DM BDM: niższe ceny docelowe dla spółek chemicznych

Niższe ceny docelowe, podtrzymane rekomendacje dla polskich spółek chemicznych w najnowszej rekomendacji BDM.

Dom Maklerski BDM S.A opublikował rekomendacje dla spółek chemicznych, gdzie podtrzymuje rekomendację „sprzedaj” dla Grupy Azoty i ZCh Police. Rekomendacja dotycząca akcji ZA Puławy to „akumuluj”.

Cena docelowa Grupy Azoty to 44,7 zł za akcję. Obniżona cena docelowa i rekomendacja „sprzedaj” wynika z negatywnych perspektyw dla biznesu spółki braku perspektyw wzrostu ceny, dodatkowo, jak wskazuje BDM, spółka handlowana jest z wyraźną premią do konkurentów przy znacznie ograniczonym potencjale dywidendowym

Przy marginalizacji roli Acronu w spółce przez MSP, czynnik dalszego zwiększania zaangażowania kapitału rosyjskiego może przestać wspierać kurs akcji. Długoterminowo Grupa Azoty ma ekspozycję na mniej perspektywiczny segment nawozów wieloskładnikowych (ZCh Police). W relacji do cen zbóż w tym obszarze widzimy największe ryzyko obniżki notowań – tłumaczą autorzy rekomendacji.

Jeśli chodzi o Police, to spółkę, oprócz spadku dochodów z nawozów wieloskładnikowych, czekają obowiązkowe wydatki na inwestycje środowiskowe – węzeł oczyszczania spalin, modernizacja linii amoniakalnych. Stąd obniżona cena docelowa do 12,9 zł za akcję.

ZA Puławy natomiast ma lepszą rekomendację – akumuluj – ze względu na handel akcjami z dużym dyskontem do konkurentów, jak i podmiotów tworzących Grupę Azoty. Cena docelowa została jednak obniżona do poziomu 161 zł z poprzedniego 170 zł za akcję.

PBO Anioła sprzedaje działkę w Poznaniu za 7 mln zł

Spółka PBO Anioła dostała ofertę kupna działki w Poznaniu na 7 mln zł od firmy Terra Haus.

Terra Haus złożyła ofertę na kupno działki należącej do spółki budowlano-deweloperskiej PBO Anioła. Teren znajduje się w Poznaniu przy ul. Kurpińskiego oraz ul. Wojciechowskiego. Terra Haus chce zapłacić za grunty ponad 7 mln zł.

Umowa sprzedaży jest warunkowa. Jednym z warunków jest uzyskanie do dnia 16 września 2014 r. zgody nadzorcy sądowego przez spółkę PBO Anioła, która znajduje się w upadłości układowej. Warunkiem jest także uzyskanie zgody na wykreślenie z ksiąg wieczystych tej nieruchomości wszystkich hipotek oraz zgód wierzycieli hipotecznych na wykreślenie z ksiąg wieczystych prowadzonych dla tej nieruchomości.

PBO Anioła ma prawo w terminie do 22 września br. odstąpić od niniejszej umowy, jeżeli w terminie do 15 września wpłynie inna oferta dotycząca omawianej nieruchomości. Dodatkowo do 16 września rada nadzorcza może odmówić wyrażenia zgody na sprzedaż tej nieruchomości.

Rośnie saldo wymiany zagranicznej strefy euro, spada całej Unii

Nadwyżka handlu zagranicznego UE spadła w czerwcu br. do 2,9 mld euro z 8,6 mld euro rok wcześniej.

Nadwyżka handlu międzynarodowego Unii Europejskiej wyniosła w czerwcu 2014 r. 2,9 mld euro, wynika ze wstępnych szacunków Eurostatu. To mniej niż w w czerwcu ub.r., kiedy było to 8,6 mld euro, ale więcej niż w maju, gdy nadwyżka wynosiła 0,5 mld euro.

Wyrównany sezonowo eksport spadł w czerwcu o 0,3 proc. w stosunku do maja. Import o 0,1 proc.

W samej strefie euro saldo wymiany międzynarodowej było 16,8 mld euro na plusie. W tym samym miesiącu ub.r, było to 15,7 mld euro, a w maju br. roku 15,4 mld euro. W czerwcu w porównaniu do maja, wyrównany sezonowo eksport spadł o 0,5 proc., import wzrósł o 0,5 proc.

Spadają przychody Belvédère w Polsce i na świecie

0

Przychody producenta i dystrybutora alkoholi spadają na większości rynków, w tym w Polsce. Ogólnie obroty spadły w zakończonym półroczu o prawie 7 proc.

Notowana na giełdzie Euronext w Paryżu spółka Belvédère zanotowała w I połowie roku spadek obrotów (bez uwzględniania podatku akcyzowego) o 6,9 proc. rdr do poziomu 236,6 miliona euro. (993,3 mln zł wg kursu a dnia 18 sierpnia 2014 r.).

Obroty w Polsce, która jest największym rynkiem grupy, wyniosły 94,2 miliona euro (395,5 mln zł), czyli zmniejszyły się o 6,8 proc. rdr.

Spadek tłumaczy się głównie tym, że rynek skurczył się o 4 proc. w ciągu sześciu pierwszych miesięcy 2014 r., co ma związek z 15-proc. podwyżką podatku akcyzowego od 1 stycznia 2014 r. oraz zintensyfikowaną działalnością promocyjną konkurencji. Zgodnie ze strategią utrzymania marż na produktach, spółka Belvédère nie zdecydowała się na udział w tak intensywnej polityce promocyjnej – tłumaczy spółka w komunikacie. – Tym niemniej, grupa (…) odnotowała ilościowo 14-proc. udział w rynku wódki, przy czym udział jedynie marki Krupnik wyniósł 11 proc. całego rynku.

Polskie mikro- i małe firmy oczekują poprawy swojej sytuacji w drugiej połowie bieżącego roku dzięki większej sprzedaży

Ożywienie popytu ma nastąpić za sprawą dalszych obniżek cen. Przedsiębiorcy planują także nieznacznie zwiększyć zatrudnienie. Dobre półrocze szykuje się również dla eksporterów. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z trzeciego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2014 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Wśród małych przedsiębiorców przeważa optymizm

Wprawdzie blisko połowa przedstawicieli firm przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie w najbliższych 6 miesiącach bez zmian (46,2 proc.), jednak wśród pozostałych przedsiębiorców częściej oczekiwana jest jej poprawa (34,6 proc.) niż pogorszenie (19,2 proc.). Poprawy ogólnej sytuacji oczekują firmy ze wszystkich sektorów gospodarki.

Sprzedaż w górę, ceny w miejscu lub w dół

Ponad połowa przedsiębiorców (59,1 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen swoich produktów i usług. W grupie pozostałych przedsiębiorców, częściej przewiduje się jednak obniżenie poziomu cen (21,8 proc.) niż ich wzrost (19,1 proc.).

Firmy liczą na to, że dzięki niższym cenom uda im się więcej sprzedać. Na rynku krajowym oczekuje tego aż 28,3 proc. z nich. Z kolei spadku sprzedaży spodziewa się 25,6 proc. przedsiębiorców. Najwięcej, bo aż 46,1 proc. respondentów, spodziewa się utrzymania sprzedaży na tym samym poziomie. Znacznie wyższą tendencję wzrostową można zaobserwować wśród eksporterów, spośród których wzrostu sprzedaży spodziewa się 28,3 proc., a spadku tylko 12,5 proc.

Stabilniejsza sytuacja sprzyja wzrostowi zatrudnienia

Blisko połowa przedsiębiorców oczekuje, że sytuacja finansowa ich firm pozostanie bez zmian (45 proc.), natomiast wśród pozostałych niemal w równym stopniu należy oczekiwać jej poprawy, jak i pogorszenia (27,5 proc.).

Stabilność sytuacji finansowej większości firm w połączeniu z optymistycznymi nastawieniami odnośnie przyszłości przekłada się na plany ich właścicieli dotyczące przyjmowania nowych pracowników. Badanie wyraźnie pokazało wzrostową tendencję w tym obszarze – zatrudniać planuje znacznie więcej firm (13,5 proc.) niż zwalniać (8,3 proc.). Najwięcej firm utrzyma jednak poziom zatrudnienia na tym samym poziomie (78,2 proc.).

Nasze maluchy coraz bardziej konkurencyjne

Zdaniem przedsiębiorców, agresywna polityka cenowa ich firm powinna zaowocować nie tylko większą sprzedażą, ale także poprawieniem pozycji wśród konkurencji. Spodziewa się tego 28,7 proc. respondentów. Z kolei pogorszenia pozycji swojej firmy oczekuje 10,9 proc. badanych. Ponad połowa przedsiębiorstw oczekuje utrzymania zajmowanego miejsca wśród konkurentów (60,4 proc.).

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone w czerwcu 2014 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1362 przedstawicieli małych firm (54,5 proc. firm jednoosobowych, 41 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 4,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (62,4 proc.), 11,8 proc. – budowlaną, 5,8 proc. – przemysłowo-produkcyjną, 19,10 proc. – handlową, a ok. 0,9 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Sektor budowlany będzie napędzał wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku

CEO Magazyn Polska

W drugim kwartale 2014 r. Polska gospodarka urosła o 3,2 proc. rok do roku, zgodnie z prognozami ekonomistów. Nie odsuwa to jednak obaw o spowolnienie, ponieważ pierwsze sygnały świadczące o nim pojawiły się dopiero w czerwcu, a dane za kwiecień i maj były jeszcze dobre. W drugiej połowie roku eksport nie będzie już napędzał wzrostu PKB, ale ma zastąpić go w tej roli krajowy sektor budowlany – przewiduje główna ekonomistka Banku Pocztowego.

O ile w drugiej połowie roku tempo wzrostu gospodarczego może wyhamować z powodu niższego tempa wzrostu produkcji przemysłowej, o tyle deską ratunku może być sektor budowlany i produkcja budowlano-montażowa. Widzimy od początku roku dość istotne przyspieszenie w tym sektorze. Wydaje się, że obserwowane ożywienie na rynku budowlanym częściowo jest połączone z pewną poprawą sytuacji na rynku pracy, bo ludzie trochę chętniej sięgają po kredyty i kupują na przykład mieszkania – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego SA.

W czerwcu br. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 8 proc. w ujęciu rocznym, z kolei produkcja przemysłowa jedynie o 1,7 proc. W okresie styczeń-czerwiec 2014 r. produkcja budowlano-montażowa była o 9,8 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy zanotowano spadek o 21,5 proc – wynika z danych GUS. W stosunku do czerwca 2013 r. największy wzrost dotyczył kategorii obiektów inżynierii lądowej i wodnej – 24,7 proc. oraz robót budowlanych specjalistycznych – 14,2 proc.

Przed nami nowa perspektywa unijna, która bez wątpienia wesprze m.in. sektor budowlany. Dość duże środki będą przeznaczone na kolejne projekty, a więc to powinno napędzać inwestycje w dziedzinach takich jak infrastruktura. Wiadomo, że mamy sporo jeszcze do zrobienia – uważa Kurtek.

Ożywienie gospodarcze wciąż nie przekłada się jednak na wzrost cen w przemyśle i budownictwie. W czerwcu wskaźnik cen produkcji sprzedanej był w przemyśle o 1,7 proc. niższy niż rok wcześniej, natomiast ceny w budownictwie spadły o 1,3 proc – wynika z danych GUS. Te statystyki obejmują jednak tylko podmioty zatrudniające powyżej 9 osób, a więc pomijają ważny w polskiej gospodarce sektor małych i mikrofirm, który może być jednym z największych beneficjentów perspektywy finansowej UE 2014-2020.

Dużo środków jest przeznaczonych dla firm, i to nie tylko dużych, lecz przede wszystkim tych małych i średnich, więc można spodziewać się wzrostu inwestycji w kolejnych latach, bo ta perspektywa dopiero będzie się rozkręcać. To powinno mieć pozytywny wpływ na polską gospodarkę – podsumowuje główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Złożono wniosek o ogłoszenie upadłości Polimeksu-Mostostalu

0

Wierzyciel Polimeksu-Mostostalu – Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe A i D Grzegorz złożył wniosek o upadłość notowanej na GPW firmie inżynieryjno-budowlanej.

Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe A i D Grzegorz złożył 7 sierpnia 2014 r. wniosek o ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku Polimeksu-Mostostalu, poinformował zarząd Polimex-Mostostal S.A. 18 sierpnia br.

Spółka zamierza podjąć działania prawne zmierzające w szczególności do umorzenia postępowania o ogłoszenie upadłości – informuje spółka w komunikacie.

To kolejny wniosek o upadłość firmy. W ubiegłym tygodniu spółka podała informację o podobnym wniosku, również złożonym 7 sierpnia, przez firmę Lafarge Cement.

Pod koniec lipca spółka doszła do porozumienia z wierzycielami bankami, m.in. PKO, Pekao, BOŚ Bankiem i BZ WBK. Postanowiono, że długi spółki w wysokości 470 mln zł zostaną zamienione na akcje spółki.

Wzrost przychodów Astarty o 14 proc.

Ukraiński holding rolniczy notuje spadek zysku o 93 proc. ze względu na spadek wartości hrywny. Spółka zaczyna zarabiać na soi.

Astarta, ukraiński producent cukru, zbóż i mleka, zanotował w I półroczu br. 188 mln euro przychodów (789,3 mln zł wg kursu z dnia 18.08.2014). To o 14 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r. Zysk netto spadł natomiast rdr o 93 proc. do poziomu 3,46 mln euro (14,5 mln zł).

Jak tłumaczy spółka w raporcie finansowym, zysk netto spadł głównie z powodu spadku wartości ukraińskiej hrywny w omawianym okresie.

Firma, która jest największym producentem cukru na Ukrainie, zanotowała spadek udziału cukru w przychodach. W I półroczu ub.r. było to 57 proc. teraz o 7 pp. mniej. Jeszcze bardziej spadł udział zbóż – z 28 do 16 proc. Spadek przychodów ze zbóż pomimo wzrostu ilości sprzedanej, Astarta tłumaczy spadkiem cen zbóż na rynkach światowych. Firma zanotowała jednak przychody z nieistniejącego w I poł. 2013 r. segmentu przetwórstwa soi – w minionym półroczu miał on 22-proc. udział w przychodach.

Jeśli chodzi o sytuację na Ukrainie, zarząd Astarty deklaruje, że monitoruje rozwój wydarzeń i stara się podejmować odpowiednie działania w miarę potrzeby.

Dalszy negatywny rozwój sytuacji, w tym rozruchy polityczne, mogą negatywnie wpłynąć na wyniki i pozycję finansową firmy, w nieprzewidywalnym teraz zakresie – podkreśla zarząd Astarty w raporcie finansowym.

Pracodawcy chcą wspierać staże i praktyki wysokiej jakości

Konfederacja Lewiatan podpisała list intencyjny o współpracy na rzecz promocji Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk, realizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami.
Istotnym wyzwaniem rynku pracy jest niedostosowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy. W efekcie mamy do czynienia z sytuacją, w której tysiące młodych ludzi po zakończeniu edukacji ma problem ze znalezieniem pracy, a tysiące przedsiębiorców nie może znaleźć właściwych pracowników.Istotą Programu Polskich Ram Jakości i Praktyk jest wsparcie studentów w rzetelnej edukacji praktycznej, płynnym przechodzeniu na rynek pracy, a w dłuższej perspektywie – ograniczenie bezrobocia wśród młodego pokolenia, wzrost znaczenia polityki wyławiania talentów oraz efektywniejsza współpraca świata biznesu z sektorem edukacji – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Kluczem do osiągnięcia tych celów jest zachęcanie jak największej liczby pracodawców do organizowania praktyk i staży o wysokiej jakości. Dzięki temu pracodawcy zyskają jedno z najskuteczniejszych narzędzi wspomagających procesy rekrutacyjne. Znajdą sposób na przyciągnięcie do organizacji najlepszych kandydatów jako część polityki wyławiania talentów, ograniczą zjawiska niedopasowania kompetencyjnego kandydatów do pracy.

Program Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk opiera się na Znaku Jakości. Jest on przyznawany na podstawie obiektywnego procesu weryfikacji oferowanych przez firmy programów staży i praktyk tym organizacjom, które spełniają normy określone w Polskich Ramach Jakości Staży i Praktyk. Znak Jakości to sygnał dla uczniów, studentów i absolwentów, że uczestnictwo w danym stażu czy praktyce niesie za sobą wymierne korzyści i jest równoznaczne z faktycznym zdobywaniem doświadczenia zawodowego w organizacji, która spełnia szereg wymogów jakościowych. Dla firm, Znak Jakości stanowi wiarygodne potwierdzenie posiadania i utrzymywania najwyższych standardów w zakresie oferowanych młodym ludziom programów praktyk i staży.

Do Programu zaproszeni są wszyscy pracodawcy zainteresowani weryfikacją standardów oferowanych przez nich programów staży i praktyk oraz otrzymaniem Znaku Jakości. Więcej informacji na stronach:

http://stazeipraktyki.pl/
http://pszk.pl/

Konfederacja Lewiatan

Według danych, które opublikował Eurostat Polska jest w pierwszej trójce najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej

W II kwartale br. wzrost PKB był słabszy niż w I kwartale (3,4 proc.) i wyniósł 3,2 proc. – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-KrzysztoszekKomentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Oceniając tempo wzrostu PKB przez pryzmat informacji, które napływały ostatnio z różnych działów gospodarki, np. przemysłu, handlu i sygnalizowały osłabienie, trzeba przyznać, że wzrost gospodarczy w II kwartale był stosunkowo wysoki. Ciągnęły go zapewne stabilny wzrost konsumpcji, ciągle jeszcze inwestycje i eksport netto. Należy też pamiętać, że ten wzrost został osiągnięty przy wyższej bazie w II niż w I kwartale 2013 roku.

Według danych, które opublikował Eurostat jesteśmy w pierwszej trójce najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej. Wyprzedzają nas tylko Węgry (wzrost PKB 3,7 proc.) i Łotwa (3,5 proc.). Dobrze radzi sobie także W.Brytania (3,1 proc.). Natomiast zadyszki dostała gospodarka niemiecka. W II kwartale PKB tego kraju wzrósł w ujęciu rocznym o 1,3 proc., ale w stosunku do poprzedniego kwartału spadł o 0,2 proc. To niepokoi, ponieważ Niemcy są ważni dla naszej gospodarki i naszego eksportu netto, który już od kilku kwartałów wspiera wzrost gospodarczy.

Kolejne dwa kwartały 2014 roku będą słabsze albowiem do rysującej się wstrzemięźliwości w konsumpcji i inwestycjach dołączy niestety spadek dynamiki eksportu, co przy rosnącym imporcie, zmniejszy wkład popytu zewnętrznego do wzrostu PKB.

Mimo to jest szansa, aby w 2014 roku wzrost gospodarczy osiągnął 3 proc. Wszystko będzie zależało jednak od tego jak rozwinie się sytuacja w Rosji. Eskalacja konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na pewno nie będzie sprzyja wzrostowi naszej gospodarki.

Konfederacja Lewiatan

M. Wołos (TMS Brokers): Rosja może stracić na odpływie kapitału 10 proc. PKB

CEO Magazyn Polska

200 mld dolarów może kosztować rosyjską gospodarkę ucieczka kapitału zagranicznego. Choć to równowartość 10 proc. tamtejszego PKB, rosyjski bank centralny i władze przekonują, że nie jest to duży problem. Firmy i konsumenci płacą jednak wysoką cenę za politykę Władimira Putina. Drożeją dobra z importu i kredyty. Pogłębia się też luka w budżecie, dlatego kolejnym ciosem dla gospodarki może być wzrost podatków.

Kapitał ucieka z Rosji, a skala tych zmian jest bardzo znacząca. Chociaż oficjalne dane wskazują na odpływ w pierwszym półroczu około 70-75 mld USD, to w rzeczywistości mówi się o dużo większych sumach. Nawet prezes EBC ocenił, że jest to ponad 200 mld dolarów, które już wycofano bądź które będą wycofane do końca roku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, analityk, członek zarządu TMS Brokers.

Odpływ kapitału w wysokości 200 mld dolarów – jeżeli te szacunki się potwierdzą – stanowiłby blisko 10 proc. rosyjskiego PKB. To oznacza, że drastycznie spadłyby możliwości finansowania prywatnych inwestycji oraz wewnętrznej konsumpcji. Bank centralny Rosji stara się przeciwdziałać ucieczce kapitału i słabnącej walucie, podnosząc stopy procentowe. Jeszcze w lutym 2014 r. podstawowa stopa wynosiła 5,5 proc., a obecnie jest to 8 proc. Mimo tych interwencji na wskutek ucieczki kapitału rubel osłabił się w stosunku do dolara o ok. 10 proc. od początku roku.

Pewnym czynnikiem stabilizującym kurs rosyjskiej waluty są rezerwy banku centralnego, szacowane na blisko 500 mld dolarów. Dalszy odpływ kapitału i polityka stabilizowania rubla będzie jednak drenować zasób zagranicznych aktywów.

Spore znaczenie dla rynków oraz tego, jak się zachowują kursy walut, ma właśnie odpływ kapitału z Rosji. Bo kiedy kapitał ucieka z Rosji, inwestorzy nabywają dolary, pozbywają się euro i innych walut. Te przesunięcia widzimy na rynku. Od pewnego czasu umacnia się dolar, co świadczy o tym, że do stref dolarowych ten kapitał płynie – wskazuje analityk i członek zarządu TMS Brokers.

Siłę amerykańskiej waluty widać także w relacji do euro, które jeszcze na początku maja było warte około 1,4 USD. Obecnie kurs EUR/USD waha się w przedziale 1,33-1,34, czemu sprzyja także polityka banków centralnych, czyli EBC i Fed, oraz szybszy prognozowany wzrost za oceanem. Inwestorzy chętniej lokują pieniądze w USA, ponieważ rentowności 10-letnich obligacji skarbowych są tam niemal 2 razy wyższe w porównaniu z niemieckimi, choć są one postrzegane jako równie bezpieczne.

Wprowadzenie sankcji na rosyjskie firmy i banki, a także możliwość ich zaostrzenia, powoduje, że przesuwają one wolne środki na inne rynki, zwłaszcza w państwach, z którymi Rosja ma dobre relacje i które nie przyłączyły się do sankcji. Marek Wołos uważa, że majętni Rosjanie raczej nie przeniosą swoich oszczędności na rodzimy rynek, gdyż nie ufają polityce własnego rządu i prezydenta. Część z nich może jeszcze pamiętać skutki bankructwa kraju i paniki finansowej w 1998 r., ponadto w Rosji wciąż utrzymuje się relatywnie wysoka inflacja.

Część z tych pieniędzy rzeczywiście popłynie do Azji i Chin chociażby z tego powodu, że europejski system bankowy na transakcje z Rosją został zablokowany. Wiemy jednak, że Rosja dla Rosjan nie jest bezpiecznym krajem, więc oni zawsze będą szukali ujścia dla swoich pieniędzy gdzieś na świecie – podsumowuje Marek Wołos.

Mennica zanotowała 2-krotny spadek zysku rdr.

0

Spadają przychody i zysk Mennicy Polskiej.

Mennica Polska zanotowała po I półroczu 2014 r. 435,9 mln zł przychodów, to o 7,8 proc. mniej niż w tym samym okresie zeszłego roku.

Zysk netto spadł ponad dwukrotnie – z 56,7 mln zł na 25,8 mln na koniec czerwca br.

Spadki wynikają częściowo ze spadku o niemal 80 proc. przychodów finansowych, które były wysokie w II kw. ub.r.

Global Cosmed: Zysk netto wyższy o 30 proc. r/r

0

Global Cosmed poprawia sprzedaż za granicę, rosną przychody i zysk.

Global Cosmed, radomski producent kosmetyków i wyrobów chemii gospodarczej, zanotował w I poł. roku przychody w wysokości 76,3 mln zł. To więcej rdr o niecały 1 proc. Zysk netto wzrósł o ponad 30 proc. do poziomu 4,1 mln zł, wynika z raportu finansowego spółki.

46,3 proc. przychodów spółki pochodzi ze sprzedaży za granicą. To poprawa relacji pochodzenia przychodów w stosunku do I półrocza zeszłego roku, kiedy przychody z zagranicy stanowiły 33,2 proc.

MSP: Prywatyzacja Szczawnicy zakończona. Uzdrowisko w Szczawnicy sprzedane na rzecz Thermaleo

0

Uzdrowisko w Szczawnicy sprzedane na rzecz Thermaleo

Minister Skarbu Państwa poinformowało, że 12 sierpnia 2014 r. została podpisana umowa sprzedaży ostatnich posiadanych przez Skarb Państwa akcji w spółce Przedsiębiorstwo Uzdrowisko Szczawnica S.A. Udziały zostały sprzedane firmie Thermaleo sp. z o.o.

Umowa sprzedaży dotyczy 41 845 akcji, stanowiących 3,8 proc. kapitału zakładowego uzdrowiska.

DM Citi Handlowy: Ceny węgla nie wzrosną w najbliższym czasie. Powodem wysokie zapasy i inwestycje w OZE

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Gospodarki otrzymało plan restrukturyzacyjny Kompanii Węglowej, który opracował nowy prezes Mirosław Taras. Największy producent węgla w Europie przegrywa z węglem importowanym, przez co znalazł się na skraju bankructwa. Analityk DM Citi Handlowy nie spodziewa się jednak w krótkim terminie zmiany koniunktury na rynku węgla, któremu szkodzą także unijne regulacje dotyczące emisji dwutlenku węgla.

Nic nie zapowiada, żeby ceny węgla miały teraz rosnąć. Mamy dużą nadpodaż węgla, co powoduje, że presję na ceny. W tej chwili węgiel w Polsce jest droższy niż za granicą. Wynika to z kurczącego się popytu na węgiel, to efekt zmian w systemie energetycznym. Nowe moce, głównie OZE, wypierają elektrownie węglowe, co wpływa na to, że konsumpcja nie rośnie tak szybko, by zrównoważyć wypieranie tych mocy węglowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Dzięciołowski, analityk sektora energetycznego DM Citi Handlowy.

Zaktualizowana strategia Tauronu zakłada spadek udziału mocy węglowych w całkowitym bilansie z obecnych 92 proc. do 74 proc. w 2023 roku. Za 1/4 mocy mają odpowiadać nowoczesne, wysokosprawne bloki węglowe. Z kolei udział OZE wyniesie około 26 proc. – wynika z informacji ze strony spółki. Według Tauronu wysokie inwestycje w technologie niskoemisyjne to skutek regulacji UE dotyczących dwutlenku węgla. Polityka klimatyczna jest kolejnym wyzwaniem dla polskiego górnictwa, obok jego strukturalnych słabości, jak wysokie koszty produkcji w relacji do wydajności.

Polskie górnictwo próbowało wybrnąć z problemu zwiększonymi wolumenami, które miały rozwadniać koszty stałe. To do końca nie mogło się spiąć, ponieważ nie jesteśmy w stanie przepalić tego węgla, a nie do końca nadaje się on do eksportu. Dlatego musimy zmniejszać produkcję, zwiększając koszty jednostkowe, mimo obniżek cen – mówi Dzięciołowski.

Na początku sierpnia będąca na krawędzi bankructwa Kompania Węglowa wysłała program restrukturyzacji do Ministerstwa Gospodarki. Według medialnych doniesień, nie ma w nim jednak likwidacji ani jednej z nierentownych kopalń. Równocześnie rząd pracuje nad sposobami, które miałyby ograniczyć import tańszego węgla, zwłaszcza z Rosji.

Jeżeli ceny węgla ewentualnie się odbiją, to głównie zarobią na tym jednostki ze stałymi kosztami produkcji, czyli jednostki produkujące węgiel brunatny. Z racji tego, że cena węgla przełoży się na wyższą cenę energii, a im koszty nie wzrosną. Powinien na tym zarobić trochę również Tauron, który ma dwie własne kopalnie – Janina i Sobieski – wskazuje analityk DM Citi Handlowego.

Pojawiają się także pogłoski na rynku, że państwo może wywrzeć presję na podległe SP firmy energetyczne, by te podzieliły się marżą z Kompanią Węglową. Zdaniem Dzięciołowskiego z punktu widzenia kopalni oraz energetyki lepszym rozwiązaniem byłby wzrost cen węgla. Ceny w kraju są jednak uzależnione od cen międzynarodowych obowiązujących portach w ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia), a polskie górnictwo jest zbyt małe, by wpłynąć na ceny światowe.

Wyższe ceny węgla są dobre dla polskiej energetyki w dłuższym okresie. W krótkim okresie mogą być różne wahania, tzn. cena energii powinna odpowiadać na ceny węgla, ale jeżeli ktoś nagle każe zapłacić złotówkę za gigadżul więcej, to być może spowoduje to krótkoterminowy spadek marż. Wydaje mi się jednak że długoterminowo wyższe ceny węgla byłyby lepsze, bo przeniesione zostałyby na ceny energii – podsumowuje Piotr Dzięciołowski.

Fabryka Toyoty w Wałbrzychu zatrudni jeszcze 350 osób do produkcji nowego silnika do Aygo

CEO Magazyn Polska

123 mln zł kosztowało dostosowanie fabryki Toyoty w Wałbrzychu do produkcji zmodernizowanego silnika do modelu Aygo. Do końca października władze fabryki zamierzają zwiększyć zatrudnienie o około 350 osób. Jak podkreśla prezes Toyota Motor Poland, nową propozycja w segmencie A cieszy się dużą popularnością wśród klientów, nie tylko ze względu na oszczędny silnik, lecz także możliwości personalizacji.

Na potrzeby produkcji nowego silnika zmodyfikowano podstawowe linie produkcyjne w hali silników, kuźni i odlewni. Uruchomiono także zupełnie nową linię produkcji wałka rozrządu. Koszt inwestycji wyniósł 123 mln zł. Do produkcji jednostki napędowej potrzebne będą nowe ręce do pracy. Zostanie uruchomiona trzecia zmiana, w związku z czym do końca października planowane jest zwiększenie zatrudnienia o około 350 osób.

– W odróżnieniu od poprzednich modernizacji ten projekt był realizowany z minimalnym wsparciem ze strony centrali w Japonii – wyjaśnia Dariusz Mikołajczak, wiceprezes ds. korporacyjnych Toyota Motor Manufacturing Poland. – Tym razem to pracownicy Toyoty w Wałbrzychu wraz ze wsparciem kolegów z Toyota Motor Europe zaprojektowali i przygotowali cały proces produkcyjny: od momentu planowania, aż do uruchomienia całej linii. 

Na nowej linii produkcyjnej montowany jest zmodernizowany trzycylindrowy silnik o pojemności jednego litra. Jednostka w wałbrzyskim zakładzie powstaje od 2005 roku. Jej nowa wersja Eco charakteryzuje się niskim zużyciem paliwa (3,8 l na 100 km) oraz niewielką emisją dwutlenku węgla (88 g na km).

– Uzyskanie tak dobrych osiągów było możliwe dzięki zwiększeniu współczynnika kompresji, zoptymalizowaniu rozrządu oraz zastosowaniu układu recyrkulacji spalin EGR – mówi Dariusz Mikołajczak. – Silnik dostarczany jest do Toyota Peugeot Citroën Automobile w Czechach, producenta Toyoty Aygo, Citroëna C1 i Peugeota 108 oraz Toyoty Yaris wytwarzanej w Toyota Motor Manufacturing France.

Model Aygo, w którym między innymi montowany jest nowy silnik, trafił do sprzedaży w czerwcu. Jak podkreśla Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland, w ciągu dwóch miesięcy sprzedało się 300 egzemplarzy. Klientom podoba się nie tylko niskie spalanie, lecz także możliwość personalizacji auta. Pozwala on dostosować dany egzemplarz do preferencji i gustu właściciela.

Nowe Aygo zaprojektowano tak, by można było wymieniać w nim poszczególne elementy stylistyczne, których jest aż 22. – mówi Jacek Pawlak. –Można je samodzielnie zakładać i zdejmować. Elementy dostępne są w różnych kolorach, można je też lakierować, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by rano pojechać do pracy samochodem biało-czerwonym, a wrócić na przykład czarno-białym czy pomarańczowo-srebrnym.

Za system personalizacji auta nie jest pobierana dodatkowa opłata. Możliwość lakierowania poszczególnych elementów pozwala utrzymać atrakcyjność samochodu podczas eksploatacji, co zwiększa jego wartość przy późniejszej odsprzedaży.

Możliwość personalizacji jest dla właścicieli aut coraz ważniejsza. Zdaniem Jacka Pawlaka może to być coraz wyraźniejszy trend w motoryzacji.

Jeżeli możemy sobie zmieniać, personalizować auto, na przykład w barwach ulubionego klubu piłkarskiego czy też dopasowywać do elementów garderoby, całkowicie za darmo, to może być przyszłość motoryzacji, klienci bardzo chętnie będą wybierać takie samochody – podkreśla prezes Toyota Motor Poland.

Dużo lepsze wyniki finansowe Polskiego Radia, niż planowano

0

CEO Magazyn Polska

Pierwsze półrocze dla Polskiego Radia było lepsze, niż prognozowano. Rosną wpływy z abonamentu – w całym roku mogą być blisko o 100 mln zł wyższe, z czego do PR trafi 6 mln zł. Nie zawodzą również reklamodawcy. Wyższe wpływy ma również zapewnić podwyżka cen reklam emitowanych na antenach.  

Pierwsza połowa roku, którą już zbilansowaliśmy, jest dobrym okresem dla Polskiego Radia. Wyniki finansowe są wyższe, niż planowaliśmy. Płynność spółki jest również zachowana, co dobrze wróży na drugą połowę roku. Powinniśmy ten rok zakończyć w dobrej kondycji, zbliżonej do ubiegłorocznej – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Siezieniewski, prezes zarządu Polskiego Radia.

Przez ostatnie lata sytuacja finansowa Polskiego Radia jest nieustannie się poprawia. Ubiegły rok spółka zamknęła z 14 mln zł zysku i był to jeden z najlepszych wyników w historii. Dla porównania w 2012 roku zysk wyniósł 3,45 mln zł, ale 2011 rok zakończył się na minusie (strata 8,4 mln zł).

Z jednej strony świadczy to dobrze o dyscyplinie finansowej i zwiększonych nieco wpływach z abonamentu. Bardzo nas to cieszy, bo po okresie kryzysu w obszarze abonamentowym sytuacja uległa poprawie, chociaż doraźnie, a nie systemowo – ocenia Siezieniewski.

Wedle prognoz na 2014 rok wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego miały sięgnąć 650 mln zł (w 2013 roku wyniosły 630 mln). Dane Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z pierwszej połowy roku świadczą, że wpływy w ciągu roku będą wyższe i wyniosą 750 mln zł. Polskie Radio ma otrzymać 6 mln nadwyżki z tego tytułu, dodatkowo 17 lokalnych rozgłośni radiowych dostanie po 235 tys. zł. Choć opłaty abonamentowe rosną, to większość pochodzi z egzekucji zaległości. Metodą na poprawę skuteczności ściągalności może być zaproponowane przez resort gospodarki rozwiązanie, aby zalegający z opłatą abonamentu trafiali na czarną listę dłużników. Dane KRRiT wskazują, że blisko trzy miliony rodzin ma z tego tytułu zadłużenie o łącznej wysokości 2 mld zł.

Na sytuację finansową Polskiego Radia duży wpływ mają również przychody z reklam i sponsoringu. Agencja Reklamy PR w ubiegłym roku osiągnęła wpływy w wysokości 55 mln zł, to wynik gorszy od osiągniętego w dwóch poprzednich latach (w 2011 – 60 mln, a w 2012 – blisko 64 mln zł).

Ten rok również i pod tym względem jest dobry. Zamknęliśmy pierwsze półrocze wynikiem znacznie lepszym, niż planowaliśmy. Mówimy tutaj o kwotach o kilka milionów wyższych niż planowane, co w sumie składa się na ten pozytywny wynik tegoroczny – podkreśla Andrzej Siezieniewski.

Na wyższe przychody z reklam ma także wpływ podwyżka cennika z lipca tego roku. Reklamodawcy zapłacą o ok. 5 proc. więcej w dni powszednie i 3 proc. w weekendy.

J. Wancer (BGŻ): Druga połowa 2014 r. będzie znacznie trudniejsza dla banków

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka jest w gronie tych, które najbardziej ucierpią na rosyjskim embargu na dostawy żywności z UE. Producenci owoców czy mięsa już ponoszą straty, dlatego rynek obawia się, że przestaną spłacać kredyty. Bank BGŻ, który specjalizuje się w finansowaniu rolnictwa i sektora spożywczego, nie spodziewa się silnego spadku wyników, druga połowa roku będzie jednak trudniejsza niż pierwsza.

Druga połowa roku jest pod znakiem zapytania dla sektora bankowego ze względu na wydarzenie ekonomiczne, polityczne i sankcje rosyjskie, które dotykają bardzo również naszych klientów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Józef Wancer, prezes zarządu Banku BGŻ.

Ze względu na profil swojej działalności BGŻ jest szczególnie narażony na konsekwencje embarga, jakie Rosja nałożyła na produkty żywnościowe z UE. Józef Wancer zapowiada, że BGŻ będzie pracował wspólnie ze swoimi klientami nad optymalnymi rozwiązaniami, jeśli pojawią się problemy ze spłatą zobowiązań wobec banku.

Jaki to będzie miało wpływ, trudno jeszcze powiedzieć, bo to są dopiero początki. Opierając się na wydarzeniach sprzed kilku lat, kiedy również był kryzys, mogę powiedzieć, że BGŻ wtedy i dzisiaj po prostu wspiera swoich klientów i w trudnych momentach nie odwraca się od nich – mówi Józef Wancer.

Prezes BGŻ nie spodziewa się, by rosyjskie embargo silnie wpłynęło na wyniki banku w drugim półroczu.

Dodatkowym negatywnym czynnikiem dla sektora bankowego jest możliwość obniżki stóp procentowych przez RPP we wrześniu lub w październiku. Wstępny szacunek wzrostu PKB za II kwartał 2014 r. nie zmniejsza prawdopodobieństwa cięcia stóp procentowych. Choć wzrost gospodarczy w ujęciu rok do roku był zgodny z prognozami analityków (3,2 proc.), to wyrównany sezonowo w relacji do I kwartału wyniósł tylko 0,6 proc., najmniej od I kwartału 2013 r. Ponadto w lipcu br. po raz pierwszy w najnowszej historii Polski miał miejsce spadek cen o 0,2 proc. rok do roku, co zwiększa szanse na poluzowanie polityki pieniężnej.

Jeżeli RPP obetnie stopy procentowe, oczywiście wpłynie to na wyniki całego sektora bankowego, w tym również na wyniki BGŻ. Cały sektor bankowy będzie musiał zaadresować ten temat i nie wiem jeszcze dokładnie, w jaki sposób banki to zrobią, bo to zależy od struktury bilansowej każdego banku. Uważam, że druga połowa roku będzie dużo trudniejsza niż pierwsza, co nie oznacza, że będzie duży spadek dochodowości lub zysku całego sektora bankowego – twierdzi Wancer.

W trudniejszym otoczeniu ekonomicznym Bank BGŻ planuje trzymać się kluczowych usług i produktów, dbając o wzrost wolumenów udzielanych kredytów oraz wzrost klientów. Zdaniem Wancera celem banku jest wzrost zrównoważony, który nie będzie zwiększał ryzyka w portfelu kredytowym.

Zwracamy również uwagę na stronę niszową naszej działalności, czyli na naszych klientów rolników i całą branżę spożywczą. Niewątpliwie współpraca z różnymi organizacjami unijnymi czy z BGK będzie bardzo ważnym bodźcem dla naszego rozwoju – ocenia prezes BGŻ.

Pierwsze 6 miesięcy 2014 r. było w jego ocenie bardzo udane, ponieważ udało się poprawić zysk netto o 31,5 proc. w ujęciu rocznym. Wynik odsetkowy w tym samym okresie wzrósł o 14,2 proc., z kolei wynik prowizyjny zwiększył się o 15,7 proc.

Bank BGŻ jest w czołówce banków pod względem dynamiki rozwoju. Opublikowano niedawno wyniki siedmiu banków giełdowych i czytając je, byłem bardzo mile zaskoczony, że znajdujemy się w tej grupie. Nasze wzrosty są takie same, albo i bardzo często przekraczają średnie dla tych siedmiu notowanych instytucji – wskazuje prezes BGŻ.

Grupa Azoty: Wyniki za 2014 r. będą na poziomie ubiegłorocznych. Priorytetem rozwój organiczny i przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Azoty prowadzi rozmowy z bankami, które mają współfinansować program inwestycji o wartości 7 mld zł. Kolejnym priorytetem w strategii spółki do 2020 r. są przejęcia. Grupa wytypowała już 10 potencjalnych podmiotów do akwizycji. Azoty spodziewają się utrzymania wyników za 2014 r. na poziomie ubiegłego roku. To efekt dobrego drugiego kwartału  zysk netto grupy był niemal 40 proc. wyższy, niż prognozowali analitycy. 

Zaktualizowania strategia rozwoju Grupy Azoty na lata 2013-2020 zakłada m.in. zwiększanie skali działalności poprzez rozwój wewnętrzny, alianse, fuzje i akwizycje, zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju. Jeden z liderów rynku nawozów w UE pracuje także nad pogłębieniem integracji podmiotów Grupy oraz zmniejszeniem wrażliwości na zmiany kosztów energii oraz gazu ziemnego. W ramach rozwoju organicznego Azoty zdefiniowały 68 projektów inwestycyjnych, na które planowany budżet wynosi 7 mld zł w okresie ponad 6 lat.

Część z tych projektów jest już po decyzjach korporacyjnych i są one znane opinii publicznej i rynkowi. Wdrażanie już rozpoczęliśmy, ale część jeszcze jest w fazie koncepcyjnej. Na pewno zamierzamy to finansować w pierwszym etapie kredytem bankowym. Rozpoczęliśmy już konsultacje i w najbliższym czasie będziemy wchodzić w decydującą fazę rozmów z bankami – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Skolmowski, wiceprezes zarządu Grupy Azoty.

Producent nawozów i chemikaliów od dłuższego czasu rozgląda się za możliwościami przejęć, które wynikają m.in. z procesów prywatyzacyjnych w Europie.

Ze sporej liczby podmiotów potencjalnie możliwych do przejęcia wyselekcjonowaliśmy około dziesięciu, którym będziemy się na bieżąco przyglądać i które będą poddane szczegółowej analizie. Wszystkie projekty inwestycyjne są związane z naszą korową działalnością. Tutaj nie wykraczamy poza to, co do tej pory robiliśmy – wskazuje Andrzej Skolmowski.

Dzięki przejęciu kontroli nad spółką African Investment Group SA Grupa Azoty Police jako pierwsza z branży chemicznej zyskała dostęp do własnych surowców – fosforytów. Ma to przynieść w tym roku oszczędności na poziomie ok. 30 mln zł.

Projekt w Senegalu jest dwuetapowy. Oczywiście w pierwszej fazie to jest projekt wydobywczy realizowany zgodnie z harmonogramem, fosforyty płyną już do Polic. Natomiast analizujemy inne, potencjalne miejsca wydobywcze. Analizujemy, rozważamy wybudowanie wytwórni kwasu fosforowego na miejscu – mówi Skolmowski.

W II kwartale 2014 r. Grupa Azoty odnotowała 72,7 mln zł zysku netto, o 38,6 proc. więcej niż wynosiła średnia z prognoz analityków ankietowanych przez PAP. Wynik netto był jednak o 71,3 proc. niższy niż w II kwartale 2013 r.

Jesteśmy po pierwszym półroczu, ceny mamy niższe w podstawowych segmentach zarówno nawozów wieloskładnikowych, jak i nawozów azotowych. Spadek zarówno cen amoniaku, jak i mocznika jest w okolicach 13 proc. Najwyższy, jaki zanotowaliśmy, to 29-proc. spadek cen siarczanu amonu, który jest koproduktem w produkcji kaprolaktamu. Przewidujemy, że mimo wszystko drugie półrocze to będzie okres stabilny – ocenia wiceprezes Grupy Azoty. – Niewątpliwie segmentem, który decyduje o wynikach całej grupy zarówno od strony przychodowej, jak i wyników operacyjnych, jest segment nawozowy, szczególnie obszar nawozów saletrzanych azotowych. I to on będzie miał znaczący wpływ na to, jak zakończymy rok 2014.

FOR: MEN mógł naruszyć Prawo zamówień publicznych podczas prac nad rządowym podręcznikiem. Resort odpiera zarzuty

0

CEO Magazyn Polska

Rządowy podręcznik do klas pierwszych mógł powstać z naruszeniem Prawa zamówień publicznych oraz dobrych praktyk dotyczących finansów publicznych – oceniają eksperci Fundacji FOR. Podzielenie zamówienia na części, co obniżyło kwotę pojedynczego kontraktu poniżej progu wymagającego stosowania ustawy, to nadużycie – podkreśla ekspert ds. zamówień publicznych Łukasz Czaban. Ministerstwo Edukacji Narodowej odrzuca zarzuty i podkreśla, że działało na podstawie obowiązującego prawa.

Jeżeli jest to zamówienie publiczne – a definicja legalna tego pojęcia określona w ustawie PZP potwierdza, że jest to bezsporne – to jego udzielenie winno być poprzedzone stosowaniem ustawy Prawo zamówień publicznych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Czaban, ekspert APEXnet. – Zamawiający nie może dzielić zamówienia w celu uniknięcia stosowania przepisów ustawy, a w tym przypadku moglibyśmy zamawianie każdej części z osobna właśnie tak zinterpretować.

Zawarte w art. 2 pkt 13 ustawy trzy warunki decydujące o tym, czy mamy do czynienia z zamówieniem publicznym zostały spełnione, więc jego udzielenie należało poprzedzić stosowaniem ustawy. Doszło tu bowiem do zawarcia umowy odpłatnej pomiędzy zamawiającym a wykonawcą, której przedmiotem jest usługa. Zdaniem Czabana udzielenie zamówienia powinno być poprzedzone postępowaniem w jednym z ośmiu przewidzianych w ustawie trybów , takich jak m.in. przetarg nieograniczony czy ograniczony, a być może nawet – przy wykazaniu ustawowych przesłanek – tryb z wolnej ręki.

Wyjątkiem od tego jest przypadek, kiedy wartość zamówienia jest odpowiednio niska. Od 16 kwietnia br. ustawa PZP ma zastosowanie od kwoty 30 tys. euro (ok. 125 tys. zł). Jak jednak wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju, przygotowanego na podstawie danych uzyskanych z MEN, tekst podręcznika w zakresie edukacji matematycznej dla części 2-4 podręcznika został podzielony na osobne zamówienia obejmujące kolejne części. Wartość każdego z nich była niższa niż ustawowy próg.

Jest to nadużycie i absolutnie nie korzysta z jakiejkolwiek obrony. Stanowi o tym art. 32 ust. 2 ustawy Prawo zamówień publicznych, który mówi, że zamawiający nie może w celu uniknięcia stosowania przepisów dzielić zamówienia na części lub zaniżać jego wartości – podkreśla Czaban.

Zaznacza, że zgodnie z opinią prawną Urzędu Zamówień Publicznych istnieją trzy kryteria, według których zamówienie powinno być traktowane jako całość. Jest tak wtedy, gdy zamówienia dotyczą tego samego przedmiotu – a części tego samego podręcznika należy uznać za ten sam przedmiot – oraz wystąpi przy tym tożsamość czasowa i wykonawcza. Czaban zauważa, że wszystkie trzy warunki zostały w tym przypadku spełnione.

– W takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z jednym zamówieniem. Realizowanie go w takim razie w odrębnych postępowaniach, po to, żeby zejść tylko poniżej progu, który obligował zamawiającego do stosowania ustawy, byłoby naruszeniem przepisów – mówi ekspert.

Zgodnie z opinią FOR-u takie naruszenie PZP jest podstawą do unieważnienia kontraktu z autorkami podręcznika Marią Lorek i Barbarą Ochmańską. Każde z zamówień było warte ok. 45 tys. zł (poniżej progu 30 tys. euro), natomiast w rzeczywistości cały czteroczęściowy podręcznik to ponad 180 tys. zł netto. MEN podkreśla, że zamówienie zostało udzielone w trzech częściach (na opracowanie części tekstu autorskiego, na opracowanie części przyrodniczej i części matematycznej), ale broni się przed zarzutami o naruszenie ustawy PZP.

– Na dzień 16.06.2014 r wartość zamówienia na usługę opracowania autorskiego tekstu w zakresie edukacji matematycznej stanowi kwota uprawniająca do zastosowania art. 4 pkt 8 ustawy Prawo zamówień publicznych [czyli poniżej maksymalnej kwoty, do której nie trzeba stosować ustawy red.] – zapewnia w komentarzu przesłanym drogą e-mailową do Newserii Biznes Joanna Dębek, rzeczniczka prasowa MEN.

Analiza FOR-u wykazała także, że MEN rozpoczął przygotowania do opracowania rządowego podręcznika nie tylko zanim odpowiednia ustawa została przyjęta przez Sejm, lecz nawet zanim zaczęły się nad nią prace.

– To w kontekście dobrych praktyk oraz przepisów Ustawy o finansach publicznych, mogłoby budzić pewne wątpliwości, głównie jeżeli chodzi o celowość wydatku publicznego, natomiast z punktu widzenia samego Prawa zamówień publicznych wszczęcie takiej procedury przed uchwaleniem przez Sejm stosownej ustawy nie byłoby naruszeniem jej przepisów – ocenia Łukasz Czaban.

Joanna Dębek podkreśla jednak, że zlecenie opracowania koncepcji materiałów metodycznych związanych z rządowym podręcznikiem nie wymagało uchwalenia nowej ustawy. Podstawą do tego było rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 19 listopada 2009 r. w sprawie placówek doskonalenia nauczycieli. Dalsze działania były podejmowane już na podstawie znowelizowanej w lutym ustawy.

Ceny mieszkań w modnych kurortach zdecydowanie wyższe niż w stolicy

0

CEO Magazyn Polska

Nieruchomość w popularnej turystycznej miejscowości to spory wydatek. Za metr kwadratowy apartamentu w Juracie trzeba zapłacić średnio ponad 15 tys. zł, czyli prawie dwa razy więcej niż w Warszawie. Wyższe ceny niż w stolicy są również m.in. w Krynicy Morskiej czy Sopocie. Taka nieruchomość może jednak przynosić właścicielowi spore zyski z wynajmu.

Ceny nieruchomości w kurortach wakacyjnych, czyli nad morzem i w górach, są relatywnie wysokie. Często są wyższe niż w dużych miastach, jak Kraków czy Warszawa. Przykładem może być Jurata. Tam średnio za metr kwadratowy mieszkania, a w zasadzie apartamentu, trzeba zapłacić około 15 000 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Drogomirecki, ekspert serwisu nieruchomości Domy.pl.

Jak dodaje, średnia cena ofertowa w Juracie jest blisko dwa razy wyższa niż wynosi średnia za metr kwadratowy używanego mieszkania w Warszawie (8 292 zł) i ponad trzy razy wyższa niż w Lublinie (4 809 zł).

W innych miejscowościach nadmorskich, np. w Międzyzdrojach czy w Sopocie, ceny są również bardzo wysokie i oscylują w granicach 7-12 tys. zł za metr kwadratowy. Są to apartamenty przeznaczone stricte pod kątem wypoczynku wakacyjnego – dodaje Drogomirecki.

Wyższe niż w Warszawie i Krakowie są ceny lokali w Krynicy Morskiej i Helu. W tych miejscowościach średnie stawki, jakich oczekują sprzedający, wynoszą odpowiednio 9 389 zł i 9 021 zł za metr.

Wysokie ceny są również w górskich kurortach. W Zakopanem zdecydowana większość domów oferowana jest na sprzedaż za więcej niż 1 mln zł (średnia wynosi 1,6 mln zł). Podobnie jest w Szklarskiej Porębie oraz w Bukowinie Tatrzańskiej, nieco taniej w Karpaczu (800 tys. zł).

Na cenę nieruchomości w kurortach zdecydowanie większy wpływ ma lokalizacja, np. bliskość atrakcji czy popularnych szlaków turystycznych, niż np. stan lub powierzchnia obiektów. W większości ogłoszeń dotyczących sprzedaży domów jednorodzinnych w górskich miejscowościach podkreśla się komercyjny potencjał oferowanych obiektów, czyli perspektywę zysku z późniejszego wynajmu. Między innymi dlatego według Marcina Drogomireckiego ceny nieruchomości w miejscowościach atrakcyjnych turystycznie raczej będą szły w górę.

Popyt na tego typu nieruchomości będzie rósł w miarę bogacenia się naszego społeczeństwa. Konkretne miejsca, które na pewno będą cały czas cieszyły się zainteresowaniem zamożniejszych klientów, to przede wszystkim: Sopot, Jurata, Międzyzdroje, a także Zakopane. Również inne podobne miejscowości, o zbliżonym charakterze, jak Karpacz czy Krynica Górska, będą w cenie – wymienia ekspert.

Jak zaznacza, przy analizie cen mieszkań w miejscowościach nadmorskich, żyjących głównie z turystyki, trzeba pamiętać, że na wysokość stawek istotny wpływ mają oferty z najwyższej półki. Są to najczęściej nowoczesne apartamentowce budowane z myślą nie o lokalnych nabywcach, lecz przede wszystkim o zamożnych mieszkańcach z całego kraju i zza granicy.

Często taki zakup to spełnienie marzeń osób, które stać na taką nieruchomość. Z drugiej strony może być atrakcyjny jako lokata kapitału lub też źródło zysków z wynajmu tej nieruchomości. Apartament nad morzem czy w górach może przynosić wymierny dochód – podkreśla Drogomirecki.

Tylko 30 proc. Polek po 55. roku życia pracuje zawodowo

CEO Magazyn Polska

Tylko jedna trzecia Polek po ukończeniu 55. roku życia kontynuuje karierę zawodową. Zdaniem psychologów winę za tę sytuację ponosi przede wszystkim stereotypowe postrzeganie kobiet w tym wieku przez polskie społeczeństwo. Dla większości ludzi starsza kobieta to osoba bierna, niechcąca się rozwijać zawodowo, marząca o szybkiej emeryturze i opiekowaniu się wnukami.

W Polsce stale zwiększa się populacja kobiet i mężczyzn powyżej 50. roku życia, wskaźnik zatrudnienia w tej grupie wiekowej pozostaje jednak niski. Dotyczy to zwłaszcza kobiet. Z danych Eurostatu wynika, że w trzecim kwartale 2013 roku pracowało 52,4 proc. mężczyzn w wieku 55-64 lat i tylko 31,5 proc. kobiet.

Życie zawodowe kobiet po pięćdziesiątce wygląda zupełnie inaczej niż naszych mam i babć. Teraz są one czynne zawodowo. Rząd zdecydował, że mamy pracować do 67. roku życia i my chcemy pracować, chcemy mieć prawo do promocji, a nawet do rozpoczęcia nowego życia, jeżeli komuś wcześniejsze się nie udało – mówi Katarzyna Czajka, pomysłodawczyni projektu „Miss po pięćdziesiątce”, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Psychologowie przekonują natomiast, że 50. rok życia może być bardzo dobrym momentem w zawodowym życiu kobiet. Ten etap życia określają mianem „okresu pustego gniazda” – z domu odchodzą dorosłe dzieci i kobieta ma więcej czasu na inne aktywności, zwłaszcza realizację zawodową. Coraz więcej Polek w tym wieku rozpoczyna działalność społeczną, decyduje się na studia podyplomowe lub kursy podnoszące kwalifikacje zawodowe. Polskie Uniwersytety Trzeciego Wieku zrzeszają 25 tysięcy słuchaczy, z czego większość stanowią kobiety.

Chcemy zmienić stereotyp myślenia o kobietach po pięćdziesiątce jako seniorkach. My nie jesteśmy seniorkami, jesteśmy nowoczesnymi, dynamicznymi kobietami, które mogą teraz realizować swoje pasje, marzenia, kompletnie zmienić swoje życie, rozpocząć zupełnie nową drogę zawodowąWiele kobiet zostało zwolnionych z pracy przy wymianie pokoleniowej i nie mają co ze sobą zrobić. Są postrzegane przez społeczeństwo jako starsze panie, które powinny pielić ogródki, niańczyć wnuki, robić na drutach i usunąć się w cień – mówi Katarzyna Czajka.

Zdaniem psychologów właśnie Uniwersytety Trzeciego Wieku pomagają zmienić stereotypowy sposób postrzegania starszych kobiet jako osób biernych, zajętych opieką nad wnukami i oglądaniem seriali telewizyjnych. Zmieniają także ogólnie przyjęte w społeczeństwie przekonanie, że po 50. pewnych rzeczy nie wypada już robić. Zmianę stereotypowego patrzenia na pozycję i rolę starszych kobiet w społeczeństwie ma też na celu pierwszy ogólnopolski konkurs „Miss po pięćdziesiątce”. Jedną z kandydatek do tytułu jest tancerka i choreografka Krystyna Mazurówna, która w ten sposób chce pokazać, że nawet mimo 75 lat można pozostać kobietą aktywną zawodowo i pełną pasji.

Szukamy kobiety etycznej, życzliwej, działającej dobroczynnie. Szukamy kobiety tolerancyjnej, przedsiębiorczej, pełnej gracji, fotogenicznej, czyli ideału, ale myślę, że wśród kandydatek wiele jest takich pań, tylko my o tym jeszcze nie wiemy – mówi Katarzyna Czajka.

Jest to projekt, który ma na celu wyłonić kobiety, które mogłyby być wzorem do naśladowania. Organizatorzy chcą też zwrócić uwagę na problem wykluczenia zawodowego kobiet powyżej 50. roku życia, syndromu „pustego gniazda” i związanego z nimi spadku samooceny. Półfinały będą miały miejsce 7 września, natomiast finał konkursu odbędzie się 12 października w Warszawie. Podczas Gali Finałowej odbędzie się akcja charytatywna, z której dochód przeznaczony zostanie na wsparcie aktywizacji zawodowej i społecznej kobiet po pięćdziesiątce. W jury konkursu zasiadają między innymi: Małgorzata Kalicińska, Muniek Staszczyk, Alicja Węgorzewska i Andrzej Supron.

Zagraniczni kierowcy często łamią przepisy na polskich drogach

0

CEO Magazyn Polska

W ciągu trzech miesięcy działania unijnego systemu wymiany informacji o wykroczeniach drogowych do Polski trafiło blisko 25 tys. zapytań od zagranicznych służb. Rośnie także ściągalność karnych płatności od obcokrajowców przyjeżdżających do Polski. Krajowy Punkt Kontaktowy wystosował do zagranicznych służb 700 zapytań o właścicieli samochodów, którymi złamano przepisy.

Z pierwszych danych wynika, że skala wykroczeń drogowych popełnianych przez obcokrajowców w naszych kraju jest duża.

– System działa jeszcze zbyt krótko, byśmy mogli mieć pełne statystyki – wyjaśnia Łukasz Majchrzak, rzecznik Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. – Już teraz jednak można powiedzieć, że odsetek kierowców zagranicznych, którzy przekraczają prędkość w Polsce i są rejestrowani przez fotoradar, jest spory i wynosi od kilkunastu do nawet 20 procent. Nie bez znaczenia jest też zapewne fakt, że Polska jest krajem tranzytowym o dużym natężeniu ruchu.

Od końca kwietnia tego roku w Polsce obowiązuje unijna dyrektywa o transgranicznej wymianie informacji na temat właścicieli pojazdów. Oznacza to dużo łatwiejszy przepływ danych pomiędzy służbami krajów unijnych, co sprzyja ściągalności mandatów za wykroczenia drogowe popełnione poza krajem zamieszkania.

Inspekcja Transportu Drogowego jest jednym z podmiotów uprawnionych do tego, aby występować z zapytaniami o to, kto jest właścicielem pojazdu zarejestrowanego w innym państwie Unii Europejskiej – wyjaśnia Łukasz Majchrzak. – Analogicznie inne kraje również mają możliwość wglądu do polskiej bazy danych i ustalenia, kto jest właścicielem pojazdu, którym złamano przepisy drogowe.

Dotychczas przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi krajami był utrudniony, a kierowcy ukarani poza krajem zamieszkania często pozostawali bezkarni. Nowe przepisy zostały wprowadzone w Unii już w ubiegłym roku, Polska wdrożyła je jednak dopiero pod koniec kwietnia. Informacje i zapytania o właścicieli pojazdów przechodzą przez Krajowy Punkt Kontaktowy, działający w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W ciągu trzech miesięcy od uruchomienia w Polsce systemu, trafiło do niego ponad 25 tys. zapytań od zagranicznych służb. Do większości tych osób trafi wezwanie do zapłaty za popełnione wykroczenie.

Kierowca popełniający wykroczenie w jednym z krajów unijnych musi liczyć się teraz z tym, że zapłaci mandat zgodnie z taryfą obowiązującą w państwie, w którym został ukarany. Różnice pomiędzy stawkami są duże – przykładowo najwyższy mandat we Francji wynosi w przeliczeniu na złote ok. 6 tys. zł, w Austrii nawet ok. 10 tys. zł.

Dyrektywa pozwala na szybkie ustalenie tożsamości właściciela pojazdu – mówi Łukasz Majchrzak. – Dalsze postępowanie jest już jednak prowadzone na podstawie przepisów krajowych. Obcokrajowcy łamiący przepisy na naszych drogach będą obciążani zgodnie z polskimi przepisami i taryfikatorem mandatów. Jeżeli kierowca nie zapłaci, nasz sąd orzeknie grzywnę, a tę ściągnie komornik w kraju zamieszkania osoby ukaranej.

W nagłych wypadkach przełożony może przerwać pracownikowi urlop

CEO Magazyn Polska

Pracodawca ma prawo w każdej chwili przerwać pracownikowi wakacje. Może to jednak zrobić tylko w określonych prawem przypadkach. Jeśli zatrudniony przez wyjazdem nie poda numeru telefonu, pod którym będzie dostępny, nie powinien ponieść za to konsekwencji.

– Nawet jeżeli pracownik przebywa na wakacjach, jest zobligowany do wykonywania polecenia pracodawcy – przypomina Marta Kosakowska z kancelarii TGC Corporate Lawyers. – Pracodawca może zażądać przerwania urlopu. W takiej sytuacji zatrudniony powinien wykonać polecenie przełożonego i powrócić na swoje stanowisko pracy.

Na takie polecenie prawo nakłada jednak ograniczenia. Żądanie przerwania urlopu może zostać wydane tylko w sytuacji, gdy obecność pracownika jest „bardzo potrzebna”, nie ma możliwości zastąpienia go inną osobą bądź wystąpiło zagrożenie wstrzymania związanej z wykonywaną przez zatrudnionego pracą działalności firmy. Ponadto sytuacja, która się wydarzyła, musi być nagła, pilna, niemająca miejsca w momencie rozpoczęcia urlopu przez pracownika i taka, której nie można było wcześniej przewidzieć.

– W praktyce oznacza to, że odwołanie z urlopu może nastąpić choćby w przypadku awarii czy niespodziewanej kontroli organów nadzorczych, podczas której obecność przebywającego na wakacjach zatrudnionego jest konieczna – wskazuje Marta Kosakowska.

Jeżeli na wezwanie przełożonego pracownik wróci do firmy, pracodawca musi zwrócić mu wszelkie koszty, które zostały przez zatrudnionego poniesione w związku z wcześniejszym powrotem do pracy i przerwaniem wypoczynku. Mogą to być wydatki na rezerwację, noclegi, bilety itp. Ponadto jest on również zobligowany do pokrycia kosztów, które pracownik poniósł w związku z tym, że z urlopu musiała powrócić także jego rodzina. Podobne obowiązki spoczywają na pracodawcy w przypadku odwołania wcześniej udzielonego, ale jeszcze nie rozpoczętego urlopu.

Niewykonanie polecenia powrotu jest ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracowniczych. Jego skutkiem może być nałożenie przewidzianej w regulaminie firmy kary porządkowej bądź daleko idące, ustawowe konsekwencje w postaci zastosowania na przykład rozwiązań przewidzianych w art. 52, czyli popularnej dyscyplinarki. Przepisy jednak nie nakładają na pracownika obowiązku podawania numeru telefonu, pod którym będzie przebywał podczas przerwy urlopowej, ani wskazania miejsca wyjazdu.

– Ogólnie zatrudniony nie ma podstaw i prawa, żeby odmówić i powiedzieć, że z urlopu nie wróci. Jeśli jednak pracodawca nie dodzwoni się do pracownika, zatrudniony nie może ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji – mówi przedstawicielka TGC Corporate Lawyers.

Niekiedy pracodawca może przed urlopem poprosić pracownika o pozostawienie kontaktowego numeru telefonu. Dotyczy to często osób piastujących kierownicze stanowiska czy też inne kluczowe dla całej organizacji.

– W takiej sytuacji zatrudniony ma obowiązek odebrania połączenia – mówi Kosakowska. – Niewywiązanie się z tego obowiązku może być uznane za poważne naruszenie czy nawet złamanie zasad prawa pracy.

Zasadniczo jednak zdaniem przedstawicielki TGC Corporate Lawyers pracodawcy wiedzą, że prawo do urlopu i odpoczynku jest podstawowym przywilejem pracownika i tak naprawdę na nich spoczywa obowiązek zorganizowania pracy w zakładzie w taki sposób, aby odwołanie zatrudnionych z urlopów nie było konieczne.

– Jeżeli pracownik wykonuje standardowe obowiązki bądź w jego dziale jest kilka osób na podobnych stanowiskach, to pracodawca powinien tak ustalić tok pracy zespołu, aby działalność firmy w sezonie urlopowym toczyła się bez przeszkód – mówi Kosakowska. – Jeśli zdarzy się awaria, kontrola czy inne, niespodziewane wydarzenie, wtedy może zastąpić przebywającego na wakacjach pracownika innym.

Studenci: programy studiów są ubogie w edukację praktyczną

57% studentów uważa, że program studiów w niewystarczającym stopniu uwzględnia obowiązkowe staże i praktyki jako element edukacji praktycznej – wynika z badania opinii studentów przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK).

Młodzi ludzie odnoszą się w sposób sceptyczny do liczby obowiązkowych staży i praktyk uwzględnianych w programie studiów. Aż 57 proc. z nich uważa, że programy studiów w niewystarczającym stopniu kładą nacisk na edukację praktyczną. Potwierdzają to ubiegłoroczne wyniki badania opinii studentów prowadzone przez PSZK – wówczas 34 proc. ankietowanych wskazało, iż studia nie przygotowują ich do podjęcia pierwszej pracy. – Cieszy nas fakt, że nie tylko pracodawcy dostrzegają problem niewystarczającego praktycznego przygotowania studentów do podjęcia zawodu po zakończeniu nauki na danym kierunku. Młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi wymagań firm i chcą kształcić się, uwzględniając potrzeby rynku pracy. W coraz większym stopniu zdają też sobie sprawę, że staż czy praktyka to jedno z najskuteczniejszych narzędzi edukacji praktycznej stanowiące efektywny początek drogi zawodowej – komentuje Wiesława Czarnecka-Stańczak, Dyrektor ds. Zarządzania Personelem z firmy Siemens.

Badanie opinii studentów zrealizowane zostało w czerwcu br. w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”, a jego celem było poznanie stanowiska młodych ludzi na temat staży i praktyk, ich preferencji dotyczących współpracy z pracodawcami oraz aktywności podczas studiów. W badaniu wzięło udział 1661 studentów z 81 uczelni wyższych, znajdujących się w 22 miastach Polski, w tym w największych ośrodkach akademickich. Wyniki badania są dostępne na stronie www.stazeipraktyki.pl.

Negocjowanie stawek depozytów bankowych dla firm od kuchni

Nie od dziś powszechnie znane są stwierdzenia że „pieniądz musi pracować” i „pieniądz robi pieniądz”. Jakkolwiek groteskowo by to brzmiało, stwierdzenia te bardzo dokładnie oddają rzeczywistość panującą w świecie finansów. Bardzo dobrze obrazują także cykl kreacji, czyli pomnażania wartości pieniądza. Oczywiście uwzględniając fakt, że aby nabyć pieniądz, musimy za niego zapłacić – tak samo jak w przypadku nabywania innych dóbr czy usług.

Nasuwa się wobec tego pytanie, ile kosztuje nasz pieniądz i co zrobić aby „pracował” on efektywnie. Przywołując tu analogię do pracownika zatrudnionego w przedsiębiorstwie, można śmiało stwierdzić, iż wspomniany pracownik będzie pracował tak efektywnie, jak efektywnie będzie zarządzany przez swojego managera. Podobnie będzie w przypadku gospodarowania gotówką. Jeżeli ulokujemy ją w mało efektywnym miejscu, być może będzie ona „pracowała” – tylko niestety nie dla nas.

Firma versus dealer depozytowy
Istnieje wiele form zarządzania nadwyżkami pieniężnymi, a oferta instytucji finansowych jest bardzo bogata. Często jednak – z braku wiedzy, doświadczenia lub po prostu czasu – decydujemy się na standardowe i powszechne rozwiązania, np. depozyt bankowy. Warunki depozytów, jakkolwiek bardzo różne, pozostawiają wśród klientów pewien niedosyt. Szczególnie w środowisku historycznie niskich stóp procentowych. Reagując na tę sytuację, część klientów banków decyduje się na indywidualne negocjowanie stopy procentowej. Tu zaczynają się schody, bo w wyspecjalizowanych komórkach bankowych, jak np. departament skarbu, pracują specjaliści w tej materii. Tylko nielicznym klientom udaje się więc wynegocjować korzystny kurs. Często nawet okazuje się, iż ten wynegocjowany jest niższy od oferty innego depozytariusza.

Dlaczego oferty banków tak bardzo różnią się od siebie?
Dealer depozytowy, który negocjuje stawkę, uzależnia oprocentowanie od kilku czynników: kwoty depozytu, czasu na jaki klient deklaruje oddanie środków, waluty w której deponowane są środki, ale również szeregu produktów, z których klient korzysta i na których bank również zarabia. Ponadto stawki depozytowe, którymi dysponuje dealer, tworzone są w oparciu o zarządzanie płynnością banku. Mogą zmieniać się one nawet kilka razy dziennie w zależności od sytuacji rynkowej. Pamiętajmy, iż bank musi zadbać między innymi o to, aby ilość środków przyjętych w depozyt pokryła potrzeby kredytowe innych klientów, którzy w danym momencie gotówki potrzebują. Na potrzeby takich operacji wykorzystywane są między innymi rynkowe stawki WIBOR i WIBID. Ostateczna stawka, jaką oferuje bank, jest jednak determinowana stopą rezerwy obowiązkowej, stanem bilansowym banku oraz jego bieżącymi potrzebami płynnościowymi. To ta wartość w istotnym stopniu wyznacza ostateczny wynik depozytu oraz tworzy bazę do jego negocjacji. Każdy bank ma różnych klientów, różne aktywa oraz różny wynik finansowy dlatego ostateczna oferta nie może być identyczna.

W praktyce zdarza się również coś w rodzaju „wojny depozytowej”, kiedy bardziej płynne banki gromadzą depozyty – nawet przepłacając za nie tak, aby środki nie znalazły się w posiadaniu konkurencji.

Więcej dla banku, mniej dla klienta
Bank przyjmując nasze środki w depozyt oczywiście chce na nich zarobić. Im niższe oprocentowanie w stosunku do wspomnianej bazy otrzyma klient, tym wyższą marżę zatrzyma bank. Jeżeli za bazę przyjmiemy np. jednomiesięczny WIBID, to różnica między otrzymaną stawką depozytową a wartością bazy będzie w uogólnieniu marżą banku. Zdecydowanie łatwiej jest wyobrazić sobie przybliżony przychód banku w momencie kiedy nasze środki deponowane są na nieoprocentowanych rachunkach bieżących.

Powyższy przykład to jedynie początek przychodu banku. Wspomniany depozyt przecież dalej „pracuje”, np. w postaci kredytu zdecydowanie wyżej oprocentowanego aniżeli otrzymał klient, który go zdeponował. Wówczas przychody z obrotu pieniądzem powiększają swoją wartość – jednak na tym etapie już tylko dla banku. Naszą zapłatą za pieniądz pozostaje jedynie oprocentowanie wynegocjowane z dealerem.

Produkty asset management wypierają lokaty dla firm
Znając powyższe mechanizmy tworzenia depozytów bankowych i ich negocjacji, powielania procesów oraz związane z tym koszty coraz częściej determinują do rozpatrzenia innych możliwości. Przede wszystkim firmy i instytucje podpatrują, jak radzą sobie w tej materii nasi zachodni sąsiedzi. Tam tego typu procesy dużo efektywniej sprawdziły się w momencie zlecania ich wyspecjalizowanym firmom zarządzającym aktywami, których zadaniem jest dbać o efektywną pracę pieniądza. Dlatego również w Polsce coraz powszechniejszą alternatywą dla standardowych depozytów stają się fundusze pieniężne, ale również „szyte na miarę” produkty asset management zarządzane przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych.

Fundusze pieniężne oraz asset management ułatwiają wiele procesów związanych z efektywną pracą pieniądza, jakie pojawiają się na etapie codziennego zarządzania przedsiębiorstwem jak blokowanie środków na określony termin, monitorowanie ceny pieniądza, negocjacje z bankami, raportowanie i każdorazowa analiza kondycji finansowej instytucji, której powierzamy nasz kapitał.

Zapewniające dzienny dostęp do środków, korzyści podatkowe, dużą alokację ryzyka, ale również przewyższającą depozyty rentowność – produkty asset management coraz częściej są nieodłącznym narzędziem dyrektorów finansowych w zarządzaniu nadwyżkami finansowymi. Szczególnie w odniesieniu do tej części gotówki, która niejednokrotnie zalega na rachunkach bieżących z powodu trudności w określeniu terminu jej wykorzystania.

Adam Wolski – Dyrektor Regionalny ds. Klientów Instytucjonalnych w Union Investment TFI

TAURON Polska Energia: 295 mln zł na OZE i rozwój infrastruktury energetycznej

TAURON Polska Energia podpisał z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI) umowę kredytową o wartości 295 mln zł (około 71 mln euro) na realizację inwestycji w obszarach energetyki odnawialnej oraz dystrybucji energii. Projekt ma zakończyć się do końca 2016 roku.

Środki pozyskane z kredytu EBI Grupa TAURON wykorzysta na rozbudowę sieci dystrybucyjnych (m.in. na budowę około 11 tys. nowych przyłączy) i modernizację dotychczasowej infrastruktury. Działania te pozwolą przede wszystkim na przyłączanie nowych klientów (instytucji publicznych, klientów indywidualnych oraz przedsiębiorstw) do istniejącej sieci dystrybucyjnej. W ramach projektu TAURON będzie również wdrażać pilotażowy program inteligentnego opomiarowania, którego celem jest zastosowanie technologii ułatwiających zarządzanie danymi jak również zapewnienie przepływu informacji między klientami i dostawcami energii. Środki pozyskane z EBI pozwolą również na modernizację kilku elektrowni wodnych Grupy TAURON, dzięki czemu zwiększą się ich możliwości produkcyjne i wrośnie efektywność operacyjna.

– Europejski Bank Inwestycyjny to nasz wieloletni partner. Finansowanie pozyskane z EBI pozwala nam nie tylko uzyskać środki finansowe na preferencyjnych warunkach w porównaniu do tych oferowanych przez banki komercyjne, ale także o dłuższym terminie zapadalności długu. Korzystne warunki finansowania oferowane przez EBI to również zachęta dla Grupy TAURON do dalszego podejmowania inwestycji oraz zwiększania efektywności energetycznej – mówi Krzysztof Zawadzki, wiceprezes zarządu ds. ekonomiczno-finansowych TAURON Polska Energia.

– Celem EBI, banku Unii Europejskiej, jest między innymi promowanie konkurencyjnych i bezpiecznych dostaw energii oraz wspieranie efektywności energetycznej i zwiększonego wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych. Jesteśmy w związku z tym szczególnie zadowoleni z zawarcia umowy z TAURONEM, gdyż projekt ten zapewni bezpieczeństwo dostaw energii dla nowych klientów poprzez rozbudowę sieci energetycznej spółki oraz zastosowanie inteligentnego opomiarowania zgodnie z wymogami UE dotyczącymi wspierania rozwoju inteligentnych sieci. Wraz z innymi projektami wcześniej sfinansowanymi przez bank w Polsce, inwestycja ta stanowi ważny krok w kierunku zwiększenia produkcji energii ze źródeł odnawialnych w Europie. Kredyt EBI potwierdza jednocześnie zaangażowanie banku w modernizację polskiego sektora energetycznego, która jest niezbędna do pomyślnego rozwoju gospodarczego kraju – mówi László Baranyay, wiceprezes EBI odpowiedzialny za kredyty w Polsce.

Umowa o wartości 295 mln złotych to już czwarty kontrakt podpisany przez obu partnerów. Do tej pory bank udostępnił TAURONOWI trzy pożyczki o łącznej wartości 1,4 mld zł na wsparcie inwestycji w sektorze energetycznym w Polsce, m.in. takich jak budowa nowego bloku energetycznego opalanego biomasą w Elektrowni Jaworzno III.

UOKiK zgodził się na dokonanie pięciu przejęć firm

0

Traffic Club przejmie Matras, Papaq – spółki Praktikera, Braindour – Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia, Glaspin – Libet, a Shanghai Prime Machinery – Nedfast. Zgodę na te koncentracje opublikował 14 sierpnia 2014 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zezwolił na przejęcie przez spółkę Nowe Powierzchnie sieci księgarni Matras. Właściciel Nowych Powierzchni sprawuje kontrolę m.in. nad spółką Traffic Club, która zajmuje się hurtową sprzedażą m.in. książek, prasy i nagrań muzycznych, a do ubiegłego roku prowadziła handel detaliczny w salonach. Spółka Matras jest m.in. właścicielem sieci księgarń działających na terenie całej Polski, prowadzi także sklep internetowy i hurtownie wydawnicze. Nowe Powierzchnie przejmą udziały w Matras od globalnej grupy kapitałowej SEAF.

Dzięki zgodzie UOKiK szwajcarska spółka Papag przejmie kontrolę nad spółkami Praktiker Polska i Praktiker Real Estate Polska. Praktiker Polska jest właścicielem ogólnopolskiej sieci hipermarketów budowlanych. Natomiast Praktiker Real Estate Polska nie prowadzi obecnie żadnej działalności, jednak zgodnie ze statutem ma się zajmować wznoszeniem budynków. Papag zakupi udziały w przejmowanych przedsiębiorstwach od syndyka masy upadłościowej niemieckich spółek Baumarkt Praktiker International i Baumarkt Praktiker Grundstucksbeteiligungsgeselschaft.

Braindour Development Limited z Cypru otrzymała zgodę na przejęcie kontroli nad Przedsiębiorstwem Górniczym Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Przejmowany przedsiębiorca zajmuje się wydobyciem i sprzedażą węgla kamiennego. Obecnie Silesia należy do czeskiej grupy kapitałowej EPH, na czele której stoi Energetický a Prümyslowý Holding w Brnie.

Kolejna decyzja dotyczy cypryjskiej spółki Glaspin Consultants, która uzyskała akceptację dla przejęcia kontroli nad wrocławskim przedsiębiorstwem Libet, zajmującym się m.in. produkcją i sprzedażą kostki brukowej. Obecnie Libet jest kontrolowany przez IAB Financing z Luksemburga.

Zgodę UOKiK na dokonanie koncentracji uzyskała też chińska Shanghai Prime Machinery Company, która będzie mogła przejąć kontrolę nad Nedfast Investment z Holandii. Obaj przedsiębiorcy zajmują się produkcją elementów złącznych (np. sworznie, śruby, nakrętki). Przejmowana spółka należy obecnie do grupy kapitałowej Nedschroef, której produkty są wykorzystywane m.in. przez przedsiębiorstwa motoryzacyjne działające na terenie Polski.

Według urzędu przejęcia nie będą miały negatywnego wpływu na poziom konkurencyjności na rynku.

FAM GK przejmie 4 spółki zależne Partnerstwo Kapitałowe Sp. z o.o., Mag-Bud Inwestycje Sp. z o.o., Molke Sp. z o.o. i PWR Investment Sp. z o.o.

0

FAM GK uprości strukturę grupy kapitałowej. Chce zwiększyć jej efektywność finansową.

Zarządzający grupą kapitałową FAM zadecydowali 13 sierpnia br. o połączeniu spółek zależnych z FAM GK, która przejmie firmy w 100 proc. zależne od niej: Partnerstwo Kapitałowe Sp. z o.o., Mag-Bud Inwestycje Sp. z o.o., Molke Sp. z o.o. i PWR Investment Sp. z o.o. – poinformowała FAM GK w komunikacie.

Celem połączenia FAM GK i spółek przejmowanych jest restrukturyzacja kosztów funkcjonowania grupy kapitałowej FAM GK, uproszczenie jej struktury kapitałowej, a także zwiększenie jej efektywności finansowej – wyjaśnia wrocławska spółka w komunikacie.

Połączenie zostanie zrealizowane przez przeniesienie całego majątku spółek przejmowanych na FAM GK.

FAM GK działa w przemyśle cynkowniczym i konstrukcji przemysłowych.

PKP Energetyka podpisała pierwszą umowę na sprzedaż gazu z Przedsiębiorstwem Energetycznym w Siedlcach Sp. z o.o.

Kontrakt zakłada zakup przez PEC Siedlce ok. 50 mln m3 gazu i poszerza dotychczasową współpracę spółek na zasadach synergii.

– Dzięki dobrej ofercie, w krótkim czasie od wejścia na rynek gazu udało nam się pozyskać znaczącego klienta. Wypracowaliśmy nowoczesny model współpracy oparty na kilku płaszczyznach biznesowych, dzięki czemu kontrakt z PEC Siedlce jest korzystny dla obu stron. Tak duży kontrakt pozwala nam mocnym akcentem zaznaczyć swoje wejście na liberalizujący się rynek błękitnego paliwa w Polsce – powiedział członek zarządu PKP Energetyka, Wojciech Szwankowski.

Dzięki umowie, gaz sprzedawany przez PKP Energetyka będzie przetwarzany w elektrociepłowni gazowej PEC na ciepło i energię elektryczną. Energia zostanie następnie odsprzedana PKP Energetyce, którą spółka będzie dystrybuować na korzystnych warunkach do swoich klientów końcowych. Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach dodatkowo korzysta również z usług elektroenergetycznych PKP Energetyka. Taki model współpracy pozwala uzyskać efekt synergii bardzo korzystny dla obu spółek.

– W latach 2010-2012 sprzedaliśmy spółce PKP Energetyka 239 GWh energii elektrycznej. Teraz wznawiamy współpracę, jednocześnie poszerzając jej zakres. Zakupiony gaz pozwoli nam rozwinąć działalność i zwiększyć efektywność produkcji energii elektrycznej i ciepła. Przy wyborze oferty kierowaliśmy się elastycznym podejściem wobec naszych potrzeb oraz konkurencyjnymi warunkami. Nie bez znaczenia były również bardzo dobre relacje wypracowane podczas wcześniejszej współpracy – oznajmił Prezes Zarządu PEC, Krzysztof Figat.

Gaz od PKP Energetyka zostanie wykorzystany do produkcji ciepła i energii elektrycznej przez największą inwestycję Przedsiębiorstwa Energetycznego w Siedlcach – rozbudowaną elektrociepłownię gazową. W efekcie PEC Siedlce znajdzie się w szeregu znaczących producentów energii elektrycznej w kraju. Jej uruchomienie wpłynie również na poprawę czystości powietrza w regionie, ponieważ w procesie wytwarzania ciepła ilość wykorzystywanego dotychczas węgla zostanie znacznie ograniczona.

BM Reflex: Bez podwyżek cen paliw do końca wakacji

Wyhamowały wzrosty cen autogazu, tanieje benzyna i olej napędowy.

Praktycznie od początku lipca na krajowych stacjach paliw w skali tygodnia obserwujemy symboliczne obniżki. Podobnie sytuacja wyglądała w mijającym tygodniu. Benzyna Pb95 i olej napędowy potaniały średnio 1 gr na litrze do poziomów odpowiednio 5,40 i 5,27 zł za litr – wynika z analizy BM Reflex.

Dodatkowo wyhamowały podwyżki cen autogazu i w ubiegłym tygodniu paliwo to podrożało średnio już tylko 2 gr na litrze, czyli do poziomu 2,66.

Tegoroczne wakacje są kolejne, po roku 2010, kiedy obserwujemy spadek cen. W sumie od końca czerwca tego roku benzyna Pb95 i olej napędowy potaniały średnio około 10 gr/l. Natomiast w tym samym okresie 22 gr/l podrożał autogaz. Obecnie w kraju za litr benzyny Pb95 płacimy średnio 17 gr/l mniej niż przed rokiem. Z kolei ponad 27 gr/l w skali roku tańszy jest diesel. Niestety ceny autogazu są 37 gr/l wyższe niż przed rokiem, ale nadal 51 proc. niższe od cen benzyny Pb95 – wyjaśniają autorzy raportu.

Do końca wakacji sytuacja na stacjach paliw nie powinna ulec zmianie, a poziom cen najprawdopodobniej pozostanie stabilny, biorąc pod uwagę niewielką zmienność cen hurtowych w ostatnich dniach.

GDDKiA: Częściowo ulepszoną trasą Gdańsk-Szczecin pojedziemy w 2018 r.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetargi na trzy odcinki trasy S6.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetargi na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków trasy łączącej Szczecin i Gdańsk, czyli drogi ekspresowej S6.

Przetargi powinny zostać rozstrzygnięte w I połowie przyszłego roku, a gotową drogą powinniśmy pojechać w roku 2018  –  podała GDDKiA w komunikacie.

Odcinki znajdują się w województwie zachodniopomorskim i mają łączną długość 63,4 km. Obecna trasa to droga jednojezdniowa. Po przebudowie będzie to droga dwujezdniowa po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Według dyrekcji, czas przejazdu tą trasą ma skrócić się o ok. 40 minut.

Drogi, które zostaną wyremontowane to: od Goleniowa do początku obwodnicy Nowogardu, od końca obwodnicy Nowogardu do końca obwodnicy miasta Płoty, oraz od węzła Ustronie Morskie do początku obwodnicy Koszalina i Sianowa. Trasy nie będą się pokrywać w całości z istniejącymi drogami.

Kryteriami wyboru ofert ma być w 90 proc. cena, w 5 proc. termin realizacji i w 5 proc. gwarancja od 5 do 10 lat. Czas realizacji projektów w formule zaprojektuj i buduj będzie wynosił od 34 do 37 miesięcy, w tym 15 miesięcy będzie na prace projektowe i uzyskanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Z czasu realizacji prac budowlanych wyłączane będą okresy zimowe od 15 grudnia do 15 marca.

Odcinek drogi ekspresowej S6 pomiędzy Goleniowem a Koszalinem i Sianowem wraz z obwodnicą tych miast został podzielony łącznie na 7 odcinków realizacyjnych. Trasa łącznie ma prawie 140 kilometrów.

Do końca sierpnia planowane jest ogłoszenie przetargów na zaprojektowanie i budowę pozostałych trzech odcinków S6, budowę obwodnicy Koszalina i Sianowa – wyjaśnia GDDKiA.

NBP: Inflacja bazowa bez energii i żywności 0,4 proc.

Po wyłączeniu cen energii i żywności, w Polsce nie mamy deflacji.

Inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła w lipcu 0,4 proc. r/r. To o 0,6 pkt proc. niżej niż w czerwcu – podał Narodowy Bank Polski w komunikacie.

Inflacja bazowa po wyłączeniu cen podlegających kontroli państwa wyniosła -0,4 proc. Miesiąc wcześniej było to -0,1 proc.

Jak wskazuje NBP, inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii jest wskaźnikiem często używanym przez analityków ze względu na brak czynników zewnętrznych i nieprzewidywalnych.

Pokazuje on ruch cen, na które polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny ma relatywnie duży wpływ. Ceny energii (w tym paliw) ustalane są bowiem nie na rynku krajowym, lecz na rynkach światowych, czasem również pod wpływem spekulacji. Ceny żywności w dużej mierze zależą m.in. od pogody i bieżącej sytuacji na krajowym i światowym rynku rolnym – tłumaczy NBP w komunikacie.

Polsko-tajwańska wymiana handlowa – raport

Euler Hermes: mimo, iż firmy tajwańskie postrzegane są jako jedne z najbardziej konkurencyjnych w światowej wymianie handlowej, to aż jedna trzecia z nich traci możliwości biznesowe (nie decyduje się na sprzedaż lub ponosi z tego tytułu straty) ze względu na niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny partnerów handlowych.

–    Polska poszukuje nowych rynków zbytu, w tym na żywność, w Azji – warto przy tej okazji wyciągnąć wnioski z doświadczeń jednego z najdynamiczniejszych eksporterów w regionie – Tajwanu
–    Atutom polskich firm na rynkach eksportowych towarzyszą popełniane przy okazji błędy: jesteśmy bowiem konkurencyjni cenowo i bardziej elastyczni niż firmy z krajów zachodnioeuropejskich, ale jednocześnie brakuje polskim przedsiębiorcom strukturalnego podejścia do eksportu. Objawia się to dość przypadkowym wyborem partnerów handlowych, co przekłada się na wymierne straty oraz stracone szanse rozwoju.

Otwierając w sierpniu swój nowy oddział na Tajwanie Euler Hermes przedstawił z tej okazji wyniki badania przeprowadzonego wśród tajwańskich eksporterów – okazało się, iż jedna trzecia tajwańskich firm traci okazje biznesowe ze względu na niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny partnerów handlowych. Polsko-tajwańska wymiana handlowa rozwijała się w tym roku dynamicznie: w ciągu pierwszych czterech miesięcy polski eksport wzrósł o 50% w stosunku do roku ubiegłego, także jako efekt bezprecedensowego otwarcia (jako pierwszy kraj z UE) w ubiegłym roku rynku tajwańskiego na polskie produkty rolne.

Tajwańskie firmy zbyt często tracą z powodu nieznajomości partnerów – jest to niestety problem nagminny w Polsce

Jak komentuje to Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka: – Obecnie niestety tajwański rynek jest niedostępny dla polskich eksporterów wieprzowiny z powodu obaw przed plagą ASF. Wzajemnej wymianie handlowej a także większemu napływowi inwestycji tajwańskich do Polski służyłaby ratyfikacja umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (jaką mają m.in. Węgry). Ale nie tylko to jest istotne – oczywiście ważne są działania służące wyjaśnieniu sytuacji epidemiologicznej i przywróceniu możliwości eksportu mięsa na ten i inne rynki azjatyckie czy przyciąganie większej ilości inwestycji, ale… warto też skorzystać z tajwańskich doświadczeń w rozwijaniu eksportu, które przydadzą się, gdy rynki regionu będą znowu w pełni dostępne. Skoro bowiem w tak proeksportowej, doświadczonej w międzynarodowej wymianie handlowej gospodarce jak tajwańska za barierę wskazuje się mało przemyślane, nie zawsze profesjonalne podejście do eksportu, to jakie wnioski można wysnuć w odniesieniu polskich firm? Niestety, możemy mówić wręcz o potocznie mówiąc „niefrasobliwym” podejściu do eksportu. Polskie firmy rozwijając eksport oprócz swoich indywidualnych zalet konkurencyjnych – innowacyjnego produktu czy sposobu jego dystrybucji mają dwa uniwersalne atuty. Pierwszy to cena – będąca skutkiem własnej, elastycznej waluty i niższych jeszcze kosztów pracy. Druga wspólna dla wielu polskich eksporterów zaleta to bezkompromisowe wykorzystywanie szans i elastyczność w działaniu, obsłudze klienta – polskie firmy częściej niż ich konkurenci z innych krajów podejmują się, a nawet porywają na rzeczy, których nie podejmują się inni. Niestety, ta śmiałość, elastyczność nie jest wskazana w kwestiach związanych już stricte z finansowymi warunkami współpracy. Tymczasem jest ona niestety słabością polskich firm w eksporcie, ekspansji za granicą – będącej często dziełem przypadku, pozbawioną jakiejś strategii, badań, przemyślanego biznesplanu. Jak się to przejawia? Nierzadka jest sytuacja, gdy polscy eksporterzy sprzedają na danym rynku kilku lokalnym odbiorcom, którzy po prostu pierwsi się do nich zgłosili. Nie koniecznie tym zapewniającym najlepsze perspektywy, pozycję na rynku, szybsze płatności a w efekcie także zyskowność – takich odbiorców trzeba aktywnie poszukiwać, ale też sprawdzać – czego wiele firm nie robi. Bardzo szybko rośnie wartość ubezpieczanych przez Euler Hermes transakcji eksportowych (szybciej nawet niż transakcji krajowych), ilość zapytań o zagranicznych kontrahentów, ale wciąż jeszcze duża część transakcji nie jest w ogóle zabezpieczana a odbiorcy – weryfikowani. Dlatego proporcjonalnie do wzrostu polskiego eksportu wzrasta też m.in. ilość informacji o braku zapłaty z tytułu eksportu, zleceń windykacyjnych (dobrze, gdy nie są przeterminowane o parę miesięcy – co jest niestety powszechne) oraz co jest przykre – informacji o oszustwach, wyłudzeniach towaru, co nie rokuje w ogóle na odzyskanie należności. Jak na razie są to dosyć częste informacje w odniesieniu do rynków wydawałoby się tak dobrze spenetrowanych jak unijne (w tym sąsiednie – dużo oszustw ma miejsce obecnie np. przy eksporcie do Czech), dlatego odległe i bardziej egzotyczne rynki nieść mogą jeszcze większe zagrożenie. Warto eksportować – ale świadomie: nie ograniczajmy się jedynie do wywożenia towaru, ale pamiętajmy o sprawdzaniu kontrahentów, co służy otrzymaniu za ten towar zapłaty.

Firmy tajwańskie – zmieniają się kierunki eksportu, ale pozostają stare przyzwyczajenia pobieżnego sprawdzania kontrahentów
– W ciągu ostatnich pięciu lat byliśmy świadkami znacznego przesunięcia akcentu w tajwańskim eksporcie z rynków tradycyjnych, takich jak Stany Zjednoczone i Europa, w kierunku krajów azjatyckich, a w szczególności Chin kontynentalnych” – powiedział Edmond Lee, dyrektor generalny Euler Hermes na Hongkong, Tajwan i Koreę. „Dzięki tej zmianie tajwańscy eksporterzy mogą wykorzystać okazje, jakie niesie ze sobą rozwijająca się obecnie gospodarka, ale zmiana ta stawia również nowe wyzwania, przed jakimi eksporterzy dotychczas jeszcze nie stali. Ogromny wzrost obrotów handlowych w regionie Azji oznacza, że wiele firm prowadzi obecnie interesy z nowymi partnerami.
W badaniu Euler Hermes wzięło udział ponad 300 tajwańskich firm. Trzy czwarte prowadzonego przez nie eksportu odbywa się w tym regionie, a na czele listy znajdują się Chiny, handel z którymi odpowiada za 41% obrotów. Tymczasem rynki o ugruntowanej pozycji, takie jak Europa czy Stany Zjednoczone, mają łącznie 25% udziału w całkowitym tajwańskim eksporcie. Ponad jedna trzecia respondentów wskazała, że niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny zagranicznych partnerów handlowych niweczy okazję do zrobienia dobrego biznesu. Jeśli chodzi o kolejne największe wyzwania, to 22% respondentów wymieniło zarządzanie przepływem środków pieniężnych, a 13% wskazało na odzyskiwanie należności od klientów.
– Wyniki potwierdzają, że firmy będą miały problemy z przepływami pieniężnymi, jeżeli nabywcy z jakichś powodów nie będą w stanie im zapłacić. – wyjaśnia Edmond Lee. – Brak płatności za faktury osłabia przedsiębiorstwo i zmniejsza jego zdolności inwestycyjne. Jest to bardzo częsty problem zwłaszcza przy wkraczaniu na nowe rynki i pozyskiwaniu nowych nabywców. Lee zauważył też, iż długi handlowe mogą stanowić 40%, a nawet więcej aktywów firmy, tymczasem ubezpieczenie należności z tytułu kredytu kupieckiego zapewnia skuteczną ochronę przed brakiem płatności. Zmniejszenie ryzyka braku płatności zaczyna się od gromadzenia istotnych i aktualnych informacji. Nasze tajwańskie centrum obsługi pozwoli na miejscu zdobywać cenne informacje na temat tajwańskich firm – także na rzecz klientów Euler Hermes z innych krajów. Firma Euler Hermes za pośrednictwem globalnej bazy danych w zakresie ryzyka prowadzi monitoring firm działających na rynkach generujących 92% światowego PKB.

Komputronik wypłaci dywidendę 11 września 2014 r.

Komputronik S.A.
Walne Zgromadzenie Komputronika zadecydowało o przeznaczeniu 2,58 mln zł zysku na dywidendę.

ZWZ Komputronika postanowiło 14 sierpnia br. o wypłacie dywidendy dnia 11 września wg stanu na dzień 28 sierpnia 2014 r.

Na dywidendę przeznaczono część zysku netto tj. 2,58 mln zł. Zysk przypadający na jedną akcję wyniósł 0,27 złotych. Dywidendą objęto 9 572 349 akcji.

Komputronik odnotował w roku obrachunkowym 2013/2014 zakończonym 31 marca 2014 r. 23,87 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej.

Rozdano granty na nowatorskie projekty naukowe

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozstrzygnęło V edycję programu Lider. Laureat konkursu dr inż. Grzegorz Boczkaj z Wydziału Chemicznego PG  badać będzie zastosowania sorbentów  występujących w ropie naftowej. Politechnika Gdańska jest na II miejscu w Polsce pod względem liczby Liderów w dotychczasowych edycjach programu.

 Celem programu Lider jest wsparcie młodych badaczy, których projekty naukowe są nowatorskie i mają potencjał wdrożeniowy. Pomoc finansowa pozwoli im na stworzenie własnych zespołów badawczych. W V edycji programu o dofinansowanie ubiegało się 240 osób. Autorzy 74 najwyżej ocenionych wniosków musieli przekonać grono wybitnych ekspertów o znaczeniu zaproponowanego rozwiązania dla nauki i gospodarki.

Udało się to 36 startującym w konkursie, w tym dr inż. Grzegorzowi Boczkajowi z Katedry Inżynierii Chemicznej i Procesowej WCh PG. Otrzyma 1 mln 37 tys. zł na realizację projektu „Badania nad otrzymywaniem i właściwościami sorbentów wytwarzanych z asfaltów”.

 Celem badań jest opracowanie nowych zastosowań dla sorbentów występujących pierwotnie w ropie naftowej. Po procesie rafinacji ropy ta specyficzna grupa substancji chemicznych w całości występuje w pozostałości po destylacji próżniowej, z której wytwarza się asfalty.

– W skali procesowej otrzymane w ten sposób sorbenty można wykorzystać jako aktywne medium do oczyszczania gazów odlotowych z instalacji przemysłowych. W skali analitycznej zaś służyć mogą jako fazy stacjonarne do chromatografii gazowej – mówi dr inż. Grzegorz Boczkaj. – Mój projekt ma charakter nowatorski na skalę światową, nigdy wcześniej nie próbowano zastosować tej grupy substancji chemicznych do jakichkolwiek innych celów poza produkcją asfaltów.

Od strony wytwarzania materiałów wynikami pracy dr. Boczkaja zainteresować mogą się firmy przemysłu rafineryjnego i petrochemicznego. Zakres zastosowań zaś jest bardzo szeroki i dotyczy zarówno branży analityki chemicznej, jak i przemysłowych rozwiązań z zakresu ochrony środowiska.

W pięciu edycjach programu Lider NCBiR  udzieliło wsparcia 178 młodym naukowcom. Największą liczbą liderów w ramach wszystkich dotychczasowych edycji programu może się poszczycić Politechnika Warszawska – pochodzi z niej 16 młodych naukowców wyróżnionych przez NCBR. Kolejne miejsca zajmują Politechnika Gdańska – 12 liderów oraz Politechnika Poznańska i Politechnika Łódzka – po 9 liderów.

Dane dotyczące opóźnień płatniczych z punktu widzenia kondycji branż

Zmiany jakie zachodzą pod względem regulowania płatności lub ich braku – zatorów płatniczych to przede wszystkim: poprawa spływu należności dóbr codziennego użytku (żywność, ale też kosmetyki i środki czystości), stabilizacja a nawet lekka poprawa w kategorii dóbr inwestycyjnych oraz pewne pogorszenie w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku. Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie danych z prowadzonego przez siebie Programu Analiz Branżowych w swojej analizie stwierdza, iż w skali całej gospodarki poziom zatorów płatniczych jest na poziomie zbliżonym do sytuacji z analogicznego okresu roku ubiegłego.

Na potrzeby niniejszego opracowania wzięto pod uwagę stan należności w końcu czerwca z branż konsumenckich: artykułów spożywczych, farmacji, RTV, AGD, i z branż inwestycyjnych: stalowej i materiałów budowlanych oraz z zaopatrujących je wszystkie: opakowań i TSL (transport i logistyka). Łączna suma bieżących należności w badanych branżach wyniosła w tym czasie 11,2 mld złotych i pochodziły one od blisko 80 tysięcy monitorowanych odbiorców.

Wyniki te nie są zaskoczeniem, jeśli porówna się je chociażby z prezentowanym przez GUS ostatnich danych o zmianach wartości produkcji sprzedanej poszczególnych branż. Polacy nie ograniczają wydatków na artykuły pierwszej potrzeby – stad też pozytywne zmiany w przepływie należności odnotowano w branży dóbr codziennego użytku: żywności, kosmetyków i środków czystości. Na drugim biegunie znalazła się kategoria dóbr konsumenckich trwałego użytku, których sprzedaży nie są w stanie pobudzić nawet duże imprezy sportowe (co dotychczas działało). Oszczędności polskich konsumentów wyraźnie wpływają na kondycję ich sprzedawców oraz producentów. Dwukrotnie wzrosła wartość niespłaconych należności w segmencie RTV i AGD w porównaniu do ubiegłego roku. Stabilizuje się powoli sytuacja w kategorii dóbr inwestycyjnych – ale mimo, iż jest lepsza niż w ubiegłym roku, nadal zatory płatnicze są w nich zdecydowanie największe.

Oprócz danych o zatorach płatniczych do takich wniosków skłaniają także informacje o średnim okresie, w jakim swoje należności otrzymują przedsiębiorcy w poszczególnych branżach. W sektorze artykułów spożywczych przeciętny czas regulowanie płatności uległ nawet skróceniu w porównaniu do roku ubiegłego. Pewnym odstępstwem od tego w kategorii dóbr pierwszej potrzeby jest sytuacja w farmacji (prezentujemy kształtowanie się przepływów finansowych w relacji producenci – dystrybutorzy hurtowi) – tutaj o płatnościach, ich spowolnieniu decydują zmiany na rynku sprzedaży detalicznej, jej koncentracja (wypieranie z rynku aptek niezależnych przez apteki sieciowe, afiliowane m.in. przy hurtowniach farmaceutycznych) i specjalizacja aptek (leki refundowane vs. suplementy i specjalistyczne kosmetyki). Z tego powodu jeszcze bardziej w stosunku do ubiegłego roku spowolnił obieg należności na linii hurtownie-apteki. Wydłużenie średniego okresu spływu należności w miało miejsce także w branżach RTV, AGD, TSL oraz opakowań. Z kolei w branży materiałów budowlanych okres ten, chociaż nadal jeden z najdłuższych, uległ kilkudniowemu skróceniu.

„Popyt na artykuły codziennej potrzeby jest stały, a służą mu jeszcze niskie ceny, będące efektem zarówno spadającej inflacji, jak i walki cenowej towarzyszącej konkurencji różnych kanałów dystrybucji (supermarkety, dyskonty, mniejsze formaty osiedlowe, afiliowane sieci największych hurtowników), jak również skutkiem np. spadku cen mięsa i jego przetworów czy nabiału w wyniku ich nadprodukcji i ograniczeń w eksporcie” – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Zwraca on również uwagę na fakt, iż w branży dóbr inwestycyjnych wartość produkcji sprzedanej w ostatnich dwóch miesiącach rośnie i jest lepsza nie tylko w porównaniu do miesięcy poprzednich, ale także w porównaniu do poziomu sprzed roku (+4% w czerwcu – dane za GUS). To efekt zarówno odradzających się inwestycji infrastrukturalnych, ale też mieszkaniowych oraz inwestycji przedsiębiorstw. Ponadto rynek wykonawców inwestycji – przede wszystkim firm budowlanych oczyścił się, stąd aktualnie wykonawcy nie są obciążeni w takim stopniu długami z przeszłości, jak miało to miejsce kilka kwartałów temu. W związku z tym regulują należności za materiały w przeciętnie krótszym niż jeszcze rok temu terminie. Pojawiły się też niestety gorsze informacje: w budownictwie widać kolejne problemy części deweloperów, co wraz z wcześniejszymi ich upadłościami (aż 23 przypadki w ciągu I półrocza) pociąga za sobą problemy firm budownictwa mieszkaniowego. Ponownie więc w lipcowej statystyce opublikowanych upadłości znalazły się firmy wykończeniowe (prace hydrauliczne, kanalizacyjne, elektryczne etc.).

Dobra sprzedaż artykułów inwestycyjnych oznacza oczywiście zwiększenie obrotów ich producentów i dystrybutorów, ale z drugiej strony także potencjalne ryzyko w przyszłości – uzależnienie od tego, w jakim kierunku zmieniać się będzie koniunktura budowlana, a więc nawet od pogody w miesiącach zimowych – mówi Tomasz Starus. Sprzedaż ta odbywa się bowiem na zasadzie kredytu kupieckiego o długim, 2-3 miesięcznym terminie płatności – zwiększenie sprzedaży oznacza więc także zwiększenie ekspozycji na potencjalne ryzyko. Po ostatnim załamaniu na rynku budowlanym w latach 2011-2013 producenci i dostawcy zaopatrzenia mają świadomość tego i są ostrożni w ocenie perspektyw.

Odwrotnie niż w sektorze dóbr inwestycyjnych jest w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku – spada ich produkcja sprzedana, jak podaje GUS w czerwcu była on niższa o 8% w stosunku do czerwca ub. roku. „Mniejsza sprzedaż – a także inne przyczyny jak m.in. przesuwanie się sprzedaży do kanału internetowego, wpływają na problemy dystrybutorów hurtowych i detalicznych dóbr konsumenckich, na falę ich głośnych upadłości – tłumaczy Tomasz Starus Stąd mniejsza skłonność (a raczej zdolność) do terminowego regulowania przez nich płatności wobec producentów w porównaniu chociażby do roku ubiegłego.”

W badaniu wyróżniono także sektory transportu i spedycji oraz opakowań. To branże, które zaopatrują większość pozostałych – zarówno inwestycyjnych, jak i konsumenckich. Ich wyniki są pewnym wyznacznikiem sytuacji na rynku, chociaż niekoniecznie świadczą jedynie o zmianie popytu. Firmy transportowe nie notują obecnie zmniejszenia ilości przewozów. Pomimo pewnego spowolnienia tempa wzrostu w przemyśle krajów starej UE i w efekcie przystopowaniem tempa wzrostu popytu na usługi transportowe, jest on cały czas zadowalający. Jednak jak zauważa Tomasz Starus: „Duża konkurencja – nadpodaż usług transportowych oraz rozdrobnienie rynku powoduje, iż ceny usług transportowych i osiągane marże, a w ślad za tym sytuacja finansowa, są cały czas poniżej oczekiwań, a nawet spadły w bieżącym roku. Znajduje to również odzwierciedlenie w wynikach Programu Analiz Branżowych prowadzonego przez Euler Hermes. Bieżąca średnia płynność finansowa branży jest dobra, ale rynek konsumenta sprawił, że spływ należności trochę spowolnił. W czerwcu ubiegłego roku w terminie spłacane było około 88% wartości należności za transport, w czerwcu br. – 80%. Średni okres spłaty należności w transporcie uległ 6-dniowemu wydłużeniu.” Podobna sytuacja ma także miejsce w przypadku przewozów kabotażowych, świadczonych na zagranicznych rynkach. Klienci korzystający z tych usług transportowych są obecnie w lepszej kondycji niż jeszcze rok temu. Dużo łatwiej im więc znaleźć kolejnego przewoźnika, a zatem nie przywiązują się do jednego dostawcy usług, korzystając z aktualnie najkorzystniejszej oferty, nie troszcząc się o terminowe regulowanie należności. „Świadczy o tym „wysyp” niespłaconych należności za pojedyncze frachty o wartości średnio kilkuset euro – podczas, gdy jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu niespłacone należności u przewoźników zdarzały się trochę rzadziej, ale z reguły na kilkukrotnie wyższe kwoty, idące w tysiące euro.” – wyjaśnia Tomasz Starus. Z danych wynika więc, że pewne spowolnienie spływu należności na rynku transportu drogowego jest raczej kwestią wyboru odbiorców, korzystania przez nich z takiej możliwości.

Ocena ryzyka – co warto wziąć pod uwagę
Dane dotyczące opóźnień płatniczych są istotne z punktu widzenia kondycji branż. Niemniej nie wyczerpują one wszystkich aspektów oceny ryzyka i perspektyw poszczególnych sektorów gospodarki. Euler Hermes zarówno przy indywidualnej ocenie kontrahentów, jak i całych sektorów uwzględnia:
–    kwestię popytu – zmian bieżących obrotów i spodziewanych przychodów,
–    rentowność – spodziewaną zyskowność, wahania w zaopatrzeniu, dostępność oraz ceny surowców,
–    ryzyko finansowe – płynności w przepływach finansowych, jak również stabilność źródeł finansowania,
–    otoczenie biznesowe – zmiany technologiczne i rynkowe (np. zmiana kanałów dystrybucji w sprzedaży elektroniki i wyposażenia mieszkań), kwestie ram prawnych oraz inne – m.in. subsydiów rządowych / unijnych.

Ponad 100 mln złotych – nowa gwarancja Rainbow Tours

0

W dniu 13 sierpnia 2014 Towarzystwo Ubezpieczeniowe Europa S.A. udzieliło Rainbow Tours S.A. gwarancji ubezpieczeniowej dotyczącej pokrycia kosztów powrotu klientów do kraju, a także wpłat poniesionych przez klientów za imprezę turystyczną o numerze GT 110/2014, która ma obowiązywać od 17.09.2014 do 16.09.2015

Wartość nowej gwarancji wynosi 100 573 901, 39 złotych i jest wyższa o prawie 20% od gwarancji aktualnie obowiązującej, opiewającej na kwotę 84.700.234,27 złotych, ważnej do 16.09.2014 . Tym samym Rainbow Tours S.A. może się poszczycić jedną z najwyższych gwarancji ubezpieczeniowych wśród polskich touroperatorów.

Beneficjentem gwarancji jest Marszałek Województwa Łódzkiego.

Które województwo najbardziej lubi sushi

Groupon Polska w oparciu o dane z pierwszych siedmiu miesięcy 2014 roku przygotował raport Tydzień Restauracji 2014.

Warszawa, 14 sierpnia 2014 r. – Groupon (NASDAQ: GRPN) – W ramach przygotowań do czwartej edycji Tygodnia Restauracji Groupon serwis sprawdził wyniki sprzedaży różnego typu kuchni w poszczególnych województwach. Wiemy już, które województwo preferuje pizzę, a mieszkańcy którego najchętniej wybierają kuchnię indyjską.

We Wrocławiu ewenementem na skalę krajową jest popularność kuchni amerykańskiej i frytek (70% kuponów na oferty dotyczące kuchni amerykańskiej i frytek zostało kupionych w województwie dolnośląskim). Natomiast Warszawiacy i Poznaniacy szczególnie upodobali sobie burgerownie (1. i 2. miejsce w Polsce, łącznie 76% wszystkich kupionych grouponów na burgery).

Mieszkańcy Trójmiasta i Krakowa bardzo często wybierali się z Grouponem na romantyczne kolacje (odpowiednio 13% i 15% wszystkich romantycznych kolacji kupionych przez Groupona), ale najchętniej z tego typu ofert korzystali Warszawiacy (32%). Z kolei w Szczecinie dużą popularnością cieszą się kanapkarnie (51% sprzedaży z całej Polski).

W Warszawie bezspornie króluje sushi (48% sushi sprzedanego na Grouponie w całej Polsce i 32% wszystkich restauracyjnych ofert w Warszawie).

Tymczasem mieszkańcy Łodzi wolą jadać na słodko. Gofry i naleśniki amerykańskie biją tam rekordy popularności (60% grouponów na gofry i naleśniki amerykańskie z całej Polski). W tej kategorii jedyną konkurencją jest dla województwa łódzkiego jest Wielkopolska (27% grouponów).

W Lublinie zdecydowanie najpopularniejsza jest kuchnia włoska – ponad 30% kuponów na wizytę w restauracji zakupionych w województwie lubelskim było wykorzystanych w takich restauracjach. Drugie miejsce zajęła tam kuchnia japońska (18% kuponów).

W województwie kujawsko-pomorskim hitem okazała się kuchnia turecka (aż 71% grouponów na potrawy kuchni tureckiej zostało zrealizowanych właśnie tam).

Co ciekawe, mieszkańcy województwa lubuskiego bardzo chętnie wybierają restauracje w Poznaniu – dla dobrej oferty odległość najwyraźniej nie ma znaczenia, szczególnie jeśli w grę wchodzi burger. Natomiast w samym Poznaniu hitem okazała się kuchnia francuska (59% wszystkich kupionych kuponów na restauracje francuskie zostało zrealizowanych w województwie wielkopolskim).

Na południu Polski grouponowicze mają inne przyzwyczajenia – w Krakowie największym hitem okazały się… kawiarnie. 51% grouponów na wizytę w kawiarni zostało zakupionych w województwie małopolskim. W Opolu największą popularnością cieszyły się pizzerie (połowa wszystkich grouponów restauracyjnych w województwie opolskim). Mieszkańcy Rzeszowa chętnie wybierali oferty, które na jedzenie wzbogacone o alkohol. Zajęły one wysoką, drugą pozycję, zaraz za ofertami na pizzę.

W niektórych województwach bardzo wysokie lokaty zajmowały mniej oczywiste rodzaje kuchni. W Białymstoku popularna była kuchnia grecka, która została wyprzedzona tylko przez największe hity, czyli sushi, kuchnię polską i włoską.  Na Śląsku dużym wzięciem (drugie miejsce w Polsce) cieszyła się kuchnia indyjska. W województwie świętokrzyskim niezwykle popularna okazała się oferta wyjazdu do winnicy połączonego z degustacją. Natomiast mieszkańcy Olsztyna chętnie wybierali potrawy z dziczyzny. Dużym wzięciem cieszyły się tam też dania kuchni włoskiej.

W województwach nadmorskich sushi jest znacznie bardziej popularne niż na południu, gdzie wyprzedza je kuchnia polska. Tymczasem kuchnie bogate w przyprawy, np. meksykańska lub indyjska, robią furorę wśród mieszkańców Mazowsza i Małopolski.

Groupon, podczas IV Tygodnia Restauracji, który startuje 17. sierpnia, wychodzi naprzeciw gustom Polaków. Pośród ponad 70 restauracji w 15 miastach nie zabraknie żadnego
z najpopularniejszych rodzajów kuchni. Groupon zaprezentuje dobrze znane użytkownikom serwisu lokale, ale znajdzie się również miejsce na smaczne debiuty.

Mecenasem akcji został już po raz drugi Tomasz Jakubiak – utalentowany kucharz, dziennikarz prowadzący wiele programów kulinarnych i promotor zdrowego jedzenia, który tak skomentował raport Tydzień Restauracji 2014 – Sushi zadomowiło się w Polsce na dobre. Widać to szczególnie w dużych miastach, takich jak Warszawa, gdzie jest ono przebojem lunchów biznesowych. Możemy też dostrzec skłonność Polaków do odwiedzania kawiarni. W przeciwieństwie do społeczeństw zachodnich lubimy spędzać w nich więcej czasu niż zajmuje wypicie małego espresso. Cieszy mnie obecność w pierwszej 10. takich kuchni, jak meksykańska czy indyjska. To znak, że Polacy coraz częściej rezygnują z przysłowiowego schabowego na rzecz odkrywania nowych smaków i aromatów. Kształtuje się u nas powoli kultura „foodies”!

Od 17 sierpnia w serwisie Groupon będzie można kupić vouchery do restauracji w ponad 20 miastach Polski w cenach nawet 70% niższych niż zazwyczaj. Pełna lista restauracji dostępna jest na stronie Groupon.pl.

Design thinking w Twojej firmie?

„Design thinkerzy” twierdzą, że kreatywne myślenie nie jest atrybutem tylko niektórych typów ludzi. Niemożliwym dla nich jest to, że ktoś takiego twórczego potencjału może nie mieć. Pogląd ten wynika z prostej obserwacji. 

Życie zmusza wszystkich ludzi  –  bez wyjątku  –  do ciągłego szukania rozwiązań adekwatnych do rangi ich problemów i możliwości poradzenia sobie z nimi. Wniosek z tego, że nikt nie jest wyłączony z procesu myślenia generującego alternatywy, decyzje oraz plany. Wysiłek umysłowy wymagany jest również później, przy wszystkich etapach realizacji danego przedsięwzięcia. Pod tym względem (tłumacząc z angielskiego) „myślenie projektowe” przepełnione jest duchem humanizmu i wiarą w siłę jednostki.

Wszystko, co promuje i podpiera swoim autorytetem Tim Brown, szef IDEO, i co nazwał ­”design thinking”, projektantom z prawdziwego zdarzenia znane jest już od dawna. Niemniej jednak, znajomość procesów i metod, które na co dzień służą designerom do wykonywania ich twórczej pracy, może być przydatna dla wszystkich. Nie ulega wątpliwości, że „design thinking” jest doskonałym pomysłem o wspomnianej wyżej uniwersalności. Rozszerzenie pojęcia projektowania i uderzenie tym samym do szerszej rzeszy odbiorców, pomaga w popularyzacji samego designu jako trendu czy lifestylu. Z kolei przedsiębiorcy zyskują nowe narzędzie, dzięki któremu mają szansę wykorzystać pełen potencjał zespołów kreatywnych i dotrzeć ze swoją ofertą tam, gdzie tradycyjne rozwiązania nie dawały oczekiwanych rezultatów.

Dziś można już całkiem sporo dowiedzieć się na temat „projektowego myślenia”. Na niektórych uczelniach, w Polsce również, można studiować „design thinking”. Zasięg mody na projektowanie niewątpliwie się rozrasta. „Design thinking” to jednak także luksus. Nie jest to rozwiązanie, które szybko stanie się polską normą. Zazwyczaj zespoły projektowe są pod dużą presją i nie zawsze ich priorytetem jest poświęcanie tak wiele czasu na produkowanie i rozbudowywanie pomysłów. Zazwyczaj proces kreacji jest ograniczony na rzecz sprawdzonych metod rozwiązywania problemu. Inwestowanie w innowacje często jest bardzo kosztowne, wymaga dużej wiedzy i czasu, ale wiadomo, że jest niezbędne.

W przeciwieństwie do myślenia analitycznego, „design thinking” to kreatywny proces oparty na znajdowaniu pomysłów i ich rozwijaniu. W tej metodzie ważne jest pozbycie się wartościowania idei we wstępnej fazie projektu. Eliminuje to strach przed porażką paraliżujący swobodę w myśleniu i mobilizuje osobę wykonującą pracę. „Design thinking” to myślenie uwolnione od schematów, tzw. „outside of the box thinking”, pozwalające na uzyskanie niekonwencjonalnego rozwiązania problemu. Sprawdza się ono w przypadku pytań,  na których odpowiedzi nie można uzyskać drogą klasycznej logiki, obliczeń matematycznych, czy wiedzy technicznej.

„Design thinkerzy” budują prototypy. Duży nacisk kładziony na tę część procesu projektowania argumentowany jest oczywistymi korzyściami: stosując sprawdzającą się od wieków metodę prób i błędów, dajemy sobie większe szanse na powodzenie zamierzonego końcowego efektu. Oprócz tego jest to proces niezwykle kreatywny, z którego powstaje niezliczona liczba wariantów. Produkcja musi mieć swoich odbiorców, dlatego projektant dużo uwagi poświęca obserwacji użytkowników, analizie kontekstu użycia. Każdy swój pomysł próbuje ulepszać/rozbudowywać dzięki informacji zwrotnej, jaką stara się uzyskać na każdym etapie swojej pracy.

Projektant nie jest tak efektywny w pojedynkę jak w kolektywie. Era izolacjonizmu samowystarczalnych geniuszy dawno minęła. Musimy umieć pracować w grupie: spełniać w niej swoją określoną rolę, rozumieć postawy innych. Burza mózgów zróżnicowanych pod względem wykształcenia, płci czy doświadczenia ludzi rodzi najlepsze pomysły – mówi Katarzyna Kłopotek, Junior Social Media Specialist GRUPA 365NET.