Rynek wtórny zaskakuje. Popyt słabnie, ale ceny mieszkań nadal rosną

Majowe dane z rynku wtórnego przynoszą historyczny przełom. Trójmiasto z przeciętną ceną 16 867 zł/mkw. wyprzedziło Kraków i stało się drugim najdroższym rynkiem mieszkaniowym w Polsce. A to nie jedyne zaskoczenie, bo choć zainteresowanie kupujących wyraźnie słabnie, ceny mieszkań używanych wciąż rosną. Wpływ na stawki ma też sama oferta. Lokal z drugiej ręki to dziś nie tylko wielka płyta czy stary blok. Blisko 15% ogłoszeń w serwisie Otodom dotyczy budownictwa po 2020 roku.

Najważniejsze informacje:

  • Spadek popytu o 5% m/m – w maju zainteresowanie lokalami z drugiej ręki (mierzone liczbą zapytań na platformie Otodom) zmalało, co jednak nie powstrzymało dalszych podwyżek.
  • +8,2% wzrostu cen r/r – Trójmiasto jest najszybciej drożejącym rynkiem w Polsce, co pozwoliło mu wyprzedzić cenowo Kraków.
  • -20% zapytań r/r w Białymstoku – popyt w miastach wschodniej i południowej Polski dosłownie tąpnął. Dwucyfrowe spadki w Białymstoku i Kielcach to korekta wykraczająca poza zwykłą sezonowość.

– Rynek wtórny wysyła sygnał, którego nie sposób zignorować. Mieszkania drożeją, choć chętnych ubywa. Ten mechanizm jest prosty. Kurcząca się podaż zdejmuje presję ze sprzedających, którzy po prostu nie muszą iść na ustępstwa i schodzić z cen – zauważa Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Ekspert Otodom przyznaje, że prawdziwym zaskoczeniem jest jednak to, co dzieje się w Trójmieście.

– Trójmiejski rynek wyprzedził cenowo Kraków i stał się absolutnym liderem pod względem dynamiki wzrostów (+1,9% miesiąc do miesiąca i aż +8,2% rok do roku). Wielomiesięczny trend powyżej średniej kontynuuje również Poznań (+5,1% w ujęciu rocznym). Warto jednak zauważyć, że tamtejsze stawki pozostają o ponad 4,4 tys. zł/mkw. niższe niż te w Trójmieście – dodaje Paweł Jarząbek.

TOP3 najdroższych rynków:

  1. Warszawa: 18 738 zł/mkw.
  2. Trójmiasto: 16 867 zł/mkw.
  3. Kraków: 16 785 zł/mkw.

Ile kosztuje mieszkanie z rynku wtórnego?

Spośród siedmiu największych miast Polski jedynie w Łodzi i Katowicach średnie stawki ofertowe z rynku wtórnego (na podstawie ogłoszeń z serwisu Otodom) utrzymują się poniżej granicy 10 tys. zł/mkw. Najdrożej niezmiennie jest w Warszawie – 18 738 zł/mkw. Coraz bliżej psychologicznej bariery 17 tys. zł/mkw. znajdują się z kolei Trójmiasto i Kraków. Natomiast środek stawki dopełniają Poznań i Wrocław – tam przeciętne ceny wynoszą odpowiednio 12 398 zł/mkw. i 13 575 zł/mkw.

Pod powierzchnią rosnących cen może kryć się jednak poważny problem, który dotknie obie strony transakcji. Jak zaznacza Paweł Jarząbek, najważniejszym trendem do obserwowania w kolejnych miesiącach będzie pogłębiający się rozdźwięk między kurczącym się popytem a rosnącymi cenami.

– Jeśli zainteresowanie kupujących nie wróci do marcowych poziomów, a ofert nadal będzie ubywać, rynek może wejść w fazę niskiej płynności. Scenariusz, w którym stawki rosną już tylko nominalnie, uderzy zarówno w kupujących, jak i sprzedających. Najbliższe miesiące, tradycyjnie słabsze sezonowo, będą ostatecznym testem prawdy. Czerwiec i lipiec pokażą, czy mamy do czynienia jedynie z przejściowym schłodzeniem, czy z trwalszą zmianą nastrojów – wyjaśnia menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Dlaczego używane mieszkanie kosztuje niemal tyle co nowe?

Rynek wtórny, choć z nazwy „używany”, w rzeczywistości ulega strukturalnej transformacji. Dziś to coraz rzadziej lokal w PRL-owskim bloku czy przedwojennej kamienicy. Niemal 15% ofert w serwisie Otodom stanowi nowoczesne budownictwo oddane do użytku po 2020 roku. Kupujący płacą więc za standard porównywalny z rynkiem deweloperskim, zyskując ogromny atut, czyli lokal gotowy do natychmiastowego zamieszkania. Zestawienie majowych stawek doskonale obrazuje ten trend. W Krakowie średnia cena ofertowa mieszkania deweloperskiego to 16 878 zł/mkw., podczas gdy na rynku wtórnym (według bazy ogłoszeń Otodom) przeciętna stawka wynosi aż 16 785 zł/mkw. Różnica jest wręcz symboliczna. Podobny pułap widać w Trójmieście, gdzie nowy lokal kosztuje średnio 17 635 zł/mkw., a używany wystawiony w serwisie Otodom – 16 867 zł/mkw.

Popyt słabnie, a mapa Polski pęka na pół

Majowe dane ostatecznie zweryfikowały wiosenny, marcowy zryw kupujących jako zjawisko chwilowe. Rynek wtórny szybko wrócił do poziomów z początku roku. Popyt skurczył się o 5% miesiąc do miesiąca. To oznacza, że w 13 monitorowanych przez Otodom miastach łączna aktywność poszukujących zamknęła się w liczbie 103 177 zapytań.

Rozkład sił na mapie Polski jest jednak skrajnie nierówny. Warszawa, Wrocław i Poznań to rynki z bardzo silnym popytem, zarówno w ujęciu bezwzględnym, jak i rocznym. Stolica dominuje też strukturalnie, skupiając ponad 37% wszystkich zapytań z 13 analizowanych miast, a wzrost o 8% rok do roku sugeruje realny, trwały popyt, a nie jedynie efekt bazy ogłoszeń.

– Do grona pozytywnych zaskoczeń należą rynki nadmorskie. Szczecin oraz pędzące cenowo Trójmiasto okazały się w maju jedynymi ośrodkami w Polsce, które zanotowały wzrost zainteresowania w ujęciu miesięcznym. Zupełnie inne nastroje panują na południu i wschodzie kraju, gdzie widać wyraźne załamanie. Miasta takie jak Białystok (-20% r/r) czy Kielce (-12% r/r) notują głębokie, dwucyfrowe spadki zainteresowania. Na tych rynkach korekta popytu ma już charakter strukturalny, zdecydowanie wykraczający poza zwykłą sezonowość – podsumowuje Paweł Jarząbek.

Miasta z najniższym popytem m/m:

  1. Białystok: 1 791 (-19,1% m/m).
  2. Kielce: 1 355 (-15,6% m/m)
  3. Bydgoszcz: 3 266 (-10,1% m/m)

Thorium Space i Creotech Instruments łączą siły w obszarze komunikacji satelitarnej

Thorium Space podpisało z Creotech Instruments S.A. umowę o współpracy technologicznej i biznesowej w obszarze nowoczesnych systemów komunikacji satelitarnej. Porozumienie obejmuje m.in. wspólny rozwój technologii i produktów oraz oferowanie kompleksowych systemów satelitarnych dla klientów komercyjnych, instytucjonalnych i sektora obronnego.

Partnerstwo umożliwia obu spółkom potencjalne wykorzystanie swoich produktów i technologii w wybranych obszarach współpracy. Thorium Space dostosuje swoje rozwiązania komunikacji satelitarnej i payloady telekomunikacyjne do integracji z platformą satelitarną HyperSat, przy wykorzystaniu kompetencji Creotech Instruments w zakresie integracji i realizacji misji kosmicznych. Współpraca uwzględnia także wymianę wiedzy i doświadczeń oraz możliwość wspólnego udziału w przyszłych inicjatywach technologicznych lub biznesowych.

Aktualnie trwają prace nad koncepcją wspólnej misji, która planowana jest do zgłoszenia w ramach programów Europejskiej Agencji Kosmicznej. W dalszej perspektywie partnerzy planują realizację operacyjnych misji satelitarnych wykorzystujących rozwijane technologie komunikacyjne w zastosowaniach komercyjnych i rządowych.

Jednym z potencjalnych obszarów współpracy są technologie związane z bezpieczeństwem i odpornością systemów komunikacji satelitarnej. Thorium koncentruje się na rozwiązaniach umożliwiających bezpieczne przekazywanie danych pomiędzy satelitami a użytkownikami końcowymi z wykorzystaniem dedykowanej infrastruktury satelitarnej. Z kolei Creotech Instruments S.A., największy polski integrator misji kosmicznych i producent platform satelitarnych, po uzyskaniu flight heritage oraz przy rosnącym zainteresowaniu swoimi rozwiązaniami, rozwija kolejne generacje platform satelitarnych z myślą o szerokim zakresie zastosowań, w tym również w segmencie SATCOM.

W Thorium Space rozwijamy technologie komunikacji satelitarnej odpowiadające na rosnące zapotrzebowanie rynku europejskiego w zakresie bezpiecznej i niezależnej łączności. Partnerstwo z Creotech Instruments pozwala połączyć rozwijane przez nas payloady telekomunikacyjne i technologie SATCOM z dojrzałą platformą satelitarną HyperSat oraz kompetencjami integracyjnymi partnera. To ważny krok w kierunku budowy kompleksowych systemów satelitarnych rozwijanych
w Polsce i oferowanych na rynkach międzynarodowych
– powiedział dr Piotr Mierzejewski, Prezes Thorium Space.

Porozumienie otwiera możliwość rozmów o stworzeniu kompleksowych rozwiązań obejmujących zarówno segment kosmiczny, jak i naziemny dla rynku secure SATCOM oraz technologii dual-use.

Creotech Instruments od dłuższego czasu z zainteresowaniem przygląda się rozwojowi spółki Thorium Space. Dziś robimy kolejny krok – podjęliśmy decyzję o zacieśnieniu współpracy. Obszar telekomunikacji to segment sektora kosmicznego, który w najbliższych latach przeżyje swój renesans w Europie. Dlatego nowe platformy satelitarne opracowywane przez naszą spółkę w pełni przystosowane są do zastosowań w tym segmencie. Bliska współpraca z Thorium Space przybliża nas do tego celu – skomentował dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Creotech Instruments S.A.

Thorium Space zakłada, że porozumienie przyspieszy komercjalizację rozwijanych technologii SATCOM oraz wzmocni pozycję spółki w obszarze secure SATCOM, technologii dual-use i niezależnych systemów komunikacji satelitarnej.

AI zmienia globalny eksport. Europa może zostać w tyle

Sztuczna inteligencja wyszła już poza fazę eksperymentów wśród eksporterów i staje się częścią ich codziennej działalności. W globalnym badaniu Allianz Trade z 2026 r. mniej niż 1% eksporterów twierdzi, że w ogóle nie korzysta ze sztucznej inteligencji. W opinii Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalnej Allianz Trade, pytanie nie brzmi już „kto ją wdroży?”, ale „kto potrafi przekształcić wdrożenie w przewagę?”.

Według badania Allianz Trade Global Survey z 2026 r. nowi liderzy w dziedzinie sztucznej inteligencji wcale nie znajdują się tam, gdzie można by się tego spodziewać. Badanie, w którym wzięło udział 6000 firm z 13 rynków[1] , zostało przeprowadzone w dwóch etapach w lutym i końcu marca 2026 r. i ujawnia uderzający paradoks. Prawie połowa firm (43%) wdrożyła już sztuczną inteligencję na dużą skalę w wielu obszarach swojej działalności, ale tylko jedna trzecia (32%) z nich twierdzi, że jest ona w pełni zintegrowana z ich podstawową strategią. Ta rozbieżność ma znaczenie.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji do automatyzacji zadań to co prawda postęp, ale wykorzystanie jej do przekształcania decyzji, produktów i dróg dotarcia do rynku to źródło przewagi konkurencyjnejwyjaśnia Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Eksporterzy z rynków wschodzących przejmują inicjatywę w zakresie strategicznej integracji AI w firmach. Chiny (41%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (40%) i Brazylia (36%) przodują w umieszczaniu sztucznej inteligencji w centrum strategii. Tymczasem niektóre gospodarki rozwinięte pozostają bardziej ostrożne: tylko 22% firm w Wielkiej Brytanii i 21% w Singapurze określa AI jako kluczową. Wdrożenia operacyjne są również szeroko rozpowszechnione: Wietnam przoduje na świecie pod względem wdrożeń na dużą skalę (53%), a Singapur również zajmuje wysoką pozycję (51%). Nowa geografia AI staje się więc coraz mniej przewidywalna.

Rosnąca przepaść w oczekiwaniach

Prawdziwą przepaścią nie jest jednak wdrażanie. Jest nią wiara. Eksporterzy z rynków wschodzących są znacznie bardziej optymistyczni co do krótkoterminowych korzyści, a ta pewność wydaje się napędzać inwestycje. W Indiach 61% firm przewiduje, że sztuczna inteligencja zwiększy obroty eksportowe o 10% lub więcej w ciągu 12 miesięcy.

Oczekiwania te są znacznie wyższe niż w niektórych częściach Europy, gdzie tylko 18–24% spośród firm przewiduje porównywalny wpływ integracji narzędzi AI na ich wzrost. Różnica ta sugeruje, że eksporterzy z rynków wschodzących postrzegają sztuczną inteligencję nie jako stopniowy wzrost wydajności, ale jako szansę na wyprzedzenie konkurencji.

Inwestycje rosną, ale bariery strukturalne ograniczają ekspansję

Wzory wydatków odzwierciedlają ten optymizm. W Indiach 65% eksporterów przeznacza ponad 20% swoich budżetów IT na sztuczną inteligencję, a Brazylia (51%) i Zjednoczone Emiraty Arabskie (41%) również wykazują duże zaangażowanie. Europa natomiast pozostaje bardziej powściągliwa: Hiszpania (25%), Wielka Brytania (26%) i Włochy (28%) plasują się na dolnym końcu skali intensywności inwestycji.

Na wszystkich rynkach największą przeszkodą dla inwestycji w sztuczną inteligencję nie jest ani entuzjazm, ani koszty początkowe, ale brak dowodów na zwrot z inwestycji. Niepewność co do zwrotu z inwestycji deklaruje 35% firm w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, 31% w Singapurze i Niemczech oraz 30% w Stanach Zjednoczonych, co wskazuje, że wdrożenie wyprzedziło wymierne zyski. W innych regionach czynnikiem ograniczającym jest dostępność talentów. Na niedobór umiejętności wskazuje 31% firm w Chinach i Indiach, 30% w Wietnamie oraz 28% we Francji, co podkreśla globalną walkę o talenty w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Przed nami gospodarka AI o dwóch prędkościach

Dane z badania Allianz Trade Global Survey z 2026 r. sugerują powstanie globalnego krajobrazu o dwóch prędkościach. Eksporterzy w Indiach, Brazylii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich wdrażają sztuczną inteligencję, angażują kapitał, włączają ją w strategię swoich firm i oczekują szybkich, namacalnych zwrotów. Tymczasem większość firm w Europie i Ameryce Północnej, choć równie zaangażowanych we wdrażanie, postępuje z większą ostrożnością, napotykając ograniczenia bardziej wymagających progów zwrotu z inwestycji i wyrażając w związku z tym bardziej stopniowe oczekiwania z nią związane.

Ta rozbieżność może również wynikać z różnych punktów wyjścia. Mniejsza presja konkurencyjna, wyższy poziom wydajności oraz niska tolerancja na ryzyko (nietrafionej inwestycji) mogą sprzyjać mniej ambitnemu wdrażaniu sztucznej inteligencji w niektórych gospodarkach rozwiniętych. Dla inwestorów i decydentów konsekwencje są oczywiste. Rynki, na których znaczne inwestycje idą w parze z wysokimi oczekiwaniami, mogą przynieść znaczny wzrost wyników, ale mogą też spotkać się z dużym rozczarowaniem, jeśli zyski nie spełnią oczekiwań. Najbliższe 12 miesięcy powinno pokazać, czy entuzjazm przełoży się na wymierny wzrost eksportu, marż i wydajności tych firm.

[1] Brazylia, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Polska, Singapur, Hiszpania, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Wietnam

Ropa znów drożeje. Bliski Wschód pozostaje jednym z głównych ryzyk dla globalnej gospodarki

Mimo zapewnień prezydenta Donalda Trumpa z ubiegłego tygodnia porozumienie z Iranem nie zostało jeszcze zawarte, a uczestnicy rynku obserwują jedynie kruche zawieszenie broni. Jego trwałość pozostaje niepewna, ponieważ w ostatnich dniach pojawiały się doniesienia o kolejnych wymianach ataków między USA a Iranem, co zwiększa ryzyko ponownej eskalacji konfliktu. Sytuacja na Bliskim Wschodzie po raz kolejny pokazuje, jak silnie rynek ropy jest związany z kondycją światowej gospodarki. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazuje, że konflikt w regionie stał się jednym z kluczowych zagrożeń dla globalnego wzrostu, ponieważ ogranicza podaż surowców energetycznych, podnosi koszty transportu i zwiększa niepewność na rynkach finansowych. Szczególne znaczenie ma Cieśnina Ormuz, przez którą w 2025 roku przechodziło około 20% światowej produkcji ropy i produktów ropopochodnych oraz 25% morskiego handlu ropą. Zakłócenia żeglugi w tym rejonie doprowadziły już do wzrostu cen energii, a dłuższy kryzys mógłby mieć znacznie poważniejsze konsekwencje dla gospodarek importujących surowce energetyczne.

OECD ostrzega, że w scenariuszu przedłużających się zakłóceń inflacja na świecie mogłaby być wyższa o około 0,4 pkt proc. w 2026 roku i o 1,3 pkt proc. w 2027 roku. Oznaczałoby to, że ropa stałaby się nie tylko problemem rynku energii, ale także czynnikiem utrudniającym stabilizację cen w całej gospodarce. Największe zagrożenie polega na jednoczesnym osłabieniu wzrostu gospodarczego i nasileniu presji inflacyjnej. Taka kombinacja jest szczególnie trudna dla rządów i banków centralnych, ponieważ tradycyjne narzędzia polityki gospodarczej działają wtedy w sprzecznych kierunkach. Podwyżki stóp procentowych mogą pomagać w ograniczaniu inflacji, ale jednocześnie pogłębiają spowolnienie gospodarcze. Z kolei wsparcie fiskalne dla gospodarstw domowych i firm może łagodzić skutki droższej energii, lecz przy ograniczonej podaży ropy może dodatkowo zwiększać popyt i wzmocnić presję cenową. Problem jest tym większy, że wiele państw ma już wysoki poziom długu publicznego, co ogranicza ich możliwości reagowania na kryzys. W tym kontekście OECD zakłada w innym raporcie, że Bank Anglii nie podniesie stóp procentowych w tym roku, mimo że średnioroczna inflacja w Wielkiej Brytanii ma wynieść 3,7%, czyli o 170 pb powyżej celu inflacyjnego BoE.

W pesymistycznym scenariuszu opisanym przez OECD globalny wzrost mógłby spaść do 2,1% w 2026 roku i 1,8% w 2027 roku, czyli do poziomów rzadko obserwowanych poza tak dużymi kryzysami jak globalny kryzys finansowy z lat 2008–2009 czy pandemia COVID-19. Część gospodarek mogłaby wejść w recesję lub znaleźć się na jej granicy, a pogorszenie nastrojów inwestycyjnych mogłoby osłabić również sektory uznawane obecnie za źródło odporności gospodarki, w tym inwestycje związane ze sztuczną inteligencją. Wyższe ceny ropy, słabszy popyt i większa zmienność na rynkach finansowych tworzyłyby środowisko, w którym przedsiębiorstwa ostrożniej podejmowałyby decyzje dotyczące rozwoju, zatrudnienia i finansowania nowych projektów.

Jeśli kryzys będzie się przedłużał, ropa może stać się czynnikiem pogłębiającym globalne spowolnienie i zmuszającym banki centralne oraz rządy do podejmowania kosztownych, trudnych decyzji. W tym sensie sytuacja na Bliskim Wschodzie jest jednym z głównych ryzyk dla stabilności gospodarki światowej w najbliższych latach. Ropa Brent odrobiła ponad 9-procentowe spadki z ubiegłego tygodnia, a sierpniowe kontrakty terminowe na tę odmianę surowca na giełdzie ICE Futures Europe są wyceniane na 97,93 USD za baryłkę.

Izba AI: strategia sztucznej inteligencji to dobry fundament, teraz potrzebny jest AI Action Plan

AI Chamber (Izba AI) reaguje na rządową politykę rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku i wskazuje kierunki dalszego rozwoju.

  • AI Chamber (Izba AI) w imieniu reprezentowanych podmiotów przedstawiła w Ministerstwie Cyfryzacji nowe stanowisko do projektu „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 r.”. Izba pozytywnie ocenia rządowy projekt, wskazując jednocześnie na konieczność dopracowania szczegółów wdrożenia i przedstawiając dodatkowe rekomendacje.
  • Kluczowe postulaty Izby dotyczą opracowania zwięzłego „AI Action Plan” pisanego językiem przedsiębiorcy, konsekwentnego wdrażania przez administrację publiczną zasady „Lead by Example”, tak by pilotaże AI w szpitalach i sądach wyznaczały standardy etyki i jakości dla całego rynku, a także rozpoczęcie prac legislacyjnych nad systemową “Ulgą na adopcję AI”.
  • Izba podtrzymuje zastrzeżenia wobec trzech nierozwiązanych kwestii: ochrony innowacji przed nadmiernym wpływem organizacji zarządzania zbiorowego (OZZ), ryzyka monopolizacji rynku przez model PLLuM oraz ograniczenia map sektorowych wyłącznie do obszarów krytycznych.

AI Chamber – instytucja działająca na rzecz rozwoju AI w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – z uznaniem przyjmuje przyjętą w kwietniu 2026 roku „Politykę rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 r.” i dostrzega w niej solidną podstawę do budowania polskiej pozycji w globalnym wyścigu technologicznym.

Izba z satysfakcją odnotowuje, że w finalnej wersji dokumentu znalazły odzwierciedlenie kluczowe postulaty zgłaszane przez środowisko biznesowe. Wśród ważnych zmian warto wymienić urealnienie wskaźników adopcji AI w sektorze MŚP – cel został obniżony z 50% do bardziej osiągalnych 34% – a także wyznaczenie konkretnej daty uruchomienia piaskownic regulacyjnych na 2 sierpnia 2026 roku. Strategia zyskała również na czytelności dzięki wyraźnemu podziałowi wskaźników na produktowe i rezultatowe, co sprzyja transparentnemu monitorowaniu postępów. Wzmocniono także rolę gospodarczą Strategii poprzez uwzględnienie Ministerstwa Rozwoju i Technologii jako współodpowiedzialnego za wdrażanie Map sektorowych i wsparcie MŚP.

Równocześnie, w drugim stanowisku złożonym do Ministerstwa Cyfryzacji, AI Chamber wskazuje przestrzeń do uzupełnienia dokumentu o zwięzły, maksymalnie dwustronicowy plan operacyjny na 2-4 lata „AI Action Plan”– napisany językiem zrozumiałym przede wszystkim dla przedsiębiorców. Taki dokument mógłby pełnić rolę praktycznego drogowskazu dla firm planujących inwestycje w Polsce i stać się realnym narzędziem komunikacji strategii z rynkiem.

Izba zwraca też uwagę na szczególną rolę administracji publicznej, która wdrażając AI w usługach publicznych, szpitalach czy sądach – powinna konsekwentnie realizować zasadę „Lead by Example”. Odpowiedzialne, sprawne i godne zaufania stosowanie technologii przez sektor publiczny to najskuteczniejsza droga do budowania szerokiego zaufania społecznego do sztucznej inteligencji.

Osobnym, istotnym postulatem Izby jest wprowadzenie do strategii instrumentów fiskalnych wspierających powszechną adopcję AI – nie tylko działalność badawczą. AI Chamber wnosi o podjęcie prac legislacyjnych nad systemową „Ulgą na adopcję AI”, która umożliwiałaby przedsiębiorcom odliczenie od podstawy opodatkowania kwoty przekraczającej 100% wydatków kwalifikowanych – obejmujących licencje, moc obliczeniową w chmurze czy doradztwo wdrożeniowe. Zdaniem Izby taki mechanizm mógłby stać się najskuteczniejszym impulsem do przyspieszenia wdrożeń AI w polskim sektorze MŚP.

  • Polska polityka AI to krok w dobrym kierunku – widzimy w niej rzetelną pracę i otwartość na dialog z branżą. Wierzymy, że uzupełnienie jej o prosty, operacyjny plan działania pozwoli przełożyć ambitne cele na konkretne inwestycje i sukcesy polskich firm. Silny rodzimy ekosystem AI to korzyść dla całej Europy Środkowo-Wschodniej.podkreśla Tomasz Snażyk, CEO AI Chamber.

W duchu otwartego dialogu AI Chamber sygnalizuje również kilka obszarów, które w jej ocenie warto rozważyć w kolejnych etapach wdrażania Strategii. Izba zachęca do refleksji nad zachowaniem właściwej równowagi między interesami organizacji zarządzania zbiorowego (OZZ) a potrzebami dynamicznie rozwijającego się sektora innowacji. Zwraca też uwagę, że zbyt silna promocja jednego, państwowego modelu językowego, jakim jest PLLuM, może niezamierzenie zawęzić przestrzeń dla prywatnych rozwiązań komercyjnych, lepiej dopasowanych do potrzeb rynku. Izba sugeruje ponadto, by mapy wdrożeń koncentrowały się jedynie na sektorach krytycznych, pozostawiając sektorom komercyjnym – takim jak e-commerce – swobodę rynkową, bez potrzeby regulacyjnego sterowania.

AI Chamber pozostaje do dyspozycji Ministerstwa Cyfryzacji oraz wszystkich interesariuszy w dalszych pracach nad wdrożeniem nowej polityki i liczy na kontynuację konstruktywnego dialogu, który zaowocował tak wieloma pozytywnymi zmianami w przyjętym dokumencie.

RPP bez niespodzianki, ale rynki czekają na Glapińskiego. Kurs dolara zyskuje, ropa znów drożeje

RPP wczoraj nie zaskoczyła, a czy może to zrobić szef NBP? Stabilność amerykańskiego rynku pracy pomaga Fed i USD. Forex jeszcze spokojny, giełdy coraz bardziej niepewne, a ropa znowu rozgrzana, czyli kolejna fala eskalacji w Zatoce Perskiej.

Rada w miejscu

Kiedy wczorajsze obrady Rady Polityki Pieniężnej się przedłużały i wreszcie przeciągnęły poza godz. 15, to mały dreszczyk emocji mógł się pojawić gdzieś z tyłu głowy. Jednak był to peak poruszenia wokół tego wydarzenia, ponieważ ostatecznie RPP zgodnie z powszechnym konsensusem (wszyscy ankietowani analitycy tak obstawiali) pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie (referencyjna to 3,75%). W komunikacie do wczorajszej decyzji Rada zwróciła uwagę na niepewność wokół dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej wobec wydarzeń geopolitycznych (chociaż nie jest to napisane wprost, to głównym zmartwieniem pozostaje oczywiście konflikt na Bliskim Wschodzie). Równocześnie decydenci zwrócili uwagę na najważniejsze dane makro (PKB, inflacja, rynek pracy), których wskaźniki również nie zmuszają władzy monetarnej do wykonywania gwałtownych ruchów. Decyzja zgodna z oczekiwaniami i wyważony komunikat nie mogły znacząco wpłynąć na notowania złotego, który pozostaje stabilny na forex. Już dziś o godz. 15 stanowisko RPP na konferencji będzie argumentował prezes NBP. Czy Adam Glapiński wprowadzi więcej emocji do monetarnej układanki?

Low hire, low fire potwierdzone

W przeciwieństwie do RPP we wtorek zaskoczył odczyt JOLTS z USA (za kwiecień). Liczba dostępnych etatów wzrosła zdecydowanie powyżej oczekiwań i poprzedniego miesiąca (oba po 6,8 mln) do 7,6 mln, co było najwyższym rezultatem od prawie 2 lat. Podczas gdy liczba wolnych miejsc pracy gwałtownie wzrosła, tempo zatrudnienia spadło. Firmy zatrudniły łącznie 5,1 miliona pracowników, co stanowi spadek o 419 tys. w porównaniu z marcem. Jednak liczba zwolnień również nieznacznie spadła do 1,7 mln. Liczba odejść, czyli wskaźnik mobilności pracowników i pewności co do znalezienia nowej pracy, spadła do niecałych 3 mln, co stanowi najniższy poziom od sierpnia 2020 roku. Podsumowując, wczorajszy raport raz jeszcze potwierdza status low-hire, low-fire amerykańskiego rynku pracy. Taki stan można uznać za stabilność tego kluczowego obszaru, który stanowi (obok inflacji) jeden z dwóch mandatów Fed. Skoro rynek pracy nie wykazuje oznak słabości, a raczej potwierdza stabilność, to bank centralny ma jedno zmartwienie mniej i równocześnie potwierdza się scenariusz przynajmniej utrzymywania poziomu stóp procentowych. Ten układ to sygnał dla umocnienia USD.

Rynkowa fala eskalacji

Mimo wszystko najmocniejszy sygnał dla umocnienia USD ponownie nadszedł z Zatoki Perskiej. Kolejna fala eskalacji, której początku możemy szukać w niesłabnącej ofensywie Izraela na Liban, a której następstwem są irańskie ataki na państwa arabskie, w praktyce wyrzuca do kosza (niby już całkiem niedalekie) porozumienie. Głównie pod wpływem bliskowschodnich impulsów kurs EUR/USD raz jeszcze skierował się do 1,16 $, który na moment pisania tych słów pozostaje skuteczną barierą. A to oznacza, że pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej zmienność na forex pozostaje ograniczona. Beneficjentem tej stabilności jest polski złoty, który utrzymuje dobrą pozycję na rynku walutowym. Przed godz. 10 kurs dolara nie przekracza 3,65 zł, a kurs euro balansuje na 4,24 zł. Ponownie jedną z najbaczniej oglądanych par staje się USD/JPY, który docierając do poziomu 160 JPY, rozgrzewa spekulacje o możliwej interwencji Banku Japonii. Na rynkach kapitałowych po mieszanej sesji w Azji otrzymaliśmy słabe otwarcie w Europie. Za rynkami bazowymi podąża GPW, gdzie WIG20 w pierwszej godzinie handlu znalazł się na lekkim minusie. Z oczywistych względów najbardziej rozgrzany jest rynek ropy naftowej, europejski benchmark Brent rośnie o 2% do 98 USD za baryłkę (kontrakt sierpniowy).

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – Zmiana pozarolniczego zatrudnienia AD

Biofund i ACRX nawiązały porozumienie ws. rozwoju projektu multiQure w ramach spółki Pure Biologics

multiQure, nowatorski projekt przełomowej terapii RNAi na chorobę Huntingtona, jest coraz bliżej upublicznienia. Biofund, główny inwestor projektu, podpisał list intencyjny z ACRX, obecnie największym akcjonariuszem notowanej na GPW Pure Biologics w sprawie wprowadzenia do Spółki aportem innowacyjnej platformy RNAi w zamian za jej akcje oraz konwersji na akcje pożyczki udzielonej przez ACRX. Wspomniane deklaracje będą przedmiotem głosowania na NWZA Spółki odbywającym się 10 czerwca br. Zgoda zgromadzenia będzie istotnym krokiem na drodze do wprowadzenia projektu na giełdę. Stroną listu intencyjnego jest również spółka Pure Biologics.

Porozumienie z ACRX jest bardzo ważnym sygnałem: istotny akcjonariusz chce współpracować z nami w zakresie sprawnej transformacji Spółki. Biofund poprzez wprowadzenie do Pure Biologics projektu multiQure zamierza dać dotychczasowym akcjonariuszom ekspozycję na terapię wycenianą przez niezależnych doradców na ponad 400 mln zł oraz pozwolić nowym inwestorom dołączyć do rozwoju projektu. Porozumienie jest dowodem na realizację działań w pełnej zgodzie z dotychczasowym głównym akcjonariuszem, który dzięki konwersji pożyczki na akcje zwiększy swoje zaangażowanie w nowej strukturze akcjonariatu – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

Na podstawie listu intencyjnego, Biofund Capital Management zadeklarował wolę wprowadzenia do spółki projektu multiQure w zamian za nowo wyemitowane akcje serii Q. W przypadku pozytywnej decyzji NWZA Biofund będzie posiadał po dojściu emisji do skutku 49,99% akcji Spółki. ACRX zamierza natomiast objąć akcje serii R w zamian za konwersję pożyczki udzielonej spółce Pure Biologics celem obniżenia jej zadłużenia. Dodatkowo, Pure Biologics wyraziło wolę przeprowadzenia emisji akcji serii S, w ramach której zamierza pozyskać środki na rozwój projektu multiQure.

Naszym zamiarem jest zaszczepienie na polskim rynku kapitałowym amerykańskiego modelu biotechnologii. Celem na nadchodzące 2 lata jest przygotowanie i podanie naszej terapii pierwszym pacjentom oraz uzyskanie jej wstępnych wyników. Właśnie to jest naszym wyróżnikiem na tle krajowego ekosystemu – chcemy jak najszybciej doprowadzić do momentu „sprawdzam” – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Sztandarowym aktywem w portfolio multiQure jest platforma RNAi, rewolucyjna terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Technologia opracowana przez multiQure uderza w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Chińscy cyberprzestępcy atakują Europę i Polskę. Wykorzystują popularne programy: Discord i usługi Microsoftu

0

Analitycy ESET wykryli nową serię cyberataków wymierzonych w europejskie instytucje rządowe, w tym te w Polsce. Stoi za nimi powiązana z Chinami grupa Webworm. Co ciekawe, przestępcy do szpiegowania i kradzieży danych wykorzystywali popularne, codzienne narzędzia – platformę Discord oraz chmurę OneDrive.

Chińska grupa cyberprzestępców Webworm, która dotychczas działała głównie w Azji, przeniosła swoje działania do Europy. Zaatakowała organizacje rządowe m.in. w Polsce, Belgii, Włoszech i Hiszpanii. Cyberprzestępcy sterowali swoimi złośliwymi programami za pomocą komunikatora Discord oraz biznesowych usług Microsoftu (takich jak dysk sieciowy OneDrive). Analitycy ESET odszyfrowali ponad 400 wiadomości na Discordzie, co pozwoliło odkryć serwer cyberprzestępców i namierzyć ponad 50 zainfekowanych celów.

Jak działali cyfrowi szpiedzy z Webworm?

Grupa Webworm sięgnęła po sprytną taktykę: zamiast tworzyć od zera skomplikowaną infrastrukturę, która szybko wzbudziłaby podejrzenia systemów ochronnych, ukrywała swój ruch wewnątrz legalnych programów, z których korzystają miliony ludzi na świecie. Eksperci zidentyfikowali dwa nowe, ukryte programy szpiegujące (tzw. backdoory), które otwierały atakującym tylne furtki do komputerów ofiar. EchoCreep wykorzystywał popularny wśród graczy i społeczności komunikator Discord do wysyłania raportów z zainfekowanego komputera i odbierania rozkazów. GraphWorm podszywał się pod ruch związany z usługami Microsoftu i używał dysku OneDrive do wykradania informacji o ofiarach oraz pobierania nowych zadań dla wirusa.

Skala i cele ataku

Przełom nastąpił, gdy analitycy ESET rozszyfrowali komunikację grupy Webworm. Dzięki temu trafili na ślady ukrytych serwerów i narzędzi grupy.

  • Udało nam się odzyskać polecenia wykonywane z jednego z serwerów, co dało nam wgląd w potencjalne techniki używane przez tę grupę. Wykorzystywano m.in. open-source’owy skaner podatności, co pozwoliło nam także zidentyfikować niektóre z ich głównych celów – wyjaśnia Eric Howard, analityk firmy ESET, który wykrył najnowszą aktywność grupy Webworm.

Z analizy wynika, że celem cyberprzestępców jest przede wszystkim szpiegostwo i kradzież dokumentów. Na przełomie 2025 i 2026 roku wykorzystywali oni również chmurę Amazon Web Services (AWS) do wyprowadzania skradzionych danych. Analitycy potwierdzili m.in. wyciek poufnych plików z instytucji rządowej w Hiszpanii. Przedstawiciele ESET potwierdzają, że grupa wciąż działa, więc europejskie instytucje – w tym polskie – powinny przygotować się na kolejne próby ataków.

UOKiK bierze pod lupę Nocowanie.pl. Chodzi o opinie, rezerwacje i informacje dla klientów

Prezes UOKiK postawił spółce Nocowanie.pl zarzuty naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Urząd kwestionuje przede wszystkim sposób prezentowania opinii o obiektach noclegowych, brak jasnej informacji o ich weryfikacji oraz możliwość wyłączania panelu ocen przez właścicieli obiektów. Postępowanie może zakończyć się karą do 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzednim roku.

Nocowanie.pl to jedna z rozpoznawalnych platform umożliwiających wyszukiwanie i rezerwację noclegów w Polsce oraz za granicą. Dla wielu użytkowników kluczowym elementem przy wyborze konkretnego miejsca są opinie innych gości. Zdaniem UOKiK konsumenci korzystający z portalu mogą jednak nie wiedzieć, czy recenzje rzeczywiście pochodzą od osób, które nocowały w danym obiekcie.

Opinie o noclegach bez jasnej informacji o weryfikacji

Zastrzeżenia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczą przede wszystkim tego, że serwis nie informuje w wystarczająco jasny sposób, czy opinie użytkowników są weryfikowane i według jakich zasad. Tymczasem przepisy wymagają, aby przedsiębiorca publikujący recenzje konsumentów wskazał, czy sprawdza ich autentyczność oraz w jaki sposób to robi.

Ma to istotne znaczenie dla osób rezerwujących nocleg. Konsument, który podejmuje decyzję na podstawie ocen i komentarzy, powinien wiedzieć, czy dana opinia została wystawiona przez faktycznego gościa, czy może przez osobę, której pobytu w obiekcie nikt nie potwierdził.

– Konsument, który rezerwuje nocleg i sugeruje się zamieszczoną opinią, powinien wiedzieć, czy właściciel portalu weryfikuje opinie i jakie procedury stosuje w tym celu. Nie spełniając tego obowiązku, spółka Nocowanie.pl może wprowadzać użytkowników swojego serwisu w błąd, a konsumenci mogą mieć mylne przekonanie, że recenzje wystawiły osoby, które faktycznie nocowały w danym miejscu – wskazuje Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Panel ocen można wyłączyć. UOKiK mówi o ryzyku manipulacji

Drugim istotnym elementem sprawy jest możliwość wyłączenia panelu ocen przez właścicieli obiektów. Jak wskazuje UOKiK, Nocowanie.pl umożliwia gospodarzom rezygnację z wyświetlania recenzji. W praktyce oznacza to, że dotychczas opublikowane opinie znikają, a użytkownicy nie mogą dodawać nowych. Funkcję można następnie ponownie włączyć.

Według Urzędu taka praktyka może prowadzić do manipulowania ocenami. Właściciel obiektu mógłby bowiem ukryć panel w momencie, gdy pojawi się dużo niekorzystnych komentarzy, a przywrócić go wtedy, gdy sytuacja będzie dla niego bardziej korzystna wizerunkowo. Konsument oglądający ofertę bez recenzji nie wie natomiast, czy obiekt rzeczywiście nie miał opinii, czy też zostały one ukryte.

– Możliwość wyłączania, a następnie włączania panelu ocen stwarza ryzyko manipulacji. Konsument widząc ofertę bez recenzji nie wie, czy ich nie było, czy też właściciel obiektu przestał je pokazywać, bo były dla niego niekorzystne. Przypominam, że zniekształcanie opinii konsumentów o produktach czy usługach, w tym ukrywanie negatywnych ocen, jest nieuczciwą praktyką rynkową – podkreśla Tomasz Chróstny.

UOKiK zwraca uwagę, że Nocowanie.pl nie informuje użytkowników o tym, że przedsiębiorcy korzystający z serwisu mogą ingerować w widoczność panelu ocen. Z punktu widzenia klienta ma to znaczenie, ponieważ brak opinii może zostać odebrany jako neutralna informacja, a nie efekt decyzji właściciela obiektu.

Klient powinien wiedzieć, z kim zawiera umowę

Urząd zarzuca spółce również niedopełnienie obowiązków informacyjnych dotyczących statusu gospodarzy. Na podstronach z ofertami noclegów ma brakować informacji, czy właściciel obiektu działa jako przedsiębiorca, czy jako osoba fizyczna.

To istotne, ponieważ od statusu drugiej strony transakcji zależy zakres ochrony prawnej klienta. Jeśli umowa jest zawierana z przedsiębiorcą, konsumentowi przysługują określone prawa wynikające z przepisów konsumenckich. Jeśli natomiast druga strona nie działa jako przedsiębiorca, sytuacja prawna może wyglądać inaczej.

Zdaniem UOKiK brak takiej informacji może utrudniać użytkownikom ocenę, jakie prawa będą im przysługiwać po dokonaniu rezerwacji.

Niejasna rola samego portalu

Kolejny zarzut dotyczy sposobu przedstawienia roli Nocowanie.pl w procesie rezerwacji. Z regulaminu dostępnego na stronie wynika, że serwis udostępnia platformę internetową oraz dane kontaktowe do właścicieli obiektów, ale nie jest stroną umowy zawieranej z klientem.

Jednocześnie portal może w określonych sytuacjach zapewnić konsumentowi inny nocleg, jeśli pojawią się problemy z rezerwacją. Według Urzędu taka informacja powinna być przekazana w sposób jasny i łatwo dostępny już na etapie korzystania z oferty, a nie wyłącznie w regulaminie.

Dla konsumenta ma to praktyczne znaczenie. Osoba rezerwująca nocleg powinna wiedzieć, czy zawiera umowę bezpośrednio z właścicielem obiektu, czy z platformą, oraz do kogo może kierować roszczenia w przypadku problemów.

Węgierskie podmioty przy rezerwacjach online

UOKiK wskazuje również na brak jasnej informacji, że część procesu rezerwacji online oraz płatności mogą obsługiwać podmioty współpracujące z Nocowanie.pl, zarejestrowane na Węgrzech: Szallas.hu Zrt lub Szallas Group Zrt.

Według Urzędu przy ofertach rezerwacji online brakuje także łatwo dostępnego linku do właściwego regulaminu. Dokument ma być umieszczony wśród różnych regulaminów, co może utrudniać konsumentowi jego odnalezienie i zapoznanie się z zasadami usługi przed dokonaniem rezerwacji.

Możliwa kara do 10 proc. obrotu

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK dotyczy naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce Nocowanie.pl może grozić kara finansowa w wysokości do 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzednim roku.

Urząd przypomina, że opinie o produktach i usługach nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Przedsiębiorca, który publikuje recenzje na swojej stronie, musi informować, czy sprawdza ich autentyczność. Jeśli deklaruje weryfikację, powinien wskazać, w jaki sposób ustala, czy opinia pochodzi od osoby, która rzeczywiście kupiła produkt albo skorzystała z usługi.

Za nieuczciwe praktyki rynkowe mogą zostać uznane m.in. zamieszczanie fałszywych opinii, zlecanie ich pisania, usuwanie negatywnych ocen albo takie prezentowanie recenzji, które zniekształca rzeczywisty obraz produktu lub usługi.

Opinie coraz ważniejsze przy zakupach online

Sprawa Nocowanie.pl wpisuje się w szerszy problem wiarygodności opinii publikowanych w internecie. Recenzje stały się jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzje zakupowe, szczególnie w branżach takich jak turystyka, gastronomia, e-commerce czy usługi lokalne.

W przypadku noclegów znaczenie opinii jest szczególnie duże, ponieważ klient często podejmuje decyzję na odległość, nie widząc wcześniej obiektu. Zdjęcia, opis oferty, lokalizacja i cena są ważne, ale to właśnie doświadczenia innych gości często przesądzają o wyborze konkretnego miejsca.

Dlatego – jak podkreśla UOKiK – konsumenci powinni mieć jasną informację, czy publikowane recenzje są autentyczne, czy negatywne opinie również są widoczne oraz czy właściciel obiektu może wpływać na sposób ich prezentowania. Brak takich danych może zaburzać decyzję zakupową i prowadzić do wyboru oferty na podstawie niepełnego lub mylącego obrazu.

Polska przyciągnęła 668 tys. turystów zagranicznych w marcu 2026 roku

W marcu 2026 roku z turystycznych obiektów noclegowych w Polsce skorzystało łącznie 2,95 mln turystów. W tej grupie 667,9 tys. stanowili goście zagraniczni, co odpowiadało 22,6 proc. wszystkich korzystających z bazy noclegowej. Dane pokazują, że mimo wciąż pozasezonowego charakteru marca Polska pozostaje atrakcyjnym kierunkiem zarówno dla turystyki weekendowej, podróży biznesowych, jak i wizyt rodzinnych czy tranzytowych.

Turystom zagranicznym udzielono w tym czasie blisko 1,52 mln noclegów. Oznacza to, że średnio jeden zagraniczny gość spędził w Polsce 2,28 nocy. Udział obcokrajowców w ogólnej liczbie noclegów wyniósł 23,1 proc., a więc był nieco wyższy niż ich udział w liczbie turystów. To sugeruje, że zagraniczni odwiedzający zatrzymują się przeciętnie nieco dłużej niż część turystów krajowych.

Niemcy pozostają najważniejszym rynkiem źródłowym

Największą grupę turystów zagranicznych stanowili Niemcy. W marcu 2026 roku do polskich obiektów noclegowych przyjechało 140,3 tys. gości z Niemiec. Odpowiadali oni za 21 proc. wszystkich turystów zagranicznych. Jednocześnie udzielono im aż 395,7 tys. noclegów, czyli około 26 proc. wszystkich noclegów udzielonych obcokrajowcom.

Niemcy wyróżniali się także długością pobytu. Średnio spędzali w Polsce 2,82 nocy, co było jednym z najwyższych wyników wśród głównych rynków. Tak silna pozycja tego kraju wynika przede wszystkim z bliskości geograficznej, rozwiniętych relacji gospodarczych, podróży służbowych oraz popularności krótkich wyjazdów weekendowych do polskich miast i regionów przygranicznych.

Wielka Brytania na drugim miejscu

Drugim najważniejszym rynkiem była Wielka Brytania. W marcu 2026 roku Polskę odwiedziło 80,4 tys. turystów z tego kraju, którzy skorzystali ze 188,4 tys. noclegów. Ich średni pobyt wyniósł 2,34 nocy.

Znaczenie rynku brytyjskiego jest silnie związane z transportem lotniczym, dużą liczbą połączeń niskokosztowych oraz obecnością licznej polskiej diaspory w Wielkiej Brytanii. Ruch z tego kierunku ma charakter całoroczny. Obejmuje zarówno wizyty rodzinne, podróże turystyczne, jak i wyjazdy biznesowe. Wysoka liczba noclegów wskazuje również, że turyści z Wielkiej Brytanii nie ograniczają się wyłącznie do bardzo krótkich pobytów.

Ukraina trzecim największym źródłem przyjazdów

Trzecie miejsce zajęła Ukraina. W marcu 2026 roku z polskiej bazy noclegowej skorzystało 71,3 tys. turystów z Ukrainy. Udzielono im 151,9 tys. noclegów, a średnia długość pobytu wyniosła 2,13 nocy.

Ten rynek wymaga jednak szczególnej interpretacji. Część przyjazdów może mieć charakter rodzinny, handlowy, zawodowy lub związany z odwiedzinami osób przebywających w Polsce po wybuchu wojny. W porównaniu z turystami z Wielkiej Brytanii czy USA nieco mniejszy odsetek gości z Ukrainy korzystał z hoteli, co może wynikać z większego znaczenia tańszych form zakwaterowania lub pobytów o bardziej praktycznym charakterze.

USA mocne poza sezonem

Na czwartym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone. W marcu 2026 roku do Polski przyjechało 44,7 tys. turystów z USA, którym udzielono 89,9 tys. noclegów. Średni pobyt wyniósł 2,01 nocy.

Wysoka pozycja USA potwierdza rosnące znaczenie Polski jako kierunku dla turystów spoza Europy. Dużą rolę odgrywa tu Polonia amerykańska, ale także rosnące zainteresowanie Polską jako krajem atrakcyjnym kulturowo, historycznie i biznesowo. Charakterystyczne jest również to, że ponad 90 proc. gości z USA korzystało z hoteli, co wskazuje na relatywnie wysoki udział zorganizowanych lub komercyjnych form pobytu.

Europa dominuje w strukturze przyjazdów

Zdecydowana większość zagranicznych turystów odwiedzających Polskę w marcu pochodziła z Europy. Kraje Europy Zachodniej i Północnej odpowiadały łącznie za 340,9 tys. przyjazdów. Do tej grupy zaliczają się m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Holandia oraz państwa skandynawskie.

Drugą dużą grupę stanowiły kraje Europy Wschodniej i Południowej, z których przyjechało 181,3 tys. turystów. W tej kategorii istotne znaczenie miały Ukraina, Czechy, Słowacja, Litwa i Białoruś. To pokazuje, że polska turystyka zagraniczna opiera się nie tylko na dużych rynkach zachodnich, ale także na ruchu regionalnym i sąsiedzkim.

Czesi, Włosi, Hiszpanie i Francuzi w pierwszej dziesiątce

W pierwszej dziesiątce krajów znalazły się również Czechy, Włochy, Hiszpania, Francja, Litwa i Chiny. Z Czech przyjechało 36,9 tys. turystów, którym udzielono 80,5 tys. noclegów. Włochów było 31,3 tys., a liczba ich noclegów wyniosła 68,7 tys.

Hiszpania i Francja osiągnęły bardzo podobne wyniki. Z Hiszpanii przyjechało 19,9 tys. turystów, a z Francji 19,5 tys. W obu przypadkach średnia długość pobytu wyniosła 2,16 nocy. Dane te pokazują, że Polska coraz wyraźniej funkcjonuje jako kierunek city break i podróży kulturowych także dla turystów z Europy Południowej i Zachodniej.

Chiny sygnalizują powrót turystyki azjatyckiej

Warto zwrócić uwagę na Chiny, które znalazły się w pierwszej dziesiątce krajów pod względem liczby turystów. W marcu 2026 roku Polskę odwiedziło 14,3 tys. gości z Chin, którym udzielono 28,3 tys. noclegów. Średni pobyt wyniósł 1,98 nocy.

Choć udział Azji w ogólnej strukturze przyjazdów pozostaje jeszcze niewielki, dane wskazują na stopniowy powrót ruchu turystycznego z tego regionu. Łącznie z Chin, Japonii, Korei, Indii, Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyjechało w marcu prawie 20 tys. turystów. Jak na miesiąc poza głównym sezonem turystycznym jest to sygnał istotny dla branży hotelarskiej, przewoźników i miast nastawionych na turystykę międzynarodową.

Hotele pozostają podstawową bazą dla turystów zagranicznych

Dane pokazują, że większość zagranicznych turystów korzystała z hoteli. Szczególnie wysoki udział hoteli widoczny był w przypadku gości z USA, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji czy Chin. Wskazuje to na komercyjny i miejski charakter dużej części ruchu zagranicznego.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku części krajów sąsiednich, gdzie większą rolę mogą odgrywać inne formy zakwaterowania. Dotyczy to m.in. Ukrainy, Białorusi czy Litwy. W tych przypadkach struktura podróży jest bardziej zróżnicowana i może obejmować krótkie wyjazdy rodzinne, handlowe, tranzytowe lub lokalne.

Wyniki z marca 2026 roku wskazują, że Polska przyciąga turystów nie tylko w sezonie wakacyjnym. Duże miasta, oferta hotelowa, wydarzenia biznesowe, turystyka weekendowa i połączenia lotnicze pozwalają utrzymywać znaczący ruch zagraniczny także w miesiącach przejściowych.