Rekordowo udany kwartał i rok dla Wind Mobile

Spółka Wind Mobile ogłosiła wyniki za czwarty kwartał 2012 osiągając w skali roku ponad 3 miliony złotych zysku netto przy przychodach przekraczających 13 milionów złotych.

Zysk netto osiągnięty w czwartym kwartale wynoszący ponad milion złotych był rekordowy w całej historii spółki i wyższy w stosunku do roku poprzedniego o 102%. Wzrost zysku netto o 32% rok do roku pokazuje, że Wind Mobile jest jedną z najatrakcyjniejszych propozycji inwestycyjnych w segmencie entertainment/IT na GPW.

„Rok 2012 był pełen wyzwań. Pracowaliśmy nad nowymi, pionierskim w skali Europy projektami. Dzięki konsekwentnej strategii i determinacji świetnego zespołu osiągnęliśmy rekordowe wyniki i zrealizowaliśmy strategiczne cele związane z premierami nowych produktów. Czy osiągnięty wynik pokazał cały potencjał Wind Mobile? Uważam, że nie. W roku 2012 zmagaliśmy się z restrukturyzacją jednego z naszych kluczowych klientów, co spowodowało przesunięcie terminu premiery Open Ringback o ponad pół roku. Nasze intensywne inwestycje w kierunku reklamy mobilnej powodują, że w przyszłości wyniki Wind Mobile nie będą zależne od kilku klientów, a kilkudziesięciu lub kilkuset. Ta zmiana w znacznym stopniu pozwoli nam na pełne rozwiniecie skrzydeł. Coraz bardziej krystalizują się również rozmowy dotyczące kontraktów zagranicznych, co napawa mnie optymizmem. Rok 2012 jest już za nami, ale najważniejsza jest przyszłość spółki i jestem zadowolony, że w rok 2013 wchodzimy na pełnych obrotach, wyposażeni w nowe, sprawdzone produkty, które zapewniają nam niedostępny dotychczas potencjał wzrostu przychodów i zysków. To będzie kolejny fantastyczny rok na drodze rozwoju Wind Mobile.” – mówi Igor Bokun, prezes spółki.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 lutego 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 lutego 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

BRE Bank po 2012 r.: 4,1 mln klientów i 1,2 mld zł zysku

Ponad 1,2 mld zł w 2012 roku zarobiła na czysto Grupa BRE Banku. To o 6 proc. więcej niż w poprzednim – również bardzo dobrym – 2011 r. Z kolei liczba klientów obsługiwanych przez mBank i MultiBank przekroczyła 4,1 mln. BRE jest również coraz bardziej efektywną spółką – współczynnik kosztów do dochodów za cały 2012 r. wyniósł 46,4 proc.

– To był najlepszy rok w historii BRE Banku. Po raz pierwszy zarobiliśmy 1,2 mld zł i po raz pierwszy od lat zamierzamy zarekomendować wypłacenie dywidendy – mówi Cezary Stypułkowski, prezes banku. – Pozwala na to bardzo dobra sytuacja kapitałowa BRE. Współczynnik wypłacalności na koniec 2012 r. wyniósł 18,7 proc. Bank już teraz jest przygotowany do wprowadzenia zasad Bazylei III – dodaje.

BRE Bank z kwartału na kwartał poprawia również strukturę finansowania swojej działalności. Wartość kredytów udzielonych we frankach szwajcarskich w ciągu dwóch ostatnich lat zmniejszyła się o 10 proc. Dywersyfikację źródeł finansowania zwiększyła również emisja euroobligacji o wartości 500 mln euro, przeprowadzona w drugiej połowie 2012 r. Wskaźnik kredytów do depozytów obniżył się do 116 proc. ze 125 proc. rok wcześniej.

– Również rok 2013 będzie przełomowy dla naszego banku. W jego pierwszej połowie uruchomimy mBank w nowej odsłonie – projekt będący połączeniem przyjaznej bankowości elektronicznej z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, przydatnymi klientom. W drugiej połowie roku nasza grupa zacznie funkcjonować po wspólną nazwą mBanku – zapowiada Cezary Stypułkowski.

Bankowość korporacyjna

151,4 ml zł brutto zarobił w samym tylko IV kwartale segment klientów korporacyjnych, podczas gdy kwartał wcześniej było to 109,9 mln zł.

– W całym 2013 r. systematycznie zwiększała się liczba obsługiwanych przez BRE Bank firm. Na koniec roku wynosiła ona już niemal 15,1 tys. podmiotów i była o 8 proc. wyższa niż rok wcześniej – mówi Przemysław Gdański, członek zarządu BRE Banku ds. bankowości korporacyjnej. – Wzrost zysków był możliwy nie tylko dzięki zwiększaniu liczby obsługiwanych firm, ale również rozwojowi relacji z już obsługiwanymi przedsiębiorstwami – dodaje. Jako przykład podaje liczbę klientów korzystających z najbardziej zaawansowanych rozwiązań w zakresie konsolidacji środków na rachunkach bankowych, która wzrosła w ciągu ostatniego roku o 13, 6 proc.

W 2012 r. BRE Bank wprowadził również wiele innowacji produktowych dla klientów korporacyjnych. Uruchomiono serwis informacyjny iBRE News, dzięki któremu klienci mogą bez wychodzenia z systemu transakcyjnego, mieć szeroki dostęp do sprofilowanych pod ich potrzeby informacji z rynku. Z kolei w listopadzie wprowadzono szereg usprawnień i nowych rozwiązań w ramach platformy wymiany walut iBRE FX.

Bankowość detaliczna

W IV kwartale 2012 r. pion bankowości detalicznej BRE wypracował blisko 180 mln zł zysku brutto. Ten wynik był niższy o 17 proc. w stosunku do średniego wyniku kwartalnego brutto, co jest efektem intensywnej akcji depozytowej. W całym roku bankowość detaliczna osiągnęła łącznie ponad 860 mln zł zysku brutto.

– W zakresie akcji kredytowej, niższą sprzedaż kredytów hipotecznych zastępujemy ciągle rosnącą sprzedażą kredytów nie-hipotecznych. W 2012 r. udzieliliśmy ich na kwotę niemal 3,3 mld zł, czyli więcej o prawie miliard złotych niż rok wcześniej. Zakładamy utrzymanie sprzedaży w tym segmencie na podobnym poziomie również w roku bieżącym – mówi Cezary Kocik, członek zarządu BRE Banku, odpowiedzialny za bankowość detaliczną.

– W minionym roku wspieraliśmy również akwizycję, dzięki czemu liczba obsługiwanych przez nas klientów detalicznych wzrosła o ponad 200 tys. – informuje Kocik.

W tym roku mBank i MultiBank postawiły na innowacje – z pierwszego w Polsce programu umożliwiającego oszczędzanie podczas wydawania pieniędzy (mSaver i MultiSaver) korzysta już przeszło 190 tys. osób. – Biorąc pod uwagę, że produkt wprowadzaliśmy jako pierwsi na rynku, a świadomość klientów co do tego typu produktów była niewielka, uważam to za duży sukces – mówi Cezary Kocik i dodaje, że rok 2012 r. był też okresem zwiększonej koncentracji na depozytach. – Oferty promocyjne podniosły co prawda nasze koszty odsetkowe, ale przede wszystkim przełożyły się na poprawę struktury finansowania. W czwartym kwartale 2012 r. pozyskaliśmy 4,5 mld zł depozytów, co przełożyło się na wzrost detalicznej bazy depozytowej o prawie 16 proc. – wyjaśnia.

W ostatnim kwartale mBank i MultiBank, jako pierwsze banki w Polsce, zaoferowały we współpracy z Orange i T-Mobile mobilne płatności z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej.

Natomiast z wprowadzonych w 2012 r. kart kredytowych, powiązanych z programem Miles&More, korzysta już 13,4 tys. klientów, którzy dzięki przeprowadzonym transakcjom zebrali do tej pory 89 tys. darmowych mil.

Pozytywna dynamika rynku faktoringu w 2013 roku

Polski rynek faktoringu zbliża się już pod względem wielkości do pierwszej dziesiątki w Europie. W roku 2012 faktoring był jednym z najlepiej radzących sobie segmentów rynku finansowego. W tym roku może być wręcz jedynym, który będzie mógł pochwalić się dużym wzrostem. Tańsze finansowanie w połączeniu z zaostrzaną polityką kredytową banków daje spore pole do popisu dla faktorów. W obliczu spowolnienia gospodarczego, faktorzy widzą ryzyko upadłości klientów, dlatego będą ostrożniej wybierać kontrahentów. Wciąż jednak widać istotne czynniki, które będą wspierać pozytywną dynamikę rynku faktoringu.

Wyniki branży faktoringowej na koniec roku 2012 pokazują, że powoli mamy do czynienia już nie z nowym, dynamicznie rosnącym rynkiem, ale z segmentem w miarę ukształtowanym. Według ekspertów BRE Faktoring nasycenie rynku wynosi obecnie ok. 6,5 proc. Daleko nam co prawda do takich krajów jak Włochy, Wielka Brytania czy Hiszpania, ale jest to poziom nasycenia zbliżony do niemieckiego, gdzie na koniec 2011 r. wyniosło ono 6,1 proc.

Zdaniem Dariusza Stecia, Członka Zarządu BRE Faktoring S.A. , w ostatnich latach polski faktoring mocno nadrabiał i intensywnie rósł. – Spodziewam się, że w perspektywie średnioterminowej rynek faktoringu nadal będzie notował spore wzrosty – przewiduje – Jednak przy ustabilizowanej liczbie klientów i wielkości rynku wyniki faktorów będą w coraz większym stopniu zależały od koniunktury – zaznacza.

Od kilku lat branża faktoringowa rosła w tempie ok. 20 proc. r./r. Według szacunków BRE Faktoring, w 2013 r. będzie dalej rosnąć, choć nie będzie to już rząd 20-tu proc., a raczej okolice kilkunastu proc. Wobec wysokiej bazy nadal można będzie mówić o bardzo dobrej dynamice. W 2012 r. liczba klientów korzystających w Polsce z faktoringu wzrosła o 14 proc., przy wzroście obrotów całej branży o 21 proc. – Oczekiwałbym, że w 2013 r. będziemy mieć do czynienia z wyższą dynamiką wzrostu liczby klientów, ale nie przełoży się ona raczej na wzrost obrotów w skali całej branży – dodaje Dariusz Steć.

Wobec spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego klienci firm faktoringowych prawdopodobnie mogą notować niższą sprzedaż, co oznacza mniej faktur lub faktury o mniejszej wartości. Wysoka dynamika faktoringu powinna być jednak zachowana, np. ze względu na obniżki stóp procentowych, co przekłada się na zmniejszenie kosztu kredytów i faktoringu. Według szacunków ekspertów BRE Faktoring, tylko dzięki efektowi obniżonych stóp koszt finansowania w ramach faktoringu może dla klienta spaść w perspektywie pół roku o 30 proc.

W faktoringu firma może liczyć na większe kwoty finansowania, przyznawane szybciej niż mogłoby to mieć miejsce w banku. Dodatkowo silna konkurencja w branży daje klientowi komfort wyboru najlepszej dla niego oferty.

Światowe rynki stabilne, w Polsce słabe dane makroekonomiczne

Rynki europejskie pozostają stabilne – szczególnie optymistyczne są wyniki wskaźników z Niemiec, istotne w kontekście rozwoju polskiej gospodarki.

– Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni informacjami z Europy. Dane makro opublikowane w ostatnich tygodniach są lepsze niż przewidywali inwestorzy. Nie oznacza to oczywiście końca problemów Stefy Euro, ale pokazuje utrzymanie stabilności na europejskich rynkach, co wystarcza do tego, aby ceny akcji rosły. W związku z tym nie oczekujemy większej przeceny na GPW. Częściowo dokonała się już w styczniu, podobnie jak w przypadku innych rynków wschodzących. Osłabienie na parkiecie uważamy za dobrą okazję do kupna akcji w dłuższym terminie – mówi Michał Marczak, szef analityków DI BRE.

Z comiesięcznej analizy DI BRE, wynika, że na giełdach dominuje względny optymizm. Stabilizacja otoczenia biznesowego, którą Europa zawdzięcza polityce ECB, powoli pomaga gospodarce, co przejawia się m.in. rosnącymi wskaźnikami wyprzedzającymi. W przypadku większości krajów (negatywny wyjątek stanowi Francja) indeksy rosną od trzech miesięcy. W zależności od tego, jak w kolejnych miesiącach będzie przebiegała poprawa sytuacji w gospodarce niemieckiej, z tak silnym ożywieniem będziemy mieli do czynienia w Polsce w drugiej połowie roku. Na dziś rysuje się obraz mało optymistyczny, bo oprócz stosunkowo wolno odbudowującej się sytuacji na rynkach zewnętrznych, wyraźnie słabnie popyt wewnętrzny. Słabe dane o sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej czy wreszcie z rynku pracy (oczekiwany efekt drugiej rundy) potwierdzają, że przynajmniej w pierwszych miesiącach roku dynamika PKB w Polsce może mieć wartości ujemne.

W całym 2012 PKB wzrósł o 2,0 proc. r/r, po 4,3 proc. wzroście w 2011. DI BRE szacuje, że w IV kwartale 2012 wzrost PKB mógł być zbliżony do 0,9 proc. r/r, co oznacza kwartalną dynamikę zbliżoną do 0. Konsumpcja spadła prawdopodobnie o więcej niż 1 proc. r/r, po niewielkim wzroście zanotowanym w III kwartale. – Jest to pierwszy ujemny wynik w historii badania. Tym samym przeświadczenia o niemożliwości spadku konsumpcji należą już do przeszłości . Wydaje się, że to właśnie odzwierciedla bezsens bazowania na porównaniach historycznych w tym epizodzie spowolnienia, a naszym zdaniem nawet recesji – dodaje Michał Marczak.

Eksperci DI BRE nie zmieniają prognozy słabnącego PKB w rocznym ujęciu, w pierwszej połowie bieżącego roku. Wpływ na podtrzymanie stanowiska ma m.in. pogarszająca się sytuacja konsumentów dotykanych redukcjami zatrudnienia (20 tys. miesięcznie) oraz spadającą dynamiką wynagrodzeń. W obecnej chwili nie możemy liczyć na diametralny wzrost konsumpcji. W I kwartale dane natkną się również na wysoką bazę z poprzedniego roku na inwestycjach i budownictwie, co spowoduje spadek inwestycji prywatnych o około 5 proc. r/r. Podsumowując, nawet czysto arytmetycznie bardzo trudno będzie osiągnąć dodatnie tempo wzrostu PKB. Z danych wyłania się także obraz silnej dezinflacji w Polsce. Nie tylko potwierdza to skalę spowolnienia popytu wewnętrznego, ale i kontrastuje z obawami RPP, jakoby inflacja bazowa miała spadać za wolno.

W styczniu będzie ona niższa niż 2 proc., w kolejnych miesiącach eksperci DI BRE spodziewają się dalszego spadku inflacji. Analizując poszczególne branże DI BRE wskazuje, że nadchodzi lepszy czas dla spółek paliwowych i górniczych. – Zarysowujące się już pozytywne tendencje na marżach przerobowych wspierane „dobrymi” danymi o zapasach paliw będą pozytywnym katalizatorem dla rafinerii, szczególnie dla Orlenu który korzysta dodatkowo na mocnym makro w petrochemii – twierdzi Michał Marczak. W średnim terminie podtrzymane zostało pozytywne nastawienie do wszystkich analizowanych spółek wydobywczych. – Od marca sezonowo powinny spadać zapasy miedzi, co będzie nadal wspierało cenę surowca i pozytywnie wpływało na kurs KGHM – dodaje.

Specjaliści DI BRE podtrzymują preferencje akcji Tauronu, wskazując iż załamanie cen uprawnień emisyjnych i spadek notowań energii powinny obciążyć notowania CEZ i PGE. Nadchodzące dwa miesiące wyników sprzyjały notowaniom Apatora, Ergis, Fasing, Relpol, SecoWarwick. Analitycy spodziewają się ujemnej dynamiki rezultatów w Alchemii Boryszewie, Cognorze, ES-System, Impexmetal, Orzeł Biały, Libet, Kopex, PGO, Ropczycach, Rovese, i Zamet Industry. Dobre rezultaty Apatora, to zdaniem ekspertów DI BRE, dobra okazja do sprzedaży akcji Spółki.

W branży budownictwa DI BRE podtrzymuje pozytywną ocenę małych i średnich spółek, w szczególności firmy spoza indeksów głównych – duże spółki otrzymały ocenę neutralną. Wśród spółek deweloperskich pozytywnymi wynikami za IV kwartał wyróżnią się Echo i P.A. Nova, będące jedynymi z najsilniejszych fundamentalnie w sektorze. Po bardzo dobrych statystykach sprzedaży mieszkań, pierwsza połowa roku powinna przynieść wyraźne spowolnienie.

W raporcie miesięcznym analitycy DI BRE podwyższają rekomendację dla spółek ING BSK (Akumuluj), Lotos (Trzymaj), Pekao (Akumuluj), PKO BP (Kupuj), PZU (Akumuluj) oraz obniżają zalecenie inwestycyjne dla spółek: Elektrobudowa (Redukuj), Kruk (Akumuluj), Ulma CP (Akumuluj).

Tylko 26 proc. dzisiejszych 20- i 30-latków uważa, że szefowie wspierają ich działalność innowacyjną

– Aż 78 proc. pracowników z pokolenia Y (urodzonych po 1982 r.) uważa innowacyjność za kluczowy czynnik rozwoju biznesu. Dodatkowo aż dwie trzecie badanych przy wyborze miejsca zatrudnienia kieruje się właśnie innowacyjnością firmy. Jednocześnie jednak tylko co czwarty respondent chwali swojego szefa za dostateczne wsparcie jego innowacyjnego podejścia do pracy. Najczęstszą przyczyną krótkowzroczności zarządów i menedżerów jest brak pieniędzy i w dalszym ciągu konserwatywne podejście do biznesu. To najważniejsze wnioski z globalnego badania „Millennial Innovation Survey” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 18 krajach świata.

Jedna trzecia respondentów zalicza innowacyjność do trzech najważniejszych celów biznesowych, które powinna stawiać sobie każda nowoczesna firma. Tylko dwa procent więcej wskazało zysk finansowy. Aż 87 proc. badanych uważa, że sukces w biznesie powinien być mierzony właśnie poziomem innowacji, ale nie tylko wynikami finansowymi.

Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte
Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte

Badanie pokazało, że pokolenie Y charakteryzuje się postawami prospołecznymi. Siedmiu na dziesięciu badanych uważa, że innowacje w biznesie mają przełożenie na rozwój społeczny, a 36 proc. wymienia poprawę sytuacji społecznej jako jeden z priorytetowych celów biznesowych. „Aż 65 proc. zadeklarowało, że innowacyjna działalność ich własnych firm również skutkuje korzyściami społecznymi. Dowodzi to, że młodzi ludzie, którzy w przyszłości będą pełnić stanowiska menedżerskie uznają nowatorskie rozwiązania nie tylko za czynnik napędzający rozwój firmy, ale także panaceum na rozwiązanie najbardziej palących problemów społecznych” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte.

Dodatkowo młodzi ludzie uważają, że biznes który musi dokonywać ciągłych innowacji ma większy wpływ na społeczeństwo (45 proc.) niż władza publiczna (18 proc.) oraz ośrodki akademickie i naukowe (17 proc.). Okazuje się, że najbardziej innowacyjnym sektorem są dla nich TMT – Technologie, Media i Telekomunikacja (52 proc.), dobra i usługi konsumpcyjne (47 proc.) oraz produkcja (37 proc.) Najmniej zaś: szkolnictwo (27 proc.), energetyka (18 proc.), władze centralne (15 proc.) oraz sektor finansowy (14 proc.).

Magdalena Burnat-Mikosz, Deloitte
Magdalena Burnat-Mikosz (Deloitte)

„Ciągły rozwój rynku i pojawianie się nowych rozwiązań wprowadza zdrową konkurencję między przedsiębiorstwami. Innowacyjność jest motorem zmian, a te są podstawowymi elementami strategii biznesowej. Innowacyjność jest środkiem realizowania strategii rozwoju, wzrostu i budowania wartości. Nic więc dziwnego, że właśnie biznes jest czołowym źródłem innowacyjnych rozwiązań” – komentuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Innowacyjność jest ważna także z punktu widzenia rozwoju osobistego przedstawicieli pokolenia Y. Dwie trzecie z nich deklaruje, że przy wyborze potencjalnego pracodawcy bierze pod uwagę właśnie ten czynnik. Powinien to być ważny sygnał dla szefów firm, biorąc pod uwagę fakt, że do 2025 r. aż 75 proc. zatrudnionych będą stanowić ludzie z pokolenia Y.

60 proc. respondentów jest zdania, że pracują obecnie dla innowacyjnych organizacji. Najwyższy odsetek takich osób jest w Indiach (81 proc.), a najniższy w Japonii (25 proc.). Z krajów europejskich najwyżej uplasowała się Wielka Brytania (65 proc.). Jeszcze mniej, bo już tylko nieco więcej niż połowa badanych osób uważa, że praca pomaga rozwijać ich innowacyjność. W tym obszarze nie mają też wsparcia w szefostwie, gdyż tylko 26 proc. młodych ludzi jest zdania, że ich przełożeni zachęcają swoich pracowników do innowacyjności (dzielenie się pomysłami niezależnie od stażu pracy, kreatywność w wykonywaniu zadań etc).

Co najczęściej stoi na przeszkodzie, aby zmienić ten stan rzeczy? Dla 22 proc. badanych jest to brak środków finansowych, dla 20 proc. przeszkodą jest wewnętrzna kultura danej firmy, a dla 12 proc. bariery stwarza środowisko zewnętrzne (rząd, sytuacja ekonomiczna, biurokracja).
Co w takim razie powinni zrobić pracodawcy, aby spełnić wymogi dotyczące innowacyjności, które stawiają dzisiejsi 20- i 30-latkowie?
• 42 proc. badanych uważa, że należy zachęcać ludzi do innowacyjnego myślenia na wszystkich szczeblach danej organizacji. Dziś 26 proc. respondentów pracuje w takich warunkach,
• dla 39 proc. respondentów konieczne są zachęty i nagrody za opracowanie pomysłów i twórcze podejście. Zdaniem badanych dziś ten warunek spełnia 20 proc. przełożonych,
• dla 34 proc. ludzi z pokolenia Y w rozwoju innowacyjności niezbędny jest czas wolny na naukę i twórcze myślenie. Jednocześnie tylko połowa z tej grupy ma w aktualnym miejscu pracy takie możliwości,
• 32 proc. stawia na otwartość i swobodę rzucania wyzwań. Jednocześnie zaledwie 17 proc. ma takie warunki w miejscu pracy.

„Wyniki ankiety pokazują, jaka jest rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami młodych ludzi a rzeczywistością, z którą stykają się w codziennej pracy. Pracodawcy powinni z uwagą przyjrzeć się tym wynikom. Ci, którzy tego nie zrobią narażają się na utratę największych talentów. Ci zaś, którzy postawią na innowacyjność będą mieli szansę na zatrzymanie najlepszych specjalistów, zdobędą przewagę konkurencyjną na rynku, a wpływ ich firm na społeczny rozwój będzie rósł” – podsumowuje Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte.

LW BOGDANKA S.A. PODPISAŁA UMOWĘ NA ZAKUP TRZECIEGO KOMPLEKSU STRUGOWEGO

Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A. podpisała z Caterpillar Global Mining Europe GmbH umowę na dostawę kolejnego ścianowego kompleksu strugowego. Zgodnie z umową, urządzenie zostanie dostarczone do Spółki do końca czerwca 2014 roku. Jego rozruch planowany jest na trzeci kwartał 2014 roku.

Wyrównywanie szans między płciami na rynku pracy za pieniądze unijne

Równość szans pozostanie jednym z priorytetów w perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Jak mówi wiceminister pracy i polityki społecznej Czesława Ostrowska, w ostatnich latach udało się wiele poprawić, ale wyrównywanie pozycji kobiet i mężczyzn, szczególnie na rynku pracy, wymaga jeszcze wiele pracy. Zadanie to będzie kontynuowane w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Każdy z realizowanych programów w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) musi uwzględniać równość płci. Polska dostaje środki na ten cel od początku członkostwa w UE, czyli od 2004 roku. Były one przeznaczane m.in. na wsparcie bezrobotnych kobiet.

Czesława Ostrowska zapewnia, że programy ze środków EFS będą nadal wydatkowane na cele związane z walką ze stereotypami.

– Działania, które realizowaliśmy w tej perspektywie już wywarły pozytywne skutki w walce ze stereotypami i muszą one być kontynuowane. Mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia, by wyrównać szanse kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, przede wszystkim na rynku pracy – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria wiceminister pracy i polityki społecznej.

Choć pula pieniędzy na EFS w nowej perspektywie finansowej nie jest jeszcze znana, to resort pracy i polityki społecznej przygotowuje konkretne propozycje działań.

– Myślę, że już niedługo dowiemy się, jakie to będą wielkości środków, ale te działania są bardzo ważne i muszą być kontynuowane. Jesteśmy na etapie przygotowań do stworzenia programów operacyjnych, gdzie już będą szczegółowe cele tematyczne, które zamierzamy realizować, przełożone na konkretne działania – podkreśla Czesława Ostrowska.

We wcześniejszych latach ze środków EFS były realizowane w Polsce m.in. programy mające na celu zmniejszanie nierówności w stopniu upowszechniania edukacji przedszkolnej czy też pomoc rodzicom w powrocie do pracy po urlopie wychowawczym.

– Nowe projekty to kontynuacja tego, co było dobre w obecnej perspektywie. Ze środków europejskich wspieraliśmy i wspieramy nadal tworzenie żłobków. Zakończyliśmy niedawno drugi konkurs w tym zakresie na alokacje kolejnych 50 mln zł, wcześniej wydaliśmy już 150 mln zł. Otworzyliśmy też przedszkola przyzakładowe. Stworzyliśmy też model kształcenia np. pracowników instytucji rynku pracy z zakresu realizacji w praktyce zasad równości w dostępie do zatrudnienia – mówi wiceminister pracy i polityki społecznej.

Podobnie wydatkuje się środki EFS w ramach programów wyrównywania szans w innych państwach członkowskich UE. Przykładowo w Niemczech środki z EFS są przeznaczane na: wspieranie godzenia życia zawodowego i prywatnego wśród kobiet i mężczyzn, uwzględnienie potrzeb i potencjału kobiet, mężczyzn i rodzin, zwiększenie uczestnictwa kobiet w rynku pracy, likwidację nierówności ze względu na płeć w życiu zawodowym, wzmacnianie przedsiębiorczości i wspieranie zakładania firm przez kobiety oraz wspieranie sprawiedliwości płciowej w obszarze edukacji, badań i innowacji.

China Exim Bank chce inwestować w Polsce. Ma do dyspozycji 10 mld usd

– China Exim Bank jest bardzo zainteresowany wejściem do Polski, zarówno poprzez fundusz inwestycyjny, jak i poprzez udostępnienie kredytów – informuje Jarosław Dąbrowski, prezes Dąbrowski Finance. To bank będący dysponentem linii kredytowej, której uruchomienie dla 16 państw Europy Centralnej zapowiedział w kwietniu ub.r. premier Chin, Wen Jiabao. 10 mld dolarów będzie przeznaczone na inwestycje w infrastrukturę, energetykę i telekomunikację w naszym regionie. W najbliższych miesiącach można się spodziewać pierwszych projektów, o ile po stronie polskiej pojawią się ciekawe pomysły na współpracę.

– To jest bank taki jak Bank Gospodarstwa Krajowego. Realizuje projekty finansowe o charakterze publicznym, w ramach projektów publiczno-prywatnych czy publicznych. To jest bank, który finansuje ogromną część inwestycji chińskich przez kapitał, ale także poprzez dług, w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski.

Podczas wizyty w Warszawie w kwietniu ub.r. premier Wen Jiabao przedstawił 12 propozycji współpracy, które mogą poprawić równowagę w wymianie handlowej Chin z krajami Europy Środkowej i Bałkanów. Wśród tych propozycji jest projekt utworzenia preferencyjnej linii kredytowej 10 mld dolarów dla firm z 16 państw europejskich, które są zainteresowane projektami wykonywanymi wspólnie z Chinami.

– Wen Jiabao podjął decyzję, że chciałby, żeby w Europie Centralnej Exim Bank zbudował linię na 10 mld dolarów, która by służyła finansowaniu inwestycji chińskich w infrastrukturę, energetykę, logistykę, telekomunikację. Polska wydaje się naturalnym krajem, który miałby większość z tych inwestycji otrzymać. W najbliższym czasie pewnie będą trwały rozmowy. W ciągu najbliższych kilku miesięcy możemy spodziewać się tego typu projektów, byle tylko były pomysły gospodarcze chińskich i polskich partnerów – zapowiada ekspert bankowości międzynarodowej.

Jakiekolwiek decyzje w tej sprawie zapadną prawdopodobnie po zakończeniu procesu zmian na szczytach władzy w Państwie Środka. W marcu odbędzie się zjazd Chińskiej Partii Komunistycznej, na którym oficjalnie Xi Jinping obejmie stanowisko sekretarza generalnego partii i prezydenta kraju, a Li Keqiang zostanie nowym premierem Chin. Zdaniem Jarosława Dąbrowskiego, analitycy liczą, że nowa władza będzie kontynuować prorozwojowe reformy, zapoczątkowane w ubiegłym roku.

– Nie sądzę, żeby nowi przywódcy w jakiś sposób zmniejszyli zainteresowanie czy zablokowali proces zapoczątkowany przez Wen Jiabao. Myślę, że Exim Bank i inne chińskie banki, które są w Polsce i Europie Centralnej, czekają na zamknięcie procesu zmian. Nie zapominajmy, że Chiny to mocno scentralizowany kraj, gdzie element polityki gospodarczej jest bardzo ważny i on determinuje szybkość i tempo podejmowanych decyzji – wyjaśnia ekspert.

Inwestycje chińskie szansą dla Polski

Chińska gospodarka nadal jest jedną z najbardziej dynamicznie rosnących na świecie. W trzecim kwartale ubiegłego roku – choć był to najgorszy wynik od trzech lat i eksperci mówili o spowolnieniu – wzrost gospodarczy w Chinach wyniósł 7,4 proc. W czwartym kwartale gospodarka przyspieszyła i rozwijała się w tempie 8 proc. Chiny mają dziś duże nadwyżki finansowe, których nie są w stanie w całości zainwestować na rodzimym rynku. Dlatego szukają możliwości inwestycji w krajach takich jak Polska.

– Z polskiego punktu widzenia uważam, że warto byłoby wejść w tematy, które może są droższe niż bezzwrotna pomoc z UE, ale też nie uzależniają polskiego wzrostu od tego, co mamy dzisiaj. Wszyscy rozmawiamy o budżecie, który być może będzie w grudniu, a być może będzie w listopadzie 2014. A co z Polską? Taka jednostronna sytuacja, w której jesteśmy uzależnieni od jednego dużego źródła finansowania inwestycji w infrastrukturę, jest dla nas niebezpieczna – mówi Jarosław Dąbrowski, ekspert bankowości międzynarodowej, prezes Dąbrowski Finance.

Tym bardziej, że unijne środki z czasem będą płynąć do Polski coraz mniejszym strumieniem.

Polska przyczółkiem chińskich firm

Chińskie firmy od lat obecne są w Polsce. Po nieudanej współpracy przy budowie autostrady A2 z chińską firmą COVEC widać odbudowanie zaufania po każdej ze stron. Jednym z największych inwestorów na polskim rynku jest obecnie Huawei, gigant telekomunikacyjny, produkujący sprzęt i infrastrukturę telekomunikacyjną. Zatrudnia w Polsce 500 osób. Koncern z powodzeniem zaczyna konkurować w Europie o realizację zamówień przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

– To jest ważny temat, który pokazuje, że jeśli Polska staje się centrum dla dużej firmy chińskiej, z którego obsługuje 21 krajów w Europie Centralnej, Północnej i Południowej, to ten proces ciekawie i dynamicznie się rozwija – mówi Jarosław Dąbrowski.

Telekomunikacja i nowe technologie to potencjalne obszary dwustronnej współpracy. Kolejnym może być infrastruktura transportowa: drogi, koleje, logistyka. Innym obszarem, którym chińskie firmy są szczególnie zainteresowane w kontekście Polski, jest energetyka. Nie chodzi jednak tylko o budowę nowych bloków energetycznych czy innych elementów infrastruktury.

– Polskie firmy będą szukały w energetyce partnerów, ponieważ nie aż tak wiele banków będzie gotowych finansować te projekty, od energetyki wiatrowej aż po tradycyjną, typu węgiel, gaz i ewentualnie w przyszłości także energetykę związaną z łupkami. Chińczycy postawili bardzo mocno na łupki i prawdopodobnie wyprzedzą Polskę, jeśli chodzi o tempo i szybkość budowania technologii i wydobycia, bo widzą w tym ogromną szansę dla siebie. Wydaje mi się, że chociażby po to, żeby zrównoważyć wpływy rosyjskie, warto byłoby wpuścić na projekty chińskie firmy – mówi prezes Dąbrowski Finance.

Rozwojem w Polsce jest zainteresowana np. chińska firma Sinovel, największy producent sprzętu do energetyki wiatrowej.

Synthos wspiera UKH Unia

Synthos S.A.Spółka wspierać będzie działalność klubu, który od prawie czternastu lat z powodzeniem szkoli dzieci i młodzież w tej dziedzinie sportu.

Synthos darzy szacunkiem osoby i organizacje, które podejmują się ambitnych wyzwań. Szczególnie doceniamy działania instytucji działających na rzecz dzieci i młodzieży, dlatego z chęcią wspierać będziemy UKH. W Polsce sport profesjonalny ma wielu sponsorów i reklamodawców, natomiast kuleje szkolenie najmłodszych pasjonatów. Udzielanie wsparcia finansowego dla tych, którzy dopiero stoją przed swoją życiową szansą, odzwierciedla również naszą filozofię jako firmy – inwestowania w  ciężką pracę i młode talenty, które z entuzjazmem podchodzą do stojących przed nimi szans. Liczymy, że nasza pomoc pozwoli młodym hokeistom w rozwoju i osiąganiu celów, nie tylko sportowych – powiedział Tomasz Kalwat, Prezes Synthos S.A.

Uczniowski Klub Hokejowy Unia powstał w 1999 roku. Obecnie skupia około 170 zawodników reprezentujących 7 grup młodzieżowych: mini hokej, mikrus, żak młodszy, żak starszy, młodzik, junior młodszy oraz centralna liga juniorów. Ich szkoleniem zajmuje się 5 trenerów.

Do sukcesów Klubu należy zaliczyć wielokrotne tytuły Mistrzów Polski w różnych kategoriach wiekowych i coroczne ligowe sukcesy. Zawodnicy Klubu są także corocznie powoływani do kadry Reprezentacji Polski.

Ministerstwo Gospodarki pracuje nad programem ograniczenia emisji CO2

Ministerstwo Gospodarki przygotowuje program pokazujący, jak zmniejszyć emisję CO2, a jednocześnie nie stracić na konkurencyjności i zapobiec przenoszeniu fabryk do państw, gdzie normy środowiskowe nie są tak restrykcyjne. Komisja Europejska za pomocą polityki energetyczno-klimatycznej stara się nakłonić państwa członkowskie do przestawienia gospodarek na niskoemisyjne. Polska jednak sprzeciwia się zaostrzaniu tej polityki, argumentując, że jej koszty ekonomiczne są zbyt wysokie.

Resort gospodarki przygotowuje model, który będzie służył sprawdzeniu, jak dane rozwiązanie technologiczne czy organizacyjne wpływa na emisje gazów cieplarnianych.

– Ważne będzie nie tylko to, że obniży poziom emisji, ale również to, że nie zaszkodzi gospodarce. Czyli spowoduje, że nasza gospodarka, pomimo istotnego obniżenia poziomu emisji, będzie się nadal rozwijała. To jest główne założenie tego szerokiego programu obejmującego i efektywność energetyczną, i zmianę sposobu życia i modelu konsumpcji – informuje Jerzy Majchrzak, dyrektor Departamentu Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki.

Jak tłumaczy, jest to duży program obejmujący wiele aspektów życia i gospodarki. Prace nad nim mają zostać zakończone do końca tego roku, a w 2014 roku ma zostać przyjęty.

Polityka KE zmierza do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska dwutlenkiem węgla i innymi gazami cieplarnianymi, które według części naukowców są odpowiedzialne za wzrost globalnej temperatury oraz przyczyniają się m.in. do rozwoju chorób nowotworowych. Jeśli jednak proponowane rozwiązania z zakresu transformacji niskoemisyjnej nie będą dopasowane do specyficznych warunków naszego kraju, przechodzenie na zieloną gospodarkę może być jedynie dodatkowym kosztem opóźniającym rozwój Polski. Dodatkowo, może doprowadzić do nasilenia zjawiska carbon leakage, czyli zastępowania produkcji polskiej czy unijnej, obciążonej kosztami polityki niskoemisyjnej, importem towarów z krajów trzecich, zwykle mających wyższe progi emisji.

– Jeżeli będziemy sprowadzać truskawki z Meksyku samolotem, to jest to wysokoemisyjna gospodarka, bo przecież przywożenie tych owoców z tamtych krajów w zimie pochłania dużą emisję CO2. Chcemy to liczyć globalnie, nie tylko tak, że zmniejszymy emisję w Polsce, a trzy razy zwiększymy poza naszymi granicami. Ma być to gospodarka, która spowoduje, że nasz poziom życia będzie coraz wyższy, lepszy, ale jednocześnie nie będziemy emitować więcej globalnie, nie tylko w Polsce – wyjaśnia Majchrzak w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Dyrektor w Ministerstwie Gospodarki podkreśla, że to globalne podejście jest szczególnie istotne.

– Model sprawdzania wpływu na emisje CO2 zacznie niedługo funkcjonować, więc nie będziemy wprowadzać tych rozwiązań, które są pozorne i tylko udają, że zmniejszają emisję. Patrzymy też na to, jak jest w innych krajach – mówi Jerzy Majchrzak. – Ta zmiana wiąże się z nowym modelem gospodarczym Polski, zmianą sposobu życia: będziemy mieć samochody spalające mniej paliwa i będziemy używać sprzętu AGD o mniejszym zużyciu energii, będziemy zwracać większą uwagę na oszczędzanie wody, energii czy śmieci.

W dokumencie „Potencjalne konsekwencje rozwiązań dotyczących unijnej polityki klimatycznej dla polskiej gospodarki oraz wpływu na jej konkurencyjność” resort gospodarki przedstawił dotychczas wykonane opracowania i analizy w zakresie unijnego podejścia do transformacji niskoemisyjnej. Wynika z nich, że koszty wdrożenia proponowanej przez Komisję Europejską polityki klimatycznej do roku 2050 w odniesieniu do PKB są w Polsce większe niż średnia dla całej UE. Do 2020 roku koszty w postaci utraty dynamiki PKB i miejsc pracy z tytułu realizacji zobowiązań zawartych w pakiecie klimatyczno-energetycznym mają być ponad dwukrotnie wyższe dla Polski (ok. 1,4 proc. PKB do roku 2020) niż średni koszt w UE (ok. 0,6 proc. PKB).

M. Mrowiec: coraz więcej argumentów przeciw szybkiemu przyjęciu euro

– Silne argumenty za wejściem do strefy euro albo mocno osłabły, albo całkowicie odpadły, natomiast dosyć mocno wzrosły argumenty przeciw – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA Dyskusję na temat naszej integracji ze strefą euro ponownie podjął premier Donald Tusk, który uważa, że należy zrobić wszystko, by jak najszybciej zastąpić złotego wspólną, europejską walutą.

Głosy ekonomistów na „tak” lub na „nie”, co do naszego ewentualnego wstąpienia do eurostrefy, są podzielone. Zwolennicy takich ruchów mówią, że w ten sposób uda się wyeliminować ryzyko kursowe, powstrzymując ewentualne próby manipulowania kursem złotego. Dodają, że Polska zyskałaby w ten sposób na wiarygodności. Często podnoszonym argumentem było też to, że obligacje wielu krajów strefy euro są niżej oprocentowane niż papiery dłużne emitowane przez Skarb Państwa. A im niższa rentowność tym lepiej dla danego kraju, bo oznacza spłatę niższych odsetek od długu.

– Ten argument już od kilku kwartałów nie działa – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. – Nasze rentowności są wyraźnie niższe od wielu krajów strefy euro. Rynki wróciły więc do oceny wiarygodności poszczególnych krajów poprzez to, jaką one prowadzą politykę makroekonomiczną, a nie względem tego, czy są w strefie euro, czy ich nie ma.

Niewystarczający jest, według ekonomisty, kolejny argument za szybkim przyjęciem euro. Chodzi o twierdzenie, że obecność w eurostrefie gwarantuje niższe stopy procentowe, co przełoży się bezpośrednio na inwestycje i wzrost gospodarczy.

– Jesteśmy bogatsi o doświadczenia krajów, gdzie rzeczywiście niższe stopy procentowe zdynamizowały inwestycje, ale to były inwestycje w nieruchomości, które doprowadziły do powstania baniek na tamtych rynkach. A te w konsekwencji doprowadziły do poważnych problemów dla sektora bankowego, np. w Hiszpanii – mówi Marcin Mrowiec.

Dodaje, że jeśli będziemy przekonani, że niższe stopy procentowe rzeczywiście zagwarantują nam rozwój, to nic nie stoi na przeszkodzie, by Rada Polityki Pieniężnej kontynuowała cykl obniżek.

Zdaniem Marcina Mrowca, im mniej jest argumentów „za”, tym więcej pojawia się „przeciw” naszej integracji ze strefą euro. Chodzi przede wszystkim o problemy, z jakimi od wielu miesięcy zmagają się jej członkowie i o sytuację w europejskim systemie finansowym.

– Jest pytanie, czy powinniśmy się przyłączać do takiego bloku, który trochę drży w posadach i który w perspektywie ma jeszcze większe kłopoty niż to, co do tej pory widzieliśmy – dodaje główny ekonomista Pekao SA.

Tym bardziej, że zamiana złotego na euro mogłaby okazać się kosztowna dla konsumentów, choćby z powodu tzw. efektu cappuccino, czyli zaokrąglania cen w górę przy zmianie waluty. Na Słowacji, na przykład, nie do końca sprawdził się zastosowany tuż przed wprowadzeniem euro mechanizm zapobiegania podwyżkom cen.

– On rzeczywiście zadziałał między miesiącem przed euro a miesiącem po euro i na to był nastawiony. Natomiast jeśli popatrzymy na poziom cen, to one rosły na Słowacji w stopniu mniejszym, ale za to przez dłuższy czas – zauważa Mrowiec. – Poza tym, bogatsi o doświadczenie kryzysu widzimy, że Słowacy nie mieli kursu walutowego, który mógłby się tak osłabić jak złoty w drugiej połowie 2008 i w 2009.

W Polsce dzięki osłabionej walucie wzmocnił się eksport, jednocześnie osłabiając import. I to właśnie eksport netto był główną siłą napędową polskiej gospodarki w trudnych kryzysowych czasach.

– Gdybyśmy w czasie kryzysu nie mieli swojej waluty, tylko mielibyśmy euro, to patrząc na dane historyczne można by postawić tezę, że nie bylibyśmy zieloną wyspą, że ten efekt by w ogóle nie zadziałał i bylibyśmy na minusie, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Własna waluta jest jednak pewnym buforem, który dla nas dosyć mocno zadziałał – mówi Marcin Mrowiec.

CMMI w Asseco. Sukces Pionu Org. Międzynarodowych i Służb Mundurowych

0

Asseco Poland jako pierwszy – i jak dotąd jedyny – polski producent oprogramowania dołączyło do elitarnej grupy firm posiadających jednostki organizacyjne, których procesy wytwórcze zostały formalnie ocenione jako zgodne z Capability Maturity Model Integration for Development na trzecim poziomie dojrzałości.

Model CMMI jest rezultatem przeszło 20 lat prac Carnegie Mellon University prowadzonych wspólnie z przedstawicielami przemysłu, rządu (w szczególności Departamentu Obrony USA) oraz Software Engineering Institute. Wspierany przez Carnegie Mellon University, CMMI Institute ciągle doskonali model procesowy i działa na rzecz rozwoju stosowania najlepszych praktyk i rozwiązań w odpowiedzi na pojawiające się potrzeby m.in. sektora informatycznego na całym świecie.

Model CMMI wydatnie ułatwia współpracę, zwłaszcza w przypadku rozległych i wielokulturowych organizacji, niejednokrotnie posługujących się własnymi metodykami w dziedzinie wytwarzania oprogramowania. CMMI oferuje wspólny język, co pozwala uniknąć uciążliwych dyskusji poświęconych uściślaniu pojęć z dziedziny inżynierii oprogramowania. Dlatego posługiwanie się standardem zgodnym z modelem CMMI ułatwia zgranie z wieloma dostawcami i konsorcjantami, a także włączenie części zespołu klienta do procesu dostawcy. Dla zamawiającego formalna ocena zgodności z CMMI-DEV na trzecim poziomie dojrzałości jest obiektywnym i formalnie uznanym gwarantem poziomu dojrzałości reprezentowanego przez dostawcę.

– Uzyskanie formalnego potwierdzenia zgodności naszych procesów z prestiżowym modelem CMMI-DEV na poziomie 3 było naszym celem od 2009 roku. Sprostanie jego wymaganiom wymagało znacznego wysiłku organizacyjnego. Tym niemniej podjęliśmy to wyzwanie, gdyż posiadanie takiej oceny wzmocni naszą konkurencyjność i zdolność konsorcyjną na rynku międzynarodowym – powiedziała Jadwiga Nowotnik, dyrektor Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych, Asseco Poland S.A.

Ocena zgodności procesów zarządczych i wspierających dotyczących produkcji oprogramowania odbyło się podczas trzytygodniowego audytu przeprowadzonego przez firmę KUGLER MAAG CIE GmbH, która jest partnerem CMMI Institute afiliowanego przy Carnegie Mellon University . W toku oceny przeprowadzonej zgodnie z metodyką SCAMPI A dokonano szczegółowego przeglądu dokumentacji oraz przeprowadzono kilkanaście wywiadów z członkami zespołów projektowych oraz przedstawicieli Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych.

 

 

Warsztaty AO na finiszu

Ponad 3 tysiące osób z całej Polski dowiedziało się, jak świadomie inwestować na giełdzie. Spotkaniem w Krośnie zakończyła się druga edycja spotkań o inwestowaniu na giełdzie organizowanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z liczną grupą partnerów. W ciągu niecałych 4 miesięcy w warsztatach wzięło udział 3 074 inwestorów giełdowych. Eksperci giełdowi odwiedzili w sumie  33 miasta w całej Polsce. Szczególną popularnością cieszyły się spotkania w Krakowie (250 uczestników), Krośnie (170) i Warszawie (165).

Nowy kalkulator pomiaru jakości EPS

Synthos S.A.W dniu 22 stycznia 2013 odbyła się w siedzibie Instytutu Technologii Budowlanej w Warszawie, konferencja prasowa Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu. ITB, na zlecenie PSPS, przeprowadziło badanie, którego celem było ustalenie relacji pomiędzy najistotniejszymi parametrami materiałów izolacyjnych a jego gęstością. Analizę przeprowadzono na podstawie danych zebranych w bazie Instytutu oraz próbek pobranych z rynku. Wyniki Badań potwierdzają bezpośrednią zależność współczynnika przewodzenia ciepła l oraz wytrzymałość na ściskanie w relacji do gęstości materiału.

Teraz podjęcie decyzji o wyborze najlepszego styropianu do ocieplenia budynków jest znacznie łatwiejsze. Wystarczy zważyć paczkę styropianu zwykłą wagą i porównać wyniki z tabelą publikowaną w ulotkach i na stronie PSPS.

Aby ułatwić dobór właściwego styropianu, Synthos S.A. wraz z Polskim Stowarzyszeniem Producentów Styropianów przygotował kalkulator pomiaru jakości EPS. Ta wygodna aplikacja (dostępna w dwóch wersjach – uproszczonej i zaawansowanej) nie tylko pozwala uchronić się przed złej jakości wyrobami, ale pozwala również na dobór właściwej izolacji oraz  wylicza korzyści płynące z zastosowania Gwarantowanego Styropianu.

***

Synthos S.A. jest trzecim największym producentem EPS w Europie. Ma dwa zakłady produkcyjne ulokowane w Europie Centralnej (Polsce i Republice Czeskiej). Oprócz produkcji EPS, firma jest znana z produkcji kauczuku, polistyrenów, XPS, dyspersji, klejów oraz innych innowacyjnych produktów w branży chemicznej

Zmiany w funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych

Do końca roku ma zapaść decyzja w sprawie przyszłości specjalnych stref ekonomicznych, które zgodnie z prawem działać mogą tylko do 2020 roku. Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński liczy na to, że rząd – już w oparciu o nowe kryteria – „podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref”. Zgodnie z proponowanymi zmianami strefy mają funkcjonować w szczególności na terenach objętych strukturalnym bezrobociem.

Specjalne strefy ekonomiczne powstały w Polsce blisko 20 lat temu, na mocy ustawy z 1994 roku. Pierwotnie miały być wygaszone w 2014 roku. Decyzją z 2008 roku Sejm przedłużył okres ich działalności do końca 2020 roku. Od kilku miesięcy trwa ożywiona dyskusja na temat dalszego wydłużenia o kolejne lata.

– Sądzę, że decyzja w sprawie przedłużenia funkcjonowania stref w Polsce zapadnie stosunkowo szybko, bo jeszcze w roku 2013 – zapowiada wicepremier i minister gospodarki.

Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu rząd zdecydował, że ministrowie finansów i gospodarki wspólnie mają przeanalizować kryteria decydujące o wpuszczeniu do strefy określonego rodzaju działalności gospodarczej, ale też dopuszczalne formy pomocy publicznej, biorąc pod uwagę również doświadczenia europejskie.

– Jestem przekonany, że w oparciu o czytelniejsze niż dotąd kryteria, gdzie w pierwszej kolejności będzie przesuwanie aktywności stref do terenów: powiatów, grupy gmin, gdzie jest duże strukturalne bezrobocie, cały rząd podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wicepremier i szef resortu gospodarki, Janusz Piechociński.

Rozporządzenia, którymi tydzień temu miał się zająć rząd, zakładały, że SSE będą działać do końca 2026 roku. Waldemar Pawlak, były minister gospodarki, był zwolennikiem bezterminowego wydłużenia ich funkcjonowania.

W dyskusje włączyli się przedstawiciele czternastu działających dzisiaj w Polsce specjalnych stref ekonomicznych, przedsiębiorcy, samorządowcy i politycy. Chodzi o wypracowanie nowych mechanizmów pomocy publicznej, będących formą przyciągania inwestycji. Największym problemem jest spór na linii resort gospodarki – resort finansów, który do tej pory blokował decyzje w tej sprawie.

– My mówimy, że nie tylko trzeba oszczędzać, ale inwestować i zarabiać. Inni zwracają uwagę, że przez niższe podatki, np. CIT, skuteczniej niż poprzez nadzwyczajne formy, przyciąga się inwestycje – mówi minister gospodarki. – Na jakimś poziomie trzeba zawrzeć kompromis.

Może o niego być trudno, bo ewentualne dalsze ulgi dla firm działających w strefach osłabiłyby wpływy do budżetu. Janusz Piechociński mówi, że to tylko jedna strona medalu. Druga to korzyści wynikające z dalszego istnienia SSE – stabilne miejsca pracy, działalność związana z rozwojem wysoko technologicznych, innowacyjnych projektów, kooperacja z innymi podmiotami – poddostawcami i podwykonawcami.

Wicepremier dodaje, że w jego ocenie dotychczasowe rozwiązania prawne, system zachęt, adresowanych do inwestorów, sprawdziły się. Mimo trudnej sytuacji gospodarczej do Polski wciąż napływają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których wartość w 2011 roku osiągnęła pułap 10,9 mld euro, a w ubiegłym roku była wyższa o 6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost procentowy byliśmy lepsi, m.in. od Niemców, Francuzów i Włochów. Nieznacznie ustąpiliśmy Wielkiej Brytanii, Litwie i Macedonii.

– To, że dziś, na początku 2013 roku, polski rząd analizuje i dyskutuje na ten temat, pokazuje bardzo wyraźnie, jak poważnie traktujemy inwestycje bezpośrednie, jak tym mechanizmem chcemy wspierać tereny poprzemysłowe albo tereny, gdzie jest bardzo mało lokalnej przedsiębiorczości, a bardzo dużo strukturalnego bezrobocia – dodaje wicepremier.

Na wiążące decyzje w tej sprawie liczą potencjalni inwestorzy, którzy muszą wiedzieć, na jakich zasadach mają inwestować swój kapitał, z jakich ulg będą mogli korzystać i do kiedy będą one obowiązywać. Jak podkreśla Janusz Piechociński, w strefach jest dzisiaj około 5 ha niezagospodarowanych terenów, ale są też obszary, na których wygasła już działalność gospodarcza, a pozostała pełna infrastruktura techniczna.

– Marnotrawstwem byłoby pozostawienie tego stanu rzeczy i przyzwolenie na dewastację, na niewykorzystanie tych terenów – ocenia Janusz Piechociński.

Z danych resortu gospodarki wynika, że dzięki istnieniu czternastu stref ekonomicznych przez kilkanaście lat powstało w Polsce ok. 250 tys. nowych miejsc pracy, a wartość inwestycji przekroczyła 75 mld zł.

Szefowie polskich firm przewidują koniec kryzysu w 2015 r.

Polscy prezesi i dyrektorzy zarządzający, choć wciąż pozostają pesymistyczni wobec sytuacji swoich firm w krótkim okresie, wykazują więcej optymizmu w dłuższym horyzoncie czasowym. Prawie połowa z nich pozytywnie ocenia perspektywy wzrostu w ciągu najbliższych trzech lat. Nadal, wśród działań mających na celu zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw, dominuje kompleksowa restrukturyzacja kosztów, planuje ją aż 45% respondentów – to główne wnioski z badania „CEO Survey 2013” przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC.

Z badania firmy doradczej PwC wynika, że zaledwie 26% polskich prezesów ocenia, iż przychody ich firm zdecydowanie wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu do 28% rok wcześniej. Jest to z jednej strony, znacznie poniżej średniej dla naszego regionu (Europa Środkowo – Wschodnia -aż 42%) i świata (36%), ale z drugiej, nieco lepiej niż średnia dla Europy Zachodniej (22%), z którą jesteśmy najsilniej związani gospodarczo. Bardzo poprawiły się natomiast oczekiwania dotyczące perspektyw rozwojowych firm w dłuższej perspektywie. Aż 45% polskich prezesów wykazuje optymizm w horyzoncie 3-letnim (rok temu było to tylko 33%), podczas gdy na świecie odsetek silnie przekonanych co do wzrostu przychodów ich firm w ciągu 3 lat wciąż spada (46% wobec 47% rok temu).

Szefowie polskich firm najbardziej obawiają się negatywnych tendencji makroekonomicznych, bezpośrednio związanych z obecną sytuacją gospodarczą. 88% respondentów odczuwa niepokój w związku z niepewnym lub bardzo nieregularnym wzrostem PKB, a 77% pytanych obawia się zmiany zachowań konsumenckich (wobec 49% na świecie).

„Znacznie mniej niepokoju wśród polskich liderów budzą długookresowe trendy biznesowe, które mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia firm i trwale zmieniają ich funkcjonowanie. Zaledwie 37% respondentów obawia się o dostępność pracowników o kluczowych umiejętnościach, a 23% pytanych zmian technologicznych czy problemów z ochroną własności intelektualnej. W wynikach światowych, tendencja ta jest odwrotna. Świadczy to o tym, iż globalne procesy natury strukturalnej wciąż docierają do naszego kraju z pewnym opóźnieniem” – mówi prof. Witold Orłowski, Główny Doradca Ekonomiczny PwC.

Działania restrukturyzacyjne planowane na 2013 r. będą bardzo podobne do tych z roku ubiegłego. Ich zakres związany jest ze strategią zmian w przedsiębiorstwach, która koncentruje się na działaniach obronnych. Firmy zarówno w Polsce (45%) jak i na świecie (70%) planują przede wszystkim kompleksowe programy restrukturyzacji kosztów. Na drugim miejscu jest wyprowadzenie na zewnątrz (outsourcing) procesu lub funkcji biznesowej, co wskazało 30% prezesów w Polsce (wobec 31% na świecie). Rzadziej w polskich firmach planowane są natomiast kroki w zakresie zawarcia aliansu strategicznego lub joint-venture (25% wobec aż 47% na świecie) czy realizacji transakcji międzynarodowej z zakresu fuzji i przejęć (15% wobec 28%). Działania te są jak widać filarami budowy przewagi firm na świecie. Zdaniem ekspertów firmy doradczej PwC, jeżeli polskie firmy chcą być konkurencyjne na światowych rynkach, muszą poszukać nowych, odważniejszych rozwiązań.

Z badania firmy doradczej PwC wynika również, że polscy CEO częściej niż w poprzednich latach planują wyjście na rynki zagraniczne, choć rzadko z nowymi produktami. Rok temu gotowość taką deklarowało tylko 5% ankietowanych, w tym roku jest to już 12%. Mimo tego, że 68% prezesów deklaruje zwiększenie zakresu prac badawczo-rozwojowych w firmie, częściej widzą oni szanse w zdobyciu nowych rynków zagranicznych, niż w opracowaniu nowego produktu lub usługi.

„Trudne czasy wymagają właściwego przywództwa. Polscy prezesi są gotowi brać na siebie to wyzwanie, 71% respondentów deklaruje, że odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem jest w firmach coraz bardziej scentralizowana, a 82%, że kluczowe decyzje podejmowane są na najwyższym szczeblu. Proces ten oznacza, iż bardzo istotne dla długookresowego rozwoju przedsiębiorstwa staje się zarówno przygotowanie odpowiednich następców dla obecnej kadry kierowniczej, jak i opracowanie efektywnych metod wyłaniania przyszłych liderów” – podkreśla prof. Witold Orłowski z PwC.

Narzędzia stosowane w polskich firmach są tu bardzo zbliżone do stosowanych na świecie: angażowanie menedżerów niższego szczebla w podejmowanie decyzji strategicznych (78% w Polsce wobec 79% na świecie), dedykowane programy rozwoju (odpowiednio 66% i 68%) oraz rotacje pomiędzy funkcjami (odpowiednio 63% i 62%). Zdecydowanie rzadziej w polskich firmach stosowane są promowanie różnorodności (36% wobec 58% na świecie) oraz aktywne planowanie sukcesji (55% wobec 71%).

Polscy prezesi lepiej niż na świecie oceniają funkcjonujące modele wynagrodzeń kadry menedżerskiej. W ocenach światowych liderów biznesu widać gorzkie lekcje, które wyciągnięto w krajach rozwiniętych z systemów wynagradzania nadmiernie premiujących ryzyko i skłaniających do poszukiwania krótkookresowych zysków. W przypadku polskich prezesów, akceptacja dla tych modeli jest dużo większa.

Kryzys ekonomiczny nie dotknął największych europejskich klubów piłkarskich

Real Madryt ósmy rok z rzędu jest klubem piłkarskim o największych przychodach na świecie. Jego przychody w sezonie 2011/2012 wyniosły 513 mln euro. Drugie i trzecie miejsce bez zmian – FC Barcelona oraz Manchester United. Dwudziestka największych futbolowych drużyn europejskich zarobiła prawie 5 mld euro. Wśród nich wyróżniają się kluby angielskiej Premier League, którym przypadła połowa miejsc w pierwszej dziesiątce światowego rankingu „Football Money League 2013” po raz 16. przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Real Madryt jako pierwszy klub sportowy na świecie (z uwzględnieniem wszystkich dyscyplin) osiągnął przychody przekraczające 500 mln euro. Przychody hiszpańskiego giganta wzrosły w porównaniu z poprzednim sezonem o 33,1 mln euro (7 proc.) do niespełna 513 mln euro i pozwoliły po raz ósmy stanąć na czele klubów piłkarskich z największymi przychodami. Tym samym Real Madryt wyrównał rekord Manchesteru United, który zajmował pozycję lidera Football Money League przez osiem lat do sezonu 2003/2004. „Przykład Realu Madryt pokazuje, że są kluby odporne na kryzys. Klub ten narzucił swoim konkurentom niesamowite tempo zwiększania przychodów i to m.in. dzięki niemu dwudziestka czołowych klubów zwiększyła sumarycznie swoje przychody o 10 procent w sezonie 2011/2012”- argumentuje Dan Jones, Partner, Sports Business Group, Deloitte UK.

Łączne przychody dwudziestu najlepiej zarabiających klubów piłkarskich osiągnęły poziom 4,8 mld euro. Oznacza to, że od czasu rozpoczęcia publikowania rankingu Deloitte w 1997 roku zwiększyły się one aż czterokrotnie. „Osiem klubów w zestawieniu co prawda zanotowało spadek przychodów w sezonie 2011/2012, ale ich przyczyną były gorsze wyniki sportowe, a nie recesja. Przychody czołowej dwudziestki stanowią ponad jedną czwartą sumy przychodów całego europejskiego rynku piłkarskiego. Oczekujemy, że w sezonie 2012/2013 grupa ta zarobi ponad 5 mld euro” – dodaje Dan Jones.

Już piąty rok z rzędu sześć czołowych miejsc w Football Money League zajmują wciąż te same kluby. Oprócz Realu Madryt są to FC Barcelona, Manchester United, Bayern Monachium, Chelsea oraz Arsenal. Tak wysoka pozycja oznacza, że kluby te mają najwięcej kibiców, a co za tym idzie największe przychody i to zarówno na rynkach krajowych, jak i zagranicą.

Tradycyjnie najwięcej miejsc w zestawieniu przypadło angielskim drużynom. W tym roku jest ich siedem, a w pierwszej dziesiątce aż pięć. Tegorocznym debiutantem jest Newcastle United, który zastąpił hiszpańską Valencię.

Największy awans w sezonie 2011/2012, bo aż o pięć miejsc, uzyskały trzy drużyny: Manchester City (pozycja 7.), Bosrussia Dortmund (miejsce 11.) oraz Napoli (15.). Warto przypomnieć, że filarami niemieckiej drużyny są trzej Polacy: Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski oraz Łukasz Piszczek. Borussia Dortmund uznawana jest za rewelację tegorocznej Ligi Mistrzów, z której odpadła już Chelsea, ubiegłoroczny zwycięzca europejskich rozgrywek. Zdaniem ekspertów Deloitte w połączeniu z ograniczoną pojemnością stadionu Stamford Bridge może to spowodować spadek londyńskiego klubu w przyszłorocznej edycji rankingu i zajęcia jego miejsca na przykład przez Manchester City, triumfatora Premier League z ubiegłego sezonu.

Czy Real Madryt i FC Barcelona w kolejnych edycjach Football Money League obronią pozycję lidera i wicelidera? Eksperci Deloitte zauważają, że zagrożeniem dla nich może być Manchester United, który choć notuje gorsze wyniki sportowe, to osiąga coraz wyższe przychody z działalności komercyjnej. „Manchester United nadal wykorzystuje globalną rozpoznawalność swojej marki. Siedmioletnia umowa sponsorska zawarta z General Motors podwoi przychody klubu uzyskiwane dzięki umieszczeniu logo partnera na koszulkach zawodników. W połączeniu z nowymi umowami na transmisję rozgrywek Premier League na sezon 2013/2014 gwarantującymi każdemu z angielskich klubów zwiększone dochody od 20 do 30 mln funtów może to skutkować wyprzedzeniem hiszpańskich klubów przez Czerwone Diabły. Nowe umowy dotyczące transmisji mogą oznaczać zaś, że za kilka lat połowę stawki w zestawieniu będą stanowić drużyny angielskie” – wyjaśnia Austin Houlihan, Starszy Menedżer, Sports Business Group, Deloitte UK.

Eksperci Deloitte zauważają, że na sytuację finansową europejskich klubów piłkarskich wpłynie wymóg UEFA, tzw. Financial Fair Play, oznaczający, że kluby nie będą mogły więcej wydawać niż zarabiają. „Coraz więcej uwagi przywiązuje się do racjonalizacji wydatków klubów w odniesieniu do poziomu ich zarobków. Należy popierać sprawność i odpowiedzialność struktur zarządczo-finansowych w europejskiej piłce nożnej oraz inwestowanie w obiekty sportowe i rozwój młodzieży” – podsumowuje Paul Rawnsley, Dyrektor, Sport Business Group, Deloitte UK.

Amazon przejmuje polską firmę IVONA Software

Polska firma IVONA Software, której syntezator mowy Ivona zyskał uznanie tak rodzimych, jak i zagranicznych użytkowników komputerów, została przejęta przez Amazon. Przejęcie jest kolejną odsłoną rywalizacji między Amazonem a jego konkurentami mającymi własne syntezatory mowy, takie jak Samsung S-Voice czy Siri należąca do Apple.

Firmę założyli w 2001 roku dwaj absolwenci Politechniki Gdańskiej, Łukasz Osowski i Michał Kaszczuk. W 2011 roku pierwotna nazwa firmy (IVO Software) została zmieniona na IVONA Software. Firma tworzy i rozwija wielokrotnie nagradzany na świecie syntezator mowy IVONA TTS (ang. Text-to-Speech) – program zmieniający tekst na mowę. Jego możliwości technologiczne, wysoka jakość mowy porównywalna z mową ludzką, różnorodność głosów, kodeków i licencji sprawia, że korzystają z niego zarówno duże korporacje, jak i małe firmy. Amazon korzysta już z technologii firmy IVONA Software w swoich tabletach Kindle Fire, które oferują takie funkcje jak Text-to-Speech, Voice Guide oraz Explore by Touch.

„Opracowana przez IVONA Software wyjątkowa technologia text-to-speech wyróżnia się naturalnością, dokładnością wymowy oraz łatwością wykorzystania. Jest ona kluczowym elementem funkcji zwiększających dostępność Kindle Fire, w tym Text-to-Speech, Voice Guide, czy Explore by Touch”, powiedział Dave Limp, Vice President, Amazon Kindle. „Zespół IVONA podziela naszą pasję do innowacji i koncentrację na potrzebach klienta. Liczymy na dalszy rozwój i dostarczanie świetnych produktów pozwalających na budowę najwyższej klasy rozwiązań głosowych klientom na całym świecie.”

„Od ponad dziesięciu lat nasz zespół koncentruje się na budowie innowacyjnej technologii text-to-speech,” mówi Łukasz Osowski, Prezes i współzałożyciel firmy IVONA. „Cieszymy się, że wsparcie Amazon pozwoli nam na dalszy rozwój, innowacje oraz dostarczanie nowych głosów i języków klientom na całym świecie.”

Szczegóły finansowe transakcji nie zostały ujawnione przez żadną ze stron.

Kryzys w Chinach i gaz łupkowy zwiększą PKB Polski

Wyhamowanie dynamiki wzrostu gospodarczego Chin może oznaczać wzrost polskiego PKB o 1 proc. w ciągu trzech lat. Z kolei rozpoczęcie wydobycia gazu łupkowego w Polsce może zwiększyć PKB naszego kraju łącznie o ponad 3 proc. w latach 2013-2022. Analizy przyczyn i skutków tych czynników – „chińskiego kryzysu” i wydobycia gazu łupkowego – dokonał Bank DnB NORD z firmą doradczą Deloitte w raporcie „Kierunki 2013. Pozytywne szoki gospodarcze?”.

Po pierwsze: „kryzys” w Chinach
Szacunki i prognozy na najbliższe dwa lata wskazują na stabilizację wzrostu PKB w krajach rozwiniętych, na poziomie około 2,5 proc. w Stanach Zjednoczonych i 1,5 proc. w strefie euro oraz 8 proc. w Chinach. W analizie przygotowanej przez Bank DnB NORD wspólnie z Deloitte rozważany jest też scenariusz zakładający spowolnienie dynamiki PKB Chin do 5 proc. rocznie.

– Skutki takiego, prawdopodobnego naszym zdaniem, zdarzenia będą odczuwalne dla gospodarek na całym świcie – podkreśla Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Business Consulting, jeden z autorów raportu. – Nie będzie to kryzys w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale „kryzys chiński”, który wywoła pozytywny szok podażowy na świecie, którego echa dotrą także do Polski.

Chiny mogą doświadczyć spowolnienia wzrostu do „zaledwie” 5 proc., ponieważ – według twórców publikacji – kraje rozwinięte, czyli główni partnerzy handlowi Chin, przechodzą właśnie terapię ograniczania deficytów i konsumpcji. Równocześnie chińskie rezerwy wzrostu (oparte o inwestycje i eksport) są na wyczerpaniu, a potencjalne jego nowe źródła (związane z wewnętrzną konsumpcją i innowacyjnością) będą wymagać zmian o charakterze politycznym i społecznym, co w obecnej sytuacji wydaje się mało prawdopodobne.

– Polski przemysł, choć nie jest bezpośrednio powiązany z koniunkturą w Chinach, to pośrednio poprzez eksport komponentów do produkcji unijnego eksportu do Chin pozostaje z nią dosyć silnie skorelowany – wyjaśnia Artur Tomaszewski, prezes zarządu banku DnB NORD Polska. – Spowolnienie dynamiki chińskiego PKB wpływać będzie na polską gospodarkę dwoma kanałami: poprzez handel międzynarodowy, a także spadek cen surowców – dodaje prezes Tomaszewski.

Według autorów raportu ewentualne spowolnienie w Chinach wpłynie pozytywnie na polską gospodarkę. Spadek dynamiki PKB Chin o 1 pkt proc. (poprzez związany z nim spadek indeksu cen surowców na rynkach światowych) spowoduje wzrost PKB Polski o 0,16 pkt proc. w każdym roku. Natomiast łączny wpływ „kryzysu chińskiego” na sytuację gospodarczą Polski przez kolejne trzy lata byłby bardziej korzystny i wyniósłby w sumie około 1,1 pkt proc. To niemało, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę możliwą niską dynamikę wzrostu PKB Polski w najbliższych latach – na co się zapowiada, biorąc pod uwagę przewlekłość globalnego kryzysu finansowego.

Po drugie: gaz łupkowy (także w Polsce).

Największe szacowane złoża gazu łupkowego znajdują się w Ameryce Północnej (26 proc. światowych zasobów) i Azji (23 proc.). Biorąc pod uwagę poszczególne kraje największe złoża są zlokalizowane w Chinach. Europa posiada raczej symboliczne zasoby (8 proc. światowych złóż), ale mają one istotne znaczenie, gdyż znajdują się w krajach (w tym w Polsce) silnie uzależnionych od importu gazu.

W przypadku wzrostu wydobycia gazu łupkowego obecna zależność wielu krajów od importowanego gazu ulegnie zmniejszeniu, a co za tym idzie – zmienić się może bilans eksportu-importu gazu na świecie. Obserwujemy spadek cen gazu nie tylko na rynku amerykańskim, ale i globalnym. Powyższe procesy będą miały raczej charakter trwały i mogą doprowadzić do rewolucji na rynku źródeł energii – piszą autorzy raportu.

Co to oznacza dla polskiej gospodarki?

W kontekście szacowanych zasobów gazu łupkowego na terenie naszego kraju różnice pomiędzy dwoma możliwymi scenariuszami: pierwszym (fiasko wydobycia istotnych ilości gazu łupkowego) oraz drugim (sukces łupkowego przedsięwzięcia), nie są dramatycznie duże. Polska nie będzie zatem drugą Norwegią. Niemniej korzyści, które odniesie gospodarka będą widoczne. Autorzy raportu szacują, że dla polskiego PKB korzyści netto w postaci wzrostu konsumpcji – mimo wszystko tańszego gazu, inwestycji w rozbudowę wydobycia i infrastrukturę oraz spadku importu wynosić mogą łącznie ponad 3 proc. PKB w latach 2013-2022. Jest to poziom zbliżony do korzyści, jakie odniosła z tytułu wydobycia i konsumpcji gazu łupkowego gospodarka USA w latach 2005-2010.

Rynek nowych mieszkań w Polsce w 2012 r.

Ostatni kwartał roku był pod względem liczby zawartych transakcji bardzo dobrym okresem, zaś cały rok 2012 – niezłym rokiem dla większości firm. Kluczowe znaczenie dla takiego wyniku mieli nabywcy kupujący mieszkania ze wsparciem programu „Rodzina Na Swoim”. Pomimo dostrzegalnego spowolnienia gospodarczego i perturbacji spowodowanych wejściem w życie ustawy o ochronie praw nabywców sektor deweloperski wykazał dojrzałość i umiejętność elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu rynku.

Komentując sytuację na rynku deweloperskim Kazimierz Kirejczyk, Prezes REAS powiedział: „Ze względu na spodziewaną sytuację makroekonomiczną w 2013 r. nasili się proces różnicowania sytuacji poszczególnych deweloperów. Firmy z największymi problemami mogą być zmuszone do wyprzedaży mieszkań po bardzo atrakcyjnych dla nabywców cenach. Natomiast te, które zachowają dobrą kondycję finansową, będą mogły nadal sprzedawać mieszkania z satysfakcjonującymi marżami. Dostrzegalny będzie także proces konsolidacji rynku.

Niemniej, o ile nie wystąpią szczególnie silne negatywne czynniki w otoczeniu rynku, to sam sektor deweloperski powinien sobie poradzić ze spowolnieniem gospodarczym, a rok 2014 może przynieść wyraźną poprawę koniunktury na polskim rynku mieszkaniowym.” dodał Kazimierz Kirejczyk.

Daniel Ścigała nowym dyrektorem Biura Maklerskiego Banku BGŻ

Daniel Ścigała związany jest z rynkiem finansowym od kilkunastu lat. Ostatnio w Grupie BNP Paribas odpowiadał za bankowość prywatną, uruchomienie biura maklerskiego oraz pełnił funkcję Prezesa TFI BNP Paribas Polska.

W latach 2000-2010 związany był z BRE Bankiem, gdzie m.in. odpowiadał za bankowość prywatną, tworzył i kierował domem maklerskim BRE Wealth Management. Daniel Ścigała zajmuje się komentowaniem bieżącej sytuacji na rynku kapitałowym, usług i produktów inwestycyjnych oraz komentarzami giełdowymi. Zespół analityków Biura Maklerskiego przygotowuje szczegółowe analizy spółek giełdowych oraz komentarze giełdowe. Głównie są to firmy z branży przemysłowej, budowlanej, finansowej, handlowej, telekomunikacyjnej, IT czy energetycznej.

Apple ogłasza rekordowe wyniki kwartalne

Firma Apple ogłosiła dzisiaj wyniki finansowe za pierwszy, 13-tygodniowy kwartał roku obrotowego 2013, który zakończył się 29 grudnia 2012 r. Spółka zadeklarowała rekordowe przychody kwartalne w wysokości 54,5 miliarda USD i rekordowy kwartalny zysk netto w wysokości 13,1 miliarda USD, czyli 13,81 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym 14-tygodniowym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 46,3 miliarda USD, a zysk netto 13,1 miliarda USD, czyli 13,87 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 38,6 procent w porównaniu z 44,7 procent w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 61 procent przychodów ze sprzedaży w zakończonym kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.

Średni przychód tygodniowy w zakończonym kwartale wyniósł 4,2 miliarda USD w porównaniu z 3,3 miliarda USD w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

Spółka sprzedała w tym kwartale rekordową liczbę 47,8 miliona telefonów iPhone w porównaniu z 37 milionami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale rekordową liczbę 22,9 miliona iPadów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka sprzedała 4,1 miliona komputerów Mac w porównaniu z 5,2 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała w zakończonym kwartale 12,7 miliona iPodów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

Rada dyrektorów Apple zadeklarowała dywidendę gotówkową w wysokości 2,65 USD na akcję zwykłą. Dywidenda jest płatna w dniu 14 lutego 2013 r. dla akcjonariuszy zarejestrowanych na koniec dnia pracy 11 lutego 2013 r.

„Niezwykle cieszą nas rekordowe przychody w wysokości ponad 54 miliardów USD i sprzedaż ponad 75 milionów urządzeń z systemem iOS w jednym kwartale”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „Jesteśmy głęboko przekonani o wartości naszej oferty i modelu dystrybucji, nadal koncentrując na innowacjach i tworzeniu najlepszych produktów na świecie”.

„Znakomite wyniki działalności przyniosły w ciągu kwartału ponad 23 miliardy USD w gotówce”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple. „Ustanowiliśmy nowy rekord wszechczasów w kwartalnej sprzedaży telefonów iPhone i iPadów, znacząco poszerzyliśmy nasz ekosystem i wygenerowaliśmy najwyższe kwartalne przychody ze sprzedaży w historii Apple”.

Apple prognozuje następujące wyniki w drugim kwartale roku obrotowego 2013:

• przychody ze sprzedaży: od 41 do 43 miliardów USD;
• marża brutto: od 37,5 do 38,5 procenta;
• koszty operacyjne: od 3,8 do 3,9 miliarda USD;
• pozostałe przychody/(koszty): 350 milionów USD
• stawka opodatkowania: 26%

Apple udostępni na żywo transmisję telekonferencji z prezentacją wyników finansowych za 1. kwartał roku obrotowego 2013 o godzinie 14:00 czasu pacyficznego (PST)/23:00 czasu CET w dniu 23 stycznia 2013 r., pod adresem www.apple.com/quicktime/qtv/earningsq113. Webcast ten będzie dostępny do odtworzenia jeszcze przez około dwa tygodnie po tym terminie.

Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów ze sprzedaży, marży brutto, kosztów operacyjnych, pozostałych przychodów/(kosztów) i stawek opodatkowania. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcji Spółki) na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania popytu na nie; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; czynniki ryzyka związane z działalnością zagraniczną Spółki; zależność Spółki od własności intelektualnej i treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; zależność Spółki od wyników działalności dystrybutorów, operatorów telekomunikacyjnych i innych pośredników w sprzedaży produktów Spółki; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów i usług na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; ciągłość pracy i dostępność kluczowych członków kadry zarządzającej i pracowników; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego, katastrofy naturalne i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w sekcjach pt. „Risk Factors” (Czynniki ryzyka) i „Management’s Discussion and Analysis of Financial Condition and Results of Operations” (Omówienie i dokonana przez Zarząd analiza stanu finansowego i wyników działalności) wchodzących w skład ogólnodostępnych sprawozdań Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym Formularza 10-K za rok obrotowy zakończony 29 września 2012 roku i Formularza 10-Q za kwartał zakończony 29 grudnia 2012 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.

Ponad 21 mld zł to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2011 roku

Zgodnie z najnowszym raportem ogólna wartość wsparcia w 2011 roku wyniosła 21,47 mld zł, w 2010 – 24,09 mld zł. W 2011 roku ponad 4 mld zł to pomoc udzielona w transporcie (ok. 70 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W Raporcie analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach 2005-2010, ulgi podatkowe i dotacje (97,3 proc. wartości pomocy). Wśród instytucji udzielających pomocy w 2011 roku na pierwszym miejscu znalazł się Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych – 2,75 mld zł, Prezes Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – 2,12 mld zł – prawie trzykrotnie więcej niż w 2010. Mniejszego wsparcia udzielili za to: marszałkowie województw 1,69 mld zł (w 2010 – 4,66 mld zł), organy skarbowe i celne – 2,01 mld zł (w 2010 r. – 2,86 mld zł) czy Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości -1,69 mld zł (w 2010 r. – 3,28 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano ponad 5,6 mld zł – w 2010 było to 6,22 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie (2,80 mld zł, w 2010 – 2,98 mld zł), ochronę środowiska (1,07 mld, w 2010 – 1,48 mld zł), szkolenia (0,70 mld zł, w 2010 – 0,45 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej środki utrzymały się na podobnym poziomie – 3,39 mld zł w 2010, a rok później – 3,43 mld zł. Największy wzrost pomocy (o 982 mln zł) odnotowano w sektorze energetyki. Pomoc dla podmiotów z tego sektora została udzielona w ramach rekompensaty za dobrowolne rozwiązanie umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej – 1,89 mld zł.

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 6,43 mld zł – w 2010 -10,72 mld zł. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili marszałkowie województw (1,58 mld zł). 1,40 mld zł trafiło od Ministra Gospodarki do przedsiębiorców z przeznaczeniem na pomoc na inwestycje w produkcję energii elektrycznej lub ciepła z odnawialnych źródeł energii oraz inwestycje o dużym znaczeniu dla gospodarki.

Wsparcie według województw

Na pierwszych miejscach ponownie znaleźli się przedsiębiorcy z: mazowieckiego – 2,95 mld zł (w 2010 – 4,77 mld zł), śląskiego – 2,34 mld zł (w 2010 – 3,16 mld zł) oraz łódzkiego – 1,92 mld zł (w 2010 – 1,64 mld zł). Najmniejszą pomoc przekazano przedsiębiorcom z województw: świętokrzyskiego – 371,3 mln zł, lubuskiego – 431,6 mln zł, warmińsko-mazurskiego – 435,9 mln zł. Wysoka wartość pomocy w niektórych województwach wynika z faktu, że wielu przedsiębiorców wybiera na swoje siedziby duże miasta.

Wsparcie według beneficjentów

Podobnie jak w latach poprzednich w 2011 roku beneficjentami ponad połowy pomocy były duże przedsiębiorstwa. Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) była spółka PKP Intercity – 1,25 mld zł, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna – 1,18 mld zł. Na drugim miejscu znalazła się spółka Przewozy Regionalne – 1,04 mld zł. Następnie: Polskie LNG – 440,9 mln zł, Polskie Sieci Elektroenergetyczne Operator – 396,5 mln zł, Krakowski Holding Komunalny – 377,0 mln zł, Spółka Restrukturyzacji Kopalń – 371,5 mln zł, PKN Orlen – 322,7 mln zł, Międzygminny Kompleks Unieszkodliwiania Odpadów ProNatura – 318,0 mln zł, Południowy Koncern Energetyczny – 239,4 mln zł, PGE Elektrownia Opole – 235,3 mln zł, Zakład Unieszkodliwiana Odpadów – 222,1 mln zł, Telewizja Polska – 205,4 mln zł.

Spadek wartości pomocy

W 2011 roku w porównaniu z 2010 odnotowano spadek całkowitej wartości pomocy o 2,62 mld zł. Związane jest to przede wszystkim z tym, że to właśnie w 2010 roku rozstrzygnęło się wiele konkursów o wsparcie unijne i w związku z tym zostało zawartych więcej umów. Spadła również wartość pomocy udzielanej przez marszałków województw w ramach regionalnych programów operacyjnych (o ok. 3 mld zł) oraz przez Prezesa PARP w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (o ok. 1,7 mld zł).

Asseco Poland wybuduje w Radomiu sieć w technologii LTE

0

Przetarg nieograniczony na opracowanie dokumentacji i budowę infrastruktury szerokopasmowej sieci bezprzewodowej w Radomiu wygrało konsorcjum z Asseco Poland jako liderem, które zaproponowało zastosowanie nowoczesnej technologii LTE (Long Term Evolution). Dzisiaj wiceprezes Asseco Poland, Włodzimierz Serwiński i prezydent Radomia, Andrzej Kosztowniak, podpisali umowę o wartości niemal 6 mln zł brutto.

W ciągu 9 miesięcy konsorcjum zaprojektuje i wybuduje sieć, która da bezpłatny dostęp do Internetu dla 1500 gospodarstw domowych w Radomiu, zagrożonych wykluczeniem cyfrowym z powodu ubóstwa lub niepełnosprawności. Jedna trzecia tych gospodarstw zostanie wyposażona w sprzęt komputerowy przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych (jego zakup i ubezpieczenie objęte są oddzielnym postępowaniem przetargowym). Uruchamiając projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” gmina miasta Radomia chce niwelować różnice w dostępie do Internetu i wyrównywać szanse edukacyjne swoich mieszkańców. Wszyscy uczestnicy projektu zostaną przeszkoleni z zakresu obsługi uruchomionego łącza, podstaw komunikacji elektronicznej, obsługi komputera oraz podstawowego oprogramowania. W ten sposób także mniej zamożni mieszkańcy Radomia i osoby niepełnosprawne zyskają dostęp do zasobów i usług internetowych. To podstawowy, ale nie jedyny cel budowy sieci szerokopasmowej w Radomiu.

– Znakomite parametry transferu danych nowoczesnej technologii LTE – w Polsce obecnej zaledwie od roku – pozwalają na świadczenie wielu zaawansowanych usług, np. wysokiej jakości wideokonferencji czy transmisji serwisów telewizyjnych. Radom, będąc de facto operatorem swojej sieci LTE, będzie mógł po zakończeniu programu wykorzystywać ją także do innych celów komunikacyjnych i za jej pomocą budować naprawdę inteligentne miasto na miarę XXI w. Sprawując dwuletni serwis nad wybudowaną infrastrukturą, z ochotą będziemy władze Radomia w takich zamierzeniach wspierać – powiedział po podpisaniu umowy Włodzimierz Serwiński, wiceprezes Asseco Poland.

Projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8 Oś Priorytetowa: Społeczeństwo informacyjne – zwiększanie innowacyjności gospodarki, Działanie 8.3 „Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu – eInclusion”. Wartość projektu to 10 149 100 złotych, z czego dofinansowanie ze środków europejskich i dotacji celowych z publicznych środków krajowych wynosi 8 626 735 zł.

Ekonomiści BRE zapowiadają bardzo trudny rok dla polskiej gospodarki

Recesja w pierwszej połowie roku i PKB w całym 2013 roku na poziomie 0,5 proc., dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych oraz wolumenu kredytów korporacyjnych. Stopy procentowe na poziomie 3,25 pp oraz umocnienie złotego w końcówce roku – to główne prognozy ekonomistów BRE Banku na 2013 r.

Ekonomiści BRE Banku w swoich prognozach na rok 2013 spodziewają się ożywienia w USA oraz polepszenia sytuacji gospodarczej w strefie euro, jednak bez silnego ożywienia. Według nich, w najlepszej sytuacji będzie gospodarka niemiecka, jednak zobaczymy to dopiero w drugiej połowie roku. Kraje peryferyjne eurolandu będą znajdowały się w recesji.Ubezpieczenie ryzyka rozpadu strefy euro i kryzysu finansowego oraz widoki na kontynuację ożywienia w USA, wobec bardzo ograniczonej przestrzeni do dalszego spadku rekordowo niskich rentowności bezpiecznych obligacji, wzmagać będą rotację w doborze aktywów w stronę tych o większym ryzyku. Skutkiem powinien być wzrost rentowności obligacji niemieckich i amerykańskich. Wobec obecnego przecenienia premii za ryzyko rozpadu strefy euro, co już skutkowało umocnieniem euro, kurs EURUSD w kolejnych miesiącach w większym stopniu wiedziony będzie różnicą stóp procentowych, a więc i sekwencjami odczytów makro. W efekcie dolar powinien umocnić się do euro.

Sytuacja w gospodarce globalnej będzie miała duży wpływ na polską. – Uważamy, że konsensus prognoz wzrostu polskiego PKB na rok 2013, to jest 1,5 proc. rok do roku jest ciągle zbyt wysoki. – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku – W IV kwartale polskie PKB wzrosło według naszych szacunków zaledwie o 0,5 proc. rok do roku, co nie jest jeszcze dołem cyklu. W całym roku, dzięki ożywieniu w III i IV kwartale powinien osiągnąć poziom 0,5 proc.

Ekonomiści BRE Banku zwracają uwagę, że spadek koniunktury w Polsce to pogłębiać będzie brak spektakularnego przyspieszenia eksportu niemieckiego i stąd względnie płaska ścieżka polskiego eksportu (5-10 proc. r/r).Relatywnie mocny złoty będzie przyczyną niższej opłacalności eksportu, niższe oraz niższych marż eksporterów. Spodziewają się także dalszego wyhamowania inwestycji publicznych i mieszkaniowych oraz ograniczenia inwestycji prywatnych ze względu na pogorszenie perspektyw dla popytu.

Zwracają także uwagę, że w Polsce w kolejnych miesiącach spadać będzie zatrudnienie oraz optymizm konsumentów. Kolejne spadki zatrudnienia w ujęciu rocznym przekreślają scenariusz nawet niewielkiego odbicia dynamiki dochodu realnego gospodarstw domowych – stawia to duży znak zapytania nad finansowaniem konsumpcji i potencjalnie może nawet zatrzymać już i tak rachityczną ścieżkę dynamiki konsumpcji w 2013 roku, którą obecnie zakładamy.2013 rok przyniesie dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych, oraz spadek wolumenu kredytów korporacyjnych.

Osłabienie wewnętrznych czynników wzrostu już teraz skutkuje w Polsce silną dezinflacją widoczną nie tylko w cenach producentów, ale i w cenach konsumenckich. Tu też konsensus prognoz odbieramy jako zbyt ostrożny. Uważamy, ze inflacja obniży się do poniżej 2 proc. w I kw. i do końca II kw. spadnie poniżej dolnej granicy celu NBP, t.j. 1,5 proc. Inflacja netto obniży się do poniżej proc. Recesja w I połowie 2013 i kontynuacja negatywnych zaskoczeń powinny skutkować dalszymi obniżkami stóp. Stopa REPO spadnie do około 3,25 proc.

Według ekonomistów BRE Banku rok 2013 nie będzie rokiem polskich obligacji. Sekwencje słabszych danych będą w najbliższym okresie prowadzić jedynie do niewielkiego spadku ich rentowności. Pomóc mogą obniżki stóp przez RPP. Według scenariusza na 2013 złoty umiarkowanie się osłabi w najbliższych miesiącach, co będzie wynikiem pogłębienia spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia napływów na rynek obligacji. – W perspektywie końca 2013 złoty powinien jednak zyskiwać z powodu ożywienia globalnego oraz postępującego równoważenia polskiej gospodarki – mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.

Polska największym producentem sprzętu AGD w Europie

W 2012 roku wartość wyprodukowanych w Polsce artykułów gospodarstwa domowego wynosiła ok. 14 mld zł. 90 proc. tej produkcji stanowiło tzw. duże AGD: pralki, lodówki i kuchenki. Dziewięć na dziesięć egzemplarzy wysyłanych jest na eksport. Jednak jak wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów Biura Analiz Sektorowych BRE Banku, branża musi walczyć z narastającą konkurencją ze strony azjatyckich rynków oraz stagnacją konsumpcji na rynku krajowym. Mimo tych wszystkich niesprzyjających czynników sektor ten znajduje się w stabilnej kondycji.

Pod względem wielkości produkcji sprzętu AGD Polska wyprzedza Włochy i Niemcy. W zależności od roku jej wartość rośnie od 5 do 10 proc. Ulokowanie wiodących producentów z tej branży akurat w naszym kraju wiąże się z korzystnym położeniem geograficznym, bliskością rynków wschodnich i stosunkowo tanią siłą roboczą.

Według danych za pierwsze dziesięć miesięcy 2012 roku pod względem wolumenowym zauważalny jest znaczny wzrost produkcji dużego AGD (o 8,6 proc. vs. analogiczny okres roku poprzedniego) oraz spadek wolumenu produkcji małego AGD (m.in. roboty kuchenne, blendery – o -17,3 proc.). „Powodem tej malejącej tendencji jest import sprzętu z Azji, znacznie tańszego niż polski, choć jakościowo gorszego. Rodzimi producenci nie mają szans wygrać cenowo z tamtejszymi przedsiębiorcami, choćby ze względu na dużo wyższe koszty pracy. Na szczęście z Dalekiego Wschodu, ze względu na gabaryty, nie opłaca się importować lodówek, pralek czy kuchenek, stąd niezagrożona pozycja Polski na tym rynku” – tłumaczy Mateusz Zieliński z Biura Analiz Sektorowych BRE Banku.

W pierwszej połowie 2012 roku wartość polskiego eksportu AGD wyniosła ok. 6,5 mld zł, co oznacza wzrost o 17,3 proc. w porównaniu z tym samym okresem w 2011 roku. Około 80 proc. sprzętu trafia do krajów UE, głównie Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Przytoczone wcześniej dane potwierdzają wcześniejsze założenia, że tempo wzrostu eksportu powinno wynieść około 15 proc. Ratunkiem dla naszego eksportu jest Rosja i Ukraina, gdzie trafia coraz więcej polskich wyrobów w 2011 roku wzrost dynamiki sprzedaży wyniósł odpowiednio 26 i 11 proc..

Tylko niewielki procent wyprodukowanego towaru pozostaje w kraju. Sprzedawany u nas sprzęt jest średnio o 5-15 proc. tańszy od tego w starych krajach UE, dlatego na krajowym rynku w mijającym roku zauważalne były podwyżki cen o 5-7 proc. Ten proces rozpoczął już w 2011 roku giełdowy Zelmer. Jest on największym graczem na rynku tzw. małego AGD. Choć jego akcje w całości, w pierwszej połowie 2013 roku, ma zamiar przejąć niemiecki producent BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego. Co oczywiście umocni pozycję firmy Bosch/Siemens na rynku małego AGD.

Biorąc pod uwagę wszystkich producentów sprzętu AGD, zatrudniających łącznie ok. 20 tys. osób, w Polsce obecne są największe międzynarodowe podmioty: LG, BSH ,Electrolux, Indesit oraz Whirlpool. Na rynku panuje duża konkurencja, dlatego Samsung i LG w 2012 roku otworzyły nowe linie produkcyjne, a Indesit nową fabrykę. Ponadto ten ostatni na początku 2013 roku planuje uruchomić kolejny oddział.

Zdecydowana większość polskich domów jest wyposażona w podstawowy sprzęt gospodarstwa domowego, choć nie stać nas jeszcze na wymianę lodówki czy pralki tak często jak choćby naszych zachodnich sąsiadów. Według szacunków średnia długość użytkowania artykułów AGD w zależności od ich rodzaju wynosi u nas od siedmiu do czternastu lat. Lodówkę, pralkę, kuchenkę czy odkurzacz posiada ponad 95 proc. gospodarstw domowych. Ten rodzaj sprzętu AGD nie ma więc już dużego potencjału wzrostu. W polskich rodzinach zdecydowanie gorzej jest za to z kuchenkami mikrofalowymi (ma je jedynie ok. 50 proc. badanych), robotami kuchennymi (ponad 60 proc.), a przede wszystkim ze zmywarkami (ok. 15 proc.). To właśnie wśród tych produktów, a także sprzętu do zabudowy, istnieje duży potencjał wzrostu.

Gdzie Polacy kupują sprzęt AGD? Sprzedaż detaliczna prowadzona jest w Polsce przez około 5,6 tys. punktów handlowych. Należy jednak zaznaczyć, że w tej branży coraz większą wagę odgrywają sklepy internetowe. Z raportu Centre for Retail Research wynika, że wartość polskiego rynku e-Commerce miała wynieść w 2012 roku 5,6 mld euro, co oznaczałoby wzrost o 24 proc. rok do roku. „Dużą część zakupów przez Internet stanowią zakupy sprzętu elektronicznego. Należy się spodziewać, że udział ten w najbliższych latach będzie jeszcze wzrastać” – mówi Mateusz Zieliński. Znaczącą rolę odgrywają tu niezależni sprzedawcy oraz platformy handlowe jak Allegro. Dodatkowo, coraz więcej stacjonarnych sieci handlowych otwiera własne sklepy internetowe. Silną pozycję w tym segmencie mają Neonet oraz Euro-net, choć coraz bardziej muszą się liczyć z konkurencją ze strony największego detalisty Media Saturn Holding Polska (marki Media Markt i Saturn), który także zdecydował się na sprzedaż internetową. Pod względem liczby sklepów wygrywa zaś Neonet z około 500 placówkami, należy jednak zaznaczyć, że są one powierzchniowo znacznie mniejsze niż u konkurentów.

Zdaniem ekspertów z BRE Banku w związku ze spowolnieniem gospodarczym i znacznym obniżeniem się tempa wzrostu krajowej konsumpcji należy spodziewać się stagnacji na rynku detalicznej sprzedaży sprzętu AGD. Zakupy produktów zaliczanych do segmentu dużego AGD są podejmowane po dogłębnej analizie, dlatego popyt na nie ulega wahaniom koniunkturalnym. „W związku z tym, nie bez przyczyny zdecydowanie w lepszej kondycji podczas spowolnienia gospodarczego jest segment małego AGD (znacznie tańszego niż duże AGD), gdzie zakupy są często dokonywane pod wpływem emocji oraz chwili. Znaczenie ma również fakt, że podkategoria ta oznacza się dużą różnorodnością, co powoduje, że spadki w dynamice sprzedaży jednego produktu mogą zostać nadrobione wzrostami w innych obszarach” – wyjaśnia Mateusz Zieliński.

Handel hurtowy zdominowali w Polsce sami producenci. W 2011 roku wartość sprzedanych artykułów gospodarstwa domowego wyniosła 5,1 – 5,6 mld zł, z czego 4,3 mld zł przypadło na duże AGD. Na polskim rynku dużego AGD pod względem liczby sprzedanego sprzętu liderem jest giełdowa Amica tuż przed globalnymi producentami – Electroluxem oraz Boschem. Jednak biorąc pod uwagę wartość sprzedanych produktów to pierwsze miejsce przypada Electroluxowi. Sprzedaż małego AGD zdominowana jest zaś przez firmę Zelmer z 22 proc. udziałem sprzedaży oraz wicelidera (jednocześnie lidera w tym segmencie w Europie Środkowowschodniej) – firmę Philips (18 proc.). Po ewentualnym przejęciu Zelmera przez BSH grupa ta znacząco wzmocniłaby się jako lider na poziomie ok. 28 proc.

Pod hasłem artykuły gospodarstwa domowego kryje się nie tylko sprzęt elektroniczny. To także szkło gospodarcze oraz stołowe wyroby ceramiczne. Wartość sprzedaży szkła wyprodukowanego w Polsce wyniosła w 2011 roku 2,1 mld zł (wzrost o 6,9 rok do roku). Aż 80 proc. stanowiły opakowania, a resztę szkło użytkowe (np. szklanki). Polska jest szóstym co do wielkości producentem szkła w Europie. Jednak tylko co 11 opakowanie używane w naszym kraju wykonane jest z tego surowca i to mimo że cenowo jest on tańszy od papieru czy tworzywa sztucznego.

Przemysł szklarski przeszedł w ostatnich latach etap transformacji. Znaczna konkurencja cenowa sprawiła, że wiele polskich hut szkła uległo likwidacji, a lepiej prosperujące zostały przejęte przez międzynarodowych potentatów. Dzięki temu firmy zyskały dostęp do środków na modernizację linii produkcyjnych i zwiększenie efektywności. Cały przemysł szklarski obejmuje ok. 100 przedsiębiorstw, które zgodnie z prognozami w 2012 roku miały wytworzyć ponad 3 miliona ton szkła. Największymi graczami na tym rynku są: O-I, Ardagh Glass oraz Warta Glass.

Krótkoterminowe prognozy dla producentów szkła gospodarczego są pozytywne. Wysoki, sięgający ok. 40 proc. udział gazy w kosztach bezpośrednich produkcji od początku przyszłego roku będzie tańszy, co będzie skutkowało niewielkim pozytywnym wpływem na wyniki finansowe firm z branży szklarskiej. Długoterminowo sytuacja wygląda także dobrze ze względu na fakt, że zużycie opakowań szklanych na jednego mieszkańca Polski jest w zależności od szacunków w skali roku średnio od 10 do 20 kg niższe niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie wynosi ono ok. 52 kg rocznie.

Spore zagrożenia występują na rynku wyrobów ceramicznych, których wartość produkcji w 2011 r. wynosiła 326 mln zł, co było spadkiem w porównaniu z 2010 rokiem o 5,7 proc. Spadek jest również możliwy w 2012 roku. Krajowi producenci oprócz presji kosztowej wpływającej negatywnie na marże muszą konkurować z tanimi produktami chińskimi (o gorszej jakości), które w coraz większym stopniu znajdują nabywców na rynkach europejskich. Co prawda w połowie 2012 roku UE nałożyła na chińskich producentów ceramiki cła antydumpingowe, co pomoże konkurować z Chińczykami, lecz należy pamiętać, że na razie będą one obowiązywać tylko do połowy maja 2013 roku. Wyższe koszty bezpośrednie oraz wyższe koszty pracy niż u dalekowschodnich producentów decydują o niższej konkurencyjności cenowej polskich przedsiębiorców. Branża producentów ceramicznych wyrobów stołowych i ozdobnych zdominowana jest przez małe i mikroprzedsiębiorstwa. Liderem pod względem wartości sprzedaży produkcji na tym rynku jest Lubiana, wyprzedzająca zakłady ZPS Karolina i Porcelanę Chodzież.

Raport Rynek Pracy Specjalistów w 2012 roku

Na rynku pracy bywało już lepiej. Jak wynika z raportu Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów”, w 2012 roku z kwartału na kwartał perspektywy na znalezienie pracy były coraz gorsze. Nie wszystkie grupy specjalistów miały jednak z tym problem.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego I połowę 2012 roku na rynku pracy charakteryzował stopniowy spadek bezrobocia (z 13,2% w styczniu do 12,3% w lipcu), a II połowę jego stopniowy wzrost (w listopadzie stopa bezrobocia wynosiła już 12,9%, a w grudniu, według danych MPiPS, 13,3%). Również analizując dane Pracuj.pl, dotyczące liczby ofert opublikowanych przez pracodawców w serwisie, można powiedzieć, że zdecydowanie lepsza była pierwsza połowa roku, a szczególnie I kwartał, kiedy odnotowano rekordową w historii serwisu liczbę opublikowanych propozycji zatrudnienia – ponad 91 tysięcy.

Sytuacja zaczęła się pogarszać po wakacjach, choć warto wspomnieć o wyjątkowo dobrym październiku (blisko 30 tys. ofert w serwisie). W sumie w drugiej połowie roku liczba ofert była o 10% niższa niż w pierwszej, a najgorszy był IV kwartał. Trzeba jednak pamiętać, że tradycyjnie już w tym okresie, a szczególnie w grudniu, firmy wstrzymują procesy rekrutacyjne.

Analiza rocznej dynamiki wzrostu* liczby ofert pracy w podziale na poszczególne miesiące pokazuje, że sytuacja na rynku pracy w 2012 roku była relatywnie gorsza niż w 2011. Krzywa całego 2011 roku znajduje się po dodatniej stronie – co oznacza, że każdy miesiąc tego roku był pod względem liczby ogłoszeń lepszy niż analogiczny okres w roku poprzedzającym, czyli w 2010. Amplituda wzrostu waha się od 13% do nawet 60%.

Natomiast w 2012 roku dynamika wzrostu w pięciu miesiącach znalazła się poniżej zera, co oznaczało mniejszą niż rok wcześniej liczbę ofert pracy. W ubiegłym roku najlepsze dla osób szukających pracy były pierwsze trzy miesiące roku, kiedy to było od 10 do 20% ofert więcej niż rok wcześniej oraz październik (o 8% więcej ogłoszeń). Co prawda nie można jeszcze mówić o kryzysie, ale z pewnością obserwujemy spowolnienie przyrostu liczby ofert i początek stagnacji na rynku pracy. Potwierdza to też całkowita liczba opublikowanych ofert w Pracuj.pl. W 2012 roku było ich bowiem prawie tyle samo (niecałe 330 tys.) co w 2011 (wzrost zaledwie o 1,85%).

Budownictwo w dół, turystyka do góry

W porównaniu do 2011 roku popyt na pracowników spadł najbardziej w branży budowlanej (o 18%) oraz
w przemyśle lekkim (spadek o 12%). Ubiegły rok był za to lepszy od 2011 – przede wszystkim za sprawą Mistrzostw Europy w piłce nożnej – dla osób szukających pracy w branży turystycznej i gastronomii (wzrost liczby ofert o 14%). Ale wzrosty odnotowano również w sektorze edukacyjnym i szkoleniowym (także o 14%) oraz w branży IT (wzrost o prawie 10%).

Najwięcej pracodawców poszukujących ludzi do pracy pochodziło z branż: handel i sprzedaż (28% wszystkich opublikowanych ofert); bankowość, finanse i ubezpieczenia (17%); telekomunikacja i zaawansowane technologie (12%) oraz przemysł ciężki (11%).

Handlowcem albo informatykiem być

W 2012 roku najczęściej poszukiwano specjalistów do działów sprzedaży oraz działów IT. W sumie oferty dla tych dwóch specjalizacji stanowiły 65% wszystkich opublikowanych w Pracuj.pl. Poszukiwanymi pracownikami byli również: pracownicy działów obsługi klienta i call center, działów finansowych (choć sporą część wakatów stanowiły tu oferty dotyczące doradztwa dla klienta i wsparcia sprzedaży) oraz różnego rodzaju specjaliści z wykształceniem technicznym. Trzeba jednak podkreślić, że ofert dla tych ostatnich było zdecydowanie mniej niż w 2011 roku (spadek aż o 10%). Natomiast w stosunku do 2011 najbardziej, bo prawie o 26%, wzrosło zapotrzebowanie na szkoleniowców, a także na księgowych (prawie 21% wzrostu).

W minionym roku prawie co 5. opublikowana oferta pochodziła z woj. mazowieckiego, ale w porównaniu z 2011 rokiem liczba propozycji zatrudnienia od pracodawców z tego regionu spadła najbardziej, bo o 3,5%. Wpływ na to miał przede wszystkim spadek zapotrzebowania na pracowników w branży budowlanej.

Więcej ofert było za to w woj. małopolskim (wzrost o 9,6%) i woj. dolnośląskim (wzrost o 6,8%). W przypadku tych regionów większa liczba ofert pracy wynikała przede wszystkim z rozwoju centrów usług wspólnych oraz sektora badawczo-rozwojowego. Szukano tam przede wszystkim specjalistów do działów badań i rozwoju, IT, księgowych, a także do działów personalnych. W 2012 roku nie zmieniła się natomiast prawie w ogóle liczba propozycji oferowanych przez zagranicznych pracodawców.

W 2012 roku pracodawcy szukali specjalistów i kierowników (wzrost liczby propozycji względem 2011 o ok. 3%). Mniej propozycji miały za to kadry najwyższego i najniższego szczebla. W tym ostatnim spadek wyniósł ponad 8%.

*Roczna dynamika wzrostu liczby ofert pracy to pokazany w procentach wzrost/spadek liczby opublikowanych ogłoszeń w danym miesiącu roku do analogicznego okresu w roku poprzedzającym.

Sąd Apelacyjny podtrzymał korzystny wyrok dla MCI

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu na rozprawie 17 stycznia wydał werdykt w sprawie z powództwa MCI przeciwko Skarbowi Państwa. Zgodnie z sentencją wyroku odczytaną przez Sąd MCI wygrał spór o odszkodowanie za utratę wartości akcji JTT w wyniku jej upadłości. Na jego rzecz zasądzono kwotę 28.821.828,28 zł plus ustawowe odsetki.

Sąd Apelacyjny ponownie zajął się sprawą JTT po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy w czerwcu 2012 roku. Na dzisiejszym posiedzeniu ogłosił wyrok w rozprawie z powództwa MCI Management S.A. przeciwko Skarbowi Państwa – Dyrektorowi Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu w sprawie upadłości spółki JTT Computer S.A, w którym podtrzymał werdykt tego samego sądu z kwietnia 2011 r. przyznając MCI odszkodowanie w wysokości 28.821.828,28 zł. Zasądzona kwota jest niższa od poprzednio przyznanej o 83 tys. zł. W sumie po uwzględnieniu odsetek ustawowych Sąd przyznał MCI Management odszkodowanie w kwocie ok 46 mln zł.

– Sąd Apelacyjny w sposób jednoznaczny potwierdził prawo MCI Management do otrzymania odszkodowania za doprowadzenie do upadłości JTT wskutek błędnych decyzji służb skarbowych. Czujemy satysfakcję, że Sąd Apelacyjny przyznał nam rację i wieloletni spór z Urzędem Kontroli Skarbowej zakończył wyrokiem korzystnym dla MCI – skomentowała Magda Pasecka, Członek Zarządu MCI Management SA.

Wyrok jest prawomocny i jest kolejnym rozstrzygnięciem w toczącym się postepowaniu, którego historia sięga 2006 r. JTT Computer SA to niegdyś jedna z największych polskich firm komputerowych. Jej udziałowcem było m.in. MCI Management, które posiadało ponad 40% udziałów w spółce komputerowej. Wskutek bezprawnych decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu spółka została doprowadzona do upadłości. W czerwcu 2012 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego przyznającego MCI Management 28,9 mln odszkodowania wraz z odsetkami ustawowymi, co stanowiło kwotę 46,5 mln na dzień wypłaty, i przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania. 17 stycznia 2013 r. sprawa była ponownie przedmiotem rozprawy sądowej.

Ponad 3,4 mld zł – to kwota pomocy de minimis udzielonej w 2011 roku

W 2011 roku wartość pomocy de minimis wyniosła 3 446,6 mln zł. To o 25 proc. mniej niż w 2010 roku. Najczęściej przedsiębiorcy otrzymywali różnego rodzaju dotacje, ulgi podatkowe. Wsparcie było udzielane głównie ze źródeł zasilanych jednocześnie ze środków krajowych i zagranicznych. Spadek wartości pomocy związany jest przede wszystkim z zawarciem w 2011 roku mniejszej ilości umów związanych ze wsparciem środków funduszy unijnych.

Pomoc de minimis to wsparcie państwa udzielane przedsiębiorcom, które nie wymaga notyfikacji Komisji Europejskiej. Zgodnie bowiem z zasadą prawa rzymskiego de minimis non curat lex (prawo nie troszczy się o drobiazgi), pomoc o niewielkich rozmiarach nie powoduje naruszenia konkurencji na rynku. Jednak łączna wartość pomocy de minimis dla jednego beneficjenta nie może przekroczyć 200 tys. euro w okresie trzech lat kalendarzowych, a przypadku przedsiębiorców z sektora transportu drogowego – 100 tys. euro.

Proste zasady udzielania pomocy de minimis powodują, że najczęściej korzystają z niej mniejsze podmioty. W 2011 roku z tej formy wsparcia skorzystało 130 tys. przedsiębiorców, a 77 proc. wartości pomocy de minimis trafiło do mikroprzedsiębiorstw, co wiąże się głównie z prostymi zasadami jej udzielania i brakiem powiązania z konkretnymi projektami. Jedynie ok. 5 proc. pomocy de minimis trafiło w 2011 roku do dużych przedsiębiorców.

W 2011 roku największej pomocy de minimis udzielił Prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (1 167,3 mln zł). To ponad 30 proc. całej wartości pomocy de minimis. Kwota ta została głównie przeznaczona na działania w ramach programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Na drugim miejscu znalazły się jednostki samorządowe (1 151 mln zł) – większość pieniędzy rozdysponowali starostowie powiatów głównie w ramach dotacji i refundacji związanych z zatrudnieniem i instytucjami rynku pracy. Gminy często stosowały zwolnienia podatkowe i umarzały zaległości podatkowe lub rozkładały je na raty. W 2011 roku pomocy de minimis o dużej wartości udzielili także beneficjenci Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (306,9 mln zł) głównie na szkolenia i usługi doradcze.

Od kilku lat utrzymuje się stała tendencja, zgodnie z którą najwięcej pomocy de minimis udziela się w kilku tych samych województwach. W 2011 roku pomocy de minimis o największej wartości udzielono przedsiębiorcom z województwa wielkopolskiego (472,1 mln zł), mazowieckiego (462,2 mln zł), małopolskiego (323,9 mln zł). Najmniej otrzymali natomiast przedsiębiorcy z województwa podlaskiego (117,1 mln zł), lubuskiego (82,5 mln zł) oraz opolskiego (76,3 mln zł).

Rośnie zadłużenie branży budowlanej

W porównaniu do ubiegłego roku liczba firm z tego sektora notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wzrosła o 23%. Ich zadłużenie to już prawie 400 milionów złotych. Na liście dłużników znajduje się 9 648 firm budowlanych z całej Polski. Rekordzista ma prawie 6 milionów złotych długu. Wśród zadłużonych firm budowlanych dominują te z Mazowsza (15,5%), Śląska (13,81%), Dolnego Śląska (9,36%) i Wielkopolski (8,92%). Ponad 56% procent długów firm budowlanych to zobowiązania wobec innych przedsiębiorstw z tego samego sektora.

Jak wynika z najnowszego badania „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” zrealizowanego przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych problem zatorów płatniczych narasta w całej gospodarce, ale w budownictwie jest najbardziej dotkliwy. O ile w całej gospodarce 24,9% przedsiębiorstw wskazuje, że ma coraz większe kłopoty z otrzymaniem na czas należności, to w budownictwie problem ten dotyka 30,2% firm i jest to najwyższy wskaźnik spośród wszystkich branż. Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o odsetek niezapłaconych w terminie faktur. W skali całej gospodarki jest ich 26,6%, a w budownictwie 29,9% i to też najgorszy wynik, jeśli chodzi o branże. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że także w tym sektorze jest najwięcej pesymistów, którzy z obawą patrzą w przyszłość.

71,5% przedsiębiorców z tej branży twierdzi, że zaległe zobowiązania są ogromną barierą, która bardzo mocno wpływa na działalność biznesową. To również wskaźnik mocno odbiegający od średniej dla całej gospodarki, gdzie wynosi on 63%. Trudno się zatem dziwić, że 47,2% firm budowlanych musi tylko z powodu zatorów płatniczych ograniczać inwestycje, 40,7% nie jest w stanie regulować swoich należności, a 21,4% redukuje zatrudnienie.

– Sytuacja tej branży jest trudna. Dynamika produkcji budowlano-montażowej kolejny kwartał z rzędu bardzo znacząco spadła i jest o blisko 5% niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Niestety jest to zarówno związane z bardzo słabą sytuacją na rynku mieszkaniowym – ogromną nadpodażą nowych mieszkań, a także z coraz gorszą sytuacją w inwestycjach infrastrukturalnych, gdyż impuls związany z budową infrastruktury na Euro 2012 powoli wygasa. Trzeba też pamiętać, że znacząca grupa przedsiębiorstw poniosła straty na projektach infrastrukturalnych, co przekłada się na spadek zaufania do branży budowlanej w całości, a także zmniejsza zdolność firm z tej branży do podejmowania nowych projektów inwestycyjnych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Dynamiczny rozwój Polski do 2030 roku, a potem stopniowe wyhamowanie

Do 2030 roku PKB Polski z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wzrośnie z 813 mld USD do 1415 mld USD. Później nasza gospodarka będzie rozwijać się znacznie wolniej i w 2050 roku wypadnie z pierwszej dwudziestki najsilniejszych rynków globu. Aby temu zapobiec musi zwiększyć się poziom krajowych oszczędności i inwestycji – są to główne wnioski z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC „World in 2050”.

Raport PwC publikowany od 2006 roku po raz pierwszy objął Polskę, która jako wiodący kraj Unii Europejskiej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, znalazła się na liście 20 najsilniejszych gospodarek świata, zajmując osiemnastą pozycję. W 2011 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej przewyższa produkt krajowy brutto Argentyny oraz Arabii Saudyjskiej. Liderami zestawienia są odpowiednio w kolejności USA, Chiny oraz Japonia.

Według analiz PwC nasz kraj będzie nadal się rozwijać i w 2030 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej osiągnie poziom dzisiejszego produktu krajowego brutto takich znaczących gospodarek, jak Korea Południowa, czy Kanada. Po 2030 roku rozwój niestety wyhamuje. Według prognoz w 2050 roku, w porównaniu do roku 2030, Polska, podobnie jak Australia, znajdzie się poza czołową dwudziestką najsilniejszych gospodarek świata, a w zestawieniu pojawią się nowe kraje takie jak Wietnam czy Nigeria.

Do 2050 roku PKB Polski będzie rosło średnio w tempie około 2,5 proc. rocznie. Aby zobrazować zmiany w poziomie produktu krajowego brutto w poszczególnych okresach, analitycy PwC zestawili ze sobą dane oraz prognozy dla Polski i Niemiec. „Na początku procesu reform z 1990 roku polskie PKB na głowę mieszkańca według rynkowych kursów wymiany stanowiło jedynie 8 proc. niemieckiego, a uwzględniając parytet siły nabywczej – 32 proc. Bieżące wskaźniki porównujące Polskę i Niemcy wynoszą odpowiednio 30 proc. i 54 proc.” – komentuje Mateusz Walewski, Starszy Ekonomista w PwC.

Dotychczas polska gospodarka rozwijała się znacznie szybciej niż niemiecka, co było efektem kumulacji kilku czynników. „Polska to nadal stosunkowo biedny kraj, który ciągle się modernizuje. Poziom zatrudnionych w rolnictwie sięga 12 proc. i należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Dzięki obecności w UE nasz kraj jest jednak postrzegany jako atrakcyjny rynek dla inwestorów zagranicznych. Polska to też europejska czołówka pod względem współczynnika skolaryzacji. To daje nadzieję dla potencjalnych inwestorów na pozyskanie wykwalifikowanej, obeznanej we współczesnych technologiach kadry. Dodatkowo, co najmniej do 2020 roku, Polska będzie jednym z największych odbiorców funduszy UE, co pozwoli na rozwój infrastruktury i unowocześnienie gospodarki” – analizuje Mateusz Walewski.

Ten stan też, jak prognozują analitycy PwC, ma szansę trwać do 2030 roku. Później różnice w tempie rozwoju zaczną się wyrównywać, co oznacza, że Polska praktycznie przestanie gonić swego zachodniego sąsiada.

Podstawowym czynnikiem zahamowania tempa wzrostu dla naszego kraju jest demografia. W wieku produkcyjnym (pomiędzy 15-64) w 2035 roku będzie nas aż o 14 proc. mniej. Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w UE (1,3), co więcej nie jest tak atrakcyjnym miejscem dla emigrantów jak np. sąsiednie Niemcy.

Inną barierą na drodze szybkiego rozwoju w kolejnych dekadach jest niska skłonność do oszczędzania. Znaczna część inwestycji w Polsce w ostatnich latach była finansowana przez napływ kapitału zagranicznego. Średni deficyt obrotów bieżących w polskiej gospodarce od 2004 r. wynosi 4,5 proc. PKB.

„Aby proces rozwoju polskiej gospodarki po 2030 roku mógł być kontynuowany, konieczne jest podniesienie poziomu zarówno krajowych oszczędności, jak i inwestycji” – podsumowuje Mateusz Walewski.

Raport „Word in 2050” został opublikowany przez firmę doradczą PwC po raz pierwszy w marcu 2006 roku i zawierał prognozy dotyczące potencjalnego wzrostu PKB w 17 wiodących gospodarkach świata w okresie do 2050 roku. Obejmował on kraje z tzw. grupy G7 (USA, Japonię, Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Kanadę), Australię, Koreę Południową, Hiszpanię oraz kraje z tzw. grupy E7 , czyli siedem najszybciej rozwijających się krajów na świecie (Chiny, Indie, Brazylię, Rosję, Indonezję, Meksyk i Turcję). Prognozy te były aktualizowane w marcu 2008 i styczniu 2011 r., przy rozszerzeniu listy krajów o Argentynę, RPA, Arabię Saudyjską, Wietnam i Nigerię. Obecna analiza obejmuje również Polskę (jako wiodącą gospodarkę UE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej) oraz Malezję (jako szybko rozwijającą się średnią gospodarkę w regionie Azji i Pacyfiku).

Do końca 2013 roku liczba użytkowanych smartfonów zbliży się do 2 miliardów

W tym roku globalna sprzedaż smartfonów sięgnie miliarda, a to oznacza, że pod koniec 2013 r. w użytku będzie ich na całym świecie blisko 2 mld. Pomimo zaawansowania technologicznego nowych telefonów aż 20 proc. właścicieli używa ich jedynie do podstawowych funkcji, np. połączeń telefonicznych czy wysyłania wiadomości tekstowych. W Polsce wskaźnik ten sięga nawet 30 proc. Rok 2013 zapowiada się też jako okres dalszego rozwoju telewizji hybrydowej i OTT oraz stopniowego wprowadzania bardziej skomplikowanych zabezpieczeń naszych kont na różnych portalach, które będą skuteczniej chronić nas przed atakami hakerów. Na te właśnie trendy kształtujące rynek nowoczesnych technologii, mediów i telekomunikacji wskazuje firma doradcza Deloitte w tegorocznej, 12. edycji raportu „TMT Predictions 2013”. Sprawdzalność ubiegłorocznych prognoz Deloitte wyniosła aż 82 proc.

W 2013 r. jeden na pięciu właścicieli smartfona na świecie nie połączy się z Internetem za pośrednictwem sieci komórkowej lub Wi-Fi. Oznacza to, że 400 mln smartfonów będzie wykorzystywane jedynie do podstawowych funkcji komunikacyjnych. Użytkownicy, którzy nie umieją lub nie chcą korzystać z pełnej gamy funkcjonalności smarfonów najczęściej obawiają się związanych z tym kosztów. Jak wynika z badania Deloitte przeprowadzonego w 15 krajach na świecie, od 26 do 60 procent użytkowników telefonów komórkowych dostało w ciągu ostatniego roku rachunek wyższy niż oczekiwali. W Polsce odsetek użytkowników wykorzystujących potencjał smartfonów w bardzo ograniczonym zakresie sięga nawet 30 proc. „Wśród użytkowników smartfonów trzeba cały czas kreować popyt na usługi transmisji danych, budować świadomość możliwości tych urządzeń. Można to osiągnąć na przykład przez wspieranie rozwoju aplikacji mobilnych, odpowiednie konstruowanie planów taryfowych czy też rozbudowywanie sieci. Są w Polsce smartfony poza zasięgiem sieci 3G, które tylko czekają na sygnał i… ciekawą taryfę” – tłumaczy Grzegorz Sencio, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte w tym roku już nawet 100 operatorów komórkowych na świecie będzie oferować nielimitowany dostęp do określonych aplikacji w ramach stałych miesięcznych abonamentów. Oferta typu AYCA („all-you-can-app”, korzystanie z aplikacji bez ograniczeń) oznacza, że użytkownik w zamian za stałą, miesięczną opłatę, ma do niej nieograniczony dostęp. W ocenie Deloitte ceny usług typu AYCA będą się kształtować od zera do kilkudziesięciu dolarów miesięcznie. Wśród najpopularniejszych aplikacji, które są wskazywane przez użytkowników smartfonów jako te, do których chcieliby mieć nieograniczony dostęp przeważają media społecznościowe, usługi e-mail oraz wideo. Facebook był najbardziej pożądanym serwisem w ubiegłym roku w 12 z 14 przebadanych krajów (oprócz Rosji i Japonii), na drugim miejscu znalazł się YouTube (badanie Deloitte, grudzień 2012 r.).

Smartfony i tablety zrewolucjonizowały nie tylko rynek telekomunikacyjny, ale także medialny i technologiczny. Coraz większa ich popularność mogła stwarzać wrażenie, że niebawem zastąpią one komputery osobiste. Według ekspertów Deloitte nie ma takiego zagrożenia, a PC ciągle trzymają się mocno. W tym roku będą generować ponad 80 proc. ruchu w Internecie mierzonego w bitach. Co więcej, w dalszym ciągu ponad 70 proc. godzin spędzanych przy różnego rodzaju urządzeniach przetwarzających dane (PC, smartfonach, tabletach) przypadać będzie na komputery osobiste. Dużą część tego czasu spędzamy przed komputerem w godzinach pracy, ale również prywatnie prawdopodobnie przez więcej niż połowę czasu ciągle będziemy używać pecetów. Zdaniem Deloitte nie ma zatem mowy o „erze postpecetowej”, nadeszła wręcz era „peceta plus”. „Użytkownicy komputerów są nie tylko biernymi odbiorcami treści, ale są też jej twórcami. Łatwiej jest pracować na PC niż na tabletach czy smartfonach. Dlatego w 2013 r. na świecie nadal w użytku będzie aż 1,6 mld komputerów osobistych” – wyjaśnia Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Coraz częstsza obecność w Internecie powoduje, że więcej spraw, w tym dotyczących naszych finansów, załatwiamy za jego pośrednictwem. Jak zwraca uwagę Deloitte, powinno to zwiększać naszą wrażliwość na kwestie bezpieczeństwa. Zabezpieczenia dotychczas uważane za wystarczające mogą się okazać coraz mnie skuteczne w obliczu ataków hakerów. W tym roku aż 90 proc. haseł generowanych przez użytkowników będzie w ocenie Deloitte podatnych na ataki hakerów. Niewystarczające zabezpieczenie haseł może spowodować straty liczone w miliardach dolarów, spadek zaufania do transakcji internetowych i znaczące naruszenie reputacji spółek, którym nie udało się powstrzymać ataków.

Przez lata, często stosowane ośmioznakowe hasła, wykorzystujące małe i wielkie litery oraz cyfry i znaki specjalne uznawane były za bezpieczne. Niestety internauci powszechnie ułatwiają sobie życie, a przy okazji niestety również hakerom, poprzez stosowanie zbyt oczywistych kombinacji. Często popełniają też kardynalny błąd, używając wielokrotnie tego samego hasła w różnych serwisach, w tym jednocześnie, np. do transakcji bankowych i na serwisach społecznościowych. Jeszcze gorzej jest w przypadku transakcji wykonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Ich użytkownicy nie chcą tracić czasu na wpisywanie hasła, więc je zbytnio upraszczają. Zdaniem ekspertów Deloitte rozwiązaniem, które znajdzie szersze zastosowanie już w tym roku będzie uwierzytelnianie wielopoziomowe. „Polega ono na tym, że oprócz loginu i hasła, wpisujemy także np. hasło otrzymane na telefon komórkowy lub autoryzujemy operację odciskiem palca. Zabezpieczenia tego typu są zdecydowanie bardziej skuteczne, ponieważ prawdopodobieństwo, że hakerzy mają, np. jednocześnie dostęp do naszego komputera i telefonu komórkowego jest małe” – wyjaśnia Jakub Wróbel.

W mediach rok 2013 będzie przede wszystkim okresem rozwoju telewizji hybrydowej, ale też zmiany sposobu spędzania czasu przed telewizorem. Jak zauważają eksperci Deloitte, telewizja hybrydowa, polegająca na połączeniu telewizji cyfrowej z usługami interaktywnymi, rozwija się dziś niejako „przy okazji” postępującej ewolucji odbiorników TV. Okazuje się bowiem, że konsumenci decydujący się na zakup telewizora umożliwiającego dwukierunkową łączność z Internetem rzadko korzystają z tej funkcjonalności. W większości przypadków o zakupie decydują bowiem takie czynniki jak: cena, wielkość ekranu, grubość telewizora czy wręcz szerokość jego ramy. W 2013 r. liczba odbiorników umożliwiających korzystanie z telewizji hybrydowej przekroczy 100 milionów. Do końca dekady natomiast zdecydowana większość nowych telewizorów sprzedawanych w krajach rozwiniętych będzie miała taką możliwość.

Mimo przewidywanego wzrostu sprzedaży, zaledwie niewielka część – bo co najwyżej 15 procent odbiorników telewizji hybrydowej, które zostaną kupione w tym roku, będzie trafi do użytkowników głównie z powodu tej właśnie funkcjonalności. Co więcej, jak zauważają eksperci Deloitte, wiele gospodarstw domowych ma już telewizory hybrydowe, czasami nawet o tym nie wiedząc. „Odbiornik może być podłączony do Internetu nie tylko bezpośrednio, ale również za pomocą wielu urządzeń peryferyjnych, m.in. dekoderów cyfrowych czy nowoczesnych konsoli do gier, które często mają dwukierunkową łączność z siecią” – wyjaśnia Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. „W co najmniej dziesięciu krajach badanych przez Deloitte, telewizory hybrydowe znajdują się już w ponad 30 proc. domów, a na kilku rynkach o dużej penetracji szerokopasmowego Internetu może to być nawet 60 proc.”- dodaje. W Polsce na razie telewizja hybrydowa jest w początkowej fazie rozwoju. Jak dotąd jedynie TVP i Eska TV udostępniła widzom możliwość korzystania z takiej usługi.

Jak wynika z prognoz Deloitte rok 2013 będzie też końcem ery domowej walki o pilota. Około dziesięciu procent rodzin w krajach rozwiniętych i około trzech procent w krajach rozwijających się będzie oglądało telewizję jednocześnie na kilku ekranach. Innymi słowy, w domach pojawią się dwa lub więcej odbiorniki, najprawdopodobniej różnych rozmiarów, na których będzie można oglądać jednocześnie różne programy telewizyjne w tym samym pomieszczeniu. „Dwa ekrany w jednym salonie” nie oznaczają jednak, że koniecznie muszą to być dwa telewizory. Tym drugim odbiornikiem najczęściej jest i będzie laptop lub tablet.

Inflacja ponownie poniżej celu NBP

W grudniu roczny wskaźnik inflacji obniżył się do 2,4 proc. z 2,8 proc. zanotowanych w listopadzie 2012 r. Tym samym inflacja okazała się niższa od celu NBP na poziomie 2,5 proc.

– W grudniu jedyny istotny wzrost, zresztą typowo sezonowy, zanotowano w kategorii ceny żywności, gdzie ceny zwiększyły się o 0,8 proc. w skali miesiąca – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – W wielu kategoriach, takich jak odzież i obuwie, paliwa, transport, rekreacja i kultura ceny spadły. Ceny użytkowania mieszkania nie zmieniły się – dodaje ekonomista. Inflacja bazowa obniżyła się do 1,4 proc. – Tym samym z danych wyłania się obraz silnej dezinflacji w Polsce. Nie tylko potwierdza to skalę spowolnienia popytu wewnętrznego, ale i kontrastuje z obawami Rady Polityki Pieniężnej, jakoby inflacja bazowa miała spadać za wolno – tłumaczy Ernest Pytlarczyk.

– W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszego spadku inflacji. W styczniu będzie ona niższa niż 2 proc. Do końca II kw. spadnie poniżej dolnego ograniczenia celu NBP – ocenia Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Jego zdaniem inflacja bazowa powinna w 2013 roku notować niemal monotoniczny spadek. – Nasz model oparty na opóźnionej dynamice spożycia indywidualnego oraz kursie walutowym wskazuje, że do końca 2013 roku ta miara inflacji obniży się grubo poniżej 1 proc., nawet przy założeniu – na dzień dzisiejszy coraz bardziej realnym – osłabienia kursu walutowego do poziomu 4,25 – uzupełnia Ernest Pytlarczyk.

Zdaniem ekonomistów BRE w takim scenariuszu, okraszonym dodatkowo słabymi danymi ze sfery realnej, ciężko będzie RPP dokonać pauzy w lutym, czy wiarygodnie uzasadnić czynnikami globalnymi sygnalizowaną zmianę tonu. – Oczekujemy zatem, że RPP obniży stopy w lutym i wbrew obecnym komentarzom jastrzębich członków kontynuować będzie cykl poluzowania do poziomu 3,25 proc. – mówi główny ekonomista BRE Banku.

Dzisiejsze dane spowodowały spadek stawek na krótkim końcu krzywej o około 5pb. Są one początkiem sekwencji prowadzącej do korekty ostatnich wzrostów stóp rynkowych. Większego efektu (tj. spadków stóp rynkowych) eksperci BRE spodziewają się po serii piątkowych danych (prognozują spadek produkcji przemysłowej o 9,1 proc. r/r). Korekta ta odbędzie się jednak trochę wbrew oczekiwaniom co do globalnego trendu (oczekiwanie ożywienia w USA i wygaszanie QE do końca 2013 r.).

Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Sławomir Komiński objął stanowisko dyrektora e-commerce grupy Komputronik

Sławomir Komiński, pełniący do tej pory funkcję Prezesa Zarządu benchmark Sp. z o.o., objął nowo utworzone w strukturach Grupy Kapitałowej Komputronik stanowisko Dyrektora e-commerce. Do jego obowiązków będzie należał m.in.: nadzór nad sklepami internetowymi Komputronik.pl i Karen.pl oraz nadzór nad działaniem K24 International SRO (spółka zależna Komputronik), która rozwija sprzedaż na rynku czeskim i słowackim. Będzie również koordynował prace zespołu roboczego odpowiedzialnego za działania marketingowe, rozwój platform i systemów informatycznych.

Wraz z przebudową struktur odpowiedzialnych za rozwój e-commerce, Spółka wyznacza nowe cele rozwoju, m.in.: rozpoczęcie sprzedaży konsumenckiej na nowych rynkach Europy Zachodniej, pozyskiwanie dużych przedsiębiorstw jako partnerów, którzy skierują ofertę Komputronik do swoich pracowników; rozwój oferty o nowe branże i projekty e-commerce; uruchomienie sprzedaży poprzez urządzenia mobilne – zarówno dzięki dedykowanym aplikacjom iOS / Android / Windows Phone, jak i odpowiednio przygotowanej mobilnej wersji strony internetowej.

Sławomir Komiński jest magistrem socjologii UAM w Poznaniu, ukończył również studia podyplomowe na kierunku Zarządzanie marketingowe na rynku B2B na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Jest również absolwentem studiów Executive MBA w Wielkopolskiej Szkole Biznesu przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i Nottingham Trent University.

Przez większość swojej kariery zawodowej związany jest z branżą interaktywną i nowymi technologiami. Najpierw w firmie będącej operatorem serwisu aukcyjnego dla jednego z portali internetowych, później, od początku istnienia firmy, związany z giełdową Spółką One-2-One, która jest integratorem usług mobilnych i świadczy usługi związane z marketingiem mobilnym. W firmie tej przeszedł przez wszystkie szczeble związane z szeroko pojętym „tworzeniem biznesu” – od stanowiska business development menagera, poprzez dyrektora działu kluczowych klientów, aż do wiceprezesa zarządu. Pod koniec 2010 roku rozstał się z firmą One-2-One i poświęcił się działalności w branży winiarskiej. Od kwietnia 2012 roku związany jest z Grupą Kapitałową Komputronik, pełniąc funkcję prezesa zarządu Spółki Benchmark.pl. Do momentu wyłonienia jego następcy, będzie nadal sprawował tę funkcję.

Sławek pracuje w Grupie Kapitałowej Komputronik od kilku miesięcy i dał się poznać jako sprawny i bardzo dynamicznie działający menedżer. Sektor e-commerce to strategiczny obszar działania i dalszego rozwoju Spółki, dlatego też przed nowym szefem stoją bardzo ambitne cele. Obserwując jednak dotychczasową pracę Sławka, jego wiedzę i zaangażowanie, jestem przekonany, że doskonale sobie z tymi zadaniami poradzi. Życzę mu samych sukcesów – powiedział Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Komputronik to organizacja, która z jednej strony posiada ugruntowaną i stabilną pozycję w branży, z drugiej zaś jest firmą elastyczną, zdolną do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe. Jest to też firma tworzona przez zespół młodych ludzi, entuzjastów i ekspertów z dziedziny IT, dobrze znających rynek i nowe technologie. Cieszę się, że Zarząd docenił moje zaangażowanie i kompetencje, które, mam nadzieję, będę mógł w jeszcze większym stopniu rozwijać, a przede wszystkim współuczestniczyć w procesie budowania sukcesu Spółki. Praktycznie całe moje życie zawodowe spędziłem w branży nowych technologii, najczęściej uczestnicząc w tworzeniu firm i projektów od podstaw, teraz przede mną nowe wyzwanie – dalsze rozwijanie i umacnianie pozycji Komputronika, nie tylko jako lidera, ale i kreatora trendów w handlu elektronicznym. To duże wyzwanie, ale szczerze powiem, że już nie mogę doczekać się pierwszych projektów – powiedział Sławomir Komiński, Dyrektor e-commerce w Grupie Kapitałowej Komputronik.

Tylko 3 proc. firm zamierza zaciagnąć kredyt w tym roku

Z badania Homo Homini dla BRE Banku wynika, że co czwarta firma zamierza redukować swoje zadłużenie, a połowa chce je utrzymać na aktualnym poziomie. Tylko 3 proc. zapowiada, że zamierza zaciągnąć kredyt, wśród średnich firm ten odsetek wynosi 12 proc. Zdaniem analityków BRE Banku, w tym roku kredyty dla przedsiębiorstw i kredyty inwestycyjne będą spadać, prawdopodobnie nawet szybciej niż w końcówce ubiegłego roku. Nie oznacza to jednak ograniczenia inwestycji, bo tylko 7 proc. firm chce w ten sposób oszczędzać w kryzysie.

– Większość firm będzie dążyła do tego, żeby utrzymać poziom finansowania na obecnym poziomie, a nawet go zmniejszyć. Z drugiej strony, banki są w pełni przygotowane do tego, żeby przedsiębiorstwa kredytowo wspierać – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Przemysław Gdański, wiceprezes BRE Banku.

Problemem nie będzie więc dostęp do finansowania zewnętrznego, ale popyt na kredyty.

– Spodziewam się, że czeka nas ostra walka o dobre transakcje i dobrych klientów pomiędzy wiodącymi bankami – twierdzi Gdański.

Jednocześnie zapowiada, że BRE Bank nie będzie obniżać wymagań dotyczących udzielania kredytów ani marż.

– Staramy się być szybcy, sprawni w naszej obsłudze, w naszych procesach. Budować trwałe relacje z klientami, wieloproduktowe. Natomiast na pewno nie chcielibyśmy być tym bankiem, który pożycza najtaniej – mówi Przemysław Gdański. – Nie spodziewam się poluzowywania warunków, natomiast też nie spodziewam się ich zacieśniania.

Nowy mBank zawalczy o klientów korporacyjnych

Przed Grupą BRE stoi w tym roku dodatkowe wyzwanie, czyli połączenie placówek Multibanku i BRE Banku pod marką mBanku. Start tego projektu przesunięto z początku na połowę tego roku.

– BRE Bank wciąż pracuje nad tzw. nowym mBankiem. W to inwestujemy dużo czasu i zasobów. Przy okazji będzie parę rzeczy dla klientów korporacyjnych – wyjaśnia Gdański.

Grupa musi opracować nową strategią komunikacyjną, by przekonać klientów korporacyjnych i tych bardziej konserwatywnych, że nowy mBank będzie odpowiadał również na ich potrzeby. Do tej pory mBank skierowany był głównie do młodych klientów.

– mBank też będzie inną organizacją i trochę inaczej będziemy się komunikowali z rynku. Zniknie pewna frywolność czy żartobliwość naszych kampanii. Będziemy mówili zarówno do bardziej statecznego klienta korporacyjnego, jak i do młodego dynamicznego klienta detalicznego – mówi wiceprezes BRE Banku.

Grupa nie planuje likwidacji placówek Multibanku. Zostaną one włączone w projekt Nowego mBanku.

BRE Bank zajmuje w Polsce 3. miejsce pod względem posiadanych aktywów. Jego głównym udziałowcem jest niemiecki Commerzbank AG.