Bardzo dobre zbiory zbóż na świecie obniżają ceny na rynku. Inwestorom trudno będzie liczyć na wzrost cen

CEO Magazyn Polska

Na zbożowym rynku ceny są coraz niższe i w przyszłym roku ich wzrost jest mało prawdopodobny. Przyczyną są wysokie zbiory na całym świecie. W ocenie analityków w 2015 roku trudno będzie liczyć na obniżenie podaży i wzrost cen.

Jak podaje resort rolnictwa, 14 grudnia tona pszenicy konsumpcyjnej kosztowała niecałe 700 zł i była o 9,4 proc. tańsza niż rok wcześniej. Za tonę żyta trzeba było zapłacić 511 zł, czyli o 6,4 proc mniej niż przed rokiem. Tona kukurydzy paszowej kosztowała zaś 568 zł, czyli o 14,6 proc mniej niż pod koniec 2013 roku. Nie inaczej sytuacja miała się na rynku kontraktów na zboża.

– W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z rekordowymi zbiorami soi i rekordowymi zbiorami kukurydzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk z Domu Maklerskiego BOŚ. – Również podaż pszenicy na globalnym rynku jest duża. I to nie tylko w Europie, gdzie te zbiory były bardzo dobre, lecz także na przykład w Azji, m.in. w Indiach, gdzie ten sezon był bardzo udany, oraz Australii. Czyli pojawiła się tutaj podaż z różnych miejsc na świecie.

Sytuacja poprawiła się nieco w drugiej połowie roku. Ceny soi latem przestały spadać, choć również nie rosną. Jeden buszel (miara towarów sypkich w krajach anglosaskich, odpowiednik ok. 36 litrów) kosztuje niewiele ponad 10 dolarów i jest o ponad 19 procent tańszy niż na początku roku. Kukurydza, choć od października drożeje, wciąż jest tańsza niż w styczniu o ponad 2 proc. i kosztuje nieco ponad 4 dolary za buszel. Nieco lepiej radzi sobie pszenica, na którą kontrakty po kilkumiesięcznych spadkach wybiły się w grudniu ponad poziom z początku roku i wyceniane są na 6,6 dolara za buszel.

–  Przede wszystkim zostały przecenione zboża podkreśla Dorota Sierakowska. – Kukurydza, soja czy pszenica notowały przez parę miesięcy bardzo dynamiczne spadki. I teraz tak naprawdę dopiero ostatnie tygodnie przynoszą pewne odbicie na tym rynku. Jeżeli chodzi o rynek towarów rolnych, to z pewnością ten rynek zbóż był najbardziej popularny wśród inwestorów i ten spadek cen wynikał przede wszystkim z faktu, że podaż zbóż na globalnym rynku jest bardzo duża.

W przyszłym roku ceny zbóż także będą pochodną wielkości zbiorów. Wielu analityków uważa, że jeśli chodzi o pszenicę, będą one rekordowe, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Te prognozy zmienić może tylko pogoda.

Widzimy, że dobry sezon powoduje spadek notowań zbóż zwraca uwagę analityczka z Domu Maklerskiego BOŚ. – Natomiast, jeżeli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości co do podaży, jeżeli pojawiają się słabe warunki meteorologiczne, to notowania rosną. A więc dużo będzie zależało od tego, jak będzie się kształtowała chociażby sytuacja pogodowa. To jest jednak bardzo chwiejny rynek, dużo mniej przewidywalny niż rynki surowców energetycznych czy przemysłowych.

W miarę szybko wyklarować powinna się sytuacja na rynku kukurydzy oraz soi. Największe znaczenie będą tu miały zbiory w Ameryce Południowej, czyli w Brazylii i Argentynie. Te dwa kraje są bardzo ważnymi eksporterami na globalny rynek i to ich plony kształtują ceny. Zbiory tam są zaplanowane na okolice marca, jednak scenariusz wzrostu cen jest bardzo mało prawdopodobny i z punktu widzenia inwestorów – dość ryzykowny.

– Podobnie ma się sytuacja także w przypadku pszenicy – ocenia Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego BOŚ. – Tutaj wprawdzie ta Ameryka Południowa nie jest tak ważna, ale ważne stają się na przykład oczekiwania dotyczące produkcji w rejonie Morza Czarnego, czyli  w Rosji czy na Ukrainie. Pojawiły się pewne wątpliwości, czy produkcja pszenicy ozimej będzie faktycznie tak duża, jak tego wcześniej oczekiwano – to był główny czynnik, który ostatnio powodował wzrost notowań pszenicy. W ogólnym rozrachunku, patrząc z szerokiej perspektywy, podaż pszenicy na globalnym rynku jest jednak duża, dlatego również w tym przypadku trudno spodziewać się, żeby pszenica znacząco podrożała.

Dziś ostatni dzień zapisów na akcje Gekoplastu. Debiut na NewConnect prawdopodobnie w styczniu

0

Dziś zakończą się dwudniowe zapisy na akcje Gekoplastu. Po budowie księgi popytu cenę akcji ustalono na 8,80 zł. Tym samym wartość oferty sięgnie niemal 7,5 mln zł.

Spółka w przyszłym roku chce zainwestować ok. 4 mln zł w nowe linie biznesowe, zwiększenie mocy produkcyjnych i dalszą modernizację.

Naszą domeną jest produkcja płyt komórkowych z polipropylenu, głównie opakowań – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA. – Drugim segmentem wyrobów firmy są tzw. płyty pełne, które są wykorzystywane jako materiał konstrukcyjnym m.in. w przemyśle motoryzacyjnym, chłodniczym, chemicznym i sanitarnym.

Rozwój polskich producentów tworzyw sztucznych to głównie efekt przenoszenia do Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) zakładów przemysłowych wykorzystujących materiały z tworzyw sztucznych do dalszej produkcji. Drugim czynnikiem jest organiczny wzrost światowego rynku tworzysz sztucznych. Ich produkcja wzrosła z 250 do 288 mln ton w latach 2009-2012, przy czym rosnący trend na rynku jest widoczny od 1950 r.; średniorocznie wzrost wynosi 9 proc.

Głównymi odbiorcami produktów spółki Gekoplast są przedstawiciele przemysłu AGD, motoryzacji, budownictwa i przemysłu opakowaniowego – zaznacza Górowski. – Na rynkach zagranicznych lokujemy 50 proc. produkcji. Naszym głównym rynkiem zagranicznym są Niemcy i planujemy tam dalsze zwiększanie naszego eksportu.

Gekoplast eksportuje swoją produkcję praktycznie do wszystkich państw Unii Europejskiej. Na rynku płyt komórkowych w rejonie państw CEE spółka jest liderem sprzedaży, a w Europie zajmuje 5. miejsce.

W ostatnich latach zainwestowaliśmy 18 mln zł, co pozwoliło nam gruntownie zmodernizować nasz park maszynowy, rozwinąć moce produkcyjne i uruchomić nowe linie produktowe. Zbudowany potencjał w kolejnych latach chcemy wykorzystać do tego, by zwiększyć sprzedaż, efektywność oraz poprawić wyniki finansowe – wyjaśnia Górowski.

Obecnie przetwarza 10 tys. ton surowców i produkuje 120 mln sztuk opakowań rocznie. Zdolności produkcyjne firmy z obecnych 13,6 t/rok wzrosną o 16,2 proc. do 15,8 tys. t/rok, co przy liderach rynku europejskiego (15-32 tys. t/rok) wprowadzi spółkę do ścisłej międzynarodowej czołówki.

5 grudnia rozpoczęła się oferta publiczna akcji spółki. Inwestorzy mogą nabyć 850 tys. akcji serii D, co stanowi 15 proc. akcji posiadanych przez fundusz Capital Partners Investment I FIZ. Cenę akcji ustalono na podstawie budowy księgi popytu na 8,80 zł (cena maksymalna wynosiła 12 zł) i tym samym wartość oferty to 7,48 mln zł. Spółka planuje debiut na NewConnect na początku nadchodzącego roku, jednocześnie obiecuje coroczną dywidendę w wysokości 30 proc. zysku.

Prognozuje się, że w całym 2014 r. spółka, uzyskując 76,5 mln zł przychodu, wypracuje 4,1 mln zł zysku netto. EBITDA wyniesie blisko 10 proc., czyli 7,6 mln zł. Rentowność netto ukształtuje się na poziomie 5,4 proc. W 2015 r. wynik netto ma według prognoz wzrosnąć do 6,3 mln zł, a EBITDA – do 11 mln zł, przy przychodach przekraczających 90 mln zł. Oznacza to, że EBITDA przekroczy 12 proc, a rentowność netto wyniesie ok. 7 proc.

W 2013 r. sprzedaż opakowań wygenerowała firmie 40 proc. przychodów ogółem, a handel płytami komórkowymi wyniósł 37 proc. całkowitych obrotów w firmie.

W nadchodzącym roku planujemy wzrost sprzedaży o prawie 20 proc i oczekujemy wzrostu wyniku netto o 54 proc., z 4,1 w 2014 r. do 6,3 mln zł w 2015 r., natomiast EBITDA wzrośnie z 7,6 do 11 mln zł – tłumaczy Piotr Górowski.

PARP z ofertą dla mikro- i małych firm. Oferuje doradztwo przy ubieganiu się o finansowanie

CEO Magazyn Polska

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości chce ułatwiać miko- i małym firmom pozyskiwanie środków na rozwój biznesu. Oferuje wsparcie doradcy, który pomoże z formalnościami, a dzięki współpracy z 10 bankami i funduszami umożliwi pozyskanie finansowania na preferencyjnych warunkach.

Przygotowaliśmy specjalną usługę doradczą dedykowaną głównie mikro-, małym, ale i średnim firmom w zakresie zaplanowania przedsięwzięcia gospodarczego i jego późniejszej realizacji zgodnie z biznesplanem – mówi Mariola Misztak-Kowalska, dyrektor Departamentu Rozwoju Instytucji Otoczenia Biznesu w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Propozycja PARP jest odpowiedzią na bolączki polskiego sektora MŚP wynikające z trudności z uzyskaniem finansowania. Idea opiera się na kombinacji zwrotnego finansowania kredytowego lub leasingowego z 100-godzinną usługą doradczą, pomagającą uzyskać, a potem właściwie wydatkować nowe środki.

W ramach realizacji projektu zachęciliśmy do współpracy 10 instytucji finansowych, tj. 8 banków komercyjnych i 2 fundusze leasingowe. Zadaniem tych instytucji jest dostosowanie oferty  finansowania do potrzeb mikro- i  małych przedsiębiorców – wyjaśnia Misztak-Kowalska.

Przedsiębiorcy w ramach oferty mogą skorzystać z dofinansowanej z budżetu UE usługi doradczej pomagającej w prowadzeniu biznesu, istnieje dla nich także specjalna oferta leasingowa i kredytowa przygotowana przez zaangażowane w projekt podmioty. To Alior Bank, Bank BGŻ, Deutsche Bank, Idea Bank, Bank Spółdzielczy w Sieradzu, Bank Spółdzielczy w Ciechanowcu, Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa oraz Poręczenia Kredytowe, a wśród instytucji leasingowych Pekao Leasing i Societe Generale Equipment Leasing.

Misztak-Kowalska wyjaśnia, że ułatwienia przede wszystkim polegają na mniejszych wymogach formalnych, łatwiejszych do spełnienia wymaganiach co do zabezpieczenia zobowiązań oraz niższych kosztach finansowania (odsetki, marże za rozpatrzenie wniosku, inne jednorazowe opłaty kredytowe i leasingowe).

Program „Planowanie działań w MŚP a finansowanie zwrotne” jest skierowany głównie do podmiotów, które dotychczas nie korzystały z finansowania bankowego – przekonuje dyrektor w PARP. – Zaletą programu jest jego elastyczność. Współpracujące instytucje oferują zarówno kredyty obrotowe w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, jak i inwestycyjne – w wysokości 2-3 mln zł. Mówimy też o leasingu zarówno na urządzenia, produkty, jak i surowce do produkcji.

Przedsiębiorca w ramach projektu może skorzystać nawet ze 100 godzin usługi doradczej i nie może być wcześniej beneficjentem finansowania zwrotnego. Z kolei konkretne nowe przedsięwzięcie musi być finansowane przynajmniej w części ze środków zwrotnych.

Dla właściciela biznesu program rozpoczyna się od momentu nawiązania współpracy z doradcą, który pomaga mu w weryfikacji biznesplanu i dobiera najbardziej właściwą formę finansowania. Przez kolejne miesiące nadzoruje projekt i pomaga rozliczyć finansowanie – wyjaśnia Mariola Misztak-Kowalska.

PARP sukcesywnie oferuje regionalne całodniowe seminaria pomagające przybliżyć najważniejsze zagadnienia programu. W grudnia odbyły się dwa takie spotkania – w Rzeszowie i Wrocławiu.

Większość pracowników określa swoich przełożonych jako przeciętnych i bezbarwnych. Kryzys przywództwa to jeden z większych problemów w firmach

CEO Magazyn Polska

Większość pracowników nie uważa swoich przełożonych za silnych liderów – wynika z globalnego badania WorkForce 2020 przeprowadzonego na zlecenie SAP. Globalny kryzys przywództwa jest jednym z najważniejszych wyzwań dla działów personalnych. Kolejnym jest zbyt mała wiedza pracodawców na temat zatrudnionych osób, a także zarządzanie wielopokoleniowymi zespołami. To z kolei może się przełożyć na wyniki firmy.

Badanie WorkForce 2020 pokazuje dobitnie, że pracownicy nie rozpoznają wśród swoich menadżerów przywódców i prawdziwych liderów. Przywództwo okazuje się być dość słabe. Myślę, że to zagadnienie, któremu działy personalne powinny poświęcić więcej uwagi – podkreśla Katarzyna Rusek, dyrektor ds. personalnych w SAP Polska, firmie, która dostarcza systemy m.in. do zarządzania zasobami ludzkimi.

W Polsce większość pracowników uważa swoich przełożonych za przeciętnych i bezbarwnych. Badanie jednak wskazuje, że problem ten ma wymiar globalny – podobne odpowiedzi stanowiły większość również w innych krajach. Jak podkreśla Katarzyna Rusek, zapotrzebowanie na silne przywództwo jest w ostatnim czasie silniejsze, ponieważ otoczenie ekonomiczne i geopolityczne, w którym funkcjonują firmy, jest mniej przewidywalne niż w przeszłości.

Poza radzeniem sobie z kryzysem przywództwa wyzwaniem dla działów personalnych jest rzetelna wiedza na temat potrzeb zawodowych pracowników.

– Z badań wynika, że podwładni to wielki znak zapytania dla organizacji oraz działów personalnych. Niestety, mało wiemy na ich temat. Problemy często wynikają z braku komunikacji. Działy personalne za mało rozmawiają z pracownikami, a oni niewiele nam mówią o sobie – wyjaśnia dyrektor ds. personalnych w SAP Polska w rozmowie z agencją Newseria.

Brak komunikacji powoduje, że pracodawcy niewiele wiedzą o oczekiwaniach i potrzebach pracobiorców. Dowodem na to jest fakt, że niecałe 40 proc. pozapłacowych świadczeń, które firma oferuje, odpowiada na zapotrzebowanie zatrudnionych w niej osób. Można z tego wnioskować, że pozostałe 60 proc. benefitów nie spełnia swojej roli, czyli nie motywuje pracowników do lepszej pracy.

Zbyt mała wiedza o podwładnych ma też inne konsekwencje – pracodawca nie jest w stanie w pełni wykorzystać ich potencjału, by rozwijać firmę.

Z badania WorkForce 2020 wynika, że 80 proc. firm, stając przed nowymi biznesowymi wyzwaniami, chce szukać nowych specjalistów na rynku pracy. Eksperci wskazują, że takie podejście może być mniej efektywne niż wykorzystanie kompetencji i potencjału dotychczasowych pracowników – mówi Katarzyna Rusek. W takiej organizacji jak SAP w Polsce są co najmniej cztery pokolenia, już nie tylko X i Y, lecz także Z, czyli tzw. Millenialsi – dodaje ekspertka.

Jak wskazuje, do tego potrzebne jest efektywne zarządzanie przez cele i zarządzanie talentami. W Polsce robi to tylko nieco połowa firm. To tym istotniejsze, że w ostatnich latach poważnym wyzwaniem dla działów HR stało się zarządzanie organizacją wielopokoleniową.

Polskie firmy z całą pewnością wyszły już z epoki administrowania zasobami ludzkimi tylko za pomocą systemów kadrowych czy płacowych, należy jednak nadal zwiększać programy związane z rozwijaniem talentów, budowaniem ścieżek kariery i dopasowywać szkolenia i oferty rozwojowe do istniejących zasobów – podkreśla Rusek.

W badaniu WorkForce 2020, przeprowadzonym przez Oxford Economics na zlecenie SAP, wzięło udział ponad 2,7 tys. menadżerów oraz przeszło 2,7 tys. pracowników niższego szczebla z 27 krajów, w tym także z Polski. Obszarem zainteresowania badaczy była obecna kondycja zarządzania kadrami oraz gotowość firm do administrowania coraz bardziej zróżnicowanym kapitałem ludzkim, przekładająca się bezpośrednio na osiągnięcie wyższej konkurencyjności na rynku oraz osiąganie zamierzonych celów biznesowych.

W 2015 roku Lenovo razem z marką Motorola zawalczy na rynku smartfonów

0

CEO Magazyn Polska

Lenovo po przejęciu Motoroli od Google zamierza w przyszłym roku powalczyć o rynek smartfonów, również w Polsce. Celem jest osiągnięcie dwucyfrowego udziału w rynku. Dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od IBM spółka może podwoić obroty w tym segmencie polskiego rynku.

Po akwizycji Motorola Mobile będziemy starali się walczyć na rynku smartfonów. Naszym celem na początku jest dwucyfrowy udział w rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

W jego ocenie mimo nasycenia rynku jest na nim miejsce dla jeszcze jednego gracza. Z kolei Motorola to solidny brand, który u wielu osób budzi pozytywne skojarzenia sprzed lat.

Chiński koncern 30 października sfinalizował przejęcie Motoroli od firmy Google za 2,91 mld dolarów. Internetowy gigant trzy lata wcześniej kupił Motorolę za 12,5 mld dolarów, jednak ta przynosiła straty, co zadecydowało o sprzedaży znacznie poniżej ceny nabycia.

Długoterminowym celem Lenovo jest czołowe miejsce wśród producentów tabletów i smartfonów na świecie.

Mijający rok był niełatwym i wymagającym okresem dla branży IT. Mieliśmy kwartały, kiedy nie notowaliśmy wzrostów, a nawet zaliczaliśmy niewielkie spadki sprzedaży. Cały rok w naszej opinii zakończy się jednak niewielkim wzrostem. Na tak trudnym rynku Lenovo poradziło sobie bardzo dobrze, zwiększyliśmy udziały rynkowe z 20 do 30 proc. – podkreśla Andrzej Sowiński.

Polski rynek cały czas pozostaje pod presją konsumentów, dla których istotnym czynnikiem pozostaje cena. Głównym zainteresowaniem cieszyły się więc urządzenia niskobudżetowe. Jednak na rynku można zaobserwować również intensywny rozwój nowych kategorii produktowych, jak komputery all-in-one z ekranem dotykowym i urządzenia konwertowalne – będące połączeniem laptopa i tabletu.

Polacy są zainteresowani nowoczesnymi technologiami i ten segment rynku bardzo dynamicznie rośnie. Spodziewam się, że to jest trend długoterminowy – mówi Sowiński. – W 2015 r. w branży oczekuję jednocyfrowych wzrostów na rynku komputerów osobistych oraz nieco powyżej 10-proc. rozwoju rynku w przypadku tabletów.

Według szacunków ośrodka badawczego IDC w III kwartale tego roku w skali globalnej rynek tabletów urósł o 11,5 proc. rok do roku, a segment komputerów osobistych skurczył się o 1,7 proc.

Sowiński zapowiada, że w segmencie komputerów osobistych Lenovo chce utrzymać silną pozycję, a dynamicznie rosnąć zamierza na rynku tabletów i smartfonów.

W kategorii produktów enterprise’owych dla biznesu w krótkim czasie Lenovo powinno co najmniej podwoić obroty. To dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od firmy IBM – zaznacza dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

Wartość transakcji z IBM wyniosła 2,3 mld dolarów. Akwizycja uczyniła z chińskiej firmy informatycznej trzeciego na świecie gracza na rynku serwerów x86.

Jako firma międzynarodowa zmierzamy do tego, aby w skali światowej osiągnąć 30-proc. udział w rynku komputerów osobistych. Również w segmencie smartfonów, tabletów i produktów enterprise Lenovo dąży do bycia największym dostawcą, czyli osiągnięcia pozycji lidera na świecie – podsumowuje Andrzej Sowiński.

Według IDC, w III kwartale 2014 r. firma Lenovo na świecie sprzedała 3 mln sztuk tabletów, co dało jej 4,8 proc. udziałów rynkowych. Komputery osobiste Lenovo wygenerowały 20 proc. udział w rynku (sprzedaż 15,70 mln sztuk).

Michał M. Lisiecki przenosi część działalności za granicę. Wszystko przez wysokie podatki i nieprzyjazne przepisy

1

CEO Magazyn Polska

Nieprzyjazne warunki dla przedsiębiorców i wysokie podatki. To powód, dla którego Michał M. Lisiecki, główny akcjonariusz PMPG Polskie Media SA, w którego portfolio są m.in. tygodniki „Wprost” i „Do Rzeczy”, częściowo przenosi działalność swoich spółek za granicę. Ma nadzieję, że to chwilowe rozwiązanie.

Naturalną i bardzo prostą metodą sięgnięcia po kapitał jest optymalizacja kosztów, wydatków i podatków mówi agencji informacyjnej Newseria Michał M. Lisiecki. – Mam z tym kłopot, bo żeby łatwiej pozyskać kapitał, muszę przenieść część mojej działalności za granicę, choć wolałbym tego nie robić. Jest to sprzeczne z wyznawanymi przeze mnie wartościami, ale jednocześnie wolę rozwijać biznes i być może za jakiś czas, gdy regulacje będą łatwiejsze, będę w stanie większą firmę sprowadzić z powrotem do Polski.

Prezes Polskich Mediów skarży się na problemy formalno-prawne i utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Również na polskie podatki.

Wiem, że to jest kłopotliwe, wszyscy mówimy o tym, że podatki powinno się płacić u źródła, tam, gdzie mamy biznes i gdzie mamy też serce – przyznaje Michał M. Lisiecki. – Moje serce jest w Polsce, ale podam prosty przykład: moja firma powstała ze studenckiego start-upu 20 lat temu z 2 tys. dolarów. 10 lat temu zatrudniałem ponad 2,5 tys. osób, wystawiając 2,5 tys. PIT-ów. Dzisiaj, choć moja firma jest większa, wystawia tych PIT-ów tylko 250 – 10 razy mniej.

W tegorocznej edycji rankingu „Doing Business”, przygotowywanym przez Bank Światowy, Polska zajęła 32. miejsce na 189 krajów. Wyprzedziły nas m.in. Macedonia, Litwa, Łotwa, Estonia i Gruzja. Najgorzej Polska wypada pod względem stopnia trudności uzyskania pozwolenia na budowę, podatków i warunków rozpoczynania działalności gospodarczej. Stosunkowo najłatwiej dostać kredyt (17. pozycja), choć i tu nastąpił spadek Polski o trzy lokaty w porównaniu z poprzednim rokiem.

Regulacje są zwyczajnie nieprzyjazne i jedną z prostych furtek jest pozyskanie kapitału przez optymalizację biznesu – podkreśla wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy”. – Mam nadzieję, że rozwiązania, nad którymi będziemy pracować, będą również sprzyjały przedsiębiorcom, czerpały z najlepszych przykładów na świecie i przenosiły zagraniczne rozwiązania na grunt polski i żeby podatki od moich biznesów, mimo że robię je również w Stanach, mógł płacić na przykład w Polsce, a nie w Stanach.

Prawnicy polski system podatkowy określają jako chaotyczny i niejednoznaczny. Kontrolerzy skarbowi często interpretują przepisy na niekorzyść podatnika i choć prezydent wniósł do Sejmu projekt zmian w Ordynacji podatkowej, które mają nakładać na urzędników obowiązek interpretowania niejasnych sytuacji na korzyść podatnika, to jest on dopiero we wstępnej fazie prac.

Niewydolne sądy często latami nie są w stanie ocenić działań kontrolerów i obronić skrzywdzonych przez fiskusa. Do tego dochodzi przeregulowane prawo, które często wymieniane jest przez przedsiębiorców jako jedna z poważniejszych przeszkód w rozwoju ich firm. A resort finansów już zapowiedział zaostrzenie kontroli w przyszłym roku.

Liczba ograniczeń i regulacji, chociażby w branży mediów i marketingu, sprawia, że ten rynek się kurczy, a nie rozwija, chociaż rozwiązania są bardzo proste – ocenia Michał M. Lisiecki. – Chętnie zatrudniałbym 2,5 tys. osób i nie widzę ku temu przeszkód. Bo nie trzeba zatrudniać tylko w Polsce, ale i za granicą.

Sejm pracuje nad ustawą o OZE. Wsparcie fotowoltaiki może wygenerować tysiące miejsc pracy

0

CEO Magazyn Polska

Już w styczniu może zostać uchwalona długo oczekiwana ustawa o odnawialnych źródłach energii. Dzięki ustanowieniu wsparcia dla instalacji fotowoltaicznych, mogłyby się one zwracać nawet szybciej niż w ciągu 5 lat. Rozwój tego sektora to nie tylko szansa na poprawę efektywności energetycznej w Polsce, lecz także tysiące nowych miejsc pracy w pokrewnych obszarach gospodarki.

Planowane przez rząd dofinansowanie w ramach kosztów inwestycyjnych pozwalałoby uzyskiwać w niektórych przypadkach zwroty z inwestycji w ciągu 6-7 lat. W przypadku, kiedy dla przedsiębiorców również zostałby udostępniony net-metering [opomiarowanie netto, sposób rozliczenia energii dostarczanej do sieci elektroenergetycznej z mikroinstalacji – red.]mogłoby się to im opłacać nawet jeszcze bardziej, czyli mogliby uzyskiwać bardzo racjonalne ‒ pięcioletnie, a może krótsze ‒ okresy zwrotu z inwestycji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Włodzimierz Chwiała, właściciel firmy SOLTeam zajmującej się instalacjami fotowoltaicznymi.

Rozwój fotowoltaiki na dużą skalę będzie możliwy jednak dopiero po uchwaleniu nowej ustawy o OZE. W lipcu trafiła ona do Sejmu, kończą się prace nad jej poprawionym kształtem w sejmowej komisji. Pierwsze, a może i drugie czytanie ma się odbyć jeszcze w grudniu.

Dla firm działających w sektorze fotowoltaicznym najważniejsze są zapisy dotyczące energetyki prosumenckiej. Pierwszy dotyczy rozszerzenia definicji prosumenta, co ułatwiłoby dostęp dla szerszej grupy zainteresowanych do dofinansowań do instalacji paneli słonecznych. Mogą one wynieść nawet 40 proc. (tak jak ma to miejsce w programie Prosument NFOŚiGW), co jak ocenia Chwiała, z pewnością zachęci więcej osób do inwestycji w tego typu urządzenia. Wsparcie finansowe wyraźnie skraca czas zwrotu z inwestycji.

W ustawie mają znaleźć się także przepisy korzystne dla prosumentów, czyli osób i przedsiębiorstw produkujących energię na potrzeby własne, umożliwiające rozliczenia na zasadzie tzw. net-meteringu, czyli pomiaru różnicy pomiędzy energią pobraną z sieci a wprowadzoną do sieci z własnych źródeł (np. paneli fotowoltaicznych). Prosumenci mogą w ten sposób oszczędzać, wykorzystując sieć dystrybucyjną jako akumulator energii, i istotnie zmniejszyć rachunki za prąd, a w przypadku wprowadzenia do sieci niewykorzystanej energii nawet zarabiać na jej produkcji.

Do tej pory Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej miał program wsparcia prosumentów poprzez dofinansowanie instalacji OZE, ale dotyczył on jedynie spółdzielni i samorządów.

Gdyby w ustawie o OZE, na którą wszyscy czekamy, pojawił się net-metering dla instalacji fotowoltaicznych, problem użytkowania energii na własne potrzeby w zasadzie przestałby być problemem, a stałby się istotną częścią wsparcia prosumentów. Inwestycje fotowoltaiczne spłacałyby się wtedy zdecydowanie szybciej – podkreśla Chwiała.

Chwiała oczekuje, że jeśli ruszy państwowy system wsparcia inwestycji w OZE, to Polacy zaczną nie tylko chętniej inwestować w panele fotowoltaiczne, lecz także poszerzą swoją wiedzę o tych instalacjach. Przy okazji może poprawić się stan wiedzy na temat efektywności energetycznej i energooszczędności, co da wymierne korzyści finansowe.

Na rozwoju fotowoltaiki może też skorzystać cała gospodarka.

Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, jaka liczba miejsc pracy mogłaby powstać w branży. Ale myślę, że nie byłoby ich mniej, niż wygenerowały kolektory słoneczne w oparciu tylko o program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Dzięki niemu powstały dziesiątki tysięcy miejsc pracy – podkreśla Chwiała.

Dodaje, że nowe miejsca pracy nie powstaną tylko w sektorach związanych bezpośrednio z dystrybucją i montażem paneli fotowoltaicznych. Wzrost ich liczby wykreuje nowe zapotrzebowanie na usługi, takie jak doradztwo, usługi finansowe oraz ubezpieczenia.

Na razie mało się mówi na przykład o monitoringu instalacji fotowoltaicznych, a to jest kolejny element, który może nieść ze sobą duży potencjał, przede wszystkim związany z oszczędnością energetyczną – mówi Chwiała. ‒ Pojawiają się kwestie ubezpieczeń, kredytów specjalnych na fotowoltaikę. Biorąc pod uwagę 6 milionów dachów, jest to potencjał, który będzie generował określone korzyści ekonomiczne w skali kraju.

XV Europejskie Forum Podpisu Elektronicznego

Specjaliści od usług zaufania z Europy i świata spotkają się w 2015 r. nad polskim Bałtykiem podczas XV Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego. Wydarzenie będzie okazją do wymiany opinii i doświadczeń na temat wprowadzenia unijnego rozporządzenia regulującego kwestie podpisu elektronicznego – eIDAS.

XV edycja Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego (EFPE) poświęcona będzie przede wszystkim zagadnieniom związanym  z wdrożeniem  rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym (eIDAS). Weszło ono w życie 23 lipca br. i otworzyło nowe możliwości dla rozwoju gospodarki elektronicznej w Unii Europejskiej.

Do nowej regulacji i związanych z nią aktów wykonawczych dostosowywane będą uregulowania krajowe państw członkowskich. Regulacja ta zastąpi od lipca 2016 r. wszystkie krajowe ustawy o podpisach elektronicznych i wpłynie na wszystkie akty odnoszące się do tych ustaw. Będzie też rodziła skutki dla usługodawców oraz sektora publicznego, ponieważ w systemach informatycznych administracji publicznej od połowy 2018 r. wystąpi konieczność uznawania zagranicznych środków elektronicznej identyfikacji. Niezbędne będą więc znaczące zmiany prawne, organizacyjne i techniczne, które będą omawiane podczas konferencji EFPE 2015.

– W naszej ocenie kluczowa jest wymiana doświadczeń oraz dialog pomiędzy administracją publiczną i przedstawicielami biznesu,  który powinien doprowadzić do wypracowania dobrych praktyk wdrażania i świadczenia usług zaufania – mówi Tomasz Litarowicz, Dyrektor Obszaru Biznesowego Podpis Elektroniczny Unizeto Technologies SA i Dyrektor Konferencji EFPE.

XV edycja konferencji EFPE odbędzie się w dniach 10-12 czerwca 2015 r. w Międzyzdrojach (Polska).

Bezpieczny budżet na 2015 rok

W przyszłym roku dochody budżetu państwa mają wynieść 297 mld 252 mln 925 tys. zł, a wydatki 343 mld 332 mln 925 tys. zł, deficyt nie powinien przekroczyć 46 mld 80 mln zł – przewiduje przyjęta przez Sejm ustawa budżetowa.

Komentarz dr Jacka Adamskiego, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Budżet na 2015 roku jest nadal bezpieczny, pomimo o wiele głębszej deflacji w Polsce niż przewidywano oraz rosnącej niepewności w związku z rosyjskim kryzysem gospodarczym. Deflacja, która potrwa prawdopodobnie do końca I półrocza 2015 r. może istotnie obniżyć zakładane przyszłoroczne przychody podatkowe z VAT i akcyzy. Załamanie rynku zbytów w Rosji (i na Ukrainie) może skomplikować sytuację części ulokowanego w Polsce potencjału eksportowego.

Jednak obydwa te niekorzystne czynniki wydają się blednąć wobec dużo lepszego od wykonania budżetu w 2014, co tworzy bazę dla przyszłorocznego budżetu. Do końca listopada, według szacunkowych danych MF, wykonanie budżetu postępuje znakomicie (głównie dzięki wpływom z VAT) i deficyt osiąga jedynie 50 proc. planu. Drugim czynnikiem pozytywnym jest szybszy niż przewidywano wzrost PKB w Polsce w 2014 roku.

Wkraczamy więc w 2015 rok z realnym budżetem, który jest kolejnym, choć nieznacznym krokiem, ku zrównoważeniu finansów publicznych. Tempo konsolidacji fiskalnej jest bowiem niewystarczające dla powstrzymania stałego wzrostu długu publicznego.

Konfederacja Lewiatan

Opublikowano rekomendacje EFNI dla Komisji Europejskiej

• Polityka UE musi być nakierowana przede wszystkim na wzrost i konkurencyjność
• Zapowiedziany przez Przewodniczącego KE plan inwestycji na kwotę 300 miliardów euro powinien być jak najszybciej wdrożony
• Polityki energetyczną i klimatyczną należy podporządkować polityce wzrostu konkurencyjności europejskiej gospodarki
• Urzeczywistnienie jednolitego rynku cyfrowego to jedno z najważniejszych zadań nowej Komisji. Tylko do roku 2020 może on zwiększyć europejskie PKB o 250 miliardów euro
• Należy zakończyć negocjacje umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP) i zawrzeć w niej klauzulę dotyczącą mechanizmu rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS)

Rekomendacje dla władz UE, będące efektem tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI), zmierzają do pobudzenia europejskiej gospodarki i wzmocnienia konkurencyjności Europy na świecie. EFNI od czterech lat organizuje w Sopocie Konfederacja Lewiatan we współpracy z BUSINESSEUROPE, Miastem Sopot oraz czołowymi polskimi i międzynarodowymi firmami i instytucjami.

– Biznes chce się włączyć w budowę bardziej zamożnej Europy, której przewaga konkurencyjna powinna w większym stopniu opierać się na reindustrializacji oraz na połączeniu innowacji z cyfryzacją. Rekomendacje EFNI to szereg postulatów, których realizacja może pomóc uwolnić potencjał Europy, osiągnąć wzrost i stworzyć nowe miejsca pracy w najbliższych latach – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Rekomendacje EFNI to zbiór konkretnych rozwiązań, mających na celu pobudzenie wzrostu i wzmocnienie konkurencyjności Europy, w tym między innymi: dokończenie tworzenia jednolitego rynku cyfrowego i wewnętrznego rynku energii, zamknięcie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie wspólnego rynku transatlantyckiego oraz zwiększenie nacisku na reindustrializację. Publikacja EFNI zawiera również przesłanie biznesu z krajów Trójkąta Weimarskiego, skierowane do nowych władz instytucji unijnych.

– Jeżeli Europa ma nadążać za globalną konkurencją, priorytetem nowej Komisji Europejskiej musi być konkurencyjność i tworzenie lepszego otoczenia regulacyjnego dla biznesu. Trzeba zapewnić przedsiębiorstwom, zwłaszcza małym i średnim, łatwiejszy dostęp do finansowania, które jest im niezbędne w rozwoju. Można tego dokonać przez udostępnienie środków z budżetu UE i z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Dostrzegamy też potrzebę stworzenia wewnętrznego rynku energii w celu zapewnienia przystępnych cen dla przemysłu w Europie, co z kolei pobudzi wzrost i zwiększy zatrudnienie – ocenia Henryka Bochniarz.

Gospodarka europejska potrzebuje planu inwestycji

Komisja Europejska powinna w pierwszej kolejności wdrożyć ogłoszoną przez jej Przewodniczącego J.C. Junckera propozycję funduszu inwestycyjnego, w ramach którego 300 miliardów euro zostanie wydatkowanych ze środków publicznych i prywatnych w ciągu najbliższych trzech lat. To pobudzi europejską gospodarkę i stworzy nowe miejsca pracy. Działania te wymagają zapewnienia otoczenia przyjaznego inwestycjom, zmniejszenia obciążeń prawnych, promocji partnerstwa publiczno-prywatnego, a także zwiększenia akcji kredytowej przez Europejski Bank Inwestycyjny. Trzeba również bardziej efektywnie wykorzystywać środki z budżetu UE i możliwości inwestowania na rynkach kapitałowych.

Spójność polityki przemysłowej, energetycznej i klimatycznej

Aby zwiększyć konkurencyjność Unii Europejskiej, należy dostosować jej politykę energetyczną i klimatyczną do jej celów przemysłowych, mając na uwadze wysoki potencjał wzrostu produkcji przemysłowej i zatrudnienia w tym sektorze. Produkcję przemysłową ograniczają wysokie ceny energii w Europie w porównaniu chociażby z cenami energii w Stanach Zjednoczonych. Ceny te mogą obniżyć się po utworzeniu wewnętrznego rynku energii, który według szacunków Komisji Europejskiej może przynieść korzyści gospodarcze na kwotę między 16 a 40 miliardów euro rocznie. Mając na uwadze obecne wyzwania geopolityczne w sąsiedztwie Unii Europejskiej, związane z potencjalnym ryzykiem odcięcia dostaw surowców energetycznych ze wschodu, należy więcej uwagi poświęcić dywersyfikacji. Będzie to możliwe dzięki rozwojowi istniejącej infrastruktury i stworzeniu ogólnoeuropejskiej sieci przesyłowej.

Umowa TTIP z klauzulą ISDS

Szybkie zakończenie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie transatlantyckiego partnerstwa w dziedzinie handlu i inwestycji (TTIP) to warunek konieczny przekształcenia potencjału gospodarki amerykańskiej i europejskiej w rzeczywisty dobrobyt przedsiębiorstw i obywateli. Będzie to miało w praktyce trzy korzyści: szerszy wybór usług, jednolite standardy i niższe cła. Dlatego po wejściu w życie umowa TTIP będzie miała duży wpływ na transatlantycką współpracę gospodarczą i stanie się zbiorem najlepszych praktyk dla podobnych negocjacji w przyszłości. Jest też sprawą kluczową, aby umowa zawierała postanowienia określające mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS), który przyczyni się do lepszego zabezpieczenia inwestycji. Ponadto władze UE powinny stworzyć koalicję partnerów społecznych w celu lepszego zrozumienia przez opinię publiczną korzyści wynikających z transatlantyckiej umowy handlowej dla europejskich przedsiębiorców i konsumentów, takich jak np. pełny dostęp do rynku amerykańskiego.

Jednolity rynek cyfrowy warunkiem niezbędnym do wykorzystania potencjału cyfryzacji.
Komisarze europejscy powinni dążyć do zakończenia działań w kierunku stworzenia w pełni funkcjonalnego jednolitego rynku cyfrowego oraz wspierać cyfryzację gospodarki europejskiej. Może to doprowadzić do dodatkowego wzrostu nawet o 250 miliardów euro w następnych pięciu latach. W tym celu niezbędna jest transeuropejska infrastruktura. Jednym z czynników ograniczających rozwój gospodarki cyfrowej i handlu elektronicznego w Europie jest brak wspólnego prawa, co sprawia, że około 60% zamówień internetowych nie jest realizowanych. Należy zająć się tym problemem i stworzyć nowe ramy prawne, które będą lepiej chroniły konsumenta i dane.

EFNI 2015

Powyższe rekomendacje stanowią przykłady postulatów, które padły podczas tegorocznej edycji EFNI. Wzięło w niej udział ponad 130 wybitnych panelistów – polskich i międzynarodowych ekspertów w dziedzinie biznesu, polityki i nauki. Kolejna – piąta już – edycja Europejskiego Forum Nowych Idei odbędzie się w Sopocie w terminie od 30 września do 2 października 2015 r.

Świąteczny prezent Szwajcarów dla frankowców

Szwajcarski Bank Narodowy po raz pierwszy w swej historii wprowadził ujemne stopy procentowe. Stopa depozytowa dla banków wyniesie -0,25%, a docelowy trzymiesięczny Libor dla franka ma spaść do przedziału -0,75%-0,25%.

– Szwajcarski Bank Narodowy jest kolejnym bankiem centralnym, który zdecydował się na wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Taką decyzję w przypadku stopy depozytowej podjął Europejski Bank Centralny oraz szwedzki Riksbank, ale Szwajcarzy poszli krok dalej i jako pierwsi sprowadzili poniżej zera stawkę referencyjną – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Decyzja SNB jest sporym zaskoczeniem, ponieważ zaledwie tydzień temu miało miejsce regularne posiedzenie szwajcarskich władz monetarnych, które nie przyniosło żadnych zmian w polityce pieniężnej.

– W ciągu ostatnich kilku dni pewne czynniki wpłynęły na wzrost popytu na bezpieczne inwestycje. Wprowadzenie ujemnych stóp procentowych czyni frankowe aktywa mniej atrakcyjnymi i w ten sposób wspiera minimalny kurs wymiany – dodaje Piechowiak.

Co to oznacza dla frankowców?

Sprawa jest bez precedensu. Istnieje teoretyczna możliwość, że polskie banki będą dopłacać do kredytów frankowców, tzn. kredytobiorcy nie będą musieli spłacać części odsetkowej, tylko regulować zobowiązania dotyczące części kapitałowej. Ta, może być dodatkowo obniżona jeżeli suma LIBOR i marży będzie miała wartość ujemną. Innymi słowy, wysokość rat wyrażona we frankach spadnie. Jednak to, czy frankowcy rzeczywiście zapłacą mniej zależeć będzie od kursu wobec złotego.

– Decyzja SNB to dobra wiadomość dla osób spłacających kredyty we frankach. Z jednej strony oznacza ona spadek oprocentowania, już dziś w niektórych przypadkach symbolicznego. Z drugiej – otwiera  drogę do osłabienia helweckiej waluty wobec złotego. Ciekawa sytuacja może mieć miejsce, gdy stawka LIBOR przybierze wartość ujemną. Wówczas oprocentowanie kredytów we frankach będzie niższe niż marża –zauważa dr Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Bankier.pl zapytał banki, jak w takiej sytuacji zamierzają naliczać raty kredytów – na razie dowiedzieliśmy się, że trwają analizy prawne.

Zgoda na Koncentrację: Alior Bank i Meritum Bank

0

Alior Bank może przejąć Meritum Bank. Postępowanie przeprowadzone przez UOKiK wykazało, że koncentracja nie będzie miała negatywnego wpływu na konkurencję

Wniosek o wydanie zgody na przejęcie Meritum Bank przez Alior Bank wpłynął do UOKiK 31 października 2014 r. Alior Bank zajmuje się obsługą klientów detalicznych, przedsiębiorstw oraz instytucji rządowych i samorządowych. Meritum Bank kieruje swoje produkty i usługi przede wszystkim do klientów indywidualnych, osób prowadzących działalność gospodarczą oraz mikro i małych przedsiębiorstw.

W trakcie postępowania UOKiK przeanalizował sytuację na rynkach wspólnych dla Alior Banku i Meritum Banku. Na żadnym z nich ich łączne udziały oraz wzrost pozycji przejmującej spółki nie będą na tyle wysokie, żeby transakcja doprowadziła do ograniczenia konkurencji. Dlatego Prezes Urzędu wydał zgodę na koncentrację.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

e-pity 2014 już dostępne. Uwaga na zmiany w rozliczeniach

Wprowadzone w tym roku zmiany w prawie podatkowym zmuszają do zachowania ostrożności przy sporządzaniu deklaracji podatkowych za 2014 r. Przed przystąpieniem do wypełnienia PIT-a warto zwrócić uwagę przede wszystkim na zmienione zasady rozliczania ulgi na dzieci oraz nowe obowiązki płatników. Program e-pity 2014 ułatwi poprawne wypełnienie deklaracji w myśl najnowszych przepisów.

Nowe zasady z pewnością ucieszą podatników korzystających z ulgi z tytułu wychowywania trojga lub większej liczby dzieci. W tym roku obowiązuje wyższa niż w 2013 r. kwota odliczenia – na trzecie  dziecko ulga wzrosła o 331,92 zł, a na czwarte i kolejne dzieci po 475,92 zł rocznie. Podatnicy mogą więc odliczyć od podatku z tytułu wychowywania jednego lub dwójki dzieci po 1112,04 zł rocznie za każde z nich, w związku z trzecim dzieckiem 2000,04 zł, a na czwarte i każde kolejne – 2700 zł.

Korzystną zmianą dla rodziców i opiekunów jest również prawo do zwrotu niewykorzystanej kwoty ulgi na dzieci. Przysługuje on podatnikom, których zarobki są na tyle niskie, że nie mogą całości lub części kwoty ulgi odliczyć od podatku w deklaracji PIT-36 lub PIT-37. O zwrot wystąpić mogą również osoby, które – korzystając z innych ulg podatkowych – wyczerpią kwotę podatku do zapłaty przed odliczeniem ulgi na dzieci. W konsekwencji wprowadzonych zmian, od rozliczenia za 2014 r., niewykorzystana kwota ulgi nie przepada. Podatnicy występujący o zwrot tej kwoty muszą wypełnić dodatkowy załącznik do deklaracji podatkowych – nowy druk PIT/UZ.

Osoby składające PIT/UZ powinny kontrolować, czy mają prawo do zwrotu w pełnej wysokości wyjaśnia Adam Mielcarski, wiceprezes e-file sp. z o.o., producenta aplikacji e-pityNie może on bowiem przekraczać kwoty zapłaconych w danym roku składek ZUS i zdrowotnych, odliczanych przez podatnika w zeznaniach PIT-36 lub PIT-37. W przypadku małżonków limit ustalany jest na podstawie sumy składek zapłaconych przez nich oboje.

Uwaga na ulgę na internet

Uważać powinny także osoby korzystające z ulgi na Internet. Już od zeszłego roku można z niej skorzystać wyłącznie przez dwa bezpośrednio następujące po sobie lata podatkowe. Jeżeli podatnik korzystał po raz pierwszy z odliczenia w zeznaniu za rok 2013 (składanym z początkiem 2014 r.), ostatni raz może skorzystać z ulgi w zeznaniu za rok 2014 (składanym na początku 2015 r.). W latach kolejnych ulga nie będzie mu przysługiwać.

Nowe obowiązki pracodawców

W 2015 r. zmieniają się również zasady wysyłki druków przez płatników PIT. Wszyscy, którzy są zobowiązani sporządzić informację podatkową lub roczne obliczenie podatku dla więcej niż 5 podatników muszą wysłać do urzędu skarbowego informacje podatkowe w formie elektronicznej.

Wychodząc naprzeciw nowym obowiązkom podatników e-file wprowadza możliwość wysyłki PIT-11, PIT-8C, PIT-8AR, PIT-R, PIT-4R, IFT-1/IFT-1R, IFT-3/IFT-3R podpisanych bezpiecznym podpisem elektronicznym bezpośrednio z programu do rozliczeń rocznych. Wersja dla płatników PIT z 3 darmowymi deklaracjami oraz poradnikami i opisem zmian znajduje się na stronie http://www.e-pity.pl/platnik

W programie wypełnić można również wszystkie inne deklaracje i e-deklaracje podatkowe: PIT-37, PIT-36 i 36L, PIT-28, 28/A i /B, PIT-38 i 39, załączniki PIT/B, /D, /M, /O, /UZ, /Z, /ZG, PIT-2, 2K, 2A, druki PIT-3, PIT-12, PIT-19A oraz formularze ORD-ZU, ZAP-3, NIP-7, IFT-1, 1R, IFT-3, 3R i IFT/A. Wypełnione formularze można przesłać bezpośrednio z programu z pomocą e-podpisu lub korzystając z danych uwierzytelniających podatnika, jak również wydrukować i przekazać do urzędu w formie tradycyjnej – pocztą lub osobiście.

Wypełniając PIT-a w programie można użyć poręcznego kreatora lub aktywnych deklaracji. Dane osób, które korzystały z aplikacji w poprzednich latach zostaną wczytane z komputera użytkownika i skopiowane do wszystkich deklaracji i załączników. Program e-pity jest darmowy i pozwala na samodzielne wpisanie nr KRS organizacji, której chcemy przekazać 1%. Aplikacja działa na systemach Windows, Mac OS i Linux oraz w wersji on-line z opcjonalnym zapisem deklaracji na wirtualnym dysku Google Drive.

Wszyscy, którzy jeszcze przed końcem roku chcą policzyć swój podatek lub przygotować się do szybkiego złożenia deklaracji w pierwszych dniach stycznia 2015 r. najnowszą wersję programu e-pity do rozliczeń za 2014 r. mogą pobrać ze strony www.e-pity.pl

Czy Polacy zadłużą się na tegoroczne święta?

Grudniowe wydatki w polskiej rodzinie mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych. Czy w tym roku zadłużymy się na święta? Okazuje się, że tylko w niewielkim stopniu. Niemal trzech na czterech Polaków zakupy świąteczne chce sfinansować z bieżących dochodów. Pozostali sięgną do własnych oszczędności lub skorzystają z pomocy rodziny czy przyjaciół. Tylko 2% deklaruje wzięcie świątecznej pożyczki.

Chętnie organizujemy wystawne święta, lubimy, aby stół uginał się od smakołyków i żeby dla nikogo nie zabrakło prezentów. Nie oszczędzamy w tym czasie na przyjemnościach czy rodzinnych spotkaniach. Choć zdajemy sobie sprawę z tego, że za wszystko trzeba zapłacić, często w grudniu tracimy głowę i kontrolę nad wydatkami. Przez pośpiech i presję idealnych świąt wydajemy w tym miesiącu kilkakrotnie więcej niż w innych.

Jak wynika z badania społecznego przeprowadzonego w grudniu 2014 roku na zlecenie Grupy KRUK,  aż 73% Polaków zamierza sfinansować wydatki świąteczne ze swoich bieżących dochodów. 13% sięgnie w tym celu po oszczędności, kolejne 8% może liczyć na pomoc rodziny lub przyjaciół.

I chociaż banki i firmy pożyczkowe kuszą ofertami, świąteczna pożyczka wydaje się być obecnie dla Polaków ostatecznością. Tylko 2% respondentów zapowiada, że weźmie pożyczkę na święta, przede wszystkim na zakup żywności oraz prezentów. Jednocześnie te osoby przyznają, że spłata pożyczki będzie później obciążeniem dla domowego budżetu.

W gorączce świątecznych zakupów łatwo stracić kontrolę nad wydatkami. Może więc okazać się, że ostatecznie więcej niż 2% Polaków poszuka dodatkowych pieniędzy w bankach czy firmach pożyczkowych – mówi Karolina Barańska z Grupy KRUK.

 Wydatki pod kontrolą

Niewiele polskich gospodarstw może pozwolić sobie na wystawne święta. Dlatego najlepszym wyjście pozostaje dobre planowanie i umiar.

 Zanim pójdziemy na zakupy, najlepiej dokładnie je wcześniej zaplanować  ̶ sporządzić listę potrzebnych produktów oraz prezentów i postarać się nie kupować niczego, co wykracza poza nią. Zwłaszcza, że większość z respondentów zadeklarowało, że zamierza wyprawić tegoroczne święta z bieżących wydatków. Pamiętajmy, że to prosta droga do tarapatów finansowych, zwłaszcza gdy posiadamy już wcześniej zaległości w płatnościach. Jeśli nasz domowy budżet  ledwo się domyka lub jest już „na minusie”, to sytuacja może się jeszcze pogorszyć.  – mówi Karolina Barańska z Grupy KRUK. – Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest systematyczne odkładanie konkretnych sum na święta. Jeśli nie udało się tego zrobić w tym roku, warto wziąć się za to od początku 2015 rok, by kolejne Boże Narodzenie nie nadwyrężyło naszych finansów.

Raport o deflacji w Polsce

Piąty miesiąc deflacji w Polsce, a nie spada ani zatrudnienie, ani produkcja detaliczna. Mamy do czynienia z sytuacją paradoksalną – dziwią się ekonomiści, z którymi rozmawiał portal Money.pl. I prognozują: już w 2015 roku nastąpi odbicie. Kiedy dokładnie? Musimy na nie poczekać od dwóch do dwunastu miesięcy.

W ciągu roku najbardziej potaniała żywność (o 2,7 proc.), transport (o 3,7 proc.) oraz ubrania i buty (o 4,6 proc.). Podrożały z kolei alkohol i papierosy (o 3,6 proc.) oraz prowadzenie mieszkania (o 0,4 proc.). Średni poziom cen spadł o 0,6 procent – donosi Główny Urząd Statystyczny, ogłaszając piąty miesiąc deflacji w Polsce. Obawiano się jej już w czerwcu 2013 roku, kiedy ceny rosły bardzo wolno, bo w tempie 0,2 procent. Jednak dopiero w lipcu tego roku, pierwszy raz od 1972 roku, wskaźnik cen spadł poniżej zera.

Eksperci zaczynają przestrzegać, że taka sytuacja może mieć negatywne skutki dla polskiej gospodarki – kiedy mamy deflację, ze względu na spadek cen, produkcja staje się mniej opłacalna, zamówienia odsuwa się w czasie i gospodarka popada w recesję.

Inflacja w Polsce w latach 2000-2014

– Wynagrodzenia nie wzrastają, a mimo to stać nas na coraz więcej. Mimo to, nie jest to wcale dobra wiadomość dla wszystkich. Bo za recesją przychodzi bezrobocie i na większe zakupy stać coraz mniej osób – tłumaczy w Money.pl Andrzej Bratkowski z Rady Polityki Pieniężnej.

Zagrożeniem może być również tak zwana spirala deflacyjna. Ludzie, widząc, że ceny spadają i taka sama suma jest warta coraz więcej, odkładają zakupy na później. To zaś skutkuje spadkiem popytu, a firmy, reagując na niego, ograniczają produkcję.

Bratkowski nie przewiduje jednak takiego scenariusza w Polsce. Podobnego zdania jest ekonomista, prof. Dariusz Filar: – W stosunku do tego, co obserwujemy w Polsce, nie użyłbym słowa deflacja. Nie występują bowiem zjawiska, z którymi się wiąże, czyli spadek produkcji detalicznej, zatrudnienia oraz płac. Wręcz przeciwnie – u nas to wszystko delikatnie rośnie. Mamy więc do czynienia z sytuacją paradoksalną.

Z tego też powodu większość ekspertów jest zdania, że Rada Polityki Pieniężnej nie musi na razie ciąć stóp procentowych. – Nie mamy jednak do czynienia z długotrwałą deflacją, to sytuacja przejściowa, nie ma co panikować – przekonuje w rozmowie z Money.pl ekonomista, prof. Marian Noga.

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiał portal Money.pl, sytuacja w Polsce wynika wyłącznie z tego, co dzieje się na zagranicznych rynkach. Podobnego zdania jest NBP, który podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy wskaźnik spadł bowiem w większości krajów strefy euro, między innymi w Niemczech i we Francji, podobnie było w krajach Europy Środkowo – Wschodniej.

Wszędzie inflacja spada z dwóch powodów. Po pierwsze, na rynkach światowych tanieje żywność. Po drugie, rekordowo spadają ceny energii. Na przykład ropa potaniała w ciągu roku o ponad 40 procent. NBP zwraca również uwagę na spadek cen węgla na świecie, zwłaszcza w USA, gdzie postawiono na gaz łupkowy.

Cena baryłki ropy od początku roku

Eksperci są jednak pewni – niedługo deflację zastąpi inflacja. –Na pewno w 2015 roku będzie się ona kształtować na poziomie 1-1,5 procent, a już rok później nawet do 2,5 procent – zapewnia Marian Noga. Kiedy nastąpi odbicie? Noga sądzi, że już za dwa, trzy miesiące. Andrzej Bratkowski z Rady Polityki Pieniężnej jest dużo ostrożniejszy. Jego zdaniem możemy na to poczekać nawet do końca 2015 roku.

Co podrożeje? – Z całą pewnością usługi, a więc kultura, rekreacja, turystyka – przekonuje Dariusz Filar. W górę pójdą również ceny żywności. Eksperci nieśmiało prognozują również delikatny wzrost cen energii i ropy.

 

41 proc. Polaków kupi pod choinkę książkę. To gorący okres dla księgarni i wydawnictw

Jak co roku przed świętami ruch w księgarniach rośnie. Książka jest najczęściej wybieranym prezentem dla najbliższych. Z badania Deloitte wynika, że w tym roku kupi ją pod choinkę 41 proc. Polaków. To gorący okres również dla wydawnictw – dlatego na ostatnie miesiące roku planowane jest najwięcej premier.

Książka ciągle jest górą – jest najchętniej kupowanym prezentem świątecznym. Wydawcy świetnie zdają sobie z tego sprawę i większość najważniejszych nowości jest przygotowywana właśnie w okresie jesiennym. Ten wzrost zaczyna się już w październiku. To jest moment, kiedy ludzie powoli zaczynają myśleć o świątecznych prezentach – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Górecka z Oficyny Literackiej Noir sur Blanc.

Z badań przeprowadzonych przez firmę doradczą Deloitte wynika, że w tym roku pod choinkę książkę kupi 41 proc. Polaków. Co więcej, może to być trafiony pomysł, ponieważ prawie tyle samo osób (42 proc.) wskazało, że chciałoby w prezencie otrzymać właśnie książkę.

Wydawcy często przygotowują tzw. packi, czyli łączą 2-3 tytuły w jedno elegancko wydane pudełko i oferują je w atrakcyjniejszej cenie. To się cieszy bardzo dużym powodzeniem Każdy wydawca myśli, żeby w tym okresie dać czytelnikowi książkę ładnie wydaną, która sprawi szczególną przyjemność i rzeczywiście będzie wyjątkowym prezentem– dodaje Joanna Górecka.

Jak podkreśla, statystyki wskazują, że klienci nie wybierają pierwszych z brzegu tytułów. Dobrze sprzedają się też specjalne wydania klasycznych pozycji.

O naszych czytelnikach bardzo dobrze świadczy to, że rośnie sprzedaż większości dobrych, interesujących tytułów. Czyli nie tyle ważna jest piękna okładka, ile przede wszystkim treść, zawartość, popularni autorzy oraz nowości. Właśnie wtedy często księgarnie zamawiają więcej ambitnych tytułów, bo wiedzą, że ludzie będą szukać tych szczególnych pozycji, które być może kupują tylko raz do roku – podkreśla Joanna Górecka.

Księgarze przyznają, że nie da się jednoznacznie określić, która książka jest hitem tego sezonu. Dużą popularnością przed świętami cieszy się zarówno poezja, jak i kryminały czy albumy.

Ogromnym wzięciem cieszy się poezja Charlesa Bukowskiego. Zrobiliśmy w ciągu dwóch miesięcy już po dwa dodruki jego tytułów, bo błyskawicznie znikają z półek księgarskich. To samo dotyczy kryminałów – tytuły Andrei Camilleri’ego czy Donny Leon też w tym okresie sprzedają się lepiej. Oczywiście książki Umberto Eco, Sławomira Mrożka – to są takie tytuły, których czytelnicy w tym czasie szczególnie poszukują. Dużym powodzeniem cieszy się też literatura podróżnicza, na przykład książki Mariusza Wilka – wylicza Joanna Górecka.

Bony i talony świąteczne nie podlegają zwolnieniu podatkowemu

0

W tym roku 44 proc. pracodawców planuje świąteczne prezenty dla pracowników. Eksperci przypominają, że wolne od podatku dochodowego są świadczenia pieniężne i rzeczowe do wysokości 380 zł, sfinansowane w całości z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Bony i talony, często wybierane przez pracodawców przed świętami, zwolnieniu podatkowemu nie podlegają. Dlatego lepszym pomysłem może być premia, np. w postaci kart przedpłaconych.

Jak wynika z badania Benefit Systems i HRNews, ponad 44 proc. pracodawców zamierza wręczyć świąteczne prezenty. Chociaż pracowników najbardziej ucieszyłaby premia pieniężna, to pracodawcy częściej wybierają różnego rodzaju bony podarunkowe. Trzeba jednak pamiętać, że podlegają one opodatkowaniu.

Nawet jeżeli zostały sfinansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – a takie świadczenia są zwolnione z opodatkowania do wysokości 380 złotych, to bony i talony, które uprawniają do wymiany na towar lub usługę, zostały z tego zwolnienia wyłączone. Dlatego przekazanie pracownikowi bonu skutkuje koniecznością opodatkowania jego wartości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w Kancelarii Chmieliński i Żemantowski.

Zgodnie z prawem od otrzymanych bonów pracownik musi zapłacić podatek, nie ma znaczenia, czy zostały zakupione z ZFŚS, czy z innych środków. Wypłata świadczenia nakłada na pracodawcę obowiązek uwzględnienia bonusu w podstawie opodatkowania.

Automatycznie wartość bonu pojawi się w zeznaniu rocznym pracownika, który wypełni je na podstawie PIT-11 wystawionego przez pracodawcę – przypomina ekspertka.

Jeśli jednak pracownik otrzyma świadczenie rzeczowe, które zostało w całości sfinansowane z ZFŚS i jego wartość nie przekroczy 380 zł, podatku nie trzeba będzie płacić. Podobnie jest w przypadku świadczenia pieniężnego. Ważne jest to, że również karty przedpłacone, na które pracodawca przelewa określoną sumę, są traktowane jak gotówka.

W przypadku, gdy pracownik otrzyma od pracodawcy kwotę większą niż 380 zł, podatek zapłaci od samej nadwyżki. W zależności od skali podatkowej będzie to 18 lub 32 proc.

Marek Cywiński najlepszym menadżerem 2014 wg „Bloomberg Businessweek”. W tym roku wpływy z viaTOLL przekroczą 1,4 mld zł

Marek Cywiński, prezes Kapsch Telematic Services, został zaliczony do grona najlepszych menadżerów bieżącego roku przez tygodnik „Bloomberg Businessweek”. Kapsch od czterech lat buduje i zarządza systemem viaTOLL. Z tytułu opłat za korzystanie z dróg w tym roku wpłynie do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 1,4 mld zł. Firma ma nadzieję, że w przyszłym roku przyspieszy proces ujednolicania systemu na wszystkich autostradach w kraju.

Po tegorocznych rozszerzeniach elektroniczny system poboru opłat obowiązuje na 2 917 km dróg w kraju. Objętych nim jest 809 km dróg krajowych, ponad 1 tys. km dróg ekspresowych i prawie tyle samo autostrad.

Jesteśmy przekonani, że w przyszłym roku dojdzie do kolejnych rozszerzeń systemu viaTOLL. Mamy nadzieję, że nie będzie to ograniczone wyłącznie do samochodów ciężarowych, jak do tej pory – mówi Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL.

Według danych na koniec listopada w systemie zarejestrowanych jest ponad 842 tys. pojazdów i 476 tys. firm. System viaTOLL na wybranych odcinkach jest obowiązkowy dla samochodów powyżej 3,5 tony. Na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (A2 i A4) z urządzeń viaAUTO mogą korzystać również samochody osobowe – w ten sposób mogą przejechać przez bramkę bez konieczności manualnego wnoszenia opłat.

Toczące się dyskusje i rozmowy prowadzone przez ministerstwo z koncesjonariuszami pozostałych autostrad i ich wstępne deklaracje wskazują wyraźnie na to, że istnieje poważna szansa, by doprowadzić do interoperacyjności systemu na autostradach polskich z wykorzystaniem systemu elektronicznego, jaki w tej chwili jest na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, a których operatorem jest Kapsch – mówi Marek Cywiński.

Dzienne wpływy z viaTOLL to 3,8 mln zł. Od momentu uruchomienia systemu w lipcu 2011 roku do KFD wpłynęło 3,8 mld zł. Tylko w tym roku będzie to 1,4 mld zł.

Marek Cywiński znalazł się w gronie najlepszych menadżerów 2014 według tygodnika „Bloomberg Businessweek”.

Ta jest nagroda dla całego zespołu, którym mam zaszczyt kierować. Bo menadżer jest tak dobry, jak dobrzy są ludzie, z którymi współpracuje. Firma jest czwarty rok na rynku, uczestniczy w dużym projekcie. Ten projekt przynosi określone rezultaty, jest dobrze postrzegany zarówno w Polsce, jak i za granicą. Stąd pewnie to uznanie i wyróżnienie w gronie naprawdę bardzo zasłużonych i znanych w Polsce menadżerów – mówi dyrektor KTS.

Wśród wyróżnionych znaleźli się również m.in.: Zbigniew Jagiełło (PKO BP), Andrzej Klesyk (PZU SA), Jarosław Augustyniak (IDEA BANK), Sebastian Buczek (Quercus TFI), Iwona Sroka (KDPW).

Dwucyfrowy wzrost liczby wysyłanych przesyłek kurierskich. Rynek napędzają małe i średnie firmy z sektora e-commerce

O 10-15 proc. rocznie rośnie co roku liczba przesyłek kurierskich w Polsce. Grudzień to najlepszy miesiąc w roku dla firm działających na tym rynku – w porównaniu z listopadem przesyłek jest nawet o 25 proc. więcej. Rynek napędzają małe i średnie przedsiębiorstwa z sektora e-commerce. Ich klienci coraz większą uwagę zwracają nie tylko na cenę, lecz także na jakość, czas oraz elastyczność dostawy.

Rynek rośnie coraz dynamiczniej. Głównym komponentem tego wzrostu jest rozwój rynku e-commerce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu DHL Parcel. ‒ W tej chwili tempo wzrostu rynku liczone liczbą paczek mieści się gdzieś pomiędzy 10-15 proc. rocznie. Natomiast w okresie świątecznym, w listopadzie i grudniu, kiedy mamy do czynienia z masowymi zakupami, ten wzrost jest nawet rzędu 20-25 proc.

W tym roku świąteczne prezenty docierają do odbiorców bez większych problemów, bo kurierom sprzyja pogoda i brak śniegu. Firmy z tej branży przygotowały się też na wzmożony ruch w grudniu.

Sulich podkreśla, że grudniowy wzrost liczby wysyłanych paczek to przede wszystkich wynik aktywności małych i średnich przedsiębiorstw. Ich liczba oraz wielkość sprzedaży szybko rosną, a cały sektor e-commerce może w tym roku być warty nawet 30 mld zł. To dobra informacja dla firm kurierskich, bo właśnie sklepy internetowe są ich podstawowymi i najważniejszymi klientami.

Chociaż struktura rynku z dominującymi małymi i średnimi przedsiębiorstwami e-commerce pozostaje niezmienna, to nieco inne są preferencje klientów. O ile dawniej najważniejsza była dla nich cena, teraz rośnie wpływ innych czynników. Sklepy internetowe szukają sposobów na wyróżnienie się i zdobycie przewagi konkurencyjnej. Wsparciem w tym może być oferta firm kurierskich.

Te przewagi mieszczą się w obszarze, który my nazywamy wygodą konsumenta – wyjaśnia Sulich. ‒ Chcemy dać konsumentowi możliwość zadecydowania w każdej chwili o innym miejscu doręczenia tej przesyłki niż pierwotnie wskazany adres. Wydaje mi się, że to jest kierunek, w którym będziemy zmierzać, czyli wygoda konsumenta, większy wybór, możliwość dostosowania czasu i miejsca doręczenia paczki do preferencji klienta i jego możliwości, tak żeby nie był niewolnikiem kuriera.

Sulich dodaje, że firmy kurierskie coraz poważniej traktują preferencje klientów. Dawniej najważniejszym uczestnikiem rynku byli nadawcy, jednak teraz odbiorcy przesyłek mają coraz większe wymagania.

Chcemy trzeciemu segmentowi, czyli odbiorcom przesyłek, dostarczyć dokładnie tego, czego się spodziewa. Jednocześnie chcemy, aby nasi partnerzy którzy wysyłają paczki i z którymi mamy kontrakty, także mieli pewność, że jeżeli podpisują umowę, wchodzą w relacje prawne z DHL Parcel, to ich przesyłki i klienci są bezpieczni – podkreśla Sulich.

Dodaje, że w przyszłym roku rynek będzie najprawdopodobniej dalej zmierzał w kierunku szukania przewag konkurencyjnych innych niż cena. To może też wpłynąć na poszukiwanie nowych sposobów dostarczania przesyłek, więc daje pole do rozwoju dla firm kurierskich.

Newsy IMM: Producenci artykułów dla dzieci wydali w tym roku na reklamy 170 mln zł. Ponad dwa razy mniej niż w 2013 roku

W tym roku reklamodawcy z branży dziecięcej wydali o 100 mln zł mniej niż w 2013 roku. Z przeznaczonej na promocję kwoty 170 mln zł blisko 85 proc. trafiło do telewizji – wynika z analizy przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów dla magazynu „Marketer+”. Najczęściej wybierano stacje Polsat i TVN oraz Cartoon Network.

Dla reklamodawców z branży dziecięcej, czyli firm, które wytwarzają i promują żywność dla dzieci, zabawki, artykuły piśmiennicze czy produkty edukacyjne, nadal najbardziej atrakcyjnym medium jest telewizja – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów. – Drugim najbardziej atrakcyjnym medium była prasa kolorowa, kolejnym – reklama radiowa.

Jak wynika z analizy IMM, do listopada br. firmy z branży wydały na emisję spotów w telewizji około 140 mln zł, co stanowiło prawie 85 proc. wszystkich wydatków tej branży na promocję w mediach (ok. 170 mln zł). 20 mln trafiło do kolorowych magazynów parentingowych, a 4 mln zł kosztowała reklama radiowa. Łączne wydatki reklamowe w tym samym okresie roku ubiegłego były o ok. 100 mln zł wyższe.

– Stacjami, do których firmy z branży dziecięcej  zwracały się najczęściej, były telewizje Polsat, TVN oraz Cartoon Network – wskazuje Łukasz Jadaś. – Szczególnie podkreślam rolę tej ostatniej, która ofertę programową kieruje głownie do dzieci, co wydaje się znaczące.

Znaczna część wydatków, bo niemal 38 mln zł, trafiła na emisję reklam w telewizji Polsat. Niewiele mniej, bo ponad 33,5 mln zł, przeznaczono na promocję w Cartoon Network, gdzie emitowano najwięcej kreacji tańszych cennikowo. Kolejne stacje dzieli od czołowej dwójki już większy dystans. Do TVN trafiło 19,3 mln zł, TV Puls – 10 mln zł, a TVN7 – niemal 9 mln zł. Pod względem budżetów telewizja zdeklasowała inne media tradycyjne. Pierwszy tytuł prasowy (miesięcznik „Mamo, To Ja”) znalazł się na 12. miejscu, a stacja radiowa (Radio Eska Poznań) – na 24.

Według analizy IMM reklamodawcy z tej branży dostosowują emisję spotów do cyklu życia dzieci i rodziców zarówno w skali roku, jak i doby. W ciągu dnia najwięcej reklam promujących produkty dla najmłodszych emitowanych jest między godziną 6 a 10 oraz w droższych pasmach i tzw. prime time (między 18 i 22). Kluczowe znaczenie ma również dzień tygodnia, na który zaplanowano promocję. Jak wynika z analiz IMM, wyraźnie większe wydatki wiążą się z emisją reklam w weekend. Firmy intensyfikują kampanie w maju, przed Dniem Dziecka, oraz listopadzie, przed Bożym Narodzeniem.

– Wiosną częściej promowane są zabawki, zimą natomiast rusza cała machina bożonarodzeniowa, czyli reklamowane są zabawki oraz sklepy, które je sprzedają – precyzuje Jadaś. – W sierpniu, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, o kilkaset procent rosną nakłady firm z sektora produktów piśmienniczych i biurowych. Kreacje reklamujące przedszkola i edukację najmłodszych osiągają szczyt między czerwcem i wrześniem. Sezonowości nie poddają się jedynie kampanie artykułów spożywczych, w tym kaszek i mleka oraz pieluch.

Najwięcej środków na promocję w kanałach telewizyjnych przeznaczyła Nutricia (ok. 40,5 mln zł), Nestlé(37,5 mln zł) oraz Procter & Gamble (14,7 mln zł). Również pod względem wartości zamieszczenia reklam w druku Nutricia przodowała. Na falach eteru najczęściej promował się producent akcesoriów i zabawek dziecięcych Akpol Baby.

Z analizy IMM wynika, że im większa częstotliwość reklamy danej marki, tym więcej komentarzy internautów na jej temat.

Internauci oglądają reklamy i żywo na nie reagują – przekonuje Łukasz Jadaś. – Zależność pomiędzy liczbą emisji a skalą dyskusji w internecie jest wprost proporcjonalna. Może to wskazywać na to, że internauci sugerują się tym, co zobaczą w telewizji. Inspiruje ich to do wymiany poglądów.

Energa wiosną uruchomi największą w Polsce elektrownię fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia

CEO Magazyn Polska

Według projektu nowej „Polityki energetycznej Polski do 2050 roku” przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki w 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii ma osiągnąć 15 proc., a po kolejnych 10 latach ma być znacznie wyższy. Eksperci szacują, że może to być 20 proc. Już teraz pojawiają się duże projekty związane z inwestycjami w OZE. W najbliższych miesiącach Energa SA uruchomi największą w Polsce farmę fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia, która zwiększy udział energii słonecznej w bilansie OZE o kilkadziesiąt procent. 

Projekt zakłada instalację paneli słonecznych o powierzchni 18,9 tys. m2. Inwestycja ma zostać oddana w połowie 2015 r. Kilka tygodni temu w miejscowości Kolno k. Łomży firma AMB Energia otworzyła jak dotychczas największą tego typu elektrownię w Polsce o mocy 1,84 MW.  Eksperci szacują, że łączna moc fotowoltaiki w Polsce wynosi 5-6 MW. Toruńska inwestycja znacząco ten wskaźnik podniesie.

Plany na 2015 r. są takie, że zakładamy inwestycje na poziomie tegorocznym. Będziemy głównie inwestowali w system dystrybucji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Bieliński, prezes Energi.

Według strategii firmy na lata 2014-2022 Energa planuje wydać na inwestycje 18,2 mld zł, czyli średnio ok. 2 mld zł rocznie. Z tego kwota 12,5 mld zł jest przeznaczona na rozwój systemu dystrybucji. Pozostałe 6 mld zł stanowią rezerwy na akwizycje na rynku lub potencjalne inwestycje.

Dzisiaj niektóre inwestycje w energię niekonwencjonalną wydają się nierentowne, ale jeżeli parametry na rynku się zmienią, to z pewnością je uruchomimy – twierdzi Bieliński.

Chodzi o projekty, takie jak elektrownie konwencjonalne, gazowe, biogazownie rolnicze (CHP) czy odnawialne źródła energii (OZE). Prace nad ustawą o tych ostatnich znajdują się na ostatniej prostej w Sejmie. Tylko w tym roku Energa oddała w lipcu do użytku nowy blok biomasowy w Elblągu, który zwiększył moce wytwórcze grupy w OZE o 25 MWe, oraz wybudowała w Gdańsku farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 1,64 MW.

– Po trzech kwartałach 2014 r. nasze wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Sądzę, że październik i listopad również są bardzo dobre. Obecnie czekamy na wyniki z grudnia – mówi Mirosław Bieliński.

Grupa Energa w ciągu 9 miesięcy 2014 r. wypracowała zysk netto w wysokości 825 mln zł, przy 581 mln zł w analogicznym okresie w roku poprzednim. Przychody spółki spadły o 8,7 proc., z 8,53 mld zł (I-III kw. 2013 r.) do 7,79 mld zł po III kwartale br., wzrosła jednak ich rentowność do 10,6 proc. Zysk EBITDA w badanych okresach wyniósł odpowiednio 1,48 mld zł i 1,83 mld zł i zanotował wzrost o 24 proc. Mirosław Bieliński podkreśla, że bycie spółką publiczną ułatwia zdobycie środków na inwestycje nie tylko poprzez bezpośrednie emisje, lecz także większą wiarygodność spółki.

Obecność na giełdzie sprzyja spółce – przekonuje prezes Bieliński. – Jesteśmy bardziej poważnym partnerem, bo z przedmiotu transakcji staliśmy się podmiotem ewentualnych transakcji. Dopiero wejście na GPW powoduje, że przez znacznie szerszą grupę inwestorów i interesariuszy jesteśmy postrzegani jako spółka bardziej wiarygodna.

Od debiutu spółki na giełdzie 11 grudnia 2013 r. kurs akcji wzrósł o około 50 proc., co wiąże się z rozwojem firmy i poprawą wyników. Rosnącemu trendowi sprzyja także pozytywna sytuacja w sektorze energetycznym – branżowy indeks WIG-ENERGA w tym samym okresie wzrósł o 24 proc.

– Efektem wejścia na giełdę jest zwiększona obecność na rynku finansowym w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej – podkreśla prezes Energi. – Zaczęliśmy od międzynarodowych instytucji finansowych, emisje obligacji, euroobligacji, po drodze uzyskaliśmy dobre ratingi inwestycyjne. Natomiast dopiero wejście na giełdę akcji oznacza, że możemy być przez znacznie szerszą grupę inwestorów czy interesariuszy finansowych uznani za spółkę bardzo wiarygodną, a to będzie nam owocowało w przyszłości.

Popracujesz krócej, by zarobić na święta

Choć na najbliższe święta przeznaczymy o 13% więcej pieniędzy niż w 2013 r., to na nasze tegoroczne wydatki świąteczne pracujemy krócej niż w latach poprzednich – twierdzą ekonomiści.

Statystyczny Polak chce wydać na święta 1160 zł. Aby zarobić tę kwotę, najdłużej – ponad 16 dni – pracować muszą kasjer w hipermarkecie, nauczyciel kontraktowy czy pracownik produkcji. Księgowej, kierowcy TIR-a czy handlowcowi zajmie to ok. tygodnia. Najmniej muszą pracować sędziowie i lekarze – tylko trzy dni. „Wszyscy pracujemy o dwa dni mniej niż w 2013 r. To efekt wzrostu o 3,4% – w ujęciu rok do roku – przeciętnego wynagrodzenia brutto, ale również skutek bezrobocia, najniższego od pięciu lat w naszym kraju. Jest więcej pracy i więcej pieniędzy” – mówi serwisowi infoWire.pl Tomasz Ślęzak z Work Service.

Ponadto mamy deflację i wiele towarów kosztuje nas mniej, dlatego w tegorocznym koszyku z zakupami znajdzie się więcej rzeczy. Mało tego, rośnie tzw. wskaźnik optymizmu konsumentów – wynosi 86 pkt i jest wyższy niż na początku 2014 r. To dobra wiadomość, bo nie tyle musimy, ile chcemy wydawać więcej. „Za to coraz mniej jesteśmy skłonni do kupowania dóbr trwałych, np. auta, mebli. Bardziej chcemy wydawać na to, co mamy tu i teraz – na organizację świąt i zapewnienie najbliższym prezentów pod choinką” – podkreśla ekspert.

Jak wynika z raportu Deloitte’a naszym bliskim damy w prezencie głównie książki, kosmetyki i perfumy, a kupimy je najchętniej przez internet – w przeciwieństwie do produktów spożywczych, po które pójdziemy zwykle do sklepów dyskontowych.

Nominacje dla Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych

0

Podsekretarz stanu w MF Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła 15 grudnia br. nominacje przedstawicielom banków krajowych i zagranicznych, wybranych do pełnienia funkcji Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) w 2015 r. DSPW wyłoniono w drodze rocznego konkursu zakończonego 30 września br., a ich liczba w stosunku do bieżącego roku wzrosła o jeden bank (JP Morgan) i wynosi 15 – pełna lista poniżej.

System DSPW zapewnia bezpieczeństwo finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa oraz efektywne funkcjonowanie rynku wtórnego Skarbowych Papierów Wartościowych (SPW). Banki nominowane do tej roli mają w zamian za określone przywileje, w tym przede wszystkim wyłączne prawo do składania ofert na przetargach SPW czy też preferencje dotyczące przeprowadzania emisji na rynkach zagranicznych, wypełniać obowiązki w zakresie zakupu SPW na rynku pierwotnym, zapewniać płynność na rynku wtórnym i  współpracować z Ministrem Finansów w ramach polityki emisyjnej.

Wiceminister Podedworna-Tarnowska podziękowała bankom za aktywność w konkursie oraz określiła oczekiwania Ministerstwa Finansów w stosunku do DSPW w obszarze ich działalności zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym obligacji skarbowych, w szczególności w zakresie dalszej współpracy przy zwiększaniu efektywności i płynności rynku oraz dywersyfikacji grona finalnych nabywców SPW.

W spotkaniu uczestniczyli członkowie zarządów banków oraz osoby nadzorujące w bankach działalność na rynku Skarbowych Papierów Wartościowych. Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła im pamiątkowe statuetki związane z uzyskaniem tytułu DSPW na 2015 r.

Dealerzy Skarbowych Papierów Wartościowych na 2015 r. według kolejności miejsca, uzyskanego w konkursie:

1            Bank Handlowy w Warszawie S.A.

2            BNP Paribas S.A.

3            ING Bank Śląski S.A.

4            Bank Zachodni WBK S.A.

5            HSBC Bank plc

6            PKO BP S.A.

7            Bank PEKAO S.A.

8            Société Générale S.A. Oddział w Polsce

9/10       Bank Millennium S.A.

9/10       Goldman Sachs International

11          Deutsche Bank Polska S.A.

12          Barclays Bank plc

13          mBank S.A.

14          Erste Group Bank AG

15          J.P. Morgan Securities plc

UWAGA: MF nie prosi o dane z kart płatniczych

Ministerstwo Finansów informuje, że w ostatnim czasie wykryto kolejne próby wyłudzania informacji dotyczących danych z kart płatniczych i podszywania się pod Ministerstwo Finansów. MF przypomina, że nie jest autorem tych maili.

W e-mailach sugerujących, że zostały wysłane z Ministerstwa Finansów i dotyczą zwrotu podatków, zawarte są prośby o podanie m.in. następujących danych:

  • imię i nazwisko na karcie,
  • adres,
  • miasto,
  • kod pocztowy,
  • numer karty,
  • test numer (CVV – 3 cyfry z tyłu karty),
  • data przydatności,
  • numer rachunku karty,
  • NIK (Numer Identyfikacyjny Klienta),
  • PIN,
  • data urodzenia (DD.MM.RRRR),
  • secure Code(Visa – Mastercard).

W związku z tym zwracamy uwagę, by zachować czujność i nie odpowiadać na korespondencję tego typu. W żadnym wypadku nie należy wysyłać też danych dotyczących kart płatniczych, klikać w załączone do podejrzanego e-maila linki ani podawać swoich danych w formularzach internetowych.

Przemysł na plusie, ale coraz słabszy

Produkcja przemysłowa była w listopadzie o 0,3 proc. wyższa niż przed rokiem – poinformował GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł w listopadzie był słabszy niż w październiku. Ale jeśli spojrzeć na branżową strukturę wzrostu produkcji, to widać, że nadal dobrze sobie radzą działy przemysłu związane z eksportem, natomiast osłabiają dynamikę produkcji górnictwo oraz wytwarzanie i zaopatrzenie w energię elektryczną i gaz. Jedyną branżą eksportową, która kolejny już miesiąc ma kłopoty (spadek o 3,9 proc., r/r), jest produkcja artykułów spożywczych. To efekt rosyjskiego embarga nałożonego na nasze towary, a także ograniczonej sprzedaży na rynek ukraiński.

Rok 2014 nie był łatwy dla przemysłu. Wzrost w ciągu 11 miesięcy produkcji tylko o 3 proc. nie można uznać za sukces. Przemysł nie był więc w tym roku silnym motorem napędowym gospodarki. Warto pamiętać, że w 2014 roku spodziewany wzrost PKB wyniesie 3,3 proc. Wszystko wskazuje na to, że IV kwartał będzie dla przemysłu jeszcze słabszy, co niewątpliwie wpłynie na tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich trzech miesiącach roku. Niestety, także przyszły rok może być, nie tylko w branży spożywczej, słaby ze względu na wpadającą w coraz większy kryzys gospodarkę rosyjską i słabnącego dramatycznie rubla, co spowoduje, że także te firmy, których eksport do Rosji nie został objęty embargiem, będą miały kłopoty ze sprzedażą swoich towarów i usług.

W efekcie 2015 rok dla przemysłu może być słabszy niż oczekiwaliśmy, chyba że eksporterzy znajdą dla swoich towarów nowe rynki zbytu, jak bywało wielokrotnie w dalszej i bliższej przeszłości.

Słabo spisuje się też budownictwo. Od wielu miesięcy nie może wyjść z dołka. Szans dla tej branży trzeba upatrywać dopiero w II połowie 2015 roku, kiedy zostaną uruchomione fundusze unijne.

P. Szulec (Pioneer Pekao): gospodarka amerykańska jest w doskonałym stanie. Spadek cen ropy naftowej jeszcze bardziej ją wzmocni

CEO Magazyn Polska

Coraz bardziej realna staje perspektywa cyklu podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Na zakończonym wczoraj posiedzeniu usunięto z komunikatu powtarzaną od miesięcy formułę o utrzymaniu zerowej stopy procentowej przez dłuższy czas, choć zapewniono, że Fed będzie cierpliwy w normalizowaniu polityki pieniężnej. Może to oznaczać, że stopy po raz pierwszy wzrosną za pół roku. Gospodarka za oceanem ma się dobrze, a dodatkowo pozytywnie powinna na nią wpływać wyraźna przecena na rynku ropy naftowej.

Szefowa Fedu Janet Yellen zapowiedziała na wczorajszej konferencji, że stopy nie wzrosną przez kilka najbliższych posiedzeń (w przeciwieństwie do większości banków centralnych Rezerwa Federalna spotyka się na decyzyjnych posiedzeniach osiem razy w roku).

 Liczba tworzonych nowych miejsc pracy, chociażby z ostatniego raportu z rynku pracy, siła rynku nieruchomości i nawet kwartalne tempo wzrostu, które ostatnio obserwujemy, wskazują na to, że gospodarka amerykańska rozwija się bardzo szybko – uważa Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management. – Jedynym minusem, o którym inwestorzy wiedzą, jest to, że bardzo dobry stan gospodarki przyspiesza pierwsze podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Czynnik ten stanowi pewne ryzyko przynajmniej jednorazowego wstrząsu po ogłoszeniu pierwszej podwyżki. Natomiast warto pamiętać o podstawowej zasadzie, że tego rodzaju działania zawsze są reakcją na to, że gospodarka jest w dobrej kondycji.

Jak wynika z ogłoszonych na początku grudnia br. danych z amerykańskiego rynku pracy, w listopadzie br. liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 321 tys., podczas gdy konsensus rynkowy wynosił 232 tys. W sektorze prywatnym zatrudniono 314 tys. nowych osób, podczas gdy oczekiwano 225 tys. O niemal 30 tys. skorygowano też w górę dane za poprzedni miesiąc. Stopa bezrobocia utrzymała się na niskim poziomie 5,8 proc. Pozytywny wpływ na gospodarki krajów rozwiniętych będzie miała w przyszłości, jak podkreśla Piotr Szulec, także spadająca cena ropy naftowej.

Patrząc na to, z jak mocną przeceną już mieliśmy do czynienia, szacuje się, że każdy spadek cen ropy o 10-20 dolarów na baryłce przekłada się w  gospodarkach rozwiniętych na przyspieszenie tempa wzrostu o 0,2-0,3, czasami 0,4 proc. w skali roku – wskazuje Piotr Szulec z Pioneer Pekao. – Dzisiaj jesteśmy już ponad 40 dol. poniżej poziomu, na którym ropa konsolidowała się przez ostatnie trzy-cztery lata, co dla gospodarki europejskiej i amerykańskiej, przynajmniej w perspektywie pierwszego roku, oznacza wartość dodaną rzędu 0,6-0,7 proc. W przypadku kolejnego roku może to być nawet więcej.

W związku z tym – zdaniem dyrektora ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management – w najbliższym czasie warto trzymać w portfelach akcje amerykańskich spółek.

Natomiast inwestorzy, którzy zastanawiają się nad wejściem na ten rynek, powinni poczekać do pierwszych podwyżek stóp procentowych – radzi Piotr Szulec. – Reakcja rynku zawsze jest negatywna, przynajmniej w krótkim okresie. Natomiast, jeżeli spojrzymy historycznie, to po takich jednorazowych wstrząsach, a szczególnie przy końcu cyklu podwyżek, rynek amerykańskich akcji zawsze wchodzi w nową fazę hossy.

Na amerykański rynek akcji jednak, jak radzi Szulec, warto spojrzeć przez pryzmat przede wszystkim indeksu S&P 500.

Na ten rok zakładaliśmy, że indeks ten może osiągnąć poziom 2 tys. punktów, a jak wszyscy widzimy ten przekroczył go z dużą lekkością i właściwie 2,1 tys. punktów może w tym roku być do zrobienia – dowodzi Szulec. – Natomiast pojawia się pytanie, czy tego typu wzrosty są w tej chwili uzasadnione. Patrząc na siłę rynku amerykańskiego, jego podstawy fundamentalne, rynek wycenia obecnie to, co już obserwujemy. Nie wiadomo, czy gospodarka amerykańska nadal będzie rosła w takim tempie, jak to ma miejsce obecnie.

Pioneer Pekao Investment Management zakłada, jak informuje Piotr Szulec, że w przyszłym roku wzrost PKB za oceanem wyniesie od 2,5 do 3 proc. Sam Fed podtrzymał swoją prognozę na podobnym poziomie (2,6-3,0 proc.).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że amerykański Fed wejdzie w fazę podwyżek stóp procentowych, to poziomy indeksu S&P 500 pod koniec przyszłego roku będą podobne do tych, które obserwujemy teraz – zauważa Piotr Szulec. – Po negatywnym zachowaniu w wyniku pierwszych podwyżek rynek indeks ten będzie się konsolidował z przedziałem wahań w okolicach 5 proc.

Millennium: w przyszłym roku sektor bankowy może mieć gorsze wyniki niż w 2014 r.

CEO Magazyn Polska

Po korzystnych dla sektora bankowego latach 2013 i 2014 przychodzą trudne czasy. W 2015 r. prawdopodobnie cały sektor bankowy odnotuje niższe wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Kulesza, dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium. Przyczyny to głównie obniżka stóp procentowych i stawek interchange oraz wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Po dobrej koniunkturze dla sektora bankowego w Polsce w ciągu minionych kilkunastu miesięcy eksperci wskazują w najbliższym czasie na osłabienie nastrojów i spadek osiąganych przychodów.

W ostatnim kwartale roku nie będziemy w stanie utrzymać trendu wzrostu z kwartału na kwartał – mówi Artur Kulesza z Banku MillenniumWyniki finansowe Banku Millennium po III kwartałach 2014 r. są bardzo dobre, uzyskaliśmy 26 proc. wzrostu zysku netto, porównując do z 9 miesięcy minionego roku. To rekordowe wyniki w historii banku, patrząc na przychód bankowy czy kwartalny zysk netto. Od siedmiu kwartałów poprawialiśmy sukcesywnie wynik netto – tłumaczy Artur Kulesza.

Na gorsze perspektywy składa się kilka zewnętrznych przyczyn, które mają wpływ na nową sytuację, w jakiej znalazły się banki.

 Na pierwszym miejscu postawiłbym spadek stóp procentowych. Obecny cykl rozpoczął się dosyć silnym jednorazowym obniżeniem stopy referencyjnej o 50 punktów bazowych na początku października. Dodatkowo zostało to wzmocnione obniżką stopy lombardowej o jeden punkt procentowy, co było dla nas zaskoczeniem – tłumaczy dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium.

Część produktów bankowych jest oprocentowanych maksymalną stawką, tzn. czterokrotnością stopy lombardowej, która obecnie wynosi 3,00 proc. Obniżka zatem ma wpływ na oprocentowanie portfela banku, co warunkuje zmianę w jego przychodach.

Drugim istotnym czynnikiem jest zapoczątkowana 1 lipca obniżka stawek interchange. Kolejna jest zapowiadana na przyszły rok. Tutaj negatywny efekt będzie odczuwalny na przychodach z tytułu kart płatniczych – ocenia Kulesza. Trzeci czynnik dotyczy już przyszłego roku, ale został ogłoszony w listopadzie. To wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czego skutki odczujemy już na początku roku.

Ze względu na niepewność co do dalszych kroków Rady Polityki Pieniężnej Artur Kulesza jest ostrożny w prognozach na 2015 r. Przewiduje jednak, że wzrost kredytów wyniesie ponad 5 proc., może nawet będzie bliżej 8 proc., przy wzroście depozytów w granicach 5 proc.

– Sądzę, że w kredytach nastąpi przyspieszenie tempa wzrostu w ślad za spadającymi stopami. Natomiast pewnie zwolnieni tempo przyrostu depozytów – mówi Artur Kulesza.

W 2014 r. według ostatnich dostępnych danych KNF zobowiązania kredytowe klientów wzrosły od początku roku do końca października o 6,3 proc. i wyniosły 890,76 mld zł (z czego wzrost wartości kredytów dla przedsiębiorstw to 8,3 proc. przy 301,28 mld zł wartości portfela kredytowego). Z kolei wkłady depozytowe w pierwszych dziesięciu miesiącach 2014 r. zanotowały 5,1 proc. wzrostu w stosunku do minionego roku i wyniosły 815,27 mld zł (w tym depozyty firm – 213,31 mld zł i wzrost rzędu 1,7 proc. rok do roku).

J. Piechociński: Co nie jest zabronione, będzie dozwolone. Nowe Prawo działalności gospodarczej w I połowie 2015 r.

0

Nowe Prawo działalności gospodarczej, którego projekt założeń trafił do konsultacji, ma pomagać w prowadzeniu firmy i odciążać od nadmiernych kosztów administracyjnych, które obecnie tłumią przedsiębiorczość. Janusz Piechociński liczy na to, że ustawa zostanie uchwalona jeszcze w pierwszym półroczu przyszłego roku. W ułatwianiu przedsiębiorcom działalności pomóc ma także przesłany niedawno przez prezydenta do parlamentu projekt nowej Ordynacji podatkowej.

Po pierwsze, zadaniem nowego prawa gospodarczego jest zakotwiczenie stanowienia przepisów w Polsce w jednej fundamentalnej zasadzie: nowe rozwiązania nie mogą szkodzić, już na etapie pozycji wyjściowych muszą tylko pomagać, poprawiać i odciążać gospodarkę od nadmiernych kosztów administracyjnych, a także zmuszać instytucje publiczne obsługujące gospodarkę do sprawności, wydolności i tworzenia przyjaznego klimatu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. – Co nie jest zabronione, powinno być dozwolone.

Także wątpliwości wobec przedsiębiorcy i podejmowanych przez niego działań powinny być rozstrzygane przez aparat skarbowy na ich korzyść.

Chcemy, aby przedsiębiorca nie musiał już udowadniać niewinności, lecz by w sprawach skrajnych to po stronie urzędu było dowiedzenie popełnienia błędów – tłumaczy Piechociński.

Jego zdaniem jednak budowa nowego prawa gospodarczego nie zakończy się wydaniem jednej ustawy, bo to proces trwały. Ministerstwo Gospodarki już wdrożyło cztery pakiety deregulacyjne, które ułatwiają prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce.

Jednocześnie wyjaśniamy procedury, skracamy okresy przechowywania określonych danych, tworzymy ogólnopolską informację gospodarczą, do polskiego systemu wdrażamy i zachęcamy do stosowania mediacji w rodzaju arbitrażu, aby odciążyć sądy. Tymi zapisami zmuszamy także urzędników do większej aktywności i decyzyjności – mówi wicepremier.

Jak podkreśla, zmiany w prawie mają zmienić funkcjonowanie polskich urzędów. Dziś zarówno przedsiębiorcy krajowi, jak i inwestorzy zagraniczni jako największą bolączkę gospodarki wskazują niewydolność administracji, brak decyzyjności i długotrwałe procedury.

Polscy przedsiębiorcy dorzucają do tego brak szybkiej ścieżki uzyskiwania pozwoleń na budowę, kłopoty decyzyjne oraz nadmierne kontrole – mówi Janusz Piechociński. – W związku z tym odwracamy to wszystko, bo chcemy stworzyć najlepsze otoczenie do rozwoju przedsiębiorczości i krajowej, i zagranicznej. To wymaga też podglądania najlepszych rozwiązań w Europie. Stąd w tych propozycjach, które kierujemy do parlamentu, jest bardzo dużo przeniesionych z innych państw, np. Holandii, Niemiec, Austrii czy Szwajcarii.

Wicepremier liczy na to, że nowa ustawa wejdzie w życie w I połowie 2015 roku. Szybkie prace w Sejmie będą jego zdaniem możliwe mimo kalendarza wyborczego, bo to zmiany, które powinny popierać wszystkie strony sceny politycznej.

Kilka dni temu został podpisany przez prezydenta i skierowany do Sejmu idący w podobnym kierunku projekt nowej Ordynacji podatkowej. Zdaniem Janusza Piechocińskiego to dobrze, że prezydent potwierdza swoje zainteresowanie wspieraniem przedsiębiorczości.

Jeśli Sejm, prezydent i rząd będą w tej sprawie grali razem i stworzą wspólnotę, to jest duża szansa na to, że niedługo będziemy mieli w Sejmie zatwierdzoną nową, przyjazną dobremu podatnikowi i przedsiębiorcy ordynację – przewiduje Janusz Piechociński.

Paliwa coraz tańsze. W okresie świątecznym ceny mogą sięgać nawet 4,50 zł za litr

CEO Magazyn Polska

Na stacjach benzynowych w dalszym ciągu obniżki. Głównym powodem są zniżkujące notowania ropy naftowej na światowych rynkach – baryłka jest już prawie dwa razy tańsza niż przed rokiem. Sytuacja wynika głównie z nadpodaży surowca na świecie i braku ograniczenia produkcji przez kraje OPEC. Z drugiej strony spada zapotrzebowanie na ropę, m.in. w Stanach Zjednoczonych. W konsekwencji w Polsce ceny paliw od lipca spadły już o 60-70 groszy, a dalsze obniżki są prawie pewne.

Prawdopodobnie obecna sytuacja na krajowym rynku paliw utrzyma się przez  kilkanaście najbliższych tygodni i w tym momencie nie ma żadnych czynników, które mogłyby odwrócić spadkową tendencję, którą obserwujemy od lipca – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Urszula Cieślak, analityk rynku paliw BM Reflex.

Jak wynika z danych BM Reflex, najpopularniejsza 95-oktanowa benzyna bezołowiowa 11 grudnia średnio kosztowała 4,79 zł/l, a diesel – 4,76 zł/l.

Początek 2015 r. powinien przynieść dalsze spadki cen. W większym stopniu obniżki mogą jednak dotyczyć benzyny niż oleju napędowego, ze względu na specyfikę zimowego rynku. Nie zachwieje to jednak ogólnego trendu spadkowego – zaznacza Urszula Cieślak.

Zdaniem ekspertki ceny powyżej 5 zł za litr paliwa kierowcy spotkają jeszcze na stacjach przy autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Województwo zachodniopomorskie od wielu lat pozostaje regionem, gdzie paliwo jest najdroższe – wyjaśnia Cieślak. – Przeciętna różnica w stosunku do średniej krajowej ceny paliwa to przynajmniej 10 groszy litrze, choć różnice na niektórych stacjach mogą sięgać nawet 40 groszy.

W pierwszej połowie grudnia w województwie zachodniopomorskim kierowcy średnio za benzynę płacili 4,90 zł/l, a za olej napędowy – 4,88 zł/l. Najtańszą benzynę tankowali mieszkańcy województwa pomorskiego (4,72 zł/l), a w przypadku diesla najmniej płacili kierowcy z województwa podlaskiego (4,70 zł/l).

Według Urszuli Cieślak ceny na stacjach są zróżnicowane, co zależy głównie od lokalizacji i bezpośredniej konkurencji na rynku oraz dużego nasycenia stacji na danym obszarze. Natomiast regułą są zwykle niższe ceny na stacjach samoobsługowych oraz tych działających przy hipermarketach.

W mojej opinii ceny benzyny i oleju napędowego mogą spaść jeszcze przynajmniej o kilkanaście groszy. Nie jest jednak wykluczone, że w okresie świątecznym na pojedynczych stacjach pojawi się paliwo w cenie 4,50 zł/l – prognozuje Urszula Cieślak.

Według przedstawicielki BM Reflex, najbliższe tygodnie powinny przynieść wyrównanie cen benzyny i oleju napędowego.

Przyczynami spadków cen paliw w Polsce i na świecie są przede wszystkim zniżkujące notowania ropy naftowej. Kontrakty terminowe na europejską odmianę typu Brent w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadły o ponad 45 proc. W grudniu 2013 r. wartość jednej baryłki wynosiła około 110 dolarów, z kolei obecnie trzeba za nią zapłacić mniej niż 60 dolarów. Natomiast tańsza amerykańska ropa crude spadła już poniżej poziomu 55 dolarów za baryłkę.

Atende będzie starało się o kontrakty na oprogramowanie w energetyce

0

CEO Magazyn Polska

Atende będzie ubiegać się o kolejne kontrakty na dostawę oprogramowania do firm energetycznych. Spółka weszła na ten rynek dzięki współpracy z Energa Operatorem przy projekcie instalacji inteligentnych mierników energii (tzw. smart metering). Bez IT nowoczesna energetyka jest niemożliwa – przekonuje prezes Atende Roman Szwed.

W pewnym momencie gospodarstwo domowe czy firma, mała lub duża, potrzebuje dobrej informacji na temat zużycia prądu. Jak ją uzyskać? Trzeba zbudować system, który opomiaruje to wszystko, który zbierze informacje. To jest pierwszy element. Potem dobrze byłoby umieć sterować tymi licznikami – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Szwed, prezes zarządu Atende.

Atende dostarczyło oprogramowanie IT firmie Energa Operator, w ramach jednego z największych w Europie projektów wymiany liczników zużywanej energii. Projekt AMI, zrealizowany przez spółkę córkę Atende Software, odczytuje niemal 400 tys. układów i umożliwia m.in. zarządzanie danymi pomiarowymi oraz daje klientom dostęp do nich.

Jak podkreśla Szwed, Atende będzie zainteresowane kolejnymi przetargami w tym obszarze, jednak na razie nie zostały rozstrzygnięte żadne zamówienia. Podkreśla jednak, że w jego ocenie projekt dla Energi Operatora był dobrze zrealizowany.

Dostarczanie systemów informatycznych cieszy, jeżeli widać, że jest to robione z sukcesem, że są użytkownicy, a firma, która używa ten system zaczyna być wiodącym operatorem w Polsce pod względem technologii – zauważa Szwed.

Dodaje, że w miarę rozwoju technologii i zapotrzebowania na prąd coraz większa będzie potrzeba dobrego zarządzania informacjami i samym zużyciem energii.

Załóżmy, że za parę lat wszyscy będziemy jeździć samochodami elektrycznymi i załóżmy, że w jakiejś dzielnicy 100 tys. ludzi w tym samym momencie będzie chciało naładować swoje auto. Co się wtedy stanie? Wszystko wyleci w powietrze, ponieważ te samochody będą miały olbrzymie akumulatory i będą pobierać bardzo dużo prądu. Trzeba to jakoś rozłożyć, umieć to kontrolować – przekonuje Szwed.

W ramach systemu dostarczonego dla Energi Operator liczniki energii co 15 minut przesyłają informację o zużyciu energii. Tak precyzyjny pomiar umożliwia m.in. identyfikację pików energetycznych oraz wprowadzenie taryfowych zachęt do korzystania z prądu w innym czasie. Szwed opisuje, że jeśli użytkownicy będą mogli korzystać z tańszej energii poza pikiem, to wielu z nich tak zaprogramuje swoje urządzenia, by uniknąć przepłacania. To może mieć wymierne korzyści dla całej gospodarki – podkreśla Szwed. Redukcja zapotrzebowania w godzinach szczytu może zmniejszyć wymogi inwestycyjne.

Jeżeli z tego prądu zrezygnuje 100 tys. użytkowników, to nie ma piku. Czyli nie trzeba budować jednej elektrowni więcej, żeby zapewnić prąd na parę dni w ciągu roku. A to są wymierne oszczędnościach. To może być jeden z powodów, dla którego takie systemy warto budować. Zbliżamy się także do momentu, kiedy coraz większą rolę będą odgrywać źródła rozproszone – podkreśla Szwed.

Dodaje, że wraz ze wzrostem znaczenia fotowoltaiki oraz elektrowni wiatrowych coraz, częściej instalowanych przy domach, pojawi się konieczność budowy systemów umożliwiających dwukierunkowy przepływ prądu. Dzięki sieciom smart grid możliwe będzie m.in. oddawanie wyprodukowanej w domu energii do sieci, co pozwoli na zmniejszenie rachunków za prąd.

Internetowy supermarket Frisco.pl pozyskał inwestora strategicznego i planuje ekspansję w pięciu największych polskich miastach

CEO Magazyn Polska

E-supermarket Frisco.pl właśnie pozyskał inwestora strategicznego i zapowiada rozwój na skalę ogólnopolską. Działający dotychczas na stołecznym rynku sklep internetowy z żywnością wyrusza na podbój pięciu największych polskich miast. Jego sprzedaż już teraz rośnie o 40 proc. rok do roku.

– Dla spółki Frisco.pl upływający 2014 r. był dobrym okresem. Już drugi rok z rzędu odnotowujemy znaczące wzrosty. Wzrost przychodów wynosi około 40 proc. rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Nicolas Jędraszak, prezes zarządu Frisco.pl, internetowego supermarketu z produktami żywnościowymi – Pozyskaliśmy także inwestora strategicznego, który zainwestował we Frisco.pl około 44 proc. akcji w spółce.

Na początku grudnia Eurocash, dystrybutor produktów FMCG, zawarł umowę z dwoma funduszami MCI Management dotyczącą objęcia 44,13 proc. akcji Frisco.pl po podwyższeniu kapitału zakładowego. MCI pozostanie nadal większościowym udziałowcem e-supermarketu. Grupa kapitałowa zamierza wyjść z inwestycji w przeciągu najbliższych 2-3 lat.

– Inwestor strategiczny przybliża nas do ekspansji ogólnokrajowej. Do tej pory myśleliśmy o niej w horyzoncie 2016 r., teraz nasze plany są duże bliższe – wyjaśnia prezes zarządu Frisco.pl.

Jego zdaniem spółka przede wszystkich chciałaby się skupić na dużych miastach. Mowa o pięciu największych aglomeracjach, które mają pewien potencjał rynkowy pozwalający uzyskać efekt skali. O mniejszych lokalizacjach na tym etapie rozwoju spółka nie myśli.

– Jednocześnie będziemy rozwijać usługę dostawy kurierskiej, a tu nie istnieją żadne ograniczenia co do lokalizacji – przekonuje Jędraszak.

Spółka Frisco.pl powstała w 2006 r. i sprzedaż prowadzi tylko poprzez kanał internetowy, bez udziału sklepów stacjonarnych. Do tej pory działała w Warszawie oraz jej okolicach. Jej obroty wynoszą około 30 mln zł rocznie. W Polsce rynek internetowych zakupów żywności stanowi zaledwie 1 proc. całości obrotów w branży FMCG. Na Zachodzie sprzedaż żywności online to 5-7 proc., przed polskim rynkiem są więc perspektywy rozwoju i wzrostu.

Komentarz indeksowy BossaFX 17 grudnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 17 grudnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Selvita zebrała od inwestorów ponad 27 mln zł. Debiut planowany na 19 grudnia

0

CEO Magazyn Polska

Biotechnologiczna spółka Selvita planuje zadebiutować na rynku głównym GPW 19 grudnia. Spółka z sukcesem zakończyła swoją ofertę publiczną, dzięki której pozyskała 27,3 mln zł, sprzedając akcje po cenie maksymalnej – 10,3 zł. Stopa redukcji w transzy dla inwestorów indywidualnych wyniosła 88 proc.

Selvita na główny rynek giełdowy przechodzi z NewConnect. Jak mówił niedawno w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Przewięźlikowski, prezes Selvity, cztery piąte tej kwoty będzie przeznaczone na prace badawcze nad nowymi lekami onkologicznymi. Natomiast pozostałe 20 proc. pozyskanego kapitału wesprze rozwój segmentu usługowego spółki.

– Selvita swoje usługi w 85 proc. sprzedaje podmiotom zagranicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Przewięźlikowski, prezes zarządu spółki. – To są z reguły średnie i duże firmy biotechnologiczne i farmaceutyczne. W ogóle nie działamy na rynku hurtowni i szpitali, to jest przede wszystkim rynek badań i rozwoju farmacji, biotechnologii. Mamy też trochę klientów przemysłowych, np. pewne polskie koncerny agrochemiczne. Większość obrotów generują klienci z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, trochę również z Izraela, a polscy klienci odpowiadają za około 15 proc. naszych przychodów.

Na rynku leków onkologicznych postęp jest ogromny, za czym idzie również skokowy wzrost nakładów. Tylko w 2013 roku wzrost wydatków badawczo-rozwojowych firm biotechnologicznych sięgał kilkunastu procent w skali globalnej. Korzysta na tym również Selvita, która poza portfelem własnych projektów innowacyjnych, świadczy również usługi podwykonawcze w projektach należących do koncernów farmaceutycznych z całego świata. Większość usług Selvity kupują Niemcy, USA, Szwajcaria, Włochy, Wielka Brytania, Izrael oraz Francja.

– Mało jest takich branż na świecie, które istnieją 30 lat i które rozwijałyby się w tempie 13-14 proc. rocznie – podkreśla Paweł Przewięźlikowski. – Popyt rośnie, a reputacja Selvity na tym rynku jest coraz lepsza, liczymy zatem na to, że przychody będą się rozwijały w tempie szybszym niż średnie rynkowe.

Nakłady na nowe projekty innowacyjne przynoszą wymierne skutki polegające zarówno na przedłużeniu życia chorym, jak i większej sprzedaży. Chorzy dzięki lekom żyją dziś średnio nie o pół roku dłużej, lecz o 20 lat. Ma to również swój wymiar biznesowy, bo pacjent przez lata jest klientem, co oznacza automatycznie większe przychody i większe inwestycje w badania i rozwój.

– Rynek bardzo mocno rośnie – ocenia prezes Selvity. – Przełomy w badaniach, dzięki którym firmy opracowały leki nowej generacji, poprawiły skuteczność leczenia w wielu ważnych kategoriach terapeutycznych, takich jak onkologia czy wirusowe zapalenie wątroby. Te leki są dużo skuteczniejsze i dużo bezpieczniejsze niż do tej pory stosowane terapie.

Dla firm z branży biotechnologicznej oznacza to możliwości szybkiego rozwoju. Selvita nie publikuje aktualnie konkretnych prognoz. Jej prezes jednak nie kryje, że myśląc o przyszłości, jest optymistą. Sektor biotechnologiczny rozwija się szybciej niż rynek.

Po trzech kwartałach 2014 r. Selvita miała 29,14 mln zł przychodów wobec ubiegłorocznego wyniku na poziomie 13,71 mln zł. Zysk netto wyniósł w tym czasie 3,7 mln zł, podczas gdy przed rokiem spółka odnotowała stratę 2,7 mln zł.

Blisko połowa pracodawców da świąteczne prezenty pracownikom. Najpopularniejsze są bony i paczki

44,4 proc. pracodawców planuje świąteczne prezenty dla pracowników – wynika z badania Benefit Systems oraz HRNews. Najczęściej wybierają bony podarunkowe i paczki. Dwie trzecie pracowników jednak przyznało, że wolałoby w zamian gotówkę.

Bardzo popularnym środkiem motywowania, czy dowodem uznania dla pracowników przed świętami, są bony, które pracownicy mogą przeznaczyć na bardzo konkretnie określone cele. Często wybieranym świadczeniem są wciąż paczki. Choć to nie pracownicy o nich mówią, a raczej pracodawcy starają się zabiegać o uzupełnienie paczkami portfolio swoich benefitów pozapłacowych dla pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Grochowska, dyrektor ds. rozwoju produktów w Benefit Systems, spółce działającej na rynku pozapłacowych świadczeń dla pracowników.

Jak wynika jednak z badania Benefit Systems oraz HRNews, 69,2 proc. pracowników wolałoby przed świętami dodatkowy zastrzyk pieniędzy.

Na rynku coraz częściej pojawiają się specjalne platformy zakupowe, które są formą pozapłacowego wynagrodzenia pracownika, dając mu wolny wybór, co do kierunków wydania dodatkowych środków – wyjaśnia Iwona Grochowska. –Rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne ze względu na zróżnicowanie, wieku, płci czy zainteresowań, a co za tym idziezróżnicowanie potrzeb i zainteresowań ludzi.

W badaniu zainteresowanie platformą wyraziło 55,6 proc. ankietowanych. Polscy pracownicy w ramach dodatkowych świadczeń – nie tylko przedświątecznych – najbardziej cenią sobie szkolenia i kursy oraz prywatną opiekę medyczną. Gdyby była możliwość zakupienia takich usług przez platformę, to taką opcję wybrałoby 2/3 ankietowanych. Na wybór zajęć sportowych wskazał prawie co drugi pracownik.

Dodatkowa opieka medyczna i elastyczny czas pracy lub praca w domu to benefity częściej wskazywane przez kobiety. Mężczyzn bardziej motywują dodatkowe premie pieniężne.

Grochowska podkreśla, że trudno sobie wyobrazić ofertę pracodawcy, która spełniłaby w równym stopniu oczekiwania wszystkich pracowników. Dlatego coraz więcej firm stara się różnicować oferowane świadczenia i zostawić zatrudnionym wybór.

Niektóre firmy pytają pracowników o ich oczekiwania i próbują odpowiedzieć na to szerszym portfolio swojej oferty. Jest to jednak rzadkie. Aż 75 proc. pracowników podkreśla, że nigdy nie zostali przez pracodawcę zapytani o oczekiwane świadczenia. A to wydaje się przecież najprostszym i najszybciej osiągalnym źródło wiedzy – podkreśla ekspertka

Dla 61,5 proc. respondentów biorących udział w badaniu dodatkowe świadczenia są bardzo istotne. Ale według nich aż w 90 proc. przedsiębiorstw system świadczeń jest okazjonalny i nieregularny.

Wyniki badania wskazują na coroczny wzrost wydatków pracodawców na bonusy dla pracowników. Średnia kwota świadczeń pozapłacowych przyznana na jednego pracownika w 2014 roku to 150 zł.

W 2015 r. dzięki tanim surowcom ceny żywności nadal będą niskie. Spadki wyhamowuje mocny dolar

Ceny żywności cały czas spadają. Tanieje cukier, owoce, mąka, tłuszcze zwierzęce i ryż. Ze względu na światową nadprodukcję żywności i tanie surowce w najbliższych miesiącach nie należy spodziewać się odwrócenia aktualnego trendu. Jak wynika z badania Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w przyszłym roku niskie ceny będą się utrzymywać, choć spadki wyhamowuje umacniający się dolar.

W nadchodzącym roku nie należy oczekiwać zmian cen surowców rolnych. Pozostaną na niskim poziomie. Powodem jest przede wszystkim rosnąca produkcja żywności na świecie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mariusz Hamulczuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jak tłumaczy ekspert IERiGŻ, z czasem sytuacja się unormuje, ale jednak w nadchodzącym roku Polacy powinni być świadkami niskich cen. W dużej mierze będą miały na to wpływ uwarunkowania globalne.

Ceny żywności i artykułów rolnych w Polsce są pochodną uwarunkowań krajowych, ale w jeszcze większym stopniu zależą od czynników światowych. Jeśli obecne ceny surowców rolnych na światowych rynkach są niskie, automatycznie przekłada się to na niskie ceny żywności w kraju – mówi dr Hamulczuk.

Indeks cen żywności FAO obliczany przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa spada ósmy miesiąc z rzędu. Jego listopadowa wartość wynosi aktualnie 192,6 pkt i jest to najniższa wartość od września 2010 roku. W stosunku do listopada 2013 r. indeks spadł o 6 proc. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca produkcja mleka, zapasy wieprzowiny i urodzajne zbiory zbóż, zwłaszcza w USA.

W momentach spadku cen surowców rolnych ceny żywności wykazują się stabilnością, czyli niekoniecznie ceny detaliczne ulegają obniżeniu. Ponieważ duży udział w finalnej cenie żywności mają pozasurowcowe koszty. Im bardziej przetworzony surowiec, tym większy jest ich udział – przyznaje dr Hamulczuk.

Spadające ceny ropy naftowej przekładają się na znaczne oszczędności dla przedsiębiorstw w związku z niższymi kosztami transportu. Podobnie tani węgiel obniża koszty energii elektrycznej. Europejska odmiana ropy naftowej typu Brent zniżkowała na światowych rynkach surowcowych w okresie ostatniego roku o przeszło 40 proc., a indeks notowań węgla DES ARA, obliczany na podstawie transakcji z najważniejszych portów dalekomorskich Europy Zachodniej, spadł o ok. 14 proc., z 85 do 71 USD/t.

W warunkach pogorszenia globalnej sytuacji gospodarczej waluty krajów rozwijających się, w tym także Polski, osłabiają się względem dolara amerykańskiego – mówi przedstawiciel Instytutu. – Silny dolar hamuje spadek cen żywności wywołany spadkiem cen surowców rolnych.

Dolar amerykański w stosunku do złotówki w ciągu ostatnich 12 miesięcy w przybliżeniu umocnił się o 10 proc., z poziomu 3 zł do około 3,35 zł. Ostatnio kurs USD/PLN znajdował się na podobnym poziomie w lipcu 2013 r.

Niskie ceny żywności mają jednak realny wpływ na całą gospodarkę. Według najnowszych danych GUS w listopadzie spadły o 0,6 proc. r/r i 0,2 proc. m/m. Segment żywności w stosunku do listopada 2013 r. zanotował obniżki cen o 2,7 proc. Tańszy był cukier (3,2 proc.), owoce (2,4 proc.), tłuszcze zwierzęce (1,2 proc.) i mąka (1,1 proc.). W stosunku do października 2014 r. ceny żywności wykazują pewną stabilizację. W stosunku miesięcznym spadły bowiem o tylko 0,1 proc.

Zdaniem eksperta, patrząc na konkretne towary, niskie ceny zbóż na światowych rynkach mogą przełożyć się na ceny pasz, a co za tym idzie, również na ceny mięsa. Biorąc pod uwagę uwarunkowania handlowe i restrykcje na rynku rosyjskim i rynkach owocowo-warzywnych także należy się spodziewać niskich cen.

Deflacji jednak spodziewałbym się tylko na wybranych rynkach produktów żywnościowych. W przyszłym roku ceny mogą ulec obniżce potencjalnie w przypadku pieczywa, mąki i produktów piekarniczych – podsumowuje ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. – Mamy niskie ceny surowca i paliw, więc jest to segment, który może zanotować największe zniżki.

Hamulczuk dodaje, że ze względu na już niską bazę inflacyjną w 2015 r. wydatki konsumentów powinny pozostać na podobnym poziomie, jaki jest obecnie notowany.

Arbitraż atrakcyjny dla młodych prawników w Polsce. Są w tym coraz lepsi – pokonali harwardzkich studentów w prestiżowym konkursie

Młodzi Polacy odnoszą sukcesy w arbitrażu. Pokonali nawet studentów Harvardu w prestiżowym, międzynarodowym konkursie w Stanach Zjednoczonych. W Warszawie zakończył się właśnie finał podobnej rywalizacji odnoszącej się do projektu Wspólnej Ramy Odniesienia w prawie europejskim. Jak mówi Marek Furtek, prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, od kilku lat widać ogromny wzrost zainteresowania młodych prawników arbitrażem.

Prawo handlowe to dziedzina bardzo obszerna, ale myślę, że zainteresowanie nią utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie już od czasu przełomu ustrojowego, który wiązał się z wielkim renesansem komercjalistyki [dziedziny prawa odnoszące się bezpośrednio do działalności gospodarczej – red.], w szczególności prawa spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Furtek, wybrany na trzecią kadencję prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

Szczególnym powodzeniem, jak precyzuje prezes Furtek, cieszy się arbitraż. To coraz bardziej skuteczna alternatywa dla kosztownego i czasochłonnego sądownictwa powszechnego. Postępowania w ramach arbitrażu zazwyczaj są tańsze, odbywają się szybciej i mają klauzulę poufności (rozprawy w zwykłych sądach gospodarczych są jawne). Zaletą arbitrażu jest także poziom specjalizacji arbitrów, którzy wybierani są przez strony postępowania i rekrutują się zwykle z grona przedstawicieli danej profesji.

Od kilku już lat obserwujemy ogromny wzrost zainteresowania młodych prawników arbitrażem – potwierdza prezes Marek Furtek. – Studentów prawa najbardziej przy tym interesuje jego wersja międzynarodowa oraz inwestycyjna.

Upowszechnieniu umiejętności w poszczególnych jego dziedzinach służą organizowane na całym świecie konkursy, których z roku na rok przybywa. Kilka miesięcy temu wspierani przez Sąd Arbitrażowy przy KIG studenci prawa z Polski w prestiżowej, międzynarodowej rywalizacji Foreign Direct Investment Moot w Stanach Zjednoczonych pokonali m.in. ekipę z Uniwersytetu Harvarda.

Konkurs, obejmujący zagadnienia dotyczące projektu Wspólnej Ramy Odniesienia (Draft Common Frame of Reference, w skrócie DCFR) w prawie europejskim, współorganizowany jest także przez SA KIG oraz Uniwersytet w Osnabrücku. Jego celem jest popularyzowanie wiedzy w zakresie projektu DCFR, a także promowanie rozwiązywania międzynarodowych sporów handlowych w jego oparciu na drodze postępowania arbitrażowego. Właśnie zakończyła się jego druga edycja.

Studenci bardzo chętnie biorą udział w tego rodzaju konkursach. To może nie do końca wygląda jak postępowanie arbitrażowe, ale młodzi ludzie uczą się obycia w sądzie arbitrażu, patrzą, jak arbitraż funkcjonuje, zdobywają doświadczenia związane z występowaniem w międzynarodowym środowisku – wyjaśnia prof. dr hab. Fryderyk Zoll z Uniwersytet Jagiellońskiego i Uniwersytetu Osnabrück. – Często konkursy dotyczą sprzedaży, która jest bardzo trudną dziedziną z uwagi na liczbę występujących w niej problemów. Staramy się, żeby nasz konkurs dotyczył przede wszystkim umów o świadczeniu usług, względnie dotyczących robót budowlanych. Ale ważne jest przede wszystkim to, by upowszechniać arbitraż. Mniej istotna jest dziedzina, której on dotyczy.

Rundy finałowe konkursu dotyczące projektu DCFR wygrał zespół z Uniwersytetu Loranda Eötvösa z Budapesztu. Na drugim miejscu uplasowali się studenci z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, a trzecią pozycję zajął zespół z Uniwersytetu z Bayreuth. Jury tradycyjnie nagrodziło również najlepszych mówców, którymi zostali: Kamila Lipecka z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, Zoltán Bánki z Uniwersytetu Loranda Eötvösa oraz Olav de Wit z Uniwersytetu w Maastricht. Finałowa runda konkursu była otwarta dla widzów.

SA przy KIG jest członkiem i jednym z założycieli Międzynarodowej Federacji Instytucji Arbitrażu Handlowego, członkiem Międzynarodowej Rady do spraw Arbitrażu Handlowego, Europejskiej Grupy Arbitrażowej, Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu oraz Komitetu Specjalnego przy Europejskiej Komisji Gospodarczej w Genewie. Jak podkreśla Marek Furtek, w związku z rosnącą popularnością rozwiązywania sporów w drodze arbitrażu Sąd Arbitrażowy będzie się zmieniał. Planowane są również kolejne inicjatywy, jak zapowiadana na listopad przyszłego roku konferencja arbitrażu we Wrocławiu oraz kolejny konkurs arbitrażowy współorganizowany z ELSA (The European Law Students’ Association).

1 stycznia przyszłego roku wchodzi w życie nowy regulamin arbitrażowy Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Będziemy chcieli środowiska prawnicze, biznesowe, akademickie z nim zapoznawać i o nim dyskutować. Chcielibyśmy także rozpocząć wydawanie Polskiego Przeglądu Arbitrażowego w dwóch językach – mówi Marek Furtek.

Polscy rolnicy nawożą coraz więcej. Wciąż jednak mniej niż w krajach Europy Zachodniej

Nawozy specjalistyczne to szansa na dalszy rozwój polskiego przemysłu chemicznego. Wbrew pesymistycznym prognozom i mimo konkurencji ze strony mających dostęp do tańszego gazu krajów dawnego ZSRR polska branża już teraz jest liderem regionalnym w produkcji nawozów. Co więcej, jedna trzecia produkcji trafia na eksport, bo polscy rolnicy w wielu regionach wciąż używają mniej nawozów niż w krajach Europy Zachodniej.

Na początku lat 90. dostępne były raporty, które skazywały polski przemysł nawozowy na zamknięcie wobec konkurencji ze strony przemysłu krajów WNP, Rosji i Ukrainy, które są oparte na znacznie tańszym surowcu podstawowym, czyli gazie ziemnym. Determinacja polskich chemików, transformacja biznesowa i przede wszystkim olbrzymi postęp technologiczny sprawiły, że dzisiaj w tej części Europy polski przemysł nawozowy jest absolutnym liderem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr. inż. Cezary Możeński, dyrektor Instytutu Nowych Syntez Chemicznych.

Jak wynika z danych opracowanych przez Centrum Kompetencji Puławy, w Polsce produkuje się obecnie 1,7 mln ton nawozów azotowych rocznie, co stawia nas na drugim miejscu w Europie. Niemal 40 proc. z tej produkcji to saletra amonowa. Jak podkreśla ekspert, jedna trzecia polskiej produkcji trafia na eksport. Rynki zagraniczne są dla polskich producentów szczególnie ważne, bo rodzimi rolnicy wciąż nawożą swoje uprawy rzadziej, niż robi się to w Europie Zachodniej. Występują jednak duże różnice regionalne.

Województwa południowo-wschodnie zużywają znacznie mniej nawozów, natomiast w województwach opolskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim i dolnośląskim nawożenie jest na poziomie europejskim, a w przypadku opolskiego przekracza nawet 200 kg NPK-ów [nawozów z azotem, fosforem i potasem – red.] na hektar – wyjaśnia Możeński.

Jak wynika z raportu CK Puławy, średnie polskie zużycie nawozów to 182,2 kg NPK na hektar. W Polsce południowo-wschodniej rolnicy używają jednak mniej niż 100 kg NPK na hektar. Najsłabiej nawożone są uprawy w Podkarpackiem – 68,4 kg NPK na hektar. Zachodnia część kraju z wyjątkiem województwa lubuskiego ma znacznie większy stopień nawożenia, a liderami są województwa opolskie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie oraz dolnośląskie.

Zgodnie z danymi Banku Światowego w Niemczech średnie zużycie to niemal 199 kg NPK na hektar, w Wielkiej Brytanii ‒ 234 kg NPK na hektar, a w krajach o mniejszym areale powierzchni rolnej nawet więcej – np. w Belgii to 294 kg NPK na hektar.

Dane o nawożeniu przekładają się na efektywność produkcji roślinnej. W województwach dolnośląskim i kujawsko-pomorskim zbiory przekraczają 45 jednostek na hektar, a w opolskim sięgają niemal 60 jednostek na hektar. Krajowa średnia to niecałe 40 jednostek.

Stopień nawożenia zależy również od struktury gospodarstw wiejskich.

Mniejsze gospodarstwa, kilku-, kilkunastohektarowe, są na ścianie wschodniej i na południu Polski, natomiast gospodarstwa wielkoobszarowe, po kilkaset, a czasami po kilka tysięcy hektarów, są właśnie w tych województwach, gdzie rolnictwo jest znacznie bardziej intensywne – wyjaśnia Możeński. ‒ Gospodarstwa rodzinne nastawione na prostą konsumpcję własnych produktów rolnych szukają nawozów prostych, tanich, tak żeby zapewnić minimum dokarmiania roślin i renowacji wartości gleby. Natomiast przedsiębiorcy rolni, którzy produkują na rynek, mają już bardzo zaawansowaną politykę nawożenia.

Możeński dodaje, że właśnie takie wyspecjalizowane nawozy są nie tylko przyszłością polskich rolników, lecz także szansą dla naszego przemysłu chemicznego.

Są one dostosowane do poszczególnych upraw i typów gleb, a poza azotem, fosforem i potasem zawierają też inne mikro- i makroelementy, np. siarkę, bor lub miedź.

Na pewno przed branżą nawozową jest skok jakościowy. Nawozy za kilka, a na pewno za kilkanaście lat, będą nawozami specjalistycznymi, znacznie wolniej działającymi, znacznie bardziej dostosowanymi do cyklu agrotechnicznego poszczególnych roślin, dający znacznie mniejsze straty, jeżeli chodzi o straty do wód gruntowych oraz zanieczyszczenia atmosfery. Będą to więc nawozy nazywane już dzisiaj nawozami inteligentnymi – prognozuje Możeński.

Newsy Polacy chętnie dyskutują o prezentach w sieci. Najczęściej o książkach

Internet to coraz częściej miejsce wyboru i zakupu prezentów świątecznych. Polacy szukają w sieci nie tylko informacji o wybranym produkcie, lecz także porad dotyczących prezentów, korzystnych cen i pomysłów. Najczęściej dyskusje odbywają się na Facebooku, a najchętniej dyskutowanym prezentem są książki. 

Stworzyliśmy listę pięciu najchętniej dyskutowanych w social mediach podarków. Są to kolejno: książki ‒ pojawiło się na ich temat 34 proc. wzmianek, następnie zabawki ‒ 30 proc., galanteria i dodatki ‒ 18 proc., kosmetyki pielęgnacyjne ‒ 11 proc. Na ostatniej pozycji plasują się perfumy i wody toaletowe ‒ 7 proc. – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Bartosiewicz, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

IMM przeanalizował 10 kategorii produktów, które przed świętami sprzedają się najlepiej na portalu aukcyjnym Allegro.pl. Badanie objęło ponad 3 tys. wzmianek, z czego ponad 70 proc. pochodziło z forów, a niecałe 30 proc. z blogów. W ciągu jednego przeanalizowanego tygodnia ok. 600 razy poruszano temat prezentów na Facebooku – było to zdecydowanie najbardziej popularne medium. Rzadziej na ten temat rozmawiano wirtualnie na Twitterze, a tylko nieco ponad 100 wzmianek zanotowano na Google Plus.

Święty Mikołaj nie bez powodu ma konto na Facebooku. To zdecydowany lider wśród wszystkich mediów społecznościowych. W każdej kategorii produktów, które analizowaliśmy, Facebook zajmował pierwszą pozycję, jeżeli chodzi o liczbę publikacji, jaka ukazała się na temat danego prezentu – podkreśla Bartosiewicz.

Około połowy wszystkich wzmianek w pięciu głównych kategoriach prezentów odnotowano na Facebooku. O książkach dyskutowano też na Twitterze (29 proc.), o kosmetykach, galanterii i perfumach na forum Netkobiety.pl (odpowiednio 37, 27 i 24 proc.), a o zabawkach na forum Gazeta.pl (31 proc.). W kategorii perfum popularnym źródłem był też specjalistyczny portal Perfuforum.pl (24 proc. wzmianek w tej kategorii).

Przygotowania do świątecznych zakupów w sieci widać już od połowy listopada. Pierwszy szczyt dyskusji o popularnych prezentach zaobserwowano 5 i 6 grudnia. Największe natężenie dyskusji i zakupów przypada na okres od ok. 13 do 21 grudnia.

Rosyjski rynek motoryzacyjny z problemami. Przekładają się one również na sytuację polskich firm

Sprzedaż samochodów w Rosji spada, więc koncerny motoryzacyjne notują niższe obroty, a to z kolei przekłada się na spadek zamówień części. Działająca również na rosyjskim rynku Grupa Boryszew mimo perturbacji nie zamierza na razie rezygnować z produkcji w rosyjskim Dzierżyńsku. Prowadzi też rozmowy z kolejnymi kontrahentami na tym rynku. Dobra koniunktura na rynkach polskim i zachodnich sąsiadów pozwala na optymistyczne prognozy na 2015 rok.

W Rosji obserwujemy dużą dekoniunkturę. Zdecydowanie ani rok 2014, ani aktualne prognozy na 2015 r. nie zbliżają nas do założeń, które legły u podstaw założenia spółki Boryszew Plastic Rus [produkującej plastikowe elementy wyposażenia samochodów – red.] – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Seliga, prezes zarządu Grupy Boryszew. – Volkswagen, dla którego otwieraliśmy zakład produkcyjny, zgadza się na rekompensatę zmniejszonych obrotów.

Na rynku rosyjskim widać dużą ostrożność w kreśleniu planów sprzedaży nowych samochodów. Mimo to firma prowadzi rozmowy z innymi producentami japońskimi i niemieckimi i jak na razie nie planuje zamknięcia zakładu w Dzierżyńsku, w Rosji. Sprzedaż samochodów osobowych w tym kraju spadła o ponad 15 proc. rok do roku.

Jednak gorsza sytuacja popytowo-podażowa za wschodnią granicą nie wpływa w większym stopniu na wyniki całej grupy. Jak wynika ze sprawozdania finansowego, sprzedaż do krajów europejskich spoza UE stanowi 4,26 proc. całkowitych przychodów, a do krajów spoza Europy – zaledwie 3,01 proc. obrotów Boryszewa. W 2015 r. firma zamierza zwiększyć sprzedaż w segmencie motoryzacyjnym o 150 mln zł.

Widzimy na rynku krajowym i zachodnich rynkach ościennych poprawę koniunktury w automotive oraz dobrą koniunkturę w metalach. Stąd bierze się nasz optymizm co do tego, że w przyszłym roku sprzedaż będzie dużo większa – mówi Seliga. – Po październiku i listopadzie widzimy, że jest to dobry kwartał, lepszy niż I i II, ale nie tak dobry, jak III kwartał 2014 r.

W pierwszych trzech kwartałach Grupa Boryszew odnotowała 76,74 mln zł zysku netto, wobec 12,84 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w tym okresie z 3,69 mld zł do 3,83 mld zł. Lepsze wyniki to pochodna wzrostu przychodów w segmencie motoryzacji, aluminium, cynku i ołowiu oraz handlu.

Nakłady inwestycyjne w 2015 roku wyniosą ok. 150 mln zł, czyli pozostaną na podobnym poziomie jak w 2014 roku. Ponadto spółka planuje budowę fabryki w Meksyku za ok. 10 mln zł.

2015 rok to będzie jeden z najlepszych okresów w historii grupy – mówi Szeliga. – W ostatnim czasie poczyniliśmy znaczne kroki w ramach optymalizacji kosztowej. Zakupy grupowe i ich centralizacja przynoszą nam duże oszczędności. Są one szczególnie widoczne przy energii elektrycznej i energii gazowej. W tej ostatniej oszczędności sięgają 2 mln zł.

Wymogi to nie wszystko – Czy MDM jest dla Ciebie dobrym wyborem?

Wkrótce minie rok od rozpoczęcia programu Mieszkanie dla Młodych, a pytań dotyczących jego warunków i przyszłości nie brakuje. Największe wątpliwości dotyczą kryteriów jakie należy spełnić, aby otrzymać dofinansowanie, warunków finansowych oraz tego jak będzie wyglądać przyszłość programu.

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” – a jeżeli ten dom stałby się jeszcze naszą własnością byłoby idealnie. Młodzi ludzie coraz częściej po zakończeniu studiów zamiast wynajmować, decydują się na zakup własnego „M”. Z pomocą przychodzi im państwo i uruchomiony z dniem 1 stycznia 2014 program Mieszkanie dla Młodych. Do tej pory Bank Gospodarstwa Krajowego zaakceptował ponad 12 tysięcy wniosków o udzielenie dofinansowania, co oznacza, że program cieszy się sporym zainteresowaniem. Kredyt, w którym jest dopłata mdm, możemy wziąć w jednym z czternastu banków, które biorą udział w projekcie.

„MDM skierowany jest do osób, które nie ukończyły jeszcze 35 roku życia i chcą w pojedynkę lub z małżonkiem wziąć kredyt na zakup własnego lokum. Jego celem jest dofinansowanie z budżetu państwa wkładu własnego, a także dodatkowego wsparcia w formie spłaty części kredytu. Taką pomoc możemy otrzymać zarówno przy zakupie mieszkania, jak i domku jednorodzinnego, jednak   musza być  spełnione warunki, które przewiduje ustawodawca” – informuje radca prawny Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL.

Dzięki badaniu przeprowadzonemu dla portalu DOPOZNANIA.PL dotyczącemu opinii internautów na temat MDM, dowiadujemy się, że najwięcej z nich narzeka na brak jasnego kompendium tłumaczącego zasady programu oraz brak jasnych i zrozumiałych wyjaśnień dotyczących jego głównych założeń. Świadczy o tym liczba dyskusji o programie, gdzie w ciągu sześciu miesięcy od jego startu wygenerowano ponad 3,5 tysiąca postów. Wśród najczęściej poruszanych kwestii oraz pytań znajdziemy te dotyczące głównych założeń programu, czyli jaki trzeba mieć wkład własny, jakiego rynku dotyczą oferty z MDM, jakie są ograniczenia wiekowe oraz na ile lat możemy wziąć kredyt.

Dopłata MDM – sprawdź czy spełniasz warunki

Aby przystąpić do programu Mieszkanie dla Młodych trzeba spełnić kilka warunków. Pierwszym z nich jest kryterium wieku. Osoba chcąca skorzystać  z dofinansowania nie może mieć ukończonych 35 lat. W przypadku małżeństw decyduje wiek młodszego małżonka.

Drugi warunek dotyczy rynku na którym, można kupić dom lub mieszkanie. Ustawodawca zaznaczył, że dopłata mieszkania dla młodych udzielana jest tylko za kupno lokum na rynku pierwotnym. Oznacza to, że dofinansowanie dotyczy tylko nowych mieszkań oraz domów nabytych od dewelopera lub spółdzielni mieszkaniowej.

Trzeci aspekt, który musimy spełnić to brak posiadania innego mieszkania, także w przeszłości. Dodatkowo minimalny okres, na który możemy wziąć kredyt, to 15 lat, a kredyt musi być zaciągnięty na minimum 50 proc. ceny mieszkania.

Ważny jest również metraż naszego przyszłego lokum. W przypadku mieszkania nie może on przekraczać 75 m2, a dla domu jednorodzinnego 100 m2. Jeżeli jednak posiadamy minimum trójkę dzieci, to wartości te rosną odpowiednio do 85 m2 i 110 m2.

Jak wyliczane są limity cen?

Skomplikowaną kwestią jest limit ceny mieszkania lub domu, które można kupić w ramach programu. Cena ta, nie może przekroczyć limitu określonego dla danej lokalizacji. Przykładowo w Poznaniu możemy kupić mieszkanie, w którym cena za metr kwadratowy nie przekracza 5915,8 zł. Jak wyliczany jest limit?

„Wojewodowie, co kwartał określają wskaźniki przeliczeniowe kosztu budowy 1 m² powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Aby obliczyć limit bierzemy średnią arytmetyczną z dwóch ostatnio ogłoszonych wskaźników i mnożymy przez współczynnik 1,1 zapisany w ustawie. Tak oto otrzymujemy finalną kwotę” – tłumaczy Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL. Limity dzielone są na trzy kategorie: dotyczące miast wojewódzkich, gmin sąsiadujących z tymi miastami oraz pozostałych miejscowości w danym województwie. Aktualne limity znajdziemy na stronie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Na jakie wsparcie finansowe możemy liczyć?

Dopłata mieszkania dla młodych różni się w zależności od tego, kto decyduje się na wzięcie kredytu. W przypadku singli i bezdzietnych małżeństw otrzymamy 10 proc. wartości nabytego mieszkania. Jeśli chodzi o małżeństwa i osoby samotne wychowujące dzieci możemy liczyć na 15 proc. dofinansowania. Jeżeli  osobie korzystającej z programu w ciągu pięciu lat od zakupu mieszkania urodzi się trzecie lub kolejne dziecko, możliwe jest ubieganie się o dodatkowe 5 proc. dopłaty, która ma wtedy charakter jednorazowy. Dobrą wiadomością jest fakt, że już w najbliższym czasie wskaźniki te, mogą zmienić się na  jeszcze bardziej korzystne, dzięki nowelizacji ustawy o MDM, którą przygotowuje Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju.

Nowy MDM – jakie zmiany?

Przygotowywany projekt nowelizacji  ma wejść w życie najszybciej w drugim kwartale 2015 roku. „Celem wprowadzonych zmian ma być umożliwienie większego dostępu programu dla odbiorców o mniejszych dochodach oraz promowanie polityki prorodzinnej państwa.” – dodaje Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL.

I tak, w nowej ustawie zyskać mają wspomniane rodziny wielodzietne. W przypadku małżeństwa z dwójką dzieci kwota dofinansowania zostanie zwiększona z 15 proc. do 20 proc. wartości mieszkania. W przypadku rodzin z trojgiem lub większą liczbą dzieci mnożnik wzrośnie o 15 punktów procentowych z 15 proc. do 30.

Poszerzona ma zostać również kwestia tzw. „dodatkowego kredytobiorcy”. W przypadku braku zdolności kredytowej przez kredytobiorcę będzie istniała możliwość przystąpienia do umowy kredytu innej osoby. Do tej pory do kredytu mogli przystąpić: dzieci, rodzice, rodzeństwo, małżonkowie rodzeństwa, ojczym, macocha lub teściowie nabywcy. Teraz ten zamknięty katalog osób zostanie zniesiony.

Rozwiązana zostanie również kwestia nabywania mieszkań od spółdzielni mieszkaniowych. Nowelizacja ma umożliwić uczestnictwo w programie osobom, które podpisują umowę o budowie lokalu ze spółdzielnią mieszkaniową i na tej podstawie wnoszą wkład budowlany celem uzyskania prawa własności mieszkania. W tej chwili na dofinansowanie można było liczyć tylko w momencie, gdy lokale były gotowe wraz z ceną. Projekt nowelizacji ustawy dostępny jest na stronach  DOPOZNANIA.PL w zakładce „Ważne i na Temat”.