Popyt na kredyt mieszkaniowy w sierpniu nadal mniejszy niż rok temu – komentarz eksperta do wartości BIK Indeksu

W sierpniu 2020 roku banki i SKOK-i przesłały zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 3,1% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – wynika z najnowszych danych BIK. Aktualny odczyt indeksu wyraźnie pokazuje kontynuację trendu, czyli utrzymującą się w kolejnym już miesiącu, niższą ilość składanych wniosków w zestawieniu do tego samego okresu w roku ubiegłym, za co bezpośrednio odpowiada pandemia koronawirusa. W porównaniu do lipca 2020 r. liczba wnioskujących spadła o 15,7%. Jednak – co warto podkreślić – w stosunku do kwietnia br. (najsłabszego miesiąca w tym roku) wzrosła o 17,4%.

W sierpniu 2020 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 32,66 tys. klientów, w zeszłym roku było to 35,07 tys., co oznacza spadek o -6,8%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 290,00 tys. zł i była o 4% wyższa niż w tym samym miesiącu w 2019 roku.

O ile z początkiem okresu wakacyjnego mogliśmy obserwować znaczącą odbudowę wartości indeksu z -24,2% w maju 2020 roku, poprzez -6,7% w czerwcu aż do -3,5% w lipcu, o tyle dane sierpniowe wyraźnie wskazują na pewną stabilizację dynamiki popytu, która – co ważne – wciąż jednak zachowuje tendencję wzrostową – wskazuje Kinga Burcan, Ekspert Kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Obecnie jesteśmy świadkami ciągłego wzrostu średniej kwoty wnioskowanego kredytu. W lipcu 2020 roku była już o 4% większa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Jedną z bezpośrednich przyczyn takiego stanu jest fakt, iż pandemia najbardziej pokrzyżowała plany zakupu nieruchomości osobom, których sytuacja ekonomiczna była najsłabsza, a które celowały w najtańszy segment nieruchomości. Biorąc pod uwagę restrykcje bankowe związane z podwyższeniem koniecznego wkładu własnego oraz brakiem akceptacji dla wielu „słabszych” (w oczach banków) form zatrudnienia, nie powinno to dziwić. Osoby lepiej sytuowane, wybierające droższe nieruchomości nie miały aż takich problemów z pozyskaniem finansowania.

Sierpień był trudniejszym miesiącem z powodu normalnego cyklu sezonowości, związanego z okresem urlopowym wielu Polaków. Ponadto, wciąż wiele osób czeka z decyzją o wzięciu kredytu do jesieni. Wydaje się więc, że co do prognozy popytu na najbliższe miesiące czeka nas okres dużej niepewności. Z jednej strony zapowiadane i już stopniowo wprowadzane poluzowywanie restrykcji bankowych będzie działać stymulująco, z drugiej dość powszechna obawa przed drugą falą pandemii i jej konsekwencjami wciąż może hamować potencjalnych kredytobiorców – podsumowuje Kinga Burcan, Ekspert Kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

AFORTI Holding przeprowadziło pierwszą emisję obligacji korporacyjnych w Rumunii

Grupa AFORTI od ponad 11 lat z sukcesami funkcjonuje na rynku polskim, natomiast od 3 lat jest obecna na rynku rumuńskim. To właśnie m.in. z tym rynkiem związane są najbliższe plany rozwojowe polskiego holdingu finansowego. W celu rozszerzenia działalności na tym rynku, AFORTI Holding przeprowadziło pierwszą emisję obligacji korporacyjnych w Rumunii.

Emisja tej pierwszej dla Grupy, zagranicznej partii obligacji korporacyjnych zakończyła się w czwartek, 3 września 2020 roku. Została ona dokona dzięki współpracy AFORTI Holding S.A. z renomowanym rumuńskim domem maklerskim SSIF GOLDRING S.A. Całkowita wartość emisji wynosiła 2 mln RON i została w całości objęta subskrypcją zaledwie w ciągu dwóch dni od jej rozpoczęcia. Oferta przedstawiona przez polską spółkę cieszyła się dużym zainteresowaniem, o czym świadczy nadsubskrypcja na poziomie 24 proc. W związku z dużym zainteresowaniem Inwestorów emisją obligacji, AFORTI nie wyklucza powtórzenia tego procesu przy współpracy z domem maklerskim SSIG GOLDRING S.A. a wszystkie środki pozyskane w ten sposób będą przeznaczone na rozwój działalności Grupy AFORTI na rynku rumuńskim.

Cieszę się, że pierwsza emisja obligacji korporacyjnych AFORTI Holding na rynku rumuńskim spotkała się tak dużym zainteresowaniem. Szczególnie teraz, w czasach niepewności gospodarczej spowodowanej pandemią COVID-19, pokazuje to, jakim uznaniem cieszy się marka AFORTI w świadomości rumuńskich inwestorów – mówi Piotr Klinowski, Country Head – Romania w AFORTI Holding. – Dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli dodatkowo rozbudować naszą ofertę na rynku rumuńskim, a wszystko po to, abyśmy w niedługim czasie mogli wspierać tamtejszych przedsiębiorców w takim samym stopniu, jak robimy to w Polsce, na naszym rodzimym rynku – dodaje Klinowski.

Rumunia jest jednym najbardziej perspektywicznych rynków ekonomicznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Wzrost zainteresowania tamtejszym rynkiem kapitałowym, coraz szersza ekspansja zagraniczna rumuńskich przedsiębiorstw czy duży potencjał konsumpcyjny społeczeństwa to tylko niektóre z czynników pokazujących, dlaczego warto zainteresować się rozwijaniem działalności operacyjnej w tym kraju. Grupa AFORTI wykorzystując kompleksowość swojej oferty skierowanej dla przedstawicieli MSP oraz mikroprzedsiębiorstw celuje w wypełnienie luki, która obecnie panuje na rynku rumuńskim.

Ze względu na bieżącą sytuację na świecie związaną z pandemią COVID-19 oraz potrzebą dostosowania się do obecnego otoczenia makroekonomicznego, Grupa AFORTI zweryfikowała aktualną strategię rozwoju marki. Dlatego w najbliższych okresach większość zasobów zostanie skierowania na takie produkty, jak faktoring, wymiana walut czy windykacja należności. Stąd też, to właśnie faktoring jest głównym produktem Grupy AFORTI, który oferowany jest na rynku rumuńskim. Jednakże w najbliższych miesiącach planowane jest poszerzenie oferty o pozostałe usługi finansowe z portfolio Grupy AFORTI.

Sąd Arbitrażowy przy KIG usprawnia postępowania online

Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej chce jeszcze bardziej usprawnić toczące się przed tym sądem polubownym postępowania online. W tym celu nawiązuje współpracę z regionalnymi oraz branżowymi Izbami KIG. W jej ramach klienci Sądu, którzy nie mają możliwości połączenia się z SA KIG online, będą mogli korzystać z należących do tych Izb pomieszczeń. Dzięki takiemu rozwiązaniu już dziś postępowania online staną się dostępne dla szerszej grupy klientów SA KG, a w przyszłości, po ustaniu pandemii, część spraw prowadzonych przez arbitrów tego Sądu nadal będzie się mogła toczyć w formie wideokonferencji.

Krajowa Izba Gospodarcza jest największą niezależną organizacją biznesu w Polsce – reprezentuje największa liczbę przedsiębiorców, łącząc blisko 160 organizacji biznesowych, tzw. Izb. Jest wśród nich m.in. 67 Izb i związków branżowych oraz 63 Izby regionalne. Pierwsze umowy między SA KIG a Izbami już zostały podpisane.

Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie ma możliwość prowadzenia rozpraw w formie wideokonferencji od 2015 r. Realne zainteresowanie tą formą rozstrzygania sporów pojawiło się jednak dopiero po wybuchu pandemii. Dlatego pierwsze postępowania online SA KIG zorganizował w czasie lockdownu. Od połowy marca arbitrzy SA KIG przeprowadzili już 14 rozpraw wideo oraz 6 posiedzeń mieszanych. Zorganizowali również 21 telekonferencji, w czasie których omawiano sprawy organizacyjne dotyczące toczących się przed SA KIG sporów.

Aktualnie, gdy wróciliśmy już do tradycyjnych posiedzeń, postępowania online wciąż są w kalendarzu arbitrów. Z tego powodu chcemy je jeszcze bardziej usprawnić i spowodować, by były dostępne dla jeszcze szerszego grona klientów. Izby członkowie Krajowej Izby Gospodarczej są naszym naturalnym partnerem, dlatego zaprosiliśmy je do współpracy, w ramach której będą udostępniały swoje pomieszczenia, z których będą mogły korzystać osoby niemające możliwości łączenia się w trybie wideokonferencji. W ten sposób będziemy mieli szersze możliwości nie tylko zdalnego przeprowadzania spotkań organizacyjny, ale także przesłuchania świadków czy prowadzenia online całości postępowania arbitrażowego – mówi Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. – Oczywiście mamy świadomość, że wszystkich postępowań w formie wideokonferencji prowadzić się nie da, niektóre – choćby ze względu na stopień skomplikowania – lepiej procedować na sali sądowej. Ale naszym celem jest, by także po ustaniu pandemii ok. 30 proc. sporów wpływających do naszego sądu mogła być rozpoznawana na odległość – podkreśla.

SA KIG dysponuje narzędziami pozwalającymi zarówno kontynuować rozpoczęte już postępowania, jak i podejmować nowe spory. W Sądzie Arbitrażowym przy KIG spory rozstrzygane są w oparciu o Regulamin Arbitrażowy, a kodeks postępowania cywilnego stosuje się posiłkowo, dlatego w przypadkach szczególnych – z jakim niewątpliwie mamy do czynienia w związku z rozprzestrzeniającym się koronawirusem SARS-Cov-2 – strony mogą uzgadniać zmianę terminów.

Firmy, które chcą w bezpieczny sposób dochodzić swoich praw i mają pytania dotyczące rozstrzygania sporów, mogą liczyć na wsparcie SA KIG. Sąd przygotował rekomendacje dotyczące przeprowadzenia rozpraw w formie wideokonferencji oraz instrukcję dla uczestników postępowań online. Strony mają też możliwość wyboru oprogramowania – najczęściej akceptowany jest popularny Zoom.

Złoto, dolar i rynek akcji a banki centralne

Status “bezpiecznej przystani” został dawno zatarty, a złoty metal zaczął być wykorzystywany jako ryzykowny instrument z ceną wyrażoną w dolarze. Słabość USD oznaczała wzrosty cen złota, nawet mimo rajdu rynku akcji. Jednak złoto i rynek akcji mają jedno wspólne źródło paliwa: banki centralne.

Motyw odbicia globalnego ożywienia nie napędzałby silnego odbicia rynków akcji, gdyby nie bezprecedensowe decyzje czołowych banków centralnych w temacie ekspansji monetarnej: od ostrego cięcia stóp procentowych po uruchamianie programów skupu aktywów i linii pożyczkowych. Inwestorzy finansowi otrzymali środki, za pomocą których mogą windować wyceny spółek przy oczekiwaniach poprawy sytuacji gospodarczej lub (jak to ma miejsce w przypadku sektora technologicznego) dyskontować istotny skok rozwojowy dla spełnienia potrzeb nowej rzeczywistości „social distancing”.

Złoto korzysta potrójnie. Po pierwsze obniżki stóp procentowych i deklaracje utrzymywania gołębiego nastawienia przez banki centralne na dłużej oznacza wypłaszczenie krzywej dochodowości na niskim pułapie. Będące zwykle alternatywą dla złota obligacje oferują niską, jeśli nie ujemną stopę zwrotu. Brak kuponu z inwestycji w złoto przestaje być problemem. Po drugie nielimitowana ekspansja monetarna rodzi ryzyko podwyższonej inflacji, a jak wiemy z ostatniego wystąpienia prezesa Fed Powella, wyższa presja inflacyjna może być tolerowana przez Fed dłużej niż zwykle. Złoto jest klasycznym środkiem zabezpieczenia przed inflacją. Po trzecie decyzje Fed implikują negatywne perspektywy dla USD w długim horyzoncie czasu, co generuje dodatkowy impuls do windowania ceny złota wyrażonej w USD.

Ale wsparcie ożywienia ekspansja monetarną nie jest zjawiskiem zarezerwowanym tylko dla USA i Fed. Deprecjacja USD oznacza aprecjację innych walut. Słaba waluta jest dużą zaletą w procesie odbudowy ożywienia i poprawy warunków wymiany handlowej. Z drugiej strony nikt nie chce ponosić kosztu umacniania się własnej waluty. Nie minie dużo czasu, kiedy banki centralne inne niż Fed zaczną odczuwać niezadowolenie z umocnienia krajowych walut. Na razie trend USD ma dominujące znaczenie dla kierunku cen złota. Jednak wyścig banków centralnych w próbach osłabienia rodzimych walut będzie miał coraz większy, korzystny wpływ dla cen złota w średnim i długim terminie. Jakkolwiek riposta na zmiany w strategii Fed ze strony np. EBC czy Banku Japonii może zachwiać trendem deprecjacyjnym USD, tak implikuje zaniżanie krzywej dochodowości globalnie, ograniczając bezpieczne alternatywy dla inwestycji w złoto.

Dolar i złoto – odwrotna zależność
Źródło: Bloomberg

Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers

Rynek pracy za oceanem

Piątkowe popołudnie upłynęło pod dyktando danych z amerykańskiego rynku pracy. Były to dane wyraźnie lepsze od oczekiwań inwestorów, co spowodowało spore zamieszanie na rynku walutowym.

Dane z USA

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Zgodnie z oczekiwaniami bezrobocie spadło wreszcie poniżej 10%. Co ciekawe, spadek ten był, nie jak sądzono do 9,8%, a od razu do 8,4%. Jest to korzystna informacja, ale bezrobocie ponad 8% to nie jest coś, czym w USA można się chwalić. Zmiany zatrudnienia nie wypadły natomiast aż tak dobrze. Pozostały one w miarę zgodne z oczekiwaniami. Dolar po tych danych wyraźnie zyskiwał na wartości, po czym odbił się w te same okolice, z których zaczął ruch.

Dobre dane z Kanady

Równolegle z danymi z USA pojawiły się dane z Kanady. Były one właściwie zgodne z oczekiwaniami. Stopa bezrobocia wyniosła dokładnie 10,2%, czyli tyle, ile oczekiwali analitycy. Liczba nowych miejsc pracy była nawet niższa niż oczekiwania. Wielu inwestorów jednak wyraźnie bało się tych danych, bo tuż po nich zaczęli od razu kupować dolara kanadyjskiego.

Słabsza passa złotego

Od środy widać wyraźną zmianę sentymentu inwestorów do walut naszego regionu. W rezultacie złoty stracił względem euro do dzisiaj 7 groszy, w efekcie czego za europejską walutę płacimy już ponad 4,46 zł. Frank kosztuje już nie 4,05 zł a 4,13 zł, dolar z kolei podrożał z 3,68 zł na 3,78 zł w tym wypadku jednak pomogło odbicie dolara względem euro na rynku.

Dzisiaj dzień wolny w USA i Kanadzie z okazji święta pracy a w kalendarzu brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rzecznik MŚP kieruje do Ministra Zdrowia pytanie ws. uprawnienia pracowników sklepów do samodzielnego egzekwowania obowiązku zakrywania ust i nosa przez klientów

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców skierował wystąpienie do Ministra Zdrowia w związku z wątpliwościami, co do uprawnienia pracownika sklepu lub innego obiektu handlowego do samodzielnego egzekwowania od klientów obowiązku zakrywania ust i nosa oraz ewentualnej odpowiedzialności pracownika/przedsiębiorcy z tego tytułu.

Mając na uwadze liczne głosy przedsiębiorców, Rzecznik MŚP zwrócił się do Ministra Zdrowia o udzielenie informacji i wyjaśnień w następujących kwestiach:

  1. Czy pracownik sklepu lub innego obiektu handlowego jest uprawniony do samodzielnego egzekwowania od klientów obowiązku zakrywania ust i nosa, o którym mowa 24 rozporządzenia Rady Ministrów z 7 sierpnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii[1]?
  2. Kto ponosi odpowiedzialność z tytułu egzekwowania od klientów obowiązku, o którym mowa w pkt 1 powyżej – pracownik czy przedsiębiorca zatrudniający pracownika?
  3. Czy pracownik sklepu lub innego obiektu handlowego może odmówić sprzedaży towaru klientowi, który nie stosuje się do obowiązku wskazanego w pkt 1 powyżej?
  4. Czy odmowa sprzedaży towaru klientowi, który nie stosuje się do obowiązku wskazanego w pkt 1 powyżej, stanowi przesłankę do wymierzenia pracownikowi/przedsiębiorcy kary grzywny, o której mowa w art. 135 ustawy z dnia 20 maja 1971 r. – Kodeks wykroczeń[2]?

Ponadto, w związku z tym, że powyższa problematyka była również przedmiotem wystąpień Rzecznika Praw Obywatelskich, czego wyrazem jest m.in. pismo do Komendanta Głównego Policji z 28 sierpnia 2020 r., w którym RPO ponownie wskazał, że obowiązek zakrywania twarzy i nosa został nałożony z przekroczeniem upoważnienia ustawowego zawartego w art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Rzecznik MŚP wystosował do RPO prośbę o przesłanie kopii odpowiedzi Komendanta Głównego Policji.

[1] Dz.U. z 2020 r. poz. 1356, ze zm.

[2] T.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 821.

Koniec ery rynku pracownika

Rynek pracy zmienił się diametralnie, co odzwierciedlają wyniki firm należących do Polskiego Forum HR. Rynek rekrutacji stałych zmalał o ponad 30%. Praca tymczasowa odnotowała spadek na poziomie 18%.

Największe spadki w rekrutacjach stałych

Pracodawcy masowo powstrzymują realizację procesów rekrutacyjnych, co odzwierciedla 31%-owy spadek obrotów firm członkowskich PFHR w zakresie sprzedaży tych usług w porównaniu do poprzedniego kwartału. Ich wartość w drugim kwartale (2Q2020) wyniosła 27 mln PLN. Znacznie mniejszy, bo 9%-owy spadek, odnotowaliśmy w zakresie realizacji projektów rekrutacji międzynarodowych, których obroty w badanym okresie wyniosły 3,8 mln PLN.

– W wielu branżach pierwszą reakcją pracodawców było zamrożenie wszelkich decyzji w zakresie realizacji projektów rekrutacyjnych. Doskonale to widać w wynikach firm członkowskich PFHR. Oczywiście nadal mamy branże które rekrutują: cały sektor IT, logistyka i dystrybucja, centra usług wspólnych, ale powrót do sytuacji sprzed kryzysu zajmie nam sporo czasu – mówi Piotr Dziedzic, członek zarządu Polskiego Forum HR.

Pracownicy tymczasowi mają coraz mniej pracy

Rynek rekrutacji

O 25%, w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku, zmniejszyła się liczba pracowników tymczasowych. Porównując dane kwartał do kwartału, spadek ten nie jest już tak drastyczny i wynosi 5%, niestety towarzyszy mu znaczny, bo 25%-wy, spadek liczby godzin przepracowanych przez tych pracowników. W sumie, w drugim kwartale firmy członkowskie PFHR zatrudniały 67 tys. pracowników tymczasowych. Liczba przepracowanych godzin w przeliczeniu na pełne etaty wyniosła 27 tys. W Polskim Forum HR, mimo trudnej sytuacji na rynku, nadal udaje się zachować wysoki odsetek umów o pracę zawieranych z pracownikami tymczasowymi, w 2Q2020 wyniósł on 89%.

– Dużą liczbę pracowników tymczasowych straciliśmy już w pierwszym kwartale tego roku. Część firm, z którymi pracujemy, powiązana jest z dostawcami zagranicznymi np. z Chin, w związku z czym ograniczała swoją działalność na długo przed lockdownem w Polsce. To z tą grupą pracowników nasi klienci rozstawali się w pierwszej kolejności i wtedy ten spadek był drastyczny. Dodatkowo nie pomagał fakt braku praktycznej możliwości objęcia pracowników tymczasowych działaniami pomocowymi rządu. Tarcza antykryzysowa nie brała pod uwagę tej formy zatrudnienia, gdzie przestój występował nie u pracodawcy czyli agencji a u pracodawcy użytkownika. Na szczęście widać światełko w tunelu i rosnące powoli zainteresowanie pracą tymczasową w trzecim kwartale – komentuje Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR.

W 2Q2020 o 18% w porównaniu do poprzedniego kwartału spadła też wartość tego rynku. Firmy członkowskie PFHR osiągnęły poziom obrotów w wysokości 535 mln PLN, o ok. 30% niższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku.

– COVID-19 bardzo mocno uderzył w nasz rynek, ale jest to też zjawisko normalne. Pracodawcy ograniczają zatrudnienie i masowo rezygnują wtedy ze współpracy z pracownikami tymczasowymi. Warto jednak pamiętać, że agencje najszybciej też zauważą poprawiającą się kondycję przedsiębiorstw, która jak tylko sytuacja kryzysowa zostanie opanowana, w pierwszej kolejności korzystać będą właśnie z tej formy zatrudnienia – mówi Wojciech Ratajczyk, wiceprezes ds. pracy tymczasowej w Polskim Forum HR.

Outsourcing

Z uwagi na poszerzające się grono nowych członków PFHR oraz fakt, iż firmy członkowskie świadczą również usługi w ramach outsourcingu, od początku 2020 roku rozpoczęliśmy badanie również tego rodzaju usług. Jedną z form outsourcingu świadczoną przez firmy członkowskie jest tzw. contracting, w szczególności w obszarze IT, ale zalicza się tu też inne usługi świadczone przez usługodawcę na rzecz usługobiorcy, przy wykorzystaniu osób zatrudnionych w formule pracowniczej albo cywilnoprawnej, nie będące pracą tymczasową w rozumieniu ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Wartość tych usług wśród członków PFHR w 2Q2020 wyniosła 215 mln PLN i była o 4% mniejsza niż w poprzednim kwartale tego roku.

– Agencje zatrudnienia, podążając za potrzebami klientów, świadczą usługi coraz bardziej kompleksowe, przejmują odpowiedzialność za wykonanie danych zadań. Mamy firmy, które specjalizują się w danym obszarze np. IT contractingu. To są usługi zupełnie innego rodzaju, nie mieszczące się w ramach definicji pracy tymczasowej – mówi Liliana Strupp, członek zarządu Polskiego Forum HR. – Outsourcing od zawsze istniał jako model przeniesienia pełnej odpowiedzialności za projekt i pracowników na dostawcę. Jest to naturalny krok w kontinuum PERM-TEMP-OUTSOURCING, gdzie PERM (rekrutacje stałe) – klient bierze 100% odpowiedzialności za pracownika, TEMP (praca tymczasowa) – gdzie odpowiedzialność jest wspólna agencji i klienta oraz OUTSOURCING – gdzie agencja bierze 100% odpowiedzialności za pracownika i całą usługę – dodaje Michał Młynarczyk, członek zarządu Polskiego Forum HR.

Rynek delegowania pracowników w ramach świadczenia usług rośnie

Kryzys związany z koronawirusem nie powstrzymał zainteresowania Polaków wyjazdami do pracy za granicę. W 2Q2020 obroty firm członkowskich w zakresie delegowania pracowników w ramach świadczenia usług wyniosły 71 mln PLN i były o 22% wyższe niż w poprzednim kwartale i o 19% wyższe niż w poprzednim roku.

Nowy szef działu Crop Science w Bayer dla Polski, Krajów Bałtyckich, Czech i Słowacji

  • Antoine Bernet obejmuje stanowisko szefa działu Crop Science w Bayer dla Polski, Krajów Bałtyckich, Czech i Słowacji
  • Wzrastające znaczenie rolnictwa w Europie Środkowej i Wschodniej – szansą na zademonstrowanie zalet rozwiązań w środkach ochrony roślin dla nowoczesnego rolnictwa

Antoine Bernet, wcześniej kierujący organizacją handlową Crop Science w Skandynawii i dyrektor zarządzający Bayer Dania, od 1 września 2020 objął stanowisko szefa działu Crop Science w Bayer dla Polski, Krajów Bałtyckich, Czech i Słowacji. Bernet z warszawskiego biura Bayer w Polsce będzie kierować zespołem około 150 osób w w/w krajach, sprzedającym środki ochrony roślin (herbicydy, insektycydy, fungicydy), jak również nasiona. Globalnie, w biznesie rolniczym (Crop Science) Bayer podniósł w drugim kwartale 2020 sprzedaż o 3.2 procent do 4,802 miliarda Euro i osiągnął łącznie 11,636 miliardów Euro w pierwszym półroczu 2020.

„Rosnące znaczenie rolnictwa w Europie Środkowo-Wschodniej daje nam niepowtarzalną okazję do wykazania zalet rozwiązań w środkach ochrony roślin dla nowoczesnego rolnictwa. Dodatkowo, podczas obecnej pandemii COVID-19, rolnicy każdego dnia pokazują kluczową rolę jaką odgrywają w łańcuchu żywnościowym, zapewniając ciągłość produkcji zdrowych upraw“ – powiedział Antoine Bernet.

„Zgodnie z Celami Zrównoważonego Rozwoju, określonymi przez ONZ do 2030 roku, Bayer zamierza aktywnie przyczyniać się do ich osiągnięcia, kładąc silny nacisk na zdrowie ludzi i produkcję żywności. „Zdrowie dla wszystkich, brak głodu“: taka jest nasza wizja w Bayer.“

„W segmencie Crop Science należy położyć większy nacisk na takie tematy, jak zrównoważone rolnictwo, redukcja emisji CO2 w rolnictwie oraz bioróżnorodność. Bayer zobowiązał się do osiągnięcia 30-procentowej redukcji emisji gazów cieplarnianych naszych klientów dla systemów upraw o największej emisji w obsługiwanych przez nas regionach do 2030 roku. Powinno to iść w parze z bezpiecznym i odpowiedzialnym stosowaniem środków ochrony roślin, które są podstawowym elementem efektywnej produkcji żywności dla setek milionów ludzi w Europie.” – dodaje Bernet.

Antoine Bernet rozpoczął swoją karierę w Bayer w 2005 roku jako przedstawiciel handlowy we Francji. Następnie zajmował różne stanowiska w sprzedaży i marketingu we francuskiej organizacji. W 2015 roku przeniósł się do Danii i objął stanowisko szefa marketingu w Crop Science na kraje skandynawskie. Od 2019 roku kierował organizacją handlową Crop Science w Skandynawii.

Bernet został również wybrany członkiem zarządu Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin (PSOR).

Moment powstania obowiązku podatkowego w podatku VAT w przypadku transakcji wewnątrzwspólnotowych

Wewnątrzwspólnotowa sprzedaż towarów, a następnie ich przemieszczenie pomiędzy państwami w ramach Unii Europejskiej jest bardzo powszechną transakcją, zwłaszcza biorąc pod uwagę swobodę przepływu towarów. Przedsiębiorcy decydujący się na sprzedaż towarów do innych krajów Unii Europejskiej powinni bardzo dokładnie ją przeanalizować, aby zweryfikować, czy mają do czynienia ze sprzedażą wysyłkową, czy wewnątrzwspólnotową dostawą towarów. Obie transakcje ujmuje się różnie na potrzeby ustawy o podatku od towarów i usług. Dalsza część artykułu poświęcona będzie transakcjom wewnątrzwspólnotowym (WNT i WDT).

Transakcje wewnątrzwspólnotowe towarowe

Wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów (dalej „WNT”) to nabycie prawa do rozporządzania jak właściciel towarami, które w wyniku transakcji są transportowane w ramach Unii Europejskiej z jednego państwa członkowskiego na terytorium drugiego państwa członkowskiego. Co do zasady WNT może nastąpić, jeżeli jest dwóch podatników zarejestrowanych na VAT-UE w swoich krajach i nie zachodzi żaden z wyjątków.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (dalej „WDT”) to z kolei ich wywóz z terytorium jednego państwa członkowskiego na terytorium innego państwa członkowskiego w celu dokonania dostawy. Kryteria uznania za WDT są bardzo podobne jak w przypadku WNT.

Moment powstania obowiązku podatkowego

W celu prawidłowego ujęcia obu transakcji w raportowaniu VAT niezbędne jest prawidłowe określenie momentu powstania obowiązku podatkowego. Zgodnie z art. 20 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług w przypadku wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury nie później niż 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym dokonano dostawy. Momentem dokonania dostawy jest moment, w którym na nabywcę przechodzi prawo do rozporządzania towarami jak właściciel. Istotne w tym zakresie są postanowienia warunków dostawy (tzw. INCOTERMS). Przykładowo incoterms EXW (ex-works) oznaczają, że kupujący ponosi wszystkie koszty i ryzyko podczas całego procesu dostawy. Innymi słowy, prawo do rozporządzania towarami jak właściciel nabywa w miejscu, gdzie następuje odbiór towaru (w magazynie).

Dodatkowo należy wskazać, że o momencie dostawy decyduje faktyczne przeniesienie prawa do rozporządzenia towarem jak właściciel, a nie protokół zdawczo-odbiorczy (por. wyrok WSA w Gliwicach z 20 lipca 2016 r., sygn. III SA/Gl 2502/15). Nie można w sposób umowny kształtować obowiązku podatkowego, bazując jedynie na dacie protokołu. Niemniej w wielu przypadkach jest on potrzebny i stanowi potwierdzenie, że dostawa w ogóle miała miejsce.

Podobne regulacje mają zastosowanie w przypadku wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, gdzie obowiązek podatkowy powstaje w dacie wystawienia faktury przez sprzedawcę, nie później niż do 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania dostawy.

Zaliczka na poczet WDT

Otrzymanie zaliczki na poczet WDT nie rodzi konsekwencji podatkowych w VAT z uwagi na odrębne ujęcie przepisów w osobnym rozdziale oraz brak odniesienia się ustawodawcy wprost do postanowień art. 19a ust. 8 ustawy o VAT. Organy podatkowe w takim przypadku wskazują, że nawet uiszczenie dużej części zaliczki na poczet dostawy nie spowoduje powstania obowiązku podatkowego, który w takim przypadku uzależniony jest od daty dostawy i daty wystawienia faktury końcowej (rozliczeniowej) – interpretacja indywidualna z dnia 16 kwietnia 2020 r. nr 0114-KDIP1-2.4012.77.2020.1.RST.

Dostawy dokonywane w sposób ciągły

W art. 20 ust. 1 a ustawy o VAT ustawodawca wskazał, że w przypadku dostawy towarów w ramach WDT dokonywanej w sposób ciągły przez okres dłuższy niż miesiąc dostawę uznaje się za dokonaną z upływem ostatniego dnia danego miesiąca. Oznacza to, że jeżeli wcześniej nie została wystawiona faktura, to obowiązek podatkowy w przypadku takich dostaw powstaje do 15 dnia kolejnego miesiąca.

Wewnątrzwspólnotowe nabycie nowych środków transportu

W przypadku wewnątrzwspólnotowego nabycia nowych środków transportu obowiązek podatkowy powstaje z chwilą otrzymania tych środków transportu, jednak nie później niż z chwilą wystawienia faktury. Za nowe środki transportu uznaje się określone pojazdy lądowe, jednostki pływające, a także statki powietrzne.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług

Wewnątrzwspólnotowy import usług jest to nabycie usług z innego kraju Unii Europejskiej, dla których podatnikiem jest nabywca. W przypadku tego rodzaju świadczeń obowiązek podatkowy powstaje w dacie ich wykonania. Natomiast jeśli podatnik wcześniej otrzymał zapłatę za usługi, wtedy obowiązek powstaje w dacie otrzymania całości lub części zapłaty za usługi. Nie mają zastosowania pozostałe szczególne zasady określone w polskiej ustawie o VAT. W przypadku usług świadczonych w sposób ciągły moment obowiązku podatkowego wyznaczany jest zgodnie z upływem wyznaczonych okresów płatności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Najbardziej atrakcyjne inwestycyjnie sektory nieruchomości na drugie półrocze 2020 roku

Z najnowszego raportu „European Investment Spotlight” międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że w pierwszej połowie 2020 roku Niemcy i kraje Europy Środkowo-Wschodniej odnotowały wzrost wolumenu transakcji inwestycyjnych we wszystkich sektorach nieruchomości komercyjnych pomimo negatywnego wpływu pandemii Covid-19 w drugim kwartale.

Dane opublikowane przez Savills pokazują, że Niemcy wykazały największą odporność na kryzys, odnotowując 31-procentowy wzrost transakcji inwestycyjnych w porównaniu z pierwszymi sześcioma miesiącami 2019 roku, co pod względem wolumenu przekłada się na dodatkowe 10 mld euro zainwestowanego kapitału. Wśród krajów, które również mogą pochwalić się wzrostem obrotów, znalazły się także Luksemburg (173,1%), Portugalia (42,2%), Czechy (11,2%), Polska (4,6%) i Rumunia (3,2%).

Natomiast największe spadki aktywności inwestycyjnej zaobserwowano w Irlandii (‑44,5%),  Norwegii (-38%) i we Włoszech (-29,5%).

Oli Fraser Looen, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills, komentuje: „Zgodnie z przewidywaniami, z powodu obostrzeń związanych z lockdownem, zmniejszył się wolumen kapitału zagranicznego napływającego na europejski rynek nieruchomości. Niemniej jednak w ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy wzrost aktywności ze strony firm zarządzających inwestycjami oraz liczby akwizycji w ramach joint venture lub transakcji zakupu podmiotów, umożliwiających międzynarodowym funduszom inwestowanie poza granicami kraju. Ponadto, inwestorzy azjatyccy byli stosunkowo mało aktywni na rynku europejskim, natomiast nadal aktywnie działały fundusze amerykańskie”.

Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills w Polsce powiedział: „W sytuacjach kryzysowych najwcześniej do zakupów ruszają fundusze oportunistyczne, szukające nieruchomości z potencjałem po obniżonych cenach. Tym razem widzimy jednak w Polsce wysoką aktywność również funduszy typu core, zainteresowanych nieruchomościami wynajętymi na długi okres podmiotom o bardzo dobrym standingu finansowym. Sektor magazynowy, ze względu na rekordowe zainteresowanie ze strony inwestorów, praktycznie nie doświadczył wzrostu stóp kapitalizacji, natomiast w sektorze biurowym w związku z pandemią transakcje w ostatnich miesiącach zamykały się zwykle na poziomach o ok. 5% niższych, niż dotychczas”.

Savills w raporcie wskazuje również najbardziej atrakcyjne sektory nieruchomości na pozostałe miesiące roku, między innymi:

Nieruchomości wielorodzinne

W pierwszej połowie bieżącego roku wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości wielorodzinnych wyniosła łącznie 20,2 mld euro, co oznacza wzrost o 32% w porównaniu z pierwszym półroczem rok wcześniej. Niemcy ponownie były największym rynkiem, na którym zainwestowano niemal 12,5 mld euro, co przełożyło się na 62-procentowy udział w całkowitym wolumenie transakcji. Sektor nieruchomości wielorodzinnych odpowiadał za 17% łącznego wolumenu na rynku europejskim w pierwszym półroczu i za 20% w drugim kwartale. Nieruchomości wielorodzinne to zabezpieczone aktywa długoterminowe, które generują przychód i oferują dywersyfikację, ponieważ na ich sytuację wpływają czynniki strukturalne. Savills przewiduje, że w najbliższych 12 miesiącach inwestorzy będą nadal zwiększać ilość kapitału przeznaczanego na inwestycje w tym sektorze.

Nieruchomości logistyczne

W pierwszym półroczu wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości logistycznych w Europie wyniósł 13,3 mld euro w porównaniu z 14,5 mld euro w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli zmniejszył się w ujęciu rocznym o 8%. W czasie lockdownu ogromnie wzrosło znaczenie firm prowadzających działalność dystrybucyjną, na które pozytywnie wpłynął dynamiczny rozwój sprzedaży detalicznej w kanale online.

Nieruchomości handlowe

Wartość transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości handlowych wzrosła o 1% w porównaniu z pierwszą połową ubiegłego roku, osiągając poziom 18,3 mld euro. Udział tego sektora w łącznym wolumenie inwestycyjnym wyniósł 15% i był zbliżony do średniej pięcioletniej. Wzrost aktywności inwestycyjnej w sektorze handlowym był szczególnie widoczny w Niemczech, Francji, Hiszpani i Szwecji. Największy udział w tym miały duże transakcje portfelowe, a przede wszystkim sprzedaż pięciu centrów handlowych we Francji należących do Unibail-Rodamco-Westfield za 1,1 mld euro. Segment spożywczy cieszył się największym zainteresowaniem inwestorów, ponieważ sieci działające w tej branży okazały się odporne na zawirowania związane z COVID-19.

Nieruchomości biurowe

W pierwszej połowie 2020 roku wolumen transakcji inwestycyjnych w europejskim sektorze nieruchomości biurowych wyniósł 39,3 mld euro – o 15% mniej niż w pierwszym półroczu rok wcześniej. Sektor ten nadal stanowi dominującą klasę aktywów, odpowiadając za 33% całkowitego wolumenu w porównaniu z 39% w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku. Pomimo rosnących obaw związanych z tym sektorem z powodu pandemii COVID-19, podczas której z różnym powodzeniem powszechnie wdrażano model pracy z domu, z analiz przeprowadzonych przez Savills wynika, że zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe będzie raczej ewoluowało, niż zniknie.

Lydia Brissy, dyrektor w dziale badań rynków europejskich, dodaje: „Stopy kapitalizacji utrzymały się na stabilnym poziomie dla większości klas aktywów. W sektorze nieruchomości biurowych wynosiły w Europie średnio 3,73% (spadek o 15 pb w porównaniu z I kw. 2019 r.); stopy kapitalizacji dla nieruchomości wielorodzinnych również pozostały na stabilnym średnim poziomie 3,35% w ujęciu kwartalnym, a dla najbardziej atrakcyjnych obiektów magazynowych wyniosły 4,58% (-2 pb) i były niższe o 37 pb w stosunku do ubiegłorocznego poziomu. W najbliższych kilku miesiącach będziemy prawdopodobnie świadkami stabilizacji na większości rynków po okresie znacznych spadków stóp kapitalizacji na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Pomimo rosnącego zainteresowania inwestorów sektorem nieruchomości, przewidujemy, że możliwe do osiągnięcia stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów pozostaną do końca roku na dotychczasowym poziomie z powodu prognozowanego nikłego wzrostu czynszów na większości rynków europejskich”.

Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills w Polsce, dodaje: „W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, w przypadku sektora biurowego część inwestorów przyjęła postawę wyczekującą, zastanawiając się czy i w jakim stopniu zmieniony model pracy może spowodować spadek popytu na powierzchnię biurową. To czym Polska różni się od innych krajów, to duża zależność od kapitału z zewnątrz, co w sytuacjach dekoniunktury działa na naszą niekorzyść. Jednak rynek pracy w Polsce pozostaje bardzo atrakcyjny dla pracodawców na tle wielu innych krajów Unii Europejskiej, co może sprawić, że Polska stanie się większym beneficjentem ewentualnego przenoszenia usług do Europy, niż większość krajów zachodniej części kontynentu”.

Jak powinien wyglądać program dopłat do samochodów elektrycznych?

Jednym z narzędzi, którym państwo może wspierać rozwój elektromobilności, jest dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeprowadził w tym roku już trzy nabory wniosków, w których można było ubiegać się o dopłatę do zakupu pojazdu na prąd. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych przeanalizowano przebieg naborów, by wyciągnąć wnioski na kolejne. Okazuje się bowiem, że wiele rzeczy można było zrobić lepiej.

– Ocena pierwszych trzech naborów pokazuje, że dzięki nim wreszcie mamy o czym dyskutować. Nie były one oczywiście tak dużym sukcesem, jak byśmy sobie wszyscy życzyli. Mam jednak nadzieję, że będą punktem wyjścia do dalszego rozwoju elektromobilności w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA. – Dzięki temu kolejne nabory, które będą uruchamiane jeszcze w tym roku lub w kolejnych latach, będzie można dopasować do potrzeb branży elektromobilnej i wszystkich zainteresowanych kupnem samochodów elektrycznych. Główne potrzeby branży i klientów są następujące. Po pierwsze: brak ograniczenia wartości dofinansowanego samochodu do kwoty 120 tysięcy złotych. Takie ograniczenie wyłączyło z konkursu dużą część modeli samochodów. Po drugie: wyższa kwota dofinansowania. Aktualnie dofinansowanie nie jest dopasowane do realiów, zwłaszcza w dobie kryzysu związane z pandemią COVID 19. Musimy dopasować wysokość dofinansowania do poziomu, którego wymaga rynek. Po trzecie: nowe metody finansowania, czyli uruchomienie takich możliwości jak CFM lub leasing operacyjny. Po czwarte: kolejne programy muszą być otwarte również na przedsiębiorców. Dotychczasowe nabory wykluczały dofinansowanie samochodów używanych w firmach. Dopiero gdy wprowadzimy te zmiany będziemy mogli mówić o sukcesie naborów, a elektromobilność rzeczywiście zacznie się dynamicznie rozwijać – podkreśla Mazur.

Dlaczego warto wspierać rozwój przemysłu gier wideo?

Branża gier wideo charakteryzuje się intensywnymi badaniami i rozwojem, inwestując znaczne środki w rozwój nowych technologii, dążąc do tworzenia coraz bardziej innowacyjnych gier i usług dla kolejnego pokolenia graczy. Inwestycje te generuje również efekt „rozprzestrzeniania się technologii”, które są korzystne dla innych segmentów gospodarki poprzez wprowadzanie nowych technologii i wspieranie zwiększonej produktywności. Ponieważ jest to innowacyjna, wysoce kreatywna i oparta na technologiach branża, rozwój sektora gier często prowadzi do powstania oryginalnych pomysłów, koncepcji, modeli biznesowych i technologii mających zastosowanie w różnych sektorach przemysłu. Branża gier wideo jest aktywnie zaangażowana w rozwój nowych technologii, takich jak rzeczywistość wirtualna (VR), analityka dużych zbiorów danych (Big Data) i sztuczna inteligencja (AI), które mają odgrywać kluczową rolę w pobudzaniu wzrostu w wielu gałęziach przemysłu i staną się niezbędnym składnikiem przyszłego sukcesu gospodarczego.

Polski rząd od lat dostrzega potencjał branży w zakresie stymulowania wzrostu PKB, innowacyjności i stara się (z sukcesami) zapewnić mu czołowe miejsce wśród liderów. Natomiast Amerykańska Izba Handlowa wspiera ekspansję polskich firm i przedsiębiorców, w utworzonym na początku roku programie „American Investor Desk”, który pomaga odnieść sukces na topowym rynku amerykańskim. Wyższe uczelnie w Polsce stworzyły już ponad 60 kierunków studiów, kształcących kadry dla tego sektora.

„Chcemy przekazać obecnym studentom, a przyszłym managerom wiedzę niezbędną do rozpoczęcia kariery zawodowej w jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów na świecie. Wspólnie opracowany przez nas i naszych partnerów kierunek pozwoli poznać między innymi zasady zarządzania projektami, zrozumieć specyfikę nadzorowania zespołów deweloperskich, produkcji i promocji gier, czy też kwestie związane z szacowaniem budżetu. Umożliwiamy też odbycie praktyki w studio deweloperskim oraz dostarczymy studentom materiały do praktyk” – informuje Michał Gembicki, członek zarządu Klabater S.A. oraz jeden z wykładowców na kierunku Zarządzanie w branży gier video na Uczelni Łazarskiego.

Rządy na całym świecie, dostrzegając potencjalne korzyści płynące z rozwoju odnoszącej sukcesy branży gier wideo i podjęły różne środki w celu wsparcia lokalnego przemysłu. Poniżej opis niektórych takich inicjatyw. Izrael to najważniejsze centrum high-tech na świecie po Stanach Zjednoczonych.

  • Izrael

Izraelskie startupy osiągnęły rekordowy poziom ponad 6 miliardów dolarów, a kraj, który jest nowicjuszem na światowej scenie gier wideo, w krótkim czasie osiągnął znaczące sukcesy na skalę światową, jak znanych firm „Playtika”, a ostatnio „Plarium”. Unikalny dla innowacji ekosystem sprawia, że jest to pierwszy kraj docelowy dla organizacji, które chcą wprowadzać innowacje (poza Stanami Zjednoczonymi). Izrael może pochwalić się ponad 6000 startupów, a każdego roku powstaje około 600 nowych, to drugi najbardziej innowacyjny kraj na świecie, zajmuje trzecie miejsce na liście firm technologicznych notowanych na NASDAQ (po USA i Chinach), drugi na świecie w kategorii badania i rozwoju-jako procent PKB (4,1%), z najwyższą na świecie liczbą startupów na mieszkańca. Już kilka lat temu 200 firm zajmujących się grami, generowało ponad 1 miliard dolarów przychodów i zatrudniało około 4000 pracowników. Lokalny przemysł gier stale zajmuje wysokie miejsce wśród przodujących sektorów przemysłu w Izraelu i zdobywa sławę na całym świecie. Playtika-największa izraelska firma zajmującą się grami została założona w 2010 roku przez Roberta Antokola i Uri Shahaka. W maju 2011 r. firma została kupiona przez Caesars Entertainment Corporation. W lipcu 2016 r. działalność firmy została przejęta za 4,4 miliarda dolarów przez chińskie konsorcjum.

Fundamentami sukcesu Izraela są m.in. programy akademickie, takie jak:

Program tworzenia gier „Mentor College”, który zapewnia wszechstronne szkolenie praktyczne w zakresie wszystkich kluczowych obszarów produkcji gier (projektowanie, grafika, programowanie i dźwięk), tworzenie portfolio gier i produkcja gier na komputery stacjonarne i urządzenia mobilne. Praktyki oferowane są wybitnie zdolnym studentom.

Tiltan oferuje 3-letni program tworzenia gier z 2 ścieżkami specjalizacji, jeden dla programistów
a drugi dla artystów. Nauka obejmuje mechanikę narracji i projektowania gier, projektowanie poziomów i daje szansę pracy (jak w prawdziwym studio) nad projektowaniem gry. Uczelnia ma niezależne studio na terenie kampusu, które prowadzi projekty w świecie rzeczywistym, od urządzeń mobilnych i Xbox po AR / VR.

Program rozwoju gier Shenkar College, działający od 2009 r., Obejmuje takie obszary, jak modelowanie 2D i 3D, interfejs użytkownika, zarządzanie produkcją gier i pisanie gier wideo. Uczelnia od 2 lat współpracuje z MIT, prowadząc wspólny inkubator gier dla uczniów obu szkół.

IAC-Izraelska Szkoła Animacji, oferuje wydział gier wideo obejmujący różne obszary projektowania i tworzenia gier, w tym projektowanie 2D i 3D (Unity 3D, DS Max3), Digital Sculpting (ZBrush), UX i UI, AI, Motion Capture, AR / VR i publikowanie gier mobilnych / internetowych.

IDC Herzliya oferuje specjalizację z gier komputerowych w ramach trzyletnich studiów licencjackich z informatyki. Program oferuje praktyczne warsztaty, podczas których uczniowie są pod opieką liderów branży w zakresie produkcji gier oraz biznesowych aspektów tworzenia i dystrybucji gier.

„Hasifa”, oddział Open University oferuje program rozwoju gier wideo obejmujący takie obszary, jak narracja dla różnych gatunków gier, sztuka i kreatywność, UX, 2D (Construct 2) i wprowadzenie do Unity3D i Maya. Studenci także zdobywają praktyczne doświadczenie w tworzeniu wersji demo.

Bezalel oferuje ścieżkę specjalizacji „Game Design” w ramach 4-letniego tytułu licencjata Visual Communications (B.Des). Studia obejmują kursy projektowania gier, grafiki i tworzenia gier, współpracę z programem informatyki Uniwersytetu Hebrajskiego oraz szeroką gamę kursów akademickich, studiów i kursów magisterskich prowadzonych przez liderów branży.

  • USA 

Stany Zjednoczone zajmują pozycje lidera pod względem całkowitej liczby pracowników w branży, którą tworzą  ponad 3 tysiące firm, zatrudniających w przybliżeniu pół miliona ludzi. Gry wideo to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi przemysłu rozrywkowego w USA. Według najnowszych danych branża gier wideo jest obecnie większa niż branża filmowa i muzyczna razem wzięta, co czyni ją główną branżą rozrywkową. Szacuje się, że w tym roku globalny rynek gier wygeneruje 152,1 miliarda dolarów od 2,5 miliarda graczy na całym świecie. Firmy posiadające największy udział w amerykańskim rynku gier wideo to Microsoft Corporation, GameStop Corp., Sony Corporation, Nintendo Co. Ltd., Activision Blizzard Inc. i Electronic Arts Inc.  Uważane przez niektórych za miejsce narodzin gier, napędzane gorączką gier arkadowych w latach 60-tych i wprowadzeniem pierwszych komputerów osobistych i domowych konsol do gier w latach 70-tych. Stany Zjednoczone są zdecydowanie globalnie czołowym krajem pod względem zatrudnienia przy tworzeniu gier, zdecydowanie wyprzedzając kolejne w rankingach tj. Wielką Brytanię, Kanadę i Japonię.

  • Dania

DFI, który jest finansowany przez duńskie Ministerstwo Kultury, oferuje program dotacji dla duńskich gier wideo. Wsparcie jest udzielane na rozwój, produkcje i uruchamianie cyfrowych, interaktywnych gier, niezależnie od platform technologicznych i procesu dystrybucji. Fundusz oferuje wsparcie na etapie rozwoju, produkcji i uruchomienia w wysokości od 50 do 60% budżetu każdego etapu.

  • Holandia

The Dutch Game Garden (DGG) to finansowany przez rząd inkubator i centrum biznesowe z wieloma lokalizacjami w Holandii, mający na celu przyspieszenie rozwoju holenderskiej branży gier zarówno w kraju, jak i za granicą. Fundacja zapewnia szerokie wsparcie początkującym i uznanym twórcom gier. Ponadto fundusz gier finansowany przez holenderskie Ministerstwo Edukacji, Kultury i Nauki , zachęca do rozwoju gier artystycznych.

  • Finlandia

Doskonały przykład siły branży gier wideo w wyłonieniu się Finlandii jako światowego lider w tej dziedzinie, z ponad miliardem ludzi na całym świecie grających w gry wyprodukowane w kraju z 5,5 miliona ludności. Branża gier wywarła zarówno kulturowy, jak i ekonomiczny wpływ na fińskie społeczeństwo. Sektor gier wideo w Finlandii koncentruje się głównie wokół sektora mobilnego, a zdecydowana większość firm tworzy gry na tę platformę. Ta specjalizacja może mieć swoje korzenie w historycznej dominacji Nokii na fińskim rynku mediów, ale przypisuje się ją również stosunkowo niskim kosztom tworzenia gier na tę platformę. Dystrybucja cyfrowa, choć nie była pozbawiona zagrożeń, takich jak konieczność pokrywania kosztów produkcji i marketingu, dawała tym, którzy zaryzykowali, możliwość zostania uznanymi nazwiskami i liderami rynku. Ważną rolę w fenomenalnym sukcesie odegrała firma Rovio’s Angry Birds i była siłą napędową boomu na startupy w branży. Kolejnym znaczącym wydarzeniem był rozwój modelu biznesowego free to play (F2P). W modelu F2P konsumenci mają bezpłatny dostęp do gier, ale za dodatkową opłatą oferowane są dodatkowe funkcje i aktualizacje. Tytuły, takie jak Clash of Clans, Hay Day i Clash Royale, wyniosły fiński przemysł na nowe wyżyny, ponieważ pięć najpopularniejszych gier Supercell dotarło do rekordowego poziomy 100 milionów graczy (dziennie) i zarabiało ponad 5 milionów dolarów dziennie.

  • Francja

Fundusz wsparcia dla gier wideo (FAJV) jest współfinansowany przez francuskie Ministerstwo Przemysłu i Centre National du Cinéma (CNC). FAJV wspiera firmy już na etapie rozwoju lub w fazie produkcji. Dwie podstawowe formy oferowanej pomocy to dotacja na tworzenie własności intelektualnej oraz wsparcie finansowe na badania, rozwój i innowacje. Finansowanie może również obejmować wydarzenia handlowe.

  • Hiszpania

Fundusz Krajowego Wsparcia Rozwoju Gier Wideo, którym zarządza i finansuje hiszpańskie Ministerstwo Przemysłu, które wspiera rozwój projektów oprogramowania i gier. Udzielane wsparcie jest połączeniem subwencji i pożyczki. Maksymalna kwota dotacji to 10% całkowitych wydatków projektu. Pomoc w formie pożyczki może uzupełnić dotację do 100% kosztów projektu.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku, dyrektor Agencji CORE PR, która jest liderem komunikacji w sektorze gamingowym i obsłużyła ponad 600 kampanii. Nie tylko realizowała działania dla największych Spółek z sektora gier wideo, V/C czy wsparcia transakcji M&A, czy IPO, ale i wielu małych startupów. Prowadzi też działania integrujące środowisko branżowe jak np. „miksery” dla liderów branży, działania edukacyjne z najważniejszymi uczelniami czy nowatorskie prezentacje projektów.

Popyt na Kredyty Mieszkaniowe w sierpniu 2020 r.

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny, ósmy w tym roku odczyt Indeksu wyniósł -3,1%, co oznacza, że w sierpniu 2020 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 3,1% w porównaniu z sierpniem 2019 r.

W sierpniu 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 32,66 tys. klientów w porównaniu do 35,07 tys. rok wcześniej – jest to spadek o -6,8%. W porównaniu do lipca 2020 r. liczba wnioskujących również spadła o 15,7%, zaś w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. wzrosła o 17,4%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 290,00 tys. zł i była o 4% wyższa niż w sierpniu 2019 r. W porównaniu do kwietnia 2020 r. (gdy była najwyższa) średnia kwota kredytu była niższa o (-4,0%).

– Na wartość Indeksu negatywnie wpłynął spadek liczby wnioskodawców, pozytywnie natomiast wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu. Sierpniowy odczyt Indeksu, pomimo, że nadal jest ujemny i daleko mu do odczytu lutowego br. (+27,6%), który zakończył wzrostowy trend popytu na kredyty mieszkaniowe, jest już kolejnym po czerwcu oraz lipcu wskazaniem odbudowy popytu (ujęcie wartościowe) na rynku kredytów mieszkaniowych. Otwartym pytaniem pozostaje, na jak długo. Na razie mamy swoisty rollercoaster: w styczniu kontynuowana hossa z 2019 r., w lutym – euforia, w marcu w pierwszej połowie optymizm, w drugiej połowie niepewność, w kwietniu – głęboka depresja, w maju lekka poprawa, w czerwcu wyraźna poprawa, oraz stabilizacja w miesiącach wakacyjnych lipcu i sierpniu. Nadal jednak jest prawdopodobny scenariusz drugiej fazy pandemii na jesieni, który znów może negatywnie wpłynąć na popyt na kredyty mieszkaniowe – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks wskazuje jedynie na odbudowę strony popytowej i tylko w wymiarze wartościowym rynku kredytów mieszkaniowych. Warto zwrócić uwagę na wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu i to przy wyższych wymaganiach co do wkładu własnego (spadek poziomu lewarowania). Oznacza to, że kredytowane są droższe nieruchomości. Na wartość nieruchomości wpływają dwa elementy: cena oraz wielkość nieruchomości. Ceny nieruchomości na rynku pierwotnym zachowują się w sposób zróżnicowany: są lokalizacje gdzie ceny spadają (Gdańsk, Kraków, Szczecin), w innych rejonach ceny są stabilne (Warszawa), ale występują też miejsca, gdzie ceny wzrosły (Wrocław, Katowice, Poznań, Lublin). Kredytowane mogą być więc większe, a tym samym finalnie droższe nieruchomości. Ponadto należy mieć na uwadze, że wartość akcji kredytowej determinowana jest również polityką kredytową banków. Nadal obecnie mamy politykę konserwatywną, co powoduje spadek poziomu akceptacji wniosków kredytowych. Dlatego też w miarę optymistyczne odczyty poziomu popytu na kredyty mieszkaniowe nie oznaczają, że nastąpi również wzrost akcji kredytowej. Chociaż banki zapowiadają, że zaczną luzować politykę kredytową – dodaje prof. Rogowski.BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniósł w sierpniu 2020 r.Metodyka indeksu: Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Pandemia i czasowe zamknięcie granic nieco odmłodziły strukturę wieku aut na rynku wtórnym

W stosunku do zeszłego roku mamy o blisko 8 pkt procentowych mniej aut w wieku 10 – 21 lat. To oznacza, że wiek aut na polskim rynku zawyżają złomy z importu.

Jak wyglądała I połowa 2019 roku?

Wg danych autobaza.pl w pierwszej połowie 2019 roku, kiedy nikomu jeszcze nie śniło się o COVID-19, aut z rocznika 2007 – 2010 było 27,20%, 2003 – 2006 nieco mniej, bo 22,14% udziału w rynku ofert. Natomiast auta z rocznika 1999 – 2002 miały 9,37% udziału w rynku ofert.

Z tego wynika, że aż 58,71% aut w obrocie na rynku wtórnym w 2019 roku miało co najmniej 9 lat!auta używane import 2020

W związku z pandemią i całkowitym lockdownem, w pierwszej połowie roku mamy aż 214 446 tys. aut mniej w obrocie niż w połowie 2019 roku. Wpłynęło to na odmłodzenie struktury wieku aut na polskim rynku wtórnym.

Co zmieniło się w I połowie 2020 roku?

Obecnie auta z roczników 2007 – 2010 stanowią 25,64% (spadek o 1,56%), roczniki 2003 – 2006 to 22,14% ofert na rynku wtórnym (spadek o 3,96%), a auta z roczników 1999 – 2002 stanowią 6,97% udziału w rynku (spadek o 2,4%). auta używane sprzedaż 2020

Sumując powyższe, w pierwszej połowie 2020 roku mamy w obrocie 50,79% aut w wieku powyżej 10 lat! W stosunku do roku 2019 nastąpiło zmniejszenie o 7,92 punkty procentowe.

“Zaledwie 3 miesiące lockdownu i utrudnienia przy przekraczaniu granic wystarczyły, aby struktura wieku aut odmłodniała blisko o 8 pkt procentowych r/r. To wiele mówi o tym co się zwozi do naszego kraju i jaki ma to ogólny wpływ na rynek aut używanych w Polsce” – mówi Marek Trofimiuk ekspert autobaza.pl.

W strukturze rynku w Polsce dominują samochody używane

Przypomnijmy, że w Polsce 2 na 3 osoby kupują samochód używany, a wśród zakupów nowych samochodów dominują firmy.

Niedawno SAMAR przygotował raport wykluczający udział tzw. martwych dusz w statystykach CEPiK. Na tej podstawie oszacowano, iż średni wiek auta osobowego w Polsce wynosi nieco ponad 15 lat.

Widać wyraźnie, iż przedstawione powyżej dane autobaza.pl korelują z ustaleniami SAMAR i mogą również rzucić nieco światła na strukturę wieku aut na rynku i tego co się sprzedaje na polskim rynku wtórnym.

Średni wiek auta przywożonego do naszego kraju wynosi nieco ponad 11 lat i trend ten się utrzymuje od 2016 roku.

W najbliższych latach z powodu pandemii i trudnej sytuacji gospodarczej, która przełoży się na zasobność naszych portfeli, nie obniżymy średniej wieku aut jeżdżących po naszym kraju, a to oznacza, że nadal będziemy jeździć w Polsce średnio piętnastoletnimi autami…

Sklepy wprowadzają nowe trendy. Już nie bio, a eko i vege są najczęściej promowaną zdrową żywnością

O prawie 180% wzrosła liczba promocji w sklepach na produkty bio, eko, vegan oraz vege. To zmiana, która nastąpiła w pierwszej połowie br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Największy przyrost dotyczył kategorii eko i wyniósł przeszło 640%. Z kolei najmniejszy miał miejsce w przypadku art. vegan – ponad 80%. Biorąc pod uwagę formaty sklepów, zdecydowanym liderem wzrostów są dyskonty – 624%. Na końcu znalazły się supermarkety – prawie 92%. To wnioski z analizy przeprowadzonej przez agencję badawczo-analityczną Hiper-Com Poland oraz UCE RESEARCH.

Jak wynika z analizy, sieci handlowe ogólnie zrobiły o 178,8% więcej promocji na produkty bio, eko, vegan i vege. Wzrost ten nastąpił w pierwszej połowie 2020 roku w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jak przekonuje Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy, klienci oczekują od sklepów dobrej oferty zdrowych produktów. Kupując takie towary, czują, że lepiej dbają o siebie i swoich bliskich. A to w tym roku nabiera coraz większego znaczenia.

– Ten rynek zaczyna się u nas ładnie rozwijać, choć wciąż jesteśmy daleko za trendami zachodnimi. Sieci handlowe zorientowały się, że na tym można dobrze zarabiać. Uczą więc ludzi, czym jest produkt bio. Mówią o zdrowiu czy wyższej jakości, a to przyciąga też lepszego klienta. To jednocześnie stanowi świetne działanie PR-owe i CSR-owe. Sieci chcą być kojarzone z takim asortymentem – komentuje Krystyna Radkowska, prezes Polskiej Izby Żywności Ekologicznej (PIŻE).

Jak podkreśla Julita Pryzmont, z Hiper-Com Poland, największy wzrost promocji zanotowano w drugiej połowie 2019 roku, a minione półrocze przyniosło lekkie wyhamowanie. Okres od lipca do grudnia br. pokaże, czy tak jak w ub.r. sieci zintensyfikują działania. Zdaniem eksperta, pandemia na pewno wpłynęła na zdrowsze wybory Polaków. Jednak ciągły wzrost cen żywności może ograniczyć zakup produktów z tych kategorii, które zazwyczaj są droższe. Według Arkadiusza Paprzyckiego, trend związany z promocjami będzie się coraz mocniej rozwijać.

– Myślę, że liczba promocji utrzyma się na podobnym poziomie jak w ostatnich miesiącach. Docierają do mnie informacje, że działania z pierwszego półrocza będą kontynuowane. Na pewno sam rynek produktów bio jeszcze urośnie. On zyskuje na tym, że w trakcie lockdownu ludzie mieli czas na różne przemyślenia, w tym dotyczące jakości jedzenia. Dziś klienci częściej sprawdzają składniki produktów i zwracają uwagę na etykiety – dodaje prezes PIŻE.

Z analizy wynika również, że największy przyrost miały produkty typu eko – 641,8%. Dalej znalazły się  vege – 541,2% oraz bio – 167,5%. Z kolei najmniejszy wzrost był widoczny w przypadku art. vegan – 80,3%. Zdaniem Krystyny Radkowskiej, wzrosty wynikają z dwóch czynników. Po pierwsze, rynek nie osiągnął jeszcze możliwego pułapu. Po drugie, był bardzo niedoinwestowany. A jeśli pojawia się coś nowego, to zawsze te przyrosty na początku są o wiele większe. Później nie trzeba już tak mocno promować towarów. Natomiast Julita Pryzmont podkreśla, że wyrazów „eko” i „bio” można używać zamiennie. To kwestia wyboru producenta. Konsumenci mogą więc traktować te promocje łącznie.

– Firmy zaczęły wykorzystywać modę na zdrowe odżywianie i oznaczają swoje produkty jako eko, bio, vege czy vegan. Tego typu informacje są silnym bodźcem zakupowym dla klientów. Oni utożsamiają je z wysoką jakością i zdrowiem. Największy wzrost miały produkty eko i vege, ponieważ ludzie zwracają uwagę właśnie na te oznaczenia. Wegan jest zdecydowanie mniej niż wegetarian, więc asortyment nie rozwija się tak dynamicznie – analizuje ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Uwzględniając wszystkie kategorie analizowanych produktów, największy przyrost promocji odnotowano w dyskontach – 624%. Następne były sieci typu cash & carry – 252,9%, a za nimi – convenience – 230,8%. Najmniejszy wzrost zanotowały supermarkety – 91,4% i hipermarkety – 107,6%. Jak zaznacza Julita Pryzmont, w tych dwóch ostatnich formatach głównie robione są duże, planowane zakupy rodzinne. Ich budżet często nie może udźwignąć zdrowszych, droższych odpowiedników. Natomiast dyskonty już od dawna starają się oferować swym konsumentom tanie towary premium.

– Dyskonty walczą o pozycję lidera, która sieć będzie postrzegana jako bardziej ekologiczna i prozdrowotna. Taki wizerunek, obok ceny, jest jednym z najważniejszych czynników, na który zwracają dziś uwagę konsumenci. Te sklepy chcą być postrzegane jako zdrowe warzywniaki z sąsiedztwa. Właśnie dyskonty mają największy kawałek tortu do zgarnięcia w tej kategorii i stąd tak dynamiczny wzrost – stwierdza Arkadiusz Paprzycki.

Według prezes Radkowskiej, dyskonty pokazują tak naprawdę, jak przeciętny Polak zaczyna się żywić. Jeżeli tam rośnie sprzedaż produktów bio, to znaczy, że przysłowiowy Kowalski zaczyna wybierać taką żywność. I to jest bardzo dobra wiadomość.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz zespołu analitycznego UCE RESEARCH. Porównano dane z I półrocza 2020 roku i z analogicznego okresu w ub.r. Weryfikacji poddano blisko 1,5 tys. akcji promocyjnych, w tym blisko 500 produktów.

Na rynkach względny spokój. Zmiany w porozumieniu brexitu

Przy braku interesujących informacji z weekendu i świadomości święta w USA, rynki w poniedziałek zachowują względny spokój. Mimo to pozycja aktywów ryzykownych pozostaje krucha przy nerwowości zasianej przez wyprzedaż spółek technologicznych na Wall Street. Inwestorzy potrzebują dowodów, że rajd ryzyka ma wsparcie w gołębich bankach centralnych.

To najprędzej nastąpi dopiero w czwartek przy posiedzeniu EBC. Po ostatnich komentarzach przedstawicieli banku wyrażających niezadowolenie z siły EUR, interesującym będzie, czy te obawy zostaną ujęte w komunikacie (fragment o „nieuzasadnionym zacieśnianiu warunków finansowych”). Spadek inflacji CPI poniżej zera w sierpniu podnosi ryzyko bardziej gołębiego wydźwięku konferencji prezes Lagarde. Jednocześnie wydaje się za wcześnie, by EBC zapowiadał zmiany w parametrach polityki, więc ogólnie możemy otrzymać przekaz korzystny dla apetytu na ryzyko, ale w ograniczonym stopniu szkodliwy dla EUR.

Co powie Powell

W najbliższych dniach raczej nic nowego nie usłyszymy z Fed. Dzisiejsze obchody Święta Pracy w USA zwalnia też członków FOMC od wypowiadania się publicznie, a od jutra rozpoczyna się tygodniowy okres zamknięty przed przyszłotygodniowym posiedzeniem. W ciągu dnia ma pojawić się przeprowadzony wcześniej wywiad z prezesem Fed Powell dla NPR, jednak ujawnione w piątek fragmenty nie sugerują rewelacji. Pozytywnie odebrał on ostatni raport NFP, ale przyznał, że odbudowa gospodarki potrwa długo i będzie wymagać niskich stóp procentowych „przez lata”. To zostawia USD skazanego na impulsy z danych, a tych w tym tygodniu będzie niewiele (tylko CPI z piątek). Wyschnięcie dopływu kluczowych odczytów może zahamować umocnienie dolara.

Zmiany w porozumieniu brexitu

W poniedziałek uwaga skupia się na funcie, który znalazł się pod presją w obliczu plotek o skomplikowaniu negocjacji ws. brexitu. Financial Times donosi, że rząd Wielkiej Brytanii rozważa zmiany w porozumieniu brexitu sprzed roku. W środę premier Johnson ma przedstawić nowe przepisy m.in. dotyczące przyszłości granicy z Irlandią. Te zmiany to nic innego jak złamanie ustaleń, które były negocjowane przez wiele miesięcy i takie stanowisko Wielkiej Brytanii może rodzić poważne ryzyko zerwania aktualnych negocjacji. To wszystko może być tylko agresywna strategia, by ugrać jak najwięcej w negocjacjach handlowych, które muszą się zakończyć do połowy października, ale z Johnsonem nigdy nic do końca nie wiadomo. Z drugiej strony prawdopodobne jest, że strona unijna będzie cierpliwie znosić wybryki BoJo, licząc, że na koniec zwycięży dyplomatyczny pragmatyzm. Inwestorzy najwyraźniej są podobnego zdania i nie reagują zbyt nerwowo (choć negatywnie), ale w obliczu nowych informacji wzrosty funta stają się coraz trudniejsze.

EUR/PLN wyrwał się ponad 4,46 i tak wysoko nie był od połowy lipca. Złoty znalazł się pod presją redukcji ryzykownych pozycji w ślad za odbiciem USD i tąpnięciem rynku akcji, ale nie uważamy, aby miało dojść do głębszej zmiany trendu. Mimo to do ponownego umocnienia złotego potrzebny będzie zdecydowany powrót EUR/USD do wzrostów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyrektorzy szkół z dużymi obawami weszli w nowy rok szkolny. 70 proc. chce zmiany podstawy programowej

Możliwy przyrost zachorowań wśród uczniów i nauczycieli, dostosowanie się do narzuconych wytycznych MEN oraz zadbanie o społeczną funkcję szkoły – to dzisiaj największe zmartwienia dyrektorów szkół. Mimo to większość z nich zdecydowała się na powrót dzieci do szkół od 1 września. Podkreślają jednak, że konieczność zmiany modelu nauczania powinna pociągnąć za sobą zmiany w podstawie programowej.

To, czy Polska jest gotowa na nowy rok szkolny, okaże się dopiero wtedy, gdy w placówkach znajdą się dzieci. Wśród pytanych przez nas dyrektorów aż 80 proc. opowiadało się za tym, żeby do szkół wrócić 1 września. Jest to optymistyczne, jednak przed tymi dyrektorami stoi ogromne wyzwanie – mówi agencji Newseria Biznes Urszula Borzym z Instytutu Humanites.

To na dyrekcji szkoły będzie spoczywać odpowiedzialność związana ze zdrowiem dzieci. Zgodnie z informacją MEN z 25 sierpnia podstawowym modelem kształcenia od 1 września br. jest nauka stacjonarna w szkołach. Jeśli jednak pojawi się sytuacja zagrożenia, możliwy będzie również model mieszany. Może o tym zdecydować dyrektor szkoły po uzyskaniu zgody organu prowadzącego i na podstawie pozytywnej opinii sanepidu. Przy większym zagrożeniu epidemiologicznym może on także zastosować kształcenie zdalne.

Naturalnie dyrektorzy najbardziej obawiają się zachorowań wśród kadry i uczniów. Kolejne obawy to możliwość realizacji społecznej roli szkoły. Tego w nauczaniu zdalnym nie dało się osiągnąć, a co więcej, nie wszystkie dzieci miały dostęp do edukacji. Trzecia obawa, wynikająca z dwóch poprzednich, to troska o zdrowie psychiczne i motywację, zarówno nauczycieli, jak i uczniów – mówi Urszula Borzym.

Prawie 70 proc. badanych dyrektorów szkół i nauczycieli podkreśla konieczność zmiany realizowanej podstawy programowej. Jak zaznaczają eksperci, próba przeniesienia jeden do jednego tradycyjnego nauczania do internetu skończyła się fiaskiem. Potrzeba więc nie tylko większej autonomii dyrektorów szkół, ale też zmiany metodyki pracy i większego zaangażowania zarówno nauczycieli, jak i uczniów.

Ostatnie miesiące pokazały, że przewidziana w podstawie programowej całość materiału jest bardzo trudna albo nawet niemożliwa do zrealizowania. Nasuwa to prostą refleksję, że podstawa programowa powinna być zmieniona. Musi stać się bardziej elastyczna i lepiej dostosowana do możliwości uczniów, zwłaszcza w przypadku nauki hybrydowej. Odpowiedni byłby model, w którym 80 proc. tej podstawy jest wymagane, a 20 proc. to dodatek, który należy zrobić w zależności od możliwości uczniów oraz nauczycieli – mówi ekspertka z Instytutu Humanites.

Druga połowa poprzedniego roku szkolnego pokazała, jak ważna jest elastyczność i otwartość na nowe rozwiązania w szkole. Sytuacja pandemiczna uwypukliła także rolę dyrektorów w kierowaniu pracami placówki.

Przez lata dyrektorzy szkół byli traktowani jak administratorzy, wypełniający odgórne zalecenia. Teraz wymaga się od nich, żeby z dnia na dzień stali się samodzielnymi liderami – mówi Urszula Borzym. – Dyrektorzy są przygotowani do podejmowania trudnych decyzji, na co dzień to robią, tylko w mniejszej skali. W tej chwili ta skala urosła niewyobrażalnie. W tym wyjątkowym czasie sygnalizują nam potrzebę ogromnego wsparcia i kompetencyjnego, i systemowego, i emocjonalnego.

W stawaniu się liderem dyrektorom może pomóc program Instytutu Humanites Akademia Przywództwa Liderów Oświaty (APLO).

To program, który daje dyrektorom szkół możliwość kształcenia na poziomie wysokiej kadry menadżerskiej, przygotowuje ich do zarządzania zmianą, podejmowania trudnych decyzji i stania się bardziej liderem niż administratorem – mówi ekspertka.

Problemy psychiczne może mieć nawet 6 mln Polaków, a kolejki do specjalistów rosną. Rozwiązaniem mogą być konsultacje online

W Polsce ze wsparcia psychologów korzysta 1,6 mln osób, jednak pomocy może potrzebować nawet kilka milionów. Problemem jest nie tylko długi, nawet kilkumiesięczny okres oczekiwania na konsultację, zarówno w państwowych, jak i prywatnych placówkach, lecz także stereotypowy lęk przed wizytą w gabinecie. Pandemia koronawirusa pokazała, że skuteczną formą pomocy może być zdalna konsultacja – zarówno rozmowa telefoniczna czy online, jak i terapia asynchroniczna, czyli wymiana wiadomości tekstowych z psychologiem nie w czasie rzeczywistym. W Polsce powstała pierwsza służąca do tego platforma WeTalk.

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że na depresję cierpi blisko 300 mln ludzi na całym świecie, a problem dotyka średnio 10–15 proc. społeczeństwa. W krajach rozwiniętych różnego typu zaburzenia psychiczne i behawioralne są jednymi z najczęściej występujących problemów zdrowotnych. W Polsce z problemami psychicznymi może borykać się nawet 6 mln osób. Jak jednak pokazują dane GUS (za 2018 rok), z pomocy psychologów korzysta jedynie 1,6 mln Polaków.

– W Polsce jest duże zapotrzebowanie na porady psychologiczne. W zależności od województwa czeka się na nie w ramach NFZ od kilku tygodni do nawet pół roku. Rzecz ma się podobnie w dobrych ośrodkach prywatnych, gdzie mogą to być nawet dwa miesiące oczekiwania. U prywatnych psychologów oczekiwanie może trwać kilka tygodni, bo kalendarze są tak zapełnione – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Dąbrowski, psycholog, współtwórca WeTalk.

Rozwiązaniem może być terapia zdalna. Konsultacje na odległość okazały się nieocenione podczas pandemii i przymusowej kwarantanny, które dodatkowo wpłynęły na pogorszenie nastrojów i nasilenie lęków. Czynniki te uwypukliły problem samotności i trudnych relacji w rodzinie.

– Pomoc psychologiczna online poprawi dostępność do usług psychologicznych, choćby biorąc pod uwagę odległe miejsce zamieszkania czy trudności z dostępem do lekarza w niektórych miastach – ocenia Grzegorz Dąbrowski.

Pomoc psychologiczna online to coraz popularniejsze rozwiązanie na całym świecie. W Europie Zachodniej czy USA jest ona refundowana przez państwo lub towarzystwa ubezpieczeniowe.

– W Polsce do pewnego czasu pomoc online była traktowana bardzo ortodoksyjnie przez środowisko psychologów, natomiast pandemia koronawirusa spowodowała, że wszyscy, nawet jej przeciwnicy, byli zmuszeni do spróbowania tej formy. Jak wynika z rozmów ze środowiskiem, jest bardzo pozytywny odzew, wielu terapeutów zdecydowało się włączyć konsultacje online do swoich usług – wskazuje współtwórca WeTalk.

Psycholodzy współpracujący z portalem wskazują, że tekstowa pomoc psychologiczna spełnia jeszcze jedną ważną funkcję, która zazwyczaj nie jest dostępna w tradycyjnym gabinecie.

– Pacjenci przekazują nam, że niezwykle istotna jest dla nich nie tylko sama rozmowa, ale i poczucie, że ktoś czuwa, jest codziennie obecny i potencjalnie dostępny na wyciągnięcie ręki w schowanym w kieszeni smartfonie –  opowiada Bibianna Muszyńska-Czerewkiewicz, psycholog, współtwórczyni WeTalk. –  Młode osoby w naturalny sposób korzystają z urządzeń mobilnych i komunikują się za ich pomocą ze światem, dlatego pisanie do psychologa nie wydaje im się niczym nietypowym.

W wielu krajach działają także serwisy, które oferują tekstowe konsultacje. Przykładowo w USA platformy te mają miliony użytkowników i tysiące licencjonowanych psychoterapeutów. Sukcesy takich rozwiązań w innych krajach i rosnące zapotrzebowanie na pomoc specjalistów zachęciły polskich psychologów do uruchomienia na krajowym rynku platformy WeTalk, która oferuje wsparcie psychologiczne, psychoterapeutyczne i coachingowe.

– Portal opiera się na wymianie tekstowych wiadomości z terapeutą. Jest ona asynchroniczna, czyli to nie jest czat na żywo, natomiast mamy gwarancję otrzymania odpowiedzi od specjalisty codziennie. Możemy pisać o każdej porze, rano przy śniadaniu, w metrze, skądkolwiek i kiedykolwiek. Jest to bardzo wygodna forma pomocy – przekonuje Grzegorz Dąbrowski.

– Żadna ze stron nie jest zobowiązana do ustalania wspólnego terminu. Porada się odbywa, ponieważ pacjent może pisać do swojego terapeuty, kiedy chce i skąd chce, a terapeuta raz dziennie to komentuje – dodaje Bibianna Muszyńska-Czerewkiewicz.

Osoba potrzebująca pomocy na początku rozmawia z konsultantem, który ma wykształcenie psychologiczne. Następnie przydziela on trzech terapeutów, spośród których można wybrać tego, który wzbudza największe zaufanie.

– Naszym mottem jest to, że o każdym problemie warto rozmawiać. Jesteśmy portalem dedykowanym osobom z depresją, lękami, ale nie tylko, również osobom, które mierzą się z różnymi wątpliwościami, mają problem, ale nie wiedzą, czy na tyle poważny, żeby pójść do gabinetu. Mamy również wsparcie dla osób, które chcą popracować nad samorozwojem, gdyż są u nas coachowie czy seksuolodzy – wymienia Grzegorz Dąbrowski. – Nasz portal funkcjonuje od prawie pół roku i wygląda to obiecująco, bo mamy już tysiąc użytkowników.

Badania wykazują, że terapia zdalna może być skuteczniejsza niż tradycyjna w przypadku osób bardzo nieśmiałych, które mają kłopoty z nawiązywaniem relacji i mówieniem o swoich problemach. Wiadomości tekstowe wymieniane z psychologiem pozwalają zachować większą anonimowość niż wideospotkania czy tradycyjna terapia. Niektórym pacjentom łatwiej jest się wtedy otworzyć i zwierzyć z problemów.

– Nie jesteśmy portalem, który się zajmuje ostrymi kryzysami i interwencją w takich przypadkach, ale poza tym mamy doświadczenie wszelkiej pracy – mówi Bibianna Muszyńska-Czerewkiewicz. – Ludzie piszą, żeby się zorientować, jak mogą pomóc bliskiej osobie. Mamy też sytuacje, w których chodzi o problemy rodzinne. Wiele porad dotyczy osób, które znajdują się w kryzysie w relacji, są w żałobie, potrzebują wsparcia, bo rozstały się z kimś bliskim. Ale mamy także do czynienia z pracą typowo psychologiczną, związaną z depresją, zaburzeniami lękowymi czy innymi chorobami.

Karty paliwowe dają przedsiębiorcom oszczędności nawet 40 groszy na litrze paliwa. Preferencyjne stawki są teraz dostępne także dla firm z pojedynczymi autami osobowymi

0

Dla posiadaczy kart paliwowych stawki za litr paliwa na stacjach benzynowych mogą być o kilkadziesiąt groszy niższe. Preferencyjne ceny są liczone na bazie stawek hurtowych, a nie detalicznych. Oferta jest dostępna dla posiadaczy kart DKV, obsługujących do niedawna tylko transport ciężki. Teraz z tych kart mogą korzystać wszyscy przedsiębiorcy z autami osobowymi, nawet prowadzący jednoosobową działalność. Sieć stacji, na których mogą tankować taniej, liczy już ponad 600 punktów. Wkrótce powiększy się o kilkadziesiąt kolejnych. Specjalna aplikacja pomaga wybrać te stacje, gdzie ceny są najkorzystniejsze.

– Do tej pory z możliwości zakupu tańszego paliwa mogły korzystać tylko firmy transportowe. Teraz jesteśmy w stanie zapewnić dostęp do taniego produktu wszystkim przedsiębiorstwom. Na otwarcie tej oferty dla lekarzy, prawników, kosmetyczek miała wpływ pandemia – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Derdziak, kierownik sprzedaży w DKV Euro Service Polska.

Jak podkreśla, kwietniowy wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu, pokazujący aktywność gospodarczą, był najniższy w historii badań (od czerwca 1998 roku). Przez lockdown wiele firm – bez względu na ich wielkość – znalazło się w poważnych kłopotach i szukało sposobów na cięcie kosztów. To skłoniło DKV do rozszerzenia oferty, dotąd dostępnej jedynie dla firm transportowych, na floty aut osobowych.

 Z uwagi na brak minimalnych liczby tankowań naszą ofertę kierujemy także do mniejszych przedsiębiorców posiadających auta osobowe – wskazuje Cezary Wiśniewski, doradca DKV Euro Service Polska. – Korzystanie z kart paliwowych DKV może przynosić firmom oszczędności ok. 35 gr na litrze paliwa. Taką średnią cenę odnotowaliśmy w pierwszej połowie 2020 roku i jest to porównanie pomiędzy średnią ceną hurtową na stacjach DKV z detalicznymi cenami na pozostałych stacjach w Polsce.

Niskie ceny to efekt innego modelu kalkulowania stawek. Są one liczone przez DKV na bazie cen hurtowych SPOT, tym samym są niezależne od polityki cenowej danej stacji.

Na początku pandemii, w marcu, średnia cena paliw na stacjach wynosiła 4,74 zł, a cena hurtowa była o 56 gr niższa. W kwietniu ceny detaliczne mocno spadły, ale również stawki hurtowe uległy obniżeniu, a różnica między nimi wynosiła 42 gr. W maju i czerwcu różnice były nieco niższe i wynosiły odpowiednio 29 i 14 gr.

Przewidywania DKV na temat kształtowania się cen paliw w dłuższym okresie są optymistyczne.

W Polsce cena hurtowa paliwa budowana jest na podstawie notowań trzech giełd europejskich: w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii. Jest to warunkiem bezpiecznego funkcjonowania wszystkich operujących na rynku. Zapewnia to, że cena jest sprawiedliwa i powiązana z innymi rynkami – wyjaśnia Mariusz Derdziak. – Notowania giełdowe wskazują dzisiaj na stabilizację w cenach. Przewidujemy, że nie powinno się to zmienić do końca roku, a ewentualna różnica w cenie będzie wynosiła średnio około 30 gr na litrze paliwa. Musimy jednak uwzględniać obecną sytuację. Jeśli wystąpi załamanie rynku czy powrót lockdownu, stawki też zareagują.

Obecnie preferencyjne ceny są dostępne na 614 stacjach zlokalizowanych w całej Polsce, w tym m.in. w obszarach przygranicznych, w rejonie Warszawy i wzdłuż autostrady A2.

 Dziś sieć tanich stacji obejmuje wszystkie stacje MOYA, AMIC oraz Pieprzyk, jak również 51 wybranych stacji Lotos i kilkaset punktów należących do lokalnych polskich marek – wylicza Cezary Wiśniewski. – Co ważne, wszystkie transakcje znajdują się na jednej zbiorczej fakturze. Dzięki temu księgowość firm ma ułatwione zadanie, gdyż rozlicza tylko jeden dokument, a kierowcy nie muszą z każdej stacji pobierać paragonów bądź faktur.

Tą samą kartą DKV można płacić w Polsce na ok. 5 tys. stacji znanych międzynarodowych koncernów paliwowych.

Coraz więcej firm ogranicza szkodliwy wpływ na środowisko. Czołowy producent okien w Polsce chce wspólnie z WWF zneutralizować CO2 wyemitowany od momentu powstania firmy

W ciągu trzech dekad Unia Europejska ma stać się neutralna klimatycznie. Ten ambitny cel obierają nie tylko państwa, lecz także coraz więcej przedsiębiorstw. Jeden z czołowych na świecie i w Polsce producentów okien – Grupa VELUX – ogłosił właśnie, że zneutralizuje całą swoją emisję dwutlenku węgla od momentu rozpoczęcia działalności. To łącznie 5,6 mln ton CO2. Firma chce osiągnąć dożywotnią neutralność węglową do 2041 roku i przeznaczy na ten cel nawet 135 mln euro. To ambitne zadanie będzie realizowane w partnerstwie z WWF.

Świat stoi przed ogromnymi wyzwaniami. Zmiana klimatu i globalne ocieplenie powodują nieodwracalne zmiany, które obserwujemy wszyscy. Do tego dochodzi ukryty kryzys różnorodności biologicznej, o którym często się nie mówi, a przecież wiele gatunków na świecie wymiera. ONZ ogłosił obecny czas dekadą działania – jeżeli ją prześpimy, będzie za późno. Dlatego też strategie zrównoważonego rozwoju, takie jak nasza, odegrają bardzo ważną rolę. Transformujemy naszą firmę, żeby była neutralna dla środowiska. Inicjujemy też projekty, które wychodzą naprzeciw tym wyzwaniom, będą wspierały odbudowę różnorodności przyrody i pochłanianie CO2, ale przy tym będą również drogowskazem dla innych firm, aby działać podobnie – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

Zmiana klimatu jest w tej chwili jednym z największych wyzwań społeczno-gospodarczych. W raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) blisko setka naukowców z 40 państw wskazała, że ludzkości grozi katastrofa klimatyczna na niespotykaną skalę, jeżeli wzrost temperatury na świecie nie zostanie zahamowany do 1,5 st. C. Wśród efektów będzie m.in. podniesienie poziomu mórz nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę̨ populacji świata. Dane przytaczane przez KE pokazują z kolei, że już w latach 2000–2016 roczny wskaźnik występowania klęsk pogodowych w globalnej skali wzrósł o 46 proc. Z kolei spowodowane nimi straty ekonomiczne w 2016 roku zwiększyły się o 86 proc. względem 2007 roku.

W związku z tym w grudniu ubiegłego roku KE przyjęła Europejski Zielony Ład, który zakłada, że do 2050 roku Unia Europejska osiągnie neutralność klimatyczną, co oznacza, że gospodarka będzie emitować tyle samo dwutlenku węgla, ile pochłania. Będzie to wymagać wielomiliardowych inwestycji we wszystkich branżach i gałęziach przemysłu. Realizacja tego celu wymaga więc zaangażowania zarówno po stronie sektora publicznego, jak i biznesu, który coraz aktywniej włącza się w zieloną transformację.

To biznes namawia konsumenta do tego, żeby kupił dany produkt. Jeśli jest on stworzony w sposób zrównoważony, wtedy konsument również konsumuje w sposób zrównoważony i nie sięga po alternatywę – podkreśla Tobiasz Adamczewski, członek zarządu Fundacji WWF Polska.

Firmy mają do odegrania jedną z kluczowych ról w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Walka z nimi zaczyna się już na etapie wyborów konsumenckich, więc rolą biznesu jest edukowanie klientów. Z drugiej strony, działając w sposób zrównoważony, firmy minimalizują swój wpływ na środowisko.

Takie zobowiązanie podjęła Grupa VELUX. Producent okien ogłosił właśnie, że weźmie odpowiedzialność za swoje dotychczasowe i przyszłe emisje dwutlenku węgla. W ciągu 10 lat stanie się firmą neutralną pod względem emisji CO2, zaś do 2041 roku zneutralizuje również historyczny ślad węglowy, osiągając tzw. dożywotnią neutralność węglową. To łącznie 5,6 mln ton CO2. Na ten cel grupa przeznaczy łącznie 135 mln euro.

Unikatowość naszego planu polega na tym, że bierzemy odpowiedzialność nie tylko za nasze przyszłe emisje CO2, które będziemy radykalnie redukować, ale również za całą historyczną emisję, która powstała w procesie naszej działalności od początku istnienia firmy. Tym samym dołączymy do niewielkiej na razie grupy firm na świecie, które w ten sposób myślą o transformacji. Dzięki długofalowemu partnerstwu z WWF przeprowadzimy projekty, które pochłoną z atmosfery ilości CO2 odpowiadające całemu historycznemu śladowi węglowemu, jaki można przypisać naszej firmie – mówi Jacek Siwiński.

Pierwszy etap to projekty ochrony oraz sadzenia lasów, które wspierają walkę ze zmianą klimatu, a przy tym sprzyjają poprawie jakości życia lokalnych społeczności. Projekty ochrony lasów zostały opracowane przez WWF i będą realizowane przez najbliższe 21 lat.

– Ochrona obszarów zalesionych naturalnie jest bardzo istotna, bo w ten sposób chronimy też istniejącą różnorodność biologiczną. Z kolei projekty zalesiania terenów zdegradowanych powodują, że emisja dwutlenku węgla jest pochłaniana z atmosfery, co przyczynia się do neutralności klimatycznej – mówi Tobiasz Adamczewski.

Pierwsze dwie takie inicjatywy zostaną zrealizowane w Ugandzie i Mjanmie. Projekty obejmują między innymi odtwarzanie zdegradowanych lasów i sadzenie nowych, hodowlę drzew w szkółkach i plantacjach, co pozwoli pokryć popyt na produkty leśne i ograniczyć ich pozyskiwanie z lasów naturalnych, oraz ochronę korytarzy ekologicznych i bioróżnorodności przy współpracy z lokalnymi społecznościami.

– Jest to pewien impuls i sygnał dla całego biznesu, który pokazuje, w jaki sposób podejść do problemu emisji gazów cieplarnianych i jak dążyć do neutralności klimatycznej – podkreśla członek zarządu WWF Polska.

Firmy, które mają długofalową strategię, będą w stanie się zaadaptować do wymogów Zielonego Ładu i przejść transformację, wyjdą z niej silniejsze. Natomiast w przypadku biznesów zorientowanych krótkoterminowo, opartych raczej na tworzeniu niewielkiej wartości przy niskich kosztach, może być pewien problem. Myślę jednak, że jeżeli dobrze wykorzystamy środki przeznaczone na sprawiedliwą transformację, z których część zostanie skierowana do biznesu, to większość firm sobie z tym wyzwaniem poradzi – dodaje Jacek Siwiński.

Strategia Zrównoważonego Rozwoju VELUX 2030 zakłada, że do końca obecnej dekady firma będzie już całkowicie neutralna węglowo, a w całym łańcuchu wartości (czyli razem np. z dostawcami) zredukuje swój ślad węglowy o 50 proc. W tym celu przyspieszy inwestycje w poprawę efektywności energetycznej swoich fabryk, a energię będzie pozyskiwać wyłącznie ze źródeł odnawialnych. Firma planuje także zdecydowanie zmienić metody specyfikacji i zakupu materiałów oraz przesiąść się na samochody elektryczne.

Detektory kosmiczne wykryły największe z dotychczasowych źródeł fal grawitacyjnych. Zdaniem naukowców zdarzenie jest bardzo nietypowe

Fale grawitacyjne – zmarszczki w czasoprzestrzeni, których istnienie przewidział Albert Einstein – otwierają nową erę astronomii. Pozwalają naukowcom zobaczyć części Wszechświata, które kiedyś uważano za niewidoczne, m.in. czarne dziury. Niedawno badacze wykryli sygnał z prawdopodobnie najbardziej masywnego połączenia czarnych dziur, jakie dotychczas zaobserwowano. Instrumenty LIGO oraz Virgo ogłosiły wykrycie fal grawitacyjnych z układu dwóch czarnych dziur o masach 66 i 85 mas Słońca.

Już sto lat temu Albert Einstein opracował ogólną teorię względności i przewidział istnienie fal grawitacyjnych. Wytwarzane są przez przyspieszanie obiektów dowolnej wielkości, powodując powstanie „zmarszczek” w czasoprzestrzeni. Większość z tych fal jest jednak zbyt słaba, aby wykryć je eksperymentalnie. Można jedynie wykryć fale grawitacyjne wytwarzane przez najbardziej masywne obiekty poruszające się z prędkością bliską prędkości światła.

Niedawno naukowcy dzięki instrumentom LIGO i Virgo wykryli sygnał z połączenia czarnych dziur (o masach około 85 i 66 mas Słońca), prawdopodobnie najbardziej masywnego, jakie dotychczas zaobserwowano w falach grawitacyjnych. W efekcie powstała masywna czarna dziura o masie 142 mas Słońca i uwolniła ogromną ilość energii, odpowiadającą około ośmiu masom Słońca, rozrzuconą po Wszechświecie w postaci fal grawitacyjnych.

– To, co wykryliśmy, nie brzmi jak dotychczas wykrywane sygnały. To bardziej przypomina „huk” niż „ćwierkanie” i jest to najmocniejszy sygnał, jaki LIGO i Virgo do tej pory przechwyciły – podkreśla Nelson Christensen, członek Virgo, naukowiec z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS). – Fakt, że dostrzegamy czarną dziurę w tej luce, sprawi, że wielu astrofizyków podrapie się po głowach i spróbuje dowiedzieć się, jak powstały te czarne dziury.

Fala grawitacyjna została zarejestrowana 21 maja 2019 roku przez trzy detektory interferometryczne. Sygnał – nazwany GW190521 – został następnie przeanalizowany przez naukowców, którzy oszacowali odległość źródła sygnału na około 17 mld lat świetlnych. Astrofizycy zwracają uwagę, że powstała czarna dziura należy do klasy czarnych dziur o masie pośredniej (od 100 do 100 tys. mas Słońca). Nigdy wcześniej nie udało się zaobserwować czarnych dziur w takim zakresie – ani za pomocą fal grawitacyjnych, ani obserwacji elektromagnetycznych. Detekcja może pomóc wyjaśnić powstawanie czarnych dziur o masie pośredniej.

– Od czasu, gdy uruchomiliśmy LIGO, wszystko, co zaobserwowaliśmy, to zderzenie czarnych dziur lub gwiazd neutronowych – mówi Alan Weinstein, profesor fizyki z Caltech, członek LIGO. – Jest to jedyne zdarzenie, w przypadku którego nasza analiza dopuszcza możliwość, że nie jest takim zderzeniem.

Do dziś zidentyfikowano dzięki obserwacjom elektromagnetycznym bardzo niewielu kandydatów na czarne dziury o masie pośredniej, a GW190521 jest pierwszą obserwacją takiej czarnej dziury za pomocą fal grawitacyjnych. W porównaniu do poprzednich detekcji fal grawitacyjnych obserwowany sygnał GW190521 trwał dużo krócej, co utrudnia naukowcom analizę. Ze względu na złożony charakter tego sygnału rozważano też inne źródła jego pochodzenia.

– Istnieje prawdopodobieństwo, że odkryliśmy coś zupełnie nowego – mówi Alan Weinstein. – Zgodnie z zasadą brzytwy Ockhama przyjmujemy, że prostsze rozwiązanie jest lepsze, a w tym przypadku jest to podwójna czarna dziura.

Zdaniem ekspertów obserwacja GW190521 otwiera nowe perspektywy badania masywnych gwiazd i mechanizmów wybuchów supernowych. Pokazuje też skuteczność instrumentów.

– LIGO po raz kolejny zaskakuje nas nie tylko wykrywaniem czarnych dziur o rozmiarach, które są trudne do wyjaśnienia, lecz także samą ich techniką, która nie została zaprojektowana specjalnie do wykrywania połączenia czarnych dziur – mówi Pedro Marronetti, dyrektor programu ds. fizyki grawitacyjnej w amerykańskiej National Science Foundation. – Ma to ogromne znaczenie, ponieważ pokazuje zdolność instrumentu do wykrywania sygnałów z całkowicie nieprzewidzianych zdarzeń astrofizycznych. LIGO pokazuje, że potrafi również obserwować nieoczekiwane.

W zespole Virgo-Polgraw, uczestniczącym w odkryciu, pracuje 16 naukowców z Polski.

Przełom w podawaniu leków za pomocą plastrów coraz bliżej. Nad rozwojem technologii pracuje polski start-up

Firmy z sektora farmaceutycznego eksperymentują z plastrami medycznymi, które pozwolą w kontrolowany sposób aplikować pacjentom mniejsze dawki leków przy takiej samej skuteczności oraz zmniejszyć ryzyko wystąpienia powikłań. Polscy naukowcy mają swój udział w opracowywaniu nośników tego typu. Spółka Biotts opatentowała technologię, która pozwoli jej licencjonować plastry medyczne nowej generacji, dostarczające substancje lecznicze bezpośrednio do kości i mięśni.

– W Biotts projektujemy nośniki dla substancji leczniczych tak, żeby zwiększyć ich biodostępność, co może skutkować zmniejszeniem dawki tej substancji, którą podajemy, przy zachowaniu efektu terapeutycznego i zmniejszeniu działań niepożądanych. W ten sposób będzie można podawać praktycznie wszystkie leki, od antybiotyków po sterydy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Paweł Biernat, prezes Biotts.

Wrocławski start-up złożył w Urzędzie Patentowym RP szereg wniosków, które pozwolą zmienić sposób dostarczania substancji czynnych do ludzkiego organizmu. Naukowcy opracowali specjalny plaster, który po przymocowaniu do skóry pacjenta regularnie uwalnia lek do jego organizmu, dzięki czemu ten może szybciej i sprawniej trafić do organów docelowej aplikacji. Zastosowanie tego nośnika samoczynnie uwalniającego lek pozwoliło zmniejszyć skuteczną dawkę substancji czynnych.

Nad podobnym rozwiązaniem pracują naukowcy z Purdue University, którzy eksperymentują z alternatywnymi, nieinwazyjnymi metodami walki z czerniakami. Eksperci opracowali plaster medyczny naszpikowany igłami silikonowymi, które samoczynnie rozpuszczają się w organizmie w ciągu kilku miesięcy od aplikacji plastra.  Naukowcy z University of Pittsburgh School of Medicine testują z kolei szczepionkę na koronawirusa aplikowaną za pośrednictwem plastra z mikroigiełkami. Wstępne testy laboratoryjne wykazały, że po dwóch tygodniach od aplikacji plastra w ciele pacjenta pojawiają się przeciwciała, które skutecznie zabezpieczają przed koronawirusem.

– Jest bardzo dużo ograniczeń w systemach transdermalnych, które istnieją obecnie na rynku. My te ograniczenia i bariery znieśliśmy, dzięki czemu można będzie podawać praktycznie wszystkie rodzaje leków: na nadciśnienie, na cukrzycę, wszystko to, co połykamy w tabletkach, będzie można podać w postaci systemu transdermalnego – mówi Paweł Biernat. – Leki stosowane w cukrzycy typu II będzie można zaaplikować raz na miesiąc na skórę i zapomnieć o przyjmowaniu i o połykaniu tabletek.

Według Biotts plaster jest jedynym rozwiązaniem tego typu na świecie, które pozwala dostarczać do organizmu wszystkie substancje rozpuszczalne w wodzie, w tym m.in. białka oraz przeciwciała.

– System jest już opracowany i opatentowany, dodatkowo tworzymy chmurę patentową w poszczególnych wskazaniach terapeutycznych i pierwszy patent z chmury wszedł już w fazę globalną. Teraz dostosowujemy nośnik do kolejnych substancji czynnych i wskazań terapeutycznych – wskazuje ekspert.

Największą zaletą plastrów medycznych Biotts jest fakt, że są jedynie nośnikiem leków, dlatego proces dopuszczania substancji czynnych będzie kontrolowany przez korporacje farmaceutyczne. Firma planuje licencjonować swoje rozwiązanie podmiotom zewnętrznym, a nie rozpoczynać procesu produkcji autorskich leków.

– Leków nie trzeba opracowywać na nowo, dlatego że rejestrujemy lek ze znaną substancją czynną, więc ona nie musi przechodzić wszystkich badań. My wykonujemy badania podstawowe, określające biodostępność, przenikalność, bezpieczeństwo, i wtedy możemy już rejestrować – tłumaczy Paweł Biernat. – Wprowadzenie każdego nowego preparatu jest jednak długie. Wykorzystując naszą technologię, jesteśmy w stanie skrócić ten czas z 7–10 do pięciu lat.

Według analityków z firmy Polaris Market Research wartość globalnego rynku biotechnologicznego w 2019 roku wyniosła 449 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 742 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,84 proc.

Rzecznik MŚP wystosował kolejne uwagi i postulaty w zakresie korzystnych rozwiązań dla przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej

Rzecznik MŚP wystosował kolejne uwagi i postulaty do uchwalonej przez Sejm w dniu 14 sierpnia 2020 r. ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw w zakresie korzystnych rozwiązań dla przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej.

W dniu 14 sierpnia 2020 r. Sejm uchwalił oczekiwaną przez polską branżę turystyczną i eventową ustawę o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 559 i 570).

Jeszcze na etapie przed wniesieniem do Sejmu projektu tej ustawy Rzecznik MŚP aktywnie zabiegał o jak najszersze uwzględnienie w niej licznych uwag i postulatów, jakie docierały ze środowiska przedsiębiorców.

Nie kwestionując faktu, że uchwalona ustawa wychodzi naprzeciw wielu problemom, z jakimi borykają się przedsiębiorcy branży turystycznej i eventowej w aktualnej sytuacji związanej z obowiązującym stanem epidemii, wciąż pozostają kwestie wymagające wprowadzenia dodatkowych rozwiązań zaradczych.

Dlatego w dniu 4 września 2020 r. Rzecznik MŚP skierował do Pani Senator Marii Koc, Przewodniczącej Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności Senatu RP, dodatkowe uwagi i postulaty uwzględniające propozycje i potrzeby zgłoszone przez przedstawicieli 8 organizacji branżowych i grup firm oraz specjalistów turystycznych, z wnioskiem o ich uwzględnienie w dalszych pracach legislacyjnych.

Dwie twarze bonu turystycznego – kogo wspiera, a kogo uwiera?

Wprowadzenie Bonu Turystycznego spolaryzowało polskie społeczeństwo. Osoby nieposiadające dzieci negatywnie oceniają bon jako formę pomocy rodzinom. Polacy zdecydowanie lepiej postrzegają wprowadzenie Bonu Turystycznego jako wsparcie dla branży turystycznej – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii” zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research.

Bon turystyczny jak działa?

Z końcem lipca rząd wprowadził Bon Turystyczny, który ma na celu wsparcie finansowe polskich rodzin oraz pomoc osłabionej przez skutki pandemii COVID-19 branży turystycznej. Bon Turystyczny ma formę elektroniczną i jest ważny do końca marca 2022 roku. Jego beneficjentami są rodziny z co najmniej jednym dzieckiem. Wynosi on jednorazowo 500 zł na każde dziecko do 18 roku życia. Za pomocą bonu można dokonać płatności za usługi hotelarskie oraz imprezy turystyczne realizowane przez przedsiębiorcę turystycznego lub organizację pożytku publicznego na terenie kraju.

Jak Polacy oceniją wprowadzenie Bonu Turystycznego

Co trzeci Polak negatywnie ocenia wprowadzenie Bonu Turystycznego jako pomocy polskim rodzinom (34%). Odsetek ten jest najwyższy wśród osób nieposiadających dzieci. W przypadku tej grupy, prawie połowa respondentów krytykuje bon jako formę wsparcia rodzin (42%). Odsetek osób przychylnie postrzegających Bon Turystyczny pod kątem wpływu na sytuację materialną polskich rodzin jest wyższy niż odsetek badanych przeciwnego zdania (pozytywna ocena – 37%). Czterech na dziesięciu potencjalnych beneficjentów bonu ma o nim dobrą opinię (41%). Połowa Polaków pozytywnie ocenia Bon Turystyczny jako pomoc branży turystycznej (50%). Odmiennego zdania jest co piąty badany (20%).Polacy zdecydowanie lepiej postrzegają wprowadzenie Bonu Turystycznego jako wsparcie dla branży turystycznej

Początkowo w celu ratowania krajowej turystyki polski rząd planował wprowadzić program 1000+ na wakacje, skierowany do osób zatrudnionych na umowę o pracę, którzy nie zarabiają więcej niż wynosi przeciętne miesięczne wynagrodzenie. Zarzucenie tego programu na rzecz Bonu Turystycznego, którego beneficjentami są wyłącznie rodziny posiadające niepełnoletnie dzieci z pewnością wpłynęło na odnotowany przez nas wysoki odsetek osób bezdzietnych, negatywnie oceniających bon jako formę wsparcia polskich rodzin – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Co ciekawe odsetek osób pozytywnie oceniających wpływ bonu na branżę turystyczną jest zbliżony w przypadku zarówno beneficjentów, jak i nie-beneficjentów – zauważa Zimolzak.

Bon turystyczny – jak korzystają Polacy?

Wśród osób, które deklarują, że będą korzystać z Bonu Turystycznego, co piąta planuje zrobić to w sierpniu lub wrześniu tego roku (21%). Więcej niż 1/3 badanych chce wykorzystać bon w przyszłoroczne wakacje (36%). Co piąty beneficjent nie wie kiedy wykorzysta Bon Turystyczny (21%). Ponad połowa respondentów deklaruje, że odpowiada im elektroniczna forma bonu (53%). W trakcie epidemii koronawirusa większość Polaków (77%) uważa, że  płacenie bezgotówkowymi metodami jest bezpieczniejsze niż płacenie gotówką.co polacy sądzą o bonie turystycznym

Większość osób, które planują wykorzystać Bon Turystyczny, chce to zrobić dopiero w przyszłym roku. Prawdopodobnie na tę decyzję wpływają odnotowane w ostatnim czasie wzrosty zachorowań na COVID-19 w Polsce. Z naszego badania wynika również, że ponad połowa respondentów jest zadowolona z elektronicznej formy bonu, co może być spowodowane wysokim odsetkiem Polaków, którzy w trakcie epidemii przekonali się do płatności bezgotówkowych – dodaje Zimolzak.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 11-17.08.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1007 ankiet z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z Pomiaru IX.

„Estoński” CIT tylko z nazwy? Wstępny projekt Ministerstwa Finansów ma wiele warunków i ograniczeń

Inwestycje przedsiębiorstw prywatnych spadną w tym roku do rekordowo niskiego poziomu. Co dalej? Wprowadzenie tzw. estońskiego CIT ma to zmienić. Jednak propozycje Ministerstwa Finansów nie są korzystne dla firm, które osiągną sukces.

Organizacje skupiające przedsiębiorców mają wątpliwości. Oceniają, że takie rozwiązanie, wprowadzone także w innych krajach UE, okaże się estońskim CIT – jedynie pro forma. To z tego powodu, że w Polsce firmy nie będą mogły jednocześnie skorzystać z ulg B+R i ulgi na złe długi.

– Na rozwiązanie to czeka wielu przedsiębiorców, jednak pozostaje wiele wątpliwości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Rozbicki, junior associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Z założeń projektu ustawy – która jest kojarzona z wprowadzeniem w Polsce tzw. estońskiego CIT – wynika, że ustawodawca przewiduje wprowadzenie dwóch rozwiązań, promujących rozwój przedsiębiorstw.

Pierwszym rozwiązaniem jest wprowadzenie specjalnego funduszu utworzonego na cele inwestycyjne. Fundusz ma być tworzony z zysku osiągniętego za rok poprzedzający dany rok podatkowy. Środki przeznaczone na fundusz zostaną wpłacone na wyodrębniony w tym celu rachunek w Banku Gospodarstwa Krajowego albo innym banku (który zawarł umowę z BGK o współpracę w zakresie wymiany informacji o środkach gromadzonych na tym rachunku, inny niż rachunek płatniczy podatnika) nie później niż w dniu dokonania tego odpisu. Zgromadzone środki nie mogą pochodzić z pożyczki, kredytu, dotacji, subwencji, dopłat i innych form wsparcia finansowania.

Zgromadzone w roku podatkowym środki muszą zostać wydane na cele inwestycyjne nie później niż w roku podatkowym następującym po roku, w którym dokonano tego odpisu. Jednak nie jest to obligatoryjne, jeżeli zostanie złożona informacja o planowanych inwestycjach wskazująca rok wydatkowania środków oraz wydatkowanie tych środków nastąpi nie później niż trzeciego roku podatkowego, następującego po roku, w którym dokonano tego odpisu, przy czym każdy z tych trzech lat nie może być dłuższy niż 12 miesięcy.

Drugim rozwiązaniem, jest wprowadzenie systemu wzorowanego na rozwiązaniu estońskim. Beneficjentami tego rozwiązani będą przedsiębiorstwa, które spełniają łącznie takie warunki jak:

  • ich roczny przychód nie przekracza 50 mln zł;
  • udziałowcami są wyłącznie osoby fizyczne;
  • forma prowadzenia działalności to spółka kapitałowa (sp. z o.o. bądź s.a.);
  • beneficjent taki, nie posiada udziałów w innych podmiotach jak spółki kapitałowe, fundacje i trusty;
  • zatrudnia co najmniej 3 pracowników (liczonych według pełnych etatów) – nie licząc udziałowców – moglibyśmy się zastanowić, czy przesłanka ta, jest zasadną, ponieważ nierzadko zdarza się, że przedsiębiorstwa rozwijające się, prowadzą działalność operacyjną za pośrednictwem wspólników właśnie;
  • przychody pasywne nie przewyższają przychodów z działalności operacyjnej oraz
  • wykazują nakłady inwestycyjne.

W jakiej sytuacji będą firmy, które osiągną rynkowy sukces i ich przychody przekroczą 50 mln zł w okresie, gdy będą korzystały z estońskiego CIT?

– To nie zostało rozstrzygnięte, musimy poczekać na propozycje Ministerstwa Finansów – wyjaśnia Marcin Rozbicki.

Już wiadomo, że rozwiązanie to, nie jest skierowane do przedsiębiorstw, które:

  • są przedsiębiorstwami finansowymi;
  • instytucjami pożyczkowymi;
  • osiągają dochody z działalności prowadzonej na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej lub osiągają dochody zwolnione na podstawie decyzji o wsparciu nowych inwestycji;
  • zostały postawione w stan upadłości lub likwidacji.

Wyłączenie czasowe dotyczy również podmiotów, które powstały poprzez podział lub połączenie. Takie podmioty będą zmuszone do wstrzymania się z decyzją o rozpoczęciu korzystania z modelu estońskiego co najmniej 24 miesiące od momentu ich powstania.

Opodatkowanie „estońskim CIT” obejmuje okres bezpośrednio po sobie następujących czterech lat podatkowych. Przedłuża się on na kolejne okresy bezpośrednio po sobie następujących czterech lat podatkowych, chyba że podatnik złoży informację o rezygnacji z tej formy opodatkowania.

Jedną z wielu wątpliwości proponowanego rozwiązania jest to, w jaki sposób należy rozumieć pojęcie nakładów inwestycyjnych. Pod tym pojęciem kryje się poniesienie wydatków wyłącznie na środki trwałe określone w grupach 3-8 klasyfikacji, dotyczącej m.in. wydatków na maszyny, urządzenia czy wyposażenie.

– Może to spowodować, że wielu podatników CIT-u, którzy ponoszą znaczące wydatki na przykład związane z licencjami, prawami autorskimi czy z prawem patentowym, nie będzie mogła z tej regulacji skorzystać – ocenia M.Rozbicki z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Z projektu wynika, że podatnik będzie musiał ponosić bezpośrednie nakłady inwestycyjne w kwocie wskazującej na wzrost nakładów o 15%, jednak nie mniej niż 20 000 zł – w okresie dwóch kolejno następujących po sobie lat podatkowych, albo 33%, jednak nie mniej niż 50 000 zł – w okresie czterech lat podatkowych rozliczanych w tej formie.

Opodatkowaniu estońskim CIT będą podlegały m.in. dochody odpowiadające wysokości zysku netto wypracowanego w części, w jakiej zysk ten został przeznaczony do wypłaty udziałowcom/akcjonariuszom lub na pokrycie strat powstałych w okresie poprzedzającym okres opodatkowania ryczałtem.

Dla tych podatników, którzy zdecydują się skorzystać z prezentowanego rozwiązania stawka podatku wyniesie:

*15% – w przypadku małego podatnika oraz podatnika, którego wartość średnich przychodów nie przekracza wartości maksymalnych przychodów określonych dla małego podatnika (2 mln EUR);

*25% – w przypadku pozostałych podatników.

Powyższe stawki mogą zostać obniżone o 5 pkt. proc. (do odpowiednio 10% oraz 20%), w przypadku ponoszenia przez podatnika podwyższonych nakładów inwestycyjnych (50% w okresie dwuletnim lub 110% w okresie czteroletnim).

Bańka spekulacyjna musi pęknąć

Po okresie historycznych rekordów notowań indeksów giełdowych mamy do czynienia z korektą. To zwłaszcza Fed poprzez swą politykę pompował wartość aktywów. Inwestorzy dotąd zachowywali się bardzo optymistycznie. Bańka spekulacyjna musi jednak kiedyś pęknąć.

Niepokojące sygnały napłynęły najpierw z rynku metali szlachetnych. Przed miesiącem złoto kosztowało w okolicach 2 050 USD za uncję. Jego cena zaliczyła dużą korektę, spadając poniżej poziomu 1 950 USD na początku września.

Korekta nastąpiła po okresie bardzo dużych wzrostów. Przed trzema miesiącami złoto kosztowało 1 750 USD.

Niektóre gospodarki skurczyły się o 10-20 proc. i nie wiadomo kiedy wrócimy do poziomów sprzed pandemii. Sytuacja jest wyjątkowa, bo jednocześnie rynki zaliczyły wzrost cen aktywów, podobny do takich, które występowały w okresach najlepszej koniunktury gospodarczej. Rosły ceny akcji, ale też ceny złota. Mamy też dużą zmienność cen aktywów, jak ostatnio także w przypadku srebra.

– To wszystko działo się z powodu przeświadczenia inwestorów, że Fed chce wyższych cen akcji, wyższych cen aktywów i jego programy tym się skończą, niezależnie od konsekwencji ekonomicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak jeżeli dojdziemy do ściany i rynki zobaczą, że gospodarka zwalnia pomimo działań banków centralnych, to inwestorzy mogą stracić wiarę, że Fed ma pełnię władzy nad rynkami.

W przeszłości, gdy dochodziło do mocnych spadków cen akcji, to zazwyczaj istniały tzw. bezpieczne przystanie, a taką było złoto. Za taką przystań uważano też obligacje.

– Tym razem jednak możliwy jest taki scenariusz, że ceny wszystkich aktywów będą spadać – komentuje ekspert XTB. – Jednak jak dotąd dominowało przekonanie, że Fed będzie chciał utrzymać dobre nastroje inwestorów co najmniej do czasu wyborów prezydenckich USA.

Na rynkach europejskich sytuacja jest spokojniejsza. To wynika z tego, że wzrost indeksów giełdowych w mniejszym stopniu wynika z notowań spółek technologicznych. Jeżeli jednak dojdzie do wstrząsu, to jego skutki obejmą wszystkie ważniejsze rynki świata.

Bezrobocie stoi w miejscu

Wstępne szacunki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dotyczące sytuacji na rynku pracy są optymistyczne. Stopa bezrobocia w sierpniu utrzymała się na tym samym poziomie co w lipcu tego roku i wynosi 6,1%.

W powiatowych urzędach pracy jest zarejestrowanych 1 mln 29 tys. osób. Widać więc, że mimo wzrostu zachorowań na COVID-19, rynek pracy stabilizuje się, a przedsiębiorstwa zaadaptowały się do nowej, pandemicznej sytuacji. Analiza danych z lat ubiegłych wskazuje, że lipiec – sierpień z reguły nie przynoszą zmiany wartości stopy bezrobocia lub spadek ten wynosi 0,1 pkt.

Niewątpliwie na dobrą sytuację na rynku pracy miały wpływ środki, jakie zostały zaangażowane przez rząd na utrzymanie przez firmy miejsc pracy. Kolejne wersje tarcz i wypłata środków Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Społecznych, a następnie Polskiego Funduszu Rozwoju były istotną pomocą w okresie, kiedy firmy odczuwały znaczący spadek obrotów.

Od wypłaty pierwszych pieniędzy wspierających miejsca pracy pojawiało się pytanie na ile te środki będą w sposób trwały chroniły etaty. Pierwsza wersja ustawy przewidywała gwarancje zatrudnienia przez okres wypłaty środków oraz potem jeszcze przez tyle miesięcy, ile trwała wypłata, co w większości przypadków oznaczało łącznie wsparcie przez 6 miesięcy.

W kolejnych wersjach ustawy – gwarancje zatrudnienia obejmowały wyłącznie okres wypłaty środków. Obecnie wiele firm, które korzystało z pomocy, funkcjonuje już bez tych środków, a nie widać nasilonej fali zwolnień. To może oznaczać, że firmy na tyle dobrze zaadaptowały się do nowej sytuacji, że są w stanie utrzymać pracowników.

Warto pamiętać, że jednym z czynników ograniczających zwolnienia jest obawa – wynikająca z przedcovidowej sytuacji na rynku pracy – że w razie potrzeby czy radykalnej poprawy sytuacji, pozyskanie pracownika o tych samych kompetencjach może być kosztowne i długotrwałe, a nawet niemożliwe.

Nadchodząca jesień będzie okresem weryfikacji stabilności zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Kończące się prace sezonowe w turystyce i gastronomii, zmniejszone zaangażowanie pracowników w rolnictwie to tylko jedne z czynników, które mogą wpłynąć na wzrost bezrobocia. Kluczowa dla rynku pracy będzie kondycja firm i stopień realizacji zapowiedzi rządu odnośnie ograniczenia zatrudnienia w administracji.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

CI Games S.A. dokonała przydziału akcji serii I. Spółka pozyskała od inwestorów ponad 25 mln zł

CI Games S.A. dokonała przydziału 21 mln akcji zwykłych na okaziciela serii I, oferowanych podczas sierpniowej emisji akcji po cenie 1,2 zł. W jej ramach do spółki trafiło 25,2 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na produkcję gier w zakresie marek Lords of the Fallen oraz Sniper Ghost Warrior. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji był Trigon Dom Maklerski.

– Cieszę się, że udało nam się sprzedać wszystkie oferowane akcje nowej emisji przy naprawdę dużym zainteresowaniu ze strony inwestorów. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami pozyskaliśmy dużego i znaczącego inwestora finansowego, który przekroczy próg 5 proc. udziałów w akcjonariacie Spółki. Nazwa towarzystwa funduszy inwestycyjnych, o którym wspominam, zostanie podana do publicznej wiadomości po rejestracji akcji przez sąd i po oficjalnym zawiadomieniu Spółki – mówi Marek Tymiński, prezes CI Games.

Marek Tymiński, zgodnie z deklaracjami, nabył w ramach nowej emisji 420 tys. akcji serii I oraz objął wszystkie posiadane przez siebie akcje lock-upem na okres 6 miesięcy. W wyniku tej emisji będzie posiadał w spółce 53.083.570 akcji, czyli 420.000 akcji więcej niże wymaga umowa z mBankiem dotycząca kredytu odnawialnego Spółki.

– W ciągu najbliższych dni jako akcjonariusz poproszę o zwołanie WZA, na którym zagłosuję za odwołaniem kapitału docelowego. Emisja to bardzo dobra wiadomość zarówno dla Spółki jak i jej akcjonariuszy. Dzięki niej na obecnym etapie będziemy mogli kontynuować prace nad projektami w dwóch dużych markach bez udziału współwydawców i większość zysków pozostawić po stronie CI Games – informuje Marek Tymiński.

Akcje serii I były oferowane w ramach subskrypcji prywatnej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy Spółki i z zastrzeżeniem ograniczonego prawa pierwszeństwa.  Minimalna wartość zapisu wynosiła 0,5 mln zł. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji był Trigon Dom Maklerski.

 

Pozyskane z emisji środki Spółka przeznaczy na produkcję  gier w zakresie dwóch marek – Lords of the Fallen oraz Sniper Ghost Warrior. Już w nadchodzącym tygodniu CI Games rozpocznie kampanię marketingową Sniper Ghost Warrior Contracts 2. Zaplanowane w jej ramach działania będą skoncentrowane na kontynuacji sukcesu SGWC. Gra wydana w listopadzie 2019 roku już w II kwartale br. osiągnęła całkowity zwrot z inwestycji. Premiera tytułu planowana jest w IV kwartale 2020 roku.

Spółka obecnie rozwija dział produkcji gier w dwóch nowych lokalizacjach, gdzie trwają prace nad kontynuacją Lords of the Fallen.

– Z uwagi na przygotowania do emisji przesunęliśmy podanie pierwszych szczegółów na temat studiów pracujących nad Lords of the Fallen 2. W najbliższych dniach przekażemy więcej informacji na ich temat – mówi prezes CI Games.

Nad Lords of the Fallen 2 pracuje dedykowany grze zespół liczący 25 etatowych wysokiej klasy specjalistów, z których prawie wszyscy mają wieloletnie doświadczenie przy grach AAA. CI Games zleciło także współpracę przy projekcie zewnętrznym partnerom outsourcingowym. Premiera projektu planowana jest w 2021 roku.

Zdrojowa Hotels: Sezon wakacyjny 2020 nie był rekordowy, a bon turystyczny nie ratuje polskich hoteli

Zdrojowa Hotels zamyka tegoroczny sezon wakacyjny podsumowaniem, z którego wynika, że obłożenie w hotelach w górach i nad morzem oscylowało między 70 a 90 proc., a do końca sierpnia dokonano płatności bonem turystycznym za pół tysiąca rezerwacji w hotelach tej sieci.

W ocenie spółki, sytuacja w polskim, jak i światowym, hotelarstwie jest nadal bardzo trudna. Z drugiej strony rynek powoli się odbudowuje. W Polsce zdecydowanie lepsze wyniki mają hotele w nadmorskich i górskich kurortach. To ze względu na sezon wakacyjny 2020, który jest porównywalny do zeszłorocznego. Wbrew doniesieniom medialnym lipiec w nadbałtyckich kurortach w kraju był gorszy niż w zeszłym roku, sierpień nieznacznie lepszy, a ceny znacznie niższe niż na Zachodzie.

– Na wrzesień rezerwacje spływają, ale w tym przypadku, i odnośnie kolejnych miesięcy już nic nie jest pewne. Na pewno turyści przyzwyczajają się do „nowej normalności”. Obłożenie w naszych obiektach w sezonie letnim wyniosło między 70 a 90 proc. Obserwujemy, że turyści wybierali z jednej strony apartamenty wakacyjne, które gwarantowały odosobnienie, z drugiej strony hotele sieciowe ze względu na zapewnienie najwyższych standardów bezpieczeństwa – komentuje Adam Pruszkowski, dyrektor regionalny Zdrojowa Hotels, odpowiedzialny za hotele Hilton oraz Radisson z aquaparkiem w Świnoujściu.

Analogicznie do lat ubiegłych w hotelach i obiektach z apartamentami wakacyjnymi Zdrojowej, które dysponują ponad 4,5 tys. miejsc noclegowych, gościli polscy turyści, którzy w tym roku licznie zdecydowali się na wakacje w kraju, ale także Niemcy i Czesi, dla których województwo zachodniopomorskie i Karkonosze były bezpiecznymi destynacjami wakacyjnymi. Zdrojowa ocenia, że to właśnie niemieccy turyści są kluczowi dla odbudowania polskiej turystyki i hotelarstwa. Według tegorocznego Raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego 60 proc. turystów zagranicznych przyjeżdżających do Polski stanowili obywatele państw sąsiednich, a ¼ wszystkich zagranicznych turystów w Polsce to Niemcy.

Wadliwy system bonu turystycznego

Według danych i komunikatów medialnych ZUS bon turystyczny cieszy się dużym zainteresowaniem, gdyż Polacy wydali w ramach tego świadczenia już 142 mln zł. Natomiast jest wykorzystywany zarówno w obiektach wypoczynkowych oraz miejskich hotelach, jak i biurach podróży turystki krajowej. Branża ocenia jednak bon turystyczny na razie jako program socjalny reperujący budżety wyjazdowe Polaków, a nie dźwignię dla branży turystycznej i hotelarskiej, która straciła miliardy przez kryzys gospodarczy wywołany COVID-19.

Sam system obsługujący bon turystyczny jest dużym wyzwaniem dla branży, gdyż pełen jest błędów. Dla przykładu lista i wyszukiwarka podmiotów mających prawo do przyjmowania płatności dokonywanych za pomocą bonu na stronach internetowych Polskiej Organizacji Turystycznej jest nadal wadliwa, gdyż uwzględnia nazwy firm, do których należą obiekty noclegowe i hotele, a nie nazwy tych hoteli czy obiektów. Z tego powodu użytkownik ma problem w znalezieniu konkretnego miejsca, w którym chce zrealizować bon podczas pobytu. Największy problem – jak podaje Zdrojowa – stanowi jednak brak promocji bonu przez jego organizatora w celu stymulowania turystyki poza sezonem. – W wakacje bon nie miał wpływu na rezerwacje w hotelach, gdyż było duże naturalne zainteresowanie wypoczynkiem i bon traktowany był jako rabat. Jak dotąd w naszych hotelach zrealizowano pół tysiąca rezerwacji za jego pomocą. Naszym zdaniem na jesień program będzie bardziej stymulował polską turystkę – zapraszamy do płatności i rezerwacji bonem – podsumowuje Magdalena Rybicka, dyrektor sprzedaży i członek zarządu Zdrojowa Hotels.

Otrzeźwienie, czy chwilowy zawrót głowy?

W ostatnim czasie amerykańskie indeksy giełdowe ignorowały jakiekolwiek negatywne informacje o podłożu fundamentalnym. Obojętnie, czy chodziło o rozwój pandemii, czy też wciąż nieprzekonujący powrót na ścieżkę wzrostową globalnej gospodarki. W ten sposób, co chwilę na nowojorskim parkiecie widzieliśmy nowe rekordy. Jednak wczoraj nastąpił (przynajmniej chwilowy) zwrot akcji.

Sky isn’t a limit?

Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby mówić o odwróceniu trendu na giełdach, ale możliwe, że niektórym zapaliła się czerwona lampka. Wczoraj do mniej więcej godz. 15 wszystko jeszcze szło utartymi torami i giełdy zwyżkowały. Jednak, gdy zaczął się normalny handel w Nowym Jorku, sytuacja zmieniła się diametralnie. Stało się to, przed czym część ekspertów ostrzegała od pewnego czasu. Nie jest tajemną wiedzą, że wartość spółek technologicznych, w tym gigantów pokroju Alphabeta, Apple’a czy Tesli jest mocno przeszacowana. To właśnie indeks NASDAQ grupujący tego typu firmy (akcje największych spółek były przeceniane nawet o 10%) zaliczył ostry pik w dół, ciągnąc za sobą wszystkich. Na razie sytuację na rynku kapitałowym można określić jako korektę, co nie powinno dziwić, skoro byliśmy przy samych szczytach. Zapewne część inwestorów wykorzysta sytuację i kupi tańsze akcje, wierząc, że zaraz zarobią, bo przecież giełda musi wrócić na ścieżkę wzrostów. W ten sposób możemy ujrzeć samospełniającą się przepowiednię, bo im więcej chętnych do kupna aktywów, tym ich cena powinna iść mocniej w górę. Jednak wczorajsza sytuacja pokazuje, że do lokowania środków należy zawsze podchodzić ostrożnie. Niektórzy eksperci coraz mniej gryzą się w język i obecny obraz giełdy określają jako “spekulacyjną bańkę”.

Złoty na wyprzedaży

Pierwszy powakacyjny tydzień nie był łatwy dla polskiego złotego. W znikomym stopniu wpływała na to sytuacja wewnętrzna. PLN zwyczajowo dostaje rykoszetem od wydarzeń na szerokim rynku. Ostatnie dni w dużej mierze należały do dolara, a z reguły, gdy on zyskuje, to rodzima waluta traci. Również najnowsze odczyty makro ze Starego Kontynentu pokazują, że przed Europą długa i kręta droga do powrotu na stabilną ścieżkę wzrostową. Nawet przy wciąż dobrych prognozach dla naszej gospodarki na przyszły rok, jeśli inne rynki strefy euro będą cierpiały, to my ostatecznie także to odczujemy. Może być jeszcze za wcześnie na ogłaszanie stałej zmiany trendu na złotym, ale ruchy na parach z głównymi walutami robią wrażenie. Kurs euro od poniedziałku poszybował o 7 groszy w górę i dziś testuje opór przy 4,45 zł. Jeszcze większe wrażenie może robić wykres kursu dolara. USD w 4 dni podrożał aż o 10(!) groszy, dzisiaj bez problemu pokonał 3,75 zł i ma apetyt na więcej. Niewiele gorzej prezentuje się frank szwajcarski, który w tym samym czasie poszedł w górę o 9 groszy i w piątek osiągnął 4,125 zł. Na koniec naszej wyliczanki jeszcze kurs funta szterlinga, który także zwyżkuje o 9 groszy i jest coraz bliżej psychologicznej granicy 5 zł. W tej chwili trudno ocenić, gdzie może być granica przeceny złotego, ale wczorajsze wydarzenia na giełdach pokazują, że na gwałtowną zmianę musimy być gotowi cały czas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku pracy.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Mindful minimalism – jak odzyskać radość z pracy?

42%[1] osób odczuwa stres w miejscu pracy, co przekłada się na ich samopoczucie i narastające przytłoczenie nadmiarem obowiązków zarówno w pracy, jak i w domu. Towarzyszy im nieustanne wrażenie presji i niedosytu, które często wynika z ich poczucia obowiązku i chęci dorównania innym. Z samoistnie napędzającego się błędnego koła frustracji można wyjść dzięki wdrożeniu zasad mindful minimalism.

W minimalizmie nie chodzi o pozbycie się wszystkiego, co nas otacza i mogłoby rozpraszać. Jest to szansa na stanie się bardziej uważnym na otaczających nas ludzi, na prowadzenie życia w zgodzie ze swoimi wartościami, na wypracowaniu w sobie pewnych nawyków. Minimalizm uważności to pewien styl życia, oparty na skupieniu się na tym, co ważne. Na koncentracji na chwili obecnej i  kierowaniu się w życiu zasadą: lepiej zrobić mniej, ale uważniej.

Postaw na minimalizm w pracy

Pierwszym krokiem ku minimalizmowi w pracy jest uporządkowanie swojego miejsca pracy.
Na biurku postaraj się pozostawić tylko niezbędne elementy takie, jak laptop i kalendarz, a wszystkie papiery umieść w segregatorach. Zaoszczędzi to twój czas podczas szukania ważnych dokumentów. Następnie pousuwaj zbędne pliki z pulpitu komputera, a pozostałe umieść w odpowiednio podpisanych folderach. Warto zabrać się również za „wirtualne porządki”, czyli usuwanie z naszej poczty elektronicznej emaili, które niepotrzebnie wprowadzają chaos i utrudniają znalezienie potrzebnych konwersacji.

Każdego dnia staraj się ustalać priorytety w pracy, tak aby realizacja zadań była możliwa
do wykonania. Zamiast narastającej frustracji wynikającej z natłoku pracy skoncentrujesz się na zadaniach i stopniowym ich wykonywaniu. Pamiętaj, że niektóre zadania zawsze można przenieść na inny dzień, oddelegować lub zastanowić się, czy są rzeczywiście niezbędne do osiągnięcia naszych celów. Dobra organizacja pracy i ustalenie, które zadania wymagają pierwszeństwa pozwala na wprowadzenie porządku, a co za tym idzie – na bardziej efektywną i wydajną pracę bez stres/”>nadmiernego stresu i niepotrzebnych lęków.

W pracy nie bierz na siebie wszystkich zadań, które współpracownicy tobie zlecają, jeśli sam jesteś już obłożony i czujesz, że zabraknie ci czasu.

– W środowisku korporacyjnym profesjonalnym zachowaniem jest zakomunikowanie braku czasu i nie zgodzenie się na dodatkowe zadania, niż wykonanie je niechlujnie, na szybko, po godzinach, wprawiając się w ogromne poczucie winy, beznadziejności, a w efekcie zwątpienie w swoje kompetencje. Szanując swój czas dobrym rozwiązaniem będzie również podzielenie się obowiązkami z innymi – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i  komunikacji międzykulturowej.

Zaproś spokój do swojego życia

Nie jest łatwo się zrelaksować, gdy cała przestrzeń domu wypełniona jest nadmiarem przedmiotów. Kolejnym krokiem ku osiągnieciu stanu minimalizmu uważnego jest stopniowe pozbywanie się niepotrzebnych gadżetów, pozostawiając tylko te, które są nam niezbędne lub mają wartość sentymentalną. Dobrym ćwiczeniem będzie wyrzucanie codziennie jednej rzeczy. Zaczynając od tych przedmiotów, których mamy na przykład więcej niż po jednym lub, których nie użyliśmy w ciągu ostatnich 6 miesięcy.

– Postaraj się zaprowadzić spokój w swoim życiu, by nie tkwić w ciągłym chaosie. Po ciężkim dnu pracy odpocznij od szklanych ekranów i natłoku informacji z social mediów. Zamiast tego skup się na wsłuchaniu w potrzeby swojego organizmu. Zrelaksuj się w ciszy, przy dźwiękach szumu fal, drzew lub muzyki. Każdą chwilę spędzaj w pełni świadomie, delektując się każdym kęsem ulubionej potrawy, na uważnym piciu herbaty czy rozmowie z bliską osobą. Nie pozwól aby twoje myśli wybiegały w przyszłość, rozmyślając o pracy i obowiązkach, które na ciebie czekają. Skup się na tym, co tu i teraz. Doceń te chwile – podsumowuje Katarzyna Richter.

Zamiast kupować kolejne szpilki lub nową torebkę zainwestuj w dobrej jakości zestaw ubrań, które swoją klasyką będą ponadczasowo służyć ci przez lata. A zaoszczędzone pieniądze przeznacz na podróże. Nic tak nie poszerza naszych horyzontów i nie daje szansy by docenić tego, co mamy, jak zderzenie z inną kulturą. Przebywając w innym kraju mamy niepowtarzalną okazję zobaczyć, jak żyją inni ludzie i tym samym nabrać dystansu by docenić to, co sami osiągnęliśmy.

[1] Raport „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2019” Koalicja Bezpieczni w Pracy, 2019.

INC rozpoczyna współpracę z Genomtec i zapowiada kolejne debiuty na NewConnect

Grupa INC wesprze Genomtec w procesie wprowadzenia akcji na NewConnect. Genomtec chce pozyskać środki od inwestorów na komercjalizację flagowego urządzenia spółki – Genomtec ID. INC, jako autoryzowany doradca, tylko w tym roku wprowadziło na NewConnect cztery spółki. Do końca września tego roku na GPW złożone będą dokumenty kolejnych kilku spółek.

– Zgodnie z naszą strategią koncentrujemy się na współpracy ze spółkami z tzw. nowej ekonomii, w szczególności innowacyjnych projektach technologicznych i medycznych. Genomtec idealnie wpisuje się w ten model oraz obecne trendy na rynku kapitałowym. Spółka ma duży potencjał rozwoju w średnim terminie, ale też potrafiła wykorzystać obecną sytuację związaną z epidemią koronawirusa. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Genomtec zajmuje się opracowaniem i komercjalizacją mobilnej genetycznej platformy diagnostycznej oraz testów mających zastosowanie między innymi w wykrywaniu wirusów chorób zakaźnych, w tym COVID-19 spowodowanej wirusem SARS-CoV-2. Flagowym projektem spółki jest mobilny system diagnostyczny Genomtec ID. Analizator jest unikalnym w skali światowej rozwiązaniem w tego typu urządzeniach. Pozwoli on na szybkie i precyzyjne wykonywanie analizy molekularnej poza środowiskiem laboratoryjnym i to bez konieczności zaangażowania wykwalifikowanego personelu laboratoryjnego. System wykorzystuje technologię mikroprzepływową oraz autorską, chronioną patentem, technologię izotermalną SNAAT®. Odpowiednie zaprojektowanie systemu umożliwia przeprowadzenie procesu w rekordowo krótkim czasie tj. nawet w 15 min, przy skuteczności równej, a w niektórych przypadkach przekraczającej, jakość testów laboratoryjnych PCR. Proces rozwoju oraz produkcji przebiegał będzie w ścisłej współpracy z międzynarodową firmą typu CMO (ang. Contract Manufacturing Organization). Zgodnie z założeniami Zarządu Genomtec, komercjalizacja flagowego rozwiązania nastąpi w pierwszym półroczu 2022 r.

– Realizacja naszych projektów zaczyna się dynamizować. Jesteśmy na takim etapie, że musimy poszukać rozwiązań, które będą katalizatorem rozwoju Genomtec. Obecne otoczenie rynkowe i społeczne sprzyja rozwojowi urządzeń diagnostycznych. Polska giełda dojrzewa, a rodzimi inwestorzy coraz częściej chętnie inwestują w projekty bardzo innowacyjne. Dlatego zdecydowaliśmy się na rozwój Genomtec przez giełdę przy wsparciu INC. Dzięki ich doświadczeniu na rynku kapitałowym poczynimy znaczący krok w realizacji naszych celów.– mówi Miron Tokarski, prezes Genomtec.

INC w tym roku wprowadziła na NewConenct 4 spółki – Plantwear, SpyroSoft, GenXone oraz Skinwallet. Łącznie w 2020 r. INC chce wprowadzić na giełdę około 10 spółek.

– Do końca września na GPW planujemy złożyć wnioski kolejnych kilku spółek, które obsługujemy. Z kolei, należący do Grupy INC, Dom Maklerski INC będzie aktywny w obszarze przeprowadzania emisji akcji. Tylko na najbliższe kilka tygodni planowane są do przeprowadzenia oferty akcji o łącznej wartości 25 mln zł. – dodaje Paweł Śliwiński.

Wyniki finansowe Grupy LEGO za pierwsze półrocze 2020 r.

Wczoraj Grupa LEGO przedstawiła wyniki za pierwsze półrocze 2020 roku.  W porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku przychody wzrosły o 7 proc. i wyniosły 15,7 mld koron duńskich (DKK). W sprzedaży konsumenckiej odnotowano wzrost o 14 proc., zysk operacyjny wyniósł 3,9 mld DKK, czyli 11 proc. więcej niż w 2019 roku, a wolne przepływy pieniężne były na poziomie 4,1 mld DKK. Zwiększył się też udział marki w światowym rynku, dzięki czemu wzmocniła się pozycja Grupy LEGO w przemyśle zabawek pozostawiając konkurencję w tyle.

Podczas wirtualnego briefingu prasowego CEO Grupy LEGO, Niels B. Christiansen, przybliżył wyniki finansowe za pierwsze półrocze. Wysoki popyt konsumencki przyczynił się do wzrostu sprzedaży, przychodów, zysku operacyjnego i udziału w rynku, a strategiczne inwestycje długoterminowe pomogły Grupie LEGO dobrze poradzić sobie ze skutkami COVID-19.

Dobre wyniki rezultatem strategicznych inwestycji

Niels B. Christiansen prezentację wyników rozpoczął od podziękowania zespołowi za ogromny wkład i zaangażowanie w trudnym okresie pandemii. Kiedy z powodu COVID-19 zamknięto sklepy i biura, zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby zapewnić bezpieczeństwo, a także zabawę dzieciom i rodzinom na całym świecie.

CEO Grupy LEGO podkreślił, że w pierwszym półroczu dostrzeżono korzyści z inwestycji w długoterminowe inicjatywy rozwojowe, takie jak e-commerce i innowacje produktowe. „Mocne portfolio naszych produktów przemawiało do budowniczych w każdym wieku, a niedawno zmodernizowana platforma e-commerce i sprawny globalny łańcuch dostaw pozwoliły zaspokoić popyt online. Ściśle współpracowaliśmy również z naszymi partnerami handlowymi, aby zapewnić im możliwość dalszego zaopatrywania swoich klientów dokonujących zakupy w sieci” – powiedział Niels B. Christiansen.

Grupa osiągnęła dwucyfrowy wzrost sprzedaży konsumenckiej (14 proc.) na największych rynkach, w tym w obu Amerykach, Europie Zachodniej, regionie Azji i Pacyfiku i w Chinach. Wzrost zysku operacyjnego wynikał z wysokiej sprzedaży, która została zrównoważona przez odważne inwestycje w długofalowe inicjatywy rozwojowe oraz wyższe koszty transportu produktów po tymczasowych zamknięciach fabryk w Meksyku i Chinach, zaordynowanych przez rządy tych państw. Bazowy zysk netto wzrósł o 13 procent. Po uwzględnieniu wpływu wymiany walutowej na pożyczki między przedsiębiorstwami, który nie ma wpływu na gotówkę, zysk netto spadł o 1 procent do 2,6 miliarda DKK. Wolne przepływy pieniężne wyniosły 4,1 mld DKK.

Szerokie portfolio produktów dla dzieci i dorosłych

W całym portfolio najlepsze wyniki osiągnęły produkty z serii: LEGO® Technic, LEGO® Star Wars, LEGO® Classic, LEGO® i Disney Princess, LEGO® Harry Potter i LEGO® Speed Champions. Potwierdza to popularność klocków LEGO wśród fanów w każdym wieku i o różnych zainteresowaniach.

Grupa LEGO uruchomiła również cyfrową inicjatywę „Let’s Build Together”, która ma na celu wspieranie nauki poprzez zabawę i dzieci, których edukacja została przerwana z powodu pandemii. W pierwszej połowie roku około 90 proc. dzieci w wieku szkolnym znajdowało się poza zwykłym środowiskiem nauki. Inicjatywa „Let’s Build Together” to tysiące godzin treści online i pomysłów na zabawę, które docierają do ponad 80 milionów unikalnych użytkowników na całym świecie.

Christiansen wyraził zadowolenie, że LEGO System in Play cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. „W pierwszej połowie roku przyciągnęliśmy nowych konstruktorów w każdym wieku, którzy zainteresowali się LEGO, chcąc przetrwać trudne czasy. Coraz więcej rodzin bawi się i uczy razem z klockami LEGO, a my widzimy coraz więcej dorosłych ludzi, którzy z radością budują nasze bardziej wymagające zestawy” – dodał.

Strategiczne inwestycje w długoterminowy wzrost

W pierwszej połowie 2020 r. Grupa LEGO kontynuowała inwestycje w długoterminowe inicjatywy na rzecz wzrostu, mające na celu dotarcie do większej liczby dzieci na całym świecie. Christiansen powiedział: „Wiele z głównych trendów kształtujących nasz przemysł, takich jak cyfryzacja i handel elektroniczny, nabiera tempa w wyniku pandemii. Byliśmy świadkami silnego wzrostu cyfrowej i tradycyjnej zabawy, szybkiego przejścia na handel elektroniczny oraz znaczenia posiadania prawdziwie globalnego modelu działania”.

Nowością tego okresu było zaprezentowanie LEGO® Super Mario, czyli całkowicie nowego podejścia do zabawy, które łączy grę cyfrową i fizyczną. Grupa zaprezentowała również LEGO® Monkie Kid, pierwszy projekt nawiązujący do chińskiego folkloru. Firma odnotowała wzrost zaangażowania w doświadczenie cyfrowej zabawy. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy liczba pobrań elektronicznych instrukcji budowlanych LEGO podwoiła się do 2 milionów, a co dwie sekundy udostępniana była zawartość aplikacji LEGO Life, która ma ponad 9 milionów użytkowników w 80 krajach.

Wielokanałowy model sprzedaży

Liczba osób odwiedzających platformę e-commerce LEGO.com podwoiła się do ponad 100 milionów w pierwszej połowie 2020 roku, w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Firma planuje również kontynuować tworzenie unikalnych doświadczeń marki dla kupujących w sklepach stacjonarnych i jest na dobrej drodze do otwarcia 120 nowych sklepów detalicznych w 2020 r., z czego 80 będzie zlokalizowanych w Chinach. W pierwszej połowie roku firmie udało się otworzyć już 46 (w tym 30 właśnie tam).

Christianen zapowiedział, że choć w ciągu ostatnich sześciu miesięcy handel detaliczny uległ transformacji, nadal widzi wielką szansę na stworzenie modelu wielokanałowego. Deklaruje inwestycje w unowocześnianie możliwości Grupy LEGO w zakresie handlu elektronicznego, aby wspierać zarówno partnerów detalicznych, własną platformę, a także nadal inwestować w tworzenie fantastycznych rozwiązań dla klientów i fanów marki.

Pomoc potrzebującym

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020 r. grupa LEGO wspierała osoby najbardziej dotknięte przez pandemię. We współpracy z Fundacją LEGO przekazała 50 mln USD na rzecz szeregu organizacji, które udzielają rodzinom pomocy w sytuacjach kryzysowych i wspierają dzieci w nauce poprzez zabawę. Marka LEGO przekazała również ponad 250 000 zestawów LEGO dla dzieci potrzebujących zabawy. Z kolei w swoich zakładach w Danii, Republice Czeskiej, na Węgrzech i w Meksyku grupa wyprodukowała ponad pół miliona przyłbic dla pracowników służby zdrowia, którzy potrzebowali środków ochrony osobistej.

Christianen powiedział: „Pierwsze sześć miesięcy 2020 roku było bezprecedensowe. Jestem niezwykle dumny z zespołu i z tego, jak zareagował. Chroniliśmy się nawzajem, opiekowaliśmy się najbardziej potrzebującymi i robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, aby zainspirować dzieci i rodziny, których życie zostało wstrzymane, do nauki poprzez zabawę”.

Przedsiębiorcy bardziej optymistycznie myślą o najbliższych miesiącach

W sierpniu wyraźnie spowolniła redukcja etatów. Stabilizuje się liczba zamówień, które trafiają do firm. Przedsiębiorcy bardziej optymistycznie myślą o najbliższych miesiącach.

Indeks PMI dla polskiego przetwórstwa zmniejszył się w sierpniu do 50,6 pkt. wobec 52,8 pkt. w lipcu, kształtując się wyraźnie poniżej oczekiwań rynku (52,9 pkt.). Tym samym indeks już drugi miesiąc z rzędu kształtuje się powyżej granicy 50 pkt. oddzielającej wzrost od spadku aktywności.

Spadek indeksu wynikał z niższych wkładów 4 z 5 jego składowych (dla nowych zamówień, bieżącej produkcji, czasu dostaw oraz zapasów), podczas gdy przeciwny wpływ miał wyższy wkład składowej dla zatrudnienia.

Niższy wkład składowej dla czasu dostaw oznacza skrócenie czasu dostaw, co w obecnych warunkach wskazuje najprawdopodobniej na stopniową odbudowę zerwanych przez pandemię łańcuchów dostaw.

– W strukturze indeksu warto zwrócić uwagę na bardzo istotną informację dotyczącą tendencji na rynku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski. – W sierpniu wyraźnie spowolniła redukcja etatów i jest to bardzo dobry sygnał, ponieważ sytuacja na rynku pracy jest jednym z najlepszych barometrów oczekiwań przedsiębiorców, czyli ich oczekiwania są już bardziej optymistyczne.

Zgodnie z raportem PMI, wiele ankietowanych firm stwierdziło, że rozluźnienie obostrzeń społecznych oraz poprawa sytuacji na rynkach zagranicznych wpłynęły na wzrost zamówień. Tymczasem inne firmy zauważyły osłabienie popytu na rynku krajowym. Takie tendencje znalazły odzwierciedlenie w stabilizacji poziomu nowych zamówień ogółem (składowa równa 50,0 pkt.) przy jednoczesnym dalszym wzroście – aczkolwiek wolniejszym niż w lipcu – zamówień eksportowych. Stabilizacja zamówień przyczyniła się do spowolnienia wzrostu bieżącej produkcji w sierpniu, po tym jak w lipcu odnotowano jej najszybsze tempo wzrostu od stycznia 2011 r.

Przeciętna wartość indeksu PMI w okresie lipiec-sierpień (51,7 pkt.) ukształtowała się na wyższym poziomie niż w II kw. (39,9 pkt.). Stanowi to wsparcie dla prognoz zakładających silny wzrost dynamiki PKB pomiędzy II i III kw.

Czy wysokie ceny owoców się utrzymają?

Wysokie ceny jabłek i owoców sezonowych w wiosennych miesiącach budziły niepokój. Konsumenci bali się, że powtórzy się sytuacja z czasów, gdy niebotycznie skoczyły ceny pietruszki. Na szczęście tym razem uniknęliśmy długo utrzymujących się, wysokich cen owoców. Po zwiększeniu ilości produktów na rynku – dzięki napływowi siły roboczej i postępowaniu sezonu – ceny jabłek, truskawek i czereśni wróciły do normalności. Co sprawiło jednak, że wysokie ceny tych owoców straszyły nas ze sklepowych półek? W kwietniu, maju i czerwcu – mimo wzrostu cen – popyt na jabłka nie malał, a raczej rósł. Wyciągamy z tego wniosek, który poprzemy później głębszymi analizami, że Polacy chętniej sięgali po jabłka – z obawy przed spadkiem odporności i zachorowaniem na COVID. Przez to cena jabłek wzrosła.

– Żeby doszło do takiego zjawiska jak kiedyś z cenami pietruszki czy jabłek, które poszybowały do bardzo wysokich poziomów, musi nałożyć się na siebie kilka zjawisk. Jest to głównie sytuacja międzynarodowa i mała podaż – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – O cenach decyduje bowiem prawo podaży i popytu. W przypadku pietruszki utrzymywał się stały popyt – więc przy małej podaży, zarówno w Polsce jak i w innych krajach, cena wystrzeliła w górę. Jeżeli chodzi o jabłka przyczynami były niskie zapasy magazynowe w krajach największych producentów, wyeliminowanie niektórych dostawców z rynku przez COVID i stosunkowo mała podaż ze strony polskich sadowników. Przy tym wszystkim cena wzrosła, bo nie spadł popyt na jabłka. Co ciekawe, mogliśmy nawet zauważyć jego lekki wzrost. Na szczęście rynek zapełnił się już nowymi zbiorami i cena za kilogram owoców wróciła do normalności. Podobnie stało się z truskawkami i czereśniami, które po chwilowym kryzysie cenowym zdecydowanie staniały. Nie musimy się więc obawiać w tym sezonie sytuacji analogicznej do słynnej, drogiej pietruszki – uspokaja Maliszewski.

Webex Classrooms – Cisco zwiększa możliwości bezpiecznej nauki na odległość w nowym roku szkolnym

Choć uczniowie w Polsce wrócili do klas wyposażonych w nowe środki bezpieczeństwa oraz dostosowanych do zachowania odpowiedniej odległości, to wciąż niepewna sytuacja pandemiczna może sprawić, że w przyszłości powrócą do nauki zdalnej lub w modelu mieszanym. Aby pomóc nauczycielom w dostosowaniu modelu nauczania do nowej rzeczywistości, Cisco przedstawia Webex Classrooms, platformę odpowiadającą na specyficzne potrzeby nauki online w klasach hybrydowych.

Wirtualne sale lekcyjne Cisco Webex Classrooms to bezpieczne miejsce dla nauczycieli, uczniów i rodziców, które pozwala na bardziej naturalny kontakt. Zapewnia strukturę klas, w których można organizować zajęcia, przeglądać programy nauczania, planować i rozpoczynać lekcje, ale również np. organizować wirtualne dyżury, podczas których nauczyciele są do dyspozycji młodzieży oraz rodziców. Uczniowie mogą łatwo kontaktować się ze sobą lub po prostu uzyskać dostęp do zasobów edukacyjnych. Rodzice mogą natomiast uczestniczyć w wirtualnych zebraniach z kadrą pedagogiczną.

Ponadto Webex Classrooms współpracuje z Webex Meetings, tworząc hybrydowe rozwiązanie edukacyjne i umożliwiając łatwe rozmowy wideo. Szkoły na całym świecie używają Cisco Webex podczas nauki w modelu hybrydowym. Nowe możliwości Webex Meetings dla sektora edukacji wspierają nauczycieli, uczniów, rodziców oraz specjalistów IT w następujący sposób:

Dla Nauczycieli: nowe funkcje Webex Meetings pozwalają skupić się na kształceniu uczniów:

  • Zamykanie drzwi do wirtualnej klasy. Automatyczne blokowanie dostępu do spotkań, aby tylko zalogowani użytkownicy i uczniowie mogli do nich dołączyć. To nauczyciel ustala zasady funkcjonujące w grupie – goście czekają w lobby, aż zostaną przyjęci lub w ogóle nie będą mogli dołączyć do spotkania, co pozwala na ich wcześniejszą weryfikację.
  • Pokoje dla „grup roboczych” dla lepszej nauki. Nauczyciele mają możliwość umieszczania uczestników w małych grupach w celu prowadzenia bardziej ukierunkowanych dyskusji wideo, gdzie mogą wspólnie dzielić się treściami i rozwiązywać problemy. Mogą również monitorować i przyłączać uczniów do pokoi w zależności od potrzeb lub wysyłać wiadomości, aby poinformować uczestników sesji o ważnych aktualizacjach czy zakończeniu danej części zajęć.
  • Porządek w klasie. Dzięki opcjom „twardego” wyciszenia nauczyciele mogą zadbać o to, aby nic nie rozpraszało uczniów i lepiej kontrolować wirtualną klasę. Dodatkowo uczniowie korzystający z funkcji podniesienia ręki znajdą się na samym szczycie listy uczestników, dzięki czemu żadne pytanie nie pozostanie bez odpowiedzi.
  • Energia i motywacja dla klasy. Dzięki urządzeniom Webex nauczyciele mogą w naturalny sposób poruszać się po klasie a urządzenia do prezentacji Webex skupiają się na osobie nauczyciela nie odwracając uwagi uczniów, którzy biorą udział w lekcji zdalnie.

Dla uczniów: uczniowie uczą się najlepiej w środowisku, które jest wciągające, przyjazne i pomaga im w nauce – bezpiecznie i bez ograniczeń.

  • Nauka w swoim własnym tempie. Webex Assistant for Meetings umożliwia sporządzanie transkrypcji na żywo podczas spotkania, dzięki czemu każdy może śledzić jego przebieg bez względu na styl nauki. Lekcje są nagrywane, więc w każdej chwili można łatwo wrócić i przejrzeć materiały.
  • Stały kontakt z przyjaciółmi ze szkoły. Dzięki Webex Teams uczniowie mogą wysyłać wiadomości, udostępniać treści, i dzwonić do członków grupy, z którymi pracują nad wspólnym projektem – wszystko to w ramach jednej aplikacji, dostępnej w dowolnym miejscu i na dowolnym urządzeniu.

Dla rodziców: rodzice odgrywają ogromną rolę w procesie nauczania, pomagają dzieciom w odrabianiu lekcji, przygotowywaniu się do sprawdzianów. Dlatego ważne jest, aby byli na bieżąco z tym co się dzieje w szkole.

  • Wirtualne zebrania rodziców i nauczycieli. Dzięki Webex Teams nauczyciele mogą łatwo tworzyć wirtualne przestrzenie do kontaktu z rodzicami, aby dzielić się informacjami o postępach w nauce ich dzieci, zadaniami i innymi treściami.
  • Lepszy sposób na odrabianie zadań domowych. Webex Assistant ułatwia przeglądanie notatek i najważniejszych wydarzeń w klasie, a nawet oglądanie nagrań z zajęć, aby śledzić postępy w programie nauczania i udzielać wsparcia w razie potrzeby.

Dla specjalistów IT odpowiedzialnych za edukację: Webex Classrooms pozwala stworzyć bezpieczne środowisko nauki dzięki:

  • Prostym i bezpiecznym rozwiązaniom gotowym do pracy od razu po zainstalowaniu. Webex obsługuje predefiniowane szablony edukacyjne i ustawienia zabezpieczeń dla wirtualnej klasy, dzięki czemu, łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej, można bezpiecznie skonfigurować wirtualną klasę.
  • Łatwej integracji z innymi narzędziami IT wykorzystywanymi w edukacji.

Silne spadki na Wall Street rozkręciły spiralę awersji do ryzyka

W tym dziwnym tygodniu pęd ku redukcji ryzyka w końcu dosięgnął rynek akcji. Silne spadki na Wall Street rozkręciły spiralę awersji do ryzyka na skalę globalną, ale przy pozostających bez odpowiedzi pytaniach „dlaczego?” i „jak długo jeszcze?”. Za to rynek FX jest względnie stabilny, odwdzięczając się za niewrażliwość rynku akcji na wcześniejszą korektę USD.

Czwartkowe spadki indeksu Nasdaq 100 (-5,23) było największą jednodniową przeceną od marca, ale sprowadziły indeks zaledwie do poziomów z zeszłego wtorku. Nie nastąpiło nagłe tąpnięcie pod wpływem jednej informacji, a raczej miarowe osuwanie rynku akcji. Taka sytuacja jak zwykle prowadzi do dochodzenia, co było przyczyną? Wygląda na to, że po solidnym rajdzie z ostatnich tygodni także i na rynek akcji zawitały wątpliwości. Zastopowanie niekwestionowanej wyprzedaży USD mogło być pierwszym światłem ostrzegawczym, choć dla wywołania reakcji na giełdach potrzebowało dodatkowych argumentów. Ryzyko dzisiejszego raportu z rynku pracy oraz perspektywa długiego weekendu w USA (Święto Pracy w poniedziałek) mogły nasilać chęć zamknięcia pozycji. Pro-sprzedażowe nastroje podsycały doniesienia o sprzedaży akcji przez jednego z udziałowców Tesli. Pojawiły się też teorie, że przyszedł czas na rotację do spółek technologicznych w kierunku innych segmentów, gdyż postępy prac nad szczepionką osłabia presję na rozwój rozwiązań technologicznych. Wiele mały tematów razem stanowi pretekst do większego ruchu, pod warunkiem oczywiście, że zyska zainteresowanie głównego nurtu. Bo przecież ile było przypadków, kiedy rynek bagatelizował poważniejsze negatywne sygnały. Czyżby powakacyjna depresja dotykała inwestorów, wywołując w nich obawy o kruchość niezrealizowanych zysków? Być może, jednak miarowość wczorajszej wyprzedaży sugeruje, że nie mamy do czynienia z paniką lub zalążkiem takowej. Fundamentalnie podstawy dotychczasowego rajdu pozostają w mocy (odbudowa ożywienia, postęp w pracach nad szczepionkami, ekspansywna polityka monetarna i fiskalna), w efekcie każde dołki będą traktowane jako okazja do odnowienia kupna.

W piątek główna uwaga skupi się na raporcie NFP z USA. Rynek pracy w USA pozostaje w trybie odbudowy, choć wskaźniki ISM nie wysyłają jednoznacznie pozytywnego wydźwięku. Mimo że działalność gospodarcza wzmacnia się po uderzeniu pandemii, w niektórych sektorach nastroje wobec powiększania (nie przywracania) zatrudnienia pozostają negatywne. Netto dzisiejsze dane powinno wskazać na wzrost zatrudnienia w obliczu przywracania stanowisk usuniętych na czas lockdownu. Przy wzroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 1,35 mln stopa bezrobocia ma spaść zaledwie o 0,4 pkt proc. do 9,8 proc., jednak nie powinna być to niepokojąca informacja, gdyż sugeruje powrót Amerykanów do aktywnego poszukiwania pracy. Rynek jest przyzwyczajony do lepszych danych, gdyż tylko wzmocnią narrację odbudowy gospodarczej. Większa reakcja może być w obliczu rozczarowujących danych, gdyż podniesie obawy, że tempo ożywienia wyraźnie hamuje. Tego mogą się obawiać inwestorzy z Wall Street, którzy wczoraj nie czekali na oficjalne dane. Z drugiej strony uczestnikom rynku nieobca jest logika szklanki do połowy pełnej i z gorszych danych zawsze może przyjść konkluzja, że Fed musi zrobić więcej, co znów będzie sygnałem do wzrostu wycen akcji. Osobiście oczekiwałbym, że biorąc pod uwagę wczorajsze turbulencje i perspektywę długiego weekendu większym ryzykiem jest, że gorsze dane będą odebrane negatywnie, zanim w kolejnym tygodniu górę wezmą oczekiwania na rozszerzenie ekspansji Fed. Musi być gorzej, żeby było lepiej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jaki jest rzeczywisty cel wprowadzania podatku cukrowego?

W styczniu 2021 roku wchodzi w życie tzw. „podatek cukrowy”, mający być częścią promocji prozdrowotnych wyborów konsumentów. Zdaniem przedstawicieli handlu oraz części ekspertów nowe przepisy wydają się być niespójne. Czy ustawa ma służyć konsumentom, czy jedynie służyć łataniu budżetu? – pytają przedstawiciele Polskiej Grupy Supermarketów.

Wg Polskiej Federacji Producentów Żywności wprowadzenie opłaty w formie „podatku cukrowego” może wiązać się ze wzrostem cen napojów nawet o 40%. Ustawa budzi spore kontrowersje jednak nie tylko wśród producentów i dystrybutorów FMCG. Niezrozumiała jest zasada opłaty podatku przez detalistów w momencie wprowadzenia produktu do sprzedaży. W ich opinii podatek winien być płacony przez producentów.

Z dużym zdziwieniem przyjęliśmy obecną formę ustawy o promocji prozdrowotnych wyborów konsumentów – mówi Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

– Nasze wątpliwości budzi m.in. limit 300 ml opakowania w przypadku produktów alkoholowych. Wg ustawy firmy zmuszone będą dokonać opłaty m.in. za wprowadzenie do sprzedaży napojów alkoholowych o objętości nieprzekraczającej 300 ml. – Zapis ten pokazuje brak dostatecznego rozpoznania i analizy problemu, w szczególności w kontekście rosnącej sprzedaży alkoholu w butelkach o większej pojemności – dodaje prezes PGS.

Słodziki i kofeina na celowniku

Czy w nazwanej przez premiera Morawieckiego „zdrowotnej opłacie cukrowej” rzeczywiście chodzi o zdrowie i jego promocję wśród Polaków? Wątpliwości co do tego mają m.in. dietetycy.

O ile ograniczenie spożycia cukrów powinno być promowane, ponieważ ich nadmiar negatywnie wpływa na naszą figurę oraz zdrowie, co potwierdzają liczne badania; o tyle zastanawiającym jest fakt dołączenia do listy słodzików oraz kofeiny.

Wg metaanalizy opublikowanej na łamach International Journal of Obecity, napoje słodzone słodzikami mogą hamująco wpływać na apetyt oraz ułatwić odchudzanie. Co więcej, w jednej z prac badawczych osoby pijące przed obiadem napoje ze słodzikami schudły w ciągu roku blisko 2 kilogramy więcej niż badani pijący samą wodę!

Podobnie sprawa ma się z kofeiną, której bezpieczna dawka dobowa szacowana jest na 500 mg u osoby dorosłej, odpowiada to około 5 filiżankom kawy lub 10-12 porcjom (250ml) napoju typu cola. Co więcej, umiarkowane spożycie kofeiny – pomimo działania pobudzającego – nie wpływa negatywnie na osoby zmagające się z nadciśnieniem, a niektóre badania sugerują, że spożywanie jej w umiarkowanych dawkach może przynieść korzystne efekty kontekście występowania wielu chorób przewlekłych, w tym układu krążenia, cukrzycy typu 2 czy otyłości.

– Kolejny raz jesteśmy świadkami bardzo dobrych inicjatyw społecznych, lecz złej realizacji…. Nadrzędnym celem winno być zdrowie konsumentów, nie interes finansowy budżetu państwa – komentują nowe prawo przedstawiciele Polskiej Grupy Supermarketów.

Eesti Energia podpisała przełomową umowę zakupu zielonej energii na Litwie

Grupa Eesti Energia, do której należy działający w Polsce Enefit, podpisała umowę PPA z litewskim przedsiębiorstwem energetyki wiatrowej E energija i przez 10 lat będzie kupować cały wolumen zielonej energii wytwarzanej przez farmę wiatrową Telšiai. To największa tego typu transakcja w historii krajów bałtyckich.

Farma wiatrowa E energija Telšiai, o łącznej mocy zainstalowanej 68,9 MW, zostanie uruchomiona w 2022 roku. Park wiatrowy, zlokalizowany w litewskim regionie Tryškiai,  ma produkować 235 GWh zielonej energii elektrycznej rocznie, co wystarczyłby na pokrycie rocznego zapotrzebowania prawie 80 000 gospodarstw domowych. Będzie to największa farma wiatrowa na Litwie pod względem produkcji energii elektrycznej.

Eesti Energia będzie dostarczać energię wiatrową do gospodarstw domowych oraz do klientów biznesowych, stwarzając przedsiębiorcom możliwość prowadzania działalności bardziej przyjaznej dla środowiska.

To pierwsza w krajach bałtyckich umowa na zakup zielonej energii o takiej skali, zawarta na tak długi czas. Gotowość Eesti Energia do kupowania całego wolumenu energii produkowanej na farmie przez 10 lat (do 2032 r.) była kluczowym czynnikiem dla finansowania parku wiatrowego. Największa umowa zakupu zielonej energii w krajach bałtyckich była możliwa dzięki dobrej współpracy z firmami E energija, SEB i GE.

Eesti Energia, działając za pośrednictwem swojej spółki zależnej Enefi Green, jest wiodącym deweloperem energii odnawialnej w regionie. Enefit Green posiada na terenie Litwy pięć farm wiatrowych, gdzie generowana jest prawie połowa rocznej produkcji energii wiatrowej spółki.

Zdaniem Margusa Valsa, członka zarządu Eesti Energia, dzięki współpracy i długoterminowym umowom zakupu energii z innymi deweloperami, możliwe jest zwiększenie niezależności energetycznej krajów bałtyckich oraz umocnienie ich wiodącej roli w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla w Europie. – Jako międzynarodowa firma energetyczna, dążymy do tego, żeby oferować bardziej inteligentne rozwiązania i czystszą produkcję energii na każdym rynku, na którym działamy. Nieustannie szukamy nowych sposobów na rozwój naszego portfolio zielonej energii. Dlatego angażujemy się w projekty z obszaru OZE zarówno w roli producenta energii ze źródeł odnawialnych, jak i jej nabywcy – powiedział Margus Vals.

Cieszymy się z naszej roli w rozwoju zielonej energetyki i z podpisania pierwszej umowy PPA w krajach bałtyckich o tak dużym znaczeniu. Budując pierwszą niesubsydiowaną farmę wiatrową w regionie otwieramy drogę do transformacji całego systemu energetycznego w krajach bałtyckich. Jesteśmy wdzięczni Eesti Energia za wsparcie naszych celów w tym burzliwym okresie – powiedział Gediminas Uloza, CEO E energija.

Celem strategicznym grupy Eesti Energia jest oferowanie najlepszej obsługi klienta za pomocą cyfrowych rozwiązań oraz rozszerzenie do 2024 r. portfolio klientów w krajach bałtyckich do 1 miliona.

Pożyczki pozabankowe – koszty i preferencje Polaków

Pożyczki pozabankowe coraz częściej wygrywają z kredytami bankowymi. Co sprawia, że klienci są skłonni do korzystania z usług firm pozabankowych? Wygoda, atrakcyjne warunki, krótki czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku. Wśród pożyczek pozabankowych także można wyróżnić te, które cieszą się zdecydowanie największym powodzeniem.

  1. Skąd popularność pożyczek pozabankowych?
  2. Jak wybrać pożyczkę długoterminową? Zwróć uwagę na koszty
  3. Preferencje kredytowe – jakie pożyczki wybierają Polacy?

Skąd popularność pożyczek pozabankowych?

Pożyczki pozabankowe przez Internet wygrywają dzisiaj zarówno z chwilówkami, jak i coraz częściej pokonują oferty bankowe. Jak to możliwe? W porównaniu z chwilówkami pożyczki długoterminowe pozwalają rozłożyć płatność na wygodne raty, co stanowi znacznie mniejsze obciążenie dla domowego budżetu. W związku z tym często są to wyższe zadłużenia, które pozwalają na zakup samochodu, zdobycie środków na remont mieszkania czy też wymianę sprzęty AGD/RTV. W porównaniu z kredytami bankowymi z kolei zwraca uwagę znacznie prostsza procedura przyznawania środków finansowych w przypadku pożyczek długoterminowych. Coraz częściej całą procedurę można przeprowadzić online, ewentualnie uzupełniając ją krótką rozmową z konsultantem firmy. Czas oczekiwania na decyzję pożyczkową jest w związku z tym krótszy niż oczekiwanie na decyzję analityków bankowych. W końcu do pożyczki długoterminowej bardzo często nie trzeba składać dodatkowych zaświadczeń o zarobkach, co także upraszcza całą procedurę.

Jak wybrać pożyczkę długoterminową? Zwróć uwagę na koszty

Wiele firm pozabankowych bardzo aktywnie reklamuje swoje usługi. Szczególnie w obecnej sytuacji związanej z nadchodzącym kryzysem gospodarczym coraz więcej osób bierze pod uwagę taki sposób finansowania różnego rodzaju zakupów. Do wzięcia pożyczki długoterminowej należy się jednak bardzo dobrze przygotować. Nie warto decydować się od razu na pierwszą napotkaną ofertę. Zakres rozwiązań, kosztów, dodatkowych zobowiązań z przypadku pożyczki długoterminowej może być bardzo różny. Dlatego wybierając ofertę pożyczki, koniecznie zwróć uwagę na:

  • wysokość raty: wybieraj rozwiązania, które dadzą ci możliwość regularnego i bezproblemowego regulowania należności; krytycznie spójrz na własne możliwości finansowe i dobierz ratę, która nie zaburzy twojego miesięcznego budżetu;
  • oprocentowanie: kluczowa sprawa przy wyborze kredytu, pamiętaj jednak, aby nie brać pod uwagę jedynie podstawowego oprocentowania, a RRSO (czyli całkowitą stopę oprocentowania) uwzględniającą także inne koszty kredytu (prowizje, dodatkowe ubezpieczenia); to że podstawowe oprocentowanie w danej ofercie jest wyjątkowo niskie wcale nie musi oznaczać, że cała oferta jest rzeczywiście najlepszą z dostępnych na rynku;
  • wszystkie zapisy w umowie: koniecznie dokładnie przeczytaj całość umowy, upewnij się, że wszystkie zapisy w niej są zgodne z pierwotnymi ustaleniami i wszystko jest dla ciebie zrozumiałe;
  • opinie o pożyczkodawcy – bardzo ważne jest, aby zweryfikować wiarygodność pożyczkodawcy, sprawdź listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego, poczytaj opinie innych klientów, możesz także zweryfikować  obecność pożyczkodawcy w KRS.

Z wyborem pożyczki nie warto się śpieszyć. Daj sobie czas na przejrzenie ofert, ich porównanie. Zawsze możesz skorzystać także z porównywarek pożyczek i rankingów, które dają ogólne rozeznanie w aktualnych ofertach pożyczkowych.

Preferencje kredytowe – jakie pożyczki wybierają Polacy?

Według badań przeprowadzonych przez portal get-money.pl Polacy najchętniej wybierają te pożyczki, które umożliwiają im otrzymanie pomocy finansowej bez rozbudowanych formalności. Największą popularnością cieszą się więc

  • pożyczki pozabankowe przez Internet,
  • niewymagające przedstawiania zaświadczenia o dochodach, dołączania skanów i innych dokumentów od pracodawcy
  • w przypadku których decyzja o przyznaniu bądź nie pożyczki zapada w ciągu kilkunastu minut, maksymalnie do jednego dnia.

Jeśli chodzi o wymagania finansowe, to oczywiście Polacy wybierają przede wszystkiem oferty możliwie najtańsze. Coraz częściej kieruję się niskim oprocentowanie pożyczki ratalnej, także w ujęciu całościowym, a więc RRSO. Polacy coraz częściej analizują dokładne parametry pożyczek, choć nadal nie robą tego wszyscy. Znaczenie ma także:

  • niska wysokość rat (nieobciążających zbyt mocno domowego budżetu),
  • przejrzyste i zrozumiałe warunki umowy, czytelny ich opis,
  • rozpoznawalność pożyczkodawcy, opinie innych klientów, wiarygodność instytucji, w której klient ubiega się o pożyczkę.

Znacznie mniejsze znaczenie ma kwestia szybkiej wypłaty gotówki, choć również i w tym zakresie instytucje pozabankowe starają się wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientów. Polacy biorą jednak najczęściej pożyczki o wartości od 2000 do 10000 zł. Nie są to więc z reguły wypłaty, które muszą być natychmiast zrealizowane. Ważniejsze dla klientów jest, aby pożyczka była atrakcyjna finansowo. Większość kredytobiorców stara się pożyczki rozłożone do 24 miesięcy, więc koszty przy 2-letniej pożyczce mają niemałe znaczenie.