Innowacyjne projekty ekologiczne w centrach handlowych Carrefour Polska.

Free Cooling System, modernizacja chłodnictwa oraz system oświetlenia LED, to tylko niektóre z rozwiązań proekologicznych wdrażanych w centrach handlowych należących do Carrefour Polska.

Carrefour Polska – właściciel i zarządca licznych centrów handlowych w Polsce, realizując strategię Biznesu Odpowiedzialnego Społecznie, wdraża na terenie swoich obiektów, szereg innowacyjnych i wysoko efektywnych rozwiązań proekologicznych. Firma nie tylko oszczędza surowce naturalne, ale także ogranicza szkodliwe emisje do atmosfery. Obecnie Carrefour Polska rozwija w swoich obiektach m.in. system Free Cooling oraz system chłodnictwa wykorzystujący Co2.

Innowacyjne rozwiązanie Free Cooling wykorzystuje niskie temperatury wód podziemnych do obniżenia temperatury powietrza w obiekcie. Chłodzenie pomieszczeń odbywa się m.in. za pomocą pompy cyrkulacyjnej ciepła – urządzenia wykorzystującego niskotemperaturową energię geotermalną zakumulowaną w gruncie i wodach podziemnych, a następnie przekazujące energię do wymienników ciepła chłodu w centrach wentylacyjnych i odbiornikach chłodu. Dzięki systemowi Free Cooling zużycie energii jest czterokrotnie mniejsze w porównaniu z klimatyzowaniem czy ogrzewaniem konwencjonalnym.

Obecnie system ten funkcjonuje w Galerii Lwowskiej Carrefour w Zamościu oraz w Carrefour w Sosnowcu. Firma planuje również włączyć do tego programu kolejne swoje obiekty. Jeszcze w tym roku będzie on uruchomiony w CH Carrefour w Olsztynie, które przechodzi obecnie gruntowną modernizację.

Jednocześnie w wybranych lokalizacjach, Carrefour rozwija także system chłodnictwa wykorzystujący CO2 jako czynnik chłodniczy oraz inwestuje w wymianę oświetlenia tradycyjnego na oświetlenie typu LED w wielu swoich placówkach. Dzięki temu życie energii spadło aż o 80% przyczyniając się tym samym do ochrony środowiska naturalnego.

Centra handlowe Carrefour Polska, to obiekty przyjazne zarówno dla klientów, jak i otoczenia. Wdrażane na ich terenie rozwiązania proekologiczne nie tylko przyczyniają się do ochrony Ziemi, ale również edukują i angażują społecznie tak pracowników, jak i klientów firmy.Innowacyjne projekty ekologiczne w centrach handlowych Carrefour Polska. 1

Raport Bankier.pl o kontach osobistych: 51 rachunków, 27 banków i 4 klientów

Z kontami w banku jest jak z samochodami. Niby wszystkie służą do tego samego, ale komfort użytkowania może być diametralnie różny. Potwierdza to raport przygotowany przez redakcję Bankier.pl. Pod ocenę wzięto oferty 51 kont osobistych w 27 bankach, poszukując produktu najlepszej odpowiadającego potrzebom czterech zupełnie różnych grup klientów. 

Poddaliśmy analizie 51 kont oferowanych przez 27 banków. Nie wybieraliśmy rachunków samodzielnie – poprosiliśmy banki, by to one zaproponowały pakiety, które ich zdaniem najlepiej będą pasowały do każdego z czterech typów klienta. Oszacowane przez banki koszty prowadzenia rachunku uzupełniliśmy o wagi przyznawane za dodatkowe usługi – istotne dla poszczególnych grup klientów.

Klient internetowy szuka rachunku przede wszystkim taniego – zapewnia przy tym niskie (800 zł) wpływy na konto, rzadko korzysta z bankomatów. Docenia dodatkowe profity z posiadania ROR-, jak moneyback czy programy rabatowe. Dwa najlepsze w tej kategorii banki (T-Mobile Usługi Bankowe i Bank BPH) oferują rachunki przy powyższych założeniach bezpłatne, w obu przypadkach klient ma do dyspozycji wszystkie bankomaty bez prowizji i nie płaci za przelewy. Dodatkowo oba rachunki pozwalają zarabiać na usłudze moneyback.

Innego produktu poszukuje klient aktywny (wielokanałowiec), który nie tylko chętnie korzysta z e-bankowości, ale też potrzebuje bankowości mobilnej, odwiedza placówki, a przy tym oczekuje bankomatów z wypłatami bez prowizji. Proponujący najlepszą pod tym względem ofertę bank (Alior Bank) gwarantuje bezpłatny rachunek, oferuje dostęp do bankowości internetowej i mobilnej, wszystkie bankomaty w kraju oraz rozległą sieć placówek.

Klient tradycjonalista, który wysoko ceni osobisty kontakt z bankiem, za najlepszy w swojej kategorii rachunek (z oferty Banku Pocztowego) co prawda zapłaci co miesiąc 5 zł za kartę (zakładamy, że nie korzysta z niej aktywnie), ale w zamian dostanie największą sieć placówek – własnych oraz Poczty – oraz brak opłat za przelewy.

Klientowi VIP, co miesiąc zasilającemu konto kwotą 7 tys. zł, do gustu przypadnie konto nie tyle tanie, co gwarantujące usługi dodatkowe. Propozycje mBanku i Citi Handlowego przy założonych warunkach są bezpłatne i zawierają rozbudowany zakres usług dodatkowych – konsultanta dostępnego przez 24 godziny na dobę, usługi maklerskie czy usługi concierge.

– Dziś bezwarunkowo bezpłatne konta oferuje tylko kilka banków, ale w wielu instytucjach standardem stały się na przykład bezpłatne bankomaty. Programy premiowe typu moneyback coraz częściej zastępowane są przez programy rabatowe. Lojalny klient przestaje być traktowany masowo, może liczyć na dodatkowe profity – podsumowuje analityk  Bankier.pl Wojciech Boczoń.

Najlepsze konta dla klientów w „Raporcie Bankier.pl o kontach osobistych”.    Raport Bankier.pl o kontach osobistych: 51 rachunków, 27 banków i 4 klientów 2

Electroceramics S.A. wykupuje obligacje serii B

0

12 sierpnia br. Electroceramics (poprzednio Grupa Prawno-Finansowa CAUSA S.A.) wypłaci obligatariuszom środki finansowe z tytułu niewykupionych 30 obligacji na okaziciela serii B, o wartości nominalnej 1.000 zł każda (oznaczonych kodem PLGPFCS00075), których termin wykupu przypadał na 29 marca 2014 r. Electroceramics to jedyna na świecie firma posiadająca opatentowaną technologię izostatyczną do produkcji ceramicznych elementów elektroizolacyjnych.

Wszyscy posiadacze obligacji serii B otrzymają wartość nominalną obligacji, powiększoną o odsetki naliczone na zasadach określonych w warunkach emisji tych obligacji z zastosowaniem oprocentowania wynoszącego 15% w skali roku, do dnia wykupu. Ponadto Obligatariusze otrzymają odsetki od obligacji serii B, których termin płatności przypadał na 29 września 2013 r., 29 grudnia 2013 r. oraz 29 marca 2014 r., powiększone o odsetki ustawowe za każdy dzień opóźnienia do dnia zapłaty. Łączna kwota wypłacona Obligatariuszom wyniesie 35.273,70 zł, w tym 31.676,70 zł z tytułu wykupu obligacji serii B oraz 3.597,00 zł z tytułu odsetek. Wypłata świadczeń nastąpi za pośrednictwem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, zgodnie z odpowiednimi regulacjami.

W dniu 23 lipca br. nastąpiła sądowa rejestracja zmiany nazwy spółki z Grupa Prawno-Finansowa CAUSA S.A. na Electroceramics S.A. oraz emisji akcji serii I. W wyniku emisji Electroceramics przejął 100% akcji spółki Industry Technologies S.A., która buduje w Lubsku zakład produkcji najnowocześniejszej generacji ceramicznych osłon i korpusów elektroizolacyjnych do zastosowań przemysłowych oraz ceramicznych izolatorów dla linii przesyłowych średnich i wysokich napięć. Produkty te stosowane są w szerokim zakresie w przemyśle elektroenergetycznym i służą do zabezpieczania urządzeń elektroenergetycznych oraz zwiększania efektywności transportu energii elektrycznej. Wyjątkowe cechy użytkowe produktów spółki wynikają z innowacyjnej technologii ich wytwarzania metodą formowania izostatycznego. Technologia ta została opatentowana przez spółkę i będzie stanowiła jej długoterminową przewagę konkurencyjną.

W związku z rejestracją emisji akcji serii I największym akcjonariuszem Electroceramics jest notowany na GPW i należący do indeksu WIG250 holding przemysłowy IndygoTech Minerals S.A., który posiada 64,22% akcji i głosów na Walnym Zgromadzeniu. Akcje Electroceramics są notowane na rynku NewConnect.

Wykup obligacji serii B to krok w kierunku uregulowania zaległych zobowiązań spółki zaciągniętych jeszcze przed przejęciem jej przez IndygoTech Minerals. Nabywając spółkę i ogłaszając jej nową strategię rozwoju deklarowaliśmy, że uporządkujemy wszystkie zaległości, jakie mógł mieć ten podmiot, dziś realizujemy pierwsze z tych zapowiedzi. W ciągu najbliższego czasu, tak szybko jak to będzie możliwe, zamierzamy uregulować wszelkie pozostałe zobowiązania wobec Obligatariuszy posiadających obligacje serii A, oczywiście wraz z należnymi odsetkami ustawowymi z tytułu opóźnień – mówi Dariusz Janus, Przewodniczący Rady Nadzorczej Electroceramics i Prezes Zarządu IndygoTech Minerals.

Nakłady inwestycyjne na powstający zakład produkcyjny wyniosą ok. 32 mln zł. 70% tej kwoty, czyli 22,3 mln zł, pokrywa dotacja unijna. Około 7 mln zł spółka będzie chciała pozyskać z zapowiedzianej emisji publicznej akcji serii J, która ma być przeprowadzona w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Pozostałe 2 mln zł zostaną pozyskane z kredytu inwestycyjnego. Zakład ma zostać uruchomiony w II połowie 2015 r. i będzie posiadał moce produkcyjne 1,6 mln elementów elektroizolacyjnych rocznie. Strategia zakłada osiągnięcie już w 2016 roku 50-procentowego wykorzystania mocy produkcyjnych i sprzedaż produktów dla przemysłu elektroenergetycznego przy osiąganiu rentowności netto na poziomie 20%.

Rynek, na którym działamy, ma przed sobą wiele lat wzrostu w Polsce i na świecie. Będzie on wynikał z konieczności modernizacji istniejących sieci przesyłowych oraz wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. To pociąga za sobą wielomiliardowe inwestycje w Polsce w najbliższych kilkunastu latach. Znaczące inwestycje będą realizowane w całej Unii Europejskiej w związku z wdrażaniem polityki Smart Grid, która jest jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego UE. – dodaje Maciej Marchwicki, Prezes Zarządu Electroceramics.CEO Magazyn Polska

CityFit swój pierwszy klub w Warszawie otworzy w wieżowcu Spektrum Tower

CityFit podpisał ze spółką Warimpex wieloletnią umowę najmu powierzchni w budynku biurowym Spektrum Tower zlokalizowanym przy ulicy Twardej 18. Klub CityFit zajmie ponad 2800 metrów kwadratowych na pierwszym i drugim piętrze budynku, zapewniając uczestnikom treningu wyjątkowy widok na panoramę centrum Warszawy. Będzie to największy klub fitness w biurowcu mieszczącym się w biznesowym centrum miasta, oferujący swoje usługi całodobowo, przez wszystkie dni w roku.

– Pierwszy warszawski klub CityFit, mieszczący się w samym sercu miasta, w wysokiej klasy biurowcu Spektrum Tower, będzie wyjątkowym miejscem na mapie Warszawy. CityFit wprowadza na polski rynek innowacyjny model działania, który za granicą, nie tylko w Europie, cieszy się ogromnym powodzeniem i popularnością. – mówi Nicholas Moses, dyrektor zarządzający CityFit.

Wyróżnikami koncepcji całodobowych klubów CityFit jest rejestracja członków przez Internet, atrakcyjne ceny, średnio o połowę niższe od konkurencji, oraz brak długoterminowych umów. Wejście do klubu odbywa się za pomocą odczytu schematu punktowego z linii papilarnych palca. CityFit zapewnia w swoich klubach najwyższej jakości sprzęt w ilości zapewniającej każdemu swobodne wykonywanie ćwiczeń.

– Dogodny dojazd wszystkimi środkami transportu i dużo miejsc parkingowych w ofercie, czynią w naszej opinii Spektrum Tower idealnym miejscem dla członków klubu CityFit. Wkrótce planujemy kolejne udogodnienia aby Spektrum Tower stał się atrakcyjnym miejscem nie tylko do pracy, ale też do odwiedzania – powiedział Jammes Pennington z Europa Capital.

Pierwszy całodobowy klub fitness CityFit otworzył w tym roku w centrum handlowym Plaza Rzeszów, gdzie jeszcze przed uruchomieniem klubu zapisało się do niego dwa tysiące osób. Kolejny klub CityFit zostanie otwarty w Wałbrzychu. Warszawski klub fitness ma szansę zostać otwarty pod koniec tego roku.

– Poszukujemy atrakcyjnych powierzchni liczących 1200-2000 mkw. także w innych miastach Polski. Docelowo chcemy w ciągu trzech lat otworzyć w Polsce 50 klubów – mówi Piotr Szymoński, dyrektor ds. ekspansji CityFit.

Usytuowany w ścisłym centrum Warszawy, wysoki na 122 metry budynek Spektrum Tower znajduje się w pobliżu Ronda ONZ i tylko kilkadziesiąt metrów od stacji drugiej linii metra. Dogodny dojazd możliwy jest wszystkimi środkami komunikacji miejskiej a także rowerem, ponieważ w sąsiedztwie budynku przebiega ścieżka rowerowa i znajduje się miejska stacja wypożyczalni rowerów Veturilo. Ponadto na dachu biurowca znajduje się lądowisko dla helikopterów.

W przeszłości biurowiec był całkowicie zajmowany przez operatora telekomunikacyjnego TP SA., obecnie Spektrum Tower przechodzi gruntowną rewitalizację, której ważnym elementem jest fitness klub CityFit.

OFE nie mogą upaść, mogą się ewentualnie konsolidować

OFE nie mogą upaść, mogą się ewentualnie konsolidować. W OFE nadal jest sto kilkadziesiąt miliardów złotych. Jest czym zarządzać. Choć trzeba przyznać, że nowych składek będzie mało. W najnowszym wydaniu e-tygodnika WPROST – co czeka Otwarte Fundusze Emerytalne i ich klientów.

Problem będą mieć najmniejsze towarzystwa. Z czasem te najmniejsze fundusze będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej. W ciągu kilku lat nieuniknione będą konsolidacje. Jak to będzie wyglądać, czy duże fundusze będą wchłaniać mniejsze, czy małe firmy po prostu się połączą, tego jeszcze nie wiadomo. A co mają zrobić potencjalni klienci? Jak będą działać OFE w nowych warunkach? Będą jak do tej pory zarabiać dla swoich klientów i zarządzać pieniędzmi. Z punktu widzenia ubezpieczonego to jest nawet lepiej, bo otwarty fundusz będzie teraz pobierał mniejszą opłatę od składki. A co z ryzykiem? Nie wiem, co politycy powiedzą ludziom za kilka lat. Emerytury będą wtedy wynosiły 40 proc. dzisiejszych zarobków, pod warunkiem że będziemy pracowali do końca – mówi Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Rozmowa o politycznych pieniądzach – w najnowszym wydaniu e-tygodnika WPROST BIZNES.

Sektor kosmetyczny zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych

W pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku sektor kosmetyczny (higiena i pielęgnacja) zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych , a rynek wciąż będzie rósł – tak prognozują analitycy domu mediowego Equinox Polska, należącego do grupy komunikacyjnej Group One. Liderem w dalszym ciągu L’Oreal Polska. Koncerny kosmetyczne coraz częściej zaglądają do Internetu w poszukiwaniu nowych klientów i sposobów reklamy.

Po latach 2011-2012, charakteryzujących się względną stabilizacją analizowanej branży, w 2013 roku nastąpił prawie 20% wzrost wydatków reklamowych branży kosmetycznej, do kwoty bliskiej 2,4mld złotych. W tym roku koncerny kosmetyczne znów zwiększają wydatki na reklamę. Inwestycje sektora higiena i pielęgnacja w okresie 5 miesięcy (I-V 2014) zamknęły się na poziomie 1,136 mld złotych, co oznacza blisko 22% wzrost względem roku ubiegłego. Jeżeli obserwowany trend utrzyma się, sektor ma szansę przesunąć się na piątą pozycję za handlem, żywnością, farmacją i finansami wśród najbardziej aktywnych reklamodawców.

Sektor kosmetyczny (higiena i pielęgnacja) zwiększył wydatki reklamowe do ponad 1,1 mld złotych w pierwszych pięciu miesiącach bieżącego roku, a rynek wciąż będzie rósł – tak prognozują analitycy domu mediowego Equinox Polska, należącego do grupy komunikacyjnej Group One. Liderem w dalszym ciągu L’Oreal Polska. Koncerny kosmetyczne coraz częściej zaglądają do Internetu w poszukiwaniu nowych klientów i sposobów reklamy.

Po latach 2011-2012, charakteryzujących się względną stabilizacją analizowanej branży, w 2013 roku nastąpił prawie 20% wzrost wydatków reklamowych branży kosmetycznej, do kwoty bliskiej 2,4mld złotych. W tym roku koncerny kosmetyczne znów zwiększają wydatki na reklamę. Inwestycje sektora higiena i pielęgnacja w okresie 5 miesięcy (I-V 2014) zamknęły się na poziomie 1,136 mld złotych, co oznacza blisko 22% wzrost względem roku ubiegłego. Jeżeli obserwowany trend utrzyma się, sektor ma szansę przesunąć się na piątą pozycję za handlem, żywnością, farmacją i finansami wśród najbardziej aktywnych reklamodawców.

Potentaci wydają więcej

Wśród głównych reklamodawców dominują zagraniczne koncerny – w zestawieniu TOP 10 znalazła się tylko jedna polska firma. Liderem wydatków reklamowych w tym roku jest L’Oreal Polska, z udziałem 14,3%. Firma wydała blisko 30 milionów złotych więcej niż w analogicznym okresie 2013 roku. Drugie miejsce w klasyfikacji zajął Procter&Gamble z udziałem 10,6%, tym samym wyprzedzając trzecią w zestawieniu Nivea Polska (8,7%), która – jako jedna z nielicznych firm – ograniczyła swoje wydatki. Poza podium znalazł się polski lider wydatków reklamowych w sektorze – firma Aflofarm Farmacja Polska, której budżet w roku 2013 wynosił 859 mln złotych.

Jak zwracają uwagę, przedstawiciele domu mediowego, wydatki głównych graczy stanowią wysoką barierę wejścia dla polskich producentów, z których największym jest Dr Irena Eris. Budżet reklamowy firmy w 2013 roku wynosił zaledwie 13 mln złotych. Według ekspertów Equinox Polska status quo zostanie w najbliższych latach utrzymany, a dominującą pozycję zachowają zachodnie koncerny.

Wzrostowi wydatków na reklamę towarzyszy nieznaczne (+2%) zwiększenie sprzedaży dóbr pielęgnacji i higieny – wartość rynku w 2013 roku wynosiła 20 mld złotych, a do 2016 osiągnie poziom 23 mld. Według analityków, będzie to oznaczać zwiększoną konkurencyjność, co w konsekwencji będzie miało niekorzystny wpływ na mniejszych graczy konkurujących produktowo z wielkimi koncernami.

Eksperci wskazują również na fakt umacniania się segmentu kosmetyków luksusowych. Według Euromonitor International wydatki Polaków na kosmetyki z wyższej półki w tym roku sięgną blisko 330 mln złotych, oznacza to 3% wzrost względem roku ubiegłego.

Najszybciej – w dwucyfrowym tempie – kosztem hiper- oraz supermarketów, rośnie sprzedaż kosmetyków w dyskontach i drogeriach. Jednym z podstawowych kryteriów zakupowych dla Polaków jest nadal niska cena. W związku z tym trwa wojna cenowa pomiędzy drogeriami, które próbują konkurować z dyskontami. Niższe marże oraz wysokie wydatki reklamowe, spowodowane przejęciem przez sieć całego ciężaru komunikacji z klientem pogarszają rentowność branży, przyznają specjaliści. Dlatego coraz powszechniejszą praktyką jest wprowadzanie na rynek marek własnych kosmetyków – Polacy doceniają dobry stosunek jakości do ceny i coraz chętniej korzystają z tego typu produktów. Poza drogeriami i dyskontami kanał sprzedaży bezpośredniej odnotowuje wzrosty. W zeszłym roku było to 4% w sektorze wartym 2,77 mld, blisko 75 proc. obrotów stanowią kosmetyki.

Sezonowość wydatków

Struktura wydatków reklamowych względem grupy produktowej jest od lat bardzo podobna, ponad 50% budżetu przeznaczana jest na trzy najważniejsze kategorie – środki do pielęgnacji włosów (21% udziałów i 238 mln zł za miesiące styczeń-maj), środki do pielęgnacji twarzy (blisko 20% i 223 mln zł) oraz jamy ustnej (niecałe 13%; 144 mln zł). Poza podium znalazły się kosmetyki kolorowe z wydatkami rzędu 103 mln zł i do pielęgnacji ciała – 79 mln zł. Z głównych grup największy spadek wydatków, względem zeszłego roku, odnotowała kategoria dezodoranty i antyperspiranty (ze 102 do 73 milionów złotych).

Natłok informacji i pozostawanie w kontakcie ze środowiskiem pracy przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu przytłaczają pracowników i obniżają ich produktywność

Aż 66 proc. menadżerów uczestniczących w badaniu uznało, że pracownicy obarczeni zbyt dużą liczbą komunikatów i informacji są problemem, z którym trzeba będzie się zmierzyć w najbliższej przyszłości. Niestety, aż 44 proc. respondentów przyznało, że obecnie nie są gotowi stawić czoła temu wyzwaniu.

Badanie Deloitte przeprowadzono wśród ponad 2,5 tys. liderów biznesu z 94 krajów świata, w tym również z Polski. Respondenci wskazali na dwanaście trendów, które wpływają i będą wpływać na podejmowanie decyzji biznesowych. Jednym z nich było obarczenie pracowników zbyt dużą ilością informacji.

„Stały dostęp do skrzynki pocztowej i natłok wiadomości, z którymi należy się zapoznać, powodują, że pracownicy nie mają czasu na rzeczywiste i efektywne zaangażowanie w pracę. Jest to poważny problem dla przedsiębiorstwa, jednak z naszego badania wynika, że prawie sześciu na dziesięciu (57 proc.) respondentów, twierdzi, że ich organizacje są słabe, jeżeli chodzi o pomoc pracownikom w zarządzaniu harmonogramem działań oraz przepływem informacji. Skutkiem tych trudności może być znaczny spadek produktywności pracowników” – mówi Magdalena Jończak, Dyrektor zarządzająca praktyką Human Capital w Dziale Konsultingu Deloitte Polska.

Victoria Woollaston w artykule o częstotliwości korzystania z urządzeń mobilnych, oszacowała, że pracownicy sprawdzają pocztę przeciętnie aż do 150 razy dziennie . Eksperci Deloitte oszacowali, że zakładając średnie wynagrodzenie $30 na godzinę, dla firm zatrudniających 1 000 pracowników, koszt godziny, kiedy pracownik nie jest zaangażowany w pracę, przekracza $10 milionów rocznie. Jednak pomimo tego, większość przedsiębiorstw nie wie jak sprawić, aby informacje były łatwe do znalezienia. Z badania Deloitte wynika, że w rzeczywistości 72 proc. pracowników zadeklarowało, że nadal nie może znaleźć w systemach informatycznych ich firm potrzebnych informacji, przez co tracą czas na ich szukanie. Dlatego istotne jest, by działy HR podejmowały działania, które będą stanowić przeciwwagę dla sposobów komunikacji, które przytłaczają pracowników.

„Firmy powinny dążyć do tego, by środowisko pracy było mniej złożone i skomplikowane, stworzyć bardziej elastyczne standardy pracy oraz pokazać menedżerom i pracownikom jak ustalać priorytety dla swoich działań. Jedną ze strategii, jaką firmy stosują, aby pomóc pracownikom, jest tworzenie mniejszych, bardziej sprawnych zespołów projektowych. Inne sposoby to możliwe do wyegzekwowania wytyczne dotyczące wysyłania wiadomości e-mail, organizacji spotkań i podróży służbowych oraz szkolenia pracowników w tych dziedzinach. Wiele czasu można zaoszczędzić po prostu ograniczając czas trwania spotkań do 30 minut czy stosując ograniczenia opcji „cc” i „odpowiedz wszystkim” w wiadomościach e-mail” – mówi Natalia Pisarek, Starszy Konsultant w zespole Human Capital w Deloitte Polska.

Eksperci Deloitte zwracają jednak uwagę na zmianę, która się dokonała. Historycznie, zarządzanie czasem i informacją było postrzegane, jako prywatny problem pracownika, z którym powinien poradzić sobie sam. Teraz, pomimo braku przygotowania ze strony pracodawców, by aktywnie radzić sobie z tym zagadnieniem, traktuje się tę kwestię jako wspólny problem, wymagający działania ze strony firmy. Coraz częściej pracodawcy postrzegają pracownika przytłoczonego zbyt dużą liczbą informacji jak wyzwanie biznesowe i wyzwanie z zakresu zarządzania wydajnością. To o tyle istotne, że z badań Julian Birkinshaw oraz Jordan Cohen wynika, że pracownicy marnują aż 41 proc. swojego czasu na rzeczy, które przynoszą małą satysfakcję osobistą i nie pomagają im wykonywać ich pracy.

Resort sportu chce, aby pobierać od każdego turysty wyjeżdżającego z biurem podróży 10-15 zł na nowy Turystyczny Fundusz Gwarancyjny

Dzięki Turystycznemu Funduszowi Gwarancyjnemu mają skończyć się problemy z finansowaniem roszczeń klientów upadających biur podróży. Ministerstwo Sportu i Turystyki proponuje, by od każdego turysty podróżującego poza Polskę i kraje ościenne biura podróży odprowadzały średnio 12,5 zł. Rocznie miałoby to zapewnić wpływy do Funduszu na poziomie niemal 19 mln zł.

Projekt założeń ustawy o turystycznym funduszu gwarancyjnym w pełni uzupełnia obecnie obowiązujący system zabezpieczeń. Gdyby fundusz powstał, stanowiłby kompleksowe zabezpieczenie klientów biur podróży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Sobierajska, wiceminister sportu i turystyki. ‒ Turystyczny Fundusz Gwarancyjny zbierałby stosowne składki od biur podróży, aby uzupełnić system podstawowy, i wtedy nie byłoby już takiej możliwości, że środków by zabrakło.

Zgodnie z założeniami resortu sportu i turystyki Turystyczny Fundusz Gwarancyjny ma rocznie zbierać 18,6 mln zł. Składki będą płacić wszystkie biura podróży sprzedające wycieczki poza Polskę i kraje ościenne. Każdy turysta podróżujący poza Europę lub na kontynencie, ale z wykorzystaniem lotu czarterowego, będzie musiał uiścić opłatę w wysokości 15 zł. Z kolei turyści pozostający w Europie i nielecący wynajętym samolotem będą obarczeni składką w wysokości 10 zł.

Składki mają zapewnić pokrycie roszczeń turystów, którzy wykupią wyjazd w biurach, które zbankrutują. Jak wyliczył resort sportu, w projekcie założeń do ustawy w 2012 r. luka pomiędzy gwarancjami zebranymi od 15 podmiotów, które upadły w trakcie sezonu, a wysokością roszczeń wyniosła ponad 21 mln zł. Gdyby zastosować zmienione w ubiegłym roku przepisy do sytuacji z 2012 r., luka byłaby niższa i przekroczyła 7 mln zł.

Sobierajska zapewnia jednak, że dzięki Turystycznemu Funduszowi Gwarancyjnemu taka sytuacja się nie powtórzy. Przekonuje, że jeśli zgromadzone w nim środki okażą się większe od potrzeb, minister może zawiesić pobieranie składek.

Na pewno kiedy fundusz zacząłby funkcjonować, wypełniałby się i wówczas byłoby pełne zabezpieczenie interesów klientów – zapewnia Sobierajska.

Prace nad ustawą powołującą Turystyczny Fundusz Gwarancyjny przeszły już etap dyskusji projektu założeń do ustawy w Komitecie Stałym Rady Ministrów. 10 lipca dyskutowana była poprawiona wersja dokumentu. Teraz trafi pod obrady rządu.

Wiceminister sportu i turystyki dodaje, że niezbędna będzie też zmiana ustawy o usługach turystycznych. Obecnie obowiązujący dokument pochodzi z 1997 r., choć od tego czasu był wielokrotnie nowelizowany. Sobierajska zauważa jednak, że w ciągu tych 17 lat rynek usług turystycznych całkowicie się zmienił. Zmiany w prawie wymusi też implementacja unijnej dyrektywy, nad którą pracuje obecnie Komisja Europejska.

Małe i średnie projekty napędzają branżę budowlaną

CEO Magazyn Polska

Poprawia się sytuacja na rynku budowlanym. Po boomie związanym z wielkimi projektami na Euro 2012 podstawą dla firm budowlanych stały się małe i średnie projekty inwestycyjne, zarówno publiczne, jak i prywatne. Teraz branża oczekuje na dopływ pieniędzy z nowej perspektywy unijnej, które znów napędzą większe przedsięwzięcia.

Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska, przyznaje, że zmienił się nieco charakter rynku. Mniej jest wielkich inwestycji infrastrukturalnych, za to dużo projektów inwestorów prywatnych oraz mniejszych kontraktów samorządowych na poziomie lokalnym.

W portfelu dominują projekty, które mają małą lub średnią wartość. Te projekty są zawsze, one funkcjonują wszędzie, pojawiają się na różnych rynkach lokalnych. Inwestują miasta, gminy, urzędy marszałkowskie, inwestorzy prywatni. Ten rynek jest bardzo stabilny – podkreśla Krzysztof Andrulewicz. ‒ Jeżeli chodzi o budownictwo kubaturowe, to widzimy duże ożywienie na rynku inwestycyjnym, mamy bardzo dużo pytań zarówno od inwestorów prywatnych, jak i inwestorów publicznych.

Dodaje, że ożywienie w branży przyniesie nowa unijna perspektywa budżetowa 2014‒2020. Inwestorzy publiczni mogą liczyć na dopływ środków z Brukseli na nowe projekty infrastrukturalne i kubaturowe. Andrulewicz ocenia, że dzięki temu wartość rynku, zwłaszcza związanego z projektami infrastrukturalnymi, wzrośnie w najbliższych latach w porównaniu z okresem 2013‒2014.

Rok 2012 i 2013 to okres, w którym bardzo wiele firm miało problemy finansowe, wykonawcze, ludzkie. One wynikały z zarządzania ryzykiem i z tego, w jaki sposób firmy pochodziły do projektów, preselekcji i oceny swoich możliwości. Rok 2013 był pewnego rodzaju oczyszczeniem w branży budowlanej, a w tym roku sytuacja w tym sektorze się poprawia – analizuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska SA.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego produkcja budowlano-montażowa firm budowlanych utrzymuje się od 2008 r. na mniej więcej stałym poziomie 147‒161 mld zł. Wyjątkowe były tylko rok: 2011, kiedy wartość produkcji przekroczyła 182 mld zł, i 2012, kiedy rynek był wart niemal 171 mld zł. W 2013 sektor wrócił do poziomu 150 mld zł. To jednak nadal niemal dwukrotnie więcej niż w 2005 r., kiedy wtedy wartość zamówień podmiotów budowlanych wyniosła jedynie 82 mld zł.

Inwestycje, przy których pracowało co najmniej 9 osób, były warte w ubiegłym roku niemal 85 mld zł. Większość ‒ ok. 60 mld zł ‒ stanowiły nowe inwestycje, a nie remonty. Jak podkreśla Andrulewicz, to właśnie stabilny poziom dla tego rynku. W latach 2011‒2012 wartość ta wynosiła ok. 100 mld zł. Boom w tym okresie był związany głównie z przygotowaniami do piłkarskich mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie, a wartość kontraktów napędzały duże publiczne kontrakty infrastrukturalne. Powrót do stabilnego poziomu okazał się jednak problemem dla tych firm, które w trakcie dwóch lepszych lat przeszacowały swoje możliwości. To jednak nie oznacza, że rynek popadł w kryzys – dla firm dobrze zarządzających ryzykiem wciąż jest bardzo dużo projektów. Skanska tylko w ubiegłym roku zrealizowała 1500 inwestycji, zarówno w obszarze infrastrukturalnym, jak i kubaturowym.

W ciągu ostatnich 5-6 lat na bardzo stabilnym poziomie utrzymują się inwestycje infrastrukturalne w zakresie małych i średnich projektów. Prezes Skanska SA oczekuje dalszej stabilności w tym obszarze. Równocześnie zauważa, że takie małe projekty wcale nie mają niższej marży.

Nie korelowałbym marży z wielkością projektów. Zależy ona od tego, w jaki sposób firma podchodzi do oceny ryzyka, preselekcji projektów i na ile jest profesjonalna w realizacji tych projektów – podkreśla Andrulewicz. ‒ Dla nas nie jest najistotniejsza wielkość projektu, tylko to, czy jest on dobry. Przedsięwzięcia, których się podejmujemy, muszą dawać satysfakcję naszym klientom i zapewniać bezpieczeństwo ludziom, którzy pracują przy ich realizacji. Muszą też mieć odpowiednie marże, dlatego że firma funkcjonuje po to, żeby zarabiać. Dzięki temu jest efektywna i przynosi zysk.

Usycha handel na GPW. Inwestorzy czekają na informację o tym, ile osób pozostanie w OFE

CEO Magazyn Polska

Tylko do końca lipca, czyli jeszcze przez trzy dni, można zdecydować się na pozostawienie części składki w OFE. Inwestorzy na GPW spodziewają się, że fundusze wybierze milion Polaków. Wolą jednak wstrzymać się z aktywnością do czasu ogłoszenia oficjalnych danych, co powoduje, że handel na GPW jest wyjątkowo niski. 

 – Widać wyraźnie, że polski rynek akcyjny wstrzymał oddech w związku z kończącym się okresem zapisów do OFE. Trochę spadają nam obroty, spada również zmienność. Wiąże się to z tym, że wszyscy czekamy na wyjaśnienie, ilu konkretnie Polaków zdecyduje się na pozostanie w OFE – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Gerschmann, menedżer inwestycyjny Biura Doradztwa Inwestycyjnego Citi Handlowy.

Do końca lipca ubezpieczeni posiadający oszczędności w OFE mogą zdecydować, czy chcą pozostawić część składki w II filarze (2,92 proc. podstawy wymiaru), czy też ma ona trafić na subkonto w ZUS. W przypadku rezygnacji z OFE na subkonto w ZUS trafi łącznie 7,3 proc. podstawy wymiaru, czyli tyle, ile wynosiła składka do OFE przed zmianami w 2011 i 2013 r.

Do 25 lipca deklarację ws. pozostania w otwartych funduszach złożyło ponad 970 tys. osób. Mimo okresu urlopowego w ostatnich dniach widać większą mobilizację ubezpieczonych, którzy chcą zostać w OFE. Zdaniem części analityków spokój na rynku świadczy o tym, że inwestorzy znacznie wcześniej wycenili ryzyko związane z OFE, w tym liczbę ich klientów po zmianach.

– Liczba osób w OFE będzie miała z pewnością fundamentalny wpływ na funkcjonowanie polskiego rynku kapitałowego i będzie dla niego bardzo ważna – uważa Gerschmann.

Dane z rynku kapitałowego pokazują wyraźny spadek obrotów w ostatnich miesiącach. Obliczany przez GPW wskaźnik obrotu wyniósł w czerwcu 34,4 proc, w maju – 33,4 proc., a w kwietniu – 30,6 proc. Jest on ilorazem wolumenu obrotów akacjami oraz średniej liczby akcji dostępnych na inwestorów w analizowanym okresie. Trudno tłumaczyć jego niskie wartości jedynie efektem sezonowym, związanym z wakacjami.

Rok temu w czerwcu wskaźnik płynności akcji na GPW wyniósł 54,7 proc., a w 2012 r. – 42,7 proc. W ostatnich miesiącach wyższa płynność wystąpiła jedynie w marcu (60,4 proc.), co jednak miało związek z wyprzedażą aktywów przez OFE oraz konfliktem między Rosją a Ukrainą. W rezultacie WIG50 stracił w marcu 4,24 proc., a WIG250 – 5,65 proc. Dla porównania węgierski BUX oraz niemiecki DAX odrobiły straty z połowy marca i zakończyły marzec z dodatnią stopą zwrotu.

Z tego powodu trudno jest wskazać sektor albo spółkę, które zachowują się lepiej na giełdzie. Wyraźnie widać, że inwestorzy powstrzymują się z decyzjami inwestycyjnymi, widać to w lipcu, mam nadzieję, że w sierpniu z powrotem wrócą na rynek, po tym, jak nadejdą ważne informacje o zapisach do OFE – twierdzi menedżer inwestycyjny Citi Handlowy.

Zdaniem Gerschmanna zmiany w OFE będą miały wpływ także na rynek pierwotny, czyli emisje akcji. Po zakończeniu okresu wyboru odnośnie części składki emerytalnej inwestorzy mogą dalej niechętnie kupować akcje. Niewykluczona jest jednak kolejna fala wyprzedaży, jeśli sytuacja geopolityczna będzie się dalej pogarszać. Czynnikiem ryzyka są także wysokie wartości indeksów w USA i Europie Zachodniej. Zdaniem Gerschmanna jeżeli doszłoby tam do silnej przeceny, to dotknie ona cały polski rynek.

Jeżeli chodzi o rynki kapitałowe, to warto mieć na uwadze to, że w Stanach Zjednoczonych od długiego czasu nie mieliśmy korekty przekraczającej 10 proc. Na Wall Street pojawiają się opinie, że wisi ona już w powietrzu, a jeżeli faktycznie wystąpi w najbliższych miesiącach, to może mieć przełożenie na podobny ruch na krajowym parkiecie – uważa Przemysław Gerschmann.

Polacy coraz więcej pożyczają. Będą rosły konsumpcja i inwestycje firm

CEO Magazyn Polska

Ekonomiści Banku Millennium spodziewają się dobrego II półrocza w polskiej gospodarce – będą rosnąć konsumpcja i inwestycje firm. Co za tym idzie zwiększy się również sprzedaż kredytów konsumpcyjnych i pożyczek gotówkowych. Wzrostowi wartości udzielanych kredytów sprzyjają też niskie stopy procentowe.

Wartość udzielonych kredytów detalicznych (niehipotecznych) wzrosła w pierwszym półroczu o prawie 22 proc. w ujęciu rocznym, a kredytów dla przedsiębiorstw o ponad 13 proc. Według ekonomistów Banku Millennium wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych będzie w dalszym ciągu rosnąć, ponieważ widoczne jest ożywienie w konsumpcji prywatnej, a stopy procentowe pozostają na rekordowo niskim poziomie. Bank liczy również na kontynuację szybkiego wzrostu w segmencie pożyczek gotówkowych. W II kwartale 2014 r. ich sprzedaż osiągnęła rekordowy poziom 516 mln zł.

Naszym celem jest ok. 200 mln zł miesięcznie, w zrównoważony sposób, przy mocnych kryteriach ryzyka. Wierzymy, że do końca tego roku osiągniemy normalny, kwartalny poziom sprzedaży w wysokości 600 mln zł  w segmencie o pożyczki gotówkowe – przewiduje Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Należący do portugalskiego Millennium BCP bank spodziewa się kontynuacji pozytywnych trendów także w segmencie kredytów dla firm. Większa aktywność inwestycyjna firm ma wynikać z dobrych wyników finansowych oraz rosnącego wykorzystania mocy wytwórczych – napisano w raporcie kwartalnym. Zdaniem Joao Brasa Jorge’a powodem do optymizmu jest nie tylko dynamika PKB w ostatnim półroczu, lecz także struktura tego wzrostu.

– Wraz ze wzrostem konsumpcji i inwestycji mamy wzrost aktywności w realnej gospodarce, a w finansowaniu tego wzrostu mogą pomóc banki, m.in. w finansowaniu poprzez leasing, kredyty na inwestycje dla firm, faktoring, a także dostarczanie firmom narzędzi, dzięki którym mogą one osiągać dobre wyniki – twierdzi prezes Banku Millennium.

Choć niskie stopy procentowe sprzyjają wzrostowi wartości udzielanych kredytów, to – przynajmniej w krótkim okresie – zmniejszają marżę odsetkową. Tymczasem rynki kontraktów terminowych na stopę procentową (FRA) czy też rynek instrumentów dłużnych już teraz pokazują, że stopy procentowe będą jeszcze niższe. Z tego powodu część inwestorów może ostrożnie podchodzić do prognoz wyników sektora bankowego na najbliższe kwartały.

Dziś na rynku w rentowność obligacji jest wliczone cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych. Choć makroekonomiści prognozują stabilne stopy procentowe, a od 2015 r. ich wzrosty, rynek przewiduje cięcie stóp procentowych w Polsce o 50 punktów bazowych mówi Joao Bras Jorge.

Bank zanotował w II kwartale 2014 r. 163,6 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej. To o 26 proc. więcej niż rok wcześniej. Obok rosnącej sprzedaży kredytów i pożyczek konsumenckich przyczyniły się do tego również większe przychody z tytułu prowizji i opłat.

Wyniki w drugim kwartale br. były uwarunkowane głównie trzema czynnikami. Pierwszym były bardzo dobre wyniki pod względem kont oszczędnościowych i depozytów terminowych osób prywatnych. Drugim obszarem był wzrost kredytów konsumenckich, w tym kwartale odnotowaliśmy rekord pod względem ich sprzedaży. Trzecim czynnikiem były bardzo wysokie prowizje, głównie w produktach inwestycyjnych mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes zarządu Banku Millennium.

Według prezesa wyniki w następnym półroczu będą na zbliżonym poziomie.

Wynik w obszarze rachunku zysków i strat, który osiągnęliśmy w tym kwartale, a więc 164 mln zł, był również naszym regularnym celem na ten rok wskazuje.

W raporcie bank zwraca uwagę na to, że dzięki wzrostowi przychodów operacyjnych o 12,5 proc., stabilnym kosztom (+0,2 proc.) i wyższym rezerwom (+22,3 proc.) udało się osiągnąć najlepszy wynik w historii grupy, po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych.

W tym kwartale nasz wskaźnik rentowności z kapitału własnego wyniósł 11,9 proc., więc prawie 12 proc. Nasz wskaźnik koszt do dochodów był tuż poniżej 50 proc. Więc to oznacza, że Bank Millennium pod względem najważniejszych wskaźników ma tak samo dobre wyniki, jak najlepsze banki w Polsce twierdzi prezes zarządu Millennium.

Strategia banku z października 2012 r. na lata 20132015 zakłada wzrost wskaźnika rentowności kapitału (ROE) do poziomi 14-15 proc. oraz wzrost wskaźnika kosztów do dochodów (C/I) do poziomu poniżej 50 proc., co udało się osiągnąć już teraz.

Kapitan Tomasz Cichocki rusza w drugi rejs dookoła świata

Za nieco ponad miesiąc w drugi rejs dookoła świata ruszy kapitan Tomasz Cichocki. Tym razem podczas kosztującej miliony złotych wyprawy chce dokonać tego, czego nie udało się zrobić trzy lata temu – okrążyć glob bez zawijania do portów. Start i meta zaplanowane są we francuskim Breście, a trasa przebiega w kierunku wschodnim. 

Żegluję od zawsze, a to jest kolejny etap życia, kolejne wyzwanie, pokonywanie barier, sprawdzenie, do którego momentu jest się w stanie normalnie funkcjonować – mówi agencji informacyjnej Newseria kapitan Tomasz Cichocki.

Cichocki planuje start z Brestu na początku września. Rejs ma potrwać do kwietnia przyszłego roku, choć dokładnej daty zawinięcia z powrotem do francuskiego portu nie da się przewidzieć. Trasa, podobnie jak trzy lata temu, będzie przebiegać na wschód. Kapitan Cichocki najpierw opłynie Przylądek Dobrej Nadziei w RPA, potem Australię od południa, Przylądek Horn na skraju Ameryki Południowej, a potem przez Atlantyk wróci do Europy.

To podobna trasa do tej z pierwszej próby rejsu dookoła świata kapitana Cichockiego. Choć po wypłynięciu 1 lipca 2011 r. udało mu się w ciągu 312 dni opłynąć glob, po drodze kapitan musiał zawinąć do Port Elizabeth w RPA. Było to spowodowane awarią płetwy sterowej oraz kontuzją kapitana, który w wyniku upadku złamał żebro i rozciął głowę.

Tym razem celem jest opłynięcie świata bez zawijania do portów. Ma to umożliwić między innymi bardziej nowoczesny jacht, zbudowany w stoczni Delphia, a ochrzczony ‒ dzięki sponsorowi wyprawy ‒ jako „Indykpol”.

Teraz mam nadzieję popłynąć bliżej Antarktydy. Mam lepiej wyposażony jacht, więc mogę sobie pozwolić na nieco większe ryzyko, czyli pływanie między górami lodowymi. To spowoduje z jednej strony pewnego rodzaju napięcia, ale z drugiej strony przyspieszy rejs. Myślę, że uda mi się tym razem dużo szybciej opłynąć – zapowiada kapitan Cichocki.

Wyprodukowana w polskiej stoczni Delphia 47 wyposażona jest w najnowocześniejsze urządzenia nawigacyjne ratujące życie oraz w zaawansowane systemy komunikacji z lądem, dzięki którym kapitan będzie mógł utrzymywać stały kontakt z zespołem brzegowym.

Jacht od początku był budowany z myślą o bezpieczeństwie, ponieważ Tomek będzie skazany na bycie sam na sam na tej łódce. Musieliśmy zrobić wszystko, żeby było bezpiecznie, dlatego do budowy wykorzystaliśmy produkty o najwyższym standardzie. Materiały, które zostały użyte do budowy jachtu, są przeznaczone do jachtów oceanicznych. Specjalne materiały, które wzmacniają kadłub, wzmacniają pokład, owiewka wykonana z poliestru wzmocnionego kevlarem ‒ wymienia Piotr Kot, współzałożyciel Delphia Yachts.

Głównymi sponsorami wyprawy są: KGHM Polska Miedź i Indykpol. Miedziowy gigant sponsorował już także pierwszy rejs dookoła świata kapitana Cichockiego jachtem „Polska Miedź”, dwa lata temu.

– Projekt Cichocki Globe Conqueror wpisuje się w nasze podstawowe wartości: bezpieczeństwo, odpowiedzialność, współdziałanie, zorientowanie na wyniki i odwaga – wyjaśnia Wojciech Kędzia, wiceprezes KGHM. – Ich właściwie rozumienie gwarantuje nam sukces i jestem przekonany, że zapewni powodzenie również kapitanowi Cichockiemu.

Edyta Łuczyńska, prezes zarządu Indykpol Brand Management, podkreśla, że sponsorowana przez jej firmę wyprawa to wielkie przedsięwzięcie. Kapitan Cichocki pochodzi z Olsztyna, gdzie swoją siedzibę ma ta spółka.

Jeżeli kapitanowi uda się opłynąć świat, to niewątpliwie będzie to sukces. W związku z tym warto kapitana Cichockiego wspierać w jego projekcie. Prawda jest taka, że jest to samotny rejs na jachcie niedużej wielkości [„Indykpol” ma ok. 14,5 metra całkowitej długości – red.], więc trzeba mieć dużą odwagę, żeby w takim projekcie uczestniczyć – podkreśla Łuczyńska.

Rejs dookoła świata to wielomilionowe przedsięwzięcie o dużym stopniu skomplikowania. Sam jacht jest bardzo drogi, a do tego dochodzi logistyka, treningi, wyposażenie oraz utrzymanie łączności. Kapitan Cichocki podkreśla, że najmniejszy koszt stanowi zaopatrzenie w żywność i wodę. Jest natomiast wiele czynników, które trudno przewidzieć. Należą do nich m.in. możliwe awarie czy w najgorszym przypadku konieczność wykorzystania ekipy ratunkowej, choć kapitan Cichocki ma nadzieję, że tego uda się uniknąć.

Cichocki podkreśla, że z uwagi na sukces pierwszego rejsu łatwiej było mu pozyskać sponsorów do drugiej próby. Dla niego to niezbędne wsparcie finansowe, z kolei mecenasi rejsu mogą zaprezentować swój wizerunek nie tylko w Polsce.

Sytuacja na Ukrainie i w Izraelu zwiększa koszty działania linii lotniczych. Rośnie za to ruch w polskiej przestrzeni powietrznej

CEO Magazyn Polska

Pasażerowie, których loty do Izraela lub na Ukrainę zostały odwołane, mogą domagać się zwrotu kosztów lub zmiany połączenia na inne, dogodne dla nich. Napięta sytuacja w tych dwóch krajach wpływa na rynek lotniczy, bo przewoźnicy omijają niebezpieczne regiony. Przez to rosną ich koszty, ale korzysta na tym Polska, bo o kilka procent wzrósł ruch w przestrzeni powietrznej naszego kraju.

Pasażerowie mogą mieć do czynienia z opóźnieniami bądź odwołaniami lotów na skutek napiętej sytuacji w Izraelu i na wschodzie Ukrainy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Chylińska, rzeczniczka prasowa Urzędu Lotnictwa Cywilnego. ‒ W takiej sytuacji przewoźnik powinien nam zaproponować albo zwrot kosztów za bilet, albo lot alternatywny, który będzie dla nas dogodny. W przypadku nadzwyczajnych okoliczności, a do takich zaliczamy między innymi napiętą sytuację polityczną, nie przysługuje nam odszkodowanie.

W taki sposób postąpiły między innymi Polskie Linie Lotnicze LOT, które wprawdzie latają do Tel Awiwu, ale oferują pasażerom bezkosztową zmianę terminu wylotu lub zmianę biletu na rejs do Larnaki na Cyprze. Mogą to zrobić podróżni, którzy kupili bilety przed 23 lipca. Jeśli połączenia zostałyby odwołane, przewoźnik obiecuje też możliwość zwrotu kosztów. Do Izraela loty zawiesiły niektóre amerykańskie linie lotnicze. Przewoźnicy europejscy po kilkudniowej przerwie obecnie przywrócili połączenia.

Sytuacja w Izraelu wiąże się z ryzykiem ostrzału rakietowego rejonu lotniska Dawida Ben Guriona w Tel Awiwie przez Hamas. Przewoźnicy unikają jednak także Ukrainy, a szczególnie wschodniej części tego kraju. Po katastrofie boeinga linii Malaysia Airlines, który prawdopodobnie został zestrzelony przez prorosyjskich separatystów, przestrzeń powietrzna w tzw. obszarze informacji lotniczej Dniepropietrowsk została zamknięta.

Chylińska podkreśla jednak, że prawa pasażerów są zagwarantowane przez unijne rozporządzenie 261/2004. Obowiązuje ono we wszystkich lotach wewnątrz lub z Unii Europejskiej, a także na trasach do krajów wspólnoty, o ile połączenie jest obsługiwane przez linię lotniczą zarejestrowaną w UE. Prawo obowiązuje w taki sam sposób podczas lotów z przesiadką, szczególnie wtedy, gdy obydwa odcinki podróży są obsługiwane przez tego samego przewoźnika w ramach jednej rezerwacji. Jak zaznacza Chylińska, w takiej sytuacji linia musi zapewnić nam podróż od początku do końca, a w przypadku odwołania lub opóźnienia odcinka ‒ zapewnić inne połączenie i ewentualnie hotel.

Niewątpliwie sytuacja na Ukrainie i w Izraelu będzie miała konsekwencje dla przewoźników – podkreśla Chylińska. ‒ To wiąże się z wydłużeniem trasy przelotu, a to z kolei przekłada się na większe zużycie paliwa, co zwiększa koszty. Również siatka połączeń może ulec zmianie. Może się zdarzyć, że trasy, które przebiegają przez Ukrainę albo destynacje związane z Izraelem, będą cieszyły się mniejszym powodzeniem. W związku z tym może dojść do zmniejszenia liczby przewozów pasażerskich.

Zmieniona trasa wiąże się też z kosztami operacyjnymi, związanymi m.in. z opłatami nawigacyjnymi za przelot przez przestrzeń powietrzną. Dłuższe godziny pracy załogi i eksploatacji samolotu też zwiększają obciążenia finansowe, co może spowodować wzrost cen biletów.

To są kwestie indywidualne w zależności od rodzaju przewozów, jakie przewoźnik oferuje, oraz charakteru połączeń. Różnice kosztowe, konsekwencje finansowe dla przewoźników mogą być różne – podkreśla Chylińska i dodaje, że w pewnym stopniu korzysta na tym Polska, nad którą lata więcej samolotów: ‒ Z informacji, które mamy od Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, wynika, że w poprzedni weekend nastąpił ok. 7-proc. wzrost ruchu w przestrzeni powietrznej nad Polską. Natomiast [teraz] ten wzrost jest mniejszy, utrzymuje się na poziomie około 5 proc.

Zastrzega jednak, że latem ruch lotniczy nad Polską zawsze rośnie i obecna sytuacja nie jest bardzo wyjątkowa. Większa liczba samolotów oznacza większe przychody z tytułu opłat nawigacyjnych. W Polsce koszt jednostkowy opłaty nawigacyjnej wynosi w lipcu 35,81 euro i należy do najniższych w Europie. Na jego podstawie, po uwzględnieniu masy samolotu i długości trasy, wylicza się faktyczną opłatę.

Drogi lotnicze nad wschodnią Ukrainą, które są obecnie zamknięte, były często wykorzystywane przez samoloty lecące z Europy do Azji Południowo-Wschodniej. Wielu przewoźników zdecydowało się na całkowite omijanie Ukrainy, co jeszcze bardziej wydłuża trasę m.in. do popularnych destynacji, takich jak: Bangkok, Singapur czy Kuala Lumpur.

W Polsce brakuje do pracy 50 tys. informatyków

Branża IT rozwija się bardzo dynamicznie, a co za tym idzie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w tym sektorze. Pracodawcy mają problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanej kadry: programistów, konsultantów, wdrożeniowców. Według Adama Mitury z firmy BPSC w Polsce brakuje do pracy 50 tys. informatyków.

Uczelnie techniczne nie nadążają z kształceniem i wypuszczaniem na rynek pracy absolwentów. A z kolei ci, którzy szukają pracy, nie zawsze mają potrzebne umiejętności i często nie spełniają oczekiwań pracodawców.

Deficyt informatyków na polskim rynku szacuje się na 50 tys. i z roku na rok będzie on coraz większy – mówi  agencji informacyjnej Newseria Adam Mitura, rzecznik prasowy firmy BPSC, dostarczającej oprogramowanie wspierające zarządzanie przedsiębiorstwem. – Uczelnie wypuszczają zbyt mało absolwentów w stosunku do potrzeb pracodawców. Rynek informatyczny rośnie średnio kilkanaście procent rok do roku, natomiast absolwentów przybywa zaledwie kilka procent rocznie. Niedługo będziemy musieli się też zmierzyć z niżem demograficznym, co w praktyce oznacza, że deficyt specjalistów będzie coraz większy.

W całej Unii Europejskiej brakuje do pracy 274 tys. informatyków. Za sześć lat liczba ta może wzrosnąć nawet do miliona. Na zatrudnienie w sektorze IT mają szanse fachowcy z różnymi kwalifikacjami.

Potrzebni są pracownicy o bardzo różnych specjalnościach: programiści, wdrożeniowcy, konsultanci z dużym doświadczeniem biznesowym. My na przykład potrzebujemy osób z doświadczeniem produkcyjnym, handlowym oraz usługowym i muszę przyznać, że mamy czasami kłopot ze znalezieniem takich osób – mówi Adam Mitura.

Na deficyt informatyków skarżą się przede wszystkim pracodawcy w dużych miastach, gdzie działają setki firm z sektora IT i co roku powstają nowe. Tak jest np. w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście czy na Śląsku. Również wiele zagranicznych firm zdecydowało o lokalizacji w tych miejscach swoich centrów badawczo-rozwojowych czy call center.

Informatycy należą do najlepiej opłacanych zawodów i rzeczywiście mogą liczyć na stabilną pracę. Z naszych doświadczeń wynika, że młodzi ludzie mają bardzo wysokie umiejętności informatyczne, z drugiej strony, część osób kończących wyższe uczelnie techniczne nie zawsze spełnia kryteria stawiane przez pracodawców. Piętą achillesową jest wiedza ogólna w zakresie logiki czy matematyki – tłumaczy Adam Mitura.

Koniunktura na rynku teleinformatycznym jest bardzo dobra. Roczny szacunkowy wzrost tej branży wynosi nawet do 20 proc.

– Koniunkturę z jednej strony napędzają małe i średnie firmy, które próbują nadrobić dystans technologiczny, jaki dzieli je od tych dużych, dobrze zinformatyzowanych przedsiębiorstw. Coraz częściej też rodzime firmy decydują się na zakup oprogramowania polskich producentów. To wszystko powoduje, że rąk do pracy potrzeba z roku na rok coraz więcej – dodaje Adam Mitura.

Wirtualna rzeczywistość może zrewolucjonizować nie tylko rozrywkę, lecz także medycynę i komunikację

CEO Magazyn Polska

Wirtualna rzeczywistość przestaje być futurystyczną wizją rodem z filmów science fiction. Specjalne gogle VR (Virtual Reality) pozwalają fanom gier komputerowych przenieść się do wirtualnego świata, a turystom – zwiedzać wirtualne muzea i zabytki. Ich zastosowanie wykracza jednak poza sferę rozrywki – mogą być przydatne również w medycynie czy wojskowości.

Wirtualna rzeczywistość ma przede wszystkim ułatwiać i uprzyjemniać codzienne życie. Długi lot samolotem przestanie być uciążliwy, gdy pasażer założy gogle VR i dzięki nim będzie myślał, że jest na plaży. W muzeach będzie natomiast można nie tylko zobaczyć, jak niegdyś wyglądały wsie i miasta, lecz nawet przejść się ich ulicami. Twórcy gogli VR zapewniają, że taka wycieczka dostarczy znacznie bardziej realistycznych doznań niż jakiekolwiek zdjęcie lub film. Ale wirtualna rzeczywistość ma, oprócz funkcji czysto rozrywkowej, także bardzo praktyczne zastosowania.

–  Jest wiele zastosowań, np. w wojsku, przemyśle cywilnym, rozrywce czy filmie, również medycynie. Możemy na przykład stworzyć aplikację, w której poruszamy się wewnątrz ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie przenieść dowolną osobę w wykreowany świat. Możemy sprawić, że osoba przykuta do łóżka będzie latać albo nurkować z delfinami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Baczyński z firmy Immersion, zajmującej się rozwojem technologii.

Wirtualna rzeczywistość może też być sporym ułatwieniem w pracy. W Stanach Zjednoczonych już dziś maklerzy giełdowi korzystają z aplikacji, które pozwalają im na bieżąco śledzić ekrany z notowaniami giełdowymi.

Tworzymy aplikacje, które pozwalają obejrzeć od środka inwestycję mieszkaniową na wiele miesięcy przed jej powstaniem. Pozwalają zobaczyć wnętrza samochodów, pojazdów, wizualizacje parków, obiektów turystycznych, muzeów, rzeczy i budynków, które są dopiero projektowane – podkreśla Piotr Baczyński.

Jego zdaniem możliwych rozwiązań jest tyle, ile jest użytkowników.

Obecnie wirtualna rzeczywistość znajduje zastosowanie w grach wideo. Dzięki nowoczesnej technologii i goglom VR gracze doświadczają dokładnie takich samych bodźców i emocji, jak w realnym życiu. Twórcy gogli zapewniają jednak, że już wkrótce wirtualna rzeczywistość wkroczy do codziennego życia każdego człowieka i stanie się jego nieodłącznym elementem, jak smartfon czy tablet.

Uczucia klaustrofobiczne, ekstremalne przeżycia, upadki z dużej wysokości, latanie samolotem czy przejazd na rollercoasterze – wszystko to będzie można odczuć niesamowicie realistycznie. Za jakieś pół roku trudno będzie sobie wyobrazić internet i ogólnie rzeczywistość bez wirtualnej rzeczywistości – mówi Piotr Baczyński.

Prace nad zastosowaniem wirtualnej rzeczywistości w grach wideo trwały na całym świecie od lat 90. Efektem tych prób była między innymi konsola Nintendo o nazwie Virtual Boy składająca się z pada i gogli VR. Zastosowana w niej technologia nie pozwalała jednak osiągnąć zadowalających efektów, głównie ze względu na zbyt duże opóźnienia pomiędzy działaniem gracza a efektem wizualnym. Udało się to dopiero w 2012 roku. Amerykanin Palmer Luckey opatentował wówczas gogle, które pozwalają wykreować wokół noszącej je osoby wirtualny świat.

Oculus Rift to jest pierwsze urządzenie, któremu udało naprawdę się ogłupić zmysły. Osoby, które zakładają na głowę Oculusa, faktycznie mają wrażenie, że znajdują się w innym świecie, w innej przestrzeni. Poziom oszukania zmysłów jest tak duży, że wręcz wariuje błędnik, odczuwamy przeciążenia – tłumaczy Piotr Baczyński.

Projekt Oculus Rift już został przejęty przez Facebooka. Twórca najsłynniejszego portalu społecznościowego Mark Zuckerberg twierdzi, że za pomocą gogli VR zamierza zrewolucjonizować sposób, w jaki komunikują się między sobą ludzie.

Trudny rok dla producentów jęczmienia browarnego

Długa zima, sucha wiosna przy jednoczesnym spadku cen zbóż konsumpcyjnych zarówno u nas, jak w całej Europie, to czynniki przesądzające o mniejszym ich skupie. Dotyczy to również jęczmienia browarnego, surowca do produkcji słodu, a następnie piwa.

Według wstępnych szacunków GUS tegoroczne zbiory wszystkich zbóż w Polsce ogółem zostały ocenione na 28,1 mln ton, co oznacza 1,4% spadek w ujęciu rocznym. W przypadku jęczmienia łącznie przewidywany jest spadek produkcji o 30%.

Tegoroczny skup jęczmienia browarnego w Słodowni Strzegom, specjalizującej się głównie w produkcji słodów kolorowych, jeszcze trwa. Ubiegły rok firma mogła pod wieloma względami uznawać za wyjątkowy: producenci jęczmienia browarnego dostarczyli do Strzegomia aż o 65% więcej surowca niż rok wcześniej, w magazynach znalazło się 38 tys. ton jęczmienia. Było to możliwe m.in. dzięki wyższemu o prawie 5% plonowaniu. Na tym tle wyniki tego sezonu mogą się wydawać rozczarowujące, mimo że są lepsze niż np. w roku 2011.

– Skup w tym roku wyjątkowo się przedłuża – mówi Krzysztof Czaplicki, Dyrektor Słodowni Strzegom. – Do tej pory rolnicy dostarczyli 28,5 tys. ton jęczmienia ozimego i jarego, przy czym w przypadku jęczmienia jarego przyjęliśmy na razie 84% zakontraktowanego tonażu. Poziom realizacji wszystkich kontraktów wynosi obecnie 92%.

Przyczyn słabszych zbiorów jest kilka, a najważniejsza to niekorzystne warunki pogodowe. W okresie, kiedy jęczmień ozimy potrzebował odpowiedniej zasobności w wodę, rejony upraw dotknęły susze. Również długa zima, mimo że nie była uciążliwa, wpłynęła na opóźnienie w zasiewach jęczmienia jarego, co spowodowało skrócenie okresu wegetacji i w efekcie pogorszenie plonu. Dodatkowym czynnikiem były (i są nadal) spadające ceny zbóż konsumpcyjnych, skłaniające dostawców do przetrzymania zboża we własnych magazynach, z nastawieniem na przeczekanie do podniesienia się cen na wyższy poziom. Tendencja do niedotrzymywania warunków kontraktu miała też związek z obniżoną jakością ziaren i penetrowaniem na tym tle rynku przez firmy paszowe.

– Jęczmień browarny ze zbiorów w 2013 roku jest słabszej jakości w porównaniu do ubiegłego roku – ocena Marzena Żmijewska, Kierownik ds. zarządzania jakością w Grupie DMG Polska, do której należy strzegomska słodownia. – Przedłużająca się zima i znaczna ilość opadów śniegu wpłynęły niekorzystnie na parametry zwłaszcza jęczmienia ozimego, który odznacza się wyższym białkiem (1-1,5% w porównaniu do jęczmienia jarego) i niższym wyrównaniem ziarna. Dotyczy to głównie upraw z rejonów pd.-zach. Polski. Dlatego znaczna jego część jest dyskwalifikowana, również ze względu na porażenie pleśnią, w tym Fusarium.

Warunki atmosferyczne były bardziej sprzyjające dla jęczmienia jarego, jednak późny wysiew i krótki okres wegetacji przełożyły się na niższe plony (śr. 4,6 ton/ha). Jęczmień jary odznacza się za to wyższym wyrównaniem i dużo niższym białkiem. Zarówno w jęczmieniu ozimym, jak i jarym nie było problemów z wilgotnością.

Dobra wiadomość dla browarów jest taka, że w porównaniu do zbiorów z 2012 roku słód wyprodukowany z tegorocznego jęczmienia odznacza się niższą temperaturą kleikowania skrobi (o ok. 1,5°C), która jest istotnym parametrem w branży piwowarskiej. Obniżenie tej wartości korzystnie wpływa bowiem na działanie enzymów amylolitycznych i wyższy stopień odfermentowania.

– Jest sprawą oczywistą, że tegoroczne trudności mają charakter przejściowy, więc ze względu na nie nikt w Strzegomiu nie załamuje rąk – podkreśla Krzysztof Czaplicki. – Firma jest w ciągłym rozwoju, który w głównej mierze jest związany właśnie z coraz większymi zakupami jęczmienia browarnego od polskich rolników. Nasza zdolność magazynowa wzrosła w tym roku o dodatkowe 15 tys. ton, po oddaniu do użytku nowych silosów. Usprawniliśmy też system odbioru zboża i dzięki temu w szczytowym okresie skupu mogliśmy odbierać od rolników nawet 1,8 tys. ton jęczmienia w ciągu doby. I dodaje: – Mimo słabszych plonów jęczmienia w tym roku słodu z pewnością nie zabraknie.

Na jaką pracę możesz liczyć za granicą?

Perspektywa rozwoju i stanowiska kierownicze – obok wysokich zarobków – to główne powody naszych wyjazdów do pracy. Już 2 miliony Polaków wyjechało za granicę.

Dwa miliony to tyle, ile osób mieszka w Warszawie. Znalazły one zatrudnienie w Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz krajach skandynawskich.

W Niemczech nasi rodacy najczęściej opiekują się osobami starszymi. Są pielęgniarzami w szpitalach i ośrodkach pomocy. Pracują w branży budowlanej jako glazurnicy czy stolarze – mówi serwisowi InfoWire.pl Elżbieta Flasińska z Grupy Pracuj. „W Holandii natomiast zajmują się zbieraniem owoców i warzyw, a także pielęgnacją kwiatów” – dodaje.

Coraz więcej Polaków zna język angielski, dlatego w Wielkiej Brytanii łatwiej – niż w innych krajach – o stanowiska kierownicze. Dużo jest ofert pracy dla programistów. Zagraniczni pracodawcy wabią naszych specjalistów atrakcyjnym wynagrodzeniem, możliwością realizacji własnych projektów i wykonywania pracy zdalnej.

Młodzi ludzie, choć bez doświadczenia, wnoszą do przedsiębiorstwa dużo energii i świeżości. Niekonwencjonalnie podchodzą do rozwiązywania problemów. Pracodawcy szukają osób otwartych na nowe wyzwania, ciekawych świata i branży, w której pracują.

Zakupy na Facebooku? Lubię to!

Internet daje nam wiele udogodnień i szybkich rozwiązań. Bardzo możliwe, że już niedługo będziemy mogli robić zakupy prosto z Facebooka. Serwis Zuckerberga jest właśnie w fazie testów nowej funkcji ‘Kupuje to’, która ma umożliwić użytkownikom dokonywanie zakupu bezpośrednio z witryny serwisu.

Wprowadzenie takiej opcji daje wiele możliwości przede wszystkim reklamodawcom. Będą oni mogli umieścić specjalny przyciski ‘Kupuje to’ zaraz obok przycisku ‘Lubię to’ pod postami lub reklamami, dzięki czemu reklamowanie na Facebooku będzie jeszcze bardziej skuteczne. Użytkownicy, którzy będą chcieli dokonać zakupu w taki sposób dokonają całej transakcji nie opuszczając serwisu. Nie będą też musieli martwić się o swoje dane i informacje o wyborach konsumenckich, bo sami zdecydują czy mają one być zapisane i przechowywane czy nie. Jeżeli jednak pozwolą serwisowi na ich przechowywanie, targetowanie reklam może okazać się jeszcze bardziej skuteczne i wtedy będzie nam się wyświetlać już tylko to co naprawdę nam się może spodobać.

Wprowadzenie nowej opcji, wg. Kevina Bobowskiego, wicedyrektora ds. marketingu w Facebooku, jest symbolem rozwoju jaki dokonał się na płaszczyźnie reklamy w ostatnich latach. Serwis nie zamierza zajmować się sprzedażą, w przyszłości może odegrać ważną role jako pośrednik przy dokonywaniu transakcji tego typu na rynku e-e-commerce.Podczas testów opcja zakupów została wprowadzona zarówno w tradycyjnej wersji serwisu jak i tej mobilnej.

Na razie z nowej opcji, tylko na próbę korzysta kilka firm w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie takie testy wkrótce zostaną przeprowadzone również w Wielkiej Brytanii. Póki co przycisk jest bezpłatny i w przyszłości serwis nie zamierza na nim zarabiać. Kiedy szersze grono użytkowników będzie miało możliwość testowania tej opcji, nie wiadomo.

W dzisiejszych czasach rynek e-commerce rozwija się w zastraszającym tempie. Konsumenci wraz z co raz większym wyborem produktów, mają też co raz więcej opcji zakupów. Tym razem na tym polu swoich sił postanowił spróbować również Facebook. Bardzo możliwe, że opcja ‘Kupuje to’ spodoba się użytkownikom serwisu, ułatwi im życie, a reklamodawcy będą jeszcze bardziej zadowoleni ze skuteczności swoich reklam. – komentuje Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA 365NET

PMPG SA przedstawiła program naprawczy. Stawia na zdrowy fundament, ale nie wyklucza scalenia akcji.

Budowa fundamentów spółki i jej wiarygodności wśród inwestorów jest kluczowym elementem programu naprawczego PMPG SA (GPW: POINTGROUP, PGM). Jeżeli jednak w czwartej z rzędu kwalifikacji kurs akcji nie spełni kryteriów, które warunkują usunięcie spółki z Listy Alertów, Zarząd rozważy zwołanie posiedzenia Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia w celu podjęcia uchwały, której przedmiotem będzie połączenie akcji.

Zgodnie z wymogami uchwały Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w sprawie wyodrębnienia segmentu rynku regulowanego LISTA ALERTÓW, Zarząd PMPG SA ogłosił w sobotę program naprawczy.

W programie władze spółki podkreślają, że już w roku 2012 podjęły działania mające na celu doprowadzenie do ustabilizowania wartości kursu akcji na poziomie zapewniającym swobodny i bezpieczny obrót. W tym celu m.in. przeprowadziły analizę kursu pod kątem jego wartości w perspektywie średnio i długoterminowej, analizę możliwości i celowości przeprowadzenia połączenia akcji oraz wprowadziły do porządku obrad Walnego Zgromadzenia z dnia 21 czerwca 2013 roku punkt dotyczący połączenia akcji. Prowadząc te działania, Zarząd PMPG SA uznał jednak, że najkorzystniejszym dla Spółki i jej akcjonariuszy programem naprawczym będzie budowa fundamentów Spółki i jej wiarygodności wśród inwestorów. Podobnie uznało Walne Zgromadzenie, które jednomyślnie sprzeciwiło się podjęciu uchwały w sprawie połączenia akcji.

Mając na uwadze wyniki finansowe spółki za 2012 i 2013 r. oraz I Q 2014 r., a także opublikowane prognozy na rok 2014, Zarząd spółki w dalszym ciągu stoi na stanowisku, iż najkorzystniejszym sposobem na ustabilizowanie kursu akcji na bezpiecznym dla obrotu poziomie jest umożliwienie powrotu wartości kursu do poziomu sprzed okresu, w którym doszło do załamania kursu, bez wpływu na jego wartość przez dokonywanie połączenia akcji. Dlatego na chwilę obecną Zarząd rekomenduje niepodejmowanie czynności zmierzających do połączenia. Jednocześnie przypomina, że zgodnie z konserwatywną prognozą ogłoszoną w marcu br., w tym roku Grupa powinna mieć przychody na stabilnym poziomie 64 mln zł przy kilkunastoprocentowym wzroście rentowności liczonej rok do roku (wzrost EBITDA o 17 proc., licząc od korekty prognozy z końca roku 2013).

Zarząd PMPG SA bierze jednak pod uwagę, iż w kolejnych weryfikacjach akcje mogą nie spełniać kryteriów określonych w uchwale Zarządu GPW. W takim przypadku, w terminie 21 dni od daty czwartej z rzędu kwalifikacji spółka ogłosi zwołanie NWZA w celu podjęcia uchwały o połączeniu akcji. Czwarta kwalifikacja wypada na koniec grudnia 2014 r.

7,5 tysiąca złotych – bezrobotni otrzymają pomoc w znalezieniu pracy

Bony lub pożyczka na rozpoczęcie własnego biznesu – to nowe pomysły rządu, mają pomóc w walce z bezrobociem wśród osób do 30. roku życia.

Najciekawszym rozwiązaniem jest bon migracyjny o wartości 7,5 tysiąca złotych. Ma zachęcić młodych ludzi do poszukiwania pracy w innym mieście – twierdzi Grzegorz Tokarski, Wiceprezes Krajowego Centrum Pracy. Bezrobotny będzie mógł go otrzymać, jeśli zostanie zatrudniony w odległości minimum 80 km od miejsca zamieszkania lub gdy czas dojazdu będzie dłuższy niż 3 godziny w obie strony.

Kolejnym, jest bon szkoleniowy – 3,5 tysiąca złotych. Pozwoli na opłacenie kosztów szkoleń uzupełniających kwalifikacje młodego bezrobotnego.

Z kolei pracodawca, który przyjmie osobę do 30. roku życia na płatny staż, otrzyma bon o wysokości 10 tysięcy złotych. Podobną sumę dostanie firma, która zdecyduje się na zatrudnienie bezrobotnego na minimum 18 miesięcy.

Studenci ostatnich lat studiów i absolwenci będą mogli skorzystać z niskooprocentowanej pożyczki – 0,69% w skali roku – na rozwój własnego biznesu. „[…] Otrzymać będzie można prawie 78 tysięcy złotych. Spłata pożyczki będzie rozłożona na 7 lat, z możliwością karencji na 12 miesięcy. Dodatkowo może zostać ona umorzona pod warunkiem, zatrudnienia pracownika” – mówi serwisowi infoWire.pl Grzegorz Tokarski.

W Polsce około miliona osób do 30. roku życia zarejestrowanych jest jako osoby bezrobotne. 400 tysięcy z nich nie ukończyło 24. roku życia. Celem projektu jest znalezienie im zatrudnienia w 4 miesiące od zarejestrowania w urzędzie pracy. Do 2020 roku przeznaczone zostanie 17 mld złotych.

Polska gospodarka zwalnia

Najnowsze raporty z polskiej gospodarki nie zachwyciły. Jest niemal pewne, że wzrost PKB w drugim kwartale był słabszy niż w pierwszym. Czy to oznacza początek spowolnienia polskiej gospodarki, czy to tylko chwilowa „zadyszka”?

Pierwszym sygnałem alarmowym był spadek indeksu PMI, świadczący o gwałtownym wyhamowaniu dynamiki produkcji. Pomiędzy lutym a czerwcem PMI spadł z 55,9 pkt. do 50,3 pkt., sygnalizując stagnację w polskim sektorze wytwórczym. Na oficjalne potwierdzenie tych danych nie trzeba było długo czekać: GUS podał, że w czerwcu produkcja przemysłowa była tylko o 1,7% wyższa niż rok wcześniej. Dla porównania, w poprzednich trzech kwartałach produkcja rosła w średnim tempie niemal 5%, co też nie było nadzwyczajnym wynikiem. W okresach dobrej koniunktury polski sektor przemysłowy rósł po przynajmniej 10% rdr.

Osłabienie w przemyśle jest poważnym ostrzeżeniem

– To właśnie sektor wytwórczy zwykł wyprzedzać pozostałe branże. Drugim makromankamentem drugiego kwartału była niższa dynamika sprzedaży detalicznej, czyli głównej miary konsumpcji – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Każdego miesiąca statystyki sprzedaży okazywały się niższe od oczekiwań większości ekonomistów, którzy głowili się, dlaczego konsumpcja rośnie tak wolno, skoro równocześnie rosną realne wynagrodzenia i zatrudnienie, a stopa bezrobocia spada. Tyle że wszystkie te czynniki nie mają odpowiedniej siły ilościowej. Od końca stycznia liczba etatów w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób zwiększyła się tylko o 20 tysięcy, czyli o 0,36%.

Jak zauważył główny ekonomista Bankier.pl Łukasz Piechowiak również spadek stopy bezrobocia (z 13,9% w lutym do 12% w czerwcu, czyli o ponad 200 tys. osób) nie jest oznaką siły rynku pracy, ponieważ mniej niż połowa wyrejestrowanych znalazła zatrudnienie. Aż „co piąty wyrejestrowany w związku z otrzymaniem oferty pracy lub stażu to osoba, której wynagrodzenie jest finansowane z publicznych pieniędzy” – zauważył Piechowiak. Nie ma co się dziwić, że tacy ludzie nie popadli w zakupowe szaleństwo.

Ekonomiści prognozują poprawę

Większość rynkowych ekonomistów jest przekonana, że słabość polskiej gospodarki jest chwilowa i że następne kwartały powinny przynieść poprawę. W czerwcowym podsumowaniu prognoz ekspertów sporządzonym przez NBP mediana oczekiwanego wzrostu PKB w tym roku wynosi 3,3%, 3,7% rok później i 3,6% w roku 2016.

– Mniej niż 30% ekonomistów spodziewa się w tym roku wzrostu gospodarczego niższego niż 3%. Dla roku 2015 odsetek ten nie przekracza 20%. Takie wyniki oznaczają, że zdecydowana większość prognostów spodziewa się przynajmniej utrzymania tempa wzrostu PKB porównywalnego z pierwszym kwartałem (3,4% rdr) – dodaje Krzysztof Kolany.

Rynek słodyczy w Polsce wciąż na ścieżce wzrostu

Jak wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez Grant Thornton, rynek słodyczy w Polsce systematycznie rośnie. Tendencja wzrostowa utrzyma się także w kolejnych latach. Sektor cechuje postępująca segmentacja i konsolidacja, choć rynek pozostaje znacznie rozdrobniony.

Raport Grant Thornton pt. Analiza rentowności producentów słodyczy funkcjonujących na rynku polskim w oparciu o dane finansowe za lata 2008-2012 r. pokazuje, że polski rynek producentów słodyczy jest w ostatnich latach jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż polskiej gospodarki. Produkcja na tym rynku w ciągu kilku ostatnich lat rosła, w zależności od grupy produktowej, w tempie od kilku do kilkunastu procent w ujęciu rocznym. Według autorów raportu w najbliższych latach rynek ten będzie dalej rósł jednak w wolniejszym już tempie.

Małgorzata Samborska – Senior Menedżer, Dyrektor Zespołu Doradztwa dla Branży Artykuły Spożywcze i Napoje, Grant Thornton: „Głównym czynnikiem napędzającym wzrost produkcji polskich producentów słodyczy jest dynamiczny wzrost sprzedaży na rynkach eksportowych, który w roku 2013 oscylował na poziomie kilkunastu procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Należy przy tym mieć na uwadze, iż spory potencjał nadal drzemie w rynku lokalnym. Poziomu konsumpcji na rynku polskim jest bowiem wciąż kilkukrotnie niższy w porównaniu z rynkami zachodnioeuropejskimi. Dochodzenie do poziomu europejskiego będzie zatem sprzyjało utrzymywaniu trendu wzrostowego sprzedaży.”

Rynek słodyczy w Polsce charakteryzuje się wciąż znacznym rozdrobnieniem. Obecnie funkcjonuje na nim kilkaset podmiotów, przy czym dominująca pozycja należy do przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym. Jednocześnie autorzy raportu podkreślają, że sektor podlega intensywnym procesom konsolidacyjnym, którym sprzyja rosnące zainteresowanie rynkiem ze strony zagranicznych inwestorów oraz wzrost cen surowców wykorzystywanych przez producentów słodyczy w procesach produkcyjnych (w szczególności cukru i kakao). Eksperci zauważają, że rosnąca presja na ceny sprawia, iż część mniejszych producentów, w celu zachowania konkurencyjności, poddaje się procesom konsolidacji, inni zaś szukają atrakcyjnych nisz na rynku.

Na tle siedmiu największych producentów słodyczy, uwzględnionych w badaniu Grant Thornton, wyróżnia się spółka Colian sp. z o.o., która jako jedyna w tym gronie posiada większościowy polski kapitał. Obecnie do przedsiębiorstwa należą m.in. takie marki jak: Grześki, Goplana, Familijne, Jeżyki, Jutrzenka, Akuku!, Hellena, Appetita i Siesta. W badanym okresie przychody ze sprzedaży tej firmy utrzymywały się na poziomie ok. 500 mln PLN.

Według raportu Grant Thornton cechą charakterystyczną analizowanego sektora jest też pogłębiająca się segmentacja. Znaczący wzrost odnotowują marki handlowe, pod którymi sprzedawane są słodycze w sklepach wielkopowierzchniowych. Na taką sytuację wpływ ma coraz większe znaczenie kanału nowoczesnego (tj. sprzedaż poprzez sieć sklepów wielkopowierzchniowych) w procesie dystrybucji słodyczy.

Rafał Śmigórski – Partner, Grant Thornton: „Struktura kanałów dystrybucji słodyczy na rynku polskim podlega systematycznym zmianom. O ile jeszcze kilka lat temu głównym kanałem dystrybucji słodyczy był kanał tradycyjny, tak obecnie dominującą rolę pełni kanał nowoczesny, obejmujący dyskonty oraz sieci sklepów średnio- i wielkopowierzchniowych. Szacuje się, że w kolejnych latach udział w rynku kanału nowoczesnego będzie nadal wzrastał, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju sieci dyskontów.”

Marcin Żmuda – Specjalista, Grant Thornton: „Głównymi barierami wzrostu polskiego rynku producentów słodyczy są: wysoki poziom oraz fluktuacja cen surowców, jak również rosnąca presja cenowa ze strony sieci handlowych. Ograniczona liczba dostawców surowców oraz systematyczny wzrost znaczenia sieci handlowych ma negatywne przełożenie na rentowność producentów słodyczy. Powyższe okoliczności sprawiają, iż strategicznym celem wielu producentów jest obecnie nawiązanie współpracy z nowymi dostawcami surowców, jak również dywersyfikacja kanałów dystrybucji.”

Analiza porównawcza poziomu rentowności zawarta w raporcie Grant Thornton opiera się na kryteriach dotyczących: skali działalności, udziału wartości niematerialnych i prawnych w sumie bilansowej, a także pochodzenia kapitału zagranicznego.

Dane zaprezentowane w raporcie nie pozostawiają wątpliwości, że większe przedsiębiorstwa uzyskują wyższą rentowność. Mediana ich rentowności kształtuje się na poziomie ok. 2-3 krotnie większym od rentowności podmiotów funkcjonujących w sektorze MŚP. Wynika to z faktu, że większe przedsiębiorstwa mają możliwość osiągania korzyści skali i efektów synergii, które umożliwiają redukcję poziomu ponoszonych kosztów.

Tegoroczny raport Analiza rentowności producentów słodyczy funkcjonujących na rynku polskim w oparciu o dane finansowe za lata 2008-2012 r. przygotowany przez Grant Thornton dowodzi także, że najwyższą rentowność osiągają przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym, natomiast najniższą z kapitałem polskim.

Nie da się jednak zauważyć znaczącego wpływu posiadanych wartości niematerialnych i prawnych na poziom rentowności producentów słodyczy. Według autorów raportu, brak wyraźnej tendencji może wynikać z faktu, iż w większości przypadków wartości niematerialne i prawne są wytwarzane, a nie nabywane przez spółki, w efekcie czego nie są prezentowane w bilansie.

Nie jest też widoczna istotna zależność między transakcjami z podmiotami powiązanymi a poziomem rentowności osiąganym przez producentów słodyczy działających na rynku polskim. Raport jasno pokazuje, ze rentowność podmiotów zaangażowanych w transakcje z podmiotami powiązanymi kształtuje się na podobnym poziomie jak w przypadku podmiotów, które nie dokonywały tego typu transakcji.

Tworzywa sztuczne. Rośnie produkcja, rośnie rentowność

Pomimo kryzysu, który mocno dotknął w ostatnich kilku latach europejską branżę tworzyw sztucznych, w Polsce przetwórstwo polimerów ma się z roku na rok coraz lepiej. W ubiegłym roku wyraźnie poprawiły się m.in. wielkość i rentowność produkcji. Firmy z branży przewidują, że kolejne lata będą równie dobre.

Jak wynika z nowych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2013 r. produkcja sprzedana w branży zajmującej się przetwórstwem tworzyw sztucznych i gumy wyniosła 38,9 mld zł (w cenach stałych). W porównaniu do 2012 r. oznacza to wzrost aż o 9 proc.

Coraz lepsze wskaźniki

Poza produkcją sprzedaną, branża prezentuje się pozytywnie również, jeśli wziąć pod uwagę inne istotne wskaźniki. I tak np. rentowność netto wyniosła w poprzednich dwunastu miesiącach 6,2 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 5,3 proc.

Dobra kondycja branży przekłada się na wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń. W całym przemyśle przeciętne zatrudnienie wyniosło w 2013 r. 2,446 mln osób, co oznacza spadek o 1 proc. rok do roku. Segment produkcji wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych znalazł się natomiast w grupie kilku, w których trend był odwrotny – zatrudnienie wzrosło o 3,5 proc. w skali roku.

Podobnie wygląda kwestia płac. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w przemyśle wyniosło 3959,24 zł (wzrost o 3,2 proc.). W przypadku branży tworzyw sztucznych wzrost okazał się jeszcze wyższy (wzrost o 3,7 proc.).

Informacje o poprawiającej się kondycji branży potwierdzają również osoby znające ją od wewnątrz. Okazuje się jednak, że wraz z rozwojem zwiększyły się także problemy ze skompletowaniem kadry pracowniczej. Jak tłumaczy Sebastian Kufieta, CEO polskiej firmy KUFIETA, specjalizującej się m.in. w przetwórstwie tworzyw sztucznych dla branży motoryzacyjnej, sytuacja w branży jest obecnie taka, że często brakuje odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, głównie specjalistów.

Bez większych zmian pozostają z kolei poszczególne segmenty zastosowań polimerów w Polsce. Zdecydowanie przeważają opakowania oraz budownictwo. Spore znaczenie odgrywają też m.in. motoryzacja oraz sprzęt elektroniczny i elektryczny.

Stabilnie w górę

W kolejnych miesiącach i latach przetwórstwo tworzyw sztucznych powinno odgrywać w polskiej gospodarce coraz większą rolę. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że firmy z tej branży należą do najaktywniejszych, jeśli chodzi o poziom inwestycji. Jak wynika z danych GUS, w ubiegłym roku nakłady inwestycyjne wzrosły w tym segmencie o 15,5 proc. w skali roku.

„Branża ma przed sobą wciąż duży potencjał. Nie można bowiem zapominać, że w skali całego kraju import tworzyw i wyrobów z nich powstałych jest nadal wyraźnie większy od eksportu. Szacuje się, że nadwyżka importu względem eksportu wynosi w ujęciu rocznym ok. 1,5 mln ton. Sporo jest więc jeszcze – patrząc z perspektywy polskiej przedsiębiorczości – do nadrobienia” – ocenia Sebastian Kufieta.

Optymizm w ocenach przyszłości zachowuje cały sektor przetwórstwa przemysłowego. W kwietniu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, wyliczany przez GUS na podstawie opinii przedsiębiorców, wyniósł 9,3 pkt. W poszczególnych miesiącach poprzedniego roku był tymczasem minusowy i wynosił od -0,5 do nawet -8,9 pkt.

Rynek części samochodowych rośnie w siłę

Branża motoryzacyjna wychodzi na prostą. W I kwartale 2014 r. wartość europejskich firm z tego sektora wzrosła o niecałe 8 proc. W najlepszej kondycji znajdują się przedsiębiorstwa produkujące części samochodowe. Poprawiła się także sytuacja polskich firm, które korzystają na ożywieniu w krajach Europy Zachodniej.

Od kilku lat w Polsce widoczna jest stała tendencja – produkcja części samochodowych rośnie, a produkcja samochodów osobowych spada. Nowe dane z rynków europejskich pokazują, że w najbliższych miesiącach branża powinna notować stabilny wzrost.

Europejska motoryzacja wstaje z kolan

W wyniku światowego kryzysu, który wybuchł sześć lat temu, wyraźnie pogorszyła się m.in. sytuacja sektora motoryzacyjnego. Odwrócenie złego trendu widoczne jest dopiero od kilkunastu miesięcy. W ostatnim czasie poprawie uległ też popyt na auta w krajach Europy Zachodniej.

Zwyżkowy trend potwierdzają dane dotyczące nowych zamówień, produkcji oraz wartości europejskiej motobranży. Jak wynika z danych publikowanych cyklicznie przez firmę doradczą PwC i „Automotive News Europe”, od ponad dwóch kwartałów znacznie rośnie wartość przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej.

Giełdowa wartość producentów samochodów wzrosła w I kw. 2014 r. o 7 proc., czyli nieznacznie mniej niż kwartał wcześniej (+9 proc.). W przypadku detalistów wzrost był nieco niższy i wyniósł 5 proc., co i tak oznacza jednak progres względem IV kw. 2013 r. (+2 proc.).

„W przypadku europejskich producentów aut wzrost jest zachęcający, w pewnym stopniu odzwierciedla ożywienie w eurostrefie. Wpływ na to ma połączenie stłumionego popytu oraz sukcesu odświeżanych modeli oraz rozszerzenia oferty” – skomentował parter PwC, Jason Wakelam.

Najwyższy wzrost (+11 proc.) odnotowały firmy zajmujące się produkcją części samochodowych. W poprzednim kwartale wynik był jeszcze lepszy (15 proc.), ale – zdaniem ekspertów – pozytywna tendencja utrzyma się również w kolejnych miesiącach.

Polskie motoczęści w górę

Coraz lepsze perspektywy rozwoju dla motoryzacyjnych firm w Europie Zachodniej powinny pozytywnie wpłynąć także na kondycję polskiej motobranży, która jest obecnie jedną z najważniejszych gałęzi krajowej gospodarki.

„Polska branża motoryzacyjna jest ściśle uzależniona od rynków zachodnich. Im lepsze nastroje zagranicą, tym większa szansa na wzrost zamówień. To natomiast kwestia dla dużej części polskich producentów kluczowa” – komentuje Aleksander Szczyrba, CEO polskiej firmy Ferroz Export, zajmującej się eksportem układów wydechowych.

Jak wynika z ostatniego badania przeprowadzonego przez firmę Exact Systems, niemal połowa przedstawicieli sektora motoryzacyjnego (niecałe 48 proc. wskazań) przewiduje wzrost zamówień i produkcji. Głównym motorem napędowym będzie, podobnie jak w poprzednich latach, produkcja części i różnych podzespołów.

„Produkcja części oraz akcesoriów samochodowych ma dla naszej gospodarki realnie większe znaczenie niż produkcja samochodów. Budowa fabryk zagranicznych koncernów nad Wisłą jest z pewnością nośna medialnie, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że liczba zakładów produkujących części przekracza w sumie pół tysiąca. Dość powiedzieć, że na każde miejsce pracy przy produkcji pojazdów przypada aż 4-5 etatów w zakładach wytwarzających właśnie części” – dodaje Aleksander Szczyrba.

Polepszenie się sytuacji w branży moto powinno pozytywnie przełożyć się na całą gospodarkę. Zyskać ma m.in. rynek pracy. Aktualnie firmy motoryzacyjne znacznie częściej planują zwiększenie zatrudnienia. Taki zamiar deklaruje – wg badania Exact Systems – aż 38 proc. respondentów. Wskaźnik ten jest mniej więcej trzykrotnie wyższy od wskaźnika dla ogółu polskich pracodawców.

Ergo Hestia: klienci odwołają się łatwiej. Raport skarg i odwołań Ergo Hestii: II kwartał 2014

Ergo Hestia wprowadziła zmiany ułatwiające odwołanie się klientom niezgadzającym się z decyzją likwidatora. Zmiany sopockiego ubezpieczyciela skupiają się przede wszystkim na budowaniu świadomości klientów i przypominaniu im o ich prawach.

Głównym celem zmian w procesie odwołań jest podkreślenie możliwości bezpośredniego kontaktu z ubezpieczycielem, gdy klienci nie są zadowoleni z decyzji likwidatora, dlatego uprościliśmy ten proces – mówi Agnieszka Zych, dyrektor Biura Zapytań i Reklamacji Ergo Hestii. W ten sposób wychodzimy naprzeciw podstawowemu oczekiwaniu klientów, którym zależy na ponownym rozpatrzeniu ich sprawy lub dostarczeniu dodatkowych informacji o zgłoszonej szkodzie.

Aby zwiększyć świadomość klientów w każdej decyzji przypominamy o prawach klienta do odwoływania się bezpośrednio do towarzystwa ubezpieczeń. Aby ułatwić dostęp do Ergo Hestii utworzyliśmy dedykowany tylko dla odwołań adres e-mail, dodatkowo na firmowej stronie internetowej zaprojektowaliśmy zakładkę dot. odwołań – dodaje Agnieszka Zych.

Teraz klienci i poszkodowani zwracający się do Ergo Hestii z odwołaniem na dedykowany adres e-mail: [email protected] mają gwarancję rozpatrzenia odwołania przez niezależny zespół ekspertów, który dokona ponownej analizy zebranej dokumentacji i szczegółowo odniesie się do treści odwołania.

– Zależy nam także na tym, aby uświadomić klientom, że Ergo Hestia zawsze jest otwarta na dialog, czego wyrazem jest dwuinstancyjne podejście do rozpatrywania spornych kwestii – wyjaśnia Filip Nerc, dyrektor Biura Likwidacji Szkód – Ekspertyza.

Aby informacja o możliwości odwołania się była odpowiednio wyeksponowana firma przypomina o niej już w ramach decyzji likwidacyjnej. Dodatkowo w odpowiedzi na odwołanie Ergo Hestia podkreśla, że jeżeli klienci lub poszkodowani są w posiadaniu informacji bądź dokumentów wskazujących na nowe, nieznane dotąd okoliczności sprawy powinni je przesłać do ubezpieczyciela. Często jest to impuls dla klientów do weryfikacji dotychczasowej dokumentacji.

Zmiany dotyczą również firmowej strony internetowej, gdzie m.in. utworzona została zakładka „Odwołania”. Tam klienci w jednym miejscu znajdą informacje nt. terminów obsługi oraz sposobie składania odwołań.

Dzięki systemowi zarządzania opiniami klientów, w drugim kwartale 2014 roku liczba osób niezadowolonych z jakości obsługi przez Ergo Hestię ponownie spadła. Na 1000 wystawionych polis, skarżyło się 8 ubezpieczonych, wskaźnik skarg dla Ergo Hestii wyniósł tylko 0,81%.

Ergo Hestia jako pierwszy i na razie jedyny ubezpieczyciel w Polsce, upublicznia wewnętrzne dane o skargach swoich klientów. Zmiany, które wprowadziła dzięki uwagom i opiniom, od dwóch lat podsumowuje w kwartalnym raporcie. Firma przedstawia w nim konkretne wskaźniki, które pomagają sprawdzić, ilu klientów skarży się na obsługę.

Wskaźnik Skarg (stosunek skarg wyjaśnionych do liczby zawartych polis) zmalał od marca tego roku z 0,87% do 0,81% na koniec czerwca 2014 r.

Wskaźnik odwołań również zmniejszył się z poziomu 4,7% do 4%. To znaczy, że dzięki usprawnieniom, na 1000 decyzji likwidatorów Ergo Hestii zaledwie 40 było kwestionowanych przez klientów. Udział odwołań zasadnych utrzymał się na tym samym poziomie, co w pierwszym kwartale i wyniósł 3 proc. To oznacza, że podobnie jak w pierwszych trzech miesiącach tego roku 97% odwołań klientów było bezzasadnych.

***

Raporty Skarg i Odwołań to cykliczna publikacja Grupy Ergo Hestia. Ich celem jest pokazanie, w których obszarach poprawiamy się pod wpływem uwag klientów. Raporty są publikowane, co kwartał. Można się z nimi zapoznać pod adresem: http://www.ergohestia.pl/aktualnosci.html, a także w specjalnej zakładce „Raporty Skarg i Odwołań”.

 

Liczba Polaków w OFE najważniejsza dla polskiej giełdy?

Na decyzję o pozostaniu w OFE zostało bardzo niewiele czasu. Prawda jest jednak taka, że większość Polaków, prawdopodobnie ponad 90%, albo niewiele o tej kwestii wie, albo uważa, że nie jest dla nich ważna. Te osoby prawdopodobnie nie podejmą żadnej decyzji, co oznacza, że ich środki będą w całości przekazywane do ZUS-u. Jak wybór Polaków przełoży się na rynki kapitałowe, na polską giełdę?

Na wstępie warto podkreślić, że nie jest to informacja nowa. O tym, że Polacy będą musieli wybrać do końca lipca, wiemy już od kilku dobrych miesięcy. Szacunki były różne, ale już od dłuższego czasu mówi się raczej o niskim zainteresowaniu Polaków pozostaniem w OFE. Szacuje się, że uczyni to około 6-7% obecnych członków funduszy emerytalnych. Wprawdzie będą to osoby o wyższych dochodach, czyli udział w składce będzie wyższy (prawdopodobnie kilkunastoprocentowy), ale nie zmienia to faktu, że są to wciąż niskie poziomy.

Wróćmy do meritum – czy będzie to miało wpływ na giełdę? Wydaje się, że rynki przywiązują zbyt dużą uwagę do liczby Polaków, która pozostanie w OFE. W mojej ocenie dużo ważniejsza dla rynków kapitałowych i polskiej giełdy – oczywiście poza ogólną koniunkturą gospodarczą, giełdową i zyskami spółek – będzie zmiana struktury portfeli funduszy emerytalnych w średnim terminie. W 2015 roku limit inwestycji zagranicznych OFE zostanie zwiększony z 10 do 20 proc. Weźmy też pod uwagę, że obecna struktura portfeli funduszy emerytalnych jest mocno skoncentrowana na akcjach, a pamiętajmy, że OFE powinny jednak inwestować dosyć bezpiecznie. Dlatego najbardziej prawdopodobny jest proces zwiększania zaangażowania w inwestycje zagraniczne kosztem polskich (co obserwujemy już w tym roku) oraz zmniejszanie zaangażowania w akcje w ogóle. Oba te czynniki będą wpływały negatywnie na udział akcji polskich w portfelach OFE, choć oczywiście cały proces rozłoży się w czasie.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji w Union Investment TFI

Nowe dotacje na ochronę środowiska, rolnictwo i leśnictwo

Po raz pierwszy rusza program dotacji przeznaczonych na badania i rozwój w obszarze ochrony środowiska naturalnego, rolnictwa i leśnictwa – BIOSTARTEG. Jego celem jest wspieranie projektów badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych w zakresie innowacyjnych i interdyscyplinarnych rozwiązań w tych sektorach. Nabór wniosków w ramach programu – ogłoszonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – przewidywany jest jeszcze w tym kwartale.

Pula dotacji wynosi około 500 mln PLN do podziału na trzy konkursy. W ramach pierwszego naboru dostępne będzie 150 mln PLN czyli 30% całej alokacji. O wsparcie w ramach programu mogą ubiegać się konsorcja złożone z co najmniej trzech podmiotów, a w skład konsorcjum musi wchodzić przynajmniej jedno przedsiębiorstwo i jedna jednostka naukowa.

„BIOSTRATEG jako pierwszy ma wspierać projekty badawczo-rozwojowe w zakresie środowiska naturalnego, rolnictwa i leśnictwa czyli sektory, które dotychczas nie miały dedykowanych programów. Ponadto, BIOSTRATEG przewiduje że – oprócz fazy prowadzenia badań – dotacje dostępne są także na przygotowanie samego wdrożenia, a to oznacza że przedsiębiorcy będą lepiej przygotowani do komercjalizacji wypracowanych rozwiązań” – podkreśla Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej w PwC. „Warto także zwrócić uwagę, że program jest zorientowany na wsparcie raczej dużych przedsięwzięć, gdyż zgodnie z regulaminem minimalna wartość dotacji wynosi minimum 10 mln PLN”.

W ramach konkursu wnioskodawcy będą mogli ubiegać się o dofinansowanie równocześnie prac badawczo-rozwojowych i przygotowujących do wdrożenia w jednym z pięciu obszarów tematycznych: (1) bezpieczeństwo żywnościowe i bezpieczeństwo żywności; (2) racjonalne gospodarowanie zasobami naturalnymi ze szczególnym uwzględnieniem gospodarki wodnej; (3) przeciwdziałanie i adaptacja do zmian klimatu, ze szczególnym uwzględnieniem rolnictwa; (4) ochrona bioróżnorodności oraz zrównoważony rozwój rolniczej przestrzeni produkcyjnej oraz (5) leśnictwo i przemysł drzewny.

Nabór projektów jest jednoetapowy, w związku z czym wnioski aplikacyjne obligatoryjnie obejmować muszą zarówno fazę badawczą, jak i etap przygotowań do wdrożenia. Od czasu otwarcia naboru wnioskodawcy będą mieli 60 dni na przygotowanie i złożenie dokumentacji aplikacyjnej. W procesie oceny merytorycznej każdy wniosek oceniany będzie przez 5 krajowych ekspertów, a w uzasadnionych przypadkach Komitet Sterujący skieruje wniosek do ekspertów zagranicznych.

„W ramach dofinansowanych projektów powinien powstać nowy produkt, technika lub technologia, najlepiej o wysokiej konkurencyjności na rynku światowym. Dodatkowo oceniany będzie m.in. potencjał naukowy projektu i doświadczenie wnioskodawców” – mówi Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej w PwC. „W ramach obszarów badawczych w programie BIOSTRATEG wskazano bardzo szczegółowe zagadnienia, których ma dotyczyć dany projekt, przykładowo: Rozwój nowych technologii wytwarzania nawozów naturalnych i mineralnych oraz ich zero-emisyjnych metod stosowania. Zainteresowane podmioty będą więc musiały dokładnie ukierunkować zakres i cel zgłaszanych projektów, tak aby były one w pełni zgodne z założeniami programu”.

Czy Polska gospodarka zwolniła naprawdę?

Najnowsze raporty z polskiej gospodarki nie zachwyciły. Jest niemal pewne, że wzrost PKB w drugim kwartale był słabszy niż w pierwszym. Czy to oznacza początek spowolnienia polskiej gospodarki, czy to tylko chwilowa „zadyszka”?

Pierwszym sygnałem alarmowym był spadek indeksu PMI, świadczący o gwałtownym wyhamowaniu dynamiki produkcji. Pomiędzy lutym a czerwcem PMI spadł z 55,9 pkt. do 50,3 pkt., sygnalizując stagnację w polskim sektorze wytwórczym. Na oficjalne potwierdzenie tych danych nie trzeba było długo czekać: GUS podał, że w czerwcu produkcja przemysłowa była tylko o 1,7% wyższa niż rok wcześniej. Dla porównania, w poprzednich trzech kwartałach produkcja rosła w średnim tempie niemal 5%, co też nie było nadzwyczajnym wynikiem. W okresach dobrej koniunktury polski sektor przemysłowy rósł po przynajmniej 10% rdr.

Osłabienie w przemyśle jest poważnym ostrzeżeniem

– To właśnie sektor wytwórczy zwykł wyprzedzać pozostałe branże. Drugim makromankamentem drugiego kwartału była niższa dynamika sprzedaży detalicznej, czyli głównej miary konsumpcji – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Każdego miesiąca statystyki sprzedaży okazywały się niższe od oczekiwań większości ekonomistów, którzy głowili się, dlaczego konsumpcja rośnie tak wolno, skoro równocześnie rosną realne wynagrodzenia i zatrudnienie, a stopa bezrobocia spada. Tyle że wszystkie te czynniki nie mają odpowiedniej siły ilościowej. Od końca stycznia liczba etatów w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób zwiększyła się tylko o 20 tysięcy, czyli o 0,36%.

Jak zauważył główny ekonomista Bankier.pl Łukasz Piechowiak również spadek stopy bezrobocia (z 13,9% w lutym do 12% w czerwcu, czyli o ponad 200 tys. osób) nie jest oznaką siły rynku pracy, ponieważ mniej niż połowa wyrejestrowanych znalazła zatrudnienie. Aż „co piąty wyrejestrowany w związku z otrzymaniem oferty pracy lub stażu to osoba, której wynagrodzenie jest finansowane z publicznych pieniędzy” – zauważył Piechowiak. Nie ma co się dziwić, że tacy ludzie nie popadli w zakupowe szaleństwo.

Ekonomiści prognozują poprawę

Większość rynkowych ekonomistów jest przekonana, że słabość polskiej gospodarki jest chwilowa i że następne kwartały powinny przynieść poprawę. W czerwcowym podsumowaniu prognoz ekspertów sporządzonym przez NBP mediana oczekiwanego wzrostu PKB w tym roku wynosi 3,3%, 3,7% rok później i 3,6% w roku 2016.

– Mniej niż 30% ekonomistów spodziewa się w tym roku wzrostu gospodarczego niższego niż 3%. Dla roku 2015 odsetek ten nie przekracza 20%. Takie wyniki oznaczają, że zdecydowana większość prognostów spodziewa się przynajmniej utrzymania tempa wzrostu PKB porównywalnego z pierwszym kwartałem (3,4% rdr) – dodaje Krzysztof Kolany.

Więcej an ten temat w artykule: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Co-dalej-z-polska-gospodarka-3171683.html

Analizy Bankier.pl

mBank: ostatnia chwila, by dołączyć do subskrypcji Strategicznej Trzydziestki

Już 29. lipca br. kończy się subskrypcja pierwszego certyfikatu strukturyzowanego mBanku Strategiczna Trzydziestka. Produkt oparty o WIG30, bazuje na strategii TWIN WIN, która pozwala osiągać zyski zarówno podczas wzrostów, jak i umiarkowanych spadków indeksu. Certyfikat sprawdzi się jako dywersyfikacja portfela akcyjnego lub portfela funduszy inwestycyjnych, dając zabezpieczenie w okresie korekty.

Jeszcze przez dwa dni inwestorzy mogą nabywać certyfikaty Strategicznej Trzydziestki w mBanku. Produkt emitowany przez Raiffeisen Centrobank AG jest dostępny dla klientów korzystających z usługi eMakler. Certyfikaty będą notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, co zapewni im płynność i pozwoli naich sprzedaż w dowolnym momencie.

Nowy certyfikat strukturyzowany mBanku, skonstruowany w modelu TWIN WIN, oparty jest o WIG30. Dzięki konstrukcji produktu inwestor może czerpać zysk (do 500 proc.) ze wzrostu indeksu WIG30 (zysk z inwestycji będzie taki sam jak wzrost indeksu), a także korzystać na jego spadkach – o ile w trakcie trwania produktu certyfikaty nie przekroczą ani razu bariery 70 proc. początkowej wartości indeksu. W takiej sytuacji strata na indeksie będzie oznaczać zysk klienta.

– Strategiczna Trzydziestka jest doskonałym rozwiązaniem dla inwestorów, którzy poszukują inwestycji pozwalających osiągać wysokie zyski przy ograniczonym ryzyku – mówi Marcin Konkel, menedżer Wydziału Produktów Inwestycyjnych w mBanku. Dzięki mechanizmowi TWIN WIN, certyfikat sprawdzi się jako dywersyfikacja portfela akcyjnego lub portfela funduszy inwestycyjnych, dając zabezpieczenie w okresie korekty i gwarantując w dniu wykupu zysk co najmniej na poziomie WIG-u 30. Co prawda okres inwestycji to 3 lata, ale inwestorzy będą mogli wyjść z niej w dowolnym momencie dzięki możliwości sprzedaży certyfikatów na giełdzie – dodaje ekspert.

Ponieważ certyfikat oferuje warunkową ochronę kapitału, przeznaczony jest dla klientów świadomych ryzyka inwestycyjnego.

Powyższa informacja nie stanowi oferty w rozumieniu przepisu art. 66 Kodeksu cywilnego. Pełna oferta mBanku wraz z regulaminami będącymi jej integralną częścią jest dostępna na stronie www.mbank.pl

Laur Konsumenta dla ubezpieczenia Twój DOM Plus

  • Ubezpieczenie domów i mieszkań Twój DOM Plus „Odkryciem Roku 2014”
  • Produkt UNIQA rynkowym unikatem

UNIQA otrzymała nagrodę „Laur Konsumenta – Odkrycie Roku 2014” za ubezpieczenie domów i mieszkań Twój DOM Plus. Produkt został uznany za innowacyjny, elastyczny i i wyróżniający się dynamicznym wzrostem popularności.

Nowe ubezpieczenie Twój DOM Plus, które w ofercie UNIQA dostępne jest od lutego tego roku, zapewnia ochronę domu lub mieszkania…plus dużo więcej!

Doskonale wiemy, że nasi klienci oczekują od nas elastycznych ubezpieczeń. Chcą sami decydować o zakresie polisy i wyznaczać cenę, którą są gotowi zapłacić za ochronę. My im to umożliwiliśmy. Nagroda potwierdza tylko, że nasz kierunek myślenia jest słuszny – mówi Andrzej Jarczyk, prezes zarządu UNIQA.

Twój DOM Plus to trzy gotowe warianty do wyboru klienta. Poza tym może on skomponować własny pakiet ubezpieczeniowy w zależności od potrzeb i zasobności portfela. Ubezpieczenie oparte jest na formule „all risk”, czyli ochronie od wszystkich możliwych ryzyk.

To kolejne odznaczenie, które zostało przyznane UNIQA w ostatnim czasie. W maju certyfikat „Dobra Polisa” został nam przyznany za ubezpieczenie mienia za składką płatną miesięcznie, które dedykowane jest spółdzielniom i wspólnotom mieszkaniowym oraz ich lokatorom. Mamy powód do zadowolenia – podkreśla Andrzej Jarczyk.

W czerwcu dynamika sprzedaży ubezpieczenia wyniosła 119,4 – proc.

Laur Konsumenta to ogólnopolski projekt konsumencki, którego efektem jest wyłanianie każdego roku najpopularniejszych produktów i marek w swoich kategoriach. Kategoria „Odkrycie Roku” stworzona została z myślą o produktach i usługach nowych, innowacyjnych i funkcjonujących na rynku od stosunkowo niedługiego czasu, ale już zdobywających klientów. Dotyczy ona również produktów i usług, które objęła ciekawa i skuteczna kampania reklamowa; przeszły lifting marketingowy (nowe opakowanie, etc.), bądź zostały po raz pierwszy wskazane przez konsumentów w ogólnopolskim projekcie Laur Konsumenta. Wyróżnienie otrzymują tylko nieliczne firmy czy producenci.

Jaki jest TwÓj DOM Plus?

  1. Innowacyjny

Oprócz podstawowego zakresu ochrony, czyli ubezpieczenia na wypadek zdarzeń losowych, OC, kradzieży z włamaniem, NNW, usług assistance i ochrony prawnej, w ramach pakietu Twój Dom Plus można ubezpieczyć m.in. dom letniskowy, mienie w budowie, sprzęt elektroniczny, podróż, szyby i przedmioty szklane lu nagrobek.

Zakres ubezpieczenia Twój DOM Plus jest niespotykany na rynku. Obejmuje np.: kradzież z konta bankowego, rażące niedbalstwo w ubezpieczeniu mienia, ubezpieczenie przedłużonej gwarancji, szkody w środowisku naturalnym (OC), koszty wynajęcia pośrednika nieruchomości, koszty powrotu z przerwanego wyjazdu zagranicznego, ochronę mienia poza miejscem ubezpieczenia lub w nowym miejscu zamieszkania, ochronę dla przedmiotów służących działalności gospodarczej w ramach ubezpieczenia ruchomości domowych, a także bezpieczenie dzieł sztuki bez wyceny i w wartości rynkowej.

Najbardziej przezorni, mogą rozszerzać swój pakiet o dodatkowe ryzyka, związane ze zdarzeniami losowymi, takie jak np. pękanie mrozowe zewnętrznych instalacji budynku lublokalu mieszkalnego. Ubezpieczenie może również obejmować pozostawienie włączonych do sieci elektrycznej: żelazka, prostownicy do włosów, urządzenia grzewczego typu farelka, niewygaszonego kominka, czajnika, pozostawieniu garnka na tzw. ”wolnym ogniu” lub na rozgrzanym palniku czy płycie indukcyjnej.

  1. Elastyczny

Twój DOM Plus dostępny jest w 4 wariantach: MINI, MAXI, MEGA, TWÓJ (wg własnej kompozycji), dostosowanych do potrzeb klienta, który płaci wyłacznie za to, czego potrzebuje. Sam wybiera zakres zdarzeń losowych, którymi jest zainteresowany. Udogodnieniami są

możliwość zniesienia zasady konsumpcji sumy ubezpieczenia, ubezpieczenie lokali mieszkalnych w wartości rynkowej, co więcej nawet tych starszych – do 50 lat. Powyżej tej granicy budynki mieszkalne również mogą być ubezpieczone od wartości nowej, pod warunkiem że przejdą generalny remont. W rozszerzonym wariancie MEGA – polisa chroni od wszystkich ryzyk ujętych w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU).

  1. Szybki w zakupie

Zakup ubezpieczenia trwa krótko. Elektroniczny system kalkuluje składkę ubezpieczenia we wszystkich wariantach w kilka minut, dzięki czemu klient nie traci cennego czasu. Obowiązyują tu ścieżki ekspresowe – zasada 6 pytań dla domu oraz zasada 5 pytań – dla mieszkania.

  1. Przjazny dla klienta

Twój DOM Plus to ubezpieczenie dla wsztystkich. Również dla osób przedsiębiorczych, ponieważ stawarza możliwości do prowadzenia działalności gospodarczej w miejscu zamieszkania – bez zwyżki składki i braku konieczności deklarowania odrębnej sumy dla przedmiotów wykorzystywanych w działalności gospodarczej.

Specjalnie dla lojalnych klientów UNIQA przygotowane zostały zniżki. Objęte nimi zostają osoby kontynuujące ubezpieczenie lub ubezpieczające kolejną nieruchomość. Na tych, którzy wykupią trzyletnie umowy, czekają wysokie rabaty. Z kolei nowi klienci, wstępujący do grona uczestników programu lojalnościowego UNIQA BonusClub mogą również liczyć na preferncyjne warunki, m.in. honorowane są ich zniżki za bezszkodowość w innym towarzystwie ubezpieczeniowym.

Pośrednicy finansowi pod lupą unijnych przepisów

Kryzys gospodarczy na dobre zmienił sytuację na rynku kredytów. Kolejne regulacje zaostrzają wymogi stawiane kredytobiorcom. Niedawno pod lupą regulatorów europejskich znalazły się firmy pośredniczące w sprzedaży produktów finansowych. Sytuacja małych pośredników w ciągu kolejnych dwóch lat diametralnie się zmieni. Branżę czeka większa profesjonalizacja i nieunikniona konsolidacja.

Pod koniec ubiegłego roku Parlament Europejski przyjął tzw. Dyrektywę Kredytową (Mortgage Credit Directive). Zgodnie z jej wytycznymi wszyscy pośrednicy oferujący kredyty hipoteczne będą musieli być zarejestrowani i posiadać licencję. By ją otrzymać powinni zdać odpowiednie testy, mieć ubezpieczenie OC oraz cieszyć się „dobrą reputacją”. Mając takie uprawienia, będą mogli za to świadczyć usługi na terenie całej UE.

Najwięcej jest najmniejszych

Wprowadzenie do Polski Dyrektywy Kredytowej (planowo w 2016 roku) może zaowocować ożywieniem rynku nieruchomości, a tym samym rynku kredytowego. Dla klientów oznacza ona większe bezpieczeństwo i pewność w relacji z bankami w procesie uzyskiwania kredytu hipotecznego. Dla banków i samych pośredników może okazać się to szansą na zwiększenie sprzedaży dzięki rosnącemu zaufaniu klientów. Jednocześnie można się spodziewać, że najmniejszym podmiotom działającym na tym rynku trudno będzie sprostać tak wyśrubowanym wymaganiom. Tym bardziej, że dotąd dostęp do zawodu pośrednika finansowego w Polsce nie był regulowany żadnymi przepisami.

W powszechnej opinii na rynku pośrednictwa finansowego rządzą wielcy gracze – których marki znamy chociażby z reklam telewizyjnych (np. Idea Expert czy Open Finance). Jednak jeśli przyjrzeć się danym GUS, działalność w tym obszarze prowadzi ponad 5 tys. firm. Ponad 86 proc. spośród wszystkich podmiotów pośrednictwa finansowego to małe, często jednoosobowe lub rodzinne firmy, w których pracuje nie więcej niż dziewięć osób[i]. I to dla nich implementacja unijnego prawa może być najtrudniejsza, a koszty najbardziej dotkliwe. Część z nich może się po prostu pogubić w gąszczu nowych regulacji i bez zewnętrznej pomocy nie dać rady spełnić nowych wymagań.

Profesjonalne partnerstwo

Czy można już teraz przygotować się tak, aby być gotowym na moment wprowadzenia w Polsce nowych przepisów? Zdaniem ekspertów system pośrednictwa finansowego musi się zmienić, profesjonalizować, a także konsolidować. Krokiem w dobrą stronę jest zrzeszanie się mikropośredników w programach partnerskich. Takie projekty prowadzi większość banków oraz największe sieci pośrednictwa finansowego (w tym Idea Expert). Dzięki nim mogą oni do większej rzeszy potencjalnych klientów. To niezastąpiony kanał sprzedaży zwłaszcza na obszarach poza największymi aglomeracjami, gdzie budowa własnej sieci jest nieopłacalna.

Dla mikropośredników partnerstwo ze znaną siecią działającą na terenie całej Polski to również wiele korzyści. Oprócz know-how, którym dzielą się eksperci danej firmy, możliwości szkoleń e-learningowych, dostępu do materiałów edukacyjnych i marketingowych, mikropośrednicy zyskują potencjał marketingowy. Przykładowo w ramach platformy dla partnerów udostępnianej przez Idea Expert (www.partnerzy.ideaexpert.pl) mają możliwość bezpłatnego założenia własnej strony internetowej. Serwis Idea Expert dostępny jest na wszystkich rodzajach urządzeń mobilnych, dając pośrednikom możliwość korzystania z przydatnych narzędzi wspierających sprzedaż zdalnie, np. podczas spotkań z klientami w terenie. W ciągu zaledwie półtora miesiąca działania platformy zarejestrowało się w niej ponad 500 mikropośredników.

Klient nasz pan

Poprawiające się nastroje gospodarcze sprawiają, że coraz więcej Polaków sięga po kredyty gotówkowe czy hipoteczne. Również firmy, które po latach zaciskania pasa odczuwają pierwsze skutki ożywienia rozglądają się za źródłami finansowania dla nowych inwestycji i rozwoju. O tym, że ożywienie na rynku pośrednictwa finansowego nabrało już realnych barw najlepiej świadczy fakt, że podmioty zrzeszone w Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF) odnotowały w pierwszym kwartale tego roku sprzedaż kredytów gotówkowych na łączną kwotę 324 mln zł (o 11 proc. więcej niż w IV kw. 2013). Wartość sprzedanych kredytów hipotecznych wyniosła zaś 3,4 mld zł.

Jednak nastawienie klientów bardzo się zmieniło. Chcąc uniknąć podjęcia złej decyzji, której konsekwencje będą odczuwać często przez całe życie, oczekują oni od pośredników profesjonalizmu i obiektywizmu. Rozwój mikropośredników w szybko zmieniającej się rzeczywistości nie będzie możliwy bez nieustannego podnoszenia ich kompetencji, a także wzrostu zaufania do całej branży, w której najważniejsza jest reputacja. Z naszych doświadczeń wynika, że pomaga także znany na rynku szyld i marka.

To wciąż obiecujący biznes

Czy jednak na pośrednictwie finansowym można dziś zarobić? Jak pokazało badanie wykonane przez Idea Expert, w którym wzięli udział mikropośrednicy finansowi z całej Polski – jak najbardziej jest to możliwe. Ponad połowa badanych firm (53 proc) generuje przychody między 10 a 50 tysięcy złotych miesięcznie. Do uzyskiwania takich wyników potrzeba jednak nie tylko umiejętności sprzedażowych czy odpowiedniego doświadczenia, ale i fachowej, aktualnej wiedzy o produktach finansowych. Dzięki programom afiliacyjnym poziom tych przychodów można znacznie zwiększyć.

Zarząd też trzeba motywować

Wiele pisze się o właściwym zarządzaniu i motywowaniu pracowników. Ale równie ważne jest wspieranie działań i decyzji zarządzających. Kto może to robić, gdy nad w niewielkim zespole prezes jest ostatnim ogniwem? We współpracy funduszu ze spółką, narzędzie takiego wsparcia posiada właśnie fundusz.

Przedstawiciele kadry managerskiej, prezesi czy kierownicy w każdym przedsiębiorstwie powinni rozwijać w sobie techniki automotywacji. Wzmacnianie poczucia pewności siebie, umiejętności wyciągania wniosków z błędów, trzeźwej oceny i tzw. odnajdywania się w skomplikowanych i stresujących sytuacjach, asertywność czy jasność wyrażania podglądów, to tylko niektóre cechy, które powinien posiadać zespół zarządzający. Wpływa to bowiem nie tylko na jakość ich pracy, ale też sposób zarządzania i motywowania podległego zespołu.

Menager czy prezes to tez człowiek, który czasem potrzebuje wsparcia, dopingu czy dodatkowej inspiracji do działania. We współpracy z naszymi spółkami portfelowymi upatrujemy naszą rolę również w motywowaniu szczebla zarządzającego danej firmy. I widzimy, że wsparcie w tym kontekście ma dobre przełożenie na pracę, która z kolei przekłada się na wyniki – tłumaczy Krzysztof Wiśniewski, Partner Zarządzający WSI Capital.

Na linii fundusz-spółka możliwe są różne systemy motywacyjne, jak szkolenia, opcje managerskie, okresowe sprawozdania, cykliczne narady, na których można omówić wszelkie niejasności. Ważnym elementem jest również samo budowanie autorytetu na bazie kontaktu z partnerami funduszu.

– Zarządzający spółkami doceniają poczucie swobody działania połączone ze świadomością, że fundusz trzyma całość w ryzach i w razie konieczności wesprze spółkę we właściwy sposób. To daje poczucie pewności siebie i dodatkowo pobudza do działania. Widzimy, że spółki doceniają też możliwość cyklicznych spotkań, a dzięki przedstawianym sprawozdaniom również same dodatkowo kontrolują postęp w realizowanych celach – dodaje Krzysztof Wiśniewski.

E- sprzedawco wykorzystaj swój potencjał!

Internet dzięki swoim zaletom umożliwia zagraniczną ekspansję nawet mniejszym przedsiębiorcom z kategorii e – commerce. Co jest największą barierą? Niska świadomość korzyści, które mogą przynieść wysiłki związane z uruchomieniem sprzedaży transgranicznej.

Jak donoszą wyniki najnowszych badań, rośnie udział międzynarodowych transakcji w e- sklepach w całości prowadzonej przez nie sprzedaży. Co więcej, przewiduje się dalszy, znaczący rozwój tego trendu. Dzieje się tak pomimo, iż w opinii wielu właścicieli internetowych sklepów, sprzedaż zagraniczna nadal to tylko ogrom głównie prawnych komplikacji. Tymczasem zakupom tego rodzaju sprzyja wiele czynników, a posiadane zasoby naprawdę warto wykorzystać.

Elastyczność

Pierwszym, koniecznym do uruchomienia tego rodzaju sprzedaży krokiem jest oczywiście internacjonalizacja sklepu internetowego. Dostępność anglojęzycznej wersji platformy to minimum. Im większa zaś różnorodność językowa dostępnych wersji, tym automatycznie szersza staje się grupa docelowa, a więc też uatrakcyjnia się cel działań promocyjnych. Naturalnie, w ofercie musi być uwzględniona możliwość wysyłki za granicę, najlepiej darmowej, choć pod tym względem sytuacja w polskich e- sklepach wygląda jeszcze kiepsko, nawet w odniesieniu wyłącznie do terytorium kraju. Transgranicznym zakupom sprzyja ogromny w ostatnim czasie rozwój systemów elektronicznej płatności. Warto też jednak pomyśleć o stworzeniu w swoim sklepie możliwości zapłaty w rodzimej walucie klientów. Taka opcja to jeden z tych czynników, które sprzyjają budowie zaufania u klientów z zagranicy. Niezwykle istotna jest też w końcu wspomniana już promocja – przyciągnięcie zagranicznych konsumentów. Ekspansji na obce rynki jak nigdy dotąd sprzyja dziś internet, szeroka oferta dostępnych dzięki niemu narzędzi, pozwala na dobór tych, których wykorzystanie w poszczególnych, zindywidualizowanych przypadkach może być najskuteczniejsze.

Być może to najwyższa pora by ci, którzy sprzedaż poza granicami kraju traktują tylko jako możliwość generowania zysku dodatkowego lub co gorsza w ogóle rezygnują z tej szansy zagrzebując swój potencjał, zerwali z tą postawą i przekonaniem. Polskie e- sklepy mogą być bowiem dla obcokrajowców bardzo atrakcyjne, właściwie w każdej kategorii handlowej – przekonuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET – Internet to zaś najlepsze, wszechdostępne medium transgranicznej promocji, na którą wydatki naprawdę mogą wygenerować nieosiągalne dotąd zyski. Zdobycie zagranicznego klienta nie jest oczywiście proste – inna mentalność, znacznie zwielokrotniona konkurencja, a także inne bariery ludzkie, proceduralne czy infrastrukturalne niektórym wydają się nie do przejścia. Szeroka wiedza i doświadczenie umożliwia jednak realizację tego celu – dodaje.

Zamiast zysku ponad 5 mld zł straty. Możejki ciągną Orlen w dół

PKN Orlen, czyli jedna z największych polskich firm dokonała odpisu aktualizującego wartość swojej litewskiej oraz czeskiej inwestycji. W rezultacie petrochemiczny gigant w drugim kwartale zanotował 5,39 mld zł straty netto. Analitycy spodziewali się ponad 300 mln zł zysku. Czy za błędy polityczne zapłacimy przy dystrybutorach?

Orlen utworzył odpis zmniejszający wartość Orlen Lietuva o 4,2 mld złotych. Ponadto obniżył wartość czeskiego Unipetrolu o 0,7 mld zł. Po uwzględnieniu powyższych odpisów wartość księgowa Grupy Orlen Lietuva wynosi 0,5 mld zł, a Grupy Unipetrol 0,1 mld zł.

– Istnieje spora szansa, że za błędy polityczne zapłacą klienci. Straty trzeba wyrównać, a pieniądze na inwestycje nie biorą się znikąd. Możliwe, że ceny na stacjach wzrosną o kilka groszy, ale nie będą to wielkie wzrosty. Konkurencja na rynku wbrew pozorom jest spora a ceny paliw bardziej zależą od sytuacji na rynkach światowych. Kierowcy są bardzo wrażliwi na manipulowanie marżą, bardziej spodziewałbym się podwyżek w ofercie poza-paliwowej – mówi Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Spółka podała, że w latach 2014-2017 na rozwój koncern przeznaczy 10,8 mld zł, w tym 6,4 mld zł na segment downstream (rafineria, petrochemia, energetyka), 3,2 mld zł na wydobycie oraz 1,2 mld zł na segment detaliczny. Prace modernizacyjne związane z utrzymaniem sprawności instalacji i wypełnianiem wymogów regulacyjnych pochłoną 5,5 mld zł.

– Gdy w 2006 roku Orlen kupował Możejki, nikt nie miał wątpliwości, że inwestycja giełdowej firmy wpisuje się w „jagiellońską” politykę ówczesnych władz. Chodziło o to, aby należąca do Skarbu Państwa spółka stała się jednym z największych odbiorców rosyjskiej ropy, poprawiając swoją pozycję negocjacyjną i tworząc środkowoeuropejskiego giganta paliwowego. Niezależnie od oceny tej polityki, zakup litewskiej rafinerii okazał się dla Orlenu strzałem w stopę. Już w momencie zakupu analitycy twierdzili, że cena jest stanowczo za wysoka, zwłaszcza w kontekście ogromnych potrzeb inwestycyjnych w przestarzałej rafinerii – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Orlen spisał Możejki na straty

„Pogorszenie obecnej sytuacji oraz perspektyw poprawy parametrów makro” to obok „aktualizacji strategii” i niskiej wyceny akcji na bazie wartości księgowej główne przyczyny, dla których zarząd Orlenu zdecydował się drastycznie obniżyć wartość swoich zagranicznych aktywów. Wycena Orlen Lietuva (czyli Możejek) została obniżona z 4,7 do 0,5 mld złotych, a Unipetrolu z 0,8 do zaledwie 0,1 mld zł. W praktyce oznacza to spisanie na straty dwóch z trzech największych inwestycji Orlenu z ostatnich lat.

– Polski gigant petrochemiczny raczej jest niezagrożony. Zmiana wartości księgowych ma wymiar formalny, ale nie wpłynie na pozycje spółki. Niemniej obecna sytuacja geopolityczna, a zwłaszcza sytuacja za wschodnią granicą sprawia, że ważne z punktu widzenia strategii i interesów Polski państwowe spółki powinny być pod stałą kontrolą i ochroną – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Więcej na ten temat w artykule: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Orlen-spisal-Mozejki-na-straty-7216823.html

Raport: Strategie marketingowe 2014

Ponad 50 % polskich przedsiębiorstw posiada sformułowaną strategię marketingową. W prawie 35% funkcjonuje ona w formie spisanej, a w 22% firm znajduje się „w głowie” osób zarządzających – wynika z raportu „Strategie marketingowe 2014”, pierwszego badania o takiej skali w Polsce, przygotowanego przez Mind Progress Group we współpracy z Instytutem Badawczym IPC. Wśród ekspertów komentujących wyniki znaleźli się między innymi: Jacek Kotarbiński, Maciej Tesławski czy Marcin Kalkhoff.

Badanie przeprowadzono w maju 2014 roku. Wzięło w nim udział 200 firm i osób, kwalifikowanych do małych, średnich i dużych przedsiębiorstw na podstawie definicji GUS. Już szereg pytań związanych z posiadaniem podstawowych elementów strategii pokazuje jak bardzo polskie firmy różnią się między sobą w zależności od swojej wielkości. Wynika to chociażby z tego, że duże i średnie przedsiębiorstwa znacznie częściej operują na rynkach międzynarodowych i mają przynajmniej częściowo zagraniczny kapitał. – Wśród badanych firm 3/4 z nich deklaruje posiadanie misji i wizji. Nieco ponad połowa przebadanych przedsiębiorstw ma zdefiniowane grupy docelowe. 41% zapytanych przedsiębiorstw w ogóle nie określa, do kogo kieruje swoją ofertę i działania komunikacyjne. – mówi Michał Pawlik, Head of Strategy w Mind Progress Group, pomysłodawca i koordynator badania. – Wyniki po raz pierwszy w skróconej formule przedstawiliśmy w czerwcu podczas konferencji Marketing Progress: skuteczne strategie marketingowe. Obecnie ujawniamy pełną analizę wyników.

Polskie firmy dzielą się na dwie niemal równe grupy – przedsiębiorstwa mające strategię marketingową i takie, które jej nie posiadają. Co jest tego przyczyną? Koszty opracowania strategii stanowią średnio około 11% budżetu marketingowego. Wśród firm, które dotychczas nie miały strategii marketingowej, aż 55,2% nie planuje jej tworzyć w najbliższej przyszłości. – Firmy opracowują strategię głównie samodzielnie (57,5%), a jedynie 20% firm deklaruje współpracę w tym zakresie z partnerami zewnętrznymi – mówi Jacek Kotarbiński, autor „Sztuki Rynkologii”. – Do czynników ograniczających można zaliczyć obawę przed wysokimi kosztami jej opracowywania (70,5%) i realizacji (48,5%). Wysoki wskaźnik notowany jest w przypadku teoretyzacji działań strategicznych, bez uwzględnienia rynkowych realiów (33,5%). Zrealizowane badania wskazują na konieczność racjonalizacji i urealniania efektów działań marketingowych w polskich firmach. Poprzez ocenę efektywności strategii i jej zbieżność z realiami rynkowymi oraz celami i wynikami, będzie można traktować te działania w wymiarze inwestycyjnym, a nie tylko kosztowym.

Celem badania było przyjrzenie się strategii marketingowej, ocenie jej przydatności oraz postrzeganiu tego narzędzia przez samych klientów. Pierwsza część raportu poświęcona jest analizie zgromadzonych danych, przedstawieniu statystyk związanych z różnymi zagadnieniami skupionymi wokół strategii marketingowej oraz komentarzami ekspertów. Drugą część materiału stanowi uzupełnienie raportu o opracowania merytoryczne zaproszonych gości. Wśród autorów tekstów poświęconym różnym obliczom strategii znaleźli się m.in. Paweł Tkaczyk (Midea), Jan Hartman (Uniwersytet Jagielloński), Bartłomiej Rak (Socjomania), czy ks. Jacek Stryczek (Szlachetna Paczka).

Raport „Strategie marketingowe 2014” jest pierwszą odsłoną szerszego projektu. Badanie będzie regularnie powtarzane – głównie po to, aby zaobserwować zmiany zachodzące na rynku z upływem czasu.

Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce

Według najnowszego raportu DTZ – Property Times – Rynek Magazynowy w Polsce, łączne zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom ponad 8,07 milionów m kw., a w budowie znajduje się rekordowa wielkość ok. 850 000 m kw. Na tak dużą liczbę rozpoczętych projektów wpływ mają pozytywne wyniki gospodarcze, utrzymujący się wzrost produkcji przemysłowej, a także rozwój sieci dystrybucji, w szczególności z sektorów e-commerce i FMCG. Dostępność wykwalifikowanej siły roboczej, bliskość rynków zbytu oraz szereg inwestycji w obszarze infrastruktury drogowej to główne atuty, które przyciągają zagranicznych inwestorów na rynki magazynowe w Polsce.

Obecnie ponad 90% rynku powierzchni magazynowej skupione jest w 5 wyraźnie rozwiniętych rejonach (Region Warszawy, Centralna Polska, Górny Śląsk, Dolny Śląsk i Region Poznania). Jednakże, przedmiotem coraz większego zainteresowania wielu deweloperów i najemców stają się lokalizacje rozwijające się, wśród których należy wymienić w szczególności regiony wokół Trójmiasta, Szczecina, Krakowa czy Lublina.

Ze względu na dużą aktywność deweloperów, nowa podaż w I poł. 2014 roku była prawie 50% wyższa niż w analogicznym okresie roku 2013 i wyniosła około 340 000 m kw.

Obecnie ponad 90% powierzchni w budowie zostało już wynajęte na podstawie umów przedwstępnych. Tak wysoki stopień wynajęcia jest związany z dostarczaniem przed deweloperów przede wszystkim projektów BTS. Jednakże, projekty spekulacyjne będą stawały się coraz bardziej popularne w regionach charakteryzujących się niższą stopa pustostanów.

Ze względu na dużą liczbę nowych projektów przewidzianych do oddania do użytkowania w II poł. 2014 roku, łączna podaż w całym 2014 osiągnie ok. 1,0 – 1,2 miliona m kw., co stanowić będzie największą wielkość odnotowaną od 2008 roku.

Dalszy rozwój sieci dystrybucji przez najemców, w szczególności z sektorów e-commerce i FMCG, jak również coraz większa liczba firm logistycznych wchodzących na rynek magazynowy w Polsce, przełożyły się na wysoki wolumen najmu (włączając nowe umowy, ekspansje i renegocjacje), który w I poł. 2014 osiągnął poziom 1,22 mln m kw. (o 30% więcej niż w I poł. 2013). W rezultacie stopa pustostanów spadła do 9,1%, o 2,0 pkt. procentowe w porównaniu do 11,1% w IV kw. 2014 roku.

Popyt w całym 2014 roku może osiągnąć zbliżony poziom do rekordowego wolumenu najmu zarejestrowanego w 2013 roku (ok. 1,9-2,2 milionów m kw.). Jednak jego wielkość zależeć będzie w dużym stopniu od sytuacji makroekonomicznej. Biorąc pod uwagę przewidywane szybsze tempo wzrostu PKB w 2014 i 2015 roku, jak również przewidywany dynamiczny rozwój sektorów e-commerce i FMCG, można się spodziewać, że popyt na powierzchnie magazynowe w najbliższych kilkunastu miesiącach znajdować się będzie nadal na wysokim poziomie – mówi Bożena Kowalska, Konsultant w Zespole Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ.

W I poł. 2014 wzrosła liczba najemców, którzy decydowali się na ekspansję w obecnej lokalizacji bądź przenoszenie swojej działalności w inne miejsce, w celu wynajęcia większej powierzchni. Na rynkach rozwijających się, dystrybutorzy z sektora farmaceutycznego i spożywczego coraz chętniej przenoszą swoją działalność do budynków o wyższym standardzie technicznym, dopasowanych do rodzaju działalności firmy i wymogów prawnych. Głównymi czynnikami, które wpływają na zachowania najemców powierzchni magazynowych, to przede wszystkim potrzeba rozszerzenia działalności oraz rosnące znaczenie firm zajmujących się outsourcingiem usług logistycznych. DTZ przewiduje, że trend ten będzie umacniał się w ciągu najbliższych kilku lat. Ponadto, coraz bardziej popularne wśród najemców powierzchni magazynowych stają się umowy krótkoterminowe, a także wynajem modułów o mniejszej powierzchni magazynowej oferujących do 600 m kw. (SBU – Small business Units) – dodaje Bożena Kowalska.

Spada liczba postępowań o udzielenie zamówienia publicznego, przeprowadzanych w rygorach Prawa zamówień publicznych

Do Biuletynu Zamówień Publicznych trafia coraz mniej ogłoszeń o wszczęciu postępowań przetargowych. Czy to załamanie w publicznych kontraktach? Nie, to tylko efekt wejścia w życie nowelizacji PZP, zwiększającej minimalną wartość zamówienia od której istnieje obowiązek stosowania procedur PZP oraz upraszczającej procedurę zamówień z zakresu prac badawczo-naukowych oraz działalności kulturalnej.

Według danych opracowanych przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w czerwcu 2014 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych opublikowano 13 tys. 132 ogłoszenia o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Tegoroczny czerwcowy wynik jest niższy o 22,5 procent od zanotowanego rok temu, w czerwcu 2013 roku. Wtedy bowiem w Biuletynie Zamówień Publicznych pojawiło się 16 tys. 945 ogłoszeń.

Tak znaczny spadek nie ma jednak żadnych niepokojących źródeł. Po pierwsze wynika bowiem z efektu wysokiej bazy (szczególnie w segmencie dostawy usług). W czerwcu ubiegłego roku rejestrowano znaczną liczbę przetargów związanych z gospodarką odpadami, co było jednorazowym zjawiskiem związanym z wchodzącą w życie ustawą „śmieciową”. Po wtóre zaś – i jest to najistotniejsza przyczyna spadków – do zmniejszenia liczby ogłaszanych w BZP postępowań przyczyniło się wejście w życie nowelizacji Prawa zamówień publicznych. Akt ten z jednej strony znacząco podniósł próg wartości zamówień, przy których obowiązkowo stosuje się rygory PZP, z równowartości 14 tys. euro do 30 tys. euro. Z drugiej strony zaś, nowelizacja ta wykluczyła spod standardowych rygorów PZP niektóre zamówienia z zakresu prac badawczych, eksperymentalnych, naukowych lub rozwojowych oraz z zakresu działalności kulturalnej.

Wspomniane efekty skutkują brakiem możliwości oszacowania tendencji występujących w zamówieniach publicznych w zestawieniach miesięcznych. Wpływ czynników zakłócających jest bowiem zbyt duży, by – nawet w sposób przybliżony – oszacować trendy.

Można ograniczyć wpływ tych jednorazowych efektów poprzez porównanie wyników kwartalnych. Przyjęcie dłuższego okna czasowego do porównania danych częściowo redukuje wpływ wspomnianych czynników.

W II kwartale 2014 roku, w BZP pojawiło się 40 tys. 365 ogłoszeń o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Rok wcześniej, w II kwartale 2013 roku ogłoszeń było 48.300.

Pomimo zmian w prawie, zestawienie kwartalne wskazuje na wzrost liczby przetargów na prace budowlane. Roczna dynamika liczby zamówień na prace remontowo-budowlane wyniosła bowiem niemal 5 procent. Dane te korespondują z innymi, wskazującymi na ożywienie w tym sektorze i utrzymującą się dobrą koniunkturę w budownictwie.

Ujemna dynamika w segmentach dostaw towarów oraz dostaw usług to zmiany które można przypisać podwyższeniu progu obowiązkowego stosowania PZP oraz liberalizacji zasad realizacji niektórych typów zamówień. Obecnie mniejsza liczba zamówień musi być obsługiwana z pełnymi rygorami przewidzianymi prawem, co znalazło swe odbicie w statystykach. Oczywiście nie wszystkie zamówienia o wartości poniżej ustawowego progu zniknęły z BZP, bowiem pełna procedura przetargowa uchodzi za bardzo bezpieczną dla zamawiającego formę czynienia zakupów usług czy towarów. Jednak wpływ podwyższenia minimalnego progu stosowania PZP jest zauważalny.

Wojna na wschodzie. Gospodarka zaczyna spowalniać?

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, produkcja przemysłowa wzrosła w czerwcu 2014 roku o 1,7 proc. w relacji rocznej (względem czerwca 2013 roku). Dane te świadczą o zadyszce przemysłu, bowiem jeszcze miesiąc wcześniej, w maju, dynamika wynosiła 4,4 procent. Przemysł zaczyna więc spowalniać. Spowalnia nawet budownictwo, które w czerwcu mogło pochwalić się 8 procentowym wzrostem produkcji, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 10 proc.

W czerwcu 2014 roku, wzrost produkcji wykazało zaledwie 20 działów przemysłu, spośród 34 analizowanych przez GUS. Wzrost ten jednak był zauważalnie słabszy niż w poprzednich miesiącach. Spadki produkcji zanotowano w 14 działach, w tym tych związanych ściśle z produkcją eksportową.

Spada za to bezrobocie. Według danych GUS, w czerwcu 2014 roku bezrobocie spadło zarówno w relacji miesięcznej jak i rocznej. Zmniejszyła się zarówno stopa bezrobocia, jak i liczba osób bez pracy. W czerwcu pracy nie miało 12 procent Polaków, o 0,5 pkt proc. mniej niż miesiąc wcześniej. W czerwcu liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła w ciągu miesiąca (względem maja) o 74,1 tys. osób do poziomu 1 mln 912,6 tys. W ciągu roku liczba osób pozostających bez zatrudnienia spadła o 196,6 tys.

W czerwcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5,526 mln osób i względem maja wzrosło o 0,7 procent. To dobry sygnał z gospodarki, ponieważ od marca do maja zatrudnienie praktycznie stało w miejscu.

W szóstym miesiącu roku inflacja utrzymywała się nadal na bardzo niskim. Według GUS, w czerwcu inflacja wyniosła 0,3 procent w relacji rocznej. W ciągu miesiąca poziom cen zaś nie zmienił się. Niska inflacja to głównie zasługa spadających cen żywności.

Spada niestety sprzedaż detaliczna. Polacy z jakiegoś względu powstrzymują się od zakupów. Jak wskazują dane GUS, w czerwcu sprzedaż detaliczna wzrosła tylko o 1,2 procent w relacji rocznej, podczas gdy jeszcze miesiąc wcześniej, w maju 2014 roku wzrost rdr wyniósł 3,8 procent. W relacji miesięcznej (względem maja 2014) zmalała sprzedaż niemal wszystkich analizowanych przez GUS grup towarów, a sprzedaż ogółem spadła o 1,1 proc.

– Z gospodarki docierają niepokojące sygnały. Z jednej strony bardzo niska inflacja, ocierająca się o deflację, z drugiej zaś dane o spadku sprzedaży detalicznej. Należy pamiętać, że konsumpcja, mierzona dynamiką sprzedaży detalicznej, jest w Polsce jednym z głównych czynników napędzających wzrost gospodarczy. Niska dynamika zakupów robionych przez Polaków może ograniczyć dynamikę PKB. Jest już niemal pewne, że w drugim kwartale bieżącego roku nie uda się nam powtórzyć wyniku wzrostu gospodarczego zanotowanego w kwartale pierwszym, kiedy to wyniósł on 3,4 procent w relacji rocznej – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Niestety pogarsza się również dynamika produkcji przemysłowej. Spada produkcja w branżach tradycyjnie produkujących na eksport. Maleje również dynamika produkcji budowlanej. Dane za czerwiec niestety nie budzą optymizmu, wskazują jednoznacznie na wyhamowywanie gospodarki. Obawiam się, że przyczyną zarówno spadku sprzedaży detalicznej, jak i spadku produkcji, jest trwająca na Ukrainie wojna. Zaostrzenia konfliktu obawiają się zarówno Polacy, jak i nasi kontrahenci handlowi – dodaje Beata Szkodzin.

Przetargi pod wpływem nowelizacji

Struktura zamówień publicznych ogłaszanych zarówno w czerwcu 2014 roku, jak i w całym II kwartale bieżącego roku pozostaje pod istotnym wpływem wspomnianej nowelizacji Prawa zamówień publicznych. Z ogłoszeń przetargowych publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych „wypadła” spora grupa przetargów o wartościach pomiędzy „starym” a „nowym” progiem (czyli pomiędzy równowartością 14 i 30 tysięcy euro). Z BZP „zniknęła” również część przetargów dla nauki, instytucji badawczych czy zajmujących się kulturą. Zmiana prawa w strukturze ogłaszanych postępowań przetargowych mocno więc namieszała. Można jednak zauważyć, że nadal rośnie liczba zamówień na różnego rodzaju prace remontowo-budowlane. Dział ten nie został mocno dotknięty zmianami w prawie, bowiem prace budowlane z jednej strony bardzo często mają wartość powyżej ustawowego limitu wymuszającego stosowanie procedur PZP, z drugiej zaś strony, nawet jeśli wartość nie przekracza wspomnianego limitu, to zamawiający i tak stosują pełne procedury (choć nie mają takiego obowiązku).

Zestawienie II kw. 2014 roku z analogicznym kwartałem roku ubiegłego wskazuje właśnie na przyrost zamówień na różnego rodzaju prace budowlane: roboty w zakresie kształtowania placów zabaw, roboty w zakresie kształtowania terenów zielonych, roboty w zakresie różnych nawierzchni, roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad, dróg, roboty w zakresie przygotowania terenu pod budowę i roboty ziemne, przygotowanie terenu pod budowę, roboty w zakresie zagospodarowania terenu, roboty w zakresie budowy dróg, roboty w zakresie nawierzchni dróg czy roboty budowlane w zakresie wznoszenia kompletnych obiektów budowlanych lub ich części oraz roboty w zakresie inżynierii lądowej i wodnej.

W Polsce na tysiąc mieszkańców przypada o 25 proc. mniej mieszkań niż średnio w całej UE

Metr kwadratowy mieszkania w Warszawie kosztuje około tysiąca siedmiuset euro. W Polsce od trzech lat ceny tego typu nieruchomości podlegają nieznacznym wahaniom na rynkach lokalnych, utrzymując w miarę stały poziom w skali rynku krajowego. Spośród największych unijnych metropolii taniej jest tylko w Budapeszcie i Lizbonie. Tymczasem średni koszt metra kwadratowego blisko centrum Londynu wynosi ponad 10 tys. euro, w Paryżu – 8,1 tys. euro. Polska nadal boryka się z niedoborami mieszkaniowymi, czyli z najniższą w Europie liczbą mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców – to najważniejsze wnioski z tegorocznej trzeciej edycji raportu „Property Index. Overview of European Residential Markets – European Housing 2013”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Raport podsumowuje rynek nieruchomości największych miast w czternastu krajach Unii Europejskiej, Rosji oraz Izraelu.

Wśród najdroższych metropolii europejskich, tuż za Londynem i Paryżem, znalazło się Monachium z ceną około 5,6 tys. euro za metr kwadratowy. Stolica Bawarii jest najdroższym miastem w Niemczech. Najtańsze mieszkania można znaleźć w Budapeszcie (1,1 tys. euro za m2) i w Warszawie (1,7 tys. euro za m2). Raport pokazuje również relacje cen dla Krakowa (ok. 1,5 tys. euro za m2), który tylko nieznacznie ustępuje Warszawie. Dla porównania w Pradze koszt ten wzrasta już do ok. 2,4 tys. euro za m2. Spośród krajów starej Unii, najtaniej jest w Lizbonie (1,6 tys. euro za m2), co związane jest z notowanymi w ostatnich latach dużymi spadkami cen na półwyspie Iberyjskim. Tylko w dwóch miastach zanotowano ceny trzykrotnie przekraczające wartość średniej dla całego kraju. Była to Moskwa, co można tłumaczyć ogólnym zjawiskiem dysproporcji zamożności społeczeństwa rosyjskiego oraz Monachium. W tym drugim przypadku badanie opierało się tylko na danych ofertowych, więc faktyczny efekt dysproporcji może być nieco niższy.

Wśród analizowanych państw w 2013 roku największy spadek cen w stosunku rocznym odnotowano w Madrycie (-23 proc.), w Rzymie oraz w Budapeszcie (w obu miastach -5 proc.). Z kolei największy wzrost cen miał miejsce w Wiedniu (9 proc.), w Kopenhadze (8 proc.) oraz w Berlinie (7 proc.). Warszawa w tym zestawieniu dynamiki zmiany cen wyprzedziła Londyn i Moskwę z raportowanym ok. 3 proc. przyrostem.

Średnia cena metra kwadratowego dla całej Polski wynosiła w ubiegłym roku nieco ponad tysiąc euro. Taniej jest tylko na Węgrzech oraz w Portugalii. Najdrożej jest za to we Francji, Izraelu i Wielkiej Brytanii, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio cztery razy więcej. W 2013 r. ceny polskich mieszkań w porównaniu z rokiem 2012 właściwie się nie zmieniły.

„Powodem kontynuacji stagnacji cenowej w Polsce, przynajmniej w segmencie mieszkań popularnych, może być odpowiedzialny częściowo program MdM, który to ustalając limity cenowe dla określonego typu mieszkań na rynkach lokalnych, narzuca deweloperom szycie ofert na miarę. Z drugiej strony, stagnacja jest wynikiem prostej zależności wynikającej z równowagi rynkowej. Istniejący zasób mieszkań w Polsce mógłby zostać sprzedany w ciągu nieco ponad roku, co jednak nie wynika z ograniczonego popytu potencjalnego, ale zdecydowanie efektywnego związanego z ciągle niską siłą nabywczą Polaków” – wyjaśnia Marta Kamionowska, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, zespół doradztwa dla rynku nieruchomości, Deloitte.

W roku 2013 średnie zasoby mieszkaniowe w Unii nieznacznie wzrosły do niemal 476 mieszkań w przeliczeniu na tysiąc obywateli. Hiszpania może się pochwalić największymi zasobami mieszkaniowymi w zestawieniu (ponad 18 proc. powyżej średniej unijnej), ale warto zwrócić uwagę, że jest to częściowo efekt statystyczny, wynikający z wysokiej liczby mieszkań wakacyjnych, tzw. drugich rezydencji. W styczniu 2012 Hiszpańskie Ministerstwo Budownictwa podało, że nieruchomości wakacyjne stanowią aż 33 proc. wszystkich zasobów mieszkaniowych. Na tym tle, wynik Polski z 357 mieszkaniami na 1000 mieszkańców vs. realne zasoby mieszkaniowe Hiszpanii (skorygowany o rezydencje wakacyjne), czyli ok. 370 / 1000 obywateli już nie wygląda tak źle. Dodatkowo, w Hiszpanii występuje znaczący zasób mieszkań niesprzedanych 1. Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań na 1000 mieszkańców jest w Izraelu. Jednak warto zauważyć, że w tym regionie na ogromną skalę podejmowane są inwestycje w zakresie budownictwa mieszkaniowego. W 2013 roku liczba mieszkań oddanych do użytku na tysiąc mieszkańców przekroczyła ponad dwukrotnie średnią UE. Jednak miejscem, gdzie nastąpiła największa intensyfikacja prac budowlanych w 2013 roku jest Rosja (6,5 mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na 1000 mieszkańców).

Liczba ukończonych mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców zmniejszyła się we wszystkich analizowanych krajach z 3,3 mieszkań w 2012 roku do 2,5 w 2013 roku. Wśród krajów unijnych, liderem w tej kategorii jest Francja (5 mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na 1000 obywateli), tuż za nią uplasowała się Austria (4,7 mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na 1000 mieszkańców). Pod tym względem Polska ze wskaźnikiem 3,3 jest także powyżej nowej średniej europejskiej.

Biorąc pod uwagę wysokość średniej rocznej pensji brutto w danym kraju, najszybciej na własne mieszkanie mogą sobie pozwolić Duńczycy, których już po 25 miesiącach pracy byłoby stać na 70-metrowe lokum. Mieszkańcy Izraela muszą swoją pensję brutto odkładać w całości aż przez dwanaście lat. Polska znalazła się w grupie krajów (wraz z Czechami, Węgrami i Włochami), w której mieszkańców stać na własne lokum po 7,2-7,4 latach nieprzerwanej pracy. Należy pamiętać, że faktyczna siła nabywcza w zależności od obciążeń pensji brutto w różnych krajach może się różnić, jednak dla potrzeb tego badania przejęto założenie, które umożliwia porównanie.

Najmniejsze mieszkania można znaleźć w Rosji i krajach Europy Środkowej. Historycznie dominuje tu bowiem budownictwo dwu- i trzypokojowe. Ta sama sytuacja dotyczy Izraela. Jednak w całej Europie przeważają większe apartamenty. Największymi mieszkaniami cieszą się Hiszpanie, Irlandczycy i Belgowie. W tych krajach mieszkania pięciopokojowe i większe stanowią około 70 proc. ogólnej ich liczby. „Na tym tle Polska plasuje się w grupie krajów o równomiernej podaży mieszkań 3 i 4-pokojowych i tylko nieco mniejszej ofercie mieszkań 5-pokojowych i większych” – ocenia Marta Kamionowska.

Ważnym wskaźnikiem na rynku nieruchomości jest zadłużenie związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych i porównaniem ich wolumenu do PKB. W 2013 roku średnia dla Unii Europejskiej w tym zakresie wynosiła 52 proc., jednak wartości tego wskaźnika w poszczególnych krajach znacznie od siebie odbiegały. Państwem o najniższym poziomie zadłużenia była Rosja (3 proc.), następnie w zestawieniu znalazły się Czechy, Polska i Węgry – odpowiednio poziomy zadłużenia wyniosły dla nich w 2013 roku 14, 20 i 21 proc. Najwyższe zadłużenie – ponad 100 proc. – zaobserwowano na stabilnych i nasyconych rynkach mieszkaniowych Holandii i Danii, gdzie funkcjonują sprawne systemy hipoteczne.

Jednocześnie zbadano umiejętności negocjacyjne nabywców w wybranych krajach i okazuje się, że w Polsce możemy liczyć na zaledwie 7 proc. upust od ceny nowych mieszkań. Dla porównania Hiszpanie mogą liczyć na nawet 30 proc. rabaty.

Zidentyfikowane różnice w cenach nowych i starych mieszkań w badanych krajach sięgają od blisko 50 do 7 proc. na korzyść mieszkań nowych. Dla Polski ta różnica wynosi ok. 19 proc.. Ciekawe jest natomiast zjawisko odwrotne zanotowane w Portugalii oraz Wielkiej Brytanii, gdzie ceny mieszkań starych przekraczają ceny mieszkań nowych.

O raporcie:
Raport „Property Index. Overview of European Residential Markets – European Housing 2013” został przygotowany przez Deloitte Czechy i został opublikowany w czerwcu br. Raport analizuje rynek w 2013 r. Eksperci Deloitte przeanalizowali rynek mieszkań w czternastu krajach UE (Austria, Belgia, Czechy, Dania, Francja, Holandia, Irlandia, Niemcy, Węgry, Włochy, Polska, Portugalia, Hiszpania, Wielkiej Brytania) oraz Rosji i Izraelu.

Bardzo dobre wyniki kwartalne LG Electronics – wzrost zysków netto o 165%

Firma LG Electronics (LG) zanotowała w drugim kwartale wzrost zysków netto o 165% w porównaniu do drugiego kwartału poprzedniego roku. Tendencja wzrostowa wynika głównie z zysków operacyjnych dywizji TV i urządzeń mobilnych.

Firma LG informuje, że zysk netto z drugiego kwartału 2014 r. wynosi 399,8 miliona dolarów, zaś zysk operacyjny osiągnął wartość 588,5 miliona dolarów, co oznacza wzrost o 26,5% rok do roku.

Skonsolidowane przychody za II kwartał wyniosły 14,93 miliarda dolarów, czyli o 7,7% więcej niż w poprzednim kwartale (przychody przed badaniem audytorskim).

Przychody ze sprzedaży grupy Home Entertainment (TV oraz AV) wzrastały w drugim kwartale i wynosiły 4,94 miliarda dolarów, co stanowiło 3-procentowy wzrost względem I kwartału oraz niemal bez zmian w porównaniu z tym samym kwartałem w roku 2013.

Zysk operacyjny wynoszący 150 milionów dolarów stanowił przyrost na poziomie 64,9% w porównaniu z analogicznym kwartałem w 2013 r. Było to spowodowane efektywniejszym portfolio produktów i niższymi kosztami stałymi.

Duży popyt na telewizory Ultra HD na kluczowych rynkach będzie nadal przyczyniał się do wzrostu sprzedaży LCD TV. Spodziewane jest także zwiększenie zysków LG w segmencie monitorów i digital signage (monitory komercyjne) stanowiącym kluczową część rynku B2B.

Dział LG Mobile Communications zanotował w drugim kwartale rekordową liczbę zamówionych smartfonów – 14,5 miliona, co stanowi 20-procentowy wzrost rok do roku. Smartfony wspierające technologię LTE stanowią już ponad jedną trzecia wszystkich smartfonów LG sprzedanych w tym roku. Skutkiem tego jest aż 16-procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku do 3,51 miliarda dolarów. Jest to najwyższa wartość, jaką zanotowano od pierwszego kwartału 2010 r. Zysk operacyjny działu urządzeń mobilnych w II kwartale wyniósł 83,4 miliony dolarów i zakończył serię trzech kwartałów, które pod rząd przyniosły straty. Firma zawdzięcza ten sukces w dużej mierze początkowej popularności LG G3 na rynku koreańskim, a także znaczącym wynikom sprzedaży smartfonów L SeriesIII

LG planuje nadal promować flagowca LG G3 na skalę globalną. Ponadto na drugą połowę roku przewidziano wprowadzenie kolejnych produktów przeznaczonych do masowej sprzedaży, w tym niedawno zaprezentowanego G3 Beat, wprowadzanego w Europie pod nazwą G3 s, a także dodatkowych modeli L Series.

LG Home Appliance Company (dział AGD) zanotowała znaczny wzrost sprzedaży na rynku koreańskim o 9% więcej niż w analogicznym kwartale ubiegłego roku. Przychody w drugim kwartale wynoszące 2,94 miliarda dolarów były o 5% niższe w porównaniu z poprzednim rokiem z powodu niesprzyjającego kursu wymiany walut (szczególnie w obrębie nowo rozwijających się rynków). Jednak poprawa sytuacji w zakresie struktury kosztów pozwoliła LG Home Appliance Company zanotować zysk operacyjny wynoszący 95 milionów dolarów z marżą 3,2%. LG spodziewa się zwiększenia rentowności w zakresie sprzedaży sprzętów gospodarstwa domowego w drugim półroczu w wyniku redukcji kosztów oraz za sprawą wprowadzenia nowych pralek i lodówek wiodącej serii.

LG Air Conditioning & Energy Solution Company odnotowuje stabilną sprzedaż systemów klimatyzacyjnych oraz nowych produktów, takich jak odwilżacze. Przychody w drugim kwartale wyniosły 1,59 miliarda dolarów, zaś zysk operacyjny osiągnął wartość 159,4 miliona dolarów. Pomimo nieznacznie zmniejszonych przychodów w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku efektywniejsze grupowanie produktów zapewniło w drugim kwartale marżę na poziomie 10%.

Drugie półrocze zapowiada się pozytywnie – źródłem dodatkowych zysków mają być zwiększony popyt w krajach Bliskiego Wschodu, rozpoczęcie produkcji dodatkowych klimatyzatorów opartych na systemie zmiennego przepływu czynnika chłodzącego (VRF – variable refrigerant flow) oraz bardziej przystępne ceny urządzeń klimatyzacyjnych.

Objaśnienie kursów walutowych – II kwartał 2014 r.

Kwartalny przychód LG Electronics nieobjęty audytem jest zgodny z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (IFRS) w odniesieniu do okresu trzymiesięcznego zakończonego 30 czerwca 2014 r. Wartości podane w wonach koreańskich (KRW) zostają przewalutowane po kursie średnim na dolary amerykańskie (USD) po kursie średnim z okresu trzech miesięcy (odpowiedniego kwartału) – KRW 1,030 / USD (II kw. 2014).

Baltic Ceramics Investments: akcje serii M wprowadzone do obrotu

24 lipca 2014 roku Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął uchwałę o wprowadzeniu do obrotu na rynku NewConnect 1,6 mln akcji serii M Baltic Ceramics Investments S.A., które objęli inwestorzy w ostatniej ofercie publicznej. Z przeprowadzonej emisji jedyny w Unii Europejskiej producent proppantów ceramicznych, materiału wykorzystywanego m.in. do poszukiwania i wydobycia gazu i ropy naftowej, pozyskał 4,5 mln zł.

Środki z emisji zostaną przeznaczone na budowę zakładu produkującego proppanty ceramiczne, zakup maszyn i urządzeń oraz kapitał obrotowy. Powstająca w Lubsku (woj. lubuskie) inwestycja jest finansowana także z dotacji w wysokości 33,1 mln zł, przyznanej w ramach działania 4.4. Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Spółka dysponuje także dotacją w wysokości 13 mln zł, której celem jest zakup maszyn i urządzeń do powstającej fabryki. Budowa zakładu rozpoczęła się w kwietniu 2014 roku.

– Rozpoczęliśmy już prace budowlane. Rozstrzygnęliśmy też szereg przetargów na dostawę maszyn i urządzeń do linii produkcyjnej. Finalizujemy wyposażanie centrum badawczego, które powinno zacząć działać najpóźniej do końca tego roku. Jego uruchomienie pozwoli nam istotnie skrócić czas i obniżyć koszty przygotowywania krótkich partii proppantów, które dostarczamy do testów do naszych przyszłych potencjalnych klientów. – powiedział Dariusz Janus, Prezes Zarządu Baltic Ceramics Investments S.A. – Chciałbym jeszcze raz podziękować inwestorom za zaufanie, którym nas obdarzyli. Po uzyskaniu decyzji Giełdy o wprowadzeniu do notowań niezwłocznie, jeszcze dzisiaj, złożyliśmy wniosek o wyznaczenie pierwszego dnia notowań. Mam nadzieję, że akcje znajdą się w obrocie w możliwie krótkim terminie. Chciałbym też zadeklarować, że dbając o relacje z inwestorami będziemy regularnie informowali ich o postępach w realizacji naszej inwestycji. – dodaje Dariusz Janus.

W ramach oferty publicznej akcji serii M 514 inwestorów objęło łącznie 1.594.203 akcje po cenie emisyjnej 2,80 zł za akcję. W dniu podjęcia przez Zarząd GPW uchwały o dopuszczeniu nowych akcji do notowań na rynku NewConnect kurs akcji spółki wyniósł 2,98 zł, czyli 6,4% powyżej ceny emisyjnej. Udział nowych inwestorów w akcjonariacie spółki wyniesie ok. 3,5%.