Eksperci apelują o usprawnienie procesu oceny i wprowadzania innowacyjnych szczepionek do Programu Szczepień Ochronnych

Jak wynika z europejskich analiz Polska jest jednym z krajów Unii, w których czas od wprowadzenia szczepionki na rynek do jego publicznego finansowania w ramach Programu Szczepień Ochronnych jest jednym z najdłuższych w Europie. Zdaniem ekspertów to opóźnienie, brak spójności i uwzględnienia specyfiki szczepionek w czasie oceny oraz brak konkretnych ram czasowych i przejrzystości w procesie podejmowania decyzji stwarzają poważne zagrożenie dla zdrowia i życia Polaków. Odkładanie w czasie wprowadzania populacyjnych szczepień przeciw istotnym zagrożeniem epidemiologicznym, to nie tylko gigantyczne koszty, ale także zachorowania, hospitalizacje i zgony, którym można zapobiegać poprzez profilaktykę.

Cztery recepty na decyzyjność

W Polsce szczepionki oczekują na włączenie do Programu Szczepień Ochronnych nawet kilkanaście lat, podczas gdy w m.in. Niemczech, Grecji czy Włoszech czas ten nie przekracza 2 lat. To w dużej mierze konsekwencja niskiej efektywności procesów oceny i podejmowania decyzji o finasowaniu szczepień ze środków publicznych. Właśnie dlatego ich doskonalenie jest tak istotne – może przyśpieszyć i zwiększyć dostęp do szczepień, równocześnie wspierając założenia polityki zdrowotnej, społecznej i ekonomicznej. Wychodząc naprzeciw problemowi, Eksperci poddali pogłębionej analizie polskie i europejskie systemy, adresując cztery obszary, którymi należałoby się zająć, aby  poprawić sytuację, a co za tym idzie uniknąć wielu zbędnych hospitalizacji oraz zgonów z powodu chorób zakaźnych:

Apelujemy do Pani Minister o podjęcie działań zmierzających do poprawy procesów oceny i podejmowania decyzji dotyczących szczepień ochronnych, w celu poprawy dostępności do innowacyjnych form profilaktyki zdrowotnej” – czytamy w apelu.

Po pierwsze: więcej uprawnionych do inicjowania procesów oceny szczepionek

Jako pierwszy punkt Eksperci wskazują potrzebę rozszerzenia liczby podmiotów uprawnionych do inicjowania procesów oceny szczepionek rekomendowanych do Programów Szczepień Ochronnych. Obecnie jest on rozpoczynany wyłącznie przez Ministerstwo Zdrowia, podczas gdy mógłby być przez m.in. Zespół Ekspertów (NITAG), towarzystwa naukowe, konsultantów krajowych, a nawet organizacje pacjentów.

Celem powinno być opracowanie przejrzystego, sformalizowanego procesu, który nałoży obowiązki na poszczególne instytucje z uwzględnieniem konkretnych ram czasowych oraz spójnie określonych założeń dotyczących wyszczepialności.

Po drugie: wzmocnienie roli Zespołu do Spraw Szczepień Ochronnych

Funkcjonujące w Polsce organy doradcze (Rada Sanitarno- Epidemiologiczna oraz Zespół ds. Szczepień ochronnych) w przeciwieństwie do swoich europejskich odpowiedników nie posiadają wyraźnie ustalonej roli w systemie. Działania tych ciał doradczych, mają w dużej mierze charakter reaktywny i nietransparentny, a zasoby oraz siła rekomendacji pozostają ograniczone. Tracą na tym przede wszystkim pacjenci, którzy muszą czekać na innowacyjne metody profilaktyki znacznie dłużej od swoich europejskich sąsiadów. Właśnie dlatego określenie, i co za tym idzie wzmocnienie ich roli oraz zabezpieczenie zasobów ludzkich i finansowych na działania merytoryczne jest tak istotne.

Po trzecie: przyśpieszenie procesów decyzyjnych

Szczepionki w Polsce ocenia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Stosuje reguły oceny wypracowane dla leków, co niestety nie uwzględnia specyfiki szczepionek i działań profilaktycznych. Eksperci wskazują, że wymaga ona rozszerzenia m.in. o koszty i korzyści związane z poszczególnymi programami szczepień oraz włączenie lokalnych danych epidemiologicznych jako istotnego elementu oceny każdego preparatu.

Po czwarte: ocena i alokacja zasobów

Zmiany systemowe są niezbędne, żeby doprowadzić do priorytetyzacji szczepień jako najskuteczniejszej metody profilaktyki i zapewnić, aby decyzje podejmowane w oparciu o dane kliniczne i epidemiologiczne były rozpatrywane równolegle z oceną i alokacją zasobów.

Mowa o m.in. zabezpieczeniu zasobów finansowych przez alokację budżetu na profilaktykę oraz uelastycznieniu obecnego systemu, przez co finansowanie szczepień zapewniałoby bezpłatny dostęp do szczepionek niezależnie od mechanizmu, w pierwszej kolejności dla grup pacjentów, którzy odnieśliby z nich największe korzyści. Umożliwi to stworzenie spójnej i przejrzystej polityki alokacji środków, której obecnie brakuje.

Jak duża jest skala efektów programów szczepień ochronnych?

Powszechne szczepienia co roku ratują życie milionów ludzi na całym świecie. Na przestrzeni lat umożliwiły eliminację i ograniczenie groźnych chorób (m.in. całkowite wyerydykowanie ospy prawdziwej oraz usunięcie polio z Europy). Jako działania prowadzone na skalę populacyjną – ich efekty są bardzo duże. Każda refundacja przekłada się na ochronę zdrowia tysięcy ludzi, odciąża systemy opieki zdrowotnej oraz redukuje koszty generowane przez m.in. hospitalizację czy dni nieobecności w pracy.

Autorzy apelu wyrażają chęć i gotowość do działania: „jako Zespół Ekspertów jesteśmy gotowi do podjęcia działań, które doprowadzą do poprawy istniejących procesów oceny i podejmowania decyzji dotyczących szczepień ochronnych i umożliwią tym samym dostęp do skutecznej profilaktyki z zachowaniem terminowości, inkluzywności, spójności i przejrzystości” – czytamy w apelu.

Informacje o omawianej publikacji naukowej:

W 2021 r. przeprowadzono analizę europejskich systemów oceny szczepionek i procesów decyzyjnych w zakresie finansowania szczepień ochronnych[1]. Publikacja ta zainspirowała kontynuację działań i pogłębioną analizę zagadnienia w oparciu o zaproponowaną w cytowanym badaniu metodologię i kryteria oceny. Wyniki pracy zostały opublikowane w marcu tego roku: https://www.mdpi.com/2076-393X/12/3/286

Rada Ekspertów / Autorzy badania:

  • Marcin Czech
  • Jacek Wysocki
  • Teresa Jackowska
  • Iwona Paradowska- Stankiewicz
  • Ewa Augustynowicz
  • Aneta Nitsch-Osuch
  • Jarosław Pinkas
  • Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas
  • Ernest Kuchar
  • Dr hab. n. med Maciej Niewada
  • Jakub Szulc
  • Dr n. farm. Mikołaj Konstanty
  • Michał Byliniak

[1] Laigle V, Postma MJ, Pavlovic M et al. Vaccine market access pathways in the EU27 and the United Kingdom – analysis and recommendations for improvements. Vaccine 2021, 39:5706-5718.

Październik w budownictwie mieszkaniowym – przybywa inwestycji

Najnowsze dane GUS pokazują dużą aktywność na rynku mieszkaniowym i to zarówno jeśli chodzi o inwestycje rozpoczynane przez deweloperów, jak i budownictwo indywidualne.

Październik, biorąc pod uwagę tegoroczne dane, okazał się miesiącem z największą liczbą nowo rozpoczynanych budów w sektorze deweloperskim. Co więcej, wynik 15,9 tys. nowych lokali w budowie jest 4 najlepszym rezultatem dla pojedynczego miesiąca w historii badań Głównego Urzędu Statycznego.

Nowo rozpoczynane inwestycje

Może to być zaskakujące o tyle, że od kilku miesięcy mówi się o rekordowej ofercie mieszkań dostępnych w biurach deweloperów, co mogłoby skłaniać do ograniczania planów inwestycyjnych, szczególnie w okresie wysokich stóp procentowych stanowiących barierę popytową dla wielu potencjalnych nabywców – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Oceniamy, że rezultat jest raczej pozytywnym odchyleniem od normy. Przy utrzymaniu obecnej koniunktury, w kolejnych miesiącach na rynku powinniśmy obserwować dostosowywanie liczby nowych inwestycji do panującego dziś, przeciętnego popytu. Oznacza to, że średnia liczba miesięcznych wprowadzeń ustabilizuje się na niższych poziomach, a cały 2025 rok będzie pod tym względem słabszy niż obecny.

Pozwolenia na budowę

Bardzo duża stabilność cechuje tegoroczne statystyki dotyczące nowo uzyskiwanych pozwoleń na budowę. Decyzje administracyjne wydane inwestorom w październiku umożliwiają budowę 16,3 tys. lokali, przy miesięcznej średniej dla tego roku wynoszącej 17 tysięcy.

Przewidując wynik dla całego 2024 roku, deweloperzy powinni otrzymać łącznie zgodę na realizację około 200 tys. nowych mieszkań. – Wynik ten może napawać

optymizmem, gdyż pozytywne zakończenia postępowania administracyjnego stanowi krok milowy dla powodzenia całej inwestycji. Nie oznacza to oczywiście, że pozwolenia zostaną od razu skonsumowane, to bowiem będzie zależało od czynników takich jak możliwości uzyskania finansowania, czy aktualne warunki gospodarcze i rynkowe – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na użytkowanie

Deweloperzy oddali w październiku do użytkowania 10,3 tys. nowych lokali, zaś budowniczy indywidualni ukończyli budowę 6 tysięcy domów. Wynik w sektorze deweloperskim dla zagregowanych pierwszych dziesięciu miesięcy jest gorszy o 10 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej, co stanowi naturalną konsekwencję niskiej liczby rozpoczynanych inwestycji w latach 2022-2023.

Deweloperska szarża: Październikowe dane GUS o budownictwie mieszkaniowym z optymistycznymi sygnałami

Październikowe dane GUS o budownictwie mieszkaniowym w Polsce zaskakują i delikatnie tchną optymizmem. Dwie największe grupy podmiotów budujących w Polsce mieszkania i domy – firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe, pomimo braku jasnych deklaracji ze strony rządzących, jaka polityka mieszkaniowa będzie w najbliższych latach realizowana, działają zgodnie z sentencją „ róbmy swój”. Po stronie firm deweloperskich pojawiły się nawet wyraźne sygnały ożywienia, którego jednoznacznym wyrazem jest rozpoczęcie budowy rekordowej liczby prawie 16 tys. mieszkań. Także gospodarstwa domowe (inwestorzy indywidualni) zdecydowały się rozpocząć budowę znacznie większej liczby lokali mieszkalnych niż w dwóch poprzednich latach. Niestety budownictwo komunalne i społeczne czynszowe nie jest w stanie nie tylko dotrzymać kroku liderom budownictwa mieszkaniowego w Polsce, ale nawet poprawić swoich wyników z 2023 roku .

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce w październiku była delikatnie wyższa niż miesiąc wcześniej ale wyraźnie niższa niż rok wcześniej. W październiku wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 17,1 tys. lokali, czyli o 3% więcej niż we wrześniu i o 17% mniej niż rok temu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli 10,3 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 7% w porównaniu do września i aż o 27% w porównaniu z października ubiegłego roku. Pomimo tego kilkuprocentowego spadku miesiąc do miesiąca październikowy wynik nie odbiega od liczby mieszkań oddanych do użytku przez firmy deweloperskie w poprzednich miesiącach 2024 roku. A od tegorocznej miesięcznej średniej jest nawet wyższy. Natomiast spadek w porównaniu do październikowych sprzed roku jest naturalną konsekwencją bardzo niskiej liczby rozpoczętych budów sprzed dwóch lat.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w drugiej połowie 2022 roku. Warto pamiętać, że splot niekorzystnych czynników rynkowych i legislacyjnych wywołał wówczas kilkumiesięczny zastój po podażowej stronie rynku mieszkaniowego. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12-13 tys. miesięcznie w okresie 2021 – I poł. 2022 do 7 tys. w II połowie 2022.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60% wszystkich oddanych do użytku w październiku lokali mieszkalnych. W sytuacji gorszych niż we wrześniu wyników firm deweloperskich oraz wyraźnie lepszych wyników inwestorów indywidualnych, udział tych ostatnich w ogólnej liczbie oddawanych lokali wzrósł z 32% do 35%. W porównaniu do października 2023 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o zaledwie 1% mniejszej liczby domów/mieszkań jednak w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był o 14% lepszy.

Pesymizm wynikający z porównania danych GUS miesiąc do miesiąca znajduje potwierdzenie w  danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. Do końca października firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 99,9 tys. mieszkań i domów czyli o 10% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 57,7 tys. lokali, tj. o 14% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Wiele wskazuje na to że z niższymi w porównaniu rok do roku wynikami w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania będzie mieli do czynienia przez kilka najbliższych miesięcy. Mieszkania,+które+deweloperzy+oddali+do+użytkownia

Październikowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę przyniosły lepsze efekty niż we wrześniu. Jednak od kilku miesięcy ogłaszane przez GUS wyniki w tej kategorii są do siebie bardzo zbliżone i świadczą o dużej racjonalności podmiotów planujących realizację domów i mieszkań.

Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów, co oznacza że utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości dostarczania na rynek nowej podaży w szczególności przez firmy deweloperskie.

Warto pamiętać że od 1 sierpnia obowiązują nowe warunki techniczne, jakim powinny odpowiadać nowe budynki i ich usytuowanie. Zmiana ta z pewnością wpłynie na projektowanie i opłacalność realizacji budynków wielorodzinnych, dlatego wiele firm deweloperskich koncentrowało się na złożeniu wniosku o pozwolenie na warunkach obowiązujących przed nowelizacją rozporządzenia o warunkach technicznych. W tym kontekście uprawnione było przypuszczenie, że w końcówce roku będziemy wprawdzie obserwować spadek aktywności firm deweloperskich w zakresie składania wniosków o pozwolenia, ale jednocześnie w statystyce GUS powinniśmy obserwować wzrost liczby uzyskanych pozwoleń. Dane z dwóch ostatnich miesięcy nie potwierdzają tych przypuszczeń.

Łączna liczba pozwoleń wydanych w październiku przekroczyła 24 tys., z czego 16,4 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 7,4 tys. inwestorzy indywidualni. Zatem suma październikowych pozwoleń była o 5% wyższa niż we wrześniu. W porównaniu do października sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o 1,5%. Podobnie jak we wrześniu to gospodarstwa domowe a nie firmy deweloperskie wykazały w tej kategorii wyraźnie większą niż rok wcześniej aktywność.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od początku roku do końca października (narastająco), jest znacząco wyższa niż rok temu. Do końca października deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 170,7 tys. mieszkań i domów (o 29,5% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 67,7 tys. (o 11,6% więcej). Mieszkania,+na+budowę+których+deweloperzy+otrzymali+pozwolenia

Październikowe statystyki rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na gwałtowne odbicie Liczba rozpoczynanych budów wskoczyła z poziomu 19-20 tys. w kilku poprzednich miesiącach na 23 tys. i to głównie dzięki wyjątkowej aktywności firm deweloperskich.

Wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły w październiku budowy 23,4 tys. lokali mieszkalnych czyli o 21% mniej niż we wrześniu i o 18% więcej niż w październiku 2023 roku. Tak znaczący wzrost to przede wszystkim efekt działań podejmowanych przez firmy deweloperskie, które rozpoczęły budowę większej liczby lokali – w stosunku do września br. o 35%, a w stosunku do października ubiegłego roku o 30%. Październikowe wyniki firm deweloperskich w tej kategorii są rekordowe w skali 10 miesięcy 2024 roku.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi prawie 39 tys. co oznacza, że 16% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Ten wynik niepokoi, choć warto zaznaczyć, że do końca października inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę większej liczby domów (głównie) niż wskazuje na to liczba uzyskanych pozwoleń. Było to możliwe dzięki nadwyżce pozwoleń z lat poprzednich, co należy ocenić pozytywnie.

W tym kontekście jako zaskakujące (a może nawet niepokojące) należy odczytać wyniki firm deweloperskich, które od początku 2024 roku odłożyły 22% uzyskanych pozwoleń. Październik był jednak pierwszym miesiącem w tym roku, kiedy w skali całego kraju nadwyżka pozwoleń nad rozpoczynanymi przez deweloperów budowami ustabilizowała się na poziomie z września. Także kiedy porównamy liczby pozwoleń uzyskanych przez deweloperów w ostatnich 12 miesiącach z rozpoczynanymi w tym samym czasie budowami okazuje się, że w porównaniu do dwóch poprzednich lat sytuacja się poprawia.

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

System kaucyjny w Polsce od 2025 roku: Sejmowa podkomisja przyjęła projekt ustawy z poprawkami

Sejmowa podkomisja nadzwyczajna przyjęła z poprawkami projekt nowelizacji ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Wprowadzone przez podkomisję zmiany mają na celu uszczelnienie i zabezpieczenie przyszłego systemu kaucyjnego dla opakowań na napoje.

W Sejmie odbyło się posiedzenie podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi oraz niektórych innych ustaw. W posiedzeniu udział wzięli pani Anita Sowińska – podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz przedstawiciele organizacji zainteresowanych wdrożeniem w Polsce systemu kaucyjnego dla opakowań na napoje. Business Centre Club reprezentował Krzysztof Hornicki ekspert BCC ds. ochrony środowiska, przewodniczący Komisji BCC ds. Gospodarki Odpadami.

Podkomisja przyjęła projekt ustawy, wprowadzając w jego treści niezbędne poprawki mające na celu uszczelnienie i zabezpieczenie przyszłego systemu kaucyjnego dla opakowań na napoje.

Pozytywnie oceniam poprawki do projektu ustawy, wprowadzone przez podkomisję sejmową – powiedział po zakończeniu posiedzenia ekspert BCC, Krzysztof Hornicki.

Potwierdzone zostało wyłączenie z systemu kaucyjnego opakowań mleka i produktów mlecznych, a także zapewnienie prawidłowego obiegu kaucji w systemie, czyli pobieranie jej na każdym etapie dystrybucji napojów w opakowaniach. Bardzo korzystne jest także zaplanowanie trzymiesięcznego okresu przejściowego, podczas którego przedsiębiorcy będą mogli legalnie wprowadzić do obrotu wyprodukowane wcześniej napoje w opakowaniach, stanowiące ich zapasy i stany magazynowe – dodał Hornicki.

System kaucyjny zacznie obowiązywać w Polsce od dnia 1 października 2025 roku i obejmie następujące rodzaje opakowań:

  • butelki jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych na napoje o pojemności do 3 litrów
  • puszki metalowe jednorazowego użytku na napoje o pojemności do 1 litra
  • butelki szklane wielokrotnego użytku na napoje o pojemności do 1,5 litra

Jednostki handlu detalicznego i hurtowego o powierzchni sprzedaży powyżej 200 m2 będą zobowiązane do pobierania kaucji od konsumentów oraz do przyjmowania opakowań po napojach i zwrotu pobranej kaucji.

Sklepy i hurtownie o powierzchni sprzedaży nie większej niż 200 m2 także będą musiały pobierać kaucję od konsumentów, natomiast zbieranie opróżnionych opakowań oraz zwrot kaucji będą dla nich dobrowolne.

Sprawozdanie podkomisji jest już dostępne i można się z nim zapoznać:                        https://orka.sejm.gov.pl/opinie10.nsf/nazwa/spr_760/$file/spr_760.pdf.

Nvidia – imponujące wyniki i rosnące obawy inwestorów

Nvidia, światowy lider w branży półprzewodników, opublikowała swoje wyniki finansowe za trzeci kwartał tego roku. Firma odnotowała rekordowe przychody w wysokości 35,1 miliarda dolarów, co stanowi wzrost o 94 proc. rok do roku. Zysk firmy wzrósł do 19,3 miliarda dolarów. Przychody przewyższyły oczekiwania analityków o prawie 2 miliardy dolarów. Tak imponujące wyniki napędzane są głównie przez boom na technologie sztucznej inteligencji. Jednak mimo tych sukcesów, tempo wzrostu przychodów zaczyna spowalniać, co budzi mieszane reakcje na rynku. W odpowiedzi na publikację wyników akcje spółki w handlu pozasesyjnym spadły o około 2 proc.

Wyniki Nvidii w trzecim kwartale przekroczyły oczekiwania, ale rynek dostrzega, że tempo wzrostu przychodów na przestrzeni ostatnich kwartałów spowalnia. Choć oczywiście warto zauważyć, że większość firm na rynku chciałaby rosnąć tak szybko, jak dotychczas Nvidia. Na koniec pierwszego kwartału tego roku przychody roczne firmy wzrastały o imponujące 208,2 proc., na koniec drugiego o 194,74 proc., a w trzecim kwartale dynamika spadła do 152,36 proc. Takie spowolnienie jest naturalnym efektem wysokiej bazy – wraz z osiąganiem coraz wyższych poziomów przychodów utrzymanie dotychczasowego tempa staje się coraz trudniejsze. Warto również zauważyć, że rynek AI wchodzi w nową fazę – stabilizacji, w której dalszy rozwój wymaga większych nakładów inwestycyjnych i innowacyjnych rozwiązań.

Głównym źródłem sukcesów Nvidii pozostaje sektor centrów danych, który wygenerował w trzecim kwartale przychody na poziomie 30,8 miliarda dolarów, co oznacza wzrost o 112 proc. rok do roku. Kluczowym czynnikiem wzrostu jest zapotrzebowanie na chipy oparte na architekturze Hopper oraz rozwój nowej generacji infrastruktury AI. Firmy technologiczne inwestują miliardy dolarów w rozwój centrów danych, co umożliwia trenowanie i wdrażanie zaawansowanych modeli AI.

Przyszłość tego segmentu związana jest z procesorami Blackwell, następcami Hopperów, które mają być wydajniejsze i bardziej energooszczędne. Niemniej, pojawiające się doniesienia o problemach z przegrzewaniem oraz potencjalnych trudnościach w produkcji mogą wpłynąć na przyszłe wyniki firmy. Ryzykiem pozostaje także uzależnienie firmy od popytu ze strony innych dużych firm technologicznych, choć Nvidia wydaje zmniejszać tą zależność w kolejnych kwartałach.

Od początku roku akcje Nvidii wzrosły o 195 proc., a kapitalizacja rynkowa osiągnęła 3,61 biliona dolarów, czyniąc ją jedną z najcenniejszych spółek giełdowych na świecie. Nvidia odpowiada również za około 25 proc. tegorocznych wzrostów indeksu S&P 500. Reakcja rynku na wyniki była początkowo negatywna – akcje spadły w handlu pozasesyjnym o około 2 proc. Jak widać część inwestorów obawiają się, że wycena spółki może być zbyt wysoka w stosunku do potencjalnego tempa wzrostu w kolejnych kwartałach. Inni uznali natomiast, że dobre wyniki mogą być okazją do realizacji własnych zysków. Nvidia pozostaje liderem branży, ale utrzymanie przewagi konkurencyjnej i zadowolenie inwestorów będzie zależeć od innowacyjności oraz zdolności firmy do sprostania rosnącym wymaganiom rynku. Mimo malejącej dynamiki wzrostu przyszłość Nvidii wydaje się wciąż pełna możliwości, zwłaszcza w kontekście wdrażania nowych technologii i rozwoju kluczowych segmentów, takich jak AI, superkomputery i sektor motoryzacyjny.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Ceny złota i srebra w obliczu rosnących napięć między USA a Rosją

  • Metale szlachetne odnotowały silny wzrost przed wyborami w USA, lecz potem gwałtownie spadły po jednoczesnym wzroście wartości dolara amerykańskiego (USD) i rentowności obligacji, co spowodowało przebicie kluczowych poziomów wsparcia.
  • Korekta ta zakończyła się, gdy nasilone napięcia między USA a Rosją zwiększyły popyt na bezpieczne aktywa, takie jak metale szlachetne, jen japoński, frank szwajcarski oraz obligacje rządowe o krótkim terminie zapadalności.
  • Stan zadłużenia USA prawdopodobnie będzie się pogarszać, ponieważ administracja Donalda Trumpa zwiększa niepokryte środkami wydatki na cięcia podatkowe, infrastrukturę i obronność.
  • Warto zauważyć, że niedawny spadek pozycji spekulacyjnych na rynku kontraktów terminowych był niemal całkowicie wynikiem likwidacji długich pozycji, a nie otwierania nowych pozycji krótkich.

Według ankiety przeprowadzonej wśród klientów Saxo na III kwartał 2024 r., aż 53% respondentów uznało napięcia geopolityczne za kluczowy czynnik decyzji inwestycyjnych – to wzrost w porównaniu do 43% w poprzednim badaniu. Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo zauważa wpływ tych czynników na ostanie zmiany na rynku metali szlachetnych.

Ceny złota i srebra od początku tygodnia kontynuowały odbicie. Ich wzrosty były wspierane osłabieniem dolara, a później dodatkowo pogarszającymi się relacjami między USA a Rosją, po tym jak prezydent Biden zatwierdził użycie przez Ukrainę rakiet dalekiego zasięgu przeciwko Rosji. Kulminacja nastąpiła, gdy Kreml oświadczył: „Każda agresja wobec Rosji ze strony państwa niejądrowego z udziałem państwa jądrowego będzie uważana za wspólny atak.” Niedługo potem jedna z agencji informacyjnych podała, że Ukraina przeprowadziła swój pierwszy atak z użyciem ATACMS na terytorium Rosji, co ponownie wywołało popyt na bezpieczne aktywa, takie jak metale szlachetne, jen, frank szwajcarski i obligacje rządowe o krótkim terminie zapadalności.

Metale szlachetne, zarówno złoto, jak i srebro, odnotowały silny wzrost przed wyborami prezydenckimi w USA, ale ich ceny gwałtownie po nich spadły po jednoczesnym wzroście wartości dolara amerykańskiego (USD) i rentowności obligacji, co spowodowało przebicie kluczowych poziomów wsparcia. Było to zbyt dużym obciążeniem dla rynku, na którym fundusze hedgingowe przez miesiące utrzymywały podwyższone pozycje długie, szczególnie w złocie. Ogólnie rzecz biorąc, nie widzimy powodów, aby zmieniać nasze pozytywne nastawienie do metali inwestycyjnych. Ostatni spadek cen złota o 253 USD był największy od ponad roku, ale warto spojrzeć na to w kontekście wcześniejszego, silnego wzrostu cen. Biorąc to pod uwagę, uważamy, że ostatni spadek cen złota jest zdrową reakcją na tygodnie intensywnych zakupów związanych z wyborami. W niektórych przypadkach te zakupy osłabiły popyt ze strony fizycznych nabywców, zniechęconych wizją dalszego napędzania rajdu cenowego.

Stan zadłużenia USA prawdopodobnie będzie się pogarszać, ponieważ administracja Trumpa zwiększa niepokryte środkami wydatki na cięcia podatkowe, infrastrukturę i obronność. Oprócz utrzymującego się popytu ze strony banków centralnych dążących do de-dolaryzacji swoich rezerw, cła mogą zwiększyć presję inflacyjną, co może zrównoważyć potencjalne spowolnienie tempa i zakresu obniżek stóp procentowych w USA. Największym wyzwaniem w krótkim okresie, które zostało obecnie złagodzone, była nadmierna liczba długich pozycji spekulacyjnych na rynku kontraktów terminowych. Jednak mając na uwadze perspektywę rozbieżnych polityk banków centralnych wspierających USD, powrót do nowych rekordowych poziomów wydaje się mało prawdopodobny. Wyjątkiem byłaby eskalacja sytuacji geopolitycznej, która mogłaby osłabić popyt na inne klasy aktywów, zwiększając zainteresowanie bezpiecznymi przystaniami.

Wydarzenia przedstawione na czterech wykresach:

  • Korekta cen złota miała miejsce w okresie, gdy oczekiwana liczba obniżek stóp procentowych w USA o 25 pb do grudnia przyszłego roku, wliczając już trzy przeprowadzone, spadła z dziesięciu do około trzech. Ta znacząca rewizja w dół miała stosunkowo niewielki wpływ na rynek, co podkreśla istnienie innych czynników wspierających pozytywne perspektywy dla złota.
  • Długa pozycja netto w kontraktach terminowych na złoto na giełdzie COMEX, została zmniejszona o 40 000 kontraktów po trzech tygodniach sprzedaży, osiągając 197 000 kontraktów, co jest najniższym poziomem od trzech miesięcy. Warto jednak zauważyć, że do 12 listopada mniej niż 1 000 kontraktów tej zmiany wynikało z otwierania nowych pozycji krótkich. Innymi słowy, chociaż inwestorzy musieli zredukować swoje długie pozycje w odpowiedzi na spadające ceny, to jednak słabość rynku nie skłoniła ich do zakupu nowych pozycji krótkich. Jednocześnie poziomy aktywów w funduszach giełdowych opartych na złocie również spadły z powodu obniżenia oczekiwań dotyczących dalszych cięć stóp procentowych, co sprawia, że koszty finansowania pozostają stosunkowo wysokie.
  • Nieustanny wzrost Bloomberg Dollar Index do najwyższego poziomu od dwóch lat był głównym powodem korekty cen złota i srebra. Srebro ucierpiało stosunkowo bardziej niż złoto ze względu na osłabienie na rynku metali przemysłowych, spowodowane obawami o popyt wynikającymi z polityki celnej. Mimo to, utrzymanie kluczowych poziomów wsparcia w połączeniu ze słabszym w pewnym momencie dolarem wystarczyło, aby wesprzeć odbicie cen, które zostało dodatkowo wzmocnione wspomnianymi wcześniej obawami geopolitycznymi.
  • Wzrost rentowności obligacji był również postrzegany jako powód sprzedaży metali szlachetnych. Warto jednak zauważyć, że słabość ta wynikała z obaw o jeszcze większy deficyt budżetowy, prowadzący do jeszcze wyższego obciążenia długiem w erze Trumpa 2.0. Stany Zjednoczone stoją przed poważnym wyzwaniem finansowym z powodu płatności odsetkowych od swojego zadłużenia, których kwota ma wynieść około 1,16 biliona USD w całym roku budżetowym, co stanowi wzrost o 30% w porównaniu do roku poprzedniego. Połączenie rosnących rentowności i zwiększającego się długu tylko pogorszy sytuację, co sprawia, że istnieje perspektywa, że złoto może być w dobrym położeniu pomimo rosnących rentowności.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo

Jesienne ożywienie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, prezentująca dane budownictwa mieszkaniowego w październiku oraz dziesięciu miesiącach bieżącego roku, zakomunikowała dość niespodziewane przełamanie trwającego od tegorocznego marca korekcyjnego trendu nowych inwestycji deweloperskich, czyli najważniejszych statystyk z punktu widzenia oceny bieżącego stanu koniunktury. Pytanie, czy październikowa aktywność inwestycyjna deweloperów, najwyższa od czerwca 2022 roku, oznacza coś więcej niż przypadkowe jednorazowe wybicie statystyk.

W październiku dodatnia zmiana w relacji miesiąc do miesiąca stała się udziałem wszystkich trzech kategorii GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego, jednak spektakularny charakter wzrostu zanotowały jedynie mieszkania, których budowę rozpoczęto, na co decydujący wpływ miały nowe budowy deweloperskie. Te ostatnie wciąż są najważniejsze z punktu widzenia perspektyw rozwoju koniunktury inwestycyjnej mieszkaniówki. Po półrocznej korekcie w październiku dane te odbiły w sposób istotny statystycznie.

W sumie w minionym miesiącu w ramach wszystkich kategorii inwestycyjnych ruszyła budowa z górą 23 tys. mieszkań i domów, co oznacza wzrost w relacji rdr o ponad 18 proc. oraz ponad 21 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. W sumie w dziesięciu miesiącach bieżącego roku rozpoczęto budowę prawie 205 tys. lokali, co oznacza wynik lepszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku o 29 proc.

Tymczasem sami deweloperzy od początku roku uruchomili bez mała 133 tys. nowych budów, co oznacza imponujący 44-procentowy progres w relacji rok do roku. Z kolei w samym październiku ruszyły budowy 16 tys. lokali na sprzedaż lub wynajem, czyli więcej o blisko 30 proc. rok do roku i 35 proc. miesiąc do miesiąca.

Jesienne ożywienie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu w danych GUS widać dość wyraźne ożywienie w przypadku nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Wynik z października ogółem na poziomie 24,3 tys. decyzji administracyjnych jest zarówno rok do roku jak i miesiąc do miesiąca lepszy, odpowiednio o półtora i 6 proc.  Natomiast rezultat od początku roku na poziomie 244 tys., jest o blisko jedną czwartą lepszy od osiągniętego w analogicznym okresie 2023 r.

Wyraźnie ożywioną aktywność w przypadku nowych pozwoleń od kilkunastu miesięcy prezentują deweloperzy. Osiągnięty przez nich w minionym miesiącu poziom z górą 16 tys. decyzji to już kolejny, liczący się rezultat. Zazwyczaj ta kategoria danych jest uznawana za wykładnię optymizmu inwestycyjnego przedsiębiorców. Tym razem jednak pozytywny trend w tej kategorii danych może być wciąż pokłosiem niedawnej zmiany rozporządzenia o warunkach technicznych.

Tymczasem statystyki mieszkań oddanych do użytkowania, jak wiadomo mniej istotne dla rozwoju i oceny bieżącej koniunktury, w dalszym ciągu kontynuują niemal comiesięczną zmienność na względnie stałym, jednak najniższym od lat poziomie. Wynik ogółem z października niewiele ponad 17 tys. jest minimalnie lepszy w relacji miesiąc do miesiąca oraz słabszy o 17 proc. licząc rok do roku. Z kolei rezultat od początku roku na poziomie 162,5 tys. oddanych lokali jest o ponad jedną dziesiątą gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku. W tym przypadku GUS-owskie wyniki są pokłosiem zapaści statystyk nowych inwestycji z drugiej połowy 2022 roku i początku roku 2023.

Październikowe dane GUS budownictwa mieszkaniowego tym razem nie rozczarowały, a raczej zaskoczyły na plus skokowym wzrostem nowych budów przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem. W przypadku deweloperów w pełni uzasadniona wydawała się obserwowana od wiosny pewna asekuracja w rozpoczynaniu nowych budów. Powinna ona bowiem dość mocno korelować z danymi sprzedażowymi nowych mieszkań, które od miesięcy wyraźnie kuleją dość zdecydowanie ustępując wolumenom nowych wprowadzeń do oferty deweloperskiej. W efekcie ta ostatnia notuje rekordowe od lat wartości, nie sygnalizując wciąż chęci do zmiany tendencji wzrostowej.

W tej sytuacji pojawia się pytanie o sens windowania nowych inwestycji przez deweloperów. Pytanie, czy to efekt oczekiwania na pozytywne rozstrzygnięcia w kwestii kolejnego programu dopłat do kredytów mieszkaniowych, czy może na początek ścieżki obniżek stóp procentowych już od początku nowego roku. Tak czy inaczej najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego dają do myślenia, zapowiadając być może ciekawe rozstrzygnięcia w kwestii rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki już w bezpośredniej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska druga w Europie pod względem powierzchni handlowej

Jak wynika z raportu międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Trends Radar. Rynek nieruchomości od stabilizacji do optymizmu”, polski rynek zajął w 2024 roku drugie miejsce w Europie pod względem wielkości oddanej do użytku powierzchni handlowej i ustąpił miejsca jedynie Francji. Według prognoz, w 2025 roku Polska utrzyma drugie miejsce na podium, a spowolnienie w zakresie liczby finalizowanych obiektów handlowych nastąpi dopiero w latach 2026-2027. Jednocześnie coraz wyższe nasycenie powierzchnią handlową i rosnąca dojrzałość polskiego sektora, będą przekładać się na coraz częstsze modernizacje istniejących obiektów i większe zainteresowanie alternatywnymi lokalizacjami, między innymi ulicami handlowymi.

Parki dominują na rynku, nasycenie powierzchnią handlową rośnie

2024 rok był kontynuacją trwającego od 2020 roku trendu, czyli dominacji parków handlowych, które stanowiły najczęściej budowany na rynku format.

Okres od lipca do września tego roku był pierwszym kwartałem w historii polskiego rynku w 100% zdominowanym przez parki handlowe. 2025 rok nie będzie różnił się pod tym względem, ponieważ 70% obiektów będących w budowie to właśnie parki handlowe. Nasycenie centrami handlowymi w polskich miastach jest na tyle wysokie, że niewiele jest planowanych nowych galerii handlowych”, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Jednocześnie, jak wynika z najnowszej wersji raportu „Trends Radar” Cushman & Wakefield, na rynku obserwowane jest spowolnienie w rozpoczęciach nowych budów. W tym roku sektor zanotował spadek o ok. 30% r/r i ok. 7% spadek względem średniej z trzech poprzednich lat. Rezultatem będzie niższa roczna podaż w latach 2026-2027.
Mimo to Polska zajęła w 2024 roku drugie miejsce w Europie pod względem wielkości nowo oddanej powierzchni w centrach i parkach handlowych. Jak pokazują dane Cushman & Wakefield, co siódmy metr kwadratowy wybudowany w Europie znajdował się właśnie w Polsce. W 2025 roku udział polskiego rynku w całkowitej nowej podaży handlowej utrzyma się na podobnym, 15-procentowym poziomie. Liderem pozostanie natomiast Francja z 24-procentowym udziałem”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Dynamiczny przyrost powierzchni handlowej w Polsce przekłada się na wysokie, siódme miejsce wśród europejskich krajów pod względem jej zasobów (biorąc pod uwagę centra i parki handlowe większe niż 5000 mkw.).

Nasycenie powierzchnią handlową w Polsce wynosi 345 mkw./ 1000 mieszkańców i jest wyższe niż średnia zarówno dla Europy, która wynosi 325 mkw., jak i dla krajów CEE – 251 mkw. Według naszych prognoz, wskaźnik nasycenia będzie systematycznie rósł, a do końca 2026 roku polski rynek powinien osiągnąć poziom ok. 420 mkw. powierzchni handlowej na 1000 mieszkańców. Co to oznacza w praktyce? W perspektywie długoterminowej najemcy powinni być bardziej zainteresowani lokalizacjami alternatywnymi, w tym przede wszystkim lokalami przy najbardziej atrakcyjnych ulicach handlowych. Najlepszym przykładem tego trendu są podpisane w Warszawie umowy takich marek, jak Empik, Bulgari, Luca, Carhartt czy Le Szapo”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

3x wzrost kosztów

Jak prognozuje Cushman & Wakefield, wzrost obciążeń czynszowych na początku 2025 roku będzie niższy niż w 2024 roku i może wynieść ok 2,5-3% dla czynszów w EUR i 4-4,5% dla czynszów w PLN.

Dla najlepszych obiektów handlowych, zarówno centrów jak i parków, a także prestiżowych lokali przy ulicach handlowych, prognozowane są wyższe niż te wynikające tylko z indeksacji wzrosty czynszów dla nowych umów. Przyczyn należy upatrywać w ograniczonej ilości dostępnej powierzchni i stale rosnących obrotach sieci w topowych lokalizacjach”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz.

Ponadto Cushman & Wakefield spodziewa się w 2025 roku wzrostu opłat serwisowych, który będzie kształtował się w przedziale 3-6%. W przypadku denominowania opłat serwisowych w PLN, a dotyczy to większości obiektów handlowych, waloryzacja będzie znajdować się bliżej górnej granicy prognozowanego wzrostu.

Na wzrost pozycji kosztowych w budżecie opłat serwisowych oraz na ich stawki dla nowych umów będzie miał wpływ wzrost płacy minimalnej, lokalne zmiany stawek za zarządzanie odpadami oraz za wodę i ścieki, które mogą sięgnąć nawet 15-20% w przypadku miast, w których nie były one w ostatnich latach zmieniane, a także podwyżki w zakresie podatków lokalnych od nieruchomości. Warto też podkreślić, że w ostatnich miesiącach 2024 roku zaczęły rosnąć ceny materiałów budowlanych, a w 2025 rok będziemy niestety obserwować kontynuację tego trendu”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Czy rynek czeka fala modernizacji?

Na rynku obserwujemy pierwsze delikatne sygnały odmrożenia pozycji CAPEXowych w budżetach centrów handlowych. Oznacza to, że o ile rok 2025 może być jeszcze bardziej czasem planowania, aniżeli realizacji większych modernizacji, to na tym polu widać rosnącą potrzebę zwiększenia wydatków na poprawę jakości przestrzeni w centrach handlowych oraz odważniejsze planowanie remontów i przebudów”, tłumaczy Ewelina Staruch, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Jak szacuje Cushman & Wakefield, centra i parki handlowe wybudowane przed 2010 rokiem odpowiadają za 58% udział w całkowitej powierzchni handlowej.

Wielu właścicieli stoi obecnie przed decyzją, jak powinni zmodernizować swoją nieruchomość, tak aby lepiej odpowiadała na potrzeby konsumentów. Pamiętajmy, że jednym z głównych argumentów przemawiającym na korzyść tradycyjnych zakupów są szeroko pojęte doświadczenia, których poszukuje klient. Za tym powinny iść atrakcyjne udogodnienia, które oferuje nieruchomość: strefy relaksu, sale zabaw, różnorodna oferta gastronomiczna czy przestrzenie coworkingowe zachęcające gości do odwiedzenia obiektu w godzinach pracy. Ważnym elementem potencjalnej zmiany jest też dostosowanie Tenant Mixu obiektu do potencjału danej lokalizacji. Dlatego niektóre centra handlowe będą wymagały zmian układu funkcjonalnego, inne zaś odświeżenia i remontu przestrzeni wspólnych”, dodaje Michał Masztakowski.

Branże z największym wpływem na popyt

Cushman & Wakefield prognozuje, że długofalowo istotny wpływ na kształtowanie się popytu na powierzchnie handlowe będą mieć trzy sektory – medyczny, rozrywki i fitness.
Zainteresowanie tych grup najemców jest o tyle istotne, że branże te potrzebują zazwyczaj dużych przestrzeni, liczących powyżej 500 mkw. Ponadto firmy z tego grona poszukują różnorodnych lokalizacji, zarówno w centrach handlowych, jak i w parterach biurowców lub budynków mieszkalnych. Popyt będzie napędzać też turystyka. Polska plasuje się na szóstym miejscu w Europie pod względem najchętniej odwiedzanych przez turystów zagranicznych krajów. Wzrost liczby międzynarodowych gości będzie z pewnością sprzyjał rozwojowi handlu detalicznego w naszym kraju”, dodaje Ewelina Staruch.

Jednocześnie, coraz częściej duże sieci handlowe podejmują decyzje o optymalizacji swoich portfeli sklepów.

Przedstawiciele np. z branży odzieżowej coraz częściej podkreślają, że ich lokale są za małe i potrzebują nie tyle większej liczby sklepów, ale powiększenia w przyszłości tych istniejących. Ważną informacją dla deweloperów i projektantów działających w sektorze handlowym jest z pewnością fakt, że na rynku występuje przesyt małych lokali o powierzchni do 200 mkw. Jednocześnie wciąż istnieje luka, jeśli chodzi o atrakcyjne lokale o większych powierzchniach. W związku z tym, uwaga części najemców coraz częściej będzie koncentrować się na atrakcyjnych lokalizacjach przy tzw. high streets (głównych ulicach handlowych) największych polskich miast. Aby jednak wzmocnić ten trend potrzebne są systemowe zmiany, które będą mieć na celu standaryzację i przyspieszenie najmu przy ulicach handlowych, tak aby cały proces lepiej odpowiadał realiom biznesowym i był zbliżony do praktyk stosowanych w centrach handlowych”, podsumowuje Michał Masztakowski.

Po drugiej stronie trendu zwiększania powierzchni sklepu są te branże, które notują przyrost liczby klientów swoich platform online i w związku z tym mogą decydować się na pomniejszenie powierzchni tradycyjnych salonów sprzedaży.

Inflacja w Wielkiej Brytanii rośnie, Chiny utrzymują stopy, a Bitcoin blisko 100 000 USD

Ceny dla konsumentów w kolejnym kraju odbiły wyraźnie w górę. Tym razem jest to Wielka Brytania, która pokazała 2,3%. Niby nie tak dużo, ale o 0,6% więcej niż miesiąc temu. Chiny utrzymują stałe stopy procentowe, a Bitcoin dąży do psychologicznej granicy 100 000 USD.

Ceny rosną również na Wyspach

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji w Wielkiej Brytanii. Najważniejszy odczyt to roczny wskaźnik inflacji konsumenckiej, który jeszcze we wrześniu wynosił 1,7%. Teraz zaobserwowaliśmy wyskok do 2,3%. Analitycy spodziewali się wzrostu, ale prognozowali go na poziomie 2,2%. Co więcej, oczekiwano spadku inflacji bazowej, a ta również się zwiększyła. Niewiele, ale wynosi 3,3%. Pokazuje to, że jeżeli ceny ropy się ustabilizują, to wzrost cen znów przyspieszy. Efekt tańszej ropy będzie się jednak utrzymywał jeszcze przez kilka miesięcy, chyba że ceny surowca znów pójdą w górę. Patrząc na układ sił na Bliskim Wschodzie, nie możemy tego wykluczyć.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Bank centralny Chin podjął wczoraj decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionych poziomach. Główna stopa wynosi tam 3,6%, co na tle zachodnich gospodarek jest relatywnie niskim pułapem. Warto jednak zauważyć, że Chiny, które powszechnie oskarżane są o mocną ingerencję w gospodarkę – w przeciwieństwie do Zachodu – nie zalały kraju bardzo tanim pieniądzem w trakcie pandemii. Dzięki temu kraj uniknął porównywalnych z nami problemów inflacyjnych. Dlaczego zatem analitycy oczekują tam dalszych zmian polityki monetarnej? Chińska gospodarka wciąż nie odbiła się po pandemii. Niższy koszt pieniądza mógłby oddalić widmo spowolnienia gospodarczego.

Bitcoin w natarciu

Najpopularniejsza kryptowaluta świata nie traci skrzydeł, które otrzymała po wygranej Donalda Trumpa. Trudno jednoznacznie określić, dlaczego inwestorzy tak bardzo chcą posiadać to aktywo, ale skoro kupuje się coś czego cena rośnie, to jednak realizuje się cel inwestycji. Bitcoin wyraźnie idzie w górę. Od wyborów w USA zyskuje już 40% i dzisiaj na moment pisania tego tekstu odbił się od okolic 98 000 dolarów. Jesteśmy zatem bardzo blisko poziomu, który rozpalał od dawna wyobraźnię inwestorów. Nie brakuje głosów, że po takich wzrostach korekta jest możliwa. Z drugiej strony patrząc na obecny szał, na rynku nie widać na razie chętnych do sprzedaży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy w tym roku zwiększą wydatki na Black Friday. Najczęściej na zakupy przeznaczą 400-500 zł

W tym roku konsumenci, którzy chcą zrobić zakupy z okazji Black Friday, przeważnie zamierzają zapłacić za nie od 400 do 500 zł – 16,4%. Głównie zapowiadają to najstarsi klienci z dużych miast. Widać też, że rok temu najwięcej osób wydało 200-300 zł – 15%. I ten przedział jest obecnie na drugim miejscu w całym zestawieniu – 11,9%. Dalej w rankingu widać ponad 1000 zł – 11,6%, a następnie wydatki od 500 do 600 zł – 11,3%. Natomiast obecnie 10,5% ankietowanych jest niezdecydowanych w tej kwestii. Z kolei najrzadziej konsumenci chcą przeznaczyć na „czarnopiątkowe” zakupy poniżej 50 zł – 1,4%, od 50 do 100 zł – 3,1%, a także od 700 do 800 zł – 3,3%. Ponadto autorzy badania prognozują, że rzeczywiste wydatki w tym roku mogą być nieco wyższe od deklarowanych, tj. o ok. 8-10%.

Z raportu przygotowanego przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista, opartego na specjalnym badaniu postaw konsumenckich, wynika, że w tym roku podniósł się pułap najczęściej wskazywanych wydatków na zakupy w Black Friday. Konsumenci dostali do wyboru dwanaście odpowiedzi dotyczących planowanych łącznie wydatków. Mogli zaznaczyć jeden z przedziałów kwotowych – od poniżej 50 zł do ponad 1000 zł. I tak najwięcej osób zadeklarowało od 400 do 500 zł – 16,4%. Jednocześnie ankietowani poinformowali o tym, ile pieniędzy w zeszłym roku w sumie wydali na tego typu zakupy. Spośród możliwych odpowiedzi, w tym przedziałów kwotowych (od poniżej 50 zł do powyżej 1000 zł), najwięcej wskazań dotyczyło 200-300 zł – 15%.

– Średnia granica wydatków na Black Friday przesunęła się. Powody są co najmniej dwa. Pierwszy jest taki, że przez inflację sporo towarów mocno zdrożało. Konsumenci, widząc to, muszą głębiej sięgnąć do kieszeni. Dlatego podają wyższe przedziały tegorocznych średnich i planowanych wydatków. Druga przyczyna może być taka, że sytuacja Polaków trochę się poprawiła od zeszłego roku i dlatego chcą nieco więcej wydać. Wskazują na to też inne nasze badania, które pokazują poprawę nastrojów konsumenckich. Natomiast trzeba też pamiętać o tym, że rok temu byliśmy w okresie wysokiej inflacji – mówi Robert Biegaj, współautor raportu z Grupy Offerista.

Ekspert uważa również, że przed samym Bożym Narodzeniem konsumenci też mogą być skłonni wydać więcej niż rok wcześniej, chociaż wciąż rosnąca inflacja może trochę ostudzić nastroje konsumenckie. – Warto tutaj też dodać, że deklaracje wcale nie muszą się idealnie sprawdzić, bo często konsumenci podają wydatki na wyrost. Czasem też je zaniżają – stwierdza Robert Biegaj.

Często jest tak, że konsumenci zakładają jakiś budżet na wydatki związane z Black Friday, a później wydają więcej, w zależności od napotkanych okazji i okoliczności. – Jeszcze przed pandemią UCE RESEARCH zrobiło badanie, z którego wychodziło, że ponad 70% konsumentów wydało na zakupy robione ramach w Black Friday o 20-30% więcej, niż wcześniej planowało. Z reguły to były osoby z dużych i ze średnich miast, zarabiające powyżej średniej krajowej. I głównie to byli mężczyźni, ale kobiety nie aż tak bardzo od tego wyniku odstawały. Sądzę, że w tym roku może być podobnie, ponieważ nastroje konsumenckie nieco się poprawiły – dodaje ekspert z Grupy Offerista.

Wydatki w wysokości 400-500 zł częściej planują w tym roku kobiety niż mężczyźni. Głównie wskazują tak osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznym dochodem netto 5000-6999 zł, a także z wyższym wykształceniem. Przeważnie dotyczy to mieszkańców miast liczących co najmniej 500 tys. ludności.

– Widać też, że w tym badaniu pojawia się nowy trend. Najczęściej podawane wydatki głównie deklarują najstarsi konsumenci. W mojej ocenie, świadczy to o tym, że podczas Black Friday zamierzają oni głównie kupować towary, które potem włożą swoim dzieciom i wnukom pod choinkę. W poprzednich latach nie było to aż tak bardzo widoczne. Z kolei wysokość dochodu respondentów, która oscyluje wokół średniej krajowej, nie jest niczym szczególnym – komentuje Robert Biegaj.

Patrząc na dalsze deklaracje dotyczące tegorocznych wydatków na zakupy w ramach Black Friday, widać 200-300 zł – 11,9%, ponad 1000 zł – 11,6%, a także 500-600 zł – 11,3%. Ponadto 10,5% konsumentów jest niezdecydowanych. – W ramach Black Friday klienci kupują nieco bardziej wartościowe towary, bo zwyczajnie liczą na większe oszczędności, szczególnie patrząc np. na elektronikę. Ale nie jest to regułą – podkreśla współautor raportu z Grupy Offerista.

Na końcu zestawienia deklarowanych wydatków na „czarnopiątkowe” zakupy pojawiają się takie kwoty, jak poniżej 50 zł – 1,4%, 50-100 zł – 3,1%, a także 700-800 zł – 3,3%. – Osoby, które biorą udział w Black Friday, z reguły chcą trochę więcej zaoszczędzić. A jeżeli mają to osiągnąć, to towary muszą mieć odpowiednią wartość, żeby zbilansował się koszt poszukiwania ich i samych zakupów. Dlatego deklaracje wydatków do 100 zł mają najniższe pozycje w całym zestawieniu. Z kolei 700-800 zł to prawie dwa razy więcej, niż średnio chcą zapłacić w tym roku konsumenci – wyjaśnia współautor raportu.

W ocenie eksperta, branża retailowa tym razem nie zarobi dużo więcej dzięki Black Friday niż w zeszłym roku. – To, że konsumenci deklarują wyższe wartości, wcale z automatu nie oznacza, że sklepy faktycznie realnie zyskają więcej. Po pierwsze, mamy inflację, a po drugie, retailerzy już ponieśli większe niż rok temu nakłady finansowe na prowadzenie swojej działalności i to raczej się zbilansuje w kwestii ewentualnej marży – tłumaczy Robert Biegaj.

Współautor badania prognozuje także, że w tym roku rzeczywiste wydatki mogą być wyższe od tych deklarowanych o ok. 8-10%. – Głównie będzie to dotyczyło dużych i średnich miast. W tym roku po raz kolejny więcej mężczyzn niż kobiet deklaruje udział w święcie zakupów. Z tego powodu dzięki Black Friday znowu zarobią sklepy z elektroniką, oczywiście jeśli przygotują atrakcyjne oferty. Natomiast zakupy kobiet przyniosą zyski głównie drogeriom, dyskontom i hipermarketom, jeśli będą miały nieco lepsze rabaty niż na co dzień na perfumy i kosmetyki. W mniejszym stopniu zarobią też sklepy z odzieżą – podsumowuje Robert Biegaj.

Opis metody badawczej

Raport został przygotowany na podstawie specjalnego badania opinii publicznej. Sondaż został przeprowadzony w dniach 06-07.11.2024 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Inflacja w Wielkiej Brytanii hamuje optymizm: Bank Anglii może wstrzymać obniżki stóp procentowych

Problem inflacji z pewnością nie opuścił jeszcze Wielkiej Brytanii. Wczorajsze dane za październik nie przyniosły pozytywnego zaskoczenia. Każdy kto liczył na to mógł się czuć rozczarowany. Przypomnijmy, że liczby za wrzesień okazały się niższe od prognoz, co było pozytywnie odebrane przez rynek kilka tygodni temu. Teraz kiedy tempo spadku dynamiki wzrostu cen w UK prawdopodobnie wydłuży się, rosną spekulacje, że BoE w najbliższych miesiącach spowolni proces obniżek stóp procentowych. Prawdopodobny też staje się scenariusz pauzy w dalszym luzowaniu warunków monetarnych.

Niskie dane inflacyjne za wrzesień (głównie w usługach) to prawdopodobnie było jednorazowe odchylenie, spowodowane niestabilnymi cenami podróży. Widać, że w październiku poszczególne komponenty powróciły do poziomów zbliżonych do tych widzianych w poprzednich miesiącach. Nie tylko wskaźnik bazowy okazał się wyższy, również ogólny przewyższył szacunki, co było spowodowane jednorazowymi efektami związanymi z rachunkami za energię dla gospodarstw domowych.

W odniesieniu do nadchodzącego posiedzenia Banku Anglii w grudniu, wczorajsze liczby skłaniają zakładać, że pauza w obniżaniu stóp procentowych jest scenariuszem najbardziej prawdopodobnym na ten moment. Rynek na ten moment jest podobnego zdania. Termin lutowy wydaje się być również niepewny. Polityka monetarna prowadzona przez Bank Anglii jest postrzegana jako wciąż restrykcyjna.

Powiększa się zatem dywergencja monetarna pomiędzy EBC oraz brytyjską instytucja. Rynek zakłada, że prezeska Lagarde ogłosi w kolejnym miesiącu cięcie o przynajmniej o 25 punktów bazowych, choć obniżka dwukrotnie większa nie jest całkowicie wykluczana, choć na ten moment mniej prawdopodobna.

Zakładam zatem, że długoterminowy trend spadkowy na parze EUR/GBP powinien zostać utrzymany. W tym roku możliwe jest ponowne przetestowanie minimów ustalonych 11 listopada i prawdopodobny jest także spadek w kierunku minimów ustalonych wiosną 2022 roku (0,8200).

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

BCC: Nastroje konsumenckie nadal spadają

W listopadzie 2024 r. wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) spadł o 1,3 pkt proc. m/m i wyniósł minus 17,1 pkt w listopadzie br. – wynika z badań przeprowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny.

Wskaźnik nastrojów jest wskaźnikiem miękkim, nie jest on do końca dobrze sprecyzowany jak np. wskaźnik eksportu.
Nie jest wykluczone, że nastroje konsumenckie pogarszają się z racji niepewności dotyczącej miedzy innymi inflacji, która nagle wzrosła.
Koniunktura konsumencka spada także w związku z faktem pojawienia się wielu bankructw przedsiębiorstw. Ich duża liczba (ponad 400 tys.) bez wątpienia wpływ na nastroje. Osłabienie będzie nam zatem towarzyszyć przez pewien czas. – twierdzi prof. Stanisława Gomułka, główny ekonomista BCC.

Spośród składowych wskaźnika najbardziej pogorszyły się oceny przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju oraz obecnej sytuacji ekonomicznej kraju (spadki odpowiednio o 3,2 pkt proc. i 2,1 pkt proc.). Niższe wartości osiągnęły również oceny obecnej możliwości dokonywania ważnych zakupów oraz przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (spadki odpowiednio o 1,1 pkt proc. i 0,4 pkt proc.). Wyższą wartość niż przed miesiącem odnotowano jedynie dla oceny obecnej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (wzrost o 0,4 pkt proc.), podał GUS.

W odniesieniu do listopada 2023 r. obecna wartość BWUK jest niższa o 2,0 p. proc.

Polski rynek magazynowy w trzecim kwartale 2024 r.

Grupa REDD opublikowała raport podsumowujący stan polskiego rynku powierzchni magazynowych w trzecim kwartale 2024 roku. Rynek wykazał dalszy wzrost, kontynuując trend z poprzednich kwartałów. Jednocześnie rosnąca podaż i widoczne różnice między regionami w zakresie wskaźnika pustostanów pokazują złożoność sytuacji na rynku. Wciąż podlega on dynamicznym zmianom.

W trzecim kwartale obserwowaliśmy stopniowy rozwój podaży magazynowej w Polsce. Na koniec września istniejące zasoby wyniosły 33,63 mln m². Dalszy rozwój podaży zapewni dodatkowe 11 mln m² powierzchni, która jest planowana, a także kolejne 1,6 mln m² będącej już w realizacji. Ta ostatnia dana jest wartością zauważalnie niższą niż na koniec całego pierwszego półrocza. W trzecim kwartale na rynek trafiło z kolei 611 tys. m², z czego na zaledwie dwóch rynkach zostało ukończone ponad 100 tys. m² – jest to Warszawa (217 tys. m²) oraz Wrocław (141 tys. m²). Na pozostałych rynkach zrealizowana nowa podaż była na znacznie niższym poziomie.

Polski rynek magazynowy w trzecim kwartale 2024
Źródło: Raport REDD „Polski rynek magazynowy Q3/2024”
         Źródło: Raport REDD „Polski rynek magazynowy Q3/2024”
Źródło: Raport REDD „Polski rynek magazynowy Q3/2024”
     Źródło: Raport REDD „Polski rynek magazynowy Q3/2024”
Źródło: Raport REDD „Polski rynek magazynowy Q3/2024”

„Najwięcej zasobów w budowie znajduje się we Wrocławiu, na Górnym Śląsku oraz w Warszawie. Z pewnością warto zauważyć, że mimo nowych inwestycji w głównych miastach, takich jak Warszawa i Wrocław, dostępność powierzchni „od zaraz” w budynkach istniejących wzrosła do poziomu 2,69 mln m² głównie w regionach Centralnej Polski, Wrocławia i Warszawy. Oznacza to wzrost od końca pierwszego półrocza o blisko 300 tys. m²” – komentuje Krzysztof Foks, Head of Research w Grupie REDD.

Jednocześnie wskaźnik pustostanów osiągnął poziom blisko 8 proc., znacznie różnicując się pomiędzy poszczególnymi regionami. Najniższy wynik został odnotowany w takich miastach jak Szczecin (2,9%), Kraków (3,97%) oraz Opole (4,6%), a najwyższy w Polsce Zachodniej (17,2%), Kielcach (16,1%) oraz Polsce Centralnej (11,3%).

OKIEM EKSPERTÓW

Tomasz Puch, FOUNDER & CEO W BTV: Rynek wynajmu powierzchni magazynowych w Polsce pozostaje atrakcyjny dla inwestorów zarówno z sektora development, jak i investment. Zainteresowanie inwestorów jest nadal wysokie, ale wiele firm przyjmuje postawę wyczekującą, licząc na wyraźniejsze odbicie na rynku nowych najmów, czyli tzw. popytu netto. Wzrost tego wskaźnika, oznaczającego realne zapotrzebowanie na dodatkowe powierzchnie magazynowe, jest kluczowy dla podjęcia decyzji o kolejnych inwestycjach.

Obecne warunki ekonomiczne – w tym konsumpcja, inflacja i koszty budowy – skłaniają zarówno najemców, jak i inwestorów do ostrożniejszych działań. Przekłada się to na selektywne podejście do nowych projektów oraz wybieranie lokalizacji o najpewniejszym zwrocie z inwestycji. Jednocześnie najemcy oraz inwestorzy zwracają szczególną uwagę na powierzchnie spełniające normy zrównoważone go rozwoju, jako że to właśnie nowoczesne i ekologiczne obiekty są najbardziej pożądane przez rynek.

Oczekiwanie na wzrost popytu netto w najbliższym czasie wpływa na decyzje inwestorów, którzy chcą maksymalnie zminimalizować ryzyko pustostanów i skupić się na zapewnieniu sobie stabilnych, długoterminowych najmów. Jeśli na rynku pojawi się wyraźniejsze odbicie w zakresie popytu najmu netto, można spodziewać się szybszego tempa wzrostu inwestycji oraz kolejnych projektów deweloperskich, które odpowiadałyby na wzrastające potrzeby firm poszukujących nowoczesnych powierzchni magazynowych.

Paweł Sapek, SVP, REGIONAL HEAD CENTRAL EUROPE W PROLOGIS: 2024 rok dla branży magazynowej i ogólnie dla biznesu w Polsce jest okresem pełnym wyzwań. III kwartał nie był tu wyjątkiem, jednak pojawiło się kilka pozytywnych sygnałów. W III kwartale mieliśmy do czynienia z dość wysoką inflacją. We wrześniu inflacja bazowa wyniosła 4,3% r/r. Ekspertów i biznes zaniepokoił spadek sprzedaży detalicznej w cenach stałych. Jak podał GUS, we wrześniu jej wartość zmalała o 3% r/r. Kolejne miesiące pokażą, czy był to jedynie jednorazowa obniżka podyktowana wyjątkowymi czynnikami, zwłaszcza powodzią w południowo-zachodniej Polsce. Jest to istotny wskaźnik dla branży e-commerce, która obok firm logistycznych jest jednym z głównych klientów powierzchni magazynowych.

Z drugiej strony, mamy też pozytywne sygnały. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu za październik wyniósł 49,2 pkt, przekraczając prognozy i notując najwyższy poziom od dwóch i pół roku. Mimo że PMI utrzymuje się poniżej 50 pkt, stopniowy wzrost daje powód do umiarkowanego optymizmu. Dodatkowo, Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu polskiego PKB w przyszłym rok do 3,7%.

Z punktu widzenia branży magazynowej, stosunkowo trudne otoczenie makroekonomiczne powoduje, że klienci ostrożnie podchodzą do wynajmu dodatkowych powierzchni. Coraz większe znaczenie odgrywa jakość obiektu, zarządzania nim oraz dodatkowe usługi. W Prologis proponujemy świadczenia w ramach platformy Essentials, która pozwala klientowi wybrać szeroki pakiet usług, w tym m.in. wyposażenie magazynu w systemy regałowe czy wynajem wózków widłowych, a także montaż i zarządzanie instalacjami OZE oraz ładowarkami EV. W ten sposób dostosowujemy magazyn do indywidualnych potrzeb klienta.

Na poziomie trendów, widzimy coraz większą świadomość klientów w zakresie oceniania ofert. Porównując propozycje różnych firm z sektora magazynów, należy patrzeć na nie kompleksowo i brać pod uwagę całkowity koszt operacyjny obiektu (TOC od angielskiego total cost of operations). Przy ocenie oferty ważna jest uważna analiza jej składowych, w tym dodatkowych świadczeń oferowanych dla klienta magazynu.

Wojciech Kosiór, DYREKTOR DZIAŁU DS. ROZWOJU NIERUCHOMOŚCI W MDC²:

Sytuacja na rynku w Q3

W trzecim kwartale br. sytuacja na rynku magazynowym była stabilna, bez gwałtownych zmian w podaży, popycie oraz poziomie wskaźnika pustostanów. Jednak, z naszej perspektywy był to bardzo udany okres, szczególnie pod względem popytu. Wynajęliśmy całą dostępną powierzchnię w istniejącym budynku A w MDC² Park Łódź South w Głuchowie koło Łodzi, gdzie firma Oriflame Holding AG zajęła około 25 tys. m², a także całą przestrzeń w trzecim budynku w Skawinie koło Krakowa (MDC2 Park Kraków South), którą wynajął InPost. Podpisaliśmy również umowy na wynajem około 4,5 tys. m² w drugim obiekcie w tej samej lokalizacji. Wysoki popyt, szczególnie ze strony e-commerce i logistyki, pokazuje, że mimo wyzwań gospodarczych zainteresowanie najmem długoterminowym i rozwojem nowoczesnych powierzchni magazynowych.

Wyzwanie

Jednym z głównych wyzwań, które zatrzymało rozwój magazynów była dostępność finansowania. Obecnie nowe budynki, budowane zgodnie z wymaganiami taksonomii UE łatwiej uzyskują finansowanie. Inwestorzy kładą nacisk na ocenę sytuacji finansowej najemców – preferują firmy o stabilnej kondycji finansowej, co minimalizuje ryzyko niewypłacalności i upadłości. Kolejne wyzwanie to ograniczona dostępność gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach. Rozwiązaniem stają się projekty typu brownfield. Rewitalizacja istniejących terenów poprzemysłowych, często położnych w miejskich lokalizacjach zapewnia lepszy dostęp do komunikacji i pracowników. Brownfieldy wymagają często usunięcia zanieczyszczeń, co zwiększa koszty ich przystosowania do wymagań środowiskowych. Przykładem jest projekt w MDC2 Park Gliwice, który, między innymi, dzięki tym działaniom uzyskał certyfikację BREEAM New Construction na poziomie Outstanding. Z perspektywy najemców głównym wyzwaniem pozostaje dostępność pracowników. Coraz częściej firmy wybierają lokalizację magazynu pod kątem możliwości zatrudnienia, co jest kluczowe dla branży produkcyjnej i sektora e-commerce, gdzie wymagane jest duże zaplecze kadrowe.

Trendy

Deweloperzy nadal zachowują ostrożność w zakresie inwestycji spekulacyjnych, koncentrując się głównie na projektach, w których mają już częściowo zakontraktowanych najemców. Na największych rynkach, takich jak Warszawa, Górny Śląsk, Wrocław, Poznań i centralna Polska, aktywność najemców pozostaje jednak wysoka. Rośnie także zainteresowanie innymi rynkami regionalnymi, szczególnie krakowskim i trójmiejskim. W Krakowie popyt na nowoczesne powierzchnie magazynowe przewyższa podaż, co sprawia, że każde nowe przedsięwzięcie na tym rynku ma dużą szansę na szybkie znalezienie najemcy. Zauważamy również duży potencjał Trójmiasta, który dzięki korzystnemu położeniu i dynamicznemu rozwojowi infrastruktury portowej staje się atrakcyjną lokalizacją dla firm zajmujących się handlem międzynarodowym i logistyką morską. Na znaczeniu cały czas zyskuje realizacja strategii ESG. Firmy są coraz bardziej zobowiązane do przestrzegania standardów dotyczących zrównoważonego rozwoju, odpowiedzialności społecznej i ładu korporacyjnego. Inwestorzy i najemcy wymagają transparentności w działaniach deweloperów, co sprawia, że implementacja strategii ESG staje się kluczowa dla konkurencyjności i reputacji firm. Przykładem konsekwentnej realizacji strategii ESG może być projekt MDC² Park Łódź South, gdzie wdrożyliśmy technologie zmniejszające ilość wbudowanego węgla o 49% w porównaniu do średniej krajowej, a dodatkowo 95% materiałów budowlanych użytych do realizacji inwestycji nadaje się do recyklingu. Obiekt uwzględnia również poprawę komfortu pracowników – w obrębie kompleksu powstała strefa Rest & Move promująca zdrowy styl życia i poprawę jakości pracy. Aspekty społeczne i ekologiczne stają się bowiem integralną częścią nowoczesnych inwestycji magazynowych. W trzecim kwartale nadal obserwowaliśmy wzmożone zainteresowanie klientów z sektora e-commerce, który to sektor nadal generuje popyt na powierzchnie magazynowe, choć jego wzrost nie jest już tak dynamiczny jak w latach 2020-2022. Mimo to e-commerce, obok sektora logistycznego, nadal pozostaje jednym z kluczowych graczy wśród kategorii najemców magazynowych.

Wrocławski rynek biurowy: Rekordowa podaż i silny popyt, ale rosnące pustostany

Nowa podaż na rynku biurowym we Wrocławiu w pierwszych III kwartałach 2024 roku należała do najwyższej spośród głównych miast regionalnych. Popyt na wynajem powierzchni biurowych również pozostaje silny i w samym III kwartale 2024 roku przekroczył 43 000 m kw.

Zasoby biurowe na trzecim największym rynku biurowym w Polsce na koniec III kwartału szacowane były na 1,37 mln m kw., stanowiąc niemal 11% całkowitych zasobów biurowych w Polsce.

„Aktywność wrocławskich deweloperów wyróżnia ten rynek na tle pozostałych regionów. Od początku roku rynek biurowy we Wrocławiu powiększył się o ponad 32 000 m kw., a jeżeli do końca roku zostaną ukończone planowane inwestycje, to nowa podaż w 2024 toku wyniesie niemal 55 000 m kw., co będzie największą wartością wśród miast regionalnych,” – komentuje Michał Kusy, młodszy konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Na koniec III kwartału w budowie pozostawały trzy inwestycje o łącznej powierzchni ponad 38 000 m kw. Podobnie jak w innych miastach, również we Wrocławiu, zauważalny jest trend malejącej ilości realizowanych obiektów, a poziom powierzchni w budowie jest najniższy od dekady.

„Zainteresowanie najemców powierzchnią biurową pozostaje na stabilnym poziomie. Od stycznia do września 2024 roku podpisane umowy najmu opiewały na 96 000 m kw. powierzchni biurowej, co było drugim najwyższym wynikiem wśród miast regionalnych,” – dodaje Aleksandra Balczewska, starszy negocjator w Knight Frank.

Udział wrocławskiego popytu w całkowitym wolumenie transakcji na największych rynkach regionalnych wynosi 19%.

W strukturze transakcji największy udział miały renegocjacje, które odpowiadały za ponad 58% wynajętej powierzchni w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku. Nowe umowy stanowiły 37% udziału, a ekspansje zaledwie 2%.

„W dalszym ciągu obserwujemy dominację firm z sektora IT, którzy generują największy popyt na powierzchnie biurowe we Wrocławiu. Na koniec września wolumen wynajętej powierzchni przez te firmy wyniósł 38%,” – uzupełnia Aleksandra Balczewska.

Wysoka nowa podaż nie zdołała zrównoważyć silnego popytu, co przełożyło się na wzrost współczynnika pustostanów o 1,5 pp. względem poprzedniego kwartału. Na koniec września wskaźnik wyniósł 19,7%.

Czynsze wywoławcze we Wrocławiu na koniec III kw. 2024 roku pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału i zazwyczaj wahały się między 10,00 a 16,00 EUR/m kw./miesiąc. Jednak czynsze za najlepsze powierzchnie w nowopowstających budynkach mogą przekraczać ten poziom. Opłaty eksploatacyjne na koniec września 2024 roku również pozostały na stabilnym poziomie i zwykle mieszczą się w przedziale od 16,00 do 31,00 PLN/m kw./miesiąc.

Rekordowe wyniki Nvidii, ale brak euforii na giełdzie: Czy inwestorzy patrzą zbyt krótkowzrocznie?

Wyniki Nvidia, choć okazały się rekordowe i kolejny zdmuchnęły oczekiwania Wall Street, nie przyniosły euforii na giełdzie. Akcje w pierwszej reakcji taniały prawie 5%, a godzinę po publikacji, po ustabilizowaniu się rynku znalazły się 2% niżej. Inwestorzy wydają się z pewną (być może nieuzasadnioną) dozą niepewności spoglądać dziś w przyszłość, z pewnym przymrużeniem oka obserwując rekordowe prognozy wzrostu spółki i komentarze dotyczące rosnących perspektyw biznesu w sektorze AI.

Nvidia zaraportowała 35.1 mld USD sprzedaży wobec 32.8 mld USD prognoz i 0.78 USD zysku na akcję, wobec 0,74 USD oczekiwań. Jendak w bieżącym kwartale szacuje już, że przychody przekroczą 37 mld USD. Pewne jest jedno: inwestycje w infrastrukturę AI trwać będą nadal, a raport Nvidia pokazał, że kolejne firmy zwiększają nakłady inwestycyjne na sztuczną inteligencję. Mowa o takich spółkach jak Accenture, ale również Foxconn, Lenovo, Toyota czy indyjski Reliance Industires.

Nie oznacza to jednak, że kapitalizacja Nvidia rosła będzie w nieskończoność. Największą przeszkodą dla spółki wydaje się tu spowolnienie w globalnej gospodarce (czego na razie nie obserwujemy, a przynajmniej nie w kluczowych dla niej, biznesach partnerów biznesowych jak Microsoft czy Google) lub konflikt o Tajwan. Przyznać trzeba, że obie te perspektywy są dziś dla rynku abstrakcją. Przyszłość okaże czy nie był zbyt krótkowzroczny.

Aktualnie Nvidia dywersyfikuje biznes od centrów danych, przez gaming, motoryzację i przemysł, a wszystkie jej segmenty działalności odnotowały wzrost, zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Przychody wzrosły o 94% rocznie, przy czym sprzedaż w segmencie centrów danych wzrosła o 112%,  a zysk netto o 111% rocznie. Te liczby mówią same za siebie.

Firma jeszcze przez dłuższy czas zachowa sporą część siły cenowej, patrząc na jej dynamikę rozwoju. Jej konkurencja właściwie jeszcze nie obudziła się z technologicznego snu. Nvidia uspokoiła też rynek, mówiąc, że dostawy chipów Blackwell AI rozpoczną się w IV kwartale, tego roku i przyspieszą w przyszłym. Zasugerowała jednak, że ich podaż może być ograniczona z powodu wyzwań konstrukcyjnych, co zostawia rynkom miejsce do spekulacji ‘jak bardzo’, ponieważ to naturalnie mogłoby prowadzić do pewnej stagnacji dynamiki sprzedaży.

Klienci mogliby czekać dłużej i czekać aż Nvidia będzie w stanie zaoferować im nowocześniejsze, bardziej wydajne układy GPU. Nie wiemy też, w jakich okolicznościach gospodarczych byłaby w stanie skalować ich produkcję w zadowalającym stopniu. Z drugiej strony spółka jest pewna, że popyt na Blackwell będzie rósł przez 2025 rok, a popyt przekracza podaż.

To sugeruje, że firma z powodzeniem będzie „przenosić koszty” i być może windować ceny układów graficznych. Podsumowując, akcje Nvidii są drogie, ale firma „dowozi” i kolejny raz udowadnia, że jest liderem hossy związanej ze sztuczną inteligencją. Trudno wyobrazić sobie dziś, by trend ten miał się rozwijać dalej bez aprecjacji jej akcji… Ale rynek akcji doświadczył już w swojej historii nie takich abstrakcyjnych zjawisk.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Najbardziej wytrzymała folia stretch na rynku

Wyobraź sobie, że musisz zabezpieczyć ładunek o nietypowych wymiarach lub dużej wadze. Każdy ruch, każda zmiana pogody, a nawet najmniejsza nierówność na trasie może stanowić ryzyko uszkodzenia towaru. Jak więc mieć pewność, że Twój ładunek dotrze na miejsce bezpiecznie i w idealnym stanie? Tutaj z pomocą przychodzi najwytrzymalsza folia stretch na rynku. To produkt, który nie tylko chroni, ale również wyznacza nowe standardy trwałości i niezawodności w transporcie. W poniższym artykule dowiesz się, co sprawia, że ta folia stretch jest tak wyjątkowa.

Co decyduje o wytrzymałości folii stretch?

Wytrzymałość folii stretch zależy od kilku kluczowych czynników, które warto znać, aby dobrać najlepszy produkt do swoich potrzeb transportowych czy magazynowych.
1. Grubość folii stretch


Grubość folii ma bezpośredni wpływ na jej odporność na rozerwania. Grubsza folia (od 30 mikronów wzwyż) jest bardziej wytrzymała, co czyni ją idealną do transportu ciężkich lub ostrych ładunków. Cieńsze folie (15-25 mikronów) sprawdzą się w przypadku lżejszych towarów.
2. Materiał


Folie stretch produkowane z LDPE i LLDPE oferują doskonałą elastyczność i odporność na rozciąganie, co pozwala na efektywne pakowanie i lepszą ochronę ładunków. Technologie takie jak dwuosiowe rozciąganie poprawiają wytrzymałość folii, czyniąc ją bardziej odporną na uszkodzenia.
3. Rodzaj folii


Folie ręczne są lżejsze i łatwiejsze w użyciu, ale mają mniejszą wytrzymałość. W przypadku większych ładunków lepiej sprawdzą się folie maszynowe, które zapewniają lepszą elastyczność i jednolity naciąg.
4. Odporność folii na warunki atmosferyczne


Dobrej jakości folia stretch powinna wytrzymać zmienne warunki, takie jak niskie lub wysokie temperatury. Wytrzymałość na działanie wilgoci i promieni UV zapewnia dodatkową ochronę podczas transportu w trudnych warunkach.
5. Zastosowanie specjalistycznych folii


Folie barierowe chronią przed wilgocią, folia bąbelkowa amortyzuje delikatne ładunki, a folie z nadrukiem umożliwiają łatwą identyfikację towaru. Wybór odpowiedniej folii zależy od specyfiki transportowanych produktów.

hurtownia folii stretch Folpol

Najwytrzymalsza folia stretch na rynku

Kiedy mówimy o najwytrzymalszej folii stretch, mówimy o prawdziwej rewolucji w świecie ochrony ładunków. To produkt, który wykracza poza wszelkie dotychczasowe standardy, oferując ochronę na niespotykaną dotąd skalę. Stworzona przez wiodącego producenta, który zainwestował w najnowsze technologie, ta folia stretch zapewnia niezrównaną trwałość i odporność, której nie znajdziesz w żadnym innym produkcie na rynku.

Dzięki precyzyjnie dopracowanemu procesowi produkcji, powstała folia stretch, która nie tylko wytrzymuje ekstremalne warunki, ale również zapewnia elastyczność i bezpieczeństwo, wyznaczając nowe granice w dziedzinie pakowania i ochrony ładunków.

Jednym z kluczowych elementów, które wyróżniają tę folię stretch, jest dwuosiowe rozciąganie (biaxial orientation), proces, który zapewnia jej niespotykaną wytrzymałość i odporność na rozciąganie. Dzięki temu folia stretch jest w stanie wytrzymać znacznie większe obciążenia i napięcia, nie tracąc przy tym swojej integralności. To oznacza, że nawet przy dużych ładunkach, folia idealnie dopasowuje się do kształtu produktu, zapewniając mu doskonałą stabilność.

Co sprawia, że ta folia stretch wyróżnia się spośród innych? To połączenie innowacyjnych surowców najwyższej jakości, które gwarantują nie tylko odporność na mechaniczne uszkodzenia, ale także na działanie ekstremalnych warunków – wilgoci, skrajnych temperatur, a także promieniowania UV. To sprawia, że ładunki pakowane tą folią są doskonale chronione, niezależnie od warunków transportu.

Najwytrzymalsze folie w hurtowni pod Warszawą

Jeśli zależy Ci na najlepszej ochronie Twoich ładunków, hurtownia folii stretch Folpol to miejsce, które spełni wszystkie Twoje oczekiwania. Z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży, hurtownia oferuje folię stretch, która gwarantuje niezrównaną wytrzymałość i ochronę – bez względu na wielkość, wagę czy specyfikę ładunku.

Hurtownia folii stretch znajduje się niedaleko Warszawy, co zapewnia szybki dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań opakowaniowych. W ofercie Folpol znajdziesz szeroką gamę folii, które idealnie odpowiadają na potrzeby firm transportowych, logistycznych i przemysłowych.

  • Folia ręczna – Wybór idealny do pakowania mniejszych i średnich ładunków. Świetnie sprawdzi się w firmach, które potrzebują ręcznego owijania towarów, zapewniając im wysoką odporność na uszkodzenia.
  • Folia maszynowa – Doskonała dla dużych ładunków, które wymagają efektywnego owijania maszynowego. Zwiększa wydajność pracy i zapewnia bezpieczne zabezpieczenie towarów w transporcie.
  • Folia LDPE – Wysoka odporność na przebicia i niskie temperatury sprawiają, że to doskonała opcja do pakowania ładunków narażonych na mechaniczne uszkodzenia, jak np. urządzenia elektryczne.
  • Folia PVC – Główna cecha tej folii to wyjątkowa ochrona przed wilgocią i zanieczyszczeniami. Doskonała do pakowania towarów, które muszą być odporne na zmiany temperatury oraz kontakt z wodą.
  • Folia PP – Bardzo wytrzymała na rozciąganie, dzięki czemu świetnie sprawdza się przy pakowaniu ciężkich ładunków, takich jak maszyny czy materiały budowlane.
  • Folia bąbelkowa – Jej struktura zapewnia doskonałą amortyzację, co czyni ją idealnym rozwiązaniem do ochrony delikatnych przedmiotów, takich jak elektronika, szkło czy ceramika.
  • Folia poliolefinowa – Folia, która charakteryzuje się wyjątkową odpornością na zmienne warunki atmosferyczne i jest idealna do pakowania produktów spożywczych i farmaceutycznych, które wymagają wysokiej jakości opakowania.
  • Folia barierowa – Jej główną zaletą jest doskonała ochrona przed czynnikami zewnętrznymi, jak wilgoć, światło czy tlen, dlatego jest niezastąpiona w pakowaniu produktów wrażliwych na takie czynniki, jak np. chemikalia, artykuły spożywcze czy farmaceutyki.

Każdy rodzaj folii dostępny w ofercie hurtowni folii Folpol został zaprojektowany z myślą o maksymalnej trwałości i odporności na uszkodzenia mechaniczne, a także na zmieniające się warunki atmosferyczne. Nie czekaj – odwiedź stronę internetową hurtowni Folpol i przetestuj folię stretch, która wyznacza nowe standardy wytrzymałości na rynku: www.folpol.pl/hurtownia-folii-stretch/132

Dodatkowo, przy zamówieniach hurtowych folii stretch możesz liczyć na atrakcyjne ceny, co czyni ofertę jeszcze bardziej korzystną.

Wytrzymałość folii stretch a oszczędności

Wybór wytrzymałej folii stretch to inwestycja, która naprawdę się opłaca. Choć na pierwszy rzut oka folia stretch o wyższej odporności może wydawać się droższa, w długim okresie przynosi znaczne oszczędności. Dzięki większej sile naciągu i odporności na uszkodzenia, zużywa się jej mniej, a to oznacza mniejsze wydatki na materiał.

W praktyce wystarczy owinąć ładunki mniejszą ilością folii stretch, co bezpośrednio przekłada się na mniejsze koszty. Co więcej, wytrzymała folia lepiej chroni towary przed uszkodzeniami, co zmniejsza ryzyko strat i kosztów związanych z reklamacjami czy naprawami. Dlatego warto inwestować w folię stretch, która zapewnia nie tylko wyższą jakość zabezpieczenia, ale również realne oszczędności w firmowych kosztach transportu i magazynowania.

Testy folii stretch – jak ocenić jej wytrzymałość?

Wybór odpowiedniej folii stretch do transportu to kluczowy element, który może zadecydować o bezpieczeństwie Twoich ładunków i efektywności całego procesu pakowania. Hurtownia Folpol daje Ci unikalną możliwość, byś samodzielnie przekonał się, jak wytrzymała jest folia stretch, którą planujesz wybrać. Dostępne są próbki folii, które możesz przetestować przed dokonaniem zakupu – to doskonała okazja, by na własne oczy sprawdzić, jak folia sprawdzi się w praktyce.

Co wyróżnia ofertę hurtownię folii stretch Folpol? Profesjonalni doradcy, pomogą Ci dobrać folię idealnie dopasowaną do Twoich potrzeb. Niezależnie od tego, czy transportujesz ciężkie maszyny, delikatne przedmioty, czy ładunki wymagające szczególnej ochrony, Hurtownia pomoże Ci wybrać najlepszą opcję. Dzięki fachowemu doradztwu, dowiesz się, która folia stretch będzie najbardziej efektywna dla Twojego biznesu.

Dzięki próbom testowym masz szansę na dokładne sprawdzenie, jak folia sprawdza się w praktyce, idealnie dopasowując ją do swoich indywidualnych potrzeb. Skontaktuj się z hurtownią folii Folpol i przetestuj folię stretch o najwyższej wytrzymałości na rynku.

White Stone Development na nowej ścieżce rozwoju: współpraca z zagranicznymi funduszami inwestycyjnymi

White Stone Development (WSD), dynamicznie rozwijający się polski deweloper działający na rynku mieszkaniowym i komercyjnym, wkracza na nowy poziom współpracy międzynarodowej. Po kilku latach finansowania swoich projektów ze środków własnych lub z wykorzystaniem krajowego długu, firma nawiązuje współpracę z zagranicznym funduszem. To ważna zmiana, która otwiera przed deweloperem nowe możliwości, dając szansę na dalszy rozwój i realizację ambitniejszych projektów w nadchodzących latach.

Pierwsza współpraca z międzynarodowym funduszem

W październiku 2024 roku White Stone Development ogłosiło podpisanie kluczowej umowy inwestycyjnej z funduszem nieruchomości Nrep, który specjalizuje się w inwestycjach na wynajem indywidualny. Fundusz Nrep, za pośrednictwem swojego funduszu NSF V, przeznaczy ponad 200 milionów złotych na realizację projektu na warszawskich Młocinach. Jest to pierwsza tego typu współpraca WSD z zagranicznym inwestorem, co stanowi istotny punkt w historii firmy.

Anna Suchodolska, co-CEO White Stone Development
Anna Suchodolska, co-CEO White Stone Development

„Dotychczas regularnie plasowaliśmy papiery dłużne głównie w ramach emisji prywatnych, kierując je do polskich inwestorów. Teraz, po raz pierwszy w historii naszej grupy, nawiązaliśmy współpracę z międzynarodowym funduszem. Jest to dla nas kamień milowy i pozwala otworzyć się na szersze możliwości rozwoju”, mówi Anna Suchodolska, co-CEO White Stone Development.

Silna pozycja na rynku długu korporacyjnego

White Stone Development zyskało solidną pozycję na rynku Catalyst, gdzie firma debiutowała w 2021 roku. Dzięki emisjom papierów dłużnych o łącznej wartości prawie 180 milionów złotych, firma zdołała pozyskać fundusze na rozwój swoich projektów. Współpraca z inwestorami indywidualnymi oraz instytucjami z polskiego rynku kapitałowego była dotychczas kluczowa dla finansowania działalności operacyjnej i inwestycyjnej.

„Zarówno emisje prywatne, jak i publiczne pozwoliły nam na pozyskiwanie kapitału w korzystnych warunkach rynkowych. Ostatnia emisja zakończyła się sukcesem i bardzo dobrą stopą redukcji, co świadczy o zaufaniu inwestorów do naszej firmy”, mówi Anna Suchodolska.

W pierwszej połowie 2024 roku White Stone Development wypracowało zysk netto w wysokości ponad 26 milionów złotych, co stanowi prawie czterokrotny wzrost w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego. Spółka zapowiada dalszy rozwój i realizację projektów, które będą mogły liczyć na międzynarodowe wsparcie finansowe.

Nowa strategia: Zróżnicowane projekty deweloperskie i koniec z inwestycjami biurowymi

Dotychczas działalność White Stone Development opierała się na trzech głównych filarach: projektach biurowych, mieszkaniowych oraz budownictwie kubaturowym. Jednak w 2023 roku firma podjęła decyzję o zakończeniu inwestycji biurowych, po sprzedaży dwóch z trzech swoich projektów biurowych. Jedynym projektem biurowym, który pozostał w portfolio, jest kompleks Fort Mokotów w Warszawie – unikatowy projekt rewitalizacji zabytkowej twierdzy, który cieszy się dużym zainteresowaniem najemców.

„Fort Mokotów to wyjątkowa inwestycja, która cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony najemców, głównie ze względu na swoją unikalną lokalizację i klimat, który tworzy odrestaurowana część fortyfikacji Twierdzy Warszawa. Wskaźnik wynajętej powierzchni wynosi aż 93%” – mówi Anna Suchodolska, co-CEO WSD.

Spółka zdecydowała się jednak na zmianę strategii, stawiając na projekty mieszkaniowe, które będą sprzedawane indywidualnym klientom, oraz na współpracę z międzynarodowymi funduszami inwestycyjnymi. „Współpraca z funduszem Nrep to tylko początek. Planujemy dalszą ekspansję na rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz współpracę z zagranicznymi inwestorami” – dodaje Suchodolska.

White Stone Development zapowiada kolejne inwestycje, które będą realizowane zarówno w Warszawie, jak i w innych polskich miastach. Firma planuje rozszerzenie działalności na podwarszawskie miejscowości, jak również na rynki lokalne, w tym Szczecin. Firma nie wyklucza również dalszej współpracy z zagranicznymi funduszami, co może stać się fundamentem ich strategii rozwoju w nadchodzących latach.

„Chcemy stać się jednym z wiodących deweloperów w Polsce, realizując inwestycje na większą skalę. Nasze projekty będą charakteryzować się różnorodną strukturą kapitałową, a współpraca z międzynarodowymi funduszami pozwoli nam na realizację ambitych celów” – podsumowuje Anna Suchodolska.

„Zetki” wolą AI od żywego człowieka – to coraz powszechniejszy trend

Piętnaście lat temu Apple ukuło frazę „there’s an app for that” w swojej kultowej reklamie iPhone’a 3G. Półtorej dekady później deweloperzy App Store wygenerowali ponad 1,1 biliona dolarów przychodów ze sprzedaży, demonstrując siłę ekosystemu aplikacji dostępnych na łatwej w użyciu platformie.

Branża technologiczna poczyniła znaczne postępy od czasu wczesnych wersji telefonów komórkowych – od rozwoju mediów społecznościowych, aż po tworzenie pojazdów elektrycznych i rosnącą popularność oprogramowania opartego na chmurze. Tak jak Internet został okrzyknięty przełomem technologicznym XX wieku, tak sztuczna inteligencja (AI) jest już najbardziej doniosłym osiągnięciem XXI wieku. W mniej niż dwa miesiące ChatGPT zyskał 100 milionów użytkowników, podczas gdy Facebook, Instagram, Twitter i Snapchat potrzebowały od dwóch do pięciu lat, aby osiągnąć ten sam poziom.

Wkraczamy w świat agentów AI – „Zetki” wolą AI od żywego człowieka

Sposoby interakcji z technologią będą nadal szybko ewoluować. Agenci AI, tacy jak ci zasilani przez Agentforce, już teraz stają się istotną częścią tego, jak pracujemy, komunikujemy się i rozwiązujemy rzeczywiste problemy.

Pomimo początkowego sceptycyzmu co do roli AI w codziennym życiu, wielu konsumentów jest gotowych wykorzystać jej potencjał. Według badań Salesforce, jedna trzecia konsumentów woli obecnie kupować produkty za pośrednictwem zautomatyzowanych lub cyfrowych kanałów, niż wchodzić w interakcje z człowiekiem. Prawie jedna trzecia wybrałaby agentów AI, aby uzyskać szybszą obsługę, a 34% twierdzi, że korzystałoby z tego rozwiązania, chcąc uniknąć powtarzania się. Trend ten jest szczególnie wyraźny wśród przedstawicieli pokolenia Z i milenialsów, z których prawie jedna trzecia już czuje się komfortowo, gdy AI robi zakupy w ich imieniu.

Nic dziwnego, ponieważ firmy w niezliczone sposoby nie spełniają oczekiwań konsumentów. Badania Salesforce pokazują, że konsumenci spędzają do dziewięciu godzin, próbując rozwiązać pojedynczy problem. A prawie jedna trzecia z nich odchodzi od tych interakcji bez znalezienia rozwiązania. Na szczęście czasy niekończącej się muzyki na infolinii, krzyczenia „połącz mnie z przedstawicielem” i niekończącego się przekierowywania połączeń są już prawie za nami.

Agenci AI zmienią sposób pracy

Podobnie jak w pierwszych dniach, gdy aplikacje mobilne pojawiły się w smartfonach 15 lat temu, potencjał agentów AI dopiero zaczyna się rozwijać. Podczas gdy wielkie wizje sztucznej inteligencji nas urzekają, to rzeczywiste, namacalne ulepszenia w naszych codziennych doświadczeniach mają największy wpływ. Znajdujemy się w kluczowym momencie, w którym każda firma, dyrektor generalny, menedżer i pracownik ma szansę na nowo zweryfikować, co oznacza wykonywanie pracy. Przyjmując podejście oparte na agentach, mogą na nowo zdefiniować swoje operacje i budować konkurencyjność. Od dużych decyzji zakupowych po codzienne zadania, możemy teraz śmiało powiedzieć: Jest na to agent.

Obecnie każda firma technologiczna ma ambitny manifest AI, ze wzniosłymi wizjami przyszłości, w której króluje autonomiczna technologia. Poświęćmy jednak chwilę, aby zejść z powrotem na ziemię. Salesforce pokazuje, w jaki sposób sztuczna inteligencja przekształca codzienne aspekty naszego życia w praktyczny, ale znaczący sposób. Nie chodzi o wzniosłe wizje przyszłości, a o ułatwienie życia – już teraz.

Przejście od aplikacji do agentów

Salesforce od 25 lat sprawia, że trudne rzeczy stają się łatwe – od przejścia do chmury, uwolnienia potencjału danych, a teraz dostarczenia mocy sztucznej inteligencji dla przedsiębiorstw. W ciągu ostatnich czterech lat całkowicie zmieniliśmy platformę Salesforce, aby stworzyć nowoczesny, otwarty ekosystem do tworzenia i dostosowywania nie tylko aplikacji, ale także autonomicznych agentów AI na jednej, łatwej w użyciu platformie: Agentforce. W rzeczywistości Salesforce i jego partnerzy wygenerują ponad 2 biliony dolarów przychodu do 2028 roku, dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

Już teraz firmy korzystające z Agentforce zbudowały ponad 10 000 autonomicznych agentów zaprojektowanych w celu sprostania konkretnym wyzwaniom biznesowym. Użytkownicy przekonali się, że „jeśli potrafisz to opisać, Agentforce może to zrobić”. Podobnie jak Apple spopularyzowało aplikacje, wierzymy, że nadeszła era na hasło „jest na to agent”.

Agenci AI Agentforce wykraczają poza możliwości konwersacyjne chatbotów lub copilotów – podejmują działania w naszym imieniu. Niezależnie od tego, czy chodzi o zarządzanie harmonogramem, czy rozwiązywanie problemów związanych z obsługą klienta, agenci AI ułatwiają życie – świetnie radzą sobie z codziennymi wyzwaniami i zdejmują z ramion użytkowników dodatkowe obowiązki. Agenci mają stać się główną bramą dla konsumentów kontaktujących się ze swoimi ulubionymi markami i firmami. Zajmując się powszechnymi frustracjami związanymi z dzisiejszym przeciążeniem aplikacji, agenci usprawnią interakcje i na nowo zdefiniują sposób, w jaki konsumenci doświadczają marek, wyznaczając nowe standardy przyszłości.

Nvidia w centrum uwagi: co powiedzą wyniki o przyszłości AI?

Wyniki spółki Nvidia za trzeci kwartał, które zostaną ogłoszone dzisiaj, będą kluczowym wskaźnikiem dla narracji inwestycyjnej w zakresie sztucznej inteligencji. Z jej wysoką kapitalizacją rynkową i kluczową rolą w dziedzinie AI, rezultaty firmy mogą wpłynąć na ogólny nastrój rynkowy, szczególnie w kontekście trudności, jakie napotyka indeks S&P 500 w utrzymaniu wzrostów, które miały miejsce po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Główne pytanie brzmi:  czy sektor sztucznej inteligencji jest wystarczająco silny, aby utrzymać entuzjazm inwestorów, czy też znajduje się na niepewnym gruncie, podobnie jak scenariusz Trumpa 2.0?

Jak zauważa Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, Indeks S&P 500 zniwelował swoje wzrosty po wyborach. Tymczasem wyniki Nvidia będą stanowić poważny test, biorąc pod uwagę jej status jako największej firmy pod względem kapitalizacji rynkowej oraz kluczowego gracza w rewolucji AI.

Dane z naszej platformy pokazują, że sztuczna inteligencja wciąż pozostaje jednym z kluczowych tematów inwestycyjnych, między innymi dla klientów VIP, którzy lokują w ten sektor znaczące środki. Warto jednak zauważyć, że w porównaniu z poprzednim kwartałem AI nieco traci na znaczeniu jako czynnik decydujący o strategiach inwestycyjnych naszych użytkowników. Może to sugerować zmianę w podejściu do tego sektora. Wyniki Nvidii będą nie tylko testem dla samej spółki, ale również dla kierunku, w jakim zmierza cały rynek AI. Inwestorzy powinni przygotować się na różne scenariusze, w tym na potencjalnie zwiększoną zmienność w krótkim okresie po publikacji wyników – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za ofertę Saxo w Polsce.

Według Chanu Chanany, są trzy kluczowe obszary do obserwacji podczas ogłoszenia tych wyników:

Produkcja i popyt na Blackwell

Wprowadzenie chipów Blackwell nowej generacji od Nvidia stało się głównym punktem zainteresowania inwestorów. Wczesne sygnały sugerują wysoki popyt na te produkty, a analitycy przewidują rekordową sprzedaż oraz zapowiadają wyprzedaż zapasów w nadchodzącym roku. Na co jednak warto zwrócić uwagę? W tym kontekście, warto  obserwować aktualizacje dotyczące harmonogramów produkcji i to, czy pojawią się ograniczenia w łańcuchu dostaw chipów Blackwell. Warto również sprawdzać, czy wcześniejsze komentarze zarządu o wyprzedaniu zapasów na następne 12 miesięcy rzeczywiście się potwierdzą.

Jakie mogą być potencjalne reakcje? Pozytywna: Jeśli produkcja Blackwell nie będzie miała opóźnień lub popyt przekroczy oczekiwania, akcje Nvidia mogą wzrosnąć do nowych maksymalnych wielkości. Negatywna: jakiekolwiek oznaki opóźnień w produkcji lub niedostatecznego popytu mogą wywrzeć presję na akcje, biorąc pod uwagę ich wysoką wycenę.

Wskazówki od klientów hiperskalowych

Biznes związany z centrami danych Nvidia napędzany jest przez spółki hiperskalowe, takie jak Microsoft, Google i Meta. Wykorzystują one procesory AI Nvidii do aplikacji generatywnej sztucznej inteligencji. Te partnerstwa stanowią znaczną część przychodów i wzrostu marży spółki Nvidia. W tym kontekście, warto zwrócić uwagę na aktualizacje dotyczące wskaźników adopcji procesorów H100 i H200 oraz siły popytu na rozwiązania AI oferowane przez firmę. Jednocześnie, oznaki kontynuowania przez hiperskalowców inwestycji w infrastrukturę AI mogą napędzać optymizm. Istotnym czynnikiem będą również informacje dotyczące budowy workloadu AI (trening vs inferencja) oraz rozwoju dużych modeli językowych w chmurze w porównaniu do przetwarzania brzegowego.

Potencjalne reakcje mogą być następujące – pozytywna: solidne prognozy ze strony spółek hiperskalowych i utrzymujące się zapotrzebowanie na chipy AI mogą wzmocnić zaufanie do zdolności Nvidii do osiągania ponadprzeciętnego wzrostu. Z kolei spowolnienia wydatków hiperskalowców lub konkurencja ze strony AMD w obszarze sztucznej inteligencji mogą negatywnie wpłynąć na nastroje.

Wpływ pogłosek o wykreśleniu akcji SMCI z giełdy

SMCI jest jednym z kluczowych partnerów, który obecnie boryka się z problemami. Spółka jest trzecim co do wielkości klientem Nvidii. Na rynku pojawiają się głosy, że Nvidia może przenieść swoje zamówienia do innych dostawców infrastruktury IT. Budzi to obawy o stabilność łańcucha dostaw. Kluczowa będzie jasność w kontekście współpracy obu spółek oraz potencjalna dywersyfikacja łańcucha dostaw w celu zminimalizowania ryzyka. Zmiany w relacji z SMCI będą potencjalnie miały wpływ na harmonogram produkcji i dostaw chipów Blackwell.

Potencjalna reakcja pozytywna polegałaby na zapewnieniu, że Nvidia zminimalizowała ryzyko związane z SMCI, co mogłoby przywrócić zaufanie inwestorów. Negatywna reakcja natomiast mogłaby wystąpić, jeśli problemy SMCI spowodują wąskie gardła w produkcji, co z kolei może skłonić inwestorów do wątpienia w zdolności wykonawcze Nvidii.

Strategia dla długoterminowych inwestorów

Nvidia pozostaje kluczowym graczem w dziedzinie sztucznej inteligencji, jednak, żeby inwestorzy mogli sobie poradzić z krótkoterminową zmiennością, powinni zastosować odpowiednią strategię:

  • Skupienie na szerokiej perspektywie rozwoju AI: Chociaż wyniki kwartalne mają znaczenie, pozycja Nvidii jako lidera w zakresie treningu AI, inferencji oraz obliczeń brzegowych, stawia ją w dobrej pozycji do długoterminowego wzrostu.
  • Dywersyfikacja ekspozycji przez ETF-y AI: rozważenie inwestycji w ETF-y takie jak Global X Robotics & AI ETF (BOTZ) lub iShares Exponential Technologies ETF (XT), aby zyskać zdywersyfikowaną ekspozycję na ekosystem AI i ograniczyć ryzyko związane z pojedynczymi akcjami.
  • Kupowanie w czasie spadków: Jeśli wyniki finansowe wywołają korektę, może to być okazja do zakupu akcji Nvidii po bardziej atrakcyjnych wycenach, przy założeniu, że teza inwestycyjna dotycząca AI pozostaje aktualna.
  • Monitorowanie nowych konkurentów: Postępy AMD w obszarze procesorów graficznych wskazują na rosnącą konkurencję. Ważne jest, aby być na bieżąco z tym, jak Nvidia broni swojego udziału w rynku w tym dynamicznym otoczeniu.

Obserwując te trendy i stosując zdywersyfikowane podejście, inwestorzy mogą efektywnie nawigować w profilu Nvidii, który charakteryzuje się wysokim wzrostem i dużą zmiennością.

EY: Konsumenci redukują wydatki na usługi cyfrowe i anulują subskrypcje

Badanie EY – Decoding the digital home – wskazuje, że w zakresie usług cyfrowych konsumenci coraz ostrożniej spoglądają na swoje wydatki. Już 43% badanych jest otwartych na reklamy w serwisach streamingowych, jeśli miałoby to obniżyć ich opłaty. Równocześnie rok do roku (z 55% do 50%) spada odsetek osób deklarujących, że wybierane przez nich platformy oferują odpowiedni stosunek jakości do ceny. Nie może więc dziwić, że prawie co trzeci ankietowany (29%) anulował przynajmniej jedną z posiadanych subskrypcji, lub planuje to zrobić w najbliższej przyszłości. Rosnące koszty życia sprawiają natomiast, że 44% konsumentów przychylniej patrzy na zakup wszystkich usług kablowo-telewizyjnych od jednego dostawcy. Równocześnie rośnie zaniepokojenie potencjalnym wpływem AI na materiały dostępne online. Już ponad połowa (56%) badanych wyraża znaczące zaniepokojenie obniżenia przez AI rzetelności dostępnych treści.

W świecie streamingu zachodzą znaczące zmiany, wynikające z rosnącej liczby serwisów oraz następujących po sobie podwyżek cen abonamentów. Przede wszystkim, jak wynika z badania EY – Decoding the digital home – spada odsetek (z 55% do 50%) osób deklarujących, że wybierane przez nich platformy oferują odpowiedni stosunek jakości do ceny. W efekcie, chociaż przy wyborze platformy zaufanie do marki pozostaje ważne dla 41% konsumentów, równocześnie już 72% ankietowanych oczekuje od dostawców usług cyfrowych gwarancji stałej ceny.

Aby obniżyć własne opłaty, odbiorcy usług cyfrowych wydają się otwarci na kompromisy. Już niemal połowa (43%) konsumentów dopuszcza możliwość wyświetlania reklam przez platformy streamingowe w zamian za obniżkę wysokości abonamentu. Może to wynikać z chęci utrzymania przez nich aktualnej liczby subskrypcji, pomimo rosnących kosztów usług.

W ciągu ostatnich 10 lat bowiem ceny subskrypcji się podwoiły, a w przypadku niektórych platform wzrosły one aż o 40% w ciągu ostatniego roku. W efekcie 29% konsumentów już anulowało lub za chwilę zrezygnuje z przynajmniej jednej z platform streamingowych. W zdecydowanej większości będzie to związane z koniecznością wprowadzenia oszczędności do domowych budżetów (44%) niż z mniejszą ilością czasu poświęcanego na oglądanie (17%). Jednakże anulowanie usługi nie oznacza, że dla konsumenta wątek jest całkowicie zamknięty – co trzeci użytkownik odnowił w przeszłości subskrypcję w przypadku jednej bądź więcej usług.

– Łatwość w anulowaniu subskrypcji i resubskrybowaniu wykształciła wiele nowych zjawisk konsumenckich. W przypadku platform wideo konsumenci często wykupują oni dostęp na krótki czas i możliwie szybko oglądają wszystkie materiały, którymi są zainteresowani. Równocześnie same platformy podejmują działania mające na celu zabezpieczenie swoich przychodów, jak chociażby ograniczenie we współdzieleniu kont. Fragmentacja rynku z kolei wymusza posiadanie wielu subskrypcji, co znajduje odbicie w statystykach – 48% ankietowanych uważa, że płaci za dużo za treści, których nawet nie ogląda. Można się więc spodziewać, że gwałtowny wzrost kosztów, który można zauważyć wśród prawie wszystkich platform streamingowych, nasili starania konsumentów w poszukiwaniu najbardziej ekonomicznej opcji – mówi Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

Dostawcy internetu muszą się mieć na baczności

Niemal połowa (44%) konsumentów potwierdza, że rosnące koszty życia sprawiły także, że decydują się oni na zakup usług internetowych oraz telewizyjnych od pojedynczego dostawcy. W ciągu roku ten odsetek wzrósł o 4 punkty procentowe. W tym rozwiązaniu szczególnie cenione są potencjalne oszczędności (61%), otrzymywanie tylko jednego rachunku (60%) i pojedynczy numer na infolinię (59%).

Równocześnie jednak 35% badanych poddaje w wątpliwość taką strategię, ze względu na (ich zdaniem) dyskusyjny poziom benefitów oferowanych w ramach łączonych pakietów usług. W efekcie taki sam odsetek klientów (35%) byłby skłonny do rezygnacji z szerokopasmowego internetu na rzecz mobilnego, gdyby jego cena była niższa, a prędkość zadowalająca.

Konsumenci wskazują jednak obszary, w których skłoni byliby zapłacić więcej. W przypadku dostawców szerokopasmowego internetu, 38% badanych wskazuje na takie aspekty, jak zwiększona prywatność, wyższy poziom cyfrowych zabezpieczeń lub zapewnienie alternatywnego łącza w przypadku awarii. Dlatego właśnie to usługi dodatkowe mogą stać się w wyróżnikiem konkretnych firm w oczach klientów. Będzie to tym ważniejsze, że 44% konsumentów stwierdza, że nie widzi znaczących różnic pomiędzy dostawcami. Rozwój technologii nie sprawi jednak, że znikać będę fizyczne punkty sprzedaży – to wciąż preferowana metoda zakupu dla 40% ankietowanych.

– Popularyzacja szybkiego internetu światłowodowego oraz sieci 5G, pozwalającej na znacznie szybsze transfery, spowodowała wyrównanie się poziomu ofert. Dalsze zwiększanie prędkości sieci nie jest już tak mocnym atutem, ponieważ zmiana nie jest tak odczuwalna. Sprawia to, że aż 50% respondentów nie uważa, by podniesienie szybkości internetu usprawiedliwiało wyższy koszt abonamentu. Mocnym atutem jest cena, dlatego trend na konsolidację pakietów postępuje. Co więcej – w ramach usług dodatkowych w ofertach pojawiają się takie elementy jak ochrona cyberbezpieczeństwa, aplikacja nawigacyjna czy zniżki na dostęp do serwisów streamingowych firm trzecich i to tutaj dostawcy upatrują narzędzi do budowy przewagi konkurencyjnej – mówi Tadeusz Kurdziel, manager w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Rosną obawy o szkodliwy wpływ AI

Wśród konsumentów rośnie obawa o szkodliwość nadmiernego korzystania z cyfrowych usług – w tegorocznej edycji badania EY – Decoding the digital home – wyraziło ją 40% ankietowanych. Jeszcze wyższy odsetek – 47% – wskazuje na negatywny wpływ szkodliwych treści dostępnych online. Co ważne ankietowani są przekonani, że dalszy rozwój AI może nieść w tym obszarze dalsze zagrożenia. Ponad połowa badanych (56%) obawia się, że narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji obniżą poziom rzetelności publikowanych materiałów. Jeszcze wyższy (62%) odsetek boi się, że wybrane podmioty mogą wykorzystywać AI do tworzenia szkodliwego contentu online. W efekcie 55% konsumentów jest przekonanych, że rząd oraz regulatorzy rynku powinni zwiększyć intensywność działań mającym na celu zapobieganie wykorzystywaniu AI w szkodliwy sposób.

– Widzimy duży wzrost zaniepokojenia szkodliwymi treściami dostępnymi w sieci. Pomiędzy 2022 a 2024 rokiem urósł on aż o 9 punktów procentowych – z 38% do 47%. Obawa przed wykorzystaniem w tym celu sztucznej inteligencji jest naturalna, szczególnie, że możliwości AI w tworzeniu przekonujących deepfake’ów rosną w dosłownie zastraszającym tempie. Widać tu więc olbrzymią odpowiedzialność podmiotów dostarczających treści, których rolą powinno być jasne oznaczenie w jakim stopniu i do jakich celów używane jest AI. Podobnie powinni postępować dostawcy samych modeli AI, aby wbudowywać mechanizmy trwałego oznaczania wygenerowanych treści – podsumowuje Bartosz Pacuszka, Partner EY i lider zespołu AI Technology.

O badaniu
Coroczne badanie EY – Decoding the digital home – opiera się na ankiecie internetowej przeprowadzonej na zlecenie EY wśród 20 tys. gospodarstw domowych w Kanadzie, Francji, Niemczech, Włoszech, Korei Południowej, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Zostało ono zrealizowane w lipcu i sierpniu 2024 roku.

76 tysięcy samochodów elektrycznych na polskich drogach

Według danych z końca października 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 76 240 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez dziesięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 19 763 szt. (tj. o 5% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec października 2024 r. po polskich drogach jeździły 132 812 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 68 634 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 64 178 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 7 639 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec października składała się z 23 027 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 904 103 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 428 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1348 szt., zaś wodorowe – 80 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec października 2024 r. w Polsce funkcjonowały 8 184 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych (4 528 stacji). 30% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Rząd opracował skierowany niedawno do Sejmu projekt nowelizacji Ustawy o elektromobilności, w którym, oprócz m.in. wymogu nabywania wyłącznie zeroemisyjnych autobusów przed samorządy powyżej 100 tys. mieszkańców czy konieczności ustanawiania stref czystego transportu w najbardziej zanieczyszczonych tlenkami azotu miastach, zaproponowano m.in. zniesienie obowiązku realizacji zadań komunalnych przez przedsiębiorstwa dysponujące we flocie odpowiednim udziałem pojazdów elektrycznych. To bardzo kontrowersyjna decyzja. Przedmiotowy obowiązek funkcjonował przez ok. 6 lat w okolicznościach braku odpowiednich programów wsparcia i przy bardzo skromnej ofercie rynkowej. A gdy ostatecznie odpowiednie instrumenty finansowania mają zostać wprowadzone, a na rynku dostępnych jest wiele pojazdów elektrycznych idealnych do realizacji zadań komunalnych, rząd proponuje zniesienie ustawowych wymogów. PSNM liczy, że projekt nowelizacji zostanie w tym zakresie zmieniony. Wraz z czołowymi producentami pojazdów ciężkich wystosowaliśmy w tej sprawie list otwarty adresowany do administracji centralnej. Wprowadzenie nowych przepisów w obecnym kształcie nie byłoby sprawiedliwe względem firm, które postanowiły już wcześniej zelektryfikować posiadaną flotę – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

–  Jedną z najistotniejszych wiadomości ostatnich dni jest przesłanie do zaopiniowania nowego programu dofinansowania do zakupu pojazdów zeroemisyjnych z wykorzystaniem środków z Krajowego Planu Odbudowy. Renegocjując warunki wykorzystania pieniędzy z KPO polski rząd zrezygnował z wprowadzenia od 2026 roku podatku od posiadania samochodu osobowego, a uzgodnił z Komisją Europejską, że 375 mln € zostanie przeznaczone na dofinansowanie zakupu nowych osobowych samochodów zeroemisyjnych. I tak wsparciem zostaną objęte zakupy dokonane przez osoby fizyczne, w tym te prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Dotacja ta będzie dotyczyła zakupu gotówkowego, leasingu oraz wynajmu długoterminowego, a jej wartość będzie wynosiła od 18 750 zł do 30 000 zł. Będzie jednak można skorzystać z dodatkowych środków za złomowanie starego pojazdu oraz jeżeli roczny dochód odbiorcy wsparcia nie przekracza 120 tys. zł. Łączne dofinansowanie w żadnym z przypadków nie może przekroczyć 40 tys. zł. Warto również dodać, że ograniczono maksymalną cenę brutto finansowanego pojazdu do 225 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że blisko 90% pojazdów elektrycznych jest kupowanych w Polsce przez firmy, PZPM wielokrotnie sugerował, aby część środków przeznaczyć na zakup pojazdów do firm oraz podnieść maksymalną cenę finansowanego samochodu. Całkowita wartość programu to ponad 1,6 mld zł – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

EURUSD i DAX reagują na napięcia geopolityczne oraz zmiany w polityce USA

Kurs EURUSD na moment zareagował na wydarzenia związane z geopolityką. Euro osłabiło się o ok 0,7 proc. w relacji do dolara. Większą reakcję można było zauważyć na niemieckim DAX-ie, na wykresie którego cały czas widnieje negatywny układ, sugerujący, że czeka nas większa korekta.

Rynek otrzymał wczoraj dwie informacje. Na początku świat obiegł „news”, że Ukraina użyła pocisków ATACMS przeciwko Rosji, co nastąpiło w niedalekim czasie od momentu, kiedy USA zatwierdziła ich wykorzystanie w taki sposób. Drugą wiadomością, być może wpływającą na rynki w mocniejszy sposób, była ta dotycząca zmiany doktryny nuklearnej ogłoszonej przez Putina. To ona w dużej mierze wywołała wzrost awersji do ryzyka, szczególnie na europejskim rynku.

Obawy te nie spowodowały jednak, że na rynku doszło do załamania. Nieporównywalnie większe obawy wywołał słaby raport NFP w środku wakacji. Teraz otrzymaliśmy po prostu jedną z bardziej negatywnych sesji. Być może rynek zorientował się, że kolejna groźba ze strony Rosji jest jedynie „straszakiem” a w rzeczywistości ciężko byłoby Rosji zdecydować się na tak drastyczny krok. Na rynku pojawiły się „przecieki”, że zachodnie służby wywiadowcze nie mają żadnych informacji o przygotowaniach Rosji do takiej operacji. Prawdopodobnie to właśnie to spowodowało, że dalsza przecena europejskich aktywów zatrzymała się i obserwowaliśmy odreagowanie porannego ruchu.

Obecnie rynek jest mocniej skupiony na wydarzeniach geopolitycznych niż na danych makro. Cały czas rozwój wydarzeń między Rosją a resztą świata będzie bacznie obserwowany. Poza tym uwaga będzie poświęcona nominacji na stanowisko Sekretarze Skarbu USA – najważniejszej pozycji w nowej administracji prezydenckiej. Dużo mówiło o możliwej kandydaturze weterana z Wall Street – Scotta Bessetta. W minionym tygodniu pojawiły się jednak plotki, że realne zainteresowanie tą pozycją wyraził Howard Lutnick. Bessett jest postrzegany jako faworyt Wall Street. Jednak zespół Trumpa zaczął mieć podobno wątpliwości, co do tego, w jaki sposób będzie on wspierał wprowadzenie planowanych ceł importowych. Ostatecznie Lutnick będzie szefem Departamentu Handlu a teraz coraz mocniej mówi się o osobie Marca Rowana (również z Wall Street), który ma na ten moment ma realne szanse na objęcie stanowiska tej pozycji.

Rynki będą oceniać w jakim stopniu mogą spodziewać się niekonwencjonalnej polityki gospodarczej pod rządami nowego Sekretarza Skarbu. Zaskoczeń nie możemy wykluczyć, wręcz przeciwnie powinniśmy spodziewać się niespodziewanego. Taki stan napięcia będzie powodować podwyższoną zmienność na rynkach.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Możliwość rozwoju jest dla Zetek ważniejsza od wynagrodzenia

Młodym pracownikom często przypisuje się roszczeniowość, lenistwo oraz brak zaangażowania w powierzone obowiązki. Według stereotypów, osoby z pokolenia Z niechętnie wykazują się inicjatywą, a poza pieniędzmi niewiele więcej ich interesuje. Przekonania te neguje jednak raport Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, z którego wynika, że 39 proc. Zetek za najważniejszy element w pracy uważa możliwości nauki i rozwoju nowych umiejętności.

Wynagrodzenie to dominująca, lecz nie jedyna motywacja pracowników. Rola finansowego aspektu pracy może zależeć od ogólnego doświadczenia zawodowego, stażu pracy, aspiracji, ale też sytuacji życiowej i rodzinnej profesjonalistów. Okazuje się, że dla najmłodszego pokolenia pracowników, pieniądze najczęściej mają drugorzędną rolę. Na początku kariery liczy się dla nich coś zupełnie innego, a mianowicie rozwój i nauka.

ROZWÓJ PRZEDE WSZYSTKIM

Osoby z pokolenia Z (urodzone po 1995 roku), które sukcesywnie wchodzą na rynek pracy, są na etapie zdobywania swoich pierwszych doświadczeń zawodowych. Jest to dla nich czas pogłębiania wiedzy, pozyskiwania nowych umiejętności i rozwijania posiadanych kompetencji.

Możliwości te znaczą dla nich bardzo wiele, co potwierdzają odpowiedzi respondentów cytowane w raporcie agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school, zatytułowanym „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy” z października 2024 roku. Ankietowane Zetki najczęściej uważają bowiem, że najważniejsza w pracy jest przestrzeń do nauki i rozwoju nowych umiejętności (39 proc.). Wynagrodzenie jest oczywiście istotne, ale młodzi przykładają do niego mniejszą wagę. Zaledwie 22 proc. uznało zarobki za najważniejszy element pracy, nieco wyżej na liście priorytetów stawiając sens wykonywanej pracy (23 proc.). Stoi to w dużej opozycji do tego, co bardzo często słyszy się o Zetkach na rynku pracy.Wykres 1 Hays Poland OFF school

Rozwój to temat powszechnie istotny dla pracowników. Postrzeganie Zetek przez pryzmat osób roszczeniowych, którym na pieniądzach zależy bardziej niż ich starszym współpracownikom, jest nie tylko błędne, ale i krzywdzące. Firmy nie będą w stanie skutecznie współpracować oraz wykorzystywać potencjału młodych, jeśli stale będą kierować się uprzedzeniami i przekonaniami, których w praktyce często nie miały nawet okazji zweryfikować – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Święch, Współzałożyciel Fundacji OFF school: – Zetki wiedzą, że pieniądze to wartość ulotna i mają świadomość, że ich przyszłość może być bardzo zmienna. Funkcjonując „tu i teraz”, młodzi chcą żyć w zgodzie ze sobą oraz strzec swoich potrzeb i wartości – możliwości zdobywania wiedzy, nowych umiejętności i doświadczeń oraz budowania pozytywnych, partnerskich relacji. Jest to dla nich najcenniejsza forma „majątku” i najtrwalszy kapitał wspierający ich rozwój w nadchodzących latach – argumentuje ekspert.

PRACODAWCY OCZEKUJĄ OD ZETEK WIĘCEJ?

Zdobywanie wiedzy i doskonalenie swoich umiejętności zazwyczaj w dłuższej perspektywie idzie w parze z awansowaniem, na którym również zależy respondentom badania. Pracodawcy, choć zauważają zainteresowanie młodych tym tematem, podkreślają, że pracownicy z pokolenia Z bardzo często nie są gotowi na awans, gdyż ich kompetencje i wiedza wymagają dalszego rozwoju (39 proc.) lub ich starania nie zawsze są wystarczające, aby taki awans zaistniał (28 proc.).Wykres 2 Hays Poland OFF school

Młodzi pracownicy zwykle inaczej oceniają swoją gotowość do awansu niż ich przełożeni z uwagi na odmienne perspektywy dotyczące życia, rozwoju zawodowego i kultury pracy, a także inne doświadczenia zawodowe i świadomość biznesową. Obecny świat bombarduje młodych przekazami o powszechnej dostępności życia na wysokim poziomie i łatwości szybkiego zarobku. Z kolei ich starsi współpracownicy i szefowie często wychowywali się w czasach kryzysu, narracji kultywującej tradycje ciężkiej pracy oraz przedkładanie życia zawodowego ponad prywatne jako coś normalnego – zauważa Agnieszka Czarnecka z Hays, podkreślając, że w rzeczywistości żadna skrajność nikomu nie służy.

Brak zgodności osób zarządzających i młodych pracowników w tej kwestii powinien być znakiem dla menedżerów do przeprowadzania częstszych, transparentnych rozmów na temat oczekiwań i możliwości rozwoju pracowników. Dodatkowo stanowiłyby one szansę na rozwiązanie problemu braków kompetencyjnych, na które wskazują pracodawcy i wzmocnienia partnerskich relacji.

BENEFITY: ODMIENNA PERSPEKTYWA ZETEK I PRACODAWCÓW

Pracodawcom i młodym pracownikom brakuje ponadto jednakowej perspektywy dotyczącej pozafinansowych składników oferty. Choć organizacje w wielu przypadkach oferują młodym to, na czym im zależy, to nie zawsze mają świadomość, które benefity są dla Zetek najważniejsze. O ile słusznie zauważają ich zainteresowanie elastycznym czasem pracy (ważny dla 69 proc. Zetek) i opieką medyczną (57 proc.), o tyle mylą się, uznając pracę zdalną lub hybrydową za najbardziej atrakcyjny benefit dla pokolenia Z, które jako najcenniejszy wskazało zaledwie 50 proc. respondentów.

Brak dużego zainteresowania po stronie młodych takim dodatkiem tłumaczy Grzegorz Święch z OFF schoolZetki traktują pracę hybrydową wyłącznie jako model świadczenia pracy, a nie benefit umożliwiający zwiększenie czasu wolnego. Osoby z pokolenia Z są bezwzględnie uczciwe i jeśli deklarują, że pracują, będąc w domu, to realnie tak robią, angażując się w swoje obowiązki tak samo, jak gdyby byli w biurze.

Spora niezgodność pomiędzy perspektywą młodych a pracodawców panuje również w kwestii innego benefitu – możliwości rozwoju. Z raportu nie tylko wynika, że jest to dla młodych najważniejszy aspekt w pracy, ale również, że aż 44 proc. Zetek postrzega programy szkoleniowe jako najcenniejsze świadczenie pozapłacowe, jakie może zaoferować firma. Tymczasem, po stronie pracodawców tylko 30 proc. badanych wskazało je jako najpopularniejszy benefit wśród pokolenia Z.

Może być to pewną lekcją dla obu stron: młodzi powinni z większą odwagą mówić o swoich potrzebach w miejscu pracy, a pracodawcy aktywnie ich słuchać. Rozwiązaniem mogą być nie tylko regularne, indywidualne rozmowy, ale również ogólnofirmowe badania satysfakcji i potrzeb zatrudnionych tak, aby sprostać oczekiwaniom jak największej grupy pracowników.

O RAPORCIE

Raport agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym we wrześniu 2024 roku wśród blisko 450 pracowników z pokolenia Z oraz niemal 370 pracodawców. Jego celem jest przedstawienie sytuacji pokolenia Z na rynku pracy oraz zalet i sposobu na budowanie międzypokoleniowych, różnorodnych zespołów. Publikacja została opatrzona patronatem Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Polscy pracownicy pewni swoich umiejętności i pozycji zawodowej

79% polskich respondentów deklaruje stabilność zawodową, co stanowi wynik o 5 punktów procentowych wyższy niż średnia globalna – tak podaje raport ManpowerGroup „Global Talent Barometer 2024”. Aż 92% ankietowanych z kraju nad Wisłą twierdzi, że posiada odpowiednie umiejętności i doświadczenie potrzebne do wykonywania swojej pracy. Analiza pokazuje również, że zdecydowanie więcej mężczyzn niż kobiet z generacji Z uważa, że w ich organizacji jest wystarczająco dużo możliwości awansu lub zmiany stanowiska.

Dane najnowszej publikacji ManpowerGroup pokazują, że wskaźniki dla polskich pracowników są wyższe od średniej światowej we wszystkich badanych obszarach Indeksu stabilności zawodowej. Krajowe talenty deklarują większy dostęp do odpowiednich technologii i narzędzi (87%), a także częściej zgłaszają, że posiadają wystarczające możliwości, aby zdobyć nowe kwalifikacje (76%). „Global Talent Barometer 2024” jest narzędziem służącym do pomiaru kluczowych parametrów wpływających na dobrostan, satysfakcję z wykonywanej pracy oraz poczucie pewności siebie w miejscu zatrudnienia. Badanie odnoszące się do wskaźnika opiera się na czterech wytycznych: rozwoju zawodowym, możliwościach awansu, doświadczeniu & umiejętnościach oraz dostępie do technologii & narzędzi.

– Indeks stabilności zawodowej w Polsce sygnalizuje pozytywną sytuację na rynku pracy. Jednakże organizacje powinny podejmować aktywne działania, aby utrzymać i podnieść ten poziom. Inwestycje w rozwój zawodowy, równość szans, a także dostęp do technologii to kluczowe obszary, które mogą wzmocnić poczucie stabilności wśród pracowników.

W obliczu dynamicznych zmian rynkowych oraz technologicznych warto budować środowisko pracy, które pozwala zatrudnionym rozwijać się i adaptować do nowych wyzwań – mówi Marta Szymańska, liderka specjalizacji w Manpower i zaznacza, że współczesny rynek pracy wymaga od firm aktywnego wspierania rozwoju kompetencji członków swoich zespołów.

Jak efektywnie wdrażać nowe technologie na różnych stanowiskach?

– Zaawansowane technologie rozwijają się w szybkim tempie, a 87% respondentów potwierdza, że ma dostęp do odpowiednich narzędzi. Jednak wśród pracowników obsługi klienta 76% ankietowanych deklaruje, że dysponuje takimi rozwiązaniami, podczas gdy w grupie specjalistów i menedżerów wskaźnik ten wyniósł 93% – zwraca uwagę ekspertka oraz podkreśla, że wyzwania związane z implementacją nowych technologii różnią się w zależności od stanowiska. – Pracownicy liniowi mogą mieć trudności ze znalezieniem czasu na naukę, dlatego szkolenia powinny być krótkie, skoncentrowane na praktyce. Specjaliści wymagają zaawansowanych narzędzi, które można dostosować do ich indywidualnych potrzeb, natomiast kadra menedżerska powinna opanować zarządzanie zmianą oraz skuteczne motywowanie zespołów. Na poziomie zarządu kluczowe jest natomiast przyjęcie strategicznego podejścia do wdrożeń, opartego na analizie korzyści i ryzyka – wskazuje liderka specjalizacji w Manpower.

Inwestycja w umiejętności kluczem do sukcesu

Według danych Global Talent Barometer 76% respondentów z Polski deklaruje, że ich miejsce pracy zapewnia wystarczające możliwości podnoszenia kwalifikacji. Nowoczesne technologie są fundamentem efektywności, jednak aby je w pełni wykorzystać, pracownicy potrzebują dostępu do odpowiednich szkoleń. – Warsztaty, e-learning oraz współpraca z zewnętrznymi ekspertami pomagają w opanowaniu narzędzi, a także ich wdrożeniu w codziennej pracy. Jednocześnie warto tworzyć przestrzeń, która sprzyja eksperymentowaniu i rozwijaniu nowych pomysłów, co wspiera innowacyjność oraz zaangażowanie – zauważa Marta Szymańska oraz zaznacza, że programy mentoringowe, które łączą młodszych pracowników z doświadczonymi kolegami, umożliwiają wymianę wiedzy i wzmacniają współpracę w zespole. Nakłady w rozwój kompetencji to inwestycja w przyszłość. – Aby ułatwić adaptację, organizacje powinny stopniowo wprowadzać nowe technologie, przeprowadzać pilotaże, zapewniać wsparcie techniczne oraz jasno komunikować korzyści. Takie podejście minimalizuje opór i umożliwia efektywnie wdrażać zmiany. Firmy, które zapewniają zatrudnionym dostęp do wiedzy, technologii i wsparcia, zyskują zaangażowany zespół, a także budują przewagę konkurencyjną na rynku – podkreśla ekspertka.

Równość w organizacji jako ważny atut

Istotne jest również promowanie równości i inkluzywności w firmach. Badanie pokazuje, że 60% pracowników dostrzega możliwość awansu, jednak różnice są znaczące – 86% mężczyzn z pokolenia Z deklaruje dostęp do takich szans, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi tylko 46%. – Dlatego między innymi przedsiębiorstwa powinny wprowadzać elastyczne formy zatrudnienia, transparentne zasady awansowania oraz szkolenia dotyczące nieświadomych uprzedzeń. Tworzenie grup wsparcia dla pracowników sprzyja budowaniu otwartego i wspierającego środowiska pracy. Dynamiczny świat biznesu premiuje tych, którzy potrafią dostosować się do zmian oraz aktywnie wspierają swoich pracowników – podsumowuje Szymańska.

Zapraszamy na Global Leadership Summit Polska 2024!

Global Leadership Summit Polska to prestiżowa konferencja będąca polską edycją międzynarodowego wydarzenia poświęconego przywództwu – Global Leadership Summit. Co roku GLS przyciąga liderów z całego świata, a jej lokalne edycje odbywają się w ponad 135 krajach i 60 językach.

W Polsce konferencja odbędzie się 22 i 23 listopada 2024 roku w Warszawie. Uczestnicy będą mieli okazję rozwijać umiejętności przywódcze, inspirując się doświadczeniami światowej klasy mówców, w tym uznanych liderów biznesu, autorów i ekspertów z obszaru zarządzania.

W trakcie konferencji omawiane będą wyzwania związane z przywództwem w dynamicznie zmieniającym się świecie. To wyjątkowa szansa na networking oraz zdobycie wiedzy, która pomoże wzmocnić rolę lidera w każdej organizacji.

Dołącz do nas i czerp inspiracje, które będą miały pozytywny wpływ na Twoją działalność oraz na otaczającą Cię społeczność. Więcej informacji na temat rejestracji i programu konferencji znajdziecie na stronie wydarzenia: www.gls.org.pl

Termin: 22-23 listopada 2024 r.
Miejsce: Warszawa, Oxford Tower ul. Tytusa Chałubińskiego 8
Organizator: Instytut Przywództwa
Szczegóły na: www.gls.org.pl

Charles Taylor nowym CEO Knight Frank Polska

Knight Frank kontynuuje wzmacnianie swojego europejskiego zespołu zarządzającego poprzez strategiczne mianowanie Charlesa Taylora na stanowisko CEO Knight Frank Polska.

Pełniąc funkcję CEO, Charles będzie przewodził strategicznym działaniom rozwojowym firmy na polskim rynku, wykorzystując swoje ponad 25-letnie doświadczenie w Europie Środkowej, realizując znaczące transakcje we wszystkich sektorach, a także udokumentowane sukcesy w prowadzeniu transformacji dużych firm doradczych na rynku nieruchomości.

Wcześniej zajmował stanowisko Managing Director w Cushman & Wakefield Polska. Charles Taylor ma doświadczenie w budowaniu oraz kierowaniu zespołami opartymi na współpracy, z podejściem skupionym na kliencie i skoncentrowanym na osiąganiu wyników.

Anthony Duggan, Chair w Knight Frank na Europę skomentował tę nominację, mówiąc: „Wraz z europejskim zarządem mamy przyjemność powitać Charlesa Taylora, który dołącza do nas jako CEO Knight Frank Polska. Charles jest wybitnym ekspertem w branży, z licznymi i znaczącymi transakcjami na rynkach kapitałowych we wszystkich sektorach oraz doświadczonym liderem w przekształcaniu dużych firm doradczych na rynku nieruchomości.”

Charles Taylor, nowo mianowany CEO na Polskę, powiedział: „Knight Frank Polska znajduje się w interesującym i przełomowym momencie, gdzie może wykorzystać dynamicznie poprawiającą się koniunkturę na rynku. Cieszę się, że dołączam do Krzysztofa Cipiura i całego zespołu zarządzającego w Polsce jako CEO. Wspólnie mamy szansę uczynić Knight Frank Polska liderem w dziedzinie doradztwa na rynku nieruchomości, rozwijając dynamicznie działalność, osiągając wyjątkowe wyniki dla naszych klientów oraz zapewniając niepowtarzalną kulturę i miejsce pracy dla najbardziej utalentowanych specjalistów z branży nieruchomości.”

Krzysztof Cipiur, Managing Director i Head of Capital Markets w Knight Frank Polska, dodaje: „Bardzo się cieszę, mogąc powitać Charlesa w Knight Frank. Jego bogate doświadczenie, znajomość branży i dynamiczne podejście wzmocnią nasze działania we wszystkich obszarach. Z niecierpliwością czekam na naszą współpracę, która pozwoli mi jeszcze bardziej skoncentrować się na rozwoju linii rynków kapitałowych.”

Oklejanie samochodów jako inwestycja w markę – najlepsze formy jakie sprawdzają się w reklamie mobilnej

Każda firma, w obliczu rosnącej konkurencji w branży stara się podnieść swój potencjał reklamowy, stosują przeróżne sposoby na podniesienie widoczności marki i wzbudzenie jej świadomości w klientach. Jednym ze sprawdzonych sposobów będzie wdrożenie modelu reklamy mobilnej w postaci samochodów wzbogaconych o specjalne naklejki reklamowe.

Dlaczego warto zainwestować w oklejenie samochodu firmowego?

Zacznijmy od przekonania, że oklejenie samochodu będzie w długim okresie korzystną decyzją. Przede wszystkim jest to skuteczna forma promowania swojej marki w bardzo niskiej cenie i małym kosztem. Odpowiednio przygotowana naklejka, charakteryzująca się jakościowym drukiem i wyraźnymi napisami (nazwa firmy i podstawowe informacje kontaktowe) pozwoli na zwiększenie widoczności naszej marki, za co wiele firm płaci naprawdę ciężkie pieniądze.

oklejenie samochodu firmowego

Jeśli często poruszamy się firmowym samochodem, możemy być pewni, że taka reklama będzie miała bardzo dużą ekspozycję na potencjalnych klientów nie tylko w jednym, konkretnym miejscu, ale w wielu – wszędzie tam, gdzie podróżujemy samochodem. Szczególną sympatią cieszą się naklejki oryginalne, nietuzinkowe przygotowane w jakościowy, ale także atrakcyjny sposób. Dzięki temu w łatwy, szybki i tani sposób osiągniemy szereg korzyści promocyjnych i w końcu będziemy zauważeni przez klientów wszędzie tam, gdzie inne firmy nie trafią ze swoją reklamą.

Czym okleić flotę samochodów?

Szukając odpowiedniego produktu, którym chcemy okleić samochód, uwagę warto zwrócić przede wszystkim na profesjonalne naklejki na samochód. Naklejki produkowane przez Sigmadruk oferowane są w dowolnym rozmiarze i kształcie, dopasowanym do potrzeb konkretnego klienta.

Dzięki zastosowaniu specjalnych materiałów i specjalistycznej metodologii druku naklejka jest nie tylko odporna na niesprzyjające warunki atmosferyczne, ale także wytrzymałe nawet do 10 lat. I nie mówimy tu tylko o tradycyjnych naklejkach, ale także o tych odblaskowych, widocznych w nocy czy o naklejkach 3D na samochód. Przed wyborem naklejki upewnijmy się, że jest ona dodatkowo zabezpieczona przed działaniem promieni słonecznych. Każdy z nas niejednokrotnie widział już naklejki wyblakłe od słońca, które zamiast zachęcać, odstraszają od skorzystania z usług danej firmy. Naklejki Sigmadruk wzbogacone są o specjalny laminat UV, dzięki czemu mamy gwarancję pełnego zabezpieczenia przed promieniami słonecznymi różnego rodzaju.

Czym okleić flotę samochodów

Ile trwa oklejenie samochodu i jaki jest koszt takiej reklamy?

Pozostaje jeszcze jedna kwestia – cena oklejania samochodu. Na szczęście, jak wspomniano już na samym początku, to jedna z tańszych form reklamowania swojej marki, co jeszcze bardziej uatrakcyjnia cały pomysł. Metr kwadratowy reklamy na samochód to koszt od 55 do 215 złotych. Oczywiście w przypadku większych zamówień mamy możliwość uzyskania atrakcyjniejszej ceny, dzięki czemu nie tylko jeden samochód, ale cała flota będzie funkcjonować na zasadzie mobilnej reklamy.

Ile trwa oklejenie samochodu

A jak wygląda samo oklejanie samochodów? Naklejka po wydrukowaniu zostanie opatrzona specjalną folią, dzięki czemu montaż wykonamy samodzielnie, zgodnie z instrukcją. To niezwykle proste zadanie, z którym poradzi sobie każdy bez względu na doświadczenie. Już nawet kwadrans po otrzymaniu gotowej reklamy na samochód, ta może działać na naszą korzyść w terenie.

Polskie firmy przyspieszają w transformacji cyfrowej – sztuczna inteligencja na czele innowacji

Z raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024” opracowanego przez KPMG we współpracy z Microsoft wynika, że polski biznes dynamicznie przyspiesza w obszarze transformacji cyfrowej. Jednym z kluczowych wniosków z tegorocznego badania jest rosnąca rola sztucznej inteligencji (AI) w firmach. W 2024 roku 28% polskich firm wdrożyło narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję (AI), a kolejne 30% planuje ich implementację w najbliższych miesiącach. Mimo tego aż 65% przedsiębiorstw korzystających z AI nie monitoruje skuteczności tych rozwiązań.

Polskie firmy coraz bardziej zdają sobie sprawę ze znaczenia inwestycji w sztuczną inteligencję dla przyszłości swoich działań. Jak wynika z raportu „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu 2024”, kluczowe korzyści, jakie firmy osiągają dzięki AI, to poprawa jakości danych, zwiększenie efektywności raportowania oraz minimalizowanie ryzyka błędu. Według raportu, 28% polskich przedsiębiorstw zadeklarowało wdrożenie narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję. Oznacza to wzrost o 13 punktów procentowych w porównaniu z zeszłoroczną edycją badania. Kolejne 30% firm, które jeszcze nie zainwestowały w te technologie, planuje ich implementację. Największe zaawansowanie w wykorzystaniu sztucznej inteligencji wykazują sektory motoryzacyjny (47% firm wdrożyło tę technologię) oraz finansowy (40% organizacji).

Leszek Ortyński, Dyrektor w Dziale Usług Finansowych, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce zwraca uwagę na istotną rolę AI w przyszłości biznesu: Sztuczna inteligencja przestaje być technologią dostępną jedynie dla wybranych, a staje się nieodłącznym narzędziem poprawiającym efektywność i konkurencyjność przedsiębiorstw. W najbliższych latach to właśnie AI zdefiniuje nowe standardy działania na rynku. Firmy, które odpowiednio wcześnie zainwestują w rozwój swoich kompetencji w zakresie AI, zyskają znaczącą przewagę konkurencyjną – mówi.

Pomimo dynamicznego rozwoju AI w polskich firmach, wyzwaniem pozostaje pomiar skuteczności narzędzi opartych na tej technologii. Jak wynika z raportu, aż 65% organizacji nie mierzy efektywności swoich rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, co wskazuje na potrzebę lepszego monitorowania wyników działań cyfrowych. Odsetek takich organizacji wzrósł o 3 punkty procentowe w porównaniu z ubiegłoroczną edycją raportu.

Technologie oparte na AI mogą znacząco usprawnić procesy operacyjne, jednak aby w pełni wykorzystać ich potencjał, konieczne jest dokładne mierzenie i analiza efektów. Pozwoli to nie tylko uzasadniać inwestycje, ale także dostosowywać strategie do otoczenia. Istotna w tym aspekcie jest także budowa silnych fundamentów w postaci wysokiej jakości danych, odpowiednich modeli i kultury ciągłego doskonalenia w organizacji – podkreśla Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Optymistycznym aspektem jest zwiększony udział firm, które oceniają dotychczasowe działania jako wysoce skuteczne (12% respondentów, w porównaniu do 4% przed rokiem). Po raz kolejny żadna z organizacji prowadzących pomiar efektywności nie zadeklarowała, że ich działania związane z wykorzystaniem AI są nieskuteczne.

Tesla na fali wzrostu. Co nominacja Elona Muska oznacza dla przyszłości pojazdów autonomicznych i elektrycznych?

W trakcie wczorajszej sesji na giełdzie NASDAQ Tesla Inc. zanotowała imponujący wzrost wartości akcji o 5.62%. Decyzja o nominacji Elona Muska, prezesa Tesli, na stanowisko szefa nowo utworzonej agencji ds. efektywności federalnych środków została odebrana przez inwestorów jako pozytywny sygnał dla przyszłości spółki. Tesla, globalny lider w branży pojazdów elektrycznych (EV), znajduje się obecnie w kluczowym momencie swojego rozwoju. Firma korzysta z dynamicznie rosnącego popytu na EV oraz wdrażania zaawansowanych technologii autonomicznych, ale musi jednocześnie zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z polityką regulacyjną i nasilającą się konkurencją na globalnym rynku motoryzacyjnym.

Republikanie w USA rozważają wycofanie federalnych ulg podatkowych na pojazdy elektryczne, co mogłoby negatywnie wpłynąć na cały sektor EV. Tesla, dzięki wysokim marżom i globalnej dominacji, wydaje się mniej zależna od takich ulg w porównaniu z konkurentami, takimi jak General Motors czy Ford. Niemniej jednak wycofanie tego wsparcia mogłoby ograniczyć ogólny popyt na pojazdy elektryczne w USA, co przełożyłoby się na spadek przychodów firmy.

Obecnie EV i hybrydy plug-in stanowią zaledwie 10% sprzedaży samochodów w USA, co świadczy o dominacji pojazdów spalinowych. Ulgi podatkowe, takie jak kredyt w wysokości 7500 USD, odgrywają kluczową rolę w przyspieszaniu transformacji rynku motoryzacyjnego. Ich likwidacja może prowadzić do spadku sprzedaży, ograniczenia inwestycji w infrastrukturę ładowania oraz spowolnienia elektryfikacji transportu w USA.

Z kolei propozycje nowej administracji dotyczące federalnych regulacji dla pojazdów autonomicznych stanowią istotną szansę dla Tesli. Prezydent-elekt Donald Trump zapowiada wprowadzenie ram prawnych ułatwiających rozwój i licencjonowanie samochodów autonomicznych w całym kraju. Takie działania mogłyby znacząco wesprzeć strategię Tesli, która w 2025 roku planuje uruchomić usługę robotaxi, opartą na zaawansowanym oprogramowaniu Full Self Driving (FSD).

Tesla od lat inwestuje w technologie autonomiczne, wyróżniając się na tle konkurencji. Mimo że jej system FSD jest jednym z najbardziej zaawansowanych na rynku, nadal wymaga nadzoru człowieka. Zmiany regulacyjne mogą przyspieszyć komercjalizację tej technologii, umacniając pozycję Tesli jako lidera innowacji.

Na globalnym rynku EV Tesla musi stawiać czoła rosnącej konkurencji, szczególnie ze strony chińskich producentów, takich jak Xpeng czy BYD. Firmy te oferują pojazdy w bardziej przystępnych cenach, jednocześnie inwestując w zaawansowane technologie, co pozwala im zdobywać coraz większe udziały rynkowe. W USA Tesla utrzymuje przewagę dzięki niskim kosztom produkcji i efektywnej logistyce, jednak intensyfikacja konkurencji wymaga od firmy nieustannego wdrażania innowacji i utrzymania technologicznej przewagi. Cła na chińskie produkty, w tym pojazdy elektryczne, mogą działać na korzyść Tesli w USA, lecz potencjalne taryfy odwetowe ze strony Chin mogłyby zaszkodzić firmie na jej największym zagranicznym rynku.

Przyszłość Tesli zależy od dwóch kluczowych czynników: dalszego rozwoju technologii autonomicznych oraz globalnej adaptacji pojazdów elektrycznych. Chociaż firma może zyskać na nowych regulacjach wspierających technologie autonomiczne, potencjalne wycofanie ulg podatkowych w USA będzie stanowiło wyzwanie dla całego rynku EV. Tesla, dzięki globalnej skali operacji i przewadze technologicznej, ma potencjał, by sprostać tym trudnościom. Jednak firma musi liczyć się z rosnącą konkurencją ze strony producentów chińskich, którzy szybko zdobywają udziały rynkowe, oferując konkurencyjne ceny i innowacyjne rozwiązania. W dłuższej perspektywie kluczowe będzie utrzymanie wysokiej jakości produktów, przewagi technologicznej i efektywności operacyjnej – fundamentów sukcesu marki.

Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Polskie firmy w czołówce ekspansji handlowej w Europie Środkowo-Wschodniej

Co najmniej 26 polskich marek zdecydowało się na ekspansję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz krajach bałtyckich i otworzyło łącznie około 2 900 sklepów – wynika z raportu Colliers „ExCEEding Borders”. Daje im to trzecią pozycję pod względem aktywności w tym obszarze. Pierwszą zajmują czeskie sieci, drugą litewskie.

Kluczowe sektory ekspansji

Wśród marek pochodzących z Polski, które rozwinęły swoją działalność za granicą szczególnie wyróżniają się segmenty dyskontów, odzieży i obuwia. Silna pozycja polskiej mody w regionie wynika głównie dzięki ekspansji marek z Grupy LPP, do której należą Reserved, Sinsay, Mohito, House i Cropp. Budując solidną pozycję w regionie, Grupa LPP już teraz należy do grona kluczowych graczy europejskiej branży odzieżowej. Odnotować należy także rozwój marek takich, jak HalfPrice czy 4F, które posiadają już kilkadziesiąt sklepów poza Polską.

Na uwagę zasługuje także silna pozycja sektora obuwniczego i artykułów skórzanych. Jest to zasługa przede wszystkim działalności marek CCC oraz e-obuwie, należących do jednej grupy. W regionie popularne są też produkty marek Wittchen czy Wojas. We wrześniu pierwszy salon w Słowacji otworzyła polska marka Ochnik.

Polskie marki konsekwentnie pracują nad zwiększaniem swojej dostępności w analizowanych krajach. Ekspansję prowadzą również marki z branży spożywczej, artykułów dziecięcych i dla matek (Cocodrillo), a także kosmetyczne, takie jak Inglot czy Ziaja.

Podczas gdy wcześniejsza ekspansja sektora spożywczego w regionie napędzana była głównie przez marki z Europy Zachodniej, obecnie polskie sieci zaczynają podążać tą samą ścieżką. Biedronka zadebiutowała niedawno na rynku słowackim, z kolei Żabka, popularna sieć sklepów convenience, rozpoczęła swoją działalność w Rumunii pod nazwą Froo. Dla Biedronki wejście na Słowację oznacza rozszerzenie grupy potencjalnych konsumentów o 2,12 mln słowackich gospodarstw domowych – tłumaczy Wojciech Wojtowicz, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.Właściciele marek handlowych, które rozwinęły się już na rynku polskim, poszukują możliwości ekspansji na rynkach zagranicznych. Naturalnym kierunkiem ekspansji jest region Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) i krajów bałtyckich. Marki korzystają ze zbliżonego środowiska gospodarczego, dziedzictwa kulturowego, wspólnych preferencji konsumenckich, gustów i stylów mody, a dla wybranych krajów: przypadkach podobieństw językowych – dodaje Wojciech Wojtowicz.

Obiecujące nisze

Polskie firmy coraz częściej wchodzą też na europejskie rynki niszowe, charakteryzujące się bardziej długoterminowym potencjałem. Dlatego poza sektorem detalicznym warto zwrócić uwagę też na zagraniczny rozwój polskich marek z branży fitness, napędzany zarówno konsolidacją, jak i ekspansją. Przykładem jest tu ruch wykonany przez Benefit Systems, właściciela programu MultiSport, który dynamicznie rozwija swoją działalność w regionie, m.in. przejmując w Bułgarii kluby fitness działające pod marką „Flais”.

Czechy i Litwa wyprzedzają Polskę

Ekspansja lokalnych przedsiębiorstw na sąsiednie rynki staje się coraz bardziej powszechnym krokiem także u naszych sąsiadów. Na polskim rynku działa łącznie już ponad 2 440 sklepów należących do 22 marek pochodzących z regionu CEE i krajów bałtyckich.

Ekspansja zagranicznych marek do Polski widoczna jest przede wszystkim w sektorze spożywczym oraz zdrowia i urody – aż 75% wszystkich marek z regionu obecnych na polskim rynku reprezentuje jedną z tych dwóch kategorii – tłumaczy Alicja Tucholska-Kuran, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers.Polska, z populacją liczącą niemal 38 milionów osób i rosnącą siłą nabywczą, obecnie na poziomie ponad 10 tys. EUR na osobę rocznie, stanowi dość atrakcyjny rynek dla międzynarodowych firm, które dostrzegają w nim rosnący popyt szczególnie na produkty z branży FMCG – dodaje Alicja Tucholska-Kuran.

Pod względem ekspansji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyróżnia się przede wszystkim rynek czeski, z którego aż 43 marki prowadzą w regionie łącznie 5 226 sklepów.

Szeroki zakres działalności eksportowej wykazuje również Litwa z 32 lokalnymi markami działającymi w regionie CEE i krajach bałtyckich – głównie w Polsce i na Łotwie. Reprezentują one szeroką gamę sektorów – od mody, przez gastronomię, po DIY. Zdecydowanym liderem litewskiej ekspansji jest jednak sektor spożywczy, na czele z Grupą Maxima, która pod marką Stokrotka tylko w Polsce posiada prawie 1 000 sklepów.

Najmniej aktywnych marek poza granicami kraju posiada Słowacja. Tamtejsze firmy były dotychczas stosunkowo ostrożne w rozszerzaniu swoich sieci detalicznych na rynki międzynarodowe. Tymczasem marki z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej poczyniły na słowackim rynku znaczące postępy. Czesi, traktując często Słowację jako pierwszy etap swojej ekspansji międzynarodowej, mogą pochwalić się tam ponad 1 700 sklepami, głównie w sektorze opieki zdrowotnej i farmaceutycznym. Tuż za nimi plasują się marki z Polski, z ponad 350 sklepami na terenie Słowacji, głównie w segmencie mody.

Autorzy raportu przeprowadzili analizę wybranych największych marek pochodzących z regionu CEE-6 oraz krajów bałtyckich, które dokonały ekspansji. Są to marki, które powstały w jednym z tych krajów i tam rozpoczęły swoją ekspansję. Do badań Colliers włączono tylko sklepy monobrandowe, działające pod daną marką.

Artykuł wspierany przez firmę CERAMIT, polskiego producenta materiałów ceramicznych oraz trudnościeralnych części maszyn dla branż: energetycznej, spożywczej, kosmetycznej, farmaceutycznej, recyklingowej, motoryzacyjnej, hutniczej czy maszynowej.

Inwestorzy zaczęli gromadzić zapasy na zimę – rynek obligacji korporacyjnych w październiku

Październik okazał się być jednym z najlepszych miesięcy tego roku na rynku obligacji korporacyjnych. W trzech emisjach na kwotę 195 mln zł inwestorzy złożyli zapisy na blisko 676 mln zł.

Październik tym samym został trzecim najlepszym miesiącem w tym roku pod względem pozyskanych przez spółki środków (po 360 mln w lutym i 235 mln w styczniu), a także drugim najlepszym pod kątem wielkości zapisów złożonych przez inwestorów (912 mln w lutym i 664 w styczniu).

Emisje paździer-nikowe Wartość emisji (mln zł) Oprocen-towanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
Olivia Fin 60 4,40 4 październik 128 53,00 1075
KRUK 75 3,00 5 październik 434 82,73 1610
BEST 60 3,80 5 październik 114 47,40 1244
SUMA 195 676 Średnia 61,04 3929

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

W tym – jakby nie patrzeć – „topowym” miesiącu, udział w publicznych emisjach obligacji korporacyjnych wzięło 3929 inwestorów, a średni poziom redukcji wyniósł ponad 60 proc. Spośród trzech emitentów mamy dwóch windykatorów, czyli stale obecnego, tym razem z nowym prospektem KRUKA oraz także notowanego na giełdzie BESTA. Biorąc pod uwagę strukturę rynku obligacji, nie mogło wśród emisji zabraknąć dewelopera – jednak tym razem komercyjnego Olivia Fin. Każda z tych trzech emisji przyciągnęła ponad 100 mln zł popytu ze strony inwestorów, a bank rozbił KRUK, zbierając od inwestorów najwięcej zapisów w historii publicznych emisji obligacji korporacyjnych – 434 mln.

Oznak zimowego snu inwestorów – brak

W listopadzie już mamy trzy kolejne emisje publiczne: zakończoną już emisję PragmaGo na 5 mln euro (z redukcją 30 proc.), trwającą do 1 listopada emisja spółki Cavatina Holding na kwotę 25 mln z możliwością zwiększenia do 50 mln zł, oraz emisję „dogrywkową” KRUKA na 100 mln zł, z możliwością zwiększenia do 125 mln. W obliczu ostatniego olbrzymiego popytu nie powinno to dziwić, a i sam KRUK postanowił o rok wydłużyć czas życia obligacji względem emisji październikowej.

Październik w funduszach

Ze strony rynku funduszy obligacji korporacyjnych – w październiku napłynęło do nich „jedynie” 285 mln zł. Tym samym był to trzeci najgorszy miesiąc w tym roku pod kątem napływów do tej grupy aktywów (od początku roku napływy wyniosły ponad 4 mld zł). Średnia stopa zwrotu na ostatni miesiąc wyniosła 0,20 proc., a średnioroczna 8,70 proc. Dodatnia stopa zwrotu i napływ netto sprawiły, że aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły o 2,40 proc. do poziomu 14,3 mld zł.

Końcówka roku zapowiada się intensywnie. Jesteśmy już po trzech względnie dużych emisjach. W listopadzie mamy kontynuację sporej podaży ze strony emitentów, a inwestorzy, do czego przyzwyczaili nas już w tym roku, prawdopodobnie ponownie wykażą się zdecydowanie niezaspokojonym popytem na obligacje.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Ponad 64% Polaków planuje „polować” na okazje podczas Black Friday

64,2% Polaków zamierza zrobić jakieś zakupy w ramach najbliższego Black Friday. W ub.r. tak deklarowało 63,2% ankietowanych. Teraz 18,9% rodaków nie chce skorzystać z okazji. Podobnie było poprzednio – 18,3%. Z kolei aktualnie 16,9% konsumentów pozostaje niezdecydowanych. I jest ich nieco mniej niż rok temu – 18,5%. Do tego widać, że „czarnopiątkowe” zakupy planują głównie osoby w wieku 18-34 lat. Pod tym względem właściwie nic się nie zmieniło w ciągu roku. Na wyprzedaże najczęściej wybierają się klienci, którzy zarabiają 7000-8999 zł lub 5000-6999 zł miesięcznie na rękę. Rok temu dominowali Polacy uzyskujący ponad 9000 zł lub 7000-8999 zł netto.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Grupy Offerista, w tym roku 64,2% Polaków zamierza skorzystać z okazji zakupowych w ramach Black Friday. W zeszłym roku tak deklarowało 63,2% rodaków. – Duża część Polaków planuje coś kupić przy okazji Black Friday i to jest dobra wiadomość dla branży retailowej. Natomiast rdr. wzrost tego odsetka jest praktycznie niewidoczny. Niektóre analizy rynkowe podają, że znacznie więcej osób skorzysta z dorocznych promocji. Jednak w mojej ocenie, sześćdziesiąt kilka proc. to bardzo realny wynik, biorąc pod uwagę zachowania Polaków oraz to, do czego przyzwyczaił nas przez lata rodzimy handel – mówi Robert Biegaj, ekspert branży retailowej i współautor badania z Grupy Offerista.

Na rynku od dawna panuje opinia, że Polacy uwielbiają promocje. – To oczywiście prawda, ale w różnych segmentach zupełnie inaczej to wygląda. Według niedawno publikowanych badań, ok. 90% konsumentów kupuje żywność w promocjach. Jednak zakupy z okazji Black Friday to nie to samo.  One obejmują głównie odzież, obuwie, perfumy i elektronikę, a to nie są już produkty pierwszej potrzeby. Z reguły są też bardziej przemyślane i mniej impulsywne niż codzienne kupowanie. Warto też zauważyć, że wielu konsumentów czeka na te przeceny nawet przez cały rok – dodaje Robert Biegaj.

Do tego z badania wynika, że 18,9% konsumentów nie zamierza skorzystać w tym roku z ofert w Czarny Piątek. W ub.r. tak twierdziło 18,3% ankietowanych. – Są konsumenci, na których Black Friday nie robi wrażenia. Mogą to być osoby, które mają na co dzień większy budżet i nie zwracają uwagi na tego typu okazje, które w Polsce raczej nie są zbyt atrakcyjne. Ponadto u nas wcale nie są to wyprzedaże całego asortymentu. Z reguły są oferowane towary słabszej jakości i końcówki kolekcji bądź pojedyncze produkty lub wybrane serie, które nie muszą być z wyższej półki. W Stanach Zjednoczonych, gdzie został stworzony Black Friday, zupełnie inaczej to wygląda – wyjaśnia ekspert z Grupy Offerista.

Natomiast 16,9% nie potrafi jeszcze się określić, czy skorzysta z ww. okazji zakupowych. W zeszłym roku 18,5% badanych było niezdecydowanych. – Ta grupa osób nie czeka na tego typu wyprzedaże. Ewentualnie robi zakupy spontanicznie i bez specjalnych emocji. Z kolei różnica rok do roku może świadczyć o tym, że cześć niezdecydowanych osób zainteresowała się Black Friday. W moim odczuciu, pokazuje to też, że Polacy robią zakupy w coraz mniej impulsywny sposób – stwierdza Robert Biegaj.

Patrząc na szczegółowe wyniki, widać, że kobiety rzadziej niż mężczyźni zamierzają wziąć udział w Black Friday (66,8% vs. 61,8%). W 2023 roku było podobnie (59,7% kobiety vs. 66,9% mężczyźni). Wiadomo też, że najaktywniejsze będą osoby w wieku 18-34 lat. Rok temu było identycznie. – Młode osoby najczęściej biorą udział w akcjach, które są stricte pod nie tworzone i mocno kreowane w Internecie, a Black Friday idealnie wpisuje się w ten model. Trzeba też pamiętać o tym, że sieci handlowe w dużej części promują w ramach tego święta zakupów produkty, których nabywcami są właśnie młodzi i aktywni konsumenci – zwraca uwagę ekspert.

Najczęściej z ww. okazji planują skorzystać konsumenci z miast liczących 200-499 tys. ludności lub ze wsi i z miejscowości mających do 5 tys. mieszkańców. Poprzednio dotyczyło to Polaków z tak samo dużych miast oraz z miejscowości zamieszkałych przez 5-19 tys. osób. Zakupy w ramach Black Friday przeważnie zamierzają robić rodacy, którzy miesięcznie zarabiają na rękę 7000-8999 zł lub 5000-6999 zł, a także mają wykształcenie wyższe bądź średnie. Rok temu deklarowali tak głównie konsumenci z dochodami przekraczającymi 9000 zł lub w przedziale 7000-8999 zł. W zakresie poziomu wykształcenia było identycznie.

– Analizując wielkość miejscowości, widać dwa różne bieguny, ale tak właśnie wygląda handel w Polsce. Konsumenci z małych i ze średnich miasteczek też chcą być trendy i również poszukają dobrych okazji, szczególnie wśród markowych rzeczy, żeby wybić się w swoim środowisku. Z kolei patrząc na zarobki, można zauważyć, że siła nabywcza stoi po stronie tych osób, które zarabiają w okolicach średniej krajowej lub nieco powyżej tego pułapu – podsumowuje Robert Biegaj.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 06-07.11.2024 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Overpackaging a koszty materiałów opakowaniowych. Sprawdź, jak możesz zoptymalizować proces pakowania w Twojej firmie

Klienci coraz częściej oczekują przesyłki taniej, ekologicznej i estetycznej. W praktyce próba sprostania tym oczekiwaniom nie jest łatwa, gdy weźmie się pod uwagę koszt procesu pakowania i materiałów opakowaniowych oraz samego systemu pakowania, który często uniemożliwia wprowadzenie pakowania „szytego na miarę” dla każdego sprzedawanego produktu. Nierzadko skutkuje to jednym z dwóch zjawisk – overpackagingiem lub underpackagingiem (choć to drugie popularniejsze jest raczej w wysyłce między osobami prywatnymi niż firmą a firmą czy firmą a osobą prywatną). Dziś pochylimy się nad zjawiskiem overpackagingu. Czym jest i jak sprawić, by nie zagościło ono w Twojej firmie?

Overpackaging – nadmierne pakowanie

Overpackaging można opisać jako nadmiarowe pakowanie produktów do wysyłki. Jego przyczyn może być kilka – chęć zapewnienia dodatkowej ochrony produktu, przyciągnięcia uwagi klienta bądź system pakowania, który wymusza uśrednienie opakowań do szerokiego asortymentu, co często wiąże się z dużą ilością pustej przestrzeni w paczkach i konicznością jej wypełnienia.

Przykłady overpackagingu w codziennym życiu można mnożyć. Kilka najbardziej obrazowych to:

  • pakowanie osobno każdego produktu, gdy są one sprzedawane w opakowaniach zbiorczych (popularne w branży spożywczej),
  • pakowanie wielowarstwowe (przez długi czas występował w branży meblarskiej),
  • efekt Matrioszki w paczkach kurierskich wynikający z wysyłania produktów w zbyt dużych kartonach,
  • „pakowanie marketingowe” produktów z kategorii fashion czy beauty w firmach, które budują brand poprzez unikalne doświadczenie w trakcie unboxingu (kolorowe bibułki, wełna drzewna, ulotki, pachnące dodatki, naklejki etc.).

Co do zasady, overpackaging ma miejsce wtedy, gdy kolejny i kolejny materiał opakowaniowy przestaje spełniać swoją funkcję ochronną, a zaczyna być zbędnym kosztem i odpadem.

Tutaj jednak pojawia się dyskusja nad poszczególnymi przypadkami.pakowanie

  1. Overpackaging jako narzędzie marketingowe

Gdy firma chce zapewniać klientom wyjątkowe doświadczenia w trakcie unboxingu, może celowo dodawać do paczek kolejne i kolejne dodatki i wypełniacze, aby wzmocnić napięcie klienta w trakcie odpakowywania paczki i/lub wzmocnić brand (przez kolorystykę opakowania, kształty).

Z punktu widzenia czysto biznesowego powinna to być kalkulacja – czy taki sposób pakowania sprawia, że klienci częściej wybierają Twoją markę, chwalą sobie doświadczenie kontaktu z nią i czy generuje to większe zyski? Czasem bowiem ten sposób pakowania pozwala firmie sprzedać produkt drożej. A może jednak zmniejszenie warstw materiałów opakowaniowych i co za tym idzie kosztów pakowania, nie odbije się negatywnie na liczbie zamówień i zmiana nie zostanie zauważona lub wręcz zostanie doceniona (mniej śmieci po stronie konsumenta, szybsze odpakowanie, bardziej eko)?

Patrząc na temat w kontekście środowiskowym, każdy nadmiernie stosowany materiał opakowaniowy będzie dodatkowym kosztem dla naszej planety. W wysyłce B2B nadmierne pakowanie sprawia również, że odbiorca ponosi wyższe koszty utylizacji odpadów.

  1. Overpackaging jako efekt braku optymalizacji w procesie pakowania

Nadmierne stosowanie materiałów opakowaniowych to nie zawsze zamierzony efekt. Często firmy chcą po prostu dobrze zabezpieczyć towar – szczególnie w przypadku sprzedaży produktów delikatnych, kruchych czy ciężkich.

Może okazać się jednak, że każda warstwa faktycznie – ma swoją rolę, ale brak standardów, procesów czy odpowiednio dobranych materiałów opakowaniowych sprawia, że pracownicy magazynowi pobierają go zbyt wiele np.

  • odcinają tyle folii bąbelkowej z rolki ile im się wydaje stosowne,
  • dopasowują kartony „na oko” – bez dokładnej weryfikacji, który z nich będzie najbardziej optymalny dla danego zamówienia,
  • nie dopasowują materiałów do typu pakowanego produktu np. dodają mnóstwo skropaku czy wełny drzewnej tam, gdzie wystarczyłoby owinięcie produktu folią bąbelkową, która nierzadko jest najbardziej ekonomicznym materiałem opakowaniowym,
  • nadmiernie zabezpieczają produkt, który tego nie wymaga (przerysowany, ale dobrze tłumaczący zjawisko przykład to wypełnianie pudełka z pluszakiem skropakiem lub wełną drzewną – co jest zupełnie niepotrzebne, bo produkt nie zniszczy się bez użycia wypełniacza).
  1. Overpackaging jako wynik uśrednienia w systemie pakowania

Coraz częstszy przypadek obserwowany szczególnie w dużych e-commerce’ach, które sprzedają bardzo różnorodny towar (pod względem wymiarów, typu materiałów, z których są wykonane, wagi etc.), to zbyt duże kartony względem wysyłanych produktów.

Zapewne nie raz widziałeś burzliwe dyskusje w social mediach pod zdjęciami np. jednego kremu do twarzy wysłanego w zbyt dużym kartonie. Klienci oburzają się, że to nieekologiczne oraz generujące dodatkowe odpady w ich domach. Trudno się im dziwić – z perspektywy konsumenta to prawda. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że 47% konsumentów deklaruje niezadowolenie, gdy dostają nadmiernie zapakowane produkty – zwłaszcza, gdy w procesie zakupu postawili na ekologiczne wartości (Nielsen, 2021).

Mało jednak kto jest świadomy tego, że firmy, które nie mają w magazynach systemów do dopasowywania pudełek do produktów, muszę wybierać kartony spośród kilku-kilkunastu rozmiarów dostępnych w magazynie. Wszak posiadanie kartonów na każdą ewentualność jest wręcz niemożliwe (klienci mogą kupować produkty w dowolnych konfiguracjach), a samo składowanie zapasów materiałów opakowaniowych kosztuje. Nie mówiąc już o czasie kupca monitorującego zapasy czy wyszkoleniu pracowników magazynu do sięgania po właściwe rozmiary kartonów.

Efektem jest uśrednienie wykorzystywanych materiałów do najczęstszych konfiguracji SKU w koszyku zakupowym. Skrajne odbiegające od standardu zamówienia są pakowane często w za duże opakowania i jest to przyjmowane przez przedsiębiorcę jako ryzyko takiego, a nie innego systemu pakowania.

  1. Overpackaging jako efekt wymogów firm kurierskich

Kolejną ważną przyczyną overpackagingu są wymogi firm transportowych. Wiele biznesów mogłoby pakować produkty w sposób ekonomiczny np. bez użycia kartonów, które następnie nierzadko trzeba wypełnić, jednak nieraz jest to po prostu niemożliwe. Staje się to dodatkowo kłopotliwe, gdy produkt jest niestandardowych wymiarów i trudno jest dobrać do niego odpowiedni karton.

Koszty overpackagingu dla przedsiębiorcy

Wzrost cen surowców sprawia, że dodatkowe opakowanie to realny koszt dla firmy. I pół biedy, gdy jest to decyzja świadoma, gdzie nadmierne opakowanie jest wkalkulowane w koszty prowadzenia biznesu (pakowanie marketingowe). Choć warto wciąż z tyłu głowy mieć wartości takie jak ochrona środowiska, która jest coraz ważniejsza dla konsumentów. Jeśli jednak pieniądze uciekają z Twojego biznesu z uwagi na nieefektywny proces, warto się temu przyjrzeć z doświadczonym doradcą z firmy produkującej materiały opakowaniowe jak np. Mac-Graf. Takie firmy doradzają i sprzedają opakowania do wielu różnych branż, co oznacza doświadczenie i wiedzę na temat różnorodnych systemów pakowania. Mogą oni zwrócić uwagę na to:

  • jaką formę mogą mieć materiały, aby pakowanie przebiegało szybciej,
  • jak w praktyce ustandaryzować ilość pobieranego materiału,
  • jakie materiały można zamienić na inne, aby było to ekonomicznie korzystne dla przedsiębiorcy,
  • w jaki sposób zmniejszyć liczbę warstw opakowań, aby zachować bezpieczeństwo produktu w transporcie bez zbędnych kosztów.

Przeanalizowanie systemu pakowania krok po krokuPrzeanalizowanie systemu pakowania krok po kroku, identyfikacja quick-winów i potencjałów na większe zmiany, może sprawić, że znacząco zmniejszysz koszt procesu pakowania bez wielkich wysiłków i rewolucji w Twoim magazynie. To możliwe!

Jak zredukować ilość wykorzystywanych materiałów opakowaniowych?

Każdy proces pakowania jest nieco inny. Różnią się one między branżami, ale i firmami z tych samych obszarów – wiele zależy od organizacji pracy w magazynie, wykorzystywanych maszyn, wielkości zespołu, specyfiki sprzedawanych produktów. Pewne sposoby na zmniejszenie ilości stosowanych materiałów, a co za tym idzie obniżenie kosztów pakowania są jednak dość proste do wdrożenia. Zmianę najlepiej przeprowadzić z doświadczonym dostawcą materiałów jak Mac-Graf. Poniżej znajdziesz kilka elementów, którym warto się przyjrzeć w Twojej firmie.

  • Zweryfikuj, ile warstw materiałów stosowanych jest w Twoim systemie pakowania.

W branży meblarskiej dość popularny przez długi czas był system czterowarstwowy: folia przeciwpyłowa + narożniki z tektury + tektura falista + gruba folia LDPE, który z powodzeniem można było zamienić na system trzywarstwowy: laminat + narożniki z tektury + gruba folia LDPE.

W branży zoologicznej z kolei produkty ciężkie (żwirki, wielopaki karmy) wysyłane w kartonach są już nierzadko pakowane nie w grubsze kartony, które są dość drogie, ale w kartony standardowe, ale wzmacniane taśmami spinającymi.

W wielu firmach jest spory potencjał do tego, aby bez uszczerbku na jakości pakowania dwa materiały zamienić na jeden, cztery na trzy etc. W praktyce oznacza to szybsze pakowania i zużycie mniejszej ilość materiałów opakowaniowych.

  • Przenalizuj, czy zmiana formatu materiału opakowaniowego nie sprawi, że łatwiej będzie Ci ustandaryzować ilość pobieranego materiału per paczka np. magazynier może pakować produkt do woreczka z folii pęcherzykowej zamiast owijać go folią bąbelkową z rolki. W ten sposób eliminujesz dowolność liczby owinięć na rzecz szybszego i bardziej ekonomicznego pakowania.Zweryfikuj, w jaki sposób zaklejane są kartony
  • Zweryfikuj, w jaki sposób zaklejane są kartony. Możliwe, że do większości paczek wystarczy taśma węższa i/lub naklejenie jej punktowo, a nie owijanie nią całego kartonu. W ten sposób pracownicy zużyją mniej taśmy, co w przypadku dużego wolumenu paczek przynosi realną oszczędność i eliminuje nadmiar materiałów.
  • Gdy wypełniasz puste przestrzenie folią bąbelkową, postaw na folię z dużymi bąblami FILL&WRAP. W ten sposób zużyjesz mniej folii, gdyż większe bąble efektywniej wypełnią pustą przestrzeń. Możesz w nią także z powodzeniem owijać przedmioty, co sprawi, że będziesz korzystać z materiału jednorodnego pod względem recyklingu.

Jak widzisz, sposobów na zniwelowanie zjawiska overpackagingu w Twojej firmie jest wiele. Wymaga to jednak pochylenia się nad procesem, weryfikacji tego, jak rzeczywiście (a nie deklaratywnie) przebiega pakowanie w Twoim magazynie. W czasach, w których wiele firm szuka oszczędności, zmniejszenie ilości materiałów opakowaniowych może okazać się quick-winem poprawiającym efektywność biznesu. W ten sposób możesz zyskać sposób, na obniżenie cen produktów i przyciągnięcie kolejnych klientów bez schodzenia z marży.

Jeśli obawiasz się, że zmiana sposobu pakowania sprawi, że Klienci będą niezadowoleni (np. zmniejszenie pakowania marketingowego), to wyjaśnij w komunikacji z Twoimi odbiorcami, że:

  • w ten sposób będą mieli mniej odpadów do segregacji,
  • wybierając Twoją markę, przyczynią się do ochrony środowiska,
  • paczki będą docierać do nich szybciej, dzięki uproszczonemu, a co za tym idzie – szybszemu pakowaniu w Twoim magazynie.

Finalnie bowiem overpackaging nie jest dobry ani dla biznesu, ani dla klienta, ani dla środowiska, a optymalne pakowanie jest przejawem odpowiedzialności i zdrowego rozsądku.

 

EY: 86% kontrolerów finansowych oczekuje znaczących zmian w swojej roli do 2029 roku

Aż 86% respondentów w badaniu EY – DNA Kontrolera Finansowego – przewiduje, że ich rola ulegnie znaczącej zmianie na przestrzeni następnych 5 lat. Kluczową rolę – zdaniem 40% ankietowanych – będzie odgrywało tworzenie dla ich firm wartości dodanej. Ważną rolę w tym procesie odegra technologia, z którą kontrolerzy finansowi są bardzo dobrze zaznajomieni – już 64% używa sztucznej inteligencji w swoich codziennych obowiązkach. Niemniej jedynie 10% posiada członków zespołu posiadających odpowiednie kompetencje, a 20% otrzymało dodatkowy budżet.

Wyniki badania EY – DNA Kontrolera Finansowego – jasno wskazują, że przedstawiciele tego zawodu mają głębokie przeświadczenie o nadchodzących zmianach. Aż 86% respondentów uważa, że na przestrzeni 5 najbliższych lat będą one miały znaczący charakter. Chociaż zdaniem części przedstawicieli branży (26%) zestaw niezbędnych umiejętności będzie znacząco inny od obecnego to w opinii 40% kontrolerów finansowych kluczową rolę odegra umiejętność tworzenia wartości dodanej dla ich organizacji. Przede wszystkim jest ona definiowana przez tworzenie perspektyw na wzrost firmy (73%), zarządzanie ryzykami biznesowymi (50%) oraz kształtowaniu strategii przedsiębiorstwa (35%).

– Kontroler finansowy przyszłości stanie się kluczowym partnerem dla CFO w całym procesie transformacji organizacji. Wymagać to jednak będzie łączenia umiejętności analitycznych z kompetencjami „miękkimi” w zakresie komunikacji, innowacyjności oraz zarządzania zespołami. Na znaczeniu będzie zyskiwać wielozadaniowość oraz wskazywanie rozwiązań niosących korzyść dla całej firmy. W tym procesie kontrolerzy finansowi będą dysponować najcenniejszym atutem – danymi. To one będą kluczowe dla zarządów w procesie podejmowania strategicznych decyzji – mówi Karolina Gizicka, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Technologia już teraz nie stanowi tajemnicy dla większości kontrolerów finansowych, gdyż 67% wspiera się sztuczną inteligencją w realizacji codziennych zadań. Jeszcze większy odsetek (88%) wskazuje, że wykorzystuje wnioski wynikające z analizy danych do przygotowania strategicznych rekomendacji. Niemniej kontrolerzy finansowi do innowacji podchodzą w sposób narzędziowy. Jedynie 21% ankietowych wskazało wypracowywanie działań związanych z wykorzystywaniem technologii jako jeden z trzech głównych priorytetów w budowaniu wartości dla organizacji. Znacznie wyższy odsetek (30%) wskazało na wprowadzanie rozwiązań wynikających z analizy danych. Co jednak szczególnie ciekawe mniej niż połowa ankietowanych (43%) przewiduje, że na przestrzeni następnych 5 lat będzie często włączana w dyskusje dotyczące planowania działalności firmy wokół tematów związanych z ESG.

Chociaż bez wątpienia rozwój funkcji kontrolera finansowego będzie napędzany przez innowacje, to kluczowi pozostaną w nim ludzie. A w tym obszarze firmy mają jeszcze bardzo wiele do nadrobienia. Jedynie 10% respondentów wskazuje, że posiada zespół posiadających odpowiednie kompetencje, zwłaszcza w zakresie innowacyjności. Co więcej jedynie 20% badanych otrzymało dodatkowy budżet na sfinansowanie niezbędnych zmian. Jednakże, wyniki badania EY wskazują że sami kontrolerzy powinni położyć większy nacisk na budowanie i zarządzanie swoimi zespołami. Aktualnie jedynie 34% poświęca często czas na ten obszar.

– Praca kontrolerów finansowych zawsze opierała się na danych. Automatyzacja sprawi, że proces analityczny będzie znacznie szybszy, a jednocześnie precyzyjniejszy poprzez odejście od prób na rzecz analizy całej populacji. Technologiczna biegłość uwolni zaś przestrzeń czasową na realizację innych zadań. Jednym z nich powinno zarządzanie zespołami. Sztuczna inteligencja nie zastąpi bowiem człowieka, ale niewątpliwie będzie stanowiła narzędzie usprawniające jego pracę – dodaje Aleksandra Sewerynek, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Różne role i różne priorytety

Wyniki badania EY wskazują, że 18% dyrektorów finansowych wcześniej zajmowało stanowisko kontrolera finansowego. Równocześnie ponad połowa (51%) przedstawicieli działów controllingu ma w planach rozwój zawodowy do roli CFO.

Tego rodzaju osoby znacznie wyżej cenią umiejętności związane z raportowaniem finansowym. Różnica, w porównaniu z pracownikami planującymi kontynuację swojej ścieżki kariery jako kontrolerzy finansowi, wynosi aż 18% punktów procentowych (86% vs. 68%). Warto zwrócić uwagę, że osoby nie pragnące zmiany roli z kontrolera finansowego na CFO znacznie wyżej cenią aspekty związane z komunikacją (różnica 30 pkt. proc.), innowacyjnością (22 pkt. proc.) oraz technologią (13 pkt. proc.). Wskazuje to jednoznacznie na konieczność rozwijania przez kontrolerów finansowych bardzo różnorodnych umiejętności, również miękkich.

O badaniu
Badanie EY – DNA Kontrolera Finansowego – zostało przeprowadzone w okresie maj – czerwiec 2024 r. na grupie 1000 kontrolerów finansowych. Pochodzili oni z 28 krajów (53% z obszaru obu Ameryk, 31% z regionu EMEIA, a 16% – Azji i Pacyfiku), reprezentując 19 sektorów gospodarki. Warunkiem uczestnictwa w badaniu była praca w organizacji, której roczne dochody przekraczają 1 miliard dolarów.

Europejscy inwestorzy planują rekordowe inwestycje w sektor mieszkaniowy

Europejscy inwestorzy planują znacząco zwiększyć swoje zaangażowanie w sektor mieszkaniowy – wynika z nowego raportu opublikowanego przez globalną firmę doradczą Knight Frank.

Doroczne badanie European Living Sector Investor Survey, przeprowadzane przez Knight Frank, wykazało, że w ciągu najbliższych pięciu lat ok. 64 miliardy euro nowego kapitału zostanie przeznaczone na inwestycje w sektorach mieszkaniowym, m.in. BTR (mieszkań na wynajem), PBSA (prywatnych akademików) oraz mieszkań dla seniorów.

Badanie, które obejmuje 55 wiodących inwestorów zarządzających łącznie aktywami mieszkaniowymi o wartości ponad 98 miliardów euro wykazało, że wszyscy respondenci planują zwiększyć swoje zaangażowanie w sektor mieszkaniowy, przy czym 41% z nich zamierza zwiększyć alokacje od 40% do 100% obecnych poziomów.

W tegorocznym raporcie za główny obszar wzrostu uznano segment mieszkań jednorodzinnych, w który do 2029 roku planuje inwestować 54% inwestorów – w porównaniu do obecnych 31%. Z kolei prywatne akademiki zostały uznane za najbardziej atrakcyjny cel inwestycyjny na najbliższe pięć lat, a na kolejnym miejscu znalazło się budownictwo wielorodzinne.

Kwestie związane z ochroną środowiska, społeczną odpowiedzialnością i ładem korporacyjnym (ESG) nadal mają kluczowy wpływ na decyzje inwestycyjne. Aż 69% respondentów uznało inwestorów za „ważnych” lub „bardzo ważnych” w kształtowaniu podejścia do ESG – wyżej niż zmiany regulacyjne (65%) oraz wymagania najemców (52%).

„Sektory mieszkaniowe nadal jest atrakcyjny dla inwestorów instytucjonalnych z dużym kapitałem, czekającym na zaangażowanie. W miarę jak Europejski Bank Centralny kontynuuje obniżki stóp procentowych, spodziewamy się znacznego wzrostu aktywności w nadchodzących miesiącach. Mimo że wyzwania związane z regulacjami i dostępnością mieszkań pozostają, silne fundamenty rynku najmu nadal przyciągają inwestycje,” – komentuje Stuart Osborn, Head of European Living Sectors Transactions w Knight Frank.

„Polska ma duże możliwości rozwoju sektora mieszkaniowego. W akademikach mieszka około 10% populacji studentów, a udział osób powyżej 65 roku życia w populacji wynosi obecnie 20%, co oznacza, że potencjał inwestycji w prywatne akademiki (PBSA) oraz domy opieki jest znaczny,”wyjaśnia Krzysztof Cipiur, Managing Partner, Head of Capital Markets w Knight Frank. Dodaje również, że „w sektorze BTR inwestorzy wybierają grunty o przeznaczeniu usługowym ze względu na wysokie koszty i niedobór gruntów o przeznaczeniu mieszkaniowym”.

„Istnieje rzeczywiste zapotrzebowanie na zwiększenie i ożywienie konkurencyjności europejskiej gospodarki, a sektory living odegrają znaczącą rolę w zmianie sytuacji na całym kontynencie. Londyn, Madryt i Berlin to najlepsze lokalizacje dla inwestorów, ale na liście życzeń pozostają również Dublin, Mediolan, Amsterdam i Barcelona,” – dodaje Katie O’Neill, Associate w dziale Global Living Sectors research w Knight Frank.

Ankietowani podkreślili kilka kluczowych wyzwań dla sektora. Potencjalne nowe regulacje zostały zidentyfikowane jako największe krótkoterminowe wyzwanie operacyjne przez 62% respondentów, a tuż za nimi znalazły się obawy dotyczące przystępności cenowej. Kwestie te pojawiają się w obliczu gwałtownych podwyżek czynszów w wielu europejskich miastach i rosnącej presji na ich kontrolę.

Badanie Knight Frank wskazuje na wyraźną poprawę nastrojów na rynku wierzytelności, przy czym 60% respondentów spodziewa się, że ich zapotrzebowanie na zadłużenie wzrośnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Stanowi to znaczny skok w porównaniu z zeszłorocznym badaniem, kiedy takie zapotrzebowanie zgłosiło 20% respondentów.

Automatyzacja procesów podatkowych – priorytety, wyzwania i korzyści dla CFO

Choć wielu dyrektorów finansowych (CFO) rozważa wdrożenie rozwiązań automatyzujących funkcje podatkowe, dla części firm proces ten pozostaje sporym wyzwaniem. Większość firm (67%) nie rozpoczęła jeszcze procesu automatyzacji funkcji podatkowej, podczas gdy 17% jest w trakcie wdrażania odpowiednich rozwiązań, a kolejne 17% zakończyło ich implementację. Wśród głównych celów wskazywanych przez CFO są oszczędność kosztów, optymalizacja operacyjna oraz zwiększenie zgodności z przepisami podatkowymi – wynika z raportu KPMG opracowanego we współpracy z ACCA pt. „Nowoczesny CFO w transformującej się firmie”. Priorytetowe obszary to automatyzacja przygotowania deklaracji podatkowych oraz weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT.

Automatyzacja procesów podatkowych w przedsiębiorstwach jest coraz częściej wskazywana przez dyrektorów finansowych jako priorytet, który może przynieść firmom realne korzyści. Jak wynika z raportu, korzyści płynące z automatyzacji są istotne, a wśród nich dominują: redukcja kosztów, oszczędność czasu oraz podniesienie bezpieczeństwa danych. Coraz bardziej skomplikowane przepisy podatkowe i wzrost wymagań regulacyjnych powodują, że wiele organizacji decyduje się na wykorzystanie nowoczesnych technologii wspierających procesy finansowe i podatkowe. W raporcie KPMG i ACCA 41% ankietowanych dyrektorów finansowych wskazało na możliwość ograniczenia outsourcingu jako kluczową motywację do wdrażania automatyzacji, a kolejne 38% na rozwój nowych technologii oraz transformację cyfrową biznesu, które pozytywnie wpłynęły na pozostałe obszary działalności firm.

Automatyzacja procesów podatkowych może znacząco zwiększyć dokładność i szybkość działań. Jednak firmy, które korzystają jedynie z pojedynczych narzędzi automatyzacyjnych, mogą napotkać wyzwania związane z integracją systemów. Dlatego kluczowe jest opracowanie kompleksowej strategii automatyzacji, co nie tylko zmniejsza podatność na błędy i optymalizuje koszty w dłuższej perspektywie, ale również ogranicza zależność od zewnętrznych dostawców usług. Dzięki automatyzacji pracownicy mogą skoncentrować się na zadaniach o bardziej strategicznym charakterze. Wdrożenie tych rozwiązań wymaga jednak odpowiednich inwestycji i szkoleń, co stanowi pewne wyzwanie – mówi Małgorzata Gleń, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Fuzji i Przejęć w KPMG w Polsce

Dla CFO priorytetowe obszary to automatyzacja przygotowania deklaracji podatkowych (45% respondentów) oraz weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT (40%). Ponadto 33% CFO uznało automatyzację procesu dochowania należytej staranności podatkowej z perspektywy podatku u źródła za kluczową, co potwierdza wzrastające znaczenie tego procesu dla zgodności z przepisami.

Największe wyzwania w automatyzacji stanowią, według respondentów, integracja nowych narzędzi z istniejącymi systemami (39%) oraz częste zmiany legislacyjne (37%). Mimo to z badania KPMG i ACCA wynika, że firmy dostrzegają potencjał automatyzacji szczególnie w obszarze cen transferowych, który ze względu na swoją powtarzalność i formalność idealnie nadaje się do usprawnienia dzięki technologii. Choć niemal połowa firm nie planuje wdrożenia automatyzacji w tym zakresie, 18% zadeklarowało rozpoczęcie takich działań w najbliższym roku.

W automatyzacji procesów podatkowych główne bariery obejmują nie tylko wysokie koszty początkowe, lecz także wyzwania techniczne i zmienność przepisów. Pomimo to dyrektorzy finansowi jasno identyfikują kluczowe obszary, w których automatyzacja może przynieść najwięcej korzyści – rozumieją, że czasochłonne czynności o wysokim ryzyku błędów to idealny teren do optymalizacji. Skuteczna transformacja cyfrowa wymaga jednak zaangażowania zespołów podatkowych na każdym etapie – od wyboru narzędzi, przez ich testowanie, aż po wdrożenie. Takie zaangażowanie sprzyja nie tylko oswojeniu nowych rozwiązań, ich lepszemu zrozumieniu i dostosowaniu do potrzeb pracowników, ale również buduje kulturę innowacji w firmie przyznaje Jakub Roszkiewicz, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego, Zespół ds. Cen Transferowych, KPMG w Polsce.

Raport wskazuje, że przedsiębiorstwa, które dopiero rozpoczynają proces automatyzacji podatkowej, często decydują się na kompleksowe podejście, obejmujące również zarządzanie dokumentacją i procesami wewnątrz grup kapitałowych. Firmy te dostrzegają, że długofalowo podejście holistyczne przynosi największe korzyści operacyjne i kosztowe.

O RAPORCIE:

Badanie ankietowe zostało przeprowadzone przez KPMG w Polsce w sierpniu 2024 roku metodą wywiadu telefonicznego CATI. Wzięło w nim udział 150 respondentów pełniących funkcję strategiczną w procesach finansowych w swojej firmie, którzy reprezentowali przedsiębiorstwa prowadzące działalność w branżach: budownictwo i nieruchomości, energetyka, wydobywanie i usługi komunalne, farmacja, chemia i urządzenia medyczne, finanse, motoryzacja, rynek dóbr konsumpcyjnych, technologie informacyjne, media i komunikacja, transport, spedycja i logistyka. Jedna czwarta badanych firm to podmioty duże, zatrudniające powyżej 250 osób, kolejnych 23% stanowiły podmioty średnie z liczbą pracowników oscylującą w przedziale od 50 do 249 osób. Nieco ponad połowę respondentów stanowili CFO firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Zadeklarowana w badaniu wysokość rocznych przychodów wynosi do 50 mln zł dla 57% badanych podmiotów, a w przedziale 50-100 mln zł roczne przychody odnotowuje kolejnych 29% firm.

Wojna w Ukrainie a rynek ropy – geopolityczne napięcia i ich wpływ na ceny surowców

Trwający konflikt między Ukrainą, a Rosją nieustannie wpływa na globalną sytuację polityczną i rynki surowcowe – w tym rynek ropy naftowej. Zmieniająca się dynamika w regionie oraz zaangażowanie międzynarodowych graczy kształtują nie tylko przyszłość konfliktu, ale i perspektywy gospodarcze.

Konflikt osiągnął kluczowy moment. Presja sojuszników Ukrainy na prezydenta Wołodymyra Zeleńskiego, aby rozważył ustępstwa – rośnie. Francja i Niemcy apelują o negocjacje, jednak Władimir Putin stawia twarde warunki, domagając się uznania rosyjskich interesów bezpieczeństwa i zdobyczy terytorialnych. Sytuację dodatkowo komplikuje wsparcie Korei Północnej dla Rosji oraz plany zawieszenia broni proponowane przez Turcję, które budzą kontrowersje w Kijowie.

Mimo to, dostawy nowoczesnej broni dla Ukrainy, takie jak amerykańskie pociski ATACMS, wzmacniają pozycję obronną Kijowa, choć jednocześnie zwiększają ryzyko eskalacji konfliktu. Na tym tle zmienia się postawa Zachodu – niektórzy sojusznicy coraz częściej dostrzegają, że pełne zwycięstwo militarne Ukrainy może być trudne do osiągnięcia.

Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się otwarciem kontraktów na ropę naftowa WTI w okolicach 66.77 USD. Następnie przez kilka godzin “czarne złoto” cieszyło się wzrostami do poziomów 67.30 USD. Do wzrostu cen przyczyniły się m.in. intensyfikacja działań wojennych oraz uszkodzenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej podczas największego od miesięcy rosyjskiego ataku lotniczego. Z kolei decyzja administracji Joe Bidena o pozwoleniu Ukrainie na używanie amerykańskiej broni przeciwko celom w Rosji wywołuje obawy o możliwość zakłóceń w rosyjskim eksporcie ropy, co mogłoby dodatkowo wpłynąć na rynki. Jednak te wzrosty nie wydają się trwałe. Ropa WTI po kilku godzinach ponownie zeszła poniżej 67 USD za baryłkę.

Wynika to m.in. z faktu że sam rynek ropy pozostaje pod sporą presją. Spadek popytu w Chinach – największym importerze surowca – oraz prognozy nadwyżki podaży według Międzynarodowej Agencji Energetycznej stanowią poważne wyzwania. Problemy finansowe rosyjskich rafinerii oraz spadek liczby aktywnych platform wiertniczych w USA do najniższego poziomu od lipca dodatkowo obciążają rynek.

Wojna na Ukrainie wciąż odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu cen ropy i globalnych napięć geopolitycznych. Choć sytuacja na rynku wydaje się stabilizować, dalsze eskalacje konfliktu mogą przynieść kolejne wahania cen. W obliczu niepewności gospodarczej i geopolitycznej, kraje produkujące i konsumujące ropę muszą być gotowe na dynamiczne zmiany. Obawy związane z nadpodażą ropy i słabymi perspektywami wzrostu w Chinach negatywnie wpływają na rynek, podczas gdy napięcia geopolityczne pozostają istotnym czynnikiem niepewności.

Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Nawet 1700 ataków w tygodniu. Oto ranking głównych zagrożeń w polskiej sieci

  • Rośnie liczba ataków z wykorzystaniem infostealerów, czyli narzędzi kradnących dane z komputerów. Wśród nich znajdziemy m.in. rosyjskie oprogramowanie coraz częściej atakujące polskie przedsiębiorstwa
  • Najczęściej wykrywanym złośliwym oprogramowaniem na świecie był FakeUpdates (znany także jako SocGholish), wpływający na 6% organizacji na całym świecie.
  • W październiku polskie przedsiębiorstwa atakowane były średnio od 1482 do 1704 razy w tygodniu, a cyberprzestępcy najczęściej wykorzystywali multiplatformowe złośliwe oprogramowanie Androxgh0st

Rośnie liczba ataków z wykorzystaniem infostealerów, czyli narzędzi kradnących dane z komputerów. Wśród nich znajdziemy m.in. rosyjskie oprogramowanie coraz częściej atakujące polskie przedsiębiorstwa – ostrzega Check Point Software. Eksperci podkreślają również coraz bardziej zaawansowane metody ataków cybernetycznych.

Z danych zebranych przez analityków bezpieczeństwa cybernetycznego wynika, że w październiku 2024 r. najczęściej wykrywanym złośliwym oprogramowaniem był FakeUpdates (znany także jako SocGholish), wpływający na 6% organizacji na całym świecie. FakeUpdates to downloader napisany w JavaScript, który zapisuje złośliwe ładunki na dysku przed ich uruchomieniem. To oprogramowanie otwiera drzwi dla innych zagrożeń, takich jak GootLoader, Dridex czy AZORult, co czyni je niezwykle niebezpiecznym narzędziem w rękach cyberprzestępców.

Check Point Research udostępnił również informacje o atakach w Polsce. W październiku polskie przedsiębiorstwa atakowane były średnio od 1482 do 1704 razy w tygodniu, a cyberprzestępcy najczęściej wykorzystywali multiplatformowe złośliwe oprogramowanie Androxgh0st, które wykorzystuje luki w zabezpieczeniach popularnych frameworków, takich jak PHPUnit i Laravel. Malware ten kradnie poufne dane, w tym informacje uwierzytelniające do różnych usług, takich jak Twilio czy AWS. Androxgh0st jest szczególnie groźny dla firm, ponieważ infekuje serwery i komputery poprzez znane podatności. Zagrożenie wykryte zestało w niemal 5,5% polskich sieci firmowych.

Na drugiej pozycji ulokował się Lumma Stealer, infostealer pochodzący z Rosji, oferowany jako Malware-as-a-Service (MaaS). Program ten kradnie dane logowania z przeglądarek internetowych oraz portfeli kryptowalutowych. Jego innowacyjne metody rozprzestrzeniania, takie jak fałszywe strony CAPTCHA, sprawiają, że jest on skuteczny i trudny do wykrycia. 3,5% polskich sieci mierzyło się z jego złośliwym potencjałem.

Polskie podium z 3% wpływem zagrożeń zamknął CrimsonRAT, trojan zdalnego dostępu wykorzystującym język Java. Rozprzestrzenia się za pośrednictwem kampanii spamowych, które zawierają złośliwe dokumenty Microsoft Office. Po zainfekowaniu CrimsonRat może kontrolować zaatakowane komputery i wykonywać różne złośliwe działania.

Nowe trendy w atakach?

Analitycy Check Point Research zauważają, że jednym z najnowszych trendów jest wykorzystanie fałszywych stron CAPTCHA do dystrybucji rosyjskiego oprogramowania Lumma Stealer (nr 2 w Polsce, nr 4 na świecie). Ta kampania, o zasięgu globalnym, wpływa na użytkowników poprzez zainfekowane linki do pobierania gier oraz phishing skierowany na programistów GitHub. Złośliwe skrypty kopiowane są do schowka użytkowników, a następnie uruchamiane, co pozwala infostealerom na wykradanie danych uwierzytelniających i innych poufnych informacji.

Wzrost liczby zaawansowanych infostealerów podkreśla zmieniającą się cyber-rzeczywistość. Hakerzy modyfikują swoje metody i wykorzystują innowacyjne wektory ataków. Organizacje muszą wyjść poza tradycyjne metody obrony, przyjmując proaktywne i adaptacyjne środki bezpieczeństwa, które przewidują pojawiające się zagrożenia, aby skutecznie przeciwdziałać tym uporczywym wyzwaniom – mówi Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

W zakresie złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne, wzrosła liczba ataków z użyciem nowej wersji Necro. Zainfekowało ono aplikacje dostępne na Google Play, docierając do ponad 11 milionów urządzeń. Necro ukrywa swoje złośliwe ładunki przy użyciu steganografii, co umożliwia m.in. wyświetlanie ukrytych reklam oraz zapisanie użytkowników do płatnych usług bez ich wiedzy.

Chińska gospodarka z lekkim optymizmem: stymulacja przynosi efekty, ale wyzwania pozostają

Dane które dziś poznaliśmy z chińskiej gospodarki mogą napawać lekkim optymizmem. Można przypuszczać, że środki stymulacyjne wprowadzane przez rząd w Pekinie zaczynają pomału przynosić wymierne skutki. Została poprawiona realizacja wydatków budżetowych, w tym działań skierowanych na konsumpcję oraz inwestycje w infrastrukturę. Pomoc również została skierowana na rynek nieruchomości, akcji oraz do zadłużonych samorządów. Kolejne działania mają zostać sukcesywnie wdrażane, tak przynajmniej zapowiada władza. Jak na razie jednak wszystko to ma na celu minimalizowanie ryzyk spadkowych i stabilizację wzrostu niż wpływ na jego przyspieszenie. Dzisiejsza sesja przyniosła wzrosty indeksu Asia Dow o 0,64 proc., Hang Seng wypadł blisko zera a Shanghai Composite stracił -1,45 proc.

Szczególnie pozytywnie wypadała sprzedaż detaliczna, która sygnalizuje poprawę. Nominalny wskaźnik urósł o 4,8 proc. w ujęciu rocznym. Tu prawdopodobnie zadziałały vouchery konsumpcyjne, wydawane przez samorządy. Z kolei wzrost inwestycji w aktywa trwałe utrzymał się na poziomie 3,4 proc. Pomogły wydatki na infrastrukturę oraz inwestycje rządu w strategiczne branże. Spadły natomiast nakłady na rynek nieruchomości. W przypadku produkcji przemysłowej odnotowano wzrost o 5,3 proc., który znalazł się minimalnie poniżej wrześniowego rezultatu.

Optymizm można łączyć także z rynkiem mieszkaniowym, gdzie spadki wyhamowały (-0,5 proc. r/r) w porównaniu do załamania, które obserwowaliśmy w ostatnich kilkunastu miesiącach. Wówczas dwucyfrowe zniżki były często obserwowane. Z kolei chiński eksport rośnie o 12,7 proc. r/r co jest znaczną poprawą w zestawieniu do wyniku wrześniowego (2,4 proc.). Import skurczył się o 2,3 proc. Dane wskazują, że popyt krajowy jest wciąż słaby a wzrost gospodarczy głównie pochodzi z siły eksportu.

I tu zaczynają narastać poważne obawy co zmieni polityka nowego prezydenta USA. Zmiany obejmują potencjalne taryfy na chińskie towary. Istniejące ograniczenia eksportowe USA na chipy oraz urządzenia do ich produkcji zostaną zapewne utrzymane. Stany Zjednoczone to nie jedyne zmartwienie Państwa Środka. Europa również zaczyna bronić się przed „zalaniem” rynku tańszymi autami elektrycznymi. Protekcjonizm w handlu nie wróży nic dobrego azjatyckiej gospodarce.

Przed Chinami stoi dość poważne ryzyko deflacji. Indeks CPI wyniósł zaledwie 0,3 proc. r/r w porównaniu do 0,4 proc. we wrześniu. Bardzo nisko znajduje się również dynamika inflacji bazowej (0,2 proc. r/r). Cały czas spadają ceny producentów (-2,9 proc.). Jeśli popyt krajowy nie nabierze tempa, dynamika cen konsumpcyjnym w niedalekiej przyszłości może zacząć wskazywać ujemne wartości.

Pomimo, że niektóre dane wysyłają promyk nadziei na poprawę sytuacji, wiele obszarów wciąż wykazuje słabość. Widoczny jest spadek na kredyty gospodarstw domowych, podczas gdy sektor rządowy wciąż emituje obligacje, mające na celu finansowanie wydatków stymulacyjnych, których zadaniem jest wsparcie gospodarki.

Przed politykami chińskimi wiele wyzwań oraz zagrożeń a te głównie będą płynąć ze strony protekcjonistycznych działań administracji Trumpa. Oprócz doraźnych bodźców Pekin musi zacząć wdrażać strukturalne zmiany. Przede wszystkim powinno dojść do reorientacji modelu wzrostu gospodarczego. Pozytywne byłoby oparcie na konsumpcji wewnętrznej przez wspieranie klasy średniej a także poprzez zadbanie o kwestie ubezpieczeń zdrowotnych czy emerytalnych, co spowodowałoby, że obywatele nie będą skłonni do nadmiernego oszczędzania. Dodatkowo musi dojść do reformy sektora nieruchomości, np. poprzez wsparcie dla „pierwszych kupujących”. Bez wątpienia liberalizacja sektora finansowego zwiększyłaby alokację kapitału. Stworzyłoby to większą konkurencję na rynku a dostęp dla zagranicznych inwestorów rozszerzyłby się. Z kolei sektor przedsiębiorstw państwowych powinien ulec reformie. Promowanie prywatyzacji poprawiłoby konkurencyjność na rynku. Często dzieje się tak, że ogromne przedsiębiorstwa znajdujące się w rękach kraju są mniej wydajne i pochłaniają nieproporcjonalnie dużą część zasobów gospodarczych.

Na to oczywiście potrzeba jest dużo czasu a Trump prawdopodobnie nie będzie zwlekał, zwłaszcza, kiedy po swojej stronie ma Kongres. Może działać on w sposób bardziej zdecydowany nie osiem lat temu, co oczywiście nie jest dobrą informacją dla Chin.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Paradoks prezydentury Trumpa: Szanse i zagrożenia dla branży energetycznej

Hasło „Drill, baby, drill!”, przewijające się w kampanii wyborczej Donalda Trumpa, miało zwiastować dobre czasy dla branży wydobywczej i energetycznej. Jednak czy istnieje ryzyko, że Donald Trump zaszkodzi tym branżom? Znaczny wzrost produkcji ropy w USA mógłby doprowadzić do spadku jej ceny, co niekoniecznie byłoby korzystne dla sektora wydobywczego. Może to jednak obniżyć ceny benzyny na stacjach. Z perspektywy Polski, istotna może się okazać możliwość rozszerzenia eksportu gazu LNG.

Inwestorzy związani z branżą wydobywczą i energetyczną mają obecnie mieszane uczucia. Początkowy optymizm wynikający ze zwycięstwa Donalda Trumpa zaczął słabnąć: analitycy obawiają się, że jego polityka może przynieść dla cen ropy odwrotny skutek. Trump może zwiększyć wydobycie ropy, znosząc regulacje i wydając więcej koncesji na odwierty, co mogłoby obniżyć jej ceny. To zjawisko dobrze widać właśnie po zmianach cen tego surowca i notowań spółek branżowych: zazwyczaj są one zbieżne, ale po wyborach wyraźnie się “rozjechały”. Od dnia wyborów, fundusz ETF SDPR S&P Oil and Gas Production, zawierający kluczowe spółki z sektora gazu i ropy, wzrósł o prawie 7 proc., podczas gdy ceny ropy Brent i WTI spadły o około 5 proc.

Ostateczne potwierdzenie, że republikanie zdobyli większość w Izbie Reprezentantów, zwiększa szanse na znaczną redukcję regulacji w branży naftowej. To z kolei ułatwiłoby realizację obietnic Trumpa dotyczących zintensyfikowania produkcji ropy. Zauważmy jednak, że na ten moment, rynek obawia się nadpodaży surowca w przyszłym roku. Dodatkowo, Trump zapowiedział wprowadzenie taryf na produkty z Chin, co może spowolnić gospodarkę tego kraju i wpłynąć na dalsze osłabienie popytu na ropę. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w przyszłym roku globalne rynki ropy naftowej czeka nadwyżka przekraczająca 1 milion baryłek dziennie. Dzieje się tak, ponieważ popyt w Chinach nadal słabnie. To łagodzi presję na ceny, nawet pomimo zawirowań na Bliskim Wschodzie czy w innych rejonach. W związku z tym, część analityków prognozuje, że cena ropy Brent może spaść do 60-65 dolarów za baryłkę, co byłoby niekorzystne dla sektora wydobywczego, ponieważ jego zyski są skorelowane z cenami ropy – im wyższa cena, tym wyższe zyski.

W samej branży występują jednak istotne różnice pomiędzy firmami. W ostatnich dniach wzrosły notowania spółek związanych z LNG, takich jak Cheniere Energy i Chart Industries – rynek spodziewa się, że nowa administracja wznowi wydawanie pozwoleń na eksport gazu LNG, co mogłoby przyspieszyć realizację projektów budowy nowych terminali eksportowych. W tym kontekście, beneficjentem może być Polska, która konsekwentnie zwiększa import gazu LNG.

Wszystko to dzieje się w momencie, gdy rosnąca liczba pojazdów elektrycznych i problemy gospodarcze w Chinach mogą osłabić globalne zapotrzebowanie na ropę. Trump planuje zmniejszyć finansowanie odnawialnych źródeł energii na rzecz wsparcia dla ropy i gazu, co może spowolnić rozwój nowoczesnych technologii energetycznych w USA. Największe postępy w tej dziedzinie obserwowano w okresach wysokich cen ropy, gdy oszczędność surowca przynosiła największe korzyści. Tymczasem, Europa i Azja intensywnie inwestują w odnawialne źródła energii, co może sprawić, że USA pozostaną w tyle w wyścigu o przyszłość energetyki, zwłaszcza w kontekście narastających napięć na linii USA-Chiny. Spadki cen ropy mogą jednak przynieść korzyści konsumentom, którzy zapłacą mniej na stacjach benzynowych.

Paradoks polityki wsparcia sektora energetycznego nie jest nowym zjawiskiem. Podczas pierwszej kadencji Trumpa w latach 2017-2021, sektor naftowy na giełdzie skurczył się o połowę, właśnie z powodu mocnych spadków cen ropy, mimo że wielu inwestorów oczekiwało pozytywnego wyniku dla całej branży. Za kadencji Joe Bidena, inwestorzy stawiali na dobre wyniki akcji związanych z odnawialnymi źródłami energii, jednak wiele ambitnych projektów okazało się nieopłacalnych, co przyniosło znaczące straty. Podobny scenariusz za kadencji demokraty dotyczył także akcji spółek z branży rekreacyjnej i medycznej marihuany, gdyż nie doszło do federalnej dekryminalizacji posiadania konopi, na którą liczyli inwestorzy.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce