Eksperci: Druga fala pandemii może być dużą szansą dla startupów, szczególnie dla kilku branż

0

Giełda stwarza szanse pozyskania kapitału, również dla startupów i młodych firm. Jednak znawcy tematu nie są zgodni co do tego, czy NewConnect jest optymalnym kierunkiem dla takich podmiotów. Mają wątpliwości, bo sytuacja gospodarcza nie jest zbyt dobra, a inwestorzy ograniczają wydatki na ryzykowne przedsięwzięcia. Natomiast patrząc na temat z drugiej strony, obecnie największe szanse na debiut mają m.in. spółki, które oferują rozwiązania niszowe, w tym związane z walką z koronawirusem. Do tego eksperci dodają, że druga fala pandemii może być zagrożeniem, ale też potencjalną szansą dla spółek planujących wejście na parkiet.

Kierunek giełda

Startupy i młode firmy znowu się ożywiły. Szukają źródeł finasowania. Jedną z opcji pozyskania kapitału pozostaje wejście na giełdę, szczególnie na tzw. mały parkiet, czyli NewConnect. Jak zauważa dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers, banki mają dość konserwatywną politykę udzielania kredytów dla takich podmiotów. Natomiast na giełdzie takie spółki przyciągają zdecydowanie największą rzeszę inwestorów. Jednocześnie zainteresowanie polskim rynkiem papierów wartościowych jest najwyższe od wielu lat, zwłaszcza wśród indywidualnych graczy.

– NewConnect powstał z myślą o małych, dynamicznie rozwijających się firmach. Dziś nadal pozostaje rynkiem dla sektora MŚP, w tym przedsiębiorstw o wysokim potencjale wzrostu, który umożliwia im rozwój i zapewnia nowe źródła finansowania. Tam zadebiutowało wiele firm, których właściciele napotykali problemy z pozyskaniem kapitału w tradycyjny sposób, w postaci np. kredytu bankowego. Dlatego NewConnect wciąż pozostaje ciekawą alternatywą dla mniejszych firm – komentuje Piotr Borowski, członek zarządu GPW.

Jak stwierdza ekonomista prof. Krzysztof Piech, mały parkiet był bardzo dobrym pomysłem, wzorowanym na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Natomiast już realizacja nie była zgodna z trendami występującymi na świecie. W efekcie NewConnect został drobną, prowincjonalną giełdą zasilaną głównie kapitałem krajowym. W związku z tym nie daje odpowiedniej możliwości polskim startupom wypromowania się i pozyskania zagranicznego kapitału. Zdaniem eksperta, korzystniejsze byłoby ułatwienie wchodzenia na Nasdaq czy inne globalne giełdy.

– Na NewConnect można szybciej zadebiutować, bo są mniejsze ograniczenia administracyjne i wymogi. Natomiast o giełdach globalnych mogą myśleć naprawdę duże firmy. One muszą mieć siłę przyciągnięcia kapitału zagranicznego. Trzeba też pokryć koszty związane z emisją, znacznie większe niż w kraju, a to niebagatelna kwestia. Ponadto, inwestorzy zagraniczni nie będą wchodzić z kapitałem w małą polską firmę, która dopiero może urosnąć – analizuje główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers.

Natomiast ekonomista Marek Zuber przekonuje, że mały parkiet niekoniecznie sprawdza się jako miejsce pozyskania kapitału dla typowych startupów. Grupa prywatnych inwestorów zainteresowanych nimi pozostaje stosunkowo niewielka. A takich dobrze rokujących rozwiązań nie ma za wiele. Być może szybciej można zdobyć środki za pośrednictwem platform crowdfundingowych. Jednak zebranie kilkuset tysięcy złotych z reguły bywa problemem. Według eksperta, wejść na NewConnect można, żeby się scashować, a więc to już musi być któryś etap rozwoju spółki. Pytanie tylko, czy dziś jest wystarczający popyt na akcje.

Debiut w pandemii

– Dla firm dobry okres na wchodzenie na giełdę jest wtedy, gdy notowania rosną, kiedy jest duże zainteresowanie wśród inwestorów. I tak jest właśnie teraz. Ale nie wiemy, jak długo to potrwa. Nie możemy bowiem powiedzieć, że sytuacja gospodarczo jest specjalnie dobra. Raczej widzimy sporo zagrożeń i może się okazać, że lada moment będzie dużo gorzej. Spółki muszą się liczyć się z tym, że jeśli coś się zmieni, to taka emisja może się nie powieść – stwierdza dr Kwiecień.

Prof. Piech przekonuje, że to nie jest specjalnie dobry czas dla startupów. Mimo wzrostów na giełdach międzynarodowych, pozyskanie kapitału nie było łatwe w ostatnich miesiącach. Część inwestorów będzie ograniczała wydatki, zwłaszcza te związane z niepewnymi przedsięwzięciami, a ryzyko w przypadku startupów zawsze jest duże. W związku z tym częściej będą wybierane firmy o uznanej reputacji.

– Dzisiaj rozważanie emisji akcji przez tzw. mały parkiet jest oczywiście możliwe. Jednak startup musi być już dojrzały, czyli winien posiadać gotowy i przetestowany produkt, jego odbiorców i tym samym odpowiednie przychody. Można też stwierdzić, że obecna niepewność skutkuje brakiem zainteresowania nabywaniem akcji na mało płynnym rynku kapitałowym, jakim jest NewConnect – wyjaśnia Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA S.A.

Jak podkreśla Marek Zuber, polska giełda jest w kryzysie. Przejawia się to m.in. tym, że już prawie od trzech lat więcej spółek schodzi z niej, niż na nią wchodzi. Natomiast prof. Piech przekonuje, że wejście na NewConnect nie gwarantuje sukcesu, biorąc pod uwagę to, jakie firmy decydowały się na ten krok. Być może lepsze dla startupów byłoby sięgnięcie od razu po kapitał globalny. Wtedy następuje weryfikacja z punktu widzenia inwestora międzynarodowego, czy oferta w skali światowej ma sens.

Perspektywy są jasne

– Dziś na giełdzie największym powodzeniem cieszą się branże nowatorskie, takie jak gaming, fotowoltaika, ekologia czy IT. Takie spółki niesamowicie podrożały. Nowe emisje często są traktowane przez inwestorów jako szansa wejścia do firmy, która może jeszcze dać zarobić – informuje dr Kwiecień.

Z kolei prezes Głowacki zaznacza, że największe szanse na debiut na tzw. małym parkiecie mają producenci gier komputerowych. Tak można wywnioskować na podstawie wycen spółek na GPW S.A. Jednak wytworzenie czegoś bardziej skomplikowanego niż „kółko i krzyżyk” wymaga dużej pracy i prawdziwych milionów złotych. Ekspert z Grupy Kapitałowej DGA uważa, że obecnie rynkową szansę mają podmioty niszowe, z wysoką kompetencją. Przykłady to przemysłowy Internet rzeczy, dedykowane rozwiązanie informatyczne podnoszące efektywność funkcjonowania obszarów przedsiębiorstwa czy automatyka i robotyzacja procesów produkcyjnych.

– Spore szanse mają pomysły bezpośrednio związane z walką z koronawirusem. To mogą być proste rzeczy, typu maseczki czy przyłbice, ale też bardziej wyrafinowane rozwiązania, choć niekoniecznie szczepionki. Jednak to nie muszą być firmy, które mają dużą wartość dodaną, bo wystarczy, że są dystrybutorami. Podobnie jest z tematami dot. bezpieczeństwa pracy zdalnej, czyli np. systemami ograniczającymi kradzież informacji. Widać też zapotrzebowanie na rozwiązania związane z logistyką i zwiększające efektywność obrotu towarowego – dodaje Marek Zuber.

Niepewna przyszłość

W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że jesienią może nadejść druga fala pandemii. Według dr. Kwietnia, to może być zagrożeniem dla startupów i młodych firm rozważających debiut na parkiecie. Nastroje giełdowe są chybotliwe i potrafią się zmieniać dość gwałtownie. 3 miesiące temu były ogromne obawy, że emisja nie dojdzie do skutku, bo wszyscy byli sparaliżowani. Teraz na rynku jest euforia, szczególnie wśród inwestorów indywidualnych. Za chwilę jednak może się okazać, że jest ona zupełnie nieuzasadniona. To nie jest sytuacja, gdzie mamy boom gospodarczy, który może trwać latami i na horyzoncie jest czyste niebo.

– Biorąc pod uwagę procesy makroekonomiczne, które już się rozpoczęły w gospodarkach światowych, to jesienią będzie pierwsza fala recesyjna. Ona będzie związana z dekoniunkturą na zachodzie Europy, wpłynie też na polską gospodarkę. Z kolei wiosną przyszłego roku pojawi się druga fala. Wtedy dołoży się do tego dekoniunktura w Stanach Zjednoczonych, która przez zachód kontynentu dotrze do naszego kraju. Generalnie to nie będzie dobry czas dla inwestorów, również na GPW – dodaje prof. Piech.

Natomiast jak przekonuje prezes Głowacki, każda sytuacja kryzysowa, a taką może być druga fala pandemii, jest zagrożeniem, ale także dużą szansą. Elastyczna firma, z dużym potencjałem, winna znaleźć dla siebie niszę dla wykreowania usług lub produktów. Teraz zbieramy doświadczenia po okresie funkcjonowania w całkowicie odmienionych warunkach. I jak podsumowuje ekspert z DGA, w zasadzie to może być dobry czas dla startupów. One na pewno muszą być przygotowane w aspekcie optymalizacji kosztów stałych i ciągłego penetrowania rynku i jego potrzeb.

Pandemia może zwiększyć popyt na doradztwo finansowe. Polacy będą szukać sposobów na pomnożenie gotówki

Pandemia może zwiększyć popyt na doradztwo finansowe. Polacy będą szukać sposobów na pomnożenie gotówki 1

Strach przed koronawirusem i kryzysem w połączeniu z bardzo niskim oprocentowaniem lokat sprawiły, że tylko w marcu i kwietniu Polacy wypłacili z banków rekordową kwotę 46 mld zł, a więcej osób trzyma swoje oszczędności w gotówce.  – Trzymanie pieniędzy w  skarpecie nie jest dobrym zabezpieczeniem na 2020 rok. Podstawą tego zabezpieczenia jest dbałość o finanse osobiste – mówi prezes Fundacji EFPA Polska, Mariola Szymańska-Koszczyc. Jak podkreśla, w trudnych czasach warto zwrócić się do profesjonalnego doradcy finansowego, który pomoże w podjęciu dobrej decyzji i pomnożeniu gotówki. W Polsce rozwój rynku doradztwa finansowego wciąż jednak utrudniają nieprzystające regulacje i przekonanie klientów, że nie muszą płacić za tego typu usługi.

– Pierwszym szokiem dla Polaków będzie przyzwyczajenie się do tego, że pieniądze trzymane w banku, na rachunku bieżącym albo depozycie, będą nieoprocentowane. Niewykluczone, że za chwilę będziemy musieli płacić za to, żeby pieniądze były bezpieczne w banku. To jest zupełnie nowe otwarcie. Myślę jednak, że trzymanie pieniędzy w skarpecie nie jest dobrym zabezpieczeniem na ten rok. Podstawą tego zabezpieczenia jest dbałość o nasze finanse osobiste, czyli powinniśmy wiedzieć, ile ich mamy, jakie są nasze potrzeby, jak będą się one zmieniały i jak się na nie przygotować, np. na zakup mieszkania, edukację dzieci, emeryturę czy wsparcie rodziców, którzy np. będą potrzebowali opieki – mówi agencji Newseria Biznes Mariola Szymańska-Koszczyc, prezes EFPA Polska – Fundacji na rzecz Standardów Doradztwa Finansowego, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Według danych NBP średnie oprocentowanie lokat bankowych zakładanych w kwietniu spadło poniżej 1 proc. i wyniosło 0,93 proc. Z wyliczeń firmy Expander wynika, że dla kwoty 10 tys. zł ulokowanej na rok przeciętna kwota odsetek spadła z 126 zł przed rokiem do 75 zł obecnie, a w kolejnych miesiącach będzie jeszcze gorzej. To oznacza, że więcej osób niż dotychczas będzie wycofywać pieniądze z lokat. Potwierdza to zresztą fakt, że Polacy nigdy w historii nie wypłacili dotąd z banków tak dużej gotówki, do czego przyczynił się strach przed kryzysem w połączeniu z bardzo niskim oprocentowaniem lokat. Z danych NBP wynika, że od końca lutego do końca maja br. Polacy wypłacili z banków 54 mld zł, co spowodowało wzrost gotówki w obiegu o 23 proc.

– Polacy potrzebują profesjonalnego doradztwa finansowego. W trudnych czasach niezbędny jest partner, który powie, jak się zabezpieczyć, jak zrealizować swoje życiowe potrzeby bezpiecznie, ale też efektywnie. Doradca finansowy jest trochę jak lekarz pierwszego kontaktu. Tym bardziej że skutki koronawirusa dopiero odczujemy, więc potrzebujemy profesjonalistów, żeby pomogli nam podejmować dobre decyzje – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Jak ocenia, pandemia nie powinna zmniejszyć zapotrzebowania na fachowe doradztwo finansowe, bo to jest Polakom potrzebne. Jak wynika z  badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2020” przeprowadzonego w lutym tego roku na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości (WIB) i Fundacji GPW, ponad połowa Polaków (52 proc.) uważa, że ich wiedza o finansach jest mała lub bardzo mała. Najsłabiej w sferze wiedzy finansowej czują się osoby młode w wieku 18–24 lata (83 proc.). Co drugi badany z tej grupy wiekowej deklaruje, że przy podpisywaniu umów finansowych sprawdza jedynie podstawowe zapisy i zgodność danych osobowych. Jednym z najtrudniejszych dla Polaków zagadnień jest inwestowanie – 57 proc. wskazuje niedostateczny poziom wiedzy jako kluczową barierę w inwestowaniu na giełdzie.

– Im mniej mamy pieniędzy, tym lepiej powinniśmy się nimi zajmować. Często poświęcamy finansom zbyt mało czasu, nie lubimy tego, odkładamy na później – i to jest zła strategia. Mamy w Polsce grono takich osób, którym klienci mogą zaufać, którzy zaoszczędzą nam czas, jaki musimy poświęcać na swoje finanse osobiste, i podpowiedzą skutecznie, co zrobić, kiedy mamy mniej pieniędzy, i ułatwią zajęcie się nimi – mówi ekspertka.

Jak podkreśla, na polskim rynku fachowe doradztwo w obszarze finansów utrudniają regulacje nieprzystające do rynkowych realiów.

– W instytucjach finansowych jest rzesza osób nazywanych doradcami finansowymi, którzy w praktyce nie mogą doradzać – oni mogą klientowi tylko przekazać informację. Dzisiaj zgodnie z regulacjami w obszarze produktów inwestycyjnych doradzić klientowi może tylko licencjonowany doradca inwestycyjny. Przekładając to na strukturę dyplomów wyższych uczelni – przed nami powinien siedzieć pan z doktoratem, żeby powiedzieć, jaki instrument finansowy pasuje do naszego profilu czy etapu życia. De facto więc mamy dziś bardzo mało doradztwa na rynku, a potrzebujemy więcej – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Zauważa też, że Polacy nie są przyzwyczajeni do płacenia za doradztwo finansowe, ponieważ zwykle wynagrodzenie doradcy jest opłacane z kosztów produktu finansowego, który klient nabywa.

– Na polskim rynku warto przynajmniej zainicjować dyskusję na temat tego, jak płacimy za produkty finansowe, w tym za doradztwo finansowe – mówi prezes EFPA Polska. – Idąc po kredyt czy fundusz inwestycyjny, nie płacimy za rekomendację, którą dostajemy. Praca doradców jest opłacana z kosztów tego produktu, który kupujemy. Dlatego klienci są przekonani, że nie płacą za doradztwo. Ale tak jak nie ma darmowych obiadów, tak nie ma darmowego doradztwa i trzeba zapłacić za to, co się dostaje.

Przedsiębiorcy liczą na progospodarcze inicjatywy prezydenta. Oczekują też jasnych standardów stanowienia prawa

Przedsiębiorcy liczą na progospodarcze inicjatywy prezydenta. Oczekują też jasnych standardów stanowienia prawa 2

Organizacje zrzeszające przedsiębiorców apelują do prezydenta o jasne określenie kryteriów, które musi spełniać ustawa dotycząca spraw gospodarczych, by zyskać jego podpis. Postulują, żeby każda tego typu zmiana prawa była poprzedzona konsultacjami ze stronami dialogu społecznego i przedstawicielami przedsiębiorców, zapewniała odpowiednio długie vacatio legis, a te dotyczące zwiększania obciążeń podatkowych wymagały 3/5 większości sejmowej. – Prezydent nie wpływa bezpośrednio na gospodarkę i przedsiębiorczość, ale może być otwarty na głosy środowiska przedsiębiorców – uważa główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Prezydent nie dysponuje szerokimi kompetencjami w zakresie przedsiębiorczości czy gospodarki, pełni jednak istotną rolę w procesie legislacyjnym – przypomina Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Prezydent może wspierać dobre inicjatywy, może, korzystając z prawa weta, blokować takie zmiany prawa, które jeszcze utrudnią wychodzenie z kryzysu, i może także być otwarty na głosy środowiska przedsiębiorców dotyczące potrzebnych  zmian w prawie. Wykorzystując swoją inicjatywę ustawodawczą, może zgłaszać projekty ustaw, które będą tworzyć korzystniejsze środowisko dla rozwoju przedsiębiorczości.

Jeszcze w kampanii wyborczej członkowie Rady Przedsiębiorczości apelowali do kandydatów na urząd Prezydenta RP, by przyjęli oni szereg zobowiązań, które gwarantowałyby wysoki standard stanowienia prawa

– Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich i inne organizacje zrzeszone w Radzie Przedsiębiorczości apelowaliśmy do kandydatów i apel ten podtrzymujemy w stosunku do zwycięskiego kandydata, by jasno zadeklarował, jakie minimalne standardy musi spełniać ustawa z zakresu prawa gospodarczego, by kwalifikowała się do podpisu – podkreśla Łukasz Kozłowski.

Za najważniejsze standardy właściciele firm uważają konsultacje z przedstawicielami Rady Dialogu Społecznego oraz reprezentacją przedsiębiorców (np. organizacjami branżowymi). Kolejnym warunkiem byłby odpowiedni okres na wdrożenie przepisów, czyli vacatio legis. W poprzedniej kadencji Andrzeja Dudy zdarzały się bowiem sytuacje błyskawicznego procedowania ustaw z bardzo krótkim okresem przystosowawczym.

Przykładem takiej ustawy jest tzw. podatek cukrowy – projekt opublikowano tuż przed weekendem bezpośrednio poprzedzającym święta Bożego Narodzenia, a termin zakończenia konsultacji wyznaczono na 10 stycznia, czyli przez okres świąteczno-noworoczny, kiedy wiele osób ma wolne. Ustawa miała zaś wejść w życie 1 kwietnia (potem zgodzono się na przesunięcie terminu na 1 lipca), co uniemożliwiałoby przedsiębiorcom przygotowanie się do zmian, czyli np. wdrożenie nowych, zdrowszych receptur i przestawienie produkcji. Gdy analogiczny podatek wprowadzano w Wielkiej Brytanii, producenci mieli na dostosowanie dwa lata. Ostatecznie przez pandemię temat nowego podatku został wstrzymany.

Postulujemy, by wszelkie ustawy, które zwiększają obciążenia finansowe przedsiębiorców, podnoszą podatki, były przyjmowane większością 3/5 głosów w parlamencie. Jako przedsiębiorcy rozumiemy potrzebę przywracania równowagi budżetowej, zwłaszcza po tym czasie, kiedy deficyt budżetowy musiał znacząco wzrosnąć z powodu konieczności wdrażania na szeroką skalę działań antykryzysowych – mówi główny ekonomista FPP. –Mamy pełną świadomość tego, że rząd będzie musiał szukać dodatkowych środków na sfinansowanie tak dużych wydatków państwa. Uważamy jednak, że należy szukać tych pieniędzy w sposób odpowiedzialny, który w możliwie najmniejszy sposób wpłynie na zaburzanie działalności gospodarczej w Polsce i będzie miał możliwie najmniej szkodliwy wpływ na poziom aktywności w naszej gospodarce.

Jego zdaniem warunek uchwalania ustaw zwiększających obciążenia przedsiębiorców większością trzech piątych głosów zagwarantowałby, że akceptowane w parlamencie byłyby tylko te ustawy, co do których osiągnięto konsensus różnych stron, czyli odpowiednio przemyślane i dobrze skonsultowane ze wszystkimi zainteresowanymi. Główny ekonomista FPP przekonuje, że nie chodzi o blokowanie wszelkich podwyżek podatków, które czasami mogą być konieczne, tylko o szukanie rozwiązań najmniej inwazyjnych dla firm, a co za tym idzie – dla gospodarki. Jest to tym istotniejsze, że jesienią prawdopodobnie pojawi się zniechęcenie spowodowane słabymi wynikami polskiej gospodarki, skończą się tarcze antykryzysowe i proces wychodzenia z kryzysu spowolni.

Podkreśla przy tym, że problemem nie jest wysokość obciążeń podatkowych, bo ta kształtuje się na poziomie średniej dla krajów Wspólnoty, lecz szybkie zmiany prawa, jego niestabilność oraz niejednoznaczne interpretacje przepisów. Nie jest to przy tym kwestia tylko ostatniej kadencji.

– Przez większość czasu w ostatnich dekadach to właśnie złe prawo było największym hamulcem rozwoju firm. Dlatego absolutnie nie można bagatelizować wpływu ustanowionego prawa i jego jakości na działalność gospodarczą, ponieważ w przypadku kilku branż to właśnie regulacje były głównym hamulcem decyzji o inwestycjach, tak jak w przypadku regulacji dotyczących składek na ubezpieczenia społeczne, limitu trzydziestokrotności czy budowy elektrowni wiatrowych, które zmieniały się tak często, że rozwój tego rynku na kilka lat został zahamowany – przypomina Łukasz Kozłowski. – Ważne jest, by prawo było konstruowane w taki sposób, by było jasne, przejrzyste i tworzyło równe warunki gry rynkowej dla wszystkich firm.

Polska w ogonie Europy pod względem leczenia alergii – z 12 mln osób chorych odczula się tylko 20 proc. Brak leczenia zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19

Polska w ogonie Europy pod względem leczenia alergii – z 12 mln osób chorych odczula się tylko 20 proc. Brak leczenia zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19 3

Alergia to problem 12 mln Polaków. Przyczyną jej rozwoju są alergeny znajdujące się w pyłkach drzew, traw, zbóż, chwastów, odchodach roztoczy kurzu domowego czy w sierści i naskórku zwierząt domowych. Najczęstsze objawy choroby to katar, zatkany nos, zaczerwienienie spojówek, swędzenie oczu czy suchy kaszel. Alergia to nie tylko choroba dokuczliwa, ale i groźna. Nierozpoznana albo nieleczona prawidłowo może prowadzić do rozwoju astmy oskrzelowej. Dlatego lekarze podkreślają, że kluczowa jest szybka diagnoza i leczenie, które zwłaszcza teraz – w czasie pandemii SARS-CoV-2 – może zapobiec wniknięciu wirusa do organizmu przez błony śluzowe.

– W dobie COVID-19 alergie, alergiczny nieżyt nosa i astmę oskrzelową leczymy tak samo jak wcześniej. Nie rezygnujemy z żadnych leków. Leczenie przewlekłego procesu zapalnego – zarówno w nosie, jak i w płucach – powoduje, że błona śluzowa nosa staje się bardziej odporna na wniknięcie alergenu, natomiast błona śluzowa układu oddechowego staje się lepiej zabezpieczona przed wniknięciem wirusa, w tym SARS-CoV-2. Zatem nie zmieniamy nic, staramy się właściwie optymalizować leczenie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Piotr Dąbrowiecki, alergolog z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Centralnego Szpitala Klinicznego MON, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Choroby Alergiczne i POChP.

Choroby alergiczne są określane mianem epidemii XXI w. Według Światowej Organizacji Alergii u 30–40 proc. całej populacji występuje co najmniej jedno ze schorzeń alergicznych. Z kolei WHO podaje, że zajmują one już trzecią pozycję na liście najczęstszych chorób przewlekłych. Według danych przytaczanych przez NFZ w Polsce na alergie cierpi w sumie około 12 mln osób. 8 mln ma alergiczny nieżyt nosa, a ponad 4 mln walczy z astmą, która najczęściej ma właśnie podłoże alergiczne. Zachorowań szybko przybywa, co wiąże się m.in. z rozwojem cywilizacyjnym.

– Niezauważona alergia powoduje, że nie rozpoznajemy patologii, która prowadzi do rozwoju powikłań, np. polipów nosa czy przewlekłego zapalenia zatok. Podobnie jest w astmie oskrzelowej – większość chorych to alergicy. Jeżeli nie rozpoznamy jej na czas i nie wdrożymy odpowiedniego leczenia, np. immunoterapii, może to wprost doprowadzić do rozwoju ciężkiej astmy oskrzelowej, którą już bardzo trudno leczyć. Potrzebujemy dużo sił i środków, żeby „okiełznać” takiego pacjenta. Wszystko zaczyna się od podstaw, czyli właśnie od rozwoju alergii. Nie musiałoby do tego dojść, gdybyśmy rozpoznali ją na czas – mówi dr Piotr Dąbrowiecki.

Alergia to cały szereg schorzeń objawiających się między innymi świądem, łzawieniem i pieczeniem oczu, zaczerwienieniem spojówek, katarem, niedrożnością nosa, kichaniem, pokrzywką, obrzękiem nosa i jamy ustnej, dusznością, kaszlem i świszczącym oddechem. Atak choroby wywołują m.in. roztocze kurzu domowego, pleśnie, pyłki roślin, niektóre pokarmy, sierść i skóra zwierząt, jad owadów, leki czy substancje chemiczne zawarte np. w kosmetykach. Jeżeli symptomy utrzymują się długi czas, mogą być bardzo uciążliwe i groźne dla zdrowia. Mogą powodować atopowe zapalenie skóry albo katar, atakować układ oddechowy, a nawet wywoływać groźny dla życia wstrząs anafilaktyczny. Nierozpoznana albo leczona nieprawidłowo może prowadzić do powikłań i cięższych schorzeń, takich jak astma czy POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc), która według WHO jest już trzecią wiodącą przyczyną śmierci na świecie.

– Zwykle zaczyna się od łagodniejszych objawów obejmujących spojówki i nos. Mogą też dochodzić symptomy ze strony oskrzeli, np. suchy kaszel, a następnie pojawiają się duszności i objawy astmy. Gorzej jest w przypadku pacjentów uczulonych na roztocze kurzu domowego, bo tutaj kontakt z alergenem nie jest sezonowy, ale trwa cały rok. Dlatego w ich przypadku ryzyko astmy oskrzelowej jest większe, ale mogą pojawić się też objawy atopowego zapalenia skóry. To są choroby cięższe, które wymagają kompleksowego leczenia – mówi prof. dr hab. n. med. Marek Jutel, kierownik Katedry Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI)

Alergie mają zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy w młodym wieku nie mieli symptomów. Skłonność do niej jest dziedziczna, ale za wzrost zachorowań w dużym stopniu odpowiedzialne są też czynniki cywilizacyjne, np. dym papierosowy, środki chemiczne czy smog. Lekarze podkreślają, że kluczowe jest szybkie postawienie diagnozy i wdrożenie leczenia przyczynowego.

– Kiedy diagnozujemy alergię albo zależne od niej choroby nosa czy układu oddechowego, w tym astmę oskrzelową, należy leczyć je przyczynowo z zastosowaniem immunoterapii swoistej, czyli odczulania. Podajemy lek uszyty na miarę potrzeb konkretnego pacjenta. Jeżeli przykładowo jest uczulony na roztocze, wtedy ten lek zawiera w sobie roztocze, odwraca kaskadę działań niepożądanych, pacjent przestaje na nie reagować i denerwować się, kiedy jego nos i płuca czują ich obecność. Tak działa immunoterapia – tłumaczy dr Piotr Dąbrowiecki.

Immunoterapia – nazywana popularnie odczulaniem – jest jedyną metodą leczenia alergii, która zwalcza ich przyczynę, a nie tylko objawy. Jest stosowana od dawna, to bezpieczna i skuteczna terapia, która zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i innych, ciężkich chorób alergicznych. Jak podkreśla dr Dąbrowiecki, w Polsce wciąż jest jednak stosowana zbyt rzadko.

– Ponad 12 mln Polaków ma alergię objawową. To są osoby, które mają alergiczny nieżyt nosa, spojówek, objawy astmy alergicznej czy atopowego zapalenia skóry. Około 150–200 tys. osób się odczula, a to jest kropla w morzu potrzeb. Dobrze by było, aby pacjenci mieli szerszy dostęp do immunoterapii – zaznacza ekspert z Centralnego Szpitala Klinicznego MON.

Takie jest też zalecenie z tegorocznego kongresu Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, który odbył się w czerwcu w Wiedniu. To największe na świecie wydarzenie, podczas którego między innymi omawiane i prezentowane są nowe doniesienia i wytyczne w leczeniu alergii.

 EAACI zaleca wprost, żeby – kiedy to tylko możliwe – odczulać pacjentów i próbować przywrócić tolerancję na alergen: czy to w formie iniekcyjnej, podjęzykowej, czy w formie kropli bądź tabletek. Dzięki temu można zdecydowanie lepiej i optymalnie leczyć błony śluzowe nosa i układ oddechowy. Jeżeli zaniedbamy immunoterapię, skupimy się tylko na leczeniu objawowym, to efekt nie będzie długofalowy – podkreśla dr Piotr Dąbrowiecki.

Efektywność różnych form terapii jest niemal taka sama. Leczenie trwa od trzech do pięciu lat, ale w przypadku immunoterapii podjęzykowej w tabletkach zaletą jest to, że pacjent może przyjmować ją w domu, samodzielnie, a do alergologa musi zgłosić się raz na trzy miesiące. W Polsce ta forma nie jest jednak refundowana.

 Immunoterapia podjęzykowa jest bardzo skuteczną formą terapii. Mamy badania kliniczne na dużych grupach pacjentów, które wykazały, że wyraźnie zmniejsza występowanie objawów i znacznie poprawia komfort życia. U wielu pacjentów te objawy znikają całkowicie. Problemem jest jednak właśnie brak refundacji, przez co w Polsce nie jest ona stosowana tak szeroko, jak powinna i jak oczekiwaliby tego pacjenci – mówi prof. Marek Jutel.

Jak podkreśla ekspert, w czasie pandemii SARS-CoV-2 immunoterapia podjęzykowa, którą można przyjmować w domu, jest dużo bezpieczniejszą formą leczenia, która nie wymaga częstych wizyt w gabinetach lekarskich.

– W sezonie covidowym musimy zoptymalizować leczenie chorób alergicznych, żeby zabezpieczać przed wnikaniem wirusa do organizmu przez górne czy dolne drogi oddechowe – podkreśla dr Piotr Dąbrowiecki. – Warto teraz leczyć nos, brać leki antyhistaminowe, sterydy donosowe czy wziewne, bo ich stosowanie zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 u osób z astmą, które już zostaną zarażone. Nie wiemy też, co będzie jesienią i czy pandemia z nami nie zostanie. Dobrze byłoby mieć możliwość leczenia pacjentów nie tylko w gabinecie, ale i w domu – bez konieczności wizyt w przychodni czy szpitalu. Dlatego też dobrym pomysłem jest rozwinięcie panelu immunoterapii opartej na tabletkach czy kroplach pod język.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej. Więcej informacji na stronie Facebooka: Zerwij z alergią wybierz zdrowie.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Sprzedaż okularów przez internet może znacząco wzrosnąć. Polska aplikacja pozwoli przymierzyć oprawki w rozszerzonej rzeczywistości

Narzędzia oparte na rozszerzonej rzeczywistości, które umożliwiają wirtualne przymierzenie produktu przed zakupem w sieci, mogą zminimalizować liczbę zwrotów. – Według niemieckiego zrzeszenia branży internetowej Bitkom co ósmy zakup w internecie jest zwracany do sklepu, co zwiększa koszty poniesione przez sprzedawców – tłumaczy Beata Badzyńska z Sensi Labs, firmy, która stworzyła aplikację Glasses Click & Fit pozwalającą wirtualnie dopasować okulary. Innowacyjne rozwiązanie nie nakłada oprawek na zdjęcie, ale tworzy realny model 3D twarzy, dzięki czemu klient może w telefonie przejrzeć się jak w lusterku. Aplikacja działa na platformie iOS oraz, co było dotąd niespotykane, na Androidzie.

 Wprowadzenie rozszerzonej rzeczywistości do e-commerce pozwala zminimalizować liczbę zwrotów, gdyż przed zakupem klient ma możliwość wirtualnego przymierzania tych produktów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Beata Badzyńska, dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Jak wynika z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2020”, 27 proc. internautów nie kupuje w sieci, a w 43 proc. przypadków przyczyną jest chęć obejrzenia produktu przed zakupem. Dlatego też coraz więcej e-sklepów inwestuje w rozwiązania oparte na technologii rozszerzonej rzeczywistości z myślą o przyciąganiu kolejnych klientów i zwiększaniu sprzedaży. Możliwość wirtualnej przymiarki sprawdza się w zakupach ubrań czy dodatków, ale także np. mebli. Największe koncerny meblowe wprowadziły możliwość wirtualnego dopasowania sprzętu domowego do wnętrza.

Jednym z przykładów rozwiązań dla branży fashion jest stworzona przez Sensi Labs aplikacja Glasses Click & Fit, która pozwala dopasować oprawki do kształtu twarzy i sprawdzić, jak będziemy w nich wyglądać.

 Rozwiązanie zaproponowane przez Sensi Labs jest jednym z najnowocześniejszych na świecie. W trakcie wirtualnego przymierzania okularów do odwzorowania twarzy aplikacja na platformę iOS wykorzystuje technologię wprowadzoną przez Apple w modelu iPhone X. Dzięki wykorzystaniu osiągnięć technologii rozszerzonej rzeczywistości i kamerze TrueDepth, która wyświetla siatkę 30 tys. punktów, tworząc realny model 3D twarzy, od razu wiemy, jak będziemy wyglądać w danych oprawkach – mówi Beata Badzyńska.

Co więcej, aplikacja działa nie tylko na urządzenia iOS, ale także na Androidzie.

– Innowacyjność rozwiązania Sensi Labs polega również na tym, że jako jedyni w Europie stworzyliśmy równolegle aplikację na Androida, która do rozszerzonej rzeczywistości implementuje technologię AR Foundation i Augmented Face. Z kolei ARCore pozwala prawidłowo tworzyć model 3D twarzy. Wszystko po to, aby odwzorowanie twarzy i przymierzanych okularów było jak najdokładniejsze – wskazuje dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Narzędzie jest przeznaczone dla producentów okularów, dystrybutorów i sklepów optycznych. Można je zintegrować z już istniejącymi aplikacjami lub opracować jako niezależną aplikację. Glasses Click & Fit ma na celu zwiększenie sprzedaży online, dając klientom możliwość wypróbowania produktów w zaciszu własnego domu. Technologia AR pozwala zobaczyć siebie w okularach, tak jakby użytkownik stał przed prawdziwym lustrem.

– To usługa komplementarna, obejmująca także wykonanie modeli 3D oraz wstawienie do aplikacji wszystkich oprawek. Klienci otrzymają komfort wirtualnego przymierzania przed zakupem. Będą mogli zrobić sobie zdjęcie, wysłać znajomym, aby uzyskać opinie, czy też opublikować je w social mediach. Wirtualne przymierzanie okularów gwarantuje realną oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów przy zwracaniu nieudanych zakupów – podkreśla Beata Badzyńska.

Według analityków Fortune Business Insights rynek rozszerzonej rzeczywistości w najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 50 proc. średniorocznie. Jednym z głównych motorów napędowych ma być branża sprzedaży detalicznej.

Technosygnatury mogą pomóc w odkryciu inteligentnych cywilizacji. Naukowcy będą szukać paneli słonecznych i śladów przemysłowego zanieczyszczenia atmosfery [DEPESZA]

W Drodze Mlecznej może być nawet 36 inteligentnych cywilizacji. Średni dystans do jednej z nich wynosi jednak około 17 tys. lat świetlnych. Naukowcy starają się szukać życia poza naszym Układem Słonecznym za pomocą teleskopów nowej generacji czy małych sond kosmicznych. NASA udzieliła grantu grupie astronomów na przeszukanie Wszechświata pod kątem oznak obcych cywilizacji za pomocą „technosygnatur” – przemysłowych zanieczyszczeń atmosfery, świateł miast, ogniw fotowoltaicznych czy satelitów.

Grupa naukowców z Uniwersytetu w Nottingham opracowała nową kalkulację opartą na „ewolucji kosmicznej”. Przy założeniu, że ​​życie na Ziemi jest mniej więcej reprezentatywne dla sposobu, w jaki życie ewoluuje w dowolnym miejscu we wszechświecie – na skalistej planecie, we właściwej odległości od odpowiedniej gwiazdy, po około 5 mld lat. W ten sposób wyliczyli, że w Drodze Mlecznej istnieje co najmniej 36 inteligentnych cywilizacji. Według badaczy średni dystans do jednej z nich wynosi ok. 17 tys. lat świetlnych.

Do szukania obcych cywilizacji naukowcy wykorzystywali przede wszystkim zaawansowane teleskopy. Niedawno zaś NASA udzieliła grantu grupie badaczy z Centrum Astrofizyki Harvard & Smithsonian i Uniwersytetu w Rochester na przeszukanie Wszechświata pod kątem oznak obcych cywilizacji za pomocą „technosygnatur”.

– Technosygnatury to ślady zaawansowanych technologii obcej cywilizacji, podobnych lub może nawet bardziej wyrafinowanych niż to, co posiadamy – tłumaczy Avi Loeb z Uniwersytetu w Harwardzie. – Takie sygnatury mogą obejmować przemysłowe zanieczyszczenie atmosfery, światła, ogniwa fotowoltaiczne (panele słoneczne), megastruktury czy roje satelitów.

Jednym ze sposobów, aby dowiedzieć się, czy na danej planecie może istnieć życie, jest poszukiwanie bioznaków. Gdy światło gwiazd odbija się od planety lub przechodzi przez jej atmosferę, gazy pochłaniają określone długości fal. Widmo obserwowane przez teleskop może pokazać, czy obecne są gazy związane z życiem, takie jak tlen, dwutlenek węgla lub metan. Od bioznaków znacznie dokładniejsze mogą być jednak technosygnatury –  zanieczyszczenia chemiczne dookoła planet, które mogą świadczyć o istnieniu inteligentnej, obcej cywilizacji.

– Zanieczyszczamy ziemską atmosferę naszą działalnością przemysłową –  twierdzi Avi Loeb. – Gdyby inna cywilizacja robiła to znacznie dłużej niż my, wówczas atmosfera jej planety mogłaby wykazywać wykrywalne oznaki sztucznie wytwarzanych cząsteczek, których natura prawdopodobnie nie produkuje spontanicznie, takich jak freony (CFC).

Naukowcy rozpoczną projekt od przyjrzenia się dwóm możliwym technosygnaturom, które mogą wskazywać na aktywność technologiczną na innej planecie. Według naukowców astronomowie powinni szukać obecności freonów w atmosferze planet, co może wskazywać na obecność działalności przemysłowej. Inną sygnaturą są panele słoneczne. Gwiazdy są jednym z najpotężniejszych generatorów energii we wszechświecie. Na Ziemi wykorzystujemy energię słoneczną, podobnie inne cywilizacje mogłyby wykorzystać swoje gwiazdy. Jeśli cywilizacja używa paneli słonecznych, światło odbite od planety miałoby pewną sygnaturę widmową, wskazującą na obecność takich kolektorów. Przykładem może być najbliższa gwiazda, Proxima Centauri, gospodarz planety nadającej się do zamieszkania, Proxima b.

– Wokół najbliższej Ziemi gwiazdy, Proximy Centauri (oddalonej od Ziemi o 40 bln km – przyp.red.), krąży planeta nadająca się do zamieszkania, Proxima b. Uważa się, że planeta jest na stale odwrócona w kierunku gwiazdy i ma stałe strony nocy i dnia – wskazuje Avi Loeb.

Astronom Frank Drake (założyciel instytutu SETI – Search for Extraterrestrial Intelligence) twierdził np., że w galaktyce może być 10 tys. inteligentnych cywilizacji. Najnowsze obliczenia mówią nawet o 36 tys. Włoch Enrico Fermi zapewniał z kolei, że ​​gdyby istniało inteligentne życie, już byśmy je spotkali. Jeśli jednak inteligentna, obca cywilizacja istniała, poprzez szukanie technosygnatur będzie można ją szybciej zidentyfikować.

– Mam nadzieję, że korzystając z grantu NASA, będziemy kwantyfikować nowe sposoby badania oznak obcych cywilizacji technologicznych, które są podobne lub znacznie bardziej zaawansowane niż nasze własne – mówi Avi Loeb. – Podstawowe pytanie, na które staramy się odpowiedzieć, brzmi: czy jesteśmy sami? Ale dodałbym do tego: nawet jeśli teraz jesteśmy sami, czy byliśmy sami w przeszłości?

Sytuacja po pandemii zaczyna się poprawiać

Badania płynności finansowej i stanu polskich przedsiębiorstw pokazują, że sytuacja po pandemii zaczyna się poprawiać. W ankietach Polskiego Instytutu Ekonomicznego ponad 20% przedsiębiorców deklaruje nie tylko wzrost przychodów, ale też popytu. Mają więcej zamówień, lepsze obroty i optymistyczne plany na przyszłość. Aż 60% firm deklaruje, że posiada zapasy finansowe na co najmniej trzy miesiące. W kwietniu było to tylko 40% badanych. Znacząco zmieniła się także liczba firm bez jakiejkolwiek rezerwy finansowej – z odnotowanego w marcu dwucyfrowego odsetka spadła do 5%. To dobra wiadomość dla pracowników – dużo mniej pracodawców planuje zwolnienia, a coraz więcej firm przewiduje podwyżki płac. To pokazuje, że firmy odchodzą od radykalnych strategii, które obserwowaliśmy na przełomie marca i kwietnia.

– Tylko 5% firm deklaruje zwolnienia, a 13% rozważa zwiększenie poziomów rekrutacji. Po raz pierwszy w naszych badaniach od początku pandemii widzimy, że więcej firm planuje podnosić wynagrodzenia, niż je obniżać – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To dobre wieści. Nie zmienia to jednak faktu, że firmy nadal funkcjonują w trudnej rzeczywistości. Wciąż występują duże zatory w przepływie pieniędzy, a kryzys nie sprzyja moralności płatniczej. Obecnie 20% firm deklaruje problemy z regulacją własnych zobowiązań, a ponad 40% badanych mówi, że ma trudność w uzyskaniu płatności za wystawione faktury. To niepokojąca, wymagająca monitorowania sytuacja – która w długiej perspektywie może się poważnie przełożyć na płynność i kondycję finansową przedsiębiorstw. Planowane podwyżki i mniejsza skłonność do zwolnień nie oznaczają również końca problemów pracowniczych. Mimo, że jedynie 16% badanych pracowników obawia się teraz utraty pracy – to są to głównie osoby młode. A to oni najmocniej doświadczyli zmniejszenia czasu pracy i obniżki płac podczas epidemii, nawet jeśli zachowali zatrudnienie. To oznacza, że chociaż minęło już najgorsze – to przed nami długa droga do poprawy sytuacji przedsiębiorców i pracowników – analizuje Kubisiak.

Ułatwienia podatkowe i sprawna obsługa w dobie COVID-19

0

Zmiany terminów rozliczeń podatkowych, zmiany stawek VAT czy rozwiązania związane z darowiznami podczas epidemii – to tylko nieliczne z wprowadzanych na bieżąco uproszczeń na jakie mogą liczyć przedsiębiorcy. Opowiedzieli o nich eksperci z Ministerstwa Finansów podczas jednego z ostatnich webinariów w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Wideokonferencję rozpoczęło wystąpienie Jana Sarnowskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. Pełnomocnik ds. współpracy międzynarodowej w zakresie VAT podsumował przeprowadzone działania i przedstawił nowe.

Zasadą polityki podatkowej w okresie epidemii jest „nie wymagać od firm niemożliwego”. W sytuacji gdy całość uwagi przedsiębiorców powinna być poświęcona walce o pozostanie na rynku, konieczne jest zdjęcie z nich lub przesunięcie w czasie maksymalnie dużej liczby obowiązków związanych z zapłatą i rozliczeniem podatków. Doświadczenia ostatnich miesięcy potwierdziły, że rozliczenia podatków powinny być jak najmniej czasochłonne i jak najbardziej proinwestycyjne. Ten cel chcemy osiągnąć poprzez nowe inicjatywy, takie jak np. maksymalne powiększenie dostępności ryczałtów czy też wdrożenie estońskiego CIT-u. Ten ostatni będzie dla małych firm tym, czym już teraz dla pracowników jest Twój E-PIT. Dzięki niemu, prawie 9 mln pracowników złożyło deklaracje przy pomocy kilku kliknięć – powiedział Jan Sarnowski.

Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych

Ministerstwo Finansów, w ramach Tarczy Antykryzysowej, zniosło naliczanie opłaty prolongacyjnej. Jest ona standardowo nakładana na podatników z tytułu odroczenia lub rozłożenia na raty płatności podatku lub zaległości podatkowej wraz z odsetkami i wynosi 4 proc. Aby zostać zwolnionym z tej opłaty wystarczy złożyć odpowiedni wniosek podczas trwającego stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, bądź 30 dni po odwołaniu tych stanów. Jak wyjaśnił dr Przemysław Szymczyk, dyrektor Departamentu Systemu Podatkowego w Ministerstwie Finansów – nie jest istotne kiedy powstało lub stało się wymagalne zobowiązane podatkowe, wobec którego zastosowano odroczenie lub rozłożenie na raty. Mogło to nastąpić zarówno po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego czy stanu epidemii, jak i w okresie wcześniejszym. Najważniejszy jest moment złożenia wniosku, tzn. w okresie epidemicznym lub w ciągu 30 dni po jego odwołaniu. Celem bowiem omawianego rozwiązania było i nadal jest ułatwienie podatnikom wywiązania się z odroczonych lub rozłożonych na raty należności, niezależnie od daty powstania lub wymagalności zobowiązań podatkowych, których te decyzje dotyczą.

Zmiany terminów rozliczeń

Kolejne ułatwienie dotyczy wydłużenia terminu na złożenie deklaracji PIT. Pomimo, że formalnie nie został on zmieniony i nadal obowiązywała data 30 kwietnia 2020 r., to podatnicy, którzy nie zdążyli z uregulowaniem należności, ale zrobili to do 1 czerwca 2020 r., nie zostali obciążeni odsetkami za zwłokę.
Z tego ułatwienia skorzystało ponad 334 tys. osób. Analogiczne rozwiązanie zostało zastosowane przy wpłatach daniny solidarnościowej.

Wydłużono termin na raportowanie krajowych schematów podatkowych do 30. dnia następującego po odwołaniu stanu epidemicznego, a w przypadku schematów transgranicznych przedłużono terminy co najmniej o pół roku (część z nich aż do 30 kwietnia 2021 r.). Do 31 lipca br. przedłużono także terminy związane z przekazywaniem i wymianą informacji o rachunkach raportowanych (CRS) oraz amerykańskich rachunkach raportowanych (FATCA).

Pierwotnie, w ramach Tarczy 2.0 przedłużono do 20 lipca br. termin zapłaty tzw. podatku minimalnego (od przychodów z budynków) za marzec, kwiecień i maj 2020 r. Dotyczyło to podatników, którzy spełnili określone warunki (np. związane ze spadkiem przychodów o co najmniej 50 proc.). Następnie, Tarcza 4.0 rozszerzyła to rozwiązanie poprzez wprowadzenie zwolnienia z powyższego podatku za okres od 1 marca do 31 grudnia 2020 r. Skorzystają z niego m.in. właściciele hoteli, galerii handlowych, biurowców i innych budynków, które są wynajmowane, dzierżawione lub leasingowane.

– Wiele przedsiębiorstw było sparaliżowanych nagłym przejściem na pracę zdalną. Należyte wykonanie obowiązków związanych z rozliczeniami podatkowymi, szczególnie w zakresie rozliczenia rocznego podatku dochodowego, wymaga bliskiej interakcji z innymi pracownikami oraz niezakłóconego dostępu do danych. Dla wielu podatników poprawne wykonanie obowiązków podatkowych, szczególnie w początkowej fazie epidemii, było znacznie utrudnione. Nie powinniśmy wymagać od podatników bohaterskich czynów – skomentował Aleksander Łożykowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych, Ministerstwo Finansów.

Certyfikaty rezydencji

Przedłużono także terminy posługiwania się certyfikatami rezydencji, czyli zaświadczeniami o miejscu zamieszkania (PIT) lub siedzibie (CIT) podatnika dla celów podatkowych. W czasie obowiązywania w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, a także w okresie kolejnych 2 miesięcy po ich odwołaniu, płatnik będzie miał możliwość posługiwania się certyfikatem rezydencji, jeżeli w tym czasie upłynął jego 12-miesięczny okres ważności. Dodatkowo, umożliwiono korzystanie z kopii certyfikatu lub jego wersji obejmującej 2019 r.

– To istotne udogodnienie dla licznej grupy krajowych płatników, którzy dokonują wypłat na rzecz zagranicznych rezydentów i którzy to płatnicy doświadczają w aktualnej sytuacji trudności z uzyskaniem oryginałów certyfikatów od swoich kontrahentów – wskazał dr Przemysław Szymczyk.

Darowizny

Od podstawy obliczenia podatku można odliczyć darowizny przekazane od 1 stycznia do 30 września 2020 r. Muszą one dotyczyć walki z COVID-19 i zostać przekazane m.in. dla podmiotów leczniczych (wpisanych do właściwego wykazu), Agencji Rezerw Materiałowych, noclegowni, schronisk dla osób bezdomnych, Domów Pomocy Społecznej oraz szkół. W przypadku szkół ustawa precyzuje, że ulgi dotyczą darowizn rzeczowych w formie komputerów przenośnych – laptopów i tabletów (zdatnych do użytku i nie starszych niż trzy lata).  Od podatku można odliczyć kwotę odpowiadającą wartości darowizny lub od 150 do 200 proc. wartości – zależy to od terminu przekazania środków.

Zmiany w podatku od towarów i usług

Od 1 lipca br. stosujemy nowe, prostsze zasady dotyczące stawek podatku VAT. Tak zwana nowa matryca stawek VAT porządkuje je i ułatwia stosowanie ich w biznesie. Dodatkowo w zakresie stawek VAT  wprowadzono również szereg rozwiązań związanych z przeciwdziałaniem COVID-19. Na wstępie warto wskazać na obniżenie stawki VAT do 0 proc. dla darowizn laptopów i tabletów dla placówek oświatowych.

Ta sama stawka (0 proc.) przysługuje dla darowizn związanych ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby zakaźnej wywołanej przez COVID-19. Mogą być to m.in.: wyroby medyczne, produkty lecznicze,  substancje czynne, produkty biobójcze – wyłącznie środki dezynfekujące, specjalistyczne testy diagnostyczne służące do analizy i wykrywania czynników patogennych w organizmie człowieka, wodzie, powietrzu i glebie oraz środki ochrony indywidualnej – wyłącznie maski, osłony/szyby ochronne na twarz, okulary ochronne, kombinezony, ochraniacze na buty, czepki i rękawice. Zastosowanie stawki zależne jest od podmiotu, któremu została przekazana darowizna oraz dotyczy wsparcia udzielonego od 1 lutego do 24 kwietnia br. na rzecz Agencji REZERW Materiałowych, Centralnej Bazy Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych oraz tzw. szpitali jednoimiennych. Od 25 kwietnia do 31 sierpnia br. zakres podmiotowy został rozszerzony o wszystkie podmioty wykonując działalność leczniczą, np. pozostałe szpitale, podmioty związane ze świadczeniem w ramach ratownictwa medycznego czy transportu sanitarnego oraz określone jednostki pomocy społecznej (domy dla matek z małoletnimi dziećmi i kobiet w ciąży, noclegownie, schroniska dla osób bezdomnych oraz domy pomocy społecznej). Warunkiem dokumentacyjnym jest zawarcie pisemnej umowy (również poprzez pocztę elektroniczną), z której będzie wynikało, że towary będą przeznaczone na cele związane ze zwalczaniem COVID-19.

Pamiętajmy, że stawka 0 proc. jest podwójnie korzystna, ponieważ przedsiębiorca posiadając wcześniej dany towar na stanie oraz wykorzystując go w prowadzonej działalności gospodarczej miał co do zasady prawo do odliczenia VAT. Obecnie, nie dość, że mamy stawkę 0 proc. przy przekazaniu darowizn, to jeszcze zachowujemy  prawo do odliczenia podatku naliczonego przy zakupie – powiedział dr Paweł Selera, dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług z Ministerstwa Finansów.

Kolejnym działaniem jest wprowadzenie stawki 0 proc. dla produktów leczniczych sprowadzonych do Polski. Z uwagi na stan epidemii i zakaz podróżowania, wielu pacjentów nie mogło wykonywać terapii lub zabiegów (w tym także podawanie leków) za granicą. Konieczne było sprowadzanie do kraju produktów leczniczych podlegających odpowiedniej stawce VAT.  Aby obniżyć ją do 0%, konieczne było spełnienie następujących warunków – leki były uprzednio przedmiotem importu towarów lub wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów za wynagrodzeniem na terytorium kraju, ich zakup został sfinansowany ze środków pochodzących ze zbiórek publicznych organizowanych przez organizacje pożytku publicznego oraz służą terapii, której przeprowadzenie poza granicami RP stało się niemożliwe lub nadmiernie utrudnione z uwagi na epidemię. Aby skorzystać z tego rozwiązania, podatnik musi przedstawić potwierdzenie od organizacji pożytku publicznego, że zbiórka środków była przeprowadzona zgodnie z obowiązującym prawem oraz informację od nabywcy, że leki będą wykorzystane do terapii na terytorium kraju.

MSPO 2020 jednak z Polską Grupą Zbrojeniową

0

Jeżeli tylko dojdą do skutku targi zbrojeniowe w Kielcach to oczywiście Polska Grupa Zbrojeniowa zaangażuje się w to przedsięwzięcie – powiedział podczas czwartkowej (09.07.) wizyty w skarżyskim Mesko Premier Mateusz Morawiecki.

– Wiem, że trwają ostatnie analizy dotyczące warunków sanitarnych, aby impreza była bezpieczna. Jeżeli te targi odbędą się to PGZ będzie głównym partnerem, tak jak to było w przeszłości. Chcę rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego – dodał Szef Rządu w wywiadzie dla Radia Kielce.

– Trwają intensywne przygotowania do MSPO, które odbędzie się zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym od 8 do 11 września 2020 – potwierdza prezes zarządu Targów Kielce Andrzej Mochoń – Mamy już wiele zgłoszeń udziału od firm polskich i zagranicznych, a także pismo z potwierdzeniem udziału kraju wiodącego przysłał ambasador Wielkiej Brytanii.

Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego od lat, we wrześniu, staje się miejscem prezentacji największych dokonań przemysłu zbrojeniowego z całego świata.

To nie tylko kompleksowa prezentacja sprzętu wojskowego, ale także biznesowe spotkania i umowy zawierane pomiędzy producentami sektora obronnego z różnych kontynentów. Jest to trzecia wystawa Europy, po targach w Paryżu i Londynie. W tym roku z powodu pandemii koronawirusa nie odbyło się żadne wydarzenie branży.

– Słowa pana premiera w skarżyskim Mesko to jest bardzo dobra informacja dla rodzimej „zbrojeniówki”, regionu świętokrzyskiego i miasta, oczywiście także dla nas – uważa prezes Andrzej Mochoń. – Od 28 lat pracujemy nad promocją polskiego przemysłu obronnego, uczestnicząc w budowaniu wizerunku Polski na arenie międzynarodowej jako wiarygodnego partnera biznesowego. Cieszę się, że w tym roku także będzie to możliwe. To także impuls dla całej branży targowej, by udział w targach stał się jak dotychczas elementem ożywienia gospodarczego.

Poprzednia edycja MSPO zgromadziła 610 firm z 31 krajów świata, w tym 303 firmy polskie. Targi odwiedziło 58 delegacji z 49 państw. W kieleckim ośrodku pojawiło się 30,5 tysiąca gości z całego świata, w tym 13 tysięcy podczas towarzyszącego wystawie Dnia Otwartego. Partnerem Strategicznym wydarzenia od 2016 roku jest Polska Grupa Zbrojeniowa.

Wybory bez wpływu na złotego

Zgodnie z oczekiwaniami inwestorzy byli przygotowani na taki wynik wyborów w Polsce. Zmiany na polskiej walucie są relatywnie niewielkie.

Złoty bez emocji

Nie mamy jeszcze oficjalnych wyników, aczkolwiek wydaje się, że oprócz dobrych min przedstawicieli kontrkandydata rządzącego obozu niewiele wskazuje na możliwość innego rozstrzygnięcia. Zgodnie z oczekiwaniami rynki zareagowały korzystnie dla Polski. Powodem jest niechęć do ryzyka. Obecny prezydent zwiększa, co prawda, szanse, że budżet wymknie się spod kontroli w wyniku podtrzymywania wzrostu gospodarczego kolejnymi transferami socjalnymi, ale nie jest to nowe ryzyko. Wiadomo jednak, jakie są zasady gry i ta pewność uspokaja inwestorów. Dlatego m. in. od rana w górę idzie zarówno giełda, jak i polski złoty, który nieznacznie, ale jednak zyskuje na wartości.

Co z epidemią?

O ile w Polsce publikowane dane wskazują na spadek ogólnej liczby zarażonych, o tyle w USA w dalszym ciągu mamy poważne problemy. Liczba przypadków wciąż rośnie i rynki powoli zaczynają się niepokoić możliwością eskalacji problemów. Strach budzi szczególnie perspektywa nawrotu przepisów zamrażających aktywność gospodarczą w konkretnych branżach.

Co z inflacją?

Wzrost cen był dość popularnym tematem w zakończonej kampanii prezydenckiej. Warto jednak zwrócić uwagę, że ankietowane ośrodki analityczne nie potwierdzają wcale czarnowidztwa niektórych komentatorów. Pewnym problemem jest oczywiście rozróżnienie inflacji od zmian cen w sklepach. Ceny żywności to zaledwie 25% wagi koszyka inflacyjnego. W rezultacie może się zdarzyć, że pomimo oczekiwanej w tym roku inflacji na poziomie 3,3%, ceny w sklepach wzrosną o większą wartość.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowe zainteresowanie sukcesją po pandemii koronawirusa

0

Przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie od wielu lat działa Sekcja ds. Sukcesji. Z inicjatywy p. Adama Stadnika oraz grupy prawników, ekspertów ekonomicznych w naszej instytucji prowadzone są warsztaty oraz spotkania informacyjne na temat tego dlaczego sukcesja jest ważna. Jak mówią przedstawiciele sekcji rekordowe zainteresowanie działalnością zrzeszenia miało miejsce w ostatnich tygodniach. – Przedsiębiorcy zrozumieli, że nie są nieśmiertelni, a pandemia niektórych bardzo zaskoczyła. Kiedyś na nasze wiadomości i telefony przedsiębiorcy reagowali raczej  sceptycznie mówiąc, że na sukcesję mają jeszcze czas. Ostatnio jest zupełnie inaczej – mówi Teresa Kuliberda-Wojtas, z Sekcji ds. Sukcesji, prowadząca projekt unijny Sukcesja w Firmach Rodzinnych (www.sukces-ja.pl/projekt-dofinansowany). Przedsiębiorcy zrozumieli, że sukcesja nie oznacza automatycznego „pożegnania z firmą”. Jak należy ją przeprowadzić, by była efektywna i korzystna?

  • Czas pandemii koronawirusa spowodował, że wielu przedsiębiorców myśli na temat sukcesji. Zaskakująca choroba przyniosła w przedsiębiorcach myśl, że trzeba aktywniej myśleć o przyszłości swojej firmy
  • Tylko 30% firm przetrwa do drugiego pokolenia, a 6% do trzeciego. Mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej
  • Przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie aktywnie działa Sekcja ds. Sukcesji. We wtorek podpisana zostanie pierwsza w regionie „Konstytucja rodziny”
  • Firma to nie tylko pieniądze, ale i wiedza, wartości, wizja – sukcesja to więc przepływ nie tylko praw własności, ale i pewnych idei

„Czas pandemii to był dobry motywator by zając się tematem sukcesji”

Działająca przy Północnej Izbie Gospodarczej Sekcja ds. Sukcesji od wielu lat edukuje przedsiębiorców jak ważne jest, by o czasie pomyśleć na temat sukcesji. Wielu przedsiębiorców automatycznie definiuje planowanie sukcesyjne jak przygotowanie się do emerytury, a to jeden z najbardziej nieprawidłowych stereotypów. Życie pisze rozmaite scenariusze, sytuacji, gdy firma była nieprzygotowana na sukcesję, a wydarzyło się coś nieprzewidywalnego było w ostatnich latach całe mnóstwo. Pogrążone w chaosie przedsiębiorstwo nie było w stanie normalnie funkcjonować lub jego stery przejmowała osoba, której kompetencje nie były wystarczające. Firma popadała w problemy, często zostawała sprzedawana. Wielu przedsiębiorców nie chce dla swojego dzieła życia takiego scenariusza, stąd warto myśleć o sukcesji i nie traktować jej jak tematu na który „jest jeszcze czas”.

– Czas pandemii to był dobry motywator by zając się tematem sukcesji. Tylko 25% firm jest przygotowana na proces sukcesji, a 30% przetrwa w tzw. „drugim pokoleniu”, a 6% w trzecim pokoleniu. Bijemy na alarm żeby ten temat był dla firm ważniejszy niż jest obecnie, bo to sprawa ważna dla przedsiębiorców, którzy nie chcą, by gospodarcze dzieło ich życia uległo zniszczeniu – mówi Teresa Kuliberda – Wojtas, doradca sukcesyjny. – Odbieraliśmy w czasie pandemii większą ilość telefonów od firm zainteresowanych postępowaniami sukcesyjnymi, fundacjami rodzinnymi, rozmową o tym jak się do tego przygotować. Wnioskujemy, że pandemia i zaskoczenie skalą koronawirusa, mogło spowodować w przedsiębiorcach myśl, że nie są nieśmiertelni i trzeba zawczasu planować przyszłość swojej rodziny. Uspokajamy! Planowanie sukcesyjne to akt rozsądku, a nie proces przygotowywania się do śmierci – dodaje Kuliberda – Wojtas.

O sukcesji należy myśleć za życia. Za życia zawodowego

W tym tygodniu w Północnej Izbie Gospodarczej dojdzie do pierwszego w województwie zachodniopomorskim podpisania konstytucji rodzinnej. Jest to narzędzie, które przygotowuje do udanego procesu sukcesji, wymusza na nas wspólne wypracowanie reguł i  zasad rodziny i firmy rodzinnej , w ramach praw i podziału obowiązków członków rodziny   – Cele, wartości, wizja, zasady rekrutacji, zasady dziedziczenia. To daje szanse na przetrwanie firmy, jej rozwój oraz zgodę w rodzinie. Pamiętajmy także o tym, że podział firmy, generalnie podział majątku, to często zarzewie wielu konfliktów rodzinnych. Zaplanowana sukcesja pozwala tego uniknąć, bo każdy zna swoje prawa, obowiązki i swoje miejsce w przyszłości przedsiębiorstwa – mówi Teresa Kuliberda – Wojtas.

 – Niektórzy przedsiębiorcy mówią, że testament wystarczy, ale to nieprawda, bo nie obejmuje on wielu kwestii spornych, które wychodzą na światło dzienne kiedy należy przejść od teorii do praktycznego zarządzania firmą. Proces sukcesji planujemy za życia, powiem więcej: za życia zawodowego – dodaje nasza specjalistka. – Każda firma ma swoją specyfikę. To nie jest tylko przekazanie władzy i własności, są jeszcze wartości, jest wiedza, nie wystarczy tylko by syn dziedziczył po ojcu, żeby cała firma mogła w kolejnym pokoleniu działać doskonale – dodaje Teresa Kuliberda – Wojtas.

Czy postępowania online będą się toczyły także po ustaniu pandemii?

0

W arbitrażu międzynarodowym rozprawy online są standardem. W czasie pandemii COVID-19 wszystkie duże instytucje arbitrażowe promują właśnie taki sposób prowadzenia postępowań – bez papierowych doręczeń, z wideokonferencją zamiast tradycyjnego posiedzenia. Czy po ustaniu pandemii postępowania online nadal będą się toczyć?

Możliwość prowadzenia wideorozpraw istnieje w naszym sądzie od 2015 r. Realne zainteresowanie tą formą rozstrzygania sporów pojawiło się jednak dopiero po wybuchu pandemii. W tej chwili, gdy wróciliśmy już także do tradycyjnych rozpraw, mniej więcej połowa z nich odbywa się na sali, a połowa w formie telekonferencji – mówi Agnieszka Durlik, dyrektor generalna Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

Pierwszą rozprawę online Sąd Arbitrażowy przy KIG zorganizował na początku kwietnia br. W  siedzibie sądu obecny był wówczas tylko sekretarz. Arbitrzy, strony postępowania i ich pełnomocnicy łączyli się za pośrednictwem wideokonferencji. Cała korespondencja prowadzona była w formie elektronicznej.

SA KIG ma nadzieję, że w przyszłości, po ustaniu pandemii, część spraw prowadzonych przez sądy polubowne nadal będzie się toczyć online. – Chcielibyśmy, aby pewna część spraw, choćby nawet 30 proc., także po ustaniu pandemii mogła być rozpoznawana na odległość. Dlatego też m.in. planujemy porozumieć się z izbami członkowskimi co do udostępnienia pomieszczeń, z których będą mogły korzystać osoby niemające możliwości łączenia się w trybie wideokonferencji. Jednak zdajemy sobie sprawę, że zawsze pozostaną sprawy, które choćby ze względu na stopień skomplikowania lepiej procedować na sali – podkreśla Agnieszka Durlik.

Arbitrzy pytają strony o wybór oprogramowania – najczęściej akceptowany jest popularny Zoom.

W SA KIG wideorozprawy przebiegają sprawnie i bez większych problemów technicznych. Cała logistyka przy postępowaniach online sprowadza się do tego, że odpowiednio wcześniej trzeba się zalogować na platformie, na której rozprawa się odbędzie i sprawdzić, czy łącze działa. Zajmuje to kilka minut.

Sąd arbitrażowy może rozstrzygać we wszystkich sporach o prawa majątkowe, z wyjątkiem spraw alimentacyjnych, oraz w sprawach o prawa niemajątkowe, które mogą być przedmiotem ugody sądowej. Podjęte przez arbitrów rozstrzygniecie ma taką samą wartość, jak wyroku sądu powszechnego. Jest ono również uznawane przez ok. 150 państw.

By poddać sprawę pod rozstrzygnięcie arbitrów wystarczy, że tzw. zapis na sąd polubowny znajdzie się w umowie, na fakturze, w wymianie korespondencji, statucie spółki, fundacji, spółdzielni lub stowarzyszenia.

Orange Polska podpisał kolejną umowę o dostępie do sieci światłowodowej Fiberhost

0

Umowa jest rozszerzeniem dotychczasowej współpracy między firmami. Dostęp dotyczy sieci wybudowanych w ramach trzeciego konkursu Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC3) i obejmie kolejnych 550 tys. gospodarstw domowych w kraju. Oznacza, że korzystając z otwartej sieci światłowodowej, udostępnianej przez INEA pod marką Fiberhost, usługi Orange Polska będą dostępne dla ponad miliona użytkowników.

Współpraca INEA i Orange Polska w zakresie otwartych sieci światłowodowych rozpoczęła się w 2017 roku. Wtedy operator uzyskał dostęp do sieci komercyjnych, czyli budowanych ze środków własnych INEA. Dwa lata później rozszerzono współpracę o infrastrukturę budowaną w ramach pierwszego i drugiego konkursu Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC). Teraz podpisana została kolejna umowa, na sieci powstające w ramach trzeciego konkursu POPC.

– Orange Polska to pierwszy operator w kraju, z którym już ponad 3 lata temu rozpoczęliśmy współpracę w modelu open access. Dziś z naszych usług hurtowych na otwartej sieci Fiberhost korzystają zarówno ogólnopolscy jak i lokalni dostawcy usług, oferując klientom usługi detaliczne na najwyższym poziomie. Cieszy nas duże zainteresowanie oferowaniem usług na sieciach powstających w ramach trzeciego konkursu POPC. Pierwsi klienci Orange Polska będą mogli skorzystać z usług operatora na nowych sieciach już w lipcu – komentuje Michał Bartkowiak, Prezes INEA S.A.

– W zasięgu oferty światłowodowej Orange Polska jest już 4,6 mln gospodarstw domowych. Zwiększanie jej dostępności realizuje jeden z kluczowych punktów naszej strategii. Dzięki współpracy z beneficjentami POPC możemy udostępniać Orange Światłowód w miejscach, gdzie nie realizujemy inwestycji własnych. Cieszę się, że robimy kolejny biznesowy krok w kontynuowaniu współpracy z INEA, wspólnie pracując nad ulepszaniem procesów oraz poprawianiem jakości obsługi klientów – mówi Piotr Jaworski, członek Zarządu ds. sieci i technologii Orange Polska.

Dzięki wszystkim podpisanym umowom Orange Polska uzyskał dostęp do niemal całej otwartej sieci światłowodowej Fiberhost, która zasięgiem obejmie docelowo ponad milion gospodarstw domowych w całej Polsce.

14 mln zł dla seniorów – Fundusz Hipoteczny DOM podsumował wartość świadczeń wypłacanych z tytułu renty dożywotniej

0

Fundusz Hipoteczny DOM podsumował na koniec czerwca wartość świadczeń pieniężnych wypłacanych seniorom z tytułu renty dożywotniej. Od początku działalności, czyli od blisko 12 lat instytucja wypłaciła emerytom 14 mln zł. Pod koniec listopada 2019 r. kwota wypłacanych środków oscylowała wokół 13 mln, a to oznacza, że 1 mln zł trafił do osób starszych w pół roku.

Średnie świadczenie pieniężne wypłacane w ramach renty dożywotniej to 1000 zł miesięcznie – tak wynika z oficjalnych raportów Związku Przedsiębiorstw Finansowych, który zbiera i przetwarza dane od największych funduszy hipotecznych zrzeszonych w strukturach tej organizacji. – Te kwoty zależą od wieku, płci i wartości nieruchomości seniora. Mówi się, że średnie świadczenie to 1000 zł, ale w naszym Funduszu bywają wypłaty rzędu 3000 zł a nawet 5000 zł miesięcznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Od jakiegoś czasu dostępne jest u nas również nowe rozwiązanie. Senior może otrzymać dużą sumę pieniędzy w momencie podpisania umowy, a później, co miesiąc, otrzymywać świadczenia w równych transzach. Takie rozwiązanie jest dla niektórych ważne, gdyż osoby starsze decydujące się na rentę dożywotnią mają niejednokrotnie zadłużenie i z pomocą tych pieniędzy chcą je spłacić – dodaje.

Zainteresowanie rentą dożywotnią wciąż nie jest w Polsce porównywalne do Stanów Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii, ale usługa jest dostępna na rodzimym rynku od 12 lat. Wiedza na temat renty dożywotniej również jest większa niż jeszcze trzy lata temu. Z ostatniej ankiety przeprowadzonej przez Fundusz Hipoteczny DOM (podczas której przepytano 1000 seniorów) wynika, że ponad 90 proc. emerytów słyszało o tym rozwiązaniu.[1] Dla porównania, w 2017 roku, było to 69,3 proc.[2]

[1] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ pod koniec 2019 roku. Próba = 1007 osób.

[2] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ w lipcu 2017 roku. Próba = 1200 osób.

Polityka Nowej Szansy, dopłaty do kredytów oraz instrumenty finansowe EU – pomoc dla przedsiębiorców w kryzysie

0

Nowe rozwiązania w ramach koordynowanego przez Ministerstwo Rozwoju programu Polityka Nowej Szansy, oferowane przez BGK dopłaty do kredytów oraz kredyty płynnościowe UE dla przedsiębiorców to pomoc dla firm w sytuacji kryzysowej. Tym zagadnieniom było poświęcone ostatnie webinarium z serii „Tarcza Antykryzysowa dla przedsiębiorców”.

Ustawa o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw to najnowszy instrument w ramach Polityki Nowej Szansy. Przedsiębiorcy w trudnej sytuacji ekonomicznej już za miesiąc będą mogli z niego skorzystać, nawet jeśli ta sytuacja powstała przed epidemią. Chodzi o firmy w trudnościach, przedsiębiorstwa w trakcie restrukturyzacji lub zmiany modelu biznesowego.

„Ustawa to instrument uzupełniający do Tarczy Antykryzysowej, w ramach której, na dzień 6 lipca, udzieliliśmy już wsparcia w wysokości 110 mld zł” – powiedziała dr Beata Lubos, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju.

Głównym operatorem programu Polityka Nowej Szansy jest Agencja Rozwoju Przemysłu, wyspecjalizowana w działaniach restrukturyzacyjnych i naprawczych. ARP decyduje o środkach i akceptuje plany restrukturyzacyjne, pomagając firmom przeprowadzić restrukturyzację w praktyce.

„Pomoc dotyczy nie tylko sytuacji, gdy nie ma już nadziei dla przedsiębiorcy, ale przede wszystkim sytuacji, gdy podejmujemy próbę restartu firmy” – podkreślił Paweł Kolczyński, wiceprezes zarządu ARP S.A.

Narzędzia wsparcia restrukturyzacji przedsiębiorstw to: pożyczka na okres do 6 miesięcy, która zapewni przedsiębiorcy płynność na czas potrzebny do opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji; tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne w formie pożyczki na 18 miesięcy oraz pomoc na realizację planu restrukturyzacyjnego w formie pożyczki lub wejść kapitałowych zawartych na czas określony w planie restrukturyzacji. Szczegółowe informacje oraz wnioski do złożenia wkrótce pojawią się na stronie https://www.arp.pl/.

Nowym kołem ratunkowym oferowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego są dopłaty do oprocentowania kredytów obrotowych odnawialnych i nieodnawialnych – wsparcie w wysokości ponad 565 mln zł, udzielane w celu zapewnienia płynności finansowej firmom przeżywającym trudności w wyniku pandemii Covid-19.

„Zwiększa się zapotrzebowanie na kredyty obrotowe, które finansują bieżącą działalność przedsiębiorstw. Dlatego w BGK powstanie specjalny fundusz dopłat do oprocentowania kredytów, z którego będą wypłacane środki na pokrycie części odsetek należnych bankowi kredytującemu” – powiedziała Beata Stelmach, dyrektor Departamentu Usług Agencyjnych BGK.

O kredyt z dopłatą do oprocentowania będą mogli wnioskować wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od branży, oraz podmioty prowadzące działalność w sektorze produkcji podstawowej produktów rolnych. Dzięki temu przedsiębiorca będzie spłacał tylko część odsetek: w przypadku MŚP (mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw) o 2 punkty procentowe mniej, w przypadku dużych podmiotów – o 1 p.p. mniej. Dopłata dotyczy tylko odsetek, przedsiębiorca nie może z niej pomniejszać rat kapitałowych.

Pomoc w formie dopłat może być łączona z pomocą publiczną w formie gwarancji i z pomocą de minimis. Łączne wsparcie nie może przekroczyć limitów dozwolonej pomocy publicznej ustalonej przez KE, które wynosi: 100000 euro dla firm z sektora produkcji podstawowej produktów rolnych; 120000 euro dla firm z sektora rybołówstwa i akwakultury oraz 800000 euro – w przypadku pozostałej pomocy.

Kredytów z dopłatą do oprocentowania będą udzielać banki, które podpiszą z BGK umowę współpracy. Lista banków kredytujących będzie prezentowana na stronie www.bgk.pl

Kolejną szansą na dofinansowanie są kredyty płynnościowe z UE. Pośrednikiem w ich uzyskaniu jest Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej. KPK, który działa przy Związku Banków Polskich, oferuje wsparcie informacyjno-promocyjne i doradcze, dotyczące instrumentów finansowych programów Unii.

Polscy przedsiębiorcy mogą skorzystać z unijnych pieniędzy w ramach programów:

– COSME – program na rzecz konkurencyjności przedsiębiorstw,

– Horyzont 2020 – program ramowy na rzecz badań naukowych i innowacji,

– EaSI – program na rzecz zatrudnienia i innowacji społecznych,

– Kreatywna Europa – program wspierający sektory kultury oraz kreatywnego,

– LIFE – program na rzecz środowiska i klimatu.

„Najbardziej popularny jest COSME, program ramowy na rzecz konkurencyjności, bardzo szeroki, który nie ma ograniczeń branżowych. W ramach programu dostępne są pożyczki, gwarancje, finansowanie kapitałowe i leasingi dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw bez wymogów innowacyjności. Program oferuje wsparcie do 3 mln zł z gwarancją 50 proc. wartości finansowania” – wyjaśnił Sebastian Sobieraj z Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Programy finansowania z UE, zdaniem eksperta z KPK, nie są lekarstwem na wszystkie bolączki. Firmy muszą chociażby wykazać się zdolnością kredytową, a także spełniać warunki wymagane dla poszczególnych programów, np. wymogi innowacyjności dla Horyzont 2020, branżowe dla Kreatywna Europa, czy realizować działalność na rzecz środowiska lub klimatu w LIFE.

Z programów unijnych skorzystało w Polsce już 40 tys. przedsiębiorstw, podpisano 150 tys. umów na łączną sumę ponad 8 mld zł. Dofinasowanie będzie dostępne przez kolejne kilka lat – w zależności od umów, jakie zawarli pośrednicy. Wdrażanie instrumentów finansowych rozpocznie się po 2020 i potrwa do 2027 roku. Programy będą miały swojego następcę, którym będzie INVEST YOU, skupiający dotychczasowe programy.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” byli Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Hybrydy dominują na rynku aut na prąd. Corolla Hybrid liderem

0

Polski rynek zelektryfikowanych samochodów zupełnie nie przypomina już tego sprzed kilku lat. W tym roku wybór hybryd i samochodów elektrycznych obejmuje ponad 130 modeli z wszystkich segmentów. Jednak nadal najchętniej wybieranym rodzajem napędu z silnikiem elektrycznym jest pełna hybryda, a dominującym producentem – Toyota. W rankingu najczęściej rejestrowanych zelektryfikowanych samochodów Instytutu SAMAR pierwsze miejsce zajmuje Corolla Hybrid. 

Najpopularniejsze samochody z alternatywnym napędem

Instytut SAMAR opracował dane o rejestracjach zelektryfikowanych samochodów w Polsce od stycznia do czerwca 2020 roku. Liderem rynku hybryd i aut elektrycznych jest Toyota Corolla Hybrid. W pierwszej połowie 2020 roku zarejestrowano 4 422 egzemplarze tego auta. Na podium znalazły się także dwa kolejne modele Toyoty – C-HR Hybrid z wynikiem 2 593 auta i RAV4 Hybrid z 2 479 rejestracjami. Czwarte miejsce zajął model Volvo XC60 z napędem mild hybrid (1 172 egz.). Piąta jest kolejna Toyota – sedan Camry Hybrid z wynikiem 1 098 aut.

W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze Mazda CX-30 (914 aut), Toyota Yaris (761 aut), Audi A6 (741 aut), Ford Puma (694 aut) oraz Audi A4 (675 aut). W tym gronie tylko Yaris ma pełny napęd hybrydowy, zaś pozostałe to miękkie hybrydy.

Najchętniej kupowany samochód elektryczny – Nissan Leaf – znalazł się dopiero na 29. miejscu z wynikiem 197 egzemplarzy, zaś tuż za nim na 30. pozycji figuruje najpopularniejsza hybryda plug-in, czyli Skoda Superb, którą wybrało 195 osób.

26 500 rejestracji zelektryfikowanych aut w pierwszej połowie 2020 roku

Rynek hybryd w Polsce gwałtownie się rozwija, o czym świadczy wybór aż 111 modeli 24 marek, po które sięgnęli klienci w tym roku. Toyota jest nadal zdecydowanym liderem, a jej udział w rynku hybryd liczonych łącznie wynosi niemal 45%. Nie jest to jednak pełny obraz sytuacji, gdyż pod ogólną nazwą hybryd kryją się trzy zupełnie różne technologie – pełne hybrydy, miękkie hybrydy oraz hybrydy plug-in.

Jak wynika z zestawienia opracowanego przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, w pierwszym półroczu 2020 roku polscy nabywcy zarejestrowali 26 419 zelektryfikowanych samochodów. Największą popularnością cieszyły się pełne hybrydy (HEV), których liczba rejestracji wyniosła 13 666 egzemplarzy. Drugim typem alternatywnego napędu, po który sięgano najczęściej, jest miękka hybryda (MHEV, 10 316 aut), trzecim hybryda plug-in (PHEV, 1307 aut), zaś czwartym auto elektryczne na baterie (BEV, 1130 egz.).

Pełne hybrydy – ranking marek

Toyota jest najpopularniejszą marką na rynku pełnych hybryd, a jej udział w nim wynosi 83,1% po zarejestrowaniu 11 360 takich samochodów. Drugie miejsce zajmuje marka Lexus z 9,2-procentowym udziałem (1260 egz.), zaś trzecie Kia z 2,2-procentowym udziałem (dokładnie 300 egz.). Na kolejnych miejscach znalazły się Honda (1,9%, 258 egz.), Subaru (1,6%, 214 aut), Hyundai (1,1%, 145 aut), Ford (0,7%, 99 aut) oraz Infiniti (0,2%, 30 aut).

Pełny napęd hybrydowy został wprowadzony na rynek 23 lata temu przez Toyotę i do dziś doczekał się czterech generacji. Samochody te ładują baterię trakcyjną podczas zwalniania i hamowania i są zdolne do poruszania się na samym silniku elektrycznym – ta możliwość wykorzystywana jest tym częściej, im więcej energii samochód odzyskuje. W miejskich warunkach czas jazdy przy wyłączonym silniku spalinowym może sięgać nawet 80% całkowitego czasu przejazdu. Pełnych hybryd nie ładuje się z zewnętrznego źródła, a mimo to oszczędności paliwa sięgają kilku litrów.

Top 10 najpopularniejszych modeli z pełnym napędem hybrydowym

Toyota        Corolla            4422

Toyota        C-HR              2593

Toyota        RAV4             2479

Toyota        Camry             1098

Toyota        Yaris               761

Lexus         CT                   365

Kia             Niro                299

Lexus         NX                  279

Lexus         ES                   231

Honda        CR-V              222

Źródło: IBRM SAMAR

Miękkie hybrydy

Na rynku miękkich hybryd najwięcej egzemplarzy zarejestrowała marka Audi (3357 aut, 32,5%). Drugie miejsce zajęła Mazda (1486 aut), trzecie Mercedes (1222 auta), a kolejne Suzuki (1106 aut) i Ford (838 aut). W pierwszej dziesiątce znalazły się także Land Rover (471 aut), Volvo (371 aut), BMW (97 aut), Volkswagen (92 auta) i (Fiat 75 aut).

Miękkie hybrydy również nie są ładowane z zewnętrznej sieci, a prąd do zasilania silnika elektrycznego jest generowany podczas hamowania rekuperacyjnego. Podstawowa różnica względem pełnych hybryd polega na tym, że nie są zdolne poruszać się w bezemsyjnym trybie elektrycznym. Ten rodzaj hybryd powstaje przez dodanie niewielkiej instalacji elektrycznej (najczęściej 48 Volt) do standardowego napędu spalinowego. Pozwala zaoszczędzić kilka procent paliwa.

Top 10 najpopularniejszych modeli z miękkim napędem hybrydowym

Volvo         XC60              1172

Mazda        CX-30             914

Audi           A6                   741

Ford           Puma               694

Audi           A4                   675

Audi           Q3                   596

Mazda        3                      551

Suzuki        Swift               473

Audi           Q7                   438

Suzuki        Vitara              385

Źródło: IBRM SAMAR

Hybrydy plug-in

Najwięcej samochodów z napędem PHEV w pierwszej połowie tego roku zarejestrowała marka BMW. Dokładnie 300 samochodów stanowi 23% wszystkich PHEV zarejestrowanych w tym okresie. Na drugim miejscu znalazła się Skoda z wynikiem 195 aut, na trzecim Volvo (181 aut), na czwartym Peugeot (142 auta), zaś na piątym Porsche (105 aut). Na pierwszą dziesiątkę składają się również marki Kia (78 aut), Mini (72 auta), Opel (69 aut), Ford (63 auta) oraz Mitsubishi (46 aut).

Hybrydy plug-in łączą świat samochodów spalinowych i elektrycznych dzięki funkcji ładowania baterii trakcyjnych z sieci, która pozwala im pokonywać kilkadziesiąt kilometrów na samym prądzie, bez emisji spalin. Po wyczerpaniu tej energii większość modeli staje się standardowymi autami spalinowymi. Zatem zużycie paliwa zależy od tego, jak długie dzienne dystanse pokonuje dany kierowca i jak często ładuje baterię.

Top 10 najpopularniejszych hybryd plug-in

Skoda         Superb            195

BMW         5                      117

Peugeot      3008                84

Mini            Countryman    72

BMW         3                      70

Opel           Grandland X  69

Volvo         XC60              63

BMW         X5                   62

Volvo         XC90              62

Ford           Kuga               61

Źródło: IBRM SAMAR

Samochody elektryczne

Samochody w pełni elektryczne (BEV) to najsłabiej reprezentowany w Polsce segment zelektryfikowanych aut. Najwięcej rejestracji samochodów z tym napędem (200 egz.) zanotował Nissan, głównie za sprawą Leafa. Japońska marka odpowiada za 17,7% elektrycznych samochodów zarejestrowanych od stycznia do czerwca tego roku. Druga jest Skoda (173 egz.), a trzecie BMW (96 egz.). Na czwartym miejscu znalazło się Renault (91 aut), zaś na piątym Tesla (88 egz.). Kolejne pozycje zajmują Opel (81 aut), Peugeot (68 aut), Kia (58 aut), Audi (45 aut) oraz Hyundai (44 auta). Jak widać, lista ta w znacznej mierze pokrywa się z rankingiem najczęściej wybieranych modeli elektrycznych. Wynika to z tego, że wiele marek ma w swojej ofercie jeden samochód elektryczny lub ewentualnie dwa, z których jeden jest wyraźne bardziej popularny.

Top 10 najpopularniejszych samochodów elektrycznych BEV

Nissan        Leaf                197

Skoda         Citigo              173

BMW         i3                     96

Renault       ZOE                91

Opel           Corsa              81

Tesla           Model 3          71

Peugeot      208                  67

Audi           e-tron              45

Hyundai     Kona               43

Kia             Niro                42

Źródło: IBRM SAMAR

Credit Agricole wprowadza do oferty kredyt na energooszczędne nieruchomości

0

Bank Credit Agricole rozwija swoją ofertę „zielonych produktów” dla osób zainteresowanych życiem w stylu eko. Najnowsza propozycja to kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach dla osób, które planują zakup lub budowę domu energooszczędnego. To jedna z pierwszych tego typu ofert na polskim rynku.

Rozwijanie „zielonej bankowości” i ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko naturalne to niektóre z celów strategicznych Credit Agricole. Aby je osiągnąć, bank intensywnie rozbudowuje swoją ofertę produktową i wspiera klientów w korzystaniu ze środowiska w świadomy i odpowiedzialny sposób.

Dla osób, które planują zakup lub budowę domu energooszczędnego (który ma roczne zapotrzebowanie na energię nie wyższe niż 40 kWh/m²), bank przygotował ofertę kredytu mieszkaniowego Zielony DOM z marżą obniżoną do 1,95 proc. i prowizją 0 proc.

Aby skorzystać z eko-hipoteki, klient powinien spełnić kilka warunków. Przed wszystkim musi potwierdzić niskie zapotrzebowanie finansowanego budynku na energię oraz prowadzić lub otworzyć konto w Credit Agricole i zapewnić na nim wpływ wynagrodzenia na poziomie co najmniej 2000 zł miesięcznie. Wymagane jest też ubezpieczenie na życie oraz ubezpieczenie nieruchomości z oferty Credit Agricole (odpowiednio w CALI i w CATU) przez okres 5 lat od daty zawarcia umowy kredytu. Oczekiwany wkład własny to minimum 20 proc. wartości inwestycji.

Zielony DOM to kolejny produkt w naszej ofercie zorientowany na troskę o środowisko, dzięki któremu odpowiadamy na potrzeby naszych klientów i promujemy pośród nich ekologiczne rozwiązania – mówi Mariola Willmann, manager Zespołu Kredytów Hipotecznych z Credit Agricole.

Poza eko-hipoteką do „zielonych produktów” oferowanych przez Credit Agricole należą też ubezpieczeniowe produkty inwestycyjne oparte o indeksy spółek z szeroko rozumianego sektora zielonej gospodarki lub angażujących się w ochronę środowiska naturalnego. Wkrótce bank wprowadzi na polski rynek subfundusz inwestycyjny Amundi Stars Global Ecology ESG inwestujący w kluczowe dla ochrony środowiska naturalnego projekty z zakresu elektromobilności, ekologicznych upraw, zdrowego trybu życia, energooszczędnych rozwiązań informatycznych, energii odnawialnej itp.

Dużym powodzeniem cieszą się także kredyty ratalne Credit Agricole na zakup i instalację paneli fotowoltaicznych. Bank finansuje je za pośrednictwem swoich partnerów, do których należą m.in. Columbus Energy czy Tauron. Bank przystąpił też do ogólnopolskiego programu wsparcia finansowego „Czyste Powietrze” zainicjowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Celem programu jest poprawa jakości powietrza oraz zmniejszenie emisji CO2 poprzez wymianę źródeł ciepła i poprawę efektywności energetycznej jednorodzinnych budynków mieszkalnych. Dzięki dofinansowaniom do 37 tysięcy zł, właściciele budynków będą mogli m.in. kupić instalację fotowoltaiczną czy przeprowadzić niezbędne prace termomodernizacyjne w budynku. Przyjmowanie wniosków na dotacje w ramach tego programu rozpocznie się jesienią br.

Próba sił na akcjach polskich producentów

0

Giełdowy rollercoaster, który zawitał na GPW w czerwcu nie oszczędził również akcji polskich producentów z Giełdowego Indeksu Produkcji. Przez cały miesiąc obserwowaliśmy jak naprzemiennie podaż akcji wygrywała z popytem, po to by następnie oddać mu pole i schować się do defensywy. W konsekwencji GIP60 zamknął miesiąc na niemal niezmienionym poziomie 690,63 pkt. 

Dla akcji polskich producentów czerwiec zaczął się bardzo dobrze. Po kilku pierwszych sesjach indeks GIP60 drożał już o 9% w porównaniu z wartością z końca maja. Równie szybko, bo w kilku kolejnych sesjach GIP60 roztrwonił niemalże cały wzrost, wracając w okolice poziomu 690 pkt. W drugiej połowie miesiąca scenariusz był bardzo zbliżony, z tą jednak różnicą, że zarówno wzrostu jak i spadki miały zdecydowanie łagodniejszy charakter (kurs oscylował w przedziale 690-720). W konsekwencji GIP60 zakończył czerwiec niemalże z taką samą wartością, z którą go zaczynał – ostateczny wynik indeksu w tym miesiącu to 690,63 co oznacza spadek względem ubiegłego miesiąca o 0,02%.

Zachowanie cen akcji polskich producentów współgra więc z ogólną sytuacją na polskim rynku akcji, który w czerwcu na przemian intensywnie rósł lub spadał. Wyjątkiem są oczywiście małe spółki z indeksu SWIG80, które rosną w stałym tempie nieprzerwanie od połowy maja.

Spółki chemiczne i farmaceutyczne zgarniają wszystko

Wśród polskich spółek produkcyjnych z Giełdowego Indeksu Produkcji najlepiej radziły sobie spółki farmaceutyczne (średnio spółki z tej branży wzrosły o 32,94% m/m), oraz chemiczne (średnio 18,83% m/m). A najwięcej traciły spółki z branży spożywczej (-1,47% m/m) i meblarskiej (-0,50% m/m).

Największy wzrost i zwycięstwo czerwcowej klasyfikacji GIP60 po raz kolejny przypadły spółce Mercator Medical S.A. za miesięczny wzrost kursu akcji na poziomie 88,71%. Niesamowity wzrost rynkowej wartości spółki w tak trudnych warunkach był możliwy przede wszystkim dzięki kolejnym dużym kontraktom z różnych części świata. Akcje krakowskiego producenta jednorazowych rękawic medycznych na początku lipca kontynuują wędrówkę na północ, a wartość rynkowa spółki przekroczyła już 1,5 mld zł, co jest niesamowitym skokiem dla spółki, która jeszcze na początku br. była wyceniana przez rynek na ok. 200 mln zł.

Drugi największy wzrost wartości w czerwcu zanotował Biomed-Lublin wytwórnia surowic i szczepionek. Wzrost wartości rynkowej o 70,92% m/m wiąże się oczywiście z oczekiwanymi wynikami prac nad medykamentami wspomagającymi skuteczną terapię u pacjentów zarażonych wirusem SARS-CoV-2. Obecnie trwają intensywne prace nad pozyskiwaniem osocza zawierającego przeciwciała antywirusowe.

Na trzecim miejscu czerwcowego rankingu GIP60 znalazła się spółka Mabion S.A., czyli kolejny przedstawiciel z branży farmaceutycznej. Akcje spółki zdrożały w czerwcu o kolejne 50% i to mimo tego, że… spółka nie zaczęła jeszcze osiągać przychodów z działalności, ciągle czekając na rejestrację leku znanego pod roboczą nazwą MabionCD20.

Światowy przemysł kontynuuje odbudowę

W Europie wszystkie odczyty PMI wykazały poprawę względem zeszło-miesięcznego badania. Neutralną wartość 50 pkt. udało się przebić w Turcji (53,9), Francji (52,3) Irlandii (51,0) i Wielkiej Brytanii (50,1). Odczyty w pozostałych krajach wahają się przedziale 45-50 pkt. W Polsce wartość wskaźnika wzrosła za 40,6 do 47,2 pkt.

Zauważalne jest silne odbicie odczytów, po rekordowo słabym kwietniu i niewiele lepszym maju, które przyjęło kształt litery V. Realizuje się więc jeden z optymistycznych scenariuszy wychodzenia europejskiego przemysłu z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Warto jednak pamiętać, że odczyty w przedziale 45-50 nie oznaczają poprawy sytuacji względem poprzedniego miesiąca. Należy je interpretować raczej jako spowolnienie spadku aktywności w branży. Ciągle, więc przed przemysłem długa droga do pełnej odbudowy swojego potencjału. Tym bardziej, że już w zeszłym roku zdradzał on pierwsze oznaki spowolnienia koniunktury, ale zostały one przykryte przez wstrząs wywołany pandemią koronawirusa.

Nerwowe wakacje dla inwestorów

Ostatnie tygodnie przyniosły znaczne ożywienie gospodarcze w wielu branżach, również w branży produkcyjnej, która oczywiście nie ucierpiała w tym roku tak bardzo jak np. branża usługowa. Nie znamy jeszcze pełnego obrazu strat wywołanych pandemią koronawirusa, ale wygląda na to, że nie zrealizowały się najczarniejsze scenariusze. Niestety dopóki nie poznamy twardych danych, np. o stanie finansów publicznych, dopóty nie będziemy znali rzeczywistej skali problemów. Warto pamiętać, że rynki akcji bardzo szybko odrobiły straty, co może nie mieć odzwierciedlenia w realnej gospodarce. Do tego nie bez znaczenia jest ciągle spore ryzyko powtórnego zamrożenia części działalności gospodarczej w wyniku nawrotu epidemii. Właśnie te wątpliwości zdają się wpływać na tak niestabilne zachowanie rynku, który nerwowo reaguje zarówno na pozytywne, jak i negatywne informacje.

Autor: dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.

Ułatwienia podatkowe w Tarczy Antykryzysowej

0

Ulgi podatkowe, zwolnienia, darowizny, przesunięcie terminów płatności, preferencje dla płatników VAT związane z nową matrycą stawek oraz wiele innych ułatwień było przedmiotem wtorkowego webinarium z serii „Tarcza Antykryzysowa dla przedsiębiorców”, zorganizowanego przez Ministerstwem Rozwoju wspólnie z Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, którą poprowadzili eksperci z Ministerstwa Finansów.

„Zasadą polityki podatkowej w okresie epidemii jest +nie wymagać od firm niemożliwego+” – powiedział Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w MF i pełnomocnik ds. współpracy międzynarodowej w zakresie VAT.

Epidemia i wynikające z niej zamrożenie gospodarki były dużym ciosem dla wielu polskich firm. W sytuacji, gdy niektóre przepisy okazały się w zasadzie zbędne – np. w okresie zamknięcia hoteli i galerii handlowych stracił sens podatek minimalny – jednym z głównych celów Ministerstwa Finansów stało się dostosowanie przepisów podatkowych do nowych warunków.

„Rozliczenia podatków w okresie epidemii powinny być jak najmniej czasochłonne” – podkreślił Jan Sarnowski. MF wydłużyło terminy dotyczące rachunkowości, w tym obowiązków raportowania, wprowadzenie e-PIT natomiast sprawiło, że 9 mln pracowników złożyło deklaracje podatkowe za pomocą kilku kliknięć.

Konieczne stało się zapewnienie firmom płynności finansowej na przetrwanie „lockdownu” (z ang. „zamknięcia”), aby brak środków na koncie – które według słów Sarnowskiego są „tlenem, dzięki któremu firmy mogą oddychać i działać”, nie oznaczał dla nich końca działalności. Ułatwienia podatkowe dały zastrzyk ponad 20 mld zł, który wzmocnił płynność tysięcy przedsiębiorstw.

Zmiany w przepisach podatkowych ułatwiły również firmom prace nad lekarstwami i sprzętem medycznym m.in. przez korzystne rozliczenie amortyzacji i ulgi na innowacje. MF również jako jedne z pierwszych w Europie wsparło rosnącą w społeczeństwie solidarność: sprzęt medyczny i lekarstwa przekazywane szpitalom oraz laptopy i tablety dla placówek edukacyjnych zostały objęte ulgą w podatku dochodowym i zerową stawką VAT.

Do najważniejszych ułatwień podatkowych należą w szczególności ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych, zapłata podatku PIT i daniny solidarnościowej po terminie bez konsekwencji dla zobowiązanych, elektroniczny czynny żal, zawieszenie terminów raportowania schematów podatkowych (MDR), przedłużenie terminów CRS i FATCA w wymianie informacji podatkowych z innymi państwami, wyłączenie mechanizmu WHT refund do końca 2020 r., ułatwienia w posługiwaniu się certyfikatami rezydencji, możliwość odliczenia od podstawy opodatkowania darowizny przekazanej na przeciwdziałanie Covid-19 czy czasowe zwolnienie z podatku minimalnego.

Ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych to przede wszystkim zniesienie naliczania tzw. opłaty prolongacyjnej w wysokości 4 proc., standardowo nakładanej na podatników z tytułu odroczenia czy rozłożenia na raty płatności podatku lub zaległości podatkowej. Aby skorzystać z tej ulgi, wystarczy złożyć wniosek w czasie trwania stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii lub w ciągu 30 dni po ich ustaniu.

„Nie jest ważne, kiedy powstało lub stało się wymagalne zobowiązanie podatkowe, co do którego zastosowano odroczenie czy rozłożenie na raty. Najważniejszy jest moment złożenia wniosku: najpóźniej 30 dni po ustaniu stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii” – wyjaśnił dr Przemysław Szymczyk, dyrektor Departamentu Systemu Podatkowego w Ministerstwie Finansów.

Od marca do 30 czerwca złożono już ok. 80 tys. wniosków o ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych – najwięcej w kwietniu, z tego ponad 76 tys. pochodziło od przedsiębiorców. Więcej, bo 334 tys. podatników skorzystało z wydłużonego do 1 czerwca terminu złożenia deklaracji PIT, gdzie minister finansów zaniechał poboru odsetek za zwłokę z tytułu podatku dochodowego za 2019 r, naliczonych od 1 maja do 1 czerwca 2020. W podobny sposób został również wydłużony termin na złożenie deklaracji z tytułu daniny solidarnościowej.

Elektroniczny czynny żal to jedno z rozwiązań związanych z cyfryzacją urzędów skarbowych. Dotychczas przepisy przewidywały dwie formy składania czynnego żalu – na piśmie oraz ustnie do protokołu. Tarcza Antykryzysowa wprowadziła możliwość składania czynnego żalu w formie elektronicznej, w tym poprzez e-PUAP i portal podatkowy.

Wydłużony został również termin zawieszenia raportowania krajowych schematów podatkowych (MDR) do 30 dnia po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, a w przypadku schematów transgranicznych przedłużono terminy raportowania co najmniej o pół roku (część z nich aż do 30 kwietnia 2021 r.).

Dzięki Tarczy antykryzysowej od podstawy obliczenia podatku można odliczyć darowizny przekazane od 1 stycznia do 30 września 2020 r. na przeciwdziałanie Covid-19, m.in. dla podmiotów leczniczych, Agencji Rezerw Materiałowych, noclegowni, schronisk dla bezdomnych i Domów Pomocy Społecznej. Można także odliczyć darowizny rzeczowe w postaci laptopów i tabletów przekazane w tym samym okresie m.in. organom prowadzącym szeroko rozumiane placówki oświatowe (np. przedszkolom, szkołom podstawowym czy ponadpodstawowym).

Tarcza 2.0 przedłużyła do 20 lipca termin zapłaty tzw. podatku minimalnego, czyli podatku od przychodów z budynków za okres od marca do maja 2020 r. – jeżeli przychody te spadły o min. 50 proc. i podatnik poniósł w danym miesiącu negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19. Tarcza 4.0 wprowadziła bezwarunkowe epizodyczne zwolnienie z tego podatku za okres od marca do grudnia 2020 r. Z rozwiązania tego korzystają m.in. właściciele galerii handlowych, biurowców, magazynów, hoteli i min. budynków wynajmowanych, dzierżawionych lub leasingowanych.

Szereg zmian zostało wprowadzonych w obszarze podatku VAT. 1 lipca weszła w życie nowa matryca stawek VAT, porządkująca na nowo system stawek VAT w Polsce oraz wprowadzająca nowy system identyfikowania towarów i usług na potrzeby VAT.

„Stosowanie VAT staje się prostsze, a na wiele towarów i usług stawki VAT zostały obniżone”- podkreślił dr Paweł Selera, dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług w MF.

Ważną zmianą jest Rozporządzenie Ministra Finansów z 25 marca 2020, które w związku z pandemią wprowadziło stawkę 0 % VAT dla darowizn laptopów i tabletów dla placówek oświatowych i darowizn związanych z ochroną zdrowia. VAT „0” dotyczy również sprowadzonych do Polski produktów leczniczych na warunkach wskazanych w rozporządzeniu.

Zerowa stawka VAT dla darowizn na cele związane ze zwalczaniem Covid-19 obejmuje wyroby medyczne oraz wyroby medyczne do diagnostyki in vitro, szkło i aparaturę laboratoryjną, produkty lecznicze oraz substancje czynne, produkty biobójcze (wyłącznie środki dezynfekujące), specjalistyczne testy diagnostyczne do analizy i wykrywania czynników patogennych w organizmie człowieka, wodzie, powietrzu i glebie oraz środki ochrony indywidualnej – wyłącznie maski, osłony na twarz, gogle, okulary ochronne, kombinezony, czepki, rękawice i ochraniacze na buty.

Zmiany w obszarze podatku VAT to również zmiana charakteru kar za błędy w ewidencji z instrumentu obligatoryjnego na fakultatywny, wprowadzenie możliwości wystawienia e-paragonu i przesunięcie terminu wdrożenia kas on-line na 1 stycznia 2021 dla podatników z branży hotelarsko-gastronomicznej oraz dla sprzedaży węgla, brykietu i podobnych paliw stałych wytwarzanych z węgla, węgla brunatnego, koksu i półkoksu przeznaczonych do celów opałowych.

Dla podatników prowadzących usługi fryzjerskie, kosmetyczne i kosmetologiczne, budowlane, w zakresie opieki medycznej przez lekarzy i dentystów, prawnicze oraz usługi związane z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej (wyłącznie w zakresie wstępu) termin wprowadzenia kas on-line został przesunięty na 1 lipca 2021.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

MedApp wykonuje kolejne wdrożenia pilotażowe

0

MedApp S.A., polska spółka technologiczno-medyczna specjalizująca się w gromadzeniu dużych zbiorów danych, sztucznej inteligencji i mieszanej rzeczywistości kontynuuje działania mające na celu komercjalizację swoich rozwiązań. Spółka podpisała umowy z firmami Intercard z Nowego Sącza oraz z Carinart z Krakowa na pilotażowe wdrożenia aplikacji CarnaLife System w należących do nich placówkach medycznych. Pilotażowe wdrożenie ma poprawić jakość badań diagnostycznych oraz bezpieczeństwo pacjentów, szczególnie w warunkach trwającej pandemii Covid-19. 

W ramach pilotażowego wdrożenia do aplikacji zostaną połączone urządzenia do zdalnego pomiaru tj. EKG, termometry, pulsoksymetry oraz opcjonalnie wagi.

– Pacjenci podczas badania EKG, pulsu lub temperatury będą mieli pełny wgląd do zapisów z badania na swoim telefonie w naszej aplikacji CarnaLife System w ramach swojego prywatnego, indywidualnego konta. W aplikacji pojawi się zapis badania, a lekarze z placówki będą mieli możliwość zdalnego wykonania analizy badania i wystawienia diagnozy bez konieczności bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Nasza technologia ma szansę istotnie poprawić jakość i bezpieczeństwo leczenia, szczególnie w czasach koronawirusa. Dostrzegają to również placówki medyczne w związku z czym realizujemy kolejne projekty pilotażowe. Wierzę, że wdrożenia spełnią oczekiwania naszych Klientów i będziemy mogli w pełni komercyjnie świadczyć dalsze usługi związane z wykorzystaniem aplikacji CarnaLife System –  komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

W ubiegłym miesiącu MedApp S.A. podpisał również umowę z firmą Semicon. W jej ramach specjaliści MedAppu dostarczą oraz wdrożą aplikację do zdalnego gromadzenia danych z terminala mikcyjnego autorstwa Semicon, które ma być w przyszłości certyfikowane jako wyrób medyczny.  Doświadczenie MedAppu w pracy z urządzeniami telemedycznymi, wdrożony system ISO 13485 oraz certyfikacja systemów spółki jako wyrób medyczny klasy IIb pomoże firmie Semicon w certyfikacji swojego urządzenia. Współpraca otwiera przed MedAppem perspektywę poszerzenia portfolio urządzeń, a co za tym idzie – usług z zakresu medycyny zdalnej.

Z początkiem lipca spółka zakończyła również prace rebrandingowe. Uruchomiła nową stronę internetową pod adresem medapp.pl i odświeżyła logo.

– Naszym priorytetem jest komercjalizacja  aplikacji CarnaLife System i CarnaLife Holo. Staramy się więc cały czas uatrakcyjnić naszą ofertę – nie tylko od strony technologicznej czy sprzedażowej, ale też wizerunkowej. Stawiamy na użyteczność naszych rozwiązań dla pacjentów i lekarzy, podkreślając przełomowy charakter naszej technologii dla sposobu, w jaki leczy się i ratuje życie pacjentów. Nowe logo lepiej niż dotychczas oddaje tę misję  – dodaje Krzysztof Mędrala.

MedApp rozpoczął przygotowania do wejścia na Rynek Główny GPW. W tym celu spółka podpisała umowę z Kancelarią SSW – Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy Sp. k., która odpowiada za przygotowanie prospektu oraz obsługę prawną całego procesu.

Bank Gospodarstwa Krajowego, Santander Bank Polska i firma Solaris wspierają polskie miasta w przejściu na zeroemisyjny transport

0

Miasta w Polsce w ostatnich latach intensywnie inwestują w bezemisyjny transport publiczny. Jednym z polskich liderów elektromobilności jest Kraków. Miasto po raz kolejny powiększa flotę autobusów elektrycznych. Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Santander Bank Polska S.A. udzieliły firmie Solaris Bus & Coach S.A. finansowania w kwocie 165,4 mln zł na dostarczenie 50 bezemisyjnych autobusów do MPK w Krakowie. 

Jednym z liderów inwestycji w pojazdy bezemisyjne w transporcie publicznym w Polsce jest Kraków. Pierwsze zakupione przez miasto autobusy elektryczne wyjechały na ulice w 2016 roku. Dziś we flocie krakowskiego MPK jest ich łącznie 28. Dzięki nowym zakupom, przybędzie w najbliższym czasie kolejnych 50 bezemisyjnych autobusów. W przejściu na transport nisko i zeroemisyjny miasto wspierają Solaris, Bank Gospodarstwa Krajowego i Santander Bank Polska.

We współpracy z sektorem bankowym kreujemy rozwiązania korzystne dla mieszkańców i dla środowiska. Dlatego wspólnie z Santander Bank Polska, poprzez wykup wierzytelności przyszłej, udzieliliśmy finansowania firmie Solaris. Dzięki naszemu wsparciu firma dostarczy 50 elektrycznych autobusów do MPK w Krakowie. To nasz wspólny wkład we wspieranie nowych technologii i walkę o czyste powietrze – mówi Karol Jakubaszek, menedżer zespołu sprzedaży w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Realizacja tej transakcji pokazuje, że wykup wierzytelności jest instrumentem uniwersalnym, pozwalającym na indywidualne podejście do potrzeb naszych klientów. Stosujemy go z powodzeniem w transakcjach krajowych i zagranicznych. Solaris korzystając ze wsparcia BGK i Santander Bank Polska zyskuje stabilnych partnerów dla realizacji inwestycji, która wpłynie na jakość powietrza, którym oddychamy – dodaje.

Nowe elektrobusy zasilą dotychczasowy tabor ponad 400 Solarisów jeżdżących po ulicach Krakowa, w tym 28 autobusów elektrycznych. Pojazdy zostaną dostarczone do Krakowa w ciągu roku.

Decyzję o zakupie kolejnych 50 autobusów elektrycznych marki Solaris odbieramy jako wyraz pozytywnych doświadczeń z eksploatacji pojazdów elektrycznych Solaris, wynikających nie tylko z wysokiej jakości samych autobusów, ale także z profesjonalnie przygotowanej obsługi serwisowej. Jesteśmy dumni, że mamy realny wpływ na poprawę jakości życia mieszkańców Krakowa – mówi Petros Spinaris, wiceprezes Zarządu Solaris Bus & Coach, odpowiedzialny za obszar Sprzedaży, Marketingu i Customer Service.

Finansowanie udzielone Solarisowi przez banki to przykład współpracy sektora bankowego
i wypracowywania rozwiązań korzystnych zarówno dla klientów, jak i lokalnych społeczności.

Dla naszego banku ten projekt jest szczególnie istotny z dwóch powodów: po pierwsze wspieramy realizację istotnego kontraktu dla lidera w Europie w produkcji autobusów elektrycznych. Po drugie, finansowanie projektów mających pozytywny wpływ na ochronę środowiska jest naszym priorytetem i jednym z najważniejszych celów na najbliższe lata, w ramach realizowanej przez nas strategii odpowiedzialnej bankowości. Cieszymy się, że BGK po raz kolejny zgodził się na udział w nieszablonowej transakcji, którą zaproponowaliśmy i w ramach której możemy udowodnić, jak bardzo uniwersalne są produkty finansowania handlu – mówi Grzegorz Pojnar, menedżer trade finance w Santander Bank Polska.

Każdy z elektrycznych autobusów dostarczonych przez Solarisa będzie mógł pomieścić 141 pasażerów, z czego 43 osoby będą mogły skorzystać z miejsc siedzących. Najnowsze autobusy dla Krakowa będą wyposażone w monitoring, system informacji pasażerskiej, klimatyzację, ładowarki USB oraz elektryczny system ogrzewania.

Zwrot należnego firmie VAT w ratach – czy tak można?

0

Spółka wykazała nadwyżkę podatku VAT naliczonego nad należnym w wysokości 230 tys. zł i wniosła o jej zwrot. Organ podatkowy wszczął czynności sprawdzające, po czym oddał przedsiębiorcy tylko większą część jego kwoty, wstrzymując resztę. Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy pytał organ, czym różni się sytuacja w zakresie tej pozostałej kwoty, bo przecież podatnik przeszedł weryfikację pozytywnie, skoro fiskus zwrócił mu zdecydowaną większość wnioskowanego zwrotu VAT.

W przypadku, gdy w danym okresie rozliczeniowym kwota naliczonego podatku od towarów i usług przewyższa kwotę należnego, podatnik ma prawo do zwrotu tej nadwyżki na swój rachunek bankowy w zasadniczym, 60-dniowym terminie ustawowym. Przepis art. 87 ust. 2 zd. 2 ustawy o VAT precyzuje, że naczelnik urzędu skarbowego może ten termin wydłużyć, jeśli zasadność zwrotu wymaga dodatkowej weryfikacji.

Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT

We wrześniu 2019 r. wobec spółki z o.o. została wszczęta kontrola podatkowa w zakresie prawidłowości jej rozliczeń VAT. W listopadzie spółka złożyła wniosek o zwrot 230 tys. zł nadwyżki nadpłaconego VAT za październik 2019 r. Organ podatkowy objął ten wniosek weryfikacją w postaci czynności sprawdzających, o których mowa w art. 87 ust. 2 zd. 2 ustawy o VAT. Ustalił, że złożona przez przedsiębiorcę deklaracja za październik powiązana jest z poprzednimi okresami rozliczeniowymi wynikającymi z nich kwotami do przeniesienia. Z kolei w przedmiocie wcześniejszych okresów prowadzone były jednocześnie czynności weryfikacyjne, kontrola podatkowa oraz celno-skarbowa. W czasie ich trwania w styczniu 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu VAT spółce do marca 2020 r.

Zwrot tylko części nadpłaconego podatku

Spółka wniosła zażalenie, do którego dyrektor izby skarbowej się nie przychylił. Wskazał, że wykryto powiązania osobowe i kapitałowe spółki z jednym z jej kontrahentów, z którym podjęła współpracę w zakresie usług obsługi klientów i działań marketingowych. Przez dwa poprzednie lata spółka niemal nie wykazywała obrotów, co nagle zmieniło się w 2019 r. po podpisaniu umowy z powiązanym osobowo i kapitałowo kontrahentem. Organ drugiej instancji poinformował spółkę, że składając swój wniosek o zwrot, była świadoma toczących się w związku z tymi powiązaniami czynnościami i postępowaniami. Dlatego też nie powinna oczekiwać, że przed ich zakończeniem VAT zostanie jej zwrócony. Dyrektor izby skarbowej przypomniał jednocześnie, że naczelnik urzędu skarbowego w grudniu 2019 r. zwrócił spółce 191 tys. zł z wnioskowanych 230 tys. Zatem do zwrotu pozostało już jedynie 39 tys. zł, o czym spółka nie wspomniała w swoim zażaleniu.

Powiązania spółek to żaden argument

Zdaniem spółki organy podatkowe nie wykazały w tej sprawie ziszczenia się przesłanek do przedłużania zwrotu podatku, a więc, że zwrot wymaga dodatkowego zweryfikowania. Przedsiębiorca nie zgodził się z tym, że za taką przesłankę można uznać jedynie dokonywanie transakcji pomiędzy powiązanymi kapitałowo i osobowo spółkami. Organy wskazały tylko, że w trakcie toczonych postępowań powstały wątpliwości w przedmiocie tych transakcji, a gromadzenie materiału dowodowego jest w toku.

Skoro weryfikacja była pozytywna, to skąd to częściowe wstrzymanie?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uchylił zaskarżone przez spółkę postanowienie. Zwrócił uwagę, że w niniejszej sprawie urząd skarbowy w grudniu 2019 r. przelał spółce znaczną część kwoty wnioskowanego przez nią zwrotu VAT. Sąd był więc ciekawy, co sprawiło, że nie zrobił tego samego z resztą tej kwoty. Większą część zwrócił w trakcie toczących się kontroli weryfikujących jego zasadność. Skoro więc stwierdził, że wątpliwości co do zasadności zwrotu zostały rozwiane w grudniu 2019 r. i odpadła przesłanka z art. 87 ust. 2 ustawy o VAT, to dlaczego kilkanaście dni później wydał postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu i część jego kwoty zatrzymał? Zdaniem sądu organy obu instancji nie potrafiły tego przekonująco uzasadnić.

„….dlaczego w takim razie zasadność zwrotu co do pozostałej, tj. niezwróconej części kwoty zwrotu nadal wymaga dodatkowej weryfikacji. Organ do kwestii tej odnosi się tylko jednym lakonicznym stwierdzeniem, a mianowicie wskazuje, że skoro w stosunku do podatnika nadal toczy się kontrola (…) nie mógł zatem dokonać zwrotu pozostałej kwoty podatku” (wyrok z 30 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 156/20).

Organ część zwrócił, a część sobie zatrzymał

Jak widać, fiskus kolejny raz pokazuje, że dla jego organów prawo podatkowe obowiązuje na innych zasadach niż dla podatników. Kończąc przeprowadzoną w spółce kontrolę i weryfikację jej rozliczeń, nie doszukując się w nich uzasadnionych wątpliwości, które uniemożliwiałyby zwrot, dokonuje go jedynie w części, pozostałą zatrzymując dla siebie. Tym samym w nieuprawniony sposób oddaje należne przedsiębiorstwu środki w ratach, bez wykazania konkretnej argumentacji takiego działania. A przecież w treści przepisu art. 87 ustawy o podatku od towarów i usług nie ma mowy o możliwości dokonywania podatnikowi ratalnego zwrotu VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ranking chwilówek i kredytów – gdzie szukać informacji?

Ranking chwilówek

Chwilówki szturmem zdobyły popularność, pomagając milionom Polaków. To, co jednak jest wsparciem, potrafi też być przekleństwem, dlatego tak ważne, by zawsze przed skorzystaniem z pomocy jednej z firm pożyczkowych, sprawdzić opłacalność jej oferty. To niezwykle istotne, ponieważ nie zawsze hasła o najniższych kosztach są prawdziwe. Niestety, częściej to raczej marketingowa zachęta, która ma skłonić do zainteresowania się daną propozycją. 

Pożyczając, nie możemy więc bazować na tych pięknie sformułowanych, zachęcających formułkach, lecz ocenić, czy oferta jest realne korzystna, czy wręcz przeciwnie – lepiej trzymać się od niej z daleka. Ranking chwilówek wymiernie pomoże w takiej analizie, gdyż dzięki niemu szybko przekonamy się, z czy mamy do czynienia. Na tej podstawie podejmiemy mądrą decyzję, jakiej w przyszłości nie będziemy żałować. 

Ranking kredytów

To samo powiemy w innym przypadku, gdy chcemy zaciągnąć jeszcze większe zobowiązanie – kredyt. Może być gotówkowy, konsolidacyjny, samochodowy, a może nawet hipoteczny. W tym przypadku tym bardziej nie ma co bazować na tym, co ogłaszają firmy, lecz przekonać się, jak prezentują się poszczególne propozycje. Powinny nas zainteresować tylko fakty i to, ile zyskujemy, i jak dużo będziemy musieli oddać. O tym się właśnie w głównej mierze powinniśmy zainteresować, mianowicie, jakie odsetki przyjdzie nam spłacać. 

To, że dany bank oferuje nam kredyt, jest już pozytywne (bo to nie takie oczywiste, trzeba przecież spełnić odpowiednie warunki, np. związane z formą zatrudnienia), lecz nie powinno nam to przesłaniać oglądu sytuacji. A ta realnie wygląda, gdy przeliczymy sobie, jakie koszty łącznie poniesiemy w związku z udzielanym nam wsparciem. Analizując ranking kredytów, dokładnie to zobaczymy, dzięki czemu podejmiemy mądrą decyzję, nie skazując się na ogromne koszty spłaty. 

Poznaj Finbino

W internecie dostępnych jest mnóstwo różnych rankingów, lecz jak to zwykle bywa z ilością, nie idzie za tym jakość. Nie dajmy więc się zwieść niesprawdzonym źródłom, które zamiast pomóc, prędzej wprowadzą w błąd. Korzystajmy z pewnego rankingu Finbino, gdzie mamy dostęp do stale aktualizowanych rankingów pożyczek i kredytów. Nie musimy więc się obawiać, że dostępne dane nie przedstawią nam czytelnego obrazu tego, co jest oferowane, wręcz przeciwnie – mamy tu wszystko podane jak czarno na białym, dowiadując się tego, co najważniejsze: jaka jest dostępna kwota pożyczki bądź kredytu, ile wynosi RRSO i na jak długi czas udzielane jest wsparcie. 

Z poziomu rankingu poza tym można od razu przejść na stronę internetową danego pożyczkodawcy lub kredytodawcy, by dowiedzieć się jeszcze więcej lub złożyć wniosek o wsparcie. Dodatkowo, na stronie Finbino znajdziemy dużą dawkę wiedzy – w dziale blog, co pomoże nam jeszcze lepiej zrozumieć zawiłości w kwestii finansowych, a tym samym mądrzej wybierać firmy, od których zamierzamy pożyczać pieniądze. 

Jak więc poszukujemy informacji, to tylko w sprawdzonym rankingu – Finbino. Zawsze też zaglądajmy do obiektywnych źródeł informacji – szczególnie takich jak Biuro Informacji Kredytowej (bik.pl).

Polacy chcą obowiązkowej kaucji na butelki i puszki. Ministerstwo Klimatu zapowiada zmiany

0

Z badania UCE RESEARCH wynika, że prawie 60% dorosłych Polaków chciałoby wprowadzenia obowiązkowej kaucji na butelki, a powyżej 40% osób – na puszki. Takim opcjom sprzeciwia się odpowiednio ponad 30% i przeszło 20% respondentów. Według ekspertów, jest nam potrzebny system kaucyjny, ale lepszy niż w Europie Zachodniej. Z kolei Ministerstwo Klimatu informuje, że trwają prace nad regulacjami w tym zakresie. Wśród nich będzie m.in. powszechność, brak obowiązku posiadania paragonu i minimalna wysokość kaucji.

Aż 57% badanych jest za wprowadzeniem obowiązkowej kaucji na butelki, a 34% – przeciwko. 9% respondentów nie ma na ten temat opinii. Według Karola Kamińskiego z aplikacji DING.pl, te wyniki świadczą o rosnącej świadomości Polaków. Pokazują też, że wciąż potrzebujemy bodźców edukacyjnych. Natomiast Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland przekonuje, że uczymy się mentalności rozwiniętego społeczeństwa. Musi upłynąć jeszcze kilka lat, zanim dojrzejemy do odpowiedzialnego dbania o środowisko.

– System kaucyjny był w Polsce powszechny przed 1990 r. Dziś wielu dorosłych Polaków tego już nie pamięta. Ludzie od 30 lat są przyzwyczajeni do wygody wyrzucania opakowań prosto do śmietników. Dlatego aż 1/3 badanych nie chce ww. obowiązku – komentuje dr inż. Jacek Pietrzyk, ekspert Business Centre Club ds. gospodarki odpadami.

Z kolei 43% dorosłych Polaków chciałoby wprowadzenia obowiązkowej kaucji na puszki. 21% badanych jest temu przeciwnych, a 36% nie ma jeszcze zdania na ten temat. – Od wielu lat głównie zwraca się uwagę na problem butelek, a za mało mówi się o puszkach. W tym zakresie też potrzebna jest edukacja. Dla społeczeństwa ważny jest język korzyści i zachęt, który powinien być stosowany nie tylko przez organizacje pozarządowe, ale przede wszystkim – przez władzę – uważa ekspert z aplikacji DING.pl.

Zdaniem Michała Majszczyka, w Polsce potrzebny jest dobry system kaucyjny. W różnym zakresie działa on w innych częściach Europy. Jak wskazuje ekspert, kaucje na butelki obowiązują m.in. w Belgii, Chorwacji i Niemczech, a także w państwach skandynawskich. Natomiast kwestia puszek została uregulowana w Szwecji, Norwegii i Niemczech. Jeśli chcemy uważać się za kraj rozwinięty, to tego typu rozwiązania są niezbędne.

– W Europie Zachodniej systemy kaucyjne dedykowane są wybranym opakowaniom. Dlatego oceany są pełne tworzyw sztucznych. Nie powinniśmy naśladować cudzych błędów. Należy opracować własny system standaryzacji opakowań, połączony z dopuszczeniem do obrotu niestandardowych butelek, puszek i innych tego typu materiałów w zamian za pokrycie wszelkich kosztów ich pełnego unieszkodliwienia. Dzięki temu opakowania będą szerzej ponownie wykorzystywane w przemyśle oraz w gospodarstwach domowych – stwierdza dr Pietrzyk.

Jak informuje Ministerstwo Klimatu, opracowywany obecnie, jako część zmian w zakresie rozszerzonej odpowiedzialności producenta, system kaucyjny dotyczyć będzie dowolnych rodzajów opakowań, w tym butelek czy puszek. Zakłada się, że wytwórcy będą mieli swobodę w kształtowaniu go z uwzględnieniem pewnych warunków brzegowych, które zostaną określone w ustawie. Wśród nich będzie powszechność, brak obowiązku posiadania paragonu przy zwrocie i minimalna wysokość kaucji. Objęcie systemem danego rodzaju opakowań powinno spowodować wzrost ilości zbieranych materiałów wielokrotnego użytku oraz odpadów opakowaniowych.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie firmy Hiper-Com Poland i aplikacji DING.pl. Przeprowadzono je metodą CAWI w dniach od 2 do 4 lipca br. na reprezentatywnej próbie 1003 dorosłych Polaków

DHL rozpoczyna współpracę z DL Invest Group dotyczącą wspólnej realizacji centrum logistycznego DL Invest Park Psary

0

DHL Supply Chain Polska oraz DL Invest Group zawarły umowę współpracy dotyczącą wspólnej realizacji centrum logistycznego DL Invest Park Psary. Bezpośrednio przy DK-86 w Psarach w woj. śląskim powstaną nowoczesne budynki magazynowe o powierzchni całkowitej przekraczającej 200.000 m2.

Powierzchnie przeznaczone dla najemców będą indywidualnie projektowane i dostosowywane dla optymalizacji procesów logistycznych i maksymalizacji ich efektywności. Budynki zostaną wyposażone w proekologiczne, zielone rozwiązania zgodnie z polityką GoGreen DHL. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy, teren inwestycji jest na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, posiada bezkolizyjny dostęp do głównych arterii komunikacyjnych Śląska i dogodną komunikację na południe, wschód i zachód Europy. Nie bez znaczenia dla stron ma również dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowniczej w regionie i bezpośredni dostęp do transportu publicznego – funkcjonujące już centrum przesiadkowe powstało dzięki zaangażowaniu DL Invest Group we współpracy z samorządem Gminy Psary.

Współpraca partnerów będzie oparta na połączeniu globalnych kompetencji logistycznych DHL i deweloperskiego doświadczenia DL Invest Group. Na działce o powierzchni ponad 40 ha powstanie komplementarny logistyczny kampus oferujący profesjonalne usługi logistyczne i optymalizację łańcucha dostaw w A-klasowych, zielonych budynkach dostosowywanych do indywidualnych potrzeb najemców.

DHL deklaruje, że do 2050 roku chce zmniejszyć do zera poziom emisji zanieczyszczeń powstających w następstwie działań logistycznych.

Liczymy na to, że w realizacji tego ambitnego celu istotną rolę odegrać właśnie nowy projekt, w którym jak w soczewce skupią się wszystkie proekologiczne rozwiązania wdrażane przez DHL – mówi Wirginia Leszczyńska, COO DL Invest GroupTo był dla nas jeden z istotnych powodów wyboru partnera, ponieważ sami przykładamy ogromną wagę do zrównoważonego rozwoju. Procesy technologiczne oraz materiały wykorzystywane do tej pory przy realizacji inwestycji w DL Invest Park Psary spełniają najwyższe normy bezpieczeństwa ekologicznego. Kluczowe jest dla nas maksymalne obniżanie kosztów eksploatacyjnych obiektów dzięki stosowaniu nowoczesnych i energooszczędnych rozwiązań. Ocieplane ściany, system odzyskiwania deszczówki i recyklingu wody szarej, ekologiczny system grzewczy, to tylko kilka ze stosowanych przez nas w standardzie rozwiązań. Zwróciliśmy uwagę na to, że deklaracja DHL o zmniejszeniu poziomu emisji zanieczyszczeń oparta jest na solidnych podstawach; zrealizowanych już projektach z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, energooszczędnego oświetlenia, specjalnie projektowanych dachów, recyklingu odpadów oraz systemów ekologicznego pakowania przesyłek.

Inwestorem przedsięwzięcia będzie DHL, który jednocześnie będzie merytorycznie odpowiedzialny za logistyczną część inwestycji. DL Invest Group będzie pełnił rolę Partnera Zarządzającego odpowiedzialnego za generalne wykonawstwo i zarządzanie procesem realizacji.

– Naszym celem jest stworzenie dla naszych klientów docelowych, kompleksowych rozwiązań logistycznych zakładających optymalizację kosztów przy najwyższej efektywności poprzez wykorzystanie nowatorskich rozwiązań w przestrzeniach magazynowych – mówi Andries Retief, CEO DHL Supply Chain na region CEE.Dzięki połączeniu naszego globalnego doświadczenia logistycznego z deweloperskim doświadczeniem DL Invest Group będziemy w stanie zaoferować naszym klientom najlepsze docelowe rozwiązania; połączenie nowoczesnej, uszytej na miarę przestrzeni wraz z dedykowaną obsługą logistyczną – dodaje.

Na terenie DL Invest Park Psary powstanie nowatorska koncepcja, łącząca centrum produkcyjne, magazynowe i dystrybucyjne z innowacyjnymi usługami logistycznymi. Inwestycja zostanie poprowadzona z największym szacunkiem wobec środowiska naturalnego.

Obecnie, na terenie inwestycji znajdują się dwa w pełni wynajęte budynki o powierzchni ok. 31.000m2. Kolejny budynek o powierzchni ok. 24.000 m2 zostanie oddany do użytku we wrześniu b.r., następny etap projektu o powierzchni 14.000 m2 będzie gotowy w IV kwartale b.r. W kolejnych etapach zbudowane zostanie ok. 130.000 m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. Założeniem stron jest możliwość dostarczenia docelowej powierzchni dla klientów w ciągu 8-10 miesięcy od dnia podpisania umowy najmu.

Za obsługę prawną projektu jest odpowiedzialna kancelaria DLA Piper.

Rzecznik MŚP apeluje do posłów o poparcie poprawki Senatu dotyczącej bonu turystycznego

0

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w piśmie do Przewodniczącej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny poseł Urszuli Ruseckiej zaapelował o poparcie poprawki, która rozszerza definicję imprezy turystycznej w ustawie o polskim bonie turystycznym. Jeśli poprawka zostanie wprowadzona, ze środków bonu będzie można sfinansować nie tylko zorganizowaną wycieczkę, ale też pojedynczą usługę turystyczną taką jak np. zamówienie przewodnika czy wynajęcie kajaku.

W liście do Przewodniczącej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny Rzecznik MŚP wskazuje, że w wersji ustawy zaproponowanej przez Pana Prezydenta Dudę refundacje otrzymałyby tylko te usługi turystyczne, które byłyby połączone z co najmniej jeszcze jedną usługą w ramach tej samej podróży bądź wakacji. Przykładowo jeden przedsiębiorca musiałby zorganizować spływ kajakowy i dodatkowo zapewnić transport na niego. Te dwie usługi realizowane oddzielnie, przez odrębne podmioty nie mogłyby być finansowane ze środków bonu turystycznego. Zdaniem Adama Abramowicza, takie rozwiązanie promuje większych przedsiębiorców, oferujących kompleksowe usługi kosztem tych mniejszych działających na konkretnym obszarze jak np. indywidualni przewodnicy.

Zaproponowane przez senatorów rozszerzenie definicji imprezy turystycznej o pojedyncze usługi turystyczne zmienia ten stan rzeczy, tym samym zapewnia źródło finansowana szerokiej grupie przedsiębiorców, nie powoduje nierówności konkurencyjnych i jest wygodniejsze dla turystów, którzy nie muszą zastanawiać się, za jaką usługę turystyczną mogą zapłacić środkami z bonu.

– Branża turystyczna bardzo dobrze przyjęła zapowiedź bonu turystycznego, gdyż do tej gałęzi gospodarki ma trafić kilka miliardów złotych, a jest ona jedną z dziedzin najbardziej poszkodowanych przez koronawirusa. Jednak rozwiązanie, które przyjął Sejm mówi, że skorzystać mogą z niego tylko organizatorzy imprez turystycznych, natomiast podmioty świadczące pojedyncze usługi turystyczne są z tego wyłączone. To jest niekorzystne rozwiązanie, ponieważ wyklucza drobnych przedsiębiorców. Dlatego apelowaliśmy do Sejmu i Senatu o zmiany. Senat zaproponował poprawkę, aby także organizator turystyki, czyli pojedynczy mikroprzedsiębiorca mógł skorzystać z tego z bonu. Będę uzasadniał konieczność przyjęcia tej poprawki na Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz przekonywał posłów do tej zmiany – mówi Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Posiedzenie Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, z udziałem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców odbędzie się 14 lipca br. o godz. 19.00.

Bez znaczenia – sytuacja na rynku walutowym

0

Kolejny weekend przynosi kolejne rekordy w liczbie zachorowań na wirusa w USA i kolejny raz inwestorzy ignorują te informacje, wierząc w szybkie postępy w pracach nad szczepionką i ochronę rynków ze strony polityki banków centralnych i rządowego wsparcia. W kraju rynek złotego nie obserwuje żadnej reakcji na wyniki wyborów prezydenckich.
Inwestorzy nie reagują, ale śledzą trendy w liczbie zachorowań na COVID-19 w USA, a te pozostają negatywne i prawdopodobnie będą dalej rosnąć w kolejnych dniach, kiedy odczuwalne zaczną być skutki świętowania 4 lipca bez przestrzegania zasad ostrożności.

Jednak jak długo banki centralne będą deklarować wsparcie płynnościowe, rządy będą przeciwne przywracaniu ogólnokrajowych lockdownów, a szczepionka na wirusa się znajdzie, tak długo będzie podtrzymywana nadzieja, że gospodarka odbije a perspektywy dla rynku akcji, surowców i innych ryzykownych aktywów pozostaną pozytywne. Pomimo solidnego rajdu z przełomu maja i czerwca, ruch nie odbywał się przy pełnym udziale wszystkich inwestorów; sporo ich pozostaje w defensywnym nastawieniu, co daje potencjał do dalszych wzrostów, o ile ryzyka przycichną. Ale te ryzyka nie cichną, w efekcie czego rynki pozostają w zawieszeniu – nie ma siły do panicznej wyprzedaży przy nadziejach na długofalowe odbicie, ale kolejna fala wzrostów opóźnia się z powodu niepewności sygnałów krótkoterminowych. W piątek bilans krótkookresowych impulsów przechylił się na pozytywną stronę dzięki informacjom o dobrych wynikach testów leku remdesivir.

W następnych dniach uwaga przenosi się m.in. na startujący sezon wyników kwartalnych spółek z Wall Street. Przy ponurych wizjach dla przyszłość biznesu w apogeum pandemii, teraz firmy mają nisko zawieszoną poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń.
Stabilność złotego w obliczu zwycięstwa Andrzeja Dudy w drugiej turze wyborów prezydenckich (na podstawie wyników z 99,97 proc. obwodów) oznacza jedną z dwóch rzeczy: albo wynik jest zgodny z oczekiwaniami, albo kompletnie bez znaczenia dla inwestorów. Od początku byłem zdania, że to drugie wyjaśnienie jest bardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę, jak niemożliwym jest, aby prezydent spoza obozu PiS mógłby wpływać na politykę rządu (gospodarczą, relacje z UE) lub jakkolwiek zmienić kierunek polityki RPP. Niestety tylko wygrana Trzaskowskiego mogłaby wykazać, kto miał rację, a tak pozostaniemy w niezaspokojonej niewiedzy. Chyba największym wygranym po okołowyborczej dyskusji jest sam złoty, który uniknął zbędnej, spekulacyjnej huśtawki i kontynuuje nudny dryf.

W tym tygodniu pośród prawdopodobnie zignorowanych danych (saldo bieżące, finalny CPI, inflacja bazowa, rynek pracy) wyróżnia się decyzja RPP (wt). Po zaskakującym sprowadzeniu głównej stopy procentowej do 0,1 proc. w maju, Rada przeszła pasywnego nastawienia. W związku z postępującym odbiciem gospodarczym oraz przyspieszeniem inflacji w czerwcu (do 3,3 proc. r/r), nie ma konieczności dalszego luzowania polityki. Wprawdzie w obozie jastrzębi mogą nasilać się apele o częściową normalizację polityki w zależności od siły presji inflacyjnej, ale przynajmniej do końca roku dyskusja o podwyżkach jest wykluczona.

Oczekuję utrzymania niskiej zmienności złotego, ale z ryzykiem podążania za ewentualnym pogorszeniem nastrojów na rynkach zewnętrznych, gdyż droga do większego umocnienia jest zatarasowana zgłaszanym przez RPP niezadowoleniem z siły waluty.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy o rynku pracy – wzrost bezrobocia względem minionego roku

0

Ostatnich kilka miesięcy zmieniło sytuację europejskiej i rodzimej gospodarki oraz wpłynęło na rynek pracy. Zgodnie z wynikami badania Michael Page, w pierwszym kwartale 2020 r., ponad 29% Polaków ankietowanych przez Michael Page, zadeklarowało, że jest bez pracy. To wzrost o 4,5 p.p. względem analogicznego okresu minionego roku oraz o 7,2 p.p. w porównaniu do ostatniego kwartału 2019 r. Jak polscy pracownicy oceniają swoją aktualną sytuację zawodową? 

Więcej obaw dotyczących pracy

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w maju 2020 r. stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 6,0% i była o 0,6 p.p. większa niż w analogicznym okresie 2019 r. W porównaniu do statystyk sprzed roku, liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy wzrosła o ponad 105,7 tysiąca. W badaniu Michael Page „Confidence Index” w IV kwartale 2019 r., nieco ponad 18 proc. badanych przyznało, że bezrobocie jest dla nich główną przyczyną szukania nowego miejsca zatrudnienia. W tym roku odsetek respondentów, których główną motywacją do podjęcia pracy jest brak stałego zatrudnienia wzrósł o 6,8 p.p. (osiągając poziom 25%). Zmniejszył się natomiast odsetek pracowników, którzy rozważają odejście od obecnego pracodawcy ze względu na kwestie finansowe. Niewystarczające zarobki to pretekst do zmiany dla 38 proc. ankietowanych. Pocieszające jednak jest to, że nadal większość polskich pracowników (54,7 proc.) rozgląda się za nowym pracodawcą głównie ze względu na chęć zdobycia dodatkowych umiejętności.

Na trudną sytuację ekonomiczną pracodawcy zwróciło w tym roku uwagę ponad 18 proc. ankietowanych. Jeszcze w IV kwartale 2019 r. takiej odpowiedzi udzieliło 11 proc. badanych. Zeszłoroczna edycja naszego badania „Confidence Index”, które przeprowadzone było w analogicznym okresie, czyli I kwartale 2019 r.  pokazała, że to zarobki były czynnikiem najbardziej motywującym do zmiany pracy. Na ten aspekt zwracało uwagę ponad 43 proc. respondentów, czyli o ponad 5 p.p. więcej niż obecnie. Coraz mniej z nas traktuje wysokość pensji jako czynnik decydujący o podjęciu nowej pracy. Możemy przypuszczać, że ważniejsza w tym momencie jest perspektywa stabilnego zatrudnienia. Nietrudno zauważyć, że ostatnie kilka tygodni wpłynęło nie tylko na rynek, ale także preferencje pracowników zmieniając ich podejście do niektórych aspektów pracy – mówi Piotr Dziedzic, senior dyrektor w firmie Michael Page.

Więcej czasu zajmuje poszukiwanie pracy

Coraz więcej Polaków deklaruje, że dłużej szuka pracy niż miało to miejsce jeszcze pół roku temu. Co drugi badany w IV kwartale 2019 r. twierdził, że pracę znajdował w czasie krótszym niż miesiąc. Dziś ten odsetek zmniejszył się o 10 p.p. Liczba respondentów, którzy w I kwartale 2020 r. na znalezienie zatrudnienia przeznaczyli od 4 do 6 miesięcy wzrosła niemal dwukrotnie w porównaniu do ostatniej edycji badania „Confidence Index” z 2019 r. Takiej odpowiedzi udzieliło obecnie 12,7% ankietowanych versus 6% w 2019 r.

Dotychczas znajdowaliśmy się w czołówce państw europejskich z najniższym bezrobociem. Rok temu, według danych Eurostatu, bezrobocie w Polsce osiągnęło poziom 3,3 proc., a w zestawieniu państw o najmniejszym bezrobociu wyprzedzały nas jedynie Czechy i Niemcy. Prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że w tym roku stopa bezrobocia może wzrosnąć ponad dwukrotnie, nawet do 7,5 proc. Mimo to, przewidywane wzrosty bezrobocia dla pozostałych krajów europejskich są wyraźnie wyższe. Prognozowana średnia dla UE wynosi 9 proc. Nadal będziemy wypadać lepiej niż np. Grecja czy Hiszpania, gdzie w tym roku odsetek osób bez pracy może wynieść nawet 20 proc. – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

Rozwojowe, elastyczne i zdalne miejsce pracy

Dobre relacje i zgrany zespół (96,8 proc.), work-life balance (95,5 proc.) oraz dostęp do szkoleń i konferencji branżowych (93,2 proc.) – na to największą uwagę zwracają pracownicy podczas szukania nowej pracy. Home office przyciąga ponad połowę respondentów (56,8 proc.).

Rośnie liczba kandydatów, którym zależy na możliwości pracy zdalnej. W porównaniu do IV kwartału 2019 r., odnotowujemy ponad czteroprocentowy wzrost osób, które chcą mieć możliwość wykonywania obowiązków służbowych z domu. Możemy przypuszczać, że grono osób rozważających pracę w systemie „home office” będzie się zwiększać, na co wpływ mają również doświadczenia ostatnich miesięcy i wprowadzenie na większą skalę okresowego modelu pracy na odległość w wielu firmach. Wkrótce praca zdalna może stracić status atrakcyjnego benefitu, a stanie się codziennością wielu polskich przedsiębiorstw podsumowuje Piotr Dziedzic.

70% pracowników z Ukrainy chce wrócić do Polski – raport OTTO Work Force z lipca 2020

0

Epidemia koronawirusa spowodowała, że z polskiego rynku pracy zniknęła znaczna część pracowników z Ukrainy. Według najnowszego raportu OTTO Work Force, 39% Ukraińców opuściło Polskę z powodu utraty pracy, a 36% z niewiedzy co przyniosą kolejne dni. 70% badanych Ukraińców wskazało, że chce wrócić do Polski w najbliższym czasie. 

Pandemia Covid-19 diametralnie zmieniła obraz polskiego rynku pracy, na którym jeszcze kilka miesięcy temu ważną grupę stanowili obywatele Ukrainy. Według  statystyk przedstawionych przez Straż Graniczną, z powodu pandemii z Polski wyjechało ponad 235 tys. obywateli Ukrainy.  Dane te dotyczą okresu od 15 marca, czyli dnia „zamknięcia” granic, do 15 maja. Nie wszystkie  te osoby to pracownicy, którzy opuścili polski rynek pracy. W tej grupie znaleźli się także obywatele, dla których Polska była tylko krajem tranzytowym.

39% Ukraińców straciło pracę w Polsce

Według najnowszego badania OTTO Work Force, przeprowadzonego na grupie 500 byłych pracowników tymczasowych z Ukrainy, główne powody powrotu do ojczyzny to utrata pracy (39%) oraz niewiedza co przyniosą najbliższe dni, tygodnie (36%). Kolejnym czynnikiem często wskazywanym przez ankietowanych jest sugerowanie się opiniami znajomych, którzy postanowili wrócić na Ukrainę.

Dlaczego pracownicy z Ukrainy

“Znaczna część Ukraińców zatrudnionych jest na rynku pracy tymczasowej, a ten w czasie zamrożenia gospodarki zanotował drastyczny spadek zapotrzebowania na personel. Dlatego jedną z głównym przyczyn wyjazdu Ukraińców z Polski była utrata pracy. Obecnie, kiedy firmy wracają do normalnego trybu działania i odbudowują swoją pozycję ponownie pojawia się zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych. Jednak miejsce Ukraińców zajmują pracownicy z Polski, których dostępność jest wyższa niż przed pandemią, w wyniku której wiele miejsc pracy zostało zredukowanych” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

70% Ukraińców chce wrócić do Polski

Co drugi pracownik, 52%, po powrocie na Ukrainę znalazł zatrudnienie na rodzimym rynku pracy. Spośród badanych 33% wskazało, że nie udało im się podjąć pracy na Ukrainie, a 15% przyznało, że nie szukało jeszcze zatrudnienia w kraju ojczystym. Mimo tego, aż 70% pracowników z Ukrainy rozważa powrót do Polski w najbliższym czasie.

Czu uraińcy rozważają

Spośród Ukraińców, którzy rozważają powrót do Polski 43% chce przyjechać w ciągu najbliższych miesięcy. 17%  badanych planuje wrócić w ciągu najbliższych tygodni, 14% jak najszybciej.

W jakim terminie

Niemal połowa pracowników z Ukrainy jest gotowa na kwarantannę

W związku z epidemią Covid-19 cudzoziemców, spoza Unii Europejskiej, przekraczających polską granicę nadal obowiązuje 14-dniowa kwarantanna. Pracownicy z Ukrainy, którzy przyjeżdżają teraz do pracy muszą przez dwa tygodnie utrzymać się na własny koszt, a do pierwszej wypłaty może minąć kolejny miesiąc. Mimo takich realiów w grupie badanych pracowników z Ukrainy 45% deklaruje gotowość do przejścia kwarantanny w Polsce. 28% badanych wskazało, że nie zdecydowałoby się na kwarantannę, a 27% jeszcze nie podjęło decyzji.

“Jako międzynarodowa agencja pracy z oddziałami na Ukrainie, obserwujemy coraz większe zainteresowanie Ukraińców powrotem do pracy w Polsce. Potwierdzają to też wyniki raportu, które wskazują, że 70% badanych rozważa powrót do Polski w najbliższym czasie. Proces wyjazdu opóźnia jednak wciąż obowiązująca w Polsce kwarantanna. 45% respondentów deklaruje gotowość do przejścia kwarantanny, ale mamy też duży odsetek osób, które nie zdecydują się na izolację oraz takich, które nie podjęły jeszcze decyzji. Należy także pamiętać, że część Ukraińców, pracujących u nas w oparciu o paszporty biometryczne, może przebywać w Polsce tylko trzy miesiące. Dla nich dwa tygodnie kwarantanny znacząco wpływają na obniżenie potencjalnego zarobku w Polsce” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

Dorota Wysokińska-Kuzdra dołączyła do ULI Europe Executive Committee

0

Od 1 lipca 2020 roku, Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca ULI Poland, dołączyła do ULI Europe Executive Committee, kierującego pracami europejskiego oddziału najstarszej i największej, globalnej organizacji zrzeszającej ponad 45 tysięcy ekspertów w dziedzinie nieruchomości.

Dorota Wysokińska-Kuzdra stoi na czele ULI Poland od 2018 roku. Posiada ponad 20 lat doświadczenia w obszarze nieruchomości, finansów i bankowości. Oprócz kierowania polskim oddziałem ULI, na co dzień, jako senior partner, zarządza działem Corporate Finance CEE w Colliers International, doradzając klientom w zakresie finansowania dłużnego, finansowania mezzanine, pozyskiwania kapitału lub partnerów kapitałowych, a także wspierając procesy nabycia spółek lub ich wejścia na giełdę.

„Jestem podekscytowana moją nową rolą w ULI. Cieszę się, że w Polsce staliśmy się jedną z najbardziej aktywnych organizacji skupiających środowisko rynku nieruchomości, urbanistów i architektów oraz osoby, dla których po prostu liczy się jakość miejskiej przestrzeni, w której funkcjonują na co dzień. Nasze inicjatywy, takie jak ULI Poland Annual Conference – w tym roku w formule wirtualnej, cykl spotkań PLACES + SPACES czy wizyty studyjne oraz warsztaty dla środowiska branżowego i władz samorządowych, to wysoko ceniona platforma wymiany poglądów, odkrywania nowych trendów oraz networkingu. Jestem dumna, że będę mogła dzielić się polskimi doświadczeniami na arenie europejskiej” ­– mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra.

Przed dołączeniem do Colliers International, Dorota Wysokińska-Kuzdra pełniła przez 11 lat funkcję starszego partnera w Griffin Real Estate, gdzie odpowiadała za zarządzanie i inwestycje grupy, a także za pierwszy w Polsce fundusz typu mezzanine. Współtworzyła platformę logistyczną, która jest współzarządzana przez Griffin. Wcześniej jako prezes zarządu Griffin Premium RE, pierwszej spółki typu REIT, z sukcesem wprowadziła ją na GPW w Warszawie. Była członkiem zespołu odpowiedzialnego za nabycie udziałów w Echo Investment SA, jednej z największych transakcji na polskim rynku nieruchomości, odpowiadając za proces due diligence oraz finansowanie nabycia. Przed dołączeniem do Griffin przez blisko 10 lat zajmowała stanowiska dyrektorskie w grupie HypoVereinsbank / UniCredit Group, a także w ich spółkach zależnych, nadzorując finansowanie nieruchomości, bankowość inwestycyjną i zarządczą w zakresie nieruchomości.

Dorota Wysokińska-Kuzdra jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Uniwersytetu w Kolonii i Uniwersytetu w Duisburgu-Essen w Niemczech.

Berg Holding S.A. wchodzi z przytupem na rynek

0

Śląskie Kamienice S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zmieniła nazwę na Berg Holding S.A. i rozpoczyna działalność biznesową w strukturze holdingowej.  

W ostatnich latach Emitent rozwijał działalność jako Grupa Kapitałowa w kilku obszarach biznesowych m.in. w branży nieruchomości, hotelowej, gastronomicznej, a od 2020 r. również w branży energetycznej związanej z fotowoltaiką. W celu zwiększenia przejrzystości i transparentności prowadzonej działalności przez Śląskie Kamienice S.A. oraz przez spółki zależne planowane jest dokonanie zmian w strukturze organizacyjnej całej Grupy Kapitałowej obejmujących wyodrębnienie poszczególnych działalności związanych z konkretną branżą i utworzenie podmiotu dominującego zarządzającego całą Grupą. Zarząd Spółki jest przekonany, że pozwoli to na dynamiczny wzrost wartości Spółki w kolejnych latach.

„Spółka Śląskie Kamienice już od 4 lat wychodzi poza obszar inwestycji
w kamienice na Górnym Śląsku, tworząc od podstaw nowe koncepty, takie jak: Restauracja Śląska Prohibicja (ok. 730 mkw) i aparthotel Hornigold (ok. 4000 mkw). Prowadząc działalność za pośrednictwem tych i innych podmiotów zależnych, spółka płynnie przeistoczyła się w holding. Celem kontynuowania rozwoju w różnych obszarach i zwiększenia przejrzystości samej struktury, podjęto decyzje, aby zmienić się w Berg Holding S.A. i pod tą nazwą dalej rozwijać skrzydła. Nie oznacza to jednak, że Śląskie Kamienice znikną całkowicie z rynku. Będą one jednym z podmiotów zależnych od Berg Holding, zajmujące się stricte branżą nieruchomości. Poza dotychczasowymi obszarami, zdecydowaliśmy się rozszerzyć działalność na dwóch, nowych dla nas rynkach: fotowoltaice i e-commerce. Planujemy agresywnie wejść w zyskowną i szybko rozwijająca się branżę fotowoltaiczną, a konkretniej w gałąź farm fotowoltaicznych, budowanych od małych jednomegawatowych farm po wielkie trzydziesto/czterdziesto-megawatowe” – mówią prezesi zarządu – dr Ofka Piechniczek i Kamil Kita.
 

„Podczas Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy w czerwcu poza zmianą nazwy zostały podjęte również min. uchwały, w zakresie istotnej zmiany przedmiotu działalności. Działania te mają na celu w szczególności zwiększenie przejrzystości naszej struktury, to również jasny podział w formie spółek celowych dla branż, w obszarze których będzie operował Berg Holding S.A.” – dodają. 

Śląskie Kamienice S.A. chcą prowadzić działalność w strukturze holdingowej, w której przedmiotem działalności Spółki będzie tworzenie oraz optymalne zarządzanie podmiotami zależnymi wchodzącymi w skład Grupy Kapitałowej, ukierunkowane na wzrost aktywów w obszarze fotowoltaiki i technologii, e-commerce, nieruchomości oraz HoReCa. Obecna działalność operacyjna Emitenta będzie sukcesywnie przenoszona do dedykowanych spółek celowych, które w najbliższym czasie również opublikują swoje strategie rozwoju. Spółka planuje dokonać zmiany nazwy na BERG HOLDING S.A., a następnie zawiązać spółkę zależną Śląskie Kamienice, która będzie kontynuowała działalność operacyjną obejmującą inwestowanie na rynku nieruchomości. Bieżąca działalność spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej m.in. Hornigold Reit S.A., Śląska Prohibicja S.A. oraz Farma Fotowoltaiki SA będzie nadal kontynuowana przez te podmioty.

„Dzięki przejrzystej strukturze holdingowej spółki staną się bardziej niezależne, a zarządzanie nimi bardziej efektywne. Poprzez nowe strategie poszczególne podmioty będą wytyczać własne ścieżki rozwoju, ale pod pełną kontrolą Berg Holding S.A. Dobrym przykładem tych działań w ostatnim czasie jest Śląska Prohibicja S.A, która
w dobie koronowirusa, w szybkim tempie, dostosowała swoje produkty do nowej sytuacji i stworzyła zupełnie nową markę „Nikisz z pieca”, która w czasie pandemii dowoziła jedzenie do klientów. Z kolei Farmy Fotowoltaiki w krótkim czasie zbudowały sieć kontaktów i możliwości dynamicznego wejścia na rynek”
– komentują prezesi spółki.

Berg Holding S.A. zakończył 2019 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 22,8 mln zł. Wartość aktywów Spółki na koniec 2019 r. ukształtowała się na poziomie blisko 89,8 mln zł. Spółka planuje podjąć działania mające na celu spełnienie przez nią warunków niezbędnych do przeniesienia notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Berg Holding S.A. to Spółka stworzona na silnych fundamentach. W 2017 r. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect.

Wyjazdy motywacyjne powrócą do firm najwcześniej w połowie przyszłego roku. Organizatorzy liczą straty i apelują o pomoc rządu

Wyjazdy motywacyjne powrócą do firm najwcześniej w połowie przyszłego roku. Organizatorzy liczą straty i apelują o pomoc rządu 4

Organizacja wyjazdów motywacyjnych dla firm to ta część rynku turystycznego, która może najdotkliwiej odczuć skutki pandemii koronawirusa. Nawet po otwarciu granic i wznowieniu połączeń lotniczych odbudowanie popytu na turystykę biznesową będzie trudne i długotrwałe – firmy ograniczają wydatki marketingowe, a przy tym obawiają się o bezpieczeństwo uczestników i własny wizerunek na wypadek ewentualnego zakażenia. Eksperci Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel szacują, że spadek obrotów firm może sięgnąć nawet 90 proc., i przedstawiają propozycje rozwiązań, które mogą pomóc branży.

– Incentive travel jest narzędziem biznesowym, które służy naszym klientom do realizacji ich celów, do motywowania oraz budowania relacji między klientami i pracownikami. Jest wisienką na torcie w całym procesie wsparcia sprzedaży i polega na dostarczeniu emocji w postaci wyjazdu motywacyjnego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Pobożniak, prezes Haxel Events & Incentive, wiceprezes Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Rynek incentive travel funkcjonuje w Polsce od ok. 20 lat, a od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. W 2018 roku jego wartość była szacowana na ok. 640 mln zł, a w 2019 roku było to już ok. 767 mln zł (wzrost o 18,5 proc.). Rodzime firmy z tego segmentu zrobiły w ostatnich latach bardzo duże postępy i dogoniły, a niekiedy nawet przegoniły podmioty europejskie.

– Podczas światowych targów turystycznych z obszaru incentive travel spotykaliśmy się wielokrotnie z naszymi konkurentami z zagranicy. Kiedy omawiamy nasze projekty, narzędzia, z których korzystamy, pomysły, które realizujemy, widzimy, że nie mamy się czego wstydzić. Bardzo często programy opracowane przez polskie firmy wygrywają w międzynarodowych konkursach. Jesteśmy w awangardzie. Może nie mamy jeszcze dostępu do tych największych centrów jak Londyn czy Nowy Jork, natomiast z sukcesem konkurujemy na rynku Europy Wschodniej i Środkowej – zaznacza Krzysztof Pobożniak.

Pandemia koronawirusa niemal całkowicie zablokowała branżę incentive travel. Nastroje przedsiębiorców są pesymistyczne, bo wszystko wskazuje na to, że będzie to sytuacja długotrwała. Obawiają się, że incentive travel będzie jedną z ostatnich branż, która wróci do normalności.

– Nasi klienci to korporacje, które zapraszają na wyjazdy motywacyjne i integracyjne swoich kluczowych klientów, najważniejszych dostawców oraz najbardziej wartościowych pracowników. Nikt nie zaryzykuje zdrowia uczestnika tylko dlatego, żeby zrealizować wyjazd – zauważa wiceprezes Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Z badania SOIT wynika, że w tym roku wartość rynku spadnie poniżej 250 mln zł. Jeszcze w marcu badania nastrojów branży pokazywały, że spadek obrotów będzie ok. 50-procentowy, a miesiąc później przewidywane spadki sięgały 77 proc. Te liczby mogą być jednak niedoszacowane.

Myślę, że za rok, kiedy będzie możliwe podsumowanie 2020 roku, okaże się, że te spadki będą dużo większe. Obawiam się, że sięgną one nawet 90 proc., a branża może nigdy nie powrócić do stanu sprzed roku – dodaje ekspert SOIT.

Zgodnie z prowadzonym od sześciu lat badaniem polskiego rynku podróży motywacyjnych („Barometr SOIT”) 2019 rok był najlepszym w historii badań pod względem rozwoju rynku. Badane firmy zorganizowały 942 wyjazdy. W prognozie deklarują realizację 260 wyjazdów w 2020 roku, czyli spadek o 73 proc. Blisko 63 proc. z nich zapowiada realizację nie więcej niż czterech wyjazdów pozaeuropejskich w 2020 roku. Średnia liczba zrealizowanych wyjazdów w 2019 roku wyniosła 31 (o dwa więcej niż w 2018 roku), a obecnie firmy prognozują średnio pięć wyjazdów do krajów europejskich na 2020 rok, co oznacza spadek o 75 proc.

– Szacujemy, że incentive travel jako narzędzie biznesowe będzie ponownie dostrzegane w połowie 2021 roku. To znaczy, że wtedy pojawią się pierwsze zapytania od klientów, którzy stwierdzą, że narzędzie to jest na nowo potrzebne i zacznie działać – dodaje Krzysztof Pobożniak.

Stowarzyszenie uczestniczy w pracach sztabu kryzysowego przedstawicieli przemysłu spotkań. Z uwagi na kończącą się pomoc finansową dla przedsiębiorców i brak perspektyw szybkiego uruchomienia rynku spotkań i wyjazdów biznesowych sztab przygotował pakiet pomysłów i narzędzi, które mają wspierać branżę m.in. w utrzymaniu płynności finansowej i pomóc w jej odbudowie. Na Pakiet Stymulujący dla Przemysłu Spotkań miałyby się składać trzy elementy: obniżenie VAT na usługi konferencyjne do 8 proc., co zachęcałoby firmy do korzystania z usług w pakiecie; zaliczenie kosztów poniesionych na organizacje spotkań́ (także tych w procedurze VAT marża) do kosztów uzyskania przychodu oraz możliwość́ wykorzystania środków z funduszu socjalnego na organizacje spotkań́ pracowniczych. Firmy apelują także o zmiany w zakresie pożyczek i kredytów z BGK, ARP i PFR, a także o zmiany w ramach funkcjonowania bonu turystycznego.

Część pakietu mobilności zacznie obowiązywać w sierpniu. Polskie firmy transportowe czeka kosztowna rewolucja

Część pakietu mobilności zacznie obowiązywać w sierpniu. Polskie firmy transportowe czeka kosztowna rewolucja 5

Przewoźnicy drogowi mają raptem kilka tygodni na przygotowanie do zmian wprowadzonych pakietem mobilności, bo pierwsze przepisy – dotyczące m.in. odpoczynku kierowców – wejdą w życie już w sierpniu. Krajowa branża transportowa od początku prac nad dokumentem podnosiła, że spowoduje on wzrost kosztów i spadek konkurencyjności przewoźników m.in. z Polski, Bułgarii, Litwy i Łotwy. – Zachodnie firmy nie będą w stanie wypełnić luki po konkurentach z naszego regionu, więc z pewnością wrócimy na te rynki – ocenia Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska. Ministerstwo Infrastruktury podkreśla, że Polska sprzeciwia się przyjętym przepisom i rozważa ich zaskarżenie do Trybunału Sprawiedliwości UE.

– Parlament Europejski w ostatnim głosowaniu odrzucił zaproponowane poprawki do pakietu mobilności. Tym samym cały proces legislacyjny został zakończony. Mamy zbieżne stanowisko Parlamentu Europejskiego oraz Rady Unii Europejskiej i w momencie, kiedy projekty zostaną podpisane i opublikowane, staną się obowiązującym prawem – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Wroński.

Pandemia koronawirusa nie zatrzymała prac nad europejskim pakietem mobilności, który Rada UE oficjalnie zatwierdziła w kwietniu br. Projekt został przez nią przegłosowany w pierwszym czytaniu, przy sprzeciwie dziewięciu państw, w tym Polski. 8 lipca Parlament Europejski zadecydował o odrzuceniu wszystkich poprawek do projektu. To oznacza koniec wielomiesięcznego procesu legislacyjnego nad nowymi przepisami, które dotyczą przewoźników drogowych.

W ciągu kilku dni nowe przepisy zostaną opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE. Część z nich, m.in. przepisy dotyczące czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku kierowców, wejdą w życie po 20 dniach od publikacji, czyli już w sierpniu. Firmy transportowe mają więc raptem kilka tygodni, żeby się do nich przygotować.

– Trudno wskazać najbardziej dotkliwą spośród nowych regulacji, bo one wszystkie powodują, że nasi przewoźnicy będą mieli gorsze warunki funkcjonowania na europejskim rynku. Można powiedzieć, że firmy z bogatszej, zachodniej części Europy dostały pewien handicap. Suma tych wszystkich niedogodności i barier spowoduje, że nasze koszty będą znacznie większe niż koszty naszych kolegów z Europy Zachodniej – ocenia ekspert.

Komisja Europejska argumentowała, że pakiet mobilności ma na celu poprawę warunków pracy kierowców i wyrównanie zasad konkurencji na europejskim rynku. Jednak nowe regulacje od początku budziły sprzeciw państw Europy Środkowo-Wschodniej (w tym m.in. Polski, Litwy, Łotwy, Węgier, Rumunii i Bułgarii). Wskazywały one, że w obecnym kształcie są wyrazem gospodarczego protekcjonizmu i faworyzują przewoźników zachodnioeuropejskich.

Jak podkreśla prezes TLP, przykładem może być nakaz powrotu samochodu ciężarowego do kraju siedziby firmy co osiem tygodni, który nie ma żadnego uzasadnienia. Ten przepis zacznie obowiązywać w ciągu 18 miesięcy od publikacji. To oznacza, że samochody operujące w Europie Zachodniej będą musiały regularnie wracać do Polski.

– O ile powrót kierowcy co trzy, cztery tygodnie można by wytłumaczyć koniecznością poprawy jego warunków socjalnych, z czym oczywiście można polemizować, o tyle nie ma już żadnego uzasadnienia, dla którego samochód miałby wracać do kraju co dwa miesiące – tłumaczy Maciej Wroński. – Wszyscy jeździmy w te same miejsca, bo 80 proc. unijnej produkcji koncentruje się w państwach Beneluksu, we Francji, w Niemczech i północnych Włoszech. Ten przepis nie będzie więc stanowił żadnego problemu dla przedsiębiorców z Niemiec czy Francji, najwyżej kierowca przejedzie 150–200 km na pusto. Jednak przewoźnicy z takich państw jak Polska, Litwa czy Bułgaria będą musieli wracać po 600–800 km na pusto. 

Po zmianach, które wejdą w życie na początku sierpnia, przewoźnicy będą musieli przeorganizować swoje rozkłady jazdy. Zgodnie z nowymi przepisami kierowcy w transporcie międzynarodowym muszą mieć zagwarantowaną możliwość regularnego odpoczynku, który powyżej 45 godzin nie może odbywać się w kabinie ciężarówki, ale w miejscu wyposażonym w odpowiednią infrastrukturę noclegową (np. hotelu), a koszty zakwaterowania będzie pokrywał pracodawca. Musi on również zorganizować pracę kierowców tak, żeby umożliwić im powrót do domu co trzy–cztery tygodnie, w zależności od harmonogramu czasu pracy.

Po półtora roku w życie wejdą także przepisy dotyczące delegowania pracowników, które dotyczyć będą firm transportu drogowego. Jak podkreśla Maciej Wroński, będzie to dla nich boleśnie odczuwalne. Chodzi m.in. o zmiany w rozliczaniu płac minimalnych (wyrównywanie ich do poziomów obowiązujących w państwach Europy Zachodniej) oraz brak możliwości zaliczania wypłacanych w Polsce dodatków (diet, ryczałtów) do wynagrodzenia kierowcy. Badanie OCRK wskazuje, że koszty pracownicze firm przewozowych mogą przez to wzrosnąć nawet o 30 proc.

Co te zmiany powodują? Nie dość, że będziemy mieli takie same koszty pracy jak nasi konkurenci, to jeszcze będziemy zobowiązani polskimi przepisami krajowymi do wypłacania dodatkowych świadczeń kierowcom, które nie są przewidziane w tych państwach, do których jeździmy. Czyli będziemy mieli wyższe koszty pracy nawet niż przedsiębiorcy z Francji czy Niemiec i tu widzę największe zagrożenie – podkreśla prezes TLP.

Według portalu Statista („Size of the road freight market in Europe from 2010 to 2019”) europejski rynek towarowego transportu drogowego w 2018 roku był wart 341,5 mld euro, a w 2019 roku miał urosnąć do 355,1 mld euro. Polska miała największy udział w całkowitej liczbie tonokilometrów drogowego transportu towarowego przypadający na państwa członkowskie UE. Według prognoz przychody branży transportu drogowego towarów w Polsce mają wzrosnąć z 32,5 mld dol. w 2018 roku do 37,7 mld dol. w 2023 roku.

Prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska podkreśla, że wejście w życie pakietu mobilności znacznie obniży jednak konkurencyjność branży, która ma 7-proc. udział w polskim PKB, i spowoduje wzrost kosztów po stronie przewoźników. W połączeniu z gospodarczymi skutkami pandemii SARS-CoV-2, która mocno zachwiała kondycją finansową sektora, może to sprawić, że część przedsiębiorców będzie musiała zakończyć działalność. W ocenie eksperta rynek jednak upomni się o polskie firmy.

– Zachodni przewoźnicy nie będą w stanie zapewnić luki po naszych. Już w tej chwili w bogatszych krajach brakuje ponad pół miliona kierowców, więc sięgają do rezerw, np. kierowców z Polski. Jednak tych rezerw brakuje, bo ci kierowcy, którzy chcieli pracować za granicą, już tam pracują. Zatem nawet jeżeli polskie firmy zostaną chwilowo wypchnięte z rynku, to i tak na niego wrócą. Jednak wtedy to niestety ich klienci będą musieli zapłacić znacznie więcej, żebyśmy mogli dalej wykonywać obsługę zleceń związanych z europejską wymianą towarową. Per saldo koszt spadnie na europejskiego konsumenta i pracownika, więc za te wszystkie pomysły polityczne zapłacimy my wszyscy – mówi Maciej Wroński.

Ministerstwo Infrastruktury w komunikacie opublikowanym po zakończeniu prac Parlamentu Europejskiego podkreśliło, że Polska sprzeciwia się przyjętym przepisom i rozważa ich zaskarżenie do Trybunału Sprawiedliwości UE, podobnie jak inne państwa regionu.

Jacek Męcina: Dodatek solidarnościowy powinien być rozwiązaniem tymczasowym. Czas pomyśleć o ubezpieczeniu od bezrobocia

Jacek Męcina: Dodatek solidarnościowy powinien być rozwiązaniem tymczasowym. Czas pomyśleć o ubezpieczeniu od bezrobocia 6

Świadczenie solidarnościowe po utracie pracy przysługuje pracownikom, którym po 15 marca pracodawca rozwiązał umowę o pracę w następstwie pandemii koronawirusa lub ich umowa wygasła. Przez trzy miesiące – czerwiec, lipiec, sierpień – jest wypłacane świadczenie w wysokości 1400 zł, a przysługujący zasiłek dla bezrobotnych zostanie w tym czasie zawieszony. – W obecnej sytuacji dobrym rozwiązaniem byłaby podwyżka zasiłku, ale należy rozważyć, w jaki sposób go finansować – komentuje Jacek Męcina, ekspert Konfederacji Lewiatan, i sugeruje wprowadzenie ubezpieczenia od bezrobocia.

Warunkiem uzyskania dodatku solidarnościowego jest podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu umowy o pracę przez co najmniej 60 dni w 2020 roku oraz złożenie wniosku do ZUS do 31 sierpnia. Nowe świadczenie to kolejny element rządowego wsparcia dla osób, które odczuwają gospodarcze skutki pandemii koronawirusa.

– W sytuacji, kiedy na skutek kryzysu gospodarczego ludzie tracą pracę i nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych lub są zmuszeni zamknąć działalność gospodarczą w przypadku samozatrudnionych, dodatek solidarnościowy może być dobrym rozwiązaniem, ale na krótki okres, najdalej do końca 2020 roku – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Jacek Męcina, profesor UW, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – Nie powinien być jednak rozwiązaniem systemowym. Należy podwyższyć zasiłek dla bezrobotnych, ale jednocześnie zastanowić się, jak go finansować.

Jak podkreśla ekspert, jednym z rozwiązań jest wprowadzenie ubezpieczenia od bezrobocia. Mogłoby ono obowiązywać od 2023 lub 2024 roku. Wysokość zasiłku dla bezrobotnych od dawna jest przedmiotem dyskusji. W Polsce jest on najniższy w porównaniu z krajami Unii Europejskiej, a prawo do niego ma najmniejszy odsetek bezrobotnych.

– W dodatku jest on bardzo krótki, bo wynosi od 6 do 12 miesięcy w regionach z najwyższym bezrobociem – uściśla doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – W wielu krajach Unii Europejskiej funkcjonuje system ubezpieczenia od bezrobocia, który pozwala w dłuższym czasie skorelować wysokość zasiłku z wysokością wynagrodzenia. Ale to oznacza także koszty związane z ubezpieczeniem na wypadek bezrobocia dla osób zatrudnionych.

W warunkach kryzysu gospodarczego istotnym dla pracodawców czynnikiem modelującym zatrudnienie jest poziom płacy minimalnej. Od kilku tygodni trwają dyskusje o tym, czy i o ile powinna wzrosnąć w przyszłym roku.

– Płaca minimalna nie może rosnąć zbyt szybko w warunkach kryzysu, bo skutkuje to albo wzrostem szarej strefy, albo redukcją zatrudnienia. Przedsiębiorcy, zwłaszcza mikro i mali, zwracają uwagę, że wysokość płacy minimalnej w Polsce w najbliższym czasie powinna pozostać na tym samym poziomie – uściśla Jacek Męcina.

Do 15 czerwca każdego roku rząd przedstawia Radzie Dialogu Społecznego proponowaną wysokość płacy minimalnej oraz wskaźniki makroekonomiczne. Wysokość minimalnego wynagrodzenia jest następnie przedmiotem negocjacji w ramach RDS. W tym roku z uwagi na pandemię koronawirusa zmieniły się ustawowe terminy i propozycje rządu zostaną przedstawione do 31 lipca. Partnerzy będą mieli tylko 10 dni na ustalenie trzech podstawowych wskaźników, czyli płacy minimalnej, wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej i wskaźnika waloryzacji.

Mechanizm ustalania płacy minimalnej jest określony ustawowo. Przepisy prawne gwarantują weryfikację wysokości płacy minimalnej o inflację, a jeżeli inflacja w roku poprzednim była wyższa od zakładanej – także o wskaźnik weryfikujący. Poza tym, jeżeli w danym roku wysokość minimalnego wynagrodzenia będzie niższa od połowy wysokości przeciętnego wynagrodzenia, stopień jego wzrostu zwiększa się dodatkowo o 2/3 wskaźnika prognozowanego realnego przyrostu PKB.

Konfederacja Lewiatan prowadzi analizy wysokości płacy minimalnej w gronie eksperckim. Wnioski są jednoznaczne. Z mechanizmów ustawowych wynika, że w tym roku należy zweryfikować płacę minimalną na poziomie 2,6 tys. zł o poziom inflacji prognozowanej na 2021 rok (od 2 do 3 proc.).

– Wskaźnik ustawowy nakazuje weryfikować wysokość najniższej płacy mnożnikiem 2/3 spodziewanego wzrostu PKB, a ten wzrost w perspektywie 2021 roku na pewno nie będzie wielki. Być może ten zalecany wskaźnik weryfikacji będzie właśnie odnoszony głównie do planów inflacyjnych. Zwracam też uwagę, że wysokość płacy minimalnej od dawna jest zakotwiczona w wysokości 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia – kontynuuje ekspert.

Jak podkreśla Jacek Męcina, to uczciwe założenie, także w kontekście dyskusji o europejskiej płacy minimalnej, aby punktem wyjścia do rozmów było 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia oraz inflacja, natomiast inne parametry powinny być już elementem negocjacji partnerów społecznych, a więc związków zawodowych i pracodawców.

Konfederacja Lewiatan postuluje, aby płaca minimalna w 2021 roku pozostała na poziomie z 2020 roku, czyli 2,6 tys. zł. Aby zrealizować ten cel, zdaniem Jacka Męciny konieczna będzie ustawowa interwencja. Zgodnie z art.  5 ust. 1 i 2 ustawy z 2002 roku o minimalnym wynagrodzeniu za pracę prawo gwarantuje wzrost płacy minimalnej na kolejny rok w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen.

– Jako Konfederacja Lewiatan odbyliśmy już wstępne rozmowy ze związkami zawodowymi na temat płacy minimalnej i wydaje mi się, że jest zrozumienie co do tego, że nie może ona rosnąć zbyt szybko w warunkach kryzysu. Jest także konsensus dotyczący odnoszenia płacy minimalnej do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia i weryfikacji o inflację. Jak zawsze w negocjacjach związki zawodowe mają zapewne nieco większe apetyty, czyli chciałyby trochę wyższej płacy minimalnej, ale argumenty przedsiębiorców są dość istotne i można się spodziewać porozumienia w tej sprawie – zaznacza.

Apetyty związków są o tyle uzasadnione, że rząd w ubiegłym roku zapowiadał wzrost płacy minimalnej do 3 tys. zł brutto w 2021 roku, a w perspektywie kolejnych dwóch lat – do 4 tys. zł brutto.

Prezes GPW: Powrót do wzrostów na giełdzie może świadczyć o wierze inwestorów w miarę szybkie odbicie gospodarek

0

Prezes GPW: Powrót do wzrostów na giełdzie może świadczyć o wierze inwestorów w miarę szybkie odbicie gospodarek 7

Dzięki spowodowanej pandemią dużej zmienności na giełdach wzrosły obroty. Skorzystała również warszawska GPW, która zaczęła rok rekordowym kwartałem. Gorzej wyglądały notowania głównego indeksu, zwłaszcza w pierwszym kwartale roku, bo drugi był już korzystny dla wszystkich. Wciąż jednak pozostaje pytanie o przyszłość i stosunek inwestorów do ryzyka, a ten zależeć będzie od tempa, w jakim gospodarki powrócą na tory rozwoju.

– GPW jako spółka ma się bardzo dobrze, mieliśmy rekordowy pierwszy kwartał w jej historii. Giełda to też organizator obrotu i mamy bardzo dobre obroty związane z tym, że na początku pandemii była panika, potem dość silne odbicie i teraz indeksy małych spółek są mniej więcej 10 proc. powyżej tych z początku roku. Jednak większe spółki są wciąż poniżej tego otwarcia roku 2020 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Po paru miesiącach bardzo intensywnego handlu, gdzie obroty przekraczały 900 mln zł dziennie, mamy uspokojenie na poziomie ok. 800 mln zł.

Właśnie dzięki tej zmienności rynku w pierwszym kwartale roku GPW osiągnęła 97 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży –  wzrosły one o 15,3 proc. wobec pierwszych trzech miesięcy 2019 roku i o 20,9 proc. w stosunku do czwartego kwartału 2019 roku. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50 mln zł, zaś zysk netto 29,3 mln zł. To wzrost rok do roku o niemal jedną piątą. Do tych wyników przyczyniły się wyższe obroty na rynku finansowym. Także w całym półroczu obroty wzrosły w ujęciu rocznym o 34,8 proc. do 134,3 mld zł (na NewConnect nawet o kilkaset procent).

Jednak indeks największych spółek, obciążony obecnością banków, od początku roku stracił na wartości ok. 17 proc., a indeks szerokiego rynku WIG – 12 proc. Za to najmniejsze podmioty skupione w sWIG80 zwiększyły kapitalizację o 17 proc.

– Wszyscy czekamy na to, w jakim kierunku pójdzie światowa gospodarka, jaki kształt będzie miało odbicie, jak szybko nastąpi i w których branżach. Szczególnie po branży biotechnologicznej i informatycznej, której indeksy są 50 proc. powyżej otwarcia roku, widać, że to są zdecydowani zwycięzcy koronakryzysu – mówi Marek Dietl. – Z kolei instytucje finansowe i szereg innych branż wciąż muszą jeszcze walczyć o to, żeby wyjść z niego wzmocnione. Jest jeszcze tarcza antykryzysowa rządu premiera Morawieckiego – około 30 spółek giełdowych już z niej skorzystało, kolejne duże spółki teraz będą korzystać po zgodzie Komisji Europejskiej na nią. To na pewno było jedno z ważniejszych wydarzeń, gdyż spowodowało, że nie mieliśmy fali bankructw w całej gospodarce, również wśród spółek giełdowych.

Jak informuje Polski Fundusz Rozwoju, do 9 lipca z tarczy finansowej skorzystało prawie 315,7 tys. firm zatrudniających łącznie niemal 2,95 mln pracowników. Łącznie banki wypłaciły im 56,8 mld zł, w tym 17,6 mld zł przypadło mikrofirmom, zaś małym i średnim przedsiębiorstwom – 39,6 mld zł. Cała tarcza finansowa ma wartość 100 mld zł.  Prezes GPW liczy na to, że gospodarki szybko wrócą do wzrostów. Inwestorzy przekonaliby się wtedy do bardziej ryzykownych inwestycji, za jakie uważane są rynki akcyjne krajów wschodzących, w tym wciąż Polska.

– Co 200 mikrosekund mamy wycenę wszystkich spółek i ceny kapitału. Widzieliśmy bardzo dużą zmienność, czyli najpierw olbrzymie tąpnięcie, największe w historii, a potem stopniowe, ale dość szybkie odbudowywanie, szczególnie mniejszych spółek – mówi. –Giełda jest dawcą informacji publicznej, wszyscy możemy sprawdzić w aplikacji GPW App albo na naszej stronie internetowej, ile kosztuje kapitał i jak jest postrzegane ryzyko. Rzeczywiście w marcu i na początku kwietnia ryzyko w gospodarce było postrzegane jako bardzo wysokie, a teraz widać, że wyceny się podnoszą, więc jednak inwestorzy zakładają taki scenariusz – szybki spadek i w miarę szybkie odbicie.

Inwestycje w energię odnawialną mogą stanowić alternatywę dla budowy elektrowni atomowej. Ich łączna moc w Polsce przekroczyła już 10 GW

Jednym z kluczowych elementów transformacji energetycznej w Polsce mogą okazać się inwestycje skupione wokół energetyki odnawialnej. Pozwolą uniezależnić ten sektor gospodarki od przemysłu górniczego. Kluczową rolę w odejściu od węgla może odegrać zielony wodór, który pozwoli zgromadzić nadwyżki energetyczne do wykorzystania w szczycie obciążenia sieci energetycznych.

– Energetyka odnawialna jest ważną alternatywą dla elektrowni jądrowych. Zaczyna tanieć i staje się coraz bardziej efektywna, a jeżeli ją rozwiniemy, to powstaną nadwyżki energii, kiedy wieje i kiedy świeci. I wtedy możemy wytwarzać tzw. zielony wodór i magazynować go do produkcji energii elektrycznej.  W naszym systemie gazowniczym bez dodatkowych inwestycji możemy zmagazynować 3-4 mld metrów sześciennych wodoru – mówi agencji Newseria Innowacje Andrzej Kassenberg, ekspert Koalicji Klimatycznej z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Z najnowszych danych opublikowanych przez Ministerstwo Klimatu wynika, że moc systemów energii odnawialnej w Polsce przekroczyła właśnie wartość 10 GW, z czego największą dynamikę wzrostu wykazuje sektor fotowoltaiczny – od grudnia 2015 roku nominalna moc instalacji tego typu wzrosła aż o 1500 proc.

Rośnie również znaczenie instalacji wiatrowych, które obecnie stanowią największą część zielonego miksu energetycznego w Polsce. Z danych opublikowanych przez Urząd Regulacji Energetyki  wynika, że elektrownie wiatrowe odpowiadają za produkcję 65 proc. mocy OZE – pod koniec 2019 roku produkowały 5,9 GW energii. Wartość ta będzie stale wzrastać, gdyż obecnie prowadzone są prace nad 160 instalacjami o łącznej mocy rzędu 2,5 GW. Szacuje się, że przy obecnym poziomie rozwoju energetyki odnawialnej do 2025 roku udział OZE w miksie energetycznym wzrośnie do 17,6 proc, a w 2030 roku osiągnie wartość 21 proc.

– Istotne jest powiązanie niestabilnej energetyki odnawialnej ze stabilną oraz z mechanizmem Demand Side Response, zgodnie z  którym płaci się firmom za to, że wtedy, kiedy jest szczyt, ograniczają zużycie energii, a w pozostałych mogą normalnie pracować i tak urządzić pracę, żeby to było dla nich korzystne. Zwłaszcza że za to im się płaci – tłumaczy ekspert.

Instytut na rzecz Ekorozwoju włączył się do unijnego programu LIFE_UNIFY. Nadrzędnym celem tego projektu jest wykorzystanie funduszy europejskich do wdrażania w krajach Unii Europejskiej krajowych planów energii i klimatu oraz długoterminowych strategii klimatycznych. Pomoże w tym nowa jednostka administracyjna, której rolą będzie oddziaływanie na lokalne ośrodki władzy w celu realizacji polityki proekologicznej.

Do pobudzenia tego sektora gospodarki włączył się również rząd, który podjął decyzję o wydłużeniu programów wsparcia OZE w ramach systemu aukcyjnego. Jeśli władze uzyskają zgodę Komisji Europejskiej na przeznaczenie dodatkowych środków na ten cel, program dotacji, który miał zakończyć się w czerwcu 2021 roku, zostanie przedłużony o kolejne pięć lat.

Ministerstwo Klimatu planuje także rozpocząć proces konsultacji strategii wodorowej do roku 2030, która pozwoliłaby zrealizować pomysł Instytutu na rzecz Ekorozwoju i powiązać rozwój rodzimego sektora OZE z rozwojem branży energii wodorowej. Program ten jest jednak na wczesnym etapie prac i resort podpisał dopiero list intencyjny w sprawie inwestycji w gospodarkę wodorową.

– Rządzący od lat są w tzw. pułapce politycznej, nie potrafią klarownie opowiedzieć się za jedną opcją. Polityka energetyczna przyjęta przez rząd jest z 2009 roku, a co cztery lata powinniśmy ją aktualizować, co jest zapisane w ustawie Prawo energetyczne. Biznes nie wie, w jakim kierunku pójść i to jest bardzo poważny mankament. Są jednak opracowania niezależnych instytucji, które pokazują, że najkorzystniejsza jest opcja energetyki odnawialnej, odejścia od węgla w roku 2030–2035, budowa magazynów, wykorzystania biomasy i biogazu oraz zaangażowania ludzi, czyli tzw. demokracja energetyczna – wymienia Andrzej Kassenberg.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku energii odnawialnej w 2019 roku wyniosła 507 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 728,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,5 proc.

Sztuczna inteligencja dopasuje skuteczny lek i jego dawkę w terapii nowotworowej. Nowa platforma zamiast laboratorium wykorzystuje dane zgromadzone w chmurze

Sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować medycynę. Wykorzystuje biomarkery w celu dokładnego dopasowania pacjentów do badań klinicznych i pozwala spersonalizować terapię przeciwnowotworową. Platforma z SI izraelskiego start-upu Nucleai wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego do przewidywania postępu nowotworów i odpowiedzi układu odpornościowego pacjenta w celu ustalenia najbardziej skutecznego leczenia.

Wybór odpowiedniego leczenia raka dla konkretnego pacjenta staje się coraz bardziej skomplikowany ze względu na różne testy diagnostyczne, szeroką gamę leków i terapii oraz różne schematy leczenia. Przy tak dużej ilości informacji to sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować leczenie nowotworów. Dzięki rozpoznawaniu wzorców SI może zautomatyzować wiele rutynowych zadań, ponadto pozwala rozszerzyć diagnozę o opcje leczenia.

Tak właśnie działa oprogramowanie Nucleai. Platforma izraelskiego start-upu wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego do przewidywania postępu nowotworów, a także odpowiedzi układu odpornościowego pacjenta w celu ustalenia najbardziej skutecznego przebiegu leczenia.

– Sprawdzenie slajdu patologicznego pozwala wyraźnie zauważyć walkę pomiędzy guzem a komórkami odpornościowymi, podobnie jak zdjęcie satelitarne pola bitwy. Nasza platforma ze sztuczną inteligencją analizuje setki tysięcy komórek na slajdzie, bada interakcję guza z układem odpornościowym i dopasowuje odpowiedniego pacjenta do właściwego leku na podstawie tych cech – tłumaczy Avi Veidman, prezes zarządu Nucleai.

Leki immunoterapeutyczne na raka po raz pierwszy zatwierdzono w 2015 roku. Najskuteczniejsze okazały się w przypadku pacjentów z rakiem skóry i czerniakiem. Obecnie ok. 20 proc. chorych na nowotwory dobrze reaguje na taką terapię, ale dzięki platformie Nucleai będzie można stworzyć model układu odpornościowego, aby przewidzieć, kto lepiej zareaguje na który lek. Technologia ta analizuje ogromne zestawy danych obrazów tkanek przy użyciu metod uczenia maszynowego –  w ten sposób określa cechy przestrzenne zarówno guza, jak i układu odpornościowego pacjenta.

– To niebanalne rozwiązanie złożonego problemu. Nie ma potrzeby prowadzenia mokrego laboratorium biologicznego [specjalnie zaprojektowanego, szczelnego laboratorium, gdzie można badać niebezpieczne próbki – przyp.red.]. Nasze rozwiązanie oparte na chmurze pozwala nam gromadzić ogromne ilości danych immunoonkologicznych z różnych źródeł, tworząc złożone informacje, których pojedyncza apteka lub instytut nie są w stanie wygenerować samodzielnie – podkreśla Eliron Amir, dyrektor operacyjny Nucleai.

Firma Nucleai uzyskała niedawno 6,5 ​​mln dol. finansowania od szwajcarskiej firmy biofarmaceutycznej Debiopharm Group. Obecni inwestorzy Vertex Ventures Israel i Grove Ventures Capital również wzięli udział w nowej serii finansowania, dzięki której start-up otrzymał łącznie 11,5 mln dol. Dzięki dofinansowaniu prace nad skutecznym lekiem na nowotwory znacznie przyspieszą.

– Nasze rozwiązanie opiera się wyłącznie na oprogramowaniu wbudowanym w obieg pracy badacza biomarkerów. Dzięki temu możemy je szybko skalować, aby świadczyć usługi dla dużej liczby partnerów farmaceutycznych i biotechnologicznych, a także pacjentów – przekonuje Eliron Amir.

Coface: Fala bezrobocia dopiero nadciąga

0

Największe obawy o stan polskiej gospodarki były związane z danymi za kwiecień, gdy drastyczny okazał się spadek sprzedaży detalicznej. Odbicie od dna recesji będzie jednak bardzo słabe, potrwa wiele miesięcy. Fala bankructw czeka nas w 2021 r.

Polska gospodarka powoli i stopniowo wychodzi z zapaści spowodowanej wpływem pandemii Covid-19. W pierwszej połowie roku spadek produkcji przemysłowej, a także sprzedaży detalicznej przekroczył 20 proc. Wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki wskaźniki zaczęły pokazywać mniej pesymistyczny obraz, jednak w maju sprzedaż detaliczna była niemal o 8 proc. niższa niż przed rokiem, a spadek produkcji przemysłowej sięgnął aż 17 proc.

– Drugi kwartał był prawdopodobnie dnem recesji w Polsce, kolejne miesiące okażą się prawdopodobnie już okresem poprawy, ta jednak będzie słaba i bardzo powolna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Centralnej. – W najtrudniejszym okresie największym pocieszeniem był wzrost sprzedaży online, której udział wzrósł do 12 proc.

Skutki koronawirusa najlepiej zniosła branża farmaceutyczna, ale to właśnie w handlu online tkwi nadal największy potencjał. W szczególnie trudnej sytuacji pozostanie natomiast przemysł motoryzacyjny.

– Wychodzenie z kryzysu będzie trudne ponieważ dopiero w kolejnych miesiącach będzie rosła stopa bezrobocia – wyjaśnia ekspert Coface.

Wzrost bezrobocia jest ograniczony ze względu na wprowadzone tarcze antykryzysowe. Rzeczywistą sytuacje na rynku pracy poznamy, gdy te mechanizmy ochronne przestaną działać. Nastroje konsumentów zaczną się pogarszać także ze względu na wysokość wynagrodzeń, te wprawdzie są nadal wyższe w kolejnych miesiącach, ale tylko licząc rok do roku.

Podobnie odłożone w czasie jest ogłaszanie bankructw. Jak wynika z raportu Coface dotyczącego upadłości w Polsce w I półroczu analiza statystyk upadłości i restrukturyzacji nie odzwierciedla wpływu pandemii na biznes w Polsce. Firmy w trudnej sytuacji płynnościowej niechętnie korzystały z przewidzianych prawem możliwości upadłości lub restrukturyzacji, ponieważ to pozbawiało je możliwości skorzystania ze wsparcia jakie daje tarcza antykryzysowa. Niemniej jednak wyższa liczba postępowań jest już widoczna w niektórych branżach, które ucierpiały na „lockdownie” lub które już przed pandemią odczuwały pogorszenie koniunktury. W pierwszej połowie 2020 r. upadłości i restrukturyzacje w zakwaterowaniu i gastronomii zwiększyły się ponad dwukrotnie, w produkcji artykułów spożywczych i napojów o niemal 70 proc., a w branży metalurgicznej o ponad 60 proc. Z kolei spowolnienie gospodarcze na naszych głównych rynkach eksportowych, które w obliczu pandemii przerodziło się w recesję, przyczyniło się do wzrostu postępowań wśród producentów maszyn i urządzeń ze względu na duże uzależnienie od popytu zagranicznego. Wzrost upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce będzie odnotowany z opóźnieniem. Wraz z wygasającym wsparciem dla firm oraz zakończeniem stanu epidemii odkładającym obowiązek składania wniosków upadłościowych wzrośnie liczba postanowień. Proces ten prawdopodobnie nabierze na sile w 2021 r., pomimo tego, że polska gospodarka będzie wychodzić z recesji. Jednak gdyby nie zostały wprowadzone środki wsparcia dla biznesu, liczba bankructw w latach 2020-2021 byłaby z pewnością znacznie większa.

Niemiecki przemysł znów się umacnia

W tym tygodniu ukazały się majowe wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech, gdzie nastąpił wzrost produkcji przemysłowej w zestawieniu miesiąc do miesiąca o 7,8%. Należy jednak dodać, że produkcja przemysłowa w porównaniu rocznym jest nadal o 19,3% niższa, biorąc pod uwagę korektę sezonową. Dopiero teraz okaże się, jakie szkody w dłuższej perspektywie spowodowała pandemia koronawirusa. Zamiast zamkniętych granic, obecnie firmom będzie przede wszystkim doskwierał spadek popytu, który będzie skutkiem długoterminowego pogarszania się sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw.

Pod tym względem interesujące będzie również monitorowanie rozwoju zamówień przemysłowych. W  Niemczech wzrosły one o 10,4% m/m. Czynnikiem, który stymulował ten wzrost było zmniejszenie się nerwowości na skutek częściowego zniesienia obostrzeń związanych z koronawirusem. Jednak w zestawieniu rocznym zamówienia przemysłowe są nadal o jedną trzecią niższe niż rok wcześniej.

Roksana Cicha, analityczka AKCENTA

Pieniądze na innowacje – nabór do konkursów pomagających zwalczyć epidemię

0

Nawet 300 mln zł może trafić do polskich przedsiębiorców, których działania służą w walce z pandemią. Takie rozwiązania, jak: „Szybka Ścieżka – Koronawirusy”, Dotacje na kapitał obrotowy oraz Dotacje na infrastrukturę do zwalczania COVID-19, zaprezentowali eksperci z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej podczas webinarium w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Szybka Ścieżka – samodzielnie lub w konsorcjum

Konkurs „Szybka Ścieżka – Koronawirusy”, organizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), jest skierowany do polskich przedsiębiorców i naukowców, którzy pracują lub planują prace nad diagnostyką, leczeniem i przeciwdziałaniem chorobom wirusowym. O dofinansowanie mogą się ubiegać przedsiębiorstwa realizujące projekt samodzielnie, konsorcja przedsiębiorstw składające się z maksymalnie trzech firm lub konsorcja przedsiębiorstw i jednostek naukowych (max. 3 podmioty). W tym ostatnim przypadku liderem musi być przedsiębiorstwo.  W zgłaszanym do NCBR projekcie muszą być realizowane minimum prace rozwojowe. Może on również obejmować badania przemysłowe oraz prace przedwdrożeniowe, np. zgłoszenia patentowe czy certyfikaty – ich koszty także można finansować z projektu.

Zakres tematyczny

Konkurs jest prowadzony w sprawdzonej i atrakcyjnej dla przedsiębiorców formule „Szybkiej Ścieżki”. W odróżnieniu od „głównego” konkursu programu ma zakres tematyczny, podzielony na 3 obszary. Pierwszy z nich dotyczy diagnostyki – zestawów oraz urządzeń do szybkiego wykrywania koronawirusów, przeznaczonych do użytkowania przez specjalistów. Chodzi także o pacjentów pod nadzorem specjalistycznym. Przykładowe rozwiązania, które mogą zostać opracowane w tym obszarze to np. zestaw testów diagnostycznych opartych o markery charakterystyczne dla białek koronawirusów, w szczególności SARS-CoV-2 lub robot do zdalnego i bezzałogowego pobierania próbek biologicznych u ludzi. Kolejnym obszarem są badania nad wykorzystaniem istniejących lub nowych leków, a także prace nad szczepionką. Przykładowo, potwierdzenie w fazie klinicznej skuteczności działania zarejestrowania substancji czynnych w terapii zakażeń koronawirusami. Trzeci obszar to profilaktyka – wszystkie działania prewencyjne ograniczające rozprzestrzenianie się pandemii oraz działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa biologicznego i ochrony społeczeństwa oraz wsparcie jego funkcjonowania w stanach zagrożenia epidemiologicznego. Mogą to być na przykład urządzenia do dezynsekcji obiektów lub pojazdów specjalistycznych.

Budżet i terminy

Budżet finansowanego z Funduszy Europejskich konkursu to 200 mln zł. Jest podzielony na 2 części: 75 mln zł to kwota przeznaczona na projekty realizowane w województwie mazowieckim, a 125 mln zł na pozostałe województwa. To dobra wiadomość dla firm i jednostek naukowych chcących prowadzić prace B+R na Mazowszu – w innych prowadzonych obecnie konkursach nie ma puli środków dla projektów realizowanych w woj. mazowieckim. To wyróżnik tego konkursu.

Kolejna dobra wiadomość to długi nabór wniosków o dofinansowanie. NCBR przyjmuje je aż do 31 grudnia. Dla usprawnienia procesu i skrócenia czasu uzyskania informacji o przyznaniu dofinansowania nabór został podzielony na rundy. Pierwsza już za nami, a obecnie – do 24 lipca – trwa kolejna. Kto nie zdąży złożyć wniosku w tym terminie może to zrobić do końca roku. Warto przy tym pamiętać, że w tym przypadku rozstrzygnięcia zapadną w I kwartale 2021 roku.

Dofinansowanie

Minimalna wartość projektu (kosztów kwalifikowalnych) w przypadku pojedynczego MŚP to milion złotych, a w przypadku dużych firm oraz konsorcjów 2 mln zł. Poziom dofinansowania projektu zależy od rodzaju prowadzonych prac i statusu podmiotu – na największe dofinansowania mogą liczyć jednostki naukowe (100%) i mikro- oraz małe przedsiębiorstwa (nawet do 80% w części obejmującej badania przemysłowe). Tym samym firmy zawsze muszą mieć wkład własny do projektu.

– Finansowanie jest na całkiem wysokim poziomie. Dla przykładu, mikro lub małe przedsiębiorstwo, które zaplanuje realizację badań przemysłowych może na dodatek postarać się o tzw. premię. Można ją uzyskać, jeśli firma skutecznie współpracowała z innymi przedsiębiorstwami lub jednostkami naukowymi albo zobowiąże się do rozpowszechnienia wyniku swojego projektu– mówi Agnieszka Lewandowska, kierownik sekcji w Dziale Wyboru Projektów NCBR.

Ocena wniosków

Złożone online wnioski są oceniane przez niezależnych ekspertów. Po weryfikacji kryteriów formalnych przez NCBR odbywa się ocena merytoryczna. Eksperci dokonują jej w oparciu o – uproszczone w tym roku – kryteria oceny merytorycznej.  Informacje o kryteriach i zasadach oceny są podane w przystępny sposób w dokumentacji konkursowej oraz w webinariach dotyczących tego konkursu. Dla przykładu, kryteria punktowane w konkursie to:

jest ocena merytoryczna

  • istota projektu (jego cel, metodologia badawcza i nowość rezultatów)
  • realizacja projektu (plan prac, zespół projektowy, zasoby techniczne oraz wartości niematerialne oraz prawne)
  • wdrożenie wyników projektu (prawa własności intelektualnej, zapotrzebowanie rynkowe i opłacalność wdrożenia) oraz
  • wdrożenie na terenie RP.

Inne formy wsparcia

„Szybka Ścieżka – Koronawirusy” to jeden z elementów oferty dotacyjnego wsparcia w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Kolejnym są dotacje na infrastrukturę do zwalczania COVID-19 realizowane przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Celem konkursu jest dofinansowanie przedsiębiorstw w zakresie utworzenia lub rozwoju infrastruktury, która będzie służyć do testowania i przygotowania do masowej produkcji produktów wykorzystywanych do zwalczania pandemii. Nabór prowadzony jest od 8 czerwca do 31 lipca br. Wnioskodawcami mogą być przedsiębiorstwa –budżet konkursu wynosi 100 mln zł. Realizacja projektu powinna zakończyć się w terminie do 6 miesięcy od dnia udzielenia pomocy.

– To co wyróżnia to działanie spośród innych, które są w ofercie Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój to stosunkowo wysoka intensywność pomocy. Bazowa to 75% kosztów kwalifikowalnych. Jednocześnie może być ona zwiększona o 15 punktów procentowych, jeżeli projekt zostanie zakończony w terminie 2 miesięcy od dnia udzielenia pomocy – mówi Łukasz Małecki, Departament Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju.

Kosztami kwalifikowalnymi mogą być m.in.:  nabycie nieruchomości zabudowanych i niezabudowanych, nabycie albo wytworzenie środków trwałych wraz z kosztem instalacji i uruchomienia, nabycie robót i materiałów budowlanych czy nabycie wartości niematerialnych i prawnych w formie patentów, licencji, know-how oraz innych praw własności intelektualnej. Kwalifikowalne są koszty poniesione po 31 stycznia 2020 roku. Dopuszcza się rozpoczęcie projektu przed dniem1 lutego 2020r., o ile kosztami poniesionymi po tym terminie są dodatkowe związane z działaniami przyspieszającymi realizację projektu lub rozszerzeniem jego zakresu.

W skład instrumentów pomocowych POIR wchodzą również Dotacje na kapitał obrotowy, obsługiwane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Celem tego konkursu jest dofinansowanie projektów, które pomogą utrzymać płynność finansową średnim przedsiębiorstwom dotkniętym negatywnymi skutkami wystąpienia pandemii COVID-19. To wsparcie dla sektora MŚP w ramach Funduszowego Pakietu Antywirusowego, które stanowi uzupełnienie oferty rządu w ramach Tarczy Antykryzysowej. Finansowanie można przeznaczyć na zaspokojenie bieżących, pilnych potrzeb przedsiębiorstwa w max. 3-miesięcznym okresie jego funkcjonowania.