Credit Agricole stawia na zieloną energię

0

Credit Agricole w ciągu najbliższych dwóch lat chce zmniejszyć swój ślad węglowy o połowę. Aby osiągnąć ten wynik, bank zapewnił dostawy „zielonej energii” do większości swoich oddziałów.

Credit Agricole podpisał właśnie aneks do umowy z firmą TAURON, na podstawie którego 100 proc. energii elektrycznej kupowanej bezpośrednio przez bank będzie pochodzić z elektrowni wodnych i wiatrowych. Dzięki temu bank znacząco przyczyni się do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, a także obniży emisję dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów zawieszonych PM.

– Decyzja ta wynika bezpośrednio z naszej Strategii 2022, w której jednym z założeń jest ograniczenie negatywnego wpływu banku na środowisko. Przestawiając się na zasilanie czystą, zieloną energią, znacznie zmniejszymy ślad węglowy, a także przyczynimy się do rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce i promowania ekologicznych postaw w naszym otoczeniu – mówi Piotr Kwiatkowski, prezes zarządu Credit Agricole.

Po zmianie kontraktu, już 95 proc. energii wykorzystywanej przez Credit Agricole w placówkach bankowych, pochodzi ze źródeł odnawialnych. Wszystkie placówki zasilane w ten sposób, zostaną oznaczone certyfikatem, poświadczającym zakup energii EKO Premium. Informację o certyfikacie bank będzie także zamieszczać w komunikacji z klientami zwracając tym samym ich uwagę na kwestie ochrony środowiska. W kilkunastu placówkach, w których dostawców prądu wybierają właściciele nieruchomości, Credit Agricole również zachęca ich do zakupu zielonej energii.

Warto wspomnieć, że od stycznia br. centrala Credit Agricole mieści się w kompleksie biurowym Business Garden we Wrocławiu. Pod koniec czerwca biurowce wynajmowane przez bank otrzymały międzynarodowy certyfikat LEED Platinum, określający najwyższy poziom efektywności energetycznej. Według raportu Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego, zaledwie 67 budynków w Polsce dysponuje tego typu certyfikatem. Przeniesienie centrali banku do nowej lokalizacji pozwoliło na ograniczenie emisji CO2 o 24%.

Bank rozwija także „zielone produkty” dla swoich klientów. W ostatnim czasie do oferty trafił eko-kredyt „Zielony Dom” przeznaczony na zakup lub budowę domu energooszczędnego, z marżą na poziomie 1,95% i prowizją 0%.

Transakcje M&A mogą być kluczowym elementem w strategiach rozwoju firm w dobie COVID-19

0

Wychodzenie z kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią koronawirusa oznacza powrót do finalizowania zawieszonych w tym okresie transakcji. Wartość niezamkniętych umów w ostatnich sześciu miesiącach sięgnęła 804 mld dolarów. Aby zrealizować te działania, przedsiębiorstwa zmuszone będą przewartościowywać swoje strategiczne i finansowe założenia i podejmować kroki zmierzające do zabezpieczenia pozycji rynkowej. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „M&A and COVID-19: Charting new horizons”, znaczący wpływ na kształtowanie warunków „nowej normalności” będzie miała działalność akwizycyjna. 

Na początku 2020 roku wydawało się, że tempo wzrostu na rynku transakcji fuzji i przejęć utrzyma się na poziomie z 2019 roku, kiedy wartość podpisanych na świecie umów szósty rok z rzędu przekroczyła 3 bln dolarów. Pandemia koronawirusa zrewidowała te założenia. Aby powrócić na ścieżkę dotychczasowego rozwoju, świat po-kryzysowy będzie musiał przejść zmiany strukturalne i systemowe. Co nieuniknione, nie będzie to proces równomierny, przebiegający we wszystkich regionach i branżach w podobny sposób oraz w podobnym czasie i zakresie. Większość sektorów zostanie przedefiniowana, a wiele z nich wykorzysta fuzje i przejęcia w celu przyspieszenia tej transformacji – wynika z raportu Deloitte.

Przedsiębiorstwa zaliczane do indeksu S&P 1200 posiadają rezerwy gotówkowe rzędu 3,8 bln dolarów, dodatkowe 2,5 bln dolarów do zagospodarowania w sprzyjających warunkach znajduje się w sektorze private. Aby do tego doszło, firmy muszą przygotować się do funkcjonowania w nowym świecie, w fundamentalnie innych warunkach gospodarczych oraz społecznych.

Znaczące przekształcenie otoczenia biznesowego, w którym zawierane są transakcje, jest nieuniknione. Poza tradycyjnymi fuzjami i przejęciami, firmy muszą wdrożyć szeroką gamę strategii rozwoju nieorganicznego, takich jak partnerstwa, wspólne inwestycje z przedsiębiorstwami private equity, zaangażowanie się w rozwój nowoczesnych technologii, międzysektorowe sojusze ze specjalistami w poszczególnych dziedzinach oraz partnerstwo z instytucjami rządowymi.

– Wykorzystanie analityki danych i narzędzi sztucznej inteligencji w przeprowadzeniu procesów transakcyjnych i realizacji synergii może pomóc firmom podejmować optymalne decyzje, gdy stawki są wysokie, a ramy czasowe mocno ograniczone – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Wszystko to spowoduje, że przedsiębiorstwa mogą przyjąć defensywne lub ofensywne strategie M&A, dzięki którym będą mogły jednocześnie starać się chronić istniejącą pozycję rynkową, przyspieszyć powrót do normalności i przygotować się do zdobycia pozycji rynkowych liderów. Uwzględnienie tych scenariuszy przy ponownym zdefiniowaniu zasad fuzji i przejęć, pozwoli jasno wskazać cel podejmowanych działań, a jednocześnie ułatwi stawianie czoła ewentualnym i nieprzewidzianym sytuacjom.

– Mówimy nie tyle o powrocie do sytuacji sprzed pandemii, ale o „nowej normalności”, w której zasady, według których funkcjonuje środowisko M&A, są na nowo definiowane z uwzględnieniem wniosków wynikających z obecnego kryzysu. Niezwykle ważne staje się wdrożenie narzędzi planowania scenariuszowego, pozwalające na określenie możliwych celów strategicznych oraz identyfikację nowych kierunków wzrostu i niezbędnych kompetencji – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w Dziale Konsultingu, Lider zespołu M&A Strategy, Deloitte.

Defensywne akwizycje

Pandemia niemal natychmiast spowodowała, że wiele firm przeszło w tryb przetrwania. W rezultacie duża część z nich zwróci się w stronę fuzji i przejęć – czy to z wyboru, czy z konieczności – aby zabezpieczyć swoją przyszłość.

Firmy, które poważnie ucierpiały w wyniku kryzysu i znajdują się w trudnej sytuacji finansowej, będą musiały podjąć zdecydowane środki, aby zapewnić sobie przetrwanie. Niektóre zajmą się optymalizacją portfela w celu zidentyfikowania aktywów, które nie są strategicznie dopasowane i mogą zostać sprzedane. Inne podejmą radykalne działania, w tym sprzedaż aktywów w trudnej sytuacji, aby odzyskać wartość z działów generujących straty.

Firmy, które w ostatnim czasie dokonały przejęć, będą zmuszone do realizacji synergii z tych inwestycji w szybszym tempie, aby uwolnić środki na poradzenie sobie ze spowolnieniem. Inne, które borykają się z brakiem kapitału, mogą chętniej rozważać sojusze lub możliwości współinwestowania w celu zmniejszenia ryzyka i nakładów kapitałowych w swojej podstawowej działalności. Private Equity również może stanowić atrakcyjną opcję sfinansowania inwestycji, które pozwolą na budowanie wartości przedsiębiorstwa w długim okresie.

Ofensywne przejęcia

Kryzys wywołany pandemią pokazał atrakcyjność nowych cyfrowych kanałów, modeli operacyjnych opartych na podejściu agile i znaczeniu poszczególnych ogniw łańcucha dostaw. Wiele firm będzie musiało aktywnie realizować politykę akwizycji, aby szybko dostosować się do nieuniknionych zmian w swoich modelach biznesowych.

Firmy o silnym bilansie, ale spodziewające się znaczących zmian strukturalnych w swoich sektorach, mogą wykorzystywać M&A, aby chronić swoje bazy klientów i łańcuchy dostaw lub dzięki nim uzupełniać luki w swoich portfolio i przyspieszyć długoterminową transformację swoich modeli biznesowych. W szczególności normalizacja i dywersyfikacja łańcuchów wartości będzie miała krytyczne znaczenie dla wielu firm – mówi Anita Bielańska.

Wreszcie, kilka prężnych i strategicznie dobrze sytuowanych firm powinno wykorzystać fuzje i przejęcia oraz inne działania inwestycyjne, aby zdobyć wiodącą pozycję na rynku. Wymagałoby to sojuszy obejmujących zarówno dużych partnerów specjalistycznych, jak i start-upy z ekosystemu innowacji. Muszą także wykorzystywać M&A, aby pozyskiwać przedsiębiorstwa funkcjonujące na styku z ich działalnością, aby spożytkować je do przygotowania nowych ofert, kształtujących ich branże w przyszłości.

Wyznaczanie nowych horyzontów

45 proc. badanych przedstawicieli kadry zarządzającej rozważa zbycie od jednego do pięciu zależnych podmiotów lub inwestycji w ciągu najbliższych 24 miesięcy. – Sprzedający muszą mieć świadomość, że w czasie kryzysu chętnych nabywców może być mniej, więc muszą zadbać o maksymalizację atrakcyjności posiadanych aktywów. W kontekście wycen, z ostrożnością należy podchodzić do korekt normalizujących wyniki w 2020 do poziomu EBITDAC, czyli Earnings Before Interest Tax, Depreciation & Amortisation and Covid, a większą wagę przykładać do rozbudowanej analizy wrażliwości i scenariuszy – mówi Agnieszka Zielińska.

Pokryzysowe środowisko biznesowe, w którym ma dochodzić do fuzji i przejęć, będzie się zasadniczo różniło od tego znanego przed pandemią. – Fundamentem nowej rzeczywistości ma być jasne zdefiniowanie celów korporacyjnych, efektywnie wiążących zrównoważony rozwój z wymiernymi komercyjnymi sukcesami, odpornością na nawet najbardziej nieprzewidziane sytuacje i budowaniem trwałego zaufania wśród szerokiej koalicji interesariuszy – mówi Piotr Siezieniewski, Radca prawny, Partner, Deloitte Legal. Dobrze zaplanowane, przemyślane i odważne posunięcia na trwałe umocnią pozycję liderów poszczególnych branż i niekwestionowane korzyści społeczne.

Próby przerwania marazmu

0

Dolar wrócił do osłabienia, podczas gdy rynek akcji rośnie. Ruchy nie mają szczególnej przyczyny i prawdopodobnie są skutkiem starań inwestorów o przerwanie marazmu. Tym razem globalna nadpłynność wygrywa nad przekroczeniem trzech milionów przypadków chorych na COVID-19 w USA.

W ostatnim czasie bezcelowe wydaje się analizowanie argumentów za i przeciw ruchom cen aktywów w konkretnym kierunku. Wygląda na to, że ciężar pozytywnych i negatywnych czynników jest w opinii uczestników rynku porównywalny i jeden mały element może przechylić szalę. A przerwanie niezdecydowania może być dynamiczne, co było widać wczoraj m.in. po notowaniach EUR/USD. Czy powodem było zerwanie zleceń stop loss, czy szerokie przebudzenie presji sprzedaży na dolarze (które zbiegło się w czasie z wyskokiem ceny złota do poziomów niewidzianych do 2011 r.) – niezależnie od technicznego uzasadnienia na rynku wytworzył się pęd, który znalazł powszechne poparcie. Jednak natura takich ruchów jest zdradliwa, gdyż mogą trwać tak długo, jak nikt nie zacznie w nie wątpić, a ich największym wrogiem są momenty wyhamowania rajdu. Bez obecności właściwego schematu „przyczyna -> skutek” zatrzymanie w trendzie szybko budzi wątpliwości o koniec ruchu, które łatwo przechodzą w realizację zysków. Każdy racjonalny inwestor będzie podłączał się pod tworzący się rajd, ale jeśli nie widzi podstaw dla ruchu (lub się nad nimi po prostu nie zastanawia), pierwszy moment zawahania będzie sygnałem do obrony zysków i redukcji pozycji. Dlatego też dla obserwowanego dziś rano cofnięcia EUR/USD i odbicia dolara nie szukałabym fundamentalnego uzasadnienia w statystykach zachorowań na COVID-19 czy danych makro. W okresach niezdecydowania inwestorzy wykorzystują każda okazję do zmienności. Są to jednak krótkotrwałe okazje.
Nie oznacza to wcale, że dolar nie może dalej tracić, a giełdy iść jeszcze wyżej. Z huśtawki notowań może wytworzyć się pro-ryzykowny trend napędzany tanim kapitałem pompowanym w rynek przez banki centralne przy bagatelizowaniu zagrożeń ze strony rosnącej liczby zachorowań na wirusa. Nie byłby to pierwszy raz w ostatnich tygodniach. Nie jest to jednak środowisko wygodne dla inwestycji „kup i trzymaj”, gdyż łatwość w zmianie nastrojów na rynkach powoduje szarpane ruchy. Raj dla day-trade’rów, ale koszmar dla inwestorów o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym.

W sytuacji, kiedy wszystko może być katalizatorem dla zmiany kierunku dla rynków, w czwartek uwagę może przykuć raport o tygodniowej liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Dane wchodzą w okres, kiedy zaczęły być odnotowywane nowe rekordy zachorowań, a władze stanowe przerywały lub odwracały proces odmrażania gospodarki. Niepewność dla prowadzonego biznesu może przynieść zahamowanie w procesie odbudowy miejsc pracy lub przynieść ponowne zwolnienia pracowników w sektorze usługowym. Jeśli dzisiejszy raport pokaże odwrót w trendzie spadającej liczby wniosków o zasiłek, mogą pojawić się wątpliwości odnośnie siły ożywienia w USA. To przechyliłoby bilans czynników ryzyka na negatywną stronę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Optymistyczne perspektywy dla polskiej turystyki

0

4 maja, po trwającym ponad miesiąc zamknięciu, na nowo otworzyły się drzwi hoteli. Popyt na usługi turystyczne utrzymuje się na wysokim poziomie, a wiele obiektów przeżywa oblężenie. W tym roku Polacy będą decydować się głównie na wyjazdy krajowe. Trend podróży lokalnych ma szansę przetrwać także po zakończeniu pandemii. Imponujące odbicie polskiej turystyki po okresie „lockdown” pokazuje, że w branży tkwi duży potencjał, a inwestowanie w nieruchomości pod wynajem m.in. nad polskim morzem nadal jawi się jako interesująca propozycja dla osób poszukujących dobrej lokaty kapitału.

Utrudnione podróżowanie za granicę

Pomimo tego, że granice Polski są już otwarte, a ruch lotniczy został wznowiony, to podróże pozakrajowe nadal są utrudnione. Nie wszystkie rejsy zagraniczne są obecnie dostępne,
a część popularnych destynacji turystycznych jeszcze przez dłuższy czas może blokować napływ odwiedzających ze względu na dużą liczbę zachorowań. Podróże zagraniczne będą
w najbliższych miesiącach wyglądały inaczej niż przed lockdownem. Mówi się o znacznie wydłużonych procedurach związanych z wejściem na pokład samolotu, które skutecznie zniechęcą wielu turystów od egzotycznych wojaży. Część regionów może wymagać od turystów wykonywania kosztownych testów na obecność koronawirusa. W obliczu tych niedogodności urlop w kraju dla wielu będzie bardziej komfortową i tańszą alternatywą.

Polacy będą podróżowali lokalnie

Blisko 80% Polaków zaplanowało w tym roku wyjazd wypoczynkowy. Według badań ponad 90% urlop spędzi w kraju[1]. Już ok. 30% rodaków zaplanowało wyjazd w maju lub czerwcu, co dowodzi naszej tęsknoty za podróżami po okresie izolacji i zamknięcia. 27% osób, które zadeklarowały chęć podróży po Polsce, wybierze się nad morze. Większym zainteresowaniem cieszyły się jedynie polskie góry, które jako swoją wymarzoną destynację wskazało 34% ankietowanych. [2]. Podróże po kraju będą okazją do odkrywania Polski i jej walorów turystycznych dla wielu rodaków, którzy od lat decydowali się jedynie bądź głównie na wyjazdy zagraniczne.

Opinia eksperta:

Wierzę, że przed polską turystyką otworzyły się teraz nowe możliwości. Popyt na podróże krajowe jest bardzo wysoki. Zarządzający obiektami turystycznymi mają szansę, aby wykorzystać tę sytuację i zjednać sobie rzesze nowych, wiernych fanów na kolejne lata. Uważam również, że lokalne podróże przyniosą wymierne korzyści nie tylko poszczególnym hotelom, ale i całym regionom turystycznym, których walory zostaną odkryte na nowo. Wielu Polakom rodzime kurorty nie kojarzyły się do tej pory pozytywnie, ale duża część tych miejsc przeszła w ostatnich dekadach znaczną metamorfozę. Kurorty przeistoczyły się w modne destynacje turystyczne przyciągające najbardziej wymagających gości, oferując atrakcje na wysokim poziomie i luksusowe miejsca noclegowe. Teraz jest idealny moment, aby ta zmiana została zauważona przez Polaków i aby nasi rodacy dostrzegli piękno i nowoczesność naszego kraju – komentuje Żaneta Kornas, doradca zarządu Baltic Wave Sp. z o. o. do spraw hotelowych.

Polska atrakcyjną destynacją dla turystów zagranicznych

Unijni eksperci wytypowali Polskę jako jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc na spędzenie tegorocznych wakacji[3]. Może się ona znaleźć się w gronie państw, które w najbliższym czasie najbardziej zyskają na popularności wśród zagranicznych turystów. Jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy zakłada, że Polska zanotuje dużą liczbę odwiedzin ze strony naszych zachodnich sąsiadów. Niemiecki wiceminister gospodarki, Thomas Bareiss, twierdzi, że nasz kraj szybko poradził sobie z pandemią koronawirusa. Ponadto nowoczesna infrastruktura drogowa łącząca Polskę i Niemcy pozwoli turystom na uniknięcie podróży lotniczych, które mogą stać się w kolejnych miesiącach mało komfortowe. Kilkugodzinna podróż autem (przykładowo 3h z Berlina do Kołobrzegu) to bardziej wygodna alternatywa. Niemcy stanowili dotychczas jedną z najważniejszych zagranicznych grup turystów w Polsce. W Kołobrzegu od lat są najliczniejszym gronem cudzoziemców odwiedzających miasto. Wszystkie atrakcje turystyczne są dostosowane do osób posługujących się językiem niemieckich, w sklepach można zakupić gazety wydawane za naszą zachodnią granicą, a w restauracjach serwowane są popularne dania z tego kraju.

Popyt na wakacje w Polsce to bardzo dobry sygnał dla rodzimej branży turystycznej, a także dla lokalnej gospodarki – duża część zagranicznych turystów podczas urlopu w naszym kraju wydaje średnio więcej niż nasi rodacy[4].

Nadal warto inwestować w obiekty turystyczne

Przed pandemią podróże stawały się coraz bardziej powszechne i dostępne. Czas zamknięcia sprawił, że zatęskniliśmy za wyjazdami. Pomimo tego, że obecnie podróżowanie odbywa się w wyjątkowych warunkach, to turyści nie rezygnują z niego. Wręcz przeciwnie – popyt na lokalne usługi turystyczne jest bardzo duży. To bardzo dobry sygnał dla branży turystycznej. Pandemiczne regulacje sanitarne nie są już dla nas zaskoczeniem, a etap szoku związanego z nową, nietypową sytuacją już dawno nas opuścił. Powstały konkretne plany działania, opracowywana jest szczepionka na koronawirusa, wszyscy przystosowaliśmy się do funkcjonowania w nieco innych warunkach. Dodatkowo uruchomiono kampanie promujące polską turystykę i pokazującą naturalne walory naszego kraju. Możemy śmiało podtrzymać tezę, że inwestowanie w obiekty turystyczne m.in. te zlokalizowane nad polskim morzem to dobrze rokująca lokata kapitału. W czasie kryzysu szczególnie warto zwrócić uwagę na nieruchomości premium, które utrzymują swoją wartość podczas zawahań gospodarczych i stanowią wyjątkowo skuteczną ochronę zainwestowanych środków – dodaje Żaneta Kornas. 

[1] “Ponad 90% Polaków planuje wakacje 2020 w kraju“ – badanie Profitroom

[2] “Plany wyjazdowe Polaków” – badanie Polskiej Organizacji Turystycznej

[3] https://turystyka.rp.pl/trendy/27535-niemcy-przyjada-na-wakacje-do-polski,

https://www.forbes.pl/gospodarka/turystyka-2020-jak-bedzie-wygladac-pomiedzy-krajami-ue-po-pandemii-koronawirusa/gltlr1m

[4]https://www.money.pl/gospodarka/polacy-juz-chetnie-rezerwuja-wakacje-ale-to-jeszcze-nie-efekt-1000-6510022100326529a.html.

Niebawem widzimy się w biurze

0

Zagrożenia związane z globalnym kryzysem epidemiologicznym postawiły przed pracownikami i przedsiębiorcami nowe wyzwania. Ponad trzy miesiące temu 95 proc. pracowników Capgemini  przeszło na tryb pracy zdalnej w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Obecnie firma zaczyna organizować pracę na nowych zasadach, priorytetowo traktując zagadnienia bezpieczeństwa.

Obecna na polskim rynku od 1996 roku firma Capgemini jest aktualnie największym pracodawcą sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Organizacja prowadzi działalność w ramach centrów, które są zlokalizowane w Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Warszawie, Opolu i Lublinie. Capgemini już w marcu powołało specjalny zespół stale monitorujący sytuację i odpowiedzialny za wdrażanie odpowiednich środków i procedur zgodnych z wytycznymi sanitarnymi. W trakcie pandemii firma zachowała ciągłość działań biznesowych, prowadziła i nadal prowadzi regularną rekrutację zdalną i podjęła inicjatywy społeczne, wspierające walkę ze skutkami pandemii.

Bezpieczeństwo i ciągłość działań biznesowych

– Bezpieczeństwo pracowników było i nadal jest naszym absolutnym priorytetem. Za sprawą odpowiedniego planowania, wykorzystania dotychczasowych inwestycji technologicznych i wysokich kompetencji menedżerskich, Capgemini była jedną z najszybciej wdrożonych w pracę zdalną organizacji w swojej branży. Przejście zespołów na nowy tryb działania odbyło się płynnie, zapewniliśmy wszelkie niezbędne narzędzia oraz wsparcie osobom wykonującym swoją pracę z domu – mówi Ewa Gołębiewska-Krzyżan, dyrektor personalna Capgemini Polska.
Dotychczasowo wypracowane procedury dobrze się sprawdziły i zapewniły klientom oraz realizowanym projektom stabilność i ciągłość działania. Przez cały okres pandemii prowadzono zdalną rekrutację kandydatów, szkolenia wstępne odbywały się w formie online oraz dzięki specjalnej platformie, pomagającej przyszłym pracownikom we wdrożeniu w kulturę organizacyjną firmy w trybie zdalnym.

Inicjatywy społeczne w trakcie pandemii

Grupa Capgemini zarówno w Polsce, jak i w pozostałych krajach, aktywnie wspierała walkę ze skutkami kryzysu epidemiologicznego, poprzez dofinansowanie projektów i inicjatywy społeczne, jak na przykład wsparcie akcji Obiady dla medyków, dzięki której ponad 3 tys. porcji obiadowych trafiło do służb medycznych, m.in. Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, szpitali w Tychach i Sosnowcu, Wojewódzkiego Szpitala w Opolu, Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu i Szpitala Zakaźnego przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu.
Wykorzystując wiedzę technologiczną i dostrzegając zapotrzebowanie na pomoc we wdrażaniu narzędzi do pracy zdalnej, firma wsparła szkoły w implementacji Pakietu Microsoft Office 365 Education. Dzięki akcji Połączeni w sieci w śląskich placówkach oświatowych zainstalowano narzędzia potrzebne do prowadzenia lekcji online. Dziś akcja rozszerza się i szkoły z całej Polski mogą skorzystać z pomocy w instalacji, oraz z bezpłatnego wsparcia i szkoleń.
W wiele inicjatyw zaangażowali się także pracownicy Capgemini, m.in. szyjąc maseczki ochronne lub drukując przyłbice na drukarkach 3D, czy organizując projekty współfinansowane przez firmę, na przykład poświęcone edukacji zdalnej.

Organizacja pracy w modelu hybrydowym

Aktualnie, z zachowaniem wszelkich wymogów sanitarnych i higieny pracy, firma zaprasza część pracowników do pracy w biurach. Home office na pewno pozostanie modelem, który na dłużej wpisze się w organizację pracy, ale wiele osób wolałoby już wrócić do biurowej przestrzeni. Wygląda jednak na to, że na dłużej zagości domowo-biurowy model hybrydowy. Pracownicy będą stopniowo wracać do pracy w siedzibie firmy. W pierwszej kolejności zespoły, którym trudniej jest wykonywać zadania w zdalnym trybie. Szacuje się, że najszybciej do pracy biurowej powróci zespół we Wrocławiu, natomiast najpóźniej do nowego biura Face2Face wrócą pracownicy z Katowic, ze względu na zaostrzony reżim sanitarny na Śląsku. Niemniej, we wszystkich placówkach Capgemini obowiązują wytyczne Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz wprowadzono szereg norm, których zadaniem jest podniesienie bezpieczeństwa.
– Capgemini stawia na jedność i integrację zespołów, dlatego też praca w biurze była i nadal jest dla nas preferowanym modelem. Każde stanowisko pracy tworzone jest z myślą o wygodzie, komforcie, a także bezpieczeństwie pracowników. Wierzymy, że tworzona przez nas przestrzeń jest inspirująca i sprzyja płynnej wymianie umiejętności i wiedzy pomiędzy zatrudnionymi osobami. Dzięki przekazywaniu sobie najlepszych praktyk i ciągłą wzajemną naukę, nasi pracownicy mogą się rozwijać w rolach ekspertów. Pandemia z pewnością zwiększy elastyczność oferowanego przez nas modelu pracy, jednak wciąż biuro będzie przestrzenią zwiększonej współpracy.
– mówi Grzegorz Wołodko, dyrektor Software Solutions Center w Capgemini.
Rynek pracy w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu i w IT wydaje się być stabilny. Centra nowoczesnych usług biznesowych Capgemini obejmują szereg specjalizacji z obszaru IT, ale również usługi finansowe, czy HR. Grupa Capgemini nieustannie prowadzi rekrutację zdalną, poszukując przede wszystkim kandydatów z kompetencjami cyfrowymi. Regularnie odbywają się rekrutacje na stanowiska programistów, architektów i deweloperów IT, ekspertów do spraw cyberbezpieczeństwa, specjalistów z obszaru sztucznej inteligencji, automatyzacji, robotyki, czy też uczenia maszynowego. Nie brakuje też ofert pracy związanych ze znajomością języka angielskiego, francuskiego, niemieckiego, ale też hiszpańskiego, czy niderlandzkiego.

Kandydaci w obliczu pandemii. Badanie opinii rekruterów

0

Liczba ofert pracy na rynku rośnie, a ogłoszenia publikowane przez pracodawców spotykają się z dużym odzewem ze strony kandydatów – wynika z najnowszych danych Pracuj.pl. Jednocześnie jednak rekruterzy przebadani przez ekspertów portalu przyznają, że muszą mierzyć się z szeregiem nowych wyzwań. Kandydaci obawiają się o stabilność sytuacji firm, a część z ekspertów z unikalnymi kompetencjami jest mniej skłonna zmieniać pracę, niż wcześniej. Jak według rekruterów pandemia zmieniła postawy osób szukających pracy?

Optymizm i nowe wyzwania w rekrutacji

Początek lipca przyniósł kolejne pozytywne symptomy odmrożenia rynku pracy w Polsce. Według wstępnych danych Pracuj.pl w czerwcu zamieszczono na portalu ponad 41 000 ogłoszeń – zaledwie 3,5% mniej, niż w tym samym okresie przed rokiem. Dla porównania w maju różnica wyniosła ponad 20%, a w kwietniu, czyli okresie najbardziej gwałtownego zamrożenia procesów rekrutacyjnych w Polsce – ponad 50%.
Warto jednak pamiętać, że spowolnienie gospodarcze spowodowane koronawirusem ma i będzie mieć w najbliższych kilkunastu miesiącach wpływ na kondycję przedsiębiorstw, a co za tym idzie – także na ich plany kadrowe. Dlatego zespół Grupy Pracuj przeprowadził na przełomie maja i czerwca wywiady jakościowe z 31 rekruterami z czołowych marek reprezentujących m.in. branże IT, produkcji, sprzedaży, finansów i FMCG. Ich celem było określenie jak w oczach specjalistów HR pandemia COVID-19 zmieniła rynek rekrutacji, zachowania kandydatów i sposoby poszukiwania kadr przez firmy.

Zmiany w piramidzie potrzeb

Badani rekruterzy podczas pracy z kandydatami w okresie między marcem a majem zaobserwowali znaczące zmiany w stosunku do okresu sprzed pandemii. Najczęściej powracającą tendencją jest poszukiwanie stabilnych miejsc pracy, firm pozostających w dobrej kondycji mimo ogólnej sytuacji gospodarczej. Rekruterzy poświęcają dużo czasu na tłumaczenie kandydatom sytuacji pracodawcy, jego kondycji oraz sposobu organizacji pracy podczas pandemii.
Obserwacja ta pokrywa się z wypowiedziami respondentów badania Pracuj.pl „Praca w dobie koronawirusa”. Kwestia bezpieczeństwa zatrudnienia była kluczowym czynnikiem wyboru pracodawcy dla 58% z badanych kandydatów – co stawiała ją na drugim miejscu za wysokością zarobków. Wynik ten stanowi ewenement w historii tych badań. Ponadto aż 44% respondentów obawiało się utraty pracy, co pogłębiało tendencje poszukiwania „bezpiecznych przystani”.
Drugim tematem, na który wskazywali badacze, jest niepewność w zachowaniach rekrutacyjnych kandydatów. Aplikujący częściej, niż wcześniej wycofują się z rekrutacji już na jej pierwszych etapach. Rzadziej też otwarcie komunikują w sieci gotowość przyjęcia nowej pracy, co utrudnia selekcję kandydatów nie działających proaktywnie, np. specjalistów z rzadko spotykanymi kompetencjami. Z drugiej jednak strony rekruterzy dostrzegli większe zaangażowanie osób, które są zdeterminowane w poszukiwaniu nowej pracy. Przejawia się to np. w większej elastyczności, dostępności na spotkania rekrutacyjne, lepszym przygotowaniu do rozmów kwalifikacyjnych i konkretnym określeniu własnych oczekiwań.
Ostatnią zmianą w postawach kandydatów jest ich mniejsze zainteresowanie ofertą benefitów znajdującą się w ofertach od pracodawców. Kandydaci zainteresowani są stabilnymi, możliwie dobrze płatnymi miejscami pracy – oferta świadczeń pozapłacowych odchodzi na dalszy plan.

Postawy kandydatów obserwowane przez rekruterów można porównać do tradycyjnej piramidy potrzeb. Z jednej strony w okresie niepewności na rynku pracownicy kierują oni swoją uwagę na podstawowe kwestie: stabilizację, dobre zarobki. W obliczu zagrożenia tych podstawowych kwestii benefity schodzą na dalszy plan. Z drugiej strony następuje polaryzacja postaw kandydatów w procesie rekrutacyjnym. Część z nich obawia się wchodzenia w nowe środowisko i zmiany pracy na mniej pewną. Inni jednak wykazują się dodatkową determinacją, co prawdopodobnie dotyczy głównie osób czujących zagrożenie utratą obecnej pracy – komentuje Paulina Markowicz, Product & Market Researcher w Grupie Pracuj.

Dostępność specjalistów rośnie…

Rekruterzy dostrzegają także rosnącą polaryzację działań z kandydatami w obszarze rekrutacji specjalistów (white collars). W wyniku pandemii wzrosła na rynku dostępność osób zajmujących powtarzalne stanowiska, związane ze stosunkowo powszechnie dostępnymi kompetencjami. Rekruterzy dostrzegają zwiększony napływ CV w prowadzonych projektach, nie zawsze jednak dopasowanych do konkretnych wymogów poszukiwanych na rekrutowanym stanowisku – co jest także wynikiem rosnącej liczby kandydatów chcących przekwalifikować się i wejść do nowych branż.
Potwierdzają to bieżące dane Pracuj.pl – od kwietnia do czerwca br. serwis obserwował wyraźnie wzmożoną aktywność kandydatów pod ofertami. W maju największa przeciętna liczba aplikacji (czyli kliknięć w pole „aplikuj” przy ofertach) dotyczyła kategorii w sporym stopniu dotkniętych konsekwencjami pandemii koronawirusa i grupujących sporo specjalizacji o powtarzalnym, dostępnym na rynku zestawie kompetencji kandydata: administracji biurowej, call center, części stanowisk w obszarze reklamy i grafiki, mediów, marketingu oraz e-commerce.

… i spada. Kluczowa rola doświadczenia

Wzmożone zaangażowanie pod ofertami można było zaobserwować na Pracuj.pl także w mniej oczywistych kategoriach, np. sprzedaży, finansach czy IT. Szczególnie duże wzrosty można było zaobserwować w dziedzinie programowania, w niektórych wypadkach generującej nawet dwukrotne wzrosty liczby osób zainteresowanych aplikowaniem o stanowiska. Jednocześnie jednak, jak zauważają badani rekruterzy, sektor IT sygnalizuje przesyt kandydatami na poziomie juniorskim, z niewielkim doświadczeniem i po. Tendencja ta ma miejsce także w innych branżach zatrudniających white collars.

Eksperci HR z firm technologicznych sygnalizują problemy z przyciągnięciem bardziej doświadczonych kandydatów IT, szczególnie tych posiadających bardziej unikalne kompetencje. Tacy kandydaci wciąż stosunkowo szybko znajdują pracę, jednocześnie jednak są mniej niż wcześniej skłonni do zmiany. Zgodnie z obserwacjami badanych, doświadczeni specjaliści IT częściej pytają np. o umowy o pracę czy stabilność firm, są bardziej czujni i zachowawczy. Warto zaznaczyć, że postawy stawiające na bezpieczeństwo i mniejszą dynamikę kariery są obecnie uniwersalne wśród osób o unikalnych specjalizacjach w innych branżach, nie tylko w świecie IT – komentuje Paulina Markowicz.

Pracownik fizyczny łatwiejszy do zrekrutowania
Badani rekruterzy dostrzegli także w miesiącach pandemii wyraźny wzrost dostępności na rynku kandydatów do pracy fizycznej (blue collars). Tendencja ta dotyczy zarówno powtarzalnych stanowisk o niskim „progu wejścia”, jak i wykwalifikowanych fachowców. Dostępność przejawia się zarówno w liczbie spływających CV, jak i jakości dostępnych na rynku kadr. Praca fizyczna to jednak z kategorii, w których między kwietniem i czerwcem br. można było zaobserwować na Pracuj.pl znaczny wzrost aktywności kandydatów.
Sytuacja sprawia, że rekruterzy spodziewają się w najbliższych miesiącach szybszego zamykania procesów rekrutacyjnych kierowanych do pracowników fizycznych. Jednocześnie muszą mierzyć się jednak z wyzwaniem, jakim jest często spotykana w tej grupie niechęć do rekrutacji zdalnej, szczególnie związanej z wykorzystaniem wideokonferencji. Jak zauważają rekruterzy, kandydaci blue collars preferują kontakt telefoniczny. Dużym wyzwaniem przy selekcji kandydatów jest także ograniczona możliwość przeprowadzania testów manualnych, na wielu stanowiskach koniecznych przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu.

Rekruterzy w „nowej normalności”

Opinie rekruterów pokazują, jak w ostatnich tygodniach i miesiącach ewoluowały postawy kandydatów. Jednocześnie jednak badania przyniosły odpowiedzi na pytania, w jakim kierunku mogą dalej podążyć zmiany roli specjalistów HR i oczekiwań pracodawców wobec nich w najbliższych miesiącach. Spore zróżnicowanie postaw kandydatów może przyspieszyć część procesów rekrutacyjnych, inne projekty będą trudniejsze do sfinalizowania, niż przed wybuchem pandemii. Rosła będzie rola rekrutacji zdalnej, a maleć – „fizycznych” narzędzi rekrutacji, takich jak np. assesment centers. Więcej szczegółów dotyczących ewolucji roli rekrutera i wykorzystywanych przez niego narzędzi zaprezentujemy w kolejnym materiale omawiającym badania Pracuj.pl
Autor: Aleksandra Skwarska

Savills IM: Doniesienia o kryzysie w sektorze biurowym są przesadzone

0

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny, przewiduje, iż obawy związane z brakiem zapotrzebowania na powierzchnie biurowe po pandemii COVID-19 są przesadzone, a inwestorzy powinni zwracać szczególną uwagę na pojawiające się atrakcyjne oferty cenowe na rynku nieruchomości.

Biura zlokalizowane w Centralnych Dzielnicach Biznesowych (CBD), charakteryzujące się dogodnymi połączeniami komunikacyjnymi, są szczególnie dobrze przygotowane, aby przeczekać okres zawirowań i przynosić inwestorom zyski. Budynki wydajne, dostępne
i oferujące różnorodne udogodnienia dla najemców osiągną najlepsze wyniki w przyszłości
– wynika z nowego raportu „Czy przyszłość pracy to praca z domu czy w biurze?”.

Chociaż pandemia pokazała, że praca z domu jest możliwa dla większej liczby przedsiębiorstw i zawodów niż wcześniej zakładano, badania wskazują, że tylko niewielka część pracowników chce w pełnym wymiarze pracować z domu po powrocie do normalności.* W raporcie wymieniono szereg wad pracy z domu, które ujawniły się na skutek braku dostępu do biur z powodu koronawirusa – m.in. nieprzystosowanie miejsca pracy, brak prywatności czy poziom hałasu.

Ponadto wielu pracowników nie jest w stanie zapewnić sobie odpowiednio wydzielonej przestrzeni do pracy. Dla znacznej grupy osób ogromnym wyzwaniem jest także pogodzenie obowiązków zawodowych i opieki nad dziećmi w jednym miejscu. Z kolei, poczucie samotności, izolacji i zacierające się granice pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym, to tylko niektóre z mniej uchwytnych i trudniej mierzalnych problemów związanych z pracą z domu na dłuższą metę – wskazuje Savills IM w swoim opracowaniu.

W raporcie podkreślono związek pomiędzy wydajnością pracowników a bezpośrednimi interakcjami z ludźmi, które pobudzają innowacyjne myślenie, rodzą nowe pomysły, ułatwiają dzielenie się wiedzą, wspomagają uczenie się w miejscu pracy oraz rozwój umiejętności. Jak przewiduje Savills IM, kryzys związany z pandemią COVID-19 wpłynie na zwiększenie odpowiedzialności korporacyjnej i koncentrację pracodawców na zapewnieniu odpowiedniej jakości środowiska pracy w biurze, w tym uwzględnieniu dodatkowej powierzchni na pracownika i zapewnieniu przestrzeni do odpoczynku. Powszechniejsze w biurach staną się także elastyczne metody pracy oraz innowacje technologiczne, takie jak technologie bezdotykowe czy biometryczne.

Andreas Trumpp, Head of Research, Europe, Savills IM, powiedział:

Izolacja spowodowana pandemią COVID-19 wywołała mnóstwo spekulacji na temat kontynuacji pracy z domu po zakończeniu kryzysu. Rzeczywistość będzie jednak o wiele bardziej umiarkowana. Z całą pewnością nie mamy do czynienia z kryzysem najmu powierzchni biurowych w Centralnych Dzielnicach Biznesowych, ale raczej z dobrymi okazjami do zakupu dla inwestorów, jeżeli pojawią się obniżki cen. Podczas gdy spowolnienie gospodarcze będzie miało wpływ na perspektywy wzrostu czynszów w krótkim okresie, powierzchnie biurowe w centralnych lokalizacjach miast są jak najbardziej przyszłościowe i w dłuższej perspektywie powinny stanowić fundament każdego odpowiednio zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.

* Przykłady pochodzą z ankiet przeprowadzonych przez British Council for Offices oraz wniosków z badania U.S. Work From Home Survey 2020 przeprowadzonego przez Gensler

Północna Izba Gospodarcza apeluje do Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza

0

Pandemia koronawirusa mocno odbiła się na kondycji wielu przedsiębiorstw w województwie zachodniopomorskim. Wiele firm z dużą nadzieją oczekuje na informacje o kolejnych projektach mających na celu wspieranie bieżącej działalności przedsiębiorstw, które straciły na pandemii. Samorząd województwa zwrócił się do instytucji otoczenia biznesu o opinię w sprawie kryteriów, które muszą być spełnione by firma mogła się ubiegać o wsparcie. Sugestia przedsiębiorców i specjalistów była zupełnie inna niż ostateczna decyzja Zarządu Województwa. W ocenie Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie kryterium kwalifikujące przedsiębiorstwa do wsparcia na poziomie trzymiesięcznego spadku przychodów na poziomie 70% jest zbyt wysokie i dyskwalifikuje wiele firm z możliwości ubiegania się o pomoc.  Apelujemy o obniżenie kryterium spadku dochodów o 50%. Niech programy pomocowe Urzędu Marszałkowskiego będą bardziej dostępne dla przedsiębiorców i będą realnym wsparciem rozwojowym.

Poniżej treść listu, który otrzymał od Północnej Izby Gospodarczej Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz

Północna Izba Gospodarcza jako instytucja wspierająca przedsiębiorców, na bieżąco obserwuje skutki jakie przynosi obecna sytuacja na naszym rynku i jakie konsekwencje gospodarcze wywołała epidemia COVID-19. Jednym z naszych licznych działań wspierających przedsiębiorców i mających na celu łagodzenie skutków kryzysu gospodarczego było zaangażowanie się w prace nad programem grantów na kapitał obrotowy uruchamianym przez Samorząd Województwa w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego, podczas których braliśmy udział w konsultacjach koordynowanych przez Centrum Inicjatyw Gospodarczych. W  tym celu przeprowadziliśmy własne konsultacje ze zrzeszonymi w Izbie przedsiębiorcami, pytając ich o preferencje i sugerowane kryteria przyznawania grantów. Przedstawiliśmy jasno nasze stanowisko i wskazania, mając na uwadze docelowe uwzględnienie w ostatecznym kształcie kryteriów dostępu do programu, realnego głosu i potrzeb przedsiębiorców z regionu zachodniopomorskiego.

W związku z powyższym i z ogłoszonymi przez Urząd Marszałkowski kryteriami dostępu do przedmiotowych grantów, pragniemy zaapelować o ich złagodzenie i umożliwienie wnioskowania o środki szerszemu gronu przedsiębiorców. W tej chwili województwo zachodniopomorskie ma najbardziej rygorystyczne warunki przyznawania grantów w całej Polsce, co stanowi bardzo dużą przeszkodę dla wielu firm potrzebujących pomocy w walce z kryzysem. Przyznawanie środków przedsiębiorcom, którzy w ciągu trzech miesięcy odnotowali średni spadek wielkości 70% przedstawia się jako finansowanie firm, które są w ekstremalnie trudnej sytuacji i nierzadko z takiego kryzysu nie będą w stanie wyjść, nawet po otrzymaniu dofinansowania. Natomiast wierzymy w to, że program ten ma na celu wsparcie firm, które pomocy bardzo potrzebują, ale jednocześnie wykorzystają te fundusze na utrzymanie swojej działalności.

Ponadto należy zaznaczyć również fakt, iż ustalenie tak wysokiego progu spadku obrotów w znacznym stopniu ogranicza spektrum branż, które mogą na taką pomoc liczyć. Przede wszystkim z dotacji skorzystać będą miały szanse branże, które były całkowicie wyłączone z działalności w czasie epidemii, a więc głównie branże rozrywkowa i turystyczna, które bez wątpienia stanowią dużą część gospodarki naszego województwa. Apelujemy jednak o uwzględnienie innych działalności, które potrzebują wsparcia i pomocy w tym trudnym czasie, ale ich średni spadek obrotów nie wyniósł 70%.

Biorąc pod uwagę opinie i postulaty przedsiębiorców, a także powyższe argumenty pragniemy zaproponować obniżenie wymaganego kryterium spadku obrotów w przedsiębiorstwach wnioskujących o wsparcie do 50%. Dzięki temu znacznie więcej przedsiębiorstw będzie miało szanse na otrzymanie pomocy niezbędnej do zachowania i kontynuowania działalności na naszym rynku, a program przyznawania grantów stanie się realnym narzędziem wsparcia dla przedsiębiorców z województwa zachodniopomorskiego, którzy najmocniej odczuli skutki pandemii koronawirusa.

GLP w Europie pod jednym szyldem. Firma zakończyła transkację zakupu portfela nieruchomości logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej

0

Firma GLP sfinalizowała transakcję zakupu portfela wysokiej jakości nieruchomości logistycznych Grupy Goodman w Polsce, Czechach oraz na Słowacji i Węgrzech. Dzięki temu, jako jeden z niewielu graczy na rynku magazynowym, GLP jest już obecne w aż 11 krajach Europy.

Na rynkach europejskich GLP jest aktywne od 2017 roku, gdy zakupiło firmę Gazeley, prowadząc następnie działalność w Europie pod jej nazwą i zarządzając aktywami o łącznej wartości 7 mld dolarów, zlokalizowanymi m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech i Holandii. Od teraz, całość działalności firmy GLP w Europie będzie odbywać się wyłącznie pod jej własnym szyldem.

Nick Cook, prezes GLP Europe, powiedział: „Od debiutu w 2017 roku, GLP rozwinęło działalność na wybranych rynkach, zgodnie z paneuropejską strategią, tak aby sprostać potrzebom inwestorów. Jesteśmy przekonani, że dobra sytuacja makroekonomiczna, rozwój miast, wzrost rynku e-commerce oraz bliskość głównych węzłów dystrybucyjnych, to główne atuty rynku nieruchomości logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej”.

Zakupione przez GLP nieruchomości, należące wcześniej do Goodman, położone są na kluczowych szlakach komunikacyjnych, zapewniając łatwy dostęp do rosnących rynków dystrybucji i e-commerce oraz stanowiąc dogodne rozwiązanie dla klientów poszukujących możliwości rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Dotychczasowi pracownicy Goodman w każdym z czterech krajów dołączyli do zespołu GLP.

Gazeley, przyczółek do europejskiej ekspansji GLP, przez 30 lat zbudowało pozycję jednego z wiodących inwestorów i deweloperów magazynowych na kontynencie. Działając początkowo jako część koncernu Walmart, Gazeley rozwinęło obecność na rynku brytyjskim, a następnie w innych krajach Europy. W 2017 roku zostało zakupione przez firmę GLP, stając się europejskim ramieniem jej biznesu w obszarze nieruchomości logistycznych. Od tego momentu, wartość aktywów zarządzanych przez Gazeley podwoiła się, a sama firma pojawiła się na nowych rynkach i zwiększyła zatrudnienie.

Wraz z przyjęciem Gazeley i Goodman pod wspólny szyld, GLP zaoferuje klientom zupełnie nowe możliwości, w tym dostęp do innowacyjnych rozwiązań i globalnej sieci biznesowej.

Nick Cook skomentował: „Odkąd staliśmy się częścią GLP, byliśmy świadkami nie tylko niespotykanego wzrostu w krajach, w których działaliśmy wcześniej, ale też ekspansji na sześć nowych rynków. Dalszy rozwój pod wspólną nazwą GLP to dla nas naturalna ewolucja. GLP to synonim myślenia o przyszłości oraz zaawansowanych technologicznie rozwiązań w budynkach logistycznych. W połączeniu z wiedzą naszych lokalnych zespołów w Europie, stajemy się lepsi i silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej.”

“Cieszymy się, że możemy powitać w zespole koleżanki i kolegów, którzy pomogą nam wprowadzić firmę na rynki Europy Środkowo-Wschodniej. Sfinalizowanie tej transakcji to dla nas symboliczne zakończenie pewnego etapu rozwoju i początek nowego wyzwania. Jestem dumny, że mogłem być częścią Gazeley, a teraz będę mógł uczestniczyć w kolejnym rozdziale, już pod nazwą GLP.”

W transakcji zakupu portfela nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej firmę GLP wspierała kancelaria Kirkland & Ellis, a lokalnie także kancelarie Greenberg Traurig oraz Kinstellar, jak również firma doradcza Cushman & Wakefield. Zakup współfinansowały banki Goldman Sachs oraz Citi.

Pandemia ochłodziła klimat wokół faktoringu

0

Przedsiębiorcy wraz z wybuchem pandemii koronawirusa zacisnęli pasa i mniej przychylnie spoglądali w kwietniu i maju na faktoring – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Związku Faktorów. Wskaźnik nastawienia do tej usługi wśród obecnych i potencjalnych klientów spadł o 2 punkty z 35,7 rok temu do 33,8 obecnie. Faktoring jako sposób na poprawę płynności finansowej dobrze ocenia dziś 43 proc. respondentów. Rok temu było ich o 3 punkty procentowe więcej (46 proc.). To jeden z negatywnych skutków kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa.

PZF przeprowadził trzecią falę badania nastawienia polskich przedsiębiorców do usług faktoringowych. Sondaż kolejny raz zrealizowała firma ARC Rynek i Opinia. 

Ankietowani podzieli się swoimi spostrzeżeniami już po wybuchu pandemii. Problemy, z jakimi obecnie się borykają, to przede wszystkim zbyt mała liczba zamówień oraz utrudnienia wynikające wprost z kryzysu epidemicznego, takie jak konieczność pracy zdalnej czy brak bezpośredniego kontaktu z kontrahentami. Pierwszy z tych czynników wskazało 29 proc. respondentów, a drugi – co piąty ankietowany. Kolejną barierą rozwoju firm jest brak płynności finansowej, którą zadeklarowało 15 proc. ankietowanych oraz opóźnienia i problemy ze ściąganiem należności od kontrahentów, deklarowane przez taki sam odsetek badanych.

– Nasza fabryka zlokalizowana jest na terenie innego europejskiego państwa. Część podwykonawców wywodzi się z różnych krajów, w tym także spoza Europy. Przez pandemię spadły nasze moce produkcyjne. Musieliśmy wprowadzić zmianowość. Dotknęły nas opóźnienia w realizacji zamówień – opisuje swoją sytuację jeden z przedsiębiorców biorących udział w badaniu.

Pandemia znacząco wpłynęła na pogorszenie płynności finansowej polskich firm. Przed wybuchem kryzysu trudności z jej utrzymaniem miało czterech na dziesięciu ankietowanych (39 proc.). Ostatnie miesiące przyniosły wzrost borykających się nimi do ponad połowy prowadzących działalność (51 proc.).

– Znaczna część problemów z jakimi mierzą się polscy przedsiębiorcy jest faktorom dobrze znana. Inne pojawiają się jako rezultat specyficznej sytuacji w danym roku. Aby je uporządkować i opisać, Polski Związek Faktorów realizuje doroczne badanie postrzegania faktoringu przez krajowych przedsiębiorców. Pozwala ono wyciągnąć szereg wniosków na przyszłość. Obecna fala jest już trzecią – mówi Dariusz Steć, dyrektor wykonawczy PZF.

Większa liczba przedsiębiorców miała w ostatnim roku trudności z powodu zatorów płatniczych. Dwanaście miesięcy temu było ich niespełna trzech na dziesięciu (29 proc.). Obecnie dotykają one czterech na dziesięciu (40 proc.) prowadzących działalność gospodarczą.

Więcej przedsiębiorców miało też problemy z kontrahentami. Ponad połowa (53 proc.) odnotowywała brak płatności faktur w terminie. Rok temu z problemem tym stykało się 47 proc. ankietowanych.

Wśród przedsiębiorców nieznacznie wzrosła gotowość zapłaty za wcześniejsze otrzymanie gotówka za wystawione faktury. Rok temu deklarowało ją 18 proc. prowadzących firmy w Polsce. Obecnie zdecydowałby się na nią co piąty menedżer (20 proc.).

Faktoring jako sposób na poprawę płynności finansowej dobrze ocenia 43 proc. respondentów. Rok temu było ich o 3 pp. więcej (46 proc.). Ambiwalentny stosunek do tego rozwiązania, podobnie jak rok temu, deklaruje połowa ankietowanych (51 proc.). Pozostali mają do niego nastawienie negatywne.

– Bardzo często nasi odbiorcy nie zgadzają się na cesję należności wynikających z wystawianych przez nas faktur. Dlatego nie mogę skorzystać z faktoringu – skarży się inny przedsiębiorca biorący udział w badaniu.

Jeśli chodzi o preferencje dotyczące poszczególnych narzędzi poprawiających płynność, polscy przedsiębiorcy najczęściej wskazują kredyt obrotowy – 62 proc., ubezpieczenie należności – 42 proc., faktoring pełny – 41 proc., a faktoring niepełny – 31 proc. Trzech na dziesięciu ankietowanych (29 proc.) nie skorzystałoby z żadnej s tych usług.

Z kolei własną wiedzę na temat usług faktoringowych w stopniu zadowalającym ocenia blisko czterech na dziesięciu badanych. Dlatego pogłębianie świadomości korzyści wynikających z faktoringu oraz edukacja przedsiębiorców będą głównymi kierunkami działań środowiska faktoringowego w celu przezwyciężenia skutków kryzysu.

– Powrót naszego biznesu na właściwe tory będzie wymagał wytężonej pracy. Szczególną rolę odegra edukacja osób prowadzących działalność gospodarczą i propagowanie idei rozważnego zarządzania płynnością. Nasze programy będziemy kierować zarówno do dzisiejszych przedsiębiorców i menedżerów, jak i przyszłych kadr biznesu. Kierunek ten jasno wynika z prowadzonych przez nas badań – podsumowuje Dariusz Steć, dyrektor wykonawczy PZF.

PZF wspólnie z ARC Rynek i Opinia opracował autorski wskaźnik nastawienia do usług faktoringowych. Przygotowano go na podstawie pytań dotyczących: oceny własnej wiedzy na temat usług faktoringowych, korzystania z usług faktoringowych (obecnie i w przeszłości), polecania innym przedsiębiorcom skorzystania z usług faktoringowych i oceny usług faktoringowych jako narzędzia poprawy płynności finansowej. W obecnym badaniu wskaźnik przyjmuje wartość 33,8 pkt, co oznacza spadek o 2 punkty. Utrzymuje jednak wzrost o 4 punkty w stosunku do pierwszej fali badania.

W miarę realizacji kolejnych edycji badania PZF będzie nadal śledzić, jak przedsiębiorcy w Polsce zmieniają swoje nastawienie do usług faktoringowych.

Kontrowersje wokół mierzenia temperatury pracownikom. Prawnicy mocno podzieleni w tej kwestii

Mierzenie temperatury pracownikom nie jest wprost uregulowane w obowiązujących przepisach. Jednocześnie to na pracodawcy spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo i higienę pracy. Dodatkowo pojawią się wątpliwości w zakresie RODO. Wynik pomiaru stanowi przecież informację o faktycznym stanie zdrowia danej osoby. Natomiast przetwarzanie danych wrażliwych jest generalnie zabronione. Z kolei eksperci nie są zgodni co do tego, czy trzeba uzyskać zgodę pracownika na przeprowadzenie takiego badania. Tymczasem na rynku obserwuje się wzmożony ruch w kwestii zakupu urządzeń do tego typu pomiarów. Jednocześnie pracodawcy chcą zmiany przepisów, bo czują się niepewni i zagrożeni całą sytuacją.  

Luka w przepisach

– Od co najmniej 2-3 miesięcy na rynku widać wzmożone zainteresowanie pracodawców mierzeniem temperatury swoim pracownikom. A problem może być jeszcze większy jesienią. Przedsiębiorcy pytają, jak robić to w sposób bezinwazyjny lub nieangażujący zatrudnionych osób. Jednak zainteresowani tym tematem przyznają, że sami dokładnie nie wiedzą, czy taki proces jest w pełni legalny. I mocno o to dopytują sprzedawców. Są też zaniepokojeni kwestiami RODO, które dodatkowo komplikują sytuację – zwraca uwagę Piotr Piątek z firmy technologicznej WARMIE.

Podwyższona temperatura ciała jest wskazywana jako jeden z głównych objawów zarażenia koronawirusem. Natomiast możliwość jej mierzenia pracownikom nie została wprost uregulowana w obowiązujących przepisach, co podkreśla radca prawny Szczepan Wroński, ekspert BCC ds. prawa pracy. Tak było zarówno przed okresem pandemii, w szczególności w kodeksie pracy, jak i w tzw. specustawach.

– Uważam, że mierzenie temperatury pracownikom i osobom zatrudnionym na podstawie umów cywilnoprawnych jest dopuszczalne w świetle RODO. Przepisy prawa pracy wprost nakładają na pracodawcę odpowiedzialność za bezpieczeństwo i zdrowie pracowników w zakładzie pracy. Ponadto zobowiązują pracowników do współpracy z pracodawcą oraz przełożonymi w wypełnianiu obowiązków dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy – komentuje Bartłomiej Raczkowski, adwokat z Kancelarii Raczkowski, specjalizującej się w prawie HR.

Według mec. Wrońskiego, mamy do czynienia z kolizją dwóch wartości – zapewnieniem bezpieczeństwa pracownikom oraz ochroną ich danych osobowych. Wydaje się oczywiste, że pracodawca może mierzyć temperaturę pracownikom, aby ustrzec ich przed zarażeniem. Ale zgodnie z regulacjami RODO, wynik pomiaru temperatury stanowi informację o stanie fizjologicznym człowieka. Jest więc faktycznie informacją o stanie zdrowia. A to już należy do kategorii tzw. danych wrażliwych, których przetwarzanie generalnie jest zabronione.

– Jeśli pracodawca tylko zmierzyłby temperaturę, ale w żaden sposób by nie rejestrował odczytów i nie podejmował w związku z nimi żadnych działań, to nie nastąpi przetwarzanie danych osobowych. RODO w ogóle nie będzie miało zastosowania. Inaczej jest w sytuacji, kiedy u pracownika lub osoby zatrudnionej na podstawie umowy cywilnoprawnej wystąpi gorączka, a pracodawca zamierza podjąć dalsze kroki, np. nie wpuścić gorączkującej osoby na teren zakładu pracy. Tutaj już dochodzi do przetwarzania ww. danych w określonym celu – wyjaśnia Edyta Jagiełło, radca prawny z Kancelarii Raczkowski.

Zdaniem Szczepana Wrońskiego, badanie temperatury pracownikom jest uzasadnione. Nie powinno więc stanowić przesłanki do ukarania pracodawcy za naruszenie ochrony danych osobowych, zwłaszcza w stanie epidemii. Ponadto pojawiły się liczne rekomendacje rządowe oraz GIS-u ws. mierzenia temperatury jako środka zapobiegawczego przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Pozycja pracownika

– Co do zasady pracodawca powinien uzyskać zgodę pracownika na dokonanie pomiaru temperatury jego ciała. Podjęcie takiego profilaktycznego działania może mieć znaczenie dla przeciwdziałania COVID-19. Nie jest jednak ustalona przepisami prawa wysokość temperatury pozwalająca na stwierdzenie, że pracownik jest chory albo zarażony wirusem Sars-Cov-2. Takie stanowisko prezentuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – przypomina Tomasz Zalewski, p.o. rzecznika prasowego Głównego Inspektora Pracy.

Jak stwierdza adwokat Raczkowski, zgoda nie jest podstawą mierzenia temperatury pracowników czy osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych i podejmowanych w związku z tym działań pracodawcy. Tu istotny pozostaje przepis prawa – obowiązek pracodawcy dbania o bezpieczeństwo i higienę pracy w zakładzie pracy. Zdaniem eksperta, jest to jednak obarczone ryzykiem. W jednej z publikacji prasowych PUODO wyraził pogląd, że przepisy BHP nie mogą być podstawą do przetwarzania danych w związku z pomiarem temperatury. Istnieje więc ryzyko, że organ takie działania pracodawców zakwestionuje.

– Bez zgody pracującego pracodawca nie może dokonywać pomiaru temperatury jego ciała. Nie umożliwiają bowiem takiego działania przepisy ustawy z 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy, jak również tzw. specustawy z 2 marca 2020 r. Pracownik może więc odmówić takiego badania – dodaje Tomasz Zalewski.

Natomiast mec. Jagiełło podkreśla, że w dzisiejszym stanie prawnym pracownik nie może odmówić pomiaru temperatury. Badanie odbywa się bowiem w celu zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Ewentualna odmowa powinna być traktowana jako naruszenie przez pracownika obowiązków pracowniczych ze wszystkimi tego konsekwencjami.

– Niestety, ale ta kwestia nie jest jednoznacznie uregulowana w przepisach. Możliwa jest odmowa przez pracownika poddania się badaniu, przy czym pracodawca ma prawo w takim przypadku zlecić mu np. pracę zdalną. Jeśli jednak nie jest to możliwe, to dana osoba powinna liczyć się z konsekwencjami nałożonymi przez pracodawcę. Ostatecznie takie sprawy rozstrzygane będą przez sądy – mówi ekspert BCC ds. prawa pracy.

Tylko rekomendacje

Na sytuację pracodawców zwraca uwagę adwokat Raczkowski. Ekspert podkreśla, że do dzisiaj nie otrzymali oni od organów państwowych wyraźnego upoważnienia do podejmowania konkretnych działań. A sprawa dotyczy zapobiegania rozprzestrzeniania się COVID-19 w miejscu pracy. PUODO wydał jedynie oświadczenie. Zgodnie z nim, mierzenie temperatury jest dopuszczalne tam, gdzie pojawią się odpowiednie decyzje GIS-u.

– Są rekomendacje GIS-u dotyczące pracy sezonowej w gospodarstwach rolnych. Z nich wynika, że optymalny jest bezdotykowy pomiar temperatury. W przypadku innego termometru, dezynfekcja obowiązuje po każdym jego użyciu. Ponadto dane są zbierane przynajmniej raz dziennie. Zajmuje się tym wyznaczona osoba, najlepiej przed rozpoczęciem pracy. Gospodarz powinien uzyskać zgodę pracownika na tego typu działanie. Wynik powyżej 37°C kwalifikuje do odsunięcia danej osoby od świadczenia pracy, pozostania na kwaterze i częstszego pomiaru temperatury – informuje Szczepan Wroński.

Z kolei rzecznik Głównego Inspektora Pracy zaznacza, że w przypadku stwierdzenia u pracownika podwyższonej temperatury można zwrócić się z pytaniem do Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Ona jest właściwym organem nadzoru w zakresie zdrowia publicznego oraz realizacji działań związanych z przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19.

– Co do samej procedury mierzenia temperatury, to rekomendujemy działania zgodnie z zasadą minimalizacji danych. Wystarczy pobierać jedynie informację, czy dana osoba ma gorączkę. Pracodawca nie będzie wówczas w ogóle pozyskiwać szczegółowych wyników badań. Nie ma bowiem też podstaw, aby je dalej przetwarzać. Taki przedsiębiorca nie powinien również nigdzie zapisywać wskazanych wartości i w żaden sposób ich rejestrować – przekonuje mec. Jagiełło.

Jak podsumowuje ekspert z WARMIE, pracodawcy chcą działać w pełni profesjonalnie i zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa w swoich firmach. Jednocześnie zależy im na tym, aby przestrzegać obowiązujących przepisów prawa. Nie chcą polegać wyłącznie na rekomendacjach prawników, którzy jak widać są podzielenie w temacie. Krytykują też obecny stan, mówiąc, że trzeba szybko zmienić prawo. Czują się mocno zagrożeni całą sytuacją.

Resort cyfryzacji przedłużył umowę z twórcami aplikacji „Kwarantanna domowa”

Na 12 miesięcy została zawarta nowa umowa pomiędzy Ministerstwem Cyfryzacji a twórcami aplikacji „Kwarantanna Domowa”. Do tej pory rozwiązanie, przygotowane przez warszawską spółkę TakeTask, obsłużyło w sumie przeszło 600 tysięcy kont. Natomiast policja sprawdziła łącznie ponad 9,3 mln razy osoby skierowane na kwarantannę. Po tych danych widać, że aplikacja była potrzebna  i przynosi wymierne korzyści, w tym spore oszczędności w budżecie państwa. Co istotne, nie miała ona również żadnej poważnej awarii. Jest też ciągle udoskonalana, dzięki czemu od niedawana mogą z niej korzystać także osoby posługujące się językiem rosyjskim czy ukraińskim. Dalsze stosowanie tego narzędzia będzie kosztowało resort 51 tys. zł miesięcznie.

Ministerstwo Cyfryzacji zawarło nową, dwunastomiesięczną umowę z warszawską spółką TakeTask, która odpowiada za przygotowanie i wdrożenie aplikacji „Kwarantanna domowa”. Korzystanie z niej będzie kosztowało resort 51 tys. zł miesięcznie. To rozwiązanie obsłużyło do tej pory ponad 600 tys. kont. Od 1 kwietnia br. muszą z niego korzystać osoby przebywające na obowiązkowej kwarantannie domowej.

– Aplikacja weszła w życie już po tym, jak dziesiątki tysięcy osób objęto kwarantanną po powrocie z zagranicy. Narzędzie udało się uruchomić w ciągu trzech dni, a w kilku kolejnych aktywowano wszystkie konta dla osób na kwarantannie. Początkowo część wizyt była powielana przez policję. Obecnie czasami powtarzają się one z funkcjonowaniem aplikacji, ale ma to zdecydowanie rzadszy charakter – mówi Marek Mróz, współzałożyciel i CTO firmy technologicznej TakeTask S.A.

Z kolei jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, od początku prowadzenia działań związanych ze zwalczaniem epidemii w Polsce do dnia 2 lipca br. funkcjonariusze sprawdzili łącznie 9 348 mln razy osoby skierowane na kwarantannę.

– Gdyby wszystkie wykonane zadania w aplikacji pomnożyć przez potencjalny koszt wizyty policjanta, to okazałoby się, że „Kwarantanna domowa” przyniosła spore oszczędności w budżecie państwa. Dodatkowo mamy trudny do wyliczenia potencjalny koszt wzrostu przestępczości, który został ograniczony ze względu na mniejsze obciążenie policji kontrolami związanymi z kwarantanną. Ponadto aplikacja razem z wizytami funkcjonariuszy skutecznie zmniejszyła liczbę osób, które w przeciwnym razie złamałyby kwarantannę i przyczyniłyby się do wzrostu liczby zachorowań – wyjaśnia Sebastian Starzyński, założyciel firmy i prezes TakeTask S.A.

Działanie aplikacji od początku budziło spore zainteresowanie, zarówno społeczeństwa jak i mediów. Mówiło się o nieprawidłowościach i tym podobnych aspektach, jednak usterki dotyczyły mniej niż 1% użytkowników. Ponadto warszawska spółka nie odnotowała żadnej poważnej awarii, choć zdarzają się sporadyczne trudności. Większość z nich dotyczy nieusuwalnych problemów z urządzeniami użytkowników końcowych. Nie są więc one bezpośrednio związane z aplikacją. Zdarzają się też opóźnienia w dostarczaniu wiadomości SMS przez ich dostawców.

– W ostatnim czasie jedną z większych aktualizacji było uproszczenie interfejsu użytkownika aplikacji na systemie Android/iOS. Uproszczone zostały pewne detale, dzięki czemu podział zadań i sama aplikacja są bardziej czytelne. Obecnie do pobrania w sklepie Google Play dostępna jest już nowa wersja „Kwarantanny domowej” w języku ukraińskim i rosyjskim. Dzięki temu osoby na co dzień posługujące się tymi językami mogą komfortowo odbyć obowiązkową kwarantannę w Polsce – informuje Marek Mróz.

Nowa umowa m.in. określa to, że TakeTask zajmuje się monitoringiem „Kwarantanny domowej” oraz pracami administracyjnymi. Ponadto odpowiada za całą architekturę aplikacji w celu zabezpieczenia jej prawidłowego działania, a także za rozwój według aktualnych potrzeb.

– „Kwarantanna domowa” jest przygotowana na to, by korzystały z niej tysiące aktywnych użytkowników. Jednak mamy nadzieję, że będzie ich jak najmniej. Pierwotna umowa zakładała działanie aplikacji dla minimum 500 tys. użytkowników i ta wartość jest nadal utrzymywana. Zgodnie z ustaleniami, Ministerstwo Cyfryzacji ma możliwość rozwijania tego rozwiązania. Jednak takie decyzje będą wynikały z bieżącej sytuacji i aktualnych potrzeb – podsumowuje prezes Starzyński.

Nie wszyscy pracownicy ryzykownych branż mają zapewnione środki ochrony przed COVID-19

Ryzyko zarażenia koronawirusem powodującym chorobę COVID-19 jest większe w przypadku kilku grup zawodowych. Jest to oczywiście personel medyczny – lekarze i lekarki, zespoły pielęgniarskie i ratownicze. Państwo powinno zapewnić im należyte środki ochrony osobistej. Nie zawsze tak się dzieje, ale personel medyczny chroniony jest prawem pracy – które jest podstawą domagania się większej ochrony. Inaczej ma się sytuacja w przypadku pracowników innych branż, które także charakteryzują się wysokim ryzykiem zarażenia. To sprzedawcy, kasjerzy, kurierzy i dostawcy – którzy codziennie dbają o zaopatrzenie sklepów i gospodarstw domowych w potrzebne produkty. Ich pracodawcy nie są jednak zawsze zobowiązani do tego, by zapewnić im należyte środki ochrony przed wirusem – osoby te często pracują na umowach cywilnych i nie chroni ich kodeks pracy. 

– Prawo pracy wymaga od pracodawców, żeby dbali o swoich pracowników w miejscu pracy. Dotyczy to również odpowiednich zabezpieczeń indywidualnych i zbiorowych. Takie środki ochrony nie są zawsze zapewnione osobom, które pracują na śmieciówkach. Jeżeli w umowie nie jest przewidziane odpowiednie zabezpieczenie, to prawo cywilne nie przewiduje nadzwyczajnych ochron dla takich zleceniobiorców – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – W związku z tym te osoby muszą zadbać o swoje bezpieczeństwo samodzielnie. W sytuacji kryzysu epidemicznego jest to dosyć trudne – często dochodzi do obniżenia wynagrodzeń i redukcji miejsc pracy, a indywidualne dbanie o odpowiednie środki ochrony generuje koszty. W związku z tym powinniśmy pamiętać o tym, aby odpowiednie zabezpieczenia były kierowane do osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych. Środki ochrony powinny również trafiać do młodych osób, wykonujących pracę platformową – a więc kurierów, dostawców i przewoźników – pracujących według zleceń z aplikacji. Duże ryzyko zarażenia dotyka także cudzoziemców nie mogących powrócić do kraju – co zmusza ich do wykonywania dodatkowych prac z narażeniem życia i zdrowia. Należy zadbać o odpowiednie zabezpieczenia prawne i medyczne, aby grupy te objąć należytą ochroną – apeluje Spytek-Bandurska.

W 2021 roku spodziewany duży napływ inwestycji w centra usług wspólnych. Polski rynek okazał się odporny na kryzysowe sytuacje

Centra usług wspólnych szybko przystosowały się do kryzysu wywołanego koronawirusem. Rozbudowana infrastruktura teleinformatyczna i elastyczność zarządzania sprawiły, że zdecydowana większość firm szybko przeszła na tryb pracy zdalnej. Sektor usług nowoczesnych w Polsce składa się z ponad 1,5 tys. centrów, a w 2019 roku powstały 53 nowe. – Z dużym optymizmem patrzę na rok 2021. Polska udowodniła, że nawet w dobie kryzysu można zachować ciągłość pracy, więc przewidujemy, że rozwój będzie szybszy niż w tym i poprzednim roku – ocenia Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

– Rynek centrów usług wspólnych w Polsce rozwija się już od blisko ćwierć wieku, a ostatnie cztery miesiące pokazały, jak niespotykane okoliczności mogą na ten sektor wpłynąć. Koronawirus spowodował praktycznie natychmiastowe przeniesienie pracy do modelu zdalnego, z czym zresztą Polska znakomicie sobie poradziła w porównaniu z innymi regionami świata, np. Azją – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiktor Doktór.

Z badań Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL wynika, że sektor nowoczesnych usług szybko przystosował się do sytuacji wywołanej pandemią koronawirusa. Co trzecia firma przeszła na tryb pracy zdalnej już dzień po zamknięciu przedszkoli, a 85 proc. zrobiło to w ciągu pięciu dni.

 Sytuacja z koronawirusem pokazała, że można zachować ciągłość pracy, pozostając poza strukturami biurowymi. Sektor centrów usług wspólnych jest jednym z nielicznych, który doskonale się odnalazł w całej tej nieciekawej sytuacji – ocenia prezes Fundacji Pro Progressio.

Dla firm przejście na model pracy zdalnej wymagało wdrożenia nowych narzędzi do komunikacji czy monitorowania pracy. Jednym z poważnych wyzwań dla branży, jak podkreśla Wiktor Doktór, było wypracowanie standardów zarządzania personelem na odległość. Drugim okazało się wprowadzenie rozwiązań, które zapewniałyby jak największe cyberbezpieczeństwo.

– Przeniesienie obsługi procesów do modelu zdalnego, rozproszonego wymagało zachowania odpowiedniej czujności i zabezpieczenia dostępu do danych. To proces dość mocno obarczony wyzwaniami i cyberbezpieczeństwo będzie jednym z głównych tematów, którymi centra usług wspólnych będą się dalej zajmowały, jeżeli myślą o kontynuowaniu pracy w modelu pracy rozproszonej – mówi.

Ankietowani przedstawiciele centrów zadeklarowali, że są gotowi przenieść do pracy zdalnej lub mieszanej 35 proc. zatrudnionych osób.

Dane ABSL wskazują, że sektor usług nowoczesnych w Polsce składa się z 1513 centrów obsługi procesów biznesowych, usług wspólnych, IT oraz centrów badawczo-rozwojowych. W 2019 roku powstały 53 nowe tego typu obiekty, z czego 19 stworzyły polskie firmy. Pośród 970 firm posiadających w Polsce centra usług biznesowych 71 proc. stanowią inwestorzy zagraniczni, ale nowe centra otwierają przede wszystkim inwestorzy z Polski. Na kolejnych pozycjach plasują się podmioty amerykańskie, niemieckie, francuskie, holenderskie, szwedzkie i brytyjskie.

– W ubiegłym roku nowych inwestycji w centra usług wspólnych było 29, w roku 2020 mamy zakomunikowanych 11 wejść do różnych polskich miast. Ta liczba może się w tym roku podwoić, więc będzie on bardzo zbliżony do roku ubiegłego. Z dużym optymizmem patrzę na rok 2021, co wynika z faktu, że Polska udowodniła, że można u nas nawet w dobie kryzysu zachować ciągłość pracy. Dlatego też na rok 2021 przewidujemy, że rozwój będzie wyższy niż w latach 2019–2020 – analizuje Wiktor Doktór.

Polski rynek może zyskać na zjawisku nearshoringu, czyli powrotu na rynki lokalne i skracaniu łańcuchów dostaw w światowej gospodarce. To może oznaczać, że Polska przejmie inwestycje i zlecenia kierowane do tej pory np. do Azji. Zgodnie z badaniami ABSL takiego trendu spodziewa się blisko połowa firm.

Ponad połowa (56 proc.) z nowo powstałych centrów jest wynikiem wejścia na polski rynek nowych inwestorów Jak wskazuje ekspert, choć dużo mówi się o reshoringu czy nearshoringu, najlepszą lokalizacją dla inwestorów jest wciąż Europa.

– Jestem świeżo po rozmowach z ekspertami z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, którzy jasno mówią, że Europa pokazała się jako stabilny rynek. Zatem widać zainteresowanie lokowaniem centrów usług wspólnych w Polsce, na Litwie czy w Bułgarii. Możemy się spodziewać kolejnych inwestycji w tym regionie – przekonuje prezes Fundacji Pro Progressio.

Sektor mleczarski domaga się dyskusji nad europejskimi projektami ekologicznymi. Obawia się spadku opłacalności produkcji rolniczej

Dwie strategie w ramach Europejskiego Zielonego Ładu – ochrony bioróżnorodności i „Od pola do stołu” – w kształcie zaproponowanym przez Komisję Europejską martwią branżę mleczarską. Jej zdaniem potrzebne są: dyskusja nad długoterminową strategią, rzetelna ocena skutków wprowadzenia tych strategii i znalezienie sposobów na zachęcenie rolników do pozostania w gospodarstwach i kontynuowania produkcji żywności.

Problemy, z jakimi branża mleczarska będzie się borykała, to m.in. ogromne wyzwanie, jakie stawia przed nami strategia „Od pola do stołu” (Farm to Fork). Musimy się zastanowić i porozmawiać na temat długoletniej strategii sektora mleczarskiego, nie 5- czy 10-letniej, ale 20-letniej, a nawet i dłuższej, dlatego że przed nami bardzo poważne decyzje, które będą skutkowały tym, w jaki sposób będziemy funkcjonowali w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Maliszewska, dyrektor Polskiej Izby Mleka, wiceprezydent COGECA. – Czy mamy myśleć o konsolidacji, czy raczej o rynku lokalnym. Jest cała masa niewiadomych, ale dzisiaj tworząc taką strategię, musimy wiedzieć, w jaki sposób branża mleczarska wpisze się w Europejski Zielony Ład, od którego już nie ma odwrotu.

Komisja Europejska zaproponowała w maju dwa projekty strategii, w ramach których europejscy rolnicy mieliby do 2030 roku ograniczyć używanie pestycydów o połowę, nawozów o 20 proc., a sprzedaż środków przeciwdrobnoustrojowych stosowanych u zwierząt gospodarskich i w akwakulturze miałaby spaść o połowę. Ponadto rolnicy mieliby ugorować 10 proc. gruntów w celu przywrócenia różnorodności biologicznej oraz pozyskiwać 25 proc. żywności z upraw ekologicznych. Dotyczy to również produkcji zwierzęcej, np. mleka. Rolnicy chcieliby dążyć w tej sytuacji do zwiększania wydajności krów, ale w przypadku stad ekologicznych wydajność jest niższa, co przy ograniczeniu areału spowoduje spadek opłacalności produkcji.

Nie jesteśmy samowystarczalni w obszarze takiego produktu jak mleko ekologiczne. Dzisiaj produkujemy go bardzo niewiele, zarówno w skali Europy, jak i Polski, bo krajowa produkcja produktów ekologicznych wynosi około 7 proc. Jeżeli mamy dotrzeć do tych 25 proc., to rzeczywiście bardzo daleka droga przed nami – mówi dyrektor Polskiej Izby Mleka. – Trzeba wiedzieć, że przekształcenie zwykłej produkcji w produkcję mleka ekologicznego jest niezwykle kosztochłonne, pracochłonne. To jest okres co najmniej dwóch lat pracy rolnika. To też oznacza import tego mleka spoza Polski. Musimy myśleć o tym, jak dążyć do osiągnięcia tych celów, a z drugiej strony takie organizacje jak COGECA muszą zabiegać o to, żeby rolnicy mieli zabezpieczone środki finansowe na ich realizację.

Jak podkreśla, potrzebna jest rzetelna ocena skutków wprowadzenia nowych strategii dla branży mleczarskiej i szerzej dla całego rolnictwa. W czerwcu Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadziło konsultacje społeczne i zbierało uwagi środowisk rolniczych do przedstawionych przez KE propozycji. Minister Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedział już w mediach, że będzie mocne stanowisko Polski w tej sprawie.

Będziemy musieli się także zastanowić, czy młodzi ludzie w przyszłości będą w stanie z rolnictwa wyżyć – apeluje Agnieszka Maliszewska. – Mam nadzieję, że znajdą się takie mechanizmy i taki rodzaj pomocy, które będą ich zachęcały do pozostawania w gospodarstwach, prowadzenia produkcji i bycia naszymi żywicielami. Jestem optymistką i mam nadzieję, że uda nam się wypracować takie modele rozwiązań, w których będziemy pomagali młodym rolnikom, a z kolei nasze naciski na Komisję Europejską spowodują, że znajdzie się więcej środków poza budżetem wspólnej polityki rolnej na wsparcie rolnictwa. 

Wyzwania związane z przekształcaniem produkcji nakładają się dodatkowo na pandemię koronawirusa i brexit – niemal na półmetku od wyjścia Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty do ostatecznego terminu wypracowania warunków dalszej koegzystencji UE i Wielka Brytania wciąż są dalekie od porozumienia.

Śląsk ma kilkanaście lat na odejście od górnictwa. Proces ten zachwieje rynkiem pracy w regionie

– Jesteśmy już spóźnieni. Zostało kilkanaście lat na przeprowadzenie kompleksowej transformacji Śląska. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza, że wyzwania będą coraz większe, a tempo zmian szybsze – mówi Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. Jak podkreśla, dekarbonizacja Śląska jest nieunikniona, ale musi zostać przeprowadzona zgodnie z dobrym planem, bo spowoduje głębokie przekształcenia na rynku pracy. Sami górnicy szans przyszłego zatrudnienia upatrują w transporcie, motoryzacji, ale także w energetyce odnawialnej.

– Potrzebne jest bardziej planowe podejście do transformacji Śląska, niż to miało miejsce w przeszłości. Wtedy kopalnie zamykano w sposób nagły, kiedy już nie dało się ich uratować ani kontynuować działalności. Ludzie tracili pracę, były gwałtowne ruchy, aby zaproponować im coś w zamian. Jeżeli będziemy mieli strategię odchodzenia od węgla stopniowo – na przestrzeni dekady, dwóch – to wówczas będzie można zaplanować programy i przeszkolić ludzi do innej pracy, zaproponować im coś innego. To długoterminowe podejście jest teraz najważniejsze – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych, który prowadzi badania nad przełożeniem procesu dochodzenia do neutralności klimatycznej na rynek pracy na Śląsku.

Węgiel jest surowcem, na którym wciąż opiera się polska energetyka (w 2019 roku jego udział w produkcji energii wyniósł 73,6 proc.), a według danych ARP na koniec marca br. w sektorze górniczym zatrudnionych było 82,6 tys. osób. Jednak z przyczyn ekonomicznych i klimatycznych stopniowe wygaszanie wydobycia węgla w Polsce jest nieuniknione. Rządowe plany zakładają, że udział tego surowca w miksie energetycznym ma sukcesywnie spadać (do poziomu 60 proc. w 2030 roku) przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z odnawialnych źródeł.

To oznacza, że rola węgla w gospodarce Śląska będzie stopniowo maleć. Dla regionu, który jest kulturowo i ekonomicznie uzależniony od kopalń, dekarbonizacja będzie stanowić główne wyzwanie nadchodzących dekad i pociągnie za sobą daleko idące zmiany gospodarcze i społeczne. Jak podkreśla prezes IBS, sprawna transformacja Śląska będzie jednak możliwa tylko wtedy, kiedy zostanie zaplanowana dobrze, z wyprzedzeniem i przy współudziale wszystkich zainteresowanych stron.

– Potrzeba współpracy na różnych poziomach administracji publicznej. Po pierwsze, potrzebna jest inicjatywa centralna, żeby ludzie na Śląsku wiedzieli, jak długo jeszcze górnictwo będzie działać i jak ma wyglądać ta ścieżka. Po drugie, potrzebny jest poziom wojewódzki, który będzie koordynował działania pomiędzy różnymi powiatami. Niezbędne jest też zaangażowanie lokalne, bo transformacja nie może zostać przeprowadzona odgórnie. Ludzie w poszczególnych miastach na Śląsku muszą być zaangażowani i akceptować kierunek zmian – mówi prezes Instytutu Badań Strukturalnych. – To jest duże wyzwanie, bo do tej pory mieliśmy albo inicjatywy centralne, albo był dialog między związkami zawodowymi i kopalniami. Brakowało wielopłaszczyznowego, kompleksowego podejścia.

Jak ocenia, zmiany w polskiej energetyce i górnictwie i tak są już spóźnione o co najmniej 20 lat, dlatego teraz – m.in. wobec konieczności ograniczenia emisji CO2 zgodnie z porozumieniem paryskim i zaostrzenia polityki klimatycznej UE – będą przebiegać szybciej i gwałtowniej, niż gdyby zostały zaplanowane z wyprzedzeniem.

– Teraz nie można już czekać, zostało kilkanaście lat na przeprowadzenie kompleksowej transformacji tego regionu. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza, że te wyzwania będą coraz większe, a tempo zmian szybsze – ostrzega Piotr Lewandowski.

Dekarbonizacja Śląska pociągnie za sobą głębokie przekształcenia na rynku pracy, co dla pracowników będzie wiązać się zarówno z zagrożeniami, jak i nowymi możliwościami. Jak pokazuje ubiegłoroczny raport Instytutu Badań Strukturalnych, w latach 2015–2040 przy realizacji ambitnej polityki klimatycznej liczba miejsc pracy w górnictwie zmniejszy się o 50 tys. Nie oznacza to, że tyle osób straci pracę, bo do 2040 roku 53 tys. górników odejdzie z sektora w sposób naturalny, czyli na emeryturę.

Górnicy, których kopalnie zostaną zamknięte, zanim osiągną wiek emerytalny, będą zmuszeni do zmiany miejsca pracy. Duże szanse na znalezienie nowego zatrudnienia mają mi.in. w sektorach przetwórstwa przemysłowego, transportu czy budownictwa. Bardziej skomplikowana jest sytuacja górników z niższym wykształceniem – w ich przypadku znalezienie atrakcyjnej pracy poza kopalnią może wiązać się z koniecznością zdobycia dodatkowych kwalifikacji.

– Śląsk jest najważniejszym w Polsce zagłębiem przemysłowym. Nawet jeśli zmniejszy się zatrudnienie w górnictwie, to różnego rodzaju branże przemysłowe będą się tam prężnie rozwijać jeszcze przez całe dekady – podkreśla ekspert. – W tej chwili na Śląsku ok. 30 proc. zatrudnienia jest właśnie w przemyśle i tylko co piąte spośród tych miejsc pracy jest w sektorze górniczym. To oznacza, że znakomita większość jest zatrudniona gdzie indziej, np. w branży motoryzacyjnej czy chemicznej. Z naszych badań wśród górników wynika zresztą, że właśnie praca w branży motoryzacyjnej czy w budownictwie jest przez nich postrzegana jako dobra alternatywa.

Jako główny kierunek poszukiwania nowej pracy górnicy wskazują przede wszystkim sektor wydobywczy niezwiązany z węglem (20 proc.), transport (14,9 proc.) i branżę motoryzacyjną (14,8 proc.). Średnio co dziesiąty (10,7 proc.) wskazał też na energetykę odnawialną – wynika z badania przeprowadzonego w zeszłym roku przez IBS. Pokazuje ono też, że większość górników wysoko ocenia swoje kwalifikacje zawodowe – jako stwarzające realną możliwość otrzymania pracy poza górnictwem. Najważniejszymi kryteriami przy wyborze nowego miejsca pracy są wysokość wynagrodzenia i stabilność zatrudnienia.

Co jednak problematyczne, wynagrodzenia w takich sektorach jak transport czy motoryzacja są zdecydowanie niższe niż w górnictwie. Tymczasem prawie połowa górników zdecydowanie nie wyraża zgody na pracę za wynagrodzenie mniejsze, niż otrzymują w kopalni. Tylko co czwarty byłby skłonny podjąć pracę poza górnictwem z wynagrodzeniem niższym o około 250 zł. Nieliczni byliby skłoni obniżyć swoje wynagrodzenie maksymalnie o 750 zł.

Dekarbonizacja Śląska będzie mieć też wpływ na zatrudnienie w branżach dostarczających dobra i usługi niezbędne do funkcjonowania kopalni. Z szacunków IBS wynika, że liczba pracowników, których miejsca pracy są bezpośrednio związane z górnictwem, wynosi 57 tys. (czyli ok. 0,4 proc. całkowitej liczby pracowników w Polsce). W samym regionie śląskim to około 35 tys. miejsc pracy, czyli 2 proc. zatrudnienia w województwie. Stopniowy spadek liczby miejsc pracy zależnych od górnictwa rozłoży się jednak na kilka dekad i również w tym przypadku część pracowników odejdzie w tym czasie na emeryturę. Co więcej, firmy zależne od górnictwa będą w przyszłości szukać nowych rynków zbytu i przestawiać produkcję na dobra wykorzystywane w innych działach gospodarki.

– W trakcie pandemii ludzie uświadamiają sobie, że praca w górnictwie jest niebezpieczna i zadają sobie pytanie, czy aby na pewno potrzebna, skoro istnieją inne metody wytwarzania energii, bardziej czyste, które nie wiążą się ze smogiem i nie mają konsekwencji zdrowotnych. Poza tym ten kryzys bardzo pogarsza kondycję spółek węglowych, które mają koszty, ale nie są w stanie produkować i sprzedawać – mówi Piotr Lewandowski. – Trzeba zadać pytanie, czy biorąc pod uwagę morze innych potrzeb w gospodarce, wspomaganie spółek węglowych środkami publicznymi przez państwo to rzeczywiście najlepszy sposób ich wydatkowania.

Transformacja węglowa Śląska to największe wyzwanie nadchodzącej dekady. Region może wykorzystać w tym procesie miliardowe środki, które UE przewidziała w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i innych instrumentów finansowych przeznaczonych na łagodzenie skutków dekarbonizacji. Jednak eksperci podkreślają, że potrzebne są też narzędzia, które załagodzą nie tylko ekonomiczne, ale i społeczno-kulturowe skutki tej transformacji.

Branża fashion umacnia swoją pozycję w internecie. Firmy wciąż spodziewają się wyższej sprzedaży w sieci niż przed pandemią

Po marcowym zamrożeniu wydatków w sieci i kwietniowym boomie zakupowym sytuacja w branży fashion powoli wraca do normy. Na ponad połowę firm sprzedających na platformie Domodi.pl koronawirus miał negatywny wpływ, ale na 26 proc. miał korzystne przełożenie. Zdecydowana większość firm spodziewa się, że popyt w sieci utrzyma się większy niż przed pandemią. Sprzyja temu model pracy zdalnej. Badanie Domodi.pl pokazało, że 60 proc. osób pracujących w domu pozostaje w sieci po pracy i wykazuje aktywność zakupową – kupuje odzież, obuwie i dodatki.

– Pierwsza połowa roku była dla sklepów odzieżowych pełna wyzwań. Pojawiły się nowe problemy po tym, jak we Włoszech i Hiszpanii z powodu koronawirusa zostały zamknięte szwalnie i wyhamowała produkcja. Efektem pandemii było także zamknięcie sklepów w wielu krajach Europy. Od marca do kwietnia byliśmy świadkami bardzo dużego spadku związanego z popytem konsumenckim w sieci. Ruch online’owy po prostu zamarł – mówi agencji Newseria Biznes Marta Kaleta-Domaradzka z Grupy Domodi.

Na początku lockdownu konsumenci skupili się na zakupach produktów niezbędnych, zaspokajających najważniejsze potrzeby życiowe. Dopiero w połowie kwietnia, wraz z luzowaniem restrykcji, ruch w handlu powrócił i powoli uzyskuje poziomy podobne do tych sprzed pandemii.

– Na przełomie maja i czerwca przeprowadziliśmy ankietę wśród partnerów, która pokazała wpływ pandemii koronawirusa na finanse firm działających w polskim e-commerce. Aż 46 proc. ankietowanych wskazało, że był on negatywny, a dla 8 proc bardzo negatywny. Pozytywne aspekty zanotowało 18 proc. badanych podmiotów, a te wyjątkowo korzystne wskazało 13 proc. Wśród badanej grupy 15 proc. nie zauważyło wpływu wirusa na sytuację finansową swojej firmy – relacjonuje Marta Kaleta-Domaradzka.

Największe obawy wiązały się jednak z potencjałem zakupowym konsumentów i zyskami sklepów. Dla 28 proc. badanych przychody od momentu ogłoszenia pandemii wzrosły, a 18 proc. firm zauważyło, że wzrost ten był znaczny. Według 24 proc. badanych w ich sytuacji nie zmieniło się nic. Z kolei 31 proc. ankietowanych wskazało na spadki, w tym 25 proc na lekkie, a 6 proc – znaczące.

Konsumenci wstrzymali swoje zakupy, głównie modowe, zaraz po ogłoszeniu lockdownu, czyli ok. 13 marca – kontynuuje ekspertka z Grupy Domodi.. – Wiązało się to przede wszystkim z obawą o to, co czeka nas w najbliższej przyszłości. Z uwagi na ograniczone wyjścia z domu najpopularniejsze zwykle w marcu kategorie – sukienki czy baleriny – nie były kupowane. Na popularności zyskały natomiast obuwie i odzież sportowa oraz wszystkie wygodne rzeczy sprzyjające pracy w domu – dresy, piżamy, wygodne kapcie. Oczywiście w połowie kwietnia, w związku z kolejnymi obostrzeniami, „wybuchła” nowa kategoria produktowa – maseczki.

Według ankiety w Grupie Domodi praca zdalna uruchomiła korzystne zjawisko dla branży e-commerce – Polacy częściej korzystali z internetu i chętniej robili w nim zakupy. Przewidywania firm w tej kwestii są optymistyczne. 68 proc. sklepów uważa, że w przyszłości zwiększy się popyt w sieci, 11 proc. stwierdza, że nic się nie zmieni w porównaniu z tym, z czym mierzyliśmy się do marca. Z kolei tylko 10 proc. zakłada, że popyt w sieci będzie niższy.

Przewidujemy, że zdecydowana większość użytkowników pozostanie wierna online’owi. Po lockdownie nie otworzyło się wiele sklepów w galeriach handlowych, które pozostają w reżimie sanitarnym, ograniczają liczbę osób, które mogą w nich przebywać. Dlatego też część sklepów zdecydowała się na sprzedaż wyłącznie w kanale internetowym, gdzie popyt jest stale wysoki. Wiele sklepów stacjonarnych nie zatowarowało się w nowe kolekcje, które  są dostępne tylko w ich magazynach online’owych oraz na stronach www – zauważa Marta Kaleta-Domaradzka.

Ponadto firmy z branży fashion zdecydowały się na wcześniejsze wprowadzenie śródsezonowych wyprzedaży, tzw. mid season sales, które w przypadku kolekcji wiosennych rozpoczynały się zwykle w połowie kwietnia. Tymczasem w tym roku pojawiły się w marcu i sięgały do 30 proc. ceny. Konsumenci mogą się spodziewać kolejnych obniżek. Magazyny sklepów odzieżowych są wypełnione po brzegi i wyprzedaże mają na celu wyeliminowanie zapasów, które zalegają po okresie mniejszych obrotów w marcu i kwietniu.

Ekspert rynku: Polacy powinni skupić się na tworzeniu oprogramowania i aplikacji dla dronów, a nie samych maszyn

Drony sprawdzają infrastrukturę, badają place budowy, pomagają ratownikom, monitorują populacje dzikiej przyrody i analizują parkingi. Od szybkich dostaw w godzinach szczytu do skanowania nieosiągalnej bazy wojskowej – okazują się niezwykle przydatne w miejscach, do których człowiek nie może dotrzeć. Do tego potrzebują jednak coraz bardziej zaawansowanych technologii.  – Drony to nie lotnictwo, drony to Przemysł 4.0, informatyka. I w tym kierunku powinna pójść Polska – przekonuje Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro.

– Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym, że rynek dronów w Polsce to świetlana przyszłość,  przychody będą szły w miliardy, a generalnie Polska dronami stoi. Dzisiaj tak nie powiem, ponieważ kilka lat temu zbyt optymistycznie uwierzyliśmy, że na tym rynku chodzi o maszyny, a to nieprawda – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Kosieliński. – Cała sztuka leży w oprogramowaniu, systemach teleinformatycznych, aplikacjach i to jest dobry kierunek.

Szacuje się, że 95 krajów na całym świecie posiada już jakąś formę technologii dronów wojskowych. Sprawdzają się w inwigilacji czy operacjach ofensywnych. Drony wyposażone w kamery termowizyjne są przydatne w medycynie i ratownictwie, wykorzystywane w szacowaniu zniszczeń podczas katastrof naturalnych, kontrolują uprawy i hodowlę zwierząt. Zastosowań dronów jest coraz więcej, ich liczba rośnie wraz z rozwojem stosowanych w pojazdach aplikacji i systemów teleinformatycznych. Według PwC wschodzący globalny rynek usług biznesowych wykorzystujących drony jest wyceniany na ponad 127 mld dol.

Najnowsze, zaawansowane technologicznie drony są wyposażone m.in. w systemy unikania kolizji. Wykorzystują czujniki wykrywające przeszkody do skanowania otoczenia, podczas gdy algorytmy programowe i technologia SLAM przetwarzają obrazy w mapy 3D, umożliwiając dronowi wykrycie i uniknięcie zderzenia.

– Im więcej takich aplikacji, zastosowań powstanie i drony staną się zintegrowaną częścią danego systemu teleinformatycznego, tym dla nas będzie lepiej. Niech Chiny produkują drony, niech ktoś inny się skupia na skrzydełkach. My potrzebujemy przygotowywać takie projekty teleinformatyczne Przemysłu 4.0, w których znajdziemy zastosowanie dla dronów i będziemy umieli zbudować maszynę pod te konkretne zastosowania, nie odwrotnie – przekonuje prezes Fundacji Instytut Mikromakro.

Polska jako pierwszy kraj w Europie posiadała system operacyjny do koordynacji ruchu bezzałogowych statków powietrznych w separacji od ruchu lotniczego. Dzięki aplikacji DroneRadar sprawdzimy, czy można bezpiecznie wystartować pojazd w danym miejscu i czasie. Jako jedno z pierwszych państw uregulowała ten rynek i jest jednym z liderów technologii dronowych.

Rozwój rynku może przyspieszyć startujący projekt „Usługi cyfrowe dla bezzałogowych statków powietrznych”. Jego efektem ma być rozwój rozwiązań cyfrowych i teleinformatycznych dla branży.

– Wiemy, do czego drony wykorzystać, i wiemy, jak je pokazać na niebie, jak się nimi opiekować i jak zadbać o bezpieczeństwo. Nie wiemy, czy ludzie będą chcieli z tych aplikacji  korzystać. Zatem w tej chwili czeka nas gorący proces szukania i pokazywania tych zastosowań i mówienia ludziom: zapomnijcie o dronach jako lotnictwie. Drony to nie lotnictwo, drony to Przemysł 4.0, to informatyka, to zastosowania. Przestańcie patrzeć na  śmigiełka, na tę całą otoczkę, sensem istnienia dronów jest pozyskiwana informacja, a nie to, że latają – podkreśla Sławomir Kosieliński.

W czasie pandemii liczba ataków DDoS wzrosła o ponad 500 proc. Cyberprzestępcy wzięli na celownik zarówno wielkie korporacje, jak i małe firmy [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa zwiększyła aktywność cyberprzestępców. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zanotowali nie tylko wzmożoną aktywność przestępców wymierzoną w użytkowników świadczących pracę zdalną, na celowniku znalazła się także infrastruktura sieciowa dużych i małych firm. Z analiz przeprowadzonych przez ekspertów Nexusguard Research wynika, że w pierwszym kwartale liczba ataków DDoS wzrosła o  278 proc. względem analogicznego okresu w roku ubiegłym i aż o 542 proc. w porównaniu do czwartego kwartału 2019 roku.

Badania przeprowadzone przez Nexusguard Research nie pozostawiają złudzeń – w czasie pandemii koronawirusa aktywność cyberprzestępców gwałtownie wzrosła. Na popularności zyskali m.in. tzw. niewidzialni zabójcy, czyli krótkoterminowe działania hakerskie o niewielkim zasięgu, ciężkie do wykrycia i zatrzymania przez dostawców usług sieciowych.

– Niewielkie ataki tzw. niewidzialnego zabójcy nie są odosobnionymi przypadkami, ale ciągłym trendem, którego nie można już ignorować, ryzykując zalewem infrastruktury sieci internetowej – podkreśla Juniman Kasman, dyrektor ds. technologii w Nexusguard.

Z analiz przeprowadzonych przez ekspertów Nexusguard Research wynika, że w pierwszym kwartale 2020 roku liczba ataków DDoS wzrosła o  278 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym i aż o 542 proc. w porównaniu do czwartego kwartału 2019 roku.

Pandemia stworzyła także okazję do przeprowadzenia działań o znacznie większym zasięgu rażenia. Przedstawiciele firmy Amazon poinformowali, że dzięki usłudze AWS Shield w lutym tego roku udało się zapobiec największemu atakowi DDoS w historii internetu. Ruch wygenerowany przez cyberprzestępców osiągnął wartość 2,3 Tb/s. Poprzedni rekordowy atak o przepustowości 1,7 Tb/s przeprowadzono w marcu 2018 roku.

Z atakami tego typu mierzą się także firmy działające na polskim rynku. Z analizy przeprowadzonej przez ekspertów z Orange Polska wynika, że zagrożenie ze strony ataków DDoS na rodzime firmy wzrosło w ostatnim kwartale o 30 proc.

– Konieczne jest, aby dostawcy usług internetowych podjęli inicjatywę, aby zająć się każdym podejrzanym ruchem w sieci – niezależnie od wielkości lub ilości – aby klienci nie odczuwali awarii spowodowanych atakami DDoS – wskazuje Juniman Kasman.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa do 2025 roku wzrośnie do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Jak koronawirus zmienił codzienne życie Polaków?

Wybuch globalnej pandemii to bezprecedensowa sytuacja, która wpłynęła na niemal każdy aspekt naszego życia. Jak pokazują wyniki badania Mindshare Polska – zaczęliśmy m.in. lepiej planować zakupy, częściej korzystać z płatności bezgotówkowych, zwracać większą uwagę na nasze zdrowie, ale też poświęcać więcej czasu rodzinie i bliskim. Z deklaracji internautów wynika, że zmiany w tych obszarach zostaną z nami na stałe. Z kolei mniejszą szansę na utrwalenie mają: przedkładanie bezpieczeństwa produktów ponad ich ekologiczny charakter, oglądanie koncertów w internecie czy ćwiczenia wykonywane w domach.Infografika_Jak koronawirus zmienił codzienne życie Polaków_Badanie Mindshare Polska

Polacy lepiej planują zakupy i chętniej płacą bezgotówkowo

Wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego przyczyniło się do powstania zmian, z którymi wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Ograniczenia w liczbie osób przebywających w sklepie, godziny dla seniorów, a także lęk przed zarażeniem przyczyniły się do tego, że prawie połowa Polaków zaczęła lepiej planować zakupy. Obecnie robimy je rzadziej, ale podczas jednorazowej okazji kupujemy większą liczbę produktów. 36% badanych chętniej korzysta też ze sklepów internetowych, a prawie 40% częściej sięga po warzywa i owoce. Z kolei m.in. wszechobecne materiały zachęcające do bezgotówkowych płatności spowodowały, że zaczęło z nich korzystać lub korzystało częściej niż przed epidemią 45% internautów. Zmiany wpłynęły również na kryteria, którymi kierujemy się podczas wyboru artykułów – zwracamy większą uwagę na bezpieczeństwo opakowania i częściej kupujemy produkty polskiego pochodzenia.

W obszarze zachowań zakupowych, na podstawie deklaracji badanych, najtrwalszą zmianę możemy zaobserwować w sferze preferencji płatności metodami bezgotówkowymi. Na kolejnych miejscach uplasowały się: częstsze sięganie po produkty polskiego pochodzenia oraz zwiększona konsumpcja warzyw i owoców. Ponadto, prawie połowa internatów informuje, że aktualna sytuacja poprawiła ich umiejętność planowania zakupów na zawsze, a 42% częściej będzie sięgało po produkty przecenione. Trendem o relatywnie najbardziej krótkotrwałym charakterze na tle wszystkich zmian w obszarze zakupowym będzie przedkładanie bezpieczeństwa produktu nad jego aspekty ekologiczne, które dzisiaj deklaruje 30% internautów.

Lockdown przyśpieszył digitalizację społeczeństwa

Izolacja społeczna znacząco wpłynęła na zdigitalizowanie naszego codziennego życia. Realizację większości potrzeb, m.in. w obszarach rozrywki, kultury czy kontaktów społecznych, przenieśliśmy z „realu” do wirtualnego świata. Aktualnie 45% respondentów bardziej intensywnie korzysta z internetu i dla niemal takiej samej liczby badanych będzie to zmiana długoterminowa. Sytuacja w znacznym stopniu zwiększyła też naszą otwartość na korzystanie z nowych technologii i rozwiązań, co deklaruje 40% internautów i jak pokazują wyniki badania – dla ponad połowy z nich ten trend ma szansę utrzymać się w ich codziennym życiu na zawsze.

W związku m.in. z zamknięciem placówek kulturalnych oraz zaleceniami pozostawania w domu i ograniczenia kontaktów społecznych – ponad jedna trzecia ankietowanych zaczęła chętniej oglądać filmy i seriale za pośrednictwem internetu oraz częściej rozmawiać z bliskim przy użyciu komunikatorów. Dziwić może fakt, że dla większej liczby badanych trwałą zmianą będzie korzystanie z internetu do rozmów z rodziną i znajomymi, niż oglądanie materiałów wideo online. Wśród trendów, które będą miały najkrótszą żywotność badani wskazywali: uczestnictwo w internetowych mszach, koncertach czy spektaklach teatralnych, a także zwiększone zainteresowanie grami komputerowymi.

Koronawirus a czas wolny

Lockdown, będący następstwem wybuchu epidemii spowodował, że ponad połowa internautów zaczęła bardziej doceniać oraz częściej korzystać z posiadanych ogródków lub balkonów i w przypadku większości zmiana ta pozostanie w ich życiu na dłużej. Bardziej pozytywne postrzeganie posiadanych nieruchomości było prawdopodobnie związane również z okresem, kiedy panowały największe restrykcje – początek wiosny, który w tym roku był wyjątkowy ciepły.

Sytuacja epidemiczna i nasilone dyskusje dotyczące aspektów zdrowotnych spowodowały, że prawie 60% z nas zaczęło zwracać większą uwagę na swoje zdrowie fizyczne, blisko połowa – na swoją kondycję psychiczną, a 32% stosować lepszą dietę. Te aspekty oraz zamknięcie obiektów sportowych prawdopodobnie przyczyniły się również do tego, że prawie 30% respondentów zaczęło więcej ćwiczyć w domu, jednak w przypadku większości nie będzie to trwała zmiana. Długoterminowo zmiany w naszym stylu życia, spowodowane wybuchem pandemii mogą mieć pozytywny wpływ na ogólny stan zdrowia Polaków, bowiem ponad połowa respondentów deklaruje, że zwiększone zainteresowanie zdrowiem fizycznym jest dla nich stałą zmianą, 50% badanych już zawsze będzie się zdrowo odżywiać, a niemal połowa bardziej dbać o swoją kondycję psychiczną.

Korzystny wpływ epidemii na relacje społeczne

Wybuch epidemii spowodował również szereg zmian społecznych. Większa ilość czasu spędzanego w domu, a co za tym idzie zmniejszenie liczby dystraktorów, spowodowała, że częściej poddawaliśmy się refleksji na życiem własnym i innych, staliśmy się bardziej empatyczni, a także w większym stopniu skupiliśmy się na życiu rodzinnym. Prawie połowa z nas zaczęła poświęcać więcej czasu swoim bliskim i według deklaracji 56% badanach zmiana ta ma szansę utrzymać się w ich życiu na stałe. Wzrosło także nasze zainteresowanie innymi ludźmi – niemal 40% respondentów deklaruje, że zaczęło częściej zastanawiać się nad ich losem, a 27% zwracać uwagę na ich sytuację finansową. W dłuższej perspektywie trend ten ma szansę przełożyć się na większe zaangażowanie społeczeństwa w działania prospołeczne. Jak pokazuje badanie Mindshare – ponad 40% internautów informuje, że częstsze przejmowanie się losem innych oraz zaangażowanie się w pomoc ludziom i instytucjom pozostanie w ich życiu na dłużej.

Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości jak bardzo koronawirus zmienił nasze codzienne życie i postawy wobec szeregu aspektów. Każdego dnia z wielu źródeł docierają do nas informacje jak zmieniają się nastroje Polaków i jakie są odczucia ludzi wobec tego, co dzieje się tu i teraz. Pracując nad strategiami komunikacji, w których do pewnego stopnia planuje się działania na kilka miesięcy w przód, brakowało nam jednak wiedzy odnośnie tego, które ze zmian mają szansę pozostać z nami na dłużej. Stąd pomysł na badanie, w którym zapytaliśmy polskich internautów o ich odczucia w zakresie trwałości zmian w stylu życia, wywołanych koronawirusem. Cieszą nas szczególnie wyniki dotyczące żywotności trendów związanych z pomaganiem i empatią wobec potrzebujących, ponieważ jest to zgodne z filozofią Purpose, którą w Mindshare promujemy już od kilku lat. Pozytywnie patrzymy także na potencjalną trwałość trendu rosnących zakupów w internecie, szczególnie w kontekście dynamicznie rozwijającej się od ponad roku komórki Mindshare SHOP+, oferującej wsparcie strategiczne w obszarze e-commerce – komentuje Karolina Chołuj, Dyrektor Badań i Analiz, Mindshare Polska.

Wpływ koronawirusa na styl życia Polaków – Raport z badania ilościowego (czerwiec 2020)

Ilościowe badanie zostało zrealizowane metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie N=1050 internautów, reprezentatywnej dla badanej populacji pod względem płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Branża usług finansowych adaptuje środowiska wielochmurowe

Tegoroczna odsłona raportu F5 wskazuje, że aż ​​87% ankietowanych organizacji usług finansowych wdraża środowiska wielochmurowe, przyśpieszając transformację cyfrową w obliczu obaw o cyberbezpieczeństwo. Niemniej tylko 40% badanych ma przekonanie, że jest w stanie udźwignąć atak aplikacyjny w chmurze publicznej, a aż 72% wskazuje na braki w kompetencjach bezpieczeństwa.

Chmura publiczna – strategiczny priorytet

Według raportu F5 Financial Services (State of Application Serevices 2020)[1], 60% ankietowanych organizacji z branży finansowej uważa, że ​​platformy chmur publicznych w ciągu najbliższych dwóch do pięciu lat będą dla nich ważne na poziomie strategicznym. W 2019 roku podobnego zdania było jedynie 49% badanych organizacji. Wzrost znaczenia chmury publicznej wynika z tego, że aż 84% organizacji usług finansowych realizuje swoje plany digitalizacyjne, a 75% firm jako kluczowe wskazuje przyśpieszenie wdrażania nowych produktów i usługAdaptacja chmury rośnie mimo obaw o kwestie bezpieczeństwa. Podczas gdy dwie trzecie organizacji jest przekonanych, że może wytrzymać atak aplikacyjny na własną infrastrukturę (on-premise), jedynie 40% ocenia pozytywnie swój potencjał obrony dla tego typu ataków w chmurze publicznej. Teza, że aplikacje usług finansowych będą najwolniej przenoszone do chmury, została obalona – mówi Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland. Dodaje: Zamiast tego widzimy, że branża „idzie na całość” w kwestii adaptacji środowisk wielochmurowych. Organizacje starają się przyspieszyć cyfrową transformację, wdrażając aplikacje, które zapewnią wysoką jakość obsługi klienta. Firmy świadczące usługi finansowe, które stoją w obliczu rosnących w siłę cyfrowych konkurentów, zwracają się w stronę chmury, aby zaspokoić potrzeby klientów oczekujących teraz bezproblemowej usługi finansowej.

Równowaga między innowacyjnością i bezpieczeństwem a otwarta bankowość

Wraz ze wzrostem adaptacji chmury organizacje usług finansowych starają się zrównoważyć konieczność innowacji z potrzebami bezpieczeństwa.Dwie trzecie respondentów badania spogląda w stronę otwartej bankowości, a 47% z tej grupy już ją wdrożyła lub planuje wdrożyć. W ramach tego podzbioru 68% organizacji wdraża też bramki API, co umożliwia bezpieczne udostępnianie danych partnerom i otworzenie interfejsów API w publicznych sieciach programistów. Otwiera to organizacjom drogę do innowacji. Aż 82% organizacji, spośród zainteresowanych inicjatywami otwartej bankowości, opublikowało interfejsy API stronom trzecim. Pośród respondentów badania, którzy nie są zainteresowani otwartą bankowością, odsetek ten stanowił tylko 62%. W takim kontekście bezpieczeństwo pozostaje ważną i pilną kwestią. Jest to szczególnie istotne w przypadku organizacji, które adaptują środowiska wielochmurowe (87%) i tych, które decydują o rodzaju chmury do obsługi aplikacji indywidualnie dla każdego przypadku (41%).Respondenci zapytani o największe wyzwania związane z zarządzaniem aplikacjami w środowisku wielochmurowym podkreślają potrzebę stosowania spójnych zasad bezpieczeństwa we wszystkich aplikacjach firmy (59%). Kolejne ważne obszary dla respondentów stanowią: migracja aplikacji między chmurami/centrami danych (32%), zyskanie wglądu w kondycję aplikacji i optymalizacja wydajności aplikacji (obie pozycje 26%).

Bezpieczeństwo jest kluczowe

Ponad połowa respondentów, jako najważniejszą cechę usługi aplikacyjnej wskazuje bezpieczeństwo. Na drugim miejscu u liderów usług finansowych plasuje się analiza zagrożeń w czasie rzeczywistym. W pozostałych branżach taka analiza jest dopiero szósta w kolejności ważności dla usług aplikacyjnych. Ponadto 75% respondentów badania stwierdziło, że ważne jest egzekwowanie tych samych zasad bezpieczeństwa zarówno on-premise, jak i w chmurze.Niemniej branża obawia się, że brakuje jej zdolności skutecznego reagowania na zagrożenia – 72% respondentów zgłasza, że ​​napotyka na luki w kompetencjach bezpieczeństwa.

Wdrażanie aplikacji: teraz i w przyszłości

Znaczenie bezpieczeństwa jest szczególnie istotne dla aplikacji wskazanych jako priorytetowe przez organizacje usług finansowych. Obecnie na pięć wdrożonych, wiodących w branży usług aplikacyjnych aż cztery koncentrują się na bezpieczeństwie. Są to: wspólne usługi bezpieczeństwa i SSL VPN (oba wdrożone przez 86% respondentów), WAF (81%, przy 77% w 2019) oraz ochrona DDoS (80%).Organizacje, co nie dziwi, skupiają się na usługach aplikacyjnych, ponieważ stanowią one podstawę wysiłków na rzecz zapewnienia wysokiej jakości obsługi klienta. Najpopularniejsze z nich, wdrożone przez 80% respondentów świadczących usługi finansowe, stanowią równoważenie obciążenia, globalne równoważenie obciążenia serwera i DNS. Na nieco niższym poziomie pozostaje wdrożenie powyższych usług przez pozostałe branże – 75% respondentów w skali globalnej. W przyszłości branża usług finansowych planuje wdrożyć usługi aplikacyjne, które będą wspierać szersze zastosowanie chmury publicznej i nowoczesnych architektur (chmurowych lub kontenerowych). 42% respondentów zamierza wdrożyć bramy SDN lub SDN WAN jeszcze w 2020 r., co stanowi 8% wzrost r/r. Natomiast 39% ankietowanych wdroży bramy API (wzrost z 27%), zaś 35% z nich ingress controll (kontrola danych przychodzących) – wzrost z 21% r/r.Sieci definiowane programowo (SDN) zostały wskazane jako strategiczny trend na najbliższe 2-5 lat przez 46% respondentów, gdy jeszcze w zeszłym roku podobnie myślało 42% ankietowanych. Organizacje świadczące usługi finansowe coraz bardziej polegają na cyfrowym zaufaniu – komentuje Wiśniewski i podsumowuje: Dostarczanie nowych produktów, usług i podnoszenie poprzeczki dla kwestii bezpieczeństwa oraz zaufania klientów wymaga szybkich działań. Przechodząc do chmury i modernizując swoją infrastrukturę, organizacje przygotowują się do korzystania z nowej generacji aplikacji wykorzystujących uczenie maszynowe oraz analizę zagrożeń w czasie rzeczywistym. Takie rozwiązania są zorientowane właśnie na bezpieczeństwo i kluczowe dla branży usług finansowych także w kontekście zapewnienia innowacji przekładających się na pozytywne doświadczenia klientów.

[1] Raport  przedstawia analizę odpowiedzi od niemal 2600 firm różnej wielkości ( w tym 488 w sektorze usług finansowych) na całym świecie. Uczestników zapytano o wyzwania i szanse jakie niesie za sobą trwający proces transformacji cyfrowej. Ich odpowiedzi dają wgląd w trendy kształtujące aplikacyjny krajobraz oraz tego, jak organizacje na całym świecie zmieniają się, aby sprostać stale rosnącym wymaganiom gospodarki cyfrowej.

Koniec kwarantanny w ośrodku dla cudzoziemców – wszyscy mieszkańcy są zdrowi

Wyzdrowieli wszyscy mieszkańcy ośrodka dla cudzoziemców na warszawskim Targówku gdzie stwierdzono zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Cudzoziemcy uzyskali dwa ujemne wyniki badań na obecność koronawirusa. W związku z tym inspekcja sanitarna zdjęła z placówki i jej mieszkańców kwarantannę.

W ośrodku przeprowadzono dezynfekcję pomieszczeń zwiększającą bezpieczeństwo mieszkańców pod względem epidemiologicznym. Placówka stopniowo wraca do normalnego funkcjonowania z zachowaniem obowiązujących rygorów sanitarnych.

Pierwsze przypadki zakażenia wirusem SARS-CoV-2 u mieszkańców ośrodka dla cudzoziemców na warszawskim Targówku stwierdzono 22 maja br. W związku z tym niezwłocznie wykonano testy na potwierdzenie obecności wirusa SARS-CoV-2 wśród wszystkich mieszkańców ośrodka, które były regularnie powtarzane. Łącznie stwierdzono zakażenia u 63 osób.

Przez cały okres kwarantanny, mieszkańcy ośrodka mieli zapewnioną stałą opiekę medyczną i psychologiczną, środki do dezynfekcji, maseczki oraz wyżywienie dostarczane przez firmę zewnętrzną. Pracownicy urzędu byli w stałym kontakcie z mieszkańcami. Cudzoziemcy otrzymali również wsparcie w zakupie artykułów żywnościowych i innych niezbędnych produktów.

Po wprowadzeniu w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego a następnie stanu epidemii Urząd do Spraw Cudzoziemców realizował działania mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. We wszystkich ośrodkach dla cudzoziemców odwołano wszelkie zajęcia grupowe a mieszkańcom placówek zalecono unikanie zgromadzeń ludzkich. Wprowadzono restrykcyjne zalecenia dotyczące sprzątania i odkażania powierzchni wspólnych. Cudzoziemcom udostępniono środki do dezynfekcji rąk, maseczki oraz materiały informacyjne w zrozumiałych dla nich językach na temat metod zapobiegania zakażeniu. Dzieci w wieku szkolnym realizowały naukę w formie zdalnej. W pozostałych ośrodkach nie odnotowano przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2.

Podczas rozpatrywania wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce cudzoziemcy mogą korzystać z pomocy socjalnej zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców. Obejmuje ona m.in. możliwość zakwaterowania w ośrodku, wyżywienie, opiekę medyczną oraz wsparcie edukacyjne. Ośrodek dla cudzoziemców na warszawskim Targówku jest jedyną placówką prowadzoną przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, która została przeznaczona do kwaterowania tylko samotnych kobiet i matek z dziećmi.

Jakub Dudziak
Rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców

Amazon w czasie pandemii notuje rekordowe obroty. Jeff Bezos zarabia 2,5 tys. USD na sekundę

Czeka nas kryzys stulecia, jakiego nie widzieliśmy od czasów II WŚ. Analitycy Banku Światowego straszą nas swoimi prognozami. Cóż, koronawirus zbiera swoje żniwo, a gospodarka, podobnie jak ludzie dotknięci chorobą, boryka się z powirusowymi powikłaniami. Jednak nie dotyczy to wszystkich… W czasie gdy inni cierpią katusze, serwis Amazon notuje rekordowe obroty i przekroczył magiczną granicę wyceny 1 bln USD, a jego właściciel Jeff Bezos zarabia 2,5 tys. USD na sekundę!

Najnowsze prognozy, przygotowane przez specjalistów Banku Światowego sugerują, że globalna recesja koronawirusa (COVID-19) będzie najgłębszą i najdotkliwszą od czasu II Wojny Światowej. A to jeszcze nie koniec złych wieści, ponieważ jak twierdzą analitycy, będziemy mieli do czynienia z największą ilością gospodarek odnotowujących spadek wartości produkcji na mieszkańca od przeszło 150 lat!

Największy kryzys w historii ludzkości

W najnowszej historii ludzkości, globalna gospodarka doświadczyła 14 szerokozasięgowych recesji, począwszy od 1870 r.: w 1876, 1885, 1893, 1908, 1914, 1917-21, 1930-32, 1938, 1945-46, 1975, 1982, 1991, 2009 i 2020. Najświeższe załamanie rynku, wywołane pandemią COVID- 19 zdaje się jednym z poważniejszych kryzysów, jakiego doświadczyła ludzkość od blisko 70 lat.

Ayhan Kose i Naotaka Sugawara z Banku Światowego ostrzegają nas przed nieuchronnością i rozmachem kryzysu, jaki wybuchnie na skutek globalnego lockdownu. Specjaliści twierdzą, że obecna recesja będzie najgłębszą od 1945–46 i swoim rozmachem, wręcz zawstydzi Wielki Kryzys z 2009. Jak wskazują analitycy, korono kryzys stanie się ponad dwukrotnie większy niż recesja związana załamaniem światowej gospodarki, której przyczyną była zapaść na rynku pożyczek hipotecznych wysokiego ryzyka w USA w latach 2007–2009.

O tym, jak szybko wydostaniemy się ze śmiertelnego uścisku kryzysu gospodarczego, zdecydują najbliższe miesiące. Wciąż wiele zależy od tego, jak będzie wyglądała druga połowa bieżącego roku. Zachodnie gospodarki sukcesywnie znoszą kolejne ograniczenia, jednakże na horyzoncie pojawia się zagrożenie powrotu pandemii. Po tym, jak przez 56 dni nie odnotowano żadnego zakażenia, dziś mówi się o ponad 100 osobach, u których wykryto COVID-19, które przebywały na obszarze pekińskiej dzielnicy Fengtai. To może być sygnał ostrzegawczy dla społeczeństwa i biznesu. Chwila oddechu, jaką teraz mamy to doskonały czas na rekonesans i inwestycje w cyfrowe innowacje, o czym doskonale wie Jeff Bezos. Założyciel Amazona całymi garściami czerpie w rozwoju technologii, dzięki czemu w czasach kryzysu, odnosi rekordowe rezultaty.

Jeżeli pandemia nie powróci, a gospodarki będą oswobodzone z kolejnych ograniczeń to według optymistycznego scenariusza opracowanego przez specjalistów z Oxford Economics, światowe PKB i tak się zmniejszy, ogółem o około 2,8% w 2020 r.. Wniosek jest jeden – to, że dostaniemy postkronowym rykoszetem jest pewne, pytaniem otwartym pozostaje jedynie, jak bardzo.

Gospodarcza kotwica

Ta kondycja gospodarki jest efektem powikłań powirusowych, z jakimi boryka się biznes. Przedsiębiorstwa, zarówno te małe, jak i wielkie o statusie korporacji, natrafiły na przeszkodę, jakiej wcześniej nie znały. To, co dotychczas wydawało się wyłącznie teoretycznym zagrożeniem, stało się codziennością. Mało która firma posiadała gotowy plan działań zapobiegawczych, opisujący sposób postępowania w trakcie globalnego lockdownu.

Mimo że wiele przedsiębiorstw cierpi katusze, wynikające z dramatycznego spadku przychodów, istnieją firmy, które doskonale odnajdują się w nowej rzeczywistości. – Dziś biznes można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to firmy, które od dawna wykorzystują nowoczesne rozwiązania IT, nie boją się transformacji i chętnie angażują się w nowatorskie projekty. Druga grupa to przedsiębiorstwa, które dopiero teraz dostrzegły taką potrzebę i panicznie szukają sposobu na szybką transformację, która pozwoli im podreperować nadszarpnięty budżet. Jest też i trzecia grupa, technologiczni ignoranci, którzy są głusi i ślepi na możliwości, jakie oferuje internet – wylicza Sascha Stockem, CEO Nethansy, która wprowadza polskie i niemieckie firmy na Amazona, gdzie przy pomocy wyposażonego w sztuczną inteligencję systemu Clipperon w kompleksowy sposób zarządza ich sprzedażą.

Do pierwszej grupy wskazanej przez Stockema z pewnością zalicza się amerykański gigant e-commerce. Firma założona w 1994 r. przez Jeffa Bezosa stała się jedną z najcenniejszych marek na świecie. W trakcie pisania tego tekstu kapitalizacja rynkowa potentata e-handlu wynosi blisko 1,3 mld USD. Na koniunkturę nie może również narzekać właściciel Amazona, Jeff Bezos. Według indeksu miliarderów Bloomberga jest on jedynym spośród pięciu najbogatszych ludzi na świecie, który nie stracił pieniędzy w 2020 roku. Zagraniczne media szacują, że tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy prezes Amazon zarobił ponad 5 mld USD, dzięki czemu jest wyceniany przez serwis Bloomberg na 120 mld USD netto. Czy to wiele? To o około 36% więcej niż monarchia brytyjska, której wartość szacuje się na 88 mld USD. Być może, wpływ na taką wycenę ma fakt, że szef Amazona zarabia około 2,5 tys. USD na sekundę – to równowartość 2 miesięcy pracy w Polsce, wg. najnowszego raportu GUS.

Jak widać, wybuch Covid-19 nie spowolnił Amazona. Stało się zupełnie odwrotnie. Gdy inne firmy ograniczały bądź zawieszały swoją działalność, korporacja z Seattle nie nadążała z obsługą zamówień. Czy to zasługa tytanicznej pracy, wykonanej przez pracowników korporacji? Nie do końca. Los uśmiechnął się do Jeffa Bezosa. Jego firma umacnia swoją pozycję globalnego lidera e-commerce poprzez inwestycje w nowe technologie oraz optymalizację sieci logistycznych. Okoliczności, w jakich znalazł się świat dotknięty pandemią, wyeksponowały zalety największej platformy sprzedażowej świata. Okazało się, że jest ona idealnym plastrem na rany, jakie retailowi zadał koronawirus. – To historia jak z kina, gdzie superbohaterów tworzą okoliczności, a nie umiejętności. Podobnie jest z Amazonem, któremu umiejętności wprawdzie nie brakuje, ale sprzyjająca koniunktura, odrobina szczęścia i konsekwencja w działaniu dały efekt synergii – mówi Sascha Stockem.

Ławka rezerwowych

Jest dobrze, a nawet za dobrze. Skala sukcesu komercyjnego przytłoczyła giganta e-commerce, który poinformował niedawno, że zmuszony jest wykonać gruntowne przemeblowanie w swojej sieci sklepów spożywczych Whole Foods. Na terenie USA funkcjonuje obecnie 487 stacjonarnych sklepów pod tą marką. By ograniczyć ryzyko zakażenia koronawirusem, kierownictwo postanowiło zmniejszyć liczbę klientów, jacy mogą przebywać w nich jednocześnie. Dodatkowo codziennie prowadzone są kontrole temperatury, a pracownikom nie brakuje masek i rękawiczek.

Przedstawiciele Amazon w rozmowie z The Guardian chwalą się, że od wybuchu epidemii zdolność do składania zamówień spożywczych wzrosła o ponad 60%. Władze spółki obiecują, że zrobią co tylko w ich mocy, by sprostać wymaganiom rynku. W tym celu zatrudnionych zostało 100 tys. osób, a w planie jest utworzenie kolejnych 75 tys. etatów – relacjonuje CEO Nethansy.

Wciąż jest to jednak za mało, mimo że liczbę zlokalizowanych przy sklepach punktów odbioru produktów zwiększono blisko dwukrotnie (z 80 do 150). Dynamicznie rosnący popyt zmusił Amazona do podjęcia trudnej decyzji, aby priorytetowo traktować internetowe zamówienia żywności, pochodzące od obecnych klientów, a nowych użytkowników umieszczać w tzw. poczekalni. Wywołało to niemałą burzę w mediach społecznościowych. Postawiony pod ścianą Amazon planuje wprowadzić nową funkcję, która pomoże klientom zabezpieczyć wirtualne „miejsce w kolejce”. Dystrybucja zamówionych dóbr będzie realizowana według kolejności zgłoszeń.

Gigant wzywa posiłki

Jak wynika z analizy McKinsey, ponad jedna czwarta wszystkich miejsc pracy w Europie może być dotknięta skutkami ekonomicznej pandemii koronawirusa. Konsultanci oszacowali, że nawet 59 milionów miejsc pracy jest zagrożonych takimi czynnikami, jak skrócenie czasu pracy, tymczasowe przerwy w pracy lub trwała utrata zatrudnienia, jednak patrząc na statystyki, drastycznej fali zwolnień, jak na razie nie odnotowano.

A w tym samym czasie Jeff Bezos, zamiast redukować swoją kadrę, wydaje się krzyczeć: wszystkie ręce na pokład. Proces rekrutacji ruszył pełną parą, jednak zanim w magazynach pojawią się nowi pracownicy, amerykańska spółka stara się zachęcić swoją dotychczasową kadrę, podwyższając stawkę godzinową o 2 USD. Okazuje się, że to za mało by przekonać zirytowanych nadmiarem pracy magazynierów.

Gdy wybuchła epidemia, pracownicy umysłowi Amazona zostali wysłani do domu, podczas gdy armia zbieraczy i pakowaczy musiała stawić czoła lawinie obowiązków, jakie spadły na nią po wprowadzeniu lockdownu. Zaniepokojeni swoim zdrowiem i przerażeni nawałem pracy, przygotowali petycję do zarządu. 1500 pracowników Amazona podpisało się w kwietniu pod prośbą o optymalizację miejsca pracy pod kątem zabezpieczeń przed zakażeniem Covid-19. Również amerykańskie władze stanowe dostrzegły skalę problemu. Prokuratorzy generalni w 14 stanach i dystrykcie Kolumbii wysłali list do Jeffa Bezosa, wzywając go do zrewidowania obowiązujących procedur. Napięcie, jakie panuje wewnątrz amerykańskiej spółki, najlepiej ilustruje fakt, że kilku pracowników magazynu Amazon Staten Island na znak protestu odeszło z pracy. Miało to miejsce po tym, jak jeden ze współpracowników zachorował na koronawirusa.

W tym samym czasie, gdy gospodarka się kurczy, a ludzie drżą o swoje posady, gigant e-commerce bije rekordy przychodów. Paradoksalnie zapotrzebowanie na zasoby ludzkie, dzięki którym w dobie pandemii Amazon stał się ostoją konsumentów, okazało się dla spółki sporym problemem. Managerowie firmy stanęli przed ogromnym wyzwaniem: jak zarządzać tą rozpędzoną machiną tak, by zaspokoić rosnące potrzeby społeczeństwa, dbając jednocześnie o własnych pracowników.

To istotny moment w historii spółki, który pokazuje, jak ważną rolę odgrywa ona dla społeczeństwa. Niebywała zdolność zaspokajania popytu w pewnym sensie czyni ją podmiotem użyteczności publicznej. To platforma handlowa zrzeszająca sprzedawców z całego świata, której logistyczne mięśnie uniosły ciężar lockdownu, dostarczając niezbędne do życia produkty milionom osób. Pracownicy Amazona, podobnie jak lekarze czy pielęgniarki, zasługują na miano bohaterów – zwraca uwagę Sascha Stockem.

Amazon doskonale zdaje sobie sprawę, że takie kroki jak podwyżki czy rotacja zespołów są jedynie doraźnymi rozwiązaniami, dlatego gigant ogłosił zwiększenie inwestycji w dodatkowy personel z początkowej wartości 350 mln USD do ponad 500 mln USD. Dzięki temu będzie w stanie zatrudnić kolejne 75 tys. osób, co powinno zaspokoić wzmożone zapotrzebowanie na moce przerobowe.

Na tym nie kończą się problemy Amazona. Sen z powiek managerów firmy spędza fakt, że jej magazyny mogą stać się w każdej chwili ogniskiem zakażeń Covid-19. Aby zabezpieczyć się przed taką ewentualnością, firma zainstalowała kamery termiczne, które umieściła w magazynach na całym świecie, aby szybko i sprawnie kontrolować pracowników pod kątem objawów koronawirusa. Kamery są w stanie wykryć gorączkę, porównując ciepło ciała danej osoby z ciepłem otoczenia. Technologia jest szybsza niż termometry bliskiego zasięgu, z których firma korzystała uprzednio.

Nie jest tajemnicą, że Amazon ma swoich zaciętych wrogów i oddanych miłośników. Nie wszystkim np. podoba się polityka kadrowa firmy. Warto jednak pamiętać, że platforma handlowa Jeffa Bezosa nawet pod presją pandemii nie zawodzi swoich klientów. – Pomyśl o tym, jak wyglądałoby Twoje życie bez Amazona? – zapytał retorycznie prezes Google, Eric Schmidt. – Ludzie powinni być trochę bardziej wdzięczni za to, że takie firmy uzyskały kapitał, dokonały inwestycji i zbudowały narzędzia, których teraz używamy i dzięki czemu naprawdę nam pomogły – dodał Schmidt.

SEAT ogłosił plany dalszego rozwoju firmy

W trakcie konferencji 8 lipca SEAT ogłosił plany dalszego rozwoju firmy, wychodzące naprzeciw nowym wyzwaniom. Hiszpański producent planuje do 2025 roku przeznaczyć 5 miliardów euro na inwestycje, które utwierdzą innowacyjny i zrównoważony charakter firmy oraz marek SEAT i CUPRA.  Podczas spotkania została potwierdzona również data premiery nowego, całkowicie elektrycznego modelu CUPRA el-Born, uruchomienie platformy zamówień na model Formentor oraz udostępnienie usługi SEAT MÓ.

W latach 2020-2025 SEAT planuje przeznaczyć 5 miliardów euro na sfinansowanie nowych projektów R&D, służących m.in. rozwojowi nowych pojazdów ze szczególnym uwzględnieniem ich elektryfikacji. Część budżetu zostanie także przeznaczenie na wyposażenie w fabrykach w Martorell, Barcelonie i zakładach SEAT Componentes. Intensywny proces opracowywania nowych modeli ma zapewnić zrównoważony rozwój firmy i ochronę miejsc pracy.

Ten plan inwestycyjny jest naszą odpowiedzią na wyzwania przyszłości, do których podchodzimy z determinacją i optymizmem – stwierdził podczas konferencji prezes SEAT-a Carsten Isensee. – Dzięki przyjętej strategii SEAT pozostanie innowacyjną i zrównoważoną firmą. Od teraz wszystkie nowe modele będą w 100% elektryczne lub będą miały wersje hybrydowe. Początkowy etap planu zakłada produkcję w fabryce w Martorell pojazdów spalinowych z najbardziej wydajnymi silnikami, napędami hybrydowymi typu plug-in oraz w wersjach mild hybrid. Chcemy, aby zakład w Martorell produkował pojazdy elektryczne od 2025 roku, kiedy rynek będzie już bardziej rozwinięty.

Jedna firma, dwie marki

Na konferencji prasowej, która miała miejsce w niedawno otwartym centrum CASA SEAT, Wayne Griffiths, CEO CUPRY i wiceprezes SEAT-a ds. sprzedaży i marketingu, przedstawił wizję współistnienia marek SEAT i CUPRA:

 SEAT jest firmą, która posiada w swojej strukturze dwie dobrze zdefiniowane marki: SEAT i CUPRA. Obie się dopełniają i są równie istotne. Każda z nich ma swoją wyraźną rolę, własną osobowość i charakterystyczne cechy, odpowiadające na potrzeby różnych klientów. Na tle całej Grupy Volkswagen SEAT przyciąga najmłodszą grupę osób, mniej więcej o 10 lat młodszą od średniego wieku. Dla wielu z nich SEAT jest pierwszym kupionym samochodem. Natomiast CUPRA plasuje się w nowym segmencie rynku pomiędzy samochodami masowymi a klasą premium. Jesteśmy przekonani, że istnieje duży potencjał wzrostu udziału CUPRY w tym segmencie. SEAT zapewnia marce CUPRA solidną bazę pod względem produkcji, badań i rozwoju oraz zasobów ludzkich. Z kolei CUPRA pozwala SEAT-owi przesunąć środek ciężkości w stronę jeszcze bardziej emocjonującej, wyżej pozycjonowanej motoryzacji.

CUPRA nabiera rozpędu dzięki nowemu modelowi el-Born

CUPRA niezmiennie prężnie się rozwija od powstania w lutym 2018 roku. W 2020 marka wprowadza na rynek modele CUPRA Leon oraz CUPRA Formentor, na który można składać zamówienia online od 8 lipca. Zdecydowano także, że prototypowy el-Born, zaprezentowany po raz pierwszy podczas Salonu Samochodowego w Genewie w 2019 roku, trafi do sprzedaży pod marką CUPRA.

Model el-Born łączy wszystkie charakterystyczne cechy marki CUPRA. Dopracowaliśmy pierwotny projekt, nadając pojazdowi bardziej sportowy i dynamiczny wygląd oraz wzbogacając go o nowe zaawansowane rozwiązania technologiczne. Ostateczny charakter pojazdu skłonił nas do podjęcia decyzji, by el-Born stał się pierwszym całkowicie elektrycznym modelem CUPRY – powiedział Wayne Griffiths.

CUPRA el-Born została zaprojektowana w Barcelonie i będzie produkowana, zgodnie z planem, w niemieckim Zwickau. Model oparty jest na platformie MEB. Do sprzedaży trafi w 2021 roku.

CEO CUPRY skomentował również ważny krok w rozwoju marki, jakim jest wprowadzenie pierwszego całkowicie autorskiego modelu, CUPRY Formentora:

Formentor wyznacza początek zupełnie nowego etapu dla firmy i zwiastuje ekscytującą przyszłość. Model stanie się filarem młodej marki i pozwoli jej dotrzeć do kolejnych klientów.

Umiarkowany optymizm na przyszłość

Podczas konferencji prezes SEAT-a Carsten Isensee podsumował pierwsze półrocze, naznaczone przez epidemię koronawirusa:

Ostatnie sześć miesięcy to najprawdopodobniej jeden z najtrudniejszych okresów w historii SEAT-a. Jeszcze przed wybuchem pandemii spodziewaliśmy się, że lata 2020 i 2021 mogą okazać się pełne wyzwań, natomiast nikt nie mógł przewidzieć wpływu COVID-19 na branżę motoryzacyjną. Chociaż wciąż nie osiągnęliśmy tempa sprzedaży sprzed pandemii, w ostatnich tygodniach zauważyliśmy umiarkowaną poprawę. Spodziewamy się przynajmniej częściowego ożywienia w drugiej połowie roku.

Wydajność produkcji w zakładach SEAT-a w Martorell wróciła niemal całkowicie do poziomu sprzed wybuchu epidemii. Obecnie w zakładzie produkowanych jest około 1900 pojazdów dziennie. Fabryka w Barcelonie oraz zakłady SEAT Componentes również sukcesywnie wracają do wcześniejszego poziomu produkcji. W drugiej połowie roku w Martorell rozpocznie się produkcja Formentora oraz Leona w wersji z napędem hybrydowym typu plug-in. Oba modele będą powstawać na linii produkcyjnej nr 2, na której od początku roku montowane są kolejne egzemplarze SEAT-a Leona czwartej generacji.

SEAT MÓ – marka skoncentrowana na mikromobliności

W połowie czerwca tego roku SEAT ogłosił powstanie nowej marki SEAT MÓ, oferującej rozwiązania z obszaru nowoczesnej mobilności miejskiej. Pierwsze pojazdy, jakie zaprezentowano, to elektryczny skuter SEAT MÓ eScooter 125 oraz elektryczna hulajnoga SEAT MÓ eKickScooter 65. Od 9 lipca SEAT uruchomi w Barcelonie usługę współdzielenia pozwalającą na czasowy wynajem markowych jednośladów.

Sytuacja na rynku pracy pogarsza się. Bezrobocie rośnie a fala zwolnień dopiero przed nami

Stosunkowo niewielki przyrost bezrobocia w czerwcu, wynoszący 0,1 pkt proc. w stosunku do maja, jest raczej miernikiem pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.

Opublikowane przez resort pracy wstępne dane o rynku pracy w czerwcu wskazują na dalszy wzrost bezrobocia, którego stopa wyniosła 6,1%. Dynamika wzrostu bezrobocia wyhamowała w stosunku do wcześniejszych miesięcy, ale nie można pomijać faktu, iż okres wakacyjny to od wielu lat czas, w którym bezrobocie dość znacząco spadało m.in. z uwagi na fakt dużego zapotrzebowania na prace w gastronomii, turystyce i rolnictwie.

Zatem stosunkowo niewielki przyrost bezrobocia, wynoszący 0,1 pkt proc. w stosunku do maja, jest raczej miernikiem pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.
Warto zauważyć, że aktualne dane dotyczące bezrobocia nie oddają rzeczywistego stanu zapotrzebowania na pracę – konstrukcja instrumentów przewidzianych w tarczach antykryzysowych zakłada, że przez okres otrzymywania wsparcia przedsiębiorca nie może zwolnić pracowników. To stabilizuje poziom zatrudnienia w tych firmach, które skorzystały ze wsparcia z Fundusz Pracy lub Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Do tej pory zwalniały głównie te przedsiębiorstwa, które nie spełniały ustalonych kryteriów uzyskania pomocy publicznej i nie posiadały wystarczających środków na przetrwanie okresu zamrożenia gospodarki lub też nie widziały możliwości dalszego prowadzenia działalności w nowych warunkach. Po okresie zakończenia wsparcia udzielanego bezpośrednio na wypłatę wynagrodzeń możemy spodziewać się kolejnej fali zwolnień, szczególnie w tych firmach, gdzie pandemia koronawirusa znacząco ograniczyła możliwość sprzedaży produktów lub usług na wcześniejszym poziomie lub też zmieniona organizacja zmniejszyła zapotrzebowanie na prace np. poprzez procesy automatyzacji.

Liczba osób bezrobotnych przekroczyła milion i wyniosła w czerwcu 1 027 067, z tego 551 268 to kobiety. Oznacza to przyrost liczby osób bez pracy w ciągu miesiąca o 15 378. Publikowane przez resort rodziny dane dotyczą wyłącznie bezrobocia rejestrowanego, a więc obejmują tylko te osoby, które zdecydują się na rejestrację w powiatowym urzędzie pracy. Na indywidualane zachowania osób tracących pracę może mieć wpływ wiele czynników, a jednym z nich są spodziewane korzyści z rejestracji w powiatowym urzędzie pracy. Ponieważ wprowadzony niedawno instrument pod nazwą zasiłek solidarnościowy dla osób tracących pracę z powodu pandemii nie wymaga rejestracji, gdyż jest wypłacany przez ZUS, może stanowić o odroczeniu przez część osób rejestracji w PUP. Te osoby pozostające bez pracy pojawią się w statystykach dopiero po zakończeniu trzymiesięcznego okresu pobierania zasiłku, co w znaczący sposób może zmienić na gorsze ocenę sytuacji na naszym rynku pracy.

Zakończenie dofinansowania wynagrodzeń w ramach tarcz antykryzysowych i następujących po tym okresów wypowiedzeń oraz koniec wypłaty zasiłku solidarnościowego będzie momentem weryfikacji, na ile COVID-19 wpłynął na rynek pracy. Koniec interwencji publicznej może być również początkiem znaczącego wzrostu dynamiki bezrobocia. W mojej ocenie, możemy spodziewać się na jesieni przyrostów stopy bezrobocia w granicach 0,5 pkt proc. m/m.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Co dziesiąty student łączący naukę z pracą stracił przez COVID źródło dochodu

Epidemia koronawirusa dała się w mocny sposób odczuć wszystkim Polakom. Początkowo przez zagrożenie dla zdrowia, jednak z czasem największy niepokój budziły problemy z utrzymaniem pracy. W trudnej sytuacji znaleźli się studenci. Badania pokazują, że co dziesiąty student łączący naukę z pracą stracił źródło dochodu. Gdzie mogą szukać wsparcia?

Ciężka sytuacja studentów na rynku pracy

W Polsce na uczelniach wyższych uczy się blisko 1 200 000 studentów. 80% z nich pracuje i zarabia na swoje utrzymanie[1]. Najpopularniejsze zawody związane są ściśle z branżą gastronomiczną, która podczas epidemii ucierpiała najbardziej. Pomimo częściowego zniesienia obostrzeń, lokale nie pracują w pełnym zakresie. Wielu studentów zostało bez środków do życia. Jednocześnie pozostają obciążeni kosztami wynajmowanych mieszkań. Na horyzoncie jawi się prawdziwa katastrofa.

Ich sytuację komentuje dr Dominik Buttler z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, który zajmuje się badaniem losów absolwentów UEP.

Nastroje najprawdopodobniej są najgorsze wśród absolwentów I stopnia łączących pracę z nauką na studiach magisterskich. Prawie 80 proc. z nich jest zatrudniona na umowy cywilnoprawne, słabiej chroniące przez zwolnieniem. Wskutek kryzysu co dziesiąty z nich stracił pracę, a 15 proc. pracuje mniej. Co szósty ankietowany w tej grupie deklarował spadek dochodów wywołany pandemią. Dodatkowym źródłem stresów było przejście nauki do trybu online. Nowa organizacja studiów była wprawdzie nieźle oceniana, wymagała jednak znacznie większych nakładów czasu niż nauka tradycyjna.

Zamknięcie uczelni wyższych i miejsc pracy, zmusiło wielu studentów do powrotu do rodzinnych, mniejszych miejscowości, gdzie znalezienie nowej pracy jest trudniejsze, a rynek jest mniej chłonny niż w dużych miastach, zwłaszcza w czasie epidemii.

Znacznie lepiej od młodszych kolegów i koleżanek radzą sobie absolwenci studiów magisterskich.

Badania pokazały, że absolwenci UEP nieźle radzą sobie w warunkach kryzysu. Branża finansowa i ubezpieczeniowa, w której pracują najczęściej, jest stosunkowo odporna na skutki pandemii. Oczywiście towarzyszą temu nieszczęścia osób pracujących w branży turystycznej, rozrywkowej czy gastronomicznej. Szczególnie trudno jest tym, którzy szukają pracy, ponieważ liczba ogłoszeń dramatycznie spadła – kontynuuje ekspert.

Badania losów absolwentów prowadzone są w Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu od 2010 roku i obejmują grupy absolwentów po roku, trzech i pięciu lat od ukończenia studiów I lub II stopnia. Ostatnia edycja, przeprowadzona w maju i czerwcu 2020 roku, objęła grupę „najmłodszych” absolwentów (którzy ukończyli kształcenie w 2019 roku). Ankietę wypełniły 743 osoby.

Na jaką pomoc mogą liczyć studenci?

Studentów obejmuje świadczenie postojowe, które jest specjalną formą pomocy finansowej wypłacanej przez państwo w związku z zatrzymaniem działania zakładu pracy wywołanego pandemią. W przypadku osób zatrudnionych na umowie o dzieło czy zlecenie, rząd przewiduje jednorazową zapomogę w wysokości około 2000 zł brutto, o które może ubiegać się pracodawca.

Ci, którzy przez utratę pracy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej mogą starać się o stypendium wypłacane przez uczelnie. O podobne świadczenie ubiegać się mogą również doktoranci.

Osoby mieszkające w domach studenckich, które nie mogą z nich korzystać są zwolnione z opłat.

– Dzięki wykorzystaniu elektronicznego obiegu dokumentów, studenci oraz osoby odpowiedzialne za administrację mogą zarządzać wnioskami bezpiecznie, bez konieczności wizyty na uczelni. To bardzo duże ułatwienie, nawet w normalnym trybie pracy i niezastąpione w czasie epidemii – mówi Grzegorz Kaliński, Prezes Kalasoft Sp. z o.o. – Za pomocą Wirtualnego Dziekanatu student przekazuje dokumenty do odpowiednich komórek na uczelni. W systemie może sprawdzić status swojego wniosku oraz decyzje w tej sprawie.

Opłaty za puste mieszkania

Problem dotyka również wielu studentów uczących się na prywatnych uczelniach, na których opłacanie środki pozyskiwali właśnie z samodzielnej pracy. Wielu wynajmujących mieszkania nie obniżyła czynszów za wynajem, a duża część studentów mimo przebywania w innym miejscu nie rezygnuje z wynajmu ze względu na późniejsze problemy ze znalezieniem nowego lokum, które bez wątpienia się pojawią.

W związku utratą pracy, wielu żaków wyjeżdża do pracy za granicę np. do Holandii co może okazać się niebezpieczne. Pomimo uspokojenia sytuacji epidemiologicznej, fala zachorowań może powrócić, a problemy się pogłębią.

[1] https://hrpolska.pl/rynek-pracy/badania/raport-student-w-pracy-2019

Wiele firm przestało rekrutować, część zwalnia. Polacy wciąż obawiają się utraty pracy

Zniesienie większości obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa spowodowało nieznaczny spadek niepewności na rynku pracy. Z realizowanej przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster 40. edycji badania „Monitor Rynku Pracy” wynika, że Polacy wciąż obawiają się utraty obecnego zatrudnienia.

W dotychczasowej historii nie było żadnego wydarzenia na rynku pracy, które można porównać do pandemii COVID-19. Brakuje więc wzorców indywidualnego postępowania czy wiarygodnych scenariuszy rozwoju sytuacji. To wszystko powoduje wzrost niepewności i obaw, również tych dotyczących własnej przyszłości zawodowej. Zamrożenie gospodarki, przymusowa izolacja, brak informacji o przyszłości powodują narastanie wątpliwości dotyczących sytuacji w zakładzie pracy i w całej gospodarce. W moim przekonaniu, poziom niepewności będzie powoli spadał wraz ze stopniem opanowywania pandemii oraz przyzwyczajenia się do działania w warunkach zwiększonego zagrożenia epidemicznego. Może wzrosnąć wraz z nową falą zwiększonej liczby zachorowań.

Widać, że pandemia wpłynęła jednoznacznie negatywnie na ocenę możliwości znalezienia nowej pracy – zarówno w I, jak i w II kwartale tego roku istotnie mniej osób ocenia, że jest w stanie znaleźć jakąkolwiek pracę lub tak samo dobrą a nawet lepszą. To wynika z dużej niepewności dotyczącej dalszego przebiegu wydarzeń i co za tym idzie przyszłej sytuacji na rynku pracy, a nie z oceny własnych kompetencji. W sytuacji dużej niepewności, nawet jeden przypadek zwolnienia wśród znajomych rzutuje na ocenę własnych szans na inną pracę.

Wszelkiego rodzaju kryzysy i wzrost niepewności nie służą podejmowaniu decyzji wiążących się z ryzykiem. W sytuacji, gdy wiele firm przestało ogłaszać rekrutacje, a część nawet zwalnia, trudniej jest pracownikom podjąć ryzyko związane ze zmianą pracodawcy. Na poszukiwanie pracy będą decydować się albo te osoby, które mają wysokie i rzadkie kwalifikacje, a więc mimo spowolnienia łatwo będzie im znaleźć dobre zatrudnienie, albo tacy pracownicy, którzy zostali do tego niejako zmuszeni przez sytuację, czyli np. zostali zwolnieni, ich wynagrodzenie zostało obniżone do poziomu, który nie pozwala na pokrycie istotnych potrzeb, zmieniony zakres obowiązków uważają za nieadekwatny itp.

Dla wielu pracowników na znaczeniu zyskują, i będą zyskiwać, te elementy zatrudnienia, które świadczą o stabilności, czyli dobra sytuacja pracodawcy, świadczenie pracy na podstawie umowy na czas nieokreślony, utrzymanie wynagrodzeń na poprzednim poziomie itp.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Wychodzenie z kryzysu nie będzie łatwe. Przedsiębiorcy chcą rozmawiać z rządem

Krajobraz po epidemii wymaga od rządu zdecydowanych i przemyślanych działań w zakresie pomocy przedsiębiorcom. Oczywiste jest, że nie zostanie utrzymane finansowe wsparcie, które trafiło do firm w ramach tarcz antykryzysowych. Na to pieniędzy w budżecie nie ma. Ale podnoszące się po zamrożeniu gospodarki przedsiębiorstwa potrzebują rozwiązań, które pomogą im stanąć na nogi i utrzymać się na rynku. Odmrażanie gospodarki nie jest i nie będzie bowiem dla firm łatwym okresem. Druga połowa tego roku minie pod znakiem pogarszającej się sytuacji przedsiębiorstw, ogłoszeń upadłości i niedoboru miejsc pracy na rynku. Dlatego rząd powinien ostrożnie wycofywać się ze świadczenia pomocy w ramach tarcz antykryzysowych i współpracować z przedsiębiorcami, by jak najlepiej wesprzeć ich w tym trudnym okresie.

– Rząd powinien  przedyskutować z pracodawcami, które elementy tarcz antykryzysowych można pozostawić na kolejne miesiące. Nawet bez oferowania firmom setek miliardów złotych, których nie ma w budżecie – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. – Równolegle powinniśmy zastanawiać się nad dalszymi krokami, które również muszą się pojawić w najbliższym czasie. Takim tematem jest na przykład płaca minimalna – powinniśmy być w tej kwestii naprawdę ostrożni i nie uciekać się do wielkich deklaracji politycznych, które mogą osłabić konkurencyjność Polski na rynku światowym. Najważniejszym elementem pokryzysowej rzeczywistości jest jednak inna rzecz – czekają na nas setki miliardów złotych z Unii Europejskiej. Z większym lub mniejszym opóźnieniem pojawią się one w państwowym budżecie. Musimy doprowadzić do tego, by rząd nie wykorzystał tych funduszy tylko na wielkie, państwowe projekty. Te pieniądze powinny wspomóc inwestycje i rozwój polskich większych, średnich i małych firm. One mogą te środki wykorzystać o wiele efektywniej niż ogromne, rządowe projekty infrastrukturalne – przekonuje Witucki.

Luka CIT wyniosła w 2018 r. 22 miliardy złotych – tyle samo ile rocznie wydajemy na utrzymanie policji

0

Luka CIT wyniosła w 2018 roku 22 miliardy złotych i była o 35 proc. niższa niż w 2014. Jednocześnie, wpływy z tego podatku stanowiły w Polsce 5 proc. dochodów państwa i były zauważalnie niższe od średniej unijnej na poziomie 7 proc. Istotnym problemem jest wyprowadzanie zysków do rajów podatkowych – tylko w 2018 r. korporacje międzynarodowe sztucznie wytransferowały z Polski zyski w wysokości 17 miliardów złotych, co przełożyło się na ponad 3 mld zł ubytku w dochodach z CIT. Zahamowanie tego procesu jest możliwe tylko w sytuacji podjęcia zdecydowanych działań na poziomie Unii Europejskiej. Potrzebujemy więcej unijnej solidarności w obszarze podatków, inaczej możemy zapomnieć o przyspieszeniu wyrównywania różnic między regionami w Europie – twierdzą analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego w raporcie „Luka CIT w Polsce w latach 2014-2018”.

Obserwując dane z ostatnich lat, wpływy z CIT rosły znacznie szybciej niż PKB. Dochody z podatku CIT w okresie 2014-2019 wzrosły z 30 mld zł do 51 mld zł, a więc o 72 proc., w tym samym czasie PKB urósł o 32 proc. Głównym powodem takiego stanu rzeczy był spadek luki CIT, która w 2018 roku wyniosła nieco ponad 22 miliardy zł w porównaniu z ok. 35 miliardami zł w 2014. Przyczyniły się do tego dwie rzeczy. Po pierwsze, w badanym okresie mieliśmy do czynienia z dynamicznym rozwojem gospodarczym i dobrą koniunkturą, które osłabiły skłonność firm do poszukiwania dróg unikania opodatkowania. Po drugie zaś, wprowadzone przez Ministerstwo Finansów narzędzia utrudniające unikanie płacenia CIT przez firmy doprowadziły do zwiększenia jego ściągalności – mówi Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego, współautor raportu.

– Wciąż dużym problemem jest jednak istnienie wewnątrzunijnych rajów podatkowych. Jeśli chcemy myśleć o przyszłości europejskiego systemu podatkowego jak o wehikule zrównoważonego rozwoju kontynentu, to przed wprowadzeniem nowych narzędzi fiskalnych powinniśmy uporządkować najpierw sytuację z już istniejącymi narzędziami, w pierwszej kolejności właśnie z CIT – dodaje Sawulski.

Jak powstaje luka CIT i dlaczego w Polsce jest ona relatywnie duża?

Polska pozostaje w tyle za Europą nie tylko pod względem roli CIT w dochodach publicznych, ale także jeśli chodzi o zestawienie wpływów z CIT z PKB. Średnia w Europie wynosi 2,9 proc. W przypadku Polski to aż o 40 proc. mniej. Dużym problemem pozostaje to, że aż 1/3 podatników zobowiązanych do uiszczania CIT wykazuje brak dochodów. W okresie 2014-2018 liczba płatników CIT wzrosła z 434 tys. do 507 tys., zaś liczba wykazujących dochód spadła z 69 proc. do 66 proc.

Przyczyny istnienia luki CIT można podzielić na dwie kategorie. W jednej mieszczą się różnice w przepisach oraz ich interpretacji między krajami oraz nieintencjonalne błędy lub nieuwaga po stronie podatnika lub urzędu. W drugiej zaś celowe obniżanie należnej kwoty podatku poprzez stosowanie legalnych narzędzi optymalizacyjnych lub nielegalnych praktyk, takich jak oszustwa podatkowe.

Istnienie luki CIT jest szczególnie dotkliwe dla Polski ze względu na wciąż obecny w naszym kraju niedobór kapitału. Wyprowadzanie zysków poza Polskę sprawia bowiem nie tylko, że pieniądze nie trafiają do budżetu, ale także to, że nie ma ich w krajowym obiegu gospodarczym. W roku 2018 luka sięgała 1 proc. PKB, co jest znaczącym ubytkiem.

cit

Ważnym elementem luki jest tzw. „zagraniczna luka CIT”, czyli ubytek będący rezultatem transferowania zysków do innych krajów przez przedsiębiorstwa, głównie korporacje międzynarodowe. W 2018 r. skala tych transferów wyniosła 17 mld zł, zatem powstała w konsekwencji luka sięgnęła 3,2 mld zł i stanowiła 15 proc. całkowitej luki CIT.

Spośród tych 17 mld zł, 75 proc. wytransferowano do trzech krajów: Irlandii (5 mld zł), Holandii (4 mld zł) i Luksemburga (3 mld zł). W latach 2014-2018, „zagraniczna luka CIT” rosła w stałym tempie i w roku 2018 była wyższa niż w 2014 o ok. 40 proc. Sytuacja w Polsce oddawała światowe trendy, ponieważ transfer zysków w skali globalnej wzrósł tylko w okresie 2015-17 z 616 mld dolarów do 741 mld dolarów, a więc o 20 proc.

wykres2cit

 

UE musi ograniczyć unikanie opodatkowania, żeby pokryć wydatki rozwojowe

Unikanie płacenia podatku dochodowego przez firmy jest zjawiskiem, którego skala wzrosła w ostatnich latach na świecie z powodu globalizacji, rosnącej pozycji rynkowej największych firm i skomplikowania przepisów podatkowych. Ponieważ zjawisko ma charakter globalny, rozwiązania muszą mieć charakter ponadnarodowy. Kluczowa jest solidarność podatkowa w obrębie Unii Europejskiej, gdyż jak pokazuje raport, ogromna większość zysków korporacji jest transferowana do krajów członkowskich. Dlatego PIE proponuje implementację następujących rozwiązań:

  • Stworzenie unijnej „czarnej listy rajów podatkowych”;
  • Umożliwienie Komisji Europejskiej nakładania sankcji na kraje stosujące nieuczciwą konkurencję podatkową;
  • Wprowadzenie „podatku wyrównawczego”, czyli uzgodnienie minimalnej stawki podatku dochodowego dla firm, od której nie przysługują już żadne ulgi ani zwolnienia;
  • Wprowadzenie obowiązku informowania przez międzynarodowe korporacje o swoich strategiach podatkowych i ujednolicenie sposobu zbierania tych danych na poziomie UE;
  • Uwzględnienie kwestii solidarności podatkowej oraz jasnej polityki nakierowanej na zwalczanie oszustw podatkowych oraz unikania opodatkowania w agendzie UE, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji krajów, które na procederze unikania opodatkowania tracą najbardziej.

Sytuacja pandemii COVID-19 oraz będącego jej następstwem kryzysu gospodarczego sprawiły, że konieczność uzupełnienia zasobów finansowych UE stała się wyjątkowo pilna i niezbędna do rozwiązania. Wśród narzędzi fiskalnych, które umożliwiłyby UE pokrycie wydatków niezbędnych do powrotu na ścieżkę trwałego i zrównoważonego rozwoju gospodarczego znajdują się m.in. podatek cyfrowy, podatek od zysków kapitałowych, podatek od dostępu do wspólnego unijnego rynku oraz podatek od transakcji finansowych.

8 lipca Polski Instytut Ekonomiczny zorganizował wideokonferencję, podczas której miały miejsce prezentacja raportu oraz dyskusja na temat przyszłości opodatkowania w UE. Wśród panelistów znaleźli się Tadeusz Kościński, minister finansów oraz Zsolt Darvas, ekspert z Bruegel Institute. Poniżej znajdują się wypowiedzi jakie padły z ich strony w trakcie dyskusji:

Tadeusz Kościński:

Wdrożyliśmy specjalne strefy ekonomiczne, w których firmy mogą uzyskać 10-15 lat zwolnienia z podatku. Zmniejszyliśmy również podatek CIT z 19% do 15%. Zaimplementowaliśmy zatem szereg narzędzi, aby zatrzymać sztuczne transferowanie zysków z CIT, a teraz wspólnie z rynkiem pracujemy nad usprawnieniem naszego systemu poprzez wprowadzenie estońskiego CIT. Cieszę się, że kwestia solidarności podatkowej staje się coraz ważniejsza w agendzie europejskiej. Jak pokazała pandemia, świat staje się coraz bardziej cyfrowy, zwracamy także coraz większą uwagę na czystość produkcji i jej standardy środowiskowe, dlatego podatek cyfrowy i podatek od emisji dwutlenku węgla to narzędzia, które należy potraktować poważnie jako potencjalne nowe źródło dochodów UE.

Zsolt Darvas:

Istnienie wewnątrzunijnych rajów podatkowych, na co wskazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, dowodzi że osiągnięcie porozumienia w kwestiach podatkowych w UE będzie trudne, ale myślę, że należy do tego dążyć przynajmniej w zakresie podatku cyfrowego, podatku od emisji dwutlenku węgla i podatku od dostępu do jednolitego rynku. Konsolidacja opodatkowania osób prawnych jest nieunikniona, jeżeli chcemy aby wspólny rynek funkcjonował efektywnie. Oznaczałoby to, że zasady rachunkowości dotyczące opodatkowania osób prawnych byłyby zharmonizowane we wszystkich krajach członkowskich. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej poczyniły wiele starań, aby przyciągnąć kapitał zagraniczny i ważne jest, aby przy udoskonalaniu systemu podatkowego potrafić oddzielić produktywną działalność gospodarczą od tej polegającej na sztucznym przenoszeniu zysków.

PRCH: Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym tygodniu wakacji

0

Polska Rada Centrów Handlowych zaprezentowała wyniki odwiedzalności obiektów handlowych po kolejnym tygodniu od powrotu galerii do pełnego funkcjonowania. W ostatnim tygodniu jedno centrum handlowe odwiedziło średnio 9-12 tysięcy osób w zależności od dnia. To tylko od 15 do 22% klientów mniej niż przed rokiem. 

Wskaźnik odwiedzalności obiektów handlowych (footfall) z każdym tygodniem sukcesywnie wzrasta o kilka punktów procentowych. Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH), w dniach 29 czerwca do 4 lipca footfall wyniósł od 78 do 85% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

– Rozpoczęliśmy niedawno sezon wakacyjny. W związku z pandemią koronawirusa wiele osób spędzi go inaczej niż zwykle – wybierze urlop w kraju zamiast zagranicznych destynacji, dlatego przewidujemy, że wskaźnik odwiedzin będzie stale rosnąć, a sytuacja właścicieli i najemców obiektów handlowych będzie się poprawiać – mówi Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w PRCH.

Największą frekwencję zanotowano w sobotę, jednak to piątek wypada najlepiej na tle innych dni tygodnia w porównaniu z ubiegłym rokiem – footfall wyniósł wtedy 85% ubiegłorocznej wartości. W zaprezentowanych danych widać niewielkie różnice w odwiedzalności pomiędzy dużymi i bardzo dużymi obiektami, a tymi o małej i średniej powierzchni.

Najszybciej do normy wraca region Południowo-Zachodni, gdzie w piątek ruch w galeriach był niższy zaledwie o 6% w stosunku do zeszłego roku. Najsłabiej w zestawieniu plasuje się Region Wschodni. Tam zanotowano średnią odwiedzalność na poziomie 73-77% w zależności od dnia tygodnia.

Dane pochodzą z 91 obiektów handlowych w całej Polsce, które odpowiadają 27% całości polskiego rynku z perspektywy powierzchni najmu (3,3 mln m² GLA).

FF_IX

Ewolucja cyfrowa zdecydowanie przyspiesza

Bez cyfryzacji praca zdalna lub rotacyjna jest niemożliwa, dlatego wiele firm staje przed koniecznością przeprowadzenia zmian. Warunki są ku temu bardzo sprzyjające, przede wszystkim dlatego, że w ostatnich miesiącach znacząco wzrosła zdolność adaptacji do nowych warunków otoczenia. Cyfryzacja jest trendem, który staje się miarą sukcesu. 

Według ekspertów ABSL w ciągu trzech najbliższych lat cyfryzacja usług zyska większe znaczenie niż dostępność rąk do pracy. W prezentacji najnowszego raportu o warunkach prowadzenia biznesu w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) przewidują, że obraz globalnego rynku usług dla biznesu zmieni się całkowicie. Motorem tej zmiany mają być centra usług wspólnych, które teraz mają wielką szansę przeprowadzenia strategicznej, strukturalnej transformacji z pomocą firm outsourcingowych. – Z dnia na dzień przeszliśmy na model pracy zdalnej i poradziliśmy sobie świetnie w sytuacji kryzysowej. Było to możliwe właśnie dzięki cyfryzacji procesów, dzięki której biznes może skoncentrować się na najważniejszym, czyli działalności operacyjnej – zauważa Nina Twardowska, prezes zarządu spółki Impel Business Solutions, która przeprowadza swoich klientów przez proces głębokiej zmiany z udziałem cyfryzacji, automatyzacji i robotyzacji.

Z korzyścią dla firm

Zdolność adaptacji do nowej sytuacji ma ogromne znaczenie dla biznesu, co udowodniły ostatnie miesiące przymusowej pracy zdalnej, z której de facto wiele firm i pracowników nie chce rezygnować ze względu na bezpieczeństwo lub produktywność, czego przykładem jest Impel Business Solutions. To powoduje, że znaczenie i wartość cyfryzacji rosną. – Umiejętność funkcjonowania w świecie wirtualnym, zdolność realizacji zadań w oparciu o modele cyfrowe – to elementy, które stają się przyszłością – twierdzi Nina Twardowska. – Cyfryzacja, która jest nowym trendem, nastąpi szybciej niż do tej pory zakładaliśmy – utrzymuje.

Firmy chcące efektywnie pracować zdalnie nie mają wyjścia – muszą używać narzędzi i rozwiązań cyfrowych. Pozwoli im to usprawnić podstawowe procesy, uwolnić moce i przenieść je do najważniejszych obszarów działalności. – Wiele procesów z grupy back office czy HR warto zamienić na formę cyfrową. Przykładowo: dokumenty papierowe, które człowiek zeskanuje, stają się cyfrową wersją, z której algorytm pozyskuje dane i może na nich samodzielnie pracować. Oczywiście na cyfrowych danych może pracować także człowiek – z dowolnego miejsca na świecie, w dowolnym czasie. To największa wartość dla firm w nowym świecie biznesowym, jaki się przed nami kreuje – podkreśla Nina Twardowska.

Im bardziej cyfrowy jest proces lub usługa, tym większą ma wartość dla organizacji, ponieważ proces może być realizowany z dowolnego miejsca w dowolny sposób. Kolejną wartością trwałej transformacji cyfrowej jest budowanie przewagi konkurencyjnej w wyniku jej przeprowadzania oraz czerpanie ze światowych trendów. – Cyfryzacja przybliża nas do konkurencji, zwłaszcza międzynarodowej. Poza tym jedna trwała zmiana pobudza nas do wdrażania kolejnych, wprowadza nas w proces ewolucji, ale nie rewolucji – argumentuje Nina Twardowska.

Innym ważnym skutkiem jest porządkowanie i strukturalizacja procesów, które dzięki automatyzacji stają się coraz bardziej bezobsługowe, co pozwala pracownikom na skoncentrowanie się na innych zadaniach, prowadzi do zmniejszenia rotacji oraz do zwiększenia efektywności samego procesu. – Na przykładzie Impel Business Solutions wiem, że bez automatyzacji i robotyzacji nie moglibyśmy pracować z domu – dostrzega Nina Twardowska.

Z korzyścią dla pracowników

Możliwość pracy zdalnej lub w trybie mieszanym oraz zapewnienie bezpieczeństwa to w nowej rzeczywistości dwa główne argumenty przemawiające za cyfryzacją, która przynosi wiele korzyści nie tylko firmom, lecz również samym pracownikom. Zautomatyzowane procesy dają im wirtualne dane, na których mogą pracować zdalnie. – Realizacja zadań w oparciu o taki model będzie miarą sukcesu najbliższych miesięcy i lat – uważa Nina Twardowska.

Dużą wartością wynikającą z cyfryzacji jest możliwość zadaniowego i bardziej elastycznego podejścia do pracy oraz sposobu jej wykonywania. Możliwość decyzji, kiedy wykonają zadanie, a kiedy zajmą się sprawami osobistymi ma dla pracowników niebagatelne znaczenie. Elastyczność to również oszczędność czasu np. na dojazdach, co zwłaszcza w dużych miastach odgrywa znaczącą rolę. Innym aspektem jest ułatwienie wdrożenia pracownika w trybie wirtualnym, co bez cyfryzacji jest praktycznie niemożliwe.

Zupełną nowością w kwestii elastyczności miejsc pracy jest to, że celem stało się przestawienie organizacji na model rotacyjny. To pracownicy będą decydowali, kiedy chcą przyjeżdżać do biura, a kiedy pracować w domu. – Wiele osób twierdzi, że w domu łatwiej o koncentrację i efektywne wykonywanie konkretnych zadań, podczas gdy biuro sprzyja usprawnianiu procesów lub szkoleniom – mówi Nina Twardowska.

Szukając pozytywnych stron epidemii, trzeba zwrócić uwagę na to, że nieuchronna zmiana cyfrowa jest coraz łatwiej akceptowana, a ludzie chętniej się do niej przystosowują, dostrzegając przy tym sporo korzyści. Wielkim wsparciem przeprowadzenia transformacji są firmy outsourcingowe takie jak Impel Business Solutions, które zachęcają organizacje do wyjścia poza utartą ścieżkę i do zwrócenia się w stronę procesów cyfrowych przeprowadzanych kompleksowo.

Ponad 150 mln zł dla polskiego gamedevu

0

Agencja wykonawcza ministra nauki i szkolnictwa wyższego dzięki Funduszom Europejskim po raz czwarty wspiera rozwój polskiego sektora gier video. Ze względu na wysoki poziom projektów NCBR zwiększyło budżet IV konkursu o ponad 54 mln zł i przyznało 154,3 mln zł dofinansowania 43 firmom.  To w przeważającej większości przedsiębiorcy z sektora MŚP.

Program szyty na miarę

Celem programu sektorowego GameINN jest zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora producentów gier video na rynku globalnym w perspektywie do 2023 roku. Został zainicjowany przez Porozumienie Polskie Gry. Odpowiednio przygotowana agenda badawcza programu sprzyja zgłaszaniu ciekawych i ambitnych propozycji. Program pozwala rodzimym innowatorom realizować nowatorskie projekty w obszarach takich jak m.in.: projektowanie i wzornictwo w zakresie gier wideo, zastosowania Sztucznej Inteligencji, nowe narzędzia i mechanizmy interakcji czy rozszerzenie zastosowań technologii i narzędzi na inne dziedziny. W ramach wszystkich 4 konkursów GameINN dofinansowania w wysokości 474,3 mln zł przyznano 150 projektom.

Program GameINN to doskonały przykład wykorzystania potencjału rodzimych twórców, który pozwolił branży gamedev dynamicznie się rozwijać w ostatnich latach. Efekty prac B+R są i będą wykorzystywane dla zwiększenia konkurencyjności całego sektora i poszczególnych, często małych  firm, podnosząc jakość oferowanych produktów i usług. Ponad 470 mln zł wsparcia z NCBR to dobrze zainwestowane pieniądze i nasz wspólny wkład w budowanie marki Polski jako kraju ludzi kreatywnych i  przedsiębiorczych – mówi minister nauki i szkolnictwa wyższego Wojciech Murdzek. 

Celowane wsparcie z Funduszy Europejskich

 Uruchomiony w 2016 roku GameINN jest realizowany w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Dzięki Funduszom Europejskim polscy twórcy z branży gamedev z powodzeniem rozwijają swoje pomysły. Od pierwszego konkursu program cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Ubiegający się o dofinansowanie przedsiębiorcy lub konsorcja z udziałem jednostek naukowych w każdym z konkursów reprezentowali wysoki poziom, co już trzykrotnie doprowadziło do zwiększenia budżetu konkursu w chwili jego rozstrzygnięcia. Tym razem to rekordowe ponad 54 mln zł, z których w przeważającej większości skorzystają firmy z sektora MŚP. W poprzedniej edycji było to o 20 mln zł, a w I konkursie o 37 mln zł więcej niż zaplanowano.

Już po raz czwarty producenci gier wideo mogli skorzystać z wsparcia Programu Inteligentny Rozwój. Także tym razem zainteresowanie konkursem było bardzo duże, a jakość projektów wysoka. Dlatego Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej zdecydowało o zwiększeniu budżetu konkursu o  prawie 55 mln zł, dzięki czemu środki będą mogły trafić do wszystkich firm, których projekty zostały pozytywnie ocenione przez niezależnych ekspertów – mówi minister funduszy i polityki regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak.

Rekordowy wynik, różnorodność tematów

W czwartym konkursie GameINN o dofinansowanie sięgające nawet ponad 15 mln zł mogli się ubiegać przedsiębiorcy, konsorcja przedsiębiorców oraz konsorcja przedsiębiorców z udziałem jednostek naukowych. Do NCBR wpłynęła rekordowa, największa w historii programu liczba wniosków
o dofinansowanie. To 93 wnioski, złożone w 90% przez firmy z sektora MŚP.

Wysoki poziom złożonych projektów i o ponad 50% wyższa niż planowana wartość przyznanego dofinansowania to potwierdzenie trendu rozwojowego polskiego sektora gamedev. Zwiększanie innowacyjności polskich firm i jednostek naukowych tworzących i rozwijających technologie dla tej
i innych branż jest możliwe dzięki wsparciu z programu GameINN, jak i innych programów realizowanych przez NCBR. Trwałe wpisanie prac B+R w strategie biznesowe firm to warunek rozwoju przedsiębiorstw i całych branż w dłuższym horyzoncie czasowym
– podkreśla dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dr inż. Wojciech Kamieniecki.

Wśród projektów, którym przyznano dofinansowanie znajdują się projekty reprezentujące wszystkie obszary badawcze programu. Są to m.in.:

  • „Opracowanie platformy do prowadzenia gier szkoleniowych w wirtualnej rzeczywistości i rzeczywistości rozszerzonej oraz możliwością stosowania jej do grup szkoleniowych składających się z wielu uczestników i wykładowcy”,
  • „Innowacyjna technologia tworzenia wydarzeń multimedialnych opartych o walki dronów z synergią między poziomami: wirtualnym, rozszerzonym i fizycznym”,
  • „Uniwersalna, mutiplatformowa aplikacja do testowania gier komputerowych z udziałem graczy”,
  • „AIVRUX – intuicyjny i innowacyjny kreator interfejsów dla gier VR, opartych o komunikację z wykorzystaniem języka naturalnego” oraz
  • „Opracowanie silnika balansujacego rozgrywkę na poziomie core i meta  gry w mobilnych grach casual i midcore”.

Nowe technologie napędzają gamedev i inne sektory

GameINN jest skierowany do całej branży gier wideo, nie tylko do twórców gier. Dofinansowanie w programie otrzymały zarówno projekty takie jak „City Creation – kompleksowa technologia służąca do kreacji „żywego”, grywalnego w czasie rzeczywistym miasta o wielkiej skali”, „Dostosowanie sposobu użytkowania i funkcjonowania gry „Car Mechanic Simulator” do możliwości rzeczywistości wirtualnej (VR)” czy „Skonstruowanie nowych i rozbudowa już istniejących narzędzi i technik służących do tworzenia fotorealistycznej grafiki 3D na potrzeby najnowszych aplikacji interaktywnych i wirtualnej rzeczywistości w ramach rozwijanej technologii Reality 51”,  jak i m.in.:

  • platforma sprzętowa wspierająca gry dla niewidomych i słabowidzących ze szczególnym uwzględnieniem gier wieloosobowych i integrujących,
  • gra VR wspierająca terapię i rehabilitację osób po udarach,
  • system symulacji strzeleckiej o wysokim poziomie realności oraz
  • platforma testowo-szkoleniowa do weryfikacji praktycznych umiejętności na stanowisku pracy i doskonalenia zawodowego z zastosowaniem technologii VR i AI.

W pierwszych dwóch konkursach GameINN o dofinansowanie mogły się ubiegać przedsiębiorstwa lub ich konsorcja, a od trzeciego konkursu o wsparcie mogły się starać również konsorcja z udziałem jednostek naukowych.

Informacje o wynikach IV konkursu są dostępne na stronie NCBR.

Monese i PayPal rozszerzają współpracę na sześciu europejskich rynkach. Aplikacja Monese od teraz dostępna również w Polsce

0

Brytyjski fintech Monese rozszerza swoje partnerstwo z PayPal w Polsce, Austrii, Belgii, Luksemburgu, Holandii i Portugalii. Monese oferuje wielowalutową aplikację, która umożliwia szybkie uruchomienie indywidualnego konta bankowego. Od dzisiaj klienci w 6 nowych krajach mogą korzystać z Monese w połączeniu z kontem PayPal, otrzymując w ramach jednej aplikacji mobilnej dostęp do narzędzi finansowych, dokonywania płatności i jeszcze lepszego zarządzania finansami osobistymi. Wejście na nowe rynki jest efektem udanej współpracy obydwu firm z końca 2019 r. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii, w których to krajach prawie 30 proc. aktywnych klientów Monese połączyło swoje konta z PayPal.

Dzięki nawiązaniu współpracy z PayPal, użytkownicy Monese zyskują szereg funkcji, które ułatwią zarządzanie środkami na ich kontach PayPal. Mogą także podłączyć aplikację Monese do cyfrowego portfela PayPal, aby łatwiej realizować płatności online, smartfonem oraz w aplikacji. Sprawne połączenie obu usług umożliwi wysyłanie środków do 325 milionów klientów PayPal (w tym do 25 milionów sprzedawców), robienie zakupów u e-sprzedawców na całym świecie, a także wybranie Monese jako preferowanego sposobu płatności w cyfrowym portfelu.

Ponadto, bezpośrednio z poziomu aplikacji Monese zostanie udostępniona klientom możliwość zarządzania pieniędzmi na koncie PayPal, w tym m.in. podgląd salda czy 90-dniowej historii transakcji. Te funkcje, obecnie dostępne dla posiadaczy kont osobistych Monese w 11 europejskich krajach, zostały zaprojektowane w taki sposób, aby zapewnić użytkownikom bogatsze doświadczenia, które przekładają się na łatwiejszy dostęp do globalnej gospodarki.

Monese jest kontem bankowym pierwszego wyboru dla międzynarodowej, niezwykle dynamicznie rosnącej grupy odbiorców, którzy przebywają za granicą ze względu na pracę, naukę, obowiązki rodzinne czy nawet emeryturę. Jednocześnie są oni aktywnymi użytkownikami PayPal. To przełożyło się na dobre przyjęcie współpracy między naszymi firmami na dotychczasowych rynkach  komentuje Norris Koppel, założyciel i CEO Monese. – Rozszerzenie partnerstwa na 6 nowych krajów pokazuje nasze zaangażowanie w możliwość udostępniania użytkownikom naszych narzędzi finansowych umożliwiających rozwój w dowolnym miejscu na świecie oraz wzmocnienie relacji biznesowych. To oznacza, że możemy zaoferować posiadaczom naszych kont większy wybór i elastyczność w zarządzaniu finansami osobistymi, zgodnie z ich stylem życia – gdziekolwiek się znajdują, niezależnie od tego, jakie są ich aktualne potrzeby.

We wrześniu 2018 roku PayPal uczestniczył w serii B rundy finansowania Monese o wartości 60 mln dolarów. Dzięki temu większa liczba użytkowników w Europie mogła uzyskać dostęp do nowych usług bankowości cyfrowej, a także mieć możliwość korzystania z usług Monese jako głównego konta bankowego.

Miejsce pracy przyszłości. Jak koronawirus i dane ukształtują nowy ekosystem miejsca pracy?

Według nowego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakfefield „Miejsce pracy przyszłości” w nowej normalności 50% pracowników najprawdopodobniej będzie pracować w ramach Kompletnego Ekosystemu Miejsca Pracy (ang. Total Workplace Ecosystem) łączącego biuro, dom oraz inne lokalizacje.

Dzięki autorskiemu narzędziu Experience per Square FootTM (XSF), międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield przeanalizowała ponad 2,5 miliona punktów danych dotyczących doświadczeń pracowników z całego świata na temat miejsca pracy, zebranych jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Dodatkowo analizę rozszerzono o kolejne 1,7 miliona punktów danych pochodzących od ponad 50 000 respondentów z całego świata, obecnie pracujących zdalnie. Dzięki temu uzyskano doskonały wgląd w to, jak pracownicy radzą sobie w obecnej sytuacji oraz zdefiniowano korzyści pracy zdalnej oraz związane z nią wyzwania.

Kluczowe wnioski:

  1. Pracownicy mogą być wydajni wszędzie, nie tylko w biurze
    • Przed pandemią koronawirusa pracownicy, którzy pracowali przede wszystkim zdalnie, byli bardziej zaangażowani i bardziej zadowoleni z pracy niż pracownicy biurowi.
    • Dzięki technologii zespoły współpracują podczas pandemii wydajniej niż kiedykolwiek dotąd, a zdolność koncentracji pozostała ta sama.
  1. Rośnie popularność elastyczności i możliwości wyboru miejsca pracy
    • 73% pracowników uważa, że ich firma powinna do jakiegoś stopnia umożliwiać pracę z domu.
    • W obecnej sytuacji cierpią kontakty osobiste i budowanie więzi, co nie pozostaje bez wpływu na kulturę korporacyjną i rozwój pracowników.
    • Młodsze pokolenia zgłaszają więcej problemów w związku z pracą z domu.
  1. Kompletny ekosystem miejsca pracy to nowa normalność
    • Nie będziemy już pracować wyłącznie w jednym miejscu, ale budować swego rodzaju ekosystem składający się z różnych lokalizacji i doznań oraz wspierający wygodę, funkcjonalność i dobre samopoczucie.
    • Celem biura będzie udostępnienie ciekawych lokalizacji, które sprzyjają tworzeniu kultury korporacyjnej, uczeniu się, budowaniu więzi z klientami i współpracownikami oraz kreatywności i innowacyjności.
    • Równoważenie wpływu dystansu społecznego na obłożenie biur z mniejszą liczbą osób niezbędnych w biurze prawdopodobnie nie odbije się na aktualnych powierzchniach biurowych – biura nadal będą się rozwijać, choć inaczej.

Burze, ulewy i powodzie. Jak zachować się po szkodzie?

0
  • Od czerwca niemal codziennie IMGW ostrzega o burzach i ulewnych deszczach w różnych regionach kraju.
  • Wskutek letnich żywiołów rośnie liczba szkód zgłaszanych ubezpieczycielom, zwłaszcza zniszczeń powstałych wskutek zalania i przepięć.
  • Zdaniem zakładów ubezpieczeń klienci przeważnie nie wiedzą, że tuż po szkodzie mogą sami zacząć ratować majątek i nie narażą się w ten sposób na utratę odszkodowania.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) codziennie wydaje ostrzeżenia meteorologiczne i hydrologiczne dla poszczególnych części kraju. Ulewy, burze z gradem czy powodzie zagrażają polskim regionom od początku czerwca. W samych tylko pierwszych dwóch dniach lipca zjawiska atmosferyczne w mniejszym lub większym stopniu zagroziły niemal wszystkich województwom. Jak podają przedstawiciele branży ubezpieczeniowej, wyraźnie rośnie w związku z tym liczba tzw. szkód katastroficznych, czyli zniszczeń w domach na skutek groźnych zjawisk pogodowych.

W czerwcu odebraliśmy blisko 3 tys. takich zgłoszeń. Najczęściej to szkody polegające na przepięciach i zalaniach. Bezpośrednio po największych deszczach wpływało do nas nawet kilkaset spraw dziennie. Zauważamy, że klienci bardzo często  pytają nas, jak mają się zachować w takich sytuacjach. Czy powinni czekać na przyjazd rzeczoznawcy, czy sami zabezpieczyć zniszczone mienie. Dzięki uproszczonym procedurom wiele czynności można wykonać samodzielnie od razu po szkodzie, ale wciąż mało osób ma tego świadomość – mówi Rafał Mosionek, Zastępca Prezesa Zarządu w Compensie.

W podstawowym zakresie ubezpieczenie chroni właścicieli nieruchomości na wypadek szkód spowodowanych zjawiskami atmosferycznymi. To m.in. pożary powstałe w czasie suszy, zniszczenia po wichurze lub gradobiciu czy szkody związane z przepięciem lub zalaniem po oberwaniu chmury. Należy pamiętać, że ryzyko powodzi jest dodatkowe, czyli chęć włączenia go do ochrony trzeba zgłosić ubezpieczycielowi przy zakupie polisy.

Co robić po szkodzie katastroficznej?

W przypadku szkód spowodowanych złymi warunkami pogodowymi kluczowe jest szybkie działanie i zahamowanie powiększania się strat. Dla wielu ubezpieczonych właścicieli domów nie jest jasne, czy mogą podjąć działania na własną rękę, zanim skontaktują się z ubezpieczycielem.

Nasi klienci mówią wprost, że boją się czegokolwiek „ruszać”, żeby przypadkiem nie zamknąć sobie drogi do odszkodowania. Te obawy są jednak nieuzasadnione. W Compensie informujemy Klientów, aby przystępowali do naprawy mienia bez oczekiwania na przyjazd rzeczoznawcy, jeśli jest to konieczne dla zabezpieczenia mienia przed powiększaniem się strat. Poszkodowanych prosimy jedynie o wykonanie dokumentacji zdjęciowej obrazującej zakres zniszczeń, które w kolejnym kroku pozwolą nam oszacować wysokość strat – tłumaczy Rafał Mosionek.

Zakłady ubezpieczeń na bieżąco monitorują, ile szkód do nich wpływa. Jeśli liczba zgłoszeń zwiększa się w krótkim czasie, uruchamiają procedury, które pozwalają prowadzić likwidację szkód w niezakłócony sposób i jednocześnie minimalizować zakres zniszczeń.

Postępowanie po szkodzie katastroficznej można opisać w kilku krokach.

  1. Poszkodowani fotografują zniszczone mienie, aby po czasie możliwe było określenie rozmiaru i zakresu szkody. Dokumentację zdjęciową wykonuje się niezależnie od przyczyny powstania zniszczeń.
  2. Następnie można już zająć się naprawą. Trzeba tylko pamiętać, aby zgromadzić do późniejszego okazania rzeczoznawcy uszkodzone przedmioty, np. wypaczone drzwi czy wilgotne deski podłogowe. Nie należy ich wyrzucać!
  3. Jeżeli w toku naprawy konieczny był zakup jakichś przedmiotów lub pomoc fachowców, należy zgromadzić wszystkie rachunki i faktury, a następnie przekazać je ubezpieczycielowi.

Zakres działań może różnić się w zależności od charakteru szkody. Powyższy opis dokładnie pasuje do zniszczeń spowodowanych np. przez huragan, czy zalanie. Szkody w których przyczyną ich powstania jest przepięcie trzeba dodatkowo przekazać sprzęt do serwisu, aby określić przyczynę uszkodzeń, ich zakres i koszt naprawy. Z kolei po zalaniu priorytetem jest zahamowanie rozprzestrzeniania się wody, a więc konieczne jest jej usunięcie i m.in. suszenie oraz wietrzenie pomieszczeń.

W razie jakichkolwiek wątpliwości można zgłosić się do ubezpieczyciela. W Compensie telefonicznie oraz poprzez stronę www udzielamy porad na temat możliwych scenariuszy w związku z wystąpieniem szkód katastroficznych oraz informacji na temat dalszej procedury likwidacyjnej. Czasem sami inicjujemy taki kontakt, bo jak najmniejszy rozmiar szkody leży w interesie naszym i naszych Klientów. Tak było w tym roku po przejściu trąby powietrznej w Kaniowie. Na mapie ryzyk znaleźliśmy nieruchomości mamy tam ubezpieczone i skontaktowaliśmy się z ich właścicielami ­– dodaje Rafał Mosionek.

Złotówka w odwrocie

0

Polska waluta pomimo bardzo dobrego zachowania przy luzowaniu ograniczeń pandemicznych znów znajduje się w odwrocie. Jak tak dalej pójdzie wkrótce zobaczymy znów poziom 4,50 zł.

Złoty znów słabnie

Cena euro ponownie zbliża się do swoich maksimów od końca maja w okolicach 4,48 zł. Warto zwrócić uwagę, że dzieje się to przy relatywnie spokojnych wynikach zarówno surowców energetycznych jak i giełd. Dlaczego to istotne? Polska waluta przeważnie źle znosi wzrost ryzyka na rynku, a ten jest przeważnie połączony właśnie ze spadkami cen surowców energetycznych oraz giełd. Oznacza to, że gdyby doszło do tych spadków możemy szybko znów oglądać euro powyżej 4,50 zł.

Członkowie FED zaniepokojeni nawrotem pandemii

Jak widać pomimo deklaracji prezydenta temat pandemii wciąż jest istotnym problemem w USA. Potwierdzają to wystąpienia członków Rezerwy Federalnej, którzy wskazują na obawy przedsiębiorców związane ze wzrostem zachorowań. Boją się oni ponownego zamykania gospodarki i powtórki problemów sprzed raptem kilku miesięcy. Wskazywane jest również ryzyko, że czas trwania kryzysu może się wydłużyć dłużej niż dotychczas sądzono. To z kolei wpływa na decyzje konsumentów.

Dobre dane ze Szwajcarii

Pomimo komunikatów ze Szwajcarskiego Banku Centralnego o negatywnym wpływie mocnej waluty na sytuację gospodarczą kraju nie widać tego w danych. Dzisiaj poznaliśmy wartość stopy bezrobocia, która to okazała się o 0,2% niższa od oczekiwań i to przy bardzo dobrym poziomie 3,2%. Helwecki rynek pracy ma się zatem bardzo dobrze, co spowodowało dzisiaj umacniania się franka szwajcarskiego. Jest on najdroższy od końcówki maja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

5 kroków jak wprowadzić User Experience

0

Członkowie zespołu pracują płynniej i efektywniej, lepiej wykorzystują dostępne narzędzia, a także są bardziej zadowoleni ze swojej pracy – User Experience w miejscu pracy ma sens. Podnoszenie jakości doświadczeń pracowników jest możliwe m.in. dzięki zbieraniu informacji zwrotnych bezpośrednio od samych zatrudnionych. Jak to zrobić? Jakie jeszcze korzyści niesie ze sobą takie działanie? Co zyskują pracownicy i jak korzysta na tym cała organizacja? Poznaj 5 wskazówek, które pomogą we wdrożeniu rozwiązań UX w firmie.

W każdej firmie, z którą kiedykolwiek współpracowałam, każdy twierdził, że docenia znaczenie potrzeb użytkowników oraz, że tworzy i próbuje wdrażać rozwiązania, które są zorientowane na użytkownika właśnie – mówi Aleksandra Domagała, Senior User Experience Consultant w Capgemini Polska.

Jednak od razu rodzi się pytanie – co to tak właściwie znaczy?

User Experience (UX), to w najprostszym rozumieniu całość wrażeń i doświadczeń, których doznaje osoba (w tym przypadku – pracownik) korzystająca z danego rozwiązania – produktowego lub usługowego. Istotnym elementem user experience jest proces podnoszenia jakości, udoskonalania produktu lub usługi, który wzmocni satysfakcję użytkowników. Choć z definicji nie wynika nic skomplikowanego, to cały proces pracy nad podniesieniem komfortu z użytkowania jest znacznie bardziej zaawansowany. Sytuacja komplikuje się tym bardziej, że w rzeczywistości im więcej osób pracuje nad danym projektem, tym większa ilość różnorodnych wizji, odczuć i interpretacji.

– Pod pojęciem podnoszenia jakości doświadczeń kryje się coś więcej, niż tylko urządzenia mobilne, czy sprawdzone i intuicyjne aplikacje. Sensem całego procesu jest zaoferowanie pracownikom większej elastyczności pracy, zwiększonej swobody i decyzyjności względem pracowniczej przestrzeni. A efektem końcowym powinno być zadowolenie z miejsca pracy, dostrzeżenie jego atrakcyjności i satysfakcja. Z moich doświadczeń wynika, że większość członków zespołów projektowych IT docenia tę koncepcję – tłumaczy Aleksandra Domagała.

O ile jasność i zrozumienie w przypadku implementacji usług chmurowych, aplikacji, serwerów można osiągnąć stosunkowo szybko, to znacznie trudniejsze jest wypracowanie ogólnych rozwiązań skoncentrowanych na użytkownikach.

Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem

Wśród głównych korzyści, które niosą ze sobą rozwiązania skoncentrowane na doświadczeniu użytkownika można wyróżnić m.in. lepsze wykorzystywanie nowych narzędzi, zwiększenie produktywności pracowników, zminimalizowanie ryzyka wystąpienia błędów, upłynnienie przebiegu pracy, podniesienie poziomu satysfakcji pracowników.

– Większe zadowolenie pracowników jest jednoznaczne z poczuciem docenienia przez pracodawcę. Gdy my jako firma, pytamy pracowników jakie są ich potrzeby, angażujemy ich w proces decyzyjny – czują się potrzebni i mają poczucie, że pracodawca o nich dba. Nie robimy tego dla nich, tylko tworzymy te rozwiązania wspólnie, dzięki czemu podnosi się ich wartość – dodaje Aleksandra Domagała, odpowiadająca za wdrażanie rozwiązań UX w Capgemini.

Szereg korzyści płynie także do pracodawcy i wpływa na efekty działania nie tylko całej firmy, ale także na realizowane projekty. Zwiększona efektywność pracowników i lepsze wykorzystanie dostępnych narzędzi znacznie przyspieszają prace nad projektami. Natomiast większe zadowolenie pracowników przekłada się na budowanie pozytywnego wizerunku organizacji.

Jak robić to dobrze?

Istotne jest jednak stworzenie i wdrożenie projektu user experience w odpowiedni sposób, tak by uniknąć błędów, które w następstwie mogłyby być trudne do wyeliminowania. Aby skoncentrować się na pozytywnych doświadczeniach użytkowników konieczne jest:

  1. Jasne określenie celu – aby projekt został zakończony powodzeniem konieczne jest klarowne ustalenie celu działania. Powinien on rozwiązywać konkretny problem, cel także musi określać grupę odbiorców, by móc od początku dedykować rozwiązanie właściwym osobom.
  2. Postępowanie zgodnie z określonym planem – zanim stworzymy dane rozwiązanie lub zanim zostanie ono zaproponowane odbiorcom, powinniśmy najpierw ocenić zastałą sytuację, bo może się okazać, że planowane zmiany są zupełnie nieadekwatne. Konieczne jest zachowanie odpowiedniej kolejności działań, wówczas wypracowane rozwiązanie będzie miało sens.
  3. Zaplanowanie ram czasowych i określenie potrzeb zasobowych – już na samym początku konieczne jest określenie ram czasowych z uwzględnieniem czasu na analizę sytuacji wyjściowej, projektowanie, wdrożenie i weryfikację wyników. Podobnie sytuacja wygląda z zasobami – aby cały proces mógł zakończyć się powodzeniem, muszą na każdym etapie angażować się odpowiednie osoby, które pomogą w określeniu sytuacji wyjściowej, a następnie będą brały czynny udział w wypracowaniu odpowiednich rozwiązań.
  4. Ścisła współpraca – aby projekt się powiódł konieczna jest również ścisła współpraca zespołu UX z pracownikami zespołów, którym rozwiązania UX są dedykowane. Przy zachowaniu ciągłości zadań własnych powinna następować sprawna wymiana myśli, wrażeń i doświadczeń, które zaowocują „szytym na miarę” rozwiązaniem. Tutaj także kluczowa jest dwustronność komunikacji – czyli m.in. dzielenie się wynikami i sprawdzanie feedbacków.
  5. Odpowiednie nastawienie – najlepiej zaplanowane i wprowadzone rozwiązanie może się nie przyjąć i trzeba taką ewentualność brać pod uwagę już od samego początku prac nad projektem. Możliwe jest także, że wprowadzone rozwiązanie na dalszym etapie będzie wymagało zmiany. Zmienność priorytetów lub wrażeń na poszczególnych etapach pracy jest w pełni naturalna, zatem otwartość na zmiany jest w przypadku UX niezwykle cenna.

Wprowadzanie do organizacji rozwiązań zorientowanych na użytkowników nie jest takie trudne, ale warunkiem jest umiejętne ich przygotowanie i wdrożenie. Jeśli planowane są działania tego typu, to należy pamiętać, że rozwiązania te tworzone są dla konkretnych osób w firmie, które są najlepszym źródłem inspiracji, wiedzy i weryfikacji projektu.

Dobre zrozumienie celów, wsparcie ze strony zespołu i zarządzających, czy też umiejętność wdrożenia pojawiających się spostrzeżeń na dalszych etapach prac są kluczem do sukcesu. Wiem, że dobrze dopasowane rozwiązania UX przynoszą wiele pozytywnych zmian całej organizacji, potrafią diametralnie zmienić nastawienie pracowników do swoich obowiązków czy nawet firmy, tym samym szerząc pozytywne opinie na temat swojego miejsca pracy, co jest szczególnie cenne dla pracodawców – podsumowuje Aleksandra Domagała, Senior User Experience Consultant w Capgemini Polska.

Cena złota osiągnęła najwyższą wartość od blisko dekady

0

Ekonomiczne skutki pandemii koronawirusa, niepokoje wśród inwestorów oraz rosnące obawy o spadek siły nabywczej pieniądza wyniosły dziś cenę złota ponad nieosiągalną przez lata granicę 1800 USD za uncję.

W czasach kryzysu popyt na złoto rośnie. Coraz więcej ludzi dostrzega korzyści z lokowania swojego majątku w metalach szlachetnych, które doskonale utrzymują swoją wartość w dłuższej perspektywie, są odporne na inflację i kryzysy ekonomiczne. – Rosnący popyt na złoto oraz inflacja wpływają na wartość złota. W ciągu ostatniego roku cena tego kruszcu wzrosła o przeszło 30 proc. i prawdopodobnie nie dotarliśmy jeszcze do szczytu – wyjaśnia Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark, która jest jednym z największych dystrybutorów złota, srebra i diamentów w Polsce.

Analitycy Goldman Sachs, jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie, prognozują, że cena złota ma szansę w ciągu najbliższego roku przebić historyczny poziom 2 000 USD. To znacznie więcej, niż zakładała poprzednia prognoza (1 800 USD).

Złoto – bezpieczna lokata kapitału

Metale szlachetne stają się coraz popularniejszym instrumentem lokowania kapitału. To lokata, która wykazuje dużą odporność na kryzysy. – Warto szukać stabilnych aktywów, o których wiemy, jak zachowują się w ekstremalnej sytuacji, a taką bez wątpienia jest globalna epidemia – przekonuje Michał Tekliński. Ekspert przypomina, że należy pamiętać o zasadzie mówiącej, że lokata to zabezpieczenie, a nie inwestycja.

Złoto jest skutecznym i bezpiecznym narzędziem do lokowania swoich oszczędności, a nie szansą na szybki zysk, dlatego obserwując wartość tego kruszcu, należy mieć na uwadze dłuższą perspektywę i stabilność jego wartości. Głównym celem lokowania kapitału jest zabezpieczenie przyszłości, dlatego lokowanie zawsze powinno być rozważane w kontekście długoterminowym – uzupełnia Michał Tekliński.

Duński lider w branży robotów powołuje nowego prezesa

0

Søren E. Nielsen został prezesem Mobile Industrial Robots A/S. Zastąpił na tym stanowisku Thomasa Visti. Søren E. Nielsen awansuje na fotel prezesa światowego lidera w produkcji robotów mobilnych zaledwie dwa i pół roku po objęciu stanowis­ka dyrektora do spraw technologii. Dotych­cza­sowy szef, Thomas Visti, zdecydował o zmianie swojej ścieżki kariery. 

Od 1 sierpnia 2020 r. właściciel Mobile Industrial Robots (MiR), spółka Teradyne, powołał Sørena E. Nielsena na stanowisko prezesa MiR. Dzięki doświadczeniu dyrektora ds. technologii zdobytemu od stycznia 2018 roku Søren E. Nielsen posiada już rozległą wiedzę na temat całej organizacji.

„Søren E. Nielsen jest znakomitym liderem, który zapewni ciągłość naszej strategii i kontynuację dynamiki biznesowej. MiR jest wciąż młodą organizacją, która ma ogrom­ną szansę zmienić sposób pracy w firmach na całym świecie poprzez optymalizację lo­gis­tyki. Jako prezes Søren E. Nielsen utrzyma pasję, innowacyjność i wizję, które doprowadziły MiR do tego miejsca. Jest wyrazistym, pragmatycznym liderem, a jego zmysł organizacyjny i procesowy pozwala mu skutecznie prowadzić i rozwijać naszą działalność. Szybko rozwiązuje realne potrzeby klientów i jest w stanie stworzyć długofalowy plan działania w obszarze wprowadzania innowacji i prowadzenia firmy. Swoją życzliwością podnosi wszystkich na duchu” – mówi dyrektor generalny Teradyne Mark Jagiela.

Wzrost w dobie koronawirusa

Søren E. Nielsen z niecierpliwością czeka na objęcie nowego stanowiska w czasach niepewności panującej na rynku. Dla lidera to wyzwanie, któremu jest gotów stawić czoła, czerpiąc ze swojego cennego doświadczenia 25 lat pracy na stanowiskach kierowniczych w największych międzynarodowych korporacjach, takich jak Danfoss czy Siemens.

„Pomimo obecnej sytuacji w 2020 roku MiR nadal odnotowuje wzrost. Nie ma mowy o spowolnieniu, co czyni nas silniejszymi od innych podmiotów w branży. Nasze produkty pomagają globalnym przedsiębiorstwom przemysło­wym, sektorowi ochrony zdrowia i logistyce nadrobić straty poprzez zwiększenie efektywności i wydajności przy użyciu robotów. Wpływamy na łańcuch dostaw w logistyce wewnętrznej, zapewniając lepsze środowisko pracy w fir­mach klientów poprzez odjęcie pracownikom zadań związanych z trans­portem ręcznym” – wyjaśnia Søren E. Nielsen (51 lat), inżynier mechanik, absolwent szkoleń menadżerskich z zakresu zarządzania w McKinsey & Company.

„W czasie pandemii nasze tempo zatrudniania spadło. Jednak do tego czasu liczba naszych pracowników rosła wykładniczo od chwili założenia firmy. Oznacza to, że udało nam się skonsolidować organizację i na wiele sposobów zoptymalizować procesy produkcyjne. Skorzystaliśmy na tym, więc z dumą mogę powiedzieć, że MiR, za który od sierpnia przejmuję całkowitą odpowiedzialność, jest firmą silniejszą od wszystkich innych” – podkreśla Søren E. Nielsen, który był 50. pracownikiem firmy. Obecnie MiR zatrudnia 220 osób. Większość pracuje w siedzibie głównej w Odense.

Jednym z kluczowych zagadnień dla nowego prezesa jest utrzymanie ducha korporacyjnego. „MiR odznacza się silnym pragnieniem wygranej, w połą­czeniu ze zdrowym duchem rywalizacji i koncentracji. Szybko podejmujemy decyzje o celu i pomagamy sobie nawzajem w dotarciu do niego – bez żadnych manewrów politycznych i sporów wewnętrznych” – dodaje Søren E. Nielsen.

Skromny człowiek po „Misterze MiR”

W ciągu zaledwie kilku lat MiR stał się bardzo znaną, renomowaną firmą w Danii i za granicą – z Thomasem Vistim często udzielającym się w mediach.

„Ze stanowiska odchodzi Mister MiR. Mój poprzednik poprzeczkę ustawił bardzo wysoko. Thomas Visti z nieprawdopodobną sprawnością działał na rzecz marki MiR na świecie – co oznacza, że mieliśmy o wiele większą ekspozycję w mediach, niż można by się spodziewać w przypadku spółki naszej wielkości. Ja jestem inny, ale zrobię, co w mojej mocy” – mówi Søren Nielsen. 

Obecny prezes MiR jest szczerze zadowolony z wyboru swojego następcy.
„Gdy Søren trafił na pokład, potrzebowaliśmy lidera z międzynarodowym doświadczeniem w branży. Wniósł bardzo istotny wkład w optymalizację procesów i procedur. Bardzo się cieszę, że mogę przekazać ster w jego ręce” – podkreśla Thomas Visti.

Od sierpnia Thomas Visti będzie mógł oddać się nowym planom po odejściu z firmy, której od 2014 roku poświęcił wiele czasu i wysiłku. W ciągu tych lat MiR przekształcił się ze skromnej, trzyosobowej firmy w globalnego lidera zatrudniającego 220 pracowników i posiadającego czołowy udział w rynku autonomicznych robotów mobilnych.

Cyfrowa rewolucja dopiero się rozpoczyna. Jak wpłynie na branżę zarządzania danymi?

0

Technologie rozwijają w myśl efektu kuli śnieżnej. Jeden przełom otwiera dziesiątki nowych możliwości. W kontekście zarządzania danymi już teraz wykorzystuje się narzędzia, których funkcjonalności opierają się na sztucznej inteligencji, czy niezwykle rozbudowanych algorytmach symulujących pracę człowieka. Czy w perspektywie najbliższych kilkunastu lat zaobserwujemy rewolucję w procesach związanych z działaniami prowadzonymi w obszarze data management?

Przeprowadzane symulacje dowodzą, że w połowie przyszłej dekady globalny biznes będzie generował ponad 2 biliony faktur[1], a już w 2025 roku w chmurach przechowywanych będzie ok. 175 ZB[2] danych[3]. Są to wolumeny, które trudno objąć wyobraźnią. Każda z informacji będzie jednak równie istotna z perspektywy danej firmy. Analogowe, ręczne przetworzenie takiej liczby dokumentów stanie się po prostu niewykonalne. Dlatego już od kilku lat obserwujemy coraz szybszy rozwój dedykowanych narzędzi, takich jak zaawansowane platformy do zarządzania procesami biznesowymi, czy specjalistyczne urządzenia, np. w postaci skanerów wykorzystujących tzw. OCR[4]. Już teraz w Iron Mountain wykorzystujemy oprogramowania, czy urządzenia, które odciążają lub nawet całkowicie zastępują pracę człowieka. Są w stanie samodzielnie odczytać treść dokumentów, odpowiednio je klasyfikować oraz korelować ze sobą. Rozwój technologiczny w branży zarządzania informacją można zaobserwować w coraz szerszym wykorzystaniu technologii RFID[5], która pozwala na łatwy sposób kontrolowania przepływu dokumentacji, czy rozszerzeniu koncepcji Internetu Rzeczy w ujęciu biznesowym, która wynika z coraz większych możliwości skorelowania ze sobą różnych urządzeń, czy oprogramowań. Szacuje się, że do 2025 roku 6 miliardów ludzi[6] będzie wchodziło w interakcję z informacjami przechowywanymi w szeroko rozumianej sieci, co spowoduje przyspieszenie rozwoju chmur danych. Równolegle rozwijają się narzędzia wpływające na cyberbezpieczeństwo cyfrowych zasobów informacji, dzięki którym będziemy mieli coraz większe zaufanie do agregowania danych w chmurach. W tym kontekście warto wspomnieć o stale rozwijanym szyfrowaniu kwantowym, które, gdy zostanie skomercjalizowane, zrewolucjonizuje nasze myślenie o bezpieczeństwie danych w sieci. Przewiduje się także, iż w przeciągu najbliższych pięciu lat, ok 30%[7] wszystkich zasobów informacji będzie dostępnych w czasie rzeczywistym oraz, dzięki wspomnianym wcześniej platformom, dostarczanych w formie spersonalizowanej. Obecne realia ukształtowane przez pandemię SARS-CoV-19 zmuszą firmy do bycia maksymalnie efektywnymi. Chcąc odbudować swoją pozycję sprzed tzw. lockdownu, będą musiały skoncentrować się na kluczowych aspektach swojej działalności, czyli tych bezpośrednio prowadzących do generowania zysków. Dlatego całe spectrum procesów, które będą mogły być realizowane przez maszyny, czy oprogramowania, zostanie zautomatyzowane, a pracownicy zajmą się działaniami kreatywnymi i strategicznymi. Możemy spodziewać się zatem znaczącego przyspieszenia rozwoju rozwiązań z segmentu tzw. RPA[8], czy uczenia maszynowego. Już w 2019 roku na narzędzia wykorzystujące te rozwiązania w biznesie przeznaczono (w ujęciu ogólnoświatowym) w sumie niemal 33 miliardy dolarów[9]. Obecnie wartość rynku RPA rośnie corocznie o ok. 30%. Przewiduje się, że do 2025 roku osiągnie on wartość niemal 6 miliardów dolarów[10]. Dane należą do podstawowych i kluczowych z operacyjnego punktu widzenia zasobów każdego przedsiębiorstwa. Ich wolumen nieustannie rośnie, a od optymalnego przetwarzania informacji zależy poprawne funkcjonowanie biznesu. Dlatego w niedalekiej przyszłości, jednym z najbardziej eksponowanych i prestiżowych stanowisk w firmach będzie pozycja Dyrektora Zarządzającego ds. Danych (CDO), czy tzw. Data Scientist, czyli dosłownie Naukowca ds. Danych.

-Sylwia Pyśkiewicz, CEO Iron Mountain Polska

image_processing20200707-12944-2sdvxh

[1] https://www.billentis.com/The_einvoicing_journey_2019-2025.pdf
[2] ZB – zettabajt (1ZB = 1000000000000GB)
[3] https://www.forbes.com/sites/tomcoughlin/2018/11/27/175-zettabytes-by-2025/#322af2eb5459
[4] OCR (ang. optical character recognition) – optyczne rozpoznawanie znaków
[5] RFID (ang. Radio-frequency indentification) – system zdalnej identyfikacji radiowej.
[6] Raport IDC via https://www.itransition.com/blog/the-future-of-big-data
[7] Tamże
[8] RPA – ang. Robotic Process Automation – Zrobotyzowana Automatyzacja Procesów
[9] Venture Scanner, Statista estimates via https://www.itransition.com/blog/the-future-of-big-data
[10] https://www.marketsandmarkets.com/PressReleases/robotic-process-automation.asp