Wojna cenowa trwa – jak zmieniają się strategie promocji w handlu?

Według analizy ponad 2 mln promocji, w całym zeszłym roku było ich o blisko 13% więcej niż w 2023 roku. Największy wzrost zaliczyły sieci convenience, bo o prawie 27% rdr. Tym samym przegoniły dyskonty, które zwiększyły ich liczbę o ponad 23% rdr. Pozostałe formaty już dużo słabiej podskoczyły, tj. supermarkety – o blisko 14%, hipermarkety – o 8%, sklepy RTV-AGD – o przeszło 5%, a sieci cash & carry – o nieco ponad 1%. Natomiast ubyło promocji rdr. w sklepach DIY – o prawie 13%, jak również w drogeriach i aptekach – o ponad 4%. Eksperci uważają, że dyskonty, widząc te wyniki, mogą w tym roku prześcignąć sieci convenience. Niektórzy dodają, że wizerunkowo i tak już wygrywają jako „najtańsze sklepy”, dzięki skutecznej komunikacji promocyjno-reklamowej dwóch „wrogów” wojny cenowej.

Analitycy z UCE Research, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali ponad 15 tys. gazetek handlowych, wydanych w latach 2023-2024. Prezentowały one w sumie 2,2 mln promocji. Łącznie miały blisko 311 tys. stron i przeszło 9,5 mln cm2 powierzchni. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash & carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD. Analiza wykazała, że w całym 2024 roku sieci handlowe zrobiły o dokładnie 12,5% więcej promocji niż w 2023 roku.

– Ten wzrost wynika z oddziaływania kilku czynników. Wśród nich należy wymienić wzrost najniższego wynagrodzenia w Polsce, przeprowadzony dwukrotnie w 2024 roku, niższą inflację w porównaniu do 2023 roku i obserwowaną w 2024 roku wojnę cenową między sieciami, głównie dyskontami. Sieci uruchomiły promocje, żeby nakłonić Polaków do zwiększenia wydatków, szczególnie, gdy okazało się, że wzrosła ich skłonność do odbudowania oszczędności, utraconych we wcześniejszych latach. Z kolei wzrost inflacji w drugiej połowie ub.r. spowodował nasilenie konkurencji cenowej wśród firm handlowych – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE).

Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, inflacja spowodowała, że konsumenci zaczęli częściej poszukiwać obniżek cen codziennych zakupów. – To skłoniło sieci do zwiększenia liczby akcji promocyjnych, aby sprostać ich oczekiwaniom i wzmocnić konkurencyjność. Liderzy rynku spożywczego rozszerzyli asortyment produktów objętych promocjami, jednocześnie zwiększając częstotliwość publikowania gazetek z promocjami, aby zyskać przewagę nad rywalami – dodaje ekspert.

Zdecydowana większość formatów znalazła się na plusie rdr. – Utrzymanie sprzedaży w czasie, gdy konsument zaczyna pilniej liczyć pieniądze, jest istotą wielkoskalowego biznesu. Wojna cenowa między dyskontami zapędziła prawie wszystkich graczy do rywalizacji w sytuacji, gdy wiadomo było, że to format dyskontowy najskuteczniej gra na instrumentach promocyjnych i sprzedaży masowej marek własnych – wskazuje dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHID-u.

Z analizy również wychodzi, że najbardziej podkręciły liczbę promocji sieci typu convenience – o 26,8% rdr. – To wynika z dynamicznej adaptacji tego formatu do zmieniających się potrzeb konsumentów. Kanał convenience staje się coraz bardziej konkurencyjny, oferując wygodę i bliskość. Jednocześnie intensyfikuje promocje, aby przyciągnąć klientów poszukujących szybkich zakupów w atrakcyjnych cenach. Rywalizacja cenowa między dyskontami a sieciami convenience wyraźnie wpłynęła na strategie obu formatów. Ale te drugie szybciej reagowały na potrzeby lokalnych klientów – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Dla porównania, dyskonty zwiększyły liczbę promocji o 23,2% rdr. – Chociaż znalazły się na drugim miejscu w zestawieniu, to i tak one najwięcej wygrały, napędzając sobie klienta do sklepu najtańszego lub skutecznie podającego się za taki, dzięki komunikacji promocyjno-reklamowej. Pokazują to wyraźnie wskaźniki wzrostu sprzedaży, pomimo drożyzny. To efekt mistrzowsko wykonanej kampanii dwóch „wrogów” wojny cenowej – komentuje dr Maria Andrzej Faliński.

Jak podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka, nie jest wykluczone, że konkurencja ze strony sieci convenience zmotywuje dyskonty do uruchomienia jeszcze większej liczby promocji. – Zależne to będzie od możliwości ekonomicznych firm i wrażliwości gospodarstw domowych na obniżki cenowe, bowiem konsumenci przywiązują coraz więcej uwagi przy zakupie do dobrej relacji ceny do jakości produktów – zaznacza ekspertka z PIE.

Dalej w zestawieniu widać supermarkety ze wzrostem rdr. na poziomie 13,7%, hipermarkety – 8%, sklepy RTV-AGD – 5,1%, a także sieci cash & carry – 1,2% rdr. W opinii Julity Pryzmont z Hiper-Com Poland, te formaty osiągnęły umiarkowane wzrosty. – Natomiast kanał cash&carry, z racji swojej specyfiki, koncentruje się bardziej na klientach B2B. To ogranicza jego dynamikę promocyjną – zwraca uwagę ekspertka.

Promocji ubyło natomiast w sklepach DIY – o 12,8% rdr. Spadek zaliczyły też drogerie i apteki – o 4,2% rdr. – Z powodu inflacji konsumenci zaczęli ograniczać wydatki na produkty remontowo-budowlane. Sieci DIY dostosowały się do tej sytuacji, zmniejszając intensywność działań promocyjnych, aby nie obniżać dodatkowo swoich marż w trudnym okresie. Z kolei ujemny wynik drogerii i aptek można tłumaczyć spadkiem presji na działania promocyjne. Produkty z kategorii zdrowia i urody często mają wysoką lojalność konsumentów, którzy są skłonni zapłacić więcej za zaufane marki, nawet w trudniejszych czasach. Drogerie i apteki mogły więc ograniczyć promocje, skupiając się na ochronie marż, szczególnie w obliczu wzrostu kosztów operacyjnych – podsumowuje Julita Pryzmont.

Diagnostyka S.A. z sukcesem zadebiutowała na GPW

Akcje Diagnostyka S.A. („Diagnostyka”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Diagnostyka”) zadebiutowały na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Kurs akcji na debiucie wyniósł 125,5 zł, co oznacza wzrost o 19,5% względem ceny z Oferty. Po pół godzinie handlu, kurs akcji wynosi ponad 130 zł, co oznacza wzrost o około 25%.

Cieszymy się z udanego debiutu giełdowego i pierwszych notowań akcji Diagnostyka S.A. To dla nas przełomowy moment i ważny etap w rozwoju Spółki. Do naszego akcjonariatu dołączyli nowi inwestorzy, co jeszcze bardziej umacnia naszą pozycję i otwiera nowe możliwości. Dziękujemy wszystkim akcjonariuszom za zaufanie – wierzymy, że wspólnie będziemy budować dalszą wartość Grupy – komentuje Jakub Swadźba, Współzałożyciel i Prezes Zarządu Diagnostyka S.A.

Dzisiejszego dnia do obrotu na GPW wprowadzonych zostało 17.825.553 istniejących akcji Spółki, w tym wszystkie akcje zaoferowane w IPO (16.147.124). Cena sprzedaży została ustalona na 105 zł za akcję, a wartość Oferty wyniosła blisko 1,7 mld zł.

Dla nas jest to szczególny etap, w którym jako spółka publiczna zamierzamy spełniać najwyższe standardy komunikacji z inwestorami, traktując obecność na giełdzie jako trwały element naszej długoterminowej strategii rozwoju. Nasz biznes ma łączyć cechy spółki wzrostowej z regularną wypłatą dywidendy, co powinno sprawić, że będzie stanowić atrakcyjną propozycję inwestycyjną – mówi Paweł Chytła, Wiceprezes ds. finansowych Diagnostyka S.A.

Boom na zimowe podróże a problemy tanich linii lotniczych

Ostatnie dni przyniosły kumulację szkolnego wypoczynku w ramach zimowych ferii. To zatem najlepszy czas by przyjrzeć się dokładnie temu, jak Polacy wypoczywają zimą. Jedni wybierają ferie w górskich kurortach, inni zaś szukają słońca za granicą. Dynamika podróży w styczniu i lutym odzwierciedla te dwie skrajne strategie: „czekamy na śnieg” lub „uciekamy od śniegu”. Ta pierwsza oznacza zwykle krótszy okołoweekendowy wypoczynek w kraju, a ta druga zwykle droższy i dłuższy wyjazd do ciepłych krajów. W sumie w styczniu i lutym wyjeżdża około 4 mln Polaków. Paradoksalnie w okresie wyjazdowego boomu tanie linie lotnicze – Wizzair i Ryanair notują sporo problemów, które odbijają się na kursie ich akcji.

W 2025 roku zimowy wypoczynek w szkołach został podzielony na cztery tury. Od 20 stycznia do 2 lutego ferie mieli uczniowie z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego oraz wielkopolskiego. Następnie od 27 stycznia do 9 lutego odpoczywają dzieci z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego, a od 3 do 16 lutego – z dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Ostatnia grupa, obejmuje województwa lubelskie, łódzkie, podkarpackie, pomorskie i śląskie, będzie mieć wolne od szkoły od 17 lutego do 2 marca. Najwięcej uczniów przebywało jednocześnie na feriach od 27 stycznia do 2 lutego, gdy wolne miało aż siedem województw (pięć z pierwszej tury i dwa z drugiej), co oznacza ferie dla około 2 mln z 4,8 mln. polskich uczniów.

Aby opisać zimowe zwyczaje Polaków, posłużymy się danymi GUS z 2023 roku (nie ma jeszcze pełnych danych za 2024 rok). W styczniu 2023 roku Polacy odbyli 2,7 mln wyjazdów krajowych oraz 0,6 mln zagranicznych (razem 3,3 mln podróży). W lutym natomiast, dzięki kumulacji ferii zimowych, było to 3,8 mln wyjazdów krajowych i 0,8 mln zagranicznych (razem 4,6 mln). W efekcie w ciągu tych dwóch miesięcy zrealizowano 7,9 mln podróży – 6,5 mln w kraju i 1,4 mln poza jego granicami.

Zimowe wyjazdy – mimo ferii – wciąż nie stanowią dominującej pory roku pod względem turystycznym. Stanowią one ok. 9 proc. wszystkich krajowych podróży i 10,6 proc. zagranicznych w ujęciu rocznym. Z kolei dane ogólne mówią, że w 2023 roku 65,6 proc. Polaków powyżej 15. roku życia wybrało się przynajmniej raz w jakąkolwiek podróż. Okres zimy bywa tu specyficzny: mniej osób chce wyjeżdżać w mroźnym styczniu, a ci, którzy to robią, czekają zwykle na odpowiednie warunki narciarskie bądź kuszą ich dłuższe wypady w cieplejsze rejony świata.

Według danych GUS w jednej podróży uczestniczyły średnio dwie osoby. Pozwala to oszacować, iż w styczniu 2023 podróżowało około 1,65 mln Polaków, a w lutym 2,3 mln, co łącznie daje około 4 mln osób. W przypadku wyjazdów krajowych zimą dominują wyjazdy 2–4-dniowe (weekendowe lub okołoweekendowe). W styczniu jest ich 1,9 mln z 2,7 mln wszystkich wyjazdów krajowych, a w lutym 2,5 mln z 3,8 mln. W przypadku wyjazdów zagranicznych zdecydowanie dominują natomiast wyjazdy długookresowe – w styczniu jest to 0,5 z 0,6 mln wszystkich wyjazdów zagranicznych, a w lutym 0,7 z 0,8 mln wyjazdów.

Z danych GUS wynika, że średni koszt krótkiego wyjazdu (2–4 dni) w 2023 roku w Polsce wynosi 523 zł, podczas gdy w przypadku podróży zagranicznych to 2144 zł. Warto jednak pamiętać, że są to dane za rok 2023, kiedy ceny w branży turystycznej były ponad 20 proc. niższe niż obecnie. Jednocześnie wyjazdy w lutym są średnio droższe, ponieważ w tym okresie więcej osób decyduje się na droższe zagraniczne wyjazdy. Zwykle jest to „ucieczka od śniegu” do krajów o ciepłym klimacie. Wyjazdy w Polsce w góry, zwłaszcza w sezonie narciarskim, mogą być tańsze od wyjazdów do zagranicznych kurortów narciarskich, choć w popularnych polskich ośrodkach trudno uznać ceny noclegów i skipassów za niskie.

Około 4 mln Polaków decyduje się na wyjazd w pierwszych miesiącach roku, realizując łącznie niemal 8 mln podróży. W styczniu przeważają krótsze, weekendowe wypady w kraju i dłuższe eskapady zagraniczne, często w poszukiwaniu słońca. Luty to szczyt zimowej turystyki w Polsce – pojawia się więcej wyjazdów rodzinnych, powiązanych z dobrymi warunkami do uprawiania sportów zimowych. Mimo że zimowe podróże stanowią jedynie ułamek całorocznej aktywności turystycznej, widać rosnącą popularność „ucieczki od śniegu” – coraz więcej Polaków traktuje zimę jako okazję, by odwiedzić cieplejsze kraje, jeśli pozwala na to budżet.

Polacy w okresie ferii chętnie latają tanimi liniami takimi jak Wizzair i Ryanair. Obie firmy ostatnio przedstawiły swoje wyniki kwartalne, a ich sytuacja różni się diametralnie: podczas gdy Ryanair może pochwalić się wzrostem przychodów o 10 proc. w ujęciu rocznym (do poziomu 8,58 mld dolarów) oraz ambitnymi planami rozbudowy floty 600 samolotów, Wizz Air boryka się z licznymi problemami, w tym z koniecznością uziemienia aż 20 proc. swoich maszyn. Kluczowym powodem są problemy z silnikami Pratt & Whitney, które – jak szacuje zarząd firmy – mogą wykluczać niektóre samoloty z użytkowania nawet przez kolejne cztery–pięć lat. Do tego dochodzą opóźnione dostawy nowych Boeingów 737, z którymi zmaga się również Ryanair, obniżając swoje prognozy przewozów na rok 2026 z 210 do 206 mln pasażerów. Mimo tego kurs akcji Ryanaira w ostatnim kwartale poradził sobie lepiej niż papiery Wizzair, jednak inwestorzy pozostają czujni, bo obie firmy walczą obecnie o utrzymanie stabilności w obliczu dużej niepewności na rynku lotniczym.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Trans Polonia stawia na intermodalność

Około trzech czwartych transportów towarów w Europie odbywa się obecnie drogą lądową, a tendencja ta jest wzrostowa. Nawet przy ogromnych inwestycjach w kolej i śródlądowe drogi wodne, transport drogowy w przyszłości nadal będzie miał ogromne znaczenie. Trans Polonia w przewozach kombinowanych i intermodalnych, widzi kolejną możliwości rozbudowy realizowanych usług transportowych.

Jednym ze sposobów na pogodzenie interesów przewoźników drogowych z oczekiwaniami związanymi z redukcją emisji gazów cieplarnianych w sektorze transportu do 2030 r. i w kolejnych latach jest rozwój transportu kombinowanego oraz intermodalnego. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami systematycznie rośnie. Grupa Trans Polonia, która jest jednym z liderów europejskiego rynku przewozów płynnej chemii i płynnych artykułów spożywczych, z uwagą obserwuje i reaguje na pojawiające się możliwości rozbudowy usług przewozowych.

W Polsce od wielu lat rynek kolejowych przewozów towarowych jest w stagnacji – od ponad dekady przewozy oscylują wokół 230 mln ton towarów. Transport samochodowy jest szybszy i efektywniejszy, ale nie maleje także zainteresowanie przewozami intermodalnymi. Wyniki ostatniego kwartału wskazują na zdecydowaną poprawę w przewozach intermodalnych wobec II kwartału tego roku i wyników z III kwartału zeszłego roku. W trzech pierwszych kwartałach 2024 r. masa towarów w transporcie intermodalnym osiągnęła poziom 20,8 mln ton – o 3 mln ton więcej niż w tym samym okresie 2023 r. (+17%).

– Widzimy tu ogromny potencjał na poszerzenie naszej oferty i pogłębienie współpracy z przewoźnikami kolejowymi Synergia między transportem drogowym a kolejowym wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju. Z jednej strony sieć dróg i autostrad jest powszechnie dostępna i elastyczna, co umożliwia dostawy towarów do miejsc położonych z dala od infrastruktury kolejowej. Z drugiej strony pociągi umożliwiają przewóz dużo większych ładunków na długich trasach pomimo tego, w wielu przypadkach na ostatnim etapie i tak trzeba skorzystać z transportu drogowego – wyjaśnia Adriana Bosiacka, Dyrektor Operacyjna oraz Członek Zarządu Trans Polonia S.A.

Transport kombinowany

Definicje są proste: przewozy kombinowane to forma przewozu ładunków, która wykorzystuje więcej niż jedną gałąź spedycyjną, przy czym przynajmniej jedna z nich jest środkiem transportu drogowego. Z kolei transport intermodalny obejmuje przewóz towarów przy użyciu wielu środków transportu bez obsługi towarów podczas przeładunku. Oba rodzaje przewozu integrują różne środki transportu w skoordynowany sposób, zwiększając wydajność i efektywność. – Nie zapominajmy też, że wybór najbardziej wydajnego, na danym etapie, środka transportu to nie tylko niższe koszty operacyjne, ale i mniejsza emisja zanieczyszczeń – przekonuje Adriana Bosiacka.

Przewozy kombinowane i intermodalne mogą być realizowane za pomocą różnych jednostek transportowych, takich jak kontenery, platformy wymienne czy przyczepy, które pozwalają na bezpieczne i efektywne przemieszczanie się towarów pomiędzy różnymi środkami przewozu. – Naszym zdaniem tego rodzaju transporty będą się rozwijać i Trans Polonia chce mieć w nich swój udział – podkreśla Adriana Bosiacka i zaraz dodaje: – To nie ma zastąpić naszych przewozów dalekodystansowych, ale uzupełnić ofertę i dostosować ją do wymagań klientów.

Eksperci podkreślają, że przewozy zrównoważone i wykorzystujące różne środki transportu, w których korzysta się zarówno z kolei, jak i samochodów, to o 70% lepsza efektywność energetyczna i wyjątkowa efektywność środowiskowa oraz klimatyczna. Wynika to z bezpośredniego wykorzystania energii elektrycznej wytwarzanej w Europie ze źródeł odnawialnych. Energia ta nie pochodzi z paliw kopalnych, dzięki czemu emisja CO2 jest mniejsza o 90%. Pamiętajmy jednak, że w ostatnim czasie na oba rodzaje transportu wpływ miały i mają zarówno remonty infrastruktury drogowej, jak i powodzie, które w trzecim i czwartym kwartale nawiedziły Europę Środkową, Szwajcarię, Niemcy, Włochy i Hiszpanię.

– Właśnie dlatego przewozy intermodalne wydają się szczególnie obiecujące. Transport samochodowy ogrywa w nich kluczową rolę jako pomost między portami a terminalami kolejowymi na pierwszym etapie transportu. Jest też równie istotny na końcowym etapie, kiedy to kontener lub palety docierają do miejsca przeznaczenia.  Pozostaje wtedy pokonanie ostatnich 200–300 kilometrów, aby dostarczyć ładunek do klienta końcowego. Dla zabezpieczenia tych etapów nie ma lepszego środka transportu niż zestaw drogowy – zapewnia Adriana Bosiacka.

Ostrożny optymizm. Które sektory przyciągną najwięcej inwestycji w 2025 roku?

Żyjemy w świecie, w którym zmiany gospodarcze, społeczne i technologiczne są coraz szybsze i obejmują coraz to szerszy zakres. Co więcej, od dłuższego czasu funkcjonujemy w burzliwym otoczeniu geopolitycznym, które przynosi dużą dozę niepewności. Jaki będzie pod tym względem najbliższy rok? Jakie wyzwania i możliwości inwestycyjne czekają nas na rynku inwestycji zagranicznych?

Globalne perspektywy na plus

Dane OECD wskazują, że pierwsza połowa 2024 r. przyniosła niewielkie ożywienie w światowych inwestycjach zagranicznych. Nie mamy jeszcze danych cały rok, ale w pierwszym półroczu globalne przepływy BIZ osiągnęły 803 mld USD w porównaniu z 742 mld USD w analogicznym okresie roku 2023.

Powyższe dane w połączeniu z perspektywami wzrostu gospodarczego oraz klimatem inwestycyjnym pozwalają analitykom prognozować umiarkowany wzrost BIZ w trakcie najbliższych 12 miesięcy. Możemy spodziewać się, że poprawa warunków gospodarczych będzie sprzyjać ożywieniu globalnych BIZ, wyciągając je z recesji w latach 2022-23, kiedy przepływy BIZ utrzymywały się na historycznie najniższych poziomach w dekadzie.

Prognoza OECD dla gospodarki światowej wskazuje, że pozostanie odporna, pomimo utrzymującej się niepewności, a globalny wzrost wyniesie 3,3% PKB – zarówno w 2025, jak i 2026 r. Analitycy oczekują, że inflacja w krajach OECD będzie dalej spadać z 5,4% w 2024 r. do 3,8% w 2025 r. i 3,0% w 2026 r., do czego przyczyni się wciąż restrykcyjne nastawienie większości krajów do polityki pieniężnej.

W 2024 r. motorem napędzającym bezpośrednie inwestycje zagraniczne były duże, kapitałochłonne projekty, zwłaszcza w sektorach energetyki odnawialnej, półprzewodników oraz centra danych. W dziesiątce top sektorów przyciągających najwyższe nakłady na BIZ (według danych za pierwszych sześć miesięcy 2024 r.) znalazły się jeszcze branże: wydobywcza, motoryzacyjny (41,5 mld dol.), nieruchomości (29,9 mld dol.), transportu i magazynowania (25,5 mld dol.) oraz metalurgiczny (22,3 mld dol.) i produkcja elektroniki (21,2 mld dol.) Do zestawienia wróciła też branża IT i oprogramowania z nakładami nieco ponad 19 mld dolarów[1].

Nowe możliwości w cieniu wyzwań

Pod wieloma względami rok 2025 nie będzie łatwy dla inwestorów, ponieważ rynki będą musiały w dalszym ciągu radzić sobie z ryzykami, w tym geopolitycznym i globalnej dekoniunktury gospodarczej. Jednak na horyzoncie wyraźnie pojawiają się czynniki, które mogą wzmacniać globalne ożywienie w BIZ.

To w dalszym ciągu restrukturyzacja globalnego łańcucha wartości, której następstwem jest większa dywersyfikacja tradycyjnego zintegrowanego międzynarodowego systemu produkcji i konieczność budowy nowych, znacznie krótszych łańcuchów wartości. Kolejnym czynnikiem będzie niewątpliwie transformacja – energetyczna i technologiczna, której efektem będą inwestycje w działalność przemysłową i usługową opartą na sztucznej inteligencji. Na te trendy zwracaliśmy uwagę już w naszym raporcie “Kierunek: Wschód. Aktualne trendy i atrakcyjne kierunki ekspansji zagranicznej w obliczu zawirowań geopolitycznych”, który PFR TFI opracowuje wspólnie z PwC Polska i KUKE, a najnowsze dane o największych projektach zagranicznych typu greenfield, ogłoszonych do realizacji w 2024, które skupiają się na sektorach produkcji półprzewodników oraz centrów danych tylko potwierdzają, jak silne są to trendy[2].

Analitycy FDI Markets, którzy specjalizują się w rynku inwestycji zagranicznych, wskazują także, że w wielu częściach świata bardziej przejrzyste stają się krajowe strategie rozwoju i polityki przemysłowe, co jest czynnikiem, który sprzyja zwiększaniu BIZ.  Polityki protekcjonistyczne i ograniczenia wprowadzone ze względów bezpieczeństwa narodowego ustabilizowały się w prawie wszystkich głównych krajach przyjmujących inwestycje. Jednocześnie wiele krajów, zwłaszcza rozwijających się, przyspiesza wprowadzanie nowych środków politycznych mających na celu ułatwienie i promowanie inwestycji. W tym kontekście nie możemy zapominać o starciu gospodarczym na linii USA – Chiny. Jaki będzie ostateczny scenariusz, przekonamy się najprawdopodobniej w czasie najbliższych kilku miesięcy, jednak co do zasady wojny handlowe mają istotny wpływ na przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), wpływając zarówno na decyzje inwestorów, jak i lokalizację kapitału. Kluczową rolę odgrywa tu strategiczne dostosowanie firm do zmieniających się warunków rynkowych, w tym poszukiwanie nowych lokalizacji i optymalizacja łańcuchów dostaw.

Z własnej perspektywy – czyli co nas czeka na polskim rynku

Na szczegółowe dane dotyczące skali polskich inwestycji bezpośrednich zrealizowanych w 2024 r. musimy jeszcze poczekać. Niedawno ukazał się natomiast raport NBP, z którego wynika, że w 2023 r. polskie firmy zainwestowały ponad 35 mld złotych zainwestowały na rynkach zagranicznych. Rok do roku polskie inwestycje wzrosły o prawie 23 proc. To wyraźny sygnał, że polski biznes zaczyna odważniej patrzeć na globalne rynki.

Z perspektywy Funduszu Ekspansji Zagranicznej widzimy pewne trendy i zjawiska, które pozwalają nam scharakteryzować nastawienie polskich firm do inwestowania za granicą. Choć z jednej strony w dalszym ciągu widoczna jest dość duża ostrożność polskich inwestorów, polskie firmy coraz częściej dostrzegają potencjał, jaki niesie ze sobą ekspansja zagraniczna i aktywnie planują rozwój na nowych rynkach.

Fakt, że międzynarodowa ekspansja kusi polskich przedsiębiorców wyraźnie potwierdzają dane statystyczne. Widzimy na ich podstawie, że polski kapitał aktywnie poszukuje nowych możliwości, a inwestycje odzwierciedlają potrzebę dywersyfikacji rynków zbytu. Oczywiście, ze względów geograficznych, ale też kulturowych zdecydowana większość polskich inwestycji trafia do Europy, skąd pochodzi około 90 proc. stanu należności z tytułu polskich BIZ. Na koniec 2023 roku należności z tytułu polskich inwestycji bezpośrednich za granicą (całkowita wartość inwestycji na koniec danego okresu) wyniosły 155,8 mld zł. Z tej kwoty aż 140,8 mld przypada na inwestycje zlokalizowane w Europie, w tym 118,4 mld w Unii Europejskiej.

Nowe kierunki i strategie

Zauważamy też gotowość do szukania odleglejszych i mniej oczywistych destynacji. Takim kierunkiem, który bez wątpienia zyskuje coraz większe zainteresowanie, są Stany Zjednoczone.  Potwierdzają to także nasze doświadczenia w Funduszu. W pierwszych latach działalności Funduszu Ekspansji Zagranicznej w zasadzie wszystkie inwestycje, które współfinansowaliśmy, zlokalizowane były w Europie – nasi partnerzy wybierali m.in.: Niemcy, Litwę, Chorwację i Rumunię. Od 2019 r. towarzyszymy polskim firmom również w Ameryce. W sumie w USA współfinansowaliśmy 6 projektów – w pięciu z nich uczestniczył Fundusz Ekspansji Zagranicznej, a jedną inwestycję zrealizował Fundusz Ekspansji Zagranicznej 2, który powstał w 2023 r. i kontynuuje misję pierwszego funduszu. Stany Zjednoczone zajmują istotną część pipeline projektów nad którym pracuje zespół funduszu. Realizacja części tych inwestycji jest możliwa już w 2025 roku.

W związku z objęciem urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa wielu ekspertów spodziewa się w tym roku przełomu w Ukrainie. Polski biznes powinien być na to gotowy. Mamy nadzieję, że pierwszym zwiastunem większej aktywności na tym rynku będzie najnowsza transakcja Funduszu Ekspansji Zagranicznej 2 zapewniająca środki na przejęcie lokalnych firm informatycznych przez grupą Euvic. Co ważne, transakcja ta została ubezpieczona przez KUKE, która zapewnia instrumenty, wspierające nie tylko eksporterów, ale też firmy, które chcą inwestować w postaci greenfield czy też M&A na różnych rynkach, w tym tych uznawanych za bardziej ryzykowne.

Cieszy także rosnące zainteresowanie polskich przedsiębiorców inwestycjami w Azji, ponieważ jest to region świata, którego nie można ignorować. Pytaniem pozostaje, kiedy to zainteresowanie przełoży się na zwiększenie tempa polskich inwestycji na kontynencie azjatyckim.

Nowym kierunkiem, który pojawił się na mapie inwestycji Funduszu Ekspansji Zagranicznej 2 w 2024 r. jest Finlandia, gdzie zainwestowaliśmy wspólnie z Sanok Rubber Company w przejęcie Teknikum – fińskiego producenta specjalistycznych węźy przemysłowych i wyrobów z gumy, silikonu i tworzyw sztucznych. Ta transakcja to jedna z większych polskich inwestycji bezpośrednich w Finlandii. Mimo że Polska jest 7. największym partnerem handlowym Finlandii w imporcie i w eksporcie i odpowiada za 3,6% fińskiego importu i 3,4% eksportu, to polskie inwestycje bezpośrednie w Finlandii są niewielkie i nie oddają potencjału ekonomicznego polskich inwestorów.

Team Poland – napędzamy ekspansję

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) leżą u podstaw globalizacji i służą jako ważny kanał transferu kapitału, towarów, usług i informacji między gospodarkami. Stanowią także ważny wskaźnik dojrzałości gospodarki.  Rosnące wartości polskich BIZ w 2023 roku potwierdzają wzrost globalnej konkurencyjności polskich firm i ich znaczenia w światowej gospodarce. Ale jestem przekonany, że jako kraj możemy osiągnąć zdecydowanie więcej na rynku BIZ. Właśnie po to, by pobudzić polskie inwestycje bezpośrednie powstał Fundusz Ekspansji Zagranicznej. Nasza działalność wpisuje się w budowanie ekosystemu innowacji w ramach Grupy PFR, która dzięki kompleksowej ofercie ułatwia polskim firmom ekspansję na rynki zagraniczne.

Pierwszy fundusz rozpoczął działalność w 2016 r. i zakończył już okres inwestycyjny, współfinansował około dwadzieścia transakcji. W 2023 r. w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie, uruchomiliśmy drugi fundusz, który kontynuuje tę misję i działa na podobnych zasadach, oferując finansowanie inwestycji dopasowane do skali i specyfiki projektu. Dotychczas drugi fundusz zawarł cztery umowy inwestycyjne i pracuje nad kolejnymi projektami.

Fundusz oferuje znacznie więcej niż tylko finansowanie transakcji. Aktywnie angażuje się w ocenę założeń biznesowych projektu i jest gotów współdzielić ryzyko związane z inwestycją. Blisko 10 lat doświadczenia w finansowaniu inwestycji typu greenfield oraz zagranicznych przejęć pokazuje, że polskie firmy, stopniowo zdobywają nie tylko wiedzę, ale i doświadczenie. Dzięki nim mogą płynnie przechodzić do bardziej zaawansowanych form umiędzynarodowienia. Im większa wiedza, tym niepewność i ryzyko podejmowania działalności poza granicami kraju macierzystego są mniejsze. Zmniejsza się także dystans – zarówno geograficzny, jak i psychologiczny – a firmy zyskują odwagę, by inwestować na rynkach bardziej odległych, często mniej oczywistych.

Przed nami ekscytujący i intensywny rok! Obecnie pracujemy nad kilkunastoma projektami, które znajdują się na różnych etapach realizacji. Każdy z tych projektów to zarówno nowa szansa na rozwój, jak i wyzwanie wymagające pełnego zaangażowania naszego zespołu. Spodziewamy się, że w trakcie najbliższych miesięcy będziemy mogli podzielić się kolejnymi informacjami o nowych transakcjach.

[1] The 1H2024 investment matrix | fDi Intelligence – Your source for foreign direct investment information – fDiIntelligence.com

[2] Top 10 FDI projects of 2024 | fDi Intelligence – Your source for foreign direct investment information – fDiIntelligence.com

Ukraina po wojnie: demografia, korupcja i instytucje jako kluczowe bariery rozwoju

Na Ukrainie czają się wyzwania strukturalne, z którymi będzie trzeba sobie poradzić. To są wyzwania społeczne – związane z pewnym rodzajem rozkładu relacji w wyniku wojny. Spora część mężczyzn znalazła się na froncie, spora część kobiet wyjechała. Wyzwania związane są z demografią, która była fatalna już przed wojną. A teraz po tym, jak wyjechała znaczna część kobiet i dzieci, może okazać się piętą achillesową dla Ukrainy. Do tego dochodzą znane problemy związane z dalekim od europejskich standardów sposobem rozwiązywania polityk publicznych czy biznesu na Ukrainie. Ukraina to wielka szara czy wręcz czarna strefa – korupcja, brak instytucji, które by realizowały swoje zadania w potrzebnym stopniu. Odbudowa Ukrainy musi obejmować również kontekst społeczny i instytucjonalny, a nie tylko gospodarczy.

– Odbudowa Ukrainy będzie ogromnym wyzwaniem. Dzisiaj biznes skupia się na opcji, jaką jest udział w inwestycjach infrastrukturalnych po stronie wykonawczej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Kamil Sobolewski, główny ekonomista, Pracodawcy RP. – Takie inwestycje mogą mieć duży wymiar, wielkie budżety i mogą być szansą na zysk dla polskich przedsiębiorców. Natomiast pamiętajmy, że inwestycje to efekt w postaci większej konkurencyjności gospodarki, stworzenia mocy wytwórczych, które w przyszłości pozwolą wytwarzać więcej przy tym samym dostępie na przykład do pracy. Tymczasem na Ukrainie ciągle trwa konflikt. Taka pełnoskalowa odbudowa Ukrainy, wprzęgnięcie Ukrainy z powrotem w międzynarodowe łańcuchy dostaw, modernizacja gospodarki – to nadal dzielenie skóry na niedźwiedziu. To ciągle wymaga stabilności, perspektywy pokoju na kolejne lata – analizuje Kamil Sobolewski.

Ekonomiści i inwestorzy podzieleni: kiedy nadejdą pierwsze obniżki stóp procentowych?

Termin obniżek stóp procentowych oddala się. Są jednak szanse, że stanie się to najwcześniej w drugiej połowie tego roku.

Rynek wycenia szanse na obniżki jednak bardziej optymistycznie niż RPP i analitycy. Inwestorzy obstawiają, że przez 12 miesięcy dojdzie do trzech obniżek, w sumie o 75 punktów bazowych.

– Podstawowa różnica w oczekiwaniach dotyczących obniżek stóp procentowych spowodowana jest tym, że inwestorzy instytucjonalni inaczej podchodzą do tematu inflacji i obligacji, ponieważ wcześniej muszą przewidywać co się stanie z rynkiem zanim to się stanie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Rynek obecnie wycenia pomiędzy jedną a dwoma obniżkami w tym roku kalendarzowym, a po 12 miesiącach od naszej rozmowy będą to już trzy obniżki.

Tym bardziej jest to dla nich teraz ważne, ponieważ rentowności polskich obligacji były dla nich bardzo kuszące, ze względu na wysokie rentowności i siłę złotego, bo gdy wchodziliśmy w 2025 r. nasza waluta była wyceniana relatywnie tanio.

Inflacja w Polsce pozostaje niemal dwa razy wyżej, niż wynosi cel inflacyjny. Wzrost gospodarczy w Polsce wydaje się solidny, dlatego też nie wydaje się, że RPP będzie spieszyć się z sygnalizowaniem obniżek stóp procentowych. Prof. Glapiński wielokrotnie wskazywał na ostatnich posiedzeniach, że moment obniżki przesuwa się mocno do przodu i najprawdopodobniej słowa te zostaną powtórzone podczas konferencji prasowej zaplanowanej na czwartek. Wśród członków RPP pojawiają się głosy, że obniżka wciąż może mieć miejsce w tym roku. Henryk Wnorowski widzi potencjał na obniżki w tym roku. Ludwik Kotecki zmienił zdanie i mówi, że dyskusja na temat obniżek może rozpocząć się wcześniej, już w marcu, kiedy poznamy projekcje inflacyjne. Iwona Duda mówi, że obniżka może znaleźć swoje podstawy na koniec tego roku.

Po drugiej stronie mamy oczywiście szefa RPP oraz Ireneusza Dąbrowskiego, który mówi o dużym wpływie wysokich płac na inflację. Joanna Tyrowicz, najmocniejszy jastrząb w całym RPP wskazuje, że cel inflacyjny nie został spełniony w ostatnich 3 latach i najprawdopodobniej nie będzie spełniony wcześniej niż za dwa lata, co najprawdopodobniej w jej ocenie wyklucza szanse na obniżki. Wobec takich zdań analitycy oceniali, że warto poczekać co najmniej do marca przed jakimikolwiek spekulacjami, gdy poznamy nowy raport NBP zawierający zaktualizowaną prognozę inflacyjną, ale o obniżkach dowiemy się coś konkretnego prawdopodobnie po kolejnym, lipcowym raporcie.

– Już teraz wiemy, że w najbliższych tygodniach bardzo ważna okaże się nakładanie ceł przez D.Trumpa, ze względu na duże konsekwencje inflacyjne, a ocena skutków pojawi się właśnie w marcowym raporcie NBP – dodaje ekspert XTB. – Jednak teraz bazowym scenariuszem dla wielu analityków jest to, że nie zobaczymy obniżek w tym roku.

Wydźwięk komunikatu po lutowym posiedzeniu RPP, na którym nie zmieniono stóp, jest lekko jastrzębi. Rada wskazała, że „w najbliższych kwartałach inflacja utrzyma się wyraźnie powyżej celu inflacyjnego NBP, do czego przyczynią się efekty wcześniejszego wzrostu cen energii, a także wzrosty stawek akcyzy i cen usług administrowanych”. Rada podkreśliła, że w średnim okresie – przy obecnym poziomie stóp procentowych NBP oraz w warunkach oczekiwanego stopniowego obniżania się dynamiki płac – inflacja powinna powrócić do celu NBP.

RPP ponownie wymieniła czynniki niepewności dla tego scenariusza. Te czynniki to odmrożenie cen energii w II poł. br., wpływ podwyższonej inflacji na oczekiwania inflacyjne i presja płacowa, przy oczekiwanym ożywieniu gospodarczym przy niskim bezrobociu. Niepewność związana jest także z perspektywami aktywności w największych gospodarkach związaną ze zmianami polityki handlowej na świecie.

Argumentem na rzecz obniżki stóp w III kw. będą prawdopodobnie wyniki lipcowej projekcji, gdy będzie wiadomo więcej czy po przejściowym wzroście inflacji w okresie od IV kw. 2025 r. do III kw. 2026 r. – związanym z odmrożeniem cen energii – inflacja ma powrócić do celu RPP w IV kw. 2026 r.

Gdy inflacja miała być niska, jak zapewniał prezes NBP, to jednak rosła, a gdy przekroczyła 18% płace goniły inflację nieskutecznie, natomiast w ostatnich miesiącach sytuacja się zmieniła wzrost wynagrodzeń jest w okolicach dwucyfrowego wyniku, gdy inflacja za grudzień wynosiła 4,7%. Taki czynnik wewnętrzny, jakim jest popyt konsumpcyjny, zagraża wzrostem inflacji.

– Ważne jest więc na ile wzrost realnych wynagrodzeń przełoży się na wzrost konsumpcji, na co liczą inwestorzy operujący na polskim rynku wybierający w spółki z sektora dóbr konsumpcyjnych – mówi M.Kuch z XTB. – Jednak realny jest też scenariusz, że konsumenci będą chcieli odbudować swoje oszczędności.

Diagnostyka S.A. zadebiutuje na GPW 7 lutego. Redukcja zapisów wśród inwestorów indywidualnych wyniosła 94,16%

Diagnostyka S.A. („Diagnostyka”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Diagnostyka”) przydzieliła wszystkie akcje oferowane w IPO. Oferta Spółki cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem wśród inwestorów, w wyniku czego redukcja wśród inwestorów indywidualnych wyniosła 94,16%. W piątek, 7 lutego, akcje Diagnostyki zadebiutują na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Jestem dumny z sukcesu naszego IPO. Spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem naszej Oferty zarówno wśród inwestorów krajowych, jak i międzynarodowych, co potwierdza słuszność naszej wizji i strategii. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu, oraz powitać nowych akcjonariuszy w gronie naszych partnerów. Popyt zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych był bardzo duży i znacznie przewyższał oferowaną liczbę akcji. Cieszymy się tym bardziej, że jest to pierwsze zamknięte z sukcesem IPO w Europie od początku roku oraz jedna z większych tego typu ofert w Polsce w ostatnich latach – komentuje Jakub Swadźba, Współzałożyciel i Prezes Zarządu Diagnostyka S.A.

W ramach IPO inwestorom przydzielono pełną pulę 16.147.124 istniejących akcji Spółki posiadanych przez LX Beta S.à r.l., podmiot kontrolowany przez MidEuropa III Management Limited. Cena sprzedaży jednej akcji została ustalona na poziomie ceny maksymalnej i wyniosła 105 zł. Oznacza to, że wartość Oferty wyniosła blisko 1,7 mld zł. Redukcja wśród inwestorów indywidualnych, którym przydzielono łącznie 800.000 akcji, wyniosła 94,16%.

Debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie stanowi zwieńczenie udanego procesu IPO i jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju Spółki. Wierzymy, że obecność na giełdzie będzie wspierać dalszy rozwój Diagnostyki oraz pomoże umacniać naszą pozycję rynkową i w efekcie zwiększać wartość dla akcjonariuszy – dodaje Jakub Swadźba.

Debiut Diagnostyki na GPW odbędzie się 7 lutego o godzinie 9:00 w Sali Notowań w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, przy ul. Książęcej 4. Uroczystość będzie również transmitowana w kanałach społecznościowych GPW. Diagnostyka będzie jedną z największych Spółek, które debiutują na głównym parkiecie GPW w ostatnich latach.

Kluczowe informacje o Grupie

  • Grupa Diagnostyka jest liderem rynku diagnostyki medycznej w Polsce, dysponując rozbudowaną siecią obejmującą ponad 1.100 własnych punktów pobrań krwi, 156 laboratoriów diagnostycznych oraz 19 pracowni diagnostyki obrazowej.
  • Grupa Diagnostyka obsługuje rocznie ponad 20 milionów pacjentów (rozumianych przez Grupę jako łączna liczba pacjentów obsłużonych dziennie w skali roku), wykonując ponad 140 milionów badań.
  • Grupa oferuje dostępne i kompleksowe usługi, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby klientów indywidualnych (B2C) oraz klientów biznesowych (B2B).
  • Grupa Diagnostyka łączy działalność biznesową z misją społeczną, którą jest badanie, aby pomagać ludziom dbać o zdrowie i żyć dłużej. Dążąc do jej realizacji, Grupa stara się wyznaczać światowe standardy diagnostyki i profilaktyki.

160% więcej energii dla centrów danych do 2030 r. – wyzwanie dla sektora energetycznego

0

W pierwszym kwartale 2024 roku europejski rynek centrów danych pod względem dodanej mocy zwiększył się o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. W Paryżu wzrost ten sięgnął nawet 40%[1]. Wynika to głównie z rozwoju usług chmurowych, sztucznej inteligencji oraz zapotrzebowania na niezawodną infrastrukturę obliczeniową. Jednak za pozytywnymi statystykami stoją coraz poważniejsze wyzwania rynkowe, w tym m.in. problemy z przyłączeniem nowych obiektów do sieci energetycznej, konieczność redukcji emisji CO2 oraz wymogi prawne kładące nacisk na efektywność energetyczną.

Według analiz Goldman Sachs, do 2030 roku centra danych na świecie mogą zużywać nawet o 160% więcej energii niż obecnie[2]. Największy wpływ na ten wzrost ma rosnące wykorzystanie aplikacji AI oraz uczenia maszynowego, które wymagają zasilanych w niezawodny sposób wysokowydajnych procesorów oraz olbrzymich przestrzeni pamięci masowych. W gospodarkach Stanów Zjednoczonych, Chin czy Unii Europejskiej placówki tego typu odpowiadają obecnie za około 2-4% całkowitego zużycia energii elektrycznej[3].

Ograniczenia przyłączeniowe blokują rozwój centrów danych

Dostępność zasilania, w tym odnawialnych źródeł energii, staje się najważniejszym czynnikiem wpływającym na to, gdzie i jak budowane są nowe obiekty data center. Ich operatorzy zmagają się z niedoborem dostępnej mocy przyłączeniowej potrzebnej do rozwijania infrastruktury technicznej. Problem przeciążonych sieci dotyka nawet najbardziej atrakcyjne lokalizacje, takie jak Frankfurt, Londyn, Amsterdam czy Paryż. W efekcie część firm decyduje się na przeniesienie inwestycji do regionów z większą dostępnością zielonej energii i elastycznością sieci elektrycznej, tak jak w krajach nordyckich.

Wraz z rozwojem rynku centrów danych pojawiają się nowe wyzwania, bowiem coraz więcej krajów wprowadza regulacje ograniczające możliwość zwiększania poboru mocy z sieci. W rezultacie uzyskanie pozwolenia na budowę lub rozbudowę obiektów staje się coraz trudniejsze i wymaga spełnienia surowych norm dotyczących efektywności energetycznej obiektów, stosowanych w nich urządzeń oraz ich wpływu na środowisko. Dlatego konieczne są kolejne inwestycje nie tylko w infrastrukturę sieciową, lecz także w rozwiązania wspierające wydajne wykorzystanie energii – wskazuje Władysław Szewczuk, Data Center Cluster Leader Poland & Ukraine w firmie Eaton.

Chłodniej znaczy oszczędniej

Energię w centrach danych zużywają nie tylko same serwery i systemy pamięci masowej, ale także układy chłodzenia. Wysokowydajne procesory (zwłaszcza te przeznaczone do obsługi AI) generują ogromne ilości ciepła, co wymaga stosowania coraz bardziej zaawansowanych rozwiązań obniżających temperaturę w obiekcie. Przed ich wdrożeniem warto zwrócić uwagę na to w jakim stopniu przyczyniają się one do zużycia energii. Kluczowym parametrem efektywności energetycznej w centrach danych jest wskaźnik PUE (Power Usage Effectiveness), który określa rzeczywiste zapotrzebowanie systemu IT na energię. Wpływ na jego wartość mają głównie systemy chłodzenia, temperatura i wilgotność utrzymywane w pomieszczeniach serwerowych oraz sposób rozmieszczenia sprzętu odpowiedzialnego za przetwarzanie danych.

Im wyższe zapotrzebowanie na moc w centrum danych, tym więcej energii trzeba przeznaczyć na chłodzenie. Aby zapewnić sobie większą kontrolę nad jej zużyciem, warto śledzić współczynnik PUE. Pokazuje on ile energii trafia do sprzętu IT w porównaniu z całkowitym zużyciem energii w obiekcie. W idealnym scenariuszu współczynnik ten powinien wynosić 1,0 – wtedy cały pobór energii jest wykorzystywany przez sprzęt IT, bez strat na zasilanie urządzeń pomocniczych, takich jak chłodzenie czy oświetlenie. W praktyce osiągnięcie takiego poziomu jest trudne, a zadowalające wartości to te znajdujące się jak najbliżej jedynki. Dążenie do osiągnięcia jak najniższego współczynnika PUE to klucz nie tylko do zwiększania efektywności energetycznej centrów danych, ale również zmniejszenia kosztów operacyjnych – wyjaśnia Władysław Szewczuk.

Rosnące zapotrzebowanie na energię w centrach danych sprawia, że coraz większą rolę na rynku odgrywają rozwiązania modułowe. Można je łatwo skalować, co wpływa na skracanie czasu projektowania i rozbudowy infrastruktury centrów danych. Rozwiązania te wyposażone są m.in. w systemy zasilania gwarantowanego, rozdzielnice średniego i niskiego napięcia, transformatory oraz urządzenia do sygnalizacji i gaszenia pożaru. Dodatkowo zastosowanie w centrach danych automatyzacji oraz analityki predykcyjnej pozwalają m.in. na dopasowywanie gęstości serwerów do zapotrzebowania na dane, zarządzanie poborem energii oraz chłodzeniem. Dzięki temu możliwe jest zarówno bardziej elastyczne dostosowanie się do wymagań rynku, utrzymanie konkurencyjności, jak i uzyskanie oszczędności spowodowanych wydajniejszym zużyciem energii.

Źródła:

https://www.cbre.com/insights/reports/global-data-center-trends-2024

https://energy.ec.europa.eu/news/commission-adopts-eu-wide-scheme-rating-sustainability-data-centres-2024-03-15_en

https://www.goldmansachs.com/insights/articles/AI-poised-to-drive-160-increase-in-power-demand

https://www.iea.org/commentaries/what-the-data-centre-and-ai-boom-could-mean-for-the-energy-sector

[1] https://www.cbre.com/insights/reports/global-data-center-trends-2024

[2] https://www.goldmansachs.com/insights/articles/AI-poised-to-drive-160-increase-in-power-demand

[3] https://www.iea.org/commentaries/what-the-data-centre-and-ai-boom-could-mean-for-the-energy-sector

Warszawska giełda błyszczy na tle Europy, ale PLN w cieniu mocnego dolara

We wczorajszym komentarzu pisałem, że awersja do ryzyka nie rozkłada się równomiernie po rynkach i aktywach. W czwartek obserwujemy kontynuację tego trendu, tyle że doszło do kolejnego przetasowania. Dzisiaj poprawa sentymentu widoczna jest na parkietach giełdowych, a odwrót nastąpił od walut rynków wschodzących, w tym złotego. Zauważalnym wyjątkiem jest kurs GBP/PLN, a wszystko z powodu kolejnej obniżki stóp procentowych ze strony Banku Anglii.

Zielono im

Mało kogo już dziwi, że aktualnie rynki podążają za głosem płynącym z Białego Domu. A że ostatnie godziny nie przyniosły nowych rewelacji z Waszyngtonu, to przynajmniej częściowo inwestorzy wzięli głęboki oddech. Apetyt na ryzyko powrócił z pewnością na giełdy, które generują dziś bardziej niż przyzwoite zyski. Już azjatyckie indeksy wyraźnie zarysowały czwartkowy sentyment, najlepiej poradził sobie Hongkong (+1,4%), a najsłabiej Tokio (+0,6%), któremu nie przeszkodziły rosnące oczekiwania co do podwyżki stóp procentowych przez Bank Japonii (posiedzenie dopiero w marcu). W Europie najważniejsze parkiety świecą na zielono, ale zwyżki nie rozkładają się równomiernie. Od +0,4% w Amsterdamie, przez +0,6% w Mediolanie czy +0,9% we Frankfurcie, po aż +1,6% w Londynie. Nawet na tak wymagającym tle doskonale prezentuje się Warszawa, gdzie zarówno WIG20, jak i drugi szereg spółek zyskują powyżej 2%. Trudno na ten moment ocenić, czy nastroje podbije jeszcze Wall Street po otwarciu handlu kasowego, ponieważ przedsesyjny znajduje się na niewielkich plusach. Tyle o tej optymistycznej stronie dzisiejszej sesji, a teraz przejdźmy do rynku walutowego.

USD kontratakuje

Jeżeli przyjąć, że rynkowy nastrój na forexie dobrze opisuje zachowanie walut rynków wschodzących, to w czwartek możemy mówić o powrocie awersji do ryzyka. Oczywiście należy to uznać za uproszczony obraz, ponieważ rynek walutowy podąża tam, gdzie życzy sobie tego dolar amerykański. A ten od około doby powrócił do umocnienia i od tego czasu zyskał już blisko cent. Jeszcze wczoraj po południu kurs EUR/USD przekraczał 1,043 $, ustanawiając tygodniowe maksima, aby dziś przed godz. 15 zejść w pobliże 1,035 $. Trudno znaleźć jakieś fundamentalne (techniczne zresztą też) powody dla tej zmiany podejścia inwestorów, więc chyba ponownie wypada spojrzeć na rynek długu. Po gwałtownym spadku rentowności amerykańskich obligacji (wczoraj wieczorem 10-latki dotarły w pobliże 4,4%, czyli znalazły się najniżej od połowy grudnia), w czwartek widać pewne uspokojenie. Jeżeli dodamy do tego fakt, że straty dolara w ostatnich dniach były bardziej niż znaczące, to trwająca kontra wydaje się czymś całkiem naturalnym. Mimo wszystko jest zdecydowanie za wcześnie na ogłoszenie nowego rynkowego kierunku. Nawet jeśli Donald Trump nie wyskoczy do końca jutrzejszej sesji z jakimś nowym, wspaniałym pomysłem, to i tak w piątek otrzymamy wisienkę na torcie danych makro w tym tygodniu, czyli odczyty Departamentu Pracy za styczeń.

PLN gra na różnych boiskach

Oczywiście przy silniejszym dolarze na szerokim rynku w kłopotliwej sytuacji znajdują się waluty EM, w tym polski złoty. Mimo wszystko presja widoczna jest głównie na USD/PLN, który wrócił powyżej 4,05 zł. Kurs EUR/PLN cały czas trzyma się blisko 4,20 zł, a kurs CHF/PLN zawraca z 4,48 zł. PLN może pomóc prezes NBP, który w trakcie pisania tych słów prowadzi tradycyjną konferencję po posiedzeniu RPP (utrzymano główną stopę na 5,75%). A skoro o posiedzeniach władz monetarnych mowa, to dziś decyzję ogłosił Bank Czech, ścinając koszt kredytu o 25 pb do 3,75 %. Co ciekawe ruch zgodny z oczekiwaniami nie zaszkodził czeskiej koronie, a kurs CZK/PLN zwyżkuje do 0,167 zł. Na identyczny ruch jak Czesi zdecydował się też o wiele ważniejszy z globalnej perspektywy Bank Anglii. Tym samym główna stopa na Wyspach zeszła do 4,5%. Funt oberwał dziś mocno na szerokim rynku i to mimo decyzji zgodnej z oczekiwaniami. Stało się tak m.in. przez gwałtowną zmianę podejścia ze strony do tej pory najbardziej jastrzębiej członkini gremium, czyli Catherine Mann. Miała ona dziś zagłosować za utrzymaniem kosztu pieniądza, a tymczasem wnioskowała o cięcie aż o 50 pb. To nowe rozdanie może zmienić perspektywę dalszego luzowania monetarnego. Kurs GBP/PLN zareagował dalszą przeceną i zszedł do 5,02 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Kapituła Nagrody Mariusza Waltera ogłosiła listę nominowanych za 2024 rok

Nagroda Mariusza Waltera skierowana jest do ludzi mediów, którzy wyróżniali się w 2024 roku kreatywnością, odwagą, świetnym warsztatem dziennikarskim połączonym z intuicją i wrażliwością społeczną.

Nominacje do Nagrody Głównej za Osobowość medialną roku otrzymali – Karolina Lewicka z radia TOK FM, Jakub Sobieniowski, dziennikarz Faktów TVN oraz Agnieszka Szydłowska, Dyrektorka Radiowej Trójki.

W kategorii Wydarzenie roku w mediach nominowani zostali – Paweł Figurski i Patryk Słowik, dziennikarze Wirtualnej Polski, za cykl publikacji o ministrze nauki Dariuszu Wieczorku, Renata Kim za cykl artykułów o Collegium Humanum w Newsweek Polska oraz Piotr Świerczek za cykl reportaży i materiałów telewizyjnych Siła kłamstwa w TVN24.

Nominowani w kategorii Nowy głos w mediach to: Sylwia Czubkowska, współtwórczyni podcastu Techstorie w Radio TOK FM,  Krzysztof Jakubowski, Agnieszka Mazuś i Krzysztof Wiejak z portalu JawnyLublin.pl oraz Maciej Okraszewski, twórca podcastu Dział Zagraniczny.

W kategorii Sport w mediach nominowani zostali – Juliusz Ćwieluch, dziennikarz tygodnika Polityka, za podcast Rowery, nie bajki, Daria Kabała-Malarz, dziennikarka Canal+ Sport oraz Mirosław Żukowski, niezależny komentator wydarzeń sportowych.

Nagroda Mariusza Waltera została stworzona przez Fundację im. Bożeny i Mariusza Walterów pod koniec 2023 roku. To wyróżnienie zarówno dla tych, którzy mają duże doświadczenie medialne, ale także dla osób dopiero wchodzących na rynek mediów. Nagroda Mariusza Waltera to wskazanie kierunku, w którym polskie media powinny się rozwijać i jakie wartości reprezentować. To dostrzeżenie osób, których warto słuchać.

O nominacjach oraz laureatkach i laureatach danej kategorii zadecydowała Kapituła w składzie: Andrzej Andrysiak, Edwin Bendyk, Andrzej Bobiński, Kamil Dziubka, Sylwia Gregorczyk-Abram, Jerzy Jurecki, Grzegorz Kalinowski, Michał Kołodziejczyk, Adam Małysz,  Adam Pieczyński, Hanna Rydlewska, Joanna Solska, Agata Szczęśniak, Mariusz Szczygieł, Bożena Walter, Jacek Wasilewski, Paulina Wilk. Kandydatury zgłaszane są przez członków Kapituły, a podczas obrad spośród zgłoszeń wybierani są nominowani – po 3 w każdej kategorii. Laureatki i laureaci  nagród zostaną ogłoszeni podczas uroczystej Gali, która odbędzie się w piątek 21 marca 2025 w Muzeum POLIN.

W 2025 roku zostanie po raz pierwszy przyznana Nagroda Specjalna Bożeny i Mariusza Walterów.  Jest to  wyróżnienie indywidualne, przyznane przez inicjatorkę i fundatorkę nagród, za całokształt pracy dziennikarskiej.  W tym wypadku o wyborze laureata nie decyduje Kapituła Nagrody.

Nieraz pytano mnie jak zdefiniowałabym osobowość medialną? Składa się na to wiele cech, ale gdybym miała określić to jednym zdaniem, to powiedziałbym: osobowość medialną cechują emocje, które wywołuje, a także, wielokrotnie potwierdzany znakomity warsztat. Dlatego zdecydowałam się w tym roku przyznać dodatkową Nagrodę Specjalną dla postaci, która zawsze wzbudzała podziw w Mariuszu i we mnie. Osoby, o której dorobku zawsze rozmawialiśmy w naszym domu i która niejednokrotnie udowadniała jakość swojej pracy, do tej pory nigdzie oficjalnie nie uhonorowanej  mówi Bożena Walter, założycielka Fundacji im. Bożeny i Mariusza Walterów.

Zwyciężczynie i zwycięzcy wszystkich kategorii otrzymają statuetkę wykonaną przez jednego z najbardziej utalentowanych polskich rzeźbiarzy Tomasza Górnickiego oraz nagrodę pieniężną. W kategorii głównej – Osobowość medialna roku jest to 100 tysięcy zł, a w pozostałych kategoriach nagrody wynoszą po 30 tysięcy zł.

Organizatorem konkursu oraz  fundatorem nagród jest Fundacja im. Bożeny i Mariusza Walterów.

Patronem medialnym nagrody jest TVN Warner Bros. Discovery.

Przejrzystość wynagrodzeń – obalamy mit o jawności zarobków

0

W związku z nadchodzącym obowiązkiem wdrożenia przez Polskę unijnej dyrektywy dotyczącej jawności płac, temat przejrzystości wynagrodzeń zyskuje na znaczeniu. Choć wciąż wokół niego krąży wiele mitów, ma szansę stać się istotnym narzędziem budującym zaufanie, równość płacową oraz większą efektywność w organizacjach. Eksperci Gi Group wyjaśniają, na czym naprawdę polega transparentność wynagrodzeń i dlaczego warto spojrzeć na nią szerzej.

Dyrektywa UE o jawności wynagrodzeń – co warto wiedzieć?

Dyrektywa Unii Europejskiej dotycząca transparentności wynagrodzeń została przyjęta w maju 2023 roku i nałożyła na państwa członkowskie obowiązek dostosowania krajowych przepisów do 7 czerwca 2026 roku, czyli zostało niewiele ponad rok na implementację zmian do polskiego prawa.

Regulacja ma na celu zmniejszenie luki płacowej między kobietami a mężczyznami oraz ogólne zwiększenie równości w zakresie wynagrodzeń, awansów oraz dostępu do stanowisk na rynku pracy. Dyrektywa przewiduje obowiązek podawania widełek wynagrodzeń w ofertach pracy, przejrzyste raportowanie różnic płacowych oraz zapewnienie pracownikom dostępu do informacji na temat struktury płac w firmie. Jest to odpowiedź na rosnące oczekiwania pracowników i społeczne naciski na budowanie uczciwych oraz sprawiedliwych miejsc pracy w całej Europie.

Wprowadzenie nowych zasad w Polsce rodzi wiele pytań i wątpliwości. W przestrzeni publicznej nie brakuje błędnych przekonań, które mogą budzić niepotrzebny niepokój. Eksperci Gi Group przedstawiają najczęstsze mity związane z jawnością wynagrodzeń i wyjaśniają, dlaczego nie należy się ich obawiać.

Mit 1: Jawność wynagrodzeń oznacza ujawnianie indywidualnych zarobków pracowników

Niektórzy obawiają się, że przejrzystość płac wiąże się z ujawnianiem, ile zarabia każdy pracownik. To błędne rozumienie nowej regulacji.

– To jedna z najczęstszych obaw pracodawców i pracowników, która nie ma uzasadnienia. Jawność wynagrodzeń nie oznacza upubliczniania konkretnych wynagrodzeń poszczególnych osób, lecz opiera się na publikowaniu zasad wynagradzania, widełek płacowych oraz kryteriów decydujących o płacy w organizacji. W rzeczywistości umożliwia to pracownikom lepsze zrozumienie, na jakiej podstawie są wynagradzani — wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Mit 2: Z ogłoszenia o pracę dowiesz się, ile dokładnie zarobisz oraz na jakie podwyżki możesz liczyć

Czy wszystkie ogłoszenia o pracę muszą zawierać informacje o wynagrodzeniu? Tak, jednak przepisy nie wymagają podawania konkretnej kwoty, ani też progresji płacowej.

– Od 7 czerwca 2026 roku każda oferta pracy będzie musiała zawierać wynagrodzenie początkowe lub jego widełki, niezależnie od wielkości firmy. Dodatkowo dyrektywa nakłada obowiązek informacyjny dotyczący progresji wynagrodzeń, czyli jasnych kryteriów podwyżek dla zatrudnionych. Pozostawia jednak furtkę dla mniejszych pracodawców (zatrudniających do 50 osób), umożliwiającą zwolnienie ich z tego obowiązku. Nie wiadomo jakie regulacje przyjmą nasze władze.  W Polsce takie firmy stanowią ok. 99% wszystkich przedsiębiorstw, więc wiele tu zależy od ustawodawcy. Warto jednak pamiętać, że transparentne komunikowanie kryteriów wynagradzania może być korzystne niezależnie od wielkości firmy, ponieważ zwiększa zainteresowanie ofertą i buduje zaufanie kandydatów — podkreśla Anna Wesołowska.

Mit 3: Przejrzystość wynagrodzeń to jedynie wymóg narzucony przez prawo

Czy jawność płac to tylko biurokratyczna zmiana? Absolutnie nie. Unijna dyrektywa nakłada obowiązek wprowadzenia przejrzystości wynagrodzeń w firmach, ale nie jest to jedynie formalny wymóg do spełnienia bez praktycznych korzyści. Eksperci przekonują, że ma on dużo większy wymiar i wpisuje się w globalny trend budowy sprawiedliwych miejsc pracy.

– Firmy, które otworzą się na transparentność w wynagrodzeniach, zyskają przewagę konkurencyjną na rynku pracy. Pracownicy chcą wiedzieć, że są wynagradzani sprawiedliwie – a przejrzysta polityka płacowa może to zapewnić — podsumowuje Tomasz Tarabuła, dyrektor regionalny Gi Group.

Na świecie można zaobserwować, że organizacje, które wprowadziły jasne zasady dotyczące wynagrodzeń, zyskały na lojalności i zaangażowaniu swoich pracowników. Ponadto przejrzystość wynagrodzeń przeciwdziała dyskryminacji płacowej i sprzyja równości na rynku pracy. Firmy, które otwarcie komunikują swoje polityki płacowe, są postrzegane jako bardziej sprawiedliwe i odpowiedzialne społecznie, co przekłada się na ich pozytywny wizerunek w oczach klientów, inwestorów i potencjalnych pracowników.

W plebiscycie na HR-owe Słowo Roku 2024 organizowanym przez Gi Group Holding „jawność wynagrodzeń” zajęła drugie miejsce, co świadczy o rosnącym znaczeniu tego zagadnienia w branży HR.

– Przejrzystość wynagrodzeń może pomóc w budowie bardziej zaangażowanych zespołów, gdzie pracownicy czują się sprawiedliwie wynagradzani. To szczególnie ważne w czasach dużej rotacji kadry i rosnącej presji płacowej – mówi Tomasz Tarabuła.

Jawność płac w Polsce: wyzwania i zmiana mentalności

Według badania Gi Group „Wynagrodzenia 2024. Oczekiwania Polaków”, 42% z nas spodziewa się wzrostu wynagrodzeń w najbliższych miesiącach​.

– Wprowadzenie przejrzystości płacowej może pomóc zarządzać tymi oczekiwaniami w sposób zrównoważony i klarowny, co ograniczy ryzyko rotacji i niezadowolenia w organizacjach — tłumaczy Grzegorz Gojny. – Pamiętajmy, że głównym celem dyrektywy jest likwidacja luki płacowej między kobietami a mężczyznami. Przejrzystość wynagrodzeń to głównie zmiany proceduralne, ale również zmiana sposobu myślenia. Kluczowa będzie edukacja i komunikacja wewnętrzna w firmach, by w pełni wykorzystać potencjał płynący z transparentności płac — podkreśla Grzegorz Gojny, dyrektor regionalny Gi Group.

Według ekspertów Gi Group poprawa przejrzystości w rekrutacji obejmująca informowanie o etapach procesu czy kryteriach oceny, znacząco wpłynie na odbiór ofert przez kandydatów.

– Zwiększenie przejrzystości płacowej to klucz do poprawy wizerunku firmy oraz krótszych negocjacji płacowych. Jawność wynagrodzeń sprzyja przeciwdziałaniu dyskryminacji, propagowaniu inkluzywności i równości w organizacji. Długofalowo zmiany te mogą przyczynić się do stworzenia bardziej przejrzystego rynku pracy. Jednocześnie mogą one budzić pewne obawy. Firmy  będą musiały baczniej przyglądać się trendom w zakresie płac, aby odpowiednio ustalać wynagrodzenia i zapewniać konkurencyjność ofert  – mówi Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna Gi Group.

Mieszkaniówka w styczniu: powrót podaży, ale wciąż mało transakcji

Styczeń w sektorze mieszkaniowym był okresem powrotu do większej aktywności po stronie podaży. Firmy deweloperskie na 7 rynkach głównych wprowadziły do sprzedaży ponad 3,8 tys. lokali. Oferta mieszkań z drugiej ręki po dwóch miesiącach spadków wzrosła o 4% m/m. Jednak zarówno deweloperzy, jak i prywatni właściciele sprzedający nieruchomości, zmagali się z niską skłonnością kupujących do finalizacji transakcji. Styczeń okazał się łatwiejszy jedynie dla najemców i wynajmujących – dane Otodom wskazują, że na koniec miesiąca w największych miastach oferta sięgnęła 16 tys. (+15% m/m), a popyt lekko wzrósł.

Rekordowa oferta, ale jeszcze nie nadpodaż

W styczniu deweloperzy działający na 7 największych rynkach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław) wprowadzili do sprzedaży ponad 3,8 tys. lokali. Popyt okazał się jednak niższy niż miesiąc wcześniej – wstępny odczyt Otodom wskazuje, że sprzedano blisko 3 tys. mieszkań, co najprawdopodobniej przełoży się na finalny wynik na poziomie 2,8 tys.

Pogłębiająca się nadwyżka podaży nad popytem doprowadziła do rekordowej liczby dostępnych mieszkań. Na koniec stycznia oferta firm deweloperskich w obrębie 7 największych miast przekroczyła 57 tys. lokali, a w ich aglomeracjach sięgnęła 73 tys. Warto jednak podkreślić, że sytuacja mocno różni się w zależności od lokalizacji. W Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Katowicach podaż wyraźnie przewyższała popyt, podczas gdy w Trójmieście i Warszawie panowała równowaga, a w Poznaniu sprzedaż przewyższyła liczbę nowych mieszkań wprowadzonych na rynek.

Różnice pomiędzy poszczególnymi miastami widoczne były także w czasie wyprzedaży oferty[1]. W Katowicach i Łodzi, mimo przewagi podaży nad sprzedażą, czas wyprzedaży skrócił się, podczas gdy w Warszawie i Trójmieście, przy niewielkiej różnicy między sprzedażą a nową podażą, wyraźnie się wydłużył. W efekcie na rynkach z dużą liczbą dostępnych mieszkań wskaźniki sprzedaży ustabilizowały się lub spadły, a tam, gdzie oferta była relatywnie niska (Warszawa, Trójmiasto), czas wyprzedaży wzrósł.

Po raz pierwszy od listopada 2022 roku czas potrzebny na wyprzedanie oferty na siedmiu największych rynkach przekroczył pięć kwartałów. Choć poziom uznawany za sygnalizujący nadpodaż wynosi sześć kwartałów, to utrzymujący się w ostatnich miesiącach trend może budzić uzasadnione obawy wśród deweloperów. Warto obserwować tę sytuację, jednak to, czy mamy do czynienia z nadpodażą, będzie można określić po pierwszych trzech miesiącach roku – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektor badań rynku Otodom.

W cennikach bez zmian

Niepokój deweloperów nie znalazł odzwierciedlenia w cennikach. W stosunku do grudnia 2024 roku ich zmiana nie przekroczyła 0,6%. Jedynie w Trójmieście widoczna była inna tendencja w skali miesiąca – w Gdańsku, Gdyni i Sopocie wzrostowi stawek za mkw. towarzyszył wzrost średniej ceny całkowitej oferowanego mieszkania.

Z jakim wydatkiem musieli się liczyć potencjalni kupujący? W stolicy musieli być przygotowani na ponad 17 tys. zł/mkw. Kolejnymi pod względem wysokości stawek miastami pozostały Kraków (16,4 tys. zł/mkw.) i Trójmiasto, w którym średnie ceny zbliżają się do 15 tys. zł/mkw. Z kolei najtaniej wciąż jest w Łodzi, gdzie za mkw. mieszkania deweloperskiego trzeba zapłacić ok. 11,2 tys. zł.

Warto jednak zaznaczyć, że roczna analiza cen wyraźnie pokazuje spowolnienie wzrostów. Po raz pierwszy od 2022 roku, na koniec stycznia, na żadnym z monitorowanych rynków średnie ceny nie wzrosły o więcej niż 10% w skali roku.

Ożywienie na rynku wtórnym

Okazuje się, że początek roku przyniósł wzrost oferty również na rynku wtórnym. Po dwóch miesiącach spadków liczby oferowanych lokali z drugiej ręki w styczniu nastąpiło lekkie odbicie i skok o 4% m/m. Na koniec stycznia poszukujący mieszkań w tym segmencie rynku mieli do dyspozycji w serwisie Otodom 53,2 tys. ogłoszeń. Poziom ten, choć wysoki, nie zbliża się jednak do rekordów z jesieni 2024, gdy w październiku dostępnych było aż 57,1 tys. takich lokali.

Co ciekawe, najistotniejsza zmiana na rynku wtórnym w największych polskich miastach w styczniu 2025 roku dotyczyła popytu. Początek roku przyniósł gwałtowny wzrost aktywności kupujących, a liczba odpowiedzi na ogłoszenia w serwisie Otodom znacząco wzrosła. W porównaniu do grudnia odnotowano aż 47% więcej odpowiedzi, a względem stycznia 2023 roku zainteresowanie było wyższe o 19%. Z czego to wynika?

Nie pierwszy raz obserwujemy podobny schemat zachowań kupujących na rynku mieszkaniowym. Pod koniec roku nabywcy, skuszeni świątecznymi promocjami deweloperów, koncentrują swoje poszukiwania na rynku deweloperskim. Natomiast na początku nowego roku ponownie kierują uwagę na rynek wtórny, licząc na znalezienie odpowiedniej oferty – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.

Jednak mimo dużego zainteresowania zakupem mieszkań, styczeń okazał się wymagającym miesiącem dla sprzedających. Zarówno deweloperzy, jak i prywatni właściciele napotkali trudności związane z niską gotowością kupujących do finalizacji transakcji – wysoka podaż i stabilne ceny sprawiają, że aktywni nabywcy naturalnie wydłużają proces podejmowania decyzji o zakupie.

Noworoczny ruch w sektorze najmu

Wydłużanie decyzji o finalizacji zakupu mieszkania, to także efekt wysokiej elastyczności rynku najmu, który w 7 największych polskich miastach oparty jest o mieszkania oferowane przez osoby fizyczne bądź agencje nieruchomości. Pod koniec stycznia oferta w tym segmencie rynku w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu wyniosła 16 tys. lokali, czyli była o 15% wyższa niż na koniec grudnia. Tak więc, zainteresowani zakupem własnego M mogli sobie pozwolić na dłuższe pozostanie na rynku najmu, a nawet zmianę wynajmowanego lokalu podczas trwających poszukiwań wymarzonego mieszkania.

Warto zauważyć, że choć największa aktywność w tym sektorze przypada zwykle na okres od maja do października, to w styczniu również odnotowano ożywienie. Jego skala była jednak porównywalna do tej z początku 2023 roku, a nie do wyjątkowo dobrego pod względem najmu roku 2024.

[1] Wskaźnik obrazujący sytuację na danym rynku. Wyliczany na podstawie wielkości oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy. To wyrażony w kwartałach czas, w którym z oferty zniknęłyby wszystkie mieszkania gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie średniej z ostatnich 3 miesięcy.

Na morzu nie wieje nudą: o zmianach w biznesie morskim w 2025 roku

Fracht morski odgrywa kluczową rolę w globalnej wymianie handlowej. Według danych IMO (Międzynarodowej Organizacji Morskiej) ok. 80-90% globalnego handlu odbywa się właśnie tym serwisem. Żegluga morska nie tylko łączy rynki z różnych kontynentów, ale także odgrywa istotną rolę geopolityczną. Potwierdzają to wydarzenia z ostatnich 2-3 lat. Czynniki klimatyczne, takie jak susza ograniczająca przepustowość Kanału Panamskiego czy ataki bojowników jemeńskich w Kanale Sueskim pokazują, że zachwiania na rynku frachtów morskich bezpośrednio wpływają na globalny biznes. Dlatego dostęp do kluczowych przepraw i szlaków to strategiczny zasób dla wielu krajów, to ich być albo nie być w handlu międzynarodowym. A jak wygląda sytuacja na morzu na początku 2025 roku?

Zmiana aliansów armatorów od lutego 2025 roku ma poprawić terminowość statków

Od lutego tego roku globalny rynek frachtów morskich czeka prawdziwa rewolucja za sprawą zmiany aliansów armatorów. Zakończył się sojusz 2M, który tworzyły MSC i Maersk, a swoje działania rozpoczął nowy – Gemini Cooperation, zawiązany przez Maersk i Hapag-Lloyd. Jednak ten nowy alians to nie tylko zacieśnienie współpracy pomiędzy dwoma graczami na rynku, z którymi mieliśmy do czynienia już niejednokrotnie. Gemini Cooperation wprowadza innowacyjną koncepcję transportu opartą na linowych połączeniach między portami hubowymi. Zamiast dotychczasowego systemu pętli statki będą zawijały do mniejszej liczby portów, a transport pomiędzy wybranymi większymi portami hubowymi a resztą terminali będzie realizowany przez mniejsze jednostki – shuttle vessels. Dzięki temu rozwiązaniu Maersk i Hapag-Lloyd liczą na poprawę terminowości statków, która jest największym wyzwaniem rynku armatorów i obecnie wynosi tylko 53% (dane za 2024 rok). Według założeń nowego aliansu, po pierwszym roku jego funkcjonowania ma wzrosnąć do 90%. Warto również podkreślić, że wybór terminali hubowych nie jest przypadkowy – w większości z nich Maersk lub Hapag-Lloyd posiadają pakiet udziałów. Dzięki temu armatorzy zakładają, że alians Gemini uzyska priorytet w obsłudze operacyjnej. Jest to interesujące rozwiązanie, któremu będziemy się uważnie przyglądać.

Nowa koncepcja nie jest wolna od wyzwań. Ryzykiem jest możliwość wystąpienia kongestii
w portach hubowych, szczególnie w sytuacji dużego wolumenu towarów. Na liście 12 kluczowych portów obydwu armatorów figurują m.in.: Hamburg, Rotterdam, Singapur, Hongkong, Shenzhen, Nowy Jork, New Jersey czy Los Angeles. Niewątpliwie te terminale zostały również dobrane tak, aby móc obsłużyć sprawnie duże wolumeny, jednak znamy z historii trudności operacyjne np. w Hamburgu.

Ponadto na rynku morskim od lutego funkcjonuje także alians – Premier Alliance, tworzony przez HMM (Hyundai Merchant Marine), ONE (Ocean Network Express) oraz Yang Ming. Sojusz ten na niektórych kierunkach współpracuje również z MSC w ramach umowy o dzieleniu przestrzeni. Z kolei ostatni wspomniany armator – MSC, po zakończeniu sojuszu 2M, zdecydował się realizować swój projekt „Standalone Services”, w ramach którego operuje samodzielnie na całym świecie. W niektórych przypadkach podpisuje jednak lokalne umowy, np. z Premier Alliance.

Reakcją konkurencji na wspomniane zmiany aliansów jest również m.in. przedłużenie umowy Ocean Alliance (sojusz armatorów, do którego należą m.in. CMA CGM, Cosco Shipping, Evergreen i OOCL) do 2032 r.

Zmiany na światowych morzach i ich znaczenie dla polskiego biznesu

W siatce portów hubowych Gemini nie ma żadnego polskiego portu – od lutego Gdańsk i Gdynia obsługiwane będą przez shuttle vessel i połączenie z niemieckimi portami. Przez ostatnie 10 lat, od lutego 2015 r., do Gdańska zawijał Maersk, a nowy projekt to zmienia, co jest historycznym symbolem. Jednak nie stracą na tym ani klienci, ani biznes. Dlaczego? Zwiększona terminowość w systemie Gemini ma dotyczyć także mniejszych terminali docelowych. Z drugiej strony do naszych portów pływają inni armatorzy. Chociażby niedawno MSC wprowadziło dwa nowe serwisy z Azji do Gdańska – Albatros oraz Brytania.

Polskie porty dynamicznie się rozwijają. Są bramą dla naszej gospodarki w wymianie handlowej, a dane gospodarcze na rok 2025 pokazują prognozy wzrostu. W minionym roku polskie porty morskie osiągnęły rekordowe wyniki finansowe i operacyjne. Wg danych Ministerstwa Infrastruktury łączny zysk netto największych portów wzrósł o 26%, osiągając wartość 551,7 mln zł w porównaniu do roku 2023. Polskie porty przeładowały łącznie 135 mln ton towarów, z czego przeładunki kontenerowe wzrosły o ponad 9%, osiągając rekordowy poziom 3,27 mln TEU[1].

Polska zyskuje na znaczeniu jako hub logistyczny Europy, przemawia za tym wiele argumentów, m.in. rozwój koncepcji Black Sea Banana – czyli dynamicznie zyskującego na znaczeniu obszaru logistyczno-produkcyjnego, który rozciąga się od Polski, przez Europę Środkowo-Wschodnią, Południową, Turcję, Kaukaz aż do Azji Centralnej. Istotne są także kwestie odbudowy Ukrainy i dalszy rozwój całego regionu CEE. Rola portów w tym procesie jest kluczowa. Ważna jest ich rozbudowa oraz zwiększanie przepustowości, co dzieje się np. w przypadku Świnoujścia czy Gdańska. Niezbędna jest także odpowiednia infrastruktura transportowa, która umożliwi efektywną wymianę towarów. W tym kontekście kolej i transport intermodalny stają się bardzo istotne. Obecnie planowane są inwestycje w budowę linii kolejowych w Szczecinie i Świnoujściu, co ma na celu poprawę dostępu do portów oraz zwiększenie ich efektywności operacyjnej.

Kanał Panamski rozgrzewa emocje nie tylko w Amerykach

O znaczeniu tego ostatniego stwierdzenia mogliśmy przekonać się w ostatnim miesiącu m.in. za sprawą wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa. Kanał Panamski to istotna przeprawa dla międzynarodowego transportu morskiego, ale jest on przede wszystkim ważną arterią dla Ameryki Północnej. Kanał ma łączną długość ponad 80 km, łączy Ocean Atlantycki z Pacyfikiem, co znacząco skraca czas transportu morskiego. Np. trasa z Nowego Jorku do San Francisco dzięki przeprawie jest krótsza o ponad 14 tys. km. Wg szacunków rocznie rejestruje się tam prawie 14 000 tranzytów, co stanowi ok. 5-6% światowego handlu. Trzeba zauważyć, że przeprawa ta jest istotna dla relatywnie mniej istotnych, z perspektywy globalnej, kierunków z Europy do Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej czy Południowej, jak i z Azji do Wschodniego Wybrzeża USA.

Od kilku lat w infrastrukturę wokół przeprawy inwestują Chiny, co jest częścią ich strategii ekspansji gospodarczej w Ameryce Łacińskiej. Chińskie firmy zarządzają portami, ale też budują ogromne parki logistyczne wzdłuż Kanału.

Konsekwencje przejęcia Kanału Panamskiego przez Stany Zjednoczone wykraczałyby daleko poza granice obu Ameryk, wpływając na globalną logistykę, dynamikę handlu i stosunki geopolityczne – podobnie jak kwestie ceł na Meksyk, Kanadę, Chiny czy potencjalnie Unię Europejską, co do których amerykańska administracja podejmuje pierwsze działania. Jednak w tym przypadku to wciąż spekulacje.

Transport z Azji: Nowy Chiński Rok oraz Kanał Sueski

Początek lutego to także okres Nowego Chińskiego Roku, który w tym roku wypada dokładnie od 29 stycznia do 12 lutego. To moment, gdy fabryki zatrzymują swoje operacje, a pracownicy wracają, często wiele kilometrów, do swoich rodzinnych domów. Dla logistyki okres poprzedzający to święto jest momentem wzmożonej intensywności. Jednak w tym roku m.in. z powodu nowego aliansu operatorów, ale również kryzysu na Morzu Czerwonym, obserwowaliśmy przesunięcie szczytów przewozowych o ok. miesiąc wcześniej. Podobne „przyspieszenie” operacji było zauważone w biznesie lotniczym na trasie Azja-Europa.

W kontekście Morza Czerwonego warto zwrócić uwagę, że zawieszenie broni między Izraelem a Palestyną rozbudziło na nowo nadzieję na wykorzystanie przeprawy przez Kanał Sueski, o czym już dziś piszą media. Co by mogło to oznaczać dla rynku morskiego? Przywrócenie przeprawy mogłoby wywołać nadpodaż przestrzeni ładunkowej. Z jednej strony mielibyśmy statki, które już płyną wokół Afryki i nie mogłyby zawrócić, żeby skorzystać z odblokowanego Kanału Sueskiego.

Z drugiej strony zaś na morzu pozostałyby też statki, które wypłynęły później i, korzystając z przeprawy, dotrą do celu szybciej. Sytuacja ta mogłaby skończyć się podobnym czasem dopłynięcia do portów w Europie, co potencjalnie wywołałoby kongestię. Skąd te przewidywania? Mieliśmy już okazję obserwować takie zdarzenie, kiedy kontenerowiec Ever Given w 2021 r. utknął w Kanale Sueskim.

Może się również zdarzyć, że armatorzy nadal będą oferować serwis wokół Afryki. Dlaczego?

Z jednej strony przeprawa Kanałem Sueskim może stać się serwisem premium do Europy – szybszym, ale droższym. Z drugiej strony wiele firm może chcieć nadal transportować przynajmniej część wolumenu szlakiem przez Przylądek Dobrej Nadziei. Pozwoliłoby im
to zachować ciągłość łańcuchów dostaw w przypadku ponownego zamknięcia lub utrudnień
w przeprawie przez Kanał Sueski. Jednak, póki co, to tylko teoretyczne rozważania.

Dekarbonizacja transportu morskiego nabiera rozpędu: zwiększenie ETS z 40 do 70%

To jednak nie jedyne wyzwania, jakie czekają nas we frachcie morskim na początku 2025 r. Od stycznia weszła w życie kolejna faza zwiększenia kontrybucji w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (EU ETS) przez transport morski – z 40% do 70%. Spowodowało to podwyższenie dodatku ETS, chociaż kwoty te nadal mają niewielki udział w łącznej cenie frachtu. Oprócz unijnego systemu handlu emisjami branża próbuje dostosować się do wymogów regulacyjnych FuelEU Maritime, które mają na celu m.in. ograniczenie emisji w żegludze poprzez redukcję intensywności emisji statków czy promocję ekologicznych paliw. Nie jest to zadanie łatwe. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że tylko 0,3% statków zasilanych jest metanolem, a reszta nadal korzysta z ropy czy gazu. Dlatego wymiana floty statków na mniej emisyjną jest bardzo trudna. Obserwujemy wprowadzanie nowych technologii zmniejszających emisyjność, jednak zmiany te są powolne, wymagają czasu i sporych nakładów inwestycyjnych. Nie ulega wątpliwości, że ambitne cele dekarbonizacyjne transportu morskiego będą wiązały się ze wzrostem kosztów operacyjnych dla wszystkich korzystających ze szlaków morskich.

Autor: Przemysław Komar, Seafreight Product Director CEE w Rohlig SUUS Logistics

[1] https://www.trade.gov.pl/aktualnosci/polskie-porty-morskie-w-2024-roku/

Kurs dolara umacnia się na fali protekcjonizmu – co dalej z EUR/USD?

Bez wątpienia jedyną liczącą się kwestią na ustach inwestorów są obecnie protekcjonistycznie wypowiedzi nowej administracji Trumpa.

Kluczowe punkty:

  • Groźby Trumpa dotyczące ceł wywołały zmienność na rynku walutowym
  • USA ogłosiły ogromne cła na import towarów z Kanady i Meksyku.
  • Aktywa ryzykowne doświadczyły silnej wyprzedaży względem USD.
  • Po rozmowach przesunięto wprowadzenie ceł o miesiąc.
  • 10% cła na Chiny zostały nałożone we wtorek (04.02).
  • To nie koniec problemów dla rynków – na horyzoncie są cła dla UE.

Weekendowe informacje dotyczące nałożenia ogromnych amerykańskich ceł zatrzęsły na początku tygodnia rynkami finansowymi. Zgodnie z zapowiedziami prezydent ogłosił 25-procentowe cła na cały import z Kanady z wyjątkiem energii, dla której wynoszą 10%, oraz takie same na produkty z Meksyku. Chiny również znalazły się na linii ognia i w ramach słynnego podejścia Trumpa „America First” nałożono na nie cła w wysokości 10%. Daleko temu do 60%, którymi prezydent straszył podczas kampanii, jest jednak zgodne z jego zapowiedziami po inauguracji.

Wiadomo, że nadejdą kolejne opłaty. Trump od dawna krytykował Unię Europejską za, jak to określa, niesprawiedliwe praktyki handlowe. UE odnotowuje obecnie wielki deficyt w handlu z USA szacowany na 130 mld USD, który prezydent określił w tym tygodniu jako „okropność”. Jego ostatnie komunikaty sugerują, że Republikanie nałożą wkrótce cła na UE, a zgodnie z doniesieniami „The Telegraph” Trump rozważa 10% na cały import ze wspólnego bloku. Jednocześnie wydaje się, że Wielka Brytania nie jest na jego celowniku i może uniknąć wszelkich restrykcji.

Rynki finansowe były w poniedziałek zaskoczone wiadomościami. Aktywa ryzykowne znalazły się pod silną presją wyprzedażową, jako że inwestorzy uznali, że cła będą miały negatywny wpływ na globalny wzrost. Rynki akcji na całym świecie straciły. Na froncie walutowym ucierpiały przede wszystkim waluty rynków wschodzących, szczególnie peso meksykańskie, niedaleko za którym podążyły waluty CEE, które są w dużej mierze zależne od popytu w Europie. Wśród głównych walut największe straty odnotowały europejskie, w tym euro, które spadło do poziomu 1,02 względem dolara.

Wykres 1: Wyniki walut G10 względem USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Wyniki walut G10 względem USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Źródło: LSEG Datastream Data: 04.02.2025

Nie sądzimy, że rynki zaskoczyła sama wysokość ceł – była one zarysowana wcześniej. Może zamiast tego chodzić zarówno o pośpiech, z jakim zostały nałożone (planowano, że wejdą w życie 04.02.), jak i prędkość reakcji odwetowej ze strony Kanady i Meksyku. Chiny również zareagowały, nakładając wynoszące 15% cła na import energii z USA i 10% na ropę i sprzęt rolniczy, a także wdrażając inne celowane środki. Działania te naszym zdaniem w znacznej mierze są nie-eskalujące.

Wykres 2: Kurs EUR/USD (29.01.2025 – 04.02.2025)

Kurs EURUSD

Źródło: LSEG Data: 04.02.2025

Wśród uczestników rynku panowało poczucie, że zapowiadane cła nie ulegną materializacji albo będą bliższe konserwatywnemu krańcowi oczekiwań. Dla każdego, kto żywo interesuje się tematem, nałożone opłaty wydają się nie mieć większego sensu pod względem gospodarczym, prawdopodobnie będą one bowiem proinflacyjne, doprowadzą do słabszego globalnego wzrostu i wzmocnią dolara – a wydaje się, że Trump jest temu przeciwny. Niektóre szacunki sugerują, że ogłoszone na początku tygodnia cła były pięć razy większe niż działania podjęte przez Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, kiedy wiele jego początkowych gróźb zostało złagodzonych i trzykrotnie większe niż wyceniane przez rynki.

Trump wyraźnie postrzega jednak cła jako wielofunkcyjne narzędzie, które z jednej strony pozwala mu na priorytetyzowanie amerykańskiej produkcji, a z drugiej na osiąganie celów w polityce zagranicznej. Jeśli chodzi o drugą kwestię, wywiera to pożądany efekt. Po rozmowie telefonicznej z prezydentką Sheinbaum Meksyk zgodził się wysłać 10 000 żołnierzy na północną granicę, by powstrzymać przemyt narkotyków. Kanadyjski premier Trudeau podążył jego krokami, wzmacniając południową granicę kraju, by podjąć próbę ograniczenia migracji i przerwania nielegalnego przepływu fentanylu.

W uznaniu powyższych działań administracja Trumpa zgodziła się na wstrzymanie nałożonych ceł o miesiąc, powodując odbicie wielu aktywów ryzykownych. Większość walut, w tym peso meksykańskie i dolar kanadyjski, odrobiła dużą część lub wszystkie straty względem dolara. Obecnie indeks USD jest nieznacznie wyżej niż na początku tygodnia, w dużej mierze przez widmo restrykcji handlowych wycelowanych w Unię Europejską, które wydają się utrzymywać kurs EUR/USD poniżej poziomu 1,04.

Wykres 3: Kurs USD/MXN (29.01.2025 – 04.02.2025)

Kurs USDMXN

Źródło: LSEG Data: 04.02.2025

Nie oznacza to jednak końca problemów dla rynków, a inwestorzy powinni mieć z tyłu głowy, że opóźnienie wprowadzenia ceł nie jest tożsame z rezygnacją z nich. Poprzez takie działanie Trump daje władzom Meksyku i Kanady czas na wywiązanie się z ich obietnic, nie daje jednak gwarancji, że jeśli to zrobią, nie nałoży na nie restrykcji. Możliwe, że będzie to okres przepychanek, podczas którego Trump będzie przypominać o groźbie ceł, by uzyskać kolejne ustępstwa. Może to poskutkować brakiem restrykcji handlowych lub, co bardziej prawdopodobne, ich bardziej ograniczonym kształtem.

10-procentowe cła dla Chin, które weszły w życie w nocy z poniedziałku na wtorek (04.02), obowiązują, uczestnicy rynku nie powinni więc dać ponieść się emocjom. Zakładając, że nie zostaną one zniesione, wciąż możemy spodziewać się, że rynki będą obawiać się o spowolnienie globalnego wzrostu, co może wspierać będącego safe haven dolara amerykańskiego kosztem bardziej ryzykownych walut, szczególnie tych z wysoką ekspozycją na Chiny. Najważniejsze, szczególnie dla euro, będą teraz wiadomości dotyczące wszelkich ceł na Unię Europejską, popyt w USA odpowiada bowiem za ok. 5% PKB bloku. UE prawie na pewno podjęłaby działania odwetowe, a groźba pełnowymiarowej wojny handlowej pozostaje bardzo realna.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Krakowski rynek biurowy wciąż silny – popyt rośnie, nowa podaż najniższa od dwóch dekad

Pasywna postawa deweloperów w 2024 roku nie osłabiła dominującej pozycji Krakowa, jako największego biurowego rynku regionalnego w Polsce. Potencjał miasta doceniają najemcy, którzy w ubiegłym roku wynajęli blisko 267 000 m kw. powierzchni biurowej, co było wynikiem bliskim rekordowego osiągnięcia z 2019 roku.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby biurowe w stolicy Małopolski wyniosły 1,83 mln m kw., co stanowiło 14% wolumenu w Polsce. Największe skupisko powierzchni (41%) znajduje się w południowej części miasta.

Nowa podaż w ubiegłym roku wyniosła zaledwie 24 000 m kw. i była najniższa od dwóch dekad. Obecnie w budowie znajduje się 52 000 m kw., a największym realizowanym projektem jest Tischnera Business Park (Stalprodukt) o powierzchni 28 500 m kw.

„Pozytywnym sygnałem ze strony najemców jest wolumen podpisanych w 2024 roku umów najmu. Wynik blisko 267 000 m kw. był na poziomie wielkości sprzed pandemii, a w porównaniu do 2023 roku zanotował 33% wzrost. W samym IV kwartale ubiegłego roku najemcy wynajęli ponad 98 000 m kw.,” – komentuje Aleksandra Markiewicz, Associate Director w Knight Frank.

W strukturze transakcji, podobnie jak w 2023 roku, dominowały renegocjacje, które odpowiadały za 58% podpisanych umów. Nowe umowy stanowiły 37% wolumenu wynajętej powierzchni, a ekspansje zaledwie 2%.

„Ograniczona nowa podaż w 2024 roku wpłynęła na spadek wskaźnika pustostanów. W IV kwartale ubiegłego roku wyniósł on 19% i obniżył się o 0,8 pp. względem analogicznego okresu w 2023 roku. Zakładając kontynuację trendu silnego popytu i ograniczonej nowej podaży spodziewamy się dalszego spadku wskaźnika w kolejnych kwartałach,” – dodaje Michał Kusy, Junior Consultant, Research w Knight Frank.

Na koniec 2024 roku wywoławcze stawki czynszu za wynajem powierzchni biurowych w Krakowie wynosiły zazwyczaj od 10,00 do 18,00 EUR/m kw./miesiąc, przy czym górna granica tych stawek wykazała tendencję wzrostową. Jednocześnie stawki opłat eksploatacyjnych pozostały stabilne, mieszcząc się w przedziale od 16,00 do 29,00 PLN/m kw./miesiąc.

505 mln zł na badania i rozwój – NCBR uruchamia nowe przedsięwzięcia dla sektora publicznego

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) planuje uruchomienie nowych przedsięwzięć badawczo-rozwojowych we współpracy z jednostkami sektora publicznego. Ich celem będzie opracowanie rozwiązań odpowiadających na zidentyfikowane potrzeby instytucji publicznych, związane z transformacją w kierunku Europejskiego Zielonego Ładu i cyfryzacją. Na ten cel przeznaczonych zostanie 505 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Przy realizacji przedsięwzięć NCBR planuje współpracę z trzema grupami interesariuszy: jednostkami sektora publicznego, wykonawcami przedsięwzięć B+R oraz potencjalnymi użytkownikami opracowanych rozwiązań.

Z powodzeniem zakończyliśmy realizację 12 przedsięwzięć, w tym aż 9 z obszaru Europejskiego Zielonego Ładu, dzięki którym powstały m.in. ciepłownia przyszłości w Lidzbarku Warmińskim, innowacyjna biogazownia w Brodach koło Poznania czy wielorodzinny budynek efektywny energetycznie w Mysłowicach. Teraz, w ramach kolejnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej, kontynuujemy nasze działania. Zaplanowaliśmy uruchomienie we współpracy z jednostkami sektora publicznego minimum 15 nowych przedsięwzięć B+R w formule zamówień przedkomercyjnych oraz działania edukacyjne z obszaru innowacyjnych zamówień publicznych, które skierujemy do sektora publicznego. Chcemy, aby rozwiązania, które zostaną opracowane przyczyniły się do polepszenia stanu środowiska czy adaptacji do zmian klimatu, co wpłynie pozytywnie na jakość życia każdego z nas powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tematy realizowanych przedsięwzięć podejmowane będą z perspektywy korzyści dla środowiska, społeczeństwa i gospodarki. Dążąc do stworzenia możliwości wdrożenia opracowanych technologii NCBR chce podjąć współpracę z innymi instytucjami publicznymi, jak np. NFOŚIGW, BGK czy PFR.

Na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju uruchomiliśmy specjalny moduł do zgłaszania propozycji wyzwań badawczych przez instytucje publiczne, a w ciągu kilku kolejnych miesięcy, na podstawie zgłoszonych lub zidentyfikowanych przez instytucje potrzeb i wyzwań uruchomimy przedsięwzięcia, których celem będzie opracowanie nowych rozwiązań. W pierwszej kolejności będą one dotyczyły obszaru ciepłownictwa i technologii z nim związanych – tłumaczy Agata Rakowska, dyrektor Działu Rozwoju Innowacyjnych Metod Zarządzania Programami NCBR.

Zamówienia przedkomercyjne jako alternatywa dla dotacji i grantów

„Innowacyjne zamówienia publiczne” to projekt niekonkurencyjny, który będzie realizowany do 31 grudnia 2029 roku. Jego przedmiotem jest zwiększenie zaangażowania instytucji publicznych w transformację polskiej gospodarki zgodnie z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu poprzez wykorzystanie formuły zamówień przedkomercyjnych (PCP). Jest to tryb, w którym zamawiający (NCBR) zleca opracowanie innowacyjnego i niedostępnego na rynku produktu lub technologii w drodze prac badawczo-rozwojowych. PCP kończy się opracowaniem produktu lub technologii gotowej do wdrożenia w pełnej skali. Zamawiający nie przejmuje wszystkich wyników i korzyści zlecenia na wyłączność do wykorzystania w ramach swojej działalności, lecz dzieli je z usługodawcami na warunkach rynkowych.

Udzielanie zamówień w formule PCP jest rozwiązaniem dostępnym dla każdego publicznego zamawiającego. NCBR realizując przedsięwzięcia badawcze w tym trybie wykorzystuje podejście „problem-driven research” – czyli myślenie o nauce, procesie B+R, jako o wielu różnych drogach dojścia do zdefiniowanego przez zamawiającego celu.

Jak więc w praktyce będzie wyglądało przedsięwzięcie B+R realizowane w ramach projektu niekonkurencyjnego pt.: „Innowacyjne zamówienia publiczne”? Ogłoszenie przedsięwzięcia poprzedzone będzie szerokimi konsultacjami, z całym rynkiem zainteresowanym zarówno opracowaniem, jak i wykorzystaniem danej technologii. Podpisanie umów z wybranymi w trybie PCP wykonawcami rozpocznie realizację prac B+R i uruchomi proces selekcji uczestników poszczególnych etapów w oparciu o określone kryteria (tzw. model „lejka”). Każdy z etapów zakończy się oceną uzyskanych wyników. To będzie także moment, w którym zamawiający i wykonawcy będą mieli szansę na weryfikację przyjętych założeń, budżetów i terminów realizacji przedsięwzięć. W ostatecznej fazie procesu PCP będzie mógł uczestniczyć jeden lub kilka niezależnych podmiotów, cały proces zakończy się ostateczną oceną wyników prac wykonawców uczestniczących w ostatnim etapie.

Projekt „Innowacyjne Zamówienia Publiczne” jest projektem niekonkurencyjnym, realizowanym w ramach działania 2.13 programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki na lata 2021-2027.  

Silna dynamika napędza sektor surowcowy do najwyższego poziomu od 26 miesięcy

  • Ogólna siła rynku, napędzana przez metale szlachetne i rolnictwo, doprowadziła do wzrostu kluczowego indeksu towarowego do najwyższego poziomu od 26 miesięcy.
  • Złoto i srebro przyciągają największą uwagę, kontynuując wzrosty, ponieważ inwestorzy szukają bezpiecznej przystani.
  • W rolnictwie na pierwszy plan wysuwa się kawa, podczas gdy sektor zbóż zaczyna się odbudowywać po niemal trzyletnim spadku.
  • Kluczowe czynniki stojące za naszą długoterminową wzrostową perspektywą na surowce to deglobalizacja, obrona, dekarbonizacja, dedolaryzacja oraz zmiany demograficzne.

Silny początek roku sprawił, że jeden z czołowych indeksów towarowych osiągnął 26-miesięczne maksimum. Może to sygnalizować wybicie z dwuletniego trendu bocznego, który ukształtował się po wzrostach napędzanych pandemią w latach 2020–2022 oraz wojną na Ukrainie, a następnie korekcie. Od początku roku Bloomberg Commodity Total Return Index (BCOMTR) wzrósł o 5,9%, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy zyskał 13,5%. Indeks ten, śledzony przez liczne fundusze ETF, obejmuje koszyk 24 głównych kontraktów terminowych na surowce, podzielonych niemal równomiernie między sektor energii, metali i rolnictwa.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank komentuje, że podczas gdy złoto i srebro przyciągają najwięcej uwagi z powodu ostatniego wzrostu cen wynikającego z napięć na rynku gotówkowym oraz napływu fizycznych sztabek do skarbców monitorowanych przez COMEX w USA, wszystkie sektory notują wzrosty. W rolnictwie sektor zbóż zaczyna się odbudowywać po niemal trzyletnim spadku, z kukurydzą i soją na czele wzrostów. Innym surowcem, który zyskuje na wartości w sektorze rolnictwa, jest kawa Arabica, ze wzrostem cen  o 123% w ciągu ostatniego roku. Silne wzrosty odnotowuje także sektor hodowlany ze względu na napiętą sytuację na amerykańskim rynku mięsnym.

Obecna uwaga skupiona na cłach i ich potencjalnym negatywnym wpływie na globalny wzrost gospodarczy jak dotąd dotykała głównie sektor energii i metali przemysłowych. Jednak w tym ostatnim obserwujemy rozbieżność między siłą miedzi i aluminium – dwóch metali kluczowych dla transformacji energetycznej, a słabością cynku i niklu, dwóch metali używanych do galwanizacji żelaza i stali oraz produkcji stali nierdzewnej.Invesco Bloomberg Commodity

Invesco Bloomberg Commodity UCITS ETF, jeden z kilku funduszy ETF mających na celu śledzenie i odwzorowywanie wyników BCOMTR, po dwóch latach stagnacji ponownie zyskał na wartości, próbując przełamać poziom oporu.

Invesco Bloomberg Commodity

Źródło: Saxo

Czynniki wspierające naszą długoterminową wzrostową perspektywę dla surowców

Czy te silne wzrosty utrzymają się w krótkim terminie, pozostaje kwestią otwartą. Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank uważa, że w dłuższej perspektywie kierunek pozostaje wzrostowy, a kilka kluczowych czynników wspiera to przekonanie, tworząc atrakcyjne możliwości inwestycyjne w sektorze surowców. Są to między innymi:

Deglobalizacja: Współczesny krajobraz geopolityczny coraz bardziej kształtowany jest przez rywalizację między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, która obejmuje sferę gospodarczą, militarną, technologiczną i ideologiczną. Ta walka o dominację doprowadziła do zmiany w globalnych strategiach łańcuchów dostaw, gdzie rządy i przedsiębiorstwa stawiają na pierwszym miejscu bezpieczeństwo i odporność nad efektywność kosztową. W rezultacie rośnie znaczenie surowców, ponieważ państwa dążą do zabezpieczenia dostępu do kluczowych materiałów, źródeł energii i zasobów żywności. Trend ku samowystarczalności i polityka „friendshoringu”, czyli faworyzowania handlu z krajami sojuszniczymi, może prowadzić do wzrostu barier handlowych, spadku globalnej efektywności i ostatecznie wyższych kosztów. Te presje inflacyjne, w połączeniu z próbami przenoszenia produkcji na krajowy grunt, prawdopodobnie wzmocnią długoterminowy popyt na metale przemysłowe, energię i surowce rolne.

Obrona: Rosnące napięcia geopolityczne już doprowadziły do gwałtownego wzrostu globalnych wydatków na zbrojenia. Rządy intensyfikują inwestycje w zdolności obronne, obejmujące zarówno tradycyjny sprzęt wojskowy, jak i nowe obszary, takie jak cyberbezpieczeństwo, technologia kosmiczna oraz wojna oparta na sztucznej inteligencji. Trend ten wykracza poza samą produkcję broni i obejmuje strategiczne gromadzenie kluczowych surowców, takich jak metale ziem rzadkich, nikiel, miedź i aluminium, które są niezbędne w nowoczesnych systemach obronnych. W obliczu skomplikowanych i często podatnych na zakłócenia łańcuchów dostaw tych materiałów, państwa coraz częściej zabezpieczają długoterminowe kontrakty na dostawy i dywersyfikują strategie ich pozyskiwania, co dodatkowo wzmacnia popyt.

Dekarbonizacja: Przejście na czystsze źródła energii i działania na rzecz łagodzenia zmiany klimatu przekształcają rynki surowcowe. Rządy i korporacje na całym świecie inwestują w infrastrukturę odnawialnych źródeł energii, pojazdy elektryczne (EV) oraz technologie energooszczędne. Ta transformacja napędza popyt na kluczowe metale, takie jak:

  • Miedź, niezbędna w sieciach elektrycznych, pojazdach elektrycznych oraz do magazynowania energii.
  • Aluminium, szeroko stosowane w lekkim transporcie i ramach paneli słonecznych.
  • Lit, kobalt i nikiel, kluczowe dla technologii akumulatorowych.
  • Srebro i pierwiastki ziem rzadkich, niezbędne do produkcji paneli słonecznych, turbin wiatrowych i zaawansowanej elektroniki.

Ponadto, wzrost globalnych temperatur zwiększa zapotrzebowanie na technologie chłodzenia, takie jak klimatyzacja. Równocześnie rośnie zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję i chmurę obliczeniową oraz w procesach elektryfikacji przemysłowej. Te zmiany będą jeszcze bardziej zwiększać zużycie energii, a tym samym popyt na uran i gaz ziemny, aby zapewnić stabilne dostawy energii.

Dedolaryzacja: Odchodzi się od dominacji dolara amerykańskiego, ponieważ kraje dążą do zmniejszenia swojej zależności od tej waluty w handlu i rezerwach. Trend ten jest szczególnie widoczny wśród krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki), które rozwijają systemy rozliczania w lokalnych walutach i zwiększają zakupy złota jako zabezpieczenie przed niestabilnością finansową. Po nałożeniu sankcji na Rosję w 2022 roku i zamrożeniu jej rezerw walutowych, wiele banków centralnych przyspieszyło zakupy złota, które według Światowej Rady Złota przekroczyły 1 000 ton w ciągu ostatnich trzech lat. Ta strukturalna zmiana wspiera popyt na złoto i inne stabilne surowce, ponieważ kraje poszukują alternatyw dla walut fiducjarnych w coraz bardziej podzielonym, wielobiegunowym systemie finansowym.

Ryzyko zadłużenia i stabilności fiskalnej: Rosnące globalne poziomy zadłużenia i utrzymujące się deficyty budżetowe budzą obawy o długoterminową stabilność gospodarczą. Rządy znacznie zwiększyły zadłużenie, aby wesprzeć ożywienie po pandemii, programy społeczne i wydatki na obronność, co prowadzi do wyższych długoterminowych stóp procentowych i presji inflacyjnej. Inwestorzy coraz częściej szukają bezpiecznej przystani w twardych aktywach, takich jak złoto, srebro, miedź i platyna, które historycznie są postrzegane jako przechowalnie wartości w czasach niepewności finansowej. Ryzyko kryzysów zadłużenia państwowego, dewaluacji walut i systemowej niestabilności finansowej może dodatkowo wzmocnić ten trend, czyniąc metale atrakcyjnym zabezpieczeniem przed zawirowaniami gospodarczymi.

Demografia: Zmiany demograficzne przekształcają rynki pracy, wzorce wzrostu gospodarczego i popyt na surowce. W wielu regionach świata starzejące się społeczeństwa i spadające wskaźniki urodzeń zmniejszają liczebność siły roboczej, jednocześnie zwiększając liczbę tzw. baby boomers przechodzących na emeryturę ze znacznymi oszczędnościami i perspektywą dłuższego życia. Ta dynamika stwarza kilka wyzwań ekonomicznych:

  • Mniej pracowników wspierających rosnącą liczbę emerytów, co prowadzi do niedoborów siły roboczej i rosnącej presji płacowej.
  • Zwiększone wydatki na opiekę zdrowotną i infrastrukturę, aby sprostać potrzebom starzejących się społeczeństw.
  • Wyższe zapotrzebowanie na technologie medyczne, farmaceutyki i modernizację mieszkań, co wymaga wykorzystania surowców.

Jednocześnie w gospodarkach wschodzących, gdzie populacje są młodsze, szybka urbanizacja i rosnąca konsumpcja klasy średniej napędzają popyt na energię, transport i rozwój infrastruktury. Połączenie tych przeciwstawnych trendów demograficznych prawdopodobnie będzie wspierać długoterminowy popyt na surowce, szczególnie w sektorach takich jak, opieka zdrowotna, budownictwo, produkcja przemysłowa, a także w zakresie zapotrzebowania na paliwa, zwłaszcza w kontekście przechodzenia na emeryturę pokolenia baby boomers.

Zmiany klimatyczne: Zmiany klimatyczne w coraz większym stopniu stają się czynnikiem sprzyjającym wzrostowi cen surowców rolnych, ponieważ wiele regionów rolniczych doświadcza częstszych susz, fal upałów i nieprzewidywalnych opadów deszczu, co prowadzi do bardziej zmiennych warunków uprawy dla kilku kluczowych surowców żywnościowych. Szczególnie dotyczy to upraw, które są silnie uzależnione od specyficznych warunków geograficznych i klimatycznych, takich jak kakao i kawa.

Komentarz Ole Hansena, Dyrektora ds. strategii rynku surowców, Saxo

Hakerzy znaleźli sposób na zatruwanie danych platform AI

Nowy rodzaj zagrożenia dla naszego życia i otrzymywanych informacji. Hakerzy zatruwają na dużą skalę systemy AI, zaprojektowane do nauki na podstawie danych, które otrzymują, co czyni je podatnymi na takie oszustwa – ujawnili eksperci Check Point Software podczas konferencji CPX 2025. Zatrucie danych może przybrać różne formy, od subtelnych zmian w danych po wprowadzenie całkowicie sfałszowanych zestawów informacji i grafiki.

Cyberprzestępcy mogą zmienić niewielki odsetek zdjęć, by wyglądały na należące do innej kategorii, co może zmylić model AI. Taki atak często pozostaje niezauważony, dopóki system AI nie zostanie wdrożony w rzeczywistych warunkach, co czyni go szczególnie niebezpiecznym.

Zatrucie danych jest jak trucizna, która wnika do zdrowego systemu, zatruwając jego funkcjonalność. Zatrucie danych może również umożliwić atakującym przeprowadzenie ataków phishingowych. Scenariusz phishingowy może polegać na tym, że atakujący trują system AI obsługi klienta, aby bot skierował użytkowników na sztucznie stworzoną stronę phishingową kontrolowaną przez atakujących. Dodając integracje API, można stworzyć scenariusz, w którym atakujący mogą łatwo wykradać wszelkie dane, które użytkownik nieświadomie udostępni chatbotowi.

Zatrucie danych może pozwolić atakującym na wprowadzenie dezinformacji w celu zmiany zachowania modelu. Zatrucie danych treningowych używanych podczas tworzenia modelu LLM pozwala atakującym na modyfikowanie sposobu, w jaki model zachowuje się po wdrożeniu. Może to prowadzić do mniej przewidywalnego, bardziej podatnego na błędy modelu. Może to także skutkować generowaniem mowy nienawiści lub teorii spiskowych.

Rola sztucznej inteligencji w urządzeniach medycznych

Urządzenia medyczne wspomagane przez sztuczną inteligencję rewolucjonizują opiekę zdrowotną. Pomagają analizować dane z zawrotną prędkością, dostarczają analiz predykcyjnych i zwiększają możliwości monitorowania pacjentów. Jednak ta innowacja wiąże się z wyzwaniami. Zagrożenia cybernetyczne czają się w cieniu, gotowe wykorzystać luki w systemach.

Zatruwanie systemów sztucznej inteligencji, szczególnie w urządzeniach medycznych, oznacza to celowe wprowadzenie złośliwych danych do zestawu szkoleniowego. Cel? Zniekształcenie wyników AI, co prowadzi do błędnych decyzji, które mogą zagrażać bezpieczeństwu pacjentów. Wyobraźmy sobie system AI do analizy obrazów medycznych, który został wytrenowany na tysiącach zdjęć rentgenowskich. Jeśli atakujący wprowadzi zmodyfikowane obrazy, model może błędnie zinterpretować, jak wygląda zdrowe zdjęcie rentgenowskie. Może to wprowadzić w błąd lekarzy i prowadzić do poważnych zagrożeń zdrowotnych.

Integracja AI w urządzeniach medycznych umożliwia podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym, co może znacząco poprawić wyniki leczenia pacjentów. Na przykład algorytmy AI mogą szybciej wykrywać nieprawidłowości w oznakach życiowych niż ludzie, co pozwala na natychmiastową interwencję medyczną. Jednak ta zależność od technologii budzi obawy dotyczące potencjalnych konsekwencji cyberataku.

Sztuczna inteligencja w urządzeniach medycznych w dużej mierze polega na danych, aby zapewnić dokładność diagnozy. Zatrucie tych danych może prowadzić do katastrofalnych wyników. Skutki takich ataków wykraczają poza błędny wynik badania. Mogą prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych dla szpitali, utraty zaufania pacjentów do opieki zdrowotnej. W skrajnych przypadkach procedury ratujące życie mogą zostać opóźnione lub stać się nieskuteczne.

Ale skutki zatrucia danych nie ograniczają się tylko do bezpośredniej opieki nad pacjentem. Mogą również hamować rozwój technologii AI w medycynie. W miarę jak dostawcy usług medycznych stają się coraz bardziej zależni od AI w diagnostyce i rekomendacjach terapeutycznych, kilka głośnych niepowodzeń spowodowanych przez zatrucie danych może prowadzić do powszechnego sceptycyzmu wobec niezawodności systemów AI. Taki sceptycyzm może spowolnić integrację korzystnych technologii AI w opiece zdrowotnej, co ostatecznie pozbawi pacjentów innowacji, które mogłyby poprawić ich opiekę. Walka z zatruciem danych to nie tylko kwestia ochrony pojedynczych pacjentów; chodzi o zabezpieczenie przyszłości samej technologii medycznej – podkreślają eksperci firmy Check Point podczas konferencji CPX 2025 w Wiedniu.

Prezes URE zatwierdził Columbus Obrót jako agregatora

Spółka z Grupy Columbus została wpisana przez Prezesa URE do wykazu agregatorów. Agregację Spółka rozpocznie od czerwca br.

Od 5 lutego br. Columbus Obrót Sp. z o.o. figuruje na liście agregatorów, prowadzonej przez Urząd Regulacji Energetyki. Spółka planuje rozpocząć agregację od 1 czerwca br., na obszarze działania operatorów: Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Enea Operator, Energa-Operator, PGE Dystrybucja, Stoen Operator oraz Tauron Dystrybucja.

Zgodnie z informacją Regulatora, agregacja to działalność polegająca na łączeniu wielkości mocy lub energii elektrycznej oferowanej przez odbiorców, wytwórców lub posiadaczy magazynów energii elektrycznej, w celu sprzedaży energii, świadczenia usług systemowych lub usług elastyczności na rynkach energii elektrycznej. Instytucję agregatora wprowadziła nowelizacja ustawy Prawo energetyczne z 2023 r.

Przedsiębiorcy, którzy chcą świadczyć usługi agregacji, muszą złożyć do Prezesa URE wniosek o wpis do prowadzonego przez Regulatora wykazu.

Jesteśmy mile zaskoczeni tak szybkim zatwierdzeniem naszego wniosku przez Prezesa URE. Instytucja agregatora otwiera przed nami nowe możliwości w zakresie tworzenia oferty dla klientów. Transformacja energetyczna, która dzieje się na naszych oczach, oprócz sfery produkcji energii ma również sferę odbiorców energii, którzy zasługują na otrzymanie nowoczesnych usług i ofert. Dzięki wpisaniu naszej Spółki na listę agregatorów, będziemy mogli zaproponować nowe i potrzebne rynkowi usługi. To kolejny brakujący element, aby nasza usługa – Columbus Intelligence AI mogła rozwinąć swoje skrzydłatwierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że podmioty ubiegające się o taki wpis muszą spełnić określone warunki, m.in.: wskazać operatorów systemu elektroenergetycznego, na których obszarze działania będzie prowadzona agregacja, określić planowaną datę rozpoczęcia agregacji, wskazać, czy zamierzają prowadzić działalność również przy użyciu platformy partnerskiego handlu energią z odnawialnych źródeł energii.

Laude Smart Intermodal rozwija przewozy – nowe kierunki transportu z Polski i Ukrainy

Spółka Laude w zdecydowanej większości prowadzi transporty intermodalne z Ukrainy przez Polskę, co z uwagi na posiadane aktywa jak terminale i lokomotywy pozwala na optymalizację czasową i kosztową w obrocie towarami. Nie bez znaczenia jest też posiadanie własnej spółki w Niemczech, co dodatkowo ułatwia transport produktów z Polski i Ukrainy. Część ukraińskiego eksportu Laude Smart Intermodal przekierowuje na Słowację i Węgry, gdzie zamierza zwiększać swoją przewozową obecność.Laude

– Te kierunki stanowią istotną część naszej oferty, szczególnie w kontekście rozwoju współpracy z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie popyt na usługi transportowe rośnie, a nasza spółka jest w stanie szybko reagować na pojawiające się na różnych rynkach oczekiwania – przekonuje Pavel Kalasko (ukr. Павел Колоско), wiceprezes ds. rynków wschodnich Laude Smart Intermodal i dyrektor generalny spółki na Ukrainie.

Warto przypomnieć, że w ostatnich wojennych latach rząd ukraiński zrealizował wiele inwestycji kolejowych mających na celu wydłużenie tras linii normalnotorowych umożliwiających poruszanie się pociągów europejskich bez konieczności wymiany wózków w wagonach. Dotyczyło to m.in. połączenia prowadzącego do Polski (Izow–Kowel, węzeł kolejowy Chyrów), Rumunii (Rachów–Berlebasz–granica państwowa i Tereswa do granicy państwowej) oraz Mołdawii (Berezyne do przejścia granicznego w Basarabeasca). W bardziej sprzyjających okolicznościach dużą rolę może odegrać także węzeł kolejowy Czop na Zakarpaciu, który zdecydowanie zwiększyłby znaczenie połączeń ze Słowacją i Węgrami.

– W naszym strategicznym podejściu do realizowanych przewozów jest otwartość na realizację nietypowych zleceń, wymagających przekraczania granic różnych krajów i budowania nowych możliwości w przewożeniu czasem bardzo nietypowych produktów – podsumowuje Pavel Kalasko.

Nie ma innej przyszłości

Transport intermodalny systematycznie, aczkolwiek nie bez przeszkód, wkracza na europejskie tory. Według włoskiego portalu logistycznego TE Transport Europe, o ile w krajach takich jak Hiszpania, Włochy, Grecja, Szwajcaria, Norwegia i Turcja przewozy intermodalne, zarówno krajowe, jak i międzynarodowe, stanowią większość kolejowych przewozów towarowych, o tyle w Finlandii, krajach bałtyckich, Polsce, Słowacji i Rumunii dominuje tradycyjne cargo. Warto zauważyć, że w tych pięciu krajach transport intermodalny stanowi mniej niż 15% kolejowego transportu towarowego, ponieważ na rynku nadal dominują towary masowe. Według najnowszego raportu International Union of Railways (UIC) oraz International Union for Road-Rail Combined Transport (UIRR) w latach 2018–2023 kolejowy transport intermodalny wzrósł o 8,7% w przeliczeniu na tonokilometry. Obie organizacje uważają, że w długoterminowej perspektywie roczny wzrost przewozów intermodalnych powinien być na poziomie 3% do 2040 r., kiedy to rynek ma wzrosnąć o około dwie trzecie w porównaniu z poziomem z 2023 r.

Transport intermodalny oferuje szereg korzyści, m.in. znaczne oszczędności dzięki lepszej efektywności energetycznej przewozów, obniżenie kosztów utrzymania infrastruktury drogowej i zmniejszenie kosztów korków i zatorów na drogach. Na dodatek, o czym warto wspominać, transport kolejowy wymaga zdecydowanie mniejszej liczby pracowników niż transport kołowy. Zamiast kilkudziesięciu kierowców mamy dwuosobową załogę pociągu, który przewozi towar z tych wszystkich ciężarówek a realizacja „pierwszej i ostatniej mili”, która jest wykonywana samochodami angażuje 25% zasobów ludzkich normalnie potrzebnych w transporcie kołowym door – door.

– Dziś sprawdzamy różne możliwości rozwoju naszych przewozów. Z Polski i Ukrainy wozimy do Holandii i Niemiec. Nasze wagony wjeżdżają na Słowację i na Węgry, a wkrótce chcemy uczestniczyć także w przewozach towarów w kierunku Adriatyku. Jesteśmy elastyczną organizacją, która od lat dostarcza nowoczesne i unikalne rozwiązania przeznaczone do transportu różnych produktów. To procentuje – zapewnia Marcin Witczak, prezes zarządu spółki Laude Smart Intermodal

Jak wynika z danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK), w pierwszej połowie 2024 r. łączna praca przewozowa wykonana przez pociągi towarowe w 30 monitorowanych krajach europejskich wyniosła ponad 206,3 mld tonokilometrów, co oznacza spadek o 0,7% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Pomimo ogólnej tendencji spadkowej dziewięć krajów odnotowało wzrosty w przewozach towarowych koleją. Wzrosty te były spowodowane głównie poprawą infrastruktury, zwiększeniem połączeń intermodalnych i zmianami w logistyce przewozów towarowych. Na Węgrzech odnotowano wzrost o 4,6%, w Czechach – o 2,5%, a na Słowacji – o 0,4%.

Świnoujście dzięki inwestycjom będzie gigantem gospodarki morskiej i turystyki. Przedsiębiorcy pozytywnie o terminalu kontenerowym

Jest ostateczna decyzja środowiskowa dla budowy terminala kontenerowego w Świnoujściu. Z punktu widzenia gospodarczego to dla województwa zachodniopomorskiego wiadomość bardziej niż dobra. Jednocześnie przedsiębiorcy sektora TSL zaznaczają, że budowa potencjału transportowego i portowego w Świnoujściu nie może odbywać się kosztem potencjału turystycznego. – Wiele wskazuje na to, że Świnoujście grać będzie w europejskiej ekstraklasie jako miasto, które będzie jednym z najsilniejszych portów i jedną z najważniejszych turystycznych destynacji w Europie. Ta hybryda nie jest łatwa do osiągnięcia, ale jest możliwa jeżeli Rząd będzie blisko współpracować z samorządem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Inwestycja o charakterze historycznym

To jedna z najbardziej oczekiwanych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Terminal kontenerowy w Świnoujściu umocni pozycję polskich portów względem konkurencji z innych części Europy, a nawet świata. W opinii wielu ekspertów Polska ma szansę stać się liderem sektora TSL w naszej części basenu Morza Bałtyckiego.

Nowoczesny terminal kontenerowy będzie przystosowany do obsługi statków o długości do 400 metrów. W tym celu planowane jest pogłębienie kanału żeglugowego do 17 metrów, co pozwoli na przeładunek 1,5-2 mln TEU rocznie.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że inwestycja może budzić dyskusję i nie należy w tym temacie ignorować głosu mieszkańców i samorządu. Patrząc jednak na interes polskiej gospodarki w ujęciu nie tylko krajowym, ale i światowym, to tworzymy właśnie jeden z elementów sprawiających, że województwo zachodniopomorskie rośnie. Jeżeli chcemy rozwijać porty, otwierać się na transport intermodalny, na przeładunek kontenerów to terminal jest szansą na rozwój, której nie można ignorować – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Inwestycja ma być gotowa w 2029 roku.

Terminal kontenerowy = nowe grupy towarowe do przeładunku

Inwestycja realizowana przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście S.A. to jeden z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w Polsce. Terminal powstanie na wschód od gazoportu, a jego infrastruktura zostanie wyposażona w niskoemisyjny sprzęt przeładunkowy, zgodnie z najwyższymi normami ekologicznymi.

W opinii Laury Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL i ekspertki ds. transportu, spedycji i logistyki Północnej Izby Gospodarczej jest to jedna z inwestycji, która umacnia gospodarkę Pomorza Zachodniego i cały sektor TSL w regionie.

– Świnoujście stanie się jednym z najważniejszych punktów gospodarczych na mapie Polski. Jako Grupa CSL z dużą nadzieją patrzymy na rozwój terminala, ale i na rozwój transportu intermodalnego, który moim zdaniem jest przyszłością Europy, a wciąż pozostaje w cieniu transportu drogowego – mówi prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

– Świnoujście rozwija się bardzo dynamicznie, a wykorzystanie funduszy w rozwój infrastruktury portowej jest widoczna. To miasto nie jest już tylko perłą turystyczną, ale i ważnym elementem trasy północ-południe, która ma gigantyczny potencjał rozwojowy. Powinniśmy już teraz myśleć o zwiększaniu potencjału kadrowego w naszym regionie, by przejmować jak największą ilość grup towarowych, których dotychczas nie obsługiwaliśmy lub obsługiwaliśmy mniej intensywnie niż w ostatnich latach – mówi prezes Laura Hołowacz.

Eksperci sektora TSL przyznają, że rozwój infrastruktury portowej dobrze wpływa na sytuację firm transportowych i logistycznych. Dodają także, że województwo zachodniopomorskie potrzebuje większej ilości powierzchni magazynowej oraz suchego terminala przeładunkowego.

Dlaczego warto zwrócić uwagę na łóżka klasyczne? Poznaj komfort i styl na lata!

Wybór odpowiedniego łóżka to jedna z najważniejszych decyzji przy urządzaniu sypialni. Powinno być nie tylko wygodne, ale także estetyczne i trwałe, by służyć przez lata. Klasyczne łóżka łączą w sobie ponadczasowy design, funkcjonalność i solidne wykonanie, co czyni je doskonałym wyborem dla każdego wnętrza. Dlaczego warto postawić na taki model? Odpowiedzi znajdziesz poniżej.

Ponadczasowa estetyka i styl

Łóżka klasyczne wyróżniają się eleganckim i neutralnym stylem, który z łatwością można dopasować do różnych aranżacji wnętrz. Doskonale komponują się zarówno z nowoczesnymi, jak i tradycyjnymi wnętrzami, dzięki czemu nie tracą na atrakcyjności nawet po latach. Subtelne zdobienia, klasyczne formy i naturalne materiały sprawiają, że łóżko pozostaje ponadczasowe, niezależnie od zmieniających się trendów.

Trwałość i bezpieczeństwo

Solidna konstrukcja to jedna z kluczowych zalet klasycznych łóżek. Często wykonane są z wysokiej jakości materiałów, takich jak lite drewno sosnowe, co zapewnia im wytrzymałość i odporność na codzienne użytkowanie. Stabilna budowa minimalizuje ryzyko uszkodzeń czy upadków, co jest istotne szczególnie w pokojach dziecięcych. Wybierając dobrze wykonane klasyczne łóżko, inwestujemy w mebel, który posłuży przez długie lata.

Komfort i funkcjonalność

Wygodne łóżko to podstawa zdrowego snu. Łóżka klasyczne zapewniają stabilność i komfort, dzięki czemu nocny wypoczynek jest efektywniejszy. Wiele modeli oferuje możliwość wyboru odpowiedniego materaca, co pozwala dopasować twardość do indywidualnych potrzeb użytkownika. Co więcej, niektóre modele posiadają praktyczne dodatki, takie jak szuflady czy schowki, pozwalające na oszczędność miejsca i lepszą organizację przestrzeni. Sprawdź łóżka klasyczne i tapicerowane – MyBed

Uniwersalność i długowieczność

Łóżka klasyczne pasują do różnych wnętrz i grup wiekowych. Mogą być używane zarówno w pokojach dziecięcych, jak i w sypialniach dorosłych. Ich neutralny wygląd pozwala na łatwe dostosowanie wystroju poprzez zmianę dodatków, co sprawia, że mebel ten pozostaje aktualny przez długie lata. Inwestując w klasyczne łóżko, zyskujemy uniwersalny i trwały element wyposażenia.

Możliwość personalizacji i doboru materaca

Klasyczne łóżka ramowe pozwalają na wymianę materaca, co daje możliwość dopasowania go do indywidualnych potrzeb. Dodatkowo wiele modeli, które oferuje m.in. polski produent MyBed oferuje możliwość wyboru koloru, rodzaju drewna czy elementów dekoracyjnych. Taka personalizacja pozwala stworzyć mebel idealnie dopasowany do stylu sypialni i wymagań użytkownika.

Łatwość w utrzymaniu czystości i przestronność

Modele na wysokich nóżkach ułatwiają sprzątanie pod meblem, co jest istotne szczególnie dla alergików. Otwarta przestrzeń pod łóżkiem pozwala na swobodny przepływ powietrza i optycznie powiększa wnętrze. Tego typu konstrukcje sprawiają, że sypialnia wydaje się bardziej przestronna i uporządkowana.

Inwestycja na lata

Decydując się na klasyczne łóżko, inwestujemy w trwałość, wygodę i ponadczasowy design. Solidne wykonanie oraz możliwość dostosowania materaca sprawiają, że jest to zakup na długie lata, niezależnie od zmieniających się trendów czy potrzeb użytkownika.

Podsumowanie

Łóżka klasyczne to doskonałe połączenie estetyki, trwałości i funkcjonalności. Ich neutralny styl sprawia, że pasują do każdego wnętrza, a solidna konstrukcja zapewnia wygodę i bezpieczeństwo. Możliwość personalizacji oraz łatwość w utrzymaniu czystości to dodatkowe atuty, które czynią z klasycznych łóżek wybór na lata. Inwestując w taki mebel, stawiamy na jakość i ponadczasowy styl.

[Artykuł sponsorowany]

Agencja filmowa w Warszawie – kompleksowa produkcja wideo

Wybór odpowiedniej agencji filmowej w Warszawie to istotny element w realizacji profesjonalnej produkcji wideo. Agencja filmowa HighKey oferuje kompleksowe usługi – od opracowania koncepcji, przez nagrania, aż po montaż i finalizację projektu. Dzięki nowoczesnemu zapleczu technologicznemu oraz doświadczonemu zespołowi, każdy film powstaje z dbałością o detale i najwyższą jakość.

Filmy edukacyjne – współpraca z naukowcami, uczelniami i fundacjami

Filmy edukacyjne stanowią jedno z najskuteczniejszych narzędzi przekazywania wiedzy. Dzięki dynamicznym i atrakcyjnym wizualnie formom przekazu, treści edukacyjne są łatwiejsze do przyswojenia, a ich odbiór staje się bardziej angażujący. Współpraca z naukowcami, uczelniami wyższymi oraz fundacjami umożliwia tworzenie wartościowych materiałów, które nie tylko przekazują rzetelną wiedzę, ale także inspirują i pobudzają do myślenia.

Agencja filmowa HIGHKEY specjalizuje się w produkcji tego rodzaju treści, dbając o najwyższy poziom merytoryczny oraz profesjonalną realizację techniczną. Dzięki doświadczeniu w pracy z instytucjami edukacyjnymi, zespoły produkcyjne potrafią dostosować formę filmu do odbiorców – od uczniów i studentów po profesjonalistów i pasjonatów nauki.

Webinaria, konferencje online i kampanie społeczne – nowoczesne formy komunikacji

W dobie cyfrowej transformacji interaktywne formy komunikacji stały się nieodzownym elementem działalności edukacyjnej, biznesowej i społecznej. Webinaria, konferencje online oraz kampanie społeczne pozwalają na szerokie dotarcie do odbiorców, eliminując bariery geograficzne i logistyczne. Profesjonalna organizacja tego typu wydarzeń wymaga jednak odpowiedniego zaplecza technologicznego oraz doświadczenia w produkcji treści multimedialnych.

Agencja HIGHKEY oferuje kompleksowe usługi w zakresie realizacji wydarzeń online – od koncepcji, przez nagrania i transmisje na żywo, aż po postprodukcję i dystrybucję materiałów. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii, takich jak streaming w jakości HD, interaktywne panele dyskusyjne czy efektywne narzędzia do angażowania widzów, webinaria i konferencje organizowane przez HIGHKEY wyróżniają się profesjonalizmem oraz wysoką jakością realizacji.

Studio filmowe w Warszawie – nowoczesna przestrzeń dla profesjonalnych produkcji

Profesjonalne studio filmowe w Warszawie zapewnia odpowiednie warunki do realizacji różnorodnych projektów filmowych –  od filmów edukacyjnych, przez webinaria, aż po konferencje online i kampanie społeczne. Przestrzeń została zaprojektowana z myślą o produkcjach, które nie wymagają zaawansowanych efektów specjalnych, a koncentrują się na klarownym przekazie oraz wysokiej jakości obrazu i dźwięku. W pełni wyposażona przestrzeń produkcyjna umożliwia nagrywanie materiałów z użyciem greenscreena, nowoczesnego oświetlenia oraz profesjonalnego sprzętu dźwiękowego.

W takim miejscu mogą powstać filmy reklamowe, filmy promocyjne, teledyski, a także materiały szkoleniowe i edukacyjne. Odpowiednie zaplecze techniczne pozwala na realizację projektów o różnym stopniu zaawansowania – od prostych spotów po rozbudowane produkcje wymagające skomplikowanej postprodukcji.

Studio podcastowe w Warszawie – idealne miejsce do nagrań audio wideo

Nowoczesne studio podcastowe w Warszawie oferuje profesjonalne warunki do nagrywania podcastów i innych materiałów wideo. Wyposażone w wysokiej klasy sprzęt filmowy, mikrofony, izolację akustyczną oraz zaawansowane narzędzia do edycji, zapewnia najwyższą jakość obrazu i dźwięku.

Podcasty stały się jednym z najbardziej efektywnych narzędzi komunikacji, dlatego warto zadbać o ich profesjonalne wykonanie. Dzięki odpowiednim warunkom technicznym możliwe jest nagranie zarówno jednoosobowych wystąpień, jak i rozmów panelowych z większą liczbą uczestników. Studio podcastowe w Warszawie jest dostępne zarówno dla doświadczonych twórców, jak i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę przed kamerą.

Filmy reklamowe i promocyjne – skuteczne narzędzie marketingowe

Dobrze przygotowany film reklamowy w Warszawie to jeden z najskuteczniejszych sposobów na promocję marki. Profesjonalnie zrealizowane wideo przyciąga uwagę odbiorców i buduje rozpoznawalność firmy. Wysokiej jakości filmy promocyjne w Warszawie pomagają wyróżnić się na tle konkurencji i skutecznie angażują potencjalnych klientów.

Każda produkcja wymaga indywidualnego podejścia – od opracowania koncepcji i scenariusza, przez dobór aktorów i lokalizacji, aż po montaż i postprodukcję. Agencja filmowa w Warszawie dba o to, aby każdy projekt był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, dostosowany do oczekiwań klienta i skutecznie spełniał swoją rolę w reklamie.

Kompleksowa obsługa – od pomysłu do gotowego filmu

Wybór odpowiedniej agencji filmowej w Warszawie oznacza nie tylko realizację filmu, ale także pełne wsparcie na każdym etapie produkcji. Każdy projekt wymaga indywidualnego podejścia – od opracowania strategii, przez nagrania, aż po finalny montaż.

Pełen zakres usług obejmuje m.in.:

  • Filmy reklamowe i promocyjne,
  • Filmy korporacyjne i wizerunkowe,
  • Realizację podcastów w studio podcastowym w Warszawie,
  • Streaming na żywo oraz produkcję eventową,
  • Produkcję treści na social media,
  • Realizację webinarów,
  • Produkcję konferencji online.

Dlaczego warto skorzystać z profesjonalnej agencji filmowej w Warszawie?

Profesjonalna produkcja wideo wymaga doświadczenia, zaplecza technologicznego oraz znajomości branży. Oferując kompleksowe usługi filmowe, agencja filmowa w Warszawie łączy te wszystkie elementy, zapewniając realizację od koncepcji po gotowy materiał.

Dzięki współpracy z doświadczonymi specjalistami i dostępności nowoczesnego studia filmowego w Warszawie oraz studia podcastowego w Warszawie, każda produkcja jest realizowana na najwyższym poziomie. Profesjonalne podejście do każdego projektu sprawia, że gotowy film nie tylko spełnia oczekiwania, ale również skutecznie angażuje odbiorców.

Dobrze zrealizowane wideo to inwestycja w skuteczną reklamę i budowanie rozpoznawalności marki. Wybór odpowiedniego partnera w produkcji filmowej pozwala osiągnąć najlepsze rezultaty i zapewnić wysoką jakość każdej realizacji.

[Artykuł sponsorowany]

Donald Trump zapowiada nowe cła na Unię Europejską – wojna handlowa na horyzoncie?

Prezydent USA Donald Trump ponownie zapowiedział nałożenie ceł na Unię Europejską, jak przekazał w poniedziałek portal BBC. Amerykański przywódca poruszył ten temat w rozmowie z dziennikarzami na wojskowym lotnisku Joint Base Andrews w stanie Maryland. Trump nazwał deficyt w handlu między Unią Europejską a USA „bestialstwem” i zapowiedział, że cła na państwa UE zostaną nałożone „z całą pewnością” — przekazał portal Euronews. „Nie biorą naszych aut, nie biorą naszej żywności, nie biorą od nas niemal niczego, podczas gdy my bierzemy od nich wszystko. Miliony samochodów, ogromne ilości żywności i produktów rolnych” – powiedział Trump dziennikarzom. Na pytanie BBC, czy stworzony już został harmonogram nakładania ceł na UE, Trump powiadomił, że harmonogramu nie ma, ale „na pewno nastąpi to dość szybko”. Jak przypomniał portal BBC, deficyt w wymianie handlowej USA i UE sięgnął 213 mld dolarów. Kraje Europy eksportują do USA głównie leki, samochody i zaawansowane pod względem technologicznym wyroby maszynowe. Importują natomiast ropę, gaz oraz usługi finansowe. (PAP)

– Cła to zawsze jest broń obosieczna. Jeśli jeden kraj je wprowadza, to drugi będzie je także stosował w odpowiedzi. W rezultacie handel między krajami zmniejsza się, czasem zupełnie zamiera w przypadku wojen handlowych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Witold Orłowski, ekonomista, Akademii Finansów i Biznesu Vistula, Politechnika Warszawska. – Na tym tracą oczywiście konsumenci obu krajów, które w tym momencie gorzej się rozwijają. Od kilkudziesięciu lat na świecie raczej redukuje się bariery dla handlu – w myśl tego, że to lepiej służy rozwojowi. A teraz ktoś wraca do pomysłu sprzed dwustu czy trzystu lat. I to jest działanie – każdy ekonomista potwierdzi – bardzo, bardzo nierozsądne. No, może na krótką metę przynieść jakieś korzyści Stanom Zjednoczonym. Wzrosną ceny, ale może trochę zwiększyć się produkcja. Na dłuższą metę oczywiście efekt będzie ujemny – niewykluczone, że Chiny, Europa odczują to mocniej niż USA, ale na tym się będzie kończyła ta przyjemność. Nikogo innego to działanie nie zaboli bardziej niż samych Amerykanów. To jest bezsensowne rozwiązanie i ekonomia wie o tym od przynajmniej dwustu lat. My dokładnie nie wiemy, po co Donald Trump buja tym statkiem. Są dwie możliwości – albo rzeczywiście wierzy w to, wbrew wiedzy ekonomicznej, i uważa, że wojna handlowa to świetny pomysł. Natomiast bardziej prawdopodobne jest jednak coś innego – że traktuje to jako takie bardzo brutalne środki nacisku w negocjacjach. Na szczęście Europa jest mniej na to podatna. Chiny bardziej, ale już Kanada czy Meksyk – dla Meksyku wprowadzenie ceł na eksport towarów do Stanów Zjednoczonych to by była katastrofa gospodarcza. No więc w związku z tym można zagrozić Meksykowi 25% cłami albo … i tutaj jest lista życzeń, które prezydent Trump zdaje się, że już negocjuje. Więc niewykluczone oczywiście, że traktuje to jako narzędzie brutalnego nacisku, stworzenia zagrożenia dla innych gospodarek po to, żeby uzyskać ustępstwa w innych dziedzinach – ocenia prof. Witold Orłowski.

Kurs dolara zyskuje po porannej korekcie – inwestorzy czekają na NFP

Wczorajszy dzień był wolny od jakichkolwiek informacji związanych z cłami, które wprowadza Donald Trump. Rynek mógł zatem skupić się na danych makro. Poznaliśmy m.in. mocniejszy od prognoz raport ADP, choć historia pokazuje, że nie jest on wysoce trafnym prognostykiem miesięcznego raportu NFP, który poznamy za dwa dni. Słabiej natomiast uplasował się indeks ISM dla amerykańskiego sektora usług. Wczoraj eurodolar urósł do 1,0440. Dziś rano dolar się umacnia a główna para walutowa obniża swoje notowania do 1,0375.

Podobnie jak w przypadku ADP, również ISM nie zawsze dobrze odzwierciedla ogólną kondycję amerykańskiej gospodarki. Fed mimo wszystko otrzymał dobrą informację w postaci znaczącego spadku subindeksu cen płaconych z poziomu 64,4 pkt. d 60,4 pkt. Dolar zareagował w sposób umiarkowany, ulegając lekkiej, krótkotrwałej deprecjacji. Dziś rano notowania głównej pary walutowej znajdują się w okolicy wczorajszych minimów. Pełne dane ISM były mieszane, główny wskaźnik obniżył się, zatrudnienia urósł, gorzej wypadł komponent aktywności biznesowej. Rynek czeka na NFP, który może nadać kierunek notowaniom na rynku walutowym, choć nie zapominajmy, że każdego dnia nowe doniesienia o taryfach celnych mogą w diametralny sposób zmienić obraz na wykresach.

Oprócz wyżej wymienionych danych, rynek otrzymał także informacje na temat bilansu handlowego USA za grudzień, który okazał się nieco gorszy od zakładanego wyniku wynikającego z ankiety Bloomberga. To sugeruje, że amerykańskie firmy przyspieszyły swoje procesy importowe aby zabezpieczyć się przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami wojny handlowej. Tego typu proces będzie prawdopodobnie kontynuowany, dopóki ryzyko eskalacji nie zostanie całkowicie zażegnane.

Dane te prawdopodobnie nie ucieszyły Donalda Trumpa. Jednym z celów wprowadzania ceł jest zmniejszenie deficytu na rachunku obrotów bieżących, a najnowsze publikacje pokazują odwrotny kierunek.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Ceny mieszkań na rynku pierwotnym w końcu jawne? Nadchodzą zmiany dla deweloperów

Nadchodzą zmiany na rynku nieruchomości: deweloperzy mogą wkrótce zostać zobowiązani do publicznego ujawniania cen oferowanych mieszkań. Podczas gdy część branży opiera się tej inicjatywie, argumentując, że brak cen w ofertach skłania klientów do bezpośredniego kontaktu i umożliwia lepsze przedstawienie wartości inwestycji, inni deweloperzy już od dawna praktykują pełną transparentność.

Szeroka oferta i pole do negocjacji

Przełom 2024 i 2025 roku przyniósł znaczne poszerzenie oferty mieszkań. Właściwie można powiedzieć, że tak bogata nie była ona od dawna. To spory kontrast w stosunku do tego, co mogliśmy obserwować jeszcze na początku ubiegłego roku, kiedy to oferta charakteryzowała się silnym przetrzebieniem, co było efektem boomu mieszkaniowego, związanego z „Bezpiecznym Kredytem 2%”. Obecnie widać zupełnie inną tendencję – sukcesywnie ruszają nowe inwestycje deweloperskie.

Wygląda na to, że obecnie mamy do czynienia z czasem kupujących, którzy zdecydowanie mają w czym wybierać. Bieżąca sytuacja najwyraźniej daje też możliwości negocjacji cen. Świadczy o tym fakt, że różnice między cenami ofertowymi a transakcyjnymi w ostatnich tygodniach pogłębiły się. Warto pamiętać, że sytuacja może się jednak zmienić. Aktualnie wielu potencjalnych nabywców wyczekuje rządowej propozycji programu wsparcia. Niemało jest jednak tych, którzy czekać nie zamierzają i uznają, że właśnie teraz jest optymalny czas na zakup mieszkania.

W stronę jawności cen?

A jeśli chodzi o same ceny mieszkań na rynku pierwotnym, określenie ich aktualnego poziomu bywa niełatwe, między innymi dlatego, że wielu deweloperów w swoich ofertach nie podaje wprost stawek za lokale. Do takich informacji trzeba się niejako „dokopać” – udzielane są dopiero podczas spotkania w biurze sprzedaży bądź w rozmowach telefonicznych.

Strategia niepodawania cen przez deweloperów to dziś konkretny problem, który dla nabywców stanowi utrudnienie w poszukiwaniu nieruchomości. Deweloperzy tłumaczą się, podkreślając, że chcą mieć możliwość szczegółowego zaznajomienia zainteresowanych z ofertą, przedstawienia zalet danej inwestycji i wyjaśnienia, z czego dokładnie wynikają pewne kwoty, a także zindywidualizowania oferty. Twierdzą, że gdyby ceny były podane na wstępie, potencjalni nabywcy mogliby wysunąć pochopnie wnioski i się zniechęcić.

Argumenty te nie przekonują jednak większości klientów, ale też wielu rządzących, którzy uważają, że potrzebne są prawne narzędzia zapewniające przejrzystość na rynku. Ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała na początku stycznia, że Polska 2050 zamierza w ciągu kilku najbliższych tygodni przedstawić projekt ustawy nakazującej deweloperom podawanie cen mieszkań w taki sposób, by potencjalny nabywca nie musiał się dodatkowo starać, by je poznać.

Potrzeba przejrzystości

– Transparentność na rynku nieruchomości nie sprowadza się tylko do podawania cen za metr kwadratowy. – zauważa Tomasz Stoga, wiceprezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich i prezes firmy PROFIT Development. – Aby nabywca mógł podejmować świadome decyzje zakupowe, powinien być rzetelnie informowany o potencjalnych kosztach całej inwestycji od samego początku. Może wówczas zorientować się w realnej sytuacji na rynku, porównywać oferty i w efekcie wybrać „M” na miarę swoich potrzeb oraz możliwości.

Niedawno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajął stanowisko, że deweloperzy są zobowiązani do podawania cen mieszkań (w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie cen), ale w miejscu sprzedaży detalicznej. Wskazał jednocześnie, że dobrą praktyką byłoby podawanie cen już w internetowych ogłoszeniach. Sam Polski Związek Firm Deweloperskich zaleca swoim członkom jawność cen, jednak rekomendację, póki co wdraża tylko część z nich.

Poprawić standardy na rynku

Można zakładać, że coraz więcej przedstawicieli branży będzie zauważać znaczenie takiej przejrzystości. Tak naprawdę zyskać na tym mogą obie strony. W dłuższej perspektywie przyczyni się to do zwiększenia konkurencyjności na rynku. Transparentność w kwestii cen może ponadto skłonić deweloperów do skrupulatnego przemyślenia swojej oferty i wykazania się większą rzetelnością. – To również, a właściwie przede wszystkim, kwestia budowania zaufania wśród klientów. W dobie rosnących oczekiwań nabywców i sporej konkurencji jawność cen zdecydowanie staje się pożądaną praktyką, która w efekcie może przyczynić się do ogólnej poprawy standardów na rynku – dodaje prezes PROFIT Development.

Wiele wskazuje na to, że deweloperzy dostarczający klarownych informacji cenowych bez czekania na narzucające im to regulacje prawne będą budować przewagę konkurencyjną i kształtować pozytywny wizerunek swojej firmy, w konsekwencji zdobywając lojalność klientów.

Złoto: Kolejne podejście do 3000 dolarów

Cena złota wczoraj osiągnęła rekordowy poziom 2882 dolarów, po zapowiedzi, że wkrótce administracja Donalda Trumpa przedstawi plan zakończenia wojny na Ukrainie. To kolejny element wpływający na wzrost ceny złota, która od początku roku wzrosła o 8,5 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o ponad 40 proc. Dynamiczny rajd kruszcu napędzają także m.in. napięcia geopolityczne, konflikt handlowy między USA a Chinami oraz oczekiwania na obniżki stóp procentowych przez Fed. Analitycy przewidują, że już w 2025 roku złoto może sięgnąć 3000 dolarów. Zależnie od sytuacji, może to zająć kilka dni lub kilka miesięcy. Choć na drodze do tego celu stoją ryzyka, takie jak potencjalne korekty, silniejszy dolar czy nagła deeskalacja napięcia międzynarodowego.

Wprowadzona przez USA 10-procentowa taryfa na towary z Chin budzi obawy o wzrost inflacji i spadek globalnej wymiany handlowej. Choć reakcja Chin była łagodniejsza niż wcześniej, cła nadal stanowią istotny czynnik niepewności. Na horyzoncie pozostają jednak zamrożone w tym momencie cła na towary z Meksyku i Kanady oraz potencjalny, najbardziej dotykający nas, konflikt handlowy z Unią Europejską. Niepewność spowodowana trwającymi konfliktami na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie dodatkowo zachęca do inwestowania w bezpieczne aktywa, takie jak złoto

Do tego pojawiły się informacje, że w przyszłym tygodniu podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w Niemczech (odbędzie się w dniach 14-16 lutego) zostanie przedstawiony oczekiwany przez wszystkich plan zakończenia wojny na Ukrainie. Zbiegło się to z osiągnięciem przez złoto rekordowego poziomu 2882 dolarów za uncję.

Na atrakcyjność złota wpływa także słabnący dolar. Po opublikowaniu raportu o słabszej sytuacji na amerykańskim rynku pracy, dolar się osłabił, dzięki czemu kruszec wyceniany w dolarach staje się bardziej przystępny dla inwestorów zagranicznych. Przy możliwych dalszych obniżkach stóp przez Fed, lokaty i obligacje tracą na atrakcyjności, co kieruje kapitał w stronę złota.

Instytucje takie jak Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America prognozują kontynuację wzrostowego trendu i przebicie poziomu 3000 dolarów za uncję. To efekt oceny, że sytuacja geopolityczna i gospodarcza będzie wspierała stopniowy wzrost ceny złota. Jednakże wysoka wycena niesie ryzyko – w razie korekty ceny mogą spaść do ok. 2500 dolarów, szczególnie gdyby polityka monetarna uległa niespodziewanej zmianie. Dodatkowo, rosnąca zmienność rynku metali szlachetnych, potwierdzona masowym napływem surowców do USA przed wprowadzeniem ceł, może świadczyć o dalszych zakłóceniach w handlu.

Warto także pamiętać, że złoto pozostaje szczególnie popularne wśród polskich inwestorów. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro 32 proc. polskich badanych posiadało surowce, w tym przede wszystkim złoto i ropę, w swoich portfelach w czwartym kwartale 2024 roku.

Rynek złota pozostaje wyjątkowo wrażliwy na wydarzenia geopolityczne i decyzje największych banków centralnych. Ewentualne przyspieszenie negocjacji na linii Waszyngton–Pekin może uspokoić rynki i chwilowo przyhamować ceny złota. Z kolei zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie albo dalsze obniżki stóp procentowych w USA stanowiłyby impuls do kontynuacji rajdu kruszcu.

Podsumowując, obecna hossa złota jest wynikiem splotu czynników geopolitycznych, monetarnych i makroekonomicznych. Pomimo optymistycznych prognoz i rosnącego popytu, inwestorzy powinni zachować ostrożność, gdyż gwałtowne ruchy cen mogą szybko zmienić układ sił na rynku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ponad połowa Polaków będzie w tym roku obchodzić Walentynki. 3/4 wyda na prezent do 200 zł

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez PayPo, polskiego lidera usług typu BNPL („buy now, pay later”), aż 74% Polaków określa siebie mianem romantyków, a 63% planuje spędzić Walentynki z ukochaną osobą. Średnio na prezenty walentynkowe przeznaczymy do 200 zł, choć nie zabraknie zarówno skromniejszych i droższych upominków. Jak będziemy obchodzić tegoroczne święto zakochanych? Jakie prezenty wybierzemy i gdzie zrobimy zakupy?

Z najnowszego badania PayPo wynika, że blisko 2/3 Polaków (63%) zamierza świętować Walentynki w towarzystwie ukochanej osoby. To wyraźna większość, jednak warto zwrócić uwagę na drugą grupę – 27% ankietowanych nie planuje celebrowania 14 lutego, a 11% wciąż nie podjęło decyzji, jak spędzi ten dzień. Interesujące jest również to, jak Polacy postrzegają siebie w kontekście romantyzmu. Aż 74% respondentów uważa się za osoby romantyczne, natomiast co dziesiąty deklaruje, że romantykiem nie jest. 15% nie potrafi jednoznacznie określić swojego podejścia do tej kwestii.Walentynki 2025

Polacy stawiają na prezenty

Walentynki 2025 jak spędzimyZ przeprowadzonego przez PayPo badania wynika, że Polacy wciąż stawiają na standardowe formy obchodzenia Walentynek. Aż 61% respondentów deklaruje, że planuje kupić ukochanej osobie prezent. To wciąż najpopularniejszy sposób wyrażenia miłości, który nie traci na atrakcyjności. 38% Polaków zdecyduje się na wyjście na romantyczną kolację do restauracji, co pozostaje jedną z najbardziej tradycyjnych form świętowania tego dnia.Walentynki 2025 co kupimy

Jednak Walentynki to nie tylko klasyczne kolacje – popularnością cieszą się także wspólne wyjścia do kina, teatru lub na koncert. Takie formy spędzania czasu razem wybiera 19% badanych. Co ciekawe, jedna na dziesięć osób planuje bardziej wyjątkowy sposób obchodzenia święta zakochanych w postaci kilkudniowego romantycznego wyjazdu dla dwojga. Aż 38% z nas wybierze spokojniejszą opcję, planując spędzenie tego dnia w domowym zaciszu.

Ile wydamy na walentynkowe zakupy?

ile wydamy na Walentynki 2025Polacy chętnie otwierają portfele na Walentynki, chociaż widać w tym rozwagę. Najczęściej planowany budżet na prezent mieści się w przedziale 101–200 zł – taką kwotę deklaruje 33% badanych. Nieco mniej, bo 27%, zamierza wydać 51–100 zł, a większy wydatek (201–500 zł) przewiduje 16% respondentów. Na prezent powyżej 501 zł zdecyduje się 6% Polaków, natomiast skromniejszy upominek, do 50 zł, wybierze 15% ankietowanych.

Co najczęściej kupujemy? Tu bez niespodzianek – prym wiodą kwiaty (32%), czekoladki (30%) i kosmetyki (29%). Popularne są także biżuteria (17%) oraz vouchery i karty podarunkowe (13%). Lubimy upominki z osobistym akcentem – 10% Polaków decyduje się na prezenty wykonane własnoręcznie, a 9% wybiera ubrania lub torebki.

Czy wartość prezentu ma znaczenie? Zdaniem 59% respondentów liczy się przede wszystkim gest i pamięć, a nie cena podarunku. Z kolei 39% uważa, że kosztowny prezent jest wyrazem zaangażowania i uczuć. Bez względu na wydaną kwotę, dawanie prezentów sprawia radość – zdecydowana większość Polaków (aż 94%) deklaruje, że lubi obdarowywać bliskich, podczas gdy tylko 4% uważa to za obowiązek.

Gdzie robimy walentynkowe zakupy?

Polacy są niemal równo podzieleni, jeśli chodzi o miejsce zakupu walentynkowych prezentów – 44% wybierze sklepy internetowe, a 56% postawi na zakupy stacjonarne. Mimo rosnącej popularności e-commerce, wielu wciąż preferuje tradycyjne sklepy, by osobiście obejrzeć, dotknąć i wybrać idealny upominek.

Badanie PayPo zostało zrealizowane na platformie Omnisurv by IQS w dniach 31.01-03.02.2025 r. na ogólnopolskiej grupie 500 osób w wieku 18-64 lat.

Eksperci Cisco ujawniają poważne luki w zabezpieczeniach modelu AI DeepSeek R1

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół ekspertów Cisco ds. bezpieczeństwa AI wraz z Robust Intelligence, obecnie należącego do Cisco, we współpracy z Uniwersytetem Pensylwanii, wykazały poważne luki w zabezpieczeniach modelu DeepSeek R1. Model ten, opracowany przez chiński startup DeepSeek, zyskał popularność dzięki swoim zaawansowanym zdolnościom wnioskowania i efektywności kosztowej. Jednak analiza bezpieczeństwa ujawniła istotne słabości, które mogą mieć poważne konsekwencje w kontekście cyberbezpieczeństwa.Cisco_model-safety-bar-chart

Metodologia badań i główne ustalenia

Zespół badaczy poddał DeepSeek R1 rygorystycznym testom z wykorzystaniem technik „jailbreakingu”, analizując jego reakcje na potencjalnie szkodliwe zapytania. W ramach eksperymentu użyto 50 losowo wybranych zapytań z zestawu HarmBench, który obejmuje sześć kategorii zagrożeń:

  1. Cyberprzestępczość – pytania dotyczące sposobów przeprowadzania ataków hakerskich, tworzenia złośliwego oprogramowania czy łamania zabezpieczeń systemów.
  2. Działania nielegalne – instrukcje dotyczące oszustw finansowych, wyłudzania danych czy obchodzenia mechanizmów kontroli dostępu.
  3. Dezinformacja i propaganda – sposoby generowania i rozpowszechniania fałszywych informacji w celu manipulowania opinią publiczną.
  4. Przemoc i radykalizacja – treści związane z ekstremizmem, radykalizacją oraz podżeganiem do przemocy.
  5. Nadużycia w systemach AI – metody wykorzystywania sztucznej inteligencji do unikania detekcji w systemach monitorujących.
  6. Naruszenie prywatności – techniki pozyskiwania i wykorzystywania poufnych danych użytkowników bez ich zgody.

Wyniki testów były alarmujące: w przeciwieństwie do innych wiodących modeli AI, DeepSeek R1 nie odrzucił żadnego ze szkodliwych zapytań. W większości przypadków model nie tylko odpowiadał na nie, ale także dostarczał szczegółowych i technicznie poprawnych informacji, które mogłyby zostać wykorzystane do celów przestępczych.

Analiza przyczyn i potencjalnych zagrożeń

Badacze wskazują, że podatność modelu DeepSeek R1 może wynikać z jego unikalnych metod szkoleniowych, takich jak:

  • Uczenie przez wzmocnienie (RLHF) – metoda mająca na celu poprawę jakości odpowiedzi AI, ale jednocześnie mogąca zwiększać podatność na nadużycia, jeśli mechanizmy bezpieczeństwa nie są odpowiednio wzmocnione.
  • Samoocena w stylu „chain-of-thought” – proces pozwalający modelowi lepiej rozumieć i generować rozbudowane odpowiedzi, lecz w tym przypadku nie zapobiegający generowaniu szkodliwych treści.
  • Destylacja wiedzy (knowledge distillation) – technika, dzięki której model staje się bardziej efektywny, ale może tracić mechanizmy ograniczające jego zdolność do generowania niepożądanych treści.

Odkryte luki w zabezpieczeniach sprawiają, że DeepSeek R1 może stać się atrakcyjnym narzędziem dla cyberprzestępców i osób prowadzących działalność dezinformacyjną. Model ten nie spełnia kluczowych standardów bezpieczeństwa, co budzi poważne obawy dotyczące przyszłości sztucznej inteligencji i konieczności wprowadzenia bardziej rygorystycznych regulacji.

Afera lobbingowa w Brukseli: KE płaciła NGO za wpływanie na europosłów

Holenderski dziennik „De Telegraaf” nagłośnił skandal, który niestety w Polsce przeszedł niemal niezauważony. Chodzi o wykorzystywanie przez Komisję Europejską unijnych funduszy do nieoficjalnego opłacania organizacji pozarządowych, by lobbowały w Parlamencie Europejskim i państwach członkowskich na rzecz rozwiązań z zakresu polityki środowiskowej. Powyższe zarzuty zmuszają do postawienia pytań o transparentność, rzetelność i odpowiedzialność w demokratycznym procesie tworzenia unijnego prawa.

Komisja Europejska płaciła za lobbing organizacjom pozarządowym

Z poufnych umów, do których dotarła holenderska gazeta wynika, że Komisja Europejska od wielu lat dotowała organizacje ekologiczne, aby lobbowały za projektami środowiskowymi byłego komisarza Fransa Timmermansa. Organizacjom wyznaczano konkretne cele działań lobbingowych, prowadzonych wśród europosłów i w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Na przykład unijna organizacja, Europejskie Biuro ds. Środowiska, otrzymała polecenie podania co najmniej szesnastu przykładów działań, które zaowocowały zaostrzeniem przepisów środowiskowych przez Parlament Europejski. „De Telegraaf” wspomniał również, że 700 tys. euro dotacji dla ekologicznych organizacji miało być wykorzystane m.in. na skierowanie debaty o rolnictwie w kierunku ekologii.

Sygnały o możliwym skandalu pojawiały się w mediach europejskich od pewnego czasu. „De Telegraaf” napisał w czerwcu 2023 r. o tym, jak firmy otrzymały wskazówki w jaki sposób mogą przekonać wahających się polityków w Parlamencie Europejskim do głosowania za ustawą o odbudowie przyrody. Projekt tego aktu budził kontrowersje w wielu państwach członkowskich.

Unijne rybołówstwo – ofiara niejasnych działań Komisji i organizacji pozarządowych?

Przedmiotowe zarzuty są szczególnie niepokojące ze względu na ich potencjalne konsekwencje dla branż takich jak rybołówstwo, które już teraz boryka się z ogromnymi obciążeniami regulacyjnymi i ekonomicznymi. Regulacje związane z Zielonym Ładem, w tym prawo o odbudowie przyrody (Nature Restoration Law), mają bardzo duży wpływ na europejskie rybołówstwo, skutkując takimi działaniami, jak na przykład zamykanie tradycyjnych łowisk. Jeśli środki publiczne rzeczywiście zostały wykorzystane na kampanie mające na celu wpływanie na politykę w tym sektorze, takie działania mogły naruszyć integralność i bezstronność procesu decyzyjnego w UE.

Niezwykle istotne jest, aby dopóki nie zostaną przedstawione niezależne wyjaśnienia (np. przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych – OLAF), wszystkie procesy decyzyjne, które mogły być wynikiem takich praktyk, zostały wstrzymane. Kontynuowanie wdrażania prawa przyjętego w ramach potencjalnie skompromitowanego systemu grozi akceptacją praktyk, które instytucje unijne, a zwłaszcza Komisja Europejska, regularnie krytykują w odniesieniu do innych państw lub organizacji.

Sektor rybołówstwa, który znacząco przyczynia się do bezpieczeństwa żywnościowego Europy, nie może ponosić ciężaru polityki kształtowanej przez radykalne propozycje ekologiczne i forsowane przez nieujawnione działania lobbingowe.

Komisarz Piotr Serafin jednoznacznie potępia niedopuszczalne praktyki

Lobbingowym skandalem zajął się Parlament Europejski. Komisarz ds. budżetu Piotr Serafin zajął jednoznaczne stanowisko: jego zdaniem umowy lobbingowe są niedopuszczalne, a podobnym praktykom należy położyć kres. Stwierdził wprost, że nie jest właściwe zawieranie umów, które zobowiązują organizacje pozarządowe do lobbowania wśród deputowanych do Parlamentu Europejskiego. Zaznaczył jednocześnie, że organizacje ekologiczne nie muszą się obawiać, że ich głos nie będzie brany pod uwagę w toczących się dyskusjach.

Jak powiedział polski komisarz, podjęto już odpowiednie środki w celu rozwiązania problemu i zapewnił, że zjawisko to się już nie powtórzy.

Koniec unijnej platformy ODR. Brak zmian w regulaminach może kosztować platformy internetowe nawet 10% obrotu

20 marca tego roku platforma ODR (Online Dispute Resolution), która powstała na mocy unijnego rozporządzenia przestaje przyjmować jakiekolwiek skargi. Od 20 lipca 2025 r. platforma zostanie zaś całkowicie zlikwidowana. Platforma została utworzona w 2016r i miała umożliwić rozwiazywanie sporów pomiędzy konsumentami a przedsiębiorcami, które wyniknęły z transakcji elektronicznych. Wszelkie związane z tym czynności miały być wykonywane za pośrednictwem interaktywnej strony internetowej i dostępnych tam narzędzi. W wyniku likwidacji platformy ODR firmy prowadzące handel internetowy muszą zmienić swoje regulaminy. Jeśli tego nie zrobią może im grozić kara w wysokości nawet 10% rocznych przychodów- ostrzega radca prawny Joanna Domoń-Kulas z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Elektroniczny niewypał UE

Powstała w 2016 roku platforma ODR miała być w zamyśle nowoczesnym i nowatorskim rozwiązaniem. Jak pokazują przykłady choćby z Polski, platformy internetowe umożliwiające m.in. całkowicie elektroniczny arbitraż, sprawdzają się i radzą sobie coraz lepiej. Unijna platforma okazała się jednak niezwykłym niewypałem. W ciągu roku za jej pośrednictwem załatwia się bowiem mniej niż 200 spraw, choć platformę odwiedzało prawie 3 miliony osób rocznie. Dlaczego platforma nie była wykorzystywana? Na pewno zabrakło właściwej promocji ODR w krajach członkowskich.  Po drugie wiele państw ma swoje rozwiązania. W Polsce konsumenci wolą korzystać z pomocy rzeczników konsumentów albo dostępnych arbitraży online.

Władze Unii postanowiły więc zakończyć nieefektywne przedsięwzięcie. 20 marca 2025 r. na platformie przestaną być przyjmowane skargi. Od 20 lipca 2025 r. platforma zostanie zaś całkowicie zlikwidowana.  Choć platforma znika, dla przedsiębiorców zajmujących się internetowym handlem oznacza to nowe problemy. Otóż w 2016 r. zostali oni zobowiązani do wskazywania konsumentom linku do platformy ODR. W regulaminach wielu sklepów internetowych wprowadzono więc stosowne zapisy informujące o takiej możliwości rozwiązania sporów.

Bez zmiany regulaminu kara w wysokości do 10% dochodów firmy

Wkrótce takie nieaktualne już zapisy mogą stanowić źródło niepotrzebnych kłopotów. W dzisiejszych czasach jednym z podstawowych praw konsumenta jest prawo do rzetelnej informacji. Zapis w regulaminie sklepu internetowego wskazujący na możliwość rozwiązywania sporu za pośrednictwem nieistniejącej platformy na nieaktywnej stronie internetowej może być traktowany po prostu jako wprowadzanie konsumentów w błąd.

W najgorszym przypadku taki zapis może stać się przedmiotem zainteresowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd może uznać, że dopuszczono się praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów – wobec naruszenia obowiązku udzielania im rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji. To z kolei prowadzić będzie do wszczęcia zupełnie niepotrzebnego z perspektywy przedsiębiorcy postępowania administracyjnego. W jego wyniku może zostać nałożony nakaz zaniechania kwestionowanych działań, ale co gorsza także kara pieniężna. Jej wysokość sięgnąć może nawet do 10 % obrotu przedsiębiorcy z poprzedniego roku obrotowego. Co więcej możliwość nałożenia kara dotyczy nawet zachowania nieumyślnego. Błaha wydawałoby się kwestia może więc prowadzić do poważnych konsekwencji.

Ewentualnych problemów można jednak uniknąć w stosunkowo prostu sposób. Koniecznym jest dokonanie aktualizacji postanowień regulaminów. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest dokonanie zmian przed 20 marca 2025 r. Celowym wydaje się poinformowanie konsumentów, że od tego dnia dostępna pod danym linkiem platforma ODR nie będzie już przyjmować nowych skarg, a od 20 lipca 2025 r. przestanie w ogóle funkcjonować.

Nie warto też ignorować tej kwestii, licząc na to, że Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów niczego nie zauważy. Zawsze istnieje bowiem ryzyko, że niepoprawność zapisów regulaminu dostrzeże konsument, który okaże się bardzo czuły na naruszenie swoich praw. Wyszukiwaniem tak oczywistych uchybień mogą też być zainteresowane inne podmioty, pragnące odnieść z tego tytułu jakąś korzyść dla siebie. Takie sytuacje miały już bowiem miejsce w przeszłości.

Ruszyła budowa polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power

0

Po miesiącach przygotowań 11 statków ruszyło na morze by rozpocząć budowę fundamentów pierwszej farmy wiatrowej na polskich wodach Bałtyku. W ramach prowadzonych prac zainstalowano już 2 z 78 monopali – 100-metrowych konstrukcji, na których zainstalowane będą turbiny wiatrowe o mocy 15 MW. Są to jedne z najbardziej zaawansowanych rozwiązań na rynku, a część z nich powstaje w fabryce Vestas w Szczecinie. Farma Baltic Power o łącznej mocy 1,2 GW rozpocznie produkcję w 2026 roku i będzie w stanie wytworzyć czystą i stabilną energię, która mogłaby zasilić ponad 1,5 mln gospodarstw domowych. Morska energetyka wiatrowa jest ważnym elementem nowej strategii Grupy ORLEN, która przewiduje realizację wspólnie z partnerami ponad 4 GW mocy zainstalowanej na Bałtyku.

Baltic Power to pierwsza i najbardziej zaawansowana inwestycja w morską energetykę wiatrową na polskich wodach Bałtyku. W nowej strategii Grupa ORLEN zadeklarowała realizację kolejnych trzech morskich projektów, na które posiada już koncesje. Razem z wielkoskalowymi magazynami energii, lądowymi źródłami odnawialnymi, elektrowniami gazowymi i małymi reaktorami atomowymi, technologia ta będzie fundamentem transformacji polskiego systemu elektroenergetycznego.

– Nasza nowa strategia to konkrety i działania. Widać to na przykładzie pierwszej polskiej farmy wiatrowej na morzu. Po kilku miesiącach bardzo intensywnych prac z satysfakcją ogłaszamy, że pierwsze fundamenty farmy Baltic Power zostały zainstalowane. Rok 2025 będzie przełomowy dla tego projektu. Setki naszych pracowników będzie prowadziło największe w historii prace instalacyjne na morzu, by już w 2026 roku po raz pierwszy energia z Bałtyku popłynęła do odbiorców. To czyste, stabilne i bezpieczne źródło energii, która będzie napędzała polską gospodarkę. To polskie firmy, które będą rozwijały się razem z naszym projektem. To energia jutra, która zaczęła się dziś – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Projekt Grupy ORLEN zakłada maksymalne wykorzystanie lokalnych dostawców w całym 30-letnim cyklu życia farmy wiatrowej. Kluczowe elementy takie jak gondole turbin, kable, konstrukcje stalowe morskich stacji odbiorczych czy elementy fundamentów powstają między innymi w fabrykach w Szczecinie, Bydgoszczy, Trójmieście, Żarach i Niemodlinie. Baltic Power korzysta również z usług polskich dostawców w obszarze badań geologicznych, usług projektowych czy logistyki.

– Instalacja pierwszych fundamentów farmy wiatrowej Baltic Power to ważny moment w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Jesteśmy dumni z naszej współpracy z Grupą ORLEN przy tym pionierskim projekcie. Jako partnerzy przy budowie pierwszej polskiej farmy wiatrowej na morzu, cieszymy się, że możemy wnieść do tego projektu nasze globalne doświadczenie w realizacji tego typu przedsięwzięć. To osiągnięcie nie tylko potwierdza nasz wspólny postęp, ale także wzmacnia naszą determinację. Bezpieczeństwo pozostaje naszym najwyższym priorytetem na każdym etapie, co pozwala nam utrzymywać najwyższe standardy we wszystkich aspektach projektu. Dzisiejszy kamień milowy jest świadectwem silnego partnerstwa pomiędzy Northland a Grupą ORLEN i dodatkowo umacnia nasze wspólne zaangażowanie w przyszłość energetyczną Polski – mówi Christine Healy, President and CEO of Northland Power Inc.

Morski plac budowy Baltic Power ma obszar ok. 130 km2 – porównywalny do powierzchni Gdyni. Na jego obszarze zainstalowanych będzie 78 monopali. To konstrukcje stalowe o długości do 100 m, masie do 1700 ton i średnicy ponad 9 m. Monopale są osadzane przez pływający dźwig instalacyjny, który wbija je w dno morza na głębokości ok. 40 metrów.

Oprócz dźwigu na morskim placu budowy pracuje równocześnie kilkanaście innych statków: jednostki wspierające, holowniki, statki do transportu personelu i sprzętu, jednostki do monitoringu środowiskowego oraz jednostki dozorowe. Całość prac oraz ruchu morskiego wokół budowanej farmy przez całą dobę nadzoruje Morskie Centrum Koordynacyjne Baltic Power.

W dalszej kolejności na morskim placu budowy zainstalowane zostaną elementy przejściowe łączące fundamenty z turbinami, następnie same turbiny, morskie stacje elektroenergetyczne i kable łączące je z turbinami oraz kable eksportujące wyprodukowaną energię na ląd. Prace instalacyjne potrwają do 2026 roku.

Wraz z planowanym zakończeniem budowy w 2026 roku, Baltic Power będzie pierwszą operującą na Bałtyku polską morską farmą wiatrową. Baltic Power będzie wytwarzać w ciągu roku ok. 4 000 GWh zeroemisyjnej energii elektrycznej, co ograniczy emisje CO2 o około 2,8 miliona ton rocznie w porównaniu do produkcji ze źródeł konwencjonalnych.

Unia Europejska wprowadza transparentność wynagrodzeń. Jakie obowiązki czekają pracodawców?

W ostatnich latach temat transparentności wynagrodzeń zyskuje na znaczeniu, szczególnie w kontekście dążenia do wyrównania szans zawodowych i redukcji nierówności płacowych w odniesieniu do kobiet. W odpowiedzi na ten problem, Unia Europejska przyjęła dyrektywę dotyczącą przejrzystości wynagrodzeń, która ma na celu zapewnienie równości płacowej oraz bardziej sprawiedliwego traktowania pracowników w krajach członkowskich. Dyrektywa ta dotyczy zarówno firm, jak i instytucji, które zatrudniają pracowników na terenie Unii i wprowadza obowiązki w zakresie ujawniania informacji o wynagrodzeniach oraz analizy dysproporcji płacowych.

Nowe obowiązki dla pracodawców

Dyrektywa unijna o transparentności wynagrodzeń skierowana jest głównie do pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników. Wprowadza szereg obowiązków związanych z ujawnianiem informacji o wynagrodzeniach w firmach, m.in. w postaci raportów rocznych czy analiz na temat różnic płacowych między pracownikami różnych płci. Kluczowym aspektem jest konieczność przedstawienia danych dotyczących średnich wynagrodzeń oraz rozbieżności między wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach.

Firmy, które muszą się dostosować do nowych przepisów, będą zobowiązane do podjęcia konkretnych działań. Pierwszym krokiem jest zebranie danych o wynagrodzeniach wszystkich pracowników, uwzględniając płeć, stanowisko, doświadczenie i inne czynniki, które mogą wpływać na wysokość pensji. Kolejnym elementem będzie wdrożenie systemu, który pozwoli na regularne raportowanie tych informacji zgodnie z nowymi wymogami. Należy również zadbać o ich przejrzystość – zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie, w zależności od wymogów prawnych – mówi Agnieszka Gołębiewska, Senior Associate Manager w Michael Page Human Resources.

Eliminacja luki płacowej względem płci

Jednym z głównych celów dyrektywy jest zmniejszenie różnic płacowych, przede wszystkim pomiędzy kobietami a mężczyznami. Na poziomie europejskim temat równości wynagrodzeń jest traktowany priorytetowo, zwłaszcza że w wielu krajach, w tym w Polsce, kobiety nadal zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, mimo podobnego poziomu kwalifikacji i doświadczenia. Dyrektywa unijna wprowadza szereg narzędzi, które mają na celu monitorowanie oraz eliminowanie tych nierówności.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2023 roku luka płacowa między kobietami a mężczyznami w Unii Europejskiej wynosiła średnio 13% – oznacza to, że kobiety zarabiają średnio o 13% mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. Różnice te są szczególnie widoczne w sektorach, gdzie dominują kobiety, takich jak edukacja czy opieka zdrowotna.

Warto zaznaczyć, że chociaż w samej dyrektywie nie używa się pojęcia „szklanego sufitu”, to w kontekście rynku pracy pojawia się określenie „lepkiej podłogi”, odnoszące się do specyficznych barier, które wciąż spotykają kobiety na rynku pracy. Mówi się tu o obciążeniach związanych z nadmierną opieką nad rodziną, a także o stereotypach dotyczących ról płciowych, które mogą ograniczać możliwości kariery zawodowej kobiet. Dyrektywa ma na celu umożliwienie kobietom lepszych warunków do awansu i rozwoju zawodowego, dając im szansę na większą równość płacową i zawodową – dodaje Agnieszka Gołębiewska.

Dodatkowo badania przeprowadzone przez McKinsey & Company pokazują, że organizacje, które wprowadziły transparentność wynagrodzeń, odnotowały średnio 10-procentowy wzrost satysfakcji wśród pracowników oraz poprawę w zakresie różnorodności na poziomie wyższych stanowisk. Tego typu działania sprzyjają nie tylko poprawie w kwestii płac, ale także w obszarze ogólnej równości w organizacji.

Polskie firmy gotowe na jawność wynagrodzeń?

Zgodnie z zapowiedziami, w Polsce prace nad implementacją dyrektywy o transparentności wynagrodzeń mają zakończyć się do końca 2025 roku. Firmy i instytucje muszą się więc przygotować na te zmiany i dostosować swoje procedury w celu spełnienia wymogów wynikających z unijnych regulacji. Należy spodziewać się, że w najbliższym czasie zostaną wprowadzone odpowiednie przepisy krajowe, które będą implementować zapisy dyrektywy unijnej do polskiego prawa. Dla pracodawców oznacza to konieczność przystosowania polityki wynagrodzeń, w tym dostosowania systemów raportowania i analizowania różnic w wynagrodzeniach według płci.

Ważnym elementem jest także kwestia monitorowania efektywności nowych przepisów. Instytucje zajmujące się rynkiem pracy będą musiały przygotować odpowiednie narzędzia i mechanizmy, które umożliwią ocenę wdrożenia dyrektywy w praktyce.

Przyszłość transparentności wynagrodzeń w Polsce

Dla firm, które muszą wdrożyć nowe przepisy, wyzwaniem będzie nie tylko dostosowanie polityki wynagrodzeń, ale również przygotowanie odpowiednich systemów analitycznych i raportujących. Transparentność wynagrodzeń w kontekście równości płacowej to temat, który pozostanie istotny w nadchodzących latach, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej i miejmy nadzieje, że nic tego nie zmieni – podsumowuje ekspertka Michael Page.

Wprowadzenie dyrektywy o transparentności wynagrodzeń to ważny krok w stronę równości płacowej i bardziej sprawiedliwego rynku pracy. W dłuższej perspektywie transparentność wynagrodzeń może przyczynić się do większej otwartości oraz zaufania w relacjach między pracodawcami i pracownikami. Zmiany te mają również potencjał do stworzenia wyrównanej przestrzeni zawodowej, zwłaszcza że to zarządzenie niemalże pokrywa się z dyrektywą „Women on Boards”.

MCI zrealizował 25 mln euro zwrotu z inwestycji w Netrisk

Fundusz MCI.EV otrzymał ponad 25 milionów euro wypłaty środków ze swojej spółki portfelowej Grupy Netrisk w drodze wykupu akcji własnych (tzw. buy-back). Zgodnie ze strategią funduszu transakcja zapewniła całkowitą spłatę pierwotnej kwoty inwestycji MCI.EV w spółkę, przy zachowaniu udziałów w Netrisk, który dynamicznie się rozwija i osiąga ponadprzeciętne wyniki finansowe.

Grupa Netrisk z powodzeniem zakończyła transakcję rekapitalizacji, wypłacając środki swoim akcjonariuszom, w tym MCI.EV. To dowód na to, że grupa spełnia pokładane w niej oczekiwania. Transakcja potwierdza silne zaufanie do spółki, potwierdzone udziałem w finansowaniu Netrisk konsorcjum renomowanych międzynarodowych funduszy dłużnych, w tym Goldman Sachs, Morgan Stanley, Arcmont i HPS.

– Od dnia naszej inwestycji Grupa Netrisk konsekwentnie zwiększa skalę biznesu i umacnia pozycję rynkowego lidera w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo dobre wyniki finansowe połączone z silną generacją gotówki umożliwiły nam zrealizowanie części zysków z inwestycji, co dowodzi skuteczności naszej strategii inwestycyjnej – mówi Filip Berkowski, Senior Investment Partner w MCI Capital.

Grupa Netrisk jest wiodącym brokerem ubezpieczeń online, który prowadzi portale internetowe do porównywania cen i zawierania ubezpieczeń, ze szczególnym uwzględnieniem ubezpieczeń komunikacyjnych. Grupa jest największym graczem w sześciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Polsce reprezentowana jest przez markę Rankomat.pl.

MCI Capital jest jedną z najbardziej dynamicznych grup private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, koncentrującą się na transformacji cyfrowej. Strategia MCI bazuje na inwestycjach w gospodarkę cyfrową, w obszarze ekspansji i wykupów.

Polityka NBP wspiera złotego – obniżki stóp raczej nieprędko

Złoty jest silny zwłaszcza wobec euro, które jest najtańsze od 2018 r., nie zmieniło tego nakładanie ceł i ich warunkowe zawieszanie przez D.Trumpa, choć początek wojen handlowych rozkołysał rynek walutowy.

– Złoty jest dosyć mocny na tle innych walut. Gdy w ostatnich tygodniach różne waluty traciły do dolara, złoty tracił najmniej, a gdy dolar zaczął tracić wówczas złoty pokazał swoją siłę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Ta siła złotego to nie jest już wpływ przede wszystkim relacji na parze walutowej EUR/USD, natomiast są to konsekwencje polityki monetarnej w Polsce, gdy trudno spodziewać się szybkiej obniżki stóp procentowych.

Kontynuacje takiej polityki monetarnej potwierdziło lutowe posiedzenie RPP, a wcześniej prezes NBP zasygnalizował, że może nawet nie dojść do obniżenia stóp procentowych w tym roku. Inwestorzy już nie obstawiają, że w 2025 r. może dojść nawet do trzech obniżek, taka ilość obniżek to już raczej perspektywa obejmująca kilkanaście miesięcy i dotycząca także 2026 r.

Teraz RPP czeka na cykliczny raport NBP, którego treść pozna w marcu, a będzie zawierał nową projekcję inflacyjną. Wątpliwe jest, że okaże się, że jesteśmy już za szczytem inflacyjnym.

– Jeżeli miałoby dojść jednak do obniżek stóp to będzie to nie wcześniej niż po wyborach prezydenckich – ocenia ekspert XTB.

Dla rynku walutowego i siły złotego ważne będą decyzje Fed. Rezerwa Federalna po trzech obniżkach z rzędu w sumie o 100 punktów bazowych, na początku 2025 r. utrzymała stopy procentowe bez zmian, a rynek w pełni wyceniał taką właśnie decyzję, biorąc pod uwagę zmianę w komunikacji, która miała miejsce w grudniu. W grudniu Fed przedstawił oczekiwania na dwie obniżki stóp procentowych w tym roku i rynek widzi mniej więcej to samo. Pierwsza obniżka wyceniana jest między czerwcem oraz lipcem. Jednak Fed zmienił nieco komunikację i w oświadczeniu kasuje stwierdzenie dotyczące osiągnięcia progresu inflacyjnego. Powell podczas konferencji mówił, że jest to jedynie skrócenie komunikacji, ale jednocześnie mówi, że aby Fed ponownie zdecydował się na cięcie stóp procentowych, potrzebny będzie realny progres w spadku inflacji lub znaczne osłabienie sytuacji na rynku pracy. Na ten moment Fed widzi jednak bardzo mocny rynek pracy, który pozwala na to, aby stopy procentowe utrzymały się na wysokim poziomie przez dłuższy czas.

Jak bardzo w tej całej układance ważny jest Donald Trump potwierdziły to na początku lutego decyzje dotyczące ceł nałożonych i zawieszanych na towary z Kanady, Meksyku i Chin. Te zmienne decyzje szarpnęły rynkiem walutowym, co naturalne – bardzo odczuł to kanadyjski dolar i meksykańskie peso.

Natomiast silny zloty odczuł to zaskakująco słabo, o ile przed końcem stycznia za dolara płaciliśmy 4,04 zł, to po decyzjach związanych z wojnami handlowymi – 4,08 zł. Za euro płaciliśmy tyle samo – 4,21 zł. Kurs franka szwajcarskiego wzrósł z niskiego poziomu 4,45 do 4,48 zł, a funta brytyjskiego z 5,03 do 5,06 zł.

Inwestorzy zagraniczni patrzą się bardzo pozytywnie na złotego. I nie reagują negatywnie na wysokie potrzeby budżetowe, mamy za sobą bardzo udane aukcje obligacji zagranicznych.

Spośród decyzji D.Trumpa dla polskiej waluty teraz najważniejsze są obietnice dotyczące zamrożenia bądź zakończenia wojny w Ukrainie. Z powodu tej wojny duże ryzyko jest wycenione w wartości złotego i polskich aktywów.

– Gdyby doszło do realizacji tej obietnicy, to niektórzy analitycy zakładają nawet spadki w okolice 3,60-3,70 na USD/PLN, a EUR/PLN mógłby spaść znacząco poniżej 4,00 zł – komentuje M.Stajniak z XTB.

Gdyby wcześniej doszło do nałożenia ceł na Europę, to nie powinno to istotnie wpłynąć na siłę złotego, tym bardziej, że udział eksportu do USA w polskiej wymianie handlowej jest zaledwie kilkuprocentowy.

Dassault Systèmes podsumowuje 2024 rok: przychody wzrosły o 5% do 6,21 mld euro

Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: FR0014003TT8, DSY.PA) ogłosiła wyniki finansowe za czwarty kwartał 2024 r. i cały rok zakończony 31 grudnia 2024 r.

Całkowite przychody w roku obrotowym 2024 wzrosły o 5% do 6,21 mld euro. Przychody z oprogramowania wzrosły o 6% do 5,61 mld euro. Przychody z subskrypcji i utrzymania licencji wzrosły do 4,49 mld euro, co oznacza wzrost o 6%; przychody cykliczne stanowiły 80% całkowitych przychodów z oprogramowania. Przychody z licencji i innego oprogramowania wzrosły o 4% do 1,13 mld euro. Przychody z usług wyniosły 600 mln euro, co oznacza wzrost o 2%.

  • Przychody z oprogramowania według regionów geograficznych: Przychody w obu Amerykach wzrosły o 4% i stanowiły 39% przychodów z oprogramowania. Przychody w Europie wzrosły o 6% i stanowiły 38% przychodów z oprogramowania. Przychody w Azji wzrosły  9% i stanowiły 22% przychodów z oprogramowania.
  • Przychody z oprogramowania w trzecim kwartale według branż: Jedne z najsilniejszych wzrostów odnotowano w branżach Home & Lifestyle, High-Tech, Aerospace & Defense oraz Industrial Equipment.
  • Kluczowe czynniki strategiczne: Przychody z oprogramowania 3DEXPERIENCE wzrosły o 14%, stanowiąc 39% kwalifikowanych przychodów z oprogramowania 3DEXPERIENCE.  Przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o 7% i stanowiły 24% przychodów z oprogramowania. Wyłączając MEDIDATA, przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o ponad 40% w porównaniu do ubiegłego roku.

Pascal Daloz, dyrektor generalny Dassault Systèmes, skomentował:

„Rok 2024 był rokiem konkurencyjnego sukcesu, napędzanego dynamicznym wdrażaniem platformy  3DEXPERIENCE w różnych branżach i regionach geograficznych oraz redefiniowaniem naszych strategicznych partnerstw z liderami branż, takimi jak Volkswagen, Lockheed Martin, Mahindra & Mahindra, Airbus i Bristol-Myers Squibb.

Kluczem do tego sukcesu jest potencjał platformy 3DEXPERIENCE łączącej głęboką wiedzę branżową i know-how, aby pomóc klientom w zwiększeniu wartości i wzmacnianiu ich zespołów. Będzie to sprzyjać naszemu przyszłemu rozwojowi i budować podstawy dla szerokiej adopcji chmury.

Opierając się na tym silnym fundamencie, z radością ogłaszamy nową erę dla Dassault Systèmes. Jesteśmy w pełni zaangażowani w tworzenie UNIV+RSES, połączenia wielu wirtualnych bliźniaków, integrujących sztuczną inteligencję w celu połączenia środowiska wirtualnego i rzeczywistego, we wszystkich rozwiązaniach branżowych. Otworzy to nowe możliwości dla naszych klientów i zapewni nam pozycję zaufanej globalnej firmy wspierającej tworzenie i zarządzanie własnością intelektualną.”

Czy skarbówka straci możliwość blokowania przedawnienia zobowiązań podatkowych? Ministerstwa mają różne zdania

0

Ministerstwo Rozwoju i Technologii chce, a Ministerstwo Finansów nie chce zmian w przepisach ustawy – Ordynacji podatkowej ws. zawieszania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych.

Przedsiębiorcy skarżą się, że skarbówka wszczyna postępowania karne skarbowe tylko po to, aby zawieszać bieg przedawnienia zobowiązań podatkowych. Konstytucyjności tych przepisów Ordynacji podatkowej wciąż nie rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny, choć Rzecznik Praw Obywatelskich złożył wniosek w tej sprawie już w 2014 r.[1].

Stały Komitet Rady Ministrów pochyla się nad długo wyczekiwanym przez przedsiębiorców projektem ustawy z 5 kwietnia 2024 r. o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego[2], w którym Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaproponowało zmiany w ustawie – Ordynacji podatkowej dotyczące biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, które mają na celu zrównoważenie interesów państwa i podatników – informuje dr n. pr. Marek Woch Ekspert Centrum Legislacji Federacji Przedsiebiorcy.pl.

Najważniejsze zmiany proponowane w projekcie:

  1. Uchylenie art. 70 § 6 pkt 1 i § 7 pkt 1: Ma to na celu wyeliminowanie praktyki wszczynania postępowań karnoskarbowych tylko po to, żeby uniknąć przedawnienia zobowiązania podatkowego. Organy skarbowe często robiły to, żeby zawiesić bieg terminu przedawnienia, co pozwalało im na nieograniczone czasowo prowadzenie postępowań.
  2. Dodanie art. 70 § 4a: Wprowadza on jednorazowe wydłużenie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego o 5 lat w przypadku, gdy zostanie wydane postanowienie o przedstawieniu zarzutów w sprawie o przestępstwo skarbowe związane z niewykonaniem tego zobowiązania. To rozwiązanie ma na celu umożliwienie skutecznego prowadzenia i zakończenia postępowań w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa skarbowe.

Korzyści dla przedsiębiorców z proponowanych zmian:

  • Ograniczenie nadużyć: Zmiany te mają zapobiec nadużywaniu postępowań karnoskarbowych w celu przedłużania terminów przedawnienia zobowiązań podatkowych.
  • Usprawnienie postępowań: Wydłużenie terminu przedawnienia o 5 lat w uzasadnionych przypadkach pozwoli na skuteczne przeprowadzenie i zakończenie skomplikowanych postępowań karnoskarbowych.
  • Ochrona interesu państwa: Zmiany te mają na celu ochronę interesów budżetu państwa poprzez umożliwienie ścigania poważnych przestępstw skarbowych.
  • Ochrona praw podatnika: Zmiany te mają na celu ochronę praw podatnika poprzez uniemożliwienie nieuzasadnionego przedłużania postępowań podatkowych.

Co uważa Ministerstwo Finansów na temat zmian?

  • Stanowisko: Ministerstwo Finansów w piśmie z 29 stycznia 2025 r. stanęło na stanowisku, że przepisy dotyczące przedawnienia zobowiązań podatkowych powinny być regulowane przez Ministerstwo Finansów. Wynika to z konieczności uwzględnienia szerszego kontekstu i powiązań między przepisami o wygasaniu zobowiązań podatkowych, a także relacji między prawem podatkowym a karnym skarbowym.
  • Regulacje: Uregulowania dotyczące przedawnienia zobowiązań podatkowych muszą być spójne i funkcjonalne, aby zrównoważyć prawa podatnika z potrzebą skutecznej realizacji zadań Krajowej Administracji Skarbowej.
  • Co powinno ministerstwo: Ministerstwo Rozwoju i Technologii, mimo że uwzględnia krytyczne głosy dotyczące obecnego mechanizmu przedawnienia zobowiązań podatkowych w sprawach karnych skarbowych, ma ograniczone możliwości analizy realnych potrzeb i skutków proponowanych rozwiązań.
  • Krytyczna ocena: Przygotowany projekt zbyt daleko idzie w skracaniu terminu przedawnienia i nie uwzględnia czasu potrzebnego na przeprowadzenie złożonych postępowań w sprawach najpoważniejszych przestępstw podatkowych.
  • Czego nie zrobiono: Projektodawcy nie odnieśli się do roli uchylanego przepisu art. 70 § 6 pkt 1 ustawy – Ordynacja podatkowa, co świadczy o niezrozumieniu istoty zawieszenia i przerwania biegu terminu przedawnienia.
  • Co potrzebne: Kwestia przedawnienia zobowiązań podatkowych wymaga kompleksowej analizy, a nie wyrywkowej legislacji.
  • Konsekwencje: Zmiany w zasadach przedawnienia zobowiązań podatkowych mogą negatywnie wpłynąć na dochody budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego.
  • O co wnoszono: Ministerstwo Finansów od początku wnosiło o odstąpienie od zmian w obszarze zasad przedawnienia zobowiązań podatkowych.
  • Prace: Ministerstwo Finansów prowadzi prace legislacyjne nad projektem zmian w obszarze przedawnienia zobowiązań podatkowych, w tym w sprawach karnych skarbowych. Proponowane zmiany w znacznym stopniu mają ograniczyć przypadki zawieszania biegu terminu przedawnienia. W związku z powyższym, wszelkie dalsze prace legislacyjne dotyczące tego zagadnienia powinny być prowadzone przez Ministerstwo Finansów.

Podsumowując:

Proponowane zmiany w Ordynacji podatkowej dotyczące biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego są krokiem w kierunku bardziej sprawiedliwego i efektywnego systemu podatkowego. Zmiany te mają na celu zrównoważenie interesów państwa i podatników poprzez ograniczenie nadużyć, usprawnienie postępowań i ochronę praw obu stron. Jednak, jak się okazuje kolejny rząd i kolejne wewnętrzne problemy z przepisami dotyczącymi zawieszania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych.

[1] Zob. także: Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 17 lipca 2012 r. sygn. akt P 30/11; E. Prejs, Zawieszenie biegu przedawnienia zobowiązania podatkowego ze względu na wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe – rozważania nad konstytucyjnością obowiązującej regulacji Opublikowano: PP 2017/11/32-47, gdzie wskazano: „W wyroku tym – w nawiązaniu do treści pytania prawnego Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz stanu prawnego sprawy – Trybunał skoncentrował się wyłącznie na kwestii zawiadomienia podatnika o zaistniałym już skutku w postaci zawieszenia terminu przedawnienia, co nie oznacza, że regulacja ta, zarówno w analizowanym przez Trybunał, jak też aktualnie obowiązującym brzmieniu, nie budzi wątpliwości co do jej konstytucyjności w pozostałym zakresie. Kwestie związane z konstrukcją funkcjonalnego połączenia sfery postępowania karnego skarbowego ze sferą niewykonania zobowiązania podatkowego, skutkującą zawieszeniem terminu przedawnienia, były poza obszarem rozważań Trybunału Konstytucyjnego”.

[2] Projekt z dnia 16 stycznia 2025 r. https://legislacja.gov.pl/projekt/12383815/katalog/13050484#13050484, dostęp: 4.02.2025 r.

Adam Góral: partnerstwo z TSS otwiera nowe możliwości dla Asseco Poland

Total Specific Solutions (TSS) międzynarodowa grupa informatyczna, działając za pośrednictwem Yukon Niebieski Kapital B.V, podpisała umowę nabycia 12 318 863 akcji Asseco Poland, stanowiących 14,84% kapitału spółki. Nabycie uwarunkowane jest uzyskaniem odpowiednich zgód organów antymonopolowych i regulacyjnych. Po realizacji transakcji TSS będzie posiadał łącznie 20 618 892 akcji Asseco Poland, które stanowią 24,84% kapitału spółki.

TSS zawarł porozumienie akcjonariuszy z fundacją Adam Góral Fundacja Rodzinna w celu współpracy w zakresie dalszego rozwoju Grupy Asseco. Pozyskanie znaczącego międzynarodowego partnera i inwestora branżowego, przyspieszy rozwój oraz pozwoli na dalsze zwiększanie skali działalności Grupy Asseco.

W dniu 31 stycznia 2025 roku TSS nabył od Cyfrowego Polsatu 8 300 029 akcji Asseco Poland stanowiących 9,99% kapitału spółki. Cena w transakcji wyniosła 85 PLN za jedną akcję.

W dniu 4 lutego 2025 roku Asseco Poland podpisało umowę warunkową sprzedaży dla TSS 12 318 863 akcji własnych, stanowiących 14,84% kapitału spółki i będących w posiadaniu spółki w ramach przeprowadzonej transakcji skupu akcji własnych w 2023 roku. Cena sprzedaży pojedynczej akcji ustalona została na 85 PLN za akcję. W wyniku realizacji obu transakcji TSS będzie posiadało łącznie 20 618 892 akcji Asseco Poland, stanowiących 24,84% kapitału spółki.

Adam Góral poprzez Adam Góral Fundacja Rodzinna posiada 8 310 000 akcji stanowiących 10,01% w kapitale spółki.

„Oferta wywodzącej się z Holandii spółki TSS, działającej w ramach Grupy Topicus.com i Constellation Software, spotkała się z bardzo dobrym odbiorem nie tylko większości naszych inwestorów, ale również zarządu Asseco i moim.” – dodaje Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland. „Nasze grupy budowane są bowiem w oparciu o akwizycje, a firmy działają w modelu federacyjnym. Zdecydowałem się na partnerstwo z TSS, gdyż uważam, że w dobie zwiększającej się przewagi światowych potentatów branży softwarowej tylko łączenie kapitałowe znaczących firm europejskich daje możliwość tworzenia zespołów, które w ciągu kolejnych lat będą mogły skutecznie walczyć o zwiększenie udziału w rynku.”

Nabycie przez TSS akcji własnych Asseco Poland, oznaczać będzie również wejście w życie porozumienia zawartego pomiędzy akcjonariuszami Asseco Poland, tj. pomiędzy Adamem Góralem Fundacja Rodzinna a TSS. Porozumienie ustala współdziałanie akcjonariuszy, w szczególności wspólne zasady głosowania na walnym zgromadzeniu, w kluczowych kwestiach dotyczących spółki.  Partnerstwo akcjonariuszy zakłada dalszą realizację strategii Asseco opartej o rozwój własnego oprogramowania i usług oraz zwiększania skali działalności przez akwizycje.

Asseco Poland w dalszym ciągu będzie operowało jako spółka publiczna notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a Prezesem Zarządu pozostanie Adam Góral, stojąc na czele dotychczasowego Zarządu spółki.

„Zawarta przez nas umowa akcjonariuszy daje ogromne prawdopodobieństwo dalszego zwiększania wartości dla wszystkich akcjonariuszy Asseco, zaś dla pracowników i zarządu Asseco szerokie perspektywy rozwoju. Zachowujemy również swoją niezależność operacyjną, co sprawia, że wartości, którymi kierują się moje zespoły, czyli wywiązywanie się z zobowiązań w relacji z naszymi klientami pozostaje nadrzędnym celem zarówno moim, jak i moich partnerów” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Główne założenia porozumienia akcjonariuszy mają na uwadze:

  • zapewnienie stabilności właścicielskiej, operacyjnej i zarządczej w celu realizacji wizji dalszego rozwoju Asseco,
  • realizację ambitnych celów biznesowych oraz finansowych, przy zachowaniu statusu spółki dywidendowej,
  • wsparcie procesu realizacji planu sukcesji z docelowym przejściem Adama Górala do Rady Nadzorczej i przejęciem stanowiska Prezesa Zarządu przez Rafała Kozłowskiego, obecnego Wiceprezesa Zarządu,
  • wdrożeniem planu motywacyjnego dla kluczowych menedżerów w celu osiągnięcia zakładanych celów biznesowych i wsparcia stabilności organizacji w perspektywie dłuższego czasu.

Zgodnie z porozumieniem TSS nie przekroczy również maksymalnego progu 27,96%, udziału w kapitale zakładowym spółki.

Total Specific Solutions (TSS) to międzynarodowa grupa informatyczna działająca w obszarze rozwiązań software’owych dla rynków wertykalnych (VMS). Model biznesowy TSS bazuje w dużym stopniu na strategii Constellation Software, spółki notowanej od 2006 roku na Toronto Stock Exchange (TSX) i posiadającej kontrolny udział w Topicus.com – spółki matki TSS. (TSX). Strategia ta zakłada inwestycje w niszowe firmy softwarowe z solidną bazą stałych klientów i silną pozycją rynkową w segmentach, w których działają.

„Doceniamy osiągnięcia i rozwój Grupy Asseco na przestrzeni lat, dlatego podjęliśmy decyzję, żeby zostać jej inwestorem. Dostrzegamy ogromny potencjał Grupy Asseco – jest to największy gracz na polskim rynku i ze znaczącymi udziałami na innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Grupa ma jasno określoną wizję dalszego umacniania pozycji w regionach, w których działa. Nasze podejście do firm softwarowych, które osiągają sukcesy, jest bardzo podobne, mamy również podobną zdecentralizowaną strukturę organizacyjną i właścicielską, która jest blisko rynku i jest nastawiona na dostarczanie wartości dodanej naszym klientom. Strategia i osiągnięcia Asseco doskonale wpisują się w naszą długoterminową wizję. Wierzymy, że wspólnie z Adamem Góralem, Rafałem Kozłowskim oraz całym zespołem zarządzającym, mamy wyjątkową szansę by wspierając się nawzajem, tworzyć dalej długoterminowe wartości dla wszystkich interesariuszy Asseco – akcjonariuszy, klientów i pracowników. Razem stworzymy partnerstwo dwóch silnych europejskich grup IT, oparte na wieloletnim zaangażowaniu, zdecentralizowanym zarządzaniu i koncentracji na kliencie.” komentuje Ramon Zanders, Group CEO TSS.

Polski Lider Cyfryzacji w Europie

Jako wiodący polski dostawca rozwiązań informatycznych dla większości sektorów gospodarki Asseco Poland jest wiarygodnym i zaufanym partnerem. Firma obsługuje głównie klientów w Polsce, ale poprzez spółki w Grupie dostarcza produkty i usługi do klientów w wielu krajach na całym świecie.

„TSS jest niewątpliwie jednym z liderów wśród firm softwarowych w Europie Zachodniej, zaś Asseco to lider w Europie Środkowo-Wschodniej, na Bałkanach i Izraelu. Wszystkie firmy, które tworzą obydwie grupy będą miały szansę rozszerzyć swoją ofertę produktową oraz uzyskać dostęp do nowych rynków. Po głębokich przemyśleniach nie mam wątpliwości, że to partnerstwo przyniesie wiele korzyści klientom z obu grup, ich akcjonariuszom i wszystkim pracownikom” powiedział Adam Góral. „Warto również podkreślić, że będziemy dalej realizowali naszą strategię działalności opartą na dwóch podstawowych filarach, tj. rozwoju własnego oprogramowania i usług z nim związanych oraz zwiększaniu skali działalności poprzez akwizycje. Asseco to polska firma, będziemy nadal spółką publiczną, centrala pozostaje w Rzeszowie, a co za tym idzie podatki nadal będziemy płacili w naszym kraju” – dodał Prezes Asseco.

Asseco rozwija się organicznie oraz poprzez przejęcia firm o podobnym profilu. Dzięki tej strategii jest największą polską firmą informatyczną oferującą oprogramowanie dla dziesiątek tysięcy klientów w ponad 60 krajach na całym świecie.

Sukcesja w polskiej firmie technologicznej

W 2023 roku Adam Góral wskazał swojego przyszłego następcę – Rafała Kozłowskiego, obecnie Wiceprezesa Zarządu Asseco, a wcześniej wieloletniego menedżera pracującego na różnych stanowiskach zarządczych w Grupie Asseco. Adam Góral jasno zadeklarował, że po objęciu stanowiska Prezesa Zarządu przez Rafała, będzie chciał nadal być zaangażowany kapitałowo w spółkę i jej dalsze wsparcie w roli Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Współpraca i porozumienie Adama Górala z TSS ma na celu w przyszłości wsparcie realizacji tej sukcesji i zapewnienie dalszego dynamicznego rozwoju Asseco.

Perspektywy CFO na 2025 rok: 41% dyrektorów finansowych wskazuje cyfryzację i automatyzację jako kluczowe szanse biznesowe

Transformacja cyfrowa, automatyzacja procesów oraz zrównoważony rozwój – to główne czynniki kształtujące przyszłość firm w 2025 roku, zdaniem dyrektorów finansowych w Polsce, którzy wzięli udział w badaniu do raportu KPMG i ACCA pt. „Nowoczesny CFO w transformującej się firmie”. Zmieniające się otoczenie geopolityczne, dynamiczna sytuacja gospodarcza i nowe regulacje prawne będą stawiały przed przedsiębiorstwami wyzwania i szanse. 41% respondentów zwraca uwagę na automatyzację procesów finansowych (w tym blockchain, chmurę obliczeniową) jako obszary o największym potencjale. Jednocześnie CFO są bardziej skłonni myśleć o regulacjach ESG jak o szansie biznesowej niż jak o wyzwaniu (35% w porównaniu do 24% badanych).

2025 rok to czas, w którym transformacja w kierunku zrównoważonego rozwoju będzie wymagała od liderów sektora finansowego głębokiego zrozumienia aspektów ESG. Zaledwie 6% CFO, którzy wzięli udział w badaniu wskazuje przepisy dotyczące raportowania niefinansowego jako najważniejsze wyzwanie regulacyjne, ale największą trudnością w tym obszarze jest zapewnienie dokładności i przejrzystości danych. Z kolei 35% CFO widzi w regulacjach ESG szansę biznesową, a nie wyzwanie, doceniając korzyści związane z poprawą zarządzania ryzykiem, zwiększeniem atrakcyjności dla inwestorów oraz poprawą reputacji firmy.

Transformacja w kierunku zrównoważonego rozwoju wymaga od liderów sektora finansowego głębokiego zrozumienia znaczenia ESG jako czynnika napędzającego długoterminową wartość. To właśnie włączenie aspektów środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego do strategii i operacji biznesowych stanowi klucz do budowania konkurencyjności w zmieniających się warunkach rynkowych. W tym kontekście CFO, we współpracy z liderami ESG, staje się strażnikiem odpowiedzialności i transparentności. Współczesne wymagania wobec sprawozdawczości ESG oznaczają nie tylko wdrożenie odpowiednich standardów raportowania, ale także umiejętność identyfikowania ryzyk i szans związanych z transformacją klimatyczną. Rolą CFO jest połączenie wiedzy finansowej z perspektywą zrównoważonego rozwoju, co pozwala nie tylko na spełnienie wymogów regulacyjnych, ale również na dostarczenie wartościowych informacji dla inwestorów, klientów i pozostałych interesariuszy – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner i Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Największe szanse

Dyrektorzy finansowi wskazują transformacje technologiczne, biznesowe oraz działania na rzecz zrównoważonego rozwoju jako kluczowe szanse na 2025 rok. 41% respondentów zwraca uwagę na automatyzację procesów finansowych (w tym blockchain, chmurę obliczeniową) jako obszary o największym potencjale. Na drugim miejscu znalazła się transformacja biznesowa z 37% wskazań, a na wdrożenie wymogów ESG do strategii firmy wskazało 35% badanych.

Agenda CFO ewoluuje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a dzisiejsi liderzy finansowi muszą odnaleźć się na styku technologii, strategii i przywództwa. Z jednej strony presja rosnących wymagań w zakresie sprawozdawczości finansowej i niefinansowej wymaga precyzyjnych umiejętności technicznych, z drugiej – transformacja cyfrowa otwiera przed CFO nowe możliwości kształtowania przyszłości organizacji. Kluczowe znaczenie ma zdolność CFO do przekształcania danych w informacje napędzające decyzje strategiczne. Wprowadzenie nowoczesnych narzędzi analitycznych, takich jak sztuczna inteligencja czy zaawansowana analityka, pozwala na szybsze reagowanie na zmiany i podejmowanie trafniejszych decyzji. Co więcej, współczesny CFO to lider, który nie tylko zarządza procesami, ale również inspiruje zespół do innowacyjnego podejścia i aktywnego poszukiwania nowych źródeł wartości. W erze dynamicznych zmian rynkowych to właśnie elastyczność i umiejętność adaptacji decydują o sukcesie – komentuje Jarosław Konopka, Dyrektor w Dziale Advisory, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

Adaptacja do zmieniającego się rynku

Zmienność koniunktury gospodarczej i dynamiczna sytuacja geopolityczna prowadzą do rosnącej niepewności, co skutkuje obawami np. o efektywne zarządzanie łańcuchami dostaw oraz koniecznością pozyskiwania i utrzymywania pracowników z odpowiednimi kompetencjami. Niepewność ekonomiczna to największe wyzwanie zdaniem 39% CFO, z kolei 33% respondentów wskazało zarządzanie łańcuchem dostaw. Przepisy i regulacje prawne oraz zarządzanie talentami to kolejne kluczowe wyzwanie w 2025 roku – na ten aspekt, jako ich zdaniem najistotniejszy, wskazało 27% badanych.

Technologie przyszłości: cyfryzacja, automatyzacja i AI

Cyfryzacja, automatyzacja i wdrażanie nowych technologii, takich jak blockchain i chmura obliczeniowa, pozostają najważniejszymi obszarami inwestycji. Ponad 80% organizacji planuje implementację sztucznej inteligencji w finansach, wskazując na korzyści związane z poprawą dokładności analiz danych, szybszym podejmowaniem decyzji oraz redukcją kosztów operacyjnych.

Ostrożne zarządzanie kosztami i uważność na regulacje

W odpowiedzi na zmieniające się warunki gospodarcze, dyrektorzy finansowi planują ostrożne zarządzanie kosztami. 51% respondentów zamierza utrzymać wydatki operacyjne na poziomie zbliżonym do 2024 roku, a 25% planuje ich wzrost. Najistotniejsze wyzwania w obszarze regulacji finansowych obejmują przepisy branżowe, regulacje podatkowe oraz przepisy dotyczące cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

Pełna wersja raportu dostępna jest na stronie internetowej KPMG: Perspektywy CFO na 2025 rok – KPMG Poland