Komentarz Jakuba Makurata: Jak zabezpieczyć się przed zmiennością kursów walut?

Większość polskich eksporterów i importerów boryka się z problemem ryzyka
kursowego. Istnieją jednak sposoby zabezpieczenia się przed niekorzystnymi
warunkami panującymi na rynku, które mają wpływ na Twoje przedsiębiorstwo. Od 
czego zacząć? Najlepiej od dokładnego zrozumienia z jakimi wyzwaniami mamy do czynienia.

Przez ostatnie lata na rynkach walutowych panował względny spokój, a wahania były nieznaczne. Jednak sytuacja na szwajcarskim franku oraz grecki kryzys pokazał wszystkim prowadzącym biznes na zagranicznych rynkach, jak ważne jest odpowiednie zarządzanie ryzykiem kursowym. Wpływ na zmieniający się kurs waluty ma kilka czynników, m.in. wydarzenia ekonomiczne i polityczne, które dzieją się na naszych oczach.

Szczególnie narażone na ryzyko kursowe są przedsiębiorstwa, które handlują walutami gospodarek wschodzących (które najczęściej doświadczają zawirowań) oraz odległych, egzotycznych dla nas krajów. To właśnie na tych parach walutowych spread, czyli różnica pomiędzy kursem kupna i sprzedaży, jest często największy. Dodatkowo, firmy często muszą ponosić dodatkowe koszty związane z przeprowadzeniem samej transakcji.

Ponieważ wiele instytucji finansowych nie oferuje możliwości przeprowadzania transakcji walutowych w lokalnej walucie, przedsiębiorcy często używają do rozliczeń dolara, co oczywiście generuje dodatkowe koszty dla ich kontrahenta. Chcąc zabezpieczyć swoją marżę, kontrahent często podnosi koszt towaru. Bardzo dobrym przykładem takiej sytuacji są Chiny, które według danych GUS są jednym z najważniejszych partnerów handlowych polskich przedsiębiorców, szczególnie w kontekście importu. A tam, coraz popularniejsze stają się rozliczenia w lokalnej walucie – chińskim yuanie. Wiele firm trafia jednak na barierę związaną z wymianą waluty i finalnie wybiera transakcje w amerykańskim dolarze, tracąc tym samym na wymianie. Także znajomość lokalnego systemu rozliczeniowego często znajduje swoje odzwierciedlenie w portfelu przedsiębiorcy.

Ryzyko kursowe można jednak bardzo skutecznie zminimalizować poprzez stosowanie dedykowanych narzędzi np. użycie kontaktu forward – czyli sprzedaż waluty konkretnego dnia w przyszłości, po ustalonym z góry kursie. Każda z takich umów pozwala na uzgodnienie raty kursu wymiany nawet do trzech lat w przód. Transakcja ta oferuje również stabilną formę handlu i pozwala ominąć ryzyko związane z negatywnymi trendami na rynkach. Kontrakt forward często pozwala firmom także wynegocjować bardziej korzystny kurs, a także uzgodnić lepsze ceny za towary które muszą sprowadzić.

Narzędzi jest jednak wiele, podobnie jak sposobów ich wykorzystania, a przedsiębiorstwom brakuje często czasu i możliwości na opracowanie oraz wdrażanie strategii. Kluczowym aspektem staje się więc dobór odpowiednich – profesjonalnych i doświadczonych – partnerów w tym obszarze. Po głębokiej i rzetelnej ekspertyzie są w stanie nie tylko poznać potrzeby eksporterów i importerów, ale także bardzo precyzyjnie na nie odpowiedzieć. Specjaliści, którzy posiadają wiedzę oraz doświadczenie, potrafią ocenić ryzyko teraz i w przyszłości oraz zaproponować odpowiednią strategię zarządzania ryzykiem walutowym. Co więcej, w przypadku przelewów zagranicznych dobry usługodawca jest w stanie dokonać transferu poprzez sieć pośredniczących banków tak, aby pieniądze dotarły na czas i bez dodatkowych opłat transakcyjnych. Warto dodać, że bez względu na wykonywane transakcje, na pierwszym miejscu powinno być zawsze bezpieczeństwo kapitału. Po czym poznać partnera godnego zaufania? Przede wszystkim powinien być poddany nadzorowi odpowiednich urzędów, takich jak Komisja Nadzoru Finansowego bądź jej zagraniczne odpowiedniki, a dane firmy muszą pozostać poufne.

Obserwujemy, że w Polsce coraz więcej importerów i eksporterów przywiązuje dużą wagę do efektywnego zarządzania ryzykiem kursowym. To bardzo pozytywny trend – ci przedsiębiorcy, którzy będą sprawnie i profesjonalnie zarządzać ryzykiem kursowym z pewnością odniosą korzyści finansowe oraz znaczącą przewagę nad konkurentami oraz pozostałymi uczestnikami rynku.

Eksperci PZWLP komentują przepisy umożliwiające odliczanie 50% VAT od paliwa

Od 1 lipca przedsiębiorcy w Polsce zyskali długo oczekiwaną możliwość odliczania podatku VAT od paliwa zakupionego do aut służbowych. Pomimo, że odliczeniu podlega tylko 50% należnego podatku, to oszczędności w kosztach użytkowania floty, jakie dzięki takiemu rozwiązaniu zyskają firmy, będą znaczące. Ich wielkość będzie uzależniona od spalania samochodu i w przypadku dużych flot pojazdów może wynosić nawet od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych rocznie. Zgodnie z kalkulacjami ekspertów PZWLP, w przypadku typowych aut miejskich, zużywających zazwyczaj stosunkowo małe ilości paliwa, przedsiębiorca zaoszczędzi w skali roku na eksploatacji tylko jednego tego typu samochodu ponad 500 zł. Użytkując natomiast bardzo popularne w polskich flotach samochody klasy kompakt (segment C), wyposażone w najczęściej spotykane w ich przypadku wersje silnikowe, firmy zaoszczędzą ponad 630 zł rocznie w stosunku do jednego samochodu.

Możliwość odliczania przez przedsiębiorców 50% podatku VAT od paliwa, nabywanego do użytkowanych przez nich aut służbowych, została zapisana w obowiązującej od 1 kwietnia 2014 ustawie o VAT. Zgodnie z przepisami przejściowymi do tej ustawy, wprowadzony został jednak zakaz odliczania przez przedsiębiorców podatku od paliw silnikowych (benzyny, oleju napędowego i gazu) do dnia 1 lipca 2015r. Zakaz ten dotyczył firm wykorzystujących samochody służbowe w celach mieszanych tj. nie tylko w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą, ale również do celów prywatnych. W praktyce oznaczało to, że większość firm w Polsce nie posiadała prawa do odliczania podatku VAT od paliw. Obecnie auta służbowe w naszym kraju są bowiem coraz częściej traktowane nie tylko jako narzędzie pracy, ale również jako element dodatkowego, motywacyjnego wynagrodzenia dla pracownika. W związku z tym, pracodawcy bardzo często udostępniają auta firmowe zatrudnionym osobom także do użytku po godzinach pracy.

1 lipca 2015r., po wejściu w życie nowych przepisów, prawo do odliczenia połowy naliczonego podatku VAT od paliwa przysługuje każdemu przedsiębiorcy i firmie, która wykorzystuje  samochody służbowe zarówno do celów związanych z działalnością gospodarczą, jak i do celów prywatnych.

Od 1 lipca 2015 r., w odniesieniu do odliczenia VAT związanego z zakupem paliwa do pojazdów samochodowych, jest stosowana zasada ogólna z art. 86a ustawy o VAT, zgodnie z którą przedsiębiorcom przysługuje prawo do odliczenia 50% kwoty podatku naliczonego z tytułu zakupu towarów i usług, dotyczących pojazdów samochodowych, w tym paliw silnikowych, oleju napędowego i gazu, wykorzystywanych do napędu tych pojazdów – wyjaśnia Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska Fleet Management. – Nieodliczona kwota podatku VAT będzie stanowiła koszt uzyskania przychodów dla celów PIT i CIT, na zasadach ogólnych. Możliwość odliczenia VAT od paliwa nie wiąże się dla przedsiębiorców z żadnymi dodatkowymi czynnościami formalnymi, czy administracyjnymi np. składaniem oświadczeń lub wniosków urzędowych. Podstawą do odliczenia będą faktury VAT dokumentujące zakup paliwa.

Znaczące oszczędności w kosztach eksploatacji aut służbowych

Nowe przepisy oznaczają dla firm i przedsiębiorców użytkujących w naszym kraju floty znaczące oszczędności. Za każdy litr paliwa do samochodu firmowego przedsiębiorcy zapłacą o ok. 50 groszy mniej niż dotychczas. Co to oznacza w praktyce, w momencie gdy obniżone dzięki odliczeniu VAT koszty paliwa, zostaną zestawione z konkretnymi samochodami użytkowanymi w polskich flotach?

Eksperci PZWLP przygotowali przykładową kalkulację w tym zakresie, uwzględniającą popularne w Polsce auta służbowe, napędzane silnikami diesla o najczęściej spotykanej dla tych modeli mocy i pojemności jednostki napędowej oraz wielkości spalania. Dla celów kalkulacji przyjęta została cena 1 litra ON na poziomie 5zł (brutto) oraz roczny przebieg pokonywany przez auta, wynoszący 30 tys. km. Z przeprowadzonych w ten sposób analiz PZWLP wynika, że w  przypadku niewielkich aut miejskich z segmentu B, z 75-konnym silnikiem dieslowskim o pojemności 1,5l, firmy zaoszczędzą w ciągu roku na kosztach paliwa tylko dla 1 takiego samochodu ponad 500 zł. Paliwo do najpopularniejszych w Polsce aut użytkowanych przez firmy, czyli samochodów klasy kompakt (segment C), będzie według przyjętych przez PZWLP założeń kosztować rocznie ponad 630 zł mniej.

Oszczędności w kosztach ponoszonych przez firmy na paliwo w stosunku do pojedynczego samochodu będą rosły proporcjonalnie w stosunku do wielkości spalania konkretnego pojazdu. Należy przy tym pamiętać, że ilość spalanego przez auto  paliwa jest uzależniona od bardzo wielu czynników, związanych nie tylko z parametrami technicznymi samochodu, czyli np. mocą i rozwiązaniami technologicznymi zastosowanymi w silniku, ale również od stylu jazdy kierowcy, tras na jakich jest użytkowany pojazd (np. ruch w mieście lub poza miastem), czy też od warunków atmosferycznych.

Tabela. Kalkulacja wysokości możliwego do odliczenia podatku VAT od paliwa na przykładzie wybranych aut , wyposażonych w popularne w polskich flotach wersje silnikowe

Kalkulacja wysokości możliwego do odliczenia podatku VAT od paliwa na przykładzie wybranych aut , wyposażonych w popularne w polskich flotach wersje silnikowe
* Wielkość spalania dla trybu mieszanego (ruch w mieście i poza miastem).
** Koszt 1 litra ON 5zł brutto, przebieg roczny 30 tys. km.

Zmniejszanie w Polsce obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców, związanych z samochodami służbowymi  to jeden z ważniejszych czynników stabilnego rozwoju branży flotowej – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Dzięki możliwości odliczania podatku VAT od zakupionego paliwa do aut osobowych i lekkich dostawczych, użytkowanych nie tylko na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej, ale także do celów prywatnych, każdy przedsiębiorca w Polsce będzie mógł w sposób zauważalny obniżyć koszty eksploatacji swoich samochodów służbowych. W przypadku dużych flot, składających się w Polsce
w niektórych przypadkach z kilkuset pojazdów, oszczędności w kosztach paliw będą sięgały nawet kilkuset tysięcy złotych rocznie.

Odliczanie VAT od paliwa przez firmy – jak było do tej pory?

Przez ostatnie blisko półtora roku, a więc od momentu wejścia w życie znowelizowanej ustawy o VAT 1 kwietnia 2014 r., firmy mogły odliczać 100% podatku VAT od paliwa, ale wyłącznie w bardzo restrykcyjnie określonych przypadkach.

Do 30 czerwca 2015 r. jedyną metodą na odliczenie VAT od zakupu paliw do samochodów osobowych było złożenie przez przedsiębiorcę w urzędzie skarbowym formularza VAT-26 i zadeklarowanie, że pojazd wykorzystywany jest wyłącznie dla celów działalności gospodarczej – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska Fleet Management. – Jednocześnie, obowiązkowe było prowadzenie dodatkowej i bardzo szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdu dla celów VAT. Dla podatników wykorzystujących samochody osobowe wyłącznie dla celów działalności gospodarczej, utrata mocy dotychczas obowiązujących przepisów przejściowych, nakładających ograniczenia na firmy użytkujące auta w sposób mieszany, nie będzie miała wpływu na ich odliczenia podatku VAT od zakupu paliwa.

Możliwość odliczania 100% podatku VAT od paliwa istniała już do tej pory również w przypadku określonej w ustawie grupy samochodów specjalnych, o konstrukcji wykluczającej możliwość ich wykorzystania do celów innych niż służbowe. Są to na przykład pojazdy inne niż samochody osobowe, posiadające jeden rząd siedzeń, który jest oddzielony od części przeznaczonej do przewozu ładunków trwałą przegrodą czy ścianą. Ponadto do grupy tego typu pojazdów zaliczane są pojazdy inne niż samochody osobowe, posiadające kabinę kierowcy z jednym rzędem siedzeń i nadwozie przeznaczone do przewozu ładunków, jako konstrukcyjnie oddzielne elementy samochodu. Pełne odliczenie VAT przysługuje również w przypadku pojazdów specjalnych, np. koparek, ładowarek, czy spycharek.

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w czerwcu 2015

Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w czerwcu, to wzięłoby w nich udział 64 proc. dorosłych Polaków. Najwięcej głosów otrzymałoby Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem (43 proc.) oraz Platforma Obywatelska (29 proc.) – wyniki czerwcowej fali badania* GfK na temat preferencji partyjnych Polaków.ZACHOWANIA I PREFERENCJE WYBORCZE POLAKÓW W CZERWCU 2015W porównaniu z majową falą badania notowania PiS+SP+PR wzrosły o 6,7 punktu proc. do 43,1 proc., a notowania PO spadły o 11,4 punktu proc. do 28,8 proc. Ponad progiem wyborczym znalazło się jeszcze ugrupowanie Pawła Kukiza (15,1 proc., pierwszy raz ujęte w badaniu).
Poza parlamentem znalazłyby się: Polskie Stronnictwo Ludowe (3,2 proc., spadek o -2,7 punktu proc.), Sojusz Lewicy Demokratycznej (2,6 proc., spadek o -0,7 punktu proc.), NowoczesnaPL Ryszarda Petru (2,1 proc., pierwszy raz ujęta w badaniu), Korwin (2 proc., spadek o 2,2 punktu proc.), Twój Ruch (0,3 proc., wynik bez zmian), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,2 proc.), Ruch Narodowy z Unią Polityki Realnej (0,1 proc.), Partia Kobiet (0,1 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,1 proc.).
Powyższy procentowy rozkład głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało 2,2 proc. respondentów. Prezentowane wyniki preferencji wyborczych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów, którzy zadeklarowali swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają, na jakie ugrupowanie głosować (wynik imputowany**).

ZACHOWANIA I PREFERENCJE WYBORCZE POLAKÓW W CZERWCU 2015

Frekwencja

W czerwcu 64 proc. respondentów deklaruje, że wzięłoby udział w wyborach (28 proc. zdecydowanie tak; 36 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 30 proc. respondentów (22 proc. zdecydowanie nie; 8 proc. raczej nie). 6 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.

Wyborcy niezdecydowani

Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, niemal 15 proc. jest niezdecydowanych, na którą partię głosować. W porównaniu z badaniem majowym odsetek wyborców wahających się spadł w czerwcu o 4 punkty proc.
W poniższej tabeli przedstawiono wyniki preferencji wyborczych Polaków, w których w podstawie procentowania uwzględniono odsetek respondentów niezdecydowanych (14,6 proc.). W takim ujęciu najwięcej głosów otrzymałyby PiS+SP+PR (34,3 proc.) oraz PO (21,4 proc.).
Do Sejmu weszłoby jeszcze ugrupowanie Pawła Kukiza (15,1 proc.), a pod progiem znalazłyby się: Polskie Stronnictwo Ludowe (2,1 proc.), NowoczesnaPL Ryszarda Petru (1,9 proc.), Sojusz Lewicy Demokratycznej (1,8 proc.), Korwin (1,5 proc.), Twój Ruch (0,3 proc.), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,2 proc.), Ruch Narodowy z Unią Polityki Realnej (0,1 proc.), Partia Kobiet (0,1 proc.).
Preferencje wyborcze Polaków **  Czerwiec 2015​
​Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem ​34,3
Platforma Obywatelska ​21,4
​Ugrupowanie Pawła Kukiza ​15,1
​Polskie Stronnictwo Ludowe ​2,1
​NowoczesnaPL Ryszarda Petru ​1,9
​Sojusz Lewicy Demokratycznej ​1,8
​Korwin ​1,5
​Twój Ruch ​0,3
​Krajowa Partia Emerytów i Rencistów ​0,2
​Ruch Narodowy (z Unią Polityki Realnej) ​0,1
​Partia Kobiet ​0,1
​Nie wiem ​14,6
​Inna partia ​1,6
​Odmowa odpowiedzi ​5

Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych**

Prognozowany rozkład głosów wśród wyborców niezdecydowanych na podstawie imputacji pod względem cech społeczno-demograficznych​ ​
​Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem 45​
​Platforma Obywatelska ​37,7
​Polskie Stronnictwo Ludowe ​5,7
​Sojusz Lewicy Demokratycznej ​4,1
​Korwin ​2,6
​NowoczesnaPL Ryszarda Petru ​1
​Stronnictwo Demokratyczne ​0,6
​Inna ​3,3

 

Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych wskazuje, iż obecnie większość ich głosów otrzymałyby PiS+SP+PR (45 proc.) oraz PO (37,7 proc.). Polskie Stronnictwo Ludowe otrzymałoby 5,7 proc. głosów, Sojusz Lewicy Demokratycznej 4,1 proc., Korwin 2,6 proc., NowoczesnaPL Ryszarda Petru 1 proc., Stronnictwo Demokratyczne (0,6 proc.).


Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest prowadzone przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.* czerwcowa fala badania została przeprowadzona w dniach 11-14 czerwca 2015 r. metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów w ramach badania omnibus CAPI na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.

** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.
Przedziały ufności
Badanie preferencji wyborczych to estymacja przedziałowa, której wynikiem nie jest ocena punktowa, czyli konkretna wartość, ale pewien przedział, do którego z określonym prawdopodobieństwem (zwykle 95 proc.) należy szacowana wartość parametru (w tym przypadku głosowanie na konkretną partię). Podstawowym pojęciem estymacji przedziałowej jest przedział ufności. Prezentowane przedziały ufności zostały obliczone w oparciu o nieparametryczną metodę estymacji bootstrap uwzględniającą dwustopniowy schemat konstrukcji próby (w przypadku złożonych schematów losowania, a takie stosuje się w tym i podobnych badaniach typu face-to-face, klasyczne metody obliczania przedziałów ufności oparte na Centralnym Twierdzeniu Granicznym byłyby niepoprawne).
Ilość replikacji została ustalona na poziomie i=1000.

Przedziały ufności dla wyników preferencji partyjnych
Ugrupowania partyjne z możliwym wynikiem powyżej progu wyborczego (czerwiec 2015)​ ​ ​ ​
Partia Dolny kraniec przedziału ufności​ Wynik 6/2015 Górny kraniec przedziału ufności​
​PiS+SP+PR ​38,4 ​43,1 ​48
​PO ​24,7 ​28,8 ​33,3
​Kukiz ​11,6 ​15,1 ​18,9

Polnord notuje coraz lepszą sprzedaż. Deweloper zakontraktował 833 lokale w pierwszej połowie 2015 roku.

Polnord sprzedał w pierwszej połowie 2015 r. 833 lokale, wobec 625 mieszkań sprzedanych w tym samym okresie ubiegłego roku. Tak wysoka liczba podpisanych umów plasuje Spółkę w ścisłej czołówce największych giełdowych deweloperów na rynku mieszkaniowym. Zdecydowana większość zakontraktowanych lokali pochodzi z projektów realizowanych przez Polnord w Warszawie oraz w Trójmieście.

Bardzo dobre wyniki sprzedaży Spółka zanotowała w II kwartale br., podpisując łącznie 487 umów netto, wobec 318 umów zawartych w II kw. ubiegłego roku.

Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA
Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA

Osiągnięte wyniki sprzedaży stanowią dla nas powód do satysfakcji potwierdzając zaufanie Klientów do marki Polnord oraz skuteczność przyjętej strategii działania. Tak jak zapowiadaliśmy planujemy osiągnąć w całym 2015r kontraktację na poziomie ok 1500 lokali. W tym celu do oferty są wprowadzane systematycznie nowe projekty, dopasowane do aktualnych potrzeb Klientów – mówi Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnordu.

Od początku roku deweloper wprowadził do sprzedaży kolejne budynki w ramach cieszących się dużym zainteresowaniem Klientów projektów w Warszawie (Ostoja Wilanów), Łodzi (City Park), Szczecinie (Ku Słońcu) oraz w Redzie (Aquasfera). Ponadto do oferty wprowadzona została nowa inwestycja w warszawskim Wilanowie – Brzozowy Zakątek (etap I).

W III i IV kwartale bieżącego roku Polnord planuje wprowadzić na rynek ok 1,7 tys. lokali a cała nowa oferta dewelopera w 2015 r. ma liczyć ok. 2,5 tysiąca lokali.

Tylko w najbliższym czasie uruchomimy sprzedaż kolejnego etapu osiedla Neptun w podwarszawskich Ząbkach, Stacji Kazimierz na warszawskiej Woli a także osiedla Brama Sopocka w Gdyni i Tęczowy Las w Olsztynie – wylicza Piotr Wesołowski.

Polnord realizuje projekty deweloperskie przez spółki celowe, które zawiązuje samodzielnie lub z partnerami. Na koniec II kwartału 2015 r. deweloper był w trakcie realizacji 19 inwestycji, w Trójmieście, Redzie, Szczecinie, Olsztynie, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu i Ząbkach, w ramach których powstanie ok. 2,7 tys. lokali.

Polnord w całym 2014 r. podpisał 1252 umowy netto, a w 2013 r. zakontraktował 1094 lokali.

Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy mają najwięcej czasu na odpoczynek

A przynajmniej tak wynika z ich deklaracji – spośród 22 krajów objętych badaniem to właśnie Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy są najbardziej zadowoleni z ilości czasu wolnego, jakim dysponują.Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy mają najwięcej czasu na odpoczynek

Pomimo, iż Amerykanie korzystają z niewielu wolnych dni w roku, na tle innych społeczeństw ich zadowolenie z ilości czasu wolnego jest najwyższe – około siedmiu na dziesięciu (69 proc.) z nich twierdzi, że są w pełni lub raczej zadowoleni z ilości wolnego czasu, który mają. Tuż za nimi plasują się Brytyjczycy i Kanadyjczycy (po 67 proc.), Belgowie i Niemcy (po 66 proc.).

Wyniki dla wszystkich krajów łącznie pokazują, iż pomimo ogólnego narzekania na zawrotne tempo życia, niemal 58 proc. respondentów deklaruje zadowolenie, bądź umiarkowane zadowolenie, z ilości wolnego czasu, którym dysponują. W 22 krajach objętych badaniem 16 proc. obywateli jest w pełni zadowolonych z ilości wolnego czasu, którym mogą dysponować, 42 proc. jest umiarkowanie zadowolonych.Najniższy poziom zadowolenia z ilości czasu wolnego deklarują mieszkańcy Rosji

Niezadowolonych jest w sumie 18 proc. respondentów. Najniższy poziom zadowolenia z ilości czasu wolnego deklarują mieszkańcy Rosji, gdzie prawie jedna trzecia (31 proc.) jest z tej ilości zupełnie niezadowolona lub raczej niezadowolona. Kolejne miejsce w rankingu niezadowolenia zajmuje Japonia (30 proc.) oraz Brazylia (28 proc.). Łącznie 24 proc. respondentów nie ma na ten temat zdania.

Wiek nie różnicuje

Wśród wszystkich grup wiekowych najwyższy odsetek osób zadowolonych z przypadającego im wolego czasu występuje wśród osób po 60 roku życia (niemal jedna trzecia jest w pełni zadowolona, a nieco poniżej połowy respondentów jest raczej zadowolonych). Co warte podkreślenia wśród pozostałych grup wiekowych proporcje odsetków osób zadowolonych do niezadowolonych wyraźnie się nie różnicują. Poziom deklaracji umiarkowanej satysfakcji z ilości czasu wolnego waha się od 40 do 43 procent. Jedynie poziom tych najbardziej zadowolonych z ilości czasu wolnego jest zdecydowanie wyższy wśród osób najstarszych (31proc.), w stosunku do innych grup wiekowych (13-19 proc.).

Polacy w grupie niezadowolonych

Jedynie 13 proc. Polaków jest w pełni zadowolonych z ilości czasu wolnego, jakim dysponują i w tym względzie jest nam zdecydowanie bliżej do grupy społeczeństw niezadowolonych, w których odsetek respondentów o podobnych poglądach jest zbliżony lub nawet spada poniżej 10 proc. (Rosja i kraje azjatyckie).

Najbardziej zapracowaną grupą wiekową w Polsce są osoby pomiędzy 30 a 40 rokiem życia (tylko 5 proc. zadowolonych z ilości czasu wolnego).Zarówno wśród Polek, jak i wśród Polaków, występuje niemal identyczny odsetek respondentów zadowolonych z ilości czasu na odpoczynek – odpowiednio 50 i 49 proc. Natomiast jest pomiędzy nimi różnica, biorąc pod uwagę odsetki osób niezadowolonych – wśród kobiet wynosi on 26 proc., wśród mężczyzn 21 proc.

Informacje o badaniu
Interpretacja pojęcia „czasu wolnego” jest zróżnicowana w zależności od kraju, lokalnej kultury, indywidualnie. Zatem określenie „zadowolenie z ilości wolnego czasu” pozwala uzyskać porównywalne wyniki pomiędzy krajami.

Powyższe badanie przeprowadzono w czerwcu i lipcu 2014 roku w 22 krajach metodą CAWI (CAPI na Ukrainie). Wzięło w nim udział 22 tys. respondentów w wieku 15+. Kraje objęte badaniem: Argentyna, Australia, Belgia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Hong Kong, Włochy, Japonia, Meksyk, Polska, Rosja, Korea Południowa, Hiszpania, Szwecja, Tajwan, Turcja, Wielka Brytania, Ukraina i Stany Zjednoczone.

Bankom ubyło kart debetowych

Narodowy Bank Polski opublikował dane o liczbie kart płatniczych po I kwartale 2015 roku. W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku rynek kart skurczył się o pół miliona. Tym razem jednak za spadki odpowiadają głównie karty debetowe. Niewykluczone, że to efekt przeprowadzonych przez banki podwyżek.

Co kwartał bank centralny publikuje informacje o liczbie kart płatniczych znajdujących się w obiegu. Na koniec marca Polacy mieli w swoich portfelach 35,5 mln plastików. W porównaniu do danych opublikowanych pod koniec roku jest to spadek o 500 tys. kart. Do tej pory ze spadkami mieliśmy do czynienia głównie w segmencie kart kredytowych. Jednak tym razem ubyło przede wszystkim kart debetowych powiązanych z kontami osobistymi. Po pierwszym kwartale 2015 r. mieliśmy ich 29,3 mln, czyli mniej aż o 440 tys. w porównaniu do danych prezentowanych pod koniec grudnia 2014.

Ubyło także kart w pozostałych segmentach. Rynek kart kredytowych skurczył się o 70 tys. sztuk do poziomu 5,97 mln, a kart obciążeniowych o 4 tys. do poziomu 278 tys. W tych segmentach spadki jednak nie dziwią, bo trwają już od wielu kwartałów. Przypomnijmy, że jeszcze pod koniec 2009 roku mieliśmy w portfelach blisko 11 mln kart kredytowych. Dziś mamy ich mniej więcej tyle, ile mieliśmy w 2006 roku.

Z kolei karty obciążeniowe to już zanikający gatunek. Większość banków zmigrowała ten rodzaj plastików na zwykłe karty kredytowe. Zasadnicza różnica między tymi rodzajami kart dotyczy mechanizmu spłaty zadłużenia. W przypadku kart obciążeniowych należy spłacić całość zadłużenia w ciągu 30 dni od zakończenia cyklu rozliczeniowego. W kartach kredytowych wymagana jest tylko spłata określonej kwoty minimalnej, na przykład 5 proc.

Liczba kart debetowych po I kwartale 2015 r.

Spadek liczby kart debetowych to rzadziej obserwowane zjawisko. Karty debetowe wydawane są do rachunków osobistych, a jak wynika z raportów PRNews.pl, kont stale przybywa. Dane NBP za kolejne kwartały pokażą czy jest to jednorazowy spadek, czy początek nowego trendu. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że to efekt przeprowadzanych przez banki w ostatnich latach podwyżek opłat za karty płatnicze.

Dziś zdecydowana większość banków wymaga od klientów, by aktywnie używali kart debetowych. W tym celu wprowadzono opłaty warunkowe. Jeśli klient nie dokona w danym miesiącu określonej liczby transakcji bezgotówkowych lub transakcji na podaną kwotę minimalną, naliczana jest kilkuzłotowa opłata za nieużywanie plastiku. Tymczasem jeszcze kilka lat temu większość banków oferowała do bezpłatnych kont karty bez dodatkowych opłat. Sprzyjało to zjawisku otwierania przez klientów rachunków drugiego wyboru, czyli kont z których korzystali sporadycznie. Dziś na skutek wysokich cen utrzymywanie kilku rachunków z aktywnymi kartami staje się nieopłacalne. Spadek liczby kart debetowych może być sygnałem świadczącym o tym, że klienci rezygnują z kart debetowych i zamykają konta. Z drugiej strony także banki czyszczą swoje bazy z martwych i nieużywanych rachunków.

Zmiany w cennikach banki wprowadziły na skutek kolejnych obniżek opłaty interchange. Jeszcze do niedawna punkty akceptujące karty płatnicze płaciły od każdej transakcji kartą prowizję na rzecz banku w wysokości średnio 1,6 proc. Dziś handlowcy płacą 0,2 proc. jeśli klient zapłaci kartą debetową i 0,3 proc. jeśli użyje karty kredytowej. Dla banków jest to spadek dochodów z tego tytułu o setki milionów złotych. Dlatego starają się zachęcić klientów do częstszego używania kart. Trzeba też pamiętać, że dla banku wydanie i wysłanie klientowi karty to dodatkowy koszt. Jeśli nie będzie jej używał, jest to wydatek ponoszony niepotrzebnie.

autor: Wojciech Boczoń

W II kwartale portfel funduszu sekurytyzacyjnego Pragmy Inkaso wzrósł o ponad 500 mln zł

Wartość nominalna portfela wierzytelności nabytych przez Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny osiągnęła wartość 748,3 mln zł! Wartość nominalna portfeli wierzytelności nabytych przez fundusz Pragma 1 w samym II kwartale r. wyniosła 519,4 mln zł. Cena portfeli nabytych w tym okresie to 26,4 mln zł.

Całość portfela Funduszu stanowią – zgodnie z wieloletnią specjalizacją Pragma Inkaso – wierzytelności o charakterze gospodarczym (przede wszystkim należności nabywane od banków w stosunku do przedsiębiorców z sektora MSP), w tym należności zabezpieczone rzeczowo (głównie hipotecznie).

Wartość kontraktacji (w tys. zł)
Wyszczególnienie II kw. 2015
Wartość nominalna nabytych portfeli 519 410*
Cena nabytych portfeli 26 437*
*w tym transakcja nabycia portfela, w której termin zapłaty ceny przypada po 30 czerwca br.

 

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii Grupy. Zgodnie z założeniami zwiększamy swój udział w rynku windykacji biznesowych portfeli bankowych. Planujemy w tym roku osiągnąć w nim udział na poziomie przekraczającym 20%  – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Strategia Grupy Kapitałowej Pragma Inkaso zakłada nabywanie wyłącznie portfeli o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w ocenie Zarządu ma duży potencjał rozwoju z uwagi na dotychczas stosunkowo niski poziom podaży biznesowych portfeli bankowych wobec bardziej dojrzałego rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję.

Pragma Inkaso S.A. posiada wyjątkowe predyspozycje, by znaleźć się wśród liderów tego rynku. Wyróżnia nas wysoka specjalizacja w zakresie obrotu gospodarczego, postępowania egzekucyjnego, poszukiwania majątku, doświadczenie kadr oraz wypracowany przez lata know-how – dodaje Tomasz Boduszek.

Pragma Inkaso S.A. posiadała na dzień 30 czerwca 2015 r. 68 certyfikatów Pragma 1 FIZ Niestandaryzowanego Funduszu Sekurytyzacyjnego o łącznej wartości 24.470 tys. zł.

Wartość jednego certyfikatu (w tys. zł)
Na dzień 01.04.2015 Na dzień 30.06.2015 Wzrost wartości
w kwartale (%)
356 375 5,3%

 

Branża nieruchomości na 3 miejscu pod względem liczebności miliarderów

25 miliardów dolarów – taką fortunę zgromadził Lee Shau Kee, najbogatszy spośród osób, które majątek zbudowały na rynku nieruchomości. Co ciekawe, miliarderów powiązanych z rynkiem nieruchomości jest aż 11-krotnie więcej niż tych związanych z wydobyciem gazu i ropy.

Nieruchomości są nie tylko preferowaną formą lokowania kapitału przez najbogatszych ludzi na świecie, ale też sporo fortun stworzonych zostało dzięki działalności deweloperskiej, zakupom ziemi czy budynków. Taki wniosek płynie z analizy listy najbogatszych ludzi na świecie, którą przygotował Forbes. Z tego zestawienia wynika bowiem, że nieruchomości były głównym źródłem majątku dla aż 157 z listy 1828 miliarderów z całego globu.

Światowi miliarderzy w podziale na branże, w których budowali swe majątki
Główna branża
Suma majątków miliarderów (w mld dolarów)
Średni majątek (w miliardach dolarów)
Liczba osób
Przeciętny wiek
Moda i handel 921 4,9 186 66,2
Inwestycje 698 4,3 161 64,3
Nieruchomości 526 3,4 157 65,4
Produkcja spożywcza 542 3,6 149 64,7
Technologie 800 5,4 148 53,9
Produkcja 411 2,8 148 63,9
Różne źródła 539 3,8 142 64,5
Finanse 252 2,4 103 63,7
Ochrona zdrowia 260 2,9 89 63,8
Energia 363 4,8 76 62,4
Media 355 4,7 75 67,7
Usługi 174 2,7 64 64,2
Budownictwo i inżynieria 140 2,7 52 65,4
Surowce i wydobycie 235 4,8 49 57,2
Handel 180 3,7 49 61,1
Rynek samochodowy 150 3,8 40 67,8
Telekomy 188 6,5 29 58,1
Logistyka 84 3,5 24 68,7
Hazard 102 4,3 24 62,5
Sport 46 2,3 20 67,7
Ropa i gaz 25 1,8 14 63,2
Opracowanie Lion’s Bank na podstawie danych forbes.com

Nieruchomości na trzecim miejscu

Dane przeanalizowane przez Lion’s Bank pokazują, że najwięcej fortun zbudował szeroko pojęty sektor inwestycji. Jemu to aż 186 osób zawdzięcza majątki o wartości przynajmniej miliard dolarów. Niezmienne od lat w gronie osób, które miliardy zarobiły właśnie dzięki inwestycjom znaleźć można takich znanych inwestorów jak: Warren Buffet, George Soros czy John Paulson. Wiele fortun miliarderzy zawdzięczają też handlowi i branży modowej. Dzięki nim właśnie 64,5 mld dolarów zgromadził Amancio Ortega, po ponad 40 mld dolarów mają na koncie Christy i Jim Waltonowie (jedni ze spadkobierców twórcy sieci sklepów Wal-Mart). Podobny majątek zgromadziła też Liliane Bettencourt z rodziną (L’Oreal), a ponad 30 mld dolarów ma Bernard Arnaulf z rodziną (LVMH, czyli koncern Louis Vuitton Moët Hennessy).

Na trzecim miejscu pod względem liczebności miliarderów uplasowała się branża nieruchomości. Zbudowała ona majątki 157 miliarderów na całym świecie. To ponad 11-krotnie lepszy wynik niż zanotowany przez branżę związaną z ropą i gazem – powszechnie kojarzoną ze sporym bogactwem. Paradoksalnie jednak branża paliwowa zbudowała majątki tylko 14 światowych krezusów – wynika z danych Forbes za 2015 r. Co ciekawe, jest to niewielki wynik nawet na tle osób związanych ze sportem lub hazardem – z tych branży pochodzi odpowiednio 20 i 24 światowych miliarderów.

Tysiąc, milion, miliard… i co dalej?

Na świecie obowiązują dwa główne systemy liczebników. Krótki system wykorzystywany jest w większości krajów anglojęzycznych (np. USA, Hongkong, Irlandia, Australia). W tym wypadku nie występują takie liczebniki jak miliard, biliard czy tryliard. Natomiast w krajach europejskich (w tym i w Polsce) przeważnie stosuje się skalę długą, w której liczebniki takie jak miliard, biliard czy tryliard są formą obowiązującą. W efekcie skoro w krótkiej skali co drugi liczebnik nie istnieje, to jeśli Amerykanin mówi „billionaire”, Polak powinien przez to rozumieć miliardera, a jeśli zza oceanu dochodzą co nas informacje o długu publicznym USA idącemu w tryliony dolarów, to chodzi tu tak naprawdę o biliony dolarów. Mechanizm prezentuje poniższa tabela.

Miliarderzy swoje majątki zawdzięczają nieruchomościom

Są też kraje, które stosują inne systemy liczebników. Dotyczy to na przykład Bułgarii, Iranu czy Izraela. W Wielkiej Brytanii natomiast stosowana bywa zarówno skala krótka, jak i długa, choć ta pierwsza jest na Wyspach rozwiązaniem popularniejszym.

Najdłużej na miliard każą czekać samochody, media, sport i logistyka

Co nadmiernie nie dziwi, najszybciej swoje fortuny zbudowali krezusi z branży technologicznej. Statystyczny miliarder z tego grona (liczącego 148 osób) na swój majątek pracował niecałe 54 lata. Na czele w tym gronie znajduje się oczywiście Bill Gates właściciel Microsoftu i najbogatszy człowiek na świecie z majątkiem wycenianym na prawie 80 mld dolarów. Najmłodszymi „technologicznymi” miliarderami są twórcy aplikacji Snapchat pozwalającej na szybkie udostępnianie zdjęć i filmów. Dzięki niej właśnie 25-letni Evan Spiegel i o rok starszy Bobby Murphy mają już na kontach łącznie 3 mld dolarów. Starszy od nich 31-letni Mark Zucherberg (twórca portalu Facebook) jest już właścicielem majątku wycenionego na ponad 33 mld dolarów, co daje mu 16 miejsce wśród najbogatszych ludzi świata.

Relatywnie szybko wzbogacali się też inwestujący w surowce i wydobycie oraz telekomy. W tych grupach przeciętny wiek miliardera to odpowiednio 57 i 58 lat. Najbogatszy człowiek, który zajął się metalurgią – Vladmir Potanin – ma 54 lata i ponad 15 mld dolarów. Jego rówieśnik Patrick Drahi, który zajął się telekomunikacją zdążył w tym samym czasie zgromadzić 16 miliardów, a starszy od niego o 14 lat Carlos Slim Helu ma zbudowany w branży telekomunikacyjnej majątek wart ponad 77 mld dolarów, czyli niewiele mniej niż numer jeden – Bill Gates.

Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie starsi są krezusi, którzy swoje pieniądze czerpią z branży sportowej, logistycznej, samochodowej lub mediów. Najbogatsi z tych grup mają przeciętnie 67 – 69 lat.

Najgrubsze portfele w telekomach i IT

Nie mniej ciekawe jest jak duże majątki udało się zgromadzić miliarderom z poszczególnych branż. Właścicielami największych fortun są miliarderzy z branży telekomunikacyjnej. W tej grupie średni majątek to 6,5 mld dolarów. Na drugim miejscu są najbogatsi, którzy zbudowali swoje majątki inwestując w technologie (średnio po 5,4 mld dolarów). W przypadku mody i handlu średnia to 4,9 mld. Dla porównania najniższe majątki mają osoby, których główną branżą jest wydobycie ropy i gazu (średnio 1,8 mld dolarów). Na drugim miejscu uplasowali się miliarderzy, którzy zbudowali swoje majątki w branży sportowej (średnio po 2,3 mld dolarów na osobę). Na tym tle krezusi z branży nieruchomości plasują się trochę poniżej średniej dla wszystkich miliarderów. Przeciętny majątek szacowany jest w tym przypadku na 3,4 mld dolarów na głowę.

Najwięcej fortun powstało na nieruchomościach z USA, Chin i Hongkongu

Na liście krezusów, którzy swoje majątki zbudowali na nieruchomościach najwięcej jest mieszkańców Azji. Na 157 miliarderów z tej grupy aż 30 pochodzi z Chin, a kolejnych 24 z Hongkongu i po 9 z Indii i Singapuru.

Listę najbogatszych dzięki nieruchomościom otwierają: Lee Shau Kee z Hongkongu, Wang Jianlin z Chin i Donald Bren z USA. Według Forbes są oni właścicielami fortun o wartości odpowiednio 24,8 mld dolarów, 24,2 mld dolarów i 15,2 mld dolarów.

Pomimo dynamicznie rosnącej w ostatnim czasie liczby azjatyckich miliarderów, wciąż najwięcej nieruchomościowych bogaczy znaleźć można w USA. Jest ich tam bowiem 33 (na 157). Z przeciętnym majątkiem na poziomie 3,5 mld dolarów na osobę wyprzedzają wciąż graczy z rynku chińskiego legitymujących się średnim majątkiem na poziomie 3 mld dolarów. To wyraźnie mniej niż wynik najbogatszych z Hongkongu, którzy jednak często swe majątki budowali dłużej niż Chińczycy. W efekcie 24 miliarderów z Hongkongu może się pochwalić średnim majątkiem w kwocie 5,5 mld dolarów.

Amerykański sen w praktyce

Ciekawy jest też fakt, że w gronie 10 najbogatszych osób, których majątki budowane były na rynku nieruchomości, 6 osób zawdzięcza majątek swoim własnym dokonaniom. Ich często nieszablonowe historie pokazują, że zdobycie fortun wymagało często niemałej odwagi i determinacji. Na przykład 89-letni Cheng Yu-tung, którego majątek szacowany jest na 14,4 mld dolarów, urodził się w biednej rodzinie, a jego ojciec był pracownikiem sklepu z jedwabiem. Cheng Yu-tung jako 15-latek opuścił rodzinne miasto i w trakcie wojny chińsko-japońskiej zamieszkał w Makau, zarabiając na życie pracując w sklepie z biżuterią. Kilka lat później wziął ślub z córką właściciela sklepu. Małżeństwo to zostało zaaranżowane przez ojców wiele lat przed narodzinami Cheng Yu-tunga i jego żony. W wieku 31 lat odziedziczył biznes związany z handlem złotem. Wtedy też zaangażował się na rynku nieruchomości, a w latach 60-tych, gdy rynek nieruchomości dotknęło spowolnienie, Cheng Yu-tung skupił ogromne połacie ziemi. W ten sposób stworzył podwaliny pod biznes deweloperski, dzięki któremu jest dziś jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

Długą drogę na szczyt odbył też Sheldon Solow, którego majątek jest szacowany na 3,6 mld dolarów. Urodził się w 1929 r. w Brooklynie, a jego ojciec był murarzem. Sheldon edukację zakończył na liceum, bo nowojorskiego uniwersytetu nie udało mu się ukończyć. W 1972 r. był jedynie właścicielem skromnej firmy budowlanej. Mimo to postawił wszystko na jedną kartę i zaczął budowę 50-piętrowego biura na Manhattanie. Dziś jest to wciąż jeden z najbardziej pożądanych budynków biurowych w Nowym Jorku, co zawdzięcza między innymi pięknemu widokowi na Central Park. W marcu 2015 r. za wynajem stopy kwadratowej w tym budynku zapłacono 200 dolarów. To odpowiada kwocie prawie 2153 dolarów za metr kwadratowy rocznie, czyli przy dzisiejszym kursie – kwocie 8104 zł za wynajem metra kwadratowego biura rocznie.

Bartosz Turek, Lion’s Bank
Klaudia Klimkowska, Idea Bank

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 02.07.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

ATAL S.A.: rekordowe półrocze w historii firmy

Pierwsze półrocze 2015 roku było najlepszym okresem w historii ATAL S.A. Od stycznia do czerwca spółka sprzedała 806 mieszkań. Jest to o 236 lokali więcej, niż w analogicznym czasie ubiegłego roku. Najwięcej umów podpisano w Krakowie – 326. Jednocześnie oferta dewelopera była na bieżąco uzupełniana o nowe projekty, w pierwszym półroczu 2015 roku do sprzedaży trafiło 8 nowych osiedli na terenie całej Polski. ATAL S.A. w czerwcu zadebiutował na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych.

W ciągu sześciu miesięcy 2015 roku ATAL S.A. sprzedał 806 mieszkań. Jest to wynik o 236 lepszy niż w pierwszym półroczu 2014 roku (570 lokali w I półroczu) oraz o 314 lepszy niż w rekordowym dla firmy 2013 roku (492 lokale w I półroczu). W minionym półroczu najwięcej umów zostało podpisanych w maju – 171.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIESIĘCY
Miesiąc Liczba sprzedanych mieszkań
Styczeń 90
Luty 103
Marzec 122
Kwiecień 155
Maj 171
Czerwiec 165
Łącznie 806

 

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku najwięcej mieszkań ATAL S.A. sprzedał w Krakowie, gdzie spółka jest niezmiennie liderem rynku deweloperskiego. W minionym półroczu w stolicy Małopolski nabywców znalazło 326 lokali. Największą popularnością cieszy się osiedle Bagry Park, od stycznia do czerwca na obu etapach inwestycji podpisano 88 aktów notarialnych. Wysoka sprzedaż utrzymuje się również na osiedlu Bronowice Residence, sprzedano tam 78 mieszkań w pierwszym półroczu 2015 roku.

Bardzo dobre wyniki ATAL S.A. odnotował również we Wrocławiu – 204 sprzedane mieszkania. Największą popularnością cieszą się projekty ATAL Towers oraz Stara Odra Residence, gdzie nowych nabywców znalazło odpowiednio 46 i 45 lokali. W Warszawie firma odnotowała największy wzrost sprzedaży r/r. W pierwszych dwóch kwartałach 2014 roku było to 13 mieszkań, a w tym już 115, spółka potwierdza tym samym, że stołeczny rynek należy do priorytetowych. Również w Łodzi ATAL S.A. znacznie zwiększył swoje udziały rynkowe sprzedając 103 mieszkania, o 35 więcej niż w okresie styczeń – czerwiec 2014 r. Natomiast w Katowicach, w inwestycji ATAL Francuska Park, nabywców znalazło 58 lokali.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIAST
Miasto Liczba sprzedanych mieszkań
Katowice 58
Kraków 326
Łódź 103
Warszawa 115
Wrocław 204
Łącznie 806

 

Zbigniew Juroszek ATAL S.A.
Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.

Obserwujemy znaczy wzrost sprzedaży w inwestycjach ATAL S.A. w całej Polsce. Jest to możliwe dzięki konsekwentnemu realizowaniu przyjętej strategii spółki. Systematycznie uzupełniamy naszą ofertę o nowe osiedla, dzięki czemu klienci mogą wybierać spośród mieszkań o szerokim wachlarzu metraży i układów pokoi, a także w zróżnicowanych lokalizacjach. Przy chłonnym rynku, jaki mamy obecnie, utrzymanie odpowiedniej podaży jest kluczowe w zapewnieniu odpowiednich wyników – mówi Zbigniew Juroszek, prezes ATAL S.A.

Nowe inwestycje

W minionym półroczu oferta ATAL S.A. powiększyła się o 8 inwestycji, w których znajdą się1242 mieszkania oraz 65 lokali handlowo-usługowych. Trzy nowe osiedla powstają wKrakowie: drugi etap Bagry Park, Bronowice Residence IVB oraz zlokalizowany w centrum miasta projekt Masarska 8 Apartamenty – w ciągu zaledwie 6 tygodni od wprowadzenia do sprzedaży nabywców znalazło tam 68 z 99 mieszkań oraz wszystkie lokale handlowo-usługowe.

We Wrocławiu od marca w sprzedaży znajduje się pierwszy etap monumentalnej inwestycji położonej tuż nad Odrą, w sąsiedztwie wrocławskiego Rynku – ATAL Towers. Oferta została także uzupełniona o drugi etap Starej Odry Residence, gdzie będą 92 lokale. W Warszawiena rynek trafiła Oaza Wilanów II – nowoczesna inwestycja z rozbudowaną i infrastrukturą rekreacyjno – sportową, a także drugie etap dobrze przyjętego projektu ATAL Marina, położonego w dobrze skomunikowanej części Białołęki, nieopodal Kanału Żerańskiego. Spółka poszerzyła również swoją ofertę w Katowicach o kolejny etap osiedla ATAL Francuska Park, w którym będzie 258 mieszkań.

Debiut na GPW

Debiut spółki na Rynku Głównym GPW odbył się 15 czerwca br. W ramach przeprowadzonej oferty publicznej ATAL S.A. przydzielił inwestorom wszystkie z oferowanych 6.500.000 nowo emitowanych akcji serii E. Inwestorom indywidualnym przydzielono 12% akcji, a stopa redukcji zapisów wyniosła ponad 80%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 88% wszystkich oferowanych akcji, w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów akcje stanowią łącznie 16,79% podwyższonego kapitału zakładowego spółki i uprawniają ich właścicieli do wykonywania łącznie 16,16% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Wszystkie akcje były sprzedawane po 22 zł. Tym samym wartość całej oferty publicznej wyniosła 143 mln zł brutto. Na rozpoczęciu notowań 15 czerwca br. za wprowadzone do obrotu walory płacono 22 zł, czyli tyle ile wynosiła cena emisyjna papierów w ofercie publicznej.

Perspektywy rozwoju ATAL S.A. są bardzo dobre. Pozyskane w ramach IPO środki w wysokości 143 mln zł przeznaczymyna finansowanie realizacji aktualnych oraz przygotowywanych projektów deweloperskich, a także na zakup gruntów pod kolejne inwestycje. Tym samym zakładamy sprzedaż ok.1500-1800 mieszkań w latach 2015-17, a w kolejnych jej zwiększenie do poziomu 2000-2500 lokali rocznie – dodał Zbigniew Juroszek.

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Prowadzony w ramach Programu Priorytetowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej projekt PolSEFF² pozwala na szeroko pojętą modernizację energetyczną małych i średnich przedsiębiorstw. Centra logistyczne wykorzystują tę szansę, by unowocześnić swoje parki maszynowe.

Druga edycja PolSEFF, czyli Polskiego Programu Finansowania Zrównoważonej Energii to program dopłat do poprawiających efektywność energetyczną inwestycji wdrażanych przez małe lub średnie przedsiębiorstwa. Uruchomioną w jego ramach linię kredytową o wartości 200 milionów euro przeznaczono do podziału pomiędzy projekty realizujące działania modernizacyjne według wytycznych PolSEFF. Pieniądze można wykorzystać zarówno na ograniczenie zużycia energii elektrycznej i cieplnej, unowocześnienie linii produkcyjnych, jak i wymianę maszyn intralogistycznych.Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Dwie drogi do modernizacji

Program PolSEFF2 przewiduje dwie ścieżki uzyskania finansowania. Większe, bardziej skomplikowane projekty wymagają procedury standardowej. Zespół wykwalifikowanych inżynierów ds. energetyki i ekspertów ds. finansów bezpłatnie wspiera wnioskodawcę w kompletowaniu wymaganej dokumentacji, ocenie techniczno-finansowej inwestycji i wykonaniu projektu. Specjaliści PolSEFF organizują również proces weryfikacji inwestycji oraz jej audyt energetyczny. Po zakończeniu projektu i jego pomyślnej weryfikacji przez Certyfikowanego Eksperta ds. Energetyki, przedsiębiorca może uzyskać dotacje w wysokości od 10 do 15% wartości kredytu przeznaczonego na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych projektu. Wyższa wartość obowiązuje w wypadku inwestycji obejmujących Audyt Energetyczny, którego zalecenia wdrożono w ramach realizowanego projektu.

Zakup i instalacja znajdujących się na „liście LEME” urządzeń do sumy 250 tys. euro, kwalifikuje się do procedury uproszczonej. Przewiduje ona przyznanie kredytu na podstawie wniosku i certyfikatu sprzętu dostępnych na stronie programu. W przypadku inwestycji bazującej na spisie zatwierdzonych produktów, przedsiębiorca po zakończeniu projektu może ubiegać się o dotację w wysokości 10% wartości otrzymanego kredytu na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych.

Pojazdy intralogistyczne na liście LEME

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneNa liście produktów zakwalifikowanych do wykorzystania w ramach procedury uproszczonej, w kategorii „transport wewnętrzny” dominują wózki widłowe z przeciwwagą. W puli 143 wyróżnionych maszyn, tego typu pojazdów jest aż 127 (stan na 24 czerwca). Co ciekawe, ponad 90% z nich to modele spalinowe. – Choć wózki elektryczne cieszą się rosnącą popularnością, na rynku polskim wciąż liczbowo przeważają maszyny spalinowe. W ich przypadku, proekologiczne oszczędności wynikają z ograniczenia spalania paliwa względem starszych modeli. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu elementów technologii hybrydowej oraz rozwiązań pozwalających zredukować emisję szkodliwych dla środowiska substancji – mówi Tobiasz Jakubczak, specjalista ds. produktu STILL Polska. – Dobrym przykładem maszyn spełniających te kryteria są modele typoszeregu STILL RX70. Na liście LEME znalazło się 17 typów wózka tej linii o udźwigu od 1,6 do 6 ton. W ramach procedury uproszczonej PolSEFF, dostępne są jednak również inne modele z naszej oferty, m. in. elektryczny RX20 czy wózek wysokiego podnoszenia z platformą linii EGV –S – dodaje przedstawiciel firmy STILL Polska. Opis inwestycji polegającej na zakupie elektrycznych wózków widłowych został opisany w dokumentacji programu jako „historia sukcesu”.

Historia intralogistycznego sukcesu

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneJednym z projektów modernizacji urządzeń transportu wewnętrznego zrealizowanych w ramach PolSEFF był zakup 10 wózków widłowych do centrum logistycznego, w znajdującej się przy autostradzie A2 w miejscowości Jasin. Głównym celem projektu było obniżenie zużycia prądu przez park maszynowy przedsiębiorstwa. Aby tego dokonać, zdecydowano się na czołowe wózki elektryczne STILL RX20 oraz reach trucki STILL FM-X. Według szacunków, modernizacja floty pozwoliła na roczne ograniczenie kosztów energii o 41 400 kWh, co stanowi 25% wartości wyjściowej i przekłada się na 16 500 zł oszczędności na rok. Dodatkową korzyścią z implementacji nowoczesnych rozwiązań jest zmniejszenie emisji CO2 o 39 ton w skali roku. Uzyskane rezultaty zapewniły inwestorowi korzystną ocenę przez komisję PolSEFF i zagwarantowały premię w wysokości 10% poniesionych kosztów. – Poprzez akcję „Mission: Zero Emission”, w ramach której promujemy rozwiązania pozwalające ograniczyć emisję do atmosfery szkodliwych substancji, STILL Polska daje wyraz swojej trosce o środowisko naturalne. Programy takie jak PolSEFF są świetnym dopełnieniem tych działań. Warto wykorzystać możliwości, jakie daje ten projekt, zmodernizować flotę intralogistyczną i otrzymać zwrot części kosztów inwestycji – podsumowuje Paweł Włuka, kierownik działu marketingu STILL Polska.

„Zrównoważony biznes to odpowiedzialny biznes”: nowy prezydent RICS

W swoim pierwszym przemówieniu w nowej roli prezydenta RICS, Martin J. Brühl FRICS podkreślił znaczenie zrównoważonego biznesu dla wzrostu dobrobytu, innowacyjności i inwestycji na globalnym rynku nieruchomości. Wystąpienie inaugurujące 134. prezydenturę RICS miało miejsce w Londynie 30 czerwca.

Martin J. Brühl FRICS
Martin J. Brühl FRICS

Brühl jest pierwszym członkiem RICS z Europy kontynentalnej, który objął tę zaszczytną funkcję. Priorytetami trwającej rok kadencji będą trzy tematy: zrównoważone inwestycje i zarządzanie ryzykiem, w zakresie których wiedzę i doświadczenie Brühl zdobywał kierując departamentem zarządzania inwestycjami w świecie w Union Investment Real Estate; promocja międzynarodowych standardów i prognoz RICS dotyczących przyszłości sektora, jego różnorodności i integralności.

“Nasz sektor musi połączyć siły i upewnić się, że zrównoważony rozwój jest w pełni zintegrowany z działaniami podejmowanymi na wszystkich etapach inwestycji. Odpowiedzialny biznes musi stać się ‘biznesem takim, jak inne’ na rynkach nieruchomości na całym świecie”, powiedział M. J. Brühl.

Brühl  wyraził się również z uznaniem odnośnie do wiodącej roli RICS w ramach globalnej inicjatywy UN Global Compact (UNGC). W minionym tygodniu RICS i UN Global Compact zaprezentowały dokument dedykowany firmom działającym w obszarze gruntów, budownictwa i nieruchomości wskazujący kierunki działań na rzecz odpowiedzialnego biznesu.

  • J. Brühl w swoim wystąpieniu podkreślił rosnące znaczenie zarządzania ryzykiem w nieruchmościach. Jak przekonywał: “RICS ma możliwość przyjęcia na siebie roli lidera w myśleniu o wykonywaniu zobowiązań powierniczych przez zarządzających funduszami. Zarządzanie ryzykiem w świecie historycznie niskich stóp procentowych banków centralnych jest rosnącym wyzwaniem”.

Brühl ma szeroką wiedzę i doświadczenie w zakresie inwestowania w nieruchomości. W Union Investment Real Estate nadzoruje wszystkimi transakcjami poza strefą Euro, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, obu Amerykach i w regionie Azji i Pacyfiku. Mówi biegle w trzech językach: angielskim, niemieckim i francuskim. Jego zawodowe doświadczenie obejmuje wycenę i doradztwo w obszarze rynków kapitałowych. Przez większość życia zawodowego pracował w międzynarodowych firmach doradczych. Kwalifikacje członka RICS zdobył w 1995 roku i jest pierwszym z Europy kontynentalnej, który został prezydentem w historii tej prestiżowej organizacji.

Polskie firmy chcą uprościć zarządzanie podróżami służbowymi i znacznie ograniczyć ich koszty

Firma Amadeus opublikowała wyniki badania o zarządzaniu wyjazdami służbowymi w polskich firmach i instytucjach. Wyniki wskazują na chęć ograniczania kosztów delegacji. Menedżerowie preferują przy tym rozwiązania, które nie zmuszają do zmniejszenia liczby czy częstotliwości wyjazdów, ale raczej obniżą ich średnie koszty jednostkowe. Osoby odpowiedzialne za zarządzanie delegacjami chcą też usprawnić proces ich organizacji, tak aby był on prostszy, bardziej przejrzysty i mniej czasochłonny.

Firmy szukają oszczędności

Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach - infogafika
Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach – infografika

Aż 38% firm w Polsce planuje w 2015 r. obniżyć koszty podróży służbowych (w porównaniu z 24% odpowiedzi przeczących). Organizacje szukające oszczędności chcą, żeby ich wartość była znacząca – 72% spośród nich planuje ograniczyć wydatki o 8% lub więcej. Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji pozostaje jej koszt (77% wskazań), co oznacza, że inne czynniki, takie jak możliwość dokonywania zmian w trakcie podróży, prostota procesu jej organizacji czy możliwość komunikacji i niesienia pomocy podróżnemu, schodzą na dalszy plan. W większości firm (69% odpowiedzi) jest zatrudniony pracownik odpowiedzialny za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe, ale zazwyczaj osoba taka nie ma do dyspozycji nowoczesnego oprogramowania, które ułatwiałoby jej realizację swoich obowiązków (tylko 20% wskazań).

Koszty podróży służbowych to drugi co do wartości wydatek pracowniczy po pensjach. W większości dużych firm w Polsce  sięgają one kilkuset tysięcy złotych rocznie. Nie dziwi zatem dążenie do oszczędności” – komentuje Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jeśli chodzi o sposoby ograniczania wydatków, znaczna część (45%) przedsiębiorstw i instytucji planuje zmniejszyć liczbę delegacji. Bardziej popularne wśród decydentów są jednak takie sposoby oszczędzania, które nie zmuszają firm do ograniczenia częstotliwości wyjazdów, ale koncentrują się na obniżeniu ich kosztów jednostkowych. Ponad połowa badanych deklaruje, że chce wprowadzić bardziej rygorystyczne zasady polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.). Natomiast organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów (9% przypadków).

Pracownicy odpowiedzialni za podróże służbowe oczekują usprawnień

Większość spośród badanych decydentów (75%) oczekuje zmian w dotychczasowym sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Według nich powinny one zmierzać w kierunku zmniejszania obciążenia formalnościami (30% wskazań), większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży (16%) i skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu (13%). W odpowiedziach ankietowanych widać również tendencje, które mogą wydawać się wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony osoby odpowiedzialne za organizację podróży chciałyby bowiem bardziej kontrolować decyzje podróżujących pracowników (19%) oraz tego, żeby ściślej przestrzegali oni polityki podróży (30%), a z drugiej strony – żeby pracownicy ci byli bardziej samodzielni w dokonywaniu rezerwacji (22%).

Odpowiedzią na te potrzeby menedżerów może być specjalistyczne oprogramowanie. 30% firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi, wspierających je od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po jej rozliczenie.

Wdrożenie nowoczesnego oprogramowania do zarządzania delegacjami może okazać się najlepszym sposobem na usprawnienie tego procesu. Takie aplikacje wspierają zarówno osoby zarządzające, jak i podróżnych, poprzez uproszczenie organizacji wyjazdów. Jednocześnie gwarantują przestrzeganie polityki podróży przez pracowników, którzy mogą samodzielnie dokonywać rezerwacji, ale tylko w ramach ustalonych założeń. Dostępność ofert różnych dostawców usług transportowych i noclegowych w jednym miejscu zwiększa przejrzystość oraz pozwala łatwo i szybko wybrać najlepszą opcję. Dodatkowo, automatyzacja procesów pozwala zaoszczędzić czas potrzebny m.in. na rozliczanie podróży i raportowanie” – tłumaczy Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Złożony proces organizacji podróży

Wyniki badania Amadeus wskazują, że w poszczególnych organizacjach obowiązują różne rozwiązania dotyczące zarządzania delegacjami, a sam proces jest często skomplikowany. Za organizację podróży służbowych odpowiadają pracownicy zajmujący różne stanowiska. Oprócz samych wyjeżdżających (79% odpowiedzi), za realizację tych zadań najczęściej odpowiadają pracownicy działu administracji, tacy jak Office Manager czy asystent(ka) zarządu (57%). Rzadziej odpowiedzialni za ten obszar są pracownicy działu personalnego (25% wskazań). Tylko w 8% firm funkcjonuje osobne stanowisko menedżera podróży. Jeśli taki pracownik został zatrudniony, najczęściej działa w ramach działu administracji (47% przypadków) lub piastuje samodzielne stanowisko (35%). Natomiast najważniejsze decyzje w firmach, np. dotyczące polityki podróży, podejmują członkowie zarządu i menedżerowie wyższego szczebla (ponad połowa wskazań dla obu grup) oraz dyrektorzy finansowi (18%).

Większość ankietowanych decydentów biznesowych deklaruje, że w ich firmach obowiązuje polityka podróży określająca obowiązujące pracowników zasady odbywania delegacji (61% wskazań). Prawdopodobieństwo, że w firmie funkcjonuje polityka podróży, rośnie przy tym wraz z jej wielkością (aż 86% wskazań w przypadku największych firm). Obszary, których dotyczy polityka podróży mogą być różne w poszczególnych organizacjach. Najczęściej obejmuje ona rezerwację hoteli (54% wskazań). Jeśli chodzi o środki transportu, w przypadku przelotów samolotem zasady zakupu biletów obowiązują pracowników 51% firm, w przypadku podróży pociągiem – 50% firm, a w przypadku przejazdu autobusem – 44% firm. Najrzadziej polityka podróży dotyczy zasad wynajmu samochodu (36% odpowiedzi). Pracownicy często mają też znaczną swobodę w wyborze posiłków w czasie delegacji (ograniczenia tylko w 39% organizacji).

Badanie decydentów biznesowych na zlecenie firmy Amadeus wykonała agencja badawcza TNS. Ankieta typu CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interview) została przeprowadzona na ogólnopolskiej próbie 300 firm i instytucji zatrudniających powyżej 50 pracowników.

Prawo e-commerce: Jak zwrócić lub zareklamować towar, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Już co najmniej połowa Polaków robi zakupy przez internet. E-commerce oszczędza czas potrzebny na wybranie towaru i pieniądze dzięki konkurencji cenowej z tradycyjnymi sklepami. Szczególnym powodzeniem cieszą się internetowe sklepy ze sprzętem elektronicznym. Coraz popularniejsze jest również kupowanie w internecie na raty, czyli na kredyt. Zakupy wirtualne są wygodne, ale niepozbawione wszystkich problemów, jakie wiążą się z kupowaniem jako takim. Podobnie jak w tradycyjnym sklepie może się zdarzyć, że sprzęt, który nabędziemy, nie będzie spełniał naszych oczekiwań lub będzie po prostu wadliwy. Jak go zwrócić lub zareklamować, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Według badania CBOS w ubiegłym roku prawie połowa Polaków (47 proc.) robiła zakupy za pośrednictwem internetu. W ciągu zaledwie pięciu lat liczba ta wzrosła dwukrotnie. Nic w tym dziwnego. Rośnie zasięg dobrej jakości internetu, więc wielu z nas przekonało się już, że e-sklepy gwarantują szybkie i tanie zakupy bez wychodzenia z domu. Do sieci przenoszą się też inne udogodnienia związane z handlem, w tym możliwość zakupu online na raty.

E-sklep ma obowiązek przyjąć zwrot towaru

Jednym z ważnych argumentów za kupowaniem online jest możliwość odstąpienia od umowy, czyli zwrotu zakupionego towaru bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów, w terminie nieprzekraczającym 14 dni kalendarzowych. Do zachowania terminu wystarczy wysłanie lub dostarczenie oświadczenia do sprzedawcy. Ma on obowiązek niezwłocznie, w terminie nie dłuższym niż 14 dni kalendarzowych od dnia otrzymania oświadczenia konsumenta, zwrócić wszystkie dokonane przez niego płatności, w tym koszty dostawy produktu (z wyjątkiem kosztów, które wynikają z wybrania przez klienta sposobu dostawy innego niż najtańszy, zwykły sposób dostępny w sklepie internetowym). Warto pamiętać, że złożenie takiego oświadczenia i zwrot towaru to dwie różne czynności i nie trzeba ich dokonywać jednocześnie. Wskazane jest nawet wykonanie ich osobno. Uprzedzamy w ten sposób sprzedawcę o nadejściu przesyłki i nie narażamy się na jej nieodebranie. Należy również pamiętać, że zwracając towar, ponosimy odpowiedzialność za ewentualne zmniejszenie wartości rzeczy, np. w wyniku korzystania z niej. Oznacza to, że mamy prawo sprawdzić towar, ale tylko w taki sposób, w jaki byśmy to zrobili w sklepie tradycyjnym (np. pod względem kompletności czy spełniania określonych w ofercie parametrów technicznych). Jeśli skorzystamy z zakupionych towarów, a potem będziemy chcieli odstąpić od umowy, możemy zostać obciążeni dodatkowymi kosztami w związku ze zmniejszeniem wartości tych towarów.

A co, jeśli kupowałem na raty?

Kredytobiorcy korzystający ze wsparcia banku i kupujący sprzęt online i na raty podlegają takim samym zasadom jak ci konsumenci, którzy biorą kredyty w placówkach bankowych. Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim mamy 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyn takiej decyzji. Jedyna różnica to sama procedura odstąpienia, wynikająca z charakteru zakupów.

W wypadku zakupu towaru lub usługi bank nie wypłaca pieniędzy bezpośrednio na konto kredytobiorcy, ale kieruje całą sumę do sprzedawcy np. sklepu internetowego. W razie odstąpienia od umowy bank będzie musiał odzyskać środki bezpośrednio od sprzedawcy.

Zatem aby dopełnić niezbędnych formalności, na początek musimy złożyć w banku oświadczenie o odstąpieniu od umowy kredytowej. Wzór takiego formularza powinien być dołączony do umowy.  Obowiązuje nas termin maksymalnie 14 dni od podpisania umowy. Oświadczenie może być złożone w oddziale banku lub przesłane do niego pocztą. W tym drugim wypadku ważne jest, aby zachować potwierdzenie nadania z datą. Następnie oświadczenie przekazywane jest sprzedawcy, który zwraca pieniądze do banku. Ma na to maksymalnie 30 dni od dnia złożenia przez nas oświadczenia. Jedynym kosztem poniesionym przez konsumenta będą ewentualne odsetki za okres kilku dni trwania takiego kredytu. Nie zapłacimy żadnych dodatkowych opłat związanych z udzieleniem kredytu (czyli np. prowizji).

Zatem podsumowując – jeśli chcemy zwrócić towar zakupiony online na kredyt, zarówno w stosunku do sprzedawcy, jak i do banku musimy zachować termin maksymalnie 14 dni na wycofanie się z transakcji. Sprzedawcę informujemy o tym, że odstępujemy od zakupu i zwracamy towar. W banku oświadczamy również, że odstępujemy od umowy kredytowej. Analogicznie powinniśmy postąpić, jeśli towar kupiony w sklepie internetowym jest wadliwy. E-sklepy przez jakiś czas stosowały praktykę, zgodnie z którą klient najpierw zobowiązany był złożyć reklamację i skorzystać z uprawnień wynikających z prawa ochrony konsumentów (czyli żądać naprawy lub wymiany towaru na nowy). Jednak orzecznictwo sądów wskazało na inny sposób rozwiązania tej sytuacji. Zgodnie z wyrokiem Sądu Okręgowego w Olsztynie z 3 kwietnia 2013 r. (sygn. akt I Ca 55/13) prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość bez podania przyczyny dotyczy również towaru wadliwego. To, czy odstąpimy od umowy, czy zareklamujemy zamówiony towar, zależy więc tylko od nas.

Dorota Matuszyńska, Idea Expert

Cyberataki zagrożeniem dla polskiego przemysłu

Wzrost liczby cyberataków na infrastrukturę o znaczeniu krytycznym, który miał miejsce w ciągu ostatniej dekady sprawił, że cyberbezpieczeństwo stało się centralnym problemem dla użytkowników i dostawców systemów automatyzacji oraz sterowania w przemyśle. W latach 2006-2012 liczba incydentów zagrażających bezpieczeństwu przemysłu na świecie wzrosła aż o 782 %. Z różnych powodów wiele ataków wciąż nie jest zgłaszanych, co pozwala zakładać, że skala problemu jest większa, niż wskazywałyby na to zebrane dane.

Zamierzone działanie

Cyberataki wymierzone w przedsiębiorstwa przemysłowe mają zawsze charakter strategiczny. Ich celem jest zakłócenie funkcjonowania systemów w celu uzyskania korzyści finansowych, rynkowych (ataki na konkurencyjne firmy) czy czysto politycznych.  Zdarzają się również ataki, których podłożem są kwestie społeczne, a w niektórych przypadkach mogą one  wynikać nawet z osobistych animozji. Ataki nie są niczym nowym, ale ich skala oraz sposoby są coraz bardziej zaawansowane i przemyślalne. W ciągu ostanich 10 lat miało miejsce kilka głośnych ataków. W 2003 roku zaatakowano elektrownię Davis-Besse należącą do First Energy. Z kolei w grudniu 2010 roku w centrum uwagi całego świata znalazł się robak Stuxnet, który zaatakował elektrownię atomową w Iranie. Po tym zdarzeniu spojrzenie świata na bezpieczeństwo obiektów strategicznych zyskało nowego znaczenia.  Również w Polsce mieliśmy do czynienia z atakami na ważne elementy infrastuktury miejskiej. W styczniu 2008 roku doszło do serii wykolejeń tramwajów w Łodzi. Ich przyczyną był atak 14–latka, który za pomocą przerobionego pilota do TV zmieniał ustawienia zwrotnic działających na podczerwień. Został złapany, tylko dlatego, iż w szkolnym zeszycie miał wpisane numery ulubionych linii tramwajowych. Pokazuje to, jak duże możliwości do ataków mają dzisiejsi hakerzy i jak sie okazuje nie jest to dla nich zbyt trudne.

Ataki przemysłowe

Według danych pochodzących z raportu Cyberbezpieczeństwo środowisk sterowania i automatyki przemysłowej, opublikowanych przez Frost & Sullivan we współpracy z Schneider Electric najbardziej zagrożonymi sektorami są: gospodarka wodna (41% ataków), energetyka (16%) oraz firmy wielosektorowe (25%). W dalszej kolejności uplasowały się : sektor chemiczny, jądrowy oraz administracja publiczna. Dziś główna uwaga hakertów atakujących firmy przemysłowe skupia się najczęściej na systemach sterowania, takich jak rozproszone systemy sterowania (DCS – distributed control systems), programowalne sterowniki logiczne (PLC – programmable logic controllers), systemy SCADA (supervisory control and data acquisition) i panele sterownicze HMI (human machine interface). Cyberprzestępcy wykorzystują różnorodne luki i słabości od niezabezpieczonych kanałów zdalnego dostępu, przez niedoskonałe zapory firewall, po brak segmentacji sieci. Możliwe są również ataki przeprowadzane od wewnątrz, zwłaszcza w przypadku niezadowolonych pracowników lub partnerów biznesowych.

Wszytskie te ataki mają jednak swoje określone przyczyny. Do głównych z nich należą luki w zabezpieczeniach sieci, które mogą mieć różnorodny charakter, od niechronionych punktów umożliwiających zdalny dostęp, po niewystarczające zapory firewall. Z kolei w przypadku sprzętu i oprogramowania luki obejmują m.in. niechronione zdalne terminale RTU, komputery PC, pamięci USB, urządzenia mobilne i peryferyjne oraz konkretne interfejsy HMI, a także wszelkie rodzaje oprogramowania sterującego – mówi Ireneusz Martyniuk, Wiceprezes Pionu Przemysłu w Schneider Electric Polska.

Na bezpieczeństwo trzeba jednak patrzeć szeroko. Przyczyną ataków są również słabe zabezpieczenia fizyczne w przedsiębiorstwie. Tutaj mówimy głównie o niewystarczającej ochronie dostępu osób fizycznych do obiektu i systemów sterowania oraz automatyki i to one są najczęściej spotykanymi fizycznymi lukami – dodaje Ireneusz Martyniuk, Czynnik ludzki w kwestiach związanych z bezpieczeństwem obiektów przemysłowych można powiązać z szeregiem czynników zagrożenia takich jak błędy projektantów oraz instalatorów podczas konfiguracji i instalacji systemu. Do tego mogą dojść również błędy operacyjne podczas pracy systemu, niewystarczająco skrupulatne prace konserwacyjne, plany wymiany sprzętu oraz oprogramowania na nowsze, jak również zbyt niski poziom umiejętności osób wykonujących takie działania. Całościowa kultura pracy ma więc istotny wpływ na bezpieczeństwo i umożliwienie cyberprzestępcom dokonanie ataku. Jeżeli kultura ta nie będzie uwzględniać kluczowych czynników ryzyka to będzie przyzwoleniem na realizację działań operacyjnych w niebezpieczny sposób, ignorując np. podstawową politykę zarządzania hasłami bezpieczeństwa i dostępem pracowników do systemu. Związane jest to mocno z środowiskiem pracy, w którym nie są przeprowadzane regularne audyty, brakuje skutecznych i spójnych działań mających na celu egzekwowanie polityk bezpieczeństwa. Ponadto, nie korzysta się w pełni z dostępnych narzędzi nadzoru i monitoringu, narażając się tym samym na stanowczo zbyt wysokie ryzyko.

Zbyt dużo do stracenia

Konsekwencje niezbezpieczenia przedsiebiorstwa przed atakami moga być bardzo duże. Cyberataki mogą doprowadzic do znacznych strat finansowych, opóźniając lub zakłócając produkcję i procesy operacyjne, doprowadzić do uszkodzenia urządzeń i infrastuktury, a także potencjalnych problemów związanych z niezgodnością z regulacjami bezpieczeństwa. To z kolei może wiązać się z wysokimi karami pieniężnymi – kontynuuje Ireneusz Martyniuk,. Kary finansowe to jednak nie wszystko. Szkody wywołane atakami hakerów mogą wpłynąć na wizerunek firmy i przełożyć się wprost na zmniejszenie zaufania klientów, a tym samym pomniejszenie zysków. W wyniku ataku może również dojść do utraty poufnych danych, co może wpłynąć na obniżenie jakości usług.

Cyberataki to zjawisko, które będzie coraz częściej występowało  w sektorze przemysłu. Dla cyberprzestępców, przedsiębiorstwa działające w tej branży stały się bardziej atrakcyjne ze względu na : większe obroty finansowe, możliwość wyrządzenia większych szkód w całym łańcuchu dostawców, jak również uzyskanie dostępu do ciekawych nowych technologii, które później mogą wykorzystać na świecie. Z tego względu wdrażanie strategii bezpieczeństwa jest z jednej strony koniecznością z drugiej zaś stanie się w niedalekiej przyszłości obowiązkiem narzuconym przepisami. Pomimo pojawienia się narzędzi bezpieczeństwa zintegrowanego z konkretnymi produktami, przyjęcie strategii dla sieci przemysłowych stanie się w nadchodzących latach koniecznością w obliczu cyberzagrożeń.

Ankieta Bloomberga: wzrost PKB w Polsce 4%

Bardzo korzystnie wypadł nasz kraj w ankiecie Bloomberga. 4% wzrostu to drugi nieazjatycki wynik na świecie. Wczoraj zobaczyliśmy, ze funt wciąż jest bardzo podatny na dane makroekonomiczne. W Chinach trwają poważne problemy na giełdzie.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień udowodnił, że dane makroekonomiczne wciąż są obserwowane przez analityków i nie tylko Grecja porusza rynkami. O 10:30 poznaliśmy gorszy od oczekiwań wynik indeksu PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii. Zamiast oczekiwanego wzrostu o 0,6 pkt, był spadek o 0,5 pkt. W rezultacie na rynki trafił sygnał osłabiający brytyjską gospodarkę a tym samym funta. W rezultacie w ciągu 45 minut od publikacji funt spadł z okolic 5,93 zł na 5,88 zł. Potem ruch ten był co prawda korygowany, jednakże pokazuje to jak duży krótkoterminowy wpływ na rynki ma korygowanie przez inwestorów pozycji.

Dane z USA nie wpłynęły aż tak mocno na dolara, nie mniej było widać umacnianie się amerykańskiej waluty po dobrym raporcie ADP na temat zatrudnienia. Również indeksy dla przemysłu zarówno PMI jak i jego odpowiednik w USA indeks ISM wypadły korzystnie. Nie mógł dziwić zatem fakt, że dolar kolejny dzień umacniał się wobec euro, pomimo tego że i tak po zawirowaniach w Grecji jest już bardzo mocny.

Ankieta Bloomberga na temat wzrostu PKB wypadła bardzo korzystnie dla naszego kraju. Jest to badanie, w którym pytani są ekonomiści na temat spodziewanych poziomów wzrostu gospodarczego w danym kraju. Polsce przypisano imponującą wartość 4%. Spośród krajów rozwiniętych to drugi najlepszy wynik, tuż po nadrabiającej straty z kryzysu Irlandii. Powyżej są już tylko dynamicznie rozwijające się państwa azjatyckie. Co ciekawe ankieta przewiduje wzrost o 0,9% w Grecji. Jest to bardzo odważna prognoza.

W Grecji trwają nawoływania do głosowania w referendum. Nikt nie spodziewa się innego wyniku niż “NIE”, natomiast rządząca Syriza wciąż zbiera poparcie by wynik był jeszcze bardziej przytłaczający. Wątpliwym jest by referendum podziałało na kogokolwiek. Spłacanie zobowiązań to kwestia odpowiedzialności za składane deklaracje a nie wola wyborców. Jeżeli państwo nie będzie ich spłacać nikt więcej mu nic nie pożyczy, bo wtedy to nie kredyty, tylko darowizny.

Spadki na giełdzie w Pekinie coraz bardziej niepokoją. Zmienność jest bardzo duża, a od napompowanego spekulacjami maksimum z połowy czerwca główny indeks stracił już 26%. Pęknięcie bańki spekulacyjnej w tak dużej gospodarce z pewnością będzie odczuwalne na innych światowych rynkach.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – stopa bezrobocia oraz zmiany zatrudnienia,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

EUR/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1700.

CHF/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,7000 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8850. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowa kancelaria doradców restrukturyzacji

Z początkiem miesiąca rozpoczęła działalność specjalistyczna kancelaria PMR Restrukturyzacje SA. Założyło ją dwoje syndyków, uznanych specjalistów w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw – Maciej Roch Pietrzak oraz Małgorzata Anisimowicz, którzy połączyli swoje kancelarie. Celem spółki jest stworzenie nowoczesnej formuły doradztwa, wspierającego przedsiębiorcę w procesie naprawy oraz usprawniania firmy.

PMR Restrukturyzacje będzie świadczyć wysoce wyspecjalizowane usługi doradcze
w zakresie planowania i realizacji procesów restrukturyzacji, postępowań układowych
i naprawczych w egzekucji z dochodów przedsiębiorstw. Dodatkowo spółka będzie wspierała klientów w zapobieganiu niewypłacalności, ochronie płynności, zarządzaniu kryzysem,
a także zwiększeniu efektywności przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu finansowania
na restrukturyzację lub inwestycje w projekty typu distressed assets.

Powołanie do życia wyspecjalizowanej kancelarii doradców jest odpowiedzią na zmiany
w prawie restrukturyzacyjnym, oraz stanowi wyjście na przeciw potrzebom firm, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.

Ideą działania kancelarii jest połączenie wiedzy teoretycznej (prawo i ekonomia) oraz wieloletniego doświadczenia praktycznego z zakresu restrukturyzacji i zarządzania. Dobrze przeprowadzonym procesem naprawczym jest dla nas działanie, w efekcie którego nasz klient spłaca wierzycieli, przy zachowaniu miejsc pracy i integralności oraz wartości przedsiębiorstwa. Dotychczas się to udawało, a połączenie sił, tylko nas wzmacnia merytorycznie i zwiększa zasięg geograficzny naszych działań.” – skomentował Maciej Roch Pietrzak – Prezes Zarządu PMR Restrukturyzacje.

Maciej Roch Pietrzak prowadził swoje kancelarie w Warszawie, Łodzi i Kaliszu. Małgorzata Anisimowicz jako syndyk aktywnie działa w regionie Dolnego Śląska. Wspólny szyld to jednak dopiero wstęp do ambitnej strategii rozwoju rynku usług w zakresie doradztwa restrukturyzacyjnego. Założyciele zapewniają, że już niedługo otworzą kolejne partnerskie oddziały PMR, również za granicą. Plany dotyczą biur w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Poszerzanie i rozwój struktur firmy jest jednym z kluczowych zadań na najbliższy czas. Ich tempo zależeć będzie jednak od możliwości integracji i promocji wysokich standardów obsługi. Właśnie troska o klienta i efektywność naszych działań wyróżnia PMR i to bez względu na lokalizację biura.” – dodaje Małgorzata Anisimowicz – Vice-Prezes PMR Restrukturyzacje.
***

Maciej Roch Pietrzak – doradca restrukturyzacyjny. Członek Zespołu Ekspertów przy Ministrze Sprawiedliwości ds. Nowelizacji Prawa Upadłościowego i Naprawczego oraz Restrukturyzacji Przedsiębiorstw. Odznaczony przez Ministra Sprawiedliwości Medalem „Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości” za prace nad założeniami do projektu Ustawy Prawo Restrukturyzacyjne. Współautor przygotowanej w Ministerstwie Gospodarki i przyjętej przez Radę Ministrów „Polityki Nowej Szansy”, mającej na celu ochronę polskich przedsiębiorstw przed niewypłacalnością. Inicjator powstania, współtwórca statutu oraz zasad funkcjonowania samorządu zawodowego syndyków licencjonowanych. Jest także członkiem krakowskiego Instytutu Allerhanda oraz Zarządu Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji, skupiającego czołowe polskie kancelarie oraz instytucje finansowe, zajmujące się restrukturyzacją zadłużonych przedsiębiorstw.

 

Małgorzata Anisimowicz – doradca restrukturyzacji, ekonomista i mediator. Syndyk licencjonowany
z ponad 20- letnim doświadczeniem w doradztwie biznesowym i restrukturyzacyjnym. Założycielka
i vice-prezes w PMR Restrukturyzacje S.A. Przeprowadziła procesy restrukturyzacji licznych spółek,
w tym autorski program restrukturyzacji przedsiębiorstw w ramach postępowań upadłościowych
w trybie likwidacji. Pełni funkcję biegłego sądowego. Jest również współzałożycielką Krajowej Izby Syndyków oraz Prezesem Okręgowej Izby Syndyków we Wrocławiu.

Polscy producenci walczą o rynek produktów premium i luksusowych

W Polsce rośnie liczba osób zamożnych i bogatych, którzy swoje zarobki chcą wydawać na samochody klasy premium, najwyższej jakości kosmetyki i odzież, biżuterię czy gadżety elektroniczne. Mimo że coraz liczniej na naszym rynku obecne są marki międzynarodowe, również rodzimi producenci dóbr luksusowych częściej przebijają się do polskich i zagranicznych konsumentów.

Według raportu KPMG, w 2014 roku w Polsce mieszkało 878 tys. osób o dochodzie miesięcznym brutto powyżej 7,1 tys. zł. Do 2017 roku ich liczba sięgnie 1 153 tys. zaś rynek dóbr luksusowych wzrośnie o 11%, osiągając poziom 14 mld zł. To ogromna liczba zamożnych konsumentów i jeszcze większe pieniądze, o które będą rywalizować zagraniczne i rodzime marki. Polska na tle innych państw europejskich jest w ścisłej czołówce pod względem obecności światowych marek z segmentu premium. W 2014 roku 70 proc. z nich, głównie z Francji i Włoch, było obecnych na naszym rynku. Dobra luksusowe są coraz powszechniej dostępne, o czym świadczy rosnąca liczba ekskluzywnych butików zagranicznych projektantów czy otwarcie pierwszego w Polsce salonu Ferrari.

To właśnie rynek samochodów klasy premium i luksusowych rozwija się najbardziej dynamicznie, zaś jego wartość w 2014 roku wyniosła 5,6 mld zł. W Polsce stopniowo przybywa osób, które chcą zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa o Ferrari czy Porsche. W ubiegłym roku impuls dały zmiany regulacyjne w przepisach o VAT, dzięki którym sprzedaż marek z segmentu premium i luksusowych zwiększyła się o 29 i 31 procent. Przykładowo, Infiniti czy Lamborghini odnotowały wręcz 234 i 300 procentowy wzrost. Według raportu KPMG, w najbliższych latach największych wzrostów można spodziewać się w segmencie luksusowej biżuterii i zegarków, który w 2014 wart był 368 mln zł, zaś do 2017 może osiągnąć 466 mln zł. Dynamicznie rozwija się rynek luksusowych usług hotelarskich i SPA, na który wchodzą kolejni operatorzy otwierający obiekty świadczące usługi najwyższej jakości. Ważnym segmentem polskiego rynku dóbr luksusowych są też napoje alkoholowe – bogacący się i coraz lepiej wyedukowani konsumenci sięgają nierzadko o klasę wyżej. W efekcie rośnie zainteresowanie alkoholami typu whisky, drogimi winami, piwami specjalnymi oraz wódką super premium.

Rynek luksusowych alkoholi oraz biżuterii pokazuje, że polskie marki luksusowe również mogą odnieść sukces, zarówno w kraju, jak i za granicą. Polacy chętnie sięgają bowiem po rodzime produkty wysokoprocentowe, takie jak Wyborowa Exquisite, Sobieski Estate czy Chopin. Wyselekcjonowane gatunki zbóż oraz krystalicznie czysta woda sprawiają, że polskie wódki od dawna cenione są również wśród zagranicznych konsumentów.

Popularnością cieszą się wyroby biżuteryjne Kruk i Apart czy zegarki Copernicus Watch. Niewielki jest natomiast rynek luksusowych perfum i kosmetyków, choć jeden z trendów, jakim jest poszukiwanie przez konsumentów unikatowych zapachów, stwarza szansę dla niszowych perfumerii, takich jak np. La Selection. Warto jednocześnie przypomnieć sukces polskiej marki dr Irena Eris, która w 2012 roku dołączyła do prestiżowego klubu Comité Colbert, zrzeszającego najbardziej luksusowe marki. Polska jest też jednym ze światowych producentów wysokiej jakości jachtów, które niemal w 90% przeznaczone są na eksport. Sunreef Yachts w 2014 roku otrzymał nagrody Teraz Polska i Global Luxury Manufacturing Award.

Rynek luksusowej odzieży i dodatków jest dopiero w fazie rozwoju, zaś domy mody takie jak Dior czy Chanel wciąż postrzegają Polskę za mało perspektywiczną. To ogromna szansa na zagospodarowanie rynku przez rodzime marki, zarówno te o ugruntowanej pozycji jak Cafardini, jak i młodych projektantów. Według danych KPMG, po ubrania od projektantów czy szyte na miarę sięga regularnie lub okazjonalnie niemal 30% zamożnych Polaków, 40% bardzo zamożnych o dochodach od 10 do 20 tys. zł oraz ponad połowa zarabiających więcej niż 20 tys. zł. Zamożni konsumenci coraz bardziej przekonują się, że wybór dopasowanego garnituru, uszytego z najwyższej jakości materiałów według indywidualnych preferencji, wyróżni ich z tłumu i pomoże w umacnianiu swojej pozycji biznesowej oraz społecznej.

Jakość jest głównym wyznacznikiem, jakim kierują się Polacy kupując dobra i usługi luksusowe. O zamożnych i bogatych konsumentów z naszego kraju będą w najbliższym czasie rywalizować liczni zagraniczni producenci. Warto więc, by w szranki stanęły również polskie marki szyte na miarę. „Made in Poland” staje się bowiem wyznacznikiem jakości na świecie, nie tylko za sprawą gier komputerowych, okien dachowych, autobusów czy żywności, ale także polskich produktów luksusowych.

Autorem wypowiedzi jest Marta Stefańczyk-Ciąpała, prezes i założyciel firmy Cafardini.

Egzekucja komornicza majątku z dotacji unijnej – czy to możliwe?

Z dotacji unijnych korzysta obecnie wielu beneficjentów, a szeroko pojęte dopłaty w istotny sposób przyczyniają się do rozwoju sektora prywatnego i publicznego. Co jednak w sytuacji, gdy profitent dotacji jest jednocześnie dłużnikiem, przeciwko któremu komornik lub poborca skarbowy prowadzi postępowanie egzekucyjne? Liczne egzekucje, w których dochodziło do zajęcia rachunków bankowych oraz znajdujących się na nich środków z dotacji sprawiły, że pytanie to stało się wyjątkowo aktualne.

Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Dotacja nietykalna

W dniu 8 kwietnia 2014r. ustawodawca wprowadził do Kodeksu postępowania cywilnego art. 831 § 1 pkt. 2a), zgodnie z którym „Nie podlegają egzekucji środki pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz.U. z 2013 r. poz. 885, 938 i 1646), chyba że wierzytelność egzekwowana powstała w związku z realizacją projektu, na który środki te były przeznaczone”. Mowa tu o dopłatach pochodzących z budżetu Unii Europejskiej oraz niepodlegających zwrotowi środkach z pomocy udzielanej przez państwa członkowskie Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) czyli o dotacjach pochodzących ze źródeł zagranicznych niepodlegających zwrotowi, czyli między innymi tak zwanych funduszy europejskich.

Problemy praktyczne

Zgodnie z nową regulacją prawną, nie jest możliwe prowadzenie egzekucji ze środków pochodzących z dotacji. Praktyka stosowania prawa pokazała jednak, że nawet po wprowadzeniu nowych przepisów dochodziło do sytuacji wzbudzających wiele wątpliwości. Sąd Najwyższy rozwiał je poprzez orzecznictwo w sprawie egzekucji z rachunku bankowego fundacji, na koncie której znajdowały się środki pieniężne pochodzące z unijnego dofinansowania. Co istotne, w omawianym przypadku, bank nie poinformował komornika, iż prócz majątku dłużnika na rachunku znajdują się także środki pochodzące z dotacji. W uchwale z dnia 26 lutego 2015r., sygn. III CZP 104/14, Sąd Najwyższy szeroko wyjaśnił brzmienie nowych przepisów prawnych. Najważniejszym wnioskiem płynącym z orzeczenia była konieczność starannego postępowania banku, który prowadzi rachunek dłużnika. To właśnie bank powinien bacznie kontrolować, jakiego rodzaju środki znajdują się na rachunku klienta, a gdy okaże się, że mamy do czynienia z dotacją unijną, niezwłocznie poinformować o tym fakcie komornika. Jedyny wyjątek stanowi egzekucja wierzytelności powstałej w ramach projektu dłużnika, na który otrzymał on środki unijne.

Egzekucja majątku z dotacji tylko w jednym wypadku

Zakaz egzekucji ze środków unijnych nie byłby pełny i kompletny bez dodatkowych regulacji zawartych w art. 831 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, który wprost stanowi, że nie jest także możliwa egzekucja ze środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych powstałych w ramach realizacji projektu, na który przeznaczone były pieniądze pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, przez okres jego trwałości wskazany w umowie o dofinansowanie projektu. Egzekucja z majątku beneficjenta, który powstał za pieniądze z dotacji będzie zatem możliwa, ale dopiero po upływie okresu trwałości projektu wskazanego w umowie o dofinansowanie.

Podstawa prawna:

  • – art. 831 § 1 pkt. 2a) Kodeksu postępowania cywilnego,
  • – art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 Ustawy o finansach publicznych.

Rentowność polskich obligacji skarbowych już na poziomie niemal 3,3 proc. Do końca roku nie ma szans na niższe poziomy

Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP

Po okresie blisko 5-letniej hossy na rynku długu mamy do czynienia z mocną korektą. Rentowność 10-letnich obligacji Skarbu Państwa po osiągnięciu w lutym 2015 roku minimum na poziomie 1,94 proc. zaczęła gwałtownie rosnąć. Obecnie polski dług wyceniany jest z rentownością wynoszącą niemal 3,3 proc. W opinii Rafała Madeja, dyrektora Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych w PKO BP, w tym roku szans na spadek rentowności, czyli wzrost cen polskich papierów skarbowych, raczej nie ma.

– Po pierwsze, mamy trochę niepokojów związanych z perspektywą politycznej sceny w Polsce w związku z wyborami. Po drugie, na sytuację polskiego długu wpływa istotnie sytuacja w Grecji, w ogóle sytuacja w Europie jest mocno zdeterminowana tym, co się dzieje w Grecji. I wreszcie po trzecie, co dzieje się za oceanem, czyli perspektywa zmiany polityki Fedu, planowany wzrost stóp procentowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP.

Przecena na rynku obligacji negatywnie rzutuje na wyceny jednostek dłużnych funduszy inwestycyjnych. Po okresie bardzo dobrych stóp zwrotu osiąganych w ostatnich latach, obecnie większość z nich generuje ujemne stopy zwrotu. Spośród blisko 70 funduszy instrumentów dłużnych jedynie 9 uniknęło w ostatnim kwartale strat. Przedstawiciel PKO BP także w najbliższym czasie nie spodziewa się radykalnej poprawy.

– Dla nas scenariuszem bazowym jest dalsza przecena obligacji. Przy 10-latkach zakładamy w trzecim kwartale wzrost rentowności do poziomu 3,40 proc. W czwartym kwartale należałoby oczekiwać uspokojenia się, bo część czynników ryzyka naszym zdaniem nie będzie już tak silnie oddziaływała, dlatego nastąpi stabilizacja i powrót do poziomu 3,30 proc. – prognozuje Rafał Madej.

Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP pytany o wpływ wyborów na notowania obligacji odpowiada, że jest to uzależnione od ich wyników. Budowa silnej koalicji rządowej i utrzymanie dotychczasowej polityki gospodarczej naszego kraju powinny pozytywnie wpłynąć na rynek. W przypadku politycznego przesilenia i kłopotów z formowaniem nowego rządu, trzeba będzie liczyć się negatywną reakcją inwestorów.

Negatywnym czynnikiem wpływającym na rynek długu jest także napięta sytuacja panująca w Grecji.

– Jak widać do tej pory, Grecja szarpie Europą i trochę światem, jesteśmy ich zakładnikami już od kilku lat. Wierzę jednak w pozytywny scenariusz, bo to porozumienie tak pewnie jest możliwe, natomiast to jest trochę gra nerwów – ocenia dyrektor Madej.

Ekspert przestrzega jednak przed negatywnym scenariuszem, oznaczającym opuszczenie przez Grecję strefy euro. W takim przypadku reakcja rynków na pewno nie będzie pozytywna i pociągnie za sobą wzrost rentowności papierów dłużnych.

Dyrektor Madej tłumaczy, że obecnie trudno przewidzieć, kiedy fundusze wyspecjalizowane w instrumentach dłużnych zaczną ponownie przynosić zyski. Specyfiką funduszy obligacji jest to, że najlepiej radzą sobie w okresach obniżek stóp procentowych. Tymczasem ostatnia seria obniżek w Polsce została niedawno zakończona, a rynek spodziewa się teraz raczej ich wzrostu, choć dopiero w perspektywie drugiej połowy przyszłego roku.

– Jeśli mamy w tej chwili perspektywę odwrotną, czyli podwyżek stóp procentowych, to nie stwarza to dobrych perspektyw dla funduszy dłużnych. Oczywiście zarządzający radzą sobie, modyfikując politykę inwestycyjną, bardziej aktywnie grając i zarządzając portfelem – mówi Rafał Madej.

Zarządzający w PKO BP jako alternatywę wskazuje zakup przez fundusze obligacji korporacyjnych, które notowane są z premią w stosunku do długu skarbowego, jednak inwestycja w nie obarczona jest odpowiednio wyższym poziomem ryzyka.

Europejski Kongres Medyczny o przyszłości polskiej medycyny

W dniach 25-27 czerwca 2015 r. w Gdańsku odbył się Pierwszy Europejski Kongres Medyczny. W ciągu trzech dni politycy, samorządowcy, przedstawiciele pracodawców oraz eksperci z dziedziny nauki, medycyny i finansów dyskutowali o zmianach i kierunku dalszego rozwoju polskiej medycyny. Szeroko dyskutowane były kwestie związane z zarządzaniem placówkami medycznymi, czy informatyzacją.

Europejski Kongres MedycznyKongres otworzył wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, który powiedział, że jest to pierwsze takie wydarzenie, które w sposób kompleksowy i interdyscyplinarny podejmuje problematykę ochrony zdrowia. Odczytał również list od ministra zdrowia Mariana Zembali’ „ W Polsce potrzebny jest dialog – również międzynarodowy – który umożliwi wymianę doświadczeń i dyskusję na temat problemów ochrony zdrowia i wyzwań, przed którymi stajemy” – napisał profesor Zembala. Z kolei wicewojewoda pomorski Michał Owczarczak odczytał słowa premier Ewy Kopacz: „ Wasz głos w debacie jest niezwykle cenny. Bez wsparcia różnych środowisk, bez kreatywności, determinacji i dynamizmu, nasze starania nie będą przynosić spodziewanych efektów” – napisała Prezes Rady Ministrów życząc uczestnikom owocnych obrad.

Na Kongresie nie mogło zabraknąć również obecnie bardzo ważnego dla rozwoju branży tematu związanego z nową perspektywą unijną. Konfederacja Lewiatan odpowiedzialna była za przygotowanie i prowadzenie panelu pn. „Nowa unijna perspektywa finansowa. Szanse dla Polski”. Moderatorem spotkania była dr Dobrawa Biadun – ekspertka ds. ochrony zdrowia Konfederacji Lewiatan.

W debacie udział wzięli: Paweł Orłowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju (opowiedział ogólnie o nowej perspektywie i ofercie dla branży w programach centralnych, ze szczególnym naciskiem na projekty dotyczące innowacji, badań i rozwoju), Hanna Zych-Cisoń – członek Zarządu Województwa Pomorskiego (wskazała rolę samorządu i podział środków na zdrowie na poziomie RPO), Michał Kępowicz – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich Ministerstwa Zdrowia (omówił rolę Ministerstwa Zdrowia w kreowaniu spójnej polityki w obszarze zdrowia). Stronę przedsiębiorców reprezentowali: Bartosz Hajncz – Pracodawcy Zdrowia (który przedstawił dotychczasowe doświadczenie przedsiębiorców), Marek Witulski ‒ Siemens (wskazał wpływ środków unijnych na rozwój placówek ochrony zdrowia) oraz Mikołaj Wietrzy – PwC (ocenił możliwości wykorzystania środków unijnych przez placówki ochrony zdrowia).

Michał Kępowicz wyjaśnił, że Komisja Europejska przyjęła przygotowane przez stronę Polską dokumenty, co oznacza możliwość otwarcia projektów w obszarze ochrony zdrowia. Pamiętać jednakże należy, że w części obszarów działania będą musiały być zgodne z opracowywanymi mapami potrzeb zdrowotnych.
W rezultacie dyskusji paneliści wskazali na konieczność racjonalnego opracowywania projektów, w celu jak najefektywniejszego rozdysponowania środkami. Ważna też – jak wskazała Dobrawa Biadun – będzie rola Komitetu Sterującego odpowiadającego za zgodność opracowywanych projektów z Policy paper oraz mapami potrzeb zdrowotnych. Konieczność koordynacji to nie tylko wymóg UE ale również narzędzie do wsparcia tych projektów, które wpłyną na rozwój gospodarczy polskich przedsiębiorców.”

Konfederacja Lewiatan

 

Czy Internet pozwala przewidzieć wyniki wyborów?

Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że Google może przewidzieć wybory lepiej niż sondaże polityczne. Jeśli to prawda, precyzyjny monitoring internetu może dawać partiom niezwykle tanie i bardzo precyzyjne dane o preferencjach wyborczych, jak i dostarczać insightów do tego, jak prowadzić kampanię wyborczą. Agencja badawcza IRCenter postanowiła sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Konsekwencją możliwości przewidzenia wyników wyborów w internecie, byłaby utrata kluczowej roli telewizji w komunikacji politycznej. Jak na razie taka sytuacja nie ma miejsca.

Obserwacja ostatnich wyborów prezydenckich pokazuje, że:

  • internauci w mediach społecznościowych najczęściej dyskutowali o kandydatach w trakcie telewizyjnych debat;
  • większość newsów i dyskusji o kluczowych wydarzeniach w mediach społecznościowych jest rozprzestrzeniana przez fanpage i profile tweeterowe największych mediów – zarówno wydawców telewizyjnych, jak i telewizji naziemnych.

Porównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru InternetuPorównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru Internetu

Pomimo wciąż dominującej roli telewizji, monitoring internetu pozwala na bieżąco badać, jakie przekazy, treści i formy komunikatów najbardziej wpływają na niezdecydowany elektorat. W tym celu niezbędne jest określenie wskaźników opisujących zaangażowanie internautów i  mających związek ze zmianą ich preferencji politycznych,” – informuje Małgorzata Tomczyk-Walczak z IRCenter.

Podstawowe dane pochodzące z internetu dotyczące wyborów to częstotliwość wyszukań danej osoby lub partii w Google i liczba dyskusji na ich temat w mediach społecznościowych. To dane, które można porównać z poparciem deklarowanym w tradycyjnych sondażach społecznych. Analizę można przeprowadzić zarówno dla całego czasu trwania kampanii, jak i dynamicznie, uwzględniając zmiany dzień po dniu.  Agencja badawcza IRCenter uwzględniła dane sondażowe zebrane przez SmarterPoland, dane z Google Trends i Social Media Listeningu.

Czyją wygraną „przewidział internet”? W drugiej turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda otrzymał 35% głosów, a Bronisław Komorowski – 34%. Gdyby przeliczyć „głosy oddane liczbą wyszukań fraz” („Andrzej Duda” vs „Bronisław Komorowski”) tylko dla dwóch najważniejszych kandydatów, Duda otrzymałby 53%, A Bronisław Komorowski – 47%. Google niekoniecznie przewiduje wyniki wyborów, ale pokazuje trendy w zainteresowaniu kandydatem. Dlatego bardziej premiuje mniej znanych kandydatów (Bronisława Komorowskiego wszyscy bardzo dobrze znali). Liczba dyskusji w mediach społecznościowych przekłada się na stopień angażowania różnymi tematami – zarówno negatywnego, jak i pozytywnego; tutaj Andrzej Duda przegrałby z Bronisławem Komorowskim – 46% do 54%.

Dynamika zainteresowania Andrzejem DudąDynamika zainteresowania Andrzejem Dudą

Niektórzy kandydaci mogą być bardziej „internetowi”, a inni mniej. Okazuje się, że popularność w sondażach przedwyborczych Andrzeja Dudy była skorelowana zarówno z dyskusjami na jego temat w social media (wsp. kor.: 0,78), jak i z dynamiką wyszukiwania w Google (wsp. kor.: 0,74). Popularność Bronisława Komorowskiego w sondażach nie miała za to nic wspólnego z tym, co się wydarzyło w internecie. Oznacza to, że elektorat byłego prezydenta nie wyrażał swoich preferencji politycznych za pomocą tego medium.

Dynamika zainteresowania Bronisławem KomorowskimDynamika zainteresowania Bronisławem Komorowskim

Dyskusje o Bronisławie Komorowskim były wypadkową dyskusji o Andrzeju Dudzie w mediach społecznościowych. Widać, że nie przyczyniały się do wzrostu zainteresowania Bronisławem Komorowskim. Z punktu widzenia internetu największą szansą dla Komorowskiego była debata telewizyjna 17 maja. Wtedy nie tylko wzrosło jego poparcie, ale i zwiększyła się częstotliwość wyszukiwania informacji na jego temat w Google.

Co z tego wynika dla partii politycznych?  „O ile wciąż nie powinny one odwracać się od tradycyjnych mediów – zwłaszcza telewizji,  muszą jednocześnie starać się dostarczać do internetu treści, które będą wywoływać zainteresowanie kandydatami i partiami. Dodatkowo powinny inwestować w SEO. Z poprzedniej analizy tegorocznych wyborów wynikło, że Facebook to kanał do osiągania dużych zasięgów, a Twitter to kanał do merytorycznych dyskusji (wygrał na nim Andrzej Duda). Jeśli mierzyć efektywność Internetu, najlepiej wykorzystywać w tym celu Google Trends,” – tłumaczy Małgorzata Tomczyk-Walczak. Dodaje również, że „analiza pokazuje, że badając zainteresowanie contentem w mediach społecznościowych dowiadujemy się, co dokładnie publikować, aby skutecznie optymalizować strategię marketingową w trakcie jej realizacji.”

Szczegółowa analiza dostępna jest na stronie: http://ircenter.com/czy-internet-pozwala-przewidziec-wyniki-wyborow/ Raport uwzględnia dane sondażowe zebrane przez prowadzących bloga SmarterPoland i opublikowane na stronie: http://smarterpoland.pl/index.php/2015/06/shiny-sondaze-i-interaktywny-ggplot2/, dane z Google Trends i Sentione dla okresu: marzec-maj 2015.

Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

1 lipca weszła w życie zmiana w przepisach podatkowych. Na jej podstawie możemy już odliczyć 50% VAT od paliwa do samochodów osobowych w użytku mieszanym. Zmiana jednak dotyczyć będzie tylko paliwa zakupionego po 30 czerwca. Co natomiast z duplikatami i fakturami wystawionymi po 1 lipca, a dotyczącymi wcześniejszego nabycia paliwa?

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

Od 1 kwietnia 2014 roku obowiązywał zakaz odliczania VAT od nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu:

  1. samochodów osobowych,
  2. samochodów innych niż osobowe, o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony, w których liczba miejsc (siedzeń) łącznie z miejscem dla kierowcy wynosi:
  • 1 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 425 kg,
  • 2 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 493 kg,
  • 3 lub więcej – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 500 kg.

Zakaz obowiązywał tylko do 30 czerwca 2015 r. w przypadku, gdy pojazd nie był używany jedynie w działalności gospodarczej, ale też prywatnie. Fakt użytkowania samochodu dla celów firmowych należało udowodnić za pomocą m.in. ewidencji przebiegu pojazdu, która dodatkowo musiała zgadzać się ze stanami licznika. Obecnie, zarówno od samego nabycia pojazdu, jak i pozostałych wydatków eksploatacyjnych można odliczyć 50% VAT. Przepisy te stosuje się zarówno do samochodów osobowych, jak i motocykli. Przedsiębiorcy będą mogli więc odliczyć VAT od paliwa, nawet jeśli pojazd będzie wykorzystywany także prywatnie.

Paliwo zakupione w czerwcu, faktura wystawiona w lipcu

W przypadku, gdy paliwo zostało kupione w czerwcu, a faktura wystawiona w lipcu, zastosowanie ma następujący przepis ustawy o VAT: Obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika do dnia 30 czerwca 2015 r. paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu (…).  Oznacza to, że istotniejsza jest data zakupu paliwa i to ona wpływa na możliwość dokonania odliczenia 50% VAT od paliwa.  Do sytuacji, gdy przedsiębiorca kupił paliwo przed 30 czerwca, a fakturę otrzymał po 1 lipca, stosuje się zatem przepisy obowiązujące przed wejściem w życie nowelizacji, a zatem zakazujące odliczenia podatku VAT od paliwa.

Duplikat faktury a odliczenie VAT

Prawo do odliczenia VAT przez przedsiębiorcę, który otrzymał po 1 lipca duplikat faktury za zakup paliwa do auta osobowego w użytku mieszanym, również zależy od daty sprzedaży.  Jeśli miała ona miejsce do 30 czerwca 2015 r., przedsiębiorca nie ma prawa do odliczenia VAT.

Data wystawienia faktury, a właściwie data dokonania sprzedaży, ma znaczenie przy księgowaniu faktur za zakup paliwa do auta osobowego użytkowanego w celach mieszanych.  Jeśli zakup miał miejsce do 30 czerwca 2015 r., data wystawienia lub otrzymania faktury po 1 lipca nie ma znaczenia – przedsiębiorcę będą obowiązywać przepisy przejściowe, które  zabraniają odliczenia VAT.

Rejestratory przejazdów na czerwonym świetle zaczęły już pojawiać się na drogach całej Polski

Według policyjnych statystyk w 2014 r. kierowcy w Polsce doprowadzili do 492 wypadków przez wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Śmierć poniosło w nich 25 osób, a 707 zostało rannych. Do poprawy statystyk ma się przyczynić wprowadzenie specjalnych rejestratorów.

Urządzenia te instaluje się na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną. Działają na dwa sposoby. Mogą albo cały czas nagrywać dane skrzyżowanie, albo robić zdjęcia tylko tym pojazdom, które wjechały tam na czerwonym świetle. Uzyskane materiały stanowią podstawę do wystawiania mandatów. Co ważne, w przeciwieństwie do fotoradarów o rejestratorach przejazdów na czerwonym świetle żadne znaki drogowe nie ostrzegają.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Anna Dąbrowska, prezes zarządu Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych: „Głównym celem wprowadzenia urządzeń jest wyłapanie tych użytkowników ruchu drogowego, którzy łamią przepisy nie dlatego, że przekraczają prędkość, tylko – jadą na czerwonym świetle. Jest to jedna z poważniejszych przyczyn wypadków drogowych w miastach”.

Pierwsze rejestratory działają w Polsce już od kilku miesięcy. Na razie jest ich ok. 20, ale jeśli się sprawdzą, na naszych drogach pojawią się kolejne. „W pewnym czasie urządzenia te staną się integralnymi elementami skrzyżowań. Zmusi to kierowców do tego, żeby uważali i nie wjeżdżali na czerwonym świetle na skrzyżowanie, co może pozwolić uniknąć pewnej liczby wypadków” – przewiduje ekspertka.

Bierzesz „chwilówkę”? Uważaj, co trzeci Polak tego żałuje

W. Rozłucki (Rada Giełdy): prywatyzacja polskiej gospodarki jeszcze się nie zakończyła. Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego

Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych

Choć liczba możliwych do prywatyzacji poprzez giełdę spółek się skurczyła, wciąż jednak możliwe są kolejne debiuty, które przyciągną inwestorów. Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych i jej współtwórca liczy na jesienny debiut akcji Banku Pocztowego, którego właścicielami są obecnie  PKO BP oraz Poczta Polska.

Sądzę, że giełda jest najlepszym sposobem na przejrzyste i sprawne przeprowadzenie prywatyzacji – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Wisław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego. Myślę, że rynek oczekuje ciekawych ofert.

Właścicielami Banku Pocztowego są obecnie Poczta Polska oraz PKO BP. Na razie nie wiadomo, ile akcji trafi na sprzedaż ani po jakiej cenie będzie można je kupić. Pod koniec kwietnia br. PKO BP zdecydowało o sprzedaży części swojego 25-proc. udziału. Należący do tej instytucji pakiet został wyceniony na 146 mln zł. Można szacować, że cały Bank Pocztowy wart jest ok. 600 mln zł.

Pierwsze półrocze 2015 roku nie obfitowało w debiuty. Wyjątkowo skromny okazał się zwłaszcza pierwszy kwartał, gdy na rynek główny weszły dwie spółki, a tylko jedna wyemitowała nowe akcje. Drugi kwartał przyniósł poprawę: na parkiet główny wkroczyło osiem spółek, w tym pięciu debiutom towarzyszyła nowa emisja.

Historycznie największą ofertą publiczną prywatyzowanej spółki na warszawskiej giełdzie była IPO PZU o wartości ponad 8 mld zł. Ostatni duży debiut tego typu, czyli debiut Energi w grudniu 2013 roku, przyniósł 2,4 mld zł.

Mam nadzieję, że proces, który się toczy w okresie wyborczym, nie zostanie zakłócony wydarzeniami czysto politycznymi – wskazuje Wiesław Rozłucki. – Prywatyzacja jest ofertą dla inwestorów i nie ma nic wspólnego z polityką. Giełda, rynek kapitałowy potrzebują tego rodzaju debiutów. Od dłuższego czasu nie są one głównym motorem wzrostu warszawskiej giełdy, ale dodatkowym, choć bardzo ważnym, wspomaganiem. Myślę, że to jeszcze nie koniec.

W zasobach Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego jest jeszcze wiele spółek, zdaniem Rozłuckiego, które mogłyby zostać sprywatyzowane.

Są jeszcze liczne firmy, które można wprowadzić na giełdę, myślę tutaj również o mających dużą płynność spółkach komunalnych – precyzuje Rozłucki.

Jego zdaniem nie ma co się spodziewać spektakularnych debiutów firm zagranicznych na warszawskim parkiecie. Tamtejsze przedsiębiorstwa koncentrują się bowiem na macierzystych rynkach, zagraniczne traktując raczej jako uzupełnienie. Wyjątkiem są spółki ukraińskie, dla których Warszawa często jest priorytetem.

Rynek rodzimy na Ukrainie jest bardzo słabo rozwinięty, więc dla tamtejszych spółek GPW może być rzeczywiście głównym miejscem obrotu – tłumaczy Rozłucki. – O takie firmy należy walczyć. Ale muszą być dobre, sprawdzone i funkcjonować w sposób akceptowalny przez polskich inwestorów.

Na rynku głównym warszawskiej giełdy na 474 notowane obecnie spółki są 52 zagraniczne.

Raport UKE: coraz częściej korzystamy z telefonii internetowej

Zainteresowanie telefonią internetową (VoIP) wyraźnie rośnie – wynika z najnowszego raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Wolumen ruchu wzrósł w ubiegłym roku niemal o 30%. Zwiększyła się także liczba abonentów.
UKE zwraca uwagę, że wolumen ruchu wzrósł zarówno w przypadku usług świadczonych w oparciu o własną sieć, jak i przy wykorzystaniu sieci innych operatorów – odpowiednio o 28,8% oraz 6,4%. Dla porównania, telefonia komórkowa zanotowała w tym okresie 9,1% wzrost wolumenu ruchu a stacjonarna spadek niemal o 10%.
W ubiegłym roku wyraźnie zwiększyła się także liczba użytkowników telefonii internetowej oraz czas trwania połączeń przez nich wykonywanych. Na koniec 2014 r. operatorzy telefonii IP posiadali 1,34 mln abonentów – o ponad 150 tys. więcej niż rok wcześniej – którzy wykonali połączenia wychodzące o łącznym czasie 2,5 mld minut. Oznacza to, że każdy z abonentów rozmawiał średnio przez 1870 minut w ciągu roku. Trochę mniej niż posiadacze telefonów komórkowych (2145 minut), ale więcej niż abonenci telefonii stacjonarnej (1728 minut).

Rosnące zainteresowanie usługami VoIP wpływa na lepsze wyniki operatorów. Według danych UKE sumarycznie wzrosły one co prawda nieznacznie – średnio o 1,62% – ale niektórzy dostawcy zanotowali znacznie lepsze wyniki. Dla przykładu przychody easyCALL.pl, operatora wyróżnionego w raporcie UKE jako lidera rynku usług VoIP realizowanych w oparciu o sieć innego operatora (24,6% udział w rynku), wzrosły w 2014 r. o ponad 15%. Rok wcześniej aż o ponad 370%.

Zdaniem Piotra Mazurkiewicza, członka zarządu easyCALL.pl, istotną zmianą na rynku jest zmiana struktury klientów. Telefonia internetowa wciąż jest wykorzystywana przez klientów indywidualnych jako sposób na ograniczenie kosztów rozmów za granicą, ale to nie oni generują największy ruch. Coraz istotniejszym odbiorcą telefonii IP stają się przedsiębiorcy i administracja publiczna, którzy porzucają telefonię stacjonarną na rzecz VoIP-a.

– Wynika to z jednej strony z chęci obniżenia kosztów telekomunikacyjnych, z drugiej znacznie większej funkcjonalności tej telefonii. W zasięgu sieci Wi-Fi użytkownik może wykonywać i odbierać połączenia kierowane na stacjonarny numer za pośrednictwem swojego telefonu komórkowego. VoIP daje też dostęp do usług dodatkowych – infolinii, kolejkowania i przekierowywania połączeń czy ustawiania powiadomień głosowych. Staje się więc uzupełnieniem telefonii komórkowej i realną alternatywą dla telefonii stacjonarnej. Zwłaszcza, że jakościowo dzisiaj się od niej absolutnie niczym nie różni. – tłumaczy Piotr Mazurkiewicz.

Według danych UKE, w ubiegłym roku liczba przeniesionych numerów w porównaniu do 2013 r. zwiększyła się o około 200 tys. Częściej z tej możliwości korzystali klienci biznesowi. W 2014 r. liczba takich przeniesień wyniosła blisko 300 tys.

Polska przygotowana na opanowanie negatywnych skutków wyjścia Grecji ze strefy euro

CEO Magazyn Polska

Planowane na niedzielę greckie referendum w sprawie przyjęcia warunków porozumienia z kredytodawcami będzie kluczowe dla ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro i przyszłości wspólnej waluty. Do najczarniejszego scenariusza najprawdopodobniej nie dojdzie, stąd Polska nie odczuje boleśnie konsekwencji najbliższych wydarzeń.

Polska handluje przede wszystkim z Europą Zachodnią i jeśli wyjście Grecji pogrążyłoby gospodarkę strefy euro, to byłby to także cios dla polskiego eksportu i naszej gospodarki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Tego scenariusza raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Jeśli wyjście Grecji ze strefy euro nie doprowadzi do kryzysu podobnego do tego sprzed ośmiu lat, to polska gospodarka jest w stanie poradzić sobie z ewentualnymi konsekwencjami.

Nawet jeśliby doszłoby do Grexitu, to negatywne skutki będą opanowane – dodaje Piotr Bielski. – Dla nas skutki tego będą widoczne przede wszystkim na rynku finansowym – wyjaśnia Piotr Bielski. – Wakacje pewnie będą trochę droższe, bo złoty będzie, przynajmniej krótkoterminowo, słabszą walutą. Eksport jednak nie powinien ucierpieć.

Przyjęcie przez Greków programu pomocy finansowej umożliwi spłatę raty w wysokości 1,6 mld euro wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz wykupienie greckich obligacji wartych 3,5 mld euro z Europejskiego Banku Centralnego. To z kolei umocni także polską walutę. Jeśli jednak do porozumienia nie dojdzie, Grecja najprawdopodobniej będzie musiała opuścić strefę euro.

– Bardzo trudno sobie wyobrazić proces wychodzenia z Eurolandu. Nikt takiego wydarzenia nie przewidywał i nie ma żadnych procedur – wyjaśnia Piotr Bielecki.

Według ekonomisty, jeśli Grecja zrezygnuje z pakietu pomocy i nie będzie w stanie spłacać długów, Europejski Bank Centralny podejmie decyzje o zaprzestaniu wspierania płynności finansowej greckich banków. Te z kolei staną się niewypłacalne. By zapobiec ich bankructwu, rząd Aleksisa Ciprasa podejmie decyzję o wprowadzeniu równolegle do euro dodatkowej drugiej waluty, która po okresie przejściowym zastąpiłaby w obiegu obecną.

Zdaniem Piotra Bielskiego ryzyko, że po wyjściu Grecji ze strefy euro inne kraje będą chciały pójść w jej ślady, jest znikome. Będzie to bowiem operacja bardzo dotkliwa dla społeczeństwa, a doświadczenia Greków zniechęcą inne narody do pójścia tą drogą.

Jeśliby doszło do wyjścia ze strefy euro, to doświadczenia Greków będą bardzo bolesne. Obywatele bardzo ucierpią – twierdzi ekonomista. – W krótkim czasie po prostu zabraknie pieniędzy na podstawowe świadczenia. Można sobie wydrukować własne banknoty na zakup podstawowych towarów, ale import np. leków może być trudny w sytuacji, gdy euro będzie brakowało.

PKP Cargo uruchomi z amerykańskim gigantem produkcję wagonów towarowych. Zatrudnienie znajdzie kilkaset osób

CEO Magazyn Polska

Spółka PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica w przyszłym roku rozpoczną wspólną produkcję wagonów towarowych w Szczecinie. W ten sposób przewoźnik chce pozyskiwać nowoczesny, dostosowany do swoich potrzeb tabor taniej niż od zewnętrznych producentów. Inwestycja warta jest 11,5 mln zł. Docelowo w szczecińskim zakładzie PKP Cargo chce produkować 500 wagonów rocznie.

PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica – jeden z największych producentów taboru – podpisali 1 lipca list intencyjny w sprawie uruchomienia produkcji wagonów towarowych.

Greenbrier Europe Wagony Świdnica to światowy gigant, firma notowana na giełdzie w Nowym Jorku. Cieszę się bardzo, że do tego projektu udało nam się pozyskać spółkę ze światowej czołówki – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

W ramach współpracy Greenbrier dostarczy m.in. technologię oraz wyposażenie linii produkcyjnej, z kolei PKP Cargo – wykwalifikowaną kadrę i zaplecze warsztatowe. Linia produkcyjna powstanie w należącym do PKP CargoTabor Zakładzie Napraw Taboru w Szczecinie. Docelowo ma tam powstawać nawet 500 wagonów rocznie.

Produkcja wagonów w naszej placówce w Szczecinie ruszy już w I połowie 2016 roku. Do tego czasu będziemy prowadzili prace projektowe i uruchamiali nowoczesny ciąg technologiczny – zapowiada Purwin.

Początkowo będą tam produkowane węglarki, czyli wagony do przewozu towarów masowych.

Docelowo będziemy również produkowali inne typy wagonów, w tym zupełnie nowe rozwiązania, których dziś jeszcze na rynku nie ma, na bazie właśnie platform intermodalnych – zapowiada prezes PKP Cargo.

Polski przewoźnik zainwestuje w uruchomienie linii produkcyjnej 11,5 mln zł. Produkcja wagonów wewnątrz grupy ma być tańsza niż zakup od zewnętrznych producentów. Prezes spółki podkreśla, że pozwoli również na zwiększenie zatrudnienia i rozwój pracowników.

Przy produkcji nowoczesnych wagonów znajdzie zatrudnienie nawet kilkaset osób. W pierwszej fazie to będzie ponad 150 osób, głównie pracownicy PKP Cargo, którzy dzięki podniesieniu swoich kwalifikacji będą kontynuować pracę w spółce – mówi Purwin.

Tabor PKP Cargo liczy ponad 61,5 tys. wagonów towarowych. Wiek większości z nich przekracza 25 lat. Spółka prowadzi prace modernizacyjne i wymianę wagonów. W tym roku rozpisała przetarg o wartości około 400 mln zł na zakup 20 lokomotyw wielosystemowych do obsługi połączeń transgranicznych. W ciągu kolejnych 10 lat przewoźnik chce wymienić cały tabor, w ten sposób obniżając koszty jego utrzymania.

Pożyczki za 0 zł przyciągają klientów. Rzadko okazują się jednak darmowe

CEO Magazyn Polska

Blisko co trzeci klient, który skorzystał z oferty tzw. chwilówek za 0 zł, czuje się oszukany – wynika z badania Millward Brown dla Provident Polska. Ankietowani przyznają, że darmowa pożyczka często okazuje się być bardzo kosztowna. Badania pokazują, że oferty za 0 zł przyciągają klientów, nawet tych, którzy nie mają pilnej potrzeby pożyczania.

W firmach chwilówkowych działających w Polsce za 0 zł można pożyczać coraz większe kwoty. Zaś klienci, nawet ci, którzy nie mają pilnych potrzeb pożyczkowych, chętnie z takich ofert korzystają. Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie Provident Polska wynika, że przeciętny konsument oferty chwilówkowej, czyli szybkich pożyczek na okres do 30 dni, spłacanych w całości, w ciągu ostatniego roku zaciągnął więcej niż 2,5 pożyczki.

Z tego 4 na 10 klientów skorzystało z oferty pożyczki za 0 zł. To pokazuje, że taka pożyczka jest bardzo kusząca i  że promocja bardzo działa na klientów – mówi Piotr Wardziak, ekspert rynku pożyczkowego w Provident Polska.

Wśród klientów Providenta, którzy korzystają z oferty pożyczki konsolidacyjnej, a wcześniej skusili się na darmową chwilówkę, blisko jedna trzecia przyznała, że taka oferta skłania do zadłużania się mimo braku pilnej potrzeby.

Co innego mówią natomiast o prawdziwość oferty za 0 zł, bo okazuje się, że ta darmowość tej pożyczki jest bardzo złudna – wyjaśnia Wardziak. – Ofertą pożyczki za pozorne 0 zł czuje się oszukanych 1/3 przebadanych klientów. Te wyniki są zatrważające.

Blisko połowa pożyczek w ofercie za 0 zł została spłacona z dodatkowym kosztem, który wynikał z opóźnienia spłaty. Statystycznie osoba, która miała problem z terminową  spłatą, musiała spłacić dwie takie pożyczki i dopłacić ok. 41 proc. wartości każdej z nich. Średnia długość przeterminowania pożyczki to dwa miesiące.

Okazało się, że zamiast spłacić pożyczkę po miesiącu, musieli wziąć jeszcze średnio dwie kolejne pożyczki na zrolowanie tej pierwszej, a to oznaczało dla nich dodatkowe koszty. W efekcie okazało się, że biorąc tysiąc złotych, po trzech miesiącach musieli oddać ponad 1,4 tys. zł – podkreśla Wardziak.

Jak dodaje, wyniki badania pokazują, jak ważna jest regulacja rynku pożyczkowego, m.in. eliminująca rolowanie pożyczek. Procedowane w Sejmie przepisy mają zwiększyć przejrzystość rynku i zlikwidować patologie, chroniąc w większym stopniu interesy klientów.

Ustawa powinna być korzystna dla wielu klientów tego rynku, bo to oni są najważniejsi i to dla nich jest pisane prawo, a nie dla firm pożyczkowych – podkreśla Wardziak.

Klient w e-sklepie wydaje średnio cztery razy więcej niż w tradycyjnym. Co 10. zamówienie składane jest przez aplikację mobilną

CEO Magazyn Polska

Klient serwisu internetowego wydaje na każde zakupy czterokrotnie więcej niż w tradycyjnym sklepie. W koszyku coraz częściej znajdują się produkty świeże, a już niemal co 10. zamówienie jest składane za pośrednictwem urządzeń mobilnych. E-klient jest znacznie bardziej lojalny wobec raz wybranego sklepu. Liderzy rynku, jak Ezakupy sieci Tesco, notują dwucyfrowe wzrosty, więc jest coraz więcej chętnych, żeby na tym rynku zaistnieć.

Handel internetowy bardzo szybko się zmienia. E-sklepy poradziły już sobie z wyzwaniem, jakim na początku była szybkość dostaw. To zaprocentowało wzrostem sprzedaży takich produktów, jak wędliny, sery czy owoce i warzywa.

Statystyczny e-klient wydaje na zakupy średnio cztery razy więcej oraz charakteryzuje się dużo większą lojalnością. Co jest ciekawe, ów klient ma bardzo duży udział produktów świeżych w swoim koszyku – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Manikowski, dyrektor zarządzający Tesco Polska. – Każdy walczy na rynku o zwiększanie wartości koszyka oraz budowę lojalności klientów. Multikanałowość i sprzedaż z wykorzystaniem internetu od razu pozwalają nam to zdobyć. Ten kanał rośnie dwucyfrowo.

Za sukcesem, jaki odnosi w Polsce e-handel, stoi wygoda klientów. W Tesco prawie 86 proc. kupujących deklaruje, że korzysta z wirtualnego sklepu z powodu oszczędności czasu. 84 proc. podkreśla, że korzysta na tym, bo nie musi dźwigać zakupów do domu.

Internet cały czas się rozwija, nie tylko w kontekście wolumenu sprzedaży, lecz także sposobu robienia zakupów – podkreśla Adam Manikowski. – Klienci coraz częściej korzystają z aplikacji mobilnych i ze smartfonów. Teraz już niemal co dziesiąte zamówienie jest robione przez aplikacje i strony mobilne.

Coraz popularniejszą usługą jest także „click and collect”, czyli składanie zamówienia online i odbieranie spakowanych zakupów w dogodnym terminie w sklepie tradycyjnym.

Handel elektroniczny rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, co potwierdzają doświadczenia Tesco. Serwis Ezakupy notuje co tydzień 3 tys. nowych zamówień. Co 20 sekund gdzieś w Polsce kolejna dostawa z tej sieci dociera do klienta – w jej zasięgu jest prawie 14 mln Polaków.

Równo trzy lata temu uruchomiliśmy usługę Tesco Ezakupy i z dumą muszę powiedzieć, że przekroczyliśmy już 2 mln zamówień. Po trzech latach udało nam się zdobyć ponad 40 proc. udziału w rynku FMCG [dóbr szybko zbywalnych – red.] online – mówi Manikowski.

Dobre wyniki firm działających w e-handlu zachęcają nowych graczy do spróbowania swoich sił w tym segmencie. Manikowski ocenia, że konkurencja będzie coraz większa. Tym bardziej że na razie tylko pięć największych sieci handlowych jest obecnych w tym kanale.

Na rynku jest miejsce dla tych, którzy oferują najlepszy model biznesowy, model operacyjny, który pozwala budować nie tylko innowacyjność i lojalność dla klienta, lecz także percepcję jakości, która jest kluczowa dla rozwoju sprzedaży produktów spożywczych w tym kanale – zwraca uwagę Adam Manikowski. – Spodziewamy się dużej konkurencyjności, ale i bardzo dynamicznego wzrostu.

Sieci energetyczne problemem dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Brakuje możliwości nowych przyłączeń

CEO Magazyn Polska

Stan sieci energetycznych pozostawia wiele do życzenia, co ogranicza możliwość przyłączania do nich nowych mocy, a to z kolei hamuje rozwój odnawialnych źródeł energii. Dodatkowo problemem dla inwestorów jest uzyskanie warunków przyłączenia. Na razie przyznano warunki na przyłączenia do sieci elektroenergetycznych w ilości 18,7 tys. MW, które nie są wykorzystane i są blokowane przez firmy spekulacyjne.

Brak możliwości przyłączenia mocy, w sytuacji kiedy wiadomo, że w najbliższym czasie zostaną wyłączone stare elektrownie, które emitowały duże ilości różnych zanieczyszczeń, jest dużym problemem. Jest potrzeba inwestycji i budowy nowych mocy. Dzisiaj istotne jest to szczególnie ze względu na politykę klimatyczną Unii Europejskiej i rozwój odnawialnych źródeł energii. Brak nowych mocy powoduje, że inwestorzy, szczególnie farm wiatrowych, nie mają gdzie się przyłączać – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej i przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Zdaniem Kocha ma to zasadniczy wpływ na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dodatkowo ta bariera w rozwoju OZE grozi niewypełnieniem zobowiązań Polski wynikających z polityki klimatycznej. Polska zobowiązała się do osiągnięcia 15 proc. udziału energii odnawialnej w całej produkcji energii elektrycznej do 2020 roku. Jak wynika z raportu PSE, w latach 2004-2014 w energetyce wiatrowej wybudowano 3,8 tys. MW, do 2020 roku możliwe jest przyłączenie do sieci kolejnych 5,2 tys. MW.

Ekspert podkreśla, że poważnym problemem dla inwestorów inwestujących w odnawialne źródła dzisiaj jest uzyskanie warunków przyłączeniowych oraz podpisanie umów przyłączeniowych. Do 2014 roku deweloperzy planujący budowę farm wiatrowych uzyskali warunki przyłączenia na 18,7 tys. MW. Z tej liczby umowy zostały podpisane na 16 tys. MW, ale wybudowanych zostało jedynie 3,8 tys. MW, czyli niecałe 20 proc.

Ponad 70 proc. stanowią umowy i warunki wirtualne. Starały się o nie głównie firmy spekulacyjne, które do dziś nie podjęły żadnych działań, by zakończyć inwestycję, co blokuje przyłączanie rzeczywistych inwestorów w Polsce – mówi Mieczysław Koch.

Dodatkowo stan sieci energetycznej w Polsce wymaga szybkich i poważnych inwestycji.

Nie mamy czym się dziś pochwalić. Jeżeli chodzi o sieci wysokich napięć wprawdzie nie jest najgorzej, za to stan sieci średnich i niskich napięć jest już w znacznie gorszym stanie. Tragedii nie ma, jednak sieci te wymagają głębokiej modernizacji. Przez lata zaniedbań nie były one modernizowane, a przyrastają nam nowe źródła wytwarzania energii, nowe elektrownie, dlatego potrzebujemy nowych przyłączeń – wskazuje przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Do sprawnej modernizacji brakuje w Polsce zmian przepisów dotyczących służebności gruntu dla przesyłu. Dziś prace modernizacyjne są blokowane przez właścicieli gruntów, przez które przebiegają linie elektroenergetyczne.

Przedsiębiorcy chcą ograniczyć koszty podróży służbowych, ale nie zamierzają zmniejszać ich częstotliwości

CEO Magazyn Polska

Co trzecia polska firma zamierza w tym roku obniżyć koszty delegacji. Nie chcą one jednak zmniejszać częstotliwości podróży służbowych, ale lepiej nimi zarządzać. Wprawdzie 61 proc. firm ma politykę podróży służbowych, ale tylko w 8 proc. z nich jest samodzielne stanowisko menadżera podróży.

Większość badanych przez nas przedsiębiorców deklaruje, że w 2015 roku będzie chciała zmniejszyć wydatki na podróże służbowe. Natomiast nie zamierza tego robić, zmniejszając liczbę samych podróży, ale przez redukcję wartości jednostkowej wyjazdu. To oznacza lepszą kontrolę nad budżetami poszczególnych działów w organizacjach i większą kontrolę nad tym, na co pieniądze są wydawane – wyjaśnia Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska, dostawcy rozwiązań informatycznych pomocnych przy planowaniu i organizacji podróży służbowych.

Znacząca większość tych firm oczekuje dużych oszczędności – 72 proc. planuje co najmniej 8-proc. cięcia. Ale tylko mniej niż połowa chce ograniczyć liczbę wyjazdów. Rek podkreśla, że takie plany nie dziwią. W wielu firmach budżety na delegacje stanowią drugi – po wynagrodzeniach – koszt dla pracodawcy.

Z naszych badań wynika, że ponad 11 proc. firm w Polsce wydaje na podróże ponad milion złotych. Są firmy, w których budżety sięgają nawet 100 mln zł. To są już naprawdę bardzo duże nakłady i duża część budżetu firmy – mówi Paweł Rek.

Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji jest jej koszt (wskazuje tak 77 proc. przedsiębiorców). Dwie trzecie z nich zatrudnia pracownika odpowiedzialnego za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe. Eksperci przekonują, że by ograniczyć koszty podróży służbowych, trzeba nimi odpowiednio zarządzać.

Z badania firmy Amadeus Polska wynika, że polityka podróży służbowych obowiązuje w 61 proc. firm. W niewielu z nich jest jednak osoba, która zarządza delegacjami. Organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów. Ponad połowa badanych firm zapowiada wprowadzenie bardziej rygorystycznych zasad polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.).

Aż 3/4 badanych przez nas przedsiębiorstw oczekuje zmian w sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Obecnie stosowane przez nich metody organizacji nie do końca im odpowiadają. Podróżni oczekują tego, że ich doświadczenie w organizacji podróży będzie jak najbardziej płynne, a i sama podróż będzie przebiegała bez zakłóceń. Takie są przede wszystkim oczekiwania podróżnych wobec biur podróży – wyjaśnia dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jak podkreśla, na rynku jest dostępnych coraz więcej narzędzi, które ułatwiają zwiększanie efektywności wyjazdów służbowych. Oczekiwania koncentrują się przede wszystkim na narzędziach do samodzielnej rezerwacji. 30 proc. firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi – od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po ich rozliczenie.

1/3 badanych chciałaby takie narzędzie wdrożyć u siebie, więc myślę, że to jest przyszłość – mówi Paweł Rek. – Oczekiwaniem przedsiębiorstw i samych podróżnych jest to, że oferta biur podróży będzie coraz bogatsza. Mamy ostatnio doświadczenie z firmą, która oferuje przejazdy z lotniska na lotnisko i to na pewno wzbogaca ofertę. Osoby, które zarządzają podróżami, oczekują przede wszystkim usprawnienia procesu i oszczędności, a to wiąże się z koncentracją całego procesu organizacji delegacji w jednym miejscu.

30 proc. badanych wskazuje, że organizacja delegacji powinna być mniej sformalizowana, 16 proc. oczekuje większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży, a 13 proc. – skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu.

Podróżni oczekują też tego, że ich wyjazd służbowy będzie połączony w jakiejś mierze z częścią prywatną. 1/3 badanych deklarowała, że przedłuża swoje delegacje i wykorzystuje je w celach prywatnych. Myślę, że to jest bardzo ciekawe. Żyjemy coraz szybciej, jak mamy już okazję gdzieś wyjechać, to możemy sobie pozwolić na to, żeby odpocząć w tym czasie, przedłużając nieco pobyt. To jest dosyć ciekawa informacja – mówi Paweł Rek.

Wysoka umieralność na raka prostaty w Polsce. Przyczynami są zbyt późna wykrywalność i brak dostępu do nowoczesnych leków

CEO Magazyn Polska

Rak prostaty to trzeci, po raku płuca i jelita grubego, nowotwór występujący u polskich mężczyzn. Co roku z jego powodu umiera 4 tys. Polaków, mimo że wcześnie wykryty jest całkowicie uleczalny. Przyczynami wysokiej umieralności są zbyt późna wykrywalność oraz ograniczona dostępność do skutecznych leków.

Rak gruczołu krokowego to najczęściej wykrywany nowotwór u mężczyzn. Stanowi on drugą przyczynę zgonu z powodu nowotworów złośliwych w Unii Europejskiej. W Polsce w ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na raka prostaty zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku zapada na niego 9 tys. mężczyzn, z czego blisko 4 tys. umiera.

Rak prostaty należy do najgroźniejszych zabójców polskich mężczyzn, ponieważ jest coraz więcej zachorowań na ten nowotwór. Im starsze społeczeństwo, tym chorych będzie coraz więcej. Wiemy, że u wielu mężczyzn, choć może nie u wszystkich, bo jest to choroba, który ma bardzo długi przebieg, ten nowotwór będzie stanowił bezpośrednią przyczynę ich śmierci – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Piotr Wysocki, onkolog z Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, czasem nawet kilkanaście lat, dlatego najczęściej diagnozowany jest u mężczyzn po 70 roku życia. Jego objawy to m.in. częste oddawanie moczu, trudności z oddawaniem moczu, krwiomocz, bóle podbrzusza, zaburzenia wzwodu oraz obecność krwi w spermie. Na rozwój nowotworu prostaty wpływają m.in. wiek, rasa, predyspozycje genetyczne, używki, niezdrowa dieta oraz brak aktywności fizycznej.

Prawidłowa masa ciała i regularny wysiłek fizyczny są czynnikami, które zdecydowanie zmniejszają ryzyko wystąpienia tego nowotworu i poprawiają rokowania tych, u których już go zdiagnozowano. W USA pokazano, że chorzy, którzy w ciągu tygodnia ok. 4 godziny spacerują w tempie 5 km/h lub szybszym, mają o 40 proc. zmniejszone ryzyko zgonu i nawrotu choroby w porównaniu do pacjentów, którzy nie ćwiczą w takim zakresie – mówi prof. Wysocki.

W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Badanie PSA powinien wykonać każdy mężczyzna, który ukończył 50 rok życia. Po zdiagnozowaniu nowotworu prostaty możliwe są dwie ścieżki terapeutyczne. W przypadku raka na wczesnym etapie zaawansowania stosuje się terapie radykalne, a więc zabieg chirurgiczny lub radioterapię. Obie te metody umożliwiają całkowite wyleczenie chorych. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana, a przerzuty wykraczają poza obręb miednicy, stosowane jest leczenie paliatywne, którego celem jest wydłużenie przeżycia chorych i zapewnienie jak najlepszej jakości życia.

Na tym etapie mówimy przede wszystkim o metodach farmakologicznych – mówi prof. Piotr Wysocki. – Enzalutamid należy do leków hormonalnych nowej generacji, które okazały się być bardzo skuteczne u chorych, u których wyczerpano już możliwości klasycznej hormonoterapii. To lek, który zdecydowanie poprawia rokowania chorych, wydłuża czas przeżycia całkowitego, opóźnia moment wystąpienia progresji i wyraźnie wpływa na poprawę jakości życia chorych.

Przyczyną wysokiego stopnia umieralności na raka prostaty w Polsce jest w dużej mierze zbyt późna diagnoza. Mężczyźni za późno zgłaszają się do lekarza, zazwyczaj kierowani wstydem przed badaniem. Wielu nie poddaje się terapii, zwłaszcza chirurgicznemu usunięciu gruczołu krokowego, w obawie przed utratą potencji.

Problemem jest także ograniczona dostępność do leków nowej generacji. Nowoczesne leki są niezbędne na każdym etapie leczenia, także w przypadku zaawansowanej choroby. Są one wówczas w stanie znacznie poprawić jakość życia chorego, ograniczyć ryzyko przerzutów, złamań kości długich oraz zmniejszyć ból.

Gdy mówimy o możliwościach leczenia raka gruczołu krokowego, szczególnie na tym zaawansowanym etapie, i chcemy porównać się do UE lub innych krajów o zbliżonym PKB do Polski, to widzimy, że dostępność do nowych leków w Polsce jest zdecydowanie mniejsza. Mamy do dyspozycji z dwóch nowych leków hormonalnych tylko jeden – mówi ekspert.

Opóźnienia we wdrażaniu nowoczesnych leków wynikają przede wszystkim z długotrwałego procesu ich rejestracji. Aby leki mogły być wprowadzone na rynek, muszą otrzymać pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Dopiero wtedy Ministerstwo Zdrowia może rozpocząć rozmowy z producentami leku na temat wprowadzenia go na listę leków refundowanych. Cały ten proces może zająć nawet dwa lata.

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

Z danych BIK wynika, że w kwietniu 2015 roku niemal dwie trzecie klientów banków w Polsce (9 298 tys. osób) korzystało tylko z jednego rodzaju produktu kredytowego.  Większość z nich to posiadacze kart i limitów kredytowych (4 852 tys. osób). Klienci monoproduktowi (posiadający tylko jeden rodzaj kredytu) są zadłużeni na łączną kwotę 147,8 mld złotych – jedynie co dziesiąty z nich ma problemy z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań. Najlepszą spłacalnością charakteryzują się kredytobiorcy, którzy zaciągnęli tylko kredyt mieszkaniowy.

Polacy – klienci monoproduktowi

Z danych zgromadzonych przez BIK wynika, że na 30 kwietnia 2015 roku dominującą grupę wśród polskich kredytobiorców stanowią osoby spłacające tylko jeden rodzaj zobowiązania kredytowego:

  • 62% klientów banków (9 298 tys.) spłaca tylko jeden rodzaj kredytu;
  • Klienci monoproduktowi mają na koniec kwietnia 2015r. do spłaty łączną kwotę 147,8 mld złotych;
  • Najlepiej wśród klientów monoproduktowych spłacają kredyt osoby posiadające tylko kredyt mieszkaniowy – jedynie 1,5% to osoby z opóźnieniem w spłacie  przekraczającym 90 dni;
  • Najpopularniejszym produktem wśród klientów monoproduktowych jest karta lub limit kredytowy (4 852 tys. osób). 3 406 tys. klientów wybiera jedynie kredyty gotówkowe i ratalne, zaś 1 040 tys. – kredyty mieszkaniowe;
  • Największe problemy z terminową regulacją zobowiązań występują wśród kredytobiorców posiadających tylko kredyt gotówkowy i ratalny – aż 19,7% z nich spłaca ten kredyt z opóźnieniem przekraczającym 90 dni.[1]

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

– Terminowa spłacalność kredytów mieszkaniowych to zjawisko naturalne, które można wytłumaczyć w oparciu o dwie przesłanki – mówi prof. dr hab. Waldemar Rogowski, ekspert Biura Informacji Kredytowej. – Po pierwsze, kredyty mieszkaniowe to długoterminowe zobowiązania zaciągane w celu zapewnienia sobie podstawowych warunków bytowych. Natomiast kredyty gotówkowe i ratalne służą zazwyczaj zaspokajaniu bieżących potrzeb konsumpcyjnych poszczególnych gospodarstw domowych. Druga przesłanka wynika z tego, że zazwyczaj osoby, które zaciągają kredyt mieszkaniowy, charakteryzuje w większości przypadków wyższy poziom dochodów. Potwierdzają to dane KNF[2], z których wynika, że 96% osób, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy w 2014 r. nie przeznacza więcej niż 60% swoich dochodów na regulowanie rat i odsetek z tytułu kredytu mieszkaniowego – dodaje profesor Rogowski.

Spłacalność kredytów a konfiguracja produktowa

Choć klientów korzystających równocześnie z kilku rodzajów produktów kredytowych jest w Polsce zdecydowanie mniej (5 718 tys.), są oni zadłużeni na dużo wyższą, łączną kwotę niż monoproduktowi. Klienci wieloproduktowi posiadają zobowiązania o wartości 372,5 mld złotych.

  • Wieloproduktowi klienci banków mają natomiast większy kłopot ze spłatą połączonych zobowiązań gotówkowych  i ratalnych) oraz kart i limitów kredytowych, których łączna suma zamyka się w kwocie 70,4 mld złotych. Na takie rozwiązanie decyduje się najliczniejsza grupa klientów wieloproduktowych (3 397 tys. osób), jednak 12,8% z nich nie reguluje swoich zobowiązań terminowo;
  • Znacznie lepiej radzą sobie kredytobiorcy łączący kredyty mieszkaniowe i zadłużenie z kart i limitów kredytowych. Choć ich zobowiązania są ponad dwa razy wyższe (147,6 mld złotych), zaledwie 2% klientów łączących te produkty notuje opóźnienia w spłacie kredytów swoich zobowiązań, przekraczające 90 dni;
  • Proces łączenia wszystkich wymienionych kredytów (konsumpcyjnych, mieszkaniowych, kart kredytowych i limitów  kredytowych) nie odznacza się w Polsce wielką popularnością. Tylko 848 tys. Polaków zdecydowało się spłacać jednocześnie wszystkie wymienione kredyty. Osoby te są zadłużone na łączną kwotę 117,8 mld złotych i jedynie 5,37% z nich ma kłopoty z terminową spłatą zobowiązań.

 


[1] Obliczenie według metody bilansowej, przy czym kredyty udzielone w 2010 roku i później charakteryzuje lepsza jakość – szkodowość już tylko na poziomie ok. 4%.

[2] Raport o sytuacji banków w 2014 r., Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Warszawa 2015.

Od 1 lipca odliczenie VAT od paliwa bardziej dostępne

1 lipca br. weszły w życie przepisy dotyczące możliwości odliczenia podatku VAT od eksploatacji pojazdów służbowych do 3,5 tony. Dzięki tym zmianom, przedsiębiorcy wykorzystujący pojazd do celów mieszanych, za tankowanie zapłacą mniej. Niezmienne obowiązują przepisy pozwalające na pełne odliczenie podatku, jednak pod pewnymi warunkami – przypomina Konfederacja Lewiatan.

Dotychczas właściciele firmowych samochodów o masie do 3,5 tony, używanych zarówno do działalności, jak i do celów prywatnych, mogli odliczyć 50 proc. kwoty VAT-u naliczonego od wydatków związanych z nabyciem, importem czy wydatków dotyczących używania pojazdów na podstawie umowy najmu, dzierżawy czy leasingu, a także od wydatków dotyczących eksploatacji. Jednak wyjątek stanowił zakup paliwa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, do końca czerwca br. podatnikom nie przysługiwało prawo do jakichkolwiek odliczeń z tytułu nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego, gazu do określonego typu pojazdu.

Kiedy przedsiębiorca odliczy 50 proc.

Po 1 lipca 2015 r. wyjątek ten zostanie wyłączony – przedsiębiorca jeżdżący samochodem do 3,5 tony i korzystający z niego zarówno w pracy, jak i poza nią, będzie mógł od faktury za paliwo odliczyć połowę zapłaconego VAT-u.

Odliczenie podatku VAT od paliwa w przypadku przedsiębiorców użytkujących pojazdy do celów mieszanych, będzie możliwe po raz pierwszy od początku obowiązywania w Polsce przepisów o podatku od towarów i usług (1993 r.). Jest to przepis, z którego skorzystają wszyscy przedsiębiorcy użytkujący tego typu pojazdy w działalności gospodarczej – w tym klienci firm leasingowych – zaznacza Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu, który jest członkiem Konfederacji Lewiatan.

A kiedy 100 proc. ?

W mocy pozostają przepisy pozwalające przedsiębiorcy odliczyć pełny VAT zarówno od paliwa jak i innych wydatków eksploatacyjnych ponoszonych w przypadku auta firmowego o masie do 3,5 tony. Należy jednak spełnić kilka warunków. Kluczowe jest używanie samochodu firmowego wyłącznie w celach związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, z czym wiąże się prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu, czyli tzw. „kilometrówki”.

Ewidencja przebiegu pojazdu musi być prowadzona bardzo precyzyjnie. Ustawa określa, że ewidencja powinna zawierać: numer rejestracyjny pojazdu, dzień rozpoczęcia i zakończenia prowadzenia ewidencji, stan licznika przebiegu na dzień rozpoczęcia prowadzenia ewidencji, na koniec każdego okresu rozliczeniowego oraz na dzień zakończenia prowadzenia ewidencji,wpis osoby kierującej pojazdem dotyczący każdego wykorzystania pojazdu, obejmujący: kolejny numer wpisu, datę i cel wyjazdu, opis trasy (skąd – dokąd), liczbę przejechanych kilometrów, imię i nazwisko osoby kierującej pojazdem potwierdzony przez podatnika na koniec każdego okresu rozliczeniowego w zakresie autentyczności wpisu osoby kierującej pojazdem, jeżeli nie jest ona podatnikiem.

Rozległość i szczegółowość ewidencji przebiegu pojazdu, a także ryzyka z tytułu błędnej interpretacji przez podatnika zdarzeń jako wykonywanych w celach prowadzonej działalności gospodarczej i wysokie kary, jakie z tego tytułu grożą, często zniechęcają przedsiębiorców do tego typu odliczeń i w efekcie poprzestają na mieszanym użytkowaniu pojazdu. Dzięki nowym przepisom, po 1 lipca także ci przedsiębiorcy zapłacą za paliwo mniej”- dodaje Andrzej Sugajski.

Przedsiębiorcy wykorzystujący pojazdy wyłącznie do działalności gospodarczej, mają także obowiązek złożenia naczelnikowi urzędu skarbowego informacji o pojazdach (VAT 26) dla których prowadzą ewidencję w terminie 7 dni od dnia, w którym poniosą pierwszy wydatek związany z tymi pojazdami.

W sytuacji kiedy termin nie zostanie dotrzymany, urząd skarbowy uzna, że pojazd jest wykorzystywany wyłącznie do działalności gospodarczej, dopiero od dnia złożenia druku. W przypadku zmiany wykorzystywania pojazdu przedsiębiorca jest zobowiązany do aktualizacji informacji VAT-26, najpóźniej przed dniem, w którym dokonuje tej zmiany.

Konfederacja Lewiatan

 

Za wysokie opłaty za legalizację samowoli budowlanej

Obecnie opłaty przy legalizowaniu samowoli budowlanej ustala się według wskazanego w ustawie algorytmu przy uwzględnieniu kategorii obiektu budowlanego, określonej w załączniku do ustawy. Natomiast w projekcie kodeksu budowalnego uzależniono ustalanie wysokości opłaty legalizacyjnej od wartości nieruchomości i ma ona wynosić do 30 proc. jej wartości, co w wielu przypadkach może oznaczać znaczący wzrost. Należy przy tym podkreślić, że nie zawsze konieczność legalizacji wynika z faktycznej samowoli. W wielu przypadkach jest to związane z interpretacją stanu formalnego inwestycji przeprowadzonych w dobrej wierze.

Ponadto, wprowadzenie zasady ustalania opłaty legalizacyjnej w uzależnieniu od wartości obiektu spowoduje konieczność zmiany organu właściwego do wymierzania wysokości tej opłaty, wskazując naczelnika urzędu skarbowego, jako najwłaściwszy organ, który ma wykwalifikowane i doświadczone kadry oraz odpowiednie instrumenty prawne.

Istotna jest również zmiana w zakresie sankcji z tytułu nielegalnego użytkowania obiektu budowlanego. W chwili obecnej kara pieniężna jest nakładana nie za fakt nielegalnego użytkowania (a więc bez zawiadomienia o zakończeniu budowy, pomimo sprzeciwu albo bez uzyskania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie), ale za nielegalne przystąpienie do użytkowania, a więc za jednorazowe działanie (przystąpienie), a nie za działanie trwałe (użytkowanie).

Zgodnie z projektem kodeksu budowlanego, karane będzie użytkowanie, a nie przystąpienie do użytkowania. Jest to o tyle istotne, że w chwili obecnej organ nadzoru budowlanego tylko raz może nałożyć karę z tytułu nielegalnego przystąpienia do użytkowania. Natomiast projektowane wprowadzenie kary za użytkowanie pozwoli nakładać takie kary wielokrotnie (w okresie trwania stanu naruszenia). Zmieniony zostaje również organ właściwy do wymierzenia kary (nie będzie to już organ nadzoru budowlanego, ale organ podatkowy), jak również sposób obliczenia wymiaru kary.

Konfederacja Lewiatan

 

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w czerwcu 54,3 pkt, wobec 52,4 pkt w maju br. – podał Markit.

Obawy co do wytracania dynamiki wzrostu przez polski przemysł okazały się nieuzasadnione. Czerwcowy wskaźnik PMI wrócił do poziomu potwierdzającego siłę głównego sektora naszej gospodarki. Na dodatek ta siła w coraz większym stopniu oparta jest na rynku wewnętrznym, bowiem nowe zamówienia w przemyśle rosną w większym stopniu w wyniku wzrostu popytu krajowego niż zamówień eksportowych. Aczkolwiek i te rosną. A ostatnie dane z Niemiec i gospodarek UE, które są naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują, że przemysł nie ma się o co martwić. Potwierdzają to dzisiejsze dane PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech (wzrost PMI do 51,9), w Czechach (wzrost do 56,9), Włoszech (mimo nieznacznego spadku, ciągle wysoki poziom PMI – 54,1), Holandii (wzrost do 56,2). Nawet francuskiemu przemysłowi udało się wrócić na ścieżkę wzrostu, a to nasz 4. partner handlowy z prawie 6 proc. udziałem w eksporcie. Jedynie sektor przemysłowy w Rosji jest ciągle „pod kreską” – w czerwcu PMI wyniósł 48,7 punktów.

Rosnące zamówienia z krajowego rynku wskazują, że polska gospodarka nie tylko ma się dobrze, ale także krótko- i średnioterminowe perspektywy wzrostu są pozytywne. Rośnie wielkość produkcji 9. miesiąc z rzędu, a w czerwcu – najszybciej od początku roku. Rośnie aktywność zakupowa firm przemysłowych, co wskazuje na optymistyczne postrzeganie przyszłości.

Jedynym obszarem, w którym dynamika zmian jest słabsza jest zatrudnienie. Rośnie ono, ale relatywnie wolno, co potwierdza, że firmy przemysłowe ciągle uznają silniejszy wzrost zatrudnienia za czynnik ryzyka. Wielokrotnie już w kontekście PMI (i nie tylko) wskazywałam, że polskie prawo pracy nakazuje być ostrożnym przy zatrudnianiu nowych pracowników. A zatem ta wstrzemięźliwość w zatrudnianiu nie jest efektem sytuacji w gospodarce, a zobowiązań, które firmy biorą na siebie przyjmując do pracy kolejnych pracowników. Patrząc jednak na dane dotyczące wzrostu zatrudnienia w firmach 10+, a także dotyczące spadku stopy bezrobocia, można zakładać, że zatrudnienie w przemyśle będzie w „spokojnym” tempie dalej rosło. I pamiętać, że jedno nowe miejsce pracy w przemyśle generuje kolejnych 3 do 5 nowych miejsc pracy w usługach.

Czerwcowy PMI wrócił do poziomów z początku roku i kształtuje się istotnie powyżej progu 50,0. I to na przemysł możemy liczyć prognozując wzrost gospodarki w 2. połowie roku.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Michał Witkowski dyrektorem sprzedaży w Skanska

Od 1 lipca br. stanowisko dyrektora sprzedaży w Skanska Residential Development Poland objął Michał Witkowski. Będzie odpowiedzialny za sprzedaż, obsługę klienta i zarządzanie nieruchomościami spółki w Polsce. Dotychczasowy dyrektor sprzedaży i marketingu Jakub Zagórski będzie pełnił, jak do tej pory, obowiązki dyrektora marketingu i komunikacji dla projektów mieszkaniowych Skanska.

Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland
Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland

Michał Witkowski przez osiem lat zajmował stanowisko dyrektora sprzedaży i marketingu w Atlas Estates, spółce giełdowej inwestującej w nieruchomości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W Skanska Residential Development Poland, firmie deweloperskiej realizującej wysokiej jakości projekty mieszkaniowe, będzie odpowiadał za wdrożenie i realizację strategii sprzedażowych projektów. Obecnie Skanska realizuje dwie inwestycje – Park Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe oraz Osiedle Mickiewicza na styku Żoliborza i Bielan, będące pierwszym w Polsce osiedlem certyfikowanym w systemie BREEAM. Wszystkie projekty Skanska charakteryzuje doskonała lokalizacja, funkcjonalny układ pomieszczeń i ciekawe rozwiązania w przestrzeni wspólnej.

Michał Witkowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył także program Executive MBA prowadzony przez Szkołę Główną Handlową oraz Uniwersytet Minnesota w USA.