Wrocławski rynek biurowy z silnymi podstawami do rozwoju

Firmy wróciły do rozmów, dotyczących przedłużania i renegocjacji umów

We Wrocławiu popyt na powierzchnie biurowe generują przede wszystkim firmy z sektora usług dla biznesu. A to jedna z branż, która notuje najszybszy wzrost i dobrze radzi sobie w aktualnej rzeczywistości. Daje to szansę wrocławskiemu rynkowi biurowemu na dalszy, regularny rozwój. Wrocław jako pierwszy wyspecjalizował się bowiem w ściśle określonej dziedzinie. Skupia firmy świadczące szeroko rozumiane usługi biznesowe, szczególnie silnie rozwijają się w nim centra technologiczne i IT.

Inwestycje dedykowane

Przykładem inwestycji biurowych dedykowanych sektorowi we Wrocławiu może być realizacja budynku Nowa Strzegomska o powierzchni 10 tys. mkw. na terenie Wrocławskiego Parku Biznesu, który zajmie firma informatyczna GlobalLogic S.A., gdzie pracować będzie około 1000 osób.

Dodatkowo, inwestorzy w stolicy Dolnego Śląska są mocno wspierani przez jednostki samorządowe. Korzystają również z imponującego zaplecza, jakim jest świetnie wykwalifikowana kadra, wykształcona na kierunkach dedykowanych sektorowi outsourcingu. Takie podstawy dają miastu stabilność i bezpieczeństwo, jeśli chodzi o rozwój biznesu i tym samym wzrost rynku biurowego.

– Wrocławski rynek biurowy od połowy marca br., podobnie jak inne rynki krajowe pozostaje w fazie zamrożenia gospodarczego, ale perspektywy jego rozwoju oparte są na mocnych fundamentach. Przeszkodą w rozwoju inwestycji są tu, jak we wszystkich aglomeracjach w kraju, przeciągające się procesy administracyjne, braki pracownicze i niepełna ciągłość dostaw, budowa obiektów biurowych w mieście jednak nie stanęła. Realizacja projektów jest konsekwentnie kontynuowana, a buduje się nie mało, bo w powstających aktualnie we Wrocławiu biurowcach znajdzie się łącznie prawie 220 tys. mkw. powierzchni – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

Pierwszy kwartał z wysokim wolumenem najmu

– Najemcy we Wrocławiu, jak wszędzie przyjęli najpierw postawę wyczekującą, przyglądając się rozwojowi wypadków, jednak obserwujemy ponowne ożywienie na rynku biurowym. Firmy wróciły do rozmów, dotyczących relokacji i renegocjacji umów. Co więcej, „lockdown” nie zatrzymał finalizacji umów, które były podpisywane w tym niecodziennym okresie. Wrocławscy najemcy są świadomi, że „home office” nie jest w stanie w pełni zastąpić efektywnej pracy w biurze, gwarantującej rozwój biznesu – przyznaje Martyna Markiewicz, Senior Leading Negotiator w Walter Herz. – W pierwszych trzech miesiącach tego roku popyt we Wrocławiu utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie. Wolumen transakcji sięgnął 48 tys. mkw. powierzchni i był dwukrotnie wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie 2019 roku. Kolejny kwartał z pewnością przyniesie wiele zmian, nowe tendencje i oczekiwania ze strony najemców. Jednak  najważniejsze, że wracamy do działania, zarówno na rynku biurowym, jak i  na polu inwestycyjnym – dodaje.

Zasoby biurowe Wrocławia, jak oblicza Walter Herz, sięgają już prawie 1,2 mln mkw. powierzchni. W I kwartale bieżącego roku został oddany w prawdzie tylko jeden budynek o powierzchni 8,2 tys. mkw., ale deweloperzy prowadzą projekty, których planowe ukończenie może przynieść w tym roku jeszcze niemal 60 tys. mkw. biur. Znajduje się wśród nich m.in. kolejny budynek w inwestycji City Forum i biurowiec w projekcie Centrum Południe.

Budowy idą planowo

Ale, jeśli nawet wszystkie inwestycje oddane zostaną w terminie, nowa podaż będzie o połowę mniejsza niż w rekordowym pod tym względem 2019 roku, kiedy na wrocławski rynek weszło prawie 150  tys. mkw. powierzchni biurowych, w tym m.in. Business Garden Wrocław II z 79 tys. mkw. biur. Ubiegły rok był drugim z rzędu, w którym zasoby biurowe Wrocławia rosły w tak rekordowym tempie.

Przy czym należy zwrócić uwagę, że obiekty oddawane w ciągu ostatnich dwóch lat skupione były głównie w zachodniej części miasta, a inwestycje realizowane obecnie ogniskują się przede wszystkim w centrum i południowym obszarze aglomeracji. Przy centralnie położonej ulicy Powstańców Śląskich w realizacji jest obecnie  budynek MidPoint71 firmy Echo Development i biurowiec Wielka 27 firmy i2 Development.

Pracodawcy RP: Polska nie jest dziś krajem wiarygodnym ekonomicznie

Polska nie jest dziś krajem wiarygodnym ekonomicznie – ostrzegają autorzy 15. Alertu Gospodarczego. Reguły gospodarowania są niestabilne, źródłem prawa są konferencje prasowe premiera, a stan finansów publicznych jest zafałszowany. Zdaniem autorów raportu, w tym głównego ekonomisty Pracodawców RP dr. Sławomira Dudka, wiarygodność Polski podważa w pierwszej kolejności sytuacja sektora finansów publicznych.

Przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zostały wsparte dotacjami na dużą skalę, nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w budżecie państwa. Całkowicie pominięto w nim wydatki antykryzysowe. „Istnieje niebezpieczeństwo, że w wyniku planowanego skupu przez NBP obligacji wyemitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju, a także wcześniejszych wykupów obligacji rządowych, deficyt budżetowy zostanie ukryty w NBP, co podważałoby wiarygodność sektora finansów publicznych, a także banku centralnego” – piszą autorzy raportu.

Reguły prawne i ich niestabilność to następny słaby punkt. Pod względem inflacji prawa Polska daleko za sobą zostawiła nie tylko wszystkich swoich sąsiadów, ale nawet Francję czy Włochy, czyli kraje uchodzące często za liderów biurokracji. Obszarem, w którym szczególnie potrzebne jest powstrzymanie inflacji prawa są podatki. Ostatnie półtora roku, dla którego publikowane są odpowiednie dane były czasem nasilonej zmienności prawa podatkowego. Od 15 czerwca 2018 r. do końca 2019 r. (według barometrprawa.pl) zmieniono blisko jedną trzecią przepisów zawartych w ustawach podatkowych. „Jednym z głównych problemów związanych z porządkiem prawnym stało się to, że w istocie najważniejszym źródłem prawa stały się konferencje prasowe premiera i ministra zdrowia. Pomijano regularnie, że ograniczenia podstawowych praw i wolności powinny być dokonywane mocą ustawową. Ogromnym problemem pospiesznej legislacji były też późniejsze, zupełnie nieczytelne i chaotyczne nowelizacje” – twierdzą autorzy raportu.

Zdaniem dr Sławomira Dudka wiarygodność ekonomiczna polskiego państwa uległa zdeprecjonowaniu. Ale na razie epidemia COVID przysłoniła chwilowo te problemy. „Po kryzysie niska wiarygodność jednak „wypłynie” i negatywnie wpłynie na postrzeganie naszej gospodarki, naszych instytucji” – ostrzega Dudek.

Transakcje z podmiotami powiązanymi i podatek „u źródła” na celowniku fiskusa

Rozliczenia transakcji z podmiotami powiązanymi w rozumieniu przepisów podatkowych rodzą wiele praktycznych trudności i dokumentacyjnych obowiązków. Również zmieniające się zasady opodatkowania dywidend i płatności za niektóre usługi podatkiem „u źródła” (WHT) budzą wątpliwości co do ich prawidłowego stosowania. Obydwa zagadnienia coraz częściej są przedmiotem weryfikacji ze strony organów administracji skarbowej.

Czym są podmioty powiązane na gruncie prawa podatkowego?

W odróżnieniu od niezależnych przedsiębiorców, podmioty powiązane niekoniecznie muszą ustalać między sobą warunki wzajemnych transakcji na zasadach rynkowych. Niejednokrotnie może się zdarzyć, że jeden z podmiotów godzi się na to, aby płatności za usługi nabywane od drugiego z nich były ponadstandardowo wysokie, gdyż w ten sposób nabywca może zwiększyć sumę kosztów uzyskania przychodów dla celów podatkowych. Z drugiej strony można sobie wyobrazić sytuację, gdy z różnych względów, często fiskalnych, podmiot świadczący usługi preferuje otrzymać z tego tytułu niższe wynagrodzenie.

Tego typu operacje, nie zawsze odzwierciedlające wolnorynkowe relacje gospodarcze, istotnie wpływają na rozliczenia podatkowe. Z jednej strony prowadzą one do podwyższenia kosztów uzyskania przychodów z tytułu prowadzonej działalności, z drugiej do obniżenia należnej daniny podlegającej wpłacie do organu podatkowego. W związku z powyższym obowiązujące przepisy nakazują stosowanie w transakcjach między powiązanymi jednostkami takich cen, jakie przyjęłyby w relacjach gospodarczych podmioty niezależne (tzw. zasada arm’s length). Przyjęcie takiej koncepcji w polskim systemie podatkowym rodzi po stronie przedsiębiorców liczne obowiązki, również dokumentacyjne. Ich niewypełnienie będzie skutkować nie tylko oszacowaniem przychodu, a w konsekwencji określeniem należnego podatku na warunkach, jakie ustaliłyby między sobą niepowiązane podmioty, ale również koniecznością uiszczenia odsetek i dodatkowego karnego zobowiązania podatkowego. Osoby fizyczne, w tym członkowie zarządu spółek zobowiązanych do sporządzenia dokumentacji cen transferowych przyjętych w obrocie, muszą się także liczyć z możliwością poniesienia sankcji karnoskarbowych.

Od 1 stycznia 2019 r. w polskich przepisach podatkowych zmieniła się ustawowa definicja podmiotów powiązanych. Przepisy posługują się w tym zakresie kryterium znaczącego wpływu wywieranego przez i na powiązane jednostki, nie tylko poprzez relacje kapitałowe czy prawa zarządzania takimi podmiotami, ale również z uwagi na wymienione w ustawach o PIT i CIT powiązania rodzinne. Z kolei przepisy o podatku od towarów i usług (VAT), definiując podmioty powiązane, odwołują się także do relacji wynikających ze stosunku pracy i przysposobienia.

Ceny transferowe w transakcjach między powiązanymi jednostkami

Podmioty powiązane w rozumieniu przepisów o podatkach dochodowych zobowiązane są stosować w obrocie między sobą takie ceny transferowe, jakie przyjęłyby jednostki niezależne. Co więcej, w przypadku przekroczenia ustawowych progów transakcji i spełnienia wskazanych w przepisach warunków podmioty takie będą zobligowane do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych (TP) pozwalającej na wykazanie, że zostały uzgodnione na takich warunkach, jakie przyjęłyby niepowiązane jednostki oraz do złożenia do urzędu skarbowego stosownego oświadczenia o jej sporządzeniu. Podmioty sporządzające skonsolidowane sprawozdanie finansowe, po przekroczeniu ustawowego progu transakcji, mają także obowiązek sporządzać tzw. grupową dokumentację cen transferowych.

Przepisy podatkowe osobno regulują również wymóg sporządzania dokumentacji TP przez podmioty pozostające w relacjach z jednostkami z siedzibą w państwach stosujących tzw. szkodliwą konkurencję podatkową (czyli w „rajach podatkowych”). Ponadto grupa wskazanych w ustawie podmiotów, zwolnionych z obowiązku sporządzenia dokumentacji m.in. z uwagi na nieponiesienie w danym okresie rozliczeniowym straty podatkowej, ma obowiązek przekazywać Szefowi KAS informacje na temat cen transferowych drogą elektroniczną.

Na żądanie organu podatkowego podatnicy mają obowiązek przedłożyć stosowną dokumentację w terminie 7 dni od otrzymania urzędowego wezwania. Przedsiębiorcy muszą zadbać o rzetelne jej przygotowanie, poprzedzając opracowanie dokumentacji TP analizą porównawczą poziomu cen rynkowych. W przypadku, gdy na skutek powiązań między jednostkami uzgodnione zostaną warunki odbiegające od takich, jakie przyjęłyby podmioty niezależne, co spowoduje wykazanie niższego dochodu lub wyższej spodziewanej straty w przypadku braku takich powiązań, fiskus określi taki dochód (stratę), nie uwzględniając warunków będących następstwem takich relacji. W interesie podatników leży zatem gruntowna, oparta na realiach rynkowych analiza ekonomiczna i należyte udokumentowanie transakcji dokonywanych z powiązanymi podmiotami.

Ryzyko w zakresie VAT

Jakkolwiek pojęcie „podmiotów powiązanych” powszechnie kojarzy się z kalkulacją podatku dochodowego, należy je wziąć również pod uwagę w zakresie podatku VAT. Zgodnie z obowiązującymi przepisami w sytuacji, gdy istniejące między dostawcą towaru (usługodawcą) a nabywcą towaru (usług) powiązania miały wpływ na wysokość wynagrodzenia z tego tytułu w taki sposób, że odbiega ono od wartości rynkowej, organ skarbowy określi podstawę opodatkowania VAT, bazując na tej wartości. Wartością rynkową w rozumieniu przepisów VAT jest kwota, jaką musiałby zapłacić nabywca towarów i usług niezależnemu dostawcy towarów lub usługodawcy.

Mając na uwadze, że jedną z przesłanek określenia podstawy obliczenia należnego podatku na opisanych zasadach jest brak prawa do odliczenia podatku naliczonego po stronie nabywcy, fakt ten może mieć istotne znaczenie np. w przypadku sprzedaży towarów przedsiębiorstwa do jego pracowników niebędących podatnikami VAT. W sytuacji, gdy taka sprzedaż będzie się odbywać po cenach znacząco niższych i wyraźnie odbiegających od tych stosowanych w obrocie między niezależnymi kontrahentami, organ podatkowy może w konsekwencji określić należny do zapłaty VAT, przyjmując za podstawę jego kalkulacji ceny praktykowane w relacjach wolnorynkowych. Takie zaniżenie podatku wiązać się będzie z koniecznością uiszczenia odsetek od powstałej zaległości, jak również z ryzykiem odpowiedzialności karnoskarbowej. Podobnie zatem jak w przypadku dokumentacji TP, ustalenie dla celów VAT cen stosowanych w obrocie z powiązanymi jednostkami wymaga biznesowego uzasadnienia i odniesienia do poziomu cen rynkowych.

Co z podatkiem u „źródła” w jednostkach powiązanych?

Relacje między powiązanymi jednostkami mają również istotne znaczenie, jeśli chodzi o pobór tzw. podatku dochodowego u źródła (WHT) od płatności dokonywanych z tytułu niektórych usług (np. IT, doradczych, księgowych) oraz dywidend wypłacanych m.in. na rzecz powiązanych podmiotów z siedzibą na terytorium RP, Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. W zakresie wymienionych wypłat wciąż jeszcze obowiązują dotychczasowe zasady poboru daniny, zgodnie z którymi płatności kierowane do podmiotów powiązanych korzystają ze zwolnienia z WHT. Na horyzoncie widać już jednak nowe regulacje, których wejście w życie już kilkakrotnie było odkładane przez resort finansów (aktualnie do końca bieżącego roku) i nie należy spodziewać się, że fiskus zrezygnuje z planowanej w zakresie WHT rewolucji.

Zgodnie z założeniami płatnicy dokonujący wypłat należności ze wskazanych wyżej tytułów będą niejako z góry zobowiązani do pobrania podatku „u źródła” bez możliwości skorzystania ze zwolnienia lub zastosowania niższej stawki na podstawie obowiązujących przepisów lub umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Dopiero w dalszej kolejności będą mogli wnioskować do fiskusa o zwrot wpłaconych kwot, a chcąc skorzystać ze zwolnienia bez ponoszenia ekonomicznego ciężaru podatku, powinni zabezpieczyć się, uzyskując za wysoką, urzędową opłatą opinię Szefa KAS. Inna dostępna opcja to sporządzenie przez płatnika pod rygorem odpowiedzialności karnoskarbowej oświadczenia o dysponowaniu dokumentami potwierdzającymi prawo do zastosowania zwolnienia.

Podmioty wypłacające należności z tytułu usług i dywidendy objęte WHT będą zatem musiały spełnić szereg wymogów, również w zakresie należytej weryfikacji kontrahentów w celu wykazania, że są oni rzeczywistymi beneficjentami należności, a nie pośredniczą jedynie w ich przekazaniu do finalnego odbiorcy. Konieczne jest przeanalizowanie zakresu nabywanych usług w celu ustalenia, czy podlegają one podatkowi „u źródła”, gdyż prawidłowość rozliczeń z tego tytułu z pewnością będzie kontrolowana przez fiskusa. Do wejścia w życie nowych regulacji trzeba się również odpowiednio przygotować poprzez rewizję ustaleń biznesowych z kontrahentami (wprowadzenie do umów tzw. klauzul „gross-up”) i wdrożenie wewnętrznych procedur w firmowych działach finansowo-podatkowych (weryfikacja kontrahentów, gromadzenie dokumentacji dla celów WHT).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybory korespondencyjne 2020 – na większą skalę taka forma mogłaby nie zdać egzaminu

W tym roku, podobnie jak przed pięcioma laty, firma badawczo-projektowa Symetria, postanowiła sprawdzić, jak wygląda pełna procedura oddawania głosu w trybie korespondencyjnym. Z przeprowadzonej analizy wynika, że chociaż od 2015 roku odnotowano wiele pozytywnych zmian w tym procesie, to wciąż nastręcza on kłopotów. Długi czas realizacji, brak komunikacji na linii obywatel-organy administracji państwowej i w końcu mało przystępna instrukcja to tylko niektóre z wad wskazanych przez ekspertów od poprawy doświadczeń użytkownika z Symetrii. 

Już w najbliższą niedzielę, tj. 28 czerwca, Polacy będą mogli udać się do lokalnych komisji wyborczych, by w ramach przysługującego im prawa oddać swój głos na wybranego kandydata na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To jedna z najważniejszych decyzji, jaką podejmują uprawnieni do głosowania obywatele, ponieważ biorąc pod uwagę czas trwania kadencji, obrana przez naród głowa państwa zamieszka w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu na okres co najmniej 5 lat.

Nasze analizy, zarówno te obecna, jak i zrealizowane przed pięcioma laty, miały za zadanie pokazać, jak z perspektywy obywatela rzeczywiście wygląda proces uczestniczenia w wyborach, bez konieczności odwiedzania lokalnej komisji wyborczej. Z logicznego punktu widzenia, biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od pierwszego testu oraz patrząc na dynamikę zmian w świecie technologii, wydawać by się mogło, że proces ten zostanie zrealizowany diametralnie inaczej. Dlatego postanowiliśmy zweryfikować nasze oczekiwania ze stanem rzeczywistym. Czy jest lepiej? Jest, ale wciąż sporo elementów nadaje się do poprawy – mówi Monika Banach, UX Team Leader z Symetrii, przodującej polskiej agencji UX (User Experience).

Pozytywów nie brakuje

Jedną z największych zmian na plus, jakie odnotowano podczas realizacji badania jest wstępny etap wnioskowania o pakiet uprawniający do głosowania korespondencyjnego. W przeszłości, kiedy posiadanie profilu zaufanego było mało popularnym zjawiskiem, a co za tym idzie ta metoda identyfikacji wykorzystywana była o wiele rzadziej to alternatywna procedura “ręczna” była dosyć karkołomna i wymagała przesłania wydrukowanego, podpisanego i zeskanowanego zgłoszenia do właściwego urzędu gminy. Dzisiaj proces ten jest dużo łatwiejszy i przede wszystkim – szybszy w realizacji. Wystarczy, że obywatel posiada profil zaufany, jaki może łatwo założyć w systemie bankowości elektronicznej swojego banku. Nie potrzeba nawet komputera stacjonarnego – wystarczy smartfon z smartfon z dostępem do internetu. Również sam wniosek o wydanie zgody i odpowiedniego pakietu można przesłać z poziomu telefonu komórkowego.

Kolejne usprawnienie dotyczy samego procesu wysyłki przygotowanej przez wnioskodawcę dokumentacji. Dzięki wykorzystaniu profilu zaufanego internauta nie musi samodzielnie szukać adresu e-mail na jaki ma wysłać zeskanowane zgłoszenie, a w tym celu posługuje się wyłącznie systemem przygotowanym przez rząd. Po drugie, gdy wniosek zostanie wysłany, generowane jest urzędowe potwierdzenie, stanowiące dowód na to, że przesłany plik został odebrany przez administrację. W przypadku wykorzystania “ręcznej” metody wygląda to zgoła inaczej, internauta musiał zdać się na łut szczęścia i liczyć na to, że wysłany plik dotarł. Wnioskodawca zyskał więc większe poczucie kontroli nad procesem, a ten z kolei stał się bardziej czytelny.

Sporym ułatwieniem jest również zmiana sposobu dostarczania pakietu do głosowania korespondencyjnego i mniejszy rozmiar przesyłki. O ile w przeszłości był to skomplikowany formalnie list polecony, który wymagał złożenia podpisu i osobistego odbioru z rąk listonosza lub w dedykowanej placówce pocztowej, tak dziś dokumenty trafiają bezpośrednio do skrzynki pocztowej osoby wnioskującej. To łatwiejsze i szybsze rozwiązanie, które redukuje niepotrzebny punkt frustracji, jakim jest konieczność osobistego odbioru przesyłki. Natomiast sam jej wymiar pozwala, żeby schować ją do torby czy plecaka, lecz wciąż jest zbyt duży, aby zmieściła się w np. w damskiej torebce.

Również sposób późniejszego przekazania kompletu uzupełnionych już dokumentów, uwzględniających wypełnioną kartę do głosowania i oświadczenie, zmienił się diametralnie. Wystarczy wrzucić odpowiednio przygotowany pakiet do nadawczej skrzynki pocztowej lub dostarczyć go samodzielnie do właściwego urzędu gminy. Wrzucenie przesyłki do skrzynki jest proste, nie czasochłonne. Nie wymaga stania w kolejce czy wypełniania dodatkowych druków. Wyborca musi jedynie znaleźć skrzynkę pocztową, ale ta znajduje się co najmniej przy najbliższym urzędzie pocztowym.

Komunikacyjny impas

Analizując wyniki badania, można dojść do wniosku, że wszelkie kwestie związane z komunikacją są piętą achillesową całego procesu. Eksperci z firmy Symetria zidentyfikowali dwa kluczowe momenty, w których obywatel może poczuć się niewystarczająco poinformowany o tym, co dzieje się z jego pakietem wyborczym. Nie wiadomo, kiedy należy spodziewać się przesyłki oraz czy po uzupełnieniu i odesłaniu, pełen pakiet dokumentów na pewno dotrze do Obwodowej Komisji Wyborczej.

Gdyby organy państwowe były firmą komercyjną, sprzedającą swoje produkty, istnieje ryzyko, że klienci skorzystaliby z oferty konkurencji. Zgodnie z obliczeniami Baymard Institute, przedsiębiorstwa ignorujące doświadczenia użytkowników korzystających z ich usług czy produktów sporo tracą. Blisko 70% klientów twierdzi, że gdy ich poziom UX spada, opuszczają sklep i rezygnują z zakupu. Co więcej inna analiza American Express podkreśla, że ludzie rozczarowani jakością obsługi, podzielą się swoją negatywną opinią z około 15 osobami. Władza ma zatem szczęście, że Państwo to nie korporacja i użytkownicy nie wybierają jego usług na zasadach wolnego rynku – zwraca uwagę Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii.

A przecież wykorzystując integrację z profilem zaufanym, system mógłby bez problemu poinformować wnioskodawcę o aktualnym statusie, jak ma to miejsce w wielu rozwiązaniach komercyjnych. W przeciwnym wypadku, traktowany w ten sposób klient czuje się pozostawiony sam sobie i zagubiony, co budzi frustrację, niepokój i umacnia negatywne skojarzenia, które mogą skutkować niechęcią do skorzystania z usługi w przyszłości.

Ocena wizualna

Elementem, który nie doczekał się większego liftingu jest instrukcja postępowania, jaką administracja dołącza do pakietu. Jej ton jest mocno zniechęcający, formalny, pozbawiony emocji, a nawet – demotywujący, jako że wykorzystuje metodę kija, a nie marchewki. Informacje zawarte w broszurze skupiają się na negatywnych konsekwencjach niezastosowania się do procedur, które sprowadzają się do nieuwzględnienia karty podczas ustalania wyników głosowania. Brakuje tu pozytywnego przekazu, pokazującego co możemy zyskać prawidłowo wypełniając formalności. Dokument pozbawiony jest również elementów wizualnych, grafik czy schematów. Stanowi jedynie ścianę tekstu.

Ludzki mózg przetwarza obrazy 60 000 razy szybciej niż tekst, a 90% informacji przekazywanych do mózgu ma charakter wizualny. Dlatego to, jak wygląda dokument jest kluczowe dla pomyślnego transferu komunikatu. Nie od dziś wiadomo, że jesteśmy wzrokowcami, a wiele z odbieranych bodźców traktujemy pobieżnie i oceniamy na zasadzie szybkiego rzutu okiem – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Patrząc na proces głosowania korespondencyjnego nie da się ukryć, że przez okres ostatnich 5 lat dokonano w nim licznych usprawnień, które istotnie wpływają na komfort realizacji. Mimo to, niektóre z przeoczeń wymagają zdecydowanej i jak najszybszej interwencji, szczególnie biorąc pod uwagę jak duże są możliwości technologiczne, jakie oferują nowoczesne systemy IT. Wiele z usprawnień jest łatwych do wdrożenia, a ich brak jest kłopotliwy i niepotrzebnie zakłóca cały proces. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: czy jesteśmy gotowi na w pełni korespondencyjne wybory w razie powrotu pandemii?

W obecnej formie byłoby ciężko przeprowadzić taki proces, szczególnie na tak szeroką skalę, jednak uważam, że wystarczyłoby nanieść kilka drobnych poprawek, które znacznie usprawnią procedurę głosowania korespondencyjnego – twierdzi Monika Banach i wskazuje na kluczowe elementy, jakie jej zdaniem pozwolą odmienić oblicze procesu. – Biorąc pod uwagę nasze obserwacje, istotnym problemem z punktu widzenia osoby oddającej swój głos jest instrukcja, która jest mało zrozumiała i nieprzyjazna dla odbiorcy. W poprzednich wyborach aż 95% wszystkich nieważnych głosów korespondencyjnych, związanych było z brakami formalnymi i proceduralnymi, które określone były w instrukcji. Dlatego rekomendowałabym przygotowanie kilku różnych koncepcji instrukcji i następnie przeprowadzenie badań w grupie potencjalnych użytkowników. Na tej podstawie jesteśmy w stanie dosyć szybko wybrać tę, która jest zrozumiała, daje czytelne wskazówki i pozwala wyborcom uniknąć błędów – podsumowuje ekspertka Symetrii.

OZE kusi wizją zysków

W Nowej Południowej Walii ponad 100 inwestorów chce wybudować wraz z rządem największą w Australii strefę OZE. Gra warta jest świeczki, ponieważ instalacje będą dostarczać prąd do 1/3 gospodarstw stanu. Chęć wyłożenia kapitału przez prywatnych partnerów pokazuje, że zielona energia może znacząco wpływać nie tylko na klimat, ale też ożywienie lokalnych gospodarek.

Popularność OZE rośnie z roku na roku. Co chwilę pojawiają się informacje o kolejnych inwestycjach w zieloną energię. To wzmożone zainteresowanie jest spowodowane nie tylko koniecznością zapobiegania klimatycznym zmianom, ale również faktem, iż inwestorzy dostrzegają szanse zysku w dynamicznie rozwijającym się sektorze.

Australijskie firmy w wyścigu po odnawialną energię

Przykładem, który doskonale ilustruje ten potencjał, jest Nowa Południowa Walia. To obszar, który już niedługo zyska nowe znaczenie dla całego stanu, a być może i kraju. Rząd stanowy zamierza wydać 40 mln dolarów na stworzenie w okolicach miasta Dubbo pilotażowej strefy OZE, która będzie mogła wygenerować 3 tys. megawatów energii elektrycznej i ma mieć wydajność elektrowni. W przedsięwzięciu mają partycypować również prywatni inwestorzy. Chęć na udział w tej inwestycji wyraziła ponad setka przedsiębiorstw. Dzięki temu wzmożonemu zainteresowaniu można by wyprodukować 9 razy więcej energii niż było to początkowo szacowane. Łączny koszt inwestycji w partnerstwie publiczno-prywatnym ma wynosi 4,4 mld dolarów.

– Moc wytwarzana w strefie będzie w stanie zapewnić prąd nawet 1/3 gospodarstw domowych w całym stanie. Tymczasem zainteresowanie firm okazało się znacznie przewyższać oczekiwania władz, bo z tyloma inwestorami centrum mogłoby wytworzyć nie 3, a 27 tys. megawatów energii. To kolejny dowód na to, że odnawialne źródła energii stanowią teraz jeden z najgorętszych trendów inwestorskich, a jego rozwój wciąż będzie postępował. Budowa tak wielkiego przedsięwzięcia energetycznego to także okazja do wzbogacenia się regionu – według obliczeń rządowych strefa wygeneruje 450 nowych miejsc pracy w branży budowlanej – mówi Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska.

Stany Zjednoczone liczą na zielone dolary

Z raportu opracowanego przez firmę Ernst & Young wynika, że najbardziej atrakcyjnym krajem dla inwestorów, którzy chcą zarabiać na zielonej energii, są Stany Zjednoczone. Komentatorzy uważają, że trend może być szansą dla Teksasu, który przez dziesięciolecia był symbolem stanu, zawdzięczającego rozwój ropie naftowej. W 2019 roku jej wydobycie stanowiło 40 proc. tego w całym kraju. Z drugiej strony Teksas jest jednocześnie numerem jeden pod względem wytwarzania energii wiatrowej. W 2019 r. był producentem 28 proc. energii tego typu.

Teksas powinien opowiedzieć swoją historię energii wiatrowej i promować swoją markę jako amerykańskiego i światowego lidera na drodze do zrównoważonego rozwoju. (…) Nawet przy tej pandemii widzimy, że przedsiębiorcy są pewni długoterminowego perspektyw z inwestowania w czystą energię – ocenia Kyra Buckley, specjalistka od energetyki.

Chile: potentat wydobywczy inwestuje w odnawialne źródła energii

Potencjał zysków z OZE dostrzegają też firmy zajmujące się tradycyjnym sektorem wydobywczym. Pierwszy szansę w Chile dostrzegł gigant górniczy – Barrick Gold Corp – pokazując, jak można zarabiać na energetycznej transformacji. Przedsiębiorstwo wybudowało w Chile farmę wiatrową Punta Colorada wartą 50 mln dolarów. Inwestycja powstała w  miejscowości La Higuera i składa się z 10 turbin wiatrowych, które miały możliwość wytworzenia 20 megawatów mocy, czyli ilości pokrywającej zapotrzebowanie energetyczne 10 tys. rodzin. Przy okazji Barrick Gold Corp tym biznesowym posunięciem zapisało się w historii jako twórca największej farmy wiatrowej, jaką kiedykolwiek zbudowała firma górnicza w tym kraju.

To przykład dla innych państw, także dla Polski, że zielona energia nie musi być powodem upadku kopalń i może stymulować gospodarkę, bo przedsiębiorstwa zajmujące się tradycyjnym wydobyciem z powodzeniem mogą zmieć swój profil i dalej dostarczać prąd, ale już w ekologicznym wydaniu. Chile w ogóle jest państwem godnym naśladowania pod względem transformacji energetycznej – można tu mnożyć przykłady kopalń, które decydują się na pozyskiwanie energii potrzebnej do własnego zasilenia z OZE. Jednym z najnowszych przykładów jest kopalnia miedzi Zaldívar w Chile, która właśnie podpisała umowę i będzie funkcjonować korzystając w 100 proc.  z odnawialnych źródeł energii – mówi Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Era technologii 5G niesie za sobą nieuniknione zagęszczenie infrastruktury

Z 5G wiązane są bardzo wysokie oczekiwania, zarówno na rynku B2B i jak i wśród klientów indywidualnych. Wiele osób uważa, że nowa technologia  ​​wprowadzi prawdziwie transformacyjne zmiany, zapewniające bezproblemowe doświadczenie dla klientów. Będzie to wymagało stworzenia nowych modeli biznesowych i usług wykorzystujących możliwości giga=bitowych prędkości oraz poprawioną wydajność i niezawodność sieci. Jednym z największych wyzwań jest zaspokojenie potrzeby bardziej elastycznego wdrażania – nieuniknione jest m.in. zgęszczenie infrastruktury.

Cyfrowa transformacja w świecie biznesu

Sieci 5G będą projektowane pod kątem udostępniania i zarządzania większą różnorodnością usług w zakresie danych, nie tylko prostego usprawnienia przeglądania czy strumieniowania treści lub zwiększającego się wolumenu danych w sieciach społecznościowych. Prognoza możliwości 5G jest ogromna, ponieważ sieć ma działać na całym świecie, bez względu na to, gdzie i z jakiego urządzenia łączy się użytkownik. W łączności i szerokopasmowych usługach spowoduje to zmianę w sposobie komunikacji między urządzaniami, gdyż sieci 5G zostaną wdrożone globalnie.

Jednym z kluczowych wyzwań dla dostawców usług przy wdrażaniu 5G jest zapewnienie elastyczności w obsłudze wielu nowych zastosowań, przy jednoczesnym uproszczeniu operacji. Szybkość i opóźnienie 5G otworzą drzwi do nowych zastosowań. Wiele z nich będzie mieć źródło w firmach, które chcą wykorzystać przewagi technologiczne 5G w swoich innowacyjnych technologiach obliczeniowych, sztucznej inteligencji i usługach w chmurze.

5G oferuje szereg korzyści w porównaniu z obecnymi technologiami mobilnymi, takimi jak wyższe prędkości niż 4G, mniejsze opóźnienia (umożliwia przetwarzanie bardzo dużego wolumenu danych z minimalnymi opóźnieniami) i niższe zużycie energii. Korzyści te mogą poprawić jakość świadczonych usług poprzez np. przesyłanie lepszego obrazu, krótsze czasy reakcji i lepsze wykorzystanie możliwości połączonych urządzeń. Pierwsze proponowane zastosowania 5G obiecują rozwój IoT dla inteligentnych autostrad, pojazdów autonomicznych, aplikacji rozszerzonej rzeczywistości wysokiej jakości, a także robotów i czujników AI z obsługą IoT w celu usprawnienia świadczenia usług. Jednak związane z tym koszty oraz obecność innych konkurencyjnych technologii sprawiają, że uzasadnienie biznesowe dla 5G nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać – uważa Leszek Szczech z Colt Technology Polska.

Przejście do standardu 5G, stawia wiele wyzwań, przede wszystkim znacznie zwiększonych szybkości przesyłania danych, ekstremalnie niskich opóźnień, wysokiej niezawodności i bezpieczeństwa. Technologia komunikacji bezprzewodowej czwartej generacji LTE i LTE Advanced została już wdrożona na całym świecie. 5G wymaga jednak nowego standardu do obsługi ultraszybkich usług o niskim opóźnieniu dla klientów.

Nie da się przewidzieć, gdzie nastąpią zmiany. 5G będzie musiało łączyć heterogeniczne systemy i technologie komunikacji mobilnej i zmusić je do współpracy, zoptymalizować wymagania usług i warunki operacyjne.

Nowa konkurencja na rynku infrastruktury sieciowej

Aby spełnić wymagania standardów wydajności sieci 5G podczas jej stopniowego wdrażania, dostawcy usług będą musieli wprowadzić strategiczne ulepszenia swojej dotychczasowej warstwy 4G poprzez modernizację infrastruktury 4G w obszarach zasięgu 5G. Obecnie wszyscy wydają się skupieni na urządzeniach i możliwościach, które przyniesie nowa technologia. Najważniejszym wyzwaniem jest jednak ewolucja i modernizacja sieci infrastrukturalnej i to w tych obszarach należy poczynić większość inwestycji. Wprowadza to nowy wymiar i nową konkurencję na rynek infrastruktury sieciowej.

Bardzo wysokie koszty związane z opracowaniem całkowicie nowej sieci dosyłowej, najprawdopodobniej skłonią firmy do opracowania nowych technologii i nowych modeli biznesowych, które umożliwią wykorzystanie i rozszerzenie już istniejącej infrastruktury w bardziej wydajny sposób.

Potencjalnie bardziej opłacalną alternatywą dla nich jest ściślejsza współpraca z wyspecjalizowanymi dostawcami usług dosyłowych, którzy mają zarówno zdolność, jak i wiedzę specjalistyczną, aby dostarczyć wymaganą gotową infrastrukturę.

Chociaż 5G ostatecznie przyniesie znaczną poprawę prędkości, opóźnień i usług, wymagana transformacja architektoniczna sprawia, że ​​wdrożenie jest złożonym i wielowarstwowym przedsięwzięciem. Operatorzy bezprzewodowi zaczynają teraz postrzegać współdzieloną infrastrukturę sieciową jako bardziej ekonomiczny sposób na rozwój usług, a następnie wykorzystać marketing, aby wyróżnić swoje oferty. W Colt chcemy by wdrożenie 5G przyspieszało, ponieważ uważamy, że jest to dla nas okazja do zapewnienia usług typu backhaul. Będą one ważne dla poprawnego działania 5G, ponieważ potrzebne będą światłowody, aby połączyć wszystkie małe stacje bazowe – mówi Szczech.

Przedsiębiorstwa wdrażające 5G, aby poradzić sobie ze zwiększonymi prędkościami muszą ponieść znaczne koszty modernizacyjne swojej podstawowej infrastruktury. Realizacja tych założeń wiąże się z pewnymi wyzwaniami. Aby zaspokoić potrzeby zbliżającego się wprowadzenia 5G, operatorzy będą musieli znacznie zainwestować w szybkie sieci światłowodowe. Gdy inwestycje w sieć przewodową okażą się niewystarczające do obsługi zwiększonego ruchu, będą musieli zbudować nowe duże lub miniaturowe stacje bazowe (small cells).

Lockdown, w pewnym sensie

Rynki generalnie odbijają piątek, ale optymizm jest budowany na kruchych podstawach. Poluzowanie regulacji dla amerykańskich banków i solidne dane z USA pomogły wesprzeć nastroje pomimo obaw o rosnącą liczbę potwierdzonych przypadków zachorowań na koronawirusa. W szerszym kontekście ceny aktywów znalazły się w stanie lockdownu bez chęci ruchu w którymkolwiek kierunku.

Z pozytywnego startu tygodnia pozostało już niewiele, gdyż temat pandemii coraz trudniej jest zagłuszać nadziejami na szybszą odbudowę ożywienia gospodarczego. Do inwestorów w końcu dociera, że z ożywienia nic nie będzie, jeśli koronawirus będzie dalej rozprzestrzeniał się w niekontrolowany sposób. Wiele stanów w USA walczy z rosnącą liczbą przypadków, a także oporem społecznym dla zachowania najprostszych środków ostrożności. Jakkolwiek władze stanowe jak ognia unikają tematu przywrócenia lockdownu, sam strach przed zakażeniem się może istotnie zaważyć na działalności gospodarczej i skłonności do konsumpcji. A te ryzyka dla wzrostu gospodarczego nie dotyczą wyłączenie USA i łatwo o ekstrapolację obaw na resztę świata. Jakkolwiek powrót zapaści z marca/kwietnia światu nie grozi, a dane potwierdzają, że sytuacja się poprawia, tak w obliczu drugiej fali (a może raczej kontynuacji pierwszej fali) zachorowań przyjdzie zrewidować w dół oczekiwania odbicia ożywienia.
Słabe przekonanie o słuszności kierunku oraz perspektywa weekendu prawdopodobnie zamkną dzisiejsze notowania w wąskim paśmie wahań. Na FX inwestorzy dalej preferują odchodzenie od USD na rzecz innych walut, ale jeśli sentyment temu nie służy, kursy grzęzną w miejscu. Widać to dobrze o EUR/USD przy 1,12 czy GBP/USD blisko 1,24. Będące zwykle miernikiem apetytu na ryzyko AUD i NZD także przeszły w trend boczny. Przy rosnących obawach pierwszy na myśl przychodzi EUR/CHF i tutaj potwierdzeniem są najniższe poziomu od maja. Mimo to od początku tygodnia frank umocnił się o niecałe 30 pipsów – nie jest to odzwierciedlenie paniki rynkowej. Trudno zwiastować głęboką korektę, jeśli władze fiskalne i monetarne są postawione w stan gotowości i w każdym momencie może pojawić się czynnik stabilizujący. Z drugiej strony sytuacja związana z wirusem jest daleka od opanowania i już niemożliwa do dalszego bagatelizowania.

Huśtawka rynkowa odbija się na złotym, który wczoraj przejściowo osłabił się do 4,47, ale ruch szybko został skorygowany do 4,45. Wygaszanie zmienności może mieć związek z pierwszą turą wyborów w weekend, gdyż część inwestorów nie chce pozostać z pozycją wrażliwą na ryzyko polityczne. Wydaje się jednak, że potencjał do poniedziałkowych wahnięć kursu jest niewielki. Ostatnie sondaże przedwyborcze wskazywały na stabilny rozkład poparcia dający najwyższy wynik prezydentowi Andrzejowi Dudzie w pierwszej turze, ale z niepewną wygraną nad Rafałem Trzaskowskim w drugiej turze. Rynek dotychczas ignorował potencjalne ryzyko osłabienia pozycji rządu w przypadku utraty „swojego” prezydenta i po wynikach pierwszej tury wyborów (jeśli będą zgodne z sondażami) nie powinno się to zmienić. Jest bardziej prawdopodobne, że w przypadku pogorszenia nastrojów na rynkach zewnętrznych kwestia przegranej prezydenta Dudy może być wykorzystana jako dodatkowy pretekst do sprzedaży złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Krakowski oddział firmy GlobalLogic stworzył aplikację na smartfony, która ułatwia personalizację wnętrza samochodu i systemów pokładowych

Personalizacja wnętrza samochodu i systemów pokładowych działa w oparciu o usługi chmurowe, łącząc samochód z aplikacją w smartfonie. Dzięki temu jeszcze przed skorzystaniem z pojazdu można pobrać najnowsze motywy i ustawienia, które implementują się automatycznie po zajęciu miejsca we wnętrzu auta. System informatyczny o takich funkcjonalnościach opracowali specjaliści z krakowskiego oddziału firmy GlobalLogic. Rozwiązanie jest w fazie testów w pojazdach jednego ze światowych producentów samochodów premium.personalizacja wnętrza samochodu i systemów pokładowych (1)

Dlaczego koncerny motoryzacyjne postanowiły inwestować w rozwiązania informatyczne, które umożliwiają personalizację wnętrza pojazdu? Przede wszystkim ze względu na nas – użytkowników, ponieważ coraz częściej korzystamy z samochodów. W Polsce, kierowca spędza statystycznie aż 4 lata życia w samochodzie. Dla wielu osób, które codziennie pokonują kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilometrów, stał się on niemal drugim domem i przestał być jedynie środkiem lokomocji. Jest miejscem pracy, relaksu i rozrywki, z coraz większą ilością rozmaitych funkcjonalności, które wspomagają kierowcę nie tylko w prowadzeniu pojazdu. Równie silną zachętę do inwestycji stanowi systematyczny wzrost ilości użytkowanych pojazdów. Wspomniany trend nakręca wyścig technologiczny między producentami samochodów, którzy prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie nowych nabywców, jednocześnie budując coraz bardziej zautomatyzowane i nowoczesne maszyny.

Motoryzacja potrzebuje technologii informatycznych

Jednocześnie, razem z producentami samochodów, w wyścigu biorą udział firmy IT. Ich zadaniem jest realizowanie systemów informatycznych obecnych w samochodzie, które wychodzą naprzeciw nowym trendom i oczekiwaniom użytkowników. Jedną z takich firm jest GlobalLogic Poland. Specjaliści z krakowskiego oddziału firmy opracowali system informatyczny, który umożliwia wyświetlanie zestawu wskaźników w wybranym motywie graficznym. Użytkownik systemu wybiera interesujące go funkcjonalności, korzystając z aplikacji w smartfonie. Ta z kolei łączy się z serwisem w chmurze w celu aktualizacji profilu użytkownika lub pobrania nowych motywów.

Wszystko wyświetli nam…cluster

O wybranych przez użytkownika ustawieniach samochód dowiaduje się za pośrednictwem wspomnianego profilu użytkownika przechowywanego w chmurze. System odpowiedzialny za odbiór i implementację danych w samochodzie nazywany jest z języka angielskiego clustrem. Jest on połączony z chmurą, co zapewnia  łatwy dostęp do personalnych ustawień użytkownika samochodu. GloFace automatycznie rozpozna kierowcę, wsiadającego do samochodu i dopasuje ustawienia do tych zapisanych przez użytkownika w swoim profilu w chmurze. Ponadto służy do agregowania sygnałów przychodzących z innych podsystemów w samochodzie (takich jak prędkość, stan paliwa, czy obroty silnika) a następnie za pomocą elementów graficznych zaprojektowanych w GRID HMI prezentuje je użytkownikowi w nowoczesny sposób, wykorzystując zaawansowane efekty graficzne (animacje, przejścia). Komunikacja pomiędzy centralnymi elementami systemu odbywa się za pomocą protokołów sieciowych, zaprojektowana w celu zagwarantowania szybkiej i sprawnej wymiany informacji.

Nasz projekt łączy elementy user interface design, serwisów chmurowych, systemów wbudowanych i rozpoznawania twarzy z wykorzystaniem sztucznej inteligencji  – stwierdza Jan Stojowski (Project Manager GlobalLogic Poland). – Uzupełnieniem systemu jest GRID HMI – zintegrowane oprogramowanie, które stworzyliśmy dla grafików. Dzięki niemu mogą oni tworzyć najbardziej atrakcyjne i intuicyjne graficznie motywy dla użytkownika końcowego

Pijemy coraz więcej win białych

Wina białe to najszybciej rozwijający się segment win spokojnych w Polsce. Zmniejsza się też dominacja win czerwonych –  najbardziej popularnych na rodzimym rynku. Tak wynika z najnowszego raportu organizacji The IWSR*. Świeżość, lekkość, niezobowiązujący charakter – za to cenimy białe wina. Wina gronowe – jak mówią eksperci zrzeszeni w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa – to u nas kategoria z wielkim potencjałem.

Co mówi raport

Według raportu IWSR, lidera badań rynku alkoholowego, w roku 2018 udział win białych w rynku win spokojnych stanowił 40,8%, a w 2019 r. wzrósł do ok. 44%. Odnotowano ilościowy rozwój tego segmentu o 7,7 %, co sprawia, że wina białe są najszybciej powiększającą się kategorią win spokojnych w Polsce. Chardonnay, sauvignon blanc, pinot grigio, chenin blanc – to najczęściej wybierane odmiany. Jednocześnie należy zaznaczyć, że zmniejsza się dominacja win czerwonych, a te są wciąż najbardziej popularne w naszym kraju.

Trend, który będzie się umacniał

Obserwacje firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa potwierdzają te dane. Od dłuższego czasu przedsiębiorstwa z branży winiarskiej odnotowują wzrosty sprzedaży win białych. – Trend ten wynika ze wzrostu zainteresowania winami gronowymi jako kategorią – mówi Jakub Nowak, Prezes JNT Group. –  Wina czerwone postrzegane są jako cięższe, wymagające znajomości zasad sztuki sommelierskiej czy zasad food pairingu. Z kolei wina białe nie stawiają przed konsumentem takich barier, są mniej zobowiązujące. Stąd wszyscy, którzy dopiero rozsmakowują się w winie, zaczynają od win białych. Warto też zauważyć, że w ostatnich miesiącach, w związku z ograniczeniami i dystansem społecznym, rośnie konsumpcja i sprzedaż win, które spożywamy w domu- takich, które  nie wymagają od nas szczególnej wiedzy, więc można powiedzieć, że pandemia również przyczynia się do coraz większej popularności win białych – mówi Jakub Nowak.

Warto podkreślić, że czas win białych dla wielu nastaje latem. To wtedy ich sprzedaż jest najwyższa.

– Wysokie temperatury sprzyjają konsumpcji lżejszych win, które zapewniają przyjemne orzeźwienie – zauważa Anna Kalinowska, Dyrektor ds. Produkcji i Inwestycji w firmie Henkell  Freixenet Polska. –  A takimi właśnie są wina białe.  Polscy konsumenci szukają w nich przyjemnie owocowych nut, stąd na rynku pojawiło się wiele win o takim profilu smakowym.

Z kolei Artur Boruta, Dyrektor Zarządzający firmy Dom Wina zauważa, że na rynku pojawia się coraz więcej win białych „solidnie zbudowanych”. – Mam na myśli to, że wielu producentów w procesie winifikacji używa  metod podobnych do tych, stosowanych w produkcji win czerwonych. Dlatego wina białe z powodzeniem mogą dziś stawać w szranki z winami czerwonymi – mówi Artur Boruta.

Dodajmy, że wino białe najlepiej pić schłodzone. Doskonale łączy się z rybami, drobiem, sałatkami czy serami. Jest idealne jako aperitif. Pija się je również dla orzeźwienia, między posiłkami.

Skąd najlepsze

Nowa Zelandia – to z niej pochodzą jedne z najlepszych win białych na świecie. – Potrafią być one dwukrotnie droższe niż wina białe z krajów europejskich – tłumaczy Artur Boruta z Domu Wina. – Wynika to chociażby z drogiego transportu. Oprócz Nowej Zelandii doskonałe chardonnay wytwarzane jest także w Burgundii. Z kolei wyśmienitych rieslingów warto szukać w Niemczech, Austrii czy Polsce.  Osoby, które pijają bardziej skomplikowane wina, bardzo chwalą inne  ciekawe szczepy – albariño, pochodzący z hiszpańskiej Galicji,  a także torrontes z Argentyny –mówi Artur Boruta.

Z produkcji win białych słyną przede wszystkim kraje znajdujące się w chłodniejszej strefie klimatycznej, dlatego  Polska ma tu spore szanse. – Co prawda na razie jeszcze daleko nam do krajów takich jak Francja czy Włochy, ale jakość naszych win jest coraz wyższa i konsumenci chętnie poszukują ich na sklepowych półkach – mówi Prezes Jakub Nowak.   

Wina gronowe kategorią z potencjałem

Jak zauważa Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, wciąż – w porównaniu z innymi krajami europejskimi – pijemy mało wina. – Nie możemy porównywać się z Portugalczykami czy Włochami, którzy konsumują ponad dziesięć razy tyle, co Polacy. Oznacza to jednak duży potencjał. Można liczyć na to, że dalej, sukcesywnie zainteresowanie winem w Polsce będzie wzrastać. Bo też wzrasta winiarska wiedza i doświadczenie Polaków. Poszukujemy win, które nie tylko uświetnią ważne uroczystości, ale również takich do konsumpcji  na co dzień. Wiele białych win bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę, szczególnie latem – podsumowuje Prezes ZP PRW.

*International Wine and Spirit Research

Sytuacja przedsiębiorstw w czasach koronawirusa – czerwcowe wyniki badań Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej

  • 38 proc. respondentów negatywnie ocenia kondycję swojej firmy (wobec 42 proc. w maju). W skali od 0 do 10 średnia ocena to 4,7, wobec 4,5 przed miesiącem, ubytek pesymistów nie jest już tak duży jak miesiąc wcześniej
  • Tendencje nie są jednak jednoznaczne, mamy odbicie w usługach dla ludności i mikro firmach, ale w firmach średnich i dużych oceny nawet lekko się pogorszyły, także kryzys trwa…
  • Firmy od własnej sytuacji gorzej oceniają stan całej gospodarki, 66 proc. firm negatywnie ocenia jej kondycję. Nie wierzymy więc w istotne odbicie w całej gospodarce.
  • Teraz głównym czynnikiem trudności firm to spadek popytu, 70 proc. wskazuje ten czynnik.
  • Firmy negatywnie oceniają działania rządu dot. odmrażania gospodarki. 57 proc. firm negatywnie odmrażanie. Średnia ocena to 3,7.
  • Płynność firm stale się poprawia. Problemy w tym zakresie ustępują. Najlepszą sytuację w zakresie płynności mają duże firmy.
  • Przepisy zawarte w tzw. Tarczy Antykryzysowej są skomplikowane i biurokratyczne, firmy narzekają, że oczekiwanie na decyzje i przekazanie środków jest zbyt długie.
  • Panuje ogromna niepewność co do otwarcia gospodarki.
  1. W czerwcu tylko nieznacznie poprawiła się własna ocena kondycji firm. Respondenci oceniają kondycję swoich firm w skali od 0 do 10 (przy czym 5 to ocena neutralna) na 4,7. Przed miesiącem ta ocena wynosiła 4,5, a w kwietniu 3,6. Nadal więc oceny są po stronie pesymistycznej, ale ubyło tych najbardziej pesymistycznych. Łącznie negatywną ocenę (oceny od 0-4) wystawiło ok. 38 proc. pytanych w najnowszym badaniu wobec ok. 42 proc. w maju i 55 proc. w kwietniu. Z tego ok. 6 proc. firm ocenia kondycję swojej firmy bardzo źle (0). W maju było to 9 proc., a w kwietniu aż 16 proc.. Ale są również pozytywne oceny, łącznie to ok. 26 proc. Niestety optymistów ubyło. Przed miesiącem było ich 33 proc., wobec 19 proc. w kwietniu (oceny 6-10). Jedynie 1,4 proc. dało teraz najwyższą ocenę (10 – bardzo dobrze).
  2. Mamy jednak polaryzację, jeżeli chodzi o kierunek zmian. Znacząco poprawiły się oceny formułowane przez samozatrudnionych i w branży usług dla ludności (np. kosmetyczne, fryzjerskie). W tym zakresie firmy w zasadzie były w 100 proc. zamknięte, a w okresie objętym badaniem zniesiono obostrzenia. Stąd poprawa. Ale dalej to jest ubytek pesymistów, oceny nadal są w negatywach obszarach. Poprawiły się też oceny mikro-firm (1-9). Niestety oceny w średnich i dużych firmach uległy pogorszeniu. Także tendencje nie są jednoznaczne. Nadal utrzymały się słabe oceny w turystyce i gastronomii (ok. 3 pkt.).
  3. Własną sytuację firmy oceniają lepiej niż stan całej gospodarki. W przypadku tej ostatniej średnia ocen to bowiem 3,5 (przed miesiącem 3,2). Nadal także przeważają oceny negatywne, obecnie 66 proc. ocen jest negatywnych (wobec 75 proc. poprzednio). Obecnie jedynie 8,5 proc. pytanych pozytywnie ocenia kondycje całej gospodarki (wobec 6 proc. poprzednio).
  4. Firmy nie wierzą więc w istotne odbicie w całej gospodarce. To niedobrze, to oznacza niepewność. W świetle takich ocen firmy raczej nie ruszą z inwestycjami….
  5. Większość firm (ok. 76 proc., poprzednio 79 proc.) oczekuje spadku przychodów w czerwcu. Średni (nieważony) spadek to ok. 31 proc. (wobec 39 proc. Poprzednio i 55 proc. w kwietniu). Ok. 35 proc. oczekuje zmniejszenia zatrudnienia (37 proc. poprzednio), średnia redukcja to 3,4 proc. (wobec 7 proc. poprzednio).
  6. Największe spadki przychodów są oczekiwane w turystyce i gastronomii (średnio ok. 72 proc.), w budownictwie ok. 26 proc., a w przemyśle 25 proc.
  7. Najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu. Obecnie ten czynnik wskazuje ponad 70 proc. respondentów (59 proc. poprzednio). Prawie 49 proc. firm ma problemy z powodu ograniczenia działalności na skutek wprowadzonych barier administracyjnych. Wzrosły też wskazania zatorów płatniczych do 38 proc. (35 proc. poprzednio).
  8. Firmy negatywnie oceniają działania rządu dot. odmrażania gospodarki. 57 proc. firm negatywnie odmrażanie. Średnia ocena to 3,7 w skali od 0 do 10 (przy czym 5 to ocena neutralna). Pozytywne oceny to tylko 11 proc.. Neutralne – 32 proc.
  9. Płynność finansowa przedsiębiorstw poprawiła się w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Obecnie jedynie 16 proc. firm deklaruje, że jest w stanie przetrwać z płynnością finansowa nie dłużej niż 1 miesiąc. W maju było to 21 proc., a w kwietniu 39 proc. Jednie 1,4 proc. deklaruje, że utraciło płynność a w poprzednich badaniach było to nawet ponad 10 proc. Obecnie 28 proc. respondentów deklaruje, że posiada bufory bezpieczeństwa płynnościowego na okres powyżej 6 miesięcy. W dużych firmach jest to nawet 55 proc. firm, w mikro firmach ok. 19 proc., a wśród samozatrudnionych 33 proc.
  10. Jednak nadal wśród samozatrudnionych są firmy z problemami, ok. 8 proc. deklaruje, że utraciło płynność. Ale przed miesiącem było to 33 proc.
  11. Najbardziej popularnym instrumentem pomocowym wciąż pozostaje umorzenie składek ubezpieczeniowych (67 proc. respondentów wskazało ten instrument). Następnie pożyczka dla mikroprzedsiębiorców (46 proc.) oraz dopłaty do wynagrodzeń (42 proc.)
  12. 48 proc. wskazuje na niejasność przepisów instrumentów pomocowych. 42 proc. firm wskazuje też na nadmiar biurokracji, a 30 proc. na zbyt długie oczekiwanie na decyzję. Te dane pokazują, że składanie wniosków o pomoc przewidzianą w Tarczach Antykryzysowych jest zbyt skomplikowane a rząd nie udziela odpowiedniego wsparcia.
  13. Mikro, małe oraz średnie firmy najczęściej chcą skorzystać z umorzenia składek ZUS i pożyczek dla mikroprzedsiębiorstw. Mikro i Małe firmy zadeklarowały, że już skorzystały ze świadczenia postojowego oraz pożyczek dla mikroprzedsiębiorców. Średnie i duże wskazują też często na dofinansowanie do wynagrodzeń oraz rozwiązania z zakresu elastycznego czasu pracy.
  14. W porównaniu do maja większość firm zadeklarowało, że już skorzystało z pomocy przewidzianej w ramach Tarcz Antykryzysowych. Odsetek pozytywnych decyzji, w tym zakończonych przyznaniem środków wynosi:
    1. Odroczenia składek ZUS – 55 proc. (maj – 22 proc.)
    2. Dofinansowania do pensji swoich pracowników – 80 proc. (maj – 24 proc.)
    3. Pożyczek dla mikroprzedsiębiorców – 85 proc. (maj – 36 proc.)
    4. Świadczenia postojowego – 85 proc. (maj – 28 proc.)
  15. Firmy wciąż chcą korzystać z instrumentów finansowych i płynnościowych oferowanych przez PFR, BGK i ARP – deklaruje taką chęć 50,7 proc. ankietowanych, co jest nieco mniejszym wynikiem niż w poprzednim miesiącu (maj – 54 proc.). Większość z tych firm wykazuje duże zainteresowanie Tarczą Finansową PFR. Tarcza Finansowa charakteryzuje się największym stopniem realizacji wniosków – prawie 90 proc. firm, spośród tych, które złożyły aplikację deklaruje, że skorzystało z tego instrumentu w porównaniu do maja, gdyż ten wskaźnik wynosił tylko 50 proc.. Ale jest jeszcze grupa 16 proc. firm, która planuje skorzystanie z tego instrumentu.
  16. Spośród instrumentów niewprowadzonych przez rząd, zdaniem przedsiębiorców zabrakło: uwolnienia VAT w split-payment, obniżenia klina podatkowo-składkowego oraz zawieszenia wpłat na PPK.
  17. Mimo tego, że wycofano większość restrykcji ograniczających prowadzenie działalności gospodarczej, dotychczas panuje duża niepewność co do daty powrotu do normalnej rzeczywistości. 37 proc. nie wie, kiedy nastąpi otwarcie gospodarki. Ponad 30 proc. twierdzi, że później niż na początku września. Zdaniem 9,2 proc. respondentów sytuacja już się ustabilizowała. Największa niepewność panuje wśród samozatrudnionych (58 proc. nie jest w stanie określić daty powrotu do normalności), natomiast największym pesymizmem wykazują się średnie i duże firmy (odpowiednio 53 proc. i 45 proc. uważa, że sytuacja się ustabilizuje dopiero w październiku bądź później).
  18. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa obawy przedsiębiorców związane z nawrotem epidemii rosną, co zadeklarowało około 90 proc. firm. Ponadto 62 proc. boi się wzrostu podatków.

Badanie przeprowadzono w dn. 9-24.06.2020 r. metodą CAWI. N=142. Kwestionariusz rozesłano do firm członkowskich i współpracujących z organizacjami zrzeszonymi i współpracującymi z Radą Przedsiębiorczości.

Raport: Zarobki freelancerów w Polsce w 2020 r.

Liczba freelancerów zarabiających na rękę powyżej 5 tys. zł miesięcznie wzrosła w tym roku aż o 43% vs 2019 r. „Wolnych strzelców”, których wynagrodzenie przekracza 10 tys. zł jest najwięcej od 4 lat. Wśród nich, nierzadko zdarzają się osoby otrzymujące 15 czy nawet 20 tys. zł netto miesięcznie. Jak kształtują się płace w rozbiciu na płeć? Jak koronawirus wpłynął na freelancerów i ich zarobki?

wykres_5kFreelancing to coraz atrakcyjniejszy sposób zarobkowania, rozwoju zawodowego, jak i po prostu styl życia. Możliwość realnego wpływania na wynagrodzenie, godziny w których się wykonuje obowiązki czy korzysta z urlopu, czyli możliwość bycia kapitanem, sterem i okrętem, przypada do gustu coraz większej liczby Polaków. Takie wnioski płyną z najnowszych badań, przeprowadzonych w czerwcu 2020 r. przez Useme.com – największą w Europie Centralnej platformę pracy zdalnej oraz narzędzie do jej rozliczania. Co warto podkreślić, jest to cykliczne badanie realizowane przez portal co roku od czterech lat.

Liczba freelancerów wykonujących swoją pracę w obszarze elektronicznych usług dla biznesu, wzrosła w tym roku do poziomu ćwierć miliona osób, przy dynamice na poziomie 15% w stosunku do 2019 r. – mówi Przemysław Głośny, prezes zarządu Useme.com. – Największy wpływ na ten stan ma 11% wzrost liczby podmiotów i osób fizycznych związanych z programowaniem, a także szeroko rozumianym IT. Na uwagę zasługuje także fakt, że przez ostatnie 12 miesięcy, kiedy po raz ostatni badaliśmy polskich wolnych strzelców, wzrósł odsetek osób utrzymujących się tylko i wyłącznie z tej profesji, do ok. 140.000 osób i firm. – dodaje Głośny.  

Zarabiają więcejwykres_ileZarabiaja

Rodzimi freelancerzy z roku na rok zarabiają co raz więcej. Fakt ten dotyczy zarówno tych, którzy pracując we freelancingu traktują to zajęcie jako główne źródło dochodu, jak i tych którzy dla których jest to sposób na dorobienie do stałego wynagrodzenia. Z tegorocznych badań wynika, że dla blisko połowy (49,5%) badanych, freelancing jest jedyna formą zarobkowania, a dla pozostałych 50,5% stanowi formę dorobienia do etatu lub innej formy głównego zajęcia zawodowego.

Co warto podkreślić, w stosunku do ubiegłego roku został odnotowany dynamiczny, bo aż 43% wzrost, osób które zarabiają powyżej 5 tysięcy złotych. W 2019 roku procent freelancerów, którzy uzyskiwali miesięcznie 5 tysięcy lub więcej kształtowała się na poziomie 8,53%, a w 2020 r. jest to już 12,3%. – mówi Przemysła Głośny, prezes Useme.com. – Warto także dodać, że w tej grupie 9% badanych zarabia na rękę miedzy 5 a 10 tysięcy złotych, a 3,2% freelancerów otrzymuje ponad 10 tysięcy złotych miesięcznie. Wśród wolnych strzelców mamy także całkiem sporą grupę profesjonalistów, dla których zarobki na poziomie 15 czy nawet 20 tysięcy miesięcznie nie są czymś nieosiągalnym i niecodziennym. – podsumowuje Głośny z Useme.wykres_czymSieZajmuja

Jak pokazują wyniki badań, grupą która najwięcej zarabia są freelancerzy oferujący usługi programistyczne i IT. Blisko czterech na dziesięciu badanych w tej grupie, otrzymuje wynagrodzenie powyżej 5 tysięcy złotych co miesiąc. Warto zaznaczyć, że to ponad dwa razy więcej niż ma to miejsce dla wszystkich freelancerów. Aż 17% z informatyków zarabia więcej niż 10 tysięcy złotych miesięcznie na rękę, podczas gdy średnia dla takich zarobków w całej grupie respondentów stanowi 4%.

Wśród wolnych strzelców, którzy zarabiają co raz lepiej znajdują się także profesjonalni wykonawcy stron i sklepów internetowych, graficy, w tym Ci którzy projektują w 3D, specjaliści od SEO, SEM oraz tłumacze. Do czołówki dołączyli w tym roku także freelancerzy architekci oraz konsultanci/ stratedzy.

BRANŻA / ZAROBKI do 1000 zł 1001-2000 zł 2001-3000 zł 3001-5000 zł 5001-10 000 zł powyżej 10 000 zł
programowanie i IT 22% 10% 13% 17% 21% 17%
grafika (w tym projektowanie 3D) 39% 16% 14% 16% 13% 3%
copywriting i social media 46% 21% 13% 13% 5% 1%
strony i sklepy internetowe 27% 28% 21% 11% 11% 1%
fotografia, wideo i animacja 34% 20% 23% 16% 6% 1%
SEO i SEM 28% 25% 13% 19% 13% 3%
wirtualna asystentura (bazy danych, księgowość, szkolenia, rekrutacja itp.) 43% 28% 20% 8% 3% 0%
działalność manualna – naprawy/rękodzieło itp. 55% 0% 27% 9% 0% 9%
doradztwo/consulting 45% 27% 0% 9% 18% 0%
Tłumaczenia 38% 16% 16% 22% 5% 3%
Architektura 22% 0% 11% 44% 22% 0%
Inna 42% 32% 3% 13% 6% 4%
średnia zarobków 37% 19% 15% 16% 10% 4%

Procentowe wyliczenia, gdzie 100% to liczba freelancerów, którzy wskazali daną branżę, np. 22% z programistów zarabia do 1000 zł pracując jako freelancer.

Freelancerki zarabiają, ale mniej

Niestety, kobiety pracujące w tej profesji otrzymują niższe wynagrodzenia, z resztą tak samo jak w przypadku pozostałych gałęzi polskiej gospodarki. W grupie 6% wolnych strzelców zarabiających ponad 10 tysięcy złotych, jedynie 1% to kobiety, podczas gdy mężczyźni stanowią 5%. W przedziale 5 – 10 tysięcy złotych reprezentowanym przez 18% badanych, panie to zaledwie 7%, panowie 11%. Z kolei w grupie, w której freelancing jest jedynie dodatkiem i sposobem na dorobienie do stałej pracy, w której zarobki są do 1 tys. złotych miesięcznie, kobiety to aż 44%, a mężczyźni do 31%.

płeć/zarobki do 1000 zł 1001-2000 zł 2001-3000 zł 3001-5000 zł 5001-10 000 zł powyżej 10 000 zł
kobieta 44% 21% 13% 14% 7% 1%
mężczyzna 31% 20% 17% 15% 11% 5%

 

 

Czy pandemia wpłynęła na rynek freelancerów w Polsce?

Jak pokazują wyniki badań przeprowadzonych przez Useme.com, Covid 19 i kilkutygodniowy lockdown miał znaczący wpływ na freelancerów w Polsce. Aż dwie trzecie (64,29%) wolnych strzelców ocenia, że ogólna sytuacja w branży uległa pogorszeniu lub znaczącemu pogorszeniu. Dla 6 na 10 badanych (57,89%) zmniejszyła się liczba zleceń czy ogólnie pracy. Dla co czwartego (28,2%) pozostała bez zmian. W konsekwencji dla ponad połowy (57,14%) respondentów w okresie pandemii zmniejszył się dochód. Dla blisko połowy freelancerów (48,12%) pandemia zmniejszyła stabilność zatrudnienia, a dla 42,48% wpłynęła negatywnie na wyceny realizowanych przez nich projektów. Natomiast, korona wirus dla ponad połowy (51,88%) badanych nie wpłynął ani negatywnie, ani pozytywnie na wysokość wyceny prac.

Co warto podkreślić, pandemia nie wpłynęła na decyzje freelancerów w Polsce prowadzących działalność gospodarczą w zakresie je zawieszenia lub zamknięcia. Jedynie 5,3% badanych rozważa taką opcję, a aż blisko 95% respondentów chce w dalszym ciągu ją kontynuować.wykres_jakRozliczaja

Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2020 roku metodą CAWI i wzięło w nim udział 1076 freelancerów. Odpowiedzi udzieliło 51,8% kobiet i 48,2% mężczyzn, pochodzących przede wszystkim z dużych (35,1,0%) i średnich miast (21,8%).

Wielkość polskiego rynku wierzytelności – I kwartał 2020 r.

  • Łączna wartość nominalna obsługiwanych wierzytelności 110,17 mld PLN +5,1% kw./kw.
  • Łączna liczba obsługiwanych wierzytelności 16,06 mln szt. +4,1% kw./kw.
  • Przeciętna wartość jednej obsługiwanej wierzytelności 6,86 tys. PLN +0,9% kw./kw.
  • Łączna wartość wierzytelności kupionych w I kwartale 2020 roku przez firmy zarządzające wierzytelnościami do obsługi w imieniu własnym 97,44 mln PLN -53,28% kw./kw.
  • Łączna wartość wierzytelności przyjętych w I kwartale 2020 roku przez firmy zarządzające wierzytelnościami do obsługi na zlecenie 2,91 mld PLN +22,56% kw./kw.

Komentuje Piotr Maciągowski Prezes Zarządu e-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa sp. z o.o.

Firma jest członkiem Związku Przedsiębiorstw Finansowych i brała udział w przygotowaniu raportu.

Kończące się półrocze dla branży windykacyjnej to czas drastycznych zmian okoliczności funkcjonowania. Były to zarówno zdarzenia pozytywnie wpływające na biznes jak i mocno negatywne. Rok zaczął się dobrze – jak pokazują dane na koniec pierwszego kwartału kluczowe wskaźniki były na plusie – wartość obsługiwanych wierzytelności wyniosła 110,2 mld PLN, czyli o 5,1% więcej niż w ostatnim kwartale 2019 i o 17,2% więcej porównując pierwsze kwartały rok do roku. O ponad 4% (kwartał do kwartału) wzrosła liczba obsługiwanych wierzytelności – do ponad 16 mln sztuk.

Niestety pod koniec marca, zanim jeszcze skończył się pierwszy kwartał, gospodarkę dotknął potężny kryzys wywołany przez koronawirusa. W pierwszym okresie pandemii przedsiębiorcy tłumnie ruszyli do firm windykacyjnych, żeby odzyskać swoje stare długi. Wzrost zleceń windykacji długów w marcu w stosunku do lutego sięgał kilkuset procent. W mojej firmie w pewnym okresie wynosił on 375%. Mikroprzedsiębiorcy, którzy wcześniej w obawie o pogorszenie relacji biznesowych nie egzekwowali kategorycznie starych długów, po wybuchu pandemii wyciągali z dna szuflad zapomniane faktury.  Wtedy wciąż były branże, które pozytywnie reagowały na propozycje polubownego porozumienia w sprawie długu.

W kolejnym etapie nadeszło załamanie – epidemia zachwiała podstawami gospodarki i wprowadziła wiele zamieszania i niepewności w poczynania biznesu. Widać to także po zmieniającej się z miesiąca na miesiąc liczbie zleceń windykacyjnych. W kwietniu takich wniosków było o 21% mniej (niż w marcu), wzrosła za to łączna wartość przedmiotu sporu, czyli kwota zlecona do windykacji. Maj to znowu wzrost liczby zleceń windykacji długów – o 27%. Wygląda na to, że mały i średni biznes szuka teraz w zaległych zobowiązaniach pieniędzy na ponowny start po odmrożeniu.

Pogorszenie sytuacji gospodarczej, wywołane lockdownem, przełożyło się także na efektywność spłat. Krótkoterminowo pogorszyło spłacalność, głównie w sektorze długów osób fizycznych. Początkowo powodem były wezwania do pozostania w domu i strach osób starszych (którzy rzadziej funkcjonują online) przed wychodzeniem z domu. Istotnym czynnikiem jest ciągle obawa przed utratą pracy i krótkoterminowe kumulowanie środków na tzw. „czarną godzinę”. Niestety taka strategia powoduje jeszcze większe kłopoty i koszty (np. komornicze i sądowe), jeśli dłużnik ucieka od porozumienia w mediacjach. Długi przecież nie znikną podczas pandemii.

Kolejna przyczyna jest prozaiczna – to okresowy brak wizyt windykatorów terenowych w czasie ostrych restrykcji.

Początkowo lockdown zmniejszył także zdolności operacyjne firmy windykacyjnych, głównie ze względu na ograniczenia w bezpośrednim kontakcie. Ten czynnik przestaje już jednak działać. Poza tym wiele czynności prowadzimy z wykorzystaniem narzędzi telefonicznych i internetowych. Z pewnością windykatorzy stawiający na bardziej bezpośrednie, konserwatywne metody mają teraz z przyczyn obiektywnych mniejszą efektywność.

Załamanie gospodarcze, które w większym czy mniejszym stopniu nas czeka z pewnością zwiększy liczbę niespłacanych wierzytelności. Z drugiej strony wielu małych przedsiębiorców będzie bardzo potrzebowało zwrotu pieniędzy, które im się należą za wykonaną pracę czy usługi. W wielu przypadkach będzie to wręcz decydowało o przetrwaniu – bądź nie – wielu małych, rodzinnych biznesów.

Podaż długu nie będzie malała, a wręcz rosław naszych prognozach wzrosty są dwucyfrowe. Biznes w czasie epidemii wyraźnie odczuł już „na własnej skórze” jak ważna jest płynność finansowa i zaczyna bardziej racjonalnie podchodzić do opóźnianych płatności. Przedsiębiorcy nie tracą już czasu czekając i myśląc „może jednak zapłaci” tylko zlecając sprawy do windykacji specjalistom, nawet przy niewielkim opóźnieniu.

Długoterminowo, jeśli gospodarka zahaczy o recesję i liczba przedsiębiorstw znacznie się zmniejszy podaż długów może zmaleć, ale to absolutnie czarny scenariusz. Nie tylko dla windykatorów, ale dla całej gospodarki. Trudno teraz prognozować marże w najbliższych miesiącach, bo niemal w każdym tygodniu docierają do nas sprzeczne prognozy gospodarcze. Można jednak powiedzieć, że na branżę windykacyjną działają podobne czynniki, jak na inne dziedziny biznesu. Tu także można oczekiwać ruchów konsolidacyjnych.

Webinary – branża, która wzrosła kilka razy w czasie pandemii

Jak wynika z najnowszego raportu ClickMeeting świat webinarów dzieli się na ten sprzed i po pandemii. Tylko w marcu tego roku liczba wydarzeń organizowanych na badanej platformie wzrosła czterokrotnie w porównaniu do ubiegłego roku i wyniosła 300 tys. W gronie użytkowników 36% z nich wykorzystuje narzędzie do celów edukacyjnych, co widać też po głównie wykorzystywanych funkcjach.

Najbardziej spektakularny wzrost liczby wydarzeń organizowanych na platformie w marcu br. odnotowano w Polsce. Wyniósł on 1156%. Niemniej jednak odnotowano również wzrost zainteresowania spotkaniami online poza granicami naszego kraju. Na przykład liczba webinarów w Niemczech w tym samym okresie zwiększyła się o 519%, w Grecji o 868%, a we Francji o 423%.

Webinary-grafika1

Pandemia wymusiła zmianę wielu zachowań, a narzędzia do webinarów, takie jak polski ClickMeeting stanęły przed nie lada wyzwaniem. W marcu z dnia na dzień przybywało użytkowników naszej platformy – i w efekcie w tym miesiącu ich łączna liczba wyniosła 3 203 034, czyli prawie 1/3 całkowitej liczby spotkań w 2019 roku. To spowodowało, że musieliśmy zwiększyć zasoby naszej platformy o 90%. W okresie pandemii zaobserwowaliśmy też wiele nowych trendów, jeśli chodzi o sposoby wykorzystania webinarów, do których musieliśmy się adaptować. – mówi Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting

Więcej krótszych spotkań, najczęściej we wtorki

Według danych badanej platformy średnia dzienna liczba spotkań organizowanych online w marcu tego roku wzrosła ponad 4 razy. Wyniosła ona średnio 7908 wydarzeń dziennie, podczas gdy rok temu było ich 1918. Natomiast, najpopularniejszym dniem spotkań użytkowników jest wtorek i ten dzień niezmiennie utrzymuje się na pozycji lidera od kilku lat.

Co ciekawe pandemia wpłynęła na to ile trwają spotkania online. Z jednej strony średni czas trwania wydarzenia skrócił się z 85 do 77 minut, natomiast z drugiej strony średni czas, który uczestnicy spędzili na oglądaniu i słuchaniu webinaru, zwiększył się z 53 do 56 minut. Co pokazuje, że organizujemy krótsze konferencje, ale jesteśmy w stanie dłużej w nich uczestniczyć.

Od freelancerów po korporacje

Webinary głównie wykorzystywane są do celów edukacyjnych. Szkoły i uniwersytety to 26% użytkowników, natomiast szkolenia i kursy online odpowiadają za 10% całości. Dodatkowo na tle innych grup wyróżniają się branże marketingowa i PR oraz IT odpowiednio z 17% i  10% udziałem w gronie użytkowników.

Jeśli chodzi o wielkość organizacji, które wykorzystują platformę nie ma tu lidera, ponieważ korzystają z niej wszyscy. Według badania freelancerzy to 18,66%, organizacje do 10 osób to 14,89%, od 10 do 50 osób to 22,91%, od 51 do 200 osób to 22,59%, a a firmy i instytucje powyżej 200 osób to 20,95%. Warto zauważyć, że 8 na 10 respondentów deklaruje, że kiedy sytuacja na świecie się uspokoi nadal będzie korzystało z tego rozwiązania.Webinarygrafika3

Automatyzacja webinarów liderem

Największym liderem okazał się zestaw funkcji  do automatyzacji, ponieważ pozwalają one zaoszczędzić użytkownikom czas. Wykorzystanie webinarów na żądanie, czyli rodzaju wcześniej nagranego wydarzenia, które umożliwi uczestnikom dołączenie do niego gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcą, jest większe  o 1100%. Automatyczne webinary , czyli te nagrane wcześniej, które mają mieć miejsce o wyznaczonej godzinie, są popularniejsze o 164%. Natomiast zainteresowanie automatycznymi wiadomościami przesyłanymi po spotkaniu i automatycznie wysyłane zaproszenia na nadchodzące wydarzenia wzrosły kolejno o 840% i 1310%.

Funkcje zyskujące na popularności

Webinary-grafika2W czasie pandemii spotkania musiały odbywać się przede wszystkim online, dlatego funkcje: współpracy, pracy nad projektami i przekazywania informacji w trakcie spotkań cieszyły się jeszcze większym zainteresowaniem. Popularność opcji prezentacji w czasie pandemii wzrosła o 545%. Użytkownicy częściej o 726% używają też funkcji tablica, która pozwala na notowanie i pisanie. Chętnie stosowane są również: udostępnianie pulpitu czy materiału na Youtube. Tu widoczne są wzrosty kolejno o 780% i 477%.

Warto wspomnieć też o opcji wydania certyfikatu po ukończeniu spotkania. To nowa funkcja, która była potrzebna, ponieważ zainteresowanie kursami online w czasie pandemii jest znacznie większe, a uczestnicy oczekują, że dostaną dokument, który potwierdzi ich udział w wydarzeniu. W tym wypadku zainteresowanie jest wyższe o 995%.  W czasie pandemii wzrosło również znaczenie funkcji umożliwiających interakcję z użytkownikiem. Są to na przykład: ankiety i testy, Q&A – tryb pytań i odpowiedzi czy Call-To-Action – zachęcenie do działania, a ich wzrost to średnio 600%.

Europejscy rolnicy mają do 2030 roku ograniczyć używanie pestycydów o połowę. Według nich może to zagrozić pozycji europejskiej żywności

Organizacje rolników i sadowników sprzeciwiają się przedstawionemu przez Komisję Europejską projektowi strategii „Od pola do stołu” i różnorodności biologicznej. To składowe Europejskiego Zielonego Ładu. Ich zdaniem założenia są nierealne i nie tylko nie pomogą rozwiązać problemów wsi, ale wręcz sprawią, że europejska żywność stanie się droga, niekonkurencyjna i zostanie wyparta przez import spoza UE, gdzie nie obowiązują proekologiczne zasady, a uprawy często pozyskiwane są za pomocą gospodarki rabunkowej. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez ostatnie dni zbierało uwagi do nowej strategii.

 Nie zgadzamy się ze stanowiskiem, które zaproponowała Komisja Europejska w sprawie Zielonego Ładu, „Od pola do stołu”. Jest tam wiele kwestii, na które nie ma dzisiaj odpowiedzi i nie wiadomo, jakie będą na ten cel finanse. Założenia strategii są dzisiaj dla rolników nie do spełnienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

W ramach zaproponowanej strategii europejscy rolnicy mieliby do 2030 roku ograniczyć używanie pestycydów o połowę, ugorować 10 proc. gruntów w celu przywrócenia różnorodności biologicznej oraz pozyskiwać 25 proc. żywności z upraw ekologicznych. Zdaniem rolników są to cele nierealne do uzyskania, bo dziś z upraw ekologicznych pochodzi 6-7 proc. europejskiej żywności.

Co do ugorowania, rolnicy płacili za ziemię po to, żeby rodziła plony i przynosiła im dochody. Wyłączenie 10 proc. to praktycznie pozbawienie ich  dochodów. Pytanie, jaka będzie z tego tytułu rekompensata finansowa. Ogromne ilości ziemi są dzisiaj wyłączane pod urbanizację, więc to jest niezrozumiałe ograniczenie. Tym bardziej jeżeli mówimy o tym, że ludność na kuli ziemskiej w najbliższym czasie wzrośnie o 2 mld, a my zaczynamy wycofywać się z produkcji rolnej – mówi Wiktor Szmulewicz.

Ograniczenie użycia środków ochrony roślin wpłynęłoby na niższe plony i pozbawiło rolników części dochodów. Wymagałoby także użycia bardziej kosztownych metod odchwaszczania, np. mechanicznych, a do tego brakuje rąk do pracy lub pieniędzy na inwestycje w nowe maszyny.

 W Europie są różne limity stosowania środków ochrony roślin, nawożenia. Takie kraje jak Francja i Niemcy mają limit stosowania czystego składnika na hektar około 400 kg, my mamy mniej niż 150 kg. Jeżeli ograniczymy to o 50 proc., to będziemy mieć 75 kg, a Francuzi 200 kg – argumentuje prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – Mamy rolnictwo rozdrobnione, rodzinne. To jest cel, do którego w Europie chcemy dążyć, więc jeżeli nam się to ograniczy, to może być mniej chętnych wśród młodych do zostawania na wsi, bo opłacalność produkcji będzie mniejsza. Na końcu konsument musi sobie zadać pytanie, czy jest w stanie za tę żywność zapłacić więcej. Albo też będzie spływała do nas żywność z całego świata, produkowana bez żadnych obostrzeń. To grozi likwidacją rolnictwa w Europie.

Ekspert podkreśla, że choć trudno jeszcze oceniać, jakie będzie przełożenie finansowe, to sam fakt, że rolnicy będą mieć więcej pracy w trudniejszych warunkach i za niższe wynagrodzenie, może skłaniać ich do porzucania gospodarstw na rzecz łatwiejszego życia w mieście. Dotyczy to zwłaszcza młodych ludzi. Dlatego organizacje branżowe związane z rolnictwem oraz hodowlą zwierząt zawiązały porozumienie, by wspólnie namawiać do debaty na temat Europejskiego Zielonego Ładu i strategii „Od pola do stołu” (Farm 2 Fork). Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi w ostatnich dniach zbierało uwagi na temat nowej propozycji KE, by na ich podstawie wypracować stanowisko rządu

– Nie za bardzo widać zwiększone środki na rolnictwo, raczej się je ogranicza. Jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej wspólna polityka rolna to było około 50 proc. budżetu unijnego. W ostatniej perspektywie to było około 36 proc., a dzisiaj proponuje nam się około 21 proc., jednocześnie narzucając dodatkowe cele, nawet jeśli one są ważne – zastrzega prezes KRIR. – Poza tym jeżeli z rynku wypadnie europejski producent żywności, to te produkty będą musiały powstawać gdzie indziej. Czyli np. będą wycinane lasy w Brazylii pod pola rolne. Wtedy ten cel, aby chronić planetę i dbać o środowisko, nie zostanie osiągnięty.

Warszawa stawia na rozwój elektromobilności

Mobilność można uznać za bezsprzeczne wyzwanie XXI wieku miast na całym świecie. Niezwykle istotne jest zapewnienie mieszkańcom swobody w poruszaniu się w ośrodkach. Ogromnym problemem stało się jednak zanieczyszczenie powietrza, spowodowane koniecznością codziennego przemieszczania się. Odpowiedzią staje się więc elektromobilność. Dzięki niej możliwe będzie zminimalizowanie emitowania szkodliwych substancji do atmosfery przez środki transportu. Warszawa w tej kwestii realizuje społeczny, bardzo rozbudowany programy jeśli chodzi o komunikację publiczną. W 2007 roku podjęto decyzję o przeniesieniu jak największej liczby pasażerów z transportu samochodowego na kolejowy. Jak się okazuje, był to pierwszy krok w kierunku elektromobilności.

– Tramwaje, kolej, czy metro to środki zasilane przez elektryczność. Nie powodują więc emisji dwutlenków węgla do atmosfery. Dzisiejszym wyzwaniem jest zmodernizowanie taboru autobusowego, który zawsze w mieście będzie niezbędny – tak aby wytwarzał jak najmniej spalin – powiedział serwisowi eNewsroom Michał Olszewski, Zastępca Prezydenta m.st. Warszawy. – Dzisiaj stolica bardzo mocno inwestuje w rozwój transportu autobusowego. Chodzi zarówno o technologie elektromobilności, ale i niskoemisyjność z wykorzystaniem gazu sprężonego i ziemnego. Obecnie Warszawa ma podpisany jeden z największych w Europie kontraktów na dostawę 130 elektrycznych autobusów. To bardzo zmieni stołeczny transport. Stolica zacznie w ten sposób mocno przechodzić z pojazdów zasilanych przez paliwa kopalne na elektromobilność. Prowadzi to trzeciego filaru polityki miasta w zakresie transportu. Kolejnym krokiem jest bowiem stawianie na osobowe samochody elektryczne. Z pomocą muszą przyjść jednak przedsiębiorcy, którzy już teraz dostarczają nowego technologie i rozwiązania – jak m.in. carsharing oparty na elektormobilności. To współdzielenie, które daje mieszkańcom możliwość wyboru nie tylko, co do posiadania pojazdu – ale i sposobu jego zasilania. Jak się okazało, taka oferta bardzo dobrze odpowiada na potrzeby warszawiaków. Pojawia się coraz więcej aut w modelu carsharingowym, które umożliwiają bezemisyjny transport. Następna zmiana, której należy spodziewać się w przyszłości, dotyczy stref płatnego parkowania oraz wprowadzania rozwiązań, które będą wspierały wybierających elektromobilność indywidualną lub transport publiczny – przewiduje Olszewski.

Amerykanie dadzą impuls polskiej gospodarce. Microsoft i Google zainwestują nad Wisłą ponad 3 mld dol.

0

Google i Microsoft zadeklarowały, że w najbliższych latach zainwestują w Polsce w sumie 3 mld dol., tworząc kilka tysięcy miejsc pracy. Dzięki inwestycjom big-techów – które dadzą impuls krajowej gospodarce – Polska ma stać się głównym hubem cyfrowym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Amerykanie już w tej chwili są drugim największym inwestorem nad Wisłą – zarówno pod względem zainwestowanych środków, jak i nowo utworzonych miejsc pracy. W ciągu ostatnich 20 lat dzięki inwestycjom firm z USA do Polski trafiło ponad 15 mld zł, a zatrudnienie znalazło ponad 70 tys. osób. Co istotne, średnio co czwarty projekt amerykańskiej firmy w naszym kraju jest związany z rozwojem nowych technologii.

– Stany Zjednoczone są drugim największym w Polsce inwestorem pod względem nakładów inwestycyjnych. To blisko 60 mld zł zainwestowanych od początku lat 90., choć nasze szacunki pokazują, że ta kwota może sięgać nawet 200 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Kamoji-Czapiński, dyrektor Centrum Inwestycji Strategicznych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

PAIH obsługuje łącznie inwestycje o wartości kilkunastu miliardów złotych rocznie. W ciągu ostatnich trzech lat odnotowała ponaddwukrotny wzrost – z 6 mld zł w 2016 roku do blisko 13 mld zł w ubiegłym roku. Wśród 260 projektów, które wsparła w tym czasie, ponad 1/4 (26 proc.) pochodziła właśnie ze Stanów Zjednoczonych. To 70 amerykańskich inwestycji o łącznej wartości blisko 5 mld zł, dzięki którym powstało w Polsce 22 tys. nowych miejsc pracy. W tej chwili agencja wspiera ponad 30 kolejnych amerykańskich inwestycji nad Wisłą.

– Główne atuty polskiego rynku to z pewnością jakość pracowników, ich wykształcenie, znajomość języków obcych. To przyciągało dotąd wszystkich inwestorów, nie tylko amerykańskich. Akurat w ich przypadku atutem Polski jest również bliskość geopolityczna ze Stanami Zjednoczonymi. Nasze partnerskie stosunki są ważnym czynnikiem, podobnie jak dostępność i jakość infrastruktury, która znacząco poprawiła się w ostatnich latach – mówi Jan Kamoji-Czapiński.

W sumie, począwszy od 2000 roku, PAIH (wcześniej jako PAIiIZ) wsparła już ponad 200 amerykańskich inwestycji w Polsce, których łączna wartość przekroczyła 3,6 mld euro (15,5 mld zł) i dzięki którym powstało nad Wisłą blisko 70 tys. miejsc pracy.

– Szacujemy jednak, że ta kwota może być wielokrotnie wyższa i sięgać ok. 60 mld zł, ponieważ amerykańskie firmy wielokrotnie reinwestują tu swoje zyski – mówi dyrektor Centrum Inwestycji Strategicznych PAIH.

Tylko w tym roku Polska Agencja Inwestycji i Handlu wsparła już siedem amerykańskich inwestycji z takich branż jak nowoczesne usługi dla biznesu (BSS), elektronika i AGD. Wśród nich jest m.in. projekt firmy Hyland Software, która planuje utworzyć w Polsce centrum badawczo-rozwojowe, gdzie blisko 80-osobowy zespół inżynierów będzie rozwijać nowe produkty i usługi na potrzeby międzynarodowej grupy. Również w tym roku specjalizująca się w przetwarzaniu danych firma Mohawk zatrudniła 30 programistów i otworzyła swoje biuro w Krakowie. Tam też ruszył najnowszy projekt amerykańskiej spółki Aptiv. Należące do niej centrum badawczo-rozwojowe zatrudnia już ponad 2 tys. inżynierów i 900 specjalistów korporacyjnych i jest jednym z największych laboratoriów B+R firmy na świecie.

Prawie 60 proc. amerykańskich projektów nad Wisłą dotyczy sektora nowoczesnych usług dla biznesu, który odpowiada za ok. 340 tys. miejsc pracy. Jednak średnio co czwarta jest związana z rozwojem wysokich technologii (procesy IT i B+R). To istotne o tyle, że udział tego typu projektów wśród wszystkich obsłużonych przez PAIH od 2000 roku wyniósł raptem 10 proc.

– Branża nowoczesnych technologii IT z pewnością pozostaje perspektywiczna. Ogłoszona niedawno inwestycja Microsoftu i Google’a pokazuje, że będą to gigantyczne inwestycje w centra danych, ale również usługi z nimi związane. W przyszłości liczymy głównie na nowoczesne technologie czy sektor motoryzacyjny, w szczególności związany z elektromobilnością – mówi Jan Kamoji-Czapiński.

Jak poinformował w tym tygodniu szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys, Google i Microsoft zadeklarowały, że w najbliższych latach zainwestują w Polsce w sumie 3 mld dol. Na początku przyszłego roku nad Wisłą ma wystartować najpierw warta 1,5–2 mld dol. inwestycja w Google Cloud, dzięki której powstanie kilka tysięcy nowych miejsc pracy. Z kolei Microsoft w maju podpisał z operatorem Chmury Krajowej porozumienie, na mocy którego utworzy w Polsce wart około 1 mld dol. regionalny hub technologiczny, czyli pierwszy region przetwarzania danych tej firmy w Europie Środkowo-Wschodniej. Oba projekty mają znacząco napędzić krajową gospodarkę i uczynić z Polski główny, cyfrowy hub w tym regionie Europy.

Jak dotąd trójkę największych pod względem nakładów inwestorów z USA stanowiły GM Manufacturing, Dell i Guardian Częstochowa. Z kolei największą liczbę nowych miejsc pracy nad Wisłą utworzyły Amazon, IBM i Dell.

Wykluczenie dostawców sprzętu do budowy sieci 5G może znacznie opóźnić jej powstanie. Zwiększy też ceny usług operatorów komórkowych

Kolejni europejscy operatorzy telekomunikacyjni deklarują, że nie zamierzają wykluczać żadnych dostawców technologii 5G. Niemiecki Deutsche Telekom, największy operator komórkowy w Europie, zapowiedział, że dalej będzie współpracował z Huawei przy rozbudowie sieci nowej generacji. Jak podkreślają przedstawiciele firm telekomunikacyjnych, tylko otwarty dostęp do rynku pozwoli na szybką budowę 5G. – Wykluczenie dostawców oznacza wyższe koszty budowy sieci 5G dla całego rynku i wyższe ceny dla konsumentów oraz znaczne opóźnienia w rozwoju nowoczesnej telekomunikacji w Polsce – przekonuje Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

– Najwięksi europejscy operatorzy, tacy jak numer 1 w Europie, czyli firma Deutsche Telekom, czy numer 3 – firma Vodafone, jasno deklarują chęć współpracy ze wszystkimi dostawcami technologii 5G. To słuszne podejście zapewniające Europie od lat wiodącą pozycję w nowoczesnej komunikacji. Do tej pory żadne państwo w Europie nie wykluczyło dostawców z Chin. W związku z tym należy założyć, że tak pozostanie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Mieczkowski.

Jak podkreśla, szybka i tania budowa infrastruktury 5G będzie jednak możliwa tylko przy zachowaniu zasad konkurencji i niewykluczaniu żadnego z dostawców. Odnosi się w ten sposób do problemów firmy Huawei, do której bojkotu wzywa Donald Trump. Jak jednak pokazują doświadczenia innych krajów, wykluczenie z rynku jednego z dostawców wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Deutsche Telekom, który we współpracy z Huawei chce rozbudować sieć 5G i podłączyć do niej 40 mln osób, wylicza, że koszt zastąpienia chińskiej firmy w Niemczech wyniósłby około 3 mld euro.

Brytyjski Vodafone UK ostrzega z kolei, że wykluczenie jednego z dostawców znacznie opóźniłoby budowę sieci, w wyniku czego Wielka Brytania wypadnie z grona światowych liderów we wdrażaniu technologii 5G. „The Telegraph”, powołując się na raport Enders Analysis, podał, że gdyby zakazać czterem operatorom korzystania z urządzeń Huawei, kosztowałoby to blisko 1,5 mld funtów.

– W Polsce operatorzy komórkowi masowo wykorzystują sprzęt Huawei w sieciach komórkowych i stacjonarnych. Nie można uruchomić tanio ogólnopolskiej sieci 5G bez wykorzystania sieci poprzednich generacji, w tym LTE. Wykluczenie dostawców oznacza znacznie wyższe koszty budowy sieci dla całego rynku, wyższe ceny dla konsumentów i znaczne opóźnienia w rozwoju nowoczesnej telekomunikacji w Polsce – przekonuje dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

Jak wskazuje raport Związku Pracodawców Polskich „Wdrożenie 5G w Polsce – zagrożenia i szanse”, cyfryzacja i automatyzacja niemal wszystkich aspektów życia, powszechne wykorzystywanie sztucznej inteligencji  oraz rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości będzie możliwe dzięki szybkości transmisji i przepustowości, jaką gwarantuje tylko sieć 5G. Szacuje się, że dzięki rozpowszechnieniu tej sieci w naszym kraju do 2028 roku PKB może wzrosnąć o ponad 63 mld zł.

Pomimo pandemii koronawirusa budowa infrastruktury 5G trwa. Choć w Polsce odwołano aukcje na nowe częstotliwości, operatorzy oferują już sieć nowej generacji, wykorzystując do tego obecną infrastrukturę LTE. Z kolei w Niemczech sieć 5G rozrasta się w ogromnym tempie.

To największa inicjatywa 5G w Niemczech. Chcemy zapewnić dostęp do tej sieci na terenach miejskich i wiejskich dla przeszło połowy niemieckiej populacji. Dokonujemy tego nawet wcześniej, niż zakładaliśmy – podkreśla Dirk Wössner, prezes Telekom Deutschland. – Do końca roku na terenie Niemiec rozmieścimy 40 tys. nadajników zgodnych z 5G.

Co drugi Polak planuje spędzić wakacje nad morzem lub jeziorem. Ratownicy wodni przypominają o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa

Według badań Polskiej Organizacji Turystycznej 27 proc. osób planujących wakacje w Polsce wybierze morze, a 16 proc. miejscowości nieopodal jezior. Bezpieczny wypoczynek nad wodą wymaga trzeźwego myślenia i stosowania się do zasad bezpieczeństwa. Ratownicy przypominają, żeby bezwzględnie unikać niestrzeżonych kąpielisk i nie wchodzić do wody po spożyciu alkoholu. Alkohol i brawura to najczęstsze przyczyny wypadków nad wodą.

– Najczęstszą przyczyną niebezpiecznych sytuacji nad wodą jest korzystanie z miejsc do tego nieprzystosowanych albo takich, w których bardzo dynamicznie zmieniają się warunki, czyli np. w rzekach. Drugim źródłem problemów jest brawura i towarzyszący jej alkohol oraz przecenianie swoich umiejętności pływackich – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Draczyński, OSP Ratownictwo Wodne – Warszawa, ambasador kampanii edukacyjnej Trzeźwo Myślę.

Słoneczna pogoda i wysokie temperatury sprzyjają wypoczynkowi nad wodą. Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego w Polsce jest obecnie czynnych 606 kąpielisk, gdzie można popływać. Jednak żeby bezpiecznie spędzić urlop nad morzem czy jeziorem, trzeba pamiętać o kilku zasadach. Przede wszystkim należy unikać wchodzenia do wody w miejscach do tego nieprzystosowanych i korzystać wyłącznie z kąpielisk, które są zorganizowane i oznakowane.

– Obecnie w Polsce są stosowane tylko dwa rodzaje flag, które oznaczają możliwość kąpieli albo jej brak. Biała flaga informuje, że kąpielisko zostało sprawdzone i jest bezpieczne dla osób z niego korzystających. Czerwona flaga natomiast sygnalizuje zakaz kąpieli ze względu na czynniki atmosferyczne lub inne zagrożenia miejscowe. Jeżeli z kolei na maszcie nie ma flagi, to oznacza, że w danej chwili nie ma nadzoru ratowników nad kąpieliskiem – tłumaczy Tomasz Draczyński.

Czerwona flaga oznacza więc bezwzględny zakaz wchodzenia do wody z powodu warunków grożących wypadkami albo utrudniających niesienie pomocy w razie zagrożenia życia.

– Czerwona flaga nie pozwala nam nawet na wejście do wody po kolana. Taka głębokość może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla dzieci, którym jednocześnie dajemy zły przykład swoim postępowaniem – podkreśla ambasador kampanii Trzeźwo Myślę. – Wiele wypadków zdarza się w miejscach niestrzeżonych lub takich, w których kąpiel jest zabroniona. Wbrew powszechnej opinii najwięcej wypadków zdarza się na zbiornikach wodnych znajdujących się najbliżej miejsca zamieszkania. Najbardziej niebezpieczne są kąpiele w rzece, gdzie dno potrafi zmienić się z godziny na godzinę, a nurt jest nieprzewidywalny, czy skakanie do wody.

Według statystyk Komendy Głównej Policji to właśnie w jeziorach, stawach i rzekach najczęściej dochodzi do utonięć, w ubiegłym roku było to aż 239 z 456 przypadków. Ich najczęstszymi przyczynami są brak umiejętności pływania, brawura, przecenianie swoich sił i umiejętności, skakanie do wody, pływanie w miejscach zabronionych albo w stanie nietrzeźwym.

– Mężczyźni stanowią prawie 90 proc. ofiar. Najczęściej tonęły osoby w wieku od 45 do 60 lat. Z kolei ponad 25 proc. osób, które utonęły, było pod wpływem alkoholu. Nieodpowiedzialne spożywanie alkoholu jest jednym z najbardziej niebezpiecznych czynników powodujących wypadki nad wodą – mówi Tomasz Draczyński.

Co istotne, na plaży czy kąpielisku warto też zwracać uwagę na zachowanie osób, które wypoczywają obok nas. Często ich zachowanie, brawura, przecenianie własnych możliwości może prowadzić do śmiertelnego zagrożenia. Tymczasem od reakcji osób znajdujących się na kąpielisku zależy, czy ratownicy będą mieli czas i szansę pomóc osobie tonącej.

– Jeżeli ktoś jest świadkiem niebezpiecznej sytuacji nad wodą, powinien najpierw poinformować służby ratownicze pod numerem 112 albo dedykowanym dla ratownictwa wodnego 601 100 100. Dopiero potem może podjąć akcję ratunkową z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa, dbając przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Apelujemy, żeby nie podawać ręki bezpośrednio osobie tonącej, ale spróbować podać jej wiosło, gałąź czy chociażby ręcznik. Dlaczego? Otóż osoba tonąca z łatwością może wciągnąć nas pod wodę – podkreśla ratownik wodny.

Trzeźwe myślenie nad wodą to odpowiedzialne zachowanie nie tylko w wodzie, ale również na brzegu. Jak podkreśla ekspert, przebywając na plaży czy kąpielisku, należy zapoznać się z jego regulaminem i bezwzględnie przestrzegać wszelkich zaleceń i uwag ratowników. Wypoczywając nad morzem, jeziorem czy rzeką, bezwzględnie trzeba zwrócić uwagę na bezpieczeństwo dzieci, które korzystając z chwili nieuwagi dorosłych, mogą wejść do wody albo oddalić się i zgubić na plaży.

– Po dłuższej kąpieli słonecznej wejście do wody powinniśmy poprzedzić stopniowym schłodzeniem ciała. Unikajmy kąpieli bezpośrednio po posiłku – mówi Tomasz Draczyński. – Kategorycznie zabraniamy kąpieli po wypiciu alkoholu. Każda taka kąpiel – nawet po nieznacznej ilości alkoholu – może powodować zagrożenie życia. Nadmierna utrata ciepłoty ciała, skurcze mięśniowe, dreszcze, zaburzenia orientacji przestrzennej i czasowej są niezmiernie niebezpieczne podczas kąpieli.

Jak podkreśla ekspert, skakanie na główkę do wody – zwłaszcza w miejscach nieznanych – może skończyć się śmiercią albo trwałym kalectwem. Nie należy też wypływać poza wyznaczony teren kąpieliska ani daleko od brzegu na dmuchanych zabawkach.

– Dmuchane zabawki nie mogą stanowić sprzętu asekuracyjnego – zaznacza ambasador kampanii Trzeźwo Myślę. – Pamiętajmy też, że korzystanie ze wszelkich urządzeń wodnych – w tym kajaków, rowerów wodnych, żaglówek czy motorówek – powinniśmy poprzedzić zapoznaniem się z regulaminem i zasadami bezpieczeństwa. Korzystanie z nich pod wpływem alkoholu jest ogromną nieodpowiedzialnością i może stanowić zagrożenie nie tylko dla nas, ale też innych osób, które można spotkać w wodzie.

O odpowiedzialności i bezpieczeństwie nad wodą zwłaszcza latem ma przypominać kampania Trzeźwo Myślę, zainicjowana przez Carlsberg Polska. W tym roku rusza jej czwarta edycja, która promuje odpowiedzialność – za siebie i innych – w kontekście podejścia do życia, jak i konsumpcji alkoholu.

Naukowcy opracowali rewolucyjne koszulki na bazie grafenu, obniżające temperaturę ciała. Technologia znajdzie też zastosowanie w kosmosie [DEPESZA]

Odzież wykonana z grafenu może pewnego dnia uczynić ludzi kuloodpornymi. Materiał ten ma zdolność do magazynowania nieskończonych ilości energii cieplnej, przewodzi prąd, odpycha bakterie i rozprasza nadmiar wilgoci w ciele. Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze opracowali prototypowe ubranie wykonane z grafenu, które pozwala na pełną kontrolę promieniowania cieplnego. Wyniki badań naukowców nad właściwościami optycznymi tego materiału znajdą zastosowanie m.in. przy zarządzaniu temperaturą satelitów krążących wokół Ziemi.

Naukowcy z Narodowego Instytutu Grafenu z Uniwersytetu w Manchesterze stworzyli prototypowe inteligentne tkaniny, które mogą obniżyć temperaturę ciała. Ludzki organizm emituje energię w postaci fal elektromagnetycznych w spektrum podczerwieni. W cieplejszym klimacie promieniowanie podczerwone można wykorzystać tak, aby obniżyć temperaturę ciała, za pomocą tkanin przezroczystych w podczerwieni. Z kolei osłony blokujące podczerwień pozwalają zminimalizować straty energii z ciała.

– Zdolność kontrolowania promieniowania cieplnego jest kluczową koniecznością w kilku krytycznych zastosowaniach, takich jak zarządzanie ciepłotą ciała w warunkach zwiększonej temperatury. Koce termiczne są powszechnym przykładem stosowanym do tego celu. Jednak utrzymanie tych funkcji w miarę nagrzewania się lub stygnięcia otoczenia było wyjątkowym wyzwaniem – tłumaczy kierujący badaniami prof. Coskun Kocabas z Narodowego Instytutu Grafenu na Uniwersytecie w Manchesterze.

Technologia wykorzystuje warstwy grafenu do kontroli promieniowania cieplnego z powierzchni tekstylnych. Naukowcom z Manchesteru udało się elektrycznie dostroić emisyjność w podczerwieni, czyli zdolność do emitowania energii, warstw grafenu zintegrowanych z tekstyliami. Wykorzystali tę technologię w koszulce, która pozwoliła użytkownikowi wyświetlać zakodowane wiadomości, odczytywane tylko przez kamery na podczerwień. Jak jednak przekonują naukowcy, zastosowanie technologii jest znacznie szersze.

– Udana demonstracja modulacji właściwości optycznych na różnych materiałach pozwoli wykorzystać wszechstronne zastosowanie struktur włóknistych i umożliwić wykorzystanie nowych technologii działających w podczerwieni i innych obszarach spektrum elektromagnetycznego do szerokiego wachlarza zastosowań, w tym wyświetlaczy tekstylnych, komunikacji, adaptacyjnych kombinezonów kosmicznych i mody – wymienia prof. Kocabas.

O właściwościach grafenu mówi się już od dawna, także w kontekście przemysłu odzieżowego. W  Korei Południowej stworzono odzież z grafenu, która działa jak czujnik gazu. Opracowano już także kurtki narciarskie, które pozwalają zachować odpowiednią temperaturę użytkownikowi. Materiał ten jest też ognio- i wodoodporny. Teoretycznie odzież grafenowa może pewnego dnia uczynić ludzi kuloodpornymi, a materiał ma zdolność do magazynowania nieskończonych ilości energii cieplnej. Przewodzi również prąd, odpycha bakterie, rozprasza nadmiar wilgoci w ciele. Możliwości jego zastosowania jest nieskończenie wiele.

– Nasze badania pokazują możliwość przekształcenia wyjątkowych właściwości optycznych grafenu w nowatorskie technologie wspomagające. Wykazanych możliwości nie można osiągnąć w przypadku konwencjonalnych materiałów – przekonuje badacz z Narodowego Instytutu Grafenu.

Kontrola promieniowania cieplnego grafenu może znaleźć zastosowanie m.in. w kosmosie. Nie tylko przy tworzeniu skafandrów dla kosmonautów, lecz także do regulacji temperatury satelitów.

–  Kolejnym wyzwaniem w tym obszarze badań jest potrzeba dynamicznego zarządzania temperaturą satelitów krążących wokół Ziemi. Satelity na orbicie doświadczają przekroczenia temperatury, gdy są zwrócone w stronę Słońca, i zamarzają w cieniu Ziemi. Nasza technologia umożliwi dynamiczne zarządzanie temperaturą satelitów poprzez kontrolowanie promieniowania cieplnego i regulację temperatury satelity na żądanie – wyjaśnia prof. Coskun Kocabas.

Fundusze MCI i Grupa Eurocash sfinalizowały sprzedaż Frisco S.A.. Finalna wartość transakcji wyniosła 132,5 mln zł

Grupa Eurocash była strategicznym akcjonariuszem Frisco od 2014 r., z udziałami na poziomie 44% akcji. W grudniu 2019 r. Spółka zdecydowała się na zwiększenie zaangażowania we Frisco i nabycie 56% akcji od funduszy MCI. Finalna wartość transakcji wyniosła 132,5 mln zł.

– Frisco.pl należy obecnie do liderów polskiego rynku e-grocery. Dzięki przejęciu Frisco S.A. nasza Grupa zyska wiedzę i szerokie doświadczenie w sprzedaży internetowej, co pozwoli nam na dalszy rozwój tego obszaru dla naszych klientów, właścicieli niezależnych sklepów detalicznych – mówi Jacek Owczarek, członek zarządu Grupy Eurocash. Ta inwestycja to kolejny element realizacji naszej strategii wspierania niezależnego handlu w Polsce.

Frisco.pl jest liderem warszawskiego rynku e-grocery, to jeden z największych i najdłużej działających supermarketów online.

Transakcja nabycia Frisco S.A. została sfinansowana z kredytu udzielonego przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju („EBOiR”) w kwocie stanowiącej w złotych ekwiwalent 50 mln euro. Środki te, poza nabyciem Frisco SA, zostaną wykorzystane również na zarządzanie kapitałem obrotowym w bieżącej działalności operacyjnej Grupy.

Ponadto, w ramach zmian w strukturze finansowania Grupy, w dniu 19 czerwca b.r. Eurocash zawarł umowę o 3-letni kredyt rewolwingowy na łączną kwotę 600 mln zł. Zawarta umowa pozwoli na refinansowanie obecnego zadłużenia z tytułu umowy kredytu zawartej w dniu 14 września 2015 r., której termin spłaty upływa w dniu 14 września 2020 r. Nowe umowy kredytowe przyczynią się do wzrostu bezpieczeństwa finansowania Grupy w długim okresie.

Ponad 14 mld zł wydatkował ZUS na wsparcie dla przedsiębiorców

Ponad 3,7 mln wniosków o różne formy wsparcia w związku z epidemią COVID-19 wpłynęło do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych od 1 kwietnia. Łączna kwota umorzenia składek wyniosła ponad 11 mld zł, natomiast świadczenia postojowe wypłacono już w kwocie ponad 3 mld zł – poinformował Krzysztof Jędrzejewski, dyrektor II oddziału ZUS w Łodzi podczas kolejnego webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”.

Jeszcze do 30 czerwca można składać wnioski o zwolnienie z obowiązku opłacania składek (na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Emerytur Pomostowych). Zwolnienie obejmuje trzy miesiące: od marca do maja 2020 r.

Z pełnego zwolnienia mogą skorzystać małe firmy, ubezpieczające od 1 do 9 ubezpieczonych, jeśli przychód z działalności w pierwszym miesiącu, za który jest składany wniosek, nie przekracza kwoty 15681 zł, tj. 300 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia brutto za 2020 r. lub jeśli przychód przekracza 3-krotność średniego wynagrodzenia (15681 zł)ale dochód z tej działalności nie był wyższy niż 7000 zł mogą skorzystać ze zwolnienia z opłacania składek, ale w tym przypadku tylko za kwiecień i maj. W przypadku płatników opłacających składki na własne ubezpieczenia oraz osób duchownych zwolnienie dotyczy składek obliczonych od najniższej podstawy ich wymiaru.

Na całkowite umorzenie mogą też liczyć duchowni i spółdzielnie socjalne zgłoszone przed dniem 1 kwietnia 2020 r. jako płatnik składek w ZUS.
Natomiast przedsiębiorstwa zatrudniające od 10 do 49 osób mogą ubiegać się o 50 proc. umorzenia kwoty składek wykazanej w deklaracjach rozliczeniowych.
Wszyscy płatnicy występujący o zwolnienie z opłacania składek nie mogli znajdować się w trudnej sytuacji finansowej w grudniu 2019 r.

Do uzyskania zwolnienia niezbędne jest przesłanie do ZUS deklaracji rozliczeniowych i imiennych raportów miesięcznych należnych za marzec, kwiecień i maj 2020 r. Wnioski o umorzenie całości lub połowy składek od 24 czerwca 2020 r. można złożyć elektronicznie przez PUE ZUS lub za pośrednictwem strony gov.pl.

Co bardzo ważne, przedsiębiorcy, jak i pracujące dla nich osoby, zachowają prawo do świadczeń zdrowotnych i z ubezpieczeń społecznych za okres zwolnienia ze składek. Przedsiębiorca zachowuje prawo do świadczeń, jeśli podlegał ubezpieczeniu chorobowemu na dzień 1.02.2020 r.

Dla wszystkich osób prowadzących działalność gospodarczą i płacących składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne (bez znaczenia jest wielkość firmy i data rozpoczęcia działalności) dostępne są ulgi w opłacaniu składek za okres od 1 stycznia 2020 r. bez tzw. opłaty prolongacyjnej. Są to: odroczenie terminu płatności lub rozłożenie ich na raty. Jeśli płatnik złoży wniosek przed terminem płatności składek, nie będzie płacił odsetek za zwłokę, natomiast po terminie – ZUS naliczy odsetki za zwłokę na dzień złożenia wniosku.

Kolejna ulga dla osób mających przejściowe trudności z terminowym opłaceniem składek z powodu epidemii – to odstąpienie od pobierania odsetek za zwłokę dla należności za okres od stycznia 2020 r. To rozwiązanie jest możliwe, gdy składki już zostały opłacone, ale po ustawowym terminie płatności.
Przedsiębiorca może też wnioskować o zawieszenie umowy o rozłożenie zadłużenia na raty lub umowy o odroczeniu terminu płatności na 3 miesiące, jeśli je wcześniej zawarł z ZUS-em. Dzięki temu zapłata rat lub należności, których termin płatności został odroczony, zostanie odroczona, wyznaczona na termin późniejszy bez przeliczenia odsetek za zwłokę. Przeliczeniu podlega jedynie opłata prolongacyjna. Zawieszenie realizacji umowy powoduje wydłużenie jej obowiązywania o 3 miesiące.

ZUS realizuje też wypłatę świadczenia postojowego dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz będących na umowach cywilnoprawnych. Co do zasady wynosi ono 2080 zł (80 proc. minimalnego wynagrodzenia) i jest nieoskładkowane oraz nieopodatkowane.

Do jego uzyskania uprawnieni są przedsiębiorcy, których przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku spadł o co najmniej 15 proc. w stosunku do miesiąca poprzedniego, a ich firma działała przed 1 kwietnia 2020 r. Postojowe przysługuje także tym, którzy zawiesili działalność po 31 stycznia. Osoby prowadzące działalność, które rozliczają się w formie karty podatkowej, korzystają ze zwolnienia z podatku VAT, otrzymają świadczenie postojowe w wysokości 1300 zł.

Zatrudnieni na umowy zlecenia, agencyjne, o dzieło, których suma przychodów z tych umów w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku, wynosi do 1299,99 zł (mniej niż 50 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2020 r.), otrzymają „postojowe” równe sumie wynagrodzeń z tych umów (zawartych przed 1 kwietnia br.). Jednak tylko wówczas, gdy ich przychód w poprzednim miesiącu nie przekraczał 300 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału.

Dyrektor Krzysztof Jędrzejewski poinformował też, że weszły w życie przepisy wprowadzające tzw. dodatek solidarnościowy. Mogą z niego skorzystać osoby, które po 15 marca 2020 r., w następstwie COVID-19 straciły pracę lub ich umowa wygasła. Dodatek wynosi 1400 zł i przysługuje od 1 czerwca, maksymalnie przez 3 miesiące. „Wnioski należy składać wyłącznie elektronicznie przez platformę PUE ZUS do 31 sierpnia 2020 r. Wniosek składa się tylko raz” – powiedział Jędrzejewski „Przez dwa dni przyjmowania wniosków wpłynęło ich w skali całego kraju ponad 18 tys.” – uzupełnił.

Nvidia z najwyższą rekomendacją na Wall Street. Alphabet i Facebook mogą być silniejsze

Poziom ceny docelowej dla spółki Nvidia został podniesiony przez Susquehanna Financial Group do najwyższego poziomu na Wall Street z 420 do 450 USD za akcję. Rekomendujący zaznaczył, że do takiego optymizmu skłania go integracja po przejęciu spółki Mellanox. Zdaniem SFG w długim terminie kapitalizacja rynkowa Nvidii może zwiększyć się o 20-30 miliardów dolarów. Aktywa Mellanox mogą rosnąć w tempie dwucyfrowym w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w wycenie spółki. Cena akcji NVDA od marcowego minimum wzrosła o około 90 proc.

Tymczasem docelowa cena dla akcji spółki Activision Blizzard została podniesiona do 83 USD z 80 USD przez firmę KeyBanc Capital Markets. Jest to odzwierciedlone przez bardziej pozytywne nastawienie do wydawców gier wideo przed wydaniem nowych konsol pod koniec tego roku. Wraz z wydaniem nowych konsol oczekuje się, że przestrzeń do wzrostów będzie większa, niż przewidują to obecne szacunki. Activision Blizzard ma potencjał do rozwoju w perspektywie wielu lat, biorąc pod uwagę zarówno zapotrzebowanie na nowe konsole, jak i na nowy gry. Nowy poziom ceny docelowej może implikować wzrost o około 10 proc. od ostatniej ceny zamknięcia. Spółka ma 30 rekomendacji kupna, 5 trzymaj i 1 sprzedaj.

Firma Baird podniosła dziś poziomy dla cen akcji odpowiednio spółki matki Google, jak i dla Facebooka ze względu na stopniowe ożywienie na rynku reklamy internetowej. Cena akcji Alphabet została podniesiona z 1500 do 1650 USD. Z kolei dla Facebooka nowy poziom docelowy wzrósł z 240 do 300 USD. Baird zauważa, że trendy na rynku reklamy cyfrowej powracają, a giganci w tym segmencie mogą korzystać z większego zaangażowania użytkowników. Firma podkreśla, że choć wciąż daleko do niesamowitych i historycznych poziomów wzrostu w handlu elektronicznym, to rynek reklamy cyfrowej prawdopodobnie wydaje się silniejszy w obecnym otoczeniu.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Odbudowa branży turystycznej – bon nie wystarczy

Branża turystyczna jest w sytuacji złej, a firmy zajmujące się spotkaniami biznesowymi, transportem oraz nastawione na klientów zagranicznych w bardzo złej – takie są wnioski webinarium „Przemysł Spotkań i Turystyka. Rzeczywistość, Strategia Odbudowy i Komunikacja” zorganizowanego przez Pracodawców RP oraz Stowarzyszenie Organizatorów Incentive Travel SOIT. Uczestnicząca w nim Olga Semeniuk, podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, przyjęła szereg uwag branży i zadeklarowała udział w następnym spotkaniu 2 lipca.

Przedstawiciele firm już na samym początku webinarium zwrócili uwagę, że branża turystyczna nie jest jednorodna, a fakt ten często umyka w debacie publicznej. W zależności od rodzaju działalności szkody wyrządzone przez lockdown gospodarki i kryzys są dotkliwe lub nawet katastrofalne. Hotele i firmy związane z indywidualnym klientem krajowym powoli ruszają z miejsca. Zdaniem Łukasza Adamowicza, wiceprezesa Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel (SOIT) firmy związane z obsługą klienta biznesowego, transportem oraz organizatorzy pracujący z klientem zagranicznym stoją całkowicie. „Sytuacja robi się dramatyczna dla najmniejszych, często jednoosobowych podmiotów, którym za 6 dni kończy się jakakolwiek pomoc. Widmo 6-9 miesięcznej luki przychodowej powoduje uzasadnione obawy o płynność wśród przedsiębiorców z sektora MŚP” – powiedział Adamowicz.

Minister Olga Semeniuk podkreśliła dotychczasową pomoc rządową dla sektora turystycznego czyli tarczę finansową i bon turystyczny. Resort chce monitorować sytuację przez wakacje i potem podejmować dalsze decyzje. Według przedstawicieli branży czas wakacji może być jednak właśnie tym okresem, w którym wiele firm zakończy działalność. Dlatego potrzebna jest szybka, krótkoterminowa pomoc w postaci pomocy płynnościowej, dłuższego postojowego dla przewodników pilotów i innych osób działających jednoosobowo w sektorze oraz zmniejszenia kosztów pracy. „Inaczej fala zwolnień i upadłości we wrześniu będzie mieć ogromną skalę” – ostrzegał Adamowicz. „Średnioterminowo potrzebujemy pakietu stymulującego polską branżę spotkań. Zawiera on obniżenie VAT na organizację konferencji do 8 proc., możliwość uwzględnienia organizacji spotkań w kosztach uzyskania przychodu, możliwość wykorzystania środków zgromadzonych na Funduszu Socjalnym na organizację spotkań pracowniczych” – wyliczał Łukasz Adamowicz.

Sytuacja w hotelach nie jest wiele lepsza. Marcin Mączyński, Sekretarz Generalny w Izbie Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP) przedstawił wyniki ankiety. Wynika z niej, że do Bożego Ciała hotele średnio zanotowały 10 proc. obłożenia przy 20 proc. obiektów nadal pozostających zamkniętymi. W długi weekend tylko 11 proc. obiektów zanotowało ponad 40 proc. obłożenia. 87 proc. hoteli biorących udział w ankiecie deklaruje trudność w utrzymaniu płynności finansowej.

Wiceminister Rozwoju Olga Semeniuk przyjęła te uwagi dostrzegając problem przemysłu spotkań, w tym MICE. Potwierdziła chęć uczestnictwa w następnym spotkaniu wyznaczonym na 2 lipca. Konieczność przeprowadzenia kolejnych debat podkreślił Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP. „Najwyraźniej strona branżowa oraz rządowa dysponują rozbieżnymi danymi. Dlatego cykliczny dialog jest niezbędny” – powiedział.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Auchan 2022- nowa strategia sieci. Oczekiwania klientów w centrum planów w post-pandemicznej rzeczywistości

Nowe przyzwyczajenia i oczekiwania, które pojawiły się przed kryzysem jeszcze bardziej wzmocniły się podczas pandemii. Klienci wybrali przede wszystkim multi-format, cyfrowe zakupy on-line, z dostawą do domu lub z odbiorem typu drive. Oprócz handlu w sklepach stacjonarnych (hipermarket, supermarket) działalność cyfrowa zajęła znaczące miejsce w działalności firmy.

Widzimy potrzebę rozwoju firmy, w odpowiedzi na nowe trendy i  zmieniające się oczekiwania konsumentów, a także  szerokie zmiany o charakterze gospodarczym, technologicznym oraz społecznym. Wiele z tych zmian obserwowaliśmy już wcześniej, natomiast część z nich pojawiła się, lub została wzmocniona, w efekcie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, i do nich również odnoszą się założenia naszej transformacji – mówi Gérard Gallet, dyrektor generalny Auchan Retail Polska. Mowa tu głównie o wzroście znaczenia sfery digital w naszym życiu, nowych nawykach zakupowych, rozkwicie usług e-commerce, czy też trendzie preferowania produktów lokalnych, a także okazywaniu solidarności w ramach lokalnych eko-systemów. Wszystkie te zmiany wpisują się w przyjęte przez nas założenia i planowane działania. Chcemy coraz szybciej odpowiadać na nowe potrzeby klientów, być siecią z gruntu nowoczesną, oferującą nowe ścieżki zakupowe i budującą nowe relacje.

Nowe nawyki klientów będą kontynuowane po kryzysie i będą wymagać od Auchan kontynuacji prac transformacyjnych zapoczątkowanych przed kryzysem.  Auchan chce realnie poprawiać jakość życia mieszkańców promując to, co dobre, zdrowe i lokalne, utrzymując przy tym pozycję najtańszej sieci handlowej w Polsce. Auchan.. i życie się zmienia!

“Kryzys podkreślił wielką zdolność Auchan Retail Polska do adaptacji i innowacji, ujawniając potencjał zwinności, który będzie jednym z największych osiągnięć po wyjściu z kryzysu. Aby poradzić sobie z nowymi oczekiwaniami klientów, zespoły wykazały dużą wszechstronność, przełamując bariery między zawodami. Dzielenie się doświadczeniami i wzajemna pomoc między pracownikami różnych zawodów wzbogaciła umiejętności wszystkich. Różnorodność zadań i różnorodność postaw prowadzą więc do rozszerzenia kompetencji naszych współpracowników.          

Z satysfakcją mogę stwierdzić, że w tym trudnym okresie dobrze poradziliśmy sobie z wypełnieniem naszej społecznej misji, jako przedsiębiorstwo użyteczności publicznej. Nie byłoby to możliwe gdyby nie otwartość na nowe potrzeby i oczekiwania, zarówno naszych klientów, jaki i pracowników – dodaje Gérard Gallet.

Nowe ścieżki zakupowe – wykorzystanie doświadczeń z okresu pandemii

Okres pandemii zmienił kryteria doboru formy zakupów wśród konsumentów – miały być one przede wszystkim bezpieczne. Zaowocowało to większym zainteresowaniem możliwością dokonywania zakupów przez internet. Auchan nadal będzie rozwijać tę ścieżkę zakupową, czyli możliwość zakupów online, z dostawą do domu, czy z odbiorem typu drive.

Równocześnie doskonale sprawdził się w nowych warunkach format sklepów fizycznych, zwłaszcza hipermarketów, który pozwalał na zapewnienie szerokiego wyboru produktów żywnościowych i przemysłowych, przy utrzymaniu niskich cen i oferowaniu bezpiecznych warunków zakupowych dzięki dużej powierzchni sklepów i wdrożeniu rygorystycznych procedur reżimu sanitarnego dla pracowników oraz klientów.

Zgodnie z nową strategią oferowany będzie jeszcze szerszy wybór ścieżek zakupowych, które najlepiej odpowiadać będą na nowe potrzeby klientów, w zależności od jego koszyka zakupowego oraz czasu, jakim dysponuje.

Transformacja w ramach projektu Auchan 2022 oparta jest na dwóch filarach:

  1. Pierwszy z nich zakłada budowę odpowiedzialnej, uczciwej i wyjątkowej oferty Auchan będzie współpracować ze starannie wybranymi dostawcami, zwłaszcza lokalnymi, skróci łańcuch dostaw oraz przedstawi klientom unikatową ofertę dopasowaną do różnorodnych smaków, potrzeb i oczekiwań konsumentów. Auchan Retail Polska będzie wprowadzać rygorystyczną specyfikację dotyczącą lokalnych produktów i będzie w sposób trwały współpracować z polskimi producentami, rolnikami i hodowcami odbierając od nich określone wolumeny. Celem jest zwiększenie obrotów ze sprzedaży lokalnych polskich produktów. Identyfikowalność produktu zostanie wzmocniona.
  2. Drugi filar to tworzenie nowych relacji i doświadczeń w celu poprawy jakości życia polskich mieszkańców. Wielopłaszczyznowa współpraca Auchan z lokalnymi społecznościami, dalsze budowanie relacji i zaufania wśród mieszkańców bazować będzie na wspólnocie doświadczeń. Sklepy sieci staną się platformą ich wymiany  to w nich realizowane będą różnorodne projekty, m.in. z udziałem okolicznych mieszkańców i lokalnych producentów żywności.

Wspólny mianownik działań podejmowanych przez Auchan Retail Polska stanowić będzie:

– Zaangażowanie firmy na rzecz Planety poprzez walkę z marnotrawieniem żywności i ograniczeniem zużycia plastiku. Współpraca z Federacją Polskich Banków Żywności, specjalne strefy “niemarnowania żywności” w każdym sklepie oraz praca nad opakowaniami produktów marki własnej to główne osie strategii do 2022 roku.

– Auchan chce również kontrolować swój ślad węglowy poprzez wprowadzenie do roku 2022 metody jego obliczania i systematycznej pracy nad jego zmniejszaniem poprzez wprowadzenie nowoczesnych technologii w swoich sklepach.

W trosce o siłę nabywczą polskiego konsumenta

Globalna strategia firmy będzie wdrażana na polskim rynku przy kluczowym założeniu utrzymania niskich cen dla klientów Auchan Retail Polska. Sytuacja finansowa spółki, będąca konsekwencją kryzysu Covid-19, doprowadzi do decyzji mających na celu ponowne skoncentrowanie się na priorytetach strategicznych przedsiębiorstwa i odzyskanie rentowności niezbędnej do wsparcia transformacji. W tym celu firma prowadzi politykę, której celem jest zapewnienie jej swobody finansowej niezbędnej do realizacji planowanych inwestycji i innowacji, np. w dziedzinie nowych technologii oraz społecznej odpowiedzialności biznesu. Firma wdraża już nową strategię inwestycyjną, zgodnie z którą  priorytetem sieci jest odpowiadanie na oczekiwania konsumentów i skupienie się na wypracowaniu trwałej rentowności. Zaplanowane działania mają na celu  przywrócenie równowagi finansowej i znaczącą zmianę w tym zakresie do 2022 r., przy docelowym wskaźniku EBITDA na poziomie 6%.

“Firma nie jest budynkiem, firma jest procesem”. Wywiad z Jolantą Pielą, CEO Good Division

Zacznijmy od prostego pytania – co musi się wydarzyć, aby po tylu latach pracy w największych światowych i polskich agencjach, zdecydować się otworzyć własną firmę? Nie bałaś się tak drastycznej zmiany?

Zacznijmy od tego, że ja to się kompletnie nie spodziewałam, że założę własną firmę. W 2017 roku podjęłam decyzję, żeby zmienić pracę – po raz pierwszy opuściłam duże agencje i przeszłam do dużo mniejszej struktury. Jak się szybko okazało mieliśmy z pracodawcą nieco inne wyobrażenia odnośnie mojej roli w organizacji, więc nasza wspólna przygoda skończyła się wraz z piskiem opon mojego niezbyt żwawego samochodu.

Był to pierwszy raz w moim życiu, gdy byłam bez pracy – więc, jak każdy rozsądny człowiek w takiej sytuacji – odbyłam niezapomniany rejs po Karaibach w wyborowym towarzystwie. Wróciliśmy pod koniec grudnia, było zimno, dziwnie, mój telefon milczał, a ja za żadne skarby świata nikomu nie przyznałabym się przecież, że po raz pierwszy w życiu nie mam pracy i zupełnie nie wiem, co robić.

Złego diabli nie biorą, więc cichym szeptem zaczęły do mnie docierać pojedyncze zlecenia. Potem większe, potem pojawiła się możliwość powrotu do dużych globalnych struktur… I, jako złote dziecko korporacji, straszliwie gryzłam się wewnętrznie, czy nie wrócić na wygodne tory. Ale ciekawość wygrała, stwierdziłam, że jak nie zrobię tego teraz, to w ogóle tego nie zrobię….

No i długo tak mogłabym opowiadać o tym, jak to zastanawiałam się, czy przypadkiem nie postradałam zmysłów. Ale wdzięczna jestem ogromnie za tę przygodę i za wsparcie, które otrzymałam i otrzymuję od otaczających mnie osób na tej wyboistej drodze.

A firma w skrócie zajmuje się strategią marketingu, doradztwem dla zarządów i działów marketingu, sprzedaży i HR firm – w szczególności tych, które stoją w obliczu zmian i biznesowych wyzwań, a także całościową obsługą marketingową pozwalającą te strategie wdrażać.

Jakim klientom doradzacie?

Nasi klienci to pełen przekrój skali biznesu – od pojedynczych osób poszukujących wsparcia strategicznego w budowaniu swojego wizerunku i miejsca na rynku, startupy, chcące pozyskać finansowanie lub znaleźć swoje miejsce na rynku, średnie przedsiębiorstwa, po korporacje wymagające przeprowadzenia złożonych procesów strategicznych w rozmaitych obszarach działania firmy. Lubimy tę różnorodność utrzymywać i pielęgnować, bo to pozwala na utrzymanie realnego kontaktu z rynkiem i nie rozleniwia.

Jeśli miałabym powiedzieć, z jakiego klucza wybieramy klientów, to jest to raczej profil behawioralny – lubimy pracować z firmami, których właściciele angażują się w proces; dlatego mamy słabość do firm rodzinnych i właścicielskich. Uważam też, że w takich firmach możemy przeprowadzić najbardziej skuteczny proces, zobaczyć efekt, naprawdę pomóc.

Jeśli chodzi o branże, to mnie najbardziej kręcą trudne obszary biznesu, przemysł, technologie przemysłowe, IT, OT, IoT, firmy tech-enabled, branża budowlana, medyczna, zagrożenia biologiczne – uwielbiam też to, że większość agencji przy takich projektach zwyczajnie wymięka. Ale tam, gdzie inni mówią „Ale my tego nigdy nie robiliśmy…” my mówimy „Ale super, jeszcze nigdy tego nie robiliśmy!” I jesteśmy z tego bardzo dumni ;))

Z Twojego doświadczenia, jako stratega, jakie problemy pojawiają się najczęściej w firmach? Z czego one wynikają i jak przedsiębiorstwa mogą sobie z nimi radzić?

Przede wszystkim z komunikacją wewnątrz organizacji i procesami. Większość problemów z wypracowaniem i implementacją skutecznej strategii marketingowej nie wydarza się na poziomie źle opracowanej koncepcji marketingowej czy media-planu.

Większość problemów rodzi się na styku zarząd – dział marketingu – dział sprzedaży, gdzie dochodzi do przestojów decyzyjnych lub rozbieżnych wizji co do priorytetów firmy oraz celów strategicznych organizacji.

Dlatego pracy nad strategią nie zaczynamy od briefu, który dostaniemy od klienta. Od 2 lat nie dostałam od klienta briefu! My ten brief wraz z klientem wypracowujemy. Naprawdę razem. I – choćbym miała na siłę ciągnąć wściekłego prezesa za krawat do sali konferencyjnej – ta cholerna strategia nie powstanie bez jego udziału! Jeśli decyzja o ruchach strategicznych nie zapada na górze i nie jest osadzona w celach biznesowych – zmiany w firmie i synergie pomiędzy działaniami na różnych poziomach organizacji i poszczególnych kanałach komunikacji i sprzedaży będą zwyczajną fikcją.

Dlatego kluczowe jest:

  • Poznanie celów biznesowych przedsiębiorstwa
  • Sprawdzenie relacji między zarządem – działem sprzedaży – działem marketingu oraz działami towarzyszącymi, jak e-commerce, HR, dział employer branding, w zależności od projektów
  • Zdefiniowanie i uspójnienie celów i ich rozumienia przez poszczególne strony
  • Zmapowanie i weryfikacja procesów wewnętrznych spółki i diagnoza komunikacji wewnętrznej
  • Ustalenie jasnych zasad i modelu współpracy pomiędzy firmą a partnerem zewnętrznym, na przykład agencją

A kiedy powinno się to wszystko robić? Czy istnieje w ogóle coś takiego jak “dobry czas na zmiany”? No i jak w ogóle upewnić się, czy proces przyjął się w firmie?

Przeczytałam kiedyś takie ładne zdanie: „Firma nie jest budynkiem, firma jest procesem”. Firma zmienia się zawsze, dlatego że w definicję przedsiębiorstwa ze zwykłej teorii ekonomii jest wpisany rozwój. Ale nie wchodźmy w akademicką filozofię. W zdrowej firmie proces adaptacji i obserwacji otoczenia występuje w sposób ciągły, podobnie jak procesy wewnętrzne i uczestniczące w nich osoby, zmieniają się.

Pora na zmianę w firmie jest wtedy, kiedy coś ten rozwój zakłóca lub blokuje, albo pojawia się możliwość rozwoju, która wymaga od firmy pewnego przeobrażenia. Mądrzy zarządzający obserwują trendy i weryfikują swoją strategię biznesową rutynowo. Pracujemy z firmami, które zdecydowały o zmianie dlatego, że zauważyły, że ich krzywa wzrostu się wypłaszcza, ale także z tymi, które – choć dziś radzą sobie świetnie – wiedzą, że w przyszłości ich główna gałąź biznesu straci na wartości, tak jak dzieje się to na przykład na rynku publicznym.

Zmiana jest oczywistym i nieuniknionym elementem biznesu, naszym zadaniem jest przeprowadzić ją w sposób bezpieczny, to znaczy przygotować firmę, pracujące w niej osoby, zebrać zasoby do tego, żeby taka zmiana nie zagrażała biznesowi i była możliwie komfortowa dla partnerów, klientów i pracowników naszego klienta.

Zauważasz jakieś zmiany w funkcjonowaniu firm klientów podczas pandemii? 

Paradoksalnie to bardzo krótki czas na obserwację rzeczywistych zmian. Mogę powiedzieć o elementach psychologicznych, socjologicznych, zresztą nieźle przebadanych w obszarze biznesowym Chin, które cykl życia pandemii odbyły chwilę przed rynkami europejskimi.

Początkowo byliśmy po prostu w szoku, co wywołało silne i dość skrajne emocje, również w biznesie. Od kompletnej paniki i paraliżu decyzyjnego po mobilizację i euforyczne wręcz poszukiwanie innowacji. Obserwowałam, że większość naszych klientów pracuje więcej, mocniej, ciężej niż zwykle, część z nich by ratować zagrożony biznes, część z nich – na wszelki wypadek.

Kolejną fazą była stopniowa adaptacja, przyzwyczajanie się, połączone ze zmęczeniem emocjonalnym, wynikającym ze stresu i konieczności dopasowania się do pracy w zupełnie innych warunkach, co prowadziło do apatii i rozleniwienia całych zespołów, lub po prostu przemęczenia trybem pracy w domu, z dziećmi, z rozregulowanym trybem życia, snu i czuwania.

Potem nastąpiła względna adaptacja, choć, jak wynika z moich obserwacji, ludzie zaczęli pracować w sposób bardziej unormowany, trochę mniej niż zwykle. Zaczęło pojawiać się zniecierpliwienie i chęć powrotu do rzeczywistości.

Obecnie jesteśmy na etapie przyjemnego powrotu do rzeczywistości (na jak długo, okaże się); biznes wraca do normalnego rytmu i spora część przedsiębiorców z lekką frustracją patrzy na ostatnie miesiące, które przez lockdown przyniosły wielu z nas dotkliwe straty.

Jeśli chodzi o skutki biznesowe, w szczególności te długofalowe, przykro mi, nie będę nawet próbowała bawić się w znawcę ekonomii, mam szacunek do naszych czytelników. Nawet światowej klasy ekonomiści i instytucje finansowe nie podają zbieżnych komunikatów. Wiem i rozumiem, że gospodarka to system naczyń połączonych, a jak każdy złożony system cechuje ją też pewna bezwładność. Skutki tego, co wydarzyło się na świecie w ostatnich miesiącach nie będą odczuwalne natychmiast i nie w każdym sektorze w podobnym stopniu.

Czego więc według Ciebie mogą spodziewać się agencje i biznesy klientów po pandemii? Jak COVID-19 wpłynie na to, jakich partnerów będą szukać firmy?

Myślę, że COVID nie tyle zmieni los agencji, co przyspieszy konieczność zweryfikowania przez nie modelu biznesowego. Przerośnięte struktury, kosmiczne overheady i marże służące utrzymaniu dwóch poprzednich są jednym z głównych argumentów, dla których nie chciałam, by Good Division było agencją, a firmą doradczą.

Cechujący duże struktury reklamowe brak elastyczności, utrzymywanie ogromnych działów kreacji, przy braku dopasowania specjalistów do obsługiwanych firm, a nawet rynków powoduje obniżanie się poziomu produktów kreatywnych i komunikacyjnych a także odrealnienie biznesowe. Agencje nie rozumieją biznesu swoich klientów, co buduje wśród nich coraz większą frustrację. W szczególności, biorąc pod uwagę to, że firmy profesjonalizują swoje struktury marketingowe, performance’owe i sprzedażowe in-house. Jeśli agencje nie przejdą na swój własny bardziej optymalny model działania, przestaną być partnerem dla swoich klientów. Jeśli wśród pracowników client service’u, działów strategii, a nawet kreacji nie wykształci się rozumienia biznesu i świadomości jak funkcjonuje firma, w której pracują, będą stawać się coraz bardziej nieadekwatni dla swoich partnerów.

Nie chcę jednak generalizować, na rynku mamy absolutnie fantastycznych przedsiębiorczych szefów i szefowe agencji, na przykład DDB, która opracowała świetny raport dotyczący skutków biznesowych pandemii, którym posiłkowałam się nieco w poprzednim pytaniu, a także agencja Whites (pozdrawiam Maćka Woźniaka!), której jestem absolutną fanką i będę niesamowicie dumna, w dniu, w którym nazwą nas swoją konkurencją.

Niewątpliwie czekają nas trudne i ciekawe czasy, pełne zmian.  Damy sobie radę, jestem o tym przekonana, ale – jak w tym pytaniu o zmianę – jest ona pewna, więc przygotujmy się do niej dobrze.

Jak pandemia wpływa na pierwotny rynek nieruchomości mieszkaniowych

Przez wiele lat firmy deweloperskie na rynku pierwotnym przeżywały hossę. W ubiegłym roku sprzedano rekordową od czterdziestu lat liczbę ponad 207 000 nowych mieszkań. Rynek wtórny też miał się znakomicie, rejestrując rekordowe ilości transakcji. Deweloperzy nie musieli się zbytnio starać o pozyskiwanie klientów, popyt był duży. Skupiano się głównie na standardowych narzędziach marketingowych i to najczęściej pozwalało osiągnąć planowany poziom sprzedaży.

Wprowadzenie w marcu obostrzeń związanych ze stanem pandemii miało negatywny wpływ na sprzedaż i przekazywanie mieszkań, zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym. W tym okresie firmy deweloperskie i agencje nieruchomości odnotowały spadek transakcji od 40 do nawet 70 proc. Należy jednak pamiętać, że na analogicznych rynkach Azji stanowił on, aż 95 proc. Hongkong, który cechuje się równie wysokim popytem na mieszkania, po kilkunastu tygodniach od praktycznie całkowitego zawieszenia transakcji w lutym, szybko powrócił do normy. Niewątpliwie kryzys zmienił zasady gry, do tej pory wysoki popyt powodował, że mieszkania sprzedawały się łatwo. Teraz widzimy silną walką o klienta, ale nie wiąże się to z obniżeniem cen, a zwiększoną aktywnością marketingową i ciekawymi promocjami.

Podobnie jak po kryzysie z 2008 roku, również teraz zakup mieszkania pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania długoterminowego – zarówno pod kątem stopy zwrotu, jak i relatywnie niskiej zmienności. Należy w tym miejscu podkreślić, że fundamenty wzrostu cen mieszkań w ostatnich latach (siła popytu, rynek pracy, poziom życia w największych miastach) są znacznie silniejsze niż w okresie hossy 2006-2007.  Firmy budowlane wytwarzają bezpośrednio 7,4 proc. PKB, ale poprzez efekty pośrednie generują dodatkowe 9,3 proc.. Łącznie sektor budowlany przyczynia się do powstawania 288 mld zł wartości dodanej, czyli 16,8 proc. PKB. Branża ta tworzy bezpośrednio 6 proc. liczby miejsc pracy, a pośrednio łącznie 15 proc., czyli 2 mln 90 tys. zatrudnionych. Obecnie sektor ten może okazać się kołem ratunkowym dla naszej gospodarki.

Analizując wszystkie możliwości inwestycyjne w okresie dekady od ostatniego kryzysu w 2008 roku, można stwierdzić, że inwestowanie w nieruchomości okazało się najbardziej dochodową (zaraz po inwestycji w złoto) i bezpieczną formą lokaty kapitału i zabezpieczenia go przed utratą wartości. 

Aktualnie wielu inwestorów zastanawia się gdzie dobrze ulokować długoterminowo swoje oszczędności i zabezpieczyć je przed inflacją oraz niskim oprocentowaniem lokat bankowych. Już w czasie blokady spowodowanej przez COVID-19 zaobserwowaliśmy wzrost zainteresowania zakupem gruntów, natomiast od maja tuż po otwarciu rynku klienci znacznie chętniej wybierają większe atrakcyjne lokale na „zielonych” peryferiach. Główną przyczyną tego globalnego trendu jest efekt traumy po wielotygodniowym uwięzieniu w centrach miast i ciasnych blokowiskach.

Zmiany cen na rynku mieszkaniowym są na razie praktycznie niewidoczne, wiąże się to z notowanym od lat bardzo wysokim popytem na mieszkania. Główną barierą w tym obszarze są teraz nowe, bardziej restrykcyjne kryteria udzielania kredytów hipotecznych przez banki. Deweloperzy obserwując rynek mogą regulować ich ofertę, szczególnie, że cykl operacyjny u deweloperów mieszkaniowych wynosi ok 30-36 m/c i jest zabezpieczony finansowo.

W Polsce budowy nie są finansowane z bieżących wpłat klientów (jak np. w Chinach), a od 2011 zobowiązano deweloperów do prowadzenia otwartych lub zamkniętych rachunków powierniczych. Dlatego jeśli odnotowano by większy spadek popytu, to przy braku gruntów pod nowe inwestycje deweloperzy będą bardziej skłonni do ograniczenia nowych inwestycji, niż redukcji cen oferowanych lokali.

Również sytuacja spółek notowanych na giełdzie jest stabilna. Indeks „WIG – Nieruchomości” jest subindeksem sektorowym indeksu WIG. W jego skład wchodzi obecnie 28 spółek spełniających kryteria bazowe i przydzieleni do sektora „deweloperzy”. Na WIG-Nieruchomości składają się spółki o zróżnicowanym profilu działalności: deweloperzy mieszkaniowi, komercyjni i mieszani, spółki łączące budowanie z zarządzaniem portfelami nieruchomości, działające w kraju i za granicą. Pięć czołowych spółek to aż 72,54 proc. udziału w portfelu „WIG NRCHOM”. Liderami są Globe Trade Centre SA (27,70 proc.) i  Develia SA (17,89 proc.). Zaraz po nich  plasują się Echo Investment SA (14,67 proc.),  Dom Development SA (12,28 proc.) i MLP Group SA (6,47 proc.).

Silną grupę klientów stanowią też inwestujący swoje oszczędności, którzy nie potrzebują kredytowania. W bankach Polacy mają zgromadzone rekordowo wysokie oszczędności (suma pieniędzy Polaków zdeponowanych w bankach w lutym 2020 r. sięgnęła blisko 620 mld zł). W czasach obniżek stóp procentowych lokaty stają się jeszcze mniej atrakcyjne, a na rynku giełdowym może się utrzymywać podwyższona zmienność.

Przytoczę tu słowa amerykańskiego biznesmena i członka Izby Reprezentantów USA Roberta G. Allena “Ilu znasz milionerów, którzy stali się bogaci poprzez inwestowanie na kontach oszczędnościowych? ”

Dlatego widoczne jest, szczególnie w Warszawie, duże zainteresowanie lokowaniem pieniędzy w mieszkania na wynajem i segment premium. Co ciekawe, w stolicy powstaje więcej luksusowych mieszkań, niż we wszystkich pozostałych polskich metropoliach razem wziętych, co daje najlepsze świadectwo potencjału głównego rynku w kraju. Inwestycje w stołeczne nieruchomości są więc bezkonkurencyjne pod wieloma względami: najlepszy rynek pracy, największy popyt na wynajem mieszkań w każdym segmencie, ogromny wybór wszelkiego rodzaju nieruchomości, optymalny zwrot z inwestycji oraz najwyższy wzrost wartości w czasie. Obecnie dużym powodzeniem cieszą się mikro-apartamenty inwestycyjne, które  stanowią  opcję dla najmu krótko i długoterminowego. Takie unikalne rozwiązanie łączy możliwość  stabilnej inwestycji mieszkaniowej ze wszystkimi aspektami ochrony (poprzez umowę deweloperską) i jednocześnie bezpiecznego zakupu komercyjnego z wielowymiarową możliwością wynajmu. Estymacja ceny metra kwadratowego w Warszawie to ok  13.500 – 17.000 zł brutto z możliwością całkowitego odliczenia VAT, co daje niejako 23% rabatu. Wieloletnia umowa  z operatorem budynku zapewnia ok. 7% zysku rocznie z najmu od zainwestowanych pieniędzy.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku nieruchomości / dyrektor w agencji Core PR . Od ponad dwóch dekad skutecznie działa w globalnym obszarze PR i e-marketingu. Posiada wieloletnie doświadczenie w kampaniach dla sektora nieruchomości, budowaniu wizerunku brandu B2B i B2C. CORE PR obsłużyła ponad 600 kampanii i działań kryzysowych. Specjalizuje się w sektorze finansowym (M&A, IPO, pozyskiwanie finansowań, funduszem Private Equity/ VC) i deweloperskim. Agencja realizowała działania dla największych deweloperów i agencji nieruchomości.

Wpływ koronawirusa na jakość i sprzedaż usług telefonii komórkowej

Zalecenia dotyczące utrzymania dystansu społecznego spowodowały, że ludzie w dużej mierze przenieśli swoje kontakty interpersonalne do internetu i na łącza telefonii komórkowej. Jak pokazuje badanie Mindshare, nasilone korzystanie z usług telefonii komórkowej miało większy wpływ na odczuwalną jakość internetu mobilnego niż połączeń głosowych. Jednocześnie lockdown nie wpłynął znacząco na zakupy Polaków w kategorii usług oferowanych przez operatorów sieci.

Po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego operatorzy sieci odnotowali skokowy wzrost liczby połączeń komórkowych i transmisji danych. Rozgorzała wówczas dyskusja dotycząca utrzymania przepustowości sieci – nie tylko w Polsce. Jednak dostawcy zapewniali, że sytuacja nie powinna wpłynąć na jakość świadczonych usług. Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez Mindshare w przypadku połączeń głosowych 60% internautów w Polsce nie odczuło negatywnych skutków zwiększonego wykorzystania usług komórkowych, a 31% zauważyło pogorszenie się. Z kolei sytuacja dotycząca internetu mobilnego wygląda już nieco gorzej – niemal 50% respondentów deklarowało pogorszenie się jego jakości. Przy czym badani generalnie przywiązują niemal taką samą, dużą wagę do jakości obu rodzajów wspomnianych usług.Wpływ koronawirusa na jakość i sprzedaż usług telefonii komórkowej 2 Wpływ koronawirusa na jakość i sprzedaż usług telefonii komórkowej

Odczuwane w czasie lockdown pogorszenie się jakości internetu mobilnego wynika z jednej strony z przeciążenia sieci, z drugiej zaś prawdopodobnie z tego, że ludzie korzystali z niego częściej i więcej niż przed wybuchem epidemii, doświadczając bardziej osobiście ewentualnych zakłóceń.

Pod względem zakupów sektor telefonii komórkowej okazał się dość odporny na rynkowe zmiany, chociaż wzmożone zapotrzebowanie na kontakt ze światem za pomocą internetu (związane m.in. z przejściem na zdalny tryb pracy i nauczania) mogłoby sugerować pewne wzrosty. Jednak tylko 7% ankietowanych zadeklarowało zwiększone zakupy pod wpływem epidemii w tym obszarze i było ich mniej niż osób, które z takiego zakupu w tym czasie zrezygnowały. Na ten wynik mogą mieć wpływ liczne bonusy przygotowane przez operatorów na czas epidemii, np. w postaci bezpłatnych dodatkowych gigabajtów internetu.wpływ epidemii na zakupy pakietów internetu

Obserwując jednak wyniki operacyjne telekomów za pierwszy kwartał (ogłoszone pod koniec maja) oraz deklaracje polskich internautów związane z planami zakupowymi na najbliższych kilka miesięcy, sytuacja epidemiczna nie powinna mieć negatywnego wpływu na długoterminowe wyniki sprzedaży pochodzące z usług. W ciągu kolejnego półrocza można spodziewać się nawet lekkiego wzrostu w  kategorii względem obecnej sytuacji.plany zakupowe

Natomiast krótkoterminowo operatorzy mogą być narażeni na straty związane z ograniczeniem zakupów urządzeń. Zgodnie z deklaracjami badanych, epidemiczna rzeczywistość spowodowała, że spośród internautów, którzy mieli zamiar kupić smartfon przed wybuchem epidemii – 28% zrezygnowało z takich planów. Obserwacje te korespondują z globalnymi znaczącymi spadkami sprzedaży słuchawek.zmiany planów zakupowych

Koronawirus, a zwyczaje zakupowe Polaków – Raport z badania ilościowego (2020)

Ilościowe badanie zostało zrealizowane metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie N-1000 internautów, reprezentatywnej dla badanej populacji pod względem płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Koronawirus, prywatność danych i nowa umowa społeczna

Kiedy w 1762 roku Jean-Jacques Rousseau napisał „Umowę społeczną”, argumentował, że tylko ludzie posiadają suwerenną władzę i że tylko oni mogą wybrać, których swobód zrzekną się w zamian za korzyści bezpieczeństwa i stabilności rządów. Teraz, po raz pierwszy od ponad stu lat, debatujemy nad poprawieniem lub przywróceniem równowagi w umowach społecznych, aby poradzić sobie z globalną pandemią.

Jednym z kluczowych wyzwań związanych z ograniczeniem rozprzestrzeniania się koronawirusa jest śledzenie kontaktów – identyfikowanie osób i grup, które mogły mieć kontakt z zarażonymi lub chorymi. W normalnych okolicznościach sam pomysł użycia danych z prywatnych telefonów komórkowych do masowego śledzenia użytkowników w celu, na który nigdy nie wyrazili zgody, byłby sprzeczny z duchem takich przepisów  jak RODO i CCPA. Jednak sytuacja jest wyjątkowa. Śledzenie kontaktów w pandemii różni się tym od standardowych okoliczności, że nie jest możliwa pełna anonimizacja przy identyfikacji z pozytywnym wynikiem testów na koronawirusa. Systemy opieki zdrowotnej robią wszystko co w ich mocy, aby w jakiś sposób kontrolować kontakty osób chorych. Stawiamy więc pytanie: w jaki sposób technologia może pomóc, jednocześnie spełniając oczekiwania dotyczące zachowania prywatności?

Prywatność vs zdrowie publiczne

Generalizując: rządy mogą wykorzystywać lub uzyskiwać dostęp do informacji o lokalizacji telefonu komórkowego bez zgody użytkownika. Ma to swoje wady – jeśli rządy mogą uzasadnić dostęp do tych danych w obecnych okolicznościach, w jakich innych sytuacjach mogą postąpić podobnie już po zakończeniu pandemii? Wprawdzie funkcjonują również oficjalne strategie opt-in, w których obywatele pobierają aplikację dobrowolnie, gdy chcą uczestniczyć w śledzeniu kontaktów, niemniej potrzeba bardzo dużej liczby chętnych, aby aplikacja i program śledzenia kontaktów zbudowany wokół niej były skuteczne. Ciekawy kompromis w tym obszarze proponują Google i Apple. Wbudowując w swoje systemy operacyjne iOS oraz Android możliwości śledzenia (z anonimizacją) bliskich kontaktów, wykorzystują technologię, która pomaga ograniczyć gromadzenie i analizę danych do tego, co niezbędne. Przykładowo system będzie korzystał z sygnałów Bluetooth, które mają z natury ograniczony zasięg. Dzięki temu uzyska zdolność do określania względnej odległości  do innych urządzeń, nie śledząc ich lokalizacji, co (zgodnie z MIT Technology Review) umożliwia wskazanie dokładnej pozycji geograficznej. Te funkcje, jeśli byłyby domyślnie włączone, mogłyby pozwolić aplikacjom zbudowanym na platformie pozyskać znacznie większą liczbę użytkowników i tym samym budować skuteczniejsze programy do śledzenia kontaktów.

The Andon Cord, czyli lina bezpieczeństwa w wersji cyfrowej

Możliwość, że istniejąca już technologia może chronić nas przed pandemią i wynikające z tego potencjalne korzyści dla zdrowia publicznego są na tyle istotne, że warto poświęcić im więcej uwagi. Najważniejszym pytaniem jest jednak, jak uchronić się przed oczywistymi zagrożeniami związanymi z prywatnością. Okoliczności są nadzwyczajne i tak tę sytuację powinniśmy traktować.  W czasach świetności w zakładach Toyoty pracownicy mieli możliwość łatwego zatrzymania linii produkcyjnej w momencie wykrycia problemów czy błędów, pociągając za specjalną linę tzw. Andon Cord. Liderzy mogli od razu zareagować na problemy, minimalizując straty. Produkcja była wznawiana zaraz po poprawieniu procesu i sformalizowaniu nowego. Podobnego mechanizmu potrzebują obecnie przedstawiciele rządów, żeby móc odpowiednio reagować w momencie pojawienia się problemów z obszaru prywatności.  Taki „Andon Cord” w kontekście wykorzystania danych powinien być oparty na trzech filarach:

  1. Punkt zapalny – czynniki determinujące katastrofę (czy specjalne okoliczności): protokół powinien wskazywać i porządkować je w spektrum zagrożenia – stworzyć ich zakres. Najwyższy poziom tego spektrum to, np. w przypadku pandemii, zagrożenie wyginięcia gatunku ludzkiego.

2.     Punkt demarkacyjny – wskazanie kiedy (po deeskalacji) należy przywrócić standardy prywatności. Procesy powinny być dostosowane do rzeczywistej daty i godziny ustalonej na początku akcji „Andon cord”.

3.     Punkt prywatności – wszędzie tam, gdzie zbierane są dodatkowe dane, powinny one być gromadzone z zachowaniem prywatności[1].  Rządy muszą publicznie przedstawić trzy powyższe elementy, kładąc nacisk na kroki podejmowane w celu zachowania prywatności i dokładną datę, w której planują zaprzestanie korzystania z danych. Za każdym razem, gdy rząd narusza umowę społeczną, grozi mu utrata zaufania społeczeństwa. Brak transparentnego podejścia może skutkować aktywnym blokowaniem urządzeń przez użytkowników i tym samym niweczyć wykorzystywanie cennych dla zdrowia publicznego danych.

Shuman Ghosemajumder, globalny szef sztucznej inteligencji w F5 Networks.

[1] Tak, jak jest w przypadku podejścia zastosowanego w aplikacji do śledzenia kontaktów MIT’s Private Kit. Rozwiązanie pozwala zarażonym osobom udostępniać swoją lokalizację urzędnikom służby zdrowia, ale informacje te są anonimowe, a dane pacjentów są przechowywane lokalnie.

Jak dobrze wybrać agencję social media?

Tworzenie angażujących treści i podejmowanie odpowiednich działań, które będą skutecznie zwiększać sprzedaż lub budować wizerunek marki, nie jest proste. Mniejsze firmy często same zajmują się prowadzeniem kanałów social media, choć już i u tych oraz większych organizacji ta dziedzina marketingu zostaje przekierowywana agencjom. Jakie podmioty powinny zajmować się naszymi profilami na mediach społecznościowych? W dzisiejszym artykule podpowiemy, jak właściwie wybrać agencję social media i na co powinno zwracać się uwagę podczas poszukiwań.

Doświadczenie i portfolio

Poszukiwania powinno rozpocząć się od sprawdzenia konkretnych projektów. Każda agencja, a przynajmniej każda poważna agencja, na swojej stronie powinna posiadać case study lub portfolio, dzięki czemu każdy użytkownik może mieć wgląd do ich działań. Krótka historia o projekcie i pokazanie osiągniętych rezultatów pozwala na samodzielną ocenę, czy to wykonawca dla nas. To też wyznacznik kreatywności danej agencji. Strategia marketingowa na Facebooku, by pozostać zapamiętaną, wymaga wysiłku, a jej skuteczność warto uwiecznić właśnie w portfolio, dlatego takie informacje są cenną pozycją podczas poszukiwań.

Na co zwracać uwagę i jak powinna wyglądać modelowa strategia na Facebooku dowiesz się tutaj – https://responsywnie.pl/social-media/strategia-marketingowa-na-facebooku/

Oferta

Kolejną ważną rzeczą jest sprawdzenie poszczególnych elementów oferty. Jeśli zależy Ci na konkretnych działaniach warto uwzględnić je w briefie dla agencji przed podpisaniem finalnej umowy. Pamiętaj, że prowadzenie social mediów to nie tylko zamieszczanie postów. Warto dowiedzieć się jakie konkretne działania marketingowe są przewidziane dla twojego przypadku, typy postów na Facebooku i innych kanałach SM, częstotliwość dodawanych treści czy też używane narzędzia oraz raportowanie. Obecność osoby, która potrafi zająć się kampaniami reklamowymi na platformach social media jest również ważna, bo zapewne chcesz zwiększać zasięg swoich działań. Mając na uwadze chęć przeprowadzania kampanii warto dowiedzieć się, czy w tym celu agencja posiada odpowiednie kompetencje oraz jakie prowizje przewidywane są za realizację kampanii.

Zespół projektowy

W nawiązaniu do powyższego – warto dowiedzieć się, jakie kompetencje posiadają osoby, które będą zajmować się projektem. Oczywiście, z pewnością będzie to social media manager lub specjalista ds. social media, jednak poza nim, w teamie znajdują się również graficy i project managerowie lub accounci. Warto dowiedzieć się co nieco o ich umiejętnościach i doświadczeniu, ale przede wszystkim podejściu. Sposób, w jaki zostaniesz potraktowany
na samym początku i pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Odpowiadanie na pytania, merytoryka wypowiedzi, czas oczekiwania na odpowiedź – wszystko to ma znaczenie.

Komunikacja

Pamiętaj, że agencja ma być przede wszystkim dla Ciebie. Za sukcesem lub porażką projektu stoją ludzie, dlatego warto znaleźć taki zespół, z którym znajdziesz wspólny język.Agencja ma być profesjonalna i kompetentna, jednak musi przekazywać swoją wiedzę w zrozumiały sposób, bo tylko wtedy ich klienci będą świadomi czynności, które zostały im zaproponowane. Jeśli czujesz, że agencja nadużywa swojej wiedzy fachowym słownictwem w wypowiedziach i masz wrażenie, że nie słucha tego, co sam do nich mówisz, to najzwyczajniej w świecie warto odpuścić, bo pewnie nie wyniknie z tego nic dobrego.

Budżet

Nie ma się co oszukiwać, są agencje droższe i tańsze, a my, jako klienci mamy ograniczony budżet. Im więcej oczekujesz od agencji, tym wyższy będzie kosztorys, dodając również do tego budżet promocyjny na ewentualne kampanie. Nie celuj w największych graczy na rynku, jeśli nie masz olbrzymich budżetów. Pamiętaj, że rynek social media cały czas się rozwija i pojawia się na nim coraz więcej specjalistów, którzy wezmą mniejsze pieniądze za podobne działania, co wcale nie oznacza, że będą gorzej wykonane.

Opinie

Na sam koniec, stara i sprawdzona technika, czyli po prostu wyszukiwanie opinii w sieci. Nie ma w końcu nic lepszego niż reklama od klientów, którzy są zadowoleni z usług danej agencji lub tych, którzy są zawiedzeni wykonanymi usługami. Warto popytać i poczytać komentarze poprzednich klientów, by móc przygotować się na ewentualne trudności lub po prostu upewnić się w swoim wyborze, że wszystko jest w porządku.

Powyższe porady powinny pomóc Ci podczas decyzji o wyborze właściwej agencji social media. Nie zapomnij, aby przed podpisaniem ostatecznej umowy upewnić się, że wszystko jest dla Ciebie zrozumiałe, a wszystkie podpunkty są w pełni transparentne – tylko wtedy będziesz mieć całkowitą pewność, że to właśnie ta konkretna agencja social media jest odpowiednim wyborem.

Artykuł powstał we współpracy z portalem Responsywnie.pl.

Nearshoring jako konsekwencja Covid-19

Pandemia Covid-19 wystawiła na próbę logistykę na całym świecie, w tym łańcuchy dostaw w sektorze produkcyjnym. Według firmy doradczej Savills, przyśpieszy to tzw. nearshoring, czyli lokowanie działalności w bliższych krajach, a Polska może okazać się jednym z beneficjentów tego trendu. Powstanie alternatywnych lokalizacji produkcyjnych może zmienić globalne przepływy handlowe, co będzie miało przełożenie na rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych.

Paul Tostevin, dyrektor, dział badań globalnych w firmie Savills, komentuje: „Wojna handlowa pomiędzy USA i Chinami już zaczęła zmieniać kształt globalnych łańcuchów produkcji i dostaw oraz pobudziła wymianę handlową w innych krajach świata, między innymi w Meksyku i Wietnamie. Jednak z powodu pandemii Covid-19 stabilność łańcuchów dostaw stała się obecnie globalną i coraz bardziej upolitycznioną kwestią, a kraje takie jak Francja, Japonia i Indie nawołują do zwiększenia samowystarczalności gospodarczej”.

Eksperci firmy Savills zdecydowali się określić potencjał poszczególnych krajów w zakresie nearshoringu dla firm produkcyjnych. Pod uwagę wzięto państwa o dużych rynkach zbytu lub te, które znajdują się w pobliżu takowych. Ranking Savills Nearshoring Index prezentuje zestawienie poszczególnych krajów według kosztów pracy w sektorze produkcyjnym, kosztów energii elektrycznej, stanu infrastruktury i otwartości handlowej.

Liderem rankingu został Wietnam dzięki niskim kosztom pracy i energii elektrycznej oraz dynamicznie rozwijającemu się zapleczu przemysłowemu. Wśród innych niskokosztowych hubów regionalnych będących alternatywnymi lokalizacjami w regionie Azji i Pacyfiku w stosunku do Chin znalazła się Indonezja i Tajlandia, gdzie koszty pracy są o połowę niższe niż w Chinach.

Z zestawienia opracowanego przez firmę Savills wynika, że w Europie największy potencjał w zakresie nearshoringu mają kraje Europy Wschodniej dzięki niższym kosztom produkcji oraz bezpośrednim połączeniom drogowym i kolejowym z największymi rynkami zbytu w Europie Zachodniej. Najlepiej pod tym względem wypada Ukraina, co zawdzięcza bardzo niskim, jak na standardy europejskie, kosztom wynagrodzeń. Kraj ten jest już ważnym eksporterem produktów rolnych, a jego potencjał w zakresie nearshoringu produkcji wynika z otwartości handlowej. Duży potencjał ma również Serbia, kolejny niskokosztowy rynek, który dzięki strategicznej lokalizacji umożliwia łatwe połączenie drogą lądową pomiędzy Europą a Azją Mniejszą i innymi krajami, a także Czechy, które z kolei zawdzięczają to bardzo dobrej infrastrukturze, korzystnie kształtującym się kosztom produkcji i rozwiniętej gospodarce przemysłowej nastawionej na eksport.

„Polska powinna znaleźć się w gronie beneficjentów trendu związanego ze wzrostem znaczenia nearshoringu. Centralna lokalizacja w Europie, stale poprawiająca się infrastruktura, relatywnie niskie koszty pracy oraz największy rynek magazynowy w Europie Środkowo-Wschodniej przyciągają inwestorów do Polski. Dodatkowo gospodarka Polski jest duża i stabilna, a w przeszłości już wykazywała się odpornością na zawirowania na świecie” – mówi Dawid Samoń, analityk z działu badań i analiz w firmie Savills.

„USA i Kanada, tak jak kraje Europy Północnej i Zachodniej charakteryzujące się wyższymi kosztami, uzyskały gorsze oceny pod względem potencjału w zakresie nearshoringu” – mówi Paul Tostevin. „Wysokie koszty pracy stanowią barierę dla onshoringu na dużą skalę na największych zachodnich rynkach konsumenckich, ale obserwujemy możliwości w tym zakresie w przypadku towarów, które mają bardziej krytyczne znaczenie lub których cena jest mniej istotna dla konsumentów. Automatyzacja produkcji może pomóc w zrównoważeniu kosztów, a w dłuższej perspektywie może odgrywać coraz istotniejszą rolę, zwłaszcza gdy technologie staną się tańsze”.

Przenoszenie produkcji bliżej użytkowników końcowych stworzy potencjał do budowy nowych hubów logistycznych. Zdaniem firmy Savills, na przykład Maroko oferuje łatwy dostęp promem do Europy Zachodniej i może stać się jeszcze bardziej integralnym elementem istniejącego korytarza logistycznego, który obejmuje porty na południu Hiszpanii oraz Półwysep Iberyjski i dociera do Francji. Wzrost eksportu z tego kraju może zwiększyć popyt na powierzchnię logistyczną w strategicznych miastach portowych takich jak Algeciras, Walencja i Barcelona.

Wpływ nowych szlaków dystrybucji już zaznacza się w Azji – w Wietnamie, który staje się ważną lokalizacją produkcyjną, ceny gruntów i stawki czynszu szybko rosną. Według Savills, czynsze za powierzchnie przemysłowe w dzielnicy Binh Duong, położonej na północ od Ho Chi Minh City, wzrosły w ciągu roku do czerwca 2019 roku aż o 54,4%.

Marcus de Minckwitz, dyrektor, dział doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills, komentuje: „Łańcuchy dostaw często mają złożoną strukturę. Przeniesienie produkcji bliżej rynków zbytu może być kosztownym przedsięwzięciem, a postrzegane zalety nearshoringu mogą się różnić w zależności od rodzaju produktu. W bliskiej perspektywie przewidujemy większą dywersyfikację łańcuchów dostaw, na czym w pierwszej kolejności mogą zyskać kraje, które potrafią znaleźć złoty środek pomiędzy bliskością największych rynków zbytu, niższymi kosztami produkcji oraz przyjaznym środowiskiem biznesowym.”

Czy deweloperzy wstrzymują inwestycje mieszkaniowe?

Czy deweloperzy przygotowują do wprowadzenia na rynek kolejne projekty czy wstrzymują planowane inwestycje? Z czym mają największe trudności? Czy oferta w nowych osiedlach zmieni się? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Liczba nowych inwestycji, które będziemy wprowadzać do sprzedaży, będzie zależała od sytuacji na rynku, którą na bieżąco monitorujemy. Na ten moment, projekty z pozwoleniami na budowę wprowadzane są do oferty w zakładanych terminach. W przygotowaniu są inwestycje, w przypadku których czekamy na wydanie decyzji. W ostatnich tygodniach jednak pojawiły się opóźnienia związane z zamykaniem urzędów i wstrzymaniem biegu terminów dla toczących się postępowań. Poprawiająca się sytuacja na rynku daje dobre perspektywy.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Gdyby nie przeszkody administracyjno-prawne, które w ostatnim okresie w jeszcze większym stopniu niż przed pandemią wydłużały proces przygotowywania inwestycji, już kilka miesięcy temu uruchomilibyśmy wiele atrakcyjnych i prestiżowych projektów, jak: Pileckiego 59 – apartamenty na wynajem w Warszawie, Osiedle Horizon w Gdańsku – kompleks budynków mieszkalnych w niewielkiej odległości od zatoki, a także budynki mieszkalne w Pruszkowie i na warszawskiej Białołęce oraz w podkrakowskiej Zawadzie. Wszystko wskazuje na to, że na rozpoczęcie tych inwestycji trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Nasze inwestycje realizowane są terminowo. Rozbudowaliśmy zdalne kanały sprzedaży, wdrożyliśmy podpis elektroniczny. Nie wstrzymujemy też nowych projektów. Wręcz przeciwnie, będziemy z pewnością rozglądać się za okazjami inwestycyjnymi. Mamy zabezpieczone środki finansowe na dalszy rozwój. Jesteśmy zainteresowani zakupem ziemi i cały czas prowadzimy działania w tym obszarze.

W maju podpisaliśmy ostateczną umowę zakupu Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego, które od wielu dekad prowadzi działalność deweloperską we Wrocławiu. Tym samym zwiększyliśmy swój potencjał sprzedażowy we Wrocławiu o 800 lokali.

Jeśli chodzi o realizację budów, wszystkie działania są prowadzone bez żadnych przestojów. Na te chwilę nie zakładamy żadnych zmian w harmonogramach i oddawaniu budynków do użytku. W ofercie mamy obecnie 1700 mieszkań i planujemy utrzymywać podaż zgodnie z wcześniejszymi planami. Na bieżąco wprowadzamy do sprzedaży nowe etapy realizowanych inwestycji.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wstrzymaliśmy realizację dwóch nowych etapów projektów ze względu na brak pewności, co do rozwoju sytuacji rynkowej. Wrócimy do tych planów na początku 2021 roku.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

W maju tego roku wprowadziliśmy do oferty dwa pierwsze etapy inwestycji Lokum Porto przy ulicy Gnieźnieńskiej we Wrocławiu, których budowę planujemy rozpocząć jesienią. Projekt obejmuje realizację 390 komfortowych mieszkań, zaprojektowanych w oparciu o sprawdzone i funkcjonalne rozwiązania. Będą to zarówno mniejsze lokale 1- i 2- pokojowe, jak i większe: 3-, 4-, a nawet 5-pokojowe. W części z nich przewidzieliśmy możliwość zmiany układu z lokalu dwupokojowego z osobną kuchnią na trzypokojowy z aneksem kuchennym. Podobnie, jak w innych naszych inwestycjach, proponujemy klientom podwyższony standard części wspólnych oraz profesjonalnie zaaranżowaną, bujną zieleń na terenie osiedla.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nasza firma nieprzerwanie buduje swoje inwestycje i planuje rozpoczęcie realizacji kolejnych projektów na terenie Warszawy. Przez cały okres lockdown-u wszystkie nasze budowy pracowały nieustannie, w związku z czym nie mamy żadnych opóźnień. W trakcie realizacji i sprzedaży mamy obecnie inwestycję Metro Park na Bielanach oraz Apartamenty Oszmiańska 20 na Targówku. W tym roku zostanie zakończona budowa i będziemy przekazywać klucze do mieszkań, które powstają w pierwszym etapie inwestycji Warszawski Świt na Targówku oraz w budynku Apartamenty Okopowa 59A na Woli. Niedawno rozpoczęliśmy przedsprzedaż dwóch nowych inwestycji. Dzięki temu już teraz klienci mogą rezerwować mieszkania w nowym etapie osiedla Warszawski Świt oraz w inwestycji Apartamenty Przy Agorze 6 zlokalizowanej w sąsiedztwie Lasu Bielańskiego.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Mamy bardzo szerokie portfolio gruntów i inwestycji w przygotowaniu. W ostatnich tygodniach wystartowaliśmy z nowym etapowanym projektem Na Bielany!, a także trzecim etapem projektu Omulewska 26. Od niedawna w sprzedaży znajduje się także nasza pierwsza inwestycja w Krakowie przy ulicy Rogalskiego. Wprowadzenie kolejnych projektów uzależnione jest przede wszystkim od postępu prac administracyjnych. Procujemy równolegle nad uruchomianiem kilku inwestycji na zakupionych wcześniej gruntach. Ostateczny termin ich rozpoczęcia będzie jednak zależał od postępu procedur administracyjnych.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

W drugiej połowie tego roku planujemy wprowadzić do oferty mieszkania w dwóch nowych inwestycjach. Mamy zawsze zróżnicowaną ofertę dla klientów o różnych potrzebach i tym razem będzie podobnie. Trzymamy się sprawdzonych strategii. Mogę natomiast zdradzić, że będą to bardzo popularne i pożądane przez poznaniaków lokalizacje w granicach miasta. Jeśli chodzi o budowy, pracujemy bez przestojów, a niewielkie zmniejszenie obsady załóg nie wpływa na tempo prac.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Sytuacja na wszystkich naszych budowach jest stabilna. Prace budowlane prowadzone są zgodnie z harmonogramami. Realizujemy i jednocześnie rozpoczynamy przedsięwzięcia inwestycyjne zgodnie z przyjętym na ten rok planem. Obecnie w realizacji mamy łącznie 52 projekty w siedmiu aglomeracjach, w których prowadzimy działalność. Powstanie w nich w sumie ponad 8 100 lokali mieszkalnych, inwestycyjnych oraz usługowych. Są to zróżnicowane przedsięwzięcia, pozwalające nam dotrzeć do różnych grup odbiorców, zarówno poszukujących inwestycji premium, jak i projektów z segmentu popularnego. Regularnie uzupełniamy ofertę o kolejne atrakcyjne dla nabywców inwestycje.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

W przygotowaniu mamy kilka inwestycji, zarówno na obrzeżach Warszawy, jak i w miejscowościach podmiejskich z dogodnym dojazdem do stolicy oraz zielonym otoczeniu. W drugiej połowie br. rozpoczynamy realizację kolejnego, dużego projektu deweloperskiego w Wieliszewie. Pod koniec roku prawdopodobnie będziemy startować z inwestycją w Rembertowie.

Nie planujemy zmian w projektach, które obecnie przygotowujemy. Wielkość i strukturę mieszkań zawsze dopasowujemy do potrzeb grup docelowych. Będziemy oferować mieszkania o bardzo funkcjonalnych rozkładach, na parterach z ogródkami, na wyższych kondygnacjach z balkonami i tarasami oraz windami i garażami podziemnymi w standardzie. Każda z naszych nowych realizacji zawiera również pakiet Aria Smart, który składa się z systemu inteligentnych i energooszczędnych rozwiązań dla domu, paneli fotowoltaicznych na dachach oraz samochodowych ładowarek elektrycznych w wybranych osiedlach.

Patrycja Kozera-Knap, dyrektor ds. akwizycji i rozwoju biznesu w spółce mieszkaniowej Skanska

Obecnie prowadzimy inwestycje w trzech atrakcyjnych lokalizacjach na terenie Warszawy: Mokotów, Gocław oraz pogranicze Żoliborza i Bielan. Nie wstrzymaliśmy budowy żadnych projektów, które są aktualnie w naszej ofercie. Prace realizujemy zgodnie z harmonogramem, aby mieć pewność, że nasi klienci odbiorą swoje mieszkania w terminie.

Mamy bogate doświadczenie wynikające z realizacji osiedli w stolicy, ale równolegle poszukujemy dobrych lokalizacji i możliwości dla nowych projektów. Zgodnie z filozofią działania Skanska stawiamy na budownictwo zrównoważone i takie też będą nasze kolejne osiedla. Szczególną wagę przykładamy do projektowania obiektów bez barier architektonicznych dla osób o różnym stopniu mobilności i w różnym wieku. Dbamy o zapewnienie równowagi pomiędzy budynkami a strefami zielonymi, a także o przemyślane projektowanie przestrzeni wspólnych dla mieszkańców. Jest natomiast za wcześnie, by mówić o szczegółach, dotyczących naszych kolejnych inwestycji mieszkaniowych.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W tym roku mamy w planie wprowadzenie na rynek kilku inwestycji. Będą to nowe projekty oraz kolejne etapy inwestycji dotychczas realizowanych. Aktualnie prowadzimy prace przygotowawcze w celu wprowadzenia ich do sprzedaży. Oferta mieszkaniowa w projektowanych inwestycjach będzie zróżnicowana, zarówno w zakresie struktury mieszkań, jak i układów funkcjonalnych. Budowa projektów będących w realizacji jest prowadzona bez zakłóceń.

Autor: Dompress.pl

Nadchodzą wakacje. Jak wypadł egzamin z nauczania zdalnego?

Już za kilka dni oficjalnie rozpoczną się wakacje. Maturzyści napiszą ostatnie egzaminy, a studenci opuszczą okupowane od początku czerwca biblioteki. W tym roku uczniowie i dydaktycy stanęli przed wyzwaniem, którego nikt nie przewidział. Wybuch epidemii sprawił, że zostali zmuszeni do przeniesienia pracy na platformy internetowe. Jak funkcjonowało nauczanie oraz jakie wyzwania stoją jeszcze przed szkołami i uczelniami?

Nauczanie zdalne i egzaminy okiem studenta

Andrzej, student jednej z poznańskich uczelni wyższych zdradził, że nie wszyscy odnajdywali się w trybie pracy zdalnej. Niektórzy z wykładowców po raz pierwszy stykali się z funkcjonującym na uczelni systemem informatycznym. Mimo to, nie było większych trudności z organizacją zajęć teoretycznych, które odbywały się przy pomocy komunikatorów.

Chociaż była to szansa na indywidualną organizację czasu, to niektórzy studenci w przygotowanie się do zajęć musieli włożyć dużo pracy.

Widoczne jest ogromne zróżnicowanie w kwestii ilości zajęć i zadań. Niektórzy muszą poświęcić znacznie więcej czasu na naukę niż wcześniej. Inni stwierdzają, że mają raptem 2 czy 3 wykłady lub ćwiczenia w tygodniu i praktycznie żadnych zadań – mówił student.

Z wyzwaniem poradziły sobie również uczelnie techniczne i medyczne. Zamieniły kolejnością elementy praktyczne kursów, wymagające obecności studentów na uczelni z tymi, które można było realizować przez komunikatory.

W dalszym ciągu niepewna pozostaje forma obrony prac dyplomowych. Uczelnie takie jak Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, zdecydowały się na przeprowadzenie ich on-line.

Co po maturze?

Kilka tysięcy maturzystów, którzy podchodzą do ostatnich egzaminów, weźmie udział w naborze w rekrutacji na uczelnie. Szkoły wyższe dostosowują się do nowej rzeczywistości i zmieniają terminy rekrutacji.

Chociaż już teraz rekrutacja prowadzona jest w dużej części przy wykorzystaniu narzędzi zdalnych, to w dalszym ciągu konieczna jest osobista obecność kandydata na uczelni w celu złożenia kompletu dokumentów. Proces ten można jednak ograniczyć tylko do dokumentów on-line.

Przeprowadzenie rekrutacji drogą elektroniczną jest kwestią złożoną, jednak możliwą do zrealizowania. Konieczne byłoby wzięcie pod uwagę kandydatów z zagranicy, do których dokumentacji polskie szkoły wyższe nie miałyby dostępu. Postęp informatyczny powinny wspierać również odpowiednie przepisy prawne, które umożliwią składanie dokumentów drogą elektroniczną – mówi Grzegorz Kaliński z Kalasoft Sp. z o.o.

Wakacji nie będzie

Za sprawne funkcjonowanie systemów informatycznych odpowiada szereg osób, dla których wakacje nie oznaczają końca pracy. Niektóre z uczelni rozważają korzystanie z systemu pracy zdalnej także w przyszłości.

W ciągu ostatnich miesięcy działaliśmy ze zdwojoną mocą wdrażając rozwiązania, które miały ułatwić pracę zdalną dydaktykom, studentom oraz osobom odpowiedzialnym za administrację. Chociaż rok szkolny i akademicki dobiega końca, przed nami jeszcze wiele wyzwań. Proces ulepszania istniejących i wdrażania systemów informatycznych dostosowanych do potrzeb nowej rzeczywistości wymaga dużych nakładów pracy. Mamy nadzieję, że wypracowane z klientami udoskonalenia przygotują uczelnie na ewentualną konieczność funkcjonowania w trybie zdalnym – podsumowuje ekspert.

Moda na Covid-19 wśród hakerów spada. Przestępcy mają w zanadrzu kolejne chwyty

Część firm wraca do pracy biurowej, co zamierzają wykorzystać hakerzy – ostrzegają eksperci Check Point Software Technologies. Bronią mają być wiadomości phishingowe oraz złośliwe oprogramowanie zaszyte w materiałach szkoleniowych dotyczących COVID-19. Działania te mogą uderzyć m.in. w polskie firmy, ponieważ tego typu scenariusze hakerskie są szczególnie widoczne w Europie Wschodniej.

Eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają przed cyberprzestępcami, którzy korzystają z okresu powrotu do biur. Podczas gdy firmy prowadzą seminaria internetowe i szkolenia mające na celu edukowanie pracowników w zakresie nowych środków ochrony zdrowia, hakerzy wykorzystują te inicjatywy jako sposób rozpowszechniania wiadomości e-mail ze złośliwym oprogramowaniem.

Najnowsze dane firmy Check Point pokazują, że ryzyko trafienia na zainfekowaną witrynę o tematyce koronawirusa zależy od tego, czy kraj, w którym się znajduje, wrócił do działalności lub nadal jest zablokowany. W regionach takich jak Europa Zachodnia i Ameryka Północna, gdzie otwierane są gospodarki i organizacje wracają do pracy, nastąpił gwałtowny spadek liczby organizacji dotkniętych przez takie złośliwe strony internetowe. Z kolei w regionach takich jak Ameryka Łacińska i Afryka, które wciąż borykają się z epidemią koronawirusa, stale dochodzi do rosnącej liczby organizacji narażonych na szkodliwe ataki związane z koronawirusem. Wzrost ataków zaobserwowano również w Europie Wschodniej (+11%).

Choć ataki związane z tematyką koronawirusa spadły w czerwcu o blisko jedną czwartą w porównaniu do maja, to odnotowano ogólny wzrost działań hakerskich aż o 18%!Moda na Covid-19 wśród hakerów spada. Przestępcy mają w zanadrzu kolejne chwyty

Pracownicy na całym świecie powinni zachować ostrożność podczas otwierania wiadomości e-mail i dokumentów oraz upewnić się, że są one wysyłane ze znanego źródła w ich firmie. Ostatnio obserwujemy trend, w którym hakerzy wykorzystują usługi takie jak Microsoft Office 365, aby oszukać pracowników. Jedno jest pewne: pandemia koronawirusa prowadzi nas do pandemii w cyberprzestrzeni. – mówi Omer Dembinsky, Data Intelligence Manager w firmie Check Point.

W wielu krajach zainteresowanie tematyką koronawirusa jest coraz mniejsze, więc cyberprzestępcy starają się wykorzystać inne ważne wydarzenia jako przynętę na nieświadomych użytkowników. Doskonałym przykładem jest ruch „Black Lives Matter”. Na początku czerwca, kiedy globalne protesty osiągnęły szczyt, badacze z Check Point odkryli złośliwą kampanię spamową związaną z ruchem. E-maile rozpowszechniały niesławne szkodliwe oprogramowanie Trickbot jako złośliwy plik doc, dystrybuowany m.in. z tematem: „Wyraź poufnie swoją opinię na temat „Black Lives Matter”,

Luki w bezpieczeństwie – czego obawiają się firmy i co je powstrzymuje przed inwestycjami?

Żyjemy w epoce transformacji cyfrowej. Każde przedsiębiorstwo dąży do optymalizacji swoich działań poprzez wdrażanie innowacyjnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja (AI), IoT oraz robotyzacja, ale kluczowym elementem wszystkich tych strategii są dane. Chociaż ich znaczenie jest zrozumiałe, to wiele firm nie zdaje sobie sprawy z tego jakie niebezpieczeństwa są związane z zarządzaniem danymi oraz obsługą potrzebnej do tego infrastruktury.

W badaniu Veeam 2020 Data Protection Trends Report uczestniczyło ponad 1500 przedsiębiorstw działających w skali globalnej, a miało ono na celu określenie ich podejścia w zakresie ochrony i zarządzania danymi. Zakres nowoczesnej ochrony danych i zarządzania nimi jest coraz bardziej złożoną kwestią obejmującą awarie, luki w obszarze dostępności oraz ochronę przed cyberatakami na szeroką skalę.

Badanie wykazało, że przedsiębiorstwa uznają dane za kluczowy element w ich działalności, ale niewiele z nich dysponuje infrastrukturą lub strategią cyfrową niezbędną w kontekście aktualnych potrzeb.

Uwaga na luki

Respondenci z regionu Europy Wschodniej (*w tym z Polski) pytani o największe wyzwania, jakie przyniesie kolejny rok, najczęściej wskazywali na kwestie związane z cyberzagrożeniami (23%), brakiem umiejętności w zakresie wdrażania technologii (26%)  oraz związane z wdrażaniem zmian regulacyjnych (26%). Oprócz tych wyzwań w wielu przedsiębiorstwach nadal występują istotne luki w infrastrukturze do przechowywania i przetwarzania danych.

Przykładowo, u prawie trzech na pięć (60%) organizacji z regionu Europy Wschodniej istnieje luka w obszarze dostępności. Jest to różnica czasu pomiędzy możliwą do uzyskania szybkością odzyskania aplikacji, a wymaganą szybkością tego procesu. W ponad połowie przedsiębiorstw z regionu Europy Wschodniej (53%) można również stwierdzić lukę w zabezpieczeniach. Pojęcie to oznacza częstotliwość, z jaką tworzone są kopie zapasowe danych w odniesieniu do ilości danych, na których utratę firma może pozwolić sobie w razie awarii.

W obu przypadkach wyniki przedsiębiorstw z regionu Europy Wschodniej były lepsze niż średnia światowa (luka w obszarze dostępności występuje w 73%, a luka w zabezpieczeniach danych w 69% przedsiębiorstw w ujęciu globalnym). Oznacza to po prostu, że większości światowych firm nie udało się sprostać aktualnym wymaganiom w obszarze zarządzania danymi. Eliminacja tych luk to kluczowe zadanie dla przedsiębiorstw.

Co wstrzymuje zmiany?

Gdy badanych zapytano co według nich jest przyczyną istnienia tych luk pomimo tego, że pozornie wydają się być świadomi swoich problemów, prawie połowa (44%) firm z regionu Europy Wschodniej wskazała na brak umiejętności lub wiedzy wśród pracowników działu informatycznego, spowalniający cyfrową transformację w przedsiębiorstwie. Pozostałe zidentyfikowane bariery to m.in. poleganie na starszych systemach (35%), ograniczony budżet (27%), brak czasu (24%) oraz brak poparcia zarządu (31%). Jedynie 20% firm z regionu Europy Wschodniej uznało, że nic nie stoi na przeszkodzie ich transformacji cyfrowej (globalna średnia jest niższa i wynosi 16%)

Wyniki te można interpretować na własny sposób, ale cyfrowa transformacja to z pewnością przyszłościowy kierunek, a przedsiębiorstwa mają duże oczekiwania co do korzyści, jakie według nich może ona przynieść. Dla ponad połowy globalnie ankietowanych (51%) dotyczą one planowanych zmian w obsłudze klientów. Podobnie jeśli chodzi o transformację w obszarze operacji biznesowych (48%) oraz oszczędności kosztów (47%).

Biorąc pod uwagę to, że parametry i oczekiwania dotyczące tego co stanowi transformację cyfrową są tak niejednoznaczne, trudno jest dokładnie zmierzyć na jakim etapie tego procesu znajdują się przedsiębiorstwa. Wyniki naszego badania wskazują, że ich postęp jest bardzo zróżnicowany. Jedna trzecia (30%) globalnych organizacji uważa, że jest na wczesnym etapie wdrażania lub planowania transformacji cyfrowej. Ale prawie jedna czwarta (23%) z nich określa swoje dążenia do realizacji inicjatyw i celów na rzecz transformacji cyfrowej jako „dojrzałe” lub „w pełni wdrożone”. Transformacja cyfrowa najwyraźniej oznacza co innego w różnych firmach i branżach, ale mimo to istnieją podstawowe standardy, które wszyscy muszą spełnić, aby móc rozwijać się w dzisiejszym świecie.

Szkody wynikające z przestojów

Niezależnie od tego w jaki sposób firmy oceniają swój postęp w transformacji cyfrowej, wszystkie napotykają wiele podobnych pułapek. Przykładowo, w prawie wszystkich przedsiębiorstwach (95%) występują nieoczekiwane awarie, których średnia długość w ujęciu globalnym wynosi około 117 minut. Co dziesiąty serwer na świecie miał co najmniej jedną awarię w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Mimo tego, że awarie te nie muszą być dla przedsiębiorstwa katastrofalne w skutkach, to mogą one pociągać za sobą znaczne koszty. W opinii globalnych przedsiębiorstw ponad połowa (51%) ich danych ma wysoki priorytet. Zatem w przypadku awarii aplikacji o takim wysokim priorytecie trwającej zaledwie godzinę, szacunkowy koszt może sięgnąć 67 651 USD.

To rozwiewa wiele wątpliwości wokół kosztów transformacji cyfrowej. Oszczędności, które można zyskać dzięki wprowadzeniu efektywnej i nowoczesnej strategii zarządzania danymi znacznie bowiem przewyższają nieuniknione koszty jej braku.

Rozwój zarządzania danymi w chmurze

Ważnym faktem, który przedsiębiorstwa muszą zrozumieć, jest to, że ochrona i wykorzystywanie danych to nierozerwalnie powiązane elementy. Zatem jeśli firma decyduje się na rozpoczęcie transformacji cyfrowej w odpowiedzi na aktualne wyzwania lub w ramach ciągłego procesu poprawy jakości obsługi klientów, skuteczna strategia zarządzania danymi w chmurze staje się oczywistym i optymalnym wyborem.

Przykładowo, usługi zarządzania danymi w chmurze takie jak Backup as a Service (BaaS) zyskały popularność wśród ponad dwóch na pięć (41%) przedsiębiorstw z regionu Europy Wschodniej, które planują współpracować z dostawcą usług BaaS w ciągu następnych dwóch lat. Dostawca usług BaaS nie tylko zapewnia lepsze bezpieczeństwo danych, ale umożliwia skalowalność i poprawę wydajności. Dotyczy to wielu usług chmurowych.

Zatem jeśli przedsiębiorstwo rozpoczęło już transformację cyfrową, eliminacja opisanych luk w obszarze dostępności i zabezpieczeń jest bardzo istotna. Zapewni to nie tylko wyższy poziom ochrony teraz, ale także lepiej przygotuje firmę na innowacyjne rozwiązania przyszłości.

Autor: Daniel Fried, General Manager (GM) and Senior Vice President (SVP) EMEA and Worldwide Channels, Veeam

*Informacje o raporcie

Na początku 2020 roku firma Veeam zleciła firmie Vanson Bourne, czołowemu partnerowi badawczemu w sektorze technologicznym, przeprowadzenie kompleksowego badania online wśród 1 550 losowo wybranych liderów firm i osób decyzyjnych ds. informatycznych w 22 różnych krajach, w tym 193 respondentów z Polski, Czech, Węgier i Rosji (tzw. region Rosji i Europy Wschodniej). Pozostałe badane kraje to: Argentyna, Australia, Austria, Belgia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Japonia, Meksyk, Bliski Wschód, Holandia, Nowa Zelandia, Republika Irlandii, Szwajcaria, Turcja, Wielka Brytania i USA.

Polacy rezygnują z wakacyjnych wyjazdów

Pierwsze decyzje na temat urlopu podejmujemy na długo przed wakacjami. W tym roku epidemia koronawirusa, zamknięte granice oraz problemy branży transportowej wywróciły nasze plany do góry nogami. Zaledwie 20 proc. badanych Polaków deklaruje, że pandemia nie wpłynęła na ich postanowienia odnośnie urlopu.

Tegoroczne wakacje spędzimy w inny sposób niż wcześniejsze urlopy. Jak pokazuje cykliczne badanie Barometr Providenta, zaledwie 8,5 proc. respondentów przed pandemią nie wiedziało, jak spędzi lato. Jednak nowa sytuacja zweryfikowała plany urlopowe aż 65 proc. badanych, którzy już zdążyli zaplanować wakacje. W związku z faktem, że kobiety częściej niż mężczyźni deklarowały plany wakacyjne przed wybuchem pandemii – to też częściej niż mężczyźni przyznawały, że pod wpływem epidemii zmieniły plany.

W tym roku zostajemy w Polsce

Przed wybuchem epidemii Polacy chętnie planowali zagraniczne wojaże. Aż 28,6 proc. badanych zamierzało spędzić urlop za granicą, a 18,7 proc. chciało wypoczywać zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Urlop tylko w Polsce planowało spędzić 37,8 proc. respondentów. Zaledwie 6,4 proc. badanych postanowiło zostać w domu. Respondenci w wieku do 24 lat, nieco częściej niż pozostali planowali wypoczywać zarówno w kraju, jak i za granicą, natomiast badani w wieku powyżej 50 lat częściej niż pozostali planowali zostać w domu bądź nie posiadali jeszcze planów.

– Obostrzenia i obawy związane z pandemią znacząco wpłynęły na wiele trudnych decyzji związanych z tegorocznym urlopem. Niemal 62 proc. osób, które musiały zmienić wakacyjne plany, w ogóle zrezygnowało z wyjazdu – podkreśla Magda Maślana, Ekspert ds. PR, Provident Polska. – Co czwarty z tej grupy badanych zdecydował się wypoczywać w innym miejscu, a 16,7 proc. nie wie jeszcze, jaką decyzję podejmie i w związku z tym czasowo zawiesiło swoje plany – dodaje Magda Maślana.

Ze względu na sytuację, duża część Polaków postanowiła wypocząć tylko w kraju – zadeklarowało tak 43,7 proc. badanych. W domu zostać chce co czwarty. Zaledwie 7,2 proc. planuje zagraniczny urlop, a 5,6 proc. będzie spędzać go zarówno w Polsce jak i za granicą. Pandemia zweryfikowała przede wszystkim plany wakacyjne najmłodszych badanych (do 24 lat). Badani z tej kategorii wiekowej częściej niż pozostali wskazują, że planują zostać w domu.

Decyzje w warunkach niepewności

Najczęstszym powodem zmiany wakacyjnych planów jest niepewność związana z tym, jaka będzie sytuacja związana z epidemią w momencie wyjazdu. Zadeklarowało tak 65,8 proc. badanych, którzy podjęli nowe decyzje dotyczące urlopu. Ponad połowa respondentów z tej grupy obawiała się także o bezpieczeństwo i zdrowie. Na plany niemal 22 proc. wpłynęła sytuacja branży transportowej i turystycznej, w tym zamknięcie ruchu lotniczego.

Choć głównym powodem zmiany planów wakacyjnych była niepewność oraz obawy o bezpieczeństwo i zdrowie, co piąty badany wskazał na kłopoty finansowe wywołane mniejszymi dochodami w trakcie epidemii. Sytuacji nie poprawia wzrost cen i niepewność co do kondycji gospodarki w przyszłości – podkreśla Magda Maślana – Natomiast 5,4 proc. badanych wskazało, że na ich decyzję wpływ miała utrata pracy.

W tym roku wydamy mniej

Rezygnacja z niektórych zamierzeń sprawia, że na tegoroczne wydatki chcemy przeznaczyć niższą kwotę. 41 proc. badanych, którzy zmienili plany, twierdzi, że aktualne plany są skromniejsze pod względem finansowym. Jednak aż 14 proc. deklaruje, że z powodu sytuacji epidemicznej straciło pieniądze w związku z zaliczkami i rezerwacjami. Część respondentów stara się odzyskać stracone środki. Niemal 30 proc. osób zmuszonych do zmiany planów, uzyskało zwrot kosztów.

Znacząco zmieniła się planowana suma wakacyjnych wydatków. Przed epidemią w kwocie 2000 zł planowało zmieścić się 30,9 proc. respondentów. Z powodu aktualnej sytuacji ten odsetek wzrósł o 8 p.p. Warto również zauważyć, że przed wybuchem pandemii udział osób chcących przeznaczyć na wyjazd wakacyjny kwotę powyżej 4000 zł kształtował się na poziomie 22 proc., a obecnie tylko 9,6 proc.

O badaniu

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku metodą CAWI na próbie N=625 dorosłych Polaków, w czerwcu 2020 roku.

Paweł Szukalski członkiem zarządu Comperia.pl S.A. Fintech stawia na ecommerce i nowe metody płatności

Nowym członkiem zarządu notowanej na giełdzie spółki Comperia.pl S.A. został Paweł Szukalski. Dzięki doświadczeniom z firm takich jak PayPal, Google, Mall.pl czy Creditstar ma wspomóc polski fintech we wprowadzeniu rozwiązań wielokanałowej sprzedaży, w tym systemu płatności ratalnych i odroczonych.

– W sposób strategiczny rozwijamy sprzedaż usług finansowych. Widzimy bezprecedensowe możliwości w edukacji konsumentów i dostosowujemy się do nowej sytuacji na rynku – mówi Wojciech Małek, członek zarządu Comperia.pl S.A. Podkreśla, że spółka pomimo trudnej sytuacji m.in. na rynku pożyczek “suchą stopą” przechodzi przez kryzys, utrzymując blisko 100-osobowy zespół. – W trakcie pandemii, pracując w trybie home office i obserwując dynamiczną sytuację, zatrudniliśmy nawet kilka nowych osób, wyszukując największe talenty – dodaje Małek.
Paweł Szukalski, nowy członek zarządu Comperia.pl S.A.
Paweł Szukalski, nowy członek zarządu Comperia.pl S.A.

Jedną z kluczowych nowych osób w firmie jest Paweł Szukalski, który został powołany do zarządu spółki. Będzie odpowiedzialny za sprzedaż oraz marketing. Od 13 lat zajmuje się rynkiem sprzedaży internetowej. Ma wspomóc firmę Comperia w rozwoju usług dla ecommerce, takich jak wielokanałowa sprzedaż (omnichannel) oraz nowe metody płatności (ratalne oraz odroczone, tzw. Buy Now Pay Later). W zeszłym roku Comperia zdobyła licencję Małej Instytucji Płatniczej (MIP), ogłaszając prace nad uruchomieniem własnej metody płatności w sklepach internetowych.

– Chcemy zaoferować pełną gamę rozwiązań dla klienta ecommercowego – bez względu na to, czy płaci za towary czy za usługi – deklaruje Paweł Szukalski.
– Nie wszystkim instytucjom finansowym czy pozabankowym udało się przetrwać kryzys. Ale nam, dzięki bardzo silnemu zespołowi, do którego dołączam – owszem. Przewagą Comperii jest mocny 100-osobowy zespół, ugruntowana pozycja i osadzenie w polskich realiach – dodaje Szukalski, nowy członek zarządu Comperia.pl S.A.
Dotąd Paweł Szukalski pełnił rolę country directora estońskiego fintechu Creditstar Group AS, udzielającego krótkoterminowe pożyczki konsumenckie i firmowe. Współzakładał i zarządzał polskim oddziałem firmy. W latach 2012-2017 pracował dla należącej do Naspers Group spółki Internet Mall Polska – najpierw będąc dyrektorem handlowym portalu Mall.pl, a potem nim zarządzając (jako country manager i członek zarządu).
Wcześniejsze doświadczenia Szukalskiego obejmują pracę dla irlandzkiego oddziału firmy PayPal i zakładanie polskiego biura Google, a potem rozwijał kilkudziesięcioosobowy zespół sprzedaży Google na rynkach polskim, czeskim, słowackim oraz węgierskim.
Paweł Szukalski jest absolwentem Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu na kierunku prawo. To pasjonat historii konfliktów XX wieku i czechofil.

Kolejna gra Bloober Team debiutuje na Nintendo Switch. W Blair Witch zagrało już ponad 1 mln graczy

Dotychczas w najlepszą polską grę 2019 roku, Blair Witch od Bloober Team, na wszystkich platformach oraz w ramach Xbox Game Pass zagrał już ponad milion graczy. Horror krakowskiego studia na pewno zyska kolejnych odbiorców, ponieważ już dziś zadebiutuje na konsoli Nintendo Switch. Jego wersja na tę konsolę obejmuje rozszerzenie Good Boy Pack oraz mini-grę Super-Rex – dwie aktualizacje, które skupiają się wokół psa Bulleta, ulubionej postaci rzeszy fanów Blair Witch.

Gra bazująca na uniwersum kultowych horrorów z lat 90’ była nominowana w krajowych i zagranicznych konkursach oraz zdobyła szereg statuetek, min. w plebiscycie organizowanym przez portal Graczpospolita.pl, w tym tytuł gry roku i wyróżnienia za najlepszą oprawę dźwiękową, wizualną oraz fabułę. Tytuł pojawił się dotychczas na konsolach Xbox One, Playstation 4 i komputerach osobistych. Zgodnie z zapowiedzią, największa dotychczasowa gra Bloober Team wspiera wszystkie możliwości Nintendo Switch, w tym HD Rumble, tryby TV, tabletop i handheld oraz ekran dotykowy w menu gry.

– Niezmiernie cieszy nas, że nasza produkcja stała się tak popularna. To rezultat między innymi starannie zaplanowanego planu marketingowego. Od czasu wydania Blair Witch podpisaliśmy liczne umowy z kluczowymi partnerami, w tym z Microsoftem. Ukazała się jej wersja pudełkowa. Otworzyliśmy się też na niezwykle znaczące rynki azjatyckie, na których bardzo ceni się horrory psychologiczne. Dzisiaj gra debiutuje też na kolejnej platformie – Nintendo Switch. Gra została zapowiedziana przez Nintendo na ich cyfrowym wydarzeniu oraz przez największy portal społeczności Nintendo na Świecie, Nintendolife, który pokazał ekskluzywnie materiał z wersji Switch. – mówi Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Z okazji premiery na Nintendo Switch, gra jest obecnie dostępna w cenie promocyjnej – 10%. Cena regularna wynosi 29.99 EUR/USD.

E-commerce stoi przed szansą, ale i wyzwaniami

Wartość polskiego rynku e-commerce w 2019 roku wyniosła 50 mld złotych. Ubiegłoroczne prognozy mówiły również, że na koniec 2020 roku będzie to nawet o 20 mld złotych więcej[1]. Pandemia koronawirusa i spowodowane przez nią ograniczenia w handlu tradycyjnym sprawiły jednak, że w końcowym rozrachunku sektor e-commerce prawdopodobnie zyska jeszcze więcej.

Przyspieszona transformacja cyfrowa dotknęła nie tylko przedsiębiorstwa, które zostały zmuszone do zmiany modelu funkcjonowania i świadczenia usług. Wpłynęła także na konsumentów, którzy stracili możliwość swobodnego dokonywania zakupów w tradycyjnej formie. – Kryzys mocno podkreślił rolę handlu elektronicznego w utrzymaniu aktywności gospodarczej – wskazuje Luca Mastroianni, Head of International w PrestaShop. Potwierdza to badanie Izby Gospodarki Elektronicznej „E-commerce w czasie kryzysu 2020”. Według niego w ramach przygotowań do kwarantanny 38% internautów robiło zapasy online[2]. Lockdown wpłynął także na preferencje zakupowe Polaków, którzy w internecie zaczęli częściej sięgać np. po produkty spożywcze.

Branża e-commerce reaguje na trendy. Jak nie zostać z tyłu?

Zmiana modelu nawyków konsumenckich to szansa na rozwój dla całego sektora handlu w sieci. Zwiększa ona zarazem skalę dotychczasowych wyzwań, takich jak optymalizacja stanów magazynowych, zapewnienie ciągłości łańcucha dostaw czy konieczność sprawnej realizacji zamówień. Rosnąca konkurencja sprawia, że powstaje potrzeba zredefiniowania działań marketingowych, zapewnienia lepszej ekspozycji marki w internecie, utrzymania klientów i dotarcia do nowych.

W branży trwa ożywiona dyskusja na te tematy. Cykl konferencji online organizuje m.in. PrestaShop – najpopularniejsza platforma e-commerce w Polsce. –  Naszą rolą jest być partnerem dla handlowców i pomagać im w jak największym stopniu skorzystać z nowej skali zapotrzebowania na cyfrowe zakupy. W tym celu dzielimy się wiedzą o najnowszych trendach i najlepszych praktykach w branży – mówi Luca Mastroianni.

[1] https://www.statista.com/outlook/243/146/ecommerce/poland

[2] https://eizba.pl/raport-e-izby-e-commerce-w-czasie-kryzysu-2020/

Dają pracę, płacą podatki, ale w Polsce to wciąż kombinatorzy i oszuści

Przedsiębiorca ma pomysł na biznes. Otwiera firmę, rozkręca ją, w miarę rozwoju zatrudnia coraz więcej pracowników i płaci coraz większe podatki. Państwo w podzięce za zwiększone wpływy do budżetu i spadek bezrobocia wysyła mu laurkę? Wręcz przeciwnie. Bierze pod lupę i sprawdza. Skoro się dorobił, to musiał ukraść. Bo przecież wiadomo, że pierwszy milion trzeba ukraść. No i jak ma z czego płacić, to może płacić więcej. Niestety to nie fikcyjna wizja fatalisty, to rzeczywistość.

„Przedsiębiorca w Polsce to nie jest człowiek sukcesu, tylko ten, który coś kombinował. To jest straszne, bo bez przerwy ktoś sugeruje, że przedsiębiorcy to nieuczciwi ludzie, zamiast doceniać ich wysiłek w dochodzeniu do pieniędzy” – powiedział w wywiadzie dla Forbesa Adam Góral, prezes jednej z największych polskich firm – Asseco Poland.

Jak przestrzegane są prawa przedsiębiorców

Zgodnie z Uzasadnieniem ustawy budżetowej na 2020 rok, planowane dochody państwa wyniosą 429 mld 530 mln zł. Składają się na nie wpływy niepodatkowe w kwocie 34 mld 681 mln zł, reszta, to wpływy podatkowe, a więc: z VAT, CIT, akcyzy oraz innych danin i opłat. To także zwiększone wpływy z PIT, płacone nie tylko przez właścicieli firm, ale i zatrudnianych przez nich pracowników. W 92% państwo utrzymywane jest więc z podatków, w głównej mierze wypracowywanych bezpośrednio lub pośrednio przez przedsiębiorców.

No więc kraj, w którym co najmniej od 1997 roku, a więc od daty ustanowienia Konstytucji RP, podstawą ustroju gospodarczego jest społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej i własności prywatnej, wydawać by się mogło jest stworzony dla przedsiębiorców, i kochającym przedsiębiorców. Jeśli w pierwszej kwestii można przytaknąć, co potwierdzają sukcesy wielu polskich firm i siła polskiej gospodarki, to już co do drugiej trzeba się ugryźć w język.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opublikował w październiku 2018 r. raport nt. przestrzegania praw przedsiębiorców w Polsce. Jak zawarto w jego podsumowaniu: „Sytuacja przedsiębiorców wciąż jest bliższa częściowego łamania praw aniżeli ich przestrzegania”.

10 lat czekania na zwrot VAT

Jakiś przykład łamania praw przedsiębiorców? Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to latami wstrzymywane zwroty VAT. Mimo iż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wielokrotnie powtarzał, że prawo do zwrotu nadpłaconego podatku od towarów i usług to fundamentalne prawo podatników (np. wyroki z 22 października 2015 r., o sygn. akt. C-277/14, czy z 1 kwietnia 2019 r., sygn. akt C-691/17) przez polskiego fiskusa rozumiane jest raczej jako prawo do prośby, petycji o jego zwrot, zgodnie z regułą, wyrażoną w jednym z wyroków NSA: „zasada szybkości zwrotu podatku nie może (…) być faworyzowana kosztem zasady słuszności zwrotu, gdyż (…) skutkować mogłaby (…) niemożliwością późniejszego odzyskania podatku…” (wyrok z 25.05.2018 r., sygn. akt I FSK 579/18).

Z danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów w połowie 2017 r. wynika, że łączna kwota wstrzymanych zwrotów wyniosła około 2,15 mld zł, a rekordziści czekali nawet 10 lat. A 23% VAT to przecież niemal 1/4 wartości przeprowadzonej przez przedsiębiorcę transakcji. Jeśli więc firma w krótkim czasie (a taki zakładany jest przez prawodawcę – ustawa o VAT daje organom 60 dni na zwrot, a na prośbę podatnika nawet tylko 25 dni) nie odzyska tych należnych pieniędzy, może to jej zagrozić utratą płynności finansowej. A do czego ona prowadzi, nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Urzędnicy są bezkarni

17 października 2019 r. odbyło się VI Posiedzenie Rady Przedsiębiorców. Jedna z pokazanych wówczas prezentacji Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców zawierała kazus przedsiębiorcy, franczyzobiorcy restauracji typu fast-food. W 2011 r. stosował on w zakresie większości oferowanych przez siebie produktów 8% stawkę opodatkowania VAT. Ale w tamtym czasie pojawiły się wątpliwości, czy nie powinien on stosować niższej, 5% stawki VAT. Jego franczyzodawca, wraz z kilkoma innymi franczyzobiorcami, wystąpili do Ministra Finansów z wnioskiem o wydanie interpretacji w sprawie określenia właściwej stawki opodatkowania. Minister potwierdził, że jest nią 5%.

Przedsiębiorca złożył w urzędzie skarbowym korektę deklaracji podatkowej. Urząd, bez wydawania decyzji zwrócił przedsiębiorcy nadpłacone 37,5% wartości podatku (odprowadzał 8% VAT zamiast 5%). Fiskus za podstawę wziął przepis art. 75 § 4 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym, jeśli prawidłowość skorygowanej deklaracji nie budzi wątpliwości, organ zwraca nadpłatę bez wydawania decyzji. Przedsiębiorca przez kolejne lata stosował więc niższą stawkę opodatkowania, działając w przekonaniu, że skoro organ zwrócił nadpłatę i nie budziło to jego wątpliwości, to 5% stawka jest prawidłowa.

W 2014 r. urząd kontroli skarbowej skontrolował przedsiębiorcę w zakresie prawidłowości rozliczeń w podatku VAT. Nie stwierdził nieprawidłowości. 24 czerwca 2016 r. Minister Finansów zmienił zdanie i wydał interpretację ogólną nakazującą stosować stawkę 8%. Już we wrześniu urząd kontroli skarbowej przeprowadził kontrolę jeszcze raz. Stwierdził nieprawidłowość stosowanej stawki 5% i wydał decyzję nakazującą zwrot różnicy.

Urzędnicy wszczęli przeciw przedsiębiorcy postępowanie karne skarbowe, mimo, że art. 75 § 5 Ordynacji podatkowej wyraźnie tego zakazywał: „Jeżeli zwrotu nadpłaty w trybie, o którym mowa w § 4, dokonano nienależnie lub w wysokości wyższej od należnej, w zakresie nadpłaty będącej przedmiotem wniosku nie wszczyna się postępowania w sprawach o przestępstwa i wykroczenia skarbowe”. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zawnioskował o ukaranie odpowiedzialnego za to urzędnika. W odpowiedzi odmówiono wszczęcia postępowania dyscyplinarnego z uwagi na brak przesłanek (źródło: „Nieskuteczność systemu karania urzędników w związku z łamaniem przez nich prawa”, Anna Zaręba-Faracik, Dyrektor Wydziału Interwencyjno-Procesowego – Biuro Rzecznika MŚP).

Wystarczy postraszyć, a zapłacą więcej niż muszą

Ale przyzwolenie na takie traktowanie przedsiębiorców przez urzędników skarbowych pociąga za sobą jeszcze gorsze konsekwencje. Przedsiębiorcy czują się zaszczuci i zastraszeni. W grudniu 2019 r. tygodnik Polityka tak opisał ich sytuację:

„Większość – ze strachu przed mściwością fiskusa – płaci pieniądze, których nie są państwu winni. Dochodzi nawet do sytuacji, że uczciwi przedsiębiorcy boją się prosić o zwrot należnego im podatku VAT, żeby nie budzić niechęci urzędników. Coraz częściej zdarza się też, że urzędnicy skarbowi straszą podatników grzywnami za niepopełnione przez nich grzechy. Ich pieniędzmi również uszczelnia się dziurawy budżet”.

Boją się wszyscy, nie tylko mali

W rozmowie z Forbesem, prezes zatrudniającego 50 tysięcy pracowników i płacącego olbrzymie podatki Asseco został zapytany o relację państwa z dużym biznesem przez pryzmat tego, że kilku polskich przedsiębiorców z listy 100 najbogatszych woli unikać przyjazdu do kraju. Odpowiedział, że to nie najbogatsi są problemem Polski, bo przecież większość z nich to wybitni ludzie, otaczający się gronem kolejnych mądrych ludzi. Obecne traktowanie przedsiębiorców spycha Polskę na światowy margines rozpoznawalności, a to będzie pogłębiać trudności z promocją polskiej marki.

„Jeżeli nasze państwo nie będzie szanować osób z listy najbogatszych, to nasze marzenia o eksporcie prawdziwej wartości dodanej, na czym można dużo zarabiać, pozostaną jedynie marzeniami” – powiedział Góral.

Przedsiębiorca to ktoś, kogo można opodatkowywać, ograniczać jego działalność, a jak się nie podoba, to tam są drzwi

A jak traktuje się biznesmenów z listy najbogatszych? Pokazał to obecny rząd, wprowadzając 1 stycznia 2019 r. jedną autorytarną decyzją nowy podatek, ironicznie nazwany daniną solidarnościową. Dlaczego ironicznie? Bo trudno nazwać podatek „solidarnościowym”, skoro obarczono nim tylko 0,06% Polaków.

W słynnym już wystąpieniu prezesa rządzącej partii w 2018 r. polscy przedsiębiorcy usłyszeli, że jeśli ich nie stać na ponoszenie ciężarów prowadzenia działalności w Polsce, to znaczy, że nie nadają się do tego by tu ją prowadzić. Czyli w skrócie – jeśli nie jesteś w stanie płacić zbyt wysokich dla ciebie opłat obowiązkowych, to zajmij się czymś innym lub nie prowadź firmy w Polsce. Chyba w najlepszy możliwy sposób wypromował tym prowadzenie działalności gospodarczej w formie zagranicznej spółki.

W kwietniu i w maju tego roku przedsiębiorcy wyszli na ulice. Podjęli strajk żądając jak najszybszego odmrożenia gospodarki, zamrożonej przez rząd z powodu epidemii koronawirusa. Cytowany wówczas przez MetroWarszawa przedsiębiorca i kandydat na Prezydenta RP Paweł Tanajno powiedział: „To, co zrobił rząd z nami, przedsiębiorcami, z prawem skarbowym, z tym, że skarbówka może sobie zająć uznaniowo nasze rachunki, to jest naruszanie naszej podstawowej wolności i własności”. „To my pracujemy na dobrobyt” – dodał jeden z protestujących.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Sklepy dostosowują technologię do realiów pandemii

  • Rozwiązania technologiczne, które w wielu sklepach wielkopowierzchniowych są dostępne od dawna, w czasie epidemii ujawniły swoje nowe i pomocne zastosowania.
  • Bramki z licznikiem wchodzących osób pomagają regulować liczbę klientów, którzy mogą zgodnie z zaleceniami przebywać w sklepie jednocześnie. Natomiast kamery sygnalizują, jeśli w kolejce nie jest zachowywany dystans 2 metrów.
  • Sieci handlowe, które takich rozwiązań nie miały, rozważają podobne inwestycje na jesień, kiedy spodziewana jest druga fala zachorowań.

Sieci handlowe szukają narzędzi, które pozwolą im efektywnie funkcjonować w czasie epidemii. Zdaniem ekspertów rynku TechFM wiele obiektów od dawna dysponuje technologiami, które wystarczy zaadaptować do bieżących potrzeb.

– Od kilku lat obserwujemy dynamiczny rozwój technologii w branży handlowej. Mimo tego, obiekty nie były przygotowywane na działanie dostosowane do czasu epidemii, bo nikt się jej nie spodziewał. W wielu przypadkach te rozwiązania są jednak elastyczne i dzisiaj dosyć łatwo można znaleźć dla nich nowe, adekwatne zastosowania. Dzięki temu galerie handlowe są w stanie bez dużych kosztów dodatkowych działać zgodnie z nałożonymi na nie epidemicznymi obowiązkami, np. dotyczącymi maksymalnej liczby klientów w sklepach – mówi Sylwia Gustkowicz ze SPIE Building Solutions.

Bramki wyposażone w moduł zliczający osoby wchodzące do sklepu to najlepszy przykład tego rodzaju uniwersalnej technologii. Przed epidemią pomagały przede wszystkim: dostosować liczbę pracowników do ruchu w sklepie oraz planować akcje marketingowe i oceniać ich skuteczność. Obecnie ich najważniejszą funkcją jest monitorowanie, ile osób robi w danym momencie zakupy.

– Odbywa się to w czasie rzeczywistym. Obsługa ma stały dostęp do aktualnych danych i może na ich podstawie szybko zareagować, jeśli klientów jest za dużo. Co ważne, bramki są traktowane jako „naturalny” element każdego sklepu i w przeciwieństwie do pracownika liczącego wejścia i wyjścia nie zniechęcają do zakupów – dodaje Sylwia Gustkowicz. 

Kamery poproszą o zachowanie odległości i zmierzą temperaturę?

Kolejny przykład technologii dostępnych w wielu dużych obiektach to kamery zsynchronizowane z systemem nagłośnienia. Odpowiednio zaprogramowane urządzenia automatycznie weryfikują dystans pomiędzy klientami. W przypadku przebywania zbyt blisko siebie, zostanie wyemitowany komunikat. To szczególnie przydatne w pobliżu kas, gdzie najtrudniej zadbać o wymagany dystans. Użycie systemu sprawia, że do kontroli nie trzeba angażować pracowników.

Nowoczesne kamery z wysoką dokładnością mierzą również temperaturę. Co ważne, pomiaru dokonują jednocześnie u kilku osób będących w ruchu. To przydatne zwłaszcza w dużych sklepach, w zespołach liczących kilkadziesiąt osób, z których znaczna część wchodzi do obiektu w tym samym czasie. Jednostkowe sprawdzanie temperatury mogłoby być zbyt czasochłonne. Z kolei brak weryfikacji oznaczałby ryzyko zarażenia załogi, a w rezultacie również ograniczeń w działaniu sklepu.

– Wielu naszym partnerom pomagamy obecnie dostosować posiadane technologie do bieżących, związanych z epidemią potrzeb. W niektórych przypadkach wystarcza przeprogramowanie urządzeń lub przeszkolenie pracowników. Dostrzegamy także, że wiele sieci sprzedaży zaczęło się interesować innowacyjnymi rozwiązaniami. Widzą w nich element zabezpieczenia biznesu w obliczu ewentualnej drugiej fali epidemii, która może pojawić się jesienią – Sylwia Gustkowicz ze SPIE Building Solutions.

Pierwsze ograniczenia w handlu wprowadzono w związku z koronawirusem 16 marca 2020 r. Branża wyraźnie je odczuła – wynika z raportu Deloitte, przygotowanego na zlecenie „Grupy 305”. Już w marcu rynek odnotował spadek przychodów na poziomie 0,3–0,7 mld zł (w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.). W kwietniu było to już 0,5–1,2 mld zł. Ograniczenie liczby klientów wpłynęło także na wyniki w maju. Wg danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) liczba odwiedzających galerie handlowe w całej Polsce w pierwszym tygodniu otwarcia tychże punktów wyniosła od 53 do 68 procent (zależnie od dnia), w porównaniu do zeszłego roku. W drugim tygodniu dzienne poziomy odwiedzalności wyniosły od 60 do 68 procent. W dalszej części minionego miesiąca coraz więcej kupujących wracało do galerii handlowych.