PKB w strefie euro bez zmian od zeszłego kwartału

PKB strefy euro zanotował stabilizację w II kw. 2014 r.

PKB w całej strefie euro w II kw. br. utrzymał się na tym samym poziomie, co w I kw. roku – wynika z danych Eurostatu.

Największa gospodarka strefy – Niemcy – zanotowała spadek PKB w ujęciu kwartalnym. Francja nie zanotowała wzrostu, natomiast trzecie pod względem wielkości Włochy weszły w recesję. Wzrost PKB zanotowały za to Hiszpania i Portugalia, o 0,6 proc.

Resort finansów proponuje drastyczną podwyżkę odsetek od zaległości podatkowych

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan uważa, że dwukrotny wzrost stawek jest nieuzasadniony i stanowi nadmierny przejaw fiskalizmu, który boleśnie może dotknąć wszystkie firmy, a nie tylko te nieuczciwe.

Aktualna stawka odsetek od zaległości podatkowych w podatku od towarów i usług (VAT) i podatku akcyzowym wynosi 10 proc. rocznie. Znaczne, bo dwukrotne jej podwyższenie trudno uznać za uzasadnione.- Wprowadzenie tak wysokiej stawki odsetek, dla każdej sytuacji dokonania pokontrolnej korekty rozliczeń w VAT i podatku akcyzowym, stanowi dla podatnika niesprawiedliwie wysoką karę – uważa Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Przypadki oszustw podatkowych, których skala w podatku VAT i akcyzy ma uzasadniać zdaniem projektodawcy, podwyższenie stawki odsetek do 200 proc., są penalizowane na podstawie przepisów Kodeksu karnego skarbowego. Kary i sankcje wymierzane w trybie postępowań karnych skarbowych za oszustwa podatkowe wymierzane są „adekwatnie” do czynu, który popełnił sprawca. Uwzględniana jest przy tym wina oraz społeczna szkodliwość czynu. Pod uwagę bierze się także możliwości płatnicze sprawcy (ile zarabia, jakie ma dochody), jego warunki osobiste i rodzinne.

Natomiast odsetki pełnią funkcję kompensacyjną i odszkodowawczą. Zgodnie z orzecznictwem sądowo-administracyjnym są wynagrodzeniem za korzystanie z cudzego kapitału. Dlatego też, nieuzasadnione są próby Ministra Finansów, aby z odsetek uczynić sankcję i dodatkowe „źródło” wpływów budżetowych.

Ponadto obecnie w przepisach podatkowych występuje symetria pomiędzy stawką odsetek za zwłokę a opodatkowaniem nadpłat. Regułą jest oprocentowanie nadpłat według stawki jak dla zaległości podatkowych. Proponowana zmiana, polegająca na podwyższeniu stawki od zaległości podatkowych spowoduje, że symetria ta zostaje w istotny sposób zaburzona z uwagi na dużo niższe oprocentowanie nadpłat w stosunku do oprocentowania zaległości w tym samym podatku.

Konfederacja Lewiatan

Deflacja w lipcu, duże prawdopodobieństwo spadku cen także w sierpniu i wrześniu

Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2 proc. w ujęciu rocznym i o tyle samo w ujęciu miesięcznym – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-KrzysztoszekKomentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Po raz pierwszy od 1989 roku mamy do czynienia ze spadkiem cen w ujęciu rocznym. Należy jednak pamiętać, że lipiec, ale także sierpień i wrzesień są miesiącami, w których zwykle odnotowujemy niższą inflację. O tegorocznej lipcowej deflacji zdecydowały, oprócz czynników sezonowych, także wysoka baza z lipca 2013 roku dotycząca wzrostu cen za wywóz śmieci i relatywnie wysoka baza dotycząca cen żywności. Do tego doszły już pierwsze skutki „wojny” ekonomicznej między Zachodem i Rosją, aczkolwiek silniej będą one odczuwane w kolejnych miesiącach.

Ceny żywności spadły o 1,8 proc., co powinno pozytywnie oddziaływać na portfele osób o niższych dochodach. Ciągle maleją także ceny odzieży i obuwia. Natomiast drożeją napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (o 4 proc. r/r), co powinno wpłynąć pozytywnie na dochody budżetu, tak z VAT, jak i akcyzy. Ciekawą sytuację mamy w łączności, gdzie ceny wzrosły r/r o 2,6 proc., a złożyły się na to bardzo niska baza z lipca 2013 roku (spadek cen o prawie 10 proc. r/r), a także obecna zmiana strategii firm telekomunikacyjnych dotyczącej cen usług.

Deflacja w lipcu, duże prawdopodobieństwo spadku cen także w sierpniu i wrześniu, bardzo niska inflacja do końca roku, mogą skłonić Radę Polityki Pieniężnej do obniżki stóp procentowych, jeszcze w tym roku, nawet o 50 pkt bazowych. Będzie to jeszcze bardziej prawdopodobne, gdy okaże się, że wzrost PKB w drugim kwartale był niższy niż w pierwszym.

Konfederacja Lewiatan

Branża telekomunikacyjna obawia się kas fiskalnych

Rozdzielenie usług telekomunikacyjnych od świadczonych drogą elektroniczną będzie oznaczało, że te ostatnie zostaną objęte obowiązkiem prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas fiskalnych. Pogorszy to sytuację operatorów telekomunikacyjnych. Trudno też będzie, z technicznego punktu widzenia, dostosować usługi do nowych przepisów – uważa Konfederacja Lewiatan.
Usługi świadczone drogą elektroniczną, z uwagi na ich ścisły związek z usługami telekomunikacyjnymi są świadczone w sposób całkowicie zautomatyzowany i ciągły,
z pominięciem bezpośredniego kontaktu z klientem.- Objęcie ich obowiązkiem fiskalizacji spowoduje, że nie będzie możliwe wręczenie klientowi paragonu, czy sporządzenie raportu dobowego (usługi mogą być świadczone bez przerwy w ciągu 24h/dobę). Dlatego proponujemy, aby były one od 1 stycznia 2015 roku zwolnione z obowiązku prowadzenia kas fiskalnych – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.Projekt rozporządzenia w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, wprowadza istotne zmiany w zakresie podmiotów oraz usług, które zostaną objęte obowiązkiem fiskalizacji od 2015 roku, nie rozwiązuje jednak bardzo istotnej kwestii związanej z równolegle wprowadzaną zmianą do ustawy o podatku od towarów i usług dotyczącą definicji usług telekomunikacyjnych. Wiąże się ona z wchodzącymi w życie przepisami Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 z w zakresie środków wykonawczych do Dyrektywy VAT.

Właśnie rozporządzenie Rady (UE) wyklucza z dotychczasowej definicji usług telekomunikacyjnych usługi świadczone drogą elektroniczną. Powyższa zmiana oznacza, że dotychczasowa definicja usług telekomunikacyjnych zostaje w istotny sposób zawężona na potrzeby traktowania dla celów podatku VAT. Nowe brzmienie definicji rozporządzenia Rady wprowadza jednak takie rozgraniczenie usług telekomunikacyjnych od usług elektronicznych, które w praktyce, w aspekcie objęcia obowiązkiem fiskalizacji nie może być zrealizowane.

W praktyce – w dobie wykorzystania nowych technologii i postępu technicznego w branży telekomunikacyjnej (ale też w zgodzie z dotychczasowymi definicjami usług telekomunikacyjnych dla potrzeb VAT) wszystkie usługi związane bezpośrednio z telekomunikacyjnymi uznawane są również za usługi telekomunikacyjne i korzystają ze zwolnienia z obowiązku fiskalizacji.

Konfederacja Lewiatan

Rośnie udział Polski w generowaniu zysku AmRestu

0

AmRest zanotował spadek zysku netto o prawie 70 proc. Rośnie udział Polski w zyskach, spada w przychodach.

AmRest zanotował 8,9-proc. wzrost skonsolidowanych przychodów do poziomu 1,39 mld zł w I poł. 2014 r.

Spółka uzyskała zysk netto na poziomie 12,9 mln zł, czyli o 69,7 proc. mniej w stosunku do I półrocza 2013 r. Spółka tłumaczy spadek zysku wysoką bazą z zeszłego roku, ze względu na przychody z tytułu rozliczenia opcji w kwocie 63,5 mln zł w I połowie 2013 roku. Bez tego jednorazowego wpływu w omawianym okresie ub.r. spółka zanotowałaby stratę.

Operator otworzył także 59 nowych restauracji, czyli posiada ich na całym świecie 749, w tym najwięcej w Polsce – 308 (stan na 14 sierpnia 2014 r.). Drugim najsilniejszym rynkiem jest Hiszpania, gdzie znajduje się 181 restauracji.

Minimalnie spadł udział Polski w sprzedaży grupy – z 40,8 proc. do 40,5 proc. na koniec czerwca 2014 r. Wzrósł za to znacznie udział Polski w wyniku na poziomie EBIT do 6,3 proc. z 1,7 proc.

Agora notuje stratę ponad 10 mln zł

0

12-krotnie większą stratę netto i spadek przychodów spółka medialna Agora tłumaczy częściowo rosnącymi kosztami i spadającymi przychodami z segmentu Prasa.

Strata netto Agory wyniosła 10,5 mln zł. To o ponad 1200 proc. więcej niż 0,8-milionowa strata po I półroczu ub.r.

Częściowo za wzrost starty odpowiedzialne są rosnące koszty firmy – wynika z raportu.

– Jednym z głównych czynników wpływających na wzrost kosztów operacyjnych Grupy były wyższe koszty wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników, które wzrosły o 3,9 proc. do kwoty 149,6 mln zł, m.in. ze względu na wyższe, w stosunku do analogicznego okresu 2013 r., koszty związane z rezerwą urlopową. W omawianym okresie wzrosły również koszty zużycia materiałów i energii oraz wartość sprzedanych towarów – tłumaczą autorzy raportu finansowego.

Przychody netto ze sprzedaż Agory spadły w I półroczu 2014 r. o 1,7 proc. do poziomu 524,8 mln zł – wynika z raportu spółki.

Spadek przychodów w stosunku do poprzedniego roku spowodowany jest głównie poprzez mniejszą sprzedaż usług reklamowych i wydawnictw.

W pierwszym półroczu 2014 r. najistotniejszy wpływ na poziom przychodów Grupy miał spadek wartości wydatków na rynku reklamy prasowej. Wpłynęło to negatywnie na poziom przychodów segmentu Prasa, które skurczyły się o 13,5 proc. Niewielki spadek przychodów odnotował także segment Reklama Zewnętrzna. Pozostałe segmenty Grupy (Druk, Internet, Film i Książka oraz Radio) odnotowały wzrost przychodów – wyjaśnia Agora.

Ceny podręczników – porównuj

Według badania CBOS w ubiegłym roku rodzice przeznaczyli na zakup podręczników  średnio 382 zł*. – W tym roku podręcznik dla uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej, przygotowany przez MEN Nasz elementarz, będzie bezpłatny – zwraca uwagę minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska. Dodatkowo na wszystkie ćwiczenia i podręcznik lub materiał edukacyjny do nauki obowiązkowego języka obcego szkoła otrzyma dotacje w wysokości 75 zł na pierwszoklasistę. W następnych latach darmowe podręczniki i system dotacji obejmą kolejne klasy, jednak w tym roku książki dla starszych uczniów trzeba będzie kupić. Rodziny o najniższych dochodach mogą liczyć na dopłaty w ramach rządowego programu „Wyprawka szkolna”. Kwota zaplanowana w programie na 2014 rok to 156 mln zł.

Kupując książki, warto zwracać uwagę na zróżnicowanie cen. – Namawiam nauczycieli i rodziców, żeby wybierając podręczniki, porównywać ceny w różnych kanałach dystrybucji, by rzeczywiście wybrać to źródło, które jest najtańsze – radzi Adam Jasser Prezes UOKiK. Przed decyzją o wydaniu pieniędzy warto pamiętać o kilku zasadach, które pomogą w rozsądnym dokonywaniu zakupów:

    • porównanie cen – warto  porównywać ceny w różnych kanałach dystrybucji danego wydawcy, szczególnie jeśli ceny danego pakietu różnią się znacząco od tych oferowanych w latach ubiegłych. Warto także sprawdzić cenę w kilku sklepach, zarówno tradycyjnych jak i internetowych. Wirtualne porównywarki cenowe ułatwią wybór najkorzystniejszej oferty, ponadto koszt w internetowym sklepie wydawcy danego podręcznika może służyć jako dobry punkt wyjścia dla porównań;
    • nie musisz kupować tzw. „pakietów” – zakazane są praktyki marketingowe stosowane dotychczas przez niektórych wydawców czy inne podmioty prowadzące sprzedaż podręczników, polegające na wymuszaniu zakupu podręcznika z innym podręcznikiem lub dodatkowymi materiałami dydaktycznymi, wbrew woli konsumenta;
    • przemyślane decyzje – księgarnia nie ma obowiązku przyjmować zwrotu pełnowartościowego podręcznika, który okazał się nieodpowiedni. Warto więc listę obowiązkowych książek skonsultować z nauczycielem. Zwrot lub wymiana na inną, zależy tylko od dobrej woli księgarza. Przed zawarciem transakcji lepiej, zapytać sprzedawcę, czy w określonym terminie będzie można książkę zwrócić lub wymienić;

wadliwy podręcznik można reklamować –  dotyczy to zarówno książek nowych, jak i używanych. Posklejane strony, nieczytelna czcionka – wadliwą książkę można reklamować w ciągu 2 lat od zakupu. Możemy się wtedy domagać m.in.  wymiany towaru na nowy. Jeżeli okaże się to niemożliwe możemy żądać odstąpienia od umowy kupna-sprzedaży lub obniżenia ceny. W przypadku zakupu używanych podręczników sprzedawca może skrócić czas na reklamację do roku. Zawsze  potrzebny będzie dowód zakupu, np. paragon;

  • używane podręczniki są najtańsze – warto korzystać z kiermaszy organizowanych w szkołach i z zakupów w antykwariatach;
  • skorzystaj z rządowego programu „Wyprawka szkolna” – rodziny o dochodach nieprzekraczających 539 zł netto na jedną osobę oraz dzieci z niektórymi niepełnosprawnościami mają prawo do dofinansowania. Zwrot poniesionych wydatków wynosi od 175 do nawet 770 zł na jedno dziecko;
  • Jak starać się o dofinansowanie w ramach „Wyprawki szkolnej”? To rodzice kupują podręczniki. Należy zachować rachunek lub paragon. Będą potrzebne jako dowód zakupu. Termin składania wniosków ustala odpowiednio wójt, burmistrz lub prezydent miasta, właściwy ze względu na siedzibę szkoły. Wszyscy rodzice, którzy złożą wnioski o dofinansowanie muszą otrzymać pieniądze do 17 listopada 2014 r.
    Wnioski o przyznanie pomocy dostępne są na stronach internetowych samorządów gminnych. Więcej informacji na stronie MEN.

 

* Centrum Badania Opinii Społecznej, Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2013/2014, Warszawa 2013

ADMIRAL BOATS z zyskiem w II kwartale

ADMIRAL BOATS S.A., jedyna spółka reprezentująca polski przemysł jachtowy i stoczniowy na giełdzie, wypracowała w ciągu II kwartału 2014 r. przychody netto ze sprzedaży ogółem w wysokości ponad 16,6 mln zł, sprzedając i dystrybuując w 13 krajach ponad 420 łodzi. W okresie tym spółka osiągnęła zysk brutto na poziomie 5,2 mln zł oraz zysk netto w wysokości 2,9 mln zł.

W ujęciu narastającym spółka wypracowała po I półroczu 2014 r. zysk netto na poziomie 444,7 tys. zł, po zanotowanej w I kwartale br. stracie w wysokości 2,3 mln zł spowodowanej sezonowością. Spadek przychodów o 15,4% r/r zrekompensował wzrost rentowności sprzedaży o 3 p.p. do poziomu 26,6%.

Na wyniki wpłynęły m.in. niezrealizowane dotychczas dostawy łodzi do Rosji. Z tego m.in. powodu zysk netto spadł z zanotowanych w II kwartale 2013 r. 3,9 mln zł do poziomu 2,9 mln zł.

– Pomimo trudności na rynku rosyjskim, wynikających przede wszystkim ze spadku wartości rubla, jesteśmy w środku dobrego sezonu, w trakcie którego sprzedajemy więcej droższych modeli. Poprawiamy opłacalność produkcji, ponieważ realizujemy zamówienia o wyższych marżach. Marża brutto na sprzedaży wzrosła o 3 p.p. w stosunku do ubiegłego roku. Chcemy utrzymać ten trend w III kwartale, w którym będziemy realizować przychody z tytułu sprzedaży łodzi wyprodukowanych w ostatnich miesiącach – powiedział Andrzej Bartoszewicz, Prezes Zarządu ADMIRAL BOATS S.A.

W porównaniu z II kwartałem 2013 r. spółka poniosła niższe o 50,1% r/r koszty finansowe dzięki dodatnim różnicom kursowym. Niższe o 16,1% r/r były również koszty sprzedanych produktów.

Spółka ponosi istotne koszty inwestycji w rozbudowywany zakład produkcyjny w Tczewie (woj. pomorskie). Obecnie ADMIRAL BOATS koncentruje się przede wszystkim na zwiększaniu efektywności i rozwijaniu produkcji własnej w miejsce produkcji zlecanej podwykonawcom. Proces ten będzie realizowany wraz z modernizacją zakładów produkcyjnych.

Przejęty w czerwcu 2013 r. zakład w Tczewie oraz towarzyszące temu zwiększenie zatrudnienia
i produkcji w szczycie sezonu, spowodowały wzrost kosztów ogólnego zarządu oraz kosztów operacyjnych. ADMIRAL BOATS planuje zakończenie kluczowych inwestycji do końca 2014 r.

– Zakup zakładu produkcyjnego w Tczewie zwiększył ponad dwukrotnie amortyzację wykazywaną w ciągu kwartału. Ponosimy również wyższe koszty utrzymania obiektów i zatrudnienia. Nadal intensywnie modernizujemy park maszynowy i budynki. Nakłady, które w związku z tym ponosimy, pozwolą na zwiększenie i rozszerzenie produkcji w nadchodzących kwartałach – dodał Bartoszewicz. – Są to dla nas strategiczne inwestycje, które przynoszą już pierwsze owoce. Pozyskaliśmy pierwsze kontrakty na remonty lodołamaczy i produkcję konstrukcji stalowych. Wcześniej uruchomiliśmy także produkcję przyczep. Te oraz kolejne zlecenia zrealizujemy dzięki zakupionej infrastrukturze. Pozwoli to na dywersyfikację przychodów oraz ograniczenie skutków silnej w naszej branży sezonowości.

Grupa Azoty: spadek zysku w I poł. 2014 r. o 69,5 proc. r/r

0

Niższy popyt na produkty grupy i niższe ich ceny na rynkach wpłynęły na pogorszenie wyników Grupy Azoty.

Grupa Azoty zanotowała w I poł. 2014 r. zysk netto w wysokości ok. 234,7 mln zł. To o 69,5 proc. mniej niż w tym samym okresie ub.r.

Przychody miały natomiast mniejszy spadek – o 3,8 proc. do poziomu 5,07 mld zł.

Gorsze niż zeszłoroczne wyniki grupa tłumaczy jednorazową zawyżoną bazą w 2013 r. związana z zakładami w Puławach.

W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku wyniki są niższe ze względu na ubiegłoroczne jednorazowe ujęcie rozliczenia transakcji nabycia puławskiej spółki. Zrealizowane wyniki finansowe są jednak wyższe od zakładanych oczekiwań rynkowych – tłumaczą autorzy komunikatu Azotów.

Na spadki miały także wpływ spadki cen i popytu na główne produkty firmy. W I półroczu zanotowano na rynkach niższe ceny podstawowych surowców (fosforów, soli potasowej, siarki), niższe poziomy cen rynkowych prawie wszystkich produktów biznesów, w tym nawozów, mniejszy popyt na biel tytanową, tworzywa i melaminę, oraz dalszy spadek popytu na DEHP – wynika z komentarza spółki do wyników.

Police notują spadek skonsolidowanego zysku do 41,8 mln zł

0

Pogorszenie koniunktury wpłynęły na spadek przychodów i zysku ZCh Police po I poł. 2014 r.

Skonsolidowane przychody grupy kapitałowej Grupa Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. spadły po I półroczu 2014 r. do poziomu 1,25 mld zł. To mniej od przychodów I poł. 2013 r. o ponad 14 proc.

Zysk netto spadł o 24,8 proc, do poziomu 41,8 mln zł.

Grupa tłumaczy spadek wyników czynnikami zewnętrznymi.

Decydujący wpływ na niższy poziom wyników uzyskanych w I półroczu 2014 roku w relacji do analogicznego okresu ubiegłego roku miało pogorszenie koniunktury na rynkach produktów azotowych (mocznik, amoniak). W konsekwencji wyższej dynamiki spadkowej cen sprzedaży produktów azotowych niż ceny gazu ziemnego (kluczowy surowiec) odnotowano niższy poziom marż ze sprzedaży tych produktów. Pozytywnie na wyniki wpływały niższe ceny podstawowych surowców zużywanych do produkcji – spółka tłumaczy w raporcie finansowym.

GUS: PKB wzrósł w I poł. 2014 r. o 3,2 proc. r/r

Wstępne szacunki GUS mówią o wzroście PKB o 3,2 proc. w ujęciu rocznym.

Produkt Krajowy Brutto wzrósł w II kw. 2014 r. o 3,2 proc. w ujęciu rocznym. Dla porównania, wzrost PKB w poprzednim kwartale wyniósł 3,4 proc. – wynika z komunikatu GUS.

Analiza powstała na podstawie cen stałych średniorocznych roku poprzedniego, dane są niewyrównane sezonowo.

W II kwartale 2014 r. PKB wyrównany sezonowo (w cenach stałych przy roku odniesienia 2005) wzrósł realnie o 0,6 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż przed rokiem o 3,2 proc. – tłumaczą autorzy komunikatu Głównego Urzędu Statystycznego.

Tym razem są to wyniki szybkich, eksperymentalnych szacunków – wskazuje urząd. Kolejne szacunki dotyczące PKB za I połowę roku poznamy 29 sierpnia br.

JSW: 341,4 mln zł straty netto w I poł. 2014 r.

Spowolnienie gospodarcze i niższe ceny węgla na rynkach światowych doprowadziły JSW do wygenerowania straty netto na koniec I półrocza.

Przychody Jastrzębskiej Spółki Węglowej w I poł. br. spadły o 23,9 proc. w ujęciu rocznym do poziomu 3,13 mld zł.

Spółka zanotowała także stratę netto w wysokość 341,4 mln zł wobec zysku w wysokości 172,9 mln zł po I półroczu 2013 r.

Na działalność i wyniki z działalności grupy wpływa szereg czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Utrzymujące się spowolnienie gospodarcze głównie na rynkach europejskich, w tym brak stabilności na rynku stali, ma swoje odzwierciedlenie w przewidywalnych odbiorach koksu i węgla koksowego. Drastyczny spadek cen rynkowych koksu i węgla bezpośrednio wpłynęły na wyniki grupy – tłumaczy JSW w raporcie finansowym.

Wolumen sprzedaży węgla przez spółkę obniżył się o 25,5 proc. przy niższej cenie sprzedaży średnio o 13,6 proc.

Gospodarka niemiecka zwalnia w ujęciu kwartalnym

PKB Niemiec wzrasta w porównaniu do ub.r. Spada jednak w ujęciu kwartalnym.

Po II kw. 2014 r. PKB Niemiec było niższe o 0,2 proc. niż w poprzednim kwartale, wynika z wstępnych szacunków danych po uwzględnieniu czynników sezonowych niemieckiego urzędu statystycznego.

W ujęciu rocznym PKB Niemiec wzrósł w II kwartale o 1,2 proc.

Zysk PGNiG rośnie o ponad 6 proc. i wyniósł 1,5 mld zł.

PGNiG notuje wzrost przychodów ze sprzedaży ropy naftowej, co wpływa na wzrost zysku.

Zysk Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa był za to wyższy od ubiegłorocznego o 6,4 proc. i wyniósł 1,5 mld zł.

Przychody ze sprzedaży PGNiG wyniosły po I połowie roku 16,4 mld zł i były nieznacznie – o 2 proc. – mniejsze niż rok wcześniej.

Największy przyrost przychodów firma odnotowała w segmencie sprzedaży energii elektrycznej. Przychody z tego tytułu wyniosły 866 mln zł i były wyższe w ujęciu rocznym o 56,9 proc. Wzrosła także o jedną trzecią sprzedaż ropy naftowej do poziomu 1,54 mld zł. Spadki przychodów zanotowano w sprzedaży produktów gazowych.  

 

UniCredit CAIB Polska: Grupa Kęty zyskuje na ożywieniu w branży budowlanej

0

CEO Magazyn Polska

Produkująca wyroby aluminiowe Grupa Kęty pozytywnie zaskoczyła inwestorów, podnosząc prognozy zysku za 2014 r. o 34 proc. Choć coraz więcej danych sygnalizuje spowolnienie w polskim przemyśle, to produkcja budowlano-montażowa jest w wyraźnej fazie ożywienia. To sprawia, że Kęty nie wykluczają osiągnięcia jeszcze wyższych zysków na koniec roku.

Notowania producenta wyrobów aluminiowych są w trendzie rosnącym od połowy 2011 r. Od tamtego czasu cena akcji wzrosła blisko trzykrotnie, a w ostatnim roku o ponad 32 proc. Inwestorzy spodziewali się, że po II kwartale 2014 r. Grupa Kęty zrewiduje poprzednie prognozy w górę, jednak skala rewizji pozytywnie zaskoczyła rynek.

Ta prognoza jest około 10 proc. powyżej oczekiwań rynkowych na poziomie zysku netto. Z całą pewnością pokazuje to, że zarząd ma duże przekonanie co do tego, że druga połowa roku będzie bardzo dobra dla spółki – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska.

Obecnie Grupa Kęty zakłada wypracowanie 170 mln zł zysku netto w 2014 r., a więc o 34 proc. więcej w porównaniu z lutowymi przypuszczeniami (126,5 mln zł). Prognoza zysku EBITDA została podniesiona z 250,5 mln zł do 305 mln zł, natomiast zysku operacyjnego z 166,6 mln zł do 225 mln zł. Pozytywnie na kurs akcji mogła wypłynąć także obniżka prognozowanych wydatków inwestycyjnych w 2014 r. ze 143,2 mln zł do 130 mln zł.

Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli przynajmniej dwa bardzo mocne kwartały, gdyż z komentarzy spółki wynika, że prognoza jest możliwa do pobicia, a już te 170 mln zł zwiastuje bardzo dobre rezultaty. Myślę, że pierwsza połowa 2015 roku też powinna być dla spółki dobra. Widać, że nie tylko otoczenie rynkowe pomaga, lecz także wcześniejszy plan, czyli projekty inwestycyjne, które spółka zrealizowała. Myślę, że perspektywy dla Kęt są jak najbardziej dobre – ocenia Marcin Gątarz.

W najbliższych kwartałach spółce będzie sprzyjało obserwowane ożywienie w produkcji budowlano-montażowej, która od 2012 r. była w głębokiej zapaści. Gątarz spodziewa się, że Kęty w dalszym ciągu będą rozwijać się w sposób organiczny, przede wszystkim inwestując w moce wytwórcze w Polsce.

Możemy obserwować pewną aktywność na rynkach zagranicznych, tzn. małe akwizycje, takie jak niedawno dokonana przez spółkę na rynku skandynawskim. Natomiast raczej nie spodziewałbym się bardzo dużych projektów akwizycyjnych. To będzie kontynuacja tego, co widzieliśmy dotychczas. Jeśli chodzi o zadłużenie, to moim zdaniem dzisiaj spółka ma bardzo bezpieczne poziomy i przy nich chyba zostanie, będąc połączeniem wzrostu oraz dużego potencjału dywidendowego – podsumowuje analityk UniCredit CAIB Polska.

W II kwartale Grupa Kęty odnotowała 52,64 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej, podczas gdy rok wcześniej było to 42,89 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły z 382,85 mln zł w II kwartale 2013 r. do 441,70 mln zł rok później.

W I poł. 2014 roku KGHM zarobił 1,1 mld zł

0

Niekorzystne zmiany cen na giełdach światowych pomniejszyły przychody KGHM w I poł. roku o prawie 1/4. Zysk spada jeszcze szybciej.

Przychody KGHM Polska Miedź S.A. spadły w I poł. 2014 r. o 23,9 proc. r/r. do poziomu 9,53 mld zł – wynika z raportu finansowego spółki. Zysk netto wyniósł 1,1 mld zł i jest to o 36,7 proc. mniej niż w I półroczu ub.r.

Spadek przychodów podyktowany jest cenami surowców na świecie i wahaniami kursowymi.

Ogółem przychody ze sprzedaży podstawowych produktów KGHM Polska Miedź S.A. w I połowie 2014 r. osiągnęły poziom 7 504 mln zł i były niższe o 19 proc. od przychodów osiągniętych w I połowie 2013 r., głównie w efekcie spadku notowań metali: miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) o 8 proc. i srebra na Londyńskim Rynku Kruszców (LBM) o 25 proc., zmniejszenia kursu walutowego USD/PLN oraz obniżenia wolumenu sprzedaży – tłumaczą autorzy raportu.

M. Wołos (TMS Brokers): Słabnąca koniunktura w Niemczech zwiększa szanse na obniżkę stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 09:00

W czerwcu spadł polski eksport do Niemiec i strefy euro, po raz pierwszy od wielu miesięcy tak interpretuje wstępne dane GUS część ekonomistów. Jeśli te prognozy się potwierdzą, to wzrosną szanse na obniżki stóp procentowych przez RPP. Tym bardziej że w drugim kwartale wyhamowała dynamika wynagrodzeń, a inflację dodatkowo obniży rosyjskie embargo.

Myślę, że rynki powoli będą rozważały to, czy Rada Polityki Pieniężnej nie powinna jednak zdecydować się na obniżkę stóp procentowych. Mieliśmy dość słabe dane z polskiej gospodarki  duży spadek wskaźnika PMI, teraz możemy jeszcze zestawić to ze spadkami niektórych wskaźników wyprzedzających naszego największego partnera handlowego, czyli Niemcy. Mogą też powstać potencjalne problemy nie tylko w związku z embargiem, które wprowadziła Rosja, lecz także z embargiem, które na Rosję wprowadziły europejskie kraje. To spowoduje spowolnienie PKB polskiego oraz niemieckiego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, analityk, członek zarządu TMS Brokers.

W II kwartale PKB Niemiec skurczył się o 0,2 proc. w ujęciu kwartalnym. W sierpniu nastroje wśród niemieckich analityków oraz inwestorów były znacznie poniżej prognoz. Mierzący je indeks instytutu ZEW osiągnął wartość 8,6 pkt, podczas gdy rynek spodziewał się, że będzie to 18,2 pkt. Jeszcze w lipcu odczyt indeksu ZEW wyniósł 27,1 pkt. To już ósmy miesiąc spadku, licząc od szczytu z grudnia 2013 r., kiedy wskaźnik wyniósł 62 pkt. Wcześniej negatywnym sygnałem był odczyt lipcowego wskaźnika PMI dla niemieckiego przemysłu, który wyniósł 52,4 pkt., a prognozowano 54 pkt.

Coraz słabsze sygnały z niemieckiej gospodarki zwiększają szansę na poluzowanie polityki pieniężnej przez RPP. Tym bardziej że koniunktura w największej gospodarce strefy euro ma większy wpływ na polskie PKB, niż było to rok temu. Według danych GUS w pierwszej połowie 2014 r. udział Niemiec w całkowitym eksporcie Polski wzrósł do 25,9 proc. z 25,1 proc. w pierwszym półroczu 2013 r. Główny ekonomista BIZ Banku Ignacy Morawski uważa jednak, że po dobrych poprzednich miesiącach w czerwcu eksport do Niemiec nie tylko przestał rosnąć, lecz wręcz zanotował spadek.

Tym samym pojawiają się argumenty czysto gospodarcze związane z tym, że Rada Polityki Pieniężnej mogłaby zdecydować się na obniżkę stóp procentowych. Gdyby słabość gospodarki była bardziej widoczna, inflacja z powodu zamieszania z Rosją też nie powinna nam rosnąć, to mamy wtedy szansę na obniżkę stóp procentowych. Z niektórych komentarzy członków Rady Polityki Pieniężnej tak by wynikało, ale takie decyzje będą podejmowane dopiero we wrześniu, może w październiku – twierdzi Wołos.

Prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych zwiększa także brak wyraźnej presji płacowej w gospodarce, która mogłaby zwiększyć tempo wzrostu cen. W drugim kwartale 2014 r. średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 3,5 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy w pierwszym wzrost wyniósł 4,2 proc. – wynika z danych GUS. Ponadto w lipcu po raz pierwszy od 1989 r. zanotowano deflację. Marek Wołos spodziewa się, że jeśli RPP zdecyduje się na cięcie stóp procentowych po wakacjach, to obniżka wyniesie 0,25 pkt proc.

Rada Polityki Pieniężnej może dokonywać obniżek również w mniejszej skali niż 25 punktów bazowych, które do tej pory były w Polsce minimum, ale wydaje mi się, że to musi być obniżka co najmniej o 25 punktów, żeby miała jakieś przełożenie na rynek – uważa analityk i członek zarządu TMS Brokers.

M. Lizon (Asseco BS): Spółka jest obecnie niedowartościowana. Drugie półrocze 2014 r. będzie równie dobre jak pierwsze

0

CEO Magazyn Polska

Asseco Business Solutions spodziewa się utrzymania w drugiej połowie 2014 r. kilkunastoprocentowej poprawy zysku. Informatyczna spółka ma o 5 proc. większy portfel zamówień niż rok wcześniej i planuje wypłacić akcjonariuszom cały zysk netto za 2014 r. Mimo to kurs akcji od początku roku jest w trendzie spadkowym.

Notowania Asseco Business Solutions na GPW przestały rosnąć w końcówce 2013 r., kiedy kurs sięgnął 13 zł, i od tego czasu zarysowuje się krótkoterminowy trend spadkowy. Obecnie cena akcji spółki wynosi nieco ponad 11 zł, jednak wciąż jest ona o ponad 7 proc. wyższa niż w sierpniu 2013 r.

Naszym zdaniem kurs nie spada. Utrzymuje się stabilnie na dość przyzwoitym poziomie. Wskaźnik zysk-cena jest całkiem wysoki jak na dzisiejsze notowania spółek giełdowych. Oczywiście chcielibyśmy, żeby było lepiej. Uważamy, że akcje są nieco niedowartościowane, ale te decyzje są nie w naszych rękach – twierdzi Mariusz Lizon, członek zarządu Asseco Business Solutions.

Asseco Business Solutions widzi potencjał do wzrostu ceny akcji, ponieważ spodziewa się wyraźnej poprawy wyników w drugim półroczu. Spółka zwraca przy tym uwagę, że w tym okresie jej portfel zamówień będzie o 5 proc. wyższy.

Największe umowy to Nestlé i Lotte Wedel, były one podpisane w pierwszym półroczu, natomiast realizacja będzie w drugim półroczu, może nawet zahaczyć o 2015 rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor członek zarządu Asseco Business Solutions. – Trzy ostatnie kwartały pokazują dodatnią dynamikę, porównując do analogicznych okresów te dwa ostatnie nawet dwucyfrową. Także 5,3 mln zł to ładny wynik i narastające 13 mln zł zysku netto za pierwsze półrocze to jest kilkanaście procent lepiej niż w pierwszym półroczu 2013 r.

W drugim kwartale 2014 r. spółka odnotowała 5,37 mln zł jednostkowego zysku netto wobec 4,82 mln zł rok wcześniej, z kolei zysk operacyjny wzrósł w tym okresie z 5,53 mln zł do 6,33 mln zł. Przychody ze sprzedaży w II kwartale br. wyniosły 31,20 mln zł i były niższe niż przed rokiem, kiedy sięgnęły 32,58 mln zł. W całym pierwszym półroczu Asseco Business Solutions odnotowało poprawę w kategorii zysku netto rok do roku (z 11,54 mln zł do 13,06 mln zł) oraz w kategorii przychodów ze sprzedaży (z 66,28 mln zł do 70,32 mln zł).

Z punktu widzenia akcjonariuszy istotne jest to, że dobra sytuacja  finansowa spółki pozwoli utrzymać jej dotychczasową politykę dywidendową.

Przez ostatnie trzy lata pełny zysk netto był wypłacany w postaci dywidendy. W tym roku, 2 czerwca, wypłaciliśmy również cały zysk netto w postaci dywidendy i zarząd planuje taką politykę prowadzić dalej, czyli jeśli nie pojawią się tematy akwizycyjne, nad którymi aktualnie nie pracujemy, też będziemy rekomendować wypłatę dywidendy w przyszłym roku za cały zysk w tym roku – twierdzi Mariusz Lizon.

Główny ekonomista Banku Millennium: Polska gospodarka urosła w II kwartale o 3,3 proc.

CEO Magazyn Polska

W czerwcu Polska utrzymała jeszcze nadwyżkę eksportu nad importem, ale będzie się ona kurczyć. Wzrost PKB w II kwartale napędzała silna konsumpcja i inwestycje firm, dlatego był on tylko nieznacznie gorszy od pierwszego – przewiduje główny ekonomista Banku Millennium. Silniejszy wpływ sankcji ze strony Rosji będzie widoczny dopiero w następnych kwartałach.

Spodziewam się, że wynik w II kwartale będzie nieco słabszy niż w I kwartale. Natomiast nie oczekuję wyraźnego spowolnienia, szacuję wzrost na poziomie 3,3 proc. wobec 3,4 proc. w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Drugi kwartał jako całość był wciąż nie najgorszy dla polskiej gospodarki pomimo nieco słabszych wyników w końcówce tego kwartału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Mimo niekorzystnych sygnałów z polskiej gospodarki, jak np. odczyt wskaźnika PMI dla przemysłu poniżej 50 pkt. w lipcu oraz niska dynamiki sprzedaży detalicznej, według Maliszewskiego wzrost konsumpcji prywatnej miał pozytywny wkład we wzrost PKB. W II kwartale wyhamowały jednak inwestycje, choć także z przyczyn sezonowych i jednorazowych, jak np. możliwość odliczenia VAT od samochodów z kratką czy też łagodna zima w I kwartale.

W związku z tym dynamika inwestycji będzie niższa, ale wciąż w miarę dobra. Szacuję, że w II kwartale było to około 7,5 proc. Poza tym bazowe efekty na poziomie zapasów mogą podbić roczny wskaźnik w II kwartale, więc wydaje mi się, że ogólny odczyt nie powinien być istotnie niższy od tego w poprzednim kwartale – prognozuje główny ekonomista Banku Millennium.

Grzegorz Maliszewski nie spodziewa się spadku eksportu w II kwartale, ponieważ przedsiębiorcy zwiększali w tym czasie sprzedaż na rynkach UE.

Pomimo sankcji, które zostały nałożone, eksport powinien wciąż rosnąć. Eksport żywności, którego dotknęły sankcje, nie jest dominującą pozycją polskiego eksportu, w związku z tym oczekiwać można wyhamowania na rynki wschodnie, natomiast eksport do krajów Unii Europejskiej powinien się zwiększać – zapowiada Maliszewski.

Główny ekonomista Banku Millennium zwraca jednak uwagę na to, że wkład eksportu netto do PKB będzie niższy niż w I kwartale. Jego zdaniem przyspieszenie po stronie importu spowoduje, że wpływ eksportu netto na PKB będzie negatywny. NBP szacuje, że w czerwcu 2014 r. eksport wyniósł 13,71 mld euro, z kolei import – 13,38 mld euro. W tym samym miesiącu deficyt na rachunku obrotów bieżących wyniósł 391 mln euro, wobec 124 mln euro nadwyżki w maju i prognoz ekonomistów na poziomie 166,3 mln deficytu.

Począwszy od II kwartału, głównym motorem wzrostu PKB ma być popyt krajowy, w tym konsumpcja prywatna.

Poprawa sytuacji na rynku pracy powoduje spadek obaw o bezrobocie, a to zwiększa skłonność gospodarstw domowych do wydatkowania na konsumpcję. Oczywiście to nie będzie boom konsumpcyjny, ponieważ gospodarstwa domowe mimo wszystko wciąż dość ostrożnie podchodzą do konsumpcji. Natomiast wzrost na poziomie 3 proc. wydaje się realny – twierdzi Maliszewski.

Setki nowych miejsc pracy w centrach badawczo-naukowych Nokii

CEO Magazyn Polska

Nokia zwiększa zatrudnienie w polskich centrach badawczo-rozwojowych. Od początku ubiegłego roku spółka zatrudniła w naszym kraju ponad 750 osób i wciąż zamierza przyjmować. Rozwój części badawczej Nokii napędzają przede wszystkim prace nad nowymi technologiami przesyłu, w tym LTE Advanced i w przyszłości 5G.

‒ Nokia kontynuuje inwestycje w centra R&D w Polsce. W tamtym roku zatrudniliśmy ponad 450 osób we Wrocławiu, a w tym roku w pierwszym półroczu ponad 300 osób – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Ciepluch, dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia. ‒ Jest to związane z nowymi inwestycjami, a także oczekiwaniami ze strony operatorów. Chcą nowych funkcjonalności, które pozwolą im lepiej korzystać z własnego biznesu, dlatego trzeba je zaimplementować i przetestować. To właśnie robią inżynierowie we Wrocławiu i Krakowie.

Ciepluch dodaje, że to na pewno nie koniec rozwoju Nokii w obszarze badań i rozwoju w Polsce. Nasz kraj jest dla tej spółki ważnym i cały czas rosnącym rynkiem. Nie chce jednak określać konkretnych planów, bo te są dynamiczne i zmieniają się z kwartału na kwartał.

Polscy inżynierowie pracują przede wszystkim nad nowymi technologiami teleinformatycznymi. Operatorzy sieci, jak podkreśla Ciepluch, cały czas poszukują nowych rozwiązań i do zadań działu R&D Nokii należy ich opracowanie i wdrożenie. Podstawowe badania dotyczą znanej od 1999 r. technologii WCDMA (Wideband Code Division Multiple Access), która jest najpopularniejszą technologią w systemach 3G. Nokia prowadzi też prace nad technologią LTE (Long Term Evolution, system 4G), a także nad jeszcze szybszą technologią LTE Advanced.

‒ Technologia LTE Advanced jest rozwinięciem LTE, czyli oferuje znacznie większą szybkość niż standardowy przesył. W Niemczech została przygotowana prezentacja na temat maksymalnej przepustowości technologii LTE i osiągnęliśmy 3,8 Gbit/s, co już jest dość dobrą szybkością na użytek indywidualny – mówi Ciepluch. Dodaje: Natomiast w sferze planowania jest też technologia 5G, która pod strzechy wejdzie w okolicach 2020 roku.

Nowe inwestycje badawczo-rozwojowe Nokii mają dotyczyć przede wszystkim technologii radiowych i poprawy wydajności dostępnego spektrum częstotliwości, a także przyspieszeniem łączy internetowych. Spółka zajmuje się między innymi stacjami bazowymi.

Z uwagi na nowe inwestycje i zwiększone zatrudnienie Nokia zamierza też kontynuować i zacieśniać współpracę z uczelniami. W ten sposób spółka pozyskuje do pracy, zwłaszcza w największym swoim centrum we Wrocławiu, utalentowanych absolwentów. Przede wszystkim dotyczy to studentów kierunków ścisłych, takich jak: informatyka, elektronika, automatyka czy fizyka i matematyka.

‒ W ramach współpracy z uczelniami wrocławskimi proponujemy dokształcanie studentów w dziedzinie nowych technologii. To będzie kontynuowane. Jednocześnie razem z wrocławskimi firmami informatycznymi myślimy o stworzeniu czegoś całkowicie unikatowego w tym zakresie – zdradza Ciepluch.

 

Zamknięcie linii kolejowej na czas modernizacji może uratować Polskę przed zwrotem dotacji z UE

CEO Magazyn Polska

Całkowite zamknięcie fragmentu modernizowanej linii kolejowej z Warszawy do Białegostoku może być jedyną szansą na sfinalizowanie inwestycji przed końcem przyszłego roku. W innym wypadku Unia Europejska może nakazać Polsce zwrócić część dotacji. Bogusław Kowalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR jednak ostrzega, że to rozwiązanie wyjątkowe, szkodliwe dla przewoźników i może dać im podstawę do ubiegania się o odszkodowanie.

Pamiętajmy, że inwestycje są prowadzone na żywym organizmie transportowym, że z infrastruktury korzystają przewoźnicy. Liczba pasażerów, czasy przejazdów ‒ to wszystko wpływa na ich kondycję finansową. Wyłączenie na jakiś okres relacji i zastąpienie ich na przykład transportem autobusowym, rodzi trwałe konsekwencje dla rynku przewozów pasażerskich. To jest dobry pomysł, żeby przyspieszyć inwestycje, ale jest jeszcze pytanie o koszty uboczne i ich rekompensowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogusław Kowalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Całkowite wyłączenie z ruchu ok. 30-kilometrowego odcinka od Sadownego do Tłuszcza zaproponował PKP PLK kilka miesięcy temu Torpol, lider konsorcjum modernizującego linię kolejową Rail Baltica na odcinku od Warszawy-Rembertowa do Tłuszcza. Miałoby to znacznie skrócić czas potrzebny na dokończenie znacznie opóźnionej inwestycji.

Zamknięcie linii pozwoli skrócić czas potrzebny na wykonanie remontu o 10 miesięcy. Prace mogłyby zakończyć się w listopadzie przyszłego roku. Dzięki temu rozwiązaniu podróż z Białegostoku do stolicy, już pod koniec przyszłego roku, może potrwać 2,5 godziny. Przy założeniu, że ruch zostanie utrzymany na jednym torze, utrudnienia związane z remontem potrwają do października 2016 ‒ zapowiada w e-mailu przysłanym do Newserii Biznes Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP PLK.

Modernizację linii w kierunku Białegostoku, podobnie jak wszystkie inne projekty współfinansowane przez UE w ramach perspektywy budżetowej 2007-2013, trzeba zakończyć i rozliczyć przed końcem 2015 r. W innym wypadku grozi nam utrata dofinansowania z Brukseli.

Dzisiaj chyba nikt do końca nie jest w stanie precyzyjnie określić, w jakim tempie inwestycje będą prowadzone w najbliższych miesiącach, czy rzeczywiście założone harmonogramy da się zrealizować. To jest loteria. Po raz kolejny robione to jest w sposób chaotyczny, przypadkowy, na zasadzie  „uda się lub nie uda się”. Tak nie należy działać – podkreśla Kowalski.

Kowalski dodaje, że choć całkowite zamknięcie trasy może rozwiązać problem z czasem zakończenia inwestycji, koszty takiego kroku będą bardzo duże. Poniosą je przede wszystkim spółki uruchamiające połączenia na tym odcinku, ale także zamawiające te połączenia Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju oraz samorządy. Komunikacja zastępcza oznacza wydłużenie czasu przejazdu i mniejszy komfort, choć Siemieniec zapewnia, że PKP PLK razem z przewoźnikami rozmawia o komunikacji autobusowej zarówno bezpośrednio z Warszawy do Białegostoku, jak i na odcinkach pośrednich.

Mimo to zmiany mogą prowadzić do trwałego odpływu liczby podróżnych. Kowalski podkreśla, że w takim wypadku przewoźnicy poniosą wymierne straty finansowe, a nawet po zakończonej modernizacji odzyskać pasażerów może być trudno.

Ocenia także, że za te straty przewoźnicy oraz organizatorzy przewozów mogą domagać się zadośćuczynień od PKP PLK. Siemieniec zapewnia, że przewoźnicy nie zapłacą nic za komunikację zastępczą. Jednak niezależnie od tego, przy przyszłych inwestycjach kolejowych zamykanie całej linii nie może być preferowanym rozwiązaniem. Kowalski zaznacza, że podstawą powinno być dobre planowanie inwestycji, nawet z 20-letnim wyprzedzeniem, jak robią to Niemcy.

Inwestycje muszą być odpowiednio rozłożone w czasie, tak, by były prowadzone razem z ruchem, a wyłączenia powinny być naprawdę incydentalne. Mogą dotyczyć tylko punktowych elementów infrastruktury, kiedy nie da się modernizować w inny sposób. O pasażera trzeba walczyć, trzeba robić wszystko, aby on jak najmniej odczuł problemy związane z modernizacją – podkreśla ekspert ZDG TOR.

W niedzielę odbędzie się aukcja koni w Janowie Podlaskim. Co roku przyciąga największych hodowców i kupców z całego świata

0

Przekazanie daru ogiera z królewskich stajni przez Króla Bahrajnu uświetni Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi zorganizowany po raz 36. w Janowie Podlaskim. Impreza rozpocznie się 15 sierpnia i potrwa trzy dni. Ważnym elementem wydarzenia będzie również aukcja koni – coroczna impreza, która przyciąga hodowców i kupców z całego świata.

Otrzymamy ogiera, który pochodzi z rodu Kuhailana Afasa. Jego wpływ na hodowlę jest ogromny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Trela, prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. – Wartość tego prezentu oceniać będziemy wiele lat później w postaci potomstwa i jego wpływu na hodowlę. 

W niedzielę 17 sierpnia syn następcy tronu Bahrajnu przekaże dar na ręce ministra rolnictwa. Ogier wzbogaci polską hodowlę. Pozwoli ją odświeżyć, ponieważ nie jest blisko spokrewniony z końmi pochodzącymi z naszego kraju.

Te konie są inne – podkreśla Marek Trela. – Mają bardzo ważne cechy, które na pewno przydadzą się w hodowli, a mianowicie solidną tkankę, wytrzymałość. One hodowane były w bardzo ekstremalnych warunkach pustynnych, a poza tym mają zasadniczą zaletę, że są zupełnie obce rodowodowo i dlatego też bardzo zmniejszają spokrewnienie, którego się trochę obawiamy.

Najważniejszym wydarzeniem Dni Konia Arabskiego będzie tradycyjna aukcja arabów z polskich stadnin. Od 45 lat przybywają na nią najpoważniejsi kupcy z całego świata, licytując za kwoty liczone w setkach tysięcy euro. Rekordowe ceny, jakie padały w ubiegłych latach, przekraczały niekiedy 1 mln euro.

Konie arabskie mają najdłuższą tradycje hodowlaną w Polsce – zaznacza Anna Stojanowska z Zespołu Nadzoru Właścicielskiego Agencji Nieruchomości Rolnych, właściciela trzech stadnin: Janów Podlaski, Michałów oraz Białka. – Pierwsze konie orientalne dotarły do kraju wiele wieków temu i stanowią naszą sztandarową rasę zwierząt, z której jesteśmy znani na całym świecie. Przynosi ona Polsce najwięcej splendoru i powodów do dumy, bo polskie konie wygrywają najpoważniejsze pokazy na całym świecie, ale też i wymierne korzyści finansowe.

W tym roku stadnina koni w Michałowie zaprezentuje nabywcom championki Polski: Normę i Piacollę. Białka sprzedawać będzie klacz Perfirkę, matkę zeszłorocznej triumfatorki Perfinki, a Janów – takie gwiazdy, jak: Cenoza, Alabama, Papusza oraz Piraneza. Dni Konia Arabskiego to jednak nie tylko aukcja.

Jest to święto hodowli – podkreśla prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. – Nie wiem, czy więcej ludzi przyjeżdża do Janowa po to, żeby obejrzeć Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi, czyli wybory najlepszych koni, czy więcej ludzi przyjeżdża, żeby kupić konie. Jeżeli ktoś miałby ochotę zobaczyć najpiękniejsze konie w kraju, to właśnie piątek i sobota są najlepszą okazją.

Polska hodowla koni nie jest może największa na świecie. Pod tym względem daleko nam choćby do amerykańskich gigantów. To jednak konie z naszego kraju budzą największe zainteresowanie najpoważniejszych kolekcjonerów.

Od wielu lat Polska jest w ścisłej czołówce światowej hodowli. Ona wyznacza pewne trendy hodowlane, kształtuje rynek i jest barometrem cen na świecie – mówi Anna Stojanowska z Agencji Nieruchomości Rolnych.

Konie arabskie czystej krwi hodowane są w Polsce w trzech stadninach: Janów Podlaski, Michałów oraz Białka, należących do Agencji Nieruchomości Rolnych, która pełni rolę gospodarza Dni Konia Arabskiego. Podstawowym zadaniem spółek strategicznych, nad którymi ANR sprawuje nadzór, jest ochrona bazy genetycznej, zapewnienie prawidłowego prowadzenia hodowli i jej ciągłość.

Rośnie sprzedaż soków, ale nadal spośród napojów bezalkoholowych najwięcej pijemy wody

CEO Magazyn Polska

Polacy rocznie wypijają niemal 3 mld litrów wody, w tym wód smakowych. To najpopularniejszy napój bezalkoholowy, choć na rynku wartym łącznie 12 mld zł najbardziej wartościową kategorią są napoje gazowane. Rynek po stagnacji w ostatnich latach notuje niewielki wzrost, a upalne lato może jeszcze bardziej poprawić wyniki. Z uwagi na rosyjskie embargo potanieć mogą soki jabłkowe.

Wolumen rynku to mniej więcej 6 mld litrów napojów bezalkoholowych, wartościowo  ponad 12 mld zł. Poszczególne kategorie wyglądają różnie, w zależności od tego, co bierzemy pod uwagę wolumen czy wartość. Woda należy do najtańszych produktów, w związku z tym pod względem wielkości jest największą kategorią, stanowi około 48 proc. całej kategorii napojów bezalkoholowych. Ale wartościowo jest to już tylko 28 proc., co daje trzecie miejsce. Z kolei napoje gazowane to najbardziej wartościowa kategoria, ma ponad 30 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Iwona Jacaszek, dyrektor ds. korporacyjnych Coca-Cola HBC Polska.

Dodaje, że trzecim istotnym typem napojów są soki i napoje owocowe. Pozostałe kategorie, takie jak napoje izotoniczne lub energetyczne, mają bardzo niewielki udział w rynku.

W tym roku po raz pierwszy od kilku lat rynek rośnie jako całość. Jacaszek przypomina, że w poprzednich latach sprzedaż napojów bezalkoholowych utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie. Natomiast w pierwszym półroczu tego roku Coca-Cola zanotowała już 3-proc. wzrost rok do roku, a upalne lato daje nadzieję na jeszcze lepsze wyniki w lipcu i sierpniu. Miesiące letnie są dla producentów tego typu napojów zdecydowanie najważniejsze. Sprzedaż w lipcu może być aż o 50 proc. wyższa niż w styczniu – podkreśla Jacaszek.

Pomimo obserwowanej od kilku lat stagnacji, poszczególne kategorie napojów notowały wzrosty i straty.

Od wielu lat woda ma trend wzrostowy. Na początku kryzysu makroekonomicznego kategoria napojów bezalkoholowych lekko spadała, a woda była jedyną rosnącą kategorią. I tak jest do dzisiaj. Soki, napoje i nektary są kategorią ciekawą, bo zaczęły bardzo mocno spadać na początku kryzysu. Soki to napoje najdroższe, więc Polacy zaczęli szybko rezygnować z ich zakupu na rzecz taniej wody. Od zeszłego roku ten trend się odwrócił. Zaczynamy kupować coraz więcej soków i nektarów. Wróciliśmy do droższych napojów, bo sytuacja ekonomiczna się trochę ustabilizowała – ocenia Jacaszek.

Podkreśla, że sprzedaż wody rośnie także dzięki wprowadzeniu do sprzedaży wód smakowych. To napoje plasujące się pomiędzy wodą a sokami, ale statystycznie zaliczane są do wody. Trzecia popularna kategoria napojów, czyli napoje gazowane, sprzedaje się stabilnie i z roku na rok nie występują istotne zmiany.

Na rynek napojów wpływ mogą mieć też sankcje nałożone na Polskę przez Rosję, w szczególności ograniczenia w imporcie jabłek.

Ten nadmiar, który zostanie w Polsce, może wpłynąć na spadek ceny surowca, a co zatem idzie na spadek ceny finalnej produktu. Więc może Polacy nie tylko będą jeść więcej jabłek, lecz także będą pić więcej soku jabłkowego – prognozuje Jacaszek.

Szybko rośnie też kategoria napojów energetycznych. Choć to wciąż bardzo niewielka część całego rynku, w pierwszym półroczu tego roku wzrost zarówno wolumenowo, jak i pod względem wartości, wyniósł aż 9 proc. Polacy piją coraz więcej tego typu napojów. W badaniach przeprowadzonych dla Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności w 2013 r. aż 45 proc. Polaków zadeklarowało, że co najmniej raz w roku pije napoje energetyczne (unijna średnia wyniosła 30 proc., a większy odsetek osób pijących tego typu napoje był tylko w Czechach i Austrii). Odsetek osób pijących więcej niż litr tego typu napojów w krótkim czasie w Polsce wynosi 8 proc. i jest niższy niż unijna średnia o 3 pkt proc.

Konflikt na Ukrainie ogranicza eksport polskich ciągników. Rośnie za to sprzedaż na Zachód

CEO Magazyn Polska

Krajowi producenci maszyn rolniczych i ciągników boleśnie odczuli skutki konfliktu na Ukrainie. Eksport polskich produktów do krajów Europy Środkowej i Wschodniej w I kwartale br. spadł o 42,5 proc. Eksporterzy szukają więc innych rynków zbytu w I kwartale znacząco zwiększyli sprzedaż na Zachód    i coraz bardziej interesują się Afryką. Eksperci zapewniają, że wschodnie rynki, po uspokojeniu się sytuacji politycznej, pozostaną bardzo perspektywiczne.

Jak informuje firma Akcenta, obsługująca transakcje walutowe eksporterów i importerów, powołując się na dane GUS, wartość sprzedaży polskich ciągników za granicę w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku wyniosła ogółem 415,6 mln zł i była o 11,6 proc. niższa niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Eksport traktorów do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (w tym do Rosji i na Ukrainę, które od lat są dla producentów znaczącym rynkiem zbytu) osiągnął wartość ok. 88 mln zł i był ponad trzy razy niższy od zanotowanej w tym samym czasie sprzedaży ciągników do krajów Unii Europejskiej (265,3 mln zł).

– Eksporterom nie udało się poprawić ubiegłorocznych wyników – zauważa Radosław Jarema, dyrektor generalny obsługującej transakcje walutowe eksporterów i importerów firmy Akcenta. – Mimo że duży wzrost zanotowali polscy eksporterzy traktorów do krajów wysokorozwiniętych i do krajów Unii Europejskiej, wzrost był prawie 10-proc., to nie zrekompensował on spadku sprzedaży do krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak podkreśla, w kryzysowych czasach eksporterzy często zwracają się ku rynkom zachodnioeuropejskim, które są bardziej stabilne i pewne. Polscy producenci konkurują na nich nie tylko ceną i tańszą siłą roboczą, lecz także zaawansowaniem technologicznym wytwarzanych produktów. Zdaniem Jaremy chłonność tych rynków jest jednak ograniczona, a lokalna konkurencja bardzo silna. Dlatego producenci muszą szukać nowych rynków zbytu.

– Polskie ciągniki pod względem technologicznym wcale nie są gorsze od tych produkowanych w rozwiniętych krajach – podkreśla Radosław Jarema. – Siłę krajowej maszyny obrazuje kontrakt, który we wrześniu ubiegłego roku Ursus, polski potentat, podpisał z Etiopią. Zobowiązał się do dostarczenia tamtejszej spółce Metals and Engineering Corporation of Adama Agricultural Machinery Industry w sumie 3 tys. maszyn o wartości przeszło 90 mln dol. Była to największa od lat tego rodzaju transakcja.

Rynek afrykański dla polskich producentów ciągników i maszyn rolniczych – zdaniem dyrektora generalnego firmy Akcenta  jest bardzo przyszłościowy. Powinien być uwzględniany w planach i strategiach sprzedaży oraz rozwoju. W pierwszym kwartale bieżącego roku wywóz towarów z Polski do państw Afryki łącznie był wyższy o 42,6 proc. niż przed rokiem.

– W sprzedaży do krajów Czarnego Kontynentu łatwo wykazać bardzo szybki, oszałamiający wzrost, bo wartości początkowe są niewielkie – mówi Jarema. – Krajowi producenci nie obawiają się tego rynku. Wskazuje na to choćby coraz większa liczba pytań o sposoby i możliwości realizacji transakcji z afrykańskimi podmiotami. Wcześniej, jeśli w tamtym kierunku szły z Polski płatności, to raczej na konta organizacji charytatywnych i pomocowych.

Podkreśla jednak, że krajowi przedsiębiorcy sprzedający ciągniki za granicą nie powinni rezygnować z planów współpracy handlowej z państwami Europy Wschodniej, szczególnie Ukrainą.

– Wraz z ustabilizowaniem się sytuacji politycznej oraz integracją tego kraju z Unią Europejską mogą się pojawić pozytywne perspektywy dla branży – wskazuje Radosław Jarema. – Krajowi producenci i eksporterzy ciągników powinni mieć to na uwadze, planując rozwój. Powrót oraz potencjalna ekspansja na rynkach wschodnich są jak najbardziej realne. Warto monitorować sytuację w regionie oraz przygotowywać się do zniesienia barier handlowych i otwarcia tamtejszego rynku. Polskie ciągniki doskonale pasują do żyznych ukraińskich gleb.

Wykluczenie rosyjskich firm z indeksów S&P i FTSE będzie ciosem w ich reputację i utrudni finansowanie

CEO Magazyn Polska

S&P oraz FTSE wciąż prowadzą rozmowy z uczestnikami rynku w sprawie ewentualnego wykluczenia z indeksów części firm z Rosji. Taki ruch doprowadziłby do silnej wyprzedaży ich akcji, a w konsekwencji utrudniłby im pozyskiwanie kapitału na rynku. Jedna z największych firm tworzących indeksy giełdowe, amerykańska MSCI, pozostawi Sberbank oraz VTB Bank w indeksie rosyjskich spółek, ale firma opracowała już indeksy pomijające wszystkie rosyjskie aktywa. Szacuje się, że najważniejsze indeksy opracowywane przez MSCI, S&P oraz FTSE śledzi kapitał o wartości bilionów dolarów.

Jeżeli giełdy amerykańskie również podejmą kroki w kierunku wykluczenia rosyjskich spółek ze swoich indeksów, to niewątpliwie ten kapitał pójdzie do innych spółek, które wejdą na to miejsce. Rynek nie znosi próżni. Spółki rosyjskie na tym ucierpią, natomiast trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że rynek światowy też, ponieważ te spółki rosyjskie jednak będą uczestniczyć w światowym systemie gospodarczym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit Sp. z o.o.

Na przełomie lipca i sierpnia firma MSCI wywołała silną wyprzedaż akcji rosyjskich spółek po tym, jak stworzyła nowe indeksy wykluczające rosyjskie aktywa: MSCI ACWI ex-Russia oraz MSCI Emerging Markets ex-Russia. Amerykańska spółka nie zdecydowała się jednak wykluczyć ze swojego indeksu MSCI Russia dwóch spółek, na które zostały nałożone zachodnie sankcje: Sberbanku oraz VTB Banku.

MSCI zastrzega sobie jednak prawo do zmiany tej decyzji, jeśli – wbrew zapowiedziom ze strony banków – zdecydują się one jednak na emisję nowych akcji. Sankcje ze strony USA i UE zabraniają inwestorom nabywania nowych emisji akcji oraz długu o zapadalności dłuższej niż 90 dni. Nad wykluczeniem części rosyjskich spółek ze swoich indeksów wciąż zastanawia się jednak S&P Dow Jones Indices oraz FTSE. Zdaniem części analityków decyzja jest trudna, ponieważ nie da się oddzielić rynku pierwotnego, który dotknęły sankcje, od rynku wtórnego, na którym handel odbywa się w normalnych warunkach.

Wśród argumentów za usunięciem rosyjskich aktywów najczęściej wymienia się ułatwienie inwestorom dywersyfikacji ryzyka. Fundusze inwestujące w sposób pasywny są obecnie narażone na silne straty z powodu posiadania w portfelu rosyjskich akcji. Od początku roku rosyjskie indeksy MICEX oraz RTS dużo gorzej radzą sobie w porównaniu z np. chińskimi czy brazylijskimi.

Wiele funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych z definicji kupuje takie spółki, ponieważ ich wyniki inwestycyjne są często odnoszone do głównych indeksów giełdowych. Zatem zarządzający niejako automatycznie podejmują decyzję o kupnie danej spółki i oczywiście modyfikują często decyzję o to, czy daną spółkę przeważają, czy nie doważają – wskazuje prezes BTFG Audit.

Jeśli rosyjskie spółki zostaną usunięte z indeksów S&P, to inwestorzy pasywni, starający się naśladować wyniki indeksu, będą je sprzedawać – oceniają analitycy. Obok ciosu w reputację, bezpośrednim skutkiem będzie wzrost kosztu pozyskania kapitału przez rosyjskie banki oraz inne przedsiębiorstwa. Prawdopodobnie będą one musiały szukać kapitału na innych rynkach, np. w Chinach. W przypadku problemów z płynnością, banki komercyjne są w relatywnie lepszym położeniu, bo mogą liczyć na pomoc centralnego banku Rosji.

Świat finansów jest bezwzględny i zawsze znajdą się podmioty, które będą w stanie finansować podmioty niejako wykluczone ze świata finansów albo które prestiżowo ucierpiały. Finansują je jednak na znacznie trudniejszych warunkach: albo żądają znacznie większego udziału w kapitale danej spółki, albo są w stanie zapłacić mniej, ponieważ wiedzą, że dany partner biznesowy nie ma łatwego dojścia do kapitału – wyjaśnia Ruciński.

Polacy nie potrafią już podróżować bez aplikacji mobilnych

CEO Magazyn Polska

Nawigacja, dostęp do rozkładów jazdy, możliwość zakupu i zarządzania biletami ‒to tylko przykłady aplikacji, bez których Polak w podróży nie bardzo umie sobie już poradzić. Osób korzystających z takich narzędzi przybywa wraz z rosnącą liczbą urządzeń mobilnych z dostępem do sieci. Szczególnie w okresie wakacji aplikacje notują kilka tysięcy pobrań dziennie.

Jeżeli chodzi o sprawdzanie informacji dotyczących rozkładu jazdy, planowanie podróży oraz kupowanie biletów, pasażerowie będą powoli migrować z tradycyjnych pecetów na urządzenia mobilne. To naturalne, że urządzenie, za pomocą którego planujemy podróż i kupujemy bilet, podróżuje potem razem z nami i może nas nawigować – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Soroczyński, prezes zarządu Teroplan, właściciela platformy rezerwacyjnej e-podróżnik.

Soroczyński zaznacza, że wzrost popularności podróżniczych aplikacji mobilnych napędza nie tylko to, że coraz więcej osób korzysta ze smartfonów i tabletów, lecz także sam przyrost liczby podróżujących. Takie aplikacje mogą ułatwić wyjazd i pomóc w jego organizacji.

Aplikacje podróżnicze mają m.in. funkcje nawigacji, gromadzenia rozkładów jazdy i wyszukiwania połączeń, w tym łączących dojazd komunikacją miejską i podróż komunikacją dalekobieżną. To może być przydatne nie tylko w trakcie planowania wyjazdu, lecz także w sytuacji opóźnienia jednego przyjazdu. Aplikacje może pomóc nam znaleźć alternatywne i najszybsze połączenie. To, jak podkreśla Soroczyński, zapewnia pasażerom komfort w trakcie podróży.

Na tabletach i smartfonach można także przechowywać bilety.

Urządzenie mobilne jest także dużym udogodnieniem w kupowaniu biletu, bo możemy to zrobić przez telefon, a następnie okazujemy do kontroli kod QR lub jakąś animację, która wyświetla się w urządzeniu mobilnym, co zwiększa znacznie komfort podróżowania. Nie musimy drukować biletów, nie musimy obawiać się o ich zgubienie, wszystko dzieje się w urządzeniu, które podróżuje z nami – podkreśla Soroczyński.

Popularność takich rozwiązań rośnie szczególnie w okresie wakacyjnym. Dla przykładu aplikację e-podróżnik na system Android pobiera ok. 1,5 tys. osób dziennie. Aplikacja umożliwia m.in. nawigację do dokładnego adresu z wykorzystaniem rozkładów jazdy ponad 600 przewoźników, nie tylko z Polski.

Mamy rozkład jazdy nie tylko wśród polskich przewodników, lecz także czeskich, części niemieckich, rozwijamy bazę także na inne kraje europejskie. Używając tej aplikacji, równie dobrze można zaplanować podróż do Pragi czy Berlina – podkreśla Soroczyński.

Inwestycje w koniak popularne na świecie. Polacy częściej go konsumują, niż w niego inwestują

CEO Magazyn Polska

Inwestycje w drogie alkohole to nadal nisza, ale przy umiejętnym budowaniu portfela może w długim terminie przynieść wymierne zyski. Wymaga to jednak wiedzy i doświadczenia oraz zasobnego portfela. Butelka unikalnego koniaku kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Polski rynek wciąż jest bardziej na etapie konsumpcyjnym niż inwestycyjnym.

Zakup unikalnej butelki wysokiej jakości alkoholu to zarówno inwestycja, jak i lokata kapitału. W przypadku koniaku istotnym elementem jest fakt, że edycje są nie większe niż 300 butelek.

Koniak jest podsegmentem tego i tak niszowego rynku unikalnych alkoholi. Może być inwestycją, ale nie musi, to alkohol, który często po prostu trafia do kieliszka – mówi Paweł Morozowicz, zarządzający portfelem alkoholi inwestycyjnych w Wealth Solutions.

Pieniądze w alkohol inwestować można w sposób wirtualny, a sama butelka nie opuszcza miejsca przechowywania. Drugi sposób to kupno na aukcji i przechowywanie w domu lub skrytce. To, ile zarobimy w długim czasie, zależy od tego, jakie alkohole mamy w swoim posiadaniu.

To jest też kwestia dywersyfikacji. Mamy dość szeroki wachlarz edycji, a każda z nich inaczej się zachowuje – tłumaczy Paweł Morozowicz.

Najbardziej pożądane przez koneserów są stare trunki, wypuszczone na rynek w limitowanych, specjalnych edycjach. Eksperci zajmujący się inwestycjami w unikalne alkohole podpowiadają więc staranność w wyborze butelek, które chcemy zakupić.

To jest rzecz pierwszoplanowa, żeby wiek szedł w parze z limitowaną edycją oraz wybitną jakością – podkreśla Paweł Morozowicz. – Można iść do źródła, do domu koniakowego, bądź poszukać kolekcjonerów, którzy takie butelki mają. Nie jest to łatwe, trzeba mieć na pewno dużo doświadczenia i znajomości, żeby udało się zakupić taką butelkę.

Ważna jest reputacja producenta koniaku, czyli domu koniakowego. Najlepsze są inwestycje w produkty pierwszych 5-10 producentów spośród 200 funkcjonujących w okolicach francuskiego miasta Cognac.

Ceny trunku to zwykle kilkadziesiąt tysięcy euro, ale zdarzają się i takie, które kosztują ok. 200 tys. euro. Najdroższy koniak w historii został wyceniony na 2 mln dolarów. Wartość alkoholi z unikalnych edycji rośnie dynamicznie. Przykładem może być butelka Remy Martin Black Pearl, która w kwietniu 2013 na aukcji została sprzedana za równowartość 65,5 tys. zł. W maju jej cena wzrosła do 75 tys., a w listopadzie – do 85 tys. zł.

Niejednokrotnie można uzyskać i dwukrotność ceny zakupu po kilku latach. Oczywiście każda edycja zmierza w innym kierunku i tempie, to też zależy od tego, jakie jest zainteresowanie daną edycją, jak często występuje ona na aukcjach. Oczywiście im rzadziej, tym lepiej – wyjaśnia Paweł Morozowicz.

Wyjątkowa butelka, zakupiona za kilka tysięcy złotych po kilku latach może kosztować tyle samo, ale w euro lub dolarach. Polscy kolekcjonerzy dopiero jednak wkraczają na rynek koniaków.

Mieliśmy dopiero pierwszą premierę unikalnego koniaku w tym kraju, chociaż wiem, że są kolekcjonerzy, którzy mają unikalne i stare koniaki w swoich kolekcjach. Natomiast to zdecydowanie jest dopiero początek rozwoju rynku, jeszcze jesteśmy na etapie bardziej konsumpcyjnym – dodaje Paweł Morozowicz.

Koniak jako trunek jest popularny w takich krajach, jak USA, Chiny, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia czy Rosja. Roczny eksport koniaku wynosi ok. 170 mln butelek. Wśród największych marek są Hennessy, Remy Martin, Martell, Courvoisier, choć – jak podkreślają eksperci Wealth Solutions – najbardziej cenione za jakość są marki mniejszych producentów jak: Camus, Delamain, Tiffon czy Hardy.

Polacy wydają coraz więcej na aranżację wnętrz

CEO Magazyn Polska

Polacy przywiązują coraz większą wagę do wystroju wnętrz, w których mieszkają. Chętniej niż kiedyś radzą się specjalistów, a na zakupy mebli lub elementów dekoracyjnych są skłonni wydać coraz większe kwoty. Szczególnie chętnie Polacy kupują bibeloty, np. tekstylia czy świeczki, dzięki którym szybko i małym kosztem można zmienić charakter wnętrza.

Decyzje Polaków w zakresie aranżacji wnętrz są przemyślane. Przed urządzeniem mieszkania lub remontem radzą się architektów lub dekoratorów wnętrz, a także samodzielnie szukają inspiracji w internecie lub czasopismach wnętrzarskich. Przy aranżacji są coraz bardziej odważni i nie boją się opinii innych ludzi. Na urządzanie mieszkania Polacy są także skłonni wydawać coraz więcej pieniędzy.

W Polsce nadal bardzo ważne jest to, aby produkt był nie tylko dobrej jakości, lecz także w dobrej cenie. Polacy bardzo świadomie szukają produktów, których cena koresponduje z jakością, bardziej świadomie podchodzą do zakupów – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Katarzyna Balashov z IKEA Retail Poland.

Polacy chętnie kupują zwłaszcza elementy dekoracyjne, takie jak: ozdobne poduszki, narzuty na łóżka, świeczki oraz kwiaty. Dzięki nim można łatwo i niedrogo nadać wnętrzu nowy charakter. Z danych firmy IKEA wynika, że największą popularnością wśród bibelotów cieszą się kolorowe ramki na zdjęcia i świece, zarówno zapachowe, jak i typu tea light.

Zakupy Polaków zależą też od sezonu. Wakacje to czas remontów. Klienci chętnie kupują wówczas nowe meble i elementy wystroju, zwłaszcza do łazienki oraz pokoju dziecięcego.

Jesień czas na zmianę oświetlenia, zakup elementów ocieplających wnętrze, takie jak np. tekstylia w ciepłych barwach, oraz porządki. Często segregujemy swoje rzeczy i pozbywamy się zbędnych, więc sprzedają się różnego rodzaj pudełka oraz sprzęty służące do organizowania przestrzeni w lepszy sposób – mówi Katarzyna Balashov.

Z badań firmy IKEA wynika, że Polacy stosunkowo rzadko zmieniają wystrój kuchni. Tylko 10 proc. przebadanych gospodarstw domowych posiadało kuchnię nowszą niż dwuletnią. Jednocześnie jednak trzecia ankietowanych chciałaby, przynajmniej w jakiejś części, zmienić aranżację pomieszczenia kuchennego.

IZFA: Konflikt na Ukrainie wpływa negatywnie na rynek akcji

Rosną środki w funduszach, saldo wpłat i umorzeń 0,86 mld zł na plusie, trwa awersja do ryzyka i odwrót od rynku akcji.

W lipcu 2014 r. zanotowano największe dodatnie saldo wśród funduszy dłużnych od maja 2013 r. – o ponad 1 mld zł, wzrost w funduszach gotówkowych i pieniężnych o 0,45 mld zł – wynika z raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. Saldo wpłat i umorzeń wyniosło na koniec minionego miesiąca na plusie 0,86 mld zł, co było najlepszym wynikiem od kwietnia i trzecim w ogóle w tym roku – podkreślają autorzy raportu.

Wyniki wpłat i wypłat z krajowych funduszy inwestycyjnych w lipcu i poprzednich miesiącach utwierdzają w przekonaniu, że polski rynek funduszy stał się na tyle głęboki, że z powodzeniem potrafi zatrzymać klientów bez względu na to, jaka koniunktura panuje na poszczególnych klasach aktywów. Stabilność rynku i wciąż rosnące spektrum inwestycji powinny w dalszym ciągu działać zachęcająco dla dotychczasowych i nowych inwestorów – wyjaśnia Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Jedną ze słabiej zachowujących się klas aktywów były akcje – wynika z raportu. W lipcu saldo wpłat i umorzeń funduszy akcyjnych było ujemne i wyniosło -0,37 mld zł. To najgorszy wynik od marca tego roku.

Niewątpliwie istotnym czynnikiem, który spowodował zwiększoną awersję do ryzyka była napięta sytuacja na Ukrainie, która miała (i prawdopodobnie będzie miała również w sierpniu) wyraźny wpływ nie tylko na rynki kapitałowe, ale także finansowe w regionie Europy Środkowej i Wschodniej – prognozują eksperci z IZFA.

Poczta elektroniczna najpopularniejszą formą komunikacji w sieci

Badanie przeprowadzone przez IIBR dla Grupy Wirtualna Polska pokazuje, że poczta elektroniczna jest najczęściej wybieraną formą komunikacji w sieci. 97% polskich internautów deklaruje korzystanie z poczty, 70% spośród nich robi to przynajmniej raz dziennie. Już 75% internautów korzystających z Internetu w telefonie sprawdza za jego pośrednictwem e-maile, rośnie również liczba osób wskazujących na korzystanie z poczty przez tablet. Obecnie to 17% internautów i jest to niemal dwa razy tyle, co przed rokiem.

E-mail podstawą komunikacji
Poczta elektroniczna jest niezmiennie najchętniej wybieranym narzędziem do komunikacji w sieci. Aż 97% ankietowanych deklaruje korzystanie z e-maila. Drugie miejsce na podium zajęły, po raz kolejny, serwisy społecznościowe (84%), a trzecie – komunikatory (74%).

Poczta elektroniczna w urządzeniach mobilnych
Badanie IIBR pokazuje, że wszystkie badane formy komunikacji internetowej zyskują na popularności wśród użytkowników telefonów. Polacy coraz chętniej korzystają z poczty w komórkach. 75% ankietowanych sprawdza pocztę elektroniczną w telefonie (vs 69% w 2013 r.), a niemal połowa z nich robi to codziennie (wzrost w stosunku do ubiegłorocznego badania o 9 punktów procentowych – z 37% na 46%). Serwisy społecznościowe zajmują obecnie drugą pozycję (63%), natomiast trzecią – komunikatory (35%).

Najczęściej z mobilnej poczty korzystają właściciele iPhone’ów (79% – codziennie), mieszkańcy miast powyżej 500 tys. (57% – codziennie), osoby w wieku 25-44 lata (52% – codziennie) i z wykształceniem wyższym (51% – codziennie). Co ciekawe, w ciągu roku niemal podwoiła się (wzrost z 9% do 17%) liczba internautów korzystających z poczty e-mail za pomocą tabletu. Najczęściej są to osoby w wieku 35-44 lata (22%), z wyższym wykształceniem (18%) oraz mieszkańcy największych miast (21%).

Jakość, nie ilość
Niemal jedna czwarta internautów (24%) ma tylko jedno konto e-mailowe, a ponad 1/3 (35%) – dwa. Użytkowników posiadających więcej niż 6 kont e-mailowych jest zaledwie 2%.

Poczta Grupy WP pozostaje liderem wśród serwisów pocztowych w Polsce. Korzysta z niej 8,3 mln internautów (Real Users). Użytkownicy wybierają pocztę Grupy WP ze względu na jej dużą pojemność (44%), niezawodność (41%), duże załączniki (36%) oraz bezpieczeństwo (34%).

O badaniu:
Badanie zrealizowane przez IIBR na zlecenie Wirtualnej Polski. Badanie przeprowadzono w dniach 17-31 marca 2014 roku na grupie internautów w wieku 15 lat i więcej, i w jego ramach zebrano 2000 wypełnionych ankiet. Dane zostały doważone pod względem płci i wieku tak, by były reprezentatywne dla ogółu internautów w Polsce (ważenie do danych SMG/KRC-Omnibus).

Dojrzałe kobiety w wieku pomiędzy 47 a 65 rokiem życia nie boją się kredytów

Z najnowszej analizy Biura Informacji Kredytowej wynika, że kobiety w wieku pomiędzy 47 a 65 rokiem życia są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczek kredytów konsumpcyjnych w całej populacji kobiet i jedynie w tym pokoleniu jest ich więcej niż mężczyzn w przypadku tego rodzaju kredytów.

Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, że prawie 60 proc. mężczyzn z pokolenia X (a więc pomiędzy 32 a 46 rokiem życia) posiada przynajmniej jedno czynne zobowiązanie kredytowe. Gdy analizujemy poszczególne pokolenia kredytobiorców pod kątem płci, możemy zaobserwować ciekawe zjawiska. Występują bowiem różnice zarówno pomiędzy poszczególnymi pokoleniami kobiet i mężczyzn, jak również pomiędzy kobietami a mężczyznami w ramach tego samego pokolenia. Na przykład, tylko co trzeci mężczyzna z pokolenia Y (pomiędzy 18 a 31 rokiem życia) ma kredyt.

Ciekawe zjawisko dotyczy także kredytów konsumpcyjnych (ratalnych i gotówkowych). Kobiety z generacji osób dojrzałych, czyli 47-65-latki są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczek kredytów konsumpcyjnych w całej populacji kobiet i jedynie w tym pokoleniu jest ich więcej niż mężczyzn, odpowiednio 28% i 27%. Natomiast najwięcej mężczyzn, którzy mają kredyt konsumpcyjny w relacji do liczebności danego pokolenia, jest wśród 32-46-latków (pokolenie X) – 31 proc. mężczyzn z tego pokolenia ma czynny kredyt konsumpcyjny. W kolejnych dwóch pokoleniach (osób dojrzałych i seniorów) aktywność mężczyzn w zakresie zaciągania kredytów konsumpcyjnych sukcesywnie zmniejsza się.

Interesująca obserwacja w przypadku kredytów mieszkaniowych dotyczy pokolenia Y, gdyż czynny kredyt mieszkaniowy ma więcej młodych kobiet niż mężczyzn. Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego z Biura Informacji Kredytowej można to częściowo próbować wyjaśniać tym, że młode kobiety szybciej niż młodzi mężczyźni usamodzielniają się, zatem więcej kobiet niż mężczyzn z pokolenia Y zaciąga kredyt mieszkaniowy na własne mieszkanie.

Największą liczbę kredytobiorców zarówno kobiet jak i mężczyzn mających kredyt mieszkaniowy stanowią 32-47-latkowie (pokolenie X), średnio co piąta kobieta i mężczyzna. Co ciekawe różnica pomiędzy kobietami mającymi kredyt mieszkaniowy, a mężczyznami posiadającymi kredyt mieszkaniowy wynosi tylko ok. 1 p.p. na korzyść mężczyzn. W przypadku pokolenia Y różnica ta wynosi 2 p.p. na korzyść kobiet. – Sytuacja ta nie powinna zaskakiwać, zważywszy na fakt, że większość kobiet i mężczyzn w tym wieku jest już w stałych związkach i zaciągają kredyt mieszkaniowy wspólnie – mówi Waldemar Rogowski.

Najwięcej aktywnych kart kredytowych znajduje się w portfelach mężczyzn i kobiet z pokolenia X, odpowiednio 16% i 12%. Warto dodać, że w przypadku pokolenia osób dojrzałych praktycznie taka sama liczba kobiet jak i mężczyzn posiada czynną kartę kredytową (różnica wynosi jedynie 1pp.). Pokolenie seniorów mniej chętnie korzysta z kart kredytowych, dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet. – Można próbować zjawisko to tłumaczyć tym, że osoby w tym wieku zazwyczaj mają już swoje przyzwyczajenia i są konserwatywne w swoich zachowaniach kredytowych. Jeżeli już potrzebują sfinansować jakiś zakup, to preferują tradycyjne kredyty bankowe (konsumpcyjne) – tłumaczy prof. Rogowski.

Kluczowe wnioski z analizy Biura Informacji Kredytowej:

  • Aktywność kredytowa mężczyzn i kobiet jest największa w pokoleniu X. W kolejnych dwóch pokoleniach – osób dojrzałych i seniorów aktywność kredytowa maleje.
  • W przypadku kredytów konsumpcyjnych ciekawym zjawiskiem jest to, że kobiety 47-65 letnie chętniej korzystają z kredytu od mężczyzn z tego pokolenia, choć różnica jest niewielka i wynosi 1 p.p. W trzech pozostałych pokoleniach to mężczyźni są bardziej skłonni do zaciągania kredytu konsumpcyjnego.
  • W przypadku kredytów mieszkaniowych w pokoleniu X średnio co piąta osoba zarówno kobieta , jak i mężczyzna, korzysta z kredytu mieszkaniowego. Pomiędzy kobietami i mężczyznami w poszczególnych pokoleniach występują małe różnice. Jedynie w przypadku pokolenia Y, w którym duża liczba kobiet i mężczyzn to single, różnica wynosi 2 p.p. na korzyść kobiet.
  • W pokoleniu X aż o 4 p.p. więcej mężczyzn niż kobiet posiada aktywną kartę kredytową. W pozostałych trzech pokoleniach dla kart kredytowych nie obserwujemy tego zjawiska w takiej skali, różnice wynoszą maksymalnie 2 p.p.

Firmy leasingowe włączają się do systemu wymiany informacji

Biuro Informacji Kredytowej, rozpoczęło właśnie współpracę z funkcjonującym już od 20 lat na naszym rodzimym rynku, Związkiem Polskiego Leasingu, oferując leasingodawcom pełny dostęp do systemu wymiany informacji kredytowej. Ponadto do firm leasingowych zrzeszonych w ZPL trafią również dane z bazy BIG InfoMonitor, np. dotyczące zaległych zobowiązań wobec dostawców mediów, usług telekomunikacyjnych czy innych kontrahentów. Dostęp do bazy BIK integrującej informacje z różnych sektorów gospodarki, ułatwi przedsiębiorcom podejmowanie decyzji biznesowych.

Kluczem do stałego rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, jest możliwość pozyskania zewnętrznego finansowania. Takie wsparcie zapewnia przede wszystkim leasing, którego znaczenie, jako instrumentu finansowego z roku na rok wrasta. W odróżnieniu jednak od sektora bankowego, branża leasingowa nie miała do tej pory zapewnionego dostępu do kompleksowej wiedzy o zobowiązaniach swoich klientów. Budowanie przez BIK, wspólnie z firmami leasingowymi, zintegrowanej bazy o przedsiębiorcach, korzystających także z innych niż kredyt bankowy form finansowania, zwiększy znacząco komplementarność całego systemu.

– W grupie roboczej, trwają prace nad ostatecznym wystandaryzowaniem informacji dotyczących zobowiązań przedsiębiorców – mówi Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK. – Chcemy, aby te informacje były jak najbardziej przydatne dla firm leasingowych i mogły wspierać je w efektywnym zarządzaniu procesem sprzedaży i oceną ryzyka – podkreśla. Zdaniem Sławomira Grzelczaka zawiązana właśnie współpraca pozwoli na wypełnienie luki informacyjnej dotyczącej mikroprzedsiębiorstw i firm z sektora MŚP.

Bardzo nas cieszy perspektywa współpracy z Biurem Informacji Kredytowej. Dla branży leasingowej to niezwykle istotne, aby stale się rozwijać, a dostęp do kompleksowej wiedzy o zobowiązaniach klientów to kolejny krok naprzód – podkreślił Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu. – Produkty leasingowe cechuje szybkość i prostota dostępu do finansowania oraz minimalne oczekiwania co do zabezpieczeń, co wynika z faktu, iż przez cały okres leasingu właścicielem przedmiotu jest firma leasingowa. Umożliwienie dostępu do danych zgromadzonych w systemie BIK może sprawić, że ocena ryzyka ulegnie w firmach leasingowych kolejnym uproszczeniom i w efekcie przyczyni się do dalszego zwiększenia dostępu do finansowania, szczególnie dla firm z sektora mikroprzedsiębiorstw i MŚP.

Współpraca BIK zarówno z bankami, jak i podmiotami spoza sektora bankowego oparta jest na zasadzie wzajemności. Polega ona na umożliwieniu korzystania z informacji przetwarzanych w BIK instytucjom, które zobowiązały się przekazywać dane o swoich klientach. Korzyści z bezpośredniej wymiany informacji o mikroprzedsiębiorstwach są kluczowe dla zmniejszenia asymetrii informacyjnej, która występuje przy obsłudze finansowania tej grupy klientów.
W bazie BIK znajdują się informacje o ok. 122 mln. rachunków należących do ok. 22 mln. klientów indywidualnych. Równolegle, Biuro posiada informacje o zobowiązaniach kredytowych przedsiębiorców, gromadząc obecnie dane o ponad milionie rachunków kredytowych należących do ponad pół miliona podmiotów. Wypełnienie bazy BIK Przedsiębiorca osiągnie poziom nasycenia porównywalny do bazy konsumentów w 2015 r. Obecnie w Systemie Informacji BIK Przedsiębiorca uczestniczy 14 banków komercyjnych, kilkadziesiąt banków spółdzielczych i dwa zrzeszenia spółdzielcze. Warto podkreślić, że na 1,8 mln firm funkcjonujących w Polsce, około 30 proc. korzysta z kredytu bankowego.

– W BIK znajdują się dane dotyczące zarówno firm, jak i konsumentów, warto jednak pamiętać, że około 80 proc. przedsiębiorców, zaciągnęło również kredyt jako klienci indywidualni, finansując często w ten sposób własną działalność gospodarczą – przypomina Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK. – Zatem ryzyko niespłacania kredytu może w efekcie przenikać się pomiędzy bazami i taką korelację w naszych analizach dostrzegamy – dodaje.

Zintegrowane dane z baz Grupy BIK, w tym od dostawców mediów i usług telekomunikacyjnych, a w szczególności dane o spłacalności zobowiązań wobec banków, mogą mieć wpływ na wydajność procesów oceny ryzyka. Dostęp w jednym miejscu do pełnej informacji pomoże w ograniczeniu kosztów funkcjonowania firm, doprowadzi do automatyzacji kontroli i monitoringu bieżącej aktywności kredytowo-finansowej klientów, co będzie miało pozytywny wpływ na działalność biznesową.

– Współpraca z BIK będzie mieć także pozytywny wpływ na rozwój leasingu konsumenckiego – przypomina Andrzej Sugajski. – Implementacja do ustawy o kredycie konsumenckim przepisów dyrektywy unijnej spowodowała powstanie ryzyka prawnego oraz niewłaściwego zakwalifikowania części umów leasingu jako kredytu konsumenckiego. Spodziewamy się, że z początkiem 2015 r. przeszkoda ta zostanie usunięta i wówczas wraz z rozwojem leasingu konsumenckiego wzrastać będzie także zainteresowanie danymi o konsumentach zgromadzonymi w bazie BIK.

Informacje w bazie BIK zawierają dane osobowe klientów, szczegóły dotyczące kredytu, terminowości spłat oraz informacje na temat ewentualnych zaległości, dotychczasowych działań windykacyjnych i egzekucyjnych. Jeśli rachunek został zamknięty, to informacja o tym, wraz z powodem jego zamknięcia trafia także do bazy Biura. Warto podkreślić, że 90 proc. danych przetwarzanych w BIK ma charakter pozytywny – potwierdza to stan obsługi kredytów i spłacania należności kredytowych na czas.

Pokolenie X najbardziej aktywne kredytowo

Z najnowszego raportu Kredyt Trendy Biura Informacji Kredytowej wynika, że najbardziej aktywną grupą kredytobiorców jest tzw. pokolenie X, czyli osoby w wieku 35-46 lat – 58 proc. tej grupy wiekowej posiada czynne zobowiązanie w banku. Stanowią oni również największą grupę wśród kredytobiorców mających kredyt mieszkaniowy – 54 proc. osób, które zaciągnęło kredyt mieszkaniowy to osoby z pokolenia X. Są oni również najbardziej aktywnymi użytkownikami kart kredytowych. Z kolei osoby ze starszych roczników najczęściej korzystają z kredytów konsumpcyjnych. Z analizy BIK wynika, że z kredytów najrzadziej korzystają osoby najmłodsze. 

Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, że niemal połowa Polaków (48 proc.) jest aktywna kredytowo, w tym jedna czwarta posiada kredyt konsumpcyjny, a co dziesiąty mieszkaniowy.  Pomiędzy poszczególnymi pokoleniami Polaków można zaobserwować jednak znaczące różnice w  ich zachowaniach kredytowych. 

Najwyższy poziom aktywności kredytowej cechuje „pokolenie X” (32-46-latkowie) – prawie sześciu na dziesięciu przedstawicieli tego pokolenia to aktywni kredytobiorcy i jest ich o 10 pkt. proc. więcej niż wynosi średnia dla całej populacji. Ponadto, osoby z pokolenia X stanowią aż 54 proc. wszystkich osób mających czynny kredyt mieszkaniowy. Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego z Biura Informacji Kredytowej można to tłumaczyć najbardziej ustabilizowaną pozycją zawodową osób z tych roczników. – Z jednej strony determinuje ona zdolność kredytową, z drugiej umożliwia zaspakajanie większych potrzeb konsumpcyjnych z wykorzystaniem kredytu bankowego – komentuje profesor.

CEO Magazyn Polska

Natomiast na przeciwnym biegunie znajdują się osoby o dekadę młodsze. Spośród osób 18-31-letnich, już tylko co trzeci (31 proc.) wykazuje się aktywnością kredytową. Jak zauważa prof. Rogowski, należy jednak wziąć pod uwagę, że pokolenie Y to często wciąż jeszcze osoby uczące się, które nie wykonując pracy zawodowej, nie mogą ubiegać się o kredyty. – Warto też pamiętać, że nawet po skończeniu nauki, wysoki odsetek młodych nie chce lub nie ma możliwości podjęcia pracy na etacie, funkcjonując na podstawie umów o dzieło lub zlecenia, co utrudnia zaciąganie kredytów – mówi. – Ponadto ich zarobki są statystycznie znacznie niższe, niż te otrzymywane przez „pokolenie X”.

Generacja osób dojrzałych, czyli 47-65-latkowie są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczy kredytów konsumpcyjnych w całej populacji. Wśród kredytobiorców mających kredyt konsumpcyjny 36 proc. to osoby z tego pokolenia. Natomiast w relacji do liczebności danego pokolenia, korzystających z kredytu konsumpcyjnego jest najwięcej wśród 32-46-latków – 29 proc. osób z tego pokolenia ma czynny kredyt konsumpcyjny. Warto zauważyć, że aktywni w zakresie kredytów konsumpcyjnych są również seniorzy – więcej niż co piąta osoba powyżej 65 roku życia ma czynny kredyt konsumpcyjny.

CEO Magazyn Polska

W przypadku kredytów mieszkaniowych największą liczbę kredytobiorców stanowią 32-47-latkowie. – Sytuacja ta nie powinna zaskakiwać, zważywszy na fakt, że jest to pokolenie najlepiej sytuowane, posiadające również największe potrzeby mieszkaniowe – mówi Waldemar Rogowski. – Nasza analiza pokazuje, że kredytami tego typu w najmniejszym stopniu zainteresowani są seniorzy (jedynie 2 proc.), którzy zdecydowanie chętniej skupiają się na finansowaniu potrzeb konsumpcyjnych. Interesująca obserwacja dotyczy również pokolenia Y, bowiem czynny kredyt mieszkaniowy ma prawie co piąty aktywny kredytowo przedstawiciel tego pokolenia.

CEO Magazyn Polska

Największa liczba aktywnych kart kredytowych znajduje się w portfelach osób z pokolenia X oraz osób z pokolenia osób dojrzałych (odpowiednio 39 i 36 proc.). Osoby najstarsze – pokolenie seniorów mniej chętnie korzysta z kart – posługuje się nimi zaledwie 8 proc. z nich. – Można to tłumaczyć tym, że osoby w tym wieku zazwyczaj mają już swoje przyzwyczajenia i są konserwatywne w swoich zachowaniach kredytowych,  preferując tradycyjne kredyty bankowe –  tłumaczy prof. Rogowski. 

CEO Magazyn Polska

Dość zróżnicowana pokoleniowo jest również wysokość przyznawanego limitu w aktywnej karcie kredytowej. Najwyższe średnie kwoty limitów (powyżej 7 tys. zł) mają posiadacze kart z pokolenia X i osób dojrzałych. Najniższe – osoby z pokolenia Y i seniorów: odpowiednio 4,8 tys. zł oraz 4,3 tys. zł.  Jak zauważa Waldemar Rogowski, zjawisko to wydaje się mieć główną przyczynę w dochodach osób z poszczególnych generacji. – Ponadto w przypadku osób najmłodszych, niski limit można częściowo tłumaczyć tym, że karty kredytowe były im na ogół sprzedawane w ostatnich latach, kiedy banki w większości przypadków obniżyły kwoty przyznawanych limitów w kartach kredytowych – komentuje prof. Rogowski.

Indeks kondycji kredytów konsumpcyjnych BIK

Pierwszy odczyt BIK Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych na koniec I kwartału 2014 r. wynosi 62,6.

Im wyższa wartość indeksu, tym kondycja kredytów konsumpcyjnych (rozumiana jako terminowość ich spłat) jest lepsza. Oznacza to bowiem, że mniej rachunków kredytowych wpada w opóźnienia bądź zwiększa już istniejące przeterminowanie.

Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK opracowywany jest na podstawie danych pochodzących z baz Biura Informacji Kredytowej. Na potrzeby obliczenia indeksu jego twórcy podzielili kredyty konsumpcyjne na 4 klasy w zależności od statusu terminowości spłaty danego kredytu. Indeks jest średnim ważonym udziałem kredytów, które w danym okresie obserwacji przeszły do wyższej klasy przeterminowania (co zależy od długości opóźnienia w spłacie) do sumy kredytów, które na koniec badanego okresu obserwacji były regulowane na czas oraz tych, które osiągnęły wyższą klasę przeterminowania. Dodatkowo dla poszczególnych klas i okresów opóźnień zastosowano wagi odzwierciedlające prawdopodobieństwo, że kredyt przejdzie do najwyższej klasy przeterminowania. Dodatkowo indeks podlega standardom normalizacji uwzględniającym m.in. liczebność i wartość czynnych kredytów konsumenckich.

Zdaniem dr. Mariusza Cholewy, Prezesa Zarządu Biura Informacji Kredytowej, wprowadzany właśnie przez BIK indeks, opracowywany na podstawie danych pochodzących z baz Biura Informacji Kredytowej, będzie zintegrowanym miernikiem kondycji polskich kredytobiorców i terminowości spłaty zaciąganych przez nich kredytów. – Uznaliśmy, że taki indeks jest niezbędny, nie tylko do oceny tego jak w danym momencie radzą sobie kredytobiorcy, ale stanie się również istotnym wskaźnikiem w szerszej skali – zaznacza.

Jak pokazują dane przeanalizowane przez BIK i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, historyczne odczyty  Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK w latach 2007 – 2014 miały dynamiczny przebieg. W okresie od 2007 do końca 2009 roku pogarszała się terminowość obsługi czynnych kredytów konsumpcyjnych. Przełom nastąpił w pierwszej połowie 2010 roku i od tego momentu w szybkim tempie zaczęła następować poprawa terminowości obsługi kredytów konsumpcyjnych, mierzona malejącym udziałem kredytów wchodzących w opóźnienia w obsłudze bądź zwiększających skalę opóźnienia w liczbie rachunków obsługiwanych regularnie. Sytuacja ta została spowodowana m.in. uprzednim (począwszy od 2009 roku) zmniejszaniem się liczby udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Od połowy 2012 roku obserwujemy stabilizację zmian terminowości obsługi kredytów konsumpcyjnych z mniejszą już dynamiką poprawy indeksu, co wynika ze znacznie lepszej jakości kredytów konsumpcyjnych udzielanych po 2010 roku.

Dr Konrad Walczyk, odpowiedzialny z ramienia IRG SGH za konstrukcję BIK Indeksu zauważa, że jego historyczny przebieg jest w dużej mierze zbieżny ze zmianami koniunktury gospodarczej w Polsce. – W okresie ożywienia obserwujemy wzrost BIK Indeksu czyli obrazowo mówiąc „poprawę zdrowia kredytów konsumpcyjnych”, a w okresie spowolnienia gospodarczego jego spadek, czyli gorszą kondycję – komentuje dr Walczyk.

Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK będzie publikowany co kwartał. – Kolejne odczyty będą informowały o tym, czy terminowość obsługi kredytów konsumpcyjnych nadal poprawia się, pozostaje na stabilnym poziomie lub czy pojawią się sygnały ostrzegawcze. Warto je zatem śledzić aby wychwycić moment zmiany trendu lub jej zapowiedź – mówi dr Mariusz Cholewa.

Polacy wciąż niewiele wiedzą o rynku kredytowym

0

Co drugi respondent badania MillwardBrown przeprowadzonego na zlecenie BIK i Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy korzysta obecnie z jakiejś formy pożyczki lub kredytu. Równocześnie, większość ankietowanych ocenia swoją wiedzę dotyczącą tematyki finansowej jako słabą (39 proc.) lub średnią (43 proc.). Tymczasem, jak się okazuje faktyczna, obiektywna wiedza Polaków jest jeszcze mniejsza, niż im się wydaje. 

Co prawda dwie trzecie (62 proc.) ankietowanych zna pojęcie zdolności kredytowej, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że wie co oznacza wiarygodność finansowa, to o takich terminach jak scoring czy RRSO słyszało stosunkowo niewielu respondentów (odpowiednio 17 i 8 proc.).

Co drugi respondent badania MillwardBrown przeprowadzonego na zlecenie BIK i Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy korzysta obecnie z jakiejś formy pożyczki lub kredytu. Równocześnie, większość ankietowanych ocenia swoją wiedzę dotyczącą tematyki finansowej jako słabą (39 proc.) lub średnią (43 proc.). Tymczasem, jak się okazuje faktyczna, obiektywna wiedza Polaków jest jeszcze mniejsza, niż im się wydaje.

Co prawda dwie trzecie (62 proc.) ankietowanych zna pojęcie zdolności kredytowej, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że wie co oznacza wiarygodność finansowa, to o takich terminach jak scoring czy RRSO słyszało stosunkowo niewielu respondentów (odpowiednio 17 i 8 proc.).

BIK oraz Vivus.pl zawarły umowę na wymianę danych o charakterze kredytowym

Biuro Informacji Kredytowej to kluczowe ogniwo systemu wymiany i współdzielenia danych bankowych. Od pewnego czasu zwiększa się rola, jaką BIK pełni również poza sektorem bankowym – w tym wśród firm pożyczkowych i leasingowych. Międzysektorowa wymiana danych kredytowych, przynosi wymierne korzyści dla wszystkich uczestników rynku, także dla konsumentów. Tylko co piąta osoba ubiegająca się o pożyczkę nie ma historii kredytowej w BIK.

Proces wymiany i współdzielenia danych w sektorze bankowym i pozabankowym nabiera tempa. Szczególnie dynamicznie przebiega na rynku firm pożyczkowych, gdzie czołowi gracze chcą już teraz dostosować się do przyszłych wymogów regulatorów.

Z szacunków BIK wynika, że ponad połowa klientów, którzy chcieli nawiązać współpracę z firmą pożyczkową, złożyła prawie jednocześnie wniosek o kredyt w banku. – Umacnianie pozycji BIK na rynku pozabankowym poprzez wymianę informacji jest więc nie tyle celem strategicznym Biura, co niezbędnym działaniem w kierunku zwiększania transparentności rynku pozabankowego i poprawienia bezpieczeństwa całego sektora finansowego – uważa Sławomir Grzelczak, wiceprezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.

Poszerzenie zakresu działań prowadzonych przez BIK pozwoli również na ograniczenie liczby kredytobiorców nadaktywnych, czyli takich, którzy posiadają więcej niż 10 kredytów. W 4 kwartale 2013 r. zadłużenie klientów nadaktywnych wynosiło 8,0 mld PLN, z czego połowa (4,0 mld PLN) to kredyty przeterminowane, co oznacza, że opóźnienia w ich spłacie przekroczyły 90 dni. Tylko co piąta osoba ubiegająca się o pożyczkę nie ma historii kredytowej w BIK. Są to przeważnie ludzie młodzi, wchodzący po raz pierwszy na rynek kredytowy. Połowa ubiegających się o pożyczkę, ma w bazach BIK informacje o zaleganiu w obsłudze.

Zdaniem Sławomira Grzelczaka z BIK, szersza współpraca z sektorem pozabankowym przyniesie pozytywne efekty wszystkim graczom rynku kredytowego – Banki otrzymają dzięki temu informacje wcześniej niedostępne, co umożliwi bardziej kompleksową ocenę potencjalnych kredytobiorców – mówi. – Zmniejszymy tym samym lukę informacyjną w obrębie systemu finansowego, będącą konsekwencją rosnącej liczby kredytów udzielanych poza sektorem bankowym. To także wypełnianie misji BIK jako integratora rynku bankowego i niebankowego – dodaje Sławomir Grzelczak.

Otwarcie Biura na współpracę z podmiotami spoza sektora bankowego udzielającymi kredytu konsumenckiego jest możliwe i odbywa się w oparciu o regulacje prawne zawarte w Dyrektywie i Ustawie o kredycie konsumenckim, Ustawie prawo bankowe i Ustawie o ochronie danych osobowych. Warunkiem współpracy z Biurem Informacji Kredytowej dla firmy udzielającej kredytów konsumenckich jest respektowanie zasady wzajemności. Podmioty te muszą więc mieć możliwość przekazywania danych na temat swoich klientów do bazy BIK, po uprzednim uzyskaniu od nich wymaganych zgód. Tym samym oba segmenty rynku: banki i firmy pożyczkowe, uzyskują pełniejszy obraz sytuacji swoich klientów.

Oprócz firm udzielających pożyczek, do systemu będą przyłączać się także firmy leasingowe i ubezpieczyciele. Doświadczenia z rynku amerykańskiego wskazują, że około 75 proc. klientów wnioskujących o ubezpieczenie samochodowe lub mieszkaniowe płaci niższe składki dzięki scoringowi ubezpieczeniowemu (opartym o dane kredytowe) – źródło: Federal Trade Commission Report z 2007 roku. Dodatkowo, straty z tytułu ubezpieczeń samochodowych dla klientów z najniższym scoringiem ubezpieczeniowym (opartym o dane kredytowe) są 2-krotnie wyższe niż klientów z najwyższym scoringiem, w przypadku ubezpieczeń mieszkaniowych różnica ta jest nawet 3-krotna.

Biuro Informacji Kredytowej oraz czołowa firma pożyczkowa Vivus.pl zawarły niedawno umowę na współdzielenie i wymianę danych o charakterze kredytowym. Umowa weszła w życie w lutym br., a jużw maju, po bardzo szybkim okresie przygotowań, rozpoczęła się pełna współpraca. Vivus jest kolejnym partnerem BIK z rynku pozabankowego, który przystępuje do projektu współdzielenia danych. Według prezesa Vivus Finance, Loukasa Notopoulosa ta współpraca jest korzystna przede wszystkim dla klientów. W Polsce mamy jedną z trudniejszych w Europie sytuacji pod względem dostępu do informacji o kliencie. Zwiększenie bezpieczeństwa i transparentności sektora finansowego poprawi ocenę ryzyka kredytowego, ale przede wszystkim uporządkuje rynek pożyczkowy, co jest nam dziś bardzo potrzebne – mówi Notopoulos. To są rozwiązania szczególnie chroniące konsumenta i przeciwdziałające przekredytowaniu. Dlatego osobiście uważam, że wymiana informacji z zewnętrznymi bazami danych to podstawa odpowiedzialnego pożyczania – dodaje.

W marcu tego roku Europejski Trybunału Sprawiedliwości wydał wyrok w którym orzekł, że jeżeli kredytodawca – tak bank jak i firma pożyczkowa,  nie wypełni wynikającego z Dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki obowiązku oceny zdolności kredytowej konsumenta, to w przypadku, gdy domaga się zapłaty kredytu od konsumenta, nie ma prawa do odsetek kontraktowych wynikających z umowy. Z pewnością tak kategoryczne podejście UE do zarządzania ryzykiem może skłonić sceptyków do dynamicznego włączenia się w proces wymiany i współdzielenia danych  – komentuje Sławomir Grzelczak.

Klienci korzystający z usług firm pożyczkowych zyskują teraz możliwość budowania swojej pozytywnej historii kredytowej. To zwiększy ich wiarygodność w kontakcie z bankami i ułatwi otrzymanie atrakcyjnych warunków kredytu w przyszłości. Informacja o zadłużeniu poza sektorem regulowanym będzie również dostępna w raportach o sobie, które każdy może szybko pobrać on – line ze strony www.bik.pl

Poręczasz wiele kredytów? Jesteś w awangardzie

Tylko 6 tys. osób w Polsce zdecydowało się poręczyć jednocześnie przynajmniej trzy kredyty. Łącznie, osób, które poratowały swoją zdolnością kredytową kogoś innego przy zaciąganiu zobowiązania jest 572 tys. – wynika z najnowszej analizy Biura Informacji Kredytowej. 

Spośród 572  tys. osób, które poręczają kredyty innym osobom, aż 517 tys. osób (91 proc.) poręcza jeden kredyt. Nieco ponad 54 tys. osób poręcza więcej niż jeden kredyt, w tym prawie 6 tys. przyjęło takie zobowiązanie wobec co najmniej trzech kredytów.

Często kredyt poręcza więcej niż jedna osoba. Obecnie kredytów poręczonych jest 462 tys., a więc o 110 tys. mniej niż samych poręczycieli. Dominują wśród nich kredyty konsumpcyjne (gotówkowe i ratalne) – to 88 proc. wszystkich poręczonych kredytów. Jedynie 8 proc. poręczonych zobowiązań kredytowych to kredyty mieszkaniowe. Rzadko poręczamy inne rodzaje kredytów. – Sytuacja, kiedy dwie lub więcej osób decydują się wspomóc kogoś innego poręczeniem dotyczy w dużej mierze kredytów na większe kwoty, a więc najczęściej mieszkaniowych. Niejednokrotnie rodzice pomagają w ten sposób swojemu dziecku – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Biura Informacji Kredytowej. – Należy pamiętać, że aby zostać poręczycielem trzeba posiadać zdolność kredytową na wnioskowany przez kredytobiorcę kredyt. Jeśli osoba ma wymaganą zdolność kredytową i zostanie poręczycielem, to kwota poręczana obniża jego zdolność do zaciągania kolejnych zobowiązań. Dotyczy to nie tylko zobowiązań poręczanych, ale również własnych. Stąd też może wynikać niska skłonność do udzielania zbyt wielu poręczeń. Poza tym dla kredytobiorców wygodniejsze, chociaż bardziej kosztowne, może być ubezpieczenie spłaty kredytu aniżeli proszenie kogoś o poręczenie kredytu – dodaje.

Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku kart kredytowych?

0

Z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że co szósty dorosły Polak ma w portfelu kartę kredytową, jednak aż 2,3 mln kart do portfeli i torebek nie trafia, leżą nieużywane w szufladach. Dane BIK pokazują, że limit na karcie kredytowej należącej do kobiety jest aż o jedną trzecią niższy od limitu na karcie mężczyzny. Tymczasem to panie lepiej radzą sobie z zadłużeniem na karcie, rzadziej też występują u nich opóźnienia w spłacie.

Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku kart? Eksperci BIK sprawdzili, że przynajmniej jedną kartę kredytową posiada dziś 4,7 mln dorosłych Polaków. Zdaniem dr. Andrzeja Topińskiego, głównego ekonomisty Biura Informacji Kredytowej to niewiele. – Należy pamiętać, że spora grupa posiadaczy kart kredytowych, wcale z nich nie korzysta, sprawdziliśmy, że takich nieużywanych kart jest łącznie aż 2,3 miliona na 6,3 miliona wszystkich. One jednak w każdej chwili mogą zostać wykorzystane i są wciąż aktywne  – zaznacza.

Średni limit kart kredytowych w Polsce

Średni limit na karcie kredytowej wynosi 3,5 tys. zł. i nie zmienia się już od kilku lat, co może dziwić, biorąc pod uwagę ciągły wzrost wysokości płac Polaków (w ciągu pięciu ostatnich lat płace wzrosły o 24%). Oznacza to, że banki dość ostrożnie podchodzą do możliwości spłacania zadłużenia na kartach przez klientów. A może klienci sądzą, że karta z wysokim limitem jest bardziej ryzykowna?

Jakakolwiek tego jest przyczyna limit na karcie w torebce kobiety jest średnio o jedną trzecią niższy niż ten przyznany mężczyźnie. – Tak duże różnice w podejściu do klientów różnej płci mogą dziwić, bo dane Biura Informacji Kredytowej jasno pokazują, że to kobiety są solidniejszymi kredytobiorcami, lepiej spłacają swoje zobowiązania – zauważa Andrzej Topiński – Być może mniejsze limity kredytowe przyznawane posiadaczkom kart kredytowych wynikają z faktu, że kobiety mają mniejszą skłonność do ryzyka, a co za tym idzie rzadziej korzystają z produktów kredytowych.  Przyczyną takiego stanu rzeczy może być też fakt, że kobiety w Polsce zarabiają mniej niż mężczyźni -dodaje.

Karty kredytowe a wiek i płeć kredytobiorcy

Najwięcej kart kredytowych mają w portfelach mężczyźni w wieku 35-39 lat. Dane BIK pokazują jednak wyraźnie, że wraz z wiekiem panowie tracą zainteresowanie kartami (albo banki tracą zainteresowanie takimi klientami), a tendencja ta jest o wiele silniejsza niż u pań. Co ciekawe, kobiety po sześćdziesiątce mają już więcej kart kredytowych niż ich rówieśnicy płci męskiej. Tych ostatnich statystycznie jest bowiem mniej, po prostu kobiety żyją dłużej.

Panie siedemdziesięcioletnie i starsze mają już o 18 proc. więcej kart, niż panowie w tym samym wieku, a połowa z tych kart jest wciąż używana. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w tej najstarszej grupie wiekowej kobiet jest o 80 proc. więcej niż mężczyzn – wyjaśnia.

Mylimy karty kredytowe z kartami debetowymi

Klienci banków mają niestety małą wiedzę o zasadach funkcjonowania kart kredytowych. Często nie odróżniają kart kredytowych od debetowych, których posiadamy kilkakrotnie więcej. Taką tezę potwierdza zestawienie wyników badania opinii, przeprowadzonego w ostatnim czasie przez MillwardBrown, z danymi BIK. W sondażu co trzeci respondent deklarował posiadanie karty kredytowej, podczas gdy z rejestrów Biura Informacji Kredytowej wynika, że tylko co szósty Polak posiada taką kartę. Jakie mogą konsekwencje tej niewiedzy? Polacy często wypłacają gotówkę z bankomatu za pomocą karty kredytowej. Warto wówczas pamiętać, że otrzymane w ten sposób pieniądze od razu stają się kredytem, od którego mogą zostać naliczone odsetki. Dlatego lepiej po prostu płacić kartą kredytową  w sklepie  i wykorzystany limit spłacać w tak zwanym okresie bezodsetkowym, który może trwać nawet 56 dni, a więc korzystać z darmowego kredytu. W bankomatach natomiast lepsze są karty debetowe.

Zmiany w przepisach dotyczących kas fiskalnych

Ochrona uczciwych przedsiębiorców w istotnych obszarach usług o charakterze „detalicznym” oraz interesów konsumentów to najważniejsze założenia projektowanej zmiany rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, nad którym pracuje Ministerstwo Finansów. Obowiązek stosowania kas fiskalnych obejmie m.in. prawników, lekarzy i dentystów.

Ministerstwo Finansów proponuje objąć obowiązkiem stosowania kas, bez względu na osiągane obroty, podatników świadczących usługi: prawnicze, lekarskie, dentystyczne, fryzjerskie, kosmetyczne, kosmetologiczne, gastronomiczne oraz napraw pojazdów samochodowych. Przedsiębiorcy świadczący te usługi dołączą zatem do przedsiębiorców, którzy już teraz stosują kasy rejestrujące bez względu na obroty, takich jak taksówkarze czy podmioty świadczące przewozy pasażerskie w komunikacji samochodowej.

Proponowane zmiany służą ochronie konsumentów, którym brak dokumentu nabycia określonych usług utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia, dochodzenie swoich praw. Z drugiej strony chronią interesy uczciwych podatników w branżach narażonych na nieuczciwą konkurencję ze strony przedsiębiorców, którzy rozmyślnie zaniżają swoje obroty, tak aby nie stosować kasy rejestrującej. Chodzi o branże, w których wykonuje się usługi w przeważającej części na rzecz konsumentów, zwykle o dużej wartości. Brak kasy fiskalnej u przedsiębiorcy wykonującego takie usługi skutkuje z reguły tym, że nie deklaruje on swoich obrotów w pełnej wysokości, stawiając się tym samym w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do przedsiębiorców uczciwie płacących podatki.

Zakłada się, że nowe rozporządzenie będzie obowiązywać przez 2 lata (2015-2016). Kwota limitu uprawniającego do korzystania ze zwolnienia podmiotowego zostanie utrzymana na niezmienionym poziomie (tj. 20 tys. zł).

Jednocześnie planuje się, aby przedsiębiorcy, którzy zaczynają działalność gospodarczą w wymienionych obszarach, mogli „wchodzić” w kasy stopniowo, to znaczy po 2-3 miesiącach od rozpoczęcia działalności. Takie rozwiązanie znacząco ułatwi prowadzenie działalności przedsiębiorcy w początkowym okresie prowadzenia biznesu i pozwoli się do tego obowiązku przygotować.

Ministerstwo Finansów podkreśla, że budżet państwa, refundując istotną część kosztów zakupu kas fiskalnych w przypadku podatników rozpoczynających ewidencjonowanie za pomocą kas (90 proc. ceny zakupu każdej z kas – bez podatku, nie więcej niż 700 zł), wspiera zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Korzyści są dwustronne: podatnik prowadzi działalność w ułatwiony sposób poprzez zautomatyzowanie obliczania obrotu i kwot podatku należnego, natomiast interesy konsumenta są zabezpieczane poprzez wydanie paragonu, ułatwiając mu dochodzenie swoich praw.