Umiarkowany optymizm na globalnym rynku IPO pomimo spadków transakcji – region EMEIA liderem wzrostów

Pomimo 14 proc. spadku wolumenu transakcji i 35 proc. uszczuplenia wpływów z pierwszych ofert publicznych, w trzecim kwartale 2024 r., na globalnym rynku IPO panuje wciąż umiarkowany optymizm. Największą odpornością na powszechną niepewność wykazał się region Europy, środkowego Wschodu i Afryki (EMEIA) odnotowując, aż 45 proc. wzrost wpływów z pierwszych ofert publicznych. Wzrosła również dynamika transgranicznych IPO związana z reformami mającymi miejsce w Stanach Zjednoczonych. Od 2023 roku blisko 52 proc. IPO na amerykańskich giełdach przypadało na firmy z siedzibą poza granicami USA, co stanowi rekordowy poziom od dwóch dekad. Sytuacja na rynku zmienia się wraz ze spadkiem stóp procentowych, a znaczenia nabierają spółki z sektorów zdrowia i nauk biologicznych. Niezmiennie niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów cieszy się także branża sztucznej inteligencji (AI), która w sporej swojej części zmierza do wejścia na parkiet – wynika z kwartalnego raportu EY IPO Trends.

W obliczu globalnego spowolnienia gospodarczego, zmienności rynkowej, turbulencji geopolitycznych i luzowania polityki pieniężnej rynek pierwotnych ofert publicznych wykazał oznaki ostrożnego optymizmu. Pomimo spadku wolumenu transakcji i wpływów z tego tytułu, w ujęciu rok do roku, trzeci kwartał nieznacznie wyprzedził pierwsze dwa pod względem liczby giełdowych debiutów. Niezależnie od licznych wyzwań region EMEIA uzyskał wpływy z tego tytułu większe o 45 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Złagodziło to efekt ogólnego spadku, którego doświadczyliśmy na rynkach światowych w ostatnim czasie. Jednakże w miarę jak presja inflacyjna słabnie, a priorytetem decydentów staje się stymulowanie wzrostu gospodarczego obserwujemy rysujący się globalny trend prowadzący do łagodzenia polityki pieniężnej. Niższe stopy procentowe będą miały istotny wpływ na zmniejszenie kosztu kapitału, dlatego zachęcą liczne spółki do wchodzenia na giełdę. Na złożoność związanego z tym procesu decyzyjnego mogą mieć dodatkowo wpływ polityczne cykle wyborcze – konstatują autorzy raportu EY.

Niezmiernie cieszy mnie fakt, że mimo niełatwego otoczenia zewnętrznego na warszawskim parkiecie panuje umiarkowany entuzjazm. Kilka dni temu z okazji wizyty przy ulicy Książecej miałem okazję tego doświadczyć. O tym, że pierwsze oferty publiczne cieszą się relatywnym zainteresowaniem polskich przedsiębiorców utwierdził mnie udział w uroczystym jubileuszu zorganizowanym z okazji 20 – letniej obecności Assecco na Giełdzie Papierów Wartościowych S.A. Wydaje się, że prezentacja tej firmy pod nazwą „Rozwój napędzany giełdą” dała powód do myślenia wielu innym obecnym na tej wyjątkowej gali kandydatom do niełatwej drogi na parkiet” – mówi Hubert Rogoziński, Partner w CFO Consulting, EY Polska.

Otworzyły się wrota zagranicznych notowań

Biorąc pod uwagę transgraniczne IPO mające miejsce w obu Amerykach, Azji i Pacyfiku oraz regionie EMEIA na giełdę za granicą weszło siedemdziesiąt siedem spółek. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Stanowi to 9 procentowy udział w globalnym rynku IPO w 2024 roku. Należy podkreślić, że już od zeszłego roku ponad połowa (52 proc.) notowań na amerykańskich giełdach przypadało na firmy z siedzibą poza granicami USA, co stanowi rekordowy poziom od dwóch dekad. Trzeba jednak nadmienić, że odsetek ten wynika częściowo z ogólnie niskiego wolumenu transakcji, które miały miejsce w ostatnich dwóch latach. Uwidacznia to rosnący trend do debiutowania firm spoza tego kontynentu na rynku amerykańskim. W 2024 r. przyciągnął on więcej ofert z Chin kontynentalnych, Hongkongu, Singapuru i Australii niż w roku ubiegłym.

Niezmiennie atrakcyjność AI

W ostatnich dwóch latach rocznie na finansowanie poprzez wejście na giełdę zdecydowało się ponad sześćdziesiąt spółek z sektora sztucznej inteligencji (AI). Połowa z tych transakcji była zyskowna. Co więcej firmy, które zadebiutowały na parkiecie w ostatnich dwunastu miesiącach osiągnęły prawie dwukrotnie wyższą kapitalizację rynkową niż te notowane w roku poprzednim. Obecnie około pięćdziesięciu organizacji tego typu jest w procesie przygotowywania się do emisji akcji. Świadczy to o nieustającym zainteresowaniu innowacjami napędzanymi przez AI pomimo obiektywnych trudności związanych z osiąganiem rentowności z lokowanego przez inwestorów kapitału.

Perspektywy związane z giełdowymi debiutami najlepiej zobrazuje złota polska jesień, która niebawem zagości na Giełdzie Papierów Wartościowych S.A w Warszawie. Nie brakuje innych, nawet największych spółek, które chcą pójść w ślady rozpoznawalnych marek, które już tylko czekają na dźwięk giełdowego dzwonu. Być może oznajmi on, że rynek kapitałowy w Polsce ma jeszcze wiele przed sobą – mówi Katarzyna Thier – Kordusiak, Partnerka w CFO Consulting, EY Polska.

Perspektywy na czwarty kwartał

Do końca 2024 r. największy wpływ na rynek pierwszych ofert publicznych będzie miała polityka banków centralnych, wydarzenia geopolityczne i wyniki politycznych wyborów. Optymizmem napawają już dokonane przez banki centralne cięcia stóp procentowych (np. w połowie września FED obniżył stopy procentowe o pół punktu procentowego, rozpoczynając agresywnie swoją pierwszą kampanię łagodzenia polityki pieniężnej od czterech lat), a także dalsze oczekiwane obniżki stóp procentowych i spowalniająca inflacja (np. inflacja w strefie euro spadła do 1,8 proc. we wrześniu, po raz pierwszy od ponad trzech lat schodząc poniżej celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego, ustalonego na poziomie 2 proc.). Tylko te dwa czynniki powinny zachęcić firmy do nowych debiutów giełdowych. Oczekuje się, że utrzyma się dobra koniunktura na kluczowych rynkach, takich jak Stany Zjednoczone, Europa i Indie. IPO transgraniczne powinny nadal kwitnąć, zwłaszcza te wspierane przez firmy private equity oraz wynikające z wydzielenia i podziału spółek tzw. spin-offy i carve-outs. Podmioty te poszukują wyłacznie korzystnego momentu na wejście na parkiet – wynika z raportu EY.

Metodologia

EY przeanalizował i zestawił dane dotyczące trzeciego kwartału 2024 roku (stan na 16 września oraz przewidywane transakcje do 30 września 2024 r.), aby określić kluczowe trendy na rynku IPO. W swojej analizie EY wykorzystał informacje dostarczone przez Dealogic, S&P Capital IQ, Mergermarket PitchBook, Oxford Economics, Refinitiv oraz badania własne. Dane akwizycyjnych spółek celowych (SPAC) zostały wyłączone z prezentowanych w tym raporcie, chyba że wskazano inaczej. Wejście z warszawskiego New Connect na rynek główny nie jest w tej statystyce zaliczane jako giełdowy debiut.

Żabka: małe sklepy, ale IPO jedno z największych w Europie

Zabka Group, właściciel sklepów Żabka, ogłosiła pierwszą publiczną emisję akcji (IPO). Grupa zaoferuje do 300 mln akcji (z możliwością zwiększenia tej puli do 345 mln), po cenie maksymalnej 21,50 zł za akcję. Tym samym oferta publiczna może być warta nawet 6,45 mld zł, a wycena spółki sięgnie 21,5 mld zł. Przy takich wartościach byłoby to czwarte największe IPO w Europie w tym roku.

Znacząca większość oferty (95 proc.) skierowana jest do inwestorów instytucjonalnych. Jedynie 5 proc., czyli raptem 322,50 mln zł z 6,45 mld zł, będą mogli objąć inwestorzy indywidualni. 1 października nastąpiło otwarcie oferty i już tego samego dnia otrzymaliśmy informację, że księga popytu wśród instytucji została pokryta. Biorąc to wszystko pod uwagę można oczekiwać, że emisja w transzy indywidualnej zakończy się olbrzymią redukcją. Warto wspomnieć chociażby IPO Allegro, gdzie redukcja wyniosła około 85 proc., czy producenta gier Huuuge z redukcją 97 proc. (!).

Skarbonka „na Żabkę”

Takie prognozy to niejako samospełniająca się przepowiednia, bo inwestorzy, oczekując redukcji, mogą proporcjonalnie zwiększać swoje zapisy. A jaki może być tego efekt na rynku obligacji korporacyjnych? W związku z IPO Zabka Group październik może minąć pod znakiem nie tylko jesiennej słoty, ale też „zastoju” na rynku obligacyjnym.

Z jednej strony zbieranie gotówki na udział w IPO (z uwzględnieniem spodziewanej redukcji) może oznaczać redukcję posiadanych pozycji, czy to akcyjnych (z czym częściowo wiążę się ostatni gorszy performance polskich indeksów), czy właśnie obligacyjnych. Z drugiej strony utrudnione zadanie mogą mieć aktualnie emitenci obligacji korporacyjnych, bo część inwestorów może zbierać gotówkę właśnie „na Żabkę”.

Żabka zwiastuje jesienne spowolnienie

Aktualnie trwa jedna publiczna emisja obligacji korporacyjnych spółki Olivia Fin (deweloper komercyjny). Wartość emisji to 45 mln zł, z możliwością zwiększenia do 60 mln zł. Emisja kończy się jednak w dniu przydziału akcji Zabka Group, co może oznaczać, że część inwestorów może „wyrobić” się z zapisem na emisję (przydział akcji oferowanych nie później niż do 15.10; termin zwrotu środków zależny jest od domu maklerskiego).

Pod koniec września KNF zaakceptowała też dwa duże prospekty emisyjne obligacji korporacyjnych dla Kruka (do 900 mln zł) oraz dla spółki PragmaGo (do 500 mln zł). Choć Kruk poinformował w ostatnich dniach o starcie emisji (na 75 mln zł), jednak kończy się ona „dopiero” dzień po planowanym debiucie akcji Zabka Group czyli 18 października. Prawdopodobnie emitenci również poczekają do końca IPO, podobnie jak ci, którzy wciąż mają aktywne prospekty

Przy założeniu braku zwiększenia puli IPO, do inwestorów indywidualnych trafić mogą akcje o wartości 322,5 mln zł. Dla porównania wszystkie wrześniowe publiczne emisje obligacji korporacyjnych miały wartość niecałych 70 mln zł (zapisy opiewały na 117 mln zł). W całym trzecim kwartale 2024 r. emitenci pozyskali niecałe 270 mln zł, przy zapisach złożonych na kwotę 678 mln zł. Widać, że na rynku wciąż jest bardzo dużo gotówki, a z pewnością część inwestorów obligacyjnych to także ci, którzy inwestują w akcje.

„Efekt Żabki” może być widoczny także w funduszach

Chrapka inwestorów na IPO może (choć nie musi) zmniejszyć napływy do funduszy obligacji korporacyjnych w październiku. Tylko od początku roku do końca sierpnia napłynęło do nich 3,5 mld zł. Antycypując redukcję w IPO Żabki, inwestorzy mogą nadwyżki gotówki przeznaczyć właśnie na nią. To oznacza mniejszy popyt na obligacje ze strony instytucji, co znowu potencjalnie może przełożyć się i na planowane emisje, i na notowania obligacji korporacyjnych.

Podsumowując, tragedii na rynku obligacji korporacyjnych z powodu IPO Żabki nie będzie, jednak można zakładać, że październik upłynie pod znakiem oczekiwania na jej koniec. Emitenci będą czekać na powrót płynności, instytucje na napływy ze strony inwestorów, a notowania samych obligacji (podobnie zresztą jak akcji) mogą być pod presją „szukania gotówki na IPO”.

Autor:  Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Polska na drodze do czołówki państw z największymi rezerwami złota – mamy już 420 ton!

Narodowy Bank Polski (NBP) nie zwalnia tempa w zabezpieczaniu stabilności finansowej kraju. Według Prezesa NBP dysponujemy obecnie rezerwami złota na poziomie 420 ton, co oznacza dokupienie we wrześniu ok. 22 ton kruszcu. Dzięki strategicznym zakupom kruszcu w ostatnich latach nie tylko wzmocniliśmy swoją pozycję, ale również zyskaliśmy około 30 mld złotych na inwestycjach w złoto. Ilość zgromadzonego kruszcu stawia Polskę na czołowej pozycji w globalnym wyścigu o złote rezerwy. Czy uda nam się wyprzedzić Portugalię i zająć 11. miejsce? Awans ten oznaczać będzie skok o 10 pozycji w ciągu roku.

Choć jeszcze nie poznaliśmy publikowanych co miesiąc danych o stanie aktywów rezerwowych za wrzesień, to na czwartkowej konferencji prezes Narodowego Banku Polskiego zdradził już, że zakupy kruszcu były kontynuowane także w ubiegłym miesiącu. Okazuje się, że NBP dysponuje obecnie rezerwami złota na poziomie 420 ton, co oznacza dokupienie we wrześniu ok. 22 ton kruszcu. Zakupy te podyktowane są wzmocnieniem postrzegania stabilności finansowej Polski, natomiast relatywnie duże ilości w stosunku do innych krajów wynikają z naszego, geograficznego położenia i tlących się za naszą wschodnią granicą ryzyk geopolitycznych.

Przypomnijmy, że jeszcze na koniec II kwartału Polska zajmowała 12. miejsce na świecie z rezerwami wynoszącymi 377 ton. Obecnie, z wynikiem 420 ton, wyprzedziliśmy już prawdopodobnie Portugalię, która na koniec II kwartału raportowała 382 tony. To z kolei oznaczałoby przesunięcie Polski na 11. pozycję. Ostateczne dane z podsumowania III kwartału Światowej Rady Złota poznamy już wkrótce – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex. Prezes Narodowego Banku Polskiego potwierdził, że konsekwentnie dąży do zwiększenia udziału złota w rezerwach do 20%. Po sierpniowych zakupach udział ten wynosił nieco ponad 15%, a wrześniowe transakcje przybliżyły nas do poziomu 16%, choć precyzyjną wartość poznamy dopiero po publikacji pełnych danych o stanie wszystkich aktywów rezerwowych za wrzesień – dodaje.

Złoty wyścig trwa na całym świecie. Coraz więcej banków centralnych planuje zwiększać swoje rezerwy złota. Według badań Central Bank Gold Reserves (CBGR) z 2024 roku, aż 29% banków centralnych zamierza powiększyć swoje zasoby tego kruszcu w ciągu najbliższego roku – to najwyższy odsetek od rozpoczęcia badań w 2018 roku.

Narodowy Bank Polski konsekwentnie zabezpiecza stabilność finansową kraju, co widać po regularnych zakupach złota. Ostatnie transakcje przybliżają nas do czołowej dziesiątki światowych rezerw, co pokazuje strategiczne podejście Polski do dywersyfikacji aktywów rezerwowych. Złoto to nie tylko zabezpieczenie, ale i kluczowy element budowania zaufania na arenie międzynarodowej – podkreśla Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Złoto monetarne odgrywa dziś kluczową rolę w dywersyfikacji rezerw walutowych na całym świecie. Globalny popyt na ten kruszec czyni go jednym z najbardziej pożądanych aktywów, o które rywalizują państwa na wszystkich kontynentach. W obecnych czasach geopolitycznych napięć, złoto staje się gwarantem bezpieczeństwa finansowego dla wielu krajów.

Columbus wprowadza pierwszą na rynku usługę do synchronizacji urządzeń energetycznych

Columbus Intelligence – innowacyjna usługa od Columbus, oparta na inteligentnych algorytmach, wchodzi na polski rynek. Rozwiązanie przyspieszy o 20-40% zwrot z inwestycji w domowe magazyny energii.

Pakiet usług, o nazwie Columbus Intelligence, służy do kompleksowego zarządzania przepływem energii w gospodarstwach domowych. Zastosowane w niej zaawansowane algorytmy i modele, które synchronizują ze sobą urządzenia energetyczne: fotowoltaikę, pompę ciepła, magazyn energii, magazyn ciepła, ładowarkę do EV i rynek dynamicznych cen energii tak, aby zużycie energii było jak najbardziej efektywne. Rozwiązanie jest unikalne na rynku, bowiem łączy pracę wszystkich urządzeń – niezależnie od ich producenta – pozwalając zarządzać i energią, i jej ceną.

Columbus od ponad 2 lat przygotowywał się do wdrożenia rozwiązania, które byłoby odpowiedzią na światowy trend zarządzania energią. Już wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że funkcjonowanie urządzeń energetycznych bez tego rodzaju systemów będzie po prostu nieopłacalne. Prezentowany dziś Columbus Intelligence to jedyne tak kompleksowe rozwiązanie na rynku. Jest to autorski zestaw pierwszych 7 zaawansowanych algorytmów, dedykowanych dla domów, które synchronizują ceny energii (TGE), optymalizacją jej zużycie, monitorują urządzenia oraz zarządzają energią w oparciu o prognozy i nadwyżki z fotowoltaiki. Ale to dopiero początek naszych propozycji, bo w przygotowaniu są już następne usługi, przeznaczone dla biznesu, spółdzielni mieszkaniowych czy wielkoskalowych magazynów energii wyjaśnia Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Jaka jest największa korzyść z zastosowania Columbus Intelligence? Dzięki synchronizacji urządzeń poprzez CI za pośrednictwem tej usługi oszczędności na rachunkach są zdecydowanie wyższe, a cały system zwraca się dużo szybciej.

Usługa Columbus Intelligence składa się z:

  • algorytmu, który automatycznie synchronizuje się z godzinowymi cenami energii, aby zarządzać magazynowaniem, zużyciem i handlem energią celem maksymalizacji oszczędności,
  • algorytmu monitorującego zużycie energii w gospodarstwie domowym,
  • inteligentnego asystenta, który proponuje spersonalizowane wskazówki dotyczące zmian w codziennych nawykach, celem oszczędności w rachunkach za energię,
  • algorytmu, który inteligentnie wykorzystuje nadwyżki energii z instalacji fotowoltaicznej do podgrzewania wody użytkowej,
  • algorytmu zapobiegającego wyłączeniom instalacji fotowoltaicznych spowodowanych przeciążeniem sieci,
  • algorytmu do inteligentnego zarządzania ładowaniem samochodu elektrycznego,
  • zaawansowanego algorytmu, który przewiduje godzinowe zużycie energii w gospodarstwie domowym na podstawie danych historycznych i prognozy zużycia energii z instalacji fotowoltaicznej, jednocześnie zarządzając systemem magazynowania energii; algorytm ten codziennie generuje strategię maksymalizującą wykorzystanie energii z fotowoltaiki i minimalizuje koszty poboru prądu z sieci; działa z taryfami dynamicznymi i wielostrefowymi.

Columbus Intelligence będzie wdrażany na preferencyjnych warunkach u nowych klientów, którzy nabędą produkty od Columbus wraz z magazynem energii. W kolejnym etapie usługa będzie dostępna w otwartej sprzedaży, zarówno dla klientów posiadających produkty od Columbus, jak też dla posiadaczy urządzeń innych firm.

Złoty traci przez wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie i świetne dane z rynku pracy USA

Dla złotego – podobnie jak i innych walut regionu – był to słaby tydzień. Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie zwróciły inwestorów w stronę dolara amerykańskiego. Przy jednoczesnym ograniczeniu obaw dotyczących spowolnienia gospodarczego w USA pozwoliło to na pokaźne umocnienie amerykańskiej waluty.

Kluczowe punkty:
➢ Rosnące obawy geopolityczne spowodowały ucieczkę inwestorów od ryzyka.
➢ Amerykański raport NFP znacznie przekroczył oczekiwania.
➢ Kombinacja powyższych czynników wpłynęła na osłabienie złotego.
➢ USD umocnił się względem pozostałych walut G10.
➢ GBP stracił po gołębich komentarzach Baileya.

Bardzo silny wrześniowy raport NFP (non-farm payrolls) z USA pozwolił amerykańskiej walucie wznieść się na szczyty zestawień za ubiegły tydzień. Rynki obecnie właściwie wykluczają drugie z rzędu cięcie o 50 pb. na listopadowym posiedzeniu Fedu, szczególnie po jastrzębich komentarzach prezesa Jerome’a Powella. Względem dolara umocniło się zaledwie kilka walut krajów Ameryki Łacińskiej, będących istotnymi eksporterami ropy naftowej. Największym beneficjentem ostatnich wydarzeń było peso meksykańskie, zyskujące na gwałtownym wzroście cen surowca i dużej odległości od Bliskiego Wschodu.

W tym tygodniu uwaga ponownie skupi się na inflacji – w czwartek (10.10) opublikowany zostanie wrześniowy raport CPI z USA. Musiałby on znacznie zaskoczyć w górę, by zniweczyć szanse na obniżkę stóp procentowych o 25 pb. na listopadowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej, którą obecnie rynki wyceniają w pełni. Poznamy również sierpniowe odczyty dla strefy euro (sprzedaż detaliczna w poniedziałek 07.10) i Wielkiej Brytanii (PKB i produkcja przemysłowa w piątek 11.10), które raczej nie wpłyną istotnie na rynek. Poza tym inwestorzy będą uważnie śledzić rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

PLN

Ubiegły tydzień był trudny dla większości walut rynków wschodzących, co dotyczy również złotego. Polska waluta o wysokiej becie radziła sobie gorzej od większości walut EM – jedynymi wyjątkami były forint węgierski i won południowokoreański. Winić za to należy w większości czynniki zewnętrzne, w szczególności tryb risk-off spowodowany obawami dotyczącymi sytuacji na Bliskim Wschodzie i znaczną zmianą wyceny stóp procentowych w USA po silnym raporcie NFP. Dodatkowo wciąż utrzymują się obawy związane ze stanem gospodarki strefy euro, które kładą się cieniem na regionie. Deprecjacja względem wspólnej waluty o niemal 1% na przestrzeni zaledwie tygodnia jest bez wątpienia znacząca, ważna jest jednak perspektywa – kurs EUR/PLN jest teraz tylko nieznacznie powyżej 4,30.

W kraju uwaga skupiła się na posiedzeniu NBP. Stopy pozostały oczywiście bez zmian, a najważniejsza była konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Mimo wzrostu inflacji do 4,9% we wrześniu jego ton stał się jeszcze bardziej gołębi – zarówno jego komentarze, jak i niedawne przetasowanie w zakresie ryzyk sugerują, że szala może się przechylać w stronę cięcia w marcu. Wciąż jednak daleko do czasu, kiedy obniżki będą realistyczną możliwością, a jesteśmy obecnie w wyjątkowo niepewnym okresie.

EUR

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy kolejny niewysoki odczyt inflacji w strefie euro, co oznacza, że Europejski Bank Centralny jest na najlepszej drodze do obniżenia stóp procentowych podczas najbliższego posiedzenia (17.10). Rynki wyceniają obecnie cięcia na każdym z kolejnych czterech posiedzeń, aż do II kwartału 2025 r. Choć uważamy to za nieco agresywne, dalsze pogorszenie danych dotyczących aktywności gospodarczej rzeczywiście mogłoby wpłynąć na szybkie tempo cięć. Pozytywna w tym kontekście jest ubiegłotygodniowa rewizja w górę wskaźników PMI, które jednak wciąż są zgodne ze stagnacją w bloku.

Znaczna różnica między wynikami gospodarek strefy euro i USA sprawiła, że rozbieżność stóp rynkowych rosła najszybciej od czasu pandemii, w wyniku czego wspólna waluta ucierpiała. W tym tygodniu uwagę skupią liczne dane gospodarcze z sierpnia, przemówienia oficjeli EBC oraz minutki z ostatniego posiedzenia banku.

USD

Wrześniowy raport NFP okazał się znacznie silniejszy od oczekiwań – dotyczy to bezrobocia, przyrostu miejsc pracy i wzrostu płac. Wydaje się, że Rezerwa Federalna zdołała doprowadzić do miękkiego lądowania, czyli sytuacji, w której inflacja zostaje sprowadzona do celu przy jednoczesnym uniknięciu recesji. Powinno to zwiększyć prawdopodobieństwo bardziej stopniowego rozluźniania polityki monetarnej FOMC, czemu prezes Jerome Powell zasadniczo przytaknął w ubiegłym tygodniu. Obecnie rynki nie widzą istotnych szans na obniżkę o 50 pb., a ich bazowym scenariuszem jest standardowe cięcie o 25 pb.

Niższe stopy procentowe w USA to korzystna perspektywa dla aktywów ryzykownych. Gospodarka USA jest jednak wciąż silna, Fed bardziej jastrzębi od oczekiwań, a sam dolar zyskał dodatkowo na obawach geopolitycznych związanych z eskalacją na Bliskim Wschodzie. Najważniejszym źródłem niepewności są teraz listopadowe wybory prezydenckie, których wynik jest wciąż trudny do przewidzenia. Po ubiegłotygodniowej debacie wiceprezydenckiej zakłady bukmacherskie wskazują na remis.

GBP

Aprecjacja funta, która w ujęciu ważonym handlem trwa już ponad dwa lata, nieco w ubiegłym tygodniu wyhamowała. Inwestorzy wykorzystali gołębie wypowiedzi prezesa Banku Anglii (BoE) Andrew Baileya jako pretekst do częściowej realizacji zysków. Ostrzegł on, że Komitet może obniżać stopy procentowe w bardziej agresywnym tempie, jeśli inflacja w Wielkiej Brytanii będzie w dalszym ciągu spadać. Już następnego dnia wypowiedź tę złagodził jednak główny ekonomista BoE Huw Pill. Rynki zareagowały, wyceniając bardziej agresywny cykl rozluźniania polityki monetarnej w Wielkiej Brytanii, sądzimy jednak, że komentarze Baileya zostały odebrane zbyt dosłownie i miały być zaledwie ostrzeżeniem, a nie zapowiedzią szybszego tempa cięć.

Mimo ubiegłotygodniowego spadku funt pozostaje najlepiej radzącą sobie w tym roku walutą G10. Odczyt sierpniowego PKB w piątek (11.10) powinien potwierdzić, że popyt w Wielkiej Brytanii pozostaje stosunkowo odporny, przynajmniej w porównaniu do sytuacji w strefie euro. Spodziewamy się więc, że – jeśli nie staną temu na drodze dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie – funt ponownie zyska.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Unia Europejska nie pozwala na zakaz używania mięsnego nazewnictwa w odniesieniu do roślinnych alternatyw

Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał pozytywny dla roślinnych producentów wyrok w sprawie używania nazewnictwa takiego jak „szynka” czy „wędlina” w odniesieniu do roślinnych produktów. Skutecznie zakańcza to trwające w wielu krajach dyskusje na temat ograniczeń prawnych związanych z nazewnictwem. U nas podobna propozycja zakazu była przedstawiona przez Ministerstwo Rolnictwa w grudniu 2023 roku. W wyniku wyroku TSUE tego typu zakazy na poziomie krajowym nie będą już mogły wejść w życie. W związku z tym tematem, przesyłam krótki komentarz (w razie potrzeby także w formie audio). Gdyby temat okazał się ciekawy i potrzebne byłoby coś więcej z naszej strony pozostaję do dyspozycji i chętnie prześlę więcej informacji.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości wstawił się za producentami roślinnych alternatyw i wydał wyrok w sprawie zakazu używania mięsnego nazewnictwa w odniesieniu do roślinnych produktów. Oznacza to, że poszczególne kraje, takie jak Polska czy Francja nie będą mogły zakazać używania terminów takich jak “szynka” czy “kiełbaska” w odniesieniu do roślinnych produktów na poziomie krajowym. Jest to istotny krok w kierunku ochrony konkurencyjności alternatyw mięsa na arenie międzynarodowej i walki o równe prawa dla branży roślinnej. Jak pokazują badania opinii publicznej przeprowadzone przez RoślinnieJemy 96% konsumentów nie zdarza się mylić roślinnych produktów z mięsnymi przy półce sklepowej. Takie ograniczenia, to próba utrudniania funkcjonowania producentom roślinnej żywności.Batalia o nazewnictwo trwała we Francji już od 2 lat, zakaz został dwukrotnie wprowadzony i zniesiony. Dzięki decyzji ze strony Trybunału Sprawiedliwości roślinna branża we Francji nie będzie musiała mierzyć się z już z kolejnymi wyzwaniami w tej dziedzinie.

Karolina Centkowska, Menadżerka ds. komunikacji Roślinniejemy

Rośnie poparcie dla zniesienia zakazu handlu w niedziele. Wyraźnie też zmienia się struktura zwolenników

Według najnowszego sondażu, 52,6% Polaków chce przywrócenia handlu we wszystkie niedziele. 38,9% rodaków ma odmienne zdanie, a 8,5% nie umie się określić w tej kwestii. Do tego widać wzrost poparcia dla ww. rozwiązania. Na początku lutego br. 46% ankietowanych chciało, żeby sklepy stacjonarne pozostawały otwarte każdego dnia tygodnia. Przeciwników było wtedy 44%, a niezdecydowanych – 10%. W ciągu 8 miesięcy zmieniła się też struktura zwolenników. Wcześniej wśród nich były głównie osoby w wieku 30-40 lat, z wyższym lub ze średnim wykształceniem, z największych polskich miast. Obecnie dominują młodsi Polacy, słabiej wyedukowani oraz z mniejszych ośrodków miejskich.

Jak pokazuje najnowsze badanie UCE RESEARCH i Grupy Offerista, 52,6% dorosłych Polaków opowiada się za przywróceniem handlu we wszystkie niedziele, tak jak to miało miejsce przed 1 marca 2018 roku. 38,9% rodaków jest temu przeciwnych, a 8,5% nie potrafi się określić w tej materii.

– Choć temat zakazu handlu w niedziele funkcjonuje już w przestrzeni publicznej od ponad 6 lat, wciąż rozgrzewa Polaków. I to wyraźnie widać po tej edycji badania, bo ponad połowa dorosłego społeczeństwa chce zmiany. Tuż przed wyborami parlamentarni obecna koalicja rządząca zapowiadała, że zlikwiduje ww. ograniczenie, co podgrzało atmosferę wokół tego tematu. Jednak do tej pory sprawa nie została załatwiona – komentuje Robert Biegaj, współautor badania z Grupy Offerista.

Na początku lutego br. również zapytano Polaków (wg tej samej metodologii), czy chcą przywrócenia handlu we wszystkie niedziele. Wówczas poparcie wyraziło mniej osób niż ostatnio, bo 46%. Przeciwników było wtedy 44%, a niezdecydowanych – 10%. – Sądzę, że wzrost poparcia może być lekko rozbudzony przez polityków koalicji rządzącej. Przy poprzedniej władzy właściwie wiadomo było, że sytuacja się nie zmieni, a jeżeli już, to raczej sprawy mogą pójść w zupełnie drugą stronę – mówi Robert Biegaj.

Ekspert uważa też, że rozbudzone nadzieje Polaków raczej szybko nie ochłoną. – Sądzę, że w tym roku te nastroje nie opadną. Na pewno nie stanie się to do czasu, gdy rząd oficjalnie i definitywnie nie powie, że nie ma szansy na całkowitą likwidację zakazu. Oczywiście wahania w jedną bądź w drugą stronę będą, ale niezbyt widoczne – twierdzi Robert Biegaj.

Współautorzy badania z UCE RESEARCH podkreślają, że zapytali Polaków o przywrócenie handlu we wszystkie niedziele, a nie w jedną czy dwie w miesiącu. – W mojej ocenie, przeciętny Kowalski oczekuje właśnie powrotu sytuacji sprzed 1 marca 2018 roku, a nie pojedynczych niedziel handlowych. Oczywiście inne zdanie w tej kwestii mają pracownicy branży handlowej, np. kasjerzy. I nie ma się czemu dziwić. Właściwie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – dodaje znawca rynku z Grupy Offerista.

W opinii eksperta, osoby niezdecydowane w tym temacie raczej nie opowiedzą się ostatecznie po żadnej stronie. – Jest to poniekąd ugruntowana postawa od dłuższego czasu, głównie wśród osób, które na co dzień nie muszą robić większych zakupów dla siebie bądź swojej rodziny. Dlatego w dużej części jest im naprawdę wszystko jedno, czy zakaz będzie dalej obowiązywał – stwierdza Robert Biegaj.

Z badania wynika też, że częściej za przywróceniem handlu we wszystkie niedziele opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Twierdzą tak przede wszystkim osoby w wieku 25-34, z miesięcznym dochodem netto 7000-8999 zł oraz z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. Głównie dotyczy to mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności.

– Wcześniej za takim rozwiązaniem były głównie osoby w wieku 30-40 lat z największych polskich miast. Do tego dominował pogląd, że wznowienie handlu we wszystkie niedziele najbardziej odpowiada ludziom ze średnim oraz z wyższym wykształceniem. Teraz jest inaczej. Za to niezmienną kwestią pozostają uzyskiwane przychody. Wciąż głównie ludzie zarabiający powyżej średniej krajowej chcą móc iść na zakupy każdego dnia tygodnia – zauważa ekspert z Grupy Offerista.

Z kolei przeciwko przywróceniu handlu we wszystkie niedziele częściej są kobiety niż mężczyźni. Takie stanowisko prezentują głównie osoby w wieku 65-74 lat, nieujawniające wysokości miesięcznych dochodów netto i ze średnim wykształceniem. Przede wszystkim mówią o tym mieszkańcy wsi oraz miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Seniorzy z reguły mają dużo więcej czasu na zakupy w tygodniu niż pracujący rodacy, którzy praktycznie od rana do wieczora wykonują zawodowe obowiązki, szczególnie w dużych i średnich miastach. I to w zasadzie nie powinno nikogo dziwić. Do tego można dodać, że mieszkańcy wsi i małych miast nie bardzo są zainteresowani robieniem większych zakupów akurat w niedzielę, bo ten dzień poświęcają z reguły na obrzędy religijne – wyjaśnia Robert Biegaj.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 27-30.09.2024 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1021 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Rynek odrzuca cięcie stóp proc. o 50 pb przez Fed

Rynek pracy w USA wypadł znacznie lepiej niż przewidywano. Imponująca liczba 254 tys. nowych miejsc pracy i spadek stopy bezrobocia do 4,1 proc. ucinają spekulacje odnośnie możliwego mocniejszego cięcia stóp procentowych przez Fed w listopadzie. Zatem w tym momencie scenariuszem bazowym jest ruch o 25 pb. Rynek dostosował swoją wycenę przez co dolar zyskał na wartości a złoto zostało znacznie przecenione, ale wciąż pozostaje powyżej 2630 USD. Wskaźnik CME FedWatch wskazuje jedynie 10 proc. możliwej większej zmiany stóp przez FOMC

Wynik o około 100 tys. więcej niż konsensus Bloomberga to dość sporo, zatem reakcja rynkowa również musiała być odpowiednio większa. Nawet optymistyczna prognoza Goldman Sachsa na poziomie 165 tys. została zdecydowanie pokonania, nie mówiąc już o pesymistycznych szacunkach banku Citi (75 tys.). Na uwagę również zasługuje fakt, że poprzednia wartość została zrewidowana (z 142 do 159 tys.), tym razem nie w dół a w górę. Spadek stopy bezrobocia to kolejny element pokazujący, że do recesji daleka droga.

Wzrost płac, będący ważnym wskaźnikiem do oceny presji inflacyjnej, wzrósł do 4 proc. w ujęciu rocznym, z 3,9 proc. w sierpniu. W ujęciu miesięcznym płace wzrosły o 0,4 proc., co jest zgodne z wynikiem z sierpnia.

Kluczowym pytaniem przed publikacją piątkowego raportu było to, czy dane będą odzwierciedlały znaczące ochłodzenie na rynku pracy, co mogłoby skłonić Fed do kolejnej dużej obniżki stóp procentowych. Lepszy od oczekiwań raport dotyczący zatrudnienia sprawia, że jest mniej prawdopodobne, aby Fed będzie działał z taką „pilnością” jak podczas wrześniowego spotkania, kiedy bank centralny obniżył stopy procentowe o pół punktu procentowego.

Po publikacji raportu rynek wyceniał około 10 proc. szans na obniżkę stóp procentowych o 50 pb w listopadzie, co jest znaczącym spadkiem w porównaniu do 53 proc. szans tydzień temu, według narzędzia CME FedWatch.

Oprócz silnego dolara, spadku cen złota oraz wzrostu rentowności obligacji USA, zareagowały także indeksy giełdowe. Dobre dane to dla Wall Street w tym momencie pozytywna informacja. Gospodarka jest silna a Fed i tak będzie luzował politykę, tylko w wolniejszym tempie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Frank i dolar umacniają się jako bezpieczne przystanie w obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie

Po wczorajszej obojętności, dziś rynek walut zaczął zwracać uwagę na niekończące się doniesienia z Bliskiego Wschodu. Konsekwencją jest umocnienie USD i CHF, które są uważane za bezpieczne przystanie. Aprecjacji franka nie zakłóciły nawet spadki inflacji konsumenckiej. W czwartek mocny cios przyjął funt, dla którego obciążeniem stała się wypowiedź prezesa Banku Angli.

CHF pozostaje safe haven

Najnowsze odczyty tempa wzrostu cen konsumenckich w Szwajcarii po raz kolejny były spadkowe. W ujęciu rocznym dynamika cen obniżyła się z 1,1% do 0,8%. Odczyt był niższy od prognoz, mówiących o stabilizacji wskaźnika przy wartości sprzed miesiąca. Jednocześnie jest to najniższy poziom od sierpnia 2021 roku. Ponadto, w ujęciu miesięcznym, odnotowano deflację na poziomie -0,3%. Spadające tempo wzrostu cen nie stanowi zatem przeszkody na ścieżce luzowania monetarnego, które helweccy decydenci rozpoczęli w tym roku. W niedalekiej przyszłości może ono po raz kolejny doprowadzić do nastania tam ujemnych stóp procentowych. Niższa inflacja to w teorii dalsze obniżki stóp, czyli słabsza waluta. Taka też była pierwsza reakcja franka, który tuż po publikacji delikatnie osłabił się na rynku, dochodząc na wykresie CHF/PLN do poziomu 4,56 PLN. Straty zostały jednak szybko odrobione, i to z nadwyżką. Stoi za tym aktualny sentyment risk off panujący na rynkach, spowodowany eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Frank szwajcarski, jako waluta safe haven, często wybierana jest przez inwestorów jako bezpieczna przystań w czasie wzrostu ryzyka geopolitycznego. Kurs CHF/PLN o godzinie 14:00 wzrósł do 4,59 PLN.

GBP w dół

Zupełnie inny kierunek podczas dzisiejszej sesji obrał funt brytyjski. Powodem deprecjacji GBP jest komentarz gubernatora Banku Anglii. Zgodnie z jego wypowiedzią, istnieje duża szansa obrania bardziej agresywnej ścieżki cięć kosztu pieniądza na Wyspach, niż dotychczas wskazywano. Reakcja rynku była natychmiastowa i wiązała się z wyprzedażą brytyjskiej waluty. Szczególnie jest to widoczne na wykresie GBP/PLN, który tylko podczas dzisiejszej sesji spadł aż o 5 groszy, z 5,15 PLN o poranku do 5,10 PLN w południe. W tym miejscu warto dodać, że dziś złoty odnotował zysk do funta, mimo że do innych głównych walut (EUR, USD, CHF) ponosi straty. To efekt  rosnącej awersji do ryzyka wśród inwestorów, którzy dziś są sceptycznie nastawieni do PLN.

„Edek” z lekkim spadkiem

W czwartek na głównej parze walutowej świata zauważyliśmy umocnienie dolara  związane z wcześniej wspomnianym wzrostem ryzyka geopolitycznego. Amerykańska waluta, podobnie jak szwajcarski frank, zwykła zyskiwać podczas narastania globalnej niepewności. Tak było i dziś o poranku. Kurs EUR/USD zszedł o wsparcie niżej, czyli do poziomu 1,102 USD. W przypadku kontynuacji ruchu w dół, kolejnym istotnym przystankiem będzie okrągłe 1,10 USD.

Warto dodać, że aprecjacja „zielonego” następuje, pomimo zmniejszającego się prawdopodobieństwa listopadowej obniżki stóp procentowych w Stanach o 50 punktów bazowych, które z dnia na dzień spada i dziś wynosi już tylko 33%. Ponadto unijna waluta nie potrafiła znaleźć dziś siły przeciwko USD, nawet w momencie publikacji lepszego od prognozy odczytu indeksu PMI dla usług, który wyniósł 51,4 pkt. i pozostał w strefie rozwoju. To pokazuje, jak silny wpływ na dolara ma aktualna niepewna sytuacja geopolityczna. Przypomnę, że jutro opublikowane zostaną dane z amerykańskiego rynku pracy, które – przy braku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie – powinny odegrać najważniejszą rolę podczas piątkowej sesji.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto bije rekordy, dolar rośnie, a inflacja wraca – geopolityczne wstrząsy na rynkach

Październik przynosi nam jeszcze większe wstrząsy w geopolityce, co ma ogromny wpływ na rynek finansowy. Skutki eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie najbardziej widoczne są we wzroście cen ropy. Drożało złoto, a jednak złoty jest mocny.

Najpierw Izrael zdecydował się na wejście swoich wojsk lądowych na południe Libanu w celu zwalczania pozycji Hezbollahu, a następnie Iran zdecydował się na działania odwetowe, wysyłając setki rakiet w kierunku Izraela. Chociaż sam atak nie zebrał dużej ilości ofiar,, to ma jednak ogromny wpływ na to, co dzieje się na rynkach finansowych.

Izrael w ostatnim czasie dokonał wielu ataków na cele związane z Hezbollahem, który wspierany jest przez Iran, dlatego można było oczekiwać, że ten zdecyduje się na działania odwetowe. Na razie sytuacja wygląda bardzo podobnie do tego, co było w kwietniu, kiedy to Iran chciał jedynie pokazać, że jest w stanie odpowiedzieć na zbrojne działania Izraela.

Rynek obawia się bardzo mocno tego, że Izrael wybierze na cel infrastrukturę związaną z ropą naftową, co mogłoby zaburzyć względnie zbilansowany rynek. Ropa naftowa zyskała na wzroście dziennym na poziomie ok. 3,5%.

Ropa Brent na początku października przekroczyła cenę 75 USD za baryłkę i zakończyła sesje na poziomach najwyższych od 3 września. Warto podkreślić, że wyższe ceny ropy naftowej, to oczywiście mniejszy potencjał na obniżki stóp procentowych. Już teraz w USA wskazuje się, że w tym roku możemy już nie doświadczyć kolejnej dużej obniżki. Jerome Powell, szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej powiedział już, że bank nie musi spieszyć się z podwyżkami. Tym samym prawdopodobieństwo większego cięcia zmniejszyło się do 40%.

Wzrost popytu na aktywa bezpieczne i mniej gołębi Fed umocnił wyraźnie dolara. EURUSD spadł do najniższego poziomu od pierwszej połowy września i znajduje się już blisko poziomu 1,10. USDPLN powraca z poziomów poniżej 3,80 i zbliża się do kolejnego okrągłego poziomu 3,90.

Ostatnią decyzję o obniżce stóp procentowych mieliśmy dokładnie rok temu, gdy RPP zaskoczyła rynek. Było to tuż przed wyborami do parlamentu. RPP rok temu obniżyła stopy procentowe we wrześniu i październiku w sumie o 100 punktów bazowych, ale obecnie ze względu na podwyższoną inflację wskazuje, że nie ma pretekstu do obniżek. Polska ma obecnie jedne z najwyższych stóp procentowych w Europie, co również doprowadziło do umocnienia złotego w ostatnich kilkunastu miesiącach.

Jednocześnie oddala się perspektywa obniżek stóp procentowych w wykonaniu RPP. Możliwe, że stanie się to dopiero w drugiej połowie 2025 r.

– Wzrost światowych cen ropy odczujemy na naszych stacjach benzynowych i po stronie rosnącej inflacji, która w ostatnich miesiącach korzystała z tego, że ceny ropy pozostawały na niskich cenach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Pomimo obniżki stóp procentowych w wykonaniu Fed dolar się wzmocnił, a jednocześnie złoto zdrożało do poziomu 2 670 USD za uncję (zbliżając się do rekordowego notowania na kontraktach z 26 września).

– Zwykle mocniejszy dolar prowadzi do osłabienia cen złota, tym razem jest jednak inaczej ponieważ zaniepokojeni inwestorzy szukają bezpiecznej przystani – komentuje ekspert XTB.

Kapitał napływa do bezpiecznych przystani, co jednak nie osłabiło na istotną skalę polskiej waluty. Polski rynek traktowany jest jednak jako bezpieczny, gdy trwa konflikt na Bliskim Wschodzie. Nie należy jednak wykluczać wyjścia pary USDPLN na poziom powyżej 3,90 zł za dolara. Wówczas nadal będzie jednak silny.

Podsumowanie września na rynku deweloperskim

Deweloperzy działający na 7 głównych rynkach mogą zaliczyć wrzesień do udanych miesięcy. Sprzedali prawie 3,7 tys. lokali. To ok. 40% więcej niż w sierpniu, jednak jak wskazują eksperci – to niekoniecznie oznacza przełom. Oferta deweloperska w największych miastach wciąż rośnie, a ceny są stabilne, choć w miastach takich jak Poznań, Katowice i Łódź mogą być za wysokie dla potencjalnych nabywców. Równocześnie spada średni metraż wprowadzanych do sprzedaży mieszkań i obecnie wynosi ok. 51 mkw.

Wrzesień przyniósł kolejny przyrost oferty mieszkań deweloperskich. W granicach 7 głównych miast na koniec miesiąca dostępnych było 52,4 tys. lokali. To o 1,6% więcej niż na koniec sierpnia. Widać jednak, że z miesiąca na miesiąc dynamika wzrostu liczby dostępnych lokali od deweloperów słabnie – pół roku temu oferta rosła o ok. 6-8% miesięcznie. W I i II kwartale tego roku urosła o 17%, a w III zaledwie o 8%.

Deweloperzy zauważają osłabienie popytu oraz spadający poziom sprzedaży. Dla porównania na początku roku dzienna sprzedaż nowych mieszkań na 7 rynkach głównych oscylowała wokół 160 jednostek, a w lipcu i w sierpniu było to już ok. 110 lokali. Wprowadzają więc mniej mieszkań do oferty, ale wciąż ich liczba przewyższa sprzedaż – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Największy wzrost oferty widoczny jest w Krakowie, gdzie po trudnym 2023 r. deweloperzy zakasali rękawy. W stolicy Małopolski na koniec września br. było dostępnych aż dwa razy więcej lokali (7,6 tys.). Nieco mniejszy odnotowano we Wrocławiu – o ponad 40%. Z kolei ponad 30% przyrost nastąpił w Warszawie, a najmniejszy z 7 badanych rynków w Trójmieście, tylko o 8%.
Liczba mieszkań deweloperskich w ofercie w miastach

Wyższa sprzedaż we wrześniu i ostrożny optymizm

Wstępny odczyt Otodom Analytics we wrześniu wskazuje, że deweloperzy działający w granicach 7 miast głównych (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) sprzedali blisko 3,7 tys. mieszkań. To najlepszy wynik od początku tegorocznej wiosny. Czy to oznacza przełom? Niekoniecznie. Jak wskazują eksperci to prawdopodobnie efekt skumulowanego popytu po wakacjach.

Wynik całego trzeciego kwartału był podobny do poprzedniego – sprzedano niespełna 9 tys. mieszkań. To oznacza, że sytuacja na rynku jest stabilna i wrześniowy wynik to efekt odłożonych w czasie wakacji planów zakupowych. W porównaniu do ubiegłego roku odnotowaliśmy spadek sprzedaży o 38%. Warto jednak zauważyć, że rok temu rynek nieruchomości miał dopalacz w postaci programu Bezpieczny Kredyt 2%. Gdyby wziąć pod uwagę trzy kwartały tego roku, to spadek sprzedaży r/r wynosi jedną czwartą, a wynik ok. 29 tys. lokali jest podobny do tego z trzech pierwszych kwartałów 2022 r. – tłumaczy Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego Otodom Analytics.

Wśród 7 rynków głównych prym we wrześniu wiodła Warszawa. Stołeczni deweloperzy sprzedali 1,2 tys. mieszkań, podczas gdy w 3 z 4 poprzedzających miesięcy nie przekraczali 900 lokali. Dynamiczny wzrost sprzedaży odnotowano także we Wrocławiu (+60%) i w Trójmieście (+60%). Z kolei najmniejszy skok popytu widoczny był w Krakowie (+11%) oraz w Katowicach (+4%). Porównując jednak te wyniki z analogicznym okresem ubiegłego roku widoczne są duże spadki sprzedaży, a wyjątkiem jest jedynie Łódź.

Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów miastami

Mniejsza powierzchnia nowych inwestycji

We wrześniu na 7 rynkach głównych wprowadzono do sprzedaży ponad 4 tys. mieszkań. To zbliżony wynik do kilku ostatnich miesięcy – w zakończonym kwartale łączna liczba wprowadzeń zamknęła się na poziomie ok. 12 tys. lokali. Widać więc, że deweloperzy są ostrożni i dostosowują podaż mieszkań do poziomu zainteresowania ze strony potencjalnych nabywców. Najwięcej nowych lokali zasiliło ofertę we wrześniu w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Z kolei najmniej w Poznaniu i w Katowicach, gdzie do sprzedaży trafiło zaledwie 6 nowych mieszkań. Ale z perspektywy zakończonego kwartału nawet w tych miastach sytuacja nie wygląda źle. W pierwszym z nich na rynek trafiło ponad 950 mieszkań w ciągu ostatnich 3 miesięcy, a w drugim blisko 550.

Równocześnie można zauważyć, że wprowadzane na rynek lokale są mniejsze niż wcześniej. Od kilku miesięcy średni metraż oferowanego na rynku deweloperskim mieszkania to ok. 51-52 mkw. Dla porównania w 2021 r. było to ok. 53 mkw.

Obecnie dostępna oferta deweloperów jest szeroka, a kupujący posiadający zasoby finansowe zdecydowanie mają z czego wybierać. Ceny całkowite nowych mieszkań utrzymują się na stabilnym poziomie – we wrześniu wzrosły o ok. 1-1,5%. Jednak oferowane na rynku lokale mają mCeny mieszkań na rynku deweloperskimniejszą powierzchnię, a więc koszt w przeliczeniu na mkw. może być wyższy. Dopiero długotrwała zmiana relacji popytu i podaży mogłaby wpłynąć na obniżki cen – zauważa Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Stabilizacja cen trwa

W cennikach trwa uspokojenie. W ujęciu rocznym najwyższy, dwucyfrowy wzrost widoczny jest w Łodzi (20%) oraz w Warszawie i we Wrocławiu (po 12-13%). Z kolei najniższy, bo na poziomie 5-6% – w Poznaniu i Trójmieście.

Nieco inny obraz zobaczymy przyglądając się cenom nominalnym, a nie za metr kwadratowy. Tutaj na dwóch rynkach (Poznań i Trójmiasto) widzimy rok do roku spadek średnich stawek o ok. 2%, a dwucyfrowe wzrosty odnotowano jedynie w Katowicach (12%) i Łodzi (19%). Wzrost w Krakowie i Wrocławiu był niewielki – zaledwie o kilka procent, a w Warszawie wyniósł 6,5%. Bez względu jednak na to, czy analizować będziemy stawki za mkw., czy całkowite – bez wątpienia okres dynamicznych wzrostów cen nieruchomości mamy za sobą.

Ceny mieszkań na rynku deweloperskim

Poznań, Katowice i Łódź z powodami do niepokoju

Zmiany popytowo-podażowe wpływają na istotny z punktu widzenia oceny rynku wskaźnik tempa wyprzedaży oferty. To wartość, która pokazuje jak szybko z danego rynku zniknęłyby wszystkie mieszkania, gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie z ostatnich 3 miesięcy, a deweloperzy nie wprowadzaliby nowych inwestycji.

Od kilku miesięcy dobrze pod tym względem wyglądają Kraków, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław, gdzie czas wyprzedaży utrzymuje się w przedziale 4-6 kwartałów, który uznawany jest za zdrowy dla rynku. Powody do niepokoju widać natomiast w Poznaniu (wzrost wskaźnika z 6 do 8,3 od maja), Katowicach (z 6,2 do 9,3 od czerwca) i Łodzi (gdzie poziom 8-9 kwartałów utrzymuje się od wiosny). Wiele wskazuje na to, że ​ dostępne tam i wprowadzane mieszkania mogą być zbyt drogie dla kupujących.
Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów kwartałami

Dolar znów wsparty przez rynek pracy. Zamieszanie na rynku kryptowalut

Po tym jak ostatnie słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy mocno zaszkodziły dolarowi, teraz mamy odwrócenie tego scenariusza. Duże przeceny można zauważyć na rynku kryptowalut, za to w przypadku Rady Polityki Pieniężnej jest stabilnie, bez zmian.

Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Dolar bardzo lubi się z dobrymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Pokazała to reakcja na wczorajszy raport ADP na temat szacunkowej zmiany zatrudnienia. Wyniósł on 143 tysiące i był o 23 tysiące wyższy od oczekiwań. Po tych danych kurs dolara szedł w górę zarówno względem złotego, jak i euro. W rezultacie dolar jest najdroższy względem polskiej waluty od ponad dwóch tygodni osiągając niemalże poziom 3,90 zł. Podobnie wygląda kurs dolara względem euro, tutaj również dolar pokazuje najlepsze poziomy od ponad dwóch tygodni. Należy jednak pamiętać, że główne dane z rynku pracy zobaczymy dopiero w piątek i to wtedy należy spodziewać się dużej zmienności.

Zamieszanie na rynku kryptowalut

Sytuacja na Bliskim Wschodzie doprowadziła do dużej przeceny na rynku kryptowalut. Może to być oczywiście przypadkowa korelacja, ale brakuje trochę innych wydarzeń, z którymi można powiązać przecenę ostatnich dni. Alternatywą może być uwolnienie środków z bankructwa giełdy FTX, ale ta informacja pojawiła się już po początku spadków. Od początku tygodnia główna kryptowaluta spadła już bowiem od 66 000 USD do 60 000 USD dzisiaj. Teoria łącząca spadki z konfliktem na Bliskim Wschodzie prowadzi do jeszcze jednego ciekawego wniosku. Skoro mamy spadki to znaczy, że doszło do znaczącej sprzedaży aktywów. Byłby to kolejny sygnał stawiający część posiadaczy kryptowalut w nieciekawym świetle.

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła

Przewidywanie decyzji RPP jest ostatnio bardzo proste. Trudniejsze jest ich uzasadnianie, ale zobaczymy jak z tym niełatwym zadaniem poradzi sobie prezes NBP prof. Adam Glapiński. Dzisiaj bowiem o 15:00 posłuchamy najprawdopodobniej o tym, jak to tylko dzięki działaniom Rady, która nie zdecydowała się przedwcześnie obniżać stóp procentowych, inflacja nie osiągnęła jeszcze progu 5%. Fakt, że wysokość tego wskaźnika wynika z bardzo niekorzystnego efektu bazy w zeszłym roku (inflacja w wakacje była wtedy w ujęciu miesięcznym bardzo niska) oraz zlikwidowania jednej z tarcz, za którą w podatkach i tak płacimy wszyscy, zostanie prawdopodobnie przedstawiony w odpowiednim świetle. Nie zmienia to jednak faktu, że – jeśli mają paść jakieś wskazówki co do obniżek stóp – to należy się ich spodziewać właśnie na konferencji prezesa NBP. Gdyby do tego doszło, byłby to wyraźny sygnał osłabiający złotego.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Akcje Nike spadają o 6%, firma traci 45% wartości w ciągu 3 lat – powrót Elliotta Hilla ma odwrócić negatywny trend

W środę akcje Nike spadły o 6 proc. po publikacji wyników finansowych za ostatni kwartał. W ciągu trzech lat akcje firmy straciły na wartości aż 45 proc. Rynek dostrzega, że marka Nike traci swoją atrakcyjność wśród konsumentów, przegrywając zarówno z chińskimi graczami, takimi jak Shein, jak i z nowymi markami premium, jak Lululemon. Problem ten ma rozwiązać powracający na stanowisko prezesa Elliott Hill, jednak firmę czekają jeszcze trudne kwartały.

Nike przechodzi obecnie przez trudny okres. Marka, kiedyś symbolizująca nieustanną innowacyjność, teraz wydaje się wypalona i pozbawiona świeżych pomysłów. W odpowiedzi na te wyzwania, firma zmienia swoje kierownictwo w poszukiwaniu skuteczniejszej strategii wzrostu. Nike przegrywa rynkową rywalizację nie tylko z nowymi markami premium, jak Lululemon i Athleta (należąca do Gap), ale także z długoletnimi rywalami, takimi jak Adidas. Dodatkowo, chińscy producenci obuwia oraz sklepy internetowe, jak Shein, również odbierają firmie udziały w rynku. Mimo że globalnie Nike nadal jest liderem w kategorii odzieży sportowej, jej przewaga nad konkurencją maleje. Cały rynek odzieży wzrósł o 5 proc., napędzany przez silne wyniki Zary, Shein i Uniqlo, podczas gdy wartość marki Nike spadła o 4 proc. w skali roku, jak wynika z raportu Kantar dotyczącego globalnych marek.

Problemy firmy potwierdzają jej wyniki finansowe za okres od czerwca do września. Spadek przychodów był oczekiwany, ale słaba sprzedaż butów do biegania w USA (-14 proc.) i Europie (-12 proc.) okazała się dużym zaskoczeniem. Pokazuje to, że inwestycje firmy związane z Igrzyskami Olimpijskimi w Paryżu nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Paradoksalnie, w Chinach, gdzie wiele zachodnich marek zmaga się z problemami, przychody Nike spadły jedynie o 2 proc.

W obliczu rosnących wyzwań rynkowych firma poszukuje nowej strategii. Powrót do czasów, gdy Nike była niekwestionowanym liderem w branży, ma zapewnić zatrudnienie Elliotta Hilla, który wraca na stanowisko prezesa po przejściu na emeryturę w 2020 roku. Hill rozpoczął swoją karierę w Nike jako stażysta w 1988 roku i przez całe życie zawodowe był związany z firmą. Jego powrót ma pomóc odwrócić niekorzystną sytuację, jednak rynek znacząco się zmienił w ciągu ostatnich czterech lat.

Ustępujący prezes, John Donahoe, odchodzi po czterech burzliwych latach na stanowisku. Jego głównym sukcesem była strategia promowania sprzedaży bezpośredniej w czasie pandemii, gdy odzież sportowa była masowo kupowana online. Jednak w 2023 roku konsumenci zaczęli wracać do sklepów, takich jak Foot Locker, gdzie Nike nie osiąga już tak dobrych wyników. Wielu uważa, że największym problemem firmy jest utrata tzw. „cool factor” – poczucia, że produkty Nike są najmodniejszym wyborem na rynku.

Elliott Hill ma za zadanie odwrócić ten trend, ale będzie to duże wyzwanie. Nowy-stary prezes potrzebuje czasu na opracowanie strategii, dlatego firma przesunęła termin “Dnia Inwestora”, pierwotnie planowanego na 19 listopada, oraz wycofała wcześniejsze prognozy przychodów. Po publikacji wyników kwartalnych akcje firmy spadły o 6 proc, a w ciągu ostatnich trzech lat firma straciła 45 proc. swojej wartości. Rynek z niecierpliwością będzie obserwować decyzje nowego kierownictwa.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Polacy najmniej ufają Rosjanom i muzułmanom – ranking nieufności

Wrześniowe badanie „Polski Ranking Nieufności 2024″ przynosi interesujące wnioski na temat poziomu zaufania Polaków wobec różnych narodowości i mniejszości. Jak wynika z raportu, największy dystans czujemy wobec Rosjan, podczas gdy na przeciwnym biegunie znajdują się Amerykanie.

Kto budzi największe obawy wśród Polaków?

ranking nieufnosciIndeks Nieufności Polaków, stworzony w celu standaryzowanego porównania braku poziomu akceptacji wobec różnych grup, wskazał, że to Rosjanie (57,2 punktów na 100 możliwych) spotykają się z największym brakiem zaufania w polskim społeczeństwie. Kolejne miejsca na podium zajmują Muzułmanie (44,7) oraz Białorusini (44,2). Z drugiej strony, najniższy poziom nieufności odnotowano wobec obywateli USA (18), Czechów (18,4) i Słowaków (18,6).ranking_nieufnosci_ROSJA ranking_nieufnosci_MUZUŁMANIEPolacy najmniej ufają Rosjanom i muzułmanom - ranking nieufności 1

Badanie akceptacji różnych narodowości i mniejszości to fascynująca próba uchwycenia wieloaspektowego zjawiska w ramach jednego wymiaru. Już sama natura skali sugeruje, że poziom akceptacji lub dystansu do różnych grup nie jest miarą zero-jedynkową, ale podlega gradacji. Każdy z cząstkowych wyników tworzących wskaźnik, jest jednocześnie wypadkową naszych poglądów, poczucia przynależności do grupy, emocji których doświadczamy i które okazujemy. Tworząc polski Distrust Index pokazaliśmy, że opowiedzenie złożonych, wielowarstwowych historii za pomocą kilku liczb jest możliwe i ma sens – komentuje Jakub Wasiewicz, analityk SW Research.

Wysokie miejsce Ukraińców w rankingu

ranking_nieufnosci_UKRAINAZ badania przeprowadzonego przez SW research wynika, że Polacy wykazują największą otwartość wobec narodów południowych sąsiadów, podczas gdy Wschód budzi najwięcej obaw. Ciekawostką jest wysokie miejsce obywateli Ukrainy, którzy zajęli czwartą pozycję w rankingu. Stosunkowo neutralnie oceniani są Niemcy oraz Węgrzy, natomiast szczególną sympatią Polacy darzą kraje takie jak Japonia czy USA, co może wynikać z ich atrakcyjnego wizerunku jako nowoczesnych i dobrze rozwiniętych gospodarczo.

Badanie przeanalizowało także różnice w poziomie nieufności w zależności od cech demograficznych, takich jak wiek i miejsce zamieszkania, a także od preferencji politycznych w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Tożsamość narodowa w erze globalizacji

Globalizacja, coraz większa wymiana międzykulturowa oraz otwartość granic wywierają nieustanny wpływ na społeczeństwa, stawiając nowe wyzwania związane z tożsamością narodową i poczuciem przynależności. Rankingi takie jak ten pozwalają lepiej zrozumieć, jak Polacy postrzegają te zmiany i w jaki sposób kształtują swoje relacje z przedstawicielami innych narodowości.

– Tempo rozwoju wspomnianych procesów dodatkowo determinowane jest przez (nieraz trudne do przewidzenia) wydarzenia czy informacje o zróżnicowanym zasięgu. Wśród przykładów takich „czarnych łabędzi” ostatnich lat można wymienić np. agresję Rosji na Ukrainie, nasilenie się konfliktu na Bliskim Wschodzie, wybuch pandemii COVID-19, doniesienia o atakach lub zagrożeniach terrorystycznych w krajach wysokorozwiniętych. Dlatego warto nieustannie stawiać pytania o aktualny stosunek ogółu społeczeństwa, które stanowi większościowe tło dla innych narodowości czy wyznań – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Metodologia

Badanie zostało zrealizowane w dniach 11-16 września 2024 r. techniką CAWI, na reprezentatywnej próbie 1500 dorosłych mieszkańców Polski, dobranych z panelu badawczego swpanel.pl. Każdy z respondentów miał możliwość wyrażenia opinii w ramach 10 z 15 losowo wybranych bloków, z których każdy dedykowany był przedstawicielom jednej narodowości lub mniejszości wyznaniowej. W ten sposób, każda grupa została oceniona przez minimum 1000 respondentów.

Rynek PRS w Polsce rośnie o 32%: ponad 19 000 nowych lokali po I połowie 2024 r.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku zasoby gotowych lokali PRS w Polsce liczyły ponad 19 000 jednostek, co stanowi 32% wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Zasoby PRS w budowie wzrosły o 10%, osiągając poziom ponad 14 500 jednostek. Mimo trudności z pozyskaniem nowych projektów, inwestorzy utrzymali wysoki poziom aktywności. Niemal 90% z inwestorów wskazało, że najemcy preferują mieszkania budżetowe, a jedynie 10% opowiedziało się za mieszkaniami premium, co wskazuje na wysoką wrażliwość cenową polskich najemców. Jednocześnie niemal połowa zarządzających platformami PRS wskazała rosnące koszty operacyjne jako kluczowe wyzwanie w zarządzaniu inwestycjami w sektorze nieruchomości PRS – wynika z raportu “Najem instytucjonalny – sprzyjające otoczenie dla nowych transakcji” opracowanego przez PwC Polska.

Ostatnie 12 miesięcy na rynku mieszkań na sprzedaż charakteryzowały się wyraźnym osłabieniem popytu. Zakończenie programu Kredyt 2% znacząco ograniczyło dostępność finansowania, co bezpośrednio wpłynęło na spadek liczby transakcji. Największe spadki były w Warszawie i Krakowie, gdzie w II kwartale 2024 sprzedano o 50% mniej mieszkań niż w III kwartale 2023. Z drugiej strony, deweloperzy dysponują obecnie rekordową liczbą niezrealizowanych pozwoleń na budowę. W połączeniu z osłabionym popytem może to stworzyć silny impuls do nawiązania współpracy z funduszami PRS, które mogą stać się kluczowymi partnerami w realizacji tych projektów. Istniejące zasoby wynoszą niemal 19 400 lokali, a kolejne 14 600 jest w budowie. Do 2028 roku liczba gotowych lokali może wzrosnąć do prawie 80 000.

“Najbliższe miesiące mogą przynieść nowy etap rozwoju rynku PRS, głównie w związku ze spowolnieniem na rynku mieszkań na sprzedaż. Choć oba segmenty funkcjonują w dużej mierze niezależnie, deweloperzy mieszkaniowi i platformy PRS rywalizują o te same zasoby gruntów. Malejące zainteresowanie indywidualnych nabywców mieszkaniami, spowodowane wysokimi cenami i trudniejszym dostępem do kredytów, może otworzyć drzwi do nowych transakcji na rynku PRS” – mówi Kinga Barchoń, partnerka PwC Polska i liderka zespołu ds. usług dla rynku nieruchomości.

W pierwszej połowie roku na rynek trafiło ponad 2 600 nowych jednostek, zwiększając łączny zasób mieszkań w Polsce do niemal 19 400. Oznacza to wzrost o 4 707 mieszkań w porównaniu z pierwszym półroczem 2023 roku. W efekcie, w ciągu ostatnich 12 miesięcy zasób wzrósł o solidne 32%. Pierwsza połowa 2024 roku była aktywna również pod względem rozpoczęcia budowy nowych projektów. Inwestorzy nie tylko utrzymali liczbę jednostek w budowie przy dużym wzroście liczby oddanych lokali, ale także zwiększyli ją o ponad 400 jednostek, co oznacza rozpoczęcie budowy ponad 3 000 jednostek. Jednocześnie udział trzech głównych inwestorów na rynku wciąż się zmniejsza na rzecz podmiotów spoza wielkiej trójki (Resi4Rent – 23%, Vantage Rent – 14%, PFRN – 11%), które nieustannie zwiększają swój portfel mieszkań i posiadają już ponad 50% mieszkań.

“Segment PRS wciąż nie jest wystarczająco dobrze rozwinięty jeśli chodzi o praktykę podatkową, a ponadto orzecznictwo, które pojawiło się w ostatnim czasie np. w zakresie amortyzacji podatkowej, czy podatku od nieruchomości jest niejednolite. Dodatkowo, specyfika tego sektora sprawia, że neutralności w podatku VAT w odniesieniu do podmiotów prowadzących działalność gospodarczą nie można brać za pewnik. W konsekwencji, skutki podatkowe inwestycji warto dobrze przemyśleć już na samym początku. Dzięki temu można dostrzec szanse i ograniczyć ryzyka, które mogłyby sprawiać w przyszłości problemy” – mówi Marta Pabiańska, partnerka PwC Polska, liderka Praktyki Sektora Nieruchomości.

Na koniec pierwszego półrocza 2024 roku Warszawa oferowała około 8,4 tys. lokali na wynajem oraz kolejne 4,7 tys. znajdowało się w budowie. W ostatnich sześciu miesiącach liczba lokali w stolicy wzrosła o 931 jednostek, co jest wynikiem zbliżonym do poprzedniego półrocza, kiedy wzrost wyniósł około 1 000 jednostek. Największe zasoby mieszkań nadal posiada Resi4Rent, z ponad 1,9 tys. istniejących lokali i około 300 w budowie oraz Heimstaden Bostad, z prawie 1,5 tys. lokali i 200 jednostkami w budowie. Do czołówki do 2027 roku powinno dołączyć również AFI Europe, które obecnie posiada 743 jednostki gotowe, 523 jest w budowie oraz ponad 2,5 tys. w przygotowaniu. W Warszawie zasoby PRS posiada również NREP, Van Der Vorm Poland, LRC Group i Aurec Capital Polska.

Pierwsze półrocze 2024 było bardzo aktywne dla Wrocławia pod względem liczby oddanych do użytku lokali, liczba dostępnych lokali wzrosła o ponad 900 jednostek co przełożyło się na wzrost na poziomie 38% wobec H1 2023. Obecnie Wrocław oferuje ok. 3,3 tys. lokali na wynajem, a kolejnych 2,1 tys. jest w budowie. Platforma Resi4Rent liczy we Wrocławiu już 1 252 lokale, natomiast Vantage Rent ma ich 1 149. Resi4Rent, realizując budowę 1 290 nowych lokali, planuje znacząco umocnić swoją pozycję na rynku w najbliższych latach. Jednocześnie rynek pozostaje podzielony również między mniejszych deweloperów.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku w Krakowie było ponad 3 tys. lokali do wynajęcia oraz prawie 2 tys. w budowie. Wzrost liczby istniejących lokali w porównaniu do poprzedniego półrocza wynika z oddania do użytku dwóch inwestycji Heimstaden Bostad w pierwszym kwartale 2024 roku oraz sukcesywnym rozwojem platformy LEW Invest, która posiada w Krakowie 411 lokali. Na rynku PRS w Krakowie dominuje  AFI Europe 685, Heimstaden Bostad z 596 lokalami. Zasoby PRS w Krakowie reprezentują również Resi4Rent z 535 lokalami oraz 873 lokalami w budowie, Van Der Vorm z 318 lokalami oraz 4 lokalami w budowie, oraz G City Europe z 109 mieszkaniami. Nieobecny dotąd na krakowskim rynku LifeSpot posiada obecnie 1 086 lokali w budowie.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku, liczba istniejących lokali w Poznaniu wynosiła niespełna 1,7 tys. jednostek – przyrost o prawie 250 jednostek wobec stanu na koniec 2023 roku. W pierwszej połowie 2024 roku w Trójmieście liczba budowanych lokali wzrosła o 1 486 jednostek (do 2 307), podczas gdy liczba gotowych mieszkań pozostała bez zmian (987 jednostek). W pierwszej połowie 2024 roku liczba dostępnych lokali w Łodzi nie uległa zmianie (1 564 lokali). Na rynku realizowany jest tylko jeden projekt, który zasili zasoby Resi4Rent, co nie daje dużych szans na znaczące zwiększenie podaży na łódzkim rynku najmu instytucjonalnego (w sumie w budowie znajduje się obecnie 287 jednostek).

Rada Polityki Pieniężnej pozostawia stopy procentowe bez zmian na poziomie 5,75% . Inflacja wciąż największym wyzwaniem

Rada Polityki Pieniężnej podtrzymała oczekiwania rynku i zdecydowała się nie zmieniać stóp procentowych. Główna stopa procentowa wciąż wynosi 5,75%. Ta decyzja, choć przewidywana, potwierdza, że inflacja pozostaje głównym zmartwieniem banku centralnego.

Wrześniowy odczyt inflacji, najwyższy w tym roku, na poziomie 4,9%, potwierdził obawy związane z utrzymującą się wysoką dynamiką cenową. Oczywiście wzrost ten w dużej mierze związany jest z czynnikiem bazowym z zeszłego roku oraz podwyżką cen energii. Obecnie, choć ceny paliw i gazu pozostają niskie,  to możliwy wzrost cen energii ze względu na sytuację geopolityczną i czynniki bazowe wskazują na możliwość dalszego wzrostu inflacji w najbliższych miesiącach.

Bank centralny zachowuje wobec tego cały czas ostrożność i nie jest wykluczone, że w trakcie konferencji prasowej prof. Glapiński przybierze bardziej jastrzębi ton. Zdaniem wielu uczestników rynku przestrzeń do obniżek stóp może się pojawić dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, pod warunkiem że inflacja osiągnie swój szczyt w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Nowe projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie, powinny dostarczyć bardziej precyzyjnych informacji na temat ścieżki inflacji w przyszłym roku i otworzą na nowo spekulacje dotyczące tego, kiedy można oczekiwać kolejnych obniżek stóp procentowych. Warto przypomnieć, że dokładnie rok temu RPP obniżyła stopy ostatni raz, co miało miejsce tuż przed wyborami parlamentarnymi, ale uzasadniano tę decyzję wysokim spadkiem inflacji. Inflacja spadała wtedy z 18,4% r/r w lutym 2023 roku do 6,6% r/r w listopadzie.

Złoty utrzymuje swoją mocną pozycję, nawet pomimo napięć geopolitycznych na świecie. To wciąż efekt utrzymywania jednych z najwyższych stóp procentowych w Europie. Jednakże stabilność naszej waluty będzie zależeć od dalszych decyzji RPP oraz od sytuacji na rynkach światowych. Problemy gospodarcze w strefie euro i możliwe bardziej gołębie podejście ze strony EBC może również rzutować na sytuację złotego w ostatnich miesiącach tego roku.

Złoty traci dzisiaj nieznacznie do głównych walut, ale jest to związane z sytuacją geopolityczną. Za dolara płącimy 3,8842 zł, za euro 4,2936 zł, za franka 4,5675 zł, za funta 5,1555 zł.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

W Polsce spokój, Bliski Wschód na skraju wojny

Emocje związane z dzisiejszym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej przyćmiła sytuacja na Bliskim Wschodzie. Ta jednak na razie dotknie nas tylko na stacjach paliw, chyba że dojdzie do eskalacji. W tle indeksy koniunktury bez wpływu na rynek.

Decyzyjne posiedzenie bez decyzji

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Jest to teoretycznie posiedzenie decyzyjne, ale prawie cały rynek jest przekonany, że żadne decyzje nie zapadną. Nie brakuje jednak analityków, którzy uważają, że przestrzeń na ruch RPP istnieje, ale są oni realistami i widzą, jaki klimat panuje w tym gremium. W rezultacie przez najbliższe pół roku nie należy spodziewać się żadnych decyzji. Warto natomiast wysłuchać jutrzejszej konferencji prezesa NBP. Jeżeli mamy być świadkami zmian, to należy spodziewać się ich zapowiedzi najpierw tym kanałem. Złośliwi uważają, że NBP wielokrotnie robił niespodzianki, by utrudnić życie spekulantom, aczkolwiek gdzieś jest granica takich zaskoczeń.

Mniej zła koniunktura

Wstępne dane w ramach indeksów PMI dla przemysłu mówiły w strefie euro o 44,8 pkt. Finalnie zobaczyliśmy jednak 45 pkt. To spora różnica jak na finalne dane, aczkolwiek warto pamiętać, że to tylko 45 pkt, czyli pełne 5 pkt poniżej poziomu równowagi. Nadal zatem przeważają pesymistyczne odczyty. Poprawę względem wstępnych danych widzieliśmy przede wszystkim we Francji, ale również w Niemczech. W dół wynik ciągnęły natomiast przede wszystkim Włochy. Jednak rynek był znacznie bardziej zainteresowany ucieczką od ryzyka w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie, a w konsekwencji dolar umacniał się względem euro.

Bliski Wschód na skraju wojny

Od wczoraj baryłka ropy Brent skoczyła z poziomów poniżej 71 dolarów do 76 dolarów. Powodem jest eskalacja działań wojennych z udziałem Izraela. Zaczęło się od ataku Izraela na terytorium Libanu i zabicia lidera Hezbollahu. Następnie byliśmy świadkami odpowiedzi Iranu, który wspiera od dawna zarówno Hamas, jak i Hezbollah. Patrząc na tempo eskalacji od początku tygodnia, i logikę nakazującą Izraelowi odpowiedzieć by nie pokazywać słabości, czeka nas bardzo niespokojny tydzień. Nie można oczywiście wykluczyć, że jest to nie tylko wymiana wzajemnych ciosów, ale początek większego konfliktu. Gdyby do niego doszło, należy oczekiwać dalszych wzrostów cen ropy, co może skutkować odbiciem inflacji w górę w skrajnym scenariuszu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak działa agencja marketingowa? Sprawdź zanim ją wybierzesz!

Agencje marketingowe stały się nieodłącznym elementem strategii biznesowych w dobie cyfryzacji. Co sprawia, że ich usługi są tak cenione? W jaki sposób wspierają rozwój firm w różnych branżach? Poznaj mechanizmy działania agencji marketingowej, aby zrozumieć, jak mogą one przyczynić się do wzrostu Twojej marki.

Definicja agencji marketingowej

Agencja marketingowa to firma, która specjalizuje się w tworzeniu i realizacji strategii marketingowych mających na celu zwiększenie rozpoznawalności marki oraz pozyskiwanie nowych klientów. Zajmuje się badaniem rynku, kreowaniem wizerunku marki, a także prowadzeniem kampanii reklamowych zarówno online, jak i offline.

Współpraca z agencją marketingową obejmuje nie tylko tworzenie strategii, ale również monitorowanie wyników kampanii oraz ich analizę w celu optymalizacji działań marketingowych. Dzięki temu możliwe jest efektywne promowanie produktów oraz zwiększenie sprzedaży. Agencje marketingowe różnią się specjalizacjami; niektóre koncentrują się na marketingu cyfrowym i SEO, inne oferują pełen zakres usług marketingowych, czyli full service.

Agencja marketingowa zatrudnia specjalistów z różnych dziedzin, co pozwala na efektywne zarządzanie kampaniami oraz optymalizację działań marketingowych. Dzięki temu możliwe jest zwiększanie świadomości marki i zaangażowania klientów. Współpraca z klientem jest kluczowym elementem działalności agencji; agencje marketingowe często współpracują z działami marketingu i sprzedaży swoich klientów, aby lepiej zrozumieć ich potrzeby i oczekiwania. Taki model działania pozwala na bardziej efektywną realizację strategii marketingowych i osiąganie zamierzonych celów.

W zakresie usług agencji marketingowej znajduje się również tworzenie kampanii mających na celu zwiększenie świadomości marki oraz wzrost sprzedaży produktów. Świadczone usługi są dostosowywane do indywidualnych potrzeb klienta, co pozwala na osiągnięcie wysokiej skuteczności działań marketingowych. Dzięki oferowaniu kompleksowych usług, agencje marketingowe mogą zapewnić swoim klientom wsparcie na każdym etapie realizacji strategii marketingowej.

Proces działania agencji marketingowej

Proces działania agencji marketingowej to złożony i wieloetapowy proces, który zaczyna się od dokładnej analizy potrzeb biznesowych klienta. Zapytaliśmy agencję Horizon Marketing jak oni to robią:

Pierwszym krokiem jest analiza rynku. Dzięki niej możemy lepiej zrozumieć otoczenie konkurencyjne oraz identyfikować potencjalne możliwości i zagrożenia. Analiza ta jest kluczowym elementem strategii marketingowej, ponieważ dostarcza cennych informacji, które są fundamentem dalszych działań.

Następnie przystępujemy do opracowywania strategii. Tworzenie kampanii reklamowych i marketingowych w oparciu o specjalistyczną wiedzę pozwala na precyzyjne trafienie do grupy docelowej. Wykorzystujemy kompleksowe strategie, które obejmują różne kanały komunikacji – od SEO, przez SEM, aż po PPC. Dzięki temu możemy efektywnie zarządzać kampaniami i osiągać zamierzone cele.

W ramach prowadzenia kampanii reklamowych korzystamy z nowoczesnych narzędzi, które umożliwiają precyzyjne monitorowanie efektów działań. Regularnie analizujemy wyniki i dostosowujemy strategie w oparciu o aktualne trendy rynkowe oraz dane analityczne. Takie podejście zapewnia, że kampanie są zawsze na czasie i skutecznie realizują założone cele.

Kolejnym etapem jest realizacja strategii, która może obejmować kampanie reklamowe w mediach społecznościowych, wyszukiwarkach oraz content marketing. Każda z tych metod ma swoje unikalne zalety, które wspólnie tworzą spójną i efektywną strategię promocji. Dzięki indywidualnemu podejściu do każdego klienta, możemy tworzyć kampanie idealnie dopasowane do ich potrzeb.

Podczas całego procesu działania agencji, klienci mają dostęp do najnowszych narzędzi marketingowych oraz specjalistycznej wiedzy naszych ekspertów. Taka współpraca wspiera długofalowy rozwój biznesu i pozwala na osiąganie coraz lepszych wyników.

Tworzenie kampanii marketingowej to nie tylko opracowywanie strategii, ale również jej bieżąca realizacja i optymalizacja. Dzięki stałemu monitorowaniu efektów działań, jesteśmy w stanie szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe i wprowadzać niezbędne modyfikacje. To pozwala na uzyskanie maksymalnej efektywności prowadzonych kampanii.

W ten sposób, korzystając z nowoczesnych narzędzi i specjalistycznej wiedzy, agencja marketingowa skutecznie wspiera swoich klientów w osiąganiu ich celów biznesowych.

Proces działania agencji marketingowej

Zakres usług agencji marketingowej

Agencje marketingowe oferują szeroki wachlarz usług, które mają na celu kompleksową promocję firmy.

Pozycjonowanie stron internetowych

SEO, czyli Search Engine Optimization, jest procesem mającym na celu poprawę widoczności strony w wynikach wyszukiwarek internetowych. Obejmuje to szereg działań, takich jak optymalizacja techniczna strony, tworzenie wartościowych treści oraz budowanie linków zwrotnych. Dzięki temu wzrasta autorytet witryny, co przekłada się na zwiększenie ruchu na stronie.

Działania SEO można podzielić na On-site, czyli te dotyczące zmian na samej stronie, oraz Off-site, które obejmują budowanie linków zwrotnych. Proces ten jest długotrwały i wymaga regularnej analizy oraz dostosowywania strategii do zmieniających się algorytmów wyszukiwarek. To właśnie dzięki cierpliwości i konsekwencji można osiągnąć wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania.

Kampanie reklamowe

Kampanie reklamowe w agencjach marketingowych opierają się na strategicznym podejściu, które łączy tradycyjne i nowoczesne formy reklamy. Dzięki temu możliwe jest dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Kluczowym elementem jest analiza rynku oraz zebranie informacji na temat produktu lub usługi, co wspiera planowanie kampanii.

Ustalenie celu kampanii, na przykład zwiększenie świadomości marki lub sprzedaży, dostosowane do grupy docelowej, jest niezbędne dla efektywności działań. Monitorowanie wyników oraz interakcja z użytkownikami umożliwiają modyfikację działań w czasie rzeczywistym, co zwiększa efektywność kampanii i pozwala na szybkie reagowanie na zmieniające się potrzeby rynku.

Content marketing

Content marketing to jedna z najbardziej efektywnych strategii, której celem jest tworzenie i dystrybucja wartościowych treści. Te treści mają za zadanie przyciągnąć i zaangażować odbiorców na każdym etapie procesu zakupowego. Agencje marketingowe planują grupy docelowe, wybierają odpowiednie kanały promocyjne i analizują wyniki działań, aby osiągnąć najlepsze rezultaty.

W ramach content marketingu tworzone są różnorodne formy treści, takie jak artykuły, filmy, webinaria i grafiki, co pozwala dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Głównym celem jest budowanie długotrwałych relacji z klientami, co przekłada się na zwiększenie liczby zapytań ofertowych i potencjalnych sprzedaży. Treści są dostosowane do preferencji grupy docelowej oraz zgodne z zasadami SEO, co znacząco poprawia widoczność w wyszukiwarkach internetowych.

Kiedy warto skorzystać z usług agencji marketingowej?

Decyzja o współpracy z profesjonalną agencją marketingową to inwestycja, która może przynieść znaczące korzyści, zwłaszcza gdy firma nie osiąga zamierzonych wyników. Profesjonalna pomoc może znacząco poprawić efektywność kampanii reklamowych, co jest kluczowe w dynamicznie zmieniającym się świecie marketingu.

Jeśli nie jesteś pewien, która forma reklamy będzie najbardziej efektywna dla Twojej firmy, współpraca z ekspertami może pomóc w doborze odpowiednich strategii marketingowych. Agencje marketingowe oferują szeroki zakres usług.

Zatrudnienie agencji jest również korzystne, gdy chcesz skupić się na innych aspektach biznesu. Agencje zajmują się analizą rynku i opracowaniem strategii, co pozwala właścicielom firm na pełne zaangażowanie w rozwijanie swoich produktów i usług. Dodatkowo, doświadczona agencja marketingowa potrafi efektywnie dotrzeć do nowych grup docelowych, co zwiększa szansę na przyciągnięcie potencjalnych klientów oraz wyróżnienie się na tle konkurencji.

Podsumowując, warto skorzystać z usług agencji marketingowej, gdy Twoja firma potrzebuje wsparcia w osiągnięciu lepszych wyników, a Ty chcesz skupić się na innych kluczowych aspektach prowadzenia biznesu.

Inwestorzy czekają na raport NFP

Wczorajszy wybuch awersji do ryzyka jak na razie nie „rozlewa się” szerzej. Giełdy w Europie są dziś na przysłowiowym „zerze”. Złoto zdołało wtorkową zwyżkę w znacznym stopniu zredukować i aktualnie znajduje się w okolicy 2652 USD tracąc dziś ponad 0,4 proc. Inwestorzy azjatyccy są skoncentrowani na bodźcach stymulacyjnych czego odzwierciedleniem był dzisiejszy wzrost indeksu Hang Seng o ponad 6 proc. W środę rano futures na amerykańskie indeksy lekko tracą ale skala przeceny jest umiarkowana. Indeks VIX jest w okolicy 19-20 pkt. To lekko podwyższony poziom ale do ekstremum z początku sierpnia jeszcze bardzo daleka droga. Oczywiście wzrost napięć geopolitycznych może być impulsem do wywołania korekty na rynkach. Inwestorzy mimo wszystko z ostateczną decyzją będą czekali na piątkowy raport NFP.

Weekendowe wydarzenia na Bliskim Wschodzie rynek totalnie zignorował. Dopiero wczorajsze doniesienia o planach ataku Iranu na Izrael wywołały mały wstrząs. W takich momentach górę biorą „bezpieczne aktywa”. Nie inaczej było i tym razem. Rentowności obligacji na rynkach bazowych obniżyły się na całej krzywej dochodowości a dolar stał się walutą pierwszego wyboru. Spadkowa sesja na parze EUR/USD jest co prawda znacząca ale notowania cały czas znajdują się powyżej poziomu 1,1050. Nie ulega wątpliwości, że kurs coraz mocniej oddala się od technicznego oporu na 1,12. Na wykresie wyraźniej została uwypuklona potencjalna formacja „podwójnego szczytu”. Sugeruje ona zmianę tendencji przynajmniej w średnim terminie co może oznaczać spadki przynajmniej w stronę 1,09 albo niżej. Z jednej strony mamy dużo niepewności związanej z geopolityką a dodatkowo ostatnia wypowiedź Powella sugerowała, że cięcie o 50 punktów bazowych w listopadzie jest mało prawdopodobne i Fed raczej skłania się ku zmianie o połowę mniejszej. Tak też wynika z wykresu „dot plot”, na który przewodniczący FOMC powoływał się w poniedziałkowy wieczór. Lagarde z kolei osłabiła euro mówiąc o prawdopodobnej redukcji kosztu pieniądza 17 październik. Rynek wcześniej tego nie zakładał. Fundamentalnie i technicznie jest zatem dość sporo argumentów przemawiających za niższym kursem EUR/USD. Trudno w tym momencie oszacować jak dużej skali może to być ruch. Kluczowy wydaje się być okrągły poziom 1,10 – minima z pierwszej połowy września. Ten pułap możemy także potraktować jako linię „szyi” wspomnianego wcześniej układu „podwójnego szczytu”. Modelowy zasięg wskazuje korektę w okolice 1,08. To oznaczałoby, że kurs opuściłby średnioterminowy kanał wzrostowy, w którym przebywa od czerwca tego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Odliczanie do wyborów w USA: jak wyniki mogą wpłynąć na przyszłość Tesli?

Jak polityczne zaangażowanie Elona Muska może wpłynąć na przyszłość firmy?

Akcje Tesli należą do jednych z najpopularniejszych na polskim rynku. Wśród użytkowników platformy Saxo znalazły się w czołówce najchętniej wybieranych w pierwszej połowie 2024 roku. Ekspert Saxo analizuje, jakie konsekwencje dla marki Elona Muska i tym samym dla inwestorów może mieć jego rosnące zaangażowanie w politykę, w tym otwarte wsparcie dla Donalda Trumpa.

Jak zauważa John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo, Kamala Harris ma około 3% przewagi w ogólnokrajowych sondażach, jednak w siedmiu kluczowych stanach, które mogą zadecydować o wyborach, różnice są bardzo małe. To oznacza, że jej szanse na wygraną kształtują się na poziomie 50-50, według rynków zakładów. Trudno przypuszczać, że wczorajsza debata wiceprezydencka, odbywająca się pięć tygodni przed wyborami, będzie miała znaczący wpływ na układ sił. Jak podkreśla ekspert, kluczowym czynnikiem w zwycięstwie będzie frekwencja wyborcza. Harris, by wygrać, musi zmobilizować szczególnie młodych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie głosowali. Z kolei Trump będzie musiał przekonać wyborców, którzy obwiniają Demokratów – słusznie lub nie – za najważniejsze problemy trapiące kraj: inflację, sytuację gospodarczą i imigrację.

Wybory prezydenckie w USA w 2024 roku wyróżniają się na tle poprzednich ze względu na wyjątkowe okoliczności, takie jak zamach na Donalda Trumpa, ustąpienie Joe Bidena i szybkie przejęcie steru Demokratów przez Kamalę Harris, by wymienić tylko niektóre z nich. Obecna dynamika wyścigu zwiększa poziom niepewności co do jego finału. Choć trudno jednoznacznie przewidzieć, jak wyniki wyborów wpłyną na rynki, sytuacja ta może oddziaływać na takie spółki jak Tesla, zwłaszcza biorąc pod uwagę polityczne zaangażowanie Elona Muska. Dlatego kluczowe dla inwestorów będzie opracowanie strategii dostosowanej do zmieniających się warunków związanych z wyborami – czy to poprzez dywersyfikację portfela, czy szukanie dodatkowych okazji zysków – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

Jak wybory mogą wpłynąć na Teslę? Analizuje John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo

Po tym, jak kilka lat temu Elon Musk, założyciel i CEO Tesli, ogłosił się centrystą i zadeklarował, że w 2020 roku głosował na Joe Bidena, w ostatnich dwóch latach przyjął postawę antyestablishmentową i otwarcie popiera Donalda Trumpa. W lipcu Musk zobowiązał się do przekazywania 45 milionów dolarów miesięcznie na rzecz komitetu wspierającego kampanię Trumpa. Takie zaangażowanie polityczne znacząco zwiększa stawkę zarówno dla Tesli, jak i pozostałych firm należących do Muska.

Tesla przed wyborami w USA

Tesla przed wyborami w USA

Tesla jest obecnie najmniejszą firmą z pierwotnej „Wspaniałej Siódemki”, z kapitalizacją rynkową znacznie poniżej 1 biliona dolarów. Akcje firmy notowane są wyraźnie poniżej szczytowej wartości z końca 2021 roku, kiedy wynosiła ona ponad 400 dolarów, co wynika z osłabienia tempa wzrostu firmy. Mimo to Tesla wciąż jest bardzo wysoko wyceniana, osiągając w tym aspekcie prawie 9-krotność swoich przychodów. Dla porównania, Toyota, również rentowna, jest wyceniana jedynie na 0,7-krotność swoich przychodów. Aby uzasadnić obecne wyceny, Tesla musi nie tylko wprowadzać nowe pojazdy i zwiększać udział w rynku, ale przede wszystkim zrealizować swoją wizję autonomicznej jazdy. W tym kontekście odbiór opóźnionego wydarzenia RoboTaxi, które odbędzie się 10 października, będzie kluczowy dla nastrojów inwestorów.

Marka Tesla jako deklaracja polityczna (ryzyko utraty udziału w rynku):

Akcjonariusze Tesli powinni zastanowić się, czy rosnące zaangażowanie polityczne CEO firmy stanowi ryzyko dla spółki. Przykładem może być kosztowne przejęcie Twittera (obecnie X) przez Muska oraz jego antyestablishmentowe podejście do wielu kontrowersyjnych tematów politycznych, które spowodowało, że użytkownicy o lewicowych poglądach zaczęli opuszczać tę platformę. Ogólne zaangażowanie na platformie spadło o około 25% w USA i ponad 30% w Wielkiej Brytanii od momentu przejęcia. Poparciu Trumpa przez Muska Odbiło się echem wśród lewicowych (a zwłaszcza hollywoodzkich) aktywistów, posiadających akcje Tesli. Sondaż NBC wykazał, że tylko 6% Demokratów ma pozytywną opinię o Musku, przy 79% negatywnych wskazań. Wśród Republikanów 62% miało pozytywne zdanie, a 14% negatywne.

Implikacje: Musk gra w ryzykowną grę, a jego kontrowersyjna osobowość prawdopodobnie bardziej marce szkodzi niż jej pomaga w kontekście zainteresowania potencjalnych właścicieli, i to niezależnie od wyniku wyborów. Choć zwolennicy MAGA (Make America Great Again), w szczególności mężczyźni z przedmieść i terenów wiejskich są najbardziej naturalnymi nabywcami potężnego Cybertrucka, ewentualna wygrana Trumpa może paradoksalnie negatywnie wpłynąć na Teslę. W takim wariancie powstaje ryzyko, że posiadanie Tesli stanie się polityczną deklaracją, czego woleliby uniknąć przeciwnicy lidera Republikanów. Wrażliwość na te kwestie może być równie duża, a nawet większa za granicą, w takich krajach jak Chiny, Europa i inne regiony.

Dotacje

Ustawa o redukcji inflacji Bidena wprowadziła dotacje w wysokości 7 500 dolarów na pojazd elektryczny produkowany w USA. Będą one obowiązywać do 2032 roku. Trump regularnie krytykuje zieloną agendę i podważa kwestię zmian klimatycznych, obiecując jednocześnie zniesienie dotacji na pojazdy elektryczne. Musk wypowiadał się pozytywnie na temat pomysłu Trumpa dotyczącego zakończenia dotacji, mimo że Tesla przez lata znacząco na nich korzystała, argumentując, że jego firma jest bardziej konkurencyjna od innych producentów.

Implikacje: Elon Musk ma w tym przypadku odważne podejście, ale jeśli Trump wygra i zdobędzie głosy do zniesienia dotacji na pojazdy elektryczne, może to mieć krótkoterminowo negatywny wpływ na Teslę, a zwłaszcza na innych producentów samochodów elektrycznych w USA. Scenariusz klinczu politycznego po wyborach lub pełnego zwycięstwa Harris będzie natomiast korzystny dla Tesli, ponieważ dotacje pozostaną w mocy, przynajmniej na jakiś czas.

Cła

Ryzyko związane z cłami jest duże i działa w obie strony. Z jednej strony Musk zadeklarował, że chińskie firmy produkujące pojazdy elektryczne są najbardziej konkurencyjne na świecie, co stanowi oczywiste zagrożenie dla udziału Tesli w rynku. Trump zapowiedział nałożenie 60% ceł na wszystkie towary importowane z Chin, podczas gdy prezydent Biden już w tym roku podniósł cła na chińskie pojazdy elektryczne o 100%. Dowodzi to, że udział Tesli na amerykańskim rynku będzie chroniony przed konkurencją z Chin, niezależnie od wyników politycznych.

Z drugiej strony, jeśli Trump wygra i nałoży cła również na inne kraje, możemy się spodziewać odwzajemnionych ruchów ze strony tych partnerów, co uderzy w udział Tesli w rynku za granicą. W rezultacie firma może być zmuszona do produkcji droższych pojazdów w USA, co sprawi, że będzie mniej konkurencyjna na rynkach zagranicznych. Musk niedawno stwierdził, że wstrzymał inwestycje w meksykańskie zakłady produkcyjne Tesli z powodu ryzyka związanego z cłami nałożonymi przez Trumpa. Dodatkowo, cła są skomplikowanym zagadnieniem, ponieważ komponenty pojazdów są pozyskiwane z całego świata, co podnosi koszty produkcji z powodu ceł lub konieczności poszukiwania alternatywnych dostawców.

Implikacje: Trudno przewidzieć, jak sytuacja rozwinie się na tym polu. Generalnie zwycięstwo Harris oznacza status quo, podczas gdy wygrana Trumpa może mieć neutralne znaczenie lub wiązać się z pewnym ryzykiem – przyniosłaby korzyści Tesli na rynku krajowym, ale stanowiłaby ryzyko za granicą, gdzie obecnie udział sprzedaży firmy wynosi ponad połowę.

Konkluzja: Po wyborach Tesla stanie przed wieloma ryzykami, ale największym z nich jest jej wycena, która w dużej mierze opiera się na obietnicach dostarczenia doświadczenia w pełni autonomicznej jazdy. Czy firma jest w stanie to osiągnąć? Jak szybko regulatorzy zatwierdzą wprowadzenie na rynek milionów autonomicznych pojazdów z funkcją „full-self-drive” (FSD), które będą poruszać się po drogach publicznych?

Dane ze strefy euro – czy EBC zetnie stopy w październiku?

Kurs głównej pary walutowej świata nie przebił oporu 1,12 USD, czemu przeszkodziło wczorajsze wystąpienia prezesa FED. Dziś spadek notowań EUR/USD wzmocniły kolejne recesyjne dane ze strefy euro. Z twarzą wyszła natomiast Szwajcaria, której odczyty znalazły się powyżej prognoz.

Powell wyjaśnia „edka”

Wczorajsze wystąpienie szefa FED wyklarowało postrzeganie rynku przez amerykańskich decydentów. Jerome Powell wyraził jasne stanowisko w sprawie kolejnych obniżek kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych w tym roku – byłyby to ruchy przesadzone. Pozostaje pytanie, dlaczego dokonano takiej obniżki we wrześniu? Niemniej jednak oznacza to, że – wierząc słowom Powella –  obecnie w USA do końca roku w grę wchodzą co najwyżej dwa cięcia o 25 p.b. Nie do końca jest to widoczne w prognozach rynkowych od CME Group, gdzie prawdopodobieństwo pojedynczego ruchu w listopadzie wzrosło do 61%, jednak dominującym scenariuszem na grudzień pozostaje 50 p.b. Wynika z tego, że część analityków nadal uzależnia ostatnią w tym roku decyzję FOMC od danych, które będą napływać z rynku, co wydaje się być rozsądnym podejściem. Narracja ostrożnych obniżek w Stanach umocniła dolara, który na wykresie EUR/USD jeszcze przed południem zszedł poniżej 1,11 USD. Oznacza to istotne oddalenie się od oporu 1,12 USD, o którym pisałem wczoraj.

EBC analizuje napływające dane

Dzisiejsze publikacje ze strefy euro dały decydentom ze Wspólnoty mocny argument do rozważenia październikowej obniżki stóp procentowych. Inflacja HICP zgodnie z oczekiwaniami spadła do 1,8%, a jej bazowy odpowiednik do 2,7%, czyli o 0,1 punktu procentowego poniżej oczekiwań. Ponadto odczyty indeksów PMI dla przemysłu, z wyjątkiem Hiszpanii, znalazły się poniżej 50 pkt., co sugeruje dalszą dekoniunkturę badanej gałęzi gospodarki. W recesyjnym gronie znalazła się Polska z wynikiem 48,6 pkt. Najniższą wartość wskazały Niemcy – 40,6 pkt. Nie dziwi więc fakt, że wskaźnik dla całej strefy wyniósł 45 pkt.

Spadek tempa wzrostu cen konsumenckich spowodowany osłabieniem aktywności w tak dużej gałęzi gospodarki jakim jest przemysł zaczyna być powoli stąpaniem po cienkim lodzie, który w przypadku pęknięcia może zakończyć się pogłębieniem i tak już nieciekawej sytuacji. Dodatkowo, nikt z decydentów nie chciałby nastania głębokiej recesji za swojej kadencji. To przemawia za wcześniejszym niż dotychczas zakładano cięciem kosztu pieniądza w strefie euro. Osłabienie unijnej waluty jest jednocześnie kolejnym klockiem do układanki, która wpływa na dzisiejsze spadki na eurodolarze.

Lepsze wieści ze Szwajcarii

Odczyty indeksu PMI dla przemysłu opublikowano także w Szwajcarii. Rezultat 49,9 pkt. był wyższy od poprzedniego (49 pkt.) i spadkowych oczekiwań (47,9 pkt.). Ostatecznie, publikacja jest pozytywna i w dodatku zbliżyła Helwetów do neutralnego poziomu 50 pkt., powyżej którego ostatnio byli w grudniu 2022 roku. Pozytywnie wypadła również sprzedaż detaliczna w ujęciu rocznym, która wzrosła o 3,2% (prognoza 2,6%) po zwyżkowej korekcie poprzedniego odczytu. Dzisiejsze dane umocniły franka nie tylko do złotego, ale również do funta czy euro. W momencie pisania tekstu kurs CHF/PLN znajduje się powyżej 4,56 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Inflacja w Polsce zbliża się do 5%

Szybki wzrost poziomu cen sugeruje, że w kolejnych miesiącach możemy szybko złamać barierę 5%. Analizując jednak dane, zauważamy poważne powody, by sądzić, że nie przekroczymy tej granicy, mimo że brakuje nam zaledwie 0,1%. Ceny w Niemczech rosną coraz wolniej, a odczyty z USA znów niejednoznaczne.

Inflacja już 4,9%

W poniedziałek poznaliśmy odczyt inflacji w ujęciu rocznym. Wynik 4,9% może budzić niepokój, trzeba jednak spojrzeć w dane szerzej. W skali miesięcznej inflacja wzrosła o zaledwie 0,1%. Dlaczego zatem roczny wskaźnik skoczył tak mocno? Wyjaśnieniem tego fenomenu są odczyty z poprzedniego roku. Zeszłoroczny wrzesień był bowiem deflacją w ujęciu miesięcznym. W momencie, kiedy w roczne wyniki przestał się wliczać spadek z września 2023, a zaczął wliczać minimalny wzrost z września 2024, siłą rzeczy musieliśmy mieć wzrosty. W ten sam sposób w październiku – a szczególnie w listopadzie – powinniśmy mieć spadek tempa podwyżek cen, gdyż rok temu w tych miesiącach one przyspieszały. Rynek nie reagował na te dane, gdyż były one zgodne z prognozami analityków.

Spadek inflacji w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy również dane zza Odry. Roczny wskaźnik wzrostu cen wyniósł zaledwie 1,8%. To podobnie jak w Polsce – 0,1% poniżej oczekiwań. W przeciwieństwie do naszego kraju jest to wynik zgodny z celem inflacyjnym. Wartość dokładnie równa średniej dla strefy euro. Co więcej, jest to także ponad dwukrotnie niższy poziom, niż główna stopa procentowa, która wynosi obecnie 3,65%. W rezultacie te dane były elementem osłabiającym kurs euro wobec dolara. Otwierają one bowiem szeroko drzwi do kolejnych cięć stóp na starym kontynencie.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty zza oceanu. Indeks Chicago PMI pokazał 46,6 pkt. Niby to słaby rezultat, bo poniżej 50 pkt. Trzeba jednak pamiętać, że jest to wynik o 0,4 pkt powyżej oczekiwań analityków i drugi najwyższy w tym roku. Tylko w czerwcu ankietowani wykazali się większym optymizmem. Drugi odczyt nie był aż tak optymistyczny. Indeks Dallas FED dla przemysłu wyniósł -9 pkt, wobec oczekiwanych -4,5 pkt. Rynki utrzymały jednak pozytywne nastawienie względem dolara pomimo słabszych drugich danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Lagarde zwiększa szansę na październikową obniżkę stóp proc. przez EBC

Ostatni zauważalny spadek wskaźników inflacji a także pogorszenie wiodących wskaźników ekonomicznych prawdopodobnie skłonią Europejski Bank Centralny do tego, że w październiku dojdzie do kolejnej obniżki stóp procentowych. Już wczoraj zasygnalizowała to Lagarde, podczas wystąpienia przed Komisją Europejską. Jeszcze niedawno rynek oczekiwał, że w pierwszym miesiącu IV kwartału instytucja wykona „pauzę”. Rynek kontraktów OIS wskazuje obecnie, że implikowane prawdopodobieństwo takiej decyzji wynosi już ok 90 proc. W połowie września było to zaledwie 25 proc. Przypomnijmy, że w rozpoczętym cyklu luzowania warunków monetarnych, bank do tej pory zdecydował się na 2 redukcje, jedna w czerwcu a druga we wrześniu. Ostatnia obniżka stopy referencyjnej była większa niż standardowe 25 pb i wyniosła 60 pb co było już komunikowane w marcu. To mocniejsze cięcie było jedynie techniczną korektą. Instytucja chce w ten sposób utrzymywać mniejszą różnicę w relacji do stopy depozytowej. Zawężenie „korytarza” do 15 pb ma na celu lepsze zarządzanie stopami rynkowymi jako całością.

Dziś o 11:00 poznamy wstępne dane o dynamice cen w strefie euro za wrzesień. Ostatni spadek inflacji jest bardzo zauważalny. Prognozy wskazują, że wskaźnik HICP został zredukowany do 1,9 proc. w ujęciu rok do roku a bazowy (core) ustabilizował się na poziomie 2,8 proc. Dane, które już napłynęły z innych krajów europejskich zaskoczyły zdecydowanie niższymi wynikami, co potwierdza ogólny trend dezinflacyjny. Dla Hiszpani dynamika wzrostu cen spadła z 2,4 proc. do 1,7 proc. a we Francji nastąpił spadek z 2,2 proc. do 1,5 proc. Zniżka miała miejsce również w Niemczech do pułapu 1,8 proc. To w dużej mierze pokłosie niższych cen energii. Tak zdecydowanych spadków wciąż brakuje w inflacji bazowej, której powrót do celu potrwa nieco dłużej.

Spoglądając na sytuację gospodarczą, maluje się ona w nienajlepszych barwach. PMI Composite dla strefy euro spadł z pułapu 51 pkt. poniżej graniczną strefę i wyniósł we wrześniu 48,9 pkt. Indeks dla przemysłu od długiego czasu znajduje się w strefie regresu i pomimo odreagowania na przełomie 2023 oraz 2024 roku ponownie wszedł w spadkową trajektorię. Usługi zdołały mocniej odreagować ale ostatnio sytuacja znacznie się pogorszyła.

Polityczne „gołębie” w EBC, które stanowią większość w Radzie Prezesów, prawdopodobnie wykorzystają załamanie wiodących wskaźników oraz niespodziankę spadku inflacji, aby przeforsować kolejną obniżkę stóp procentowych w październiku. W ostatnich tygodniach wyrażali już swoje obawy dotyczące osłabionej gospodarki oraz możliwości, że inflacja spadnie poniżej celu 2 proc. Wczoraj Christine Lagarde podkreśliła w swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, że ostatni spadek inflacji zostanie wzięty pod uwagę na październikowym posiedzeniu, co można traktować jako pośrednią wskazówkę, czego rynek może oczekiwać. Dodatkowo wspomniała, że dynamika wzrostu cen w kolejnych miesiącach będzie raczej niższa niż wskazują na to aktualne projekcje EBC. Szansa na „cięcie” w listopadzie oraz grudnia wzrosła zdecydowanie.

Tempo dalszego cyklu obniżek może być jednak w 2025 roku zmniejszone. Jeśli EBC będzie zbliżać się do swojego neutralnego poziomu stóp procentowych (wg banku to zakres między 2 a 2,5 proc.), wówczas w Radzie mogą pojawić się głosy przeciwne dalszemu łagodzeniu. Inflacja bazowa będzie w przyszłym roku wciąż uporczywa (szczególnie w usługach) i zejście w kierunku celu będzie wymagało dłuższego czasu. Hamować ten proces może wciąż wysoki wzrost wynagrodzeń. Nie można wykluczyć takiego scenariusza, że kluczowe decyzje będą podejmowane jedynie na posiedzeniach, na których będą opracowywane nowe prognozy.

Euro po wczorajszych wypowiedziach z EBC straciło na wartości. Spadek pary EUR/USD został wzmocniony wieczornymi wypowiedziami Powella. Kurs zdecydowanie oddalił się od oporu na 1,1200

Łukasz Zembik, Oanda

5 na 10 polskich firm z branży TSL chce zatrudniać nowych pracowników

Prognoza zatrudnienia na IV kwartał 2024 roku dla sektora transportu, logistyki & motoryzacji napawa optymizmem – od października do końca grudnia niemal połowa firm tego obszaru deklaruje chęć rozbudowywania zespołów, a 32% zapowiada pozostawienie obecnej struktury zatrudnienia. To dane zawarte w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” w ramach, którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na najbliższe miesiące.

Dane opublikowane w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia wskazują, że w najbliższym czasie organizacje z sektora transportu, logistyki & motoryzacji chcą rozwijać swoje zespoły. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych talentów, wyniosła bowiem +28%, co stanowi najwyższy wynik spośród wszystkich 8 analizowanych obszarów. Jest to wzrost o 10 punktów procentowych w ujęciu rocznym, a także o punkt procentowy względem III kwartału 2024 roku. Jedynie 2 na 10 firm tej branży liczy się z koniecznością zwolnień.

– Dane dotyczące planów zatrudnienia w IV kwartale 2024 roku w polskiej branży transportu i logistyki wskazują na znaczące zmiany w strukturach kadrowych. 48% organizacji deklaruje chęć rozbudowy swoich zespołów, co sugeruje optymizm i rozwój sektora. Jest to sygnał, że firmy spodziewają się wzrostu popytu na świadczone usługi, co może być wynikiem ożywienia gospodarczego, wzrostu sprzedaży detalicznej w Polsce, a także handlu międzynarodowego oraz rosnącej potrzeby efektywnego zarządzania łańcuchem dostaw – mówi Piotr Skierkowski, dyrektor sprzedaży w Manpower i zaznacza, że prognoza netto zatrudnienia na poziomie +28% to najwyższy wynik spośród wszystkich analizowanych gałęzi gospodarki, co wskazuje na dynamiczny rozwój sektora transportu i logistyki. – Największy niedobór pracowników można zaobserwować na stanowiskach takich jak kierowcy ciężarówek, operatorzy wózków widłowych, specjaliści ds. logistyki oraz menedżerowie łańcucha dostaw. Wysokie wymagania dotyczące kwalifikacji oraz specyfika pracy w tych zawodach sprawiają, że znalezienie odpowiednich kandydatów jest niemałym wyzwaniem dla pracodawców – dodaje ekspert i podkreśla, że w najbliższym czasie szczególnie aktywne pod kątem rekrutacji będą obszary związane z logistyką magazynową, transportem drogowym oraz zarządzaniem łańcuchem dostaw. Wzrost e-commerce oraz potrzeba szybkiej i efektywnej dystrybucji towarów napędzają popyt na pracowników w tych dziedzinach.

Wzrost zatrudnienia, szczególnie w obszarach związanych z operacjami logistycznymi, ale także automatyzacją i digitalizacją procesów oraz zadania, które niesie zrównoważony rozwój, tworzą nowe możliwości i wyzwania dla pracodawców oraz specjalistów w tej branży – komentuje dyrektor sprzedaży w Manpower. – Jednakże, 20% firm prognozuje zwolnienia, co może wskazywać na restrukturyzację, automatyzację procesów lub konieczność pewnej redukcji kosztów. Warto zauważyć, że 32% firm nie planuje żadnych zmian, co oznacza stabilność w tych organizacjach – podsumowuje Piotr Skierkowski.

Zielona transformacja – szanse i wyzwania w sektorze TSL

– Branża transportu i logistyki stoi przed wieloma wyzwaniami związanymi m.in. ze zrównoważonym rozwojem, w tym redukcją emisji CO2, optymalizacją zużycia paliwa, czy wdrażaniem ekologicznych technologii. Firmy przygotowują się na zmiany wynikające z zielonej transformacji inwestując w pojazdy elektryczne, rozbudowując infrastrukturę ładowania oraz implementując systemy zarządzania energią – zauważa ekspert Manpower i dodaje, że dla specjalistów z dziedziny ekologii, inżynierii środowiskowej oraz zarządzania zrównoważonym rozwojem, zielona transformacja stanowi szansę na rozwój kariery. Eksperci w zakresie analizy danych, optymalizacji procesów, a także wdrażania innowacyjnych rozwiązań, a przede wszystkim cyberbezpieczeństwa, będą szczególnie poszukiwani. Wszystko po to, by sprostać wymaganiom nowoczesnej, ekologicznej logistyki.

Dane zebrane przez ManpowerGroup odnoszą się również do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). W IV kwartale 2024 roku firmy branży transportu, logistyki & motoryzacji z rynków EMEA deklarują prognozę netto zatrudnienia na niemal identycznym poziomie, co polskie organizacje, czyli +26%. Rekrutować nowe talenty zamierza 42% przedsiębiorstw, 16% bierze pod uwagę konieczność redukcji zatrudnienia, a 40% pracodawców sektora transportu, logistyki & motoryzacji nie chce żadnych zmian w strukturze kadrowej. Jedynie 2% ankietowanych nie zna swoich planów rekrutacyjnych na ostatni kwartał 2024 roku.

Inflacja znów zaczyna się rozpędzać

W poniedziałek poznaliśmy tempo wzrostu cen z Polski, Włoch i Niemiec. Niestety, jedynie w naszym kraju odnotowano wzrost dynamiki cen konsumenckich, który w dodatku przewyższył rynkowe oczekiwania. Na wykresie głównej pary walutowej świata po raz kolejny obserwujemy próbę przebicia istotnego oporu. Póki co, do jego sforsowania nie doszło. Może to jednak stać się w dalszej części tygodnia, kiedy czeka nas wiele istotnych publikacji makro, nie tylko z Polski, ale i USA czy strefy euro.

Kolejny wzrost dynamiki cen w Polsce

Ostatniego dnia września poznaliśmy wstępny odczyt dynamiki cen konsumenckich w Polsce. Zgodnie z danymi GUS, wskaźnik wzrósł z 4,3% do 4,9%, co jest skokiem o 0,1 punktu procentowego wyższym względem prognoz. Przyczyną odbicia (obok znanych już wszystkim podwyżek cen prądu) jest wygasający efekt bazy. Przypomnę, że od lutego 2023 inflacja konsumencka w Polsce wykazywała tendencję spadkową (z przerwą w listopadzie). Ostatecznie jednak trend zniżkowy zakończył się dopiero w marcu 2024. Oznacza to tyle, że obniżająca się baza będzie działać prowzrostowo na kolejne odczyty dynamiki cen w naszym kraju. To może skutecznie gasić ostatnio coraz częściej podnoszone dyskusje o możliwych pierwszych obniżkach stóp procentowych przez RPP już na początku 2025 roku. Warto podkreślić, że odbicie dynamiki cen w Polsce ma miejsce w otoczeniu spadku inflacji konsumenckiej w innych krajach Wspólnoty, na co wskazały zeszłotygodniowe dane z Francji i Hiszpanii, czy dzisiejsze z Włoch i Niemiec.

Polska w tym tygodniu

Poza dzisiejszą publikacją, w tym tygodniu kalendarz makroekonomiczny zostanie wzbogacony jeszcze kilkoma istotnymi danymi z krajowej gospodarki. Już jutro poznamy PMI dla przemysłu. Jest to indeks, który bada sentyment panujący w badanej gałęzi. Niestety, prognozy mówią o spadku jego wartości, co sugeruje pozostanie w strefie recesji. W środę czeka nas decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie kosztu pieniądza. Konsensus mówi o pozostawieniu stopy referencyjnej przy poziomie 5,75%, co wydaje się być scenariuszem nie do podważenia, a dzisiejsze odczyty inflacyjne opisywane akapit wcześniej jedynie go ugruntowały. Standardowo dzień po decyzji, czyli w czwartek, odbędzie się konferencja prezesa NBP, a w piątek poznamy protokół Rady Polityki Pieniężnej z poprzedniego posiedzenia.

Czy pęknie 1,12 na „edku”?

W południe ostatniego dnia września na głównej parze walutowej świata dotarliśmy do oporu wskazanego w tytule tego akapitu. Jest to jednocześnie trzecia w tym miesiącu próba jego sforsowania – dwie poprzednie zakończyły się fiaskiem. Co ciekawe, dokładnie w tym samym miejscu byliśmy także pod koniec sierpnia. Oznacza to, że dolar w pierwszej połowie miesiąca umacniał się względem euro, jednak potem doszło do oddania zysków. Wpływ na taką sytuację mają ostatnie decyzje bankierów centralnych, a mianowicie wyższe od prognozowanych obniżki kosztu pieniądza w USA, które po 18 września osłabiły dolara. Co więcej, aktualnie rynek nie przekreśla możliwości powtórzenia takiego samego ruchu w listopadzie, a to tylko dobija „zielonego”. Narracją, która niewystarczająco broni dolara, są możliwe wcześniejsze obniżki kosztu pieniądza przez EBC, na co mogłyby wskazywać coraz niższe odczyty inflacji z poszczególnych państw Wspólnoty oraz spowolnienie gospodarcze strefy euro. W poniedziałkowe południe nie doszło do sforsowania oporu 1,12 USD. Nie przekreśla to jednak szans na jego przebicie w tym tygodniu, gdyż przed nami nie tylko odczyty inflacyjne ze strefy euro, ale także odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług dla państw Wspólnoty oraz liczne publikacje z amerykańskiego rynku pracy, które rozpoczną się w środę. Jeżeli uda się przebić poziom 1,120 USD, kolejnym poważnym przystankiem wydaje się być 1,127 USD, widziany ostatnio w połowie 2023 roku.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Całe dnie spędzasz w pracy? Poznaj dostępne w Warszawie diety pudełkowe, dzięki którym uwolnisz się od gotowania

Brak czasu, to jeden z największych problemów współczesnego człowieka. Cierpią na tym różne aspekty życia, również zdrowe odżywianie. Sięganie po fast foody i niezdrowe przekąski, w połączeniu z brakiem ruchu, to przecież główna przyczyna nadwagi! Czy można coś z tym zrobić? Okazuje się, że tak! Z pomocą przychodzą diety pudełkowe.

Catering dietetyczny z Warszawy – czy można go dostosować do swojego stylu życia?

Wiele osób zastanawia się, czy takie rozwiązanie sprawdzi się również w przypadku tych, którzy dużo pracują, odżywiają się w nieregularnych godzinach, lub często wyjeżdżają służbowo. Nieco paradoksalnie, to właśnie oni mogą najwięcej zyskać na cateringu dietetycznym.

Dania dostarczane w pudełkach są gotowe do spożycia, nie wymagają więc żadnego dodatkowego czasu na przygotowanie. Ze względów smakowych można jedynie podgrzać taki obiad pudełkowy – najwygodniej zrobić to w kuchence mikrofalowej, w oryginalnym opakowaniu. Wystarczy tylko zdjąć folię ochronną.

Catering można zamówić w dowolne miejsce, w którym obowiązują dostawy, a w dużych, wysoko ocenianych firmach, jak Wygodna Dieta, wysyłka odbywa się nawet do niewielkich miast i miasteczek w całej Polsce. Pudełka mogą być dostarczane pod dowolny wskazany adres – czy to do domu, czy do pracy.

Każdy posiłek zapakowany jest w osobny pojemnik, co ułatwia transport. Swoje dania można więc zabrać w każde miejsce i wygodnie zjeść prosto z pudełka. To świetna opcja dla wszystkich, którzy nie mają czasu na samodzielne przygotowywanie posiłków.

Jakie korzyści zdrowotne można czerpać z warszawskiej diety pudełkowej?

W Wygodnej Diecie catering jest komponowany przez dietetyków. Można więc liczyć na zbilansowany jadłospis, w którym znajdują się wszystkie niezbędne dla zdrowia składniki odżywcze.

Prawidłowe odżywianie jest elementem profilaktyki i leczenia wielu powszechnie występujących chorób. Dlatego warto zapoznać się z różnymi opcjami dietetycznymi dostępnymi w cateringu. Wszystkie zalecenia dotyczące stosowania diety pudełkowej z Warszawy, w tym menu, można znaleźć na stronie: https://www.wygodnadieta.pl/catering-dietetyczny-warszawa.

Można zdecydować się np. na dietę niskokaloryczną, która pomoże w redukcji masy ciała i uzyskaniu smukłej sylwetki. Należy pamiętać, że nadwaga to nie tylko problem estetyczny, ale także zdrowotny.

Catering będzie też dobrym rozwiązaniem dla diabetyków i osób cierpiących na zaburzenia gospodarki węglowodanowej, w tym insulinooporność. Prawidłowe odżywianie jest w tej grupie szczególnie istotne i ma wymierny wpływ na proces leczenia.

Osoby, które zmagają się z różnymi problemami trawiennymi, mogą przetestować także dietę lekkostrawną. To jadłospis, który opiera się na produktach nieobciążających przewodu pokarmowego. To świetna opcja dla osób, które mierzą się na przykład z niektórymi chorobami wątroby.

Obecnie częstym problemem są także nietolerancje pokarmowe – w takich przypadkach można sięgnąć po dietę pudełkową z wykluczeniami, np. bez glutenu, nabiału czy laktozy.

Jak sprawdzić, czy catering dietetyczny z Warszawy to dobre rozwiązanie?

Każdy, kto chciałby samodzielnie przetestować dietę pudełkową z dowozem, może to zrobić, wybierając zamówienie na jeden dzień. Taka opcja pozwala sprawdzić, jak catering działa w praktyce i zapoznać się ze smakiem oferowanych potraw. Wybierając taki dzień testowy, można spróbować diety pudełkowej, bez inwestowania większych pieniędzy.

Dieta pudełkowa z Warszawy a jedzenie z dostawą – co jest wygodniejsze?

Osoby, które nie mają czasu na samodzielne gotowanie, często sięgają po jedzenie na dowóz. Jednak takie rozwiązanie jest o wiele mniej wygodne i opłacalne niż catering dietetyczny.

Zamawianie fast foodów zabiera czas potrzebny na wybór posiłku i oczekiwanie na dostawę, jest także o wiele droższe, niż całodzienny catering. Warto także pamiętać o aspektach zdrowotnych – nie sposób kontrolować wartości odżywczych posiłków dostarczanych z restauracji.

Korekta cen ropy i zmiany w prognozach stóp procentowych w USA

Patrząc na kontrakty terminowe, oddalają się nam większe obniżki stóp za oceanem. W USA dane neutralne, ale dolar wciąż znajduje się na bardzo niskich poziomach. Na rynku ropy pod koniec tygodnia inwestorzy doprowadzili do korekty.

Dane z USA

W piątek z USA otrzymaliśmy dwa ważne odczyty. W pierwszej kolejności o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Zarówno jedne, jak i drugie wyniki wypadły poniżej oczekiwań i są złymi informacjami. Wydatki rosnące o 0,2% – zamiast o 0,3% – to mniejsze przychody przedsiębiorstw. Natomiast dochody, które idą w górę o 0,2% – zamiast 0,4% jak przypuszczano – to z kolei mniejsza konsumpcja w przyszłości. Dane te zostały jednak wyrównane przez lepszy od przewidywań Indeks Uniwersytetu Michigan. Ten osiągnął 70,1 pkt. Jest to nie tylko odczyt lepszy o 0,8 pkt od oczekiwań, ale również ostatnio rzadka sytuacja, gdzie indeksy koniunktury wypadają solidnie.

Korekta na ropie na koniec tygodnia

W piątek zobaczyliśmy także dane z USA na temat liczby aktywnych odwiertów na rynku ropy. Po tygodniu stabilizacji wartość ta delikatnie spadła. Powodem jest obecny strach przed nadwyżką surowca na rynku. Uzasadnienia widzimy zarówno ze strony nadmiaru mocy produkcyjnych wywołanego przez sygnały od Arabii Saudyjskiej, jak i ze strony popytu. Tutaj problemem są oczekiwania spowolnienia gospodarczego w głównych gospodarkach, które kupują najwięcej surowca. Dlaczego zatem tydzień zakończył się wzrostem cen ropy? Była to korekta na zakończenie bardzo słabego okresu. Od wtorku wartości w szczytowym momencie obsunęły się o 4,5 dolara na baryłce do poziomu 70,5 dolara. Odbicie 1,5 dolara w górę do 72 było raczej zatem korektą po zbyt silnych pierwszych reakcjach, niż poprawą sytuacji.

Zmiana oczekiwań za oceanem

Poza wspomnianymi wyżej danymi, warto również zwrócić uwagę na zmiany oczekiwań względem stóp procentowych. Wracamy bowiem do koncepcji pojedynczej obniżki stóp w listopadzie. Dotychczas rynki przypuszczały spadek o 0,5%. Zmiana na 0,25% jest oczywiście elementem, który powinien działać na korzyść słabego ostatnio dolara. Z drugiej strony nadal mamy sumarycznie przewidywane trzy obniżki do końca roku, gdyż obecnie druga przesunęła się na grudzień. To właśnie dlatego rynki walutowe przyjmują te zmiany dość neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – Indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Duże wydatki publiczne po powodzi zmuszają rząd do korekty deficytu i ryzyka przekroczenia limitów długu

Duże wydatki publiczne związane z wyjątkowo obszernym powodzią na południu i zachodzie Polski. Te wydatki zmuszają rząd do już powiedzianej korekty w górę deficytu sektora finansów publicznych w roku bieżącym oraz w roku 2025, prawdopodobnie do około 6% PKB w obu latach. W rezultacie rośnie ryzyko przekroczenia w roku 2025 konstytucyjnego limitu 60% PKB przez relację długu publicznego do PKB – liczonego według metodologii Eurostatu. Maleje też skłonność RPP do oczekiwanej dotąd obniżki stopy referencyjnej NBP w najbliższych miesiącach, pomimo obniżki stóp procentowych przez EBC oraz amerykański bank centralny.

Pomimo wzrostu napływu środków z UE w ramach KFO, mieliśmy ujemne saldo na rachunku bieżącym na poziomie ponad 1,4 mld euro w lipcu br., spowodowane dużym wzrostem importu, o 10,5% w relacji r/r.

Nowa ustawa dla przedsiębiorstw i samozatrudnionych zmniejsza obciążenie dla około 1,7 mln przedsiębiorców o około 1300-1400 miesięcznie. W sierpniu mieliśmy także kontynuację szybkiego wzrostu wynagrodzeń w SP, bo w tempie 11,1% r/r. W rezultacie w roku 2024 wzrośnie spożycie prywatne o 2,2% w relacji r/r.

Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista BCC

Spółka Igloo z portfela JRH wprowadza osuszacz na bazie pompy ciepła

Inżynierowie firmy IGLOO opracowali przemysłowy osuszacz pomieszczeń oparty o flagowy model pompy ciepła MultiTherma. Skonstruowane przez IGLOO rozwiązanie pozwala osuszać pomieszczenia przy zastosowaniu modułu osuszającego na pompę, a dzięki podstawie na kółkach można w łatwy sposób manewrować urządzeniem w budynkach. Po zakończeniu pracy jako osuszacz wystarczy zdemontować specjalną przystawkę i urządzenie wraca do swojej podstawowej funkcjonalności jako pompa ciepła.

Dzięki naszemu doświadczeniu w produkcji urządzeń grzewczych i chłodniczych, osuszaczy powietrza, a także urządzeń takich jak sterylizatory pomieszczeń, w odpowiedzi na potrzebę osuszania dużych budynków zalanych podczas powodzi przystosowaliśmy nasze profesjonalne pompy ciepła do zastosowań popowodziowych. Jest to możliwe, ponieważ nasze urządzenia produkujemy w Polsce, a także mamy nasze autorskie oprogramowanie. W związku z tym mogliśmy szybko zareagować i zmodyfikować pompę ciepła. Opracowana technologia pozwala nam de facto w cenie osuszacza dostarczyć dwa urządzenia, osuszacz i pompę ciepła. Dzięki fundacji Team Litewka trzy z nich trafiły już do miejsc poszkodowanych żywiołem – powiedział – Miłosz Włodarczyk z IGLOO.

Pompa ciepła IGLOO wraz z modułem osuszającym osiąga bardzo wysoką sprawność działania sięgającą 97%. Są to urządzenia, które dzięki dużej wydajności nawet 500 l/dobę, nadają się do wykorzystania w budynkach użyteczności publicznej, w tym takich jak szkoły, przedszkola czy urzędy, osuszając pomieszczenia do kubatury 4000 m3. Urządzenia pomogą również usunąć skutki zalania w nieruchomościach komercyjnych, biurowych i produkcyjnych. Firma posiada też w stałej ofercie mniejsze urządzenia osuszające.

Działające w Starym Wiśniczu (województwo małopolskie) firmy IGLOO i MILOO-ELECTRONICS pozyskały niedawno znaczącego inwestora – JRH ASI S.A., która kwotą 40 mln zł wsparła rozwój działu odpowiedzialnego za produkcję pomp ciepła MultiTherma.

IGLOO posiada unikalną technologię, opracowaną przez polskich inżynierów, pozwalającą produkować pompy ciepła o wyjątkowych parametrach spełniających wyśrubowane normy unijne. A szybkość opracowania modułu do osuszania potwierdza zwinność i profesjonalizm tej firmy. Tak szybka modyfikacja była możliwa dzięki posiadaniu pełnej kontroli nad procesem produkcyjnym.  Myślę, że wspomniane produkty przyczynią się do lepszego usuwania skutków żywiołu jaki w ostatnich dniach dotknął południe kraju. – zaznaczył January Ciszewski, prezes JRH ASI S.A.

Inflacja CPI w Polsce wyższa od prognoz rynkowych, szczyt jeszcze przed nami

Szybki szacunek inflacji CPI w Polsce za wrzesień wyniósł 4,9 proc. r/r. Odczyt jest wyższy niż konsensus rynkowy wynoszący 4,8 proc. r/r. Jak podaje GUS, do wzrostu inflacji przyczyniły się głównie nośniki energii, za sprawą częściowego odmrożenia cen od 1 lipca bieżącego roku, jak również żywność i napoje bezalkoholowe.

Szczyt inflacji powinien zostać osiągnięty w okolicy początku przyszłego roku, a jego wysokość będzie zależała od wdrożonych działań osłonowych na 2025 rok.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Zasiłek powodziowy: Kto może otrzymać i jak go uzyskać?

Zasiłek powodziowy został określony w art. 5 ustawy z dnia 16.09.2011 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z usuwaniem skutków powodzi (t.j. Dz. U. 2024, poz. 654) (dalej: ustawa powodziowa). Celem tego Zasiłku Powodziowego jest zaspokojenie niezbędnej potrzeby bytowej. Może go otrzymać rodzina lub osoba samotnie gospodarująca, poszkodowana w wyniku wystąpienia powodzi. Przez rodzinę rozumie się osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące. Osoba samotnie gospodarująca, to osoba prowadząca jednoosobowe gospodarstwo domowe.

Zasiłek Powodziowy jest przyznawany niezależnie od dochodów rodziny albo osoby samotnie gospodarującej. Kwota Zasiłku Powodziowego wynosi do 2000 zł. W rządowym projekcie z dnia 24.09.2024 r. [1] zmiany ustawy powodziowej (dalej: projekt) przewidziano zwiększenie Zasiłku Powodziowego o 1000 zł w celu pokrycia kosztów zużycia energii elektrycznej lub paliwa niezbędnych do osuszania pomieszczeń zajmowanych przez rodzinę lub osobę samotną.

Zasiłek jest przyznawany na wniosek rodziny albo osoby samotnie gospodarującej, złożony do dnia 15 marca 2025 r. [2] Wniosek składa się do wójta (burmistrza, prezydenta miasta):

  • gminy, na której terenie wnioskodawca poniósł szkodę albo
  • gminy sąsiadującej, na terenie której przebywa w wyniku przeprowadzenia ewakuacji albo konieczności opuszczenia zagrożonego miejsca zamieszkania.

W praktyce wniosek składa się do kierownika ośrodka pomocy społecznej działającego z upoważnienia wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Wniosek można złożyć również poza siedzibą ośrodka pomocy społecznej, w szczególności w miejscu wystąpienia powodzi. W projekcie przewidziano możliwość delegowania uprawnień wójta (burmistrza, prezydenta miasta) na każdego pracownika urzędu gminy oraz gminnej jednostki organizacyjnej do wydawania decyzji o przyznaniu zasiłku oraz jego wypłaty.

Wzór wniosku stanowi załącznik do rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 16.11.2011 r. [3] We wzorze zamieszczone są oświadczenia wymagane ustawą, że w wyniku powodzi wnioskodawca doznał szkody majątkowej wraz z określeniem jej wartości, nie ubiegał się o zasiłek na terenie innej gminy oraz wyraża zgodę na weryfikację danych zawartych we wniosku. Jest także zapewnienie, że oświadczenie jest składane pod rygorem poniesienia odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań.

Decyzja w sprawie przyznania Zasiłku Powodziowego powinna być podjęta niezwłocznie nie później jednak niż w terminie 2 dni od dnia wpłynięcia wniosku do wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Zasiłek Powodziowy jest wypłacany nie później niż w terminie 2 dni od dnia wydania decyzji w sprawie przyznania zasiłku, w wysokości:

  • określonej we wniosku szkody, jeżeli jej wysokość nie przekracza 2000 zł,
  • 2000 zł, jeżeli wartość szkody określonej we wniosku jest równa lub wyższa niż 2000 zł.

Po uchwaleniu projektu, w kształcie obecnie proponowanym, Zasiłek Powodziowy będzie zwiększany o 1000 zł w celu pokrycia kosztów zużycia energii elektrycznej lub paliwa, niezbędnych do osuszania pomieszczeń.

Wójt (burmistrz, prezydent miasta), po wypłacie Zasiłku Powodziowego, będzie weryfikował prawdziwość oświadczeń zawartych we wniosku. Jeżeli okaże się, że rodzina albo osoba samotnie gospodarująca nie poniosła szkody w wyniku wystąpienia powodzi, organ wypłacający zasiłek wydaje decyzję o jego zwrocie, określając termin jego zwrotu nie krótszy niż 7 dni. Do zwrotu zasiłku stosuje się przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji w zakresie egzekucji obowiązków o charakterze pieniężnym. Przyznawanie i wypłacanie zasiłku należy do zadań zleconych z zakresu administracji rządowej realizowanych przez gminę.

Zasiłek Celowy na pomoc doraźną określony w art. 40 ustawy o pomocy społecznej

W art. 40 ust. 2 przewidziano możliwość przyznania Zasiłku Celowego osobie albo rodzinie, które poniosły straty w wyniku klęski żywiołowej, a zatem np. powodzi. Zasiłek Celowy może być przyznany niezależnie od dochodu i może nie podlegać zwrotowi. Zasiłek jest przyznawany z powodu klęski żywiołowej i wypłacany ze środków otrzymanych z budżetu państwa. Z tego powodu nałożono na gminę obowiązek stosowania się przez gminę do wytycznych i zaleceń organów rządowych.

Wysokość Zasiłku Celowego wynosi 8000 zł została określona przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, w dokumencie o nazwie Zasady. [4] Zgodnie z Zasadami, Zasiłek Celowy jest przyznawany na wniosek rodziny albo osoby samotnie gospodarującej lub z urzędu (za zgodą uprawnionego), złożony nie później niż w terminie 30 dni od dnia wystąpienia powodzi.

Wniosek składa się do wójta (burmistrza, prezydenta miasta) gminy miejsca zamieszkania osoby ubiegającej się o świadczenie, a w praktyce do kierownika ośrodka pomocy społecznej działającego z upoważnienia wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Wniosek należy złożyć pisemnie, ale można zrobić to także ustnie do protokołu poza siedzibą ośrodka pomocy społecznej, w szczególności w miejscu wystąpienia powodzi.

Zgodnie z Zasadami, zasadnym jest wypłacanie zasiłku celowego na pomoc doraźną niezwłocznie, nie później niż w terminie 3 dni roboczych od daty otrzymania przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) środków od Wojewody. Zwrot nienależnie od pobranych świadczeń reguluje art. 104 ustawy o pomocy społecznej [5]. Nienależnie pobrane świadczenia podlegają ściągnięciu w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

Zasiłek Losowy wg obecnie obowiązującego rozporządzenia

Obecnie zasiłek losowy dla dzieci i uczniów na cele edukacyjne jest wypłacany na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 29 marca 2022 r. w sprawie szczegółowych warunków udzielania pomocy dzieciom i uczniom w formie zasiłku losowego na cele edukacyjne, pomocy uczniom w formie wyjazdów terapeutyczno-edukacyjnych oraz pomocy dzieciom i uczniom w formie zajęć opiekuńczych i zajęć terapeutyczno-edukacyjnych w latach 2022-2024 (Dz.U. 2022, poz. 850 ze zm.), zwanego dalej rozporządzeniem.

Z § 2 ust. 1a rozporządzenia wynika, że z zasiłków losowych mogą korzystać wyłącznie dzieci i uczniowie, jeżeli ich rodzinom został przyznany zasiłek celowy na podstawie art. 40 ustawy z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej w związku ze stratami poniesionymi w 2024 r. Wysokość tego zasiłku wynosi 1000 zł. Zasiłek losowy jest przyznawany i wypłacany do 31 grudnia 2024 r.

W przypadku przyznania Zasiłku Celowego, wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce zamieszkania dziecka lub ucznia informuje rodziców dziecka lub ucznia (prawnych opiekunów), rodziców zastępczych, osoby prowadzące rodzinny dom dziecka, opiekunów faktycznych w rozumieniu ustawy z dnia 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (Dz. U. z 2019 r. poz. 2407 oraz z 2021 r. poz. 1162, 1981 i 2270) albo pełnoletniego ucznia o możliwości przyznania zasiłku losowego.

Po wyrażeniu przez te osoby zgody na przyznanie zasiłku losowego wójt (burmistrz, prezydent miasta) sporządza listę dzieci i uczniów uprawnionych do otrzymania tego zasiłku i przyznaje im ten zasiłek. Lista zawiera imię i nazwisko dziecka lub ucznia oraz adres jego zamieszkania. Na podstawie tej listy wypłacany jest zasiłek losowy rodzicom dziecka lub ucznia (prawnym opiekunom), rodzicom zastępczym, osobom prowadzącym rodzinny dom dziecka, opiekunom faktycznym w rozumieniu ustawy z dnia 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci albo pełnoletniemu uczniowi zasiłek losowy.

Zasiłek Losowy w projekcie

W projekcie, w art. 5d, przewidziano możliwość przyznania jednorazowego świadczenia, także nazwanego Zasiłkiem Losowym. Ma on przysługiwać dzieciom uczestniczącym w obowiązkowym rocznym przygotowaniu przedszkolnym albo uczniom uczęszczającym do wszystkich typów szkół, kształcących się w formie dziennej. Zgodnie z art. 19 projektu nie będzie on przysługiwał dzieciom i uczniom, które otrzymały Zasiłek Losowy na podstawie obecnie obowiązujących przepisów.

Zasiłek Losowy ma być przyznawany niezależnie od dochodów rodziny albo osoby samotnie gospodarującej. Zasiłek nie będzie powiązany z otrzymaniem przez rodzinę Zasiłku Celowego określonego w art. 40 ustawy o pomocy społecznej. Wysokość Zasiłku Losowego będzie wynosić 1000 zł. Zasiłek Losowy ma być przyznawany na wniosek rodziców dziecka lub ucznia (prawnych opiekunów), rodziców zastępczych, osoby prowadzące rodzinny dom dziecka, opiekunów faktycznych w rozumieniu ustawy z dnia 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (Dz. U. z 2019 r. poz. 2407 oraz z 2021 r. poz. 1162, 1981 i 2270) albo pełnoletniego ucznia.

Wzór wniosku określi Minister Edukacji Narodowej. Wniosek ma być składany do wójta (burmistrza, prezydenta miasta) gminy, w którym wnioskodawca poniósł szkodę w wyniku powodzi, albo gminy sąsiadującej, na terenie której przebywa w wyniku przeprowadzenia ewakuacji albo konieczności opuszczenia zagrożonego miejsca zamieszkania.

Organ będzie miał wypłacić Zasiłek Losowy niezwłocznie, nie później niż w terminie 2 dni od dnia wpłynięcia wniosku. Do wniosku trzeba będzie dołączyć stosowne oświadczenia, które zapewne znajdą się we wzorze wniosku. Po wypłacie Zasiłku Losowego organ dokona weryfikacji prawidłowości danych zawartych we wniosku. Jeżeli okaże się, że rodzina lub osoba samotnie gospodarująca nie poniosła szkody w wyniku wystąpienia powodzi, organ wypłacający Zasiłek Losowy wyda decyzję o jego zwrocie w terminie 7 dni. Do zwrotu będą stosowane przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Przyznawanie i wypłacanie zasiłku należy do zadań zleconych z zakresu administracji rządowej realizowanych przez gminę.

Autor: Radca Prawny Zbigniew Cieślak, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

[1] Druki Sejmowe nr 672 i 672-A (art. 61 projektu).
[2] Termin został określony w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 16.09.2024 r. w sprawie wykazu gmin, w których są stosowane szczególne rozwiązania związane z usuwaniem skutków powodzi z września 2024 r., oraz rozwiązań stosowanych na ich terenie (Dz.U. 2024, poz. 1371).
[3] Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych I Administracji z dnia 16 listopada 2011 r. w sprawie trybu wypłaty i szczegółowego trybu zwrotu zasiłku powodziowego oraz wzoru formularza wniosku o zasiłek powodziowy (Dz.U.2011, nr 247, poz.1477).
[4] Obowiązujące od 17.09.2024 r. ZASADY Udzielania pomocy finansowej, ze środków budżetu państwa z części 85 – Budżety wojewodów, dział 852 – Pomoc społeczna, rozdział 85278 – Usuwanie skutków klęsk żywiołowych oraz z rezerw celowych na przeciwdziałanie i usuwanie skutków klęsk żywiołowych, w formie zasiłków celowych, o których mowa w ustawie o pomocy społecznej oraz w ustawie o szczególnych rozwiązaniach związanych z usuwaniem skutków powodzi, dla rodzin lub osób samotnie gospodarujących poszkodowanych w wyniku powodzi we wrześniu 2024 roku (dalej: Zasady).
[5] Ustawa z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej ( t.j. Dz.U.2024.1283 ze zm.)

Polska opóźnia wdrożenie dyrektywy CSRD – spółki czekają na przepisy

Termin na implementację w Polsce dyrektywy CSRD minął 6 lipca br. „Projekt ustawy implementującej z kwietnia tego roku jest jednak dopiero na etapie uzgodnień i nie należy się spodziewać jego szybkiego uchwalenia. Tymczasem obowiązki raportowe, które nakłada dyrektywa już teraz rodzą pytania, co do ich funkcjonowania w praktyce” – mówi Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska Senior Associate w praktyce fuzji i przejęć oraz prawa rynków kapitałowych warszawskiej kancelarii Wolf Theiss.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2464 z dnia 14 grudnia 2022 r. w sprawie zmiany rozporządzenia (UE) nr 537/2014, dyrektywy 2004/109/WE, dyrektywy 2006/43/WE oraz dyrektywy 2013/34/UE w odniesieniu do sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju („Dyrektywa CSRD”), wpisuje się w unijny projekt szeregu działań na rzecz bardziej ekologicznej gospodarki i stanowi jeden ze środków transformacji ekologicznej. Jak czytamy w uzasadnieniu Dyrektywy CSRD, celem Zielonego Ładu jest m.in. „przekształcenie UE w nowoczesną, zasobooszczędną i konkurencyjną gospodarkę” oraz „oddzielenie wzrostu gospodarczego od wykorzystania zasobów naturalnych i zapewnienie, aby wszystkie regiony i wszyscy obywatele UE uczestniczyli w sprawiedliwej społecznie transformacji w kierunku zrównoważonego systemu gospodarczego”.

Dla firm działających na terenie UE oznacza to szereg zmian i wymogów, które, w efekcie końcowym, mają umożliwić osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku – podkreśla Julia Dolna, Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Nowe raportowanie

W ramach projektowanej nowelizacji, do polskiego porządku prawnego wprowadzany jest obowiązek tzw. sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju. Termin „kwestie zrównoważonego rozwoju” bazuje na funkcjonujących już „czynnikach zrównoważonego rozwoju”, tj.: kwestiach środowiskowych, społecznych i pracowniczych, praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji i przekupstwu, a w Dyrektywie CSRD został rozszerzony o „czynniki środowiskowe, czynniki społeczne i z zakresu praw człowieka oraz czynniki ładu społecznego”.

Sprawozdawczość dotycząca zrównoważonego rozwoju będzie zawierać m.in. opis modelu biznesowego i planów spółki, z uwzględnieniem odporności na ryzyka związane ze zrównoważonym rozwojem i szans wynikających dla spółki z tego aspektu działalności. W raporcie ma być uwzględniony również wpływ spółki na zrównoważony rozwój oraz sposób wdrożenia omawianej strategii. Nie zapomniano o długoterminowych celach unijnych – informacje przekazywane przez spółki będą musiały wskazywać, w jaki sposób ich strategia uwzględnia docelowe przejście na zrównoważoną gospodarkę, ograniczenie globalnego ocieplenia do 1,5°C oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku – mówi Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska z Wolf Theiss.

Spółki będą też musiały wykazywać uwzględnienie problemowych kwestii w wewnętrznym corporate governance, w tym przedstawiać regulacje wewnętrzne przyjęte w odniesieniu do kwestii zrównoważonego rozwoju, powiązane systemy premiowe oraz rolę, jaką w omówionych celach pełnią kierownicy i członkowie organów nadzorujących.

Informacje te będą przedstawiane w odrębnej części sprawozdania z działalności podmiotu w perspektywie krótko, średnio- i długoterminowej. Dane mają też uwzględniać tzw. perspektywę podwójnej istotności, tj. uwzględniać nie tylko informacje dotyczące wpływu wymogów zrównoważonego rozwoju na sytuację i strategię spółki, ale także wpływ działalności spółki na kwestie zrównoważonego rozwoju. Dyrektywa CSRD wprowadza obowiązkowe i wspólne standardy sprawozdawczości (European Sustainability Reporting Standards, tzw. ESRS), zgodnie z którymi sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju ma być sporządzana.

Sprawozdanie z działalności wraz z informacjami w zakresie zrównoważonego rozwoju musi być zatwierdzone w terminie 6 miesięcy od dnia bilansowego (czyli dla spółek, w których rok obrotowy pokrywa się w rokiem kalendarzowym – do 30 czerwca kolejnego roku), a następnie złożone w rejestrze sądowym co do zasady w terminie 15 dni od zatwierdzenia. Co ważne, w projekcie ustawy implementującej dyrektywę CSRD przewidziano, że sprawozdania z działalności powinny być zamieszczane także na stronie internetowej danej jednostki.

Nowością wynikającą z Dyrektywy CSRD, która również znajduje się w projekcie ustawy implementującej, jest konieczność atestacji sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju przez biegłych rewidentów i sporządzenia sprawozdań z atestacji, które również będą składane do rejestru sądowego – dodaje Julia Dolna.

Dla kogo i od kiedy sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju?

Zgodnie z projektem ustawy implementującej dyrektywę CSRD obowiązki dotyczące sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju będą dotyczyły przede wszystkim dużych jednostek, czyli takich, które przekroczyły co najmniej dwie z następujących wartości: 110 mln zł sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego, 220 mln zł przychodów netto ze sprzedaży lub 250 osób średniorocznego zatrudnienia w przeliczeniu na pełne etaty. Dodatkowo obejmą one jednostki dominujących dużych grup oraz małe i średnie jednostki będące emitentami papierów wartościowych dopuszczonych do obrotu na jednym z rynków regulowanych EOG. Małe jednostki to takie, które nie są jednostkami mikro i które nie przekroczyły co najmniej dwóch z następujących wartości: 33 mln zł sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego, 66 mln zł przychodów netto ze sprzedaży i 50 osób średniorocznego zatrudnienia w przeliczeniu na pełne etaty, a średnie jednostki to takie, które nie są jednostkami małymi i mikro, a nie przekroczyły co najmniej dwóch z wartości kwalifikacji jako jednostka duża.

Jako pierwsze sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju będą musiały przygotować te jednostki, które raportowały dotychczas w oparciu o dyrektywę NFRD dotyczącą raportowania informacji niefinansowych. Te podmioty będą musiały uwzględnić informacje o zrównoważonym rozwoju już w sprawozdaniach z działalności za 2024 r.precyzuje Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska.

Z kolei dla dużych jednostek i jednostek dominujących dużej grupy informacje dotyczące zrównoważonego rozwoju będą musiały być uwzględniane począwszy od sprawozdań z działalności za 2025 r. A w przypadku małych i średnich jednostek będących emitentami papierów wartościowych – począwszy od sprawozdań z działalności za 2026 r.  Warto jednak wspomnieć, że w przypadku małych i średnich emitentów istnieje możliwość zwolnienia z obowiązku raportowania za lata 2026 i 2027 pod warunkiem przedstawienia przyczyn niesporządzenia sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju.

Po co nam ta sprawozdawczość?

Dyrektywa CSRD ma zapewnić potencjalnym inwestorom dostęp do informacji na temat stosunku jednostki do zrównoważonego rozwoju. Dzięki temu, osoby i podmioty zainteresowane wykorzystywaniem swoich środków w sposób zrównoważony, będą mogły łatwo zidentyfikować spółki podzielające ich ekologiczne wartości.

Warto też wspomnieć o sankcjach, jakie przewidziane są w projekcie ustawy implementującej dyrektywę CSRD.

Sama dyrektywa nie zawiera przepisów dotyczących kar za niestosowanie się do obowiązków dotyczących sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju, pozostawiając to w gestii państw członkowskich. Projekt polskiej ustawy zakłada zmianę brzmienia art. 79 ustawy o rachunkowości, który typizuje przestępstwa odnoszące się do sprawozdawczości finansowej, poszerzając ten katalog o przestępstwa dotyczące sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju – zaznacza Julia Dolna.

Opóźnienie w implementacji dyrektywy CSRD w praktyce będzie oznaczać, że spółki, które będą raportować jako pierwsze, będą miały mniej czasu na przygotowanie się na nowe obowiązki. Warto więc, aby te podmioty już teraz podjęły czynności związane ze sprawozdawczością zrównoważonego rozwoju, bazując na ESRS-ach i dotychczasowej treści projektu ustawy. Należy podkreślić, że docelowo podmioty uczestniczące w rynku będą musiały uwzględnić nowe wymagania nie tylko w zakresie sprawozdawczości, ale także odpowiednio przygotować się wewnętrznie do raportowania poprzez uwzględnienie w ich corporate governance mechanizmów spójnych ze sprawozdawczością zrównoważonego rozwoju.

Inflacja w Polsce wzrosła do prawie 5 procent

Według opublikowanych dziś przez GUS wstępnych danych dotyczących wzrostu cen, inflacja we wrześniu wyniosła 4,9 proc., zbliżając się do granicy 5 proc. Jest to najwyższy odczyt od grudnia zeszłego roku, kiedy inflacja wyniosła 6,2 proc. Aż 26 proc. polskich inwestorów uważa, że inflacja stanowi najważniejsze zagrożenie dla ich portfela inwestycyjnego.

Wrzesień to kolejny miesiąc, w którym inflacja w Polsce rośnie, nie pozwalając o sobie zapomnieć. W marcu inflacja spadła do rekordowo niskiego poziomu 2 proc. i od tego czasu systematycznie rośnie. Podwyżki cen energii elektrycznej, wprowadzone 1 lipca, wywindowały inflację powyżej 4 proc. W lipcu inflacja wyniosła 4,2 proc., a w sierpniu 4,3 proc. rok do roku.

Obecne wzrosty inflacji są wynikiem zarówno bieżących podwyżek cen, jak i tzw. „efektu bazy”. W 2023 roku inflacja gwałtownie spadała, dlatego obecnie poziom inflacji rocznej rośnie, odnosząc się do coraz niższych odczytów sprzed roku. Ten efekt utrzyma się do końca 2024 roku, co może podnieść inflację powyżej 5 proc. w kolejnych miesiącach.

W sierpniu inflacja miesiąc do miesiąca wyniosła 0,1 proc. Według wstępnych danych GUS, ceny żywności i nośników energii wzrosły o 0,2 proc., natomiast ceny paliw na stacjach benzynowych spadły o 3,4 proc., co było efektem spadku cen ropy na rynkach światowych.

Poziom inflacji pozostaje kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o obniżkach stóp procentowych. Już w środę czeka nas kolejna decyzja Rady Polityki Pieniężnej dotycząca wysokości stóp procentowych. Z powodu rosnącej inflacji obecnie nie ma szans na obniżki, a najwcześniejszy możliwy termin na takie działanie to drugi kwartał 2025 roku. Niemniej jednak, spadki stóp w strefie euro, USA i krajach ościennych mogą wywierać presję na złotego. We wrześniu FED obniżył stopy o 50 pkt bazowych, a EBC dokonał dwóch obniżek w czerwcu i wrześniu. To może powodować umocnienie złotego przy utrzymujących się wyższych stopach w Polsce.

Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, inflacja jest największym zagrożeniem dla polskich inwestorów – tak stwierdziło 26 proc. badanych. Mniej obawiają się oni o stan globalnej gospodarki (20 proc.) oraz ryzyko kryzysu międzynarodowego (20 proc.). Stan polskiej gospodarki jest najważniejszym problemem tylko dla 11 proc. inwestorów.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Silna aprecjacja jena po wyborze Shigeru Ishiby na lidera LDP

W piątek jen uległ dynamicznej aprecjacji. Notowania USD/JPY spadły z poziomu 146,50 do 142,00 i obecnie znajdują się już poniżej tego dolnego pułapu. To pokosie doniesień, że Liberalna Partia Demokratyczna Japonii wybrała Shigeru Ishibę na nowego lidera. Prawdopodobnie zostanie on premierem. Reakcja na rynku walutowym była gwałtowna i dynamiczna. Wcześniej mówiło się o także o możliwym przejęciu teki premiera przez Sanae Takaichi, która miałaby zastąpić ustępującego Fumio Kishidę.

Takaichi była i jest uznawana za przeciwniczkę restrykcyjnej polityki Banku Japonii. Rynek w pewnym stopniu obawiał się, że jeśli ona przejęłaby urząd premiera, optowałaby za utrzymaniem ultra-luźnej polityki monetarnej oraz powrotu do czasów Abenomiki, czyli programu polityki gospodarczej, wprowadzonej przez premiera Abe w 2013 roku. Miało to na celu ożywienie gospodarki.

Przyszły premier dał wyraźnie do zrozumienia, że nie sprzeciwia się restrykcyjnemu działaniu BoJ, co stało się pozytywną informacją dla jena. Cały czas jednak Bank Japonii nie ma pewności, czy inflacja w Japonii zagości na dłużej i czy normalizacja polityki pieniężnej zakończ się powodzeniem.

Kilka miesięcy temu BoJ zaskoczył podwyżką stóp procentowych ale po wydarzeniach z początku sierpnia (załamanie na rynku akcyjnym Japonii, silna aprecjacja jena na skutek redukowania transakcji carry trade) bank nieco złagodził swój przekaz, a dalsze zacieśnianie stało się wątpliwe. Instytucja prawdopodobnie chce, żeby kurz zawirowań z okresu wakacji opadł i być może dopiero za jakiś czas wznowi swoje działania.

We wrześniu inflacja w kraju „Kwitnącej Wiśni” wyniosła 3 proc. r/r a bazowa 2,8 proc. r/r. Od początku roku widoczna jest lekka tendencja wzrostowa i jeśli ona zostanie utrzymana, wówczas BoJ może zdecydować się na kolejny krok w zacieśnianiu warunków monetarnych.

Rynek OIS w tym momencie daje niespełna 25 proc. szans na podwyżkę stóp w grudniu oraz ponad 27 proc. prawdopodobieństwa podobnego ruchu w styczniu 2025 roku.

Notowania USD/JPY znajdują się w trendzie spadkowym od pierwszego tygodnia lipca. Spadki pokonały przyspieszoną linię trendu wzrostowego poprowadzoną przez minima ze stycznia oraz grudnia 2023 roku. Obecne, kilkumiesięczne spadki są jednak wciąż mniejsze pod kątem rozpiętości w porównaniu do zniżek z IV kwartału 2024 roku. Kluczowym wsparciem technicznym jest w tym momencie poziom 140,00 a następnie 138,00-137,50.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Jak wybrać i wdrożyć odpowiedni system ERP dla swojego biznesu?

System ERP jest zaawansowanym oprogramowaniem służącym do zarządzania przedsiębiorstwem. Przez swoją elastyczność, możliwość dostosowania do indywidualnych potrzeb i liczne zalety na to rozwiązanie decyduje się coraz więcej firm z różnych branż. Jak spośród dostępnych opcji wybrać tę, która sprawdzi się najlepiej?

Podstawą funkcjonowania każdego systemu ERP jest wspólna dla całej organizacji baza danych, do której trafiają dane ze wszystkich działów firmy. Z takiej budowy wynikają największe zalety systemów ERP jak automatyzacja, poprawa komunikacji, optymalizacja procesów i wiele innych. Jednak specyfika działalności każdej firmy jest inna, stąd wybór musi być przemyślany, a program odpowiadać na potrzeby.

Wybieramy system ERP

W pierwszej kolejności należy sprecyzować cele, jakie firma zamierza osiągnąć poprzez wdrożenie oprogramowania. Najczęściej wymienia się tutaj poprawę efektywności, kontrolę nad procesami biznesowymi, lepszy porządek lub zautomatyzowanie pracy. Następnie należy przyjrzeć się temu, jak wygląda praca i przebieg poszczególnych czynności obecnie. To pozwoli sprecyzować, jakie funkcje i moduły powinien mieć system ERP. Na tym etapie analizujemy, z jakich innych narzędzi korzysta się w firmie. Lepszą efektywność uzyskamy, kiedy narzędzia będą zintegrowane z systemem ERP. Tak samo istotne jest zdiagnozowanie obszarów, których funkcjonowanie da się zoptymalizować.

Mając pewien obraz oczekiwań, możemy przejść do analizy dostępnych na rynku rozwiązań. Ważna będzie cena, koszty wdrożenia, późniejsze wsparcie techniczne i możliwość rozbudowy o kolejne moduły w przyszłości. Na dużą elastyczność, dodanie nowych funkcji i modułów, a także integrację z wieloma innymi narzędziami pozwala m.in. system ERP enova365.

Przygotowanie firmy do wdrożenia systemu ERP

Kiedy już podejmiemy decyzję co do tego, jaki system ERP chcemy mieć w firmie, musimy znaleźć autoryzowanego partnera. Mamy wtedy pewność, że wdrożenie będzie przebiegać prawidłowo. Jest to o tyle ważne, że podczas spotkania z przedstawicielem będziemy wspólnie analizować potrzeby firmy. Zostanie sprecyzowany model biznesowy, struktura organizacji i zakres niezbędnych funkcji. Na tej podstawie powstanie plan wdrożenia.

Musimy przy tym pamiętać, że system ERP jest dopasowywany do wielkości i potrzeb firmy. Oznacza to, że wdrożenie będzie procesem, który w każdej organizacji może mieć inną długość. Dla jednej firmy będzie to kilka dni, a dla innej kilka miesięcy. Nie możemy zapominać, że w grę wchodzi m.in. przenoszenie danych, aby po zakończeniu wdrożenia, system od razu był gotowy do prac. Żeby wszystko przebiegało płynnie, harmonogram prac zostanie podzielony na etapy.

Istotnym krokiem jest przygotowanie pracowników na zmiany i późniejsze przeprowadzenie szkoleń z zakresu obsługi oprogramowania. Już po wdrożeniu możemy liczyć na wsparcie autoryzowanego partnera.

Podsumowanie

Od kilku lat systemy ERP zyskały na popularności i decyduje się na nie wielu przedsiębiorców. Pomagają zachować konkurencyjną pozycję na rynku, usprawnić pracę i poprawić wydajność. Chcąc dowiedzieć się więcej na temat tego, jak tego typu narzędzia działają, można odwiedzić stronę: https://www.enova.pl/co-to-jest-erp/.

Bain & Company: Rynek gier wideo wzrośnie o jedną trzecią do 2028 r.

Napędzany rozwojem nowych technologii rynek gier wideo będzie w najbliższych latach przyciągać coraz więcej użytkowników, a jego łączna wartość wzrośnie do niemal $260 mld w 2028 roku, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company. O kierunkach rozwoju rynku zadecydują młodsi użytkownicy, dla których ekosystem gier staje się głównym centrum rozrywki i aktywności społecznych.

Szacowana wartość globalnego rynku gier wideo wyniosła w 2023 roku $196 mld i była większa niż łączne wydatki na streaming wideo ($114 mld), streaming muzyki ($38 mld) oraz bilety do kina ($34 mld). Zakończenie pandemii nie spowolniło dynamiki wzrostu na rynku, a eksperci prognozują jego dalszy rozwój i przejmowanie publiczności od innych mediów.

Liczba użytkowników gier nadal rośnie i dotyczy to wszystkich grup wiekowych. Bez wątpienia o przyszłości rynku zdecydują młodzi gracze, którzy spędzają na tej formie rozrywki najwięcej czasu – mówi Paweł Szreder, partner w warszawskim biurze Bain & Company. – To zgodnie z ich oczekiwaniami i zwyczajami będzie rozwijał się rynek.

Z badania Bain & Company wynika, że 52 proc. ankietowanych regularnie korzysta z gier. Eksperci sugerują, by w strategiach firm gamingowych nie ignorować osób w wieku 45+, z których 31 proc. to gracze, jednak podkreślają dominującą rolę młodszego pokolenia. W grupie wiekowej 2-18 lat już 80 proc. badanych korzysta z gier i na tej aktywności spędza około 30 proc. czasu przeznaczonego na rozrywkę. Osoby w wieku 13-17 lat przeznaczają na gry średnio 9,5 godziny tygodniowo, natomiast gracze powyżej 45 roku – 2,5 godziny.

Już w badaniu sprzed dwóch lat zaobserwowaliśmy, że młodsi gracze wolą spędzać czas z przyjaciółmi za pośrednictwem technologii niż w świecie rzeczywistym. Nic się pod tym względem nie zmieniło, nadal taką deklarację składa około połowa młodszych graczy mimo końca pandemii i lockdownów – dodaje Paweł Szreder.

Producenci coraz częściej stawiają na immersyjność, czyli budowanie rozległych wirtualnych światów, w które gracze mogą się w pełni zanurzyć, nawiązywać kontakty społeczne i samodzielnie tworzyć treści. W badaniu Bain & Company jedna trzecia graczy wymienia tego typu grę jako ulubioną, natomiast w pokoleniu poniżej 18 lat – połowa. Młodsi gracze używają ekosystemu gier również do robienia zakupów, utrzymywania kontaktu ze znajomymi oraz korzystania z innych mediów, co zwiększa ich wartość jako grupy konsumenckiej z komercyjnego punktu widzenia. Gracze zaangażowani spędzają na grze więcej czasu i są skłonni wydawać na nią więcej. Dla młodszych graczy platformy takie jak Roblox czy Fortnite pełnią funkcję narzędzia kontaktu wspierającego relacje społeczne, czyli podobną do WhatsAppa czy Facebooka w starszych grupach wiekowych.

Eksperci Bain & Company zwracają też uwagę na zmianę trendów i nieuchronną dominację tytułów wieloplatformowych (cross-platform), które umożliwiają przechodzenie między urządzeniami – komputerem, konsolą, komórką – w ramach jednej rozgrywki. Zapisanie postaci i gry oraz kontynuowanie jej na innym urządzeniu (cross-save) jest jedną z trzech najbardziej pożądanych cech gier. Pozostałe dwie to stała aktualizacja i dodawanie nowych treści oraz możliwości grania z przyjaciółmi niezależnie od platformy, z której oni korzystają (cross-play). Co więcej, około 41 proc. użytkowników jest gotowa zapłacić więcej za tytuł, który posiada takie funkcjonalności. Obecnie na liście dziesięciu najpopularniejszych tytułów osiem jest wieloplatformowych, a 70 proc. użytkowników gier korzysta z więcej niż jednego typu urządzenia.

Użytkownicy nie są przywiązani do platformy, z której korzystają, ale do gry i chcą możliwości korzystania z niej na różnych urządzeniach – twierdzi Paweł Szreder. Technologicznie i biznesowo rynek dorósł do tej zmiany. Dla twórców gier oznacza to konieczność dostosowania się do oczekiwań i zmianę strategii. Widzimy, że nawet najbardziej konserwatywni producenci gier, którzy trzymali się dotychczas konsekwentnie jednej platformy, całkowicie zmieniają kurs.

Zdaniem ekspertów dzieje się tak w odpowiedzi na sygnały napływające z rynku, których twórcy gier nie powinni ignorować mimo ogólnego optymizmu i wzrostowych trendów na rynku. Wśród takich sygnałów jest między innymi wyhamowanie liczby sprzedanych konsol. Rynek ten odnotował wzrost w ostatnim roku pod względem wartości, ale liczba sprzedanych urządzeń pozostała na tym samym poziomie, natomiast jego penetracja – mierzona udziałem konsol w ogólnej puli urządzeń, z których korzystają użytkownicy – spadła.

Więcej informacji na temat rynku gier i pełna wersja raportu: https://www.bain.com/insights/topics/gaming-report/

Finansowe priorytety i obawy pokolenia Z

Wzrost kosztów życia, związany m.in. z rosnącymi cenami mieszkań, żywności i energii, w połączeniu z globalnymi napięciami wywołanymi m.in. wojną w Ukrainie, wyraźnie wpływa na pokolenie Z. Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte „How does European Generation Z buy insurance?”, mimo tych wyzwań, 80 proc. przedstawicieli tej generacji z Polski deklaruje, że ma już zdefiniowane plany na przyszłość. Jednocześnie ponad 40 proc. najbardziej obawia się utraty samodzielności finansowej. W rezultacie już teraz połowa Polek i Polaków z pokolenia Z stara się odkładać pieniądze na nadchodzące lata, nie rezygnując przy tym z inwestowania w rozwój osobisty i zdrowie psychiczne.

Z najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte wyłania się nowy obraz pokolenia Z i jego podejścia do m.in. ubezpieczeń i finansów. Młodzi ludzie, urodzeni między 1997 a 2012 rokiem, aktywnie kształtują swoje kariery oraz trendy i z sukcesem adaptują się do dynamicznie zmieniającego się świata.

Wyniki naszego raportu pokazują, że pokolenie Z nie tylko aktywnie planuje swoją przyszłość, ale również wyznacza nowe standardy w podejściu do życia zawodowego i osobistego. Aż 83 proc. przedstawicieli pokolenia Z zamieszkujących badane europejskie kraje deklaruje, że ma sprecyzowane plany na kolejne lata, co jest wynikiem wyraźnie przewyższającym deklaracje generacji X. Co więcej, zaledwie co dwudziesta osoba z tej grupy nie martwi się o swoją przyszłość, podczas gdy wśród trzydziestolatków i czterdziestolatków jest to już jedna na dziesięć osób – mówi Marcin Warszewski, lider usług dla sektora ubezpieczeniowego, partner, Deloitte.

Pokolenie Z coraz częściej postrzega ubezpieczenie [link sponsorowany] jako kluczowy element zabezpieczenia swojej przyszłości finansowej i zdrowotnej, zwłaszcza w obliczu rosnących kosztów życia i globalnych wyzwań.

Jednocześnie autorzy raportu podkreślają, że młodzi dorośli, znajdujący się w kluczowej fazie życia – związanej z edukacją i początkiem kariery zawodowej – wykazują się nie tylko większym skupieniem na przyszłości, ale również większą precyzją w jej planowaniu. Zgodnie z wynikami badania tylko 11 proc. respondentów z pokolenia Z żyjących w Europie nie potrafi określić ram czasowych dla swoich planów , podczas gdy wśród osób z pokolenia X ten odsetek wynosi już 20 proc.

Lęk przed utratą niezależności

Mimo swojego optymistycznego podejścia do przyszłości, młodzi ludzie stają przed wieloma wyzwaniami. Jednym z głównych lęków generacji Z jest obawa przed utratą samodzielności finansowej – czterech na dziesięciu polskich respondentów (43 proc.) martwi się, że nie będzie w stanie samodzielnie się utrzymać, co jest wynikiem zbliżonym do millenialsów i pokolenia X (odpowiednio 38 proc. i 42 proc. wskazań). Na liście obaw pojawiają się także wypadki (38 proc.) oraz niezdolność do utrzymania rodziny (21 proc.). Niepokój budzą w nich również nowoczesne technologie. Około 14 proc. spośród młodych polskich respondentów obawia się, że w przyszłości automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji mogą wpłynąć na ich perspektywy zawodowe. Dla porównania – wśród wszystkich uczestników badania z Europy odsetek ten wynosi więcej, bo niemal jedną piątą.

Młodzi ludzie wkraczają w dorosłość w świecie pełnym niepewności, co wyraźnie kształtuje ich priorytety. Jednym z ich największych zmartwień są możliwe trudności finansowe – co trzecia osoba z pokolenia Z obawia się, że własne mieszkanie może pozostać ich nieosiągalnym marzeniem. Ta niewiadoma, związana z tym, co przyniosą nadchodzące lata, nie tylko budzi w nich lęki, ale także skłania do bardziej przemyślanego planowania. W przeciwieństwie do swoich rodziców , młodzi z Polski częściej myślą o przyszłości, jednak wciąż szukają u nich wsparcia i konsultują swoje decyzje, zwłaszcza gdy w grę wchodzą kwestie finansów i ubezpieczeń – mówi Tadeusz Fułek, menedżer, Customer&Marketing, Digital Customer w Deloitte.

Inwestycja w siebie i dobre samopoczucie

Pokolenie Z w podejściu do finansów kieruje się elastycznością i dbałością o codzienne potrzeby, stawiając w pierwszej kolejności na własny rozwój. Już połowa Polek i Polaków z tej grupy deklaruje, że stara się regularnie odkładać pieniądze (37 proc. ogółu badanych). Zamiast jednak koncentrować się na długoterminowych celach, takich jak zbieranie na emeryturę (17 proc.), młodzi Polacy częściej wydają pieniądze na rzeczy, które zapewniają im komfort i lepsze doświadczenia – 34 proc. wskazań.

Równocześnie jedna czwarta (25 proc.) polskich dwudziestolatków wskazuje, że priorytetem dla nich są wydatki związane z dbaniem o zdrowie i dobre samopoczucie. Z raportu wynika, że pokolenie Z koncentruje się w pierwszej kolejności właśnie na zabezpieczeniu zdrowia i życia. W Polsce aż 45 proc. młodych ludzi, którzy mają już choć jedną polisę, planuje wykupienie dodatkowego ubezpieczenia na życie, co znacząco przewyższa europejską średnią (29 proc.). Podobnie sytuacja wygląda w przypadku ubezpieczeń zdrowotnych – w naszym kraju zainteresowanie tym typem ochrony sięga 41 proc., podczas gdy na poziomie europejskim dotyczy to 33 proc. respondentów generacji Z.

Młodzi z Polski i ich europejscy rówieśnicy coraz większą wagę przykładają także do zdrowia psychicznego – co szósty uczestnik badania z pokolenia Z rozważa zakup ubezpieczenia w tej kategorii, co wyróżnia ich na tle millenialsów i generacji X. Na popularności zyskują również ubezpieczenia zwierząt domowych – w Polsce o takim zabezpieczeniu myśli 14 proc. dwudziestolatków. Co ciekawe, zakup polisy obejmującej dobra cyfrowe rozważa 12 proc. badanych Europejczyków (w porównaniu do 3 proc. młodych Polaków).

Zbyt młodzi na ubezpieczenie?

Młodzi konsumenci, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich objętych badaniem, wykazują rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami, choć ich świadomość w tym zakresie pozostaje zróżnicowana. Prawie połowa Polek i Polaków z pokolenia Z przyznaje, że ich wiedza na ten temat jest ograniczona, co jest wynikiem o 9 p.p. niższym niż we wszystkich ankietowanych krajach Europy. Mimo to, 71 proc. młodych Polek i Polaków posiada przynajmniej jedną polisę, co niemal dorównuje średniej dla wszystkich ankietowanych krajów (73 proc.).

Pokolenie Z reaguje na globalne trendy – od masowej cyfryzacji, przez kwestie równości ekonomicznej, aż po wzrost znaczenia zdrowia psychicznego. Widzimy to również w ich podejściu do ubezpieczeń. To generacja, która nie tylko ma swoje specyficzne obawy, ale także redefiniuje sposób, w jaki należy tworzyć produkty ubezpieczeniowe, aby odpowiadały na ich indywidualne i bieżące potrzeby. Cenią multikanałowość – korzystają z różnych kanałów jednocześnie, a jednym z kluczowych źródeł wiedzy o dostępnych na rynku produktach pozostaje dla nich rodzina i przyjaciele. Bardzo starannie analizują dostępne oferty, by wybrać te, które najlepiej wpisują się w ich potrzeby i styl życia Bardzo starannie analizują dostępne oferty, by wybrać tylko te, które najlepiej wpisują się w ich styl życia – dodaje Marcin Warszewski.

O raporcie 

Raport Deloitte został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych w dziewięciu krajach: Niemczech, Holandii, Francji, Hiszpanii, Włoszech oraz Polsce, Czechach, Węgrzech i Rumunii. Badanie miało na celu zrozumienie podejścia młodych ludzi, zwłaszcza przedstawicieli generacji Z, do ubezpieczeń, koncentrując się na polisie życiowej, komunikacyjnej oraz mieszkaniowej.

Liczba Polaków objętych prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym przekroczyła 5 mln

Na koniec II kwartału 2024 r. liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wyniosła 5,1 mln, co oznacza wzrost o 11,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. W pierwszym półroczu Polacy wydali na tę formę ochrony blisko 1 mld zł. To 25,9 proc. więcej niż rok wcześniej.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne po II kwartale 2024 roku:

  • 5,101 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce
  • 983,3 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych

Struktura ubezpieczeń pozostaje niezmienna. Głównym zakresem jest ambulatoryjna opieka zdrowotna, zarówno specjalistyczna, jak i podstawowa, z dostępem do badań diagnostycznych – wyjaśnia Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Prywatne ubezpieczenia lekarstwem na problemy publicznego systemu opieki zdrowotnej

Coraz większa popularność prywatnych polis zdrowotnych to w dużej mierze efekt rosnących problemów publicznego systemu opieki zdrowotnej. Ze sprawozdania z działalności Narodowego Funduszu Zdrowia za poprzedni rok jednoznacznie wynika, że wzrósł czas oczekiwania na wizyty u specjalistów – zarówno w przypadkach stabilnych, jak i pilnych. W zeszłym roku najdłuższe kolejki obserwowano w poradniach gastroenterologicznych, kardiologicznych, okulistycznych, alergologicznych i endokrynologicznych. Najdłużej na wizytę pacjenci musieli czekać w ostatniej z nich – średnio 190 dni[1].

Pomimo zwiększających się nakładów, które są konsumowane głównie przez wzrost płac i innych kosztów, liczba udzielanych świadczeń nie zwiększyła się i w dalszym ciągu nie odpowiada na zapotrzebowanie pacjentów. Geneza problemu jest złożona i wynika z wielu czynników, takich jak ciągłe niedofinansowanie, niedobory kadrowe, inflacja w sektorze medycznym i wzrost płac, a także rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa – wyjaśnia Dorota M. FalPrywatne ubezpieczenia zdrowotne oraz ich uwzględnienie w systemie ochrony zdrowia mogą być jednym z szybkich i efektywnych sposobów ograniczania skutków tego niepokojącego zjawiska. Już teraz, pomimo braku wsparcia ze strony państwa, ich rola wciąż rośnie.

Polska Izba Ubezpieczeń od lat apeluje o włączenie prywatnych ubezpieczeń do systemu opieki zdrowotnej.

Zdrowie jednym z priorytetów polskiej prezydencji w Unii Europejskiej

Okazją do dyskusji nad formą integracji sektorów prywatnych i publicznych w ochronie zdrowia może być rozpoczynająca się 1 stycznia 2025 r. prezydencja Polski w Unii Europejskiej. Wszyscy eksperci wskazują, że w zakresie zdrowia priorytetem powinna być profilaktyka zdrowotna, a w szczególności koordynacja działań w zakresie zdrowia publicznego oraz dostępu do wczesnej diagnostyki i badań przesiewowych.

Biorąc pod uwagę czynniki demograficzne i epidemiologiczne , można stwierdzić, że przyszłością opieki zdrowotnej są wczesna profilaktyka i wczesna interwencja. Wyzwanie natomiast stanowią sposoby finansowania rosnących lawinowo kosztów opieki zdrowotnej. Co do tego zgadzają się wszystkie kraje Unii Europejskiej i chcą współpracowaćtym zakresie – mówi ekspertka PIU.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu aktywności zawodowej poprzez zapewnianie dostępu do szybkiej opieki medycznej i badań profilaktycznych. To z kolei ma bezpośrednie przełożenie na ograniczanie absencji, prezenteizmu, a więc stabilność rynku pracy oraz wydajność gospodarek poszczególnych krajów członkowskich, jak i całej Unii Europejskiej.

[1] Roczne sprawozdanie z działalności Narodowego Funduszu Zdrowia za 2023 rok: https://orka.sejm.gov.pl/Druki10ka.nsf/0/305E46D2663E4FB4C1258B86003E8A4C/%24File/618.pdf

Inflacja we Francji zaskakuje, ale uwaga inwestorów skupiona na USA

Rynek nerwowo przyjął dzisiejszy odczyt inflacji z Francji. Ostatecznie jednak nie udało się zmienić sentymentu. Dane z USA wciąż świecą jaśniejszym blaskiem. 

W pogoni za własnym ogonem

Główna para walutowa globu w tym tygodniu zachowuje się jak zagubiony sześciolatek w sklepie z cukierkami. Nie za bardzo wie, na czym chce skupić uwagę. Tydzień zaczęliśmy od testu dolnego ograniczenia przy 1,10$, by następnego dnia zaatakować 1,11$. W środę udało się zarówno wyjść górą, jak i na nowo skierować się ku wsparciu. Czwartek to kolejny atak na opór, by w piątek zaliczyć podróż w tę i z powrotem. Dzisiejsze zamieszanie jest efektem odczytu francuskiej inflacji, która drastycznie spadła w ostatnim miesiącu. Rezultat na poziomie zaledwie 1,2% wyraźnie zaskoczył rynki. Inwestorzy dość szybko wyciągnęli wnioski, że tak mocne zejście w dół jest objawem problemów gospodarczych, co w sumie nie jest ani trochę odkrywcze. Powoli do mainstreamu wraca narracja, że owszem, Amerykanie może i są na granicy twardego lądowania, ale to Europejczycy tę granicę już dawno przekroczyli. Dlatego wcześniej rozgrywane tempo obniżek stóp procentowych – jedna na kwartał – jest niemożliwe do utrzymania. A to powinno odbijać się na wspólnej walucie.

Oczy skierowane za ocean

Rzecz w tym, że nie tylko euro ma swoje problemy. Rynek po dość spektakularnym wrześniowym zwycięstwie nad Powellem zaostrzył apetyt i rozpoczął kampanię na rzecz podwójnego cięcia również na kolejnym posiedzeniu FOMC. Ważnym orężem w tej walce będzie dzisiejszy raport na temat wydatków Amerykanów. Analitycy stoją tu w lekkim rozkroku, ponieważ oczekują dalszego spadku głównej miary inflacji przy jednoczesnym podbiciu indeksu bazowego. Zarówno rynek, jak i decydenci z FED mają długą tradycję żonglowania hierarchią tych dwóch odczytów, w zależności od kierunku wiejącego w danym momencie wiatru. A że tłum żąda krwi (czyli obniżek), to nie ma sensu zawracać sobie głowy wyższą wartością.

Szalone chińskie drukarki

Maniakalna potrzeba luzowania polityki pieniężnej to nie tylko kwestia Europy czy USA. Jeszcze dalej w ten mrok zapuszczają się właśnie Chińczycy, którzy – oprócz obniżania stóp procentowych – postanowili wrócić do ulubionego patentu inwestorów i zalać rynki świeżo kreowanym pieniądzem. Indeksy giełdowe w Państwie Środka zareagowały oczywistym hurraoptymizmem, definitywnie kończąc wyczerpujący trend spadkowy. W ciągu zaledwie tygodnia przeszliśmy ze skrajnego pesymizmu do wyklucia nowej hossy. Zieleń dość szybko rozlała się na pozostałe parkiety, nie tylko azjatyckie.

Również dla złotego kończący się tydzień był całkiem energetyczny. Początkowo udało się kolejny raz przetestować ważne wsparcia na wykresach XXXPLN. Euro potaniało do 4,25 zł, dolar do 3,80 zł, a frank zszedł aż do 4,485 zł. Druga połowa tygodnia to jednak kapitulacja naszej waluty, przez co kursy zarówno EUR, jak i USD do PLN poszły w górę o 3 grosze. Jeszcze więcej odzyskał frank, który po decyzji o obniżeniu stóp procentowych (sic!) w Szwajcarii umocnił się względem złotego o blisko 6 groszy.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Czym się różni faktoring bez regresu od faktoringu z regresem?

Prowadzenie działalności gospodarczej często wiąże się z wyzwaniami związanymi z płynnością finansową, szczególnie gdy kontrahenci opóźniają płatności za dostarczone towary lub usługi. Faktoring to rozwiązanie, które może pomóc firmom w takiej sytuacji, zapewniając natychmiastowy dostęp do należnych pieniędzy. Jednak nie wszystkie formy faktoringu są takie same. Różnią się one m.in. sposobem alokacji ryzyka niewypłacalności kontrahentów. Poznaj dwa najważniejsze rodzaje faktoringu: z regresem oraz bez regresu, i wybierz najlepsze rozwiązanie dla Twojej firmy.

Faktoring z regresem: przeniesienie ryzyka na przedsiębiorcę

Faktoring z regresem, zwany również faktoringiem niepełnym, to forma finansowania, w której ryzyko niewypłacalności kontrahentów pozostaje po stronie przedsiębiorcy (faktoranta). W tym modelu: faktorant (przedsiębiorca) wystawia fakturę kontrahentowi. Następnie sprzedaje tę fakturę firmie faktoringowej (faktorowi) za określoną kwotę. W przypadku, gdy kontrahent nie ureguluje należności w terminie, faktorant jest zobowiązany do jej zapłacenia faktorowi.

Kluczową zaletą faktoringu z regresem jest jego relatywnie niższy koszt w porównaniu do odmiany bez regresu. To atrakcyjne rozwiązanie szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które współpracują z zaufanymi, wypłacalnymi kontrahentami i nie obawiają się ryzyka związanego z niewywiązaniem się przez nich z płatności.

Faktoring bez regresu: przeniesienie ryzyka na faktora

W odróżnieniu od wersji z regresem, faktoring bez regresu (zwany również faktoringiem pełnym) polega na przeniesieniu ryzyka niewypłacalności kontrahentów na firmę faktoringową (faktora). W tym modelu faktorant tak samo sprzedaje fakturę faktorowi. Ale tym razem faktor przejmuje całkowite ryzyko związane z ewentualnym brakiem zapłaty ze strony kontrahenta. To on zajmuje się windykacją należności. Faktorant nie musi zwracać otrzymanej sumy, nawet jeśli kontrahent nie ureguluje faktury.

Faktoring bez regresu jest rozwiązaniem znacznie droższym niż faktoring z regresem, ale zapewnia faktorantowi pełne zabezpieczenie przed ryzykiem niewypłacalności odbiorców. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy przedsiębiorca współpracuje z nowymi lub mało znanymi kontrahentami, zwłaszcza na rynkach zagranicznych.

Kluczowe czynniki wpływające na wybór rodzaju faktoringu

Decydując się na usługę faktoringową, przedsiębiorca powinien wziąć pod uwagę kilka istotnych czynników, które pomogą mu wybrać odpowiedni rodzaj:

  1. Znajomość i wiarygodność kontrahentów – jeśli współpracujesz z zaufanymi, wypłacalnymi partnerami, faktoring z regresem może być dobrym wyborem. Faktoring bez regresu lepiej sprawdzi się przy współpracy z nowo pozyskanymi lub mniej znanymi kontrahentami.
  2. Skłonność do ponoszenia ryzyka – faktoring z regresem będzie tańszą opcją, jeśli jesteś gotów zaryzykować niewypłacalność kontrahentów. Jeśli natomiast wolisz przenieść to ryzyko na faktora, faktoring bez regresu będzie lepszym, choć droższym rozwiązaniem.
  3. Koszty usługi – faktoring z regresem jest tańszy niż faktoring bez regresu.
  4. Struktura portfela należności – jeśli Twoja firma ma rozproszoną strukturę odbiorców, faktoring z regresem będzie lepszym wyborem. Zdecyduj się na wersję bez regresu, jeżeli masz ograniczoną liczbę kluczowych kontrahentów.
  5. Plany ekspansji – jeśli planujesz dynamiczny rozwój i wejście na nowe rynki, faktoring bez regresu może zapewnić Ci większe bezpieczeństwo i stabilność finansową.