Fajerwerki – zachowaj ostrożność

Petardy, rakiety, baterie, rzymskie ognie – konsumencie zachowaj ostrożność używając. Większość jest prawidłowo wykonana i oznakowana, ale nieprzestrzeganie zasad może doprowadzić do wypadku. UOKiK, Policja i Służby Celne przypominają wspólnie o zasadach bezpiecznych zakupów i używania fajerwerków

W jedną noc sylwestrową odpalamy więcej fajerwerków niż przez cały rok. W tym czasie na terenie Unii Europejskiej dochodzi do kilkuset poparzeń, zranień i pożarów, a nawet wypadków śmiertelnych. Przyczyną większości jest niewłaściwe użytkowanie fajerwerków i nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa. 80 proc. ofiar stanowią mężczyźni w wieku 19-50 lat. Najczęstsze obrażenia to oparzenia i skaleczenia głowy i rąk, urazy oczu i uszkodzenia słuchu.* O zgodność wyrobów pirotechnicznych z wymaganiami przepisów dbają Służba Celna i Inspekcja Handlowa. Pierwsza kontroluje produkty importowane do UE zatrzymując na granicy towar, który nie spełnia wymogów. Z kolei Inspekcja Handlowa stale sprawdza fajerwerki dostępne na rynku.

Bezpieczeństwo produktów – działania

W prowadzonych od października kontrolach inspektorzy Inspekcji Handlowej zakwestionowali 10 proc. z 529 sprawdzonych wyrobów. Zastrzeżenia dotyczyły głównie nieprawidłowego oznakowania i instrukcji obsługi. Wady konstrukcyjne miały jedynie 2 spośród 30 wyrobów wytypowanych do badań laboratoryjnych. Była to petarda błyskowa, której producent zastosował niedozwolony sposób zapłonu (przez tarcie) i emitująca zbyt duży hałas (dozwolony poziom to 120 dB). Inspektorzy zakwestionowali także baterię, która nie była wystarczająco stabilna i groziła odpaleniem ładunku w poziomie. Przedsiębiorcy, u których wykryto nieprawidłowości sami wycofali zakwestionowane produkty z obrotu lub zostali do tego zobowiązani. Informacja z kontroli wyrobów pirotechnicznych dostępna jest na  www.uokik.gov.pl.

Konsumencie pamiętaj, że fajerwerki są  materiałami wybuchowymi i muszą być używane ostrożnie i zgodnie z instrukcją.

KUPUJESZ – sprawdź, czy:

  1. Obudowa nie posiada żadnych wad mechanicznych (pęknięcia, przerwania, wgniecenia, wybrzuszenia) oraz nie wysypuje się mieszanina pirotechniczna,
  2. Elementy składowe są dobrze ze sobą połączone, nie przesuwają się i nie wypadają,
  3. Lont jest zabezpieczony pomarańczową osłoną lub opakowaniem,
  4. Podana jest nazwa producenta wraz z danymi adresowymi,
  5. Instrukcja obsługi napisana jest w języku polskim i zawiera co najmniej: informację o sposobie odpalenia oraz niezbędne ostrzeżenia.

UŻYWASZ – pamiętaj:

  1. Upewnij się, że strzelanie w wybranym miejscu i czasie jest dozwolone. W wielu miejscowościach obowiązują lokalne rozporządzenia, które ograniczają możliwość korzystania z wyrobów pirotechnicznych np. tylko w noc sylwestrową.
  2. Czytaj instrukcje. Bezwzględnie przestrzegaj zaleceń producenta.  Zwróć uwagę na ostrzeżenia.
  3. Zachowaj bezpieczną odległość – jest ona podana w instrukcji obsługi. Nigdy nie pochylaj się nad ładunkiem – stań z boku i trzymaj źródło ognia w wyciągniętej ręce.
  4. Wybierz miejsce, w którym korzystając z fajerwerków nie zrobisz nikomu krzywdy i  niczego nie zniszczysz. Sprawdź, czy na drodze ładunku nie znajdują się drzewa lub linie energetyczne.
  5. Sprzedaż wyrobów pirotechnicznych nieletnim, użytkowanie fajerwerków w sposób niebezpieczny czy zakłócanie porządku zgłoś na Policję.
  6. Gdy doszło do wypadku, wezwij służby ratownicze: Straż Pożarną, Pogotowie.

 

CT Creative Team – decyzja UOKiK

0

Roślinki vs. Robale, Magiczny Totem, Odpicuj Furę, Zwierzaki Atakują, czy Owocowe Bąbelki  – to tytuły gier na telefony komórkowe oferowanych przez CT Creative Team. Użytkownicy skarżyli się na niespodziewany wzrost rachunku telefonicznego. UOKiK nałożył na spółkę ponad 30 tys. zł kary finansowej

Spółka CT Creative Team jest właścicielem serwisu wapster.pl, w którym oferuje m. in. gry i aplikacje na telefony komórkowe. Postępowanie UOKiK przeciwko przedsiębiorcy zostało wszczęte w lipcu br. Sygnałem do działania były skargi konsumentów zaskoczonych wysokimi opłatami za smsy wysłane z ich telefonów komórkowych podczas korzystania z gier pt. Roślinki vs. Robale, Magiczny Totem, Odpicuj Furę, Zwierzaki Atakują czy Owocowe Bąbelki. Pobranie, uruchomienie i korzystanie z aplikacji było bezpłatne, jednak każda z nich zawierała dodatkowo płatne opcje związane z ułatwieniem gry. Ich zamówienie wiązało się z wysłaniem smsa na numer o podwyższonej opłacie. W większości przypadków użytkownikami były dzieci, do których, jak ustalił Urząd, spółka kierowała swoje reklamy.

W ocenie UOKiK CT Creative Team naruszyła zbiorowe interesy konsumentów nie przekazując we właściwym czasie informacji o rzeczywistych kosztach wynikających z wysyłania smsów pod numer o podwyższonej opłacie. Postępowanie wykazało, że spółka wprawdzie udostępniała w aplikacji i na stronie internetowej cennik i regulamin usługi, jednak nie wypełniła w całości swoich obowiązków informacyjnych wobec konsumentów. Zdaniem Urzędu powinna ona bowiem informować o kosztach również w trakcie gry i po każdej czynności związanej z naliczeniem dodatkowej opłaty.

UOKiK zakwestionował też sposób, w jaki użytkownicy byli zachęceni do zamawiania płatnych opcji dodatkowych. W większości wypadków pytanie poprzedzające zamówienie nie zawierało sformułowań wskazujących na zawarcie transakcji skutkującej obowiązkiem zapłaty, np. udzielenie odpowiedzi twierdzącej na pytanie: Masz za mało bąbelków. Czy mimo to chcesz rozwinąć moc? oznaczało zgodę na wysłanie smsa na numer o podwyższonej opłacie, o czym konsument nie był w jasny sposób informowany.

UOKiK nakazał zaprzestania niezgodnych z prawem praktyk i nałożył na CT Creative Team karę finansową – ponad 30 tys. zł. Decyzja nie jest prawomocna, spółka może odwołać się do sądu.

Jest to kolejne już postępowanie Urzędu w sprawie CT Creative Team w związku z smsami o podwyższonej opłacie. W ubiegłym roku Urząd zakwestionował treści reklamowe wysyłane do konsumentów w związku z konkursem smsowym Quiz wiedzowy. UOKiK nałożył wówczas na spółkę ponad 140 tys. zł kary. Przedsiębiorca odwołał się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jednak zgodził się z zarzutami Urzędu oraz z nałożoną karą finansową.

Konsumenci, którzy uważają, że zostali wprowadzeni w błąd co do kosztów korzystania z aplikacji mobilnych czy wysłanych smsów uzyskają bezpłatną pomoc w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, u rzeczników konsumentów lub w Federacji Konsumentów pod numerem infolinii 800 007 707. Dochodzenie roszczeń może ułatwić również ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która daje konsumentom możliwość wytoczenia powództwa w ich indywidualnych sporach z przedsiębiorcami. W toku takiego postępowania sąd weryfikuje, czy dana praktyka rynkowa przedsiębiorcy jest nieuczciwa. W takim przypadku to przedsiębiorca musi udowodnić przed sądem, że stosowana przez niego praktyka rynkowa nie wprowadza konsumentów w błąd.

Ratyfikacja umowy w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA

0

Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że podpisana w dniu 7 października 2014 r. umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA, jest obecnie przedmiotem procedury ratyfikacyjnej uregulowanej w ustawie z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych (Dz. U. Nr 39, poz. 443, z późn. zm.).

Jednocześnie, z uwagi na fakt, że podpisana Umowa zakłada przekazywanie informacji o amerykańskich rezydentach podatkowych do krajowej administracji podatkowej, która będzie dokonywała ich automatycznej wymiany ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, Ministerstwo Finansów rozpoczęło procedurę legislacyjną ukierunkowaną na wdrożenie tego mechanizmu do krajowego porządku prawnego. Znajdujący się w fazie uzgodnień wewnątrzresortowych projekt ustawy zakłada wprowadzenie odpowiednich zmian w ustawie z dnia z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2012 r. poz. 749, z późn. zm.). Przedmiotowy projekt uzyskał status projektu koniecznego i został wpisany do Wykazu prac Rady Ministrów pod numerem UD192.

Przekazując informacje o tzw. amerykańskich rachunkach raportowanych raportujące polskie instytucje finansowe powinny posługiwać się nazwą oraz Globalnym Numerem Identyfikującym Pośrednika (GIIN) nadawanym przez Urząd Skarbowy Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście Ministerstwo Finansów uprzejmie przypomina o konieczności zrejestrowania się przez instytucje finansowe w Urzędzie Skarbowym Stanów Zjednoczonych (IRS) w celu uzyskania Globalnego Numeru Identyfikacyjnego Pośrednika (GIIN).

Ministerstwo Finansów załącza instrukcję dot. rejestracji opracowaną przez IRS.

UOKiK: Choinkę można zareklamować. Potrzebny jednak dowód zakupu

0

Choinka, jak każdy inny produkt, powinna być w taki sposób oznaczona ceną, by kupujący nie miał żadnej wątpliwości co do jej wysokości. Przed zakupem warto też upewnić się, czy podana kwota to cena za całe drzewko, czy np. za metr. Po transakcji należy poprosić o potwierdzenie zakupu – nie musi być to paragon fiskalny, wystarczy kartka z podpisem lub pieczątką. Bez tego w razie ewentualnej reklamacji trudno będzie udowodnić, że to tu zostało zakupione drzewko świąteczne.

Każdy produkt powinien być odpowiednio oznakowany – podkreśla Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Najważniejsza dla konsumenta jest cena danej rzeczy. Jeżeli jej nie ma, to pamiętajmy o tym, żeby zapytać sprzedawcę o to, ile kosztuje choinka, bombka czy inny gadżet, który chcemy powiesić na drzewku świątecznym. To bardzo ważna informacja. Może się bowiem okazać, że przykładowe 50 zł kosztuje tylko metr danego drzewka.

Zgodnie z ustawą z 5 lipca 2001 r. o cenach każdy podmiot prowadzący sprzedaż na terenie Polski ma obowiązek poinformować konsumenta o wyrażonej w jednostkach pieniężnych wartości, którą jest on zobowiązany zapłacić za towar albo usługę. Cena powinna być, jak precyzują przepisy, określona w formie pisemnej, a najlepiej także (choć prawo nie nakłada takiego obowiązku na wszystkie kanały dystrybucji) również elektronicznej.

Warto pamiętać, że choinka również podlega reklamacji.

Jeżeli kupimy drzewko choinkowe nawet na targowisku, to powinniśmy otrzymać dowód zakupu. Nie musi to być paragon fiskalny. Wystarczy zwykła kartka z pieczątką i informacją o tym, od kogo kupiliśmy, kiedy i za ile. Jeżeli w domu okaże się, że coś z choinką jest jednak nie tak, że jest niezgodna z umową kupna-sprzedaży, to z potwierdzeniem zakupu będzie można ją zareklamować. W przeciwnym wypadku nie ma dowodu na to, że została nabyta właśnie tam, gdzie chcemy ją zareklamować – wskazuje Agnieszka Majchrzak w rozmowie z agencją Newseria.

Sprzedający powinni pamiętać o tym, że również tego rodzaju handel wymaga rejestracji. Gdy jego dochód w ciągu roku podatkowego przekracza 20 tys. zł, ma on obowiązek wyposażenia firmy w kasę fiskalną i wydawania potwierdzających dokonanie sprzedaży paragonów. Zgodnie z ustawą z 12 stycznia 1991 roku o podatkach i opłatach lokalnych powinien także odprowadzać opłatę targową. Jej zakres i stawki jednak, inaczej niż w przypadku podatku dochodowego, ustalane są przez radę gminy, na terenie której prowadzona jest sprzedaż.

Wolontariat pracowniczy przynosi korzyści nie tylko potrzebującym, lecz także wolontariuszom i firmom

W Polsce wolontariat i bezinteresowne wspieranie innych nie są jeszcze szczególnie popularne – w listopadowym globalnym rankingu World Giving Index Polacy zajęli odległe 115. miejsce, spadając o 31 pozycji w stosunku do poprzedniego roku. Polskie firmy próbują rozwijać wolontariat pracowniczy. Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga, udzielanie pomocy słabszym to nie tylko ważny czyn społeczny, lecz także czynnik poprawiający jakość i efektywność pracy. Tak wskazuje ponad 80 proc. respondentów. Trzech na czterech badanych zaznacza, że dzięki wolontariatowi wzrosło ich zadowolenie i satysfakcja z pracy.

Patrząc na ostatnie 25 lat, wolontariat pracowniczy w Polsce jest relatywnie rozpowszechniony, choć w propagowaniu jego idei na pewno jest jeszcze wiele do zrobienia – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Kaczmar, prezes zarządu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy.

Ekspert definiuje wolontariat jako świadczenie pracy, poświęcanie czasu, dawanie siebie, swojej energii, umiejętności i wiedzy osobom niespokrewnionym, które potrzebują wsparcia.

W ostatniej edycji raportu World Giving Index, który bada zaangażowanie społeczne, w podrankingu wolontariat Polska spadła o 19 pozycji z 95. na 114. miejsce, co z pewnością nie jest pozytywnym zjawiskiem – wyjaśnia prezes zarządu Fundacji Kronenberga.

Autorem raportu jest organizacja Charities Aid Foundation, która po raz trzeci zbadała tematykę dobroczynnych zachowań wśród 155 tys. ludzi w 146 krajach. W ogólnym rankingu w tym roku Polska zajęła 115. miejsce, wobec 84. rok wcześniej. 35 proc. Polaków twierdzi, że pomaga w jakikolwiek bezinteresowny sposób innym (37 proc. przed rokiem). Polacy jednak chętniej dzielą się pieniędzmi niż swoim czasem. Co piąta osoba wspiera potrzebujących finansowo (32 proc. w 2013 r.), a 9 proc. poświęca swój czas, angażując się w akcje wolontariatu (12 proc. rok temu).

– Trudno powiedzieć, z czego wynika spadek w rankingu. Jeszcze nie mamy wykształconej pokoleniowej tradycji dzielenia się z innymi. Jeśli mamy czas lub specjalne umiejętności, to powinniśmy się nimi dzielić – zaznacza Kaczmar. – Nie chodzi tylko o wsparcie finansowe, jak choćby wspieranie takich akcji jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Niestety, ludzie często w taki właśnie sposób wypełniają swój społeczny obowiązek, a to zbyt mało.

Zdaniem eksperta, struktury wsparcia potrzebujących są w Polsce dobrze rozwinięte, ruch należy więc do społeczeństwa. Jak mówi Krzysztof Kaczmar, na rynku działa obecnie około 50 tys. pozarządowych organizacji zajmujących się wolontariatem.

– Wolontariat przynosi wiele dobrego nie tylko potrzebującym, lecz także nam samym. Z naszych badań wynika, że wolontariusze czują się szczęśliwsi, kiedy pomagają innym – przekonuje Krzysztof Kaczmar. Angażując się w wolontariat, przede wszystkim nabywają oni umiejętności lepszego zrozumienia drugiej strony.

Fundacja Kronenberga zbadała uczestników Programu Wolontariatu Pracowniczego w Citi Handlowy. 88 proc. respondentów wskazuje, że dzięki udziałowi w projekcie lepiej potrafi pracować w grupie, a 82 proc. deklaruje rozwinięcie swoich umiejętności komunikacyjnych. Z kolei dziewięciu na dziesięciu badanych poleca wolontariat innym i chciałoby w przyszłości zwiększyć swoją aktywność na tym polu. Grupą, dla której najchętniej zaangażowali się pracownicy Citi, są dzieci i młodzież, na drugim miejscu znajdują się społeczności lokalne.

Przede wszystkim jednak 83 proc. uczestników mówi o rosnącej świadomości problemów otaczającego świata oraz zrozumienia innych.

Pamiętajmy, że pracownicy, szczególnie dużych firm, pracują w klimatyzowanych pomieszczeniach, jeżdżą klimatyzowanymi autami i wracają do często klimatyzowanych domów. Zetknięcie się z innym, często odrębnym światem, pozwala nabrać innego sposobu postrzegania rzeczywistości – mówi prezes Fundacji Kronenberga. – Wolontariat po prostu wzbogaca pracowników.

Według ostatniego raportu GUS „Trzeci sektor w Polsce. Stowarzyszenia, fundacje, społeczne podmioty wyznaniowe, organizacje samorządu zawodowego, gospodarczego i pracodawców w 2012 r.”, przed dwoma laty istniało 32,4 tys. typowych stowarzyszeń i podobnych organizacji społecznych, 8,5 tys. fundacji oraz 8 tys. organizacji pożytku społecznego.

Ciepłe kraje zimą kuszą Polaków. Coraz częściej wybieramy egzotyczne kierunki

Polacy coraz częściej decydują się spędzić zimowe wakacje w ciepłych krajach. W ubiegłym sezonie ponad 70 proc. osób wybrało odpoczynek pod palmami. Największą popularnością cieszą się Egipt i Wyspy Kanaryjskie. Wzrasta też liczba Polaków, którzy decydują się na wyjazd do odległych krajów – Tajlandii, Meksyku czy Kuby. Dobre połączenia czarterowe sprawiają, że egzotyczne kierunki wybiera 12 proc. osób.

Wycieczki egzotyczne są coraz bardziej dostępne, dlatego że w tym roku mamy dużą liczbę połączeń samolotami czarterowymi. Znaczna część z nich realizowana jest najnowocześniejszymi samolotami typu Dreamliner, przez co skraca się czas podróży. Same ceny takich wycieczek również są przystępne i dlatego coraz więcej osób stać po prostu na takie wyjazdy – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marzena Szlichta z portalu Wakacje.pl.

Jak wynika z raportu Expandor Advisors i Travelplanet.pl w ubiegłym zimowym sezonie, od listopada do marca, 72 proc. wyjeżdżających wybrało ciepłe kraje. Choć wciąż największą popularnością cieszą się Egipt i hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie, coraz więcej osób wybiera odległe destynacje. Zdaniem ekspertki ma to związek także z tym, że polscy turyści zwiedzili już kraje europejskie i północnej Afryki, dlatego decydują się na egzotykę. W ubiegłym sezonie na takie wakacje zdecydowało się 12 proc. kupujących wycieczki. Oznacza to wzrost o 4 proc. względem poprzedniego roku.

Możemy wybrać wypoczynek na plaży w hotelu o wysokim standardzie, z opcją all inclusive lub wycieczkę objazdową, gdzie każdego dnia możemy być w innym miejscu danego kraju. Możemy też połączyć oba warianty i część urlopu spędzić na wypoczynku, a część na zwiedzaniu – mówi Szlichta.

Dużym zainteresowaniem cieszą się kraje Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Tajlandia, Chiny, oraz Meksyk i Kuba. Rodziny z dziećmi wybierają Dominikanę, z dużym wyborem hoteli, szerokimi plażami i atrakcjami dla najmłodszych. Biura podróży oferują też dobre połączenia do krajów afrykańskich – m.in. Kenii czy RPA. Nowością są też bezpośrednie loty na Zanzibar.

Część Polaków, aby uciec przed świątecznym zgiełkiem, Boże Narodzenie i Nowy Rok decyduje się przywitać pod palmami. Choć najczęściej wybierane są dłuższe wyjazdy, 1- lub 2-tygodniowe, biura podróży oferują też 3-4 dniowe wypady.

Święta i sylwestra spędzimy przede wszystkim w Egipcie i Hiszpanii oraz na Wyspach Kanaryjskich, gdzie średnia temperatura wynosi ok. 25 stopni. W tym okresie równie chętnie wybierane jest bardziej egzotyczne Maroko – ocenia ekspertka z Wakacje.pl. – Narciarze spędzą swój urlop głównie w Austrii i we Włoszech. Natomiast zwolennicy wyjazdów egzotycznych najliczniej powitają Nowy Rok w kolorowej Tajlandii.

Po prezent do perfumerii. Kosmetyki i perfumy wybierze blisko jedna trzecia Polaków

Kosmetyki i perfumy to obok książek najchętniej wręczane prezenty świąteczne. Z badań Deloitte wynika, że w tym roku jedna trzecia Polaków po gwiazdkowe upominki uda się właśnie do drogerii i perfumerii. Polacy zdecydowanie preferują stacjonarne sklepy, gdzie mogą poradzić się ekspertów i przetestować produkt. Na zakupy w e-sklepach decyduje się co dziesiąty Polak. 

Badania firmy Deloitte pokazały, że z okazji Bożego Narodzenia Polacy najchętniej kupują swoim bliskim książki, kosmetyki, perfumy i słodycze. W tym roku produkty do pielęgnacji i zapachy zamierza wręczyć w prezencie 32 proc. badanych. Tego typu prezenty cieszą się popularnością wśród Polaków, ponieważ łączą praktyczne zastosowanie z wrażeniem luksusu.

– W ciągu roku miks sprzedaży jest różny – mówi Adam Kołodziejczyk, dyrektor generalny Sephora Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.  – Latem mamy większą sprzedaż kategorii make-up i produktów do kąpieli. Sprzedaż zapachów wzrasta w II połowie roku, szczególnie w listopadzie i grudniu. W tym okresie sprzedają się przede wszystkim perfumy, ponieważ są one uważane za najlepszy prezent pod choinkę. Zapachy można kupić w różnego typu zestawach

Kosmetyki i perfumy Polacy najchętniej kupują w stacjonarnych perfumeriach i drogeriach kosmetycznych. W tego typu placówkach możliwe jest bowiem uzyskanie fachowej pomocy od personelu oraz przetestowanie produktu. W internecie kosmetycznych prezentów poszukuje co dziesiąty Polak. Zwolennikami zakupów w sieci są przede wszystkim ludzie młodzi, wykształceni i poświęcający dużo czasu na pracę zawodową. W porównaniu z innymi krajami, które wzięły udział w badaniu, Polacy i tak częściej wyszukują, porównują i kupują prezentów w internecie.

Sklep internetowy Sephora odniósł w tym roku ogromny sukces. Już po kilku miesiącach od uruchomienia był najbardziej rozpoznawalną perfumerią online w Polsce. Nasz asortyment w sklepie internetowym jest zharmonizowany z asortymentem w sklepach tradycyjnych. Czasami są jednak edycje specjalne, limitowane, które są dostępne tylko bądź to w sklepach tradycyjnych, bądź w sklepie internetowym – mówi Adam Kołodziejczyk.

Sephora uzyskała tytuł „Wybór Konsumenta” w badaniu koordynowanym przez Consumer Choice. Badani docenili przede wszystkim wysoką jakość obsługi oraz bogaty asortyment tych perfumerii. Adam Kołodziejczyk zapewnia, że tytuł jest dla niego motywacją do dalszego działania. W przyszłym roku sieć skupi się na dalszym remodellingu salonów, tak by jeszcze lepiej odpowiadały potrzebom klientów. Marka planuje także otwarcie nowych salonów oraz wprowadzenie kolejnych kosmetyków, również na wyłączność, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

Każdy klient jest dla nas ważny, zarówno panowie, jak i panie. Kobiety stanowią dominującą część naszych, jednak panowie również kupują coraz więcej kosmetyków. Rynek kosmetyków męskich rośnie dwucyfrowo rok do roku. Oczywiście panowie kupują często również kosmetyki i perfumy jako prezenty dla pań – mówi Adam Kołodziejczyk.

Projekt „Wybór Konsumenta” został opracowany i wdrożony w Portugalii w 2012 roku i jest to najpopularniejsze badanie konsumenckie realizowane w tym kraju. W tym roku po raz pierwszy przeprowadzono je także w Polsce. W kategorii perfumerie konsumenci mieli wskazać cechy, które ich zdaniem decydują o tym, gdzie kupują kosmetyki: widoczność ceny na produkcie, czystość, wykwalifikowany personel, wielkość oferty i dostępność próbek. Sieć Sephora pokonała takie marki, jak Douglas czy Inglot.

Co czwarty kupowany w Polsce produkt to marka własna sieci handlowej. Na Zachodzie ich popularność jest dwa razy większa

0

Polacy coraz chętniej kupują produkty marek własnych supermarketów. W Tesco ich udział w sprzedaży wynosi już ok. 25 proc., a po wliczeniu produktów sprzedawanych luzem ‒ nawet ponad 30 proc. To jednak wciąż dwa razy mniej niż na Zachodzie. Sieci handlowe widzą w tym segmencie duży potencjał rozwoju. 

W takich krajach jak Wielka Brytania czy Francja marka własna ma nawet 55-60 proc. udziału w sprzedaży. W Polsce ten poziom, dzięki Tesco jako marce bardzo znanej, osiąga mniej więcej 25 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ryszard Tomaszewski, prezes zarządu Tesco Polska. ‒ Widzimy potencjał, to może być nawet 45, 50 czy 55 proc.

Tesco ma obecnie główne trzy marki własne, których sprzedaż łącznie zwiększa się o kilka procent rocznie. Najtańszą jest Tesco Value, która kilka miesięcy temu zadebiutowała w nowej odsłonie. Tomaszewski ocenia, że istnieje potencjał na co najmniej podwojenie sprzedaży w tej kategorii, dzięki czemu Tesco stanie się bardziej konkurencyjne i tanie.

Marka Tesco to produkty, które mają jakość porównywalną z rozpoznawalnymi markami, ale są sprzedawane w korzystniejszych cenach. To kategoria, w której wzrosty sprzedaży są najbardziej dynamiczne. Najmniejszy udział mają niedawno wprowadzone produkty Tesco Finest z segmentu premium.

Jak dodaje Anna Grabowska, dyrektor działu zakupów artykułów żywnościowych, wiceprezes zarządu Tesco Polska, w okresie świątecznym spółka wprowadzi ok. 150 produktów marki Finest.

Większość z nich to produkty kontynentalne, importowane z Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Jeśli chodzi o produkty Tesco Finest pochodzące z Polski, to skoncentrowaliśmy się na wędlinach i mięsie. Przyglądamy się, jak klient zareaguje na tę ofertę – wylicza Grabowska.

Tesco stawia na rozwój marki własnej, bo jak pokazują badania, konsumenci coraz chętniej po nie sięgają. Z raportu On Board PR Ecco Network wynika, że aż 97 proc. Polaków kupuje takie produkty. 83 proc. konsumentów wskazuje, że skłania ich do tego atrakcyjna cena, ale już 64 proc. dostrzega dobrą relację jakości do ceny.

Tomaszewski podkreśla, że dzięki koncentracji na markach własnych i ich rozwojowi Tesco ma nie tylko lepszą kontrolę nad asortymentem, lecz także nad jego jakością i ceną.

Prace nad produktami pod markami własnymi Tesco będą prowadzone w otwartym w Krakowie Europejskim Centrum Innowacji. Opracowywane tam produkty będą trafiały również do Czech, Węgier i na Słowację. Jak podkreślają przedstawiciele sieci, to szansa dla polskich dostawców, by ze swoimi produktami trafili na nowe rynki zbytu.

Nowa usługa Służby Celnej – mobilna aplikacja GRANICA

Bezpłatna aplikacja „Granica” wdrożona przez Służbę Celną to kolejna innowacyjna usługa* dla osób przekraczających granicę. Aplikacja, przygotowana na urządzenia mobilne, udostępnia informacje o aktualnej sytuacji na polskich, drogowych przejściach granicznych. Pozwala uzyskać informacje o długości kolejki, średnim czasie oczekiwania na odprawę, prognozach zmiany tego czasu w najbliższych godzinach. Daje możliwość zaplanowania i wyboru najdogodniejszego przejścia granicznego.
Wschodnia granica Polski jest również zewnętrzną granicą Unii Europejskiej. Rosnący z roku na rok ruch osobowy i towarowy powoduje konieczność dostarczenia precyzyjnych informacji o warunkach panujących na i przed przejściami granicznymi. Wiedza ta pozwala na wybór najdogodniejszego przejścia granicznego przez kierowców zarówno w ruchu towarowym jak i osobowym.
„Priorytetem Służby Celnej jest wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów i świadczenie coraz lepszych usług dla osób przekraczających granicę Polski. Stąd też zrodził się pomysł na innowacyjną aplikację mobilną” – mówi kom. Marta Radomska, naczelnik Wydziału Informatyki Izby Celnej w Białymstoku.
Aplikacja mobilna „Granica” prezentuje pełną informację o czasach oczekiwania na polskich przejściach granicznych z Rosją, Białorusią i Ukrainą z możliwością przełączania się między tymi odcinkami, a także możliwością zmiany typu pojazdu, którym podróżujemy (osobowy/ciężarowy) i kierunku podróży (przyjazd do Polski/wyjazd z Polski). Kierowca planujący przekroczenie granicy będzie miał wyliczony indywidualny czas, który pozostał do wjazdu na teren danego przejścia zarówno w kierunku wywozowym, jak i przywozowym do Polski. Wykrywa także kierunek poruszania się jej użytkownika i na tej podstawie wyświetla dane przyjazdowe lub wyjazdowe wg położenia względem granicy RP.
Nowa usługa Służby Celnej prezentuje również prognozę czasów oczekiwania na kolejny tydzień na podstawie danych archiwalnych zgromadzonych w serwisie www.granica.gov.pl. Dzięki synchronizacji z serwisem istnieje także możliwość wysłania użytkownikowi powiadomień i komunikatów we wszystkim możliwych do wyboru językach. Komunikaty mogą być ogólne lub dotyczyć konkretnych przejść.
Dodatkową funkcją „Granicy” po jej pobraniu jest interfejs aplikacji typu „widget” dla systemu Android oraz „kafelek” dla systemu Windows Phone. Pokazuje on podróżnemu w skróconej formie aktualny czas oczekiwania na wybranych przejściach, oraz umożliwia szybkie uruchomienie pełnej aplikacji.
Dzięki aplikacji „Granica” podróżni, kierowcy ciężarówek oraz przedsiębiorcy zajmujący się międzynarodowym obrotem towarowym uzyskają indywidualną informację o czasie przekroczenia granicy oraz bieżącą informację o sytuacji przed i na wybranym przejściu granicznym. Nowa usługa Służby Celnej ułatwi również kierowcom planowanie podróży, poprzez wykorzystanie modułu prognozy czasu oczekiwania na najbliższy tydzień oraz pozwoli wybrać najdogodniejsze do przekroczenia przejście graniczne.
Bezpłatna aplikacja „Granica” dostępna jest na urządzenia mobilne z najpopularniejszymi systemami operacyjnymi (iOS, Android, Windows Phone) w  sklepach poszczególnych systemów (App Store, Google Play, Windows Phone Store) w 6 językach: polskim, angielskim, rosyjskim, ukraińskim, białoruskim i niemieckim.
Pod koniec grudnia na wszystkie drogowe przejścia graniczne z Rosją, Białorusią i Ukrainą trafi blisko 100 tys. ulotek informacyjnych prezentujących aplikację i zachęcających podróżnych do korzystania z niej.
* W ostatnich latach Służba Celna wdrożyła wiele innowacyjnych usług i ułatwień w przekraczaniu granicy, takich jak np:
  • zielone korytarze (specjalne pasy dla podróżnych przewożących towary w ramach przysługujących limitów),
  • e-zwrot VAT (elektroniczny system przetwarzający dokumenty Tax Free) ,
  • e-Booking Bus (możliwość rezerwacji czasu odprawy granicznej autokarów i busów on-line),
  • fast WAY (szybka ścieżka dla pustych ciężarówek powracających do UE),
  • strefy buforowe (system regulacji ruchu w kilkukilometrowej odległości od przejść granicznych uruchamiany w przypadku większych spiętrzeń w ruchu, w celu wyeliminowania zjawiska objeżdżania samochodów oczekujących w kolejce i zwiększenia bezpieczeństwa), 
  • wirtualny przewodnik (aplikacja internetowa pozwalająca podróżnym wirtualnie przekroczyć granicę i przygotować się do odprawy granicznej),
  •  kamery on-line (kamery, dzięki którym można obejrzeć w czasie rzeczywistym aktualne natężenie ruchu na wybranych przejściach granicznych).
W najbliższym czasie Służba Celna planuje pilotażowe uruchomienie na dwóch przejściach granicznych systemu e-Booking TRUCK (możliwość rezerwacji czasu odprawy granicznej ciężarówek poprzez specjalną aplikację on-line).

Obowiązek przekazywania informacji o rozwiązaniu umowy na usługi audytorskie

0

Komisja Nadzoru Audytowego (KNA) przypomina o Komunikacie Komisji z dnia 29 maja 2013 r., dotyczącym realizacji obowiązku przekazywania do KNA informacji o rozwiązaniu umowy na usługi audytorskie.

Zgodnie z art. 66 ust. 7 ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości KNA powinna zostać niezwłocznie poinformowana przez kierownika jednostki zlecającej badanie oraz podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych o rozwiązaniu umowy o badanie lub przegląd sprawozdania finansowego (chodzi zarówno o umowy obligatoryjne, jak i fakultatywne). Rozwiązanie ww. umowy jest możliwe jedynie w sytuacji zaistnienia uzasadnionej podstawy – nie są nią różnice poglądów w sprawie stosowania zasad rachunkowości lub standardów rewizji finansowej.

Przeprowadzona analiza przekazywanych do KNA informacji wykazała, że obowiązek ten nie jest realizowany w sposób jednolity zgodnie z oczekiwaniami Komisji wskazanymi w Komunikacie, zarówno przez podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych, jak i jednostki badane.

Treść Komunikatu szczegółowo określa zakres informacji, jakie powinny być przekazywane w związku z rozwiązaniem umowy na usługi audytorskie. W celu ujednolicenia tych treści, opracowany zostałformularz, stanowiący załącznik do Komunikatu.

***

Komisja Nadzoru Audytowego, której członków powołuje Minister Finansów, jest organem administracji publicznej, który sprawuje w Polsce od 2009 r. nadzór nad firmami audytorskimi, biegłymi rewidentami oraz ich samorządem – Krajową Izbą Biegłych Rewidentów. Obsługę KNA zapewnia Departament Rachunkowości i Rewizji Finansowej MF.

Warto pracować dla Polski

Dlaczego warto wracać do kraju i co Polska oraz polscy studenci studiujący za granicą mają sobie wzajemnie do zaoferowania? Na to pytanie odpowiadali przedstawiciele Ministerstwa Finansów i studenci z Polski uczący się na brytyjskich uczelniach podczas spotkania w MF 19 grudnia br.
Dwa światy – polityka i służba publiczna – spotykają się właśnie w Ministerstwie Finansów i zmieniają rzeczywistość – mówiła dyrektor generalny MF Mirosława Boryczka. – Jeśli na pytanie: kim jestem? odpowiem: jestem stąd, to konsekwencją powinno być zamieszkanie w Polsce i staranie się o zrobienie dla niej jak najwięcej można. Jak przekonywała Mirosława Boryczka, często nie tylko kwestie finansowe decydują o wyborze ścieżki zawodowej. – Dlaczego praca dla państwa? Bo tylko tu robi się rzeczy naprawdę ważne, które zmieniają otaczający nas świat – dodała dyrektor generalny i podkreśliła, że Ministerstwo Finansów tworzą jego ludzie, na co dzień dbający o najważniejsze dla obywateli kwestie, np. zapewnienie finansowania usług publicznych. Mirosława Boryczka wskazała Hannę Majszczyk (wiceminister finansów odpowiedzialna za budżet państwa), Jacka Dominika (komisarza UE ds. budżetu) i Agnieszkę Królikowską (generalny inspektor kontroli skarbowej, odpowiadająca m.in. za walkę z brudnymi pieniędzmi) jako przykłady karier osób, które związały swą przyszłość z resortem finansów bezpośrednio po studiach.
Ministerstwo Finansów to dobry pomysł na pierwszą pracę w życiu – potwierdził podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł. Zaznaczył, że wciąż powstają tu ważne społecznie rozwiązania, takie jak np. ulga podatkowa dla rodzin wielodzietnych. Dzięki tej zmianie z ulgi dodatkowo skorzysta ponad milion rodzin (ok. 1,8 mln podatników), w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. Wiceminister zauważył, że Polsce można dobrze służyć również pracując za granicą, np. reprezentując ją na stanowiskach w instytucjach międzynarodowych.
Wspieranie interdyscyplinarności i specjalistycznego rozwoju zawodowego pracowników w różnych dziedzinach ekonomii, m.in. przez szkolenia zagraniczne i rozwój naukowy, wymienił dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w MF Sławomir Dudek, zachęcając studentów do podjęcia pracy w polskiej administracji. Dodał, że kompetencje pracowników z doświadczeniem w MF doceniają liczne firmy komercyjne, gdzie zajmują oni wysokie stanowiska (np. głównych ekonomistów czołowych polskich banków). Dyrektor Departamentu Unii Europejskiej Patryk Łoszewski opisał m. in. jak wyglądają kulisy negocjacji  na forum europejskim czy bezpośrednia współpraca ekspertów różnych szczebli z najwyższej rangi decydentami. Natomiast reprezentujący Departament Zagraniczny dyrektor Tomasz Skurzewski wyjaśnił, jak istotną rolę odgrywa współpraca z międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Podkreślił przy tym, że wyobrażenie o niekończących się procedurach i formalnościach charakteryzujących urzędy rzadko znajduje odzwierciedlenie w pracy, której nadają rytm negocjacje międzynarodowe.  
Podczas pobytu w kraju studenci m.in. z London School of Economics oraz uniwersytetów w Cambridge, Oxford i Warwick uczestniczą w spotkaniach i konferencjach organizowanych przez instytucje publiczne i prywatne (np. banki, firmy consultingowe, Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych), aby poznać oferowane przez nie możliwości pracy i rozwoju zawodowego. Pozwoli im to po zakończeniu studiów w podjęciu decyzji o powrocie do Polski i związaniu z nią swojej kariery.

Sfinks wierzy we wzrost zamożności i optymizmu Polaków. Spółka zapowiada otwieranie nowych restauracji i wzrost zysków

Polacy są coraz zamożniejsi i coraz chętniej chodzą do restauracji. Sfinks Polska zapowiada więc dynamiczny rozwój sieci lokali i podwojenie zysków do 2020 roku. Jak ocenia, na polskim rynku jest jeszcze miejsce na 70 nowych restauracji Sphinx. 30 z nich chce otworzyć w ciągu 2 najbliższych lat.

W strategii jest opublikowany fragment dotyczący badania chłonności rynku mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska. Wynika z niego, że w dużych miastach powinno się jeszcze zmieścić bez większych około 70 restauracji Sphinx. Ten wzrost sprzedaży zakłada mniejszą liczbę niż rynek mógłby wchłonąć.

Spółka Sfinks zarządza dziś w Polsce ponad stu restauracjami. 92 z nich działają pod marką Sphinx. Wśród pozostałych 10 należy do wyższej klasy sieci restauracji Chłopskie Jadło, serwującej tradycyjna polską kuchnię. Siedem to specjalizujące się w kuchni azjatyckiej lokale marki Wook.

Będziemy rozwijali się głównie poprzez restauracje Sphinx, które są dzisiaj bardzo powtarzalne i gwarantują nam odpowiedni zwrot z inwestycji, odpowiednie marże deklaruje prezes Sfinks Polska. Nad pozostałymi konceptami będziemy pracowali bardziej jako inwestor private equity czy finansowy, w sposób bezpieczny, by ich rozwój nie powodował niepotrzebnego zabierania środków na mniej rentowne restauracje.

Prezes zapowiada, że jeżeli znajdzie metody finansowania, które będą odpowiadały i spółce, i potencjalnym inwestorom, to możliwe będzie przyspieszenie rozwoju także tych dwóch pozostałych konceptów. Na razie jednak spółka musiała się otrząsnąć po kryzysie jaki ok. 2010 roku przyniosły jej ryzykowne inwestycje w opcje walutowe. Obecnie jej kondycja znacznie się poprawiła. Spółka deklaruje, że jej przychody, w tym roku szacowane na 164 mln zł, za pięć lat mają przekraczać 314 mln. Zysk netto ma w tym czasie wzrosnąć o ponad 100 proc. – z 13,8 mln do ponad 30 mln zł.

To są nasze trendy już od kilku kwartałów podkreśla Sylwester Cacek.  Chcielibyśmy je zachowywać. Trudno będzie utrzymać tempo takie, jak było w poprzednich latach, po 40 proc. zmiany rok do roku, ale myślę, że średnia roczna 20 proc. nie jest zła.

Zakładając szybki rozwój sieci i wzrost zysków, prezes Sfinksa opiera się na optymistycznych prognozach dotyczących polskiej gospodarki i zamożności Polaków.

Rośnie optymizm konsumentów zwraca uwagę prezes Sylwester Cacek ze Sfinks Polska SA. Rosną prognozy wydatków na gastronomię, ogólnie na przyjemności. Zmienia się mentalność, trochę dlatego że młodsi ludzie częściej korzystają z restauracji. Wydajemy jednak bardzo mały procent naszych dochodów na gastronomię, nawet w porównaniu z Czechami, tak jak pisaliśmy w raporcie, czy z Bułgarami, jest to ponad dwa razy mniej. To musi rosnąć.

Sfinks zapowiada też ekspansję zagraniczną. Na razie franczyzobiorcą prowadzą lokale należące do jej marki na Węgrzech i w Rumuni. Spółka informuje, że są już zainteresowani tworzeniem restauracji Sphinx w kolejnych państwach Unii Europejskiej.

Pioneer Pekao TFI: Przez 11 miesięcy roku aktywa funduszy inwestycyjnych wzrosły dwucyfrowo. W przyszłym roku powinno być podobnie

CEO Magazyn Polska

Rok 2014 był dobrym czasem dla funduszy inwestycyjnych i ich klientów. Dla funduszy, bo wartość powierzonych im przez Polaków środków wzrosła. Dla klientów, bo większość funduszy dla nich zarobiła. Przez 11 miesięcy roku aktywa funduszy wzrosły o ponad 10 proc.

Wartość środków powierzonych krajowym funduszom inwestycyjnym wzrosła tylko w listopadzie o 1,2 proc., osiągając poziom 205,8 mld zł – wynika ze wspólnego raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami oraz Analiz Online. Przez rok zasoby funduszy zwiększyły się o 12,6 proc. Autorzy raportu podają, że w listopadzie nadwyżka wpłat nad wypłatami wyniosła 1,9 mld zł. Zysk z zarządzania powiększył stan aktywów o blisko 0,4 mld zł.

– Mamy grudzień, patrzymy, co się działo przez 11 miesięcy, i widzimy, że aktywa funduszy wzrosły o 10 proc. mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Lewandowski, prezes Pioneer Pekao TFI.  Jest to dość istotny przyrost. Bierze się on z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiście wzrost wartości papierów wartościowych, instrumentów, które są w funduszach inwestycyjnych, natomiast drugi to napływy, wpłaty klientów, one również są bardzo istotne.

Widoczny na rynku wzrost zainteresowania Polaków funduszami związany jest z wyjątkowo niskimi stopami procentowymi. Po obniżeniu przez Radę Polityki Pieniężnej stóp NBP do najniższego poziomu w historii, trudno jest znaleźć lokatę, która realnie daje więcej niż 2 proc. rocznie.

Biorąc pod uwagę ten poziom obecnych stóp procentowych, to, co można zarobić na bezpiecznych depozytach, lokatach bankowych, to to, co oferuje rynek kapitałowy za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, jest wystarczająco atrakcyjne, żeby przyciągać nowy kapitał do funduszy ocenia Krzysztof Lewandowski. Podsumowując, to był dobry rok i dla funduszy, i dla klientów.

Także w przyszłym roku sytuacja na rynku powinna zachęcać klientów do poszukiwania nowych, alternatywnych sposobów oszczędzania i inwestowania swoich środków.

Myślę, że przynajmniej I połowa będzie z pewnością kontynuacją tego, co obserwowaliśmy w II połowie roku 2014, czyli napływu pieniędzy do funduszy uważa prezes Pioneer Pekao TFI. To wynika z tego dosyć niskiego otoczenia niskich stóp procentowych, a z tym będziemy mieli również do czynienia w 2015 roku.

Prezes Pioneera Pekao TFI liczy też na to, że dosyć dobre, choć nie spektakularne wyniki funduszy inwestycyjnych, skłonią część inwestorów do większego ryzyka. Na razie bowiem gros środków powierzanych funduszom inwestycyjnym trafia do bezpiecznych portfeli pieniężnych i dłużnych. Od początku roku aktywa zgromadzone w funduszach gotówkowych i pieniężnych zwiększyły się o 6,4 mld zł, zaś w funduszach dłużnych o 7,9 mld zł.

W tej chwili obserwujemy, że dużo środków płynie do funduszy pieniężnych. Myślę jednak, że klienci zaznajamiają się z funduszami inwestycyjnymi podkreśla Krzysztof Lewandowski z Pioneera Pekao TFI.  Niedługo zaczną wybierać inwestycje o wyższym stopniu ryzyka i wyższej potencjalnej stopie zwrotu, mówię tu o funduszach zrównoważonych, konserwatywnych czy tych z udziałem akcji.

Kto może być reprezentatywną organizacją pracodawców?

Konfederacja Lewiatan ze zdziwieniem i zaniepokojeniem odnotowuje budzącą wątpliwości prawne praktykę, zarówno wydziałów rejestrowych sądów rejonowych, jak i sądu okręgowego w Warszawie orzekającego o reprezentatywności organizacji pracodawców.

Praktyka ta polega, w odniesieniu do działalności sądów rejestrowych, na dokonywaniu rejestracji statutów organizacji społecznych w brzmieniu budzącym wątpliwości prawne. Statuty te stanowią bowiem, iż, przykładowo, podmiot, którego prawną formą działalności jest izba gospodarcza (podmiot działający na podstawie ustawy z dnia 30 maja 1989 r. o izbach gospodarczych) zgodnie z zapisami statutowymi, poza działalnością na podstawie tej ustawy działa jednocześnie na podstawie ustawy o organizacjach pracodawców. W dalszych zapisach statutowych zaś znajduje się odbicie uprawnień/zadań przypisanych przez ustawodawcę organizacjom pracodawców (a więc podmiotom działającym na podstawie ustawy z 23 maja 1991 r. o organizacjach pracodawców), a nie izbom gospodarczym.

Praktyka taka ma dalej idące konsekwencje w postaci ułatwienia takim podmiotom, po akceptacji KRS dla odpowiednich zapisów statutowych, uzyskania statusu organizacji reprezentatywnej. Przymiot taki, zgodnie z ustawą z 6 lipca 2001 r. o Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych i wojewódzkich komisjach dialogu społecznego (dalej: ustawa o TK) uzyskać mogą organizacje związkowe oraz organizacje pracodawców. Pierwsze są podmiotami działającymi na podstawie ustawy z 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych, drugie, na podstawie ustawy z tego samego dnia, o organizacjach pracodawców. Organizacje pracodawców mogą działać zaś w postaci związków pracodawców, ich federacji i konfederacji. Odpowiednia forma prawna organizacji pracodawców, jak i każdego innego podmiotu prawa, ujawniona jest w Krajowym Rejestrze Sądowym. O przyznaniu statusu organizacji reprezentatywnej na wniosek zainteresowanego podmiotu rozstrzyga w drodze postanowienia tylko jeden sąd w Polsce – sąd okręgowy w Warszawie.

Sąd orzekając o reprezentatywności stosuje kryteria zawarte w ustawie o TK, które dla organizacji pracodawców brzmią:

„Art. 7

3. Za reprezentatywne uznaje się organizacje pracodawców, które spełniają łącznie następujące kryteria:
1) zrzeszają pracodawców zatrudniających, z zastrzeżeniem ust. 4, więcej niż 300 000 pracowników,
2) mają zasięg ogólnokrajowy,
3) działają w podmiotach gospodarki narodowej, których podstawowy rodzaj działalności określony jest w więcej niż w połowie sekcji Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD), o której mowa w przepisach o statystyce publicznej”

Tymczasem analiza form prawnych podmiotów uznanych przez sąd za reprezentatywne wskazuje, że taki przymiot potwierdzono np. stowarzyszeniu, a więc podmiotowi, który w żaden sposób nie może być uznany za organizację pracodawców, nie jest bowiem ani związkiem pracodawców, ani konfederacją czy federacją takich związków. Co ciekawe, sąd w postanowieniu o reprezentatywności dotyczącym omawianego stowarzyszenia stwierdził, że niniejszym „stwierdza reprezentatywność związku pracodawców” .

Reprezentatywność to przymiot członków Komisji Trójstronnej, partnerów dialogu społecznego, podmiotów opiniujących projekty aktów prawnych, w tym projekt budżetu państwa.

Konfederacja Lewiatan

Prezes ATM: obrany przez spółkę kierunek rozwoju opłaci się w kolejnych latach

0

CEO Magazyn Polska

Trend spadkowy w branży telekomunikacyjnej wynika co najmniej z dwóch powodów. Jednym z nich wolniejsze tempo rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej, które wynika z tego, że najwięksi operatorzy ograniczyli swoje inwestycje. To z kolei przekłada się na spadek liczby zamówień na dostawy łączy światłowodowych. Drugim powodem jest obniżenie cen za usługi transmisji danych, których wielkość nie jest kompensowana dostawcom wolumenem sprzedawanych usług. Aktualna sytuacja nie martwi jednak prezesa ATM SA, który przewiduje, że spółkę czekają w najbliższych latach sukcesy.

Obserwowane w bieżącym roku spowolnienie na rynku to zjawisko, które dotyczy wszystkich telekomów. 30 proc. naszej marży jest wciąż realizowane z usług transmisji danych, w tym sprzedaży łączy największym operatorom. W sytuacji, kiedy Ci ograniczają wydatki na rozwój infrastruktury, notujemy spadki przychodów z tej części działalności – mówi agencji informacyjnej Newseria Tadeusz Czichon, prezes zarządu ATM SA. – Miało to wpływ na wszystkich największych graczy na rynku. Także na nasze przychody i marżę, jako podwykonawcy i dostawcy łączy światłowodowych.

Obrana przez Zarząd ATM SA strategia rozwoju spółki poprzez rozwój centrów danych i świadczenie usług kolokacyjnych ma na celu gwarantować wysoką dynamikę przychodów, więc słabszy wynik w 2014 roku może dziwić akcjonariuszy.

W ciągu trzech kwartałów przychody ze sprzedaży ATM SA bez OST 112 (projekt Ogólnopolska Sieć Teleinformatyczna na potrzeby obsługi numeru alarmowego 112) przekroczyły 91,7 mln zł. To o 4 mln mniej niż w poprzednim roku. Z kolei zysk netto spółki, choć przekraczał 9,3 mln zł, był o ponad 3,5 mln niższy niż po trzech kwartałach 2013 roku. Przychody z usług centrów danych w tym okresie wzrosły o 4,1 mln zł do 46,8 mln zł. Zdaniem prezesa ATM potwierdza to jego przekonanie, że realizacja przyjętych kierunków rozwoju, w tym skoncentrowanie biznesu spółki na usługach kolokacyjnych, przyniesie oczekiwany cel.

Przychody z naszej podstawowej działalności, jaką są usługi w centrach danych, w porównaniu z poprzednimi latami nie rosły w tempie zadowalającym. Spodziewaliśmy się lekkiego przesilenia i byliśmy na to przygotowani. Na wyniki spółki z usług kolokacyjnych bezpośredni wpływ miały decyzje biznesowe trzech dużych klientów związane z jednej strony z procesem konsolidacyjnym, a z drugiej – z ograniczeniem działalności biznesowej, a więc i mniejszym zapotrzebowaniem na nasze usługi – dodaje prezes ATM SA.

Patrząc w przyszłość w kontekście kilku najbliższych lat, prezes ATM SA jest dobrej myśli. Spółka dostosowała swój plan biznesowy do aktualnej sytuacji na rynku, aby kontynuować dotychczasową drogę szybkiego wzrostu. Ponadto ATM poszukuje nowych rynków dla swoich usług zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Wszystkie negatywne zjawiska, o których mówimy, niestety, skumulowały się w czasie. Dlatego 2014 rok jest relatywnie słabszy dla całego rynku. ATM SA dalej będzie rozwijać usługi kolokacyjne i inwestycje w rozbudowę centrów danych. Będziemy oferować nasze usługi także klientom z zagranicy, ponieważ wierzymy, że nasze usługi są dla nich atrakcyjne i konkurencyjne w stosunku do tych, które oferują dojrzałe europejskie rynki – podkreśla Tadeusz Czichon.

Technologiczna spółka Qumak zapowiada dobre tegoroczne wyniki. W IV kwartale spodziewa się najwyższych przychodów i wysokiej marży

0

CEO Magazyn Polska

IV kwartał dla spółki Qumak jest okresem zamykania kilku dużych przedsięwzięć. Jak zapowiada Paweł Jaguś, prezes informatycznej firmy, tegoroczne wyniki zapowiadają się bardzo dobrze. W ostatnim kwartale spółka powinna pokazać najlepsze przychody ze sprzedaży oraz wysoką marżę. Ostateczne rezultaty finansowe będą jednak znane w połowie lutego.

W branży technologicznej ostatni kwartał jest okresem największych kontraktów, zamykania dużych przedsięwzięć, więc sądzę, że dopiero w połowie stycznia będziemy mogli dokładnie określić nasze tegoroczne wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Jaguś, prezes zarządu Qumak SA. – Na razie mogę powiedzieć tylko, że wygląda to dobrze. IV kwartał pozwoli nam pokazać dobry wynik i myślę, że tak jak co roku w tym okresie zanotujemy najlepsze przychody, obroty i całkiem wysoką marżę.

Przyszły rok, jak prognozuje prezes Jaguś, także zapowiada się optymistycznie. Spółka będzie realizowała m.in. podpisany niedawno kontrakt na zaprojektowanie, dostarczenie, zainstalowanie i uruchomienie automatycznych systemów meteorologicznych dla krajowych lotnisk (24,4 mln zł).

W nowy rok wchodzimy z kilkoma istotnymi kontraktami, zwłaszcza w obszarach naszych linii biznesowych, na których najbardziej nam zależy, czyli oprogramowania dla sektora publicznego, infrastruktury lotniczej oraz Data Center – zapowiada prezes Jaguś. – Kilka tygodni temu rozpoczęliśmy budowę bardzo ciekawego obiektu  centrum danych dla PKO BP. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy finalizować tę inwestycję. Zapowiada się więc ciekawe dwanaście miesięcy z dużą liczbą ciekawych kontraktów.

Na zlecenie sektora publicznego, jak przypomina prezes Jaguś, firma realizuje dużą umowę podpisaną z Krajowym Zarządem Gospodarki Wodnej oraz Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej na budowę i wdrożenie Informatycznego Systemu Osłony Kraju (ISOK) przed nadzwyczajnymi zagrożeniami.

Ale jest dużo przedsięwzięć w obszarze naszych kompetencji software&HASH39;owych i musiałbym je długo wymieniać – przekonuje Paweł Jaguś. – W sumie myślę, że w przyszłym roku będzie to kilkaset milionów złotych.

Nowa perspektywa unijna, której jednym z priorytetów ma być wsparcie innowacyjnych rozwiązań, oznacza dla spółki większe budżety.

Obecnie kończymy kilka projektów, które były finansowane z pieniędzy z poprzedniego rozdania – informuje Jaguś. – Myślę, że przyszły rok może być dopiero początkiem rozpędzania się tego rodzaju projektów, bo są one dopiero na etapie przygotowania. Ale uważam, że już koniec 2015 roku i całe następne pięć lat będzie dobrym czasem dla Polski. Branża technologiczna-informatyczna to obecnie obszar, który wymaga doskonalenia i stawia wyzwania.

Qumak SA jest spółką informatyczno-technologiczną, notowaną na giełdzie od 2006 r. Oferuje innowacyjne rozwiązania w zakresie IT dla sektora prywatnego i publicznego oraz świadczy usługi konsultingowe, doradcze, projektuje, wdraża i rozbudowuje tego rodzaju systemy.

W 2015 r. więcej wsparcia dla młodych bezrobotnych oraz firm, które ucierpiały w wyniku embarga rosyjskiego

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku możliwy spadek bezrobocia poniżej 10 proc. – ocenia Jacek Męcina, wiceminister pracy. Już ten rok zapoczątkował pozytywne zjawiska na tym rynku, które będą kontynuowane w 2015 roku. Pojawią się też dodatkowe narzędzia, m.in. większe wsparcie na aktywizację młodych bezrobotnych oraz pomoc dla firm, które najmocniej odczuły skutki rosyjskiego embarga.

Na rynku pracy na pewno zagrożeniem jest niepewna sytuacja firm dotkniętych rosyjskim embargiem. Chcemy pomóc tym firmom, stąd prace nad nowelizacją tzw. ustawy antykryzysowej zapowiadanej przez premier Ewę Kopacz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Chodzi o nowelizację Ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc prac. Rząd w połowie grudnia zarezerwował na ten cel 500 mln zł wydatkowanych w latach 2015-2016 z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Projekt zakłada m.in. dopłatę 1 tys. zł na jednego pracownika dla przedsiębiorstw objętych rosyjskimi sankcjami. Warunkiem wsparcia jest 15-proc. spadek obrotów firmy w trzech miesiącach po 6 sierpnia 2014 r. Jak dodaje Męcina, ustawa ma chronić miejsca pracy, rekompensować pracodawcom utrzymanie zatrudnienia, poprzez m.in. zmniejszenie wymiaru czasu pracy.

W ramach proponowanych rozwiązań przedsiębiorcy przez pół roku będą mogli otrzymywać po ponad 1 tys. zł miesięcznie na każdego pracownika, co powinno zahamować napływ bezrobocia i ochronić obecne miejsc pracy – wyjaśnia Jacek Męcina. – Ustawa szczególnie dotyczy czterech dużych sektorów gospodarki: przetwórstwa przemysłowego, handlu, usług oraz produkcji rolnej i hodowli mięsnej.

Ustawa ma wejść w życie 1 lutego 2015 r.

Drugim istotnym programem, który poprawi sytuację na rynku pracy, jest kontynuacja wsparcia młodych osób. Chodzi m.in. o „Gwarancje dla młodzieży” realizowane ze środków Funduszu Pracy oraz Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt zakłada aktywizację zawodową osób do 25. roku życia poprzez takie instrumenty, jak szkolenia, bony stażowe, poradnictwo, pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej itd.

Myślę, że 2014 rok na rynku pracy pozytywnie nas zaskoczył. Najbardziej zaskakująca jest największa w historii 25 lat transformacji liczba zatrudnionych według badania aktywności ekonomicznej ludności – podkreśla Jacek Męcina.

Według tych danych w III kw. zatrudnionych było 16,06 mln osób, co oznacza wzrost o 2,1 proc. w stosunku do okresu rok wcześniej. Natomiast liczba biernych zawodowo (niepracujących i nieposzukujących pracy osób powyżej 15. roku życia) wyniosła 13,48 mln osób (spadek o 0,7 proc. do III kw. 2013 r.).

To także rok instytucjonalnej reformy rynku pracy, która działa i przynosi pierwsze efekty – zaznacza minister.

Według ministra urzędy pracy poszukują więcej miejsc pracy dla osób bezrobotnych, rozwijają nowe instrumenty i są bardziej efektywne.

W IV kwartale oczywiście małe sezonowe wzrosty bezrobocia są widoczne, ale ogólny bilans tego roku jest bardzo dobry. W przyszłym roku bezrobocie może spaść poniżej 10 proc., a przynajmniej mogą być takie miesiące – prognozuje Jacek Męcina. – Pierwsze symptomy ożywienia możemy widzieć w lutym i marcu, a apogeum spadku bezrobocia i wzrostu zatrudnienia będziemy obserwować tradycyjnie na przełomie lipca i sierpnia.

W listopadzie stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 11,4 proc. i w stosunku do października wzrosła o 0,1 proc., a w porównaniu do okresu sprzed roku zmalała o 1,8 proc. W urzędach pracy zarejestrowanych było 1,80 mln osób.

W ocenie wiceministra pracy i polityki społecznej w  2015 r. będzie rosło zatrudnienie ze względu na wzrost inwestycji i lepszą koniunkturę gospodarczą.

Raje podatkowe mniej atrakcyjne. Od stycznia nowe zasady opodatkowania kontrolowanych spółek zagranicznych

1

CEO Magazyn Polska

Od stycznia raje podatkowe przestaną być tak atrakcyjne. Zmienią się bowiem zasady opodatkowania kontrolowanych spółek zagranicznych (CFC). Polski właściciel takiej spółki będzie musiał – po zaistnieniu kilku przesłanek – zapłacić podatek od jej zysków, nawet jeśli nie były one transferowane do kraju. Chyba że udowodni, że prowadzi ona rzeczywistą działalność gospodarczą. Eksperci podkreślają jednak, że w niektórych przypadkach będzie to trudne.

Zmiany, które mają wejść 1 stycznia 2015 roku, można nazwać rewolucyjnymi – ocenia Marek Szczepanik, doradca podatkowy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Ich istotą jest to, że polscy właściciele spółek zagranicznych będą pod pewnymi warunkami płacić podatek dochodowy od zysków uzyskiwanych przez te spółki, nawet jeśli nie są one transferowane do Polski. Czyli jeżeli kontrolowana spółka zagraniczna płaci za niskie podatki bądź nie płaci ich w ogóle, to polski fiskus opodatkuje takie zyski w deklaracji polskiego właściciela.

Znowelizowana ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych ma przeciwdziałać przenoszeniu aktywów generujących przychody pasywne do krajów o korzystniejszym systemie podatkowym. W podstawie opodatkowania podatnika będzie trzeba uwzględnić dochody spółek, których siedziba znajduje się w kraju o niższym poziomie opodatkowania, czyli w raju podatkowym.

Jak podkreśla Szczepanik, aby spółka faktycznie zapłaciła podatek w Polsce od spółek zagranicznych, musi jednak zaistnieć kilka przesłanek.

Po pierwsze, musi być spełniony warunek kontroli – polski właściciel musi posiadać co najmniej 25 proc. udziałów w organach stanowiących. Po drugie, spółka powinna osiągać przychody pasywne, czyli np. odsetki, zyski kapitałowe i dochody z opłat. Trzecim warunkiem jest to, że stawka podatku w odniesieniu do przynajmniej jednego z tych dochodów jest niższa niż 14,25 proc. – wyjaśnia doradca podatkowy.

Przepisy dotyczące opodatkowania CFC nie będą obowiązywały, gdy przychody spółek kontrolowanych nie przekroczą 250 tys. euro. Druga przesłanka wykluczająca pojawi się wówczas, gdy właściciel będzie w stanie udowodnić, że spółka prowadzi za granicą faktyczną działalność gospodarczą, a nie jest sztucznym tworem powstałym dla korzyści podatkowej.

W przypadku wielu rodzajów działalności nie powinien to być problem. Jeżeli spółka zagraniczna ma sieć sklepów, fabrykę czy inny „namacalny” biznes, to wtedy problemu z udowodnieniem rzeczywistej działalności gospodarczej nie będzie. Pewnym problemem może być udowodnienie działalności w przypadkach, gdy nie jest wymagana obecność pracowników, czyli biznesy internetowe, finansowe, wszelkiego rodzaju spółki holdingowe czy inwestycyjne – mówi Marek Szczepanik.

Ustawa wprawdzie daje pewne wskazówki do oceny działalności prowadzonej przez spółkę zagraniczną, jednak – według eksperta – i tak wiele będzie zależało od interpretacji organów podatkowych.

Dlatego będzie tutaj pewne pole niedookreśloności. Obawiam się, że dopiero sądy będą mogły pewne kwestie rozstrzygnąć na korzyść bądź niekorzyść podatników – przewiduje ekspert podatkowy.

Podobne regulacje obowiązują w większości krajów Europy Zachodniej, także w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Japonii.

Święta to dobry okres dla internetowych sklepów spożywczych. Przeciętny koszyk zakupów o 13 proc. większy niż rok temu

CEO Magazyn Polska

W przedświątecznej gorączce Polacy coraz częściej wybierają wirtualne zakupy. Ruch na stronach e-supermarketów rośnie w okresie przedświątecznym o jedną trzecią. Większy jest również koszyk zakupowy statystycznego klienta. Niektóre produkty  jak bakalie, barszcz czy uszka  notują nawet dziesięciokrotne wzrosty. Dynamicznie rośnie również sprzedaż ryb i słodkości.

Zawsze przed świętami konsumenci mają najmniej czasu na zwykłe, spożywcze zakupy: koncentrują się wtedy na wybieraniu upominków, prezentów, w związku z tym artykuły spożywcze są dla nich w pewnym sensie utrapieniem i szkoda im na nie czasu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Bielecki, wiceprezes Frisco.pl.

Ruch na stronie Frisco.pl jest o jedną trzecią większy niż w innych miesiącach roku. Bielecki podkreśla, że jest grupa klientów, którzy robią zakupy regularnie tylko w okresie świątecznym.

– Polacy nie chcą stać w korkach, szukając miejsca do zaparkowania, w kolejce do kasy, wolą, żeby zakupy przyjechały do domu – mówi wiceprezes Frisco.pl.

Sieć spodziewa się w grudniu obrotów o kilkanaście procent większych niż w innych miesiącach. Przed świętami Polacy nie tylko kupują częściej, lecz także kupują więcej. W porównaniu z innymi miesiącami grudniowy koszyk świąteczny jest o ok. 13 proc. większy.

Zarządzający platformą Frisco.pl spodziewają się, że grudniowe przychody ze sprzedaży będą o kilkanaście proc. wyższe niż w innych miesiącach roku.

Są w nim produkty tradycyjnie spożywane w czasie świąt, jak uszka, barszczyk czy bakalie – one notują w tym okresie wzrost nawet o tysiąc procent – tłumaczy Bielecki.

Dynamicznie rośnie sprzedaż ryb i wyrobów cukierniczych. W ubiegłym roku te kategorie wzrosły odpowiednio o 24 i 16 proc.

W święta każdy lubi zjeść coś słodkiego, a tradycyjne polskie potrawy są rybne – wyjaśnia Wiceprezes Frisco.pl. – Co ciekawe, do tej pory na wigilijnym stole dominował przede wszystkim karp, dzisiaj obserwujemy, że dosyć dużą popularnością cieszą się również łosoś czy dorsz, czyli ryby, które w ogólnej sprzedaży stanowią ponad 36 proc. – mówi Grzegorz Bielecki.

Polacy to tradycjonaliści. Nie wyobrażają sobie świąt bez rodzinnej kolacji, tradycyjnych potraw i choinki

Czas spędzony z bliskimi, obdarowywanie ich prezentami i tradycyjne wigilijne potrawy – to najważniejsze elementy świąt dla Polaków według badania „Za co Polacy kochają święta?”. Również młodzi ludzie są przywiązani do tradycji, bo większość wskazała, że najważniejsze symbole Gwiazdki to choinka, Święty Mikołaj i puste nakrycie na stole. Polacy nie wyobrażają sobie Bożego Narodzenia bez kolacji z najbliższymi, prezentów i… filmu „Kevin sam w domu”.

Polacy należą do społeczeństw, dla których tradycja jest bardzo ważna. Jako najważniejsze tradycje świąteczne wskazują Tradycyjne potrawy. Oprócz tego ważnym elementem i symbolem świąt dla Polaków jest choinka, a także zwyczaj obdarowywania bliskich prezentami – mówi agencji Newseria Biznes dr Tomasz Sobierajski, socjolog.

Z badania „Za co Polacy kochają święta?” przeprowadzonego przez instytut badawczy IQS na przełomie listopada i grudnia 2014 na zlecenie marki Coca-Cola wynika, że większość z nas jest przywiązana do tradycyjnej symboliki. 72 proc. Polaków wskazuje, że najważniejsza w Bożym Narodzeniu jest możliwość spędzenia czasu z bliskimi i sprawianie im radości (37 proc.).

Chcemy dać najbliższym osobom w prezencie to, co najcenniejsze, czyli wolny czas, którego często brakuje na co dzień. Liczy się również to, żeby dać im prezenty i sprawić radość – wyjaśnia Sobierajski. – Te badania przeczą tezie, o której się mówi bardzo często, że święta się skomercjalizowały, że najważniejsze to wydać mnóstwo pieniędzy i dostać jak najlepsze prezenty.

Podobnie odpowiadali również młodzi ludzie, w grupie 18-24 lata. Dla nich święta nie mogą się obyć bez wspólnej kolacji z najbliższymi (71 proc.), choinki (58 proc.) i…filmu „Kevin sam w domu” (46 proc.). 30 proc. z nich wskazało prezenty, ale jak zaznacza Sobierajski, jeśli Polacy mówili o prezentach świątecznych to raczej w kontekście obdarowywania, a nie otrzymywania. Element wspólnotowości widać również w dzieleniu się opłatkiem – ponad 50 proc. badanych wskazało to jako ulubioną świąteczną tradycję.

Nad tym wszystkim – według badań – figuruje choinka i Święty Mikołaj jako symbole ciepła, dobroci i szansy na to, że być może ten świat będzie lepszy, przynajmniej w te kilka świątecznych dni – mówi socjolog.

Polska medycyna jest innowacyjna mimo problemów finansowych

Medycyna może stać się wizytówką innowacyjnej polskiej gospodarki na świecie. Pionierskie operacje i terapie wykorzystujące najnowsze technologie pokazują, że polska medycyna jest innowacyjna mimo problemów finansowych. Zdaniem ekspertów eksponowanie sukcesów polskich lekarzy na arenie międzynarodowej może przyczynić się do zwiększenia nakładów finansowych na opiekę zdrowotną, co może przynieść korzyści całej gospodarce.

W Polsce przeprowadza się coraz więcej innowacyjnych operacji i terapii, które często są działaniami pionierskimi na skalę światową. Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego we Wrocławiu z powodzeniem przeprowadzili operację, dzięki której sparaliżowany po przecięciu rdzenia kręgowego mężczyzna mógł wstać z wózka inwalidzkiego. W grudniu światowe media obiegła informacja o 2-letnim Adasiu, którego krakowscy lekarze wyprowadzili z głębokiej hipotermii.

Zdaniem Michała Kępowicza, dyrektora Departamentu Funduszy Europejskich w Ministerstwie Zdrowia polska medycyna stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza w zakresie poziomu leczenia i rozwoju technologii – szczególnie w zakresie telemedycyny. Najlepszym przykładem jest projekt Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu wspierany w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego dotyczący utworzenia pierwszej na świecie Krajowej Sieci Teleaudiologii czy Instytut Kardiologii w Aninie, który od dłuższego czasu prowadzi monitorowanie stanu zdrowia pacjentów na odległość.

Niestety, podstawowymi problemami branży medycznej są jednak niedofinansowanie, braki kadrowe oraz brak odpowiednich regulacji prawnych.

Najważniejsze jest to, żebyśmy mieli jasno sformułowane zasady, w jaki sposób nowe technologie mogą być transferowane, w jaki sposób można je wprowadzać na rynek tak, żeby one mogły w perspektywie przysłużyć się dobru i zdrowiu pacjentów. Dzisiaj takiego mechanizmu w Polsce nie ma. Oczywiście jest wiele rozwiązań, dzięki którym jesteśmy zdecydowanie dalej, niż byliśmy jeszcze kilka lat temu, jak chociażby finansowanie części zadań przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wydaje się jednak, że taka systemowa ścieżka tylko dla ochrony zdrowia jest u nas potrzebna – mówi Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Eksperci Krajowej Izby Gospodarczej są zdania, że polska medycyna powinna wykorzystywać i rozwijać potencjał najzdolniejszych naukowców i najlepiej zarządzanych placówek, które należy traktować jako szkoły dobrego zarządzania. Takie placówki to m.in. Centrum Onkologii w Bydgoszczy, Instytut Kardiologii w Aninie, Centralny Szpital Kliniczny MSW i Światowe Centrum Słuchu w podwarszawskich Kajetanach. Ten ostatni ośrodek powstał w maju 2012 roku dzięki dorobkowi istniejącego od 20 lat Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. To prof. dr hab. Henryk Skarżyński, jego założyciel, w 1992 roku przeprowadził pionierską w Polsce operację wszczepienia implantu ślimakowego osobie niesłyszącej.

IFPS to placówka unikalna pod wieloma względami. Działa w nim zespół interdyscyplinarny, w którym pracują lekarze razem z inżynierami, fizykami, biologami, surdologopedami i logopedami. To niewątpliwie jest wizytówką nowoczesnej placówki, która tymi problemami się zajmuje oraz świadczy o nowoczesnym podejściu i kompleksowym potraktowaniu problemu zaburzeń słuchu, głosu i komunikacji językowej – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kochanek, sekretarz naukowy Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Do największych sukcesów Instytutu należy zainicjowanie programu badań przesiewowych słuchu u noworodków ponad 20 lat temu. Ośrodek opracował także programy badań przesiewowych słuchu u dzieci w wieku szkolnym, bo według badań Instytutu aż 1/5 pierwszoklasistów ma problemy ze słuchem. Sukcesy polskich lekarzy pokazują, że rodzima opieka medyczna to nie tylko kolejki w przychodniach i zbyt krótka lista leków refundowanych.

Zdaniem ekspertów z Krajowej Izby Gospodarczej polska medycyna prężnie rozwijająca się mimo trudnej sytuacji finansowej, dlatego może być wizytówką innowacyjnej polskiej gospodarki na świecie. Eksponowanie sukcesów polskich lekarzy może – zdaniem ekspertów KIG – doprowadzić do zwiększenia nakładów finansowych na służbę zdrowia.

W Polsce na służbę zdrowia łącznie przeznacza się 7,2 proc. PKB. To wciąż mniej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie średnia wynosi ponad 10 proc. – wskazuje raport Deloitte „Global health care outlook: shared challenges, shared opportunities”.

Przed świętami więcej ofert pracy. Dodatkowi pracownicy poszukiwaniu w handlu i logistyce

Okres przedświąteczny to dobry czas dla rynku pracy sezonowej. Dodatkowych rąk do pracy potrzebują przedsiębiorstwa związane z branżą handlową, usługową i produkcyjną. W okresie sylwestrowym pojawia się też coraz więcej ofert dla stylistek i opiekunek do dzieci. Firmy, gdzie zapotrzebowanie na pracowników jest dużo większe, proponują nie tylko wyższe wynagrodzenie, lecz także pozapłacowe bonusy, takie jak bezpłatny transport do firmy czy wyżywienie.

W niektórych branżach zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych jest w okresie przedświątecznym i sylwestrowym nawet dwukrotnie wyższe niż w pozostałych miesiącach.

Największą popularnością cieszy się Święty Mikołaj i jego gwardia, czyli osoby pracujące na stanowiskach magazynierów i pakowaczy w centrach logistycznych. Koncerny międzynarodowe, które w ostatnich latach otworzyły siedziby w Polsce, szukają pracowników na stanowiska ściśle związane z pakowaniem prezentów czy wysyłką – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Zabilska, menadżer w Adecco Poland, firmie doradztwa personalnego.

W centrach logistycznych i przy akcjach promocyjnych można liczyć na zarobki rzędu 10-30 zł brutto za godzinę. Na zdecydowanie wyższe wynagrodzenie mogą liczyć osoby zatrudnione na stanowisku mikołaja, dużo zależy jednak od predyspozycji pracownika – najlepsi zarobią kilkaset złotych w ciągu dnia.

Pod warunkiem, że to jest dobry mikołaj, który świetnie się prezentuje, jest empatyczny, ma odpowiednie podejście do dzieci i oczywiście sędziwą brodę – mówi Zabilska. – Zdecydowanie w tym sezonie mamy więcej stanowisk magazynowych, dla operatorów wózków widłowych, pickerów, pakowaczy, hostess, audytorów, merchandiserów oraz inne, które są związane z wzmożona pracą w branży FMCG.

Bliżej okresu sylwestrowego zwiększa się zapotrzebowanie na sprzedawców fajerwerków oraz na wszelkiego rodzaju zawody związanymi z usługami upiększającymi,czyli fryzjerów, makijażystki czy stylistki.

Jak podkreśla ekspertka, chętnych do pracy tymczasowej nie brakuje, choć nie wszystkie stanowiska cieszą się dużą popularnością. Co roku najtrudniej znaleźć pracowników do działu rybnego, sprzedawców karpi w supermarkecie – i to mimo tego, że oferowane zarobki są całkiem dobre.

Jak co roku bardzo trudno jest też znaleźć dobrą opiekunkę lub opiekuna do dziecka na noc sylwestrową. Osoby w tym okresie nie chcą pracować. Z reguły wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, żeby się dobrze bawić, więc o dobrą niańkę trudno – mówi Karolina Zabilska.

Co ciekawe, dużo większe niż w innych miesiącach zapotrzebowanie na pracowników sprawia, że firmy muszą mocno zabiegać o dodatkowych pracowników. Poza tym, że oferują coraz wyższe stawki, kuszą też pozapłacowymi bonusami.

Duże zapotrzebowanie sprawia, że firmy walczą o pracowników, oferują nie tylko wyższe wynagrodzenie, lecz także pozapłacowe bonusy.

Pracodawcy zaczynają proponować coraz lepsze pakiety medyczne, prywatną opiekę, transport do firmy czy wyżywienie. Zdarzyło się, że jeden z moich klientów w Gorzowie Wielkopolskim, żeby zachęcić pracowników, proponował śniadania w miejscu pracy – mówi ekspertka z Adecco.

Pracownicy nie muszą płacić podatku od firmowej wigilii

0

Pracownicy biorąc udział w firmowych wigiliach nie uzyskują przychodu, który należałoby doliczyć do ich podstawy opodatkowania. Jak podkreśla doradca podatkowy Dominika Dragan-Berestecka, wątpliwości z tym związane rozstrzygnął wyrok Trybunału Konstytucyjnego, z którego wynika, że tego typu spotkania nie powodują powstania korzyści dla pracowników.

Kwestia opodatkowania i rozliczania imprez integracyjnych, w tym spotkań wigilijnych dla pracowników, od dłuższego czasu budziła sporo kontrowersji i niejasności. Odmienne stanowiska prezentowały poszczególne urzędy skarbowe, a nawet składy orzekające Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Niektórzy mówili, że przecież można ustalić przychód statystycznie i każdemu pracownikowi uczestniczącemu w imprezie integracyjnej czy wigilii firmowej doliczyć ten statystyczny przychód do jego podstawy opodatkowania. Przeciwnicy takiego rozwiązania twierdzili, że nie sposób ustalić przychód, bo nie wiemy, w jakim zakresie pracownik skorzystał z danego świadczenia, ile zjadł, ile wypił, a zatem nie możemy mu opodatkować statystycznego przychodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy z Kancelarii Chmieliński i Żemantowski Radcowie Prawni i Doradcy Podatkowi.

Jak podkreśla, wątpliwości rozstrzygnął w lipcu br. Trybunał Konstytucyjny, który orzekł, że uczestnictwo pracownika w imprezie integracyjnej nie stanowi dla niego przychodu i nie osiąga on korzyści, uczestnicząc w imprezie organizowanej przez pracodawcę.

Taką interpretację można rozciągnąć także na skutki podatkowe udziału w wigiliach firmowych organizowanych przez pracodawcę. Bowiem pracownik nie uzyskuje przychodu, uczestnicząc w takim spotkaniu świątecznym – wyjaśnia Dominika Dragan-Berestecka.

Zgodnie z wyrokiem TK, aby świadczenie było opodatkowane, musi albo prowadzić do powiększenia aktywów (np. wypłata pieniędzy), albo do zaoszczędzenia wydatków (np. polisy ubezpieczeniowe, wydatki na transport). Zdaniem Trybunału nie można założyć, że uczestnik spotkania integracyjnego sam poniósłby określone wydatki, gdyby to nie pracodawca organizował spotkanie. Poza tym korzyść pracownika musi być spełniona w jego interesie, a nie interesie pracodawcy. Musi też być przypisana mu indywidualnie, a nie skierowana w sposób ogólny do wszystkich podmiotów.

Co trzecia zabawka zakwestionowana przez Inspekcję Handlową. Niektóre zawierają groźne dla zdrowia i życia substancje chemiczne

Na ponad 2,5 tys. skontrolowanych zabawek Inspekcja Handlowa zakwestionowała bezpieczeństwo 36 proc. z nich. Najczęściej uwagi dotyczyły niewłaściwego oznakowania, ale w 7 proc. zastrzeżenia dotyczyły konstrukcji i materiałów, z których wykonano produkty. Eksperci ostrzegają przez zabawkami, które zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne i mogą powodować nawet nowotwory. Radzą, by zwracać uwagę na możliwość uszkodzeń mechanicznych.

Wśród tych 7 proc. zakwestionowanych zabawek najczęściej stwierdzane wady polegały m.in. na obecności małych elementów, które dziecko mogłoby połknąć, występowaniu zadziorów stwarzających ryzyko zranienia czy nieodpowiednim zabezpieczeniu komory bateryjnej. Certyfikująca wyroby, technologie, systemy zarządzania i personelu firma TÜV Rheinland Polska ostrzega przez zabawkami, które zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne i mogą powodować nowotwory.

Najważniejsza jest zawartość substancji, które mogą wpływać negatywnie na skórę bądź płyny ustrojowe. Gdy dziecko bierze zabawkę do buzi, zdarza się, że przenika do jego organizmu substancja chemiczna. W dalszej perspektywie może to powodować skutki uboczne i prowadzić nawet do nowotworów. Szczególnie niebezpiecznymi substancjami są metale ciężkie oraz wielołańcuchowe węglowodory aromatyczne – precyzuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Michał Bak, kierownik laboratorium mechanicznego TÜV Rheinland Polska.

Pod kątem skutków chemicznych szczególną ostrożność należy zachować, wybierając grzechotki dla niemowlaków. Przy zakupie zabawki – zarówno dla tych młodszych, jak i starszych dzieci – trzeba wziąć pod uwagę zagrożenia mechaniczne.

Przykładowo domki drewniane, huśtawki, elementy zjeżdżalni, które przeważnie stawiane są przed domem, mogą być nieodpowiednio zabezpieczone przed upadkiem bądź uwięźnięciem części ciała: palców, dłoni czy nawet całej głowy – objaśnia Michał Bak. – Może to prowadzić do różnego rodzaju uszkodzeń mechanicznych. W bardzo skrajnym przypadku mogą one nawet prowadzić do śmierci.

Najwięcej zastrzeżeń Inspekcja Handlowa miała do nieodpowiedniego oznakowania produktów. Jak podkreślają eksperci TÜV Rheinland, na produkcie powinny się znaleźć wszystkie wymagane prawem informacje, m.in. znak CE, nazwa i adres producenta, nazwa zabawki oraz dodatkowe oznaczenia, np. nieodpowiednie dla dzieci poniżej 3 lat. Ich brak powinien wzbudzić wątpliwość kupującego.

To tym istotniejsze, że wiele zabawek jest importowanych z krajów, gdzie standardy bezpieczeństwa są niższe niż w UE. Kontrole wykonywane przez inspekcje handlowe w poszczególnych miastach czy przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wskazują, że nie wszystkie zabawki, które trafiają na polskim rynek z zagranicy, są bezpieczne dla dzieci.

Każdy podmiot, który wprowadza produkt na rynek unijny, zobowiązany jest do wykonania oceny zgodności wyrobu, która wymaga od producenta czy dystrybutora potwierdzenia bezpieczeństwa pod względem mechanicznym, chemicznym i prawnym – przypomina Michał Bak. – Zabawki, które trafiają na polski rynek, powinny być bezpieczne. Aczkolwiek to, czy wszystkie podmioty zajmujące się dystrybucją to wykonują, jest już kwestia odrębna.

Firma TÜV Rheinland Polska zajmuje się certyfikacją produktów. Ma dwa laboratoria: w Wieliczce i Poznaniu. Jej eksperci wykonują analizy artykułów zarówno spożywczych, jak i przemysłowych oraz technologii pod kątem jakości oraz bezpieczeństwa. Zainteresowanie certyfikacją wśród producentów i importerów zabawek rośnie. Wynika to nie tylko ze zmieniających się wymagań prawnych, lecz także z potrzeb rynku i wzrostu świadomości konsumentów. Coraz więcej sieci handlowych wymaga od dostawców raportów z badań i certyfikatów.

Sklepy tradycyjne nadal domeną Polaków

Polacy są najbardziej przywiązani do tradycyjnych zakupów, spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zakupy robimy głównie w supermarketach i dyskontach, które znajdują się najbliżej naszego miejsca zamieszkania. Jak wynika z najnowszego badania Wybór Konsumenta, w tradycyjnych sklepach najważniejsza jest dla nas: jakość produktów świeżych, szeroki wachlarz oferty oraz cena.

 Zgodnie z prognozami ekspertów, sklepy wielopowierzchniowe w 2014 roku wygenerują ponad 50 proc. wartości sprzedaży osiągniętej na rynku artykułów spożywczych –Konsumenci, chętnie wybierają sklepy blisko domów lub te, zlokalizowane w centrach handlowych, aby przy okazji cotygodniowych zakupów spożywczych, zakupić odzież lub skorzystać z innych punktów usługowych lub rozrywkowych – wyjaśnia Karolina Dias, koordynator badania Wybór Konsumenta. Warto podkreślić, że zgodnie z naturą Polaka, chętnie robimy zakupy w supermarketach i dyskontach, podkreślając jednocześnie jak bardzo nie lubimy tej formy kupowania.

Najnowsze badania Wybór Konsumenta dotyczące zachowań zakupowych pokazują, że Polacy na pierwszym miejscu wskazali jakość produktów świeżych. Aż 88 proc. kupujących wybrało tę cechę jaką najistotniejszą podczas wybierania produktów z półek sklepowych. 8 na 10 osób postawiło na jasne i aktualne oznaczenia cenowe a także szeroki wachlarz oferowanych produktów. 

Produkty marki własnej górą

Blisko 80 proc. polskich obywateli dokonało zakupów w dyskontach, z czego co czwarta osoba przyznaje się do regularnych zakupów wyłącznie w tej kategorii sklepów sieciowych (Ranking PBS 2013 r.). Jak wynika z badania Wybór Konsumenta, niekwestionowanym liderem na polskim rynku w kategorii dyskontów jest Biedronka. Na kolejnych miejscach plasują się: Lidl, Netto oraz Aldi. – Polacy wybierają zakupy w takiej kategorii punktów sprzedaży ponieważ, dyskonty kuszą nas nie tylko licznymi promocjami i niską ceną, ale także bogatą ofertą produktów własnych – na co wskazało aż 83 proc. badanych – dodaje Karolina Dias, koordynator badania Wybór Konsumenta.

To co lubimy najbardziej w zakupach w dużych sieciach handlowych, to przede wszystkim promocje i sezonowe obniżki cen. Jesteśmy zdolni kupić produkty w promocyjnych cenach, do tego stopnia, by posiadać dodatkowy gadżet, który często jest zbędny i niepotrzebny. Warto podkreślić, że Polacy mają bardzo mocno zakorzenione nawyki konsumenckie, często ulegają emocjom i kupują produkty po okazjonalnej cenie. Dlatego o ostatecznym zakupie danego towaru decyduje często cena jak i jakość.

Zwrotów nie przyjmujemy

Natomiast w przypadku sklepów odzieżowych, szczególnie w przypadku zakupów świątecznych, najważniejsza dla nas jest różnorodność oferty –  blisko 90 proc. osób tak odpowiedziało oraz jasna polityka zwrotów i wymiany towarów (85 proc.). W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że sprzedawca nie ma żadnego obowiązku przyjmować zwrotów towarów od kupujących. Każdy sklep ustala swoje zasady i reguły przyjmowania zwrotów i reklamacji.

Sprzedawca w sklepie tradycyjnym ma możliwość dowolnego ustalania zasad przyjmowania zwrotów (inaczej jest w przypadku sprzedaży na odległość np. w sklepie internetowym). Może zadecydować, że będzie przyjmował zwroty towarów na szczególnych zasadach, np. w oryginalnym opakowaniu, z oryginalnymi metkami, nieużywany i tylko w oznaczonym terminie – wyjaśnia Paweł Rokicki z Fundacji Konsumentów.

Weekend w galerii handlowej

Jak pokazują wyniki badania TNS Pentor przeciętny Polak poświęca minimum 3 godziny w tygodniu na zakupy. Najczęściej w dni wolne od pracy w sobotę i niedzielę. Co trzeci kupujący, będący czynny zawodowo, przyznaje, że właśnie w te dni robią największe zakupy. Natomiast osoby nie pracujące i osoby starsze częściej robią zakupy w godzinach przedpołudniowych, by uniknąć kolejek i spokojnie załatwić wszystkie sprawunki. Co ciekawe, osoby młode, deklarują, że często odwiedzają galerie handlowe tuż po godzinie 16.

 

NIK o lokalach socjalnych

Gminy nie mają wystarczających środków, aby zaspokajać potrzeby mieszkaniowe osób w trudnej sytuacji życiowej. Niewywiązywanie się z obowiązku zapewnienia lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych powoduje, że gminy muszą płacić wysokie odszkodowania. Tymczasem kolejka oczekujących na gminne lokum wydłuża się. Na koniec 2013 r. lokali socjalnych w skontrolowanych gminach było prawie 2 razy mniej niż oczekujących. Taka sytuacja może powodować zwiększenie grupy osób bezdomnych.

Stan obecny

Zgodnie z przepisami gminy muszą zaspokajać potrzeby mieszkaniowe osób w trudnej sytuacji życiowej, jednak w praktyce nie mają na to wystarczających środków. Lokale socjalne są najczęściej przyznawane na podstawie wniosków o najem oraz sądowych wyroków eksmisyjnych. Jeśli zgodnie z wyrokiem sądu gmina nie zapewni lokalu, musi płacić odszkodowanie właścicielowi mieszkania zajmowanego przez osobę z wyrokiem eksmisji. Dodatkowo od 16 listopada 2011 r. gminy mają prawny obowiązek zapewnienia pomieszczenia tymczasowego dłużnikom, którym zgodnie z wyrokiem sądu nie przysługuje lokal socjalny. Jednak ustawodawca nie zadbał o przekazanie gminom środków na pozyskanie takich pomieszczeń. W efekcie gminy często nie są w stanie zagwarantować eksmitowanym pomieszczeń tymczasowych, co oznacza, że – tak jak w przypadku lokali socjalnych – muszą płacić odszkodowania.

Lokale socjalne

W latach 2011-2013 liczba lokali socjalnych w kontrolowanych gminach wzrosła średnio o 19% (z 3133 w 2011 r., do 3739 w 2013 r.), jednak wskutek rosnącego zapotrzebowania na te lokale (z 6340 gospodarstw domowych do ponad 7 tys., czyli o 11%), potrzeby mieszkańców nie były zaspokajane. W latach 2011-2013 głównymi źródłami zapotrzebowania na lokale socjalne były wyroki eksmisyjne z orzeczonym prawem do lokalu socjalnego oraz wnioski o najem lokalu socjalnego z zasobów gminnych. Lista osób oczekujących na lokale socjalne (z tytułu wniosku o najem) wydłużyła się o 35%. Jednocześnie w związku z niedoborem tych lokali, na realizację wyroku eksmisyjnego (a tym samym na przyznanie mieszkania) trzeba było poczekać średnio 2,5 roku, a w skrajnych przypadkach nawet 20 lat.

Pomieszczenia tymczasowe

W odpowiedzi na wnioski komornicze o wskazanie pomieszczenia tymczasowego w ponad 90% przypadków gminy oświadczały, że takich pomieszczeń nie mają. Np. w Sosnowcu, na 109 wniosków komorników, urząd wskazał pomieszczenie tymczasowe tylko w jednej sprawie, w ośmiu sprawach pomieszczenia zostały zapewnione przez inne podmioty niż gmina, a w pozostałych 100 sprawach pomieszczeń tymczasowych zabrakło. Z jednej strony oznacza to brak możliwości skutecznego przeprowadzenia egzekucji i odzyskania swojego lokalu przez wierzyciela, a z drugiej strony dla części dłużników – eksmisję do noclegowni. W ocenie NIK taka sytuacja prowadzi do nasilenia się zjawiska bezdomności.

Nieprawidłowości

Gminy objęte kontrolą NIK podejmowały szereg działań w celu zaspokojenia potrzeb lokalowych swoich mieszkańców. Najwięcej lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych gminy pozyskiwały w wyniku zamiany mieszkań komunalnych o obniżonym standardzie (łącznie 44% pozyskanych lokali), w wyniku adaptacji lub modernizacji istniejących budynków, lokali i innych obiektów należących do gminy (łącznie 40% pozyskanych). Część lokali socjalnych przeszła w ręce gmin wskutek działalności inwestycyjnej (16%), sporadycznie były one kupowane na wolnym rynku, w kilku przypadkach zostały przejęte od Skarbu Państwa. Gminy zmagające się z niedoborem lokali socjalnych wynajmowały je czasem od innych podmiotów.

Część gmin działała z naruszeniem prawa, np. zawierając umowy z czynszem socjalnym w lokalach innych niż socjalne albo podpisując umowy najmu pomieszczenia tymczasowego w lokalach socjalnych. Zdarzało się, że podpisywano umowy najmu lokalu socjalnego w lokalach niespełniających odpowiednich standardów. Kontrola NIK ujawniła również inne nieprawidłowości po stronie gmin, które utrudniały skuteczne rozporządzanie ich zasobem mieszkaniowym:

  • żadna ze skontrolowanych gmin nie określiła jasnych kryteriów dotyczących kolejności przyznawania lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych, co stwarzało ryzyko dowolności postępowania w tym zakresie;
  • wiele lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych było zajmowanych bezprawnie, a gminy w wielu przypadkach miały problemy z ich odzyskaniem. Poza tym gminy nie potrafiły skutecznie zweryfikować, czy  dany lokal rzeczywiście zajmują osoby potrzebujące takiej pomocy. Np. w Oświęcimiu lokal socjalny był niezamieszkiwany przez prawie 3 lata. Dopiero w wyniku skargi gmina wypowiedziała umowę najmu i przeprowadziła eksmisję osoby rzekomo zajmującej lokal;
  • część gmin nie znała rzeczywistego poziomu zapotrzebowania na lokale socjalne na swoim terenie. Główną przyczyną były błędy w ewidencjach wyroków eksmisyjnych i wniosków o przydział lokalu socjalnego oraz nieweryfikowanie tych ewidencji. Poza tym niektóre gminy oferowały lokale socjalne wyłącznie osobom z wyrokami eksmisyjnymi (pomijając osoby składające wnioski o najem), co sprawiało, że nie znały bieżącego, całościowego zapotrzebowania mieszkańców w tym zakresie. Problemem są też obowiązujące przepisy. W obecnym stanie prawnym w przypadku mieszkań komunalnych (gdzie umowa najmu podpisywana jest na czas nieokreślony) gminy nie mają możliwości sprawdzania, czy lokal zajmują osoby do tego uprawnione. Zdarza się, że są to osoby osiągające na tyle wysokie dochody, że mogłyby sobie pozwolić na wynajem samodzielnego mieszkania o wyższym standardzie. W takiej sytuacji gminy nie mają wiedzy, ilu gospodarstwom domowym lokale socjalne rzeczywiście się należą;
  • część gmin nie zarządzała aktywnie problemem braku lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych, ponieważ nie opracowała koncepcji rozwiązania tego problemu. Dokumenty strategiczne gmin nie uwzględniały kwestii lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych. W rezultacie gminy nie osiągały zamierzonych celów. W ocenie NIK przykładem godnym naśladowania jest Poznań, gdzie – pomimo dużej skali problemu – skutecznie pozyskiwano lokale socjalne i pomieszczenia tymczasowe. Poznań był jedyną gminą w badanym okresie, która zrealizowała wszystkie wnioski komorników o zapewnienie pomieszczenia tymczasowego.

Wnioski de lege ferenda – dotyczą przede wszystkim:

  • rozszerzenia uprawnień gmin do weryfikacji – w trakcie trwania umowy najmu – zasadności przyznanej pomocy mieszkaniowej (w ocenie NIK niezwykle ważne jest sprawdzanie przez gminy, czy lokale komunalne nie są zajmowane przez osoby, które są w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby mieszkaniowe);
  • wzmocnienia kontroli społecznej w obszarze rozpatrywania i załatwiania wniosków o najem lokali mieszkalnych (urzędy gmin powinny informować mieszkańców m.in. o osobach zakwalifikowanych do otrzymania pomocy mieszkaniowej i o sposobie jej realizacji).

Dodatkowo NIK wnioskuje o:

  • odejście od formalnego wydzielenia zasobu lokali socjalnych (poprzez umożliwienie zawierania umów najmu lokalu socjalnego na każdy lokal gminny, w zależności od rzeczywistych potrzeb, przy zachowaniu ustalonych kryteriów dochodowych).

Sejm przyjął budżet na rok 2015

Wzrost produktu krajowego brutto o 3,4 proc., spadek deficytu sektora finansów publicznych poniżej 2,8 proc. PKB oraz 1,2 proc. inflację przewiduje ustawa budżetowa na rok 2015, przyjęta przez Sejm 17 grudnia br. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 297,3 mld zł (wobec 277,8 mld zł zaplanowanych na 2014 r.), a wydatki na 343,3 mld zł (wobec 325,3 mld zł przewidzianych na br.). Deficyt budżetowy w przyszłym roku ma wynieść maksymalnie 46,8 mld zł.

To budżet, który pozwoli Polsce wyjść z procedury nadmiernego deficytu, a jednocześnie będzie nadal wspierał polskie możliwości rozwojowe – powiedział minister finansów Mateusz Szczurek.

Minister, przedstawiając posłom 8 października br. projekt budżetu na przyszły rok, zwracał uwagę na konieczność znalezienia bezpiecznej równowagi między uwarunkowaniami makroekonomicznymi, zachowaniem stabilności finansów publicznych a potrzebami i oczekiwaniami obywateli państwa. –Ten trudny dylemat nie jest nowy, ale w tym roku po raz pierwszy wsparciem dla niego będzie stabilizująca reguła wydatkowa, tworząca ramy dla finansów publicznych w dwóch pierwszych wymiarach: sytuacji gospodarczej i stabilności finansów publicznych – mówił wówczas Mateusz Szczurek, oceniając budżet na rok 2015 jako „racjonalny i oszczędny, ale nie pozbawiony wrażliwości”.

Polityka prorodzinna – większe ulgi na dzieci

W tym kontekście minister finansów wskazał m.in. zagwarantowanie środków na zwiększenie dostępności i limitów ulgi podatkowej z tytułu posiadania dzieci. Na tych zmianach skorzysta ponad milion rodzin (ok. 1,8 mln podatników), w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. To znaczy, że ponad 97 proc. rodzin, płatników PIT, będzie mogło wykorzystać w pełni ulgę na dzieci. – Proponowane przez rząd zmiany poprawią sytuację rodzin wielodzietnych oraz rodzin o niskich dochodach, ale też obniżą klin podatkowy, i tym samym będą impulsem aktywizacyjnym oraz zachętą do wyjścia z szarej strefy – oceniał w październiku Mateusz Szczurek. Dzięki temu np. rodzina z trójką dzieci i dochodem 65 tys. zł rocznie nie zapłaci podatku dochodowego, a przez zapowiadane zmiany zostanie wielokrotnie zwiększona kwota wolna od podatku. Zmiany w uldze na dzieci to element polityki prorodzinnej państwa i instrument wspierania dzietności, która w Polsce jest poniżej wartości zapewniającej zastępowalność pokoleń i wymaga aktywnego wsparcia przez państwo.

W ustawie budżetowej na rok 2015 zakłada się również m.in. znaczący wzrost nakładów na oświatę i wychowanie, w tym na przedszkola i bezpłatne podręczniki dla uczniów. W związku z sytuacją międzynarodową dużo więcej nakładów będzie przeznaczonych na obronność – obecnie ustawowo ten wskaźnik wynosi 1,95 proc. PKB. W 2015 r. wyniesie on blisko 2,3 proc. PKB (co wynika z płatności w ramach programu wyposażenia polskiej armii w myśliwce wielozadaniowe), natomiast od 2016 r. wskaźnik wydatków na obronność zostanie podniesiony do 2,0 proc. PKB.

W skład indeksu RESPECT na GPW weszły 24 spółki, w tym trzy nowe. Indeks obliczany jest już od pięciu lat

CEO Magazyn Polska

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu RESPECT. W skład 8. edycji indeksu weszły 24 spółki, w tym trzy nowe. Indeks, którego celem jest promowanie spółek społecznie odpowiedzialnych, działa już pięć lat.

– Tegoroczne podsumowanie RESPECT Index zbiegło się z piątą rocznicą publikowania tego indeksu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Wiśniewski, wicedyrektor Działu Rozwoju Produktów Informacyjnych i Indeksów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Do indeksu kwalifikowane są spółki, które wypełnią ankietę i spełnią określone kryteria w trzech podstawowych obszarach: środowisko, społeczeństwo i zarządzanie. Bardzo dobrą informacją jest to, że rośnie nam liczba uczestników tego indeksu. W tym roku pojawiają się trzy nowe spółki i to jest wyraźny sygnał pozytywnego efektu tego projektu, że rośnie zainteresowanie indeksem.

W skład RESPECT Indeksu będą wchodziły 24 spółki, w tym trzy nowe: Lubelski Węgiel Bogdanka, Energa. i RAWLPLUG. Nowy skład indeksu będzie obowiązywał od 22 grudnia 2014 r.

Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80, które w ocenie GPW oraz Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych w nienaganny sposób prowadzą komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników. Następnie spółki muszą przejść weryfikację przez niezależnego audytora, firmę Deloitte. Zdaniem Tomasza Wiśniewskiego spółki notowane na warszawskim parkiecie coraz lepiej wypełniają stawiane przed nimi wymogi.

Warto wgłębić się w wyniki samych spółek i tutaj też widać wyraźny postęp. Wyniki tych spółek są coraz lepsze w poszczególnych obszarach, czy to w obszarze zarządzania, czy obszarze środowiska, czy kwestiach związanych z interakcją z interesariuszami, a także dbania o kwestie pracownicze – podkreśla wicedyrektor Działu Rozwoju Produktów Informacyjnych i Indeksów GPW. – I tutaj dzieje się tak niezależnie od tego, czy są to spółki branży przemysłowej, finansowej, czy usługowej.

Przebieg notowań pokazuje, że inwestorzy chętnie kupują akcje spółek odpowiedzialnych społecznie. Od 19 listopada 2009 roku do 19 listopada 2014 r., czyli przez pięć lat od momentu powstania indeksu, zwiększył on swoją wartość o przeszło 70 proc. W tym czasie indeks szerokiego ryku WIG wzrósł o 35 proc.

– To jest ta różnica, która występuje między poszczególnymi spółkami giełdowymi, a tymi, które są uczestnikami indeksu RESPECT – podkreśla Wiśniewski. – Odnosząc się do tego, co dzieje się na świecie, można powiedzieć, że inwestorzy coraz baczniej zwracają uwagę na to, co spółki robią poza tą podstawową działalnością, która wpływa na ich wynik. A tą dodatkową działalnością są właśnie kwestie odpowiedzialności społecznej. Inwestorzy na świecie coraz bardziej doceniają te spółki, które takie działania podejmują.

Tomasz Wiśniewski przypomina też wyniki badań, które giełda przeprowadziła na temat tego, jakie dodatkowe korzyści występują w przypadku dla spółek CSR-owych. Wielu analityków czy zarządzających zwracało w nich uwagę na kwestię ryzyka. Ich zdaniem ryzyko w przypadku takich spółek jest dużo niższe, co jest ważnym kryterium w przypadku inwestowania giełdowego.

Bardzo dobre zbiory zbóż na świecie obniżają ceny na rynku. Inwestorom trudno będzie liczyć na wzrost cen

CEO Magazyn Polska

Na zbożowym rynku ceny są coraz niższe i w przyszłym roku ich wzrost jest mało prawdopodobny. Przyczyną są wysokie zbiory na całym świecie. W ocenie analityków w 2015 roku trudno będzie liczyć na obniżenie podaży i wzrost cen.

Jak podaje resort rolnictwa, 14 grudnia tona pszenicy konsumpcyjnej kosztowała niecałe 700 zł i była o 9,4 proc. tańsza niż rok wcześniej. Za tonę żyta trzeba było zapłacić 511 zł, czyli o 6,4 proc mniej niż przed rokiem. Tona kukurydzy paszowej kosztowała zaś 568 zł, czyli o 14,6 proc mniej niż pod koniec 2013 roku. Nie inaczej sytuacja miała się na rynku kontraktów na zboża.

– W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z rekordowymi zbiorami soi i rekordowymi zbiorami kukurydzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk z Domu Maklerskiego BOŚ. – Również podaż pszenicy na globalnym rynku jest duża. I to nie tylko w Europie, gdzie te zbiory były bardzo dobre, lecz także na przykład w Azji, m.in. w Indiach, gdzie ten sezon był bardzo udany, oraz Australii. Czyli pojawiła się tutaj podaż z różnych miejsc na świecie.

Sytuacja poprawiła się nieco w drugiej połowie roku. Ceny soi latem przestały spadać, choć również nie rosną. Jeden buszel (miara towarów sypkich w krajach anglosaskich, odpowiednik ok. 36 litrów) kosztuje niewiele ponad 10 dolarów i jest o ponad 19 procent tańszy niż na początku roku. Kukurydza, choć od października drożeje, wciąż jest tańsza niż w styczniu o ponad 2 proc. i kosztuje nieco ponad 4 dolary za buszel. Nieco lepiej radzi sobie pszenica, na którą kontrakty po kilkumiesięcznych spadkach wybiły się w grudniu ponad poziom z początku roku i wyceniane są na 6,6 dolara za buszel.

–  Przede wszystkim zostały przecenione zboża podkreśla Dorota Sierakowska. – Kukurydza, soja czy pszenica notowały przez parę miesięcy bardzo dynamiczne spadki. I teraz tak naprawdę dopiero ostatnie tygodnie przynoszą pewne odbicie na tym rynku. Jeżeli chodzi o rynek towarów rolnych, to z pewnością ten rynek zbóż był najbardziej popularny wśród inwestorów i ten spadek cen wynikał przede wszystkim z faktu, że podaż zbóż na globalnym rynku jest bardzo duża.

W przyszłym roku ceny zbóż także będą pochodną wielkości zbiorów. Wielu analityków uważa, że jeśli chodzi o pszenicę, będą one rekordowe, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Te prognozy zmienić może tylko pogoda.

Widzimy, że dobry sezon powoduje spadek notowań zbóż zwraca uwagę analityczka z Domu Maklerskiego BOŚ. – Natomiast, jeżeli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości co do podaży, jeżeli pojawiają się słabe warunki meteorologiczne, to notowania rosną. A więc dużo będzie zależało od tego, jak będzie się kształtowała chociażby sytuacja pogodowa. To jest jednak bardzo chwiejny rynek, dużo mniej przewidywalny niż rynki surowców energetycznych czy przemysłowych.

W miarę szybko wyklarować powinna się sytuacja na rynku kukurydzy oraz soi. Największe znaczenie będą tu miały zbiory w Ameryce Południowej, czyli w Brazylii i Argentynie. Te dwa kraje są bardzo ważnymi eksporterami na globalny rynek i to ich plony kształtują ceny. Zbiory tam są zaplanowane na okolice marca, jednak scenariusz wzrostu cen jest bardzo mało prawdopodobny i z punktu widzenia inwestorów – dość ryzykowny.

– Podobnie ma się sytuacja także w przypadku pszenicy – ocenia Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego BOŚ. – Tutaj wprawdzie ta Ameryka Południowa nie jest tak ważna, ale ważne stają się na przykład oczekiwania dotyczące produkcji w rejonie Morza Czarnego, czyli  w Rosji czy na Ukrainie. Pojawiły się pewne wątpliwości, czy produkcja pszenicy ozimej będzie faktycznie tak duża, jak tego wcześniej oczekiwano – to był główny czynnik, który ostatnio powodował wzrost notowań pszenicy. W ogólnym rozrachunku, patrząc z szerokiej perspektywy, podaż pszenicy na globalnym rynku jest jednak duża, dlatego również w tym przypadku trudno spodziewać się, żeby pszenica znacząco podrożała.

Dziś ostatni dzień zapisów na akcje Gekoplastu. Debiut na NewConnect prawdopodobnie w styczniu

0

Dziś zakończą się dwudniowe zapisy na akcje Gekoplastu. Po budowie księgi popytu cenę akcji ustalono na 8,80 zł. Tym samym wartość oferty sięgnie niemal 7,5 mln zł.

Spółka w przyszłym roku chce zainwestować ok. 4 mln zł w nowe linie biznesowe, zwiększenie mocy produkcyjnych i dalszą modernizację.

Naszą domeną jest produkcja płyt komórkowych z polipropylenu, głównie opakowań – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA. – Drugim segmentem wyrobów firmy są tzw. płyty pełne, które są wykorzystywane jako materiał konstrukcyjnym m.in. w przemyśle motoryzacyjnym, chłodniczym, chemicznym i sanitarnym.

Rozwój polskich producentów tworzyw sztucznych to głównie efekt przenoszenia do Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) zakładów przemysłowych wykorzystujących materiały z tworzyw sztucznych do dalszej produkcji. Drugim czynnikiem jest organiczny wzrost światowego rynku tworzysz sztucznych. Ich produkcja wzrosła z 250 do 288 mln ton w latach 2009-2012, przy czym rosnący trend na rynku jest widoczny od 1950 r.; średniorocznie wzrost wynosi 9 proc.

Głównymi odbiorcami produktów spółki Gekoplast są przedstawiciele przemysłu AGD, motoryzacji, budownictwa i przemysłu opakowaniowego – zaznacza Górowski. – Na rynkach zagranicznych lokujemy 50 proc. produkcji. Naszym głównym rynkiem zagranicznym są Niemcy i planujemy tam dalsze zwiększanie naszego eksportu.

Gekoplast eksportuje swoją produkcję praktycznie do wszystkich państw Unii Europejskiej. Na rynku płyt komórkowych w rejonie państw CEE spółka jest liderem sprzedaży, a w Europie zajmuje 5. miejsce.

W ostatnich latach zainwestowaliśmy 18 mln zł, co pozwoliło nam gruntownie zmodernizować nasz park maszynowy, rozwinąć moce produkcyjne i uruchomić nowe linie produktowe. Zbudowany potencjał w kolejnych latach chcemy wykorzystać do tego, by zwiększyć sprzedaż, efektywność oraz poprawić wyniki finansowe – wyjaśnia Górowski.

Obecnie przetwarza 10 tys. ton surowców i produkuje 120 mln sztuk opakowań rocznie. Zdolności produkcyjne firmy z obecnych 13,6 t/rok wzrosną o 16,2 proc. do 15,8 tys. t/rok, co przy liderach rynku europejskiego (15-32 tys. t/rok) wprowadzi spółkę do ścisłej międzynarodowej czołówki.

5 grudnia rozpoczęła się oferta publiczna akcji spółki. Inwestorzy mogą nabyć 850 tys. akcji serii D, co stanowi 15 proc. akcji posiadanych przez fundusz Capital Partners Investment I FIZ. Cenę akcji ustalono na podstawie budowy księgi popytu na 8,80 zł (cena maksymalna wynosiła 12 zł) i tym samym wartość oferty to 7,48 mln zł. Spółka planuje debiut na NewConnect na początku nadchodzącego roku, jednocześnie obiecuje coroczną dywidendę w wysokości 30 proc. zysku.

Prognozuje się, że w całym 2014 r. spółka, uzyskując 76,5 mln zł przychodu, wypracuje 4,1 mln zł zysku netto. EBITDA wyniesie blisko 10 proc., czyli 7,6 mln zł. Rentowność netto ukształtuje się na poziomie 5,4 proc. W 2015 r. wynik netto ma według prognoz wzrosnąć do 6,3 mln zł, a EBITDA – do 11 mln zł, przy przychodach przekraczających 90 mln zł. Oznacza to, że EBITDA przekroczy 12 proc, a rentowność netto wyniesie ok. 7 proc.

W 2013 r. sprzedaż opakowań wygenerowała firmie 40 proc. przychodów ogółem, a handel płytami komórkowymi wyniósł 37 proc. całkowitych obrotów w firmie.

W nadchodzącym roku planujemy wzrost sprzedaży o prawie 20 proc i oczekujemy wzrostu wyniku netto o 54 proc., z 4,1 w 2014 r. do 6,3 mln zł w 2015 r., natomiast EBITDA wzrośnie z 7,6 do 11 mln zł – tłumaczy Piotr Górowski.

PARP z ofertą dla mikro- i małych firm. Oferuje doradztwo przy ubieganiu się o finansowanie

CEO Magazyn Polska

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości chce ułatwiać miko- i małym firmom pozyskiwanie środków na rozwój biznesu. Oferuje wsparcie doradcy, który pomoże z formalnościami, a dzięki współpracy z 10 bankami i funduszami umożliwi pozyskanie finansowania na preferencyjnych warunkach.

Przygotowaliśmy specjalną usługę doradczą dedykowaną głównie mikro-, małym, ale i średnim firmom w zakresie zaplanowania przedsięwzięcia gospodarczego i jego późniejszej realizacji zgodnie z biznesplanem – mówi Mariola Misztak-Kowalska, dyrektor Departamentu Rozwoju Instytucji Otoczenia Biznesu w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Propozycja PARP jest odpowiedzią na bolączki polskiego sektora MŚP wynikające z trudności z uzyskaniem finansowania. Idea opiera się na kombinacji zwrotnego finansowania kredytowego lub leasingowego z 100-godzinną usługą doradczą, pomagającą uzyskać, a potem właściwie wydatkować nowe środki.

W ramach realizacji projektu zachęciliśmy do współpracy 10 instytucji finansowych, tj. 8 banków komercyjnych i 2 fundusze leasingowe. Zadaniem tych instytucji jest dostosowanie oferty  finansowania do potrzeb mikro- i  małych przedsiębiorców – wyjaśnia Misztak-Kowalska.

Przedsiębiorcy w ramach oferty mogą skorzystać z dofinansowanej z budżetu UE usługi doradczej pomagającej w prowadzeniu biznesu, istnieje dla nich także specjalna oferta leasingowa i kredytowa przygotowana przez zaangażowane w projekt podmioty. To Alior Bank, Bank BGŻ, Deutsche Bank, Idea Bank, Bank Spółdzielczy w Sieradzu, Bank Spółdzielczy w Ciechanowcu, Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa oraz Poręczenia Kredytowe, a wśród instytucji leasingowych Pekao Leasing i Societe Generale Equipment Leasing.

Misztak-Kowalska wyjaśnia, że ułatwienia przede wszystkim polegają na mniejszych wymogach formalnych, łatwiejszych do spełnienia wymaganiach co do zabezpieczenia zobowiązań oraz niższych kosztach finansowania (odsetki, marże za rozpatrzenie wniosku, inne jednorazowe opłaty kredytowe i leasingowe).

Program „Planowanie działań w MŚP a finansowanie zwrotne” jest skierowany głównie do podmiotów, które dotychczas nie korzystały z finansowania bankowego – przekonuje dyrektor w PARP. – Zaletą programu jest jego elastyczność. Współpracujące instytucje oferują zarówno kredyty obrotowe w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, jak i inwestycyjne – w wysokości 2-3 mln zł. Mówimy też o leasingu zarówno na urządzenia, produkty, jak i surowce do produkcji.

Przedsiębiorca w ramach projektu może skorzystać nawet ze 100 godzin usługi doradczej i nie może być wcześniej beneficjentem finansowania zwrotnego. Z kolei konkretne nowe przedsięwzięcie musi być finansowane przynajmniej w części ze środków zwrotnych.

Dla właściciela biznesu program rozpoczyna się od momentu nawiązania współpracy z doradcą, który pomaga mu w weryfikacji biznesplanu i dobiera najbardziej właściwą formę finansowania. Przez kolejne miesiące nadzoruje projekt i pomaga rozliczyć finansowanie – wyjaśnia Mariola Misztak-Kowalska.

PARP sukcesywnie oferuje regionalne całodniowe seminaria pomagające przybliżyć najważniejsze zagadnienia programu. W grudnia odbyły się dwa takie spotkania – w Rzeszowie i Wrocławiu.

Większość pracowników określa swoich przełożonych jako przeciętnych i bezbarwnych. Kryzys przywództwa to jeden z większych problemów w firmach

CEO Magazyn Polska

Większość pracowników nie uważa swoich przełożonych za silnych liderów – wynika z globalnego badania WorkForce 2020 przeprowadzonego na zlecenie SAP. Globalny kryzys przywództwa jest jednym z najważniejszych wyzwań dla działów personalnych. Kolejnym jest zbyt mała wiedza pracodawców na temat zatrudnionych osób, a także zarządzanie wielopokoleniowymi zespołami. To z kolei może się przełożyć na wyniki firmy.

Badanie WorkForce 2020 pokazuje dobitnie, że pracownicy nie rozpoznają wśród swoich menadżerów przywódców i prawdziwych liderów. Przywództwo okazuje się być dość słabe. Myślę, że to zagadnienie, któremu działy personalne powinny poświęcić więcej uwagi – podkreśla Katarzyna Rusek, dyrektor ds. personalnych w SAP Polska, firmie, która dostarcza systemy m.in. do zarządzania zasobami ludzkimi.

W Polsce większość pracowników uważa swoich przełożonych za przeciętnych i bezbarwnych. Badanie jednak wskazuje, że problem ten ma wymiar globalny – podobne odpowiedzi stanowiły większość również w innych krajach. Jak podkreśla Katarzyna Rusek, zapotrzebowanie na silne przywództwo jest w ostatnim czasie silniejsze, ponieważ otoczenie ekonomiczne i geopolityczne, w którym funkcjonują firmy, jest mniej przewidywalne niż w przeszłości.

Poza radzeniem sobie z kryzysem przywództwa wyzwaniem dla działów personalnych jest rzetelna wiedza na temat potrzeb zawodowych pracowników.

– Z badań wynika, że podwładni to wielki znak zapytania dla organizacji oraz działów personalnych. Niestety, mało wiemy na ich temat. Problemy często wynikają z braku komunikacji. Działy personalne za mało rozmawiają z pracownikami, a oni niewiele nam mówią o sobie – wyjaśnia dyrektor ds. personalnych w SAP Polska w rozmowie z agencją Newseria.

Brak komunikacji powoduje, że pracodawcy niewiele wiedzą o oczekiwaniach i potrzebach pracobiorców. Dowodem na to jest fakt, że niecałe 40 proc. pozapłacowych świadczeń, które firma oferuje, odpowiada na zapotrzebowanie zatrudnionych w niej osób. Można z tego wnioskować, że pozostałe 60 proc. benefitów nie spełnia swojej roli, czyli nie motywuje pracowników do lepszej pracy.

Zbyt mała wiedza o podwładnych ma też inne konsekwencje – pracodawca nie jest w stanie w pełni wykorzystać ich potencjału, by rozwijać firmę.

Z badania WorkForce 2020 wynika, że 80 proc. firm, stając przed nowymi biznesowymi wyzwaniami, chce szukać nowych specjalistów na rynku pracy. Eksperci wskazują, że takie podejście może być mniej efektywne niż wykorzystanie kompetencji i potencjału dotychczasowych pracowników – mówi Katarzyna Rusek. W takiej organizacji jak SAP w Polsce są co najmniej cztery pokolenia, już nie tylko X i Y, lecz także Z, czyli tzw. Millenialsi – dodaje ekspertka.

Jak wskazuje, do tego potrzebne jest efektywne zarządzanie przez cele i zarządzanie talentami. W Polsce robi to tylko nieco połowa firm. To tym istotniejsze, że w ostatnich latach poważnym wyzwaniem dla działów HR stało się zarządzanie organizacją wielopokoleniową.

Polskie firmy z całą pewnością wyszły już z epoki administrowania zasobami ludzkimi tylko za pomocą systemów kadrowych czy płacowych, należy jednak nadal zwiększać programy związane z rozwijaniem talentów, budowaniem ścieżek kariery i dopasowywać szkolenia i oferty rozwojowe do istniejących zasobów – podkreśla Rusek.

W badaniu WorkForce 2020, przeprowadzonym przez Oxford Economics na zlecenie SAP, wzięło udział ponad 2,7 tys. menadżerów oraz przeszło 2,7 tys. pracowników niższego szczebla z 27 krajów, w tym także z Polski. Obszarem zainteresowania badaczy była obecna kondycja zarządzania kadrami oraz gotowość firm do administrowania coraz bardziej zróżnicowanym kapitałem ludzkim, przekładająca się bezpośrednio na osiągnięcie wyższej konkurencyjności na rynku oraz osiąganie zamierzonych celów biznesowych.

W 2015 roku Lenovo razem z marką Motorola zawalczy na rynku smartfonów

0

CEO Magazyn Polska

Lenovo po przejęciu Motoroli od Google zamierza w przyszłym roku powalczyć o rynek smartfonów, również w Polsce. Celem jest osiągnięcie dwucyfrowego udziału w rynku. Dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od IBM spółka może podwoić obroty w tym segmencie polskiego rynku.

Po akwizycji Motorola Mobile będziemy starali się walczyć na rynku smartfonów. Naszym celem na początku jest dwucyfrowy udział w rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

W jego ocenie mimo nasycenia rynku jest na nim miejsce dla jeszcze jednego gracza. Z kolei Motorola to solidny brand, który u wielu osób budzi pozytywne skojarzenia sprzed lat.

Chiński koncern 30 października sfinalizował przejęcie Motoroli od firmy Google za 2,91 mld dolarów. Internetowy gigant trzy lata wcześniej kupił Motorolę za 12,5 mld dolarów, jednak ta przynosiła straty, co zadecydowało o sprzedaży znacznie poniżej ceny nabycia.

Długoterminowym celem Lenovo jest czołowe miejsce wśród producentów tabletów i smartfonów na świecie.

Mijający rok był niełatwym i wymagającym okresem dla branży IT. Mieliśmy kwartały, kiedy nie notowaliśmy wzrostów, a nawet zaliczaliśmy niewielkie spadki sprzedaży. Cały rok w naszej opinii zakończy się jednak niewielkim wzrostem. Na tak trudnym rynku Lenovo poradziło sobie bardzo dobrze, zwiększyliśmy udziały rynkowe z 20 do 30 proc. – podkreśla Andrzej Sowiński.

Polski rynek cały czas pozostaje pod presją konsumentów, dla których istotnym czynnikiem pozostaje cena. Głównym zainteresowaniem cieszyły się więc urządzenia niskobudżetowe. Jednak na rynku można zaobserwować również intensywny rozwój nowych kategorii produktowych, jak komputery all-in-one z ekranem dotykowym i urządzenia konwertowalne – będące połączeniem laptopa i tabletu.

Polacy są zainteresowani nowoczesnymi technologiami i ten segment rynku bardzo dynamicznie rośnie. Spodziewam się, że to jest trend długoterminowy – mówi Sowiński. – W 2015 r. w branży oczekuję jednocyfrowych wzrostów na rynku komputerów osobistych oraz nieco powyżej 10-proc. rozwoju rynku w przypadku tabletów.

Według szacunków ośrodka badawczego IDC w III kwartale tego roku w skali globalnej rynek tabletów urósł o 11,5 proc. rok do roku, a segment komputerów osobistych skurczył się o 1,7 proc.

Sowiński zapowiada, że w segmencie komputerów osobistych Lenovo chce utrzymać silną pozycję, a dynamicznie rosnąć zamierza na rynku tabletów i smartfonów.

W kategorii produktów enterprise’owych dla biznesu w krótkim czasie Lenovo powinno co najmniej podwoić obroty. To dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od firmy IBM – zaznacza dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

Wartość transakcji z IBM wyniosła 2,3 mld dolarów. Akwizycja uczyniła z chińskiej firmy informatycznej trzeciego na świecie gracza na rynku serwerów x86.

Jako firma międzynarodowa zmierzamy do tego, aby w skali światowej osiągnąć 30-proc. udział w rynku komputerów osobistych. Również w segmencie smartfonów, tabletów i produktów enterprise Lenovo dąży do bycia największym dostawcą, czyli osiągnięcia pozycji lidera na świecie – podsumowuje Andrzej Sowiński.

Według IDC, w III kwartale 2014 r. firma Lenovo na świecie sprzedała 3 mln sztuk tabletów, co dało jej 4,8 proc. udziałów rynkowych. Komputery osobiste Lenovo wygenerowały 20 proc. udział w rynku (sprzedaż 15,70 mln sztuk).

Michał M. Lisiecki przenosi część działalności za granicę. Wszystko przez wysokie podatki i nieprzyjazne przepisy

1

CEO Magazyn Polska

Nieprzyjazne warunki dla przedsiębiorców i wysokie podatki. To powód, dla którego Michał M. Lisiecki, główny akcjonariusz PMPG Polskie Media SA, w którego portfolio są m.in. tygodniki „Wprost” i „Do Rzeczy”, częściowo przenosi działalność swoich spółek za granicę. Ma nadzieję, że to chwilowe rozwiązanie.

Naturalną i bardzo prostą metodą sięgnięcia po kapitał jest optymalizacja kosztów, wydatków i podatków mówi agencji informacyjnej Newseria Michał M. Lisiecki. – Mam z tym kłopot, bo żeby łatwiej pozyskać kapitał, muszę przenieść część mojej działalności za granicę, choć wolałbym tego nie robić. Jest to sprzeczne z wyznawanymi przeze mnie wartościami, ale jednocześnie wolę rozwijać biznes i być może za jakiś czas, gdy regulacje będą łatwiejsze, będę w stanie większą firmę sprowadzić z powrotem do Polski.

Prezes Polskich Mediów skarży się na problemy formalno-prawne i utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Również na polskie podatki.

Wiem, że to jest kłopotliwe, wszyscy mówimy o tym, że podatki powinno się płacić u źródła, tam, gdzie mamy biznes i gdzie mamy też serce – przyznaje Michał M. Lisiecki. – Moje serce jest w Polsce, ale podam prosty przykład: moja firma powstała ze studenckiego start-upu 20 lat temu z 2 tys. dolarów. 10 lat temu zatrudniałem ponad 2,5 tys. osób, wystawiając 2,5 tys. PIT-ów. Dzisiaj, choć moja firma jest większa, wystawia tych PIT-ów tylko 250 – 10 razy mniej.

W tegorocznej edycji rankingu „Doing Business”, przygotowywanym przez Bank Światowy, Polska zajęła 32. miejsce na 189 krajów. Wyprzedziły nas m.in. Macedonia, Litwa, Łotwa, Estonia i Gruzja. Najgorzej Polska wypada pod względem stopnia trudności uzyskania pozwolenia na budowę, podatków i warunków rozpoczynania działalności gospodarczej. Stosunkowo najłatwiej dostać kredyt (17. pozycja), choć i tu nastąpił spadek Polski o trzy lokaty w porównaniu z poprzednim rokiem.

Regulacje są zwyczajnie nieprzyjazne i jedną z prostych furtek jest pozyskanie kapitału przez optymalizację biznesu – podkreśla wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy”. – Mam nadzieję, że rozwiązania, nad którymi będziemy pracować, będą również sprzyjały przedsiębiorcom, czerpały z najlepszych przykładów na świecie i przenosiły zagraniczne rozwiązania na grunt polski i żeby podatki od moich biznesów, mimo że robię je również w Stanach, mógł płacić na przykład w Polsce, a nie w Stanach.

Prawnicy polski system podatkowy określają jako chaotyczny i niejednoznaczny. Kontrolerzy skarbowi często interpretują przepisy na niekorzyść podatnika i choć prezydent wniósł do Sejmu projekt zmian w Ordynacji podatkowej, które mają nakładać na urzędników obowiązek interpretowania niejasnych sytuacji na korzyść podatnika, to jest on dopiero we wstępnej fazie prac.

Niewydolne sądy często latami nie są w stanie ocenić działań kontrolerów i obronić skrzywdzonych przez fiskusa. Do tego dochodzi przeregulowane prawo, które często wymieniane jest przez przedsiębiorców jako jedna z poważniejszych przeszkód w rozwoju ich firm. A resort finansów już zapowiedział zaostrzenie kontroli w przyszłym roku.

Liczba ograniczeń i regulacji, chociażby w branży mediów i marketingu, sprawia, że ten rynek się kurczy, a nie rozwija, chociaż rozwiązania są bardzo proste – ocenia Michał M. Lisiecki. – Chętnie zatrudniałbym 2,5 tys. osób i nie widzę ku temu przeszkód. Bo nie trzeba zatrudniać tylko w Polsce, ale i za granicą.

Sejm pracuje nad ustawą o OZE. Wsparcie fotowoltaiki może wygenerować tysiące miejsc pracy

0

CEO Magazyn Polska

Już w styczniu może zostać uchwalona długo oczekiwana ustawa o odnawialnych źródłach energii. Dzięki ustanowieniu wsparcia dla instalacji fotowoltaicznych, mogłyby się one zwracać nawet szybciej niż w ciągu 5 lat. Rozwój tego sektora to nie tylko szansa na poprawę efektywności energetycznej w Polsce, lecz także tysiące nowych miejsc pracy w pokrewnych obszarach gospodarki.

Planowane przez rząd dofinansowanie w ramach kosztów inwestycyjnych pozwalałoby uzyskiwać w niektórych przypadkach zwroty z inwestycji w ciągu 6-7 lat. W przypadku, kiedy dla przedsiębiorców również zostałby udostępniony net-metering [opomiarowanie netto, sposób rozliczenia energii dostarczanej do sieci elektroenergetycznej z mikroinstalacji – red.]mogłoby się to im opłacać nawet jeszcze bardziej, czyli mogliby uzyskiwać bardzo racjonalne ‒ pięcioletnie, a może krótsze ‒ okresy zwrotu z inwestycji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Włodzimierz Chwiała, właściciel firmy SOLTeam zajmującej się instalacjami fotowoltaicznymi.

Rozwój fotowoltaiki na dużą skalę będzie możliwy jednak dopiero po uchwaleniu nowej ustawy o OZE. W lipcu trafiła ona do Sejmu, kończą się prace nad jej poprawionym kształtem w sejmowej komisji. Pierwsze, a może i drugie czytanie ma się odbyć jeszcze w grudniu.

Dla firm działających w sektorze fotowoltaicznym najważniejsze są zapisy dotyczące energetyki prosumenckiej. Pierwszy dotyczy rozszerzenia definicji prosumenta, co ułatwiłoby dostęp dla szerszej grupy zainteresowanych do dofinansowań do instalacji paneli słonecznych. Mogą one wynieść nawet 40 proc. (tak jak ma to miejsce w programie Prosument NFOŚiGW), co jak ocenia Chwiała, z pewnością zachęci więcej osób do inwestycji w tego typu urządzenia. Wsparcie finansowe wyraźnie skraca czas zwrotu z inwestycji.

W ustawie mają znaleźć się także przepisy korzystne dla prosumentów, czyli osób i przedsiębiorstw produkujących energię na potrzeby własne, umożliwiające rozliczenia na zasadzie tzw. net-meteringu, czyli pomiaru różnicy pomiędzy energią pobraną z sieci a wprowadzoną do sieci z własnych źródeł (np. paneli fotowoltaicznych). Prosumenci mogą w ten sposób oszczędzać, wykorzystując sieć dystrybucyjną jako akumulator energii, i istotnie zmniejszyć rachunki za prąd, a w przypadku wprowadzenia do sieci niewykorzystanej energii nawet zarabiać na jej produkcji.

Do tej pory Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej miał program wsparcia prosumentów poprzez dofinansowanie instalacji OZE, ale dotyczył on jedynie spółdzielni i samorządów.

Gdyby w ustawie o OZE, na którą wszyscy czekamy, pojawił się net-metering dla instalacji fotowoltaicznych, problem użytkowania energii na własne potrzeby w zasadzie przestałby być problemem, a stałby się istotną częścią wsparcia prosumentów. Inwestycje fotowoltaiczne spłacałyby się wtedy zdecydowanie szybciej – podkreśla Chwiała.

Chwiała oczekuje, że jeśli ruszy państwowy system wsparcia inwestycji w OZE, to Polacy zaczną nie tylko chętniej inwestować w panele fotowoltaiczne, lecz także poszerzą swoją wiedzę o tych instalacjach. Przy okazji może poprawić się stan wiedzy na temat efektywności energetycznej i energooszczędności, co da wymierne korzyści finansowe.

Na rozwoju fotowoltaiki może też skorzystać cała gospodarka.

Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, jaka liczba miejsc pracy mogłaby powstać w branży. Ale myślę, że nie byłoby ich mniej, niż wygenerowały kolektory słoneczne w oparciu tylko o program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Dzięki niemu powstały dziesiątki tysięcy miejsc pracy – podkreśla Chwiała.

Dodaje, że nowe miejsca pracy nie powstaną tylko w sektorach związanych bezpośrednio z dystrybucją i montażem paneli fotowoltaicznych. Wzrost ich liczby wykreuje nowe zapotrzebowanie na usługi, takie jak doradztwo, usługi finansowe oraz ubezpieczenia.

Na razie mało się mówi na przykład o monitoringu instalacji fotowoltaicznych, a to jest kolejny element, który może nieść ze sobą duży potencjał, przede wszystkim związany z oszczędnością energetyczną – mówi Chwiała. ‒ Pojawiają się kwestie ubezpieczeń, kredytów specjalnych na fotowoltaikę. Biorąc pod uwagę 6 milionów dachów, jest to potencjał, który będzie generował określone korzyści ekonomiczne w skali kraju.

XV Europejskie Forum Podpisu Elektronicznego

Specjaliści od usług zaufania z Europy i świata spotkają się w 2015 r. nad polskim Bałtykiem podczas XV Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego. Wydarzenie będzie okazją do wymiany opinii i doświadczeń na temat wprowadzenia unijnego rozporządzenia regulującego kwestie podpisu elektronicznego – eIDAS.

XV edycja Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego (EFPE) poświęcona będzie przede wszystkim zagadnieniom związanym  z wdrożeniem  rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym (eIDAS). Weszło ono w życie 23 lipca br. i otworzyło nowe możliwości dla rozwoju gospodarki elektronicznej w Unii Europejskiej.

Do nowej regulacji i związanych z nią aktów wykonawczych dostosowywane będą uregulowania krajowe państw członkowskich. Regulacja ta zastąpi od lipca 2016 r. wszystkie krajowe ustawy o podpisach elektronicznych i wpłynie na wszystkie akty odnoszące się do tych ustaw. Będzie też rodziła skutki dla usługodawców oraz sektora publicznego, ponieważ w systemach informatycznych administracji publicznej od połowy 2018 r. wystąpi konieczność uznawania zagranicznych środków elektronicznej identyfikacji. Niezbędne będą więc znaczące zmiany prawne, organizacyjne i techniczne, które będą omawiane podczas konferencji EFPE 2015.

– W naszej ocenie kluczowa jest wymiana doświadczeń oraz dialog pomiędzy administracją publiczną i przedstawicielami biznesu,  który powinien doprowadzić do wypracowania dobrych praktyk wdrażania i świadczenia usług zaufania – mówi Tomasz Litarowicz, Dyrektor Obszaru Biznesowego Podpis Elektroniczny Unizeto Technologies SA i Dyrektor Konferencji EFPE.

XV edycja konferencji EFPE odbędzie się w dniach 10-12 czerwca 2015 r. w Międzyzdrojach (Polska).

Bezpieczny budżet na 2015 rok

W przyszłym roku dochody budżetu państwa mają wynieść 297 mld 252 mln 925 tys. zł, a wydatki 343 mld 332 mln 925 tys. zł, deficyt nie powinien przekroczyć 46 mld 80 mln zł – przewiduje przyjęta przez Sejm ustawa budżetowa.

Komentarz dr Jacka Adamskiego, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Budżet na 2015 roku jest nadal bezpieczny, pomimo o wiele głębszej deflacji w Polsce niż przewidywano oraz rosnącej niepewności w związku z rosyjskim kryzysem gospodarczym. Deflacja, która potrwa prawdopodobnie do końca I półrocza 2015 r. może istotnie obniżyć zakładane przyszłoroczne przychody podatkowe z VAT i akcyzy. Załamanie rynku zbytów w Rosji (i na Ukrainie) może skomplikować sytuację części ulokowanego w Polsce potencjału eksportowego.

Jednak obydwa te niekorzystne czynniki wydają się blednąć wobec dużo lepszego od wykonania budżetu w 2014, co tworzy bazę dla przyszłorocznego budżetu. Do końca listopada, według szacunkowych danych MF, wykonanie budżetu postępuje znakomicie (głównie dzięki wpływom z VAT) i deficyt osiąga jedynie 50 proc. planu. Drugim czynnikiem pozytywnym jest szybszy niż przewidywano wzrost PKB w Polsce w 2014 roku.

Wkraczamy więc w 2015 rok z realnym budżetem, który jest kolejnym, choć nieznacznym krokiem, ku zrównoważeniu finansów publicznych. Tempo konsolidacji fiskalnej jest bowiem niewystarczające dla powstrzymania stałego wzrostu długu publicznego.

Konfederacja Lewiatan

Opublikowano rekomendacje EFNI dla Komisji Europejskiej

• Polityka UE musi być nakierowana przede wszystkim na wzrost i konkurencyjność
• Zapowiedziany przez Przewodniczącego KE plan inwestycji na kwotę 300 miliardów euro powinien być jak najszybciej wdrożony
• Polityki energetyczną i klimatyczną należy podporządkować polityce wzrostu konkurencyjności europejskiej gospodarki
• Urzeczywistnienie jednolitego rynku cyfrowego to jedno z najważniejszych zadań nowej Komisji. Tylko do roku 2020 może on zwiększyć europejskie PKB o 250 miliardów euro
• Należy zakończyć negocjacje umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP) i zawrzeć w niej klauzulę dotyczącą mechanizmu rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS)

Rekomendacje dla władz UE, będące efektem tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI), zmierzają do pobudzenia europejskiej gospodarki i wzmocnienia konkurencyjności Europy na świecie. EFNI od czterech lat organizuje w Sopocie Konfederacja Lewiatan we współpracy z BUSINESSEUROPE, Miastem Sopot oraz czołowymi polskimi i międzynarodowymi firmami i instytucjami.

– Biznes chce się włączyć w budowę bardziej zamożnej Europy, której przewaga konkurencyjna powinna w większym stopniu opierać się na reindustrializacji oraz na połączeniu innowacji z cyfryzacją. Rekomendacje EFNI to szereg postulatów, których realizacja może pomóc uwolnić potencjał Europy, osiągnąć wzrost i stworzyć nowe miejsca pracy w najbliższych latach – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Rekomendacje EFNI to zbiór konkretnych rozwiązań, mających na celu pobudzenie wzrostu i wzmocnienie konkurencyjności Europy, w tym między innymi: dokończenie tworzenia jednolitego rynku cyfrowego i wewnętrznego rynku energii, zamknięcie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie wspólnego rynku transatlantyckiego oraz zwiększenie nacisku na reindustrializację. Publikacja EFNI zawiera również przesłanie biznesu z krajów Trójkąta Weimarskiego, skierowane do nowych władz instytucji unijnych.

– Jeżeli Europa ma nadążać za globalną konkurencją, priorytetem nowej Komisji Europejskiej musi być konkurencyjność i tworzenie lepszego otoczenia regulacyjnego dla biznesu. Trzeba zapewnić przedsiębiorstwom, zwłaszcza małym i średnim, łatwiejszy dostęp do finansowania, które jest im niezbędne w rozwoju. Można tego dokonać przez udostępnienie środków z budżetu UE i z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Dostrzegamy też potrzebę stworzenia wewnętrznego rynku energii w celu zapewnienia przystępnych cen dla przemysłu w Europie, co z kolei pobudzi wzrost i zwiększy zatrudnienie – ocenia Henryka Bochniarz.

Gospodarka europejska potrzebuje planu inwestycji

Komisja Europejska powinna w pierwszej kolejności wdrożyć ogłoszoną przez jej Przewodniczącego J.C. Junckera propozycję funduszu inwestycyjnego, w ramach którego 300 miliardów euro zostanie wydatkowanych ze środków publicznych i prywatnych w ciągu najbliższych trzech lat. To pobudzi europejską gospodarkę i stworzy nowe miejsca pracy. Działania te wymagają zapewnienia otoczenia przyjaznego inwestycjom, zmniejszenia obciążeń prawnych, promocji partnerstwa publiczno-prywatnego, a także zwiększenia akcji kredytowej przez Europejski Bank Inwestycyjny. Trzeba również bardziej efektywnie wykorzystywać środki z budżetu UE i możliwości inwestowania na rynkach kapitałowych.

Spójność polityki przemysłowej, energetycznej i klimatycznej

Aby zwiększyć konkurencyjność Unii Europejskiej, należy dostosować jej politykę energetyczną i klimatyczną do jej celów przemysłowych, mając na uwadze wysoki potencjał wzrostu produkcji przemysłowej i zatrudnienia w tym sektorze. Produkcję przemysłową ograniczają wysokie ceny energii w Europie w porównaniu chociażby z cenami energii w Stanach Zjednoczonych. Ceny te mogą obniżyć się po utworzeniu wewnętrznego rynku energii, który według szacunków Komisji Europejskiej może przynieść korzyści gospodarcze na kwotę między 16 a 40 miliardów euro rocznie. Mając na uwadze obecne wyzwania geopolityczne w sąsiedztwie Unii Europejskiej, związane z potencjalnym ryzykiem odcięcia dostaw surowców energetycznych ze wschodu, należy więcej uwagi poświęcić dywersyfikacji. Będzie to możliwe dzięki rozwojowi istniejącej infrastruktury i stworzeniu ogólnoeuropejskiej sieci przesyłowej.

Umowa TTIP z klauzulą ISDS

Szybkie zakończenie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie transatlantyckiego partnerstwa w dziedzinie handlu i inwestycji (TTIP) to warunek konieczny przekształcenia potencjału gospodarki amerykańskiej i europejskiej w rzeczywisty dobrobyt przedsiębiorstw i obywateli. Będzie to miało w praktyce trzy korzyści: szerszy wybór usług, jednolite standardy i niższe cła. Dlatego po wejściu w życie umowa TTIP będzie miała duży wpływ na transatlantycką współpracę gospodarczą i stanie się zbiorem najlepszych praktyk dla podobnych negocjacji w przyszłości. Jest też sprawą kluczową, aby umowa zawierała postanowienia określające mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS), który przyczyni się do lepszego zabezpieczenia inwestycji. Ponadto władze UE powinny stworzyć koalicję partnerów społecznych w celu lepszego zrozumienia przez opinię publiczną korzyści wynikających z transatlantyckiej umowy handlowej dla europejskich przedsiębiorców i konsumentów, takich jak np. pełny dostęp do rynku amerykańskiego.

Jednolity rynek cyfrowy warunkiem niezbędnym do wykorzystania potencjału cyfryzacji.
Komisarze europejscy powinni dążyć do zakończenia działań w kierunku stworzenia w pełni funkcjonalnego jednolitego rynku cyfrowego oraz wspierać cyfryzację gospodarki europejskiej. Może to doprowadzić do dodatkowego wzrostu nawet o 250 miliardów euro w następnych pięciu latach. W tym celu niezbędna jest transeuropejska infrastruktura. Jednym z czynników ograniczających rozwój gospodarki cyfrowej i handlu elektronicznego w Europie jest brak wspólnego prawa, co sprawia, że około 60% zamówień internetowych nie jest realizowanych. Należy zająć się tym problemem i stworzyć nowe ramy prawne, które będą lepiej chroniły konsumenta i dane.

EFNI 2015

Powyższe rekomendacje stanowią przykłady postulatów, które padły podczas tegorocznej edycji EFNI. Wzięło w niej udział ponad 130 wybitnych panelistów – polskich i międzynarodowych ekspertów w dziedzinie biznesu, polityki i nauki. Kolejna – piąta już – edycja Europejskiego Forum Nowych Idei odbędzie się w Sopocie w terminie od 30 września do 2 października 2015 r.

Świąteczny prezent Szwajcarów dla frankowców

Szwajcarski Bank Narodowy po raz pierwszy w swej historii wprowadził ujemne stopy procentowe. Stopa depozytowa dla banków wyniesie -0,25%, a docelowy trzymiesięczny Libor dla franka ma spaść do przedziału -0,75%-0,25%.

– Szwajcarski Bank Narodowy jest kolejnym bankiem centralnym, który zdecydował się na wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Taką decyzję w przypadku stopy depozytowej podjął Europejski Bank Centralny oraz szwedzki Riksbank, ale Szwajcarzy poszli krok dalej i jako pierwsi sprowadzili poniżej zera stawkę referencyjną – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Decyzja SNB jest sporym zaskoczeniem, ponieważ zaledwie tydzień temu miało miejsce regularne posiedzenie szwajcarskich władz monetarnych, które nie przyniosło żadnych zmian w polityce pieniężnej.

– W ciągu ostatnich kilku dni pewne czynniki wpłynęły na wzrost popytu na bezpieczne inwestycje. Wprowadzenie ujemnych stóp procentowych czyni frankowe aktywa mniej atrakcyjnymi i w ten sposób wspiera minimalny kurs wymiany – dodaje Piechowiak.

Co to oznacza dla frankowców?

Sprawa jest bez precedensu. Istnieje teoretyczna możliwość, że polskie banki będą dopłacać do kredytów frankowców, tzn. kredytobiorcy nie będą musieli spłacać części odsetkowej, tylko regulować zobowiązania dotyczące części kapitałowej. Ta, może być dodatkowo obniżona jeżeli suma LIBOR i marży będzie miała wartość ujemną. Innymi słowy, wysokość rat wyrażona we frankach spadnie. Jednak to, czy frankowcy rzeczywiście zapłacą mniej zależeć będzie od kursu wobec złotego.

– Decyzja SNB to dobra wiadomość dla osób spłacających kredyty we frankach. Z jednej strony oznacza ona spadek oprocentowania, już dziś w niektórych przypadkach symbolicznego. Z drugiej – otwiera  drogę do osłabienia helweckiej waluty wobec złotego. Ciekawa sytuacja może mieć miejsce, gdy stawka LIBOR przybierze wartość ujemną. Wówczas oprocentowanie kredytów we frankach będzie niższe niż marża –zauważa dr Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Bankier.pl zapytał banki, jak w takiej sytuacji zamierzają naliczać raty kredytów – na razie dowiedzieliśmy się, że trwają analizy prawne.

Zgoda na Koncentrację: Alior Bank i Meritum Bank

0

Alior Bank może przejąć Meritum Bank. Postępowanie przeprowadzone przez UOKiK wykazało, że koncentracja nie będzie miała negatywnego wpływu na konkurencję

Wniosek o wydanie zgody na przejęcie Meritum Bank przez Alior Bank wpłynął do UOKiK 31 października 2014 r. Alior Bank zajmuje się obsługą klientów detalicznych, przedsiębiorstw oraz instytucji rządowych i samorządowych. Meritum Bank kieruje swoje produkty i usługi przede wszystkim do klientów indywidualnych, osób prowadzących działalność gospodarczą oraz mikro i małych przedsiębiorstw.

W trakcie postępowania UOKiK przeanalizował sytuację na rynkach wspólnych dla Alior Banku i Meritum Banku. Na żadnym z nich ich łączne udziały oraz wzrost pozycji przejmującej spółki nie będą na tyle wysokie, żeby transakcja doprowadziła do ograniczenia konkurencji. Dlatego Prezes Urzędu wydał zgodę na koncentrację.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.