Do miliona kary za sprzedaż Bonu Turystycznego

0

Na portalach ogłoszeniowych można zaobserwować próby sprzedaży Bonu Turystycznego. Bez względu na towarzyszące temu okoliczności, takie działania są niezgodne z prawem. Ustawodawca na etapie prac legislacyjnych rozpoznał taki proceder i przewidział za niego karę grzywny (nawet do jednego miliona złotych), karę ograniczenia wolności albo, w przypadku najzuchwalszych czynów, karę pozbawienia wolności do lat 3. Należy być wyjątkowo czujnym na takie procedery i uważać na oszustów, którzy będą próbowali wyłudzić w ten sposób pieniądze – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Nie jest to jedyny przypadek związany z funkcjonowaniem bonu, w którym przewidziano karę grzywny, ograniczenia bądź pozbawienia wolności. Ustawa wprost wskazuje, że zabronione są również działania podmiotów, które w działaniach promocyjnych używają hasła „Polski Bon Turystyczny”, nie będąc do niego uprawnionym.

Przykładowo, przedsiębiorca nieturystyczny (np. salon urody), nie może ogłaszać możliwości zapłaty za usługi w salonie środkami znajdującymi się na bonie ani w żaden inny sposób odnosić się do jego funkcjonowania. Przypomnijmy, że bonem można płacić np. za hotel czy imprezy turystyczne, czyli aktywności bezpośrednio związane z wyjazdami wakacyjnymi – dodaje Ziębicki.

Bon Turystyczny jest przyznawany beneficjantom w formie imiennych voucherów dostępnych przez konto PUE ZUS. Podczas aktywacji bonu za pomocą SMS-a wysyłany jest specjalny kod, który należy podać podczas płatności za nocleg lub wycieczkę. Korzystanie z nielegalnych źródeł jest niedozwolone.

Podatkowe pułapki związane z pracą zdalną wykonywaną zagranicą

0

W związku z pandemią COVID-19 wielu pracodawców pozwala pracownikom wykonywać ich obowiązki w ramach pracy zdalnej poza stałym miejscem pracy. Przepisy zawarte w tzw. tarczach antykryzysowych również dają możliwość skorzystania z tej formy zatrudnienia. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż praca zdalna pozwala na zachowanie przez pracowników dystansu społecznego. Niemniej jednak, należy zwrócić uwagę, że umożliwienie pracownikowi pracy zdalnej również poza granicami kraju, w którym osoba ta zwykle wykonuje swoją pracę, może wiązać się zarówno dla pracownika, jak i dla pracodawcy z dodatkowymi konsekwencjami w zakresie podatków, ubezpieczeń czy też spraw związanych z szeroko rozumianymi kwestami imigracyjnymi.

W ramach pakietu przepisów, który został uchwalony w związku z rozszerzaniem się pandemii COVID-19 w Polsce, wprowadzono przepis umożliwiający pracodawcom polecenie swoim pracownikom czasowego wykonywania pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania. Przepis ten nie daje jednak zbyt wielu wytycznych pracodawcom co do sposobu organizacji pracy zdalnej, a w szczególności nie wskazuje, czy pracodawcy powinni kontrolować lub ustalać dokładnie z pracownikami gdzie (na jakim terytorium) będą oni wykonywać swoje obowiązki.

Wskazać również należy, iż powyższa regulacja miała utracić swoją moc wiążącą z dniem 4 września 2020 roku, niemniej jednak w procedowanej obecnie ustawie o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw, pojawił się nowy zapis umożliwiający pracodawcom przedłużenie okresu pracy zdalnej nawet do 3 miesięcy po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii.

Praca zdalna z zagranicy

W związku z powyższym oraz mając na uwadze, że dla wielu osób bez różnicy pozostaje fakt czy wykonują swoje obowiązki zdalnie ze swojego stałego miejsca zamieszkania położonego niedaleko miejsca pracy czy z miejsca położonego kilkaset kilometrów dalej, to większość z nich zdecydowała się na wyjazd w rodzinne strony lub inne miejsca, które dają im możliwość zachowania dystansu społecznego i większego komfortu pracy. Wśród tej grupy pracowników znajdują się również cudzoziemcy lub Polacy mający rodziny za granicą, którzy postanowili wyjechać i stamtąd wykonywać swoje obowiązki. Tego rodzaju wyjazd, o ile ma charakter stricte tymczasowy i nie wpływa w sposób szczególny na związki pracownika z Polską (np. stałe miejsce zamieszkania), nie powinien nieść za sobą negatywnych konsekwencji w zakresie podatków, ubezpieczeń czy obowiązków imigracyjnych.

Należy jednak podkreślić, że im pobyt jest dłuższy, a związki osobisto-ekonomiczne z Polską maleją (np. poprzez rezygnację z umowy najmu w Polsce), tym w większym stopniu wzrasta ryzyko, że pobyt pracownika za granicą może wiązać się z powstaniem dodatkowych obowiązków w kraju, gdzie praca jest obecnie wykonywana. W szczególności należy mieć na uwadze kwestie związane: z rezydencją podatkową pracowników tj. potencjalny obowiązek deklarowania wszystkich swoich światowych dochodów w kraju, gdzie obecnie przebywają, powstaniem obowiązku rejestracji w lokalnym systemie podatkowym oraz ubezpieczeniowym, w tym konieczności odprowadzania podatków opłacania składek społecznych, w kraju w którym pracownik wykonuje pracę oraz obowiązkiem związanym z rejestracją pobytu oraz pracy w odpowiednich organach danego kraju.

Każdy przypadek pracy zdalnej z zagranicy powinien być analizowany oddzielnie, gdyż o obowiązkach podatkowo-ubezpieczeniowych powstających w miejscu, gdzie osoba wykonuje swoje obowiązki pracownicze, decydują zarówno przepisy lokalne, jak i przepisy umów międzynarodowych. Co istotne, lokalne przepisy nakładające obowiązki czy to rejestracyjne czy wprowadzające obowiązek rozliczenia w danym kraju mogą nie tylko dotyczyć pracownika, ale również pracodawcy, który wypłaca takiemu pracownikowi pensje. Taki obowiązek niejednokrotnie może wiązać się z koniecznością poniesienia dodatkowych obciążeń i kosztów – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Warto również podkreślić, że wykonywanie obowiązków służbowych przez pracownika może nie tylko wpływać na sytuację jego osobistych rozliczeń podatkowo-ubezpieczeniowych, ale również w niektórych przypadkach na rozliczenia samej spółki. W sytuacji, w której można uznać, iż działalność spółki prowadzona jest zagranicą, może istnieć ryzyko powstania zakładu podatkowego w drugim kraju i w związku z tym obowiązek rozliczenia części dochodów spółki w tym kraju.

Praca zdalna z Polski na podstawie zagranicznej umowy

Przepisy wprowadzone w związku z pandemią COVID-19 nie odnosiły się w żaden sposób do sytuacji osób, które ze względu na swoją osobistą sytuacje wróciły do Polski i pracują tutaj zdalnie na rzecz swojego zagranicznego pracodawcy. W związku z czym, ich obowiązki podatkowo-ubezpieczeniowe powinny być analizowane na ogólnych zasadach stosujących się do osób pracujących w Polsce na podstawie zagranicznych umów o pracę.

Osoby pracujące w Polsce na podstawie zagranicznych umów nie powinny zapominać, że może na nich spoczywać obowiązek rozliczenia się ze swoich dochodów w Polsce. W zależności od sytuacji może być to spowodowane zmianą rezydencji podatkowej na polską w związku z przeniesieniem do Polski ich centrum interesów osobistych i gospodarczych lub długością pobytu w Polsce powyżej 183 dni. Taka osoba musi pamiętać, że wymóg rozliczenia podatków w Polsce od dochodów z zagranicznej umowy spoczywa na niej i może się wiązać z obowiązkiem opłacania miesięcznych zaliczek oraz sporządzeniem rozliczenia rocznego – mówi Paweł Majewski, menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Inwestycje w polskie hotele turystyczne

0

Choć rynek hotelowy w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, można mówić o wciąż niewykorzystanym potencjale inwestycyjnym tego sektora. Przeciętnie, w ciągu roku w całym kraju zamyka się o połowę mniej transakcji hotelowych niż w samym tylko w Berlinie.

Stosunkowa niewielka liczba hotelowych transakcji nie świadczy jednak o braku atrakcyjności tego sektora w Polsce. Powodem jest natomiast fakt, że dopiero od jakiegoś czasu na polskim rynku hotelowym przybywa produktu o instytucjonalnym profilu, czyli o skali, klasie i strukturze operacyjnej, która jest atrakcyjna dla dużych, międzynarodowych graczy.

Inwestorów motywuje jednak, że Polska jest najmocniejszym, jeśli mowa o nieruchomościach komercyjnych, rynkiem inwestycyjnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wielu z nich zainwestowało już z dużym sukcesem w inne segmenty tego sektora i posiada doświadczenie niezbędne do przeprowadzenia dużych transakcji w Polsce.

Pandemia wstrzymała wiele decyzji co do lokowania kapitału, ale długofalowa perspektywa dla sektora hotelowego nie jest zachwiana. Sektor turystyczny jest odporny na wstrząsy. Jak pokazała historia z innych regionów świata, ataki terrorystyczne, klęski żywiołowe i inne tego typu wydarzenia silnie wstrzymują popyt turystyczny i biznesowy, jednak gdy sytuacja się uspokaja – ruch powraca. Bez wątpienia, globalna pandemia uświadomiła nowe zagrożenia dla sektora hotelowego i zupełnie nową ich skalę. Nie oznacza to jednak, że hotele stały się mniej atrakcyjne, a jedynie to, że te nowe ryzyka będą uwzględniane w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, zarówno na poziomie zabezpieczeń operacyjnych jak i biznesowych, w tym na poziomie kontraktów zawieranych pomiędzy właścicielami i operatorami. -komentuje Agata Janda, Dyrektor ds. Doradztwa Hotelowego, JLL

Biznes vs. relaks

Na przestrzeni ostatnich lat duży kapitał instytucjonalny w Polsce szczególnie upodobał sobie hotele biznesowe w największych miastach. Powodem jest większa transparentność ich fundamentów operacyjnych – na dużych rynkach łatwiej o dane porównawcze, o bardziej różnorodne źródła popytu, mniej w nich problemów z sezonowością – to wszystko zmniejszało potencjalne ryzyka, ułatwiało analizę biznesu i czyniło ją bardziej mierzalną.

Pandemia zmieniła jednak sposób, w jaki wielu inwestorów postrzega kurorty i typowo turystyczne lokalizacje. Tygodnie izolacji sprawiły, że obudziła się w nas potrzeba wolności i różnorodności, chcemy mieć więcej kontaktu z naturą. Do mody wraca zatem lokalność i filozofia slow. Wielu inwestorów uważa, że ten trend będzie długofalowy, bo COVID przewartościował nasze style życia. To wszystko sprawia, że wartość klienta turystycznego dla inwestorów wzrasta, a dywersyfikacja portfeli o hotele turystyczne stała się bardzo pożądana. – dodaje Agata Janda

Polska jest rynkiem o bardzo silnym popycie wewnętrznym, a ten w obliczu obecnych restrykcji dodatkowo się umocnił. Zarówno w tym roku, jak i w perspektywie kilku kolejnych lat, Polacy znacznie rzadziej będą wyjeżdżać za granicę. Inwestorzy upatrują duże szanse nie tylko we wzroście siły popytu turystycznego, ale również w zwiększeniu jego różnorodności. Chociaż w miesiącach typowo wakacyjnych nadal dominuje polski turysta, to już poza sezonem coraz więcej u nas międzynarodowych gości, zwłaszcza z Niemiec i krajów skandynawskich. To sprawia, że biznes staje się mniej seznowy i bardziej bezpieczny, a to będzie napędzać kapitał. Na tej właśnie kanwie zaczęły powstawać w ostatnich latach duże hotele pod międzynarodowymi markami wzdłuż polskiego wybrzeża i w górach, a do gry powoli wchodzą Mazury.

To co dodatkowo stanowi o inwestycyjnej atrakcyjności miejscowości turystycznych w Polsce to fakt, że dominują tam niezależne hotele z potencjałem do tworzenia wartości dodanej poprzez renowację, przyjęcie międzynarodowej marki i bardziej efektywne zarządzanie kosztami. – dodaje Agata Janda

I również dlatego liczba funduszy chcących wejść na polski rynek hotelowy rośnie.
Obecnie są to przede wszystkim inwestorzy oportunistyczni, ale ta sytuacja zacznie ulegać zmianie wraz ze wzrostem liczby atrakcyjnych aktywów hotelowych, takich jak te oferowane przez najpopularniejsze miejscowości turystyczne w kraju. – podsumowuje Agata Janda

Dolar złapał oddech

0

Po wielu dniach wyraźnego odwrotu w piątek inwestorzy znów uwierzyli w amerykańskiego dolara. Jednego dnia odrobił niemal 1,5% wartości. Kolejne dni pokażą, jak rozwinie się sytuacja i czy była to tylko korekta, czy zmiana trendu.

Lepsze dane zza Odry

W piątek rano poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Niemczech za czerwiec. W ujęciu miesięcznym jak to często ostatnio bywa mieliśmy spadek, ale rok do roku sprzedaż detaliczna rośnie o imponujące 5,9%. Jest to o tyle ważniejsze, że oczekiwania analityków wskazywały zaledwie 3% wzrostu. Rynki walutowe nie reagowały zbyt intensywnie na te dane czekając na publikowane kilka godzin później informacje na temat PKB strefy euro.

Co z EURUSD?

Piątkowe przedpołudnie przyniosło nam oprócz danych z Niemiec, również informacje o wzroście PKB w strefie euro. Okazały się one słabsze od oczekiwań, a konkretnie spadek jest większy niż sądzili inwestorzy. Po południu przyszły dodatkowe odrobinę lepsze od oczekiwań dane na temat wydatków Amerykanów. Kumulacja tych dwóch odczytów przyczyniła się do pogłębienia korekty na głównej parze walutowej świata. Dolar ostatnimi dniami wyraźnie tracił pokazując serię słabszych danych. Wielu inwestorów czekało tylko na sygnał do korekty i się doczekało. Dolar zyskał od szczytów z piątkowego poranka niemal 1,5% na wartości względem euro.

Wzrost cen spowalnia

W tle wydarzeń na głównych walutach, w Polsce opublikowano dane na temat wzrostu cen. Inflacja wynosi 3,1% i jest zgodna z celem inflacyjnym. Co najważniejsze oddaliła się od jego górnej granicy o 0,2% zwiększając bufor bezpieczeństwa. Odpływ kapitału za ocean nie przełożył się na słabość złotego jak to często ma w takiej sytuacji miejsce. Stracił on jednak sporo na wartości względem dolara. Złotówka, która trzymała wartość względem euro siłą rzeczy musiała zachować się podobnie jak euro wobec amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
10:00 – strefa euro – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Spółka GenXone w najbliższych dniach planuje debiut na rynku NewConnect

0

GenXone to innowacyjna spółka działająca w branży biotechnologicznej specjalizująca się w sekwencjonowaniu kwasów nukleinowych w oparciu o technologię sekwencjonowania nanoporowego, jednej z gałęzi Next-Generation Sequencing (NGS).

Spółka jest pierwszą firmą w Polsce i jedną z kilkudziesięciu laboratoriów na świecie, która posiada akredytację Oxford Nanopore Technologies (ONT), będącej twórcą technologii sekwencjonowania nanoporowego, oraz licencję umożliwiającą jej komercyjne wykorzystanie.– tłumaczy dr Michała Kaszuby, prezes spółki.

GenXone w kwietniu przeprowadziło emisję akcji, dzięki której spółka pozyskała 4,1 mln PLN. Środki zostaną przeznaczone na komercjalizację projektu Nanobiome oraz przygotowanie zaplecza technicznego i operacyjne pod budowę baz genomowych i metagenomowych. – Dzięki stabilnej sytuacji finansowej udało nam się wyposażyć w pełni nasz Mobilny Pawilon Laboratoryjny i wzmocnić zespół laboratorium diagnostycznego. – tłumaczy dr Kaszuba.

W marcu firma rozpoczęła realizację badań laboratoryjnych w kierunku rozpoznania SARS-CoV-2 we współpracy ze Spółką Diagnostyka. – Nasze Laboratorium Diagnostyki Molekularnej, które specjalizuje się w identyfikacji patogenów metodą Real Time PCR, zostało wpisane na listę MInisterstwa Zdrowia, dlatego obecnie przeprowadza testy wykrywające obecność koronawirusa SARS-CoV-2 (wywołującego jednostkę chorobową o nazwie COVID-19). Wykonaliśmy już ponad 20 tysięcy takich testów.- dodaje prezes GenXone

Jak podaje Prezes Kaszuba, spółka ma dokładnie sprecyzowaną strategię działania na nadchodzące dni – Pierwszy cel na najbliższe tygodnie to rozbudowa kanałów dystrybucji. W najbliższych dniach uruchomimy sklep internetowy oferujący badania diagnostyczne. – mówi dr Michał Kaszuba – Negocjujemy również warunki współpracy z partnerami biznesowymi. Chcielibyśmy wzmocnić swoją pozycję na rynku badań diagnostycznych. – dodaje prezes GenXone.

Natomiast zespół badawczy firmy zamierza realizować projekt, który może pomóc w walce z pandemią – W ramach projektu chcemy poznać genom koronawirusa SARS-CoV-2 wykorzystując do tego sekwencjonowanie nanoporowe.- mówi dr Kaszuba.

Zadaniem dla całego zespołu genXone jest wdrożenie i komercjalizacja projektu Nanobiome, w ramach którego poznajemy tajniki ludzkiego mikrobiomu jelitowego. Jest to projekt, który daje nam ogromne możliwości dalszego rozwoju. – dodaje.

Contact Center Genesys Cloud został zintegrowany z MS Teams

0

System Call i Contact Center Genesys Cloud został zintegrowany z Microsoft Teams, dzięki czemu pracownicy działów obsługi mogą teraz w jednym wspólnym środowisku kontaktować się ze wszystkimi swoimi współpracownikami korzystającymi z Teamsów i w ten sposób szybciej rozwiązywać problemy klientów.

Integracja to efekt partnerstwa Genesys i Microsoft, w ramach którego Genesys Cloud jest stopniowo dostosowywany do płynnej współpracy ze wszystkimi narzędziami Microsoft działającymi w chmurze Azure.

W przypadku konieczności skontaktowania się z ekspertem merytorycznym, konsultant Contact Center może obecnie z panelu Genesys Cloud przeszukać zintegrowany katalog użytkowników MS Teams, a także podejrzeć status ich obecności. Następnie jednym kliknięciem może zainicjować połączenie z potrzebną mu osobą. Przykładowo – jeśli klient zada pytanie o pożyczkę na nowy dom wakacyjny podczas rozmowy telefonicznej, konsultant może szybko znaleźć dostępnego specjalistę od kredytów hipotecznych, aby pomóc rozwiązać problem klienta. Ułatwia to pracę zespołową, dzielenie się wiedzą i skutkuje lepszą obsługą.

„Cieszymy się, że możemy dodać kolejny element do naszej wieloletniej współpracy z firmą Microsoft, który stanowi ważny krok naprzód w dostarczaniu naszym klientom ‘Experience as a service’. Dzięki ponad 75 milionom aktywnych użytkowników dziennie, usługa Microsoft Teams jest głównym narzędziem ujednoliconej komunikacji dla tysięcy organizacji. Integracja tej platformy z Genesys Cloud oznacza, że pracownicy Contact Center mogą teraz łatwo korzystać z wiedzy specjalistycznej z dowolnego miejsca w organizacji i w ten sposób zapewniać usługi dostosowane do potrzeb każdego klienta” – powiedział Olivier Jouve, wiceprezes i dyrektor generalny w Genesys.

„Zdaniem coraz większej liczby organizacji za obsługę klienta odpowiedzialni są pracownicy w całej firmie, a nie tylko ci zatrudnienie w działach obsługi. Integracja Genesys Cloud i Microsoft Teams pomaga zrealizować tę wizję, zapewniając odpowiednie narzędzia do współpracy w całym przedsiębiorstwie przy jednoczesnym korzystaniu z takich funkcji, jak zaawansowany routing, nagrywanie rozmów i analiza interakcji, aby zapewnić spójną obsługę” – powiedział Mike Ammerlaan, dyrektor ds. marketingu ekosystemu Microsoft 365 w firmie Microsoft.

Już jesienią INVESTOR REE rusza z Akademiami Inwestora w różnych miastach

0

Akademia Inwestora „Strategia zarządzania powierzchniami do celów najmu”

12 października – Gdańsk
16 listopada – Warszawa
23 listopada – Wrocław

CEO Magazyn Polska, jako Partner Medialny wydarzenia organizowanego przez INVESTOR Real Estate Expert i GEODETIC Akademia Inwestora ma na celu pokazanie ogólnopolskich praktyk rynkowych w zakresie zarządzania nieruchomościami do celów najmu. Omówione zostaną najczęściej popełniane błędy w doborze norm pomiaru powierzchni a także w umowach najmu, w załącznikach graficznych do umów oraz w rent-roll.

Akademia skierowana jest przede wszystkim do inwestorów, property-, asset- lease-, project managerów, radców prawnych, prawników obsługujących właścicieli i zarządców nieruchomości, zarządców firm i funduszy inwestycyjnych oraz doradców nieruchomości.

Prowadzący: Adrian Hołub – trener, publicysta branżowy, wykładowca akademicki, inwestor nieruchomości i geodeta z 13-letnim doświadczeniem. Pomierzył ponad 6mln m² powierzchni w tysiącach obiektów działając na zlecenie największych firm z rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i Europie. 

Uczestnicy: Wśród Szanownych Gości na naszych eventach mamy przyjemność od lat gościć inwestorów z rynku nieruchomości, deweloperów, przedstawicieli funduszy inwestycyjnych i instytucje finansujące transakcje nieruchomości, osoby na stanowiskach menadżerskich rynku nieruchomości, przedstawicieli domów maklerskich, adwokatów specjalizujących się w nieruchomościach, architektów, pośredników nieruchomości, radców prawnych i innych specjalistów z rynku nieruchomości. Audytorium wydarzeń organizowanych przez INVESTOR REE i GEODETIC stanowili niejednokrotnie przedstawiciele firm: Savills, CBRE, Colliers International, PHN S.A., Skanska TFI, PZU, PKO TFI,  PAN, Panattoni Europe, Goodman Poland, JLL, Yareal Polska, BNP Paribas Real Estate Poland, Leroy Merlin, Ghelamco Poland, Bouygues Immobilier Polska, Herbewo International,  Master Management Group, HB Reavis, Hala Koszyki – ZST, Pointpark Properties, Strabag AG, Erbud, Crowngate International, Upper Property, SG Inwestycje SA,  DNB Investment Polska, Hines Polska, Bimmertech, Bouygues Immobilier Polska, AVH Consults, Arcadis, Prologis, Terra Casa, White Star, Instytut Lotnictwa, Dom Development, Sodexo, Grupa BUMA, First Property Poland, Marvipol Development, Nexity Polska, Mayland Real Estate, Napollo, WRI Investment, Invest Komfort, WISAG Polska, Matexi Polska, Nickel Development, Citi Bank Handlowy, Victoria Dom, Cresa, PKS, SEGRO, cmT, Satoria Group, A&A  i inni. 

Nie musisz wierzyć nam na słowo. Zaufaj zadowolonym Słuchaczom. Zobacz ponad 100 opinii od uczestników naszych wydarzeń.

Szczegółowy program i rejestracja na stronie: https://investorrealestateexpert.co/strategia-zarzadzania-powierzchniami-do-celow-najmu/

Na hasło „CEO15%” wpisane w formularzu rejestracyjnym przyznajemy 15% zniżki.

FM Logistic Centralna Europa rusza z kolejnym etapem obsługi logistycznej dla Grupy Polpharma

0

W dniu 3 sierpnia 2020, po uzyskaniu przez Grupę Polpharma zezwolenia Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF), wystartowały pierwsze operacje logistyczne w nowym rozbudowanym module platformy FM Health, największym centrum magazynowania i dystrybucji produktów farmaceutycznych w Centralnej Europie, należącej do FM Logistic CE. Tym samym operator logistyczny realizuje zawartą w ub.r. umowę z liderem polskiego rynku farmaceutycznego.

Otwarcie kolejnego modułu na platformie logistycznej FM Health w Błoniu umożliwia pełną realizację obsługi magazynowej oraz transportowej z 3 zakładów produkcyjnych Grupy Polpharma w Polsce do centralnej hurtowni, jak również dystrybucję z hurtowni farmaceutycznej Polpharma do odbiorców.

Dotychczas, liczba palet na stocku dla tego klienta wynosiła 6 tys., przyjęcia towaru w skali roku oscylowały na poziomie około 50 tys. palet i wydania kartonów około 800 tys. Po uruchomieniu hurtowni, już w tym roku, stock i obrót paletowo-kartonowy zdecydowanie wzrośnie, a docelowo pomieści 35 tys. palet, recepcja towaru zaś będzie na poziomie 170 tys., a wydania to nawet kilka milionów kartonów na rok.

– Z Grupą Polpharma współpracujemy już od kilku lat, cieszymy się bardzo, że to właśnie nam zdecydowała się ona powierzyć pełną obsługę logistyczną swojej centralnej hurtowni – mówi Marzena Świerczewska, Dyrektor Platformy FM Logistic CE w Błoniu. – Cały projekt rozbudowy i przygotowania magazynu oraz operacji realizowany był w ścisłej współpracy między zespołami projektowymi obu firm, jestem przekonana, że przełoży się to na doskonałe rezultaty operacyjne.

Jak mówi Izabela Marciniak, Dyrektor ds. Magazynowania i Dystrybucji Grupy Polpharma – Współpraca z FM Logistic to sposób na uproszczenie procesów związanych z obsługą logistyczną naszych produktów. Planujemy, że po zakończeniu II fazy projektu w roku 2022 hurtownia farmaceutyczna Polpharmy w Błoniu będzie jedynym punktem dystrybucyjnym naszych leków. Centralnym magazynem w środkowej Polsce zastąpimy kilka dotychczasowych miejsc składowania wyrobów, rozsianych na terenie całego kraju. Pozwoli to usprawnić i zwiększyć efektywność łańcucha dostaw leków do klienta. 

Nowo powstały moduł magazynowy to 12 tys. mkw. i prawie 20 tys. miejsc paletowych. W ramach hurtowni farmaceutycznej, wydzielonych zostało kilka pomieszczeń w zależności od rodzaju składowanych produktów, jak również temperatury przechowywania, w tym 2 chłodnie. Magazyn spełnia wszystkie wymagane przepisami normy, zastosowano w nim najnowocześniejsze rozwiązania techniczne Do swojej dyspozycji klient otrzymał również powierzchnię biurową.

Umowa z Grupą Polpharma została zawarta na 7 lat. W rozbudowę obiektu FM Logistic CE zainwestował ponad 60 mln zł. Obecnie platforma FM Health w Błoniu posiada łączną powierzchnię prawie 92 tys. mkw. i pojemność ponad 140 tys. miejsc paletowych. Oprócz usług związanych ze składowaniem i dystrybucją produktów, zarówno na rynek krajowy jak i międzynarodowy, na platformie na dużą skalę realizowane są usługi co-packingu dla różnych klientów.

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej pozwoli zaoszczędzić kredytobiorcom

0

Rada Polityki Pieniężnej w tym roku dokonała już trzech cięć poziomów stóp procentowych. Po ostatniej decyzji referencyjna stopa procentowa wynosi 0,1 proc. Przekłada się to na spadek  oprocentowania kredytów hipotecznych. Aktualnie w większości banków WIBOR oscyluje wokół 0,28%. Ile mogą na tych zmianach zaoszczędzić obecni i przyszli kredytobiorcy? Wyjaśnia Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że już w czerwcu widoczna była odbudowa popytu na kredyty mieszkaniowe. Wnioskowało o nie łącznie 36,1 tys. klientów. Oznacza to wzrost o 25,9% w porównaniu do maja 2020 roku oraz o 29,9% w stosunku do kwietnia tego roku. Warto dodać, że w czerwcu 2019 roku liczba wnioskujących kształtowała się na poziomie 35,2 tys.

Pandemia z jednej strony spowodowała zaostrzenie oceny scoringowej potencjalnych kredytobiorców przez banki, z drugiej zaś reakcja Rady Polityki Pieniężnej doprowadziła do sytuacji, w której mamy rekordowo niski WIBOR, tym samym pożyczany pieniądz jest tańszy – wskazuje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.

Jednak zanim zaciągniemy zobowiązanie finansowe na wiele lat, warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami mającymi zasadniczy wpływ na koszt potencjalnego zobowiązania – jaki jest okres kredytowania, jaki typ rat wybrać, równe czy malejące i w końcu na jakie oprocentowanie się zdecydować, stałe czy zmienne. Ten ostatni czynnik może zadecydować o tym, ile tak naprawdę zaoszczędzimy biorąc obecnie kredyt hipoteczny.

Wybór stałego oprocentowanie zakłada, że bierzemy kredyt w oparciu o obecny (rekordowo niski WIBOR) i przez co najmniej pięć lat spłacamy raty równe na podstawie dzisiejszej wartości wskaźnika WIBOR. Drugi wariant – raty zmienne – oznacza, że WIBOR – w zależności od banku – będzie aktualizowany zazwyczaj co trzy albo co sześć miesięcy, więc nasze raty mogą się zmieniać, w zależności od tego, jak będą się kształtować stopy procentowe ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej. Warto podkreślić, że w przypadku oprocentowania stałego w momencie rozpoczęcia spłaty kredytu, raty miesięczne są nieznacznie wyższe niż w przypadku, gdybyśmy wybrali oprocentowanie zmienne.

Dokonując jednak wyboru należy uwzględnić perspektywę najbliższych pięciu lat. Zwykle kredytobiorcy decydują się na kredyty hipoteczne z oprocentowaniem zmiennym, licząc na obniżkę stóp i tym samym w przyszłości mniejszą ratę lub po prostu nie zdają sobie sprawy, że mają do wyboru inne rozwiązanie. Obecne stopy są na tak niskim poziomie, że kolejne zmiany de facto oznaczałyby, że państwo dopłacałoby do naszych kredytów. A zatem można przyjąć założenie, że stopy procentowe w najbliższych latach jednak wzrosną.

Jeśli zamiast wziąć kredyt hipoteczny w oparciu o oprocentowanie zmienne, wybierzemy opcję oprocentowania stałego przez najbliższe pięć lat (to jest bowiem minimalny okres, w którym bank nie zaktualizuje nam kalkulacji bazowej opartej o zmienny WIBOR) będziemy spłacać równe i stałe raty naszego kredytu. Jeżeli zaś okaże się, że dla przykładu dopiero za dwa lata, RPP pod kierownictwem nowego szefa podniesie WIBOR, różnica pomiędzy wysokością raty w oparciu o oprocentowanie zmienne a stałe przez kolejne trzy lata może wynieść nawet kilkanaście tysięcy złotych w zależności od parametrów kredytu – wyjaśnia Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy. Hipotetycznie, jeśli za dwa lata poziom stóp procentowych wzrośnie do poziomu sprzed pandemii, tj. 1,71%, to przy kredycie w wysokości 400 tys. zł na okres dwudziestu lat różnica w wysokości spłacanych rat może wynieść nawet do 15 tys. zł na korzyść kredytobiorcy. Te kilkanaście tysięcy złotych, które może zostać w naszej kieszeni to właśnie wycieczka dla dwóch osób na rajską wyspę Bali. I to tylko dlatego, że zawarliśmy zakład z Radą Polityki Pieniężnej, a życie napisało – bardzo prawdopodobny w tym przypadku – scenariusz. Oczywiście może się zdarzyć, że przez kolejnych pięć lat stopy ani drgną albo jeszcze spadną. W tym przypadku jednak można znacznie więcej wygrać niż stracić – dodaje Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy.

Solidarni Zwyciężymy: Czy pandemia koronawirusa na trwałe zmieni relacje między pracownikami a pracodawcami?

0

Pandemia koronawirusa odcisnęła ślad na niemal każdej dziedzinie naszego życia, a jej efekty mimo optymistycznych prognoz będą odczuwalne w biznesie jeszcze przez długi czas. Są jednak i pozytywne skutki kryzysu. To nie tylko większa kreatywność w działaniu i otwartość na innowacyjne rozwiązania, ale również większa solidarność pracodawców z pracownikami. 44,7% społeczeństwa oraz 48,6% pracodawców zgodnie przyznają, że solidarna współpraca tych dwóch grup odgrywa kluczową rolę w procesie wychodzenia firmy z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19.

Nowa sytuacja wymusiła na polskich firmach podjęcie szeregu działań, by poradzić sobie z pandemią. Pracodawcy walczyli o utrzymanie miejsc pracy, ale nie tylko ich wysiłki się liczyły. Pracownicy mogli mieć również ogromny wpływ na sytuację firmy i ratowanie jej przed kryzysem.

W badaniu w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”[1]  zapytano Polaków o to, w jaki sposób pracownicy mogą najbardziej skutecznie pomóc firmie radzić sobie ze skutkami epidemii. Ich zdaniem głównym zadaniem pracowników jest wsparcie w zapewnieniu bezpieczeństwa w czasie pracy i zachowaniu restrykcyjnych warunków – tak wskazało aż 40% ankietowanych. Co trzeci z nas wskazuje także, że pracownicy pełnili istotną rolę przy dostosowaniu się przedsiębiorstwa do nowych zaleceń. 35,4% Polaków potwierdza, że skutecznym sposobem na wsparcie pracodawcy była więc zgoda pracownika na zmianę organizacji pracy, jak np. obniżenie wymiaru czasu pracy, zmiana miejsca czy zmiany organizacyjne. Co czwarty Polak (27,6%) wskazuje także, że ważnym zadaniem pracowników jest poszukiwanie nowych pomysłów oraz sposobów na poradzenie sobie z trudnościami. Co ciekawe to samo pytanie zadano pracodawcom. Okazuje się, że w znacznie większym stopniu doceniają oni kreatywność pracowników oraz ich gotowość na wprowadzenie zmian dostosowawczych. Wyniki nie tylko potwierdzają, że w trosce o wspólne dobro umiemy współpracować nawet w najtrudniejszych sytuacjach, lecz także, że w wyniku pandemii kompetencje takie jak: adaptacja do zmian i kreatywność wzrosły na znaczeniu wśród firm.

Poza dostrzegalnymi gołym okiem zmianami w obszarze prowadzenia biznesu i funkcjonowania firm, pandemia koronawirusa przyniosła wyzwanie w jeszcze jednym bardzo istotnym obszarze. Organizowany przez pracodawców w przyspieszonym tempie home office mocno zachwiał relacjami z i pomiędzy pracownikami. Do tego dołączyło poczucie izolacji i lęk o najbliższą przyszłość (32,8% Polaków wciąż obawia się możliwości utraty swojej pracy w efekcie wpływu pandemii na ich firmę) i o to, co czeka nas po powrocie do względnej normalności. To aspekty, które nie pozostały bez wpływu na poziom motywacji do pracy wielu z nas. Aż 33,6% pracodawców i przedstawicieli wyższej kadry zarządzającej zaobserwowało w tym czasie mniejsze zaangażowanie pracowników w wykonywaną pracę. Te dane nie powinny demotywować pracodawców, a raczej być wskazówką, o co trzeba będzie zadbać w przyszłości postpandemicznej. Niewątpliwie w związku z nowymi warunkami bieżąca komunikacja z pracownikami, tak niezbędna w przeprowadzaniu procesu zmian, może okazać się trudniejsza, ale nie można jej pominąć i nie docenić jej roli. Tym bardziej, że według badania blisko 55% Polaków chciało być informowanych o tym, jakie działania w celu poradzenia sobie ze skutkami kryzysu podejmuje firma w której pracują. Branie pod uwagę i dostrzeganie potrzeb obu stron wydaje się mieć teraz szczególne znaczenie – 44,7% społeczeństwa oraz 48,6% pracodawców zgodnie przyznają, że solidarna współpraca tych dwóch grup odgrywa kluczową rolę w procesie wychodzenia firmy z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19.

Pandemia koronawirusa mimo tego, że nas bardzo zaskoczyła, nauczyła nas – zarówno pracodawców i pracowników – dużej elastyczności i dostosowania się do kryzysowej sytuacji i nowych wyzwań. Widzimy to praktycznie od początku uruchomienia przez nas Tarczy Finansowej. Wsparliśmy już ponad 335 tysięcy polskich firm i ponad 3 mln zatrudnionych przez nie pracowników i to ich historie radzenia sobie z wyzwaniami, jakie przyniosła trudna rzeczywistość, stały się dla nas inspiracją do rozpoczęcia kampanii „Solidarni Zwyciężymy” i ogłoszenia konkursu promującego prawdziwych bohaterów. Te historie pełne są nie tylko przykładów solidarnej współpracy, ale również źródłem motywacji dla wielu i potwierdzeniem, jak ogromny potencjał drzemie w polskich przedsiębiorcach. Niewątpliwie dzięki zdobytym w tych trudnych dla wszystkich miesiącach doświadczeniom i umiejętnościom, pracodawcy oraz pracownicy będą odporniejsi na ewentualne kryzysy w przyszłości.” – mówi Paweł Borys, Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Obecnie zakończyła się druga z trzech części konkursu w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”, w której wyłonionych zostało 6 kolejnych zwycięzców. Wśród nich znalazły się osoby prywatne i firmy, które wyróżniły się nie tylko solidarnością w działaniu i troską o dobro innych ludzi, ale również kreatywnością i innowacyjnością w działaniach oraz przede wszystkim błyskawiczną reakcją i gotowością do wprowadzenia zmian, co w było kluczowe w ciągu ostatnich miesięcy. Zwycięzcy poza promocją własnych działań, otrzymają możliwość przeznaczenia 10 000 zł na wsparcie wybranej przez siebie w zgłoszeniu fundacji lub organizacji. Wszystkie historie zgłoszone w konkursie, w tym te zwycięskie, opublikowane są na stronie internetowej kampanii www.solidarnizwyciezymy.pl. Zgłoszenia można wysyłać jeszcze poprzez formularz na stronie kampanii.

Solidarni Zwyciężymy_wykres

[1] Dane z badania przeprowadzonego przez SW Research w dn. 7-8.07.2020 na reprezentatywnej grupie Polaków powyżej 18 r.ż. na zlecenie PFR.

Sektor Private Banking musi uważać na zmiany w otoczeniu demograficznym

0

Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.

Klientów sektora private banking tradycyjnie określa się go jako „High-Net-Worth Individuals”, w skrócie HNWI, co można przetłumaczyć jako „jednostki o wysokim majątku”. W praktyce, aby zostać zaliczonym do tej kategorii należy posiadać płynne aktywa o wartości minimum 1 miliona dolarów. Jednak każdy, kto miał choć trochę do czynienia z prawdziwą bankowością prywatną doskonale wie, że w tej branży klientami nie są jednostki. Są nimi najczęściej rodziny. I nie jest to nic nowego. Już pierwsze banki, które powstawały od XIV wieku w północnych Włoszech, istniały po to, aby obsługiwać zamożne rodziny. Pomijając przepaść cywilizacyjną i technologiczną, jaka nas dzieli od okresu wczesnego renesansu, pierwsze banki świata działały tak jak dzisiejszy sektor private banking.

Oznacza to, że stworzenie skutecznej strategii marketingowej dla przedsiębiorstwa z sektora private banking wymaga pilnego śledzenia danych demograficznych. A niektóre trendy, jakie można zauważyć w danych demograficznych w ostatnich latach powinny dać menedżerom wiele do myślenia.

Prawdopodobnie najważniejsze obecnie zjawisko demograficzne to wydłużająca się średnia długość życia klientów. Dzięki postępowi medycyny i technologii, coraz częściej tworzą się wielopokoleniowe, aktywne biznesowo rodziny. Oferowane produkty bankowe muszą jednocześnie odpowiadać na potrzeby urodzonych po II Wojnie Światowej baby-boomersów, pokolenia X i milenialsów. Obsługa trzech lub nawet czterech pokoleń jednocześnie wymaga to nie tylko wydłużenia horyzontu czasowego dla produktów inwestycyjnych, ale także zróżnicowania oferty i sposobów obsługi. Aktualnie, na całym świecie, konserwatywne pokolenie baby boomers przekazuje swoje majątki w ręce swoich następców z pokolenia X. Największe fortuny świata trafiają w ręce osób znacznie lepiej czujących się w świecie cyfrowych technologii. Z całą pewnością nie są to klienci, którzy dzwonią do maklera i przez telefon zlecają mu zakup akcji. Wymagają oni natomiast od prywatnej bankowości dostępu do rozbudowanych narzędzi bankowości elektronicznej.

Niestety, dla banków może to być ślepa uliczka. Przecież już od dłuższego czasu, nawet klienci detaliczni dysponują doskonałymi narzędziami dającymi dostęp do rynków kapitałowych i pieniężnych. Upowszechniono produkty finansowe, jakie jeszcze całkiem niedawno były dostępne wyłącznie dla instytucji finansowych lub ich największych klientów instytucjonalnych. Nie bardzo wiadomo, jak zbudować elektroniczne produkty premium dla klientów z segmentu HNWI. Można im zaoferować niższe prowizje od transakcji, ale te, w wyniku zażartej konkurencji są już maksymalnie ścięte nawet dla klientów detalicznych.

Narzędzia bankowości elektronicznej charakteryzują się bardzo niskim kosztem zmiennym użytkowania. Dlatego, wysokie natężenie konkurencji w sektorze powoduje, że platformy usługowe opracowane na użytek najbardziej zamożnych klientów prędzej czy później skończą jako element oferty detalicznej.

Wzrost konkurencyjności w sektorze bankowym i finansowym dotyczy również segmentów private banking i wealth management. W dodatku klienci mają coraz łatwiejszy dostęp do wiedzy ekonomicznej. Mogą też bardzo łatwy sposób porównywać oferty poszczególnych dostawców. Dlatego cały sektor bankowości premium może spodziewać się znaczącego spadku stopnia lojalności klientów.

W czasach zerowych lub ujemnych stóp procentowych coraz trudniej o skuteczne i zyskowne strategie inwestycyjne. Przestają działać schematy skuteczne od kilkuset lat. Nie można obecnie pomnażać majątku dzięki konserwatywnym, bezpiecznym portfelom.  Ze strony zamożnych klientów będzie rosła presja na banki, aby zapewniły klientom produkty inwestycyjne o wysokim stopniu zwrotu unikając nadmiernej ekspozycji na ryzyko.

W odpowiedzi na potrzeby coraz młodszych, zaawansowanych technologicznie klientów, portfele inwestycyjne coraz częściej są tworzone za pomocą platform cyfrowych stosujących algorytmy sztucznej inteligencji, znanych jako robo-advisors. Jest to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się usług w ramach bankowości prywatnej i całego sektora finansowego. Przez najbliższe lata jej tempo wzrostu może pozostać trzycyfrowe. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby ta usługa na dłuższy czas pozostała dostępna tylko dla klientów premium. Prawdopodobnie, tak jak w przypadku innych produktów bankowości elektronicznej, czeka ją upowszechnienie.

Natomiast największa szansa dla bankowości prywatnej polega na tym, że klienci, zdając sobie sprawę ze swojej trudniejszej sytuacji, będą bardziej skłonni do płacenia wyższych prowizji za skuteczne skuteczne doradztwo inwestycyjne. W świecie coraz bardziej świadomych klientów, sukces w branży bankowości prywatnej musi być oparty na prawdziwej, eksperckiej wiedzy. Strategie inwestycyjne muszą być przede wszystkim skuteczne. Na nieszczęście wielu instytucji finansowych, ich skuteczność można w bardzo łatwy sposób zweryfikować.

Menedżerowie sektora wealth management muszą też zwrócić uwagę na inne zjawiska zachodzące w otoczeniu demograficznym. Jest to na przykład coraz większa rola kobiet jako klientów. Jak doskonale wiedzą specjaliści od marketingu, kobiety często stanowią bardzo wymagająca, ale jednocześnie życzliwie zaangażowaną grupę klientów. Od firm finansowych wymagają tego, co wydaje się bardzo trudne – osiągania dobrych wyników przy niskim ryzyku inwestycyjnym.

Z globalnego punktu widzenia dla branży bankowości prywatnej istotnym zjawiskiem jest też wzrost znaczenia Azji Wschodniej i Południowo Wschodniej kosztem Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Bardzo uważnie należy obserwować wskaźniki demograficzne dotyczące Chin i Indii. W pierwszym przypadku rezygnacja z polityki jednego dziecka może spowolnić proces starzenia się społeczeństwa, co będzie miało korzystny wpływ na rozwój gospodarczy. Z kolei, jeśli chodzi o Indie, specjaliści wróżą temu krajowi bardzo dynamiczny rozwój przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Jeżeli uda się utrzymać wysokie tempo rozwoju gospodarczego, Indie dość szybko staną się jedną z najważniejszych gospodarek świata, co będzie miało konsekwencje również dla sektora bankowego.

Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.

Autor: Bartosz Tomczyk – Przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintechu Provema

Polska chce być ambasadorem dla kwestii cyfrowych wśród krajów Trójmorza

0

Gospodarka cyfrowa po pandemii, budowa sieci 5G, cyberbezpieczeństwo, Kodeks Usług Cyfrowych czy reforma systemu opartego na opłatach z tytułu praw autorskich – to część tematów, którymi w najbliższym czasie zajmie się branża cyfrowa i nowoczesnych technologii z krajów Trójmorza. Z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli tego sektora z Europy Środkowo-Wschodniej. W rozmowie wziął udział minister cyfryzacji Marek Zagórski.

– Cyfryzacja odgrywa dziś kluczową rolę. Z jednej strony dzięki technologiom przeszliśmy czas lockdownu mniej boleśnie, z drugiej obszar ten może przyśpieszyć dziś rozwój gospodarczy, dzięki czemu szybciej będziemy mogli wyjść z kryzysu gospodarczego wywołanego przez pandemię – powiedział minister cyfryzacji. Marek Zagórski w wystąpieniu skierowanym do uczestników internetowego spotkania zwrócił uwagę na wagę projektu autostrad cyfrowych, który pozwoli rozwijać biznesy oparte na danych w jeszcze większym stopniu. – Dane są dzisiaj kluczowym elementem rozwoju i ważne jest by, były one jeszcze bardziej dostępne. Chcielibyśmy zachęcić firmy z krajów Trójmorza, by udostępniały swoje dane. To pozwoli na tworzenie nowych biznesów – zauważył minister Zagórski. I podkreślił: – Jeżeli uda nam się wytworzyć sieć powiązań pomiędzy podmiotami prywatnymi z naszego regionu, przeniesie się to na rozwój całego naszego regionu.

Wzmocnienie działań Europy Środkowo-Wschodniej w sprawach cyfrowych

Spotkanie branży cyfrowej z krajów Trójmorza odbyło się w formule online. Jego inicjatorem była polska branża cyfrowa reprezentowana przez Związek Cyfrowa Polska. W projekcie uczestniczy 12 organizacji z 11  państw Europy Środkowo-Wschodniej.

W ramach organizacji branżowych z krajów Trójmorza chcemy wzmocnić swój głos w europejskich dyskusjach i pracach nad regulacjami, które bezpośrednio wpływają na branżę cyfrową i nowoczesnych technologii. A Polska może być ambasadorem spraw cyfrowych w naszym regionie – wyjaśnia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. – Chcemy także pokazać naszym rządom najważniejsze dla nas kwestie, który zdecydują o przyszłości naszego sektora oraz rozwoju narodowych gospodarek.

Organizacje chcą m.in. wspólnie opracować swoje stanowisko w zakresie Kodeksu Usług Cyfrowych czy wyznaczyć kluczowe wyzwania stojące przed gospodarką cyfrową po pandemii. W agendzie na najbliższe miesiące znajdą się również takie tematy, jak: rozwój sztucznej inteligencji i jej rola w budowaniu gospodarki krajów Trójmorza, rozwój kompetencji cyfrowych jako kluczowy element edukacji społeczeństwa, cyberbezpieczeństwo i związana z tym budowa sieci 5G czy reforma systemu opartego na opłatach z tytułu praw autorskich.

We wrześniu spotkanie cyfrowego Trójmorza w Warszawie

Kolejne spotkanie organizacji z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z krajów Trójmorza odbędzie się w Warszawie 25 września.  Podczas warszawskiego CEE Digital Summit zostanie podpisana Warszawska Deklaracja Cyfrowa opisująca najważniejsze wyzwania stojące przed gospodarką cyfrową krajów Inicjatywy Trójmorza, szczególnie w następstwie pandemii.

Dzień, w którym skończy się miejsce na dane

0

To niemal pewne – za 4 lata skończy nam się miejsce na dane. Ilość informacji, jakie produkujemy, rośnie szybciej niż pojemność dysków twardych. Do końca roku wygenerujemy blisko 60 zettabajtów – to trzydziestokrotnie więcej niż przed dekadą. Jednak rekord ten zostanie szybko pobity. Już za 4 lata będziemy generowali blisko trzy razy więcej informacji niż obecnie.

Pierwszy dysk twardy, na którym można było przechowywać prywatne dane, stworzony przez firmę IBM miał pojemność zaledwie 5 MB. Dzisiejsze podstawowe modele smartfonów posiadają pamięć wielkości 64 GB. To ponad 12 tysięcy razy więcej. – Zapotrzebowanie na pamięć drastycznie rośnie, lecz po przekroczeniu granicy 1 TB w komputerach stacjonarnych i laptopach, wyścig na cyferki wytracił impet – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies, CEO warszawskiej spółki IT, która specjalizuje się w przetwarzaniu danych. Czemu tak się stało? Czy nie potrzebujemy bardziej pojemnych dysków? – Niezupełnie. Pojawiły się smartfony i to one stają się teraz urządzeniami, które służą do kontaktu użytkownika z siecią i konsumpcji treści. Są teraz centralnym punktem rozrywki większości internautów, co widać choćby w wydatkach reklamowych. Jak wynika z raportu iAB Europe, Adex Benchmark 2019 Report, w 2019 roku europejskie wydatki na kampanie mobilne po raz pierwszy były większe od kwot przeznaczonych na reklamy desktopowe – przekroczyły 30 mld euro – zauważa ekspert warszawskiej spółki.

Powódź danych

Według informacji zebranych przez portal Statista.com w lipcowym raporcie “Volume of data/information created worldwide” (Wielkość danych generowanych na całym świecie), tylko w tym roku nasza aktywność w sieci spowoduje powstanie kolejnych 59 zettabajtów danych. – Na tę wartość składają się zarówno osobiste pliki przechowywane przez użytkowników detalicznych, jak np. chmura, jak i treści firmowe, w skład których wchodzą informacje z systemów i ruchu w sieci. To tzw. Big Data – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies i dodaje: – To informacja, rozumiana jako wynik interakcji użytkownika z siecią internetową. Ma olbrzymią wartość biznesową, przez co jest wielokrotnie porównywana do ropy naftowej, która zrewolucjonizowała życie, przemysł i gospodarkę. Informacja pochodząca z Big Data ma być właśnie takim “next big thing” w biznesie i jest wykorzystywana szczególnie w reklamie online i firmowych systemach analitycznych.

Zebrane na firmowych serwerach dane są wykorzystywane przez biznes, który dzięki temu może tworzyć i rozwijać produkty. Już dawno przekonał się o tym sektor reklamowy. Analizę Big Data wykorzystuje się powszechnie do realizacji kampanii online w modelu automatycznym (programmatic). Wykorzystując dane dotyczące zachowania internautów, marketerzy mogą dostosować reklamę w czasie rzeczywistym do ich zainteresowań, intencji zakupowych, wieku czy lokalizacji konsumentów. Według raportu Zenith w tym roku już 69% mediów cyfrowych jest sprzedawana właśnie w tym modelu.

Ile danych to dużo?

Czy blisko 60 zettabajtów to dużo? Najpopularniejszy obecnie dysk twardy montowany w laptopach czy konsolach do gier ma pojemność 1 terabajta, a to mniej więcej tyle ile miliard takich dysków połączonych ze sobą. Gdybyśmy zebrali taką ilość,  bylibyśmy w stanie wypełnić nimi blisko 18 basenów olimpijskich.

Patrząc na statystyki z przeszłości, łatwo zauważyć, że zaledwie 10 lat temu było to trzydzieści razy mniej niż obecnie, bo około 2 zettabajty. A co przyniesie przyszłość? Jak prognozują specjaliści z Statista, już za 4 lata tegoroczny wynik zostanie zwielokrotniony, osiągając 159 zettabajtów generowanych danych.

Informacyjna powódź to konsekwencja zmiany nawyków, do czego walnie przyczynił się koronawirus. Wzrosła nie tylko konsumpcja mediów cyfrowych, co automatycznie generuje więcej danych, ale i korzystanie z e-sklepów. Jak donosi serwis eMarketer, w samych Stanach Zjednoczonych rynek e-commerce zwiększy się w tym roku o 18%.

Większe zaangażowanie w świecie cyfrowym dostrzegają marketerzy. Chętniej inwestują w reklamy online, dzięki czemu ten kanał znacznie łagodniej przejdzie przez kryzys wywołany pandemią niż tradycyjne media. Co prawda jak twierdzi firma WARC, w ujęciu globalnym wydatki spadną o ponad 16%, jednak na niektórych rynkach, np. w Wielkiej Brytanii, prognozuje się nawet niewielki wzrost wydatków na kampanie online.

Duży wpływ na generowanie dużej ilości danych ma również postępujące w ostatnich latach przebiegunowanie modelu własności z “mieć” na “pożyczać”. Netflix czy Spotify – platformy streamingu online skradły serca internautów. A nie jest tajemnicą, że w oparciu o dane o zachowaniu internautów na serwisach streamingowych, firmy tworzą lepiej spersonalizowane produkty. Filmy czy muzyka stworzone pod dyktando algorytmów? Jak twierdzi serwis Medium.com, to już się dzieje – produkcje z serii “Originals”, takie jak np. popularny House of Cards Netflix Originals tworzone są na podstawie analizy zachowanie widzów i dane empiryczne.

Za chwilę skończy się miejsce

Ludzie stali się informacyjnymi chomikami. Mało co jest usuwane, a niemal wszystko magazynowane, tylko inaczej. Zamiast po prostu przenosić nasze pliki na kolejne dyskietki, przesyłamy je do chmury. A gdzie dokładnie? Hyunjun Park z Catalogue uważa, że dla większości użytkowników nie ma to znaczenia, tak długo jak mają do nich dostęp.

W rezultacie pomysł, że pewnego dnia może nam zabraknąć miejsca na dane, jest tak trudny do zrozumienia, jak sugestia, że ​​może nam zabraknąć wody. – Kiedy myślimy o pamięci masowej w chmurze, myślimy o tych nieskończonych magazynach danych – powiedział Hyunjun Park, CEO z Catalogue, firmy zajmującej się przechowywaniem danych. – Ale chmura to tak naprawdę komputer kogoś innego. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że generujemy tak dużo danych, że tempo, w jakim je generujemy, znacznie przewyższa nasze możliwości ich przechowywania. W bardzo niedalekiej przyszłości będziemy mieli ogromną lukę między danymi, które generujemy, a tym, jak możemy je przechowywać – zauważa ekspert.

Takim obrotem spraw nie martwią się firmy, które posiadają kompetencje analityczne, w ich przypadku apetyt na dane jest olbrzymi, a im ich więcej – tym lepiej. Czerpią pełnymi garściami z rewolucji świata Big Data, wyprzedzając swoich konkurentów i… oczekiwania klientów. Przetwarzając dane, skupiają się tylko na najświeższych informacjach, które odzwierciedlają realne preferencje klientów. Stare dane są nadpisywane przez nowe. To o wiele efektywniejsze rozwiązanie, które nie obciąża tak wirtualnych magazynów danych.

W przypadku reklamy online świeżość danych wpływa na skuteczność kampanii. Jeżeli dostawca utrzymuje stare dane, sprzed kilku miesięcy, bardzo prawdopodobne jest, że intencje zakupowe użytkowników dawno się zmieniły. Osoba, która poszukiwała butów do biegania w marcu, zapewne nie potrzebuje ich już po sezonie, a więc wykorzystanie nieaktualizowanych danych w reklamie online prowadzi do wyświetlania nietrafionych reklam i marnowania budżetów. Usuwanie i nadpisywanie danych nie tylko redukuje liczbę informacji, ale podnosi jakość usług w cyfrowym marketingu.

Kiedy więc zabraknie przestrzeni na serwerach, które przechowują dane? Jak podaje portal Statista, w 2024 wygenerujemy 159 zettabajtów, Park uważa, że do tego czasu będziemy w stanie przechowywać nie więcej jak około 12,5 procent z tego. Prowadzone są jednak badania nad technologiami, które pozwolą na realizowanie nowych sposobów kodyfikacji zapisu danych, np. wykorzystując ludzkie DNA, choć obecnie tworzenie syntetycznego DNA jest procesem powolnym i kosztownym, a więc nie jest jeszcze opłacalne komercyjnie.

Era łowców danych

W jaki sposób dynamicznie zwiększający się wolumen danych wpływa na pogłębienie wiedzy o użytkownikach internetu? Im więcej cyfrowych śladów generują internauci, tym bardziej precyzyjne profile można tworzyć dzięki wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji.

Maszyny zbierają pojedyncze informacje, jak odwiedzone strony, czas spędzony w serwisie czy język, i grupują konsumentów np. w segment osób zainteresowanych częściami samochodowymi czy użytkowników, którzy planują zakup nowego sprzętu audio do salonu. Następnie takiej grupie konsumentów wyświetlana jest spersonalizowana reklama – może odnosić się nie tylko do poszukiwanego produktu, ale również do zainteresowań kupujących.

Im zatem większy zbiór generowanych danych, tym większa wiedza o zachowaniu użytkowników online, a w ich przetwarzaniu i wyciąganiu wniosków pomaga sztuczna inteligencja. Człowieka ograniczają naturalne przeszkody – jak percepcja, koncentracja, siły witalne. W powtarzalnych czynnościach analitycznych systemy sprawdzają się doskonale.

Globalne przychody z chmury publicznej wzrosną w 2020 roku o 6,3 proc. Segment IaaS rośnie najszybciej

0

Gartner prognozuje, że rok 2020 przyniesie spory, ponad 6-procentowy wzrost globalnych przychodów w segmencie chmury publicznej. Wyniosą one aż 257,9 mld dolarów, w porównaniu z 242,7 mld dolarów w roku poprzednim. 

Oprogramowanie jako usługa (SaaS – Software as a Service) pozostaje największym segmentem rynku. Dla tego segmentu analitycy przewidują do końca roku wzrost do 104,7 mld dolarów.

Drugim co do wielkości segmentem rynku, którego dynamika wzrostu jest jeszcze większa niż SaaS, są usługi infrastruktury jako usługi (IaaS – Infrastructure as a Service). Autorzy raportu przewidują, że do końca 2020 r. wzrośnie on o 13 proc., do 50,4 mld dolarów, a do końca 2022 aż do 81 mld dolarów.

Wybuch pandemii COVID-19 spowodował wiele problemów, jednak chmura obliczeniowa ostatecznie spełniła swoją rolę. Usługi cloudowe zaspokoiły zwiększony popyt ze strony rynku, a klienci mogli korzystać z elastycznych modeli, jak pay-as-you-go – mówi Sid Nag, wiceprezes ds. badań w Gartnerze.

Zwiększenie zainteresowania usługami chmurowymi z zakresu IaaS potwierdza Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro, dostawcy innowacyjnych usług przetwarzania w chmurze: – Globalna cyfryzacja oraz rozwój koncepcji Przemysłu 4.0 i takich technologii jak Big Data, internet rzeczy, czy sztuczna inteligencja spowodowały gwałtowny przyrost produkowanych, przechowywanych i analizowanych danych. W najbliższych latach z pewnością będziemy mieli do czynienia z generowaniem jeszcze większej ilości informacji, a także rosnącym zapotrzebowaniem na efektywną i skalowalną infrastrukturę do przechowywania i przetwarzania tych danych, oferowaną w modelu usługi chmury obliczeniowej.

Nie bez znaczenia dla rozwoju rynku usług chmury obliczeniowej była także pandemia COVID-19: – Tegoroczny globalny lockdown sprawił, że zarówno organizacje biznesowe, jak i administracja czy ośrodki naukowe potrzebują dziś środowiska do pracy zdalnej bardziej, niż kiedykolwiek przedtem – podkreśla Andrzej Stella-Sawicki.

Skutki globalnego spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią powodują, że organizacje starają się szybko przechodzić od dotychczasowych modeli funkcjonowania ich infrastruktury IT do modeli chmurowych. Stąd rosnący popyt na usługi chmury obliczeniowej, co ma odzwierciedlenie w opracowaniu Gartnera.

Co po pandemii?

Według autorów raportu, wydatki na chmurę w wielu regionach będą szybko rosły wraz z ponownym otwarciem gospodarek i wznowieniem „normalnej” działalności gospodarczej.

Wdrożenie chmury obliczeniowej pozwala na znaczne ograniczenie kosztów inwestycji w kontrze do zwiększenia pojemności lokalnego centrum danych czy zakupu tradycyjnego, licencjonowanego oprogramowania – mówi Sid Nag z Gartnera. Organizacje, które rozszerzają funkcjonalność pracy zdalnej, stawiają przede wszystkim na oprogramowanie do pracy zdalnej, zarządzanie urządzeniami mobilnymi, rozwiązania dla edukacji zdalnej, zabezpieczenia, a także infrastrukturę umożliwiającą skalowanie w celu zwiększenia wydajności – wymienia Sid Nag.

Tabela: Globalna prognoza przychodów z usług chmury obliczeniowej (dane w mld dolarów)

Segment usług chmurowych 2019 2020 2021 2022
BPaaS (proces biznesowy jako usługa) 45,212 43,438 46,287 49,509
PaaS (infrastruktura aplikacji w chmurze) 37,512 43,498 57,337 72,022
SaaS (aplikacje w chmurze) 102,064 104,672 120,990 140,629
Zarządzanie chmurą i usługi bezpieczeństwa 12,836 14,663 16,089 18,387
Infrastruktura jako usługa (IaaS) 44,457 50,393 64,294 80,980
Desktop jako usługa (DaaS) 616 1,203 1,951 2,535
Cały rynek 242,697 257,867 306,948 364,062

Źródło: Gartner, lipiec 2020

Nowy dyrektor fabryki Nestlé w Rzeszowie

0

Od 1 sierpnia Magdalena Góreczna objęła stanowisko dyrektora zakładu produkcyjnego Nestlé Nutrition w Rzeszowie. Zastąpiła Pawła Miłkowskiego, który odszedł na emeryturę.

Magdalena Góreczna pełniła dotychczas funkcję Kierownika ds. Finansów, Inżynierii Przemysłowej i Ciągłego Doskonalenia. Z firmą Nestlé związana jest od 9 lat: rozpoczęła pracę w globalnej centrali firmy w Szwajcarii na stanowisku Lidera wspierającego dział Ciągłego Doskonalenia. W 2015 roku przeniosła się do polskiej centrali Nestlé w Warszawie, obejmując stanowisko Kierownika ds. Ciągłego Doskonalenia. Dwa lata później awansowała na pozycję  Kierownika ds. Finansów w fabryce Nestlé w Kargowej. Funkcję tę pełniła przez kolejne trzy lata. Jednocześnie dzięki umiejętnemu stosowaniu skomplikowanych narzędzi, usprawniających procesy produkcyjne, przyczyniła się do wzrostu ich wydajności.

Celem Magdaleny Górecznej w roli Dyrektora fabryki Nestlé Nutrition w Rzeszowie jest dalsze unowocześnianie zakładu nie tylko pod kątem wydajności, ale także zmniejszania wpływu na środowisko: W rzeszowskim zakładzie Nestlé pracują eksperci, którzy od lat osiągają bardzo dobre wyniki, dzięki którym fabryka jest kluczowa dla kategorii Nutrition w Nestlé. Patrząc w przyszłość, musimy być gotowi na wykorzystywanie rozwiązań oferowanych przez nowoczesne technologie cyfrowe, gdyż one upraszczają i przyspieszają procesy, co w efekcie znacznie ułatwia pracę. Ponadto mamy jeszcze jedno ważne zadanie – zapewnienie, żeby produkcja naszych wyrobów była jeszcze przyjaźniejsza dla środowiska.

Magdalena Góreczna jest absolwentką Politechniki Łódzkiej i Politechniki w Goeteborgu (Wydziału Inżynierii Przemysłowej), a także studiów podyplomowych  w Szkole Głównej Handlowej. Ma szerokie doświadczenie w obszarze doskonalenia procesów „Six Sigma”. Przed dołączeniem do Nestlé pracowała w sektorze odnawialnych źródeł energii: początkowo jako inżynier rozwoju procesów produkcyjnych, następnie jako kierownik  zespołu odpowiedzialnego za wdrożenia metody „Six Sigma” w firmie produkującej turbiny wiatrowe.

Nestlé Polska S.A. Oddział w Rzeszowie to fabryka wiodących produktów dla dzieci i niemowląt marki Gerber oraz Bobo Frut. Fabryka Nestlé, zatrudniająca zespół 420 osób, to zarazem ważny pracodawca w regionie. Przy zakładzie od 2013 roku działa nowoczesne laboratorium: Centrum Zapewniania Jakości Nestlé. Wspiera ono w zakresie badań laboratoryjnych fabryki Nestlé w Polsce oraz w innych krajach Europy.

Jakie wyzwania stawia przed przedsiębiorcami transformacja cyfrowa? – Eksperci HPE o rozwiązaniach chmurowych wśród polskich firm

0

Jak wygląda sytuacja w Polsce, czy wiele firm inwestuje w rozwiązania chmurowe?

[MG] Historia IT zna wiele przypadków, kiedy świetlana przyszłość wieszczona na początku życia jakiejś technologii nigdy się nie zrealizowała. Cloud computing przez wiele osób był traktowany jako jeden z wielu takich buzzwords, który musi przebrzmieć – natomiast rzeczywistość wydaje się zupełnie inna, bo cloud zajął już mocną pozycję w świecie IT. Cloud to jednak „słowo klucz” opisujące cały szereg udogodnień – można wspomnieć tu choćby dynamikę i elastyczność niespotykane dotychczas w środowiskach on premise.

Wracając do inwestycji, można powiedzieć, że obecnie w połowie 2020 roku, najwięcej inwestują duzi dostawcy środowisk chmury publicznej, czyli Microsoft i Google. Dla tych, którzy bacznie obserwują globalny i polski kierunek rozwoju tego typu rozwiązań, nie jest to jednak zaskoczeniem.

Warto przy tym zwrócić uwagę na to, co jest przedmiotem inwestycji – zarówno tworzenie polskich „regionów”, ale także inwestycja w ludzi, wiedzę i kompetencje, co w długim okresie czasu daje największe korzyści.

Dlaczego firmy decydują się zainwestować w te rozwiązania?

[MG] Firmy działające na konkurencyjnym rynku nieustannie szukają sposobów na to, żeby zrobić coś inaczej, szybciej, lepiej. Czas to pieniądz, a krótszy time to market, to szybsze efekty dla biznesu, czyli możliwość szybszej reakcji na zapotrzebowanie, szybsze wdrożenie etc.

Jak ma się to porównanie czasu dostępności do pojemności w modelu zakupowym vs w modelu chmurowym? Myślę, że dla zdecydowanej większości osób możliwe są 2 odpowiedzi:

  1. Model chmurowy jest bardzo szybki, dynamiczny i elastyczny.
  2. Model zakupowy, on premise jest bardzo wolny, często nieakceptowalny, z pewnych jednak względów jest i będzie obecny.

Można zadać w tym miejscu pytanie: czy istnieje możliwość połączenia tych dwóch światów czerpiąc z zalet każdego z nich, czyli zachować elastyczność i dynamikę, a jednocześnie nie być zmuszonym do korzystania z chmury publicznej w zbyt dużym zakresie?

[MB] Chciałbym dodać, że idea rozwiązań chmurowych to z jednej strony prostota obsługi, a z drugiej rozliczenie za faktyczne wykorzystanie zasobów. Zarówno jedno jak i drugie jest atrakcyjne dla firm działających w środowisku ostrej konkurencji. Budując jednak szerszy kontekst – współczesna gospodarka opiera się na wiedzy. Potrzebujemy narzędzi, by zbierać dane, by je systematyzować i tworzyć z nich informacje, i w końcu, by w morzu informacji wyłowić te, które poszerzą naszą wiedzę i dadzą się przekuć na korzyść dla firmy. W każdym z tych aspektów występuje ogromny element zmienności. Im większa dynamika i niepewność, tym większe zainteresowanie rozwiązaniami, które umożliwiają błyskawiczne powołanie nowych zasobów, jak i równie szybką z nich rezygnację, a wszystko to w rozliczeniu za faktyczne wykorzystanie.   

Które branże obecnie stawiają na rozwiązania chmurowe?

[MG] Branże czy firmy kierujące się w stronę rozwiązań chmurowych to przede wszystkim te, które działają na konkurencyjnym rynku, posiadają kompetencje i znają narzędzia pozwalające na efektywną pracę w hybrydowym środowisku. To firmy, które stworzyły i realizują strategię wykorzystania chmury publicznej, co z reguły prowadzi do powstania i utrzymania środowisk hybrydowych. To także te firmy, które zauważyły nieefektywność obecnych procesów IT i szukają sposobów na eliminację wąskich gardeł, aby także w ten sposób budować swoją pozycję konkurencyjną.

Chmura publiczna, przy której bardzo często stawia się znak równości, plasując ją obok transformacji cyfrowej, rodzi jednak wiele pytań i wątpliwości. Tym bardziej potwierdza to tezę, że świat IT będzie przez wiele kolejnych lat światem hybrydowym. Wiele aplikacji z powodów bezpieczeństwa nadal pozostanie w serwerowniach klientów, a znaczna cześć zostanie przeniesiona do elastycznych środowisk publicznych chmur obliczeniowych. Tu warto zastanowić się czy rzeczywiście musimy wybierać pomiędzy elastycznością kosztową i biznesową, a bezpieczeństwem danych?

Cyfrowa transformacja na skutek pandemii nabrała szybszego tempa, czy miało to wpływ na zapotrzebowanie na chmurę?

[MB] COVID-19 był i jest czynnikiem, który ze względu na długotrwały i niemal nieograniczony wpływ na całą gospodarkę spowodował istotne zmiany na rynku. Na wstępie istotne spowolnienie, wręcz zamrożenie działalności wielu sektorów gospodarki. Później brutalna konstatacja, że potrwa to długo i należy przeorganizować podejście do tego jak działać w tym zupełnie nowym środowisku. Pierwszą naturalną konsekwencją był istotny wzrost zapotrzebowania na rozwiązania umożliwiające pracę zdalną. Jednak długo utrzymujący się stan obniżonej aktywności gospodarczej całego społeczeństwa pokazał, że trzeba starannie zadbać o płynność finansową firmy. Gotówka operacyjna stałą się szczególnie cenna. Firmy zgłaszały się do leasingodawców z prośbą o wykupienie dopiero co domkniętych inwestycji i udostępnienie ich w formie leasingu zwrotnego. Wszystko to pokazywało, że można jednak skorzystać z zasobów udostępnianych i obsługiwanych przez firmę zewnętrzną.

Mimo że wiele firm decyduje się na przeprowadzenie transformacji cyfrowej, obserwujemy pewne trudności z wdrożeniem i wykorzystaniem tych rozwiązań na pełną skalę. Jakie są największe wyzwania stojące przez przedsiębiorstwami, które decydują się na wprowadzenie technologii chmurowych?

[MG] Jeszcze kilka lat temu istniało wiele definicji chmury. Szczególnie w polskiej rzeczywistości, gdzie skala biznesu nie zawsze uzasadniała przechodzenie do zautomatyzowanych środowisk chmurowych, zdarzały się sytuacje, w których środowiska zbudowane wewnątrz organizacji były nazywane chmurami odrobinę na wyrost.

Dziś, w połowie 2020 roku wiedza o chmurze publicznej jest dużo większa, natomiast pewne kwestie pozostają niezmienne: strategia, droga do chmury, czyli metodologia, według której organizacja będzie zmieniać swój sposób działania, w tym pozyskiwania usług IT w bliższej i dalszej przyszłości.

Organizacje, zależnie od swojej specyficznej sytuacji początkowej, będą na to patrzeć na swój sposób, niemniej jednak najważniejsze wyzwania będą w dużej mierze wspólne: kompetencje, wiedza i doświadczenie.

Budując strategię drogi do chmury, w początkowym okresie należy podjąć decyzję: co migrować do chmury publicznej, a czego nie. W dyskusjach o chmurze publicznej nie można przecież zapominać o tym, że ogromna większość organizacji pozostanie przez długi czas w modelu hybrydowym, przetwarzając część ze swoich danych w środowiskach publicznych, a część lokalnie.

Hybrydowa architektura może być kolejnym wyzwaniem wymagającym nowego zestawu wiedzy i kompetencji: umiejętność efektywnego zarządzania miejscem przetwarzania danych w ujęciu statycznym (na dziś), choć przede wszystkim w dłuższym okresie czasu (na jutro i później), zarówno od strony architektury, ale także ze względu na kontrolę kosztów.

Ponadto pozostaje kwestia narzędzi, jakie są używane do utrzymywania środowisk chmurowych i lokalnych, co z kolei znów sprowadza się do kompetencji i umiejętności.

Kolejny aspekt cyfrowej transformacji – panuje powszechna opinia, z którą się zgadzam, że przeniesienie środowisk 1:1 ze środowisk lokalnych do publicznych po prostu nie ma sensu. Takie podejście nie dość, że droższe, będzie prowadzić do skomplikowania sposobu pracy – co na pewno sprowadzi się do wniosku, że chmura jest złym rozwiązaniem. Aby zatem osiągnąć sukces w migracji i środowisku hybrydowym, konieczna jest zmiana narzędzi i sposobu myślenia.

[MB] Wśród wyzwań wymieniłbym jeszcze zawsze aktualne dylematy: budując system można opierać się na całościowym rozwiązaniu oferowanym przez dostawcę, a tym samym zwiększyć swoją zależność od takiego podmiotu, lub kształtować własne kompetencje i we własnym zakresie tworzyć rozwiązania na miarę własnych potrzeb. Pierwsze prowadzi znany nam już dobrze z vendor-lock, drugie – jest bardzo kosztowne i wymaga czasu, a tego zazwyczaj brakuje. Cały czas pozostaje również otwarta kwestia bezpieczeństwa danych. Ewoluuje ona wprawdzie od aspektów bezpieczeństwa ogólnego, wymaganego formalnie, do kwestii z zapewnieniem stałego dostępu do nich. Gdy uzależnimy się od firmy zewnętrznej – operatora chmurowego, to w przypadku jakichkolwiek zawirowań ekonomicznych po jego stronie możemy mieć utrudniony lub wręcz możemy utracić dostęp do naszych danych. A jeśli upadnie? Czy mamy ustawić się w długiej kolejce oczekujących? Nie można również zapominać o czynniku ludzkim – w firmach działają zespoły IT. To kadra najczęściej od lat lojalnie i z poświęceniem działająca w firmie. Tymczasem gwałtowny przeskok na zupełnie inny sposób realizacji zadań IT nie musi spotkać się z entuzjastycznym przyjęciem.

Jakie kluczowe kompetencje musi mieć manager IT, by skutecznie przeprowadzić transformację cyfrową?

[MG] Przede wszystkim powinien być zapobiegliwy, odważny w podejmowaniu decyzji i konsekwentny w realizacji długofalowych projektów.

Zapobiegliwość w tym kontekście oznacza, że zidentyfikował konieczność zdefiniowania strategii drogi do chmury. Czyli co i na jakich zasadach ma zostać osiągnięte, jakie są związane z tym ryzyka, jakie korzyści etc. Zapobiegliwość dotyczy też budowania kompetencji zespołów technologicznych, w krótkim i długim okresie czasu.

Odwaga odnosi się do trudnych decyzji, które muszą być podjęte w czasie decydowania o kryteriach migracji oraz podczas samego procesu. Konsekwencja natomiast podczas definiowania warunków i migracji, a także ciągłej kontroli i weryfikacji rezultatów osiąganych z zamierzonymi – to klucze do tego, żeby projekt zmiany sposobu dostarczania usług IT do firmy zakończył się sukcesem funkcjonalnym i kosztowym.

[MB] Dodałbym tylko, że według mnie manager IT powinien być charyzmatycznym liderem zespołu, którego postawa, pewność, sposób, w jaki komunikuje plany załodze i firmie wzbudzają pełne poparcie zarówno pracowników, jak i zarządu firmy. Musi powstać kultura, w której nagradza się innowacyjność. Nowe samo w sobie budzi obawy. Tymczasem wygrywa ten, kto nie boi się szukać lepszych rozwiązań. A poszukiwanie to również po trosze błądzenie. Nie można za takie błędy karać, ale trzeba nauczyć się szybko je wyłapywać, by ograniczać ewentualne niekorzystne konsekwencje. Trzeba wybudować w załodze chęć poznawania nowego, zapał do nauki przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu dotychczas pozyskanej wiedzy. Połączenie tych dwóch obszarów to niemal gotowy przepis na sukces.

Jeśli chodzi o sam sposób przeprowadzania takiej transformacji cyfrowej, to tutaj mam odmienne zdanie, niż mój kolega – obserwuję, że przepisów na udaną transformację cyfrową jest równie dużo jak samych firm. Niektórzy preferują działania precyzyjnie zaplanowane, inni – działają na zasadach „burzy inicjatyw i pomysłów”. Każdy z nich jest dobry pod warunkiem (i tu jesteśmy zgodni) utrzymywania w ryzach strony kosztowej takiego eksperymentu i zapewnienia odpowiedniego bezpieczeństwa oraz stabilności krytycznych procesów w firmie. Potrzebna jest zatem zarówno ciekawość i odwaga, jak również rozwaga. Dlatego bardzo istotne jest wyeliminowanie wszelkiego zbędnego ryzyka i niepewności.

Niedawno firma HPE wprowadziła nowe usługi dostępne w chmurze za pośrednictwem HPE GreenLake. Usługi te pozwolą sprawniej przekształcać i modernizować sposób działania aplikacji. Na czym polega korzystanie z platformy HPE GreenLake i które przedsiębiorstwa mogłyby skorzystać na poszerzeniu usług? Jak przekładają się one na biznes w praktyce? 

[MG] Fundamentem strategii HPE jest osiągnięcie pełnej dotychczasowej oferty w modelu as-a-Service. Dlaczego? Rozszerzenie oferty o model usługowy daje nam tą możliwość, że w rozmowach z naszymi klientami możemy przejść od rozmów o technologii do rozmów o potrzebach i wartości oczekiwanej od IT:

– elastyczność i dynamika,

– dopasowanie popytu na capacity z podażą na capacity – czyli płacisz za to czego używasz,

– skrócenie czasu Time To Market (TTM)

– zmiana roli – z „dostawcy serwerów”  na partnera biznesowego, który rozumie i potrafi rozmawiać językiem biznesu.

HPE GreenLake jako nowość jest odzwierciedleniem strategii HPE: chcemy zapewnić naszym klientom możliwość uelastycznienia środowisk i osiągnięcie w środowiskach on premise elastyczności, dynamiki i cech zbliżonych do chmury publicznej, ale bez wad chmury publicznej: dodatkowych kosztów za transfer danych, nieprzewidywalności cenowej, ryzyk sygnalizowanych przez regulatorów (np. KNF) czy wręcz ryzyka utracenia danych (nieczęsto, ale takie sytuacje mają miejsce).

[MB] HPE GreenLake to więcej niż chmura. To usługa udostępnienia zasobów w lokalizacji klienta na zasadach chmurowych. Przedstawiamy ponadto kompletny i transparentny cennik uwzględniający wszelkie aspekty funkcjonowania środowiska. Dla zapewnienia pełnej kontroli udostępniamy klientom portal GreenLake Central umożliwiający bieżące monitorowanie poziomu wykorzystania zasobów, co bezpośrednio przekłada się na stronę kosztową. W ramach tego portalu zdecydowaliśmy się również zaadresować kolejne zapotrzebowanie związane z rynkiem dostawców usług chmurowych – zarządzanie środowiskami multicloud.

[MG] Portal GreenLake Central pozwala również na holistyczne spojrzenie na całość hybrydowego środowiska na środowiska publiczne (możemy tu zarejestrować posiadane subskrypcje) oraz prywatne, on-premise. Nie dość, że w ten sam sposób widzimy środowiska Azure i GCP oraz lokalne, możemy także w zunifikowany sposób śledzić i kontrolować koszty, przypisywać do projektów lub biznesów, możemy także identyfikować nieefektywności środowisk chmury publicznej (np. niewykorzystane zasoby).

HPE GreenLake to game changer pozwalający na stworzenie i utrzymywanie on-premise środowiska o dynamice i elastyczności zbliżonej do tej znanej z chmur publicznych. Co to daje? Choćby to, że zbliżona elastyczność w chmurze publicznej i lokalnej pozwoli na zdecydowanie bardziej efektywną pracę niż w sytuacji, kiedy chmura publiczna daje elastyczność, a procesy zakupowe do lokalnej serwerowni wymagają zgadywania odnośnie wymaganej pojemności, dużych inwestycji upfront oraz długotrwałych procesów.

Przetwarzanie danych osobowych w chmurze nie jest nowym rozwiązaniem. Mimo jego rosnącej popularności na globalnym rynku informatycznym, pojawia się także coraz więcej pytań o bezpieczeństwo przechowywania danych. Czy dane w chmurze są bezpieczne – jeśli tak, to co wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa?

[MB] Pomijając kwestie formalne, których każdy z podmiotów działających na danym rynku winien przestrzegać, bezpieczeństwo przechowywania czy obsługi danych to zarówno kwestia zabezpieczenia przed nieuprawnionym dostępem jak również zapewnienie odpowiedniego dostępu do nich osobom, których dotyczą, jak i podmiotom, którym zostały powierzone. Wielcy gracze chmurowi z jednej strony dysponują ogromnymi budżetami na zabezpieczanie swoich usług i zapewne pod tym względem są w czołówce, natomiast z drugiej strony przyciągają swoją reputacją wszystkich tych, którzy poprzez konfrontację z ich zabezpieczeniami chcą zmierzyć swoje siły – niestety dane mogą stać się mimowolną ofiarą. Dodatkowo, im bardziej skomplikowane rozwiązanie, im więcej stron zaangażowanych w obsługę dostępu do danych, tym większe ryzyko awarii czy niedostępności. Dane składowane i obsługiwane w siedzibie firmy są pod tym względem bezpieczniejsze.

Odpowiedzi udzielili eksperci firmy HPE:

[MG] Mariusz Grabowski – Enterprise Account Manager w HPE

[MB] Miłosz Błasiak – Support Solution Architect w HPE

EFL wprowadza finansowanie paneli fotowoltaicznych

0

Fotowoltaika w 2019 roku w Polsce odnotowała największe przyrosty mocy zainstalowanej wśród wszystkich OZE. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce wynosi obecnie ponad 2,1 GW. Największa dynamika jest widoczna w segmencie mikroinstalacji, co oznacza dużą aktywność prosumentów indywidualnych i biznesowych. Klienci biznesowi mogą teraz, korzystając uproszczonej procedury, sfinansować instalację fotowoltaiczną w EFL.

Z oferty EFL mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy planują instalacje fotowoltaiki na nieruchomościach komercyjnych będących własnością leasingobiorcy. Instalacja może być zamontowana na dachach budynku bądź na gruncie. Moc pojedynczej instalacji może wynosić maksymalnie 50 kW.

Klienci zainteresowani finasowaniem instalacji fotowoltaicznych w EFL mogą skorzystać z procedury uproszczonej – wystarczy tylko oświadczenie klienta o wynikach firmy, które zastępuję wymagane standardowo dokumenty finansowe. Do wyboru pozostaje jedynie forma finasowania – leasing czy pożyczka. Ponadto, wpłata początkowa może wynieść nawet 0 proc., a okres finansowania do 84 miesięcy.

– Polska jest jednym z tych krajów, w których przyrost nowej mocy z OZE rok do roku dynamicznie rośnie. W 2019 roku osiągnął on poziom około 0,9 GW, co oznacza  5,5 proc. wzrost w porównaniu z rokiem 2018. Dzięki tej dynamice Polska uplasowała się w pierwszej piątce krajów Unii Europejskiej. Prognozy na ten rok wskazują, że tą piątą pozycję nadal utrzymamy. Ta dynamika jasno oznacza zapotrzebowanie na finasowanie tego typu instalacji. Dla nas jest to nowy ciekawy segment rynku, a nasza oferta jest odpowiedzią na potrzeby klientów biznesowych. Działania w obszarze „zielonej” energii są  zapisane w strategii Grupy Credit Agricole. Zakłada ona między innymi podejmowanie działań w obszarze transformacji energetycznej oraz wzmocnienie roli społecznej odpowiedzialności biznesu w całej Grupie – powiedział Wojciech Przybył, Członek  Zarządu EFL.

Dostawa budynku na terytorium RP przez nierezydenta jako czynność zwolniona z opodatkowania VAT

0

Sprzedaż nieruchomości jako dostawa towarów jest opodatkowana podatkiem od towarów i usług. Są jednak pewne przypadki, w których zwolniona z podatku jest dostawa nieruchomości budynkowej. A może zasadą jest jednak zwolnienie z opodatkowania? Kiedy zwolnienie znajdzie zastosowanie? Czy jeśli dostawę realizuje nierezydent, transakcja może skorzystać ze zwolnienia?

Sprzedaż nieruchomości jako przedmiot opodatkowania VAT

Podatkiem od towarów i usług opodatkowane są zdarzenia gospodarcze wymienione w ustawie. Jedną z takich czynności jest dostawa towarów. Przez dostawę towarów co do zasady rozumie się przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. Sprzedaż nieruchomości polega nie tylko na przeniesieniu prawa do rozporządzania nieruchomością jak właściciel, ale również na przeniesieniu prawa własności. Sprzedaż nieruchomości stanowi więc dostawę towarów i co do zasady podlega opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

Należy mieć jednak na uwadze, że pojęcie „przeniesienia prawa do rozporządzania rzeczą jak właściciel” jest szersze i obejmuje również inne czynności, takie jak: najem, dzierżawę, leasing i inne.

Podstawa opodatkowania

Podstawą opodatkowania podatkiem od towarów i usług jest „wszystko, co stanowi zapłatę, którą dokonujący dostawy towarów lub usługodawca otrzymał lub ma otrzymać z tytułu sprzedaży od nabywcy, usługobiorcy lub osoby trzeciej, włącznie z otrzymanymi dotacjami, subwencjami i innymi dopłatami o podobnym charakterze mającymi bezpośredni wpływ na cenę towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika”.

W przypadku dostawy nieruchomości budynkowej z podstawy opodatkowania nie wyodrębnia się wartości gruntu.

Zwolnienie z opodatkowania

Jednakże nie każda sprzedaż nieruchomości budynkowej będzie opodatkowana VAT. Zwolniona od podatku jest dostawa budynków, budowli lub ich części z wyjątkiem, gdy dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim; pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą budynku, budowli lub ich części upłynął okres krótszy niż dwa lata. Ponadto zwolniona jest dostawa budynków, budowli lub ich części nieobjęta ww. zwolnieniem pod warunkiem, że w stosunku do tych budynków/budowli nie przysługiwało dostawcy prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony albo dostawca nie ponosił wydatków na ich ulepszenie, w stosunku do których miał prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony, a jeżeli takowe ponosił, to były one niższe niż 30% wartości początkowej tych budynków/budowli.

Tym samym, jeśli dostawa budynku dokonywana jest w ramach pierwszego zasiedlenia bądź przed nim, będzie ona opodatkowana. Nie będzie opodatkowana dostawa budynku po pierwszym zasiedleniu pod warunkiem, że od pierwszego zasiedlenia miną dwa lata. Czym jest pierwsze zasiedlenie? Według definicji ustawowej przez to pojęcie rozumie się „oddanie do użytkowania pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi lub rozpoczęcie użytkowania na potrzeby własne budynków, budowli lub ich części, po ich wybudowaniu lub ulepszeniu, jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej”.

Jeżeli transakcja nie spełnia ww. warunków, w dalszym ciągu może korzystać ze zwolnienia, jeśli dostawcy nie przysługiwało prawo do odliczenia podatku naliczonego w stosunku do przedmiotu tej transakcji albo nie ponosił wydatków na ich ulepszenie, w stosunku do których przysługiwało prawo do odliczenia podatku naliczonego.

Powyższe zwolnienia są przedmiotowe, a nie podmiotowe. Oznacza to, że nie ma znaczenia, jaki podmiot jest sprzedawcą nieruchomości budynkowej – czy polski rezydent podatkowy, czy też nierezydent. Nawet jeśli nieruchomość taką sprzedaje podmiot zagraniczny, w przypadku spełnienia warunków do zwolnienia z art. 43 ust. 1 pkt 10 bądź 10a zwolnienie takie znajdzie zastosowanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Sytuacja powoli się stabilizuje – Pośrednicy podsumowują drugi kwartał na rynku mieszkaniowym

0

Niedawno Główny Urząd Statystyczny opublikował informację o sytuacji w budownictwie mieszkaniowym w okresie od stycznia do czerwca 2020 roku. Pozwala ona na podsumowanie ostatniego kwartału i pierwszego półrocza na rynku mieszkaniowym. Portal GetHome.pl postanowił więc zapytać o zdanie przedstawicieli najbardziej renomowanych biur pośrednictwa nieruchomości jak oceniają drugi kwartał na rynku mieszkaniowym i jakie perspektywy widzą na najbliższą przyszłość? Odpowiedzi prezentujemy poniżej. 

Joanna Lebiedź, Właścicielka biura Vistate Nieruchomości Lebiedź 

Poza chwilowym zastojem najmu krótkoterminowego, nie widzimy wielkich zmian w ruchu, ani w cenach nieruchomości. Zauważalnym jest fakt utraty zdolności kredytowej przez przedstawicieli branż zamrożonych na kilka miesięcy pandemii. Jednak, klienci wciąż poszukują nieruchomości i je kupują. Niektóre nieruchomości schodzą „na pniu” (małe mieszkania). Inne, doczekały się swojego dobrego czasu, jak na przykład działki rekreacyjne, na które w tym roku był prawdziwy szaleńczy boom. Domy sprzedają się, jak zwykle „spokojnie” i „nie nerwowo”. A rynek nieruchomości premium, również jak zwykle, swoim zwyczajowym rytmem – czyli pomalutku, ale skutecznie. Najbliższe miesiące, a zwłaszcza końcówka roku pokażą, na ile dotkliwie pandemia nadszarpnęła rynek nieruchomości, bo, jak wspomniałam na wstępie –  wielkich zmian i przetasowań na rynku, jak dotychczas, nie odnotowaliśmy. 

Ewa Jankowska-Elhadi, Audytor Działu Sprzedaży MAXON Nieruchomości 

– W drugim kwartale bieżącego roku zaobserwowaliśmy wzrost liczby nowych transakcji, chociaż nie jest to jeszcze poziom z analogicznego okresu w 2019 r. W związku z wysoką podażą mieszkań na wynajem, ceny czynszów spadły w okresie pandemii. Ta sytuacja nie uległa zmianie. Nie zaobserwowaliśmy natomiast spadku cen ofertowych i transakcyjnych sprzedaży. Zmniejszyła się ogólna liczba ofert zgłaszanych do sprzedaży, ożywieniu uległ natomiast „rynek premium”. Zainteresowaniem cieszą się szczególnie domy pod Warszawą, w budżecie około miliona złotych. 

Dariusz Tajerle, Prezes Zarządu Tekton Property

 – II kwartał na rynku wtórnym nieruchomości, jak i w całej gospodarce, upłynął pod mocnym wpływem pandemii koronawirusa. W pierwszym etapie stopniowego zaostrzania lockdownu gospodarczego, klienci w pośpiechu domykali rozpoczęte wcześniej transakcje, zwłaszcza te finansowane kredytem hipotecznym. Marzec i kwiecień były miesiącami, w którym drastycznie spadła ilość klientów popytowych, a Ci aktywni na rynku proponowali 70% ceny ofertowej danego mieszkania, szukając okazji i sprzedających, którzy znaleźli się pod presją. Wraz z upływem czasu i stopniowym luzowaniem obostrzeń, w obliczu braku reakcji ze strony podażowej, która spokojnie przeczekała czas lockdownu, jako pierwsza zaczęła pękać strona popytowa – obecnie (przy braku większych zmian cen) notujemy ok. 20% wzrost liczby klientów kupujących w porównaniu do okresu przed pandemią. 

Przyszłość rynku wtórnego nieruchomości prognozujemy raczej optymistycznie, głównie z powodu obniżek stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu, co jeszcze bardziej zmotywuje posiadaczy lokat do szukania sposobów obrony jej wartości przed inflacją, która dzisiaj jest na poziomie 3% wyższym, niż oprocentowanie depozytów, powodując erozję wartości tychże oszczędności. Zwiększony popyt ze strony posiadaczy lokat, powinien z nawiązką zrekompensować ostrzejsze kryteria i trudniej dostępny kredyt hipoteczny.

Rosnące bilanse większości banków centralnych na świecie (czyli potocznie rozumiejąc „drukowanie” pieniędzy), będzie musiało znaleźć ujście pompując ceny różnych klas aktywów. Również ceny nieruchomości nie pozostaną zapewne obojętne na zwiększanie bazy monetarnej, dostosowując swoje wyceny do ilości „wydrukowanych” nowych dolarów czy euro… 

Nie wyklucza to jednak okazji rynkowych – ewentualne, kolejne formy powracających lockdownów, czy ograniczania aktywności poszczególnych branż, będą stawiały w trudnej sytuacji pracowników i przedsiębiorców z tychże sektorów, wywierając na nich presję związaną z poszukiwaniem płynności, co będzie skutkowało szybszą sprzedażą nieruchomości w niższych cenach. 

Jan Czajkowski, Dyrektor Zarządzający Alfa Home Nieruchomości 

– Drugi kwartał bieżącego roku, z powodu pandemii koronawirusa, był dla całej branży kwartałem bardzo specyficznym. Była to sytuacja nowa zarówno dla nas, jak i dla całego świata i kluczowe było to, aby się w niej odnaleźć. Dzięki szybkiemu wdrożeniu nowych działań oraz narzędzi (m.in. obsługi zdalnej, wirtualnych spacerów po nieruchomościach), które ułatwiły nam odnalezienie się w nowej rzeczywistości, wyhamowanie w sprzedaży jak i zainteresowaniu naszymi ofertami zaobserwowaliśmy jedynie w kwietniu, natomiast po stopniowym odmrożeniu gospodarki w kolejnych miesiącach powoli wracaliśmy do poziomu zainteresowania sprzed pandemii. Niestety, niepewna sytuacja finansowa klientów w czasach pandemii oraz zaostrzenie polityki kredytowej przez banki (m.in. zwiększenie wymaganego wkładu własnego) sprawiły, iż duża część Klientów zdecydowała się na odłożenie w czasie zakupu nieruchomości. 

W chwili obecnej sytuacja powoli się stabilizuje, do zakupu nieruchomości wracają Klienci, którzy zwlekali z decyzją o jej nabyciu. W dalszym ciągu zakup nieruchomości uważany jest za jedną z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału i całkowicie się z tym zgadzam.  Dlatego też uważam, iż druga połowa roku przyniesie duży wzrost zainteresowania  i liczby dokonanych transakcji. 

Wiele osób zadaje sobie pytanie, co się stanie w przypadku drugiej fali COVID-19 o czym jest coraz głośniej. Według mnie nie będzie to wyglądało tak, jak podczas pierwszej fali, ponieważ każda rozsądnie działająca firma zapewniła zarówno pracownikom, jak i Klientom warunki, dzięki którym mogą czuć się bezpiecznie zarówno w biurze, podczas prezentacji mieszkania jak i dopięciu formalności związanej z zakupem nieruchomości. Dla przykładu nasze biuro m.in. jest cyklicznie dezynfekowane i ozonowane, dbamy tym samym o zdrowie naszych pracowników i czystość mikrobiologiczną naszego otoczenia, przez co nie narażamy Klientów na potencjalne niebezpieczeństwo. Reasumując, cała branża wkracza w nową rzeczywistość i albo ktoś się do niej dostosuje, albo zostanie z niej wykluczony. 

Dariusz Sadurski, Właściciel agencji Bracia Sadurscy – Nieruchomości 

– Na początku pandemii ilość spotkań z klientami spadła o 95% w stosunku do okresu ją poprzedzającego. Stan ten utrzymywał się przez cały marzec i kwiecień, natomiast w maju nastąpił wzrost ilości spotkań i transakcji o blisko 80%. Oznacza to, że minęło już niebezpieczeństwo zapaści w branży, zwłaszcza na rynku wtórnym. 

Niestety, rynek pierwotny kieruje się zupełnie innymi zasadami. Spadek sprzedaży spowodowany hasłem „Zostań w domu” dotknął również deweloperów. Większość deweloperów mocno kredytuje swoje działania, a pieniądze ze sprzedaży mieszkań nie wpływają na ich konta, tylko na rachunki powiernicze prowadzone przez banki. Banki wypłacają je deweloperom dopiero po spełnieniu określonych warunków. Przerwa w sprzedaży zaburzyła statystyki śledzone przez banki, dlatego też z ich wyliczeń wynika, że aby zachowany został założony wcześniej poziom zysku, deweloperzy musieliby podnieść ceny swoich nieruchomości. 

Brak możliwości wykazania przed bankiem zakładanego wcześniej zysku na jednostkę czasu, może skutkować zmuszeniem dewelopera do wcześniejszej spłaty części kredytu, albo podniesienia cen nieruchomości. Zauważamy już przykłady takiego scenariusza. Deweloperzy podnoszą ceny swoich nieruchomości, co zwykle spowalnia proces sprzedaży nieruchomości. 

Marta Demków, Specjalista ds. Marketingu, JOT-BE Nieruchomości 

– Po zakończeniu lockdownu i wywołanym epidemią wyraźnym spowolnieniu działalności biur nieruchomości, obecnie sytuacja rynkowa ulega stabilizacji, aczkolwiek daleko jeszcze do osiągnięcia poziomu z początku bieżącego roku.

O ile w maju perspektywy były bardzo niepewne i ciężko było przewidzieć tendencje kreujące najbliższą rzeczywistość, o tyle czerwiec pozwolił nam zaobserwować pewne trendy mogące wskazywać na czynniki kształtujące sytuację na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy. 

Rynek wtórny mocno odczuł konsekwencje spowodowane pandemią. Najbardziej ucierpiał segment wynajmu mieszkań, który w pierwszym etapie musiał stawić czoło nagłemu zjawisku rezygnacji z wynajmu, spowodowanemu często utratą miejsc pracy lub, jak w przypadku studentów, przejścia na system nauki online. Zmniejszył się tym samym ruch na rynku poszukujących mieszkań, natomiast znacznie zwiększyła się ilość oferowanych nieruchomości.

Wraz z obostrzeniami wywołanymi epidemią, bardzo mocno ograniczony został najem krótkoterminowy. Właściciele mieszkań, które do tej pory wynajmowane były dla turystów, biznesmenów, przyjeżdzających do Wrocławia na kilka dnia, musieli przekształcić się na najem długoterminowy. Spowodowało to sytuację, w której na rynku pojawiło się bardzo dużo luksusowych mieszkań w dobrej lokalizacji. 

Mimo dużej podaży, tylko niewielka część właścicieli skłonna była do obniżenia czynszu najmu, co w dużej mierze mogło przyspieszyć proces wynajęcia mieszkania. Pocieszającym jest fakt, że powoli widzimy wzrost zainteresowania najmem ze strony zagranicznych pracowników wyższego szczebla, jednakże poszukują oni mieszkań według sprecyzowanych kryteriów, zawężających wybór do konkretnych lokalizacji i określonego standardu wykończenia.

Duża część właścicieli mieszkań wiąże nadzieje z drugą połową wakacji, kiedy swoje poszukiwania rozpocząć powinni przyszli studenci. Jednak niejasna sytuacja co do formy prowadzenia zajęć przez wrocławskie uczelnie, stawia realizacje tych oczekiwań pod dużym znakiem zapytania. 

Lepsza sytuacja dotyczy sprzedaży mieszkań. Widoczna jest tendencja do zbywania tych nieruchomości, które do niedawna były przedmiotem wynajmu, natomiast w obecnej sytuacji, ze względu na trudności ze znalezieniem najemcy, stoją puste. Musimy pamiętać, że duża część mieszkań na wynajem jest obciążona kredytami hipotecznymi, co w przypadku braku zysków wynikających z najmu, może generować dodatkowe koszty, których właściciele nie zawsze są w stanie ponosić. Daje to duże możliwości negocjacyjne dla klientów inwestycyjnych, poszukujących nieruchomości jako lokaty swojego kapitału. 

Czas kwarantanny i zakaz wychodzenia z domów, uświadomił części z naszych Klientów chęć i potrzebę posiadania własnej, zielonej przestrzeni. Dużym zainteresowaniem cieszą się obecnie nieruchomości, zarówno mieszkania, jak i domy, posiadające większe tarasy lub przydomowe ogródki. Zauważyliśmy zwiększony popyt na nieruchomości w mniejszych miejscowościach, położonych do 50 km od Wrocławia, z dobrym dojazdem do miasta. Widoczny jest również trend w poszukiwaniu działek rekreacyjnych w podgórskich miejscowościach. 

Perspektywy na kolejne miesiące napawają lekkim optymizmem. Kluczowym momentem będzie początek jesieni, określany przez specjalistów, jako możliwy termin wystąpienia drugiej fali pandemii. Jeżeli tylko obawy te się nie spełnią, rynek nieruchomości stopniowo i systematycznie będzie wkraczał na właściwe tory. Równowaga w gospodarce, utrzymanie miejsc pracy, powrót studentów na uczelnie i stopniowy napływ zagranicznych pracowników, to najważniejsze elementy, które będą kształtować przyszłość w nieruchomościach. 

Wojciech Stożek, Starszy Specjalista ds. Sprzedaży i Wynajmu Nieruchomości, Nowodworski Estates 

– Epidemia i wprowadzone w związku z nią ograniczenia, miały duży wpływ na zmiany preferencji zakupowych naszych Klientów. Zaobserwowaliśmy wzmożoną liczbę zapytań o nieruchomości na rynku wtórnym, a zwłaszcza te, które gwarantują większą swobodę w codziennym funkcjonowaniu, a więc działki, domy, choćby z niewielkim ogrodem, czy też mieszkania z tarasami lub balkonami. 

Z kolei deweloperzy po “zamrożeniu” życia gospodarczego ograniczyli podaż nowych mieszkań. Poskutkowało to tym, że Klienci właśnie na rynku wtórnym szukali nowych możliwości inwestycyjnych – szczególnie w kwietniu i maju. Nie zauważyliśmy przestoju jeśli chodzi zainteresowanie – wręcz przeciwnie. Osoby, które już przed epidemią miały w planach zakup nieruchomości liczyły w związku z zaistniałą sytuacją na znaczne obniżki cen i “upolowanie okazji”. Wbrew oczekiwaniom, epidemia nie wpłynęła jednak na obniżkę cen sprzedaży nieruchomości – spore zmiany były za to widoczne na rynku wynajmu. Wielu właścicieli godziło się na chwilowe obniżki czynszów, ponieważ takie rozwiązanie nadal było korzystniejsze, niż perspektywa długotrwającego pustostanu. Teraz już ceny wynajmu wracają do poziomów sprzed epidemii. 

Ostatni kwartał był dla naszej firmy niezwykle istotny. Bacznie obserwowaliśmy rynek, analizowaliśmy trendy i wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość. Widząc niesłabnące zainteresowanie nieruchomościami, nawet w dobie kryzysu gospodarczego, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nieruchomości stanowią dla wielu Polaków jedną z najbezpieczniejszych form zabezpieczenia swojego kapitału. 

Aleh Tur, Właściciel agencji TUR NIERUCHOMOŚCI 

– II kwartał 2020 roku nauczył nas pokory. Niestety, nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i nie da się zabezpieczyć przed wszelkimi możliwymi zagrożeniami. Nikt z nas nie myślał dotychczas o pandemii jak o czynniku zagrożenia, który musimy uwzględniać  przy długookresowym planowaniu biznesu.

W pierwszej połowie kwartału zanotowaliśmy duży spadek popytu, co było konsekwencją ograniczeń wprowadzonych w całym kraju. Wykorzystaliśmy ten czas na wdrożenie w firmie zmian skierowanych na podniesienie bezpieczeństwa klientów oraz zwiększenie jakości naszych usług. Wprowadziliśmy procedury bezpieczeństwa, uruchomiliśmy prezentacje online, zwiększyliśmy liczbę wykonywanych spacerów 3d oraz  filmów promocyjnych przy ofertach. Wdrożyliśmy nowe narzędzia pracy, oraz niezbędne zmiany w całym systemie sprzedaży. 

Dziś znów notujemy wzrost sprzedaży. Popyt stopniowo wraca do poziomu sprzed pandemii, a ceny wbrew pozorom nie spadają, a utrzymują się na stałym poziomie. Liczymy się z perspektywą ewentualnych korekt cenowych w przeciągu następnego roku.  

 Hanna Mukoid-Jałosińska, Właściciel agencji Marina w Świecie Nieruchomości 

Podsumowanie II kwartału na rodzimym rynku nieruchomości należy zacząć od segmentu premium – ilość zawartych transakcji na przełomie ostatnich trzech miesięcy była duża, w porównaniu do czasów przed pandemią COVID-19. Podobnie, jak w przypadku sprzedaży komercyjnej. Nieco mniejsze zainteresowanie odnotował natomiast rynek najmu, co mogło być związane z początkowym obostrzeniami. 

Jak będzie wyglądała sytuacja na rynku nieruchomości w perspektywie kilkumiesięcznej? Trudno jednoznacznie określić. Wszelkie perturbacje najmniej odczuje rejon nadmorski, który od zawsze był pożądaną lokalizacją. Z moich obserwacji wynika, że Klienci mają obawy przed inwestowaniem i lokatą nadwyżek finansowych w nieruchomości z uwagi na brak gwarancji szybkiego zysku.

Katarzyna Pióro, Co-owner w Brand&Sell

Drugi kwartał na pewno należał do wyjątkowych. Od połowy marca do końca kwietnia na rynku niewiele się działo. Niepewna sytuacja spowodowała, że wiele osób zdecydowało się odłożyć decyzje na później. Zarówno o zakupie, jak i o sprzedaży. Część klientów uznała również, że to dobry czas na negocjacje. Kwiecień to miesiąc w którym wiele osób przewidywało spadki cen, co spowodowało, że rynek przesunął się w kierunku kupującego, który zaczął dyktować warunki. W maju wrócił optymizm i sytuacja zaczęła się stabilizować, co odzwierciedliło się także w prowadzonym przez nas co miesiąc badaniu nastrojów Brand&Sell Index. Sporym zainteresowaniem zaczęły cieszyć się domy pod miastem, jeśli mieszkanie to koniecznie z balkonem lub z ogródkiem. Póki co nie zauważyliśmy zmian w cenach, ale na pewno sprzedaje się trudniej, chociażby ze względu na większe wymagania związane z uzyskaniem kredytu. Z drugiej strony mieszkania przygotowane do sprzedaży, w dobrym standardzie, dobrze promowane nadal cieszą się sporym zainteresowaniem. Jedna z naszych ostatnich sprzedaży – rozpoczęta już po wybuchu pandemii zakończyła się transakcją znacznie powyżej ceny ofertowej. Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał rynek za kilka miesięcy. Dużo będzie zależeć od tego, jak poradzimy sobie z sytuacją jesienią.  

Opracowanie: GetHome.pl – portal nieruchomości na sprzedaż i wynajem.

Cyfrowa transformacja to już konieczność dla firm

0

Znaczenie danych i ich analityki dla biznesu rośnie z roku na rok. Szacuje się, że każdego dnia generowane są 294 miliardy maili[1], podczas gdy aż 90% wszystkich przetwarzanych danych zostało stworzonych w ciągu zaledwie ostatnich dwóch lat[2]. Tak szybki przyrost informacji sprawia, że firmy muszą odpowiednio przystosować się do zmian, aby jak najefektywniej zarządzać napływającymi informacjami.

Korzyści płynące z odpowiedniego zarządzania danymi w firmie, to szansa nie tylko na rozwój przedsiębiorstwa, ale również konieczność, jeśli chce się sprostać coraz większej konkurencyjności na rynku. Wykorzystując odpowiednie narzędzia biznesowe, firmy mogą w pełni zarządzać strategicznymi obszarami przedsiębiorstwa – produkcją, dystrybucją, marketingiem, finansami, a także zasobami ludzkimi. Według badań, wielu pracowników aż 60% dnia roboczego spędza na wyszukiwaniu danych, ich przetwarzaniu oraz zarządzaniu nimi[3]. Gdyby wyposażyć ich w odpowiednie narzędzia, mogliby ten czas przeznaczyć na działania strategiczne z biznesowego punktu widzenia firmy.

Agregacja i interpretacja danych

Kluczem do sukcesu jest nie tylko odpowiednie agregowanie danych, ale również możliwość ich szybkiej interpretacji i przełożenia wniosków na działanie przedsiębiorstwa. Szczegółowa analiza pomoże zoptymalizować koszty produkcji, wspomoże proces bieżącego budżetowania oraz kontrolę nad osiąganymi wynikami finansowymi.

 – Przewiduje się, że do 2025 roku będziemy generować prawie 463 EB[4] danych dziennie[5]. Chcąc zapanować nad napływającymi do firmy informacjami i zrobić z nich użytek, potrzebujemy odpowiednich narzędzi. Najlepsze będą zintegrowane platformy biznesowe, które kompleksowo pozwolą zadbać o każdy aspekt działalności firmy. Z naszego doświadczenia wiemy, że wprowadzenie odpowiedniego systemu, który zapewnia kompleksowe wsparcie nie tylko w zakresie organizacji wszelkich procesów wewnątrz firmy, ale również w zakresie komunikacji z otoczeniem biznesowym, pozwala na zaoszczędzenie czasu pracowników. Obserwujemy również, że coraz więcej firm decyduje się na cyfrową transformację, inwestując w nowoczesne rozwiązania – rok 2019 zamknęliśmy z 25% wzrostem właśnie dzięki projektom chmurowym – komentuje Daniel Olejniczak, Wiceprezes Zarządu Bonair S.A.

Odpowiednie zarządzanie strategicznymi informacjami biznesowymi prowadzi do licznych oszczędności, a także generowania zysków, dzięki personalizacji ofert czy lepszemu dopasowaniu do szybko zmieniającej się rzeczywistości rynkowej.

Spowolnienia w zmianach

Wprowadzając firmę w czasy transformacji cyfrowej, należy odpowiednio zaplanować nadchodzące zmiany. Jak pokazują badania, siedmiu na dziesięciu ankietowanych twierdzi, że działania w pewnym momencie znacząco spowalniają lub nawet zatrzymują się, uniemożliwiając pełną implementację transformacji[6].

 Najczęstszą przyczyną nieukończonych działań mających na celu implementację nowych systemów wcale nie są znaczące, zewnętrzne czynniki, jak regulacje prawne czy zakłócenia rynkowe. Ponad 60% osób przypisuje problem wewnętrznym, firmowym okolicznościom, których przy odpowiedniej organizacji można uniknąć6. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniego partnera, który patrząc na firmę z zewnątrz, przeprowadzi implementację nowych systemów, dobierając rozwiązania najbardziej optymalne dla danej organizacji. Należy pamiętać, że cały proces nie może zakłócać codziennej pracy przedsiębiorstwa. Warto wybierając odpowiedniego usługodawcę zwrócić uwagę na jego doświadczenie, które w przypadku wdrożeń IT jest kluczowe, gdyż zapewnia szereg gotowych i sprawdzonych rozwiązań – dodaje Daniel Olejniczak, Bonair S.A.

Dynamicznie rozwijający się rynek oraz zmieniające się potrzeby konsumentów nie pozwalają firmom pozostać w tyle. Konieczne jest więc ciągłe udoskonalanie nie tylko podstawy biznesu, ale również wszelkich procesów stanowiących o działalności firmy.

[1] https://www.digitalpoland.org/assets/publications/big-data-w-polsce/raport-big-data-w-polsce-v2.pdf

[2] https://res.cloudinary.com/yumyoshojin/image/upload/v1/pdf/future-data-2019.pdf

[3] https://www.digitalpoland.org/assets/publications/big-data-w-polsce/raport-big-data-w-polsce-v2.pdf

[4] Exabyte, który równy jest 1,000,000,000,000,000,000 bajtów

[5] https://www.raconteur.net/infographics/a-day-in-data

[6] https://www.mckinsey.com/business-functions/mckinsey-digital/our-insights/how-to-restart-your-stalled-digital-transformation

5G – jak wpłynie na polski biznes?

0

Czym technologia mobilna piątej generacji różni się od swojego poprzednika, 4G? 

Główną różnicą pomiędzy sieciami 5G i 4G są częstotliwości, na jakich operują. 4G w Polsce wykorzystuje obecnie częstotliwości w zakresie 700 – 2600 MHz. W przypadku technologii 5G zakres częstotliwości zostanie znacząco rozwinięty. Poza obecnie funkcjonującymi, które umożliwią tzw. integrację wsteczną, wykorzystywane będą także zakresy 3,4 – 3,8 GHz oraz tzw. pasma wysokie o częstotliwości powyżej 24 GHz. Każdy z nich ma swoją specyfikę. Użytkownik zauważy jednak znaczące przyspieszenie transferu danych. Dotychczas sieci 4G, czy LTE umożliwiały transmisję danych na poziomie dochodzącym do ok. 300 Mb/s. 5G zwiększy tę prędkość nawet 60-krotnie. Różnica będzie widoczna także w opóźnieniach w dostępie do Internetu – będą one mniejsze niż 1 ms. Z perspektywy użytkownika końcowego korzystanie z Internetu 5G powinno zapewnić takie samo wrażenie jak korzystanie z łącza światłowodowego.

Jakie są największe zalety tej technologii?

Niewątpliwie największą zaletą tej technologii jest znaczące zwiększenie możliwości wykorzystania szeroko rozumianego Internetu zarówno w celach rekreacyjnych, jak i zawodowych. Umożliwi ona m.in. możliwość oglądania filmów w najwyższej rozdzielczości. 5G wyróżniać się będzie także dużo większą stabilnością. Obsłuży jednocześnie większą liczbę urządzeń wykorzystujących połączenie z Internetem. Zauważalny będzie rozwój koncepcji Internetu Rzeczy, a więc sieci skorelowanych ze sobą urządzeń, które będą ze sobą współpracować i wymieniać między sobą informacje. Poza standardowym dostępem do Internetu z poziomu telefonu komórkowego będziemy obserwować coraz szersze wykorzystanie Internetu we wszelkiego rodzaju maszynach przemysłowych, samochodach,  sprzętach codziennego użytku czy nawet elementach infrastruktury miejskiej.  Tak rozbudowana sieć połączonych ze sobą urządzeń pozwoli osiągać jeszcze bardziej złożone cele biznesowe.

Które sektory skorzystają najwięcej na nowych możliwościach?

Beneficjentami technologii 5G będą niemal wszystkie sektory gospodarki. Obecnie prowadzenie jakiegokolwiek biznesu w mniejszym lub większym stopniu uzależnione jest od dostępu do sieci. Jednak niektóre sektory szczególnie skorzystają na technologii 5G. W tym miejscu należy wskazać branżę finansową, czy logistyczną. Wynika to z faktu, iż przetwarzają one bardzo dużą ilość informacji w celu realizacji własnych zadań. Jej beneficjentami z pewnością będą także branża medyczna, szeroko rozumiany świat nauki, ze wskazaniem np. na laboratoria oraz branża zarządzania danymi. Obserwujemy ciągły wzrost ilości generowanych i przetwarzanych informacji, które będą wymagały bardziej efektywnej infrastruktury IT. Widzimy, że naszym Klientom najbardziej zależy na bieżącej analizie i korelacji danych. 5G pozwoli na ich przetwarzanie niemal w czasie rzeczywistym, co przełoży się na efektywność ich biznesu. 5G wpłynie oczywiście również na branżę rozrywkową i reklamową. Pojawią się nowe aplikacje, serwisy, czy portale, które dzięki tej technologii staną się dużo bardziej interaktywne. Prognozuje się, że sieć 5G zapewni 2.1 Biliona dolarów wzrostu światowego PKB i wytworzy 22,3 milionów nowych miejsc pracy.

W jaki sposób technologia 5G może wpłynąć na funkcjonowanie biznesu w kontekście zarządzania danymi?

Sieć 5G przyczyni się do jeszcze większej ilości generowanych danych. Naturalnie wymusi to stworzenie nowych urządzeń i metod przechowywania danych. Obecnie do zarządzania zasobami informacji cyfrowych wykorzystuje się zaawansowane algorytmy, sztuczną inteligencję, czy uczenie maszynowe. Te technologie wsparte przez 5G otworzą nowe możliwości zarządzania nawet największymi wolumenami danych. Z pewnością możemy spodziewać się jeszcze szybszego rozwoju robotyki oraz automatyki. Zwiększą się możliwości korelacji informacji. Znacząco skróci się także czas wyszukania i wykorzystania konkretnej danej. Dzięki temu klienci otrzymają jeszcze bardziej spersonalizowane usługi czy produkty.

Jakich zagrożeń mogą spodziewać się firmy w związku z wdrożeniem infrastruktury 5G?

Wprowadzenie sieci 5G stwarza szereg nowych zagrożeń. Zarówno w obszarze technologicznym, jak i społecznym. Jednym z kluczowych obszarów jest architektura sieci 5G, która wymusza dużo większą gęstość rozłożenia infrastruktury tj. anten i stacji bazowych. Pozwoli to na dużo precyzyjniejsze lokalizowanie użytkownika sieci i to w trybie ciągłym – oznacza to, że każdy krok użytkownika będzie śledzony i zapisywany. Coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci będzie zbierać o użytkownikach jeszcze więcej danych, w tym medycznych. Pozwoli to na jeszcze precyzyjniejszą analizę zachowań konsumentów i możliwość oferowania im nowych produktów. Z drugiej jednak strony, kradzież takich danych stwarza przestępcom nowe możliwości szkodzenia użytkownikom.

Dlatego tak istotne jest stosowanie podejścia „privacy by design” oraz odpowiedniego zabezpieczenia przechowywanych danych np. poprzez zastosowanie chmurowego storage’u danych w modelu hybrydowym. Najbardziej poufne dane powinny być odseparowane i przechowywane w wydzielonej, lokalnej części infrastruktury.

Elementy infrastruktury 5G mogą być również wykorzystywane w ramach uzyskiwania szerszych wpływów politycznych oraz szpiegostwa przemysłowego. W ostatnim czasie mogliśmy obserwować m.in. zarzuty dla chińskiej firmy Huawei (jeden z głównych dostawców infrastruktury 5G), które dotyczyły nielegalnego zbierania i wykorzystywania przez chiński rząd danych z urządzeń tej firmy instalowanych w różnych krajach.

Ostatnim elementem jest podejście konsumentów/pracowników do wykorzystania nowych technologii – słyszmy o incydentach dewastacji masztów 5G z uwagi na obawy przed ich szkodliwością. Można to porównać do niszczenia infrastruktury sieci elektrycznych podczas drugiej rewolucji przemysłowej z przełomu XIX i XX wieku. Rozwój technologii jest nieunikniony – nie uciekniemy przed zmianami.

W jaki sposób firmy inwestujące w technologię 5G mogą chronić swoje dane i zadbać o cyberbezpieczeństwo przedsiębiorstwa?

Niezależnie od typu wykorzystywanej technologii, ochrona danych powinna być jednym ze strategicznych celów każdej firmy. Hakerzy cały czas szukają sposobów na złamanie zabezpieczeń sieci firmowych. Dlatego niezwykle istotne jest, aby pracownicy byli odpowiednio przeszkoleni i potrafili zidentyfikować zagrożenie. Najlepszym rozwiązaniem jest outsourcowanie procesów zarządzania danymi odpowiednim firmom. W Iron Mountain wykorzystujemy globalne know-how. Dysponujemy informacją zwrotną z kilkudziesięciu rynków i na bieżąco aktualizujemy mapę zagrożeń. Dla naszych klientów tworzymy wydzielone zasoby, kiedy to możliwe wykorzystujemy chmury danych, dysponujemy dedykowaną infrastrukturą IT. Dbamy także o redundancję danych i bieżące tworzenie backupów. Nasi pracownicy przechodzą również kilka razy do roku kursy, podczas których poznają nowe metody cyberataków oraz sposoby skutecznej prewencji.

Odpowiedzi udziela Stefan Kotański, Dyrektor PMO Iron Mountain Polska

Pierwszy polski robot UV-C walczy z koronawirusem

0

Samodzielnie jeździ, omija przeszkody i dezynfekuje – w jednym celu: aby szybko i skutecznie zlikwidować niebezpieczne drobnoustroje. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. J. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu pracuje pierwszy polski robot UV-C wrocławskiej firmy ControlTec, który w bezpieczny sposób wspomaga dezynfekcję pomieszczeń. Sprawdzi się nie tylko w placówkach medycznych, ale także w hotelach, fabrykach, biurach i innych obiektach publicznych.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu korzysta z przełomowej technologii w walce z koronawirusem. Po salach i korytarzach działu diagnostyki obrazowej jeździ robot mobilny wyposażony w lampy UV-C, skonstruowany przez inżynierów z wrocławskiej firmy ControlTec – największego niezależnego integratora systemów automatyki w Polsce.

Autonomiczne urządzenie pozwala na kompleksową dezynfekcję pomieszczeń z bakterii i wirusów – w tym koronawirusa SARS-CoV-2. To pierwszy taki robot krajowej produkcji na służbie w polskim szpitalu. – Ze względu na to, iż wykonujemy badania obrazowe pacjentów z COVID-19, w sposób oczywisty podnosi poziom bezpieczeństwa naszej pracy, a urządzenie pracuje zdalnie w czasie wolnym od pracy z pacjentami. Daje nam bezcenną możliwość łatwego i szybkiego odkażenia powierzchni, aparatury i pomieszczeń: zarówno diagnostycznych jak i dróg komunikacyjnych – ocenia Magdalena Śliwińska, specjalista Radiologii i Diagnostyki Obrazowej i kierownik Działu Diagnostyki Obrazowej WSS im. J. Gromkowskiego. – Korzystamy z niego od ponad dwóch miesięcy. Sprawdza się znakomicie, jest według nas bardzo skuteczny. Możemy go polecić innym potencjalnym użytkownikom – rekomenduje.

Światłem w koronawirusa

Szpitale od dawna używają promieniowania UV typu C do odkażania i sterylizacji. Liczne badania laboratoryjne potwierdzają, że ten rodzaj promieniowania unieszkodliwia koronawirusa w ciągu kilkunastu sekund, a w ciągu kilku minut całkowicie go likwiduje. Bakterie także nie mają szans, czego dowodzą badania mikrobiologiczne.

Niestety, używanie stacjonarnych urządzeń UV-C, takich jak wolnostojące lampy, jest niebezpieczne dla personelu z uwagi na konieczność przebywania w tzw. strefie brudnej oraz narażania się na światło ultrafioletowe.

Innowacyjne i przełomowe rozwiązanie znaleźli wrocławscy inżynierowie firmy ControlTec, którzy wykorzystali swoją wiedzę z dzieciny automatyki i robotyki oraz dorobek medycyny.
Połączyliśmy jeżdżącą platformę z systemem szesnastu lamp UV-C. Stworzyliśmy do tego autorskie oprogramowanie użytkowe. Tak wykonany robot ma wiele zalet. Najważniejsze z nich to skuteczność, łatwość obsługi i zdalne sterowanie – wymienia Grzegorz Góral, wiceprezes i założyciel firmy ControlTec.

Bezpieczna praca

Personel nie musi przebywać w skażonym pomieszczeniu podczas pracy robota, tym samym nie naraża się na działanie promieniowania. Zaprogramowany robot wykona zadanie samodzielnie. Wystarczy otworzyć mu drzwi, choć i to może zrobić sam, o ile obiekt zintegruje go z własną siecią. Wówczas potrafi nawet przywołać windę. Odkażane pomieszczenie można zamknąć. Będąc w środku, robot automatycznie uruchomi lampy, zdezynfekuje wnętrze i powiadomi o zakończeniu misji.

Intuicyjna obsługa

Jedną z głównych cech robota jest możliwość tworzenia map pomieszczeń i stref do dekontaminacji. Raz sporządzone mapy i wyznaczone trasy przejazdu wysyłane są do chmury, skąd mogą być przekazywane na kolejne roboty, które w razie potrzeby potrafią działać w systemie floty. Urządzeniem zarządza się za pomocą dołączonej mobilnej aplikacji lub za pośrednictwem strony internetowej. Urządzeniem można zarządzać praktycznie z dowolnego miejsca na świecie. – Dostaliśmy robota zaprogramowanego i gotowego do samodzielnej pracy. Nie musimy zajmować się technicznymi sprawami, co jest wielką zaletą, ponieważ nas interesuje czystość epidemiologiczna pomieszczeń i bezpieczeństwo pacjentów oraz personelu – podkreśla Magdalena Śliwińska. – Robot jest prosty w użytkowaniu i przyjazny w obsłudze. Jest rewelacyjny, jeżeli chodzi o bezawaryjność, bezpieczeństwo, czas pracy i jej organizację. – wylicza. 

Wiele miejsc pracy robota

Nowoczesne oprogramowanie umożliwia personalizację robota i dostosowanie jego pracy do indywidualnych potrzeb oraz zadań specjalnych. Robot sprawdza się nie tylko w pomieszczeniach i na korytarzach szpitalnych bez obecności personelu i pacjentów. – Można wykorzystywać go do automatycznej, szybkiej, precyzyjnej i skutecznej dekontaminacji szkół, biur, hal przemysłowych, pokoi hotelowych, restauracji, galerii handlowych, lotnisk i wszystkich innych miejsc, gdzie przebywają ludzie – wymienia Grzegorz Góral z ControlTec.

Robot UV-C ControlTec przeszedł wszystkie wymagane badania. Posiada deklaracje zgodności WE i znak CE. Spełnienie normatyw unijnych jest jego przewagą nad podobnymi urządzeniami produkowanymi w USA. Skuteczność i żywotność lamp UV – a w konsekwencji skuteczność systemu dekontaminacji – są potwierdzone badaniami producenta i niezależnych jednostek badawczych. Badania elektromagnetyczne zostały przeprowadzone na Politechnice Wrocławskiej, która miała duży wkład w rozwój robota, a mikrobiologiczne w Polskim Ośrodku Rozwoju Technologii PORT we Wrocławiu.

E-commerce Trends Summit – wydarzenie, na które czekałeś tej jesieni!

0

Już niedługo, bo 8 września 2020 r. odbędzie się jedno z najbardziej wyczekiwanych wśród przedsiębiorców i specjalistów e-commerce wydarzeń tej jesieni: E-commerce Trends Summit, zorganizowany w formule online! Skorzystaj z okazji do pogłębienia swojej wiedzy na temat sprzedaży w internecie, zgłaszając swój udział w konferencji!

Kryzys odwrócił myślenie wielu przedsiębiorców o handlu internetowym i e-commerce o 180 stopni. Nic więc dziwnego, że nauczeni doświadczeniem ostatnich miesięcy, chcą być bardziej obecni w Internecie. Jednak jak budować relację z klientem w przestrzeni, która skrywa przed sobą wiele tajemnic? E-commerce Trends Summit to odpowiedź na potrzeby organizacji i liderów, dla których ważne jest nie tylko przetrwanie podczas kryzysu, ale wyznaczenie nowej, szytej na miarę ścieżki rozwoju dla biznesu. E-Commerce Trends Summit to całkowicie nowa perspektywa dla Twojej organizacji, która zapewni Ci sukces w wirtualnym świecie!

W trakcie wydarzenia będziesz miał okazję poznać tajniki e-commerce wprost od doświadczonych, światowej klasy ekspertów takich jak: dr Nick van der Meulen, badacz w MIT Sloan Center for Information Systems Research (MIT CISR), prof. Jorij Abraham, Managing Director w Ecommerce Foundation (jednostce wspierającej globalny handel cyfrowy), czy Jarosław Sokolnicki, Head of Industry Solutions w Microsoft. Dzięki wirtualnemu spotkaniu z nimi:

  • dowiesz się jaki są nowe zasady sprzedaży online i jak możesz je z sukcesem wykorzystać w budowaniu relacji z klientem;
  • przekonasz się jak opracować strategię w e-commerce, aby sprawniej realizować cele sprzedażowe;
  • sprawdzisz z jakich rozwiązań do budowania systemu omnichannel warto korzystać;
  • zobaczysz, w jaki sposób dbać o cyberbezpieczeństwo i efektywnie wykorzystywać sztuczną inteligencję w e-commerce.

W zależności od tego, na jaki pakiet uczestnika się zdecydujesz, będziesz miał możliwość skorzystania z narzędzi, które pomogą Ci w lepszym przyswojeniu wiedzy na temat e-commerce i doświadczenia klienta. Liczba miejsc jest ograniczona, o udziale  wydarzeniu decyduje kolejność zgłoszeń.

Więcej informacji na temat ekspertów, formuły i poszczególnych wystąpień podczas E-commerce Trends Summit znajdziesz na stronie : https://e-commercetrends.mitsmr.pl/

Czy rząd podwyższy podatki, by załatać deficyt budżetowy?

Każdy deficytowy rok dla budżetu państwa prowokuje dyskusję o tym, czy zwiększone zostaną podatki. Nie inaczej jest w tym roku – gdyż już wiemy, że kryzys epidemiologiczny mocno nadwerężył finansowe możliwości rządu. Od razu po ogłoszeniu pomocowych rozwiązań dla przedsiębiorców i pracowników pojawiły się pytania, jak duży podatek zapłacimy w przyszłym roku – by załatać powstałą dziurę. Eksperci twierdzą jednak, że podwyżki podatków to droga donikąd. Większe podatki zdecydowanie obniżają konsumpcję. Praktyka wskazuje, że obywatele bardziej obciążeni podatkami dochodowymi i podatkami od sprzedaży kupują mniej i wydają mniej pieniędzy. W sytuacji kryzysu gospodarczego zależy nam szczególnie na ożywieniu popytu. Dlatego nie powinniśmy martwić się podwyżką podatków. Jak jednak rząd może załatać deficyty, które powstały w budżecie państwa?

– W żadnym racjonalnym wariancie przyszłości – a wierzę, że jesteśmy zdolni do racjonalnych zachowań – żadnych generalnych podwyżek podatków nie będzie. Na zwiększenie wydatków budżetowych jest naprawdę bardzo wiele dróg – na przykład  likwidacja tak zwanych kieszonek, czyli luk w systemie podatkowym, przez które wyciekają pieniądze – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – W systemie podatkowym znajduje się nie do końca zidentyfikowana ilość przywilejów podatkowych. Często podobne towary są inaczej opodatkowane – zarówno VATem, jak i akcyzą. Likwidując te “kieszonki” można zebrać od 16 do 17 miliardów złotych więcej w podatkach od sprzedaży. To oznaczałoby, że w przyszłym roku do skarbu państwa wpłynie od 370 do 380 miliardów złotych. W obecnych okolicznościach to będzie sukces. Oczywiście wciąż rok zamkniemy z deficytem budżetowym o wysokości przekraczającej 3% PKB. Będziemy musieli z tym żyć. Ale z deficytami i gigantyczną remisją żyje teraz cały świat – wskazuje Modzelewski.

Mobile Identity już niedługo może odmienić rynek transakcji mobilnych

Wraz z postepującą cyfryzacją gospodarki i rosnącym udziałem urządzeń mobilnych pilną kwestią staje się odpowiednie zabezpieczenie transakcji online dla aplikacji i witryn mobilnych. Infobip kończy prace nad Mobile Identity – autorskim rozwiązaniem tej kwestii. To nowoczesna metoda weryfikacji, uwierzytelniania, zapobiegania oszustwom i oceny ryzyka, która automatycznie umożliwi firmom sprawdzenie tożsamości abonenta mobilnego lub klienta internetowego oraz potwierdzenie jego autentyczności w ciągu kilku sekund. Mobile Identity to rozwiązanie działające „za kulisami”, zapewniające bezproblemową obsługę klienta, eliminujące przy tym potrzebę ręcznego wprowadzania informacji weryfikujących tożsamość, jak jeszcze ma to miejsce do tej pory.

„Nasze autorskie rozwiązanie Mobile Identity wpisuje się w trend postępującej cyfryzacji gospodarki i rosnącego wraz z wolumenem znaczenia urządzeń mobilnych w decyzjach zakupowych. To rozwiązanie podnoszące poziom bezpieczeństwa, transparentność procesu i znacznie przyspieszajace proces zakupowy, co pozwoli biznesowi stać się realnym beneficjentem cyfryzacji gospodarki. Na Mobile Identity zyskuje każda ze stron – operator, biznes i użytkownik sieci. W porównaniu z obecnymi rozwiązaniami jest to zdecydowany  krok naprzód pod względem bezpieczeństwa dokonywanych transakcji – sprawy kluczowej jeśli mowa o transferach finansowych i fundamentem dalszego dynamicznego rozwoju sektora e-commerce” – wyjaśnia Magdalena Dudek, Senior Sales Manager w firmie Infobip.

Mobile Identity to potężne i dyskretne rozwiązanie weryfikacyjne, które automatycznie umożliwia firmom uwierzytelnienie tożsamości abonenta sieci komórkowej lub klienta internetowego i potwierdzenie w ciągu kilku sekund, że ta osoba jest tym, za kogo się podaje.

Do tej pory najpowszechniejszym sposobem potwierdzania informacji o użytkowniku i zapobiegania oszustwom jest kod dostępu lub jednorazowy kod PIN, który użytkownik otrzymuje w wiadomości SMS lub e-mail. Mobile Identity eliminuje potrzebę wykonywania tego kroku i zamiast niego automatycznie potwierdza dane klienta za pomocą informacji dostarczonych przez operatora telefonii komórkowej, na które użytkownik wcześniej wyraził zgodę. Dzięki temu natychmiastowo potwierdzana jest tożsamość użytkownika, bez konieczności wykonywania przez niego dodatkowych działań poza skorzystaniem z usługi. To  znacznie ułatwia i skraca proces zakupu. Przykładowo, przetwarzanie standardu branżowego 2FA zajmuje do 50 sekund, podczas gdy identyfikator Mobile ID potrzebuje mniej niż 5, aby zweryfikować i uwierzytelnić identyfikator użytkownika. Rozwiązanie opracowane przez Infobip wykorzystuje najdokładniejsze ze wszystkich identyfikatorów i najtrudniejsze do „sfałszowania” informacje (np. informacje rozliczeniowe MNO) do uwierzytelniania zarówno pierwszych, jak i powracających użytkowników.

Mobile Identity znajduje się obecnie w końcowej fazie rozwoju. W tym roku rozwiązanie  będzie finalnie testowane w regionie Ameryki Łacińskiej, Azji i Pacyfiku oraz Indiach. Oprogramowanie Infobip umożliwi operatorom szybkie wdrażanie usługi Mobile Identity dla abonentów i klientów, przy niewielkich wymaganiach dotyczących zasobów i inwestycji.

Przegląd wydarzeń tygodnia 3.08-7.08.2020

Anty-dolarowe nastroje premiują aktywa ryzykowne od walut, przez giełdy po surowce. Rynek zapewniony o trwałości taniego finansowania odsuwa na bok czynniki ryzyka związane z ryzykiem, jeśli ich konsekwencją będzie dodatkowe wsparcie monetarno-fiskalne. Dane makro są dalekim tłem, gdzie dobre dane są dobre, a złe rodzą podstawy do oczekiwania zwiększenia stymulacji.

USA

W USA na początku miesiąca najważniejszy jest raport z rynku pracy (pt), gdzie intersujące będzie jak mocno w obliczu wzrostu liczby zachorowań na wirusa spadło tempo odbudowy miejsc pracy? Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o 1,5 mln po 4,8 mln w czerwcu i spadek stopy bezrobocia do 10,5 proc. z 11,1 proc. Słabsze dane podniosą obawy o hamowanie tempa ożywienia. Negatywne tło może wzmacniać przeciąganie się negocjacji nad Fazą Czwartą pakietu fiskalnego, gdyż bez porozumienia wygaśnięciu ulegną zapomogi dla bezrobotnych. USD pozostaje dawca taniego finansowania w oparciu o ekspansję monetarną Fed w połączeniu z dyskontem ryzyk gospodarczych. By przerwać ten trend, potrzebny będzie silny katalizator podnoszący generalną awersję do ryzyka.

Strefa euro

W strefie euro mamy spokojniejszy tydzień z rewizją wskaźników PMI (pon, śr) oraz sprzedażą detaliczną (śr). Indeksy aktywności powinny potwierdzić stopniowa poprawę, podczas gdy sprzedaż w czerwcu ma wrócić powyżej zera r/r na realizacji odłożonego popytu w czasie lockdownu. W czerwcu odbić miały też zamówienia przemysłowe i produkcja w Niemczech (czw, pt) w ramach rozruchu po covidowych przestojach, choć wciąż pozostaną dużo poniżej przedkryzysowych poziomów. Kurs EUR pozostaje przede wszystkim funkcją odpływu kapitału z USD, ale obawiamy się, że EUR/USD zaszedł za daleko i za szybko, podnosząc ryzyko korekty z zachowaniem wzrostowego trendu.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii rewizje indeksów PMI (pon, śr) nie będą już przyciągać takiej uwagi, co wstępne szacunki. Większe zainteresowanie może dotyczyć decyzji Banku Anglii (czw). Nie spodziewamy się zmian w poziomie stóp procentowych i programy skupu aktywów, ale intersujące będą nowe projekcje ekonomiczne i konkluzje dla ścieżki polityki monetarnej. Łagodniejsze załamanie gospodarce w II kw. pozwoli na rewizję prognoz PKB w górę, ale jednocześnie stwarza to podstawy dla słabszego tempa ożywienia w 2021 r. i później, nie licząc ryzyk brexitu. GBP będzie wrażliwy też komentarze dotyczące ujemnych stóp procentowych. Aktualnie rynek wycenia niskie prawdopodobieństwo spadku stopy procentowej poniżej zera w 2021 r.

Polska

W Polsce oczekujemy wzrostu indeksu PMI dla przemysłu do 50 pkt. (pon), odzwierciedlając równoważący się wpływ odbicia produkcji po wiosennych zastojach oraz ograniczeń wynikających z wciąż słabego popytu zewnętrznego. Ogólnie jednak powrót do poziomu równowagi byłby najlepszym wynikiem indeksu od grudnia 2018 r. Wątpliwe, aby dobry odczyt mógł istotnie wesprzeć złotego, ale przy podtrzymaniu globalnego apetytu na ryzyko EUR/PLN może pokusić się o spadek w stronę czerwcowych dołków na 4,37. Dalej jednak sądzimy, że siła złotego jest przejściowa.

Australia

W Australii efekt odłożonego popytu coraz mniej będzie wspierał sprzedaż detaliczną w czerwcu (wt), ale rynek myśli już o zagrożeniach dla lipcowych danych z tytułu przywrócenia lockdownu w rejonie Melbourne. Stanowisko RBA po posiedzeniu (wt) nie powinno ulec zmianie, ale interesujące mogą być najnowsze prognozy w Raporcie o Polityce Monetarnej (pt). W Nowej Zelandii dane z rynku pracy (śr) nie powinny przyciągnąć uwagi, biorąc pod uwagę na zmienność warunków gospodarczych i wpływ wsparcia rządowego. W Kanadzie raport z rynku pracy (pt) powinien wskazać na kontynuowaną odbudowę zatrudnienia, choć już nie w tak szybkim tempie, co w czerwcu (953 tys.). Ogólnie dane mogą stanowić chwilowe źródło zmienności, podczas gdy generalny trend będzie opierał się o nastawienie inwestorów do ryzyka i kierunek USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sejm RP uwzględnił postulaty Rzecznika MŚP ws zwalniania z obowiązku opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia nadpłaty w ZUS

Sejm RP uwzględnił postulaty Rzecznika MŚP ws. zwalniania z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia nadpłaty w ZUS.

Postulaty Rzecznika MŚP w zakresie korzystnego dla przedsiębiorców zwalniania z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne również w przypadku istnienia tzw. nadpłaty w ZUS zostały uwzględnione w ramach uchwalonej przez Sejm RP w dniu 24 lipca 2020 r. ustawy o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw.

W ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm., dalej: „Specustawa”) wprowadzono w art. 31zo możliwość zwolnienia przedsiębiorców z obowiązku opłacania nieopłaconych należności z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, należnych za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r.

W związku z licznymi, niepokojącymi sygnałami otrzymanymi od przedsiębiorców informujących o odmawianiu przez ZUS zwolnienia ich ze składek w przypadku istnienia na ich koncie tzw. nadpłaty za wcześniejsze okresy składkowe, Rzecznik MŚP pismem z dnia 17 czerwca 2020 r. wystąpił do Prezes ZUS Pani Prof. dr hab. Gertrudy Uścińskiej z wnioskiem o wyjaśnienie tej kwestii problemowej oraz przedstawienie danych liczbowych w zakresie przedmiotowych spraw. W odpowiedzi z dnia 30 czerwca 2020 r. Prezes ZUS wyjaśniła, że na ponad 1.793 tys. złożonych wniosków o zwolnienie z opłacania składek z negatywną decyzją spotkało się ponad 67 tys. z nich za okres kwietnia 2020 r. (ponieważ każdy miesiąc zwolnienia jest przez ZUS rozpatrywany oddzielnie. Natomiast wg szacunków 140 tys. płatników mogło utracić nadpłacone składki).

W związku z powyższym, Rzecznik MŚP pismem z dnia 8 lipca 2020 r. wystąpił do Prezes ZUS z oceną prawną w celu ochrony praw przedsiębiorców. Rzecznik MŚP podniósł w nim, że ZUS ma obowiązek zawiadomić płatników składek, starających się o zwolnienie z opłacania składek na podstawie art. 31zo Specustawy, o kwocie nadpłaty za poprzednie okresy składkowe tak, aby nie pozbawiać ich możliwości skorzystania ze zwolnienia w czasie stanu epidemii i związanych z tym problemów gospodarczych. W ocenie Rzecznika MŚP bowiem praktyka ZUS zaliczenia z urzędu tych nadpłaconych składek na poczet bieżących składek bez zawiadamiania płatników o kwocie nadpłaconych składek jest nieprawidłowa i narusza uprawnienia przedsiębiorców wynikające z tzw. Tarczy Antykryzysowych.

Co istotne, powyższy problem był już wcześniej dostrzeżony i częściowo rozwiązany przepisem art. 113 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U. z 2020 r. poz. 695, ze zm.), zgodnie z którym zwalnia się z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej za marzec 2020 r. także wówczas gdy należności te zostały opłacone. Opłacone należności z tytułu składek podlegają zwrotowi na zasadach określonych w art. 24 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2020 r. poz. 266, 321 i 568).

Powyższy apel spotkał się z pozytywnym odzewem. Na posiedzeniu w dniu 24 lipca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 430), która w art. 10 ust. 1 przewiduje, że w przypadku złożenia do dnia 30 czerwca 2020 r. wniosku o zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek, o których mowa w art. 31zo Specustawy zwalnia się z obowiązku opłacenia należnych składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej za marzec, kwiecień i maj 2020 r., w wysokości określonej w art. 31zo, także wówczas, gdy składki te zostały opłacone lub na poczet tych składek Zakład Ubezpieczeń Społecznych zaliczył z urzędu nienależnie opłacone składki. Opłacone składki lub zaliczone z urzędu nienależnie opłacone składki podlegają zwrotowi na zasadach określonych w art. 24 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. z 2020 r. poz. 266, 321, 568, 695 i 875). Aktualnie ustawa została skierowana do Senatu RP i po zakończeniu procesu legislacyjnego i podpisaniu przez Prezydenta korzystny przepis wejdzie w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.

Mobile gaming konkuruje z Tik Tokiem – co 5 gracz należy do generacji Z

Ostatnie kontrowersje wokół Tik Toka związane z naruszaniem prywatności i blokowaniem tej aplikacji przez Indie, Hong Kong czy może niebawem USA – pozwalają zakładać nadchodzące zmiany w lokowaniu budżetów reklamowych. Na razie marki ochoczo inwestują w chińską platformę, by dotrzeć do Zetek – najbardziej obiecującej generacji, której w Polsce jest już 9 mln. Szacuje się, że do końca 2020 roku pokolenie Z może stanowić nawet 40 proc. konsumentów.[1] Gdzie można spotkać Zetki? W mobile gamingu. Wśród
11-milionowej społeczności graczy, ponad 22 proc. stanowi generacja Z.[2] Co istotne – blisko 70 proc. graczy ocenia gry mobilne jako bezpieczne i zaufane, a 8 na 10 chce oglądać reklamy w zamian za dodatkowe bonusy w grze. W niedalekiej przyszłości może to stanowić kartę przetargową w dysponowaniu budżetami reklamowymi.Mobile gaming konkuruje z Tik Tokiem – co 5 gracz należy do generacji Z

Generacja Z – co wiemy o pokoleniu post millenials?

Pokolenie dobrobytu, eksperci w kreowaniu internetowego wizerunku i zacieśniania wirtualnych więzi społecznych. Świadomie konsumują treści, filtrują informacje i wpływają na kształt nowych mediów. Generacja Z, czyli osoby urodzone w oraz po 1995 roku, w ostatnim czasie mocno przyćmiła millienialsów. W Polsce jest ich ok. 9 mln i stanowią ponad 23 proc. całej populacji. Szacuje się, że jeszcze w tym roku mogą stanowić najliczniejszą grupę konsumencką. Generacja Z często określana jest też mianem pokolenia multiscreeningowego, bo korzysta z kilku ekranów na raz – gra w gry mobilne, ogląda TV i wysyła wiadomości na komunikatorze. Na skupienie ich uwagi mamy średnio od 5 do 8 sekund.

–  Generacja Z to pokolenie, które częściowo weszło lub wchodzi w dorosłość. Świadomie konsumuje treści w Internecie, dobiera kanały komunikacji, w których nie ma ich rodziców, ceni sobie naturalność i realistyczność. Jest wyczulona na przekaz reklamowy. Te cechy sprawiają, że stanowi spore wyzwanie dla marketerów. Jednocześnie pokolenie to ma coraz większy budżet i z roku na rok będzie stanowiło coraz bardziej liczącą się siłę nabywczą na rynku mówi Michał Pietruszka z Mobiem Polska, agencji specjalizującej się w reklamach w grach mobilnych.

Kanały, które kocha pokolenie Z

Chociaż Facebook czy Instagram nadal utrzymują się w czołówce najbardziej popularnych serwisów społecznościowych w Polsce i na świecie, pokolenie Z uznaje je za przestarzałe, pełne próżności i sztuczności. Dlatego na Facebooku spotkamy zaledwie 3-4 proc. użytkowników w wieku 13-17 lat, a na Instagramie 5-9,5 proc.[3] Zetki preferują miejsca pełne rozrywki i zabawy, w których treści są realistyczne, a reklamy niewidoczne dla oczu. Dlatego oprócz Tik Toka na front wysuwają się stale zyskujące na popularności gry mobilne, które są niemal na każdym telefonie. Według Sensor Tower, w pierwszym półroczu 2020 roku gry pobrano łącznie 28,5 mld razy – czyli o 42,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

Wśród 11-milionowej społeczności aktywnych graczy w Polsce, aż 22 proc. stanowi kluczowa dla firm i marketerów generacja Z, która coraz częściej spędza czas na mobile gamingu. Profil użytkowników, jest tu również dużo bardziej zróżnicowany niż w przypadku Tik Toka.
W gry mobilne grają zarówno kobiety (52,5 proc.), jak i mężczyźni (47,5 proc.)[4].  W przypadku chińskiej platformy według niektórych danych, nawet 90 proc. userów to młode dziewczyny, a tylko 5 proc. stanowi płeć przeciwna.

Gry mobilne zatrzymują użytkowników na znacznie dłużej. Ponad 74 proc. użytkowników spędza tam więcej niż godzinę. W przypadku Tik Toka jest to 57 proc. Jeśli weźmiemy pod uwagę częstotliwość wejść w aplikację czy grę – różnice są znaczące. Z gier mobilnych korzystamy rzadziej, ale jednorazowe sesje są znacznie dłuższe, przez co szanse na dotarcie
z komunikatem reklamowym do odbiorcy wzrastają. W przypadku chińskiej platformy – użytkownicy korzystają z aplikacji częściej, ale pojedyncza sesja jest krótsza. Oba kanały stanowią atrakcyjne źródło dotarcia wschodzącej grupy konsumentów. Po czyjej stronie jest przewaga?

Mobile gaming vs. Tik Tok – potencjał reklamowy gigantów

Gry mobilne i Tik Tok to dwa różne kanały dotarcia do Generacji Z, jednak można pokusić się o porównanie potencjału reklamowego obu narzędzi.

Przewagą w przypadku gier mobilnych jest to, że jesteśmy wstanie dostarczyć odbiorcy nieinwazyjne i niestandardowe formaty reklamowe w grach mobilnych, które współpracują
z odbiorcą, a za ich obejrzenie w całości dostaje on dodatkowe bonusy. To jeden
z najlepszych rozwiązań przyjaznych graczom. Nasze analizy pokazały, że aż 83 proc. badanych preferuje oglądanie reklam wideo w zamian za dodatkowe itemy w grze. Przy współpracy z AdColony jesteśmy wstanie docierać do 9 mln użytkowników w Polsce, którzy każdego miesiąca generują nawet 54 mln pełnych odtworzeń. Obok standardowego wideo możemy wykorzystać zaawansowane rozwiązania zwiększające pole interakcji
z userem. Jak Dynamic End Card lub Aurora. Takie formaty sprawdzają się szczególnie przy docieraniu do takich grup jak generacja Z, które są odporne na reklamy sprzedażowe i jeśli na nią trafią i mają taką możliwość – przeskakują na kolejne wideo.
Warto zatem zastanowić się, które kanały dotarcia do klienta będą skuteczniejsze i w pełni mierzalnemówi Radosław Włoda, Dyrektor Handlowy w Mobiem Polska.

Z kolei Tik Tok postrzegany jako platforma rozrywkowa dla dzieci, teraz stara się przekonać reklamodawców, że znajdą tam pożądaną grupę odbiorców oraz odpowiednie narzędzia i formaty reklamowe. Tymczasem badania pokazują, że na chińskiej platformie prawie 70 proc. osób to dzieci poniżej 13. roku życia. Ekosystem Tik Toka jest przyjazny młodej grupie docelowej, ponieważ platforma ta nie jest jeszcze przesycona reklamami – dostępne formaty nie dają jednak wielu możliwości i nie gwarantują skuteczności. Użytkownik zawsze może przesunąć palcem do góry, jeśli dana reklama mu nie odpowiada. Przewagą Tik Toka jest możliwość współpracy z tiktokerami – którzy mniej nachalnie promują produkty marek. Może się to jednak zmienić, bo jak komentuje Łukasz Chwieduk, najpopularniejszy piłkarski tiktoker – twórcy na tej platformie często nie są przywiązani do marek, a kampanie traktowane są jako czysto zarobkowe. [5]

Czarne chmury nad Tik Tokiem

Serwis najpierw został zabroniony w Indiach, tym samym uszczuplając aktywnych userów o ponad 100 mln, niedawno został zablokowany w Hong Kongu, a za moment może również zniknąć ze Stanów Zjednoczonych – drugiego pod względem liczby użytkowników państwa, które przymierza się do podjęcia ostatecznej decyzji. Amerykańska Federalna Agencja Handlowa (FTC) nałożyła ponad 5 mln kary na chińską firmę ByteDance za publikowanie treści użytkowników poniżej 13 lat. FTC nakazał również Tik Tokowi usunięcie wszystkich tego typu materiałów.

Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście platforma ta jest jedynym skutecznym miejscem do reklamowania się marek. Na pewno nie wszystkich i z pewnością strategia obecności marki powinna zakładać ewentualne zagrożenia wizerunkowe, jakie wiążą się z promocją w tym kanale. Tik Tok to platforma z potencjałem, do której warto podchodzić na chłodno, bo scenariuszy rozwoju tego kanału może być wiele. Możliwe jest np. wycofywanie się kolejnych krajów z użytkowania tej aplikacji, pogłębiający się kryzys wizerunkowy, przesycenie reklamami wraz z rozwojem nowych formatów, których na ten moment jest niewiele, a co za tym idzie spadek ich efektywności czy wkroczenie do tej platformy starszego pokolenia, co już się dzieje. Może to skutkować ucieczką generacji Z na inne konkurencyjne platformy.

[1] https://www.dentsuaegisnetwork.com/pl/pl/biuro-prasowe/gen-z-spotkanie

[2] Mobile Gaming in Poland_Q2 2020 AdColony

[3] https://www.iab.org.pl/tag/raport/

[4] Dane źródłowe_AdColony

[5] My Company, nr 7 – str. 25

Jak spadać, to z wysokiego konia

Dolar ma za sobą najgorszy miesiąc od dekady. Indeks dolarowy stracił ponad 4 proc. Wiele par walutowych ma za sobą bardzo silne aprecjacje, wiele trendów wyczerpało przestrzeń, wiele wygląda na „zmęczone.”

Próba odbicia dolara na sesji azjatyckiej zostaje szybko stłamszona, USD nadal jest pod presją migracji kapitału w stronę ryzykownych rynków. Jednocześnie nie można zapominać, że w poprzedniej dekadzie sierpień wielokrotnie przynosił silne przetasowania na rynkach i wybuchy awersji do ryzyka. Jeśli taki scenariusz się powtórzy to korekcyjny ruch, którego beneficjentem byłby dolar może być szczególnie dynamiczny i gwałtowny ze względu na siłę dominujących ostatnio tendencji. Pierwszy tydzień miesiąca to szereg danych makro, ale potencjalnych punktów zapalnych szukać należy raczej w sytuacji epidemicznej, lub czynnikach politycznych i geopolitycznych.

W USA na początku miesiąca najważniejszy jest raport z rynku pracy (pt), gdzie intersujące będzie jak mocno w obliczu wzrostu liczby zachorowań na wirusa spadło tempo odbudowy miejsc pracy? Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia o 1,5 mln po 4,8 mln w czerwcu i spadek stopy bezrobocia do 10,5 proc. z 11,1 proc. Słabsze dane podniosą obawy o hamowanie tempa ożywienia. Negatywne tło może wzmacniać przeciąganie się negocjacji nad Fazą Czwartą pakietu fiskalnego, gdyż bez porozumienia wygaśnięciu ulegną zapomogi dla bezrobotnych. USD pozostaje dawca taniego finansowania w oparciu o ekspansję monetarną Fed w połączeniu z dyskontem ryzyk gospodarczych. By przerwać ten trend, potrzebny będzie silny katalizator podnoszący generalną awersję do ryzyka.

W strefie euro mamy spokojniejszy tydzień z rewizją wskaźników PMI (pon, śr) oraz sprzedażą detaliczną (śr). Indeksy aktywności powinny potwierdzić stopniowa poprawę, podczas gdy sprzedaż w czerwcu ma wrócić powyżej zera r/r na realizacji odłożonego popytu w czasie lockdownu. W czerwcu odbić miały też zamówienia przemysłowe i produkcja w Niemczech (czw, pt) w ramach rozruchu po covidowych przestojach, choć wciąż pozostaną dużo poniżej przedkryzysowych poziomów. Kurs EUR pozostaje przede wszystkim funkcją odpływu kapitału z USD, ale obawiamy się, że EUR/USD zaszedł za daleko i za szybko, podnosząc ryzyko korekty z zachowaniem wzrostowego trendu.

W Wielkiej Brytanii rewizje indeksów PMI (pon, śr) nie będą już przyciągać takiej uwagi, co wstępne szacunki. Większe zainteresowanie może dotyczyć decyzji Banku Anglii (czw). Nie spodziewamy się zmian w poziomie stóp procentowych i programy skupu aktywów, ale intersujące będą nowe projekcje ekonomiczne i konkluzje dla ścieżki polityki monetarnej. Łagodniejsze załamanie gospodarce w II kw. pozwoli na rewizję prognoz PKB w górę, ale jednocześnie stwarza to podstawy dla słabszego tempa ożywienia w 2021 r. i później, nie licząc ryzyk brexitu. GBP będzie wrażliwy też komentarze dotyczące ujemnych stóp procentowych. Aktualnie rynek wycenia niskie prawdopodobieństwo spadku stopy procentowej poniżej zera w 2021 r.

W Polsce oczekujemy wzrostu indeksu PMI dla przemysłu do 50 pkt. (pon), odzwierciedlając równoważący się wpływ odbicia produkcji po wiosennych zastojach oraz ograniczeń wynikających z wciąż słabego popytu zewnętrznego. Ogólnie jednak powrót do poziomu równowagi byłby najlepszym wynikiem indeksu od grudnia 2018 r. Wątpliwe, aby dobry odczyt mógł istotnie wesprzeć złotego, ale przy podtrzymaniu globalnego apetytu na ryzyko EUR/PLN może pokusić się o spadek w stronę czerwcowych dołków na 4,37. Dalej jednak sądzimy, że siła złotego jest przejściowa.

W Australii efekt odłożonego popytu coraz mniej będzie wspierał sprzedaż detaliczną w czerwcu (wt), ale rynek myśli już o zagrożeniach dla lipcowych danych z tytułu przywrócenia lockdownu w rejonie Melbourne. Stanowisko RBA po posiedzeniu (wt) nie powinno ulec zmianie, ale interesujące mogą być najnowsze prognozy w Raporcie o Polityce Monetarnej (pt). W Nowej Zelandii dane z rynku pracy (śr) nie powinny przyciągnąć uwagi, biorąc pod uwagę na zmienność warunków gospodarczych i wpływ wsparcia rządowego. W Kanadzie raport z rynku pracy (pt) powinien wskazać na kontynuowaną odbudowę zatrudnienia, choć już nie w tak szybkim tempie, co w czerwcu (953 tys.). Ogólnie dane mogą stanowić chwilowe źródło zmienności, podczas gdy generalny trend będzie opierał się o nastawienie inwestorów do ryzyka i kierunek USD.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Czym kierować się, kupując mieszkanie z rynku pierwotnego?

Mieszkania z rynku pierwotnego cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem nabywców szukających własnego lokum lub kupujących nieruchomości z myślą o wynajmie. Ofert prosto od dewelopera jest mnóstwo, dlatego warto wiedzieć, jakie czynniki – poza ceną – uwzględnić podczas poszukiwań.

Dobra lokalizacja

Decyzja o kupnie mieszkania rzutuje na wiele kolejnych lat życia całej rodziny, dlatego warto oprócz ceny nieruchomości wziąć pod uwagę również jej lokalizację. Wybór lokalu w dzielnicy dobrze skomunikowanej z innymi częściami miasta zapewni wygodny dojazd do centrum, miejsca pracy, szkoły czy na uczelnię, a tym samym pozwoli zaoszczędzić sporo czasu. Oczywiście zastanawiając się nad odpowiednią lokalizacją mieszkania, należy wziąć pod uwagę własne potrzeby. W przypadku singli istotne znaczenie może mieć bliskość centrum i dostęp do rozrywki, zaś rodziny z dziećmi chętniej wybiorą nieruchomość zapewniającą łatwy dostęp do przedszkoli, parków i przychodni zdrowia. Dobra lokalizacja będzie miała też istotne znaczenie przy zakupie mieszkania na wynajem. Wbrew pozorom deweloperzy realizują nowe inwestycje nie tylko na obrzeżach miast, ale również w dzielnicach blisko centrum – przykładem może być Inwestycja Wola Nowa powstająca na warszawskiej Woli, skąd dojazd do Pałacu Kultury i Nauki zajmuje zaledwie kilkanaście minut.

Wielkość i układ mieszkania

To kolejne kwestie, które należy wziąć pod uwagę, poszukując mieszkania. Na rynku pierwotnym nieruchomości jest dużo, a im wcześniejszy etap realizacji konkretnej inwestycji, tym większy wybór. Przeglądając oferty dostępne w interesującej lokalizacji, warto więc zastanowić się, jak duże mieszkanie zapewni komfort wszystkim członkom rodziny. Istotne znaczenie będzie miał też układ poszczególnych pomieszczeń – niektórzy będą woleli zamkniętą kuchnię, inni zaś wybiorą salon z aneksem. Dużą zaletą kupna lokalu mieszkalnego od dewelopera jest możliwość aranżacji mieszkania zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Nabywcy już na etapie budowy mogą więc wprowadzać modyfikacje pozwalające dopasować jego układ do konkretnych potrzeb, a więc np. wyburzyć ścianki działowe czy wygospodarować dodatkowe pomieszczenie.

Wybór dewelopera

Przed podpisaniem umowy z deweloperem rozsądnie jest sprawdzić, czy w przeszłości rzetelnie wywiązywał się on z umów. Obejrzenie dotychczas zrealizowanych inwestycji, weryfikacja w rejestrze dłużników oraz sprawdzenie, czy dana firma realizuje Kodeks Dobrych Praktyk w swojej działalności, może uchronić przed poważnymi kłopotami finansowymi i z pewnością oszczędzi mnóstwo nerwów. Warto też pamiętać, że zgodnie z ustawą deweloperską obowiązującą od 2012 roku klient ma prawo żądać tzw. prospektu informacyjnego, a więc dokumentu zawierającego informacje o samym deweloperze, a także o nieruchomości, którą zamierza nabyć. Dzięki niemu osoba zainteresowana kupnem mieszkania dowie się m.in. jakie inwestycje są planowane w najbliższej okolicy, pozna terminy rozpoczęcia budowy oraz przewidywaną datę jej zakończenia i zweryfikuje sytuację finansowo-prawną samego dewelopera. Zapoznanie się z tymi informacjami pozwoli podjąć bardziej przemyślaną decyzję.

Źródła:

  1. https://www.totalmoney.pl/artykuly/7606932,kredyty-hipoteczne,jak-znalezc-mieszkanie-marzen-prosto-od-dewelopera,1,1
  2. http://pzfd.pl/rynek-pierwotny-nieruchomosci/
  3. https://www.bankier.pl/smart/rynek-pierwotny-czy-rynek-wtorny-co-wybrac

16 proc. internautów robi zakupy spożywcze w sieci. Podczas pandemii stały się one możliwe niemal w całej Polsce

Żywność to jedna z kategorii zakupów internetowych, która najmocniej zyskała w czasie lockdownu. Zgodnie z badaniem „Omni-commerce. Kupuję wygodnie” Izby Gospodarki Elektronicznej zakupy spożywcze w sieci robi 16 proc. internautów, czyli o 6 pkt proc. więcej niż rok temu. Dzięki pandemii zakup artykułów żywnościowych bez wychodzenia z domu jest już możliwy nie tylko w dużych miastach. – Polacy stali się społeczeństwem cyfrowym i pokochali zakupy w internecie. Nawet po lockdownie kupują w e-sklepach, głównie ubrania, elektronikę i artykuły wyposażenia domu – mówi Patrycja Sass-Staniszewska, prezes e-Izby. 

Marcowe badanie „E-commerce w czasie kryzysu 2020” wskazuje, że już na początku kwarantanny aż 38 proc. internautów zdecydowało się zrobić zapasy produktów codziennych, spożywczych i leków właśnie w sieci. To sprawiło, że branża musiała szybko dostosować się do nowej rzeczywistości. Widać to chociażby po zwiększeniu zasięgu – dotąd podstawowe artykuły żywnościowe można było zakupić w internecie przede wszystkim w Warszawie, obecnie jest to możliwe niemal w całej Polsce.

To jest ogromna rewolucja i sukces branży spożywczej, że potrafiła dostosować się do wymagań konsumentów w czasie pandemii – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Sass-Staniszewska, prezes zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej. – Analogiczną sytuację obserwujemy w branży e-grocery w całej Europie.

Konsumenci uznali, że to właśnie sieci spożywcze najlepiej poradziły sobie z pandemią i dostosowały się do nowych realiów. Według badania „Omni-commerce. Kupuję wygodnie” 71 proc. kupujących produkty spożywcze online jest zadowolonych z ich dostępności, podczas gdy w marcu było to jedynie 41 proc. Żywność to niejedyna branża, w której sprzedaż w dużej mierze przeniosła się do internetu.

W czasie lockdownu sprzedaż wielokanałowa praktycznie nie istniała z uwagi na zamknięte sklepy i ograniczenia w korzystaniu z tradycyjnego handlu. Polacy zostali niejako zmuszeni do dokonywania zakupów w e-sklepach, ale okazało się, że także po lockdownie wykorzystują ten kanał sprzedaży. E-commerce stał się naturalnym środowiskiem dla konsumentów, którzy szybko zmienili swoje nawyki zakupowe. Myślę, że ta sytuacja utrzyma się na dłużej – mówi ekspertka.

Jak pokazuje badanie e-Izby, już 72 proc. polskich internautów robi zakupy w sieci (o 15 pkt proc. więcej niż rok temu). Mniej więcej co czwarty zaczął kupować przez internet właśnie przez pandemię.

Z naszego raportu wynika, że konsumenci są jeszcze ostrożni, wolą pozostać przy zakupach w internecie, niż pójść do sklepu stacjonarnego. Być może po pandemii te nawyki się zmienią i konsument wróci do sklepu stacjonarnego, natomiast my nie zanotowaliśmy boomu po ich otwarciu. Nadal obawiamy się zarażenia wirusem, w związku z czym wybieramy zakupy przez internet – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska.

Jedynie 17 proc. badanych wskazało sklepy stacjonarne jako ulubione miejsce zakupów, a ich popularność spadła o 5 pkt proc. względem zeszłego roku. Są one najpopularniejsze wśród konsumentów najstarszych, w wieku 55+, w grupie młodszej (45–54 lata) było to już tylko 17 proc. respondentów.

Na skutek pandemii nieco osłabła popularność zakupów wielokanałowych, czyli kiedy konsument podczas procesu zakupowego zmienia kanały, np. w sieci poszukuje inspiracji, porównuje oferty, a dokonuje zakupu w sklepie stacjonarnym, albo kupuje towar online, a odbiera go w sklepie. Jednak ten trend będzie w długim terminie coraz silniejszy.

Sprzedaż wielokanałowa jest bardzo ważnym elementem strategii sprzedaży. Sklepy, które prowadzą omnicommerce, docierają do konsumenta najszerzej i spełniają oczekiwania zarówno tych klientów, którzy chcą dokonać zakupu w internecie, jak i tych, którzy wolą wybrać produkt w sieci, ale obejrzeć i kupić w sklepie stacjonarnym – mówi prezes e-Izby.

Elementem przewagi konkurencyjnej jest nie tylko wielokanałowość, lecz także możliwość wyboru spośród wielu metod płatności. Na polskim rynku wachlarz opcji jest najszerszy – za towary kupione w e-sklepach można płacić szybkim przelewem, BLIK-iem, kartą, przelewem tradycyjnym, a nawet gotówką.

Wybieramy też coraz chętniej płatności, których możemy dokonać wielokanałowo. Kartą możemy płacić zarówno w sklepie stacjonarnym, jak i przez internet. Podobnie jak BLIK-iem – dodaje Patrycja Sass-Staniszewska.

Sytuacja związana z koronawirusem potęguje niezadowolenie społeczne. Możemy mieć do czynienia z falą protestów na całym świecie

– W najbliższym czasie czeka nas fala niezadowolenia społecznego i protestów. Wydaje mi się, że politycy w skali globalnej źle rozegrali sytuację z koronawirusem – mówi Jacek Purski z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Widać to już w Stanach Zjednoczonych, gdzie do masowych protestów na tle rasowym, które przybierają formę zamieszek, dochodzą jeszcze napięcia społeczne związane z trudną sytuacją gospodarczą oraz krytyczną postawą wobec władz.

W Stanach Zjednoczonych wciąż nie ustają antyrasistowskie demonstracje, które w wielu miastach przeradzają się w zamieszki obejmujące niszczenie samochodów i witryn sklepowych oraz starcia z policją. Trwają one od początku czerwca, kiedy w Minneapolis podczas brutalnej akcji policji zmarł czarnoskóry George Floyd, i rozlały się na cały kraj.

– Antyrasistowskie protesty pokazują prawdziwe oblicze Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że społeczność czarnoskórych w USA cały czas nie czuje się równo traktowana i w efekcie ludzie wychodzą na ulice – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Purski, prezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. – Wydawało się, że społeczeństwo amerykańskie jest nastawione pokojowo do siebie, potrafi łączyć ludzi o odmiennych poglądach i cieszyć się różnorodnością. Tymczasem okazało się, że nierówności społeczne związane z kolorem skóry w USA istnieją cały czas.

Jak podkreśla politolog, ma to bezpośrednie przełożenie na politykę Donalda Trumpa, a retoryka prezydenta Stanów Zjednoczonych się zaostrza. W efekcie mamy do czynienia z przekazem, którego celem jest polaryzowanie opinii społecznej w USA. Radykalizuje on obie strony – zarówno protestujących, jak i tych Amerykanów, którym protesty się nie podobają i nie chcą brać w nich udziału.

– To jest bardzo niebezpieczna polityka ze strony Donalda Trumpa, ponieważ całe środowisko tzw. alt rightu, czyli skrajnej prawicy, która głosowała na niego i była wsparciem w budowaniu narracji, to jest uśpiony demon. On w każdej chwili może się obudzić, a raz na jakiś czas pokazuje swoją prawdziwą twarz, bo najwięcej osób skazanych na podstawie paragrafów związanych z terroryzmem i ekstremizmem w Stanach Zjednoczonych to są przedstawiciele skrajnej prawicy – zauważa ekspert.

Okazuje się, że protesty w amerykańskich miastach mogą mieć duże znaczenie również na arenie międzynarodowej.

– To, co wydaje się pozytywne, to fakt olbrzymiej solidarności ze społecznością amerykańską i akcją Black Lives Matter na całym świecie. To dość interesujące zjawisko, które wymaga bliższego poznania. Widzimy wiele grup zawodowych, społecznych, które wykazują olbrzymią solidarność z akcją Black Lives Matter. To może być czynnik, który będzie jednoczył ludzi na świecie, będzie pokazywał pozytywne wartości i eksponował je także w szerszej debacie publicznej – mówi prezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.

Demonstracje przeciwko rasizmowi na początku czerwca, kiedy ruszyła fala protestów w USA, odbyły się także w Niemczech. W wielu miastach ulicami przeszły pokojowe demonstracje, ale w Berlinie i Hamburgu doszło do starć z policją. Solidarność z czarnoskórymi Amerykanami zamanifestowali także Brytyjczycy, w Hiszpanii protestowano przeciwko brutalności policji w USA i polityce Donalda Trumpa. W stolicy Danii protestujący formułowali hasła nawołujące do zaprzestania bezsensownej przemocy i dyskryminacji na tle rasowym. Podobnie było m.in. w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu.

Zdaniem Jacka Purskiego nakłada się na to także sytuacja związana z pandemią koronawirusa i lockdownem.

– W najbliższym czasie czeka nas fala niezadowolenia społecznego i protestów. Wydaje mi się, że politycy w skali globalnej źle rozegrali sytuację z koronawirusem. Jest to widoczne w Stanach Zjednoczonych – buta, arogancja ze strony władzy, z prezydentem Trumpem na czele. Efektem tego są nasilone protesty, zjawisko buntu, którego celem jest pokazanie arogancji i nieudolności władzy – mówi.

Amerykanie mają pretensje do prezydenta, że zbyt późno zaczął poważnie traktować problem pandemii. W rezultacie Stany są krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa. Do końca lipca potwierdzono tam ponad 4,3 mln przypadków (codziennie przybywa ok. 50–60 tys. chorych) i 148 tys. ofiar śmiertelnych.

– W Polsce i wielu krajach Europy słyszymy argumentację, że państwa stały się narodowe i nie potrzebują współpracy międzynarodowej. Okazało się, że taka narracja jest zupełnie złudna i fałszywa. To właśnie państwa narodowe w ramach swoich struktur i odrębnych strategii poległy na wielu etapach walki z koronawirusem. A efektem są liczne protesty – kwituje Jacek Purski.

Przykładowo w Bułgarii lipiec upłynął pod znakiem antyrządowych demonstracji. Protestujący domagali się dymisji rządu i prokuratora generalnego oraz rozpisania przedterminowych wyborów. Protestowali także Serbowie po przywróceniu godziny policyjnej ze względu na rosnącą liczbę zakażeń.

Podgrzewanie tytoniu mniej szkodliwą alternatywą dla palenia. Najnowsza decyzja amerykańskiej agencji FDA może być przełomowa dla palaczy

Branża tytoniowa od dekady rozwija nowatorskie rozwiązania dla palaczy, które mają być mniej szkodliwą alternatywą dla tradycyjnych papierosów. Coraz więcej państw bierze ten rozwój pod uwagę i rozważa zmianę podejścia regulacyjnego, zakładając, że dzięki niższej toksyczności produkty nowego typu mogą ograniczyć koszty i szkody społeczne związane z paleniem. To stanowisko potwierdziła niedawno amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA), która zarejestrowała podgrzewacz tytoniu IQOS jako produkt tytoniowy o zmodyfikowanym ryzyku i uznała go za „właściwy dla promocji zdrowia publicznego”.

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków to główna, rządowa agencja w USA, która odpowiada za bezpieczeństwo i kontrolę żywności, leków i suplementów diety, ale reguluje również rynek wyrobów tytoniowych. Po niemal czterech latach analizowania dowodów i badań naukowych zarejestrowała podgrzewacz tytoniu IQOS jako produkt tytoniowy o zmodyfikowanym ryzyku (MRTP). Agencja potwierdziła, że podgrzewanie tytoniu w IQOS  w znacznie mniejszym stopniu niż tradycyjne papierosy naraża palaczy na działanie szkodliwych substancji i uznała go za produkt „właściwy dla promocji zdrowia publicznego”.

– W przypadku podgrzewacza tytoniu IQOS o 90–95 proc. zredukowana jest ilość tlenku węgla. Zredukowane są też cyjanki i  karcynogeny [substancje rakotwórcze – dop. red.], które normalnie znajdują się w dymie tytoniowym – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Bartosz Łoza, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i prezes Polskiego Towarzystwa Neuropsychiatrycznego.

– W tradycyjnym papierosie tytoń jest podgrzewany do temperatury około 700–800 stopni Celsjusza i powstaje przy tym cała masa substancji toksycznych, w tym kilkadziesiąt rakotwórczych, które znajdują się w dymie. W IQOS tytoń nie jest spalany, ale podgrzewany do temperatury ok. 300 stopni Celsjusza i dlatego nie wydziela dymu, tylko aerozol. Ilość nikotyny jest przy tym podobna, ale inhalujący palacz nie wdycha tu wielu tych substancji, które są zawarte w dymie papierosowym – dodaje pulmonolog prof. dr hab. n. med. Anna Doboszyńska, kierownik Kliniki Pulmonologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

IQOS to pierwszy – i jak dotąd jedyny – elektroniczny produkt dostarczający nikotynę zarejestrowany przez FDA, któremu agencja zezwoliła na posługiwanie się komunikatem o zmniejszonym narażeniu jego użytkowników na szkodliwe substancje. Agencja dopuściła możliwość informowania o tym fakcie pełnoletnich palaczy w USA.

– Decyzja FDA jest istotna dlatego, że ocenia te urządzenia jako właściwe dla promocji zdrowia publicznego, ponieważ mogą mieć korzystny wpływ na zdrowie całej populacji. Pozwala też informować pełnoletnich palaczy w Stanach Zjednoczonych, że tytoń jest w nich podgrzewany, a nie spalany. Na podstawie badań naukowych z ostatnich lat FDA pozwala też komunikować palaczom w USA o ich mniejszym narażeniu na substancje szkodliwe niż w przypadku palenia tradycyjnych papierosów – mówi prof. Anna Doboszyńska.

Według FDA analiza dowodów naukowych wskazuje, że IQOS może przyczynić się do poprawy zdrowia w skali całej populacji: zarówno osób palących, jak i niekorzystających z wyrobów tytoniowych, wpływając na spadek liczby tradycyjnych palaczy w USA. Jednocześnie agencja zaznaczyła, że nie jest on całkowicie pozbawiony ryzyka. Dlatego też nie powinny sięgać po niego osoby, zwłaszcza młode, które dotychczas nie używały żadnych wyrobów tytoniowych.

FDA zamierza uważnie monitorować rynek pod kątem tego, w jaki sposób IQOS jest używany przez konsumentów. Agencja poinformowała, że może cofnąć swoją decyzję, jeżeli po produkt zacznie sięgać np. młodzież.

– Zalecenia i opinie FDA są szeroko kolportowane i mocno przyczyniają się do wprowadzenia nowych produktów i leków w innych częściach świata. Mam nadzieję, że będzie to istotny krok w kierunku zaprzestania palenia i alternatywa dla osób, które nie są w stanie przestać palić – mówi kierownik Kliniki Pulmonologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Lipcowa decyzja FDA wpisuje się w rosnącą zgodę międzynarodowego środowiska naukowego, według którego podgrzewanie tytoniu jest lepszym wyborem dla palaczy niż dalsze palenie tradycyjnych papierosów. Co istotne, oprócz amerykańskiej agencji tylko w tym roku podgrzewanie tytoniu w urządzeniu badanym przez FDA pozytywnie zaopiniowały również Niderlandzki Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Środowiska oraz Belgijska Naczelna Izba Zdrowia Wcześniej pozytywne opinie wydały także instytucje m.in. w Niemczech i Japonii. Badania nad tymi produktami, wskazujące na ich mniejszą toksyczność, prowadzili również naukowcy z Polskiej Akademii Nauk.

Obecnie coraz więcej państw rozważa zmianę podejścia regulacyjnego do alternatywnych produktów dla palaczy, zakładając, że dzięki niższej toksyczności mogłyby one ograniczyć szkody społeczne związane z aktywnym i przede wszystkim biernym paleniem. W Wielkiej Brytanii rządowa agencja do spraw zdrowia publicznego (Public Health England) już dwa lata temu wyemitowała specjalny spot, wskazując, że szkodliwość alternatyw dla papierosów może być nawet o 95 proc. niższa.

– Decyzja FDA będzie miała ogromne konsekwencje również dla ekonomii, przemysłu i rynku. W wielu krajach ta rewolucja właściwie już się dokonała. Przykładem jest Japonia, w której zgodzono się na podgrzewacze tytoniu, a nie zgodzono się na elektroniczne papierosy. Okazało się, że o 1/3 zredukowano palenie papierosów w ogólnej populacji, a było ono na bardzo wysokim poziomie. Taki jest pierwszy oczekiwany przez nas efekt stosowania podgrzewaczy. Na pewno decyzja zdrowotna FDA da zielone światło rozwojowi całej branży – ocenia prof. Bartosz Łoza.

Producent urządzenia podgrzewającego tytoń, firma Philip Morris International, od ponad dekady prowadzi badania naukowe, w tym badania kliniczne, na ich podstawie projektując produkty alternatywne dla papierosów. W ich rozwój firma zainwestowała już ponad 7,2 mld dolarów.

– Rejestracja przez FDA IQOS-a jako wyrobu tytoniowego o zmodyfikowanym ryzyku była opóźniona o cztery lata. Przez ten czas analizowano i uzupełniano dokumentację medyczną. Ta decyzja jest decyzją naukową, ale też społeczną. Konsekwencją tej rejestracji będzie prawo, by ten produkt był inaczej przedstawiany społecznie, tzn. by informacja o nim była inna niż typowe zdjęcie na opakowaniu pudełka papierosów – tłumaczy prof. Bartosz Łoza.

Nad stworzeniem podobnej procedury autoryzacyjnej dla oceny produktów o obniżonym ryzyku zaczęto w Polsce dyskutować w 2018 roku. Apelowano wówczas o możliwość informowania dorosłych palaczy, którzy nie mogą rzucić papierosów dostępnymi metodami, o istnieniu produktów alternatywnych. Ta dyskusja nie znalazła jednak pozytywnego rozstrzygnięcia i postulaty wykorzystania nowych technologii w przemyśle tytoniowym w ramach programów redukcji szkód nie trafiły wówczas na podatny grunt.

Najdłuższy na świecie podmorski kabel elektryczny zasili energią domy 1,5 mln Brytyjczyków. Połączenie technologii stałoprądowych z OZE to energetyczna przyszłość

Europejska transformacja dążąca do odejścia od paliw kopalnych na rzecz OZE wymusi na unijnym sektorze energetycznym rozwój zintegrowanych połączeń przesyłu energii elektrycznej prądem stałym. Rozwiązania tego typu powszechnie stosuje się do łączenia krajowych systemów energetycznych oraz przesyłania energii na duże odległości. Wraz z rozwojem sektora zielonej energii ich znaczenie w Unii Europejskiej będzie stale rosnąć. W lipcu rozpoczęto budowę najdłuższego na świecie połączenia podmorskiego między Danią a Wielką Brytanią.

– Technologie przesyłu energii elektrycznej prądem stałym obecne są w systemach energetycznych państw całego świata. Tam, gdzie mamy do czynienia z koniecznością budowy połączeń międzysystemowych lub przesyłem energii elektrycznej na duże odległości, zwłaszcza przez obszary morskie – mówi agencji Newseria Innowacje Mariusz Witoński, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej. – W Polsce takie łącze od 20 lat pomaga bilansować system elektroenergetyczny, łącząc go z systemem szwedzkim. Zastosowanie technologii stałoprądowych pozwala zarówno na minimalizację strat w przesyle, jak również na łatwiejszą synchronizację różnych systemów elektroenergetycznych.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne podjęły kroki do integracji polskiego systemu przesyłowego z systemami przesyłowymi także Litwy, Łotwy oraz Estonii. W ramach programu Łącząc Europę złożono wniosek o dofinansowanie inwestycji rozbudowy systemu przesyłowego energii elektrycznej pomiędzy Europą kontynentalną a krajami bałtyckimi. Środki pozyskane z dofinansowania mają umożliwić wybudowanie podmorskiego systemu przesyłu energii pomiędzy Polską i Litwą, a także sfinansować opracowanie narzędzi do synchronizacji krajowych systemów energetycznych.

W lipcu rozpoczęto z kolei budowę najdłuższego wysokonapięciowego połączenia podmorskiego. Viking Link powstaje między Danią a Wielką Brytanią, a po ukończeniu inwestycji kabel o mocy 1,4 GW i długości 765 km będzie najdłuższym na świecie połączeniem podmorskim tego typu. Lądowe punkty przyłączeń zlokalizowane będą w Bicker Fen w Wielkiej Brytanii oraz Revsing w Danii. Połączenie ma zaspokoić zapotrzebowanie na energię 1,5 mln brytyjskich domów, a energia będzie dostarczana ze źródeł odnawialnych. Budowa ma zostać ukończona do 2023 roku.

– Rozwój połączeń stałoprądowych w Europie przebiega dwukierunkowo. Z jednej strony jest to zastosowanie systemów kablowych dla połączeń międzysystemowych, z drugiej rozwijamy wyprowadzenie mocy z farm wiatrowych. Na niemieckich wodach Morza Północnego systemami stałoprądowymi wyprowadzamy duże moce z olbrzymich zgrupowań farm wiatrowych w głąb systemu elektroenergetycznego na lądzie. Projekty w zakresie przesyłu prądu stałego w Wielkiej Brytanii uwzględniają koncepcję łączenia funkcji przesyłów międzysystemowych, w tym wypadku pomiędzy Wielką Brytanią a Danią z bilansowaniem produkcji z elektrowni wiatrowych – mówi ekspert.

Polska również może włączyć się do rozwoju wielkopowierzchniowych wiatrowych sieci energetycznych. Przedstawiciele PKN Orlen przeprowadzili już badania środowiskowe na potrzeby wybudowania morskiej farmy na Morzu Bałtyckim i przekazali je na ręce Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku, aby otrzymać decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach niezbędną do rozpoczęcia prac nad inwestycją.

Zgodnie z założeniami Ministerstwa Klimatu pierwsze krajowe morskie farmy wiatrowe mają rozpocząć funkcjonowanie w 2025 roku. Aby zachęcić firmy energetyczne do realizacji tych inwestycji, rząd pracuje nad projektem ustawy offshore’owej. W ramach pierwszej fazy programu wsparcia ministerstwo planuje dotować farmy o łącznej mocy 5,9 GW. Resort ustalił także, że to na inwestorach spocznie obowiązek wybudowania systemu przesyłu energii elektrycznej między farmą a infrastrukturą kontynentalną.

– Oczekujemy, że w przyszłości łącza stałoprądowe będą zabezpieczały przesyły międzysystemowe, jak i integrowały duże klastry morskich farm wiatrowych pracujące na akwenach znacznie oddalonych od brzegów poszczególnych krajów. W perspektywie kilkunastu lat tego rodzaju rozwiązania będą miały zastosowanie również w Polsce w okolicy Ławicy Środkowej na Morzu Bałtyckim, gdyż ich odległość od brzegu do punktu przyłączenia przekraczająca 80 km uzasadnia zastosowanie technologii stałoprądowych. Być może stanie się to również przesłanką do wyprowadzenia mocy w kierunku systemów krajów sąsiadujących na kierunku szwedzkim lub też integracji z systemem duńskim czy niemieckim – wskazuje Mariusz Witoński.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku energii odnawialnej w 2019 roku wyniosła 507 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 728,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,5 proc.

Wniosek o pozwolenie na budowę lub rozbiórkę będzie można zgłosić online. Cyfryzacja procesu budowlanego do końca roku

Od dziś rusza cyfryzacja procesu inwestycyjno-budowlanego w Polsce. Już teraz poprzez rządowy serwis e-budownictwo można pobrać i wypełnić formularze dotyczące procesu budowlanego. Na jesieni z kolei ma zostać uruchomiona możliwość przesyłania dokumentacji budowlanej przez internet, a do końca roku złożenie online wniosku o pozwolenie na budowę. O cyfryzację procesu budowlanego od wielu lat wnoszą różne środowiska związane z budownictwem. Potrzebę tę dodatkowo uwypukliła sytuacja związana z pandemią SARS-CoV-2.

– Przyszedł czas na unowocześnienie procesu inwestycyjno-budowlanego. Od mitręgi biurokratycznej, związanej z koniecznością osobistego składania papierowej dokumentacji w urzędzie, stopniowo przechodzimy do cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego. Będzie to duże ułatwienie dla inżynierów, architektów czy inwestorów. A – co jeszcze ważniejsze – dzięki temu w Polsce łatwiej i szybciej będzie można zbudować dom czy budynek mieszkalny – podkreśla wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Cyfryzacja procesu inwestycyjnego-budowlanego, która właśnie została uruchomiona przez Ministerstwo Rozwoju, zakłada, że online będzie można m.in. zgłosić roboty budowlane (oprócz tych z koniecznością dołączenia projektu), zgłosić rozbiórkę i złożyć wniosek o pozwolenie, zawiadomić odpowiedni urząd o terminie rozpoczęcia robót budowlanych czy zgłosić zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części.

W 2019 roku wydano 99 833 pozwolenia dla budynków jednorodzinnych i 5301 pozwoleń dla budynków wielorodzinnych. Wprowadzenie możliwości składania wniosków o pozwolenie na budowę poprzez internet odciąży także urzędy.

– Celem cyfryzacji procesu budowlanego jest uproszczenie i przyspieszenie czynności realizowanych w ramach dotychczasowych procedur. Potrzebę cyfryzacji kolejnego działu administracji publicznej uwypuklił lockdown związany z pandemią SARS-CoV-2. Na pierwszy ogień pójdzie 10 formularzy, które będzie można zrealizować przez internet – wskazuje Dorota Cabańska, p.o. zastępcy Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Działania na rzecz cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego to wspólna inicjatywa Ministerstwa Rozwoju i Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Od dziś serwis e-budownictwo w rządowej domenie pilotażowo udostępnia pierwszych 10 formularzy elektronicznych, które można wypełnić online, następnie wydrukować, podpisać i dostarczyć do właściwego urzędu. Już na jesieni wypełniony formularz będzie można podpisać Profilem Zaufanym i złożyć w urzędzie online.

– Do pracy przy digitalizacji polskiego budownictwa zaprosiliśmy głównych zainteresowanych, czyli środowisko budowlane, architektów i inżynierów, którzy od samego początku testują i opiniują poszczególne rozwiązania na wczesnym etapie ich tworzenia – wskazuje Dorota Cabańska.

– Środowisko architektów pokłada duże nadzieje w cyfryzacji procedur inwestycyjnych, w tym administracyjnych, która jest naturalną konsekwencją powszechnego obecnie projektowania przy użyciu komputerów, a elektroniczna decyzja o pozwoleniu – dopełnieniem tak realizowanej aktywności – mówi Małgorzata Pilinkiewicz, prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Kolejne kroki w cyfryzacji procesu inwestycyjno-budowlanego zakładają m.in. wprowadzenie elektronicznego dziennika budowy i elektronicznego rejestru osób z uprawnieniami budowlanymi czy możliwość założenia konta inwestora w serwisie e-budownictwo.

Pracodawca nie może pytać pracownika o kierunek wakacyjnego wyjazdu. W uzasadnionych przypadkach pracownik sam powinien o tym poinformować

Tylko co trzeci Polak wyjedzie w tym roku na urlop, a zdecydowana większość zamierza spędzić go w kraju. Wielu z nich musiało zrewidować swoje wakacyjne plany, które mieli na początku roku. Pandemia SARS-CoV-2 zmieniła nie tylko to, lecz także ilość czasu wolnego. Tarcza antykryzysowa 4.0 wpłynęła na sposób naliczania dni urlopowych, przy okazji dając pracodawcom nowe uprawnienia, m.in. możliwość wysłania pracownika na zaległy urlop nawet bez jego zgody i oddelegowania go do pracy zdalnej po powrocie z wakacji. Generalnie pracodawca nie ma jednak prawa żądać od pracownika podania destynacji wyjazdu.

Standardowo, zgodnie z Kodeksem pracy, urlop pracownika zależy od jego stażu pracy i wykształcenia. Pracownik pełnoetatowy, który świadczy pracę 40 godzin tygodniowo, ma prawo do 20 dni urlopu w roku kalendarzowym, jeżeli jego staż pracy jest krótszy niż 10 lat. Natomiast przy stażu pracy wynoszącym co najmniej 10 lat jest to 26 dni urlopowych. Z kolei osoby zatrudnione na 1/2 etatu nabywają prawo do urlopu w wymiarze proporcjonalnym do wymiaru czasu pracy,  czyli jest to odpowiednio 10 i 13 dni.

Jak wynika z przepisu zawartego w tarczy antykryzysowej 4.0, firmy, które znacząco ucierpiały w wyniku pandemii, zyskały prawo m.in. do obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika o 20 proc. (ale nie więcej niż do 1/2 etatu i z zastrzeżeniem, że pensja nie może być w tym przypadku niższa od minimalnej), nawet jeśli nie odnotowały spadku obrotów. Wystarczy, że firma wykaże spadek sprzedaży towarów i usług w związku z pandemią oraz odnotuje wzrost obciążenia funduszu płac. Taką możliwość mają jednak wyłącznie przedsiębiorcy, których udział kosztów wynagrodzeń w przychodach wynosi więcej niż 30 proc.

W przypadku czasu pracy obniżonego o 20 proc., co stosuje wielu pracodawców, urlop należy skalkulować bardzo dokładnie. Przykładowo, jeśli pracownik od stycznia do kwietnia był zatrudniony w normalnym wymiarze, czyli świadczył pracę 40 godzin tygodniowo, za ten okres przysługuje mu wypoczynek proporcjonalnie do stażu pracy, na normalnych zasadach. Natomiast jeśli od maja do lipca pracodawca obniżył ten wymiar o 20 proc., wówczas urlop nalicza się już inaczej i podstawą do jego wyliczenia jest 0,8, a nie cały etat – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewelina Kozłowska-Kowalczuk, radca prawny w Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Ustawa formalnie umożliwiła też pracodawcy wysłanie pracownika w okresie pandemii na zaległy urlop, nawet bez jego zgody. Ma prawo wysłać go na urlop wypoczynkowy niewykorzystany przez niego w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu. Nieformalnie pracodawcy decydowali się na taki krok nawet przed przyjęciem ustawy, ale raczej odbywało się to w porozumieniu z pracownikami.

Niedoprecyzowane pozostaje natomiast to, czy firma może zażądać informacji, gdzie pracownik wybiera się na urlop. Kodeks pracy reguluje zakres danych osobowych związanych z zatrudnieniem, których ujawnienia może żądać pracodawca od pracownika. Pytanie o miejsce, w którym pracownik chce spędzić urlop, dotyczy sfery jego życia prywatnego i nie ma on obowiązku udzielenia na nie odpowiedzi. Należy pamiętać jednak, że w dobie koronawirusa informacje te są potrzebne pracodawcy, by ocenić możliwość zakażenia się pracownika podczas wyjazdu i związane z tym ewentualne konsekwencje. Powstaje jednak ryzyko uznania, że dane te dotyczą zdrowia pracownika. Zgodnie zaś z RODO i Kodeksem pracy pracodawca może pozyskać takie dane tylko za zgodą pracownika i z jego inicjatywy. Pandemia jest jednak stanem wyjątkowym, więc takie pytanie może być uzasadnione.

Nie może być tak, że pracodawcy stale wymagają od swoich pracowników podawania destynacji, do których ci udają się na wakacje, ale wyjątkiem może być np. wyjazd poza terytorium Unii Europejskiej. Tutaj trzeba uwzględnić, że pracownik po powrocie będzie musiał przejść dwutygodniową kwarantannę. Jeżeli jest to pracownik kluczowy, wówczas pracę należy rozplanować tak, żeby na ten okres jego nieobecności zapewnić zastępstwo – mówi Ewelina Kozłowska-Kowalczuk.

Jak wskazuje, wyjątkiem uzasadniającym zadawanie tego typu pytań jest też kwestia bezpieczeństwa klientów i współpracowników.

Na pracodawcy spoczywa obowiązek zabezpieczenia pracowników, czyli zapewnienia im bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Także w przypadku, gdy pracownik ma bezpośrednią styczność z klientami, moim zdaniem pracodawca może zadać takie pytanie, dbając zarówno o klientów, jak i współpracowników, z którymi urlopowicz będzie miał styczność po powrocie. Nie jest to jednak stricte uregulowane ustawowo i budzi kontrowersje wśród specjalistów z zakresu prawa pracy. Można oczywiście zwrócić się do Głównego Inspektora Pracy, żeby to on wydał decyzję w tym zakresie, ale trzeba podchodzić do takich sytuacji zdroworozsądkowo – mówi radca prawny w Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Najlepiej byłoby, żeby przed wyjazdem pracownik sam dobrowolnie poinformował firmę, dokąd udaje się na wakacje. Nie jest jednak do tego zobligowany. Jeżeli stanowczo odmówi podania takiej informacji, wówczas pracodawca nie może zastosować wobec niego żadnych kar porządkowych ani zwolnienia dyscyplinarnego, bo nie ma ku temu podstaw prawnych.

Jeśli jednak podejrzewa, że pracownik wrócił z rejonów podwyższonego ryzyka zakażeniem SARS-CoV-2, może skierować go na pracę zdalną. Tarcza antykryzysowa 4.0 doprecyzowała jej zasady, wskazując m.in., że środki i materiały potrzebne do wykonywania pracy zdalnej oraz obsługę logistyczną powinien w tym przypadku zapewnić pracodawca.

Specustawa dała pracodawcom możliwość polecenia pracownikowi wykonywania pracy zdalnej. Jest to środek prewencyjny, który ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Jeżeli pracownik odmówi udzielenia informacji i wyjedzie na urlop, pracodawca po powrocie może skierować go na pewien czas do pracy zdalnej i w odpowiednim momencie przywrócić – mówi Ewelina Kozłowska-Kowalczuk. – Jeżeli zakład pracy liczy 200 pracowników, a wiadomo, że wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko, jedna osoba może zarazić pozostałe i firma nie będzie w stanie funkcjonować.

Enefit Green z niemal 20% wzrostem produkcji energii z OZE w I poł. 2020 r.

Enefit Green, spółka zależna Grupy Eesti Energia, wyprodukował w pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. 737 GWh energii ze źródeł odnawialnych, czyli o 18% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy produkcja wyniosła 626 GWh. Wolumen wytworzony w I połowie br. wystarczyłaby na zaspokojenie średniego rocznego zużycia 250 000 gospodarstw domowych.

Aavo Kärmas, prezes zarządu Enefit Green, wskazał, że duża wietrzność, w połączeniu ze sprawnie działającymi jednostkami produkcyjnymi firmy, wyjaśniają dobrą wydajność półroczną. – W pierwszych miesiącach 2020 r. wiatr był stabilny i silny, dając dobry początek roku produkcyjnego. Bezwzględny rekord produkcji Enefit Green został ustanowiony w styczniu 2020 r., kiedy miesięczna produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych osiągnęła poziom 165 GWh. W tym samym czasie zanotowaliśmy także dobre wyniki w zakresie wytwarzania energii przez nasze farmy słoneczne w Estonii i Polsce, a instalacja OZE zlokalizowana na wyspie Ruhnu działała stabilnie – dodał Kärmas.

Na wolumen energii wytworzony w I połowie 2020 r. złożyła się produkcja: farm wiatrowych w Estonii i na Litwie, farm słonecznych w Estonii i Polsce, elektrociepłowni Iru, Paide, Valka i Brocen, elektrowni wodnej Keila-Joa oraz energia odnawialna pochodząca z inwestycji na wyspie Ruhnu.

Wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych odgrywa kluczową rolę w realizacji strategicznego celu Eesti Energia, jakim jest wytwarzanie 43% energii elektrycznej i ciepła ze źródeł odnawialnych do 2024 r.

Sprzedaż kredytów w Polsce – dane za czerwiec 2020 r.

W czerwcu 2020 r., w porównaniu do czerwca 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej prawie wszystkich rodzajów produktów kredytowych zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym.

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-41,8%) mniej kart kredytowych, o (-29,9%) mniej kredytów gotówkowych i o (-23,2%) mniej kredytów mieszkaniowych. Pozytywny wyjątek stanowią kredyty ratalne, których udzielono o (+22,3%) więcej niż rok temu w czerwcu.
W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały mniej limitów kartowych o (-46,8%) niż przed rokiem. W przypadku kredytów gotówkowych wartość udzielonych w czerwcu 2020 r. kredytów była niższa o (-31,9%), a kredytów mieszkaniowych o (-22,0%). Dodatnia dynamika dotyczyła jedynie kredytów ratalnych – wzrost o (+18,9%).

W pierwszym półroczu 2020 r., w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, banki i SKOK-i udzieliły 1,324 mln kredytów gotówkowych (-31,5%) na kwotę 25,229 mld zł (-32,9%) oraz 1,569 mln kredytów ratalnych (-1,2%) na kwotę 6,53 mld zł (-5,5%), zaś kredytów mieszkaniowych 107,2 tys. (-8,3%) na kwotę 31,153 mld zł (-0,4%).

BIK Indeks Jakości Portfeli Kredytów dla klientów indywidualnych w czerwcu 2020 r. w porównaniu do maja 2020 r.

Pogorszyła się jakość portfeli wszystkich czterech produktów kredytowych: kredytów gotówkowych (+0,48), ratalnych (+0,20), kart kredytowych (+0,17), kredytów mieszkaniowych (+0,02).

Pomimo dalszego pogarszania się, nadal wszystkie cztery indeksy pokazują bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym.

Średnia wartość Indeksów jakości w czerwcu 2020 r. wynosiła: dla kredytów gotówkowych 6,67%, kart kredytowych 4,61%, kredytów ratalnych 2,14%, zaś kredytów mieszkaniowych 0,86%. Najwyższym poziomem ryzyka kredytowego charakteryzują się kredyty gotówkowe, a najniższym mieszkaniowe.

Wyniki odwiedzalności obiektów handlowych odzwierciedleniem wakacyjnych podróży Polaków

Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) odwiedzalność obiektów handlowych (footfall) w tygodniu 20-26 lipca wyniosła w dni handlowe średnio od 79% do 85% wyników ubiegłorocznych, w zależności od dnia. W zebranych danych widać napływ klientów do galerii położonych w atrakcyjnych turystycznie miejscach.

Polska Rada Centrów Handlowych zbiera dane dot. odwiedzalności obiektów nieprzerwanie od ponownego, szerszego otwarcia drzwi centrów handlowych na klientów. Po początkowym szybkim wzroście wskaźnika w maju, nadszedł okres stabilizacji wyników. W ubiegłym tygodniu (20-26 lipca), od poniedziałku do soboty, zanotowano footfall na poziomie 79-85% rezultatu zeszłorocznego. To wynik bardzo zbliżony do danych, podawanych już wcześniej.

– Początkowy szybki wzrost odwiedzalności obiektów handlowych zastąpiła stabilizacja wskaźnika footfall. Ruch w galeriach jest mniejszy zaledwie o 15-21% w porównaniu z ubiegłym rokiem. To świetny wynik, biorąc pod uwagę zmiany jakie zaszły w handlu. Cieszy również zniwelowanie różnic w odwiedzalności pomiędzy dużymi i bardzo dużymi obiektami, a średnimi i tymi o małej powierzchni. Obecnie dzieli je zaledwie 1-5 punktów procentowych, w zależności od dnia – mówi Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w PRCH.

W zestawieniu odwiedzalności wyraźnie zarysowują się również różnice między poszczególnymi regionami Polski. Najwyższe wyniki footfallu osiągają regiony Północno-Zachodni oraz Północny, do których Polacy chętnie udają się w okresie wakacyjnym. Najniższą odwiedzalność zanotowano regionach Centralnym i Wschodnim.

Dane PRCH zostały zebrane z 82 obiektów handlowych, których powierzchnia GLA wynosi 2,9 m kw., co stanowi reprezentację 24% polskiej branży centrów handlowych.

Do roku 2021 liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w skali całego świata o +35%

  • Covid-19 stworzył prawdziwą bombę zegarową dotyczącą niewypłacalności. Nawet w obecnym okresie, gdy gospodarki zaczynają wychodzić z całkowitej blokady, Euler Hermes spodziewa się, że większość przypadków niewypłacalności ma dopiero nadejść, głównie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r., w wyniku nierównych warunków początkowych, a także różnych strategii wznawiania produkcji i podejmowanych nadzwyczajnych środków politycznych, w szczególności dotyczących zgłaszania niewypłacalności. Globalny wskaźnik niewypłacalności prawdopodobnie osiągnie rekordowy poziom, rosnąc o + 35% do 2021 r., skumulowany w okresie dwóch lat, przy czym w połowie krajów odnotuje on nowy rekord od czasu kryzysu finansowego w 2009 r.
  • Gdzie sytuacja jest najpoważniejsza? Największe wzrosty odnotują Stany Zjednoczone (+ 57% do 2021 r. w porównaniu do 2019 r.), Brazylia (+ 45%), Chiny (+ 40%) i główne kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania (+ 43%), Hiszpania ( + 41%), Włochy (+ 27%), Belgia (+ 26%) i Francja (+ 25%). Spodziewamy się, że dwa na trzy kraje odnotują większy wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r. niż w 2021 r. – w szczególności w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Chinach, Hiszpanii i we Włoszech – ale jeden na trzy odnotuje ich przyspieszenie w 2021 r. – zwłaszcza Indie, Wielka Brytania, Francja i w mniejszym stopniu Niemcy.
  • Przedwczesne wycofanie politycznych środków wsparcia mogłoby pogorszyć sytuację, zwiększając wzrost liczby niewypłacalności od +5 punktów procentowych do +10 punktów procentowych. A jeśli globalna gospodarka będzie potrzebować więcej czasu, niż oczekiwano, aby wyjść z szoku Covid-19, wzrost niewypłacalności może wzrosnąć nawet od +50 punktów procentowych do +60 punktów procentowych. Jednak nawet jeśli dalsze wsparcie dla przedsiębiorstw ograniczy liczbę niewypłacalności w perspektywie krótkoterminowej, może również wesprzeć tak zwane „firmy zombie”, zwiększając ryzyko większej liczby niewypłacalności w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Grafika nr 1: Zmiana liczby niewypłacalności w roku 2021 (poziom w roku 2021 w porównaniu z rokiem 2019 w %)

COVID-19 stworzył bombę zegarową niewypłacalności firm
Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

 

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Do roku 2021 liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w skali całego świata o +35%

Zanim wybuchł kryzys spowodowany pandemią Covid-19, eksperci Euler Hermes spodziewali się, że już czwarty rok z rzędu, w 2020 r.  liczba niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie wzrośnie w wyniku umiarkowanego tempa wzrostu gospodarczego i utrzymujących się skutków sporów handlowych, niepewności politycznej i napięć społecznych, a także przedłużającej się dysproporcji między sektorami produkcyjnymi i usługowymi. Jednak Covid-19 uderzył w globalną gospodarkę jak meteoryt, a ten nagły wstrząs o historycznych proporcjach będzie miał trwałe skutki, pogarszając perspektywy dotyczące niewypłacalności przedsiębiorstw przez całą pierwszą połowę 2021 r.

Nagły charakter tego szoku gospodarczego ma krytyczne znaczenie dla firm, które były najbardziej wrażliwe już przed kryzysem, zwłaszcza w sektorach najbardziej dotkniętych (transport, motoryzacja, handel detaliczny, hotelarstwo i restauracje), podczas gdy historyczna skala szoku sprawia, że również wszystkie pozostałe firmy znalazły się w niestabilnej sytuacji, a większą odporność można zaobserwować tylko w kilku specyficznych branżach, takich jak farmaceutyki lub usługi informatyczne. Jednocześnie, wychodzenie z blokad zwiększa presję na płynność firm, ponieważ wznowienie działalności wiąże się ze wzrostem zapotrzebowania na kapitał obrotowy.

Euler Hermes określił więc trzy czynniki, które spowodują opóźnione przeniesienie wstrząsu Covid-19 na niewypłacalność firm, powodując, że większość przypadków upadłości nastąpi w okresie między końcem 2020 r. a pierwszą połową 2021 r.:

  • Wpływ środków dotyczących zablokowania działalności na pracę sądów gospodarczych, w szczególności w krajach mniej zaawansowanych pod względem technologii cyfrowych. Spowodowało to opóźnienia dotyczące oficjalnej rejestracji upadłości firm oraz zauważalny efekt bazy statystycznej w krajach o ograniczonych możliwościach redukowania zaległości.
  • Długa lista nadzwyczajnych rządowych środków interwencyjnych, podjętych w celu zapobieżenia kryzysowi płynności przedsiębiorstw: odroczenia płatności podatkowych, pożyczki i gwarancje państwowe, dopłaty do wynagrodzeń oraz moratorium na zadłużenie.
  • Tymczasowe zmiany w systemach upadłościowych, mające na celu zapewnienie przedsiębiorstwom nieco więcej czasu i elastyczności przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości, takie jak zawieszenie obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości pod określonymi warunkami, przedłużenie terminów, moratorium zapobiegające niektórym działaniom wierzycieli przeciwko zadłużonej firmie, podniesienie limitu niespłaconego długu w odniesieniu do ogłoszenia upadłości i likwidacji itp. Środki tego rodzaju zostały podjęte w szczególności w krajach europejskich, takich jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania, ale także na mniejszych rynkach. Niemniej jednak, wszystkie z tych tymczasowych zmian ramowych przepisów dotyczących niewypłacalności będą obowiązywać w różnej perspektywie czasowej.

Wpływ tych trzech czynników jest ewidentny w perspektywie krótkoterminowej: dane przedstawione w tabeli nr 2 wskazują, że wiele krajów odnotowało znaczące miesięczne spadki liczby niewypłacalności w okresie od marca do maja, co doprowadziło nawet do dwucyfrowych spadków w kilku dużych gospodarkach (Kanada, Brazylia, Australia, Korea Południowa, Francja), z najważniejszymi wyjątkami dotyczącymi USA i Chin. W rezultacie, nasz Globalny Indeks Niewypłacalności powinien odnotować spadek o -4% w 1-szym półroczu 2020 r. w porównaniu do 2-ego półrocza 2019 r., szczególnie zauważalny w Europie Zachodniej (-15% w ujęciu rocznym w 1-szym półroczu), a następnie w Europie Środkowo-Wschodniej (-7%) i Ameryce Łacińskiej.

W kwietniu, Euler Hermes poinformował o stopniowym otwieraniu gospodarek krajowych po ich zamrożeniu, które będzie procesem długotrwałym i realizowanym w sposób ostrożny. Wciąż prawdopodobne są niewielkie i lokalne ograniczenia (lockdowny), w tym ograniczenia ruchu transgranicznego i zakazy organizacji imprez. Środki wdrażane w ramach realizowanych polityk będą dzielić się na celowane środki pomocy dla sektorów najbardziej dotkniętych kryzysem (hotele i restauracje, gastronomia i branża noclegowa, transport, rozrywka) oraz środki stymulujące (obniżki stawek podatku VAT, programy złomowania pojazdów, premie za wdrażanie rozwiązań ekologicznych, środki związane z inwestycjami publicznymi, fiskalne środki zachęty powiązane z inwestycjami firmowymi…). Ogólnie rzecz biorąc, gospodarka światowa funkcjonuje obecnie wykorzystując jedynie 70%-80% swoich możliwości i przewiduje się, że taki stan utrzyma się do ostatniego kwartału 2020 roku, ponieważ kraje będą zmuszone stosować celowe zamknięcia w celu zwalczania nowych ognisk wirusa Covid-19 oraz przedłużać ograniczenia sanitarne do czasu wprowadzenia szczepionki. Wyniki przeprowadzonej analizy sugerują, że wiele krajów nadal boryka się ze zbyt wysokim współczynnikiem reprodukcji wirusa (R0). Najistotniejsze pod tym względem kraje to Brazylia, Meksyk, USA, Indie, Indonezja, Wielka Brytania oraz RPA. Kraje te są szczególnie narażone na ryzyko ponownego wybuchu epidemii i przedwczesnego ponownego otwarcia gospodarki, ponieważ pandemia nie jest w nich jeszcze pod kontrolą. Spodziewać się można, iż recesja w USA okaże się o -2 punkty procentowe głębsza (w stosunku do obecnego poziomu wynoszącego -5,3%), jeżeli rozwiązania typu lockdown wdrażane w ramach walki z drugą falą epidemii będą miały bardziej ogólny zasięg.

Tabela nr 2: Niewypłacalność przedsiębiorstw – najnowsze dane za 2020 r.

  Ostatnie dane W ujęciu rocznym W roku bieżącym do dziś
USA 1-szy kwartał 4% 4%
Kanada Maj -36% -30%
Brazylia Czerwiec 28% -16%
Rosja Maj -54% -15%
Turcja Kwiecień -1% 4%
Rumunia Kwiecień -87% -33%
Łotwa Maj -49% -39%
Chiny Maj 22% 10%
Japonia Maj -55% -1%
Indie 1-szy kwartał 1% 1%
Australia Kwiecień -42% -18%
Korea Południowa Maj -53% -31%
Singapur Kwiecień -84% 51%
Niemcy Kwiecień -13% -6%
Francja Maj -62% -36%
Wielka Brytania Marzec -11% -11%
Holandia Maj 6% 2%
Szwajcaria Maj -23% -16%
Szwecja Maj 2% 14%
Belgia Maj -72% -30%
Austria 1-szy kwartał -9% -9%
Dania Maj -9% -8%
Finlandia 1-szy kwartał 14% 14%
Portugalia Maj -12% -2%
Irlandia 1-szy kwartał -18% -18%
Luksemburg Maj -45% -32%

 

Źródła: źródła krajowe, Allianz Research

Euler Hermes zakłada jednak, że stopniowe wygasanie i wycofywanie tych tymczasowych czynników regulacyjnych doprowadzi do odwrócenia obecnego trendu, w szczególności podczas 4-ego kwartału w Europie. Spodziewamy się, że nasz Globalny Wskaźnik Niewypłacalności gwałtownie wzrośnie o +35% w drugiej połowie 2020 r. i osiągnie nowy rekordowy poziom w pierwszej połowie 2021 r. (+6%). W warunkach ograniczonego ożywienia światowej gospodarki  spodziewamy się wzrostu liczby upadłości przedsiębiorstw o +35% do końca 2021 r., co stanowi wzrost o +16% skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu w okresie dwóch lat – intensywność tego wzrostu jest podobna do odnotowanej w okresie poprzedniego kryzysu finansowego (wzrost o + 16% skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu w latach od 2007 do 2009). Jednak w przeciwieństwie do kryzysu finansowego z lat 2007-2009, tym razem wszystkie regiony i gospodarki prawdopodobnie odnotują dwucyfrowy wzrost liczby niewypłacalności do 2021 r. Największy wzrost nastąpi w Ameryce Północnej (+56% do końca 2021 r.), przy czym większość tego wzrostu będzie mieć miejsce już w 2020 r. (+45%). W pozostałych regionach wzrost liczby niewypłacalności do 2021 r. przekroczy +30% i pozostanie nieco poniżej średniej światowej – w Azji będzie to +31%, w Europie Zachodniej +32%, w Ameryce Łacińskiej +33% i w Europie Środkowo-Wschodniej +34%.

Grafika nr 3: Wskaźniki niewypłacalności Euler Hermes w poszczególnych regionach –  w rocznej zmianie wartości Globalnego Wskaźnika Niewypłacalności

Wskaźniki niewypłacalności Euler Hermes w poszczególnych regionachŹródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Grafika nr 4: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Grafika nr 5: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne

Źródła: krajowe dane statystyczne, Allianz Research

Najwyższy wzrost w 2020 roku będzie dotyczyć USA, natomiast w roku 2021 Europy (i Indii)

Euler Hermes wyróżnił dwie grupy krajów – te, które odnotują silniejszy wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r., i te, w których nastąpi on z pewnym opóźnieniem, czyli w roku 2021. Większość krajów regionu Azji i Pacyfiku (Chiny, Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Hongkong i Nowej Zelandii, z Indiami jako kluczowym wyjątkiem) znajduje się w pierwszej grupie, głównie dlatego, że zostały one dotknięte epidemią Covid-19 jako pierwsze. Wcześniejsze ożywienie gospodarcze w tym regionie pomoże ograniczyć wzrost liczby niewypłacalności w 2020 r., ale bardziej surowe i/lub obowiązujące przez dłuższy czas przepisy dotyczące blokady ograniczą również ożywienie gospodarcze i spowodują, że firmy znów znajdą się pod presją w 2021 r., kiedy to w tym regionie nastąpi kolejny wzrost liczby niewypłacalności. Na szczycie listy znajdują się Chiny, w których przypadku oczekiwany wzrost liczby niewypłacalności do końca 2021 r. wynosi +40% w porównaniu z rokiem 2019. Za nimi plasują się Singapur (+39%), Hongkong (+23%), Japonia (+13%) i Australia (+11%). Stany Zjednoczone również należą do pierwszej kategorii, ale odnotują największy wzrost: +47% w ujęciu rocznym w 2020 r. Szybkie rozprzestrzenianie się wirusa pogłębia trudności i generuje kryzys płynności dla większej liczby przedsiębiorstw, podczas gdy główny środek polityczny – ustawa o pomocy, wsparciu i bezpieczeństwie gospodarczym związanym z koronawirusem („Coronavirus Aid, Relief and Economic Security Act”, czyli inaczej ustawa CARES) – jest skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw, a nie do największych firm znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Nie spodziewamy się, aby tego rodzaju nierówne ożywienie działalności będzie w przypadku USA było wystarczające do zrównoważenia wszystkich konsekwencji kryzysu w zakresie wskaźników finansowych, ani zapobiec kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalności w 2021 r. Stany Zjednoczone odnotują wzrost liczby upadłości firm wynoszący +57% w 2021 r., co oznacza 35 700 przypadków rocznie – najwięcej od 2012 r.

Niewypłacalność dużych firm zwiększą ryzyko wystąpienia efektu domina

Niewypłacalność dużych firm zwiększa presję na łańcuchy dostaw. Nie tylko naraża to klientów na ryzyko, potencjalnie zakłócając ich dostawy i zmuszając do pilnego znalezienia (kosztownych) alternatyw, ale stanowi także zagrożenie dla dostawców, dotyczące ryzyka finansowego, jeśli nie zyskają należnych im płatności, co zmusi je do podejmowania długich i kosztownych procedur prawnych. Im większa firma ogłasza upadłość, tym większe jest ryzyko wystąpienia efektu domina.

Stany Zjednoczone są szczególnie narażone na to ryzyko, a dla reszty świata stanowią dobry wskaźnikiem intensywności ryzyka. Oczekuje się, że w pierwszej połowie 2020 r., ogólna liczba upadłości przedsiębiorstw we wszystkich rozdziałach określonych amerykańskimi przepisami dotyczącymi ogłoszenia niewypłacalności zdecydowanie wzrośnie, w szczególności jeśli chodzi o dane dotyczące wpisów wg rozdziału 11, rejestrowanych za pośrednictwem Epiq AAER (+ 26% w ujęciu rocznym), natomiast w nieco mniejszym zakresie, jeśli chodzi o pozostałe rozdziały ustawy (rozdział 7, 12 i 13). Jednak już obecnie Euler Hermes stwierdził znaczny wzrost liczby najważniejszych przypadków. Spółki giełdowe są obecnie dalekie od odporności: Bloomberg odnotował 52 upadłości w I kwartale oraz 76 w II kwartale, co stanowi łącznie 128 spółek, posiadających w przybliżeniu 160 mld dolarów aktywów (i 150 mld dolarów pasywów). Według danych Euler Hermes, liczba niewypłacalności przedsiębiorstw o obrotach powyżej 50 mln dolarów wzrosła ponad dwukrotnie w okresie między I półroczem 2019 roku, a I półroczem 2020 r. (66 przypadków) i w II kwartale dotyczyła również kilku bardzo znanych przedsiębiorstw (Hertz, Latam Airlines, Frontier Communication, Intelsat, JC Penney, Neiman Marcus, McDermott Intl).

Rysunek 6: Upadłości spółek giełdowych w USA w 2020 roku (liczba przypadków w poszczególnych miesiącach)Upadłości spółek giełdowych w USA w 2020 roku

Źródła: Bloomberg, Euler Hermes, Allianz Research

Połowa krajów europejskich również należy do tej kategorii ze względu na jeden lub kilka z następujących czynników: w mniejszym stopniu odczuły one skutki przerwania działalności sądów gospodarczych (w szczególności w krajach skandynawskich), nie wprowadziły znaczących tymczasowych zmian w ramach prawa upadłościowego (Szwecja, Irlandia) lub wzrost liczby upadłości następuje z niskiego/stabilnego poziomu niewypłacalności w 2019 r. (Włochy, Portugalia). W praktyce, Włochy, Hiszpania i Portugalia wprowadziły tymczasowe zmiany w prawie upadłościowym, lecz Euler Hermes spodziewa się, że (i) nie wszystkie firmy skorzystają z tej możliwości oraz (ii) ponowny wzrost nastąpi zaraz po zakończeniu tych dostosowań. Włochy odnotują wzrost o +18% w 2020 r. w porównaniu do spadku o 2% w 2019 r., natomiast Hiszpania o  20% w porównaniu z +6% w 2019 r. W obu krajach w 2021 r. nastąpi dalszy wzrost liczby niewypłacalności (+8% i +17%), podnosząc ich roczną liczbę upadłości do poziomów z lat 2014-2015 (odpowiednio 14 000 i 5 850 przypadków). Pozostałe kraje, czyli w praktyce co trzeci, powinny odnotować nieco opóźnione przyspieszenie liczby upadłości przedsiębiorstw – oznacza to, że wzrost będzie silniejszy w roku 2021 w porównaniu z rokiem 2020. Dotyczy to w szczególności Indii, ze względu na istotny wpływ blokad na działalność sądów gospodarczych (z zawieszeniem funkcjonowania sądów) oraz pewne zmiany prawa upadłościowego, obowiązujące do końca 2020 r. lub nawet do odwołania. W tym kontekście, liczba niewypłacalności przedsiębiorstw spadnie w 2020 r. (-52%), jednak w 2021 r. nastąpi prawdziwie masowy wzrost liczby przypadków (+ 128%), do potencjalnie ponad 2000 upadłości – będzie to rekord od czasu wprowadzenia nowego prawa upadłościowego w 2018 r.

W przypadku Francji, Wielkiej Brytanii i w mniejszym stopniu Niemiec, które również należą do drugiej kategorii, jest to bezpośrednio wynikiem dostosowania systemów upadłościowych. W Wielkiej Brytanii główne punkty ustawy o upadłości i ładzie korporacyjnym obowiązywały do końca czerwca, ale różnorodne inne środki rządowe obowiązują do końca grudnia. Niemcy i Francja zdecydowały się zawiesić obowiązek ogłoszenia upadłości odpowiednio do 30 września, a praktycznie rzecz biorąc do 10 października (dokładnie mówiąc, do trzech miesięcy po zakończeniu okresu pilnego kryzysu zdrowotnego). Oczekuje się, że niewypłacalność przybierze na sile wraz z wygaśnięciem przepisów dotyczących zawieszenia obowiązku ogłoszenia upadłości w 4-tym kwartale 2020 r. i w pierwszej połowie 2021 r. oraz w kontekście braku dynamicznego rozwoju gospodarczego.

W przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie firmy ucierpiały już przed kryzysem epidemiologicznym w odniesieniu do swojej działalności i marż z powodu Brexitu, a długość i surowość blokady były silniejsze, liczba upadłości powinna wzrosnąć o +43% do 2021 r., co stanowi 31 500 przypadków rocznie, jest to jednak poziom niższy, niż w 2009 roku. We Francji spodziewamy się masowych niewypłacalności w czwartym kwartale 2020 r. i pierwszej połowie 2021 r., również ze względu na stopniowe ograniczanie środków wsparcia: ostatecznym wynikiem powinien być wzrost o +25% do 2021 r., do rekordowo wysokiego poziomu 64 300 przypadków. Ekstrapolując dane dotyczące zadłużenia przedsiębiorstw zagrożonych upadłością, koszt gospodarczy kolejnych przypadków upadłości w 2020 roku może wynieść nawet 4,2 mld euro, a następnie 5,7 mld euro w 2021 roku. W sumie, w latach 2020-21 epidemia Covid-19 oznaczałaby w ten sposób spadek obrotów rynku o 10 mld euro, czyli 0,4 punktu PKB. Niemcy wykażą się większą odpornością, zwłaszcza dzięki silniejszym warunkom początkowym, krótszej i mniej rygorystycznej blokadzie oraz wcześniejszemu ponownemu otwarciu gospodarki, a także silniejszym bodźcom fiskalnym. Liczba upadłości wzrośnie z historycznie niskiego poziomu osiągniętego na koniec 2019 r. do + 12% do końca 2021 r.

Nowy rekord w 2021 roku w skali ogólnoświatowej (oraz w co drugim kraju)

Podsumowanie ogólnych wyników wskazuje, że Globalny Wskaźnik Niewypłacalności osiągnie w roku 2020 poziom, jaki obserwowaliśmy ostatnio w 2009 r., a następnie osiągnie nowy rekord w 2021 r. W przypadku połowy krajów wynik ten będzie najwyższy od czasu kryzysu finansowego. Chodzi w tym przypadku o kraje europejskie (Francja, Włochy, Hiszpania, Belgia, kraje skandynawskie), ale także o rynki wschodzące (Chiny, Brazylia, Rosja, Turcja). Głównymi wyjątkami powinny być Stany Zjednoczone, Japonia i Niemcy.

Jednak decydenci polityczni muszą teraz zachować delikatną równowagę: przedwczesne wycofanie środków wspierających może zwiększyć wzrost liczby niewypłacalności o +5 punktów procentowych do nawet 10 punktów procentowych. A jeśli globalne ożywienie gospodarcze będzie wymagać więcej czasu, niż oczekiwano, wzrost może być silniejszy nawet o +50 punktów procentowych do 60 punktów procentowych. Wprowadzenie dodatkowych środków pomocowych lub przedłużenie obowiązywania istniejącego wsparcia dla przedsiębiorstw mogłoby ograniczyć niewypłacalność w perspektywie krótkoterminowej, ale również wesprzeć przedsiębiorstwa typu „zombie”, zwiększając ryzyko większej liczby niewypłacalności w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Rysunek 7: Globalny Wskaźnik Niewypłacalności EH dla poszczególnych regionów oraz wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)Globalny Wskaźnik Niewypłacalności EH dla poszczególnych regionów

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 8: Mapa niewypłacalności Euler Hermes wg prognoz na rok 2021Mapa niewypłacalności Euler Hermes wg prognoz na rok 2021

Źródła: krajowe dane statystyczne, Solunion, Euler Hermes, Allianz Research

Tabela 1: Poziom niewypłacalności firm

  % światowego PKB % wskaźnika globalnego 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 -prognoza 2021 -prognoza
GLOBALNY WSKAŹNIK NIEWYPŁACALNOŚCI 86,4 100 97 117 142 133 126 124 124 107 99 96 101 112 122 142 165
Wskaźnik dot. Ameryki Północnej* 26,8 31,1 78 116 161 147 124 105 87 72 67 65 62 60 62 90 96
USA 24,8 28,7 28 137 42 861 60 530 56 046 47 534 39 851 33 061 26 849 24 636 24 027 23 098 22 158 22 720 33 300 35 700
Kanada 2,0 2,3 6 293 6 164 5 420 4 072 3 643 3 236 3 187 3 116 3 089 2 884 2 700 2 677 2 746 3 150 3 430
Wskaźnik dot. Ameryki Łacińskiej* 3,1 3,6 39 32 41 37 35 40 46 54 85 119 140 192 220 272 293
Brazylia 2,4 2,8 1 694 1 240 1 551 1 308 1 189 1 495 1 680 1 734 2 164 2 705 2 737 2 751 2 887 3 800 4 173
Kolumbia 0,4 0,4 132 133 250 323 318 294 357 576 754 785 814 1 243 1 272 1 500 1 600
Chile 0,3 0,4 143 150 171 131 133 127 141 163 401 757 1 050 1 386 1 701 2 050 2 200
Wskaźnik dot. Europy Zachodniej* 21,5 24,9 99 131 174 167 174 191 204 169 151 141 133 133 134 152 176
Wskaźnik dot. strefy Euro * 15,7 18,2 102 136 188 184 193 220 240 197 177 159 149 146 147 169 194
Niemcy 4,6 5,3 29 160 29 291 32 687 31 998 30 099 28 297 25 995 24 085 23 101 21 525 20 093 19 302 18 749 19 500 21 000
Francja 3,3 3,8 49 219 54 733 62 730 60 043 59 887 61 195 63 004 62 814 63 270 58 906 54 989 54 386 51 396 53 600 64 300
Wielka Brytania 3,5 4,1 23 728 30 398 35 133 29 607 31 196 28 967 24 958 22 600 19 824 19 825 19 285 21 161 21 971 23 704 31 506
Włochy 2,5 2,9 6 160 7 502 9 381 11 232 12 153 12 543 14 128 15 685 14 729 13 472 12 023 11 227 11 000 13 000 14 000
Hiszpania 1,6 1,9 952 2 634 4 567 4 388 5 166 6 911 8 417 5 804 4 729 4 091 3 933 3 915 4 162 5 000 5 850
Holandia 1,0 1,2 4 602 4 637 7 987 7 147 6 883 8 346 9 431 7 621 6 006 5 012 3 867 3 633 3 792 4 900 5 400
Szwajcaria 0,9 1,0 4 314 3 892 4 067 4 658 4 697 4 513 4 570 4 240 4 519 4 648 4 766 4 952 4 923 5 200 5 680
Szwecja 0,7 0,8 5 791 6 298 7 638 7 274 6 958 7 471 7 701 7 154 6 426 6 019 6 394 7 223 7 358 8 200 8 600
Norwegia 0,5 0,6 2 845 3 637 5 013 4 435 4 355 3 814 4 564 4 803 4 462 4 544 4 557 5 010 5 013 5 600 6 200
Belgia 0,6 0,7 7 677 8 472 9 421 9 579 10 224 10 587 11 740 10 736 9 762 9 170 9 968 9 878 10 598 11 000 13 400
Austria 0,5 0,6 6 295 6 315 6 902 6 376 5 869 6 041 5 459 5 423 5 150 5 226 5 079 4 980 5 018 5 520 6 070
Dania 0,4 0,5 2 401 3 709 3 337 3 225 2 521 2 614 2 232 1 753 2 011 2 364 2 270 2 434 2 590 3 000 3 150
Finlandia 0,3 0,4 2 560 2 916 3 803 3 400 3 449 3 476 3 702 3 497 3 068 2 848 2 595 2 954 2 990 3 550 3 850
Grecja 0,3 0,3 524 342 368 380 474 455 437 335 206 111 114 82 75 80 100
Portugalia 0,3 0,3 2 001 2 907 3 815 4 091 4 523 6 275 5 659 4 553 4 714 3 616 3 099 2 694 2 560 3 340 3 680
Irlandia 0,4 0,5 363 773 1 406 1 525 1 638 1 684 1 365 1 164 1 049 1 032 874 767 568 660 820
Luksemburg 0,1 0,1 623 583 698 918 988 1 066 1 086 876 902 1 021 1 020 1 356 1 445 1 700 1 900
Wskaźnik dot. Europy Środk. i Wsch. * 4,5 5,2 243 186 209 238 239 262 280 279 280 269 280 235 244 293 328
Rosja 1,7 2,0 35 787 17 754 13 465 11 194 10 235 10 325 8 983 9 407 10 086 10 467 11 513 10 282 11 741 13 800 14 500
Turcja 1,1 1,3 9 954 9 578 10 395 13 442 14 991 16 063 17 400 15 822 13 701 12 328 14 701 13 593 14 050 17 200 18 400
Polska 0,6 0,7 480 420 673 691 730 941 926 822 747 805 900 988 977 1 100 1 210
Republika Czeska 0,3 0,3 759 777 1 508 1 739 2 590 3 843 6 052 9 101 9 077 8 040 7 202 6 140 8 620 9 300 11 500
Rumunia 0,2 0,3 14 104 14 483 18 421 21 692 19 651 26 807 29 587 20 696 10 269 8 371 9 103 8 304 6 524 6 800 8 000
Węgry 0,2 0,2 9 619 10 886 14 504 17 434 19 811 22 376 13 420 17 327 9 545 7 528 6 579 5 692 5 176 5 850 6 200
Słowacja 0,1 0,1 598 435 586 782 728 714 798 700 622 495 876 1 959 2 447 2 994 3 367
Bułgaria 0,1 0,1 467 545 520 556 641 647 815 631 525 440 435 476 506 520 610
Litwa 0,1 0,1 606 957 1 844 1 637 1 273 1 401 1 553 1 686 1 986 2 737 2 974 2 091 1 610 1 500 2 400
Łotwa 0,0 0,0 1 010 1 620 2 578 2 535 812 870 806 947 797 726 584 593 557 660 750
Estonia 0,0 0,0 202 423 1 055 1 029 623 495 459 428 376 335 343 273 148 260 330
Wskaźnik dot. Afryki i Bliskiego Wschodu * 0,5 0,6 86 99 117 116 110 100 105 110 120 145 148 149 162 185 202
RPA 0,4 0,5 3 151 3 300 4 133 3 992 3 559 2 716 2 374 2 064 1 962 1 934 1 868 1 845 2 042 2 280 2 450
Maroko 0,1 0,2 1 729 2 339 2 451 2 760 3 080 3 709 4 373 5 010 5 783 7 161 8 020 7 944 8 439 9 620 10 583
Wskaźnik dot. Azji i Pacyfiku* 29,9 34,6 89 94 87 80 77 73 68 61 65 64 82 116 138 146 181
Chiny

 

14,9 17,2 4 358 4 555 4 448 3 715 3 037 2 650 2 555 2 613 3 237 3 602 6 257 10 600 11 826 14 300 16 600
Japonia 6,5 7,6 14 091 15 646 15 480 13 321 12 734 12 124 10 855 9 731 8 812 8 446 8 405 8 235 8 383 9 050 9 506
Indie 1,7 1,9                     800 963 1 878 900 2 050
Australia 1,7 1,9 4 705 6 124 6 370 6 750 7 596 7 859 8 124 6 625 8 079 6 559 6 120 6 317 6 405 6 750 7 100
Korea Południowa 2,0 2,3 2 294 2 735 1 998 1 570 1 359 1 228 1 001 841 720 555 494 469 414 470 440
Tajwan 0,7 0,8 1 044 805 341 268 256 254 209 132 162 203 227 217 200 230 220
Singapur 0,4 0,5 106 132 135 142 113 151 126 161 189 187 168 207 287 330 400
Hongkong 0,4 0,5 455 468 573 438 333 312 274 271 305 325 296 255 244 290 300
Nowa Zelandia 0,2 0,3 2 733 3 651 3 807 3 448 3 045 2 930 2 796 2 730 2 461 2 282 2 068 2 133 1 920 2 180 2 300

 

(*) Globalny (lub regionalny) Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes stanowi sumę ważoną wskaźników krajowych, przy czym dane dotyczące każdego z krajów są ważone na podstawie udziału jego PKB w odniesieniu do wszystkich krajów należących do próbki (44 kraje stanowiące w 2019 r. 86,4% światowego PKB). Wskaźniki krajowe są określone na podstawie danych pochodzących ze źródeł krajowych lub danych wewnętrznych Euler Hermes dotyczących niewypłacalności, w odniesieniu do podstawy wynoszącej 100 w roku 2000. Prognozy są aktualizowane co kwartał i zatwierdzane przed jednostki biznesowe EH.

(*) PKB w roku 2019 wg danych ważonych z uwzględnieniem bieżących kursów wymiany walut

Źródła: krajowe dane statystyczne, Euler Hermes, Allianz Research (e: dane szacunkowe, f: prognoza) – Dane są dostępne w aplikacji na witrynie MindYourReceivables i na platformie OpenData.

Tabela 2: Poziom niewypłacalności firm

  % światowego PKB % wskaźnika globalnego 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 -prognoza 2021 -prognoza 2021 w por. z 2019
GLOBALNY WSKAŹNIK NIEWYPŁACALNOŚCI 86,4 100 6% 20% 22% -7% -5% -2% 0% -14% -7% -4% 6% 11% 9% 17% 16% 35%
Wskaźnik dot. Ameryki Północnej* 26,8 31,1 37% 48% 39% -9% -15% -16% -16% -18% -7% -2% -4% -4% 3% 45% 7% 56%
USA 24,8 28,7 42% 52% 41% -7% -15% -16% -17% -19% -8% -2% -4% -4% 3% 47% 7% 57%
Kanada 2,0 2,3 -7% -2% -12% -25% -11% -11% -2% -2% -1% -7% -6% -1% 3% 15% 9% 25%
Wskaźnik dot. Ameryki Łacińskiej* 3,1 36 -18% -19% 29% -11% -6% 15% 15% 19% 56% 41% 17% 38% 14% 24% 8% 33%
Brazylia 2,4 2,8 -21% -27% 25% -16% -9% 26% 12% 3% 25% 25% 1% 1% 5% 32% 10% 45%
Kolumbia 0,4 0,4 -32% 1% 88% 29% -2% -8% 21% 61% 31% 4% 4% 53% 2% 18% 7% 26%
Chile 0,3 0,4 8% 5% 14% -23% 2% -5% 11% 16% 146% 89% 39% 32% 23% 21% 7% 29%
Wskaźnik dot. Europy Zachodniej* 21,5 24,9 -10% 32% 33% -4% 4% 10% 7% -17% -10% -7% -5% 0% 1% 14% 16% 32%
Wskaźnik dot. strefy Euro * 15,7 18,2 -10% 34% 38% -2% 5% 14% 9% -18% -10% -10% -7% -2% 0% 15% 15% 32%
Niemcy 4,6 5,3 -15% 0% 12% -2% -6% -6% -8% -7% -4% -7% -7% -4% -3% 4% 8% 12%
Francja 3,3 3,8 6% 11% 15% -4% 0% 2% 3% 0% 1% -7% -7% -1% -5% 4% 20% 25%
Wielka Brytania 3,5 4,1 -20% 28% 16% -16% 5% -7% -14% -9% -12% 0% -3% 10% 4% 8% 33% 43%
Włochy 2,5 2,9 -41% 22% 25% 20% 8% 3% 13% 11% -6% -9% -11% -7% -2% 18% 8% 27%
Hiszpania 1,6 1,9 13% 177% 73% -4% 18% 34% 22% -31% -19% -13% -4% 0% 6% 20% 17% 41%
Holandia 1,0 1,2 -23% 1% 72% -11% -4% 21% 13% -19% -21% -17% -23% -6% 4% 29% 10% 42%
Szwajcaria 0,9 1,0 -5% -10% 4% 15% 1% -4% 1% -7% 7% 3% 3% 4% -1% 6% 9% 15%
Szwecja 0,7 0,8 -6% 9% 21% -5% -4% 7% 3% -7% -10% -6% 6% 13% 2% 11% 5% 17%
Norwegia 0,5 0,6 -6% 28% 38% -12% -2% -12% 20% 5% -7% 2% 0% 10% 0% 12% 11% 24%
Belgia 0,6 0,7 1% 10% 11% 2% 7% 4% 11% -9% -9% -6% 9% -1% 7% 4% 22% 26%
Austria 0,5 0,6 -6% 0% 9% -8% -8% 3% -10% -1% -5% 1% -3% -2% 1% 10% 10% 21%
Dania 0,4 0,5 21% 54% -10% -3% -22% 4% -15% -21% 15% 18% -4% 7% 6% 16% 5% 22%
Finlandia 0,3 0,4 -1% 14% 30% -11% 1% 1% 7% -6% -12% -7% -9% 14% 1% 19% 8% 29%
Grecja 0,3 0,3 -2% -35% 8% 3% 25% -4% -4% -23% -39% -46% 3% -28% -9% 7% 25% 33%
Portugalia 0,3 0,3 18% 45% 31% 7% 11% 39% -10% -20% 4% -23% -14% -13% -5% 30% 10% 44%
Irlandia 0,4 0,5 3% 113% 82% 8% 7% 3% -19% -15% -10% -2% -15% -12% -26% 16% 24% 44%
Luksemburg 0,1 0,1 0% -6% 20% 32% 8% 8% 2% -19% 3% 13% 0% 33% 7% 18% 12% 31%
Wskaźnik dot. Europy Środk. i Wsch. * 4,5 5,2 -4% -24% 12% 14% 0% 9% 7% 0% 0% -4% 4% -16% 4% 20% 12% 34%
Rosja 1,7 2,0 -9% -50% -24% -17% -9% 1% -13% 5% 7% 4% 10% -11% 14% 18% 5% 23%
Turcja 1,1 1,3 5% -4% 9% 29% 12% 7% 8% -9% -13% -10% 19% -8% 3% 22% 7% 31%
Polska 0,6 0,7 -26% -13% 60% 3% 6% 29% -2% -11% -9% 8% 12% 10% -1% 13% 10% 24%
Republika Czeska 0,3 0,3 -10% 2% 94% 15% 49% 48% 57% 50% 0% -11% -10% -15% 40% 8% 24% 33%
Rumunia 0,2 0,3 0% 3% 27% 18% -9% 36% 10% -30% -50% -18% 9% -9% -21% 4% 18% 23%
Węgry 0,2 0,2 6% 13% 33% 20% 14% 13% -40% 29% -45% -21% -13% -13% -9% 13% 6% 20%
Słowacja 0,1 0,1 -54% -27% 35% 33% -7% -2% 12% -12% -11% -20% 77% 124% 25% 22% 12% 38%
Bułgaria 0,1 0,1 31% 17% -5% 7% 15% 1% 26% -23% -17% -16% -1% 9% 6% 3% 17% 21%
Litwa 0,1 0,1 -20% 58% 93% -11% -22% 10% 11% 9% 18% 38% 9% -30% -23% -7% 60% 49%
Łotwa 0,0 0,0 16% 60% 59% -2% -68% 7% -7% 17% -16% -9% -20% 2% -6% 18% 14% 35%
Estonia 0,0 0,0 -43% 109% 149% -2% -39% -21% -7% -7% -12% -11% 2% -20% -46% 76% 27% 123%
Wskaźnik dot. Afryki i Bliskiego Wschodu * 0,5 0,6 3% 14% 18% -1% -5% -9% 6% 5% 9% 21% 2% 0% 9% 14% 9% 25%
RPA 0,4 0,5 4% 5% 25% -3% -11% -24% -13% -13% -5% -1% -3% -1% 11% 12% 7% 20%
Maroko 0,1 0,2 0% 35% 5% 13% 12% 20% 18% 15% 15% 24% 12% -1% 6% 14% 10% 25%
Wskaźnik dot. Azji i Pacyfiku* 29,9 34,6 11% 6% -8% -8% -4% -5% -6% -11% 7% -1% 28% 41% 19% 6% 24% 31%
Chiny 14,9 17,2 20% 5% -2% -16% -18% -13% -4% 2% 24% 11% 74% 69% 12% 21% 16% 40%
Japonia 6,5 7,6 6% 11% -1% -14% -4% -5% -10% -10% -9% -4% 0% -2% 2% 8% 5% 13%
Indie 4,6 5,3                         95% -52% 128% 9%
Australia 1,7 1,9 0% 30% 4% 6% 13% 3% 3% -18% 22% -19% -7% 3% 1% 5% 5% 11%
Korea Południowa 2,0 2,3 -9% 19% -27% -21% -13% -10% -18% -16% -14% -23% -11% -5% -12% 14% -6% 6%
Tajwan 0,7 0,8 68% -23% -58% -21% -4% -1% -18% -37% 23% 25% 12% -4% -8% 15% -4% 10%
Singapur 0,4 0,5 -18% 25% 2% 5% -20% 34% -17% 28% 17% -1% -10% 23% 39% 15% 21% 39%
Hongkong 0,4 0,5 -18% 3% 22% -24% -24% -6% -12% -1% 13% 7% -9% -14% -4% 19% 3% 23%
Nowa Zelandia 0,2 02 6% 34% 4% -9% -12% -4% -5% -2% -10% -7% -9% 3% -10% 14% 6% 20%

 

(*) Globalny (lub regionalny) Wskaźnik Niewypłacalności Euler Hermes stanowi sumę ważoną wskaźników krajowych, przy czym dane dotyczące każdego z krajów są ważone na podstawie udziału jego PKB w odniesieniu do wszystkich krajów należących do próbki (44 kraje stanowiące w 2019 r. 86,4% światowego PKB). Wskaźniki krajowe są określone na podstawie danych pochodzących ze źródeł krajowych lub danych wewnętrznych Euler Hermes dotyczących niewypłacalności, w odniesieniu do podstawy wynoszącej 100 w roku 2000. Prognozy są aktualizowane co kwartał i zatwierdzane przed jednostki biznesowe EH.

(*) PKB w roku 2019 wg danych ważonych z uwzględnieniem bieżących kursów wymiany walut

Źródła: krajowe dane statystyczne, Euler Hermes, Allianz Research (e: dane szacunkowe, f: prognoza) – Dane są dostępne w aplikacji na witrynie MindYourReceivables i na naszej platformie OpenData.

Autor: Maxime Lemerle – Dyrektor Działu Analiz Sektorowych oraz Niewypłacalności – Euler Hermes, Allianz Research