Firmy boją się ryzykować, ale wierzą, że nadchodzą lepsze czasy

Epidemia COVID-19 uderzyła nie tylko w nasze zdrowie, ale równie mocno zaatakowała biznes. Firmy, którym udało się przetrwać te ciężkie czasy, nie będą ryzykować. Według raportu opublikowanego przez Sisense blisko połowa organizacji zapowiada, że będzie o wiele mocniej polegać na analityce i danych. Co jednak ważne, ale i zaskakujące, przedsiębiorcy z optymizmem patrzą w przyszłość, 79% respondentów twierdzi, że przetrwa kryzys, a nawet wzmocni swoją pozycję.

Badanie „State of BI & Analytics Report 2020: Special COVID-19 Edition”, zostało przeprowadzone przez firmę Meidata na zlecenie Sisense. W ankiecie wzięło udział 500 specjalistów ds. danych i dyrektorów biznesowych, zatrudnionych w różnych branżach. Celem badania było, aby dowiedzieć się, w jaki sposób COVID-19 zmienił ich poglądy i codzienną pracę, związaną z dziedziną analityki i business intelligence.

Małe jest… innowacyjne

Wyniki ankiety wykazały, że aż 49% firm korzysta z analizy danych „więcej lub znacznie więcej” niż przed kryzysem COVID-19. Zwłaszcza średniej wielkości firmy, zatrudniające od 51 do 200 pracowników, znajdują nowe sposoby wykorzystania danych w odpowiedzi na kryzys. Jak donoszą twórcy raportu, pod każdym względem wyprzedzają i zawstydzają nawet wielkie korporacje.

Wielkie zbiory danych i analityka, przestały być ekskluzywną wiedzą, która zarezerwowana jest wyłącznie dla największych korporacji z listy WIG20 czy S&P500. Rozwój i popularyzacja tych rozwiązań sprawiły, że ta technologia znalazła się w zasięgu firm z sektora MŚP. – zauważa Piotr Prajsnar, CEO  Cloud Technologies, firmy specjalizującej się w analityce wielkich zbiorów danych. Ekspert warszawskiej spółki twierdzi, że za taki stan rzeczy odpowiada w dużej mierze branża marketingu cyfrowego, która – Przez lata była poligonem dla nowoczesnych technologii, które miały pomóc w optymalizacji kosztów reklamy i precyzyjnym targetowaniu odbiorcy. Big Data i SI to gorące terminy, które są doskonale znane i z powodzeniem wykorzystywane w naszej branży od lat.

Małe firmy, wielkie ambicje – tak można podsumować wyniki badań Sisense. A do czego dokładnie wykorzystują analitykę danych małe przedsiębiorstwa? 68% z nich, korzysta z analityki w działalności operacyjnej, 56% w finansach, 50% w sprzedaży i 45% w produktach.

Małe firmy koncentrują się na wydajności i obsłudze klienta. Większe firmy zatrudniające 5000 lub więcej pracowników korzystają z analiz w celu poprawy wydajności biznesowej i zmniejszenia wydatków. Niezależnie jednak od wielkości firmy, poprawa wydajności, wspieranie klientów oraz przewidywanie zmian i rezultatów to trzy najszybciej rozwijające się sposoby wykorzystania danych i analityki.

Biorąc pod uwagę całościowe wyniki badania, bez względu na rozmiar przedsiębiorstwa, 55% respondentów deklaruje, że w ich firmach korzysta się z danych w celu poprawy wydajności i polega na nich w kontekście przewidywania zmian i wyników. 47% korzysta z danych w celu poprawy interakcji z klientami. Podczas gdy 45% twierdzi, że używa tych rozwiązań do przewidywania wyników biznesowych. Z powodu wystąpienia pandemii COVID-19 około jedna trzecia firm wykorzystujących analitykę, rozważa przeniesienie swoich działań analitycznych do chmury.

Ponad połowa respondentów stwierdziła, że ​​ich firmy dysponują niezbędnymi zasobami do realizacji analityki danych. Tylko 14% ogranicza swoje wydatki na analitykę, natomiast aż 65% zwiększa budżet lub przynajmniej utrzymuje go na podobnym poziomie.

Według prognoz IDC, obecny rok zakończy się 2% wzrostem wydatków na IT i technologie w porównaniu z 2019. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę spadki i obniżenie dynamiki globalnej gospodarki. W nowej normalności post pandemia, przedsiębiorstwa muszą wykazać się szybkim czasem reakcji na zachodzące zmiany, dlatego w opinii ekspertów IDC, technologia stanie się integralną częścią bieżących operacji biznesowych i firmową tarczą antykryzysową.  – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Firmy będą poszukiwać bezpiecznych, mierzalnych i sprawdzonych rozwiązań, gdyż nic tak nie zmusza do kreatywności, jak konieczność realizacji polityki oszczędności. Dlatego biznes będzie inwestować w instrumenty, które zapewniają łatwo mierzalny ROI – takie jak np. reklama online w modelu programmatic, bądź inne narzędzia w modelu BI (business intelligence), służące przykładowo do zarządzania danymi, jak platformy DMP.

Różowe okulary biznesu

Być może najbardziej zaskakującym odkryciem, wynikającym z przeprowadzonego badania  jest to, że większość respondentów optymistycznie patrzy w przyszłość. 79% zapytanych specjalistów wierzy, że ich firmy przetrwają lub nawet rozwiną się po tym, jak COVID-19 przestanie straszyć w mediach i w codziennych rozmowach.

Prawie połowa (46%) respondentów stwierdziła, że dostrzega pewne możliwości biznesowe, związane z COVID-19. Firmy z branży opieki zdrowotnej, turystyki, administracji i przemysłu / produkcji oświadczyły, że używają COVID-19 jako okazji do zmiany orientacji swoich modeli biznesowych lub zmian związanych z planowaniem zasobów.

Nagły i nieoczekiwany charakter pandemii pokazał kierownictwu przedsiębiorstw, że zaawansowane IT jest naprawdę pomocne, a budowanie zwinności i odporności dzięki technologii to coś więcej niż slogany. – wyjaśnia Rafał Orawski Prezes BPSC i dodaje – Nasze doświadczenia, jak również naszych klientów pokazują, że automatyzacja bardzo szybko przynosi mierzalne efekty. Pomaga oszczędzić czas, zasoby i poprawia produktywność. – kończy Prezes BPSC, producenta systemów ERP.

Mimo że pewne branże na pandemii straciły i zanim wrócą do obrotów sprzed COVID-19, minie trochę czasu, niektóre segmenty są w lepszej sytuacji. Sektor IT, np. dostarczający rozwiązania umożliwiające pracę zdalną, może mieć nadzieje na wzrost zainteresowania swoją ofertą. Dla wielu firm pandemia była surowym sprawdzianem i zdecydowanie najlepiej zdały go te organizacje, które zawczasu zainwestowały w IT. Praca większości pracowników biurowych z domu oraz realizacja programów nauczania przez szkoły i uczelnie wyższe jeszcze dekadę temu nie byłyby możliwe.

– To, że w momencie lockdownu w połowie marca przedsiębiorstwa mogły kontynuować wszystkie lub większość dotychczasowych procesów, zawdzięczają w dużej mierze wcześniejszym inwestycjom w rozwiązania cloudowe – mówi Andrzej Stella-Sawicki, Wiceprezes i Dyrektor Operacyjny w CloudFerro, polskiej firmie specjalizującej się w świadczeniu usług chmurowych. – Jeszcze kilka lat temu firmom brakowało narzędzi, aby umożliwić pracownikom natychmiastowe przejście na pracę zdalną. Dziś firmy mają właściwie wszystko, czego potrzebują, aby pracownicy mogli wykonywać swoje zadania z domu – szybki internet, przystępne cenowo komputery osobiste, systemy zabezpieczeń w formie zaawansowanych sposobów rejestracji i uwierzytelniania oraz dostępność większości systemów biznesowych w chmurze. Na przykład w naszej organizacji od momentu ogłoszenia pandemii dostosowaliśmy model działania, przechodząc na pracę zdalną, a dzięki rozwiązaniom chmurowym nasi klienci nie odczuli żadnej zmiany w jakości świadczonych przez nas usług – podkreśla Andrzej Stella-Sawicki.

Analizując wyniki raportu, łatwo dojść do wniosku, że podczas kryzysu najwięcej straciły te organizacje, które przez dłuższy czas stroniły od zmian. Równocześnie, można dostrzec, że firmy, które przetrwały czasy pandemicznej zawieruchy, wyszły z niej wzmocnione i gotowe na kolejne wyzwania. Biznes, podobnie jak ludzki organizm, narażony na działanie wirusa, wzmocnił swój układ odpornościowy, wykorzystując nie białe krwinki, lecz analitykę danych i nowoczesne systemy, które w przyszłości, będą ostrzegać przed zbliżającym się zagrożeniem. – Powtórki nie będzie, biznes, uzbrojony w wiedzę i doświadczenia z lockdownu, będzie gotowy do kontrataku.

Czas na przerwę? Pierwsze próby spieniężania zysków

Czwartek przynosi przerwę w dotychczas trwającym rajdzie ryzykownych aktywów, co wygląda na pierwsze próby spieniężania zysków i przeznaczenie chwili na ocenienie szans dalszej kontynuacji wzrostów. Ostatnie 24 godziny nie przyniosły nic dla zachwiania równowagi czynników ryzyka i otwartym pytaniem pozostaje, czy zatrzymanie przerodzi się w techniczną korektę? W międzyczasie uwaga przeniesie się na Europejski Bank Centralny, który dziś może zadecydować o rozszerzeniu funduszu ratunkowego.

Jeśli wierzyć sugestiom z protokołu z kwietniowego posiedzenia EBC, a także komentarzom chociażby prezes banku Christine Lagarde, portfel pandemicznego ratunkowego programu skupu aktywów (PEPP) zostanie powiększony z obecnych 750 mld EUR prawdopodobnie o 500 mld EUR. Powód przede wszystkim jest natury technicznej – przy obecnie realizowanym tempie zakupów 30 mld EUR/tydzień fundusz wyczerpie się z końcem września. Tymczasem EBC zapewniał, że PEPP ma być utrzymany co najmniej do końca 2020 r. Dodatkowe 500 mld EUR zapewnia wystarczające środki, jak również zwiększa elastyczność reakcji EBC, by móc skupować więcej w przypadku pojawienia się napięć na europejskim rynku długu.

Inne zmiany w polityce raczej nie wchodzą w grę. W kwietniu bank nie skorzystał z okazji obniżenia stóp procentowych i zdecydował się tylko na obcięcie o 25 pb oprocentowania na udzielanych bankom komercyjnym pożyczkach płynnościowych TLTRO. Efekt dla kosztu pożyczek jest tożsamy z tradycyjną obniżką, ale ograniczenie dostosowania do TLTRO chroni zyskowność banków, gdyż obniżka nie dotyka rezerw banków.

Jeśli wszystko jest takie oczywiste, gdzie tkwi ryzyko dzisiejszej decyzji? Jak zwykle problemem jest sama Rada Zarządzająca EBC składająca się 25 członków, którzy często prezentują skrajnie odmienne zdanie, szczególnie gdy chodzi o wspieranie najbardziej zadłużonych państw. Prezes Lagarde natomiast zależy na budowaniu szerokiego konsensusu dla decyzji i może potrzebować dodatkowego czasu na przekonanie wszystkich do swojego planu. Ostatnia poprawa nastrojów na rynkach finansowych może być uznana przez jastrzębi za argument, by nie spieszyć się z deklarowaniem szerszej ekspansji monetarnej i zostawić sobie opcje na ewentualne wygaszenie PEPP wcześniej. Do września pozostały jeszcze dwa posiedzenia, na których można decydować o zmianach w PEPP. Jednak taka logika może być zgubna, gdyż w ocenie inwestorów może zostać odebrana jako źródło niepewności w odniesieniu do inwestowania w obligacje skarbowe m.in. Włoch czy Hiszpanii. Stąd ociąganiem w podejmowaniu decyzji EBC może wprowadzić niepotrzebną nerwowość. Miałoby to negatywne konsekwencje dla obligacji, ale też zaszkodziłoby aprecjacji EUR. Rynek dyskontuje odbicie ożywienia gospodarczego w strefie euro, ale odbudowa będzie się opierać na aktywnej polityce fiskalnej (unijnej, ale też krajowej), dla której konieczny jest stabilny rynek długu. Mam nadzieję, że w obecnych, kryzysowych warunkach EBC widzi zalety w obiecaniu więcej teraz zamiast czekać na ostatnią chwilę. Byłoby to miłą odmianą w historii decyzji banku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Północna Izba Gospodarcza ponawia apel: przywróćmy handel w niedzielę!

Stan zagrożenia epidemicznego przed którym stanęło polskie społeczeństwo w marcu tego roku to stan niespodziewany i taki, z którym gospodarka nigdy wcześniej się nie mierzyła. Powrót do normalności i standardowego funkcjonowania wielu firmom zajmie długie miesiące. Koronawirus mocno uderzył w handel detaliczny i hurtowy. Sieci handlowe, które dotychczas świetnie sobie radziły w wielkich galeriach handlowych obecnie przenoszą swoją działalność do Internetu. Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że przywrócenie handlu w niedzielę mogłoby doprowadzić do poprawienia kondycji sklepów, które przez niemal kwartał pozbawione były dochodów.

Koronawirus zmienił gospodarkę. „Rząd ma doskonałą okazję by wycofać się z tej nierozsądnej ustawy”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie kolejny raz apeluje o ponowną dyskusję na temat przywrócenia handlu w niedzielę. W opinii naszych przedsiębiorców już przed pandemią koronawirusa istniały podstawy do dyskusji na ten temat i gospodarczo powrót handlowych niedziel był uzasadniony. Teraz uważamy przywrócenie handlu za konieczność: – Zupełnie niezrozumiały jest dla nas upór rządzących by niedziele pozostały niehandlowe. Wszelkie sondaże i statystyki oraz wszelkie badania pokazują, że ludzie chcą w niedzielę robić zakupy. Rząd ma doskonałą okazję by zrobić krok w tył i zmienić aktualna ustawę. Pandemia koronawirusa doprowadziła do tego, że handel znalazł się w głębokim kryzysie. To byłby dla sklepów głębszy oddech, okazja do odrobienia choć części strat. To nie jest tylko działanie na rzecz galerii handlowych, ale i targowisk oraz sklepów zlokalizowanych na ulicach miast – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

– Uważamy, że dyskusja o powrocie do handlu w niedzielę powinna rozpocząć się natychmiast – dodaje Prezes Tarczyński.

Coraz więcej ogłoszeń „do wynajęcia” – musimy ratować handel

– Ograniczenie funkcjonuje już od kilku lat, a jego efekty nie są zadowalające dla tych, którzy mieli być największym beneficjentem zmian – mowa o kupcach i małych przedsiębiorcach. Ponadto w obecnej sytuacji gospodarczej regulowanie jej poprzez tego typu zakazy i ograniczenia nie jest działaniem racjonalnym, ani także propracowniczym. Nie chroni również małych przedsiębiorców, lokalnych sklepikarzy, kupców, punktów gastronomicznych i restauratorów – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Kiedy idziemy ulicami Szczecina widzimy mnóstwo ogłoszeń „do wynajęcia” w miejscach, które jeszcze niedawno funkcjonowały. Uważamy, że zawieszenie zakazu handlu w niedzielę jest teraz koniecznością – dodaje dyrektor Piotr Wolny.

„Ideologiczne przesłanki wprowadzenia modelu zamkniętych w niedzielę sklepów nie mają teraz nic do rzeczy”

Specjaliści współpracujący z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie zwracają uwagę, że w obecnej sytuacji gospodarczej przywrócenie handlu w niedzielę wydaje się być krokiem racjonalnym. To wyjście na przeciw oczekiwaniom branży: –  handel nie tylko tworzy blisko 20% polskiego PKB, ale także jest „pasem transmisji” produkcji od producenta do konsumenta. Niestety to branża, która w okresie zamrożenia gospodarki została poważnie dotknięta. Z danych sygnalnych wynika, że tylko w marcu handel zanotował od 20-30% spadku obrotów, w kwietniu prawdopodobnie kolejne 25%. O ile handel artykułami żywnościowymi odczuł spadek obrotów najmniej dotkliwie, o tyle np. sprzedaż odzieży spadła o 85%, motoryzacja o 75%, a elektronika o 60%.  Na tym tle, wraca dyskusja na temat powrotu do handlu w niedzielę. Trzeba to powiedzieć stanowczo i odważnie. W warunkach tak silnego kryzysu należy przywrócić handel w niedziele. Ideologiczne przesłanki wprowadzenia modelu zamkniętych w niedzielę sklepów nie mają teraz nic do rzeczy – mówi prof. Aneta Zelek, Rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu oraz ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Marta Florczak nową dyrektor zasobów ludzkich w Auchan Retail Polska

Marta Florczak objęła z dniem 1 czerwca br. stanowisko dyrektora zasobów ludzkich w Auchan Retail Polska. Będzie odpowiedzialna za zarządzanie zasobami ludzkimi firmy w Polsce, wdrażanie strategii transformacji sieci, komunikację oraz działania z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu. Marta Florczak zastąpiła na tym stanowisku Laurent Rossignol, który będzie kontynuował swoją karierę w Auchan we Francji.

Nominacja na stanowisko dyrektora zasobów ludzkich jest dla mnie bardzo ciekawym wyzwaniem. W tym trudnym kontekście zewnętrznym rozpoczynam swoją pracę mimo wszystko z entuzjazmem, gotowa na nowe zadania. Realizując je będę umacniać pozycję i reputację Auchan na polskim rynku jako zaufanego pracodawcy – powiedziała Marta Florczak.

Jako dyrektor zasobów ludzkich Auchan Retail Polska Marta Florczak będzie odpowiedzialna za rozwój zasobów i kompetencji pracowniczych niezbędnych do realizacji strategii firmy, realizację polityki CSR w ramach strategii Auchan 2022, a także realizację projektów optymalizujących organizację przedsiębiorstwa.

Nowa Dyrektor ma za sobą wieloletnie doświadczenie pracy w Grupie Lafarge, na kierowniczych stanowiskach związanych ze sprzedażą i HR, w oddziałach firmy w Polsce, we Francji i w Austrii.

Marta Florczak jest absolwentką Open University Business School w Londynie, gdzie kształciła się na kierunku Strategicznego zarządzania zasobami ludzkimi. Posiada  dyplom MBA Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Uniwersytetu w Sztokholmie, oraz dyplom z Zarządzania organizacjami zdobyty na Said Business School Oxford University. Ponadto jest absolwentką Advanced Management Program na IESE Business School.

Posługuje się językiem angielskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim.

Eksperci prognozują mocny, ale krótkotrwały spadek w branży PR

Badani eksperci zajmujący się public relations prognozują, iż do końca bieżącego roku rynek PR może się skurczyć nawet o 17% jeśli chodzi o liczbę firm świadczących usługi doradcze z zakresu komunikacji. Poza tym na znaczeniu zyska digital PR oraz łączenie pracy zdalnej z biurową. Będą to kluczowe zmiany w sposobie funkcjonowania branży. Badania przeprowadził zespół analityków Exacto w miesiącach: kwiecień i maj 2020 roku na próbie 242 ekspertów PR.EXACTO_BADANIA_03062020_3 EXACTO_BADANIA_03062020_4

Branża public relations zmieni się trwale

Większość badanych specjalistów PR (51%) jest zdania, że sytuacja związana z pandemią koronawirusa trwale zmieni funkcjonowanie branży PR. Relatywnie najczęściej takie stanowisko zajmowali pracownicy agencji (59%) oraz osoby z dużym stażem pracy (61% wśród osób związanych z branżą 16 lat i dłużej). Podobnie rzecz się ma w innych branżach, na przykład eventowej, konferencyjnej i szkoleniowej. Badane osoby, posiadające większe doświadczenie zawodowe, są zdecydowanie bardziej przekonane, że takie trwałe zmiany na rynku PR na pewno zajdą. Patrząc z perspektywy tego co się zmieni, badani wskazują, iż wzrośnie rola digital PR, pracy zdalnej i hybrydowego łączenia pracy zdalnej z biurową. Tym samym część firm zrezygnuje z dużych, wysokokosztowych, ekskluzywnych siedzib, na rzecz mniejszych biur, łącząc jednocześnie pracę w biurze z pracą w domu. Część badanych wskazuje, iż może dojść do spadku popytu na usługi PR. Na taki stan rzeczy wskazywała ponad ¼ respondentów, którzy jednocześnie zgadzają się z tezą, że pandemia doprowadzi do reorganizacji pracy w branży public relations, a sam powrót do stanu sprzed koronawirusa będzie niemożliwy.EXACTO_BADANIA_03062020_2 EXACTO_BADANIA_03062020_1

Eksperci: Może upaść nawet 17% firm

Pod koniec grudnia 2019 roku w rejestrze REGON funkcjonowało w Polsce 4470 firm, które do głównej działalności zaliczyły stosunki międzyludzkie, public relations i komunikację (PKD 70.21). W oparciu o powyższą wartość (stan wyjściowy), badani PR-owcy mieli za zadanie oszacować jak zmieni się ta liczba w czasie i po pandemii koronawirusa. Prognozy wskazują, że liczba firm będzie dynamicznie spadać. Na koniec 2020 roku specjaliści przewidują, że firm z głównym PKD 70.21 będzie o 17% mniej względem stanu sprzed kryzysu wywołanego koronawirusem (średnia wyliczona dla całej próby wynosi 3703).

Rok po wykryciu pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce, sytuacja na rynku public relations powinna zacząć się poprawiać, aczkolwiek powrót do stanu sprzed pandemii nawet na koniec 2022 roku jest zdaniem badanych mało prawdopodobny (aż 64% badanych przewiduje mniejszą liczbę firm niż początkowe 4470). Generalnie dane wskazują na znaczne skurczenie się rynku PR, a największe spadki w całym analizowanym okresie prognozują specjaliści reprezentujący organizacje pozarządowe oraz firmy z sektora publicznego. Przeważały opinie, że liczba firm zacznie wzrastać od początku 2021 roku – 40% ogółu odpowiedzi.

Wyniki naszych badań pokazały, że branża jest świadoma negatywnych skutków pandemii. Potwierdzają to między innymi prognozy PR-owców w zakresie zmian w wielkości rynku PR w Polsce. Na uwagę zasługuje fakt, że rynek powinien zacząć się odbudowywać po roku od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce, aczkolwiek nadal trzeba będzie się mierzyć z wieloma wyzwaniami. Jednym z nich będzie spadek popytu na usługi PR wynikający z ograniczonych budżetów zarówno obecnych, jak i potencjalnych klientów. Negatywne trendy w tym aspekcie można zaobserwować już dziś. Działania rządu w zakresie tarczy antykryzysowej, świadomość menedżerów w zakresie zagrożeń i optymalizacja kosztów to jedne z tych działań, które wspomogły szereg podmiotów. Aczkolwiek teraz przed częścią zarządów stoi zadanie odbudowy utraconej pozycji sprzed lockdownu – podsumowuje dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, współautor badań.

Wyniki powyższych analiz pochodzą z projektu badawczego, który przeprowadził zespół analityków Exacto. Celem badań było poznanie wpływu pandemii koronawirusa na branżę PR oraz zebranie opinii w zakresie przyszłości branży po opanowaniu sytuacji związanej z COVID-19. Dane były zbierane na przełomie kwietnia i maja 2020 roku. Ostatecznie w badaniu udział wzięło 242 specjalistów branży PR.

Informacje uzupełniające:

Exacto sp. z o.o. to zespół ekspertów, którzy łączą wiedzę praktyczną w zakresie public relations z bardzo dużym doświadczeniem w zakresie projektowania i realizacji badań marketingowych, naukowych oraz analiz strategicznych. Zrealizowali szereg projektów eksperckich, badawczych i strategicznych dla wielu firm w Polsce i za granicą.

Koronawirus w Polsce – Mariusz Gromada analizuje najnowsze dane

2 i 3 czerwca 2020 r. zanotowano w Polsce mniej infekcji niż w kilku poprzednich dniach – liczba nowych potwierdzonych zakażeń nie przekroczyła 300. Na tle Europy, w przeliczeniu na milion mieszkańców, Polska nie wypada ani dobrze ani źle, znajdując się w środku rankingu.covid-19-cykl-mariusz-gromada-14-ranking-eu

Obserwując zestawienie widać, że w kraju mamy obecnie nieco mniej nowych infekcji niż w Hiszpanii (8,6 vs 11,1 na milion mieszkańców) oraz nieco więcej niż we Włoszech (8,6 vs 7,0 na milion mieszkańców). Porównanie do Niemiec wskazuje, że nowych zakażeń jest w Polsce dwukrotnie więcej (8,6 vs 4,6 na milion mieszkańców). Przygotowany ranking pomija liczbę wykonywanych testów.

Na większości terytorium Polski epidemia została stłumiona, jednak w kilku regionach pojawiły się nowe ogniska COVID-19, w szczególności w województwach łódzkim i świętokrzyskim. Na Śląsku liczba nowych zakażeń spada. W województwie mazowieckiem liczba nowych infekcji – od dłuższego czasu – utrzymuje się na stabilnym poziomie.covid-19-cykl-mariusz-gromada-14-mapa

Autor: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 3.06.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Liczba mandatów z fotoradarów wzrosła o 66%

W 2019 r. wystawiono 717 tys. mandatów w wyniku zarejestrowania przez fotoradary naruszeń przepisów ruchu drogowego, To o 285 000 więcej niż w 2018 r. W ubiegłym roku rekordzista przekroczył dopuszczalną prędkość o 149 km/h.

2019 r. był rekordowy zarówno pod względem wzrostu wykrywalności przez fotoradary liczby naruszeń przepisów ruchu drogowego, jak i wystawionych mandatów. Najczęściej dopuszczalną prędkość kierowcy przekraczali w województwie śląskim. Z kolei na czerwonym świetle nie zatrzymywali się w mazowieckim. Tak wynika z danych Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, którym przyjrzeli się eksperci rankomat.pl.

Liczba mandatów wzrosła o 66%

W 2019 r. w wyniku działania fotoradarów nałożono 717 000 mandatów. To aż o 66% więcej niż w 2018 r. Liczba ukaranych kierowców wzrosła również w porównaniu do lat 2016-2017.Mandaty z fotoradarów_v3

Naruszenia przepisów przez kierowców wzrosły o 27%

W 2019 r. fotoradary zarejestrowały 1 606 000 naruszeń przepisów drogowych. To o 341 000 więcej niż w 2018 r. (+27%). Z kolei w ciągu ostatnich czterech lat najmniej kierowców przyłapano na nieprzepisowej jeździe w 2017 r. (973 000).Ile naruszeń przepisów rejestrują fotoradary_v2

W ubiegłym roku zarejestrowano więcej naruszeń przepisów drogowych niż wystawiono mandatów. Jednak nie zawsze można ukarać nieprzepisowo jeżdżących kierowców. Najczęstszymi powodami są nieczytelne zdjęcia wykonane przez fotoradar, a także brak pełnych danych na temat właściciela auta w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Ponadto niekiedy urządzenia rejestrują również nieprzepisową jazdę pojazdów uprzywilejowanych.

Najwięcej piratów drogowych na Śląsku

W 2019 r. stacjonarne fotoradary największą liczbę kierowców przekraczających dopuszczalną prędkość zarejestrowały w trzech miejscowościach województwa śląskiego. W Koziegłowach (24 700 przypadków), a także w Siewierzu (22 200) oraz Gliwicach (21 300). Natomiast mobilne urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości, najczęściej na zbyt szybkiej jeździe przyłapały kierujących w Lublinie (24 100).Gdzie kierowcy najczęściej przekraczają prędkość_v3

Na czerwonym świetle nie zatrzymujemy się na Mazowszu

W Polsce dla poprawy bezpieczeństwa na drogach używa się nie tylko fotoradarów, lecz także rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle. W 2019 r. pomimo sygnalizacji braku prawa przejazdu, kierowcy najczęściej nie zatrzymywali się w Jabłonnej (5700 zarejestrowanych przypadków), a także w Mrokowie (5100). Obie miejscowości są zlokalizowane w województwie mazowieckim.Gdzie kierowcy najczęściej nie zatrzymują się na czerwonym świetle_v3

Ile jest fotoradarów w Polsce?

W 2019 r. w całej Polsce było zlokalizowanych 435 stacjonarnych fotoradarów. Tak wynika z danych Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Jest to komórka organizacyjna Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD).

W ubiegłym roku fotoradar zarejestrował największe przekroczenie prędkości w miejscowości Kleczanów w województwie świętokrzyskim. Pirat drogowy pędził tam samochodem 209 km/h. Przekroczył dopuszczalną prędkość o 149 km/h w miejscu, w którym obowiązywało ograniczenie do 60 km/h.

Oprócz stacjonarnych fotoradarów, CANARD do automatycznej rejestracji wykroczeń drogowych wykorzystuje również 29 mobilnych urządzeń rejestrujących zainstalowanych w pojazdach, a także 30 do odcinkowego pomiaru średniej prędkości. Ponadto Centrum dysponuje też 20 rejestratorami przejazdu na czerwonym świetle.

EBC podnosi giełdy. Adobe z maksymalnym poziomem docelowym na Wall Street

Nie od dziś wiemy, że działania banków centralnych mają wpływ na zachowanie się indeksów giełdowych. Zazwyczaj to jednak amerykański Fed dawał impuls dla inwestorów do kupna akcji. Dziś jednak zrobił to Europejski Bank Centralny. To po decyzji, która została opublikowana o godzinie 13:45, indeksy ruszyły do góry.

Wcześniej po kilku dniach zysków, kontrakty na Wall Street zmierzały na południe prawdopodobnie ze względu na realizację zysków. Kontrakty futures na S&P 500 spadały o 0,3 proc., ale to się zmieniło po dobrych informacjach z Europy. Europejski Bank Centralny ogłosił, że postanowił wzmocnić swój program QE podjęty ze względu na pandemię koronawirusa o kolejne 600 mld euro. Rynek spodziewał się wzrostu programu PEPP o 500 mld euro. Dodatkowo EBC poinformował, że horyzont dla zakupów netto w ramach PEPP zostanie przedłużony co najmniej do końca czerwca 2021 r. W każdym przypadku Rada Prezesów będzie dokonywać zakupów aktywów netto w ramach PEPP do momentu, gdy uzna, że faza kryzysu związanego z koronawirusem zakończyła się.

Kolejne dobre wieści nadeszły ze Stanów Zjednoczonych. Liczba Amerykanów ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych spadła w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy od połowy marca poniżej 2 milionów, ponieważ firmy dostosowują się do środowiska, które zostało znacznie zmienione przez COVID-19. Nowe wnioski o państwowe zasiłki dla bezrobotnych wyniosły 1,877 mln za tydzień kończący się 30 maja, co oznacza spadek z 2,126 mln w poprzednim tygodniu, podał w czwartek Departament Pracy. Liczba nowych bezrobotnych spadła od czasu, gdy pod koniec marca osiągnęła rekordowy poziom 6,867 mln. Pomimo wciąż wysokiego poziomu odczytów, ostatnie dane sugerują, że najgorsze dla rynku pracy jest już za nami, w połączeniu z danymi ze środy, które pokazały mniejszy niż oczekiwano spadek miejsc pracy w sektorze prywatnym w maju.

Z punktu widzenia ciekawych informacji dla spółek, rynek przygląda się firmie Adobe. Jej cena akcji znajduje się przy historycznym szczycie i zbliża się do 400 USD za akcję. Analitycy Jefferies podnieśli poziom ceny docelowej dla spółki do najwyższego na Wall Street z 270 USD do 450 USD. Daje to spółce możliwość wzrostu o 15 proc. od ostatniej ceny zamknięcia. Adobe ma na Wall Street 19 rekomendacji kupna, 9 trzymaj i 1 sprzedaj.

Oprócz środowych danych odnośnie zmian zatrudnienia w sektorze prywatnym, dzisiejszej decyzji EBC w sprawie stóp procentowych, kluczowe dla Wall Street mogą być również piątkowe dane NFP. Publikacja ta pokaże zmianę zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA wraz ze stopą bezrobocia.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Sposób postrzegania problemu zmian klimatu i zaangażowanie w działania ekologiczne Polaków

W obliczu koronawirusa problemy ekologiczne zeszły na dalszy plan, ale chwilę przed obchodzonym 5 czerwca Światowym Dniem Ochrony Środowiska warto przyjrzeć się bliżej naszemu podejściu do tego zagadnienia. Choć w związku z lockdownem i ograniczeniami w poruszaniu dało się zauważyć gwałtowny spadek zanieczyszczenia spalinami, to jednak masowe wykorzystanie jednorazowych środków ochrony osobistej przyczynia się do zwiększonej produkcji odpadów. Z badania przeprowadzonego przed wybuchem pandemii dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że problem zmian klimatycznych jest Polakom znany, ale częściej zauważalny wśród osób powyżej 35. roku życia. Co więcej, 44 proc. badanych deklaruje realizację działań proekologicznych bez względu na koszty, które się z tym wiążą. Ale wymuszone przez kryzysową sytuację gospodarczą oszczędności, w wielu gospodarstwach domowych też mogą stać się dodatkowym impulsem do bardziej przyjaznego zachowania wobec planety.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na potrzeby Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, znakomita większość pytanych (82 proc.) ma świadomość ekologicznych problemów, z którymi boryka się nasza planeta. Częściej tematyka kryzysu klimatycznego jest rozpoznawana przez osoby w wieku 35 lat lub więcej (86 proc.), podczas gdy dla młodszych odsetek ten wynosi 75 proc.

– Patrząc na wyniki naszego badania należy poddać w wątpliwość powszechne przekonanie o wysokiej świadomości młodych ludzi na temat problemów klimatycznych. Wygląda na to, że osoby młodsze najpierw koncentrują się na „korzystaniu z życia”, a ich świadomość ekologiczna wzrasta wraz z wiekiem i doświadczeniem. To starsi wykazują się mniejszą ignorancją i w codziennym życiu bardziej troszczą się o los planety – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Może się tak dziać dlatego, że wielu widzi w tym sposób na oszczędności, a skala problemów finansowych z wiekiem też niestety rośnie, osiągając najwyższy wymiar wśród pokoleń 35-44 oraz 45-54 latków. Jak wynika z danych w bazach Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK nieopłacone na czas kredyty i bieżące rachunki ma tu niemal co ósmy, a średnia zaległość w przypadku 45-54 latków przekracza 38 tys. zł – dodaje Kochalska.

Postrzeganie ekoproblemów w różnych pokoleniach

zaangażowanie w działania ekologiczne rośnie z wiekiem
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Na przestrzeni ostatnich lat nastawienie do kwestii ekologii uległo zmianie. Na szczęście, jak pokazują badania Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor – na lepsze. Zdecydowanie ponad połowa respondentów (65 proc.) uważa, że ochrona środowiska to konieczność. Co piąty uznaje ten problem za ważny, choć jednocześnie przyznaje, że ma inne priorytety. Jedynie 16 proc. osób nie przykłada wagi do problemów środowiska. Częściej na konieczność ochrony środowiska z najwyższym priorytetem wskazują kobiety – 71 proc., względem 59 proc. mężczyzn. Co ciekawe, analizując wyniki przez pryzmat wieku badanych, największą wagę do ochrony środowiska przykładają osoby powyżej 45 lat (74 proc.).

Na pierwszym miejscu segregacja śmieci, ale niektórzy ograniczyli też zakup odzieży czy sprzętu RTV

Jednym z najważniejszych obszarów ochrony środowiska jest dziś gospodarka odpadami, a nie da się ukryć, że pandemia spotęgowała ten problem. – Konieczność zachowania reżimu sanitarnego gwałtownie zwiększyła wykorzystanie jednorazowych środków ochrony osobistej, które po zużyciu nadają się już tylko do mało ekologicznej utylizacji. Jest to dziś dodatkowy koszt dla konsumentów i firm, ale też dodatkowy problem dla środowiska, który powinien zwrócić uwagę na poziom recyklingu tworzyw sztucznych w Polsce. Mimo nowych wymogów chwili, nie powinniśmy zatracać pojawiających się coraz częściej dobrych dla planety nawyków. Warto wręcz zwiększyć starania tam gdzie jest to możliwe – podkreśla Halina Kochalska.

Najczęściej wskazywanym w badaniu działaniem na rzecz dbania o środowisko jest segregacja śmieci (73 proc.), co i tak wydaje się niewygórowanym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ustawowy obowiązek w tym zakresie i wynikające z tego niższe opłaty. 58 proc. pytanych deklaruje korzystanie z toreb wielokrotnego użytku, prawie połowa stara się nie marnować żywności (44 proc.), a co trzeci ogranicza zużycie wody. To tym bardziej budujące, że jesteśmy w gronie państw, którym grozi deficyt wody. W Polsce na jednego mieszkańca przypada bowiem ok. 1800 m sześc. wody na rok – jest to ilość wody odpływającej z obszaru całego kraju do morza na jednego mieszkańca. Dla porównania średnia europejska wynosi ok. 4500 m sześc. na rok. Dążenie do zmniejszenia jej zużycia jest więc wysoce wskazane dla środowiska, ale także dla portfela.

zaangażowanie w działania ekologiczne rośnie z wiekiem 2
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Zaangażowanie w działania proekologiczne wzrasta wraz z wiekiem, np. śmieci segreguje jedynie 60 proc. osób w wieku do 24 lat, podczas gdy wśród osób powyżej 45 lat jest to już 78 proc. Toreb wielorazowych używa połowa pytanych do 24 lat i 61 proc. powyżej 45. roku życia. Jedynie 36 proc. osób młodych deklaruje, że nie wyrzuca zakupionej żywności, podczas gdy wagę do tego przykłada 48 proc. osób powyżej 45 lat.

Jedna trzecia Polaków chce na ekologii oszczędzać, ale więcej z myślą o ochronie środowiska jest gotowa sięgnąć głębiej do portfela

Patrząc na ochronę środowiska przez pryzmat własnego portfela, realizację działań proekologicznych bez względu na koszty, które osobiście poniosą deklaruje 44 proc. badanych, czyli całkiem spora część społeczeństwa. Na drugim biegunie są respondenci, którzy będą w stanie zaangażować się jedynie wtedy, kiedy działania takie pozwolą im dodatkowo zaoszczędzić pieniądze, jest ich 38 proc. Widać jednak, że Polacy zdają sobie sprawę, że ekologia wymaga pewnych wydatków i poświęceń, bo ponad połowa (52 proc.) jest zdania, że nie można rozważać korzystnych działań dla planety tylko w kontekście korzyści dla portfela.

Biorąc pod uwagę finanse publiczne, badani są bardziej skłonni do decydowania o ich przeznaczeniu na działania na rzecz ochrony środowiska. Ponad połowa (56 proc.) zgadza się z koniecznością angażowania takich środków bez względu na wysokość kwot, które trzeba na to przeznaczyć. Tym razem osób o przeciwnym zdaniu jest o wiele mniej – 26 proc. Ale 38 proc. uważa, że angażowanie publicznych pieniędzy w ochronę środowiska powinno się wiązać z perspektywą oszczędności dla budżetu państwa.

zaangażowanie w działania ekologiczne rośnie z wiekiem 3
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

– Analizując wyniki odpowiedzi na pytanie o wpływ podejmowanych działań proekologicznych na domowy budżet oraz poświęcany temu czas widać, że preferujemy jednak łączenie dbałości o środowisko z oszczędnościami. Ponad jedna trzecia badanych deklaruje, że bycie ekologicznym pozwala im wydawać mniej, z kolei 30 proc. uważa, że to nic ich dodatkowo nie kosztuje, jedynie w przypadku 17 proc. respondentów wydatki wzrosły. Wymuszone przez kryzysową sytuację gospodarczą oszczędności w wielu gospodarstwach domowych mogą stać się dodatkowym impulsem do bardziej przyjaznego zachowania wobec planety. Próba połączenia podejścia proekologicznego z ograniczeniem kosztów życia i konsumpcjonizmu to idealne rozwiązanie, tym bardziej, że w obu obszarach Polacy mają wiele do zrobienia. Na koniec marca przeterminowane płatności kredytowe i pozakredytowe konsumentów wynosiły 79,8 mld zł. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w BIK było wówczas ponad 2,83 mln niesolidnych dłużników– mówi Halina Kochalska.

Epidemia COVID-17 spowodowała, że w wielu aglomeracjach dało się zauważyć wyraźny spadek poziomu zanieczyszczeń. I choć wszystko wskazuje na to, że efekt ten był chwilowy, jasno pokazuje, w którą stronę powinny iść zmiany naszych codziennych przyzwyczajeń, jeśli naprawdę chcemy ograniczyć zły wpływ naszych działań na dobrostan planety. Z drugiej strony jednak, konieczność zachowania zwiększonych standardów higienicznych spowodowała nadprodukcję odpadków przeznaczonych do utylizacji, a wiele placówek handlowych i usługowych zostało też zmuszonych ograniczyć wykorzystanie opakowań wielorazowych czy też należących do klientów.

W porównaniu z krajami Europy wcale nie produkujemy tak dużo śmieci komunalnych – 315 kg, podczas gdy średnia europejska wynosi 487 kg. Z drugiej strony jednak, w niektórych państwach poziom recyklingu odpadów zbliża się do 100 proc. – u nas zaledwie do 30 proc. Te dane z pewnością zostaną zweryfikowane w sytuacji mocno zmienionej przez pandemię.

Pozostaje mieć nadzieję, że znoszenie ograniczeń nie spowoduje powrotu na nasze ulice korków, bo wiele firm i osób zdecyduje się na dłużej pozostać w trybie pracy zdalnej. Z drugiej strony bardzo prawdopodobne, że mimo obaw związanych z niebezpieczeństwem zarażenia wrócimy do innych dobrych ekologicznych nawyków i zamiast masowo stosować jednorazowe maseczki, plastikowe torby i opakowania na wynos, nauczymy się w tych wszystkich sytuacjach używać sprzętów wielorazowych, które można umyć, uprać, zdezynfekować i w ten sposób ograniczyć nasz ekologiczny ślad.

Badanie zrealizowane przez Quality Watch techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych mieszkańców Polski, grudzień 2019 r.

Zakup mieszkania z najemcą oznacza kłopoty? Czy opłaca się je kupić?

W ogłoszeniach dotyczących lokali z rynku wtórnego, czasem może pojawić się mieszkanie z najemcą. Taka oferta zwykle wzbudza pewną nieufność i zniechęca osoby szukające lokum na własne potrzeby. Potencjalni nabywcy obawiają się bowiem, że zmuszenie lokatora do wyprowadzki nie będzie łatwe. Samo wystawienie na sprzedaż mieszkania z najemcą wzbudza również podejrzenia, że osoba zajmująca lokum jest problemowa – na przykład ze względu na swoje zachowanie lub skłonność do nieterminowej zapłaty czynszu. Nie warto jednak kierować się takimi uprzedzeniami i od razu dyskwalifikować każde mieszkanie z najemcą w kontekście potencjalnej transakcji. Jeżeli będziemy znali przepisy dotyczące zakupu „M” z najemcą, to świadoma decyzja będzie łatwiejsza. Ten temat jest dla mnie znajomy, ponieważ spotykam się z nim podczas pracy w ramach projektu Mzuri CFI Łódź. Opiera się on na zakupie wynajętych kamienic z myślą o wzroście ich wartości.

Nowy właściciel mieszkania jest stroną umowy najmu

Informacji o ewentualnych problemach prawnych, jakie może sprawić zakupione mieszkanie z najemcą, powinniśmy najpierw poszukać w kodeksie cywilnym. To właśnie ten akt prawny określa podstawowe relacje między lokatorem i nowym właścicielem mieszkania. Najważniejsza zasada z kodeksu cywilnego mówi, że nowy właściciel lokalu wstępuje w stosunek prawny z najemcą (na miejsce zbywcy). Takie rozwiązanie, które jest typowe nie tylko dla polskich przepisów ma zagwarantować lokatorowi bezpieczeństwo i stabilność wynajmu. Nowy właściciel nieruchomości mieszkaniowej musi bowiem respektować postanowienia umowy najmu zawartej przez poprzednika. Dlatego przed podjęciem ostatecznej decyzji o zakupie mieszkania, warto poprosić sprzedawcę o wgląd do umowy wynajmu. „Problem może pojawić się jeśli taka umowa ma charakter jedynie ustny. Na całe szczęście, obecnie są to coraz rzadsze sytuacje” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Wejście w stosunek najmu na miejsce poprzedniego właściciela „M” nie oznacza jednak, że osoba kupująca mieszkanie z najemcą będzie miała prawo do egzekwowania czynszu dotyczącego okresu przed datą transakcji. Takie uprawienie przysługuje poprzedniemu właścicielowi nieruchomości. Z drugiej strony, nowy właściciel „M” nie musi się rozliczać z lokatorem za naprawy, które taka osoba zajmująca lokal wykonała na koszt poprzedniego właściciela. Trzeba jednak przygotować się na to, że najemca może wysuwać roszczenia związane z ewentualnymi ulepszeniami w lokalu, a także zgłaszać wady, których nie usunął poprzedni właściciel mieszkania. „W związku z powyższym, osoba kupująca mieszkanie z najemcą powinna dowiedzieć się, czy istnieją poważne wady lokalu, a także czy miały miejsce ulepszenia dokonane przez najemcę” – radzi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Rzetelnemu najemcy niełatwo wypowiedzieć umowę …

Kodeks cywilny wyjaśnia, jakie są zasady wstępowania w umowę najmu przez osobę, która kupiła mieszkanie z najemcą. Jeżeli natomiast chodzi o zasady wypowiadania wspomnianej umowy, to trzeba odwołać się do ustawy o ochronie praw lokatorów. Wyjątek stanowi sytuacja, w której najemca jeszcze nie zajął mieszkania. W zdecydowanej większości przypadków, zastosowanie będą więc miały terminy i zasady wypowiedzenia z ustawy o ochronie praw lokatorów. Są one korzystne dla najemcy. Osoba kupująca wynajęte mieszkanie musi liczyć się z tym, że szybkie wypowiedzenie umowy rzetelnemu lokatorowi jest niemożliwe. „Jeżeli taki najemca płaci czynsz bez większych opóźnień, nie prowadzi nieuzgodnionego podnajmu i zachowuje się w sposób prawidłowy, a mieszkanie nie wymaga opróżnienia z uwagi na remont budynku, to w grę będą wchodziły długie terminy wypowiedzenia umowy” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ustawa o ochronie praw lokatorów wskazuje, że prawidłowy termin wypowiedzenia będzie co najmniej trzyletni jeśli właściciel lokum zamierza je wykorzystać na własne potrzeby i nie zapewnia lokalu zamiennego, a najemca nie dysponuje takim „M”. „Analogiczny termin wypowiedzenia można skrócić do pół roku jeśli nowy właściciel mieszkania zapewni zamienny lokal albo najemca dysponuje takim lokum” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Podwyższenie czynszu może być innym rozwiązaniem

Osoba, która kupiła mieszkanie z najemcą, może spróbować również podwyższenia niskiego czynszu, ponieważ istnieje szansa, że taka zmiana skłoni lokatora do wyprowadzki. Warto jednak pamiętać, że w praktyce opisywane rozwiązanie wcale nie jest proste. Trzeba bowiem przestrzegać zasad wyznaczonych przez ustawę o ochronie praw lokatorów. „Mówi ona, że termin wypowiedzenia wysokości czynszu wynosi 3 miesiące, o ile umowa najmu nie przewiduje dłuższego okresu” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Co ważne, podwyżka czynszu skutkująca przekroczeniem przez niego ustawowego limitu (3% wartości odtworzeniowej lokalu rocznie) albo następująca z wyższego poziomu niż wspomniane 3%, powinna być odpowiednio uzasadniona. Może się jednak okazać, że zamiast wyprowadzki w terminie wynoszącym co najmniej 3 miesiące, lokator zakwestionuje podwyżkę czynszu i wybierze spór sądowy. „Taka sytuacja będzie oznaczała konieczność pobierania dotychczasowego czynszu do momentu zakończenia postępowania sądowego” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

HackYeah Online Letnia Edycja: społeczność IT opracowuje rozwiązania dla biznesu!

Lada moment rusza druga edycja HackYeah Online 2020 – tym razem uczestnicy spotkają się w sieci w dniach 5-7 czerwca. Letnia edycja będzie w całości poświęcona problemom biznesowym. Po raz kolejny hackathon wspiera GovTech Polska. Pula nagród to ponad 180 000 PLN!

HackYeah Online 2020 to wirtualna edycja największego, stacjonarnego hackhathonu w Europie. Celem organizatorów jest zrzeszenie kreatywnych uczestników, gotowych rozwiązać globalne problemy biznesowe przy użyciu swoich nieocenionych umiejętności i błyskotliwych pomysłów.  Pula nagród podczas tej edycji to ponad 180 000 PLN!

Uczestnicy będą pracować nad rozwiązaniami zadań partnerskich:

  • Wsparcie dla biznesu – Główny Partner BGK – pula 50 000 PLN
  • Zaangażowanie podczas eventów online – GovTech Polska – pula 20 000 PLN
  • Gaming – GovTech Polska – pula 20 000 PLN
  • SupervisionHack: #ScamTrapper – UKNF – pula 30 000 PLN
  • Bezpieczeństwo podczas podróży – Asseco – pula 10 000 EURO
  • Ścieżka pacjenta onkologicznego – DCO – pula 20 000 PLN

Jak zawsze podczas HackYeah, udział w wydarzeniu jest otwarty dla wszystkich chętnych: studentów, programistów, UXowców, project managerów, inżynierów, ekspertów baz danych, analityków czy gamerów. Uczestnicy w ciągu łącznie 40 godzin będą intensywnie pracować nad rozwiązaniami z zakresu szeroko pojętego biznesu, gamingu, opieki zdrowotnej oraz zaangażowania podczas spotkań online.

Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie, lub w zespołach złożonych z maksymalnie 6 osób. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, na który zapraszamy już

https://discord.gg/6bs6cHk

Organizowany przez nas HackYeah już kilkukrotnie udowodnił, że w uczestnikach drzemie ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów. Organizując HackYeah chcemy umożliwić włączenie się w wypracowanie rozwiązań dla szeroko pojętego biznesu wszystkim tym, którzy mają pomysły oraz chęć, by stworzyć wartościowe narzędzia. – Jakub Kozioł, prezes PROIDEA Sp. z o.o.

Problemy z którymi spotykamy się w obecnym czasie, nie mogą być rozwiązane bez udziału nowych technologii. Cieszymy się, że możemy uczestniczyć w kolejnym wydarzeniu, które angażuje nowatorskie pomysły i przenosi nasze państwo w sferę cyfrową. – Justyna Orłowska Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech

Webinaria i festiwalowa atmosfera

Niepodważalną zachętą dla uczestników jest szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. HackYeah Online to również okazja do wzięcia udziału w licznych webinariach tematycznych, które będą streamowane na żywo na Facebookowym profilu HackYeah od 1 do 5 czerwca. Spodziewajcie się także licznych wirtualnych rozmów z setkami mentorów i uczestników. Organizatorzy HackYeah zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z czterech poprzednich edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online i wielu innych atrakcji, dzięki którym miło spędzicie czas podczas tego produktywnego weekendu.

Statystyki ostatniej edycji

W ostatniej edycji HackYeah Online powered by GovTech wzięło udział niemal 2000 uczestników z przeróżnych dziedzin i o różnorodnych specjalizacjach. Wspólnie wypracowali 100 rozwiązań w ramach 5 kategorii, skupionych wokół problemów wynikających z pandemii COVID-19. Podczas wydarzenia ponad 150 mentorów służyło swoją wiedzą i doświadczeniem, 27 firm partnerskich wsparło ideę swoim zaangażowaniem i technologią, a 49 Community i Media Partnerów pomogło w promocji inicjatywy. Zasięg w social mediach podczas ostatniej stacjonarnej edycji HackYeah osiągnął wynik 3 000 000.

Kto stoi za kulisami?

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA – firma od lat organizująca wydarzenia kierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Wydarzenie wspiera GovTech Polska – program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo.

Do inicjatywy dołączyło już wielu publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów dla pomocy uczestnikom. Zapraszamy do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić szeroko pojęty biznes.

Strona internetowa: https://hackyeah.pl/
Główny kanał komunikacji: https://discord.gg/6bs6cHk
Social Media: https://www.facebook.com/HackYeahPL/

Zanieczyszczenie powietrza wraca do poziomów sprzed pandemii. Producenci aut wprowadzają filtry chroniące przed smogiem

Wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki rośnie liczba aut na ulicach i chociaż transport nie jest jedynym winnym smogu, to zanieczyszczenie powietrza w największych miastach wraca do stanu sprzed pandemii. Producenci aut wprowadzają więc nowe filtry kabinowe, które zatrzymają nawet najmniejsze, a zarazem najbardziej szkodliwe cząsteczki. To o tyle istotne, że stężenie zanieczyszczeń w kabinach, choć mniejsze niż na zewnątrz, nadal jest zbyt duże. W powietrzu zasysanym do wnętrza auta znajdują się między innymi cząstki PM2,5 – tak małe, że mogą przenikać z płuc do krwi. 

Pandemia koronawirusa spowodowała, że zanieczyszczenie powietrza malało wraz ze spadkami liczby samochodów na ulicach. Gospodarka powoli jest jednak odmrażana, a w większych miastach znów robią się korki. Według Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA) stan zanieczyszczeń w chińskich miastach już wrócił do poziomu sprzed pandemii, choć na przełomie marca i kwietnia spadki dochodziły do nawet 40 proc. w porównaniu z tym samym okresem w 2019 roku. Problem, z którym ludzkość boryka się od dawna, wraca, a w walkę z nim włączyli się także producenci samochodów.

 W takim mieście jak Pekin dosłownie nie ma czym oddychać. Smog tworzą drobiny pyłu zawieszonego PM2,5 i PM10. Te pierwsze są za małe, by skutecznie wyłapać je zwykłymi filtrami kabinowymi. Ponieważ są niezwykle szkodliwe, nasi inżynierowie wzięli je na swój celownik – podkreśla Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Smog obecny jest powszechnie nie tylko w Chinach. Z danych NIK wynika, że w największych miastach Polski zanieczyszczenie powietrza przez transport samochodowy stanowi większe zagrożenie niż emisja pyłów z domowych pieców i kotłowni. Najbardziej narażeni są kierowcy, tym bardziej że w kabinie samochodu poziom pyłów może być większy niż na ulicy. Filtry kabinowe zatrzymują tylko część zanieczyszczeń. W przypadku pyłów PM2,5 jest to jednak niemożliwe, bo cząstki te są zbyt małe – mają średnicę prawie 40 razy mniejszą niż ziarno piasku. W efekcie łatwo dostają się do płuc i krwiobiegu.

W związku z tym producenci samochodów pracują nad nowoczesnymi filtrami do samochodów. Volvo już wprowadza na rynek rozwiązanie, które wyłapuje cząsteczki PM2,5 i skutecznie je neutralizuje.

– Powietrze trafiające do kabiny przechodzi przez element, który zawieszonym w nim drobinom nadaje ujemny ładunek elektrostatyczny. Filtr kabinowy ma ładunek dodatni, by przyciągał naelektryzowane cząstki. Jest to prosty sposób, by wyłapać pył zawieszony PM2,5, który dotąd przenikał przez tradycyjne filtry. Ten proces nazywamy jonizacją. W zwykłych samochodach bez tego rozwiązania filtry zatrzymują część pyłów, ale te najdrobniejsze przenikają do kabiny. Rozwiązanie Volvo jest dużo skuteczniejsze od dotychczasowych – przekonuje Stanisław Dojs.

Pomiary wykonane za pomocą specjalistycznej aparatury potwierdzają skuteczność tego rozwiązania. Stężenie pyłu PM2,5 w kabinie z innowacyjnym filtrem jest wielokrotnie niższe niż na zewnątrz.

Jak przypomina ekspert, źródłem zanieczyszczeń są nie tylko spaliny. Według raportu „Ochrona Środowiska 2017” pojazdy były odpowiedzialne za emisję 14,38 tys. ton pyłu, z czego 6,76 tys. ton powstało przez hamowanie i ścieranie opon. Rodzaj emitowanych zanieczyszczeń zależy od użytych materiałów i substancji, np. miedzi, żelaza czy ołowiu. Receptą mogą być pojazdy o napędzie hybrydowym czy elektryczne.

– Miejskie powietrze zostaje także zanieczyszczone przez drobiny klocków i tarcz hamulcowych. Te ostatnie zanieczyszczenia zostają drastycznie zredukowane, gdy mamy do czynienia z hybrydami, zwłaszcza typu plug-in. Takie samochody odzyskują energię hamowania, która zamiast zamieniać się w ciepło i pył, trafia do akumulatora auta. Przy ruszaniu ze świateł powstaje mniej spalin, bo odzyskana energia wprawia pojazd w ruch – podkreśla Stanisław Dojs.

Volvo Cars zapowiada, że w kolejnych latach chce stać się liderem w dziedzinie elektryfikacji. Za pięć lat jedną połowę jego sprzedaży mają stanowić auta elektryczne, a drugą – hybrydowe.

Roboty walczą z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Dezynfekują pomieszczenia i ułatwiają zachowanie dystansu społecznego

W obliczu pandemii koronawirusa na popularności zyskują zautomatyzowane systemy do zwalczania wirusów. Inżynierowie eksperymentują z robotami wyposażonymi w systemy sztucznej inteligencji, które zadbają o zdezynfekowanie obiektów użyteczności publicznej m.in. za pomocą środków chemicznych oraz światła ultrafioletowego. Inteligentne maszyny wykorzystywane są również do zarządzania przepływem ludzi w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko rozprzestrzenienia się wirusów.

Placówki służby zdrowia jako pierwsze sięgnęły po inteligentne rozwiązania z zakresu robotyki, które ograniczają ryzyko rozprzestrzeniania się wirusów. Dzięki nim personel szpitalny może przeprowadzić całkowicie zautomatyzowany i precyzyjny proces dezynfekcji, nie wystawiając się w jej trakcie na działanie patogenów. Roboty od Blue Ocean Robotics pozwalają zarządzać tym procesem w pełni zdalnie. Wyposażono je w zdalnie sterowany układ napędowy oraz system dezynfekcji pomieszczeń bazujący na emiterze wiązki światła UV-C, który usunie większość patogenów z pokoju pacjenta w ciągu zaledwie 10 do 15 minut.

– To pierwszy i jedyny taki autonomiczny robot samojezdny, który dezynfekuje różnego rodzaju powierzchnie z użyciem światła UV-C, co daje mu przewagę nad rozwiązaniami konkurencyjnymi. Robot UVD jest wyjątkowy również dlatego, że można nim z łatwością sterować za pomocą tabletu – podkreśla Rohit Karthikeyan z firmy doradczej Frost & Sullivan.

– Nasze roboty nie tylko pomagają w rozwiązywaniu problemów na świecie, ale również stanowią pewną i opłacalną inwestycję dla właścicieli – dodaje Claus Risager, dyrektor generalny Blue Ocean Robotics.

Na rynku pojawiają się także wszechstronne roboty, takie jak ARIS-K2. Maszyna działa dwutorowo – dzięki zintegrowanej kamerze termowizyjnej w czasie rzeczywistym śledzi temperaturę pacjentów, co pozwala wykryć wczesne objawy zakażenia koronawirusem, a w razie konieczności może sprawdzić się w roli mobilnej stacji dezynfekującej. Do oczyszczenia pomieszczeń z patogenów wykorzysta zaś promienie UV.

W czasie pandemii roboty mogą być także wykorzystywane w rolach pomocniczych. Korporacja CloudMinds zaprojektowała humanoidalnego robota Ginger wyspecjalizowanego w opiece nad pacjentami, którego przystosowano do pracy w inteligentnych klinikach. Maszyny sprawdzą się w doraźnej opiece nad pacjentami: dostarczą leki i sprawdzą podstawowe parametry życiowe.

Po technologie autonomiczne sięgnęli również inżynierowie z firmy BoKa Automatisierung, którzy zaprojektowali CoDaBot, mobilne laboratorium do przeprowadzania testów na koronawirusa. System przystosowano do bezkontaktowego i zautomatyzowanego sortowania próbek do testów. Proces przebiega bez udziału laborantów, dzięki czemu nie tylko pozwala ograniczyć ryzyko zarażenia się, lecz także przyspiesza cały proces – robot może w ciągu godziny przetworzyć do 500 próbek.

 Takie roboty w szczególny sposób umożliwiają szpitalom ograniczenie przenoszenia się chorób, zabijając 99,99 proc. bakterii i drobnoustrojów  przekonuje Rohit Karthikeyan.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 14 proc. w skali roku.

W sprawie kolejnej podwyżki płacy minimalnej rząd musi zachować realizm i twardo stąpać po ziemi

Zdaniem Konfederacji Lewiatan w 2021 roku musimy w sprawie wysokości płacy minimalnej zachować realizm i twardo stąpać po ziemi. Jeśli chcemy uniknąć kłopotów na rynku pracy w kolejnym roku, w ryzach trzymać musimy wszelkie inicjatywy związane ze wzrostem kosztów pracy. Priorytetem będzie bowiem ratowanie miejsc pracy i firm, mocno dotkniętych skutkami pandemii i coraz bardziej realistycznej wizji dużego spowolnienia gospodarczego – podkreśla prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, przewodniczący Zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych RDS, w którym prowadzone są negocjacje.

Przypomnijmy, że płaca minimalna wynosi w 2020 – 2 600 zł, a stawka godzinowa 17 zł brutto. Oznacza to, że płaca minimalna w relacji do przeciętnej zbliża się do poziomu 50%, ale go jeszcze nie osiąga.

– Myślę, że ta referencyjna relacja 50% przeciętnego wynagrodzenia powinna być ściśle przestrzegana i choć perspektywa roku 2021 jest wyjątkowa, ważne jest potwierdzenie znaczenia tej relacji przed rozpoczęciem rozmów pomiędzy związkami zawodowymi i pracodawcami – mówi prof. Jacek Męcina.

Warto przypomnieć, że wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę, jest corocznie przedmiotem negocjacji w ramach Rady Dialogu Społecznego, a rząd , w terminie do 15 czerwca każdego roku, przedstawia RDS proponowaną wysokość płacy minimalnej oraz wskaźniki makroekonomiczne. W tym roku zgodnie z ustawą COVID 19 nastąpiła zmiana ustawowych terminów i propozycje rządu partnerzy otrzymają do 31 lipca br. mając tylko 10 dni na ustalenie 3 podstawowych wskaźników tj. płacy minimalnej, wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej i wskaźnika waloryzacji.

-Te rozmowy, nie tylko ze względu na krótsze terminy, będą trudne, bo przecież mamy świadomość trudności gospodarczych, nasilenia się negatywnych zjawisk społecznych i bardzo złej kondycji budżetu, a to wszystko w warunkach wciąż nieznanego zagrożenia pandemią, jej perspektywy czasowej i skutków – dodaje prof. Jacek Męcina, apelując o rozwagę i odpowiedzialność partnerów społecznych i przywrócenie rangi negocjacjom. Nikt lepiej niż pracodawcy i reprezentanci pracowników nie jest w stanie ocenić sytuacji, dlatego politycy tym razem powinni wsłuchać się w głosy płynące z Rady Dialogu Społecznego i cofnąć do drugiego rzędu.

Ustawa gwarantuje weryfikację wysokości płacy minimalnej o inflację, a dodatkowo, jeżeli inflacja w roku poprzednim była wyższa od zakładanej o wskaźnik weryfikujący. Dodatkowo, jeżeli w roku, w którym odbywają się negocjacje, wysokość minimalnego wynagrodzenia będzie niższa od połowy wysokości przeciętnego wynagrodzenia, stopień wzrostu minimalnego wynagrodzenia, zwiększa się dodatkowo o 2/3 wskaźnika prognozowanego realnego przyrostu produktu krajowego brutto.

Natomiast wysokość minimalnej stawki godzinowej jest corocznie waloryzowana o wskaźnik wynikający z podzielenia wysokości minimalnego wynagrodzenia ustalonej na rok następny przez wysokość minimalnego wynagrodzenia obowiązującą w roku, w którym odbywają się negocjacje.

– Choć nieznane są jeszcze wskaźniki, które rząd przedstawi zapewne na koniec lipca br. wiemy, że w opinii przedsiębiorców trudno będzie zaakceptować jakikolwiek wzrost płacy minimalnej, mimo, że inflacja na pewno, mimo prognozowanego spadku w II połowie roku, będzie wysoka. W perspektywie 2021 roku kluczowa będzie ochrona miejsc pracy i ograniczanie redukcji zatrudnienia, które niestety w opinii pracodawców będzie nie do uniknięcia. Stąd powszechna zgoda na podniesienie zasiłku dla bezrobotnych do 1200 zł i postulat utrzymania instrumentów ochrony miejsc pracy z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – podkreśla prof. Męcina.

Konfederacja Lewiatan postuluje utrzymanie wysokości płacy minimalnej w 2021 roku na poziomie roku 2020 tj. kwoty 2 600 zł, a zatem także utrzymanie stawki godzinowej na niezmienionym poziomie 17 zł brutto. Aby zrealizować ten cel, zdaniem prof. Jacka Męciny, konieczna będzie ustawowa interwencja, zgodnie bowiem z art. Art. 5 ust. 1 i 2 ustawy z 2002 roku o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, ustawa gwarantuje wzrost płacy minimalnej na kolejny rok w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen. Uzasadnieniem dla zawarcia porozumienia partnerów społecznych w tej sprawie jest zagrożenie kryzysem na rynku pracy i przeciwdziałanie negatywnym skutkom pandemii. Apelując o takie porozumienie do strony związkowej, zdaniem eksperta, konieczne będzie zagwarantowanie w przyszłym roku, przy założeniu poprawy sytuacji gospodarczej i na rynku pracy, rozpoczęcia negocjacji od poziomu płacy minimalnej odpowiadającej relacji 50% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

Zdaniem prof. Jacka Męciny taka propozycja jest uczciwym postawieniem sprawy – dziś musimy myśleć o ochronie miejsc pracy i rynku pracy – dlatego decydujemy się na utrzymanie w kolejnym roku wysokości minimalnego wynagrodzenia i stawki godzinnej, ale jutro, gdy zagrożenie kryzysem zostanie zażegnane, związkowcy i pracodawcy, przystępując do rozmów o płacy minimalnej na kolejne lata – poziom minimalnego wynagrodzenia powinni ustalać wychodząc od zagwarantowania 50% relacji do przeciętnego wynagrodzenia. A następnie utrzymania automatycznej waloryzacji o wskaźnik inflacji i negocjacji docelowej wysokości płacy minimalnej w oparciu o 2/3 prognozowanego wskaźnika wzrostu PKB. Ta wyjściowa ekspercka propozycja powinna zostać poddana konsultacjom partnerów społecznych, do których teraz i w przyszłości muszą zostać przypisane wyłączne kompetencje w zakresie negocjacji wzrostu płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej.

Pośrednicy kredytu hipotecznego chcą obniżenia opłaty za nadzór nad rynkiem

Rząd chce, w związku z pandemią koronawirusa, ulżyć pośrednikom kredytowym m.in. przesuwając termin płatności zaliczki na poczet opłaty za nadzór nad pośrednikami kredytu hipotecznego.

Wysokość wpłat na pokrycie kosztów nadzoru nad pośrednikami kredytu hipotecznego reguluje rozporządzenie, które właśnie rząd konsultuje z branżą.

– Przychody pośredników kredytu hipotecznego drastycznie spadły, a stawka za nadzór za rok 2020 została podwyższona o 100% i dodatkowo bazą naliczenia opłaty są przychody z tytułu sprzedaży kredytów hipotecznych uzyskanych w roku 2019, który był rekordowym. Obecny poziom stawki jest niedostosowany do negatywnych zmian na rynku, jakie nastąpiły w ostatnim czasie w związku z pandemią COVID-19. Apelujemy więc o jej obniżenie – mówi mec. Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Na skutek pandemii COVID-19 sytuacja branży pośrednictwa kredytowego jest najtrudniejsza od października 2008 roku. Klienci rezygnują z kredytów hipotecznych, bo boją się zarażenia wirusem podczas spotkań z ekspertami czy też pracownikami banków. Obawiają się też utraty dochodów (zarówno w przypadku osób pracujących na umowach o pracę, jak i prowadzących działalność gospodarczą). Obserwowany jest znaczny spadek liczby klientów interesujących się kredytami hipotecznymi.

Według danych opublikowanych przez BIK wartość sprzedaży kredytów mieszkaniowych w kwietniu spadła o 23% rok do roku. Jeszcze mocniej obniżyły się przychody pośredników ze sprzedaży produktów gotówkowych, które są uzupełniającymi w dużych sieciach hipotecznych. Według danych BIK sprzedaż kredytów w kwietniu 2020 r. w stosunku do marca spadła o 40%.

Zapotrzebowanie na pracowników z zagranicy będzie rosło mimo kryzysu

Odmrażanie gospodarki, sezon prac w rolnictwie, sprzyjają przyjazdom cudzoziemców do pracy. Dobrym rozwiązaniem było przedłużenie ważności pozwoleń na prace oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi na okres ogłoszonego stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Trzykrotny wzrost liczby obywateli Ukrainy, którzy przyjechali do pracy do Polski pomiędzy kwietniem i majem tego roku, o czym poinformowała „Rzeczpospolita” nie powinien dziwić. Od dawna rolnicy narzekali na brak wystarczającej liczby pracowników sezonowych do prac m.in. przy zbiorach truskawek. Mimo kryzysu, który dotknął wiele branż zmniejszając zapotrzebowanie na pracowników cudzoziemskich (np. szeroko rozumiana branża hotelowa i gastronomiczna), są również takie przedsiębiorstwa, które zwiększają zatrudnienie.

Przykładem mogą być firmy kurierskie, które cały czas zatrudniają nowych pracowników w związku ze zmianą zwyczajów zakupowych Polaków i przeniesieniem części obrotów do internetu. Ograniczenie ze względów bezpieczeństwa zdrowotnego ruchu na granicach spowodowało, że nawet te osoby, które miały już obietnice zatrudnienia, nie mogły wjechać na teren naszego kraju. Obecny, zwiększony ruch wjazdowy do Polski może być również efektem odłożonych w czasie decyzji o emigracji zarobkowej (często krótkoterminowej).

Dobrym rozwiązaniem wprowadzonym w ramach tarcz antykryzysowych, było przedłużenie ważności pozwoleń na prace oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi na okres ogłoszonego stanu zagrożenia epidemiologicznego. Pozwoliło to na zabezpieczenie ciągłości wykonywania zadań szczególnie w tych firmach, w których znaczną część załogi stanowili pracownicy z państw nienależących do UE.

Rosnące bezrobocie niekoniecznie musi zmniejszyć zapotrzebowanie na pracowników cudzoziemskich. Osoby zwalniane z zakładów pracy nie zawsze są gotowe do zmiany miejsca zamieszkania, aby znaleźć zatrudnienie, również oferowane stawki za pracę nie są wystarczającym motywatorem do przeprowadzki. Pracownicy cudzoziemscy, szczególnie przyjeżdzający na krótkie okresy, są bardziej mobilni, zarówno jeśli chodzi o miejsce pracy, jak i zakres wykonywanych zadań. Bywa, że ich przewagą są umiejętności, których aktualnie poszukują polscy pracodawcy.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacja Lewiatan

Akcje Zoom Video Communications wciąż drożeją

Kontrakty terminowe na indeksy w USA wciąż rosną, starając się zwiększyć zyski z poprzedniej sesji. Inwestorzy pozostają optymistycznie nastawieni do globalnej gospodarki i ponownego otwarcia gospodarki USA. W środę miasto Chicago wejdzie w kolejną fazę swojego planu ponownego otwarcia. We wtorek Dow Jones dodał 268 punktów, czyli 1,1 proc. i wzrósł do 25.743 pkt. S&P 500 wzrósł o 25 punktów, czyli 0,8 proc. do 3081 pkt, co jest najwyższym poziomem od 4 marca. Nasdaq z kolei zyskał 56 punktów, czyli 0,6 proc. i wzrósł do 9608 pkt.

Dziś po południu kontrakt terminowy na Dow Jones rośnie o 0,75 proc. Futures na S&P 500 zyskuje 0,5 proc., a z kolei Nasdaq 100 pnie się w górę o 0,39 proc. Ostatni z tych indeksów ma szanse w tym tygodniu osiągnąć szczyt wszechczasów. Z punktu widzenia konkretnych spółek ponownie pojawiły się optymistyczne prognozy dla Zoom Video Communications Inc. Cena akcji ZM wzrosła z 67 USD na początku roku do 208 USD wczoraj na zamknięciu. W handlu przed sesją akcje drożeją o ponad 2 proc. do 213 USD.

Analitycy firmy Cantor Fitzgerald podnieśli poziom ceny docelowej dla akcji Zoom Video Communications do 261 USD ze 150 USD wcześniej. Firma wyznaczyła swój cel jako maksymalny na Wall Street, co implikuje możliwość wzrostu o 25 proc. w relacji do ceny ostatniego zamknięcia. ZM ma 11 rekomendacji kupna, 14 trzymaj i 5 sprzedaj – wynika z danych zebranych przez Bloomberga.

Z kolei RBC Capital Markets podniósł swoją rekomendację do lepszej od wyników całego sektora. Poziom ceny docelowej został podniesiony do 250 USD, czyli 20 proc. powyżej ostatniego zamknięcia. To jeszcze nie koniec pozytywnych informacji dla ZM. Firma D.A. Davidson & Co również podniosła swoją rekomendację, do kupuj z neutralnie. Poziom ceny docelowej został ustalony na 240 USD.

Spółka Zoom Video Communications podała wyniki za pierwszy kwartał 2 czerwca. Przychody w pierwszych trzech miesiącach tego roku wyniosły ogółem 328,2 mln USD, co oznacza wzrost o 169 proc.w stosunku do roku poprzedniego. Liczba klientów generujących ponad 100 000 USD przychodów wzrosła o 90 proc. w ciągu roku. Spółka podała także, że liczba klientów zatrudniający ponad 10 pracowników, wzrosła o 354 proc. w stosunku do roku poprzedniego do poziomu 265 400 klientów.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Nadszedł czas, żeby EBC zrobił więcej

Już w czwartek EBC ogłosi swoje najnowsze decyzje z zakresu polityki pieniężnej. Inwestorzy czekają na informacje o zwiększeniu zakresu stymulacji monetarnej. Oczekujemy, że w tym tygodniu bank zwiększy skalę programu PEPP o 500 mld euro.

Pod koniec kwietnia, w raporcie poprzedzającym ostatnią decyzję EBC, podkreślaliśmy, że w naszej ocenie Europejski Bank Centralny prawdopodobnie już po spotkaniu w tamtym miesiącu ogłosi rozszerzenie skupu aktywów. Wtedy decydenci wstrzymali się z podjęciem takich działań, jednak w oświadczeniu towarzyszącym decyzji wspomniano, że „Rada Prezesów jest w pełni przygotowana na zwiększenie skali i dostosowanie struktury programu PEPP, w takim stopniu i na tak długo, jak będzie to konieczne”. W związku z tym sądzimy, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że zwiększenie rozmiarów nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) zostanie ogłoszone w tym tygodniu.

Od ostatniego posiedzenia decyzyjnego komunikacja ze strony Rady Prezesów sugerowała jeszcze większą otwartość do dalszych działań. W opublikowanym 22 maja opisie dyskusji z kwietniowego posiedzenia decyzyjnego EBC czytamy, że podczas spotkania „podkreślono, że doświadczenia z przeszłości wskazują, że należy unikać utraty zaufania do rynków finansowych, stąd preferowane są działania wyprzedzające”. Na możliwość zwiększenia zakresu stymulacji wskazywali niedawno Isabel Schnabel z EBC oraz główny ekonomista banku centralnego, Philip Lane. Widać wyraźnie, że bank chce złagodzić ryzyka, jakie generuje pandemia COVID-19.

Między innymi w związku z tym, że EBC wyraźnie sugerował możliwość zwiększenia programu PEPP, taki scenariusz jest też w znacznej mierze oczekiwany przez rynki. Stąd głównym pytaniem w kontekście nadchodzącej decyzji pozostaje to, o ile decydenci postanowią zwiększyć skalę zakupów. Obecny pułap na poziomie 750 mld euro bez wątpienia jest wysoki, niemniej stanowi zaledwie 6% łącznego PKB strefy euro, co sugeruje, że Europejski Bank Centralny może zrobić więcej. Przy zachowaniu obecnego tempa skupu aktywów (Wykres 1), program PEPP wyczerpałby się do października – co naszym zdaniem jest niewystarczającym okresem na to, aby światowa gospodarka ponownie osiągnęła „normalne” poziomy wydajności.

Wykres 1: Bilans EBC (2015 – 2020)

Wykres 1 Bilans EBC
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 01/06/2020

Oczekujemy, że Europejski Bank Centralny w tym tygodniu ogłosi rozszerzenie programu PEPP o 500 mld euro. Sądzimy, że będzie to skala wystarczająca do zaabsorbowania przez bank centralny całości oczekiwanych emisji długu przez kraje peryferyjne strefy euro co najmniej do końca 2020 roku. Spodziewamy się również, że bank centralny przesunie datę zakończenia programu PEPP z końca 2020 roku o kilka miesięcy – być może do połowy 2021 roku.

Oprócz samej decyzji dotyczącej programu PEPP, uwagę rynków skupi również publikacja projekcji ekonomicznych banku centralnego. Do tej pory opublikowanych zostało stosunkowo niewiele twardych danych ekonomicznych opisujących sytuację gospodarczą w drugim kwartale. „Miękkie” indeksy aktywności w kwietniu i maju, szczególnie odczyty indeksów PMI opisujących aktywność biznesową, rysują ponury obraz sytuacji (Wykres 2). W trakcie przemówienia w ubiegłym tygodniu prezes EBC, Christine Lagarde, zasugerowała, że łagodny scenariusz dla gospodarki strefy euro zarysowany przez bank w kwietniu na tym etapie nie jest już realistyczny, a spadek PKB w tym roku powinien być bliższy średniemu lub najgorszemu scenariuszowi – recesji rzędu 8-12%. W naszej ocenie w tym kontekście prawdopodobna jest obniżka bazowej projekcji PKB w 2020 r. do poziomów zbliżonych do tych wspomnianych powyżej.

Wykres 2: Indeksy PMI w strefie euro (2017 – 2020)

Indeksy PMI w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 03/06/2020

W kontekście reakcji euro w parze z dolarem amerykańskim sądzimy, że kluczowe będą dwie kwestie: skala rozszerzenia programu PEPP i skala rewizji projekcji PKB. W kontekście spotkania pozostajemy dość optymistyczni względem perspektyw wspólnej europejskiej waluty. Co prawda istnieje ryzyko głębszej rewizji prognoz niż oczekiwana, niemniej sądzimy, że znaczące rozszerzenie programu skupu aktywów będzie wystarczające, żeby zrównoważyć pesymistyczne oczekiwania banku względem sytuacji w gospodarce. Rynek walutowy w trakcie pandemii chce widzieć zdecydowane działania wspierające ożywienie gospodarki, stąd też spodziewamy się, że ogłoszenia ze strony EBC będą miały pozytywny wpływ na wspólną europejską walutę. Z drugiej strony – jeśli EBC nie podejmie oczekiwanych działań, para EUR/USD w naszej ocenie powinna doświadczyć gwałtownego spadku.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy są chętni na mieszkania? Deweloperzy odpowiadają

Jakie jest zainteresowanie zakupem mieszkań po okresie lockdown-u? Czy klienci wrócili do stacjonarnych biur sprzedaży? Czy nabywcy z gotówką, chcący zainwestować w nieruchomości mogą liczyć na rabat od dewelopera? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Obserwujemy obecnie wyraźny wzrost zainteresowania klientów, porównywalny do analogicznego okresu ubiegłego roku. W ślady za tym, odnotowujemy coraz więcej spotkań i umów. Oczywiście daleko jeszcze do wyników sprzedaży sprzed lockdown-u, jednak sytuacja poprawia się z dnia na dzień wraz z odmrożeniem gospodarki.

Powodem ograniczonej sprzedaży nie są ceny, ale właśnie obawy klientów odnośnie zaistniałej sytuacji na rynku. Dlatego wprowadziliśmy promocję 3×0, polegającą na możliwości rezerwacji mieszkania za 0 zł i braku konsekwencji po odstąpieniu od umowy. W ten sposób klienci chcący wycofać się z podpisania umowy nie ponoszą żadnego ryzyka. Dodatkowo dla części projektów wprowadziliśmy korzystny harmonogram 20/80.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Pierwszy szok dość szybko minął, po majówce wznowiliśmy pracę wszystkich biur sprzedaży w standardowych godzinach, przy zachowaniu rygoru sanitarnego i zauważamy powrót klientów. To samo słyszymy od innych dużych spółek w ramach Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

W Polsce mamy deficyt mieszkań rzędu 2,5 mln, ale jak ten naturalny popyt będzie się realizował w czasie, nie wiemy. Wszyscy jeszcze czekają, co będzie z rynkiem pracy, efektami rządowej tarczy, z kredytami hipotecznymi. Wiemy, że na razie banki zaostrzyły politykę, wymagają m.in. wyższego wkładu własnego. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja.

Mamy też jeszcze niższe stopy procentowe, co oznacza, że osoby posiadające wolną gotówkę mogą być bardziej niż wcześniej zainteresowanie inwestowaniem w nieruchomości.

Reasumując, jesteśmy ostrożnymi optymistami jeśli chodzi o przyszłość, dlatego dalej inwestujemy w bank ziemi posiadając wsparcie silnego właściciela z grupy Goldman Sachs. Wierzymy, że w dłuższym okresie polska gospodarka i polski potencjał się obronią. Po oczekiwanym, słabszym drugim kwartale br. liczymy na stabilizację na rynku mieszkaniowym w kolejnych okresach.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Nieruchomości są postrzegane jako jedna z najbardziej bezpiecznych form lokowania kapitału. Nie tylko generują stałe przypływy w postaci dochodów z najmu, ale w długoterminowej perspektywie mogą przynieść zysk ze sprzedaży. Ponadto niezmiennie niskie stopy procentowe zachęcają do lokowania kapitału w nieruchomości. Szczególnie w pierwszych tygodniach pandemii obserwowaliśmy wzrost zainteresowania lokalami kupowanymi z myślą o inwestycji.

Powrót konsumentów do korzystania ze stacjonarnych punktów sprzedaży i galerii handlowych po przerwie miał swoje przełożenie także na większe zainteresowanie ofertą deweloperów i większą liczbę klientów decydujących się na wizytę w biurach sprzedaży. W maju odnotowaliśmy zauważalnie więcej zapytań dotyczących oferty, co odzwierciedlają wyniki sprzedaży. Po nieco słabszej, choć nadal satysfakcjonującej sprzedaży w kwietniu, w maju obserwujemy odbicie. Spodziewamy się powrotu do poziomów sprzedaży zbliżonych do notowanych na początku roku.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Po okresie chwilowego osłabienia stabilnego trendu popytowego, spowodowanym epidemią koronawirusa, zauważamy widoczny wzrost aktywności i stopniowy powrót do poziomu sprzed lockdownu. Zgłasza się do nas wielu klientów, którzy są zainteresowani ulokowaniem kapitału w nieruchomościach. Nasze osiedla, ze względu na doskonałą lokalizację, cieszą się dużą popularnością w tej grupie odbiorców. Regularnie proponujemy oferty specjalne na mieszkania w wybranych inwestycjach. Na rabaty mogą liczyć nabywcy, którzy skorzystają z aktualnych promocji. Jedną z nich objęte są mieszkania w osiedlu Lokum Porto, które wprowadziliśmy do sprzedaży w maju tego roku. Ceny miejsc w garażach podziemnych obniżyliśmy w tej inwestycji z 39 tys. zł do 10 tys. zł.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zdecydowanie możemy potwierdzić, że po otwarciu biur widoczne jest duże ożywienie sprzedaży i wzrost zainteresowania zakupem mieszkań. Klienci inwestycyjni są wciąż bardzo aktywni, a sytuacja związana z COVID 19 sprzyja bezpiecznemu inwestowaniu w nieruchomości. W dłuższej perspektywie może to przełożyć się na znaczny wzrost udziału w rynku długoterminowego najmu, a więc rynku PRS (Private Rental Sector), na którym nasza firma jest jednym z głównych graczy w Polsce.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Jeszcze przed epidemią dało się zauważyć bardzo dużą liczbę zapytań ze strony klientów inwestujących w mieszkania na wyjem. Trudno powiedzieć, czy w tej chwili jest ich więcej. Raczej jest to porównywalne zainteresowanie. Inwestorzy w dalszym ciągu nie mają czego szukać na rynku finansowych produktów inwestycyjnych, o depozytach nie wspominając. Ciekawostką jest, że zauważyliśmy wzrost zainteresowania nieruchomościami na przedmieściach jako bezpieczną lokatą kapitału.

Obsługujemy bardzo wielu klientów kupujących mieszkania za gotówkę, którzy zwykle korzystają z dostępnych u nas ofert specjalnych. W przypadku nabywców zdecydowanych na zakup kilku mieszkań przechodzimy do ustaleń indywidualnych.

Początkowo w lockdownie było lekkie wyhamowanie ruchu, ale wyrównaliśmy już liczbę zapytań z ostatnich tygodni przed ogłoszeniem społecznej kwarantanny. Klienci do nas wracają, a umowy rezerwacyjne zamieniają się powoli w umowy deweloperskie i umowy sprzedaży. Kupujący chętnie spotykają się znów z nami w biurze, obserwujemy znaczące ożywienie popytu.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Przez cały okres lockdown-u, przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności i bezpieczeństwa, mieliśmy otwarte jedno z naszych biur sprzedaży. Tuż po świętach wielkanocnych odnotowaliśmy większą ilość zapytań mailowych ze strony klientów. Natomiast po zniesieniu przez rząd części restrykcji, otworzyliśmy pozostałe biura i rozpoczęły się regularne spotkania. Ilość kontaktów z klientami jest już zbliżona do tej sprzed lockdown-u. Widać coraz większe zainteresowanie zakupem mieszkań, gdyż ogólnie przyjęło się, że inwestowanie w nieruchomości jest jedną z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału. Realizujemy teraz kilka inwestycji mieszkaniowych, które są zlokalizowane w bardzo atrakcyjnych miejscach Warszawy. Klienci doceniają szczególnie to, że w większości przypadków mogą kupić u nas mieszkania w pobliżu stacji metra. W przypadku wybranych ofert przygotowaliśmy specjalne promocje. Niedawno rozpoczęliśmy przedsprzedaż mieszkań w drugim etapie inwestycji Warszawski Świt na Targówku, gdzie można kupić mieszkania z rabatem sięgającym nawet 10 proc.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Decyzja o zakupie mieszkania na cele inwestycyjne czy własne potrzeby to poważna decyzja. W sytuacji, kiedy nie ma pewności co do konkretnego terminu odmrożenia całej gospodarki obserwujemy „zamrożenie” decyzji klientów. Od początku maja br., kiedy nastąpiło częściowe otwieranie niektórych branż, obserwujemy wzmożone zainteresowanie, ale nie przeradza się to jeszcze w decyzje zakupowe. Klienci wyraźnie wstrzymują ostateczne decyzje.

Agata Zambrzycka, dyrektor Sprzedaży i Marketingu Aria Development

Nasi konsultanci pracują w biurach sprzedaży przez cały okres pandemii przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności, zgodnie z zaleceniami GIS. Była to przemyślana i dobra decyzja, ponieważ część klientów, która poszukiwała mieszkań w okolicy naszych inwestycji, zdecydowała się na zakup właśnie u nas w tym trudnym okresie. Wprowadziliśmy również możliwość spotkań online, jednak bezpośrednie spotkania w biurze cieszą się zdecydowanie większym powodzeniem.

Klientów gotówkowych, których w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej, i kredytowych traktujemy jednakowo. Wszyscy wpłacają środki na rachunki powiernicze, które ustawowo objęte są ochroną. W związku z wydłużeniem procesu kredytowego w bankach, dajemy nieco więcej czasu na wymagane płatności.

W kwietniu zaobserwowaliśmy spadek popytu i mniejszy ruch w biurach sprzedaży, bo wiele osób wstrzymało się z się podjęciem decyzji o zakupie mieszkania. Obecnie widzimy wyraźne odbicie i spodziewamy się powrotu do poziomu sprzedaży sprzed epidemii.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Prowadzimy sprzedaż mieszkań przez cały okres trwania epidemii. Na początku kontakt z klientami odbywał się głównie zdalnie, a spotkania były przeprowadzane na terenie realizowanych inwestycji. Wizyty w biurze sprzedaży wznowiliśmy w maju. Liczba spotkań od połowy maja systematycznie rośnie. Liczba otrzymywanych zapytań o dostępne lokale w sprzedaży jest na wysokim poziomie, porównywalnym do okresu sprzed lockdown-u. Widoczne jest jednak wydłużenie okresu potrzebnego do podjęcia finalnych decyzji o zakupie. Klienci cały czas są zainteresowani mieszkaniami, zarówno pod wynajem, jak również na własne potrzeby. Proporcja w tym zakresie nie uległa znaczącej zmianie w porównaniu do okresu przed epidemią. Dla wszystkich klientów, nie tylko gotówkowych, przygotowaliśmy ciekawe propozycje i promocje. Kupujący zawsze mogą liczyć na indywidualne podejście z naszej strony.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Nasze biura sprzedaży, po wprowadzeniu nadzwyczajnych środków ostrożności, były otwarte przez cały okres lockdown-u. Jedynie biuro obsługujące Hanza Tower w Szczecinie pracowało zdalnie. Mniejsze zainteresowanie zakupem mieszkań, odnotowane w marcu i kwietniu, nie było zatem związane z utrudnionym dostępem do biur, a raczej z restrykcjami, jakie wprowadził rząd oraz obawami przed wyjściem z domu. W ostatnich tygodniach sytuacja zaczęła wracać do normy i popyt powoli wzrasta.

Obniżenie stóp procentowych sprawiło, że lokaty bankowe nie będą przynosiły oczekiwanych zysków, mniejsze będą również przychody z depozytów i obligacji. Klienci przekonali się, że teraz jest dobry moment na zakup mieszkania. Aktualnie kupujący mogą liczyć na indywidualny harmonogram płatności, pozwalający na uruchomienie kredytu dopiero na zakończeniu budowy. Ta limitowana oferta dotyczy warszawskich inwestycji: Osiedla Bliska Wola Tower i Willa Wiślana, a także Hanza Tower w Szczecinie. W Osiedlu Tysiąclecie w Katowicach wybrane mieszkania również można nabyć z miejscem parkingowym gratis. Za ostatnie gotowe do odbioru apartamenty inwestycyjne w inwestycji Bliska Wola na warszawskiej Woli klienci zapłacą nawet do 60 tys. zł mniej. Dużo większym zainteresowaniem niż przed pandemią cieszą się też domy w naszym, luksusowym podmiejskim osiedlu Villa Campina w Ożarowie Mazowieckim.

Aleksandra Goller, dyrektor sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Nie zauważyliśmy, aby zamknięcie biur sprzedaży znacząco wpłynęło na zainteresowanie naszą ofertą mieszkaniową. Cały czas utrzymuje się ono na równie wysokim poziomie. Myślę, że to przede wszystkim zasługa dostosowania sposobu naszej pracy do potrzeb klientów. Osoby zainteresowane kupnem mieszkania mogły wybrać się na wirtualny spacer po inwestycjach, umożliwiliśmy też podpisywanie umów rezerwacyjnych online oraz zdalny odbiór mieszkań. Nasi handlowcy cały czas byli do dyspozycji klientów.

Należy też pamiętać, że zakupu mieszkania dokonuje się w kancelariach notarialnych. Kancelarie, z którymi współpracujemy, zostały w pełni przygotowane na tę sytuację, przez co spotkania mogły się regularnie odbywać przy zachowaniu najwyższych środków ostrożności. Obecnie wróciliśmy już do normalnego trybu obsługi klienta we wszystkich funkcjonujących wcześniej biurach sprzedaży. Handlowcy czekają na klientów przy osiedlach Jaśminowy Mokotów, Park Skandynawia i w Home Center.

Autor: Dompress

5 powodów, dla których cięcie budżetu wsparcia sprzedaży może być „strzałem w kolano”

Szukanie oszczędności jest naturalnym krokiem podejmowanym przez firmy w czasie spowolnienia gospodarczego i gorszych wyników finansowych. Podczas gdy rozsądne jest ograniczenie działań i budżetów niezwiązanych z główną działalnością firmy to rezygnacja ze wsparcia sprzedaży może być potocznym strzałem w kolano – dla spółki, jak i polskiej gospodarki. Dlaczego?

1. Sprzedaż to swoiste paliwo dla gospodarki

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Konfederacja Lewiatan szacują, że z powodu zahamowania aktywności gospodarczej i społecznej tylko od 16 marca do 20 kwietnia br. polska gospodarka straciła już 76,4 mld zł. W rankingu strat na pierwszym miejscu uplasował się przemysł (22,8 mld zł), dalej handel (19,6 mld zł), a podium zamyka budownictwo (5,4 mld zł). Powyższe dane wyraźnie wskazują, że jedną z turbin napędzających polską gospodarkę jest handel. Jak wynika z analiz Euler Hermes, realny PKB Polski wzrósł o 4.0% w 2019 roku, natomiast głównym motorem napędowym w minionym roku był popyt krajowy (+3.6 p.p.). Choć pandemia odcisnęła piętno na poszczególnych branżach, a także znacząco wpłynęła na zachowania konsumentów, to wyraźnie widać, że bez handlu pozycja polskiej gospodarki będzie trudna do odbudowania. Tym samym firmy bez sprzedaży, niezależnie od tego, jakie ogniwo zajmują w łańcuchu potrzeb konsumenckich, mogą odnotować znaczące straty, a nawet zniknąć z rynku.

2. Rezygnacja z działań marketingowych oddaniem pola konkurencji

Z badań Harvard Business Review wynika, że 9% firm wychodzi z recesji w kondycji lepszej niż kiedykolwiek wcześniej. Dobre wyniki po kryzysie osiągają te spółki, które zachowują równowagę pomiędzy wybiórczą redukcją kosztów, której celem jest utrzymanie firmy na rynku, a inwestycjami wspierającymi przyszły wzrost. Z analiz HBR wynika, że najlepszym antidotum na recesję jest wieloczłonowa strategia, czyli skupienie się na podniesieniu wydajności operacyjnej przy jednoczesnym inwestowaniu w prace badawczo-rozwojowe i nowe aktywa, zachowując działania marketingowe. W wybranych obszarach, które wykraczają poza główną działalność firmy, rekomendowana jest postawa defensywna, ale w działaniach wpierających sprzedaż – ofensywna. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że jeśli marka przestaje istnieć w świadomości odbiorcy, to traci udział w rynku, bo ustępuje miejsca konkurencji, prowadzącej aktywne działania marketingowe i sprzedażowe, korzystając z super okazji oraz atrakcyjnych stawek w mediach.

3. Inwestycje w marketing w czasach kryzysu zwracały się firmom z nawiązką

Dowodem na to, że marketing w czasach recesji odgrywa ważną rolę i wygrywają te spółki, które docenią jego potencjał widać po analizie danych z 2008 roku. Zyskały firmy, które mając na uwadze zmiany zachodzące na rynku, kształtowały swoją ofertę, poddały analizie proponowane usługi, spojrzały na kategorię produktową z perspektywy nowych wartości, poszerzyły portfel klientów i wzmocniły pozycję rynkową, wychodząc poza swoją kategorię produktową. Dziś inwestycje w marketing w dużej mierze zależą od tego, jak zdefiniowana jest rola marketingu w firmie. Niemniej w wielu przypadkach to właśnie ten zespół odpowiada za przygotowanie i komunikowanie propozycji wartości, które bez wątpienia w wyniku pandemii – podobnie jak po recesji z 2008 roku – uległy transformacji. A jakie działania pomogą osiągnąć zakładany cel i będą trafioną strategią komunikacji? Jak wynika z badania Lumen Research przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii, w tym szczególnym czasie w działaniach marketingowych warto postawić na komunikację kontekstową. Badacze ustalili, że reklamy dostosowane do kryzysu spowodowanego przez Covid-19 zyskują ponad 9% więcej uwagi niż norma sprzed kryzysu. To dowód na to, że zamiast ciąć budżet, warto przyjąć postawę ofensywną. Przyglądanie się każdej wydawanej złotówce to także doskonała okazja, aby dostosować treści, zweryfikować słowa kluczowe, czy też określić korzyści wynikające z outsourcingu w zakresie logistyki nagród, organizacji konkursów czy akcji marketingowych itd.

4. Bez marketingu nie widać cyfryzacji

Transformacja cyfrowa, by została zauważona przez klientów czy kontrahentów, wymaga komunikacji marketingowej. Bez widoczności, pozycjonowania w Internecie, reklamy, przemyślanych działań wpierających sprzedaż i zachęcających do sięgnięcia po konkretny produkt czy usługę trudno jest budować rozpoznawalność i pozycję marki. Oczywiste jest, że tradycyjne działania, które zostały wypracowane w ostatnich latach, czyli przed pojawieniem się COVID-19, mogą już nie być efektywne. Niewątpliwie w zaistniałej sytuacji konieczne jest przejście od tradycyjnego marketingu do e-marketingu. Rozbudowa cyfrowych kanałów sprzedaży to kolejny ważny kierunek w myśleniu o zarządzaniu strukturą sprzedaży w tzw. nowej normalności.

Sklepy internetowe i platformy obsługi zamówień online będące już normą w biznesie B2C, wciąż nie są standardem w biznesie B2B. I choć wyraźnie widzimy, że dziś wygrywają spółki, które w całym łańcuchu wartości postawiły na cyfryzację, tym samym nie tylko przeniosły swoje działania reklamowe i sprzedażowe do Internetu, to kolejnym krokiem jest zdigitalizowanie produktów. Widać to na przykładzie naszej branży, gdzie prym wiodą wirtualne nagrody stosowane w konkursach, akcjach sprzedażowych oraz programach lojalnościowych. Marketerzy zauważają, że nie wystarczy już wirtualny katalog nagród, ważne są e-nagrody, m.in. e-vouchery czy karty premiowe, którymi można dokonywać transakcji off, jak i online. To dowód na to, że transformacja cyfrowa pomaga budować nową wartość dodaną produktów, co budzi pozytywne emocje wśród klientów, ale także kontrahentów i partnerów biznesowych. Bez e-marketingu oraz e-rozwiązań o uwagę odbiorców i dostrzeżenie rozwiązań cyfrowych będzie trudno – powiedział Wojciech Gołębiewski, Sales Manager Incentive&Recognition Category z Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

5. W kryzysie zyskuje lojalność i partnerstwo

Na lojalność warto patrzeć wielowymiarowo, pamiętając o tym, że im więcej okazji do interakcji oraz prezentacji wartości dodanej dla klienta, tym większe szanse na zbudowanie rozpoznawalności, bądź przywiązanie do marki. Szczególnie że dziś lojalność budowana jest przez rozwiązywanie problemów klienta, wsparcie w trudnych okolicznościach, zachowanie elastyczności i zrozumienia, otwartość na rozmowy, wspólne szukanie nisz czy też eliminowanie wąskich gardeł. Ma to doprowadzić do wzrostu wydajności procesów i skutkować zwiększeniem efektywności działania. Nie zapominajmy o tym, że lojalność buduje także bycie blisko, pokazanie ludzkiej twarzy. Mowa o tym, że marki nie pozostają obojętne na problemy społeczeństwa i wspólnie działają na rzecz wparcia tych grup społecznych, które bez ich zaangażowania i pomocy same zostałyby zepchnięte na margines – powiedział Wojciech Gołębiewski z Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Faktem jest, że w czasach kryzysu lojalność biznesowa odnosząca się zarówno do B2C, jak i B2B jest wystawiana na próbę. Niemniej jednak bez intensyfikacji działań lojalnościowych i motywacyjnych będzie bardzo trudno przetrwać trudne czasy. W przypadku segmentu B2B współzależność jest tak daleko idąca, że relacje lepiej definiuje partnerstwo, które rozumiane jest jako stabilność modelu współpracy oraz przywiązanie w czasach inflacji, ale też deflacji. Tym samym klient traktuje partnera jako tego, bez którego nie jest w stanie realizować zakładanych celów biznesowych, w tym rozwoju i ekspansji, a także wypracować zakładanych wyników finansowych czy utrzymać się na rynku.

Powyższe punkty wyraźnie wskazują, że rezygnacja z działań wpierających sprzedaż to nie tylko straty dla firmy, ale także dla całej gospodarki. Czym innym jest przenoszenie budżetu z jednego kanału do drugiego, a czym innym rezygnacja i oddawanie pola konkurencji, która nigdy nie śpi i czeka na okazję, jaką bez wątpienia jest zaniechanie działań przez innych graczy rynkowych. Wsparcie marketingowe jest niezbędne, gdy zaistniała konieczność zaktywizowania w Internecie tych klientów, którzy wcześniej korzystali z oferty dostępnej w klasycznym modelu sprzedaży, czyli sklepach stacjonarnych czy za pośrednictwem przedstawicieli handlowych. Równie istotnym wyzwaniem jest zachęcenie konsumentów do skorzystania z oferty offline, czyli odwiedzania galerii handlowych, by przywrócić wcześniejszy ruch i obroty zarówno butików, jak i punktów usługowych. W obu przypadkach panaceum na bolączki marketingu oraz zespołu sprzedaży są działania motywujące i lojalizujące konsumentów i sprzedawców, tj. konkursy, akcje specjalne, ale także programy lojalnościowe oparte o cyfrowe rozwiązania i e-nagrody.

Euro jeszcze tańsze

Złoty kontynuuje bardzo dobrą passę i nie wygląda, by miał się zatrzymać. Polską walutę wspiera generalny wzrost optymizmu w Europie.

Euro poniżej 4,40 zł

Wczorajszy dzień był kolejnym dobrym dniem dla polskiej waluty. Granica 4,40 zł na euro pękła bardzo sprawnie, a dzisiaj znalazł się na poziomie 4,38 zł. Frank szwajcarski dotarł do 4,06 zł. Funt kosztuje obecnie 4,92 zł. A dolar przez moment wyceniany był już po 3,90 zł. Powodem zyskiwania złotego na wartości jest poprawa nastrojów na rynkach finansowych. Widać to wyraźnie na giełdach, które szybują w górę ignorując problemy realnej gospodarki. Drugim elementem mówiącym o rosnącym optymizmie jest reakcja pary euro do franka. To taki swoisty barometr nastrojów, jeżeli frank traci, oznacza to, że inwestorzy są skorzy do bardziej ryzykownych inwestycji.

Dolar wciąż pod presją

Amerykańska waluta wciąż pod presją. Na niekorzyść amerykańskiego dolara wpływa głównie napięcie z Chinami. Biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy i nadchodzące wybory w USA prezydent będzie chciał się dalej przedstawiać jako twardy negocjator i mąż stanu, stąd dyplomatyczne rozwiązywanie jest trochę dalej niż być powinno w standardowych warunkach. Nie pomaga również zdecydowanie gorszy PR na świecie spowodowany eskalacją napięć pomiędzy protestującymi obywatelami a policją.

Zadziwiające dane z Włoch

Na świecie analizując dane makroekonomiczne widać pewną tendencję. Rośnie bezrobocie a spada PKB, produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna. Jest to w miarę reguła. Znalazł się jednak wyjątek. Dzisiaj Włosi poinformowali o spadku bezrobocia do poziomu 6,3%. Najdziwniejsze w tych danych jest to, że jest ono znacznie niższe niż przed epidemią.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP z rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra,

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak nieograniczony dodruk pieniędzy i wielki skup wszelkich możliwych aktywów wpłynie na gospodarkę i giełdy

W USA program wsparcia dla gospodarki to aż 3 biliony dolarów czyli 14% PKB! Tak monstrualny program wydatkowy to jednak zbyt mało – taki przekaz konsekwentnie płynie z ust szefa Fed, który namawia polityków do dalszego zwiększania wydatków i obiecuje odpowiednie wsparcie ze strony polityki pieniężnej.

– Szef Fed wprowadził wielu obserwatorów rynków w konsternację odpowiadając na pytanie dziennikarza: tak drukujemy pieniądz, ale w formie elektronicznej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W momencie, gdy szef największego banku centralnego używa takiego określenia, to wzmacnia krytykę banków centralnych, że posuwają się za daleko chcąc ratować gospodarkę.

Izba Reprezentantów faktycznie przyjęła kolejny program, znów o wartości 3 bilionów dolarów! Jednak ma on nikłe szanse na realizację. Trzeba pamiętać, że mają tam większość Demokraci, którzy skroili program pasujący do ich kampanii wyborczej (w listopadzie wybory, w tym prezydenckie), a zatem jest jasne, że Republikanie nie mogą go poprzeć, co zresztą już zapowiedział prezydent Trump. Wydaje się jednak, że ekspansja jest tylko kwestią czasu – czeka na okres partyjnych targów i pytanie brzmi bardziej „kiedy” i „w jakiej skali”.

Fed jak dotąd skupował takie ilości, że gigantyczne emisje Departamentu Skarbu przechodziły niezauważone i nie powodowały wzrostu rentowności długu. Jeśli Kongres wprowadziłby kolejny duży program wydatkowy skala QE jeszcze musiałaby się zwiększyć. Rynek to oczywiście widzi i stąd rosnący popyt na metale szlachetne. Trzeba przy tym pamiętać, że przy bardzo drogim dolarze cena złota w naszej walucie jest już teraz bardzo wysoka.

Obietnice Fed sprawiły, że rynek szybko zapomniał o napięciach USA-Chiny choć wątek ten nadal warto obserwować, ponieważ stanowi on jeden z głównych w kampanii prezydenckiej. Jak dotychczas mamy głównie słowa, dla rynków kluczowym pytaniem jest, czy dojdzie do wdrożenia działań, które zaszkodziłyby gospodarce.

– Dla rynków finansowych bardzo mocnym przekazem jest to, że Fed zrobi wszystko, aby pozytywnie wpływać na rynki aktywów, a w związku z tym inwestorzy mogą brać na siebie większe ryzyko – wyjaśnia ekspert XTB. – Fed wprawdzie nie mówi wprost: kupujcie akcje i bardziej ryzykowne obligacje przedsiębiorstw, ale swymi działaniami wywiera presję na rynek.

Skutki widać zwłaszcza w wycenie aktywów spółek gamingowych. Dotyczy to także warszawskiej giełdy.

Jak zachowają się inne banki centralne? EBC też będzie luzować politykę pieniężną, choć możliwości oddziaływania ma ograniczone, przy już ujemnych stopach procentowych.

– Obecny kryzys może się różnić tym od poprzednich, że mniej będzie wielkich bankructw. Jednak jeżeli taka polityka banków centralnych zostanie utrzymana na dłużej, to zablokowana zostanie efektywna realokacja aktywów – dodaje dr P.Kwiecień.

Cały kompleks biurowy Silesia Business Park w rękach filipińskiego inwestora

Widząc pozytywne perspektywy dla Polski pomimo pandemii koronawirusa, filipińska grupa ISOC kupiła dwa budynki (A i B) wchodzące w skład Silesia Business Park w Katowicach. Sprzedający to funduszu zarządzany przez NIAM, jeden z największych skandynawskich prywatnych właścicieli nieruchomości. Tym samym azjatycki inwestor stał się jedynym właścicielem największego istniejącego parku biurowego w regionie Górnego Śląska.

Silesia Business Park to kompleks czterech biurowców klasy A, zlokalizowanych przy ulicy Chorzowskiej w Katowicach. Pierwsze dwa budynki (C i D) o łącznej powierzchni najmu 24 600 mkw. grupa ISOC zakupiła w grudniu 2018 r. od firmy Skanska, dewelopera projektu. Powierzchnia najmu nowo zakupionych obiektów wynosi łącznie 24 700 mkw.

Zdaniem inwestora scalenie własności w jednym ręku przyczyni się do uwolnienia potencjału całego parku (prawie 50 000 mkw.) i pozwoli zintegrować  wysokiej jakości obsługę najemców.  Jak przyznają Erik Rydstrom z firmy NIAM oraz Piotr Zamkotowicz, reprezentujący fundusz ISOC, realizacja tak ważnej transakcji w okresie pandemii była wyzwaniem, jednak zgrana współpraca wszystkich stron umożliwiła jej sprawne zamknięcie.

W transakcji kupującemu doradzały firmy: Colliers International, Hogan Lovells, Baker McKenzie, CSWP, Arcadis i Infinity Partners, natomiast sprzedającego reprezentowały firmy CBRE, Linklaters oraz EY.

Zakup Silesia Business Park przez grupę ISOC, reprezentowaną w Polsce przez firmę Augusta Cracovia, to już kolejna inwestycja filipińskiego gracza na naszym rynku od jego debiutu w grudniu 2018 roku.  W 2019 roku Grupa ISOC została nominowana do tytułu Inwestor Roku w konkursie Eurobuild. W ciągu kilkunastu miesięcy polskie portfolio funduszu, wliczając ostatni zakup, wypełniło się nieruchomościami o łącznej powierzchni 130 000 mkw. zlokalizowanych w trzech miastach regionalnych: Katowicach, Gdańsku i Wrocławiu.

Grupa INC wspólnie z Movie Games założyła spółkę gamingową na rynek rumuński

Grupa INC i Movie Games postawiły kolejny krok na drodze do ekspansji na rumuńskim rynku gamingu. Głównym zadaniem nowo utworzonej spółki będzie stworzenie platformy do wsparcia i konsolidacji rumuńskiego rynku gamingu. INC i Movie Games objęli po 50 proc. akcji w nowej firmie.  

Nowo utworzona spółka jest efektem podpisanego pod koniec marca listu intencyjnego pomiędzy Grupą INC a Movie Games. Spółki postawiły sobie za cel ekspansję na rynek rumuński. Nowy podmiot będzie wspierał finansowo i merytorycznie lokalne i niezależne studia gier, w celu promocji lokalnego rynku i zidentyfikowaniu jego liderów, których produkcje mają potencjał osiągnąć międzynarodowy sukces komercyjny.

– Cieszę się ze wspólnego projektu, który realizujemy wspólnie z Movie Games. Mogę śmiało powiedzieć, że rumuński rynek znamy dość dobrze, gdyż jesteśmy obecni na nim już od dłuższego czasu. Na lokalnej giełdzie przeprowadziliśmy z sukcesem dwa debiuty spółek. Dodatkowo fundusz z naszej Grupy – Carpathia Capital zainwestował dotychczas w trzy podmioty w Rumunii. Inwestycja w Bittnet dała najbardziej spektakularne wyniki. Spółka od momentu debiutu na rynku AeRO w 2015 r. 20-krotnie zwiększyła kapitalizację i znacznie poprawiła wyniki finansowe. Dzięki temu zyskaliśmy również rozpoznawalność i bardzo dobrą reputację na rynku rumuńskim. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Studia, które będą współpracować z nowo powstałą spółką będą mogły liczyć na wsparcie merytoryczne Movie Games przy budżetowaniu i realizacji projektów, a także wsparcie wydawnicze i marketingowe. Z kolei Grupa INC zapewni profesjonalną obsługę procesu pozyskania finansowania i debiutu na rumuńskiej giełdzie.

– Dziś postawiliśmy kolejny krok na drodze do ekspansji na rumuńskim rynku gamingu, który w naszej ocenie ma znaczący potencjał. Chcielibyśmy, na wzór polskiego rynku, wypromować rumuński gaming i wywołać zainteresowanie lokalnych inwestorów. Wierzę, że dzięki współpracy z Grupą INC, która zna lokalny rynek kapitałowy i naszemu know-how, jesteśmy w stanie podjąć się takiego wyzwania. – komentuje Mateusz Wcześniak, prezes Movie Games.

Dodatkowo w dniu dzisiejszym akcje Bittnet (spółka portfelowa Grupy INC) udanie zadebiutowały na głównym rynku giełdy w Bukareszcie BVB. W pierwszych minutach handlu walory spółki rosły o ponad 5 proc. Dodatkowa spółka zapisała się w historii rumuńskiego rynku kapitałowego, gdyż jako pierwsza przeszła z alternatywnego rynku AeRO na rynek główny.

Nieruchomości, kryptowaluty, złoto, akcje? W co inwestować?

Dziś – w dobie nisko oprocentowanych lokat bankowych, depozytów i obligacji – na popularności zyskują już sprawdzone inwestycje w złoto i nieruchomości oraz kryptowaluty. Co je wyróżnia na tle innych możliwości? Jak uciec przed inflacją, która obecnie w Polsce jest najwyższa od 2011 roku? Rozwiązań jest kilka i każde z nich charakteryzuje się innym stopniem ryzyka.

Sztabka zaufania

Złoto to od dawna jedna z najlepszych, długofalowych inwestycji. Warto jednak pamiętać, że nie zawsze przyniesie nam zysk w krótkiej perspektywie – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Udostępnia solidne stopy zwrotu długoterminowym, cierpliwym inwestorom. Co ciekawe, ostatnio jego zalety doceniają również niektóre banki centralne – liderami w tym przypadku są Rosja i Chiny – dodaje.

Obecnie złoto odnotowuje tendencje wzrostowe – w ciągu ostatnich trzech miesięcy jego wartość zwiększyła się o prawie 10%. Długoterminowo chroni pieniądze przed inflacją. W obliczu, której gotówka traci siłę nabywczą. Ponadto na inwestycji w kruszec można zarobić. Sztabki złota i złote monety w ostatniej dekadzie znacznie zyskały na wartości, dzięki czemu inwestorzy mogą cieszyć się wysokimi stopami zwrotu.

Jak każde inne dobro, złoto ulega procesom rynkowym i jego cena czasem może się wahać. Warto jednak podkreślić, że w porównaniu np. do sytuacji na amerykańskiej giełdzie, czy do cen ropy naftowej spadki wartości kruszcu są nieznaczne. Cena ropy naftowej spadła niedawno aż o 20%, co w konsekwencji przyczyniło się do obniżenia akcji w USA o ponad 7,5% (najwięcej od czasu kryzysu finansowego) – wynika z danych bloomberg.com. W tym samym czasie złoto straciło jedynie trochę ponad 2% wartości.

Analizując zależności pomiędzy cenami kruszcu a wycenami głównych indeksów na Wall Street, możemy zaobserwować, że złoto drożeje, gdy mamy do czynienia z różnego rodzaju kryzysami. Uzupełniając regularnie swoje zasoby o niewielkie ilości kruszcu, jesteśmy w stanie zabezpieczyć się przed spadkiem wartości posiadanych oszczędności – dodaje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

A co z nieruchomościami?

Nieruchomości są postrzegane jako równie atrakcyjne rozwiązanie jak lokowanie oszczędności w złocie. W dłuższej perspektywie ich wartość rośnie szybciej niż ceny w sklepach. Co więcej, kupując mieszkanie pod inwestycje możemy je wynająć i czerpać dodatkowy zysk. Jednak – podobnie jak w przypadku złota – musimy brać pod uwagę, że jest to działanie długoterminowe. Jeżeli chcemy kupić nieruchomość i już za rok lub dwa lata ją upłynnić to nie przyniesie nam ona dodatkowych benefitów. Przyczyna jest prosta – koszty transakcyjne są bardzo duże.

Stosunek ryzyka do zysku w przypadku nieruchomości jest niski. Jeżeli przed zakupem w odpowiedni sposób przeanalizujemy naszą inwestycję pod kątem prawnym oraz atrakcyjności możemy być prawie pewni, że za kilka lat sprzedamy ją z zyskiem. Prognozy pokazują, że wartość mieszkań z roku na rok będzie rosła. Warto dodać, że współczynnik zmienności kwartalnej stopy zwrotu, wskazuje, że mieszkanie na wynajem należy do najbardziej stabilnych aktywów.

Jednak musimy pamiętać, że i w tym przypadku istnieje ryzyko. Jest ono najczęściej związane z wynajmem nieruchomości. Nasz lokal może zostać zniszczony lub możemy mieć problem z pozbyciem się niesfornego najemcy. Do tego dochodzi ryzyko wzrostu podatków oraz braku zainteresowania naszą ofertą – co jest równoznaczne z tym, że to my wówczas ponosimy wszystkie koszty utrzymania mieszkania.

Może kryptowaluty…

Zdecydowanie są to najmłodsze ze wszystkich instrumentów inwestowania. Należy wspomnieć, że niektóre z państw nie uznają ich za jednostkę walutową czy nawet pieniądz elektroniczny. W Unii Europejskiej, wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości, kryptowaluty są traktowane jako prawny środek płatniczy w zakresie opodatkowania VAT i tym samym są z niego zwolnione.

W przeciągu ostatnich kilku lat krypotowaluty zyskały dość dużą popularność. Jednak test na to, czy mogą być traktowane jako bezpieczne inwestycje trwa i jest nim pandemia Covid-19. Coraz częściej okazuje się, że wbrew analizom podążają za amerykańską giełdą i indeksem S&P500 (w skład, którego wchodzi 500 przedsiębiorstw o największej kapitalizacji, notowanych na New York Stock Exchange i NASDAQ).

Decydując się więc na ten sposób ulokowania swoich oszczędności warto na samym początku przeanalizować ostatnie wahania w cenach oraz panujące tendencje.

Dolar pod ostrzałem. Zadyszka na dłużej?

Co się stało, że kurs USD/PLN w krótkim czasie spadł z 4,23 zł do 3,90 zł? Amerykańska waluta traci zresztą nie tylko w relacji ze złotym, a wskaźnik siły dolara w postaci kontraktu terminowego na indeks USD spada już piąty dzień z rzędu. Słabość USD zdaje się iść w parze z wyprzedażą amerykańskich obligacji – pisze Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd. (usługa Forex Cinkciarz.pl).

Perspektywy zwiększenia stymulacji gospodarki ze strony rządów i ultraluźna polityka monetarna wraz z perspektywą globalnego ożywienia gospodarczego zdają się pchać inwestorów do zwiększenia zaangażowania w bardziej ryzykowne aktywa i do porzucenia m.in. amerykańskich obligacji skarbowych oraz USD.

Australia, Polska, strefa euro, czyli kto ma widoki na szybszy powrót

Warto zwrócić uwagę również na to, że dolar australijski wzrósł do pięciomiesięcznego maksimum w stosunku do dolara amerykańskiego. Wiele wskazuje na to, że inwestorzy skierowali się w stronę gospodarek, które najszybciej odzyskują formę po pandemii koronawirusa i wydają się wracać na właściwe tory wzrostu. Podobnie może być z polskim złotym, który także zaczął się umacniać i nie przeszkodziła w tym niespodziewana obniżka stóp procentowych. Kurs EUR/PLN w krótkim czasie spadł z 4,56 do 4,37, a USD/PLN z 4,23 do 3,90.

Z kolei euro w relacji do dolara umocniło się do najwyższego poziomu od prawie trzech miesięcy w nadziei, że Europejski Bank Centralny będzie wspierać najsłabsze gospodarki strefy euro zakupami obligacji, aby utrzymać ich niskie rentowności. Rynek spodziewa się, że EBC zwiększy program skupu PEPP (Pandemic emergency purchase programme) o wartości 750 mld euro o ok. 500 mld euro, i to już w czwartek, 4 czerwca.

Kurs EUR/USD rośnie dziś już powyżej 1,12, czyli do najwyższego poziomu od połowy marca.

Związek zamieszek w USA z notowaniami walut

Dolar nieznacznie osłabił się dziś również w stosunku do bezpiecznych walut, jak frank szwajcarski czy jen, ze względu na obawy związane z rosnącym wpływem na gospodarkę protestów w Stanach Zjednoczonych, które przybierają na sile. Departament Obrony USA przeniósł ok. 1600 żołnierzy armii amerykańskiej w rejon Waszyngtonu, jak powiedział Pentagon we wtorek, po kilku nocach gwałtownych protestów. Prezydent Donald Trump zagroził, że użyje wojska, aby stłumić szerzące się protesty przeciwko rasizmowi i brutalności policji.

Zadyszka na dłużej – co dalej z dolarem?

Z punktu widzenia długoterminowego, na wspomnianym kontrakcie terminowym na indeks USD obserwowaliśmy systematyczną redukcję zaangażowania w pozycje, które mogłyby zyskiwać wraz ze wzrostem ceny. Może to oznaczać, że inwestorzy już od kilku miesięcy szykowali się na spadek USD, który w konsekwencji może trwać znacznie dłużej i być głębszy niż to, co do tej pory obserwowaliśmy.

Warszawska uczelnia wprowadza e-sport do oferty zajęć wychowania fizycznego

W dobie pandemii uczelnie przeniosły większość zajęć do świata wirtualnego. Co ciekawe, zdalnie można zaliczyć również WF: poprzez wideo-ćwiczenia z trenerem lub dzięki rozgrywkom e-sportowym. Studenci Akademii Leona Koźmińskiego, którzy zdecydują się na tę drugą opcję, mają do wyboru wirtualny ping pong i bitewne potyczki na arenie rodem z filmu science-fiction.

Centrum Gier Symulacyjnych i Gamifikacji Akademii Leona Koźmińskiego oraz Centrum Sportu ALK wynoszą zajęcia z WF na zupełnie nowy poziom. Dzięki współpracy z warszawskim twórcą gier, firmą DaftMobile z portfolio Daftcode, umożliwiają swoim studentom zaliczenie brakujących godzin WF-u zdalnie, m.in. poprzez uczestnictwo w rozgrywkach e-sportowych.

– W ten sposób Akademia Leona Koźmińskiego wychodzi naprzeciw studentom, którzy ze względu na pandemię potrzebowali alternatywnej formy uczestnictwa w zajęciach sportowych. Mogą oni uczestniczyć w zajęciach WF, grając w gry online i rywalizując ze sobą w ramach wirtualnych rozgrywek – tłumaczy dr Marcin Wardaszko z Akademii Leona Koźmińskiego.

W ramach zdalnego WF-u, w specjalnie zorganizowanych sesjach studenci ALK mogą nie tylko grać, ale też dyskutować oraz dzielić się swoimi wrażeniami i uwagami na temat gier. Jak podaje Green Man Gamin, odbiorcami tego typu gier jest już ponad 433 milionów osób w skali świata[1], wkroczenie e-sportu w akademickie mury było tylko kwestią czasu. – Akademia Leona Koźmińskiego jest otwarta na takie nowości. Prowadzi nawet sekcję e-sportową i ma profesjonalnie wyposażony gaming room – dodaje dr Wardaszko.

– E-sport to gry zespołowe na miarę czasów społecznego dystansowania się – mówi Michał Dąbrowski, CEO DaftMobile. Studenci w ramach zaliczenia mogą grać w dwie mobilne gry e-sportowe stworzone i wyprodukowane przez jego firmę. Są to: gra w czasie rzeczywistym SpeedPong oraz gra taktyczna Legendary Tactical Arena. Ta druga jest turową areną bitewną, a w ramach rozgrywki uczestnicy ścierają swoje zespoły unikalnych bohaterów w ramach bitewnego pojedynku.

To nie pierwsza współpraca DaftMobile z uczelniami. Przedstawiciele firmy od 5 lat uczą programowania studentów m.in. Politechniki Warszawskiej, w ramach organizowanych przez Daftcode kursów DaftAcademy. Skupiają się przy tym na stronie praktycznej i kompetencjach potrzebnych młodemu programiście przy wejściu na rynek pracy. DaftMobile realizuje także projekt badawczo-rozwojowy Elympics współfinansowany ze środków NCBR. Dotyczy on do inteligentnego doboru graczy i zapobiegania „dopingowi” w mobilnym e-sporcie.

[1] Źródło: Global Esports Revenue Reaches More Than $1 Billion As Audience Figures Exceed 433 Million, Forbes.com

Uszczelnianie VAT nie sfinansuje nawet 500+

Koniec „bajońskich” zysków budżetu z uszczelniania VAT. W 2019 r. przyniosło ono zaledwie 0,1 mld zł wobec zakładanych 4,6 mld zł. W tym roku rząd oczekuje 7,9 mld zł. W rzeczywistości będzie to najpewniej zaledwie kilka procent tej kwoty. Nie wystarczy to na sfinansowanie najskromniejszego nawet programu społecznego. Potrzebne będą więc nowe podatki, bo VAT-u tak łatwo bardziej uszczelnić się nie da.

To, że efekty uszczelniania VAT będą mizerne, sygnalizowałem już w lutym tego roku. Do dokładnych obliczeń potrzebne były jednak pełne informacje o składowych PKB oraz o dynamice podatku VAT wg metodologii europejskiej ESA2010. Kwestia metodologii jest tutaj kluczowa, bowiem unijne procedury pozwalają wykryć i usunąć wszelkie „zabiegi księgowe”, służące temu by statystyki wyglądały lepiej niż rzeczywistość.

Właśnie dlatego część ekonomistów zastanawiała się, czy czasem Krajowa Administracja Skarbowa nie dokonywała pod koniec 2019 r. operacji związanych z przesuwaniem w czasie zwrotów, po to by poprawić wynik VAT.

Posiadając dziś dane GUS/EUROSTAT oraz ogólnie dostępne dane MF o kasowych dochodach z VAT można już obliczyć, że korekta była jednak zerowa (wykres 1).

Wykres 1. Dochody VAT (mld zł)

Uszczelnianie VAT nie sfinansuje nawet 500 plus
Źródło: obliczenia dr. Sławomira Dudka na podstawie danych MF i EUROSTAT.

Czy to oznacza, że wyników nie „poprawiano”? Nie, tylko uczyniono to w inny sposób. Korekta związana z przesuwaniem zwrotów wystąpiła, ale w poprzednim roku – w kwocie aż ok. 5 mld zł. To poprawiło bazę dla dynamiki VAT w 2019 r.

W rezultacie dochody z tytułu VAT według ujęcia europejskiego, które są bazą do wyliczenia luki VAT, wzrosły o 5,8 proc. r/r w 2019 r. Czyli dużo szybciej niż wskazywałyby na to dane kasowe VAT (3,4 proc. r/r). A to właśnie te ostatnie prezentowane są dla opinii publicznej w corocznych ustawach budżetowych czy też publikacjach MF nt. wykonania budżetu (wykres 2). Wynika stąd też inny wniosek – że VAT kasowy w 2018 r. był po prostu zawyżony.

To pokazuje, jak ważna jest niezależna instytucja, tj. EUROSTAT, który wyłapuje w statystykach krajowych różnego rodzaju operacje księgowe zniekształcające statystyki budżetowe. Metodologia ESA2010 jest na to odporna i dlatego to ona jest wykorzystywana do oceny stanu finansów publicznych – a nie krajowe statystyki budżetu państwa. Wykres 1 pokazuje, że od 2016 r. czynnik „operacji na zwrotach” był bardzo duży i istotnie zakłócał prawdziwy obraz dynamiki VAT.

Wykres 2. Dochody VAT (r/r).

Dochody VAT
Źródło: obliczenia dr. Sławomira Dudka na podstawie danych MF i EUROSTAT.

Obecnie znamy też strukturę nominalnego PKB w 2019 r. O ile łączny PKB wzrósł aż o 7,2 proc., to jednak poszczególne składowe, istotne z punktu widzenia bazy makroekonomicznej podatku VAT zwiększyły się w dużo mniejszym tempie. Najważniejszą bazą makroekonomiczną podatku VAT jest finalna konsumpcja gospodarstw domowych (ok. 70 proc. teoretycznego VAT), która w 2019 r. wzrosła nominalnie o 5,8 proc. r/r. Istotnym elementem są też inwestycje oraz wydatki bieżące sektora publicznego na zakup dóbr i usług (ok. 14 proc.). W 2019 r. inwestycje sektora finansów publicznych niestety zmniejszyły się o ok. 2 proc., a wydatki bieżące wzrosły o ok. 5,3 proc. r/r.

Ministerstwo Finansów 1 czerwca br. w „Sprawozdaniu z wykonania budżetu państwa za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019” opublikowało własne szacunki luki VAT w 2018 r. i 2019 r. Dotychczas MF publikował te szacunki już 1 maja wraz z Wieloletnim Planem Finansów Państwa (WPFP) i Aktualizacją Programu Konwergencji (APK). Jednak tym razem tych szacunków w APK nie przedstawiono.

Bazując na danych MF można oszacować, że potencjalne wpływy z VAT (VTTL – VAT Total Tax Liability) w 2019 r. zwiększyły się o ok. 5,7 proc. r/r. W rezultacie wartość luki VAT w 2019 r. można oszacować na ok. 25 mld zł (wykres 3), wobec szacowanych ok. 24 mld zł w 2018 r. Czyli nominalna luka VAT nawet wzrosła. Musimy mieć jednak na uwadze, że wraz ze wzrostem bazy makroekonomicznej rosną też nominalne wpływ z VAT, stąd luka VAT w ujęciu procentowym zmalała z 12,08 do 12,03 proc.VTTL (wykres 4).

Wykres 3. Luka VAT (mld zł)

Luka VAT
Źródło: obliczenia dr. Sławomira Dudka na podstawie danych MF, GUS, EUROSTAT.

Wykres 4. Luka VAT, efekty „uszczelniania”

Wykres 4. Luka VAT, efekty „uszczelniania”
Źródło: obliczenia dr. Sławomira Dudka na podstawie danych MF. Luka VAT (VATGAP): 2013-2017 Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2019-2022, 2018-2019 Sprawozdanie z wykonania budżetu państwa za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019.

To oznacza, że efekt „uszczelniania” (tax compliance effect) wyliczony na bazie metodologii KE w 2019 r, wyniósł zaledwie 0,1 mld zł wobec zakładanych 4,6 mld zł, czyli w 2019 r. zrealizowano zaledwie 2,2 proc. (sic!) planu w zakresie uszczelniania podatku VAT.

Na 2020 r. w regule wydatkowej założono kolejne efekty uszczelnienia na 7,9 mld zł. Jednak powyższe obliczenia wykazują, że proste rezerwy w uszczelnianiu podatku VAT już się wyczerpały. Wygoniliśmy mafie vatowskie z Polski, zlikwidowano oszustwa i poważne przestępstwa w zakresie VAT. Teraz doszliśmy do ściany. W 2020 r. nie ma szans na dalsze efekty uszczelniania. Dalsza redukcja luki VAT to już nie są „grube ryby”, to już raczej masa drobnych transakcji. Aby to uszczelnić nie wystarczą mechanizmy represyjne. Teraz konieczne jest krzewienie w Polakach tzw. moralności podatkowej, czyli rozliczania się nawet za drobne rzeczy paragonem w imię bycia fair wobec własnego państwa. Ale do tego trzeba mieć zaufanie do ludzi, potrzebny jest kapitał społeczny. Wygląda niestety na to, że konflikt polityczny zniszczył w Polsce ten kapitał do zera. Już kilkanaście tygodni temu pisałem, że bez tego kapitału nigdy nie dogonimy Niemiec. Teraz z tego powodu nie osiągniemy poziomu luki VAT w najlepszych systemach podatkowych w UE.

Ewentualne mechanizmy represyjne musiałyby dotknąć też wielu uczciwych, drobnych podatników, budowlańców, sklepikarzy, wszelkie usługi dla ludności. Będzie to trudne też z powodów politycznych, gdyż mechanizmy represyjne mogą dotyczyć szerokiej grupy społeczeństwa, co może wywoływać pewne opory społeczne.

Przyjmując szacunki luki VAT Ministerstwa Finansów za lata 2016-2019, można oszacować łączne efekty „uszczelnienia” na kwotę ok. 22 mld zł. W 2020 r. przy takiej skali recesji nie da się osiągnąć żadnych efektów uszczelniania. Patrząc na te 22 miliardy warto przypomnieć, że podstawowe filary programu socjalnego (500+, 13-ta i 14-ta emerytura) to ponad 60 mld zł rocznie, z czego program 500+ to ponad 40 mld zł.

„Uszczelnianie” VAT sfinansowało więc nieco ponad 50 proc. programu 500+. Niestety nie ma szans aby efektami „uszczelnienia” VAT sfinansować drugą połowę 500+, nie mówiąc już o 13-tej, 14-tej emeryturze. Nawet gdyby przyjąć za dobrą monetę zapowiedzi MF sprzed kilkunastu tygodni, że celem jest osiągnięcie 5 proc. luki VAT, to efekty mogą dać co najwyżej 10-11 mld zł.

To oznacza, że programy socjalne nie mają trwałych źródeł finansowanie. Finansowane są na kredyt przyszłych pokoleń. Częściowo tą lukę pokrywają dotychczas wprowadzone podatki sektorowe. Chyba, że po kryzysie pojawią się nowe podatki, być może dla firm.

Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP

Czego potrzebują scale-upy, aby jeszcze szybciej rosnąć i zmienić świat?

Obecna sytuacja na świecie, wywołana przez pandemię COVID-19, stworzyła nowe wyzwania i wysunęła na pierwszy plan bardzo konkretne problemy – problemy, którymi należy się jak najszybciej zająć, aby ustabilizować gospodarkę i zapewnić bezpieczeństwo społeczeństwa. Niektóre gałęzie biznesu będą zmuszone do znacznych zmian, a szybsza transformacja technologiczna i cyfrowa jest nieunikniona. Jest to silny katalizator dla innowacji na wielu poziomach globalnego ekosystemu. Łatwy dostęp do wiedzy, finansowania i sieci innowatorów to kluczowe elementy, których potrzebują scale-upy, aby tworzyć innowacje na całym świecie, które sprostają obecnym i przyszłym wyzwaniom.

Według raportu European Scale-up Report, w Europie działa ponad 80 000 scale-upów. Nie są to tylko firmy informatyczne: tylko 1 na 10 europejskich scale-upów działa w sektorze IT i tylko 4% w sektorze biotechnologii oraz opieki zdrowotnej. Jak pokazuje lista The Global Unicorn Club, na całym świecie obecnie 472 firmy prywatne są wyceniane na ponad 1 mld USD, z czego około 100 ma siedzibę w Europie. Większość z tych europejskich jednorożców to scale-upy.

Czym jest scale-up? Jest to firma, która od początku swego istnienia zebrała od inwestorów co najmniej 1 milion dolarów lub generuje średni roczny wzrost sprzedaży lub zatrudnienia na poziomie co najmniej 20% w ciągu 3 lat. To przedsiębiorstwo, które ma sprawdzony model biznesowy, wykazało się dobrą trakcją stałych przychodów, znalazło uznanie w oczach inwestorów i przetrwało na tyle długo, że przestało być postrzegane jako start-up.

Wyzwania, przed jakimi stoją scale-upy

Scale-upy są aktywne w każdym sektorze europejskiej gospodarki, wykorzystując w dynamicznym wzroście zarówno nowe technologie, jak i tradycyjne modele biznesowe. Stanowią one podstawę naszych społeczeństw, tworząc miejsca pracy i podejmując obecne i przyszłe wyzwania. Muszą one również stawić czoła wielu wyzwaniom biznesowym. W opracowaniu European Scale-up Report określono 5 głównych obszarów, w których dynamicznie rosnące firmy potrzebują największego wsparcia:
Rekrutacja i zarządzanie talentami

  • Finansowanie
  • Dostęp do rynku
  • Przywództwo
  • Infrastruktura

Scale-upy to te przedsiębiorstwa, które pomogą światowej gospodarce przetrwać pandemię i wrócić na ścieżkę wzrostu. Są one liderami w głównych i istotnych branżach, takich jak opieka zdrowotna, biotechnologia i praca zdalna. Jestem pewien, że w nadchodzących miesiącach będziemy świadkami rozkwitu innowacji poprawiających jakość powietrza, tworzących bezpieczniejsze doświadczenia w handlu detalicznym dla klientów i nowe doświadczenia biurowe dla pracowników oraz rozwijających e-commerce, które stworzą scale-upy. Jednakże, aby ulepszyć nasz świat, tego typu firmy muszą działać we właściwym środowisku. – Jerzy Brodzikowski, General Manager CIC Warsaw

CIC Warsaw pozwala scale-upom się… skalować

CIC Warsaw jest katalizatorem innowacji. Wykorzystując siłę pracy w tym samym otoczeniu różnych podmiotów, zaufania i współpracy, tworzy warunki szczególnie sprzyjające rozwojowi przedsiębiorstw działających w obszarze technologii. W swoim ekosystemie, we współpracy z różnorodnymi partnerami, wspiera firmy działające w obszarach najważniejszych dla tworzenia innowacji.

Kampus CIC Warsaw, który jest zlokalizowany w kompleksie Varso Tower, wspomaga polskie i międzynarodowe scale-upy, oferując światowej klasy infrastrukturę do tworzenia innowacji i społeczności innowatorów. Prywatne biura i pomieszczenia do pracy zespołowej, w pełni wyposażone kuchnie oraz wygodne sale konferencyjne zapewniają możliwość skoncentrowania się na biznesie, bez rozpraszania uwagi.

Najważniejszym składnikiem tego ekosystemu jest społeczność CIC. Jest ona budowana przez ekspertów skoncentrowanych na innowacjach: przedstawicieli korporacji, małe i średnie firmy, niezależnych przedsiębiorców, inwestorów, założycieli start-upów i scale-upów, naukowców, działaczy organizacji pozarządowych, przedstawicieli sektora publicznego i przedstawicieli administracji publicznej. Bliskie sąsiedztwo i ukierunkowane programy promują współpracę, która napędza innowacje.

CIC zaprojektowało przestrzenie, które spełniają wymagania scale-upów i są dopasowane do ich potrzeb. Oprócz oferowania elastycznych powierzchni biurowych i wspólnych, CIC Warsaw tworzy społeczność złożoną z osób transformujących różne gałęzie gospodarki. Ludzie, wiedza i projekty będą współdziałać oraz rozwijać się wokół konkretnych obszarów, takich jak PropTech czy Internet Rzeczy.

Jednym z głównych celów funkcjonowania nowej przestrzeni jest znalezienie odpowiednich osób, które pomogą scale-upom w rozwoju biznesu: inwestorów, potencjalnych klientów, ekspertów w różnych dziedzinach, przedstawicieli agencji rządowych i środowiska akademickiego. Wierzymy, że stworzenie kultury produktywnej współpracy napędzanej przez zróżnicowaną społeczność i osadzonej w odpowiedniej przestrzeni jest kluczem do wspierania innowacji. – Jerzy Brodzikowski, General Manager CIC Warsaw

Marcin Nieplowicz, EFL: Pandemia ciosem dla polskiego leasingu. Na odbudowę branża może potrzebować nawet 5 lat

Polska branża leasingowa na uzyskanie poziomu finansowania sprzed kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa będzie potrzebowała więcej czasu niż miało to miejsce po upadku banku Lehman Brothers. Wówczas na powrót do wyniku przedkryzysowego potrzebowaliśmy 4 lat. Tym razem wartość inwestycji sfinansowanych przez firmy leasingowe może przekroczyć poziom z 2019 roku dopiero w 2025 roku.

Marcin Nieplowicz
Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL

Zakładamy, że w 2020 roku nasza branża udzieli finansowania w wysokości ponad 51 mld zł, czyli o 34 proc. mniej niż rok wcześniej. Dodatnią dynamikę rynku leasingu powinniśmy zobaczyć już na początku 2021 roku, jednak w przyszłym roku wartość sfinansowanych środków trwałych przez firmy leasingowe będzie znacznie niższa niż w 2019 roku. Sytuacja będzie rozwijać się podobnie do tej podczas kryzysu finansowego po upadku banku Lehman Brothers w 2008 roku. Wówczas rynek leasingu w Polsce potrzebował 4 lat, aby odrobić straty – wartość inwestycji sfinansowanych przez firmy leasingowe dopiero w 2013 roku przekroczyła poziom z 2008 roku.

Dzisiaj widzimy, jak uderzenie COVID-19 jest niszczące dla naszej gospodarki. Przede wszystkim pokazują to wyniki sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej za kwiecień, gdzie w obu przypadkach spadki znacznie przekroczyły 20 proc. w ujęciu rocznym. Pandemia koronawirusa jest bardzo destrukcyjna na tak elementarnym poziomie jak nastroje społeczne i zaufanie do przyszłości. Mocno uderza to w ufność konsumencką, a przez to w konsumpcję prywatną i plany inwestycyjne przedsiębiorców.

Jakby tego było mało, w najbliższych latach mamy splot kilku, niesprzyjających dla branży leasingowej czynników. Przede wszystkim zaakceptowany przez Parlament Europejski Pakiet Mobilności będzie długotrwałym czynnikiem ograniczającym rozwój polskich firm transportowych. A finansowanie branży transportowej jest istotnym obszarem działalności firm leasingowych. Po drugie, powoli będziemy kończyć perspektywę unijną 2014-2020. Wydatkowanie będzie trwało co prawda do 2023 roku, ale już przy coraz niższych wolumenach inwestycji współfinansowanych z Unii Europejskiej. I na koniec, widzimy jak ogromna jest skala środków pomocowych uruchamianych przez rządy państw europejskich. To w perspektywie 2-3 lat doprowadzi do dużych napięć budżetowych, a w rezultacie do istotnego spowolnienia, a być może nawet do niewielkiej recesji w strefie euro.

W związku z tym zakładamy, że w kolejnych latach tempo rozwoju rynku leasingu pozostanie umiarkowane, a poziom finansowania z 2019 roku (77,8 mld zł) może zostać osiągnięty nawet dopiero w 2025 roku.

Skutki wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego niezgodność przepisu ustawy podatkowej z Konstytucją RP lub umową międzynarodową

W art. 240 Ordynacji podatkowej (dalej „O.p.”) ustawodawca wymienił przesłanki wznowienia postępowania podatkowego. Wznowienie postępowania jest jednym z nadzwyczajnych trybów postępowania podatkowego, mogących skutkować wzruszaniem decyzji ostatecznych. Celem wznowienia postępowania jest ponowne rozpatrzenie sprawy, zmierzające do usunięcia ciężkich wad postępowania podatkowego, ujawnionych po wydaniu decyzji.

Jedną z przesłanek wznowienia postępowania jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający niezgodność przepisu, na podstawie którego została wydana decyzja ostateczna z Konstytucją Rzeczypospolitej lub ratyfikowaną umową międzynarodową (art. 240 § 1 pkt 8 O.p.).

Wznowienie postępowania na podstawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności przepisu ustawy podatkowej z Konstytucją może nastąpić jedynie na wniosek strony. Możliwość wniesienia powyższego żądania jest ograniczona w czasie – można tego dokonać w terminie miesiąca od dnia wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego (art. 241 § 2 pkt 2 O.p.).

Odroczenie daty utraty mocy obowiązującej przepisu

Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności przepisu z Konstytucją co do zasady wchodzą w życie z dniem ich ogłoszenia. Trybunał Konstytucyjny może jednak w swym orzeczeniu odroczyć datę utraty mocy obowiązującej danego aktu normatywnego, o którym orzekał. Taka możliwość wynika bezpośrednio z art. 190 ust. 3 Konstytucji RP. Termin odroczenia nie może przekroczyć 18 miesięcy w przypadku ustaw i 12 miesięcy w przypadku innych aktów normatywnych.

W związku z takimi przepisami w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego powstały różne kierunki co do terminu na wniesienie wniosku o wznowienie postępowania. Pierwszy pogląd zakłada, że nie można utożsamiać uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego do odroczenia terminu utraty mocy obowiązującej ustawy z datą wejścia w życie wyroku. Zgodnie z takim podejściem początek biegu terminu na złożenie wniosku o wznowienie postępowania powinien być liczony od daty ogłoszenia wyroku Trybunału. Taki pogląd został wyrażony m.in. w wyroku NSA z dnia 12 września 2018 r., sygn. II FSK 1897/17, w wyroku NSA z dnia 15 lutego 2018 r. sygn. II FSK 2367/16 czy w wyroku NSA z 7 grudnia 2017 r., sygn. II FSK 3276/15.

Druga linia orzecznicza zakłada, że początkiem biegu terminu na złożenie wniosku o wznowienie postępowania w przypadku odroczenia przez Trybunał Konstytucyjny daty utraty mocy obowiązującej przepisu jest właśnie dzień utraty mocy obowiązującej przepisu. Uzasadnieniem takiego podejścia jest stwierdzenie, że skoro dany przepis obowiązuje jeszcze do określonej daty, to nie jest możliwe wnioskowanie o wznowienie postępowania, zarzucając bezprawność działania. Innymi słowy, zwolennicy tej teorii uznają, że skoro Trybunał Konstytucyjny odroczył w czasie utratę mocy obowiązującej przepisu, to wnioskowanie o wznowienie postępowania po ogłoszeniu wyroku niweczyłoby orzeczenie Trybunału, a ponadto w takim przypadku ustawodawca mógłby sam wycofać przepis i w konsekwencji wnioskowanie o wznowienie byłoby niecelowe. Takie stanowisko zajął NSA w wyrokach z 1 marca 2019 r., sygn. II FSK 765/17, z 23 października 2018 r., sygn. II FSK 3069/16 czy z 26 stycznia 2018 r., sygn. II FSK 194/17.

Brak jednolitej linii orzeczniczej powoduje, że problematyczne staje się określenie terminu, od którego należy liczyć czas na złożenie wniosku o wznowienie postępowania w przypadku odroczenia przez Trybunał Konstytucyjny daty utraty mocy obowiązującej przepisu. W konsekwencji najbardziej uzasadnione w takiej sytuacji wydaje się podejście liczenia terminu od daty ogłoszenia wyroku, ponieważ podmiot składający wniosek w takim terminie może uzyskać odpowiedź organu podatkowego przed upływem odroczonego terminu.

Koszty egzekucyjne

Zdarza się, że na skutek postępowania podatkowego wszczynane jest postępowanie egzekucyjne. Wątpliwości powstają w przypadku uchylenia tytułu egzekucyjnego będącego podstawą tytułu wykonawczego (np. decyzji podatkowej) na skutek orzeczenia o niekonstytucyjności przepisu. Zgodnie z art. 64c § 3 ustawy z dnia 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji w sytuacji, gdy wszczęcie i prowadzenie egzekucji było niezgodne z prawem, organ powinien zwrócić pobrane wcześniej należności.

Z tego przepisu wywiedziony został korzystny dla podatników kierunek orzeczniczy, zgodnie z którym w przypadku zwrotu podatku na podstawie niekonstytucyjnych przepisów należy także zwrócić koszty egzekucyjne. Takie podejście wynika przede wszystkim z zasady praworządności. W konsekwencji sądy administracyjne twierdzą, że skoro podstawa egzekucji była wadliwa, to nie powinna ona mieć miejsca, a w konsekwencji strona powinna otrzymać pobrane wcześniej koszty. Podobnie orzekał NSA w wyroku z 25 maja 2017 r., sygn. II FSK 1178/15 czy w wyroku z 4 sierpnia 2017 r., sygn. II FSK 1798/15.

Należy jednak zwrócić uwagę na kontrowersyjny pogląd NSA wynikający z wyroku z 14 października 2016 r., sygn. II GSK 804/15, w którym NSA stwierdził, że postępowanie podatkowe i postępowanie egzekucyjne to dwa różne postępowania, a stwierdzenie niezgodności z prawem decyzji wymiarowej nie powoduje automatycznie stwierdzenia niezgodności z prawem postępowania egzekucyjnego. W konsekwencji organ egzekucyjny nie jest zobowiązany do zwrotu kosztów postępowania egzekucyjnego w przypadku wydania przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia o niezgodności z prawem przepisu ustawy podatkowej. Biorąc powyższe pod uwagę, warto za każdym razem kwestionować podstawę prawną wszczynanej egzekucji. W przeciwnym wypadku sądy mogą stwierdzić, że strona zaakceptowała wszczęcie postępowania egzekucyjnego, czyli zgodziła się z tym, że zostało ono wszczęte zgodnie z prawem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ponad połowa firm biotechnologicznych w Europie znajduje się we Francji, Wielkiej Brytanii i Niemczech – Polska daleko za liderami

Polskie firmy wydały w 2017 r. na badania i rozwój związane z biotechnologią 240 mln dol., czyli 200 razy mniej niż amerykańskie i 6 razy mniej niż niemieckie. W zeszłorocznym rankingu Industrial Research and Development Scoreboard nie znalazło się żadne polskie przedsiębiorstwo z sektora biotechnologii i farmacji. Polska potrzebuje ambitnej strategii rozwoju biotechnologii, za którą pójdzie skoordynowana inwestycja środków publicznych i prywatnych  w wybrane obszary biotechnologii medycznej, przemysłowej i rolniczej. Polska powinna dążyć do osiągnięcia statusu światowego lidera w zaawansowanej analizie danych na potrzeby ochrony zdrowia – takie wnioski płyną z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Biotechnologiczny skok w przyszłość czy dryf? Polska potrzebuje strategii rozwoju biotechnologii” przedstawionego podczas Impact re:action.

Biotechnologia, już przed epidemią była obok ICT jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów na świecie. Kryzys pandemiczny sprawił, że instytucje publiczne i prywatni inwestorzy skierowali swój wzrok ku firmom biotechnologicznym, które stanęły w pierwszym szeregu prac nad szczepionkami, testami diagnostycznymi i lekami na COVID-19. W niektórych państwach wysoki potencjał środowiska biotechnologicznego stał się jednym z kluczowych narzędzi skutecznej reakcji na epidemię. Jednocześnie w wymiarze geopolitycznym rozgorzały debaty o nowej konfiguracji łańcuchów dostaw, w tym produktów medycznych.

„Odkrycia biotechnologii stosowane w medycynie, rolnictwie czy przemyśle dają nadzieję na rozwiązanie najważniejszych współczesnych wyzwań: leczenie chorób i zapewnienie dobrej jakości życia starzejącym się społeczeństwom, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym i walkę z ich skutkami, np. suszą, tworzenie wysokiej jakości miejsc pracy. Nic dziwnego, że wiele państw na świecie wpisuje biotechnologię w swoje strategie rozwoju” – powiedział Paweł Śliwowski, kierownik Zespołu Strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Wykres 1  Wzrost światowego finansowania venture capital w sektorze biotechnologii

Wzrost światowego finansowania venture capital w sektorze biotechnologii
Źródło: Senior (2020)

Ostatnie lata były pod wieloma względami rekordowe dla sektora biotechnologicznego. Jeszcze w 2010 roku wartość finansowania venture capital wynosiła 3,4 mld dol., podczas gdy w roku 2019 było to już prawie 19 mld dol.

Polska daleko za czołówką wyścigu biotechnologicznego

Niestety Polska nie jest dotychczas aktywnym uczestnikiem tego biotechnologicznego wyścigu. Według ostatnich danych OECD, w 2017 roku polskie przedsiębiorstwa wydały 240 mln USD (wg PPP) – To sześć razy mniej od biznesu niemieckiego i ponad dwieście razy mniej od firm amerykańskich. Intensywność badań i rozwoju w Polsce jest prawie trzykrotnie niższa niż na Litwie i ponad trzynastokrotnie niższa niż w USA.

Wykres 2  Intensywność badań i rozwoju w biotechnologii w sektorze przedsiębiorstw jako proc. udział wartości dodanej przemysłu

Intensywność badań i rozwoju w biotechnologii w sektorze przedsiębiorstw
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych OECD

Koncentracja i specjalizacja są nieuniknione

Tworzenie wiedzy i wartości intelektualnej a także zdobywanie finansowania i komercjalizacja są procesem długotrwałym i wymagającym unikalnych umiejętności. Konieczność połączenia umiejętności, zasobów i infrastruktury prowadzi do powstania centrów specjalistycznych jak np. Boston czy miasta Kalifornii w USA, Szanghaj i Pekin w Chinach czy Hajdarabad w Indiach.

W Europie również dochodzi do koncentracji i specjalizacji w poszczególnych regionach i krajach. Ponad 35 proc. nowych firm (start-upów) w sektorze biotechnologii jest zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii, a łącznie ponad połowa europejskich firm biotechnologicznych jest w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech.

Polska potrzebuje strategii rozwoju biotechnologii

Należymy do grupy krajów europejskich, które nie opracowały jeszcze strategii rozwoju biotechnologii. Oprócz nas są to Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Grecja, Luksemburg, Łotwa, Rumunia, Słowenia i Węgry. Polska ze względu na obecne możliwości naukowe, techniczne, organizacyjne i finansowe może nie znaleźć adekwatnego dla siebie miejsca w obecnych regionalnych i ponadregionalnych systemach ekonomicznych w obszarach wykorzystujących biotechnologię. W związku z wieloma czynnikami, które w najbliższej przyszłości mogą w znaczący sposób zmienić modele ekonomiczne w tych sektorach nieadekwatne będzie podejście oparte o próby “zrównania” z państwami o zaawansowanych ekonomiach; państwo polskie powinno sformułować swoją strategię w oparciu o koncept “skoku technologicznego” (leapfrogging), aby móc wpisać się w łańcuchy wartości Medycyny, Przemysłu i Rolnictwa przyszłości.” – powiedział dr Maciej Drożdż z Wirtualnego Instytutu Badawczego, jeden z autorów badania.

Pierwszym celem powinno być osiągnięcie pozycji regionalnego lidera w wybranym obszarze biotechnologii medycznej lub farmaceutyki o najwyższej wartości dodanej. Taką sferą są m.in. terapie lecznicze w chorobach genetycznych, terapie stabilizujące lub odwracające proces starzenia czy też terapie odwracające skutki zmian chorobowych.

Po drugie, Polska powinna dążyć do osiągnięcia statusu światowego lidera w zaawansowanej analizie danych na potrzeby ochrony zdrowia.

Trzecim celem strategicznym powinno być dążenie do pozycji regionalnego lidera wykorzystującego biotechnologię przemysłową do tworzenia i rozwijania procesów, produktów i usług o wysokiej wartości dodanej. Priorytetem w tym zakresie powinno być wykorzystanie enzymów, mikroorganizmów i hodowli komórkowych do przetwarzania odpadów, biomasy lub wytwarzania produktów użytecznych takich jak: energia, surowce, materiały i chemikalia, a także wykorzystanie i doskonalenie technik biotechnologii stosowanych do oczyszczania ścieków, gazów, unieszkodliwiania odpadów, uzdatniania wody i remediacji gruntów z zanieczyszczeń.

Ostatni cel to umocnienie pozycji regionalnego lidera w obszarze biotechnologii rolniczej i produkcji żywności, co nie tylko przyniesie korzyści gospodarcze, ale przyczyni się do obniżenia negatywnego wpływu rolnictwa na środowisko.

Określenie celów jest ważne, ale to tylko połowa sukcesu

Realizacja powyższych zamierzeń wymaga długiego czasu, dlatego niezbędne jest również projektowanie działań na okres nie krótszy niż 10-15 lat. Pierwszym etapem powinna być szczegółowa diagnoza aktualnego stanu rzeczy oraz zaprojektowanie rozwiązań legislacyjnych, organizacyjnych i finansowych, które doprowadzą do integracji krajowego potencjału. Dobrym pomysłem na inaugurację tego procesu byłoby powołanie dedykowanego tym zadaniom zespołu ekspertów pracującego pod patronatem Ministerstwa Rozwoju.

Działaniami krótkookresowymi, które pomogłyby polepszyć położenie Polski na globalnej mapie biotechnologicznej są zachęty podatkowe dla inwestorów w tym sektorze oraz ukierunkowanie na promowanie inwestycji kapitałowych i zatrudnianie wysoko wykwalifikowanych kadr.

Wehikułem instytucjonalnym integrującym potencjał kadrowy i intelektualny w zakresie programowania, matematyki i statystyki mogłoby być proponowane Narodowe Centrum Bioinformatyki. Instytut powinien zajmować się budowaniem potencjału technologicznego i organizacyjnego w zakresie wykorzystania danych, a jednocześnie stać się platformą promującą polskie talenty i przyciągającą najlepszych kooperantów z międzynarodowych instytucji.

Dlaczego warto zainwestować w zegarek marki Citizen?

Wiele osób twierdzi, że zegarek to jedynie elegancki element, którego zadaniem jest dopełnienie konkretnej stylizacji. Prawda jest jednak taka, że czasomierz powinien być również funkcjonalnym dodatkiem. Na rynku nie brakuje firm, które oferują zegarki, jednak właśnie w tej dziedzinie przoduje marka Citizen, czyli ceniona firma pochodząca z Azji. Ich zegarki to zarówno elegancja, jak i modernistyczne rozwiązania, które zadowolą fanów technologii. Dlaczego warto na nie postawić?

Niesamowita precyzja zegarków Citizen

Pojedyncze modele marki Citizen wymagają wielu miesięcy rzemieślniczej pracy. Takie działanie sprawia, że każdy zegarek tej marki charakteryzuje się swoim niepowtarzalnym charakterem oraz urzekającą duszą. Przywiązanie do detali oraz niesamowita precyzja zachwyca nawet najbardziej wymagających dżentelmenów. Jednym z takich modeli jest męski zegarek Citizen Eco Drive Radio Controled. Wyżej wymieniona praca nad detalami w tym wypadku naprawdę jest widoczna. Na eleganckiej czarnej tarczy możemy spotkać się ze wskaźnikiem światowego czasu, datownikiem wraz z wiecznym kalendarzem, a także sub-tarczą chronografu. Dobranie idealnych barw sprawia, że kolorystyka tego zegarka jest wręcz bezbłędna. Różowe złoto, jakie zostało wykorzystane w czasie tworzenia indeksów, sprawia, że wskazówki świetnie współgrają z resztą zegarka. Nietypowa jest również wskazówka sekundnika, który swoim nieszablonowym wyglądem przypomina niedużą szablę. Czasomierz może także pochwalić się wieloma funkcjami, które są naprawdę bardzo funkcjonalne. Czas 24-godzinny czy klasyczny datownik to zupełny standard, jednak zastosowanie czasu światowego, pozwala nam na odczytywanie godzin z przeróżnych stref czasowych. Jest to zatem idealna propozycja dla osób, które często podróżują. Jak sama nazwa wskazuje, w zegarku została zaimplementowana także funkcja Radio Controlled. Umożliwia nam ona synchronizację naszego czasomierza z atomowym zegarkiem za pomocą fal radiowych. Co nam to daje? Absolutną gwarancję, precyzyjnego odmierzania czasu. Gdzie możemy zakupić takie urządzenie. Warto również wspomnieć o ekologii. Zegarek jest wyposażony w funkcję ECO DRIVE. Pozwala nam ona na czerpanie energii z zupełnie dowolnego źródła za pomocą tarczy zegarka. Co dzięki temu zyskujemy? Możemy zapomnieć o wymianie baterii, a co za tym idzie, żyć w zgodzie z naturą.

citizen-zegarekZegarek Citizen dla aktywnych mężczyzn

Zegarki marki Citizen to rozwiązanie dla mężczyzn, którzy lubią luksusowe dodatki i chcą poprawić swój dress code. Oferta marki jest naprawdę szeroka, dlatego każdy bez większego problemu znajdzie coś, co wpadnie mu w oko. Firma Citizen oferuje swoim klientom zarówno urządzenia, w sportowym charakterze, jak i znacznie bardziej eleganckie oraz wysublimowane zegarki, które sprawdzą się w przypadku wieczorowych stylizacji. Każdy, kto założy zegarek tej marki, poczuje, że jego styl jest na miarę aktualnych czasów, dzięki czemu jego samoocena również wzrośnie. Marka Citizen ciągle udowadnia, że elegancja może iść w parze z nowoczesnością, dlatego stale nadąża za tak szybko zmieniającą się modą.

Dlaczego warto zainwestować w zegarek marki Citizen?

Zegarki Citizen to przede wszystkim jakość stojąca na najwyższym poziomie wraz z modernistycznymi rozwiązaniami technologicznymi. Citizen to niezawodny azjatycki producent, który już od wielu lat wypracowuje sobie wysoką pozycję na zegarmistrzowskim rynku. Setki tysięcy osób, jakie zaufały tej firmie do dzisiaj cieszą się swoimi czasomierzami. Warto również wspomnieć o samej kolekcji. Jest ona naprawdę ogromna, dlatego każdy mężczyzna znajdzie coś dla siebie. Osoby stawiające na funkcjonalność, a elegancję odsuwają na dalszy plan, również będą zadowolone z zegarków tej marki. Dlaczego? Zegarki Citizen mogą pochwalić się niezawodnym oraz popularnym mechanizmem kwarcowym, który działa z pomocą świetnej baterii. To jednak nie wszystko, jeśli takie rozwiązanie nam nie odpowiada, możemy postawić na mechanizm solarny czy automatyczny. Nie możemy również nie wspomnieć o szkiełkach, których zadaniem jest zabezpieczenie tarczy. Do wyboru mamy: szkiełko hesalitowe, szkiełko szafirowe oraz szkiełko mineralne. Warto także wspomnieć o wodoszczelności, która w niektórych modelach tej marki sięga nawet 200 metrów.

Zegarki marki Citizen to nic innego, jak wiele lat doświadczenia, które pozwalają zaufać tej firmie. Wybór tej marki zapewni nam jedyny w swoim rodzaju design, a także gwarancję najlepszej jakości. Każda osoba, która przepada za zegarki z wysokiej półki, z pewnością będzie zadowolona z takiego czasomierza.

Karen Reddington nową prezes FedEx Express w Europie oraz CEO TNT

FedEx Express, poinformował o powołaniu Karen Reddington na stanowiska Regional President FedEx Express Europe oraz CEO TNT.

Karen Reddington pracuje w FedEx Express od 23 lat, a ostatnio pełniła funkcję Regional President w regionie Azji i Pacyfiku. Z dniem 1 czerwca zastąpiła na nowym stanowisku Berta Nappiera, który po dwóch latach pełnienia funkcji Regional President w Europie i CEO TNT objął stanowisko Executive Vice President i będzie odpowiedzialny za rozwój biznesu oraz obszar finansów i podatków w FedEx Corp. w centrali spółki w Memphis.

W nowej roli, Karen będzie nadzorowała pracę ponad 50 tys. członków zespołu FedEx w blisko 50 krajach. Będzie odpowiedzialna za kontynuację realizacji strategii regionalnej, w tym ekspansję firmy w sektorze e-commerce i kolejne inwestycje w sieć połączeń drogowych i lotniczych.

„Karen Reddington jest znakomitym managerem z uznanym doświadczeniem kierowniczym w środowisku międzynarodowym – powiedział Don Colleran, prezes i CEO FedEx Express. – „Jestem przekonany o tym, że będzie znakomicie kontynuować pracę rozpoczętą przez Berta w tym kluczowym dla FedEx Express w Europie momencie”.

„Europa oferuje ogromne możliwości dla rozwoju FedEx, i choć z ciężkim sercem żegnam kolegów i koleżanki w regionie APAC, jednocześnie cieszę się, że mogę dołączyć do tak utalentowanego zespołu – powiedziała Karen Reddington. „Mamy silną pozycję w Europie, co daje dobrą podstawę do dalszego rozwoju naszego biznesu, z korzyścią dla naszych klientów.”

Reddington dołączyła do FedEx w 1997 r. na stanowisku Operations Research Adviser w Hong Kongu. W kolejnych latach awansowała w strukturze firmy w regionie Azji i Pacyfiku, a w 2015 roku objęła w tym regionie funkcję Regional President. W tym okresie kierowała regionalną integracją TNT, wprowadzeniem rozszerzonych usług dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) oraz działaniami FedEx związanymi z reakcją na pandemię COVID-19 w tym regionie.

Zadowolony klient zostawia więcej, ale jest jeden warunek. Raport VMware pokazuje jaki

W czasach, gdy nawet podatki przestały być pewne, firmy muszą zabiegać o klientów wszelkimi sposobami, by przetrwać. Jednym z nich jest budowanie pozytywnych doznań. Ponad 82 proc. menadżerów wyższego szczebla podkreśla, że dbałość o customer experience (CX) wyraźnie podnosi wyniki finansowe. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu firmy VMware, ale jest pewien warunek. To inwestycje w rozwój aplikacji. Tylko tak klient będzie zadowolony z interakcji z marką – takiego zdania jest prawie 90 proc. ankietowanych.

W czasach, gdy zachowania konsumenckie wspiera ponad 330 mln aplikacji, rozsianych po milionach różnych urządzeń mobilnych, CX nie jest już tylko modnym sloganem. Już nie cena usługi, ale właśnie zadowolenie klienta z interakcji z marką najbardziej wpływa na organizacje oraz ich przychody. W efekcie, 78 proc. menadżerów wyższego szczebla (CIO, CTO, SVP), ankietowanych przez firmę Forrester, na zlecenie VMware, traktuje rozwój biznesowych aplikacji jako najwyższy biznesowy priorytet.

Aplikacje stają się głównym orężem w konkurencji rynkowej. Zwłaszcza, że osią, wokół której biznes się kręci, jest klient z komputerem stale podłączonym do Internetu i to noszonym w kieszeni. Właśnie dzięki temu coraz więcej o nim wiemy i mamy z nim stały kontakt – komentuje Arkadiusz Sikora, Dyrektor Generalny VMware Polska. Na krajowym gruncie taki sposób działania przyswajają sobie banki, a ich aplikacje, oferowane klientom funkcjonalności oraz możliwości są obecnie miarą pozycjonowania i siły marek bankowych – dodaje.

Jak Cię widzą, tak Cię wyceniają

Jak wynika z najnowszego raportu VMware „Improving Customer Experience And Revenue Starts With The App Portfolio”, dyrektorzy ds. informatyki i technologii(CIO/CTO), którzy zaczęli inwestować w rozwój aplikacji klienckich, odnotowali szereg korzyści dla swoich firm. 40 proc. z nich zauważyło realny wzrost przychodów, 37 proc. podniesienie satysfakcji klientów, a według 32 proc. – modernizacja aplikacji przekonała do marki nowych klientów.

Rok 2020 stał się prawdziwym testem firmowej gotowości na radykalne i szybkie zmiany. Ci, którzy znaleźli sposób efektywnego wykorzystania nowoczesnych aplikacji, by utrzymać, a nawet rozwinąć, swoje kontakty z klientami, dzisiaj są prawdziwymi zwycięzcami – komentuje, Ed Hoppitt, dyrektor ds. rozwoju aplikacji natywnie chmurowych w VMware EMEA. Aby przyspieszyć tempo innowacji, większość firm musi jednak uprościć zarządzanie swoimi środowiskami IT. Im łatwiej będzie można połączyć różne technologiczne kropki, tym skuteczniej firmy będą wprowadzać nowe usługi i podnosić satysfakcję klientów. Na szali jest nie tylko przetrwanie, ale także dalszy rozwój biznesu.

Mimo znajomości korzyści jakie niesie rozwój firmowych aplikacji, 48 proc. firm od ponad roku nie modernizowało swoich aplikacji. 34 proc. badanych nie wie nawet, czy jakiekolwiek działania, choćby projektowe, zostały podjęte. W efekcie, niemal połowa (46 proc.) ankietowanych mówi wprost – firmy są tylko częściowo, a czasem nie są wcale, gotowe na rozwój dobrych praktyk z zakresu customer experience.

To nie jest kraj dla starych aplikacji

Dla 76 proc. ankietowanych liderów biznesu, główną przeszkodą w rozwoju aplikacji i praktyk customer experience jest brak funduszy. 72 proc. Respondentów wskazuje na brak współpracy pomiędzy różnymi firmowymi działami. Równie dużo, bo 70 proc. ankietowanych, napotyka również opór ze strony działów IT, które zgłaszają szereg przeciwności. Zbyt duże nakłady na utrzymanie przestarzałych systemów aplikacyjnych, trudności w zabezpieczeniu wrażliwych danych oraz braki specjalistycznej wiedzy z zakresu chmury obliczeniowej są głównym hamulcem. To z kolei może mieć negatywny wpływ na relacje z klientami.

Współczesny konsument nie lubi czekać, nie lubi, gdy coś nie działa po jego myśli. Według badań, dla ponad 57% klientów firm z branży handlowej najważniejszy jest szybki dostęp do strony internetowej detalisty i to najlepiej z możliwością zakupów online  – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A. Firma w ostatnich miesiącach postanowiła zmodernizować swoje środowisko IT, by usprawnić obsługę klientów zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w sieci.

Dzięki hiperkonwergentnym technologiom VMware i Dell EMC, Komputronik zyskuje większą przestrzeń dla innowacji i może szybciej uruchamiać nowe firmowe aplikacje, usługi dla klientów czy inne istotne elementy, pozwalające organizacji sprawniej działać i podnosić jej atrakcyjność na tle konkurencji – konkluduje Sebastian Pawłowski, wiceprezes zarządu Komputronik Biznes.

Sztuczna inteligencja poprawi CX

Większość ankietowanych przez VMware menadżerów pomocy w zakresie budowania pozytywnych doświadczeń (CX) upatruje w najnowszych technologiach. Dla 70 proc. to sztuczna inteligencja będzie miała największy wpływ na rozwój aplikacji klienckich. Na drugim miejscu (66 proc.) plasuje się Internet Rzeczy. Na kolejnych pozycjach wymienione zostały również technologie brzegowe oraz uczenie maszynowe. Dzięki tego typu innowacjom firmy będą mogły tworzyć bardziej niezawodne i spersonalizowane relacje z klientami. Według prognoz Gartnera, do końca 2020 roku 85% interakcji z klientem będzie odbywać się bez wsparcia ludzi.

O badaniu VMware

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę Forrester Consulting na zlecenie VMware jesienią 2019 r. Podstawą były wywiady pogłębione na grupie 614 przedstawicieli kadry zarządzającej (CIO, CTO, SVP) z firm o zatrudnieniu powyżej 2500 osób. Zakresem geograficznym badanie objęło organizacji z Ameryki Północnej I regionów EMEA oraz APAC. Ankietowani reprezentowali instytucje publiczne oraz organizacje z takich branż jak usługi finansowe, służba zdrowia, telekomunikacja oraz handel.

Dolne Młyny: Wojewódzki Nadzór Budowlany w Krakowie nakazuje usuniecie nielegalnego zbiornika z gazem przy „TAO Restaurant & Club”

Trzeba usunąć nielegalnie zamontowany zbiornik z gazem, jaki znajduje się w krakowskiej restauracji TAO. Nakaz w tej sprawie podtrzymał Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego, odrzucając odwołanie restauratora. Wcześniej decyzję taką wydał Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Krakowie. Teraz, jak napisał Urząd, jest ona ostateczna w administracyjnym toku instancji.

Zbiornik na płynny gaz o pojemności niemal trzech tysięcy litrów umieszczony jest na dziedzińcu przy samej ścianie budynku, w którym znajduje się popularny lokal „Tao Restaurant & Club”. Restaurator wykorzystuje go do zasilania urządzeń na gaz w lokalu. Restauracja mieści się w jednym z zabytkowych budynków usytuowanych na terenie pofabrycznego kompleksu przy ulicy Dolnych Młynów, w samym centrum starego Krakowa. W lutym Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał rozbiórkę tego zbiornika, wskazując, że zajmujący lokal „Tao Restaurant & Club” podmiot umieścił go bez wymaganych prawem pozwoleń. Niedawno nakaz Powiatowego Inspektoratu podtrzymał nadrzędny wobec niego Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego.

– Urząd w całości uznał naszą argumentację. Zbiorniki wybudowano tam nielegalnie, co przyczynić się może do dewastacji zabytkowego obiektu, w którym do tego doszło. Poza tym ma to zdecydowanie negatywny wpływ na bezpieczeństwo całego kompleksu, jak i przebywających na jego terenie osób – mówi Aldo Ibañez z Immobiliaria Camins Polska (ICP), spółki będącej właścicielem dziewiętnastowiecznych budynków przy ul. Dolnych Młynów w Krakowie.

Zbiornik musi więc zniknąć. Obowiązek rozbiórki ciąży na właścicielu obiektów. Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego stwierdził także, że inwestor, a więc restaurator, nie posiada zgody na dysponowanie nieruchomością od Immobiliaria Camins Polska. Praktycznie zamyka mu to więc drogę do jakichkolwiek prób legalizacji tej samowoli budowlanej.

W uzasadnieniu nakazu, Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego przytoczył fragment oświadczenia prezesa „fundacji” Tytano, która zajmuje cały kompleks przy ul. Dolnych Młynów, powołując się na zawartą z Immobiliaria Camins Polska w 2015 roku umowę najmu. W 2018 roku spółka wypowiedziała jednak ten kontrakt, zarzucając „fundacji” złamanie jego postanowień. Z oświadczenia wynika m.in., że nie posiada on informacji, czy restaurator miał stosowne zezwolenia na wykonanie prac budowlanych na terenie nieruchomości.

– To klasyczne „umywanie rąk”, takie samo jak np. twierdzenie, że się czegoś nie zauważyło. A  obowiązkiem biorącego odpowiedzialność za utrzymanie tych zabytkowych budynków był przecież nadzór nad wszystkimi pracami, tym bardziej, że – jak stwierdził Nadzór Budowlany – doszło do nich po 30 marca 2016 roku – dodaje Aldo Ibañez.

Użytkownik lokalu, w którym mieści się restauracja TAO, próbował wcześniej odwoływać się od wydanej przez Nadzór Budowlany decyzji w pierwszej instancji, powołując się m.in. na nieważne od kilku lat pełnomocnictwo, którym próbował posługiwać się prezes zajmującej cały ten kompleks „fundacji” Tytano. Wydający w drugiej instancji Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego stwierdził, że ważność tego dokumentu wygasła blisko 3 lata temu, zwracając jednocześnie uwagę, że jedynymi pełnomocnikami są obecnie tylko osoby wymienione w oświadczeniach przez Immobiliaria Camins Polska. Urząd przypomniał również, że administracyjne nakazy – np. dotyczące konieczności przeprowadzenia stosownych prac budowlanych w zabytkowych obiektach mają charakter niezależny wobec innych orzeczeń mogących zapaść np. w postępowaniach cywilnych dotyczących tej nieruchomości.

– To podstawowa zasada prawna. Naszym głównym celem jest przecież przede wszystkim usunięcie skutków wszystkich samowoli budowlanych, do jakich doszło w Dolnych Młynach w ciągu ostatnich blisko 5 lat, a także przywrócenie tam bezpieczeństwa – podsumowuje Aldo Ibañez i przytacza niedawne orzeczenie krakowskiego sądu rejonowego, które rozwiewa wszelkie wątpliwości i pozwala właścicielowi zabytkowych budynków przy Dolnych Młynów na prowadzenie tam prac budowlanych.

Jak przypomina w uzasadnieniu Wojewódzki Nadzór Budowlany, przeciw zajmującym restaurację TAO osobom toczyły się też inne postępowania dot. nakazów usunięcia samowoli budowlanych w tym samym lokalu. Podtrzymana zaś przez Urząd decyzja dotycząca konieczności rozbiórki trzy tysiące litrowego zbiornika z gazem jest ostateczna, a więc – już wykonalna. O możliwym zagrożeniu, jakie stwarza on dla zabytkowego budynku, a także znajdujących się w nim i jego pobliżu osób, właściciel obiektów alarmował wielokrotnie uprawnione służby.

PIU: Wyniki rynku ubezpieczeniowego po I kw. 2020

W I kw. 2020 r. Polacy otrzymali prawie 10,6 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Odszkodowania z samego OC komunikacyjnego wyniosły 2,5 mld zł i były o 6,6 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Najważniejsze dane dotyczące rynku ubezpieczeń po I kw. 2020 r.

  • 10,6 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 4,7 mld zł z ubezpieczeń na życie
    • 4 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • 1,9 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • 78,3 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • 15,7 mld zł aktywów ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 322 mln zł podatku dochodowego dla budżetu państwa

Wyższe odszkodowania z ubezpieczeń komunikacyjnych

Odszkodowania zarówno z OC komunikacyjnego, jak i z autocasco są wyższe niż rok temu, mimo że dane obejmują również marzec, czyli początek pandemii, kiedy przemieszczanie się było ograniczone – mówi J. Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Na ochronę swoich pojazdów Polacy wydali w I kw. 2020 r. 5,9 mld zł, z czego ok. 3,7 mld zł stanowiły składki na OC, a 2,2 mld zł – składki na autocasco. Za prawie 1,2 mld zł kupiliśmy ubezpieczenia chroniące domy, mieszkania i firmy przed skutkami żywiołów. – W wynikach za I kw. 2020 r. widać wyraźny wzrost odszkodowań i świadczeń, spowodowany szkodami rolnymi. Miejmy nadzieję, że reszta roku będzie spokojna pod względem zjawisk pogodowych – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Na ochronę życia wydajemy tyle samo

Na ubezpieczenia na życie Polacy wydali w I kw. 2020 r. ponad 5,2 mld zł, niemal tyle samo co rok temu. – Ostatnie miesiące uświadomiły nam, że ochrona własnego zdrowia i życia jest kluczowa. Właściwe ubezpieczenie na życie i ubezpieczenie zdrowotne powinno być standardem – podkreśla J. Grzegorz Prądzyński.

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I kw. 2019 r. ok. 1,1 mld zł zysku netto – o ponad 7 proc. mniej niż rok wcześniej. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 322 mln zł podatku dochodowego.

7Levels zapowiada nową autorską grę

7Levels, krakowskie studio specjalizujące się w produkcji i wydawaniu gier na konsolę Nintendo Switch, ujawniło tytuł i ogłosiło datę wydania swojej nowej autorskiej gry, Destrobots. Premierę tytułu na Nintendo Switch zaplanowano na 18.06.2020r. Gra będzie dostępna w Europie, Australii oraz Ameryce Północnej w cenie 9,99 USD/EUR.

Nowy projekt studia to emocjonująca strzelanka, w której gracze będą mogli wykorzystać swój refleks żeby zmierzyć się z hordami wrogich robotów lub toczyć zacięte bitwy między sobą, nawet do 4. osób jednocześnie. Gra ma pojawić się w Nintendo eShop jeszcze w tym miesiącu.

Chcieliśmy stworzyć unikalną grę, która jednocześnie wykorzystywałaby możliwości konsoli w oryginalny, kreatywny sposób i oferowała prostą mechanikę rozgrywki. W Destrobots umiejętność strzelania nie wystarczy. Wciągające tryby gry zmuszają tak do skupienia się na przeciwniku, jak również na różnego rodzaju power-up’ach, które w znacznym stopniu urozmaicą zabawę. Sądzimy, że tytuł ten, chociaż nie jest naszym największym projektem w tym roku, pozwoli fanom Nintendo czerpać maksimum radość z rozgrywki. To też kolejny krok na drodze do zoptymalizowania naszego portfolio – komentuje Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Jak zapowiedziano wcześniej, do końca roku krakowskie studio planuje jeszcze kilka kolejnych switch’owych premier. Za pośrednictwem spółki na japońską konsolę zmierzają m.in. tytuły katowickiego studia Incuvo oraz słowackiego Inlogic. W niedalekiej przyszłości 7Levels ma zdradzić również pierwsze szczegóły trzeciego, po Castle of Heart i Jet Kave Adventure, dużego tytułu własnej produkcji.

Odmrażanie pracy, czyli jak polskie firmy wracają do biur – raport

Większość polskich dużych przedsiębiorstw planuje powrót do biur do końca czerwca, ale będzie to proces stopniowy, w znacznej części dobrowolny i nie obejmie pracowników, którym warunki rodzinne i środowiskowe na to nie pozwalają. To, jak pracujemy, zmieni się na zawsze – tak wynika z badania przeprowadzonego przez CIONET, Deloitte i VMware wśród ponad 100 dużych i średnich firm z różnych sektorów.

Podczas, gdy rząd odmraża gospodarkę, polskie firmy planują powrót do biur. Według badania przeprowadzonego wśród członków CIONET Polska, społeczności kilkuset szefów IT z największych firm i instytucji w Polsce, taki plan ma już gotowy 56% przebadanych firm, a 30% ma plan częściowy. Prawie połowa decyzję o powrocie traktuje jako tymczasową i czeka na rozwój sytuacji epidemicznej, otwarcie szkół i przedszkoli oraz na kształtowanie się rządowych zaleceń bezpieczeństwa związanych z COVID-19.Badanie_powrot_do_biur_infografika_01_daty

Plany powrotu są wieloetapowe, uzależnione od oceny ryzyka i możliwości logistycznych firmy. Przy zachowaniu reżimu sanitarnego i dystansu społecznego, prawie żadne biuro nie pomieści kadr w normalnym wymiarze. W pierwszych etapach powrotu, pracownicy 41% firm mogą nadal pozostać w domu, jeśli chcą. 26% firm będzie oczekiwać pracy z biura od osób z wybranych grup – tych, których zadania wymagają obecności na miejscu. Ok 20% firm obowiązkiem powrotu – w trybie zmianowym – objęło cały personel (z wyjątkiem pracowników z grup ryzyka i opiekujących się dziećmi lub osobami zależnymi).Badanie_powrot_do_biur_infografika_02_decyzja

Jeszcze nie będzie normalnie: wyzwania powrotu

Wszystkie firmy wprowadzają podstawowe środki higieny (maseczki, rękawiczki, regularne odkażanie i rezerwacja biurek), przeprojektowany został też rozkład biurek. Wiele organizacji ograniczyło do minimum korzystanie z przestrzeni wspólnych (windy, kuchnie, kafeterie), a niektóre dodatkowo zainstalowały systemy pomiaru temperatury ciała i pracują nad zabezpieczeniem podróży pracowników do pracy.

Proces powrotu do biura powinien uwzględniać trzy kluczowe elementy: regulacje na linii pracodawca-pracownik dające możliwość pracy zdalnej, lub zmianowej – częściowo z biura, częściowo z domu; dostosowanie operacji firmy i celów biznesowych do funkcjonowania w „nowej normalności”; uwzględnienie wymogów regulacyjnych, w tym wytycznych Państwowej Inspekcji Pracy, czy Głównego Inspektora Sanitarnego związane z reżimem sanitarnym i środkami bezpieczeństwa. – mówi Mariusz Ustyjańczuk, Partner, Lider Risk Advisory w Deloitte. – Konieczna będzie również ocena niezbędnych technologii i narzędzi wsparcia, umożliwiających efektywną współpracę oraz zarządzanie realizacją zadań zarówno na miejscu w firmie, jak i przez pracowników pozostających w domach – dodaje.

Powrót czy ewolucja?

Marcowe wymuszone przejście na pracę z domu to nie tymczasowa zmiana, a początek transformacji tego, jak pracujemy. 88% firm w badaniu zamierza zwiększyć możliwości pracy zdalnej na stałe, nawet po powrocie do “normalności” po COVID-19. Ponad 70% będzie też mniej podróżować służbowo i odbywać mniej spotkań biznesowych.

Badanie_powrot_do_biur_infografika_03_po_covid-19

Wiele wskazuje na to, że polskie firmy w zakresie pracy zdalnej czeka rewolucja na miarę wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy w XIX w, a praca wreszcie zacznie być kojarzoną bardziej z czynnością, niż miejscem. – mówi Tomasz Lorek, EUC Enterprise Sales w VMware. – Większość z nas na własnym przykładzie przekonała się, że wiele spraw da się bowiem załatwić bez konieczności osobistego kontaktu. Tylko dzięki Internetowi możemy pracować na wiele nowych sposobów. Telekonferencje możemy zorganizować zarówno z poziomu specjalistycznych platform, jak i zwykłych komunikatorów social media. Codzienne zadania możemy z kolei wykonywać z poziomu aplikacji chmurowych dostępnych na smartfonie. Biorąc to pod uwagę, polski rynek czeka wzrost zainteresowania rozwiązaniami do wirtualizacji stanowisk pracy, cyfrowych asystentów czy po prostu do odbywania spotkań online.

Rozszerzenie możliwości pracy zdalnej nie wynika jednak wprost z przekonania o jej wyższości nad stacjonarną (26% osób w badaniu zauważyło poprawę produktywności na home office, 46% nie zauważyło zmiany, ale tylko 3% twierdzi, że home office pogorszył produktywność zespołu). Pracownicy od lat chcieli więcej pracować z domu, ale umożliwienie takiego trybu wymagało inwestycji w infrastrukturę, aplikacje, zasady pracy i kompetencje, które – jak mówią szefowie IT – od lat były odkładane na półkę. Migracja pracowników do home office wymuszona przez marcowy lockdown, sprawiła, że bariera technologiczna została w większości wyeliminowana.

Nasze badanie potwierdziło to, co wszystkim nam wydawało się już od dłuższego czasu: praca zdalna jest absolutnie możliwa w przypadku większości firm, co więcej: jest tak samo produktywna i wydajna. To właśnie praca zdalna stała się symbolem tzw. „nowej normalności.” – mówi Krzysztof Frydrychowicz, partner zarządzający CIONET Polska.

Na pewno jeszcze większy nacisk zostanie położony na bezpieczeństwo. Zmieni się system zarządzania zespołami, ale także system motywowania czy dbania o morale zespołu. Technicznie sytuacja jest opanowana. Wyzwaniem będzie to jak dbać o poczucie przynależności do zespołu, kiedy pracownicy zostali podzieleni na dywizje i przeszli na rotacyjny tryb zmianowy. Myślę, że na polu HR, Employer Brandingu i zarządzania będą teraz dziać się najciekawsze zmiany.

Ciekawym trendem jest zmiana głównej funkcji, jaką będą teraz pełnić biura. Staną się miejscami do interakcji i integracji, czyli tym, czego najbardziej brakuje w przymusowej pracy z domu. W biurach pojawi się więcej hot-desków, a pracownicy będą do niego wpadać głównie po to, by na żywo zobaczyć się z kolegami i koleżankami z zespołu.

Co zatrzyma rajd ryzykownych aktywów?

Wygląda na to, że na rynku wyraźnie brakuje konkretnych negatywnych katalizatorów. Pomimo trwających protestów w USA postępuje przywracanie działalności gospodarczej, co jest traktowane jako główne wsparcie dla motywu odbudowy globalnego ożywienia. Brak nowych doniesień na froncie USA-Chiny także pomaga zachować optymizm. Jedyne co teraz może zatrzymać rajd ryzykownych aktywów, to przekonanie o wykupieniu i konieczność technicznej korekty.

W tym tygodniu widzieliśmy klika przypadków, gdzie presja z tytułu odwracania/domykania pozycji prowokowała nadzwyczajne ruchy na rynku walutowym. W sytuacji niepohamowanego rajdu ryzyka czynniki fundamentalne przestają się liczyć, a ucieczka z USD wyrzuca z rynku posiadaczy krótkich pozycji m.in. na GBP/USD. Tzw. short squeeze wypchnął kurs GBP/USD pond 1,26 i dopiero średnia 100d stała się barierą, która przynosi pierwsze próby sprzedawania górki. Funt ma szczęście, bo gdyby nie silny risk-on i presja na osłabienie dolara, brytyjska waluta nie miałaby nic na swoją obronę. Złe zarządzaniem kryzysem w Wielkiej Brytanii, problemy z brexitem, gołębi BoE były do niedawna wystarczającymi argumentami, by fundamentalnie przemawiać za deprecjacją GBP. Te czynniki w końcu wrócą, szczególnie że czerwiec jest ostatnim miesiącem, kiedy Wielka Brytania może zgłosić chęć przedłużenia negocjacji z UE i odroczenia momentu przejścia na nowe (nieustalone) warunki handlowe. Dotychczasowe stanowisko Londynu sugeruje jednak, że rząd premiera Johnsona dąży do rozstania z UE od 1 stycznia 2021 r. z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Ostatni runda negocjacji kończy się w ten piątek i prawdopodobnie przyniesie potwierdzenie, że umowy handlowej nie ma. Jeśli gdzieś gorączka rajdu ryzyka ma być studzona, to najszybciej nastąpi to w przypadku funta.

Na razie jednak nie ma co stawać na przeciw rozpędzonym rynkom. Indeksy akcyjne szybują, dolar jest najsłabszy od końca marca, ropa Brent pierwszy raz od trzech miesięcy wraca ponad 40 USD/b. Entuzjazm nie ma słabych punktów i dziś nie zanosi się, aby miał być zaburzony. Kalendarz makro zawierają kilka ważnych odczytów, choć prawdopodobnie będą traktowane jedynie jako stwierdzenie faktu, z jakiego dołka wychodzi globalna gospodarka. Europa zaczyna od uzupełnienia majowych PMI z sektora usługowego. Najuważniej śledzony będzie jednak ISM z USA po południu z uwagi na duże znaczenie sektora dla całej gospodarki. Po drodze raport ADP będzie pierwszym zwiastunem przed piątkowym NFP. W Kanadzie bank centralny podejmuje decyzję, ale nie oczekuje się zmian w polityce. Będzie to pierwsze posiedzenia BoC pod przewodnictwem nowego prezesa Tiffa Macklema, co sugeruje spokojny start z utrzymanie stopy procentowej na technicznym dolnym limicie 0,25 proc. W komunikacie bank powinien dalej podkreślać, że pozostaje w gotowości do działania, jeśli będzie to konieczne, ale na razie uzna za zasadne poczekać na wyklarowanie sytuacji w gospodarce. Nie widzimy, aby decyzja mogła zakłócić umocnienie CAD oparte o lepsze nastroje i wzrosty cen ropy naftowej.

Dziś rano złoty kontynuuje umocnienie i EUR/PLN schodzi poniżej 4,38. Widać powszechny trend napływu kapitału na rynki wschodzące, a skala wczorajszego umocnienia złotego był w granicach średniej dla segmentu, co jest warte zaznaczenia, biorąc pod uwagę, że licząc o początku ubiegłego tygodnia złoty zyskał najwięcej spośród walut emerging markets. Innymi słowy główny ruch aprecjacyjny oparty o czynniki indywidualne już się dokonał i obecnie zmiany na złotym pozostają zbieżne z globalnym nurtem. Ponieważ fundamenty złotego nie są na rynku dobrze oceniane (niemal zerowe stopy procentowe, wysoka inflacja, spory rządu z UE), złoty może być atrakcyjną pozycją do sprzedaży, kiedy nastroje rynkowe się odwrócą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.