Google ogłasza szkolenia oraz stypendia dla pracowników

Obecna sytuacja znacznie zmieniła sposób pracy wielu osób, a także przyspieszyła zmiany na rynku pracy ze względu na rozwój niektórych sektorów, a niestabilną kondycję innych. Jakie umiejętności będą niezbędne pracownikom w niedalekiej przyszłości? Google już teraz chce pomóc tym, którzy myślą o rozwoju kompetencji zawodowych i przekwalifikowaniu w celu znalezienia satysfakcjonującej pracy. Dlatego ogłasza nowe szkolenia oraz Google Career Certificates, a także 100 000 stypendiów w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. 

Zgodnie z badaniami Google i McKinsey[1], jeszcze sprzed wybuchu pandemii, ponad 90 milionów europejskich pracowników będzie musiało udoskonalić swoje aktualne umiejętności zawodowe, a 21 milionów może być zmuszonych do odejścia od wykonywanego zawodu w związku ze spadkiem zapotrzebowania na pracowników w sektorach takich jak rolnictwo czy sprzedaż detaliczna. Światowy kryzys wywołany pandemią przyspieszył wiele z tych zmian: obecnie Instytut McKinsey w raporcie “The Future of work after COVID-19”[2] szacuje, że w Europie po pandemii do zmiany pracy może być zmuszone o 25% osób więcej. Warto zauważyć, że natomiast przewidywany wzrost popytu na pracowników będzie dotyczył głównie stanowisk wymagających wyższych kwalifikacji. Dlatego rozwój zawodowy jest niezbędny.

IT, zarządzanie projektami, UX i analiza danych – nowe certyfikaty Google

W minionym roku znacząco wzrosło zainteresowanie nauką online, także w kontekście podnoszenia umiejętności związanych ze swoim zawodem. Przyczyniła się do tego z jednej strony utrata zatrudnienia przez niektórych pracowników, z drugiej – chęć zdobycia nowych umiejętności, pożądanych na rynku pracy. Dlatego Google wprowadza trzy nowe Google Career Certificates, dostępne na platformie Coursera. Kursy z zarządzania projektami, projektowania UX, analizy danych lub wsparcia IT można ukończyć w mniej niż sześć miesięcy, nie wymagają odpowiedniego doświadczenia ani posiadania dyplomów oraz są uznawane przez pracodawców w Europie. To szczególna szansa dla tych, którzy lubią uczyć się online we własnym tempie lub nie mogą pozwolić sobie na zdobycie wiedzy w ramach kursów stacjonarnych lub studiów. Posiadacze certyfikatów mogą także ubiegać się o udział w  programach praktyk zawodowych.

100 000 stypendiów

Wiele osób, które szukają pracy, może napotkać barierę ekonomiczną, pomimo chęci zdobycia nowych umiejętności. Dlatego Google zapewni dodatkowo stypendia na certyfikaty dla 100 000 osób w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Stypendia będą dystrybuowane w Polsce przy pomocy programu Sektor 3.0 poprzez wypełnienie prostego formularza zgłoszeniowego.

– Od lat aktywnie wspieramy podnoszenie kompetencji cyfrowych wśród osób, które są zainteresowane dalszym rozwojem. Obszary takie, jak praca przyszłości, wspólne uczenie i zwinne zarządzanie przenikają się mocno w ramach naszych działań i oferty. Tym bardziej cieszymy się z zaangażowania w nową inicjatywę Google – mówi Dawid Szarański, dyrektor programu Sektor 3.0.

Równe szanse na rynku pracy

Ze względu na to, że niedostatecznie reprezentowane grupy, pracownicy o niskich dochodach i kobiety są częściej zatrudnieni w sektorach dotkniętych kryzysem, takich jak gastronomia czy hotelarstwo, przez to są bardziej narażeni na utratę pracy. Pandemia pogłębiła nierówności płci oraz nierówności ekonomiczne, a problem dotyczy także starszych osób, które nie mogą znaleźć zajęcia bez doświadczenia w pracy przy komputerze. Aby wyrównać szanse, Google.org przeznaczy 50 000 stypendiów dla osób z tych grup.

Dodatkowe 5 milionów euro trafi do organizacji INCO (globalna organizacja non-profit), która będzie współpracowała z ponad 50 lokalnymi organizacjami pożytku publicznego, świadcząc usługi takie jak doradztwo zawodowe, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz oferując bony na opiekę nad dziećmi i pomoc językową.

Certyfikaty Google Career oraz stypendia są częścią odpowiedzi ze strony Google na pogłębiające się nierówności w zakresie edukacji i wyrównywania szans zawodowych. W ramach wieloletniego programu Grow with Google, od 2015 roku Google w Polsce przeszkolił już ponad 350 tysięcy osób. Najnowsza edycja – Firmy Jutra skierowana jest do małych i średnich przedsiębiorców. Do końca 2021 roku Google planuje pomóc 15 tysiącom polskich firm w rozwoju obecności w internecie.

[1] https://www.blog.google/around-the-globe/google-europe/protecting-europes-workers-the-urgent-need-for-skills/

[2] https://www.mckinsey.com/featured-insights/future-of-work/the-future-of-work-after-covid-19

Powstała pierwsza Polska Sieć Badań Klinicznych (PSBK)

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński podpisał porozumienie w sprawie utworzenia pierwszej Polskiej Sieci Badań Klinicznych (PSBK). Uruchomienie Sieci przyczyni się do powstania rozpoznawalnej na arenie międzynarodowej marki, stanowiącej silne centrum badań klinicznych w kraju.

Ten przełomowy moment dla Polski, jako międzynarodowego partnera w badaniach klinicznych, pozwoli na działanie wielu ośrodków pod jedną wspólną polską marką. Sieć będzie zmierzała do standaryzacji jakości w badaniach klinicznych, do opracowania wspólnych procesów i zwiększenia dostępności do innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Pierwszymi sygnatariuszami sieci są: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Wojskowy Instytut Medyczny, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Gdański Uniwersytet Medyczny, Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher.

Prezes Radosław Sierpiński inaugurując podpisanie porozumienia o utworzeniu sieci zapowiada: Jednym z celów utworzenia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest zbudowanie relacji pomiędzy ośrodkami, która umożliwi wymianę doświadczeń i wiedzy, efektywne prowadzenie wieloośrodkowych badań klinicznych oraz wzrost ich liczby w poszczególnych ośrodkach. Chcemy, aby PSBK stała się rozpoznawalną na arenie międzynarodowej marką kojarzoną z doskonałością w badaniach klinicznych. Sieć pomoże nam poprawić dostępność leczenia Pacjentów najbardziej innowacyjnymi lekami na świecie, ale również znacząco wpłynie na rozwój polskiej biotechnologii.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Piotr Ponikowski, Rektor Uniwersytetu Medycznego
we Wrocławiu, który podkreśla, że Ogólnopolska sieć badań klinicznych to nie tylko krok
we właściwym kierunku, to krok niezbędny dla dalszego rozwoju polskiej nauki. Jesteśmy
we Wrocławiu gotowi do prowadzenia badań klinicznych na dużą skalę – możliwość współpracy z wieloma, co kluczowe ustandaryzowanymi ośrodkami w całym kraju znacząco zwiększa nasze możliwości działania.

Dla mnie jako Dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, ale przede wszystkim jako lekarza z doświadczeniem klinicznym, to wielkie wyróżnienie otrzymać zaproszenia do sieci, w której upatruję ogromny potencjał prowadzonych wspólnie badań klinicznych, wdrożenie jednolitych systemowych rozwiązań jakościowych i procesowych w podmiotach realizujących badania kliniczne w Polsce. Intensyfikacja i rozszerzenie badań w ramach sieci oraz wymiana doświadczeń miedzy ośrodkami pozwolą szybko i skutecznie leczyć pacjentów, wdrażając nowe terapie, szczególnie u chorych przewlekle, dla których obecnie poszukujemy nowych metod leczenia – podkreślał dr n. med. Marek Tombarkiewicz, podczas  ceremonii podpisania porozumienia.

Powstanie Polskiej Sieci Badań Klinicznych ma także istotny wpływ na krajową gospodarkę, poprzez wypływy z realizacji badań klinicznych do budżetu państwa, oszczędności alternatywne dla systemu opieki zdrowotnej, dodatkowe źródło wynagrodzeń dla badaczy, lekarzy i ośrodków badawczych oraz wzrost zatrudnienia i popyt na usługi w innych sektorach.

Podpisanie Porozumienia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest kolejnym ważnym etapem
w udoskonalaniu polskich ośrodków badań klinicznych i ich promocji na arenie krajowej oraz międzynarodowej. Kolejnym kluczowym krokiem jest opracowanie szczegółowego kierunku rozwoju i rozpoczęcie czynnego funkcjonowania Sieci.

Po wirtualizacji nadszedł czas na konteneryzację – media w przyszłości nie będą już takie same

Przedsiębiorcy z różnych branż stale inwestują w najnowsze technologie, które mogą usprawnić funkcjonowanie ich biznesu i zwiększyć kapitał. Branża medialna wcale nie odbiega od reszty. Począwszy od przejścia TV z sygnału analogowego na pliki cyfrowe po wirtualizację mediów zmiana jest cały czas obecna.

Rosnąca konkurencja na rynku mediów, jak również wzrost oglądalności serwisów VOD, powoduje, że gracze na rynku muszą szukać sposobów na zwiększenie wydajności operacyjnej i wzmocnienie swojej pozycji. Współczesne media odchodzą już od tradycyjnych kanałów dystrybucji, które w przeciągu ostatnich lat znacznie straciły na znaczeniu i przenoszą się do Internetu. Dzięki temu, osiągają większe zasięgi oglądalności, jednak co za tym idzie potrzebują również narzędzi, które będą mogły dostarczać treści jak najwyższej jakości, użytkownikom na całym świecie, w tym samym czasie – a to jest zdecydowanie trudniejsze.

Sposobem na spełnienie powyższych wymogów rynku jest wykorzystanie nowoczesnych technologii, które będą mogły zapewnić najwyższą jakość transmitowanych treści, jednocześnie oszczędzając koszty i zwiększając zyski.

Wirtualizacja mediów

Jednym z rozwiązań, po które współczesny rynek mediowy sięga już od pewnego czasu jest wirtualizacja. Jej głównym celem jest zarządzanie nakładem pracy poprzez transformację tradycyjnego przetwarzania, aby aplikacje mogły być bardziej skalowalne. Wirtualizacja to technologia, która pozwala na tworzenie wielu symulowanych środowisk lub dedykowanych zasobów z jednego, fizycznego systemu sprzętowego. Oprogramowanie zwane hiperwizorem łączy się bezpośrednio z tym sprzętem i pozwala na podzielenie jednego systemu na kilka innych, odrębnych i bezpiecznych środowisk znanych jako maszyny wirtualne (VM). VM polegają na zdolności hiperwizora do oddzielenia zasobów maszyny od sprzętu i odpowiedniej ich dystrybucji.

Z czasem jednak pojawiło się kilka pytań o efektywność rozwiązań VM. Konieczność kompletnej skalowalności, szybkiego i łatwego dostępu oraz prędkość wdrażania spowodowały potrzebę skorzystania z nowej technologii – konteneryzacji.

Po wirtualizacji nadszedł czas na konteneryzację

Czym właściwie są kontenery? Kontenery są jednostkami oprogramowania, które pakują aplikacje i ich komponenty w odizolowaniu od swojego środowiska. Są one niezależnymi wykonywalnymi fragmentami kodu, które zawierają biblioteki wymagane przez aplikację. Współdzielą jądro hosta z innymi kontenerami i aplikacjami działającymi na hoście. Oznacza to, że zamiast każdego kontenera potrzebującego własnego systemu operacyjnego, kontenery te wykorzystują system operacyjny hosta bazowego.

Pomiędzy maszynami wirtualnymi a kontenerami istnieją pewne podobieństwa, jednak to co je znacząco odróżnia to fakt, iż maszyny wirtualne są bardziej obciążone nakładem pracy przez co wolniej się uruchamiają. Kontenery z racji tego, że są otwierane na podbudowie systemu operacyjnego, nie wymagają uruchomienia OS za każdym razem, tak jak to się dzieje w przypadku maszyn wirtualnych. Różnica jest kolosalna. Mówimy tutaj o skróceniu czasu uruchamiania środowiska z minut do sekund.

Zapotrzebowanie na szybki, zorganizowany i multiplatformowy przesył informacji spowodował, że media coraz częściej zwracają się ku technologii kontenerowej, która może sprostać wymaganiom szybkiego dostarczania materiałów bez utraty ich jakości. Tempo w jakim rozwija się biznes jest bardzo intensywne, a według ekspertów gwarantem na jego niezawodność są właśnie kontenery. Istotą ich niezawodności jest możliwość funkcjonowania mechanizmu nawet, gdy jeden z jego składowych ulegnie uszkodzeniu.

 

Według badań[1] rynek konteneryzacji do 2022 roku wzrośnie aż do 4,3 mld USD. Ten sam trend potwierdzają badania przeprowadzone przez Forrester dla Red Hat[2] – w ankiecie, w której wzięło udział 200 specjalistów IT z całego świata, potwierdzono, że wymagania biznesowe napędzają wprowadzanie rozwiązań kontenerowych – 71 procent respondentów już ich używa lub przewiduje wdrożenie kontenerów do aplikacji w chmurze.

Kontenery mogą być niezwykle bezpieczne, jeśli są dobrze skonfigurowane i odpowiednio zarządzane. Z tej potrzeby powstała platforma open source Kubernetes. Ułatwia on zarządzanie i aranżację aplikacji kontenerowych, nawet w wielu klastrach, jak również pomaga w organizowaniu kontenerów i automatyzowaniu wdrożeń. Oprogramowanie znalazło zastosowanie w wielu branżach, również na rynku mediów. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszy się w branży gier online.

Kontenery na rynku mediów

Kontenery powoli stają się normą, przez co coraz więcej firm po nie sięga. Obecne potrzeby biznesu medialnego oscylują wokół przechodzenia z monolitycznego modelu tworzenia aplikacji do mikrousług. Taka tendencja umożliwia szybsze dostarczanie aplikacji bez obaw o utratę jakości. Dzięki tym rozwiązaniom stacje telewizyjne osiągną możliwość dystrybucji tego samego pakietu informacji, w tym samym czasie, bez zbędnych opóźnień i do szerszej grupy odbiorców.

Coraz więcej medialnych korporacji dołącza do grona korzystających ze środowisk opartych na kontenerach, ponieważ dzięki nim mogą działać bez awarii, stale się rozwijając. Wśród nich możemy wymienić choćby Netflixa. Wykorzystanie skonteneryzowanych technologii pozwala oszczędzić koszty, przy jednoczesnym zwiększeniu skalowalności aplikacji.

Autor: Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny Red Hat w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

[1] https://451research.com/451-research-says-application-containers-market-will-grow-to-reach-4-3bn-by-2022

[2] https://www.redhat.com/en/blog/container-technology-age-customer?source=searchresultlisting&page=1&f%5B0%5D=hybrid_type%3ABlog

Inwestorzy chętnie wybierają aktywa alternatywne. Perspektywy dla polskiego segmentu PRS

Rynek mieszkań na wynajem wciąż jest dość nowym sektorem w Polsce, ale regularnie się rozwija. Z roku na rok jego aktywa i zainteresowanie kolejnych inwestorów rosną. Chociaż Polska nadal plasuje się znacznie poniżej średniej europejskiej pod względem przewagi najmu nad własnością w strukturze rynku mieszkaniowego, to zmiany w podejściu do życia ze strony pokolenia Y i Z przemawiają nad zmianą tego trendu.

Polacy wolą na swoim

Według danych Eurostat średnio 1/3 mieszkańców Unii Europejskiej wynajmuje mieszkanie, a blisko 70% jest właścicielem zamieszkiwanych lokali. Polskie wyniki znacznie różnią się od tej średniej, bo aż 84,2% naszych rodaków jest w posiadaniu mieszkania na własność, a zaledwie 15,8% decyduje się na najem. Pod kątem przewagi w strukturze własności nad najmem wyprzedzają nas tylko trzy kraje: Chorwacja, Słowacja i Rumunia, ale jedynym krajem, w którym proporcja najmu nad własnością jest większa jest Szwajcaria (58,4% dla najmu i 41,6% dla własności).

„Silnie zaznaczona w strukturze własność jest uwarunkowana historycznie. Przywiązanie do pracy i jednego miejsca zamieszkania w Polsce wywodzi się jeszcze z poprzedniego ustroju, ale należy tutaj jednocześnie zaznaczyć, że to się systematycznie zmienia. Jak pokazują dane Eurostatu, od 2010 roku w UE obserwowany jest wzrost liczby wynajmujących mieszkania, co może wskazywać na powoli rosnącą otwartość społeczeństwa na najem,” – komentuje Magdalena Czempińska, Dyrektor w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Młodzi stawiają na niezależność

Zmiany demograficzne w polskim społeczeństwie, głównie za sprawą przedstawicieli pokolenia Y i Z, mogą mieć istotny wpływ na rozwój rynku PRS. Młodzi ludzie pragną dzisiaj większej niezależności, stawiają na mobilność i unikają długoterminowych zobowiązań, jednak transformacja stylu życia odbywa się na płaszczyźnie wszystkich pokoleń.

„Jak pokazują dane GUS z roku na rok wzrasta poziom wykształcenia Polaków, a to przekłada się na lepsze wynagrodzenie. W konsekwencji tego rośnie poziom dochodu rozporządzalnego, co pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb i skierowanie uwagi konsumentów na wzrost jakości życia. Daje to możliwości poprawy warunków mieszkaniowych, np. zmiany lokalu na większy bądź lepiej zlokalizowany. Jak pokazują dane NBP, relacja wysokości przeciętnego jednomiesięcznego czynszu za najem do raty kredytu hipotecznego wskazuje, że aktualnie są to kwoty obciążające budżet gospodarstwa domowego na porównywalnym poziomie. W rezultacie, decyzja o zakupie lub najmie coraz częściej nie jest podejmowana na podstawie wyłącznie czynników ekonomicznych, lecz zgodnie z indywidualnymi preferencjami konsumentów,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska.

Rynek PRS w Polsce

Sektor mieszkań na wynajem w Polsce skoncentrowany jest głównie w największych ośrodkach miejskich, w których na koniec 2020 roku 15 podmiotów operowało lub zabezpieczyło grunty pod budowę takich obiektów. Najwięksi gracze obecni lub wchodzący na polski rynek to: TAG Immobilien, Resi4Rent, Heimstaden, Golub GetHouse, Catella, Aurec Capital, Fundusz Mieszkań na Wynajem oraz Zeitgeist Asset Management. Aktualnie istnieje w Polsce niemal 30 inwestycji mieszkaniowych, oferujących łącznie ponad 4 500 mieszkań na wynajem, których właścicielami są podmioty instytucjonalne. Niemal połowa z nich (ponad 2 100) znajduje się w Warszawie, ale miasta regionalne również przyciągają uwagę inwestorów. Jak pokazują dane, w budowie jest już około 3 700 mieszkań, z których większość ma termin oddania w 2021 i 2022 roku. Najwięcej buduje się w Warszawie (około 50%), a spośród miast regionalnych liderem jest Wrocław, gdzie powstaje 600 lokali. Co ważne, inwestorzy informują o kolejnych działkach zabezpieczanych pod inwestycje mieszkaniowe, na których do końca 2025 roku planują oddać do użytku około 15 000 nowych mieszkań przeznaczonych na wynajem.

„Chociaż zainteresowanie sektorem PRS w Polsce rośnie od kilku lat, to ostatnie miesiące charakteryzowały się szczególnie dynamiczną aktywnością inwestorów wynikającą z negatywnego wpływu pandemii na sektor handlowy i hotelowy. Zagraniczne fundusze doskonale zdają sobie sprawę z potencjału jaki posiada sektor najmu instytucjonalnego, a atrakcyjne stopy zwrotu zachęcają inwestorów do wejścia w właśnie ten sektor,” – dodaje Krzysztof Cipiur, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

Inwestycja w nieruchomości pod wynajem – co dalej?

Inwestowanie w mieszkania jest w Polsce nawet dwukrotnie bardziej opłacalne niż na Zachodzie. Natomiast wydatki na utrzymanie to niewiele ponad 6 proc. dochodów rodzin, gdy średnia dla UE wynosiła 9,6 proc.

– Atutem polskiego rynku są przede wszystkim atrakcyjne stopy zwrotu, 1,5-2 razy wyższe niż w krajach Europy Zachodniej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Nawet przy większym ryzyku inwestycyjnym wywołujemy rosnące zainteresowanie.

Jeżeli w Polsce oczekiwana stopa zwrotu wynosi 5,5 proc., to w największych i atrakcyjnych miastach Europy oceniana jest na 2,5-3 proc.

Inne atuty Polski, to wielkość rynku i deficyt liczby mieszkań w przeliczeniu na 100 tys. obywateli.

Według danych Eurostatu w 2018 r. w Polsce współczynnik przeludnienia wynosił ogółem 39,2 proc. Gorzej było jednak w przypadku mieszkań najmowanych, w tym przypadku zjawisko przeludnienia dotyczyło aż 65 procent mieszkań.

To znaczy, że przeciętna powierzchnia użytkowa mieszkania na jedną osobę w Polsce wynosiła jedynie 27,4 m kw., przy średniej europejskiej 42,56 m kw. Za mała jest nie tylko powierzchnia lokali, lecz także ich liczba. Ministerstwo Rozwoju szacowało, że na koniec 2019 r. deficyt na rynku nieruchomości wynosił 641 tys. mieszkań. W Polsce na 1 000 mieszkańców przypada 386 mieszkań. Słabiej w EU wypada jedynie Słowacja – 369 mieszkań.

W 2018 r. większość ludności w każdym z państw członkowskich UE-27 mieszkała we własnych mieszkaniach: od 51,4 proc. w Niemczech do 96,4 proc. w Rumunii; średnia dla UE-27 wynosiła 70,0 proc. W przeludnionych mieszkaniach żyło około 17,1 % ludności UE-27. Najwyższy wskaźnik wśród państw członkowskich UE-27 odnotowano w Rumunii (46,3 proc.). Natomiast najwyższy wskaźnik przeciążenia wydatkami mieszkaniowymi odnotowano w Grecji, gdzie 83,1 proc. najemców przeznaczało na mieszkanie ponad 40 proc. swoich dochodów. To może być zaskakujące, ale dla Polski wskaźnik ten wynosił 6,2 proc., przy średniej dla całej UE 9,6 proc.

– Z tych powodów dużo można jeszcze w Polsce wybudować, wiele mieszkań można dość łatwo wynająć, a pandemia nie wyhamowała wzrostu rynku nieruchomości, na którym w 2020 r. pojawiło się kilku inwestorów zagranicznych – komentuje D.Węglicki. – Podobna jest sytuacja na tej części rynku, jaką są domy studenckie. Natomiast rynek mieszkań luksusowych na wynajem rządzi się w dużym stopniu innymi prawami, w Warszawie, na Złotej 44 najistotniejsza okazuje się liczba cudzoziemców.

Wiele mieszkań jest szybko kupowanych przez inwestorów i coraz częściej są to także zagraniczne fundusze inwestycyjne. To czasami nawet 70 procent wszystkich dostarczonych lokali w danej inwestycji.

– Udział inwestorów zagranicznych w polskim rynku nieruchomości będzie się zwiększał, przy jednoczesnym ograniczaniu udziału inwestorów indywidualnych, a to ze względu na stabilność warunków najmu – ocenia dyr. D.Węglicki.

Co dalej z kursem franka?

Złoty należy do tych walut, które nie zyskują na dobrych nastrojach giełdowych inwestorów. Zapowiadane na 25 marca decyzje Sądu Najwyższego, dotyczące frankowiczów, wpłyną na kurs złotego wobec franka?

Okazuje się, że wypłata bonów dla Amerykanów, po 1 400 dolarów, dla osób indywidualnych, które zarabiają do 75 tys. USD rocznie, w ramach programu wsparcia gospodarki przyczyni się do wsparcia rynku giełdowego. Inwestorzy czekają na wypłatę tzw. czeków Baidena, spodziewając się, że indeksy giełdowe znów pobiją kolejne historyczne rekordy.

– Na rynku walutowym widać wpływ nastrojów inwestorów giełdowych, którzy omijają waluty dobrze radzące sobie w czasach nerwowości i dekoniunktury, takie jak choćby japoński jen, frank szwajcarski czy dolar amerykański – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Natomiast dobrze radzą sobie waluty, które związane są z cenami surowców, a przykładem dolar australijski i dolar nowozelandzki.

Dobrze radzą sobie także waluty rynków wschodzących, choć nie wszystkie, a przykładem polski złoty. Złoty ostatnio był stabilny, jeśli zyskiwał – to wobec franka szwajcarskiego.

Kurs franka szwajcarskiego w ciągu ostatnich 30 dni wahał się pomiędzy 4,08-4,17 zł. Czy na kurs franka będzie miała wpływ uchwała Sądu Najwyższego, który 25 marca ma wypowiedzieć się w kwestiach bardzo istotnych dla frankowiczów? Co stałoby się, gdyby banki zostały zmuszone do przewalutowania kredytów? Gdy banki udzielały kredytów we frankach musiały kupić walutę, którą później wymieniały na złote (to dlatego, że klientom wypłacały kredyty w złotych) odsprzedając franki NBP. Teraz frankowicze spłacają bankom raty w złotych, ale banki muszą oddać pożyczone wtedy franki. I „dostawy” franków mają zabezpieczone w różnych instrumentach finansowych na rożne terminy. Ale gdyby operacja przewalutowania przebiegła w stosunkowo krótkim czasie, banki musiałyby zerwać obecne kontrakty, a franków potrzebowałyby równie szybko. Dlatego już zwróciły się do NBP, żeby w takiej sytuacji dostarczył im walutę.

Jednak obawy, że z tego powodu frank znacząco podrożeje są mocno przesadzone:
– Mieliśmy już wcześniej wyroki TSUE, na które rynek zareagował łagodnie. Frank obecnie jest dość tani, choć mówimy o kursie zbliżonym do poziomu 4,10 zł – wyjaśnia ekspert XTB. – I nie spodziewałbym się, żeby był dużo tańszy, bo Szwajcaria dobrze poradziła sobie z okresem mocnej własnej waluty.

Co będzie działo się z kursem franka w najbliższych miesiącach? Obniżenie kursu franka do poziomu 4,00 zł byłoby wyjątkowo dobrą wiadomością dla frankowiczów.

Faktoring ma szansę zapewnić stabilne zyski w długim czasie

Lokaty zysku nie dają. Jak ochronić nasz kapitał przed inflacją? Rynek długu firm faktoringowych pozwoli na stabilne zyski w długim czasie.

Tradycyjna forma oszczędności w postaci lokat traci bardzo mocno na znaczeniu. Dziś oferty z oprocentowaniem powyżej 1% stanowią wyjątki, a na rynku szaleje inflacja zjadająca nasze oszczędności. Odpowiedzią na tę sytuację może być m.in. fundusz z oferty IPOPEMA TFI – IPOPEMA Benefit 3 FIZAN, którego portfelem zarządza CVI Dom Maklerski.

Od początku roku, Polska jest krajem o najwyższej inflacji w Unii Europejskiej. Jak wynika z danych Eurostatu, dynamika cen sięgała w styczniu 3,6%. Jednocześnie ekonomiści ostrzegają, że inflacja może okazać się niedoszacowana. – Inflacja stanowi jedynie część problemu. Wzrostowi cen na rynku towarzyszą ujemne realne stopy procentowe, wprowadzane przez rządy państw UE. Mają one służyć europejskim rządom w łatwiejszej obsłudze długu powstałego w czasie pandemii. Dodatkowo mają stymulować gospodarkę, poprzez zniechęcanie do oszczędzania – Rafał Lis, Partner Zarządzający CVI Dom Maklerski.

Polacy w ostatnich latach trzymają coraz więcej pieniędzy w bankach.  W depozytach bieżących zgromadziliśmy na koniec II kw. 2020 roku ok. 710 mld PLN i tak jak w przypadku gotówki, tak i tu mamy do czynienia z rekordowo wysoką wartością. W porównaniu do II kw. 2019 r. wartość depozytów wzrosła o ponad 27%.

Rekordowo niskie stopy procentowe przekładają się na bardzo niskie oprocentowanie lokat, zbliżające się w głównych bankach komercyjnych prawie do zera.  Dodatkowo wprowadzane opłaty mogą powodować straty na zdeponowanych środkach. Tym samym ta tradycyjna forma oszczędzania okazuje się całkowicie nieefektywna, a niechęć rządów do walki z obecną inflacją może doprowadzić do całkiem poważnego skurczenia się zaoszczędzonego kapitału.

IPOPEMA TFI wraz z CVI Dom Maklerski odpowiadają na potrzeby Klientów

Dla oczekujących wyższych stóp zwrotu od oprocentowania lokat terminowych pojawia się alternatywa o stabilnych zyskach w czasie i niskiej kwocie wejścia. Największe pod względem aktywów polskie Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych – IPOPEMA TFI wraz z liderem pozabankowego finansowania przedsiębiorstw w Polsce – CVI Dom Maklerski, przygotowały ofertę w postaci funduszu opartego o dług firm faktoringowych i pożyczkowych przedsiębiorstw.

Inwestorzy na rynku funduszy inwestycyjnych są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, wybierają tzw. fundusze o niskim lub średnim poziomie ryzyka, o możliwie stabilnych oczekiwanych stopach zwrotu oraz uwzględniających zastosowanie mechanizmów zabezpieczających. Mając na uwadze taką sytuację i stabilne wyniki funduszu w okresie ostatnich 24 miesięcy, podjęliśmy kolejny raz decyzję o otwarciu oferty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN dla szerokiego grona Klientów, którzy poszukują ciekawych alternatywnych rozwiązań do swoich portfeli inwestycyjnych na ten produkt. – mówi Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI.

IPOPEMA Benefit 3 FIZAN skupia się na strategii inwestycyjnej, w której głównymi aktywami są zabezpieczone obligacje wyemitowane przez spółki, których przeważającym przedmiotem działalności jest świadczenie usług faktoringu lub udzielanie pożyczek dla przedsiębiorców. Towarzystwo chce tym samym skorzystać w ramach funduszu z możliwości jakie daje rynek faktoringu, z którego skorzystało według danych Polskiego Związku Faktorów na koniec 2020 roku przeszło 18 tys. podmiotów, a wartość wykupionych wierzytelności przekroczyła 290 mld zł.

Faktoring – to dla przedsiębiorców wygodny sposób pozyskiwania środków na finansowanie działalności. W praktyce usługa polega na zamianie należności na gotówkę. Jest przy tym doskonałą formą zabezpieczenia przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów. Oferta jest łatwo dostępna, ponieważ uzyskanie finansowania opiera się w niej wyłącznie na wystawionych fakturach. Dzięki swej przystępności faktoring zyskuje na popularności wśród przedsiębiorców i stał się najszybciej rozwijającą się usługą finansową. (źródło: faktoring.pl)

Co ważne, fundusz będzie udzielał finansowania wyłącznie tym podmiotom, których model biznesowy i zakres usług będzie właściwie zabezpieczał interes Uczestników. Jednocześnie podmioty te muszą przejść pozytywnie audyt prawny i finansowy prowadzony przez doświadczony zespół ekspertów.

Eksperci IPOPEMA TFI podkreślają, że głównymi cechami oferty są stabilne wyniki, znacznie przekraczające inflację, szybka możliwość reagowania oraz odpowiednie zabezpieczenie na głównych aktywach emitentów obligacji pozwalające na ograniczenie ryzyka inwestycyjnego.faktoring

Celem zarządzających funduszem jest uzyskiwanie stabilnej stopy zwrotu w okresie długoterminowym na poziomie 4%-6%. rocznie. Fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma obecnie ponad 25 mln zł aktywów w zarządzaniu, a dzięki kolejnym emisjom Towarzystwo liczy na dynamiczny wzrost aktywów do ok. 100 mln zł do końca bieżącego roku. Fundusz kierowany jest do osób, które – podobnie jak w przypadku obligacji – zakładają dłuższy horyzont inwestycyjny i akceptują ograniczoną płynność inwestycji. Fundusz charakteryzuje się relatywnie niską kwotą wejścia, która dla serii M będącej obecnie w ofercie wynosi 2.961,75 zł (25CI).

W pierwszej publicznej emisji przeprowadzonej na podstawie zatwierdzonego w grudniu prospektu emisyjnego fundusz przydzielił 63,4 tys. certyfikatów inwestycyjnych o wartości ponad 7,4 mln PLN.


Faktoring to usługa bardzo perspektywiczna, która niesie szereg korzyści dla firm. Jednak ze względu na wiele jego odmian i dużo firm świadczących usługę faktoringu jego wybór nie jest prosty. Serwis FAKTORINGoferty.pl sygnalizuje, aby przy wyborze rodzaju faktoringu oraz faktora poza kosztami poznać inne aspekty, jakie będą decydowały o jego przydatności dla firmy.

Czekając na posiedzenie EBC

Dolar stabilizuje się tuż poniżej poziomu dolara i dwudziestu centów za euro. Z tego miejsca może go jednak wyrzucić dzisiejsze posiedzenie EBC, jeżeli nie ono, to w podobnym czasie mamy dane o bezrobotnych w USA.

Inflacja w USA bez niespodzianek

Wzrost cen za oceanem zgodnie z oczekiwaniami analityków wyniósł 1,7% w skali roku. Jest to wartość blisko optymalnej. Zbyt niska inflacja sugeruje spowolnienie w gospodarce, z drugiej strony za wysoka również nie jest dobrze widziana. Po danych dolar delikatnie tracił względem euro, ale było to raczej pokłosie korekty po ostatnim gwałtownym umocnieniu amerykańskiej waluty.

Kanada utrzymuje stopy procentowe

Bank Kanady poinformował o pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie 0,25%. Znajdują się na nim od marca 2020 roku kiedy to szokowo zostały zredukowane od razu o 1,5%. Była to reakcja na ruchy USA, które w tamtym okresie również silnie cięły stopy procentowe. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków, którzy w większości przewidywali pozostawienia ich na tym samym poziomie. Po decyzji dolar kanadyjski zyskiwał, zatem była jakaś część inwestorów, którzy wierzyli w możliwość obniżki i po decyzji odwracali pozycję inwestycyjną.

Posiedzenie EBC

Dzisiaj wydarzeniem dnia będzie najprawdopodobniej posiedzenie EBC. Nawet jeżeli nie dojdzie do żadnych zmian stóp procentowych, na co się nie zanosi, sam komunikat zarządu może okazać się przełomowy. Nie bez znaczenia jest też prezentacja najnowszych prognoz makroekonomicznych. Analitycy spodziewają się presji werbalnej na rosnącą rentowność obligacji. Wątpliwe, by bank miał jakieś pole do manewru, ale zawsze może straszyć. Miękki język wypowiedzi może zresztą wspomóc ostatni ruch dolara względem euro. Zbyt słaby dolar amerykański jest bowiem sporym problemem dla handlu zagranicznego. Rezultatem była bowiem zarówno mniejsza atrakcyjność towarów unijnych za oceanem oraz większa amerykańskich w Europie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Znaczny wzrost Grupy LEGO w 2020 roku

Silny popyt wśród konsumentów zaowocował dwucyfrowym wzrostem sprzedaży konsumenckiej, przychodów i zysku operacyjnego Grupy LEGO oraz znacznym wzrostem udziału w rynku. W 2020 roku kontynuowane były inwestycje strategiczne, których celem jest zapewnienie zrównoważonego wzrostu w dłuższej perspektywie.

  • Sprzedaż konsumencka wzrosła o 21 proc. w całym roku w porównaniu z rokiem 2019.
  • Przychody wzrosły o 13 proc. do 43,7 mld DKK w porównaniu z rokiem 2019.
  • Zysk operacyjny wzrósł o 19 proc. do 12,9 mld DKK, a zysk netto zwiększył się o 19 proc. i osiągnął 9,9 mld DKK. Znaczące wzrosty odnotowano przy równoczesnych inwestycjach w przyszłe inicjatywy rozwojowe.
  • Wolne przepływy pieniężne wyniosły 11,5 mld DKK.
  • Zwiększył się udział w rynku globalnym.

Grupa LEGO przedstawiła wyniki finansowe za rok 2020. Przychody wzrosły o 13 proc. w porównaniu z rokiem 2019 do 43,7 mld DKK, a sprzedaż konsumencka o 21 proc. w tym samym okresie. Zysk operacyjny wyniósł 12,9 mld DKK, co oznacza wzrost o 19 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Udział marki w rynku wzrósł zarówno globalnie, jak i w 12 największych krajach, w których działa Grupa LEGO.

Niels B Christiansen, CEO Grupy LEGO, przyznał, że jest bardzo zadowolony z osiągniętych wyników. Świadczą one o ponadczasowym znaczeniu klocków LEGO i naszej koncepcji nauki poprzez zabawę. Tak dobre osiągnięcia wynikają z pasji, kreatywności i wytrwałości naszych pracowników, którzy pomimo wyzwań związanych z pandemią pracowali bez wytchnienia, aby ludzie nadal mogli się bawić klockami – stwierdził.

Sprzedaż konsumencka na wszystkich rynkach wzrosła dwucyfrowo, a szczególnie wysokie wskaźniki odnotowano w Chinach, obu Amerykach, Europie Zachodniej oraz w regionie Azji i Pacyfiku.

Wzrost zysku operacyjnego wynika z wysokiej sprzedaży i kompensacji strategicznych inwestycji oraz zwiększonych kosztów dystrybucji związanych z globalnym transportem produktów po tymczasowym przymusowym zamknięciu zakładów produkcyjnych w Meksyku i Chinach. Zysk netto wzrósł o 19 proc. do 9,9 mld DKK, a wolne przepływy pieniężne osiągnęły poziom 11,5 mld DKK.

Jak mówi Christiansen, Grupa LEGO przez ostatnie dwa lata dokonywała dużych inwestycji w inicjatywy mające na celu wspieranie długoterminowego wzrostu. – W 2020 roku zaczęliśmy dostrzegać korzyści płynące z poczynionych inwestycji, zwłaszcza tych w e-commerce i innowacje produktowe. W nadchodzącym roku będziemy dalej inwestować, nadal koncentrując się na innowacyjnej zabawie, naszej marce, cyfryzacji i rozwoju wielokanałowości.

Silne portfolio o szerokim zasięgu

W 2020 roku coraz więcej osób, niezależnie od wieku, budowało z klocków LEGO, co przełożyło się na wysoką sprzedaż. Inspiracją było bogate portfolio marki, w którym zachętę do kreatywnej zabawy odnajdują fani w każdej grupie wiekowej i o różnych zainteresowaniach. Do najczęściej wybieranych serii w ubiegłym roku należały (kolejność losowa): LEGO® CITY, LEGO® Technic, LEGO® Star WarsTM, LEGO® Friends i LEGO® Classic.

Klocki LEGO Super MarioTM, które w unikalny sposób łączą zabawę cyfrową i fizyczną, zostały wprowadzone na rynek w sierpniu 2020 roku i stały się jedną z najbardziej udanych premier tematycznych firmy. Inwestycje w tego rodzaju produkty będą nadal realizowane. Przykładem kolejnej nowości jest seria LEGO VIDIYOTM, która trafiła do sprzedaży w tym miesiącu.

Niels B Christiansen podkreśla, że uwielbiane przez dzieci i dorosłych klocki LEGO zawsze będą stanowiły podstawę biznesu. – Obecnie dzieci wychowują się w cyfrowym świecie i bez trudu łączą go z zabawą fizyczną. Cieszymy się, że możemy zaproponować im bezpieczne, ekscytujące możliwości zabawy, które oferują nowe sposoby nauki i kreatywności – dodaje.

W minionym roku Grupa LEGO kontynuowała również działania na rzecz swojej marki poprzez globalną kampanię „Rebuild the World” oraz została uznana za najbardziej lubianą markę na świecie[1].

Innowacyjna sprzedaż wielokanałowa

Wcześniejsze inwestycje firmy w zintegrowany system wielokanałowej sprzedaży detalicznej znacząco wpłynęły na wzrost sprzedaży w kanałach partnerskich i własnych, pomimo zamknięcia sklepów stacjonarnych w związku z COVID-19. Liczba wizyt na stronie LEGO.com podwoiła się w stosunku do poprzedniego roku, a firma kontynuowała globalny program rozwoju sieci sklepów. W 2020 roku otworzyła 134 nowe sklepy detaliczne, w tym 91 w Chinach. Tym samym na koniec 2020 roku całkowita liczba punktów sprzedaży marki LEGO na świecie wyniosła 678. Firma planuje otwarcie kolejnych 120 w 2021 roku, z czego 80 zlokalizowanych będzie w Chinach.

Jak twierdzi Christiansen, ludzie wciąż szukają bezpośredniego kontaktu z marką. – Planujemy inwestować i rozszerzać sieć sprzedaży detalicznej, a także podnosić poziom doświadczeń zakupowych w sklepach stacjonarnych. Takie podejście wzmacnia markę i pozytywnie wpływa na wszystkie kanały. Będziemy również dalej rozwijać nasze zaplecze w zakresie e-commerce, aby wspierać zakupy online na platformach naszych i naszych partnerów – deklaruje.

Ambitna transformacja cyfrowa

W 2021 roku Grupa LEGO planuje przyśpieszyć inwestycje w digitalizację biznesu. Jej ambicją jest opracowanie światowej klasy rozwiązań cyfrowych dla każdego, kto wchodzi w interakcję z marką – od konsumentów i partnerów detalicznych po dostawców i pracowników. W tym celu firma zamierza powiększyć zespoły zajmujące się digitalizacją i technologią.

Jak mówi Christiansen, Grupa LEGO ma solidne fundamenty digitalowe, ale musi działać szybciej. –Miniony rok pokazał, jak ważne jest posiadanie zwinnej, szybko reagującej firmy zbudowanej na silnych cyfrowych fundamentach. Będziemy dalej rozwijać nasze możliwości w tym obszarze, abyśmy byli dobrze przygotowani do zaspokajania zmieniających się potrzeb naszych partnerów detalicznych i konsumentów zarówno teraz, jak i w dłuższej perspektywie – dodaje.

Inwestowanie w pozytywne zmiany dla przyszłych pokoleń

W 2020 r. Grupa LEGO ogłosiła, że w ciągu trzech lat zainwestuje do 400 mln USD (2,6 mld DKK) w inicjatywy związane ze zrównoważonym rozwojem. Będą one skupiały się wokół umożliwienia nauki poprzez zabawę większej liczbie dzieci, zmniejszenia wpływu na środowisko i zapewnienia przyjaznych miejsc pracy dla wszystkich osób zaangażowanych w tworzenie nowych rozwiązań dla zabawy.

W ramach tych działań firma dotarła do 3,2 miliona dzieci, w tym wielu potrzebujących, poprzez programy edukacyjne oparte na zabawie. Firma rozpoczęła również testy papierowych opakowań, którymi zastąpione zostaną jednorazowe plastikowe opakowania w zestawach. Dodatkowo zadeklarowano zamiar zmniejszenia całkowitej emisji dwutlenku węgla o 37 proc. do 2032 roku. Cel ten został przyjęty w ramach inicjatywy Science Based Target i jest zgodny z poziomami wymaganymi do utrzymania globalnego ocieplenia na poziomie poniżej 1,5°C. LEGO 2020

W ubiegłym roku Grupa LEGO ogłosiła współpracę z wieloma organizacjami, w celu wsparcia swoich wysiłków w zakresie wywierania pozytywnego wpływu na społeczeństwo i planetę. Grupa będzie współpracować m.in. z UN Women (Jednostka Narodów Zjednoczonych ds. Równości Płci i Uwłasnowolnienia Kobiet), aby wzmocnić pozycję kobiet we wszystkich miejscach pracy i dziewcząt w społeczeństwie, oraz z Fundacją Ellen MacArthur, aby badać modele biznesowe oparte na obiegu zamkniętym.

Obecne pokolenie dzieci stoi przed poważnymi i skomplikowanymi wyzwaniami. Jak stwierdza Christiansen, ich rozwiązanie musi nastąpić poprzez zbiorowy wysiłek firm, rządów i ekspertów. – Z niecierpliwością czekamy na połączenie sił z dziećmi, rodzicami, pracownikami i partnerami, aby pomóc w kształtowaniu świetlanej przyszłości dla przyszłych pokoleń – dodaje.

[1] Talkwalker, The Brand Love Story 2020

Zarząd BioMaxima SA zdecydował w sprawie wypłaty dywidendy za 2020 r.

Zarząd BioMaxima SA zarekomenduje Walnemu Zgromadzeniu sposób podziału zysku za rok 2020, który wyniósł rekordowe 7,78 mln zł. Propozycja zakłada wypłacenie dywidendy w kwocie 0,25 zł (dwadzieścia pięć groszy) na jedną akcję oraz przekazanie pozostałej części zysku na kapitał zapasowy. Uchwała w tej sprawie została podjęta 10 marca br. Jako dzień ustalenia prawa do dywidendy, Zarząd Spółki zaproponował 31 maja, natomiast jako dzień wypłacenia dywidendy – 15 czerwca 2021 roku.

Rekordowy w historii spółki zysk, zarówno na poziomie jednostkowym, jak
i skonsolidowanym, powoduje zrozumiałe oczekiwanie akcjonariuszy co do podzielenia się przez spółkę tym zyskiem. Kwota dywidendy, którą zarekomenduje zarząd, jest również najwyższa w historii naszej działalności. Jednocześnie kwota która zostanie przekazana na kapitał zapasowy, pozostawi w spółce środki umożliwiające kontynuację dalszego szybkiego rozwoju
komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Ambitne plany inwestycyjne

Na decyzję w sprawie wypłaty dywidendy oraz określenie jej poziomu na 0,25 zł na jedną akcję – oprócz wyników finansowych – wpłynęła również potrzeba zrównoważonego finansowania wzrostu majątku obrotowego Spółki i zwiększenie sumy bilansowej wynikające z rosnącej wielkości sprzedaży Spółki. Zarząd wziął również po uwagę potrzeby związane z finansowaniem inwestycji spółki w nadchodzących miesiącach. Wynikają one zarówno z podjętych już decyzji, dotyczących m.in. zakupu nieruchomości i budowy na niej nowego zakładu produkcyjnego. Dzięki niemu, zdolności produkcyjne spółki w obszarze produkcji szybkich testów, testów do oznaczania lekowrażliwości, a także produkcji odczynników do diagnostyki molekularnej (takich jak testy PCR), ulegną zwiększeniu. Pod uwagę wzięto również potrzeby inwestycyjne związane z planowanym zwiększeniem zdolności produkcyjnych poprzez modernizację dotychczasowych budynków produkcyjnych i magazynowych spółki, rozważane działania M&A oraz potrzebę zachowania zdolności uczestniczenia przez spółkę w innych przedsięwzięciach inwestycyjnych i rozwojowych, które są obecnie rozpatrywane przez Zarząd.

Biorąc pod uwagę duży wzrost skali operacji spółki w 2020 roku, kluczowe jest zachowanie zrównoważonego finansowania jej majątku, poprzez odpowiedni udział kapitałów własnych w tym finansowaniu, aby zapewnić długotrwały sukces spółki
i wzrost wartości dla akcjonariuszy
mówi Łukasz Urban. – Spółka działa
w segmencie biotechnologii, rozwijając produkty własne, w uznanych i dojrzałych technologiach, co zmniejsza ryzyko nieprawidłowej alokacji kapitału. Celem realizowanych przez nas projektów rozwojowych jest uzyskanie zdolności dostarczania produktów, na które istnieje sprawdzone zapotrzebowanie na rynku – zarówno polskim, jak i międzynarodowym. Tak więc, finansowanie projektów rozwojowych spółki wymaga uczestniczenia w nich środkami własnymi
– dodaje.

Zarząd BioMaxima S.A. uznaje, że dla zapewnienia wysokiego całkowitego zwrotu na inwestycji (ROI) dla wszystkich obecnych akcjonariuszy oraz bezpieczeństwa ich inwestycji w akcje spółki, wysokość proponowanej przez Zarząd dywidendy jest optymalna w dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Umożliwia ona dalszy, zrównoważony rozwój spółki w świecie zmienionym przez wpływ pandemii, związany z rozprzestrzenieniem się różnych mutacji wirusa SARS-COV-2.