Rynek biurowy w Warszawie stabilny mimo niskiej podaży i wymagań najemców

Aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym nie maleje mimo niskiej nowej podaży, co skutkuje spadkiem wskaźnika pustostanów do 10,7%. Rośnie zainteresowanie budynkami będącymi w budowie, czego dowodem jest podpisywanie coraz częściej umów przednajmu – takie wnioski płyną z cyklicznego raportu BNP Paribas Real Estate Poland „At a Glance – rynek biurowy w Warszawie” za III kwartał 2024 roku.

Ograniczona nowa podaż

W III kwartale 2024 roku na rynek trafiło jedynie 11 tys. m kw. nowej powierzchni biurowej w ramach trzech projektów: Viridis B (7 tys. m kw.) oraz Bohema Offices D i E (2,5 tys. m kw. oraz 1,6 tys. m kw.). Oznacza to, że od początku 2024 roku stołeczny rynek biurowy powiększył się jedynie o 75 tys. m kw. powierzchni w ramach ośmiu projektów.

Perspektywa powiększenia zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej rysuje się dopiero w kolejnych kwartałach. Na koniec września odnotowano ponad 300 tys. m kw. powierzchni biurowej w budowie, obejmującej zarówno nowe projekty, jak i przebudowy starszych obiektów. W przeważającej większości są to inwestycje zlokalizowane w ścisłym centrum miasta, zwłaszcza w okolicy ronda Daszyńskiego. Do końca bieżącego roku zaplanowane jest ukończenie jednego dużego biurowca – The Form o powierzchni 28,5 tys. m kw. Jeśli plany inwestycyjne nie ulegną zmianie, w 2025 roku na warszawski rynek trafi dodatkowe 105 tys. m kw.

Wskaźnik pustostanów spada

Na koniec III kwartału 2024 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie osiągnął wartość 10,7% (spadek o 0,2 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem). Dostępność powierzchni biurowej wyniosła 670 700 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 8,9%, natomiast poza centrum osiągnął wielkość 12,2%.

Prognozy wskaźnika pustostanów wskazują, że w nadchodzących kwartałach można spodziewać się dalszych spadków wolumenu wolnych powierzchni biurowych. Sprzyjać temu będzie spowolnienie aktywności deweloperskiej, które pozwoli na absorpcję już istniejących powierzchni biurowych. Mniejsza podaż powierzchni w najlepszych lokalizacjach zachęca deweloperów do wznowienia prac nad projektami, które do tej pory były zawieszone, czego przykładem jest wspólny projekt Ghelamco i PKP przy Dworcu Gdańskim.

Najemcy nie zwalniają

Ograniczona podaż nowoczesnej powierzchni biurowej nie hamuje jednak aktywności najemców. W III kwartale 2024 roku popyt brutto na powierzchnie biurowe osiągnął poziom 176,1 tys. m kw. Największą część popytu stanowiły nowe umowy najmu, które objęły 56% wynajętej powierzchni. Umowy przednajmu, obejmujące 38,6 tys. m kw. odpowiadały za 22% wszystkich transakcji we wskazanym okresie.

Spośród pięciu największych transakcji kwartału dwie to właśnie transakcje przednajmu. Dobry wynik akurat tego typu umów zarejestrowany w trzecim kwartale roku sprawił, że ich udział w całkowitym popycie od początku roku do końca września wyniósł 9%. Jest to pozytywny sygnał dla rynku. Zainteresowanie biurami w Warszawie, jakie obserwujemy od początku 2024 roku, nie odbiega od wartości zarejestrowanych w tym samym okresie rok wcześniej – zauważa Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland.

Od czerwca do września 2024 roku najwięcej powierzchni w stolicy wynajął sektor usług dla biznesu, odpowiedzialny za jedną czwartą całego popytu. Na drugim miejscu znalazły się usługi finansowe, które zajęły 18% powierzchni. Na ten wynik złożyło się zawarcie największej pod względem metrażu umowy przez bank Santander (24,5 tys. m kw.) To rekordowa, pod względem wielkości, transakcja najmu powierzchni biurowej w Polsce od 2022 roku.

Rosnące koszty fit-outu – nowe wyzwanie

Co ważne, najemcy coraz częściej oczekują pragmatycznego podejścia do zagospodarowania wynajętej powierzchni w sposób maksymalnie funkcjonalny. Rosnące znaczenie fit-outu wynika ze wzrostu kosztów, świadomości wymogów ESG oraz wydłużenia okresów najmu. Już na etapie analizy nieruchomości uwzględnia się istniejący układ przestrzenny, standard akustyczny ścian i przeszkleń czy stan instalacji HVAC.

Należy też ocenić energochłonność, źródła zasilania oraz całkowitą emisyjność – zarówno w trakcie realizacji projektu, jak i późniejszego utrzymania. Mimo że nowe budynki charakteryzują się wyższą efektywnością energetyczną, ich realizacja generuje znaczne emisje. Kluczowe staje się również szczegółowe przeglądanie zapisów umownych dotyczących ESG oraz standardów wykończenia, gdyż nie wszystkie innowacje przynoszą bezpośrednie korzyści najemcy – podkreśla Jan Pawlik, Workplace Management Director, ISS Polska.

Czy praca zdalna się skończy?

Według raportu „KPMG 2024 CEO Outlook”, w którym przebadano 1300 dyrektorów generalnych na całym świecie wynika, że ponad 80% z nich spodziewa się pełnego powrotu pracowników do biura w ciągu trzech lat. W 2023 roku deklarowało się w tym zakresie 63%. Do chwili obecnej powrót do biur w pełnym wymiarze pięciu dni w tygodniu zarządziły m.in. Boeing, Goldman Sachs, Tesla czy UPS, a przez kilka dni w tygodniu do biur przychodzić muszą już pracownicy większości dużych firm, w tym Amazona, Apple’a, Mety, a nawet Zooma.

Wielu przedsiębiorców uznaje, że powrót do pracy stacjonarnej polepszy wyniki firmy. Jednak entuzjazm pracowników do powrotu do biura jest znacznie mniejszy. Dzisiejsi pracownicy od środowiska pracy oczekują przede wszystkim elastyczności i chcą pracować na własnych warunkach. Nie oznacza to jednak, że domagają się wiecznego home office, doceniają też wartość pracy z biura. Pragną jednak mieć autonomię w wyborze miejsca do pracy, które jest dla nich najlepsze oraz pozwala na większą efektywność – dodaje Dorota Mielke, Zastępca Dyrektora, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Umowa handlowa UE-Mercosur: czego mogą się bać rolnicy?

Choć umowa o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej wydaje się korzystna dla wielu sektorów przemysłu i obszarów produkcji rolnej w UE, to jednak dla niektórych branż może oznaczać znaczący wzrost rywalizacji, zwłaszcza jeśli już teraz borykają się z wysokimi kosztami produkcji i silną konkurencją.

Przez dwie dekady Unia Europejska prowadziła z państwami Mercosuru (1) negocjacje dotyczące umowy handlowej. W ostatnim czasie nastąpiło przyspieszenie prac i zaczęła się szeroka dyskusja o możliwości zakończenia rozmów i podpisania umowy o wolnym handlu.

W jej sprawie protestują rolnicy w wielu krajach Unii, a polski rząd zadeklarował, że nie zaakceptuje umowy, do zawarcia której wymagana jest jednomyślność państw członkowskich UE. Także Francja i Włochy wyrażają zaniepokojenie wpływem umowy na ich rolnictwo.

Kluczowe wątpliwości dotyczą właśnie sektora rolno-spożywczego. Rolnictwo jest w UE szczególnie traktowane i – inaczej niż w innych częściach świata – obciążone wyjątkowo restrykcyjnymi normami dotyczącymi sposobu produkcji żywności.

Projekt umowy w różnym stopniu dotyczy różnych sektorów produkcji rolnej. Jedne obszary działalności zyskają łatwiejszy dostęp do rynku południowoamerykańskiego, ale inne stracą w związku z bezcłowymi kontyngentami, które mają być przyznane państwom wchodzącym w skład Mercosuru.

W związku z podpisaniem umowy wzrośnie konkurencja, zwłaszcza w przypadku wołowiny, drobiu, cukru i ryżu. W Polsce produkcja wołowiny i drobiu oraz uprawa buraka cukrowego mają szczególne znaczenie. Zarówno w przypadku bydła, jak i buraka cukrowego nasz kraj niezmiennie oferuje dodatkowe płatności bezpośrednie, tzw. płatności związane z produkcją (w celu jej utrzymania). Z płatności dotyczących młodego bydła w 2023 roku skorzystało prawie 200 tysięcy rolników, a ze związanych z uprawą buraka cukrowego – ponad 25 tysięcy. Jednak w przypadku młodego bydła w roku 2024 złożono o ok. 10 tysięcy mniej wniosków o wsparcie. Pokazuje to, że w tym obszarze, mimo dotacji, sytuacja nie jest dla rolników korzystna.

Drób od początku polskiego członkostwa w UE był wymieniany jako szczególny sektor produkcji rolnej i wskazywany przez krytyków Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) jako przykład, że można się obyć bez intensywnego dotowania. Rolnicy specjalizujący się w produkcji drobiu nie dostają np. dodatkowego wsparcia dla prowadzonej działalności rolniczej, a płatności bezpośrednie z WPR wypłacane są proporcjonalnie do posiadanego areału ziemi użytkowanej rolniczo. W przypadku tych gospodarstw zazwyczaj nie są wysokie, gdyż hodowla drobiu odbywa się w budynkach gospodarskich i zazwyczaj nie jest powiązana z użytkowaniem gospodarstwa o dużym obszarze użytków rolnych.

Mimo to produkcja drobiu w Polsce systematycznie się rozwijała. Napotyka jednak w ostatnich latach istotne wyzwanie w postaci konkurencji ze strony Ukrainy, która uzyskała dostęp do rynku UE.

Podsumowując, choć umowa z Mercosurem wydaje się korzystna dla wielu sektorów przemysłu i obszarów produkcji rolnej w UE, to jednak dla niektórych branż łatwiejszy dostęp produkcji z Ameryki Południowej do europejskiego rynku może oznaczać znaczący wzrost rywalizacji. Zwłaszcza dla tych, które już teraz borykają się z licznymi trudnościami związanymi z wysokimi kosztami produkcji i już istniejącą konkurencją. W związku z tym rodzi się pytanie, czy i jak bardzo korzyści z umowy przewyższają jej koszty dla unijnej gospodarki i jak zostaną wsparte sektory, które odczują jej negatywne skutki.

Autorka jest profesorką Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN i członkinią TEP.

(1) Utworzona w 1991 r. międzynarodowa organizacja gospodarcza grupująca sześć państw Ameryki Południowej: Argentynę, Boliwię, Brazylię, Paragwaj, Urugwaj i Wenezuelę. Członkami stowarzyszonymi, korzystającymi ze strefy wolnego handlu, ale nie tworzącymi unii celnej są: Chile, Ekwador, Gujana, Kolumbia, Peru i Surinam.

Spadki na Wall Street przed Świętem Dziękczynienia, euro zyskuje po wypowiedziach EBC

Przed Świętem Dziękczynienia inwestorzy w USA postanowili zredukować swoje zaangażowanie na rynku akcji, co przełożyło się spadki głównych indeksów giełdowych. Impulsem do spadków w dużej mierze były rozczarowujące wyniki spółek z sektora produkcji komputerów. To wpłynęło na sentyment. Z USA dane makro okazały się solidne i spowodowały, że wśród uczestników rynku wzmocniło się przekonanie, że Fed będzie działał ostrożniej, co można interpretować w ten sposób, że szybka redukcja stóp procentowych jest w tym momencie mało prawdopodobna. Dolar mimo wszystko uległ osłabieniu co poskutkowało wzrostem głównej pary walutowej do 1,0570. Euro zyskało po wypowiedziach z EBC.

Dziś brakuje Amerykanów a jutro sesja na Wall Street będzie skrócona. Uwaga przeniesie się na Stary Kontynent. Oceniana będzie koniunktura konsumencka. Zostanie opublikowany wskaźnik ESI. Ostatnio widoczne jest pogorszenie nastrojów, które dziś może być potwierdzone. Poza tym euro może być wrażliwe na odczyt wstępnej inflacji z Niemiec, gdzie szacunki zakładają wzrost do poziomu 2,3 proc.

Wczoraj po wypowiedziach jednej z przedstawicielek Europejskiego Banku Centralnego rynek zmniejszył swoje oczekiwania na cięcie o 50 punktów bazowych i w tym momencie taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny. W sposób nieco mniej „gołębi” wypowiedziała się pani Schnabel i to wystarczyło, żeby rynek zareagował. Zanegowała ona możliwość mocniejszej redukcji kosztu pieniądza i jednocześnie poddała pod wątpliwość, że EBC mógłbym w całym cyklu obniżek stóp zejść do bardzo niskiego poziomu (widocznego przed pandemią). Zaznaczyła, że widzi neutralną stopę procentową w przedziale od 2 do 3 proc., zatem biorąc pod uwagę, że stopa depozytowa aktualnie wynosi 3,25 proc., przestrzeni do luzowania nie jest przesadnie dużo.

Dodatkowo ryzyko podbicia cen zostało wzmocnione przez prezeskę EBC. Lagarde stwierdziła, że wojna handlowa negatywnie wpływa na długoterminowy wzrost gospodarczy i „może mieć nieco inflacyjny charakter w krótkim okresie”. Zasugerowała, aby „nie odpowiadać odwetem, lecz negocjować” w sprawie ceł.

Notowania EUR/USD odbiły do poziomu 1,0585 o zbliżyły się do oporu horyzontalnego na 1,06. Jak na razie główna para walutowa wykonuje jedynie korektę wzrostową i brakuje na ten moment sygnałów sugerujących zmianę średnioterminowej tendencji spadkowej. Dziś kurs ponownie kieruje się na południe i wskazuje obecnie poziom 1,0535.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynek kredytowy w październiku 2024 – najważniejsze dane i trendy

W październiku 2024 r., w porównaniu do października 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+28,8%) oraz wydały więcej kart kredytowych (+15,7%). Natomiast mniej udzieliły kredytów mieszkaniowych (-27,5%) oraz kredytów ratalnych (-20,5%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość trzech produktów kredytowych: kredytów gotówkowych (+37,9%), limitów w kartach kredytowych (+21,9%) oraz kredytów ratalnych (+5,3%). Podobnie, jak w ujęciu liczbowym, również w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły niższą wartość kredytów mieszkaniowych (-23,8%).

W okresie od stycznia do października br. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+45,3%), ratalnych (+42,6%), gotówkowych (14,0%) i wydały więcej kart kredytowych (+3,9%). W ujęciu wartościowym udzieliły o (+62,4%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (+27,1%) kredytów gotówkowych, o (+19,8%) kredytów ratalnych oraz o (+16,3%) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej.

Zadyszka czy zmiana trendu w kredytach ratalnych

W październiku 2024 r. udzielono o 20,5% mniej kredytów ratalnych w porównaniu do października 2023 r., i o 16,7% mniej niż we wrześniu 2024 r. Jednak wartość tych kredytów wzrosła o 5,3% rok do roku i o 2,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

– Analizując najnowsze dane dotyczące kredytów ratalnych w październiku br. widzimy duży spadek ich liczby zarówno r/r, jak i m/m. Jest to efekt mniejszej skali transakcji na niskie kwoty, pochodzących głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z odroczonym terminem płatności. Może być to powiązane ze spadkiem sprzedaży detalicznej w ujęciu realnym. W ujęciu wartościowym nadal mamy jednak dodatnią dynamikę, za którą odpowiadają wysokokwotowe kredyty ratalne związane z finansowaniem droższych towarów i usług – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Kontynuacja wzrostu aktywności w kredytach gotówkowych

Liczba udzielonych kredytów gotówkowych wzrosła o 28,8% r/r oraz 11,6% w porównaniu do września 2024 r., a ich wartość odpowiednio wzrosła o 37,9% r/r oraz 8,7% w porównaniu z poprzednim miesiącem.

– Od początku 2024 r. akcja kredytowa w segmencie kredytów gotówkowych wzrosła liczbowo o 14,0%, a wartościowo o 27,1% w porównaniu do analogicznego okresu 2023 r. Klienci zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty, a głównym czynnikiem wzrostu sprzedaży w tym segmencie są kredyty na ponad 50 tys. zł. Może to być wynikiem rosnących potrzeb konsumpcyjnych, nadal wysokiej inflacji powodującej wzrost cen oraz większej dostępności kredytów na wyższe kwoty, przy wyższej zdolności kredytowej dzięki rosnącym wynagrodzeniom – tłumaczy prof. Rogowski.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego we wrześniu 2024 r. wyniosła 2.453 zł, co stanowi wzrost o 32,5% w porównaniu do października 2023 r. Natomiast średnia wartość kredytu gotówkowego wyniosła 25.144 zł, co oznacza wzrost o 7,0% w stosunku do października 2023 r.

Kredyty hipoteczne – spadki rok do roku, ale wzrosty miesiąc do miesiąca

W październiku 2024 r. banki udzieliły o 27,5% mniej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do października 2023 r., jednak w relacji do września 2024 r. ich liczba wzrosła o 12,1%. Wartościowo, kredyty mieszkaniowe zanotowały również spadek o 23,8% rok do roku, ale wzrost o 13,0% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

W okresie od stycznia do października 2024 roku kredyty mieszkaniowe, w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, nadal odnotowują wysoką dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym (+45,3%), jak i wartościowym (+62,4%).

– Kredyty hipoteczne – pomimo obaw związanych z brakiem kolejnego programu wsparcia, radzą sobie naprawdę całkiem nieźle. W październiku odnotowaliśmy większe zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi niż w poprzednich miesiącach zarówno w aspekcie liczbowym, jak i wartościowym. Narastająco od początku roku liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 45,3%, a ich wartość o 62,4% w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Wartość akcji kredytowej w październiku br. wyniosła 7,36 mld zł, czyli jest na poziomie nie widzianym od marca br.

Jak mówi główny analityk BIK, za tak wysoką dynamikę odpowiadają trzy czynniki:

  1. W tegorocznej akcji kredytowej uwzględniono kwoty z kredytów z puli wniosków złożonych jeszcze w zeszłym roku z udziałem Programu Bezpieczny Kredyt 2%, co stanowiło 13,6 mld zł. Bez tej kwoty wartość akcji kredytowej w okresie styczeń – październik 2024 r. wyniosłaby 57,6 mld zł i byłaby wyższa o 26,6% w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku.
  2. Pierwsze półrocze zeszłego roku charakteryzowało się niską akcją kredytową (30% łącznej akcji kredytowej całego 2023 r.), co stanowiło niską bazę do porównań w pierwszym półroczu 2024 r. Było to wynikiem wysokich stóp procentowych oraz oczekiwania na uruchomienie programu wsparcia. Bardzo dobre drugie półrocze 2023 r. wynikające z uruchomienia BK 2% wpływa na ujemną dynamikę r/r w październiku 2024 r.
  3. Obecnie mamy wyraźnie wyższą aktywność kredytobiorców niż w pierwszym półroczu zeszłego roku, pomimo braku programu wsparcia. Wzrost wartości kredytów mieszkaniowych w większym stopniu niż ich liczby wskazuje, że klienci zaciągają kredyty na wysokie kwoty. Jest to związane z nabywaniem droższych nieruchomości w wyniku utrzymujących się nadal wysokich cen rynkowych. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za wzrosty akcji kredytowej w okresie
    styczeń – październik 2024 r. jest poprawa zdolności kredytowej, która umożliwia zaciąganie kredytów mieszkaniowych na wyższe kwoty.

– W kolejnych miesiącach w ujęciu rok do roku w przypadku kredytów hipotecznych powinniśmy odnotowywać również ujemne dynamiki zarówno wielkości, jak i wartości akcji kredytowej – podsumowuje prof. Rogowski i dodaje:

 – W październiku br. średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 423,8 tys. zł i była o 5,1% wyższa niż przed rokiem. Należy również odnotować, że średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego w październiku br. jest najwyższa w historii. Tym samym został ustanowiony nowy rekord. Warto dodać, że do końca października z wakacji kredytowych na nowych warunkach od 1 czerwca 2024 r. skorzystało 196 tys. osób w ramach 117 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 34 mld zł.

Dobra kondycja jakości kredytów w polskim sektorze bankowym

Październikowe odczyty wartości wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych istotnie się poprawiły w ujęciu rok do roku. W porównaniu z wrześniem br. widać tylko nieznaczne pogorszenie terminowości spłat kredytów ratalnych (+0,04) oraz kart kredytowych (+0,08). Jednak są to wahania, które nie zakłócają ogólnej dobrej kondycji jakości kredytów w polskim sektorze bankowym. Pozostałe indeksy jakości m/m poprawiły się (spadły): indeks kredytów gotówkowych o (-0,05) i o taką samą wartość Indeks kredytów mieszkaniowych.

– Wszystkie cztery Indeksy Jakości nadal wskazują na bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Niewątpliwie lepsza jakość spłat kredytów idzie w parze ze wzrostem wynagrodzeń kredytobiorców i stabilizacją poziomu oprocentowania spłacanych kredytów. Niemniej, konieczna jest jak zawsze stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego, na razie takiego zagrożenia nie widać na horyzoncie – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Rekordowe zadłużenie polskich firm – zaległości przekroczyły 45 mld zł

Zaległości finansowe polskich firm po trzecim kwartale tego roku osiągnęły rekordowe 45 mld zł (ponad 10 mld euro). Problemów finansowych przybyło szczególnie w edukacji, a także kulturze, rozrywce, rekreacji. Nadal jednak najwyższe kwoty niespłacanych zobowiązań przypadają na handel, przemysł i budownictwo. Szczególnie wysoki udział firm z problemami widać z kolei w sektorze TSL. Poprawę sytuacji notuje budownictwo oraz producenci – wynika z danych zgormadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK. Ponad 86 proc. firm posiada kontrahentów, którzy często płacą po terminie. W transporcie odsetek ten wynosi nawet 100 proc. To jeden z kluczowych powodów powstawiania zatorów płatniczych w gospodarce. 

Na koniec września br. suma zaległych zobowiązań firm względem kontrahentów i banków wg danych gromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, przekroczyła rekordowe 45,1 mld zł, co oznacza wzrost r/r o ponad 2,7 mld zł (6,4 proc.). Na tę zmianę wpłynął jednoczesny wzrost liczby firm – niesolidnych płatników  – o 14 407 podmiotów do poziomu 326,8 tys. Przeciętnie przedsiębiorca jest dzisiaj winny 138 tys. zł. Udział wszystkich firm z problemami pozostaje na tym samym poziomie – ok. 5 proc.

Zaległości firm na poziomie 45 mld zł to ogromna kwota, która pozostawia znaczny ślad w krajowej gospodarce.  Aby lepiej zrozumieć jej skalę można odnieść ją do ważnych  wydatków lub  wskaźników. To np. odpowiednik ok. 19 proc. wydatków na ochronę zdrowia w Polsce w 2023 roku, które wyniosły wówczas blisko 242 mld zł. Innym przykładem może być PKB Polski,  w drugim kwartale 2024 roku wartość dodana brutto (GVA) w Polsce wyniosła około 760 mld zł – 45 mld zł to około 5,9 proc. tej wartości.

Serce polskiego biznesu w liczbach

Na czele sektorów z najwyższymi zaległościami wobec banków i kontrahentów znalazły się: handel, przemysł i budownictwo. Przeterminowane długi firm działających w handlu sięgnęły niemal 9,2 mld zł. Niewiele mniej, bo 7,2 mld zł jest winny dzisiaj przemysł, a podium zamyka budownictwo z obciążeniami finansowymi w kwocie ponad 5,9 mld zł.

W ciągu ostatniego roku zadłużenie w budownictwie i przemyśle zmniejszyło się odpowiednio o 5,6 proc. i 3,5 proc., jednak to wciąż za mało, by mówić o poprawie kondycji. Przykładowo zaległe zadłużenie handlu na chwilę przed zamrożeniem gospodarki w 2020 roku oscylowało w granicach 7,7 mld zł. Wojna oraz wysoka inflacja na nowo zahamowały sprzedaż, co bezpośrednio odbiło się na przychodach przedsiębiorców, również działających w innych branżach. W kwartalnych badaniach „Skaner MŚP” to właśnie spadek transakcji był wskazywany jako najczęstsze źródło pogarszającej się kondycji w biznesie. 

TOP 5 sektorów  z najwyższymi zaległościami:

  • Handel (hurtowy i detaliczny) – ok. 9,2 mld zł
  • Przemysł – ok. 7,2 mld zł
  • Budownictwo – ponad 5,9 mld zł
  • TSL – ok. 3,4 mld zł
  • Obsługa rynku nieruchomości – ok. 2,6 mld zł

Na koniec września br. zaległe zobowiązania w sektorze HoReCa przekroczyły 2,1 mld zł. Niespłacone długi w finansach i ubezpieczeniach wynoszą blisko 1,2 mld zł, a w szeroko pojętych usługach zbliżają się do 1 mld zł.

Patrząc przez pryzmat wzrostu zaległych zobowiązań w kluczowych sektorach gospodarki, ostatni analizowany rok okazał się szczególnie trudny dla:

  • edukacji – wzrost przeterminowanego zadłużenia o 34 proc. do ponad 285,4 mln zł
  • kultury, rozrywki, rekreacji – wzrost zaległości o 31 proc. do 335,4 mln zł
  • wytwarzania i dostawy energii, gazu i gorącej wody – wzrost przeterminowanego zadłużenia o 31 proc. do 162 mln zł
  • usług – wzrost zaległego zadłużenia o 29 proc. do 982,4 mln zł
  • usług finansowych i ubezpieczeniowych – wzrost przeterminowanego zadłużenia o 26 proc. do blisko 1,2 mld zł

Tymczasem zaległości w sektorze TSL wzrosły o 17 proc., a o 13 proc. zwiększyły się w obsłudze rynku nieruchomości oraz wśród dostawców wody, gospodarowania ściekami, odpadami i działalności rekultywacyjnej – do 313,3 mln zł.

Zaległe zobowiązania finansowe spadły natomiast w budownictwie (-5,6 proc.), przemyśle (-3,5 proc.) oraz w górnictwie i wydobyciu (-3 proc.), gdzie widać również niewielki spadek liczby niesolidnych dłużników. Choć zadłużenie w tych branżach się zmniejszyło, to niestety liczba złych dłużników wciąż rośnie – w budownictwie o 2240, a w przemyśle o 505 firm. Największy przyrost niesolidnych płatników, bo aż o 2,5 tys. firm, nastąpił w sektorze TSL, który wciąż wyróżnia się najwyższym udziałem firm z problemami – od roku na poziomie bliskim 9 proc. Wysoki odsetek zadłużonych przedsiębiorców widoczny jest także w górnictwie i wydobyciu (8 proc.) oraz w usługach związanych z wodociągami, ściekami, odpadami i rekultywacją (7,6 proc.). Dlatego współpracując z firmami z tych branż, warto szczególnie zwrócić uwagę na ich zdolność do płacenia w terminie i przed podjęciem decyzji o współpracy dokładnie sprawdzić, z kim mamy do czynienia.

– Należy pamiętać, że każdy z analizowanych sektorów jest niejednorodny. Poszczególne różnią się między sobą pod względem działalności, struktury, funkcji czy technologii, a także dynamiki rozwoju. Każda gałąź gospodarki pełni inną rolę i ma różne cechy charakterystyczne. Mierzy się też z innymi regulacjami i wyzwaniami, co wpływa na jej kondycję finansową. Pewne jest za to, że problemy jednych firm mogą wpędzić w problemy kolejne,  tworząc spiralę zatorów płatniczych. Dlatego tak ważna jest mobilizacja w tym obszarze i ochrona biznesu, przede wszystkim sprawdzanie oraz bieżące monitorowanie kondycji finansowej partnerów biznesowych oraz wykorzystanie narzędzi miękkiej windykacji w odzyskiwaniu należności – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.zaległości firm

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

86 proc. firm posiada klientów, którzy płacą po terminie. Najgorzej jest w transporcie

W czwartym kwartale tego roku ponad 86 proc. badanych przedsiębiorców z MSP przyznało, że zdarza im się współpracować z kontrahentami, którzy nie regulują swoich zobowiązań w terminie. Najbardziej na ten problem narażony jest transport, w którym występuje 100 proc. takich przypadków oraz handel, który notuje ok. 90 proc. Skutkiem tych opóźnień jest wciąż wysoki odsetek firm, które mają przeterminowane należności. Ponad 52 proc. przedsiębiorców przyznaje, że posiada faktury opóźnione o więcej niż miesiąc. Natomiast niemal 34 proc. firm zmaga się z kontrahentami, którzy zwlekają z zapłatą nawet o ponad 60 dni po terminie. Tak długie opóźnienia najczęściej występują w małych (10-49 pracowników) i średnich firmach (50-249 pracowników), a także w handlu i produkcji.

– Weryfikacja kontrahentów, nie tylko przed nawiązaniem współpracy, ale i w jej trakcie, jest kluczowa z kilku powodów. Pozwala ocenić stabilność finansową partnera oraz jego zdolność do wywiązywania się z zobowiązań, co minimalizuje ryzyko niewypłacalności. Współpraca z niewiarygodnymi kontrahentami może negatywnie wpłynąć na sytuację finansową firmy oraz jej wizerunek na rynku. Sprawdzanie historii działalności i opinii innych klientów pozwala uniknąć potencjalnych problemów. Dobre zrozumienie procesów operacyjnych kontrahenta pomaga lepiej przygotować się na ewentualne trudności i budować zaufanie, co sprzyja długoterminowym relacjom biznesowym – przypomina Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

O złej i bardzo złej kondycji finansowej w ostatnim kwartale tego roku mówią szczególnie reprezentanci firm transportowych – 18,3 proc. oraz handlowych – 9,3 proc., podczas gdy w totalu odpowiedzi firm jest to blisko 7 proc. Widać za to poprawę wśród firm przemysłowych, które na tle pozostałych sektorów są w najlepszej kondycji – na dobrą i bardzo dobrą wskazuje aż 74 proc. przedsiębiorstw. Neutralnie – ani źle, ani dobrze – swoją sytuację oceniają firmy budowlane (45,5 proc.)

Źródło: Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, 4Q 2024.

Nowe przepisy UE: Przejrzystość płac i równość wynagrodzeń obowiązkowe od 2026 r.

Unia Europejska wprowadza nowe przepisy dotyczące przejrzystości płac, które mają obowiązywać od 7 czerwca 2026 r. Firmy zatrudniające ponad 50 osób będą musiały udostępniać dane o wynagrodzeniach, a te powyżej 100 pracowników dodatkowo raportować zgodność z zasadami równości płac. Najwięcej przedsiębiorstw tej wielkości działa w branżach takich jak przemysł, opieka zdrowotna, administracja, handel czy transport. Mimo licznych korzyści, wiele organizacji wciąż nie podejmuje działań w tym zakresie.

Unia Europejska wprowadziła nowe przepisy, które mają wzmocnić zasadę równej płacy za pracę dla kobiet i mężczyzn. Celem regulacji jest zwiększenie przejrzystości wynagrodzeń, skuteczniejsze egzekwowanie prawa oraz zmniejszenie różnic płacowych, które w UE nadal utrzymują się na poziomie około 13% na niekorzyść kobiet. Przepisy przyjęte 24 kwietnia 2023 roku mają także na celu likwidację luki emerytalnej.

Dyrektywa precyzuje, że „taka sama praca” to stanowiska wymagające porównywalnych umiejętności i zakresu działań, podczas gdy „praca o tej samej wartości” obejmuje role różniące się obowiązkami, ale wymagające podobnych kompetencji, zaangażowania i odpowiedzialności. Pracownicy na takich stanowiskach powinni otrzymywać porównywalne wynagrodzenie, niezależnie od płci. Firmy muszą stworzyć czytelne systemy wynagradzania i zapewnić pracownikom prawo do informacji o płacach na równorzędnych stanowiskach. Pracodawca nie może ograniczać dostępu do tych danych ani ukrywać kryteriów ustalania płac. Transparentność obejmuje również publikację stawek w ofertach pracy i zakaz pytań o wcześniejsze wynagrodzenie podczas rekrutacji.

Przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 100 osób będą musiały regularnie raportować różnice płacowe, wskazując m.in. medianę wynagrodzeń kobiet i mężczyzn oraz odsetek pracowników obu płci na różnych poziomach płacowych. Harmonogram raportowania zależy od wielkości firmy, a najwięksi pracodawcy muszą rozpocząć działania od połowy 2027 roku. W przypadku, gdy różnica płac kobiet i mężczyzn na stanowiskach tej samej wartości przekroczy 5% i nie będzie uzasadniona neutralnymi kryteriami, firmy zostaną zobligowane do przeprowadzenia szczegółowej analizy wynagrodzeń i podjęcia działań naprawczych, tj.  opracowanie planu mającego na celu zmniejszenie nierówności płacowych i zapewnienie większej sprawiedliwości wynagrodzeń w organizacji.

Pracownicy będą mieli prawo uzyskać od pracodawcy szczegółowe informacje na temat wynagrodzeń, a także dochodzić swoich praw w sądzie. Nowe regulacje mają zagwarantować pracownikom skuteczną ochronę prawną w przypadku dyskryminacji płacowej. Pracownicy zyskają prawo do odszkodowania oraz zwrotu wszelkich zaległych wynagrodzeń – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Kluczową zmianą jest przeniesienie ciężaru dowodu na pracodawców, co ma ułatwić pracownikom egzekwowanie swoich praw. Dodatkowo, dla firm naruszających przepisy przewidziano surowe kary, w tym grzywny – dodaje Magda Dąbrowska.

Jak wynika z analiz Grupy Progres, nowe przepisy w największym stopniu obejmą branżę przetwórstwa przemysłowego, opieki zdrowotnej, administracji publicznej, handlu, TSL oraz budowlaną. Działa w nich bowiem największa liczba firm, które – biorąc pod uwagę liczbę pracowników (powyżej 50 osób) – będą podlegały nowym przepisom. Potwierdzają to też dane GUS, według których liczba podmiotów gospodarki narodowej w rejestrze REGON zatrudniających więcej niż 50 pracowników wynosi ponad 31 tys. (dane z października 2024 r.). Największą grupę stanowią te z sektora przetwórstwa przemysłowego (ponad 6,8 tys. firm). Kolejne miejsca zajmują edukacja (6,4 tys.), handel hurtowy i detaliczny (ponad 3 tys.), administracja publiczna i obrona narodowa (2,7 tys.), opieka zdrowotna i pomoc społeczna (ponad 2 tys.), budownictwo (1,7 tys.), działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca (1,1 tys.), transport i gospodarka magazynowa (894).

Firmy z branż takich jak przetwórstwo przemysłowe, opieka zdrowotna, handel czy budownictwo mogą mieć trudności z wyrównywaniem wynagrodzeń kobiet i mężczyzn ze względu na kilka czynników. W tych sektorach często występuje historycznie utrwalona segmentacja płciowa na stanowiskach pracy – kobiety i mężczyźni dominują w różnych rolach, co może utrudniać wprowadzanie równościowej polityki wynagrodzeń mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Ponadto większe firmy, objęte nowymi przepisami, często charakteryzują się bardziej skomplikowaną strukturą organizacyjną, co wymaga szczegółowych analiz płac na wielu poziomach. W połączeniu z dużą liczbą takich przedsiębiorstw w Polsce, powszechny proces wdrażania regulacji może być czasochłonny. Co więcej, dla wielu firm, które do tej pory oszczędzały na wynagrodzeniach kobiet, może to być także proces bardzo kosztowny. Takie działanie jest jednak konieczne, bo problem nierówności płac w Polsce nadal występuje w zbyt dużym stopniu – zaznacza Magda Dąbrowska.

Luka płacowa w liczbach

Średnia różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w UE wynosiła 13%. W Polsce, według danych GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w marcu 2024 r. wyniosło 8604,72 zł. Dane potwierdzają, że mężczyźni nadal zarabiają więcej niż kobiety. Mediana płac w tym czasie wyniosła 6549,22 zł (dla mężczyzn – 6770,08 zł, dla kobiet – 6357,44 zł). Średnie wynagrodzenie brutto mężczyzn było równe 8885,90 zł i stanowiło 103,3% przeciętnej płacy. W przypadku kobiet kształtowało się ono na poziomie 8311,91 zł, co odpowiadało 96,6% średniej krajowej. Mediana płac mężczyzn była wyższa o 3,4% w stosunku do mediany ogólnej, natomiast dla kobiet była niższa o 2,9%. Analizując wynagrodzenia w podziale na sektory, liderem okazała się branża „informacja i komunikacja”, w której średnie zarobki osiągnęły niemal 15 tys. zł. Jednocześnie w sektorze „działalność finansowa i ubezpieczeniowa” zarejestrowano największe dysproporcje wynagrodzeń między płciami, przekraczające 7 tys. zł na niekorzyść kobiet. Warto jednak zauważyć, że w dwóch branżach kobiety zarabiały średnio więcej od mężczyzn. Największa różnica na korzyść kobiet wystąpiła w budownictwie, gdzie ich przeciętne wynagrodzenie było wyższe o niemal 1,3 tys. zł.

Dane wskazują, że wynagrodzenia w marcu 2024 r. znacząco różniły się w zależności od rodzaju działalności. Najwyższą medianę odnotowano w sekcji Informacja i komunikacja, gdzie wyniosła ona 10 558,90 zł brutto. Analizy pokazały, że w 15 spośród 19 sekcji PKD mediana wynagrodzeń mężczyzn przewyższała medianę wynagrodzeń kobiet. Największą dysproporcję zaobserwowano w sekcji Działalność finansowa i ubezpieczeniowa, gdzie mediana wynagrodzeń mężczyzn była aż o 43,7% wyższa niż kobiet.

Z kolei w trzech sekcjach mediana wynagrodzeń kobiet przewyższała wynagrodzenia mężczyzn. Najbardziej wyróżniała się sekcja Budownictwo, gdzie mediana wynagrodzeń kobiet była wyższa aż o 32,6%. W dwóch pozostałych przypadkach różnica ta nie przekraczała 4%.

Również przeciętne miesięczne wynagrodzenia brutto ujawniają podobne tendencje. Najwyższe wartości wystąpiły w sekcji Informacja i komunikacja, gdzie przeciętne wynagrodzenie wyniosło niemal 15 tys. zł brutto. Największa różnica między przeciętnymi wynagrodzeniami mężczyzn i kobiet pojawiła się w sekcji Działalność finansowa i ubezpieczeniowa i wynosiła ponad 7 tys. zł brutto. Warto jednak podkreślić, że w dwóch sekcjach przeciętne wynagrodzenia kobiet były wyższe niż mężczyzn. Największą przewagę osiągnęły w sekcji Budownictwo, gdzie kobiety zarabiały średnio o 1,3 tys. zł brutto więcej niż mężczyźni.

Luka płacowa ma długofalowe konsekwencje – wpływa nie tylko na bieżący standard życia kobiet, ale także na ich emerytury, zwiększając ryzyko ubóstwa w starszym wieku. Według danych ZUS średnia emerytura w 2024 r. to ok. 3500 zł brutto, przy czym mężczyźni otrzymują świadczenie w wysokości ok. 4700 zł, a kobiety 3200 zł.

Globalne napięcia handlowe USA-Chiny: Polska wyrasta na jedno z kluczowych centrów handlowych przyszłości

Po wyborach w Stanach Zjednoczonych stosunki między USA a Chinami pozostaną napięte i nadal będą wpływać na globalny handel.

  • Nowa odsłona wojny handlowej, chociaż „pod kontrolą” – może obniżyć nominalny wzrost światowego handlu, który wyniesie w efekcie poniżej 5% r/r w 2026 r. (-0,6 pp), przy czym w latach 2025-26 w Europie i Chinach zagrożony będzie eksport o wartości 67 mld USD (połowa globalnej sumy).
  • Dotychczasowa wojna handlowa z Chinami jest bardziej kosztowna dla Europy, niż dla USA: wprowadzone już cła na chiński import kosztowały UE 38 mld USD rocznie, w porównaniu do 17 mld USD rocznie w przypadku USA.
  • Efekty dotychczasowej konfrontacji supermocarstw – polaryzacja handlu światowego a nawet deglobalizacja: w ciągu ostatnich dwóch lat dwustronne przepływy handlowe między krajami bliskimi geopolitycznie wzrosły o 620 mld USD i stanowią obecnie 60% światowego handlu.
  • Oczekiwać można, że centra handlowe następnej generacji (konkurencyjne wobec dotychczasowych) zwiększą swój udział w globalnym eksporcie o +1,6 punktu procentowego w ciągu najbliższych pięciu lat (osiągając 1 274 mld USD).
  • Polska wśród dziesięciu nowych światowych centrów handlowych: efekt dużych inwestycji w infrastrukturę ostatnich dwóch dekad, ale także potencjału i wydajności polskiej gospodarki. Wyjątkowy dla Polski jest równomierny rozwój wszystkich tych atutów, bez porównania w światowej czołówce centrów handlowych nowej generacji.

Choć globalny handel pozostaje silnie powiązany z gospodarką Stanów Zjednoczonych, Chiny wyłoniły się jako nowe supermocarstwo, opierając się na swojej kluczowej roli w globalnej produkcji oraz na ogromnym i wciąż rosnącym rynku krajowym. W tym kontekście wciąż przybierające na sile napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami wpływają na zmiany dotychczasowych globalnych łańcuchów dostaw i torują drogę nowym potęgom handlowym –  jak wynika z nowych badań przeprowadzonych przez Allianz Trade, światowego lidera w dziedzinie ubezpieczeń należności handlowych.

Polska jednym z centrów handlowych przyszłości

Najbardziej ewidentnym nowym hubem handlowym w naszej części Europy wydają się być Węgry, przyciągające wiele inwestycji m.in. z Chin. Następny kandydat w regionie na centrum handlowe nowej generacji to rosnąca w imponującym tempie Rumunia. Oba te kraje mają silną infrastrukturę i dobre połączenia z globalnymi łańcuchami dostaw. Ponadto, wysoko na liście – zamykając pierwszą dziesiątkę światowych centrów handlowych nowej generacji Allianz Trade – znalazła się Polska.

Slawomir Bąk, członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Allianz Trade
Slawomir Bąk, członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Allianz Trade

Wyniki badań nad światowym handlem i rolą w nim Polski komentuje Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka: „To, co zwraca uwagę w przypadku Polski to równomiernie wysoka pozycja wszystkich atutów naszego kraju (niespotykana w innych krajach) – każdej kategorii: połączeń, potencjału handlowego i wydajności. Świetne połączenia to efekt inwestycji: portowych, ale też drogowych i stopniowo także – kolejowych. Inwestycji kolejnych rządów, bo całe nowe nabrzeża czy gazoport to inwestycje strategiczne i wieloletnie, które nie przebiegały może idealnie szybko i płynnie, ale co najważniejsze – zdążyliśmy z nimi na czas. Na czas zarówno w związku nową architekturą światowego handlu (i geopolityki), ale także zapotrzebowania polskiej gospodarki i polskich eksporterów, którzy po 20-leciu w UE szukają stopniowo swoich szans coraz dalej, a jednocześnie dzięki dobrym połączeniom transportowym mogą wykorzystywać to jako atut w skutecznej ekspansji na sąsiednich rynkach. Doceniając atuty naszych partnerów z regionu (wspomniani Węgrzy czy Rumuni), będących wyżej w zestawieniu nowych światowych centrów handlowych, zwrócić trzeba uwagę, iż Polska ze swoim większym rynkiem i gospodarką ma nad nimi pewną przewagę w produktywności (pomimo jej spadków w ostatnich latach).

Wojna handlowa po powrocie Trumpa na urząd prezydenta

Podczas swojej drugiej kadencji na stanowisku prezydenta USA Donald Trump prawdopodobnie podniesie cła na import z Chin i innych strategicznych krajów (do 25% dla tych pierwszych i do 5% dla reszty świata, z wyłączeniem Meksyku i Kanady), co będzie mogło zmniejszyć nominalny wzrost światowej wymiany handlowej o -0,6pp w 2026 r., ponieważ większość tych nowych środków zaczęłaby obowiązywać od drugiej połowy 2025 roku. Większość kosztów (spodziewanych nowych regulacji ze strony USA) poniosłyby Chiny i UE – w latach 2025-2026 zagrożony z powodu tych ceł będzie ich eksport o wartości 67 mld USD, zwłaszcza w sektorach: motoryzacyjnym, sprzętu transportowego i wyrobów z metali. Ich środki odwetowe prawdopodobnie uderzą z kolei w amerykańskie produkty: farmaceutyczne, motoryzacyjne, z metalu, rolno-spożywcze i maszynowe. Ostatnio przedstawiane zapowiedzi sugerują wojnę celną pomiędzy oczekiwanym powyższym scenariuszem minimalnym i kolejnym –  maksymalnym, skupiając się na cłach na produkty trzech największych partnerów handlowych, ale weryfikacja deklaracji w stosunku do scenariuszy wynikających z badań nad kompatybilnością i powiązaniami gospodarek wymaga trochę czasu.

Ana Boata, szefowa działu badań ekonomicznych w Allianz Trade
Ana Boata, szefowa działu badań ekonomicznych w Allianz Trade

W przypadku wojny handlowej na pełną skalę (czyli spodziewanych w tym scenariuszu 60% ceł na produkty z Chin i 10% z reszty świata, w tym z Meksyku i Kanady), koszty tych regulacji wzrosłyby do 2,4 punktu procentowego nominalnego wzrostu światowego handlu, a najbardziej dotknięte oprócz Chin byłyby Meksyk i Kanada. Skumulowane straty eksportowe tej wersji wojny handlowej wyniosłyby w latach 2025-2026 blisko 217 mld USD. Scenariusz ten wydaje się jednak mało prawdopodobny, ponieważ Stany Zjednoczone również poniosłyby z pewnością odpowiednio duże koszty” – dodaje Ana Boata, szefowa działu badań ekonomicznych w Allianz Trade.

Amerykański „ojciec chrzestny” kontra chińska doktryna „jedwabiu”

Globalny handel jest w coraz większym stopniu kształtowany przez konkurujące ze sobą agendy geoekonomiczne USA i Chin. Import z USA nie jest już tak istotny dla Chin, a równocześnie Chiny eksportują więcej do swoich bliskich geopolitycznie partnerów (Rosja, Singapur, Wietnam, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska). W tym kontekście dwustronna wymiana handlowa między krajami powiązanymi geopolitycznie wzrosła o +2 punkty procentowe (620 mld USD), do 60% światowego handlu w ciągu zaledwie dwóch lat.

„Chińska doktryna „jedwabiu” skoncentrowana na handlu i przemyśle opierała się głównie na miękkiej sile i wpływach je łączących, podczas gdy amerykański model „ojca chrzestnego” opiera się na czterech filarach: (i) niezachwianym zaangażowaniu w ochronę podstawowych interesów narodowych za wszelką cenę, (ii) zapewnieniu lojalności w ramach sieci historycznych sojuszów, (iii) aktywnej postawie gospodarczej i wojskowej wobec rywali oraz (iv) rozszerzaniu amerykańskich wpływów i kontroli w nowych domenach, takich jak przestrzeń kosmiczna, technologia i sztuczna inteligencja. Bez względu na to, kto by wygrał wybory w USA, to starcie byłoby nieuniknione, wyjaśnia Ano Kuhanathan, szef działu badań korporacyjnych w Allianz Trade.

Dostosowanie się do USA jest kosztowne dla UE

Podczas gdy USA i UE mają wspólne stanowisko w kwestiach geopolitycznych, ich interesy gospodarcze nie są zbieżne. Niemniej jednak, według obliczeń Allianz Trade, UE ma tendencję do podążania za przykładem Stanów Zjednoczonych nakładających cła na Chiny – zwykle w następnym roku – nawet jeśli płaci za to odpowiednio wyższą (niż Stany) cenę. Wcześniej nałożone już cła na Chiny kosztowały USA 17 mld USD rocznie (4% chińskiego importu), gdy tymczasem UE kosztowały one prawie 38 mld USD rocznie (6,4% chińskiego importu). Co więcej, mimo tego sama UE nie jest bezpieczna przed amerykańskimi środkami protekcjonistycznymi i istnieje ryzyko, że USA i/lub Chiny zastosują strategię dziel i rządź, wykorzystując wewnętrzne podziały w Europie do poszukiwania dwustronnych umów, które poprawiłyby ich własne pozycje negocjacyjne w stosunku do europejskiego bloku.

Nowe centra handlowe wyłaniają się jako zwycięzcy (wojny handlowej), ale sprawia to też, że globalne łańcuchy dostaw stają się coraz bardziej złożone

W nadchodzących latach globalny handel prawdopodobnie rosnąć będzie poniżej swojej długoterminowej średniej. Jednocześnie indeks złożoności łańcucha dostaw Allianz Trade[1] pokazuje, że globalne przepływy handlowe stają się coraz bardziej skomplikowane, a poziom złożoności wymiany handlowej podwoił się od 2017 r. i wzrósł 6-krotnie w porównaniu z latami pandemii. W tym kontekście Allianz Trade identyfikuje 25 gospodarek, które mogą skorzystać na tym nowym porządku geoekonomicznym, biorąc pod uwagę ich stosunkowo wyższą konkurencyjność w porównaniu z Chinami w kontekście nasilającej się wojny handlowej z USA.

„Oprócz szybko rozwijających się gospodarek, takich jak Indie, zmiana ta otworzyła szerzej drzwi światowego handlu dla krajów takich jak Wietnam, Malezja, Indonezja i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które mogą stać się centrami handlowymi nowej generacji. Oczekujemy, że udział tych gospodarek w globalnym eksporcie wzrośnie o +1,6 punktu procentowego w ciągu najbliższych pięciu lat, osiągając poziom 1 274 mld USD. W związku z tym, że do 2029 r. udział tych ośrodków w globalnym eksporcie wzrośnie do 21,3%, będą one musiały też zainwestować 120 mld USD w samą infrastrukturę portową, aby utrzymać tę dynamikę (wzrostu wymiany handlowej)”, dodaje Françoise Huang, starsza ekonomistka ds. Azji i Pacyfiku oraz handlu w Allianz Trade.

Ranking centrów handlowych nowej generacji

Ranking centrów handlowych nowej generacji

Źródła: Allianz Research

Wybór stron w nowym porządku geoekonomicznym

Analizując węzły handlowe nowej generacji i geopolityczne, handlowe i transgraniczne powiązania inwestycyjne innych głównych gospodarek odpowiednio z USA i Chinami, Allianz Trade obliczył odległość geoekonomicznej kluczowych gospodarek w stosunku do obydwu tych przeciwstawnych krajów[2] . Wyniki te pokazują, że strefa wpływów Chin obejmuje więcej węzłów handlowych nowej generacji z krajów wschodzących, podczas gdy większość bloku zachodniego pozostaje bliżej USA.

Nie jest zaskoczeniem, że Wielka Brytania jest krajem położonym najbliżej USA, a za nią plasują się Irlandia i Holandia, z Kanadą na 4. miejscu i Meksykiem dopiero na 28. miejscu. Większość krajów afrykańskich i azjatyckich jest bliżej Chin: średnio 0,5 dla krajów afrykańskich w porównaniu do 0,7 odległości do USA i 0,4 dla krajów azjatyckich w porównaniu do 0,6 odległości wobec USA. Jednak po Hongkongu, to Kanada jest drugą najbliższą Chinom gospodarką – udając jej się pozostać równie blisko obydwu supermocarstw.

„Australia, Korea Południowa i Grecja to przykład kolejnych krajów, którym udało się utrzymać ten sam dystans zarówno wobec USA, jak i Chin. Kraje te są geopolitycznie bliżej USA, ale utrzymują bardzo silne stosunki handlowe i inwestycyjne z Chinami. Ta pozycja może potencjalnie stawać się coraz bardziej niewygodna do utrzymania i zmusi je to do wyboru strony, jeśli nowy porządek geoekonomiczny skoncentrowany na konfrontacji USA-Chiny ulegnie znacznemu pogorszeniu”, wyjaśnia Françoise Huang.

[1] Indeks ten uwzględnia zmiany w przepływach handlowych, odległość geograficzną, dostosowanie geopolityczne i nasze oceny ryzyka kraju.

[2] Wyniki te wahają się od 0 (bardzo blisko) do 1 (bardzo daleko).

EUIPO: Europejczycy korzystają z nielegalnych treści online 10 razy w miesiącu

  • Według najnowszego raportu EUIPO piractwo internetowe wśród europejskich internautów utrzymuje się na stałym poziomie w porównaniu z ubiegłym rokiem i wynosi 10 dostępów do nielegalnych treści miesięcznie na użytkownika internetu.
  • Treści telewizyjne stanowią połowę wszystkich przypadków nielegalnego dostępu – średnio 5 dostępów miesięcznie na użytkownika internetu w UE.
  • Wzrosła liczba nielegalnych stron telewizji internetowej (IPTV) – w 2023 r. liczba odwiedzin pirackich stron IPTV wzrosła o 10%.

Raport Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wykazał, że piractwo cyfrowe w całej UE utrzymuje się na wysokim poziomie, ale w 2023 r. nie zwiększyło się i wyniosło 10 dostępów miesięcznie do nielegalnych treści na użytkownika internetu. Tendencja ta jest widoczna we wszystkich kategoriach treści internetowych, z wyjątkiem publikacji, w których piractwo zmniejszyło się, oraz muzyki, gdzie poziom piractwa wzrósł w porównaniu z początkiem 2023 r.

Badanie EUIPO „Naruszenia praw autorskich w internecie na terenie Unii Europejskiej: Filmy, muzyka, publikacje, oprogramowanie i telewizja w latach 2017–2023” wykazało, że połowę przypadków wejść europejskich internautów na strony pirackie stanowią treści telewizyjne (5 razy w miesiącu).

Jeśli chodzi o ogólne piractwo, zgodnie z badaniem, użytkownicy internetu wchodzą na strony z nielegalnymi treściami na poziomie niższym, niż średnia unijna w Austrii (8,9), Hiszpanii (8,5), Polsce (8,3), Rumunii (7,9), Niemczech (7,7) i we Włoszech (7,3).

João Negrão, dyrektor wykonawczy EUIPO, skomentował wyniki badania:

Krajobraz cyfrowy stale się zmienia, podobnie jak wzorce naruszeń praw autorskich w internecie. Nasze najnowsze badanie rzuca światło na złożoność konsumpcji treści cyfrowych i czynniki wpływające na piractwo. Należy koniecznie rozwiązać problemy leżące u podstaw takiego zachowania, którymi często są: brak możliwości korzystania z przystępnych cenowo legalnych treści i niewystarczająca świadomość społeczna na temat skutków piractwa.

Transmisja strumieniowa jest najczęstszą metodą dostępu do treści pirackich. Zaobserwowano alarmującą tendencję w zakresie nielegalnego streamingu – w 2023 r. odnotowano 10% wzrost liczby odwiedzin stron pirackiej telewizji IPTV. W badaniu oszacowano, że nawet 1% użytkowników internetu w UE mógł dokonać subskrypcji na nielegalnych stronach IPTV w ciągu zaledwie dwóch lat, nie licząc istniejących użytkowników, którzy takiej subskrypcji dokonali przed 2022 r.

Badanie EUIPO wykazało również, że użytkownicy internetu chętniej wybierają dostęp do pirackiej muzyki i publikacji za pośrednictwem urządzeń mobilnych, jednak jeśli chodzi o oglądanie nielegalnych treści telewizyjnych, użytkownicy wolą raczej korzystać ze swoich komputerów stacjonarnych.

Stwierdzono, że czynnikami ekonomicznymi i społecznymi odpowiadającymi za piractwo są między innymi nierówności dochodowe, bezrobocie młodzieży i odsetek młodych osób w społeczeństwie. Badanie wskazuje, że wyższy poziom nierówności dochodowych i większy odsetek młodych osób w społeczeństwie korelują z wyższym poziomem piractwa. Z kolei wyższy PKB na mieszkańca i większa znajomość źródeł legalnych treści wiążą się z niższymi wskaźnikami piractwa.

TENDENCJE W RÓŻNYCH RODZAJACH TREŚCI

Piractwo filmowe odnotowało spadek do 0,71 dostępu na użytkownika, głównie poprzez streaming, co stanowi 74% takiej aktywności. Wyższy PKB na mieszkańca zmniejsza piractwo filmowe, natomiast odsetek młodszych osób i wyższe bezrobocie młodzieży przyczyniają się do jego wzrostu. Wyniki wskazują, że większa świadomość na temat legalnych serwisów i zwiększenie liczby kanałów telewizyjnych przyczynia się do obniżenia wskaźników piractwa.

Piractwo muzyczne nieznacznie wzrosło do 0,64 dostępu na użytkownika, a główną metodą jest ripowanie, czyli pobieranie treści strumieniowych. Czynniki takie jak nierówność, demografia młodych osób i nastawienie do piractwa są związane z wyższym poziomem piractwa muzycznego.

Piractwo w zakresie publikacji utrzymywało się na stałym poziomie 2,7 dostępów na użytkownika, gdzie główną metodą było pobieranie treści, a gatunkiem najczęściej podlegającym piractwu była Manga, głównie na urządzeniach mobilnych. Piractwo oprogramowania wzrosło o 6% (0,88 dostępu na użytkownika/miesiąc), przy czym najważniejszą kategorią były gry mobilne.

W przypadku wydarzeń sportowych na żywo, piractwo wzrosło w latach 2021–2023 i osiągnęło w ubiegłym roku poziom 0,56 dostępu na użytkownika, co ilustruje złożony związek z PKB na mieszkańca. Nierówności społeczne i postawy wobec piractwa to powtarzające się czynniki mające wpływ na piractwo we wszystkich rodzajach treści.

ZWALCZANIE PIRACTWA INTERNETOWEGO

Piractwo praw autorskich obejmuje kilka metod rozpowszechniania nieautoryzowanych treści online, np. nielegalne usługi subskrypcyjne i otwarte internetowe transmisje strumieniowe finansowane przychodami z reklam. Dostawcy takich usług wykorzystują wyrafinowane techniki w celu utrudnienia wykrycia, często korzystając z legalnych usług dystrybucji treści.

W całej UE państwa i zainteresowane strony zwalczają piractwo związane z wydarzeniami na żywo, opierając się na przepisach i technologii blokowania nielegalnych usług online. Komisja Europejska przyjęła dwa zalecenia: jedno dotyczące zwalczania piractwa internetowego w odniesieniu do wydarzeń sportowych i innych wydarzeń na żywo, w którym ustanowiono sieć wyspecjalizowanych krajowych organów administracyjnych, a drugie dotyczące zwalczania podrabiania poprzez skuteczniejsze egzekwowanie przepisów i szerzenie wiedzy, do czego EUIPO przyczynia się poprzez działania w zakresie rozpowszechniania, wdrażania i monitorowania.

Ponadto wysiłki na rzecz walki z piractwem obejmują informowanie konsumentów, gdzie mogą znaleźć legalne treści cyfrowe. Agorateka EUIPO https://agorateka.eu/ to narzędzie, które pomaga widzom zidentyfikować legalne oferty z treściami online, również wydarzeniami sportowymi. Jak pokazuje nowe badanie, większa świadomość istnienia legalnych ofert pomaga zmniejszyć piractwo.

INFORMACJE NA TEMAT BADANIA

Badanie „Naruszenia praw autorskich w internecie na terenie Unii Europejskiej: Filmy, muzyka, publikacje, oprogramowanie i telewizja w latach 2017–2023” mierzy piractwo poprzez śledzenie liczby miesięcznych dostępów do stron internetowych oferujących nielegalne treści na internautę w wieku 15–74 lat.

Na wolną wigilię trzeba będzie jeszcze poczekać

Zgodnie z zaakceptowanymi przez Sejm poprawkami Wigilia ma być dniem wolnym od pracy od 2025 roku.

Brak konsensusu wśród ministrów, przedstawicieli pracodawców i związków zawodowych

Nie ma jednomyślności dotyczącej tego, czy Wigilia powinna być dniem wolnym od pracy i w jaki sposób do tej zmiany doprowadzić (ustanowić jako dodatkowy dzień czy wymienić z 6 stycznia). Nie zgadza się ze sobą strona rządowa, MF i MRPiPS prezentują odmienne wyliczenia, dlatego na tej podstawie oszacowanie rzeczywistego wpływu zmiany na gospodarkę jest niemożliwe.

Wczoraj Sejm przyjął ustawę stawy dotyczący ustanowienia Wigilii dniem wolnym od pracy. Za głosowało 403 posłów, przeciw było 10, wstrzymało się 12. Teraz ustawa trafi do Senatu, a jeśli ten ją uchwali, nowe prawo trafi na biurko prezydenta. Przepisy mają wejść w życie od przyszłego roku.

BCC od dawna postulowało częściowe zniesienie zakazu handlu w zamian za zmiany w kodeksie pracy dotyczące pracowników handlu. Jako strona pracodawców BCC przede wszystkim zwraca uwagę na zbyt krótkie vacatio legis i brak wystarczających konsultacji społecznych. Tak ważne zmiany nie powinny być wprowadzane jako projekty poselskie, tylko rządowe, dające 30 lub chociaż 21 dni na zgłoszenie uwag przez stronę społeczną. Poza tym w trybie rządowym wymagana jest ocena skutków regulacji, co dałoby rzeczywisty obraz korzyści i kosztów przypisanych do proponowanej zmiany. – mówi Łukasz Bernatowicz. Prezes ZP BCC.

Dobrze się stało, że połączone komisje sejmowe nie rekomendowały a Sejm nie przyjął zapisów projektu postulującego wprowadzenie wolnej Wigilii już w tym roku. Strona pracodawców, w tym BCC, wskazuje na wadliwość zgłaszania projektu w trybie inicjatywy poselskiej, a nie jako projektu rządowego oraz na wiążący się z tym zbyt krótki termin na konsultacje publicznych. Szczególnie istotnym argumentem przeciw wprowadzeniu wolnego dnia w Wigilię Bożego Narodzenia w tym roku jest potencjalne poniesienie znaczących strat w handlu, związane z zamkniętymi już terminami kontraktowania towarów do sprzedaży właśnie w dniu wigilijnym, który dla wielu konsumentów jest „ostatnim dniem ratunku” w trudnym procesie zakupu podarków świątecznych, a dla wielu branż handlowych – dniem od dawna zaplanowanej, ponadprzeciętnej wartości sprzedaży towarów związanych z przygotowaniem do świąt. – podsumowuje Witold Michałek ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

PO zaproponowało, że w zamian za wolną Wigilię ma być jedna niedziela handlowa w miesiącu. Lewica zaproponowała poprawkę, która wprowadza ograniczenie czasu pracy w Wigilię (tylko do 12:00).

Pojawiały się też argumenty, że de facto ustawowe wprowadzenie wolnej Wigilii jest urealnieniem stanu faktycznego, ponieważ obecnie i tak niewiele osób rzeczywiście pracuje w tym dniu, są zdecydowanie mniej produktywni, szybciej kończą dzień pracy, więc jednoznaczne mówienie o dodatkowym koszcie  dla pracodawców nie jest do końca prawdziwe. Jednak od dawna obciążeniem jest brak przewidywalności prawa i zaskakiwanie rynku pracy kolejnymi zmianami. Polscy przedsiębiorcy wielokrotnie byli w ten sposób zaskakiwani, czy to składką, a właściwie podatkiem zdrowotnym, czy Polskim Ładem, a jednocześnie mierzą się z zawiedzionymi oczekiwaniami dotyczącymi braku realizacji obietnic wyborczych podniesienia kwoty wolnej od podatku, limitu VAT czy powrotu do poprzedniego sposobu naliczania oskładkowania. Wielokrotnie padało na komisji zdanie, że dobrobyt buduje się pracą, siłę gospodarki mierzy się PKB, a PKB wytwarzają przedsiębiorcy i trzeba im stworzyć odpowiednie ku temu warunki.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk poinformowała, że resort przygotował kalkulację kosztów na podstawie wolnego dnia w Święto Trzech Króli. Według danych MRPiPS koszt ten wynosi od 0,3 mld do 1 mld zł.

Czy to będzie najsłabszy Black Friday od lat? Czarny Piątek rozczaruje detalistów?

Globalna gospodarka nie weszła w recesję, a konsumenci w ostatnich latach nie tylko w Polsce, ale również w Europie i Stanach Zjednoczonych okazali się zaskakująco odporni na inflację, zwiększając wydatki. Ich wzrost staje się jednak coraz bardziej selektywny, a potrzeba odbudowy oszczędności w połączeniu z niepewnością co do dalszej trajektorii inflacji, czy cen energii skłania miliony gospodarstw domowych do ostrożniejszego operowania budżetem oraz odbudowy oszczędności. Czy pozytywne trendy po stronie wzrostu wynagrodzeń i ‘solidne’ nastroje konsumentów po obu stronach Atlantyku przełożą się na udany dla detalistów listopad i rekordowe zakupy w Czarny Piątek? A może ‘Black Week’ okaże się  rozczarowaniem? Oraz przede wszystkim, jakiej reakcji możemy oczekiwać ze strony rynku akcji?Akcje detalistów w ciągu ostatnich 10 lat

Akcje detalistów w ciągu ostatnich 10 lat radziły sobie lepiej, niż S&P 500, a aktywność inwestorów rosła zwykle na ok. 2 tygodnie przed Czarnym Piątkiem. W tym roku różnica ta, w dalszym ciągu korzystna dla sektora detalicznego nieznacznie osłabła. Źródło: XTB Research

Patrząc na nastroje konsumentów w Europie i Stanach Zjednoczonych widać bardzo istotną poprawę względem poziomów z przełomu 2022 i 2023 roku, gdy pesymizm związany z kondycją globalnej gospodarki był rekordowy. To, w połączeniu z potencjalnie słabym Czarnym Piątkiem mogłoby stanowić pewne rozczarowanie i rozszerzyć dyskusję wokół zmian w trendach konsumenckich, ich wpływie na rynek, lub nawet potencjalnym odwróceniu ‘optymistycznego trendu’.

W Polsce w roku 2024 właściwie obserwujemy istotne ostudzenie nastrojów, a ‘potwierdzenie’ tego trendu znaleźć możemy w przeważnie słabszych wynikach akcji polskich spółek detalicznych, oraz branż pokrewnych. W ostatnich miesiącach obserwujemy przyspieszenie inflacji, a wyższe ceny energii czynią konsumentów jeszcze bardziej niepewnymi jutra. W efekcie dominuje trend odkładania wydatków w czasie. Na chwilę przed Czarnym Piątkiem próżno szukać oznak optymizmu. Rekordowe ‘sezonowe’ promocje przejdą w tym roku bez echa? A może konsumenci ostrzą już zęby na wyprzedaże nadmiernie gromadzonych przez niektóre firmy zapasów?

Trudna przyszłość detalistów Trudna przyszłość detalistów Trudna przyszłość detalistów

Źródło: XTB Research

Trudna przyszłość detalistów

Branża detaliczna działa jak pierwsza linia frontu i jako jedna z pierwszych odczuwa na sobie słabość konsumentów, jak i nagły wzrost aktywności z ich strony. Dzięki automatyzacji systemów i zbiorów danych duże sieci mogą szybko reagować i dostosowywać ceny do popytu. Wiele wskazuje na to, że spadająca inflacja rzeczywiście przyniosła spadek siły cenowej i ograniczone pole do ekspansji marż. Wzorce konsumenckie nie są stałe, a realny wzrost wynagrodzeń nie zawsze wiąże się z adekwatnym wzrostem zakupów.

Czarny Piątek będzie w tym roku istotnym wskaźnikiem faktycznej, globalnej siły i faktycznej ‘potrzeby’ konsumpcji na głównych, zachodnich rynkach. Ostatnie wyniki sektora modowo-luksusowego, jak i sieci detalicznych, które przez lata funkcjonowały na wyższej marży względem konkurencji (w USA dobrym przykładem jest Target vs Walmart, w Polsce Dino Polska vs Biedronka tj. Jeronimo Martins) pokazują, na dość zróżnicowaną sytuację. Konsumenci wybierają częściej to, co tańsze i rezygnują z ‘prestiżu’. Choć ‘na papierze’ wyglądają na silnych, skłaniają się ku niższym cenom i często rezygnują z ‘niepotrzebnych wydatków’, których chętnie dokonywali w latach 2020 – 2022. Jako pierwsza odczuła z tej strony presję branża modowa, gdzie akcje modowych holdingów jak LVMH, Kering, Richemont, Swatch czy PVH Corp. runęły. Spadkom opierają się jak dotąd praktycznie wyłącznie firmy tworzące towary ekskluzywne, tacy jak Hermes, Ferrari czy Brunello Cucinelli.

Wzrost popularności sprzedaży internetowej oznacza wyższy nacisk na oferty online i prawdopodobnie zmniejszoną liczba promocji w sklepach. Wygoda i opłacalność może skierować konsumentów w stronę zamówień e-commerce. Zmiana bynajmniej nie jest jednoznacznie pozytywna dla branży detalicznej i może wywołać presję na marże, z powodu wyższych kosztów realizacji zamówień. Stopy procentowe zbierają żniwo? Słabsze wyniki akcji detalistów, którzy historycznie radzili sobie bardzo dobrze, na chwilę przed Czarnym Piątkiem budzą pewne obawy co do aktywności konsumentów i wyników sprzedażowych w tym okresie.Przed Czarnym Piątkiem najmocniej zyskiwały akcje

Przed Czarnym Piątkiem najmocniej zyskiwały akcje nowojorskiej sieci domów towarowych Macy’s, Marks & Spencer oraz Kohl’s. W ciągu ostatniego miesiąca jednak Macy’s zyskało rozczarowująco niewiele, bo ponad 2.5% (wobec średniej 12.8%), akcje Marks & Spencer nie odnotowały istotnej zmiany wartości, Kohl’s spadły o 20%, a Capri zyskały 6.5%, poniżej miary z zestawienia. Akcje Allegro wcale nie wyglądają na beneficjenta tego trendu (również w tym roku), a Dino wypada słabiej na tle amerykańskiego ‘odpowiednika’, Walmart, choć wyraźnie lepiej, od Tesco czy Jeronimo Martins. Źródło: XTB Research

Amerykańscy detaliści ‘nie dowożą’

Nie tylko polscy detaliści mają w tym roku problem. Dane Bloomberga wskazują, że obserwowany wzrost sprzedaży ‘flagowych’ detalistów Walmart i Kohl’s jest wolniejszy niż w 2023 roku; dla Walmart wynosi 1,3% r/r, podczas gdy Kohl’s notuje prawie 10% spadek. W przypadku Target tj. największego konkurenta Walmartu, sprzedaż spada o 1.2% r/r, a w BestBuy, gdzie konsumenci ‘polują’ na promocje związane z przecenioną od dłuższego czasu elektroniką oraz sprzętem RTV i AGD wzrost r/r wynosi 5.5%.

Niższa inflacja sprawia, że ceny niektórych towarów spadają. Napływające, bieżące dane sugerują, że najwięksi detaliści w USA notują spadek liczby transakcji rok do roku, z wyjątkiem Walmartu, gdzie wzrost ten wynosi 0.4%. Sprzedaż porównywalna w sklepach Walmart, który przyciąga konsumenta zorientowanego na promocje i oszczędności ma wzrosnąć o 3,9%, dla Target rosnąć rok do roku tylko śladowo, a dla Best Buy i Kohl’s – spaść.

Wiele ofert na Czarny Piątek jest również dostępnych online, co może powstrzymać konsumentów przed wizytami w sklepach i centrach handlowych. Dane Placer.ai sugerują, że wizyty w amerykańskich sklepach w październiku do 15 listopada były niższe rok do roku w Target i Best Buy, jak i Kohl’s; dla Walmart wzrost był śladowy.

Podczas Czarnego Piątku w roku 2023 wzrost liczby odwiedzin kupujących osłabł w Target, Best Buy i Kohl’s. Wtedy też ruch wyłącznie w Walmart był silniejszy niż w 2022 roku. W tym roki ta dynamika prawdopodobnie nie ulegnie zmianie. Detaliści promują oferty na Czarny Piątek od początku listopada, podobnie jak rok temu. aka strategia może pomóc przyciągnąć oszczędnych kupujących, którzy rozkładają zakupy w czasie, jak i osłabić wielkość koszyka zakupowego. Podsumowując, w tym sezonie po Czarnym Piątku nie warto oczekiwać ‘fajerwerków’, a wyniki akcji detalistów sugerują, że rynek nie budował sobie w ostatnich tygodniach wysokich oczekiwań względem listopadowo-świątecznej sprzedaży.Czarny Piątek okazywał się być raczej ‘okazją’ do realizacji zysków

Patrząc historycznie, Czarny Piątek okazywał się być raczej ‘okazją’ do realizacji zysków. Podczas gdy akcje detalistów zyskiwały znacząco na dwa tygodnie przed ‘peakiem’ promocji, po ‘Black Friday’, większość akcji spółek notowała spadki. Źródło: XTB ResearchAkcje Allegro

Akcje Allegro (ALE.PL) notowane są prawie 20% poniżej 200-sesyjnej wykładniczej średniej kroczącej, przeceniły się o blisko 30% względem lokalnych szczytów z sierpnia i testują minima z lata 2023 roku. Możemy powiedzieć, że ‘hossa detalistów’ napędzana Czarnym Piątkiem nie udzieliła się polskiej giełdzie, wokół której sentyment osłabł na fali ‘Trump Trade’ i globalnym kapitałem zainteresowanym amerykańskimi aktywami. Istotnego odbicia nie przyniósł też solidny odczyt sprzedaży detalicznej za październik. Akcje takich spółek jak Dino Polska, LPP, CCC czy Shoper wciąż radzą sobie słabo. Źródło: xStation5

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Zdrowie liderów, czyli na jakie kryzysy zdrowia psychicznego narażone są osoby na kierowniczych stanowiskach?

Prestiż, wysokie zarobki, możliwość podejmowania kluczowych dla firmy decyzji oraz realizacja ambicji zawodowych – z takimi korzyściami większość z nas kojarzy kierownicze stanowiska. W tej opinii utwierdzają nas także media i kultura popularna, które rozpowszechniają „mit wszechmogącego lidera” – jednostki charyzmatycznej, wzbudzającej podziw i szacunek pracowników oraz otoczenia. Rzeczywistość jednak nie jest tak kolorowa, a wielu przedsiębiorców, szefów czy menedżerów zmaga się z kryzysami psychicznymi.

Wysokie stanowisko to duża odpowiedzialność – za zespół, firmę, interesy partnerów. Dlatego liderom często towarzyszy silny stres – zmaga się z nim 16% ludzi należących do wyższej kadry kierowniczej[1]. Stresory w pracy zwiększają ryzyko chorób przewlekłych takich jak nadciśnienie i problemy sercowo-naczyniowe. Wpływają one również na kondycję psychiczną. Jakie niebezpieczeństwa wyróżniają psycholodzy pracujący z osobami na kierowniczych stanowiskach?

Samotność, wypalenie zawodowe i depresja

Odpowiedzialność za firmę oraz konieczność podejmowania trudnych decyzji, także tych o zwalnianiu pracowników, powodują, że liderzy czują się odizolowani od reszty zespołu. Podwładni oczekują od nich stabilności, a klienci i partnerzy biznesowi profesjonalnego podejścia. U wielu osób pojawia się wówczas poczucie osamotnienia. Może ono doprowadzić do zaburzeń nastroju i wypalenia zawodowego, które dotyka 53% menedżerów na całym świecie[2]. Liderzy wskazują, że praca ich przytłacza, nie przynosi satysfakcji i nie rozwija. Duże znaczenie ma tutaj przede wszystkim obciążenie obowiązkami i liczne czynniki rozpraszające, takie jak niecierpiące zwłoki sprawy do załatwienia. Skutkuje to znacznie obniżoną motywacją, zmęczeniem i częstszymi wybuchami negatywnych emocji. Może też prowadzić do depresji.

Nadużywanie substancji psychoaktywnych

Osoby na wysokich stanowiskach, które odczuwają długotrwały i silny stres, często szukają sposobu na odreagowanie i zmniejszenie towarzyszącego im na co dzień napięcia.

– Niestety u niektórych szefów chęć złagodzenia skutków działania kortyzolu prowadzi do częstego sięgania po alkohol, a w rezultacie do uzależnienia od niego – mówi psycholożka Edyta Krzanik. – Alkohol jest depresantem, czyli substancją psychoaktywną, który działa na układ nerwowy, szybko zmniejszając jego aktywność i dając chwilowe uczucie odprężenia. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym alkoholizmowi wśród decyzyjnych osób jest częste uczestniczenie w spotkaniach biznesowych, na których również pojawia się ten trunek – dodaje ekspertka.

Rolę substancji odstresowującej często pełni także nikotyna – wielu liderów jest długoletnimi palaczami. Coraz więcej osób jest także uzależniona od środków uspokajających.

Zaburzenia odżywiania i niezdrowe relacje z jedzeniem

Intensywny styl życia, nienormowany czas pracy, a także brak przerw o stałych porach powodują, że niekiedy u osób na kierowniczych stanowiskach wykształcają się nieprawidłowe nawyki żywieniowe. Zamiast pełnowartościowych posiłków zapracowani szefowie sięgają po fast foody, pomijają obiad lub jedzą późnym wieczorem. W rezultacie może to prowadzić do nadwagi czy kompulsywnego jedzenia, zwłaszcza jeśli w ciągu dnia nie mają czasu na regularne posiłki.

– Jedzenie, a zwłaszcza produkty słodkie i tłuste pobudzają ośrodek przyjemności w mózgu. Wydziela się wówczas dopamina i dochodzi do chwilowej poprawy nastroju. Co więcej, praca w stresujących warunkach powoduje, że organizm produkuje nadmiar kortyzolu, który dodatkowo zwiększa apetyt na kaloryczne jedzenia. W takiej sytuacji nie trudno o uzależnienie od tzw. comfort food – wyjaśnia Aleksandra Dejewska-Wysogrocka, psycholożka i terapeutka zaburzeń odżywiania, a także właścicielka Dejewska Clinic. – W swoim gabinecie często spotykam się z osobami, które zajadają stres, ale trafiają do mnie również liderzy z anoreksją i bulimią. Z drugiej strony u niektórych osób chroniczny stres hamuje działanie układu trawiennego, zmniejszając łaknienie, co czasami prowadzi do spadku wagi oraz niedoborów żywieniowych – dodaje ekspertka.

Bywa również, że liderzy wkładają ogromny wysiłek w to, by utrzymać wysportowaną sylwetkę i idealny wygląd. Może to prowadzić do ortoreksji. W przypadku tego zaburzenia wybieranie tylko zdrowego jedzenia, całkowita rezygnacja z żywności przetworzonej oraz forsowne ćwiczenia mają charakter obsesyjny i negatywnie wpływają nie tylko na zdrowie, ale i samopoczucie danej osoby.

Jak sobie radzić z kryzysem zdrowia psychicznego wśród liderów?

Liderzy, przyzwyczajeni do przewodzenia i wspierania innych, nawet, gdy czują, że ich zdrowie psychiczne się pogarsza, niechętnie proszą o pomoc. Niektórzy z nich widzą w tym oznakę słabości, która nie pasuje do wizerunku kompetentnego przywódcy. Jest to jednak złudne przeświadczenie. Warto podkreślić, że osoby znajdujące się w kryzysie, z którym nie są w stanie same sobie poradzić, powinny zwrócić się do specjalisty – psychologa, terapeuty zaburzeń odżywiania lub leczenia uzależnień czy psychiatry.

Duża odpowiedzialność leży także po stronie samych organizacji. To ważne, by firmy wypracowały długofalowe, strategiczne podejście do bieżącego wsparcia psychicznego oraz monitorowały kondycję zdrowotną nie tylko liderów, ale także reszty pracowników. Istotne jest zwłaszcza promowanie równowagi między pracą a odpoczynkiem, a także zapewnienie zespołom programów wspierających zdrowie fizyczne i psychiczne.

[1] People at work 2024, s. 46.

[2] Raport Hybrid Work Is Just Work. Are We Doing It Wrong?

Geopolityka i cyberbezpieczeństwo na szczycie zagrożeń dla TSL

Geopolityka i cyberbezpieczeństwo to obecnie najpoważniejsze zagrożenia dla światowych łańcuchów dostaw, które z pewnością nie ustąpią w 2025 r. Specjaliści sektora TSL pracują na rzecz ograniczania ryzyka na obu frontach i choć większe pole do działań prewencyjnych generuje świat wirtualny, to nie wszyscy z nich korzystają. Z drugiej strony ruchy na globalnej arenie geopolitycznej podlegają mniejszej kontroli, ale stwarzają szanse dla Polski oraz działających tu operatorów logistycznych.

Napięcia geopolityczne stanowią największe zagrożenie dla globalnych łańcuchów zaopatrzenia. W 2024 r. obawy związane z tym obszarem wyraża aż 33% managerów zarządzających logistyką i dostawami na głównych światowych rynkach, w tym w Europie, Ameryce Płn. oraz regionie Azji i Pacyfiku. W analizie Reuters Events opublikowanej pod koniec października 2024 r. autorzy podkreślają, że choć łańcuchom logistycznym od zawsze towarzyszyła spora dawka niepewności, to w ostatnich latach doszło do zakłóceń o niespotykanej dawno skali. W efekcie piętrzących się problemów tradycyjny model produkcji i dostaw just-in-time utracił sporą część swojego dotychczasowego potencjału, a precyzyjne planowanie zapasów stało się znacznie bardziej wymagające. Skomplikowanej sytuacji nie pomaga coraz wyraźniejsza rozbieżność interesów poszczególnych państw i bloków gospodarczych, która prowadzi do protekcjonizmu, surowych regulacji i wojen handlowych. Zmusza to logistyków do zwracania się w stronę bardziej elastycznych i zdywersyfikowanych scenariuszy, obejmujących alternatywne źródła zaopatrzenia i skracanie łańcuchów logistycznych, a producentów dóbr do zmiany bazy produkcyjnej.

Za geopolityką podąża cyberbezpieczeństwo

W 2024 r. kluczowych zagrożeń dla bezpieczeństwa dostaw upatruje się również w obszarze cybernetycznym, na który uwagę zwraca 19% spośród 450 badanych profesjonalistów ds. logistyki. Ingerencja w infrastrukturę IT prowadzi bardzo często do wycieków wrażliwych informacji, zakłóceń harmonogramów dostaw, niekiedy nawet paraliżu operacji i niemal zawsze do wysokich kosztów. Z wyliczeń IBM wynika, że zeszłoroczna globalna średnia strat finansowych, będących wynikiem cyberataków na biznesowe systemy teleinformatyczne wyniosła 4,45 mln dol., co stanowi wzrost o 15% w ciągu ostatnich trzech lat. Bieżący rok jeszcze się nie skończył, a średnia strat wynosi już 4,88 mln dol. i jest to wzrost o 10% względem 2023 r. Obserwujemy więc niepokojący trend, który nie wykazuje oznak osłabienia i wszystko wskazuje na to, że będzie on kontynuowany w 2025 r. i kolejnych latach.

Przy okazji takich wyliczeń IBM porusza bardzo interesujący wątek, mianowicie te organizacje, które do prewencyjnej ochrony infrastruktury IT używają narzędzi sztucznej inteligencji i automatyzacji były w stanie ograniczyć poniesione straty o średnio 2,22 mln dol. względem tych firm, które takich narzędzi nie wykorzystywały. Inna diagnoza IBM podkreśla jednak, że choć narzędzia AI mogą pracować na rzecz cyberbezpieczeństwa przedsiębiorstw, to zaledwie 24% takich inicjatyw ma wbudowane własne zabezpieczenie cybernetyczne. To o tyle ważne, że brak ochrony na tym poziomie może ostatecznie prowadzić do większych szkód niż prognozowane korzyści wynikające z wdrożenia inteligentnych algorytmów.

Przygotowaniom na zakłócenia w transporcie towarzyszy digitalizacja w innych obszarach

Nie wszystkich zagrożeń można uniknąć lub znacząco je mitygować, zwłaszcza w obszarze napięć geopolitycznych, ale wybranym można wyjść naprzeciw i widać, że jest to tematem przemyśleń, przynajmniej w niektórych przedsiębiorstwach. W przypadku zakłóceń transportowych 33% zarządzających operacjami logistycznymi deklaruje, że ma opracowane alternatywne trasy dostaw, a w razie konieczności jest w stanie zaangażować innych partnerów i różne modele transportu. Niewiele mniej, bo 32% polega na monitorowaniu zagrożeń w czasie rzeczywistym oraz szybkiej ścieżce decyzyjnej nakierowanej na rozwiązanie konkretnego problemu. Kolejne 20% posiada plany awaryjne skoncentrowane na odpowiednio wysokim buforze zapasów, ale z drugiej strony aż 15% profesjonalistów dopiero opracowuje kompleksowe strategie łagodzące lub przeciwdziałające zakłóceniom.

Zarządzający logistyką myślący o odporności operacji wykorzystują również inne narzędzia, aby zwiększyć własną wydajność, ograniczyć straty i podnieść bezpieczeństwo. Stąd stale rosnące i pojawiające się w analizach inwestycje w digitalizację, która ma te procesy usprawnić i łagodzić oddziaływanie kryzysów. W bieżącym badaniu Reuters Events wśród kluczowych inwestycji w obszarze logistyki podjętych w ciągu ostatnich 12 miesięcy znalazły m.in. systemy TMS (42% wskazań), digitalizacja dokumentacji (41%), automatyzacja magazynów (35%), a także narzędzia analityczne do zarządzania zapasami (31%) i inwestycje w cyberbezpieczeństwo (31%). Tak jak w przypadku badań prowadzonych przez IBM, także tu zwrócono uwagę, że rozbudowane zaplecze cyfrowe, nagromadzenie dużych ilości danych o operacjach logistycznych w połączeniu ze słabym bezpieczeństwem infrastruktury i innymi czynnikami cyfrowego ryzyka same w sobie mogą stanowić źródło ryzyka. W tym kontekście uzasadnione obawy o różnym stopniu nasilenia wyraża aż 94% badanych profesjonalistów ds. logistyki, z czego 6% określa swoje obawy jako ekstremalne, 16% jest głęboko zaniepokojonych, a 61% plasuje swoje obawy na poziomie umiarkowanym.

– Nie bez przyczyny cyberbezpieczeństwo procesów logistycznych stało się źródłem obaw, badań i przedmiotem debaty publicznej. Skala zagrożeń jest naprawdę duża, a zaniedbania mogą prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, zwłaszcza że transport i logistyka są częścią wąskiego zbioru sektorów zaliczanych do infrastruktury krytycznej. Cyberataki wymierzone w taką infrastrukturę mogą zagrażać nie tylko pojedynczym firmom, ale całemu społeczeństwu, gospodarce, a nawet bezpieczeństwu narodowemu. Ich celem są bowiem kluczowe systemy ochrony zdrowia, infrastruktury bankowej czy sieci transportowych. O skali wyzwań i niebezpieczeństw świadczą choćby dane zbierane przez Europejskie Repozytorium Incydentów Cybernetycznych (EuRepoC) zajmujące się dostarczaniem opartych na dowodach naukowych analiz dotyczących naruszeń bezpieczeństwa cyfrowego. Spośród 3318 ogółu globalnych cyberataków zarejestrowanych w EuRepoC, aż 1324, czyli blisko 40%, przeprowadzono właśnie na infrastrukturę krytyczną, z czego 186 dokonano na sektor transportowy. To czwarte miejsce spośród 14 najbardziej narażonych obszarów krytycznych i prawie 6% wszystkich ataków od 2020 r. Na świecie infrastrukturę transportową wyprzedza tylko sektor zdrowotny, finansowy i telekomunikacyjny – mówi Marcin Czerwiński, dyrektor IT w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

Sytuacja w Unii Europejskiej jest jeszcze poważniejsza, ponieważ krytyczna infrastruktura transportowa, w tym linie lotnicze, transport publiczny, firmy żeglugowe, operatorzy kolejowi i firmy logistyczne, stanowi drugi najczęstszy cel ataków. W UE pod względem liczby ataków transportowi ustępuje tylko sektor zdrowotny, a w Polsce wyłącznie przemysł zbrojeniowy. To pokazuje, z jak poważnymi wyzwaniami mamy do czynienia i jak niezbędne staje się prawidłowe zarządzanie zasobami cyfrowymi przedsiębiorstw z sektora TSL. Z przeprowadzonej przez nas analizy, opublikowanej w październiku br. wynika m.in., że choć polskie przedsiębiorstwa widzą bardzo duży potencjał wykorzystania innowacji, w tym sztucznej inteligencji, to jedną z obaw powstrzymujących ich przed wdrażaniem jest ryzyko wycieku danych oraz szeroko pojęte naruszenia bezpieczeństwa, zwłaszcza w kontekście outsourcingu projektów związanych z AI – dodaje Marcin Czerwiński.

Nie wszystkie organizacje traktują zagrożenia wystarczająco poważnie

Może to dziwić, ale nawet będąc świadkami coraz większych problemów występujących w globalnym sektorze transportu i logistyki nie wszystkie organizacje podchodzą do zagrożeń wystarczająco poważnie. Tylko 32% badanych przez Reuters firm regularnie angażuje się w planowanie alternatywnych scenariuszy kryzysowych, tworzenie hipotetycznych zdarzeń i symulacji adekwatnych odpowiedzi zakładających m.in. konstruowanie wielofunkcyjnych zespołów podnoszących ogólną gotowość organizacyjną. Aż 41% robi to wyłącznie sporadycznie lub tylko w razie konieczności, a 16% rozważa pewne rozwiązania, ale nie są one częścią głównych strategii organizacyjnych. Co bardziej zdumiewające i alarmujące, 11% przedsiębiorstw w ogóle nie podejmuje się testowania odpowiedzi na niebezpieczeństwa, nie ćwiczy procedur, co w praktyce oznacza brak przygotowania, zwiększoną podatność na straty finansowe, niepowodzenie operacji i niezadowolenie kontrahentów.

Podobne zagrożenia i dotkliwe konsekwencje

W 2024 r. gigant żeglugowy Maersk przebadał 2 062 swoich europejskich klientów, chcąc ustalić m.in., jak przedsiębiorstwa reagują na zakłócenia oraz jak ważną rolę w organizacjach odgrywają środki zwiększające odporność operacyjną w obrębie łańcuchów zaopatrzenia. Wyniki analiz są w dużej mierze zbliżone do tych prezentowanych przez badaczy z Reuters Events i potwierdzają, że niestabilność geopolityczna jest obecnie największym czynnikiem ryzyka zakłócającym operacje dostaw. Uważa tak 4 na 5 badanych przedsiębiorstw, czyli 80% respondentów. Bardzo dużo firm (76%) wskazuje także na zakłócenia w prowadzeniu biznesu wynikające opóźnień operacji logistycznych.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy zaledwie 20% kontrahentów Maersk było w stanie szybko uporać się z takimi problemami, a ponad połowa twierdziła, że opóźnienia były bardziej dotkliwe niż pierwotnie zakładano. Mało tego, w przypadku 20% firm opóźnienia zdarzyły się ponad 20 razy w ciągu ostatnich 12 miesięcy przy okazji znacząco podnosząc koszty dostaw u ponad 50% kontrahentów.

Szanse dla polskiej gospodarki i operatorów logistycznych

W kontekście oczywistych i powszechnie występujących zagrożeń wyższe koszty usług, będące po części pochodną niewłaściwego przygotowania, nie powinny być dużym zaskoczeniem, interesująco w badaniu Maersk wygląda jednak deklaracja firm dotycząca chęci skracania łańcuchów logistycznych i poszukiwania nowych źródeł zaopatrzenia. Chce tak zrobić ponad 50% respondentów, czyli co najmniej 1000 firm, z czego jedna trzecia zamierza przenieść się w bezpośrednie sąsiedztwo Europy lub poszukać swojej szansy wewnątrz kontynentu. Polska nie jest niestety ich pierwszym wyborem, ale jest wysoko w rankingu i na uprzywilejowanej pozycji.

Najbardziej preferowaną opcją near‑sourcingu związaną z Europą jest Turcja, którą wskazała 1 na 10 firm. Na drugim miejscu jest Egipt (1 na 14 wskazań), następnie Polska, którą wybrało 1 na 16 badanych. To najwyżej ulokowany kraj spośród państw Unii Europejskiej, co samo w sobie otwiera obszerny katalog korzyści dla tych organizacji, które zdecydują się na przeniesienie swoich źródeł zaopatrzenia nad Wisłę. Oczywistym beneficjum będzie w takim scenariuszu Polska gospodarka, a w niej sektor transporotowy i logistyczny.  Na pozostałych miejscach listy preferowanych destynacji w lub wokół Europy znajduje się Maroko (1 na 33 wskazań), a następnie Rumunia (1 na 50 firm), z którą potencjalnie przyjdzie nam konkurować.

Rozwiązania cyfrowe nadal wysoko wśród narzędzi budujących odporność

Niezależnie od planów relokacyjnych także przedsiębiorstwa badane przez Maersk myślą o sposobach zwiększenia własnej odporności, a jeden na trzech badanych twierdzi, że odpowiedzią na niebezpieczeństwa w zakresie dostaw może być m.in. lepsza komunikacja i wymiana danych, rozwiązania technologiczne w obszarze monitoringu, śledzenia i widoczności operacji. Równie ważną kwestią jest także elastyczność i szybkość planowania, które bezpośrednio przekładają się na siłę łańcuchów zaopatrzenia. Tyle samo, czyli jedna trzecia firm uważa, że dzięki technologiom informatycznym ich organizacje osiągną zdolność do jeszcze dokładniejszego planowania popytu, a 25% chce inwestować w narzędzia, które to umożliwiają.

Krzysztof Oflakowski

Logistyka magazynowa: kluczowe aspekty i strategie efektywnego zarządzania

Aby magazyn logistyczny działał sprawnie i zapewniał wysoką jakość obsługi klienta, należy wiedzieć, jak zorganizować pracę oraz zoptymalizować łańcuch dostaw. Poznaj najważniejsze aspekty i wskazówki skutecznego zarządzania logistyką magazynu.

Logistyka magazynowa – co to jest?

Logistyka magazynowa to kompleksowy proces sterowania towarami. Obejmuje ich magazynowanie i zarządzanie zarówno wewnątrz magazynu, jak i poza nim, np. w czasie dostawy. Na jej poszczególne etapy składają się:

  • przyjmowanie towaru z centrów logistycznych,
  • składowanie przesyłek,
  • kompletowanie zamówienia,
  • wysyłka przesyłki do klienta.

Logistyka magazynowania pozwala odpowiednio zorganizować pracę w obiekcie logistycznym, tak by zwiększyć efektywność procesu doręczania przesyłek. Pozwala również ocenić stan zapasów magazynu oraz system przechowywania. Dzięki temu możesz zadbać o bezpieczeństwo i skuteczność transportu.

Jakie wyzwania i cele ma magazyn logistyczny?

Proces sterowania przesyłkami charakteryzuje się dużą dynamiką. Każdy etap procesu logistycznego powinien przebiegać sprawnie i bez zakłóceń. Tak, aby zamówienie jak najszybciej dotarło do klienta. Każda pomyłka czy opóźnienie może spowodować zakłócenie całego łańcucha dostaw, a ostatecznie negatywnie wpłynąć na doświadczenia zamawiającego. Dlatego do najważniejszych wyzwań logistyki magazynowania należą:

  • optymalizacja procesu zarządzania magazynem, która obejmuje m.in. określanie układu przestrzeni magazynowej, czy przemyślaną segregację towarów,
  • ustalanie i przestrzeganie harmonogramu doręczenia paczek,
  • przestrzeganie przepisów prawnych dotyczących prawa przewozowego,
  • przygotowywanie i kompletowanie raportów z przebiegu dostawy,
  • opracowywanie przejrzystej dokumentacji finansowej,
  • kontrolowanie kosztów doręczania przesyłek oraz wskaźników efektywności

Z powyższymi wyzwaniami związane są także cele, jakim powinna sprostać logistyka magazynowania. Najważniejszym z nich jest optymalizacja kosztów operacyjnych, przy zachowaniu wysokiego poziomu świadczonych usług. Dlatego, gdy organizujesz magazyn logistyczny, zwróć uwagę na m.in.:

  • maksymalizację wykorzystania przestrzeni magazynowej,
  • zagwarantowanie i przestrzeganie standardów bezpieczeństwa – dotyczy to zarówno pracowników, jak i towarów,
  • optymalizowanie procesu przeładunkowego,
  • poprawę organizacji pracy osób zarządzających logistyką w magazynie,
  • zapewnienie niezakłóconego dostępu do przesyłek.

Gdy chcesz zadbać o finanse swojej firmy i zrealizować powyższe cele, może zainteresować Cię magazyn logistyczny do wynajęcia. To świetne rozwiązanie, dzięki któremu zyskasz dostęp do dużej powierzchni do składowania towarów i przesyłek. Na rynku znajdziesz szeroką ofertę miejsc w atrakcyjnych lokalizacjach, np. magazyny w Warszawie, na Górnym Śląsku, Łodzi, Trójmieście, Wrocławiu, czy Poznaniu. Dzięki temu możesz poprawić skuteczność swoich działań i obniżyć koszty prowadzenia firmy.

Jak przebiega logistyka magazynowania?

Logistyka magazynowania to złożony proces, na który składają się cztery elementy:

  • Przyjęcie towaru – obejmuje weryfikację przesyłki po dostarczeniu jej do magazynu, m.in. sprawdzenie prawidłowości dokumentów, potwierdzenie odbioru paczki, rozmieszczenie w magazynie.
  • Przechowywanie towaru – na tym etapie paczka zostaje przeniesiona do strefy składowania, gdzie jest przechowywana. Powinna znaleźć się w miejscu, które zapewnia jej właściwą konserwację. Tak, aby mogła zostać przekazana do strefy kompletacji w odpowiednim stanie.
  • Kompletowanie zamówienia – polega na przygotowywaniu zamówienia do wysyłki do docelowego odbiorcy. Obejmuje m.in. odbiór ze strefy pakowania, kompletację zamówienia, sprawdzanie zgodności towarów z zamówieniem. Końcowym etapem jest pakowanie zamówienia do wysyłki.
  • Wysyłka – to ostatni element łańcucha logistyki i magazynowania. Jego celem jest dostarczenie zamówienia do odbiorcy. Składa się na niego m.in. przyjęcie paczki, weryfikacja dokumentów przewozowych, oznakowanie paczki i jej załadunek do samochodu.

Logistyka magazynowania – jak zwiększyć efektywność procesu?

Jeśli chcesz, aby magazyn logistyczny realizował swoje cele i funkcje, należy cały czas dążyć do zwiększania efektywności procesu logistycznego. Dlatego trzeba obserwować skuteczność systemu zarządzenia przestrzenią i na bieżąco go optymalizować. Jak m.in. możesz poprawić wydajność logistyki magazynowej?

  • Analizuj łańcuch dostaw – sprawdzaj wydajność każdego z etapów. Dzięki temu utrzymasz wysoką jakość obsługi i zadbasz o pozytywne doświadczenia klienta.
  • Zarządzaj zapasami – systematycznie kontroluj liczbę przesyłek przechowywaną w magazynie logistycznym. W ten sposób ocenisz, jakie paczki czekają na doręczenie i jak je optymalnie rozmieścić.
  • Wykorzystaj potencjał automatyzacji – możesz wprowadzić np. programy do zarządzania przesyłkami. To pomoże Ci m.in. przyspieszyć powtarzalne procesy, zwiększyć efektywność działań. Dzięki temu zaoszczędzisz czas oraz zminimalizujesz ryzyko pomyłek.

Te rozwiązania pomogą Ci sprawnie i skutecznie zarządzać magazynem logistycznym. Wybierz te, które odpowiadają potrzebom Twojej firmy oraz pomogą Ci efektywnie ją rozwijać.

[Artykuł sponsorowany]

Zapowiedzi Trumpa osłabiają CAD i MXN, jen zyskuje na spekulacjach o podwyżce stóp BoJ

Ostatnie zapowiedzi Trumpa wpłynęły niekorzystnie na wycenę dolara kanadyjskiego raz meksykańskiego peso. Z kolei japoński jen zyskał w ostatnich dniach, mimo, że na rynku nie widać wzrostu awersji do ryzyka. Może to być efekt lekkiego wzrostu oczekiwań, że Bank Japonii podniesie stopy procentowe w grudniu. Para USD/JPY znajduje się dziś rano poniżej poziomu 152,00.

Donald Trump nie objął jeszcze oficjalnie stanowiska prezydenta USA ale już teraz podgrzew atmosferę oficjalnie zapowiadając wprowadzenie nowych taryf celnych już w pierwszym dniu swojej kadencji. Padły konkretne liczby a mianowicie 25 proc. poziom opłat na wszystkie towary z Kanady oraz Meksyku i dodatkowe 10 proc. na te pochodzące z Państwa Środka. Jeśli zostało powiedziane, że nastąpi to już pierwszego dnia nowej prezydentury, to widocznie Trump chciał pokazać jak bardzo mu zależy na tych zmianach i że konsekwentnie planuje wypełniać swoje „obietnice”. Media nazwały to „straszeniem”, ale rynek akcyjny nie wpadł w panikę. Ucierpiały jedynie waluty wspomnianych krajów. Deprecjacji CAD-a oraz MXN towarzyszyło umocnienie JPY.

Za siłą japońskiej waluty może stać kilka czynników. Po pierwsze JPY był w ostatnich dniach wyjątkowo słaby i aktualne zniżki notowań USD/JPY można traktować jako zwykłą korektę techniczną. Wzrost kursu był w październiku oraz w listopadzie dynamiczny i być może teraz część inwestorów zamyka swoje transakcje. To dość prosta i nieskomplikowana interpretacja. Można też przypuszczać, że taryfy na Chiny w wysokości dodatkowych 10 proc. w pierwszym kroku, a nie 60 proc. jak zapowiadano, zostało pozytywnie zinterpretowane dla JPY. Ponadto może występować pewna ulga związana z tym, że Japonia sama (przynajmniej na razie) nie znajduje się na celowniku Trumpa.

Niezależnie jednak od decyzji prezydenta elekta dotyczących zaostrzenia warunków handlowych, rynek coraz mocniej zaczyna spekulować o podwyżce stóp ze strony BoJ. Podczas gdy na początku listopada szansa na taki scenariusz była rozpatrywana na poziomie ok 30 proc. prawdopodobieństwa, aktualnie wycena rynkowa wskazuje już ponad 65 proc. W krótkim terminie jen ma zatem potencjał do większej siły. Może się ona szybko skończyć jeśli okaże się, że grudniowy ruch ze strony Banku Japonii jest końcem krótkiego i symbolicznego cyklu zacieśniania warunków monetarnych.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Dynamiczny wzrost sprzedaży pożyczek konsumenckich przez firmy pożyczkowe w październiku 2024 r.

Polski rynek pożyczek pozabankowych opiera się na dwóch głównych, odmiennych, specyficznych segmentach produktowych.

Pierwszym są pożyczki celowe charakteryzują się niską kwotą, na jaką są udzielane oraz na finansowanie określonego celu, jakim jest zakup konkretnych towarów czy usług, nie jest więc udostępniana klientowi gotówka. W pożyczkach celowych mogą być realizowane niskokwotowe zakupy w sklepach internetowych, na platformach sprzedażowych, ale także pożyczki na zakup samochodów, usługi stomatologiczne lub medycyna estetyczna, charakteryzujące się wyższymi kwotami. Są one zazwyczaj udzielane na krótkie okresy i bardzo dobrze spłacane. Mają więc cechy „upodabniające” je do bankowych kredytów ratalnych.

Średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 702 zł i była o 8,5% wyższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej. Liczba nowo udzielonych w październiku br. pożyczek celowych wzrosła o +2,7% r/r. W ujęciu wartościowym wzrost był jeszcze wyższy i wyniósł +11,4% r/r.

Drugim segmentem są pożyczki gotówkowe, które wypłacane są bezpośrednio na konto klienta i mogą być wykorzystywane na dowolny cel, w tym podreperowanie budżetu domowego. Cechą charakterystyczną pożyczek gotówkowych jest ich wyższa szkodowość w porównaniu do pożyczek celowych. W segmencie tym można wyróżnić dwie kategorie pożyczek gotówkowych. Pożyczki gotówkowe udzielane na niskie kwoty i krótkie okresy – tzw. „chwilówki” oraz na wysokie kwoty i długie, często kilkuletnie okresy. Ten drugi typ pożyczek podobny jest do bankowych kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w październiku 2024 r. wyniosła 2 670 zł i była o 11,1% wyższa do średniej kwoty udzielonej w październiku 2023 r. Październikowa wartość sprzedaży pożyczek gotówkowych (1,394 mld zł) była wyższa o +44,6% r/r. Dodatnia dynamika r/r (+30,2%) wystąpiła również w ujęciu liczbowym. W październiku udzielono ich łącznie 522 tys. szt.

Black Friday na rynku nieruchomości: rekordowe promocje, rabaty i egzotyczne wakacje w pakiecie

Deweloperzy wykorzystują marketingowo Black Friday, by niezdecydowanych skłonić do zakupu mieszkania. To dla nich ważne, bo na rynku nieruchomości trwa zastój, a w dodatku zbliża się koniec roku. Na Black Friday 2024 przygotowali atrakcyjne rabaty, harmonogramy płatności 10/90, a także darmowe garaże, komórki lub wyjazdy do ciepłych krajów. Promocji jest o połowę więcej niż rok temu!

Black Friday może się kojarzyć z zakupami spontanicznymi, jednak zjawisko sezonowych obniżek funkcjonuje także na rynku nieruchomości. Pozwala przyciągnąć uwagę tych, którzy planują zakup nowego mieszkania, ale z różnych powodów wstrzymują się z decyzją. Jedni czekają na obniżki cen, inni na korzystniejsze warunki kredytowe. Są też tacy, którzy mają problem z wyborem konkretnego mieszkania. Promocja może być czynnikiem, który przeważy szalę wyjaśnia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPiewrotny.pl. Razem z nim sprawdzamy, jak sprawy wyglądają w praktyce.

Black Friday 2024. Ofert 1,5 raza więcej niż rok temu

Chłód na rynku nieruchomości (związany m.in. z przedłużającym się oczekiwaniem na decyzje w sprawie kredytu 0%) zmobilizował część deweloperów do działania. W portalu RynekPierwotny.pl doliczyliśmy się łącznie 396 ofert promocyjnych w całej Polsce wobec ogółem 1,5 tys. inwestycji mieszkaniowych. – W Warszawie firmy deweloperskie ogłaszają sprzedaż mieszkań w 223 inwestycjach, a tylko w 38 oferują promocje. Jednak we Wrocławiu w 123 inwestycjach są 43 oferty promocyjne, w Krakowie odpowiednio 129 i 31, w Łodzi 109 i 37, w Poznaniu 88 i 51, a w Gdańsku 103 i 56 wylicza Marek Wielgo.

Różnego typu akcji marketingowych (jak dni otwarte, oferty last minute, promocje czy przeceny) w okolicach Black Friday 2024 ogłoszono o połowę więcej niż przed rokiem. Wprawdzie w samym listopadzie 2024 r. ruszyło ich tylko 66 (wobec 115 w 2023 r.), wiele z nich rozpoczęło się jednak już w październiku. W 2024 r. różnego typu promocje objęły 311 inwestycji, w analogicznym okresie roku poprzedniego było ich łącznie 204. – Promocje deweloperskie trwają już od jakiegoś czasu, a Black Friday jest tylko jedną z okazji do ich zakomunikowania potwierdza ekspert portalu RynekPierwotny.pl. – Przynosi to pożądany przez deweloperów skutek, bo w październiku zawarli oni więcej umów z klientami niż miesiąc wcześniej – podkreśla analityk.

Od darmowych garaży po egzotyczne wakacje w pakiecie

Inwestorów, którzy kupują mieszkania, aby w nich zamieszkać, deweloperzy kuszą na różne sposoby. Do zakupu nieruchomości dorzucają egzotyczne wycieczki, vouchery na zakup sprzętu RTV i AGD czy też porady architekta wnętrz. Gdy w grę wchodzą duże metraże (a więc i odpowiednio duże kwoty), dokładają gratis miejsce garażowe albo komórkę lokatorską.  Z kolei tych, którzy wstrzymują się z zakupem ze względu na wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych, może przekonać harmonogram płatności: 10/90, 20/80 lub 30/70. – Klient kredytowy w ten sposób oszczędza na odsetkach, natomiast gotówkowy aż do chwili odbioru mieszkania będzie obracać kapitałem albo zyska czas, by dozbierać wymaganą sumę – objaśnia Marek Wielgo. – Znaczenie ma także aspekt psychologiczny. Możliwość wpłaty 90% ceny mieszkania przy odbiorze kluczy zapewnia kupującemu poczucie bezpieczeństwa dodaje ekspert.

Oczywiście największe znaczenie mają rabaty. W Krakowie deklarowane rabaty sięgnęły 110 tys. zł, w Warszawie i Wrocławiu  80 tys. zł Jeden z deweloperów budujących mieszkania w Gdańsku nęci upustem w wysokości 62 tys. zł, który obejmuje gotowe mieszkania trzy- i czteropokojowe w ramach „Super Oferty na Black Weeks”. Firma z Poznania przygotowała rabat 50 tys. zł. Niektórzy deweloperzy obniżają cenę metra, co pozwala swobodnie wybierać spośród lokali większych i mniejszych. Na ogół jednak promocje obejmują lokale gotowe oraz te o trudnym układzie czy mniej atrakcyjnie zlokalizowane.

Promocje także dla inwestujących w mieszkania

Co ciekawe, pod szyldem Black Week 2024 znalazły się oferty adresowane także do osób szukających nieruchomości pod wynajem. – Jeden z deweloperów zaproponował inwestorom, którzy kupią od niego mieszkania w Warszawie, Krakowie lub Wrocławiu, „obsługę najmu za 1 zł przez pierwsze sześć miesięcy”. Chodzi o wsparcie w zarządzaniu mieszkaniem, w tym znajdowanie najemców, świadczone przez wyspecjalizowaną firmę. Po pół roku taka usługa ma kosztować 10% miesięcznego czynszu. Dodatkowo najemcy otrzymują aplikację umożliwiającą dokonywanie płatności i zgłaszanie ewentualnych usterek  – opisuje Marek Wielgo.

A skoro o inwestycjach mowa, zarówno nabywcom biznesowym, jak i prywatnym ekspert portalu RynekPierwotny.pl daje dwie praktyczne rady. – Aby skorzystać z wybranej promocji, na ogół wystarczy zawrzeć umowę rezerwacyjną. Opłata nie może przekroczyć 1% ceny mieszkania. Jeśli klient nie dostanie kredytu, otrzyma te pieniądze z powrotem – mówi Marek Wielgo. I dodaje: – A przede wszystkim można i trzeba negocjować cenę mieszkania, zresztą nie tylko w Black Friday.

Złoty zyskuje drugi dzień z rzędu. Trump uderza cłami w Kanadę, Meksyk i Chiny

Wtorek to drugi dzień z rzędu, w którym złoty umacnia się w relacji do głównych walut. O aprecjacji nie możemy powiedzieć w przypadku meksykańskiego peso, kanadyjskiego dolara czy chińskiego juana, które tracą po ostatniej zapowiedzi Trumpa. W tle nieudolna próba zmiany kierunku na „edku”.

Reanimacja polskiego konsumenta

Dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej (ceny stałe) w Polsce wróciły na poziomy dodatnie. Odczyt w ujęciu rocznym wskazał wzrost o 1,3%, co jest rezultatem lepszym od prognoz (0,7%). Przypomnę, że poprzedni odczyt znalazł się poniżej kreski (-3%), co było jedynym ujemnym wynikiem w tym roku. Tym samym dzisiejsza publikacja rozwiała obawy o złą kondycję polskiego konsumenta, które pojawiły się miesiąc temu. Dane są korzystne dla krajowej gospodarki, zatem nie przeszkodziły rodzimej walucie w kontynuowaniu wczorajszego umocnienia do głównych walut. Wtorkowe zyski PLN to także efekt lokalnej aprecjacji euro na wykresie EUR/USD. Kurs EUR/PLN przed godziną 14:00 spogląda od dołu na 4,31 PLN. W tym samym czasie USD/PLN spadł poniżej 4,09 PLN. Warto wspomnieć, że to nie koniec istotnych odczytów z krajowej gospodarki w tym tygodniu. Jutro poznamy stopę bezrobocia, w czwartek polskie PKB, a w piątek najnowszą publikację o inflacji konsumenckiej.

Cła argumentem dla Trumpa

Wczorajsze nadzieje na tonowanie chociażby części radykalnych pomysłów nowej polityki gospodarczej Trumpa, związane z nominacją Scotta Bessenta na stanowisko Sekretarza Skarbu USA, szybko zostały rozwiane. Nowy-stary prezydent USA zapowiedział dziś plan nałożenia 25% ceł na import z Kanady i Meksyku. Dodatkowo poinformował, że rozważa podwyższenie planowanego poziomu ceł na towary z Państwa Środka o 10 punktów procentowych. Co ciekawe, wśród argumentacji planowanego działania pojawił się brak reakcji władz wymienionych krajów na przemyt narkotyków – w tym fentanylu – do USA przez nielegalnych imigrantów. Wygląda zatem, że narracja nakładania ceł może pojawiać się coraz częściej jako karta negocjacyjna na wielu płaszczyznach. Niemniej wspomniane słowa Trumpa wpłynęły dziś na osłabienie kanadyjskiego dolara, meksykańskiego peso i chińskiego juana w relacji do amerykańskiej waluty. Największy ruch widoczny był na wykresie USD/MXN, gdzie notowania w szczytowym momencie wzrosły z 20,3 MXN do 20,7 MXN, co odpowiada ruchowi o 1,9%.

„Edek” powyżej 1,05

Po słowach Trumpa dolar umocnił się nie tylko do walut wskazanych wyżej, ale również do euro. O poranku po raz kolejny testowaliśmy poziom 1,045 USD, który jest ważnym wsparciem na wykresie EUR/USD. Po dwóch nieudanych próbach sforsowania poziomu nastąpiło odreagowanie, które o godzinie 14:00 doprowadziło notowania głównej pary walutowej świata o cent wyżej. Skala odbicia i wymazania porannych zysków dolara pokazuje, że na rynku nie brakuje graczy szukających pretekstu do zmiany kierunku notowań „edka”. Sęk w tym, że próżno takowych szukać. Technicznie kurs EUR/USD pozostaje w silnym trendzie spadkowym. Na rynku pojawiają się głosy o możliwym mocniejszym od spodziewanego cięciu stóp przez EBC, w związku z ostatnimi słabymi odczytami PMI z Europy, co ciąży unijnej walucie. Do tego słabną szanse na grudniową obniżkę stóp procentowych w USA o 25 punktów bazowych. Prawdopodobieństwo pojedynczego ruchu FED jeszcze miesiąc temu wynosiło prawie 75%, a od tygodnia nie spadło poniżej 60%. Pozostawienie kosztu pieniądza w USA na dotychczasowym poziomie to silniejszy USD. Takie otoczenie sugeruje dalszą wędrówkę eurodolara w kierunku południowym. Pamiętajmy jednak, że już jutro publikacje o inflacji i PKB ze Stanów, które w przypadku rozbieżności z prognozami po raz kolejny mogą wprowadzić zmienność na rynku.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Dyrektywa o jawności wynagrodzeń puka do drzwi firm. Działy kadr i płac już mają co robić

Czy obowiązek raportowania wynagrodzeń stanie się dla firm podobnym wyzwaniem jak Polski Ład? W 2026 roku firmy liczące ponad 150 pracowników będą musiały zliczać dane dotyczące wynagrodzeń, w celu sporządzenia rocznego sprawozdania, dotyczącego luki płacowej
w podziale na płeć. Firmy liczące ponad 250 pracowników będą musiały od 2027 r. składać takie sprawozdania co roku, a te z ponad 150 pracowników – co trzy lata. To oznacza konieczność zbierania odpowiednich danych już od stycznia 2026. Wcześniej jednak pracodawcy muszą się upewnić, że będą w stanie sortować w odpowiedni sposób dane o wynagrodzeniu. Przed działami HR pojawia się więc nowe zadanie o znaczeniu strategicznym dla firmy.

Komentarz: Marcin Mika, Director Growth & Client Success w ADP Polska

Temat luki płacowej i związanej z nią sprawozdawczości pojawia się już nieraz w rozmowach z klientami. Firmy stopniowo zapoznają się z założeniami dyrektywy i pojawiającymi się jej interpretacjami. Kolejnym krokiem będzie przełożenie teorii na praktykę, czyli stworzenie planu – co i jak zliczać, by następnie zaraportować. Zakładam, że po zakończeniu corocznych procesów końca roku np. wystawienia PIT zaobserwujemy znacznie bardziej konkretne zainteresowanie tym zagadnieniem

Już teraz firmy mogą zacząć robić przegląd w strukturze stanowisk i przypisanych do nich wynagrodzeń. To pokaże czytelnie sytuację wyjściową – jak to u nas jest z dokładnością zakresu obowiązków przypisanych do danego stanowiska i równością płac. Dla wielu firm, właśnie ten punkt działania będzie stanowił największe wyzwanie i zajmie najwięcej czasu. Jednocześnie jednak pozwoli zacząć tworzyć plan działania. Trudniejsza sytuacja pod tym względem może się ujawnić w firmach mniejszych czy rodzinnych, bo międzynarodowe korporacje wprowadzają podobne mechanizmy już od pewnego czasu. Nie zdziwię się, jeśli pierwszą widoczną konsekwencją wprowadzenia transparentności wynagrodzeń będzie przewrót w strukturze stanowisk w wielu firmach. Przykładowo, „pracownik działu obsługi klienta” czy „pracownik call center” to bardzo szerokie pojęcie, które w ramach tej samej organizacji może obejmować zarówno osobę, która nie musi mieć wysokich kwalifikacji i wykonuje dość proste zadania, jak i kogoś, kto realizuje zadania o wysokim stopniu złożoności. Jak je porównywać, jak uzasadnić rozbieżność płac tych osób? Może się okazać, że konieczne będzie wprowadzenie nowych stanowisk, rozbicie już istniejących na kolejne, wprowadzenie nowych nazw, które lepiej będą odzwierciedlać przypisany do nich zakres zadań, który również będzie musiał być sprecyzowany i opisany. Porównywanie wtedy płac pracowników wejdzie na zupełnie nowy poziom. Może wręcz się okazać, że powstanie nowy zawód, przejściowo lub na stałe. Będzie to ktoś w rodzaju audytora struktury stanowisk firmy, kto będzie panował nad tymi kwestiami.

Rozpoczęcie takiego audytu odpowiednio wcześnie ma też wymiar finansowy. Jeśli okaże się, że nasza struktura jest niejasna, a powiązana z nią rozbieżność płac duża i nieuzasadniona, na uporządkowanie sytuacji płacowej trzeba będzie zabezpieczyć odpowiedni budżet, by uniknąć konsekwencji przewidzianych w dyrektywie. Jeśli zabierzemy się za to zbyt późno, koszty mogą nas zaskoczyć. W niektórych przypadkach pracodawcy mogą wpaść na pomysł zmiany zasad wynagradzania, na przykład podzielenia go na podstawę i premię za zrealizowanie konkretnych działań lub celów, również na tych stanowiskach, gdzie zwyczajowo nie ma takiego podziału. Stworzenie takiego regulaminu nie jest jednak łatwe – musi on być zarazem czytelny, skuteczny
i akceptowany przez pracowników, zgodny z przepisami, bez znamion dyskryminowania itd. Jeśli cele są zbyt łatwe do osiągnięcia, pracodawcy nic to nie daje. Jeśli są zbyt ambitne, lub droga do ich osiągnięcia niejasna – wywoła to niezadowolenie pracownika, który odejdzie tam, gdzie dostanie satysfakcjonujące go zarobki bez starania się o premię.

Już oczywiście pojawiają się pytania ze strony klientów, czy dostawca usług kadrowo-płacowych zapewni odpowiednie rozwiązania technologiczne, które ułatwią sprawozdawczość. Wprowadzenie odpowiednich rozwiązań na poziomie oprogramowania kadrowo-płacowego, które ułatwią zliczanie niezbędnych danych, generowanie raportów, to oczywista sprawa. Należy jednak podkreślić, że nie mamy jeszcze przepisów krajowych służących wdrożeniu dyrektywy, ani nawet projektu, który pokaże, w jakim kierunku pójdziemy. Bez tego trudno planować zmiany
i prowadzić prace programistyczne, bo przepisy krajowe mogą określić np. konkretny wymagany sposób raportowania.

Cyber Monday może zdetronizować Black Friday

Black Friday to nie tylko wielkie wydarzenie zakupowe, ale również ważny dzień dla rynków finansowych. Osiągane wówczas wyniki sprzedaży często stanowią pierwsze sygnały dotyczące przebiegu całego sezonu świątecznego. Wraz z dynamicznym wzrostem zakupów online, coraz większe znaczenie zyskuje Cyber Monday, który wraz z prognozowanymi 13,2 miliarda dolarów obrotu, może stać się największym dniem sprzedażowym, detronizując przy tym Black Friday. W tym roku, większej sprzedaży spodziewamy się w USA niż w Europie – amerykańska gospodarka radzi sobie lepiej i stwarza sprzyjające warunki dla konsumentów.

Zbliżające się Black Friday (29 listopada) i Cyber Monday (2 grudnia) to dni rozpoczynające przedświąteczną gorączkę zakupową. W Polsce obserwujemy jednak wyraźny trend – promocje pojawiają się coraz wcześniej. W tym roku wiele sklepów rozpoczęło wyprzedaże już tydzień przed faktycznym wydarzeniem, w ramach Black Friday Week.

Zakupy online rewolucjonizują rynek – zarówno w Polsce, jak i na świecie. Już 71 proc. konsumentów w USA planuje w Black Friday dokonać zakupów przez internet, co wygeneruje 10,8 miliarda dolarów obrotów – byłby to wzrost o 9,9 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. W Polsce rynek e-commerce również zyskuje na znaczeniu. Wiele sklepów internetowych oferuje nie tylko atrakcyjne zniżki, ale także darmową dostawę, co dodatkowo przyciąga klientów.

Właśnie dlatego “środek ciężkości” w handlu ulega przesunięciu i w przyszłości to Cyber Monday, z prognozowanymi 13,2 miliarda dolarów obrotu, może przebić Black Friday, stając się najważniejszym dniem sprzedażowym w kalendarzu. Dane z tych dwóch dni stanowią cenne źródło informacji o kondycji sektora detalicznego i potencjalnych trendach zakupowych dla inwestorów giełdowych.

Globalne dane z 2023 roku pokazują wzrost przychodów z handlu online o 8 proc., aż do poziomu 70,9 miliarda dolarów. Wiodące pozycje zajmują amerykańskie firmy, takie jak Walmart (+70 proc. wzrostu cen akcji od początku roku), Costco (+46 proc.) czy Amazon (+33 proc.). Europejscy gracze, tacy jak Zalando (+37 proc.) oraz Inditex (+34 proc.), osiągają solidne wyniki, jednak pozostają w tyle za amerykańskimi gigantami. Zalando ma szczególny potencjał w segmencie odzieży i akcesoriów, który przyciąga 55 proc. europejskich konsumentów podczas Black Friday. W Polsce podobne trendy widać w wynikach największych detalistów.

Chińskie spółki, takie jak JD.com (+20 proc.) i Alibaba (+10 proc.), borykają się z trudnościami wynikającymi z osłabienia krajowego popytu. Mimo wprowadzenia pakietów stymulacyjnych przez Pekin, sytuacja na chińskim rynku pozostaje trudna. Warto zauważyć, że polscy konsumenci, podobnie jak większość Europejczyków, chętniej korzystają z chińskich platform, takich jak AliExpress, które zdobywają popularność dzięki bardzo niskim cenom i dostępności szerokiego asortymentu, choć – ze względu na możliwe ograniczania – przyszłość chińskich platform na rynku europejskim pozostaje niejednoznaczna.

W tym roku, napięcia geopolityczne, w tym potencjalne cła w USA oraz niepewność na rynkach, mogą wpływać na decyzje zakupowe. Konsumenci w Polsce, doświadczeni przez kilka lat dużej inflacji, mogą podejmować szybkie decyzje zakupowe w obawie przed wzrostem cen, co krótkoterminowo napędza sprzedaż.

Black Friday i Cyber Monday to dni o ogromnym znaczeniu zarówno dla konsumentów, jak i inwestorów. W Polsce coraz większą popularnością cieszą się zakupy online, co wpisuje się w globalne trendy. Chociaż Black Friday pozostaje symbolem rozpoczęcia sezonu świątecznego, rosnąca rola Cyber Monday wskazuje na zmianę priorytetów wśród konsumentów.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

EY: Rosnące koszty życia sprawiają, że chętniej korzystamy z przedświątecznych wyprzedaży

  • 69% konsumentów na świecie korzysta z wyprzedaży na Black Friday
  • 64% kwestionuje rzeczywistą wartość promocji
  • 45% martwi się, czy będzie w stanie pokryć świąteczne wydatki

Rosnące koszty życia sprawiają, że konsumenci będą ostrożnie podchodzili do wzmożonych wydatków podczas zbliżającego się okresu zakupów bożonarodzeniowych. Dlatego chętniej będą polowali na okazje podczas przedświątecznych wyprzedaży takich jak Black Friday. Równolegle, rośnie wśród konsumentów sceptycyzm odnośnie realnej wartości wyprzedaży – wynika z badania EY Holiday Shopping Survey.

Badanie, które objęło 13 tys. konsumentów na całym świecie, wykazało, że 69% respondentów chce skorzystać z przedświątecznych wyprzedaży (odsetek rośnie do 76% wśród osób poniżej 27 roku życia i 79% wśród osób posiadających dzieci). Jednak prawie dwie trzecie (64%) jest sceptycznych wobec świątecznych wyprzedaży, kwestionując rzeczywistą wartość promocji, a podobna liczba (58%) uważa, że produkty, które chcą kupić, nie są de facto objęte promocją.

Odpowiedzi dotyczące możliwości sfinansowania świątecznych zakupów są ilustracją zmniejszonych rozporządzalnych dochodów: 45% globalnych konsumentów objętych ankietą martwi się, czy będzie w stanie pokryć wydatki w nadchodzącym sezonie świątecznym; wśród konsumentów z pokolenia Z (18–27 lat) odsetek ten wzrasta do 49%, a 57% planuje uczestniczyć w wyprzedażach z powodu swojej sytuacji finansowej.

Tegorocznych klientów korzystających z przedświątecznych wyprzedaży określiłbym mianem „rozsądnych i bystrych”. Zamierzają oni podczas procesu zakupowego korzystać z szerokiego zakresu kanałów i technologii, mają dystans do ofert promocyjnych i marketingowych oraz własne zdanie odnośnie realnej wartości oferowanych produktów – mówi Rafał Reif, Partner EY Polska, Lider Sektora Produktów Konsumenckich i Handlu Detalicznego.

Wczesne wyprzedaże przełożą się na zwiększone zakupy?

Artykuły bożonarodzeniowe pojawiły się w sklepach na świecie w tym roku wcześniej niż w latach poprzednich. Na świecie, wyprzedaże świąteczne zaczęły się we wrześniu i październiku i jest to przejawem nasilonej konkurencji sprzedawców o klienta. Jednak ponad połowa konsumentów objętych ankietą (52%) twierdzi, że zacznie zakupy świąteczne w późniejszym okresie.

Wielu konsumentów spodziewa się, że lepsze oferty pojawią się wraz z kolejnymi falami sezonowych wyprzedaży, a sprzedawcy będą coraz bardziej zmotywowani do obniżek, by pozbyć się z magazynów zapasów przed kolejnym rokiem kalendarzowym. Inny aspekt to fakt, że znaczna cześć konsumentów odkłada te decyzje na później – mówi Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, Ekspert Sektora Produktów Konsumenckich i Handlu Detalicznego.

Sześciu na dziesięciu respondentów twierdzi, że w tym roku będą kupować tylko produkty objęte wyprzedażą lub promocją, a 67% aktywnie śledzi oferty na rynku, aby upewnić się, że uzyskają najlepsze możliwe oferty – ten odsetek rośnie do 73% wśród konsumentów posiadających dzieci.

Beztroskie wydatki to przeszłość?

Respondenci tegorocznego badania bardziej świadomie planują wysokość i tempo przedświątecznych wydatków, co odzwierciedla obawy odnośnie możliwości ich sfinansowania. Czterech na pięciu (41%) konsumentów objętych ankietą będzie korzystać z pożyczek lub kart kredytowych, aby pokryć koszty zakupów. Rozwiązania typu „kup teraz, zapłać później” będą odgrywały coraz ważniejszą rolę w odciążaniu bieżącego budżetu domowego podczas zakupów online i w sklepach.

Konsumenci w tym roku bardziej rozsądnie podchodzą do sposobu w jaki wydają pieniądze. Chętniej kupują przedmioty, których wartość wykracza poza sezon świąteczny. Na przykład, 34% respondentów planuje wydać więcej na technologię, a 58% planuje ponownie użyć dekoracji świątecznych z ubiegłego roku. Częściej rezygnują z rodzajów jedzenia i napojów świątecznych, które uznają za zbyt kosztowne.

Wielu konsumentów podchodzi do świątecznych zakupów w oderwaniu od wyprzedaży: 48% respondentów badania twierdzi, że jeśli znajdą wymarzony prezent, kupią go, niezależnie od tego, czy jest w okazyjnej cenie, czy nie.

Okres przedświąteczny to okazja dla sprzedawców do zwiększenia swoich udziałów rynkowych. By te intencje przekuć na rzeczywistość i przyciągnąć do siebie konsumentów na dłużej, sprzedawcy powinni dobrze zrozumieć i zaadresować potrzeby swoich klientów, szukających realnej wartości wśród okazyjnie sprzedawanych produktów – mówi Grzegorz Przytuła.

Pomiędzy sklepami a handlem społecznościowym

Z badania EY Holiday Shopping Survey wynika, że większość konsumentów (68%) planuje robić przedświąteczne zakupy w sklepach. Wielu konsumentów chce zobaczyć, dotknąć i fizycznie doświadczyć produktu, zanim zdecydują się na jego zakup. Trudno te możliwości odtworzyć w przestrzeni cyfrowej.

Jednak świat cyfrowych zakupów rozwija się szybko, a świadomi konsumenci chętnie korzystają z szeregu kanałów, by zoptymalizować zakupy. Platformy zakupowe w mediach społecznościowych będą w tym sezonie znaczącymi kanałami sprzedaży, szczególnie wśród konsumentów w Chinach – 50% respondentów z Państwa Środka planuje dokonywać zakupów za pośrednictwem „shoppable social media”, w porównaniu z 24% w USA i 17% na całym świecie. W Europie na jednym biegunie są konsumenci z Wielkiej Brytanii (19,9%), na drugim – Włosi, wśród których jedynie 10% respondentów korzysta z tego kanału sprzedaży.

Poszczególne platformy sprzedaży coraz częściej uzupełniają się i dopełniają. Już nie wystarczy by sprzedawca był obecny na każdej z nich, jego kanały dystrybucji powinny się uzupełniać i tworzyć wzajemnie powiązany ekosystem, rozszerzony o media społecznościowe umożliwiające bezpośredni kontakt z odbiorcami – mówi Rafał Reif.

Przyszłość: prezenty dla siebie, zrównoważone i używane?

Młodsi konsumenci prawdopodobnie będą najbardziej aktywnymi kupującymi w nadchodzącym sezonie świątecznym. Ok. 40% respondentów z pokolenia Z planuje zwiększyć swoje wydatki w niemal każdej kategorii, od odzieży po technologię i zakupy niematerialne wśród których są pozytywne doświadczenia.

Młodsze pokolenia priorytetowo traktują produkty zrównoważone, ponieważ bardziej niż jakiekolwiek inne pokolenie aktywnie poszukują marek, które są zgodne z ich wartościami. Ponad jedna trzecia respondentów z pokolenia Z (35%) planuje kupować w prezencie dla innych produkty używane. Chcą zwiększyć możliwości sfinansowania zakupów z jednego budżetu, albo zainwestować w towary wyższej jakości, na które nie mogliby sobie pozwolić, gdyby były nowe. Niektóre marki już teraz korzystają z tego trendu, zakładając lub inwestując więcej w platformy odsprzedaży swoich własnych towarów.

Sposób myślenia młodszego pokolenia otwiera przed sprzedawcami szereg możliwości. Prawie połowa respondentów z pokolenia Z deklaruje, że może kupić produkty dla siebie podczas zakupów online, aby uzyskać darmową wysyłkę (w porównaniu do 35% osób powyżej 60 roku życia). Znajomość tej tendencji może napędzać dodatkowe zakupy i zwiększać marże handlowców.

O Badaniu
Badanie EY Holiday Shopping Survey ma na celu śledzenie nastrojów konsumentów oraz zachowań związanych z sezonem świątecznym. Ankieta obejmuje opinie 13 000 respondentów z Argentyny, Australii, Austrii, Brazylii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Włoch, Japonii, Meksyku, Nowej Zelandii, Republiki Południowej Afryki, Korei Południowej, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Badanie, które nie obejmuje Polski, zostało przeprowadzone w okresie od 24 września do 7 października 2024 r.

Black Friday 2024 – opinie i plany Polaków

Polacy o Black Friday i Cyber Monday – wyniki najnowszego badania Instytutu Badań Pollster.

Instytut Badań Pollster przeprowadził badanie na reprezentatywnej próbie Polaków, w którym zapytał respondentów o opinie na temat Black Friday i Cyber Monday oraz o ich preferencje i zwyczaje zakupowe, związane z tymi dniami. Poniżej przedstawiamy podsumowanie wyników zawartych w raporcie.

Niemalże wszyscy (93%) dorośli Polacy słyszeli o Black Friday / Cyber Monday, choć poziom tej wiedzy widocznie spada wraz ze wzrostem wieku badanych (spadając do 86% znajomości w najstarszej grupie wiekowej – osób powyżej 70 lat).

Osoby, które istotnie częściej niż ogół Polaków kiedykolwiek skorzystały z promocji dostępnych w ramach Black Friday / Cyber Monday to osoby do 39 roku życia. Te zaś, które najrzadziej skusiły się na takie oferty, to osoby najstarsze.

Podczas tegorocznego BF / CM częściej na zakupy zdecydowane są kobiety oraz osoby w przedziale wiekowym 30–39 lat; rzadziej zaś mężczyźni oraz osoby od 60 roku życia wzwyż. Natomiast osoby w wieku 60-69 pozostają niezdecydowane (porównując z ogółem populacji), a decyzję podejmą po przejrzeniu oferty sklepów.

Około połowa respondentów, którzy kiedykolwiek skorzystali z oferty Black Friday / Cyber Monday, choć raz kupiła coś tylko dlatego, że było to dostępne w ramach promocji. Najrzadziej miało to miejsce w przypadku osób powyżej 70–tego roku życia.

Bez względu na płeć i wiek, najczęściej zakupów podczas Black Friday / Cyber Monday dokonujemy na platformach sprzedażowych typu marketplace (jak np. Allegro), a w drugiej kolejności w sklepach stacjonarnych. Konkretne sklepy online były wymieniane odrobinę rzadziej niż sklepy stacjonarne. Warto jednakże zwrócić uwagę, że przedstawiciele najmłodszej grupy wiekowej częściej niż ogół Polaków wskazywali konkretne sklepy online.

Jeśli chodzi o kategorie produktowe kupione kiedykolwiek podczas Black Friday / Cyber Monday, to zdecydowanie największą popularnością cieszy się odzież (szczególnie często wybierana przez kobiety). W dalszej kolejności są to obuwie, sprzęty RTV (ta kategoria z kolei chętniej jest kupowana przez mężczyzn), kosmetyki (tu znów królują kobiety) oraz drobne AGD.

Plany co do zakupów podczas tegorocznego Black Friday / Cyber Monday odzwierciedlają deklaracje co do kategorii produktowych kiedykolwiek kupionych. W pierwszej kolejności jest to odzież (częściej wymieniana przez kobiety), obuwie, sprzęty RTV (wymieniane częściej przez mężczyzn), kosmetyki (również częściej wymieniane przez kobiety) oraz drobne AGD (jak np. odkurzacze czy suszarki do włosów).

Przecenione rzeczy podczas Black Friday / Cyber Monday zostały kiedykolwiek kupione przede wszystkim dla siebie, a w drugiej kolejności – dla innej osoby dorosłej. Zakupów dla dzieci istotnie częściej dokonują kobiety niż mężczyźni.

Jeśli podczas Black Friday / Cyber Monday kupiliśmy kiedyś coś dla kogoś, to najczęściej przeznaczyliśmy tę rzecz na prezent „pod choinkę”.

Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o planowane zakupy podczas BF/CM w tym roku, choć mężczyźni rzadziej niż kobiety wskazywali wspomnianą okazję, częściej natomiast deklarowali chęć zakupu tzw. „prezentu bez okazji”. Kobiety natomiast częściej wymieniały „Mikołajki”.

Dla 1/3 z nas minimalna obniżka, która skłoniłaby nas do skorzystania z Black Friday / Cyber Monday wynosi do 39%; dla połowy – do 49%; a dla 3/4 do 59%. Najczęściej wymienianym przedziałem obniżki (przez 1/4 badanych Polaków) był przedział 50–59%.

Dla połowy z nas darmowa dostawa jest wystarczającą motywacją do zakupów podczas Black Friday / Cyber Monday. Osoby, które się wahają to częściej kobiety, natomiast te, które mają w kwestii darmowej dostawy bardziej (niż ogół Polaków) zdecydowane poglądy to osoby w wieku 30–39 lat. Osoby ze wspomnianej grupy wiekowej częściej twierdzą, że wyłącznie darmowa dostawa (przy niezmienionych cenach produktów) raczej nie zachęciłaby ich do zakupów podczas BF/CM.

Spośród wyprzedaży sezonowych, większą popularnością cieszy się wyprzedaż letnia i zimowa niż wiosenna oraz jesienna. Ogólnie – korzystanie z któregokolwiek ze wspomnianych rodzajów wyprzedaży częściej (niż ogół Polaków) deklarują kobiety oraz osoby do 39 roku życia. Z kolei połowa przedstawicieli najstarszej grupy wiekowej (od 70–tego roku życia wzwyż) nigdy nie korzystała z żadnej wyprzedaży sezonowej.

72% dorosłych Polaków jest opinii, iż wyprzedaże (ogólnie) to dobra okazja, aby nabyć różne produkty w atrakcyjnych cenach. Natomiast 28% uważa Black Friday za sztuczne napędzanie zakupów i nadmiernego konsumpcjonizmu. Tej drugiej opinii najbliżsi są mężczyźni oraz osoby najstarsze (od 70 roku życia wzwyż).

________________________________________
O badaniu:
Informacje pochodzą z badania zrealizowanego w dniach 11-12.11.2024 roku metodą CAWI na próbie 1020 respondentów (uczestników panelu badawczego ReaktorOpinii.pl). Próba była reprezentatywna pod względem struktury dla populacji dorosłych Polaków pod względem: płci, wieku, wykształcenia, regionu oraz wielkości miejsca zamieszkania.

Kurs akcji NVIDIA spadł o 4,18% – rosnąca konkurencja i napięcia geopolityczne zmieniają krajobraz rynku AI

Akcje NVIDIA (NVDA) spadły w poniedziałek o 4.18% do poziomu 136.02 USD, mimo że główne indeksy giełdowe odnotowały wzrosty (S&P 500 wzrósł o 0.30%, a Dow Jones o 0.99%). Był to drugi z rzędu dzień spadków dla NVIDIA, a jej kurs akcji pozostaje 16.87 USD poniżej 52-tygodniowego maksimum. Wolumen handlu wyniósł 326.5 mln akcji, co znacząco przekracza średnią z ostatnich 50 dni na poziomie 246.7 mln.

Dell Technologies przygotowuje się do publikacji raportu kwartalnego, który ma rzucić światło na trendy związane z popytem na rozwiązania AI. Oczekiwane przychody spółki w trzecim kwartale wynoszą 24.7 mld USD, a zysk na akcję (EPS) ma osiągnąć 2.07 USD. Prognozy na czwarty kwartał są jeszcze wyższe, z przewidywanymi przychodami na poziomie 25.5 mld USD i EPS na poziomie 2.64 USD. Pomimo poniedziałkowego niewielkiego spadku kursu akcji do 144.30 USD, Dell pozostaje jednym z najlepiej radzących sobie graczy na rynku, z 88-procentowym wzrostem wartości od początku roku. Morgan Stanley podtrzymał rekomendację „Overweight” z ceną docelową 154 USD, wskazując na długoterminowy potencjał wzrostu w segmencie serwerów AI.

Dell rozpoczął wysyłkę nowoczesnych systemów serwerowych opartych na układach NVIDIA Blackwell GB200 NVL72, które znacząco obniżają koszty trenowania modeli AI i zwiększają ich efektywność. Wzbudziło to jednak pytania dotyczące dalszej skalowalności modeli AI. Eksperci, zauważają, że przy modelach przekraczających bilion parametrów korzyści zaczynają maleć, głównie z powodu ograniczonej dostępności odpowiednich danych treningowych. W odpowiedzi na te wyzwania rośnie zainteresowanie alternatywnymi strategiami, takimi jak inferencja – proces generowania wyników przez wytrenowane modele. Inferencja jest postrzegana jako bardziej ekonomiczne rozwiązanie w porównaniu z tradycyjnym trenowaniem, co stwarza nowe możliwości dla konkurentów NVIDIA, takich jak AMD, Intel czy Amazon. NVIDIA już teraz czerpie 40% swoich przychodów z centrów danych z inferencji, głównie dzięki efektywności swoich układów NVL72.

Amazon również aktywnie działa na rynku układów AI, rozwijając swoje autorskie chipy, takie jak Trainium2, który ma konkurować z rozwiązaniami NVIDIA. Nowa generacja chipów Amazon, według firmy, oferuje o 30% lepszą wydajność w stosunku do ceny niż układy konkurencji. Trainium2 jest częścią długoterminowej strategii Amazon, która obejmuje zmniejszenie zależności od zewnętrznych dostawców i optymalizację kosztów operacyjnych swoich centrów danych. Amazon już rozpoczął wdrożenie Trainium2 w niektórych centrach danych i planuje dalsze inwestycje w rozwój własnych chipów, co czyni go poważnym konkurentem dla NVIDIA w perspektywie długoterminowej.

Geopolityka również odgrywa kluczową rolę w działalności NVIDIA. Spadek akcji w poniedziałek był częściowo wynikiem doniesień o spotkaniach przedstawicieli firmy z chińskimi urzędnikami, co podkreśla znaczenie tego rynku w kontekście globalnych napięć politycznych. W tym samym czasie CEO Apple – Tim Cook – uczestniczył w konferencji dotyczącej łańcucha dostaw w Chinach, co pokazuje, jak ważny jest ten rynek dla liderów technologicznych.

Chociaż NVIDIA pozostaje dominującym graczem w sektorze AI, rosnąca konkurencja i nowe podejścia, takie jak inferencja oraz inicjatywy Amazon w zakresie własnych układów AI, zmieniają krajobraz rynku. Dell, Amazon i inne firmy starają się zdobyć udział w tym dynamicznie rozwijającym się segmencie, oferując nowe produkty i inwestując w innowacje. Jednocześnie oczekiwania inwestorów oraz napięcia geopolityczne stanowią coraz większe wyzwania zarówno dla NVIDIA, jak i innych globalnych gigantów technologicznych.
Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS Brokers

Co się opłaca kupić w Black Friday? Wcale nie elektronikę, ale kosmetyki i odzież

Salesforce poinformował, że nadchodzący Cyber Week ma przynieść 311 miliardów dolarów globalnej sprzedaży. Konsumenci z niecierpliwością czekają na świąteczne oferty, a wykorzystanie sztucznej inteligencji i agentów ma mieć wpływ nawet na 19% złożonych zamówień. Średnia obniżka ceny powinna wynieść 28%, a na największe rabaty mogą liczyć konsumenci, którzy zamierzają kupować kosmetyki i odzież.

Prognozy Salesforce dotyczące Cyber Week 2024

Analizując zgromadzone dane w czasie rzeczywistym – które pochodzą z Agentforce, Commerce Cloud, Service Cloud i Marketing Cloud – Salesforce spodziewa się zaobserwować cztery główne trendy podczas najbardziej krytycznego tygodnia zakupowego w tym roku:

Sztuczna inteligencja steruje koszykiem: Sztuczna inteligencja i agenci prawdopodobnie wpłyną na 19% zamówień w Cyber Week, odpowiadając tym samym za 61 miliardów dolarów globalnej sprzedaży.

Wzrost sprzedaży w cyberprzestrzeni: Przewiduje się, że sprzedaż w Cyber Week osiągnie 311 miliardów dolarów na całym świecie, co stanowi 23% wszystkich zakupów świątecznych w 2024 roku i 75 miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych.

Oczekuje się, że stopy dyskontowe będą atrakcyjne: Średnie rabaty prawdopodobnie osiągną szczyt na poziomie 28% na całym świecie i 30% w USA, napędzając wzrost sprzedaży o 5% rok do roku.

Najwyższe rabaty przewiduje się w takich kategoriach produktów jak:

  • Uroda i makijaż – 38%
  • Pielęgnacja skóry – 33%
  • Odzież (ogółem) – 33%

Rabaty i popyt konsumencki rosną. Zniżki osiągnęły szczytowy poziom średnio 20% w pierwszym tygodniu listopada – wzrost o 17% rok do roku, co wskazuje, że sprzedawcy detaliczni przygotowują się do konkurencyjnego sezonu świątecznego. Zamówienia online również odnotowały 4% wzrost rok do roku, sygnalizując pozytywną zmianę po roku zmniejszonych wydatków konsumenckich.

Chińskie platformy zakupowe kuszą konsumentów niskimi cenami, aż 67% kupujących, którzy korzystają z aplikacji takich jak Shein, Temu i TikTok Shop, zgłosiło, że planuje właśnie tam dokonać zakupów świątecznych w tym sezonie. Najlepszą opcją rynkową dla kupujących jest Temu, a 40% globalnych konsumentów twierdzi, że dokonało od dwóch do pięciu zakupów na tym rynku w ciągu ostatniego roku.

Mobile rządzi cyfrowymi kasami: Zamówienia realizowane za pośrednictwem smartfonów będą stanowić 70% sprzedaży. Mobilne zakupy są napędzane lepszymi doświadczeniami w ruchu w ostatnich latach i oferują nowe możliwości konwersji, dzięki agentom AI w mobilnych aplikacjach do przesyłania wiadomości.

Salesforce Shopping Index – który analizuje dane od 1,5 miliarda globalnych kupujących, ponad 1,5 biliona odsłon i setek milionów unikalnych SKU na platformie Salesforce Customer 360 – wykazał, że od początku października sprzedawcy cyfrowi korzystający z generatywnej sztucznej inteligencji i agentów zwiększyli średnią wartość zamówienia o 7% w porównaniu do tych bez tej technologii (117 USD vs 109 USD). Te innowacje były również odpowiedzialne za realizację 17% globalnych zamówień poprzez spersonalizowane rekomendacje, ukierunkowane promocje i inteligentniejszą obsługę klienta.

Sprzedawcy detaliczni korzystający z agentów opartych na sztucznej inteligencji w tym okresie również podwoili zaangażowanie w obsługę klienta. Pracownicy mogli zająć się złożonymi sprawami, ponieważ 30% konsumentów woli agentów do szybszej obsługi.

„Agenci mają potencjał, aby zmienić sezon świąteczny, pomagając sprzedawcom detalicznym zapewnić spersonalizowaną, terminową i wydajną obsługę kupującym, gdy tego najbardziej potrzebują” – powiedział Michael Affronti, SVP i GM Commerce Cloud. „Cyfrowi sprzedawcy detaliczni mają szerokie możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji do tworzenia osobistych agentów zakupowych, którzy pomagają konsumentom znaleźć dokładnie to, czego szukają i nadal ułatwiają ścieżkę do zakupu”.

Ostatnie badanie Salesforce wykazało, że 45% globalnych konsumentów czeka z zakupami do Cyber Week, rozpoczynającego się 26 listopada, aby skorzystać z najlepszych ofert sezonu. Ta sytuacja stwarza możliwość dla sprzedawców detalicznych, aby wykorzystać podekscytowanie kupujących i zwiększyć liczbę konwersji dzięki rabatom i agentom obsługi klienta.

Ponadto, wczesne wyniki Salesforce Shopping Index dotyczące okresu świątecznego, zebrane między 1 października a 14 listopada, wykazały, że globalna sprzedaż online spadła o 1% rok do roku w ciągu ostatnich siedmiu tygodni. Warto jednak zauważyć, że wzrosła o 8% w porównaniu rok do roku w pierwszym tygodniu listopada – co sugeruje, że zainteresowanie konsumentów zakupami świątecznymi nabiera tempa.

Najbardziej rosnące kategorie sprzedaży:

  • Makijaż (+10% r/r)
  • Obuwie dla aktywnych (+9% r/r)
  • Torebki i bagaż (+8% r/r)

Konsumenci są zainteresowani agentami AI w celu szybszej obsługi klienta: Od początku października sprzedawcy detaliczni, którzy zainwestowali w agentów obsługi opartych na sztucznej inteligencji, odnotowali dwukrotnie wyższy wskaźnik zaangażowania w obsługę klienta w porównaniu do sklepów, które nie wdrożyły tego rozwiązania.

Wzrost ten jest wczesnym wskaźnikiem, że agenci mogą przyjąć większe i bardziej złożone obciążenie sprawami i odpowiednio zaspokajać potrzeby klientów.

Klienci wydają się być otwarci na wykorzystanie tej innowacji – 30% konsumentów stwierdziło, że współpracowałoby z agentem AI, gdyby oznaczało to szybszą obsługę. Sztuczna inteligencja i agenci zwiększają komfort zakupów, chociaż jest to stosunkowo nowa technologia, główni detaliści już zatrudniają agentów AI, aby pomóc poprawić doświadczenia zakupowe. Prawie jedna czwarta (24%) konsumentów stwierdziła również, że nie mają już nic przeciwko temu, by agenci AI robili dla nich zakupy.

Zwroty stanowią wyzwanie dla sprzedawców detalicznych: Liczba zwrotów w październiku i listopadzie była o 33% wyższa niż w tym samym okresie ubiegłego roku, co zmusiło sprzedawców detalicznych do bliższego przyjrzenia się strategiom zatrzymywania klientów i polityce zwrotów, aby uniknąć strat.

Jak wypromować na rynku nowy napój?

Promocja nowych produktów stanowi jedno z największych wyzwań każdego przedsiębiorstwa, które zdecydowało się na stworzenie nowego rozwiązania na rynku. W obliczu rosnącej konkurencji i dużego nasycenia nowościami na rynku, warto skupić się na skutecznym dotarciu do klientów. Jak to zrobić? Sprawdźmy to.

Wyzwania związane z promowaniem nowych napojów na rynku

Czy dobry produkt faktycznie obroni się sam? Oczywiście jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy, jednak by sam napój mógł się obronić, najpierw ktoś musi go skosztować. To właśnie dotarcie do nowych klientów, nieświadomych naszego premierowego produktu, stanowi najważniejsze zadanie dla każdego producenta bez względu na to, czy mówimy o znanej marce, czy rynkowej nowości.

Odpowiednie zareklamowanie produktu wymaga sporych nakładów finansowych, jednak to w praktyce jedyny sposób na to, by zaprezentować szerszemu gronu nasze rozwiązanie i zapewnić sobie optymalne wyniki sprzedażowe już w pierwszych tygodniach wprowadzenia napoju na rynek. Istnieją jednak inne, dodatkowe sposoby na wypromowanie napoju na rynku, o których opowiemy już za chwilę. 

Promocja produktu – zarówno standardowo i jak w internecie 

Zacznijmy od kwestii dobrze nam znanego sposobu reklamowania nowych produktów – w tym także napojów. Przede wszystkim reklama standardowa i internetowa. Pierwsza kwestia to stworzenie odpowiednich materiałów reklamowych, które uwzględnia korzyści wynikające z zakupu produktu i cechy szczególne, które odróżnią nowy napój od tych dostępnych już na rynku. W ramach standardowej reklamy warto zainwestować w bilboardy, gadżety, być może jakieś akcje promocyjne w miejscach o dużym zagęszczeniu ludzi.

Oprócz standardowej promocji napoju, konieczne będzie także dzisiaj wykorzystanie potencjału internetu i narzędzi umożliwiających wzrost widoczności naszego produktu także w sieci. A zatem z pewnością atrakcyjny landing page, wzmożona aktywność w social-mediach, a także nawiązanie współpracy ze znanymi blogerami i być może celebrytami, którzy dzięki swoim dużym zasięgiem będą w stanie zapewnić nam lepszy start produktu. 

Wykorzystaj potencjał targów żywności i produktów 

Jak wypromować na rynku nowy napój

Spośród wielu dostępnych dzisiaj metod promocji nowych napojów, ale także żywności, zdecydowanie tym, co może ułatwić nam start nowej marki, jest uczestnictwo w międzynarodowych targach żywności i napojów. Sprzedaż nowych produktów nie zawsze musi być skupiona na klientach indywidualnych. Podczas targów obecni są przedstawiciele różnych branż – hotelarskich czy gastronomicznych, którzy szukając nowych, świeżych rozwiązań dostrzegają także szansę dla własnego biznesu.

Międzynarodowe targi żywności i napojów to doskonały sposób na to, by zaprezentować nowy napój, pokazać jego wyższość nad obecnymi już na rynku produktami i zachęcić, czy to w formie pokazu, czy degustacji do skorzystania z oferty i być może do nawiązania dłuższych relacji biznesowych. 

Doskonałym przykładem takich targów jest WorldFood Poland – wydarzenie biznesowe, które skupia reprezentantów różnych sektorów zainteresowanych nowymi trendami rynkowymi i produktami, które nie zostały jeszcze odpowiednio zareklamowane szerszej publiczności. Uczestnictwo w targach branżowych to doskonały sposób na to, by niskim kosztem zaprezentować swój nowy napój i pozyskać kontrahentów – nie tylko z Polski, ale całej Europy. 

Korzyści z udziału w branżowych targach 

Dlaczego udział w branżowych targach skupiających się na żywności i napojach to szansa na wypromowanie nowego produktu? Przede wszystkim to miejsce, w którym obecni będą tylko osoby zainteresowane tym tematem. To z kolei daje doskonały potencjał do zaprezentowania swojej firmy oraz nowości produktowej, która być może w niedalekiej przyszłości zrewolucjonizuje rynek.

Udział w targach to także sposób na to, by firmy nowe na rynku czerpały wiedzę i doświadczenie z prelekcji i mentoringu dostarczanego przez podmioty obecne od lat. Dyskusja ze specjalistami, szkolenia, konferencje – to wszystko sprawi, że nasze przyszłe produkty w jeszcze większym stopniu spełnią oczekiwania konsumentów. Jeśli zastanawiasz się nad możliwościami wypromowania nowego napoju, to właśnie międzynarodowe targi żywności i napojów będą idealnym do tego miejscem. 

Słabe dane PMI pogrążają euro, a złoty staje przed nowymi wyzwaniami

Wzrost geopolitycznych obaw w związku z napięciami między Rosją a Ukrainą odbił się na złotym po raz pierwszy od dwóch lat. Pozostałe informacje, w tym wciąż aktualny „Trump trade”, również nie sprzyjały walucie. Pozostaje ona dość odporna, choć otoczenie staje się coraz trudniejsze.

Kluczowe punkty:

  • PLN znalazł się pod presją, obecnie jednak odrabia straty.
  • Euro znacznie spadło przez PMI wskazujące na kurczenie się gospodarki strefy euro.
  • Wybory członków rządu dokonane przez Trumpa budzą niepewność dotyczącą polityki USA.
  • Jesienny budżet ciąży aktywności biznesowej w Wlk. Brytanii.

W ubiegłym tygodniu „Trump trade” nieco zelżał – łowcy okazji wykupywali jego ofiary, w tym obligacje rządowe i wybrane waluty rynków wschodzących, które uległy deprecjacji w wyniku wyprzedaży po wyborach w USA. Trump wyznaczył na sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, słynnego „jastrzębia fiskalnego”, który nie przepada za deficytami. Wiadomo, że zdarzało mu się krytykować politykę Rezerwy Federalnej jako zbyt łagodną, co każe zastanowić się, jak bardzo proinflacyjna będzie druga kadencja Trumpa. W świetle reflektorów znalazło się jednak euro, które straciło po słabych listopadowych danych PMI i zakończyło tydzień na samym dole zestawienia głównych walut.

Nominacja Bessenta zwiększa niepewność dotyczącą polityki gospodarczej, która będzie wynikiem wygranej Republikanów w wyborach: od taryf celnych do polityki fiskalnej i monetarnej. Wydaje się, że niepewność ta tymczasowo ograniczyła silną aprecjację dolara. Ten tydzień na rynkach będzie w USA znacznie skrócony przez Święto Dziękczynienia, a wieści z głównych gospodarek będą nieliczne – najważniejszy będzie wstępny odczyt listopadowej inflacji w strefie euro (piątek 29.11). Zaskoczenie w górę rozbudziłoby obawy o stagflację i byłoby dość kłopotliwe dla Europejskiego Banku Centralnego. Poza tym uwaga będzie skierowana na poglądy Bessenta i potencjalne zmiany w cłach i polityce fiskalnej, które chciałby wprowadzić.

PLN

Napięcia między Rosją a Ukrainą w ubiegłym tygodniu wzrosły, ciążąc złotemu po raz pierwszy od końcówki 2022 r. Był to kolejny z licznych negatywnych dla polskiej waluty w ostatnim czasie czynników, takich jak „Trump trade”, który staje się jednak coraz silniej zniuansowany. Nominacja Bessenta pozwoliła złotemu odrobić na początku tygodniu część strat. Wydaje się też, że wspomniane napięcia nie będą dalej rosnąć.

Ogólnie złoty jest dość odporny, otoczenie stało się jednak dla niego bardziej wymagające. Wieści z kraju również pozostają raczej negatywne, co wzmacnia perspektywy istotnego rozluźniania polityki monetarnej w 2025 r. Ubiegły tydzień przyniósł rozczarowania drugorzędowymi danymi (zaufaniem konsumentów i produkcją budowlaną), ten rozpoczął się jednak znacznie lepiej, bo od silnego wzrostu produkcji przemysłowej. Przed nami jeszcze najważniejsze odczyty: sprzedaży detalicznej (wtorek 26.11) i wstępny listopadowej inflacji (piątek 29.11). Spodziewamy się, że drugi z nich pokaże spadek, a wieści o dalszym zamrożeniu cen energii dla gospodarstw domowych na dziewięć miesięcy w 2025 r. sugerują, że w średnim terminie ścieżka inflacji powinna być bardziej płaska. Interesujące, jak zareaguje na to NBP – będzie to jeden z najważniejszych aspektów komunikacji po posiedzeniu w przyszłym tygodniu.

EUR

Opublikowane w ubiegłym tygodniu kiepskie wskaźniki PMI rozbudziły na nowo spekulacje, że EBC zdecyduje się w grudniu na dużą obniżkę stóp procentowych o 50 pb. Rynki wyceniają prawdopodobieństwo takiego ruchu na 50% i spodziewają się równowartości pięciu obniżek po 25 pb. w ciągu czterech kolejnych posiedzeń banku. W wyniku tego euro spadło do minimów, na jakich nie było od czasu parytetu z dolarem w 2022 r., odbiło się jednak nieznacznie po dokonanym przez Trumpa ortodoksyjnym wyborze na kluczowe stanowisko sekretarza skarbu.

 

Dane o inflacji, które ukażą się w ten piątek (29.11), to jedyny treściwy i bieżący odczyt, jaki poznamy w nadchodzącym czasie. Płace w strefie euro rosły w III kwartale szybciej, niż oczekiwano, jest więc przestrzeń na zaskoczenie w górę inflacją. Jest to ostatnia rzecz, jaką EBC chciałby zobaczyć w okresie słabości gospodarczej.

USD

W ubiegłym tygodniu dolar umocnił się względem większości głównych walut, co było związane z rynkowym niepokojem dotyczącym podpisania przez Putina zrewidowanej doktryny nuklearnej i dalszych rozbieżności w wynikach gospodarczych po obu stronach Atlantyku, jako że opublikowane w piątek listopadowe wskaźniki PMI były zgodne z kolejnym miesiącem silnego wzrostu. Aprecjacja dolara znacznie jednak zwolniła, mimo tymczasowego spadku euro poniżej poziomu 1,04. Wydaje się, że rentowności na teraz osiągnęły swoje maksimum – Trump dokonał jastrzębiego wyboru sekretarza skarbu, a rentowności 10-letnich obligacji w ciągu zaledwie dwóch miesięcy wzrosły z 3,6% do niemal 4,5%.

Cięcie stóp procentowych w grudniu jest obecnie wyceniane w 50%, a docelowa stopa Fedu zbliża się do 4%, sądzimy więc, że w krótkim terminie „Trump trade” raczej nie doprowadzi do kolejnych dużych zmian. Może się to zmienić, jeśli pojawią się nowe wieści dotyczące taryf celnych lub polityki fiskalnej, tych jednak nie spodziewamy się wcześniej niż w dalszej części 2025 r.

GBP

Opublikowane w zeszłym tygodniu listopadowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w Wielkiej Brytanii były słabsze, niż oczekiwano, i zgodne niemal ze stagnacją. Potwierdziły one, że firmy są sceptycznie nastawione do budżetu Laburzystów, szczególnie do znacznego wzrostu pracowniczych składek na ubezpieczenie – panuje opinia, że doprowadzi to do słabszej aktywności w zakresie zatrudniania i wyższych cen konsumenckich. Możliwe, że podobnie jak w strefie euro, również w Wielkiej Brytanii wpływ na nastroje firm ma wygrana Republikanów w USA. Niezależność Wysp sugeruje jednak, że będzie on raczej minimalny i miejmy nadzieję, że tymczasowy.

Utrzymujemy stosunkowo optymistyczny pogląd na perspektywy funta, szczególnie w porównaniu do innych walut europejskich. Fakt, że Wielka Brytania ma deficyt w handlu dobrami z USA, oznacza, że powinna być ona stosunkowo odporna na nadchodzące cła. Ostatnie rozczarowujące odczyty wymagają jednak obserwacji i jesteśmy coraz mniej optymistyczni, jeśli chodzi o brytyjską gospodarkę po budżecie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Grupa Ailleron po 3 kw. 2024 r.: wyższe przychody, lepsze marże, dynamiczny rozwój

Po trzech kwartałach 2024 roku Grupa Ailleron odnotowała znaczący wzrost wyników finansowych, osiągając przychody ze sprzedaży na poziomie 395 mln zł – o blisko 16% wyższe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Sukces ten wspierany był m.in. przez konsolidację wyników amerykańskiej spółki Prosoft LLC (number8) od drugiego kwartału 2024 roku.

Raportowana EBITDA Grupy wyniosła 60,8 mln zł, co oznacza wzrost o 52% rok do roku. Zysk operacyjny osiągnął poziom 49,3 mln zł, a zysk netto wyniósł 34,5 mln zł, w tym 13,2 mln zł dla akcjonariuszy podmiotu dominującego. Warto zauważyć, że zysk netto wzrósł aż 2,5-krotnie w porównaniu do wyników z 2023 roku.

Wysoka rentowność i dynamiczna sprzedaż eksportowa

Od początku roku Grupa Ailleron notuje wzrost rentowności. Marża EBITDA w trzecim kwartale 2024 roku wyniosła 15,7% (+6,4 pp rok do roku), a narastająco za trzy kwartały – 15,4% (+3,7 pp). Również marża netto utrzymuje się na wyższym poziomie, osiągając 8,7% po trzech kwartałach (+4,7 pp).

Eksport nadal stanowi kluczowy element działalności Grupy, odpowiadając za 78% przychodów. Sprzedaż zagraniczna wzrosła o ponad 22% rok do roku, osiągając 306,8 mln zł. Wzrost ten wspiera rozwój w segmentach takich jak bankowość, zdrowie, edukacja oraz przemysł.

Kluczowe segmenty działalności Grupy

Technology Services (Software Mind)

Segment Technology Services, operowany przez Software Mind, zrealizował sprzedaż na poziomie 343,2 mln zł (+19% r/r). Zysk operacyjny w tym obszarze wyniósł 54,6 mln zł, co przekłada się na marżę operacyjną wynoszącą 16%. Kluczowe dla wyników były pozytywne efekty konsolidacji spółki Prosoft LLC oraz rosnący popyt na usługi w zakresie cyfryzacji, sztucznej inteligencji i chmury obliczeniowej.

Grzegorz Młynarczyk, Prezes Software Mind, podkreśla:
„Sektor startupów oraz dynamicznych spółek wchodzi w nowy etap rozwoju, a korporacje coraz częściej inwestują w cyfryzację. Software Mind staje się pierwszym wyborem dla klientów, dzięki czemu możemy realizować ambitne plany rozwoju, w tym przejęcia software house’ów w regionach CEE i LATAM.”

FinTech

Segment FinTech osiągnął przychody na poziomie 50,1 mln zł, wykazując niewielki wzrost względem 2023 roku (49,6 mln zł). Jednakże segment odnotował stratę operacyjną w wysokości 5,9 mln zł. Jak wyjaśnia Piotr Piątosa, Wiceprezes Zarządu:
„Wyniki segmentu FinTech były obciążone m.in. sezonowością oraz przesunięciami w realizacji przetargów na końcówkę roku. Mimo to rozwijamy nasze flagowe rozwiązanie LiveBank24 oraz wdrażamy dedykowane oprogramowanie dla sektora bankowego, co otwiera nowe perspektywy, także na rynkach zagranicznych.”

Wyzwania i perspektywy na przyszłość

Grupa Ailleron musi mierzyć się z wpływem umacniającego się złotego na swoje wyniki, szczególnie w obszarze eksportu. Jak zauważa Tomasz Król, CFO Ailleron S.A.:
„Spadek kursu USD/PLN i EUR/PLN skutkował niższymi przychodami o około 19,5 mln zł w przeliczeniu na polski złoty. Mimo to udaje nam się utrzymywać stabilną dynamikę wzrostu dzięki wysokiej jakości usług i rozszerzaniu obecności na rynkach zagranicznych.”

Polski rynek mieszkaniowy: stabilizacja popytu i cen, wzrost czynszów i rosnące inwestycje

Dane za trzeci kwartał 2024 roku pokazały spowolnienie dynamiki wzrostu na polskim rynku mieszkaniowym. Jak wskazują eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & wakefield, wysokie stopy procentowe oraz ograniczona dostępność kredytów hipotecznych istotnie ograniczają popyt, co wpływa na spadek liczby kupionych mieszkań i stabilizację po okresie gwałtownych wzrostów cen mieszkań. Jednocześnie prognozy dla wzrostu PKB na kolejny rok pozostają pozytywne, a deweloperzy odbudowują ofertę – liczba uzyskanych pozwoleń na budowę w 2024 roku była o 33% wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Polska gospodarka, która po okresie stagnacji w 2023 roku zanotowała wzrost, stwarza korzystne tło dla dalszego rozwoju rynku mieszkaniowego. Według prognoz Moody’s, PKB kraju ma wzrosnąć o 3,1% w 2024 roku, a w 2025 roku 3,6%. Wzrost wynagrodzeń oraz stabilizacja sytuacji gospodarczej sprzyjają utrzymaniu popytu na mieszkania, jednak problemem pozostaje inflacja oraz wysokie stopy procentowe, które wpływają na spadek liczby zapytań o kredyty mieszkaniowe.

Wyhamowanie tempa wzrostu cen i deweloperzy na wyższym biegu

Jak wskazują eksperci Cushman & Wakefield, na rynku mieszkaniowym obserwowalismy dalszy wzrost średnich cen ofertowych zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. W III kwartale 2024 roku ceny nowych mieszkań wzrosły o 10% w skali rocznej, z największymi wzrostami w Łodzi (+20%) i Wrocławiu (+13%). Stabilizacja tempa wzrostu cen w okresie między lipcem a wrześniem sugeruje, że efekty programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, który wcześniej pobudzał popyt na mieszkania, uległy wyczerpaniu.

Stabilizacja popytu i cen na rynku mieszkaniowym w III kwartale 2024 roku
Źródło: Cushman & Wakefield na podstawie danych otodom

W pierwszych trzech kwartałach br. deweloperzy rozpoczęli budowę o 46% większej liczby mieszkań niż w odpowiadającym okresie 2023 roku i o 25% – niż w 2022 roku. W efekcie rok 2024 ma szansę zamknąć się jako drugi najlepszy po 2021 roku pod względem liczby mieszkań w kategorii na sprzedaż i na wynajem. Zgodnie z danymi otodom deweloperzy na największych rynkach w trzecim kwartale 2024 r. wprowadzili do sprzedaży 12 tysięcy mieszkań, a w tym samym czasie sprzedano 9 tysięcy mieszkań (tyle samo ile w drugim kwartale 2024). Wyraźnie widoczne jest, że nadal są chętni na zakup, a stymulować te decyzje może wzrost wynagrodzeń i niski poziom bezrobocia. Nadal są więc chętni na zakup, w szczególności nabywcy, którzy lokują oszczędności i kupują mieszkania na własne potrzeby. Na koniec trzeciego kwartału oferta na rynku pierwotnym to ponad 50 tys. mieszkań w tendencji wzrostowej, co przy takich poziomach sprzedaży będzie działało pozytywnie na zmniejszenie dynamiki wzrostu cen nieruchomości.

Czynsze w górę średnio o 4% na kwartał

Rynek najmu pozostaje dynamiczny i wciąż mocno rozdrobniony, z dużą liczbą nowych ofert pojawiających się na rynku. Czynsze w trzecim kwartale 2024 roku wzrosły w porównaniu do drugiego kwartału 2024 r. na największych sześciu rynkach średnio o 4%, najwięcej w Gdańsku o 6%, najmniej w Krakowie i Warszawie o 3%. Jednocześnie w perspektywie pięcioletniej to właśnie w Krakowie i Warszawie czynsze wzrosły najbardziej dynamicznie o 50% w Krakowie i o 49% w Warszawie. Mediana dla kawalerek bez podziału na standard lokalu czy wiek wybudowania budynku bez opłat eksploatacyjnych i mediów wynosi 2.300 zł miesięcznie w Krakowie i 2.600 zł w Warszawie, mieszkania 2-pokojowe to miesięczny koszt na poziomie 3000 zł w Krakowie i 3.500 zł w Warszawie plus opłaty, a mieszkania 3-pokojowe kosztują w Krakowie 3.900 zł a w Warszawie 5.000 zł. W każdym wypadku wartości te są medianą, co oznacza, że dzieli zbiór czynszów ofertowych na dwie równe połowy.

Stabilizacja popytu i cen na rynku mieszkaniowym w III kwartale 2024 roku 2
MEDIANY CZYNSZÓW OFERTOWYCH (BEZ OPŁAT EKSPLOATACYJNYCH I ZALICZKI NA MEDIA, 3 KW. 2024 R.), CAŁY ZASÓB

Źródło: Cushman & Wakefield na podstawie danych Eurostat, otodom, cenatorium

Na polskim rynku najmu wciąż prym wiodą indywidualni właściciele mieszkań i jest on silnie sfragmentyzowany. Sytuacja na rynku mieszkaniowym wskazuje na wciąż duży, niewykorzystany potencjał najmu instytucjonalnego. Natomiast wzrost zainteresowania inwestorów tym sektorem daje dobre prognozy na dalszy jego rozwój, co może przyczynić się do większej profesjonalizacji całego rynku najmu, wzrostu poczucia bezpieczeństwa wśród najemców oraz złagodzenia problemu dostępności mieszkań”, mówi Karolina Furmańska, ekspertka rynku mieszkaniowego w Cushman & Wakefield.

Na tym tle zasoby mieszkaniowe w rękach instytucjonalnych wynajmujących to obecnie ok. 18 tys. mieszkań w największych polskich miastach (liczba na koniec października 2024 r., uwzględniono zmniejszenie zasobu z uwagi na sprzedaż części projektów do indywidualnych kupujących). Ponad 11 tys. mieszkań na wynajem w projektach instytucjonalnych inwestorów jest obecnie w budowie. Najbardziej aktywnym rynkiem jest Warszawa, gdzie jest ponad 7,5 tys. jednostek, a plany inwestycyjne obejmują kolejne 9,5 tys. lokali.
Liczba mieszkań w najmie będzie systematycznie rosnąć, a inwestorzy zabezpieczają kolejne grunty pod budowę nowych projektów. Wszystkie inwestycje PRS na rynku mają obecnie bardzo wysokie poziomy obłożenia oraz kontynuują wzrosty czynszowe.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów 2024/2025?

Sezon 2024/2025 Ligi Mistrzów UEFA przynosi wiele emocji i niespodzianek. Po czterech kolejkach fazy ligowej wyłaniają się główni faworyci do zdobycia tytułu, choć nie brakuje również drużyn, które zaskakują swoją formą.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: Manchester City

Obrońcy tytułu z sezonu 2023/2024, Manchester City, pod wodzą Pepa Guardioli, kontynuują swoją dominację na europejskiej scenie. Mimo pewnych problemów kadrowych, drużyna zdołała utrzymać wysoki poziom gry. Kluczowi zawodnicy, tacy jak Kevin De Bruyne i Erling Haaland, odgrywają znaczące role w ofensywie zespołu. Ich doświadczenie i umiejętności czynią „The Citizens” jednym z głównych pretendentów do końcowego triumfu.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: Real Madryt

„Królewscy” z Madrytu, z rekordową liczbą 15 triumfów w Lidze Mistrzów, zawsze są w gronie faworytów. Wzmocnieni transferem Kyliana Mbappé, prezentują ofensywny styl gry, który przynosi rezultaty. Młodzi zawodnicy, tacy jak Vinícius Júnior, wnoszą świeżość i dynamikę do zespołu. Real Madryt, z bogatą historią i doświadczeniem w tych rozgrywkach, jest poważnym kandydatem do zdobycia kolejnego tytułu.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: Bayern Monachium

Bawarczycy, z siedmioma triumfami w Lidze Mistrzów, rozpoczęli sezon z impetem. W pierwszej kolejce fazy ligowej rozgromili Dinamo Zagrzeb 9:2, co pokazuje ich siłę ofensywną. Pod wodzą nowego trenera, drużyna prezentuje solidną grę zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Doświadczenie zawodników takich jak Joshua Kimmich czy Thomas Müller stanowi o sile zespołu.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: FC Barcelona

„Blaugrana” pod wodzą Xaviego Hernándeza przechodzi proces przebudowy. Mimo to, zespół prezentuje atrakcyjny styl gry, oparty na posiadaniu piłki i szybkich atakach. Młodzi zawodnicy, tacy jak Ansu Fati, wnoszą energię i kreatywność. Barcelona, choć nie jest głównym faworytem, ma potencjał, by zaskoczyć rywali i sięgnąć po tytuł.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: Arsenal

„Kanonierzy” z Londynu, po latach nieobecności w Lidze Mistrzów, powrócili z impetem. Pod wodzą Mikela Artety, drużyna prezentuje ofensywny styl gry, który przynosi rezultaty. Młodzi zawodnicy, tacy jak Bukayo Saka, odgrywają kluczowe role w zespole. Arsenal, choć nie jest w gronie głównych faworytów, może sprawić niespodziankę w tegorocznych rozgrywkach.

Kto jest faworytem Ligi Mistrzów: Paris Saint-Germain

PSG zawsze jest w gronie pretendentów do tytułu. Jednakże, drużyna zmaga się z problemami zgrania i stabilności formy. Mimo to, indywidualne umiejętności zawodników mogą przesądzić o losach meczów na korzyść paryskiego klubu.

Podsumowanie

Sezon 2024/2025 Ligi Mistrzów UEFA jest pełen emocji i niespodzianek. Choć tradycyjne potęgi, takie jak Manchester City, Real Madryt czy Bayern Monachium, są w gronie faworytów, nie można lekceważyć innych drużyn, które mogą sprawić niespodzianki. Kibice mogą spodziewać się wielu emocjonujących meczów i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Dla tych, którzy chcą jeszcze bardziej zaangażować się w rozgrywki, warto rozważyć zakłady online. Platforma iforBET oferuje szeroką gamę opcji, w tym specjalne zakłady na Ligę Mistrzów. To doskonała okazja, by połączyć pasję do piłki nożnej z możliwością wygrania atrakcyjnych nagród.

[Artykuł sponsorowany]

forBET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. – legalny bukmacher działający w Polsce na podstawie zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych. Zezwolenie z dnia 4 maja 2016 r. nr PS4.6831.10.2016. Decyzją z dnia 15.11.2021 licencja została przedłużona na kolejne 6 lat. Zakaz uczestnictwa w grze hazardowej dla osób poniżej 18 roku życia.  Graj rozważnie, hazard związany jest z ryzykiem uzależnienia. Za udział w nielegalnych grach hazardowych grożą konsekwencję prawne. Szczegóły w regulaminach. 18+

Dynamika wynagrodzeń coraz bliżej jednocyfrowych odczytów

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2024 r. wzrosło o 10,2 proc. r/r. Odczyt okazał się lekko lepszy niż konsensus (10,1 proc.). Dynamika wynagrodzeń pozostaje nadal dwucyfrowa, chociaż już coraz bliżej do jednocyfrowych odczytów. Tych spodziewam się w 2025 r.

Realna dynamika wynagrodzeń pozostaje dodatnia: w okolicach 5 proc., jednak z miesiąca na miesiąc spada. Działają tutaj dwa przeciwstawne zjawiska. Z jednej strony momentum wynagrodzeń spada, z drugiej, inflacja ponownie wzrasta.

Bartosz Wałecki, Analityk, Trader Michael / Ström Dom Maklerski

Zawieszenie ścieżki leasingowej programu „Mój elektryk” z negatywnym wpływem na rynek samochodów elektrycznych

  • Na koniec października 2024 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 76 055 szt.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 8184, z czego 2469 (30%) stanowiły punkty DC
  • W październiku 2024 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO wyniósł 1%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec października 2024 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 76 055 szt. Park osobowych BEV składał się z 68 494 szt. (+47% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 1 147 szt. (względem września spadła o prawie 1/4). Na koniec października 2024 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 7 561 szt. (+42% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 255 szt. (+29% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w październiku 2024 r. były Tesla Model Y (93 sprzedane szt.), Tesla Model 3 (87 szt.) oraz Audi Q4 e-tron (62 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla (184 szt.), Mercedes-Benz (119 szt.) oraz BMW (107 szt.). Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w październiku 2024 r. wyniósł 2,4% (we wrześniu było to 3,6%).

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec października 2024 r. funkcjonowały 8 184 (+45% r/r) ogólnodostępne punkty ładowania, w tym 5 715 AC (+37% r/r) oraz 2 469 DC (+68% r/r). Największym udziałem w sieci infrastruktury ładowania w Polsce dysponowały ładowarki o mocy do 22 kW (60%), ale liczba szybkich stacji DC o mocy przekraczającej 50 kW bardzo dynamicznie rośnie. Pod koniec października 2024 r. kierowcy EV mogli w Polsce korzystać już z 1 175 takich urządzeń. „PEVO Index” zawiera także informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (641 punktów w październiku 2024 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (319), Szczecin (270), Kraków (240) oraz Poznań (235). Liczba punktów wzdłuż sieci TEN-T wyniosła na koniec października 2024 r. 829, co oznacza wzrost o 33% r/r.

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” zawiera również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w Polsce. Pod koniec października 2024 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 4 545. To wzrost o 21% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych to 1%. Takie oferty odpowiadały za 0,9% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi pod względem podaży modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Nissan Leaf (329 ogłoszeń w październiku 2024 r. ze średnią ceną 58 760 PLN), BMW i3 (245 ogłoszeń ze średnią ceną 76 114 PLN) oraz Tesla Model 3 (209 ogłoszeń ze średnią ceną 132 407 PLN).

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

EURUSD: polityka USA i Niemiec kształtuje przyszłe kursy

Nominacja Scotta Bessenta, doświadczonego finansisty z Wall Street, na Sekretarza Skarbu USA wywołała uspokajającą reakcję na globalnych rynkach. Decyzja ta zmniejszyła obawy inwestorów związane z możliwością bardziej radykalnych nominacji w administracji Donalda Trumpa. Bessent, znany ze swojego umiarkowanego podejścia, zapowiada ostrożne działania w zakresie taryf handlowych i ich negocjacji, co ograniczyło napięcia wokół polityki „America First.”

Na rynku walutowym decyzja o nominacji Bessenta przyczyniła się do spadku indeksu dolara o 0.6%, co jest największym osłabieniem od dwóch tygodni. W rezultacie zyskały waluty takie jak euro, jen, koreański won oraz waluty Europy wschodniej i środkowej. Jednocześnie rentowność 10-letnich obligacji USA spadła o 6 punktów bazowych, osiągając poziom 4.34%, co również wpłynęło na osłabienie dolara.

Niemcy, największa gospodarka strefy euro, zmagają się obecnie z równoczesnym kryzysem politycznym i gospodarczym. Stagnacja gospodarcza, odpływ kapitału (260 mld euro od 2021 roku) oraz brak taniego rosyjskiego gazu osłabiają fundamenty gospodarcze kraju. Jednocześnie zapowiadane przez Donalda Trumpa taryfy handlowe mogą dodatkowo zaszkodzić niemieckiemu eksportowi.

Mimo tych wyzwań, Niemcy mogą wykorzystać swoją silną pozycję fiskalną – dług publiczny na poziomie 60% PKB daje przestrzeń do zwiększenia zadłużenia w celu sfinansowania inwestycji. Planowana reforma tzw. „hamulca zadłużenia” oraz większe nakłady na modernizację infrastruktury mogą wzmocnić gospodarkę, choć wymaga to politycznego konsensusu, co w kontekście rosnącego poparcia dla partii skrajnych może być trudne.

Obecne wydarzenia mogą mieć istotny wpływ na parę walutową EURUSD. Osłabienie dolara wynikające z nominacji Bessenta, połączone z pozytywnymi oczekiwaniami wobec potencjalnych inwestycji w Niemczech, może krótkoterminowo wspierać euro względem dolara.

W dłuższej perspektywie dolar pozostaje jednak wsparty przez silne fundamenty gospodarcze USA, takie jak solidny wzrost PKB i przewaga w stosunku do słabszej kondycji gospodarczej Europy. Krótko- i średnioterminowe zmiany w parze EURUSD mogą zależeć od dalszych decyzji politycznych w USA i Niemczech. Jeśli Niemcy zdołają osiągnąć polityczny konsensus w sprawie inwestycji i reform, euro może znaleźć solidne wsparcie. Jednocześnie bardziej umiarkowana polityka handlowa Scotta Bessenta może sprzyjać stabilizacji na rynkach finansowych, choć fundamenty wspierające dolara pozostają niezmiennie silne. Obecnie kurs EURUSD wynosi 1.0450.

Krzysztof Kamiński Oanda TMS Brokers

Czym jest cross docking w logistyce i jakie są jego zalety?

Cross-docking to jedno z rozwiązań logistycznych, które zyskuje na popularności ze względu na swoją efektywność w zarządzaniu przepływem towarów. W logistyce stosuje się je głównie w celu usprawnienia dystrybucji, minimalizując czas, jaki towary spędzają w magazynach. Jednak czym tak naprawdę jest cross-docking?

Cross-docking – definicja i rodzaje

Cross-docking polega na bezpośrednim przeładunku towarów z transportu przychodzącego do transportu wychodzącego, z pominięciem długotrwałego magazynowania. Oznacza to, że towar dostarczony do punktu przeładunkowego jest niemal natychmiast przenoszony do samochodów dostawczych, które rozwożą go do kolejnych punktów docelowych. 

Cross-docking ma wiele odmian, a jedną z najbardziej popularnych jest cross-docking pełnych palet, gdzie całe palety są przekazywane bezpośrednio między środkami transportu. Inną formą jest cross-docking z kompletacją, gdzie towar jest przyjęty, skompletowany i rozdzielony w punkcie przeładunkowym w zależności od potrzeb konkretnych zamówień, co pozwala lepiej dostosować dostawy do klientów.

Zalety cross-dockingu – oszczędność paliwa i czasu

Cross-docking jest rozwiązaniem przynoszącym szereg korzyści zarówno pod względem ekonomicznym, jak i ekologicznym. Dzięki temu, że towar nie trafia do magazynów na dłuższy czas, oszczędza się na kosztach magazynowania i zmniejsza zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową. 

Ponadto przy szybkim przepływie towarów między transportem przychodzącym a wychodzącym spalane jest mniej paliwa, co przekłada się na obniżenie kosztów operacyjnych i redukcję emisji CO₂. W praktyce oznacza to, że firmy mogą dostarczać produkty szybciej i taniej, a także w sposób bardziej przyjazny dla środowiska.

Cross-docking a minimalizacja czasu przechowywania

Kolejną istotną zaletą cross-dockingu jest znaczące skrócenie czasu, jaki towar spędza w magazynie. Dzięki szybkiemu przeładunkowi zmniejsza się ryzyko uszkodzeń, kradzieży czy przeterminowania produktów, co jest szczególnie istotne w przypadku towarów o krótkim terminie ważności, takich jak żywność czy produkty farmaceutyczne. 

Cross-docking jest więc rozwiązaniem atrakcyjnym dla branż wymagających szybkiej i niezawodnej logistyki, jak również dla firm, które chcą zwiększyć szybkość dostaw do klientów, poprawiając ich satysfakcję i wzmacniając przewagę konkurencyjną na rynku.

Potencjalne wady cross-dockingu

Potencjalne wady cross-dockingu obejmują wysokie wymagania dotyczące precyzyjnego zarządzania przepływem towarów i synchronizacji dostaw. Jeśli procesy nie są odpowiednio skoordynowane może to prowadzić do opóźnień. Cross-docking wymaga inwestycji w zaawansowane systemy informatyczne oraz odpowiednią infrastrukturę, co wiąże się z dodatkowymi kosztami początkowymi. Ponadto cross-docking może nie być odpowiedni dla wszystkich typów towarów, zwłaszcza tych, które wymagają dłuższego przechowywania lub specyficznych warunków transportu. 

W odpowiedzi na te wyzwania firmy logistyczne oferują nowoczesne rozwiązania, które pomagają minimalizować problemy związane z wdrażaniem cross-dockingu. Wady i zalety tego rozwiązania zależą od specyfiki działalności firmy, jednak odpowiednia strategia i wsparcie logistyczne mogą uczynić cross-docking skutecznym narzędziem w optymalizacji procesów dystrybucyjnych 

Usługi cross-dockingu w Grupie Raben

Grupa Raben, lider w branży logistycznej, oferuje szeroki wachlarz usług w zakresie cross-dockingu, zapewniając klientom szybką i sprawną obsługę przeładunkową. Firma posiada liczne centra przeładunkowe, m.in. w Grodzisku Mazowieckim i pod Legnicą, oraz aż 26 oddziałów przeładunkowych w całej Polsce, co umożliwia efektywną dystrybucję towarów na terenie całego kraju. 

Dzięki rozbudowanej sieci magazynów typu cross-docking oraz zaawansowanym systemom zarządzania, Raben Logistics Polska oferuje kompleksowe rozwiązania, które pozwalają na optymalizację kosztów i czasu dostaw. Klienci Grupy Raben mogą liczyć na pełne wsparcie w zakresie logistyki, które ułatwia ich działalność i umożliwia szybkie reagowanie na potrzeby rynku.

Jakie prezenty dla dzieci królują pod choinką – trendy w zakupach Polaków

Święta to czas poszukiwania wyjątkowych prezentów, które wywołają uśmiech na twarzach dzieci. Z roku na rok zmieniają się preferencje konsumentów, a rodzice i opiekunowie coraz częściej stawiają na zabawki, które są nie tylko atrakcyjne, ale także wspierają rozwój dziecka.

W tym artykule omówimy najpopularniejsze prezenty pod choinkę dla dzieci, które od lat są najczęściej wybierane (https://rozetka.pl/promo/prezenty-na-swieta/). Dane płynące ze sklepów pokazują, że Polacy coraz chętniej sięgają po sprawdzone produkty, które łączą edukację i zabawę, ale też w koszykach zakupowych nie brakuje zabawek, które sami dla siebie wybrali by najmłodsi (mowa tu zwłaszcza o puzzlach z ulubionymi bohaterami czy np. maskotkach z podobiznami zwierzaków znanych z kreskówek).

Maskotki – zawsze modne przytulanki

Maskotki to ponadczasowy prezent, który nigdy nie wychodzi z mody. Dla najmłodszych są one często pierwszymi towarzyszami zabawy, dając poczucie bezpieczeństwa i komfortu. „Dla mojej 4-letniej córeczki zawsze wybieram maskotki. Uwielbia je zabierać do łóżka, a najlepsze są te ręcznie szyte, bo są trwałe i wyjątkowe” – mówi Aleksandra, mama małej Zosi.

Obecnie dużą popularnością cieszą się maskotki tematyczne, takie jak postacie z bajek czy ekologiczne pluszaki wykonane z materiałów organicznych, które wpisują się w rosnący trend świadomych zakupów (polecane maskotki od Rozetka.pl). 

Puzzle – prezent, który rozwija umysł

Puzzle to idealny sposób na rozwijanie koncentracji i logicznego myślenia. Dla najmłodszych dzieci polecane są proste układanki z dużymi elementami, natomiast starsze dzieci i dorośli chętnie sięgają po bardziej skomplikowane wzory. „Dla moich dwóch bratanków i siostrzenicy zawsze kupuję coś edukacyjnego, a puzzle to świetny wybór. Łączą zabawę z nauką i pozwalają spędzić czas całą rodziną” – mówi Adam, 27-letni wujek trojga dzieci.

Popularne stają się także puzzle 3D, które pozwalają tworzyć trójwymiarowe konstrukcje, takie jak wieże, zamki czy modele pojazdów. Dzięki różnorodności dostępnych wzorów puzzle stanowią uniwersalny prezent na każdą okazję.

Gry planszowe – wspólna rozrywka dla całej rodziny

Gry planszowe to doskonały sposób na spędzenie czasu w gronie rodziny i znajomych. Wśród dzieci popularne są tytuły takie jak „Dobble” czy „Superfarmer,” które uczą strategii i spostrzegawczości. „Gdy kupuję prezenty dla wnucząt, zawsze wybieram gry planszowe. To coś, co pozwala nam się razem bawić i rozmawiać, nawet gdy są już starsze” – mówi Teresa, 68-letnia babcia trójki dzieci, która zastrzega, że zawsze sporo czasu spędza wybierając zabawki dla dzieci.

Dla starszych dzieci i nastolatków świetnym wyborem są bardziej zaawansowane gry strategiczne, takie jak „Catan” czy „Terraformacja Marsa.” Planszówki rozwijają kreatywność, umiejętność współpracy i logicznego myślenia, co sprawia, że są popularne zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych.

Klocki – kreatywność w każdej formie

Klocki to kategoria zabawek, która od lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Drewniane klocki są wybierane przez rodziców najmłodszych dzieci ze względu na trwałość i bezpieczeństwo. Plastikowe klocki, takie jak LEGO, oferują nieskończone możliwości budowania i odgrywania scenek, co rozwija wyobraźnię i zdolności manualne. Coraz częściej na rynku pojawiają się także innowacyjne rozwiązania, takie jak klocki magnetyczne czy modułowe, które angażują dzieci w różnym wieku.

Książki – najlepszy prezent dla młodego czytelnika

Książki to doskonały wybór dla dzieci w każdym wieku. Maluchy chętnie sięgają po książeczki z obrazkami, które stymulują rozwój mowy i spostrzegawczości. Starsze dzieci z kolei uwielbiają serie przygodowe czy książki popularnonaukowe, które odpowiadają na ich ciekawość świata. Książki to także okazja do spędzenia wspólnego czasu – czytanie na głos przez rodziców to rytuał, który buduje bliskość i rozwija wyobraźnię dziecka.

Jak mądrze wybrać prezent dla dziecka?

Wybierając prezent dla dziecka, warto kierować się jego zainteresowaniami i etapem rozwoju. Maskotki, puzzle, gry planszowe, klocki czy książki to kategorie, które nie tylko sprawiają radość, ale także wspierają naukę i rozwój. Dzięki szerokiemu wyborowi na rynku łatwo znaleźć coś, co zachwyci najmłodszych i stanie się ich ulubioną zabawką na długi czas.

PMI w strefie euro spada: Przemysł i usługi pogłębiają recesyjne nastroje

PMI dla przemysłu w listopadzie w strefie euro wyniósł 45,2 pkt wobec 46,0 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy od prognoz (46,0). W dalszym ciągu słabością razi przemysł w największej europejskiej gospodarce. Wskaźnik dla przemysłu w Niemczech co prawda wzrósł do 43,2 pkt, jednak w dalszym ciągu utrzymuje się w jednoznacznie recesyjnym zakresie. Dokładnie taką samą wartość wskaźnik osiągnął we Francji.

Odczyt PMI dla sektora usług w strefie euro wyniósł 49,2 pkt. Oczekiwano, że wskaźnik utrzyma się na poziomie 51,6 pkt. Wskaźnik dla sektora usług po raz pierwszy od stycznia spadł poniżej 50 pkt – poziomu oddzielającego wzrost od spadku aktywności ekonomicznej. Szczególnie zawiódł odczyt z Francji, gdzie wskaźnik dla usług spadł do 45,7 pkt wobec prognoz na poziomie 49 pkt.

Zbiorczy wskaźnik PMI w listopadzie w strefie euro wyniósł 48,1 pkt wobec 50,0 miesiąc wcześniej. Spadek poniżej poziomu 50 pkt jest tym razem znaczący. Słabość sektora przemysłowego nadal się utrzymuje, a sektor usług coraz mocniej spowalnia i nie jest siłą napędową gospodarek jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej.
Bardzo słabe odczyty PMI mogą być najważniejszymi danymi, którymi będzie kierował się EBC w swoich decyzjach w najbliższych miesiącach. Kolejne oznaki spowolnienia wzrostu gospodarczego mogą być podstawą dla jeszcze szybszych obniżek stóp procentowych w strefie euro.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk, Trader Michael / Ström Dom Maklerski

Europa w cieniu recesji: PMI wskazuje na osłabienie gospodarki i euro

Kondycja europejskiej gospodarka ma się źle. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy są ostatnie dane PMI dla przemysłu oraz usług. Wskaźnik zbiorczy dla strefy euro spadł z poziomu 50 pkt. do 48,1 pkt. w listopadzie. To powoduje, że nadzieje na szybkie ożywienie gospodarcze na Starym Kontynencie zostały solidnie osłabione. Euro jest słabe. Spadki na głównej parze walutowej zostały zdynamizowane co spowodowało, że kurs eurodolara spadł poniżej 1,04. Tak dużej zmienności na „edku” nie było od miesięcy.

Październik dawał nadzieje na odbudowę. Otrzymaliśmy nieco lepsze rezultaty i rynek po cichu zakładał, że minęliśmy dołek, że najgorsze już za nami. Piątkowe dane powodują jednak, że obawy wróciły, bo nie widać poprawy a wręcz pogorszenie sytuacji w wielu sektorach. Zbiorczy wskaźnik dla przemysłu i sektora usług spadł o prawie dwa punkty do poziomu 48,1, co oznacza powrót do sytuacji, w której gospodarka strefy euro w przeszłości zazwyczaj znajdowała się w recesji.

Znaczne pogorszenie nastąpiło w usługach osiągając ponownie wartość poniżej granicznego pułapu (49,2 pkt.). To znak, że sektor kurczy się pierwszy raz od stycznia. Odbicie w przemyśle, które widzieliśmy w poprzednich miesiącach jak na razie było kruche, dziś odczyt na poziomie 45,2 wpisuje się w spadkowy trend.

Wskaźniki zbiorcze we Francji oraz w Niemczech również się obniżyły. Widoczna jest minimalna poprawa przemysłu u naszego zachodniego sąsiada, ale odbicie jest kosmetyczne (do 43,2 pkt.) i prawdopodobnie minie sporo czasu, zanim wskaźniki ponownie będą znajdować się „nad powierzchnią” świadczącą o rozwoju. Wyniki francuskie w tym momencie należą do najgorszych a przyczynę odbicia wakacyjnego należy upatrywać w jednorazowym efekcie Igrzysk Olimpijskich. Teraz uwidaczniają się problemy tej gospodarki.

Zmiana oczekiwań rynku dotycząca dalszej ścieżki stóp procentowych w strefie euro, poczynając od grudniowej decyzji EBC, spowodowała wyprzedaż wspólnej waluty. Tak dużej zmienności jak ta obserwowana 22 listopada dawno już nie było na głównej parze walutowej. Prawdopodobnie przyczyniło się do tego również to, że wszystko odbywało się w obszarze kluczowego wsparcia technicznego (na 1,0450), którego przełamanie aktywowało wiele zleceń na rynku. Eurodolar zredukował w niespełna 2 miesiące wzrosty budowane przez niespełna rok. Czy idziemy na parytet? Jeśli spojrzymy na wykres to odległość do tej psychologicznej bariery nie jest aż tak duża, więc jestem w stanie sobie wyobrazić taki scenariusz w perspektywie następnych kilku tygodniu. Wcześniej jednak zobaczymy zapewne korekty techniczne, bo tych od 2 miesięcy było naprawdę niewiele.

Wracając do wyceny rynkowej, publikacja PMI spowodowała, że scenariusz obniżki stóp w grudniu przez EBC na poziomie 50 punktów bazowych ponownie wrócił na wokandę. Mało tego, całkiem realna (wg rynku) jest możliwość podobnej wielkości redukcji w styczniu. Jeśli do tego dołożymy niekorzystne dla Europy zmiany na politycznej scenie w USA oraz wzrost czynnika ryzyka związanego z wojną w Ukrainie, otrzymujemy niekorzystną mieszankę czynników, która będzie raczej osłabiać euro, przynajmniej w średnim terminie kilku kolejnych miesięcy.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Apple zapowiada rewolucję: LLM Siri i J490 zmienią przyszłość AI oraz inteligentnych domów

Apple, światowy gigant technologiczny, zapowiada znaczące innowacje w obszarach sztucznej inteligencji i inteligentnych urządzeń domowych. Firma ogłosiła dwa kluczowe projekty: zaawansowaną wersję Siri, wykorzystującą nowoczesne modele językowe (LLM), oraz ścienny wyświetlacz do zarządzania inteligentnym domem, oznaczony roboczo jako J490.

Apple planuje rewolucję w działaniu swojego wirtualnego asystenta, wprowadzając „LLM Siri”. Dzięki wykorzystaniu zaawansowanych modeli językowych Siri ma zapewniać bardziej naturalne interakcje, precyzyjnie realizować złożone polecenia i działać szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Nowa Siri ma być porównywalna z rozwiązaniami, takimi jak ChatGPT czy Google Gemini, przy zachowaniu unikalnych funkcji charakterystycznych dla Apple.

LLM Siri zostanie wprowadzona w ramach aktualizacji iOS 19 oraz macOS 16 w 2025 roku, a jej pełna dostępność dla użytkowników przewidziana jest na wiosnę 2026 roku. W międzyczasie nowy asystent będzie testowany jako niezależna aplikacja na urządzeniach Apple.

Siri stanie się częścią platformy Apple Intelligence, co umożliwi m.in. generowanie i podsumowywanie tekstów oraz lepszą integrację z aplikacjami zewnętrznymi dzięki funkcji App Intents.

Ochrona prywatności użytkowników pozostaje priorytetem Apple, co wyróżnia firmę na tle konkurencji.

Obecna wersja Siri, oparta na pierwszym modelu LLM, zyskała nowe funkcje w systemie iOS 18, w tym kontekstowe przetwarzanie poleceń na podstawie danych użytkownika. Nadchodzący iOS 19 wprowadzi bardziej zaawansowaną wersję modelu językowego, co zapewni dalsze ulepszenia w działaniu asystenta.

Drugą ważną innowacją Apple jest ścienny wyświetlacz J490, który ma stać się kluczowym elementem zarządzania inteligentnym domem. Produkt ma być konkurencją dla Amazon Echo Show i Google Nest Hub, oferując unikalne funkcje w ramach ekosystemu Apple.

J490 będzie wyposażony w 6-calowy ekran przypominający kwadratowy iPad, kamerę, wbudowaną baterię, głośniki oraz dotykowy interfejs. Nowy system operacyjny Pebble dostosuje wyświetlane treści do odległości użytkownika od urządzenia.

Urządzenie ma umożliwiać kontrolę sprzętów HomeKit, takich jak termostaty, oświetlenie czy kamery. Dzięki integracji z nową Siri i Apple Intelligence obsługa głosowa oraz zaawansowana nawigacja po aplikacjach staną się jeszcze prostsze. Dodatkowo J490 obsłuży FaceTime jako interkom domowy oraz aplikacje multimedialne Apple.

Podstawowy model J490 ma kosztować od $150 do $230, a Apple planuje także wprowadzenie bardziej zaawansowanej wersji z ruchomym ramieniem i funkcjami „domowego towarzysza.”

Produkt będzie wspierany przez akcesoria, takie jak bazy głośnikowe i czujniki obecności, a także funkcje bezpieczeństwa, w tym monitoring wideo.

Apple mierzy się z wieloma wyzwaniami w obliczu silnej konkurencji ze strony firm takich jak OpenAI, Google i Amazon, które dominują w segmencie AI i inteligentnych domów. Aby odzyskać przewagę, Apple musi przyciągnąć uwagę użytkowników innowacyjnością, niezawodnością i dbałością o prywatność. Jednym z głównych ryzyk są wysokie koszty rozwoju technologii oraz potencjalne opóźnienia w realizacji projektów. Dodatkowo użytkownicy mają wysokie oczekiwania co do funkcjonalności i jakości produktów Apple, a jakiekolwiek niedociągnięcia mogą zaszkodzić reputacji firmy.

Inicjatywy takie jak LLM Siri i J490 pokazują, że Apple intensywnie pracuje nad umocnieniem swojej pozycji w dynamicznie rozwijających się branżach sztucznej inteligencji i inteligentnych urządzeń domowych. Jeśli firma sprosta wyzwaniom i spełni oczekiwania użytkowników, te projekty mogą nie tylko przywrócić Apple przewagę konkurencyjną, ale także wyznaczyć nowe standardy w branży. Jednak sukces zależy od zdolności firmy do dostarczania produktów o najwyższej jakości, które pozostaną zgodne z jej kluczowymi wartościami – bezpieczeństwem i prywatnością użytkowników.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS Brokers

Rynek magazynowy w Polsce w I-III kw. 2024 r.

Polski rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych w pierwszych trzech kwartałach 2024 r. zachował stabilność. W analizowanym okresie oddano do użytku 2,1 mln mkw. nowej powierzchni magazynowej, co pozwoliło na wzrost całkowitych zasobów sektora do niemal 34 mln mkw. (+9% r/r). Obecnie w budowie znajduje się 1,9 mln mkw. (-22% r/r) i jest to drugi najniższy poziom aktywności deweloperskiej od początku 2018 roku. Mimo wyzwań, rynek najmu pozostał stabilny (3,8 mln mkw.), z poziomem pustostanów na koniec września br. wyniósł 8,0% (+0,3 p.p. r/r). AXI IMMO, największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje najnowszy raport „Rynek magazynowy w Polsce w I-III kw. 2024 r.”.

W okresie I-III kw. 2024 r. na rynku inwestycyjnym łączna wartość transakcji w sektorze magazynowym wyniosła 738 mln EUR (-12%r/r), co stanowi 27% całkowitego wolumenu inwestycji nieruchomościowych w Polsce. Trzeci kwartał przyniósł jednak znaczną poprawę – wartość transakcji wyniosła 445 mln EUR, co przełożyło się na 46% udziału w całym wolumenie. Rynek odżył m.in. dzięki powrotowi transakcji portfelowych, takich jak nabycie trzech Diamond Parków przez amerykańskiego inwestora Greykite od AIG/White Star oraz przejęcia udziałów w DL Invest przez Emira Property Fund. Emira uzyskała w obrębie nowej emisji 25 proc. udziałów w ramach pref equity z opcją wykupu DL Invest Group w części struktur operacyjnych grupy DL Invest Group.

Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO komentuje: „Na przestrzeni ostatnich miesięcy polski sektor inwestycyjny w nieruchomościach komercyjnych wykazuje oznaki stabilizacji i ożywienia. Szczególnie pozytywnie wyróżnia się sektor magazynowy, który po trudnym początku roku odzyskał dynamikę. Widoczne jest rosnące zainteresowanie inwestorów portfelami nieruchomości przemysłowo-logistycznych, co przejawia się w zwiększonej liczbie otwartych procesów transakcyjnych. Tradycyjnie najgorętsze pozostają w pełni skomercjalizowane aktywa magazynowe zlokalizowane na największych rynkach o ugruntowanej pozycji”.

Na koniec września 2024 r. zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom 34 mln mkw. (+9% r/r). Aktywność deweloperów w pierwszych trzech kwartałach wyniosła 2,1 mln mkw. (-33% r/r), z czego w samym III kw. dostarczono 454 tys. mkw. Najwięcej nowej powierzchni w okresie od stycznia do końca września br. oddano w woj. dolnośląskim, mazowieckim i łódzkim. Obecnie w budowie znajduje się 1,9 mln mkw. (-22% r/r) powierzchni – to drugi najniższy poziom od 2018 roku. Zauważalny jest także spadek wolumenu rozpoczynanych nowych projektów, który w okresie od I kw. do III kw. 2024 r. wyniósł 1,2 mln mkw. (-49% r/r). W podziale na województwa najwięcej buduje się kolejno w woj. dolnośląskim (571 tys. mkw.), woj. mazowieckim (331 tys. mkw.) i śląskim (295 tys. mkw.). Na mniejszych rynkach aktywność deweloperów spadła.

Na koniec września 2024 r. wskaźnik pustostanów na rynku magazynowym utrzymywał się na stabilnym poziomie 8,0% (-0,3 p.p. kw./kw. i +0,2 p.p. r/r). Najwyższa dostępność powierzchni występowała w województwach lubuskim, świętokrzyskim i lubelskim, odpowiednio na poziomie 20%, 16,1% i 12,9%. Wśród rynków wielkiej piątki najwyższy wskaźnik pustostanów zanotowano w woj. łódzkim (11,2%), gdzie dostępnych było 539 tys. mkw. powierzchni. Średni współczynnik pustostanów dla pięciu największych rynków wyniósł 7,9%, zbliżając się do krajowej średniej.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO wskazuje: „Polski rynek magazynowy wchodzi w fazę stabilizacji, z mniejszą aktywnością deweloperską i większym naciskiem na projekty dostosowane do potrzeb najemców. Podaż dostosowuje się do rzeczywistej aktywności najemców, co prowadzi do bardziej zrównoważonego rozwoju. Wolumen transakcji najmu pozostaje wysoki, ale znaczącą jego część stanowią renegocjacje”.

Popyt brutto na powierzchnie produkcyjne i logistyczne w Polsce w okresie I-III kw. 2024 r. wyniósł 3,8 mln mkw. (+ 2,5% r/r). W strukturze najmu dominowały nowe umowy i ekspansje, które odpowiadały za 61% wolumenu wszystkich transakcji. Największe zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową w okresie I-III kw. 2024 r. odnotowano w województwach mazowieckim, dolnośląskim i łódzkim. Z kolei wśród największych transakcji najmu zawartych w samym III kw. br. należy wymienić:

  1. CTPark Warsaw West (Wiskitki), 63 000 mkw., najemca z sektora handlowego (nowa umowa);
  2. Prologis Park Łódź, 41 500 mkw., najemca z sektora RTV/AGD (nowa umowa);
  3. GLP Poznań Airport Logistics Centre, 28 800 mkw., najemca z sektora FMCG (przedłużenie).

Stawki czynszów bazowych utrzymywały się na stabilnym poziomie, z tendencją delikatnie wzrostową w inwestycjach nowych i planowanych. Obecnie wahają się w przedziale od 3,7 do 5,5 EUR/mkw. (big-box), z najniższymi stawkami dostępnymi w lokalizacjach z obiektami kilkukrotnie rekomercjalizowanymi. Efektywne stawki czynszów pozostają niższe o około 20% od bazowych, co wynika m.in. z poziomu pustostanów oraz warunków negocjowanych w umowach długoterminowych.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „Polski rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych w 2024 r. wykazuje oznaki stabilności, mimo spadku aktywności deweloperskiej oraz bardziej wymagającej sytuacji makroekonomicznej. Inwestorzy oraz najemcy wciąż dostrzegają potencjał w kluczowych regionach kraju takich jak Warszawa, Łódź, Górny Śląsk czy Dolny Śląsk, co przyczynia się do utrzymania stawek czynszów na stabilnym poziomie i perspektyw dalszego rozwoju rynku. Natomiast w kontekście popytu, spodziewamy się dużej aktywności firm w IV kw., który zazwyczaj jest najlepszym na przestrzeni całego roku”.

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce ma się dobrze

Nowe otwarcia zdominowane przez parki handlowe i spadek poziomu pustostanów – rynek nieruchomości handlowych w Polsce ma się dobrze.

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce w III kwartale 2024 roku urósł o kolejne 116 tys. m kw. Spadek średniego poziomu pustostanów w obiektach handlowych w największych polskich miastach oraz wzrost obrotów najemców pozwalają również stwierdzić, że prognozy rychłego końca galerii handlowych w Polsce były przedwczesne – takie wnioski płyną z raportu „At A Glance: Rynek nowoczesnego handlu w Polsce. III kwartał 2024” opracowanego przez analityków BNP Paribas Real Estate Poland.

Kwartał pod znakiem dużych obiektów i większych obrotów

Okres pomiędzy lipcem a wrześniem, to ponownie intensywny czas dla polskiego sektora nieruchomości handlowych. W tym okresie rynek wzbogacił się o 116 tys. m kw. nowej powierzchni w postaci aż siedmiu nowych parków handlowych, rozbudowy trzech parków handlowych i jednej przebudowy obiektu po Tesco. To pierwszy taki kwartał w rozwoju polskiego rynku, kiedy jeden format całkowicie zdominował nową podaż. Warto zauważyć, że rynek do tej pory głównie rozwijał się w oparciu o obiekty, których powierzchnia oscylowała wokół 10 tys. m kw., zaś w tym kwartale oddano do użytku aż trzy duże parki handlowe: BIG Gorzów Wielkopolski (25 tys. m kw., BIG Shopping Centres), BIG Ostróda (24 tys. m kw., BIG Shopping Centers/Acteeum Group) oraz San Park Piaseczno w Mysiadle (18 tys. m kw., ED SAN III Sancak).

Jak wskazują eksperci BNP Paribas Real Estate Poland, dane zebrane za I połowę 2024 roku potwierdzają, że sektor handlowy w Polsce sukcesywnie rośnie. Spadek o 0,3 p.p. rok do roku średniego poziomu pustostanów w obiektach handlowych świadczy również o dobrej kondycji tego sektora. Spadek wskaźnika pustostanów dotyczy aż sześciu z ośmiu największych polskich miast.

Dodatkowo zaobserwowano, że obroty najemców prowadzących działalność w centrach handlowych w pierwszym półroczu 2024 roku były o 4,2% wyższe w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

 Poziom obrotów najemców pokazuje, że były one wyraźnie wyższe niż wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych dla całego handlu detalicznego ogółem, który w tym samym okresie wyniósł 2,7%. Świadczy to o dobrej kondycji centrów handlowych jako kanału sprzedaży. Oznacza to, że nie sprawdziły się prognozy ekspertów, którzy wieszczyli rychły koniec galerii handlowych w Polsce – wskazuje Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wzrosła również odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index). W pierwszej połowie tego roku była o 0,9% wyższa niż w pierwszym półroczu 2023 roku.

Całkowita wartość sprzedaży w sklepach małoformatowych wzrasta

Na tle rynku nieruchomości handlowych w Polsce ciekawie przedstawia się sytuacja sklepów małoformatowych (do 300 m kw.). Według Polskiej Izby Handlu w sierpniu 2024 r. całkowita wartość sprzedaży w tego typu sklepach była o 4,9% wyższa niż rok wcześniej, chociaż liczba transakcji zmniejszyła się o ponad 2%. W tym okresie klienci sklepów małoformatowych płacili za zakupy średnio 24,89 zł, co stanowi wzrost 7% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jeśli chodzi o średnią liczbę opakowań w koszyku to wynosi ona cztery sztuki, co świadczy o wzroście o 2% rok do roku.

Wyższa wartość koszyków to efekt rosnących cen – niemalże wszystkie kategorie produktowe mocno podrożały w ujęciu rok do roku, widać jednak, że wzrosty z miesiąca na miesiąc nie są już tak duże jak to było w 2022 r. Mimo tego, że Polacy deklarują chęć robienia zakupów w sklepach małoformatowych to badania pokazują, że w takich placówkach robimy raczej niewielkie zakupy, a na te o wartości powyżej 100 zł wybieramy się już do dużych sklepów – najczęściej do dyskontów. Powodem są tutaj niższe ceny produktów i promocje, które są kluczowe dla polskich konsumentów – wskazuje Klaudia Okoń, Starsza Konsultantka, Dział Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland.

Tradycyjne zakupy kontra te w świecie cyfrowym

Badanie „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” realizowane wspólnie przez agencję badawczą GFK i Polską Radę Centrów Handlowych pokazuje, że centra i parki handlowe pozostają jednym z głównych kanałów zakupów dla klientów. Głównym powodem odwiedzin polskich centrów handlowych pozostają tradycyjne zakupy, na co wskazuje aż 88,5% ankietowanych. Kolejne 10% stanowią wizyty łączące tradycyjne zakupy z zachowaniami omnikanałowymi, a tylko 1,5% wizyt to realizacja wyłącznie zachowań omnikanałowych.

Na tym tle ciekawie się rysuje pokolenie Z – generacja, która świat cyfrowy traktuje jako integralną część codziennego życia. Tradycyjne strategie marketingowe w przypadku tej grupy docelowej przestają być skuteczne. Młodzi konsumenci oczekują szybkich, intuicyjnych i zintegrowanych z ich życiem doświadczeń zakupowych. Pokolenie Z coraz częściej korzysta z TikToka zamiast Google, aby znaleźć informacje i produkty. Ta zmiana wymaga z kolei przemyślenia strategii SEO, aby uwzględnić widoczność marek na platformach społecznościowych. Pokolenie Z preferuje także zakupy mobilne i korzystanie z nowoczesnych technologii, takich jak aplikacje zakupowe i płatności NFC, a najważniejsze są dla nich polecenia znajomych. Dodatkowo wpływ społeczny pokolenia Z, które wkracza z mocnymi przekonaniami na temat ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju, wywrze silniejszą presję na detalistów i firmy z branży FMCG, zmuszając ich do lepszego zrozumienia skutków zmian środowiskowych dla konsumentów.

Nowości na rynku handlowym w Polsce

Na rozwój sektora handlowego w Polsce wskazują również coraz to nowsze rozwiązania technologiczne i ekspansje największych oraz nowych podmiotów. Przykładem jest rozwój Grupy InPost, lidera rozwiązań logistycznych dla branży e-commerce w Europie, która otworzyła największe w Polsce centrum logistyczne w Woli Bykowskiej – niedaleko Warszawy i Łodzi. Docelowo na 36 tys. m kw. obsługiwane będzie nawet 85 tys. paczek na godzinę. Również Żabka przedstawiła mocne plany rozwoju na najbliższe pięć lat, które zakładają otwarcie 4,5 tys. nowych sklepów, aby docelowo posiadać do aż 19,5 tys. sklepów w całej Polsce.

Zalando wprowadza z kolei w Polsce asystenta opartego na AI, a także dodaje Warszawę, obok trzech nowych miast, do Trend Spottera, czyli narzędzia inspiracji modowych, które jest dostępne na innych rynkach. Z kolei UNIQLO otwiera swój stały sklep w Polsce. Będzie się mieścił przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, w kompleksie Wars Sawa Junior. Otwarty w tym miejscu dwa lata temu pop-up zostanie przekształcony do stałego formatu high street, z powierzchnią sprzedaży wynoszącą 1,7 tys. m kw.

Nvidia rozczarowuje inwestorów, dolar rośnie w siłę, a złoty pod presją geopolityki

Wbrew oczekiwaniom Nvidia nie namieszała na rynkach. W przypadku głównej pary walutowej świata obserwujemy apetyt na kolejny test wsparcia na poziomie 1,05. Krajowa waluta znów nieco traci, a w kalendarzu makro warto zwrócić uwagę na kilka odczytów z amerykańskiej gospodarki. 

94% wzrost to za mało dla inwestorów

Od kilku dni inwestorzy ostrzyli sobie zęby na publikację wyników spółki Nvidia za III kwartał. Ten technologiczny gigant już nie raz pokazał, że potrafi wywołać spore ruchy na Wall Street. Tym razem było  jednak inaczej. Choć wzrost przychodów jest ogromny, to ten gigant w handlu pozasesyjnym nawet nieco stracił. Patrząc na wyniki, można zobaczyć aż 94% wzrost przychodów w zderzeniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Dlaczego więc spółka rozczarowała inwestorów? Chodzi o to, że ten spektakularny wzrost, był najniższym z trzech poprzednich kwartałów, gdzie notowano ponad 100% wzrosty. Mimo wszystko wyniki są imponujące i pokazują nadal rosnące zapotrzebowanie na procesory wykorzystywane w technologii AI. Trzeba też przyznać, że wyniki Nvidia trafiły na dość trudny moment na giełdzie, nie tylko tej w USA, gdzie jednak dominują pesymistyczne nastroje.

Kolejny test 1,05?

Trend spadkowy na głównej parze walutowej świata pozostaje scenariuszem bazowym. Wszystkie próby odbicia kończą się fiaskiem i dochodzi do ruchu w dół. Coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz przebicia poziomu wsparcia na 1,05 i ustanowienia nowego lokalnego minimum. Czynników pro-dolarowych jest dość sporo. Wpływ Trumpa (presja inflacyjna) i Fed ( spadająca szansa na cięcie stóp w grudniu) już sygnalizowaliśmy, a w ostatnich dniach dołączył kolejny czynnik, czyli ten związany z geopolityką. Eskalacja napięcia w Ukrainie wisi w powietrzu, a Rosja coraz częściej w swojej komunikacji używa stwierdzenia o możliwej odpowiedzi jądrowej. Choć jest to mało prawdopodobne, to inwestorzy wolą dmuchać na zimne.

Trudno o kontrę na PLN

Złoty w ostatnich dniach porusza się pod dyktando ruchów na EUR/USD. Skoro dzisiejszy dzień to spadek notowań, to pojawia się presja na krajową walutę i kapitał odpływa. Osłabienie PLN może nie jest duże, EUR/PLN zwyżkuje dzisiaj 0,15%, a USD/PLN 0,30%, niemniej jednak zbliżamy się do ważnych oporów technicznych w przypadku pierwszej pary na 4,35, a drugiej na 4,15. Oczywiście swoje trzy grosze in minus dla PLN dorzuciła kwestia nowego rozdania w konflikcie w Ukrainie. Udzielenie zgody USA na wykorzystanie rakiet dalekiego zasięgu na cele w Rosji może wywołać silną reakcję Moskwy. Dzisiaj w kalendarzu dane na temat liczby nowych bezrobotnych, a także z rynku nieruchomości w USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Coface CEE Top 500: Jak największe firmy Europy Środkowo-Wschodniej radzą sobie w obliczu wyzwań gospodarczych?

W obliczu wysokiej inflacji, malejącego popytu i niepewności geopolitycznej tegoroczna edycja Coface CEE Top 500 ujawnia niezwykłą odporność największych firm w regionie. Przeprowadzone badanie analizuje wpływ rozwoju gospodarczego na czołowych graczy w Europie Środkowo-Wschodniej, wskazuje najlepiej prosperujące sektory oraz te, które miały trudności z dotrzymaniem kroku. Ponadto omawia perspektywy gospodarcze dla biznesu w tym regionie. Analiza ta dostarcza kluczowych spostrzeżeń pozwalających na uniknięcie ryzyka i maksymalne wykorzystanie szans w Europie Środkowo-Wschodniej.

Tegoroczna edycja rankingu Coface CEE Top 500 odzwierciedla dynamiczne i wymagające otoczenie gospodarcze dla największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej w 2023 r., z najsłabszą stopą wzrostu gospodarczego w tym stuleciu (+0,7%). Po latach odporności firmy w tym regionie stanęły w obliczu poważnych wyzwań związanych z ograniczonym popytem krajowym i zewnętrznym, wysoką inflacją, rosnącymi kosztami i napięciami geopolitycznymi. Tendencja ta utrzymała się w roku 2024, choć popyt krajowy w większości przypadków odbił się, a poziom inflacji był niższy. Które firmy znalazły się na czele rankingu i jakie sektory miały największy wpływ na wyniki regionu w 2023 roku?

Ranking Coface Top 500 CEE okiem eksperta

Szesnasta edycja ukazującego się co roku rankingu Coface klasyfikuje 500 największych firm w regionie pod względem obrotów i analizuje dodatkowe wskaźniki, w tym liczbę pracowników, ramy biznesowe, sektory i oceny wiarygodności kredytowej firm. Wyniki ekonomiczne rankingu CEE Top 500 stanowią cenny wskaźnik regionalnych trendów rynkowych.

W 2023 r. region Europy Środkowo-Wschodniej stanął w obliczu bezprecedensowych wyzwań gospodarczych związanych z wysoką inflacją i osłabionym popytem, które dotknęły nawet największe firmy – mówi Jarosław Jaworski, CEO Coface w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Pomimo tych trudności wielu firmom udało się utrzymać obroty, prezentując swoją odporność w trudnym środowisku.

Całkowity obrót wszystkich 500 spółek wzrósł nieznacznie o 2,5% – do 1,1 bln euro. Zagregowane zyski netto spadły o -17,4% – do 44 909 mln euro. Ponadto firmy te zatrudniały 2,4 miliona osób (+1% w porównaniu z rokiem poprzednim).

Według rankingu przygotowanego przez Coface Polska nadal dominuje, a PKN Orlen umacnia swoją pozycję lidera dzięki 34% wzrostowi obrotów, po przyspieszeniu o 111% w roku 2022. Na kolejnych miejscach znalazły się: czeska SkodaAuto (2. miejsce), międzynarodowy koncern naftowo-gazowy MOL Hungary (3. miejsce), sieć handlowa Jeronimo Polska (4. miejsce), polska spółka energetyczna PGE (5. miejsce) oraz węgierska MVM Energetika (6. miejsce). Spośród nich tylko węgierskie firmy odnotowały spadek obrotów, podczas gdy pozostałe wygenerowały wyższe przychody niż przed rokiem.

Po trzech latach sektor motoryzacyjny i transportowy odzyskał pierwsze miejsce ze wzrostem obrotów o 16,8% i zyskiem netto o 40,8%.

Zachęcamy do zapoznania się z rankingiem Coface CEE Top 500 przedstawiającym największych graczy regionu. Tradycja kontra innowacja, firmy o długiej tradycji kontra nowicjusze – kto znalazł się na tegorocznej liście? Pełny ranking można znaleźć tutaj: https://www.coface.pl/publikacje-ekonomiczne-i-analizy/coface-cee-top-500-ranking-wiodacych-firm-w-trudnym-otoczeniu-gospodarczym2