Bony i talony świąteczne nie podlegają zwolnieniu podatkowemu

0

W tym roku 44 proc. pracodawców planuje świąteczne prezenty dla pracowników. Eksperci przypominają, że wolne od podatku dochodowego są świadczenia pieniężne i rzeczowe do wysokości 380 zł, sfinansowane w całości z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Bony i talony, często wybierane przez pracodawców przed świętami, zwolnieniu podatkowemu nie podlegają. Dlatego lepszym pomysłem może być premia, np. w postaci kart przedpłaconych.

Jak wynika z badania Benefit Systems i HRNews, ponad 44 proc. pracodawców zamierza wręczyć świąteczne prezenty. Chociaż pracowników najbardziej ucieszyłaby premia pieniężna, to pracodawcy częściej wybierają różnego rodzaju bony podarunkowe. Trzeba jednak pamiętać, że podlegają one opodatkowaniu.

Nawet jeżeli zostały sfinansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – a takie świadczenia są zwolnione z opodatkowania do wysokości 380 złotych, to bony i talony, które uprawniają do wymiany na towar lub usługę, zostały z tego zwolnienia wyłączone. Dlatego przekazanie pracownikowi bonu skutkuje koniecznością opodatkowania jego wartości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w Kancelarii Chmieliński i Żemantowski.

Zgodnie z prawem od otrzymanych bonów pracownik musi zapłacić podatek, nie ma znaczenia, czy zostały zakupione z ZFŚS, czy z innych środków. Wypłata świadczenia nakłada na pracodawcę obowiązek uwzględnienia bonusu w podstawie opodatkowania.

Automatycznie wartość bonu pojawi się w zeznaniu rocznym pracownika, który wypełni je na podstawie PIT-11 wystawionego przez pracodawcę – przypomina ekspertka.

Jeśli jednak pracownik otrzyma świadczenie rzeczowe, które zostało w całości sfinansowane z ZFŚS i jego wartość nie przekroczy 380 zł, podatku nie trzeba będzie płacić. Podobnie jest w przypadku świadczenia pieniężnego. Ważne jest to, że również karty przedpłacone, na które pracodawca przelewa określoną sumę, są traktowane jak gotówka.

W przypadku, gdy pracownik otrzyma od pracodawcy kwotę większą niż 380 zł, podatek zapłaci od samej nadwyżki. W zależności od skali podatkowej będzie to 18 lub 32 proc.

Marek Cywiński najlepszym menadżerem 2014 wg „Bloomberg Businessweek”. W tym roku wpływy z viaTOLL przekroczą 1,4 mld zł

Marek Cywiński, prezes Kapsch Telematic Services, został zaliczony do grona najlepszych menadżerów bieżącego roku przez tygodnik „Bloomberg Businessweek”. Kapsch od czterech lat buduje i zarządza systemem viaTOLL. Z tytułu opłat za korzystanie z dróg w tym roku wpłynie do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 1,4 mld zł. Firma ma nadzieję, że w przyszłym roku przyspieszy proces ujednolicania systemu na wszystkich autostradach w kraju.

Po tegorocznych rozszerzeniach elektroniczny system poboru opłat obowiązuje na 2 917 km dróg w kraju. Objętych nim jest 809 km dróg krajowych, ponad 1 tys. km dróg ekspresowych i prawie tyle samo autostrad.

Jesteśmy przekonani, że w przyszłym roku dojdzie do kolejnych rozszerzeń systemu viaTOLL. Mamy nadzieję, że nie będzie to ograniczone wyłącznie do samochodów ciężarowych, jak do tej pory – mówi Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL.

Według danych na koniec listopada w systemie zarejestrowanych jest ponad 842 tys. pojazdów i 476 tys. firm. System viaTOLL na wybranych odcinkach jest obowiązkowy dla samochodów powyżej 3,5 tony. Na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (A2 i A4) z urządzeń viaAUTO mogą korzystać również samochody osobowe – w ten sposób mogą przejechać przez bramkę bez konieczności manualnego wnoszenia opłat.

Toczące się dyskusje i rozmowy prowadzone przez ministerstwo z koncesjonariuszami pozostałych autostrad i ich wstępne deklaracje wskazują wyraźnie na to, że istnieje poważna szansa, by doprowadzić do interoperacyjności systemu na autostradach polskich z wykorzystaniem systemu elektronicznego, jaki w tej chwili jest na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, a których operatorem jest Kapsch – mówi Marek Cywiński.

Dzienne wpływy z viaTOLL to 3,8 mln zł. Od momentu uruchomienia systemu w lipcu 2011 roku do KFD wpłynęło 3,8 mld zł. Tylko w tym roku będzie to 1,4 mld zł.

Marek Cywiński znalazł się w gronie najlepszych menadżerów 2014 według tygodnika „Bloomberg Businessweek”.

Ta jest nagroda dla całego zespołu, którym mam zaszczyt kierować. Bo menadżer jest tak dobry, jak dobrzy są ludzie, z którymi współpracuje. Firma jest czwarty rok na rynku, uczestniczy w dużym projekcie. Ten projekt przynosi określone rezultaty, jest dobrze postrzegany zarówno w Polsce, jak i za granicą. Stąd pewnie to uznanie i wyróżnienie w gronie naprawdę bardzo zasłużonych i znanych w Polsce menadżerów – mówi dyrektor KTS.

Wśród wyróżnionych znaleźli się również m.in.: Zbigniew Jagiełło (PKO BP), Andrzej Klesyk (PZU SA), Jarosław Augustyniak (IDEA BANK), Sebastian Buczek (Quercus TFI), Iwona Sroka (KDPW).

Dwucyfrowy wzrost liczby wysyłanych przesyłek kurierskich. Rynek napędzają małe i średnie firmy z sektora e-commerce

O 10-15 proc. rocznie rośnie co roku liczba przesyłek kurierskich w Polsce. Grudzień to najlepszy miesiąc w roku dla firm działających na tym rynku – w porównaniu z listopadem przesyłek jest nawet o 25 proc. więcej. Rynek napędzają małe i średnie przedsiębiorstwa z sektora e-commerce. Ich klienci coraz większą uwagę zwracają nie tylko na cenę, lecz także na jakość, czas oraz elastyczność dostawy.

Rynek rośnie coraz dynamiczniej. Głównym komponentem tego wzrostu jest rozwój rynku e-commerce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu DHL Parcel. ‒ W tej chwili tempo wzrostu rynku liczone liczbą paczek mieści się gdzieś pomiędzy 10-15 proc. rocznie. Natomiast w okresie świątecznym, w listopadzie i grudniu, kiedy mamy do czynienia z masowymi zakupami, ten wzrost jest nawet rzędu 20-25 proc.

W tym roku świąteczne prezenty docierają do odbiorców bez większych problemów, bo kurierom sprzyja pogoda i brak śniegu. Firmy z tej branży przygotowały się też na wzmożony ruch w grudniu.

Sulich podkreśla, że grudniowy wzrost liczby wysyłanych paczek to przede wszystkich wynik aktywności małych i średnich przedsiębiorstw. Ich liczba oraz wielkość sprzedaży szybko rosną, a cały sektor e-commerce może w tym roku być warty nawet 30 mld zł. To dobra informacja dla firm kurierskich, bo właśnie sklepy internetowe są ich podstawowymi i najważniejszymi klientami.

Chociaż struktura rynku z dominującymi małymi i średnimi przedsiębiorstwami e-commerce pozostaje niezmienna, to nieco inne są preferencje klientów. O ile dawniej najważniejsza była dla nich cena, teraz rośnie wpływ innych czynników. Sklepy internetowe szukają sposobów na wyróżnienie się i zdobycie przewagi konkurencyjnej. Wsparciem w tym może być oferta firm kurierskich.

Te przewagi mieszczą się w obszarze, który my nazywamy wygodą konsumenta – wyjaśnia Sulich. ‒ Chcemy dać konsumentowi możliwość zadecydowania w każdej chwili o innym miejscu doręczenia tej przesyłki niż pierwotnie wskazany adres. Wydaje mi się, że to jest kierunek, w którym będziemy zmierzać, czyli wygoda konsumenta, większy wybór, możliwość dostosowania czasu i miejsca doręczenia paczki do preferencji klienta i jego możliwości, tak żeby nie był niewolnikiem kuriera.

Sulich dodaje, że firmy kurierskie coraz poważniej traktują preferencje klientów. Dawniej najważniejszym uczestnikiem rynku byli nadawcy, jednak teraz odbiorcy przesyłek mają coraz większe wymagania.

Chcemy trzeciemu segmentowi, czyli odbiorcom przesyłek, dostarczyć dokładnie tego, czego się spodziewa. Jednocześnie chcemy, aby nasi partnerzy którzy wysyłają paczki i z którymi mamy kontrakty, także mieli pewność, że jeżeli podpisują umowę, wchodzą w relacje prawne z DHL Parcel, to ich przesyłki i klienci są bezpieczni – podkreśla Sulich.

Dodaje, że w przyszłym roku rynek będzie najprawdopodobniej dalej zmierzał w kierunku szukania przewag konkurencyjnych innych niż cena. To może też wpłynąć na poszukiwanie nowych sposobów dostarczania przesyłek, więc daje pole do rozwoju dla firm kurierskich.

Newsy IMM: Producenci artykułów dla dzieci wydali w tym roku na reklamy 170 mln zł. Ponad dwa razy mniej niż w 2013 roku

W tym roku reklamodawcy z branży dziecięcej wydali o 100 mln zł mniej niż w 2013 roku. Z przeznaczonej na promocję kwoty 170 mln zł blisko 85 proc. trafiło do telewizji – wynika z analizy przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów dla magazynu „Marketer+”. Najczęściej wybierano stacje Polsat i TVN oraz Cartoon Network.

Dla reklamodawców z branży dziecięcej, czyli firm, które wytwarzają i promują żywność dla dzieci, zabawki, artykuły piśmiennicze czy produkty edukacyjne, nadal najbardziej atrakcyjnym medium jest telewizja – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów. – Drugim najbardziej atrakcyjnym medium była prasa kolorowa, kolejnym – reklama radiowa.

Jak wynika z analizy IMM, do listopada br. firmy z branży wydały na emisję spotów w telewizji około 140 mln zł, co stanowiło prawie 85 proc. wszystkich wydatków tej branży na promocję w mediach (ok. 170 mln zł). 20 mln trafiło do kolorowych magazynów parentingowych, a 4 mln zł kosztowała reklama radiowa. Łączne wydatki reklamowe w tym samym okresie roku ubiegłego były o ok. 100 mln zł wyższe.

– Stacjami, do których firmy z branży dziecięcej  zwracały się najczęściej, były telewizje Polsat, TVN oraz Cartoon Network – wskazuje Łukasz Jadaś. – Szczególnie podkreślam rolę tej ostatniej, która ofertę programową kieruje głownie do dzieci, co wydaje się znaczące.

Znaczna część wydatków, bo niemal 38 mln zł, trafiła na emisję reklam w telewizji Polsat. Niewiele mniej, bo ponad 33,5 mln zł, przeznaczono na promocję w Cartoon Network, gdzie emitowano najwięcej kreacji tańszych cennikowo. Kolejne stacje dzieli od czołowej dwójki już większy dystans. Do TVN trafiło 19,3 mln zł, TV Puls – 10 mln zł, a TVN7 – niemal 9 mln zł. Pod względem budżetów telewizja zdeklasowała inne media tradycyjne. Pierwszy tytuł prasowy (miesięcznik „Mamo, To Ja”) znalazł się na 12. miejscu, a stacja radiowa (Radio Eska Poznań) – na 24.

Według analizy IMM reklamodawcy z tej branży dostosowują emisję spotów do cyklu życia dzieci i rodziców zarówno w skali roku, jak i doby. W ciągu dnia najwięcej reklam promujących produkty dla najmłodszych emitowanych jest między godziną 6 a 10 oraz w droższych pasmach i tzw. prime time (między 18 i 22). Kluczowe znaczenie ma również dzień tygodnia, na który zaplanowano promocję. Jak wynika z analiz IMM, wyraźnie większe wydatki wiążą się z emisją reklam w weekend. Firmy intensyfikują kampanie w maju, przed Dniem Dziecka, oraz listopadzie, przed Bożym Narodzeniem.

– Wiosną częściej promowane są zabawki, zimą natomiast rusza cała machina bożonarodzeniowa, czyli reklamowane są zabawki oraz sklepy, które je sprzedają – precyzuje Jadaś. – W sierpniu, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, o kilkaset procent rosną nakłady firm z sektora produktów piśmienniczych i biurowych. Kreacje reklamujące przedszkola i edukację najmłodszych osiągają szczyt między czerwcem i wrześniem. Sezonowości nie poddają się jedynie kampanie artykułów spożywczych, w tym kaszek i mleka oraz pieluch.

Najwięcej środków na promocję w kanałach telewizyjnych przeznaczyła Nutricia (ok. 40,5 mln zł), Nestlé(37,5 mln zł) oraz Procter & Gamble (14,7 mln zł). Również pod względem wartości zamieszczenia reklam w druku Nutricia przodowała. Na falach eteru najczęściej promował się producent akcesoriów i zabawek dziecięcych Akpol Baby.

Z analizy IMM wynika, że im większa częstotliwość reklamy danej marki, tym więcej komentarzy internautów na jej temat.

Internauci oglądają reklamy i żywo na nie reagują – przekonuje Łukasz Jadaś. – Zależność pomiędzy liczbą emisji a skalą dyskusji w internecie jest wprost proporcjonalna. Może to wskazywać na to, że internauci sugerują się tym, co zobaczą w telewizji. Inspiruje ich to do wymiany poglądów.

Energa wiosną uruchomi największą w Polsce elektrownię fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia

CEO Magazyn Polska

Według projektu nowej „Polityki energetycznej Polski do 2050 roku” przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki w 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii ma osiągnąć 15 proc., a po kolejnych 10 latach ma być znacznie wyższy. Eksperci szacują, że może to być 20 proc. Już teraz pojawiają się duże projekty związane z inwestycjami w OZE. W najbliższych miesiącach Energa SA uruchomi największą w Polsce farmę fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia, która zwiększy udział energii słonecznej w bilansie OZE o kilkadziesiąt procent. 

Projekt zakłada instalację paneli słonecznych o powierzchni 18,9 tys. m2. Inwestycja ma zostać oddana w połowie 2015 r. Kilka tygodni temu w miejscowości Kolno k. Łomży firma AMB Energia otworzyła jak dotychczas największą tego typu elektrownię w Polsce o mocy 1,84 MW.  Eksperci szacują, że łączna moc fotowoltaiki w Polsce wynosi 5-6 MW. Toruńska inwestycja znacząco ten wskaźnik podniesie.

Plany na 2015 r. są takie, że zakładamy inwestycje na poziomie tegorocznym. Będziemy głównie inwestowali w system dystrybucji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Bieliński, prezes Energi.

Według strategii firmy na lata 2014-2022 Energa planuje wydać na inwestycje 18,2 mld zł, czyli średnio ok. 2 mld zł rocznie. Z tego kwota 12,5 mld zł jest przeznaczona na rozwój systemu dystrybucji. Pozostałe 6 mld zł stanowią rezerwy na akwizycje na rynku lub potencjalne inwestycje.

Dzisiaj niektóre inwestycje w energię niekonwencjonalną wydają się nierentowne, ale jeżeli parametry na rynku się zmienią, to z pewnością je uruchomimy – twierdzi Bieliński.

Chodzi o projekty, takie jak elektrownie konwencjonalne, gazowe, biogazownie rolnicze (CHP) czy odnawialne źródła energii (OZE). Prace nad ustawą o tych ostatnich znajdują się na ostatniej prostej w Sejmie. Tylko w tym roku Energa oddała w lipcu do użytku nowy blok biomasowy w Elblągu, który zwiększył moce wytwórcze grupy w OZE o 25 MWe, oraz wybudowała w Gdańsku farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 1,64 MW.

– Po trzech kwartałach 2014 r. nasze wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Sądzę, że październik i listopad również są bardzo dobre. Obecnie czekamy na wyniki z grudnia – mówi Mirosław Bieliński.

Grupa Energa w ciągu 9 miesięcy 2014 r. wypracowała zysk netto w wysokości 825 mln zł, przy 581 mln zł w analogicznym okresie w roku poprzednim. Przychody spółki spadły o 8,7 proc., z 8,53 mld zł (I-III kw. 2013 r.) do 7,79 mld zł po III kwartale br., wzrosła jednak ich rentowność do 10,6 proc. Zysk EBITDA w badanych okresach wyniósł odpowiednio 1,48 mld zł i 1,83 mld zł i zanotował wzrost o 24 proc. Mirosław Bieliński podkreśla, że bycie spółką publiczną ułatwia zdobycie środków na inwestycje nie tylko poprzez bezpośrednie emisje, lecz także większą wiarygodność spółki.

Obecność na giełdzie sprzyja spółce – przekonuje prezes Bieliński. – Jesteśmy bardziej poważnym partnerem, bo z przedmiotu transakcji staliśmy się podmiotem ewentualnych transakcji. Dopiero wejście na GPW powoduje, że przez znacznie szerszą grupę inwestorów i interesariuszy jesteśmy postrzegani jako spółka bardziej wiarygodna.

Od debiutu spółki na giełdzie 11 grudnia 2013 r. kurs akcji wzrósł o około 50 proc., co wiąże się z rozwojem firmy i poprawą wyników. Rosnącemu trendowi sprzyja także pozytywna sytuacja w sektorze energetycznym – branżowy indeks WIG-ENERGA w tym samym okresie wzrósł o 24 proc.

– Efektem wejścia na giełdę jest zwiększona obecność na rynku finansowym w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej – podkreśla prezes Energi. – Zaczęliśmy od międzynarodowych instytucji finansowych, emisje obligacji, euroobligacji, po drodze uzyskaliśmy dobre ratingi inwestycyjne. Natomiast dopiero wejście na giełdę akcji oznacza, że możemy być przez znacznie szerszą grupę inwestorów czy interesariuszy finansowych uznani za spółkę bardzo wiarygodną, a to będzie nam owocowało w przyszłości.

Popracujesz krócej, by zarobić na święta

Choć na najbliższe święta przeznaczymy o 13% więcej pieniędzy niż w 2013 r., to na nasze tegoroczne wydatki świąteczne pracujemy krócej niż w latach poprzednich – twierdzą ekonomiści.

Statystyczny Polak chce wydać na święta 1160 zł. Aby zarobić tę kwotę, najdłużej – ponad 16 dni – pracować muszą kasjer w hipermarkecie, nauczyciel kontraktowy czy pracownik produkcji. Księgowej, kierowcy TIR-a czy handlowcowi zajmie to ok. tygodnia. Najmniej muszą pracować sędziowie i lekarze – tylko trzy dni. „Wszyscy pracujemy o dwa dni mniej niż w 2013 r. To efekt wzrostu o 3,4% – w ujęciu rok do roku – przeciętnego wynagrodzenia brutto, ale również skutek bezrobocia, najniższego od pięciu lat w naszym kraju. Jest więcej pracy i więcej pieniędzy” – mówi serwisowi infoWire.pl Tomasz Ślęzak z Work Service.

Ponadto mamy deflację i wiele towarów kosztuje nas mniej, dlatego w tegorocznym koszyku z zakupami znajdzie się więcej rzeczy. Mało tego, rośnie tzw. wskaźnik optymizmu konsumentów – wynosi 86 pkt i jest wyższy niż na początku 2014 r. To dobra wiadomość, bo nie tyle musimy, ile chcemy wydawać więcej. „Za to coraz mniej jesteśmy skłonni do kupowania dóbr trwałych, np. auta, mebli. Bardziej chcemy wydawać na to, co mamy tu i teraz – na organizację świąt i zapewnienie najbliższym prezentów pod choinką” – podkreśla ekspert.

Jak wynika z raportu Deloitte’a naszym bliskim damy w prezencie głównie książki, kosmetyki i perfumy, a kupimy je najchętniej przez internet – w przeciwieństwie do produktów spożywczych, po które pójdziemy zwykle do sklepów dyskontowych.

Nominacje dla Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych

0

Podsekretarz stanu w MF Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła 15 grudnia br. nominacje przedstawicielom banków krajowych i zagranicznych, wybranych do pełnienia funkcji Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) w 2015 r. DSPW wyłoniono w drodze rocznego konkursu zakończonego 30 września br., a ich liczba w stosunku do bieżącego roku wzrosła o jeden bank (JP Morgan) i wynosi 15 – pełna lista poniżej.

System DSPW zapewnia bezpieczeństwo finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa oraz efektywne funkcjonowanie rynku wtórnego Skarbowych Papierów Wartościowych (SPW). Banki nominowane do tej roli mają w zamian za określone przywileje, w tym przede wszystkim wyłączne prawo do składania ofert na przetargach SPW czy też preferencje dotyczące przeprowadzania emisji na rynkach zagranicznych, wypełniać obowiązki w zakresie zakupu SPW na rynku pierwotnym, zapewniać płynność na rynku wtórnym i  współpracować z Ministrem Finansów w ramach polityki emisyjnej.

Wiceminister Podedworna-Tarnowska podziękowała bankom za aktywność w konkursie oraz określiła oczekiwania Ministerstwa Finansów w stosunku do DSPW w obszarze ich działalności zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym obligacji skarbowych, w szczególności w zakresie dalszej współpracy przy zwiększaniu efektywności i płynności rynku oraz dywersyfikacji grona finalnych nabywców SPW.

W spotkaniu uczestniczyli członkowie zarządów banków oraz osoby nadzorujące w bankach działalność na rynku Skarbowych Papierów Wartościowych. Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła im pamiątkowe statuetki związane z uzyskaniem tytułu DSPW na 2015 r.

Dealerzy Skarbowych Papierów Wartościowych na 2015 r. według kolejności miejsca, uzyskanego w konkursie:

1            Bank Handlowy w Warszawie S.A.

2            BNP Paribas S.A.

3            ING Bank Śląski S.A.

4            Bank Zachodni WBK S.A.

5            HSBC Bank plc

6            PKO BP S.A.

7            Bank PEKAO S.A.

8            Société Générale S.A. Oddział w Polsce

9/10       Bank Millennium S.A.

9/10       Goldman Sachs International

11          Deutsche Bank Polska S.A.

12          Barclays Bank plc

13          mBank S.A.

14          Erste Group Bank AG

15          J.P. Morgan Securities plc

UWAGA: MF nie prosi o dane z kart płatniczych

Ministerstwo Finansów informuje, że w ostatnim czasie wykryto kolejne próby wyłudzania informacji dotyczących danych z kart płatniczych i podszywania się pod Ministerstwo Finansów. MF przypomina, że nie jest autorem tych maili.

W e-mailach sugerujących, że zostały wysłane z Ministerstwa Finansów i dotyczą zwrotu podatków, zawarte są prośby o podanie m.in. następujących danych:

  • imię i nazwisko na karcie,
  • adres,
  • miasto,
  • kod pocztowy,
  • numer karty,
  • test numer (CVV – 3 cyfry z tyłu karty),
  • data przydatności,
  • numer rachunku karty,
  • NIK (Numer Identyfikacyjny Klienta),
  • PIN,
  • data urodzenia (DD.MM.RRRR),
  • secure Code(Visa – Mastercard).

W związku z tym zwracamy uwagę, by zachować czujność i nie odpowiadać na korespondencję tego typu. W żadnym wypadku nie należy wysyłać też danych dotyczących kart płatniczych, klikać w załączone do podejrzanego e-maila linki ani podawać swoich danych w formularzach internetowych.

Przemysł na plusie, ale coraz słabszy

Produkcja przemysłowa była w listopadzie o 0,3 proc. wyższa niż przed rokiem – poinformował GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł w listopadzie był słabszy niż w październiku. Ale jeśli spojrzeć na branżową strukturę wzrostu produkcji, to widać, że nadal dobrze sobie radzą działy przemysłu związane z eksportem, natomiast osłabiają dynamikę produkcji górnictwo oraz wytwarzanie i zaopatrzenie w energię elektryczną i gaz. Jedyną branżą eksportową, która kolejny już miesiąc ma kłopoty (spadek o 3,9 proc., r/r), jest produkcja artykułów spożywczych. To efekt rosyjskiego embarga nałożonego na nasze towary, a także ograniczonej sprzedaży na rynek ukraiński.

Rok 2014 nie był łatwy dla przemysłu. Wzrost w ciągu 11 miesięcy produkcji tylko o 3 proc. nie można uznać za sukces. Przemysł nie był więc w tym roku silnym motorem napędowym gospodarki. Warto pamiętać, że w 2014 roku spodziewany wzrost PKB wyniesie 3,3 proc. Wszystko wskazuje na to, że IV kwartał będzie dla przemysłu jeszcze słabszy, co niewątpliwie wpłynie na tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich trzech miesiącach roku. Niestety, także przyszły rok może być, nie tylko w branży spożywczej, słaby ze względu na wpadającą w coraz większy kryzys gospodarkę rosyjską i słabnącego dramatycznie rubla, co spowoduje, że także te firmy, których eksport do Rosji nie został objęty embargiem, będą miały kłopoty ze sprzedażą swoich towarów i usług.

W efekcie 2015 rok dla przemysłu może być słabszy niż oczekiwaliśmy, chyba że eksporterzy znajdą dla swoich towarów nowe rynki zbytu, jak bywało wielokrotnie w dalszej i bliższej przeszłości.

Słabo spisuje się też budownictwo. Od wielu miesięcy nie może wyjść z dołka. Szans dla tej branży trzeba upatrywać dopiero w II połowie 2015 roku, kiedy zostaną uruchomione fundusze unijne.

P. Szulec (Pioneer Pekao): gospodarka amerykańska jest w doskonałym stanie. Spadek cen ropy naftowej jeszcze bardziej ją wzmocni

CEO Magazyn Polska

Coraz bardziej realna staje perspektywa cyklu podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Na zakończonym wczoraj posiedzeniu usunięto z komunikatu powtarzaną od miesięcy formułę o utrzymaniu zerowej stopy procentowej przez dłuższy czas, choć zapewniono, że Fed będzie cierpliwy w normalizowaniu polityki pieniężnej. Może to oznaczać, że stopy po raz pierwszy wzrosną za pół roku. Gospodarka za oceanem ma się dobrze, a dodatkowo pozytywnie powinna na nią wpływać wyraźna przecena na rynku ropy naftowej.

Szefowa Fedu Janet Yellen zapowiedziała na wczorajszej konferencji, że stopy nie wzrosną przez kilka najbliższych posiedzeń (w przeciwieństwie do większości banków centralnych Rezerwa Federalna spotyka się na decyzyjnych posiedzeniach osiem razy w roku).

 Liczba tworzonych nowych miejsc pracy, chociażby z ostatniego raportu z rynku pracy, siła rynku nieruchomości i nawet kwartalne tempo wzrostu, które ostatnio obserwujemy, wskazują na to, że gospodarka amerykańska rozwija się bardzo szybko – uważa Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management. – Jedynym minusem, o którym inwestorzy wiedzą, jest to, że bardzo dobry stan gospodarki przyspiesza pierwsze podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Czynnik ten stanowi pewne ryzyko przynajmniej jednorazowego wstrząsu po ogłoszeniu pierwszej podwyżki. Natomiast warto pamiętać o podstawowej zasadzie, że tego rodzaju działania zawsze są reakcją na to, że gospodarka jest w dobrej kondycji.

Jak wynika z ogłoszonych na początku grudnia br. danych z amerykańskiego rynku pracy, w listopadzie br. liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 321 tys., podczas gdy konsensus rynkowy wynosił 232 tys. W sektorze prywatnym zatrudniono 314 tys. nowych osób, podczas gdy oczekiwano 225 tys. O niemal 30 tys. skorygowano też w górę dane za poprzedni miesiąc. Stopa bezrobocia utrzymała się na niskim poziomie 5,8 proc. Pozytywny wpływ na gospodarki krajów rozwiniętych będzie miała w przyszłości, jak podkreśla Piotr Szulec, także spadająca cena ropy naftowej.

Patrząc na to, z jak mocną przeceną już mieliśmy do czynienia, szacuje się, że każdy spadek cen ropy o 10-20 dolarów na baryłce przekłada się w  gospodarkach rozwiniętych na przyspieszenie tempa wzrostu o 0,2-0,3, czasami 0,4 proc. w skali roku – wskazuje Piotr Szulec z Pioneer Pekao. – Dzisiaj jesteśmy już ponad 40 dol. poniżej poziomu, na którym ropa konsolidowała się przez ostatnie trzy-cztery lata, co dla gospodarki europejskiej i amerykańskiej, przynajmniej w perspektywie pierwszego roku, oznacza wartość dodaną rzędu 0,6-0,7 proc. W przypadku kolejnego roku może to być nawet więcej.

W związku z tym – zdaniem dyrektora ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management – w najbliższym czasie warto trzymać w portfelach akcje amerykańskich spółek.

Natomiast inwestorzy, którzy zastanawiają się nad wejściem na ten rynek, powinni poczekać do pierwszych podwyżek stóp procentowych – radzi Piotr Szulec. – Reakcja rynku zawsze jest negatywna, przynajmniej w krótkim okresie. Natomiast, jeżeli spojrzymy historycznie, to po takich jednorazowych wstrząsach, a szczególnie przy końcu cyklu podwyżek, rynek amerykańskich akcji zawsze wchodzi w nową fazę hossy.

Na amerykański rynek akcji jednak, jak radzi Szulec, warto spojrzeć przez pryzmat przede wszystkim indeksu S&P 500.

Na ten rok zakładaliśmy, że indeks ten może osiągnąć poziom 2 tys. punktów, a jak wszyscy widzimy ten przekroczył go z dużą lekkością i właściwie 2,1 tys. punktów może w tym roku być do zrobienia – dowodzi Szulec. – Natomiast pojawia się pytanie, czy tego typu wzrosty są w tej chwili uzasadnione. Patrząc na siłę rynku amerykańskiego, jego podstawy fundamentalne, rynek wycenia obecnie to, co już obserwujemy. Nie wiadomo, czy gospodarka amerykańska nadal będzie rosła w takim tempie, jak to ma miejsce obecnie.

Pioneer Pekao Investment Management zakłada, jak informuje Piotr Szulec, że w przyszłym roku wzrost PKB za oceanem wyniesie od 2,5 do 3 proc. Sam Fed podtrzymał swoją prognozę na podobnym poziomie (2,6-3,0 proc.).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że amerykański Fed wejdzie w fazę podwyżek stóp procentowych, to poziomy indeksu S&P 500 pod koniec przyszłego roku będą podobne do tych, które obserwujemy teraz – zauważa Piotr Szulec. – Po negatywnym zachowaniu w wyniku pierwszych podwyżek rynek indeks ten będzie się konsolidował z przedziałem wahań w okolicach 5 proc.

Millennium: w przyszłym roku sektor bankowy może mieć gorsze wyniki niż w 2014 r.

CEO Magazyn Polska

Po korzystnych dla sektora bankowego latach 2013 i 2014 przychodzą trudne czasy. W 2015 r. prawdopodobnie cały sektor bankowy odnotuje niższe wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Kulesza, dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium. Przyczyny to głównie obniżka stóp procentowych i stawek interchange oraz wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Po dobrej koniunkturze dla sektora bankowego w Polsce w ciągu minionych kilkunastu miesięcy eksperci wskazują w najbliższym czasie na osłabienie nastrojów i spadek osiąganych przychodów.

W ostatnim kwartale roku nie będziemy w stanie utrzymać trendu wzrostu z kwartału na kwartał – mówi Artur Kulesza z Banku MillenniumWyniki finansowe Banku Millennium po III kwartałach 2014 r. są bardzo dobre, uzyskaliśmy 26 proc. wzrostu zysku netto, porównując do z 9 miesięcy minionego roku. To rekordowe wyniki w historii banku, patrząc na przychód bankowy czy kwartalny zysk netto. Od siedmiu kwartałów poprawialiśmy sukcesywnie wynik netto – tłumaczy Artur Kulesza.

Na gorsze perspektywy składa się kilka zewnętrznych przyczyn, które mają wpływ na nową sytuację, w jakiej znalazły się banki.

 Na pierwszym miejscu postawiłbym spadek stóp procentowych. Obecny cykl rozpoczął się dosyć silnym jednorazowym obniżeniem stopy referencyjnej o 50 punktów bazowych na początku października. Dodatkowo zostało to wzmocnione obniżką stopy lombardowej o jeden punkt procentowy, co było dla nas zaskoczeniem – tłumaczy dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium.

Część produktów bankowych jest oprocentowanych maksymalną stawką, tzn. czterokrotnością stopy lombardowej, która obecnie wynosi 3,00 proc. Obniżka zatem ma wpływ na oprocentowanie portfela banku, co warunkuje zmianę w jego przychodach.

Drugim istotnym czynnikiem jest zapoczątkowana 1 lipca obniżka stawek interchange. Kolejna jest zapowiadana na przyszły rok. Tutaj negatywny efekt będzie odczuwalny na przychodach z tytułu kart płatniczych – ocenia Kulesza. Trzeci czynnik dotyczy już przyszłego roku, ale został ogłoszony w listopadzie. To wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czego skutki odczujemy już na początku roku.

Ze względu na niepewność co do dalszych kroków Rady Polityki Pieniężnej Artur Kulesza jest ostrożny w prognozach na 2015 r. Przewiduje jednak, że wzrost kredytów wyniesie ponad 5 proc., może nawet będzie bliżej 8 proc., przy wzroście depozytów w granicach 5 proc.

– Sądzę, że w kredytach nastąpi przyspieszenie tempa wzrostu w ślad za spadającymi stopami. Natomiast pewnie zwolnieni tempo przyrostu depozytów – mówi Artur Kulesza.

W 2014 r. według ostatnich dostępnych danych KNF zobowiązania kredytowe klientów wzrosły od początku roku do końca października o 6,3 proc. i wyniosły 890,76 mld zł (z czego wzrost wartości kredytów dla przedsiębiorstw to 8,3 proc. przy 301,28 mld zł wartości portfela kredytowego). Z kolei wkłady depozytowe w pierwszych dziesięciu miesiącach 2014 r. zanotowały 5,1 proc. wzrostu w stosunku do minionego roku i wyniosły 815,27 mld zł (w tym depozyty firm – 213,31 mld zł i wzrost rzędu 1,7 proc. rok do roku).

J. Piechociński: Co nie jest zabronione, będzie dozwolone. Nowe Prawo działalności gospodarczej w I połowie 2015 r.

0

Nowe Prawo działalności gospodarczej, którego projekt założeń trafił do konsultacji, ma pomagać w prowadzeniu firmy i odciążać od nadmiernych kosztów administracyjnych, które obecnie tłumią przedsiębiorczość. Janusz Piechociński liczy na to, że ustawa zostanie uchwalona jeszcze w pierwszym półroczu przyszłego roku. W ułatwianiu przedsiębiorcom działalności pomóc ma także przesłany niedawno przez prezydenta do parlamentu projekt nowej Ordynacji podatkowej.

Po pierwsze, zadaniem nowego prawa gospodarczego jest zakotwiczenie stanowienia przepisów w Polsce w jednej fundamentalnej zasadzie: nowe rozwiązania nie mogą szkodzić, już na etapie pozycji wyjściowych muszą tylko pomagać, poprawiać i odciążać gospodarkę od nadmiernych kosztów administracyjnych, a także zmuszać instytucje publiczne obsługujące gospodarkę do sprawności, wydolności i tworzenia przyjaznego klimatu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. – Co nie jest zabronione, powinno być dozwolone.

Także wątpliwości wobec przedsiębiorcy i podejmowanych przez niego działań powinny być rozstrzygane przez aparat skarbowy na ich korzyść.

Chcemy, aby przedsiębiorca nie musiał już udowadniać niewinności, lecz by w sprawach skrajnych to po stronie urzędu było dowiedzenie popełnienia błędów – tłumaczy Piechociński.

Jego zdaniem jednak budowa nowego prawa gospodarczego nie zakończy się wydaniem jednej ustawy, bo to proces trwały. Ministerstwo Gospodarki już wdrożyło cztery pakiety deregulacyjne, które ułatwiają prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce.

Jednocześnie wyjaśniamy procedury, skracamy okresy przechowywania określonych danych, tworzymy ogólnopolską informację gospodarczą, do polskiego systemu wdrażamy i zachęcamy do stosowania mediacji w rodzaju arbitrażu, aby odciążyć sądy. Tymi zapisami zmuszamy także urzędników do większej aktywności i decyzyjności – mówi wicepremier.

Jak podkreśla, zmiany w prawie mają zmienić funkcjonowanie polskich urzędów. Dziś zarówno przedsiębiorcy krajowi, jak i inwestorzy zagraniczni jako największą bolączkę gospodarki wskazują niewydolność administracji, brak decyzyjności i długotrwałe procedury.

Polscy przedsiębiorcy dorzucają do tego brak szybkiej ścieżki uzyskiwania pozwoleń na budowę, kłopoty decyzyjne oraz nadmierne kontrole – mówi Janusz Piechociński. – W związku z tym odwracamy to wszystko, bo chcemy stworzyć najlepsze otoczenie do rozwoju przedsiębiorczości i krajowej, i zagranicznej. To wymaga też podglądania najlepszych rozwiązań w Europie. Stąd w tych propozycjach, które kierujemy do parlamentu, jest bardzo dużo przeniesionych z innych państw, np. Holandii, Niemiec, Austrii czy Szwajcarii.

Wicepremier liczy na to, że nowa ustawa wejdzie w życie w I połowie 2015 roku. Szybkie prace w Sejmie będą jego zdaniem możliwe mimo kalendarza wyborczego, bo to zmiany, które powinny popierać wszystkie strony sceny politycznej.

Kilka dni temu został podpisany przez prezydenta i skierowany do Sejmu idący w podobnym kierunku projekt nowej Ordynacji podatkowej. Zdaniem Janusza Piechocińskiego to dobrze, że prezydent potwierdza swoje zainteresowanie wspieraniem przedsiębiorczości.

Jeśli Sejm, prezydent i rząd będą w tej sprawie grali razem i stworzą wspólnotę, to jest duża szansa na to, że niedługo będziemy mieli w Sejmie zatwierdzoną nową, przyjazną dobremu podatnikowi i przedsiębiorcy ordynację – przewiduje Janusz Piechociński.

Paliwa coraz tańsze. W okresie świątecznym ceny mogą sięgać nawet 4,50 zł za litr

CEO Magazyn Polska

Na stacjach benzynowych w dalszym ciągu obniżki. Głównym powodem są zniżkujące notowania ropy naftowej na światowych rynkach – baryłka jest już prawie dwa razy tańsza niż przed rokiem. Sytuacja wynika głównie z nadpodaży surowca na świecie i braku ograniczenia produkcji przez kraje OPEC. Z drugiej strony spada zapotrzebowanie na ropę, m.in. w Stanach Zjednoczonych. W konsekwencji w Polsce ceny paliw od lipca spadły już o 60-70 groszy, a dalsze obniżki są prawie pewne.

Prawdopodobnie obecna sytuacja na krajowym rynku paliw utrzyma się przez  kilkanaście najbliższych tygodni i w tym momencie nie ma żadnych czynników, które mogłyby odwrócić spadkową tendencję, którą obserwujemy od lipca – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Urszula Cieślak, analityk rynku paliw BM Reflex.

Jak wynika z danych BM Reflex, najpopularniejsza 95-oktanowa benzyna bezołowiowa 11 grudnia średnio kosztowała 4,79 zł/l, a diesel – 4,76 zł/l.

Początek 2015 r. powinien przynieść dalsze spadki cen. W większym stopniu obniżki mogą jednak dotyczyć benzyny niż oleju napędowego, ze względu na specyfikę zimowego rynku. Nie zachwieje to jednak ogólnego trendu spadkowego – zaznacza Urszula Cieślak.

Zdaniem ekspertki ceny powyżej 5 zł za litr paliwa kierowcy spotkają jeszcze na stacjach przy autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Województwo zachodniopomorskie od wielu lat pozostaje regionem, gdzie paliwo jest najdroższe – wyjaśnia Cieślak. – Przeciętna różnica w stosunku do średniej krajowej ceny paliwa to przynajmniej 10 groszy litrze, choć różnice na niektórych stacjach mogą sięgać nawet 40 groszy.

W pierwszej połowie grudnia w województwie zachodniopomorskim kierowcy średnio za benzynę płacili 4,90 zł/l, a za olej napędowy – 4,88 zł/l. Najtańszą benzynę tankowali mieszkańcy województwa pomorskiego (4,72 zł/l), a w przypadku diesla najmniej płacili kierowcy z województwa podlaskiego (4,70 zł/l).

Według Urszuli Cieślak ceny na stacjach są zróżnicowane, co zależy głównie od lokalizacji i bezpośredniej konkurencji na rynku oraz dużego nasycenia stacji na danym obszarze. Natomiast regułą są zwykle niższe ceny na stacjach samoobsługowych oraz tych działających przy hipermarketach.

W mojej opinii ceny benzyny i oleju napędowego mogą spaść jeszcze przynajmniej o kilkanaście groszy. Nie jest jednak wykluczone, że w okresie świątecznym na pojedynczych stacjach pojawi się paliwo w cenie 4,50 zł/l – prognozuje Urszula Cieślak.

Według przedstawicielki BM Reflex, najbliższe tygodnie powinny przynieść wyrównanie cen benzyny i oleju napędowego.

Przyczynami spadków cen paliw w Polsce i na świecie są przede wszystkim zniżkujące notowania ropy naftowej. Kontrakty terminowe na europejską odmianę typu Brent w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadły o ponad 45 proc. W grudniu 2013 r. wartość jednej baryłki wynosiła około 110 dolarów, z kolei obecnie trzeba za nią zapłacić mniej niż 60 dolarów. Natomiast tańsza amerykańska ropa crude spadła już poniżej poziomu 55 dolarów za baryłkę.

Atende będzie starało się o kontrakty na oprogramowanie w energetyce

0

CEO Magazyn Polska

Atende będzie ubiegać się o kolejne kontrakty na dostawę oprogramowania do firm energetycznych. Spółka weszła na ten rynek dzięki współpracy z Energa Operatorem przy projekcie instalacji inteligentnych mierników energii (tzw. smart metering). Bez IT nowoczesna energetyka jest niemożliwa – przekonuje prezes Atende Roman Szwed.

W pewnym momencie gospodarstwo domowe czy firma, mała lub duża, potrzebuje dobrej informacji na temat zużycia prądu. Jak ją uzyskać? Trzeba zbudować system, który opomiaruje to wszystko, który zbierze informacje. To jest pierwszy element. Potem dobrze byłoby umieć sterować tymi licznikami – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Szwed, prezes zarządu Atende.

Atende dostarczyło oprogramowanie IT firmie Energa Operator, w ramach jednego z największych w Europie projektów wymiany liczników zużywanej energii. Projekt AMI, zrealizowany przez spółkę córkę Atende Software, odczytuje niemal 400 tys. układów i umożliwia m.in. zarządzanie danymi pomiarowymi oraz daje klientom dostęp do nich.

Jak podkreśla Szwed, Atende będzie zainteresowane kolejnymi przetargami w tym obszarze, jednak na razie nie zostały rozstrzygnięte żadne zamówienia. Podkreśla jednak, że w jego ocenie projekt dla Energi Operatora był dobrze zrealizowany.

Dostarczanie systemów informatycznych cieszy, jeżeli widać, że jest to robione z sukcesem, że są użytkownicy, a firma, która używa ten system zaczyna być wiodącym operatorem w Polsce pod względem technologii – zauważa Szwed.

Dodaje, że w miarę rozwoju technologii i zapotrzebowania na prąd coraz większa będzie potrzeba dobrego zarządzania informacjami i samym zużyciem energii.

Załóżmy, że za parę lat wszyscy będziemy jeździć samochodami elektrycznymi i załóżmy, że w jakiejś dzielnicy 100 tys. ludzi w tym samym momencie będzie chciało naładować swoje auto. Co się wtedy stanie? Wszystko wyleci w powietrze, ponieważ te samochody będą miały olbrzymie akumulatory i będą pobierać bardzo dużo prądu. Trzeba to jakoś rozłożyć, umieć to kontrolować – przekonuje Szwed.

W ramach systemu dostarczonego dla Energi Operator liczniki energii co 15 minut przesyłają informację o zużyciu energii. Tak precyzyjny pomiar umożliwia m.in. identyfikację pików energetycznych oraz wprowadzenie taryfowych zachęt do korzystania z prądu w innym czasie. Szwed opisuje, że jeśli użytkownicy będą mogli korzystać z tańszej energii poza pikiem, to wielu z nich tak zaprogramuje swoje urządzenia, by uniknąć przepłacania. To może mieć wymierne korzyści dla całej gospodarki – podkreśla Szwed. Redukcja zapotrzebowania w godzinach szczytu może zmniejszyć wymogi inwestycyjne.

Jeżeli z tego prądu zrezygnuje 100 tys. użytkowników, to nie ma piku. Czyli nie trzeba budować jednej elektrowni więcej, żeby zapewnić prąd na parę dni w ciągu roku. A to są wymierne oszczędnościach. To może być jeden z powodów, dla którego takie systemy warto budować. Zbliżamy się także do momentu, kiedy coraz większą rolę będą odgrywać źródła rozproszone – podkreśla Szwed.

Dodaje, że wraz ze wzrostem znaczenia fotowoltaiki oraz elektrowni wiatrowych coraz, częściej instalowanych przy domach, pojawi się konieczność budowy systemów umożliwiających dwukierunkowy przepływ prądu. Dzięki sieciom smart grid możliwe będzie m.in. oddawanie wyprodukowanej w domu energii do sieci, co pozwoli na zmniejszenie rachunków za prąd.

Internetowy supermarket Frisco.pl pozyskał inwestora strategicznego i planuje ekspansję w pięciu największych polskich miastach

CEO Magazyn Polska

E-supermarket Frisco.pl właśnie pozyskał inwestora strategicznego i zapowiada rozwój na skalę ogólnopolską. Działający dotychczas na stołecznym rynku sklep internetowy z żywnością wyrusza na podbój pięciu największych polskich miast. Jego sprzedaż już teraz rośnie o 40 proc. rok do roku.

– Dla spółki Frisco.pl upływający 2014 r. był dobrym okresem. Już drugi rok z rzędu odnotowujemy znaczące wzrosty. Wzrost przychodów wynosi około 40 proc. rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Nicolas Jędraszak, prezes zarządu Frisco.pl, internetowego supermarketu z produktami żywnościowymi – Pozyskaliśmy także inwestora strategicznego, który zainwestował we Frisco.pl około 44 proc. akcji w spółce.

Na początku grudnia Eurocash, dystrybutor produktów FMCG, zawarł umowę z dwoma funduszami MCI Management dotyczącą objęcia 44,13 proc. akcji Frisco.pl po podwyższeniu kapitału zakładowego. MCI pozostanie nadal większościowym udziałowcem e-supermarketu. Grupa kapitałowa zamierza wyjść z inwestycji w przeciągu najbliższych 2-3 lat.

– Inwestor strategiczny przybliża nas do ekspansji ogólnokrajowej. Do tej pory myśleliśmy o niej w horyzoncie 2016 r., teraz nasze plany są duże bliższe – wyjaśnia prezes zarządu Frisco.pl.

Jego zdaniem spółka przede wszystkich chciałaby się skupić na dużych miastach. Mowa o pięciu największych aglomeracjach, które mają pewien potencjał rynkowy pozwalający uzyskać efekt skali. O mniejszych lokalizacjach na tym etapie rozwoju spółka nie myśli.

– Jednocześnie będziemy rozwijać usługę dostawy kurierskiej, a tu nie istnieją żadne ograniczenia co do lokalizacji – przekonuje Jędraszak.

Spółka Frisco.pl powstała w 2006 r. i sprzedaż prowadzi tylko poprzez kanał internetowy, bez udziału sklepów stacjonarnych. Do tej pory działała w Warszawie oraz jej okolicach. Jej obroty wynoszą około 30 mln zł rocznie. W Polsce rynek internetowych zakupów żywności stanowi zaledwie 1 proc. całości obrotów w branży FMCG. Na Zachodzie sprzedaż żywności online to 5-7 proc., przed polskim rynkiem są więc perspektywy rozwoju i wzrostu.

Komentarz indeksowy BossaFX 17 grudnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 17 grudnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Selvita zebrała od inwestorów ponad 27 mln zł. Debiut planowany na 19 grudnia

0

CEO Magazyn Polska

Biotechnologiczna spółka Selvita planuje zadebiutować na rynku głównym GPW 19 grudnia. Spółka z sukcesem zakończyła swoją ofertę publiczną, dzięki której pozyskała 27,3 mln zł, sprzedając akcje po cenie maksymalnej – 10,3 zł. Stopa redukcji w transzy dla inwestorów indywidualnych wyniosła 88 proc.

Selvita na główny rynek giełdowy przechodzi z NewConnect. Jak mówił niedawno w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Przewięźlikowski, prezes Selvity, cztery piąte tej kwoty będzie przeznaczone na prace badawcze nad nowymi lekami onkologicznymi. Natomiast pozostałe 20 proc. pozyskanego kapitału wesprze rozwój segmentu usługowego spółki.

– Selvita swoje usługi w 85 proc. sprzedaje podmiotom zagranicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Przewięźlikowski, prezes zarządu spółki. – To są z reguły średnie i duże firmy biotechnologiczne i farmaceutyczne. W ogóle nie działamy na rynku hurtowni i szpitali, to jest przede wszystkim rynek badań i rozwoju farmacji, biotechnologii. Mamy też trochę klientów przemysłowych, np. pewne polskie koncerny agrochemiczne. Większość obrotów generują klienci z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, trochę również z Izraela, a polscy klienci odpowiadają za około 15 proc. naszych przychodów.

Na rynku leków onkologicznych postęp jest ogromny, za czym idzie również skokowy wzrost nakładów. Tylko w 2013 roku wzrost wydatków badawczo-rozwojowych firm biotechnologicznych sięgał kilkunastu procent w skali globalnej. Korzysta na tym również Selvita, która poza portfelem własnych projektów innowacyjnych, świadczy również usługi podwykonawcze w projektach należących do koncernów farmaceutycznych z całego świata. Większość usług Selvity kupują Niemcy, USA, Szwajcaria, Włochy, Wielka Brytania, Izrael oraz Francja.

– Mało jest takich branż na świecie, które istnieją 30 lat i które rozwijałyby się w tempie 13-14 proc. rocznie – podkreśla Paweł Przewięźlikowski. – Popyt rośnie, a reputacja Selvity na tym rynku jest coraz lepsza, liczymy zatem na to, że przychody będą się rozwijały w tempie szybszym niż średnie rynkowe.

Nakłady na nowe projekty innowacyjne przynoszą wymierne skutki polegające zarówno na przedłużeniu życia chorym, jak i większej sprzedaży. Chorzy dzięki lekom żyją dziś średnio nie o pół roku dłużej, lecz o 20 lat. Ma to również swój wymiar biznesowy, bo pacjent przez lata jest klientem, co oznacza automatycznie większe przychody i większe inwestycje w badania i rozwój.

– Rynek bardzo mocno rośnie – ocenia prezes Selvity. – Przełomy w badaniach, dzięki którym firmy opracowały leki nowej generacji, poprawiły skuteczność leczenia w wielu ważnych kategoriach terapeutycznych, takich jak onkologia czy wirusowe zapalenie wątroby. Te leki są dużo skuteczniejsze i dużo bezpieczniejsze niż do tej pory stosowane terapie.

Dla firm z branży biotechnologicznej oznacza to możliwości szybkiego rozwoju. Selvita nie publikuje aktualnie konkretnych prognoz. Jej prezes jednak nie kryje, że myśląc o przyszłości, jest optymistą. Sektor biotechnologiczny rozwija się szybciej niż rynek.

Po trzech kwartałach 2014 r. Selvita miała 29,14 mln zł przychodów wobec ubiegłorocznego wyniku na poziomie 13,71 mln zł. Zysk netto wyniósł w tym czasie 3,7 mln zł, podczas gdy przed rokiem spółka odnotowała stratę 2,7 mln zł.

Blisko połowa pracodawców da świąteczne prezenty pracownikom. Najpopularniejsze są bony i paczki

44,4 proc. pracodawców planuje świąteczne prezenty dla pracowników – wynika z badania Benefit Systems oraz HRNews. Najczęściej wybierają bony podarunkowe i paczki. Dwie trzecie pracowników jednak przyznało, że wolałoby w zamian gotówkę.

Bardzo popularnym środkiem motywowania, czy dowodem uznania dla pracowników przed świętami, są bony, które pracownicy mogą przeznaczyć na bardzo konkretnie określone cele. Często wybieranym świadczeniem są wciąż paczki. Choć to nie pracownicy o nich mówią, a raczej pracodawcy starają się zabiegać o uzupełnienie paczkami portfolio swoich benefitów pozapłacowych dla pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Grochowska, dyrektor ds. rozwoju produktów w Benefit Systems, spółce działającej na rynku pozapłacowych świadczeń dla pracowników.

Jak wynika jednak z badania Benefit Systems oraz HRNews, 69,2 proc. pracowników wolałoby przed świętami dodatkowy zastrzyk pieniędzy.

Na rynku coraz częściej pojawiają się specjalne platformy zakupowe, które są formą pozapłacowego wynagrodzenia pracownika, dając mu wolny wybór, co do kierunków wydania dodatkowych środków – wyjaśnia Iwona Grochowska. –Rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne ze względu na zróżnicowanie, wieku, płci czy zainteresowań, a co za tym idziezróżnicowanie potrzeb i zainteresowań ludzi.

W badaniu zainteresowanie platformą wyraziło 55,6 proc. ankietowanych. Polscy pracownicy w ramach dodatkowych świadczeń – nie tylko przedświątecznych – najbardziej cenią sobie szkolenia i kursy oraz prywatną opiekę medyczną. Gdyby była możliwość zakupienia takich usług przez platformę, to taką opcję wybrałoby 2/3 ankietowanych. Na wybór zajęć sportowych wskazał prawie co drugi pracownik.

Dodatkowa opieka medyczna i elastyczny czas pracy lub praca w domu to benefity częściej wskazywane przez kobiety. Mężczyzn bardziej motywują dodatkowe premie pieniężne.

Grochowska podkreśla, że trudno sobie wyobrazić ofertę pracodawcy, która spełniłaby w równym stopniu oczekiwania wszystkich pracowników. Dlatego coraz więcej firm stara się różnicować oferowane świadczenia i zostawić zatrudnionym wybór.

Niektóre firmy pytają pracowników o ich oczekiwania i próbują odpowiedzieć na to szerszym portfolio swojej oferty. Jest to jednak rzadkie. Aż 75 proc. pracowników podkreśla, że nigdy nie zostali przez pracodawcę zapytani o oczekiwane świadczenia. A to wydaje się przecież najprostszym i najszybciej osiągalnym źródło wiedzy – podkreśla ekspertka

Dla 61,5 proc. respondentów biorących udział w badaniu dodatkowe świadczenia są bardzo istotne. Ale według nich aż w 90 proc. przedsiębiorstw system świadczeń jest okazjonalny i nieregularny.

Wyniki badania wskazują na coroczny wzrost wydatków pracodawców na bonusy dla pracowników. Średnia kwota świadczeń pozapłacowych przyznana na jednego pracownika w 2014 roku to 150 zł.

W 2015 r. dzięki tanim surowcom ceny żywności nadal będą niskie. Spadki wyhamowuje mocny dolar

Ceny żywności cały czas spadają. Tanieje cukier, owoce, mąka, tłuszcze zwierzęce i ryż. Ze względu na światową nadprodukcję żywności i tanie surowce w najbliższych miesiącach nie należy spodziewać się odwrócenia aktualnego trendu. Jak wynika z badania Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w przyszłym roku niskie ceny będą się utrzymywać, choć spadki wyhamowuje umacniający się dolar.

W nadchodzącym roku nie należy oczekiwać zmian cen surowców rolnych. Pozostaną na niskim poziomie. Powodem jest przede wszystkim rosnąca produkcja żywności na świecie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mariusz Hamulczuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jak tłumaczy ekspert IERiGŻ, z czasem sytuacja się unormuje, ale jednak w nadchodzącym roku Polacy powinni być świadkami niskich cen. W dużej mierze będą miały na to wpływ uwarunkowania globalne.

Ceny żywności i artykułów rolnych w Polsce są pochodną uwarunkowań krajowych, ale w jeszcze większym stopniu zależą od czynników światowych. Jeśli obecne ceny surowców rolnych na światowych rynkach są niskie, automatycznie przekłada się to na niskie ceny żywności w kraju – mówi dr Hamulczuk.

Indeks cen żywności FAO obliczany przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa spada ósmy miesiąc z rzędu. Jego listopadowa wartość wynosi aktualnie 192,6 pkt i jest to najniższa wartość od września 2010 roku. W stosunku do listopada 2013 r. indeks spadł o 6 proc. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca produkcja mleka, zapasy wieprzowiny i urodzajne zbiory zbóż, zwłaszcza w USA.

W momentach spadku cen surowców rolnych ceny żywności wykazują się stabilnością, czyli niekoniecznie ceny detaliczne ulegają obniżeniu. Ponieważ duży udział w finalnej cenie żywności mają pozasurowcowe koszty. Im bardziej przetworzony surowiec, tym większy jest ich udział – przyznaje dr Hamulczuk.

Spadające ceny ropy naftowej przekładają się na znaczne oszczędności dla przedsiębiorstw w związku z niższymi kosztami transportu. Podobnie tani węgiel obniża koszty energii elektrycznej. Europejska odmiana ropy naftowej typu Brent zniżkowała na światowych rynkach surowcowych w okresie ostatniego roku o przeszło 40 proc., a indeks notowań węgla DES ARA, obliczany na podstawie transakcji z najważniejszych portów dalekomorskich Europy Zachodniej, spadł o ok. 14 proc., z 85 do 71 USD/t.

W warunkach pogorszenia globalnej sytuacji gospodarczej waluty krajów rozwijających się, w tym także Polski, osłabiają się względem dolara amerykańskiego – mówi przedstawiciel Instytutu. – Silny dolar hamuje spadek cen żywności wywołany spadkiem cen surowców rolnych.

Dolar amerykański w stosunku do złotówki w ciągu ostatnich 12 miesięcy w przybliżeniu umocnił się o 10 proc., z poziomu 3 zł do około 3,35 zł. Ostatnio kurs USD/PLN znajdował się na podobnym poziomie w lipcu 2013 r.

Niskie ceny żywności mają jednak realny wpływ na całą gospodarkę. Według najnowszych danych GUS w listopadzie spadły o 0,6 proc. r/r i 0,2 proc. m/m. Segment żywności w stosunku do listopada 2013 r. zanotował obniżki cen o 2,7 proc. Tańszy był cukier (3,2 proc.), owoce (2,4 proc.), tłuszcze zwierzęce (1,2 proc.) i mąka (1,1 proc.). W stosunku do października 2014 r. ceny żywności wykazują pewną stabilizację. W stosunku miesięcznym spadły bowiem o tylko 0,1 proc.

Zdaniem eksperta, patrząc na konkretne towary, niskie ceny zbóż na światowych rynkach mogą przełożyć się na ceny pasz, a co za tym idzie, również na ceny mięsa. Biorąc pod uwagę uwarunkowania handlowe i restrykcje na rynku rosyjskim i rynkach owocowo-warzywnych także należy się spodziewać niskich cen.

Deflacji jednak spodziewałbym się tylko na wybranych rynkach produktów żywnościowych. W przyszłym roku ceny mogą ulec obniżce potencjalnie w przypadku pieczywa, mąki i produktów piekarniczych – podsumowuje ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. – Mamy niskie ceny surowca i paliw, więc jest to segment, który może zanotować największe zniżki.

Hamulczuk dodaje, że ze względu na już niską bazę inflacyjną w 2015 r. wydatki konsumentów powinny pozostać na podobnym poziomie, jaki jest obecnie notowany.

Arbitraż atrakcyjny dla młodych prawników w Polsce. Są w tym coraz lepsi – pokonali harwardzkich studentów w prestiżowym konkursie

Młodzi Polacy odnoszą sukcesy w arbitrażu. Pokonali nawet studentów Harvardu w prestiżowym, międzynarodowym konkursie w Stanach Zjednoczonych. W Warszawie zakończył się właśnie finał podobnej rywalizacji odnoszącej się do projektu Wspólnej Ramy Odniesienia w prawie europejskim. Jak mówi Marek Furtek, prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, od kilku lat widać ogromny wzrost zainteresowania młodych prawników arbitrażem.

Prawo handlowe to dziedzina bardzo obszerna, ale myślę, że zainteresowanie nią utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie już od czasu przełomu ustrojowego, który wiązał się z wielkim renesansem komercjalistyki [dziedziny prawa odnoszące się bezpośrednio do działalności gospodarczej – red.], w szczególności prawa spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Furtek, wybrany na trzecią kadencję prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

Szczególnym powodzeniem, jak precyzuje prezes Furtek, cieszy się arbitraż. To coraz bardziej skuteczna alternatywa dla kosztownego i czasochłonnego sądownictwa powszechnego. Postępowania w ramach arbitrażu zazwyczaj są tańsze, odbywają się szybciej i mają klauzulę poufności (rozprawy w zwykłych sądach gospodarczych są jawne). Zaletą arbitrażu jest także poziom specjalizacji arbitrów, którzy wybierani są przez strony postępowania i rekrutują się zwykle z grona przedstawicieli danej profesji.

Od kilku już lat obserwujemy ogromny wzrost zainteresowania młodych prawników arbitrażem – potwierdza prezes Marek Furtek. – Studentów prawa najbardziej przy tym interesuje jego wersja międzynarodowa oraz inwestycyjna.

Upowszechnieniu umiejętności w poszczególnych jego dziedzinach służą organizowane na całym świecie konkursy, których z roku na rok przybywa. Kilka miesięcy temu wspierani przez Sąd Arbitrażowy przy KIG studenci prawa z Polski w prestiżowej, międzynarodowej rywalizacji Foreign Direct Investment Moot w Stanach Zjednoczonych pokonali m.in. ekipę z Uniwersytetu Harvarda.

Konkurs, obejmujący zagadnienia dotyczące projektu Wspólnej Ramy Odniesienia (Draft Common Frame of Reference, w skrócie DCFR) w prawie europejskim, współorganizowany jest także przez SA KIG oraz Uniwersytet w Osnabrücku. Jego celem jest popularyzowanie wiedzy w zakresie projektu DCFR, a także promowanie rozwiązywania międzynarodowych sporów handlowych w jego oparciu na drodze postępowania arbitrażowego. Właśnie zakończyła się jego druga edycja.

Studenci bardzo chętnie biorą udział w tego rodzaju konkursach. To może nie do końca wygląda jak postępowanie arbitrażowe, ale młodzi ludzie uczą się obycia w sądzie arbitrażu, patrzą, jak arbitraż funkcjonuje, zdobywają doświadczenia związane z występowaniem w międzynarodowym środowisku – wyjaśnia prof. dr hab. Fryderyk Zoll z Uniwersytet Jagiellońskiego i Uniwersytetu Osnabrück. – Często konkursy dotyczą sprzedaży, która jest bardzo trudną dziedziną z uwagi na liczbę występujących w niej problemów. Staramy się, żeby nasz konkurs dotyczył przede wszystkim umów o świadczeniu usług, względnie dotyczących robót budowlanych. Ale ważne jest przede wszystkim to, by upowszechniać arbitraż. Mniej istotna jest dziedzina, której on dotyczy.

Rundy finałowe konkursu dotyczące projektu DCFR wygrał zespół z Uniwersytetu Loranda Eötvösa z Budapesztu. Na drugim miejscu uplasowali się studenci z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, a trzecią pozycję zajął zespół z Uniwersytetu z Bayreuth. Jury tradycyjnie nagrodziło również najlepszych mówców, którymi zostali: Kamila Lipecka z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, Zoltán Bánki z Uniwersytetu Loranda Eötvösa oraz Olav de Wit z Uniwersytetu w Maastricht. Finałowa runda konkursu była otwarta dla widzów.

SA przy KIG jest członkiem i jednym z założycieli Międzynarodowej Federacji Instytucji Arbitrażu Handlowego, członkiem Międzynarodowej Rady do spraw Arbitrażu Handlowego, Europejskiej Grupy Arbitrażowej, Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu oraz Komitetu Specjalnego przy Europejskiej Komisji Gospodarczej w Genewie. Jak podkreśla Marek Furtek, w związku z rosnącą popularnością rozwiązywania sporów w drodze arbitrażu Sąd Arbitrażowy będzie się zmieniał. Planowane są również kolejne inicjatywy, jak zapowiadana na listopad przyszłego roku konferencja arbitrażu we Wrocławiu oraz kolejny konkurs arbitrażowy współorganizowany z ELSA (The European Law Students’ Association).

1 stycznia przyszłego roku wchodzi w życie nowy regulamin arbitrażowy Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Będziemy chcieli środowiska prawnicze, biznesowe, akademickie z nim zapoznawać i o nim dyskutować. Chcielibyśmy także rozpocząć wydawanie Polskiego Przeglądu Arbitrażowego w dwóch językach – mówi Marek Furtek.

Polscy rolnicy nawożą coraz więcej. Wciąż jednak mniej niż w krajach Europy Zachodniej

Nawozy specjalistyczne to szansa na dalszy rozwój polskiego przemysłu chemicznego. Wbrew pesymistycznym prognozom i mimo konkurencji ze strony mających dostęp do tańszego gazu krajów dawnego ZSRR polska branża już teraz jest liderem regionalnym w produkcji nawozów. Co więcej, jedna trzecia produkcji trafia na eksport, bo polscy rolnicy w wielu regionach wciąż używają mniej nawozów niż w krajach Europy Zachodniej.

Na początku lat 90. dostępne były raporty, które skazywały polski przemysł nawozowy na zamknięcie wobec konkurencji ze strony przemysłu krajów WNP, Rosji i Ukrainy, które są oparte na znacznie tańszym surowcu podstawowym, czyli gazie ziemnym. Determinacja polskich chemików, transformacja biznesowa i przede wszystkim olbrzymi postęp technologiczny sprawiły, że dzisiaj w tej części Europy polski przemysł nawozowy jest absolutnym liderem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr. inż. Cezary Możeński, dyrektor Instytutu Nowych Syntez Chemicznych.

Jak wynika z danych opracowanych przez Centrum Kompetencji Puławy, w Polsce produkuje się obecnie 1,7 mln ton nawozów azotowych rocznie, co stawia nas na drugim miejscu w Europie. Niemal 40 proc. z tej produkcji to saletra amonowa. Jak podkreśla ekspert, jedna trzecia polskiej produkcji trafia na eksport. Rynki zagraniczne są dla polskich producentów szczególnie ważne, bo rodzimi rolnicy wciąż nawożą swoje uprawy rzadziej, niż robi się to w Europie Zachodniej. Występują jednak duże różnice regionalne.

Województwa południowo-wschodnie zużywają znacznie mniej nawozów, natomiast w województwach opolskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim i dolnośląskim nawożenie jest na poziomie europejskim, a w przypadku opolskiego przekracza nawet 200 kg NPK-ów [nawozów z azotem, fosforem i potasem – red.] na hektar – wyjaśnia Możeński.

Jak wynika z raportu CK Puławy, średnie polskie zużycie nawozów to 182,2 kg NPK na hektar. W Polsce południowo-wschodniej rolnicy używają jednak mniej niż 100 kg NPK na hektar. Najsłabiej nawożone są uprawy w Podkarpackiem – 68,4 kg NPK na hektar. Zachodnia część kraju z wyjątkiem województwa lubuskiego ma znacznie większy stopień nawożenia, a liderami są województwa opolskie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie oraz dolnośląskie.

Zgodnie z danymi Banku Światowego w Niemczech średnie zużycie to niemal 199 kg NPK na hektar, w Wielkiej Brytanii ‒ 234 kg NPK na hektar, a w krajach o mniejszym areale powierzchni rolnej nawet więcej – np. w Belgii to 294 kg NPK na hektar.

Dane o nawożeniu przekładają się na efektywność produkcji roślinnej. W województwach dolnośląskim i kujawsko-pomorskim zbiory przekraczają 45 jednostek na hektar, a w opolskim sięgają niemal 60 jednostek na hektar. Krajowa średnia to niecałe 40 jednostek.

Stopień nawożenia zależy również od struktury gospodarstw wiejskich.

Mniejsze gospodarstwa, kilku-, kilkunastohektarowe, są na ścianie wschodniej i na południu Polski, natomiast gospodarstwa wielkoobszarowe, po kilkaset, a czasami po kilka tysięcy hektarów, są właśnie w tych województwach, gdzie rolnictwo jest znacznie bardziej intensywne – wyjaśnia Możeński. ‒ Gospodarstwa rodzinne nastawione na prostą konsumpcję własnych produktów rolnych szukają nawozów prostych, tanich, tak żeby zapewnić minimum dokarmiania roślin i renowacji wartości gleby. Natomiast przedsiębiorcy rolni, którzy produkują na rynek, mają już bardzo zaawansowaną politykę nawożenia.

Możeński dodaje, że właśnie takie wyspecjalizowane nawozy są nie tylko przyszłością polskich rolników, lecz także szansą dla naszego przemysłu chemicznego.

Są one dostosowane do poszczególnych upraw i typów gleb, a poza azotem, fosforem i potasem zawierają też inne mikro- i makroelementy, np. siarkę, bor lub miedź.

Na pewno przed branżą nawozową jest skok jakościowy. Nawozy za kilka, a na pewno za kilkanaście lat, będą nawozami specjalistycznymi, znacznie wolniej działającymi, znacznie bardziej dostosowanymi do cyklu agrotechnicznego poszczególnych roślin, dający znacznie mniejsze straty, jeżeli chodzi o straty do wód gruntowych oraz zanieczyszczenia atmosfery. Będą to więc nawozy nazywane już dzisiaj nawozami inteligentnymi – prognozuje Możeński.

Newsy Polacy chętnie dyskutują o prezentach w sieci. Najczęściej o książkach

Internet to coraz częściej miejsce wyboru i zakupu prezentów świątecznych. Polacy szukają w sieci nie tylko informacji o wybranym produkcie, lecz także porad dotyczących prezentów, korzystnych cen i pomysłów. Najczęściej dyskusje odbywają się na Facebooku, a najchętniej dyskutowanym prezentem są książki. 

Stworzyliśmy listę pięciu najchętniej dyskutowanych w social mediach podarków. Są to kolejno: książki ‒ pojawiło się na ich temat 34 proc. wzmianek, następnie zabawki ‒ 30 proc., galanteria i dodatki ‒ 18 proc., kosmetyki pielęgnacyjne ‒ 11 proc. Na ostatniej pozycji plasują się perfumy i wody toaletowe ‒ 7 proc. – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Bartosiewicz, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

IMM przeanalizował 10 kategorii produktów, które przed świętami sprzedają się najlepiej na portalu aukcyjnym Allegro.pl. Badanie objęło ponad 3 tys. wzmianek, z czego ponad 70 proc. pochodziło z forów, a niecałe 30 proc. z blogów. W ciągu jednego przeanalizowanego tygodnia ok. 600 razy poruszano temat prezentów na Facebooku – było to zdecydowanie najbardziej popularne medium. Rzadziej na ten temat rozmawiano wirtualnie na Twitterze, a tylko nieco ponad 100 wzmianek zanotowano na Google Plus.

Święty Mikołaj nie bez powodu ma konto na Facebooku. To zdecydowany lider wśród wszystkich mediów społecznościowych. W każdej kategorii produktów, które analizowaliśmy, Facebook zajmował pierwszą pozycję, jeżeli chodzi o liczbę publikacji, jaka ukazała się na temat danego prezentu – podkreśla Bartosiewicz.

Około połowy wszystkich wzmianek w pięciu głównych kategoriach prezentów odnotowano na Facebooku. O książkach dyskutowano też na Twitterze (29 proc.), o kosmetykach, galanterii i perfumach na forum Netkobiety.pl (odpowiednio 37, 27 i 24 proc.), a o zabawkach na forum Gazeta.pl (31 proc.). W kategorii perfum popularnym źródłem był też specjalistyczny portal Perfuforum.pl (24 proc. wzmianek w tej kategorii).

Przygotowania do świątecznych zakupów w sieci widać już od połowy listopada. Pierwszy szczyt dyskusji o popularnych prezentach zaobserwowano 5 i 6 grudnia. Największe natężenie dyskusji i zakupów przypada na okres od ok. 13 do 21 grudnia.

Rosyjski rynek motoryzacyjny z problemami. Przekładają się one również na sytuację polskich firm

Sprzedaż samochodów w Rosji spada, więc koncerny motoryzacyjne notują niższe obroty, a to z kolei przekłada się na spadek zamówień części. Działająca również na rosyjskim rynku Grupa Boryszew mimo perturbacji nie zamierza na razie rezygnować z produkcji w rosyjskim Dzierżyńsku. Prowadzi też rozmowy z kolejnymi kontrahentami na tym rynku. Dobra koniunktura na rynkach polskim i zachodnich sąsiadów pozwala na optymistyczne prognozy na 2015 rok.

W Rosji obserwujemy dużą dekoniunkturę. Zdecydowanie ani rok 2014, ani aktualne prognozy na 2015 r. nie zbliżają nas do założeń, które legły u podstaw założenia spółki Boryszew Plastic Rus [produkującej plastikowe elementy wyposażenia samochodów – red.] – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Seliga, prezes zarządu Grupy Boryszew. – Volkswagen, dla którego otwieraliśmy zakład produkcyjny, zgadza się na rekompensatę zmniejszonych obrotów.

Na rynku rosyjskim widać dużą ostrożność w kreśleniu planów sprzedaży nowych samochodów. Mimo to firma prowadzi rozmowy z innymi producentami japońskimi i niemieckimi i jak na razie nie planuje zamknięcia zakładu w Dzierżyńsku, w Rosji. Sprzedaż samochodów osobowych w tym kraju spadła o ponad 15 proc. rok do roku.

Jednak gorsza sytuacja popytowo-podażowa za wschodnią granicą nie wpływa w większym stopniu na wyniki całej grupy. Jak wynika ze sprawozdania finansowego, sprzedaż do krajów europejskich spoza UE stanowi 4,26 proc. całkowitych przychodów, a do krajów spoza Europy – zaledwie 3,01 proc. obrotów Boryszewa. W 2015 r. firma zamierza zwiększyć sprzedaż w segmencie motoryzacyjnym o 150 mln zł.

Widzimy na rynku krajowym i zachodnich rynkach ościennych poprawę koniunktury w automotive oraz dobrą koniunkturę w metalach. Stąd bierze się nasz optymizm co do tego, że w przyszłym roku sprzedaż będzie dużo większa – mówi Seliga. – Po październiku i listopadzie widzimy, że jest to dobry kwartał, lepszy niż I i II, ale nie tak dobry, jak III kwartał 2014 r.

W pierwszych trzech kwartałach Grupa Boryszew odnotowała 76,74 mln zł zysku netto, wobec 12,84 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w tym okresie z 3,69 mld zł do 3,83 mld zł. Lepsze wyniki to pochodna wzrostu przychodów w segmencie motoryzacji, aluminium, cynku i ołowiu oraz handlu.

Nakłady inwestycyjne w 2015 roku wyniosą ok. 150 mln zł, czyli pozostaną na podobnym poziomie jak w 2014 roku. Ponadto spółka planuje budowę fabryki w Meksyku za ok. 10 mln zł.

2015 rok to będzie jeden z najlepszych okresów w historii grupy – mówi Szeliga. – W ostatnim czasie poczyniliśmy znaczne kroki w ramach optymalizacji kosztowej. Zakupy grupowe i ich centralizacja przynoszą nam duże oszczędności. Są one szczególnie widoczne przy energii elektrycznej i energii gazowej. W tej ostatniej oszczędności sięgają 2 mln zł.

Wymogi to nie wszystko – Czy MDM jest dla Ciebie dobrym wyborem?

Wkrótce minie rok od rozpoczęcia programu Mieszkanie dla Młodych, a pytań dotyczących jego warunków i przyszłości nie brakuje. Największe wątpliwości dotyczą kryteriów jakie należy spełnić, aby otrzymać dofinansowanie, warunków finansowych oraz tego jak będzie wyglądać przyszłość programu.

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” – a jeżeli ten dom stałby się jeszcze naszą własnością byłoby idealnie. Młodzi ludzie coraz częściej po zakończeniu studiów zamiast wynajmować, decydują się na zakup własnego „M”. Z pomocą przychodzi im państwo i uruchomiony z dniem 1 stycznia 2014 program Mieszkanie dla Młodych. Do tej pory Bank Gospodarstwa Krajowego zaakceptował ponad 12 tysięcy wniosków o udzielenie dofinansowania, co oznacza, że program cieszy się sporym zainteresowaniem. Kredyt, w którym jest dopłata mdm, możemy wziąć w jednym z czternastu banków, które biorą udział w projekcie.

„MDM skierowany jest do osób, które nie ukończyły jeszcze 35 roku życia i chcą w pojedynkę lub z małżonkiem wziąć kredyt na zakup własnego lokum. Jego celem jest dofinansowanie z budżetu państwa wkładu własnego, a także dodatkowego wsparcia w formie spłaty części kredytu. Taką pomoc możemy otrzymać zarówno przy zakupie mieszkania, jak i domku jednorodzinnego, jednak   musza być  spełnione warunki, które przewiduje ustawodawca” – informuje radca prawny Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL.

Dzięki badaniu przeprowadzonemu dla portalu DOPOZNANIA.PL dotyczącemu opinii internautów na temat MDM, dowiadujemy się, że najwięcej z nich narzeka na brak jasnego kompendium tłumaczącego zasady programu oraz brak jasnych i zrozumiałych wyjaśnień dotyczących jego głównych założeń. Świadczy o tym liczba dyskusji o programie, gdzie w ciągu sześciu miesięcy od jego startu wygenerowano ponad 3,5 tysiąca postów. Wśród najczęściej poruszanych kwestii oraz pytań znajdziemy te dotyczące głównych założeń programu, czyli jaki trzeba mieć wkład własny, jakiego rynku dotyczą oferty z MDM, jakie są ograniczenia wiekowe oraz na ile lat możemy wziąć kredyt.

Dopłata MDM – sprawdź czy spełniasz warunki

Aby przystąpić do programu Mieszkanie dla Młodych trzeba spełnić kilka warunków. Pierwszym z nich jest kryterium wieku. Osoba chcąca skorzystać  z dofinansowania nie może mieć ukończonych 35 lat. W przypadku małżeństw decyduje wiek młodszego małżonka.

Drugi warunek dotyczy rynku na którym, można kupić dom lub mieszkanie. Ustawodawca zaznaczył, że dopłata mieszkania dla młodych udzielana jest tylko za kupno lokum na rynku pierwotnym. Oznacza to, że dofinansowanie dotyczy tylko nowych mieszkań oraz domów nabytych od dewelopera lub spółdzielni mieszkaniowej.

Trzeci aspekt, który musimy spełnić to brak posiadania innego mieszkania, także w przeszłości. Dodatkowo minimalny okres, na który możemy wziąć kredyt, to 15 lat, a kredyt musi być zaciągnięty na minimum 50 proc. ceny mieszkania.

Ważny jest również metraż naszego przyszłego lokum. W przypadku mieszkania nie może on przekraczać 75 m2, a dla domu jednorodzinnego 100 m2. Jeżeli jednak posiadamy minimum trójkę dzieci, to wartości te rosną odpowiednio do 85 m2 i 110 m2.

Jak wyliczane są limity cen?

Skomplikowaną kwestią jest limit ceny mieszkania lub domu, które można kupić w ramach programu. Cena ta, nie może przekroczyć limitu określonego dla danej lokalizacji. Przykładowo w Poznaniu możemy kupić mieszkanie, w którym cena za metr kwadratowy nie przekracza 5915,8 zł. Jak wyliczany jest limit?

„Wojewodowie, co kwartał określają wskaźniki przeliczeniowe kosztu budowy 1 m² powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Aby obliczyć limit bierzemy średnią arytmetyczną z dwóch ostatnio ogłoszonych wskaźników i mnożymy przez współczynnik 1,1 zapisany w ustawie. Tak oto otrzymujemy finalną kwotę” – tłumaczy Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL. Limity dzielone są na trzy kategorie: dotyczące miast wojewódzkich, gmin sąsiadujących z tymi miastami oraz pozostałych miejscowości w danym województwie. Aktualne limity znajdziemy na stronie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Na jakie wsparcie finansowe możemy liczyć?

Dopłata mieszkania dla młodych różni się w zależności od tego, kto decyduje się na wzięcie kredytu. W przypadku singli i bezdzietnych małżeństw otrzymamy 10 proc. wartości nabytego mieszkania. Jeśli chodzi o małżeństwa i osoby samotne wychowujące dzieci możemy liczyć na 15 proc. dofinansowania. Jeżeli  osobie korzystającej z programu w ciągu pięciu lat od zakupu mieszkania urodzi się trzecie lub kolejne dziecko, możliwe jest ubieganie się o dodatkowe 5 proc. dopłaty, która ma wtedy charakter jednorazowy. Dobrą wiadomością jest fakt, że już w najbliższym czasie wskaźniki te, mogą zmienić się na  jeszcze bardziej korzystne, dzięki nowelizacji ustawy o MDM, którą przygotowuje Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju.

Nowy MDM – jakie zmiany?

Przygotowywany projekt nowelizacji  ma wejść w życie najszybciej w drugim kwartale 2015 roku. „Celem wprowadzonych zmian ma być umożliwienie większego dostępu programu dla odbiorców o mniejszych dochodach oraz promowanie polityki prorodzinnej państwa.” – dodaje Aleksander Blumski, ekspert DOPOZNANIA.PL.

I tak, w nowej ustawie zyskać mają wspomniane rodziny wielodzietne. W przypadku małżeństwa z dwójką dzieci kwota dofinansowania zostanie zwiększona z 15 proc. do 20 proc. wartości mieszkania. W przypadku rodzin z trojgiem lub większą liczbą dzieci mnożnik wzrośnie o 15 punktów procentowych z 15 proc. do 30.

Poszerzona ma zostać również kwestia tzw. „dodatkowego kredytobiorcy”. W przypadku braku zdolności kredytowej przez kredytobiorcę będzie istniała możliwość przystąpienia do umowy kredytu innej osoby. Do tej pory do kredytu mogli przystąpić: dzieci, rodzice, rodzeństwo, małżonkowie rodzeństwa, ojczym, macocha lub teściowie nabywcy. Teraz ten zamknięty katalog osób zostanie zniesiony.

Rozwiązana zostanie również kwestia nabywania mieszkań od spółdzielni mieszkaniowych. Nowelizacja ma umożliwić uczestnictwo w programie osobom, które podpisują umowę o budowie lokalu ze spółdzielnią mieszkaniową i na tej podstawie wnoszą wkład budowlany celem uzyskania prawa własności mieszkania. W tej chwili na dofinansowanie można było liczyć tylko w momencie, gdy lokale były gotowe wraz z ceną. Projekt nowelizacji ustawy dostępny jest na stronach  DOPOZNANIA.PL w zakładce „Ważne i na Temat”.

Dziś obraduje Fed. Analitycy czekają na termin podwyżek stóp procentowych w USA

CEO Magazyn Polska

Wieczorem zarząd Rezerwy Federalnej ogłosi, jaką podjął decyzję w sprawie amerykańskich stóp procentowych. Ich zmiany nikt dziś nie oczekuje, ale nawet informacja o rozważanym czasie przyszłorocznej podwyżki może wpłynąć na kurs dolara.

Od ponad pięciu lat Fed utrzymuje amerykańskie stopy procentowe na rekordowo niskim, niemal zerowym poziomie (przedział 0-0,25 proc.). Taką decyzję podjął, by ożywić gospodarkę po kryzysie bankowym w 2007 roku. Dziś jednak w USA widać oznaki ożywienia. W III kwartale tamtejsze PKB wzrosło o 3,9 proc. W tej sytuacji podwyżka stóp w 2015 roku wydaje się większości ekonomistów – choć nie wszystkim – przesądzona. Przeważa opinia, że dojdzie do niej w sierpniu.

– Jest to jednak tylko prognoza rynkowa mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Stefaniak, dealer walutowy DMK. – Bankierzy centralni mogą się do niej nie dostosować i bardzo często tak jest, że tego nie robią. Dlatego bardzo ważne będzie dla rynku to, czy perspektywa pierwszej podwyżki będzie bliższa czy dalsza terminowi, który teraz jest wskazywany na sierpień. Jeżeli dalsza, to dolar może trochę się jednak osłabić lub dynamika jego umocnienia będzie słabsza. Natomiast, jeżeli będzie to termin wcześniejszy, to dynamika umocnienia dolara będzie silniejsza, co będzie miało bardzo duży wpływ na rynki.

Dla kursu dolara w najbliższych dniach to, co powie Fed po posiedzeniu, może być kluczowe. Inwestorzy tylko czekają na sygnał, by kupować amerykańską walutę, zwłaszcza że po wczorajszych nieco gorszych od oczekiwań danych (PMI) jest ona nieco tańsza.

Jeżeli rynek otrzyma jakąś informację na temat prognozowanego terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych, która zapadnie w przyszłym roku, gdy rynek otrzyma taką zapowiedź, to myślę, że będzie to sygnał, żeby jeszcze bardziej umocnić amerykańskiego dolara ze względu na to, że na chwilę obecną nie znamy tego terminu i tylko na rynku spekulujemy na temat momentu pierwszej podwyżki stóp procentowych podkreśla Andrzej Stefaniak.

Można oczekiwać, że końcówka roku będzie sprzyjała temu, żeby fundusze i duzi gracze, także banki, dokonywali zakupów amerykańskiej waluty. Ze względu na to, że rok się kończy, prawdopodobnie rynek już będzie chciał pozycjonować się na kolejny rok, czyli przygotować do oczekiwanego w przyszłym roku dalszego wzmacniania wartości dolara.

Perspektywy przed dolarem są bardzo pozytywne ocenia dealer walutowy DMK. Można się spodziewać kontynuacji presji na umocnienie tej waluty. Dodatkowo sprzyjają temu dane makroekonomiczne wszelkiego rodzaju, które są w niektórych przypadkach najlepsze od 24 lat, co w zestawieniu z mizerią w strefie euro powoduje, że para najbardziej popularna, czyli euro-dolar, będzie pod bardzo dużą presją na spadek i prawdopodobieństwo spadku euro-dolara w kierunku poziomu 1,20 na koniec roku jest bardzo duże.

Dla złotego oznacza to także spadek wartości wobec dolara. Polska waluta jest w ostatnim roku, mimo okresowych wahań, dosyć stabilna wobec euro i w ocenie specjalistów taka też pozostanie w kolejnych miesiącach. Euro jednak będzie słabło, bowiem gospodarka na kontynencie rozwija się znacznie wolniej niż amerykańska, a stopy procentowe w strefie euro w ocenie analityków będą w najbliższych miesiącach obniżane. Stąd na rynku euro raczej się sprzedaje, a dolara kupuje.

Zdecydowanie short [krótka pozycja, czyli obstawianie spadków – red.] na eurodolarze, long [długa pozycja, czyli obstawianie wzrostów – red.] w dolarze i myślę, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że będziemy mieć w perspektywie kilku dni, tygodni i miesięcy nowe minima na tej parze uważa Andrzej Stefaniak z DMK.

Rozwój polskiej gospodarki zapewnią nowe technologie, a nie tania siła robocza. Pomoże większe wsparcie innowacyjności

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka znajduje się w przełomowym momencie. Jej rozwoju nie można już opierać na taniej sile roboczej, bo wynagrodzenia są coraz wyższe. Musimy postawić na jej konkurencyjność, a to wymaga radykalnego wzrostu nakładów na badania i rozwój, również w samych firmach – ocenia Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. W kolejnych latach ma być to łatwiejsze.

Publiczne wydatki na prace badawczo-rozwojowe sięgają 0,9 proc. naszego PKB, podczas gdy np. Szwecja i Finlandia wydają na te cele odpowiednio 3,9 i 2,4 proc. Powoli jednak sytuacja zaczyna się zmieniać na lepsze.

Firmom w kolejnych latach będzie łatwiej stawiać na innowacyjność, ponieważ będą dostępne nowe narzędzia i większe środki. ARP ogłosiła w nowej strategii, że na wsparcie innowacji w przemyśle przeznaczy 1,3 mld zł. Będzie wspierać rozwój projektów w fazie komercjalizacji, czyli po etapie Badań i Rozwoju.

Z zadowoleniem patrzę na skoncentrowanie się nowej strategii Agencji Rozwoju Przemysłu właśnie na innowacyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes były wicepremier Janusz Steinhoff.

Prezes ARP Aleksandra Magaczewska w rozmowie z Newserią Biznes podkreśliła, że w kolejnych latach będzie rosła rola Agencji w efektywnym wspieraniu komercjalizacji i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań. Do tej pory naturalnym obszarem działania ARP była restrukturyzacja. Nadal będzie ona odgrywać ważną rolę do 2020 roku  ARP zamierza wydać 1,8 mld złotych. Wiele wskazuje na to, że większy nacisk zostanie położony na restrukturyzację rozwojową, ponieważ zmniejsza się zapotrzebowanie na pomoc publiczną.

W nowej strategii ARP obok restrukturyzacji i inwestycji kluczowym obszarem naszej działalności są innowacje.

Jak podkreśla Janusz Steinhoff, najważniejsze jest to, by polska gospodarka stawała się bardziej innowacyjna, a tym samym bardziej konkurencyjna. Jak dotąd pod względem innowacyjności Polska znajduje się na szarym końcu Unii Europejskiej.

Trzeba pamiętać o tym, że będziemy mieli potężne pieniądze z Unii Europejskiej na ten cel w ramach programu operacyjnego „Inteligentny Rozwój”, ale również w programach regionalnych, czyli polscy przedsiębiorcy otrzymają zastrzyk środków, który pozwoli zwiększyć innowacyjność, a tym samym konkurencyjność polskiej gospodarki – mówi Janusz Steinhoff.

W sumie środki unijne na wzrost innowacyjności polskiej gospodarki były wicepremier szacuje na około 8 mld euro.

To są potężne pieniądze na lata 2014-2020, które trzeba racjonalnie wykorzystać. Myślę, że Polska gospodarka, jeżeli będzie racjonalnie wykorzystywać te środki, to za 5 czy 8 lat  będzie w zupełnie innej kondycji – mówi Steinhoff. – Mamy nieźle wykształconą kadrę menadżerską, naukową i inżynierską. Ta forma pomocy publicznej ma racjonalny, horyzontalny charakter, nie narusza konkurencji, natomiast zdecydowanie zwiększa konkurencyjność całej gospodarki.

Według Steinhoffa jest to o tyle ważne, że wyczerpała się dotychczasowa przewaga konkurencyjna Polski, czyli tania siła robocza.

Przez te 25 lat polska gospodarka zdecydowanie się zmieniła. Teraz nadchodzi etap zwiększenia konkurencyjności, podejmowania się bardziej skomplikowanej produkcji. Proste rezerwy wzrostu w polskiej gospodarce powoli się kończą i trzeba mieć tę świadomość, że Polska, aby eksportować, musi być jeszcze bardziej konkurencyjna – mówi Janusz Steinhoff.

Na początku lat 90. średnia pensja w Polsce wynosiła ok. 1 mln starych złotych, więc na obecne warunki jej siłę nabywczą można szacować na mniej niż 1500 obecnych złotych. By tę pensję wypłacić, zagraniczny pracodawca musiał wymienić ok. 100 dolarów. Dziś średnia pensja przekracza w Polsce 4 000 zł i stanowi równowartość blisko 1200 dolarów.

Wiatraki kuszą indywidualnych inwestorów. Zyski sięgają 17 proc. rocznie

CEO Magazyn Polska

30 tys. zł zamiast kilku milionów – tyle wystarczy, żeby zostać współwłaścicielem elektrowni wiatrowej. Tego typu inwestycja – nowa w Polsce – może dać w skali roku nawet 16-17 proc. zysku. Spółka Energy Invest Group w takim modelu realizuje pięć projektów. Dwa z nich 16 grudnia otrzymały pozwolenia na budowę.

Skopiowaliśmy model z Niemiec, gdzie wielu inwestorów zrzesza się w jedną grupę inwestycyjną i wspólnie realizują cel, jakim jest budowa farmy wiatrowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Korecki, przewodniczący rady nadzorczej Energy Invest Group SA. – Dzięki temu nie trzeba milionów czy setek tysięcy złotych  wystarczy 30 tys. zł i  wspólnie z pozostałymi inwestorami można być współwłaścicielem takiej elektrowni.

Na postawienie klasycznej siłowni wiatrowej trzeba wydać zwykle kilkanaście milionów złotych, z czego 3,5 do 4 mln zł to wkład własny. Koszty budowy odstraszały do tej pory indywidualnych inwestorów.

Energy Invest Group zakłada, że żywotność nowej turbiny to co najmniej ćwierć wieku. Siłownia wiatrowa powinna więc dawać udziałowcom zyski przez wiele lat.

Stopa zwrotu zależy od wielu czynników, m.in. od ilości energii, jaką turbina wyprodukuje w danym roku, i od cen energii. Koszty są raczej na stałym poziomie. Średnia stopa to 16-17 proc. w skali roku przez cały okres eksploatacji turbiny – zaznacza Maciej Korecki.

Jak podkreśla, są to kwoty pochodzące z dywidendy, która jest wypłacana co roku przez cały okres trwania inwestycji. Pierwszy zysk pojawia się po rozpoczęciu produkcji.

Kiedy elektrownia nie pracuje i nie zarabia, nie może generować zysków. W momencie kiedy rozpocznie produkcję, na koniec roku kalendarzowego sporządzamy bilans spółki i z każdym kolejnym rokiem już za cały pełny rok wypłacamy zysk – mówi Korecki.

Obecnie Energy Invest Group realizuje pięć projektów. Zlokalizowane będą w województwie łódzkim, w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, Tomaszowa Mazowieckiego i Łowicza.

Dwa pierwsze projekty 16 grudnia uzyskały prawomocne pozwolenie na budowę, więc przechodzimy do fazy budowy – informuje Maciej Korecki. – Myślę, że potrwa to około pół roku, jest to termin od momentu zamówienia do dostawy turbiny. W międzyczasie szykujemy fundament, drogę dojazdową, infrastrukturę techniczną i to powinno się zakończyć w połowie 2015 roku.

Jak podkreśla, w tych projektach wszystkie udziały już zostały wykupione. Inwestorzy mogą się zgłaszać do trzeciego projektu, który – zgodnie z oczekiwaniami – otrzyma pozwolenie na budowę na początku 2015 roku.

Udziały w naszych spółkach kończą się dosyć szybko, chętnych jest coraz więcej. Dodatkowo wielu naszych inwestorów deklaruje, że kwoty, które zainwestowali na początku, są tylko częścią z ich możliwości i w momencie, kiedy będą kolejne dostępne projekty, oni też takie udziały nabędą – wyjaśnia prezes EIG. – Myślę, że ten rynek w Polsce dzisiaj jest na tyle dojrzały, że boom na elektrownie wiatrowe wśród prywatnych inwestorów dopiero się zaczyna.

Na rynku niemieckim rozwinięty jest również rynek wtórny obrotu udziałami, niewykluczone więc, że taka możliwość pojawi się też w Polsce.

Za rok w Polsce zmieniają się przepisy dotyczące energetyki odnawialnej. Zamiast zielonych certyfikatów, czyli świadectw pochodzenia energii, które wytwórca może sprzedawać na giełdzie operatorom energetycznym i firmom, które w większym stopniu szkodzą środowisku, i zwiększać swoje zyski, zaczną obowiązywać aukcje energii. Nieznane są jeszcze dokładne zasady, więc inwestorzy spieszą się z ukończeniem inwestycji jeszcze w 2015 roku.

Wielu ekspertów wskazuje na to, że będzie to o tyle korzystne, że będzie można wybrać system wsparcia: albo pozostać na dotychczasowym systemie, czyli cena czarnej energii plus zielony certyfikat, albo przejść na system aukcyjny, ale to nie będzie obowiązek. Ci, którzy oddadzą instalacje po 2016 roku tego wyboru mieć nie będą – podkreśla Maciej Korecki.

W Polsce zbyt na energię odnawialną jest jak na razie gwarantowany. Zgodnie z przepisami Unii Europejskiej za pięć lat 20 proc. energii zużywanej w krajach członkowskich musi pochodzić z OZE. Na razie w Polsce wytwarza się w ten sposób ok. 10 proc.

P. Szeliga (Grupa Boryszew): W 2015 r. zwiększymy sprzedaż w części motoryzacyjnej o 150 mln zł. To będzie jeden z najlepszych okresów w historii Grupy

CEO Magazyn Polska

Mimo perturbacji na rynku rosyjskim Grupa Boryszew może zaliczyć 2014 rok do udanych. Jej prezes przewiduje też, że kolejny rok będzie należał do najlepszych okresów w historii holdingu. Planuje wzrost sprzedaży w segmencie motoryzacyjnym, podtrzymanie poziomu inwestycji z tego roku oraz uruchomienie fabryki w Meksyku.

– W Rosji obserwujemy dużą dekoniunkturę. Zdecydowanie ani rok 2014, ani aktualne prognozy na 2015 r. nie zbliżają nas do założeń, które legły u podstaw założenia spółki Boryszew Plastic Rus – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Seliga, prezes zarządu Grupy Boryszew. – Volkswagen, dla którego otwieraliśmy zakład produkcyjny, zgadza się na rekompensatę zmniejszonych obrotów.

Piotr Seliga uzupełnia, że na rynku rosyjskim widać dużą ostrożność w kreśleniu planów sprzedaży nowych samochodów. Firma prowadzi dodatkowe rozmowy z partnerami japońskimi, niemieckimi i jak na razie nie planuje zamknięcia zakładu w Dzierżyńsku, w Rosji. Obecnie spadek popytu na samochody osobowe w tym kraju wynosi już 20 proc. rok do roku.

Gorsza sytuacja popytowo-podażowa za wschodnią granicą jednak nie wpływa w większym stopniu na wyniki całej grupy. Jak wynika ze sprawozdania finansowego, sprzedaż do krajów europejskich spoza UE stanowi 4,26 proc. całkowitych przychodów, a do krajów spoza Europy – zaledwie 3,01 proc. obrotów Boryszewa.

– Po październiku i listopadzie widzimy, że jest to dobry kwartał, lepszy niż I i II, ale nie tak dobry, jak III kwartał 2014 r. – mówi Seliga.

W pierwszych trzech kwartałach Grupa Boryszew odnotowała 76,74 mln zł zysku netto, wobec 12,84 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w tym okresie z 3,69 mld zł do 3,83 mld zł. Lepsze wyniki to pochodna wzrostu przychodów w segmencie motoryzacji, aluminium, cynku i ołowiu oraz handlu.

Prezes Grupy Boryszew dodaje, że w 2015 r. firma zamierza zwiększyć sprzedaż w samym tylko segmencie motoryzacyjnym o 150 mln zł rocznie. Tyle samo wyniosą nakłady inwestycyjne, czyli pozostaną na podobnym poziomie jak w 2014 roku. Ponadto spółka planuje budowę fabryki w Meksyku za ok. 10 mln zł.

– Przyszły rok to będzie również okres inwestycji na poziomie tegorocznym, czyli przewidujemy mniej więcej 150 mln zł z bardzo atrakcyjnymi zwrotami, dalszą poprawą wyniku netto oraz wskaźników EBIT i EBITDY. 2015 rok to będzie jeden z najlepszych okresów w historii grupy – mówi Szeliga.

Mimo utrzymania nakładów inwestycyjnych Piotr Seliga zaznacza, że firma nie przewiduje w najbliższej przyszłości nowych emisji akcji. Holding natomiast optymalizuje koszty i czerpie korzyści z osiągniętych w poszczególnych segmentach oszczędności .

– W ostatnim czasie poczyniliśmy znaczne kroki w ramach optymalizacji kosztowej. Zakupy grupowe i ich centralizacja przynoszą nam duże oszczędności. Są one szczególnie widoczne przy energii elektrycznej i energii gazowej. W tej ostatniej sięgają nawet 2 mln zł – mówi prezes zarządu Grupy Boryszew.

Od 2015 r. zakup mieszkania na kredyt z 10-proc. wkładem własnym. Nowy wymóg może wpłynąć na ożywienie rynku wynajmu

CEO Magazyn Polska

Po 1 stycznia zaciągnięcie kredytu na zakup mieszkania będzie wymagało 10-proc. wkładu własnego. Odsetek ten będzie stopniowo wzrastał do 2017 roku, co ograniczy grupę osób, które stać na własne mieszkanie. Tym samym będzie rósł rynek wynajmu – oceniają eksperci. I podkreślają, że to dobry czas na inwestycje w lokale na wynajem. Stopa zwrotu może sięgać średnio 10 proc. rocznie.

Zmiany socjologiczne w społeczeństwie sprawiają, że zapotrzebowanie na nieruchomości na wynajem będzie rosło. Mamy coraz więcej emigrantów, a ze względu na potrzebę bycia mobilnym wielu ludzi pragnie mieszkać w mieszkaniach wynajętych, a nie własnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri CFI1, spółki zajmującej się grupowym inwestowaniem w nieruchomości.

Czynnikiem hamującym hossę na rynku transakcji kupna nieruchomości będzie Rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego, która od 1 stycznia 2015 r. wprowadza konieczność posiadania 10 proc. wartości nabywanego lokalu (w 2014 roku było to 5 proc.) Warunek wpłaty własnych środków będzie stopniowo rósł o 5 proc. co roku, aż do osiągnięcia 20 proc. w 2017 r. Przepis mający na celu wzrost bezpieczeństwa kredytobiorców, może wpłynąć na słabnący rynek kupna-sprzedaży i zwrócić uwagę klientów na możliwość wynajmu.

Jak podkreśla Artur Kaźmierczak, do 10-proc. obowiązkowego wkładu własnego klient musi doliczyć jeszcze koszty transakcyjne, takie jak podatek od czynności cywilno-prawnych, taksę notarialną i być może prowizję. Wtedy finalne koszty mogą wynieść nawet 15 proc. wartości mieszkania.

To w naturalny sposób sprawia, że części osób, które chciałyby kupić mieszkanie, nie będzie na to stać, więc będą wynajmować – podkreśla Kaźmierczak.

To z kolei może być dobrym prognostykiem dla rynku wynajmu, a tym samym dla osób, które są zainteresowane inwestycją w lokal do wynajęcia.

Wydaje się, że 2015 rok będzie dobrym rokiem na rynku nieruchomości. Już w połowie tego roku było widać, że rynek pierwotny ruszył, deweloperzy przyspieszyli sprzedaż i rozpoczynają nowe inwestycje. Za rynkiem pierwotnym pójdzie rynek wtórny, bo zawsze mieszkania używane podążają cenowo za mieszkaniami nowymi i wydaje się, że będzie spory napływ kapitału na ten rynek w związku z bardzo niskim poziomem stóp procentowych. Trudno jest znaleźć inną tak bezpieczną i  jednocześnie przynoszącą tak dobry zwrot inwestycję – tłumaczy prezes Mzuri CFI1.

Ceny nieruchomości i ewentualne stopy zwrotu różnią się w zależności od miasta. Jak wyjaśnia Kaźmierczak, Warszawa ma najdroższe nieruchomości i oferuje relatywnie niskie stopy zwrotu, ale za to jest rynkiem bardzo bezpiecznym.  Kraków i Łódź oferują znacznie wyższe stopy zwrotu przy tańszych cenach obiektów, a jednocześnie relatywnie ustabilizowanym rynku.

Według branżowego serwisu PolishProperty.eu prognozowana przeciętna rentowność z inwestycji w nieruchomości na wynajem w Polsce w 2014 r. wyniesie 4,15 proc. netto. Dane jednak uwzględniają ryzyko, że przez 1,5 miesiąca mieszkanie pozostanie niewynajęte. Eksperci wskazują na najwyższy zwrot z inwestycji spośród dużych miast we Wrocławiu (4,71 proc.), a najniższy w Łodzi (4,08 proc.). Warszawa plasuje się w środku stawki z wartością 4,47 proc. przeciętnej rentowności z inwestycji, którą właściciel oddaje w najem.

– Mzuri CFI1 powstało z myślą o osobach, których nie stać na zakup nieruchomości w celu np. jej wynajmu. Nasza oferta skierowana jest do inwestorów, którzy posiadają kilkadziesiąt tysięcy złotych w portfelu – tłumaczy Kaźmierczak. – Mamy ambicję, aby osiągać rocznie 10 proc. stopy zwrotu przed opodatkowaniem, jest to realistyczny cel przy selektywnym wyborze nieruchomości – przekonuje.

Firma pozwala na lokowanie środków w nieruchomości i działa na wzór funduszu inwestycyjnego. Jeden inwestor nie może objąć w spółce udziałów większych niż 80 tys. zł. Jednocześnie jej udziałowcem można zostać, wpłacając już 10 tys. zł. Mzuri CFI1 zamierza poszukiwać nieruchomości w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Najlepiej w atrakcyjnym położeniu i kiepskim stanie. Po ich wyremontowaniu poszczególne mieszkania w kamienicy mają być sprzedawane po konkurencyjnych cenach. Prezes podkreśla, że spółka będzie potem dzielić się zyskami ze wspólnikami. Nabór do pierwszej inwestycji potrwa do końca 2014 roku.

Zatrudnienie nadal rośnie

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w listopadzie 5550,8 tys. osób i wzrosło o 0,1 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca – podał GUS.

Komentarz dr Grażyny Spytek-Bandurskiej, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Zatrudnienie systematycznie roście. W listopadzie było wyższe o 6,2 tys. w porównaniu z październikiem. Od początku roku zwiększyło się już o ok. 60 tys. Przybywa etatów również w ujęciu rocznym. W listopadzie zatrudnienie było wyższe o 0,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Zwykle jesienią obserwowaliśmy spadki zatrudnienia lub jego stabilizację. Tym razem jest inaczej, co świadczy o tym , że firmy tworzą nowe miejsca pracy. W najbliższych miesiącach sytuacja na rynku pracy nie powinna się znacznie pogorszyć, ponieważ ponad jedna czwarta przedsiębiorstw deklaruje, że będzie zatrudniać nowych pracowników. Skłonność do tworzenia miejsc pracy jest większa niż w ubiegłym roku i przed dwoma laty.

Konfederacja Lewiatan

 

Spóźnił się pociąg – otrzymasz zwrot pieniędzy za bilet

Jedziesz opóźnionym pociągiem lub z różnych powodów został on odwołany? Jako pasażerowi przysługuje ci prawo do rekompensaty. To jedna ze zmian dotyczących polskiej kolei, które weszły w życie 3 grudnia.

Jeśli pociąg przyjedzie co najmniej 60 min później, niż powinien, możemy liczyć na rekompensatę w wysokości 25% opłaty uiszczonej za przejazd. Jeżeli opóźnienie wydłuży się do 120 min lub więcej, zostanie nam zwrócone 50% ceny biletu. Ale uwaga: rekompensata jest przyznawana, gdy cena zakupionego biletu nie była niższa niż równowartość co najmniej 4 euro (ok. 16 zł). W przypadku dłuższego opóźnienia pasażerom należą się nieodpłatne posiłki i napoje. A jeśli pociąg utknie na torach na całą noc, podróżujący nim zostaną zakwaterowani w hotelu na koszt kolei.

Na te przepisy pasażerowie w Polsce czekali od dawna. Do tej pory o zwrot części kosztów biletu mogły się ubiegać tylko osoby korzystające z pociągów międzynarodowych (kursujących za granicę do państw UE), a także ekspresów jeżdżących na najważniejszych trasach w Polsce. „Od 3 grudnia – wraz z wejściem unijnych regulacji – pasażerowie PKP Intercity (pociągów TLK, międzynarodowych i ekspresów EIC) oraz Przewozów Regionalnych (Regioekspres i Interregio) też mają ten przywilej” – mówi serwisowi InfoWire.pl Beata Czemerajda, rzecznik prasowy PKP Intercity. Zmiany nie dotyczą połączeń regionalnych, czyli tych w obrębie województwa.

Aby otrzymać rekompensatę, należy złożyć reklamację. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Należy zachować bilet i wraz z odpowiednim pismem wysłać go (mejlem lub pocztą) do przewoźnika. Na zwrot pieniędzy czeka się nie dłużej niż 30 dni.

Inwestorzy uciekają z Rosji. GPW dostaje rykoszetem

Na nadzwyczajnym nocnym posiedzeniu zarząd Centralnego Banku Rosji zadecydował o podniesieniu stóp procentowych aż do 17%. To nie pomogło – za jednego dolara trzeba zapłacić już ponad 75 rubli. Krach na moskiewskim parkiecie odbił się echem na polskim rynku – główne indeksy na GPW spadają.

– Zagraniczni inwestorzy panikują i nierzadko wyprzedają całe „koszyki” aktywów z danego regionu. Polska, Węgry i Turcja są w tym samym koszyku co Rosja stąd dzisiejsze spadki. Właśnie dlatego parkiety w Warszawie, Budapeszcie i Stambule dzisiaj tracą najwięcej w Europie – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Słaby rubel oraz zachodnie sankcje sprawiają, że w kraju, który w sporej mierze bazuje na imporcie podstawowych produktów, ceny rosną coraz bardziej. Z informacji zebranych przez portal Bankier.pl wynika, że w listopadzie ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły aż o 9,1% w skali roku. Cukier podrożał o 20%, mięso o 18%, a owoce i warzywa o 11%.

– Rosjanie nie powinni się odzwyczajać od wyższych cen, ponieważ nawet według przewidywań CBR, inflacja w pierwszej połowie przyszłego roku będzie nadal rosła i sięgnie wartości dwucyfrowych – komentuje Michał Żuławiński.

W tym roku rosyjskie władze monetarne podwyższały stopy procentowe już sześciokrotnie. Jeszcze przed inwazją na Ukrainę, główna stopa procentowa CBR wynosiła „zaledwie” 5,5%. Po raz ostatni Rosja tak ostro podnosiła stopy w 1998 r., kiedy kraj ten faktycznie zbankrutował.

– Dla przeciętnego Rosjanina to fatalna wiadomość. Średnia pensja w tym kraju wynosi 30 tys. rubli miesięcznie. Rok temu była to równowartość ok. 920 dolarów. Obecnie jest to ok. 400dolarów. Przeciętne wynagrodzenie to oczywiście tylko wskaźnik. Zwykły Rosjanin zarabia ok. 15 tys. rubli miesięcznie, czyli 200dolarów. Jest źle, ale taka jest cena wojny, że płacą za nią zwykli ludzie – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Jak przywrócić wzrost gospodarczy w Europie?

O dyscyplinie fiskalnej i inwestycjach publicznych w Europie rozmawiali uczestnicy konferencji zorganizowanej przez Council of the Future of Europe we współpracy z Friends of Europe, która odbyła się 10 grudnia br. w Brukseli. W spotkaniu wziął udział minister finansów Mateusz Szczurek.

Minister Szczurek, na zaproszenie b. komisarza UE i premiera Włoch Mario Montiego oraz francuskiej deputowanej do Parlamentu Europejskiego Sylvie Goulard, zaprezentował punkt widzenia Polski w aktualnej debacie nt. sposobów ożywienia wzrostu gospodarczego w drodze inwestycji publicznych i prywatnych. Uczestnicy debaty zastanawiali się, jak osiągnąć trwałe pobudzenie inwestycji w Europie w kontekście obowiązujących unijnych reguł fiskalnych.

Mateusz Szczurek odniósł się do Planu inwestycyjnego dla Europyprzedstawionego przez Komisję Europejską, który był również przedmiotem debaty podczas posiedzenia Rady ECOFIN 9 grudnia br. Podkreślił poparcie Polski dla tego planu, który jest dobrym krokiem w kierunku sformułowania właściwej odpowiedzi na wyzwania stojące przed gospodarką europejską – zagrożenia długotrwałą stagnacją i problemami na rynku pracy. Zdanie ministra plan stanowi dobrą podstawę do dalszych prac na forum Rady.

Jednakże ze względu na skromną bazę kapitałową proponowanego przez KE funduszu inwestycyjnego (Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych), który w okresie 2015-2017 miałby posłużyć mobilizacji inwestycji publicznych i prywatnych pobudzających wzrost gospodarczy, zakładane cele mogą nie zostać osiągnięte. – Kiedy kapitał początkowy jest bardzo mały, mogą zostać sfinansowane jedynie te projekty, które i tak są finansowane przez sektor prywatny, istnieje zatem ryzyko wyparcia inwestycji prywatnych. W ten sposób nowy fundusz mógłby stać się konkurentem dla sektora prywatnego – zauważył minister Szczurek.

Minister poparł wezwanie Komisji Europejskiej skierowane do państw członkowskich, by zasiliły fundusz wkładami kapitałowymi. Zaznaczył jednak, że Komisja powinna tak zaprojektować konstrukcję funduszu, by wkłady te mogły zostać wyłączone z kalkulacji deficytów budżetowych. To warunek niezbędny dla wielu państw członkowskich, w tym Polski. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że nie uda się wzmocnić tego funduszu, a bez tego nie będzie on w stanie finansować szerokiego spektrum projektów inwestycyjnych.

Zdaniem Mateusza Szczurka reguły fiskalne powinny na równi obowiązywać małe i duże państwa unijne. Z drugiej strony nie należy ignorować oczekiwań wyrażanych przez niektóre państwa członkowskie, dotyczące zapewnienia większej przestrzeni fiskalnej dla wzrostu. Reguły fiskalne mające chronić stabilność fiskalną nie powinny być łatwo zmieniane, dlatego Europa powinna rozważyć w pierwszej kolejności inne rozwiązania na rzecz wzrostu gospodarczego, takie jak proponowany europejski fundusz inwestycyjny.

Będą większe dopłaty do mieszkań

Czy zmiany w programie Mieszkanie dla młodych spowodują w przyszłym roku zwiększenie i tak niezłej sprzedaży mieszkań? Jak to wpłynie na ceny?  

Od nowego roku program Mieszkanie dla młodych stanie się dla wielu osób jedynym sposobem na pokrycie wymaganego, wyższego wkładu własnego do kredytu. Zapowiadana zmiana zasad przyznawania rządowych dopłat też powinna zwiększyć popularność programu. To istotne, bo środki, które były przygotowane na 2014 rok na dopłaty do kredytów mieszkaniowych, przyznawanych w ramach programu MdM, nie zostaną niestety wykorzystane.

Jest jednak szansa, że w przyszłym roku wzrośnie zainteresowanie programem, szczególnie wśród osób, które nie posiadają pieniędzy na pokrycie obowiązkowego wkładu własnego do zaciąganego kredytu. Od stycznia 2015 roku minimalny wkład będzie wynosił nie 5, ale 10 proc. W przypadku kredytu w MdM pokryje go państwowa dopłata, co wielu osobom, które nie posiadają oszczędności, umożliwi w ogóle zakup mieszkania.

Nawet 30 proc. dopłaty

Program prawdopodobnie stanie sie bardziej popularny także ze względu na przygotowywane obecnie zmiany w ustawie dotyczącej przyznawania dopłat. Nowe przepisy pozwalają na zwiększenie wysokości dopłat i poszerzenie grona adresatów programu.

Rodziny z co najmniej trójką dzieci będą mogły dostać największą dopłatę, nawet w wysokości 30 proc. Ponadto dofinansowane w ich przypadku obejmie większą niż dotąd powierzchnię mieszkania. Beneficjenci wielodzietni będą mogli również skorzystać z programu mimo posiadania już wcześniej nieruchomości mieszkalnej.

Ponadto, o dopłaty do kredytu będzie można wystąpić, kupując mieszkanie zarówno od dewelopera, jak i od spółdzielni mieszkaniowej oraz takie, które powstało w wyniku przebudowy, czy adaptacji nieruchomości.

Jeśli chodzi o program, istotne są także limity cen metra kw. mieszkań, ustalone dla poszczególnych lokalizacji i regularnie aktualizowane. Ich wysokość wpływa także na ceny mieszkań deweloperskich w poszczególnych miastach. Obecnie oferta nowych mieszkań rośnie, ale i apetyt ze strony kupujących jest bardzo duży. Możemy mówić o nowym boomie na rynku mieszkaniowym. Zainteresowanie mieszkaniami jest rekordowo duże.

Nowy boom

Zachęceni dobrymi wynikami sprzedaży inwestorzy budują coraz więcej. W ciągu 10 miesięcy 2014 roku uzyskali pozwolenie na prawie 40 proc. mieszkań więcej niż rok wcześniej, wynika z danych GUS. Od ubiegłego roku oferta nowych mieszkań w całym kraju wzrosła o kilkanaście procent. Najwięcej mieszkań przybyło w Poznaniu, Krakowie i Warszawie.

W związku z tym, niewielka część firm, albo już podniosła nieznacznie stawki ofertowe, albo myśli o tym, by zrobić to w 2015 roku. Zdecydowana większość deweloperów jednak nie zamierza zmieniać cen w realizowanych inwestycjach, ani planowanych, kolejnych etapach budowanych osiedli, podają analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl.

Z drugiej strony, inwestorzy nie planują też obniżać cen. Promocji można się spodziewać jedynie w czasie wyprzedaży ostatnich mieszkań lub w przedsprzedaży, na starcie budowy inwestycji. Na obniżki nie ma co liczyć szczególnie w tych miastach, gdzie limit cenowy za metr mieszkania przewidziany w programie dopłat umożliwia znalezienie w ofercie deweloperskiej odpowiednio nisko wycenionego lokalu.

 MdM a ceny mieszkań

Ceny nowych mieszkań idą w górę w miastach, w których mieszkań z dopłatą jest najwięcej. W Gdańsku, gdzie program obejmuje prawie wszystkie mieszkania z oferty deweloperów w ciągu trzeciego kwartału br. stawki cenowe wzrosły o 4 proc., obliczają analitycy Emmerson. W Poznaniu, w którym również nie trudno znaleźć lokal kwalifikujący się do MdM ceny nowych mieszkań wzrosły średnio o ponad 1 proc.

Z kolei w Krakowie, gdzie program dopłat praktycznie nie funkcjonuje, bo limit uprawniający mieszkania do dopłat ustawiony jest znacznie poniżej średnich cen rynkowych, mieszkania staniały średnio o 3,4  proc.

W Warszawie, w której deweloperzy oferują ok. 15 tys. mieszkań,  stawki cenowe w ostatnich miesiącach nie zmieniły się. Na warszawskim rynku przybywa nowych mieszkań, także tych z dopłatą, które stanowią kilkanaście procent całej oferty deweloperskiej.

Obniżki stawek

W Warszawie zdarzają się obniżki cen. Można na nie liczyć szczególnie na Białołęce, która oferuje największą w mieście ilość mieszkań kwalifikujących się do rządowych subwencji w ramach MdM. Zdarza się, że tak jak na osiedlu Tarasy Dionizosa powstającym przy ul. Winorośli, wszystkie mieszkania w inwestycji można kupić z dopłatą. Jak podkreśla Wojciech Stisz, reprezentujący firmę Barc Warszawa, zarówno mieszkania w gotowym budynku, jak i w realizowanym kolejnym etapie osiedla można wraz z miejscem parkingowym obejmuje program MdM. Jest to możliwe dzięki obniżce cen mieszkań w Tarasach Dionizosa do 5.500 zł/mkw.

Obecnie do zakupu mieszkań zachęca bardzo niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych. Pomimo, że obecnie stopy procentowe są na rekordowo niskim poziomie, zdaniem obserwatorów rynku w przyszłym roku mogą jeszcze zostać obniżone. Tym samym jeszcze bardziej obniżą się raty spłaty i wzrośnie zdolność kredytowa osób chcących pożyczyć na mieszkanie.

 

Niestety, analitycy oceniają także, że obecny, od dawna obserwowany, trend wzrostowy marż kredytowych, które dyktują banki, utrzyma się także w przyszłym roku. Należy tu zaznaczyć, że głównym powodem podwyżek marż bankowych jest właśnie niski poziom stóp procentowych. Bank podnosząc swoje marże zrekompensują sobie w ten sposób częściową utratę zysków.

Przedsiębiorca szybciej rozpocznie działalność gospodarczą

0

Znaczne skrócenie czasu oczekiwania na rozpoczęcie działalności gospodarczej i uproszczenie reguł działania „jednego okienka” to najważniejsze założenia zmian ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS) i niektórych innych ustaw. Dzięki nowelizacji podmiot podlegający wpisowi do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS) będzie mógł faktycznie podjąć działalność, np. gospodarczą, niezwłocznie po dokonaniu wpisu w KRS. To kolejny przykład tworzenia nowoczesnej administracji podatkowej, wykorzystującej nowe możliwości techniczne do ograniczania formalności do niezbędnego minimum. Przypominamy o zmianach, które weszły w życie 1 grudnia 2014 r.

Zgodnie z nowymi przepisami dane objęte treścią wpisu w KRS będą jednocześnie podstawą do uzyskania wpisu w ewidencjach i rejestrach prowadzonych przez organy administracji publicznej. Standardem będzie automatyczna wymiana danych między systemami teleinformatycznymi KRS i tych organów:  bezpośrednio po dokonaniu wpisu w Rejestrze i po jego każdorazowej zmianie zostanie zaktualizowany odpowiedni wpis w ewidencji bądź rejestrze prowadzonym przez organ. Zmiany te pozwolą na usunięcie dotychczasowych wad związanych z działaniem tzw. „jednego okienka” zgłaszanych m.in. przez przedsiębiorców, jak obowiązek powielania tych samych informacji w formularzach wniosków kierowanych odrębnie do różnych organów, choć składanych w jednym miejscu. Usprawniono tym samym działanie sądów rejestrowych, które nie będą musiały gromadzić kierowanej do organów administracji publicznej dokumentacji z danymi podmiotów, aby przekazać je właściwym organom.

Automatyczne  przekazywanie danych oznacza znaczne przyspieszenie procedur nadawania identyfikatora podatkowego NIP oraz numeru identyfikacyjnego REGON (na podstawie danych przekazanych z bazy danych KRS do Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników i rejestru Głównego Urzędu Statystycznego). Numery te będą przyznawane już w dniu dokonania wpisu do KRS, co oznacza przyspieszenie o ok. 17 dni czasu oczekiwania przez podmiot na możliwość rozpoczęcia wykonywania działalności, np. gospodarczej, a w efekcie umożliwi łatwiejsze i szybsze tworzenie miejsc pracy.

W ramach nowelizacji przepisów opracowano też wspólny formularz zgłoszeniowy z pakietem danych uzupełniających na potrzeby wszystkich ewidencji/rejestrów objętych zasadą „jednego okienka”. Dane te, których nie trzeba ujawniać w KRS bądź są nieznane w momencie wpisu do niego, jak  numer rachunku bankowego, ale które są niezbędne np. urzędowi skarbowemu czy ZUS, będą zamieszczane przez przedsiębiorców na jednym formularzu i składane w ciągu 21 dni od wpisu w urzędzie skarbowym, który przekaże je GUS i ZUS. Składanie danych uzupełniających w formie papierowej lub elektronicznej nie będzie ponadto wstrzymywać rozpoczęcia przez podmiot działalności, w tym gospodarczej.

Panattoni otwiera się na inwestycje na wschodzie Polski. W całym kraju buduje obecnie 250 tys. mkw. nowych powierzchni

0

CEO Magazyn Polska

Panattoni, deweloper powierzchni magazynowych, zamierza na zamówienie klientów budować magazyny na terenach Polski Wschodniej, dotąd mało przez firmę zagospodarowanych. Rocznie Panattoni oddaje 200-300 tys. mkw. nowej powierzchni. Zarabia na jej sprzedaży lub wynajmie.

Zdecydowana większość z 8,5 mln mkw. magazynów powstała wokół największych miast Polski. W okolicach m.in. Warszawy, zespołu miast górnośląskich, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Gdańska i Krakowa stoją hale o powierzchni ok. 8 mln mkw. Teraz inwestorzy zaczęli się jednak rozglądać za innymi terenami.

– Naszym planem jest też, by penetrować Polskę w mniejszych lokalizacjach mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Robert Dobrzycki, partner zarządzający Panattoni Europe. –  W trzecim sektorze, czyli Polsce Wschodniej, mniejsze i większe miasta. Uważamy, że tam jest potencjał, oczywiście trzeba być dużo bliżej tych rynków, żeby rozumieć na czym one polegają i jak funkcjonują, ale chcemy tam się rozwijać. To uważamy za potencjalne miejsce do rozwoju przez najbliższe lata dla nas.

Jak wynika z najnowszego raportu specjalizującej się w nieruchomościach komercyjnych Colliers International można dostrzec wzrost zainteresowania inwestorów tymi regionami Polski. Nowoczesne magazyny mają teraz powstać m.in. w okolicach Rzeszowa i Lublina. To jednak nie oznacza zaniechania inwestycji w dotychczasowych lokalizacjach centralnej i zachodniej Polski

– Rozwijamy się w tych pięciu podstawowych miejscach, lokalizacjach. Jesteśmy otwarci na klienta, podążamy wszędzie tak, gdzie klient chce, żebyśmy podążali, czyli budujemy w strefach, budujemy przy fabrykach – mówi.

Polski rynek nieruchomości magazynowych jest jednak na tyle atrakcyjny i chłonny, że tacy inwestorzy, jak Panattoni, mogą budować obiekty nie tylko na zamówienie klienta, lecz także spekulacyjnie, czyli na własne wyczucie. Szczególnie wokół największych miast wolne powierzchnie w miarę szybko znajdują najemców.

Ta spekulacja musi być rozważna i selektywna podkreśla partner zarządzający Panattoni Europe. – Musimy widzieć, że rzeczywiście jest potencjał wzrostowy rynku, a ilość powierzchni spekulacyjnej nie jest za duża i w najbliższej perspektywie nie będzie za duża, by nie wpędzić się w kłopoty. Raczej chcemy rozwijać się biznesowo, dlatego patrzymy na to wszystko racjonalnie.

Panattoni zbudowało w Polsce i Czechach magazyny o powierzchni 2 mln mkw. Tylko w 2014 roku w naszym kraju spółka zwiększyła swój stan posiadania o 400 tys. mkw., a w budowie ma jeszcze ponad 250 tys. mkw. magazynów.

Mamy strategię mieszaną informuje Robert Dobrzycki. – Jeżeli uważamy, że dana lokalizacja i nieruchomość jest dla nas długookresowo strategiczna, trzymamy. Jeżeli uważamy, że możemy bez tej lokalizacji funkcjonować i nasz inwestor, który chce od nas nabyć taką nieruchomość, uważa, że dla niego jest ona strategiczna, dochodzimy do porozumienia i  następuje transakcja.

Rośnie bezrobocie wśród osób niepełnosprawnych. Firmy rezygnują ze statusu zakładu pracy chronionej

Spadła liczba pracujących osób niepełnosprawnych – jest ich 20 tys. mniej niż przed rokiem. Według Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych coraz więcej firm rezygnuje z udziału w państwowym systemie dofinansowania zatrudnienia takich osób. Powodem jest m.in. obniżenie wysokości dodatków, co nastąpiło w kwietniu. W rezultacie tylko w tym roku około 100 firm zrezygnowało ze statusu zakładu pracy chronionej.

W tym roku sytuacja na rynku pracy osób niepełnosprawnych uległa pogorszeniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Zając, prezes Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON). – W systemie obsługi dofinansowań, na podstawie którego pracodawcy otrzymują dodatki do zatrudniania osób niepełnosprawnych, widzimy spadek liczby pracowników. W ubiegłym roku było ich 260 tys., w tym jest już niewiele ponad 240 tys. Oznacza to, że w ciągu roku o 20 tys. zmniejszyła się liczba pracujących niepełnosprawnych.

Według wyników ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2011 roku liczba osób niepełnosprawnych na koniec marca tamtego roku wynosiła dokładnie 4 697 tys. osób. Stanowiło to 12,2 proc. ludności kraju wobec 14,3 proc. w 2002 r. (blisko 5,5 mln osób niepełnosprawnych).

Część z tych ludzi ma pracę, niektórzy już jej nie mają – zauważa Jan Zając. – Zmiany przepisów, które ostatnio się dokonały, spowodowały również, że część osób ze schorzeniami ciężkimi utraciła zatrudnienie i obecnie korzysta z pomocy społecznej.

Chodzi o zmiany w wielokrotnie nowelizowanej ustawie o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, które obowiązują od kwietnia br. Na mocy nowego prawa nastąpiło zrównanie dofinansowania z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych dla wszystkich pracodawców, którzy zatrudniają osoby niepełnosprawne. Do kwietnia korzystniejsze warunki miały firmy o statusie zakładu pracy chronionej, po zmianach dofinansowanie zostało obniżone.

Zakłady pracy chronionej po zrównaniu dofinansowań do poziomu obowiązującym na otwartym rynku w zasadzie powoli zaczynają znikać z naszego życia gospodarczego. W tym roku już około 100 zakładów oddało status ZPCh. Widać, że następuje postęp w zakresie likwidacji tej formy prowadzenia przedsiębiorstwa – podkreśla Zając.

ZPCh zgodnie z prawem mają dodatkowe obowiązki względem zatrudnionych osób niepełnosprawnych, np. związane z prowadzeniem doraźnej i specjalistycznej opieki medycznej. Poza tym niepełnosprawni muszą w takich zakładach stanowić co najmniej połowę pracowników, a spośród nich 20 procent mają stanowić osoby ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności.

Gdy pracodawca oddaje status ZPCh, w efekcie najczęściej rozstaje się z tymi pracownikami, bo są oni najmniej wydajni – przekonuje Jan Zając. – Kiedy firmy przechodzą na otwarty rynek, nie obowiązują ich już wskaźniki i redukują zatrudnienie. W związku z tym, że dofinansowanie do osób niepełnosprawnych relatywnie spada z roku na rok, również firmy z otwartego rynku nie zatrudniają już tak chętnie.

Negatywny trend, według prezesa POPON, raczej będzie się utrzymywał w przyszłości. Dlatego organizacja postuluje zmianę polityki w zakresie zatrudniania osób niepełnosprawnych, na przykład przez sferę budżetową.

Urzędy i instytucje państwowe robią to niechętnie, bardzo powoli uczą się tego rodzaju zatrudnienia – informuje Zając. – Uważam, że to jest przyszłość rynku pracy osób niepełnosprawnych i kierunek, w którym powinien iść ustawodawca.

Coraz więcej Polaków spędza święta Bożego Narodzenia i sylwestra na egzotycznej plaży lub w kurorcie narciarskim

Biura turystyczne przeżywają prawdziwe oblężenie. Na świąteczno-noworoczny wyjazd w tym roku wybierze się 20 proc. Polaków więcej – wynika ze statystyk Travelplanet. Część wybierze narciarskie stoki, inni – egzotyczne kraje. Nie odstraszają ich wysokie ceny, a najmodniejszymi kierunkami są Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Meksyk i Dominikana.

Okres świąteczno-noworoczny to jeden z najpopularniejszych terminów urlopowych, w tym roku również ze względu na bardzo korzystny układ dni wolnych. Wystarczy wziąć 6 dni urlopu, aby wypoczywać aż 13, dlatego wielu Polaków udaje się na dłuższy wypoczynek. Hotelarze na tę okazję starają się stworzyć atmosferę świąt, przygotowując specjalne menu i dekoracje – mówi agencji informacyjnej Newseria Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska.

Pod koniec grudnia na zagraniczne podróże najczęściej wybierają się ci, którzy chcą ominąć przedświąteczną gorączkę zakupów, gotowanie, pieczenie i  biesiadowanie przy stole. Alternatywą dla świąt spędzanych w domu są wyjazdy na narty lub wypoczynek na egzotycznych plażach.

Chętnie wypoczywamy tam, gdzie jest teraz ciepło, słonecznie, gdzie możemy naładować baterię. Zainteresowaniem cieszą się zarówno bliższe kraje, takie jak Wyspy Kanaryjskie, Egipt czy Maroko, jak i dalsze, bo zima to doskonała pora na egzotyczne podróże. Zainteresowaniem cieszą się takie kraje, jak Meksyk, Kuba, Dominikana czy Malediwy. Wiele osób w tym czasie rozpoczyna również sezon narciarski, najczęściej w alpejskich rejonach, szczególnie w miejscowościach we Włoszech i w Austrii – wymienia Magda Plutecka-Dydoń.

Z roku na rok liczba klientów biur podróży w tym okresie wzrasta. Według statystyk Travelplanet  w tym roku na wyjazd zdecydowała się 20 proc. Polaków więcej. Jedni decydują się spędzić poza krajem cały urlop, inni z kolei pielęgnują tradycję i na święta zostają w domu, a wyjazd planują dopiero na sylwestra i Nowy Rok. Nie odstraszają ich wysokie ceny. Za wypoczynek za granicą turyści płacą średnio 3300 zł za osobę.

Te ceny mogą być o kilka procent wyższe niż poza sezonem. Siedmiodniowy wyjazd na święta do Egiptu z pobytem w czterogwiazdkowym hotelu z all inclusive to koszt około 2,1 tys. zł. Wyjazd narciarski na Sylwestra, do Val di Sole, do Włoch, z pobytem w trzygwiazdkowym hotelu z dwoma posiłkami będzie kosztować nas około 1,8 tys. zł za tydzień – wylicza Magda Plutecka-Dydoń.

Tygodniowy pobyt w Tajlandii, na Dominikanie czy Bali to wydatek kilkukrotnie większy.

Talent shows wychodzą poza telewizję. Widzowie dyskutują o nich na wielu platformach w trakcie emisji

Talent shows nie tylko w telewizji, lecz także w internecie, na tabletach oraz w mediach społecznościowych – zakończone edycje popularnych telewizyjnych programów na szeroką skalę wykorzystały zjawisko multiscreeningu. Dzięki temu ich twórcy wzbudzili znacznie bardziej ożywioną dyskusję w sieci, a wzmianki o programach zostały odnotowane przede wszystkim w trakcie ich trwania. W internecie często mówiono też o jurorach i prowadzących programy. Reklamodawcy wykorzystują popularność tego typu programów.

Multiscreening, czyli korzystanie z co najmniej dwóch ekranów jednocześnie, jest sferą, która nie jest jeszcze dobrze zgłębiona, natomiast chętnie wkraczają w nią użytkownicy nowych technologii i nowych mediów. Nieco ostrożnie robi to szeroko pojęta branża komunikacyjna. Programy takie jak „Mam Talent”, „Must Be the Music” oraz „The Voice of Poland” zdecydowanie wyszły poza ramy ekranu telewizyjnego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Monika Tomsia, specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

IMM przeprowadził badania analizujące popularność tych trzech programów w internecie i mediach społecznościowych. Pokazały one, że widzowie chętnie angażują się w internetową dyskusję na temat programu, a stacje telewizyjne ich do tego zachęcały. Widzowie „Must Be the Music” (Polsat) byli informowani o wielu kanałach, w których mogą oglądać program (m.in. internet, telewizja, SmartTV, tablety), a fani „Mam Talent” (TVN) mogli głosować poprzez specjalną aplikację.

Z kolei uczestnicy „The Voice of Poland” (TVP2) już na wstępnym etapie programu mieli zakładane konta na Facebooku i Twitterze.

W samym finale „The Voice of Poland” zastosował jeszcze więcej tego typu zabiegów. Uczestnicy, którzy przygotowywali się do występów, na bieżąco śledzili wpisy swoich fanów na fanpage’ach za pośrednictwem laptopów. W tle rozwieszone były ekrany, na których widzieliśmy bieżące komentarze. Prowadzący robił zdjęcia smartfonem i umieszczał je jeszcze w trakcie trwania programu na Instagramie. Zatem „The Voice of Poland” nie zostawiał innego wyboru widzom, jak tylko zaangażować się w pełni w program na kilku ekranach jednocześnie – wyjaśnia Tomsia.

Jak podkreśla, dzięki takiemu podejściu nadawcy osiągnęli swój cel. Ponad trzy czwarte wszystkich wzmianek internetowych o „Mam Talent” w dniu emisji miało miejsce w trakcie trwania programu. Inne programy były mniej skuteczne – dla „The Voice of Poland” wskaźnik ten wyniósł 60 proc., a dla „Must Be the Music” – tylko 38 proc.

Reklamodawcy, korzystając z popularności tych programów, chętnie wybierają reklamowanie swoich produktów w trakcie ich emisji. Wszystkie bloki reklamowe w trakcie jednej emisji „Mam Talent” kosztowały 3,2 mln zł, dla „Must Be the Music” – 3 mln zł, a dla „The Voice of Poland” zaledwie 0,5 mln zł. To wynika ze specyfiki ramówki telewizji publicznej.

Telewizja Polska stosuje znacznie krótsze przerwy na reklamy, dając mniejsze pole do popisu reklamodawcom. Przenosi jednak cały ciężar do wnętrza programu. „The Voice of Poland” jest wręcz najeżony lokowaniem produktów. Uczestnicy w przerwach, kiedy przygotowują się do występów, jedzą lody, piją napoje znanej marki, robią zdjęcia smartfonem czy zażywają tabletki na ból głowy – wylicza Tomsia.

Widzowie chętnie komentowali nie tylko występy uczestników, lecz także rozmawiali w sieci o prowadzących programy. Najczęściej dyskutowano o Edycie Górniak z „The Voice of Poland” (70 wzmianek w dniu emisji), na kolejnych miejscach znaleźli się Agnieszka Chylińska („Mam Talent”) i Piotr Rogucki („Must Be the Music”).

Na potrzeby zestawienia o najpopularniejszych źródłach dyskusji zbadaliśmy dokładnie jeden weekend 15 i 16 listopada. Wszystkich wzmianek było razem 1300. Zbadaliśmy frazy dotyczące zarówno samego programu, jak i nazwisk jurorów oraz prowadzących. W tym zestawieniu prowadzi „The Voice of Poland”, o którym było 51 proc. wzmianek. Na drugim miejscu jest „Mam Talent”, na trzecim „Must Be the Music” – podsumowuje Tomsia.

Komentarze ukazywały się przede wszystkim na Facebooku (48 proc.) i Twitterze (40 proc.). Dużo rzadziej programy komentowano na stronach internetowych poświęconych rozrywce.

Skończy się plaga niechcianych e-maili. Za rozsyłanie spamu będą kary w wysokości do 3 proc. rocznych przychodów

Konsument będzie miał 14 dni na odstąpienie od umowy zawartej na odległość, będzie mu też łatwiej zwrócić towar zakupiony online. To główne zmiany, które na mocy ustawy o prawach konsumenta wejdą w życie 25 grudnia. Nowe przepisy zakazują również wysyłania reklamowych e-maili i telemarketingu osobom, które nie wyraziły na to zgody, co powinno ucieszyć konsumentów.

25 grudnia wchodzi w życie ustawa o prawach konsumenta. Z punktu widzenia klienta najważniejsze jest to, że nie będzie już otrzymywał niechcianych telefonów oraz korespondencji e-mailowej. Dziś trafiają do niego takie ilości spamu, że jest to męczące. Teraz ten proceder się skończy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michael Banaszczyk, marketing & sales manager specjalizującej się w marketingu bezpośrednim firmy Emerson Direct Communication.

Nowa ustawa zmienia artykuł 172 ustawy Prawo telekomunikacyjne, zgodnie z którym zakazane będzie „używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych i automatycznych systemów wywołujących do celów marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to zgodę”. To oznacza, że niezgodne z prawem będą wszelkie reklamy wysyłane e-mailem i telefony z ofertami, na które wcześniej konsument nie wyraził zgody. Podobne przepisy zastosowano już w innych krajach i skutecznie ograniczono niechcianą komunikację marketingową.

Podobne regulacje już od jakiegoś czasu istnieją na Zachodzie, na przykład w Niemczech – wyjaśnia Banaszczyk. – W wyniku wprowadzonych kilka lat temu przepisów spamowanie oraz telemarketing praktycznie się tam skończyły. Obecnie nie ma tam czegoś takiego jak spam. Kilka firm musiało zapłacić karę, informacja o tym pojawiła się w mediach i zjawisko to zniknęło raz na zawsze.

Zgodnie z nowymi przepisami ochrona ta będzie obejmowała osoby fizyczne oraz osoby prawne.

Firmy prowadzące komunikację z klientem za pośrednictwem telefonu czy internetu – zdaniem przedstawiciela Emerson DC – będą musiały zmienić swoją strategię marketingową.

Wydaje mi się, że teraz zaczną dostrzegać przede wszystkim konsumentów, których już mają, i położą nacisk na relacje z obecnymi klientami i ich dowartościowanie – prognozuje Michael Banaszczyk. – Komunikacja będzie bardziej spersonalizowana, kierowana do konkretnych odbiorców, znacznie bardziej niż obecnie uzależniona od potrzeb konsumentów. Firmy przestaną raczej podejmować próby masowego pozyskiwania nowych klientów przez internet czy telefon.

Za nieprzestrzeganie zapisów ustawy grożą im surowe kary. Na rozsyłającą spam firmę będzie mogła być nałożona kara w wysokości 3 proc. rocznych przychodów. Jak zauważa Michael Banaszczyk, dla wielu przedsiębiorstw będzie to ich być albo nie być.

Ustawa z 30 maja br. o prawach konsumenta wprowadza czternastodniowy termin na złożenie oświadczenia o odstąpieniu od umowy zawartej na odległość (dotychczas było to 10 dni) oraz gotowy do wykorzystania wzór oświadczenia (dotychczas takiego nie było). Nowe prawo nakłada także na przedsiębiorców obowiązek uzyskania zgody konsumenta na każdą dodatkową płatność, wykraczającą poza uzgodnione wynagrodzenie za główne obowiązki umowne, najpóźniej w chwili wyrażenia przez klienta woli związania się umową.