia i cyfryzację Krajowej Administracji Skarbowej. Kluczowe regulacje poprzedniego roku stanowiące wyzwanie dla przedsiębiorców to minimalny podatek CIT, ustawa o sygnalistach i zmiany w podatku od nieruchomości.
„Zarówno nasz barometr za czwarty kwartał 2024, jak i analiza wszystkich najważniejszych regulacji w poprzednim roku wskazują na równowagę pomiędzy regulacjami, które stanowią wyzwanie dla biznesu i tymi dla niego korzystnymi. Dużym plusem są działania zmierzające do kompleksowej cyfryzacji procesów i komunikacji przedsiębiorców z organami państwowymi. Wyzwaniami są nadal niełatwe w interpretacji regulacje oraz te, które od firm wymagają dużych nakładów na ich wdrożenie w organizacji” – podsumowuje Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group w Polsce i Europie Północnej.