Zmieniać czy udawać, że się zmienia – Jacek Chmiel, Dyrektor Avenga Labs

Refleksje na temat sił prowadzących do zmiany w systemach IT w kontekście transformacji cyfrowej.

Zastanawiamy się nad możliwością przeprowadzenia transformacji cyfrowej. Szukamy sposobów na modernizację dotychczasowych systemów. Jaką drogę należy obrać, wychodząc naprzeciw nowym oczekiwaniom klientów? Czy nadszedł czas na przeprojektowanie starszych aplikacji, aby wypełnić lukę pomiędzy obecną ofertą biznesową a wymaganiami rynku? Czy też najlepszym rozwiązaniem jest wdrożenie innowacji? Zacznijmy od nowoczesnego podejścia do rozwoju systemów IT.

Podejście produktowe

Zmiany w IT dotyczą nie tylko technologii, ale również procesu inwestycyjnego. Kończą się czasy, kiedy wdrożenie jakiegoś projektu IT oznaczało huczne zakończenie pewnej fazy,  szkolenie dla użytkowników oraz borykanie się z nieuniknionymi problemami na początku funkcjonowania nowego rozwiązania, które jednak były szybko rozwiązywane. Następnie nadchodził okres utrzymania systemu, charakteryzujący się stałą, ale niewielką ilością pracy, aby usunąć błędy i zapewnić niewielkie ulepszenia wraz z upływem czasu.

W minionych czasach (>10 lat temu) taki właśnie stosowano model działania – coś zostało stworzone, musiało być „serwisowane” i utrzymywane, ale w zasadzie cała koncepcja sprowadzała się właśnie do takiego ramowego podejścia. Opracowane rozwiązanie miało funkcjonować do czasu rozpoczęcia kolejnego projektu, którego zadaniem było dodanie znacznej liczby nowych funkcjonalności lub do czasu zdezaktualizowania się starych systemów przy założeniu, że nowy system będzie musiał być stworzony całkowicie od zera (koszt wprowadzenia zmian przewyższał koszt pracy od podstaw, a stary system mógł być wykorzystany jako źródło niektórych wymagań i danych do migracji).

Czy jest ktoś, kto nie słyszał opowieści o jednym z tych ‘starożytnych’ systemów, którego nikt nie miał odwagi dotknąć, chyba że przestanie działać? Było to spowodowane tym, że nikt nie traktował go poważnie jako produktu, ale raczej jako coś skończonego, co powstało dawno temu; innymi słowy, coś, co będzie służyło do celów biznesowych, dopóki nie przestanie działać.

Nowe podejście traktuje system jako produkt, który jest zawsze gotowy, aby spełniać swój cel biznesowy, jest stabilny, bezpieczny i wydajny, ale zawsze znajduje się w fazie rozwoju. Tempo zmian jest znacznie większe niż w tradycyjnym trybie tzw. „low maintenance”, dlatego jesteśmy w stanie dostarczać nowe funkcjonalności i regularnie dostosowywać systemy do nowych realiów i potrzeb.

Tradycjonaliści nie lubią tego podejścia, ponieważ brakuje im korporacyjnego stylu „Kiedy to zostanie zrobione?” z lat 90-tych, ponieważ obecnie nigdy de facto nie mamy do czynienia z  zakończeniem prac, chyba że chcesz wypaść z gry. Ale jaka jest wartość biznesowa takich działań? Wartość ta polega na tym, że takie podejście pozwoli  na znacznie dłuższą pracę Twojego produktu bez konieczności przekreślania go jako starego systemu, którego lepiej nie dotykać.

Odpowiednie przygotowanie architektury mikrousług, chmury i DevOps pomaga w ciągłym dostosowywaniu systemu i w jego integracji z resztą infrastruktury.

Moment, kiedy trzeba będzie stworzyć nowe rozwiązanie lub nowy produkt, w końcu nadejdzie, ale znacznie później niż w tradycyjnym podejściu projektowym.

Czynniki przyczyniające się do zmian

Konkurencja

Nic tak nie zachęca do zmian jak konkurencja. Pamiętam organizacje, które były zadowolone z wdrożenia nowego systemu biznesowego, podczas gdy zespół projektowy był trochę wyczerpany po ostatnim sprincie przed uruchomieniem. Wszyscy od razu zaczęli marzyć o spokojnym, relaksującym okresie, ponieważ nadszedł czas na zmiany. Tymczasem wyścig dopiero się zaczynał. Konkurenci byli jeszcze bardziej zmotywowani, aby nas dogonić, lub mogli nawet szybko zostawić nas w tyle pod względem wydajności i doświadczenia, które zaoferują swoim klientom i zespołom operacyjnym.

Możesz swoim nowym systemem po prostu włożyć kij w gniazdo os, więc jeśli myślisz, że już skończyłeś… to tak naprawdę dopiero zacząłeś!

Zmiany środowiska biznesowego

Zmiany w środowisku biznesowym widać na każdym kroku.

Pierwsza fala transformacji cyfrowej miała na celu umożliwienie klientom i partnerom biznesowym zakupu produktów i usług za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Kolejna fala zminimalizowała koszty obsługi klienta dzięki możliwościom samoobsługi poprzez lepszą współpracę z partnerami biznesowymi, co było możliwe dzięki dobrze wdrożonej ekonomii API.

Można zrobić wiele dobrego dla swojej firmy, ulepszając rozwiązania cyfrowe, z którymi mają do czynienia klienci lub partnerzy, ale nie można przy tym zaniedbywać systemów back-end, które wspierają Twój biznes.

Prawdziwa cyfrowa transformacja zachodzi nie tylko na widocznej, interaktywnej, ale także na poziomie kluczowych systemów firmy. Jeśli takiej kompleksowej transformacji nie przeprowadzi się szybko, to stare systemy backendowe staną się wąskim gardłem w rozwoju firmy i spowodują, że cyfrowa transformacja utknie w miejscu.

Zmieniają się wszystkie środowiska biznesowe, nie tylko te, które mają bezpośrednią styczność z konsumentami.

Zmiany technologiczne

Zaawansowane technologie nigdy nie stoją w miejscu. Niektóre z nich wydają się być z nami od zawsze (Java, DotNet, relacyjne bazy danych), podczas gdy inne pojawiły się stosunkowo niedawno (front-end), a wiele jest nawet efemerycznych.

Nawet jeśli wybierze się odpowiedni stos technologii i zestaw narzędzi, to niektóre z tych elementów będą musiały być w końcu wymienione, a im później się to zrobi, tym gorzej dla produktu. Zmiany są nieuniknione i powinny być częścią rozwoju produktu.

Nawet jeśli zastosowana technologia nie zniknie, to pewnie będzie dostępna znacznie lepsza alternatywa, oferująca lepsze doświadczenie deweloperskie, funkcje i będzie lepiej dostosowana do przyszłych wyzwań. Warto dać jej szansę.

Ludzie i procesy

Firmy łączą się, dzielą i zmieniają modele biznesowe, rynki, produkty i usługi, a także ludzi, struktury organizacyjne i procesy. Zmiany zachodzą cały czas. Nowa osoba zawsze chce wprowadzać zmiany, ponieważ przyszła specjalnie w tym celu, by przekształcić biznes, a nie utrzymywać status quo.

Ponadto pracownicy o długim stażu pracy także dostrzegą ograniczenia obecnych rozwiązań dla ich efektywności biznesowej. Trwanie przy starym może ich zdemotywować, a jeśli odmówi się im możliwości wpływania na produkty i systemy, to pójdą do konkurencji ze swoimi pomysłami na wprowadzenie udoskonaleń.

Czynniki wstrzymujące zmiany

Jeśli coś działa – nie naprawiaj tego

Jest to prawdopodobnie najpoważniejszy czynnik blokujący zmiany. Obecny system może być stary, niefunkcjonalny i wymagający wsparcia dziesiątek arkuszy programu Excel i ręcznych poprawek, ale w końcu jest i działa, a koszt jego utrzymania jest niski (a przynajmniej tak się wydaje na papierze w systemie sprawozdawczości finansowej).

Stary system stanowi istotny problem spowalniający rozwój firmy i chociaż koszty jego dalszego utrzymania mogą nie być aż tak dobrze widoczne, jak koszty wprowadzenia zmian, nie znaczy, że ich nie ma.

System może już nawet nie działać, ponieważ realizowany model biznesowy tak bardzo odbiega od funkcjonalności startego systemu, że ten przypomina starożytny drewniany kalkulator, którego większość funkcji nie jest już używana. Staje się on niepotrzebnym dowodem na to, jak firma funkcjonowała pięć czy dziesięć lat temu.

Hipokryci

Zmiany zawsze niosą ze sobą ryzyko, które zwykle rzeczywiście istnieje, ale często jest wyolbrzymiane, ponieważ każdy lubi zmiany, o ile nie dotykają go osobiście.

Bardzo często ludzie narzekają na istniejący system i głośno opowiadają się za wprowadzeniem zmian, ale kiedy przychodzi godzina zero i należy rozpocząć wszystko od nowa, to nagle okazuje się, że to właśnie stary system ma jakąś przydatną cechę, a nowy nie itp. Najważniejsze jest, by zdiagnozować realny problem i znaleźć jego rozwiązanie zanim będzie za późno. Nie zawsze jest tak, że ci głośniejsi i bardziej sfrustrowani stanowią najlepszych doradców.

Historie o zamierzchłych czasach

Winę za ten stan rzeczy ponoszą również sprzedawcy i wewnętrzne zespoły odpowiedzialne za realizację projektów. Składają oni zbyt wiele obietnic bez pokrycia, co sprawia, że ludzie stają się bardziej ostrożni, a nawet przejawiają nielogiczne zachowania w stosunku do nowego systemu: na przykład demonizując jego początkową niestabilność lub konieczność oduczenia się swoich starych, wygodnych przyzwyczajeń.

Presja cenowa sprzyja wojnom cenowym, co może prowadzić do wyboru najtańszego dostawcy, który może nawet nie dysponować odpowiednimi kompetencjami albo nie rozumieć złożoności projektu, przez co oferuje niższą cenę.

Wdrażanie nowego systemu nie musi oznaczać turbulencji, jak bywało w przeszłości. Odpowiedni partner gwarantuje dużo bardziej płynne wdrożenie zmian.

Imposybilizm

Projekt niemożliwy do zrealizowania? Nikt tak naprawdę go nie chce, za duże ryzyko, za wysokie koszty i co za ulga… właśnie został odwołany!

Ale co wtedy, jeśli konkurencji uda się go wdrożyć, bo jej obawy pozwoliły opracować odpowiednie zarządzanie ryzykiem zamiast snucia wizji porażki? Czy wtedy niemożliwe stanie się możliwe?

Ewolucja czy rewolucja

Są chwile, kiedy trzeba zrobić milowy krok i to już w tym momencie, bo w przeciwnym razie konkurencja pozostawi nas daleko w tyle. Bardzo często takie kroki są nieplanowane, nieujęte w budżecie ani w rocznym planie wydatków na IT.

Teraz zwycięzcami są na przykład sklepy, które umożliwiają zakup swoich produktów online lub firmy ubezpieczeniowe i banki, które dają klientom dostęp do swoich usług przez Internet. W dzisiejszych czasach jest to oczywiste i proste: kto nie posiada kanału cyfrowego, ten wyraźnie przegrywa. Istnieje jednak wiele przykładów firm, które albo zaspały (mniej prawdopodobne), albo widziały za dużo przeszkód, wykonać odważny ruch (bardziej prawdopodobne).

Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w trakcie rewolucji mobilnej. Zwykliśmy wtedy słyszeć: „Nie, ludzie nie będą chcieli tego używać na swoim smartfonie, ekran jest za mały i nic nie jest w stanie pobić klawiatury i myszy” i co się stało? Klienci przenieśli się do konkurencji, która pozwoliła im cieszyć się niesamowitym mobilnym doświadczeniem klienta.

Potrzebujemy ewolucji, a nie rewolucji. Ile razy wszyscy to słyszeliśmy? Być może to prawda w większości sytuacji, ale nie jest to uniwersalne rozwiązanie pozwalające na dostosowanie się do nowych realiów biznesowych.

Niedostrzeganie istotnego trendu, ponieważ „wszyscy są zbyt zajęci swoją obecną działalnością” jest wciąż zbyt powszechnym zjawiskiem. Rewolucja może zaatakować niespodziewanie. Wtedy jeśli nie będziesz jej częścią, to padniesz jej ofiarą.

Autor: Jacek Chmiel, Dyrektor Avenga Labs

Działy IT szykują się na kolejne ataki. Praca zdalna poważnym wyzwaniem bezpieczeństwa

Ponad 18 milionów ataków dziennie i 1,6 miliarda ataków w ciągu 3 miesięcy pandemii COVID-19. Wg najnowszego badania firmy Check Point dotyczącego zmian w organizacji pracy aż 75% specjalistów IT i bezpieczeństwa sieciowego obawia się dalszego wzrostu liczby cyberataków.

Na początku 2020 r. globalna pandemia spowodowana rozprzestrzenianiem się choroby COVID-19 całkowicie odmieniła nasze życie. Dobrze prosperujące organizacje zostały nagle sparaliżowane, a obecnie szukają sposobów na odzyskanie swojej wcześniejszej sprawności działania.

Wyniki badania, przeprowadzonego wśród 271 specjalistów IT i bezpieczeństwa, wyraźnie wskazują na rosnące zagrożenie i obawy o utratę poufnych danych przez organizacje pracujące w większości przypadków za zasadzie pracy zdalnej – zwracają uwagę autorzy raportu z firmy Check Point. Większość badanych (86%) stwierdziło, że największym wyzwaniem działów IT podczas pandemii było przejście na tzw. home office prawie wszystkich pracowników. W opinii specjalistów największymi problemami związanymi z bezpieczeństwem cybernetycznym były: utrzymanie bezpiecznego zdalnego dostępu za pomocą VPN (62% respondentów), zabezpieczanie punktów końcowych i sieci domowych (52%) oraz zapobieganie atakom socjotechnicznych (47%).

Teraz – po okresie pandemii – nowa rzeczywistość przyniesie częściowy powrót pracowników do biur. 75% ankietowanych zwraca uwagę, że biura otwarte będą jedynie dla ograniczonej części pracowników. Eksperci podkreślają jednocześnie, że obecnie pracownicy pracują w domu przeciętnie 4 dni w tygodniu, co oznacza, że luki i zagrożenia związane z pracą zdalną będą utrzymywać się przez długi czas.

Choć 65% respondentów stwierdziło, że ich firma blokuje nieautoryzowane komputery PC przed dostępem do korporacyjnych sieci VPN, tylko 29% wdraża zabezpieczenia punktów końcowych na domowych komputerach pracowników, a jedynie niewiele ponad jedna trzecia przeprowadza kontrole zgodności. Co więcej, zaledwie 42% specjalistów twierdzi, że ich firma inwestuje w szkolenia z zakresu bezpieczeństwa cybernetycznego. To pokazuje, jak bardzo mogą być narażone organizacje na cyberataki piątej generacji, których celem są zdalni pracownicy pracujący z domu.

Ośmiu na dziesięciu managerów działów IT uważa, że priorytetem bezpieczeństwa w nowej rzeczywistości jest zwiększenie bezpieczeństwa i zapobieganie atakom, z powodu elastycznej pracy zdalnej. 43% respondentów stwierdziło, że planuje wdrożyć mobilne rozwiązania bezpieczeństwa, a 39% planuje konsolidację swoich zabezpieczeń, aby wyeliminować tzw. „martwe punkty”.

Dla ponad 3/4 ankietowanych największym wyzwaniem w najbliższym roku będzie wzrost ataków cybernetycznych, zwłaszcza ataków phishingowych i inżynierii społecznej. Połowa stwierdziła, że problemem są ataki na domowe punkty końcowe, a w dalszej kolejności ataki na urządzenia mobilne pracowników (33%).

– Organizacje musiały prawie z dnia na dzień zrestrukturyzować swoje sieci i zasady bezpieczeństwa, aby zareagować na pandemię Covid-19, co sprawiło, że pojawiła się nowa przestrzeń do cyberataków oraz nowe możliwości dla cyberprzestępców – powiedział Rafi Kretchmer, wiceprezes ds. marketingu produktów w Check Point Software Technologies.  – Teraz, gdy przechodzimy w nową rzeczywistość, z nowymi sposobami działania, organizacje muszą zlikwidować luki w zabezpieczeniach i zabezpieczyć swoje sieci, od domowych komputerów i telefonów komórkowych pracowników po centrum danych przedsiębiorstwa, z holistycznym podejściem, kompleksowa architektura bezpieczeństwa. Pandemia Covid-19 może zanikać, ale wywołana przez nią pandemia cyberprzestępczości pozostanie. Jednak dzięki właściwemu podejściu do bezpieczeństwa możemy zapobiec atakom powodującym powszechne szkody i zakłócenia.

Logistyka miejska oczami ekspertów

Powszechnie uważa się, że format logistyki miejskiej jest ostatnim etapem dystrybucji towarów do obszarów miejskich. Prawda jest jednak taka, że pojęcie to jest na tyle szerokie, że może stanowić pierwszy i ostatni element łańcucha dostaw.

City logistics od podstaw

Cechy charakterystyczne obiektów tego formatu to wielkość magazynu, zazwyczaj oscylująca pomiędzy 3000 a 7000 metrów kwadratowych. Charakter obiektu to zwykle stand alone lub mały park. Zazwyczaj znajduje się on maksymalnie 30 minut od centrum aglomeracji i obsługuje wyłącznie rynek lokalny, co odróżnia go od dużych centrów dystrybucyjnych i cross-docków. Obiekty city logistics przygotowane są do pracy wielu najemców jednocześnie, a standard biur jest zazwyczaj wysoki. Na rozwój tego formatu wpłynął w dużym stopniu rozwój branży e-commerce.

Dlaczego logistyka miejska?

Największą przewagę tego formatu stanowi fakt, że właściwa lokalizacja jest kluczowa w łańcuchu dostaw. Koszty transportu stanowią bowiem 50% kosztów logistyki. Rosnące oczekiwania konsumentów, co do terminowości i jakości dostawy, zwiększają nieefektywność ostatniej mili, a co za tym idzie, wpływają na wzrost kosztów związanych z transportem. Ich zmniejszenie powinno być celem każdej strategii ostatniego połączenia. Obiekty city logistics są atrakcyjne dzięki przystępnym lokalizacjom, pozwalającym na ograniczenie kosztów związanych z transportem – zaznaczył Maciej Szczepański z Cushman & Wakefield.

Największym atutem obiektów city logistics jest możliwość ograniczenia kosztów ostatniej mili. Według badań Cushman & Wakefield przeprowadzonych w Paryżu każde 10 minut średniego dystansu trasy od magazynu miejskiego skutkuje oszczędnościami nawet 1 miliona dolarów rocznie w całkowitych kosztach dostawy (źródło: TLLC Model, Cushman & Wakefield & P3 Logistics Parks).

W panelu dyskusyjnym udział wzięli zaproszeni goście: Maciej Krawiecki, Head of Leasing z firmy 7R, która w projekcie City Flex Last Mile Logistics jako pierwsza na rynku zaoferowała powierzchnię w formacie logistyki miejskiej, oraz Sebastian Danek, Dyrektor ds. Transportu w sieci marketów RTV EURO AGD, która aktywnie korzysta z tego rodzaju nieruchomości magazynowych.

Trend rozwoju magazynów miejskich na świecie obserwujemy już od kilku lat i jako pierwszy deweloper magazynowy w Polsce wprowadziliśmy w 2018 r. na rynek ofertę 7R City Flex Last Mile Logistics. Pandemia COVID-19 pokazała, że wiele firm musi przemodelować swoje łańcuchy dostaw szybciej niż planowały, aby utrzymać ciągłość operacji. Magazyny ostatniej mili, zlokalizowane blisko centrów miast, odgrywają znaczącą rolę w zachowaniu elastyczności biznesu i realizacji dostaw typu „Same Day Delivery” oraz niezachwianej dystrybucji dóbr pierwszej potrzeby. W Stanach i Wielkiej Brytanii, gdzie bardzo trudno o grunty w strefie miejskiej, deweloperzy coraz częściej decydują się na projekty brownfield, adaptujące np. centra handlowe w magazyny ostatniej mili. Widać także duży popyt wśród inwestorów na tego typu aktywa. Na przełomie roku 2019 i 2020 sprzedaliśmy kolejno trzy projekty City Flex do SEGRO European Logistics Partnership. Prognozujemy, że wielki boom na magazyny miejskie jeszcze przed nami. – zaznacza Maciej Krawiecki, Head of Leasing w 7R.

RTV EURO AGD rozwija się bardzo dynamicznie i w związku z tym inwestuje w rozbudowę infrastruktury. Szybkie, sprawne i terminowe dostawy są kluczowe w naszej branży, zwłaszcza teraz, w dobie rosnącej popularności zakupów online. Dobrze dopasowana infrastruktura magazynowa w odpowiedniej lokalizacji przekłada się na komfort i bezpieczeństwo pracy, a przede wszystkim na jakość procesów, ich elastyczność i efektywność. To bardzo ważne kwestie, bo od nich zależy wysoki poziom serwisu logistycznego zapewnianego naszym klientom – dodaje Sebastian Danek, Dyrektor ds. Transportu w RTV EURO AGD.

Skutki epidemii: Polacy chcą mieszkań z tarasem lub domu za miastem

Trendy mieszkaniowe zmieniają się bardzo dynamicznie, a wpływ epidemii widać gołym okiem. Na początku roku domu poszukiwało do 35% użytkowników najpopularniejszego portalu nieruchomościowego w Polsce, po ogłoszeniu pandemii była to już połowa. W maju zauważono też znaczne wzrosty zainteresowania w segmencie mieszkań z tarasem (+67%), mieszkań z ogrodem (+68%) i nieruchomości z balkonami (+30%). Jak zmieniły się oczekiwania Polaków dotyczące mieszkań i przestrzeni publicznej w trakcie pandemii? Czy wszyscy będziemy szukać azylu za miastem lub mieszkania z ogródkiem i balkonem?

Od około dwóch miesięcy obserwujemy zdecydowany wzrost chęci zakupu domu, która dochodzi obecnie do 45%, podczas gdy zainteresowanie kupnem mieszkania bez dodatkowej przestrzeni, takiej jak balkon, taras czy ogródek spadło do poziomu 30%. Może to oznaczać, że osoby poszukujące zdały sobie sprawę, jak istotna jest większa przestrzeń i bliższy kontakt z naturą. Znaczenie może mieć również to, co za oknem. Widok zieleni, szersza perspektywa, a może czystsze powietrze – uważa Jarosław Krawczyk z Otodom.

Świat się teraz zmienia. Zdaliśmy sobie sprawę, że jak nie ten wirus, to inny. Nie wiemy też, jak długo potrwa izolacja, dlatego potrzeba posiadania własnej przestrzeni jest bardzo silna i będzie długotrwała. W związku z tym działki, mieszkania z tarasem czy przestrzennym balkonem, domy, to te nieruchomości, którymi zainteresowanie będzie wzrastało – przyznaje Marta Rybicka z agencji badawczej IQS podczas spotkania Otodom.Live, będącego cyklem spotkań z ekspertami, omawiającymi kondycję branży nieruchomości i nie tylko w dobie pandemii.

Czy w związku ze zmianami w myśleniu Polaków, większą tendencją do przenoszenia się do domów i mieszkań z ogrodami, na obrzeżach miast, przyzwoleniem na pracę zdalną, centra miast się wyludnią?

Ciężko o tym z pełnym przekonaniem mówić na tym etapie. Musimy pamiętać o aspektach ekonomicznych, które mocno będą wpływać na plany i marzenia mieszkaniowe Polaków. Może się bowiem okazać, że ze względów finansowych się one nie ziszczą. W związku z tym zostaniemy tam, gdzie nas pandemia zastała. Ale to wcale nie jest zła opcja, bo dzięki temu będziemy w stanie zadbać o to, co wokół nas i np. zatroszczyć się o większą ilość zieleni czy ławek na własnym podwórku. To doświadczenie pandemii zmienia nasze oczekiwania względem przestrzeni, w której już żyjemy. Ingeruje ono również w poczucie małej wspólnoty, która wielokrotnie właśnie w dobie kryzysu się objawia i umacnia – dodał Filip Springer, reportażysta.

Nie zawsze wzrosty

Po wielu tygodniach wzrostów musiał przyjść moment pewnej stabilizacji. Byliśmy świadkami kilkuprocentowych spadków na giełdach i surowcach.

PKB w strefie euro

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu PKB w strefie euro. Technicznie jest to spadek PKB, ale lata doświadczeń przyzwyczaiły nas, by parametr ten nazywać wzrostem, a nie zmianą PKB. W ciągu roku jest to redukcja o 3,1%. To delikatnie mniej niż oczekiwali analitycy, ale patrząc na dokładność prognoz na obecnym rynku można ją określić jako zgodną z oczekiwaniami. Przed tymi danymi euro słabło względem dolara, jednak po ich opublikowaniu zaczęło od razu odrabiać te straty.

Korekta na rynkach

Po wielu dniach wzrostów na rynkach giełdowych i surowcowych przyszedł czas na korektę. W dół poszły zarówno główne indeksy giełdowe jak i surowce. Niemiecki DAX zaliczył dzisiaj 2% spadek. Podobnie zachował się francuski CAC. Mniejsze spadki widzieliśmy na polskim WIG-u, aczkolwiek polski parkiet wolniej odbijał się po marcowym spadku, niż główne europejskie parkiety. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku surowców. Ropa naftowa od wczorajszego szczytu z 43 dolarów spadła do 40 dolarów za baryłkę.

Co ze stopami procentowymi w Polsce?

Wraca temat kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce. Zdaniem części analityków lipcowe posiedzenie, jeżeli sytuacja gospodarcza się nie poprawi, może być początkiem eksperymentu z ujemnymi stopami procentowymi w Polsce. Taka decyzja spowodowałaby prawdopodobnie negatywny bodziec dla kursu złotego względem walut obcych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Postępująca suburbanizacja może przyczynić się do rozwoju zielonej energii

Obecnie w Polsce mamy do czynienia z największą w historii falą przesiedlania się mieszkańców miast na tereny podmiejskie[1]. Efekty tego zjawiska można mnożyć – zarówno te negatywne, jak i pozytywne. Jednakże w dobie suszy i nacisków Unii Europejskiej na zieloną transformację energetyczną, można dostrzec nową szansę na ekologiczną produkcję prądu. Jest nią współpraca nowych mieszkańców terenów podmiejskich oraz rolników i hodowców, którzy zamieszkują te tereny od wielu lat. Wydawać by się mogło, że energetyka nie jest domeną gospodarstw rolnych, a korzyści dla nowych domów rodzinnych nie są oczywiste. Jednakże istnieje rozwiązanie, które usprawni symbiozę tych dwóch grup społecznych i może zauważalnie zmniejszyć emisje CO2. Rozwiązaniem, o którym mowa są biogazownie rolnicze.

Sytuację skomentowała Anita Bednarek, kierownik ds. Energii w Goodvalley, podczas Webinarium BMP: Własne Źródła Energii„Biogazownie zazwyczaj są instalacjami kogeneracyjnymi, czyli wytwarzają równocześnie prąd i energię cieplną. Na ten moment w 8 biogazowniach Goodvalley o mocy 7,4 MWe wytwarzamy rocznie ok. 54 GWh energii elektrycznej, co wystarczyłoby do zaopatrzenia ok. 17.000 gospodarstw domowych.” Zaopatrzenie takiej ilości domów wymaga jednak stworzenia odpowiedniej sieci dystrybucyjnej. Jednakże, tego typu inwestycje przynoszą wymierne korzyści – szczególnie dla środowiska. „Dzięki biogazowniom udało nam się zredukować w 2019 r. ok. 250.000 ton emisje CO2. Odpowiada to rocznej emisji spalin z ponad 80.000 samochodów osobowych. Na ten moment jest to jedynie przewidywanie przyszłości, ale jeśli doszłoby do sytuacji, w której rolnicy współpracowaliby w tym zakresie z mieszkańcami peryferii miast, to doszłoby do rewolucji w obszarze Odnawialnych Źródeł Energii. W tym aspekcie mogą być pomocne w sposób szczególny przepisy dot. spółdzielni lub klastrów energetycznych, których działalność mogłaby znacząco zoptymalizować ten model współpracy z korzyścią dla obu stron ” – dodaje ekspertka.

Kwestią, która budzi obawy lokalnych społeczności w kontekście biogazowni jest obawa o nieprzyjemny zapach, który może wydzielać się w procesie fermentacji w biogazowniach. Z drugiej strony rozwój technologii zagwarantował nowe rozwiązania, które zmieniają sytuację. „Biogazownie są szczelnie zamkniętymi instalacjami, a dzięki procesowi odgazowania wykorzystywanej w nich biomasy dochodzi do znaczącej redukcji zapachów towarzyszących nawozom odzwierzęcym i innym produktom odpadowym. Mówi się, że dzięki biogazowniom odór jest redukowany o ok. 80%. Dzięki temu woń przefermentowanej biomasy, stosowanej na polach jako nawóz organiczny, jest mniej uciążliwa niż zapach surowych substratów z produkcji rolnej lub z przetwórstwa rolno-spożywczego. Dodatkowo, biogazownie są z reguły budowane w znacznej odległości od miejsc zamieszkania. Naszym zadaniem jest teraz przekonanie obu grup społecznych do współpracy, a także doprowadzenie do ustabilizowania systemu wsparcia OZE, ponieważ w przeciągu ostatnich lat był on bardzo zmienny. Warto dodać, że biogazownie nie są najtańszym źródłem energii, przede wszystkim z uwagi na rozbudowaną technologię, jednakże zalety ich funkcjonowania są tak duże, że prędzej czy później musi to zostać dostrzeżone i przełożyć się na efekt ekologiczny.” – podsumowuje Anita Bednarek.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/inne-opracowania-zbiorcze/atlas-demograficzny-polski,28,1.html

Tavex uruchomił szybkie przekazy na Ukrainę

Firma Tavex od maja tego roku uruchomiła przelewy pieniężne do naszego wschodniego sąsiada. Ukraina jest ósmym krajem, do którego doręczana jest gotówka w ramach usługi TavexWise. Wcześniej z Polski możliwe były przekazy do Bułgarii, Danii, Finlandii, Norwegii, Szwecji oraz do Estonii i Łotwy.

Tavex oferuje przekazywanie środków pieniężnych w swoim oddziale oraz ich odbiór w dowolnej filii PrivatBanku na Ukrainie. Możliwe jest również wysłanie gotówki na kartę. Ponadto, za pośrednictwem rozwiązań Spółki można dokonać transakcji wymiany ponad 50 walut. Co jest dużym udogodnieniem zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla firm.

Rozwiązanie TavexWise z powodzeniem konkuruje z tradycyjnymi systemami bankowym. Pozwala na proste i szybkie – nawet w ciągu 5 minut – przekazanie gotówki do innego kraju. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu nowoczesnej, wewnętrznej sieci informatycznej.

Usługa TavexWise została zaprojektowana z myślą o osobach i organizacjach, które chcą w możliwe jak najkrótszym czasie przekazać środki pieniężne za granicę bez ponoszenia wysokich opłat. Przy czym cenią sobie jakość obsługi, indywidualne podejście do klienta oraz doświadczenie – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Uruchomienie przekazów na Ukrainę to krok w stronę rozszerzania naszego zasięgu o kolejne rynki. Jest to także udogodnienie dla kilkuset tysięcy obywateli tego kraju, którzy na co dzień pracują w Polsce, ale swoje zarobki przesyłają do ojczyzny – dodaje.

Pośrednicy finansowi w dobie koronawirusa, czyli o wpływie pandemii COVID-19 na branżę pośrednictwa finansowego

Ekonomiści i eksperci rynku finansowego prześcigają się w tworzeniu analiz mówiących o tym, jakie skutki w dłuższej perspektywie czasowej będzie mieć dla biznesu i konsumentów w Polsce kryzys związany z pandemią COVID-19. Jedni optymistycznie przekonują, że przedsiębiorcy szybko nadrobią straty. Z kolei inni są zdania, że czeka nas kilkuletnia recesja. Kto ma rację? Czas pokaże. To, co jest pewne – część firm działających w branżach (m.in. gastronomia, transport, turystyka), które z powodu obostrzeń ucierpiały najbardziej, nie powróci już na rynek. Wzrost bezrobocia w Polsce także jest już faktem. Jak na te kwestie patrzą podmioty z branży pośrednictwa finansowego, które mają bezpośredni wgląd w sytuację finansową, zarówno sektora B2B, jak i B2C? Czy ostatnie tygodnie zmieniły sposób funkcjonowania pośredników finansowych, z usług których korzysta wielu Polaków. Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajduje się
w komentarzu Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF).

Wpływ kryzysu na branżę pośrednictwa finansowego: nie jest źle, gorsze czasy dopiero przed nami

W branży pośrednictwa finansowego, tak jak w innych sektorach, rzeczywiste skutki kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 będzie można dopiero poznać za kilka tygodni, może miesięcy. Jednak spadek napływu nowych wniosków kredytowych w biurach pośredników jest faktem. Ta tendencja zdecydowanie przybierze na sile w II i III kwartale.

– W związku z tym, że wybuch pandemii COVID-19 miał miejsce pod koniec I kwartału, nie miała ona jeszcze odzwierciedlenia w wynikach sprzedażowych ZFPF w tym okresie. Wartość kredytów hipotecznych, udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF, była bardzo wysoka i wynosiła 8,2 mld zł. To drugi najwyższy wynik w historii (po III kw. 2019 r.), ale jednocześnie trzeba przyznać, że na jego powtórzenie będziemy musieli długo czekać, bo z pewnością w II kwartale ten wynik będzie zdecydowanie niższy. Z kolei tendencje spadkowe obserwujemy już od marca w pozostałych kategoriach – kredytach gotówkowych (spadek o 12 proc. kw./kw.) i firmowych (spadek o 14 proc. r/r).

Z jednej strony jest to wynik działania banków – te obawiając się spowolnienia gospodarczego, już wcześniej zaostrzały kryteria, na podstawie których udzielają kredytów. Z drugiej, sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem skłoniła banki do jeszcze „agresywniejszej” polityki względem klientów. Ograniczona została m.in. dostępność do kredytów dla tych firm, których przyszłość w związku z obecnym kryzysem według banków jest niepewna. W przypadku kredytów gotówkowych, konsumentów oprócz nowych, surowszych kryteriów czekały również ograniczenia w postaci przepisów nakazujących zwrot części prowizji w przypadku przedterminowej spłaty pożyczki. Dlatego trzeba przyznać, że wartość finansowania udzielonego przy wsparciu naszych ekspertów we wszystkich kategoriach sprzedażowych w kolejnym kwartale będzie znacznie niższa. To, jaki będzie to spadek, w dużej mierze zależeć będzie od tego, jak długo jeszcze potrwa kryzys i jakie kroki będą dalej podejmowane przez banki – zauważa Adrian Jarosz, Prezes ZFPF, Expander Advisors.

Pośrednik w Twoim salonie i kuchni, czyli zdalna obsługa klientów

Przymusowa izolacja i inne obostrzenia wprowadzone w naszym kraju w związku z kryzysem, ograniczyły klientom fizyczny dostęp do pośredników. Ci jednak wychodząc naprzeciw aktualnym potrzebom, przeszli na zdalną formę kontaktu z klientami.

– Dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii i coraz powszechniejszemu dostępowi do Internetu, także w urządzeniach mobilnych, coraz więcej spraw związanych z finansami osobistymi i nie tylko, możemy załatwić online, bez wychodzenia z domu. W związku z tym firmy zrzeszone w ZFPF, nie miały problemów, by przejść na zdalną formę kontaktu z klientami, np. poprzez wideorozmowy, chociaż wiemy, że klienci cenią sobie osobisty kontakt z naszymi ekspertami. Do biur pośredników finansowych przychodzą po wiedzę, po konkretną pomoc, często po to, czego nie znaleźli w Internecie. Ale nowa rzeczywistość, w której się wszyscy znaleźliśmy, wymusiła na nas nowe podejście do obsługi klientów i trzeba przyznać, że ten egzamin zdaliśmy na 5 – komentuje Adrian Jarosz, Prezes ZFPF, Expander Advisors. To bardzo ważna wiadomość dla wszystkich osób, które aktualnie chcą skorzystać ze wsparcia pośredników finansowych, bowiem w świetle zaostrzania kryteriów kredytowych bez banki, ich wiedza może okazać się niezbędna. – Weźmy, chociażby pod uwagę kwestię starania się o kredyt mieszkaniowy. Eksperci finansowi wiedzą, w których bankach wciąż można uzyskać kredyt hipoteczny z 10 proc. wkładem własnym. Ich doświadczenie pozwala również podpowiedzieć, który bank udzieli finansowania osobie pracującej w określonej branży – dodaje Adrian Jarosz.

Wszystkie firmy członkowskie ZFPF już na wczesnym etapie rozwoju sytuacji przeszły na tę nową, zdalną formę kontaktu z klientami, co wymagało wdrożenia odpowiednich rozwiązań IT i poniesienia dodatkowych nakładów finansowych, co warto zaznaczyć. Dla podmiotów, które do tej pory nie wykorzystywały w codziennej pracy na szeroką skalę narzędzi do pracy zdalnej czy prowadzenia kontaktów online, było to nie lada wyzwaniem.

Kwestie wymagające osobistej wizyty klienta w biurze pośrednika, takie jak np. podpis dokumentów aplikacyjnych dla banku (w przypadku kredytu hipotecznego ta konieczność została ograniczona tylko do jednego bezpośredniego spotkania z ekspertem, w celu podpisania wniosku kredytowego), były załatwianie przy zachowaniu koniecznych względów bezpieczeństwa. W oddziałach firm pośrednictwa finansowego zostały wprowadzone środki ostrożności, by ograniczyć do minimum potencjalne rozprzestrzenianie się koronawirusa, oraz, by klienci odwiedzający pośredników czuli się bezpiecznie.

Priorytet: zachować ciągłość biznesową

W związku z tym, że niektóre firmy przeszły na zdalną formę kontaktu z klientami nawet w 50-70 proc., ograniczone zostało funkcjonowanie fizycznych placówek pośredników finansowych.

Możemy być dumni z tego, że najbardziej kryzysowym okresie wszyscy członkowie ZFPF zachowali ciągłość biznesową, a nowa organizacja pracy nie wpłynęła negatywnie na klientów. Ci przez cały czas mieli dostęp do fachowych porad i oferty pośredników. Wymagało to wiele poświęceń i dodatkowego nakładu pracy od naszych firm członkowskich. Aby zapewnić ciągłość obsługi klientów, każda z nich musiała w stosunkowo krótkim czasie przestawić się na nowy sposób funkcjonowania. Większość zespołów pracowała zdalnie. Ze względów bezpieczeństwa w oddziałach ograniczono liczbę pośredników pracujących jednocześnie na jednej zmianie. Doszły również nowe obowiązki w postaci informowania klientów o bieżącej sytuacji i przestrzegania zasadach bezpieczeństwa podczas fizycznego kontaktu z ekspertem finansowym. Praca w takich niecodziennych, stresujących warunkach może być demotywująca, ale jeżeli chodzi o pośredników finansowych, te okoliczności nie wpłynęły na jakość obsługi klientów – dodaje Adrian Jarosz, Prezes ZFPF, Expander Advisors.

Pośrednicy finansowi liczą na wsparcie banków…

Przyszła sytuacja branży pośrednictwa finansowego, to, czy popyt na usługi ekspertów finansowych utrzyma się w kolejnych kwartałach na pożądanym poziomie, w dużej mierze zależy od tego, jakie kroki będą podejmować banki. Wyzwaniem dla branży pośrednictwa finansowego będzie podejście banków do finansowania klientów w długiej perspektywie i to, czy banki będą w dalszym ciągu zaostrzać kryteria przyznawania kredytów. Kwestią, która bezpośrednio wpływa na sytuację pośredników finansowych, jest przyznawalność kredytów dla podmiotów z tzw. branż wykluczonych (te, które w największym stopniu zostały dotknięte kryzysem) i większa ilość decyzji negatywnych. Oferty banków i wytyczne procesowe znacznie się zmieniły w ostatnich tygodniach. Dotyczy to nie tylko kredytów gotówkowych i firmowych. Kolejnym grupom klientów jest coraz trudniej otrzymać również kredyt hipoteczny. Niestety, obecna nieprzewidywalność finalnych decyzji kredytowych to spory problem – przyznaje Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: 

Kwietniowy Newsletter Kredytowy BIK pokazuje, w jakim kierunku zmierzają te tendencje. W kwietniu 2020 r., w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki i SKOK-i udzieliły mniej wszystkich rodzajów produktów kredytowych zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o 48% mniej kredytów konsumpcyjnych i o 23% mniej kredytów mieszkaniowych. W przypadku kredytów konsumpcyjnych wartość finansowania przyznanego w kwietniu 2020 r. była niższa o 62%, a kredytów mieszkaniowych o 14,6%. Ta tendencja spadkowa nie jest również bez wpływu na pośredników finansowych.

Eksperci finansowi wymieniają również zmiany, jakich dokonać mogłyby banki w obszarze obsługi klientów i formalnej strony starania się o kredyt, co przyniosłoby korzyść nie tylko samym klientom, ale również usprawniłoby pracę ekspertów finansowych. Chodzi m.in. o rozszerzenie przez banki możliwości zdalnej obsługi klientów przez pośredników, usprawnienie procesów sprzedażowych poprzez akceptację podpisów zaufanych/kwalifikowanych na części niezbędnych dokumentów (zaświadczenia o zarobkach, poświadczenia notarialne, itp.).

… i na pomoc rządową dla konsumentów oraz biznesu

Kryzys finansowy wywołany COVID-19 nie sprawił, że konsumenci udali się do pośredników czy banków po dodatkowy zastrzyk pieniędzy. Oczywiście, te osoby, które utraciły znaczną część dochodów lub pracę, musiały się zadłużyć, ale główną reakcją konsumentów jest teraz czekanie i obserwacja sytuacji. Firmy także wstrzymały planowane inwestycje, które miały być sfinansowane poprzez kredyt, bo
z niepewnością patrzą w przyszłość. Przedsiębiorcy w obecnej sytuacji nie chcą brać na siebie zobowiązań, których nie będą mogli spłacić. Jak zaznacza Dominik Skrzycki, konsumenci pracujący w firmach, których kryzys finansowy nie dotkną lub są nikłe szanse, że tak się stanie w przyszłości, nie obawiają się o utratę pracy, więc aktualnie dysponują siłą nabywczą. Jednak obecna sytuacja ogólnie nie zachęca do zadłużania się, co nie jest bez wpływu na branżę pośrednictwa finansowego.

Chociaż w tym przypadku nie można podać dokładnych szacunków, to jednak kryzys wywołany COVID-19 sprawił, że do naszych biur nie trafiła pewna grupa klientów, która wcześniej była zainteresowana uzyskaniem finansowania i prawdopodobne jest to, że tych „strat” już nie odrobimy. W podobnej sytuacji jest wiele firm. Dlatego tak ważna jest odpowiednia reakcja i pomoc ze strony Państwa. Wsparcie biznesu, wdrożenie rozwiązań, które pozwolą firmom zachować ciągłość biznesową i ochronić miejsca pracy sprawi, że poprawi się również sytuacja konsumentów. Jeżeli ci utrzymają płynność finansową i/lub odzyskają poczucie bezpieczeństwa finansowego, trafią również do naszych biur, zainteresowani uzyskaniem kredytu, który pozwoli im zrealizować przyszłe plany – mówi Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse.

Polska Grupa Supermarketów o koncepcji Krajowej Grupy Spożywczej i tworzeniu polskiej sieci handlowej

Minister Ardanowski, w wywiadzie dla Naszego Dziennika, wskazał, że Państwo nie może pozostawić niewidzialnej ręce rynku decydowania o produkcji żywności i bezpieczeństwa żywnościowego. Polska Grupa Supermarketów, w świetle tych doniesień, zwraca uwagę, że rynek jest już częściowo uregulowany zarówno przez państwo, jak i podmioty na nim konkurujące.

Odnosząc się do słów szefa resortu rolnictwa, Polska Grupa Supermarketów zrzeszająca polskich przedsiębiorców drobnego handlu, zwraca uwagę, że nadmierne działania regulacyjne mogą dać rezultaty wprost przeciwne do oczekiwanych, osłabiając polską branżę handlową.

PGS zwraca uwagę, że konieczne jest przede wszystkim wsparcie dla licznych polskich przedsiębiorców działających w branży spożywczej, którzy na co dzień współpracują z rolnikami i polskimi dostawcami oferując ich produkty w swoich placówkach.

– Zgadzamy się, że rynku nie można pozostawić jego „niewidzialnej ręce” – mówi Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów. – Uważamy jednak, że konieczne jest całościowe spojrzenie na dane zagadnienie. Tworzenie konkurencji w postaci państwowej sieci handlowej może wesprzeć jeden obszar rynku, jednocześnie tworząc problemy gdzie indziej. Są inne mechanizmy regulacyjne, które mogą zadziałać bardziej kompleksowo.

Przedstawiciele Grupy podkreślają, że to właśnie PGS od wielu lat stara się wspierać polską branżę spożywczą dzięki bezpośredniej współpracy między przedsiębiorcami, lokalnymi dostawcami oraz rolnikami. Zadanie to jest o tyle trudne, że liczni handlowcy zrzeszeni w PGS muszą konkurować z potężnymi zagranicznymi sieciami. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska Grupa Supermarketów stanowi coraz większą równowagę dla zagranicznych sieci, promując jednocześnie polskie marki i inwestując w rozwój własnych (O… Dobre. Pewne. Twoje!, Spiżarnia Dworska czy Włącz BIO), opartych o polskich dostawców żywności.

Chwilowa zmiana, trwałe efekty, czyli świat po COVID-19

96% specjalistów IT twierdzi, że pandemia COVID-19 zmieniła ich sposób myślenia, nie tylko o technologii, pozostałe 4% to niemal granica błędu pomiarowego. Taki jest najważniejszy wniosek z raportu Yellowbrick, który analizuje wpływ koronawirusa na przemysł IT. To jak krucha jest nasza cywilizacja, jak delikatne jest ludzkie życie i jak mocno jesteśmy ze sobą związani to tylko niektóre ze zmian, jakie uświadomili sobie specjaliści sektora technologicznego. Ludzkość po chwilowej pauzie wraca do życia, jednak nie jest to rzeczywistość, jaką znają.

Nikt nie ma już chyba najmniejszych wątpliwości, że COVID-19 wpłynął na wszystkie sfery funkcjonowania człowieka. Na szczęście wiele wskazuje na to, że ten dramatyczny okres w historii ludzkości powoli się kończy. Na całym świecie firmy i szkoły szybko przeszły na model współpracy zdalnej i e-learning. Wiele przedsiębiorstw zostało zamkniętych, niektóre tymczasowo, inne zaś na zawsze. Również miliony miejsc pracy było zagrożonych, a niestety w licznych przypadkach i utraconych. Firmy, które oparły się pandemii, ale nie były w stanie prowadzić przez ten czas swojej działalności, popadły w niemałe trudności finansowe i są zmuszone realizować politykę cięć budżetowych.

A jednak, jak wynika z podsumowania raportu Yellowbrick, który opracowano na podstawie wypowiedzi ponad 1000 menedżerów i kadry kierowniczej branży IT, rynek technologii, nie odkrył przed nami wszystkich kart. Wbrew temu, czego się spodziewano, mimo niesprzyjających wyzwań ekonomicznych, jakie zostawił za sobą pandemiczny wirus COVID-19, prawie 38% przedsiębiorstw utrzymało swoje budżety IT na niezmienionym poziomie lub nawet je zwiększyło. – Firmy niechętnie obcinają dziś wydatki na inwestycje w technologię. I nie ma w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że odpowiada ona przede wszystkim za efektywne dysponowanie budżetem. – tłumaczy Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies do której należy jedna z największych na świecie hurtowni danych i dodaje: – Czasem nie chodzi o to co możemy zyskać, a o to, co tracimy. Doskonałym przykładem są tu technologie marketingowe, które optymalizują wydatki reklamowe przedsiębiorstw, wykorzystując np. analizę big data.

Kurs na zmiany

Globalny lockdown i dystansowanie społeczne, zmieniły nie tylko to, jak pracujemy, żyjemy, ale nawet to, jak i co myślimy. 96% specjalistów IT, biorących udział w badaniu Yellowbrick przyznaje, że COVID-19 zmienił ich sposób dedukowania. 63,8% uważa, że ​​potrzebujemy lepiej skoordynowanej światowej reakcji na pandemię. 50,3% zaczęło zdawać sobie sprawę z delikatności życia ludzkiego, 47,9% skutecznie zrozumiało, jak bardzo jesteśmy ze sobą powiązani, a blisko tyle samo (46,6%) respondentów przekonało się o kruchości cywilizacji.

Ta sytuacja przypomniała nam, jak delikatne jest wszystko, co zbudowaliśmy w obliczu globalnego zagrożenia. Po tej lekcji, przedsiębiorstwa śmielej stawiają na rozwiązania IT, które pozwolą im działać w sytuacji, gdyby w przyszłości podobne okoliczności miałyby powrócić. Praca zdalna i oprogramowanie udostępniane przez sieć to główne zmiany, jakie wdraża ostrożny biznes. – mówi Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network specjalizującej się w data consultingu.

Aplikacje do zdalnej obsługi kampanii reklamowych w sieci – DMP, systemy do zarządzania siecią kontaktów, czyli popularne CRMy, a nawet pakiety biurowe, jak Google Docs to tylko niektóre z technologii, które udostępniane przez sieć, będą skutecznie wspierać biznes w najbliższych latach. Jak przewiduje firma analityczna Technavio, która monitoruje sektor oprogramowania jako usługi (SaaS), rynek będzie cechował się średnią roczną dynamiką wzrostu na poziomie około 10% w latach 2019-2023.

36 lat temu amerykański producent sprzętu, zaprezentował podczas finału Super Bowl, swoją kultową reklamę komputera stacjonarnego, która kończyła się słowami: 24 stycznia Apple Computer zaprezentuje Macintosha. I zobaczycie, dlaczego rok 1984 nie będzie taki jak Rok 1984. Dziś, wszystko wskazuje na to, że takim przełomowym okresem dla ludzkości jest 2020. Po nim nic już nie będzie takie jak niegdyś. Przeszło 95% respondentów badania Yellowbrick przyznało, że w ich opinii ​​COVID-19 uczynił życie bardziej skoncentrowanym na technologii niż kiedykolwiek wcześniej.

Zmiana Rekomendacji S i nowe programy gwarancyjne pobudzą rynek kredytów hipotecznych

Pandemia koronawirusa skutecznie uderzyła w gospodarki wielu państw. Kryzys nie ominął też naszego kraju. Rząd uruchomia kolejne odsłony tarczy antykryzysowej, RPP obniża stopy procentowe do rekordowo niskich poziomów, co ma m.in. pobudzić rynek kredytowy. W kwietniu br. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało o ponad 1/3 osób mniej niż przed rokiem. W tym miesiącu spadła też ilość oddanych mieszkań do użytku. Finansowanie zakupu pierwszego mieszkania kredytem hipotecznym jest nadal drogie, głównie ze względu na wkład własny, który dziś wynosi minimum 20 proc. wartości nieruchomości.

Po otrzymaniu pomocy przez polski biznes, nadszedł czas na wsparcie akcji kredytowej i umocnienie jednego z filarów gospodarki, którym jest rynek mieszkaniowy. Jednym z kroków do wsparcia rynku mieszkaniowego, jest zmiana polityki ostrożnościowej, która dziś nie bierze pod uwagę uwarunkowań związanych z kryzysem. Zmianie powinny ulec zapisy w Rekomendacji S KNF, zmniejszające wkład własny do 5-10 proc. Istnieje też konieczność wprowadzenia nowego programu gwarancji BGK. Na złagodzeniu polityki kredytowej, skorzystałoby ok. miliona Polaków, dla których własne M jest dziś ze względu na wysokie koszty związane z wkładem własnym, praktycznie niemożliwym do osiągnięcia celem. Rekomendacje w tym zakresie oraz argumentacja, zawarte zostały w najnowszym raporcie Think Tank HRE, sporządzonym przy współpracy z Pracodawcami RP.

Trzeba myśleć perspektywicznie

Kolejne odsłony tarczy antykryzysowej, miliardy złotych wydawane na osłonę polskich przedsiębiorstw, przedsiębiorców i gospodarki oraz decyzje o obniżce stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów to działania, które mają złagodzić skutki kryzysu, który dotknął Polaków, i pobudzić polską gospodarkę. Jednym z jej podstawowych filarów jest budownictwo i związane z nim finansowanie zakupu nieruchomości.

– Z obliczeń Think Tanku HRE oraz Banku Światowego wynika, że w Polsce wciąż brakuje ok. 2,1 mln mieszkań. Kondycja sektora budownictwa mieszkaniowego w dobie pandemii na tle innych sektorów nie jest zła, ale mimo to potrzebne są rozwiązania systemowe. Z jednej strony pozwolą na kontynuację trendu zwyżkowego w sektorze. Z drugiej dadzą milionom Polaków łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych i własnego mieszkania – mówi Andrzej Malinowski, Prezydent Pracodawców RP.

Zmiany pobudzą rynek kredytów hipotecznych

W obecnej sytuacji, biorąc pod uwagę znaczenie rynku budownictwa mieszkaniowego i jego efekty mnożnikowe, ale również stan budżetu państwa i stabilność systemu finansowego, przedstawiciele branży proponują wprowadzenie zmian legislacyjnych o charakterze antycyklicznym i antykryzysowym. Jednym z głównych postulatów jest obniżenie przez KNF wkładu własnego dla kredytobiorców dokonujących zakupu pierwszego mieszkania do 10 proc. na czas określony w czasie kryzysowym, np. na okres roku. Obecna rekomendacja przewiduje, że minimalny wkład własny wynosi 20 proc., i może być obniżony do 5- 10 proc., jeśli 10 proc. jest objęte ubezpieczeniem rynkowym.

 Naszym zdaniem 5- 10 proc. wkładu własnego potrzebnego do uzyskania kredytu hipotecznego, to poziom bezpieczny i osiągalny dla kredytobiorców, którzy chcą w najbliższej przyszłości zaciągnąć zobowiązanie kredytowe na pierwsze M. W związku z tym proponujemy zmianę w zapisach w rekomendacji S KNF oraz wprowadzenie programu gwarancji BGK. Dzięki tym rozwiązaniom banki zminimalizują swoje ryzyko, będą mogły udzielać finansowania, a kredytobiorcy nie będą musieli wykładać tak dużych kwot jak dotychczas, by otrzymać kredyt hipoteczny na własne mieszkanie – mówi Michał Cebula, Prezes Zarządu Think Thank HRE.

Aktualnie rynek budownictwa mieszkaniowego jest odpowiedzialny, w sposób pośredni i bezpośredni, za około 8,6 proc. polskiego PKB. Z powodu swojej wielkości oraz znaczenia dla gospodarki, tak rynek budownictwa mieszkaniowego, jak i jego finansowanie, są istotne dla stabilności systemu finansowego oraz dla polityki wychodzenia z kryzysu.

– Obecne polskie normy ostrożnościowe KNF dotyczące kredytów hipotecznych, nie biorą pod uwagę faz cyklu koniunktury i te same rekomendacje stosuje się w czasie dobrej koniunktury i w czasie kryzysu. Sytuacja ta wymaga zmiany, na wzór rynków zagranicznych. Ich doświadczenia pokazują, że rozwiązania muszą uwzględniać bieżącą sytuację rynkową. Jeśli banki będą posiadały gwarancję z instytucji publicznej, to łatwiej im będzie podjąć decyzję o udzieleniu kredytów. Klient, który zaciąga kredyt na własne, pierwsze M jest, co pokazują statystyki, kredytobiorcą solidnym i odpowiedzialnym, a więc z punktu widzenia banków wiarygodnym i bezpiecznym – dodaje Michał Cebula.

Warto korzystać z dobrych wzorców

W licznych krajach, m.in. w Niemczech, we Włoszech czy na Cyprze, wprowadzono daleko idące, antycykliczne, antykryzysowe instrumenty, mające na celu utrzymanie popytu na kredyt hipoteczny. Wielu nadzorców nad rynkami finansowymi na świecie wprowadziło takie działania, jak m.in. obniżenie wkładu własnego czy skup listów zastawnych. Instrumenty te często są wprowadzane na czas określony, np. 12 miesięcy. Skuteczność ich wsparcia dla branży podczas kryzysów jest istotna, gdyż nawet jeżeli okazują się niewystarczające dla utrzymania akcji kredytu hipotecznego na poziomie przedkryzysowym, znacząco osłabiają spodziewany i zauważalny regres w tym obszarze.

Rozwiązania stosowane w innych krajach prowadzą do uwolnienia dostępnych na rynku kapitałów (a więc narzędzi nastawionych na elastyczne podejście do wag ryzyka czy warunków tworzenia rezerw) oraz do utrzymania popytu na kredyt hipoteczny ze strony mniej ryzykownych kredytobiorców. Elastyczność i adekwatność stosowanych za granicą instrumentów znajduje się w opozycji do Rekomendacji S, czyli polskich norm ostrożnościowych dotyczących kredytów hipotecznych, wydanych przez KNF. Te zdają się niewystarczające w dobie osłabionej koniunktury.

Kredytowe zmagania Polaków w dobie pandemii

Trudna sytuacja finansowa zmusiła wielu Polaków do bardziej oszczędnego podejścia do swoich finansów. BIK notuje spadki liczby zapytań o kredyty hipoteczne o 1/4 w porównaniu z rokiem ubiegłym. Okoliczności nie ułatwiają też obostrzenia bankowe i zwiększony odsetek decyzji negatywnych (z ok. 5% do 23%). Wielu zrewidowało plany mieszkaniowe na najbliższy czas i wstrzymuje się z zaciągnięciem kredytu hipotecznego. Inni  myślą o odroczeniu spłat. W jaki sposób negocjować z bankiem, jak poradzić sobie w trudnej sytuacji, czy ciężko jest dostać teraz kredyt hipoteczny?

Dwa tygodnie temu BIK ogłosił spadek liczby wniosków kredytowych. Jak podkreślał prof. nadzw. dr hab. Waldemar Rogowski podczas spotkania Otodom.Live, w ostatnich dwóch tygodniach notowane są jednak niewielkie wzrosty zapytań kredytowych w BIK. – Patrząc na ten sam okres w zeszłym roku, mamy spadek w liczbie zapytań o 1/4 . Więc widzimy wyraźnie, że banki przeszły na konserwatywną politykę kredytową, która charakteryzuje się niższym poziomem dostępności kredytu. Można powiedzieć, że marzec “jechał” jeszcze siłą rozpędu, kwiecień i maj notowane są z 15-20% spadkami w liczbie składanych wniosków kredytowych – dodaje Rogowski.

Jak wynika z wniosków wyciągniętych podczas Otodom.Live, będącego cyklem spotkań z ekspertami, omawiającymi m. in. kondycję branży nieruchomości w dobie pandemii, wpływ mają na to obawy rodaków i restrykcje banków.

Odsetek decyzji negatywnych wzrósł z ok. 5% do 23%. Podwyższenie wkładu własnego (czasem nawet do 35%) to nie jedyny problem. Inny to bardziej konserwatywne jest podejście banków do pewnych źródeł dochodu. Problem mogą mieć jednoosobowe działalności gospodarcze, podobnie jak osoby zatrudnione na zasadzie umów zlecenie i umów o dzieło. Istnieje grupa zawodów wykluczonych z udzielania finansowania hipotecznego – powiedział Paweł Komar z Notus Finanse.

Mimo tego, nastroje konsumenckie z dnia na dzień poprawiają się, a Polacy coraz odważniej myślą o zakupie czy sprzedaży nieruchomości.

Coraz więcej osób deklaruje, że pandemia koronawirusa nie wpłynie ostatecznie na realizację ich planów mieszkaniowych. Dla przypomnienia, miesiąc temu 75% kupujących i 70% sprzedających było zdania, że koronawirus wpłynie na ich plany mieszkaniowe. W pierwszej z grup odsetek ten spadł o 8%, w drugiej – o 9%. Jednocześnie 34% (wcześniej 25%) kupujących i 38% (wcześniej 30%) sprzedających deklaruje, że koronawirus nie wpłynie na ich decyzje związane z przeprowadzeniem transakcji – podkreśla Jarosław Krawczyk z Otodom.

________

Program #ZdalnyAgent skierowany jest do pośredników i deweloperów, natomiast cykl Otodom.Live do klientów końcowych, czyli nabywców i wynajmujących. Live’y poruszają kwestie związane z rynkiem nieruchomości w dobie pandemii i nie tylko. Od marca do początku czerwca przeprowadzono blisko 30 spotkań z udziałem ekspertów w branży. Wszystkie transmitowane są na Facebooku – w każdy wtorek o godz. 10:00 na stronie Otodom, a w każdy czwartek o 10:00 na zamkniętej grupie Akademia Rozwoju Agenta, dedykowanej pośrednikom, z tematyką bardziej dostosowaną do ich potrzeb.

Dwa oblicza kryzysu: analogowy i cyfrowy

Digitalizacja w Polsce w ostatnich latach przyśpieszyła – co do tego nie ma wątpliwości. Potwierdzeniem jest fakt, że z systemów klasy ERP w segmencie średnich firm korzysta już ponad połowa przedsiębiorców. Czy tej grupie, która zawczasu zainwestowała w digitalizację, łatwiej było przejść przez kryzys? Czy złotówki wydane w zaawansowane IT pomogły obronić biznes i stać się dla niego tarczą antykryzysową? Zajrzyjmy do wnętrza dwóch firm: cyfrowej
i analogowej.

Z raportów Eurostatu wynika, że prawie co trzecia firma w Polsce posiada system klasy ERP. Mimo, że coraz mniej brakuje nam zarówno do średniej dla całej UE (36%), jak i sąsiedniej Słowacji (31%) i Czech (38%), to nadal jesteśmy w unijnym ogonie. Czy rzeczywiście z cyfryzacją polski biznes jest na bakier? Papierkiem lakmusowym jest sektor średnich firm, w którym wypadamy już lepiej. Z tego samego raportu Eurostatu dowiadujemy się, że 54% polskich przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 249 pracowników, czyli firm średniej wielkości, ma ERP-a. Co prawda to wciąż wynik poniżej unijnej średniej (60%) dla tego rozmiaru firm, ale patrząc na dane historyczne, polscy przedsiębiorcy wykonali kawał dobrej roboty. W 2010 roku tylko 22% średnich firm miało ERP-a, w 2015 było to 47%, a teraz jest to wspomniane 54%. Polskie firmy możemy podzielić na dwie grupy: te bardziej cyfrowe i te bardziej analogowe. Które z tych firm lepiej przeszły okres pandemii? Czy może wszystkie borykały się z podobnymi problemami?

Światy równoległe

Nie tylko w Polsce, ale na całym biznesowym świecie, obok siebie funkcjonują przedsiębiorstwa produkcyjne, które na pierwszy rzut oka są uderzająco podobne pod względem zatrudnienia, produkcji czy struktury organizacyjnej. Nawet panujące w obu procesy wewnętrzne są zbliżone. Mimo bliźniaczego charakteru, każde z nich inaczej radzi sobie w trudnych czasach. Podobnie jak u ludzi, jedno może mieć objawy lekkie, a drugie bardziej poważne. Co powoduje różnicę? Przede wszystkim sposób organizacji procesów biznesowych i zarządzanie przedsiębiorstwem – w skrócie – stopień ucyfrowienia organizacji. Żeby przekonać się, jak w praktyce digitalizacja może wpłynąć na efektywność działania w kryzysowych czasach, trzeba zajrzeć do wnętrza przedsiębiorstw.

Pierwszą z analizowanych firm, będzie producent mebli. Co wiemy o naszym przedsiębiorstwie? Solidna baza klientów, ugruntowana pozycja i marka. W ciągu kilkudziesięciu lat firma wyewoluowała z małego rodzinnego zakładu do regionalnego lidera. W przedsiębiorstwie uznano, że skoro stosowany model sprawdza się, nie należy go zmieniać. Innymi słowy mówiąc, kadra zarządzająca nie miała motywacji do zmian i działała w oparciu o skuteczny, ale bardzo tradycyjny model.

Druga firma, realizująca zamówienia związane z produkcją małych elementów elektronicznych dla automatyki przemysłowej, ma podobnym rodowód. Z tą różnicą, że w tym przedsiębiorstwie już dawno opracowano strategię cyfrowej transformacji. Sukcesywnie, z roku na rok, wdrażano nowe technologie, automatyzując procesy produkcyjne i digitalizując procesy biznesowe niemal we wszystkich obszarach.
Gdy na horyzoncie pojawił się kryzys, firma ta była w stanie z dnia na dzień dostosować się do nowej sytuacji. Większość załogi została oddelegowana do pracy zdalnej, ale nie wpłynęło to na efektywność, procesy biznesowe nie zwolniły, a tym bardziej nie zatrzymały się. Stacjonarnie pracowała tylko ta część załogi, która była niezbędna do zachowania ciągłości procesów wytwórczych: operatorzy maszyn oraz tylko niezbędne osoby z działów wspierających produkcję (Utrzymania Ruchu, Inżynierii Procesowej, Logistyki, Inżynierii Jakości).

U producenta mebli, od którego zaczęliśmy, sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Techniczne ograniczenia i analogowe podejście sprawiły, że przedsiębiorstwo nie mogło przejść na tryb mieszany bez zakłóceń w ciągłości procesów biznesowych.

Co mogła zrobić firma? Jedynie ograniczyć liczbę pracowników w poszczególnych działach. Mniejsze zespoły musiały wykonywać zadania przewidziane dla całej zmiany, a to skutkowało większym obłożeniem poszczególnych pracowników. To nie wszystko, w tym przedsiębiorstwie produkcja raportowana jest głównie poprzez arkusze kalkulacyjne i kartki, na których pracownicy zaznaczają numery zleceń produkcyjnych. Informację, na jakim etapie było dane zlecenie, kadra kierownicza dostawała dopiero po zakończeniu zmiany, gdy informacje zostały zebrane i przepisane do arkusza. Dopiero w kolejnym etapie można było wyliczyć odpowiednie wskaźniki produkcyjne i oddelegować zdania.

W tym samy czasie, gdy z kartkami walczyła załoga w zakładzie meblarskim, producent elementów dla automatyki przemysłowej, wykorzystuje rozbudowaną siatkę systemów informatycznych: ERP dla zarządzania przedsiębiorstwem, MES dla hali produkcyjnej, narzędzia BI dla raportowania i analiz. Osoby decyzyjne miały dostęp do automatycznych informacji o wskaźnikach produkcyjnych na bieżąco i mogły w czasie rzeczywistym podejmować decyzje. Co więcej, wysoki poziom automatyzacji pozwolił łatwo i sprawnie ograniczyć lub zwiększyć liczbę pracowników, niezbędnych do sprawnego funkcjonowaniu zakładu. Nie było mowy o nadzwyczajnej konieczności dystansowania pracowników, co niestety miało miejsce w rodzinnym przedsiębiorstwie produkującym meble. Tam większość prac montażowych odbywa się manualnie i aby zastosować odstęp 1,5 m, trzeba było tymczasowo przebudować wydziały produkcyjne. Część załogi musiała udać się
na urlop, a inni musieli przejąć zupełnie nowe dla siebie czynności, w związku
z czym spadła efektywność produkcji. Zdarzało się, że ucierpiała także jakość wyrobów. 

Powrót do normalności

Każda z firm obrała inną drogę i inaczej przeszła przez kryzys. W biznesie opartym o analogowe standardy znacznie trudniej jest się odnaleźć w krytycznym momencie, ale nie tylko wtedy. Niski poziom ucyfrowienia utrudnił powrót do normalności firmie produkującej meble. Przede wszystkim miała ona problem z zebraniem właściwych informacji o np. spóźnionych realizacjach, statusie produkcji, czy inwentaryzacji magazynu. Konieczne było przeznaczenie dodatkowego czasu i zasobów. A są to dwa kluczowe czynniki, niezwykle ważne w okresie przejściowym, gdy wychodzimy z impasu do ofensywy produkcyjnej.

Firma, realizująca zamówienia związane z produkcją małych elementów elektronicznych dla automatyki przemysłowej nie miała tych problemów. Było to możliwe dzięki wcześniejszym inwestycjom w systemy ERP, MES oraz narzędzia BI. Te rozwiązania pozwoliły przyspieszyć szereg operacji, ale także zdecydowanie wcześniej – jeszcze na etapie pracy zdalnej – przygotować strategię powrotu do „nowej normalności”. Dzięki temu, że produkcja raportowana była i jest na bieżąco, kadra kierownicza wiedziała, jakie obszary były najbardziej wydajne, które mają rezerwy, a w jakich mogą pojawić się kłopoty. W firmie z sektora meblowego przez braki w narzędziach analitycznych wszystkie informacje spływały
z opóźnieniem, w związku z tym decyzje były przesunięte w czasie i obarczone ryzykiem.

Brak zmiany też jest zmianą

Zaprezentowane dwa – choć jaskrawe – przykłady obrazują, jak stabilna i przemyślana polityka popłaca. Dzięki inwestycjom w IT i rozwiniętej cyfrowej kulturze organizacyjnej jedna z firm mogła z otwartą przyłbicą stawić czoła kryzysowi. Podczas gdy druga przez braki na polu tak organizacyjnym, jak i cyfrowym, miała mocno ograniczone pole manewru. Przez zaniechania w obszarze cyfrowej kultury organizacyjnej, współpraca w krytycznym okresie była utrudniona. Co doskonale obrazuje brak możliwości telepracy, nawet w ograniczonej formie. Na miejscu musieli być ludzie, którzy łączyli halę produkcyjną z osobami decyzyjnymi, a w 2020 roku doskonale wiemy, że system zrobi to szybciej i lepiej niż człowiek, co pokazuje przykład producenta elementów elektrycznych. Tej firmie zastosowanie rozwiniętych narzędzi IT pozwoliło bez większych perturbacji przetrwać najcięższe chwile i sprawnie wychodzić z kryzysu.

Cyfrowe asekuranctwo i kurczowe trzymanie się „sprawdzonego” modelu, może słono kosztować. Transformacja wymaga wysiłku, ale błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Brak zmiany, też jest zmianą, ale nie na lepsze.

Łukasz Pieśniak, Implementation Consultant w BPSC

Sytuacja centrów handlowych po reaktywacji Stopniowe wzrosty, rekordowy 25 maja. Branża powoli się podnosi

Terminem “nowa normalność” określa się rzeczywistość tworzącą się w efekcie pandemii COVID-19. Również w branży miejsc handlu i usług ten zwrot funkcjonuje powszechnie.

Trzecia edycja raportu RRF Crisis jest efektem współpracy PRCH z wybitnymi ekspertami firm badawczych: GfK oraz Inquiry. Dane zawarte w raporcie fachowo omawiają: Agnieszka Górnicka (CEO, Inquiry) oraz Przemysław Dwojak (Senior Director, Head of Sales Effectiveness & Head of Consumer Insights, GfK). W publikacji znalazł się również szczególny artykuł autorstwa Mary Wallace, odpowiedzialnej za badania zachowań konsumentów w IBM, w którym ekspertka prognozuje szereg zjawisk z punktu widzenia obiektów, sieci handlowych, a także konsumentów.

Kluczową rolę w procesie reaktywacji gospodarki odgrywa dbałość o bezpieczeństwo klientów i pracowników, a wszystkie nowe otwarcia objęte są ścisłym rygorem sanitarnym. Z danych zawartych w raporcie RRF Crisis vol. 3 wynika, że aż 81% konsumentów czuje się bezpiecznie podczas robienia zakupów w obiektach handlowych, co świadczy o wzorowych przygotowaniach branży do ponownych otwarć.

4 maja około 70% najemców w centrach handlowych otworzyło swoje przestrzenie. Kolejni najemcy udostępniali je stopniowo zależnie od swoich możliwości operacyjnych, negocjacji w zakresie umów najmu czy też charakterystyki danego obiektu i wcześniejszych osiąganych w nim wyników.

Co cieszy, odwiedzalność obiektów handlowych (footfall) okazała się znacznie wyższa niż prognozowano: w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku kształtowała się – w zależności od dnia – na poziomie od 53% do 68%. Po 18 maja, w pierwszym tygodniu po otwarciu stref gastronomicznych, beauty i rozrywkowych, średni footfall sięgnął powyżej 70% i zależnie od dnia wahał się między 73% a 79%.

Podobne dane zanotowano w ostatnim tygodniu maja, jednak prawdziwy “boom” zobaczyliśmy w przeddzień Dnia Matki (25.05) – średnia odwiedzalność wyniosła aż 93% poziomu z roku 2019. Dane pochodzą z niemal 90 obiektów handlowo-usługowych w całej Polsce, stanowiących 25% całości polskiego rynku (udział pod kątem powierzchni najmu – m² GLA).

Nasz raport to rzetelny zbiór najważniejszych danych i wniosków płynących z rynku po jego reaktywacji. To również zbiór najciekawszych myśli wpływowych ekspertów, analityków i strategów definiujących rynek na nowo w tym trudnym okresie. Nie zapomnieliśmy również o istotnej roli trendwatchingu; nasi goście, na podstawie danych, prognozują “nową normalność”, dzięki czemu łatwiej będzie się do niej dopasować, aby jak najszybciej zminimalizować straty – komentuje Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w Polskiej Radzie Centrów Handlowych.

Cyfrowa Polska – potrzebujemy rządowej strategii wdrożenia radia cyfrowego w Polsce

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branże cyfrową i nowoczesnych technologii, uważa, że konieczne jest opracowanie kompleksowej strategii wdrożenia radia cyfrowego w Polsce. Miałaby ona wyznaczyć horyzonty czasowe i warunki graniczne, po których mogłoby nastąpić wyłączenie radia analogowego.

Organizacja apeluje do ministra cyfryzacji Marka Zagórskiego o powołanie specjalnego zespołu roboczego, który miałby się zająć zbudowaniem takiego planu. Zasiadać w nim mieliby rynkowi eksperci, ale i nadawcy, regulatorzy rynku oraz przedstawicieli producentów elektroniki.

Cyfryzacja radia jako element cyfrowej transformacji

Takie postulaty znalazły się w opinii przesłanej przez Związek Cyfrowa Polska do Ministerstwa Cyfryzacji, która dotyczy zmian w projekcie rozporządzenia w sprawie wymagań technicznych i eksploatacyjnych dla urządzeń konsumenckich służących do odbioru cyfrowych transmisji.  „Polska powinna włączyć proces cyfryzacji radia do cyfrowej transformacji kraju. Podążanie w kierunku innowacyjności zawsze będzie budzić wątpliwości, nawet ze względu na konieczne do poniesienia koszty, jednak stanie w miejscu często okazuje się krokiem w tył” – zaznaczył w piśmie prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. Organizacja przypomina również, że krok ten jest tym bardziej uzasadniony, że jeszcze w tym roku dojdzie do wdrożenia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady, która ustawania Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej. Nakłada on m.in. obowiązek montowania w nowych samochodach radioodbiorników umożliwiających odbiór naziemnego sygnału cyfrowej radiofonii. Wszystkie państwa członkowskie zobowiązane są do wprowadzenia takiego prawa do grudnia 2020 r.

Producenci o wymogach dla radioodbiorników samochodowych

W opinii przesłanej do Ministerstwa Cyfryzacji, Związek Cyfrowa Polska popiera także zaproponowane przez resort zmiany w rozporządzeniu, które znoszą dla odbiorników samochodowych wymóg obsługi komunikatów drogowych (TEPEG) oraz elektronicznego przewodnika po programach (EPG). Jak zaznacza Związek, pomoże to usunąć główne przeszkody sprawnego wdrożenia wymagań przez producentów odbiorników. „Potrzeba zmian wynika ze zmieniających się możliwości technicznych i rozwiązań stosowanych w odbiornikach samochodowych. Są one zgodne również ze zmianami rekomendacji, których w ostatnim czasie dokonało stowarzyszenie WordDAB” – podkreślono w piśmie. Cyfrowa Polska proponuje jednocześnie, aby nie różnicować rodzaju odbiorników – stacjonarnych kontra samochodowych – w zakresie EPG.

Fed w środę wyśle rynkom istotny sygnał

Już w środę wieczorem decydenci amerykańskiego banku centralnego przedstawią decyzje dotyczące polityki monetarnej. Istotniejsze od samych decyzji tym razem mogą być jednak inne kwestie.

Od początku kryzysu wywołanego przez pandemię COVID-19 Rezerwa Federalna wprowadziła w życie szereg nadzwyczajnych środków, które miały na celu wsparcie amerykańskiej gospodarki w tym trudnym okresie. Amerykański bank centralny obciął już stopy procentowe do okolic zera i zobowiązał się do zakupu nieograniczonych ilości obligacji, aby obniżyć ich rentowności i utrzymać koszty finansowania na jak najniższym poziomie.

Zważywszy na bezprecedensowy charakter działań podjętych do tej pory przez bank oraz na ostatnią poprawę w danych makroekonomicznych uważamy, że podczas najbliższego spotkania decyzyjnego FOMC, które zakończy się w środę, decydenci nie wprowadzą żadnych istotnych zmian do obecnej polityki monetarnej. Inwestorzy jednak i tak będą obserwować komunikaty ze strony banku centralnego, aby określić, jak decydenci zapatrują się na dalsze losy amerykańskiej gospodarki.

Poniżej wymieniamy kilka kluczowych kwestii, na które warto zwrócić uwagę w kontekście najbliższego spotkania Fed.

Nowy zestaw projekcji ekonomicznych

Dość powszechnie oczekuje się, że USA oraz inne światowe gospodarki w II kwartale br. zanotują silny spadek PKB. Obecnie kluczową niewiadomą jest to, jak głęboki będzie to spadek i jak długo potrwa recesja.

Model GDPNow Fed z Atlanty rysuje nieszczególnie optymistyczny scenariusz. Zgodnie z modelem (który jednak nie jest oficjalną projekcją) spadek PKB USA w II kwartale wyniesie ponad 50% w ujęciu zanualizowanym (Wykres 1). Jeśli Fed wskaże możliwość wystąpienia takiego scenariusza, dolar amerykański może się osłabić. Dużo istotniejsze od oceny skali spadku PKB jest jednak to, jak szybko gospodarka USA poradzi sobie z recesją, stąd też zdanie decydentów w tym kontekście będzie kluczowe. Prezes Fed, Jerome Powell może w tym zakresie przestrzegać przed ryzykiem przedłużającego się okresu panowania wysokiego bezrobocia oraz możliwością zacieśnienia restrykcji związanych z koronawirusem w przypadku gdyby w USA miało dojść do drugiej fali zakażeń.

Wykres 1: Prognoza (nowcast) GDPNow Fed z Atlanty (2017 – 2020)

Prognoza (nowcast) GDPNow Fed z AtlantyŹródło: Refinitiv Datastream Data: 09/06/2020

W kontekście posiedzenia istotnym będzie również ocena decydentów dotycząca ostatniego ożywienia rynków akcji, surowcowych i kredytowych, a także danych z gospodarki w postaci piątkowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który okazał się znacznie lepszy niż zakładano. W przypadku zmiany zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w maju odnotowano nieoczekiwany wzrost rzędu 2,5 mln (Wykres 2), a różnica względem oczekiwanego przez konsensus poziomu wyniosła ok. 10 mln osób. Jeśli decydenci zasugerują, że majowy odczyt stanowi dowód na szybsze ożywienie gospodarcze przypominające kształtem literę “V”, najpewniej należałoby oczekiwać umocnienia dolara amerykańskiego. Jeśli natomiast umniejszą znaczenie tych danych sugerując, że jest to jedynie nieznaczna korekta, inwestorzy prawdopodobnie odbiorą to negatywnie, co również może odbić się na zachowaniu dolara amerykańskiego.

Wykres 2: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2015 – 2020)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 09/06/2020

Kierowanie oczekiwaniami (ang. forward guidance)

Bank centralny może uspokoić gospodarstwa domowe i firmy poprzez zastosowanie bardziej formalnego kierowania oczekiwaniami, np. poprzez zobowiązanie się do utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie w okolicy zera w dającej się przewidzieć przyszłości. W kontekście funkcjonującego w kraju programu luzowania ilościowego spodziewamy się, że Fed potwierdzi gotowość do kontynuowania zakupów „na skalę niezbędną do zapewnienia sprawnego funkcjonowania rynku”. O ile od szczytu pandemii program QE w Stanach Zjednoczonych został już wyraźnie ograniczony, decydenci prawdopodobnie będą chcieli pozostawić sobie możliwość zwiększenia zakupów, jeśli warunki na rynkach finansowych uległyby pogorszeniu. Jeśli sugerować by się dotychczasową reakcją rynku walutowego na wzrost stymulacji monetarnej należałoby się spodziewać, że reakcja dolara na „gołębią” retorykę byłaby raczej pozytywna niż negatywna.

 

Oprócz tego, spekuluje się, że Fed może podążyć za Bankiem Japonii i wprowadzić kontrolę krzywej rentowności, czyli mechanizm w ramach którego rentowności wybranych papierów dłużnych (np. 10-letnich obligacji skarbowych) utrzymywane są na konkretnym poziomie. Sądzimy jednak, że wprowadzenie tego typu mechanizmu podczas spotkania w tym tygodniu jest mało prawdopodobne. Niewykluczone jednak, że otrzymamy sygnał, że decydenci dyskutują o możliwości wdrożenia takiego rozwiązania w USA.

Nowy „dot plot”

Oprócz zaktualizowanych projekcji PKB, po raz pierwszy od grudnia poznamy też nowy „dot plot”, czyli wykres kropkowy obrazujący indywidualne oczekiwania decydentów FOMC co do przyszłego poziomu stóp procentowych w najbliższych latach.

Przewodniczący Jerome Powell już wcześniej stwierdził, że Fed „nie będzie się spieszyć” z wycofywaniem się z luźnej polityki pieniężnej w USA. Mamy do czynienia z największym uderzeniem w globalną gospodarkę na przestrzeni dekad, w związku z czym uważamy, że warunki które uzasadniałyby wzrost stóp procentowych są melodią odległej przyszłości. Sądzimy, że „dot plot” pokaże niechęć do zmiany status quo, a mediana oczekiwań decydentów pokaże utrzymanie obecnego poziomu stóp procentowych przez cały okres prognozy. Sądzimy też, że podobnego zdania są również rynki, stąd jeżeli „dot plot” będzie sugerował co innego niż utrzymanie ekstremalnie niskich stóp procentowych do końca 2022 roku, prawdopodobnie zaskoczy to inwestorów. Jednocześnie nie spodziewamy się, żeby decydenci rozważali obniżenie stóp procentowych poniżej zera. Retoryka prezesa Fed z ostatnich tygodni zdaje się wykluczać taki scenariusz.

Decyzję FOMC ws. polityki monetarnej poznamy w środę wieczorem o godzinie 20:00, pół godziny później odbędzie się konferencja prasowa z udziałem Jerome’a Powella.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

W czasie recesji potrzeby klientów są jeszcze ważniejsze

Branża gastronomiczna została szczególnie dotknięta restrykcjami związanymi z epidemią. Obecnie wszystko wskazuje na to, że życie wraca do normy. W związku z tym trzeba zrobić wszystko co możliwe, aby cała branża jak najszybciej mogła wrócić do normalności.

Z ekonomicznego punktu widzenia na rynku gastronomicznym obserwujemy w tej chwili zmniejszoną podaż i zmniejszony popyt. Dla przedsiębiorców taka sytuacja jest najgorsza z możliwych, gdyż oznacza nieuchronną recesję. W konsekwencji ponowne otwarcie lokali gastronomicznych wcale nie musi oznaczać końca ich problemów. Strategię wyjścia z kryzysu należy głęboko przemyśleć pod kątem finansowym, marketingowym, a także z punktu widzenia polityki personalnej.

W czasie kryzysu szczególnie dobrym pomysłem wydaje się być aktywne dostosowywanie się do potrzeb klientów. Okres zmniejszonej aktywności biznesowej daje przedsiębiorcom czas na przemyślenie potrzebnych zmian. Przynajmniej na razie, wygląda na to, że aktualne trendy w preferencjach klientów się nie zmieniły. Dla restauratorów nie są niczym nowym. Warto jednak je przypomnieć.

Klienci chcą prostszych kart menu. Uproszczenie ich, nie tylko ułatwi klientowi wybór, ale również pozwoli na optymalizację kosztów zakupów i zapasów. W okresie zagrożenia dla zdrowia wzrasta skłonność konsumentów do spożywania zdrowych posiłków. W związku z tym warto wprowadzić do oferty ciekawe potrawy wegetariańskie, wegańskie, bezglutenowe, z ograniczoną ilością cukru, a także sporządzone z organicznych produktów pochodzących od lokalnych producentów. Opakowania do posiłków na wynos powinny być przyjazne dla środowiska.

To ostatnie staje się szczególnie ważne, gdyż bardzo dynamiczny wzrost sprzedaży na wynos był widoczny jeszcze przed epidemią. Internetowe serwisy dostarczające posiłki stworzyły zupełnie nowy segment klientów. To oznacza, że w najbliższym czasie większość restauracji będzie musiało zmienić swoje strategie marketingowe. Mniejszą rolę będzie odgrywać lokalizacja. Wiele lokali się przeprowadza, aby zaoszczędzić na czynszu. W przeszłości często rezygnacja z drogiego miejsca mogła być błędem. Jednak obecnie coraz ważniejsza staje się dostępność oferty w internecie.

Zmiany wpłyną również na strategię personalną. Wzrośnie jeszcze bardziej rola specjalistów od obsługi mediów społecznościowych i narzędzi reklamy internetowej. Również restauracje, które dostarczają posiłki we własnym zakresie, będą potrzebowały w tym celu większej liczby pracowników. Nowa rzeczywistość będzie nieco inna. Nie zmieni się natomiast jedno. Przetrwają ci, którzy stworzą miejsce, do którego będą chcieli wracać klienci.

ONE MORE LEVEL S.A. będzie miała znanego współwydawcę dla gry „Ghostrunner”

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, otrzymała informację od ALL IN! GAMES S.A. – wydawcy produkowanej przez niej gry „Ghostrunner” – o zawarciu umowy wydawniczej z włoskim wydawcą 505 GAMES. Zgodnie z nią 505 GAMES stanie się współwydawcą gry „Ghostrunner”.

Emitent został poinformowany przez notowaną na GPW w Warszawie spółkę ALL IN! GAMES S.A. (poprzednio Setanta S.A.), która jest wydawcą gry „Ghostrunner” produkowanej przez ONE MORE LEVEL S.A., że zawarta została umowa wydawnicza z włoskim wydawcą 505 GAMES SPA. Na jej podstawie 505 GAMES stanie się współwydawcą gry „Ghostrunner”. Zdaniem Zarządu Spółki pozyskanie do projektu tak znaczącego partnera posiadającego olbrzymie doświadczenie w branży powinno wpłynąć pozytywnie na poziom sprzedaży gry.

„Od czasu zapowiedzi gry w sierpniu 2019 roku poziom zainteresowania marką Ghostrunner nieustannie rośnie, pokonując kolejne, wcześniej wyznaczone granice w szybkim tempie. Co naturalne, pociąga to za sobą oczekiwania graczy i mediów wobec tego tytułu, ale i zespołu.” – mówi Szymon Bryła, szef studia ONE MORE LEVEL S.A. „Dlatego nieustannie stawiamy przed sobą ambitne cele produkcyjne, nie tracąc jednocześnie tak istotnej spójności w wizji gry, ale i pasji z jej tworzenia. Dzięki temu możemy, jak miało to miejsce na początku maja, prezentować wysokiej jakości zapowiedzi tego, czego gracze mogą spodziewać się w pełnej wersji Ghostrunnera. Jednocześnie możemy efektywnie reagować na ich potrzeby tak, by miało to wartość dla nich, ale i dla samego tytułu.” – dodaje Bryła.

„Zyskując współwydawcę tej klasy, co 505 GAMES, wszyscy otrzymujemy szansę na jeszcze lepszą sprzedaż, ale również, na długoterminowy rozwój marek Ghostrunner i One More Level.” – podsumowuje Łukasz Górski, Członek Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

505 GAMES SPA jest włoskim wydawcą gier na komputery PC i konsole odpowiedzialnym m.in. za takie hity jak „Stardew Valley”, „Don’t Starve” czy „Death Stranding” (PC). W marcu br. otrzymał on od portalu Metacritic wyróżnienie dla najlepszego wydawcy 2019 roku.

W maju 2020 r. na platformie Steam udostępnione zostało demo największej produkcji ONE MORE LEVEL S.A. – gry „Ghostrunner”. Jest ona produkowana wraz z 3D Realms oraz Slipgate Ironworks™. „Ghostrunner” to cyberpunkowa gry akcji z perspektywy pierwszej osoby, w której istotną rolę odgrywa parkour. Wybranie wieży na miejsce akcji w Ghostrunnerze pozwala popisać się ONE MORE LEVEL S.A. pięknym dualizmem gatunku cyberpunku, a intensywna muzyka retrowave stworzona przez uznanego artystę, Daniela Deluxe, dodaje do całości energiczny motyw przewodni, który podkreśla niebezpieczeństwa drogi na szczyt. Premiera gry „Ghostrunner” na platformy PC, Xbox One i PS4 jest zaplanowana na 3 kw. 2020 r.

Pod koniec 2019 r. ONE MORE LEVEL S.A. poinformowało, że do prac nad produkcją i dystrybucją gry „Ghostrunner” oraz do działań marketingowych dołączy Apogee Software (znana pod firmą 3D Realms) i Slipgate Ironworks. 3D Realms dzięki wykorzystaniu swojej szerokiej wiedzy i ogromnego doświadczenia w pracy przy tytułach z gatunku FPS wspiera produkcję i marketing gry „Ghostrunner”.

Deloitte: „Pokolenie Lockdown”, czyli nowe problemy młodych osób na rynku pracy

Pandemia COVID-19 sprawia, że na rynku pracy najbardziej poszkodowane są młode osoby, dopiero na ten rynek wchodzące. Na świecie już 1 na 6 osób poniżej 25 roku życia straciła pracę na skutek kryzysu wywołanego sytuacją ostatnich miesięcy. Dotyczy to także Polski, gdzie prawie jedna trzecia aktywnych zawodowo osób do 24 roku życia pracuje w sektorach najbardziej dotkniętych „lockdownem”. Największy negatywny wpływ może być jednak długoterminowy. To, w jakim stopniu młode osoby rozpoczynające swoją karierę zawodową będą ograniczone przez pandemię, będzie zależało nie tylko od działań organów publicznych, ale również od gotowości do zmian ze strony pracodawców.

Globalny kryzys spowodowany pandemią COVID-19 będzie miał długoterminowy wpływ na kariery zawodowe młodych osób przed 25 rokiem życia, co skłoniło Międzynarodową Organizację Pracy (ILO – International Labour Organization) do określenia tej grupy demograficznej, jako „Pokolenie Lockdown”.

W swoim najnowszym raporcie Monitor, ILO argumentuje, że COVID-19 będzie miał “niszczący i nieproporcjonalny” wpływ na perspektywy zawodowe młodych osób. Pokolenie osób poniżej 25 roku życia jest w obecnej sytuacji narażone na potrójny szok na rynku pracy. Po pierwsze, osobom w tym wieku częściej grozi utrata pracy niż reszcie ludności aktywnej zawodowo. Po drugie, istnieje większe prawdopodobieństwo doznania przez nich zakłóceń w edukacji lub przerwania szkoleń zawodowych. Po trzecie, gorsza koniunktura oznacza, że młodzi napotkają na większe bariery przy wejściu na rynek pracy spowodowane mniejszym popytem ze strony pracodawców.

Widoczny już wpływ bezpośredni

Bezpośredni wpływ pandemii na młodych pracowników jest już widoczny w skali globalnej. Według badania ILO, więcej niż 1 na 6 osób poniżej 25 roku życia straciła pracę od początku pandemii COVID-19. Z tych, którzy dalej pracują 23 proc. miało skrócone godziny pracy, co odbiło się bezpośrednio na ich wynagrodzeniu.

Odsetek osób w wieku 15-24 zatrudnionych w bezpośrednio dotkniętych sektorach
Źródło: Eurostat, podział sektorowy według klasyfikacji NACE Rev. 2

Młodzi pracownicy znacznie częściej niż inne osoby pracują w najbardziej narażonych segmentach gospodarki. Aż 30 proc. aktywnych zawodowo młodych osób w Polsce pracuje w sektorach bezpośrednio dotkniętych przez restrykcje związane z pandemią. Do tych sektorów wliczamy branżę hotelową, usługi gastronomiczne, jak i handel detaliczny i hurtowy. Dla porównania, ten sam odsetek zatrudnienia dla osób powyżej 24 roku życia wynosi w Polsce 16 proc. Zdecydowanie najgorsza sytuacja pod tym kątem widoczna jest w Grecji, gdzie największy procent z ogółu osób pracuje w wyżej wymienionych sektorach. Warto jednak zauważyć znaczną różnicę w procencie młodych osób zatrudnionych w bezpośrednio dotkniętych branżach w porównaniu do reszty populacji w krajach takich jak: Irlandia, Dania, czy Holandia.

Odsetek osób w wieku 25 lat i powyżej zatrudnionych w bezpośrednio dotkniętych sektorach
Źródło: Eurostat, podział sektorowy według klasyfikacji NACE Rev. 2

Kluczowy jest również fakt, że młode osoby znacznie częściej pracują w szarej strefie lub są kompletnie poza rynkiem. Problem szarej strefy najbardziej wyraźny jest w krajach Afryki, gdzie, jak podaje ILO, 93 proc. osób poniżej 25 roku życia pracuje nieformalnie. W Europie, w podobnej sytuacji jest 32,9 proc. osób w tej grupie wiekowej.  Mimo braku oficjalnych danych dla Polski, sondaż przeprowadzony przez CiekaweLiczby.pl wskazuje, że i w tym przypadku około jedna trzecia osób w wieku 18-24 pracuje w szarej strefie. Temat też komplikuje ciągle wysoki poziom osób młodych poza rynkiem pracy i edukacją. Mimo faktu, że, jak podaje Eurostat, wskaźnik NEET (Not in employment, education or training) w ostatnich latach spadał, dla osób w wieku 15-24 lat jest to ciągle 11,7 proc. W grupie wiekowej 25-29 lat ten wskaźnik jest wyższy i wynosi 17,2 proc. Średnia w Unii Europejskiej wynosi 14 i 17,4 proc.

Pandemia może zaważyć na całej karierze zawodowej

Do tych widocznych już negatywnych wpływów, trzeba dodać aspekty długoterminowe. Osoby po raz pierwszy wchodzące na rynek pracy podczas recesji gospodarczej mają po prostu gorzej i to w dłuższym okresie kariery zawodowej. Jak podają w swoim badaniu ekonomiści Hannes Schwandt (Northwestern University) i Till von Wacther (UCLA), początkowe trudności z wejściem na rynek pracy w czasie recesji skutkują znacznie niższymi zarobkami i bardziej ograniczonymi awansami, w perspektywie nawet do 15 lat. Ponadto, nowe badanie tych samych ekonomistów dotyczące osób wchodzących na rynek w Stanach Zjednoczonych podczas recesji na początku lat 80-tych zidentyfikowało znaczny negatywny wpływ zdrowotny w dalszym etapie życia. Osoby z tej grupy są bardziej narażone na przedwczesną śmierć. Według szacunków, będą żyły średnio o 6 do 9 miesięcy krócej niż osoby rozpoczynające swoją styczność z rynkiem pracy w czasach lepszej koniunktury. Wyższy wskaźnik śmiertelności jest spowodowany zmianami behawioralnymi i wiąże się szczególnie z nadużywaniem alkoholu, narkotyków i paleniem. Badacze stawiają hipotezę, że różnice behawioralne były prawdopodobnie spowodowane nawykami nabytymi w młodszym wieku poprzez zwiększony stres związany z pracą i niepewnością na dalszej ścieżce rozwoju zawodowego.

Obecna sytuacja nie wróży zatem dobrze młodym osobom. W Polsce już przed pandemią znaczna ich część nie była pewna, co do swoich planów zawodowych. W raporcie Deloitte Pierwsze kroki na rynku pracy z 2018 roku, co trzecia osoba przed 25 rokiem życia zadeklarowała, że jest niezdecydowana co do rodzaju firmy, w jakiej chciałaby pracować. Prawie 50 proc. osób w wieku 18-26 lat twierdziło, że nie do końca wie jak realizować swoje plany zawodowe (raport Deloitte i Coca-Coli #MłodziPrzyGłosie). Sytuacja pandemiczna i spadek koniunktury gospodarczej szczególnie ogranicza ten kluczowy moment, w którym młode osoby mogą zapoznać się z rynkiem pracy.

Pogarszająca się koniunktura i ograniczony dostęp do poszczególnych doświadczeń kształcących, czy to pracy czy nauki, będą miały długoterminowe, negatywne konsekwencje. Z badania ILO wynika, że około połowa studentów na świecie twierdzi, że pandemia opóźni im zakończenie swojej edukacji. Dodatkowe 10 proc. uważa, że przez aspekty związane z COVID-19, w ogóle nie zakończy swojej nauki w tym stopniu, w którym planowali. Poza zaburzeniem ścieżki edukacyjnej w obecnej sytuacji, młode osoby są również bardziej narażone na problemy psychiczne. Od czasu rozpoczęcia pandemii ponad połowa młodych osób ankietowanych w badaniu ILO stała się bardziej podatna na stresu-nerwicy/”>zaburzenia lękowe lub depresję.

Co mogą zrobić instytucje publiczne i firmy?

Pytanie brzmi: co zatem można zrobić, by jak najbardziej załagodzić ten negatywny wpływ? ILO zamyka swój raport rekomendacjami dla decydentów. Działania te powinny być wprowadzone w trybie natychmiastowym. Im szybciej zakończy się pandemia, tym mniej czasu w zbieraniu doświadczenia czy edukacji „stracą” młode osoby. Ze strony rządów kluczowe jest jednak bezpośrednie uwzględnienie problemów młodych osób w walce ze skutkami gospodarczymi pandemii. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebne jest teraz zabezpieczenie możliwości dostępu do szkoleń zawodowych, szczególnie pod kątem umiejętności potrzebnych w sektorach, które pandemia dotknie w najmniejszym stopniu.

Dodatkowo, wsparcie młodych osób w wejściu na rynek pracy podczas pandemii powinno przyjść od strony pracodawców. Ich potrzeby powinny być potraktowane przez firmy jako szanse na wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, pozwalających nie tylko na powszechną prace zdalną, ale również rekrutacje i szkolenia zdalne. I to właśnie tutaj pokładana jest nadzieja na to, że pandemia dotknie młodych w mniejszym stopniu – większa wszechstronność pracodawców jest wyraźnie widoczna w całej Polsce. Jak wynika z badania CIONET, Deloitte i VWMare aż 88 proc. dużych i średnich firm w Polsce planuje zwiększyć możliwość pracy zdalnej na stałe. Nacisk na inwestycje w narzędzia cyfrowe i pracę zdalną może pomóc młodym osobom z mniejszych miejscowości. Takie potencjalne wyrównanie szans poprzez bardziej upowszechnioną działalność firm z użyciem technologii byłoby szczególnie ważne w Polsce, gdzie młode osoby z mniejszych ośrodków deklarują gorszy dostęp do odpowiednich dla nich miejsc pracy oraz do szkoleń zawodowych (raport Deloitte i Coca-Coli #MłodziPrzyGłosie).

Ostateczne stwierdzenie, co może najlepiej pomóc młodym osobom wymaga konkretnej diagnozy opartej na ich głosie, jak i głosie pracodawców. Stworzenie takiej analizy wymaga szczegółowego i powtarzalnego badania ankietowego uwzględniającego różnice regionalne i sektorowe. To, czy określenie „Pokolenie Lockdown” zostanie upowszechnione lub zapomniane będzie w dużym stopniu zależało od tego, czy zidentyfikowane, a potem efektywnie zaadresowane zostaną największe potrzeby młodych osób na rynku pracy.

Peter Szewczyk, Ekspert ds. analiz ekonomicznych, Sustainability and Economics Consulting Central Europe, Deloitte

Raport: Prognozy rekrutacyjne polskich firm najsłabsze od ponad 10 lat

Od lipca do września 6% polskich pracodawców chce zwiększyć zatrudnienie, podczas gdy 11% w tym czasie zmniejszy liczbę pracowników – potwierdza najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, przedstawiający prognozy zatrudnienia firm na trzeci kwartał bieżącego roku. Plany rekrutacyjne przedsiębiorstw pogorszyły się znacząco we wszystkich siedmiu sektorach rynku przeanalizowanych w ramach badania. O najmniej optymistycznej sytuacji mówią przedstawiciele restauracji i hoteli oraz firmy zajmujące się produkcją przemysłową. Bardziej optymistyczni byli reprezentanci finansów i usług dla biznesu oraz innych usług.

ManpowerGroup opublikował dziś nowe wydanie kwartalnego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego są prezentowane prognozy zatrudnienia pracodawców na nadchodzący kwartał. Zgodnie z deklaracjami polskich firm 6% od lipca do września zamierza rekrutować nowych pracowników, 11% myśli o redukcji etatów, 72% nie przewiduje zmian, a 11% nie wie, jakie są plany personalne w ich organizacji na najbliższe miesiące. Prognoza netto zatrudnienia [1] po korekcie sezonowej dla Polski wynosi -6%, co w praktyce oznacza przewagę firm deklarujących cięcia etatów nad tymi, które chcą powiększać swoje zespoły. To wynik niższy o 7 punktów procentowych w ujęciu kwartalnym, o 16 w ujęciu rocznym.

Iwona Janas ManpowerGroup
Iwona Janas – ManpowerGroup

– Chociaż prognozy zatrudnienia nie są optymistyczne, to jednocześnie w siedmiu z dziesięciu polskich firm sytuacja jest stabilna a pracodawcy nie przewidują tam żadnych zmian w zakresie liczby pracowników. W wielu organizacjach nieprzewidywalność łańcucha dostaw i zmiany w popycie na ich produkty sprawiły, że co dziesiąta firma nie wie, jak będą wyglądały jej plany personalne na najbliższe trzy miesiące. Z drugiej strony nadal 6% firm będzie poszukiwać nowych pracowników, czyli tyle samo, ile w pierwszym kwartale bieżącego roku, jeszcze przed wybuchem pandemii – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce.

– Koronawirus miał swój wpływ na zmianę potrzeb organizacji w zakresie pożądanych umiejętności. W zakresie kompetencji pracowników na znaczeniu zyskały jeszcze większa elastyczność, gotowość do podejmowania inicjatywy i umiejętność szybkiej adaptacji do nowej sytuacji. Firmy doceniają także zdolność uczenia się pracownika i motywację do nieustannego podnoszenia kwalifikacji, odporność i umiejętność radzenia sobie z emocjami. Z kolei w zakresie kompetencji managerskich wzrosło znaczenie takich umiejętności jak komunikacja z zespołem zdalnym, zarządzanie kryzysowe, wzmacnianie motywacji i zaangażowania zespołu – dodaje Iwona Janas.

W ramach raportu przeanalizowano plany rekrutacyjne przedsiębiorstw z siedmiu sektorów rynku. Mimo pogorszenia wyników zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym, najwyższe prognozy wskazali pracodawcy z sektora finansów i usług dla biznesu (-1%) oraz innych usług (-1%). Gorsze perspektywy czekają na zatrudnionych w branży związanej z budownictwem (-5%), handlem detalicznym i hurtowym (-5%) oraz innymi obszarami produkcji (-5%), podczas gdy w produkcji przemysłowej firmy wskazują prognozę na poziomie -6%. Najmniej optymistyczni w swoich planach są przedstawiciele sektora restauracje i hotele z prognozą -29%, która jest wynikiem najniższym w historii realizacji badania w Polsce.Raport Prognozy rekrutacyjne polskich firm najsłabsze od ponad 10 lat

Biorąc pod uwagę dane sprzed roku, to plany rekrutacyjne pogorszyły się we wszystkich siedmiu analizowanych branżach. Największe spadki wskazały restauracje i hotele (30 pp.) oraz przedstawiciele produkcji przemysłowej (22 pp.). Najmniejsze, ale nadal znaczące pogorszenie prognoz dotyczy finansów i usług dla biznesu (10 pp.) i innych obszarów produkcji (12 pp.). W ujęciu kwartalnym prognozy są niższe we wszystkich siedmiu sektorach, z największym spadkiem dla restauracji i hoteli (28 pp.) i produkcji przemysłowej (10 pp.). Mniejsze zmiany dotyczą innych obszarów produkcji (4 pp.) i innych usług (5 pp.).

Polska 10 w rankingu 26 rynków regionu EMEA

Polska z wynikiem -6% zajmuje 10 miejsce (ex aequo z Finlandią) w rankingu rynków regionu EMEA, gdzie w najbliższym kwartale będzie najłatwiej o nową pracę. W Chorwacji (+2%) i w Niemczech (+1%), choć wskazania pracodawców są na dużo niższym poziomie niż w ostatnich kwartałach, to nadal więcej organizacji będzie powiększać swoje zespoły niż je redukować. To jednocześnie jedyne kraje z regionu EMEA, gdzie prognoza jest dodatnia. Pracodawcy w trzech z czterech największych gospodarek europejskich spodziewają się w najbliższym kwartale spadku perspektywy zatrudnienia – Wielka Brytania (-12%) notuje najniższy wynik od startu badania w 1992, Francja (-11%) od startu w 2003 roku a perspektyw dla Włoch (-5%) są najniższe od sześciu lat. Biorąc pod uwagę dane dla polskich sąsiadów, to Czechy wskazują prognozę na poziomie -8%, a Słowacja -15%.

Gdzie jeszcze na świecie odnotowano pozytywne perspektywy zatrudnienia? Największe szanse na znalezienie nowej pracy czekają na mieszkańców Japonii (+11%) i Indii (+5%). Mniej optymistyczni byli pracodawcy z USA (+3%), na Tajwanie (+3%) i w Chinach (+3%).

– Podczas gdy w ostatnim czasie obserwowaliśmy wyzwania firm związane z przenoszeniem swoich procesów do świata online, tak teraz widzimy ich zmagania w zorganizowaniu bezpiecznego powrotu do miejsc pracy. Rynki globalne zmierzają w kierunku ożywienia gospodarczego, a firmy na całym świecie przygotowują się do przywrócenia procesów biznesowych. W obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji przed pracodawcami stoi wyzwanie zadbania nie tylko o bezpieczne i higieniczne warunki pracy, lecz także o jasne i zrozumiałe zasady postępowania. By pomóc firmom przejść przez ten proces, kluczowe znaczenie ma dzielenie się najlepszymi praktykami między krajami i branżami w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Niezbędna jest szeroka współpraca, począwszy od pracodawców i rządów po związki zawodowe i organizacje pozarządowe. Rynek pracy i wszyscy jego interesariusze będą musieli szybko dostosować się do nowej rzeczywistości, w której dystans społeczny i środki ochrony indywidualnej stały się jego integralną częścią – podsumowuje Iwona Janas.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród ponad 36 000 pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla III kwartału 2020 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 17 do 30 kwietnia 2020 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. W badaniu dla trzeciego kwartału 2020 roku wzięło udział 436 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

[1] Prognoza netto zatrudnienia to wyrażona w procentach różnica pomiędzy odsetkiem firm planujących zwiększać zatrudnienie, a odsetkiem pracodawców planujących redukcję etatów.

Polacy murem za lokalnymi producentami. Sklepy powinny część towarów kupować właśnie od nich

Ponad 80% konsumentów chce, aby sieci handlowe w Polsce miały obowiązek zaopatrywania się w art. rolno-spożywcze, przynajmniej częściowo, u lokalnych wytwórców. I gdyby taki nakaz wszedł w życie, większość chętnie kupowałaby te produkty. Eksperci podkreślają, że to poprawiłoby funkcjonowanie gospodarki i rolnictwa. Podniosłoby też jakość żywności sprzedawanej w sklepach, a także – wbrew pozorom – obniżyłoby ceny. Natomiast sieci mogłyby zwiększyć sprzedaż i zyskać klientów, którzy obecnie zaopatrują się na targowiskach.

W połowie maja br. poseł koalicji rządzącej zwrócił się z pytaniem do ministra rozwoju o możliwość wprowadzenia rozwiązań obligujących sieci handlowe do zaopatrywania się w artykuły rolno-spożywcze (w tym w pieczywo, mleko, jaja, nabiał, wędliny, mięsa, warzywa, owoce, przetwory, soki warzywne i owocowe oraz wyroby mączne) pochodzące z powiatu, w którym znajduje się dana placówka. Na razie nie ma odpowiedzi. Natomiast są wyniki badania, w którym zapytano Polaków o takie rozwiązanie. I z niego wynika, że aż 85,7% rodaków chce tak odgórnie narzuconego obowiązku dla sklepów.

– Konsumenci już o tym wiedzą, że należy jeść to, co jest produkowane blisko nas. Taka żywność jest najzdrowsza i najświeższa. W transporcie niektóre produkty, np. pomidory, często szybciej się psują. Ponadto dostawy z daleka ewidentnie szkodzą środowisku naturalnemu, na co coraz większą uwagę zwracają Polacy – mówi Juliusz Pająk z Fundacji AGROunia.

Jak komentuje dr Krzysztof Łuczak, wieloletni ekspert rynku retailowego, dla sieci handlowych byłoby to sporym wyzwaniem w zakresie zaopatrywania sklepów i logistyki dostaw. Ale jednocześnie mogłoby to być szansą na pozyskanie nowych klientów, którzy dotychczas tego typu zakupy robili na targowiskach.

– Gdyby do tego doszło, wyzwaniem dla sieci będzie wynegocjowanie odpowiednich cen, które zachęcą konsumentów do kupowania lokalnych produktów. To oczywiście może przełożyć się na umowy z ogólnopolskimi i zagranicznymi producentami, ponieważ przestrzeń w sklepie będzie trzeba podzielić na większą ilość dostawców – stwierdza Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Gdyby ww. obowiązek wszedł w życie, większość respondentów chętnie kupowałaby lokalne produkty. Tak zadeklarowało aż 89,3% konsumentów. Jak podkreśla dr Łuczak, wyniki wyraźnie wskazują na to, że lokalne produkty są bardzo pożądane przez konsumentów. W połączeniu z ich właściwą prezentacją, np. dedykowaną półką, mogą przyczynić się do wzrostu sprzedaży w sklepach.

– Wynika to głównie z tego, że takie artykuły są uznawane za zdrowsze niż sprowadzane z daleka. Polacy w ostatnich latach coraz bardziej zwracają uwagę na jakość spożywanej żywności. Ponadto chcą wspierać rodzime firmy. Lokalny patriotyzm uwidocznił się zwłaszcza w obliczu pandemii. Wówczas konsumenci mocniej niż wcześniej zaczęli deklarować kupno produktów krajowego pochodzenia – zauważa Arkadiusz Paprzycki.

Niestety lokalne produkty są często droższe od importowanych. Zatem istnieje obawa, że gdyby były w większości sklepów, to wówczas byłoby ogólnie drożej na rynku. Jednak dr Łuczak wyjaśnia, że skrócenie łańcuchów dostaw może finalnie obniżyć ceny. Produkty lokalne mogą kosztować podobnie albo być tylko niewiele droższe od art. krajowych. Ponadto klienci są coraz bardziej świadomi tego, że pieniądze ze sprzedaży takich towarów wracają do ich społeczności, choćby w postaci podatków czy inwestycji.

– Wskazane rozwiązanie z pewnością poprawiłoby funkcjonowanie polskiej gospodarki i rolnictwa. Podniosłoby walory jakości produktów, bo eksportowane artykuły często są gorszej jakości. Jeśli chodzi o ceny, konsumenci nie powinni się obawiać. Obecnie lokalne produkty są droższe, bo rynek jest mocno zaburzony. Gdy polscy rolnicy będą mogli zwiększyć produkcję, kupowanie ich artykułów zapewne stanie się tańsze – podsumowuje ekspert z Fundacji AGROunia.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH (platformę analityczno-badawczą należącą do brytyjskiej spółki UCE GROUP LTD.) na zlecenie aplikacji Zdrowe Zakupy. Przeprowadzono je metodą CAWI w dniach 25-31 maja br. na reprezentatywnej próbie 926 dorosłych Polaków.

Logistyka na nowo. Branża TSL „odmraża” się po zastoju wywołanym pandemią koronawirusa

W gospodarce, jak i w życiu – nic nie jest dane raz na zawsze. Pandemia koronawirusa spowodowała, że musimy odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Wiele firm nie było gotowych na zmiany, a dynamika ich wprowadzania spowodowała, że przedsiębiorcy branży TSL nie zawsze odnajdują się w rzeczywistości, kiedy następuje powoli „odmrażanie” gospodarki, a jednocześnie nie możemy wrócić do funkcjonowania sprzed pandemii. Jak wiele firm odczuło konsekwencje gospodarcze wywołane pandemią koronawirusa? Jakie sektory branży TSL poradzą sobie najlepiej? Czy możliwe jest by praca zdalna zdominowała branże logistyczną? – Wciąż żyjemy w świecie, gdzie w przestrzeni pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz. – Musimy jednak działać, działać na bieżąco, ale i planować kolejne miesiące i rozwijać się tak szeroko jak tylko jest to możliwe. Spodziewam się, że logistyka i szeroko branża TSL doczeka się „nowego manifestu” jeżeli chodzi o światowe funkcjonowanie. Zmieni się bowiem naprawdę wiele rzeczy – mówi Prezes Laura Hołowacz.

  • Praca zdalna w branży TSL będzie coraz powszechniejsza. Firmy muszą jednak opracować odpowiednie procedury bezpieczeństwa oraz system weryfikacji obsługi klientów
  • Dywersyfikacja to podstawa. Kryzys lepiej przechodzą firmy o różnorodnym portfelu klientów. Kiedy traci przemysł, zyskuje np. sektor spożywczy
  • Relacje z klientem to rzecz najważniejsza. Musi on czuć, że jesteśmy z nim „na dobre i na złe” – wiele firm nie zdało tego egzaminu, czego dowodem była duża fluktuacja na rynku w czasie trwania pandemii
  • Ważną rzeczą jest finansowanie. Kryzys nauczył nas, że w czasach dobrych, trzeba oszczędzać na czasy złe. Czas pandemii lepiej przeszły firmy, które miały niezachwianą płynność finansową
  • Nie ma co ukrywać – trudny czas jeszcze nie minął, ale firmy nie mogą pozwolić sobie na stagnację

Firmy wracają do normalnego funkcjonowania. Praca zdalna przyszłością sektora TSL?

Czy w przypadku branży TSL możemy mówić o czasie stagnacji, zamrożeniu i odmrożeniu? Ten sektor gospodarki na zmiany na światowym rynku jest szczególnie wrażliwy. Problemy z transportem towarów z Azji rozpoczęły się już w 2019 roku, kiedy w Polsce pandemia zaczynała być odczuwalna, w Azji następowało powolne odmrażanie, ale wtedy utrudniony był szlak towarowy z innymi krajami Europy i Stanów Zjednoczonych. Możemy więc powiedzieć, że transport, spedycja i logistyka funkcjonuje na kryzysowych zasadach od wielu miesięcy. Przedsiębiorcy zostali zmuszeni do szybkiej reorganizacji planów działania. Efekty są dzisiaj widoczne, bo wiele firm świetnie sobie radzi. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z sytuacją niespodziewaną.

– Dzięki temu, że byliśmy w pracy, odbieraliśmy telefony, komunikowaliśmy się na bieżąco z terminalami, pozyskaliśmy kilku klientów. Nasza konkurencja pracowała inaczej, klienci docenili nasze zaangażowanie i szybkie działanie w trudnym czasie. Byliśmy także przygotowani do pracy zdalnej. W informatykę, sprzęt, oprogramowanie należy inwestować. Powołaliśmy spółkę CSL Inspire, która stanowi nasze zaplecze informatyczne. Odbieraliśmy telefony z pytaniami: jak z dnia na dzień dobrze pracować zdalnie i odpowiadaliśmy: z dnia na dzień się nie da. Do przeniesienia procesów logistycznych z biura do sieci potrzeba wielotygodniowego przygotowania, zabezpieczenia i doskonałej organizacji pracy – mówi Prezes Laura Hołowacz. Wiele firm podejmuje decyzje by pozostać na pracy zdalnej na stałe. W Grupie CSL część obowiązków będzie tak wykonywana, ale nie wszystkie. – Cenimy sobie możliwość pracy zdalnej, ale musimy jeszcze się jej nauczyć. Mamy dobre doświadczenia, ale efektywność pracy zdalnej w logistyce musi ulec poprawie i będziemy nad tym pracować – zapewnia Pani Prezes.

Nauczeni koronawirusem. Dywersyfikacja, płynność finansowa i… relacje. „Klienta nie można zostawić samego”

Czego uczy nas jeszcze koronawirus? Wniosków jest całe mnóstwo. Kryzys lepiej przechodzą firmy o zdywersyfikowanym portfelu zamówień. Jeżeli przedsiębiorstwo branży CSL zajmuje się zarówno spedycją morską jak i lądową oraz jeżeli wśród swoich klientów ma zarówno firmy automotive jak i firmy z branży spożywczej, rolniczej czy przetwórczej, to nie ma szans by kryzys dopadł ją w tak szerokim stopniu jak firmy, które są mocno wyspecjalizowane: – Dywersyfikacja przynosi szansę na rozwój. Zawsze jest tak, że gdy jednak branża rośnie, to druga maleje. W przypadku ostatnich miesięcy spadły zyski wynikające z obsługi branży automotive czy elektroniki, ale znacząco wzrósł przeładunek celulozy czy produktów spożywczych – mówi Prezes Laura Hołowacz. – Obsługujemy jednego z największych w Polsce producentów piwa i przyznajemy, że ostatnie miesiące przyniosły tu wręcz podwojenie ilości zamówień. Wszystkim firmom więc polecamy rozbudowanie portfela klientów i pracę nad możliwie uniwersalnym portfelem zleceń, tego powinien nauczyć nas koronawirus – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.  – Kolejna rzecz to finansowanie. Musimy gromadzić pieniądze i aktywa, w czasach dobrej prosperity musimy szykować się na ciężkie czasy. Grupa CSL podejmowała bardzo szybkie decyzje odnośnie współpracy z bankami i dzięki temu nasza działalność nie była zagrożona. Każda firma powinna wypracować swoje procedury i wyciągnąć indywidualne wnioski. Najgorsza jest jednak stagnacja i nie robienie niczego, z tego nie wyjdzie nam nic dobrego, szczególnie na tak dynamicznym rynku jak TSL – dodaje Prezes Laura Hołowacz.

Czas pandemii przynosi także kolejną naukę – relacje z klientem to rzecz najważniejsza. – Nasi klienci wiedzą, że jesteśmy z nimi na dobre i na złe. Niezależnie od sytuacji odbieraliśmy telefony, odpowiadaliśmy na maile, kształciliśmy się, uczestniczyliśmy w webinariach. Nie może być tak, że lockdown będzie czasem demobilizacji, odwrotnie, to musi być czas wielkiej mobilizacji. Mamy nadzieję, że niebawem uda nam się wrócić całkowicie do czasu sprzed pandemii – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

Nie zapominajmy:  sytuacja jest trudna. Pracujmy jednak najlepiej jak umiemy

Niektórzy analitycy rynku TSL sytuacje w logistyce i spedycji nazywają wprost: „Krajobraz po bitwie”. Jest wiele gałęzi gospodarki, które bardzo boleśnie odczuły ostatnie pół roku – starty w eksporcie i imporcie, zerwane łańcuchy dostaw, zatory płatnicze, zrywane umowy długoterminowe, problemy kierowców, którzy nie mogli przedostać się z kraju do kraju po ładunki. Nie da się ukryć, że funkcjonujemy w czasie bardzo trudnym dla całej gospodarki i na pewno najbliższe miesiące będą czasem weryfikacji, kto sobie poradził, a dla kogo koronawirus stał się grabarzem firmy.

– Czas pandemii wykorzystaliśmy także na marketing. Było wiele firm, które postanowiło do nas wrócić, gdyż nie znalazły one wsparcia w swoich firmach, takich firm jest pięć. Na rozwój sytuacji wciąż czekamy, bo jest wiele branż, które nadal czeka na odmrożenie i reakcje rynkowe. Część naszych klientów stara się działać i nie narzeka np. importerzy ryb. Zakupy są mniejsze, trasy towarów są krótsze, czujemy jednak, że na rynku jest trochę więcej optymizmu niż jeszcze kilka tygodni temu – dodaje Prezes Laura Hołowacz.

Szpitale znowu realizują planowe zabiegi. Wielu pacjentów boi się na nie zgłaszać

Po wstrzymaniu na trzy miesiące planowanych zabiegów i operacji szpitale stopniowo wracają do normalnej działalności. Placówki musiały wdrożyć restrykcyjne procedury bezpieczeństwa i higieny, które mają przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Wielu pacjentów – w obawie przed zakażeniem – rezygnuje jednak z zaplanowanego leczenia. To może być dla nich groźne, bo im później trafią pod specjalistyczną opiekę, tym gorsze będą ich rokowania.

Polskie szpitale stopniowo wracają do normalnego funkcjonowania. Dyrektorzy placówek wdrożyli odpowiednie procedury bezpieczeństwa w porozumieniu z dyrektorami medycznymi, naczelnymi pielęgniarkami oraz epidemiologami i w tej chwili szpitale odmrażają swoją działalność. Zapraszają pacjentów do zgłaszania się na te zabiegi, które trzeba było przełożyć. Na pewno chcielibyśmy uniknąć nagłego zgłaszania się wielkiej liczby chorych, szczególnie na SOR-ach, bo jednak wirus cały czas jeszcze jest wśród nas – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Fedorowski, profesor Collegium Humanum, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Jak wskazuje, powrót do normalnego funkcjonowania cały czas utrudnia strach przed zakażeniem – powszechny wśród pacjentów, szczególnie osób starszych, ale i wśród personelu medycznego.

– Nadmierny strach jest niekorzystny i może spowodować, że zabiegi istotne z punktu widzenia zdrowia pacjenta nie zostaną wykonane. Ale mamy też inne wyzwania, związane chociażby z zapewnieniem bezpieczeństwa pacjentów czy dostępem do szybkich i wiarygodnych testów na obecność koronawirusa, które można wykonywać przy łóżku pacjenta – mówi Jarosław Fedorowski.

Trudności placówkom medycznym nastręczają również niespójne wskazówki publikowane przez konsultantów, towarzystwa medyczne i rekomendacje m.in. anestezjologów czy chirurgów. Dyrektorzy szpitali mają problem, bo nie wiedzą, do których wytycznych powinni się stosować. Problemem są też koszty testów na koronawirusa, które placówki muszą pokryć z własnych budżetów.

To są niewątpliwie duże wyzwania dla kadry zarządzającej szpitalami. Kolejna sprawa to finansowanie, bo wszystkim zależy, aby przestoje nie wiązały się z obniżką finansowania, ale też infrastruktura, którą musieliśmy dostosować do obecnych warunków. Musieliśmy m.in. zainstalować różnego rodzaju innowacyjne urządzenia dezynfekujące czy zadbać o zaopatrzenie w sprzęt ochronny – mówi prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Placówki musiały wdrożyć restrykcyjne procedury bezpieczeństwa: na oddziałach i w poradniach zaostrzono standardy higieny i dezynfekcji, personel medyczny korzysta ze środków ochrony osobistej, zmienił się też tzw. triage, czyli wstępna ocena przyjmowanych pacjentów. Ci muszą m.in. wypełnić ankietę epidemiologiczną i przejść pomiar temperatury. Niektóre placówki wprowadziły też obowiązek kwarantanny przed planowanym przyjęciem do szpitala.

Wszystkich pacjentów pytamy teraz o to, jaki mają wywiad epidemiologiczny i mierzymy temperaturę, wykonujemy pomiary tętna i akcji oddechowej. W niektórych szpitalach są nowoczesne urządzenia, które umożliwiają monitorowanie tego w sposób hi-tech – mówi eksperti. – Bardzo dbamy też o procedury przepływu pacjentów w szpitalu, żeby ich ścieżki nie krzyżowały się ze ścieżkami personelu.

Jak podkreśla, personel medyczny obowiązkowo przechodzi też testy na obecność koronawirusa i dodatkowo testy na obecność przeciwciał, których do tej pory szpitale nie wykonywały rutynowo. Dla bezpieczeństwa większość placówek ograniczyła też możliwość odwiedzin u pacjentów albo utrzymała ich całkowity zakaz.

Wśród pacjentów, którzy najbardziej ucierpieli na wstrzymaniu zabiegów, trzeba wymienić przede wszystkim seniorów. O ile zabiegi ratujące życie były do tej pory wykonywane, o tyle zabiegi związane z polepszeniem jakości życia, np. wszczepienie endoprotez, operacje kręgosłupa czy pęcherzyka żółciowego były wstrzymywane. Dla osób starszych to trudna sytuacja – wymienia Jarosław Fedorowski. – Mamy też gros pacjentów, którzy nie mogli zgłosić się na procedury diagnostyczne, np. endoskopię, kolonoskopię czy badania serca. To też są istotne procedury, które mają wpływ na poprawę stanu zdrowia albo zapobieżenie konkretnej jednostce chorobowej.

Wielu pacjentów – w obawie przed zakażeniem SARS-CoV-2 – rezygnuje jednak z zaplanowanego leczenia. Tymczasem im później trafią pod specjalistyczną opiekę, tym gorsze będą rokowania. Dlatego też prezes Polskiej Federacji Szpitali podkreśla, że pacjenci nie muszą już obawiać się wizyt w szpitalach, ale w razie wątpliwości alternatywą jest telemedycyna. Wiele placówek wprowadziło teleporady, dzięki którym możliwe jest uzyskanie konsultacji z lekarzem przy ograniczeniu kontaktu osobistego np. z poradnią.

– Oczywiście ta obawa w obecnych czasach jest naturalna. Chodzi jednak o to, żeby nie była ona nadmierna, aby pacjent z tego powodu nie poniósł konsekwencji zdrowotnych – mówi Jarosław Fedorowski. – Mamy w tej chwili dobrze działającą telemedycynę, więc pacjenci mogą w ten sposób kontaktować się ze swoim lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, z infolinią szpitala albo Narodowego Funduszu Zdrowia.

Polska Federacja Szpitali prowadzi akcję „Nie bój się szpitala” (HASHniebojsieszpitala), która ma załagodzić strach i nadmierne obawy pacjentów przed zgłaszaniem się do szpitali i rezygnacji z zaplanowanych zabiegów.

– Pacjenci mogą się czuć bezpiecznie, ponieważ wprowadziliśmy procedury, mamy środki zabezpieczenia personelu i pacjentów. Ta akcja nie ma na celu zachęcenia pacjentów do tłumnego, jednoczesnego zgłaszania się na szpitalne oddziały ratunkowe, ale do kontaktu ze swoim lekarzem prowadzącym, do zaufania szpitalnym procedurom. Jednocześnie też prosimy ich, aby byli szczerzy z kadrą medyczną i podawali wszystkie swoje objawy chorobowe – tak, aby było bezpiecznie i dla nich, i dla nas – mówi prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Nie wszystkie mentolowe wyroby tytoniowe zostały wycofane. Sklepy nie mogą jednak o tym informować klientów

Według badań Forum Konsumentów w Polsce papierosy pali ok. 9 mln osób, wśród których 42 proc. sięga po wyroby mentolowe. Jednak tych w sklepach kupić już nie można, ponieważ 20 maja wszedł w życie zakaz sprzedaży papierosów mentolowych, z kapsułką mentolową oraz tytoniu do samodzielnego skręcania o aromacie mentolowym. Eksperci przestrzegają przed szukaniem takich produktów w szarej strefie i przypominają, że na rynku pozostają legalne alternatywy, jak podgrzewacze tytoniu.

– Na rynku pozostają papierosy elektroniczne, podgrzewacze tytoniu oraz cygara lub cygaretki o smaku mentolowym. Te produkty nie podlegają wycofaniu – potwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Ptaszyński, wiceprezes zarządu Polskiej Izby Handlu.

Wycofanie mentolowych wyrobów z tytoniu to duża zmiana dla polskiego rynku. Według Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych mentole stanowią ok. 30 proc. wszystkich sprzedawanych w Polsce papierosów, co jest jednym z wyższych wskaźników konsumpcji w Europie. Zakaz ich sprzedaży może uderzyć w drobny handel, bo papierosy mentolowe odpowiadają za 15 do nawet 40 proc. obrotów małych sklepów i kiosków. Ta kategoria produktów tytoniowych generuje też rocznie ok. 7–9 mld zł przychodów budżetowych z podatków.

Zmiana przepisów będzie odczuwalna także dla konsumentów. Z marcowego badania Forum Konsumentów wynika, że papierosy pali ponad 25 proc. dorosłych Polaków, czyli ok. 9 mln osób. W tej grupie aż 42 proc. sięgało właśnie po papierosy mentolowe bądź z kapsułką, a 28 proc. wybierało je regularnie.

– Brak papierosów mentolowych na rynku z pewnością spowoduje konieczność szukania innych rozwiązań. Jako handel detaliczny będziemy starali się jak najlepiej zaopatrzyć i odpowiedzieć na potrzeby klientów. Jednak brak tych papierosów będzie utrudnieniem zarówno dla klientów, jak i samych sklepów – mówi Paweł Tracz, prezes zarządu Stowarzyszenia Mikroprzedsiębiorców i Franczyzobiorców.

Jak wynika z badania Forum Konsumentów, ponad 20 proc. palaczy deklaruje, że w przypadku braku papierosów mentolowych są skłonni sięgnąć po taki towar z czarnego rynku. To oznacza, że zakaz ich sprzedaży może realnie przyczynić się do rozwoju szarej strefy. W ciągu ostatniej dekady udział nielegalnych papierosów na polskim rynku udało się obniżyć z 19 do ok. 10 proc., ale zmiany w przepisach mogą ten trend odwrócić.

– Jako handel detaliczny bardzo boimy się rozwoju szarej strefy, która będzie strefą pozasklepową i nielegalną – mówi Paweł Tracz.

Eksperci przestrzegają przed kupowaniem papierosów mentolowych z szarej strefy, ponieważ stanowi to duże ryzyko dla zdrowia. Takie wyroby tytoniowe są wytwarzane bez żadnego nadzoru, nie spełniają norm jakości i mogą zawierać groźne substancje. Legalną alternatywą dla nich pozostają podgrzewacze tytoniu i e-papierosy, również o smaku mentolowym, które wciąż będą dostępne na rynku. Problem w tym, że zgodnie z obowiązującym od 2017 roku prawem obowiązuje zakaz informowania o wyrobach tytoniowych w punktach sprzedaży, także tych, o których mówi się, że mogą być mniej szkodliwe. .

– Rząd powinien umożliwić informowanie o obniżonej szkodliwości innowacyjnych wyrobów tytoniowych, podgrzewaczy do tytoniu. W Polsce mogłyby powstawać potężne fabryki, które produkowałyby tego typu wkłady do tytoniowych podgrzewaczy. To z pewnością odciążyłoby plantatorów, którzy dostarczają tytoń dla wielu firm. Błędem byłoby tej szansy nie wykorzystać. Jeżeli nie wprowadzimy możliwości informowania konsumenta o obniżonej zawartości nikotyny i substancji smolistych w tych właśnie produktach, po prostu pozbawimy się szansy, która jest istotna dla odbudowy polskiej gospodarki po pandemii koronawirusa, a także sektora rolnego oraz małych i średnich sklepikarzy – uważa Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

W innych krajach podejście do alternatyw jest dużo bardziej otwarte. W USA po wnikliwym, trwającym dwa lata audycie badań naukowych nad systemem podgrzewania tytoniu IQOS amerykańska Agencja Żywności i Leków wyraziła zgodę na sprzedaż tego urządzenia na terenie tego kraju. FDA stwierdziła, że wprowadzenie tego produktu na rynek amerykański jest „właściwe dla ochrony zdrowia publicznego”, a produkty oparte na podgrzewaniu tytoniu „wytwarzają mniej określonych toksyn w mniejszych dawkach niż papierosy tradycyjne”.

Wycofanie z rynku popularnych mentoli to efekt dyrektywy tytoniowej Unii Europejskiej z kwietnia 2014 roku, która w założeniu ma przyczynić się do spadku liczby nałogowych palaczy. Nowe przepisy obowiązują w całej UE. Do polskiego prawodawstwa wdrożyła je ustawa z lipca 2016 roku o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych.

Koronawirus uderzył w rynek pracy tymczasowej. Najszybciej w przyszłym roku wróci do stanu sprzed pandemii

W ciągu półtora miesiąca pandemii pracę mogło stracić nawet 30 tys. pracowników tymczasowych. Zdaniem ekspertów Polskiego Forum HR większość stanowisk pracy udałoby się uratować, gdyby tarcza antykryzysowa objęła wszystkie formy zatrudnienia. Obecnie tylko 11 proc. firm deklaruje, że poszukuje pracowników tymczasowych, jednak zapotrzebowanie na nich powinno rosnąć wraz z odmrażaniem gospodarki. – Elastyczność kosztów i zatrudnienia będzie bardzo pożądaną usługą na rynku pracy, więc w 2021 roku powinno ono wrócić do czasu sprzed pandemii – ocenia Wojciech Ratajczyk, wiceprezes Polskiego Forum HR ds. pracy tymczasowej.

 – Koronawirus spowodował duże spadki zainteresowania pracownikami tymczasowymi. Praca tymczasowa pozwala firmom na zachowanie elastyczności, więc w pierwszej kolejności, dbając o poziom swoich kosztów, rezygnowały one właśnie z tej formy zatrudnienia – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk, prezes zarządu Trenkwalder Polska i wiceprezes Polskiego Forum HR ds. pracy tymczasowej.

Do początku maja, czyli w ciągu półtora miesiąca od wybuchu pandemii koronawirusa, w agencjach członkowskich PFHR pracę straciło10 tys. pracowników tymczasowych. W skali całego rynku może to oznaczać, że zwolnienie dotknęło ok. 30 tys. osób z tej grupy. Kolejne tygodnie mogły przynieść nawet dwukrotny wzrost tej liczby. Eksperci porównują to z sytuacją z 2009 roku, kiedy po upadku Lehman Brothers agencje pracy tymczasowej zanotowały ok. 50-proc. spadek zapotrzebowania na pracowników.

Z ankiety zrealizowanej wśród firm członkowskich Polskiego Forum HR wynika jednak, że obecnie ponad 70 proc. stanowisk pracy można byłoby uratować, gdyby tarcza antykryzysowa objęła wszystkie formy zatrudnienia, również pracę tymczasową.

 Sytuacja od początku była niejasna. Z ustawy nie wynika, że pracownicy tymczasowi nie są objęci dopłatą do postojowego, natomiast z interpretacji jednego z urzędów pracy wynikało, że jednak objęci nie są. Przedsiębiorstwa w związku z tym nie występowały o osłonę z tytułu tarczy antykryzysowej. Nie znam żadnego przypadku, kiedy pracownicy tymczasowi byliby nią objęci – ocenia wiceprezes PFHR ds. pracy tymczasowej.

Wojewódzki Urząd Pracy w Warszawie na początku kwietnia stwierdził, że dofinansowanie mogą otrzymać tylko pracownicy zatrudnieni w celu świadczenia pracy na rzecz agencji pracy tymczasowej. W przypadku pracowników tymczasowych, których agencja zatrudnia wyłącznie w celu ich skierowania w celu świadczenia pracy u pracodawcy użytkownika, nie można zastosować świadczenia postojowego.

– Gdyby przepisy dotyczące ochrony pracowników tymczasowych w ramach tarczy antykryzysowej były jasne, na pewno udałoby się uratować więcej miejsc pracy. Nie jesteśmy w stanie oszacować, jak duża byłaby ta skala, natomiast wiemy, że na pewno przedsiębiorstwa chętnie by z tego skorzystały, bo dzięki temu byłyby gotowe do podjęcia zadań zaraz po ustąpieniu kryzysu – przekonuje Wojciech Ratajczyk.

Obecnie ze względu na poważny kryzys wiele firm ogranicza zatrudnienie. Tracą na tym również pracownicy tymczasowi.

 Tylko 11 proc. firm zadeklarowało, że poszukuje takich pracowników za pośrednictwem agencji. Są to głównie branże logistyczna, e-commerce, spożywcza i farmaceutyczna. Nieźle radzi sobie też IT. Jednak w przyszłości żadna z firm nie przewiduje zrezygnowania z pracy tymczasowej – mówi ekspert.

Według prognoz Polskiego Forum HR w trudnych czasach pracodawcy mogą nawet chętniej korzystać z potencjału pracowników tymczasowych niż z zatrudnienia na etat we własnym przedsiębiorstwie. Niepewność na rynku, obawa przed kolejną falą pandemii oraz redukcja kosztów sprawią, że firmy będą szukać bardziej elastycznych form zatrudnienia. Zdaniem eksperta nastąpi to już wkrótce, bo najgorsze już za nami.

– Według optymistycznych prognoz odbudowanie całego rynku pracy, w tym pracy tymczasowej, będzie możliwe dopiero po 2021 roku – ocenia Wojciech Ratajczyk.

Technologia azotku galu może zmienić oblicze wojny radioelektronicznej. Zwiększy bezpieczeństwo systemów i pomoże zapobiec atakom [DEPESZA]

Od ataków na systemy radarowe, zakłócanie systemów łączności i nawigacji po maskowanie elektroniczne, sondowanie, rozpoznanie i zbieranie danych wywiadowczych – wojna radioelektroniczna stopniowo zyskuje na znaczeniu. Tylko przy użyciu sprzętu o dużej mocy przeciwnik może celować w łącza danych i nośniki, takie jak łącza Link 16 i VHF, na których polegają choćby siły NATO. Skutki mogą być trudne do przewidzenia. Technologia azotku galu może znacznie zwiększyć bezpieczeństwo systemów i utrudnić potencjalne ataki.

Wojna nie tylko przeniosła się do cyberprzestrzeni. Skutki wojny radioelektronicznej – Electronic  Warfare (EW) – mogą być trudne do przewidzenia. Od ataków na systemy radarowe, zakłócanie systemów łączności i nawigacji po maskowanie elektroniczne, sondowanie, rozpoznanie i zbieranie danych wywiadowczych – EW można stosować w powietrzu, na morzu, lądzie i w przestrzeni kosmicznej. Już podczas pierwszej wojny światowej każda ze stron z powodzeniem przeprowadziła EW w formie zakłócania komunikacji. Francuzi i Brytyjczycy wpłynęli na niemieckie operacje bombowe, blokując i fałszując sygnały elektromagnetyczne.

Używając sprzętu o dużej mocy, przeciwnik może celować w łącza danych i nośniki, takie jak łącza Link 16 i VHF, na których polegają siły NATO. Ostatnie lata pokazały, jak dużym zagrożeniem są działania polegające na zakłócaniu spektrum elektromagnetycznego. Działania prorosyjskich separatystów we wschodniej Ukrainie wyraźnie wykazały, że możliwości ataku elektronicznego przekroczyły szacunki NATO. Inwazję na Ukrainie poprzedziły intensywne działania zagłuszające, które wykraczały poza cele wojskowe, obejmując komercyjne ataki cybernetyczne i telekomunikacyjne.

– Filozofia działań wojennych ewoluuje w tym kierunku, by każdy element posiadał możliwości walki radioelektronicznej, przy czym stają się one coraz bardziej agresywne – wskazuje Eric Higham, dyrektor działu zaawansowanych systemów obronnych w Strategy Analitycs. – By osiągnąć te cele, nowe systemy wymagają wsparcia dla wielodomenowości, wielozakresowości, szerokiego pasma oraz wysokich częstotliwości.

Opracowane technologie w zakresie walki radioelektronicznej szybko ewoluują. Dlatego też systemy EW muszą być modułowe i skalowalne, zapewniając lepszy zasięg i zmniejszoną podatność na atak elektroniczny i fizyczny. Aby skutecznie poradzić sobie z zakłóceniami sieciowymi generowanymi zarówno przez cywilną, jak i wojskową komunikację, muszą one także być w stanie przetwarzać ogromne ilości danych w czasie rzeczywistym.

Przyszłe systemy EW będą musiały uzyskiwać dane z innych źródeł, takich jak bezzałogowe statki powietrzne, aby zoptymalizować zasoby. Rozwiązaniem, które może całkowicie zmienić oblicze walk radioelektronicznych, jest technologia azotku galu – GaN. Azotek galu może zastąpić krzem, jest przy tym znacznie tańszy i bardziej efektywny energetycznie. Zwiększa bezpieczeństwo, utrudnia więc potencjalny atak.

– Wyjątkowe właściwości azotku galu pod względem wydajności umożliwią zaspokojenie potrzeb wszystkich segmentów rynku EW, więc pomimo niepewnych konsekwencji pandemii SARS-CoV-2 jestem optymistą, że przychody z technologii GaN szybko wzrosną w tym segmencie – przekonuje Eric Higham.

Jak wynika z raportu Advanced Analytics Systems Defense Systems „Electronic Warfare Market and Technology Forecast: 2018–2028”, wydatki na systemy wojny elektronicznej w 2028 roku przekroczą 23 mld dol.

Sektor finansowy na wojnie z fałszerzami pieniędzy. Inwestuje w coraz bardziej innowacyjne technologie druku

Przedstawiciele sektora finansowego prowadzą nieustanną wojnę z fałszerzami pieniędzy. Banki inwestują w coraz bardziej zaawansowane rozwiązania technologiczne, które uniemożliwią bądź znacząco utrudnią wyprodukowanie banknotów poza wyspecjalizowanymi mennicami. Innowacyjne rozwiązania z branży druku zabezpieczonego obejmują wykorzystanie technologii druku przestrzennego oraz nowatorskich materiałów. Nanotech opracowało technologię drukowania trójwymiarowych nadruków, które zmieniają wygląd w zależności od kąta patrzenia.

– Wiele możliwości zastosowań, zastrzeżone i opatentowane techniki nanoprodukcji, wysoka widoczność i interaktywność sprawiają, że technologia KolourDepth jest idealnym zabezpieczeniem banknotów przed fałszowaniem – przekonuje Troy Bullock, dyrektor generalny i prezes Nanotech.

Pomimo coraz większej popularności transakcji bezgotówkowych nie słabnie zapotrzebowanie na nowoczesne technologie zabezpieczające banknoty. Modernizację systemu monetarnego przeprowadzają m.in. władze Wielkiej Brytanii. Pod koniec lutego 2020 roku Bank of England wyemitował nową odsłonę 20-funtowego banknotu, który wydrukowano na trudniejszym do podrobienia materiale polimerowym. Wprowadzono do nich także dwa przeźroczyste okna oraz dwubarwną folię zabezpieczającą. To trzeci – po pięcio- i dziesięciofuntowym – banknot tego typu wprowadzony do obiegu przez Bank of England. W 2021 roku w obiegu pojawi się zaś czwarty, 50-funtowy banknot polimerowy przeznaczony na brytyjski rynek.

Rozwiązanie wypracowane przez firmę Nanotech zakłada wykorzystanie w procesie produkcji banknotów technologii plazmonicznych materiałów barwnych. Dzięki nim mennice będą w stanie wydrukować wielokolorowe, trójwymiarowe nadruki zmieniające swój wygląd w zależności od kąta patrzenia. Sfałszowanie takich zabezpieczeń jest niezwykle trudne, gdyż w procesie produkcji folii ochronnych wykorzystuje się autorskie algorytmy oraz opatentowane techniki nanofabrykacji.

Nowoczesne systemy zabezpieczeń wdrażane są także przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, która przy okazji emisji jubileuszowego, 19-złotowego banknotu zaprezentowała autorskie zabezpieczenie Umbra4Note. Jest to forma druku w technice stalorytu, która umożliwia uzyskanie efektu kątowego, podobnego do technologii wykorzystywanej przez Nanotech.

– Technologia KolourDepth jest łatwa do uruchomienia i oferuje dużą swobodę projektowania i dostosowywania. Tego rodzaju innowacje wykorzystujące nowatorskie technologie, takie jak nanooptyka, są dokładnie tym, czego obecnie potrzebuje przemysł – wskazuje Donald Scholz, dyrektor zarządzający Banknote Industry News, firmy analizującej rynek pieniężny.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku druku zabezpieczonego do 2023 roku wzrośnie do 14,8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 5,5 proc.

Roboty chętniej udzielają finansowania niż ludzie

  • Od początku roku banki zaostrzały kryteria przyznawania finansowania. Epidemia nie tylko nasiliła ten trend, ale i wydłużyła czas oczekiwania na decyzję.
  • Coraz częściej wnioski o przyznanie finansowania rozpatrują automaty. Robią to nie tylko szybko – średni czas analizy sprawy zajmuje kilka sekund, ale i bezbłędnie. Mylą się tylko w 3% przypadków.

Epidemia wydłużyła czas oczekiwania na pieniądze

Banki ankietowane przez NBP w I kwartale 2020 r. przyznały, że zaostrzyły kryteria udzielania kredytów krótko- i długoterminowych dla dużych przedsiębiorstw (odpowiednio -30% i -31%) oraz dla małych i średnich przedsiębiorstw (odpowiednio -47% i -33%). Epidemia ten trend tylko pogłębiła – pieniądze z banku jeszcze trudniej dostać, dłużej też czeka się na decyzję, o czym informowało w komunikatach kilka banków. Na II kwartał 2020 r. banki przewidywały zaostrzenie polityki kredytowej w segmencie krótko- i długoterminowych kredytów dla dużych oraz małych i średnich przedsiębiorstw, o skali największej od połowy 2009 r. (odpowiednio 57%, -55%, -82% i -77%). Żaden bank nie przewiduje łagodzenia polityki kredytowej.

Wynika to nie tylko z ostrożności i ryzyka finansowania podczas niepewnej sytuacji gospodarczej, ale i dłuższego czasu potrzebnego na rozpatrywanie wniosku. W bankach zazwyczaj robią to analitycy – ludzie.

Część instytucji finansowych od lat jednak inwestuje w automatyczne systemy scoringowe (oceniające ryzyko związane z wspieranym podmiotem), które są zdecydowanie szybsze. Są też coraz doskonalsze w podejmowanych decyzjach.

– Od kilku już lat główny ciężar analizy kierowanych do nas wniosków o finansowanie spoczywa na maszynach. Ponieważ automaty robią to w oparciu o precyzyjnie zdefiniowane parametry, dzieje się to naturalnie bardzo szybko – w kilka sekund. W takim trybie finansujemy nawet duże wnioski na 100 tys. zł. Sztuczna inteligencja szybko się też uczy – z weryfikacji wszystkich decyzji o uruchomieniu środków podjętych w maju wynika, że tylko w 3% przypadków analityk (człowiek) zmienił decyzję podjętą przez maszynę i zablokował środki – mówi Piotr Więcek, FINEA, Dyrektor ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa.

Technologia pozwala działać normalnie podczas epidemii

Znaczenie automatyzacji procesów, także w finansach, jest coraz większe podczas pandemii. W okolicznościach dystansu społecznego i pracy zdalnej wszędzie tam, gdzie analizy opierają się na ludziach, pojawiają się problemy. Największe instytucje, proporcjonalnie do swojej skali, miały duże trudności z adaptacją do nowych realiów. Mniejsze organizacje są w stanie działać bardziej elastycznie.

– Oczywiście sytuacja gospodarcza spowodowała, że od marca obserwujemy większą liczbę wniosków o finansowanie faktoringowe. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przedsiębiorcy szukają finansowania w każdym możliwym miejscu. Na szczęście duża wydajność naszych automatycznych systemów scoringowych pozwoliła uniknąć zablokowania firmy. Maszyny nie potrzebują dystansowania społecznego, pracują w tych samych miejscach co przed pandemią, więc zasadniczo nic się nie zmieniło – Piotr Więcek z FINEA.

Wg eksperta Finea, wraz ze wzrostem liczby wniosków o faktoring pojawiają się nowe branże. Chodzi o wnioski od firm związanych z edukacją, np. współpracujących z uniwersytetami czy z branży kosmetycznej. Tam opóźnienia w płatnościach są teraz normą, ale z przyznawaniem finansowania faktoringowego nie ma problemu, bo nie ma obaw o masowy upadek takich działalności.

Unijne dotacje dla firm na bieżącą działalność, pomoc samorządom oraz nowe regulacje prawne w budowlance – webinary PARP i MR

Podczas webinarów, które odbędą się 9 i 10 czerwca, będzie można uzyskać informacje na temat tego kto i jak może wykorzystać środki z tarczy antykryzysowej. Jakie nowe działania dla średnich przedsiębiorstw zaproponuje Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości? Jakie zmiany są planowane w procesie inwestycyjno-budowlanym? A na jakie wsparcie mogą liczyć samorządy? Na pytania odpowiedzą eksperci m.in. z PARP, Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej oraz Ministerstwa Rozwoju.

We wtorek, 9 czerwca, odbędą się aż dwie wideokonferencje – o godz. 9:00 i godz. 14:00. Pierwszą z nich otworzą wicepremier,  minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, Minister Funduszy i Polityki Regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak oraz Prezes PARP Małgorzata Oleszczuk. PARP zaprezentuje na niej konkurs finansowany z funduszy unijnych „Dotacje na kapitał obrotowy”, do którego nabór ruszy 15 czerwca. Ma być on wsparciem, przewidzianym na utrzymanie działalności średnich przedsiębiorców, którzy na skutek pandemii COVID-19 znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej. Budżet, którym Agencja będzie dysponowała wynosi 2,5 mld zł a środki pochodzą z dwóch programów operacyjnych – Inteligentny Rozwój oraz Polska Wschodnia. Podczas webinaru zostaną omówione szczegółowe warunki i wytyczne dla przedsiębiorców zainteresowanych taką formą pomocy.

Spotkania w dniach 9-10.06.2020 r.:

  • wtorek 9 czerwca, godz. 9:00-11:00 „Nowe działania dla średnich przedsiębiorstw w ramach Funduszowej Tarczy Antywirusowej”
  • kto może uzyskać wsparcie,
  • jakie kryteria będą brane pod uwagę,
  • gdzie i kiedy można składać wnioski.
  • wtorek 9 czerwca, godz. 14:00-16:00 „Zmiany w procesie inwestycyjno-budowlanym”
  • zmiany w procedurze uzyskiwania odstępstw od przepisów techniczno-budowlanych,
  • liberalizacja podejścia do istotnych odstąpień od projektu budowlanego,
  • łatwiejsze przeniesienie decyzji o pozwoleniu na budowę na nowego inwestora.

– „W ubiegłym roku padł rekord pod względem ilości oddanych mieszkań. Chcemy, aby ten pozytywny trend utrzymał się także po pandemii. Wprowadzamy zmiany, które mają na celu usprawnić i przyspieszyć proces inwestycyjno-budowlany”Robert Nowicki, wiceminister rozwoju.

Podczas wideokonferencji zostaną zaprezentowane nowe regulacje prawne, które mają na celu uproszczenie procesu inwestycyjno-budowlanego. To m.in.: podział projektu budowlanego na projekt zagospodarowania działki lub terenu, projekt architektoniczno-budowlany oraz projekt techniczny; zwolnienie z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę wybranych obiektów czy wprowadzenie uproszczonego postępowania legalizacyjnego w stosunku do samowoli budowlanych od których zakończenia budowy upłynęło 20 lat.

  • środa 10 czerwca, godz. 13:00-15:00 Tarcza samorządowa”
  • konsekwencje pandemii w budżetach JST,
  • rozwiązania w tarczy samorządowej,
  • poprawa płynności finansowej,
  • złagodzenie reguł fiskalnych.

Cykl „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” to 20 spotkań on-line organizowanych przez Ministerstwo Rozwoju i Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, poświęconych wybranym narzędziom z tarczy antykryzysowej i finansowej. W każdym tygodniu począwszy od 26 maja, eksperci z dziedzin prawa, finansów i ekonomii dzielą się z przedsiębiorcami wiedzą i praktycznymi wskazówkami na temat korzystania z rozwiązań osłonowych proponowanych firmom przez rząd. Spotkania są bezpłatne i nie wymagają rejestracji.

Przebieg konferencji

Każde spotkanie podzielone jest na trzy części. Pierwsza to indywidualne prelekcje zaproszonych ekspertów. Druga ma charakter moderowanej dyskusji, w której paneliści będą rozmawiać o zagadnieniach poruszonych w trakcie spotkania. Podczas trzeciej, ostatniej części, eksperci odpowiedzą na pytania internautów. Dodatkowo, bezpośrednio po zakończeniu każdego wydarzenia uruchomiony zostanie 3 h dyżur ekspercki (nr tel. 22 101 04 01), podczas którego będzie można skorzystać z telefonicznych konsultacji.

Konferencje będą transmitowane na żywo na stronie internetowej www.parp.gov.pl/tarcza. Pytania do ekspertów można przesłać poprzez formularz dostępny na stronie internetowej.

Partnerami cyklu wideokonferencji „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu” jest Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Xceedance Consulting Polska wybrała krakowski kompleks High5ive na nową siedzibę w Polsce

Firma konsultingowa Xceedance Consulting Polska wybrała kompleks biurowy High5ive na swoją, nową siedzibę w Polsce. W procesie wyboru lokalizacji, negocjacji warunków najmu oraz aranżacji powierzchni doradzała firma Walter Herz  

Xceedance, globalny dostawca technologii i rozwiązań analitycznych w zakresie zarządzania usługami ubezpieczeniowymi zdecydował się przenieść swoją siedzibę w Polsce do budynku biurowego High5ive 4 położonego przy ulicy Pawiej w Krakowie. Nowe biuro, rozlokowane na powierzchni 1500 mkw., zaaranżowane zostanie w myśl reguł work-life balance, z uwzględnieniem potrzeb biznesowych Xceedance. Pozwoli to firmie na dalszy rozwój kadry na rynku EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka).

– Kierując się rozwojem Xceedance, poszukiwaliśmy biura w atrakcyjnej, krakowskiej lokalizacji z łatwym dostępem do komunikacji miejskiej i centralnie usytuowanymi udogodnieniami. Nasze cele obejmowały stworzenie kreatywnego, angażującego miejsca pracy dla naszego zespołu i przyszłych współpracowników. Dzięki rygorystycznemu procesowi zamówień publicznych wybraliśmy High5ive, który spełnił nasze potrzeby dotyczące wysokiej jakości powierzchni oraz lokalizacji. Ponadto kompleks, charakteryzuje się nowoczesnymi, przyjaznymi środowisku cechami, w tym certyfikacją LEED – mówi Marek Kaszczyc, Senior Vice President and Managing Director of Xceedance Consulting Polska.


biuro tłumaczeń Kraków


– Zadaniem naszego zespołu było zagwarantowanie firmie Xceedance kompleksowego wsparcia przy wyborze optymalnej lokalizacji, która w pełni zaspokajałaby jej potrzeby rozwoju w Krakowie w perspektywie najbliższych 5 lat. Zakres pracy agencji obejmował, nie tylko wyszukanie najbardziej optymalnej dla firmy powierzchni i negocjację warunków najmu. Byliśmy również odpowiedzialni za fit-out biura. W drodze przetargu, po analizie kosztów i negocjacji wycen wyłoniona została pracownia architektoniczna Konrada Krusiewicza – The Design Group, która odpowiada za design nowej siedziby Xceedance – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

– Od początku wiedzieliśmy, że w przypadku tego projektu dużą rolę będzie odgrywał project management i wysoki standard aranżacji, więc kluczowe były zaawansowane negocjacje wycen oraz kompleksowa koordynacja procesu projektowego – mówi Emilia Kalińska, Regional Coordinator w Walter Herz.

– Zaczynając pracę nad projektem biura dla młodego zespołu Xceedance wiedzieliśmy, że musimy stworzyć przestrzeń „na luzie”, w której każdy może czuć się dobrze, niemalże jak u siebie w domu. Ważne było dla nas zastosowanie przyjaznych kolorów oraz faktur, które wprowadziliśmy na welurowych kotarach oraz panelach akustycznych w pokojach spotkań. Kolorów jest dużo, jednak nie są one dominujące ani przytłaczające. Dodatkowo, przełamane zostały ciemnym drewnem, które nadaje przytulnego charakteru z lekko eleganckim sznytem. Wprowadziliśmy również elementy stylu industrialnego jak np. otwarte sufity czy charakterystyczne przeszklenia z czarnymi szprosami. Szklenia wyznaczają nam rytm wnętrz, ponieważ ich linie przenikają całą przestrzeń, co dało możliwość stworzenia spójnej całości. Pojawiają się w postaci czarnych listew MDF, a także jako ramki trzymające w ryzach kolorowe, roślinne tapety, czy grafiki w salach spotkań z motywami przewodnimi wspierającymi komunikację wewnętrzną firmy – opowiada Martyna Smętek, projektantka z The Design Group, odpowiedzialna za koncepcję biura.

– To, co będzie widoczne dopiero po zakończeniu realizacji to nazewnictwo salek, tj. Bali, Palermo, Hogwart. Nazwy zostały wytypowane w drodze konkursu przeprowadzonego wśród pracowników biura, co stworzyło im możliwość aktywnego wkładu w projekt wnętrz – dodaje Karolina Kózka, projektantka z The Design Group.

High5ive to projekt, który doskonale wpisuje się w aktualne potrzeby pracowników biurowych. Oferuje duże powierzchnie, zielone otoczenie i bardzo dobre połączenie z wszystkimi rejonami miasta, a dzięki sąsiedztwu dworca kolejowego, także i kraju. Na tle konkurencji kompleks wyróżnia również najwyższy standard rozwiązań architektonicznych.

High5ive, położony w najlepiej skomunikowanym obszarze Krakowa, tuż obok Dworca Głównego i Galerii Krakowskiej oferuje w pięciu budynkach 70 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej. Poza doskonałą lokalizacją biznesową, sukces komercyjny przyniosło projektowi również szerokie zastosowanie ekologicznych rozwiązań oraz wygodny dostęp do użytecznych usług, z których najemcy i pracownicy firm mogą w nim korzystać, w tym zastosowanie autorskiego systemu operacyjnego Connected by Skanska.

Nadzieje na poprawę sytuacji gospodarczej wspierają ożywienie walut rynków wschodzących

W minionym tygodniu obserwowaliśmy kontynuację wzrostów aktywów ryzykownych. Utrzymujące się pozytywne nastroje związane są między innymi z – jak na obecną sytuację – dobrymi danymi gospodarczymi napływającymi praktycznie ze wszystkich stron.

W ostatnich dniach najwięcej uwagi otrzymał najnowszy raport z amerykańskiego rynku pracy. Warto jednak wspomnieć też o chińskich indeksach PMI, które w maju znalazły się na poziomach wskazujących na ekspansję zarówno sektora przemysłu, jak i usług. Lepsze nastroje na rynku widoczne były nie tylko w umocnieniu walut emerging markets i zwyżkach na rynku akcji, ale też w słabości amerykańskiej waluty. Z drugiej strony wzrostowi pary EUR/USD sprzyjały też działania Europejskiego Banku Centralnego, który w zeszłym tygodniu rozszerzył nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (PEPP). Sądzimy, że euro wspierane przez działania decydentów, które ograniczają ryzyka, w parze z dolarem amerykańskim w najbliższych tygodniach powinno kontynuować wzrost.

Uwagę mediów przykuwają masowe protesty w USA, które zdają się jednak nie mieć istotnego wpływu na rynek. Inwestorzy w najbliższych dniach skupią się na innych informacjach ze Stanów Zjednoczonych. W środę czekamy na informacje po spotkaniu Rezerwy Federalnej: szczególnie istotna będzie retoryka decydentów w kontekście ostatniej wyraźnej poprawy w danych ekonomicznych – zwłaszcza w obliczu majowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który poznaliśmy w piątek.

 

PLN

Pod kątem zachowania polskiego złotego, ubiegły tydzień można podzielić na dwie, dość równe połowy. W jego pierwszej części polska waluta umacniała się, schodząc w parze z euro do okolic 4,37 – najniższego poziomu od połowy marca. W jego drugiej części zaś nastąpiła wyprzedaż złotego, którą odbieramy jako odreagowanie po serii szybkich wzrostów.

W tym tygodniu nie poznamy istotnych publikacji z Polski. Ze względu na święto Bożego Ciała i związany z nim sezon urlopowy, w jego drugiej części można spodziewać się niższej płynności, co może też mieć wpływ na zachowanie złotego. Amplituda wahań pary EUR/PLN może się zwiększyć, zwłaszcza jeśli w tym okresie nadejdą istotne informacje lub dojdzie do wyraźnej zmiany sentymentu rynkowego.

EUR

W zeszłym tygodniu Europejski Bank Centralny zdecydował się rozszerzyć nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii o 600 mld euro, czyli o 100 mld więcej niż oczekiwaliśmy. Działanie to wywołało na rynku niemal euforię, doprowadzając do redukcji spreadów rentowności obligacji krajów peryferyjnych strefy euro.

Euro również zyskało, kontynuując umocnienie w parze z dolarem amerykańskim. Europejskiej walucie sprzyjały też dane z gospodarki, a konkretnie rewizje majowych odczytów PMI. Sądzimy, że kroki podjęte przez Europejski Bank Centralny w praktyce wykluczają możliwość wystąpienia kolejnego kryzysu strefy euro i spodziewamy się, że aprecjacja wspólnej europejskiej waluty w parze z dolarem amerykańskim utrzyma się w nadchodzących tygodniach.

USD

Dane makroekonomiczne napływające z USA w ostatnim czasie były dość pozytywne. W ubiegłym tygodniu uwagę przykuł przede wszystkim raport z amerykańskiego rynku pracy. Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w maju wyniosła 2,5 mln. Różnica w relacji do oczekiwań konsensusu, który spodziewał się gwałtownego spadku to ok. 10 mln osób. Zamiast istotnie wzrosnąć, niespodziewanie spadło natomiast bezrobocie – z 14,7% do 13,3%.

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA [w mln] (2015 – 2020)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Refinitiv Datastream Data: 08/06/2020

O ile majowe dane nadal wskazują na ogrom zniszczeń jakiego doświadczył amerykański rynek pracy w konsekwencji pandemii, tak jednak wspomniany raport pokazuje, że wyjście z recesji przypominające kształtem literę V staje się bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Rynki pozytywnie odebrały te informacje. Z tym większą uwagą będziemy obserwować jak członkowie Rezerwy Federalnej zareagują na te wiadomości podczas czerwcowego spotkania decyzyjnego, z którego informacje poznamy w środę wieczorem.

GBP

Szczęśliwie dla funta brytyjskiego, rynki obecnie skupiają się na czynnikach korzystnych dla aktywów ryzykownych, w tym perspektywach szybkiego odbicia gospodarczego po pandemii, a nie na negocjacjach brexitowych, które po raz kolejny zdają się zmierzać donikąd.

Pozytywną informacją dla funta brytyjskiego jest też to, że nie każdy z niedawno wypowiadających się oficjeli Banku Anglii zdaje się rozważać możliwość wprowadzenia ujemnych stóp procentowych – w ostatnich tygodniach reprezentanci banku centralnego przyzwyczaili nas do tego typu rozważań, w pewien sposób „normalizując” tę kwestię. Podczas wypowiedzi w trakcie webinaru Bloomberga, Andrew Hauser z BoE – który, co warto dodać nie jest decydentem MPC – wyraził opinię, że ujemne stopy w Wielkiej Brytanii to nie coś, co wydarzy się w najbliższym czasie.

Wśród danych z gospodarki Wielkiej Brytanii w tym tygodniu znajdziemy odczyt PKB w kwietniu. Biorąc pod uwagę szybko zmieniające się środowisko gospodarcze nawet te nie tak wsteczne dane dla rynku prawdopodobnie będą przestarzałe.

CHF

Frank szwajcarski w minionym tygodniu doświadczył istotnego osłabienia i był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. W piątek kurs EUR/CHF osiągnął najwyższy poziom w tym roku.

Kluczowe dane rozczarowały: PKB w I kwartale doświadczył spadku o 2,6% w ujęciu kwartalnym. Niemniej, biorąc pod uwagę szybko zmieniające się otoczenie gospodarcze, dane te w obecnej sytuacji są mocno przestarzałe. Najbardziej bieżące dane, czyli odczyt PMI dla przemysłu w maju pokazał lekki wzrost indeksu po tym, jak miesiąc wcześniej spadł on do najniższego poziomu od 2009 roku. Inflacja z kolei spadła jeszcze głębiej poniżej zera.

W tym tygodniu we wtorek poznamy dane o bezrobociu w maju, które zgodnie z oczekiwaniami mają pokazać wzrost w relacji do poprzedniego miesiąca. Warto obserwować odczyty, aby być na bieżąco z sytuacją w szwajcarskiej gospodarce, niemniej zmiany na rynku, jakie obserwowaliśmy w poprzednim tygodniu, utwierdzają nas w przekonaniu, że w krótkim terminie dla szwajcarskiej waluty najważniejsze pozostaną zmiany rynkowego sentymentu i chęć uczestników rynku do ponoszenia ryzyka.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Jak zrobić audyt seo sklepu internetowego?

Uruchomienie własnego sklepu internetowego to dla wielu firm szansa na osiągnięcie sukcesu. Jeżeli jednak komuś się wydaje, że wystarczy zainwestować w przygotowanie strony i uzupełnienie jej produktami, a klienci od razu zaczną zamawiać towary z oferty, to może się bardzo rozczarować.

  1. Jak zdobyć klientów dla sklepu internetowego?
  2. Pozycjonowanie sklepu a audyt strony
  3. Popularna metoda pozycjonowania na długi ogon
  4. Wsparcie specjalisty w promowaniu sklepów

Już dawno skończyły się czasy, gdy sukces w branży ecommerce można było odnieść bez dobrego marketingu i pozycjonowania sklepu. Teraz trzeba się mocno napracować lub skorzystać z pomocy specjalistów od pozycjonowania stron, aby zdobyć klienta.

Jak zdobyć klientów dla sklepu internetowego?

Ciągłe zmiany wprowadzane w wyszukiwarce Google oraz duża konkurencja, którą można zaobserwować niezależnie od branży, sprawiają, że sklepy, których właściciele nie inwestują w pozycjonowanie, nie mają szansy utrzymać się na rynku. Chociaż niektóre działania można spróbować zrobić we własnym zakresie, to największe efekty przyniesie współpraca z kimś, kto zna się na takich rzeczach. Zamiast więc tracić czas na samodzielne pozycjonowanie lub zlecać to pracownikowi, który na dobrą sprawę nie ma o tym żadnego pojęcia, bezpieczniej jest skorzystać z usług specjalisty seo. Taka osoba nie tylko pomoże dobrać odpowiednią strategię pozycjonowania, ale przede wszystkim zacznie od wykonania audytu strony.

Pozycjonowanie sklepu a audyt strony

Wspomniany audyt umożliwia wskazanie tych elementów sklepu internetowego, które wymagają poprawy. Prawidłowo przeprowadzony audyt dostarczy właścicielowi sklepu informacji o słabych stronach e-biznesu, błędach oraz wielu innych informacji. Jeżeli zastanawiasz się, jak zrobić audyt seo sklepu internetowego, możesz skorzystać z gotowego poradnika. Dowiesz się z niego, co powinien zawierać audyt, aby można było poprawić pozycję strony na konkretne frazy. Teoretycznie każdy może zapoznać się z informacjami na temat audytu i spróbować przygotować go na własną rękę korzystając z płatnych lub darmowych narzędzi. W praktyce jednak uzyskane w ten sposób informacje mogą być niepełne lub wręcz nieprawidłowe.

Specjalista z doświadczeniem w audytach najczęściej przeprowadza je kompleksowo. Oferuje więc klientowi dobór fraz kluczowych oraz sprawdzenie wszystkich istotnych czynników, które mają wpływ na pozycje strony w wyszukiwarce Google. To jednak nie wszystko, gdyż w porządnym audycie można też znaleźć wskazówki związane z tym, czy sklep jest wygodny i użyteczny dla potencjalnych klientów. Specjalista może również skontrolować zabezpieczenia sklepu internetowego, co zminimalizuje ryzyko wycieku danych klientów.

Popularna metoda pozycjonowania na długi ogon

Po zapoznaniu się z audytem warto zacząć jak najszybciej wdrażać zawarte w nim uwagi. Pamiętaj, że na efekty niektórych zmian trzeba poczekać nawet kilka lub kilkanaście tygodni (chodzi między innymi o zaindeksowanie nowych treści w wyszukiwarkach), więc lepiej nie tracić niepotrzebnie czasu. Jedną z popularniejszych – a przy tym wciąż uważanych za bardzo skuteczną – metod pozycjonowania sklepów internetowych jest long tail. Polski odpowiednik tego określenia to nic innego jak „długi ogon”.

Z pewnością zastanawiasz się teraz, czym jest pozycjonowanie na długi ogon i dlaczego warto je stosować dla zwiększenia sprzedaży w sklepie internetowym. W porównaniu ze standardowym pozycjonowaniem, gdzie dobiera się kilka – kilkanaście fraz dla całej strony internetowej i dąży do tego, aby znalazły się one na wysokich pozycjach, pozycjonowanie na długi ogon opiera się nawet na kilkuset lub tysiącu fraz. Przy long tail nie stosuje się pojedynczych słów, a skupia przede wszystkim na wielowyrazowych słowach kluczowych. Dzięki temu można zdobyć ruch nawet z nietypowych zapytań. Bardzo często frazy, które wpisują internauci, znacznie odbiegają od tego, co wpisałyby osoby prowadzące sklep. Zamiast więc ryzykować, że przez źle dobrane frazy straci się wiele potencjalnych zamówień, lepiej zacząć od zlecenia audytu i rozpoczęcia pozycjonowania na długi ogon. Efekty takiego podejścia z pewnością przerosną oczekiwania klienta, szczególnie jeżeli wybierze dobrego specjalistę od seo.

Wsparcie specjalisty w promowaniu sklepów

Jeżeli do tej pory nie prowadziłeś działań seo dla swojego sklepu lub innej witryny albo dopiero przymierzasz się do wystartowania z biznesem online, powyższe informacje mogą wydawać ci się skomplikowane. Nie musisz jednak tracić czasu na poszerzanie wiedzy w tym zakresie, gdyż możesz rozważyć współpracę z kimś, kto robi to od lat. Pamiętaj, że w branży seo niektóre rzeczy zmieniają się praktycznie przez cały czas. Trudno więc być ze wszystkimi wytycznymi na bieżąco komuś, kto musi poświęcać czas również na prowadzenie firmy. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, ile kosztuje profesjonalny audyt lub poznać koszty związane z pozycjonowaniem, sprawdź popularną ofertę Zgred.pl, która od lat cieszy się dużym zaufaniem wśród klientów.

59 proc. Polaków przekonanych o drugiej fali pandemii

W czasach luzowania lub znoszenia ograniczeń ostrożność spowodowana przekonaniem o realnym ryzyku wystąpienia drugiej fali pandemii może zapobiec gwałtownej nowej fali zachorowań. Aktualnie 59 proc. respondentów wyraziło przekonanie, iż jest całkowicie prawdopodobne, że nastąpi druga fala pandemii i konieczne będą nowe środki ograniczające.

Wyniki czwartej fali badania „GfK Corona Mood: dynamika zachowań konsumenckich na rynkach FMCG, dóbr trwałych i usług finansowych”

Osoby obawiające się wystąpienia drugiej fali pandemii są w porównaniu do ogółu respondentów bardziej krytyczne w ocenia przyszłych skutków pandemii w okresie już po jej ustąpieniu, tak na poziomie skutków indywidualnych, jak i ogólnych zmian postaw społecznych oraz sytuacji ekonomicznej.

Po zakończeniu pandemii pogorszenia sytuacji zawodowej spodziewa się 30 proc. ogółu respondentów, a w śród osób przekonanych o drugiej fali zachorowań odsetek ten wzrasta do 35 proc. Zamknięcia wielu małych sklepów i firm spodziewa się 53 proc. badanych, a w śród osób przekonanych o ryzyku drugiej fali odsetek znowu wzrasta, do 60 proc. Podobnie, odpowiednio z 29 do 37 proc., rośnie odsetek respondentów przekonanych o upowszechnieniu się modelu pracy zdalnej, jako obowiązującego w przypadku wielu firm. Powyższe przykłady ilustrują wybrane skutki pandemii oczekiwane przez respondentów w wymiarze gospodarczym.

Podobną dynamikę w różnicy poziomów odsetków pomiędzy ogółem respondentów a respondentami oczekującymi wystąpienia drugiej fali zachorowań, można zaobserwować w wymiarze oczekiwanych zmian postaw indywidualnych. Np. najważniejsze z punktu widzenia producentów i dystrybutorów ostrożne postawy konsumenckie ukształtowane w trakcie trwania pandemii, pomimo prób uwalniania gospodarki, mogą pozostać w dużym stopniu niezmienione po jej zakończeniu. 57 proc. ogółu respondentów deklaruje, że po ustaniu pandemii wielce prawdopodobne jest, iż będą dalej oszczędzać i ograniczą zakupy. Wśród respondentów przekonanych o wystąpieniu drugiej fali zachorowań odsetek ten wzrasta do 66 proc. Unikać chodzenia do centrów handlowych będzie odpowiednio 63 i 71 proc. respondentów. Zamiast wizyt w sklepach respondenci deklarują chęć częstszego wykorzystywania technologii – sklepowych infolinii, chatów i chat botów na stronach www. Podobnie rzecz ma się z dokonywaniem samych zakupów. 36 proc. ogółu respondentów, a 45 proc. w przypadku tych przekonanych o drugiej fali, deklaruje, iż zwiększą liczbę zakupów z dostawą do domu.

Najbardziej optymistycznym skutkiem pandemii w tym zestawie jest opinia, iż będziemy bardziej cenić swój czas. Jest to opinia podzielana przez 41 proc. ogółu respondentów (a przez 50 proc. tych, przekonanych o drugiej fali wystąpienia zakażeń).59 proc. Polaków przekonanych o drugiej fali pandemii– Według różnych źródeł zakażonych osób może być dziś w Polsce od 11 tys. (oficjalne rządowe dane) do nawet miliona (szacunki jednego z najbardziej opiniotwórczych i aktywnych medialnie epidemiologów). Istnienie tak dużej rozbieżności wyliczeń sprawia, iż w sytuacji braku wiarygodnego źródła opisującego i wskazującego na realną skalę epidemii, co za tym idzie ograniczonego zaufania ludzi do podawanych statystyk, a z drugiej strony w okolicznościach znoszenia ograniczeń w organizacji życia i w gospodarce, tylko indywidualna osobista trafna ocena aktualnego realnego poziomu ryzyka zakażenia dokonana przez każdego z obywateli, może uchronić społeczeństwo przed kolejnym gwałtownym wzrostem zachorowań.

Takim czynnikiem podtrzymującym społeczne poczucie realnego poziomu ryzyka zakażeń nadal występującego w populacji jest m.in. przekonanie o wystąpieniu drugiej fali zachorowań. Izolowanie (długotrwałe w szczególności) nie jest zgodne ze społeczną naturą człowieka. Więc jeśli po uwolnieniu gospodarki i społeczeństwa ludzie pozostaną ostrożni i nadal będą często myć ręce, używać maseczek w miejscach publicznych, kichać w zgięcie łokcia i unikać zatłoczonych miejsc, to efektem tego powinno być ograniczenie gwałtownie rosnącej liczby nowych zakażeń, przeciążenia szpitali i liczby zgonów. Badania i historyczne obserwacje przebiegu epidemii prowadzą niestety do wniosku, że istnieje prawidłowość, iż na jej początkowych etapach ludzie przeceniają ryzyko zagrożenia i ich reakcje są nadmierne, z kolei na kolejnych etapach, gdy epidemia rozwija się i obiektywne ryzyko wzrasta, mają skłonność do niedoszacowania ryzyka. Zatem dla nas wniosek na obecnym etapie może być tylko jeden – należy być nadal uważnym i ostrożnym, bo głównie od indywidualnych postaw zależy kierunek i dynamika rozwoju epidemii – komentuje Dominika Grusznic-Drobińska, Team Manager w GfK.

O badaniu
Przedmiotem trackingu są informacje o postawach, decyzjach i zachowaniach zakupowych na rynkach FMCG, dóbr trwałych i usług, w tym usług i produktów bankowych.

Czwartą falę badania zrealizowano w dniach 8-11 maja metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na losowo-kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=500 osób. Struktura respondentów została dobrana i zrealizowana z zachowaniem rozkładu parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającym rozkład tych cech w populacji generalnej. Cechy kontrolowane w badaniu: wykształcenie, płeć x wiek, wykształcenie, województwo, klasa wielkości miejscowości.

Gliwice gonią Katowice – podsumowanie I kwartału 2020 na rynku biurowym Gliwic

Według danych firmy doradczej Colliers International w Gliwicach istnieje ponad 93 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. W pierwszym kwartale 2020 r. oddano do użytku biurowiec przy ul. Bojkowskiej 47B o powierzchni 3,3 tys. mkw., a w fazie planowania, z przewidywanym terminem oddania do końca 2022 r., pozostaje blisko 50 tys. mkw. biur.

Współczynnik pustostanów w Gliwicach dla budynków klasy A i B na koniec I kw. 2020 r. wyniósł 8,8%, co przekłada się na ok. 8,2 tys. mkw. dostępnej powierzchni biurowej. Poziom średnich stawek czynszowych w istniejących budynkach klasy A kształtuje się od 11 do 13,8 EUR/mkw./mc., natomiast w budynkach klasy B ok. 7-11 EUR/mkw./mc.

Gliwice gonią Katowice

Gliwice to obecnie drugie po Katowicach miasto pod względem liczby istniejących nowoczesnych projektów biurowych w obszarze Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. W ciągu ostatnich lat obserwujemy dynamiczny rozwój rynku gliwickiego, co powoduje rosnące zainteresowanie miastem. Wysoki potencjał rozwojowy i przyjazność dla biznesu potwierdza m.in. prestiżowy ranking fDi’s Polish Cities of the Future 2019/2020, który bada rozwój ośrodków miejskich na całym świecie.

Wśród transakcji podpisanych w 2019 r. w Gliwicach znalazły się m.in. umowy w budynku Dworcowa 25 – ista Shared Services (ok. 2,1 tys. mkw.) oraz PKO BP (ok. 420 mkw.) czy Valmet w budynku przy ul. Bojkowskiej 47 (ok. 2 tys. mkw.). Szkoła prywatna TEB Edukacja wynajęła cały budynek przy ul. Chorzowskiej 12 (ponad 1,5 tys. mkw.), zaś firma SII zajęła w budynku przy ul. Zygmunta Starego 24 ok. 156 mkw. Wszystkie wymienione transakcje to nowe umowy. W I kw. 2020 r., pomimo sytuacji związanej z pandemią COVID-19, wspomniana wcześniej firma ista Shared Services zawarła transakcję przednajmu w planowanym budynku DL Center Point Gliwice.

— Na Górnym Śląsku, poza Katowicami, to Gliwice są dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem miejskim, który swoim potencjałem przyciąga zagranicznych i lokalnych inwestorów. Powstałe w mieście nowe i planowane inwestycje biurowe nie odbiegają standardem od budynków biurowych funkcjonujących w największych polskich i europejskich metropoliach, a wdrożone w nich rozwiązania w pełni odpowiadają na rosnące potrzeby najemców — mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach.

Wykwalifikowane kadry

Popyt na powierzchnię biurową w Gliwicach generowany jest głównie przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, firmy informatyczne, jak również branże związane z nowymi technologiami. Dostrzegalne jest także zainteresowanie powierzchniami biurowymi ze strony licznych start-upów zakładanych przez absolwentów Politechniki Śląskiej.

Gliwickie i katowickie uczelnie zapewniają firmom duże zasoby wykwalifikowanej kadry. Silne centrum akademickie przyciąga nowych inwestorów zarówno w zakresie nauk technicznych, jak i sektora nowoczesnych usług biznesowych. Na obszarze  Gliwic studiuje obecnie 18 900 osób.

Rosnący potencjał

Województwo śląskie charakteryzuje się bardzo dobrą dostępnością komunikacyjną  – na jego terenie krzyżują się transeuropejskie szlaki: korytarz III (Berlin – Wrocław – Katowice – Kraków – Lwów) oraz korytarz VI (Gdańsk – Katowice – Żylina). Region wyróżnia również bardzo silnie rozwinięta sieć drogowa – w Gliwicach przecinają się dwie autostrady A1 i A4. W 2016 roku została ukończona Drogowa Trasa Średnicowa (DTŚ), łącząca Gliwice z Katowicami. Obecnie zaś w trakcie budowy jest południowa oraz zachodnia obwodnica Gliwic.

Budynki biurowe zlokalizowane są głównie w centralnej części miasta oraz na obszarze Nowych Gliwic i specjalnej strefy ekonomicznej, w niewielkiej odległości od Drogowej Trasy Średnicowej, zapewniającej doskonałą dostępność komunikacyjną.

Potencjał Gliwic jest coraz bardziej dostrzegany przez deweloperów, co przekłada się na systematyczny wzrost inwestycji biurowych w tym mieście. W najbliższych latach eksperci Colliers prognozują dalszy rozwój rynku oraz rosnące zainteresowanie ze strony najemców.

Outlety i centra convenience wracają do życia

Średnio ponad 80% w przypadku outletów i nawet 90% (a czasem nawet 100%) w przypadku centrów convenience – tyle, w porównaniu z ubiegłym rokiem, wynosi liczba klientów tych obiektów po tym, jak na początku maja rząd odmroził działalność galerii handlowych. Tak pozytywne rezultaty wynikają z faktu, że ten typ centrów stanowi destynację zakupową samą w sobie, oferując przy tym ograniczoną liczbą opcji spędzania wolnego czasu. A to, paradoksalnie, pracuje teraz na popularność centrów wyprzedażowych i convenience wśród klientów.

Szacujemy, że po otwarciu outletów wróciło do nich średnio nawet ponad 80% klientów, porównując wskaźniki odwiedzalności do analogicznego okresu z ubiegłego roku. Podobne wyniki możemy obserwować w obiektach typu convenience, parkach handlowych czy lokalnych centrach handlowych, gdzie odwiedzalność jest zbliżona do poziomu sprzed pandemii. – tłumaczy Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Czy tak zadowalające wskaźniki mogą oznaczać zwrot klientów w stronę centrów monofukcyjnych?

Faktycznie, przed epidemią potrzeby zakupowe klientów jasno wskazywały, że szczególnie cenimy sobie miejsca z rozwiniętą ofertą gastronomiczną i rozrywkową. Teraz z kolei znajdujemy się w bardzo wyjątkowej sytuacji, kiedy możemy bardziej skłaniać się ku mniejszym obiektom bez rozwiniętych części wspólnych i stref food court, co zwiększa w nas poczucie bezpieczeństwa. Jest jednak stanowczo zbyt wcześnie, aby mówić o zmieniających się trendach zakupowych, ponieważ ważne elementy oferty centrów handlowych, czyli rozrywka i siłownie, działają od zaledwie dwóch dni. Warto też zaznaczyć, że muszą one funkcjonować w reżimie sanitarnym, a właściciele niektórych sieci kinowych nie zdecydowali się na razie na ponowne otwarcie swoich sal dla widzów. Ponadto, zwróćmy również uwagę, że z polaryzacją rynku mieliśmy do czynienia jeszcze przed epidemią. Na razie przyzwyczajamy się do nowej sytuacji i nabywamy nowych wzorców zachowań związanych z koniecznością utrzymywania dystansu społecznego. – dodaje Anna Wysocka

Wysoki poziom odwiedzalności centrów outletowych wynika również z dotychczasowych zwyczajów zakupowych polskich konsumentów, którzy lubią polować na okazje cenowe. Ten aspekt jest wzmacniany zwłaszcza teraz, kiedy bardziej uważnie planujemy domowe wydatki.

Niewykluczone, że w kolejnych miesiącach zwiększy się pula najemców outletów. Zarządzenie stanami magazynowymi, w których zalegają teraz kolekcje wiosenne, pociągnie za sobą konieczność znalezienia miejsca, w których będzie można je sprawnie wyprzedać. Z kolei w przypadku centrów convenience możliwa jest większa współpraca ze sklepami online. To naturalna droga rozwoju tych pierwszych ze względu na ich dogodne i liczne lokalizacje, a przecież każdy chce odebrać paczkę szybko i bez problemów, najlepiej w bliskiej odległości od swojego domu. – podsumowuje Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Amazon w czołówce największych amerykańskich pracodawców i inwestorów w Polsce

Amazon jest największym amerykańskim pracodawcą i zajmuje 3. miejsce w rankingu największych amerykańskich inwestorów w Polsce – wynika z raportu „30 lat inwestycji amerykańskich w Polsce”, przygotowanego przez Amerykańską Izbę Handlową w Polsce (AmCham) i KPMG. Firmy z udziałem kapitału amerykańskiego z powodzeniem prowadzą biznes w Polsce, a ich inwestycje są obecne w całym kraju, przyczyniając się do sukcesu gospodarczego Polski.

Raport „30 lat inwestycji amerykańskich w Polsce”przedstawia kompleksową analizę inwestycji amerykańskich w Polsce oraz podkreśla pozytywną rolę, jaką kapitał zza oceanu odgrywa w rodzimej gospodarce. Wartość inwestycji amerykańskich w naszym kraju na koniec 2018 r. była szacowana na 24,4 mld USD (92 mld PLN)[1], jednak w ocenie AmCham może to być nawet 62,7 mld USD (236 mld PLN)[2]. Amerykańskie inwestycje obejmują szereg istotnych branż, począwszy od przemysłu, poprzez części samochodowe, badania i rozwój, nieruchomości, usługi finansowe, dobra konsumpcyjne, produkcję rolną i sektor usług wspólnych. Amazon jest jednym z czołowych inwestorów amerykańskich w Polsce, od lat rozbudowując kolejne oddziały firmy i tworząc nowe miejca pracy.

Amerykański kapitał przyczynia się do wzrostu konkurencyjności Polski zarówno na rynku europejskim, jak i światowym. Ponad połowa wszystkich nowych inwestycji w Polsce każdego roku pochodzi od firm obecnych już wcześniej na rynku. Cieszymy się, że długotrwała działalność oraz poziom inwestycji Amazon na polskim rynku przynosi tak wymierne korzyści i dowodzi, że Polska jest krajem o dużym potencjale i możliwościach biznesowychmówi Tony Housh, Prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Według raportu AmCham i KPMG Amazon zajmuje 3. miejsce wśród amerykańskich inwestorów w Polsce. Firma obecna jest na rodzimym rynku od 2014 r., a jej główne obszary inwestycji to potencjał ludzki, badania i rozwój oraz centra logistyczne. Amazon prowadzi w Polsce 8 nowoczesnych Centrów Logistyki E-Commerce, Centrum Rozwoju Technologii Amazon w Gdańsku i oddział Amazon Web Services w Warszawie. Najnowsza inwestycja, centrum logistyki w Łodzi, zostanie otwarta w 2020 r. i pozwoli na utworzenie ponad 100 nowych miejsc pracy. Amazon zainwestował już w Polsce łącznie ponad 14 mld PLN.

Polska to dla nas bardzo ważny rynek. Dynamicznie, konsekwentnie i odpowiedzialnie rozwijamy nasz biznes w różnych rejonach kraju, pobudzając przemysł, wspierając polski eksport, wpływając na rozwój społeczności lokalnych i tworząc atrakcyjne i bezpieczne miejsca pracy. Jesteśmy dumni, że  ponad 16 000 osób wybrało Amazon na swojego pracodawcę i poleca nas swoim rodzinom i znajomym. Chętnie współpracujemy z różnymi podmiotami, inwestujemy w obszar badawczo-rozwojowy i prowadzimy działalność CSR-ową. W ten sposób przyczyniamy się do innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki. Cieszy nas fakt, że zostało to docenione w najnowszym raporcie AmCham i KPMG na temat inwestycji amerykańskich w Polscemówi Marian Sepesi, dyrektor regionalny ds. operacji Amazon.

Firmy amerykańskie stale tworzą w Polsce nowe miejsca pracy, a tempo wzrostu zatrudnienia znacznie przewyższa średnią rynkową. Według raportu „30 lat inwestycji amerykańskich w Polsce” w firmach z udziałem kapitału amerykańskiego pracuje w Polsce ok. 267 000 osób, a w latach 2010-2018 zatrudnienie w nich podwoiło się. Tylko w pierwszej dziesiątce największych amerykańskich pracodawców w Polsce zatrudnienie znalazło ponad 78 860 pracowników, co odpowiada blisko 32% wszystkich miejsc pracy utworzonych przez firmy amerykańskie w Polsce. W raporcie Amazon wymieniony jest jako największy pracowdawca zza ocenau – firma od 2014 roku stworzyła ponad 16 000 stałych miejsc pracy w centrach logistycznych w Sadach koło Poznania, Sosnowcu, Kołbaskowie koło Szczecina, Bielanach Wrocławskich (dwa obiekty firmy), Pawlikowicach koło Łodzi, Okmianach koło Bolesławca i w nowopowstałym centrum  w Gliwicach oraz w  Warszawie i Centrum Rozwoju Technologii w Gdańsku.

Amerykańskie inwestycje od lat pobudzają polską gospodarkę i przyczyniają się do umacniania pozycji kraju w Europie i na arenie międzynarodowej. Kapitał amerykański odpowiada obecnie 4% wartości polskiego PKB, co pokazuje jak ważną rolę odgrywają firmy amerykańskie działające na terenie naszego kraju. Stany Zjednoczone są drugim najważniejszym źródłem kapitału inwestycyjnego w Polsce, stanowiąc 11% całkowitej wartości wszystkich inwestycji bezpośrednich w naszym kraju. Według raportu, amerykańscy inwestorzy działający w Polsce doceniają dynamikę naszego rynku, jego rosnącą rolę na arenie europejskiej, znakomitych pracowników oraz bazę polskich firm, z którymi współpracują.

***

Amazon w Polsce:

Amazon działa w Polsce od 2014 r. W tym czasie firma wygenerowała w kraju ponad 14 miliardów złotych inwestycji w centra logistyczne, badania i rozwój oraz koszty osobowe. Amazon stworzył ponad 16 000 stałych miejsc pracy w swoich 8 nowoczesnych Centrach Logistyki E-Commerce w Sadach koło Poznania, Sosnowcu, Kołbaskowie koło Szczecina, Bielanach Wrocławskich (gdzie znajdują się dwa obiekty firmy), Pawlikowicach koło Łodzi i Okmianach koło Bolesławca, w nowopowstałym centrum w Gliwicach, w Centrum Rozwoju Technologii Amazon w Gdańsku i oddziale Amazon Web Services
w Warszawie. Kolejna inwestycja, centrum logistyki w Łodzi, zostanie otwarta w 2020 r.

[1] z wyłączeniem bankowości

[2] z wyłączeniem bankowości, uwzględniając inwestycje dokonane przez firmy ze Stanów Zjednoczonych, które obecnie należą do podmiotów z innych krajów

Poprawa za oceanem

Po bardzo słabym miesiącu dla rynku pracy w kwietniu, pomimo dalszych problemów z wirusem, gospodarka wraca bliżej normy.

Amerykański rynek pracy znów zaskoczył

W piątkowe popołudnie poznaliśmy dane o bezrobociu i zmianie liczby miejsc pracy. Były one sporym zaskoczeniem. Analitycy oczekiwali wzrostu bezrobocia z 14,7% do 19,9%. Opublikowane dane pokazały jednak poziom 13,3%. Okazuje się, że gospodarka USA tak jak początkowo zareagowała bardzo negatywnie, tak teraz bardzo sprawnie zaczyna się stabilizować. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła +2,5 miliona, gdzie spodziewano się spadku o 8 milionów. Widząc stopę bezrobocia dane te nie mogą dziwić. Na walutach widzieliśmy wybicie dolara z trendu spadkowego względem euro.

Ropa znowu drożeje

W piątek mieliśmy kolejny skok ropy naftowej w górę. Czarne złoto poszło w górę o kolejne 5%. Tym samym wyraźnie przekroczono barierę 40 dolarów za baryłkę na giełdzie w Londynie. Surowiec notowany w Nowym Jorku jest bardzo blisko tej granicy. Wraz ze wzrostem cen pojawiają się kolejne problemy dla tego rynku. Gdy ropa była bardzo tania, wydobycie ze względu na niską opłacalność było wstrzymywane. Teraz wielu producentów może chcieć zmniejszyć straty, co ponownie może spowodować nadmiar surowca na rynku.

Dane z Chin

W niedzielę poznaliśmy odczyty na temat handlu zagranicznego z Chin. Eksport spada o 3,3% a import o 16,7%, analitycy spodziewali się spadku obydwóch wartości o niecałe 10%. Pokazuje to kontynuację tendencji, gdzie Państwo Środka coraz bardziej przechodzi na konsumpcję wewnętrzną, ograniczając import jednocześnie cały czas starając się utrzymać moce eksportowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Indeks ryzyka społecznego (IRS) – które kraje są najbardziej podatne na niepokoje w następstwie Covid-19?

  • Wszystkie rozwinięte gospodarki znajdują się wśród 35 krajów o najniższym ryzyku społecznym. Pierwsze miejsce zajmuje Dania, przed Finlandią i Szwecją. Niemcy są 5, USA – 23, a Włochy – 30.
  • W gospodarkach wschodzących sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W Europie najbardziej podatna na niepokoje społeczne jest Turcja, na Bliskim Wschodzie – Iran.
  • Najwyższe ryzyko społeczne obowiązuje obecnie w Ameryce Łacińskiej i Afryce, gdzie prawie wszystkie kraju otrzymały bardzo niski wskaźnik IRS.
  • Zdaniem Euler Hermes w 2021 r. możemy spodziewać się umiarkowanego wzmocnienia ryzyka społecznego w Zjednoczonym Królestwie, w Stanach Zjednoczonych i Belgii oraz wysokiego wzmocnienia ryzyka społecznego w Ameryce Łacińskiej i w niektórych krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie.

W każdym kwartale, Allianz i Euler Hermes – światowy lider w sektorze ubezpieczeń należności, ocenia ryzyko danego kraju prezentując swój indeks ryzyka społecznego (IRS) wskazujący, które kraje są podatne na systemowe ryzyka społeczne (niezadowolenie społeczne, demonstracje i protesty), mające wpływ na kierunek polityczny i politykę danego kraju, jego przedsiębiorstw, jak również zdolność generowania i przyciągania inwestycji. W tym roku, aby mieć bardziej precyzyjny i kompletny obraz w obliczu pandemii Covid-19, dodał do swoich analiz ryzyko środowiskowe, społeczne i związane z zarządzaniem.

Wskaźnik IRS klasyfikuje kraje w skali od 0 (najwyższe ryzyko społeczne) do 100 (najniższe ryzyko społeczne). Zdefiniowany został w oparciu o 12 wskaźników, obejmujących m.in. wzrost realnego PKB per capita, aktywność zawodową ludności w wieku produkcyjnym, nierówności w dochodach, wydatki publiczne na cele społeczne czy zaufanie do rządzących. W ten sposób, Euler Hermes obliczył Indeks Ryzyka Społecznego (IRS) dla 102 krajów za 2020 r.

Niskie ryzyko społeczne w gospodarkach zaawansowanych

Jak można się było spodziewać, wszystkie zaawansowane gospodarki znajdują się wśród 35 krajów o najniższym ryzyku społecznym. Pierwsze miejsce w rankingu z wynikiem IRS 82,5 zajmuje Dania, przed Finlandią (81,3) i Szwecją (78,1). Niemcy (76,5) plasują się na 5. miejscu, za nimi Austria (76,9).

W tej grupie krajów najgorzej wypadają Włochy (30. miejsce – 63,9) i Grecja (35. miejsce – 61,4). Pomimo swojego rankingu wynik Grecji odzwierciedla poprawę o +6,2% w stosunku do sytuacji obserwowanej pięć lat wcześniej, kiedy kraj znajdował się w samym środku kryzysu związanego z długiem państwowym. Podobnie Włochy odnotowały poprawę o +2%. W obu krajach poprawa wynikała w części z większego wzrostu realnego PKB per capita w ostatnich trzech latach i lepszych warunków zatrudnienia. Pomimo, iż analitycy Euler Hermes, spodziewają się pogorszenia IRS dla obu krajów w następstwie Covid-19, to nie powinien on spaść poniżej poziomów z 2015 r., również dlatego, że lokalne i unijne środki stymulacyjne powinny złagodzić niekorzystne skutki gospodarcze.

USA znajduje się na 23. miejscu z IRS z wynikiem 66,4, gdyż mocno zauważalne są słabe strony w zakresie (niskiej) aktywności zawodowej, równości dochodów, wydatków publicznych i zaufania do rządu. Z drugiej strony kraj cieszy się dobrą oceną w zakresie stabilności politycznej, skuteczności rządu, postrzegania korupcji, wzrostu per capita i niskiego udziału importu towarów w PKB.

Rynki wschodzące: regionalne zróżnicowanie ryzyka społecznego

W gospodarkach wschodzących sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W europejskich krajach rozwijających się ryzyko społeczne jest umiarkowane: IRS 12 spośród 18 krajów wynosi powyżej 50, a wynik 9 krajów powyżej 60. Krajem najbardziej podatnym na niepokoje społeczne w regionie jest Turcja z IRS wynoszącym zaledwie 38,8. Zdaniem ekspertów Euler Hermes, wśród czynników, które przyczyniają się do tej sytuacji, utrzymująca się deprecjacja waluty, niski udział siły roboczej, niestabilność polityczna i nierówności w dochodach.

W azjatyckich krajach rozwijających się IRS 7 spośród 14 krajów wynosi poniżej 50, w tym Chin (49,3). Często kraje te mają niekorzystne warunki zatrudnienia i dochodów, oraz słabe postrzeganie instytucji publicznych. Sugeruje to na znaczącą podatność na systemowe niepokoje społeczne w przyszłości.

Na Bliskim Wschodzie sytuacja nie jest jednolita. Niektóre kraje wykazują bardzo wysokie systemowe ryzyko społeczne, takie jak Iran (28,7), podczas gdy inne wydają się mniej na nie narażone, takie jak Katar (66,9).

Na końcu, w Afryce i Ameryce Łacińskiej, ryzyko społeczne jest szczególnie wysokie. Prawie wszystkie kraje otrzymują zły IRS w tych regionach. Analitycy Euler Hermes, spodziewają się fali protestów publicznych w Afryce od drugiej połowy 2020 r. do 2021 r., a w Ameryce Łacińskiej mniej więcej w ciągu następnych 18 miesięcy.

Epidemia Covid-19 dodatkowe źródło ryzyka społecznego w 2020 i 2021 r.?

Już 2019 był rokiem przybrania na sile ryzyka społecznego w wielu krajach i regionach. Można oczekiwać, że w 2020 i 2021 r. tendencja ta utrzyma się, głównie ze względu na epidemię Covid-19.

„Wraz ze środkami ograniczającymi rozprzestrzenianie się epidemii (roz)ruchy społeczne zmniejszyły się, co jest logiczne, mimo że widzimy pewien ‘szum społeczny’ w wielu krajach. Jednak z drugiej strony epidemia Covid-19 zwiększyła według naszych badań nierówności społeczne. Jej skutki finansowe są t bardzo negatywne dla wielu gospodarstw domowych i przedsiębiorstw na całym świecie, co może doprowadzić do nowej fali niezadowolenia społecznego. Możemy zatem obawiać się w tym roku znacznego wzrostu ryzyka społecznego w wielu krajach” – analizuje Ana Boata, Dyrektor Badań Makroekonomicznych w Euler Hermes.

Według Euler Hermes w 2021 r. powinniśmy spodziewać się umiarkowanego wzrostu ryzyka społecznego w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych i Belgii oraz wysokiego poziomu ryzyka społecznego w Ameryce Łacińskiej i w niektórych krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie.

Więcej o metodologii tworzenia Indeksu ryzyka społecznego (IRS) i o szczegółowych wynikach badań (z wynikami dla poszczególnych krajów): https://www.eulerhermes.com/en_global/economic-research/insights/social_risk_index_2020.html

Jeśli zmieniać ustawę o finansach publicznych, to porządnie

Rząd chce zmieniać ustawę o finansach publicznych. Przesłane do konsultacji Radzie Dialogu Społecznego propozycje są w pewnym zakresie akceptowalne  – i to jest dobra wiadomość. O wiele potrzebniejsze jest jednak wprowadzenie przejrzystości finansów publicznych. O tym jednak mowy nie ma. I to jest zła wiadomość – uważają Pracodawcy RP.

Rozszerzenie katalogu zdarzeń pozwalających na „klauzulę wyjścia” o stan epidemii na terenie RP – to główny element rządowego projektu, który będzie omawiany na poniedziałkowym posiedzeniu Zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych RDS.

„Klauzula pozwala wydać więcej pieniędzy niż przewiduje limit wydatkowy. Służy do finansowania przeciwdziałania nagłym i wyjątkowym zdarzeniom” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. „Włączenie epidemii do dzisiejszego katalogu zdarzeń nadzwyczajnych w regule nie jest konieczne, bo przecież mamy tam stan klęski żywiołowej. To osłabia wiarygodność reguły. Ale w takim razie stan epidemiczny trzeba wpisać między inne konstytucyjne stany nadzwyczajne o wysokim statusie prawnym. Inaczej o klauzuli wyjścia teraz decyduje de facto Minister Zdrowia, bo to on ogłasza stan epidemii. Minister Finansów nazywa projekt „modernizacją”, ale aby ten projekt był rzeczywiście modernizacją konieczne są poprawki w kierunku uszczelnienia reguły i zwiększenia jej przejrzystości” – mówi Dudek.

Pracodawcy RP dobrze oceniają dodanie warunku do wprowadzenia klauzuli wyjścia w postaci spadku PKB o co najmniej 2 pkt. proc. od długookresowej średniej. Choć lepszym rozwiązaniem było ostrzejsze kryterium w pierwotnym projekcie Ministerstwa Finansów.

Zdaniem Pracodawców RP jeśli już mają zostać wprowadzone zmiany do ustawy o finansach publicznych w części dotyczącej stabilizującej reguły wydatkowej, to trzeba zmienić wszystko, co wymaga poprawek.

„Reguła to skomplikowany mechanizm. Jeśli już przy nim majstrować, to niezbędne jest jej uszczelnienie i zwiększenie przejrzystości finansów publicznych” – mówi Dudek. Obecnie zakres reguły wydatkowej pozwala ukrywać niektóre wydatki budżetowe w rozmaitych funduszach. Dzięki takiemu „kreatywnemu” podejściu budżet wygląda na papierze lepiej niż w rzeczywistości, a reguła staje się mechanizmem fasadowym. Zdaniem Pracodawców RP konieczne jest przyjęcie rozwiązań postulowanych od dawna przez wielu ekonomistów, a które takie działania uniemożliwią. „Ale warunkiem podstawowym jest przejrzystość. Strona społeczna musi otrzymywać pełną informację o wszystkich elementach reguły wydatkowej w planie budżetu i dotyczących jego wykonania. Nie może być tak, że na RDS przychodzi minister finansów i przynosi liczbę będącą wynikiem jakichś nieujawnianych obliczeń. RDS musi znać wszystkie elementy tego równania oraz jego algorytm” – mówi Dudek.

Dopiero spełnienie warunku przejrzystości pozwoli stronie społecznej na równorzędną dyskusję o finansach publicznych z rządem i ich dogłębną analizę. Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) przygotowało projekt konkretnych zapisów legislacyjnych zwiększających przejrzystość uzasadnienia do ustawy budżetowej i sprawozdania z ustawy budżetowej oraz uszczelniających zakres reguły wydatkowej. Projekt ten został publicznie ogłoszony i wysłany do rządu, Sejmu i Senatu. Zdaniem Pracodawców RP należy obecnie konsultowany w RDS rządowy projekt uzupełnić o rozwiązania przygotowane przez TEP. Wtedy zmiany nabiorą całościowego sensu, a wiarygodność reguły wydatkowej, tak potrzebna po kryzysie, zostanie zachowana.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Objaśnienia prawne warunków skorzystania przez MŚP z dofinansowania na podstawie tzw. Tarczy antykryzysowej

Rzecznik MŚP otrzymał wydane przez MRPiPS objaśnienia prawne w przedmiocie warunków skorzystania.

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wydanie objaśnień prawnych w zakresie:

  • zwolnienia z obowiązku opłacania nieopłaconych należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należne za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r., wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych złożonych za ten okres
  • możliwości otrzymania ze środków Funduszu Pracy jednorazowej pożyczki na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

W zakresie zwolnienia z obowiązku opłacania nieopłaconych należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne Rzecznik otrzymał objaśnienia o następującej treści:

  • Czy zwolnienie, o jakim mowa w art. 31zo ustawy COVID-19 dotyczy należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należnych za okres od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r., wykazanych we wniosku o zwolnienie, mimo iż płatnik po złożeniu wniosku z uwagi na upływ ustawowego terminu dokonał wpłaty na poczet tych należności, czy też zwolnienie to dotyczy należności z tytułu składek za ww. okres nieopłaconych na dzień rozpatrzenia wniosku o zwolnienie?

Odpowiedź:

Zwolnieniu ze składek na podstawie art. 31zo ust. 1, 1a, 1b i 2 podlegają za marzec składki nieopłacone, jak również opłacone, natomiast składki za miesiąc kwiecień i maj zwolnieniu      podlegają tylko w przypadku, gdy nie zostały opłacone.

  • Czy we wnioskach o zwolnienie z opłacania nieopłaconych należności z tytułu składek, złożonych przed dniem 18 kwietnia 2020 r., do liczby ubezpieczonych zgłoszonych do ubezpieczenia społecznego należało wliczać pracowników młodocianych?
  • Czy przepis art. 31zo ust. 6 ustawy COVID-19 stosuje się do wniosków składanych od dnia 18 kwietnia 2020 r., a dotyczących składek za marzec i kwiecień 2020 r.?

Odpowiedź:

Do liczby ubezpieczonych zgłoszonych do ubezpieczenia społecznego nie należy wliczać pracowników młodocianych. Zasadę tę stosuje się do wszystkich przedsiębiorców niezależnie od tego kiedy został złożony wniosek.

  • Czy przedsiębiorcy zatrudniającemu np. dwóch pracowników, za których jako płatnik opłaca wyłącznie składki na ubezpieczenie zdrowotne przysługuje zwolnienie z nieopłaconych należności z tytułu składek zdrowotnych, o jakim mowa w art. 31zo ust. 1 ustawy o COVID-19 skoro przepis mówi o pracownikach zgłoszonych do ubezpieczeń społecznych ?

Odpowiedź:

Osobie zatrudniającej pracowników, będzie przysługiwało zwolnienie ze składek o których mowa w art. 31zo ust. 1 specustawy, jeżeli spełnia pozostałe warunki przewidziane w ustawie (liczba osób zgłoszonych do ubezpieczeń, złożony poprawny wniosek oraz dokumenty rozliczeniowe za miesiące zwolnienia).

  • Czy przedsiębiorcy, który korzysta z tzw. ulgi na start, opłacającemu wyłącznie składki na ubezpieczenie zdrowotne przysługuje zwolnienie z nieopłaconych należności z tytułu składek?

Odpowiedź:

Osoby korzystające z ulgi na start i opłacające składki wyłącznie za siebie mogą ubiegać się o zwolnienie ze składek na podstawie art. 31zo ust. 2b specustawy.

  • Co należy rozumieć pod pojęciem „inne informacje niezbędne do umorzenia składek”, w rozumieniu art. 31zp ust. 2 pkt 3 ustawy COVID-19?

Odpowiedź:

ZUS nie żąda żadnych innych informacji, które nie wynikają z ustawy. Może jednak zdarzyć się sytuacja, że wymagane będzie dołączenie innych dokumentów niezbędnych do rozpatrzenia wniosku, np. pełnomocnictwa, gdy wniosek składany jest przez osobę upoważnioną.

  • Czy informacja o zwolnieniu z obowiązku opłacania składek następuje w formie decyzji?
  • Czy od rozstrzygnięcia w sprawie zwolnienia z obowiązku opłacania składek przysługuje środek odwoławczy?

Odpowiedź:

Pozytywne rozstrzygnięcie nie ma formy decyzji, a jedynie informacji o zwolnieniu z obowiązku opłacania składek. Od pozytywnego rozstrzygnięcia nie przysługuje środek odwoławczy.

W zakresie możliwości otrzymania jednorazowej pożyczki na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej Rzecznik otrzymał objaśnienia o następującej treści:

  • Czy starosta może udzielić pożyczki ze środków Funduszu Pracy mikroprzedsiębiorcy, który zawiesił wykonywanie działalności gospodarczej przed 01 marca 2020 r. (np. w grudniu 2019 r.), a podjął wykonywanie tej działalności po tej dacie (np. w kwietniu 2020 r.)?

Odpowiedź:

Pożyczka może być udzielona tym przedsiębiorcom, którzy aktywnie prowadzili działalność gospodarczą przed 01 marca 2020 r., zaś zgodnie z nowymi przepisami przed 01 kwietnia 2020 r.

Przedsiębiorcy, którzy zawiesili w marcu 2020 r. prowadzoną uprzednio działalność, po jej odwieszeniu mogą ubiegać się o pożyczkę.

  • Czy o udzielenie pożyczki na podstawie art. 15zzd ustawy COVID-19 może ubiegać się osoba będąca na emeryturze i prowadząca działalność gospodarczą?
  • Czy o udzielenie pożyczki na podstawie art. 15zzd ustawy COVID-19 może ubiegać się osoba pozostająca w stosunku pracy i prowadząca działalność gospodarczą?

Odpowiedź:

Osoby posiadające prawo do emerytury i prowadzące działalność gospodarczą zarejestrowaną w CEIDG mają prawo do otrzymania niskooprocentowanej pożyczki na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności.

  • Czy o udzielenie pożyczki na podstawie art. 15zzd ustawy COVID-19 powinna ubiegać się spółka cywilna, czy też jej wspólnicy?

Odpowiedź:

O udzielenie niskooprocentowanej pożyczki mogą ubiegać się wspólnicy spółki cywilnej, a nie spółka cywilna.

  • Czy w sytuacji, gdy mikroprzedsiębiorca niezatrudniający pracowników, przez pewien okres (np. tydzień) przypadający w okresie 3 miesięcy od dnia udzielenia pożyczki przebywał na zasiłku chorobowym, traci prawo do umorzenia pożyczki wraz z odsetkami?

Odpowiedź:

Przedsiębiorca, który w okresie 3 miesięcy od dnia otrzymania pożyczki przebywa czasowo na zasiłku chorobowym, nie traci prawa do umorzenia pożyczki, pod warunkiem, że nie zawiesi w tym czasie formalnie działalności gospodarczej.