Euro za 4,66 zł, dolar za 4,47 zł. Kolejne dołki kryptowalut

Nie tylko ceny ropy naftowej są problemem. Zasysanie kapitału za ocean powoduje odwrót inwestorów również od złotego. Słabsza waluta tylko pogłębia problemy inflacyjne.

Złoty w odwrocie

Rynek czeka na decyzję FED, a inwestorzy spodziewają się jednorazowej podwyżki stóp nawet o 0,75%. Byłaby to najwyższa jednorazowa zmiana od niemal 3 dekad. Z drugiej strony obecna sytuacja jest właśnie tak wyjątkowa. Szczególnie biorąc pod uwagę, jak długo Rezerwa Federalna starała się unikać problemu, mając nadzieję, że problem sam się rozwiąże. Nie można być zdziwionym, że problem się nie rozwiązał. Oczekiwania inwestorów powodują jednak, że kapitał płynie już do USA. To z kolei mocno przeszkadza polskiej walucie, która od kilku dni wyraźnie traci na wartości. Dzisiaj za euro płaci się już 4,66 zł.

Słabsze dane z Wysp Brytyjskich

Dzisiejsze dane pokazują pewne problemy brytyjskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia wbrew oczekiwaniom nie spadła do 3,6%, co więcej wzrosła do 3,8%. Nadal są to jednak niskie poziomy, nawet dla tej gospodarki. Do tego dochodzi kwestia wzrostu płac. Rosną one wolniej, niż sądzono. Jest to szczególnie problematyczne, konfrontując wzrost wynagrodzeń z inflacją. Ta w ostatnim miesiącu wyskoczyła do 9%. Oznacza to, że płace rosną 2,2% wolniej. To wyraźny spadek możliwości nabywczych społeczeństwa. Inwestorzy również mniej wierzą w funta. Po tych danych byliśmy świadkami wyraźnej przeceny. Obecnie funt jest najsłabszy względem euro od przełomu września i października.

Kolejne dołki kryptowalut

Ostatnie dni były bardzo trudne dla rynku kryptowalut, już w weekend było widać wyraźne wycofywanie się inwestorów. Prawdziwy problem pojawił się dopiero w poniedziałek. Kurs głównej kryptowaluty rano wynosił jeszcze 27 000 dolarów, by w nocy otrzeć się o zaledwie 21 000 dolarów. Przy okazji pojawiły się problemy kilku dużych uczestników rynku. Niewykluczone, że będziemy świadkami bankructwa jednego z nich. Tego typu wydarzenia zawsze były dużym problemem dla tego rynku. Kolejnym jest wzrost rentowności obligacji, które to zasysają kapitał inwestycyjny z rynków ryzykownych. To ten proces zdaniem większości analityków odpowiada za słabość kryptowalut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Sektor kryptowalut znów na cenzurowanym. Komentarz eksperta do nowego komunikatu KNF

Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega w komunikacie z 10 czerwca 2022 r., że kryptowaluty mogą być używane do obchodzenia sankcji nałożonych na Rosję i Białoruś. Jednocześnie “oczekuje od podmiotów nadzorowanych zachowania najwyższej staranności oraz ostrożności” przy współpracy z firmami z branży walut wirtualnych i obsługującymi je instytucjami finansowymi. Choć przestrogi te są jak najbardziej zasadne, istnieje obawa, że komunikat ten skłoni podmioty nadzorowane do radykalnych posunięć – komentuje Tomasz Klecor, prawnik, partner w kancelarii Legal Geek, specjalizującej się w obsłudze rynku finansowego.

Dla kryptowalut charakterystyczna jest anonimowość i łatwość z jaką można dokonywać za ich pomocą transakcji transgranicznych. W ten sposób łatwo przetransferować lub ukryć aktywa, czy też informację o ich posiadaczu. Wobec tego ryzyko użycia ich do obchodzenia sankcji przez Rosję i Białoruś jest jak najbardziej realne i nic dziwnego, że KNF na nie wskazuje.

Należy jednak pamiętać, że waluty wirtualne nie są jednoznaczne z praniem brudnych pieniędzy czy podejrzanymi transakcjami. To też całkiem spory rynek, z którego korzystają całkowicie legalne biznesy. Co więcej, pojawia się coraz silniejszy trend wykorzystywania kryptowalut jako “zielonej” alternatywy dla tradycyjnych środków płatniczych.

Niestety, wcześniejsze doświadczenia pokazują, że reakcje adresatów takich komunikatów są często dość radykalne. Kiedy podobny komunikat KNF opublikował w 2018 r., spowodowało to masowe zrywanie umów przez banki i instytucje płatnicze z podmiotami, które miały cokolwiek wspólnego z sektorem kryptowalut. Dochodziło też do absurdalnych sytuacji – zaprzestawania współpracy z firmami, które z wirtualnymi walutami nie miały nic wspólnego, ale w ich nazwie występować człon “BIT”, który kojarzył się powszechnie z Bitcoinem.

Rodzi to obawy, że obecnie reakcja będzie bardzo podobna. Już teraz dostęp do rachunków bankowych czy płatniczych dla sektora walut wirtualnych jest mocno ograniczony (i nie tylko dla nich, bo dla małych instytucji płatniczych też), a komunikat może być odebrany jako zachęta do zakończenia jakichkolwiek relacji z podmiotami, które w swojej działalności wykorzystują waluty wirtualne. Nawet jeśli nie mają żadnych związków z Rosją czy Białorusią.

Co więcej, komunikat nakazuje zachować ostrożność także przy współpracy, z innymi instytucjami, które zdecydują się nadal obsługiwać waluty wirtualne. A więc jeśli na przykład mała instytucja płatnicza obsługuje klienta z sektora kryptowalut, działającego w pełni legalnie i transparentnie, inne podmioty mogą zerwać z nim umowy, uniemożliwiając mu prowadzenie działalności. Tak na wszelki wypadek.

Tomasz Klecor, prawnik, partner w kancelarii Legal Geek, odpowiada za FinTech & Startup, ekspert z zakresu regulacji usług płatniczych.

Konsolidacja polskiej branży spożywczej na tle UE – raport Banku Pekao

W poprzedniej dekadzie w polskiej branży spożywczej utrzymywał się trend konsolidacyjny, a liczba firm produkujących żywność i napoje spadła o ponad 20% – wynika z najnowszego raportu Banku Pekao. Zdaniem analityków, trend konsolidacyjny utrzyma się też w bieżącej dekadzie, a do 2030 roku liczba firm może się zmniejszyć o kolejnych 15-20%.

Jak piszą eksperci Banku Pekao S.A., w latach 2010-2020 konsolidacja na polskim rynku spożywczym w największym stopniu dotyczyła trzech silnie rozdrobnionych segmentów: przetwórstwa mięsa, produkcji wyrobów piekarskich i mącznych oraz mleczarstwa. Objęła ona przy tym niemal wyłącznie firmy małe i średnie, tzn. zatrudniające poniżej 250 pracowników.

Co istotne, trendy konsolidacyjne uwidoczniły się w minionej dekadzie także w wielu państwach Europy Zachodniej (m.in. we Francji, Hiszpanii czy Niemczech). Nastąpił tam znaczny wzrost udziału dużych firm (250 i więcej zatrudnionych) w obrotach branży spożywczej. Na tle zachodnich państw Unii Europejskiej Polska cechuje się nieznacznie ponadprzeciętnym, 65-procentowym udziałem dużych podmiotów w przychodach. Dla porównania, w niektórych państwach zachodnich wynosi on 70-80%.

Jednocześnie jednak sama grupa dużych firm jest w Polsce silnie rozdrobniona. Świadczy o tym niski poziom przychodów w przeliczeniu na jedną dużą firmę – w Polsce jest to około 130-140 mln euro, podczas gdy we Francji czy Holandii nawet 4-5 razy więcej – oraz wysoka liczebność tej grupy. Więcej dużych firm działających w branży spożywczej jest tylko w Niemczech, gdzie jednak wartość rynku spożywczego jest ponad trzykrotnie wyższa niż w Polsce.

Pomimo zachodzącego trendu konsolidacyjnego, polska branża spożywcza pozostaje na etapie przejściowym pomiędzy silnie rozproszonymi branżami w postkomunistycznych krajach Europy Środkowo-Wschodniej a najbardziej dojrzałymi rynkami w niektórych państwach Europy Zachodniej. Wyrazem tego jest fakt, że będąc szóstym największym pod względem wartości producentem żywności w UE, wciąż nie doczekaliśmy się choćby jednego przedstawiciela na liście 100 największych globalnych koncernów spożywczych mówi Paweł Kowalski, ekspert ds. sektora spożywczego w Departamencie Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.

Jak wynika z raportu Banku Pekao, przez większą część minionej dekady w polskiej branży spożywczej realizowano średnio po kilkanaście fuzji i przejęć rocznie. Najwyższa aktywność M&A przypadła na lata 2015-2019, po czym mocno schłodził ją wybuch pandemii COVID-19 i związany z tym wzrost niepewności. Szczególnie słabo prezentowała się zagraniczna aktywność zakupowa polskich firm spożywczych, w przypadku której można mówić dosłownie o pojedynczych transakcjach w ciągu 11 lat.

Poważną barierą dla rozwoju rynku M&A w Polsce i innych krajach regionu jest znaczne rozdrobnienie branży spożywczej, przekładające się z jednej strony na ograniczone możliwości zakupowe większości firm, a z drugiej na ograniczoną liczbę atrakcyjnych celów zakupowych z punktu widzenia największych graczy dysponujących zasobami pozwalającymi myśleć o przejęciach komentuje Paweł Kowalski. – Wśród innych barier rozwoju rynku fuzji i przejęć w naszym regionie wskazać można m.in. słabość tutejszych rynków kapitałowych, czynniki psychologiczne i kulturowe, brak zasobów pozwalających na rozpoznanie rynków zagranicznych pod kątem celów i ich potencjału czy – zwłaszcza w grupie małych i średnich przedsiębiorstw – silną koncentrację na bieżących aspektach działalności, z ograniczoną rolą strategicznego planowania – dodaje.

Analitycy Banku Pekao spodziewają się, że trend konsolidacyjny utrzyma się w polskiej branży spożywczej także w bieżącej dekadzie, a do 2030 roku liczba działających w niej firm może zmniejszyć się o kolejnych 15-20%. W najbliższych latach sprzyjać temu mogą wyzwania, z którymi branża mierzy się już obecnie, związane z silną presją kosztową (wzrosty we wszystkich kategoriach kosztowych). Nałoży się na to również oczekiwane spowolnienie wzrostu gospodarczego i wysoka inflacja, odbijająca się na decyzjach zakupowych konsumentów.

Napływ dużej liczby uchodźców z Ukrainy częściowo zneutralizuje te czynniki w obszarach podstawowych dóbr konsumpcyjnych, do których należy żywność, jednak trudne warunki mogą wypychać mniej efektywne podmioty z rynku. W dłuższym okresie kluczowe znaczenie będą miały zaś globalne trendy długoterminowe, m.in. wpływ rosnącej populacji świata i jej dochodów na bilanse żywności czy działania związane z ochroną środowiska i ich wpływ na koszty produkcji rolnej i ceny energii.

Jak podsumowują autorzy raportu, najsilniejsze tendencje konsolidacyjne mogą nadal występować przede wszystkim w rozdrobnionych segmentach branży (przetwórstwo mięsa, produkcja wyrobów piekarskich i mącznych, mleczarstwo), a być może także w przetwórstwie owoców i warzyw (które także pozostaje znacznie silniej rozproszone w porównaniu z niektórymi krajami Europy Zachodniej).

– Podwyższone ryzyko związane z sytuacją geopolityczną i gospodarczą może w najbliższym czasie znacząco ograniczyć aktywność na rynku M&A, jednak – przyjmując, że wojna w Ukrainie przyniesie rozstrzygnięcia korzystne dla tego kraju i całego świata zachodniego – percepcja ryzyka dotyczącego naszego regionu powinna się w kolejnych latach obniżać. Spodziewamy się w związku z tym, że w kolejnych latach fuzje i przejęcia będą odgrywać coraz większą rolę w konsolidacji polskiej branży spożywczej, czemu sprzyjać powinny także rosnące zasoby wiodących polskich firm, łączenie sił przez mniejsze przedsiębiorstwa w celu wspólnego radzenia sobie ze zmieniającym się otoczeniem czy narastające wyzwania związane z sukcesjąstwierdził Paweł Kowalski z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.

Eksperci Banku Pekao liczą także na wzrost aktywności polskiego sektora spożywczego na rynkach zagranicznych, co mogłoby stać się elementem wzmacniania pozycji międzynarodowej i rozwoju w kierunku najbardziej perspektywicznych obszarów działalności, np. żywności ekologicznej.

Pełen raport Banku Pekao dostępny jest na stronie Banku Pekao S.A.

Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 4,32% w maju pokonując WIG

Na koniec maja Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) osiągnął wartość 925,73 punktów, co dało solidny 4,32% wzrost wartości w stosunku do kwietniowych 887,39 pkt. Tym samym GIP60 wykazał się znacznie lepszym wynikiem od indeksu szerokiego rynku WIG, który stracił w tym samym czasie 0,6%. Po kwietniowym odpływie kapitału w kierunku inwestycji mniej ryzykownych, polskie akcje powoli wracają do łask i wygląda na to, że spółki przemysłowe po raz kolejny jako jedne z pierwszych zwróciły uwagę inwestorów z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc maj. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Maj był kolejnym miesiącem, w którym spółki notowane na GPW doświadczały negatywnego sentymentu do rynku, w wyniku czego większość indeksów zamknęło miesiąc poniżej wartości z końca kwietnia. Indeks małych spółek SWIG80 spadł o 2,1%, zrzeszający średnie spółki MWIG40 nieznacznie lepiej gdyż spadł o pół procenta, a indeks WIG20 zrzeszający największe spółki z naszej giełdy znalazł się niżej o 0,8%. W tych niekorzystnych warunkach, wyjątkowo korzystnie dla swoich inwestorów zachowały się papiery spółek z branży chemicznej (WIG-CHEMIA zyskał 15%) i odzieżowej (WIG-ODZIEZ 10,2% wyżej), a niewiele gorzej poradziły sobie spółki z branży budowlanej (WIG-BUDOWNICTWO urósł w miesiąc o 8,5%) i spółki z Ukrainy (WIG-UKRAINA +5,9%). Na przeciwległym biegunie znalazły się niedawni liderzy wzrostów czyli spółki farmaceutyczne (WIG-LEKI -8,3%) i gamingowe (WIG-GRY -7,7%).

Za zeszłomiesięczny sukces Giełdowego Indeksu Produkcji odpowiadają głównie polscy producenci z branży chemicznej i odzieżowej, gdyż średnia miesięczna stopa zwrotu na akcjach tych spółek z GIP60 wyniosła w tych grupach odpowiednio 2,7% i 4,6%. Również polscy producenci z branży metalurgicznej mogą pochwalić się przyzwoitą średnią stopą zwrotu z inwestycji, która wyniosła 4,17%,  wspierając wzrost indeksu GIP60 w maju. Zdecydowanie słabszy okres zaliczyli producenci motoryzacji (średnia -5,93%), farmaceutyków (-5,1%) oraz przetwórcy drewna (-5,06%).

Liderzy polskiego przemysłu rosną w siłę

Najlepszą polską spółką produkcyjna pod względem majowej stopy zwrotu (wzrost o 55,8%) okazał się BORYSZEW S.A. czyli należąca do Romana Karkosika grupa przedsiębiorstw zajmujących się produkcją komponentów dla sektora motoryzacyjnego, materiałów chemicznych wśród których najpopularniejszym jest chyba płyn chłodniczy Borygo, ale także tlenków metali i elementów metalowych. Posiadająca blisko 40 zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w 14 krajach i zatrudniająca blisko 12 tysięcy pracowników grupa osiągnęła w I kw. 2022 roku 31,9 mln zł zysku netto, który wypracowała przy przychodach rzędu 1,7 mld zł (17% wzrost w stosunku do I kw. ubiegłego roku) i 100 mln zł EBITDA (+9% rdr). Jak podaje spółka, pozytywne wyniki finansowe grupy były efektem bardzo dobrej sytuacji na rynku stali oraz metali kolorowych – znaczący wzrost popytu krajowego na rynku metali pozwolił spółce zminimalizować negatywny wpływ trudnej sytuacji w branży motoryzacyjnej. Wyniki wywindowały kurs akcji spółki w trakcie kilku pierwszych sesji miesiąca, ujawniając znaczne niedoszacowanie względem potencjału dochodowego w kolejnych kwartałach, tym bardziej, że oczekiwana jest poprawa również na rynku motoryzacyjnym. Nie bez znaczenia dla kurs akcji spółki jest również zapowiedź wypłaty solidnej dywidendy.

Miejsce drugie na podium majowej klasyfikacji spółek z GIP60 zajęła GRUPA AZOTY za miesięczny wzrost ceny akcji o 26,25%. Również w przypadku tej grupy mamy do czynienia ze znaczącą poprawą wyników za I kwartał w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wzrost przychodów z 3,4 mld zł do 6,82 mld zł pozwolił na wzrost zysku netto z 80 mln zł ponad 1 mld zł. Pozytywnym bodźcem dla kursu akcji powinno być też zainteresowanie spółki technologią SMR (ang. Small Modular Reactor), czyli mały reaktorów jądrowych, które mogłyby zasilać zakłady spółki w stabilną i niskoemisyjną energię – zgodnie z założeniami, łączna moc nowych OZE w 2030 roku osiągnie w grupie poziom 380M MW, co powinno ograniczyć koszt zakupu energii o ponad 200 mln zł w skali roku.

Trzecie miejsce w  klasyfikacji GIP60 przypadło spółce ZPUE S.A. za wzrost ceny akcji o 14,23%, do poziomu 273 zł za akcję. Spółka specjalizuje się w segmencie produkcji kontenerowych stacji transformatorowych, głównie dla sektora energetycznego, ale także dla spółek z sektora produkcyjnego. Także w przypadku tej spółki wyniki za I kwartał miały decydujący wpływ na przyciągnięcie uwagi inwestorów. Wzrost przychodów z 148 mln zł do 212 mln zł pozwolił spółce poprawić wynik operacyjny z 7 mln zł do 20 mln zł a wynik netto z 5,4 mln zł do 14 mln zł.

Generalnie niemal połowie spółek z indeksu GIP60 udało się poprawić wyniki za I kwartał i wycenę rynkową w maju, co na tle chimerycznej GPW należy uznać za przyzwoity wynik. Do liderów wzrostu może dołączyć niedługo spółka Lubawa, której inwestycje powinny pozwolić wykorzystać okazję, jaką dla spółki stworzyła wojna na terenie Ukrainy – kurs akcji tej spółki po początkowym 400% wzroście spadł już o niemal połowę i najprawdopodobniej będzie pozytywnie reagować na dobre wyniki w kolejnych kwartałach.

Minorowe nastroje w przemyśle

Jeszcze w kwietniu produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 13% rdr – najbardziej wzrosła produkcja dóbr powiązanych z rynkiem energii (27,3% rdr), produkcja dóbr konsumpcyjnych nietrwałych (14,8% rdr) oraz dóbr inwestycyjnych (12,9% rdr) zmniejszyła się natomiast produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych o 1,2% rdr. Niestety w porównaniu z marcem br. produkcja sprzedana przemysłu w kwietniu spadła o 11,3%. Nie jest to jakimś wielkim wydarzeniem, gdyż zwykle produkcja w kwietniu jest niższa od marca, ale siła spadku przypomina tę z 2020 roku i to już jest niepokojący sygnał. Tym bardziej, że w maju nastąpił dalszy spadek produkcji, a to już nie zdarzało się zbyt często w historii.

Opóźnienia w dostawach i wysoka inflacja destabilizują rynek, co doprowadziło w ostatnim miesiącu do znaczącego spadku produkcji oraz nowych zamówień. Przełożyło się to na dalsze obniżenie się nastrojów wśród kadry zarządzającej spółek z sektora – indeks PMI® spadł z 52,4 do 48,5 punktów na koniec maja, przekraczając tym samym neutralną granicę 50 punktów i wkraczając w rejony pesymizmu gospodarczego z wartością najgorszą od października 2020 roku.  Spadek zamówień i sprzedaży, jak wynika z odpowiedzi ankietowanych kierowników, dotyczył zarówno kanałów krajowych jak i eksportowych. Doszukując się pozytywów obecnej sytuacji należy zwrócić uwagę na niewielkie zahamowanie wzrostu cen zaopatrzenia oraz mniejsza częstość opóźnień w dostawach, co może przełożyć się na powrót na ścieżkę wzrostu popytu na polskie produkty.

Negatywne nastroje w przemyśle nie są tylko naszym zmartwieniem. J.P.Morgan Global Manufacturing PMI™ zanotował co prawda wzrost wartości z 52,3 do 52,4 i znajduje się ciągle powyżej neutralnej granicy 50 punktów, ale składowa indeksu odpowiadająca za badanie poziomu produkcji zanotowała spadek drugi miesiąc z rzędu, podobnie w przypadku nowych zamówień eksportowych. W Strefie Euro PMI® utrzymuje się ciągle powyżej 50 punktów, ale spada notując wielomiesięczne minima.

Do pozytywów należy zaliczyć na pewno poprawę warunków w przemyśle chińskim, gdzie nastroje działów zakupowych poprawiły się trzeci miesiąc z rzędu, co daje nadzieję na złagodzenie problemów z zaopatrzeniem również u nas. Również wzrost produkcji w Stanach Zjednoczonych zasygnalizowany przez wskaźniki PMI i ISM, może zwiastować poprawę warunków w przemyśle globalnym.

Przyzwoite wyniki giełdowe polskich wytwórców w maju nie mogą przesłonić nam problemów, które w tym samym czasie trapiły nasz rodzimy sektor produkcyjny. Obecnie obserwujemy spadek zamówień i jeśli w tej materii nie zaobserwujemy poprawy, to należy zastanowić się poważnie nad starym giełdowym porzekadłem, które sugeruje sprzedać akcje w maju i nie wracać przed końcem wakacji.”

Boom sektora magazynowego

Dynamiczny rozwój e-commerce w trakcie pandemii i dalsze przewidywania o jego wzroście upewniają deweloperów magazynowych, że przejęte przez nich strategie są dobrym kierunkiem. Tylko od stycznia do marca tego roku nowa podaż osiągnęła najwyższy kwartalny wynik na poziomie 1,3 mln m kw. powierzchni, a w tym samym czasie zainteresowanie najemców przełożyło się na 1,4 mln m kw.

Najszybciej rozbijający się obecnie na polskim rynku nieruchomości sektor przemysłowo-logistyczny na koniec marca dysponował zasobami ponad 25,3 mln m kw., notując 17% wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku. Przyrost nowej powierzchni magazynowej był widoczny na każdym z 9 obszarów koncentracji, tzw. rynkach „wielkiej piątki”, czyli Warszawy (I i II strefa), Górnego Śląska, Polski Centralnej, Dolnego Śląska, Wielkopolski oraz w Trójmieście, rejonie Szczecina, Krakowa i na rynkach wschodzących. Niezmiennie rynkami z największymi zasobami powierzchni magazynowej w Polsce pozostają: Warszawa oferująca 5,5 mln m kw. (22% całkowitych zasobów) oraz region Górnego Śląska (18%) i Polski Centralnej (15%).

Potwierdzeniem kontynuacji dynamicznego wzrostu sektora magazynowego w Polsce jest rekordowy w ujęciu kwartalnym wynik oddanej do użytku nowej podaży. Od stycznia do marca do najemców trafiło 1,3 mln m kw. powierzchni. Ukończone projekty dominowały w Wielkopolsce, gdzie rynek wzbogacił się o 280 000 m kw. (21% całkowitego wolumenu nowej podaży), w regionie Dolnego Śląska i Górnego Śląska, odpowiednio 236 000 m kw. i 216 000 m kw. powierzchni. W ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku pozwolenie na użytkowanie uzyskały m.in.: Hillwood BTS w Bydgoszczy (104 000 m kw.), P3 Poznań II o powierzchni 82 000 m kw., Hillwood BTS Stryków II (73 000 m kw.) oraz Segro Logistics Park Poznań, BTS w Gołuskach (50 000 m kw.).

„Analizując strukturę nowych obiektów obserwujemy dynamiczny rozwój formatów miejskich oraz obiektów typu last mile logistics, które są obiektami wysoce pożądanymi przez najemców z sektora e-commerce oraz q-commerce. Na polskim rynku pojawił się również nowy format typu „dark stores” jako mini centra dystrybucji, szczególnie dla branży e-grocery. Dodatkowo zauważalne są również

zmiany w standardzie technicznym budowanych obiektów. Coraz częściej deweloperzy realizują projekty o zwiększonej nośności posadzki, wyższej wysokości oraz zwiększonej termoizolacyjności ścian,” wyjaśnia Michał Kozdrój, Dyrektor Agencji Logistycznej w Knight Frank.

Wraz z powiększaniem się rynku przemysłowo-logistycznego, nie maleje zainteresowanie najemców. W pierwszym kwartale roku podpisano umowy na 1,4 mln. m kw. powierzchni. Największym powodzeniem cieszyły się trzy rozwinięte obszary koncentracji, z których liderem został region Górnego Śląska (21% popytu), na drugim miejscu uplasowała się Warszawa (strefa I i II z 16% udziałem), a na trzecim – obszar Polski Centralnej (14% całkowitego wolumenu zawartych umów).

„Podobnie jak najemcy, deweloperzy pozostają równie aktywni. Na koniec marca 2022 roku w budowie pozostawało 4,7 mln m kw. powierzchni, tj. tylko 2% mniej w porównaniu z IV kw. 2021 roku. Dane te potwierdzają, iż pomimo ograniczeń związanych z dostępnością materiałów, siły roboczej oraz wzrostem cen, realizacje nowych inwestycji nie zwalniają tempa. Aktualnie najwięcej nowych inwestycji powstaje na rynkach wschodzących, gdzie realizowane jest ponad 860 000 m kw. nowej powierzchni. Na podium uplasował się również obszar Polski Centralnej (788 000 m kw.) oraz Górnego Śląska (743 000 m kw.),” – dodaje Renata Zielińska, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Na koniec marca 2022 roku zanotowano spadek współczynnika pustostanów do historycznie najniższej wartości szacowanej na 4,1%, pomimo rekordowo wysokiego wolumenu nowej podaży przy jednocześnie niesłabnącym popycie. Największy wolumen powierzchni magazynowej dostępnej od zaraz oferował region Górnego Śląska z poziomem pustostanów oscylującym w okolicach 7%. Z kolei dostępność powierzchni jest bardzo ograniczona w regionie rynków wschodzących, Szczecina, Łodzi, Krakowa i w Trójmieście.

Podaż nierównoważąca popytu w korelacji z niskim poziomem pustostanów wywołuje presję wzrostu wywoławczych stawek czynszu, której pierwsze oznaki są już widoczne. W I kwartale 2022 roku odnotowano wzrost stawek czynszów wywoławczych na głównych rynkach magazynowych w Polsce. Co więcej, należy oczekiwać, że trend ten utrzyma się również w kolejnym kwartale. Najdroższym rynkiem pozostaje Warszawa, gdzie czynsz wywoławczy w granicach administracyjnych miasta wynosi 4,00–5,60 EUR/m kw./miesiąc, natomiast w strefie II – 3,00-4,50 EUR/m kw. /miesiąc. W największych rejonach koncentracji poza Warszawą czynsze wywoławcze kształtowały się na poziomie 3,00-4,30 EUR/m kw. /miesiąc, natomiast na rynkach wschodzących – 3,00-3,80 EUR/m kw. /miesiąc.

Walne zgromadzenie BioMaxima SA zatwierdza wypłatę dywidendy za 2021 r. i podwyższa cenę skupu akcji własnych

Zwyczajne walne zgromadzenie spółki BioMaxima SA, wiodącego polskiego producenta i eksportera diagnostyki laboratoryjnej, 13 czerwca 2022 r. postanowiło o wypłacie dywidendy w wysokości 0,45 zł na 1 akcję. Jednocześnie przyjęto uchwałę w zakresie przeprowadzenia odkupu akcji własnych spółki, podwyższając maksymalną cenę skupu z 30 zł na 33 zł.

Zwyczajne walne zgromadzenie jednogłośną decyzją upoważniło zarząd do przeprowadzenia skupu akcji spółki z dwiema poprawkami zgłoszonymi przez porozumienie akcjonariuszy, do którego należy prezes spółki – podwyższono  maksymalną cenę odkupu do wartości 33 zł za sztukę, a także określono, że liczba akcji nabywanych w ciągu jednej sesji nie może przekroczyć 25% średniego dziennego obrotu w ciągu poprzedzających 20 dni sesyjnych.

Zgromadzenie akcjonariuszy zdecydowało o wypłacie dywidendy w wysokości 0,45 zł za akcję, tj. 1.947.825 zł,  przeznaczając pozostałą część zysku w wysokości 8.659.262,78 zł na kapitał zapasowy.

– Zakończyliśmy bardzo dobry dla spółki rok. Pełna zgodność akcjonariuszy podczas WZA świadczy o przewidywalności spółki, a jednocześnie stanowi dobrą prognozę dla stabilnego rozwoju BioMaximy – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

WZA przyjęło także uchwałę w sprawie przyjęcia polityki wynagrodzeń członków Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki.

FPP: Rząd planuje waloryzację 500+, a co z kontraktami publicznymi?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do Rządu o wprowadzenie skutecznego, obligatoryjnego, ustawowego mechanizmu waloryzacji wynagrodzenia wykonawców zamówień publicznych. W obliczu szalejącej inflacji  konieczne jest zwiększenie wynagrodzeń wykonawców zamówień publicznych w sposób równoważący wzrost kosztów realizacji publicznych kontraktów. W przeciwnym razie wykonawcy bardziej opłaci się zerwać umowę i wejść w spór sądowy z zamawiającym, niż dokładać  przez wiele miesięcy do kontraktu. Brak szybkiej i skutecznej interwencji nie uchroni finansów publicznych przed poniesieniem dodatkowych kosztów, a jedynie spowoduje większe zakłócenia w realizacji zamówień.

Na największe ryzyko utraty wykonawców narażone są szpitale czy przedszkola i szkoły. Takie placówki muszą prowadzić działalność w sposób bezpieczny i nieprzerwany a brak dostaw czy usług niezbędnych do ich działania oznacza ich zamknięcie. Dlatego rozwiązania waloryzacyjne są pilnie potrzebne – wprowadzono je już dzięki szybkiej decyzji Ministra Infrastruktury w branży budowlanej. Dotyczą one jednak tylko inwestycji prowadzonych przez GDAKA i PKP PLK – teraz kolej na pozostałe zamówienia publiczne.

„Nasilająca się presja inflacyjna powoduje, że wykonawcy zamówień publicznych ponoszą znacznie wyższe niż zakładane koszty realizacji zamówień. Postanowienia nowej ustawy – Prawo zamówień publicznych z 2019 r., dotyczące zmiany wynagrodzenia wykonawców, nie przyniosły obiecywanych skutków. Umowy wprawdzie zawierają klauzule waloryzacyjne, ale w przytłaczającej większości zawierają tak rygorystyczne warunki, że przewidziane w nich mechanizmy są iluzoryczne. Dlatego Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawiła Ministerstwu Rozwoju i Technologii projekt przepisów ustawowych, który zapewniłby złagodzenie skutków inflacji na rynku zamówień publicznych, z poszanowaniem interesów zamawiających. Wieloletnia praktyka waloryzacji w zamówieniach publicznych jednoznacznie wskazuje, że tylko rozwiązanie ustawowe jest skutecznym narzędziem pozwalającym zamawiającym bezpiecznie zwaloryzować umowy. Nasze propozycje nie zostały jednak przyjęte do dalszych prac. Trzeba przy tym podkreślić, że przedstawiony przez Federację projekt przewiduje tylko częściową waloryzację wynagrodzenia wykonawców i tylko począwszy od 2021 r., czyli za czas podwyższonej inflacji. Proponujemy częściową waloryzację właśnie po to, aby strony umowy podzieliły się skutkami i ryzykiem inflacji” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz przewodniczący Rady Zamówień Publicznych.

Waloryzacja oparta o wskaźniki publikowane przez Główny Urząd Statystyczny jest rozwiązaniem niezadawalającym dla części wykonawców, których dotknęły wyższe wzrosty kosztów. Za jej zastosowaniem przemawia jednak jego transparentność i prostota. Pozwala ona na sprawne, w miarę sprawiedliwe i skuteczne przeprowadzenie procesu dla zdecydowanej większości umów.

Nowe Prawo Pogrzebowe: zmiana reguł zatrudnienia w firmach funeralnych

Stali, a do tego odpowiednio przygotowani pracownicy zastąpić mają w dużej mierze tych „dorywczych”, którzy wynajmowani są dziś przez firmy pogrzebowe – takie m.in. zmiany w zatrudnieniu w przedsiębiorstwach funeralnych przewiduje nowelizacja Prawa Pogrzebowego. Branża funeralna z niecierpliwością czeka na nowelizację ustawy, która pozwoli jej na lepsze i bardziej profesjonalne działanie. Projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego znaleźć ma się niebawem w sejmie.

Zatrudnienie to jedno z głównych zagadnień, które dość szczegółowo uregulują przepisy znowelizowanego wkrótce Prawa Pogrzebowego.

Brak stałego zatrudnienia

Obecnie problem branży funeralnej stanowi np. brak etatów ani innych, dających większą stabilność, form świadczenia pracy.

– Dzisiaj wiele podmiotów z branży pogrzebowej nie zatrudnia na stałe pracowników,  a bazuje jedynie na tzw. pracownikach „dorywczych”. Z taką sytuacją spotykamy się nawet w 7 na 10 funkcjonujących firm, w obrębie jednego powiatu – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Zagrożenie utratą zaufania

Według niego, sytuacja taka to nie tylko ujma dla systemu ubezpieczeniowo-podatkowego, ale też źródło różnego rodzaju zagrożeń wynikających z braku doświadczenia i kompetencji owych „pracowników”, którzy ukierunkowani są tylko i wyłącznie na wykonanie konkretnego zlecenia, bez jakiegokolwiek wychodzenia poza jego ramy.

– Naraża to na utratę przedsiębiorców funeralnych daleko idącego zaufania publicznego co do sposobu działania i wykonywania szeroko pojętych usług pogrzebowych – skarży się Robert Czyżak i ilustruje to przykładem z ostatnich 2 lat:

– Taka sytuacja miała nagminnie miejsce w czasie pandemii Covid -19. Często do czynienia mieliśmy z tym, że właśnie przygodnie zatrudniani pracownicy do samej czynności pogrzebu, po jego zakończeniu, kompletnie bez żadnej dezynfekcji i przebrania wracali do swoich domów, a następnego dnia, w tych samych, niezdezynfekowanych strojach, pojawiali się w pracy – przypomina Robert Czyżak.

Szczegółowe wymagania wobec pracowników

Jak uważa, nowe przepisy, oprócz nałożenia na firmy konkretnych obowiązków związanych z zatrudnieniem odpowiednio przygotowanych do świadczenia usług pogrzebowych osób, wprowadzi także szczegółowe reguły dotyczące higieny i bezpieczeństwa.

– Obecna jeszcze „wolna Amerykanka” to w wielu przypadkach ryzyko rozprzestrzeniania się chorób spowodowanych brakiem poszanowania podstawowych zasad higieny czy częstym, swoistym, „pójściem na skróty”, z jakim do czynienia możemy mieć np. przy transporcie czy przechowywaniu ciał – wskazuje Robert Czyżak.

Dlatego właśnie, spodziewać się należy szczegółowych unormowań wobec osób odpowiedzialnych za przewożenie i przetrzymywanie zwłok. – Odpowiedzialność za przestrzeganie takich przepisów spoczywać będzie na pracodawcach czyli przedsiębiorcach funeralnych – zapowiada Robert Czyżak.

Poza tym, konkretne wymagania dotyczyć będą takich m.in. przygotowanie osoby zmarłej do pogrzebu z zachowaniem należytej godności osobie zmarłej.

– Polska Izba Branży Pogrzebowej wielokrotnie wskazywała stronie rządzącej na w/w problematykę. Spotkało się to ze zrozumieniem ze strony takich organów administracji państwowej jak Państwowa Inspekcja Pracy czy Zakład Ubezpieczeń Społecznych – informuje Robert Czyżak i dodaje, że owa „wolna Amerykanka” w zatrudnianiu przypadkowych często osób przy świadczeniu usług pogrzebowych to także stałe powiększanie się szarej strefy w tym obszarze.

– Z tytułu chociażby nieodprowadzenia składek ZUS oraz należnego podatku, Skarb Państwa traci przecież rocznie kilkaset milionów złotych – zauważa prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Liczna branża

W sektorze funeralnym pracuje obecnie około 100 000 osób, z czego ponad połowa zatrudnianych jest doraźnie, często nawet bez żadnych umów – wynika z szacunków Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Działa też ponad 4 tysiące firm świadczących usługi funeralne, jednak, jak odnotowuje Izba, wiele z nich – bez koniecznego, odpowiednio przygotowanego sprzętu – np. samochodów, obiektów do przechowywania ciał czy nawet tak podstawowych elementów wyposażenia jak rękawiczki czy maseczki.

Toyota wchodzi na rynek domowych magazynów energii

Toyota opracowała domowy magazyn energii oparty na technologii baterii sprawdzonej w zelektryfikowanych samochodach marki. System może służyć do zwiększania wydajności paneli słonecznych oraz zabezpiecza mieszkanie na wypadek przerw w dostawach prądu, a w razie przedłużającej się awarii sieci przesyłowej można go zasilić przy pomocy dowolnego zelektryfikowanego samochodu. Do zarządzania magazynem energii Toyota przygotowała aplikację na telefon. Urządzenie zadebiutuje w Japonii w sierpniu tego roku.

Domowy magazyn energii Toyoty o nazwie O-Uchi Kyuden System został tak zaprojektowany, aby wyróżniał się na rynku jakością, wydajnością, bezpieczeństwem, trwałością i dobrą relacją wartości do ceny. Toyota zastosowała w nim baterie, system sterowania i inne komponenty, które doskonaliła przez 25 lat produkcji zelektryfikowanych samochodów. Magazyn korzysta z baterii o pojemności znamionowej 8,7 kWh i mocy znamionowej 5,5 kWh. Takie parametry zapewniają zaopatrzenie w energię elektryczną całego domu nie tylko w codziennym użytkowaniu, ale także podczas przerw w dostawie prądu, a nawet katastrof naturalnych. Urządzenie zostało zaprojektowane do montażu na zewnątrz i może pracować w temperaturach od -20 do +45ºC.

Jeśli magazyn energii Toyoty zostanie połączony w jedną instalację z panelami fotowoltaicznymi, może zapewnić zasilanie przeciętnego gospodarstwa domowego przez całą dobę. Toyota liczy na to, że instalacja systemu zachęci do korzystania z paneli słonecznych, czyli bezemisyjnego, odnawialnego źródła energii.Toyota wchodzi na rynek domowych magazynów energii

Samochód jako źródło prądu i sterowanie smartfonem

Wyróżnikiem urządzenia Toyoty jest możliwość uzupełnienia w nim energii prosto ze zelektryfikowanego auta. Można do niego podłączyć samochód hybrydowy, hybrydę plug-in, elektryczny pojazd bateryjny lub auto elektryczne na wodór i uzupełnić zapas energii potrzebnej do zasilania domu.

Do monitorowania i zarządzania magazynem energii służy specjalna aplikacja na telefon. Daje ona wgląd do takich informacji jak ilość energii wytworzonej przez panele słoneczne, pobranej z sieci i z samochodu, a także zużycie energii i poziom naładowania baterii w urządzeniu. Aplikacja pozwala także przeanalizować stopień samowystarczalności energetycznej domu oraz ilość energii kupionej i sprzedanej do sieci w wybranym okresie, a także porównać wyniki z danego roku z rokiem poprzednim.

Sprzedaż magazynu energii Toyoty w Japonii ruszy w sierpniu tego roku za pośrednictwem firm budowlanych oraz deweloperów.

Skąd wzięła się tak wysoka inflacja w Polsce i jak sobie z nią radzić w czasach kryzysów

  • Głównym źródłem ponadprzeciętnie wysokiej inflacji w Polsce jest złożenie ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej oraz innych decyzji polityki publicznej, podejmowanych w sytuacji, gdy gospodarka stopniowo zaczęła przejawiać oznaki przegrzewania się, zarówno przed pandemią COVID19 jak i w jej trakcie i po jej zakończeniu,
  • Polska przypominała pod tym względem inne kraje Europy Środkowej (m.in. Czechy i Węgry), ale odróżniała się od wielu krajów rozwiniętych, w których albo zakres pakietów stymulacyjnych w okresie COVID był mniejszy gospodarka w chwili ich wdrażania nie zdradzała symptomów przegrzania,
  • W Polsce polityka fiskalna i regulacyjna przyczyniły się do inflacji po pierwsze przez przesunięcie struktury wydatków publicznych w kierunku pozycji stymulujących popyt konsumpcyjny oraz działań osłabiających złotego, a po drugie poprzez gwałtowny wzrost potrzeb pożyczkowych sektora publicznego,
  • Polityka monetarna tworzyła warunki do powrotu inflacji już dwa lata przed pandemią COVID19, w następstwie werbalnej oraz faktycznej akceptacji Narodowego Banku Polskiego dla osłabiania się złotego, a także poprzez obniżanie stóp procentowych NBP w oderwaniu od sytuacji na rynku pracy,
  • W czasie pandemii i bezpośrednio po niej, w tym samym kierunku podążyła decyzja o obniżeniu stóp procentowych do historycznie najniższego poziomu oraz późniejsze (do 2021Q3) zwlekanie z odwróceniem tej decyzji, mimo gwałtownego przyspieszenia dynamiki wzrostu cen. Jej źródłem było błędne założenie, że obserwowana inflacja ma charakter przejściowy i jest stymulowana głównie przez czynniki podażowe (ceny energii),
  • Reorientacja polityki pieniężnej już nastąpiła, może być jednak niedostatecznie zdecydowana, by sprowadzić inflację do celu przed rokiem 2025. By to zmienić RPP powinna założyć konieczność zacieśnienia polityki monetarnej w roku 2022 w skali podobnej do tej z początku stulecia, co przełożyłoby się na wzrost stopy referencyjnej do ok. 9 proc na przełomie trzeciego i czwartego kwartału 2022,
  • Obok bardziej ambitnej ścieżki stóp procentowych potrzebna jest także bardziej aktywna polityka w zakresie zmniejszenia wciąż wysokiej nadpłynności sektora bankowego, wywołanej luźną polityką monetarną prowadzoną w przeszłości,
  • Skuteczność zacieśnienia monetarnego jest osłabiana polityką fiskalną – która trwale zwiększa deficyt („Polski Ład”, wzrost wydatków zbrojeniowych) nie oferując realnej perspektywy konsolidacji (płace w sektorze publicznych będą musiały wzrosnąć). Wraz z utrzymaniem wysokiego poziomu dyskrecjonalnych transferów emerytalnych, a także zapowiedziami dotyczącymi indeksacji 500+ rodzić to będzie dodatkową presję inflacyjną, która może wymagać zacieśnienia monetarnego nawet w skali przekraczającej poziom 10%,
  • Z tego względu rząd powinien uzupełnić zmiany w podatkach bezpośrednich („Polski Ład”) reformami w podatkach pośrednich zwiększającymi dochody z nich o ok. 3-4% PKB. Można to osiągnąć przez ujednolicenie podatku VAT na poziomie 22-25% oraz znaczący wzrost podatków akcyzowych nałożonych na używki (alkohol, papierosy itp.), luksusowe dobra trwałe (np. duże samochody) czy dobra o niskiej elastyczności popytu (akcyza na paliwa).
  • W odróżnieniu od innych państw UE szokom zewnętrznym dotykającym rynek energii, a pośrednio także rynek żywności, przypisać można zaledwie ok. 20-30% inflacji obserwowanej w Polsce. W średnim okresie powinny one samoczynnie wygasnąć, jednak w związku z ryzykiem przedłużania się działań wojennych na Ukrainie może okazać się, że najbliższe kilkanaście miesięcy będzie energetycznie trudne,
  • Kluczem do pokonania tych trudności nie będą jednak działania wymierzone w wysokie koszty energii per se (tarcze anty-inflacyjne, powinny koncentrować się na uboższych gospodarstwach domowych i przemyśle energochłonnym), lecz zorientowane na realne wzmocnienie niezależności energetycznej w sposób spójny z inicjatywami europejskimi: Fit for 55 i REPowerEU,
  • Główny wysiłek reformatorski w obszarze energetycznym w najbliższych latach musi skoncentrować na przyspieszeniu tempa zmniejszenia zapotrzebowania na energię, a tym samym także na zmniejszaniu zależności Polski od importu paliw kopalnych, co oznacza zrozumienie, że cele pakietu Fit for 55 dot. rozwoju OZE, elektryfikacji ogrzewnictwa i transportu oraz termomodernizacji są w pełni zgodne z polskim interesem strategicznym, a ich osiągnięcie powinno zostać znacząco przyspieszone.

– Bardziej ambitna ścieżka podnoszenia stóp procentowych, aktywniejsza polityka zmniejszania wciąż wysokiej nadpłynności sektora bankowego, przyspieszenie realizacji celów pakietu Fit for 55, oraz lepsze adresowanie tarcz antyinflacyjnych pomogłyby skuteczniej obniżyć inflację w Polsce – piszą analitycy WiseEuropa dr Maciej Bukowski i Krzysztof Bocian w najnowszej publikacji „Inflationomics, inflacja w czasach kryzysów”. Prowadzone dotychczas działania w ramach polityki pieniężnej mogą okazać się niewystarczające by przed rokiem 2025 osiągnąć ustalony przez NBP cel inflacyjny na poziomie 2,5% .

To pierwszy z serii czterech policy briefów. W kolejnym raporcie „Energia i gospodarka – czy polski dobrobyt jest zagrożony przez wzrost kosztów energii?” zostanie szerzej omówiony temat kosztów energii oraz szczegółowe rekomendacje.

Co wywołało inflację w Polsce i UE w roku 2021?

– To nie wojna w Ukrainie, a złożenie ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej oraz innych decyzji polityki publicznej, podejmowanych w sytuacji, gdy gospodarka stopniowo zaczęła przejawiać oznaki przegrzewania się (zarówno przed pandemią COVID19 jak i w jej trakcie i po jej zakończeniu) są głównym źródłem ponadprzeciętnie wysokiej inflacji w Polsce. To co wywołała agresja rosyjska na Ukrainę to kryzys energetyczny i bardzo szybki wzrost cen węgla, gazu i ropy w pierwszym kwartale 2022 roku. Przy czym jego stopień wpływu na gospodarki krajowe na świecie jest zróżnicowany – mówi Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa.

– Dodatkowym źródłem okazały się: coraz bardziej „ciasny” rynek pracy, bardzo wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, dynamika konsumpcji i PKB powyżej trendu – dodaje Krzysztof Bocian, współautor raportu. – Czynniki te tłumaczą ok. 60-70% nawrotu inflacji w Polsce między pierwszym kwartałem 2019 a pierwszym kwartałem 2022.

Inflacja na świecie

– Co ważne w większości innych państw OECD nadmiernie ekspansywna policy-mix także przyczyniła się do skoku inflacji w roku 2021 i 2022, ale w relatywnie mniejszym stopniu niż w Polsce (30-50%), albo ze względu na mniejszy zakres pakietów stymulacyjnych w okresie COVID, albo z powodu odmiennego stanu, w jakim znajdowała się ich gospodarka w chwili stymulacji (brak symptomów przegrzania).

– Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, w których pakiet anty-COVID był wyjątkowo wysoki (25% PKB) oraz kraje Europy Środkowej, które podobnie jak Polska już przed pandemią cieszyły się bardzo niskim bezrobociem i wzrostem na granicy potencjału – mówi Krzysztof Bocian.

Pogodzenie polityki podatkowej i pieniężnej wyzwaniem dla zwalczania inflacji

Kierunki działań w strategii rządu mogą wywierać dodatkową presję inflacyjną ze strony polityki fiskalnej i regulacyjnej, która może wymagać mocniejszego podnoszenia stóp procentowych do poziomu przekraczającego 10%.

W perspektywie lat 2022-2025 największym wyzwaniem wydaje się być uniknięcie konfliktu między polityką fiskalną rządu, a polityką monetarną banku centralnego. Planowany przez rząd w roku 2022 deficyt rzędu 5% PKB wynika z działań wojennych na Ukrainie oraz polityki krajowej obejmującej wysokie transfery socjalne i zmiany w podatkach pośrednich. Wiele wskazuje na to, że należy liczyć się z kolejnymi działaniami podtrzymującymi wysoki popyt np. potencjalną indeksacją świadczeń socjalnych (500+), znaczną podwyżką płacy minimalnej czy umożliwieniem kredytobiorcom zawieszenia lub zmniejszenia spłat kredytów zaciągniętych na zakup nieruchomości.

Powoduje to, że skuteczność zacieśniania monetarnego jest osłabiana polityką fiskalną, która trwale zwiększa deficyt przez np. wzrost wydatków zbrojeniowych nie oferując realnej perspektywy zmniejszenia wydatków budżetowych.

– Strategia rządu polegająca na spadku inwestycji publicznych w samorządach oraz ograniczaniu podwyżek płac w sektorze publicznym może być nieskuteczna, bowiem wysoka dynamika płac w sektorze prywatnym wywoła albo dużą falę odejść z pracy w sektorze publicznym, co tylko w niektórych przypadkach można będzie kompensować zmianami organizacyjnymi, albo konieczność skokowego wzrostu wydatków budżetowych z kilkunastomiesięcznym opóźnieniem – mówi Maciej Bukowski.

Co zrobi rząd?

Rząd powinien uzupełnić zmiany w podatkach bezpośrednich („Polski Ład”) reformami w podatkach pośrednich zwiększającymi dochody z nich o ok. 3-4% PKB. Można to osiągnąć przez ujednolicenie podatku VAT na poziomie 22-25% oraz znaczący wzrost podatków akcyzowych nałożonych na używki (alkohol, papierosy itp.), luksusowe dobra trwałe (np. duże samochody) czy dobra o niskiej elastyczności popytu (akcyza na paliwa).

Polityka UE wobec energetycznych konsekwencji wojny w Ukrainie

W ciągu kilku ostatnich miesięcy (od momentu agresji rosyjskiej na Ukrainę) wzrost kosztów energii i paliw zaczął być widocznym składnikiem europejskiej inflacji. A przecież celem UE jest uniezależnienie się – gospodarcze i strategiczne – od importu surowców zagranicznych najpóźniej do roku 2050. Ma to być możliwe po pierwsze dzięki dekarbonizacji europejskiej gospodarki (eliminacja importowanych paliw kopalnych z rynku europejskiego), a po drugie dzięki budowie gospodarki o obiegu zamkniętym (m.in. wszystkie strategiczne surowce potrzebne europejskiemu przemysłowi, takie jak metale ziem rzadkich, złoto czy platyna ukryte w zużytych sprzętach elektronicznych czy innych przedmiotach odzyskuje się w procedurze recyclingu odpadów). Bo bardzo wysokie ceny energii szkodzą gospodarce. A zgodnie z szacunkami Europejskiego Banku Centralnego wzrost cen w skali porównywalnej z obserwowanym dziś może zmniejszyć dynamikę PKB w Europie o około 0,5 punktu procentowego, podminowując konkurencyjność międzynarodową tych przedsiębiorstw europejskich, które funkcjonują w branżach energochłonnych.

Ile to %

W odróżnieniu od innych państw UE szokom zewnętrznym dotykającym przede wszystkim rynek energii a pośrednio także rynek żywności, przypisać można zaledwie ok. 20-30% obecnie obserwowanej w Polsce inflacji. Jednak w związku z ryzykiem przedłużania się działań wojennych na Ukrainie także na okres zimowy może okazać się, że najbliższe kilkanaście miesięcy będzie energetycznie trudne.

– Kluczem do pokonania tych trudności nie będą jednak działania wymierzone w wysokie koszty energii per se (inflacja nie powinna tu być dominującym motywem) lecz działania zorientowane na realne wzmocnienie niezależności energetycznej w sposób spójny z inicjatywami europejskimi: Fit for 55 i REPowerEU – mówi Maciej Bukowski, WiseEuropa. – A to oznacza po pierwsze konieczność lepszego adresowania tarcz antyinflacyjnych, które powinny raczej koncentrować się na uboższych gospodarstwach domowych i przemyśle energochłonnym, niż na kosztownych fiskalnie a zarazem działających pro-inflacyjnie instrumentach obniżających koszty energii dla ogółu (obniżki VAT, akcyzy) – dodaje.

Jak powinna zachować się Polska?

Otóż główny wysiłek reformatorski w obszarze energetycznym w najbliższych latach powinien się skoncentrować na przyspieszeniu tempa, które pozwoli zmniejszać zapotrzebowanie na energię ze strony rosnącej gospodarki. Oznacza to nie tylko zrozumienie, że cele pakietu Fit for 55 dot. rozwoju OZE, elektryfikacji ogrzewnictwa i transportu oraz termomodernizacji są w pełni zgodne z polskim interesem strategicznym, ale także że ich osiągnięcie powinno zostać znacząco przyspieszone, analogicznie do tego co Komisja Europejska zaleca dla całej UE27 w nowym planie REPowerEU.

Inflacja na osi czasu

Już na dwa lata przed pandemią COVID19 polityka monetarna tworzyła warunki do powrotu inflacji przez akceptację Narodowego Banku Polskiego dla osłabiania się złotego, a także poprzez obniżanie stóp procentowych NBP w oderwaniu od sytuacji na rynku pracy.

Dalej – w czasie pandemii i bezpośrednio po niej, w tym samym kierunku podążyła decyzja o obniżeniu stóp procentowych do historycznie najniższego poziomu oraz późniejsze (do 2021Q3) zwlekanie z odwróceniem tej decyzji, mimo gwałtownego przyspieszenia dynamiki wzrostu cen. Jej źródłem było błędne założenie, że obserwowana inflacja ma charakter przejściowy i jest stymulowana głównie przez czynniki podażowe (ceny energii).

Obecnie – nastąpiła reorientacja polityki pieniężnej, ale może być jednak niedostatecznie zdecydowana, by sprowadzić inflację do celu przed rokiem 2025. By to zmienić RPP powinna założyć konieczność zacieśnienia polityki monetarnej w roku 2022 w skali podobnej do tej z początku stulecia, co przełożyłoby się na wzrost stopy referencyjnej do ok. 9 proc na przełomie trzeciego i czwartego kwartału 2022.

Cyfrowa Polska sceptyczna wobec tworzenia kolejnych unijnych przepisów w zakresie sprawiedliwości cyfrowej

Komisja Europejska przygląda się działaniom dotyczącym zapewnienia sprawiedliwości cyfrowej, czyli m.in. ochrony konsumentów w świecie online. Swoje uwagi do ewentualnej zmiany obecnych regulacji wystosował do urzędników w Brukseli Związek Cyfrowa Polska, reprezentujący polską branżę cyfrową. – Jesteśmy sceptyczni odnośnie do uchwalania nowych reguł w dziedzinie już obłożonej ścisłymi przepisami – komentuje Michał Kanownik, prezes organizacji.

Komisja Europejska przygląda się zapisom trzech Dyrektyw: 2005/29/WE o nieuczciwych praktykach handlowych, 2011/83/UE w sprawie praw konsumentów oraz 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Urzędnicy w Brukseli zastanawiają się, czy konieczne są dodatkowe działania, by np. lepiej chronić konsumentów w sieci. Prowadzone są także publiczne konsultacje w tej sprawie.

Związek Cyfrowa Polska w piśmie przesłanym do Dyrekcji Generalnej ds. Sprawiedliwości i Konsumenci (JUST) w Komisji Europejskiej docenia ostrożne podejście Brukseli do tworzenia nowych przepisów w tym zakresie. Eksperci organizacji podkreślają, że w temacie sprawiedliwości cyfrowej najpierw powinno się skupić na odpowiednim egzekwowaniu aktualnego stanu prawnego, ze szczególnym uwzględnieniem ewentualnych luk w przepisach.

Tym bardziej, że – jak podkreśla Cyfrowa Polska – rynek dopiero co dostosowuje się do nowych regulacji. Pod koniec maja weszła bowiem w życie unijna dyrektywa Omnibus, dodatkowo regulująca dotychczasowe zasady handlu internetowego i wzmacniająca ochronę konsumentów.  „Nie sądzimy, że istnieją jeszcze obszary nie objęte dotychczasowymi regulacjami. (…) Zachęcamy Komisję Europejską, producentów, konsumentów i władze lokalne do debaty i lepszego egzekwowania obecnej struktury prawnej, tak, aby efektywnie odpowiadała ona na potrzeby konsumentów” – czytamy w piśmie Cyfrowej Polski.

W stanowisku organizacji znalazło się także odwołanie do realiów poza internetowych. „Kwestionujemy zasadność rozwiązań ochrony konsumentów wyłącznie w kontekście internetu. Wiele z obszarów, o których dyskutujemy, wpływa zarówno na świat online, jak i offline. Tworzone prawo powinno dotyczyć wszystkich kanałów kontaktu z konsumentami. Ogólne zasady muszą mieć większe znaczenie niż wykorzystywana technologia albo sposób kontaktu” – apelują eksperci.

Konsultacje trwają do 14 czerwca. Komisja przyjmuje opinie – zarówno organizacji eksperckich, jak i poszczególnych konsumentów.

Dolar zyskuje podwójnie i jest najsilniejszy od blisko 20 lat

Jeszcze kilka dni temu rynki zakładały, że posiedzenie FOMC nie przyniesie nic nowego. Dane inflacyjne z USA z piątku spowodowały jednak, że rynek zaczął wyceniać ruch o 75 pb. W mediach od kilku dni pojawia się coraz więcej głosów za taką decyzją. Wall Street Journal podał, że urzędnicy Fed rozważają możliwość wyższej podwyżki stóp w środę. Dolar ponownie otrzymał wsparcie i wrócił do swojej długoterminowej tendencji umacniającej.

Dolar zyskuje podwójnie. Z jednej strony za siłą USD przemawia polityka Fed-u. Z drugiej „zielony” ponownie pełni rolę waluty pierwszego wyboru i w czasie podwyższonej awersji do ryzyka zyskuje na wartości. Za nami na EUR/USD trzy mocno spadkowe sesje. Notowania pary walutowej zmieniły się o ponad 350 pipsów. To idealne środowisko do handlu dla inwestorów. Kurs jednak zbliża się ponownie do dołka z 13 maja oraz minimów sprzed kilku lat na 1,0350. Zastanawiające jest to, czy USD będzie kontynuował umocnienie i czy na EUR/USD zejdziemy na wieloletnie minima. Dziś handel na eurodolarze powinien być stonowany. Możemy zobaczyć lekkie odreagowanie. Wchodzimy w okres wyczekiwania na środową konferencję Powella.

Środowa decyzja Fed-u dotycząca stóp procentowych to nie jedyne działania banków centralnych w tym tygodniu. W czwartek decydować będzie Bank Anglii. Instytucja od pewnego czasu jest zaniepokojona stanem gospodarki i dostrzega ryzyko recesji, dlatego preferuje stopniowe zacieśnianie polityki pieniężnej. Wczorajsze dane prawdopodobnie potwierdzą tę opinię. Dlatego też wydaje się mało prawdopodobne, aby tempo działań zacieśniających zostało zwiększone, tak więc BoE prawdopodobnie ponownie podniesie kluczową stopę procentową o 25 pb do 1,25 proc. na czwartkowym posiedzeniu, a nie o 50 pb, jak oczekuje część uczestników rynku. Szczególnie interesujące będzie to, co BoE zrobi z ostatnimi danymi gospodarczymi oraz planami wydatków rządu i jakie sygnały wyśle w tym kontekście odnośnie przyszłych kroków w polityce pieniężnej. Istnieje ryzyko, że pomimo wysokiego poziomu inflacji, która w kwietniu osiągnęła 9 proc., Bank Anglii będzie w najbliższych miesiącach działał zbyt ostrożnie ze względu na obawy o gospodarkę i pozostanie w tyle za krzywą rentowności.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Branża rolno-spożywcza zbiera plony wojny i inflacji

Inflacja i wojna za wschodnią granicą stawiają wiele pytań przed branżą rolno-spożywczą. Ostatni kryzys wywołany pandemią zaowocował wzrostem zadłużenia, które jednak sektor zdołał spłacić z nawiązką. Obecnie jest ono na poziomie 775 mln zł, czyli o 14 proc. niższym niż na koniec 2020 r. Tym razem wyzwania mogą okazać się znacznie trudniejsze do przezwyciężenia, bo dotkną bezpośrednio rynku żywności. Wahania cen, problemy z dostawami, braki w magazynach mogą pogorszyć moralność płatniczą w branży oraz zmusić producentów do przerzucenia kosztów na odbiorców końcowych – ostrzega Krajowy Rejestr Długów.

Choć inflacja w Polsce zaczęła rosnąć już w ubiegłym roku, to dopiero wojna na Ukrainie wywołała szok na rynku żywności spowodowany ograniczeniem dostaw z krajów objętych konfliktem zbrojnym. Duży skok cen energii, gazu, paliw oraz nawozów pociągnął za sobą wzrost kosztów produkcji rolno-spożywczej. Już teraz widzimy, że wpływa to na podwyżki na tym rynku. Wg GUS w kwietniu ceny podstawowych produktów rolnych w skupach wzrosły aż o 45,1 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Dotkliwe są też braki niektórych towarów, np. oleju słonecznikowego, którego ważnym producentem jest Ukraina. To problem dla przetwórców, którzy muszą szukać zamienników dla swoich receptur lub płacić więcej za mniej dostępny składnik produkcji. Warunki rynkowe nie sprzyjają zachowaniu rentowności.

Jednocześnie nie zdezaktualizowały się wcześniejsze wyzwania i zagrożenia. Branża pozostaje pod silnym oddziaływaniem problemów, takich jak susza czy anomalie pogodowe. Wciąż walczy też z chorobami zwierząt, w tym z ptasią grypą, która nęka krajowe hodowle. Tylko w 2022 r. wybito z tego powodu już niemal milion kur.

Mazowsze i Wielkopolska na czele zadłużenia

Na to, jak sektor poradzi sobie z nowymi i starymi wyzwaniami, wpływ będzie miała jego kondycja finansowa.

W KRD jest obecnie ponad 14,6 tysięcy podmiotów z branży rolno-spożywczej, czyli rolników, przetwórców i handlujących żywnością. Ich przeterminowane zobowiązania finansowe wynoszą 775 mln zł. To o 14 proc. mniej niż na koniec 2020 roku i o 7 proc. mniej niż w marcu, gdy wybuchła pandemia. Widać więc, że sektor jest w stanie szybko się odbudowywać. Obecna sytuacja jest jednak nieporównywalna do tej sprzed dwóch lat, a jej efekty będą rozłożone w czasie. W KRD zobaczymy je najszybciej za 3, 4 miesiące – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W większości sektor ma długi wobec instytucji finansowych (banków, firm leasingowych oraz faktoringowych oraz towarzystw ubezpieczeniowych), którym powinien zwrócić 200 mln zł. Drugie tyle musi oddać wtórnym wierzycielom, którzy odkupili długi od banków. Na duże kwoty czeka także handel (160 mln zł) oraz przetwórstwo przemysłowe (87,5 mln zł). Przeciętny dłużnik z branży rolno-spożywczej ma średnio do oddania 53,1 tys. zł.

Najmocniej zadłużone firmy działają w województwach mazowieckim i wielkopolskim. Ich dług sięga odpowiednio 173,8 mln zł i 107,6 mln zł. Najmniej, bo 13 mln zł, do oddania mają przedstawiciele branży z woj. świętokrzyskiego. Za nimi plasują przedsiębiorcy z Opolszczyzny z prawie 15,8 mln zł długu.

Rolnicy najbardziej obciążeni

Z największym średnim zadłużeniem w branży rolno-spożywczej zmagają się rolnicy. Stanowią oni 29 proc. jej przedstawicieli wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. Jednak przeciętnie mają najwięcej do spłacenia – średnio prawie 65,3 tys. zł. Łącznie ich zaległości sięgają 275,9 mln zł.

Z największymi długami borykają się gospodarstwa zajmujące się działalnością mieszaną – uprawą roli połączoną z chowem i hodowlą zwierząt (101,3 mln zł do spłacenia). 71,9 mln zł nie zapłaciły wierzycielom podmioty zajmujące się działalnością usługową wspomagającą rolnictwo po zbiorach. Trzecie najwyższe zadłużenie mają przedstawiciele upraw rolnych innych niż wieloletnie (niemal 52 mln zł). Z kolei 44,6 mln zł zaległości należy do hodowców zwierząt.

O największe kwoty wierzyciele dopominają się od rolników z Mazowsza (49,1 mln zł) oraz Wielkopolski (35,1 mln zł). Jednak to nie tu swoją siedzibę ma rekordzista. Na 6,4 mln zł zalega rolnik z woj. kujawsko-pomorskiego. Jest winien pieniądze m.in. firmie zarządzającej wierzytelnościami, dostawcy energii oraz dostawcy maszyn i urządzeń.

Największą grupę w KRD stanowią rolnicy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą (58 proc.). Mają jednak zbliżoną kwotę do oddania co większe przedsiębiorstwa (136,7 mln zł wobec 138,8 mln zł).

Rolnicy sami rzadko mają dłużników lub nieczęsto wpisują ich do rejestru. Wg danych KRD, dłużnicy są im winni zaledwie 24,2 mln zł.

Przetwórcy czekają na zwrot

W niełatwej sytuacji znaleźli się również przetwórcy żywności. Względnie mają oni jednak najmniej zobowiązań do uregulowania, bo ponad 171,8 mln zł. Inna jest również struktura długu w przypadku podziału na rodzaje prowadzonej działalności. Największe kwoty są winne tutaj sp. z o.o., dopiero po nich są najmniejsze firmy – JDG-i. Na czoło wśród zadłużonych działalności wysuwa się branża mięsna, której zaległości opiewają na prawie 71 mln zł.

Zadłużonego przetwórcę najczęściej spotkać można w woj. mazowieckim. Tutejsze firmy zalegają na 43 mln zł. Tu też działa rekordzista, który uzbierał zaległości na 7,3 mln zł. Podobnie jak w całej branży, na drugim miejscu plasuje się Wielkopolska, ale z o połowę mniejszym zadłużeniem (20 mln zł).

Producenci artykułów spożywczych sami mają bardzo duży problem z odzyskaniem pieniędzy od swoich kontrahentów i partnerów. Ci zalegają im z płatnością 100,5 mln zł. Głównym winowajcą są nierzetelne firmy handlowe – przede wszystkim hurtownie.

Handel coraz droższy i coraz bardziej zadłużony

A jeśli mowa o handlu, to sprzedawcy żywności są bez wątpienia największymi dłużnikami w branży rolno-spożywczej. Mają na koncie 327,2 mln zł zaległości, w tym 3/4 z nich należy do hurtowni. Rekordzistką jest spółka z Wielkopolski, która nie zapłaciła innym firmom 12,7 mln zł.

W przypadku handlu rolno-spożywczego w Krajowym Rejestrze Długów zdecydowanie częściej widnieją jednoosobowe działalności gospodarcze, jednak spółki z o.o. przeganiają je kwotowo (179 mln zł wobec 145,2 mln zł).

Podobnie jak w przypadku przetwórców, handlujący żywnością mają spore kwoty do odzyskania od swoich dłużników – to aż 163,1 mln zł, najwięcej także od innych przedstawicieli handlu i rolników.

Rolnicy, producenci i dystrybutorzy żywności nie płacą sobie nawzajem. To główna bolączka tej branży. A w najbliższym czasie będą musieli zmierzyć się z jeszcze większym zagrożeniem, jakim są drastyczne podwyżki cen. Z pewnością będą te rosnące koszty przerzucać na klientów końcowych. Przy niskiej rentowności nie pozwolą sobie na dokładanie do biznesu, szczególnie w tak niestabilnych czasach. Pytanie, ile konsumenci będą w stanie zapłacić za droższe artykuły spożywcze. Wynagrodzenia rosną, ale to napędza inflację. Mamy więc efekt kuli śnieżnej. Obawiam się, że aby wilk był syty i owca cała, konieczne stanie się obniżanie jakości produktów spożywczych przy zachowaniu względnej wartości rynkowej, co oznacza, że na półki sklepowe będzie trafiać coraz więcej gorszej jakościowo żywności, a konsumenci chcąc nie chcąc, będą musieli się z tym godzić – wyraża obawy Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Jak wynika z ogólnopolskiej analizy cen detalicznych UCE Research, Hiper-Com Poland i Wyższej Szkoły Bankowej, w maju 2022 r. w sklepach było drożej o 16,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. W kwietniu br. ceny były wyższe o blisko 22 proc. r/r., zaś w marcu notowano wzrost o 15,6 proc. Najbardziej drożały produkty tłuszczowe, w tym olej, karma dla zwierząt, pieczywo, mięso, a także produkty sypkie.

Frankowicze z niepokojem patrzą na Szwajcarów. 16 czerwca br. Szwajcarski Bank Narodowy ogłosi decyzję w kwestii ewent. podniesienia stóp procentowych

  • Wyższy kurs CHF spowoduje falę pozwów
  • Eksperci uspokajają frankowiczów: „Czarny czwartek” nam nie grozi.
  • Środki z KPO mogą poprawić sytuację frankowiczów. Eksperci: Pod koniec roku złoty może się umocnić

Część ekspertów prognozuje, że w najbliższych miesiącach frank szwajcarski będzie niewiele droższy niż obecnie. W przewidywaniach pojawia się kurs wynoszący 4,50-4,70 zł. Jednocześnie nie brakuje opinii, że złoty umocni się dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy i szwajcarska waluta może kosztować mniej niż 4,20 zł. Jak podkreślają prawnicy, wyższy kurs CHF powoduje wzmożone zainteresowanie kredytobiorców. Wiele osób przecież pamięta o tzw. „czarnym czwartku” w 2015 roku, kiedy frank bardzo podrożał. Jednak ekonomiści studzą emocje, bo tamto wydarzenie było nadzwyczajne, a teraz mamy zupełnie inną sytuację. I dodają, że nic gwałtownego nie powinno się wydarzyć. Ze spokojem czekają też na ewent. decyzję w kwestii podwyżki stóp procentowych w Szwajcarii. 

W górę i w dół

Niektóre media w ślad za ekspertami twierdzą, że wkrótce może dojść do znaczącej podwyżki stóp procentowych w Szwajcarii w odpowiedzi na rosnącą inflację. Obecnie ważą się losy w tej kwestii, a według relacji Fabio Sonderera ze Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), decyzja zostanie ogłoszona 16 czerwca br. W związku z tym w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania o kurs franka szwajcarskiego w nadchodzących miesiącach. Pod koniec pierwszego tygodnia czerwca wyniósł on poniżej 4,40 zł. Dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista Domu Maklerskiego X-Trade Brokers, nie oczekuje wielkich zmian w najbliższych miesiącach. Jak zaznacza ekspert, jego bazowy scenariusz na drugą połowę roku to kurs nieco powyżej 4,50 zł za CHF, może 4,60 zł.

– Nie sądzę, żeby frank znacząco się wzmacniał, bo większość banków centralnych na świecie teraz zacieśnia politykę pieniężną. Natomiast SNB prowadzi politykę bardziej związaną z patrzeniem na to, jak się zmienia euro. I raczej spodziewałbym się tego, że zmiany kursowe CHF będą naśladowały zmiany właśnie wobec tego kursu. Myślę, że frank będzie kosztował więcej niż 4,50 zł, może bardziej w okolicach 4,70 zł, jeśli już miałbym prognozować – komentuje prof. Krzysztof Piech, ekonomista z Uczelni Łazarskiego.

Z kolei ekonomista Marek Zuber uważa, że jeśli Polska uzyska środki z KPO, to wartość złotego wzrośnie w dłuższym okresie. W takiej sytuacji CHF będzie tańszy niż obecnie, możliwy jest też kurs poniżej 4,20 zł. Natomiast jeżeli frank umocniłby się, to tylko na krótki czas. W naszym kraju też będą jeszcze podnoszone stopy procentowe. Niewiadomą jest tylko do jakiego poziomu.

– Kursy walutowe zmieniają się dość szybko, więc przewidywanie konkretnych wartości to jest zgadywanie. Łatwiej powiedzieć o kierunkach, w których one mogą podążać. Na franka oddziałują dwa główne elementy. Jeden to ekonomiczny, a więc stopy procentowe i działania banków centralnych. I tutaj frank powinien być dużo słabszy. Natomiast drugi czynnik to geopolityka. Jeśli założymy scenariusz, że Rosja użyje taktycznej broni atomowej, to frank mocno wystrzeli do góry. A jeżeli front zostanie zamrożony czy dojdzie do rozejmu, to nastąpi duże osłabienie CHF – podkreśla Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych z DI Xelion.

Frank a pozwy

Kurs szwajcarskiej waluty szczególnie interesuje Polaków, którzy zaciągnęli kredyty właśnie w tej walucie. Obserwują to też prawnicy, specjalizujący się w tych kwestiach. Zdaniem radcy prawnego Adriana Goski z Kancelarii SubiGo, jeśli SNB podniesie stopy procentowe o więcej niż 0,25 punktu procentowego, to możemy spodziewać się znaczącego wahania kursu CHF/PLN. Jak zaznacza ekspert, wzrost kursu waluty to oczywiście wyższe raty dla frankowiczów oraz znaczące zwiększenie wartości salda zadłużenia. Może to przynieść efekt wzmożonego zainteresowania pozywaniem banków.

– Gdyby kurs franka gwałtownie wzrósł, to zmiana byłaby odczuwalna dla kredytobiorców. Na szczęście wielu z nich przygotowuje się na takie okoliczności i kupuje franki w okresach, gdy są one tańsze. Co ważne, obecnie osoby z kredytami walutowymi mogą liczyć też na ochronę prawną. W przypadku rozpoczęcia procesu sądowego o unieważnienie umowy możliwe jest wstrzymanie obowiązku płatności rat do czasu jego zakończenia. Dzięki temu koszty związane z rozpoczęciem sprawy nie obciążają nadmiernie domowego budżetu – mówi adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Jak podkreśla mecenas Adrian Goska, każda negatywna sytuacja na rynku walutowym powoduje więcej niepewności i mamy do czynienia z dużo szerszą falą pozwów. Ekspert dodaje, że wzrost raty jest znacznie mniejszym, w krótkim terminie, obciążeniem niż wartość samego salda kapitału. Ono, nawet po piętnastu latach regularnej spłaty, może być wyższe niż w dniu zawierania umowy. Tak się dzieje przy znacznym wzroście kursu CHF/PLN. To istotnie wpływa na podjęcie przez kredytobiorców kroków prawnych przeciwko bankom.

– Wadliwość umów kredytowych przejawia się właśnie w tym, że wysokość zadłużenia i wysokość rat mogą rosnąć bez ograniczeń. Pierwszym krokiem, jaki podejmują klienci, aby przeciwdziałać wzrostowi rat jest samodzielny zakup waluty obcej, po kursie korzystniejszym niż ustalany przez bank kredytujący. Kolejnym jest zwiększanie wiedzy na temat wadliwości takich umów kredytowych, konsultacje z prawnikiem, a w końcu – skierowanie sprawy do sądu – dodaje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Inne scenariusze

Wiele osób pamięta o sytuacji z 15 stycznia 2015 roku. Wówczas kurs CHF mocno wystrzelił w górę, po tym jak szwajcarzy przestali bronić swojej waluty. Media nazwały to „czarnym czwartkiem”. Frank wówczas podrożał z 3,50 zł do 5,19 zł, a na koniec dnia cena spadła do 4,31 zł. Jak przekonuje dr Kwiecień, teraz mamy zupełnie inną sytuację, bo kurs nie jest regulowany. Nie ma też poważnych zawirowań rynkowych, jak upadek Lehman Brothers w 2008 roku. Ekspert przyznaje, że w tym roku kurs franka faktycznie powędrował do 5 zł. Jednak to było spowodowane rozpoczęciem agresji wobec Ukrainy. Takie wydarzenia są nie do przewidzenia, dlatego rynek reaguje w ten sposób.

– W tym roku mieliśmy 5 zł za euro, bo była panika. Jeśli np. Chiny uderzą na Tajwan, to także CHF będzie po 5 zł lub nawet więcej. Ale tego typu sytuacji nie zakładam. A bez takich czynników przekroczenie wspomnianej bariery jest bardzo mało prawdopodobne. Moim zdaniem, waga gatunkowa obecnego okresu jest znacznie mniejsza niż tego sprzed kilku lat. Inna sprawa, że sytuacja z tzw. czarnym czwartkiem była totalnie nadzwyczajna, wszystkich nas zaskoczyła – dodaje Marek Zuber.

Prof. Piech również podkreśla, że uwolnienie kursu franka w 2015 roku spowodowało nagle rozszczelnienie się kursu walutowego. Ekspert nie zakłada scenariusza, w którym CHF będzie kosztował powyżej 5 zł. Musiałyby bowiem nastąpić potężne błędy po stronie polityki pieniężnej i fiskalnej w naszym kraju, a do tej pory ich nie było. Nie powinno też być trendów, które doprowadziłyby do takiej sytuacji. Politycy wiedzą, że mogłoby się to zakończyć np. protestami społecznymi. A biorąc pod uwagę nadchodzące wybory, nie zechcą do tego dopuścić.

– Zakładam, że pod koniec roku złoty powinien być dużo mocniejszy niż teraz, oczywiście biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy. Już czekamy na środki z KPO i to w ostatnich dniach wyraźnie widać na rynku walutowym. Euro nie wpłynie do Polski z dnia na dzień , ale prawdopodobnie nastąpi to w tym roku. Te środki nie będą wymieniane,  jak zazwyczaj się to robi w NBP, czyli poza rynkiem i nie wpływając na kurs. Będą wymieniane na rynku,  co zapowiedział parę miesięcy temu prezes Glapiński. Oczekiwanie na to już będzie umacniało złotego – podsumowuje Piotr Kuczyński.

Ceny żywności rosną jak na drożdżach

W maju wartość sprzedaży w sklepach detalicznych wzrosła o 10,9% w porównaniu do ubiegłego roku. Za tym wzrostem stoi wzrost liczby transakcji o 3,8%, ale w głównej mierze sterują nim rosnące ceny. Porównanie trzech okazji zakupowych wykazuje duże różnice w podwyżkach. Za zakupy na imprezę trzeba zapłacić więcej o 4,62 zł. Duże śniadanie to z kolei wzrost o 9,11 zł. Najbardziej wzrósł koszt przygotowania ciasta, bo aż o 11,35 zł, czyli o ponad 50% więcej niż rok wcześniej – wynika z badania M/platform dla segmentu tradycyjnego.

Sposobem na wysokie ceny może okazać się uważne planowanie wydatków oraz większa otwartość na zakupowe promocje. Mimo rosnących cen, nie widać jeszcze ograniczenia kupowanej liczby produktów.

Mocne wzrosty podstawowych produktów

Analizując majowe dane sprzedażowe z ponad 3,3 tysiąca sklepów tradycyjnych współpracujących z M/platform, najbardziej dynamiczne wzrosty cen w ujęciu maj 2021 do maja 2021 objęły takie kategorie produktowe, jak oleje i oliwa +64%, masła, margaryny i smarowidła +45%, cukier +42%, mąka +38%, jaja +32%, chleb paczkowany +30%, makaron +28%, mleka i śmietana, kawa +22%  czy karma dla psów i kotów +20%.

Wśród kategorii, których wzrosty są jednocyfrowe znajdują się papierosy +3%, whisky +4%, napoje bezalkoholowe +5%, słodycze +5%, przekąski słone +6%, wino +7%. wódka +8%.

Aby lepiej zobrazować wpływ rosnących cen na średnią wartość zakupów, stworzyliśmy trzy koszyki na różne okazje i porównaliśmy ich ceny rok do roku. Okazuje się, że za zakupy na imprezę zapłacimy oczywiście najwięcej, ale wzrost w porównaniu do roku wcześniej jest najniższy, bo tylko o 6%. Zakupy na duże śniadanie to wzrost o 23%. Natomiast najbardziej szokujący jest wzrost zakupów do wypieku domowego ciasta. Potrzebne produkty łącznie wzrosły niemal o 50% między innymi z powodu cen mąki, cukru czy oleju którego wzrost przekroczył 60% – skomentowała Magdalena Piwkowska, menedżerka ds. trendów i analiz rynkowych M/platform.

Czy rosnące ceny powodują, że kupujemy mniej produktów spożywczych? W maju podczas wizyty kupowaliśmy średnio 4,6 produktów, rok wcześniej było to 4,8. Różnica niewielka, choć trzeba pamiętać, że to najniższa średnia w ciągu ostatnich dwóch lat.

Nie spodziewamy się, że konsumenci będą kupować znacząco mniej produktów spożywczych. Zaspokajanie podstawowej potrzeby, jaką jest żywność, ma wysoki priorytet w wydatkach. Oszczędności mogą szukać raczej w ograniczeniu wyjść do restauracji, kina lub na koncerty.  Są kategorie, na których widać mniejszą sprzedaż liczby opakowań w sklepach tradycyjnych, jak herbata -17%, masła, margaryny i smarowidła -15% czy z alkoholi wina -11% i whisky -9%. Kolejne miesiące pokażą, czy to długotrwały trend. Konsumenci mogą poszukiwać korzystniejszych cen produktów lub pozyskiwać tańsze ich zamienniki. Sposobem na radzenie sobie z wysokimi cenami może okazać się rozważniejsze planowanie codziennych zakupów oraz poszukiwanie tańszych odpowiedników produktów. Zyskają na tym punkty handlowe realizujące scentralizowane akcje promocyjne, a także marki własne podsumowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektorka ds. analiz rynkowych M/platform.

Analiza sprzedaży przygotowana na podstawie danych transakcyjnych z reprezentatywnej próby sklepów N = 3377 wybranych spośród ponad 12 tys. sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

Średni roczny wzrost cen nieruchomości w 150 miastach wynosi 11,5 % i jest najwyższy od III kwartału 2004 r.

Po opublikowanym w zeszłym tygodniu indeksie śledzącym ceny w 56 krajach i regionach na poziomie ogólnokrajowym – Global House Price Index, firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global Residential Cities Index, czyli indeks śledzący ceny nieruchomości w 150 miastach na świecie. Indeks pokazuje procentową zmianę cen w ujęciu na koniec I kwartału 2022 roku w stosunku do końca I kwartału 2021 roku.

Najważniejsze wnioski:

  • Stambuł notuje najwyższy wzrost cen w ujęciu r/r, o 122%.
  • Warszawa znajduje się na 54 miejscu w zestawieniu ze wzrostem cen na poziomie 11,8%.
  • Średni roczny wzrost cen w 150 miastach wynosi 11,5% i jest najwyższy od III kwartału 2004 roku.
  • 43% badanych miast zanotowało dwucyfrowy wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych.
  • 9 miast zanotowało spadek cen – Zhengzhou, Chiny (-0,7%); Turyn, Włochy (-1%); Kuala Lumpur, Malezja (-1,3%); Palermo, Włochy (-1,4%); Florencja, Włochy (-1,6%); Lima, Peru (-3%); Wenecja, Włochy (-3%); Genua, Włochy (-3,4%); Rabat, Maroko (-6,3%).
  • Ceny domów w 150 badanych miastach przewyższają wzrost cen na rynkach krajowych, które odnotowały wzrost cen o 10,3% w tym samym okresie.
  • Rosnąca inflacja i rosnący koszt zadłużenia wraz z podnoszonymi stopami procentowymi połączone w regulacjami w nabywaniu nieruchomości przez obcokrajowców (np. w Kanadzie) przyczynią się do ograniczenia dynamiki wzrostu cen nieruchomości mieszkaniowych, ale nie oczekujemy znaczących spadków cen.

Obawy inflacyjne uderzają w rynki, wzmacniają dolara

Dolar odzyskał status safe haven pierwszego wyboru wśród inwestorów i umocnił się względem innych głównych walut, podczas gdy giełdy notowały spadki. Zeszły tydzień był trudny dla aktywów ryzykownych na całym świecie. Dane o inflacji są coraz gorsze i banki centralne podnoszą coraz głośniejszy alarm, mówiąc o konieczności jej obniżenia. W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu Fedu, o stopach zadecydują też Brytyjczycy i Szwajcarzy.

Rynkowe stopy procentowe na całym świecie mocno wzrosły. Co ciekawe, tym razem europejskie podniosły się silniej niż amerykańskie, co było odpowiedzią na zdecydowanie jastrzębi Europejski Bank Centralny. Najmocniej wzrosły rentowności obligacji w peryferyjnych krajach Europy, co ma nieco złowieszczy wydźwięk, szczególnie w kontekście obciążenia długiem i potrzeb gospodarek.

Zebranie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, będzie ważnym wydarzeniem dla rynków walutowych. Po piątkowym nieprzyjemnym odczycie inflacji w USA rynki wyceniają z 25% prawdopodobieństwem podwyżkę o 75 pb. Posiedzeniu Banku Anglii (16.06) również będzie towarzyszyć napięcie – rynki są równo podzielone między podwyżką o 25 lub 50 pb. Wcześniej tego samego dnia decyzję podejmie też Szwajcarski Bank Narodowy, ten jednak z dużym prawdopodobieństwem stóp w czerwcu nie zmieni.

Banki centralne na całym świecie szykują się do walki z inflacją, a tempo wzrostu stóp w różnych regionach będzie głównym motorem ruchów walut w krótkim i średnim terminie.

PLN

Ubiegły tydzień nie był zbyt łaskawy dla polskiego złotego. Druga część tygodnia przyniosła umiarkowane osłabienie waluty, które trwa również w poniedziałek. Złotemu nie sprzyjały ani czynniki zewnętrzne, ani krajowe. W kontekście tych pierwszych szczególnie negatywna była piątkowa publikacja odczytu inflacji w USA, która wstrząsnęła rynkowym sentymentem. Wśród czynników krajowych wyróżnia się z kolei zwrot w retoryce Rady Polityki Pieniężnej. Ton decydentów w zakresie sytuacji gospodarczej stał się mniej pozytywny. Prawdopodobnie zobaczymy jeszcze kilka podwyżek stóp, ale komunikacja banku sugeruje, że koniec podwyżek kosztu pieniądza nie jest bardzo odległą perspektywą. W ubiegłym tygodniu zgodnie z oczekiwaniami RPP podniosła stopy procentowe o 75 pb., w konsekwencji czego stopa referencyjna NBP wzrosła do 6%.

Przed nami w tym tygodniu rewizja majowego odczytu inflacji CPI (15.06) i wyliczenia inflacji bazowej (17.06), jednak raczej mało prawdopodobne, że dane istotnie wpłyną na rynek. Uwagę w tym tygodniu będziemy poświęcać głównie sytuacji zewnętrznej.

EUR

Zebranie EBC w zeszłym tygodniu pokazało, że jastrzębi zwrot banku nabiera tempa. Ogłosił on zakończenie skupu obligacji 1.07 i, co ważniejsze, wstępnie zobowiązał się do podwyżki stóp o 25 pb. w lipcu i 50 pb. we wrześniu. Tego typu zobowiązanie jest czymś nietypowym dla banku. Poza wysoką inflacją zmartwieniem decydentów są obecnie również spready w krajach peryferyjnych, które istotnie rozszerzyły się w zeszłym tygodniu. Mimo wszystko rentowności na peryferiach w kontekście historycznym są wciąż dość niskie i bank zasygnalizował, że przynajmniej na razie jego priorytetem jest walka z inflacją.

W tym tygodniu nie poznamy ważnych odczytów ze strefy euro, więc uwaga skupi się na USA i czerwcowym zebraniu Fedu.

USD

Piątkowe dane o inflacji były jednoznacznie złą wiadomością dla Rezerwy Federalnej. Główna miara osiągnęła najwyższą od czterech dekad wartość 8,6%, co zaprzeczyło oczekiwaniom, że inflacja osiągnęła szczyt kilka miesięcy temu. Miara bazowa również była wyższa od oczekiwań, a presja cenowa rośnie i jest szeroka. Szczególnie niepokoi wzrost cen związanych z mieszkaniem, co zwykle jest jednym z najtrwalszych komponentów wskaźnika. Natychmiastową reakcją rynku były, co być może zrozumiałe, wyprzedaż wszystkiego i kupno dolarów amerykańskich.

Teraz w gestii Fedu leży potwierdzenie bardzo wysokich oczekiwań rynkowych. Nawet podwyżka o 50 pb. i jastrzębia konferencja prasowa mogą nie wystarczyć, by podtrzymać aprecjację dolara.

CHF

Mimo że sentyment wobec aktywów ryzykownych nie był w zeszłym tygodniu szczególnie dobry, frank doświadczył wyprzedaży względem wspólnej waluty i był jedną z najgorzej radzących sobie walut G10. Uważamy, że słabość ta wynika głównie z rosnących oczekiwań agresywnego zacieśniania polityki monetarnej przez EBC i gwałtownego wzrostu rentowności po obu stronach Atlantyku.

W tym tygodniu oczy wszystkich będą zwrócone na Szwajcarski Bank Narodowy. Wynik jego posiedzenia poznamy w czwartek (16.06). Zdecydowana większość ekonomistów, w tym my, nie przewiduje natychmiastowej podwyżki stóp procentowych, lecz pojawiły się już pewne zmiany tonu decydentów i w ich podejściu do interwencji (co wnioskujemy na podstawie ostatnich zmian w depozytach na żądanie). Technicznie rzecz biorąc, może to poprzedzać zmianę polityki, uważamy jednak, że podnoszenie stóp w tym momencie, jeszcze przed EBC i gdy jest to wysoce niespodziewane, nie zostałoby uznane przez bank za odpowiedni sposób działania. Szczególnie że z ostatnich komunikatów decydentów wynika, że uważają oni wzrost cen za tymczasowy.

Rzeczywiście kluczowym pytaniem jest obecnie to, jak trwała będzie presja cenowa. W tym kontekście skupimy się zarówno na języku banku centralnego, jak i na warunkowej prognozie inflacji. Jeśli ta istotnie się zmieni i będzie wskazywać, że inflacja powyżej 2% utrzyma się o wiele dłużej, niż przewidywano wcześniej, bank może chcieć zareagować w pewnym zakresie w drugiej połowie roku.

CNY

Wzrost kursu USD/CNY, który obserwowaliśmy w zeszłym tygodniu, dzisiaj przyspieszył. Jak pokazuje zeszłotygodniowy wzrost ważonego handlem wskaźnika RMB CFETS, dużą część tego można przypisać sile dolara, jednocześnie jednak wieści z Chin stały się w ostatnim czasie negatywne. Po wzroście zachorowań w dwóch kluczowych miastach władze częściowo przywróciły restrykcje w Szanghaju i opóźniły złagodzenie niektórych w Pekinie, pokazując tym samym, że utrzymują politykę zero-COVID mimo jej wpływu na gospodarkę. W tym tygodniu powinniśmy zobaczyć jak w soczewce konsekwencje przyjętego kursu, ponieważ w środę (15.06) zostaną opublikowane kluczowe twarde dane za maj.

Jako że sytuacja pandemiczna pozostaje w krótkim terminie największym ryzykiem dla perspektyw juana, w nadchodzących dniach skupimy się przede wszystkim na rozwoju wydarzeń z nią związanych. W kontekście odpowiedzi Chin na sytuację przyjrzymy się również środowej decyzji dotyczącej stopy 1-rocznych kredytów MLF (Medium-Term Lending Facility). Zmiana w tym tygodniu byłaby zaskoczeniem, lecz wzrost liczby zachorowań i stabilizacja inflacji ponownie rodzą pytanie o możliwe dalsze łagodzenie polityki monetarnej w Chinach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

„Rafał Brzoska Foundation” szuka talentów

Rafał Brzoska, przedsiębiorca i filantrop, zainaugurował działalność swojej fundacji – „Rafał Brzoska Foundation”, która ma wspierać młodych, zdolnych ludzi w ich drodze do sukcesu i rozwijaniu talentów. Organizacja powstała z myślą o dzieciach i młodzieży, które mają mniejsze możliwości edukacyjne ze względu na pochodzenie, sytuację ekonomiczną lub społeczną. W ramach fundacji działać będą programy edukacyjne, w tym Fundusz Stypendialny, do którego można się już zgłaszać.

Rafał Brzoska jest przekonany, że na biznesie spoczywa dzisiaj wielka odpowiedzialność za nasze otoczenie – za przyszłość kapitału społecznego, środowiska naturalnego, kolejnych pokoleń, kraju. Kluczowym motywem filantropii jest dla twórcy InPostu wspieranie rozwoju i edukacji tych, którzy dzięki wyjątkowym zdolnościom, zaangażowaniu i determinacji mogą zmieniać świat, a nie zawsze mają wystarczające warunki, by doskonalić swój potencjał.

Rafał Brzoska
Rafał Brzoska

Moje dotychczasowe osiągnięcia biznesowe są powodem wielkiej radości i osobistej satysfakcji. Pamiętam jednak drogę do miejsca, w którym jestem teraz. Urodziłem się i wychowałam na śląskiej wsi, chodziłem tam do szkoły, ale bez możliwości zajęć dodatkowych, nauki języków obcych, jak i bez finansowego wsparcia rodziny. Nigdy jednak nie brakowało mi ambicji ani determinacji, które pomogły w realizacji marzeń – mówi Rafał Brzoska, Prezes Zarządu „Rafał Brzoska Foundation” – Fundacja ma sprawić, by osoby, które mierzą się z podobnymi doświadczeniami jak moje z dzieciństwa, miały lepszy start. Chcemy wspierać zdolne, pracowite dzieciaki z głodem sukcesu i zapewnić im wymarzony rozwój. Jeżeli jej czy jego pragnieniem jest kształcenie się na najlepszych uczelniach świata jak University of Oxford czy Yale University, ciężko pracuje, by się tam dostać, naszym zadaniemi jest zapewnienie im wsparcia  finansowego i edukacyjnego, aby szanse na studiowanie tam były osiągalne. 

Kołem zamachowym działań Rafał Brzoska Foundation są programy stypendialne z różnych dziedzin jak nauki ścisłe, humanistyczne, sztuka czy przedsiębiorczość. Programy mają pomóc w zdobywaniu nowych kompetencji, rozbudzenia kreatywnego myślenia i budowaniu pewności siebie, która pozwolą odważnie iść naprzód i sięgać po marzenia. Ta pomoc obejmuje wszechstronne i indywidualne wsparcie rozwojowe, naukowe, społeczne oraz finansowe dostosowane do potrzeb i możliwości podopiecznych. Stypendystów pod opiekę wezmą nasi mentorzy i przedstawiciele Rady Nadzorczej, ludzie z ogromnym doświadczeniem, wizją i praktyką zawodową, którzy odnieśli sukces w różnych obszarach.

Stypendium mogą uzyskać laureaci konkursu, do którego już można aplikować. Rekrutacja potrwa do końca czerwca 2022 roku. Każda zgłoszona osoba będzie oceniana według tych samych kryteriów: zdolności i talentu, wizji i pomysłu na siebie, pozytywnego wpływu na otoczenie, sytuacji ekonomicznej lub rodzinnej, wieku – 13-25 lat.

Jestem głęboko przekonany, że pomaganie jest kluczowym elementem człowieczeństwa. Wierzę, że odpowiednie wsparcie dla świadomych, utalentowanych i posiadających aspiracje młodych ludzi może sprawić, że będą mogli się realizować w pełni i zmieniać świat na lepsze. – dodaje Brzoska – We wszystkich projektach, w które się angażuję, zawsze wspiera mnie Omenaa Mensah jako Wiceprezeska Zarządu – moja wielka Inspiracja, Przyjaciel, Żona. Dlatego nie wyobrażam sobie prowadzenia Fundacji bez niej u mojego boku.

Wśród członków Rady Nadzorczej Rafał Brzoska Foundation są:

  1. Aleksandra Przegalińska – polska filozofka, futurolożka, doktorka nauk humanistycznych i doktorka habilitowana nauk społecznych, publicystka. Profesorka Akademii Leona Koźmińskiego, od 2020 roku prorektorka ds. współpracy z zagranicą. Interesuje się rozwojem sztucznej inteligencji, współpracuje z Uniwersytetem Harvarda.
  2. dr hab. Jerzy Hausner – przewodniczący Rady Programowej Open Eyes Economy Summit oraz Rady Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej, Profesor, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, korespondent Polskiej Akademii Umiejętności, laureat nagród: Kisiela, Władysława Grabskiego i Edwarda Lipińskiego, doktor honoris causa Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
  3. Karol Wójcicki – popularyzator astronomii, dziennikarz naukowy, podróżnik i fotograf. Twórca największego w Polsce astronomicznego bloga, portalu i fanpage’a „Z głową w gwiazdach”.
  4. Karol Palczak – malarz. Urodził się w 1987 roku w Przemyślu. Absolwent Wydziału Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po ukończeniu studiów wrócił do rodzinnej miejscowości – Krzywczy na Podkarpaciu, gdzie tworzy i mieszka.
  5. Dariusz Żuk – współtwórca ekosystemu startupów i przedsiębiorczości w Polsce. Zakładał między innymi Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości (AIP), które wykreowały ponad 16000 startupów, Fundusz AIP Seed, który na najwcześniejszym etapie rozwoju zainwestował w ponad 120 startupów czy sieć Business Link – lidera coworkingowego w tej części Europy.
  6. Mariusz Dziubek – dyrektor i dyrygent Narodowej Orkiestry Dętej. Aranżer, kompozytor, producent muzyczny. Absolwent Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie, Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Gdańsku oraz Bydgoszczy. Doktor sztuk muzycznych.

W gronie Rady Mentorskiej Rafał Brzoska Foundation znaleźli się:

  1. Olga Brzezińska – Prezeska Fundacji Miasto Literatury, Dyrektorka Programowa Leadership Academy for Poland, wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Akademii Teatralnej w Warszawie. Menadżerka kultury, pomysłodawczyni, współtwórczyni i organizatorka wydarzeń artystycznych, publicystka.
  2. Jowita Michalska – Prezeska Digital University, organizacji zajmującej się rozwojem kompetencji przyszłości i współpracującej z czołowymi amerykańskimi uczelniami, takimi jak MIT, Harvard Business School czy Stanford. Jest też polską ambasadorką Singularity University, najważniejszego edukacyjnego think-tanku z Doliny Krzemowej.
  3. Maciej Kawecki – doktor, dziennikarz, popularyzator wiedzy technologicznej, Ambasador Cyfrowej UE, prezes Instytutu Lema, prorektor ds. innowacji Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.
  4. Tomasz Rożek – dziennikarz naukowy i fizyk, doktor nauk fizycznych, popularyzator nauki. Założyciel Fundacji „Nauka, to lubię”.
  5. Piotr Psyllos – elektronik, programista, innowator i przedsiębiorca.  W ramach działalności naukowo-wynalazczo-biznesowej zajmuje się wykorzystaniem nowoczesnych technologii, w tym m.in. zastosowaniami sztucznej inteligencji, robotami, wirtualnymi asystentami, human–computer interaction i ochroną zdrowia.
  6. Przemek Staroń – psycholog, wykładowca, edukator, autor książek, Nauczyciel Roku 2018, Członek Kolegium Ekspertów Instytutu Strategie 2050.
  7. Natalia Hatalska – CEO, założycielka, Head of Foresight Infuture – instytutu badań nad przyszłością. Financial Times umieścił ją na liście New Europe 100 – listy 100 osób z Europy Środkowo-Wschodniej, które zmieniają społeczeństwo, politykę i biznes, prezentując nowe podejście do dominujących problemów.
  8. Marek Metrycki – wieloletni Partner Zarządzający Deloitte w Polsce oraz członek ExCo Deloitte Central Europe. Aktywnie angażuje się w inicjatywy społeczne i non profit oraz działa na rzecz zmian w systemie edukacji i jego unowocześnienia.
  9. Iwona Chmura-Rutkowska – pedagożka i socjolożka. Pracuje na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka badań i książek na temat edukacyjnych i społecznych mechanizmów oraz konsekwencji stereotypów, nierówności społecznych oraz przemocy motywowanej uprzedzeniami. Członkini Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego. Współzałożycielka Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM.
  10. Magdalena Jabłońska – Prezeska Zarządu Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej. Jest ekspertką w zakresie metod i strategii otwartych innowacji. Pełni rolę sędziego i mentorki w wydarzeniach startupowych i programach akceleracyjnych. Jej misją jest zapewnienie podstaw do rozwoju innowacji, innowacyjnej kultury i przedsiębiorczego sposobu myślenia oraz budowanie pomostów między Startupami a korporacjami, z korzyścią dla obu stron.
  11. Maciej Kawulski – polski przedsiębiorca i reżyser filmowy. Współzałożyciel polskiej federacji Sztuk Walki, organizacji promującej walki MMA.

KUKE przywraca ubezpieczenie eksportu do Ukrainy

Od 13 czerwca polskie firmy ponownie mogą ubezpieczać w KUKE w ramach Polisy bez Granic sprzedaż na rynek ukraiński dóbr i usług, które nie są objęte moratorium płatniczym.

Polska zrobiła znaczący krok służący ożywieniu wymiany handlowej z Ukrainą w tym bardzo trudnym dla wschodniego sąsiada okresie. KUKE przy wsparciu rządu i w ślad za pozytywną decyzją Komitetu Polityki Ubezpieczeń Eksportowych wznowiła od 13 czerwca możliwość ubezpieczania należności w kontraktach eksportowych z kontrahentami ukraińskimi. To odpowiedź na apele polskiego biznesu, a jednocześnie gest solidarności i wsparcie dla gospodarki Ukrainy zaatakowanej przez Rosję. Tym samym zrealizowany został jeden z postulatów podpisanego 1 czerwca br. w Kijowie memorandum między rządami Polski i Ukrainy.

Ubezpieczenia będą mogły objąć towary lub usługi wyłączone z moratorium płatniczego wprowadzonego 24 lutego przez bank centralny Ukrainy (NBU). Ich lista publikowana jest na stronie internetowej ukraińskiego parlamentu (https://zakon.rada.gov.ua/laws/show/153-2022-%D0%BF?find=1&text=3105#n9).

– Cieszymy się, że ponownie oferujemy polskim eksporterom ubezpieczenia transakcji z kontrahentami ukraińskimi. Obecnie przywracamy możliwość udzielenia ochrony dla towarów lub usług wyłączonych z wprowadzonego na początku wojny moratorium płatniczego, które generalnie uniemożliwia ukraińskim podmiotom dokonywanie zagranicznych płatności walutowych. Lista nieobjętych moratorium pozycji jest szeroka i obejmuje przede wszystkim towary pierwszej potrzeby dla ludności, czyli m.in. żywność, leki, paliwa oraz import krytyczny dla funkcjonowania gospodarki kraju, czyli m.in. dla sektora energetycznego i sektora bezpieczeństwa – mówi prezes KUKE Janusz Władyczak.

Ubezpieczenia są dostępne zarówno dla firm, które już ubezpieczały należności w KUKE, jak i tych, które nigdy nie korzystały z oferty spółki. Będą one realizowane w oparciu o standardowe Ogólne warunki ubezpieczenia Polisa bez Granic. Możliwości i zalety tego ubezpieczenia KUKE zaprezentuje w środę podczas webinaru dla przedsiębiorców.

Polski eksporter, który chce zrealizować dostawę do ukraińskiego kontrahenta, powinien z nim uzgodnić, czy zamawiany towar znajduje się na liście wyłączeń umożliwiających dokonanie płatności. Również KUKE, na etapie weryfikacji kontraktu, który ma zostać objęty ochroną, będzie kontaktowała się z ukraińskim kontrahentem i potwierdzała, czy ten prowadzi działalność i czy zamówione produkty są wyłączone z moratorium płatniczego.

Do końca roku KUKE będzie mogła udzielić limitów kredytowych o wartości 500 mln zł.

Porównując tę kwotę z wykorzystaniem przez eksporterów limitów w ubiegłym roku i biorąc pod uwagę obecne obroty handlowe, które są prawie o połowę niższe niż przed wybuchem wojny, wydaje się, że w najbliższym czasie potrzeby polskich przedsiębiorców będą zaspokojone. Mamy też nadzieję, że nasi eksporterzy, analizując obecną sytuację i niepewne otoczenie rynkowe, dostrzegą zalety rozwiązań oferowanych przez KUKE, chroniących między innymi od ryzyka politycznego, czyli m.in. wprowadzenia memorandum płatniczego, czy też ryzyka siły wyższej, a więc np. wojny. W odpowiedzi na utrudnienia w handlu ze wschodnimi sąsiadami obniżyliśmy o 35 proc. stawki w Polisie bez Granic, która chroni eksport do 160 krajów. To może zachęcić polskie firmy do otwarcia się na inne kierunki i poszukiwanie nowych rynków zbytu – wskazuje Janusz Władyczak.

W 2021 r. KUKE ubezpieczyła eksportowane na rynek ukraiński towary i usługi o wartości 1,5 mld zł przy wykorzystaniu limitów niższym niż wynosi wprowadzone obecnie ograniczenie. Tym samym objęła ochroną 5 proc. całości eksportu do Ukrainy.

Warto podkreślić, że tylko kilka europejskich agencji kredytów eksportowych umożliwia w ograniczonym zakresie ubezpieczanie sprzedaży na rynek ukraiński, co stawia Polskę w awangardzie działań wspierających zarówno swój biznes, jak i gospodarkę Ukrainy.

Notarialny nakaz zapłaty – nowe narzędzie dochodzenia roszczeń

Ministerstwo Sprawiedliwości planuje powierzenie wykonywania czynności z zakresu ochrony prawnej notariuszom. W opublikowanym na stronach Rządowego Centrum Legislacji projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o notariacie i niektórych innych ustaw, Ministerstwo proponuje wprowadzenie notarialnych nakazów zapłaty, które – przy spełnieniu pewnych warunków – miałyby być wydawane właśnie przez notariuszy. Jak wskazano w uzasadnieniu projektu (str. 25) regulacja ma zrealizować cel, „jakim jest odciążenie sądów rejonowych od rozpoznawania spraw prostych i bezspornych i dzięki temu przyspieszenie postępowań sądowych w innych sprawach”, a także „zapewnić obywatelom szybsze dochodzenie roszczeń”.

Ministerialny projekt przewiduje, że notarialne nakazy zapłaty będą mogły być wydawane tylko co do roszczeń w kwocie do 75.000,00 zł, a zatem w zakresie kwotowym odpowiadającym właściwości sądu rejonowego, co odpowiada celowi propozycji, a zatem odciążeniu sądów rejonowych. Notarialne nakazy zapłaty będą mogły być wydawane w sprawach, w których zasadność dochodzonego roszczenia nie budzi wątpliwości, w szczególności, gdy dochodzone roszczenie udowodnione jest dołączonym do wniosku dokumentem urzędowym, zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem, wezwaniem dłużnika do zapłaty i pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu. Pomimo podobieństwa do treści art. 485 k.p.c. (podstawy wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym), projektodawca nie używa w2 proponowanym art. 150a § 1 prawa o notariacie sformułowania „pozew”, lecz „wniosek”. Czyni to zresztą konsekwentnie w całej proponowanej regulacji (art. 105b, art. 105d, art. 105e projektu ustawy). Wniosek o wydanie nakazu zapłaty składany będzie na urzędowym formularzu.

Notariusz nie wyda nakazu zapłaty, gdy zasadność roszczenia budzi wątpliwości, roszczenie stało się wymagalne wcześniej niż w okresie trzech lat przed złożeniem wniosku (regulacja zatem podobna do elektronicznego postępowaniu upominawczego), a także gdy wniosek nie spełnia warunków formalnych.

Notarialny nakaz zapłaty będzie nakazywał osobie zobowiązanej (tu projektodawca, odmiennie od przepisów k.p.c., nie używa sformułowania „pozwany”, co do strony inicjującej postępowanie nie używa zaś sformułowania „powód” lecz „wnioskodawca”), by w terminie dwóch tygodni od doręczenia nakazu uiściła określone w nim należności w całości wraz z kosztami za wydanie nakazu albo w tym terminie wniosła sprzeciw do notariusza.

Notarialny nakaz zapłaty może być doręczony za pośrednictwem operatora pocztowego (w rozumieniu prawa pocztowego), przez komornika sądowego, osobiście przez notariusza w kancelarii notarialnej lub przez pracowników kancelarii notarialnej. Nieodebranie przez osobę zobowiązaną będzie powodowało utratę mocy notarialnego nakazu zapłaty (co stanowi raczej ułatwienie dla dłużnika, niż dla wierzyciela).
Tak jak niedoręczenie notarialnego nakazu zapłaty powodować będzie utratę jego mocy, to samo nastąpi w przypadku skutecznego wniesienia sprzeciwu, przy czym dla jego skutecznego wniesienia projekt ustawy przewiduje podpisanie sprzeciwu oraz wyrażenie woli utraty mocy przez notarialny nakaz zapłaty. O ile zatem dodatkowe elementy sprzeciwu nie zostaną uszczegółowione w rozporządzeniu określającym jego wzór, to zaskarżenie notarialnego nakazu zapłaty będzie mocno odformalizowane.

W przypadku nieskutecznego wniesienia sprzeciwu lub jego niewniesienia w ogóle, notarialnemu nakazowi zapłaty klauzulę nada sąd rejonowy ogólnej właściwości osoby zobowiązanej.

Projektodawca wprowadza zastrzeżenie, że notariusz nie będzie mógł wydać miesięcznie więcej niż 200 nakazów zapłaty, co jest założeniem logicznym, bowiem notariusze nie mogą zajmować się tylko wydawaniem nakazów zapłaty. Biorąc pod uwagę, że – jak wynika z raportu Krajowej Rady Notarialnej z dnia 20.05.2022 r. – w Polsce jest ok. 4.000 notariuszy, oznacza to możliwość wydania miesięcznie 800.000 notarialnych nakazów zapłaty (dla porównania w EPU w okresie od 2010 r. do 2020 r. wpływało rocznie od 700 tys. do prawie 2,7 miliona spraw, przy czym od 2011 r. liczba ta nie spadała poniżej 1,7 mln spraw rocznie).

Ministerialny projekt wydaje się być ciekawym sposobem nad odciążeniem sądów rejonowych od wydawania nakazów zapłaty, co nie oznacza, że nie budzi wątpliwości. Po pierwsze bowiem wydaje się, że powstanie tej nowej ścieżki dochodzenia roszczeń może zostać zmonopolizowane przez kancelarie zajmujące się masowym dochodzeniem wierzytelności, co w praktyce mocno ograniczy dostępność nowej instytucji dla przeciętnego obywatela. Po drugie projektodawca nie daje odpowiedzi na podstawowe pytanie – co w przypadku, gdy notariusz wyda już w miesiącu 200 nakazów zapłaty, a wpłyną do niego kolejne wnioski. Oczywistym jest, że nie może wydać kolejnych notarialnych nakazów zapłaty. W jaki jednak sposób ma odmówić wydania notarialnego nakazu zapłaty. Poprzez odmowę dokonania czynności w trybie art. 81 prawa o notariacie (odmowa wykonania czynności sprzecznej z prawem)? Po trzecie, w przypadku niewydania z tej przyczyny notarialnego nakazu zapłaty, jakie znaczenie będzie to miało dla wierzyciela, który złoży wniosek o wydanie notarialnego nakazu zapłaty tuż przed przedawnieniem roszczenia, a nakazu takiego nie uzyska z powodu przekroczenia maksymalnej ilości nakazów, jakie notariusz może miesięcznie wydać? Czy bieg przedawnienia będzie skutecznie w takim przypadku przerwany jako czynność dokonaną przed organem powołanym do rozstrzygania spraw w rozumieniu art. 123 § 1 k.c.? Wydaje się, że jednak nie, co będzie stanowić duży problem dla wierzyciela, co implikuje konieczność wprowadzenia zmian w ministerialnym projekcie.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski

Bitcoin spadł do najniższego poziomu od końca 2020 r.

Bitcoin spadł do najniższego poziomu od końca 2020 r. z powodu obaw związanych z przyspieszającą inflacją w USA.

Choć w przeszłości kryptowaluty nie reagowały tak jak tradycyjne aktywa, w ostatnim czasie związek między nimi stał się coraz ściślejszy. Obecnie pojawił się najwyraźniejszy jak dotąd sygnał, że kryptowaluty takie jak bitcoin i ethereum poruszają się równolegle z akcjami, ponieważ obawy o inflację spowodowały gwałtowny spadek akcji i kryptowalut.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są różne, ale w dużej mierze wynikają z tego, że właściciele instytucjonalni w podobny sposób kalibrują swoje ryzykowne aktywa, niezależnie od tego, czy są to akcje technologiczne czy bitcoin. Miesięczna inflacja w Stanach Zjednoczonych spadła w kwietniu z 8,5 proc. do 8,3 proc., co sugeruje, że wzrost cen znalazł się na „szczycie” – ale nowe maksima na poziomie 8,6 proc. w ostatni piątek wstrząsnęły zarówno rynkami akcji, jak i kryptowalut.

Bitcoin rozpoczął tydzień mocno, wznosząc się ponad poziom 31 000 dolarów, ale w dalszej części tygodnia handlowano głównie w okolicach 30 000 dolarów. W weekend spadł jednak do poziomu poniżej 25 000 dolarów na platformie eToro, z powodu obaw o inflację.
Ethereum również wzrósł do około 1900 dolarów, a w dalszej części tygodnia, oscylował około 1800 dolarów. Jednak w trakcie weekendu cena znacznie spadła i obecnie utrzymuje się na poziome około 1300 dolarów.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

BioMaxima wprowadza do obrotu testy do diagnostyki wirusa małpiej ospy

BioMaxima S.A. poinformowała o uzyskaniu prawa do wprowadzenia do obrotu na terenie Unii Europejskiej testów do detekcji wirusa małpiej ospy. Dokonana rejestracja pozwoli również na uzyskanie świadectw wolnej sprzedaży na rynki, gdzie takowe są wymagane. Są to testy do diagnostyki genetycznej, MPXV Real Time PCR LAB-KIT™ oraz szybki test antygenowy. BioMaxima jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. 30 maja br. spółka podała do wiadomości rekordowe wyniki finansowe osiągnięte w I kwartale 2022 roku.

W maju 2022r. BioMaxima SA zgłosiła w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, jako wytwórca, dwa testy do diagnostyki wirusa małpiej ospy. Obecnie, będą już one dostępne zarówno dla odbiorców krajowych, jak i dla klientów na rynkach eksportowych, obsługiwanych przez sieć dystrybucyjną spółki w ponad 60 krajach.

Test genetyczny MPXV Real Time PCR LAB-KIT jest przeznaczony do jakościowej identyfikacji materiału genetycznego wirusa małpiej ospy (MonkeyPox). Materiał do badań może pochodzić z plwociny, wymazu z nosogardzieli, migdałków, gardła, zmian skórnych, pęcherzy, płynów ustrojowych, krost i ran skórnych. DNA wirusa jest ekstrahowane z próbek klinicznych, namnażane przy użyciu amplifikacji w czasie rzeczywistym i wykrywane przy użyciu specyficznych starterów i sondy fluorescencyjnego barwnika reporterowego.

Przeprowadzone badania potwierdzają, że jest to wysokiej jakości test genetyczny o dużej czułości, wykrywający już 2 kopie genów w 20 µL mieszaniny reakcyjnej PCR.

Specjalizujemy się w technologiach do diagnostyki chorób infekcyjnych i na bieżąco obserwujemy pojawiające się nowe zagrożenia epidemiczne, w tym związane z wirusem małpiej ospy. Podobnie jak w innych naszych testach genetycznych z linii LAB-KIT, dla zwiększenia wygody użytkowników, test przygotowany jest w formie zliofilizowanej, czyli od razu w probówkach, kompatybilnych ze zdecydowaną większością termocyklerów qPCR. Pozwala to wydłużyć ich czas przydatności do użycia testu oraz umożliwia bezpieczny transport i przechowywanie w temperaturze pokojowej, co będzie istotne w nadchodzącym sezonie letnim” – powiedział Łukasz M. Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Badanie wykonywane jest w próbkach pochodzących m.in. ze zmian skórnych, zgodnie  z opublikowanymi przez Ministerstwo Zdrowia najnowszymi zaleceniami, dotyczącymi pobieranego i transportowanego materiału diagnostycznego.

Amerykańskie Centres for Disease Control and Prevention (CDC) zaleca, aby do diagnostyki potencjalnego zakażenia małpią ospą stosowano testy genetyczne PCR.

Możliwość wprowadzenie do obrotu uzyskał również Monkeypox Ag Rapid Test, który jest szybkim testem immunochromatograficznym do jakościowego wykrywania u ludzi obecności antygenu wirusa małpiej ospy. Różne pochodzenie materiału klinicznego powoduje, że test może mieć szerokie zastosowanie. Materiałem badanym może być krew pełna, osocze, surowica lub wymaz z pęcherzy wysypki. Do przeprowadzenia szybkiego testu nie jest wymagane posiadanie specjalistycznego sprzętu. Oba testy umożliwiają identyfikację zakażenia małpią ospą już na wczesnym etapie jej rozprzestrzeniania na świecie.

Pierwszy przypadek małpiej ospy, wcześniej występującej wyłącznie u zwierząt, zdiagnozowano w 1970 roku w Demokratycznej Republice Konga. Od tego czasu odnotowywano przypadki zachorowań także w innych krajach afrykańskich. W Afryce występuje rocznie kilka tysięcy zachorowań na małpią ospę, głównie w  zachodniej i środkowej części kontynentu.

Wg danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 8 czerwca, wykryto już 1285 przypadków w 28 państwach (poza afrykańskimi krajami endemicznymi). Przypadki zakażenia wirusem małpiej ospy zarejestrowano m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii, Belgii, Włoszech, Portugalii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Austrii i Szwecji, a ostatnio także w Polsce.

Choroba rozprzestrzenia się drogą kropelkową lub poprzez bezpośredni kontakt z krwią, płynami ustrojowymi, zmianami skórnymi lub śluzowymi zakażonej osoby. Objawy małpiej ospy są podobne, ale łagodniejsze od objawów ospy wietrznej. Pierwsze objawy to gorączka, bóle głowy, bóle pleców, bóle mięśni, powiększenie węzłów chłonnych, po kilku dniach (1-3 dni) pojawia się wysypka skórna. Okres inkubacji (czas od zakażenia do wystąpienia objawów) dla małpiej ospy wynosi zwykle 7-14 dni.

Grupa Kapitałowa BioMaxima w I kw. 2022 r. wypracowała rekordowe 93.596 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku do I kw. roku ubiegłego o 351 proc. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBITDA) wyniósł 30.703 tys. zł. Zysk netto grupy za I kw. 2022 r. wyniósł 24.194 tys. zł i jest wyższy od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego o 386 proc.

Maleje dostępność aut używanych

Rynek samochodów używanych jest ściśle powiązany z rynkiem samochodów nowych. Te powiązania są szczególnie bardzo dobrze widoczne teraz – bo jeżeli nie ma wymiany samochodów nowych na nowsze, to automatycznie brakuje oferty na rynku aut używanych. Stąd ograniczona dostępność dla takich importerów, jak Polska. Nie jesteśmy w stanie sprowadzać takiej liczby aut, o jakiej myśleliśmy w przeszłości.

– Wzrost cen jest drugim czynnikiem, który przyczynia się do obserwowanego zmniejszenia oferty na rynku aut używanych. Spadek ten tylko w kwietniu wynosił około 17%, zaś od początku roku 14% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. – A więc ceny tutaj także stanowią pewnego rodzaju blokadę dla naszych importerów. Im auta droższe – szczególnie te nowsze, na które zapotrzebowanie było duże – tym mniejsza potencjalnie rzesza klientów. Widać wyraźnie w statystykach, że nie jesteśmy w stanie wydać aż tak dużych pieniędzy i sprowadzamy auta starsze. O ile rok temu średni wiek samochodu sprowadzanego do Polski wynosił mniej więcej 11,5 roku – to dzisiaj przekroczył już granicę 12,5 roku i to jest w ostatniej dekadzie na pewno najwyższy poziom średniego wieku, jaki notowaliśmy – analizuje Drzewiecki.

Dolar znów po 4,40 zł

Jeszcze w czwartek dolar był tańszy niż 4,30 zł. Konferencja EBC po decyzji o braku zmian i odczyt inflacji w USA szybko zmieniły tę sytuację. Jak widać w dalszym ciągu na parze EURUSD dzieje się dużo.

Inflacja za oceanem

Wzrost cen w USA bije kolejne rekordy. Z jednej strony analitycy spodziewali się stabilizacji tempa wzrostu na poziomie 8,3%. Z drugiej strony 8,6% to biorąc pod uwagę, co przechodzą niektóre kraje unijne, nie jest żadnym dramatem. Na szczególną uwagę zasługuje jednak spadek inflacji bazowej z 6,2% na 6%. Pokazuje to zjawisko, o którym większość analityków mówi. Do powstrzymania wzrostów cen konieczna jest stabilizacja cen surowców energetycznych. Patrząc jednak na to, co się dzieje na tym rynku jeszcze chwilę, może będziemy musieli poczekać na taki obrót spraw. Przyspieszająca inflacja spowodowała jednak kolejne umocnienia się dolara względem euro. Powodem jest oczekiwanie bardziej stanowczej reakcji FED. Szybsze podwyżki stóp pozwolą przynajmniej inflację bazową utrzymać w ryzach.

Odpływ kapitału szkodzi złotemu

W czwartek posiedzenie EBC nie spełniło wygórowanych oczekiwań analityków. Spodziewali się oni zdecydowanych działań po instytucji, która od wielu lat stara się problemy przeczekać. Biorąc pod uwagę, jak sprzeczne interesy różnych państw musi łączyć, to nierobienie nic, w czym EBC bryluje, nie jest aż tak złą strategią. Zawiedzione nadzieje spowodowały jednak, że kapitał płynie za ocean. Wraz z odpływem środków ze strefy euro cierpi również polski złoty. Należy pamiętać, że słabe euro to jedna z metod podniesienia konkurencyjności europejskiej gospodarki. O ile nie utonie ona w inflacji. W piątek do tego dołożyła się wspomniana już inflacja w USA i kolejny ruch kapitału za ocean. W rezultacie w dwa dni złoty stracił około 4 groszy względem euro i 12 groszy względem dolara.

Bezrobocie spada w Kanadzie

W piątek poznaliśmy również dane z rynku pracy w Kanadzie. Dane pozytywnie zaskoczyły rynek, jednak skleiły się w czasie z odczytem inflacji z USA. W rezultacie ani spadające bezrobocie z 5,2% na 5,1%, ani poprawa struktury zatrudnienia nie pozwoliły dolarowi kanadyjskiemu utrzymać wartości względem jego południowego sąsiada. Z jednej strony prawie 40 tysięcy całkowicie nowych miejsc pracy to świetny wynik. Na uwagę zasługuje również spadek o 95 tysięcy liczby osób zatrudnionych na część etatu. Na pełen etat przybyło zatem aż 135 tysięcy etatów. Oznacza to, że rynek po pandemii wraca do normy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W ciągu najbliższych 6 miesięcy co drugi badany polski pracownik zamierza zmienić pracę

Jako główne powody odejścia z pracy respondenci wskazują nieefektywne procesy w organizacji, niski poziom wynagrodzenia oraz brak możliwości rozwoju.

Zjawisko Wielkiej Rezygnacji, które pojawiło się w czasie pandemii, nie znika. Wbrew powszechnej opinii nie chodzi tylko o zarobki – dla dziewięciu na dziesięciu ankietowanych rozwój zawodowy jest jednym z głównych powodów decyzji o porzuceniu dotychczasowego pracodawcy. W odpowiedzi na rosnącą rotację kadr przedsiębiorcy podejmują działania mające na celu poprawę wizerunku firmy oraz intensyfikację procesu rekrutacyjnego. Zamiast tego, powinni zacząć od rozpoznania właściwych potrzeb pracowników i podjąć działania mające na celu ich zaspokojenie – wynika z raportu Od fali odejść do fali zmian. Czy jesteśmy gotowi na nowe podejście do pracy?, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

80 proc. wysoko wykwalifikowanych polskich pracowników rozważa zmianę pracy w najbliższej przyszłości. Odsetek osób, które rozważają przejście do innej firmy, najlepiej pokazuje skalę zjawiska Great Resignation (Wielkiej Rezygnacji – rosnącej rotacji oraz spadku zaangażowania pracowników) w Polsce. Do takich wniosków doszli eksperci zespołu Human Capital Deloitte, autorzy badania Od fali odejść do fali zmian. Czy jesteśmy gotowi na nowe podejście do pracy?, przeprowadzonego między 6 a 30 maja na grupie 974 respondentów z Polski reprezentujących różne branże i stanowiska.

Najczęściej wskazywanym czynnikiem, jaki skłoniłby pracowników do zmiany pracodawcy, była niska efektywność procesów dziejących się w ramach organizacji (46 proc. odpowiedzi). Drugim najistotniejszym argumentem był niski poziom wynagrodzenia (43 proc.), a trzeci najczęściej wskazywany powód rezygnacji to brak możliwości rozwoju (37 proc.).

– Znaczenie zarządzania talentami przybiera na sile. Na decyzję o wyborze miejsca pracy wpływ mają nie tylko czynniki stricte finansowe, ale również komfort działania w ramach danej organizacji. Nasze badanie pokazało, że pracodawcy, aby zatrzymać talenty, powinni wprowadzić zmiany przede wszystkim w dwóch obszarach: wewnętrznych, proceduralnych aspektach funkcjonowania organizacji oraz zadbania o dobrostan pracowników – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. Kapitału Ludzkiego w Polsce, Deloitte.

Elastyczność i samorozwój

93 proc. respondentów ankiety Deloitte wskazało, że jednym z ważniejszych czynników determinujących decyzję o zmianie miejsca pracy, jest kwestia rozwoju zawodowego. Uczestnicy rynku pracy nie patrzą na swoje obowiązki jedynie pod kątem zarobkowym, ale również w kontekście realizacji własnych ambicji. Nie bez znaczenia są również benefity oferowane przez pracodawcę, takie jak elastyczny czas pracy (najważniejszy czynnik pozapłacowy według ankietowanych), prywatna opieka medyczna czy dodatkowy dzień wolny.

Elastyczny czas pracy staje się wymogiem pracy XXI wieku – w naszym badaniu został wybrany jako najważniejszy benefit pozapłacowy. Pracownik oczekuje nie tylko wynagrodzenia w formie pieniężnej, lecz ceni sobie także udogodnienia niematerialne. Zmiana stylu życia wywołana pandemią sprawiła, że priorytetem stało się dbanie o samopoczucie i komfort. Jednocześnie upowszechnienie nowych technologii sprawia, że szereg działań można wykonywać znacznie sprawniej. W efekcie coraz częściej testowana przez firmy na całym świecie koncepcja czterodniowego tygodnia pracy może za niedługo stać się nowym standardem pracy – wskazuje Zbigniew Łobocki, menedżer w zespole Human Capital, Deloitte.

Komunikacja kluczem do efektywności

Chociaż wielu pracowników oczekuje możliwości pracy w systemie zdalnym lub hybrydowym, to 49 proc. ankietowanych wskazało, że praca na odległość spowodowała u nich wzrost odczuwanego stresu w porównaniu do wcześniejszego modelu pracy w biurze. Te osoby stwierdziły również, że od momentu wdrożenia pracy hybrydowej/ zdalnej liczba ich obowiązków wzrosła (32 proc. odpowiedzi). Kolejnymi czynnikami stresogennymi były erozja efektywności współpracy w ramach zespołu, jak i spadek klarowności komunikacji (odpowiednio 15 i 13 proc.). Według ekspertów Deloitte odpowiednio wysoki poziom jakości wymiany informacji z liderem i pozostałymi członkami zespołu nie tylko ogranicza ryzyko wystąpienia spornych sytuacji i poprawia efektywność działań, ale również zmniejsza prawdopodobieństwo podjęcia decyzji o odejściu z pracy. 80 proc. badanych zgodziło się bowiem ze stwierdzeniem, że nieodpowiednia komunikacja w danej firmie skłoniłaby ich do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia.

Człowiek najlepszym aktywem

Przedsiębiorcy chcący zachować swoją pozycję rynkową muszą sobie uświadomić, że w dzisiejszej gospodarce to kapitał ludzki odgrywa kluczową rolę dla zachowania przewagi konkurencyjnej. Jak wynika z raportu, utrzymanie poziomu zatrudnienia i satysfakcja pracowników stają się najważniejszymi czynnikami w kontekście przyszłej ekspansji. W tym celu warto wykorzystać nowoczesną technologię, umożliwiającą zwiększenie efektywności wykonywanych działań przy jednoczesnym braku konieczności wydłużania czasu pracy. Co więcej, uelastycznienie pracy zespołów sprawia, że pracownicy są bardziej zadowoleni. W połączeniu z możliwością rozwoju w ramach danej organizacji przyczynia się to do postrzegania danego przedsiębiorstwa jako atrakcyjnego miejsca pracy.

Polscy przedsiębiorcy muszą się zmierzyć z wieloma nowymi wyzwaniami. Wielu z nich czeka wręcz „kwantowy przeskok” w sposobie zarządzania i budowania kultury organizacji. Decyzje, które dzisiaj podejmują liderzy, będą miały wpływ na to, czy zarządzane przez nich firmy skorzystają na „Wielkim przetasowaniu” czy stracą na „Wielkiej rezygnacji” – wskazuje Anna Szabowska-Walaszczyk, menedżer w zespole Human Capital, Deloitte.

Dziś Dzień Wolności Podatkowej

W tym roku Dzień Wolności Podatkowej przypada 13 czerwca w 164 dzień roku. Na opłacenie wszystkich danin, czyli podatków, niezależnie od tego jak się nazywają, w tym opłat i składek, a które są przymusowe, pracujemy 163 (sto sześćdziesiąt trzy) dni z 365, czyli o 9 dni krócej niż w roku 2021.

W zbliżonym terminie do obecnego DWP przypadł 14 czerwca w latach 2008 i 2009. W 2021 roku Dzień Wolności Podatkowej przypadał 22 czerwca, w 2020 roku – 10 czerwca, w 2019 roku – 8 czerwca, a w roku 2018 – 6 czerwca.

Dzień Wolności Podatkowej jest symbolicznym momentem, gdy przestajemy pracować dla rządu, a zaczynamy pracować dla siebie i dla naszych rodzin.

W ciągu roku pracujemy, jednocześnie zarabiamy i płacimy podatki oraz składki bez rozdzielania tych czynności. Gdybyśmy jednak umownie od początku roku
w pierwszej kolejności opłacali wszystkie podatki zapłacone w ciągu całego roku, to dzień, w którym pieniądze po wcześniejszym opłaceniu wszystkich nałożonych na nie obciążeń,ś byłyby symbolicznym Dniem Wolności Podatkowej.

Do obliczenia Dnia Wolności Podatkowej służy relacja udziału wszystkich wydatków sektora publicznego (tj. budżetu państwa, wydatków samorządów, rządowych funduszy celowych itp.) do Produktu Krajowego Brutto.

Znacząca zmiana daty Dnia Wolności Podatkowej na korzyść obywateli jest wynikiem wyłącznie nominalnego wzrostu PKB w relacji do wydatków sektora publicznego. W roku 2022 wygaszana jest większość wydatków rządowych m.in. związanych z tzw. tarczami, które sprawiły, że DWP w roku 2021 przypadł 22 czerwca. W roku 2022 liczne wydatki rządowe są praktycznie zamrożone, w tym m.in. wynagrodzenia w sferze budżetowej względem wzrostu PKB, którego nominalne powiększenie jest w części wynikiem inflacji.

Rosnący dług publiczny jest też podatkiem, tyle że płacony w ratach przez żyjące pokolenia i jeszcze nienarodzone. Jest miarą poważnej wady ustrojowej i choroby obecnego modelu demokracji.

W ciągu 2 lat długi zaciągnięte na poczet przyszłych pokoleń wzrosły o ponad 364 miliardy złotych!

Metoda liczenia długu publicznego wg Polski i Unii Europejskiej różni się.

Według krajowej metodyki dług publiczny na koniec 2019 roku wynosił ponad 990 miliardów, złotych a na koniec grudnia 2020 roku przewyższył 1 bilion 111 miliardów złotych, by pod koniec 2021 roku sięgnąć 1 biliona 148 miliardów złotych.

Według Eurostatu dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce na koniec 2019 roku wynosił ponad 1 bilion 45 miliardów złotych (czyli o 55 miliardów więcej niż według polskiej metodyki), a na koniec 2020 aż 1 bilion 336 miliardów złotych (o prawie 225 miliardów więcej). Rok 2021 zamknięto tak liczonym długiem na poziomie 1 biliona 410 miliardów złotych (prawie 262 miliardy wyższym niż według polskiej metodyki).

Komentarze ekspertów:

Komentarz do Dnia Wolności Podatkowej w 2022 roku dr Kamila Zubelewicza, Collegium Civitas, b. członka Rady Polityki Pieniężnej: „Syntetycznym źródłem danych na temat kondycji sektora rządowego i samorządowego w Polsce, rozumianego zgodnie z metodyką unijną, są Wieloletnie Plany Finansowe Państwa (WPFP), publikowane – poza rokiem 2020 – od 2010 roku.

Można zauważyć pewną prawidłowość w konstruowaniu WPFP – plany na bieżący rok częściej uwzględniają szybszy wzrost deficytu względem PKB w stosunku do wyników roku poprzedniego; obietnice ograniczania tego deficytu względem PKB są natomiast regularnie składane dla trzech kolejnych lat objętych planami. O ile jednak w 2013 roku planowano w tej perspektywie ograniczenie deficytu do 1,6% PKB, o tyle obecnie przewiduje się jego redukcje do 2,5% PKB.

Udział długu publicznego w PKB, nie licząc przesunięć części środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych, rósł systematycznie do 2017 roku. Dopiero lata 2018–2019 dawały szansę na odwrócenie tego trendu. Zwiększenie wydatków publicznych związanych z tarczami antycovidowymi zachwiało jednak tą zmianą. W najbliższych latach mało prawdopodobna wydaje się nominalna redukcja długu. Przy rekordowo niskich i malejących realnych stopach procentowych jego spadek w proporcji do PKB osiągany jest obecnie kosztem oszczędzających w pieniądzu.

Wzrost udziału dochodów i wydatków publicznych w PKB odbywa się równolegle. W ciągu ostatnich 10 lat Polska gospodarka stała się bardziej zdominowana przez państwo i samorządy. W efekcie obserwujemy klasyczny efekt wypierania prywatnych inwestycji przez zadłużenie publiczne, tylko w części przeznaczana na wydatki inwestycyjne.

Wcześniejsze obchody Dnia Wolności Podatkowej w 2022 roku wynikają z redukcji wydatków publicznych o wydatki związane z tarczami antycovidowymi. Równolegle obserwujemy szybki wzrost inflacji. W 2021 roku zakładano, że w 2022 roku wyniesie ona… 2,8%, w kwietniu 2022 roku szacunki na ten rok podniesiono do 9,1%. Z jednej strony zatem mamy do czynienia z ustalonym w ustawie budżetowej nominalnym limitem wydatków publicznych. Z drugiej strony zaś szybki wzrost PKB po okresie zamrażania gospodarek oraz wysoka inflacja wywołana czynnikami popytowymi i podażowymi skutkują wysokim wzrostem nominalnego PKB. W efekcie udział wydatków publicznych w PKB w stosunku do ubiegłego roku spadł, ale nadal jest daleki od historycznych minimów.

W kontekście tych rozważań warto przypomnieć sytuację z 2016 roku, kiedy to nowy rząd nie zwiększył nominalnie wydatków publicznych w stosunku do roku poprzedniego. Przy utrzymującej się deflacji pozwoliło to przedsiębiorcom na przeorientowanie produkcji na bardziej rynkową i zaowocowało szybkim wzrostem gospodarczym w kolejnych latach.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, przypomniał, że Centrum im. Adama Smitha prezentuje Dzień Wolności Podatkowej nieprzerwanie od 1994 roku. Inicjatorem Dnia Wolności Podatkowej w Polsce był Krzysztof Dzierżawski (1948–2004), ekspert Centrum. Dzień Wolności Podatkowej w 2022 roku przypada 13 czerwca i jest 9 dni wcześniej, niż w ubiegłym roku. Wcześniejszy Dzień Wolności Podatkowej nie jest świadomym i zaplanowanym działaniem rządu na rzecz zmniejszenia ciężarów podatkowych w Polsce, ale efektem nominalnego wzrostu PKB spowodowanego głównie inflacją. Działanie rządu sprowadza się nie tylko do podwyższania opodatkowania, ale dalszego komplikowania systemu podatkowego w Polsce. System ten został sklasyfikowany w ramach państw należących do OECD na przedostatniej pozycji ze względu na brak jego przejrzystości oraz jego zawiłości. Przedostatnie miejsce zostało przyznane przed wejściem w życie rozwiązań tzw. Polskiego Ładu. Do czasu jego wprowadzenia według rankingu Banku Światowego „Doing Business” z roku 2020 rozliczanie podatków w Polsce zajmowało już 334 godziny, a w Estonii 50 godzin.

System podatkowy upodobnił się do biurokratycznej oraz opresyjnej podatkowej pańszczyzny, w której nie sposób znać po tzw. Polskim Ładzie nawet jej prawdziwego wymiaru. Samodzierżawie podatkowe połączone z darwinizmem interpretacyjnym przepisów podatkowych stało się największym zagrożeniem dla przewidywalnego prowadzenia działalności gospodarczej dla polskich firm rodzinnych. System nie nadaje się do kolejnych korekt oraz liftingów, a do całkowitej zmiany.

Podatki w naszym państwie nie mogą być źródłem dodatkowej destabilizacji aktywności społecznej oraz gospodarczej uniemożliwiającej bezpieczne i przewidywalne zarówno życie, jak i prowadzenie działalności gospodarczej.

Zdaniem prof. Konrada Raczkowskiego, dyrektora Centrum Gospodarki Światowej UKSW, „Dzień Wolności Podatkowej dla wielu może brzmieć nonsensownie, gdyż oznacza, jakby podatki były karą za dostęp do bezpłatnych usług publicznych. W samej nazwie tego święta można doszukać się metafory, że podatnicy są uwięzieni w spirali podatkowej i tylko od czasu do czasu mogą liczyć na wolność podatkową. W istocie jest w tym pewna logika i pewna prawda. Kluczem porządkującym jest ekwiwalentność świadczeń wzajemnych na linii państwo–obywatel. Jeżeli nie byłaby ona gwarantowana ze strony państwa, to oznaczałoby, że podatnicy w istocie rzeczy podlegaliby kilkukrotnemu nadmiarowemu opodatkowaniu wszędzie tam, gdzie poprzez różne tytuły podatkowe nazywane eufemistycznie również składkami, państwo zmniejszałoby dochody rozporządzalne gospodarstw domowych i zyski firm, tworząc nową kategorię podatkowych wydatków konsumpcyjnych i nie amortyzowanych podatkowych wydatków inwestycyjnych. Bilans tej operacji byłby dodatni tylko wtedy, kiedy budżet państwa i budżet jednostek samorządu terytorialnego notowałby zerowy deficyt, przy zwiększonej możliwości spłaty zadłużenia publicznego i jednocześnie – zapewnieniu możliwości dalszego osiągania dobrostanu w społeczeństwie”.

Dr Jacek Gniadek, SVD, ekspert Centrum im. Adama Smitha, zauważył, że „Dzień Wolności Podatkowej jest w tym roku wcześniej, niż w roku ubiegłym tylko dlatego, że nastąpił nominalny wzrost PKB. Cały czas zagrożone są nie tylko portfele Polaków, ale przede wszystkim zasada subsydiarności. Papież Pius XI w roku 1931 pisał, że nie wolno odbierać poszczególnym ludziom i powierzać społeczeństwu tego, co mogą wykonać z własnej inicjatywy. Powstaje zatem pytanie, jaka jest rozsądna ilość własności prywatnej? Odpowiedź podpowiada nam angielski i katolicki pisarz Gilbert K. Chesterton, który stwierdził, że jest nią własna firma, własna farma, własny zawód. Rozproszona własność prywatna pociąga za sobą decentralizację władzy i pozostawienie owoców pracy w rodzinnych budżetach. Rządowi warto przy tek okazji przypomnieć, że jego podstawowym zadaniem jest ochrona własności prywatnej.

Według prof. Adama Mariańskiego, z Uniwersytetu Łódzkiego, założyciela Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, „obchody dnia wolności podatkowej z każdym kolejnym rokiem przynoszą co raz większe rozgoryczenie. Nie chodzi tylko o rosnące obciążenia podatkami, składkami i opłatami. Polski system podatkowy silnie ingeruje w wolność jednostki oraz wolność gospodarczą. Jest to wynikiem populizmu polityków, zwłaszcza jak odwołują się do sprawiedliwości społecznej. Tymczasem nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż sprawiedliwość społeczna. Opiera się na subiektywnych poglądach, wrażeniach i ocenach niezależnych od ciężkiej pracy i przedsiębiorczości jednostki. To zaś prowadzi do niesprawiedliwości polegającej na arbitralnym ustalaniu przez władcę podatkowego wysokości obciążeń daninowych. Dodatkowo polski nieład to przykład rażącego niechlujstwa legislacyjnego. Jednak jego skutki odczuwają miliony podatników.

Polskiego systemu podatkowego nie da się już naprawić, trzeba go zbudować od nowa. Jednak w pierwszej kolejności należy przygotować zasadniczą reformę podatków dochodowych.

Zdaniem prof. Roberta Gwiazdowskiego, przewodniczącego Rady Centrum im. Adama Smitha, „państwo, żeby mogło funkcjonować potrzebuje pieniędzy. Od podatników oczywiście. Niektórzy twierdzą, że państwo w ogóle nie musi funkcjonować, a inni, że państwo ma swoje pieniądze.

Mam wrażenie, że Putin nie zlikwiduje państwa więc i inni nie mogą. A ci, którzy twierdzą, że państwo ma swoje pieniądze podatków zlikwidować nie chcą. Więc musimy je jednak płacić. Niestety coraz więcej. Będziemy płacić, bo rząd nie ma jednak swoich pieniędzy. To znaczy ma – te które wcześniej były nasze.

Obok licznych podatków w tym roku szczególnie ważny jest podatek inflacyjny. Nakładany sprzecznie z konstytucją. Bo nie w drodze ustawy – czego wymaga przecież Konstytucja. Ale od lat nikomu to nie przeszkadza. A przecież z punktu widzenia podatnika, który ma 100 zł i może za nie kupić 100 bułek, jest obojętne, czy rząd zabierze mu 10 zł podatku i będzie mógł kupić 90 bułek, czy rząd doprowadzi do inflacji i za 100 zł będzie mógł kupić 90 bułek.

I potwierdza się przy okazji, co Centrum im. Adama Smitha powtarza za Jeanem Baptistą Say’em, że wszystkie podatki są przerzucalne. Wszyscy przedsiębiorcy przerzucają na klientów wyższe podatki, które rząd na nich nałożył w tzw. Nowym Ładzie. Wykorzystują do tego pretekst, jakim jest inflacja, bo gdy jej nie ma są bardziej ostrożni (choć też to robią ale nie tak szybko i bez dodatkowych „nakładek”) co jeszcze bardziej zwiększa inflację.

Kiedy będzie lepiej? Powiedzmy sobie szczerze – lepiej już było.

Dzień Wolności Podatkowej okiem Marka Isańskiego, założyciela i prezesa Fundacja Praw Podatnika „podatki to oczywiste naruszenie prawa własności jednostki. Obywatele, co do zasady, zgodzili się, że będą je płacić. Pewnie to wielu polityków i urzędników skarbowych zdziwi, ale obywatele wręcz chcą płacić podatki. Jedni z pobudek patriotycznych, a zdecydowana większość dla tzw. „świętego spokoju”. Wiedząc, że to obowiązek, chcą go wykonać i nie mieć problemów z kontrolami, które zabierają dużo czasu. Normalny człowiek mając jedno życie chce poświęcać czas na pracę, rodzinę czy wypoczynek, a nie na prowadzenie sporu z fiskusem. Sporu o którym wie, że zawsze stoi na złej pozycji.

Konstytucja gwarantuje, że podatki muszą być racjonalne, bo nie mogą naruszać istoty prawa własności. Racjonalność ta jest w rękach parlamentu, który uchwala wysokość stawek podatkowych. Nie trzeba być zbyt uważnym obserwatorem naszej rzeczywistości aby zauważyć, że ta „racjonalność” i „nienaruszenie istoty prawa własności” nie są poważnie traktowane przez rządzących.

Niby wszyscy oni wiedzą, bądź wiedzieć powinni, to, że im niższe podatki, tym ludzie chętniej będą je dobrowolnie płacili, a im wyższe, tym większa motywacja, aby szukać rozmaitych „optymalizacji” podatkowych. Od lat przypadający w czerwcu DWP jest dowodem, że tej prostej zasady kolejni rządzący nie przestrzegają. Jednak dla wielu jest to też powód do małego optymizmu, bo po tym dniu będą pracowali rzeczywiście „dla siebie”.

Niestety są też obywatele, a nawet całe grupy, które DWP świętować nie będą, bo dla nich taki dzień nigdy nie nastąpi.

Niby wszyscy oni wiedzą, że im prostszy system podatkowy, tym obywatele sprawniej będą płacić podatki. Obywatel zapłaci tylko taki podatek jaki zrozumie, że na nim ciąży. Podatek musi jasno wynikać z ustawy, która ma chronić jego konstytucyjnych praw. Nie może on się domyślać jaki podatek właściwie ma zapłacić. Nie może być też tak, że podatki „wymyślane” są przez garstkę nadgorliwych urzędników, a tym bardziej nie może być tak, że „wymyślony” podatek zaakceptuje sądownictwo w ramach źle pojętej kontroli działania administracji, która często sprowadza się do firmowania tego co urząd zrobił, zamiast ochrony praw obywateli.

Sytuacje takie wcale nie są rzadkością i zajmuje się nimi Fundacja Praw Podatnika. Spotyka to najczęściej zwykłych, przeciętnych obywateli, np. tych, którzy w spadku po najbliższej rodzinie dostali mieszkanie obciążone kredytem. Gdy spadkobiercy nie są w stanie spłacać rat, to muszą sprzedać to mieszkanie. Otrzymane pieniądze oczywiście przekazują do banku na spłatę kredytu. Natomiast wskutek zadziwiającej interpretacji przepisów przez nadgorliwych urzędników zaakceptowanej przez orzecznictwo „wymyślono”, że państwu należy się podatek dochodowy (!) od tego, co dostał bank.

Ten podatek dochodowy pobierany od lat jest czystym wymysłem urzędniczo-sądowym. Wymuszona tą absurdalną praktyką dokonana została zmiana ustawy. Spowodowała, że nie jest on naliczany, ale dopiero od spadków nabytych po 2018 roku. Czyli nadal jest nakładany, gdy dokonano spłaty długów spadkowych ze sprzedaży mieszkania nabytego w 2017 czy 2018 roku.

Osoby, które np. spłaciły do banku 500 tys. zł kredytu wziętego przez spadkodawcę na spadkowe mieszkanie, zobowiązane są zapłacić 19% od tej kwoty podatku dochodowego, czyli muszą zapłacić 95 tys. zł podatku.

Dla większości z tych osób DWP jest dniem teoretycznym, ale w tym znaczeniu, że nie nastąpi nigdy”.

Co piąta apteka zadłużona

Apteki zwiększyły sprzedaż dzięki ofiarności Polaków kupujących leki bez recepty i środki opatrunkowe dla Ukraińców, a także z powodu szerszego dostępu pacjentów do lekarzy po zniesieniu obostrzeń pandemicznych. To jednak krótkotrwały sukces, bo choć marzec br. był doskonały pod tym względem, to w kwietniu i maju sprzedaż zaczęła spadać. Nie poprawi to sytuacji placówek farmaceutycznych, które zmagają się z problemami finansowymi. Z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że co 5. apteka jest zadłużona. Ich łączne zaległości sięgają 82,8 mln zł.

Według danych GUS ze stycznia 2022 r. w Polsce funkcjonuje 11,9 tys. aptek. 2,4 tys. z nich – czyli co 5. – jest notowana w KRD jako dłużnik. Na sytuację finansową branży do niedawna duży wpływ miała pandemia. Jak podaje firma badawczo-doradcza Pex PharmaSequence, w kwietniu sprzedaż w aptekach wzrosła o 14,6 proc. w stosunku do tego samego miesiąca 2021 r. W znacznej mierze był to efekt słabej sprzedaży w ub.r. spowodowanej lockdownem galerii handlowych, gdzie mieści się wiele aptek. Wprawdzie były one czynne, ale brakowało klientów. Drugi czynnik windujący sprzedaż to odwrót pandemii i większa możliwość leczenia pacjentów z chorobami innymi niż COVID-19. W zestawieniu z marcem tego roku widać jednak spadek sprzedaży o 7,9 proc.

Marża rośnie i spada

W kwietniu średni obrót jednej apteki wyniósł 289 tys. zł. To o 17,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Przeciętna marża na wszystkich lekach sięgnęła 25,1 proc. i była wyższa o 2,5 proc. niż rok wcześniej. Ale wobec marca tego roku zmniejszyła się o 1 proc.

Niestety już w pierwszej połowie maja było widać słabszą sprzedaż na rynku farmaceutycznym. Dynamika spowolniła i wyniosła 11 proc. w zestawieniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Natomiast w stosunku do kwietnia odnotowano 20-proc. spadek.

Szansą na wyższe przychody na rynku farmaceutycznym będzie zakup leków na receptę przez Ukraińców, którzy wraz z nadaniem numerów PESEL zaczynają funkcjonować w naszym systemie zdrowia na równi z Polakami.

Falujące zadłużenie

Analizując bazę danych Krajowego Rejestru Długów widać, że apteki w okresie pandemii najmocniej borykały się z zadłużeniem we wrześniu 2021 r. Ich zaległości osiągnęły wówczas poziom 124,9 mln zł. Miało je 2420 placówek, a średnie zadłużenie wynosiło wyjątkowo dużo, bo 51,6 tys. zł.

Dziś kwota zaległości zmalała do 82,8 mln zł, a liczba niesolidnych płatników do 2413. Przeciętne zadłużenie jednej apteki to obecnie 34,3 tys. zł.

Wpływ na tę zmianę ma m.in. kurczące się grono funkcjonujących placówek. Firma Grant Thornton wskazuje, że pandemiczny 2020 r. przyniósł mocny spadek liczby aptek. W porównaniu do 2019 r. ubyło ich 828, a w porównaniu do danych sprzed 3 lat rynek skurczył się o 1,8 tys. punktów. Według ostatnich dostępnych danych GUS w styczniu 2022 r. było w Polsce 11,9 tys. placówek, w tym 240 ze sprzedażą internetową. Daje to spadek o 1,6 proc. w stosunku do ub.r. Zdaniem Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek to dobra wiadomość, bo – w jego opinii – takich punktów jest w naszym kraju za dużo. Przeciętnie na aptekę w Polsce przypada ponad 2,9 tys. osób, a średnia w Unii Europejskiej to 4,6 tys. osób.

Nakładając na to dane KRD, widać, że co piąta placówka nie reguluje w terminie swoich zobowiązań finansowych. Wśród aptek, które mają problemy z płatnościami, dominują te prowadzone w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Ich zaległości wynoszą ponad 71 milionów złotych i stanowią 85 procent długów całego sektora. Pandemia, wbrew pozorom, nie pomogła branży. Początkowo konsumenci robili zapasy leków i środków medycznych w obawie przed ich brakami, co mocno napędziło sprzedaż, ale później rynek się nasycił – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Apteki nie płacą firmom farmaceutycznym

Na ten rok przewidywany jest niewielki, bo 4-5-procentowy wzrost sprzedaży, co może wpłynąć na zdolność części aptek do regulowania zobowiązań.

Obecnie najwięcej, bo 23,5 mln zł, apteki są winne bankom, ubezpieczycielom, firmom leasingowym i faktoringowym. Kolejne 23 mln zł firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które przejęły należności od pierwotnych wierzycieli, a także 7,3 mln zł firmom z branży farmaceutycznej. Z kolei 3,2 mln zł to długi za rachunki telefoniczne.

Najwięcej niezapłaconych faktur i rachunków mają apteki działające na Mazowszu, gdzie uzbierało się 17,2 mln zł długów. Drugie jest województwo śląskie z 11,1 mln zł zaległości, a trzecie łódzkie, gdzie placówki powinny oddać 9,4 mln zł.

Najmniej zadłużone są apteki z województwa warmińsko-mazurskiego, które powinny zapłacić kontrahentom 1,3 mln zł.

– Obrót lekami jest mało rentowny. Wprawdzie marzec przyniósł wzrost przychodów, ale nałożyła się na to wysoka inflacja. W efekcie nadwyżka została skonsumowana przez rosnące koszty stałe prowadzenia działalności. Aptekom pozostały do uregulowania kwoty za zakupy leków, których wymagalność przypadła już na maj i kwiecień, czyli kolejne miesiące spadków. Zamknięcie najsłabszych podmiotów lekko skorygowało całkowitą kwotę zadłużenia, ale decyzja NFZ o wydłużeniu czasu wypłat refundacji zagrozi płynności kolejnych aptek. Ministerstwo Zdrowia zapowiada od lipca tego roku wprowadzenie do dystrybucji aptecznej leków biorównoważnych, co dodatkowo zwiększy udział refundacji w przychodach aptek. Wszystko to razem z wysokim kosztem pieniądza nie pozwala wierzyć, że małe podmioty będą w stanie uzyskać kredyty, aby zachować stabilność. Branża potrzebuje pilnych działań finansujących detal apteczny i wspierających jej płynność, bo w przeciwnym razie placówki zredukują stoki, czyli zapasy magazynowe leków, których sprzedaż w wielu wypadkach nie pokrywa już kosztów przechowywania – podsumowuje Karolina Wotlińska-Pełka, ekspert rynku aptek, członkini Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

Czy polska potrzebuje cyfrowej waluty państwowej?

Europejski Bank Centralny zapowiedział, że w 2023 roku rozpoczyna testy nad wprowadzeniem cyfrowego euro, a 2026 to data, w której cyfrowa waluta europejska ma już w pełni obowiązywać. Polski bank centralny również analizuje rozwój centralnej waluty państwowej (ang. Central Digital Currency, CBDC). – Presja UE może narzucić tempo prac także w krajach członkowskich. Chociaż wprowadzenie w Polsce cyfrowego złotego staje pod znakiem zapytania z wielu powodów – od braku ram prawnych aż po społeczne obawy wynikające z oporu przed kontrolą państwa – wskazuje Klaudia Dąbrowska, Associate z kancelarii Wolf Theiss.

Specyfika CBDC, czyli cyfrowej waluty banku centralnego, wiąże się przede wszystkim z tym, że w odróżnieniu od kryptowalut jest środkiem płatniczym emitowanym wyłącznie przez banki centralne. W założeniu może, ale nie musi wykorzystywać blockchain czy technologię rozproszonego rejestru (DLT).

W ostatnim czasie prace nad CBDC przyspieszyły – prowadzi je już niemal sto banków centralnych. Chiny jako główny gracz na rynku CBDC ogłosiły, że całkowicie chcą zastąpić yuana jego cyfrowym odpowiednikiem eCNY. Nad własną walutą pracował także Facebook. Nawet SWIFT przed kilkoma dniami ogłosił, że wchodzi w fazę przygotowań do rozpoczęcia współpracy z centralnie kontrolowanymi walutami cyfrowymi CBDC.

Obserwujemy swoistą presję Europejskiego Banku Centralnego, który już od kwietnia br. prowadzi konsultacje społeczne dotyczące możliwości wprowadzenia cyfrowego euro. Padają konkretne daty. To sugeruje, że decyzja polityczna, co do wprowadzenia cyfrowej waluty w UE zapadła, a co za tym idzie – może nas czekać rewolucja na rynku usług finansowych – mówi Klaudia Dąbrowska.

Prezes EBC Christine Lagarde nie kryje swojego krytycznego stosunku do kryptowalut, jednocześnie przeciwstawiając im cyfrowe euro jako bezpieczniejszy środek przechowywania wartości. W ślad za tym poszły także zapowiedzi Komisji Europejskiej, że w przyszłym roku gotowe będą również ramy prawne do wprowadzenia cyfrowej waluty w UE.

– Wprowadzenie kontrolowanej centralnie waluty państwowej oznacza bowiem konieczność współpracy banku centralnego z innymi bankami krajowymi oraz pozostałymi dostawcami usług płatniczych, a w zasadzie zaprojektowanie systemu współpracy na nowo – dodaje Klaudia Dąbrowska.

Jak podaje Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), czy ośrodek analityczny Atlantic Council, w 2022 roku do niemal stu zwiększyła się liczba banków centralnych pracujących nad koncepcją CBDC. Na razie liderami we wprowadzaniu CBDC są – poza Chinami – takie kraje jak: Nigeria, Kambodża, RPA czy Urugwaj, ale jeszcze przed wojną do tej czołówki zaliczyć można było Ukrainę, która w lipcu 2021 roku uchwaliła ustawę wprowadzającą e-hrywnę jako standardowy środek płatności. Prototyp cyfrowej waluty ukraińskiej został przetestowany na platformie Stellar, ostatecznie jednak e-hrywny nie wprowadzono do publicznego obiegu.

– Wśród zalet wprowadzenia cyfrowej waluty wymienia się głównie jej stabilność. Bezpieczeństwo ma odróżniać CBDC od zyskujących na popularności kryptowalut. Patrząc z punktu widzenia systemu finansowego, CBDC znacznie uprościłoby rozliczenia pomiędzy bankami centralnymi i krajowymi, oraz rozliczenia międzynarodowe. Łatwiej także byłoby bankom centralnym reagować na zmiany na rynku, a nawet kontrolować sytuację gospodarczą. Specjaliści z Europejskiego Banku Centralnego mówią zresztą wprost o szansach na pobudzenie gospodarcze wywołane wprowadzeniem cyfrowego euro. Jednak z punktu widzenia konsumentów i pojedynczych użytkowników nie można lekceważyć obaw związanych z wprowadzeniem CBDC – od wprowadzania limitów, które wiązałyby się z tym, że bank centralny zmuszałby niejako użytkowników do wydania określonych kwot w określonym terminie, przez monitorowanie każdej transakcji, co grozi naruszaniem prywatności osobistej, aż po obawy utraty środków – choćby w efekcie decyzji banku centralnego – czy obawy związane z dowolnym rozporządzaniem nimi przez państwo – wylicza ekspert.

Obawy społeczne wymienia się zresztą jako największą przeszkodę do powszechnego wprowadzenia CBDC w wielu krajach. Mając tego świadomość, Europejski Bank Centralny podkreśla, że gotówka nie zniknie, a unijne CBDC będzie jedynie alternatywnym środkiem płatniczym, istniejącym obok fizycznego euro.

– Wydaje się, że właśnie brak powszechnej potrzeby wprowadzenia cyfrowej waluty na rynek polski oraz brak ram prawnych leżą u podstaw powściągliwości Narodowego Banku Polskiego. Nie bez powodu, w opublikowanym w maju 2021 roku obszernym raporcie na temat CBDC, NBP skupiał się w przede wszystkim na monitorowaniu możliwości rozwoju CBDC, nie podejmując na ten moment prac badawczych zmierzających w kierunku wprowadzenia cyfrowego złotego – zauważa Klaudia Dąbrowska.

W raporcie NBP stwierdza, że „wyniki prowadzonych analiz wskazują na brak wyraźnych korzyści z wprowadzenia pieniądza cyfrowego banku centralnego w Polsce w stosunku do dostrzeganych rodzajów ryzyka związanego z jego emisją dla gospodarki, obrotu pieniężnego i systemu finansowego”.

– CBDC to innowacyjna forma pieniądza, ale niekonieczne musi oznaczać innowacyjny instrument płatniczy, szczególnie jeśli będzie – tak jak w tej chwili się o tym mówi – jedynie alternatywnym, istniejącym obok gotówki i innych instrumentów płatniczych środkiem płatniczym. Mimo wszystko jednak nie zdziwiłabym się, że po wprowadzeniu cyfrowego euro nastąpią zmiany w systemie bankowym. Oczywistym wydaje się, że zniknie anonimowość przy dużych transakcjach, a limity w obrocie i gromadzeniu środków wymuszą nowe zachowania użytkowników. Nie mam wątpliwości, że czekają nas także zmiany na rynku kryptowalut. I to nie jest żadna odległa przyszłość, a determinacja EBC w tym zakresie, może przyspieszyć prace nad CBDC w Polsce, zwłaszcza że istnieje realne ryzyko, że cyfrowe euro zacznie wypierać złotego. Wszystko zależy od tego jakie będą granice używania wspólnej europejskiej cyfrowej waluty i w jakim stopniu dojdzie do jego upowszechnienia. Choć dziś jest za wcześnie by udzielić na te pytania odpowiedzi, to jest to czynnik, który nie powinien być ignorowany przez NBP i na pewno bacznie analizowany –  podsumowuje Klaudia Dąbrowska.

Zmian w tym zakresie, według zapowiedzi EBC, można się spodziewać już w 2023 roku. Członek zarządu EBC Fabio Panetta powiedział, podczas przemówienia w National College of Ireland, że faza testowania CBDC przez EBC rozpocznie się w 2023 r., a pełne wdrożenie planowane jest na 2026 r. Kraje członkowskie będą mogły testować cyfrowe euro przez trzy lata, zanim waluta będzie mogła być używana publicznie.

Kontrakty na S&P 500 i WIG-20 atakują majowe dołki

Po silnym piątkowym spadku cen akcji w USA (S&P 500 -2,91 proc., DJIA -2,73 proc., Nasdaq Composite -3,52 proc.) dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie akcje nadal zniżkowały (S&P 500 -1,94 proc., DJIA -1,59 proc., Nasdaq 100 -2,31 proc.) zbliżając się do swych minimów z 20 maja. Podobnie zachowywał się WIG-20 (-2,09 proc. ok godz. 10-tej).

Zdecydowany ruch w dół wykonał w ostatnich dniach kurs Bitcoina. Okolice poziomu 30000 USD zostały zdecydowanie porzucone i kurs dynamicznym ruchem – dziś rano -9,8 proc. – spadł poniżej 25000 USD czyli do najniższego poziomy od końca 2020 roku. W okolicach poziomu 20000 USD znajduje się potencjalny poziom wsparcia wyznaczany przez szczyt poprzedniej cyklicznej hossy na tym instrumencie z grudnia 2017.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych znalazła się dziś rano o krok od przełamania poziomu szczytu z 2018 roku, co oznaczałoby ustanowienie 11-letniego maksimum. Rentowność amerykańskich 2-latek wyszła na najwyższy poziom od jesieni 2007 roku. Swe nowe cykliczne maksima osiągały dziś rentowności właściwie wszystkich 10-letnich obligacji skarbowych w krajach strefy euro. Polskie 10-letnie obligacje skarbowe osiągnęły dziś najwyższy poziom rentowności od czasu paniki wywołanej jesienią 2008 upadkiem amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers.

Słabe były dziś nie tylko akcje i obligacje, ale również surowce, chociaż w tym segmencie rynku spadki nie były zwykle dużej (Brent –0,85 proc., WTI -2,08 proc., kontrakty na amerykański gaz ziemny -2,84 proc.).

Umacniał się amerykański dolar. Osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima względem walut kilku krajów azjatyckich: Indii, Japonii, Malezji, Filipin i Tajlandii. Najwyżej w historii był również dziś rano kurs dolara względem węgierskiego forinta. Złoty również tracił (EUR/PLN +0,32 proc., USD/PLN +0,79 proc.).

Swe nowe roczne minimum osiągnął dziś mWIG-40 oraz – wśród indeksów sektorowych – WIG-Leki, WIG-Media, WIG-Gry oraz WIG-Banki. Jedynym rosnącym dziś – choć tylko minimalnie – składnikiem WIG-u 20 były dziś rano akcje PKN Orlen. Wszystkie akcje wchodzące w skład mWIG-u 40 taniały dziś rano (najmocniej – -8,08 proc. – ukraińskie Kernel).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Tylko w I kw. pacjenci złożyli do RPP ponad 2,7 tys. skarg pisemnych na usługi i podmioty medyczne

  • Mazowieckie i śląskie liderami. Polacy z tych województw najczęściej skarżą się do Rzecznika Praw Pacjenta
  • Polacy najczęściej skarżą się RPP na niedostateczne zapobieganie i przeciwdziałanie COVID-19

W I kw. br. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta odnotowało ponad 33,6 tys. rozmów z pacjentami w kwestii nieprzestrzegania ich praw. To o 6%, mniej niż rok wcześniej, ale o prawie 15% więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku. Natomiast w stosunku do trzech pierwszych miesięcy 2019 roku widać wzrost o blisko 88%. Do tego ostatnio złożono przeszło 2,7 tys. skarg pisemnych. Nastąpił spadek o ponad połowę rdr. i jednocześnie skok o podobne wartości wobec I kw. lat 2019-2020. W przeciwieństwie do poprzednich lat, w tym roku najczęstsze zgłoszenia dotyczyły zapobiegania i przeciwdziałania COVID-19. Jednak, podobnie jak wcześniej, najwięcej doniesień było w woj. mazowieckim. Ostatnio ustalono 225 naruszeń. RPP w sumie podjął 901 pisemnych i 1 097 telefonicznych interwencji.

Rozmowy i skargi

Jak wynika z danych Biura Rzecznika Praw Pacjenta, w I kw. br. za pośrednictwem infolinii przeprowadzono 33 604 rozmowy z pacjentami. Było ich o 6% mniej niż w analogicznym okresie 2021 roku (35 745), ale więcej niż od stycznia do marca 2020 roku (29 301) i 2019 roku (17 893). Wzrosty wyniosły odpowiednio 14,7% i 87,8%. Dodatkowo wiadomo, że w br. ok. 40% rozmów zarejestrowano jako skargi na nieprzestrzeganie praw pacjentów w podmiotach leczniczych.

– Na powyższe statystyki i wzrosty związane z rozmowami telefonicznymi z pacjentami z pewnością wpłynęło uruchomienie w listopadzie 2018 roku Telefonicznej Informacji Pacjenta, która powstała w wyniku połączenia Bezpłatnej Ogólnopolskiej Infolinii Rzecznika z infolinią NFZ. Jest ona darmowa i czynna całą dobę. Ma to wpływ na preferowanie tej formy kontaktu, która jednocześnie daje najszybszą możliwość zgłoszenia sprawy i nie wymaga od pacjenta żadnych formalności – stwierdza radca prawny dr Karolina Mazur.

W I kwartale br. złożono 2 714 skarg pisemnych. To o 52,3% mniej niż rok wcześniej (5 684) i o 53,2% więcej niż od stycznia do marca 2020 roku (1 772). W stosunku do analogicznego okresu 2019 roku ostatnio nastąpił wzrost o 57,2% (1 727).

– Wyniki z poszczególnych lat mogą być związane z różną dostępnością do świadczeń zdrowotnych   przed pandemią, na jej początku i w trakcie. Wskazują one, iż pacjenci coraz lepiej znają swoje prawa i wiedzą, kiedy może dochodzić do ich łamania. Wydaje się, że składanie skargi pisemnej jest ostatecznością. Najczęściej to wypadkowa wielu czynników, choć zdarzają się także działania podejmowane pod wpływem impulsu – mówi dr Dominik Olejniczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Najwięcej zgłoszeń

Biuro RPP podaje również, że w I kw. br. zgłoszenia pacjentów najczęściej dotyczyły zapobiegania i przeciwdziałania COVID-19 – 20%, POZ – 19%, a także lecznictwa szpitalnego – 18%. Rok wcześniej wyglądało to inaczej – POZ – 34,9%, lecznictwo szpitalne – 13%, AOS – 10%. Od stycznia do marca 2020 najczęściej zgłaszane problemy obejmowały POZ – 24%, AOS – 23%, lecznictwo szpitalne – 22%, a w I kw. 2019 roku – lecznictwo szpitalne – 24%, AOS – 20%, a także POZ – 15%.

– Epidemia miała wypływ na metodykę i organizację udzielania świadczeń. W ramach POZ wprowadzono obowiązek zapewnienia pacjentom możliwości skorzystania z teleporad. Był to nowy standard opieki zdrowotnej. Pacjenci interweniowali m.in. w sprawie braku możliwości skorzystania z osobistych wizyt u lekarza POZ. To wpłynęło na większą ilość skarg i interwencji w stosunku do podstawowej opieki zdrowotnej, co było sytuacją odwrotną niż w 2019 roku, kiedy najwięcej zgłoszeń dotyczyło leczenia szpitalnego – komentuje dr Karolina Mazur.

Jak stwierdza dr Olejniczak, funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w dobie pandemii COVID-19 jeszcze przez wiele lat będzie przedmiotem dyskusji. Z pewnością jednym z głównych problemów był brak wystarczającego dostępu do świadczeń POZ. Zatem zastrzeżenia pacjentów w związku z tą sytuacją są uzasadnione. W obliczu kryzysu pomocy szukano głównie na SOR-ach, których rola nie polega jednak na zastępowaniu niedoborów w POZ.

– Wskazać można, iż od 2020 roku podstawowa opieka zdrowotna stała się głównym miejscem diagnozowania nowych zakażeń SARS-CoV-2, a wyspecjalizowane szpitale jednoimienne hospitalizowały pacjentów w ciężkim stanie. Cześć świadczeń szpitalnych została wstrzymana lub ograniczona, co przełożyło się na dostęp do nich dla pacjentów innych niż z podejrzeniem lub zdiagnozowanym COVID-19 – przypomina dr Mazur.

Od stycznia do marca br. najwięcej skarg wpłynęło z woj. mazowieckiego – 20%, śląskiego – 15%, a także dolnośląskiego – 10%. Taka sama kolejność województw wystąpiła w zestawieniu I kw. ubiegłego roku – mazowieckie – 23%, śląskie – 13%, dolnośląskie – 9%. Dane roczne z 2020 roku również ją potwierdzają – mazowieckie – 22%, śląskie – 18%, dolnośląskie – 10%. W całym 2019 roku było identycznie – mazowieckie – 24%, śląskie – 15%, dolnośląskie – 11%.

– Mazowieckie i śląskie to najludniejsze województwa w kraju. To przekłada się na liczbę podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych, a w konsekwencji – na ilość wykonywanych usług. Oddziały wojewódzkie NFZ dysponują tam również największą wartością zakontraktowanych i realizowanych świadczeń. Do tego wysoka świadomość pacjentów mieszkających w tych województwach odnośnie swoich praw skutkuje dużym wpływem skarg – wyjaśnia dr Karolina Mazur.

Naruszenia i interwencje

Rzecznik Praw Pacjenta ustalił, że w I kw. br. w 225 sprawach zostały naruszone prawa pacjenta. To o ok 6,3% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. (240). Natomiast ostatnio takich przypadków było więcej niż dwa lata i trzy lata wcześniej – odpowiednio o 24,3% (181) i o 144,6% (92).

– Spadek wydolności systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii mógł powodować poczucie naruszania praw pacjenta. Nastała sytuacja, dla większości osób związanych z systemem ochrony zdrowia, znana dotąd tylko z podręczników, co niekiedy powodowało działanie metodą prób i błędów. Może to nieco dziwić, ponieważ jednym z głównych zadań zdrowia publicznego, które nie jest w Polsce niczym nowym, jest przewidywanie zagrożeń, także epidemiologicznych, by móc się na nie przygotować i odpowiednio reagować. Zmniejszenie liczby skarg zapewne było spowodowane powrotem dostępności do świadczeń zdrowotnych, choć ta wciąż nie spełnia oczekiwań wielu pacjentów. Ci skupili się obecnie np. na zaległych badaniach i innych odłożonych procedurach, co można uznać za pozytyw – tłumaczy ekspert z WUM.

Ponadto z danych wynika, że od stycznia do marca br. RPP podjął 901 pisemnych i 1 097 telefonicznych interwencji. To mniej niż w analogicznym okresie ub.r. – odpowiednio 1 102 i 3 742.

– Ilość interwencji telefonicznych i pisemnych w I kw. 2021 roku ewidentnie miała związek z sytuacją epidemiczną oraz zmienionymi zasadami udzielania świadczeń zdrowotnych. Natomiast ostatnie wyniki mogą świadczyć o ustabilizowaniu sytuacji związanej z rozprzestrzenianiem wirusa SARS-CoV-2 – podsumowuje radca prawny dr Karolina Mazur.

Podział nieruchomości – jak wygląda postępowanie, ile można zarobić?

Z reguły znalezienie kupca na działkę, mieszkanie czy dom o dużym metrażu nie jest proste. Jeżeli nie chcesz przez kolejne miesiące ponosić wydatków związanych z utrzymaniem nieruchomości, rozważ jej podział. Jak to zrobić? Przeczytaj. 

Techniczny i prawny podział  – od czego zacząć?

Jeżeli jesteś właścicielem dużego domu jednorodzinnego lub mieszkania, w pierwszej kolejności powinieneś upewnić się, że techniczny podział nieruchomości będzie w ogóle możliwy. Warto w tym celu zasięgnąć opinii specjalisty. Nie każde mieszkanie można bowiem podzielić na dwa mniejsze i nie z każdego domu można zrobić bliźniaka. Dlaczego?

Po podziale nieruchomości powinny powstać samodzielne lokale lub działki z dostępem do drogi. Obowiązujące przepisy precyzują, jakie warunki musi spełniać nieruchomość zarówno przed, jak i po dokonaniu podziału. Przykładowo, nie jest możliwy podział nieruchomości, jeżeli działki nie mają dostępu do drogi publicznej.

Podział nieruchomości – przygotowanie i złożenie wniosku

Jak przebiega procedura podziału? Jeżeli nieruchomość, którą chcesz podzielić, jest objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, powinieneś:

  • złożyć wniosek o podział nieruchomości wraz z wymaganymi załącznikami (należą do nich m.in. dokumenty stwierdzające tytuł prawny do nieruchomości) – w zależności od lokalizacji nieruchomości wniosek będziesz składał do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta;
  • poczekać na wstępną opinię projektu podziału – jest ona wydawana po sprawdzeniu wniosku od strony formalnej (urzędnicy weryfikują m.in. czy złożyłeś wszystkie wymagane załączniki);
  • złożyć operat podziału nieruchomości – o jego przygotowanie będziesz musiał zwrócić się do geodety, w prawidłowo sporządzonym operacie powinna znaleźć się m.in. mapa z projektem podziału i wykaz zmian gruntowych.

Gdy spełnisz wszystkie wymagane przepisami formalności, otrzymasz decyzję zatwierdzającą podział. Sprawę powinieneś załatwić w ciągu miesiąca, ale w niektórych przypadkach urzędnicy mogą potrzebować więcej czasu, nawet do dwóch miesięcy.

Czy na podziale nieruchomości można zarabiać?

Tak, to jeden z mniej popularnych sposobów inwestowania w nieruchomości. Jeżeli interesuje Cię rynek nieruchomości, jednak nie chcesz kupować mieszkania pod wynajem, możesz spróbować flipowania lub zarabiania na podziale dużych nieruchomości. Szczególnie popularny jest podział mieszkań mieszczących się w kamienicach. Ich metraż oraz specyfika sprzyja podziałom – możliwe jest uzyskanie np. dwóch w pełni samodzielnych mieszkań. Jeżeli nie chcesz remontować nieruchomości, rozwiązaniem jest inwestowanie w działki z potencjałem.

Ile można zarobić na podziale mieszkania, domu jednorodzinnego czy działki? Trudno mówić o konkretnych kwotach. Każda nieruchomość jest inna. W przypadku mieszkań czy domów jednorodzinnych będziesz musiał liczyć się z kosztami przebudowy. Dużo tańszy jest podział działek. O opłacalności przedsięwzięcia musisz zdecydować samodzielnie, jednak rozsądne inwestowanie może przynieść zwrot rzędu 5-7 proc., czyli więcej niż oferuje lokata bankowa.

Materiał opracowany przez ekspertów portalu GetHome.

Inflacja w USA najwyższa od ponad 40 lat. Rośnie presja na Fed

Amerykańska Rezerwa Federalna prawdopodobnie podniesie w przyszłym tygodniu swoją główną stopę procentową o 50 punktów bazowych, podobnie jak na ostatnim posiedzeniu. Spekulacje o możliwym wstrzymaniu stóp procentowych we wrześniu należy wysłać do lamusa, szczególnie po ostatnich danych inflacyjnych, które pokazały, że szczyt dynamiki wzrostu cen w USA nie został osiągnięty.

Po tym, jak prezes Fed Powell już na konferencji prasowej po posiedzeniu w maju zaznaczył, że „dużych” podwyżek stóp o 50 punktów bazowych można się spodziewać także na posiedzeniach w czerwcu i lipcu, dyskusje na temat polityki pieniężnej koncentrowały się na tym, co może nastąpić później. Prezes Fed z Atlanty Raphael Bostic był jednym z pierwszych, którzy zasugerowali możliwość wstrzymania się z podwyżkami na wrześniowym posiedzeniu. „Mam pewien punkt widzenia, w którym uważam, że przerwa we wrześniu może mieć sens” – powiedział Bostic. Inni urzędnicy Fed, tacy jak wiceprzewodnicząca Lael Brainard, są bardziej ostrożni: „W tej chwili bardzo trudno jest dostrzec argumenty przemawiające za przerwą”. Za szybszym tempem podwyżek opowiadała się ostatnio prezeska Fed z Cleveland – Loretta Mester.

Przed publikacją danych CPI w piątek 10 czerwca można było jeszcze zakładać, że jeśli wskaźniki pokażą mniejsze wartości, wówczas istnieje opcja podwyżek słabszych. Mam tu na myśli ruch o 25 punktów bazowych. W tym momencie, kiedy znamy dane za maj, rynek może zacząć ponownie spekulować możliwość ruchu o 75 bps. Reakcja dolara jest dość klarowna i jasna do wytłumaczenia. USD ma pole do dalszej aprecjacji, szczególnie, że w maju mieliśmy korektę. Zejście ponownie pary walutowej EUR/USD do dołka z 13 maja na 1,0360 uważam, za jak najbardziej prawdopodobne.

Wydaje się, że inflacja w USA jest bardziej trwała niź to się wielu osobom wydawało. W dużej mierze wzrosła presja cenowa na usługi, na które znów jest większe zapotrzebowanie po ustaniu pandemii. Czynnikiem koszto-twórczym w największym stopniu są gwałtownie rosnące płace.
Po piątkowej publikacji CPI kontrakt na przyszłą stopę procentową FRA9x12 urósł do poziomu 3,75 proc., podczas gdy jeszcze tego samego dnia stawki wskazywały wartość poniżej 3,6 proc.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

NBP widzi już koniec cyklu podwyżek stóp procentowych

Analiza wystąpienia prezesa Narodowego Banku Polskiego po czerwcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej oraz lektury protokołu z majowych obrad tego gremium, dają pewne wskazówki w kwestii tego, czego możemy się spodziewać zarówno w najbliższej, jak i tej nieco dalszej perspektywie.

Prezes Adam Glapiński ostatnio składa dużo bardziej ostrożne deklaracje i przedstawia warunki, które mogą skłonić nasze władze monetarne do określonych działań i decyzji, niż robił to jeszcze kilka miesięcy temu. Choć więc stanowczych zapowiedzi nie ma zbyt wiele, można jednak mówić o wyraźnej poprawie komunikacji NBP i RPP z uczestnikami rynku i obywatelami.

W horyzoncie najbliższych kilku miesięcy należy spodziewać się kontynuacji cyklu podwyżek stóp procentowych. Do jakiego poziomu zostaną one podniesione – trudno przewidzieć, ale mimo ogólnikowości stwierdzenia, że cykl ten jest bliżej końca, niż początku, pewne wnioski można wyciągnąć. Jeden – najbardziej zasadniczy – dotyczy tego, że docelowy poziom podstawowej stopy procentowej będzie bardziej zależał od dynamiki procesów inflacyjnych, niż od tego, co będzie się działo w gospodarce. Prezes Glapiński jednoznacznie zadeklarował, że głównym, ustawowym zadaniem NBP jest utrzymanie inflacji w ryzach i stopniowe sprowadzenie jej do przyjętego celu, określonego na 2,5 proc. z tolerancją do jednego punktu procentowego w dół i w górę.

Ocena, mówiąca, że polska gospodarka jest w bardzo dobrej kondycji i tak pozostanie, mimo przesądzonego już wyraźnego spowolnienia dynamiki PKB, stanowi potwierdzenie tezy o prymacie walki z inflacją. W trakcie konferencji usłyszeliśmy też dwa bardzo ważne stwierdzenia, choć obwarowane one były wieloma założeniami. Prezes Glapiński, pytany o szacowany poziom inflacji w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, określił go jako zbliżony do 6 proc. To nadal daleko od wspomnianego celu inflacyjnego, ale mamy dość jasną perspektywę, choć zależną od sytuacji na rynkach surowców energetycznych i rolnych oraz od ewentualnego wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń. Drugim konkretem była sugestia o możliwości zakończenia cyklu zaostrzania polityki pieniężnej w drugiej połowie przyszłego roku, a nawet obniżek stóp pod jego koniec, być może w trzecim kwartale 2023 r.

Te deklaracje dają pewną podstawę do prognozowania rozwoju sytuacji, ale wyraźnie wskazują, że należy uważnie śledzić zjawiska inflacyjne. W krótszym horyzoncie, do końca obecnego roku, cenną wskazówką dla decyzji RPP będzie lipcowa projekcja inflacji. To sporządzany trzy razy w roku szczegółowy dokument, zawierający nie tylko prognozę inflacji, ale także prawdopodobne scenariusze rozwoju sytuacji w gospodarce. To na ich podstawie RPP podejmuje swoje decyzje. Do tej pory kolejne projekcje kreśliły scenariusze raczej pesymistyczne, czyli dalszy wzrost inflacji oraz nadchodzące spowolnienie w gospodarce. Po projekcji lipcowej przełomu raczej nie należy się spodziewać, ale być może pierwsze sygnały stabilizacji spowodują, że skala kolejnych podwyżek stóp procentowych może być mniejsza niż poprzednio, gdy szły w górę o od 0,75 do 1 punktu procentowego.

Z protokołu z majowego posiedzenia RPP wynika, że przedstawiciele tego gremium zwracają uwagę na tendencje globalne, w tym sygnały spowolnienia wzrostu gospodarczego, utrzymującą się wysoką inflację i postępujące zaostrzanie polityki pieniężnej przez główne banki centralne. Jednocześnie podkreślali, że sytuacja polskiej gospodarki pozostaje korzystna, w tym szczególnie mocny jest rynek pracy, choć presja na wzrost płac nieco się zmniejszyła. Zdaniem członków RPP – ryzyko dalszego wzrostu inflacji w najbliższych miesiącach nadal pozostaje podwyższone, choć w nieco dłuższej perspektywie presja inflacyjna będzie się zmniejszała” – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Euro znów powyżej 4,60 zł

Czwartek był dniem konferencji prezesów Banków Centralnych. Wbrew oczekiwaniom, pomimo że Adam Glapiński był gwiazdą mediów, to jednak dla rynków nie był szczególnie interesujący. W przeciwieństwie do Christine Lagarde.

Polska oczami prezesa NBP

Wczorajsza konferencja prasowa, jak zawsze w przypadku prezesa Adama Glapińskiego obfitowała w interesujące momenty. Show zawierało oczywiście opis wspaniałej rzeczywistości, którą mamy obecnie w Polsce. Prezes zauważa oczywiście problem inflacji, ale to jedyna rzecz, z którą się zmagamy. Oprócz tego jest idealnie. Wskaźniki gospodarcze, polityka rządu no i przede wszystkim właściwa osoba kierująca bankiem centralnym w czasie wysokiej inflacji. Czy rynki finansowe również patrzą na nasz kraj przez różowe okulary? Biorąc pod uwagę wyprzedaż złotego jednak nie. Można ją co prawda łączyć z wystąpieniem Christine Lagarde, które spowodowało ucieczkę kapitału z Europy. Efektem jest jednak pierwsze od początku czerwca wybicie ceny euro powyżej 4,60 zł.

EBC osłabiło euro

Wczorajsza konferencja Christine Lagarde pomimo tego, że teoretycznie mówiono o rzeczach, które rynek podejrzewał, mocno osłabiła euro. Jest to o tyle ciekawe, że rynek oczekiwał zapowiedzi podwyżek stóp i je otrzymał. Rynek oczekiwał informacji, że należy walczyć z inflacją i ją otrzymał. Pojawiły się nawet spekulacje o możliwym większym od oczekiwań wzroście stóp w lipcu. Generalnie to informacje sugerujące większe podwyżki stóp powinny raczej walutę umacniać. Dlaczego zatem euro osłabło? Głównie dlatego, że inwestorzy przez ostatnie tygodnie mocno wierzyli, że poprawa będzie jeszcze większa. Były to odważne założenia, patrząc na sposób działania EBC i właśnie na rynku widać konsekwencje tego nadmiernego optymizmu. Część analityków wierzyła nawet w możliwość podwyżki już na wczorajszym posiedzeniu. Chęć transparentnej komunikacji z rynkiem wyklucza jednak realnie taką możliwość.

Więcej bezrobotnych za Oceanem

Amerykański rynek pracy w dalszym ciągu ma swoje problemy. Bardzo szybko osiągnięto tam wysokie poziomy, po czym wbrew oczekiwaniom wielu analityków, nastąpiła pewna stagnacja. Ciężko mówić o Ameryce z bezrobociem na poziomie 3,6% jako o problemie. Z drugiej strony apetyt inwestorów był większy. Co ciekawe wczorajsze dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, pomimo tego, że były słabsze od oczekiwań, nie spowodowały osłabiania się dolara. Powodem był szerszy ruch na rynku wywołany konferencją Christine Lagarde z EBC po decyzji o niezmienianiu stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – Kanada – bezrobocie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Risk-off. Dolar zyskuje

Podjęta wczoraj po zapowiedzi przez prezes ECB Christine Lagarde pierwszej podwyżki stóp w strefie euro już w lipcu próba euro umocnienia się względem amerykańskiego dolara zupełnie się nie powiodła. Impuls wzrostowy kursu EUR/USD okazał się krótkotrwały i ostatecznie czwartkowa sesja zakończyła się spadkiem kursu EUR/USD o 0,92 proc. do najniższego poziomu od 23 maja.

Dziś rano mieliśmy do czynienia z lekkim odreagowaniem (EUR/USD +0,16 proc.). Z wczorajszych 20-letnich maksimów spadał dziś również kurs USD/JPY (-0,5 proc.). Złoty, który wczoraj się osłabił podążając śladami euro lekko się dziś rano umacniał (USD/PLN -0,33 proc., EUR/PLN -0,16 proc.).

Kurs Bitcoina względem USD nadal pozostawał przyspawany do poziomu 30000 USD (-0,21 proc.).

Silny wczorajszy spadek cen akcji w USA (S&P 500 -2,38 proc., Nasdaq Composite -2,75 proc., DJIA -1,94 proc.) zdeterminował słaby przebieg piątkowej sesji na giełdach Azji i Oceanii. Najwięcej – -1,78 proc. – tracił dziś filipiński PSEi. Jedynymi wyjątkami były dziś Shanghai Composite (+1,42 proc.) oraz Shanghai B-Share Index (+0,9 proc.). Ten ostatni indeks osiągnął dziś najwyższy poziom od 3 lat.

Również w Europie dominowały dziś rano spadki (DAX -1,28 proc., CAC 40 -1,28 proc.). WIG-20 (-1,6 proc. ok. 9:50 był dziś najniżej od 13 maja. Spadały dziś rano ceny wszystkich składników WIG-u 20 (najsilniej – o 3,16 proc. – akcje Santander Bank Polska). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji Orange Polska, Allegro, Cyfrowego Polsatu oraz CD Projekt.

Dziś rano swe nowe cykliczne maksima osiągnęły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Australii, Singapurze, Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Francji, Włoszech i Rumunii. Wczoraj z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w przypadku 10-latek rządów Szwajcarii, Czech, Wielkiej Brytanii, Finlandii i Kanady. Dziś rano najwyżej od końca 2018 roku była rentowność 2-letnich obligacji rządu USA.

Ceny kontraktów na ropę naftową lekko dziś rano spadały (WTI -0,65 proc., Brent -0,65 proc.)., ale utrzymywały się powyżej poziomu 120 dolarów za baryłkę. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w środę była najwyższa od 2008 roku lekko dziś rosła (+0,22 proc.) po wczorajszym spadku. Wczoraj do najniższego poziomu od 1,5 roku spadła cena kontraktów na złom żelazny na LME.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Robotyzacja i automatyzacja odpowiedzią na kryzys inflacyjny

NACISKI: Brak pracowników i rosnące płace stymulują strukturalny rozwój automatyzacji i robotyki w celu zwiększenia wydajności. Jest to kluczowy czynnik napędzający wysokie wydatki inwestycyjne firm, zwłaszcza w sytuacji, gdy przeniesienie wybranych procesów przedsiębiorstwa za granicę jest obecnie trudniejsze – dzieje się tak, ponieważ firmy starają się bronić wysokich marż zysku. Na przykład, liczba instalacji robotów przemysłowych w ciągu ostatniej dekady potroiła się. W ubiegłym roku wzrosła o 27 proc, a w I kwartale tego roku w USA – o 28 proc. Branże automatyki, robotyki i sztucznej inteligencji to kolejne segmenty, w których (pomimo załamania wycen w branży technologicznej), widać pozytywne skutki obecnej presji makroekonomicznej, takie jak, na przykład, odnawialne źródła energii czy pojazdy elektryczne.

 

STRUKTURA: Spadek przyrostu ludności w wieku produkcyjnym, zwłaszcza na rynkach rozwiniętych i w Chinach, już teraz spowodował strukturalne przesunięcie w kierunku automatyzacji. Odsetek ludności w wieku 15-64 lat osiągnął najwyższy poziom (66 proc.) blisko dziesięć lat temu. Badania pokazują, że w dalszej perspektywie, ponad 50 proc. obecnych pracowników sektora spożywczego, piwowarskiego i handlu detalicznego może zostać zwolnionych. Sektory te charakteryzują się, po pierwsze – wysokim stosunkiem liczby pracowników do sprzedaży, po drugie – niższymi marżami zysku, po trzecie – jednymi z najwyższych obecnie wzrostów płac. Z kolei sektory takie jak technologia i opieka zdrowotna, zachowują się odwrotnie i dzięki temu,  mogą być mniej narażone.

 

INWESTYCJA: Nagła skłonność do automatyzacji ma wiele aspektów inwestycyjnych. Wygląda na to, że liczba robotów przemysłowych w dalszym ciągu będzie rosła bardzo szybko (od 110 robotów na 10 000 pracowników) i że nie będzie już koncentrować się na przemyśle samochodowym. Japonia (EWJ) i Chiny (CQQQ) dominują w łańcuchu wartości w tej dziedzinie. 5G jest istotnym czynnikiem umożliwiającym automatyzację – koncentrują się na nim @5GRevolution i Defiance Next Gen Connectivity (FIVG). ARK autonomous tech & robotics (ARKQ) ma całościowe spojrzenie, a jego największymi udziałowcami są Tesla (TSLA) i Trimble (TRMB). Kolejny aspekt stanowią firmy zajmujące się automatyzacją procesów robotycznych, takie jak UiPath (PATH).

światowe wykorzystanie robotów

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 09/06/2022.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Konsekwencje lockdownu w Szanghaju znów powodują zastój w międzynarodowym łańcuchu dostaw. Stoją kontenerowce na Morzu Północnym

W związku z trwającym od 1 kwietnia twardym lockdownem w Szanghaju handel międzynarodowy znów cierpi z powodu zatorów i opóźnień w transporcie kontenerowym. Skutki obostrzeń w tym największym na świecie porcie morskim spowodowały właśnie duży zator kontenerowców na Morzu Północnym, a tym samym zablokowanie 2% światowego frachtu morskiego.

Chińska polityka „zero covid” wpłynęła w Szanghaju na drastyczne zmniejszenie ilości pracowników obsługujących przesyłki morskie, co spowodowało nie tylko opóźnienia w załadunkach i rozładunkach kontenerowców, ale też spowolniło tzw. pracę około kontenerową czyli obsługę terminala kontenerowego i zwalnianie pustych kontenerów. Ta sytuacja już pod koniec kwietnia doprowadziła do bardzo dużych korków kontenerowców w Szanghaju, a te spowodowały wpierw kryzys w Los Angeles, wpłynęły na wysokie ceny frachtu i nasiliły niedobory produktów, a teraz oddziałują na korek, który utworzył się kilka dni temu na Morzu Północnym.

Szanghaj bramą świata

Chińskie porty odpowiadają za ponad 70% przepustowości. Od 2010 roku największym portem na świecie jest chiński Szanghaj, dzięki temu Chiny stały się największym na świecie krajem handlowym. Szacuje się, że ok. 25% chińskiego eksportu i importu przechodzi przez państwowy Shanghai International Port. Port w Szanghaju jest największym na świecie także pod względem przepustowości kontenerów. W 2021 roku przeładowano tam 47 milionów TEU, podczas gdy w tym samym czasie największy europejski port, znajdujący się w Rotterdamie, obsłużył 15,3 miliona TEU.

Kryzys w Europie

Szacuje się, że Ilość towarów wysyłanych z Szanghaju między 12 marca (dzień przed rozpoczęciem częściowych blokad w Szanghaju) a 16 kwietnia spadła o 23%. Sytuacja kryzysowa w Los Angeles powoli się normalizuje i tam zator się minimalizuje, ale jak poinformowało 7 czerwca Deutsche Welle, teraz kilkadziesiąt kontenerowców stoi w korku na Morzu Północnym u wybrzeży Niemiec, Holandii i Belgii. Zablokowane jest około 2 procent globalnej pojemności ładunkowej. Żaden kontenerowiec nie może być ani załadowany, ani rozładowany. W Niemczech kilkanaście dużych kontenerowców o łącznej pojemności około 150 tys. standardowych kontenerów czeka na dotarcie do Hamburga lub Bremerhaven. W portach w Rotterdamie i Antwerpii sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Szacuje się, że z powodu blokady w Szanghaju straty eksportowe z Chin do Niemiec wynoszą już około 700 mln euro.

Statki stoją w korkach na całym świecie

Korki w pobliżu Szanghaju i Zhejiang blokują obecnie ponad 3 procent globalnego ładunku. Przez krótki czas w maju więcej statków mogło opuścić port w Szanghaju. W drugiej połowie maja wypłynięcia z tego portu utrzymywały się na poziomie porównywalnym z innymi portami Chin. Natomiast na tą chwilę są one o około 15 procent niższe.
Ponad 11 procent wszystkich towarów wysyłanych drogą morską na całym świecie stoi obecnie w korkach. Na Morzu Czerwonym, czyli szlaku handlowym między Azją a Europą, różnica między zaplanowanymi a wysyłanymi wolumenami ładunków wynosi 16 %.

Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego.

Transformacja cyfrowa biznesu w Polsce – przed firmami wiele do zrobienia

51% firm w Polsce dostrzega duże znaczenie transformacji cyfrowej w ich organizacjach, ale jednocześnie większość nie planuje zwiększać nakładów na ten cel, ani zatrudniać specjalistów w tym zakresie w ciągu najbliższych miesięcy. Blisko połowa firm posiada technologie klasy ERP lub BI, wyzwaniem jest natomiast ich integracja i efektywne wykorzystanie. Najbardziej popularne są rozwiązania chmurowe, których wdrożenie zadeklarowało 63% firm, co nie zmienia faktu, że Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod kątem adopcji tego rodzaju rozwiązań w przedsiębiorstwach. Zgodnie z wynikami badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt w dziesięciostopniowej skali.

Niski poziom cyfryzacji w Polsce

Poziom cyfryzacji polskiego społeczeństwa i gospodarki w większości obszarów wypada poniżej unijnej średniej. Pozytywnym wyjątkiem od wielu lat pozostaje sektor finansowy, w którym polskie rozwiązania stanowią wzór do naśladowania dla innych krajów. W porównaniu z innymi państwami regionu, ogólny poziom ucyfrowienia Polski wypada mało optymistycznie. Wg rankingu DESI (Digital Economy and Society Index), czyli indeksu gospodarki i społeczeństwa cyfrowego krajów Unii Europejskiej, Polska od kilku lat pozostaje na jednym z ostatnich miejsc. Wynika to przede wszystkim z niedostatecznej integracji technologii cyfrowych w przedsiębiorstwach.

Z łącznym wynikiem 41 pkt Polska w 2021 roku wyprzedzała jedynie Grecję, Bułgarię oraz Rumunię i mimo wyraźnego wzrostu, wciąż pozostaje daleko od unijnej średniej, która wyniosła 50,7 pkt w 2021 roku. W ostatnich latach (2016-2021) poziom zaawansowania cyfrowego wyrażony wskaźnikiem DESI w Polsce rósł w tempie 8-11% r/r powoli goniąc UE.

21% firm planuje zwiększyć wydatki na transformację cyfrową w perspektywie 12 miesięcy

Zaledwie jedna na cztery firmy z całej Polski, które wzięły udział w badaniu KPMG przeprowadzonym w partnerstwie z Microsoft posiadała na początku 2022 roku gotowy dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej. Najczęściej nie były to duże firmy, ale podmioty średniej wielkości zatrudniające między 50 a 249 pracowników (30% wskazań). Biorąc pod uwagę sektor działalności, strategię transformacji cyfrowej najczęściej wprowadziły firmy: finansowe (44% wskazań) oraz zajmujące się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją (32% wskazań). Wśród firm, które nie posiadają dokumentu dotyczącego strategii transformacji cyfrowej, zaledwie 9% chce wypracować taki formalny dokument jeszcze w 2022 roku. Z badania wyraźnie wynika, że aktualne nastawienie do procesu i plany przyszłych postępów cyfryzacji są bardziej zaawansowane w firmach, które wprowadziły strategię cyfryzacji.

Wyniki badania wskazują, że 38% firm przykłada dużą, a kolejne 13% wręcz bardzo dużą wagę do transformacji cyfrowej. Natomiast już zaledwie 29% badanych wskazało, że ich firmy w dużym lub bardzo dużym stopniu inwestują w technologie cyfrowe dla poprawienia pozycji konkurencyjnej. Tak duży dysonans pomiędzy powszechną potrzebą cyfryzacji i podejmowanymi działaniami obrazuje potrzebę zwiększenia zasobów niezbędnych dla powodzenia procesu transformacji cyfrowej przedsiębiorstw działających w Polsce.

Na początku 2022 roku jedna na pięć badanych firm planowała zwiększyć w ciągu roku wydatki na digitalizację względem obecnego poziomu, jednak dla większości z nich będzie to co najwyżej umiarkowana zmiana. Z kolei w przypadku zatrudnienia pracowników oddelegowanych do realizacji zadań związanych z cyfryzacją, plany zwiększenia ich liczby w tym okresie ma już tylko 10% firm. Zdecydowana większość firm w Polsce zamierza w ciągu następnych 12 miesięcy utrzymać na niezmienionym poziomie wydatki (73% wskazań) i liczbę pracowników (89%) potrzebnych do realizacji zadań związanych z procesem digitalizacji.

Firmy są świadome konieczności cyfryzacji, jednak nie znajduje to odzwierciedlenia w ich działaniach. Dominuje podejście status quo, utrzymania wydatków i zatrudnienia. Posiadanie strategii cyfryzacji jest awangardą i wyjątkiem, nie regułą. Można odnieść wrażenie, że firmy próbują przeczekać trudny i niepewny okres i po cichu liczą na powrót do normalności. Cyfryzacja jednak nie zwolni ani się nie zatrzyma, będzie tylko przyspieszać. Od czasu do czasu zewnętrzne czynniki, jak np. pandemia lub niepokoje geopolityczne, spowodują „szybkie przewijanie” i to, co wydawało się, że zajmie lata, będzie możliwe w kilka tygodni. Jeśli przedsiębiorca nie wie jeszcze, jak to wpłynie na jego biznes, to liczy na wygraną na loterii bez wykupienia losu – a to ryzykowna strategia – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Rozwiązania chmurowe wdrożyło już blisko 2/3 badanych firm

W polskim środowisku biznesowym najbardziej rozpowszechnione są systemy do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP), analizy danych biznesowych (BI) i zarządzania relacjami z klientami (CRM), których posiadanie lub trwający proces wdrożenia zadeklarowała na początku 2022 roku połowa ankietowanych firm. Dodatkowo, większość przedsiębiorstw korzysta już z technologii chmurowych. Chmura ma zastosowanie we wszystkich sektorach gospodarki, a jej wykorzystanie, zgodnie z deklaracjami firm, będzie dynamicznie rosło. Rozwiązania chmurowe były najpopularniejszymi spośród 10 analizowanych technologii. 63% firm zadeklarowało ich wdrożenie, z czego w co piątej przynajmniej w dużym stopniu. Rozwiązania mobilne, takie jak aplikacje na smartfony i tablety, okazały się drugą po chmurze technologią o największym spośród badanych stopniu penetracji w przedsiębiorstwach w Polsce (57% wskazań) i wysokim stopniu wdrożeń. Trzecią technologią, którą można na podstawie badania określić jako topową pod kątem obecnego wykorzystania (42% podmiotów) i perspektyw na najbliższe 12 miesięcy (plany wdrożenia w 23% pozostałych podmiotów) w przedsiębiorstwach w Polsce, jest wspomagany komputerowo proces decyzyjny (ang. Decision Support System). Na przeciwległym biegunie znajdują się blockchain i przetwarzanie brzegowe, które w skali całego kraju są technologiami niedocenianymi i rzadko spotykanymi.

42% menedżerów posiada co najwyżej umiarkowane przekonanie o cyberbezpieczeństwie swoich firm

Rozwój transformacji cyfrowej oznacza nowe zagrożenia związane m.in. z cyberbezpieczeństwem. Większość badanych firm w Polsce nie ignoruje tego problemu. 61% przedsiębiorstw wdrożyło polityki i procedury, które przekładają się na sformalizowanie sposobu zarządzania cyberbezpieczeństwem. Blisko dwie na pięć firm pozostawiają jednak zarządzanie zabezpieczeniami i odpowiedzią na cyberbezpieczeństwa samym sobie lub nawigują nimi ad hoc. Specjalny, dedykowany do spraw cyberbezpieczeństwa zespół lub dział posiada w swoich strukturach tylko 29% ankietowanych firm. Odsetek ten rośnie do 59% w grupie przedsiębiorstw zajmujących się technologiami informacyjnymi, mediami i komunikacją.

Przekonanie przedstawicieli firm odpowiedzialnych za cyfryzację o bezpieczeństwie ich przedsiębiorstw w cyberprzestrzeni jest raczej wysokie. Największy odsetek ankietowanych (44%) uznał w dużym stopniu, że ich firmy są chronione przed cyberzagrożeniami. Kolejne 14% wykazało się jeszcze większą pewnością skuteczności zabezpieczeń w swoich organizacjach. Największą pewność dot. stosowanych zabezpieczeń posiadają przedstawiciele firm sektora finansowego (78% odpowiedzi o dużym lub bardzo dużym stopniu), natomiast w aż 55% podmiotów o działalności związanej z budownictwem i nieruchomościami odnotowano co najwyżej umiarkowane odczucia bezpieczeństwa.

Kapitał i ludzie kluczowymi zasobami w procesie transformacji cyfrowej

Blisko dziewięć na dziesięć badanych przedsiębiorstw przyznaje, że dokonuje nakładów na digitalizację, natomiast w większości przypadków nie są one bardzo znaczące – w przeważającej części badanych firm nie przekracza 5% ich rocznych przychodów. Wyższy poziom inwestycji względem przychodów zanotowano wśród firm, które, generują największy procent swoich przychodów właśnie przy pomocy narzędzi cyfrowych – w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji. Z kolei w zaledwie 46% firm ze wszystkich sektorów wyznaczono przynajmniej jednego pracownika do realizacji zadań związanych z transformacją cyfrową. Ponadto większość menedżerów ds. digitalizacji nie jest do końca przekonanych o gotowości pracowników na zmiany cyfrowe ani wystarczającej jakości i liczby szkoleń.

Aby mówić z pełnym przekonaniem o powodzeniu transformacji biznesu w oparciu o technologię, muszą zostać spełnione trzy warunki. Z pierwszym mamy do czynienia już na etapie myślenia o strategii. To ona jest wyrazem determinacji kierownictwa firmy do wykonania tego przysłowiowego skoku naprzód. Kolejnym etapem jest konieczność posiadania odpowiednich narzędzi, które pomogą dokonać tego skoku. Kluczowym elementem tego etapu jest bezpieczeństwo – obecnie jedna z głównych wartości dla polskich organizacji. Trzecim krokiem, jest budowa kapitału ludzkiego. Cyfryzacja nie powiedzie się bez ludzi posiadających odpowiednie wiedzę i kompetencje. Niestety respondenci przyznają, że osoby w ich organizacjach są tylko częściowo przygotowane do tego procesu – mówi Piotr Grzywacz, Członek Zarządu i Dyrektor Kanału Partnerskiego polskiego oddziału Microsoft.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,8 pkt

Firma doradcza KPMG w partnerstwie z Microsoft opracowała wskaźnik, który pozwala ocenić nastawienie i gotowość polskich organizacji do procesu transformacji cyfrowej. Powodzenie procesu transformacji firm zależy od zapewnienia odpowiedniego poziomu czterech obszarów: strategii cyfryzacji, implementacji technologii, cyberbezpieczeństwa i ryzyko oraz potencjału do transformacji. Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu prowadzących działalność w Polsce wynosi 4,8 na maksymalnie 10 pkt. W obszarze strategii cyfryzacji przedsiębiorstwa uzyskały łącznie wynik 3,8 pkt. Na początku 2022 roku większość firm w Polsce nie planowała istotnie zwiększać wydatków i zatrudnienia niezbędnych do transformacji cyfrowej, choć kierownictwo firm zazwyczaj dostrzegało taką potrzebę. Za obszar potencjału do cyfryzacji badane podmioty uzyskały więcej niż połowę możliwych do zdobycia punktów – 5,5 pkt. Menedżerowie widzą, że kapitał ludzki, którym dysponują nie zawsze jest gotowy na digitalizację, jednak dzięki temu, że to dostrzegają, planują poprawiać kompetencje cyfrowe pracowników. Obszar implementacji technologii zawdzięcza wynik 5,3 pkt planom rozwoju technologii cyfrowych, zwłaszcza w obszarze obsługi klienta i operacji wewnętrznych w ramach organizacji. Zagrożenie dla powodzenia procesu cyfryzacji stanowią ryzyka związane z wykorzystaniem technologii cyfrowych. W obszarze cyberbezpieczeństwa i ryzyka 4,6 pkt, jakie zdobyły przedsiębiorstwa w Polsce, to wynik przykładania nie zawsze dostatecznie dużej wagi do problemów cyberzagrożeń i koniecznych inwestycji w tym zakresie.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w styczniu 2022 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne.

Oczyszczacz powietrza do biura – jaki wybrać?

Jak zapewnić komfort i bezpieczeństwo pracownikom? Odpowiednie warunki pracy leżą po stronie pracodawcy, ale czy zastanawiają się oni jak jakość powietrza, które wdychają pracownicy w biurze wpływa na wydajność i jakość pracy? Co można zrobić, aby skutecznie filtrować powietrze w biurze?

Na co wpływa nie najlepsza jakość powietrza?

W Polsce powietrze nie należy do najlepszych, w kraju w którym węgiel jest głównym źródłem energii, przemysł się rozwija a ilość aut na polskich drogach nie maleje, nie trudno o zanieczyszczenia powietrza. Powietrze to nie tylko życiodajny tlen, ale także szereg innych gorszych lub lepszych składników. Zanieczyszczenia powietrza są dla człowieka najbardziej szkodliwe. Niestety okazuje się, że jest ich w powietrzu bardzo wiele. Dużym problemem także są alergeny, oraz wirusy i bakterie przenoszone drogą powietrzną. Zanieczyszczone powietrze wpływa na różne układy człowieka, nie tylko oddechowy. Im dłużej wdychamy zanieczyszczenia, tym bardziej cierpi nasz organizm, co ważne wcale nie trzeba przebywać na dworze, żeby wdychać zanieczyszczenie powietrze. W pomieszczeniach, szczególnie takich w których pracuje wiele sprzętów elektronicznych, powietrze jest równie kiepskie jak na dworze. W biurze, czy innych pomieszczeniach jest jednak prościej zadbać o jakość powietrza, możemy to uczynić korzystając z oczyszczaczy firmy goodair, które będą samodzielnie filtrowały powietrze, eliminując szkodliwe zanieczyszczenia.

Oczyszczacze firmy goodair- niezbędny element wyposażenia biura

Chcesz żeby Twoi pracownicy pracowali efektywnie, rzadziej chorowali, a w Twoim biurze osadzało się niewiele kurzu? Postaw na skuteczne oczyszczacze firmy  goodair, jak oczyszczacz marki Sharp, które samodzielnie wyeliminują problem z zanieczyszczonym powietrzem.

Zanieczyszczenia powietrza to nie tylko szkodliwość dla wielu układów w organizmie  człowieka, ale także złe samopoczucie, ospałość czy brak koncentracji. W powietrzu unoszą się również wirusy i bakterie, które w dużym skupisku ludzi, jak w biurze, jest szczególnie niekorzystne i może wpływać na częstotliwość zachorowań pracowników. Oczyszczacze firmy Sharp eliminują nie tylko zanieczyszczenia pochodzące ze smogu, czy spalin, ale także wspomniane już wirusy i bakterie. Większość oczyszczaczy firmy Sharp posiada funkcję jonizacji powietrza, przez co skuteczność w eliminacji wirusów i bakterii jest jeszcze większa. Jonizacja pozytywnie wpływa także na otoczenie w którym pracuje wiele urządzeń biurowych, oraz sprawia, że na powierzchniach osadza się dużo mniej kurzu. Skuteczny oczyszczacz powietrza, zatem zadba nie tylko o samopoczucie wszystkich pracowników, ale również zdrowie i możliwość koncentracji, dlatego warto umieścić go w każdym biurze , w którym dba się o pracownika.

Najlepsze oczyszczacze firmy goodair – czyli jakie?

Najlepsze oczyszczacze powietrza, to takie, które filtrują je wieloetapowo, przy wykorzystaniu najlepszych filtrów. Ważne żeby oczyszczacz był wyposażony w filtr HEPA. Jonizacja powietrza także jest niezwykle korzystna. W ofercie oczyszczaczy firmy Sharp znajdziemy z powodzeniem także modele z funkcją nawilżania. Warto zainwestować w lepszą pracę korzystając z innowacyjnych urządzeń jakimi są oczyszczacze powietrza.

Artykuł powstał we współpracy z GoodAIR.pl

Columbus zaczyna zwiększać sprzedaż

Columbus Energy wypracował w maju ponad 22 mln zł przychodów ze sprzedaży. Sumaryczna wartość zakontraktowanych umów w minionym miesiącu wyniosła prawie 70 mln zł.

W maju br. spółka Columbus Energy zwiększyła przychody o ponad 30% w stosunku do kwietnia br. Znacząco, bo aż o 42% zwiększyła się też wartość podpisanych przez Spółkę umów, zwłaszcza w zakresie pomp ciepła i magazynów energii. Zarząd Spółki zapowiada, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze.

Większość wskaźników operacyjnych jest lepsza i już dostrzegamy, że czerwiec przyniesie kolejny wzrost sprzedaży. Wprawdzie przychody w maju jeszcze nie odzwierciedlają zwiększającej się dynamiki sprzedaży, jednak już w czerwcu Spółka powinna operacyjnie wypracować wystarczającą marżę, aby odzyskać rentowność twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Obecnie Columbus procesuje sprzedaż 62 MW farm fotowoltaicznych wybudowanych i planuje sprzedaż 43 WM farm w budowie, co pozwoli Spółce całkowicie spłacić zobowiązania wobec banków i obligatariuszy.

W aktualnej sytuacji rynkowej i kosztów kredytów to rozwiązanie wydaje się najrozsądniejsze – komentuje Dawid Zieliński. – Pamiętajmy, że cały drugi kwartał nie będzie jeszcze odzwierciedlał potencjału wynikowego Spółki, a zysk nadal nie będzie satysfakcjonujący. Jednak każdy kolejny miesiąc powinien przynieść tylko lepsze informacje i wskaźniki, a rynek, na którym jest mniej podmiotów i który jest dużo trudniejszy, daje nam szansę na ugruntowanie pozycji lidera.