Polski przemysł zanotował w kwietniu spadek o ponad 1/4

W tym tygodniu nowe dane makro pokazały ogromny wpływ epidemii na gospodarki państw europejskich. W Polsce negatywnie zaskoczyły przede wszystkim wyniki produkcji przemysłowej, która w kwietniu zanotowała spadek w porównaniu miesięcznym o 25,5%. W zestawieniu rocznym nastąpił spadek o 24,7%, co jest wynikiem ponad dwukrotnie wyższym niż prognozowali analitycy. Spadki widać również między innymi w cenach produkcji, które obniżyły się o 1,3% r/r.

Problemy polskiej gospodarki zaczynają być widoczne również na rynku pracy, gdzie w kwietniu zanotowano międzyroczny spadek zatrudnienia o 2,1%. Natomiast dynamika wzrostu płac spadła z poziomu 6,3% (notowanego w marcu) do 1,9%. Sytuacja na rynku pracy w najbliższych miesiącach najprawdopodobniej nie będzie się też poprawiać. Nie należy również oczekiwać, że gospodarka europejska najgorszy okres ma już za sobą. Niemiecki indeks ZEW wzrósł do ponad 50 pkt, natomiast wskaźnik PMI jest nadal poniżej swojej długoterminowej średniej, lecz powoli zaczyna odbijać się od dna. Póki co można powiedzieć, że Europa ma za sobą jedynie okres największego pesymizmu, ale pod względem ekonomicznym sytuacja w najbliższych miesiącach wciąż będzie trudna.

Złoty w tym tygodniu umocnił się w stosunku do euro i jego kurs w piątek rano był na poziomie 5,52 PLN/EUR. Eurodolar oscylował na poziomie 1,093 USD/EUR.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Alarmująco zła sytuacja gmin uzdrowiskowych. Uzdrowiska znalazły się na krawędzi katastrofy finansowej i zostały bez wsparcia

Dnia 21 maja 2020 r. miała miejsce wideokonferencja włodarzy gmin uzdrowiskowych zrzeszonych w Stowarzyszeniu Gmin Uzdrowiskowych RP.

Spotkanie było poświęcone sytuacji społeczno-gospodarczej gmin uzdrowiskowych w okresie pandemii. Jak wynika z przedłożonych danych gminy uzdrowiskowe odnotowały ogromne spadki wpływów finansowych do swoich budżetów.

W przypadku gmin uzdrowiskowych, które swoją działalność opierają wyłącznie na lecznictwie i turystyce nastąpiła kumulacja niekorzystnych wydarzeń wywołanych koronawirusem. Różnice wpływów PIT, liczone w kwietniu do roku poprzedniego, wynoszą nawet od 36-52%, a CIT nawet do 90%. Samorządy uzdrowiskowe, w związku z brakiem turystów całkowicie tracą również wpływy z opłat uzdrowiskowych i miejscowych.

Tak znaczący ubytek dochodów jest wyjątkowo zaskakujący i może wróżyć katastrofę w budżetach gmin. Ogromny spadek dochodów odnotowały tez spółki komunalne, które nie otrzymują opłat za wodę, ścieki i śmieci od sanatoriów, hoteli, szpitali uzdrowiskowych, pensjonatów, restauracji. Zagrożone są wielomilionowe inwestycje współfinansowane ze środków unijnych.

Gminy uzdrowiskowe przygotowują się do nowego sezonu. Niestety, problemem jest brak jakiejkolwiek pomocy finansowej ze strony rządu. Tarcza antykryzysowa dla gmin uzdrowiskowych obejmująca możliwość przesuwania wydatków czy też zwiększonego zadłużania się jeszcze bardziej pogłębia złą sytuacje finansową tej kategorii gmin. Gminy zwracają uwagę, że nie są w stanie niczego zaplanować, ani podjąć działań promocyjnych, bo nie wiedzą kiedy otwarte zostaną granice, jak mają funkcjonować obiekty turystyczne i sanatoryjne, kiedy można uruchomić plaże, kąpieliska, baseny i inne obiekty turystyczne.

Stowarzyszenie Gmin Uzdrowiskowych RP dwukrotnie apelowało do premiera Mateusza Morawieckiego o wsparcie dla gmin uzdrowiskowych. Propozycje stowarzyszenia dotyczą refinansowania spadku wpływów dochodów z tytułu opłaty uzdrowiskowej, podwyższenia udziałów w podatkach PIT i CIT, refinansowania spadku wpływów w okresie zamknięcia uzdrowisk czy też zmniejszenia finansowego udziału gmin w inwestycjach realizowanych z programów unijnych. Kolejną z propozycji jest wprowadzenie tzw. „bonu uzdrowiskowego” w 100 % finansowanego ze środków centralnych. Gminy uzdrowiskowe chciałyby też zabezpieczenia finansowego ciągłości funkcjonowania kluczowej dla nich infrastruktury uzdrowiskowej (tężnie).

W ocenie burmistrzów, wójtów i prezydentów gmin uzdrowiskowych dotychczas przedstawiony pakiet rozwiązań dla samorządów jest niewystarczający.

Chiny chcą nadepnąć na odcisk prezydentowi USA

Powrót pesymistycznych nastrojów na rynki. Z jednej strony to konsekwencja ogłoszenia przez WHO nowej rekordowej liczby potwierdzonych przypadków Covid-19 spowodowanej luzowaniem restrykcji w poszczególnych krajach. Z drugiej narasta konflikt między Chinami a USA, punktem zapalnym tym razem jest Hongkong. Raporty PMI z różnych części świata pokazują lepszy obraz gospodarek.

Strach przed drugą falą epidemii

W ciągu tygodnia pojawiło się znów więcej osób zarażonych koronawirusem na świecie. Przodują w tym momencie Brazylia i Rosja, gdzie notujemy cały czas przyrost zakażeń i zgonów w ciągu kolejnych dób. Powrót do normalności może się więc okazać trudny, a ciężko będzie pogodzić odmrożenie gospodarek z zatrzymaniem dużej dynamiki wzrostu wskaźnika nowych zakażeń. Z tego też powodu wczoraj na rynkach akcji nastąpił odwrót i dominował kolor czerwony na parkietach w Europie, czy w USA. Nadal też inwestorzy boją się drugiej fali epidemii, o której mówią naukowcy z Chin. I trzeba przyznać, że ryzyko takie jest, bo nowe informacje z Chin mówią o większej liczbie przypadków i izolacji kolejnych miast, póki co mniejszych, niż choćby wcześniej miało to miejsce w Wuhan. Wczoraj media podały, że powrót restrykcji w Chinach objął 100 mln mieszkańców.

Znów gorąco na linii Waszyngton-Pekin

Kolejnym punktem zapalnym, który spowodował kiepskie nastroje na rynkach był znany temat relacji USA i Chin. W ostatnim czasie dało się odczuć, że kraje znów zmierzają do zaognienia relacji. Zaczęło się od pretensji Trumpa do Chin o spowodowanie wybuchu epidemii na taką skalę. Początkowo były to zarzuty o dezinformacje, by finalnie oskarżyć Państwo Środka o celowe wywołanie pandemii. Mimo wszystko jednak porozumienie handlowe nie zostało zerwane. Od wczoraj jednak mocarstwa znów się poróżniły w temacie Hongkongu. Chiny chcą wprowadzić rozwiązania egzekwujące “bezpieczeństwo narodowe”. Oczywiście w samym mieście jak i na świecie zostało to odebrane, jako koniec autonomii Hongkongu. Takie działania spowodują złość Trumpa, który niejednokrotnie pokazywał poparcie dla autonomii. Fakt, że Chiny zdecydują się de facto zaburzyć autonomiczność może wywołać reakcję prezydenta USA i konkretne działania, a nie tylko gesty. Tym bardziej w okresie kampanii prezydenckiej i kontrataku Demokratów, którzy uważają, że lepiej wyegzekwowaliby interesy Amerykanów w kontaktach z Chinami. Trump nie będzie mógł okazać słabości i polec także na tym polu, walcząc o głosy.

PMI na plus, sprzedaż detaliczna na minus

Wczorajsze raporty PMI pokazały lepszy obraz sytuacji gospodarczej na świecie. Odczyty w Niemczech, Francji, WIelkiej Brytanii czy USA nadal pokazują poziomy recesyjne, czyli poniżej 50 pkt, niemniej jednak są to odczyty wyższe niż w poprzednim miesiącu. Dane pokazują więc, że gospodarki powoli wstają z kolan. Wczoraj poznaliśmy też odczyt liczby nowych bezrobotnych w USA. Wynik wyniósł 2,43 mln co od początku pandemii daje łączną liczbę 38 mln bezrobotnych. Dzisiaj z kolei twarde dane makro z Wielkiej Brytanii, czy Polski nie były już tak optymistyczne. Sprzedaż detaliczna w kwietniu w tych krajach niemal runęła na samo dno, a wskazania wyniosły odpowiednio -18,1% i 22,6%. O 13.30 poznamy dzisiaj jeszcze protokół z ostatniego posiedzenia EBC. Wzrost napięcia na rynkach połączony z długim weekendem w USA i Wielkiej Brytanii (święto w poniedziałek) może oznaczać, że inwestorzy nie będą skłonni trzymać swoich pozycji w ryzykownych aktywach i zobaczymy wzrost zainteresowania walutami bezpiecznymi: jenem japońskim, czy frankiem szwajcarskim.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Kwietniowe spowolnienie w budownictwie mieszkaniowym

Najnowsza informacja GUS dotycząca wyników budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz w okresie pierwszych czterech miesięcy bieżącego roku, ujawniła pierwsze efekty lockdown’u związanego z pandemią, na który inwestorzy i deweloperzy nie mieli wpływu. Jak nietrudno było przewidzieć, bieżące statystyki uległy zdecydowanemu osłabieniu. Pytanie, czy to stan przejściowy, czy też produkcja mieszkań na dłużej zagości na zdecydowanie niższych poziomach.

Tradycyjnie już największą wagę z punktu widzenia bieżącej kondycji  rynkowej należy przypisać gusowskim statystykom prezentującym wolumen mieszkań, których budowę rozpoczęto. W tegorocznym kwietniu inwestorzy ogółem ruszyli z budową 13,6 tys. lokali. Jest to gorszy miesięczny wynik zarówno w relacji r/r jak i m/m, odpowiednio o 38 i ponad 27 proc. Z kolei ilość mieszkań, których budowę rozpoczęto ogółem (indywidualne, przeznaczone na sprzedaż, spółdzielcze oraz pozostałe) w pierwszych czterech miesiącach br., zamknęła się liczbą nieco ponad 66 tys., co oznacza regres względem wyniku osiągniętego w analogicznym okresie ub. roku o blisko 13 proc.

Jeszcze większe osłabienie w wynikach budów rozpoczętych widać u deweloperów. Z wynikiem kwietniowym rzędu 6,2 tys. jednostek wypadli oni gorzej licząc rok do roku o 46 proc., i niewiele lepiej w relacji do miesiąca poprzedniego. Wynik za 4 pierwsze miesiące br. zanotował natomiast zjazd o 15 proc. Można więc mówić o kwietniowym tąpnięciu nowych inwestycji deweloperskich.

W ostatnich czasach, obok nowo rozpoczynanych budów, do najmocniejszych stron gusowskich danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego należały statystyki dotyczące nowych pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń z projektem budowlanym. Coraz więcej wskazuje na to, że użyty w tym przypadku tryb przeszły jest jak najbardziej uzasadniony. Poziom 16,8 tys. decyzji administracyjnych z kwietnia oznacza spadek rok do roku rzędu blisko 27 proc. Jednak dzięki bardzo dobremu wynikowi pierwszego kwartału ogólna liczba pozwoleń od początku roku wynosi blisko 76 tys., co oznacza nieznaczny spadek w odniesieniu do analogicznego okresu 2019 r. zaledwie o 5 proc. Bardzo podobny regres stał się udziałem samych deweloperów, którzy na razie zgromadzili w okresie styczeń-kwiecień niewiele mniej pozwoleń niż przed rokiem. Pytanie jednak jak wyglądać będą najbliższe miesiące.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są jak wiadomo podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów, a także najlepszym barometrem optymizmu inwestorów reprezentujących wszystkie formy budownictwa. Bieżące dane GUS wyraźnie więc sygnalizują perspektywę oczekiwanych trudności w utrzymaniu pozytywnych trendów rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie.

Jak się okazuje, perturbacje związane z zagrożeniem epidemicznym nie oszczędziły także danych, na których dotychczas można było niezawodnie polegać, czyli tych dotyczących mieszkań oddanych do użytkowania. Szczególnie słabo wypadli tu inwestorzy indywidualni, którzy w kwietniu oddali tylko 3,6 tys. mieszkań, czyli aż o prawie 38 proc. mniej rdr. Deweloperzy z kolei z wynikiem równym 10 tys. lokali wypadli dużo lepiej z regresem 15 proc. względem kwietnia ub. roku. W sumie od początku roku spadek lokali oddanych jest na razie symboliczny, trudno jednak przewidzieć, czy tak optymistyczny rezultat da się utrzymać w kolejnych miesiącach roku.

W sumie w kwietniu wolumen mieszkań oddanych do użytkowania był najsłabszy od połowy 2018 roku, mieszkań rozpoczętych od grudnia tego samego roku, natomiast podobnie słaby wynik nowych pozwoleń inwestorzy zanotowali ostatnio w styczniu 2017 roku. Kwestią otwartą pozostaje trwałość obserwowanego osłabienia koniunktury.

Statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki są bowiem wypadkową koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań, a ta nie rokuje najlepiej, przynajmniej w perspektywie kilku najbliższych kwartałów. Za oczekiwanym spadkiem kontraktacji musi więc pójść ograniczenie produkcji mieszkań, którego skali na dziś dzień nie sposób oszacować.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Leasing w dobie koronawirusa – jakie możliwości ma przedsiębiorca?

Obecna sytuacja wywołana pandemią spowodowała, że u wielu przedsiębiorców doszło do zaburzenia płynności finansowej. Przekłada się to między innymi na zwolnienia pracowników, rozwiązywanie umów zlecenie oraz kłopot z terminowym regulowaniem zobowiązań, np. z tytułu umowy leasingu.

Jak informuje Polski Związek Leasingodawców oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, przedsiębiorstwa leasingowe dostarczają instrumenty finansowe w tym:

  • leasing,
  • pożyczki inwestycyjne,
  • krótko- i długoterminowe finansowanie wynajmu przedmiotów leasingu

dla ponad 800 000 przedsiębiorstw (w tym jednoosobowych działalności gospodarczych). Jak podaje PZL, ponad 50% to mikrofirmy o obrotach do 5 mln zł rocznie.

10 kwietnia 2020 branża leasingowa wydała komunikat, że zgodnie z zapowiedziami pracuje nad wdrożeniem pakietu osłonowego dla swoich klientów. 17 kwietnia Związek Polskiego Leasingu oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów przedstawili swoje stanowisko w związku z przeciwdziałaniem skutkom epidemii COVID-19 w Polsce. Zdaniem ZPL i PZWiLP pakiet osłonowy powinien mieć na celu umożliwienie prowadzenia działalności gospodarczej po ustaniu zagrożenia epidemiologicznego. Zgodnie z przedstawionym stanowiskiem, działania należy tak nakierować, aby przedsiębiorcom znajdującym się w sytuacji utrudniającej bieżącą i regularną obsługę umów pozostawić w dyspozycji finansowane przedmioty leasingu.

Zgodnie z przedstawionym stanowiskiem, ZPL i PZWiLP zwróciły się o dostosowanie przepisów tarczy antykryzysowej tak, aby – na wniosek leasingobiorcy lub w wyniku decyzji leasingodawcy – możliwe było:

  • odroczenie w czasie wynikającej z zawartych umów leasingowych rat w części kapitałowej, kapitałowo-odsetkowej lub kapitałowo-serwisowej,
  • odstąpienie od stosowania odsetek karnych w związku z odroczeniem spłat rat,
  • odstąpienie od stosowania części opłat i prowizji zawartych w tabelach opłat i prowizji,
  • elastyczne wydłużanie i dostosowanie okresów finasowania i okresów wynajmu,
  • dostosowanie działań windykacyjnych rozpoczętych przed okresem spowolnienia dla podmiotów, które ucierpiały wskutek epidemii.

Niestety te rozwiązania na chwilę obecną nie znalazły się w przepisach ustaw antykryzysowych. Co w takiej sytuacji może zrobić przedsiębiorca mający problem z regulowaniem zobowiązań z tytułu leasingu? – Jednym z najprostszych rozwiązań jest cesja leasingu, pod warunkiem, że przedsiębiorca wie, że nie poradzi sobie ze spłatą leasingu oraz podejmie decyzję o utracie prawa do jego wykupu – wyjaśnia Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt. – Cesja polega w pierwszej kolejności na znalezieniu firmy, która zdecyduje się przejąć leasing, co oznacza, że będzie kontynuować spłatę rat na dotychczasowych warunkach. Warto podkreślić, że jest to najmniej obciążający finansowo sposób wycofania się z umowy leasingu. W obecnej sytuacji problemem może być znalezienie firmy, która zdecyduje się na jej przejęcie.

Przedsiębiorcy mogą także rozważyć wcześniejszy wykup przedmiotu leasingu. Tego typu rozwiązanie powoduje, że stajemy się jego właścicielem, a następnie możemy go sprzedać. – Wykup, np. pojazdu z leasingu, będzie możliwy, jeżeli od czasu zawarcia umowy upłynęło minimum 40% normatywnego okresu amortyzacji przedmiotu. Dla pojazdów osobowych jest to okres 24 miesięcy. W przypadku wcześniejszego wykupu leasingodawca rozliczy umowę, pomniejszając ją o część oprocentowania. Należy tu się liczyć z dodatkową opłatą manipulacyjną za wcześniejszy wykup pojazdu – wskazuje ekspert inFakt.

Ostatnim rozwiązaniem jest zerwanie umowy leasingu oraz zwrot przedmiotu do leasingodawcy. Niestety niesie ono ze sobą najwięcej negatywnych skutków finansowych. W przypadku tego rozwiązania leasingodawcy przysługuje wartość pozostałych rat do końca umowy pomniejszonych o część oprocentowania. Dodatkowo leasingodawcy nakładają na leasingobiorców opłaty manipulacyjne za zerwanie umowy leasingu. Wyliczona kwota zobowiązania zostanie następnie pomniejszona o wartość zwróconego przedmiotu. – Jeżeli wartość zwracanego przedmiotu będzie niższa od wyliczonego zobowiązania, wówczas leasingobiorca będzie musiał dopłacić różnicę leasingodawcy – co wiąże się z dodatkowymi kosztami – przypomina Piotr Ciszewski.

Pomimo braku szczególnych uregulowań w tarczy antykryzysowej, przedsiębiorca, który wie, że będzie miał problem z uregulowaniem zobowiązania, powinien w pierwszej kolejności skontaktować się bezpośrednio z leasingodawcą. Warto pamiętać, że obecna sytuacja uderza pośrednio w gałąź gospodarki, jaką jest leasing, dlatego bez wątpienia firmom zależy, aby przedmiot leasingu pozostał w rękach przedsiębiorcy. Firmy te już z początkiem kwietnia wprowadziły regulacje mające na celu ułatwić spłatę przedmiotu leasingu przedsiębiorcom dotkniętym obecną sytuacją. Rodzaj pomocy będzie się różnił w zależności od firmy leasingowej, dlatego tak ważny jest bezpośredni kontakt z leasingodawcą.

Wirtualne kasy fiskalne – realne zagrożenie dla budżetu państwa

Od początku procesu wprowadzania kas wirtualnych Ministerstwo Finansów wielokrotnie komunikowało o potrzebie przeprowadzenia pilotażu tego rozwiązania na wąskiej grupie przedsiębiorców, z uwagi na ryzyko rozszczelnienia systemu poboru podatku VAT. Z niewiadomych przyczyn na kilkanaście dni przed planowanym ogłoszeniem rozporządzenia w projekcie pojawiło się rozszerzenie grupy pilotażowej na gastronomię, hotelarstwo oraz handel węglem.

22 maja 2020 roku odbyła się konferencja prasowa Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji z apelem do Prezesa Rady Ministrów w tej sprawie. W wydarzeniu udział wzięli: Stefan Kamiński – prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, prof. Witold Modzelewski – prezes Instytutu Studiów Podatkowych i twórca podatku VAT, dr Marian Szołucha – ekspert Instytutu Prawa Gospodarczego oraz Marcin Monkiewicz – prezes Organizacji Pracodawców Branży Fiskalnej.

Realne zagrożenie dla budżetu państwa

Podczas konferencji eksperci wskazali, że w obecnym kształcie rozporządzenie wywołuje szereg zagrożeń, w tym tak poważne jak rozszczelnienie systemu rejestracji sprzedaży, a tym samym wzrost szarej strefy. W konsekwencji obniżą się wpływy z podatku VAT do budżetu państwa. Według analityków skala uszczupleń podatkowych tylko w branży gastronomicznej sięga 1-2 miliardów złotych rocznie, a po wprowadzeniu wirtualnych kas fiskalnych może jeszcze znacznie wzrosnąć. Ponadto została zwrócona uwaga na fakt, że bardzo duże zastrzeżenia od strony merytorycznej zgłosił Główny Urząd Miar, który to ma dopuszczać kasy wirtualne do stosowania.

„Pomiędzy marcem a kwietniem projekt wprowadzenia wirtualnych kas fiskalnych przeszedł znaczącą przemianę. Co takiego wydarzyło się w Ministerstwie Finansów? Początkowo kasy wirtualne miały być przeznaczone wyłącznie dla usług transportowych, jednak w drugim projekcie rozporządzenia zdecydowano, że trafią one również do branż wrażliwych podatkowo, takich jak HoReCa (hotele, restauracje, catering – red. ) czy branża węglowa. Czy stać nas na tak poważne rozszczelnienie systemu podatkowego? Uważam, że wirtualne kasy fiskalne wprowadzane w ten sposób, stanowią realne zagrożenie dla budżetu państwa” – stwierdził podczas konferencji prasowej Stefan Kamiński.

Pod względem bezpieczeństwa kasy wirtualne to krok wstecz

„Dodanie branży HoReCa, czyli około 70 tys. podatników, jest niekonsekwentne i rażąco sprzeczne z zajmowanym wcześniej przez Ministerstwo Finansów stanowiskiem” – stwierdził Marcin Monkiewicz.

Prof. Witold Modzelewski w przygotowanej analizie dot. projektowanego rozporządzenia wskazuje, że ze względu na łatwość ingerencji w oprogramowanie, czy możliwość używania oprogramowania na różnych urządzeniach (telefony, tablety, itp.) „zastąpienie kasy tradycyjnej zarówno sprzętowej jak i online kasą wirtualną stanowi podstawowe zagrożenie dla ewidencjonowania sprzedaży w podatku od towarów i usług. Taka sytuacja prowadzić może do katastrofy”.

Zdaniem dr. Mariana Szołuchy „pod względem bezpieczeństwa systemu fiskalnego kasy wirtualne są krokiem wstecz wobec kas online, o ironio – niedawno wprowadzonych. Mogą one być tworzone przez dowolnego dostawcę i instalowane na dowolnym telefonie lub tablecie. Oznacza to, że za chwilę na rynku pojawią się aplikacje do ‘cofania licznika’ transakcji i inne podobne programy”.

Jak wnoszą eksperci, projekt wprowadzenia kas wirtualnych wymaga dopracowania, pogłębionej analizy, a początkowo tego typu kasy powinny być przeznaczone dla branż, które do tej pory nie były objęte kasami fiskalnymi. Obszarem do przetestowania kas wirtualnych może być sprzedaż z automatów, sprzedaż internetowa, czy przejazdy przy wykorzystaniu aplikacji Uber.

Branża HoReCa – dlaczego wybrana do pilotażu?

Branża HoReCa jest szczególnie wrażliwa podatkowo. Z badań przeprowadzonych przez KRGiC wynika, iż wśród dużych sieci restauracji, poziom szarej strefy to około 5%. Jednak im sieć jest mniejsza, a proces sprzedaży mniej sformalizowany, jak w przypadku pojedynczych punktów gastronomicznych, poziom szarej strefy w działalności danego podmiotu gastronomicznego może przekraczać 50% obrotów.

Profesor Witold Modzelewski wyraził zaniepokojenie planami Ministerstwa Finansów. „Projektodawca wykazuje niekonsekwencję – wprowadza restrykcyjne rozwiązania, takie jak obowiązkowe kasy online, wzmożone kontrole podatkowe w branżach wrażliwych, a jednocześnie dopuszcza możliwość stosowania przez nie niesprawdzonego rozwiązania o obniżonym stopniu bezpieczeństwa”.

„W styczniu 2020 roku minister finansów Tadeusz Kościński w wywiadzie dla PAP na pytanie o dalsze uszczelnianie systemu podatkowego VAT odpowiedział: ‘Lukę VAT można jeszcze zmniejszyć. Czy zawsze dostaje pan paragon w restauracji?’ – Co sprawiło, że pan minister zmienił zdanie?” – pytał z zaniepokojeniem podczas konferencji Stefan Kamiński.
Podczas konferencji eksperci podpisali wspólny apel do Prezesa Rady Ministrów o odrzucenie projektu rozporządzenia w zakładanym kształcie i dalsze prace nad nim uwzględniające przeprowadzenie pilotażu jedynie w branżach, cechujących się niskim ryzykiem nadużyć.

W średnich i dużych firmach odnotowaliśmy niespotykane do tej pory zmniejszenie zatrudnienia

Odmrażanie gospodarki i wzrost popytu po najgorszym okresie epidemicznym uratuje wiele polskich firm. Warto jednak pochylić się nad wynikami badań, prowadzonych przez Polski Instytut Ekonomiczny – zanim odtrąbimy optymistyczną wieść o odrodzeniu się gospodarki. PIE od początku trwania lockdownu epidemicznego przeprowadził cztery edycje badania, zbierając informacje o kondycji firm i ich planach na bliską przyszłość. Najnowsza faza, przeprowadzona w połowie maja, ukazuje wzrost przychodów u kilkunastu procent przedsiębiorców – a odsetek firm deklarujących spadek przychodów zmalał o 18 punktów procentowych. To dobra wiadomość, szczególnie że idzie za nią zmniejszenie planowanych zwolnień i obniżek wynagrodzeń – z 28% firm deklarujących zwolnienia w kwietniu, w maju pozostało już tylko 8%. Liczba firm planujących obniżenie wynagrodzeń spadła z 46% badanych przedsiębiorstw do mniej niż jednej piątej. To optymistyczne dane. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że firmy deklarujące w kwietniu zwolnienia i obniżki, najprawdopodobniej już ich dokonały.

– Dzisiejsze dane GUSu wskazują na zmniejszenie się puli etatów w sektorze przedsiębiorstw o 150 tysięcy. A więc w średnich i dużych firmach odnotowaliśmy niespotykane do tej pory zmniejszenie zatrudnienia. To oznacza, że plany zwolnień z marca i kwietnia zostały zrealizowane – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To nie jedyna konsekwencja zamrożenia gospodarki w ostatnich miesiącach. Przedsiębiorcy coraz częściej zderzają się z problemem zatorów płatniczych. Pod tym względem sytuacja pogarsza się z miesiąca na miesiąc. Obecnie jedna czwarta firm deklaruje trudności z realizacją własnych zobowiązań finansowych. Widzimy tutaj wzrost o 2 punkty procentowe w stosunku do połowy kwietnia. Bardziej jednak niepokoi nas to, że ponad 40% firm deklaruje problemy z uzyskiwaniem płatności od swoich kontrahentów. Wysłali już faktury – ale mają problemy, by wyegzekwować spływ należności. Brak płynnego przepływu kapitału pomiędzy firmami oznacza niebezpieczną sytuację gospodarczą, nawet jeśli odmrozimy koniunkturę. Ten element w perspektywie maja, czerwca i kolejnych miesięcy tego roku będzie absolutnie kluczowy. Szczególnie, że sytuacja finansowa przedsiębiorstw i ich rezerwy kapitałowe są nadszarpnięte – podkreśla Kubisiak.

Niemiecko-francuski balon próbny unii fiskalnej

18 maja niemiecka kanclerz Angela Merkel i francuski prezydent Emmanuel Macron zaproponowali utworzenie jednorazowego silnego funduszu odbudowy w wysokości 500 mld euro (3,6% PKB UE w 2019 r.) z przeznaczeniem na pomoc tym gospodarkom, które najbardziej zostały dotknięte pandemią Covid-19.

Plan przewiduje emisję przez Komisję Europejską obligacji na rynkach kapitałowych, gwarantowanych przez wiążący plan spłaty w oparciu o budżet UE. Podczas gdy krajowe wkłady do funduszu byłyby dyktowane przez znaczenie gospodarcze państwa członkowskiego, wsparcie finansowe wypłacane przez fundusz regionom i sektorom – co ważne, w formie dotacji a nie pożyczek – byłoby określane przez potrzebę, tj. negatywny wpływ kryzysu Covid-19.

Wykres 1 – Wydatki UE w ramach funduszu ratunkowego UE w początkowym okresie (% DNB)

Wydatki UE w ramach funduszu ratunkowego UE w początkowym okresie
Źródła: Refinitiv, Allianz Research/Euler Hermes

Ta pierwsza próba unii transferowej może sprawić wrażenie, że wypłaty netto są małe dla, powiedzmy, Włoch, ale w warstwie symbolicznej ma to duże znaczenie. W oparciu o szybkie wyliczenie na podstawie nominalnego PKB w 2019 r. jako podstawy wpłaty każdego kraju UE i jako klucza wypłaty w przypadku Covid-19 eksperci Allianz i Euler Hermes zauważają, że Włochy otrzymałyby 20% funduszu ratunkowego UE, co byłoby równoznaczne z wypłatą netto w wysokości tylko około 2% włoskiego PKB, rozłożoną ponadto w ciągu kilku lat (najprawdopodobniej w ciągu trzech jako efekt dążeń do przyspieszenia wsparcia finansowego – zob. Wykres 1). Składka Włoch oparta na wielkości ich gospodarki stanowi blisko 13% całego funduszu ratunkowego, stąd Włochy musiałyby otrzymać co najmniej tę kwotę z powrotem, aby osiągnąć próg rentowności – bez względu na oszczędności w zakresie kosztów obsługi zadłużenia, które oczywiście są również znaczące. Ponadto, te kwoty nie będą wystarczające, bowiem we Włoszech spodziewane skutki gospodarcze związane z kryzysem Covid-19 prawdopodobnie obejmą spadek PKB o 11,4% w 2020 r. i wzrost długu publicznego do 169% PKB. Symbolika funduszu ratunkowego UE wciąż więc przeważa nad jego bieżącym wpływem ekonomicznym. Co interesujące, w tym wyliczeniu, Grecja, Polska, Austria i Niemcy – w tej kolejności – stałyby się kluczowymi płatnikami składek netto. Paradoksalnie, mając na uwadze dotkliwy wpływ Covid-19 na gospodarkę, Zjednoczone Królestwo prawdopodobnie stałoby się beneficjentem netto funduszu ratunkowego UE, gdyby nie brexit.

W opinii ekonomistów Allianz i Euler Hermes, niemiecko-francuska propozycja ma jednak historyczne znaczenie i powinna być rozumiana jako balon próbny w prawie euroobligacji, z Niemcami dokonującymi wielkiego „aktu wiary”. Jeżeli kraje-beneficjenci wykorzystają fundusz do podniesienia potencjału wzrostu swoich gospodarek, może to otworzyć drzwi do dalszych kroków w kierunku realnej unii fiskalnej, ponieważ można oczekiwać, że państwa członkowskie podążą za rozsądną polityką gospodarczą i ambitnym programem reform. W tym kontekście, odniesienie propozycji do minimalnej efektywnej stawki podatku, a także sprawiedliwego opodatkowania gospodarki cyfrowej (ta ostatnia być może podniesie wpływy UE z podatków w przyszłości), podkreśla ambicję niemiecko-francuskiego tandemu podjęcia dalszych działań związanych z integracją fiskalną.

Utworzenie funduszu mogłoby również być  w formie zalążkowej początkiem europejskiej agencji ds. zadłużenia. Mało powszechna jest świadomość, że Komisja UE już od kilku lat emituje wspólny dług– ale niewątpliwie nie w tej skali. Z wielkością niespłaconego zadłużenia rzędu 500 mld euro, fundusz ratunkowy UE stałby się piątym co do wielkości emitentem w ramach (quasi-) rządowego segmentu euro, nieco większym niż Europejski Bank Inwestycyjny.

Wykres 2 – Niespłacone zadłużenie (w mld EUR)

Niespłacone zadłużenie
Źródła: Bloomberg, Allianz Research/Euler Hermes

To byłoby wystarczające do uformowania płynnej krzywej referencyjnej strefy euro. Czyli tego, czego na przykład europejski mechanizm stabilności (EMS) nie zdołał dotychczas zrobić. Krzywa ta może wówczas również służyć jako alternatywna krzywa odniesienia dla rynku euroobligacji. Zakładając, że funduszowi ratunkowemu zostanie przypisany obecny rating AAA Komisji UE, można się spodziewać, że fundusz ratunkowy UE będzie w stanie się zrefinansować nieco powyżej Niemiec, blisko EBI i KFW (oba AAA).

Wykres 3: Średnia rentowność (w %) względem termin zapadalności (w latach)

Średnia rentowność (w %) względem termin zapadalności
Źródła: Bloomberg, Allianz Research/Euler Hermes

Należy preferować ultradługoterminowe finansowanie za pomocą obligacji niż obligacji wieczystych (lub wieczystych obligacji państwowych). Gdy dochodzimy do kwestii, czy fundusz powinien być częściowo finansowany również za pomocą obligacji wieczystych, to ekonomiści Allianz i Euler Hermes są zdania, iż byłaby to ryzykowna strategia. Po pierwsze, obligacje wieczyste mogą nie spełniać kryteriów kwalifikowalności EBC. Ponadto popyt na obligacje wieczyste jest zwykle ograniczony, ponieważ bilans ryzyka dla inwestora przechyla się na jego niekorzyść ze względu na fakt, że inwestycja może zostać odzyskana tylko, jeżeli obligacja zostanie sprzedana na rynku wtórnym lub wykupiona. Wieczyste obligacje państwowe nie istnieją obecnie w strefie euro. Nie jest więc pewne, czy wzbudziłyby zainteresowanie. Akceptacja rynku stałaby więc pod znakiem zapytania. Nieudana emisja byłaby katastrofalnym sygnałem dla UE i stabilności finansowej strefy euro oraz mogłaby zniszczyć znaczną część pozytywnego nastawienia do utworzenia funduszu. Jeżeli naprawdę chce się zastosować ultradługie terminy zapadalności (z racji międzypokoleniowej sprawiedliwości lub z innych powodów – chociaż EBC może kupować długi z terminami wymagalności do 30 lat), należy raczej dążyć do emisji w segmencie 50-100 lat. Wcześniejsze emisje obligacji o ultradługich terminach zapadalności (np. Austria 70 lat i 100 lat) cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród inwestorów, którzy albo starają się pokryć swoje długoterminowe zobowiązania, albo chcą wykorzystać je jako niepochodne instrumenty spekulacyjne o wysokim wskaźniku beta w zakresie ryzyka stopy procentowej. Obecnie niespłacone obligacje o terminach zapadalności +50 lat mają wartość tylko 13 mld euro. Ten segment rynku z pewnością ma większą zdolność absorpcyjną.

Struktura finansowania wyznaczy kierunek dla przyszłości funduszu ratunkowego UE. Jeżeli będzie na dużą skalę finansowany za pomocą ultradługoterminowych obligacji, prawdopodobne jest, że pozostanie w formie zalążkowej i stanie się po prostu kolejnym graczem na już wysoce podzielonym rynku europejskich obligacji (quasi-)rządowych. Jeżeli zostanie wybrane bardziej elastyczne i zróżnicowane podejście do finansowania, może stać się aktywnym graczem rynkowym z możliwością przyczynienia się do harmonizacji rynku.

Ogłoszenie planu jest więc czymś znacznie bardziej istotnym, niż tylko proponowany fundusz ratunkowy. W rzeczy samej, w swoim oświadczeniu, niemiecko-francuska para przedkłada kilka ambitnych projektów dla Unii Europejskiej. Takie dostosowanie planów i ambicji – zwłaszcza w czasach tłumionych napięć rynkowych – jest krzepiące. Należy się spodziewać, że proponowane pomysły odegrają znaczącą rolę w nadchodzącej prezydencji Niemiec w UE i poza nią. Obok poszukiwania większych kompetencji w dziedzinie polityki zdrowotnej propozycja stanowi precyzyjnie wyważony kompromis pomiędzy realizacją ambitnej strategii przemysłowej i pozostaniem mistrzem otwartych rynków i wolnego (ale uczciwego) handlu, walcząc ze zmianami klimatycznymi i opowiadając się za większą sprawiedliwością społeczną, odgrywającą kluczową rolę w wychodzeniu z kryzysu z powodu Covid-19. „Mapy drogowe ekologicznej naprawy gospodarczej” według sektorów, cele w zakresie wyższych redukcji emisji powiązane z działaniami i minimalne ceny emisji dwutlenku węgla w ramach systemu handlem emisjami UE są częścią szerszego dążenia, potwierdzającego zaangażowanie Europy w ekologizację ożywienia gospodarczego. W odniesieniu do przyspieszenia transformacji cyfrowej propozycja obejmuje rozwój 5G i wzmocnienie bezpieczeństwa cybernetycznego, a także ustanowienie ram umożliwiających rozwój sztucznej inteligencji (AI), oraz uczciwe regulacje dla platform cyfrowych. W zakresie ambicji dotyczących podniesienia ekonomicznej i przemysłowej odporności i suwerenności UE oraz wzmocnienia jednolitego rynku do priorytetów należą: wspieranie dywersyfikacji łańcuchów dostaw, rozwijanie mechanizmu antysubwencyjnego, zapewnienie efektywnej wzajemności zamówień publicznych z krajami trzecimi, ustanowienie skutecznego badania wstępnego inwestycji spoza UE, zachęcanie do (re)lokacji inwestycji do UE, modernizacja polityki konkurencji, zakończenie tworzenia cyfrowego, energetycznego i kapitałowego rynku UE, wzmocnienie konwergencji społecznej i przyspieszenie dyskusji w sprawie ram UE dla minimalnego wynagrodzenia za pracę – dostosowanego do sytuacji krajowej.

Trudności w poszczególnych krajach i na arenie międzynarodowej – należy obserwować reakcje Rady UE. Po przedstawieniu propozycji przez Merkel i Macrona ruch należy do pozostałych 25 członków UE. Zasadnicze znaczeniu dla zagwarantowania, że fundusz będzie w stanie zapewnić ożywienie gospodarcze w Europie, wystarczający „wiatr w plecy”, jest czas – niezbędne jest szybkie porozumienie. Podczas gdy Włochy i Hiszpania wyraziły już swoje wsparcie dla funduszu ratunkowego, Austria wraz z Holandią, Danią i Szwecją odniosły się do propozycji z rezerwą podkreślając, że jakakolwiek pomoc finansowa powinna mieć formę pożyczki. Jednocześnie wschodnioeuropejskie państwa członkowskie UE również prawdopodobnie pozostaną ostrożne w obawie, że dodatkowe obciążenie nałożone na budżet UE może zmniejszyć dostępne fundusze strukturalne niezwiązane z Covid-19. Dlatego ekonomiści Allianz i Euler Hermes wskazują,  i z nie można dać się ponieść nadmiernemu entuzjazmowi, ponieważ istnieje poważne ryzyko, że propozycję trzeba będzie złagodzić, aby była do przyjęcia dla bardziej sceptycznych państw członkowskich. Być może klucz podziału powinien podlegać większej kontroli, aby zapewnić, że wypłaty netto nie będą skoncentrowane na małej liczbie krajów, ale zamiast tego zostaną podzielone na szerszą skalę. Ostateczna propozycja Komisji UE spodziewana jest 27 maja, która – po jednomyślnym głosowaniu – będzie wymagać ratyfikowania przez rządy krajowe.

Autorzy:
LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista, Allianz Research/Euler Hermes
KATHARINA UTERMÖHL, CFA
Starszy Ekonomista, Allianz Research/Euler Hermes
PATRICK KRIZAN
Starszy Ekonomista, Allianz Research/Euler Hermes

Edycja specjalna Economic Security Forum ECONSEC 2020

Zapraszamy do udziału w tegorocznej edycji Economic Security Forum ECONSEC pt. ROK 2020: GOSPODARKA W OBLICZU ZMIAN, który odbędzie się w dniu 3 czerwca br. Forum ECONSEC jest od wielu lat wydarzeniem poświęconym bezpieczeństwu gospodarczemu, które w tym roku odbędzie się w formie konferencji on-line.

Europejskie Centrum Biznesu pragnie zaprosić przedstawicieli administracji rządowej oraz Zarządy kluczowych spółek w kraju do debaty poświęconej omówieniu obecnej sytuacji gospodarczej z perspektywy największych polskich przedsiębiorstw. Pragniemy, aby zaproszeni goście w ramach zaplanowanych debat odnieśli się do kwestii zabezpieczenia polskiej gospodarki w dobie pandemii, pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa gospodarczego, energetycznego i finansowego. Wśród tematów, jakie zostaną poruszone podczas video-debat, będą: nowe wyzwania dla polskiej gospodarki w obliczu pandemii, sytuacja sektora energii w obecnym czasie, nowe realia na rynkach zagranicznych. Szczegółowe informacje: www.econsec.pl

Przekształcenie spółki stanie się prostsze

Z dniem 1 marca 2020 r. weszła w życie duża nowelizacja kodeksu spółek handlowych. Głębokie zmiany polegają m.in. na uproszczeniu dokonywania przekształceń spółek prawa handlowego, a więc możliwości zmiany formy prawnej prowadzonego biznesu. W ślad za tą zmianą idą kolejne, które mogą mieć duże znaczenie dla przedsiębiorców – m.in. korporacyjne prawo wyjścia, na nowo regulujące pozycję wspólników spółek, którzy – nie zgadzając się na planowane przekształcenia – postanowią opuścić spółkę.

Przekształcenie bez biegłego rewidenta

Dokonując przekształcenia spółek prawa handlowego, w większości przypadków konieczne było dotychczas sporządzenie planu przekształcenia w zakresie poprawności i rzetelności przez biegłego wyznaczonego przez sąd. Obowiązek badania planu przekształcenia przez biegłego był wyłączony tylko w przypadku przekształcenia spółki jawnej lub partnerskiej, w której wszyscy wspólnicy prowadzili sprawy spółki, w inną spółkę osobową. Zgodnie z obowiązującymi dotychczas przepisami opinia biegłego rewidenta powinna zostać przedstawiona w terminie wyznaczonym przez sąd, nie dłuższym niż dwa miesiące. Do tego dochodził czas oczekiwania na samo wyznaczenie, co do którego przepisy nie narzucały sądowi żadnego terminu. To sprawiało, że sama procedura związana z badaniem trwała około trzech miesięcy.

Dodatkowo należało się liczyć ze sporym wydatkiem. Dokładna kwota była uzależniona od czasu poświęconego przez biegłego na zbadanie planu przekształcenia, na co wpływ miały m.in. wielkość spółki, złożoność planu i liczba dokumentów księgowych, które należało prześwietlić. Na wysokość tej kwoty wpływ miało również to, czy spółka sama rozliczała się z biegłym rewidentem, czy za pośrednictwem sądu rejestrowego. W każdym przypadku była zatem inna i mogła się wahać od około dwóch do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Co przy tym istotne, procedura ta była obowiązkowa, nawet jeżeli w praktyce była ona zbędna ze względu na dobrą znajomość sytuacji finansowej spółki przez wszystkich wspólników oraz jasne porozumienie co do przekształcenia.

Na gruncie nowych regulacji badanie planu przekształcenia w tym trybie jest obligatoryjne jedynie w przypadku przekształcenia w spółkę akcyjną. Taki obowiązek nie wystąpi w przypadku innych przekształceń spółek, co zapewni wspólnikom znacznie większą elastyczność. Odpadną także istotne koszty, a procedura przekształcenia ulegnie znacznemu skróceniu. Jednocześnie wciąż będzie możliwe przeprowadzenie badania na warunkach ustalonych przez samych zainteresowanych.

Nowe regulacje nie uchylają natomiast obowiązku zbadania przez biegłego rewidenta planu przekształcenia jednoosobowego przedsiębiorcy w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółkę akcyjną.

Zmiana umowy nie jest już konieczna

Istotną zmianę stanowi także wprowadzenie w życie przepisu, w myśl którego nie jest konieczne dokonanie zmiany umowy spółki (lub w przypadku spółki akcyjnej statutu), a wystarczająca staje się uchwała o przekształceniu. Także to zapewni usprawnienie procesu oraz przyniesie pewne oszczędności – zwłaszcza w przypadku, gdy umowa (statut) wymaga formy aktu notarialnego. Dodatkowo wspomnieć należy o jeszcze jednej korzyści wynikającej z tej regulacji – nie będzie mogło dochodzić do sytuacji, w których wspólnicy po podjęciu skutecznej uchwały o przekształceniu nie mogą porozumieć się co do brzmienia umowy (statutu) spółki, co w istocie paraliżuje jej działalność.

Korporacyjne prawo wyjścia

Wszystkie te zmiany związane są z jeszcze jednym istotnym faktem, który dotychczas był przez ustawę nieco pomijany i którego nie uwzględniano, tworząc mocno sformalizowany tryb przekształceń spółek. Spółka przekształcona nie jest w istocie nowym podmiotem, lecz kontynuacją poprzedniej spółki. Ponadto tworzą ją ci sami wspólnicy. Nowe regulacje wyrażają to wprost w art. 553 § 3 KSH, który stanowi, że wspólnicy spółki przekształcanej stają się z dniem przekształcenia wspólnikami spółki przekształconej, choć został przewidziany istotny wyjątek, których chroni interesy wspólników niezgadzających się na zmianę formy prawnej prowadzonej działalności.

Wprowadzony do ustawy art. 5761 § 1 KSH stanowi, że wspólnik, który głosował przeciwko uchwale o przekształceniu spółki kapitałowej w spółkę osobową i zażądał zaprotokołowania sprzeciwu, może żądać odkupu jego udziałów albo akcji w spółce przekształcanej. Jeśli więc wspólnik nie godzi się na przekształcenie, ale został przegłosowany przez pozostałych wspólników, ma prawo wycofać się ze wspólnie prowadzonej działalności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że prawo to jest wyraźnie ograniczone do sytuacji przekształcenia spółki kapitałowej (spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjnej) w spółkę osobową.

Cena odkupu akcji lub udziałów określana jest według wartości godziwej. Przepisy KSH nie przewidują szczególnego trybu określania tej wartości i jej weryfikacji, dlatego też występującemu wspólnikowi zapewniony jest dodatkowy mechanizm ochronny – jeżeli nie zgadza się on na cenę odkupu, może wnieść powództwo o ustalenie wartości godziwej jego udziałów lub akcji. Samo powództwo nie wstrzymuje przekształcenia i odkupu, ale zapewnia wspólnikowi otrzymanie ceny na odpowiednim poziomie z uwzględnieniem rzeczywistej wartości spółki. Co przy tym istotne, jeżeli wszystkie udziały albo akcje wspólników żądających odkupu nie zostaną odkupione, przekształcenie nie dojdzie do skutku.

Decyzja o przekształceniu jest kluczowa dla spółki

Wszystkie te zmiany sprawiają, że procedura przekształcenia spółek staje się prostsza, szybsza i tańsza. To z kolei bez wątpienia pozytywnie wpłynie na elastyczność prowadzenia działalności i może zachęcić wspólników do zmiany formy jej prowadzenia w trakcie współpracy. Jest to bardzo istotne, gdyż zmiany często są potrzebne ze względu na rozwój prowadzonej działalności i pojawiające się w związku z tym nowe problemy i potrzeby stojące przed wspólnikami i samą spółką. Nie zmienia to jednak faktu, iż przekształcenia nadal pozostaną skomplikowanym procesem o olbrzymim znaczeniu dla spółki i jej wspólników. Dlatego też, decydując się na ten krok, należy pamiętać, jak ważne jest dokładne zbadanie potencjalnych konsekwencji – zwłaszcza w sytuacji, gdy plan przekształcenia nie zostanie poddany obowiązkowemu badaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Premium Fund S.A. przejmuje spółkę Glass Cannon Games

Premium Fund S.A. (w trakcie zmiany nazwy na Oxygen S.A.), spółka notowana na rynku NewConnect, nabyła 100% udziałów w spółce Glass Cannon Games Sp. z o.o. Jest to drugi po Mousetrap Games podmiot z branży gamingowej przejęty przez Premium Fund w tym roku.

Glass Cannon Games to zarejestrowana w Iławie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, twórca tytułu „Jars” („Słoiki”), który został doceniony przez graczy i krytyków na targach Gamescom 2019 w Kolonii. Przejmowana spółka posiada autorskie prawa majątkowe do tej gry, które dzięki transakcji zasilają portfolio Grupy Premium Fund.

– Przejęcie Glass Cannon Games jest zgodne z naszymi planami w zakresie produkcji i dystrybucji gier mobilnych. Mocnym atrybutem Glass Cannon Games jest tytuł „Jars”. Jako Premium Fund poszukujemy w produkcjach naszych spółek innowacji, których w tym tytule nie brakuje – mówi Edward Mężyk, Prezes Zarządu Spółki Premium Fund S.A. – To midcore’owa gra o unikalnej grafice i rozbudowanej rozgrywce. Tytuł łączy w sobie cechy gry logicznej i mechanikę tower defendera. Takiej produkcji jeszcze nie mamy w naszej kuźni. Cieszymy się, że będziemy mogli pomóc w rozwoju tego świetnego produktu, by wkrótce pokazać go szerszej publiczności – dodaje Mężyk.

Umowa zakłada udział dotychczasowego wspólnika w nadwyżce zysków z komercjalizacji gry „Jars” z jej twórcami. Siostrzaną spółką Glass Cannon Games jest Glass Cannon Games Unplugged, która pozostała w dotychczasowych rękach. Planowana jest współpraca między firmami.

Wyższe prognozy dla segmentu gier mobilnych na świecie

Zdaniem ekspertów z agencji Newzoo gry stały się odskocznią dla użytkowników na całym świecie w okresie tegorocznego lockdownu. W związku z tym zdecydowano o podniesieniu prognoz tempa rozwoju wartości rynku gier mobilnych. Według analityków w tym roku przychody segmentu wzrosną o około 13,3 proc., wobec 11,3 proc. zakładanych jeszcze w grudniu 2019 r.

– Kluczem do przyspieszenia stało się zwiększenie zaangażowania graczy, którzy dzięki niskiej barierze wejścia do gry, skorzystali z możliwości wspólnej zabawy ze znajomymi w świecie wirtualnym. Niezależnie od czynników okresowych, rynek gier mobilnych notuje od kilku lat największe wzrosty. To obiecujące perspektywy dla Premium Fund S.A., która dzięki inwestycji w kolejny podmiot w segmencie, będzie czerpać korzyści z długofalowych trendów – mówi Edward Mężyk.

W celu przyspieszenia rozwoju i zgromadzenia społeczności inwestorów zainteresowanych gamingiem Premium Fund prowadzi obecnie kampanię crowdfundingową na platformie Crowdway.pl, a jej szczegóły można poznać na www.zainwestujwgry.pl. W ofercie akcji o wartości do 2 mln zł spółka chce pozyskać od crowdinwestorów środki na innowacyjne produkcje w segmencie gier mobilnych. Akcja trwać będzie do 1 czerwca br.

Odpowiedzialność za działania sztucznej inteligencji – najnowsze propozycje legislacyjne

4 maja 2020 r. opublikowano projekt raportu w przedmiocie rekomendacji Komisji ds. Prawnych Parlamentu Europejskiego („Raport”) dotyczącej cywilnej odpowiedzialności za sztuczną inteligencję („SI”). Jest to kolejny dokument organów unijnych dotyczący SI, jednak w tym przypadku mamy do czynienia, w przeciwieństwie do wcześniejszych inicjatyw, ze skonkretyzowanymi propozycjami legislacyjnymi.

Wprowadzenie algorytmów SI do społeczeństwa i gospodarki jest jednym z najważniejszych zagadnień w obecnej agendzie politycznej. Pomimo częstej tendencji do nadawania SI cech ludzkich, istniejące narzędzia oparte o SI nie różnią się znacząco, przynajmniej na razie, od innych technologii, które niejednokrotnie opierają się na bardziej złożonym oprogramowaniu. Ostatecznie zdecydowana większość systemów SI jest wykorzystywana do obsługi powtarzalnych, monotonnych zadań i takie używanie SI nie niesie ze sobą, co do zasady, istotnego ryzyka dla użytkowników SI i dla społeczeństwa w ogólności. Istnieją jednak również systemy SI, które opierają się na sieciach neuronowych oraz procesach głębokiego uczenia się. Brak transparentności ich funkcjonowania (tzw. black box) sprawia, że ludzie nie są w stanie zrozumieć ich działania i prześledzić procesu, który doprowadził algorytm do podjęcia danej decyzji. Pomimo powyższego, twórcy Raportu stoją na stanowisku, że korzyści płynące z wykorzystania systemów SI będą zdecydowanie przeważać nad wadami. Są oni zdania, że algorytmy SI pomogą skuteczniej walczyć ze zmianami klimatycznymi, usprawnią badania lekarskie, lepiej zintegrują osoby niepełnosprawne ze społeczeństwem – a są to jedynie nieliczne z ich dostępnych zastosowań. Aby wykorzystać różne możliwości technologiczne, zwiększyć zaufanie ludzi do korzystania z systemów SI, a jednocześnie zapobiegać negatywnym scenariuszom, kluczowe znaczenie będzie miało stworzenie horyzontalnych ram prawnych opartych na wspólnych zasadach w celu ustanowienia równych standardów w całej Unii.

Odpowiedzialność za SI

W omawianym Raporcie wyrażono pogląd, że nie ma potrzeby dokonywania pełnego przeglądu funkcjonujących systemów odpowiedzialności, niemniej wskazano szereg wyzwań związanych z rozwojem algorytmów SI, wynikających z ich złożoności, braku przejrzystości i podatności na zagrożenia zewnętrzne. W konsekwencji za konieczne uznano fragmentaryczne dostosowanie porządku prawnego tak, aby uniknąć sytuacji, w której osoby, które doznają uszczerbku lub których mienie zostało uszkodzone ze względu na działanie systemów SI, pozostają bez odszkodowania. Uznano, że procesy, które są przeprowadzane przez systemy SI mogą prowadzić do powstania szkody, ale co istotne – ich pierwotne źródło jest wynikiem budowania, wdrażania lub ingerowania w te systemy przez człowieka. Jako potencjalny problem wskazano autonomię systemów SI, która może w praktyce bardzo utrudnić lub nawet uniemożliwić śledzenie określonych szkodliwych działań systemów SI na podstawie zindywidualizowanego wkładu człowieka. Zaznaczenia jednak wymaga, że aktualnie nadal nie ma w pełni autonomicznych systemów SI, chociaż faktycznie zdarzają się takie, których sposób przetwarzania procesów jest ciężki lub nawet niemożliwy do ustalenia.

Jako punkt wyjścia potraktowano w Raporcie dyrektywę w sprawie odpowiedzialności za produkt niebezpieczny, która do tej pory okazała się raczej skutecznym sposobem uzyskania odszkodowania za szkody spowodowane przez wadliwy produkt. W konsekwencji w Raporcie zasugerowano, że ta dyrektywa powinna być również stosowana w odniesieniu do roszczeń z tytułu odpowiedzialności cywilnej wobec producenta wadliwego systemu SI, jeżeli system SI spełnia przesłanki uznania za „produkt” na gruncie tej dyrektywy. Uwzględniono jednocześnie konieczność wprowadzenia zmian legislacyjnych do dyrektywy, wskazując m.in. że dla celów pewności prawnej w całej Unii „backend operator” powinien podlegać tym samym zasadom odpowiedzialności co producent i wykonawca.

Odniesiono się również do istniejących aktów prawnych państw członkowskich dotyczących czynów niedozwolonych, gdzie w większości przypadków zapewniony jest wystarczający poziom ochrony osób, które poniosły w ich wyniku szkodę.

IP i prawo nowych technologii

Obsługa w zakresie prawa własności intelektualnej dla firm korzystających z nowoczesnych technologii, rozwijających lub inwestujących w takie rozwiązania.

Słusznie jednak zauważono, że w przypadkach, w których osoba odpowiedzialna za taką szkodę nie może zostać ustalona, co w przypadkach ataków hackerskich jest bardzo częste, konieczne są dodatkowe przepisy w zakresie odpowiedzialności. Jako rozwiązanie wskazano roszczenia odpowiedzialności cywilnej wobec podmiotu wdrażającego system SI. Uzasadniono to faktem, że taki podmiot kontroluje ryzyko związane z systemem SI, porównywalne z ryzykiem związanym z właścicielem samochodu lub zwierzęciem domowym. Ze względu na złożoność i skomplikowanie systemów SI podmiot wdrażający będzie w wielu przypadkach pierwszym i jedynym łatwo identyfikowalnym punktem kontaktowym dla osoby poszkodowanej. – Aleksandra Witowska | Deloitte

Jako podmiot wdrażający zdefiniowano taki podmiot, który decyduje o korzystaniu z systemu SI, sprawuje kontrolę nad ryzykiem i odnosi korzyści z jego działania. W sytuacji, w której występuje więcej niż jeden podmiot wdrażający, słusznie zaproponowano, że ich odpowiedzialność będzie solidarna, z prawem regresu.

Odpowiedzialność uzależniona od poziomu ryzyka

W Raporcie wskazano, że rodzaj zastosowanego systemu SI może mieć znaczenie dla zakresu odpowiedzialności za dany algorytm. Chodzi tutaj przede wszystkim o rozwiązania generujące wysokie ryzyko dla ogółu społeczeństwa ze względu na możliwą ingerencję w takie sfery jak zdrowie, życie, integralność cielesna czy prawo własności.

Ciekawym rozwiązaniem jest propozycja enumeratywnego wymienienia systemów wysokiego ryzyka w załączniku do proponowanego aktu prawnego z zastrzeżeniem, że Komisja powinna być uprawniona do dokonywania przeglądu, co najmniej raz na 6 miesięcy i wprowadzania stosownych zmian. Wydaje się to bardzo dobrym rozwiązaniem, w szczególności mając na uwadze wysoką dynamikę rozwoju tej technologii, a co za tym idzie dużą zmienność potencjalnych zagrożeń. Póki co wśród rozwiązań wysokiego ryzyka wymieniono m.in. drony, określone typy samochodów autonomicznych oraz autonomiczne roboty.

Niezależnie od powyższego wskazano, że wszystkie działania, urządzenia lub procesy prowadzone przez systemy SI, które spowodują szkody lub uszkodzenia, ale nie zostaną wymienione w załączniku do przyszłej regulacji, powinny nadal podlegać odpowiedzialności na zasadzie winy, z zastosowaniem domniemania winy podmiotu wdrażającego.

Ubezpieczenie

Ryzyko związane z odpowiedzialnością jest jednym z kluczowych czynników decydujących o sukcesie nowych technologii, produktów i usług. Odpowiednie zabezpieczenie przed ryzykiem jest niezbędne dla zapewnienia społeczeństwu, że może ono zaufać nowej technologii pomimo możliwości poniesienia szkody lub wystąpienia z roszczeniami prawnymi przez osoby poszkodowane. W projektowanych rozwiązaniach przewidziano zatem obowiązek posiadania ubezpieczenia przy wdrażaniu technologii wysokiego ryzyka. Należy pozytywnie zapatrywać się na takie rozwiązanie, przy czym niewątpliwie będzie ono stanowiło duże wyzwanie dla branży ubezpieczeniowej.

Planowane regulacje prawne są szansą dla ubezpieczycieli na rozwój nowych produktów, skierowanych zarówno do producentów oprogramowania, jak też do podmiotów wdrażających. Ubezpieczyciele chcący wejść na ten rynek staną przez koniecznością zbudowania nowych kompetencji wyceny i akceptacji ryzyka. Kluczowa będzie identyfikacja i ocena możliwych zagrożeń (m.in. błąd użytkownika, błąd programisty, atak hackera), ocena wbudowanych zabezpieczeń, a także ocena rozmiaru potencjalnych szkód (w tym szkód w mieniu i na osobie). Uprzednie doświadczenie w produktach cyberrisk będzie przydatne, jednak zakres ubezpieczeń związanych z działaniem algorytmów SI może być znacznie szerszy i będzie wymagać wypracowania nowego podejścia. – Marcin Warszewski | Deloitte

Podsumowanie

Zaprezentowane propozycję niewątpliwie są ważnym krokiem ku uregulowaniu systemów opartych na sztucznej inteligencji, które znajdują coraz szersze, gospodarcze zastosowanie. W Raporcie słusznie zwrócono uwagę na szereg zagrożeń związanych z zaimplementowaniem tych technologii, jednak wykazano także szereg korzyści, które niewątpliwie mogą wywrzeć pozytywny wpływ na nasze życie.

Proponowane podejście w zakresie uregulowania odpowiedzialności za działanie systemów SI wydaje się racjonalne i adekwatne, bowiem zamiast rewolucyjnych zmian w dobrze funkcjonujących systemach odpowiedzialności, przewidziano konkretne działania mające na celu dostosowanie istniejących przepisów, przy jednoczesnym wprowadzeniu nowych, zorientowanych na przyszłość rozwiązań. Koncentracja na odpowiedzialności podmiotu wdrażającego, wydaje się właściwym rozwiązaniem, w szczególności mając na uwadze praktyczne problemy w zidentyfikowaniem innych podmiotów odpowiedzialnych za szkody. Ponadto, pozytywnie należy ocenić także obowiązkowe ubezpieczenia dla takich podmiotów. Niewątpliwie takie uregulowania przyczynią się do znacznej poprawy bezpieczeństwa systemów i zabezpieczenia interesów użytkowników. Warto podkreślić, że śledzenie tego rodzaju działań legislacyjnych powinno być elementem odpowiedzialnego wdrażania SI w organizacjach, a istniejące procedury dotyczące robotyzacji powinny być regularnie przeglądane i testowane pod kątem zgodności z najnowszymi działaniami regulacyjnymi.

Rolnicy muszą przyzwyczaić się do suszy. Stale zagrożonych jest 45 proc. terenów rolnych i leśnych

Chociaż ostatnie tygodnie przyniosły w niektórych regionach kraju większe opady deszczu i sytuacja wodna się poprawiła, zagrożenie suszą hydrologiczną wciąż istnieje. – Do suszy rolnicy muszą się przyzwyczaić, choć trudno mówić o tym, że można się do tego przygotować – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Jak podkreśla, konieczne są długofalowe inwestycje, działania zwiększające retencję i właściwa agrotechnika. Przede wszystkim Polska potrzebuje jednak długofalowego programu gospodarki wodą. Nad takim dokumentem pracuje już PGW Wody Polskie, a podobne dokumenty planistyczne tej rangi przyjęły już m.in. Wielka Brytania, Francja, Hiszpania i Ukraina.

Do suszy trudno się przygotować. To nie jest wyjątkowa rzecz, która pojawia się w tym roku. Mamy suszę trzeci rok z rzędu i braki wody nie zostały uzupełnione przez opady jesienne ani zimowe. Gdybyśmy tę wodę magazynowali wcześniej, dziś moglibyśmy z niej korzystać, zwłaszcza do nawadniania upraw intensywnych, jak warzywa. Ale te zasoby zgromadzonej wody są w Polsce minimalne, więc takich możliwości nie mamy – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

W Polsce od co najmniej siedmiu lat zimą występują znikome opady śniegu. Miniona zima była najcieplejszą w historii pomiarów i już trzecią z rzędu, w której śnieg nie spadł w ogóle. Braku pokrywy śnieżnej, która zapewniałaby wilgotność gleby na wiosnę, nie zrekompensowały też znikome opady deszczu. Według danych PGW Wody Polskie w grudniu i styczniu w wielu regionach kraju opady stanowiły raptem 40–60 proc. normy wieloletniej. Na przełomie kwietnia i maja w wielu miejscach Polski nasycenie gleby wodą spadło poniżej 30 proc., w niektórych rejonach nawet do 10 proc. Susza hydrologiczna, która objawia się spadkiem poziomu rzek, wód gruntowych i wpływa na wegetację roślin, wystąpiła na ok. 90 proc. terytorium Polski.

Obecnie, po opadach w ostatnich tygodniach, sytuacja się poprawia, choć – jak pokazują mapy IMiGW – w centralnej i zachodniej Polsce wciąż są regiony, gdzie wskaźnik wilgotności gleby oscyluje poniżej 30 proc. Tymczasem już poziom 30–40 proc. wskazuje na deficyty wody w strefie korzennej roślin.

Susze, które uderzają zwłaszcza w energetykę, przemysł i rolnictwo, nawiedzają Polskę regularnie już od lat. W ubiegłym roku szczególnie dotkliwa była susza rolnicza, która dotknęła ponad 200 tys. gospodarstw rolnych i przełożyła się na spadek plonów oraz wzrost cen żywności. Podobnie może być i w tym roku. Jak podkreśla prezes KRIR, konieczne są m.in. długofalowe inwestycje, działania zwiększające retencję i właściwa agrotechnika.

– Uprawy trzeba starać się prowadzić w taki sposób, żeby tracić jak najmniej wody. Właściwa agrotechnika, czyli uprawianie roślin, które są bardziej odporne na suszę, też jest bardzo ważna. Wyzwanie stoi przed światem nauki i instytutami rolniczymi, aby opracowały takie nowe odmiany roślin, które będą odporniejsze na suszę i stresy temperaturowe. Byliśmy przygotowani do innego klimatu i innych wymagań. Dzisiaj musimy nauczyć się z tą suszą żyć, bo ona staje się już u nas zjawiskiem trwałym – mówi ekspert.

Z analiz PGW Wody Polskie, które zostały wykonane na potrzeby planu przeciwdziałania skutkom suszy (PPSS), w Polsce 45 proc. terenów rolnych i leśnych (przede wszystkim na terenie województwa wielkopolskiego, części kujawsko-pomorskiego, lubuskiego oraz Mazowsza) jest zagrożonych występowaniem suszy rolniczej. Z kolei zasięg obszarów zagrożonych suszą hydrogeologiczną stanowi 35,6 proc. powierzchni Polski.

W Polsce potrzebujemy długofalowego programu gospodarki wodą. Mam na myśli nie tylko wielkie budowle i spiętrzania na głównych rzekach. Taka regulacja jest ważna, ale ma mniejsze oddziaływanie na rolnictwo. Przykładem jest Kujawsko-Pomorskie i wielka tama we Włocławku, podczas gdy największe susze występują właśnie w tym regionie, bo wypływająca woda nie jest wykorzystywana do celów rolniczych – mówi prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

W Polsce poziom retencji wodnej utrzymuje się na poziomie ok. 6,5 proc. (dla porównania, w Hiszpanii to około 40 proc.). Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja powinna być przynajmniej dwa razy wyższa. Zwiększenie jej poziomu i przeciwdziałanie skutkom suszy jest obecnie najważniejszym zadaniem PGW Wody Polskie, które w ramach programu „Stop suszy!” realizuje inwestycje wpływające na poprawę bilansu wodnego kraju. W tym roku na ten cel przeznaczone są ponad 2 mld zł, a działania będą skoncentrowane na lokalnych terenach rolnych, ze szczególnym uwzględnieniem regionów dotkniętych suszą rolniczą. Na nowatorski program retencji korytowej, przeznaczony wyłącznie dla rolnictwa, w tym roku zostanie przeznaczonych 60 mln zł.

PGW Wody Polskie kończy też opracowanie kompleksowego planu przeciwdziałania skutkom suszy. Dokument będzie zawierać analizę możliwości powiększenia zasobów wodnych, wskaże też niezbędne inwestycje i wytyczne dla samorządów dotyczące kształtowania zrównoważonej gospodarki wodnej na terenach gmin. Podobne dokumenty planistyczne tej rangi przyjęły już m.in. Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Słowacja i Ukraina.

Trzeba przygotować plany strategiczne, zrobić nowe mapy i zidentyfikować dokładne potrzeby, a potem je realizować. Susze to nie tylko problem rolnictwa, bo my zużywamy około 15 proc. wody, może nawet mniej, ale również przemysłu i ludzi w miastach, którzy muszą wiedzieć, że mamy ograniczone ilości wody pitnej. Zasoby mamy podobne, co Egipt, więc jesteśmy jednym z najbardziej zagrożonych brakiem wody krajów w Europie – mówi Wiktor Szmulewicz.

W tym tygodniu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski i prezydent Andrzej Duda zapowiedzieli rozpoczęcie prac nad specjalną ustawą dotyczącą walki z suszą. Przewiduje ona m.in. rozwiązania prawne ułatwiające działalność dla rolników, samorządów i spółek wodnych w zakresie przeciwdziałania suszy oraz zwiększenie poziomu retencjonowanych wód przynajmniej do 15 proc. w perspektywie do 2027 roku.

Projekty magazynowe na własność (BTO) jako odpowiedź na nową podaż w czasach post COVID-19

Pandemia COVID-19 spowodowała niemały chaos na światowych rynkach. Ze wszystkich sektorów nieruchomości komercyjnych, rynek powierzchni magazynowych niejako najłagodniej przetrwał ten trudny czas i po korektach pozwala na nowe planowanie inwestycji. Zmieniona struktura finansowania projektów może spowodować ewolucję w nowej podaży, zwiększając zainteresowanie projektami budowanymi w formule BTO (build to own) i BTS (build to suit) przy redukcji obiektów powstających typowo spekulacyjnie. 

Projekty BTO (build to own) nie są nowością na rynku, ale stanowią alternatywę dla klientów zainteresowanych dedykowaną inwestycją, nie koniecznie w popularnej lokalizacji logistycznej. Obiekty te to inwestycje budowane dla klienta na własność. Deweloper pełni funkcję wykonawczą, ale jego odpowiedzialność za projekt jest szersza niż w przypadku generalnego wykonawcy. Odpowiada za pełen proces deweloperski od planowania, poprzez procedury administracyjne, po oddanie obiektu gotowego do użytkowania.

Zaostrzająca się polityka banków w kwestii finansowania nowych projektów deweloperskich może wpłynąć na strukturę podaży na rynku magazynowym. Dotychczas 20-30% próg wkładu własnego pozwalał na pozytywne rozpatrzenie wniosku i rozpoczęcie inwestycji. W ten sposób powstawało wiele obiektów typowo spekulacyjnych, które w bardzo szybkim tempie były komercjalizowane. Doświadczenie deweloperów pozwalało zakładać, że w określonym regionie może w przyszłości powstać zapotrzebowanie na konkretny typ magazynu. Dlatego banki częściej decydowały się udzielić kredytu, gdyż spodziewały się, że inwestycja jeszcze przed zakończeniem budowy zostanie w pełni skomercjalizowana i będą mogły odzyskać zalokowane środki.

Obecnie próg wynosi ponad 50% wkładu własnego, co będzie jedną z przyczyn ograniczenia inwestycji spekulacyjnych, na rzecz obiektów BTS, w której zabezpieczenie najmu jest w 100%. Jednak klienci, czyli przyszli właściciele magazynów stoją przed decyzją – jaka forma inwestycji będzie lepsza w perspektywie następnych 10 lat? Obiekt szyty na miarę (BTS, build to suit) czy obiekt przygotowany na wyłączność i na własność (BTO, build to own)?

Oba warianty posiadają wiele zalet i są inwestycjami typowo przygotowanymi pod dedykowane zapotrzebowanie Klienta. Inwestycje BTO mogą powstać na gruncie zaproponowanym przez dewelopera, na gruncie własnym firmy lub wybranym w ramach zasad spełniających warunki terenu w ramach specjalnej strefy ekonomicznej. Inwestycje BTS poza wcześniej wymienionymi mogą też powstawać w ramach już istniejących czy planowanych parków logistyczno-produkcyjnych na gruntach należących  do dewelopera.

Stąd zdarza się, że  inwestycje BTO powstają w mniej oczywistych lokalizacjach poza głównymi rynkami logistycznymi. Celem klientów jest zapewnienie dostępu do wykwalifikowanych pracowników, oferując im relatywnie krótki i prosty dojazd do jego obiektu. Różnicą jest także to gdzie uiszczana jest opłata. Co oczywiste, stawiając na obiekt własny nie musimy płacić czynszu, firmę interesują wyłącznie koszty związane z eksploatacją. To właściciel decyduje jak zarządzany jest obiekt i dba o jego modernizację. Jeśli też jest to budowa na gruncie firmy, może od razu łatwiej też zabezpieczyć sobie teren pod przyszłą ekspansję. Natomiast w formule BTS możemy skorzystać z opcji leasingowania takiego obiektu, który będzie pewnego rodzaju poduszką finansową i może być bardziej elastycznym rozwiązaniem. Zazwyczaj wiąże się to również z dłuższą umową najmu na okres 10-15 lat.

Historia rynku powierzchni magazynowych w Polsce pokazuje, że rok do roku transakcje BTS stanowią ok. 20-30 % całkowitego popytu, co więcej na koniec I kw. 2020 r. 36% najemców zdecydowało się na taką formę najmu. Rozwiązania BTS nie mają ograniczeń, dlatego mogą z niej skorzystać operatorzy logistyczni, branże spożywcza i FMCG, odzieżowa czy produkcja. Doświadczenie deweloperów aktywnych na polskim rynku kwalifikuje ich do realizacji niemal każdej najbardziej skomplikowanej inwestycji. My, oprócz współpracy z dużymi międzynarodowymi podmiotami, inwestujemy również w kontakty z mniejszymi lokalnymi deweloperami, którzy są również w stanie dostarczyć wysokiej klasy powierzchnię magazynową w mniej popularnych lokalizacjach na logistycznej mapie Polski – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych w AXI IMMO.

Spodziewamy się, że w obecnym czasie może wzrosnąć zainteresowanie inwestycjami w formule BTO. Klienci jako właściciele magazynów będą mieli większą swobodę w decydowaniu na jaki wariant inwestycji zdecydować się w nowych warunkach rynkowych. Co więcej przez zgromadzenie własnego kapitału nie muszą ubiegać się o kredytowanie całości inwestycji lub jej części. Budowa obiektu w formule BTO nie zamyka drogi do najmu, gdyż w momencie zmiany strategii firma może zdecydować się na sprzedaż obiektu w formule sale and leaseback, czyli sprzedaży i leasingu zwrotnego, który pozwala właścicielowi sprzedać obiekt instytucji finansowej, a następnie stać się najemcą tego samego obiektu. Jest to rozwiązanie, które pozwala na uwolnienie środków i ich reinwestycję w inne obszary funkcjonowania organizacji – mówi Marek Kosielski, Dyrektor działu BTS w AXI IMMO.

Wyspecjalizowane agencje doradcze z pewności pomogą w bardziej komfortowym przebiegu całej inwestycji i wskażą gdzie klient może liczyć na ewentualne korzyści finansowe, w tym przejmą na siebie obowiązek przejścia przez procedury administracyjne np. uzyskania odpowiednich zezwoleń, opinii środowiskowych czy przekształceń. Dodatkowo w ramach umowy ich zadaniem będzie nadzorowanie każdego z etapów, w tym projektowania samego obiektu i przestrzeni wokół niego czy jednego z najistotniejszych czyli decyzji o wyborze firmy, która zbuduje magazyn. Klient w przetargu wybierze pomiędzy ofertą dewelopera, który przejmie obowiązek kompleksowego zarządzenia projektem budowy, negocjacjami z firmami dostarczającymi media czy skoordynowaniem pracy generalnego wykonawcy lub zadecyduje jedynie o wyborze generalnego wykonawcy. Wybór dewelopera może okazać się lepszym rozwiązaniem ze względu na doświadczenie i niższe marże na materiałach budowlanych przy stałej współpracy z podwykonawcami. Ponadto agencja doradcza zapewni kontrolę budżetu i harmonogramu budowy, będzie ją nadzorować i odpowiednio zarządzi całym projektem inwestycyjnym.

Branża lotnicza czeka na ogłoszenie szczegółów tarczy antykryzysowej. Rząd zapowiada też harmonogram odmrażania lotów

Dziś rząd ogłosi szczegóły tarczy antykryzysowej dla branży lotniczej. – Wsparcie ze strony państwa będzie o tyle łatwiejsze w tych trudnych czasach, że nikt nie powinien tej pomocy kwestionować, nie będzie ona wymagała długich negocjacji z Unią Europejską – mówi Eryk Kłopotowski, ekspert ds. lotnictwa. Jak podkreśla, nie ma obaw o kondycję portów lotniczych ani PLL LOT, ale spółka będzie musiała szukać nowych sposobów na rozwój. Jedną z możliwości są przejęcia ze względu na niskie wyceny linii lotniczych.

LOT miał pieniądze przeznaczone na zakup Condora. Mówimy tutaj o setkach milionów euro, które były przeznaczone na tę transakcję, więc zapas gotówki w spółce jest i nie powinniśmy obawiać się bankructwa – mówi agencji Newseria Biznes Eryk Kłopotowski.

Polski przewoźnik od stycznia szykował się do przejęcia niemieckich linii lotniczych Condor Airlines. Decyzję o rezygnacji z tej transakcji właściciel – Polska Grupa Lotnicza – podjął w połowie kwietnia. Jak ocenia ekspert, był to uzasadniony krok ze względu na nowe okoliczności.

Przed zarządem LOT-u ciężkie zadanie zrestrukturyzowania, odchudzenia spółki, wykorzystania, mówiąc bardzo brutalnie, tej trudnej sytuacji, a być może będzie musiała poszukać sposobu na inny rozwój niż planowany był przed pandemią. Może rozwój poprzez przejęcia, ponieważ dzisiaj ceny akcji linii lotniczych są bardzo niskie. Mówimy tutaj o 20 proc. wartości przedsiębiorstw w porównaniu do sytuacji sprzed sześciu czy dziewięciu miesięcy – wyjaśnia.

Załamanie rynku lotniczego spowodowało, że LOT musiał zmienić warunki wynagrodzeń dla pracowników. Wczoraj poinformował, że osiągnięto porozumienie z personelem latającym. Piloci i stewardessy otrzymają gwarantowane świadczenia w kwocie 2,5–7,2 tys. zł miesięcznie, a ich wynagrodzenia mają rosnąć wraz z odbudową siatki połączeń. Na pokładach samolotów przewoźnika pracuje 1,7 tys. stewardess i ok. 900 pilotów, z czego mniej więcej 2/3 przystąpiło do porozumienia.

Dotychczasowy zakaz ruchu lotniczego (za wyjątkiem m.in. lotów cargo) obowiązuje do 23 maja, ale szansa na wznowienie lotów jest coraz większa. Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało, że w najbliższych dniach przedstawi plan odmrażania lotnictwa.

Ten proces powinien następować jak najszybciej. To jest kluczowe – podkreśla Eryk Kłopotowski. – Transport lotniczy jest krwiobiegiem gospodarki. To nie jest przecież tylko możliwość wyjazdu do Grecji czy Turcji na wakacje, ale przede wszystkim ruch biznesowy, eksport polskich naukowców i osiągnięć. Niektóre linie lotnicze już dzisiaj ogłaszają powrót do normalności. Mam nadzieję, że polskie władze nie zostaną w tyle i firmy nie stracą jeszcze bardziej z powodu lockdownu niż to konieczne.

LOT zapowiedział, że wznowi krajowe loty pasażerskie od 1 czerwca. Początkowo będą one realizowane na trasach między Warszawą a Gdańskiem, Krakowem, Poznaniem, Rzeszowem, Szczecinem, Wrocławiem i Zieloną Górą, a także między Krakowem a Gdańskiem. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że liczba lotów komercyjnych w czasie pandemii spadła o 90 proc. Stopniowe otwieranie granic w poszczególnych państwach będzie skutkowało ożywieniem w lotnictwie, ale powrót do sytuacji sprzed kryzysu zajmie kilka lat. IATA ocenia, że w podstawowym scenariuszu nastąpi to w 2023 roku.

– Pytanie o to, czy linie lotnicze obecne w Polsce – czarterowe i regularne – poradzą sobie z kryzysem, jest bardzo trudne. To zależy od wielu czynników, przede wszystkim od tego, jak szybko będą mogły liczyć na wsparcie rządu, po drugie od tego, jak szybko rząd zdecyduje się na otworzenie granic dla przewoźników lotniczych. Ta druga kwestia jest kluczowa, ponieważ przed nami środek sezonu letniego i im szybciej to zrobimy, tym łatwiej będzie rozmawiać z pasażerami i zachęcać konsumentów do tego, żeby korzystać z przewozów lotniczych – mówi ekspert ds. lotnictwa.

Jak podkreśla, udzielenie takiej pomocy powinno być znacznie łatwiejsze niż do tej pory, ponieważ ze względu na skalę problemu Komisja Europejska raczej nie będzie tego wsparcia kwestionować.

To jest bardzo dobra wiadomość dla lotnictwa. Jeszcze przed pandemią każde wsparcie ze strony rządu wiązało się z długimi rozmowami z Unią Europejską, zatwierdzaniem takiej pomocy, a dzisiaj takich ograniczeń będzie bardzo mało – prognozuje Eryk Kłopotowski.

Dziś rząd ma przedstawić szczegóły tarczy antykryzysowej dla portów lotniczych. Z raportu Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej wynika, że w tygodniu między 11 a 17 maja na polskich lotniskach wykonano 641 operacji lotniczych wobec prawie 8,8 tys. w analogicznym okresie 2019 roku. To spadek o 92,7 proc. i taka sytuacja utrzymuje się od kliku tygodni.

Sytuacja lotnisk w Polsce jest trudna, jednak większość z nich należy do rządu i jest finansowana z budżetu państwa. Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze”, które zarządza większością lotnisk, ma bardzo dobre wyniki finansowe i bardzo dobre relacje z rządem, więc myślę, że sytuacja lotnisk jest bezpieczna – mówi ekspert ds. lotnictwa. – Według mnie należałoby przewartościować plany budowania Centralnego Portu Komunikacyjnego, natomiast tej chęci wśród polityków nie ma.

Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK, podkreślił ostatnio, że mimo pandemii tempo przygotowania inwestycji nie zwalnia. 20 maja przedstawiciele polskich władz i brytyjskiej ambasady podpisali porozumienie w sprawie współpracy przy budowie CPK i towarzyszącym jej inwestycjom kolejowym.

Kłopoty amerykańskiego rynku pracy odbiją się rykoszetem także na polskich firmach. Powrót do normalności zajmie co najmniej cztery–sześć kwartałów

W Stanach Zjednoczonych na zasiłku dla bezrobotnych jest 25 mln osób. Co tydzień przybywa ich kilka milionów. Tylko w ubiegłym tygodniu pojawiło się prawie 2,5 mln nowych zgłoszeń. Jednak gigantyczny pakiet stymulacyjny i elastyczność amerykańskiego rynku pracy, a także ogólna siła gospodarki USA oraz dolara powinny pomóc przetrwać Amerykanom najgorszy okres. – Powrót do stanu sprzed pandemii zajmie co najmniej rok–półtora, ale te szacunki są jednak obarczone dużym ryzykiem – mówi ekonomista Paweł Cymcyk.

 Najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy są fatalne, a wręcz katastrofalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Cymcyk, główny ekonomista DNA Rynków. – Dla porównania słabe dane z poprzednich recesji to było mniej więcej 700–800 tys. bezrobotnych w skali miesiąca, a teraz to są miliony. Jest to pochodną lockdownu, ale też tego, że amerykański rynek pracy jest bardzo elastyczny. Można tam bardzo szybko zwolnić pracownika, można też go bardzo szybko zatrudnić. Przedsiębiorcy nie czekali na rządowe programy pomocowe, tylko jednym cięciem postanowili pozbyć się wszystkich osób, które nie są absolutnie krytyczne dla prowadzenia biznesu.

Pierwszym szokiem dla rynków był odczyt opublikowany 26 marca, gdy okazało się, że w poprzednim tygodniu wnioski o zasiłki dla bezrobotnych złożyło niemal 3,3 mln osób, podczas gdy rynek spodziewał się miliona. Jeszcze tydzień wcześniej przyrost był ponaddziesięciokrotnie niższy. Tydzień później odnotowano już prawie 6,9 mln nowych zgłoszeń przy prognozie na poziomie 3,5 mln. W poprzednim tygodniu przybyło 2,5 mln bezrobotnych. Choć liczba zgłoszeń systematycznie spada, to wciąż rzeczywiste odczyty przekraczają prognozy. W kwietniu stopa bezrobocia wzrosła do 14,7 proc. z 4,4 proc. w marcu. Na zasiłku jest już ponad 25 mln osób. Średnia płaca wzrosła jednak o 7,9 proc. rok do roku.

– Widać, że zwolnienia dotknęły najgorzej zarabiających Amerykanów, i można sądzić, że skierowana do nich pomoc rządowa może rzeczywiście pomóc przejść amerykańskiej gospodarce przez kryzys w miarę suchą stopą. Jednak jeżeli nie wrócą oni do pracy, rządowa administracja nie będzie mogła utrzymywać tej rzeszy bezrobotnych, oni przestaną kupować i wtedy cały łańcuch ekonomicznych zależności pociągnie większość firm na dno – przewiduje Paweł Cymcyk. – Amerykański konsument sam w sobie stanowi 15–17 proc. światowego PKB. Gdy w jednym momencie znika tak duża konsumpcja, to uderza w większość firm, sektorów i gospodarek, także polską.

Pod koniec marca Izba Reprezentantów i Senat przegłosowały gigantyczny pakiet stymulacyjny dla amerykańskiej gospodarki – o wartości 2 bln dol., co odpowiada ok. 10 proc. PKB tej największej gospodarki świata. Zakłada on pomoc dla dużych, małych i średnich przedsiębiorców, bezpośrednie transfery na rzecz gospodarstw domowych oraz dopłaty w wysokości 600 dol. tygodniowo do zasiłków dla bezrobotnych, co spowodowało, że większość zwolnionych otrzymała wyższy dochód niż przed pandemią. Izba Reprezentantów, w której przewagę mają Demokraci, zaproponowała kolejny pakiet o wartości 3 bln dol. I choć nie zgadzają się na niego rządzący w Senacie republikanie, dalsza pomoc dla firm i obywateli jest prawdopodobna. Zdaniem eksperta pakiety pomocowe pozwolą przetrwać pierwsze załamanie gospodarki, wiele jednak zależy od tego, ile potrwa kryzys.

– Odpowiedź na to pytanie może się opierać tylko na spekulacjach. Nie wiemy, czy nie będzie drugiej fali pandemii, która oznaczałaby kolejne gospodarcze zatrzymanie. Nie wiemy też, czy obecne zatrzymanie nie będzie miało ekonomicznych konsekwencji za kwartał czy dwa, kiedy już nie wirus może być problemem, ale duża liczba bankructw – zastrzega główny ekonomista DNA Rynków. – Zakładając, że nie będziemy mieli do czynienia z najgorszym scenariuszem, czyli powrotem pandemii i ponownym zamknięciem gospodarki, oraz nie będzie masowych bankructw firm, to w skali czterech–sześciu kwartałów powinniśmy wrócić do czasów gospodarczych sprzed pandemii. Przy czym są to szacunki obarczone bardzo dużym ryzykiem błędu.

Nowoczesne technologie pomagają w likwidacji wykluczenia finansowego

Sektor fintech nie potrzebuje pomocy rządu, doskonale radzi sobie bez niej. Istnieje jednak potrzeba stworzenia przyjaznego przedsiębiorcom otoczenia regulacyjnego. Wzorem mogą być gospodarki wielu państw wysoko rozwiniętych.

Władze wielu krajów, między innymi Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, aktywnie wspierają przedsiębiorstwa z sektora innowacyjnych finansów. Robią to przede wszystkim poprzez stworzenie przyjaznego otoczenia regulacyjnego. Tamtejsze firmy pożyczkowe uczestniczą nawet w programach dystrybucji pomocy rządowej związanej z epidemią koronawirusa. Władze słusznie doszły tam do wniosku, że przy niewielkich kwotach pomocy i bardzo dużej ilości potencjalnych beneficjentów, ich sposób działania i infrastruktura Informatyczna sprawia, że nadają się do wykonywania tych zadań lepiej niż tradycyjne banki.

Niestety, polski rząd zamiast stosować rozwiązania podobne do brytyjskich i amerykańskich, wprowadził przepisy mocno uderzające w dużą cześć przedsiębiorstw z sektora fintech. W tarczy antykryzysowej znalazły się zapisy obniżające maksymalne koszty udzielanych pożyczek. Nie mogą one obecnie wynieść więcej niż 45% całkowitej kwoty kredytu. Rozwiązanie to uderza przede wszystkim w firmy udzielające pożyczek na dłuższe okresy.

Jest to o tyle dziwne, że podstawowym celem tarczy antykryzysowej miało być ułatwienie konsumentom i przedsiębiorstwom dostępu do finansowania. Pożyczki udzielane przez przedsiębiorstwa pozabankowe już od dawna mają przyjazne dla klientów, rynkowe warunki. Wysoka konkurencja w sektorze i szczegółowe regulacje nie pozwalają na stosowanie rozwiązań niekorzystnych dla klientów. Aktualnie, w efekcie wprowadzonych zmian, wiele pozabankowych przedsiębiorstw finansowych musiało zawiesić działalność.

Przepisy tarczy antykryzysowej z pewnością miały na celu uporządkowanie sytuacji na rynku w czasie epidemii i uniemożliwienie kredytodawcom wykorzystywania trudnej sytuacji klientów. Jednak prawdopodobnie efekt wprowadzanych przepisów będzie dokładnie odwrotny. W sytuacji gdy banki znacząco ograniczyły akcję kredytową, a firmy pożyczkowe zostały zmuszone do ograniczenia działalności, jedynym wyjściem dla niektórych kredytobiorców stanie się szukanie finansowania na czarnym rynku. Dzieje się to w sytuacji gdy w kłopoty wpadła ogromna liczba niewielkich przedsiębiorstw. Okazuje się, że dla nich tarcza antykryzysowa zamiast pomóc, utrudnia uzyskanie finasowania.

Wygląda na to, że istnieje pilna potrzeba uświadomienia władzom znaczenia sektora fintech dla nowoczesnej gospodarki. Innowacyjne technologie finansowe mają ogromny potencjał usprawniania codziennej działalności przedsiębiorstw. Poprawiają też sytuacje gospodarczą na rynku konsumenckim. Fintechy nie zajmują się już tylko tworzeniem i obsługą bankowych systemów transakcyjnych. Znalazły na rynku finansowym ogromną ilość realnych potrzeb konsumenckich, które obsługują przy pomocy swoich zaawansowanych technologii. Przykładami mogą być: zróżnicowane zastosowania technologii blockchain, nie tylko na rynku kryptowalut, internetowe zbiórki pieniężne, nowoczesne metody wspomagające zarządzanie finansami osobistymi, czy innowacyjne strategie inwestycyjne na rynkach kapitałowych. Szczególnie interesujące są finansowe zastosowania sztucznej inteligencji.

Na przykład polski fintech Provema sp. z o.o., zajmuje się opracowywaniem innowacyjnych technologii oceniania ryzyka kredytowego. Zamiast komisji kredytowych, jakie zajmują się udzielaniem pożyczek w tradycyjnych bankach, firma stosuje algorytm komputerowy opraty na rozwiązaniach sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Dzięki temu podejmowanie decyzji kredytowych ulega skróceniu ze zwyczajowych kilku dni do ułamków sekund.

Co więcej, okazuje się, że zastosowane przez firmę oprogramowanie pozwala radykalnie ograniczyć straty wynikające z niespłacanych kredytów. Komputer, podejmuje decyzje kredytowe znacznie lepiej niż człowiek dzięki unikaniu licznych pułapek poznawczych. Przekłada się to na ograniczenie kosztów funkcjonowania i poprawę pozycji konkurencyjnej na rynku. Między innymi dzięki temu, Provema mimo trudnej sytuacji związanej z epidemią nie wstrzymała udzielania pożyczek. Udziela ich nawet coraz więcej, również klientom, którzy nie mogli uzyskać finansowania dla swoich projektów w bankach.

Autor: Grzegorz Mizera, wiceprezes zarządu Provema sp. z o.o.

Rzecznik MŚP: Gospodarce potrzebne jest całkowite otwarcie już od 1 lipca. Budżet dłużej nie wytrzyma finansowania tarczy dla przedsiębiorców

– Całkowite otwarcie gospodarki 1 lipca jest nie tylko możliwe, ale wręcz niezbędne – przekonuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Zamrożona gospodarka oznacza katastrofę dla budżetu, bo wydatki publiczne na pomoc firmom rosną, a wpływy są mniejsze niż zwykle. – Każdy kolejny dzień zamknięcia to 1 mld zł straty dla budżetu – podkreśla. Dłuższe utrzymywanie takiej sytuacji może oznaczać, że bezrobocie znacząco wzrośnie, a wiele firm straci szanse na ratunek przed bankructwem, nawet z pomocą rządu w ramach tarczy antykryzysowej lub finansowej.

Musimy nauczyć się żyć z wirusem. On będzie nam towarzyszył przez dłuższy czas – mówi agencji Newseria Biznes Adam Abramowicz, Rzecznik MŚP. – Nie możemy czekać półtora roku czy nawet dwa lata na opracowanie szczepionki, ponieważ utrzymywanie zamrożonej gospodarki przez tak długi okres będzie miało katastrofalne skutki dla budżetu państwa i społeczeństwa. Państwo musi funkcjonować, a każdy kolejny dzień ograniczeń w działalności firm to jest miliard złotych straty dla budżetu.

Wpływy do budżetu są ograniczone, za to wydatki rosną. Poza normalnym funkcjonowaniem administracji i służby zdrowia dochodzą jeszcze koszty pomocy przedsiębiorcom i pracownikom.

– Nie możemy cały czas wypłacać pieniędzy z budżetu, bo musimy utrzymać służbę zdrowia, administrację, policję, wojsko, szkoły, budować drogi. W związku z tym wypłacanie ich w nieskończoność jest niemożliwe – mówi. Zamiast dalszej pomocy finansowej dla firm większy sens mają ułatwienia gospodarcze dla przedsiębiorców, ewentualnie wsparcie płynności poprzez szybszy zwrot VAT-u lub zawieszenie działania płatności podzielonej. Sugerowałbym działania, które nie mają bezpośrednich finansowych skutków i nie obciążają budżetu państwa, ale pozwalają przedsiębiorcom ograniczyć koszty i kontynuować działalność tak, żeby znów mogli płacić podatki i zasilać budżet.

Proces otwierania gospodarki przebiega w czterech etapach. Od 18 maja jest realizowany trzeci etap, w którym odmrożone zostają salony kosmetyczne, fryzjerskie, gastronomia, a w ograniczonym zakresie wydarzenia sportowe i edukacja. Rząd nie podał jeszcze daty rozpoczęcia ostatniego, czwartego etapu. Będzie on uzależniony od oceny sytuacji epidemiologicznej w kraju, której co tydzień dokonuje Ministerstwo Zdrowia, a w szczególności od przyrostu liczby zachorowań, wydajności służby zdrowia oraz realizacji wytycznych sanitarnych.

Jak podkreśla Adam Abramowicz, odmrażanie gospodarki powinno odbywać się z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, zarówno dla pracowników firm, jak i dla klientów. Przedsiębiorstwa potrzebują jasnych reguł, realnych do wdrożenia, które umożliwią im powrót do normalności.

Przykładem mogą być otwarte od poniedziałku zakłady fryzjerskie czy restauracje. Jeżeli ograniczenia podyktowane bezpieczeństwem nie pozwolą na obsłużenie takiej liczby klientów, żeby sfinansować koszty i utrzymać firmę, to taki plan odmrażania gospodarki będzie wylaniem dziecka z kąpielą – wyjaśnia.

Zdaniem Rzecznika MŚP narzędzia, które są przewidziane w ramach tarczy antykryzysowej i finansowej, w zdecydowanej większości spełniają swoją rolę. Choć jest grupa przedsiębiorstw, która nie załapie się na wsparcie, więc możliwe, że potrzebne będą dodatkowe środki dla najbardziej dotkniętych branż. Zdarzające się trudności w uzyskaniu pomocy finansowej wynikają raczej z obłożenia administracji.

– Otrzymuję sygnały, że część firm jeszcze nie otrzymała pieniędzy na konta, ale zakładam, że to efekt obciążenia formalnościami oddziałów ZUS czy urzędów pracy, które mają braki kadrowe. Z taką sytuacją mamy do czynienia szczególnie w dużych miastach, gdzie wniosków jest bardzo dużo, a część pracowników jest na urlopach i opiekuje się dziećmi, więc brakuje rąk do pracy. Spodziewamy się, że urzędy uporają się z tym w najbliższym czasie i pieniądze trafią do firm. Pomoc państwa powinna być prosta, szybka, skuteczna i jak najmniej zbiurokratyzowana – sugeruje Adam Abramowicz

Przedsiębiorcy dobrze oceniają funkcjonowanie tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju – procedura składania wniosku jest zautomatyzowana i prowadzona przez bank, a wypłata subwencji następuje szybko. Jak oszacowało Biuro Rzecznika MŚP, w początkowym okresie ok. 30 proc przedsiębiorców nie uzyskało akceptacji wniosku. Po interwencji biura Polski Fundusz Rozwoju wprowadził procedurę odwoławczą i wątpliwości są wyjaśniane na bieżąco.

Po trzech tygodniach od uruchomienia tarczy finansowej PFR, czyli do 20 maja, subwencje otrzymało ponad 150 tys. firm. W sumie na konta przedsiębiorców trafiło 31 mld zł – mikrofirmy otrzymały łącznie 9 mld zł, a małe i średnie przedsiębiorstwa – 22 mld zł. Z kolei w ramach tarczy antykryzysowej do 13 maja do przedsiębiorców trafiło 8,27 mld zł, w tym m.in. 2,6 mld zł jako mikropożyczki, 2,84 mld zł na ochronę miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, 642 mln zł jako świadczenia postojowe dla samozatrudnionych i zleceniobiorców, 583 mln zł na dofinansowania wynagrodzeń pracowników z Europejskiego Funduszu Społecznego oraz 1,6 mld zł jako zwolnienie z obowiązku opłacenia składek ZUS.

Niebezpieczne przepisy bezpieczeństwa

Awersja do ryzyka uderza w rynki na koniec tygodnia wraz z otwarciem nowego rozdziału w konflikcie między USA i Chinami. Pekin planuje wprowadzić nowe przepisy bezpieczeństwa w Hongkongu integrujące miasto z resztą Chin, ale zdaniem lokalnych aktywistów będzie to koniec autonomii miasta. Prezydent Trump już potępił decyzję, a Kongres USA szykuje sankcje. Toksyczna mieszanka przed długim weekendem.
I

ndeks giełdy w Hongkongu tąpnął dziś o 5,5 proc., pociągając za sobą resztę giełd w Azji i wysyłając jasny sygnał, w którym kierunku powinien pójść handel w Europie i Azji. Chiny zasłaniają się koniecznością zmian w reakcji na skutki pandemii koronawirusa, ale dla zewnętrznych obserwatorów jest oczywiste, że plany Pekinu wobec nieposłusznego miasta są inne. Prezydent Trump już zapowiedział, że Waszyngton zareaguje „bardzo silnie” na próby uzyskania większej kontroli nad Hongkongiem. Jak silnie? Pewnie tak bardzo, jak będzie tego wymagać kampania prezydencka. Spór z Chinami był w ubiegłym roku najjaśniejszym punktem polityki Trumpa. Odgrzanie sporu handlowego, groźby sankcji i blokowanie rynku amerykańskiego przed chińskimi firmami może być drogą sukcesu Trumpa. Tylko że dla rynków jest to duży powód do niepokojów. Można złośliwe zaznaczyć, że gdyby odbicie Wall Street z ostatnich tygodni nie było tak imponujące, Trump nie miałby takiej swobody do nieprzyjaznego rynkom zaostrzenia konfliktu z Chinami.

Cały optymizm skrzętnie budowany w tym tygodniu zdaje się być na marne. Biorąc pod uwagę, że poniedziałek jest dniem wolnym w Wielkiej Brytanii i USA, nikt z szanujących swoje pieniądze nie będzie chciał zostać z ryzykowną pozycją na długi weekend. Dla FX oznacza to powrót w USD i JPY, które są najwygodniejszymi bezpiecznymi przystaniami. Aspiracje EUR/USD, by wyrwać się ponad 1,10, muszą zostać odłożone na później. Zupełnie jak miało to miejsce na początku maja, ambitne plany kupujących zostają przerwane geopolityką. Sprzedaż uderza też w AUD (z oczywistych względów), ale też w GBP. Wcześniej podkreślałem fundamentalne argumenty przeciw funtowi (brexit, BoE) i tylko lepsze nastroje rynkowe oraz przejściowe domykanie pozycji w dolarze ratowało GBP/USD przed spadkami. Teraz to się skończyło. Światło ostrzegawcze zapala się też wokół złotego. Jakkolwiek korelacja polskiej waluty z wahaniami sentymentu zewnętrznego była ostatnio słaba, tak w ostatnich trzech dniach złotemu udało się zyskać na wartości i teraz ryzyka wzrosły po stronie korekty. Od strony technicznej nie da się też pominąć faktu, że w ostatnich dwóch miesiącach EUR/PLN zamknął się w zakresie 4,51-4,57 a wczoraj dotknął dolnej bandy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rzecznik MŚP proponuje korzystne dla mikroprzedsiębiorców zmiany przepisów w zakresie mikropożyczki

Rzecznik MŚP proponuje korzystne dla mikroprzedsiębiorców zmiany  przepisów w zakresie tzw. mikropożyczki. Zgodnie z wnioskiem legislacyjnym do Wicepremier, Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz, przedsiębiorcy ci powinni zostać zwolnieni z obowiązku składania wniosku o jej umorzenie.

Na podstawie art. 15zzd ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm.; dalej: „Specustawa”), starosta może, na podstawie umowy, udzielić mikroprzedsiębiorcy jednorazowo pożyczki na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej do wysokości 5.000 zł. Równocześnie, jak wskazuje ust. 7 przedmiotowego artykułu pożyczka ta wraz z odsetkami na wniosek mikroprzedsiębiorcy, podlega umorzeniu, pod warunkiem, że mikroprzedsiębiorca będzie prowadził działalność gospodarczą przez okres 3 miesięcy od dnia udzielenia pożyczki. We wniosku o umorzenie mikroprzedsiębiorca oświadcza pod rygorem odpowiedzialności karnej, że prowadził działalność gospodarczą przez okres 3 miesięcy od dnia udzielenia pożyczki.

W ocenie Rzecznika MŚP powyższe warunki i tryb ubiegania się o umorzenie pożyczki są nadmierną i nieproporcjonalną regulacją. Zgodnie bowiem z art. 67 pkt 1 i 2 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292, ze zm.) tworząc prawo z zakresu działalności gospodarczej, należy kierować się zasadami proporcjonalności i adekwatności, dążąc do ograniczenia obowiązków informacyjnych, zwłaszcza gdy wymagane informacje są przekazywane przez obowiązanych organom władzy publicznej na podstawie obowiązujących przepisów.

W związku z powyższym, pismem z dnia 21 maja 2020 r. Rzecznik MŚP skierował do Wicepremier, Minister Rozwoju wniosek legislacyjny o zmianę przedmiotowych przepisów poprzez wprowadzenie zasady, że umorzenie mikropożyczki następuje z mocy prawa – po spełnieniu ustawowych warunków. Rzecznik MŚP wskazał przy tym, że na podstawie ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy (Dz. U. z 2019 r. poz. 1291, ze zm.) organy władzy publicznej dysponują aktualnymi informacjami niezbędnymi do weryfikacji spełnienia kryteriów do umorzenia mikropożyczki. Co więcej, w ocenie Rzecznika MŚP obecna konstrukcja umorzenia pożyczki przewidzianej w art. 15zzd Specustawy, będącej jednym z popularniejszych instrumentów pomocowych, może w niedalekiej przyszłości wygenerować liczne konflikty społeczne, które w ostatecznym rozrachunku zepsują dobry wizerunek wszystkich programów pomocowych przygotowanych przez rząd (tzw. Tarcza Antykryzysowa i Tarcza Finansowa). Warto też zaznaczyć, iż na analogiczny problem zwrócił uwagę Pan Andrzej Gawron (Poseł na Sejm IX Kadencji) w swojej interpelacji (nr 6147) z 14 maja 2020 r. co dowodzi, że przedmiotowe zagadnienie nie ma charakteru jednostkowego.

Ponadto, do Rzecznika MŚP docierają sygnały, iż starostowie w umowach pożyczki zawieranych z przedsiębiorcami przewidują dodatkowy (pozaustawowy) wymóg złożenia wniosku o jej umorzenie w terminie 14 dni od dnia spełnienia przesłanki uprawniającej do tego. Powoduje on po stronie pożyczkobiorców problemy w praktycznym stosowaniu, np. od kiedy właściwie należy liczyć ten termin. Wyeliminowanie obowiązku składania wniosku w tym zakresie rozwiązałoby dodatkowo i ten problem.

Wideokonferencje będą szeroko wykorzystywane także po pandemii. Nowa platforma komunikacyjna ma być bezpieczniejsza od popularnych na rynku narzędzi

W dobie pandemii koronawirusa na popularności zyskują narzędzia do prowadzenia wideokonferencji. Możliwość prowadzenia rozmów grupowych na żywo w dużym gronie odbiorców pozwoli zastąpić klasyczne spotkania biznesowe. Nie wszystkie platformy tego typu zapewniają jednak pełne bezpieczeństwo użytkownikom telekonferencji. Firma StrikeForce Technologies postanowiła zaprojektować komunikator nowej generacji, który z jednej strony będzie prosty w obsłudze, z drugiej zaś zadba o prywatność rozmówców.

– Ograniczenia nakładane w związku z pandemią są stopniowo znoszone, lecz nowa normalność pozostanie z nami dłużej, a nowy sposób prowadzenia biznesu za pośrednictwem wideokonferencji będzie się pogłębiał. Jest bardziej ekonomiczny, wydajniejszy, przyjaźniejszy środowisku i nie wymaga wychodzenia z domu czy biura. Hakerzy mogą jednak wykorzystać ten nowy sposób komunikowania się do wykradania informacji i danych. Nie możemy do tego dopuścić. Dlatego też budujemy ochronę nowej generacji dla wideokonferencji – podkreśla Mark L. Kay, dyrektor generalny StrikeForce Technologies.

W ostatnich tygodniach platforma wideokonferencyjna Zoom wybiła się do mainstreamu dzięki swojej wszechstronności oraz prostocie obsługi. Usługa pozwala prowadzić wideokonferencję nawet dla 1000 użytkowników oraz webinary gromadzące do 10 tys. odbiorców, a do rozmowy może dołączyć każdy, kto dysponuje linkiem do spotkania. To dlatego Zoom jest chętnie wykorzystywany do prowadzenia zdalnych lekcji, wideokonferencji oraz spotkań biznesowych, umożliwia sprawne i szybkie wdrożenie pracy zdalnej.

Wokół aplikacji narosło jednak sporo wątpliwości związanych z bezpieczeństwem – w kwietniu 2020 roku okazało się, że część transmisji Zooma była przekierowywana na chińskie serwery bez informowania o tym użytkowników. W obawie przed możliwością podsłuchania rozmów prowadzonych za pośrednictwem tej platformy trafiła ona na czarną listę części korporacji oraz organizacji. Korzystania z Zooma zabroniły m.in. Google oraz amerykański senat.

– Pandemia SARS-CoV-2 radykalnie zmieniła sposób komunikowania się ludzi i firm. Usługi  wideokonferencji, takie jak Zoom, stały się niezwykle popularne w ciągu ostatnich 10 tygodni. Zoom ma jednak wiele luk bezpieczeństwa, dlatego wiele dużych firm i agencji rządowych na świecie zakazuje korzystania z niego – mówi Mark L. Kay.

Aktualizacja Zoom 5.0 wprowadziła co prawda domyślne 256-bitowe szyfrowanie danych, które ma zabezpieczyć transmisję, ale odbudowanie zaufania wśród części klientów może być problematyczne. Na tej sytuacji skorzystać mogą takie firmy jak StrikeForce Technologies, które specjalizują się w systemach bezpieczeństwa internetowego. Korporacja ma na swoim koncie takie rozwiązania jak np. system ProtectID do autoryzacji tożsamości użytkowników czy GuardedID do ochrony przed keyloggerami (przechwytywaniem tego, co pisze użytkownik na klawiaturze).

– Zamierzamy wykorzystać wady Zooma i zająć pozycję lidera na wielomiliardowym rynku wideokonferencji. Naszą przewagą, którą mamy nad oprogramowaniem konkurencji, takim jak WebEx, Skype czy GoToMeeting, jest to, że nasza firma na co dzień zajmuje się cyberbezpieczeństwem – przekonuje dyrektor generalny StrikeForce.

Wykorzystanie doświadczenia zdobytego przy projektowaniu wspomnianych usług ułatwi inżynierom StrikeForce Technologies opracowanie bezpiecznej platformy do prowadzenia telekonferencji. Konkurencja na tym rynku jest jednak ostatnio ogromna, a do gry wchodzą wielkie korporacje, takie jak Google. Firma udostępniła wszystkim użytkownikom swoich usług platformę wideokonferencyjną Google Meet, do niedawna dostępną wyłącznie w ramach biznesowego pakietu G Suite. Przewagą tej usługi nad konkurencyjnym Zoomem może być konieczność zalogowania się na konto Google, co uniemożliwia dołączenie do konferencji przypadkowych osób, które nie powinny uczestniczyć w danym spotkaniu.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 116,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Jakie wyzwania stoją przed polskim sadownictwem? Raport Unii Owocowej: Trendy na polskim rynku sadowniczym

Polska w sektorze sadowniczym w Europie, łącznie z Hiszpanią oraz Włochami, należy do trzech krajów, w których skoncentrowane jest 2/3 całkowitej powierzchni plantacji owoców w UE. Jest również jednym z czterech największych producentów jabłek w Europie. Mimo to blisko 30% polskich sadowników twierdzi, że sytuacja sadownictwa w naszym kraju jest zła. Polskie sadownictwo stoi przed wieloma wyzwaniami, tym bardziej w obliczu obecnej pandemii koronawirusa i suszy, które generują straty. Jak spowolnić wzrost kosztów? W jaki sposób grupy producenckie mogą uzyskać lepsze ceny handlowe? Na co pozwoli efektywne współdziałanie ośrodków i instytucji? Na te i inne pytania odpowiedziała Unia Owocowa w raporcie „Trendy na polskim rynku sadowniczym”, który podsumowuje zeszły sezon na rynku owoców i warzyw oraz weryfikuje prognozy na kolejny.

Problemy w sektorze nie zaczęły się teraz

Polsce przypada 11% udziału w całym rynku produkcji owocowej w UE oraz 26% udziału w produkcji jabłek. W porównaniu ze stanem z 2012 r. powierzchnia pod drzewami owocowymi w Unii Europejskiej wzrosła jedynie nieznacznie (+0,4%), podczas gdy w tym samym czasie polskie plantacje powiększyły się o 16 300 ha, czyli o 11%. Jednak według danych Freshfel jeszcze z początku marca, sektor świeżych owoców i warzyw już wtedy stał w obliczu spadku konsumpcji świeżych owoców i warzyw. Jednocześnie doświadcza obecnie rosnącej konkurencji ze względu na większą różnorodność dostępnych dla konsumentów owoców, m.in. owoców  miękkich oraz owoców egzotycznych, takich jak mango, kiwi, banany czy pomarańcze. Mimo że sektor ten nadal cieszy się dużą powierzchnią półek w supermarketach, jest jednocześnie poddawany coraz większej presji ze strony konkurencji produktów o wyższej wartości.  Zebrane w raporcie dane rynkowe pokazują wysiłek branży włożony w produkcję owoców, szkolenia personelu, rozwój technologiczny oraz inwestycje w sektorze sadowniczym. Mimo to podkreślają również, że wokół polskiej branży sadowniczej w ostatnich latach narosło wiele kontrowersji. Raport Unii Owocowej wyznacza kierunek, w którym powinna podążać branża, by zostać liderem produkcji, jakości i eksporcie jabłek i innych owoców, opierając się na najnowszych badaniach i ciągłej obserwacji rynku.

– Mówi się o przegapieniu „polskiej szansy” na długotrwałe przewodnictwo w Europie w kwestii eksportu jabłek, jak również o zagrożeniach, jakie niesie rozwój produkcji jabłek na Ukrainie. Poza pandemią i suszą, wyzwaniem staje się poszukiwanie nowych rynków zbytu oraz technologiczne przygotowanie do coraz wyższych wymagań odbiorców hurtowych i detalicznych. Rosną zarówno wymogi jakościowe, jak również zwiększa się liczba wymaganych certyfikatów oraz procesów, które mogą np. zagwarantować bezpieczny eksport jabłek do odległych lokalizacji, np. Indii i innych krajów w Azji, Egiptu i innych kierunków w Afryce czy krajów Bliskiego Wschodu – komentuje Arkadiusz Gaik, Prezes Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”.

  1. Płynność finansowa

W Polsce płynność finansowa organizacji producentów owoców i warzyw zagrożona jest poprzez:

  1. Rosnące koszty transportu
  2. Rosnące koszty pracy (m. in. poprzez niedobór siły roboczej z Ukrainy)
  3. Rosnące podatki
  4. Niskie ceny skupu owoców i warzyw
  5. Brak marży
  6. Wprowadzane procedury bezpieczeństwa

Według badania opublikowanego w raporcie, przeprowadzonego na przedstawicielach grup producenckich, wynika, że wielu sadowników uważa, że ich działalność jest nieopłacalna. Tylko 8% badanych wskazuje, że warto pozostawać sadownikiem, a 32% badanych nie wie, jaką decyzję należy podjąć. Za największe problemy sadownicy uznali: niskie ceny skupu owoców i rosnące koszty pracy oraz zagraniczne embarga. Najmniej członkowie grup producenckich obawiali się natomiast zmian klimatycznych, chorób roślin i suszy. W ocenie producentów kłopotem jest również rosnąca konkurencja. Według opinii ekspertów z branży jeszcze przed pandemią koronawirusa brakowało pracowników do prac sezonowych, a przecież rynek pracy w sadownictwie jest ogromny.

  1. Błędy w kalkulowaniu cen

W Polsce nadal popełniane są błędy w kalkulowaniu kosztów, które prowadzą do bankructwa producentów, grup producenckich i firm prywatnych.

  1. Brak kosztów amortyzacji w cenach sprzedaży to największy błąd w kalkulowaniu cen sprzedaży. Amortyzacja jest kosztem niepieniężnym, lecz bardzo ważnym. Duża część producentów oraz firm otrzymała wsparcie przy budowie obiektów czy przy zakupie maszyn oraz środków transportu. Niestety maszyny się zużywają
    i wymagają serwisów, a budynki remontów. Nie uwzględniając w cenach sprzedaży kosztu amortyzacji, nie będziemy w stanie odtworzyć danego środka trwałego, co zagrozi dalszemu funkcjonowaniu gospodarstwa czy firmy. Już w tej chwili wiele grup nie jest w stanie sortować owoców na jakość ze względu na zniszczone maszyny, których koszty napraw przewyższają możliwości finansowe producentów.
  2. Koszty pracy liczone są często na podstawie krótkiego wycinka pracy, kiedy to wydajności są „sztuczne”. W całorocznym procesie sortowania i pakowania jest wiele przestojów, awarii, jak również występuje bardzo duża rotacja pracowników, którzy w konsekwencji często nie są odpowiednio wydajni.
  3. Czasy, kiedy to producent przywoził towar „na gotowo” się kończą. Każdego dnia musimy wywieźć skrzynie, a następnie zwieźć do stacji pakujących owoce. Samochody są nieefektywne przy takich kursach. W efekcie transport jest dużym składnikiem kosztów końcowych.
  4. Ze względu na obrót świeżymi owocami, reklamacje i zwroty nie są rzadkością i stanowią codzienność działań operacyjnych. Aby normalnie funkcjonować, musimy je brać pod uwagę. W szczególności w stosunku do wielu firm handlowych, które tylko pełnią rolę pośrednika i mają za zadanie zamknąć transakcję zawsze na plusie przerzucając ryzyko na dostawcę. Nie możemy zapominać, że sprzedajemy naturalny produkt, który różnie potrafi się zachować.
  5. Brak kalkulowania kosztów chłodnictwa i przechowalnictwa. Aby zachować jakość sprzedawanego jabłka, powinniśmy bardzo wcześnie oferować towar
    z kontrolowanej atmosfery. Przechowalnictwo bardzo zwiększa cenę surowca.
  6. Ograniczony eksport

Największe komplikacje eksportu polskich owoców i warzyw są związane z rosyjskim embargiem, które nadal odczuwamy. Aktualnie sektor mierzy się z pozyskiwaniem nowych rynków zbytu. Proces ich otwierania jest jednak kosztochłonny, długotrwały oraz wymaga dostosowania się do restrykcji i konkretnych wymogów jakościowych danego kraju oraz odmiennych preferencji odmianowych. Podobnie jest z zaistnieniem i wytworzeniem stabilnego wolumenu na tych rynkach, co wymusza na naszym sektorze duże pokłady pracy.

  1. Konkurencja wewnętrzna

Rentowność sektora jest przy tym zagrożona ze względu na dużą  konkurencję wewnętrzną, stosunkowo duże rozdrobnienie bazy dostaw i wciąż ograniczoną atrakcyjność organizacji producentów w Polsce, wiodącego producenta jabłek w UE. Istotnym problemem jest także złożoność procesów dywersyfikacji rynku oraz stale rosnące koszty materiałów i usług.

– Rola owoców i warzyw nie może być dalej podważana w ramach bieżącej debaty na temat Zielonego Porozumienia UE. Liderzy opinii powinni szczególnie wziąć pod uwagę rosnące koszty produkcji związane z narzucanymi przez przepisy nowymi wymogami. Jabłka i gruszki nie tylko ze względu na znaczenie ekonomiczne sektora, ale również ze względu na  ważne zalety zdrowotne, są ważnym elementem zrównoważonej diety przy jednoczesnym niskim wpływie na środowisko. Aktywa te należy odpowiednio docenić nie tylko w obliczu pandemii koronawirusa, ale też w debacie na temat Zielonego Porozumienia i Farm to Fork – podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

  1. Organizacje producenckie i programy operacyjne

W ramach reformy Wspólnej Polityki Rolnej  i zasad wspólnej organizacji rynku należy poprawić atrakcyjność istniejących narzędzi w celu organizacji producentów oraz korzystania z programów operacyjnych. W  2017 roku, w Polsce, zarejestrowanych było 273 organizacji producenckich podczas, gdy zrealizowano tylko 23 programy operacyjne dla sektora warzyw i owoców. Z raportu Unii Owocowej wynika, że w Polsce obserwowany jest nadal niski stopień zorganizowania producentów owoców i warzyw w organizacjach i stowarzyszeniach – obecnie tylko ok. 20% produkcji wprowadzane jest za pośrednictwem organizacji. W innych krajach UE obserwowane jest łączenie się organizacji producentów w zrzeszenia organizacji producentów, co w efekcie prowadzi do ich znacznego wzmocnienia finansowego. W Polsce nie obserwujemy jeszcze takiego trendu. A to właśnie organizacje producentów i ich stowarzyszenia mogą tworzyć fundusze operacyjne finansujące ich programy operacyjne zatwierdzone przez państwa członkowskie i mogą otrzymać pomoc finansową z UE. Polska jest przy tym największym  producentem jabłek w UE, charakteryzującym się  bardzo dużym rozdrobnieniem, podczas gdy Włochy, drugi co do wielkości producent jabłek, ma silnie skoncentrowane wokół programów operacyjnych organizacje producenckie. Cztery największe ogranizacje producenckie z Trento Alto Adige reprezentują obecnie ponad 65% włoskiej produkcji.  Według szacunków Stowarzyszenia i zrzeszonych w nim grup, sadownicy mogli sprzedać całość produkcji, pomimo ogromnej podaży jabłek na rynku. Na przykład sadownicy zrzeszeni w jednej z grup, dzięki skrzyniom, których brakowało i możliwościom przechowalniczym zaoszczędzili kilka milionów złotych. Należy podkreślić, że w poprzednim sezonie bez skrzyń i profesjonalnego przechowalnictwa udziałowcy tej grupy musieliby dużą część produkcji wysypać na rynek w cenie 15 groszy, a mogli zebrać owoce, przechować i sprzedać je po 50 – 60 groszy.

  1. Ekologia i uprawy organiczne

W debacie nad Zielonym Porozumieniem (Green Deal) w  Unii Europejskiej ponownie skupiono się na uprawach organicznych. Debata ta generuje wiele pytań, gdyż zachęty stosowane dla produkcji organicznej mogą doprowadzić do zachwiania równowagi rynku poprzez doprowadzenie do przewagi podaży nad popytem. Będzie to skutkowało rosnącą presją cenową na tego rodzaju produkty. Jednocześnie patrząc na emisję CO2, wpływ produkcji ekologicznej jest większy niż produkcji konwencjonalnej. Niezależne źródła (AGRIBALYSE) wskazują, że emisje CO2 dla jabłek pochodzących z upraw organicznych wynoszą 0,116 kg CO2 / kg jabłek oraz  0,072 kg CO2 / kg dla jabłek z upraw  konwencjonalnych. W związku z tym należy zastosować ostrożniejsze podejście, w ramach ingerencji władz w rynek.

  1. Zmiany klimatu i ich negatywne skutki

Cieplejsze, wilgotniejsze powietrze od jesieni do wiosny może zwiększyć ryzyko grzybowych chorób wśród gatunków drzew z rodzaju jabłoni. Powoduje znaczne obniżenie plonowania i zmniejszanie jego wartości oraz znaczne ich osłabienie. Na przykład porażone owoce odmian zimowych jabłoni gorzej się przechowują lub też nie nadają się do przechowywania. Ocieplenie klimatu sprzyja również pojawianiu się nowych gatunków szkodników żerujących na uprawach, które dotychczas występowały w strefach klimatu podzwrotnikowego
i zwrotnikowego, tak jak to ma miejsce np. z kleszczami afrykańskimi, które zaobserwowano w Polsce.

Sadownicy nadal oczekują wypłaconych środków wsparcia jeszcze za zeszłoroczną suszę, a już odczuwają skutki obecnej. Susza ma ogromny wpływ na produkcję – osłabia zbiory i niszczy uprawy sadowników, a straty wynoszą nawet 30% upraw. Jabłka wysuszają się, co wpływa na ich wartości odżywcze i smak. Wszystkie straty, które poniosą plantatorzy, ale też dystrybutorzy, czy producenci,  będą odbijać się na konsumentach, a niższe zbiory mogą z kolei skutkować wyższymi cenami owoców w sklepach. Zaburzona płynność w łańcuchu dostaw będzie wymagać wzmożonej interwencji państwa, ponieważ konsekwencje dla sadowników mogą być tragiczne.

Dodatkowe straty sektora w obliczu koronawirusa

Bariery w transporcie

W obliczu koronawirusa i pojawiających się barier w handlu związanych z przemieszczaniem się samochodów po Europie oraz kontrolami granicznymi, branża rolnicza staje przed wyzwaniem zwiększonych kosztów pracy i transportu. By zapewnić bezpieczeństwo wszystkim pracownikom, wprowadzone zostały specjalne procedury, które również generują dodatkowe koszty. W trudnej sytuacji są również polscy eksporterzy wysyłający żywność m. in. do Egiptu. Maleje dostępność kontenerów chłodniczych, więc wysyłany jest mniejszy wolumen. Pojawiają się również utrudnienia związane z małymi zapasami i jakością, do której przywykł Egipt. Szczególnie niepojący jest:

wzrost kosztów transportu od 25% do nawet 30% spowodowany opóźnieniami przy załadunkach i rozładunkach oraz powrotami pustych ciężarówek. Copa Cogeca donosiła nawet o 50% wzroście kosztów transportu. Biorąc pod uwagę, że co miesiąc w UE przemieszcza się około 2,6 miliona ton (150 000 ciężarówek), dodatkowy koszt to około 150 milionów euro, czyli około 0,05 euro za kg.

–  wzrost kosztów zbierania i pakowania owoców, który wynosi nawet 40% na poziomie produkcji. Koszty te rosną m. in. poprzez różne wymagania dotyczące zakwaterowania, transport z zakwaterowania do sadów i ograniczoną liczbę osób w środkach transportu,  niektóre wyposażenie ochronne i sanitarne, mniejszą wydajność zbierania i pakowania z powodu dystansu społecznego, dostosowanie do nowych wymagań klientów oraz niektóre szkody jakościowe i problemy z certyfikacją.

Koszty ponoszone przez plantatorów Unii Europejskiej, wzrosły o 1 miliard euro w ciągu dwóch miesięcy z powodu zakłóceń logistycznych i zwiększonych kosztów siły roboczej w celu spełnienia wymogów, a opóźnienia logistyczne wpływają na jakość produktów.

Niedobór siły roboczej

Zgodnie z tarczą antykryzysową, cudzoziemcy mogą pozostać w Polsce nawet po wygaśnięciu wiz lub zezwoleń na pobyt. Według najnowszych wytycznych Ministerstwa Rolnictwa, pracownik po orzekroczeniu granicy Polski ma mieć mierzoną temperaturę. Dane pracowników trafią do systemu EWP celem objęcia danej osoby 14-dniową kwarantanną. W ciągu 24 godzin pracownik sezonowy powinien trafić do docelowego miejsca pracy, transportem zapewnionym przez pracodawcę, który po przyjeździe pracownika zobowiązany jest do zgłoszenia PPIS faktycznej liczby osób zatrudnionych. Pracownik odbywa 14-dniową kwarantannę na terenie gospodarstwa.

Obowiązkiem rolnika jest zapewnienie pracownikowani wykonania testu na koronawirusa. Podczas kwarantanny, pracownicy będą mogli wykonywać swoje obowiązki, jednak z zakazem opuszczania gospodarstwa i ograniczeniami kontaktu. Wszystkich procedur przestrzega policja, a za ich złamanie grozi kara nawet do 30 tysięcy złotych. Dodatkowo, ministerstwo zaleca, by osoby zatrudnione przy zbiorze owoców miękkich lub przy obróbce żywności stosowały zarówno ochronę ust, nosa, jak i rękawiczki – zapewnione przez gospodarza.  Powyższe wymagania przy zatrudnieniu pracowników z Ukrainy i związane z tym koszty to wyzwanie dla producentów.

Inne wyzwania sektora

Produkcja uległa znacznemu spowolnieniu, ponieważ sektor musiał dostosować się do nowych warunków w zakresie logistyki, środków nadzwyczajnych i zmian w kanałach dystrybucji. Ciągły niedobór siły roboczej zwiększy to spowolnienie operacji. Podczas, gdy ogólne zapasy mogą być utrzymane na jakiś czas, a supermarkety doświadczają jedynie ograniczonego niedoboru towarów w szczytowych porach roku, takich jak Wielkanoc lub podczas początkowej fazy „panicznych zakupów”, długoterminowy wpływ będzie szczególnie widoczny w nadchodzących miesiącach, ponieważ w wielu państwach członkowskich sezon zbiorów dopiero się zaczyna. Chociaż prawdopodobnie nie wystąpi krótkotrwały, widoczny niedobór dostępności, niedobór będzie raczej widoczny poprzez wzrost cen dla konsumenta. W sektorze występują już niedobory towarów łatwo psujących się, takich jak ogórki, szparagi i truskawki, spowodowane niedoborem owoców (odzwierciedlającym się również w wyższych cenach końcowych), który to problem obejmie w miesiącach letnich inne produkty. Zasadniczo sektor odczuwał wyższy popyt na towary łatwo psujące się o dłuższym okresie przydatności do spożycia (trend, który przy ciągłych wyzwaniach związanych z łańcuchem dostaw prawdopodobnie wzmocni się w nadchodzących miesiącach). Wpływ na to miało również zamknięcie sektora gastronomicznego, który zwykle wykazywał wyższy popyt na towary łatwo psujące się. Ponadto zgłaszane są rosnące trudności z brakującymi lub opóźnionymi płatnościami ze strony klientów, które komplikują operacje produkcyjne i mają efekt domina w całym łańcuchu dostaw.

W perspektywie krótkoterminowej pandemia wywrze presję na produkcję w odniesieniu do:

  • Kontynuacji ekonomii „wojny”: która skupi się mniej na różnorodności, różnorodności i jakości, ale bardziej skoncentrowana na zmechanizowanej produkcji
  • Wizerunku pracowników sezonowych: w Europie Południowej kryzys uwidacznia tę niezbędną siłę roboczą, często zaniedbywaną lub kwalifikowaną jako „nisko wykwalifikowana”. Następstwa kryzysu mogą być okazją do przedyskutowania środowiska pracy i warunków pracy sezonowych pracowników
  • Niepewność planowania, ponieważ ponowne otwarcie segmentów usług gastronomicznych najprawdopodobniej będzie się różnić w zależności od państwa członkowskiego (stołówki biznesowe, szkoły, gastronomia transportowa, imprezy, restauracje itp.)
  • Ciągłe braki w produkcji i dostawach, zagrażające kontynuacji produkcji, w tym rośliny do sadzenia i nasiona.

– Członkowie grup producenckich i dystrybutorzy owoców i warzyw, czują szczególną odpowiedzialność, by w obecnej sytuacji zapewnić sieciom spożywczym ciągły łańcuch dostaw i swobodny przepływ żywności. W obecnej sytuacji, by zapewnić jakość produktów, wzrastające koszty są dla producentów i dystrybutorów nagłym i nieoczekiwanym utrudnieniem, któremu jednak musimy się stawić, by zapewnić żywność społeczeństwu. Będzie to możliwe jedynie dzięki skoordynowanym działaniom. Jest to dla nas priorytetem – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Nawrót pandemii spowoduje dwucyfrowe bezrobocie. Wynagrodzenia spadają i będą spadać

W ujęciu realnym, po skorygowaniu o zmiany cen, wynagrodzenia w firmach spadły w kwietniu o 1,4% r/r. To pierwszy spadek realnych wynagrodzeń od stycznia 2013 r. Zaskakująca jest też skala wzrostu bezrobocia.

Nominalna dynamika wynagrodzeń podawana przez GUS w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających powyżej 9 osób) w kwietniu wyniosła 1,9% r/r. W marcu była znacznie wyższa, a wynosiła 6,3%. Analitycy rynkowi prognozowali spadek dynamiki płac, ale w dwukrotnie mniejszym stopniu.

Roczna dynamika płac ukształtowała się na poziomie najniższym od czerwca 2013 r. W ujęciu realnym wynagrodzenia w firmach spadły w kwietniu o 1,4%, wobec wzrostu o 1,6% r/r w marcu. Przeciętne wynagrodzenie w kwietniu wynosiło 5285,01 zł, a w marcu 5489,06 zł.

W kwietniu 2020 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było niższe o 2,1% r/r .

– Ujemna dynamika zatrudnienia była dla mnie zaskoczeniem w większym stopniu niż dane o przeciętnym wynagrodzeniu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Z ujemną dynamiką ostatnio mieliśmy do czynienia w 2013 r., gdy stopa bezrobocia sięgała prawie 14 proc.

Kwietniowe dane potwierdzają wysoki stan niepewności wśród firm, związany z zamrażaniem gospodarki wywołanym koronawirusem. Wcześniejsze dane pokazywały jedynie spadek dynamiki zwiększania zatrudnienia, czyli dotyczyły jeszcze sytuacji na rynku pracy, gdy firmy miały kłopoty ze znalezieniem pracowników.

Redukcja zatrudnienia byłaby jeszcze wyższa, gdyby nie tarcze antykryzysowe i Tarcza finansowa, czy wprowadzenie takich rozwiązań jak przestój ekonomiczny.

– Pomimo tych rozwiązań powinniśmy oczekiwać, że bezrobocie wzrośnie, już w czerwcu i lipcu wyniesie 7-8 proc. – ocenia ekspert. – Przy pesymistycznym scenariuszu, jeżeli jesienią wystąpi nawrót pandemii, to na koniec roku bezrobocie będzie dwucyfrowe.

Wall Street czeka na wyniki Nvidii. Akcje na rekordowych poziomach

Dziś inwestorzy wyczekiwali na dane dotyczące liczby złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Jak wynika z publikacji ponad 2,4 miliona Amerykanów złożyło wspomniane wnioski w tygodniu kończącym się 16 maja. W sumie ponad 38 milionów Amerykanów złożyło wnioski od połowy marca. To jednak nie wystraszyło byków na Wall Street, gdzie indeksy tylko minimalnie korygują ostatnią falę wzrostów.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek pojawiły się kolejne pozytywne informacje dla takich firm jak Facebook, Nvidia czy PayPal. Cena akcji spółki Marka Zuckerberga już wczoraj osiągnęła najwyższy poziom w historii, aby dziś go pobić zaraz po otwarciu notowań. Na tę chwilę rekord to 237,13 USD za akcję Facebooka, a ostatnie wzrosty to głównie wpływ oczekiwań co do pozytywnych wyników spółki po wdrożeniu swojej usługi sklepów internetowych. FB dostał także wyższy poziom ceny docelowej od firmy Stifel. Została ona podniesiona z 245 USD do 260 USD. Średni poziom ceny docelowej na Wall Street dla Facebooka to 239,18 USD. Spółka ma 45 rekomendacji kupna, 5 trzymaj i 3 sprzedaj.

Z kolei dawna spółka Elona Muska, PayPal, otrzymała wyższy poziom ceny docelowej od Credit Suisse. Analitycy banku podnieśli ją ze 145 USD do 155 USD. PayPal ma średni poziom ceny docelowej równy 149,73 USD. Na Wall Street spółka ma 37 rekomendacji kupna, 7 trzymaj i 1 sprzedaj.

Tymczasem dziś wszystkie oczy będą zwrócone na spółkę Nvidia, której akcje podrożały z 240 USD do 360 USD tylko w tym roku, ustanawiając rekordowy poziom ceny dla akcji. Dziś po sesji NVDA publikuje wyniki za pierwszy kwartał. Konsensus rynkowy wskazuje na przychody wielkości 3 miliardów dolarów. Zysk na akcję ma wynieść z kolei 1,69 USD. Analitycy z Wall Street oczekują, że wzrost wykorzystania centrów danych spowodowany obostrzeniami zwiększy sprzedaż producenta chipów w pierwszym kwartale. Przejęcie firmy Mellanox Technologies, które zostało sfinalizowane 28 kwietnia po zatwierdzeniu przez Chiny, ma działać jak kolejny katalizator. Niektórzy analitycy postrzegają segment gier jako kolejnego prawdopodobnego beneficjenta „stay-at-home trade”. Analitycy Credit Suisse podnieśli swoją rekomendację dla ceny docelowej spółki do najwyższego na Wall Street, czyli do 425 USD. NVDA ma 35 rekomendacji kupna, 5 trzymaj i 3 sprzedaj. Konferencja po wynikach dziś o godzinie 23:30 czasu polskiego.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Ustawa hazardowa – 1 kwietnia br. wchodzi w życie znowelizowana ustawa o grach losowych

1 kwietnia br. wchodzi w życie znowelizowana ustawa o grach hazardowych. Jej zapisy nie dotyczą jedynie firm z branży hazardowej, ale także tych, które organizują loterie promocyjne, loterie audioteksowe i konkursy. Za nieprzestrzeganie przepisów ustawy grożą wysokie kary pieniężne, nie tylko dla samych spółek będących organizatorami loterii lub konkursów, ale także dla członków zarządów tych spółek – podkreślają eksperci PwC.

W myśl nowej ustawy o grach hazardowych, która zacznie obowiązywać 1 kwietnia 2017 r. grami losowymi są gry, w tym urządzane przez Internet, o wygrane pieniężne lub rzeczowe, których wynik w szczególności zależy od przypadku. W konkursach natomiast, które nie podlegają przepisom ustawy, nagrody przyznawane są za wykonanie określonej czynności lub dzieła, a kryterium ich przyznania są wiedza, umiejętności lub najlepsze wykonanie określonego zadania przez uczestnika.

„Stosowanie w praktyce ustawy o grach hazardowych może sprawić organizatorom loterii i konkursów spore problemy, ponieważ nie znajdziemy w niej chociażby definicji losowości, która jest głównym czynnikiem odróżniającym konkurs od loterii. Element losowości, czy przypadku, pojawiający się na którymkolwiek etapie konkursu, może być wystarczającym powodem do zakwalifikowania takiego przedsięwzięcia jako loterii, to zaś nakłada na organizatorów szereg dodatkowych, rygorystycznych wymogów.” – Cezary Żelaźnicki, partner zarządzający kancelarią PwC Legal.

Organizacja konkursu jest regulowana przepisami kodeksu cywilnego, a sam konkurs oparty jest na konstrukcji przyrzeczenia publicznego. Z praktycznego punktu widzenia konieczne jest przygotowanie regulaminu konkursu precyzyjnie określającego zasady jego przeprowadzenia, natomiast brak jest innych szczególnych obowiązków prawnych związanych z organizacją konkursu, w tym nie jest konieczne uzyskanie dodatkowego zezwolenia.

Organizacja loterii promocyjnych i audiotekstowych w pełni podlega regulacjom zawartym w nowelizacji ustawy o grach hazardowych. Do ich przeprowadzenia konieczne jest m.in. uzyskanie zezwolenia właściwego Dyrektora Izby Administracji Skarbowej na przeprowadzenia planowanego przedsięwzięcia oraz opracowanie szczegółowego regulaminu, który musi być zatwierdzony przez organ wydający zezwolenie.

Nowelizacja ustawy zmniejsza niektóre obciążania administracyjne związane z przeprowadzaniem gier hazardowych, w tym loterii, likwidując chociażby obowiązek posiadania świadectw zawodowych przez osoby zaangażowane w nadzorowanie gier hazardowych i zastępując ten obowiązek koniecznością odbycia odpowiednich szkoleń.

Natomiast istotne zmiany zostały wprowadzone w zakresie kar administracyjnych dla organizatorów loterii. Do tej pory organizatorzy ponosili tego rodzaju odpowiedzialność wyłącznie w przypadku przeprowadzenia loterii bez zezwolenia, zaś wymierzana w takiej sytuacji kara pieniężna była równą wysokości 100% przychodu uzyskanego z przeprowadzonej gry. Nowelizacja ustawy wprowadza surowsze kary, tj. karę w wysokości 5-krotności opłaty za wydanie zezwolenia w przypadku loterii przeprowadzonej bez zezwolenia (faktycznie równą 50% wartości puli nagród w danej loterii) i nową karę w wysokości do 200 tys. zł za prowadzenie loterii z naruszenie warunków uzyskanego zezwolenia lub z naruszeniem przepisów ustawy o grach hazardowych. Dodatkowo, oprócz kar nakładanych na organizatorów loterii, nowe regulacje przewidują także sankcje dla członków zarządu organizatora – za urządzanie gier hazardowych, w tym loterii, bez koncesji, zezwolenia lub wymaganego zgłoszenia grozi im kara do 100 tys. zł.

„Nowelizacja ustawy o grach hazardowych w zakresie dotyczącym organizacji loterii jest krokiem w dobrą stronę, dostosowując przepisy ustawy do praktyki organów celnych, polegającej na dopuszczeniu możliwości organizacji loterii promocyjnych w Internecie. Niestety nie wszystkie kwestie budzące praktyczne wątpliwości, np. w zakresie konieczności rejestracji urządzeń technicznych wykorzystywanych do wyłonienia zwycięzcy, zostały wprost uregulowane w znowelizowanej ustawie. W tym zakresie wydaje się, że wskazana byłaby jeszcze jedna nowelizacja, która wyłączyłaby stosowanie określonych, najbardziej problematycznych obowiązków wynikających z ustawy wobec organizatorów loterii promocyjnych i audiotekstowych, które ze względu na swój charakter i cele, nie muszą podlegać aż tak silnemu nadzorowi ze strony organów państwowych jak inne gry hazardowe.” – Artur Gątowski, radca prawny w kancelarii PwC Legal

Nowe przepisy regulują także organizację gier hazardowych w Internecie, wprowadzając monopol państwa na organizację loterii on-line, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych oraz gier na automatach poza kasynami gry. Konkursy nie zostały natomiast objęte żadnymi dodatkowymi ograniczeniami.

BTC Studios S.A. z zagranicznym inwestorem na pokładzie

BTC Studios S.A., notowany na NewConnect producent i wydawca gier mobilnych oraz konsolowych, pozyskał zagranicznego inwestora. Grupa PHB objęła 143.107 akcji Spółki na kwotę 400.000 EUR. Cena objęcia wyniosła 12,77 PLN, czyli równowartość 2,7951 euro za jedną akcję. BTC Studios S.A. zamierza przeznaczyć finansowanie na opracowanie nowych gier.

„Pozyskanie nowego, zagranicznego inwestora potwierdza nasz potencjał rozwojowy. Gaming pokazuje, że nawet w ciężkich czasach, jest atrakcyjnym obszarem do inwestowania – o ile oczywiście ma się plan i się go z konsekwencją realizuje. Dzięki zaangażowaniu kapitałowemu nowego inwestora zyska przede wszystkim nasze portfolio gier – pozyskane finansowanie zamierzamy bowiem przeznaczyć na jego intensywny rozwój. Jednocześnie dzięki nowemu inwestorowi spółka zyskuje wizerunkowo w skali rynku kapitałowego. Poza rozwojem biznesowym naszą ambicją jest również uzyskanie renomy wśród inwestorów, stąd między innymi chęć osiągnięcia miana regularnej spółki dywidendowej. Widzimy, że przynosi to już pierwsze efekty” – mówi Jarosław Zeisner, członek zarządu BTC Studios S.A.

18 maja 2020 roku zostały zawarte umowy subskrypcyjne akcji serii „J”. Zgodnie z nimi, Inwestor wraz ze swoją spółką zależną objął akcje serii „J” BTC Studios na kwotę 400.000 EUR. BTC Studios zaoferowała Inwestorowi i jego spółce zależnej łącznie 143.107 akcji w dwóch emisjach prywatnych.

Zgodnie z ogłoszonymi wcześniej prognozami BTC Studios S.A. zamierza w tym roku zwiększyć przychody do 10 239 180 PLN, natomiast w 2024 r. osiągnąć przychody rzędu 78 mln PLN i zyski netto przekraczające 23 mln PLN. Spółka zakłada również systematyczny wzrost liczby użytkowników swoich produkcji. W tym roku spółka prognozuje 418 900 użytkowników przy 6 opublikowanych grach, natomiast w 2024 r. społeczność przekraczającą 1,3 mln użytkowników przy portfolio obejmującym 12 gier. Jednocześnie w maju br. BTC Studios S.A. przyjęła politykę dywidendową na lata 2020-2023. Zgodnie z nią, już od zysku netto za kolejny rok obrotowy, Zarząd BTC Studios będzie rekomendować Walnemu Zgromadzeniu Spółki wypłatę 30 proc. zysku netto. W planach jest coroczne wypłacanie dywidendy.

„Cena rynkowa dzisiaj na GPW odzwierciedla de facto poprzedni biznes i jest w naszej opinii mocno zaniżona. Cieszę się, że nowy inwestor ocenił akcje BTC Studios, jako inwestycję wartą dużo więcej niż wskazywałby na to obecny kurs. Co więcej, wartość nabycia akcji przez grupę PHB, zakładając realizację prognoz, wydaje się być i tak bardzo atrakcyjna. W naszej ocenie Spółka posiada potencjał do dalszych wzrostów. BTC Studios ma bardzo dynamiczny zespół, mocno zmotywowany do osiągania postawionych celów. Dysponuje już na dzień dzisiejszy, tytułami, które mogą okazać się hitem. Jestem przekonany, że gry naszej Spółki będą z roku na rok coraz popularniejsze. Grupa PHB zyska dzięki tej inwestycji możliwość połączenia swojego biznesu ze światem gier. Pozwoli to uczynić ich rynek dużo bardziej atrakcyjnym dla młodszej grupy docelowej. Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej inwestycji w BTC Studios i wierzę, że inni inwestorzy wysoko ocenią zwrot z tego projektu już niebawem.” –  mówi Wojciech Kaszycki, reprezentujący głównego udziałowca Spółki, Mobilum LTD.

Strach przed kryzysem nie powinien zachwiać tym co w firmach rodzinnych najważniejsze – pierwiastkiem rodzinności

– Nie ma silnych firm rodzinnych bez silnych rodzin biznesowych. Jeśli szukać pozytywnych stron tego czasu pandemii, to jednym z nich jest to, że rodziny biznesowe zaczynają ze sobą rozmawiać. Młode pokolenie ma coraz więcej do powiedzenia w obszarach, które dziś stały się naturalne, jak np. digitalizacja czy wirtualne zespoły, a seniorzy chętniej ich słuchają. Jednak ważny też jest wątek tych członków rodziny, którzy nie są zaangażowani w firmę. Wzmacnianie relacji, budowanie rutyn, które umacniają więzi rodzinne – to podstawa, by uchronić biznesowe rodziny przed kryzysem. – komentuje dr Adrianna Lewandowska, inicjatorka Family Business Week, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Odporność rodziny właścicielskiej i firmy rodzinnej w czasach Covid-19

Bogusław Kowalski, założyciel i Prezes Zarządu GRAAL S.A. na Family Business Week:

– Zatrudniając ponad 2500 osób, odpowiedzialność jest ogromna. Gdyby założyć, że średnio jedna rodzina składa się z 4 osób, to jesteśmy odpowiedzialni jako firma i rodzina, za prawie 10 000 osób. Odporność w czasach kryzysu jest zatem niezwykle ważna. Mam to szczęście, że produkty, które oferuje GRAAL na rynku, czyli ryby, pomagają budować naturalną odporność. Jeżeli jako rodzina biznesowa kierujemy się wartościami, które przyświecały nam przez te wszystkie lata prowadzenia biznesu, to w momencie lockdownu, jesteśmy w stanie przetrwać, a nawet się wzmocnić jako firma i jako rodzina. Każde z mojego pięciorga dzieci pracujących w firmie sukcesorów, mimo wielu utrudnień wykazuje wielkie zaangażowanie w swoje działania, co jest dla mnie jako nestora, bardzo budujące. Gdy rodzina trzyma się razem, jest w stanie przetrwać niejeden kryzys. – komentuje Bogusław Kowalski.

Jak podczas kryzysu Covid-19 zachować balans życia zawodowego i rodzinnego, gdy pracuje i żyje się z mężem.

Paulina Żurowska-Wrzesińska, Wiceprezes ALTOM na Family Business Week:

Z mężem podeszliśmy do tego wyzwania zadaniowo i od samego początku ustaliliśmy między nami podział działań w firmie i w domu. Obszary odpowiedzialności zawodowej wynikały z naszej bieżącej pracy w firmie i dziedzin, którymi zarządzamy.  Określiliśmy też partnerski podział obowiązków domowych, tak by każde z nas wiedziało, jakie spoczywają na nim zadania dotyczące życia i dnia codziennego. Po drugie postawiliśmy na częstą rozmowę, wzajemne zrozumienie, wykazywanie się cierpliwością i empatią oraz jasne określanie w czym potrzebujemy pomocy. Wiemy, że nie ma oczywistości i zamiast oczekiwać, że współmałżonek się domyśli, że mógłby mnie w czymś wesprzeć wyraźnie mówiliśmy sobie wzajemnie z czym się borykamy. To bardzo pomogło w okiełznaniu emocji i szybkim reagowaniu na rodzące się problemy i frustracje. Trzymaliśmy się także dobowego podziału dnia i wyznaczyliśmy sztywne godziny rozpoczęcia pracy, przerw na wspólną kawę czy obiad a także kiedy tą pracę kończymy oraz kiedy bierzemy się za porządki domowe. To sprawiło, że działamy jak dobrze naoliwiony tandem. – mówi Paulina Żurowska Wrzesińska, z ALTOM

Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?

– Wychodzę z założenia, że lider daje swoje świadectwo wtedy, gdy umie nim pozostać w każdych okolicznościach i znaleźć, zwłaszcza w trudnych czasach, szans na wzmocnienie i wsparcie zespołu. Podzieliłam kanały komunikacji ze mną na telefoniczny, sms, komunikator, mail i videokonferencje ze względu na charakter i priorytet omawianej sprawy. Minimum raz w tygodniu miałam videokonferencje z managerami z mojego zespołu, by nawiązać z nimi kontakt wizualny, zapytać o emocje, samopoczucie, nastawienie, obawy i wszystkie inne sprawy nie związane z pracą, a które mające mocny wpływ na realizację zadań i ich skupienie na celu. Czasami samo moje zainteresowanie i możliwość wygadania się już było dla moich managerów oczyszczeniem i odczuciem, że są bezpieczni, że jestem z nimi. Wielokrotnie dali mi to odczuć, w tym trudnym czasie, za co im bardzo dziękuję. – komentuje Żurowska-Wrzesińska.

Czy będąc skazanym tylko na swoją obecność jako para zarówno w biznesie jak i w domu jesteśmy zagrożeni ujawnieniem konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

– Otworzyć się na członków rodziny, na rozmowę z nimi, na fakt, że nie są ze stali (choć być może na co dzień noszą taką maskę), mówić prosto z serca prostymi słowami: kocham cię, zależy mi na tobie, martwię się o ciebie czy wszystko będzie dobrze, przetrwamy to razem. Rodzącą się frustrację od razu komunikować a trudne sprawy rozwiązywać i nie pozwalać im się eskalować i przybierać na sile. –kończy sukcesorka firmy ALTOM.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony jest innemu obszarowi funkcjonowania i dylematów jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęcamy przyszłości firm rodzinnych. – dodaje Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany jest przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia jest BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata. W wydarzeniu, które całkowicie odbywa się on-line, bierze udział ok. 2000 gości.

Dzisiaj, w czwartek 21 maja, rozmawiamy o Rodzinie, jutro w ramach Family Business Week będziemy rozmawiać w gronie właścicieli największych firm z Polski i Europy oraz ekspertami z całego świata o Globalnym Otoczeniu Firm Rodzinnych.

 

Szczegółowy program wydarzenia, rejestracja, zakresy dyskusji oraz potwierdzeni goście dostępne na stronie: www.familybusinessweek.pl

Dylematy rodzinne, które zostały poruszone w ramach Family Business Week:

  1. Czy pamiętam, aby o siebie odpowiednio zadbać? Zgodnie z zasadą: „podczas turbulencji maseczkę tlenową najpierw zakładasz sobie, a dopiero później dzieciom”. Czy wiem, jak chwycić dystans i zadbać o siebie?
  2. Jak mogę zapewnić wymagany w chwili obecnej dystans (w spotkaniach), a jednocześnie dać naszej rodzinie poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą emocjonalnie blisko? Jak dbać o relacje?
  3. Jak organizować nasze codzienne życie, aby nie dopuścić do pojawienia się stresu i lęku lub gdy ten się pojawi by go zminimalizować? Czy warto (i jak) wprowadzić codzienne rytuały?
  4. Pracuję z żoną z domu, cały czas siedzimy razem. Jak od siebie odpocząć? Czyli para biznesowa w czasie COVID-19 – jak mądrze prowadzić biznes i życie prywatne, gdy tego wspólnego czasu z 24 godzin na dobę mamy jeszcze więcej – jak uniknąć kryzysu prowadzącego do rozwodu i turbulencji w firmie?
  5. Czy pandemia to szansa dla sukcesora? Czy może on być mentorem nestora, gdy ten nie jest obyty „z nowymi technologiami”? Jak być usłyszanym i okazać rodzinie wsparcie w tej sytuacji?
  6. Czy powinienem (i czy wolno mi) głośno powiedzieć NIE moim rodzicom, gdy widzę, że za wolno reagujemy na zmiany? Jak sprawić, by rodzice mi zaufali?
  7. Jakie nowoczesne rozwiązania zostały przyjęte wewnątrz rodzin biznesowych i czy mają szanse zostać wdrożone na stałe, gdy pandemia się skończy?
  8. Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?
  9. Co każdy z nas może zrobić, by przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu? Jak możemy określić nasze indywidualne role? Zadania?
  10. Czy skazani tylko na swoją obecność jako rodzina – zagrożeni jesteśmy ujawnieniem się konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

Sprzedaż pożyczek spadła w kwietniu o niemal 75 proc.

Kolejne tygodnie obowiązywania tarczy antykryzysowej za nami. Jednym z jej kluczowych zapisów jest znaczne ograniczenie kosztów pozaodsetkowych do 21 proc. dla pożyczek na czas dłuższy niż 30 dni oraz 5 proc. dla pożyczek o okresie spłaty krótszym niż 30 dni. Najnowsze dane, które uwzględniają cztery pełne tygodnie obowiązywania nowych limitów, wskazują na wyraźny spadek aktywności na rynku.

Sprzedaż nowych pożyczek spadła mocniej od oczekiwań – pod względem wartości  spadek wyniósł prawie 75 proc.

Najnowsze dane CRIF i BIK uwzględniają cztery pełne tygodnie obowiązywania obniżonych kosztów pozaodsetkowych. Niemal stała tendencja spadkowa wartości oraz liczby udzielanych pożyczek przez firmy z branży widoczna jest już jednak od prawie dwóch miesięcy. Według danych CRIF w drugiej połowie marca 2020 r. wartość udzielanych pożyczek spadła w stosunku do średniego tygodnia lutego o ok. 40 proc., natomiast w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego o ok. 50 proc. W całym kwietniu spadek wartości udzielonych pożyczek wyniósł 72 proc. w stosunku do kwietnia 2019 r. oraz 66 proc. w stosunku do lutego 2020 r. (ostatni miesiąc nietknięty kryzysem wynikającym z COVID-19). Odnotowano także istotny spadek liczby udzielonych pożyczek, wynosząc w kwietniu br. niecałe 43 proc. pożyczek udzielonych w analogicznym okresie w poprzednim roku.

Znacząco spadła też średnia wartość pojedynczej pożyczki, która wyniosła w kwietniu 2020 r. 2 163 zł wobec 3 625 zł w kwietniu 2019 r. (spadek o 40% r/r) oraz w porównaniu z 2 800 zł w lutym 2020 r. (spadek o 23% m/m).

Pożyczki udzielone w marcu i kwietniu 2020 r. w stosunku do analogicznych tygodni w 2019 r.Liczba i wartość udzielonych pożyczek_wykres

Najnowsze dane BIK (pokrycie obu baz nie jest tożsame) wskazują te same wnioski, przy czym spadek wartości udzielanych pożyczek w ostatnich tygodniach kwietnia 2020 r. w bazie BIK to o ok. 65 proc. w ujęciu r/r.

Znacznie mniejszy spadek liczby klientów wnioskujących o pożyczkiLiczba aplikacji o pożyczki_wykres

W kwietniu 2020 r. liczba klientów wnioskujących o pożyczki w ujęciu rok do roku była niższa, jednak obsunięcie było znacznie mniejsze od spadku wartości udzielanych pożyczek. Liczba aplikacji w całym marcu bieżącego roku utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie, porównując do analogicznych tygodni roku poprzedniego i to pomimo panujących ograniczeń. W żadnym tygodniu marca 2020 r. liczba klientów aplikujących nie spadła o więcej niż 20 proc. rok do roku. Na początku kwietnia, w którym wprowadzono ograniczenie kosztów pozaodsetkowych, odnotowano już istotnie większy spadek aplikacji, tj. o niecałe 65 proc. rok do roku.

Warto też zwrócić uwagę, że Święta Wielkanocne, przed którymi występuje zwykle wzmożony popyt na pożyczki, wypadły w okresie porównawczym w dniach 21-22 kwietnia 2019 r. W dniach 14-20 kwietnia 2020 r. mieliśmy więc do czynienia z zawyżoną bazą porównawczą (w roku 2020 święta wypadły 9 dni wcześniej). W całym kwietniu 2020 r. liczba klientów aplikujących spadła o 55 proc. w stosunku do lutego 2020 r. oraz o 55 proc., czyli dokładnie taką samą wartość, w stosunku do kwietnia 2019 roku.

Spadek liczby aplikacji nie oznacza braku popytu lub zainteresowania klientów pożyczkami. Wiele firm pożyczkowych wskutek nowych limitów ograniczyło działalność lub zaprzestało jej prowadzenia w ogóle, a zatem firmy te nie kierują zapytań do baz danych. Pozostałe spółki znacznie zaostrzyły kryteria oceny ryzyka, co powoduje, że wiele klientów nie otrzymuje oferty pożyczki już na etapie wstępnego kontaktu z firmą. Wówczas nie dochodzi do formalnego złożenia wniosku o pożyczkę i nie jest kierowane zapytanie weryfikujące klienta do bazy danych. Natomiast spośród zapytań, które trafiają do bazy wzrasta odsetek klientów z decyzją odmowną” – mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Z danych CRIF wynika, że na początku marca 2020 r. udział odrzuconych wniosków nie przekraczał 48 proc., natomiast w drugiej połowie kwietnia wynosił już blisko 60 procent.

Podsumowanie

Dane za kolejne tygodnie obowiązywania ustawy antykryzysowej i obniżonych kosztów pozaodsetkowych pożyczek ilustrują jak bardzo skurczył się rynek. Wartość udzielanych pożyczek spadła w kwietniu 2020 r. w ujęciu rok do roku o ponad 70 proc., przy czym liczba klientów wnioskujących spadła znacznie mniej, bo o ok. 55 procent. Warto przy tym mieć na uwadze, że w kwietniu znaczna część firm pożyczkowych zamknęła działalność, a jeszcze w marcu większość firm znacząco ograniczyła działalność akwizycyjną (w szczególności spółki opierające działalność na bezpośrednim kontakcie z klientem), co również z pewnością miało wpływ na zmniejszoną liczbę składanych aplikacji. Przewidując pogorszenie zdolności kredytowej swoich klientów oraz nie chcąc odrzucać dużej liczby klientów, firmy pożyczkowe musiały znacząco ograniczyć wartość udzielanych pożyczek. W kwietniu średnia wartość pojedynczej pożyczki spadła aż o 40 proc. w stosunku do kwietnia 2019 r. oraz o 23 proc. w stosunku do lutego 2020 roku. Na skutek zaostrzania kryteriów udzielania pożyczek istotnie rośnie również udział klientów odrzucanych przez branżę. W drugiej połowie kwietnia bieżącego roku udział takich klientów wynosił blisko 60 procent.

Ekonomiści Banku Pekao stworzyli indeks na bieżąco śledzący aktywność gospodarczą

Ekonomiści Banku Pekao S.A. stworzyli Pekao Tracker – nowy codzienny indeks, który w czasie rzeczywistym mierzy aktywność gospodarczą. Wskaźnik bazuje na wewnętrznych danych bankowych Pekao oraz na publicznych źródłach. Indeks jest odpowiedzią na pandemię, która czyni opóźnione dane miesięczne czy kwartalne mniej przydatnymi w sytuacji, gdy okoliczności gospodarcze zmieniają się znacznie w krótkim czasie.

– Obecny  kryzys i jego bezprecedensowa dynamika wymusił na ekonomistach poszukiwanie możliwie najbardziej aktualnych źródeł informacji o stanie gospodarki z wykorzystaniem danych tygodniowych i dziennych. My zdecydowaliśmy się na połączenie wewnętrznych danych bankowych na temat aktywności klientów, przy zachowaniu pełnej ochrony danych osobowych i informacji handlowej oraz danych dostępnych publicznie – mówi główny ekonomista Banku Pekao Ernest Pytlarczyk.

Zestaw wskaźników wchodzących w skład dziennego indeksu Pekao Tracker obejmuje: wartość wydatków kartowych konsumentów oraz wpływy na konta małych i średnich przedsiębiorstw – bazując na danych Banku Pekao; a także zapotrzebowanie na moc w systemie elektroenergetycznym – będące miernikiem popytu na energię oraz liczbę wypadków drogowych, czyli w krótkim okresie przybliżenie natężenia ruchu drogowego.

Pekao Tracker nie jest przybliżeniem dziennego PKB. Celem indeksu jest śledzenie normalizacji aktywności po negatywnym szoku wywołanym epidemią. Pekao Tracker wskazuje, że aktywność ekonomiczna była najniższa w tygodniu bezpośrednio po świętach Wielkiej Nocy (31 proc. poniżej stanu wyjściowego) i od tego czasu systematycznie rośnie. Punktem wyjściowym dla indeksu jest 100 punktów, za który uznano średnią dzienną aktywności z pierwszego tygodnia grudnia 2019 roku.

Jak dobrze rozstać się z pracownikiem i utrzymać renomę firmy?

Pracownik lub współpracownik, z którym firma się aktualnie rozstaje może za chwilę stać się jej klientem, kontaktem biznesowym pozwalającym dotrzeć do pożądanych osób w branży, ambasadorem lub chodzącą antyreklamą. Wszystko zależy od sposobu zakończenia współpracy.

Obecna sytuacja związana z pandemią doprowadziła wielu pracodawców do podjęcia decyzji
o zwolnieniu pracowników lub do jej rozważenia, dla utrzymania płynności firmy. Jak wynika z  raportu Randstad[1] w marcu 26% badanych pracowników obawiało się utraty pracy, a do szansy na szybkie znalezienie nowej podchodzili bardziej pesymistycznie. 16% z nich zastanawiało się natomiast, czy firma nie zostanie zlikwidowana. Rozwiązanie umowy nie należy do najprzyjemniejszych momentów w karierze zawodowej pracownika, ale może przyczynić się do przemyślenia dotychczasowej ścieżki zawodowej i podjęcia nowych kroków. Świadomy pracodawca stara się jak najlepiej zakończyć współpracę, dlatego coraz częściej firmy zaczynają przykładać wagę do  narzędzi i rozwiązań mających na celu employer brandingowych narzędzi, takich jak outplacement i exit interview.

Outplacement – wsparcie pracownika korzystne dla obydwu stron

– Outplacement to system wsparcia pracowników, którzy kończą współpracę z daną firmą. Jest on korzystny dla obu stron. Pracownicy otrzymują wsparcie w sytuacji, w której zmuszeni są znaleźć inne miejsce pracy czy źródło dochodu, co jest procesem wysoce stresogennym, z drugiej strony outplacement pozwala  firmie załagodzić negatywne emocje zwalnianych osób, nie dopuszczając tym samym do rozprzestrzeniania przez nich niekorzystnych opinii na temat środowiska pracy w danym miejscu. – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Sytuacje te są często trudnymi i wyczerpującymi psychiczne, dlatego też każda forma wsparcia może okazać się bardzo dobrym krokiem w celu utrzymania dobrych relacji pomiędzy rozstającymi się stronami oraz utrzymaniem pozytywnych relacji z pracownikami, którzy pozostają w firmie. W procesie outplacementu ważne jest zadbanie o dobrostan psychiczny pracownika oraz konkretne działania wspierające go w znalezieniu nowej pracy.

Exit interview – gdy pracownik zmienia miejsce pracy

Okres pandemii  był również dla wielu pracowników czasem na zastanowienie się nad obraną ścieżką zawodową i podjęcie decyzji o zmianie. Otrzymując wypowiedzenie świadomy pracodawca nie powinien wypuścić pracownika bez wcześniejszej rozmowy podsumowującej jego okres pracy dla danej firmy. Jest ona bowiem cennym źródłem informacji pozwalającym na udoskonalenie wewnętrznych struktur.

– Exit interview to nic innego, jak rozmowa „na do widzenia”, którą zwyczajowo przeprowadza przełożony lub wyznaczona osoba z działu HR. Jej podstawowym celem jest uzyskanie informacji związanych z przyczyną podjęcia takiej decyzji przez pracownika. Pozwala ona na lepsze zrozumienie jej powodów oraz wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Daje szansę poprawy w funkcjonowaniu firmy, a także zmniejszenia rotacji pracowników. – wskazuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i  psychologii międzykulturowej.

Wzrost roli wellbeing w czasie pandemii

W obliczu pandemii wiele osób odczuwa strach i niepewność o swoje miejsce pracy, dlatego zadbanie o wellbeing pracowników, w szczególności redukcję stresu i wzmacnianie odporności psychicznej zyskały na szczególnym znaczeniu.

– Radzenie sobie z niepewnością to umiejętność tolerowania szybko zmieniających się okoliczności, wykazania się pewnego rodzaju elastycznością i umiejętnością dopasowania się do nowych warunków. Dlatego tak istotne jest, by pracodawca zadbał też o osoby pozostające w firmie proponując im np. udział w szkoleniach lub programach pomagających w redukcji stresu i odzyskaniu równowagi. – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Zdalny offboarding

Ostatnim etapem jest offboarding, czyli proces kończenia współpracy i przekazywania obowiązków nowym osobom. Przejście checklisty zawierającej rozliczenie się z narzędzi pracy, usuniecie dostępu m.in. do firmowych danych czy maili jest równie ważne dla utrzymania dobrych relacji między wszystkimi stronami oraz zapewnienia uporządkowanego funkcjonowania firmy. Podobnie, jak onboarding  na początku pracy, może on zostać przeprowadzony zdalnie.

[1] 39. Monitor Rynku Pracy edycja specjalna, Randstad,  marzec 2020.

Firmy źle oceniają swoją kondycję – wyniki badań Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej

42 proc. firm negatywnie ocenia swoją kondycję – wynika z najnowszych badań Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CSMG). Najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu oraz zatory płatnicze. Przedsiębiorcy zbyt długo czekają też na decyzję o wsparciu, a sama procedura jej uzyskiwania jest zbyt skomplikowana.

To już druga edycja badań CMSG, tym razem przeprowadzona w dniach 7-19 maja (poprzednia 9-17 kwietnia). Oceny jakie przedsiębiorcy wystawili swoim firmom oraz całej gospodarce uległy lekkiej poprawie, ale wciąż są one generalnie niedobre. Oceniając kondycję swoich przedsiębiorstw w skali od 0 do 10 (przy czym 5 to ocena neutralna) średnia wyniosła 4,5, miesiąc temu było to 3,6.

Łącznie negatywną ocenę (oceny od 0-4) wystawiło ok. 42 proc. pytanych w najnowszym badaniu wobec ok. 55 proc. w poprzednim. Z tego ok. 9 proc. firm ocenia kondycję swojej firmy bardzo źle (0). Ale są również pozytywne oceny (oceny 6-10): łącznie ok. 33 proc. wobec 19 proc. w poprzednim badaniu. Jedynie 1,6 proc. dało teraz najwyższą ocenę (10 – bardzo dobrze).

„Są branże i firmy, które w obecnej sytuacji radzą sobie całkiem dobrze, ale są one w mniejszości. Generalnie gorsze oceny dominują wśród samozatrudnionych oraz mikrofirm,  w skali od 0 do 10 odpowiednio 3,1 i 3,7. W dużych firmach (zatrudnienie większe niż 250 osób) średnia ocen jest nawet po stronie pozytywnej (6,1)” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. „Spośród branż najgorsza kondycja jest w usługach dla ludności (kosmetyczne, fryzjerskie) – 2,3 oraz w turystyce, gastronomii – 3,2. Lepsze oceny są w handlu – 4,7, produkcji – 4,9 i budownictwie – 5,2” – dodaje Dudek.

Co ciekawe najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu oraz zatory płatnicze. Dopiero na czwartym miejscu jest zamknięcie gospodarki. „To oznacza, że dla rozwoju gospodarczego teraz najważniejsze nie jest samo otwarcie biznesów, ale odmrożenie „konsumentów”, odmrożenie popytu, powrót zaufania i skłonności do konsumpcji” – mówi Sławomir Dudek.

Większość firm (ok. 79 proc., poprzednio 88 proc.) oczekuje spadku przychodów w maju. Ok. 37 proc. oczekuje zmniejszenia zatrudnienia, średnia redukcja to 7 proc. (wobec 15,5 proc. poprzednio). Największe spadki przychodów są spodziewane w usługach dla ludności, turystyce i gastronomii (średnio ok. 90 proc.), w budownictwie ok. 23 proc., a w przemyśle 27 proc.

Dobrą wiadomością jest poprawa płynności finansowej firm w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Ok. 79 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że jest w stanie przetrwać miesiąc i dłużej. 75 proc. dużych firm ma bufory płynnościowe na przetrwanie ponad 3 miesięcy. Największe problemy z płynnością mają samozatrudnieni oraz mikrofirmy. Ponad 50 proc. z nich deklaruje, iż maksymalnie jest w stanie przetrwać tylko 1 miesiąc.

Z instrumentów pomocowych najlepiej ocenianym instrumentem pomocowym jest umorzenie składek ubezpieczeniowych (81 proc. respondentów wskazało ten instrument). Ok. 44 proc. respondentów wskazuje na dopłaty do wynagrodzeń, a ok. 37 proc. na odroczenie zaliczek PIT. Ponad 69 proc. wskazuje przy tym na niejasność przepisów instrumentów pomocowych. 56 proc. firm wskazuje też na nadmiar biurokracji, a 42 proc. na brak wsparcia ze strony urzędników. „Niejasne przepisy, biurokracja i długie oczekiwanie na decyzję lub przyznanie środków to główne problemy w korzystaniu z instrumentów wsparcia. Ponad 39 proc. badanych twierdzi, że oczekiwanie na realizację wsparcia jest zbyt długie, do tego prawie 54 proc. wskazuje, że przepisy są niejasne. Prawie 80 proc. firm obawia się nawrotu epidemii, 70 proc. boi się wzrostu podatków” – mówi dr Dudek.

Firmy zapytano także o ocenę stanu całej gospodarki. W opinii przedsiębiorców jej kondycja jest gorsza od ich własnej. Średnia ocen to bowiem 3,2 (przed miesiącem 3). Nadal także przeważają oceny negatywne, są one jednak mniej radykalne. Ubyło skrajnie negatywnych opinii, ale również i skrajnie pozytywnych. Obecnie jedynie 6 proc. pytanych pozytywnie ocenia kondycję całej gospodarki (wobec 12,5 proc. poprzednio).

Umorzenie w całości lub w części zaległości podatkowej, odsetek za zwłokę – możliwości w dobie koronawirusa

Podatnicy w celu ratowania swojej płynności finansowej, zwłaszcza w dobie ograniczeń wywołanych pandemią COVID-19, mogą skorzystać z wielu instytucji podatkowych, dotychczas przeznaczonych na wyjątkowe okoliczności. Jedną z nich jest wnioskowanie o umorzenie w całości bądź w części zaległości podatkowych, odsetek za zwłokę czy opłaty prolongacyjnej. Aby skorzystać z tej instytucji, niezbędne jest spełnienie określonych warunków oraz pozytywna decyzja organu podatkowego.

Umorzenie jest instytucją nadzwyczajną i co do zasady organy podatkowe nie mogą z niego czynić powszechnej praktyki. Spośród ulg w spłacie zobowiązań podatkowych jest to najdalej idąca ulga, powodująca, że podatnik zostaje niejako zwolniony z konieczności regulowania zaległości publicznoprawnej.

Warunki

Niezbędnym warunkiem do skorzystania z ulgi w postaci ww. umorzenia jest zaistnienie ważnego interesu podatnika lub interesu publicznego.

Pierwszy warunek odnosi się do sytuacji finansowo-majątkowej wnioskodawcy. Organ podatkowy powinien ocenić, jak zapłata zaległych zobowiązań wobec Skarbu Państwa wpłynie na indywidualną sytuację podatnika. W pierwszej kolejności brane są pod uwagę aspekty finansowo-ekonomiczne związane ze zdolnością do zarobkowania, sytuacją ekonomiczną podatnika. W szczególności organy podatkowe wskazują, że nie można przedkładać innych zobowiązań (w tym osobistych) ponad zobowiązania publicznoprawne. Oznacza to, że w sytuacji, gdy podatnik ma do uregulowania także inne zobowiązania jak np. kredyt, opłaty za media czy należności wynikające z orzeczeń sądowych, nie może ich przedkładać ponad podatki i w konsekwencji organy odmawiają umorzenia. Dodatkowo organy powinny także zbadać sytuację rodzinną podatnika w kontekście osób pozostających na utrzymaniu, zdrowia i możliwości zarobkowania małżonka (w przypadku wspólności majątkowej).

Drugi warunek to istnienie interesu publicznego w umorzeniu zaległości. W uproszczeniu chodzi o sytuację, gdy umarzając podatnikowi zaległość podatkową, społeczeństwo osiągnie więcej korzyści niż w sytuacji, gdyby do umorzenia nie doszło. W szczególności dotyczy to sytuacji, gdy zapłata zobowiązania mogłaby prowadzić do konieczności korzystania przez podatnika z pomocy społecznej.

Należy dodać, że decyzja organu podatkowego o umorzeniu ma charakter uznaniowy i powinna zostać oparta na analizie całokształtu materiału dowodowego zebranego w sposób wyczerpujący.

Termin

Wniosek o umorzenie zaległości podatkowych, odsetek czy opłaty prolongacyjnej można złożyć najwcześniej jeden dzień po terminie płatności podatku. Zaznaczenia wymaga, iż sprawę należy załatwić szybko, tzn. złożyć wniosek w pierwszym możliwym terminie, ponieważ, jak zostało wyżej wskazane, urząd może nie zaakceptować wniosku i wtedy będzie konieczne zapłacenie zaległości wraz z odsetkami.

Regulacje dotyczące COVID-19

W związku z wprowadzeniem ograniczeń związanych z rozprzestrzenianiem się koronawirusa sytuacja finansowa wielu przedsiębiorstw uległa znacznemu pogorszeniu. Powstaje jednak pytanie, czy pogorszenie sytuacji w związku z państwowymi ograniczeniami może być przesłanką uzasadniającą ważny interes podatnika oraz czy w tzw. tarczy antykryzysowej zostały przewidziane uproszczenia w stosowaniu tej instytucji.

W pierwszej kolejności należy wskazać, że tzw. tarcza antykryzysowa, czyli ustawa przewidująca szczególne rozwiązania związane z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczeniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych nie przewiduje żadnych szczególnych rozwiązań w tym zakresie. Oznacza to, że podatnicy mogą korzystać jedynie z obowiązujących już przepisów Ordynacji podatkowej. Brak szczególnych uregulowań może oznaczać, że dotychczasowa praktyka organów podatkowych się utrzyma, przez co korzystanie z instytucji umorzenia zaległości publicznoprawnych będzie ograniczone do szczególnych przypadków.

Z drugiej strony rząd przedstawia tę instytucję na oficjalnych stronach rządowych w internecie jako jeden z instrumentów walki z negatywnymi skutkami ograniczeń, umożliwiając przy tym składanie wniosku online (materiał dowodowy zebrany zostanie w toku postępowania) oraz wskazując podatnikom krok po kroku, co powinni zrobić. Czy jest to zatem budowanie złudnych nadziei, że urzędy będą umarzały zaległości publicznoprawne?

Z uwagi na uznaniowość decyzji odpowiedź na to pytanie zależy od danego urzędu skarbowego. Niemniej jednak Ministerstwo Finansów w odpowiedzi udzielonej na pytanie DGP informuje, że rozesłało do urzędów skarbowych wytyczne dotyczące ulg w spłacie zobowiązań podatkowych, w tym umorzenia zaległości podatkowych, przewidujące uproszczenie procedur i postępowania dowodowego w przypadku zaległości powstałych po 1 marca 2020 r. spowodowanych koronawirusem. Ponadto dopuszczalne ma być składanie wniosków nawet drogą mailową. Ministerstwo wskazuje też, że urzędy powinny kierować się zasadą dobrej wiary w relacji z podatnikiem oraz zasadą budowania zaufania do organów podatkowych. Szczególne preferencje mają obowiązywać podatników wnioskujących o ulgę w wysokości 50% (np. 50% umorzenie zaległości) w sytuacji, gdy podatnik wcześniej nie miał długów i nie występował o pomoc publiczną.

Podsumowując, wziąwszy pod uwagę szczególny charakter instytucji umorzenia zaległości podatkowych oraz brak regulacji prawnych w tym zakresie, podatnik w dalszym ciągu będzie zdany na łaskę urzędnika. Wytyczne Ministerstwa Finansów to jedynie zalecenia dla urzędów skarbowych, które mają świadomość, że część podatników będzie dążyć do nadużywania tej instytucji. Ponadto warto dodać, że w związku z pandemią także urzędy pracują w inny sposób, co niewątpliwie będzie miało przełożenie na termin rozpatrzenia zwiększonej przecież liczby wniosków.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zwolnienia ze składek ZUS – zmieniające się zasady i najczęstsze wątpliwości płatników

Czasowe zwolnienie z obowiązku opłacania składek ZUS to jedno z rozwiązań tzw. Tarczy antykryzysowej cieszących się na największym zainteresowaniem mikro i małych przedsiębiorców. Niestety przepisy regulujące tę formę wsparcia budzą wiele wątpliwości, praktyka poszczególnych organów terenowych ZUS pozostaje niespójna, a kolejne nowelizacji specustawy wprowadzają nowe szersze zasady zwolnień.

Poniżej systematyzujemy obowiązujące i procedowane obecnie w Parlamencie zmiany oraz wskazujemy na najważniejsze kwestie związane z korzystaniem ze zwolnień.

Całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania składek za okres od marca do maja 2020

Na mocy przepisów obowiązujących od 31 marca 2020 r., o całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania należności z tytułu składek na:

  • ubezpieczenia społeczne,
  • ubezpieczenie zdrowotne,
  • Fundusz Pracy,
  • Fundusz Solidarnościowy,
  • Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych

ubiegać mogą się podmioty, które spełniają jeden z poniższych warunków:

  1. Uzyskały status płatnika składek przed 1 lutego 2020 r. i na dzień 29 lutego 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych;
  2. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 lutego 2020 r. do 29 lutego 2020 r. i na dzień 31 marca 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych;
  3. Uzyskały status płatnika składek w okresie od 1 marca 2020 r. do 31 marca 2020 r. i na dzień 30 kwietnia 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych.

Nadto, o całkowite zwolnienie za ten sam okres ubiegać mogą się również osoby prowadzące działalność gospodarczą opłacające składki wyłącznie na własne ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne. Warunkiem ubiegania się o nie jest:

  1. Prowadzenie działalności przed 1 kwietnia 2020 r. oraz
  2. Uzyskanie z tej działalności przychodu w pierwszym miesiącu, za który jest składany wniosek o zwolnienie (co do zasady marzec 2020 r.) nie przekraczającego 15.681,00 zł.

Co istotne:

  • Skuteczne zwolnienie ma postać umorzenia należności za okres od marca do końca maja 2020 r. – nie zaś odroczenia obowiązku ich zapłaty w kolejnych miesiącach.
  • Dla oceny możliwości ubiegania się o zwolnienie istotna jest liczba osób zgłoszonych do ubezpieczeń odpowiednio na dzień: 29 lutego 2020 r., 31 marca 2020 r. lub 30 kwietnia 2020 r. – bez znaczenia pozostaje późniejsza zmiana w tym zakresie, niezależnie od momentu złożenia wniosku.
  • Pod uwagę należy brać liczbę osób zgłoszonych do ubezpieczeń – nie zawsze będzie ona tożsama z liczbą zatrudnionych. Nie wlicza się do niej pracowników młodocianych ani osób zgłaszanych jedynie do ubezpieczenia zdrowotnego.
  • Wniosek o zwolnienie złożony może zostać do 30 czerwca 2020 r. – bez obowiązku uiszczania składek do tego czasu. Jak zapewnia ZUS działanie to nie pozbawi prawa do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej.
  • Zwolnienie stanowi pomoc publiczną de minimis.
  • Kryterium przychodowe dotyczy tylko osób prowadzących działalność, opłacających własne składki.
  • Zwolnienie dotyczy wszystkich składek wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych płatnika – niezależnie od wymiaru etatu osób zgłoszonych do ubezpieczeń.
  • Zwolnienie z opłacania składek nie wyłącza możliwości przyznania świadczenia postojowego.

Zwolnienie z obowiązku opłacania 50% składek za okres od marca do maja 2020

Na skutek noweli przepisów, od 18 kwietnia 2020 r. o zwolnienie z 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek starać mogą się podmioty, które odpowiednio:

  1. Uzyskały status płatnika składek przed 1 lutego 2020 r. i na dzień 29 lutego 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych lub
  2. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 lutego 2020 r. do 29 lutego 2020 r. i na dzień 31 marca 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych lub
  3. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 marca 2020 r. do dnia 31 marca 2020 r. i na dzień 30 kwietnia 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych.

Co istotne:

  • Przy ocenie spełnienia warunków do ubiegania się o zwolnienie nie ma znaczenia status małego przedsiębiorcy – uwzględniana jest jedynie liczba osób zgłoszonych od ubezpieczeń społecznych;
  • Zwolnienie dotyczy jedynie składek należnych, ale jeszcze nieopłaconych. Oznacza to, że nie można ubiegać się o zwolnienie ze składek za miesiące, w których zostały już uiszczone. Wyjątkiem objęte są jedynie składki za marzec, z uwagi na to, że przepisy częściowo zwalniające z ich opłacania weszły z życie po upływie terminu ich zapłaty, który upłynął 15 kwietnia 2020 r.
  • Skorzystanie ze zwolnienia nie wyklucza możliwości uzyskania innych form wsparcia tzw. Tarczy antykryzysowej – w szczególności dofinansowań do wynagrodzeń pracowników. Te jednak pomniejszone zostaną o należności na poczet składek ZUS, z których pracodawca został zwolniony.
  • W przypadku spółek wchodzących w skład grup kapitałowych liczba zgłoszonych ubezpieczonych obliczana powinna być odrębnie dla każdej z nich jak odrębnego płatnika.

Całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania składek za okres od kwietnia do maja 2020

Dodać należy, że uchwalone przez Sejm przepisy nowelizujące zakładają rozszerzenie kręgu osób uprawnionych do zwolnienia z obowiązku uiszczania składek ZUS. Zwolnienie to obejmować ma natomiast jedynie 2 miesiące, tj. kwiecień i maj 2020 r.

Zgodnie z założeniem ustawy skorzystać z niego będą mogli płatnicy opłacający składki wyłącznie na własne ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne:

  • prowadzący działalność przed 1 kwietnia 2020 r.;
  • również jeśli ich przychód z działalności pierwszy miesiąc objęty wnioskiem przekraczał 15.681,00 zł ale jednocześnie
  • dochód uzyskany z działalności w lutym 2020 r. nie przekraczał 7 tys. złotych.

Dodatkowo ze zwolnienia skorzystać będą mogli płatnicy korzystający z tzw. „ulgi na start”, spełniający ww. warunki lub jeśli ich przychód z działalności pierwszy miesiąc objęty wnioskiem nie przekraczał 15.681,00 zł.

Co istotne:

  • Przepisy nadal procedowane są Parlamencie – data ich wejścia w życie nie jest jak na razie znana.

Co z opłaconymi składkami za marzec 2020 ?

Problemem nurtujących szereg płatników, którzy nie chcąc narażać się na zaległości i utratę prawa do świadczeń opieki zdrowotnej, opłacili już składkę za marzec 2020 r., jest możliwość wnioskowania o zwolnienie za cały przewidziany przepisami okres oraz ubiegania się o zwrot uiszczonych należności za marzec 2020 r.

Zapłata należności za marzec 2020 r. nie wyłącza możliwości wnioskowania o zwolnienie za cały dopuszczalny okres, tj. od marca do 31 maja 2020 r. (pomimo, że przepis odnosi się do składek należnych, a nie opłaconych). W odniesieniu do 1. miesiąca, istnieje możliwość złożenia wniosku o zwrot składek jako nadpłaconych. Wniosek taki należy złożyć do ZUS przed terminem opłacenia składek za kwiecień – a więc w stosunku do podmiotów opłacających składki nie tylko za siebie – do 15 maja 2020 r. W przeciwnym razie, w przypadku zwolnienia, kwota należności marcowych zostanie zaliczona na poczet przyszłych składek – a więc w pierwszej kolejności na poczet 50% składek kwietniowych. Wniosek (druk ZUS-EZS-P) można złożyć za pośrednictwem platformy PUE ZUS lub tradycyjnie w formie papierowej.

Agata Majewska, Aplikantka radcowska Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych 

Słabe dane z Polski. FED rozważa sytuację nawrotu epidemii w 2021 roku

Produkcja przemysłowa spadła w Polsce w kwietniu o imponujące 25%, co jest efektem zamrożenia gospodarki. Takiego spadku w Polsce nie zanotowaliśmy nigdy wcześniej. Patrząc na zmiany, w maju nie powinno być już aż tak złego rezultatu. Pomimo słabych danych złoty zachowuje się stabilnie.

Produkcja przemysłowa w Polsce nurkuje

Dzisiejszy odczyt produkcji przemysłowej pokazuje, że oczekiwania są dzisiaj coraz mniej wartościowe. Analitycy spodziewali się spadku o 10% w ujęciu rocznym. Faktycznie produkcja przemysłowa spadła o imponujące 24,6%. Tak duża rozbieżność normalnie powinna zachwiać kursem waluty. Dzisiaj złoty drgnął o raptem pół grosza względem euro, ale bardzo szybko wrócił do poprzedniego poziomu. Pokazuje to, że inwestorzy byli przygotowani na znacznie słabsze dane i nie zrobiło to na nich wrażenia.

FED spodziewa się powtórki

W ujawnionych notatkach z posiedzenia FED dowiadujemy się, że Rezerwa Federalna (oprócz oczywiście gotowości do działania) rozważa sytuację nawrotu epidemii w 2021 roku. Jest to bardzo pesymistyczny scenariusz dla światowej gospodarki, niestety tego typu rozważania pojawiają się coraz częściej. Warto zwrócić uwagę, że 2021 rok będzie o tyle lepszy, że nie będziemy mieć wyborów prezydenckich  w USA.

Indeksy koniunktury w Europie

Poznaliśmy dane z indeksów PMI. Strefa Euro wypadła lepiej od oczekiwań zarówno w indeksie przemysłowym jak również usługowym. Poziomy te, pomimo tego, że są lepsze od oczekiwań, wciąż są relatywnie bardzo niskie. PMI przemysłowy ma wysokość poniżej 40 pkt (wartość 50 pkt rozróżnia rozwój od recesji). W przypadku PMI dla usług wynik jest nadal poniżej 30 pkt.

Dzisiaj dzień wolny zarówno w Szwajcarii jak i Norwegii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski rynek magazynowy otwiera się na rozwiązania OZE

Planowane przez polski rząd od października 2020 roku wprowadzenie podatku mocowego do stawek za prąd może jeszcze bardziej zachęcić deweloperów do wprowadzenia paneli fotowoltaicznych na terenie swoich parków logistycznych. Naturalnym miejscem instalacji tego typu technologii wydaje się dach magazynu, który niemal przez cały dzień wystawiony jest na działanie promieni słonecznych. Jednak nośność dachu obiektów wielkoformatowych przy obecnych standardach może być niewystarczająca do udźwignięcia dodatkowego obciążenia. W tej sytuacji taka instalacja może również powstać w dowolnym miejscu, które zostanie do tego odpowiednio przygotowane. Przyjmuje się, że na produkcję 1 kilowata potrzeba powierzchni około 8 mkw. Obecna technologia znacząco różni się od pierwszych modeli instalacji fotowoltaicznych. Teraz, panele zasilane są przy dużo mniejszym nasłonecznieniu, ponieważ technologia pozwala na lepsze wychwytywanie promieni.

Rynek w Polsce otwiera się na energię OZE, co widzimy w częstszych zapytaniach. Ponadto w naszej opinii, klienci zainteresowani obiektami BTS lub BTO, a także najemcy wprowadzający się do już istniejących projektów powinni podjąć ten temat podczas negocjacji i renegocjacji. To dobre uzupełnienie do oferty, które może obniżyć koszty związane z prowadzeniem działalności czy samymi opłatami za energię. Co więcej, obecnie obiekty, które maja zainstalowane rozwiązania fotowoltaiczne są bardziej interesującym produktem dla inwestorów.

Właściciel nieruchomości, a w zasadzie właściciel przyłącza energetycznego decyduje czy chce produkować energię bezpośrednio na własne potrzeby czy swojego najemcy. Wówczas korzyść z takiego rozwiązania polega na tym, że koszty dystrybucji w takim przypadku są zerowe, bądź może sprzedać wyprodukowana energię dostawcy energii po cenie rynkowej. Właściciele instalacji produkujących moc pomiędzy 50kW a 500kW nie muszą posiadać koncesji URE.  Co ważne na polskim rynku istnieją już firmy, które proponują różne modele finansowania tej technologii w tym leasing, który w zależności od rodzaju instalacji może się  zwrócić się już po około 7 latach.

Autor: Janusz Gutowski, Dyrektor działu AXI IMMO Services

Trump psuje nastroje

Napięcia na linii USA-Chiny kolejny raz psują nastroje, stając się kotwicą dla rynków za każdym razem, kiedy apetyt a ryzyko stara się wzmocnić. Niewykluczone, że cała nerwowość z ostatnich godzin ponownie usunie się w cień (jeśli lepsze PMI w tym pomogą), choć wydaje się nieprawdopodobne, aby zaostrzenie retoryki Trumpa wobec Chin można było ignorować w nieskończoność i nie wierzyć, że konflikt nie zakłóci oczekiwanego odbicia gospodarczego.

Prezydent USA Donald Trump w tweetach skrytykował władze Chin i oskarżył je o niekompetencje w zarządzaniu epidemią koronawirusa i doprowadzenie do „masowych śmierci na świecie”. Stwierdził też, że dezinformacyjny i propagandowy atak Chin na USA i Europę był „hańbą”. Wcześniej Senat USA uchwalił ustawę, która zwiększa nadzór nad chińskim firmami notowanymi na amerykańskim rynku akcji i przewiduje usunięcie ich z giełdy, jeśli dalej będą unikać kontroli audytorskiej. Groźby związane z handlem i cłami przestały być wystarczające, ale też niepraktyczne w dobie zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw, ale też poleganiu USA na dostawach środków medycznych z Chin. Ale kampania prezydencka trwa i Trump musi szukać innych sposób na okazanie ostrej postawy. Jak na razie zainteresowanie tematem przez rynki jest okresowe i trwa dopóki nic lepszego nie odwróci uwagi. Wciąż dominuje mentalność, że nie ma co się martwić, najgorsze już minęło, a Fed zawsze wszystkich uratuje. Obawa o przegapienie rajdu ryzyka przesłania czynniki ryzyka. Do powszechnego dostępu do szczepionki jeszcze daleko, odmrażanie gospodarki USA odbywa się w dyskusyjny sposób z częstym nieprzestrzeganiem zasad dystansowania społecznego. Ignorowanie ryzyk może się w końcu zemścić, tak jak fatalnie skończyło się lekceważenie zagrożenia koronawirusem.

Ale rynki mają tendencję do życia chwilą i zaraz nastroje mogą zostać odmienione pod wpływem lepszych (na pierwszy rzut oka) danych. Dziś mamy wysyp odczytów PMI z Europy i USA, wobec których są nadzieje na przedstawienie obrazu wyraźnego odbicia w działalności gospodarczej po pogrążonym w lockdownie kwietniu. W strefie euro po rekordowych spadkach wskaźników w ubiegłym miesiącu i ustaleniu wyjątkowo pesymistycznego punktu odniesienia, majowa rewizja powinna wskazać wyższy odczyty. Ale wyniki prawdopodobnie pozostaną poniżej 50 pkt., tj. firmy łącznie będą oceniać, że sytuacja pozostaje gorsza niż miesiąc wcześniej. Nawet jeśli warunki lockdownu będą łagodzone i kolejne odczyty PMI wyjdą ponad 50 pkt., będzie to tylko informować o poprawie z „bardzo źle” na „dalej źle”. Minie wiele miesięcy, zanim wskazania PMI przestana informować o ponurym klimacie dla działalności gospodarczej.

W Wielkiej Brytanii podejście do wskaźników PMI będzie takie samo, jak w strefie euro – wyżej niż miesiąc wcześniej wcale nie znaczy, że jest lepiej. Firmy w dalszym ciągu mogą widzieć zagrożenia dla swojej działalności w przyszłości i ich oczekiwania będą silnie negatywne. Wraca też kwestia brexitu i braku postępów w negocjacjach umowy handlowej ze strefą euro, co może ograniczać optymizm przedsiębiorców na odbudowę aktywności gospodarczej. Słabe dane mogą podsycić presje sprzedaży GBP, która nasiliła się w ostatnich dnach. W USA indeksy PMI dla przemysłu i usług powinny uklepywać dno z mocniejszym odbiciem w sektorze usług, który powinien postępować wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki. Ważniejszy w USA może być jednak raport o wnioskach o zasiłek, który powinien pokazać dalsze słabnięcie tempa przyrostu bezrobotnych, a spadek liczby osób kontynuujących pobieranie zasiłku pozwoli określić szybkość odbudowy rynku pracy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Analiza danych dotyczących rozwoju pandemii COVID-19

W województwie śląskim nadal notuje się duże przyrosty nowych potwierdzonych zakażeń – około 275 dziennie (w całej Polsce 20 maja odnotowano 471 przypadków). W ostatnich kilku dniach doszło natomiast do spadku wykrytych zachorowań w województwie dolnośląskim – to pierwszy taki sygnał w tym rejonie. Mamy więc nadal do czynienia z „Polską dwóch prędkości”. Tempo transmisji wirusa na świecie utrzymuje się na podobnym poziomie – około 80-90 tys. nowych potwierdzonych przypadków dziennie. covid-12-mapa covid-12-slask-vs-reszta

Na świecie potwierdzono już niemal 5 milionów zakażeń, z czego 75% (3,7 miliona) pochodzi z 12 krajów, w których wykryto łącznie 100 tys. i więcej infekcji. W Europie liczba nowych potwierdzonych zakażeń znacząco maleje, większość krajów osiągnęła istotne postępy lub nawet zwycięstwo w walce z koronawirusem. Sytuacja w Stanach Zjednoczonych wydaje się być opanowana. Dynamiczny wzrost infekcji nadal można obserwować w Ameryce Południowej, głównie w Brazylii i Peru, a także w Indiach i Iranie.covid-12-top-100k

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 21.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Jak w kwietniu zmieniła się oferta deweloperów?

Koronawirus zdecydowanie wpłynął na sprzedaż deweloperów oraz liczbę nowych ofert z kwietnia 2020 r. Sprawdzamy, gdzie miesięczne zmiany były największe. 

Kwiecień bieżącego roku można uznać za pierwszy miesiąc, w którym epidemia koronawirusa wywierała bardzo duży wpływ na rynek pierwotny. W marcu deweloperzy wprowadzali na rynek jeszcze wiele inwestycji zaplanowanych i przygotowanych na fali bardzo dobrej sprzedaży. Trzeci miesiąc roku przyniósł również finalizację transakcji uzgodnionych w rekordowo dobrym sprzedażowo styczniu i lutym.

Potwierdzenie stanowią dane wskazujące, że w skali całego kraju marcowa liczba nowych ofert i sprzedanych nieruchomości deweloperskich była zbliżona do średniej z minionego roku. Kwiecień przyniósł ogólnopolskie pogorszenie wyników dotyczących sprzedaży i liczby nowych ofert deweloperskich. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, gdzie miesięczne zmiany były największe. Okazuje się, że nie wszędzie kwietniowa sprzedaż spadła.

Spadek dotyczący nowych ofert ze stolicy nie był duży

Warto przyjrzeć się statystykom dotyczącym zmiany liczby nieruchomości deweloperskich, które zostały wprowadzone na rynek w marcu i kwietniu 2020 r. Poniższy wykres przedstawia informacje na ten temat z dwudziestu najważniejszych rynków w Polsce oraz pozostałych lokalizacji (uwzględnionych razem). Dane, które eksperci RynekPierwotny.pl przedstawili na wykresie informują na przykład, że w kwietniu liczba nowych mieszkań wprowadzonych do stołecznej oferty spadła o 11% względem marca. To niezbyt duża zmiana zważywszy na okoliczności rynkowe. O wiele większe spadki odnotowano między innymi na terenie Krakowa (-44%), Gdańska (-89%) oraz Poznania (-74%).

Pewnym zaskoczeniem wydają się natomiast duże dodatnie zmiany liczby nowych propozycji deweloperów z Wrocławia (+35%), Lublina (+69%) i Bydgoszczy (+38%). Na kilku mniejszych rynkach odnotowano jeszcze większe wzrosty. Przykład stanowi pow. poznański (+571%) oraz Szczecin (+413%). Z kolei w Gliwicach deweloperzy zrezygnowali z nowych inwestycji. Kolejnym ciekawym faktem jest tylko minimalna zmiana liczby nowych lokali i domów, które w kwietniu wprowadzono do sprzedaży na rynkach spoza pierwszej dwudziestki.Kwiecień rynek RP miasta wyk.1

Miesięczna sprzedaż „M” wzrosła na przykład w Gdyni

Informacje dotyczące sprzedaży deweloperów również wskazują, że kwietniowe zmiany nie wszędzie były ujemne. Przykładowo w Gliwicach sprzedaż nowych mieszkań wzrosła około trzykrotnie względem marca (+201%). Duże wzrosty odnotowano też na terenie pow. wejherowskiego (+176%) i wołomińskiego (+78%), Gdyni (+66%), pow. warszawskiego zachodniego (+48%), pruszkowskiego (+47%) oraz poznańskiego (+32%).

W skali całego kraju, kwietniowy bilans sprzedaży był jednak mocno ujemny (-41%), co wynikało między innymi ze sporych miesięcznych spadków widocznych na terenie Warszawy (-63% względem marca), Krakowa (-68%), Poznania (-66%) oraz Łodzi (-61%). Zaskakująco dobrze w kwietniu radził sobie natomiast wrocławski oraz gdański rynek pierwotny. Na pierwszym z nich odnotowano miesięczny spadek sprzedaży o jedną piątą, co jest dobrym wynikiem w obecnych okolicznościach. Z kolei kwietniowa sprzedaż nowych „M” na terenie Gdańska spadła tylko o 6% (zobacz poniższa tabela).

Pojawiają się optymistyczne sygnały dla deweloperów

Kwiecień oprócz sporego spadku sprzedaży nowych „M” przyniósł informacje, które są bardziej optymistyczne dla deweloperów. Przykładowo prognoza Komisji Europejskiej zakłada, że polska gospodarka będzie jedną z najmniej dotkniętych kryzysem i odrobi prawie całą stratę PKB w 2021 r. Ta sama projekcja KE mówi również o wzroście bezrobocia do poziomu 7,5% pod koniec bieżącego roku. Wiele wcześniejszych prognoz było bardziej pesymistycznych. Jeżeli kolejne przewidywania makroekonomistów oraz sygnały z krajowej gospodarki będą pozytywne, to deweloperzy poczują się o wiele pewniej. Wpłynie to m.in. na poziom rabatów i liczbę promocji.Kwiecień rynek RP miasta tab.1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Średnia odwiedzalność obiektów handlowych utrzymuje się na wysokim poziomie

Polska Rada Centrów Handlowych przedstawiła podsumowanie wskaźników odwiedzalności po drugim tygodniu szerszych otwarć obiektów handlowych. Dzienne poziomy odwiedzalności z 90 centrów handlowych z całej Polski w drugim tygodniu otwarć wyniosły zależnie od dnia od 60% do aż 68% w stosunku do analogicznego okresu 2019 r.

Jak pokazują wskaźniki odwiedzalności w drugim tygodniu po ponownym otwarciu obiektów handlowych (11-17 maja) utrzymują się na poziomie od 60% do 68% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wyniki te różnią się minimalnie zależnie od wielkości obiektu czy regionu. Dane zostały pozyskane od zarządców 90 centrów i parków handlowych w Polsce, których łączna powierzchnia najmu wynosi 3,2 mln m. kw., co stanowi reprezentację aż 26% całości rynku.

W stosunku do pierwszego tygodnia otwarć, nastąpiło wyrównanie odwiedzin klientów w dni robocze i wynosi ono średnio 67%. W sobotę, 16 maja, odwiedzalność była wyższa o 10% w stosunku do zeszłego tygodnia i wyniosła 60%. Wyższe wskaźniki odwiedzalności, podobnie jak w ubiegłym tygodniu, odnotowano w przypadku małych i średnich centrów – 71% wobec tego samego okresu z zeszłego roku. Duże i bardzo duże obiekty notowały odwiedzalność średnio na poziomie 62%.

Najwyższą średnią odwiedzalność odnotowano w regionach: Północnym (72%), Południowym (68%) i Północno-Zachodnim (67%), natomiast najniższą w regionach Południowo-Zachodnim (63%) oraz Wschodnim (61%).

Drugi tydzień otwarcia obiektów handlowych dla szerszego grona klientów pokazał, że Polacy nie zrezygnowali z odwiedzin w galeriach czy parkach handlowych. Notujemy nawet minimalne wzrosty w stosunku do ubiegłego tygodnia. Z niecierpliwością czekamy na wyniki bieżącego tygodnia, po ponownym otwarciu stref gastronomicznych, a także salonów kosmetycznych i fryzjerskich, które zostały uruchomione w nowym reżimie sanitarnym – podkreśla Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager PRCH.

Obiekty handlowe dobrze przygotowały się do nowych wymogów sanitarnych pozwalających na bezpieczne zakupy, dzięki czemu klienci mogą bez obaw odwiedzać centra handlowe – dodaje Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH. – Jeżeli trend ten utrzyma się i klientów będzie więcej, rząd powinien już teraz zaplanować możliwość otwarcia sklepów i usług także w niedziele, co pozwoli na rozłożenie ruchu na poszczególne dni tygodnia. Byłaby to również szansa dla wielu przedsiębiorców na nadrabianie dwumiesięcznych strat, wynikających z zamknięcia placówek. Pozwoli to również na ustabilizowanie sytuacji na rynku pracy. Przypomnijmy, że obecne ograniczenia wciąż obowiązują dla kin i branży rozrywkowej, a one także po otwarciu będą mogły przyjmować ograniczoną liczbę osób w związku z regułami dystansowania. Polacy będą szukać większej swobody do korzystania z różnych typów placówek po tak długim ograniczeniu.

Infoscan kończy pierwszy etap prac nad nowym urządzeniem do domowej diagnostyki bezdechu sennego oraz innych zaburzeń

Firma telemedyczna Infoscan zakończyła I etap prac nad nowym urządzeniem do domowej diagnostyki bezdechu sennego oraz innych zaburzeń. Spółka otrzymała od AMC TECH – podmiotu odpowiedzialnego za projekt nowego urządzenia pełną specyfikację techniczną nowego rejestratora, który oprócz diagnostyki pod kątem bezdechu sennego będzie służył również do badań typu EKG, EEG oraz EMG. W związku z tym kontrahent rozpoczyna kolejny etap prac polegający na przygotowaniu projektu obudowy oraz elektroniki nowego rejestratora. Gotowa wersja urządzenia ma ukazać się na rynku w I połowie 2021 roku. Zarząd Infoscanu podkreśla, że pozwoli ono osiągnąć wyższe przychody, zwiększyć marżę ze sprzedaży oraz przyspieszy uzyskanie certyfikacji w USA oraz na innych rynkach.

– Zgodnie z harmonogramem otrzymaliśmy od wykonawcy pełną specyfikację naszego nowego urządzenia. Jest to bardzo duże osiągnięcie, ponieważ stanowi punkt wyjścia do dalszych prac polegających na wykonaniu projektu obudowy oraz elektroniki nowego rejestratora. Zakładamy, że realizacja tego etapu zajmie wykonawcy około 5 miesięcy i zakończy się przygotowaniem prototypowej wersji rejestratora – komentuje Piotr Sobiś, prezes zarządu Infoscan S.A.

Nowe urządzenie opracowywane przez Infoscan będzie zawierało 3 moduły: ZOPS, służący do diagnostyki zaburzeń oddychania podczas snu, POX służący do pulsoksymetrii, czyli badania pod kątem niewydolności oddechowej oraz moduł EKG/EEG/EMG. Będzie on pozwalał pacjentom wykonywać badania typu holter EKG w celu wykrycia zaburzeń pracy serca oraz układu krążenia. Ponadto nowy moduł da możliwość wykonania badań EEG oraz EMG, które przeprowadza się w celu wykrycia zaburzeń funkcjonowania mózgu oraz układu nerwowego.

Urządzenie nowej generacji przygotowywane przez AMC ma docelowo zastąpić oferowane obecnie przez Infoscan rozwiązanie MED Recorder, które służy do diagnostyki zaburzeń oddychania podczas snu. Nowe funkcjonalności urządzenia oraz elastyczność w konfiguracji modułów pozwolą Spółce w pełni wykorzystać dynamiczny rozwój rynku MedTech. Będą także dodatkowym atutem przy certyfikacji FDA oraz na innych rynkach. Prace nad najnowszą generacją rozwiązania wpisują się w plany rozwoju Spółki na lata 2020-2022.

– Nowe urządzenie pozwoli rozszerzyć wachlarz oferowanych usług diagnostycznych m.in. o wykrywanie zaburzeń układu krążenia oraz nerwowego. Pandemia koronawirusa bardzo przyspieszyła rozwój telemedycyny oraz szeroko pojętej medycyny zdalnej. Chcemy oczywiście uczestniczyć w tym rozwoju dlatego jako priorytet stawiamy wprowadzenie nowego rejestratora na rynek w I połowie przyszłego roku. Aby zabezpieczyć finansowanie prac nad urządzeniem zdecydowaliśmy się na uruchomienie dwóch transz finansowania od Inwestora jednocześnie. – komentuje Maciej Nowak, wiceprezes zarządu Infoscan S.A. – Specyfika nowego urządzenia będzie również dostosowana do warunków rynku amerykańskiego, co będzie bardzo dużym atutem w procesie certyfikacji FDA  – dodaje.

14 maja br. Infoscan poinformował o wyemitowaniu kolejnych dwóch transz obligacji zamiennych na akcje w ramach umowy inwestycyjnej z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund. W ramach transakcji Spółka przydzieliła Inwestorowi obligacje o wartości nominalnej 1,5 mln zł. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone na dalsze prace nad nową wersją urządzenia MED Recorder oraz rozwój platformy telemedycznej Osascan.