Siedem luk w zabezpieczeniach Microsoft Exchange Server

Microsoft wezwał dzisiaj wszystkich swoich klientów do pilnego zainstalowania poprawek awaryjnych w celu ochrony przed grupą wysoko wykwalifikowanych cyberprzestępców, którzy aktywnie wykorzystują cztery luki typu “zero-day” w Exchange Server. Incydent bezpieczeństwa skomentowała firma Check Point.

Firma Microsoft potwierdziła, że cyberprzestępcy pracujący na rzecz chińskiego rządu wykorzystali nieznane wcześniej exploity w celu włamania się do Exchange Server. Jak dotąd chińska grupa przestępcza Hafnium była jedyną która wykorzystała luki, jednak wkrótce może się to zmienić.

Jak na razie Microsoft nie zidentyfikował potencjalnych ofiar, za wyjątkiem tego, że są to firmy korzystające z oprogramowania Exchange Server. Firma z Redmond zakłada również, że Hafnium działa poza Chinami, i trudni się głównie kradzieżą danych od badaczy chorób zakaźnych, firm prawniczych, instytucji szkolnictwa wyższego, firm obronnych, think-tanków i amerykańskich organizacji pozarządowych.

– Ostatni alert Microsoftu wymaga, aby wszystkie firmy korzystające z serwerów pocztowych Exchange natychmiast zainstalowały aktualizaję z poprawką bezpieczeństwa. Siedem nowych luk w jednej z najpopularniejszych usług Microsoftu było wykorzystywanych najprawdopodobniej od kilku miesięcy przez zaawansowaną grupę cyberprzestępczą. W ostatnim raporcie Check Point Security 2020 wykazaliśmy, że 83% wszystkich wektorów ataków opierało się na wiadomościach e-mail, a niektóre z najbardziej znaczących cyberataków na świecie dokonywane były za sprawą luk w zabezpieczeniach popularnych platform, które nie zostały w porę załatane. – mówi Lotem Finkelsteen, dyrektor działu wywiadu zagrożeń w Check Point

– Firmy korzystające z Exchange Server powinny natychmiast zainstalować poprawkę w celu zminimalizowania ryzyka ataku. Jednocześnie należy zaznaczyć, że wspomniany atak dotyczy użytkowników biznesowych programu Outlook, ale nie konsumentów i użytkowników indywidualnych. Jest to problem z serwerem, który wykorzystali cyberprzestępcy – podsumowuje Finkelsteen.

Firma Microsoft zaprzecza, że użytkownicy indywidualni byli celem ataków, jak również, że exploity wpłynęły na inne produkty firmy Microsoft. Ponadto twierdzi, że ataki nie mają związku z kampanią SolarWinds, która wpłynęła na co najmniej dziewięć agencji rządowych USA i sto prywatnych firm.

Kiedy euro znów po 4,60?

Wycofywanie się inwestorów z polskiej waluty wciąż trwa. Jeżeli tempo zostanie utrzymane, to jeszcze dzisiaj lub w poniedziałek możemy być świadkami testowania poziomu 4,60 zł. Jest to bardzo dobra wiadomość dla eksporterów i osób zarabiających w EUR, gorzej z osobami mającymi kredyty walutowe.

Lepsze dane z Niemiec

Po ostatnich słabszych danych zza Odry przyszedł czas na miłą niespodziankę. Zamówienia w przemyśle rosną szybciej, niż sądzili analitycy. Wzrost w ujęciu miesięcznym o 1,4% to o 0,6% więcej od oczekiwań. Dane te nie spowodowały jednak stabilizacji euro, które jest ostatnio pod dużą presją szczególnie ze strony dolara.

Euro coraz droższe

Wraz z odpływem kapitału z Europy za ocean problemy ma również polski złoty. W ciągu raptem 2 tygodni stracił on już na wartości 10 groszy względem euro, które podrożało z 4,48 zł na 4,58 zł. Funt podskoczył podobną wartość w ciągu zaledwie tygodnia. Frank jest na poziomie sprzed dwóch tygodni, ale to tylko dlatego, że w międzyczasie frank bardzo silnie stracił na wartości względem euro. Dolar w tym czasie zdrożał aż 12 groszy.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Zaczęło się od korzystnego raportu Challengera, gdzie liczba planowanych zwolnień okazała się mniejsza od oczekiwań. Następnie liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych nie spadła już kolejny tydzień z rzędu. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań. Rynki po tych danych pozostawały jeszcze w miarę stabilne, jednakże późniejsze odczyty zamówień w przemyśle i zamówień na dobra korzystne dla USA spowodowały zwiększone zainteresowanie dolarem. W rezultacie jesteśmy świadkami najtańszego dolara od końca listopada 2020 roku i zamieszania związanego ze zmianą prezydenta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zmiana w przepisach. ZUS z nieograniczonymi uprawnieniami w trakcie kontroli zwolnień chorobowych

W projekcie zmiany ustawy zasiłkowej pojawiły się zapisy dające ZUS nieograniczone uprawnienia, jeśli chodzi o prowadzenie postępowania wyjaśniającego w kwestii ustalania prawa do zasiłków. W świetle nowego prawa ZUS będzie mógł pozyskiwać dane i informacje od ubezpieczonych, płatników składek, organizacji społecznych oraz innych podmiotów i osób, które są w posiadaniu tych danych i informacji, a wymienione osoby i podmioty są obowiązane je udostępnić na wniosek ZUS. Co zmiana uprawnień oznacza w praktyce? Komentarza w sprawie projektu zmian ustawy udziela Mikołaj Zając, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmująca się problematyką absencji chorobowej.

Nasze wieloletnie doświadczenie w obszarze kontroli zwolnień chorobowych wskazuje na to, że zmiana w ustawie dotyczącej uprawnień ZUS przy przeprowadzaniu kontroli, będzie martwym zapisem. Nie będzie ona miała w znaczącym stopniu przełożenia na działania ZUS w praktyce. Stanie się tak z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że ZUS przeprowadza znikomą liczbę kontroli zwolnień terenowych. Z udzielonych w 2020 r. 25,3 mln zwolnień w I półroczu ubiegłego roku ZUS przeprowadził zaledwie 143,2 tys. kontroli. Po drugie, w praktyce sądy przy rozpatrywaniu tego typu spaw, nie są skłonne do uznawania zeznań osób postronnych, których wypowiedzi w trakcie przeprowadzanego wywiadu mogą nie być obiektywne w stosunku to osoby kontrolowanej na zwolnieniu chorobowym. Należy jednak zaznaczyć, że krokiem w dobrym kierunku jest możliwość pozyskiwania przez ZUS informacji od płatników składek. Dotąd informacje przekazywane do ZUS od pracodawców nie były brane pod uwagę. Przy wprowadzaniu zmian do ustawy należałoby jednak również określić, czy podobny zestaw uprawnień do weryfikacji prawidłowości korzystania z chorobowego będzie dotyczył również pracodawców, którzy mają prawo do kontrolowania pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich i w przeciwieństwie do ZUS w dużej mierze aktywnie korzystają z tego prawa. Kluczowe w całej sprawie jest jednak co innego. Nacisk na zmiany wprowadzane w ustawie powinien być położony na to, aby to przebywający na zwolnieniu był zobowiązany do uzasadnienia i ewentualnego doprecyzowania powodów swojej nieobecności w miejscu przeprowadzania kontroli w trakcie chorobowego. Przepisy powinny być bardziej doprecyzowane w tej kwestii, bowiem wskazanie lekarskie „2” (chory może chodzić) budzi najwięcej kontrowersji. Pozwala ono realizować podstawowe czynności bytowe oraz przemieszczać się w związku z leczeniem np. do apteki, na rehabilitację czy wizytę lekarską. Stanowi to jednak pole do nadużyć, a przepisy nie precyzują sytuacji, które są zastawane w trakcie przeprowadzania kontroli.

Problemy finansowe, opóźnienia i zamknięte urzędy. Jak wygląda budowa domu w czasie pandemii?

W ubiegłym roku pandemia znacznie utrudniła Polakom budowę domów. Co trzeci inwestor był zmuszony zrewidować budżet, a co dziesiąty dokonał zmian w projekcie swojej nieruchomości – wynika z raportu Oferteo.pl. Aż 60% badanych napotkało problemy w kontakcie z pracownikami urzędów, natomiast prawie połowa zrezygnowała z pojawiania się w nich osobiście.

Pandemia skomplikowała budowę

Czy pandemia wpłynęła na decyzję o przyspieszeniu bądź opóźnieniu budowy domuSerwis Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących towarów i usług budowlanych z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród osób, które mają za sobą budowę domu w trakcie epidemii. Jego wyniki pokazują, że w przypadku połowy inwestorów pandemia miała wpływ na termin realizacji inwestycji. Najczęściej (39%) kryzys opóźniał ją, natomiast co dziesiąty badany w obliczu zaistniałej sytuacji zdecydował się na przyspieszenie prac.

Stres i niepewność wywołane sytuacją epidemiczną były stosunkowo często (w 19% przypadków) wskazywane jako największa trudność podczas całego procesu inwestycyjnego. Najwyżej w tym zestawieniu uplasowały się: uzyskanie kredytu oraz zbilansowanie budżetu. 2% badanych przyznało, że ich plany w ubiegłym roku skomplikowała utrata źródła dochodu.

Z wyników badania Oferteo dowiadujemy się ponadto, że co trzecia osoba (36%) budująca dom w ubiegłym roku była zmuszona zrewidować budżet, jaki ustaliła sobie na całe przedsięwzięcie. Co więcej, 15% badanych przyznało, że pandemia utrudniła im uzyskanie kredytu na budowę.

Najwięcej utrudnień w urzędachZ kim współpraca była utrudniona przez pandemię

Zapytani o to, z kim współpracę wspominają jako utrudnioną, aż 60% badanych wskazało urzędników. 10% inwestorów najgorzej wspomina kontakt z ekipą budowlaną oraz architektami. Wśród odpowiedzi pojawiły się też: ekipa zajmująca się pracami wykończeniowymi (8%) i dostawcy materiałów (również 8%).

Co piąty ankietowany zasygnalizował ponadto trudność z samym znalezieniem wykonawcy, który mógłby podjąć się budowy w 2020 roku. Natomiast 5% miało w tym czasie problem ze znalezieniem działki budowlanej.

Jak załatwiano formalności?

Trudności w kontakcie z urzędnikami przełożyły się na problemy przy załatwianiu formalności niezbędnych przy budowie. Aż 43% badanych przyznało, że doświadczyła utrudnień z ich dopełnieniem.

Respondenci zostali także zapytani o to, jak podczas pandemii załatwiali sprawy formalne. Okazuje się, że mimo zagrożenia, ponad połowa z nich (52%) wybrała sposób tradycyjny i pojawiała się w urzędach osobiście. 21% działało online, wykorzystując Profil Zaufany, a 16% badanych sprawy starała się załatwiać telefonicznie. Pozostali postawili na metodę korespondencyjną.

Dom na wyjątkowe czasyJakich zmian w projekcie budynku dokonywali Państwo ze względu na pandemię

Z badania wynika, że ze względu na epidemię 12% inwestorów zdecydowało się wprowadzić zmiany do realizowanego projektu domu. Najczęściej  rezygnowano z niektórych pomieszczeń, w celu zmniejszenia ostatecznych kosztów budowy. 36% badanych postanowiła zwiększyć przestrzeń poprzez dodatkowy taras lub balkon. 6% uznało, że w erze zdalnej pracy i nauki przyda im się przeznaczone do tego biuro. Wśród wymienianych zmian znalazły się np. osobne wejście do domu oraz zwiększenie liczby okien.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2021 roku metodą CAWI na próbie 550 osób, które w 2020 roku budowały dom.

Zmiana na stanowisku Prezesa Zarządu ALDI w Polsce

Dnia 15 marca 2021 roku nastąpi zmiana na stanowisku Prezesa Zarządu ALDI w Polsce. Oktawian Torchała, dotychczasowy CEO, został powołany do struktur centrali spółki ALDI w Essen. Od 15 marca tego roku pełniącym obowiązki Prezesa Zarządu ALDI w Polsce będzie Wojciech Łubieński, dotychczasowy Wiceprezes Zarządu ALDI w Polsce.

Oktawian Torchała związany jest z polską spółką ALDI od sierpnia 2010 roku, kiedy dołączył do zespołu jako Kierownik Rejonu Sprzedaży, a już w grudniu 2012 roku objął stanowisko Kierownika Sprzedaży. W maju 2014 roku stanął na czele Spółki Regionalnej w Chorzowie, którą rozwijał do lipca 2017 roku, aby miesiąc później wspierać rozwój biznesu na polskim rynku jako CEO ALDI w Polsce. Od 1 kwietnia 2021 roku dołączy do zespołu międzynarodowego w centrali spółki ALDI w Essen, gdzie swoim doświadczeniem i wiedzą będzie wspierał procesy dalszej transformacji sieci, zgodnie z planami globalnego rozwoju, które postawiło przed sobą ALDI.

– Zostawiam ALDI w Polsce nie tylko w dobrych rękach, ale też w przełomowym punkcie związanym z rozwojem naszej sieci w wielu obszarach. Wojciech Łubieński współtworzył naszą strategię i będzie kontynuował nasze działania związane z dalszą ekspansją ALDI w Polsce oraz rozwojem całego zespołu, a wszystko w zgodzie z wartościami grupy ALDI Nord, do której należymy, czyli – prostotą, odpowiedzialnością i niezawodnością. – mówi Oktawian Torchała, CEO ALDI w Polsce.

Wojciech Łubieński związany jest ze spółką od grudnia 2019 roku, kiedy to objął stanowisko Wiceprezesa i Zastępcy Dyrektora Zarządzającego siecią dyskontów ALDI w Polsce. Wcześniej pracował w sieci aptek i drogerii Super-Pharm, ostatnio na stanowisku Wiceprezesa,  Dyrektora Operacyjnego.

Sekretarz skarbu USA chce wprowadzić cyfrowego dolara

Stany Zjednoczone rozważają wprowadzenie cyfrowego dolara. Według sekretarz skarbu USA – Jane Yellen, cyfrowy dolar może umożliwić szybsze, bezpieczniejsze i tańsze płatności. Nowa amerykańska administracja pod szyldem Joe Bidena ma szansę wymusić strategię technologiczną kraju skoncentrowaną na blockchain, kryptowalutach i aktywach cyfrowych.

Janet Yellen: Rezerwa Federalna powinna zastanowić się nad stworzeniem cyfrowego dolara

Sekretarz skarbu USA udzieliła wywiadu dla The New York Times, w którym podkreślała, że Stany Zjednoczone powinny zastanowić się nad sensem wprowadzenia e-dolera. Przyznała ona, że cyfrowy dolar może umożliwić bezpieczniejsze, tańsze oraz szybsze dokonywanie płatności. Jednocześnie wskazuje na to, że przed podjęciem decyzji Rezerwa Federalna musi przygotować się do paru kwestii. Przede wszystkim ma na myśli możliwy wpływ cyfrowej waluty na banki oraz samą Rezerwę Federalną.

– Janet Yellen stopniowo zmienia swoje podejście do aktywów cyfrowych. Jeszcze kilka lat temu była zaciekłą przeciwniczką kryptowalut. Uznawała je za “rosnący problem” wykorzystywany do nielegalnego finansowania. Obecnie, choć nadal jest sceptycznie nastawiona do Bitcoina, uważając, że nie nadaje się on do dokonywania transakcji, to widzi potencjał w cyfrowych walutach. Jest również zwolenniczką decentralizacji finansów. Trzeba jednak zaznaczyć, że sekretarz skarbu USA krytykując Bitcoin, pomija jego wartość jako formę zabezpieczania swoich oszczędności przed inflacją. Bycia czymś w rodzaju “cyfrowego złota” – mówi Marcin Wituś, CEO nowoczesnej platformy do handlu aktywami cyfrowymi Geco.one, będącej członkiem Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej.

Administracja Joe Bidena i Kamali Harris zaczęła wdrażać nowe strategie odbudowy amerykańskiej gospodarki dotkniętej przez pandemię koronawirusa. Koncentruje się ona głównie na wprowadzaniu nowych technologii, przy jednoczesnym zapewnieniu prywatności danych. Wykorzystanie blockchain nasuwa się tutaj jako naturalne rozwiązanie. Izba Handlu Cyfrowego wraz BRI przygotowała 120-stronicowy raport, w którym szczegółowo opisano m.in., w jaki sposób blockchain i aktywa cyfrowe mogłyby usprawnić amerykańską gospodarkę. Kryptowaluty i wprowadzenie cyfrowego dolara może wkrótce stać się faktem – zważywszy również na to, że w nowej amerykańskiej administracji znajduje się kilku zwolenników tego pomysłu. Oprócz Janet Yellen technologią blockchain i walut cyfrowych zainteresowany jest także prof. Gary Gensler. Został on mianowany na stanowisko kierownika Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Jeszcze w czasach, kiedy Gensler był profesorem w Institute of Technology Sloan School of Management, zwracał uwagę na zalety blockchain i kryptowalut.

Wyścig po status lidera na rynku aktyw cyfrowych

Kryptowalutami już od dawna zainteresowane są przodujące gospodarki świata. Jedną z nich są Chiny, które od jakiegoś czasu pracują nad wprowadzeniem cyfrowego juana. W styczniu 2021 r. 100 000 mieszkańców regionu Shenzen otrzymało w ramach loterii łącznie 31 mln cyfrowych juanów. W prowincji utworzono także bankomaty, które pozwalają na zamianę cyfrowej waluty na gotówkę. Pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła chińskie plany, co do wprowadzania do obiegu państwowej kryptowaluty. Aspiracje ChRL są jednak większe.

– Ludowy Bank Chin dołączył do prac nad utworzeniem i wykorzystaniem możliwości cyfrowego pieniądza banku centralnego. Obecnie w tym kierunku współpracują ze sobą Chiny, Hongkong, Tajlandia oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, które posiadają swoją własną walutę cyfrową – emCash. Głównym celem tych badań jest stworzenie przejrzystego systemu cyfrowych płatności transgranicznych na podstawie rozproszonego rejestru. Bardzo prawdopodobne jest to, że Chiny będą chciały utorować sobie drogę do globalnego wykorzystania cyfrowego juana. Wszystko po to, aby wzmocnić swoją pozycję na arenie międzynarodowej – twierdzi CEO Geco.one.

Własne cyfrowe waluty posiadają również Wenezuela (Petro)  i Wyspy Marshalla (SOV). Ta pierwsza uruchomiła swoją kryptowalutę jeszcze w lutym 2018 r. Początkowo miała być ona wspierana przez rezerwy złota Wenezueli i zasoby ropy naftowej. Petro wykorzystywane jest przez Wenezuelczyków do transakcji międzynarodowych i jako zamiennik dolarów na rynku nieruchomości czy przy płatności za bilety lotnicze, czy hotele. Rząd wenezuelski liczył, że Petro skutecznie zahamuje wzrost inflacji i pozwoli na walkę z czarnym rynkiem oraz mafijnymi pieniędzmi. Petro nie posiada jednak cech charakterystycznych dla kryptowalut – oficjalny portfel tokenu nie istnieje, a aplikacja na Androida została usunięta przez Google.

– Wiele państw rozważa wprowadzenie własnych cyfrowych walut. Są to między innymi Szwecja, Rosja, Japonia, Izrael czy Senegal. Swego czasu o wprowadzeniu narodowej kryptowaluty myślała również Estonia, lecz ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Ostatecznie oparty o technologię blockchain “Estcoin” ma przerodzić się w formę podpisu dokumentów cyfrowych – dodaje Marcin Wituś.

Narodowe waluty cyfrowe wymuszą centralizację kryptowalut?

Kryptowaluty i blockchain kojarzą się przede wszystkim ze zdecentralizowanym systemem. Idealnym przykładem jest ich pierwowzór – Bitcoin, który ma otwarty, a jednocześnie anonimowy system transakcyjny. Bitcoin zabezpieczany jest jednak tylko przez jego użytkowników, to również oni nadają mu wartość. Jego twórcy ciągle zajmują się ulepszaniem kryptowaluty, lecz żaden z nich nie może nią zarządzać. Nie istnieje żaden lokalny serwer, a moc obliczeniowa Bitcoina rozsiana jest po całym świecie.

– Na rynku aktywów cyfrowych istnieją kryptowaluty, które posiadają scentralizowany system, a nie tylko rozproszony, jak w przypadku Bitcoina. Jedną z nich jest Ada należąca do platformy blockchainowej Cardano, której autorem jest współtwórca Ethereum – mówi Wituś z Geco.one.

Wprowadzenie do obiegu państwowych walut cyfrowych będzie oznaczało ich centralizację, tzn. główne aktywa będą chronione przez państwo i instytucje finansowe. Czy pojawienie się cyfrowego juana bądź dolara sprawi, że wszystkie kryptowaluty zostaną scentralizowane? Absolutnie nie. Aktywa cyfrowe takie jak Bitcoin nadal pozostaną niezależne i będą w rękach ich użytkowników.

Organ w niedozwolony sposób interpretował przepisy, tak by móc uznać transakcję za kontrolowaną

Trzech z pięciu wspólników chciało wystąpić ze spółki zgodnie z oraz w oparciu o regulacje Kodeksu spółek handlowych, poprzez dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia. Fiskus uznał jednak, że choć – jak deklaruje przedsiębiorca – po stronie spółki nie powstanie przychód podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych, to jednak uznał to umorzenie za transakcję kontrolowaną. To z kolei pozwala organom podatkowym zastosować w stosunku do spółki przepisy o cenach transferowych i dokonać weryfikacji prawidłowości ustalenia przez wspólników wysokości tego przychodu. Spółka wygrała spór z fiskusem w sądzie, który orzekł, że: „…przepis art. 199 k.s.h. daje podstawy do dobrowolnego umorzenia udziałów, jeśli umowa spółki tak stanowi, a jeśli wspólnik wyrazi na to zgodę, umorzenie może nastąpić bez wynagrodzenia. (…) I to niezależnie od tego, czy dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia ma miejsce między podmiotami powiązanymi, czy niepowiązanymi” (wyrok WSA w Poznaniu z 17 listopada 2020 r., sygn. akt I SA/Po 453/20).

Jak stanowi art. 199 k.s.h., udział w spółce może być umorzony po wpisaniu jej do rejestru i jeśli umowa spółki tak stanowi, za zgodą wspólnika w drodze nabycia udziału przez spółkę (umorzenie dobrowolne) albo bez zgody wspólnika (umorzenie przymusowe).

Wystąpienie ze spółki poprzez umorzenie udziałów bez wynagrodzenia

Pięciu udziałowców tworzyło spółkę z o.o. Pomiędzy pierwszym, drugim, trzecim i piątym wspólnikiem występuje pokrewieństwo lub powinowactwo, a prezesem zarządu spółki jest małżonka jednego ze wspólników. Spółka nie powołała rady nadzorczej, a wspólnicy nie zasiadają w zarządzie spółki. Trzech udziałowców postanowiło w 2020 r. wystąpić ze spółki. Wystąpienie miało nastąpić w oparciu o art. 199 k.s.h., poprzez dobrowolne umorzenie udziałów w kapitale zakładowym spółki posiadanych przez występujących udziałowców. Spółka postanowiła o podjęciu uchwały zgromadzenia wspólników o umorzeniu udziałów wspólnika za jego zgodą i bez wynagrodzenia.

Bez CIT i przepisów o transakcjach kontrolowanych

Spółka zwróciła się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej o potwierdzenie, że planowana transakcja nie będzie stanowić transakcji kontrolowanej w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT, a w jej wyniku po stronie spółki nie powstanie przychód podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych.

Przedsiębiorca, przywołując treść ww. przepisu, podkreślił, że warunkiem do uruchomienia regulacji o cenach transferowych jest ziszczenie się dwóch głównych przesłanek: a) ustalenie lub narzucenie warunków transakcji wskutek istniejących powiązań, b) podjęcie działań o charakterze gospodarczym, a w tej sprawie żadna z nich nie występuje.

Organ uznał, że to transakcja kontrolowana

Dyrektor KIS zgodził się, że po stronie spółki nie wystąpi przychód podatkowy. Powołując przepis art. 14 ust. 1-3 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, stwierdził jednak, że zasadniczo przychodem ze zbycia udziałów w celu ich dobrowolnego umorzenia jest wartość należnego z tego tytułu wynagrodzenia. Dlatego też ustalenie go w wysokości znacznie odbiegającej od wartości rynkowej zbywanych przez wspólników udziałów, do tego bez wykazania uzasadnionych przyczyn, uprawnia organy podatkowe do dokonania weryfikacji tego ustalenia. Podmioty powiązane, dokonując między sobą transakcji, powinny ustalać ich warunki w taki sposób, w jaki ustaliłyby je z podmiotami niepowiązanymi. A w tej sprawie organ podatkowy dopatrzył się naruszenia tego wymogu.

Przepisy nie zabraniają umorzenia udziałów bez wynagrodzenia

Wojewódzki Sad Administracyjny w Poznaniu w listopadzie 2020 r. uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację Dyrektora KIS. Wprawdzie nie zgodził się ze skarżącą, że dobrowolne umorzenie udziałów w spółce nie stanowi czynności o charakterze gospodarczym, ale za zasadny uznał zarzut spółki co do błędnego ustalenia przez organ, że warunki transakcji zostały narzucone lub ustalone wskutek istniejących w spółce powiązań. Jak bowiem orzekł WSA:

„Rzeczywisty przebieg transakcji dobrowolnego umorzenia udziałów wspólnika, nie może więc być identyfikowany na podstawie faktycznych zachowań stron, skoro musi mieć oparcie we wcześniejszej umowie spółki, a przepisy kodeksu spółek handlowych, nie zabraniają, a wręcz umożliwiają umorzenie bez wynagrodzenia, jeśli tylko zainteresowany wspólnik wyrazi na to zgodę. I to niezależnie od tego, czy dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia ma miejsce między podmiotami powiązanymi, czy niepowiązanymi” (wyrok z 17 listopada 2020 r., sygn. akt I SA/Po 453/20).

Podsumowanie

Poznański sąd, uchylając interpretację organu podatkowego, zaznaczył, że organ dokonał błędnej wykładni pojęcia „transakcja kontrolowana”, jak również błędnego ustalenia, że do dobrowolnego umorzenia udziałów w spółce bez wynagrodzenia znajdą zastosowanie przepisy ustawy o CIT dotyczące cen transferowych: „…organ w sposób niedozwolony odwołał się do dyrektywy języka potocznego przy interpretacji pojęcia „transakcji” stwierdzając, że pojęcie to nie zostało zdefiniowane. Pojęcie „transakcji kontrolowanej” posiada definicję legalną zawartą w art. 11a ust. 1 pkt 6 ustawy podatkowej” (sygn. akt I SA/Po 453/20).

Jak widać, w trakcie toczącego się sporu z przedsiębiorcą organy potrafią posunąć się daleko, byleby tylko postawić na swoim – nawet jeśli oznacza to konieczność wyjścia w sposób niedozwolony poza przepisy prawa podatkowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: W czasie pandemii ponad 40% Polaków zwiększyło zakupy art. home & living

W czasie pandemii ponad 40% Polaków częściej niż przed nią kupowało art. z kategorii home & living. Konsumenci głównie nabywali odzież domową – powyżej 31%, akcesoria do kuchni – ok. 18%, a także produkty do sypialni – przeszło 12%. Najrzadziej wybierali ogólne art. do domu – prawie 5% i do samej łazienki – ponad 5%. Najbardziej zwiększyły ilość takich zakupów osoby zamieszkujące duże miasta w woj. mazowieckim, wielkopolskim i śląskim.

Z badania UCE RESEARCH, wykonanego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, wynika, że w czasie pandemii Polacy częściej niż przed nią kupowali art. z kategorii home & living. Tak wskazało 42,1% ankietowanych. Z kolei 22,9% było pod tym względem tak samo aktywnych, jak wcześniej. Natomiast 20,5% badanych robiło takie zakupy rzadziej. 8,2% respondentów nie nabywało w ogóle tego typu produktów w czasie epidemii, a 6,3% nie potrafiło tego określić. Jak przypomina Maciej Tygielski, Dyrektor Generalny spółki Złote Wyprzedaże, podczas pierwszej fali pandemii Polacy masowo robili drobne remonty w swoich domach. Z czasem listy rzeczy do wymiany zaczęły się rozrastać i tych zakupów było coraz więcej.

– Fakt, że ponad 40% Polaków w czasie epidemii zwiększyło zapotrzebowanie na art. home & living, jest związany z tzw. trendem kokonizacji. Polega on na chęci odcięcia się od zewnętrznego świata, aby odpocząć i chronić swoją prywatność. Pandemia go zdecydowanie wzmocniła. Do tego doszła kwestia bezpieczeństwa i ograniczenia możliwości korzystania z różnych opcji spędzania czasu wolnego. Konsumenci postanowili więc skoncentrować się na uatrakcyjnianiu swojego najbliższego otoczenia – wyjaśnia dr Jolanta Tkaczyk, ekspert ds. zachowań konsumenckich z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego.

Ponadto z badania wynika, że kobiety blisko 4 razy częściej niż mężczyźni deklarowały zwiększenie zapotrzebowania na tego typu artykuły. Różnica jest więc wyraźna.

– Rola kobiet w procesach zakupowych od wielu lat jest mocno ugruntowana, co pokazują nie tylko badania opinii. Wynika to też praktyki. Z reguły to one zarządzają domowymi budżetami, szczególnie w kwestii kupowania żywności i art. home & living. Zazwyczaj mają większe rozeznanie w domowych potrzebach, lepszy gust i rozsądniej realizują zakupy – mówi Maciej Tygielski.

Jak wykazało badanie, najczęściej osoby z miast liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców przyznawały, że zwiększyły zakupy tego typu artykułów. Z kolei na drugim biegunie zestawienia byli konsumenci głównie zamieszkujący miasta mające poniżej 50 tys. ludności i wsie.

– W największych miastach średni poziom dochodów jest wyższy aniżeli w mniejszych miejscowościach i na wsiach. Większa jest zatem siła nabywcza, szczególnie skierowana na produkty, które nie mają charakteru podstawowego – tłumaczy dr Tkaczyk.

Największą aktywność w ww. zakresie wykazywały osoby zamieszkujące woj. mazowieckie,  wielkopolskie i śląskie. Z kolei na końcu zestawiania znaleźli się konsumenci z w woj. podkarpackiego, podlaskiego i lubuskiego.

– W woj. mazowieckim, wielkopolskim i śląskim konsumenci mają najwyższy średni dochód na osobę w rodzinie i w związku z tym największą siłę nabywczą. Z kolei w podkarpackim, podlaskim i lubuskim zarobki są dużo niższe – dodaje ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Ponadto z badania wynika, że w czasie pandemii z ww. kategorii Polacy najczęściej kupowali odzież domową (m.in. kapcie, szlafroki, fartuszki) – 31,2%, akcesoria do kuchni – 17,9%, a także produkty do sypialni – 12,2%. Najrzadziej wybierali ogólne art. do domu – 4,9%, jak również do samej łazienki – 5,4%.

– Zakup odzieży domowej jest oczywisty w warunkach izolacji społecznej. Podobnie jest z akcesoriami do kuchni. Polacy pozostający w domach, szczególnie ci bardziej aktywni zawodowo, wcześniej jadali na mieście. Dlatego podczas lockdownu często zauważali, że pewnych rzeczy im brakuje. Na trzecim miejscu są art. do sypialni. To może wynikać z faktu, że społeczeństwo w tym względzie potrzebowało dodatkowego komfortu. Ponadto w czasie pandemii wiele osób zrobiło porządne remanenty i postanowiło kilka rzeczy wymienić na nowe – podsumowuje ekspert ze sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w dniach 15-18 luty br. na reprezentatywnej próbie 1089 dorosłych Polaków w wieku 18-65 lat.

Farmy Fotowoltaiki SA kupuje 5 projektów fotowoltaicznych o łącznej mocy 5 MW

Farmy Fotowoltaiki – z Berg Holding, notowanego na NewConnect – za pośrednictwem spółki zależnej C&F zawarły umowy nabycia 5 projektów fotowoltaicznych, zlokalizowanych na Podkarpaciu, o łącznej mocy 5 MW. Już we wtorek 9 marca o godz. 9:00 rusza emisja crowdfundingowa Farm Fotowoltaiki promowana przez platformę Crowdway. Spółka planuje pozyskać 4,05 mln zł.

Dodatkowe informacje o nowo nabytych przedsięwzięciach:

  1. projekt Niemstów zlokalizowany w woj. podkarpackim, który zakłada realizację farmy fotowoltaicznej o mocy 1 MW na działce o powierzchni 1,97 ha,
  2. projekt Opaka 1 oraz projekt Opaka 2, zlokalizowane w woj. podkarpackim, zakładające realizację dwóch farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 2 MW na działce o powierzchni 4,78 ha,
  3. projekt Tymce 1 oraz projekt Tymce 2, zlokalizowane w woj. podkarpackim, polegające na realizacji dwóch farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 2 MW na działkach o powierzchni 4,84 ha.

Konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju. Nowe projekty, które właśnie nabyliśmy pozwolą nam zrealizować kolejne 5 farm o łącznej mocy 5 MW. Ponadto trwają prace nad projektem w Nagoszynie, również na Podkarpaciu. Dalszy rozwój działalności spółki będzie finansowany m.in. ze zbliżającej się zbiórki w ramach crowdfundingu udziałowegomówi Kamil Kita, prezes Farm Fotowoltaiki, jednocześnie członek zarządu Berg Holding.

Droga na NewConnect

Farmy Fotowoltaiki na przełomie lutego i marca podpisały umowę z autoryzowanym doradcą – Kancelarią Adwokacką Kramer i Wspólnicy, która wesprze proces wejścia spółki na rynek NewConnect. Wcześniej 15 lutego NWZ spółki podjęło uchwałę, w której wyraziło zgodę na wprowadzenie akcji spółki na giełdę. Debiut planowany jest między czwartym kwartałem br., a pierwszym kwartałem 2022 roku.

Aktualizacja strategii działalności spółki

Spółka pod koniec lutego br. poinformowała o aktualizacji strategii rozwoju. Dzięki jej realizacji spółka osiągnie przychody ze sprzedaży na poziomie ok. 9,7 mln zł rocznie w perspektywie kolejnych 15 lat, co łącznie daje kwotę ponad 145 mln zł. Spółka zamierza od 2023 regularnie wypłacać dywidendę w wysokości 90% wolnych przepływów pieniężnych, 10% pozostaje w formie rezerwy na lata następne.

Farmy Fotowoltaiki planują realizację prac montażowych oraz uruchomienie farmy w Nagoszynie. Spółka zamierza ponadto zainwestować w podmiot działający na rynku fotowoltaiki w formie zakupu udziałów na poziomie 5% – 45%. W latach 2021 – 2022 spółka zrealizuje instalacje fotowoltaiczne o mocy od 1MW do 10MW, natomiast w latach 2022 – 2023 o mocy do 40MW. Spółka obecnie dewelopuje farmy o łącznej mocy 72 MW.

Ponadto Farmy Fotowoltaiki w ramach planowanej strategii zakładają rozwój sieci wykonawczej i dystrybucji przez zawiązywanie współpracy z kolejnymi partnerami i firmami projektowo-montażowymi, rozwój zaplecza techniczno-handlowego oraz badawczego przez budowę własnego zespołu firm podwykonawczych, w systemie relacji B2B oraz budowę bazy inwestorów zainteresowanych zakupem farm fotowoltaicznych lub inwestycjami w branży fotowoltaiki. Ponadto spółka prowadzić będzie działalność edukacyjną w zakresie propagowania ekotechnologii, w tym również współpracę z podmiotami aktywnymi w tym obszarze.Farmy rozwoj

Strategiczne partnerstwo z Columbus Energy

Farmy Fotowoltaiki w lipcu 2020 roku zawarły z Columbus Energy umowę o współpracy. W ramach partnerstwa podmioty zobowiązały się do wspólnej realizacji projektów, które będą polegały m.in. na znalezieniu lokalizacji, zaprojektowaniu, budowie i uruchomieniu farm fotowoltaicznych. Spółki zobowiązały się do 50-procentowego finansowania kosztów inwestycji oraz podzieliły się kompetencjami. Columbus Energy będzie odpowiedzialny za projekt techniczny, budowę i uruchomienie farm, natomiast Farmy Fotowoltaiki skupią się na wyszukiwaniu lokalizacji do projektów i pozyskiwaniu prawa do nieruchomości w celu ich realizacji.

Kolejne umowy dzierżawy działek

W dniu 4 marca i 10 lutego br. Farmy Fotowoltaiki poinformowały o podpisaniu kolejnych umów dzierżawy działek na okres 29 lat w celu budowy farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 4 MW. Umowy są częścią strategii, która zakłada powstanie co najmniej 25 projektów farm fotowoltaicznych. Powstają one w ramach spółek celowych w konsorcjum zawiązanym przez Farmy Fotowoltaiki oraz Columbus Energy pod nazwą Columbus&Farmy Sp. z o.o. (C&F).

Rynek fotowoltaiki

Polska w 2019 roku osiągnęła przyrost nowych mocy na poziomie około 0,9 GW, zajmując 5. miejsce wśród krajów Unii Europejskiej pod kątem przyrostu mocy fotowoltaicznej. Nowe moce w PV zainstalowane w Polsce stanowiły 5,5% nowych mocy w Unii Europejskiej[1]. Według Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej od 2019 roku polski sektor fotowoltaiki (PV) był w stanie zmobilizować więcej kapitału na realizację inwestycji niż cała energetyka konwencjonalna[2]. W roku 2022 wartość inwestycji PV przekroczy 5 mld zł[3], a większość ekspertów jest zgodna, że rynek dużych farm PV w Polsce dopiero się rozwija[4].

[1] Źródło: Instytut Energetyki Odnawialnej, Raport IEO Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020, 07.2020

[2] https://alebank.pl/fotowoltaika-gospodarcza-szansa-w-kryzysie/

[3] https://alebank.pl/fotowoltaika-gospodarcza-szansa-w-kryzysie/

[4] https://biznesalert.pl/rapacka-blokada-bariery-farmy-fotowoltaika-oze-rynek-dekarbonizacja-instalacje-energetyka/

Problem rynków nie jest problemem dla Fed

Nie ma oddechu od presji na ryzykownych aktywach prowokowanej przez wzrosty rentowności obligacji skarbowych. Dochodowość 10-latek USA podskoczyła do 1,55 proc., a dolar jest najsilniejszy od trzech miesięcy względem koszyka głównych walut po tym, jak prezes Fed Powell nie skorzystał z okazji, by utemperować rynek długu. Słabość przenika przez rynek akcji i FX, a inwestorzy czekają jeszcze na sygnały z rynku pracy USA.

Wczoraj prezes Fed Powell zaoferował niewiele, by ujarzmić rentowności obligacji. Jakkolwiek odniósł się do nich w swojej wypowiedzi, to z dalszych komentarzy nie wynikało, aby Fed traktował ruchy jako niepożądane. Powtórzył, że Fed w realizacji polityki pozostaje zależny od rozwoju sytuacji, to nie wykluczył całkowicie scenariusza, że „istotny progres” dokona się przed końcem roku (co by oznaczało osiągnięcie punktu, w którym należy rozważyć redukcję QE). Nawet pomimo tego, że Powell zaznaczył, że „istotny progres” wymaga sporo czasu, rynek znalazł punkt zaczepiania dla podtrzymania rozterek o przyszłość polityki Fed i obawy o szybszy start normalizacji. reakcja ryzykownych aktywów była bolesna z czerwonym finiszem sesji na Wall Street i ucieczką kapitału z ryzykownych walut w stronę USD. Wygląda na to, że Fed nie ma nic przeciwko wzrostowi rentowności, jeśli jest przejawem powrotu zaufania do siły ożywienia, podczas gdy od strony polityki monetarnej warunki finansowe w dalszym ciągu pozostają bardzo luźne. Krótkoterminowo nie będzie się jednak liczyć, jak bardzo akomodacyjna pozostaje polityka Fed, ale jak niepohamowane są ruchy na rynku długu. Implikuje to presję na ryzykowne aktywa, zanim rynek znajdzie poziom równowagi.

Dziś uwaga skupi się na rynku pracy USA. Po dwóch miesiącach rozczarowań w tempie przyrostu zatrudnienia w lutym oczekuje się wyraźnego odbicia (prog. NFP 198 tys.). Wiele przeciwstawnych czynników może wpływać na dzisiejszy odczyt. Z jednej strony ponowne otwieranie gospodarki i znoszenie restrykcji będzie wzmacniać wzrost zatrudnienia. Z drugiej strony trudne warunki pogodowe w połowie miesiąca mogą przytłumić tempo odbudowy miejsc pracy i opóźnić przywracanie stanowisk związanych z turystyką czy hotelarstwem. Po raportach ISM z tego tygodnia wiemy, że zatrudnienie miało się dobrze w przemyśle, ale w usługach tempo wzrost miejsc pracy zwolniło. Do tego dochodzi rozczarowanie w danych ADP, gdzie wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym (117 tys.) był dwukrotnie mniejszy od oczekiwań. Na zdestabilizowanym przez wzrost rentowności rynku odchylenia odczytu NFP od prognoz będą podsycać zmienność. Trzecie z rzędu rozczarowanie będzie potęgować awersję do ryzyka. Znów lepsze dane podkreślą szybszą odbudowę gospodarki, co wzmocni spekulacje o wcześniejszej zmianie polityki Fed. Idealny punkt leży w odczycie nieznacznie niższym od oczekiwań, gdyż słabsze liczby będzie można zrzucić na karb trudnych warunków pogodowych.

Złoty traci przez pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych i zniżkowanie EUR/USD, co prawie nigdy nie stawia walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej w przyjaznym świetle. Dodatkowo kwestia pandemii ponownie ciąży nad regionem po decyzji władz Węgier o zaostrzeniu lockdownu. W kalendarzu zaplanowana jest wideokonferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, gdzie będzie on odpowiadał na wybrane pytania dziennikarzy (przesłane z wyprzedzeniem). Nie sądzę, aby pytania dotyczące polityki monetarnej mogły wpływać na złotego – jest mało realne, aby zmieniło się stanowisko w sprawie stóp procentowych. Interesującym będzie, czy prezes rozwinie się na temat pomocy dla banków zaangażowanych w kredyty frankowe. Powyżej 4,57 za euro złoty jest relatywnie tani, a słabość waluty powinna być przejściowa, ale póki na rynkach zewnętrznych nie widać gorączki zakupowej, okazyjna cena niewiele znaczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co czwarty Polak poświęca więcej czasu na pracę niż na życie prywatne

Ponad 26% aktywnych zawodowo Polaków poświęca więcej czasu na pracę zawodową niż życie prywatne. Tak znaczące zachwianie równowagi pomiędzy wykonywanymi obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym wpływa negatywnie na efektywność i motywację zatrudnionych. Na szczęście jak pokazały wyniki badania „Jak pracować i nie zwariować?” pracodawca może mieć aktywny udział w kształtowaniu work-life balance.
Pandemia, która już od roku dekonstruuje globalny ład społeczny, postawiła firmy przed wyzwaniem stworzenia pracownikom bezpiecznych i stabilnych miejsc pracy. W wielu organizacjach zmienił się system pracy – zdalny, hybrydowy czy reorganizacja czasu pracy w trybie zmianowym. Po blisko roku od wprowadzenia pierwszego lockdownu firma Sodexo Benefits and Rewards Services postanowiła sprawdzić, czy i jak nowe warunki pracy wpłynęły na życie zawodowe oraz prywatne pracowników.

Ponad połowa Polaków wykonuje swoje obowiązki w miejscu pracy i większość jest z tego zadowolona

Jak wynika z badania, pomimo wszelkich restrykcji i obostrzeń nałożonych na pracodawców, większość pracowników, bo aż 63% ankietowanych, wykonuje swoje obowiązki w biurze albo w dotychczasowym miejscu pracy. Należy zaznaczyć, że w badanie dotyczy także pracowników firm produkcyjnych, a ich specyfika wymaga obecności człowieka na miejscu. Co piąty aktywny zawodowo Polak pracuje w trybie hybrydowym, a co szósty wykonuje swoje obowiązki wyłącznie w systemie zdalnym.
Co czwarty Polak poświęca więcej czasu na pracę niż na życie prywatne

Aż trzech na czterech Polaków, jest zadowolonych z modelu pracy, w którym aktualnie funkcjonuje. Bazując na ostatnich danych GUS, który podaje, że w III kwartale 2020 roku liczba aktywnych zawodowo Polaków stanowiła ok. 17 mln osób, można śmiało stwierdzić, że ponad 12,5 miliona pracowników jest usatysfakcjonowana obecną formą wykonywania obowiązków zawodowych. To bardzo budujący wynik, biorąc pod uwagę fakt, że od kilkunastu miesięcy funkcjonujemy w niekorzystnych warunkach ograniczających naszą aktywność i swobodę. – Marta Robak, Product Manager, Sodexo Benefits and Rewards Services

Co czwarty Polak ma problem z work-life balance

Aż 26% aktywnych zawodowo Polaków wskazało, że poświęca więcej czasu na pracę zawodową niż na życie prywatne – czyli własne zainteresowania, rodzinę czy przyjaciół.

Wskazali także, że firmy, prowadząc politykę wspierania równowagi pomiędzy życiem a pracą, mogą mieć ogromny wpływ na dobrostan zatrudnionych. Można powiedzieć, że wręcz go determinują. Dla niemal połowy ankietowanych pomocna w zachowaniu tej równowagi będzie praca zdalna, która jeszcze przed pandemią była dla niektórych przedmiotem pożądania i stanowiła atrakcyjny benefit. W 2020 roku w wielu firmach stała się codziennością. Co piąty badany zwrócił uwagę na znaczenie świadczeń pozapłacowych w tym procesie. Zdaniem 21% pracujących Polaków benefity przeznaczone nie tylko dla nich, ale także dla członków ich rodzin, które można wykorzystać poza pracą, mogłyby znacząco pomóc w zachowaniu work-life balance. To niezwykle istotny element całej układanki, który jest w pełni definiowany i kontrolowany przez pracodawcę. Równie ważny okazał się elastyczny i nienormowany czas pracy.

Idealny benefit

Pandemia w wielu firmach wymusiła na pracodawcach konieczność dopasowania oferty benefitowej do aktualnego, nowego trybu życia oraz pracy Polaków. W chwili obecnej pracownicy cenią sobie najbardziej takie świadczenia pozapłacowe, które wspierają budżet domowy, są elastyczne i dają swobodę wyboru. Tak wskazali ankietowani w naszym poprzednim badaniu „Motywacyjny (Re)start”.

Potrzeby, obawy i oczekiwania zatrudnionych przeszły ewolucje, a czasami wręcz rewolucje. Dlatego warto zastanowić się jak nowy model pracy wpłynął na ich życie prywatne i zawodowe. I wdrożyć rozwiązania, które pozwolą skutecznie wspierać i motywować pracowników, by ci mogli efektywnie pracować i nie zwariować.

O badaniu „Jak pracować i nie zwariować?”

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 12.02-19.02.2021 metodą wywiadów on-line (CAWI) przez pracownię badawczą SW Research, na reprezentatywnej próbie aktywnych zawodowo Polaków, pracujących w firmach zatrudniających powyżej 50 pracowników (N = 1247).

Spółka Demolish Games pozyskała 1 mln zł na nowe produkcje

Demolish Games S.A., producent gier z gatunku symulatorów na PC, z sukcesem zakończyła ofertę publiczną prowadzoną w związku z emisją nowych akcji. Spółka pozyskała łącznie 1 mln zł w dwóch transzach. Środki z emisji akcji Studio przeznaczy na nowe produkcje. Usługę oferowania akcji na rzecz Demolish Games wykonał Dom Maklerski INC S.A. Do końca br. Spółka planuje wprowadzić akcje do obrotu na rynku NewConnect.

Demolish Games to studio gamingowe założone w lipcu 2020 roku, którego głównym akcjonariuszem jest, notowana na głównym rynku GPW w Warszawie, spółka Ultimate Games S.A. Studio koncentruje się na projektach z gatunku symulatorów dedykowanych wersji PC. Celem Demolish Games jest dywersyfikacja działalności i wydawanie 3-5 gier rocznie, z czego 2 projekty mają być tworzone przez własne zespoły Spółki.

– Z satysfakcją informuję, że oferowane akcje w ramach nowej emisji serii C znalazły nabywców.  Tym samym zakończyliśmy ofertę publiczną i osiągnęliśmy wyznaczony cel, jakim było zebranie 1 mln zł. Dziękuję wszystkim obecnym i nowym akcjonariuszom, którzy wzięli udział w emisji akcji. Zgodnie z zapowiedzią, pozyskane środki przeznaczymy na nowe, jeszcze nieogłoszone projekty, które naszym zdaniem mają duży potencjał sprzedażowy – mówi Paweł Dywelski, prezes zarządu Demolish Games S.A. – Nasz plan zakłada produkcję i wydawnictwo gier niskobudżetowych. Dzięki zakończeniu oferty publicznej zgodnie z założeniami, będziemy mogli rozpocząć pracę nad kilkoma nowymi tytułami – dodaje Paweł Dywelski.

W portfolio spółki dominują symulatory. Studio jest właścicielem Demolish & Build 2017 i Demolish & Build 2018 z popularnej serii Demolish & Build, a także gry Car Demolition Clicker.

Nasz model biznesowy jest skoncentrowany na grach symulacyjnych. Mam doświadczenie w tworzeniu takich projektów. Wśród zrealizowanych przeze mnie produkcji – symulatorów dostępnych na rynku są m.in. Orbital Racer, Plane Mechanic Simulator oraz gra Accident. Celem Demolish Games w długofalowej perspektywie jest wydawanie tytułów również z innych gatunków. Już teraz w naszym portfolio jest np. gra platformowo-logiczna Malone in Nightmares, na której predprodukcje podpisaliśmy umowę – dodaje Paweł Dywelski.

Spółka pracuje obecnie nad swoim największym projektem Demolish & Build 2022, w którym pojawi się wiele nowości. Studio udoskonali rozgrywkę, m.in. o bardziej zaawansowane aspekty symulacyjne oraz realistyczną szatę graficzną. Premiera tytułu planowana jest na przełomie 2021 i 2022 r.

Jeszcze w pierwszym kwartale br. Studio planuje udostępnić zwiastuny gier Malone in Nigthmares, WW2 Underground oraz Explosive Demolition Simulator. Wszystkie te gry znajdują się obecnie w fazie preprodukcji. Za wydanie wersji PC odpowiada Demolish Games, wersje konsolowe wyda Ultimate Games.

Demolish Games do końca br. zamierza wprowadzić akcje do obrotu na rynku NewConnect.

QubicGames wyda 4 gry o wysokim potencjale sprzedażowym na konsolę Nintendo Switch

QubicGames, wydawca gier na konsole, poinformował o zawarciu 4 umów wydawniczych na konsolę Nintendo Switch. Jeszcze w 2021 na japońskiej konsoli ukażą się wysoko oceniane tytuły: Badland Game of the Year Edition, Tiny Lands, Cultist Simulator oraz edukacyjna produkcja Momolu and Friends

– Wszystkie 4 gry posiadają duży potencjał sprzedażowy na Nintendo Switch. Każda z gier jest całkowicie odmienna, a wszystkie doskonale uzupełniają portfolio QubicGames. Dobierając kolejne produkty staramy się rozbudować bazę tytułów o unikalne gry, które do tej pory nie były dostępne na konsoli Nintendo i zdobyły uznanie graczy na innych platformach – komentuje Jakub Pieczykolan, prezes spółki.

Najbardziej rozpoznawalną grą jest Badland: Game of the Year Edition, którego premiera planowana jest na przełom Q2 i Q3 2021. Najważniejszą nagrodą zdobytą przez grę jest Apple iPad Game of the Year 2013 a tytuł otrzymał aż 3 nominacje do prestiżowych nagród związanych ze światem gamingu – BAFTA. Ponadto, tytuł zdobył nagrody na wydarzeniach takich jak – Nordic Game Winner, Game Connection Europe, IMGA, Tabby Awards, czy 18th Satellite Awards

–  Badland: Game of the Year Edition jest piękną i wymagającą grą zręcznościową, która zdobyła dziesiątki nagród na ważnych konferencjach gier Indie. Ta przygodowa gra platformowa z rozgrywką opartą na fizyce osadzonej w oszałamiająco nastrojowych, ręcznie malowanych grafikach jest jedną z najbardziej utytułowanych gier, jakie QubicGames posiada w swoim portfolio wydawniczym – kontynuuje Pieczykolan.

Ponadto, spółka będzie odpowiedzialna za dystrybucję gry Tiny Lands na terenie Europy, Ameryki Północnej, Azji i Australii oraz Cultist Simulator na terenie Japonii. Produkcje zadebiutują w Q2 2021. Oba tytuły zebrały wysokie oceny na platformie Steam – odpowiednio 92% i 82% pozytywnych recenzji.

– Tiny Lands to wciągająca gra logiczna polegająca na szukaniu różnic na poszczególnych etapach, którą wyróżnia ciekawy i klimatyczny soundtrack oraz urocza sceneria gry. Natomiast Cultist Simulator to popularna gra karciana, w której gracz pełni rolę przywódcy tajemnego kultu. Gra jest już dostępna Nintendo Switch na terenie Europy i Ameryki Północnej, a zadaniem QubicGames będzie wydanie gry na jednym z kluczowych dla tej konsoli rynku japońskim – kończy prezes.

Ostatnia zapowiedziana gra QubicGames nosi tytuł Momolu and Friends. Jest to gra edukacyjna dla młodszych dzieci, której wyznacznikami są wspaniała grafika dostosowana do wieku graczy oraz rozwijające mini gry logiczne. Ponadto zapewnią najmłodszym odbiorcom wspaniałą rozrywkę połączoną z nauką słów, cyfr, kolorów i dźwięków. Premiera gry jest planowana na przełom drugiego i trzeciego kwartału, a sama gra perfekcyjnie wpasowuje się w część działalności związanej z Family Entertainment.

Bilans roku pracy z COVID-19

Mija 12 miesięcy od pojawienia się koronawirusa w Polsce. Jak pracownicy i kandydaci postrzegają rynek pracy po roku „nowej normalności”? Jak ich postawy zmieniały się w trakcie pandemii? O tym mówimy w najnowszym raporcie Pracuj.pl. Choć stopniowo maleje liczba osób obawiających się o utratę pracy, aż 7 na 10 badanych uważa, że pandemia wprowadziła nieodwracalne zmiany na rynku. Nie powstrzymuje ich to jednak przed mobilnością zawodową – aż 9 na 10 respondentów jest gotowych przyjąć oferty zmiany pracodawcy.

Rok nowej normalności

4 marca 2020 roku uznawany jest za oficjalny początek pandemii koronawirusa w Polsce. W następnych dniach wiele firm w Polsce podejmowało decyzje o przeniesieniu się do modelu pracy zdalnej, w którym część pracodawców pozostaje aż do dziś. Rok z pandemią COVID-19 niewątpliwie nieodwracalnie zmienił wiele sfer naszego życia – ze szczególnym uwzględnieniem życia zawodowego.

Chcąc podsumować minione 12 miesięcy, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Rok nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rewolucji na rynku pracy”. To już trzecia edycja badania przeprowadzanego wśród użytkowników portalu – poprzednie przeprowadzono w maju i październiku ubiegłego roku. W pierwszej odsłonie wyników badań przedstawiamy, jak pracownicy i kandydaci postrzegają miniony rok, jego wpływ na własną sytuację zawodową, a także jak oceniają perspektywy najbliższej przyszłości. Pytamy także o gotowość na zmianę pracodawców i kluczowe atuty, jakie mogą przyciągać badanych do nowych miejsc pracy.

Raport Pracuj.pl z jednej strony pokazuje, że pracownicy coraz bardziej przyzwyczajają się do nowych reguł i zmienionych okoliczności. Ciekawie prezentuje także sposoby patrzenia na świat pracy przez badanych w trzech różnych etapach pandemii. Jednocześnie jednak wskazuje, że jesteśmy coraz bardziej świadomi faktu, iż powrotu do sytuacji sprzed COVID-19 nie ma. Zmiany zostaną z nami na stałe, na dobre i na złe – komentuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

Wpływ COVID-19 na sytuację zawodową

Choć wzrost bezrobocia rejestrowanego jest zdecydowanie niższy od prognozowanego na początku pandemii koronawirusa, nie pozostaje on niestety bez negatywnego wpływu na życie Polaków w pracy. Aż połowa respondentów Pracuj.pl deklaruje, że ich sytuacja zawodowa jest gorsza niż w marcu 2020 roku. Gospodarcze konsekwencje COVID-19 odbijały się na części pracowników w postaci m.in. obniżek pensji, większego napięcia zawodowego, niepewności.

Według badań Pracuj.pl nieco ponad jedna czwarta (26,5%) zatrudnionych respondentów przyznaje, że ich obawy o wpływ pandemii na ich pracę są obecnie większe niż na początku „nowej normalności”. To mniejsza grupa niż ta, w której obawy w tym czasie zmalały – deklaruje to co trzeci z badanych (33%). Największa grupa deklaruje natomiast, że poczucie niepewności utrzymuje się na stałym poziomie – taką opcję wybrało 40,5% respondentów.
wpływ pandemii na pracę

Warto zauważyć, że zatrudnieni badani częściej wyrażają obawę dotyczącą zmiany obecnych warunków zatrudnienia na gorsze (40%) – niż o bezpośrednią utratę pracy (31%) w konsekwencji pandemii. Wyniki te można przyjmować z optymizmem – w przypadku obu kwestii udział osób wyrażających niepewność znacząco zmalał w stosunku do marca i września 2020.

Wpływ COVID-19 na sytuację zawodową

Przyszłość oczami pracowników

Szczególnie ciekawe obserwacje przynoszą opinie wyrażane przez respondentów na temat przyszłości rynku pracy. Przede wszystkim należy zauważyć dość powszechną świadomość dotyczącą długofalowych konsekwencji pandemii, wykraczających poza najbliższą perspektywę. Aż 73% badanych uważa, że po opanowaniu pandemii jeszcze przez kilka lat będzie ona wpływać na dostępne na rynku oferty pracy.

W stosunku do pierwszych miesięcy pandemii pracownicy są bardziej świadomi złożonego wpływu roku z COVID-19 na gospodarkę. Z jednej strony obecna sytuacja daleka jest od czarnych scenariuszy z początku pandemii, z drugiej – w niektórych dziedzinach nieodwracalnie przeobraża świat zawodowy. Według aż 72% badanych rok pandemii wprowadził na stałe zmiany w sposobach pracy.

Z różnorodnych badań wynika, że pracownicy są świadomi nieodwracalnych zmian, które zachodzą w świecie pracy. Nie zawsze wiedzą jednak, jak się w nich odnaleźć. W tym zakresie istotną rolę mogą odegrać pracodawcy, zarówno obecni, jak i przyszli. To pracodawca może ułatwić przedłużającą się pracę zdalną lub przestrzeganie reżimu sanitarnego. Wiele firm podejmuje decyzje np. o umożliwieniu pracownikom pracy zdalnej w przyszłości także po pandemii, które nie tylko wpłyną na ich atrakcyjność jako pracodawcy, ale też będą miały długofalowe skutki dla całego rynku – komentuje Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. Badań Kandydatów w Grupie Pracuj.

przyszłość rynku pracyW obliczu różnorodnych komplikacji związanych z sytuacją pandemiczną czy programami szczepień trudno się dziwić, że tylko 37% badanych spodziewa się opanowania COVID-19 do końca 2021 roku i powrotu większości pracowników do modelu wykonywania obowiązków dominującego przed jej wybuchem. Podobnie, jak wybrzmiewa to w prognozach wielu ekspertów – pandemia w mniejszym lub większym stopniu prawdopodobnie będzie wpływać na świat pracy w perspektywie dłuższej, niż kilka następnych miesięcy.

(Niemal) wszyscy gotowi na zmianę

Doświadczenia pandemii nie zmniejszają, a wręcz zwiększają gotowość Polaków do zmiany pracy” – tak pisali analitycy Pracuj.pl w raporcie „Pół roku nowej normalności”. To zdanie jest nawet bardziej aktualne w rocznicę wybuchu pandemii. Aż 91% respondentów uczestniczących w najnowszym pomiarze jest otwartych na zmianę pracy, jeśli dostaną ciekawą ofertę – co stanowi wzrost aż o 14% w stosunku do początku pandemii i o 8% w stosunku do okresu startu jej drugiej fali.

W trzech kolejnych pomiarach w okresie pandemii systematyczne rosła liczba respondentów posiadających pracę, którzy są bardziej gotowi na nowe propozycje niż przed pandemią (63% badanych w lutym 2021), a także tych którzy bardziej aktywnie przeglądają dostępne oferty pracy (53% badanych w lutym 2021). Co szczególnie ważne, 4 na 10 pracujących badanych deklaruje, że zastanawiają się nad zmianą zawodu lub specjalizacji (40,5%).
zatrudnieni o rynku pracy

Minione 12 miesięcy przypomniało wielu z nas, że praca nie jest czymś danym na zawsze. Z opinii badanych wynika, że większość z nich ma świadomość konieczności reagowania na zmiany na rynku pracy, także np. poprzez przekwalifikowanie. W minionym roku użytkownicy Pracuj.pl wysłali ponad 33 mln aplikacji o pracę, co było wynikiem wyraźnie lepszym niż w 2019 roku. Rosła aktywność kandydatów pod ofertami pracy w branżach, które rosły w pandemii, np. IT czy ecommerce. Wielu kandydatów czeka trudny proces poszukiwania pracy w branżach, które mogą być dla nich w przyszłości bezpieczną, bardziej stabilną przystanią – komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Bezpieczeństwo wciąż w cenie

Bardzo zbliżone do odnotowanych we wrześniu 2020 są kluczowe atuty ofert pracodawców, wskazywane przez badanych. Badacze zapytali respondentów o to, co zachęciłoby ich do przyjęcia oferty w obecnych okolicznościach. Na czele oczekiwań utrzymuje się propozycja wyższego wynagrodzenia (72%), a za nim – stabilne i bezpieczne zatrudnienie. (57%). Wyniki potwierdzają, że bezpieczeństwo stanowiska w czasach pandemii stało się bardzo ważnym atutem ofert.

Trzecie miejsce na piramidzie zachęt zajmuje stabilna pozycja samej firmy (37%) – jednak ten aspekt stopniowo tracił na znaczeniu w każdym z trzech pomiarów i w najnowszym badaniu tylko nieznacznie wyprzedził ciekawy zakres oferowanych obowiązków (36%) i możliwość awansu na wyższe stanowisko (35%).
co zachęciłoby ich do przyjęcia oferty w obecnych okolicznościach

Oferty mocne mimo pandemii

Jak opinie o roku z COVID-19 przedstawiają się na tle aktywności pracodawców? Jak podają analitycy Pracuj.pl, na portalu między styczniem i grudniem 2020 zamieszczone zostały 542 593 oferty pracy. Dane wskazują na łagodniejszy spadek liczby ogłoszeń na portalu, niż prognozowany na początku pandemii koronawirusa przez część specjalistów ds. rynku pracy i HR. Jak zauważył Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl, wynik był nadspodziewanie dobry, choć bezprecedensowy spadek popytu na rekrutację w II kwartale 2020 stanowił dla rynku rekrutacji bardzo trudną i ważną lekcję.

Ignacy Morawski: Dopóki prognozy inflacji pokazują poziom między 2 a 4 proc., zagrożenia dla gospodarki nie ma. Ale będzie to uwierać konsumentów

Ostatnie dane z Eurostatu za styczeń 2021 roku pokazały, że w Polsce poziom cen rośnie najsilniej w Unii Europejskiej. To efekt dynamicznego wzrostu wynagrodzeń i intensywnej pomocy budżetowej dla firm w obliczu pandemii. Zdaniem ekonomisty Ignacego Morawskiego inflacja na poziomie między 2 a 4 proc. nie stanowi zagrożenia dla gospodarki. Na razie nie widać więc powodu do podwyżek stóp procentowych.

– Pierwszy, najbardziej ogólny powód, dlaczego inflacja w Polsce jest wyższa niż średnio w UE, jest taki, że jesteśmy gospodarką bardziej dynamiczną. Mamy wyższy wzrost wynagrodzeń, a w związku z tym też wyższy wzrost cen. I kryzys nie zaburzył tego trendu – mówi agencji Newseria Biznes Ignacy Morawski, dyrektor SpotData, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”. – W Polsce PKB w zeszłym roku miało wyższą dynamikę niż średnio w Unii Europejskiej, a jednocześnie wynagrodzenia rosły w dość szybkim tempie, więc generalna sytuacja ekonomiczna sprzyja inflacji. Drugi powód jest taki, że skala pomocy budżetowej dla firm w Polsce była bardzo duża, większa niż średnia dla krajów Unii Europejskiej w relacji do wielkości gospodarki.

Według wstępnego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego produkt krajowy brutto (PKB) w 2020 roku był realnie niższy o 2,8 proc. w porównaniu z 2019 rokiem. Podobnego spadku polska gospodarka doznała w IV kwartale roku w ujęciu rocznym. Dla porównania w całej Wspólnocie PKB spadł w tym czasie o 4,8 proc., zaś w strefie euro – o 5,0 proc. W najtrudniejszym II kwartale roku 2020 polska gospodarka skurczyła się o 8,0 proc., zaś unijna – o 13,9 proc. Jednocześnie przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw było w styczniu 2021 roku o 4,8 proc. wyższe niż rok wcześniej, jeszcze przed pandemią.

– Firmy nie musiały tak zażarcie walczyć o każdego klienta, obniżając ceny, wręcz przeciwnie, mogły te ceny utrzymywać na podwyższonym poziomie – wskazuje Ignacy Morawski. – Wreszcie trzecia przyczyna, dlaczego inflacja w Polsce jest wyższa niż średnio w Unii Europejskiej, to różne zmiany regulacyjne, np. na rynku przetwarzania odpadów, które podnoszą koszty wywozu śmieci. Jest więc kilka czynników, które sprawiają, że inflacja w Polsce jest podwyższona i na pewno wiele gospodarstw domowych to odczuwa.

Według pozwalającej na porównania metodologii Eurostatu zharmonizowana inflacja w styczniu wyniosła w Polsce 3,6 proc. i była najwyższa w Unii Europejskiej. W całej Wspólnocie ceny rosły w tempie trzykrotnie wolniejszym – o 1,2 proc., natomiast w całej strefie euro – o 0,9 proc. Na drugim krańcu skali znalazła się Grecja ze spadkiem cen o 2,4 proc.

Z kolei inflacja mierzona według metodologii GUS ostatnio, czyli w styczniu 2021 roku, wynosiła 2,7 proc. Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego, czyli poziom, na którym bank centralny chce utrzymywać inflację w dłuższym okresie, wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnymi wahaniami o +/-1 punkt procentowy. W ciągu ostatnich dwóch lat tylko w ciągu pięciu miesięcy zostały one przekroczone: w styczniu i lutym 2019 roku in minus, a w pierwszym kwartale 2020 roku in plus.

Moim zdaniem mamy w Polsce inflację na dobrym poziomie. Rozumiem, że dla części osób ona jest za wysoka, ale generalnie z punktu widzenia stabilności gospodarki lepiej mieć taką inflację niż taką, jaką ma strefa euro, gdzie jest ona prawie zerowa – ocenia dyrektor SpotData. – Jeżeli wynagrodzenia w Polsce będą rosły szybko, w tempie 5–7 proc., to inflacja raczej nie spadnie. A do tego dochodzą jeszcze oczekiwania inflacyjne przedsiębiorców i konsumentów. Jeżeli te oczekiwania są wysokie, to wtedy firmy same są skłonne podnosić ceny. To jest scenariusz samorealizującej się przepowiedni. Wydaje mi się, że te dwa czynniki sprawią, że inflacja w Polsce raczej nie spadnie w tym roku.

Ekspert podkreśla, że optymalna, dobra dla gospodarki inflacja oscyluje wokół 2–3 proc., co oznacza systematyczny wzrost cen. Ze względu na dużą skalę pomocy dla firm w gospodarkę zostało wpompowane dużo nowego potencjału popytowego, co może skutkować nagłym wzrostem konsumpcji, a więc i cen. Zdaniem Ignacego Morawskiego nie należy jednak oczekiwać wybuchu inflacji do poziomu np. 5 proc.

Dopiero jeśli Narodowy Bank Polski w swoich analizach dojdzie do wniosku, że jest ryzyko, że w perspektywie roku inflacja wyniesie 4–5 proc., może zdecydować się na podniesienie stóp procentowych. Na razie jednak większość Rady Polityki Pieniężnej jest nastawiona „gołębio”, czyli bardziej skłania się ku obniżaniu niż podwyższaniu poziomu stóp.

W większości rozwiniętych krajów świata inflacja jest raczej za niska, a nie za wysoka. My jesteśmy w dość wyjątkowej sytuacji, bo u nas inflacja jest powyżej celu banku centralnego, a w większości krajów rozwiniętych jest poniżej – mówi Ignacy Morawski. – Tam banki centralne skupiają się najbardziej na tym, żeby wspierać rządy w stymulacji fiskalnej gospodarki. Chodzi o to, żeby pandemia nie zabiła trwale miejsc pracy i nie doprowadziła do upadku setek tysięcy firm. W tym momencie na świecie dziś nikt się nie przejmuje ryzykiem inflacji. To się może zmienić za pół roku, jak pandemia minie, ale dziś to nie jest problem.

Trwają negocjacje umowy społecznej między rządem a górnikami. Na wypracowanie porozumienia potrzebne jest kilka tygodni

Rząd i górnicze związki zawodowe pracują nad kształtem umowy społecznej w sprawie wsparcia likwidacji górnictwa. – Potrzebujemy co najmniej kilku tygodni, by wypracować formułę, która będzie do zaakceptowania przez obie strony, ale także Komisję Europejską – mówi odpowiedzialny za te negocjacje wiceminister Artur Soboń. Jak podkreśla, ustawowe gwarancje zatrudnienia oczekiwane przez stronę społeczną są nie do zrealizowania. Podobnie jak powrót do koncepcji budowy bloku węglowego w Ostrołęce.

We wrześniu 2020 roku rząd i strona społeczna porozumiały się co do harmonogramu likwidacji górnictwa węgla kamiennego w Polsce.

– Wtedy też rozpoczęły się prace, najpierw w ramach spółek górniczych w grupach, które tworzyli przedstawiciele pracodawców i związki zawodowe, ale także w gronie ekspertów w zakresie pomocy publicznej czy czystych technologii węglowych. Rekomendacje tych zespołów posłużyły do tego, aby przygotować projekt rządowy i projekt strony społecznej – mówi agencji Newseria Biznes Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. – Nad tymi projektami w tej chwili pracujemy, ustalając precyzyjnie, jak te zapisy w poszczególnych kwestiach powinny wyglądać.

Mimo wstępnego porozumienia wciąż wiele kwestii pozostaje spornych. Jednym z nich jest kwestia gwarancji zatrudnienia do emerytury, która miałaby być zapisana w ustawie.

Jako strona rządowa uważamy, że propozycje związków zawodowych w tym zakresie są nie do zrealizowania. Nawet gdybyśmy je tak zapisali, to nie byłoby zgodne z Konstytucją i mogłoby być dość łatwo podważone – mówi wiceminister aktywów państwowych.

Bezpieczeństwo pracowników sektora górniczego to jedna z podstawowych kwestii planowania sprawiedliwej transformacji Śląska. Chodzi o zapewnienie części z nich – która nie będzie mogła lub chciała odejść z górnictwa – możliwości pracy do emerytury, a pozostałym – osłon socjalnych, które pozwolą na wcześniejsze emerytury lub przekwalifikowanie się. Zdaniem wiceministra tego typu gwarancje lepiej tworzyć na poziomie konkretnego pracodawcy, a nie ustawy.

– Są także pomysły dalece wykraczające poza dzisiejsze rozwiązania z prawa pracy, czyli np. pokrycie z budżetu państwa różnicy w wynagrodzeniach przy wyjściu z górnictwa i pracy u innego pracodawcy – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. – Podczas rozmów padają również propozycje, jak choćby budowa bloku opartego na węglu kamiennym w Ostrołęce. To są konstrukcje, co do których strona społeczna ma swoje aspiracje i oczekiwania, ale nie będzie się upierać, gdyż one albo są przesądzone, tak jak sprawa bloku Ostrołęka C, albo są po prostu nierealne.

Już w 2021 roku zamknięta ma być kopalnia Pokój, gdzie wyczerpują się zasoby surowca. Także w tym roku rozpocznie się likwidacja kopalni Wujek, z tym że w innej formie – poprzez jej połączenie z kopalnią Murcki-Staszic, która zakończy działalność w roku 2039. W 2023 roku zostaną połączone rudzkie kopalnie Bielszowice i Halemba, a powstały w ten sposób zakład zostanie zlikwidowany w roku 2034. Jako ostatnie zamknięte zostaną rybnickie kopalnie ROW – ruch Rydułtowy w 2043 roku, Marcel w 2046 roku, a Chwałowice i Jankowice w roku 2049.

Potrzebujemy jeszcze co najmniej kilku tygodni, aby wypracować taką formułę, która będzie do zaakceptowania nie tylko przez rząd i stronę społeczną, ale także m.in. przez marszałka województwa śląskiego i te samorządy, które będą reprezentować wymiar lokalny tego porozumienia – mówi Artur Soboń. – Rozmawiamy także o tym, w jaki sposób skonstruować wniosek prenotyfikacyjny i notyfikacyjny do Komisji Europejskiej.

Zgodnie z przyjętym 25 września 2020 roku porozumieniem ostatnia tona węgla ma wyjechać z polskich kopalń w 2049 roku. Jest to szacunek oparty nie tylko na założeniu sprawiedliwej transformacji uwzględniającej interesy górników, lecz również na prognozach dotyczących zapotrzebowania na węgiel i bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Dzisiaj i w najbliższych latach podstawą zasilania polskiej energetyki jest i będzie węgiel. Będzie on miał coraz mniejszy udział w energetyce, ciepłownictwie czy przemyśle, ale ten udział cały czas będzie, nawet po roku 2040 – mówi wiceminister aktywów państwowych. – Trzecia rzecz to transformacja Śląska, bo ten region będzie w największym stopniu dotknięty tą zmianą, jaką jest wygaszanie produkcji węgla kamiennego w Polsce.

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w Polsce węgiel kamienny lub brunatny produkuje się w siedmiu województwach, ale wydobycie koncentruje się w dwóch – śląskim (55 mln z 64 mln ton węgla kamiennego) i łódzkim (41 mln z 53 mln ton węgla brunatnego). Wśród powiatów najbardziej wrażliwych na transformację energetyczną eksperci PIE wymieniają m.in. Jastrzębie-Zdrój, Bytom, Zabrze i Rudę Śląską. W przypadku pierwszego z nich wyzwaniem jest wysoki poziom zatrudnienia w górnictwie w stosunku do ogółu pracujących. W przypadku Bytomia i Zabrza zagrożenie wiąże się przede wszystkim z czynnikami społecznymi oraz niskim poziomem rozwoju gospodarczego. We wszystkich trzech powiatach na pogorszenie wskaźników społeczno-gospodarczych wpływ miała dokonana lub rozpoczęta likwidacja kopalni. Jako powiaty najbardziej odporne na efekty transformacji autorzy raportu wskazują Gliwice, Katowice i Jaworzno. Regiony te nie ucierpiały znacząco na likwidacji kopalń, ich struktura gospodarcza jest zdywersyfikowana, a udział pracowników kopalń w relacji do ogółu pracujących jest relatywnie niewielki.

Zależy nam na tym, aby uruchomić wszystkie możliwe fundusze na transformację Śląska, ale to też wymaga czasu. Aby stworzyć nowe miejsca pracy, potrzeba i kapitału, i czasu, i zaangażowania. To wszystko sprawia, że perspektywa czasowa, jaką uzgodniliśmy ze stroną społeczną, jest z jednej strony realna, z drugiej strony gwarantuje to, że jesteśmy w stanie spełnić warunki bezpieczeństwa pracowników, bezpieczeństwa energetycznego państwa i sprawiedliwej transformacji – ocenia Artur Soboń.

Na transformację energetyczną ma trafić co najmniej 37 proc. środków w ramach instrumentu Next Generation EU. Ponadto do rozdysponowania jest 17,5 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji oraz środki w ramach Funduszu Modernizacyjnego.

Biedronka otworzy w Polsce kolejne 100 nowych sklepów i zapowiada nową aplikację mobilną

Pandemia nie zatrzymała rozwoju sieci Biedronka, która otworzy w tym roku około 100 sklepów i zamierza postawić większy akcent na cyfryzację, m.in. uruchamiając nową aplikację mobilną. Mimo pandemii i zmiany nawyków konsumenckich sieć handlowa odnotowała w zeszłym roku wzrost sprzedaży i zysków – poinformowała grupa Jeronimo Martins.

Pandemia postawiła nowe wyzwania przed branżą handlu detalicznego. Po pierwsze, zmieniła zwyczaje zakupowe Polaków – począwszy od tego, jakie produkty wybierają, a skończywszy na tym, jak często i jak duże robią zakupy. Kryzys związany z COVID-19 odbił się też negatywnie na sytuacji finansowej konsumentów. Zmniejszenie dochodów, wzrost bezrobocia i ogólny brak stabilności skłoniły wielu z nich do zmniejszenia wydatków. Dodatkowym wyzwaniem była logistyka i organizacja pracy sklepów w czasie wprowadzanych przez rząd obostrzeń, takich jak konieczność zachowania ścisłego reżimu sanitarnego i ograniczenia w przepływie klientów.

– Sprostaliśmy trudnym okolicznościom i byliśmy tak blisko naszych klientów, pracowników i dostawców – zwłaszcza drobnych producentów, dostarczających produkty pierwszej potrzeby – jak jeszcze nigdy wcześniej. W 2021 rok wchodzimy ze wzmocnionym przekonaniem, że sieci należące do naszej grupy umieją szybko i skutecznie reagować na wyzwania związane z pandemią – powiedział podczas konferencji prasowej Pedro Soares dos Santos, prezes zarządu grupy Jeronimo Martins. – Pozostaliśmy liderem rynku, cen i kosztów.

Szereg rynkowych trudności nie zachwiał pozycją sieci Biedronka, która w 2020 roku odnotowała wzrost zarówno sprzedaży, jak i zysków – pokazują wyniki opublikowane przez jej właściciela, portugalską grupę Jeronimo Martins. W ubiegłym roku sklepy tej sieci odwiedzało średnio ok. 4 mln klientów dziennie. Biedronka zwiększyła sprzedaż do poziomu 13,5 mld euro (59,8 mld zł), co stanowiło wzrost o 6,7 proc. w euro i o 10,4 proc. w złotych. Z kolei EBITDA (zysk przed potrąceniem podatków, odsetek od kredytów itp.) wzrosła do 1,25 mld euro, notując poprawę o 9,3 proc. w złotych. Oznacza to, że w ubiegłym roku Biedronka wypracowała prawie 70 proc. całkowitej sprzedaży Jeronimo Martins i aż 88 proc. EBITDA portugalskiej grupy. Udział sieci w polskim rynku wzrósł o 1,6 pkt proc., do 25,7 proc. W ponad 1100 sklepach sieci funkcjonuje również już aż 3750 kas samoobsługowych.

Jak ocenia prezes Jeronimo Martins, w tym roku będzie możliwe utrzymanie przez Biedronkę marży EBITDA pomimo presji wynikającej z wprowadzenia od stycznia br. podatku handlowego.

– Ten podatek nie jest dla nas zaskoczeniem. Wiedzieliśmy, że prędzej czy później się pojawi i przygotowywaliśmy się do tego – mówił Pedro Soares dos Santos.

Sieć Biedronka szybko zareagowała na pandemię, wydłużając godziny pracy swoich sklepów i uruchamiając dostawy zakupów do domu we współpracy z partnerem logistycznym Glovo. Na koniec 2020 roku usługa dostępna była już w 28 miastach Polski – nie tylko w dużych aglomeracjach takich jak Warszawa, Poznań, Wrocław czy Trójmiasto – lecz także w tych mniejszych jak Kielce czy Opole.

– Jesteśmy zadowoleni z partnerstwa, które rozwijamy z Glovo. Jako sprzedawcy detaliczni skupiamy się na sklepach stacjonarnych, ale prawdą jest, że ewolucja społeczeństwa i potrzeby młodego pokolenia zwiększają możliwości w kanale online’owym – wskazał Luis Araujo, dyrektor generalny sieci Biedronka. – Chcemy rozwijać tę usługę na kolejne obszary i uatrakcyjniać asortyment dostępny online. Liczba zamówień wzrasta, ale rośnie również nasza wydajność w tym zakresie.

Biedronka zamierza postawić na większą cyfryzację, żeby zwiększyć efektywność swojego modelu biznesowego. Sieć wprowadzi m.in. nową wersję aplikacji mobilnej, w której będzie dostępna cyfrowa wersja karty Moja Biedronka. Dziś korzysta z niej już ponad 10 mln użytkowników.

– Polski konsument jest wymagający, podchodzący z zaufaniem do marek własnych i wrażliwy na ceny. Dlatego najważniejsze jest teraz dla nas wzmocnienie naszej pozycji, oferty i oczywiście postęp w cyfryzacji firmy, napędzanie projektów transformacyjnych, żeby wzmocnić nasz model biznesowy i zbliżyć się do klientów – mówił Luis Araujo.

Mimo ogólnorynkowych trudności w zeszłym roku grupa Jeronimo Martins nie wstrzymała też inwestycji w rozwój Biedronki. W tym okresie zainwestowała w sieć 302 mln euro, poddając modernizacji 267 sklepów i otwierając 129 nowych. W efekcie ich całkowita liczba wzrosła już do 3115. Na Biedronkę przypadło aż 2/3 (ponad 64 proc.) wszystkich inwestycji w ramach całej grupy.

Podobnie będzie też w tym roku, bo Jeronimo Martins planuje nakłady inwestycyjne w wysokości ok. 700 mln euro, z czego 60 proc. będzie przeznaczone właśnie na rozwój Biedronki. JM zamierza otworzyć około 100 nowych sklepów tej sieci (50 standardowych i 50 małoformatowych) oraz zmodernizować ok. 250–300 kolejnych.

Biedronka to największy biznes grupy Jeronimo Martins, do której należą m.in. sieci handlowe: Pingo Doce w Portugalii,  Ara w Kolumbii oraz drogerie Hebe w Polsce.

Nawet 5 proc. populacji nigdy nie zachoruje na COVID-19. Polscy naukowcy szukają genu, który odpowiada za odporność na tę chorobę oraz jej przebieg

Efektem projektu badawczego „Odporni na COVID” ma być tani i dostępny test, który pozwoli sprawdzić, czy zakażenie koronawirusem będzie poważnym zagrożeniem dla zdrowia lub życia konkretnej osoby. Test umożliwi również wskazanie osób genetycznie opornych na zakażenie SARS-CoV-2. To może być między 1 a 5 proc. społeczeństwa. – Zakończyliśmy już rekrutację uczestników badania i przeanalizowaliśmy około 30 proc. danych. Pierwszych rezultatów projektu spodziewamy się w czerwcu – zapowiada dr Paweł Zawadzki, prezes spółki MNM Diagnostics, która realizuje projekt wraz z Centralnym Szpitalem Klinicznym MSWiA w Warszawie.

Naukowcy przekonują, że stworzenie szybkiego i taniego testu diagnostycznego na odporność lub określającego przebieg choroby może realnie przyczynić się do opanowania wirusa SARS-CoV-2 w Polsce i na całym świecie. Taki test umożliwi m.in. precyzyjne wskazanie tych osób, które w przypadku zakażenia koronawirusem będą potrzebować hospitalizacji i sprzętu medycznego ratującego życie. Przeprowadzony wśród pracowników służby zdrowia pomoże szybko wytypować te osoby, które nie powinny kontaktować się z chorymi na COVID-19. Z drugiej strony test pomoże również ustalić osoby genetycznie odporne na koronawirusa, które będą mogły bezpiecznie pracować na oddziałach zakaźnych.

Część populacji, najprawdopodobniej między 1 a 5 proc., nigdy nie zachoruje na COVID-19, pewna grupa osób przejdzie chorobę lekko, a inni ciężko. To zjawisko rodzi pytanie naukowe, dlaczego pewna grupa osób, które miały kontakt z chorymi, się nie zaraża. Szukamy odpowiedzi na to pytanie w genetyce. Zdecydowaliśmy się zebrać odpowiednio dużą grupę ludzi, którzy mimo częstego kontaktu z chorymi nigdy się nie zarazili. Badamy materiał genetyczny od tych osób i szukamy takich zmian, które są obecne u nich, a nie ma ich u osób, które się zarażają – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Paweł Zawadzki, prezes spółki MNM Diagnostics i Polskiego Centrum BioBankowania.

Jak podkreśla, znalezienie tego genu pozwoli lepiej zrozumieć mechanizm działania choroby na wielu płaszczyznach i sposób przenikania do organizmu. To z kolei powinno pomóc w walce z COVID-19.

– Gdyby się okazało, że za przenikanie wirusa do organizmu odpowiada receptor, który można skutecznie blokować i nie ma to żadnego wpływu na zdrowie pacjenta, to byłby przełom. W przypadku COVID-19 tak się akurat nie dzieje, ale to dość dobrze obrazuje nasze intencje. Jeżeli zrozumiemy, dlaczego niektórzy ludzie się nie zarażają, może się okazać, że w walce z COVID-19 znajdzie zastosowanie prosty lek, który jest pomocny w innej terapii. Punktem wyjścia jest jednak rozumienie tych mechanizmów – uściśla prezes spółki MNM Diagnostics.

W projekcie „Odporni na COVID” uczestniczy 1,2 tys. osób. Część z nich to pacjenci hospitalizowani w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA, w tym pacjenci z ciężkimi objawami. Z kolei pozostali przeszli zakażenie wirusem bezobjawowo lub nie zakazili się w ogóle mimo kontaktu z osobami zakażonymi, np. podczas wspólnej kwarantanny.

Zgłosiło się ponad 2 tys. osób, znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy. Okazało się, że dla wielu osób jest to fascynująca przygoda i satysfakcja, że mogą uczestniczyć w dużym projekcie naukowym, który bada genomy tysiąca osób. Oddając swoje 1–2 mililitry krwi, mogą przyczynić się do wielkiego odkrycia, które być może uratuje tysiące ludzi – dodaje prezes Polskiego Centrum BioBankowania.

Analiza pobranych próbek już się rozpoczęła. Dzięki algorytmom sztucznej inteligencji naukowcy będą mogli porównać genomy uczestników badania, a w połączeniu z wiedzą o objawach i stanie zdrowia wyszukać te warianty genetyczne, które mogłyby dostarczyć wskazówek, jak ciężko dana osoba przeszła chorobę COVID-19. Na podstawie tak wytypowanych wariantów genetycznych zostanie zaprojektowany szybki test, którego wykonanie będzie możliwe niemal w każdym laboratorium. W ostatniej fazie badania skuteczność testu zostanie zweryfikowana na kontrolnej grupie osób.

Pierwszych rezultatów projektu „Odporni na COVID” spodziewamy się w czerwcu. Obecnie mamy już około 30 proc. przeanalizowanych danych i widzimy, że jesteśmy w stanie sprawdzać pewne hipotezy, które pojawiają się w literaturze. Informacje o tym, że pewne geny, które odziedziczyliśmy od neandertalczyka, mocno wpływają na to, jak przejdziemy chorobę COVID-19. To były dane, które były bardzo spekulacyjne, my już mogliśmy sprawdzić, czy ten gen neandertalczyka jest obecny w populacji polskiej. Otóż okazało się, że jest on obecny u 2 proc. naszej populacji, ale nie ma żadnego wpływu na to, jak przechodzimy zarażenie koronawirusem – wyjaśnia genetyk i zaznacza, że kluczowym elementem projektu będzie formułowanie i weryfikacja własnych hipotez badawczych.

Badacze mają również nadzieję, że przeprowadzone badania doprowadzą ich do odkrycia nowych możliwości terapeutycznych dla osób starszych z chorobami współistniejącymi, które są najbardziej narażone na ciężki przebieg choroby.

W 2025 roku ruszy budowa pierwszej prywatnej stacji kosmicznej. Amerykański start-up chce wytworzyć w kosmosie sztuczną grawitację

Świat wkracza w nową erę turystyki kosmicznej. NASA w styczniu 2022 roku otworzy Międzynarodową Stację Kosmiczną dla trzech turystów, których dostarczy rakieta SpaceX. Orion Span zaproponował czterogwiazdkowy hotel kosmiczny o nazwie Aurora Station, który ma przyjąć pierwszych gości w 2022 roku. Gateway Foundation, start-up z Kalifornii, planuje prawdopodobnie najbardziej ambitny projekt. W 2025 roku chce rozpocząć budowę prywatnej stacji kosmicznej Voyager ze sztuczną grawitacją. – To będzie kolejna rewolucja przemysłowa – przekonuje John Blincow, dyrektor generalny Gateway Foundation.

– Mija 60 lat, odkąd Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Od tego czasu bardzo wiele się nauczyliśmy o tym, jak żyć, pracować i przetrwać w kosmosie, ale jednocześnie nie widzieliśmy do tej pory wysypu komercyjnych aktywności w komosie. Po pierwsze dlatego, że koszt wysłania rakiety w kosmos przez dłuższy czas utrzymywał się na poziomie 8 tys. dol. za kilogram ładunku. Obecnie, przy wykorzystaniu rakiety Falcon 9, można ten sam ładunek wysłać w cenie poniżej 2 tys. dol. Gdy SpaceX uruchomi Starship, koszt obniży się do nawet kilkuset dolarów za kilogram ładunku – mówił podczas konferencji prasowej Tim Alatorre, architekt w Gateway Foundation.

O turystyce kosmicznej mówi się już od dawna. W 2009 roku po raz ostatni rosyjska rakieta Sojuz wykonała turystyczny lot kosmiczny, zawożąc indywidualnych pasażerów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W styczniu 2022 roku ma się odbyć kolejna turystyczna podróż na ISS, tym razem za sprawą rakiet SpaceX. Trzech śmiałków, którzy zapłacili po 71 mln dol., będzie pilotowanych przez byłego kosmonautę NASA. Także amerykański Orion Span ma w planach otwarcie czterogwiazdkowego hotelu kosmicznego o nazwie Aurora Station, który ma przyjąć pierwszych gości w 2022 roku. Firma przyjmowała już depozyty na rezerwację miejsc w wysokości 80 tys. dol., jednak cała podróż i pobyt to koszt rzędu 9,5 mln dol. Od pewnego czasu amerykańska firma nie dzieli się jednak aktualnościami.

Tymczasem inny amerykański start-up, Gateway Foundation, planuje jeszcze ambitniejszy projekt. Powołane przez firmę Orbital Assembly Corporation ogłosiło, że w 2025 roku ruszy budowa stacji Voyager, pierwszej komercyjnej stacji kosmicznej działającej na zasadzie sztucznej grawitacji. Cechą charakterystyczną stacji Voyager jest rama, kratownica zwana ORT z pierścieniem zewnętrznym, która zostanie zmontowana w przestrzeni za pomocą konstruktora STAR. Obecnie firma jest w trakcie finalizowania naziemnego demonstratora STAR, zmniejszonego o 40 proc., czyli DSTAR.

– Marzymy o przyszłości, w której będą budowane wielkie konstrukcje kosmiczne. Nie kilka, ale bardzo wiele. Zamierzamy tego dokonać, jednak potrzebujemy wsparcia finansowego, by ruszyć do przodu z pracami inżynierskimi, produkcją i testowaniem naszej pierwszej konstrukcji DSTAR  – mówi John Blincow, dyrektor generalny Gateway Foundation. – Następnie zbudujemy także latającą konstrukcję PSTAR, która zapewni pierścień grawitacyjny wokół Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Te dwa projekty pozwolą w przyszłości zbudować stację Voyager.

Robot OAC do montażu kratownic jest pierwszym, który zbuduje stację kosmiczną na niskiej orbicie okołoziemskiej i będzie służył, zgodnie z zapowiedziami, jako szkielet strukturalny przyszłych projektów kosmicznych. OAC przetestuje budowę stacji na niskiej orbicie okołoziemskiej, żeby udowodnić wykonalność stabilnej sztucznej grawitacji w kosmosie. Firma planuje zbudować prototypowy pierścień grawitacyjny, który będzie miał 61 metrów średnicy i zostanie zaprojektowany tak, aby obracał się w celu wytworzenia sztucznej grawitacji.

– Barierą jest mikrograwitacja, która jest brutalna dla naszego ciała. Potrzebujemy więc sztucznej grawitacji, mechanizmu, który dostarczy nam dawki grawitacji niezbędnej do długoterminowego przebywania w kosmosie – wskazuje Tim Alatorre.

Stacja Voyager jest wzorowana na koncepcjach wymyślonych przez legendarnego naukowca zajmującego się rakietami – Wernhera von Brauna. Szeroki na 200 metrów habitat w kształcie koła będzie się obracał z prędkością kątową na tyle dużą, aby stworzyć dla pasażerów poziom sztucznej grawitacji podobnej do tej panującej na Księżycu.

Voyager będzie największą konstrukcją kosmiczną wykonaną przez człowieka, w pełni wyposażoną, która będzie mogła przyjąć 400 osób. Montaż ma rozpocząć się około 2025 roku. Na stacji znajdą się liczne udogodnienia, od restauracji tematycznych, salonów widokowych, kin i sal koncertowych po bary, biblioteki, siłownie i spa. Voyager będzie zawierał 24 zintegrowane moduły mieszkalne.

– To będzie kolejna rewolucja przemysłowa – przekonuje John Blincow.

Przyspiesza cyfryzacja polskiej służby zdrowia. Powstaje centralna baza wszystkich przypadków nowotworów

Już za niewiele ponad rok w miejsce działającego od lat 50. Krajowego Rejestru Nowotworów ma powstać elektroniczny rejestr pod nazwą e-KRN+. To doskonała informacja dla lekarzy onkologów i pacjentów chorych na nowotwory. Dzięki cyfryzacji zbieranych od kilkudziesięciu lat informacji na temat przypadków chorób onkologicznych nowa platforma ułatwi kreowanie polityki onkologicznej w Polsce. Rejestr pozwoli na publiczny dostęp do danych pacjenta na poziomie centralnym, ale dane osobowe będą zanonimizowane. Eksperci i lekarze będą mieli łatwiejszy dostęp do danych w celu analizy profilaktyki leczenia, jak również epidemiologii.

– Celem wprowadzenia elektronicznego rejestru nowotworów jest scentralizowane miejsce, w którym dane będą wprowadzane w jednolity sposób ze wszystkich placówek w Polsce, co pozwoli na dostęp do informacji o wszystkich przypadkach nowotworów. Takie podejście pozwoli decydentom decydować, na jakich obszarach związanych z leczeniem onkologicznym w Polsce należy się skupić w danym momencie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Konrad Taperek, architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

KRN to Krajowy Rejestr Nowotworów. Jest to jeden z najstarszych rejestrów chorób prowadzonych w Polsce. Istnieje od lat 50. XX wieku, a w swoich zbiorach przechowuje informacje dotyczące stwierdzonych przypadków. Prognozy wskazują, że w 2025 roku liczba nowych zachorowań przekroczy 175 tys. rocznie, dlatego w II połowie 2022 roku dotychczasowa forma rejestru zostanie zastąpiona przez nową, cyfrową formę, tzw. Elektroniczny Krajowy Rejestr Nowotworów Plus, gdzie będą scentralizowane wszystkie informacje o nowotworach w Polsce.

– Budowa platformy e-KRN+ wymaga dużej interakcji z systemami szpitalnymi, ze szpitalami, które przechowują takie informacje, każdy w swoim systemie. Natomiast my chcemy z tych systemów pobierać te informacje i przekazywać do scentralizowanego źródła tak, aby była to informacja dostępna centralnie. Wyzwaniem podczas budowy tego systemu, na które zwracamy szczególną uwagę, są kwestie związane z bezpieczeństwem. Wiemy, że są to wrażliwe dane medyczne, więc dokładamy wszelkiej staranności, żeby ten aspekt był jak najuważniej traktowany – tłumaczy Konrad Taperek.

Rejestr ma pozwolić na dostęp do danych pacjenta na poziomie centralnym, do pełnej historii jego choroby i korelacji zdarzeń, które dokonywały się w jego historii leczenia onkologicznego. Dane przechowywane w rejestrze będą publiczne, jednak będą zanonimizowane.

– Dane przechowywane w rejestrze będą miały charakter formy publicznej, gdzie będą zanonimizowane, będą mieli do nich dostęp naukowcy, lekarze, a także inne osoby zainteresowane postępami pracy w obszarze onkologicznym. A z drugiej strony dostęp do nich będą mieli lekarze, oczywiście za zgodą pacjenta, gdzie jego historia i historia jego leczenia onkologicznego będzie dostępna jako historia leczenia w kolejnych miejscach – wskazuje ekspert.

Rejestr nowotworów to kolejny obszar, w jakim Polska będzie mogła się pochwalić cyfrowymi wdrożeniami. Jednym z powodów, dla których nasz kraj w ciągu ostatnich dwóch lat awansował w poziomie dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych z 31. na 9. miejsce w światowym rankingu ONZ, są m.in. inwestycje w służbie zdrowia. Cyfryzacja obszarów zdrowia w Polsce obejmuje m.in. e-recepty czy e-skierowania wystawiane przez lekarzy za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta. eKRN+ będzie kolejnym krokiem w drodze do pełnej cyfryzacji służby zdrowia.

– Realizacja projektu i uruchomienie platformy zaplanowane jest na II kwartał 2022 roku. Na obecnym etapie zrealizowaliśmy analizę, przystępujemy do prac deweloperskich – wskazuje architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

Stan rozwoju polskiej elektromobilności

Na koniec 2020 r. mieliśmy ponad 20 tys. samochodów eklektycznych i hybryd. Więcej niż w Indiach, Afryce czy Ameryce Południowej. W tym roku możemy wyprzedzić także Australię. Liczbę rejestracji aut elektrycznych powinny przyśpieszyć dopłaty.

Na koniec 2020 roku zarejestrowanych było w Polsce 20181 samochodów elektrycznych, z czego 9751 aut całkowicie na prąd i 10430 hybryd plug-in (z możliwością ładowania z gniazdka), jak wynika z danych CEPiK opublikowanych przez Samar. Niemal połowa (9996 szt.) ze zelektryfikowanych samochodów jeżdżących po polskich drogach została zarejestrowana w 2020 r., z czego aż 1855 szt. w grudniu.

To oznacza, że w 2020 r. dwa na sto samochodów rejestrowanych w Polsce miało możliwość ładowania z gniazdka. Wśród nich 83% wyjechało prosto z polskich salonów. W całym parku zelektryfikowanych aut jeżdżących po polskich drogach 72% aut zostało kupionych w polskich salonach, a 28% sprowadzonych z zagranicy. Te ostatnie głównie przez prywatnych właścicieli. Należy dziś do nich niemal co trzeci zelektryfikowany samochód w Polsce.

Nasza flota wypada blado w zestawieniu z globalnymi liderami. Na koniec 2020 roku w Chinach zarejestrowanych było już ok. 4,7 mln zelektryfikowanych aut, a USA ich liczba zbliżyła się do 2 mln szt. Daleko nam także do europejskich liderów. Niemcy rok zamknęły sumą ok. 650 tys. samochodów z wtyczką na drogach, z czego 395 tys. przybyło w samym 2020 roku. Po kilkaset tys. zelektryfikowanych samochodów na drogach maja też Francuzi, Norwegowie, Brytyjczycy i Holendrzy. A na świecie jeszcze Kanadyjczycy i Japończycy.

– Daleko nam do Niemiec, gdzie w ciągu tygodnia rejestruje się tyle samochodów elektrycznych co w Polsce w ciągu roku, to jednak należymy do klubu najbogatszych państw świata, w których elektromobilność rozwija się – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – W styczniu mieliśmy kolejny dynamiczny wzrost elektromobilności, a zmuszają do tego zaostrzające się unijne normy emisji.

Liczba zarejestrowanych e-samochodów jest w Polsce większa niż w całej Afryce czy Ameryce Południowej. Mam także więcej samochodów elektrycznych niż drugie najludniejsze państwo świata – liczące 1,4 mld obywateli Indie. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku pod względem liczy aut z wtyczką wyprzedzimy także Australię, która ma ok. 26 tys. takich aut na drogach, ale ich liczba rośnie wolniej niż w Polsce (w 2020 roku przybyło ok. 6 tys.).

W tym roku sprzedaż „elektryków” wesprzeć może start nowego programu dotacji do zakupu samochodów elektrycznych. Po porażce poprzedniego rząd wyciągnął wnioski i w tym roku dotacje będą przyznawane także przedsiębiorcom (wcześniej mogli je otrzymać tylko taksówkarze lub przedsiębiorcy planujący kupić dostawcze auta na prąd, ale pod warunkiem, że nie zajmowali się zawodowo dostarczaniem towarów).

– W tym roku zbliżymy się do liczby 35-40 tys. zarejestrowanych elektryków – komentuje B.Derski.

Dawid Zieliński zwycięzcą 18. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku w kategorii Nowe Technologie /Innowacyjność

Prezes Zarządu i założyciel Columbus Energy – Dawid Zieliński, został laureatem 18. edycji prestiżowego konkursu EY Przedsiębiorca Roku w kategorii  Nowe Technologie/Innowacyjność. Wyniki ogłoszono podczas gali finałowej, która odbyła się 4 marca br.

Niezależne Jury konkursu spośród czterech finalistów w kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność wybrało Dawida Zielińskiego jako zwycięzcę.

Przyznaliśmy nagrodę Dawidowi Zielińskiemu za wykorzystanie światowego megatrendu do błyskawicznej budowy dużej firmy będącej częścią zielonej gospodarki – powiedziała Izabela Olszewska, członek zarządu GPW w Warszawie wręczając nagrodę Dawidowi Zielińskiemu.

Ta nagroda jest dla mnie wielką nobilitacją. Nie chciałbym przyjmować jej w swoim imieniu, ponieważ tak naprawdę powinna być wręczona trzem tysiącom osób, czyli wszystkim pracownikom, współpracownikom, partnerom biznesowym Columbusa, i nie tylko, bo również Nexity, Columbus Elite, Saule Technology. Wszystkich serdecznie pozdrawiam i na wasze ręce tą nagrodę chciałbym przekazać. Bardzo dziękuję – skomentował Dawid Zieliński odbierając nagrodę.

Konkurs, organizowany przez EY, to jedyna międzynarodowa inicjatywa na tak dużą skalę, promująca najlepszych prywatnych przedsiębiorców na świecie. W Polsce odbywa się od 2003 r.

W konkursie nagradzani są właścicieli firm, managerowie, którzy wyróżniają się wizją, innowacyjnym myśleniem i sukcesami biznesowymi. Decyduje o tym niezależne jury, składające się z autorytetów ze świata biznesu oraz zwycięzców poprzednich edycji konkursu, w oparciu o sześć kryteriów: przedsiębiorczość, wyniki finansowe, strategia, działalność międzynarodowa, relacje z pracownikami i otoczeniem oraz nowe technologie.

W ścisłym finale 18. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku znalazło się 15 przedsiębiorców z 12 firm, którzy rywalizowali o nagrody w trzech kategoriach: Produkcja i Usługi, Nowy Biznes oraz Nowe Technologie/Innowacyjność oraz o nagrodę główną.

Igor Klaja, założyciel firmy OTCF zwycięzcą 18. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku

Tytuł EY Przedsiębiorca Roku 2020 otrzymał Igor Klaja, założyciel firmy OTCF, który został również zwycięzcą konkursu w kategorii Produkcja i Usługi. W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność nagrodę otrzymał Dawid Zieliński – zarządzający firmą Columbus Energy, natomiast w kategorii Nowy Biznes – twórcy firmy Roger Publishing – Nicole Sochacki-Wójcicka i Jakub Wójcicki. W tym roku przyznano również pięć Nagród Specjalnych, którymi wyróżnieni zostali Ewa Chodakowska, Jacek Świderski, Krzysztof Folta i Michał Mikulski. Jury w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju – Partnerem Konkursu, przyznało także Nagrodę Specjalną za ekspansję międzynarodową. Wyróżnienie to otrzymał Leszek Gierszewski – założyciel spółki DRUTEX.

Uroczyste ogłoszenie wyników konkursu i wręczenie nagród miało miejsce 4 marca podczas Gali Finałowej na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec.

– Tegoroczni laureaci polskiej edycji międzynarodowego konkursu EY Przedsiębiorca Roku udowadniają, że polscy przedsiębiorcy potrafią nawet w warunkach pierwszej od 1989 r. recesji rozwijać swoje firmy. Wyprzedzają oni rynek, oferując unikalne produkty i usługi, wprowadzając innowacyjne rozwiązania, ale kreują też nowe, skuteczne modele biznesowe. To prawdziwi liderzy, którzy potrafią przewodzić zespołom, budować więzi z pracownikami i jednoczyć ich we wspólnym celu, który na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalny – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska. Czas pandemii pokazał, jak bardzo istotne jest myślenie o przedsiębiorczości właśnie w takich kategoriach i jak istotna w tak trudnej do przewidzenia sytuacji jest postawa lidera. To od niej zależy nie tylko sytuacja przedsiębiorstwa, ale i wielu – często niezwiązanych z nim bezpośrednio ludzi. Z ogromną dumą będziemy przyglądać się i przede wszystkim kibicować polskiemu laureatowi podczas światowego finału konkursu EY Entrepreneur of the Year, który odbędzie się już w czerwcu – dodał Jacek Kędzior.

Zwycięzcy kategorii głównych

Tegoroczny zdobywca tytułu EY Przedsiębiorca Roku – Igor Klaja, twórca firmy OTCF (będącej właścicielem m.in. marki 4F, Outhorn czy Under Armour) – to w ocenie Jury „przedsiębiorca, który nigdy się nie poddaje, ciągle przesuwa granice swoich możliwości, a kryzys zamienia w szansę”. Firma OTCF przetrwała lockdown dzięki mocnym fundamentom działalności, opartym na zaangażowaniu, zaufaniu oraz transparentności, a sam Igor Klaja uważa, że kryzys związany z pandemią COVID-19 umocnił go jako lidera. W trakcie pandemii obiecał pracownikom, że nie będzie zwolnień i słowa dotrzymał.

Za „zbudowanie silnej marki opartej na ludziach, dla których biznes jest grą zespołową” założyciel OTCF otrzymał również nagrodę w kategorii Produkcja i Usługi.

Igor Klaja będzie reprezentował Polskę podczas międzynarodowego finału konkursu EY World Entrepreneur Of The Year 2020. O tytuł najlepszego przedsiębiorcy na świecie, Polak będzie rywalizował ze zwycięzcami lokalnych edycji konkursu z blisko 60 państw.

W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność zwyciężył Dawid Zieliński, zarządzający firmą Columbus Energy. Jury nagrodziło go za „wykorzystanie światowego megatrendu do błyskawicznej budowy dużej firmy będącej częścią zielonej gospodarki.” Columbus Energy oferuje instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła, magazyny energii oraz infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych. Realizuje też projekty farm fotowoltaicznych, zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Dawid Zieliński jest przekonany, że OZE i nowoczesna energetyka to już nie jest moda, ale konieczność.

Nagrodę w kategorii Nowy Biznes za „zbudowanie ponad milionowego środowiska osób, obserwujących działalność spółki, stanowiących inspirację dla jej rozwoju, a na koniec konsumentów jej produktów” otrzymali Nicole Sochacki-Wójcicka i Jakub Wójcicki, lekarze, twórcy firmy Roger Publishing. Swoją działalność rozpoczynali od profilu na Instagramie, dzisiaj gromadzą wokół siebie nie tylko licznych obserwatorów, ale prowadzą firmę oferującą produkty skierowane przede wszystkim do rodziców i przyszłych rodziców, powstałe w oparciu o najnowszą wiedzę medyczną i uwzględniające potrzeby klientów. W swojej działalności nie boją się kontrowersyjnych tematów i obalania mitów.

– Co roku, przy okazji kolejnych edycji konkursu, poznajemy nowe historie biznesowe. To unikatowa okazja do obserwowania ewolucji polskiej przedsiębiorczości. W tym roku w poprzek tych stopniowych zmian ewolucyjnych stanęła pandemia. Zniknęły niektóre wyzwania, jak na przykład często doskwierający do niedawna brak pracowników, a w ich miejsce pojawiło się wielokrotnie więcej innych problemów. U progu tej edycji obawialiśmy się więc, że w takich warunkach nasz konkurs może cieszyć się mniejszym zainteresowaniem niż dotychczas. Przeciwnie. Napłynęło bardzo dużo zgłoszeń, większość od przedsiębiorców, którzy z niewiarygodną determinacją pokonali wyzwania pandemiczne. Przekuwali je często w szansę na rozwój, a czasem całkowitą transformację swojego biznesu, wykazując się przy tym wrażliwością i odpowiedzialnością społeczną. Tym samym weszli do grona prawdziwych bohaterów tego trudnego czasu. Jury stanęło więc po raz kolejny przed trudnym zadaniem, ponieważ okazało się, że nawet w czasach pandemii i kryzysu gospodarczego nasi rodzimi przedsiębiorcy, w tym laureaci, potrafią robić wielkie rzeczy, ratować i inspirować innych – mówi Marek Jarocki, audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Laureaci nagród specjalnych

Nagrodę specjalną dla „pionierki tak ważnego w czasach pandemii zdrowego życia Polek i Polaków, która przekuła tę pasję w dochodowy biznes” przyznano Ewie Chodakowskiej, założycielce BeBio, a także współtwórczyni siedmiu marek – największej w Polsce platformy treningowej online BeActiveTV, diet online BeDiet, cateringu dietetycznego Be Diet Catering, sklepu z akcesoriami BeBio, linii zdrowych przekąsek i bio żywności BeRaw, naturalnych kosmetyków beBIO, a także dobroczynnej marki kostiumów kąpielowych Mission Swim.

Nagrodę specjalną za „udaną transformację spółki, od startupu biorącego udział w konkursie EY Przedsiębiorca Roku 16 lat temu do jednego z liderów polskiego internetu” otrzymał Jacek Świderski. Swoją karierę rozpoczął od stworzenia darmowej poczty go2.pl (o2.pl) oraz komunikatora TLEN. W 2014 roku wraz ze wspólnikami Michałem Brańskim i Krzysztofem Sierotą oraz funduszem private equity Innova Capital przejął Wirtualną Polskę i dziś zarządza największym, polskim przedsiębiorstwem internetowym, w skład którego wchodzą serwisy internetowe (w tym m.in. Strona Główna WP i o2, money.pl), poczta e-mail, Telewizja WP, internetowa platforma TV – WP Pilot oraz platformy e-commerce (m.in. wakacje.pl, Domodi, Superauto.pl).

„Umiejętność prowadzenia biznesu w warunkach ciągłej zmiany, przez ponad 30 lat nieustannie adaptując się do rynku i otoczenia” została doceniona przez Jury nagrodą specjalną dla Krzysztofa Folty, założyciela TIM. Spółka przez wiele lat była siecią hurtowni elektrycznych, a od 2013 roku sprzedaje artykuły elektrotechniczne online ze wsparciem ogólnopolskiej sieci biur i przedstawicieli handlowych. To unikalny w branży elektrotechnicznej model biznesowy, na wdrożenie którego Krzysztof Folta zdecydował się, stawiając na szali wszystko, co budował przez 25 lat.

„Umiejętne wykorzystanie technologii w ochronie zdrowia i wprowadzenie innowacyjnego produktu, który ma ambicję stać się przyszłością rehabilitacji pacjentów neurologicznych” pozwoliło otrzymać nagrodę specjalną Michałowi Mikulskiemu, twórcy firmy EGZOTech. Firma zajmuje się badaniami oraz opracowaniem innowacyjnych robotów rehabilitacyjnych i urządzeń elektrodiagnostycznych dla fizjoterapii, neurorehabilitacji i terapii zajęciowej. Produkty EGZOTech przeznaczone są dla pacjentów po udarach, urazach rdzenia kręgowego i chorobach neurodegeneracyjnych, a także ze schorzeniami ortopedycznymi i urologicznymi.

Leszek Gierszewski – założyciel firmy DRUTEX został uhonorowany nagrodą specjalną Polskiego Funduszu Rozwoju za ekspansję międzynarodową. Nagroda przyznana została za „stworzenie rozpoznawalnego na całym świecie, odpornego na kryzys czempiona”. DRUTEX to spółka zbudowana od podstaw przez Leszka Gierszewskiego, oparta w pełni na polskim kapitale. Firma oferuje stolarkę otworową z PVC, drewna i aluminium – okna, drzwi, rolety i fasady. Poza halami produkcyjnymi DRUTEX ma własny dział badań i rozwoju, biuro konstrukcyjne oraz laboratorium badawcze. Produkty spółki dostępne są na całym świecie, a 75% przychodów pochodzi z eksportu.

Jury konkursu

W skład 13-osobowego gremium wchodzą autorytety ze świata biznesu oraz rotacyjnie zwycięzcy poprzednich edycji konkursu.

  • Jerzy Koźmiński – Przewodniczący Jury, Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Prof. dr hab. n. med. Paweł Buszman – Prezes Innovations for Heart and Vessels, Przedsiębiorca Roku 2015
  • Marcin Grzymkowski – Prezes eobuwie.pl, Przedsiębiorca Roku 2016
  • Marcin Iwiński – Wiceprezes CD Projekt, Przedsiębiorca Roku 2008
  • Piotr Krupa – Prezes KRUK S.A., Przedsiębiorca Roku 2017
  • Adam Krzanowski – Prezes Grupy Nowy Styl, Przedsiębiorca Roku 2014
  • Krzysztof Pawiński – Prezes Grupy Maspex Wadowice, Przedsiębiorca Roku 2011
  • Ewald Raben – Prezes Grupy Raben, Przedsiębiorca Roku 2012
  • Jacek Siwicki – Prezes, Przewodniczący Rady Dyrektorów Enterprise Investors
  • Artur Rytel – Prezes Green Holding, Przedsiębiorca Roku 2019
  • Kinga Stanisławska – Partner Zarządzający i Założycielka Experior Venture Fund
  • Andrzej Wiśniowski – Twórca firmy WIŚNIOWSKI, Przedsiębiorca Roku 2013
  • Filip Granek, Prezes XTPL S.A., Przedsiębiorca Roku 2018

Złoty w odwrocie. Euro powyżej 4,55 zł

Polska waluta kontynuuje swoją słabszą passę. Od niemal dwóch tygodni złoty znajduje się w odwrocie, tracąc po niemal grosz dziennie względem europejskiej waluty.

Euro powyżej 4,55 zł

Wczoraj kurs EURPLN nieśmiało atakował poziom 4,55 zł za jedno euro. Dzisiaj od rana doszło już do wybicia. Co jest powodem tego ruchu? Patrząc, że ostatnie dni są trudne również dla forinta i czeskiej korony, można się doszukiwać czynników za granicą. Rynki trochę się wystraszyły wzrostu zachorowań w Polsce. To może powodować kolejne zamykanie biznesów, a w rezultacie pogorszenie bardzo dobrych ostatnio danych z gospodarki.

Neutralna decyzja RPP

Analitycy oceniający wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej jako mało istotne mieli rację. Stopy procentowe nie uległy zmianie. Rok po gwałtownej obniżce z początku pandemii w dalszym ciągu nie wiemy, kiedy wrócimy do wyższych poziomów, kiedy to do ofert banków powrócą lokaty. Nie wiadomo również, czy nie będziemy wprowadzać ujemnych stóp procentowych. Polityka informacyjna banku pozostawia dużo do życzenia. Z drugiej strony jesteśmy w bardzo niestandardowej sytuacji i nie wiedząc, jak rozwinie się pandemia, ciężko oczekiwać jasnych deklaracji ze strony władz monetarnych.

Sytuacja w USA

Wczorajsze dane o nowych miejscach pracy nie spełniły oczekiwań analityków, ale sam fakt, że mamy wzrost o 117 tysięcy wskazuje na to, że gospodarka jest na dobrym torze. Ten kierunek potwierdza zresztą opublikowana wczoraj tzw. beżowa księga, czyli raport z sytuacji ekonomicznej w USA. Rośnie optymizm firm co do przyszłości. Głównym powodem jest rozwój sytuacji pandemicznej. Dobrze rozwija się program szczepień a liczba nowych przypadków jest blisko czteromiesięcznych minimów. To wszystko powoduje, że coraz więcej firm chętniej zatrudnia i inwestuje, a zatem rośnie szansa na kolejne dobre dane. W konsekwencji tych informacji dolar po raz kolejny zyskiwał na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zapanować dla hulajnogowym chaosem – Paryż daje przykład polskim miastom

W 13. Dzielnicy Paryża powstanie 150 stacji do ładowania e-hulajnóg. W ten sposób miasto chce zrobić porządek z tarasującymi chodniki pojazdami, jednocześnie tworząc infrastrukturę dla rozwoju elektromobilności i urzeczywistnienia idei „15-minutowego miasta”. Stacji dostarczy estoński startup DUCKT, wspierany przez fundusz EIT InnoEnergy. Projekt realizowany jest we współpracy z paryskim Urban Lab, miejskim laboratorium wspierającym wdrażanie innowacji.

Polskie miasta, szukając sposobu na zapanowanie nad tarasującymi chodniki hulajnogami elektrycznymi, sięgają głównie po nowe regulacje. Władze stolicy Francji zdecydowały się postawić na technologię. Paryska sieć 150 stacji ładowania elektrycznych hulajnóg ma zostać uruchomiona w drugim kwartale 2021 roku, na razie jako projet pilotażowy. Dzięki uniwersalności stacji można będzie w nich ładować pojazdy należące do działających w mieście operatorów hulajnóg „na minuty”. Dostępność infrastruktury ładującej ma zachęcić mieszkańców Paryża do korzystania z tej formy transportu i obniżyć koszty związane z logistyką ładowania e-hulajnóg.

Rozwiązanie DUCKT to przykład realizacji modelu „mobilności jako usługi” (MaaS – Mobility as a Service). Użytkownik hulajnogi będzie w stanie w kilka sekund podłączyć pojazd do punktu ładowania – wystarczy zainstalować prosty adapter. Stacja DUCKT – wykorzystując technologię Internetu rzeczy (IoT) – sama skomunikuje się z hulajnogą, rozpozna jej właściciela, a po zablokowaniu pojazdu – rozpocznie ładowanie.

Modułową stację ładującą można w łatwy sposób podłączyć do dostępnych źródeł zasilania, np. nośników reklamowych, wiat przystanków autobusowych (jeśli podłączone są do sieci elektrycznej), czy latarni ulicznych. Punkty ładowania można także wyposażyć w niezależne źródło energii w postaci paneli fotowoltaicznych).

Mikromobilność w „15-minutowym mieście”

„Po ulicach Paryża już dziś jeździ prawie 15 tys. elektrycznych hulajnóg, a władze deklarują, że zamierzają konsekwentnie podążać w kierunku mikromobilności.” – tłumaczy Marc-Antoine Réol, szef francuskiego oddziału firmy DUCKT. „Chodzi tu o rozwiązanie problemu tzw. ostatniej mili, czyli umożliwienie mieszkańcom łatwego pokonania dystansu do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej. Nasze rozwiązanie świetnie wpisuje się w ambitną wizję miejskich władz, wizję Paryża jako „miasta 15-minutowego”, z ograniczoną do minimum obecnością samochodów, zwracającego ulice mieszkańcom.”

Rozwój mikromobilności w Paryżu wymuszają także regulacje. Od 2024 r. do centrum miasta nie będą mogły wjeżdżać samochody z silnikiem Diesla, a od 2030 r. zakaz obejmie także samochody benzynowe. Dane firmy Lime, która udostępnia swoje elektryczne hulajnogi także w polskich miastach, wskazują, że od lutego do czerwca 2020 r. liczba elektrycznych hulajnóg i rowerów na ulicach Paryża wzrosła o 15 proc., a średni dystans pokonywany przez użytkowników hulajnóg zwiększył się o 65 proc.

Uporządkować chaos: zachęta zamiast kar

Sieć stacji dokujących ma również pomóc miastu uporządkować przestrzeń publiczną i uporać się z chaosem powodowanym przez porzucane obecnie w dowolnym miejscu hulajnogi – stacje ładujące staną się naturalnym miejscem parkowania pojazdów.

Z mikromobilnością – jej uporządkowaniem i rozwojem – zmagają się też polskie miasta. Na razie do sejmu trafił projekt regulacji Ministerstwa Infrastruktury dotyczących UTO (urządzeń transportu osobistego), regulujący między innymi kwestię parkowania hulajnóg. Mają one stawać w wyznaczonych miejscach lub – przy braku takowych – równolegle do krawędzi chodnika, przy ścianie budynku, pozostawiając minimum 1,5 metra wolnego miejsca dla pieszych. Niewłaściwe parkowanie ma być karane mandatem dla właściciela pojazdu.

Rozwój zielonych innowacji

„Europejskie metropolie szukają sposobów na ograniczenie ruchu samochodowego i poprawę jakości powietrza. Mikromobilność to odpowiedź na te potrzeby i jeden z najistotniejszych trendów kształtujących obecnie politykę ekologiczną innowacyjnych miast.” – komentuje Jakub Miler, szef EIT InnoEnergy w Europie Środkowej, funduszu wspierającego firmę DUCKT, inwestującego w technologie dla zielonej transformacji. „Twórcy estońskiego startupu, doskonale wpisali się w ten trend. Mam nadzieję, że paryski projekt utoruje im drogę na kolejne rynki i umożliwi zwiększenie skali działalności.”

Marc-Antoine Réol z DUCKT podkreśla rolę EIT InnoEnergy w pozyskaniu tego przełomowego dla startupu zlecenia. „EIT InnoEnergy dysponuje dogłębną znajomością francuskiego rynku i wieloletnim doświadczenie w zakresie mobilności i komercjalizacji zielonych technologii. Wsparcie, które otrzymaliśmy ze strony naszego partnera, okazało się kluczowe dla powodzenia całego przedsięwzięcia.”

365 dni pandemii – progres czy regres? 18 MARCA 2021 – XVI EDYCJA KURSU NA HR

Praca i nauka w formie zdalnej, kwarantanna, telekonferencje, lockdown, dystans to tylko kilka z wielu haseł, które towarzyszyły nam przez ostatni rok. Po 365 dniach pandemii przyszła pora na podsumowanie. Czy ten czas oznaczał progres czy regres? Odpowiedź na to pytanie poznamy już 18 marca 2021 r. – podczas XVI edycji konferencji Kursu na HR, która w tym roku odbędzie się w formie online.

W 2020 r. cały świat wsiadł do rollercoastera, którym sterował Covid-19 kierujący rynkiem pracy, pracodawcami, uczniami, studentami, nauczycielami, wykładowcami oraz życiem lokalnych społeczności i ich włodarzy. Wirus od 365 dni testuje ich wytrzymałość oraz odporność na skutki pandemii. Nie każdy poradził sobie na ostrych zakrętach, wiele rzeczy zmieniło się przez ten czas. W jakim momencie covidowej sztafety jesteśmy? Z jakiego punktu startowaliśmy? Jakie są nasze mocne i słabe strony? Co nie działa tak, jak powinno, a co jest sukcesem?

Grupa Progres – kolejny raz – zaprasza na Kurs na HR, podczas którego uczestnicy podzielą się doświadczeniami w radzeniu sobie z wyzwaniami covidowego rynku pracy. Wśród gości nie zabraknie przedsiębiorców, przedstawicieli władz samorządowych i środowisk studenckich, naukowców oraz ekspertów z zakresu HR.

2020 r. zmotywował nas do dyskusji i sprawdzenia z czym – przez ostatnie 12 miesięcy – mierzyliśmy się każdego dnia. Jakie tematy poruszymy?

  • Przywództwo cyfrowe w czasach pandemii – dr hab. Paweł Korzyński prof. Akademii Leona Koźmińskiego
  • Automatyzacja procesów HR – Marcin Olejnik – CEO Chatbots
  • Pandemiczny rynek pracy – dr Anna Pawłowska Wojewódzki Urząd Pracy
  • Psyche pracownika zdalnego i stacjonarnego – Małgorzata Czarnecka Human Power
  • Zarządzanie efektywnością pracy zdalne – Katarzyna Lorenc Business Center Club
  • Czy Polacy szukają pracy tymczasowej, czy i gdzie emigrują? – Iwona Wieczyńska Grupa Progres Sp. z o.o.

Gośćmi debaty będą: wiceprezydent miasta Łodzi Adam Pustelnik, Martyna Rybka – Dyrektor HR w PORTA KMI POLAND, dr Łukasz Fojutowski – Prorektor Collegium Da Vinci Poznań i Justyna Kołodziej – wiceprzewodnicząca ds. HR w Zarządzie Krajowym Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: Prezydent Miasta Łodzi Hanna Zdanowska, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna oraz Collegium Da Vinci Poznań.

W gronie patronów medialnych znajdują się redakcje CEO Biznes w Praktyce, dlaStudenta.pl, HitPraca.pl, hrpolska.pl, Magazyn Rekruter, OutsourcingPortal, Outsourcing&More Polska, Student.pl i Telestudent.pl.

Konferencja odbędzie się w formie online – 18 marca 2021 r. (czwartek, godz. 9:00 – 14:00).

Więcej informacji na stronie https://kursnahr.pl/ formularz rejestracyjny dostępny jest na https://forms.freshmail.io/f/prk16hf34v/euyuttjo2o/index.html?standalone

COVID-19: Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

  • CPR udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne
  • rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.
  • „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe

W ostatnich miesiącach nastąpił trzykrotny wzrost rejestracji domen związanych ze szczepionkami oraz 29-procentowy wzrost tego typu witryn, które uznawane są za niebezpieczne – informuje Check Point Research. Jak twierdzą eksperci wraz ze wzrostem zainteresowania szczepieniami rośnie aktywność hakerów chcących wyłudzić nasze dane.

Rozpowszechnianie szczepionek COVID-19 nabiera tempa – na całym świecie podano już około 250 milionów dawek. Choć ogólnoświatowy program szczepień jest prowadzony na bezprecedensową skalę, to warto pamiętać, że pełny cykl zastrzyków otrzymało mniej niż 1% światowej populacji. Potężne zainteresowanie kwestią szczepionek, ich skuteczności oraz bezpieczeństwa, wykorzystują cyberprzestępcy, przygotowując treści internetowe, które mają m.in. za cel kradzież danych uwierzytelniających lub potajemną instalację złośliwego oprogramowania na urządzeniach użytkowników.

Jak wynika z danych Check Point Research, liczba domen ze słowem „szczepionka” w nazwie skokowo wzrosła w ostatnich czterech miesiącach, czyli od momentu przygotowania do dystrybucji pierwszych partii. Od listopada 2020 roku Check Point Research udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne.

Porównując powyższe dane do tych z okresu lipiec-październik ub.r. dowiadujemy się, że rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.COVID-19 Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

Jak wskazują eksperci niebezpieczne „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe.  W związku z niepokojącymi danymi firma Check Point przedstawiła rekomendacje w jaki sposób można ustrzec się przed niebezpieczeństwem czyhającym na użytkowników Internetu:

  1. Uważaj na błędy ortograficzne – uważaj na błędy ortograficzne lub inne błędy w pisowni, w tym błędy w adresach stron – np. z końcówką „.co” zamiast „.com”. Mogą one świadczyć o potencjalnym oszustwie.
  2. Uważaj na oferty „kup szczepionkę online” – choć może się to wydawać kuszące, ponieważ wciąż wielu z nas czeka na otrzymanie szczepionek, oferty te praktycznie gwarantują, że będą oszustwem.
  3. Nigdy nie udostępniaj swoich danych uwierzytelniających – kradzież danych uwierzytelniających jest wspólnym celem cyberataków. Wiele osób używa tych samych nazw użytkownika i haseł na wielu różnych kontach, więc kradzież danych logowania do jednego konta może dać atakującemu dostęp do innych. Nigdy nie udostępniaj danych logowania i nie używaj takich samych haseł.
  4. Zawsze zachowuj podejrzliwość w stosunku do wiadomości e-mail dotyczących resetowania hasła – jeśli otrzymasz wiadomość e-mail z niespodziewaną prośbą o zmianę hasła, zawsze odwiedzaj witrynę bezpośrednio (nie klikaj osadzonych linków). Klikając w link znajdujący się w wiadomości, możesz zostać przekierowany do witryny phishingowej, która przejmie Twoje dotychczasowe dane logowania.
  5. Zawsze zwracaj uwagę na język w e-mailu – techniki inżynierii społecznej mają na celu wykorzystanie ludzkiej natury, w tym fakt, że ludzie są bardziej skłonni popełniać błędy, gdy się spieszą np. otrzymując polecenia osób na stanowiskach kierowniczych. Ataki phishingowe często wykorzystują te techniki, aby przekonać swoje cele do zignorowania potencjalnych podejrzeń dotyczących wiadomości e-mail i kliknięcia łącza lub otwarcia załącznika.

Cyberprzestępcy podszywają się pod Ministerstwo Finansów i rozsyłają e-maile ze złośliwym linkiem

Hakerzy próbują kolejnych socjotechnicznych sztuczek, aby wykraść dane przedsiębiorców. Chcą wykorzystać zainteresowanie firm pakietami pomocowymi oferowanymi przez rząd w ramach kolejnych Tarcz Antykryzysowych i rozsyłają e-maile z informacjami o rzekomym wsparciu finansowym oraz złośliwym linkiem do rejestracji po nie.

Rząd opracował już osiem wersji Tarcz Antykryzysowych. Przedsiębiorcy mogą w ich ramach ubiegać się m.in. o bezzwrotną mikropożyczkę w kwocie 5 tys. zł. To właśnie zainteresowanie tą formą pomocy usiłują wykorzystać cyberprzestępcy. Oszuści informują w mailu (pisownia oryginalna):

„Biorąc pod uwagę sytuację związaną z COVID-19, rząd podjął decyzję o utworzeniu funduszu solidarnościowego dla bardzo małych firm i osób samozatrudnionych, aby zapewnić pomoc doraźną w wysokości 7.000 PLN tym, których obroty spadają.”

W polu nazwy nadawcy wiadomości podane jest Ministerstwo Finansów, ale widać, że e-mail został wysłany z prywatnego adresu – z domeną z jednego z popularnych portali. Podana została także inna kwota niż w rzeczywiście obowiązujących rozwiązaniach pomocowych.

Co jeszcze powinno wzbudzić czujność w tej wiadomości? – Z pewnością niefachowe nazewnictwo, takie jak „bardzo małe firmy”, czy też brak jakichkolwiek szczegółów poza niejasnym i nieprecyzyjnym kryterium „spadających obrotów” – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Dodatkowo po najechaniu kursorem na link prowadzący do rejestracji widać, że nie jest to prawdziwa strona Ministerstwa Finansów, ale najprawdopodobniej phishingowa strona, znajdująca się na serwerze w domenie wixsite.com.

Według ostatniego raportu Global Threat Landscape, opracowanego przez analityków z FortiGuard Labs, cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po tego typu narzędzia jak złośliwe strony www, aby wykradać dane nieostrożnych użytkowników.

Niestety metody socjotechniczne wciąż mają się bardzo dobrze, dlatego specjaliści ds. bezpieczeństwa wciąż apelują o to, aby zachowywać szczególną ostrożność wobec podejrzanych treści, zwłaszcza wiadomości, które przychodzą na nasze skrzynki mailowe czy za pośrednictwem komunikatorów – podkreśla Jolanta Malak.

Cyberprzestępcy, którzy podszywają się pod Ministerstwo Finansów, zastosowali kilka podstawowych „sztuczek”, jakie są używane w tego typu phishingowych wiadomościach:

  • Wykorzystywanie bieżących wydarzeń – odwołanie się pandemii i towarzyszącej jej legislacji. Hakerzy wykorzystują natłok informacji, jaki panuje wokół kolejnych ustaw i zainteresowanie otrzymaniem pomocy ze strony firm.
  • Stworzenie wrażenia wyjątkowości oferty – słowa o „doraźnej” pomocy mają zachęcić do natychmiastowego skorzystania z propozycji i kliknięcia w link do rejestracji.
  • Żerowanie na emocjach – wiele firm znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, więc obietnica szybkiego uzyskania wsparcia może być dla nich bardzo atrakcyjna i wywołać spadek czujności.

Można się spodziewać, że firmy będą otrzymywać więcej podobnych wiadomości. Cyberprzestępcy wciąż chętnie korzystają z możliwości, jakie stwarza im pandemia COVID-19. Dlatego zawsze należy podchodzić z ostrożnością do podejrzanych maili z propozycjami wsparcia finansowego, a w razie wątpliwości najlepiej rozwiać je, sięgając do oficjalnych źródeł.

Nie tylko podbój kosmosu. Czego polscy inwestorzy i branża OZE mogą się nauczyć od Elona Muska?

Czołowy przedstawiciel kalifornijskiego biznesu — Elon Musk — to nie tylko przedsiębiorca, który za punkt honoru przyjął sobie podbój kosmosu. W portfolio CEO SpaceX znajdziemy również szereg innych projektów, które mogą w znacznym stopniu ograniczyć ślad węglowy. Poczynania guru Doliny Krzemowej to także całkiem obiecująca lekcja dla polskiego sektora OZE i inwestorów zainteresowanych ekogospodarką przyszłości. Czego możemy się nauczyć od Elona Muska?

Fundacja w cieniu Tesli

Mimo faktu, iż nazwisko Muska firmowane jest raczej inwestycjami spod znaku Tesli, SpaceX czy wcześniejszej pracy w ramach PayPal, już w 2002 roku przedsiębiorca założył proekologiczne The Musk Foundation. Strategiczne obszary projektu to rozwój pediatrii, promocja nauk ścisłych oraz edukacji przyszłych inżynierów, a także odnawialne źródła energii. Zarejestrowany w Santa Monica Boulevard podmiot unika rozgłosu na skalę innych spółek, jednak według amerykańskiego Forbesa, struktury organizacji działają prężnie, pod okiem m.in. młodszego brata biznesmena — Kimbala Muska. Co więcej, roczne wpłaty na rzecz fundacji to środki rzędu od 175 tys. do nawet 600 tys. dolarów.

Pierwszym sygnałem dla polskich inwestorów i branży OZE w tej kategorii powinno być łączenie oświaty z inicjatywami eko. Bez autentycznego przesłania i chęci zaangażowania młodzieży, silny trend świadomego biznesu może się spalić na panewce nie tylko w polskich realiach. Przypadek Muska z kolei pokazuje, że istnieje kompromis syntezy obu światów, ponieważ jednym z projektów fundacji był program instalacji paneli PV w kalifornijskim mieście Riverside oraz promocja ekologicznego ogrodnictwa na terenie amerykańskich szkół podstawowych. Co więcej, w 2010 roku Musk sfinansował system fotowoltaiczny dla Communities Alliance Hurricane Response Center w Alabamie, który przyczynia się do produkcji 25 kWh całkowicie zielonej energii. Taki wynik zaspokaja 100 proc. potrzeb m.in. cyklicznie zmagających się z huraganami mieszkańców miejscowości Coden.

Aktywizm, baterie i fotowoltaika w kalifornijskim wydaniu

Rok później z kolei fundacja zainwestowała 250 tys. dolarów w rozwój modułu fotowoltaicznego w japońskiej Sōmie, która została wyjątkowo dotknięta zagrożeniem sejsmicznym, co przełożyło się na terminowe ograniczenie prac elektrowni jądrowej Fukushimy. Tym samym Musk pokazał, że aktywizm może iść ramię w ramię z biznesem oraz OZE, co powinno być również domeną polskich spółek oraz inwestorów. Powód? Przede wszystkim nastroje społeczne, potrzeby konsumentów oraz tak istotna etyka działania. Na tym jednak nie koniec proekologicznej ruchów Muska.

Kwestia energii jest jedną z najbardziej strategicznych elementów filozofii biznesowej przedsiębiorcy, więc nie dziwi również deklaracja, iż do 2022 roku spółki zależne chcą stworzyć największy na świecie system dostawy energetycznej. Składowymi przedsięwzięcia mają być m.in. domowe panele fotowoltaiczne oraz autorskie baterie Tesli. W założeniu już za rok Musk chce dostarczać względnie czystą energią do 50 tys. gospodarstw domowych na terenie Południowej Australii, a inicjatywa koncernu ma odpowiadać za 20 proc. potrzeb energetycznych stanu. Brzmi znajomo? Już w Polsce pierwsze ruchy w tym kierunku branża odnotowała przy okazji największej w regionie inwestycji fotowoltaicznej w Zwartowie na Pomorzu realizowanej przez Respect Energy oraz niemiecki koncern Goldbeck Solar. Choć skala przedsięwzięcia odpowiada nieco innej specyfice, w tej kategorii możemy mówić o odrobionej lekcji na polskim rynku.

Tesla, czyli nie tylko samochody

Jedną z głównych osi proekologicznej działalności Muska jest właśnie modernizacja systemów baterii oraz branża elektromobilności. Oba segmenty w przypadku Tesli rozwijane są równolegle, ponieważ ambicją koncernu jest maksymalne skrócenie ładowania samochodów elektrycznych, a więc przejście z kilkugodzinnych sesji do minut. Ponadto, w filozofii Muska prym ma wieść zasada skali. Jeszcze w 2015 roku podczas spotkania American Geophysical Union w San Francisco miał stwierdzić, iż tylko w przypadku Europy cały kontynent może być zasilany zieloną energią za sprawą farm położonych wyłącznie na “pewnej części” Hiszpanii. W przypadku USA z kolei — zdaniem Muska – “wystarczy” dobrze zagospodarowany nieużytek stanu Utah lub Nevady. Tym samym (przynajmniej w teorii) do roku 2030 największe kraje świata mogłyby cieszyć się energią z OZE. Lekcja dla Polski? Współpraca międzyregionalna — w przypadku realiów nadwiślańskich — m.in. z Niemcami, Danią oraz Austrią.

Ciekawym elementem oferty samej Tesli nie jednak jest wyłącznie flota pojazdów elektrycznych, ale projekt Tesla Solar Roof. Autorskie panele słoneczne zapowiedziane (nomen omen na Twitterze) w maju 2017 roku to koszt 21,85 dolarów na około 0,1 metra kwadratowego. Jak na razie system nadal jest w fazie dynamicznych zmian, jednak biorąc pod uwagę ostatnie wyniki Tesli — następne lata mogą być całkiem obiecujące dla fotowoltaicznego projektu Muska. Wniosek? W tym przypadku Tesla wygrała marketingowo. Podobnych schemat mógłby się sprawdzić również w polskich realiach. Jak obecnie sprawdzają się hucznie zapowiadane projekty?

Musk, a więc obietnice bez pokrycia?

Cała mitologia Muska brzmi obiecująco, jednak jakie są realne efekty? Jak się okazuje – krok po kroku Tesla faktycznie realizuje swoje ekozałożenia. Zarówno ostatni kwartał, jak i cały rok 2020 okazały się rekordowe pod względem dostaw magazynów energii Tesli (tzw. Megapacks), a jak przewidują analitycy — sprzedaż w kolejnych sezonach może być jeszcze większa. W ujęciu kwartalnym koncern dostarczył magazyny o łącznej pojemności 1584 MW. Analogiczny okres 2019 roku z kolei stanął pod znakiem 530 MWh, więc skok jest wyjątkowo znaczący.

Wcześniej podobnym projektem były Powerpacki, które w porównaniu z wersją “Mega” miały o 60 proc. mniejszą gęstość energii. Kolejna przewaga? Czas montażu, ponieważ nowa wersja magazynów to także skrócony okres instalacji, który w przypadku uruchomienia modułu o mocy 250 MW i pojemności nawet 1 GWh szacuje się na około 3 miesiące. Co ważne jednak Tesla nadal bazuje na segmencie moto, choć sam twórca zapowiedział wyrównanie szans obu gałęzi koncernu.

Co to oznacza dla inwestorów? Nie chodzi o masowe przelewanie kapitału na konta Tesli, jednak przystosowanie polskiego rynku do intensywnej pracy na rzecz OZE. Obecnie duża część przedsiębiorców z Doliny Krzemowej działa w duecie ze źródłami odnawialnymi, a tylko przykład Muska pokazuje, iż czas nie jest kartą przetargową, a chęć i zaangażowanie — w tej kategorii, jako lider w Europie Centralnej możemy zawalczyć z podniesioną głową.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy

Andrius Mikalauskas objął stanowisko CEO Barbory w Polsce

Andrius Mikalauskas, były CEO Barbory w krajach bałtyckich, objął stanowisko CEO Barbory w Polsce. Zastąpił tym samym Andriusa Jurgelevičiusa, który tymczasowo pełnił obowiązki szefa spółki.

Jak zaznacza Andrius Mikalauskas, spółka jest obecnie skoncentrowana na rynku polskim. Jako swoje główne cele nowy prezes wskazuje rozwój działalności Barbory w Warszawie, tak, by marka stała się pierwszym wyborem pod kątem codziennych zakupów spożywczych online dla mieszkańców Warszawy oraz realizację planów ekspansji.

Udało nam się to osiągnąć z powodzeniem na innych rynkach. Wierzę, że nasz model biznesowy sprawdzi się również w Polsce. Naszą ambicją jest dostarczanie polskim klientom najwyższej jakości usług tak, by docelowo zakupy na Barbora.pl stały się ich pierwszym wyborem. Obecnie koncentrujemy się przede wszystkim na rozszerzaniu asortymentu i personalizacji – tak, by doświadczenia zakupowe klientów i poziom obsługi były jeszcze lepsze. Jeśli chodzi o rozwój geograficzny, w tej chwili w pełni koncentrujemy się na Warszawie – nie tylko na samym mieście, ale na całej aglomeracji warszawskiej. Stopniowo będziemy rozszerzać zasięg Barbory na tereny wokół Warszawy mówi Andrius Mikalauskas, CEO Barbory w Polsce i dodaje:  Wierzę, że serwis który zaoferujemy stanie się nowym standardem w robieniu zakupów. Doskonała obsługa połączona z dbaniem o jakość produktów i dostawą do domu zapewnią klientom wygodę i dodatkowy czas, który będą mogli przeznaczyć dla rodziny czy na własne hobby.

Andrius Mikalauskas dołączył do zespołu Barbory na Litwie w 2017 roku jako dyrektor finansowy. W 2019 roku został powołany na stanowisko CEO Barbory na Litwie oraz CEO JSC „Radas”, spółki zarządzającej spółkami Barbory w krajach bałtyckich, a obecnie również w Polsce. Pod kierownictwem Andriusa Mikalauskasa spółka sprostała znacznie zwiększonemu popytowi na usługi e-grocery, przeprowadziła ekspansję w regionach wszystkich krajów bałtyckich oraz dokonała kolejnego kroku w rozwoju międzynarodowym – rozpoczęła działalność Barbory w Polsce.

Morskie farmy wiatrowe – kluczowy element polskiej transformacji energetycznej

Powstanie farm wiatrowych na morzu jest naszym kluczowym interesem. Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki – mówił w trakcie debaty Instytutu Jagiellońskiego wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński.

Debata pod tytułem „Zielone inwestycje odpowiedzią na skuteczną transformacje energetyczną w Polsce?” odbyła się w ramach konferencji „Rynek Opinii: Energetyka, Gospodarka, Społeczeństwo” i zgromadziła ekspertów w dziedzinie energetyki. Stanowisko polskiego rządu prezentował wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Minister mówił o budowie systemu zeroemisyjnego o mocy ok. 40 gigawatów (GW) porównywalnej do dzisiejszej energetyki konwencjonalnej. „W dużej mierze będzie to energetyka wiatrowa, ale także fotowoltaika, inne formy energetyki odnawialnej np. biogazownie. Te wszystkie kierunki będą wykorzystane w procesie transformacji” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński.

Podkreśli przy tym, że różne źródła energii mają różne możliwości zastosowania. „Wiadomo, że wiatr czy fotowoltaika nie są w stanie dostarczać prądu przez całą dobę. Muszą działać w tandemie, albo z bardziej konwencjonalnym rozwiązaniem, albo z magazynem energii” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński. Z drugiej jednak strony, bardziej stabilne źródła energii, np. biogazownie, mają ograniczony potencjał surowców z punktu widzenia środowiskowego.

Nie wszystkie koszty „zielonej transformacji” będą realizowane dzięki instrumentom unijnym, ponieważ mają one ograniczony horyzont czasowy – muszą być rozliczone do końca 2026 roku. Dlatego zostaną przeznaczone na budowę infrastruktury związanej z realizacją inwestycji w farmy wiatrowe, niż na same farmy, które powstaną później. Minister podkreślił, że powstanie farm wiatrowych na morzu jest kluczowym interesem Polski jako państwa. „Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki” – mówił Guibourgé-Czetwertyński.

Plany związane z transformacją energetyczną Polskiej Grupy Energetycznej przedstawił Paweł Strączyński, wiceprezes zarządu ds. finansowych PGE. „Planujemy na inwestycje w farmy offshorowe (wiatrowe, przyp. red.), fotowoltaikę, nowoczesne sieci przesyłowe i ciepłownictwo przeznaczyć kwotę 75 mld złotych. Za te pieniądze powstanie co najmniej 2,5 GW farm morskich, ok. 3 GW fotowoltaiki oraz ok. 1 GW w farmach lądowych” – mówił wiceprezes Strączyński.

Najbliższe lata będą bardzo ważne dla budowy pierwszych morskich farm wiatrowych. PGE zaangażowane jest w dwa projekty: Baltica-2 i Baltica-3. „To projekty o łącznej mocy 2,5 GW. Powinny zapewnić zieloną energię co najmniej czterem milionom gospodarstw domowych. Chcielibyśmy je zrealizować w latach 2026-28. Po roku 2030 roku powstanie kolejna farma Baltica-1 o mocy o 1 GW” – mówił wiceprezes Strączyński.

Do 2050 roku, czyli do osiągnięcia neutralności klimatycznej, PGE chce uzyskać dzięki morskim farmom wiatrowym 6,5 GW. Część inwestycji planuje realizować z innymi polskimi grupami energetycznymi – Eneą i Tauronem.

O strategiach budowy portfela inwestycji w zieloną energetykę mówiła również Izabela van den Bosche, wiceprezes zarządu firmy City Solutions Fortum. Według niej przejście na energetyką bezemisyjną nie może zakłócać konkurencyjności spółki, jak również transformacja ta musi uwzględnić zabezpieczenie ciągłości dostaw energii.

„Z blackoutami możemy sobie poradzić w domu kupując dużo świec, ale przemysł tak nie działa. Dlatego przejście do gospodarki opartej o źródła całkowicie bezemisyjne musimy przeprowadzać w sposób rozważny i odpowiedzialny” – mówiła wiceprezes van den Bosche. Dlatego jej firma jednocześnie inwestuje w źródła bezemisyjne – fotowoltaikę i wiatr, ale i źródła emitujące dwutlenek węgla. Są to na przykład spalarnie odpadów, gdzie dwutlenek węgla jest wychwytywany. (Inwestycja w Oslo.)

Budowanie farm wiatrowych to wielka szansa dla całej polskiej gospodarki. „Ponad sto polskich przedsiębiorstw zgłosiło się do nas jako potencjalni partnerzy. To ogromna szansa dla polskich portów i przemysłu stoczniowego, ale i rozwoju innych sektorów: usług transportowych, bazy noclegowej, gastronomicznej. Będzie to ogromny impuls inwestycyjny, korzystny dla polskiej gospodarki po Covidzie” – mówił wiceprezes Strączyński.

Część łańcucha dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej już istnieje. „Mamy firmy kablowe, które produkują dla wiatru, ale nie w Polsce, tylko zagranicą. Mamy firmy, które dostarczają komponenty, właściwie wszystkie, oprócz turbin. Mają one potencjał by rozwinąć działalność i dostosować się do polskiego rynku” – mówiła dr Kamila Tarnacka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Według niej właściwe wykorzystanie tego potencjału wymaga przystosowania polskich portów. „To bardzo istotny element, wokół którego buduje się cała infrastruktura łańcucha dostaw”- mówiła dr Tarnacka.

Według niej proces przystosowania posuwa się zbyt wolno. „To skomplikowany, długi proces, wymagający wsparcia państwa. W naszej ocenie, porty nie dadzą sobie same rady” – mówiła dr Tarnacka. Zwłaszcza, że pierwsze farmy wiatrowe mają powstać już za kilka lat. Państwo powinno wspomóc porty m.in. w zakresie ustalania stosunków własności gruntów wokół portu.

Transformacja cywilizacyjna tej skali musi mieć kilka komponentów finansowania – mówił o przemianach polskiej energetyki Wojciech Hann, wiceprezes zarządu, kierujący pracami Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A. Jednym z nich finansowanie komercyjne albo quasi komercyjne – finansowanie dłużne, a na późniejszym etapie poprzez fundusze inwestycyjne.

Musi być też drugi komponent finansowania, czyli finansowanie grantowe, dopłatowe. „Myślę, że miks tych dwóch typów finansowań musi być zastosowany” – mówił wiceprezes Hann.

Podkreślił, że BOŚ ma szeroko rozwinięte kompetencje w zakresie doradztwa w ekologiczne inwestycje. „Nie jesteśmy największym bankiem w Polsce. Naszą ambicją jest by być katalizatorem inwestycji, które ostatecznie mogą finansować więksi od nas. Chcemy się dzielić naszym doświadczeniem w inwestycjach ekologicznych” – mówił wiceprezes Hann.

Eesti Energia zwiększyła produkcję energii odnawialnej i osiągnęła zysk netto przekraczający 19 mln EUR

W 2020 roku Eesti Energia osiągnęła EBITDA w wysokości 213,6 mln EUR i 19,3 mln EUR zysku netto przy przychodach ze sprzedaży w wysokości 833,7 mln EUR.

Przychody grupy energetycznej ze sprzedaży spadły o 10%, EBITDA o 18%, a zysk netto o 45% w porównaniu z rokiem 2019, głównie z powodu spadku zapotrzebowania na energię w związku z pandemią COVID-19.

Pomimo niesprzyjających warunków prowadzenia działalności udało nam się zwiększyć produkcję energii odnawialnej i wolumen sprzedaży w naszym portfelu energetycznym, wprowadzić nowe, użyteczne i wygodne rozwiązania energetyczne dla naszych klientów oraz zakończyć rok z zyskiem dzięki dobrym wynikom w obszarze energii odnawialnej – skomentował Andri Avila, Dyrektor Finansowy Grupy i Członek Zarządu Eesti Energia.

To było duże wyzwanie, ponieważ w ciągu roku co dziesiąty pracownik Eesti Energia uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Mimo to, udało nam się zapewnić sprawne funkcjonowanie kluczowych usług. Pozostaliśmy dla naszych klientów niezawodnym partnerem nawet w najtrudniejszych czasach, pomagając oświetlić i ogrzać ich pomieszczenia – dodał Avila.

Wiosną 2020 roku ograniczenia nałożone w związku z kryzysem zdrowotnym doprowadziły do gwałtownego spadku zapotrzebowania na energię, a wyjątkowo ciepły rok dodatkowo ograniczył pobór w miesiącach zimowych. Jednocześnie duża dostępność energii wodnej ze Skandynawii utrzymywała podaż na wysokim poziomie, skutkując niskimi cenami energii elektrycznej na rynku Nord Pool.

Cena energii elektrycznej na giełdzie spadła rok do roku na wszystkich rynkach Eesti Energia. Średnia roczna cena w estońskim obszarze cenowym wyniosła 33,7 EUR/MWh (-27%), na Łotwie i Litwie 34 EUR/MWh (-26%), w Finlandii 28 EUR/MWh (-36,4%), a w Polsce 46,8 EUR/MWh (-12%).

W 2020 roku Eesti Energia sprzedała 7,8 TWh energii elektrycznej, 2 TWh gazu, 0,9 TWh ciepła i 5,1 TWh (461 tys. ton) paliw płynnych. Łączna sprzedaż energii wzrosła w ciągu roku o 0,7 TWh, czyli o 4%.

Eesti Energia wyprodukowała 3,8 TWh energii elektrycznej, 1,1 TWh ciepła i 5,1 TWh (452 tys. ton) paliw płynnych. Łączna produkcja energii spadła o 15% rok do roku ze względu na spadek produkcji energii elektrycznej z łupków bitumicznych.

Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wyniosła 1,5 TWh, czyli 40% z 3,8 TWh energii elektrycznej wyprodukowanej w 2020 roku. Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wzrosła w ciągu roku o jedną piątą – produkcja energii wiatrowej wzrosła o 11% do 1,14 TWh, a produkcja energii odnawialnej w elektrowniach cieplnych wzrosła o 33% do 243 GWh.

Eesti Energia wyprodukowała łącznie 1,9 TWh energii ze źródeł odnawialnych, zarówno energii elektrycznej jak i cieplnej. Stanowi to 38% całej energii elektrycznej i cieplnej wytworzonej przez grupę.

Zmniejszenie węglochłonności produkcji energii w 2020 roku spowodowało, że Eesti Energia wyemitowała o 35% mniej CO2 w porównaniu z rokiem 2019, co oznacza spadek z 5,9 mln ton do 3,8 mln ton. Ślad węglowy grupy zmniejszył się trzykrotnie w porównaniu z 2018 rokiem.

Inwestycje grupy wzrosły w ciągu roku o 35% do 183,8 mln EUR. Zdecydowaną większość tej kwoty, tj. 95 mln euro, stanowiły inwestycje podnoszące jakość sieci dystrybucyjnej. Udział sieci odpornej na warunki atmosferyczne wzrósł do 70%.

W 2020 roku Eesti Energia całkowicie odpisała wartość swoich trzech elektrowni łupkowych o starszej technologii na łączną kwotę 23 mln euro oraz podniosła wartość elektrowni Auvere o kwotę 36 mln euro.

Nasze starsze elektrownie w których paliwem są łupki bitumiczne zbliżają się do końca okresu eksploatacji i rzadko mają dostęp do rynku ze względu na wysoką cenę CO2, wynikającą z polityki klimatycznej, choć nadal odgrywają ważną rolę w zapewnianiu rezerwy dla regulowanej produkcji energii elektrycznej. Elektrownia Auvere to najbardziej wydajna, umożliwiająca sterowanie produkcją elektrownia w Estonii, która może już obecnie wykorzystywać różne paliwa. W tym roku planujemy dalsze modyfikacje, tak aby udział łupków bitumicznych w miksie paliwowym wyniósł jedynie 20%. Przyszłość elektrowni widzimy, między innymi, w świadczeniu usług systemowych. Zwiększy to konkurencyjność Auvere – wyjaśnił Avila, komentując aktualizację wyceny aktywów.

Avila powiedział, że rok 2020 na rynkach energii był rokiem zmiennym i pełnym wyzwań, ale dzięki przeprowadzonej w grupie restrukturyzacji Eesti Energia była w stanie dostosować się do szybko zmieniających się okoliczności, pozostając konkurencyjna także w nowej rzeczywistości rynkowej.

    2019 r. 2020 r.
Sprzedaż energii elektrycznej GWh 8.644 7.840
Dystrybucja energii elektrycznej GWh 6.878 6.706
Sprzedaż ropy łupkowej tys. ton 436 461
Sprzedaż energii cieplnej GWh 819 892
Sprzedaż gazu GWh 924 2.038
       
Produkcja energii elektrycznej GWh 5.549 3.808
Produkcja energii cieplnej GWh 1.150 1.087
udział energii odnawialnej (elektrycznej i cieplnej) % 25 38
Produkcja ropy łupkowej tys. ton 442 452
       
Przychody ze sprzedaży mln EUR 925,8 833,7
EBITDA mln EUR 259,8 213,6
Zysk z działalności operacyjnej mln EUR 71,9 52,2
Zysk netto mln EUR 35,4 19,3
Inwestycje mln EUR 136,0 183,8
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej mln EUR 147,6 282,6

 

Ewa Drozd w Zarządzie polskiego oddziału Microsoft

1 marca Ewa Drozd dołączyła do ścisłego kierownictwa firmy w Polsce. Jako Enterprise Commercial Lead będzie odpowiedzialna za wsparcie klientów sektora dużych przedsiębiorstw na drodze ich transformacji przy udziale technologii Microsoft.

Ewa Drozd jest doświadczoną menedżerką i doradczynią sektora IT z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży. Przez ostatnie 20 lat była związana z polskim oddziałem SAP, pełniąc regionalne funkcje kierownicze Head of Commercial Sales MU CEE & CIS oraz Head of Education CEE oraz jako Wiceprezes SAP Polska. W trakcie swojej kariery w firmie była odpowiedzialna m.in. za rozwój strategii biznesowej i sprzedaż do największych klientów firmy oraz za procesy edukacyjne i konsultingowe, wsparcie klientów oraz partnerów, nie tylko w Polsce, ale również na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wspólnoty Niepodległych Państw. Doświadczenia menedżerskie zdobywała i rozwijała również w polskim oddziale Huhtamaki, pełniąc w firmie rolę Dyrektor ds. logistyki.

„Jeszcze przed dołączeniem do firmy z zainteresowaniem obserwowałam to, jak Microsoft wspiera organizacje na drodze do ich cyfrowego wzrostu. Bardzo cieszę się, że wraz z nową rolą będę mogła być częścią tego procesu i wspólnie z klientami i partnerami będziemy wzmacniać potencjał Polskiej Doliny Cyfrowej. Zrozumienie potrzeb i wyzwań, zwłaszcza w obecnych czasach pracy zdalnej, z którymi mierzą się największe przedsiębiorstwa w Polsce, jest kluczem do owocnej współpracy. Technologia jest ważna, ale najważniejszym elementem tej transformacji są ludzie, ich kompetencje, kultura organizacyjna, poczucie bezpieczeństwa i zaangażowanie w zmiany i udział w definicji nowych procesów w organizacji przy wsparciu technologii. Dlatego tak ważne jest, aby wsłuchać się w głos klienta i podejmować partnerską współpracę, bo tylko tak można osiągnąć prawdziwy sukces, którego efekty będą dostrzegalne przez wiele lat” – mówi Ewa Drozd

Ewa Drozd jest od lat aktywnie zaangażowana w rozwój społeczeństwa informacyjnego, między innymi w zakresie wsparcia młodych talentów w edukacji i karierze jako mentor, a także dzieci w nauce kodowania. Jest absolwentką Zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach a także psychologii biznesu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

„Po raz pierwszy mam okazję dołączyć do organizacji w zupełnie cyfrowy sposób. To nie tylko rodzaj osobistej transformacji technologicznej, ale przede wszystkim kompetencyjnej i społecznej. W okolicznościach, których doświadczamy w minionym roku, mierzymy się ze zmianą kulturową, która wymaga zmiany utrwalonych zachowań w budowaniu realizacji, zaufania, dyscypliny pracy. Bardzo cieszę się, że będę współpracować z wieloma polskimi liderami, wielu z nich, jak PKO BP, Lotos, czy Tauron, zdecydowały się wprowadzić elastyczne środowisko pracy i współpracy tworząc przewagę w cyfrowych czasach” – mówi Ewa Drozd.

Spółka ma prawo do rozliczenia strat podatkowych powstałych przed zawiązaniem grupy nawet do 5 lat po jej rozwiązaniu

Spółka zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej z innymi spółkami na okres 2 lat. Przed zawiązaniem grupy nie rozliczyła swoich strat podatkowych. Zwróciła się więc do organu skarbowego z pytaniem, czy po rozwiązaniu grupy będzie mogła to zrobić w 5-letnim okresie, o którym mowa w przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Fiskus stwierdził, że przystępując do grupy, spółka straciła prawo do takiego rozliczenia na cały okres istnienia grupy i uczestnictwa w niej spółki. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł jednak, że to organ skarbowy jest w błędzie i w okresie trwania grupy termin na rozliczenie przez spółkę straty nie będzie ulegał upływowi.

Prawo do rozliczenia straty w okresie 5 lat podatkowych

Spółka akcyjna wraz z trzema innymi spółkami z o.o. w listopadzie 2019 r. zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej na okres od 1 stycznia 2020 r. do 31 grudnia 2022 r. Spółka ta przyjęła w grupie rolę zależnej. Na dzień poprzedzający pierwszy dzień roku podatkowego grupy, tj. 31 grudnia 2019 r., spółka posiadała częściowo nierozliczone straty podatkowe wygenerowane w latach poprzednich. Po rozwiązaniu grupy, po dwóch latach jej funkcjonowania chciała rozliczyć powstałą przed przystąpieniem do grupy stratę w okresie 5 lat od rozwiązania grupy. Jako podstawę tego rozliczenia przyjęła przepis art. 7 ust. 5 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którym podatnik może obniżyć o wysokość straty ze źródła przychodów:

  1. a) dochód uzyskany z tego źródła w najbliższych kolejno po sobie następujących 5 latach podatkowych, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty, albo
  2. b) jednorazowo dochód uzyskany z tego źródła w jednym z najbliższych kolejno po sobie następujących 5 lat podatkowych o kwotę nieprzekraczającą 5 000 000 zł, nieodliczona kwota podlega rozliczeniu w pozostałych latach tego pięcioletniego okresu, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty.

Fiskus odmówił spółce prawa do odliczenia

Fiskus uznał stanowisko przedsiębiorcy za nieprawidłowe. W wydanej w maju 2020 r. interpretacji indywidualnej wskazał, że przepis art. 7 ust. 5 ustawy o CIT nie przewiduje żadnych wyjątków od reguły rozliczenia przez podatnika straty w kolejnych, następujących po sobie latach podatkowych. W opinii Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, odwołując się do językowej wykładni tej regulacji, należy stwierdzić, że wraz z przystąpieniem z dniem 1 stycznia 2020 r. do grupy kapitałowej spółka traci prawo do rozliczenia swojej straty, jeśli w przedmiotowym 5-letnim okresie będzie należeć do współtworzonej przez siebie grupy.

Bezsprzeczne prawo spółki

Spółka zarzuciła organowi profiskalną wykładnię przepisów na niekorzyść podatnika i wniosła skargę do sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przywołał treść m.in. przepisów art. 7a ust. 2 i 3 ustawy o CIT, stanowiących, że strat podatkowej grupy kapitałowej nie pokrywa się z dochodu poszczególnych spółek po upływie okresu obowiązywania umowy lub utracie statusu podatkowej grupy kapitałowej, a z dochodu takiej grupy nie pokrywa się strat spółek wchodzących w skład grupy, poniesionych przez nie w okresie przed powstaniem grupy. Analizując te regulacje, WSA stwierdził, że błędne jest stanowisko, jakie przyjmuje w tej sprawie organ, iż pomimo nieposiadania przez spółkę statusu podatnika podatku dochodowego w czasie istnienia grupy upływałyby kolejne lata podatkowe tej spółki, co przy odpowiednio długim okresie trwania tej grupy oznaczałoby, że mogłaby ona całkowicie utracić przysługujące jej prawo do rozliczenia straty.

Sąd wskazał jednocześnie na art. 8 ust. 7 ustawy o CIT, zgodnie z którym dla poszczególnych spółek wchodzących w skład grupy kapitałowej:

1) dzień poprzedzający początek roku podatkowego przyjętego przez grupę jest dniem kończącym rok podatkowy tych spółek;

2) dzień następujący po dniu, w którym upłynął okres obowiązywania umowy lub w którym grupa utraciła status podatkowej grupy kapitałowej, jest dniem rozpoczynającym rok podatkowy tych spółek.

Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora KIS, WSA w Warszawie orzekł:

„Powyższe unormowanie wskazuje zatem bezsprzecznie, że w przeddzień powstania […] kończy się bieżący rok podatkowy spółki i zawieszeniu ulega rozpoczęcie jej kolejnego roku podatkowego. Odliczanie kolejnych lat podatkowych spółki zostaje zatem wstrzymane w przeddzień początku roku podatkowego […] i następuje na nowo w dzień następny po upływie okresu obowiązywania umowy […]. Jeśli zatem przykładowo, spółka wygenerowała stratę w ostatnim roku podatkowym, który został przerwany powstaniem […], to wspomnianą stratę będzie mogła rozliczyć w pięciu kolejnych latach podatkowych, czyli w latach po zakończeniu obowiązywania umowy” (wyrok z 8 grudnia 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 1308/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Obowiązkowe maseczki to za mało. Ważne także regulacje pozwalające na egzekwowanie nowych przepisów

Od soboty 27 lutego obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa za pomocą maseczki. Podstawą jest rozporządzenie Rady Ministrów z 26 lutego 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.  

Adam Mikoś, Kierownik Działu BHP w DHL Parcel, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy:

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego w zeszłą sobotę wprowadzono nakaz zakrywania ust i nosa jedynie przy pomocy maseczki. Jest to wynik zaleceń Rady Medycznej, która uznała, że zamienniki maseczek nie spełniają kryteriów bezpieczeństwa i nie chronią przed zakażeniem. Wbrew pierwotnym zapowiedziom, z rozporządzenia nie wykreślono możliwości stosowania powszechnie stosowanych maseczek wielorazowego użytku wyprodukowanych z dowolnego rodzaju materiału. Eksperci od początku informowali, że chusty, bawełniane maseczki czy bandamy mogą być tylko rozwiązaniem doraźnym na czas niedoboru maseczek na rynku, a badania przeprowadzone już kilka miesięcy temu dowiodły, że przyłbice chronią jedynie oczy, podczas gdy przez nos i usta nadal mogą być rozpylane groźne dla otoczenia patogeny. Zgodnie z rekomendacjami przyłbice powinny stanowić jedynie dodatkową ochronę oczu przy jednoczesnym stosowaniu maski.

Podług nowych przepisów rekomendowanymi maseczkami są te chirurgiczne i wyższej klasy ochronności. W opinii środowisk eksperckich rekomendacja stanowi zbyt miękki środek nacisku, aby skutecznie wyegzekwować stosowanie odpowiednich środków ochrony w celu powstrzymania transmisji koronawirusa. Tymczasem w Europie coraz częściej dokładnie wskazuje się na typ maseczek, których noszenie jest obowiązkowe. W Niemczech od kilku tygodni obowiązuje nakaz korzystania z masek chirurgicznych lub spełniających normy filtracji co najmniej na poziomie FFP2, podobnie we Francji. 23 lutego Czechy wprowadziły obowiązek noszenia w miejscach publicznych maseczek FFP2 lub dwóch chirurgicznych. Obawiam się, że w przypadku Polski nowe przepisy wprowadzone na zasadzie rekomendacji pozostaną martwe, ponieważ niewiele osób zastosuje się do rekomendacji.

Co do samego procesu legislacji należy zauważyć, że pracodawcy po raz kolejny stanęli przed wyzwaniem wprowadzenia zmian organizacyjnych w bardzo krótkim czasie. Nadal obowiązek zakrywania ust i nosa mają wszyscy w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż 1 osoba oraz stanowiska pracy znajdują się w odległości mniejszej niż 1,5m, chyba że pracodawca postanowi inaczej. Z tą tylko różnicą, że teraz nie mogą to już być przyłbice, z których korzystało wiele pracowników różnych branż.

Z racji tego, że nowe prawo weszło właściwie z dnia na dzień, w piątek 26 lutego zostało oficjalnie opublikowane rozporządzenie obowiązujące już od dnia 27 lutego, pracodawcy którzy wymagają od swoich pracowników zasłaniania nosa i ust, musieli zapewnić odpowiednią liczbę maseczek w bardzo krótkim czasie. Większość z nich czekała z decyzją do ostatniej chwili, ponieważ już kilkukrotnie w przeszłości okazywało się, że zapisy publikowanego rozporządzenia były odmienne od informacji przedstawianych przez stronę rządową na konferencjach prasowych. Dla pracodawców zatrudniających mniejszą liczbę osób lub nie posiadających struktury rozproszonej, najprawdopodobniej nie stanowiło to większego problemu, dla innych już mogło. To duże wyzwanie również dla służb bhp, które od początku pandemii pracują ze dwojoną siłą, aby utrzymać ciągłość biznesu organizacji, w których odpowiadają za kwestie bezpieczeństwa. Ustawodawca często zapomina, że nawet nieduże zmiany w regulacjach wiążą się z koniecznością przeorganizowania procesów, a co za tym idzie, zaangażowania odpowiednich sił i środków.

Powodzenia Panie Powell – od Pana słów sporo dziś zależy

Inwestorzy w dalszym ciągu borykają się z interpretacją zmian na rynku długu w odniesieniu do perspektywy rajdu ryzykownych aktywów. Bez wątpienia łatwiej byłoby obrać kierunek, gdyby z Fed płynął konkretny przekaz, szczególnie że dane wysyłają mieszane sygnały. W czwartek indeksy są niżej, a USD odrabia straty w atmosferze wyczekiwania na wystąpienie prezesa Fed Powella.

Sporo zamętu jest na rynkach finansowych. Wczoraj ponowny wzrost rentowności obligacji przywołał obawy o wysokie wyceny niektórych aktywów z największą presją na spółkach technologicznych. Dane makro z USA nie pomagały. Z jednej strony raport ADP rozczarował dwukrotnie niższym od oczekiwań wzrostem zatrudnienia w sektorze prywatnym w lutym. Dla odmiany w raporcie ISM dla sektora usługowego subindeks kosztów znalazł się najwyżej od 2008 r. (71,8) – oznaka rosnącej presji inflacyjnej. W tym zamieszaniu przydałoby się konkretne ucięcie spekulacji przez Fed, że nie ma mowy o żadnej normalizacji polityki pieniężnej w najbliższym czasie. Jednak wczoraj Charles Evans z Fed w Chicago powtórzył, że wzrost rentowności to przejaw optymizmu w stosunku do perspektyw gospodarczych. Wprawdzie nadmienił dodał, że skup aktywów może być wydłużony, a Fed może też przejść do kontroli krzywej dochodowości, ale jego komentarze wskazywałby bardziej na wymienianie możliwych opcji niż zapowiedź działań. To już drugi raz, po komentarzach Brainard z wtorku, kiedy przedstawiciele Fed dość miękko starają się tonować emocje na rynku długu. Podnosi to obawy, że także i dziś prezes Powell nie zdecyduje się na stanowcze słowa na rzecz zahamowania wzrostu rentowności. Co jeszcze na początku tygodnia wydawało się nadzieją na przywrócenie pozytywnych nastrojów, teraz jest ryzykiem pogłębienia nerwowości. Powodzenia Panie Powell, gdyż od Pana słów sporo dziś zależy.

Komunikat Rady Polityki Pieniężnej nie dostarczył zmian w nastawieniu. NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu papierów skarbowych i pozostaje otwarty do stosowania interwencji na rynku walutowym. Powtórzono, że polityka pieniężna NBP łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym ze średniookresowym celem inflacyjnym NBP. Intersujące były nowe prognozy gospodarcze wskazujące na podtrzymanie silnego wzrostów gospodarczego 5+ proc. w latach 2022-2023. Podniesione zostały też prognozy inflacji sugerujące utrzymanie się CPI powyżej 3 proc., a zatem powyżej celu inflacyjnego (2,5 proc.), choć w dopuszczalnych odchyleniach +/-1 proc. Jakkolwiek prognozy mogą być odczytywane jako nasilenie argumentów za podwyżkami stóp procentowych, wątpię, aby Rada spieszyła się z zacieśnianiem polityki, stawiając na pierwszym miejscu wzrost gospodarczy. Jeżeli już, to większość w RPP będzie czekać na dowody trwałe ustabilizowania się wyższej presji cenowej, zanim przychyli się do podwyżki. Oczekuje, że pierwsza podwyżka nastąpi dopiero w II połowie 2022 r.

Złoty neutralnie przyjął komunikat RPP, ale wcześniej znalazł się pod presją sprzedaży po komentarzu ministra finansów Kościńskiego, według którego banki nie mają co liczyć na dodatkową pomoc w kwestii kredytów frankowych i powinny same się ratować. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka komentarz brzmi negatywnie dla PLN, w rzeczywistości nic nie znaczy, gdyż decyzja w sprawie pomocy bankom w przypadku rozliczenia ugód z klientami leży w gestii NBP. Ale nagłówek wyświetlony w serwisach informacyjnych trafił na podatny grunt, kiedy apetyt na ryzyko ulatniał się z rynków finansowych. Nie będę się rozwodził o szkodliwości takich komentarzy dla stabilności rynku walutowego. Temat kredytów frankowych będzie generował nieprzyjemny szum zniechęcający do powrotu kapitału do kupowania złotego. Osobiście sądziłem, że te trudności mogą się pojawić później, bliżej rozprawy Sądu Najwyższego w sprawie umów kredytów frankowych (25 marca), jednak w przypadku ryzyka politycznego każdy dzień może przynieść niespodziankę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Opłata mocowa – jakie zmiany czekają duże przedsiębiorstwa przemysłowe?

  • Opłata mocowa najmocniej dotknie duże przedsiębiorstwa, które według szacunków zapłacą 80% całego jej wolumenu, tj. około 4,5 mld zł rocznie*.
  • Unikanie nawet o ¼ wyższych kosztów w zakładach przemysłowych oznacza konieczność zmiany godzin funkcjonowania firmy lub szukania efektywności energetycznej.
  • Odpowiedzią rynku energii na rosnącą świadomość przedsiębiorców jest m.in. udostępnianie narzędzi służących do samodzielnego zarządzania zużyciem energii w firmie.

Pandemia sprawiła, że ubiegły rok był trudny dla większości przedsiębiorstw. Duże zakłady przemysłowe musiały mierzyć się z mniejszym popytem, ograniczeniem eksportu, a nie mogąc pozwolić sobie na pracę zdalną, musiały wprowadzić szereg środków bezpieczeństwa dla pracowników, co wiązało się ze znacznymi kosztami. Pod koniec roku do przedsiębiorców dotarła informacja, która dodatkowo zwiększyła obawy o budżety firmowe.

Opłata mocowa od stycznia 2021 r.

Pod koniec 2020 r. Urząd Regulacji Energetyki określił wysokość zapowiadanej od kilku miesięcy opłaty mocowej. Dodatkowy koszt dla przedsiębiorców wynosi od stycznia 76,20 zł/MWh i jest naliczany do opłat dystrybucyjnych dla energii czynnej, pobieranej w dni robocze, pomiędzy godziną 7:00 a 22:00.

Wzrost kosztów odczują przede wszystkim energochłonne zakłady przemysłowe, w których produkcja odbywa się w ciągu dnia lub 24 h/dobę. Spodziewamy się więc, że przedsiębiorcy będą poświęcali więcej uwagi negocjacjom umów na sprzedaż energii oraz podejmowali działania służące optymalizacji i ograniczeniu jej zużycia. Rynek energii jest gotowy na tę rosnącą świadomość klientów w zakresie poszukiwania efektywności energetycznej i oferuje im usługi oraz narzędzia służące samodzielnej optymalizacji kosztów energii – mówi Paweł Wierzbicki, Head Origination w Axpo Polska.

Nawet o 25% wyższe rachunki za energię

To właśnie duże przedsiębiorstwa poniosą największe koszty w związku z wprowadzeniem opłaty mocowej. Według szacunków, pokryją ok. 80% całego jej wolumenu, co daje łączną kwotę ok. 4,5 mld zł rocznie*. Z wyliczeń ekspertów Axpo Polska wynika, że koszty energii w dużych przedsiębiorstwach wzrosną nawet o 15-25% rocznie. Część firm, chcąc uniknąć znacznej podwyżki kosztów, zdecyduje się na zmianę organizacji pracy i przeniesienie produkcji na godziny nocne. Takie rozwiązanie wymaga jednak czasu i nie jest możliwe do zastosowania we wszystkich gałęziach gospodarki.

Zanim przedsiębiorca zdecyduje się na zmianę sposobu funkcjonowania całej firmy, warto zacząć od przeprowadzenia dokładnej ekspertyzy zużycia energii i dopasowania usług do jej indywidualnych potrzeb. W takich przypadkach w Axpo indywidualnie przygotowujemy model zakupowy w oparciu o profil zużycia, skłonność do podejmowania ryzyka cenowego i ilościowego oraz tego, ile czasu klient chce na to poświęcić. Zmniejszenie kosztów energii jest także możliwe dzięki przeprowadzeniu analizy efektywności energetycznej, dzięki której klient otrzymuje wskazówki, jakie inwestycje pomogą w redukcji zużycia energii – tłumaczy Katarzyna Bienias, Dyrektor sprzedaży do małych i średnich przedsiębiorstw w Axpo Polska. 

Energia pod kontrolą

Rachunki za energię stanowią znaczną część stałych wydatków firmy, dlatego przedsiębiorcy poświęcają im coraz więcej uwagi. Rynek energii nie pozostaje obojętny na tę rosnącą świadomość klientów i udostępnia im platformy, dzięki którym mogą samodzielnie i na bieżąco monitorować zużycie energii. Tego typu narzędzia pozwalają na natychmiastową reakcję w przypadku zaobserwowania odchyleń od normy i wyeliminowanie problemu.

***

Zarządzanie zakupami energii elektrycznej oraz gazu ziemnego niesie za sobą wiele wyzwań dla przedsiębiorstw, szczególnie gdy stanowią one duży udział w firmowych kosztach. Branża przemysłowa ramię w ramię z budownictwem jest największym odbiorcą energii (42% krajowego zużycia) w Polsce. Zoptymalizowanie jej zużycia może nie tylko zniwelować koszt opłaty mocowej, ale także obniżyć dotychczasowe rachunki za prąd.

* Dane Urzędu Regulacji Energetyki i z kampanii „Własny prąd ze słońca – Fotowoltaika dla firm”

Jutro Dzień Doceniania Pracowników. Eksperci: częściej dobrym słowem, niż benefitami

5 marca obchodzimy DZIEŃ DOCENIANIA PRACOWNIKÓW. Ekspert: „Ostatnio częściej dobrym słowem niż gratyfikacjami i benefitami”.

Według szacunków Idea HR Group przed pandemią koronawirusa nawet ponad 70% firm nagradzało swoich pracowników różnego rodzaju benefitami. Poza gratyfikacjami finansowymi za dobrze wykonaną pracę bardzo częste przykłady benefitów to karty sportowe, prywatne ubezpieczenia czy np. wyjazdy i spotkania integracyjne. – Rok 2020 i 2021 to prawdziwa rewolucja w systemie bonusów dla pracowników. Uznanie dla pracy jest częściej wyrażane poprzez pochwały i gratulacje niż konkretne nagrody. Wynika to z oszczędności w firmach, ale i z braku możliwości np. bezpośrednich spotkań – mówi Anna Sudolska, członek zarządu Idea HR Group.

  • Benefity w ostatnich latach cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Pandemia spowodowała, że większość została anulowana
  • Przedsiębiorcy rezygnują z dodatkowych przywilejów dla pracowników z powodu oszczędności oraz braku możliwości realizacji np. kart sportowych, wyjazdów integracyjnych czy biletów do kina czy teatru
  • Zamiast karty sportowej konsultacja z coachem lub psychologiem? Takie benefity mają miejsce w polskich firmach

Pracownicy coraz częściej bez nagród i benefitów. Powody dwa: oszczędności i brak możliwości ich realizacji

Benefity w ostatnich latach zyskały na znaczeniu zarówno w procesie rekrutacji jak i w ogólnym systemie nagradzania pracowników. W wielu firmach mogli oni liczyć na wyjazdy integracyjne, karty sportowe, pakiety zdrowotne czy karnety do kina lub instytucji kultury. Tego typu „prezenty” dla pracowników były wyrazem docenienia ich pracy.

– W czasie rynku pracownika wiele firm wręcz prześcigało się w oferowaniu zespołowi ciekawych benefitów poza płacowych. Oczywiście poza słynnymi „owocowymi czwartkami” pomysłów było całe mnóstwo: od imprez mikołajkowych dla dzieci przez różnego rodzaju karnety i pakiety sportowe, prywatne ubezpieczenia medyczne aż po możliwość udania się raz w miesiącu na relaksacyjny masaż na koszt pracodawcy. Benefity miały za zadanie sprawić, że pracownik będzie czuł się doceniony i bardziej związany z firmą. Przedsiębiorcy udowadniali, że potrafią nagradzać swój zespół nie tylko pieniędzmi, ale i na przykład nagrodami – mówi Anna Sudolska, członek zarządu Idea HR Group.

Jak to się zmieniło w czasie pandemii koronawirusa? – Możemy powiedzieć, że większość dodatków została anulowana. Częściowo wynika to z oszczędności. Przedsiębiorcy szukają dodatkowych środków i rezygnują z wydatków, które nie są priorytetem. Inny problem to brak możliwości realizowania dotychczasowych form benefitów. Jeżeli mamy zamknięte siłownie to opłacanie kart sportowych nie ma sensu. Nie wręczymy pracownikowi biletów do kina, bo kina są zamknięte. Nie zorganizujemy firmowego spływu kajakowego, bo przecież nie ma możliwości grupowania się – mówi Anna Sudolska.

Najbardziej pożądany benefit: prywatna opieka medyczna wyprzedziła karty sportowe

5 marca od kilku lat obchodzony jest Dzień Docenienia Pracownika. Jak więc w tak specyficznych czasach wyrazić uznanie dla pracy naszych podwładnych? Eksperci uważają, że inwencja własna firm pod tym względem jest dość szeroka. Jeżeli firma ma wolne środki finansowe to premie pieniężne są zawsze mile widziane. – Musimy jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Mamy pandemię i nie każda firma decyduje się na przyznawanie nagród finansowych. Przedsiębiorstwa są bardziej skupione na gromadzeniu kapitału niż dodatkowym gratyfikowaniu pracowników. W najbliższym czasie częściej będziemy doceniani dobrym słowem niż pieniędzmi i benefitami – mówi Anna Sudolska, Członek Zarządu Idea HR Group.

Jak mówi Anna Sudolska w czasie pandemii pracownicy bardzo doceniają prywatną opiekę medyczną. W ankietach wśród pracowników to ten benefit w 2020 roku cieszył się największym uznaniem wypierając dotychczas najpopularniejsze karty sportowe. – Pojawiają się benefity w formie coachingu lub spotkań z psychologami. Pracodawcy wiedzą, że ten trudny czas odbija się również na pracownikach, zespole, efektywności ludzi w czasie pracy zdalnej. Wszelkie wzmacnianie merytoryczne i psychiczne zespołu jak najbardziej ma sens i będą to dobrze zainwestowane środki – dodaje ekspert Idea HR Group.

Na jakim etapie jest projekt polskiej elektrowni atomowej?

Żyjemy w czasie rewolucji gospodarki energetycznej. Ze względu na zmiany klimatyczne z miksu energetycznego musi wypaść prąd, którego źródłem jest węgiel. Ster przejmą zeroemisyjne i niskoemisyjne źródła energii – które nie zanieczyszczają atmosfery dwutlenkiem węgla. Najlepszym źródłem takiego prądu są OZE, które zapewniają całkowicie czystą, ekologiczną energię. Nie są jednak stałym źródłem prądu, gdyż w dużej mierze zależą od warunków pogodowych. Żeby system energetyczny mógł działać bez węgla, potrzebne jest nam inne, stabilne źródło energii. W wielu scenariuszach ma nim być ekologicznie pozyskiwany wodór. Zanim jednak uda nam się udoskonalić technologię tak, by ten scenariusz zrealizować, na pomoc może przyjść energetyka atomowa.

– Elektrownie atomowe są niskoemisyjne i dobrze wpasowują się w program zeroemisyjnej gospodarki w roku 2050. Atom to źródło, które może pracować w podstawie – czyli w sposób ciągły dostarczać energię. Dzięki temu będzie bardzo przydatne w polskim miksie energetycznym, bo do tej pory tę rolę spełniały elektrownie węglowe. Te zaś, z różnych względów – zarówno wieku instalacji, jak i polityki klimatycznej – będą z tego miksu wypadały – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Elektrownia atomowa nie jest jednak prostym projektem, głównie ze względów finansowych. Oprócz samej technologii kluczowym elementem jest koszt całej inwestycji. Dopiero gdy poznamy inwestorów i sposób finansowania tego procesu, będziemy mogli ocenić, ile tak naprawdę kosztować będzie energia ze źródeł atomowych. Koszt pierwszych bloków, jakie mogą dołączyć w przyszłości do polskiej floty energetycznej, poznamy dopiero pod koniec roku. Jednak niezależnie od wszystkiego, coś musi wypełnić lukę po węglu brunatnym – który wypadnie z naszego miksu energetycznego już w latach ‘30. Decyzje podejmowane dzisiaj wpłyną na to, jak będziemy wytwarzać energię w połowie przyszłej dekady – wskazuje Roszkowski.

Odwiedzalność centrów handlowych w lutym

  • PRCH Daily Footfall Index wskazuje na stabilny poziom odwiedzalności centrów handlowych. Wartości w poszczególne dni tygodnia od 22 do 28 lutego były bardzo wyrównane i niższe o ok. 20 proc. w porównaniu do poziomów ubiegłorocznych. 
  • Średnia odwiedzalność obiektów handlowych w lutym była niższa o 21 proc. w odniesieniu do wizyt klientów w roku poprzednim i wyniosła 79 proc.
  • Stabilność i przewidywalność otwarcia obiektów handlowych gwarantuje brak nagłych wzrostów odwiedzalności i pozwala na równomierne rozłożenie ruchu klientów.

Odwiedzalność centrów handlowych, w dni handlowe, w ostatnim tygodniu lutego utrzymywała się na bardzo wyrównanym poziomie i była o około 20 proc. niższa w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Średnia wartość wizyt klientów w lutym, centrach handlowych była niższa o 21 proc. w stosunku do wyników zanotowanych w roku poprzednim.

Najmniejsza ilość odwiedzin – do 10 pp. mniej w porównaniu do średniej – odnotowano w obiektach małych (do 20 tys. mkw. GLA) i w bardzo dużych centrach handlowych (powyżej 60 tys. mkw. GLA). Centra średnie (od 20 do 40 tys. mkw. GLA) i duże (od 40 do 60 tys. mkw. GLA) osiągnęły bardzo wyrównane wyniki z odwiedzalnością niższą o ok. 15 – 17  proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Średni tygodniowy footfall był w końcu lutego najniższy w regionach Wschodnim i Południowo-Zachodnim i był niższy o ok. 25 proc. w stosunku do ubiegłorocznego.

„Jak wskazują dane o odwiedzalności nieprzerwane działanie jest dużo bezpieczniejsze niż okresowe zamykanie części sklepów w centrach handlowych, ponieważ pozwala na rozłożenie ruchu klientów i nie generuje gwałtownych skoków liczby wizyt spowodowanych ograniczaniem dostępu do pełnej oferty galerii handlowych. Stabilność i przewidywalność działania obiektów handlowych pozwala klientom zaspokoić na bieżąco potrzeby zakupowe, dzięki czemu kontrolowanie liczby osób przebywających w placówkach handlowych i zapewnienie dystansu społecznego, o który nieustannie apelują przedstawiciele rządu i branży, jest łatwiejsze – powiedział Krzysztof Poznański, Dyrektor Zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Analiza wskaźników pokazuje, że nastąpiło unormowanie ruchu w centrach handlowych. Średnia odwiedzalność galerii w lutym była niższa o 21 proc. w porównaniu do ubiegłorocznego poziomu wskaźnika PRCH Daily Footfall Index. Stabilny i przewidywalny ruch klientów w galeriach oraz dobrze przygotowana obsługa obiektów pilnująca przestrzegania reżimu sanitarnego ułatwia stosowanie się do zasad rygoru sanitarnego. Centra handlowe były i są bezpieczne, co potwierdził Minister Zdrowia podczas konferencji prasowej w dniu 28 stycznia br. Galerie handlowe funkcjonują z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych, są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii oraz wytycznych międzynarodowych np. WHO.

W centrach handlowych regularnie odbywają się kontrole przedstawicieli policji i stacji sanitarno-epidemiologicznych. Według informacji zebranych od członków PRCH kontrole potwierdzają zachowanie standardów bezpieczeństwa sanitarnego. W przestrzeniach handlowych stale przypomina się o konieczności noszenia maseczek, dezynfekowania rąk i zachowywania bezpiecznego dystansu. O przestrzeganie zasad DDM dbają pracownicy sklepów i obsługa galerii handlowych.

Nieprzerwane funkcjonowanie centrów handlowych w warunkach wysokiego reżimu sanitarnego, umożliwia klientom realizację potrzeb na bieżąco i jednocześnie daje szansę na przetrwanie przedsiębiorcom z branży handlowej.Odwiedzalność centrów handlowych w lutym