Bezrobocie może przyspieszyć jesienią

Znaczący wzrost liczby osób bezrobotnych może nastąpić dopiero jesienią, kiedy przestaną działać różne formy wsparcia z tarcz antykryzysowych i po zakończeniu procedur związanych ze zwolnieniami.

Po pierwszych prognozach wzrostu bezrobocia na koniec roku do ok. 10%, zaczynają się pojawiać bardziej optymistyczne opinie odnośnie sytuacji na rynku pracy. Jadwiga Emilewicz, szefowa resortu rozwoju w wywiadzie radiowym powiedziała, że stopa bezrobocia na koniec roku może wynosić 7-8%, co może być efektem zaskakująco dobrych danych za marzec i kwiecień. W tych miesiącach – mimo pandemii koronawirusa – bezrobocie wzrosło minimalnie.

Optymistyczne założenia dotyczące odsetka osób pozostających bez pracy nie biorą pod uwagę kilku czynników. Pierwszym jest okres objęty działaniami przewidywanymi w kolejnych tarczach antykryzysowych – wszelkie instrumenty wsparcia, utrzymania zatrudnienia są przewidziane na trzy miesiące, co oznacza okres marzec – maj lub kwiecień – czerwiec (dla firm, które nieco później odczuły skutki pandemii). Jeśli popyt na towary i usługi nie wróci do tego sprzed wybuchu pandemii COVID-19 (a raczej nie wróci), to po okresie dopłat część pracodawców zdecyduje się na zmniejszenie liczby zatrudnionych. Nie stanie się to natychmiast w maju czy czerwcu, ale będzie rozciągnięte w czasie.

Poza szarą strefą, gdzie pracę traci się natychmiast, zdecydowana większość pracujących wykonuje pracę legalnie. Zwolnienie jest procesem, który musi uwzględniać okres wypowiedzenia (często jest to 3 miesiące dla osób z dłuższym stażem pracy) lub procedurę zwolnień grupowych. Jeśli założyć, że na razie zwalniają głównie te przedsiębiorstwa, które nie widzą szansy na kontynuowanie swojej działalności, albo nie mogły skorzystać ze wsparcia w utrzymaniu zatrudnienia, to nadal mamy sytuację, że zwalniani pracownicy w większości są w okresie wypowiedzeń.

Wzrost liczby osób bezrobotnych nastąpi raczej na jesieni, po zakończeniu działania instrumentów z tarcz antykryzysowych i po zakończeniu wszelkich procedur związanych ze zwolnieniami.

Wszelkie szacunki dotyczące bezrobocia opierają się na danych spływających z powiatowych urzędów pracy. Warto zauważyć, że dla części poszukujących pracy – szczególnie o wysokich kwalifikacjach – powiatowy urząd pracy jest ostatnim miejscem, o którym pomyślą szukając pracy. Urzędy pracy nadal mają zły wizerunek, kojarzą się głównie z wypłatą niskich zasiłków czy takimi instrumentami aktywizacji bezrobotnych jak staże, roboty publiczne czy roboty interwencyjne. W okresie niskiego bezrobocia był idealny czas na reformę służb zatrudnienia połączoną z reformą pomocy społecznej. Z uwagi na fakt, iż problemy rynku pracy nie były istotne, a sytuacja wydawała się stabilna, nikt z rządzących nie zajął się na poważnie tym tematem. Można sobie zadać pytanie; ilu ludzi, którzy obecnie szukają pracy przez LinkedIn, Pracuj.pl, OLX czy inne portale jest już teraz zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy. Jeśli chodzi o osoby posiadające kwalifikacje, to można postawić tezę, że raczej niewielu.

Jednym z czynników, który może być powodem rejestracji w urzędzie pracy, jest możliwość czasowego uzyskania zasiłku dla bezrobotnych. Obecnie jego kwota wynosi – przy stażu pracy od 5 do 20 lat – 861,40 zł brutto przez pierwsze 3 miesiące prawa do zasiłku, a przez kolejne – 676,40 zł. Dla wielu osób tracących pracę i posiadających jeszcze jakieś oszczędności, nie stanowi to wystarczającego powodu do rejestracji. Przy znaczącej i zapowiadanej w ostatnich tygodniach podwyżce tego świadczenia możemy mieć znacznie więcej osób, które zdecydują się zarejestrować.

Ciekawe będą wyniki badania aktywności ekonomicznej ludności, które nieco inaczej bada bezrobocie, wykluczając z tej kategorii zarówno osoby, które podejmują nawet w niewielkim wymiarze godzin pracę jak i osoby, które nie podejmują działań zmierzających do znalezienia zatrudnienia. Tym samym różnice pomiędzy bezrobociem BAEL a bezrobociem rejestrowanym są znaczne. Dla przykładu w IV kwartale 2019 bezrobocie według BAEL wynosiło 2,9%, podczas gdy bezrobocie rejestrowane w grudniu 2019 to 5,2%. Wydaje się, że w kolejnych miesiącach różnica miedzy wynikami tych badań będzie się zmniejszać m.in. za sprawą zwiększającego się odsetka osób, które będą bez pracy, ale nie będą zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy.

W obecnej sytuacji najważniejsze staje się określenie kluczowych celów polityki zatrudnienia na czas zawirowań na rynku pracy. Czy rozwiązania wspierające utrzymanie zatrudnienia zostaną przedłużone ponad obecne trzy miesiące? Jak należy określić wysokość zasiłku dla bezrobotnych, aby był realnym wsparciem na czas pozostawania bez pracy, ale jednocześnie nie odbierał motywacji do poszukiwania zatrudnienia? Czy obecnie stosowane formy aktywizacji bezrobotnych są adekwatne do sytuacji na rynku pracy? Na razie pojawiają się pojedyncze pomysły dotyczące wyodrębnionych fragmentów działań na rynku pracy. Potrzeba systemowego podejścia jak ograniczyć skutki kryzysu i jego wpływ na pracowników i pracodawców.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Reklama zewnętrzna odbija się od dna. Ruch wokół nośników OOH wraca do normy

Po pierwszych siedmiu dniach tzw. narodowej kwarantanny ruch wokół nośników OOH zmniejszył się prawie o połowę. W kolejnych tygodniach coraz bardziej się obniżał, aż w końcu spadł do poziomu 60%. Jednak trzy tygodnie temu trend spadkowy zaczął się odwracać. Wówczas spadek wynosił ok. 40%. Obecnie to już niecałe 27%. Tak pokazują dane, które przez dwa miesiące zbierała firma Proxi.cloud, obserwując 140 tys. Polaków w 230 lokalizacjach. Branża podchodzi do wyników z dużym optymizmem, bo mogą być one pomocne w rozmowach z reklamodawcami. Ale zachowawczo zaznacza, że kluczowe będzie dopiero potwierdzenie dłuższego trendu wzrostowego.

Z analizy wynika, że po siedmiu dniach od wprowadzenia tzw. narodowej kwarantanny ruch wokół nośników OOH zmniejszył się o 47%. W drugim tygodniu spadek był już na poziomie 52%, a w trzecim, czwartym i piątym wyniósł odpowiednio 54%, 55% i 60%. W szóstym tygodniu zanotowano 40,4% na minusie, a następnie – 39,6%. Ostatnio nastąpiło wyraźne odbicie, a nowy wynik to 26,9%.

– Ruch wokół nośników wraca do normy, dzięki zniesieniu części ograniczeń w kolejnych etapach odmrażania gospodarki. Ludzie zaczęli swobodnie się przemieszczać w przestrzeni publicznej. Dla branży OOH oznacza to stopniowe powracanie do normalności. Ten proces zapewne potrwa od kilku do kilkunastu tygodni – mówi dr Krzysztof Łuczak, CEO firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak zauważa Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej, wyniki zebrane w Polsce są podobne do danych z innych europejskich miast, np. z Wiednia czy Berlina. Przy znoszeniu kolejnych obostrzeń sytuacja wszędzie się poprawia. To jest wskazówka dla reklamodawców, by przyspieszyli powrót do normalnego poziomu. I jak dodaje, nie wszystkie kampanie należy przekładać na późniejszy czas. Może się przecież zdarzyć, że dla niektórych zabrakłoby pożądanych lokalizacji.

– Od końca kwietnia widzimy, że reklamodawcy aktywizują się. Planują kolejne kampanie na nośnikach OOH. Widać już optymizm rynkowy. Ruch samochodowy na drogach zwiększa swoją intensywność. Ludzie częściej wychodzą z domów. Znikają kolejne obostrzenia, więc w naturalny sposób powiększa się widownia outdooru – przekonuje Andrzej Grudziński, pełnomocnik zarządu Cityboard Media.

Dr Łuczak uważa, że w niedługim czasie branża powinna przestać zmagać się z obniżonym popytem ze strony reklamodawców. Z kolei zebrane wyniki mogą być dobrym argumentem w kolejnych negocjacjach. Dlatego widać ożywione zainteresowanie różnego rodzaju raportami oraz analizami ruchu, aby móc wskazywać oznaki stopniowego powrotu do normalności.

– Bieżące dane z pewnością mogą być pomocne w prowadzonych rozmowach. Ale kluczowe będą dopiero te wyniki, które jednoznacznie określą krzywą wzrostu. Sądzę, że pierwsze potwierdzenie znajdziemy już w tym miesiącu. Patrząc optymistycznie, do końca maja zwykły ruch na ulicach powinien wrócić do normalności. Już teraz wiele pojazdów porusza się po głównych arteriach. Ruszają także systemy rowerów miejskich – podkreśla prezes Kaczoń.

Z kolei w opinii Andrzeja Grudzińskiego, okres powakacyjny będzie bardziej zbliżony do normalności. Firmy, które były nieaktywne w kwietniu i maju, teraz planują kampanie na czerwiec, lipiec i sierpień. Jeśli odmrażanie gospodarki będzie kontynuowane, to we wrześniu branża powinna działać już pełną parą. Przewidywana w tym roku mniejsza aktywność turystyczna przełoży się na zwiększony ruch w dużych miastach. Ponadto Polacy znacznie częściej będą przemieszczali się samochodami osobowymi niż komunikacją miejską, co zwiększy percepcję jakościowych nośników.

Wyniki pochodzą z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud. Dane zostały zebrane ze specjalnie przygotowanych stref, wygenerowanych dla wyselekcjonowanej grupy nośników OOH. Reprezentowały one różne formaty i rozproszoną lokalizację, uwzględniającą m.in. generatory ruchu, centra handlowe, duże i średnie miasta, wsie, regiony turystyczne oraz ciągi komunikacyjne (drogi między miastami). Monitoring trwał 8 tygodni, tj. od 23 marca do 10 maja br. Obserwacji poddano łącznie 140 tys. dorosłych Polaków w 230 lokalizacjach na terenie 16 województw.

Badanie kamerą termowizyjną wychwyci osoby z gorączką oraz bez maseczek

Epidemia koronawirusa, która rozprzestrzeniła się na cały świat, a w Polsce dotknęła już ponad 14 tysięcy osób, charakteryzuje się zdolnością infekowania dużych skupisk ludzi. Jednym z objawów choroby jest wysoka gorączka. Koniecznym stało się zatem wdrożenie ograniczenia kontaktów między ludźmi i wykrywanie potencjalnie zakażonych osób m. in. przez zdalny pomiar temperatury ciała. Nowoczesnym rozwiązaniem, które może wspomóc walkę z epidemią, są zautomatyzowane systemy termowizyjnego grupowego pomiaru temperatury ciała. A w jaki sposób działają? O tym poniżej.

Zdalny pomiar temperatury – prewencja w walce z zagrożeniem

Badanie kamerą termowizyjną pomaga zapobiegać rozprzestrzenianiu się chorób wirusowych. W jaki sposób? Umożliwiając szybkie i dokładne wykrycie podwyższonej temperatury. Urządzenia do obrazowania termicznego można łatwo zainstalować i wdrożyć w celu wykrywania podwyższonej temperatury ciała w środowiskach takich jak zakłady produkcyjne, magazyny, lotniska, szpitale, budynki biurowe i inne duże miejsca spotkań publicznych. Dla przykładu – sprzęt umieszczony zostaje przy wejściu do budynku lub hali produkcyjnej. Następnie w punkcie kontrolnym dokonywane jest badanie kamerą termowizyjną. W przypadku przekroczenia optymalnej temperatury ciała urządzenie wysyła alert, który jest podstawą do dalszej kontroli.

Kamera wykryje podwyższoną temperaturę i brak maseczki

W przypadku walki z rozprzestrzenianiem się epidemii liczy się każdy dzień. Właśnie dlatego montaż i implementacja rozwiązania przebiega szybko i sprawnie. Co istotne, wysoka dokładność pomiaru i natychmiastowy wynik badania grupy osób eliminuje ewentualne opóźnienia w rozpoczęciu pracy lub ryzyko zgromadzenia się dużej ilości pracowników w punkcie pomiarowym (nawet 16 osób mieści się w jednym kadrze). Zdalny pomiar temperatury wychwyconej przez kamerę jest wykonywany z dokładnością do ± 0.3 ℃.

– Badanie kamerą termowizyjną pozwala zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa wśród osób przebywających w obiekcie, a co za tym idzie, eliminuje konieczność poddania go kwarantannie, czy dezynfekcji – tłumaczy Mariusz Adamus z Etisoft, firmy dostarczającej kamery termowizyjne. – Rozwiązanie oferowane przez naszą firmę posiada dodatkowo funkcję wykrywania osób, bez maseczki higienicznej. Jest to w szczególności istotne w przypadku obiektów, w których stosowane są najwyższe normy ochrony osobistej – dodaje ekspert z Etisoft.

Dużym ułatwieniem jest także możliwość wyświetlania wyniku badania na tablecie przy użyciu mobilnej wersji (wspierany iOS oraz Android). Dzienne raporty widoczne są na ekranie początkowym z takimi danymi jak ilość osób z temperaturą w normie, ilość osób wykrytych z temperaturą wyższą niż założona norma. Kamery termowizyjne oferowane przez Etisoft posiadają także ogromne możliwości integracyjne z systemami bezpieczeństwa, czy BIMS. Kamera oraz serwer ISS zostały wyposażone w wejścia/wyjścia alarmowe z możliwością integracji z oprogramowaniem zewnętrznym.

Zdalny pomiar temperatury – najważniejsze informacje:

  • Skalowalne, sprawdzone rozwiązanie,
  • Precyzyjny, zdalny pomiary temperatury (dokładność do ± 0.3 ℃),
  • Badanie kamerą termowizyjną pozwala na szybki pomiar bez kontaktu osobistego,
  • Jednoczesny monitoring grup osób dla zwiększenia wydajności rozwiązania,
  • Wizualne alerty przy wykryciu sytuacji niepożądanej.

Grupa INC osiągnęła 5,3 mln zł zysku netto w I kwartale 2020

Specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów Grupa INC osiągnęła w I kwartale 2020 r. 5,3 mln zł zysku netto (4,993 mln zł przypadające akcjonariuszom jednostki dominującej). Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Grupa koncentrowała się na realizacji projektów dla spółek z tzw. nowej ekonomii, a w marcu zaktualizowała strategię rozwoju. Jeszcze do końca II kwartału INC chce przeprowadzić kilka projektów pozyskania finansowania, a do końca roku wprowadzić co najmniej 10 spółek na warszawską giełdę.

Celem nowej strategii INC jest osiągnięcie pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich spółek poszukujących finansowania na rozwój. Jednym z fundamentów planu rozwoju INC są zdywersyfikowane źródła przychodów z działalności doradczo – transakcyjnej. Grupa planuje również rozszerzyć działalność poza Polską.

– Osiągnięty w I kwartale 2020 r. zysk netto to największy kwartalny zysk netto od wielu lat. Poprzednio podobnym wynikiem zakończyliśmy II kwartał 2011 r. Wówczas, przy kilkukrotnie wyższej niż obecna kapitalizacji, INC było zupełnie innym podmiotem, wyłącznie z licencją na pełnienie funkcji Autoryzowanego Doradcy NewConnect i Catalyst. Dzięki zmianom, które dokonały się w Grupie na przestrzeni ostatnich trzech lat stworzyliśmy ekosystem usług wspierających małe i średnie firmy w pozyskiwaniu finansowania. Skuteczność tych działań widać w naszym rosnącym pipeline oraz wysokich wynikach finansowych. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

W minionym kwartale Grupa INC rozwijała współpracę z Tar Heel Capital Pathfinder oraz spółkami z Grupy PlayWay. W styczniu Grupa z sukcesem zakończyła emisję akcji Skinwallet o wartości 3,4 mln zł. To konsekwencja podpisanego w listopadzie 2019 r. listu intencyjnego z  THC Pathfinder, dzięki któremu Grupa INC będzie podmiotem pierwszego wyboru w zakresie pozyskania finansowania lub upublicznienia spółek portfelowych funduszu. W I kwartale INC pozyskało również finansowanie dla President Studio, a w ostatnich tygodniach dla Detalion Games. Obie spółki należą do Grupy PlayWay, podobnie jak Play2Chill, Madmind Studio oraz Punch Punk Games, z którymi INC również rozpoczęła współpracę.

– Co ważne, sukces operacyjny i finansowy osiągnęliśmy pomimo niepewnej sytuacji na globalnych rynkach finansowych związanej z epidemią koronawirusa. Udowodniliśmy, że dobrze zorganizowane i atrakcyjne projekty mogą znaleźć finansowanie nawet w tak nieprzewidywalnych czasach. Pomaga nam również rosnące zainteresowanie giełdą ze strony inwestorów indywidualnych. Samo pojawienie się nowych inwestorów nie zmieni jednak sytuacji spółek, trzeba jeszcze umieć skutecznie dotrzeć do grup docelowych, co robimy z sukcesem. – dodaje Paweł Śliwiński.

Na przełomie marca i kwietnia INC skutecznie pozyskało finansowanie dla genXone o wartości 4,3 mln zł. Z kolei już w kwietniu na należącej do Grupy platformie crowdinvestingu CrowdConnect.pl miała miejsce najszybciej zakończona zbiórka crowdinvestingowa w historii. W niecałe 30 minut inwestorzy zapisali się na akcje za ponad 350 tys. zł. Wartość całej oferty publicznej wyniosła 1,4 mln zł.

– Od początku roku jesteśmy świadkami dużej hossy na tzw. małej giełdzie. W kwietniu obroty na NewConnect były wyższe niż na sWIG80, a wartość obrotu od początku roku przewyższa już roczne obroty obserwowane na przestrzeni ostatniej dekady. To długo oczekiwana przez nas sytuacja, gdyż marginalizowany w ostatnich latach rynek wraca do łask. Ożywienie w szczególności widać wśród spółek tzw. nowej ekonomii, czyli spółek technologicznych, gamingowych, biotechnologicznych czy fotowoltaicznych. – mówi Paweł Śliwiński.

Na rynku NewConnect inwestorzy w kwietniu wypracowali 1,09 mld zł obrotu. Oznacza to wzrost o 1176 proc. r/r. W pierwszych czterech miesiącach 2020 r. wartość obrotu to prawie 2,5 mld zł, co jest wyższą wartością niż roczne obroty na tym rynku na przestrzeni ostatniej dekady.

Jak zakupy fashion – to tylko z Facebookiem. Tik Tok daleko w tyle. Badanie

Choć wiele głosów w branży od lat zwiastuje schyłek świetności social mediów, te o dziwo mają się bardzo dobrze, a w dodatku sprawdzają się jako wsparcie w podejmowaniu decyzji zakupowych. Przynajmniej tak wygląda sytuacja w branży fashion. Potwierdza to także najnowsze badanie przeprowadzone przez Grupę Domodi z udziałem użytkowników serwisów modowych: Domodi.pl oraz Allani.pl. Sprawdzamy jaki potencjał zakupowo-inspiracyjny drzemie w social mediach.

Social media a nawyki zakupowe Polaków

76% badanych aktywnie szuka i znajduje w social mediach inspiracje modowe, które zachęcają ich do późniejszego zakupu. Najwięcej, bo aż 77% badanych wskazuje, że stan ten dotyczy odzieży, obuwia oraz dodatków. Na pytanie, czy w sferze zainteresowań użytkowników znajdują się promocje rabaty i wyprzedaże – aż 78% badanych wskazuje, że tak, a dodatkowo – aktywnie z nich korzysta. Media społecznościowe to także wskazywane miejsce poszukiwania opinii o produktach – z tej funkcji korzysta aż 73% badanych. To pokazuje, że social media nadal wpisują się w zachowania użytkowników i odpowiadają na ich potrzeby.

Moda a serwisy społecznościowe

Badani bardzo często w social mediach poszukują marek modowych i ich oferty. Taką aktywność deklaruje aż 47% użytkowników. Aż 49% deklaruje, że zauważa treści będące reklamą produktową lub wizerunkową marki.

Modowi liderzy: Facebook przed Tik Tokiem

Jeśli chodzi o to, które medium społecznościowe jest najchętniej wykorzystywane do poszukiwania inspiracji modowych – jedno z nich nadal nie ma sobie równych. Mowa tu o Facebook’u, którego aktywnie w tej materii wykorzystuje aż 39% badanych. Na drugim miejscu znalazł się Instagram – 31% a na trzecim – Youtube (14%), nieznacznie wyprzedzając Pinterest’a (13%). Daleko w tyle został natomiast Tik Tok – obecnie najbardziej topowa aplikacja – tylko z 2% zainteresowaniem w temacie fashion. W ankiecie pojawiło się także pytanie o to, które medium najskuteczniej zachęca do zakupów. Tutaj również na pierwszym miejscu znalazł się Facebook z wynikiem 33%. Wysoką skuteczność ma także Instagram – wskazany przez 30% badanych oraz Pinterest z wynikiem 10%. Tym samym ten ostatni wyprzedza YouTube o 2 oczka procentowe. To pokazuje, że niezmiennie Facebook służy nam do poszukiwania i dokonywania zakupów. Badani zostali zapytani także o to, ile razy w ciągu ostatnich 3 miesięcy (luty, marzec, kwiecień) dokonali zakupów dzięki inspiracjom modowym lub informacjom o produktach znalezionym w social mediach. 10% ankietowanych wskazało, że było to więcej niż 10 razy. Więcej niż 5 razy zakupy zrobiło 31% badanych, a mniej niż 5 – aż 44%. Od decyzji zakupowych wstrzymało się 15% użytkowników.

Szczegóły badania
Badanie w formie ankiety przeprowadzono w dniach 27.04 – 1.05.2020 roku w bazie użytkowników serwisów modowych: Domodi.pl oraz Allani.pl. Liczba aktywnych użytkowników: 350 (n=350). 85% badanych stanowiły kobiety, a 15% – mężczyźni. Największą grupę wiekową – 34% – stanowiły osoby w przedziale wiekowym 25-34 lata, 22% – osoby w wieku 55+, 20% – w wieku 35-44, 13% – w wieku 45-54, a 11% – w wieku 16-24 lata.

Realizacja planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia poważnie zagrożona

Najnowsze dane dotyczące Narodowego Funduszu Zdrowia wskazują, że kolejne miesiące przyniosą narastające kłopoty płatnika publicznego z realizacją planu przychodów. Może okazać się, że już w przyszłym roku rząd będzie musiał zdecydować, które wydatki ograniczać, aby zrealizować ustawę o minimalnych nakładach na ochronę zdrowia. Główną przyczyną są malejące, przede wszystkim ze względu na konsekwencje epidemii SARS-CoV-2, wpływy ze składek zdrowotnych oraz rosnący poziom długu publicznego. W 2020 roku obniżka przychodów Funduszu może wynieść nawet kilkanaście miliardów złotych.

Mniej ze składek

Według danych zawartych w analizie, opublikowanej w maju 2020 roku przez Public Policy, agencję specjalizującą się w analizach dotyczących systemu ochrony zdrowia oraz komunikacji, w kwietniu 2020 roku wartość składek przekazanych przez Zakład Ubezpieczeń́ Społecznych do Narodowego Funduszu Zdrowia była niższa o 1,3-1,6 mld zł od zaplanowanej. W świetle prognoz na kolejne miesiące w zakresie spodziewanych przychodów NFZ jest niemal pewne, że realizacja planu przychodów płatnika publicznego w zaplanowanej wysokości nie będzie możliwa także w przeciągu najbliższych kilku miesięcy. Z opracowania wynika, że przychody Funduszu pochodzące ze składek zdrowotnych mogą̨ w 2020 roku spaść́ od 3,7 mld zł do nawet 14,8 mld zł. Autorzy zastrzegają, że precyzyjne oszacowanie będzie możliwe po publikacji danych dotyczących wskaźników makroekonomicznych za drugi kwartał 2020 roku.

Strategiczne źródła

Jak przypominają autorzy opracowania, składka zdrowotna pozostaje zasadniczym źródłem finansowania polskiego systemu ochrony zdrowia.

Chociaż kolejne decyzje rządu w ostatnich latach transformują system w stronę mieszaną, z coraz większym udziałem środków pochodzących z budżetu państwa jako spodziewanej konsekwencji tzw. 6 procent PKB na zdrowie, to obecnie pobór składki, poziom wynagrodzeń oraz stan zatrudnienia w gospodarce są najważniejszymi czynnikami determinującymi kondycję finansową płatnika publicznego – wyjaśnia Wojciech Wiśniewski, Prezes Zarządu Public Policy Sp. z o.o. i dodaje: zobowiązania Narodowego Funduszu Zdrowia nie mogą być ograniczone w zasadniczej części, co powoduje, że konieczne będzie uzupełnienie wpływów płatnika ze środków pochodzących z budżetu państwa. Pozostała kwota w funduszu zapasowym może okazać się niewystarczająca.

Zdaniem autorów, znaczący spadek przychodów ze strategicznego źródła może oznaczać poważne zagrożenie dla zabezpieczenia nakładów na ochronę zdrowia zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Rosnący dług

W analizie Public Policy uwzględniono potencjalne zmiany w zakresie najważniejszych czynników makroekonomicznych, które mogą wpłynąć na kondycję NFZ oraz – szerzej – na nakłady na ochronę zdrowia w Polsce. Jednym z tych czynników jest dług publiczny.

Na podstawie opublikowanego przez Ministerstwo Finansów programu konwergencji w 2020 roku dług publiczny wzrośnie  do pierwszego progu ostrożnościowego, określonego w Konstytucji. Może okazać się, że dynamika pogłębiającego się długu publicznego sprawi, że w 2020 roku oraz w kolejnych latach realizacja ustawy o minimalnym poziomie nakładów na ochronę zdrowia będzie wymagała znaczącej redukcji innych wydatków budżetowych lub zmian obowiązującego systemu podatkowego. Nawet zakładając odbicie w przychodach NFZ pochodzących ze składek oraz utrzymanie poziomu finansowania budżetowego dla zadań z zakresu ochrony zdrowia, w przyszłym roku dodatkowa dotacja do Funduszu powinna wynieść ponad 11 mld zł.

Według danych Ministerstwa Finansów już w bieżącym roku zostanie osiągnięty próg ostrożnościowy długu publicznego, co oznacza, że realizacja ustawy 6 procent PKB na zdrowie może wymagać ograniczenia innych wydatków budżetowych. Obecnie dane z rynku pracy nie są dramatyczne, jednak spadek przychodów NFZ jest znaczny. Zwolnienie ze składek, postojowe i inne polityki rządu związane między innymi z Tarczą antykryzysową będą dodatkowo obciążać ten wynik. Z drugiej strony, w systemie w tym roku będą pieniądze pochodzące z wypłaty tak zwanej trzynastej emerytury. To może w pewnym stopniu zmodyfikować prognozy, jednak nawet najbardziej optymistyczny scenariusz spodziewanej modyfikacji przychodów NFZ jest co najmniej niepokojący – uważa Wojciech Wiśniewski.

Chiny w ogniu krytyki. Powstanie raport oceniający globalną reakcję na wybuch pandemii

Podczas Światowego Zgromadzenia Zdrowia szef WHO zapowiedział przygotowanie raportu z oceną globalnej reakcji na wybuch pandemii SARS-CoV-2. W ostatnich tygodniach coraz częściej słychać głosy krytyki wobec działań samej organizacji w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa, ale także reakcji Chin na początku epidemii w Wuhanie. Chińczycy są szczególnie ostro krytykowani przez Amerykanów, o czym mogą świadczyć choćby pozwy o wielomiliardowe odszkodowania pod adresem ich państwa. – Chiny praktycznie uporały się z koronawirusem, co budzi złość w innych krajach – mówi Radosław Pyffel, ekspert Akademii Leona Koźmińskiego. Prezydent Państwa Środka zapowiedział, że popiera przygotowanie takiego raportu, ale dopiero po opanowaniu pandemii.

– W kwestii pozwów, które są kierowane ze Stanów Zjednoczonych pod adresem Chin, to mamy tutaj dwie kwestie. Jedna to próba ustalenia winnego, a druga – kwestia wyegzekwowania ewentualnych odszkodowań, jeżeli uda się przedstawić jakieś niezbite dowody w tej sprawie. Nawet jeśli się tego nie uda i nie będzie próby bezpośredniego wyegzekwowania roszczeń z tych pozwów, to przygotowują one grunt pod pewne działania dyplomatyczne, ekonomiczne, być może nawet militarne ze strony Amerykanów. Przekonamy się o tym w najbliższych tygodniach czy miesiącach – mówi agencji Newseria Biznes Radosław Pyffel, socjolog i kierownik studiów podyplomowych biznes chiński w Akademii Leona Koźmińskiego.

W pozwach, które od końca kwietnia są składane przez Amerykanów, Chiny oskarżane są m.in. o ukrywanie wybuchu epidemii i nieinformowanie innych krajów o niebezpieczeństwie oraz są wzywane do wypłaty wysokich reparacji. Krytyka płynie również ze szczytów władzy. Prezydent USA Donald Trump podkreśla, że wirus powstał w chińskim laboratorium, oskarża też Państwo Środka o cyberataki i wykradanie danych z badań nad koronawirusem.

Chiny są obarczane winą przez Stany Zjednoczone, które wyjątkowo słabo sobie radzą z pandemią. Jednak bardzo istotne jest to, jak zachowa się społeczność międzynarodowa, WHO czy inne organizacje międzynarodowe, kraje Europy Zachodniej. Część państw wyraźnie się deklaruje po stronie Stanów Zjednoczonych, ale bardzo dużo krajów, zwłaszcza zachodnioeuropejskich, nie dokonuje takiego wyboru – mówi Radosław Pyffel.

Część państw opowiada się za zbadaniem roli Chin w rozprzestrzenianiu się koronawirusa, wiele mówi ogólnie o przeanalizowaniu działań WHO i poszczególnych krajów w reakcji na wybuch pandemii. Podczas trwającego w dniach 18–19 maja Światowego Zgromadzenia Zdrowia, czyli corocznego spotkania przedstawicieli członków WHO, szef organizacji zapowiedział przygotowanie raportu na ten temat. Prezydent Chin Xi Jinping poparł taki pomysł, jednak podkreślił, że powinno się to wydarzyć po opanowaniu pandemii. W wojnie informacyjnej z USA Państwo Środka stanowczo odpiera zarzuty Amerykanów. Podczas przemówienia na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia Jinping podkreślił, że Chiny od początku działały odpowiedzialnie i transparentnie, informując o wszystkim resztę świata.

Chiny nie będą proponowały reparacji, ponieważ w ostatnich miesiącach nie wzmacniały tezy, jakoby wirus był wynikiem działania człowieka oraz że to one mogą być winne światowej pandemii. Podpierały się ekspertyzami Światowej Organizacji Zdrowia, która ostrzegała przed pandemią już w styczniu. Władze Chin nie będą skłonne płacić miliardowych czy bilionowych reparacji  przynajmniej jeśli przeanalizujemy sytuację w ostatnich tygodniach i miesiącach, nic na to nie wskazuje – mówi socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego.

Jak podkreśla, nie są znane szczegóły związane z początkiem epidemii w Chinach, a jedynie spekulacje i teorie, które trudno zweryfikować.

Chiny jako kraj przesadnie dbają o reputację. Przynajmniej tak twierdzą Amerykanie czy Europejczycy, bo w cywilizacji Zachodu nie jest to tak istotne. W Państwie Środka zawsze problemem jest przyznanie się do winy. Pamiętajmy jednak, że Chiny praktycznie uporały się z epidemią koronawirusa. Dzisiaj mają sytuację pod kontrolą, czego nie można powiedzieć o innych krajach. To budzi wściekłość i emocje, które obserwujemy w globalnej polityce – zaznacza Radosław Pyffel.

Jego zdaniem, jeśli ktokolwiek mógłby wyjaśnić kwestie związane z pojawieniem się i rozprzestrzenianiem koronawirusa, to jedynie Światowa Organizacja Zdrowia. Jednak Stany Zjednoczone krytykują tę organizację, a Donald Trump chce nawet wycofać jej finansowanie, bo Amerykanie nie są zadowoleni z jej werdyktów.

Światowa Organizacja Zdrowia była i jest wstrzemięźliwa z wyrażaniem krytyki pod adresem Chin. Na tym opiera się linia obrony chińskich władz. Ponadto Chiny poradziły sobie z koronawirusem, pomagają innym krajom, sprzedają im sprzęt medyczny. Chińska agencja celna ujawniła, że eksport wzrósł i wyniósł w ostatnich dwóch miesiącach ponad 12 mld dol. To pozwoliło osłabić szok spowodowany globalną pandemią – tłumaczy socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego.

Puzzle, gry planszowe i zabawki edukacyjne notują wzrosty w czasie pandemii. Producenci zabawek w tym roku mogą zyskać

0

Pandemia koronawirusa miała znaczący wpływ na rynek zabawek. Zamknięcie sklepów stacjonarnych zahamowało sprzedaż, ale szybko przeniosła się ona do internetu. W tym czasie zyskiwały szczególnie takie kategorie jak klocki, gry planszowe i puzzle, zapewniające dzieciom, a także dorosłym dłuższą rozrywkę, oraz zabawki edukacyjne. Branża liczy na zwiększoną sprzedaż przed Dniem Dziecka. W tym roku korzystny dla obrotów może być także okres wakacyjny.

W sytuacji, gdy kryzys dotyka wiele sektorów gospodarki, branża zabawkarska może paradoksalnie zyskać. Społeczna izolacja spowodowała, że rodziny spędzają ze sobą dużo więcej czasu. Chcąc wykorzystać go produktywnie, rodzice decydują się na zakup pomocy dydaktycznych dla najmłodszych.

W trakcie pandemii najbardziej zyskały wszystkie kategorie, które pozwalają dziecku na dłuższą zabawę, jak klocki, puzzle czy gry planszowe. Rodzice, poszukując zajęcia dla swoich pociech, wybierali te zabawki, które pełniłyby jednocześnie funkcje edukacyjne, a im dawały chwilę wytchnienia, bo często są zmuszeni dzielić opiekę nad dzieckiem z pracą w trybie home office – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Ulman, przedstawiciel firmy Orbico, dystrybutora zabawek.

Okazuje się, że zamknięcie szkół i przedszkoli miało znaczący wpływ na decyzje konsumentów dotyczące zakupu zabawek. Rodzice zwracają uwagę na to, by rozwijały one dziecięcą wyobraźnię, pozwalały zdobyć najmłodszym nowe umiejętności i dowiedzieć się czegoś o otaczającym świecie. Nowoczesne pomoce dydaktyczne przyczyniają się do prawidłowego rozwoju dzieci, a także nie pozwalają im się nudzić.

Wzrosła również konsumpcja treści przeznaczonych dla dzieci oferowanych przez platformy streamingowe i kanały YouTube. Dla przykładu marka Bing udostępniła bezpłatnie materiały edukacyjne dla przedszkolaków, dzięki którym mogą uczyć się wraz z bohaterami seriali telewizyjnych. Z kolei firma Mattel utworzyła platformę Playroom, na której znajdują się zabawy kreatywne wykorzystujące postaci bajkowe, takie jak Barbie, Tomek i przyjaciele, Polly Pocket – wymienia Bartosz Ulman.

Branża liczy, że kolejne dni przyniosą wzrosty sprzedaży w związku ze zbliżającym się Dniem Dziecka. Zbliżające się lato i perspektywa przyszłych wakacji sprawią, że popularnością cieszyć się będą głównie zabawki, które można wykorzystać podczas bawienia się na dworze. Pozwalają one urozmaicić dzieciom gry na świeżym powietrzu.

– W ciągu ostatnich lat zainteresowanie zabawkami jako prezentem na Dzień Dziecka słabło. Rodzice woleli zabrać swoje dzieci do parku rozrywki, na plac zabaw czy do ZOO. Obecnie większość tych miejsc jest zamknięta. Prognozujemy zatem, że rodzice będą chcieli zrekompensować brak dotychczasowych atrakcji, kupując upominki dla swoich pociech – zwraca uwagę przedstawiciel Orbico.

Inwestorzy wracają na warszawską giełdę. Na wyraźne wzrosty będzie trzeba jednak poczekać, aż wróci zagraniczny kapitał

W marcu i kwietniu wyraźnie wzrosła – o niemal 50 tys. – liczba rachunków maklerskich, choć z drugiej strony umorzenia w funduszach inwestycyjnych przekroczyły 22 mld zł. Zdaniem analityka Pawła Cymcyka GPW czeka jeszcze kilka kwartałów spadków i testowania minimów i w razie pozytywnego scenariusza po roku–półtora nastąpi powrót zagranicznego kapitału. To powinno pociągnąć za sobą wzrosty notowań.

Na polski rynek kapitałowy pandemia przełożyła się przede wszystkim gigantycznym krachem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Cymcyk, główny ekonomista DNA Rynków. – Dodatkowym negatywnym elementem podczas jej pierwszej fali są gigantyczne umorzenia z funduszy inwestycyjnych, które w polskich realiach sięgnęły mniej więcej 20 mld zł. To potężne kwoty, które, co trzeba podkreślić, zostały przez fundusze inwestycyjne obsłużone, a to z kolei oznacza, że znaczna część inwestorów nie doświadczyła najgorszego możliwego scenariusza, czyli wstrzymania wypłat z funduszy.

Po najgorszym w historii miesiącu – marcu 2020 roku, w którym klienci wypłacili z funduszy ponad 20 mld zł, kwiecień przyniósł wyraźne wyhamowanie umorzeń. Saldo wpłat i wypłat wyniosło -2,6 mld zł – wynika z podsumowania Analiz.pl. Podobnie jak w marcu najwięcej środków klienci wypłacili z funduszy dłużnych, które wcześniej cieszyły się największą popularnością. Tym razem wycofali z nich 3,4 mld zł netto. Na drugim końcu skali w kwietniu znalazły się fundusze akcyjne, które pozyskały najwięcej nowego kapitału od prawie pięciu lat. Przewaga wpłat nad wypłatami sięgnęła 0,6 mld zł. Kwiecień był udany także dla funduszy surowcowych, do których klienci wpłacili netto 55 mln zł, najwięcej od prawie czterech lat.

– Nieoczekiwanie pozytywny aspekt jest taki, że na warszawskim parkiecie pojawiło się bardzo wielu nowych inwestorów indywidualnych – komentuje Paweł Cymcyk. – Zgodnie z raportami z biur maklerskich w skali zaledwie miesiąca powstawało po 30 tys. nowych rachunków, a znaczna część wcześniej uśpionych rachunków inwestorów indywidualnych została aktywowana, czyli były tam przelewane pieniądze i inwestorzy zawierali transakcje. Można zatem powiedzieć, że ten przymusowy lockdown skłonił ludzi do wzrostu zainteresowania warszawską giełdą i tam popłynęła część ich środków.

W kwietniu liczba rachunków maklerskich sięgnęła 1 303 885, najwięcej od dwóch lat. Oznacza to, że w ciągu jednego miesiąca otwarto ich ponad 18 tys. Wcześniej, w marcu, uruchomiono ich jeszcze więcej – 29 tys. Jednak warszawska giełda wciąż nie może dorównać światowym indeksom. WIG20 jest niewiele wyżej niż 12 lat temu, po kryzysie finansowym spowodowanym upadkiem Lehman Brothers i kredytami subprime. W efekcie istnieje ryzyko, że wielu nowych inwestorów zniechęci się do giełdy równie szybko, jak się nią zainteresowało.

– Oczekiwałbym, że kolejne kwartały dla warszawskiego parkietu przyniosą niestety powrót spadków i testowanie minimów z marca 2020 roku. Będzie to wynikało z tego, że na polskim parkiecie trudno zauważyć zainteresowanie zagranicznych inwestorów, a to oni są w stanie generować swoim kapitałem i swoim horyzontem inwestycyjnym długotrwałe trendy na warszawskiej giełdzie. Na razie ten pierwszy zryw i wzrost jest raczej napędzany lokalnymi siłami i pieniędzmi, które dość szybko mogą się skończyć – ocenia główny ekonomista DNA Rynków. – Zakładając, że sytuacja gospodarcza nie będzie coraz gorsza, nie nastąpi nawrót pandemii i recesji, to kolejne kwartały przyniosą odbudowanie zaufania i napływ gotówki z zagranicy. Zatem po czterech–sześciu kwartałach będzie można myśleć o ewentualnym powrocie hossy.

Ekspert podkreśla, że na podstawie analizy ostatnich pięciu lat widać, że warszawski parkiet nie rośnie jako całość, lecz inwestorzy koncentrują się na wybranych segmentach. Najbardziej kuszące wydają się segmenty państwowe. Niezależnie od tego, czy będzie kolejny nawrót pandemii, to największe państwowe banki i państwowe przedsiębiorstwa w WIG20 mają akcjonariusza, który na pewno będzie zainteresowany ich trwaniem, bez względu na koszty ekonomiczne. Drugi segment, który w tej chwili zyskuje na największej uwadze inwestorów, to sektor gamingowy.

Zdecydowanie ciekawsze segmenty to małe i średnie spółki, ponieważ duże firmy były przede wszystkim kupowane przez inwestorów pod dywidendy, czego z pewnością w skali najbliższych dwóch lat nie będzie – tłumaczy Paweł Cymcyk. – Średnie spółki dużo lepiej oddają gospodarczą rzeczywistość, więc jeżeli gospodarka będzie się poprawiała, to te małe i średnie spółki będą na tym więcej zyskiwały. Ponadto nawet gdyby nie nastąpił nawrót zagranicznego kapitału, to lokalnymi siłami i środkami poszczególne spółki z tego segmentu są w stanie podrosnąć. To niestety zupełnie nie dotyczy dużych spółek, bo tam potrzebny jest duży zagraniczny kapitał, aby faktycznie można mówić o jakichś wzrostach.

Platforma stworzona przez polskich naukowców ułatwi opracowanie skutecznych rozwiązań do walki z koronawirusem [DEPESZA]

Tylko współpraca między światem nauki i biznesu pozwoli skutecznie walczyć z koronawirusem. Już epidemia wirusa ebola w latach 2014–2015 pokazała, że wzmocnienie potencjału badawczego w krajach rozwijających się ma ogromne znaczenie dla zapobiegania epidemii. Polscy naukowcy stworzyli platformę, która umożliwia wszystkim potrzebującym bezpośrednie wsparcie ze strony świata nauki i przemysłu. Synergy integruje zbiórki crowdfundingowe na badania naukowe. W ten sposób przyspiesza i ułatwia poszukiwanie rozwiązań pomocnych w walce z pandemią.

– Postanowiliśmy otworzyć się na wszystkich, którzy podejmują działania na rzecz walki z pandemią, niezależnie od tego, czy są związani z nauką lub biznesem, czy nie – wskazuje dr inż. Joanna Helman z Centrum Zaawansowanych Systemów Produkcyjnych CAMT z Wydziału Mechanicznego PWr.

Już epidemia wirusa ebola sprzed kilku lat jasno pokazała, że wzmocnienie potencjału badawczego w krajach rozwijających się ma zasadnicze znaczenie dla zapobiegania epidemii. Połączenie najnowocześniejszych możliwości naukowych z lokalną wiedzą pozwoliło opracować skuteczne rozwiązania. Globalna współpraca umożliwia szybsze reagowanie na powstające kryzysy, zwłaszcza że niektóre kraje rozwijające się nie są w stanie stworzyć szybkich rozwiązań. Dzięki międzynarodowej współpracy badania zaś znacznie przyspieszają. Przykładem może być Institut Pasteur w Dakarze, ściśle współpracujący z brytyjską firmą biologiczną Mologic nad opracowaniem nowej formy szybkich zestawów testowych na wirusa SARS-CoV-2, które będą dystrybuowane w Afryce.

Polacy opracowali platformę, która ułatwia i przyspiesza współpracę między wszystkimi instytucjami czy firmami dotkniętymi przez kryzys związany z COVID-19 a światem nauki i biznesu. Platforma integruje zbiórki crowdfundingowe na badania naukowe do walki z koronawirusem. Na wsparcie takich działań trafią bony o wartości 3 tys. euro. Dotychczas na platformie zarejestrowało się ok. 200 użytkowników z 10 europejskich krajów.

– Zapraszamy do dołączenia do platformy absolutnie każdą osobę czy grupę osób, instytucję, firmę czy placówkę medyczną, która jest zaangażowana w przeciwdziałanie pandemii i potrzebuje wsparcia albo natrafiła na problem, którego nie jest w stanie sama rozwiązać. A jednocześnie zachęcamy do oferowania pomocy wszystkich, którzy mogą wesprzeć swoją wiedzą, doświadczeniem, aparaturą, linią produkcyjną czy czasem – od studentów z kół naukowych po prezesów mniejszych i większych firm. Każda pomoc może się przydać – apeluje dr Joanna Helman.

Platforma Synergy łączy innowacyjne pomysły z zakresu Przemysłu 4.0, mikro- i nanotechnologii oraz wytwarzania przyrostowego i druku 3D. Obecnie np. szkoła podstawowa z Valpovo w Chorwacji szuka skutecznego rozwiązania, odpowiedniego zarówno dla dzieci, jak i pracowników, które pozwoliłoby na prowadzenie zajęć z poszanowaniem środków bezpieczeństwa. Firmy handlujące winem zgłaszają z kolei zapotrzebowanie na rozwiązania, które umożliwią utrzymywanie dystansu między pracownikami magazynu przy jednoczesnym zwiększeniu ruchu. To tylko przykłady rozwiązań, na które istnieje duże zapotrzebowanie. Platforma zaś znacznie ułatwia współpracę, a tym samym przyspiesza znalezienie skutecznych pomysłów.

– Takich akcji i pewnie wiele innych, o zupełnie innym profilu, na pewno mogłoby być więcej, ale często szukający pomocy nie wiedzą, gdzie mogliby się zwrócić. Mamy nadzieję, że nasza platforma pozwoli połączyć zgłaszających problem i oferujących rozwiązanie oraz przyspieszy wspólne działania – podkreśla badaczka.

Szansa na ożywienie gospodarki już w III Q 2020

W niedziele (17.05.2020) w telewizji CBS okazał się obszerny wywiad z prezesem Fed Jerome Powellem. Widzowie mieli możliwość dowiedzieć się o przemyśleniach prezesa Fed ta temat terminów oraz scenariuszy odbudowy amerykańskiej gospodarki po kryzysie wywołanym przez pandemie koronawirusa. Dla wielu inwestorów najciekawszym okazał się fragment dotyczący działań, podejmowanych przez Fed. Jerome Powell potwierdził jednoznacznie, że w obecnej chwili trwa zarówno cyfrowy, jak i fizyczny dodruk pieniądza. Pieniądz wprowadza się na rynek przez skup obligacji skarbowych oraz innych papierów gwarantowanych przez rząd. Ponadto, prezes Fed oznajmił, że w porównaniu do roku 2008, obecne działania są prowadzone na istotnie większą skalę. Fed kupuje o wiele więcej aktywów niż poprzednio. J. Powell uważa, że jest szansa na ożywienie gospodarki i powrót do wzrostu PKB już w trzecim kwartale 2020 roku.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 1,95%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 2,11%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 zyskał na wartości 0,16%, natomiast mWIG40 zniżkował o 2,26%.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. We wtorek (19.05.2020) oczekuje się wystąpienie publiczne prezesa Fed Jerome’a Powella w Senacie USA. W środę (20.05.2020) zostanie opublikowany protokół kwietniowego posiedzenia FOMC. W czwartek (21.05.2020) poznamy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Poza tym, w czwartek (21.05.2020) poznamy wstępny odczyt PMI dla usług oraz przemysłu w krajach strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Czy rządowy plan walki z epidemią się sprawdzi?

Czas zapaści najlepiej weryfikuje pewne powszechne do tej pory obiegowe oceny i teorie społeczno-gospodarcze. Jak się okazuje znacznie ważniejsza jest produkcja chleba, niż dodatkowa produkcja pieniędzy przez rząd. Bardzo ważne jest utrzymanie działalności mikro- i  małych przedsiębiorców. To od nich zależy nie tylko to, czy będziemy mogli nabyć niezbędne produkty w sklepie, ale też los polskich rodzin. To właśnie te firmy dają najwięcej miejsc pracy w polskiej gospodarce. Stąd umożliwienie im funkcjonowania i jak najszybszego powrotu do pełnej sprawności jest racją stanu. To właśnie powinno stać się priorytetem działań rządu.

– Do zadań władzy należy przede wszystkim ocena, czy dzisiejsza skostniała i zbiurokratyzowana forma organizacji jest właściwą na czas zapaści. Reakcje administracji publicznej na kolejne zdarzenia, które miały ostatnio miejsce, następowały z dużym opóźnieniem – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum. im. Adama Smitha. – Niedługo bardzo łatwo będzie ocenić strategię polskiego rządu i skonfrontować ją z działaniami innych krajów europejskich, które nie zawsze stosowały się do ogólnego schematu. Wtedy to okaże się, czy lepszą decyzją było pozwolenie obywatelom na utrzymanie pewnych aktywności życiowych – jak przebywanie w miejscach publicznych i rekreacyjnych – czy może wprowadzenie ograniczeń. Wkrótce rozstrzygnie się spór o to, co było korzystniejsze dla życia społecznego. Okaże się także, jakie efekty przyniesie odważna strategia – w porównaniu do ostrożnego planu państwa wynikającego z trudności utrzymania bezpieczeństwa w szpitalach. Sporne pozostają również kwestię zapewnienia środków ochrony osobistej. Można uruchomić produkcję maseczek ochronnych u polskich producentów medycznych albo sprowadzić je z zagranicy. Sytuacja ta niestety potwierdza, że dzisiejsze warunki są wybitnie niesprzyjające szybkiej reakcji w czasie kryzysu. Łatwiej jest importować towary z dalekich krajów niż odejść od absurdalnych procedur dla włączenia krajowej produkcji podstawowych artykułów niezbędnych w czasie epidemii. Moce produkcyjne i fabryki nadal pozostają w kraju i nie zostały przeniesione do krajów azjatyckich – zaznaczył Sadowski.

Tarcza finansowa – problemy interpretacyjne zasad przyznawania subwencji

29 kwietnia 2020 r. rozpoczął się proces przyjmowania wniosków w ramach Tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju dla mikro, małych oraz średnich firm. Zgodnie z danymi udostępnionymi na stronie PFR do 15 maja wsparcie finansowe otrzymało 117 855 przedsiębiorstw, którym przekazano 24,8 mld złotych.

Po ponad dwóch tygodniach od otwarcia Programu pojawiają się również pierwsze krytyczne sygnały od przedsiębiorców, którzy m. in. za pośrednictwem komunikatów giełdowych wskazują na liczne wątpliwości dotyczące interpretacji zasad przyznawania subwencji. Prowadzą one w skrajnych przypadkach do sytuacji, w której przedsiębiorca, pomimo otrzymania decyzji o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, obawia się skorzystać z przyznanych mu środków.

Istotne wątpliwości firm, które chcą skorzystać z Tarczy finansowej PFR, budzi kwestia statusu przedsiębiorstwa. W pierwszych materiałach publikowanych na stronie instytucji wskazywano, że przy ocenie, czy przedsiębiorstwo spełnia definicję mikro, małej lub średniej firmy, należy brać pod uwagę zatrudnienie i dane finansowe jedynie firmy planującej aplikowanie.

Ostatecznie w dokumentach udostępnionych w systemach bankowych, za pośrednictwem, których składa się wnioski o pomoc, odwołano się do Załącznika I do Rozporządzenia Komisji (UE) nr 651/2014 z dnia 17 czerwca 2014 r. uznającego niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym z zastosowaniem art. 107 i 108 Traktatu („Rozporządzenie Pomocowe”), zgodnie, z którym przy ocenie statusu należy brać pod uwagę również dane przedsiębiorstw partnerskich i powiązanych.

Oznacza to, że firmy, które uzyskały pomoc w pierwszych dniach po otwarciu programu, bazując na danych publikowanych na stronie PFR, mogły niepoprawnie ocenić swoją kwalifikowalność do pomocy.

Obecnie nie ma już wątpliwości, że ocena statusu MŚP powinna być dokonywana z uwzględnieniem podmiotów powiązanych kapitałowo i osobowo, natomiast analizując informacje dostępne na stronie PFR – m.in. odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania, jak również treść aktualizacji Regulaminu ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” („Regulamin”) nadal nie jest jasne, jakie dane dotyczące zatrudnienia należy uwzględnić oceniając, czy podmiot wpisuje się w definicję mikro, małego lub średniego przedsiębiorstwa.

Wynika to przede wszystkim z faktu, że zarówno w obecnie obowiązującej, jak i zaktualizowanej wersji Regulaminu wskazano, że „Szczegółowe informacje dotyczące ustalenia statusu przedsiębiorstwa znajdują się w Załączniku I Rozporządzenia Pomocowego”, a jednocześnie w odpowiedziach na najczęściej zadawane pytania i definicjach zawartych w dokumentach znajdują się informacje stojące w sprzeczności z zapisami Rozporządzenia Pomocowego.

Dotyczy to przede wszystkim uwzględnienia w ocenie statusu danych dotyczących zatrudnienia na 31 grudnia 2019 r. oraz nieuwzględniania w personelu właściciela.

Mając na uwadze zapisy Regulaminu, zgodnie, z którym „W przypadku, gdy Beneficjent otrzymał Subwencję Finansową na podstawie nieprawdziwych oświadczeń, od których uzależnione było udzielenie Subwencji Finansowej lub wysokość Subwencji Finansowej, Beneficjent zobowiązany jest do niezwłocznego, nie później niż w terminie 14 Dni Roboczych od dnia otrzymania Subwencji Finansowej, zwrotu Subwencji Finansowej lub jej części na wyodrębniony rachunek techniczny Banku” jednoznaczne określenie obowiązujących zasad jest kluczowe dla bezpieczeństwa i pewności korzystania z pomocy.

Należy również zwrócić uwagę na katalog oświadczeń, które składane są w ramach procesu ubiegania się o subwencję finansową. W szczególności PFR bazuje na oświadczeniu dotyczącym umocowania osoby składającej wniosek. W tym kontekście należy pamiętać, że złożenie takiego wniosku oraz w jego wyniku zawarcie umowy o subwencję, jest zaciągnięciem zobowiązania, do którego w wielu przypadkach potrzebne jest uzyskanie zgód korporacyjnych oraz pełnomocnictw. Zgodnie z Regulaminem do złożenia wniosku subwencję uprawniony jest Beneficjent lub działająca w jego imieniu osoba upoważniona na podstawie wzoru pełnomocnictwa załączonego do Regulaminu. Za złożenie fałszywych oświadczeń w związku z procesem ubiegania się o wsparcie składającemu oświadczenia grozi odpowiedzialność karna.

Ponadto, warto pamiętać, że zaciągnięcie zobowiązania finansowego bywa ograniczone np. postanowieniami umów kredytowych, których Beneficjent jest stroną. W takich przypadkach rekomendowane jest ustalenie czy na pozyskanie subwencji finansowej z PFR nie jest potrzebna odrębna zgoda podmiotu finansującego tak, aby nie narazić się na możliwość wypowiedzenia Beneficjentowi umowy kredytu czy innego finansowania.

Autor/Źródło: Deloitte

Nowoczesna Gospodarka: I kwartał 2020 r. jeszcze bez piętna pandemii koronawirusa

W I kw. 2020 r. najwyższą dynamikę wzrostu zatrudnienia odnotowały w Polsce duże firmy usługowe, które pomimo obostrzeń związanych z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się COVID-19, zwiększyły zatrudnienie aż o 8,65 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2019 r. Natomiast przedsiębiorstwa produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki w I kw. 2020 r. zwiększyły zatrudnienie jedynie o 2,06 proc. (vs I kw. 2019 r.) – jest to najniższa dynamika wzrostu w tym sektorze w 8-letniej historii raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce” przygotowanego przez ADP Polska.

Pomimo pandemii i związanych z nią ograniczeń dla biznesu, w I kw. 2020 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa wdrażające innowacyjne rozwiązania, odnotowały większą dynamikę zatrudnienia (+6,01 proc. vs I kw. 2019 r.) niż ogół rynku (+0,8 proc. vs I kw. 2019 r. wg Głównego Urzędu Statystycznego) – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q1 2020” opracowanego przez ADP Polska. Choć nie można jeszcze mówić o widocznym wpływie koronawirusa na gospodarkę i zatrudnienie, to różnica w dynamice wzrostu zatrudnienia między firmami Nowoczesnej Gospodarki a ogółem rynku w I kw. 2020 r. była rekordowa i wyniosła aż 5,21 p.p, W efekcie, Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wzrósł do poziomu 116,5[1].

– Choć nie pokazuje tego jeszcze w pełni poziom stopy bezrobocia, pandemia COVID-19 wpływa na sytuację na rynku pracy. Podczas gdy w ostatnich kwartałach największym wyzwaniem polskich pracodawców był niedobór i trudność w znalezieniu pracowników, obecnie wiele firm walczy o utrzymanie biznesu. Należy jednak podkreślić, iż na wyniki odnotowane w pierwszym kwartale 2020 r. miało wpływ wiele czynników – noworoczny entuzjazm i zwiększanie zatrudnienia, aby sprostać wyznaczonym celom, nieprzerwana realizacja strategii rekrutacyjnej czy też odporność na pierwsze symptomy kryzysu. Zestawiając ze sobą rezultaty firm Nowoczesnej Gospodarki i ogół rynku, widzimy, że to właśnie innowacyjne przedsiębiorstwa skuteczniej poradziły sobie z pojawiającymi się wyzwaniami w pierwszym kwartale 2020 r. Głównie ze względu na elastyczną możliwość redukcji kosztów związanych z outsourcingiem i możliwością wprowadzenia pracy zdalnej. Niemniej głębię konsekwencji pandemii koronawirusa poznamy dopiero w kolejnych kwartałach – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Produkcja po raz kolejny z najniższym wynikiem w historii raportu

Przez cały 2019 rok, z kwartału na kwartał, firmy produkcyjne odnotowywały coraz niższą dynamikę wzrostu zatrudnienia, osiągając w IV kw. 2019 r. rekordowo niski 2,94 proc. wzrost zatrudnienia (vs IV kw. 2018 r.). Tendencja ta utrzymała się również w I kw. 2020 roku, w którym to przedsiębiorstwa produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki zatrudniły jedynie o 2,06 proc. więcej pracowników niż w tym samym okresie 2019 r. To ponownie (po IV kw. 2019 r.) najniższa dynamika wzrostu w tym sektorze w całej historii raportu.

– Firmy produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki, podobnie jak ogół rynku, gorzej radzą sobie z wyzwaniami rynkowymi, są bardziej wrażliwe na wszelkie zmiany oraz trudniej się do nich dostosowują. Należy jednak podkreślić, że wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia w małych i dużych przedsiębiorstwach produkcyjnych Nowoczesnej Gospodarki było już widoczne w ostatnich trzech kwartałach 2019 r. Zatem wyniki odnotowane w pierwszym kwartale 2020 r. wpisują się w trend z 2019 r., wskazujący na zbliżające się spowolnienie gospodarcze – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Duże firmy usługowe zaważyły na wyniku Nowoczesnej Gospodarki

I kwartał 2020 r. był kolejnym z rzędu, w którym usługowe firmy Nowoczesnej Gospodarki odnotowały wyższą dynamikę wzrostu zatrudnienia (+7,79 proc. vs I kw. 2019 r.) niż przedsiębiorstwa produkcyjne (+2,06 proc. vs I kw. 2019 r.). Jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych kwartałów, w dobie koronawirusa na dobry rezultat sektora usługowego zapracowały duże firmy usługowe, które w okresie od stycznia do marca 2020 r. zatrudniły o 8,65 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2019 r., Równocześnie, w małych firmach usługowych dynamika zatrudnienia widocznie wyhamowała (+4,22 proc. vs I kw. 2019 r.). Tym samym w I kw. 2020 r. dystans między małymi a dużymi firmami zwiększył się i wyniósł 4,43 p.p. Dla porównania, w IV kw. 2019 r. wynosił on 0,05 p.p.

zmiany zatrudnienia

Pierwszy kwartał 2020 r. pokazał, że to duże przedsiębiorstwa, zatrudniające ponad 500 osób są bardziej odporne na zawirowania rynkowe. Na ich korzyść przemawia wieloletnie, często międzynarodowe, doświadczenie, dywersyfikacja biznesu, opracowanie odpowiednich schematów działań i skuteczniejsze uodpornienie na niespodziewane wstrząsy. Dodatkowo, duże firmy w momencie pojawienia się kryzysu nie podejmują radykalnych kroków i starają się zapewnić swoich pracowników i partnerów biznesowych o stabilności działalności. Z tego względu też wszelkie decyzje o np. wstrzymaniu procesu rekrutacji czy zwolnieniach są podejmowane dopiero po dokładnej analizie zysków i strat. Musimy też pamiętać, że część etatów jest utrzymywana dzięki rządowym programom wsparcia. Gdy przestaną one funkcjonować, wówczas otrzymamy realny obraz konsekwencji spowodowanych przez COVID-19 – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

[1] Metodologia opracowywania Wskaźnika bazuje na analizie różnicy w poziomu zatrudnienia w firmach Nowoczesnej Gospodarki oraz ogółu rynku. Dane do obliczenia wskaźnika gromadzone są na podstawie analiz własnych ADP oraz ogólnodostępnych źródeł (np. raportów Głównego Urzędu Statystycznego). Wartość bazowa wskaźnika wynosząca 100 przypada na 1.01.2019 r. Dane aktualizowane są w ujęciu kwartalnym.

Najbliższy tydzień będzie należał do odczytów PMI

Już pod koniec tygodnia poznamy wstępne odczyty indeksów aktywności biznesowej w kluczowych gospodarkach świata. Będą to dane za maj, czyli pierwszy miesiąc w którym część krajów zaczęła poważnie podchodzić do łagodzenia obostrzeń związanych z koronawirusem. Skala poprawy widocznej w danych będzie istotna dla oceny perspektyw globalnej gospodarki w kolejnych miesiącach.

Rynki pozostają pod wpływem napięcia związanego z niepokojącymi, często rekordowo słabymi odczytami makro z jednej strony, jak i nadziei związanej z pierwszymi niepewnymi krokami w zakresie łagodzenia obostrzeń związanych z pandemią i poprawą sytuacji na froncie walki z koronawirusem z drugiej. Podsumowania dyskusji ze spotkań banków centralnych z obu stron Atlantyku, które poznamy w tym tygodniu, w obliczu szybko zmieniającej się sytuacji, można uznać za przestarzałe, stąd też ich znaczenie najpewniej będzie ograniczone. Znacznie bardziej aktualne informacje zostaną zawarte w publikacjach PMI dla Wielkiej Brytanii, strefy euro i USA, które poznamy w czwartek. Oczekuje się, że indeksy nieco odbiją po tym, gdy w kwietniu część z nich odnotowała najniższe poziomy w historii.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim osłabieniem w relacji do euro, radził sobie jednak dobrze na tle walut regionu: forint węgierski i korona czeska traciły wyraźnie mocniej.

Reakcja walut regionu na publikacje makro była ograniczona, niemniej warto wspomnieć o danych PKB za I kwartał, które poznaliśmy w piątek. Dynamika PKB Polski okazała się wyższa od oczekiwań i wyniosła 1,9% w ujęciu rocznym. Szczególnie cieszyć może jednak ograniczona skala spadku produktu krajowego w ujęciu kwartalnym – wyniosła ona zaledwie 0,5%, podczas gdy konsensus Bloomberga zakładał spadek o 1,2%. Dla porównania spadek PKB w strefie euro w I kwartale wyniósł 3,8% w ujęciu kwartalnym. Podobnie jak informacje o coraz większym otwieraniu polskiej gospodarki, dane budzą optymizm, że Polska będzie jednym z krajów, które najlepiej poradzą sobie z gospodarczymi skutkami pandemii.

W bardziej dokładnej ocenie tych skutków pomogą dane, które poznamy w tym tygodniu. Szczególnie warto zwrócić uwagę na czwartkowe dane o produkcji przemysłowej i piątkowe o sprzedaży detalicznej. Pokażą one obraz skali osłabienia, jakiego gospodarka kraju doświadczyła w kwietniu, czyli miesiącu w którym koronawirusowe obostrzenia trwały najdłużej.

EUR

Odczyt dynamiki PKB w strefie euro w I kwartale, jak i ostatnie dane o produkcji przemysłowej były mniej więcej tak złe, jak oczekiwano. Uważamy, że aktywność gospodarcza w strefie euro sięgnęła już dna, stąd wraz z postępem w znoszeniu kolejnych ograniczeń dotyczących przemieszczania się i wykonywania pracy, powinniśmy obserwować również wzrost aktywności w bloku walutowym.

Powyższą hipotezę zweryfikuje czwartkowy odczyt indeksów aktywności biznesowej PMI w strefie euro w maju. Mimo, że indeksy ostatnio znalazły się na ekstremalnie niskich poziomach, poprawa w danych może zaskoczyć rynek i dać euro impuls do wzrostu w relacji do głównych walut.

USD

Naszym zdaniem, jedną z najważniejszych informacji ubiegłego tygodnia była olbrzymia skala aukcji amerykańskich obligacji skarbowych. Rynek przyjął gigantyczną porcję papierów dłużnych, co jednak nie odbiło się mocno na ich rentownościach. Apetyt na obligacje skarbowe wydaje się nadal niezaspokojony, co stanowi pozytywną wiadomość dla rządu Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w krótkim okresie powszechnie oczekuje się znacznego pogłębienia obecnego deficytu fiskalnego.

W środę opublikowane zostaną „minutki” z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej, aczkolwiek uważamy, że wtorkowe sprawozdanie prezesa FOMC przed Senacką Komisją Bankową zaoferuje rynkom bardziej aktualny stan oczekiwań decydentów z Fed.

GBP

Dane o PKB Wielkiej Brytanii w I kwartale okazały się nieco lepsze od katastrofalnych oczekiwań, jednak odzwierciedlają one jedynie załamanie w marcu, jak i fakt, że Wielka Brytania później niż reszta europejskich krajów zdecydowała się na lockdown. Szterlinga w dół zdaje się ściągać m.in. brak postępu w negocjacjach dotyczących Brexitu.

Dynamika PKB Wielkiej Brytanii (2006 – 2020)

Dynamika PKB Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18/05/2020

Ostatnio rosną również oczekiwania związane z możliwością stosowania bardziej niekonwencjonalnych metod w kontekście polityki pieniężnej w Wielkiej Brytanii. Główny ekonomista BoE, Andy Haldane w wywiadzie dla The Telegraph sprzed dwóch dni stwierdził, że bank centralny coraz bardziej przygląda się środkom takim jak ujemne stopy procentowe.

W tym tygodniu wśród publikacji z Wielkiej Brytanii znajdziemy dane z rynku pracy, które poznamy we wtorek. Warto zwrócić uwagę na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, czyli najbardziej bieżący oficjalny wskaźnik obrazujący sytuację na brytyjskim rynku pracy.

CHF
W poprzednim tygodniu frank szwajcarski pozostawał dość stabilny w relacji do euro. Podobnie jak w ostatnich dniach, tak obecnie para EUR/CHF pozostaje nieznacznie powyżej poziomu 1,05.

Dzisiejsze dane Szwajcarskiego Banku Narodowego pokazały, że w ubiegłym tygodniu wzrost depozytów na żądanie wyniósł 4,4 mld CHF wobec 5,3 mld CHF tydzień wcześniej. Zmiany te sugerują, że interwencje SNB są kontynuowane, jednak ich skala zdaje się maleć. Oprócz powyższych danych, w tym tygodniu nie poznamy żadnych istotnych odczytów ze Szwajcarii, tym samym uwaga rynku powinna skupić się na informacjach zewnętrznych. Jeśli liczba nowych zakażeń nadal będzie maleć, a globalne gospodarki będą kontynuowały proces znoszenia restrykcji związanych z pandemią, sądzimy, że zaczniemy obserwować dowody wskazujące na odwracanie się przepływów safe haven, z tytułu których umacniał się frank szwajcarski.

Autorzy: Enrique-Diaz Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Fed i nadzieje na szczepionkę pozytywnie wpływają na wzrosty w USA

Kontrakty terminowe na indeksy giełdowe w USA zwiększyły wzrosty w poniedziałek po tym, jak test na szczepionkę Covid-19 firmy Moderna dał dodatnie odpowiedzi na przeciwciała u wszystkich 45 badanych ochotników w fazie pierwszej testów. Wcześniej kontrakty futures wskazywały już na pozytywne otwarcie rynku kasowego ze względu na nadzieje, że złagodzenie ograniczeń dotyczących koronawirusa wkrótce pobudzi aktywność gospodarczą.

Gubernator stanu Kalifornia powiedział, że około 75 proc. przedsiębiorstw stanowych jest otwartych, a większość stanu Nowy Jork kwalifikuje się obecnie do zniesienia niektórych obostrzeń. Inwestorzy zapoznali się również z najnowszym wywiadem prezesa Fed. Jerome Powell powiedział w stacji CBS, że gospodarka USA może skurczyć się o 30 proc. w drugim kwartale. Zakładając, że nie będzie drugiej fali koronawirusa, to w drugiej połowie 2020 r. będzie się ona stopniowo odbudowywać. Powell dodał, że Fed nie wykorzystał jeszcze wszystkich swoich możliwości i jest gotów do dalszego działania, jeśli zajdzie taka potrzeba. Szef Rezerwy Federalnej dodał, że nie obstawiałby przeciwko gospodarce USA. Tak najwyraźniej zrobili też inwestorzy, którzy ruszyli po zakup amerykańskich akcji.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek ponownie wyróżnia się Nvidia, o której pisaliśmy już w poprzednich komentarzach. Analitycy BMO podnieśli poziom ceny docelowego spółki do najwyższego na Wall Street równego 425 USD (cena akcji na giełdzie to około 340 USD). Według BMO producent chipów jest na wyjątkowej pozycji, aby nadal korzystać z ogromnej zmiany w krajobrazie, który zajdzie po epidemii. NVDA będzie głównym beneficjentem w ciągu najbliższych pięciu lat, ponieważ przetwarzanie grafiki staje się coraz ważniejsze dla takich funkcji jak sztuczna inteligencja, analiza danych i genomika. NVDA ma 34 rekomendacje kupna, 5 trzymaj i 3 sprzedaj – wynika z danych Bloomberga.

Tesla z kolei ma zamiar w poniedziałek ponownie otworzyć swoją sztandarową fabrykę w Kalifornii. Jest to kolejny katalizator dla inwestorów, ponieważ stawia firmę na pozycji, w której ponownie może ona pobić swoje wyniki kwartalne. Tesla zyskuje dziś po otwarciu rynku ponad 3 proc. Szeroki rynek tymczasem rośnie od 1,7 proc. do 2,8 proc. Najgorzej w tym zestawieniu wypada indeks Nasdaq, a najlepiej Dow Jones Industrial Average. Akcje spółki Moderna, o której wspominaliśmy na początku komentarza, drożeją na otwarciu o ponad 20 proc. Z kolei od marca ich wartość wzrosła czterokrotnie z okolic 20 kilku USD, do ponad 80 USD obecnie.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Zmiana zachowań klientów będzie duża

Po ponownym otwarciu niespożywczych sklepów stacjonarnych ich właściciele muszą się zmierzyć ze zmianami w zachowaniu i nawykach konsumentów, jakie zaszły na skutek ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią COVID-19. Nie chodzi tylko o zwiększone wymagania w kwestii bezpieczeństwa oraz zachowania dystansu społecznego, lecz także o pojawienie się nowych, ukształtowanych przez czas epidemii, preferencji. Aż 35 proc. uczestników ankiety przeprowadzonej wśród przedstawicieli sektora handlu detalicznego przez firmę doradczą Deloitte uważa, że zmiana zachowań klientów będzie duża. Odpowiednie wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych oraz przyjęcie zaktualizowanych założeń modelowania popytu pozwolą detalistom wyjść tej zmianie naprzeciw.

Mimo, że początek roku zapowiadał się dobrze, a sprzedaż detaliczna nieprzerwanie rosła, wraz z wybuchem epidemii i związanymi z tym obostrzeniami, branża retail znalazła się w zupełnie nowej rzeczywistości, która pociągnęła za sobą konieczność zmiany priorytetów. Według uczestników przeprowadzonego na początku maja br. przez firmę doradczą Deloitte webinaru pt. „#Consumer_update: Powrót do sklepów. W poszukiwaniu „zdrowego formatu” dla pracowników i klientów”, sklepy w Polsce są dobrze (46 proc.) lub bardzo dobrze (7 proc.) przygotowane do bezpiecznej obsługi klientów w obecnej sytuacji. Jedna trzecia (33 proc.) ankietowanych uznała, że przygotowanie sklepów jest przeciętne, natomiast 13 proc. odpowiadających oceniło je jako złe. – Mimo że mówimy o powrocie do normalności, nikt do końca nie wie, jak ta normalność będzie wyglądać. Powstaje potrzeba szybkiego, sprawnego, płynnego i elastycznego reagowania na obecną sytuację. Pozwoli to na dostosowywanie oferty handlowej, modelu biznesowego oraz komunikacji do szybko zmieniających się warunków rynkowych. Odpowiedzi naszych ankietowanych wskazują, że detaliści starają się zrobić wszystko, aby zapewnić najwyższy poziom zabezpieczeń. Jednak z uwagi na wiele niewiadomych nie zawsze jest to możliwe w stu procentach – mówi Michał Pieprzny, Partner, Lider branży dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W wyniku wprowadzanych kolejno ograniczeń, rynek retail podzielił się na dwie grupy. Pierwsza to placówki, które mogły funkcjonować przy wprowadzeniu określonych środków bezpieczeństwa, takich jak ograniczenie liczby osób przebywających w sklepie czy dezynfekcja półek sklepowych. Drugą grupą są placówki, które bezterminowo musiały zawiesić stacjonarną działalność handlową. Tym samym powstały dwie grupy problemów i wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć detaliści.

Stare przyzwyczajenia kontra nowe wyzwania

Większość uczestników webinaru, bo aż 55 proc. uważa, że zmiana zachowań zakupowych konsumentów będzie ograniczona i towarzyszyć jej będzie rozwój usług e-commerce. Ponad jedna trzecia ankietowanych (35 proc.) uznała, że zmiana będzie duża, a jedynie 5 proc. respondentów było zdania, że zmiana ma charakter krótkotrwały. Tyle samo osób stwierdziło, że nie wiadomo, czego można się spodziewać. Nikt nie wskazał masowego odwrotu klientów od zakupów w sklepach stacjonarnych.

– Nawyki zakupowe konsumentów są w nich na tyle mocno zakorzenione, że będą szukali jak najwięcej okazji i możliwości powrotu do starych przyzwyczajeń. Z pewnością jednak w niektórych sektorach przyspieszy rozwój e-commerce – komentuje Anna Bystrek, Manager w zespole Doradztwa Strategicznego Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte nie ma wątpliwości co do tego, że nastąpiło przesunięcie od zwyczajowych i przewidywalnych zachowań konsumenta do skokowego, kierowanego sentymentem popytu. Z powodu niepokoju związanego z możliwym pojawieniem się nowych obostrzeń, klienci zaczęli robić zapasy. W miarę upływu czasu asortyment sklepów stacjonarnych się zmieniał, a pewne produkty znikały z półek. Sytuację tę potęgowała niewiedza na temat potencjalnych dalszych ograniczeń: możliwości zamknięcia wszystkich sklepów czy przerwania ciągłości dostaw. Zmieniała się również zawartość koszyków zakupowych, w których zaczęły się pojawiać zupełnie inne produkty w innych ilościach niż do tej pory.

Korzystanie z urządzeń elektronicznych

W obliczu ograniczeń w dostępie do sklepów niespożywych, konsumenci zaczęli szukać alternatywnych kanałów zakupowych. Dlatego – jak wskazują specjaliści z Deloitte – tak ważne jest powzięcie przez detalistów nowych metod zarządzania sprzedażą. Jedną z nich jest agile-commerce, które zakłada między innymi automatyzację procesu obsługi. Inne ciekawe rozwiązanie to model BOPIS (Buy Online, Pick-up In Store), który umożliwia klientom zamówienie produktów online i ich odbiór w sklepie. Technologia i jej możliwości zyskują jednak na znaczeniu już na początku ścieżki zakupowej. Uczestnicy webinaru Deloitte deklarują, że najczęściej wykorzystują urządzenia elektroniczne przy poszukiwaniu i ocenie produktów (60 proc.). Prawie jedna trzecia (30 proc.) odpowiedziała, że będzie to etap zakupów oraz dokonywania transakcji. Pozostałe 10 proc. wskazało budowanie świadomości i zainteresowania.

Kluczowe obszary biznesowe

Zapytani o wskazanie obszaru biznesowego, którego odpowiednie przygotowanie i dostosowanie jest kluczowe w perspektywie ponownego otwarcia sklepów, ankietowani nie wskazali jednoznacznej odpowiedzi. Najwięcej z nich uznało za taki obszar personel i procesy operacyjne w sklepie (42 proc.). Dla 24 proc. respondentów bardzo ważne było natomiast zaangażowanie klienta i marketing (24 proc.). Pozostali wskazali także promocję i politykę cenową (18 proc.), łańcuch dostaw i zapasy (9 proc.) oraz visual merchandising i układ sklepu (7 proc.). – Wiele zmian dotyczy takich aspektów, jak zredukowanie liczby pracowników i klientów przebywających na tej samej przestrzeni oraz promowanie dystansu społecznego. W uniknięciu zatłoczenia i ograniczeniu ruchu pomocna może być zmiana układu alejek sklepowych, tak, aby klienci przemieszczali się na przykład tylko w jednym kierunku. Ryzyko znacznie ograniczy też położenie większego nacisku na utrzymanie czystości oraz dostęp pracowników do środków dezynfekcyjnych, masek oraz rękawic ochronnych. Już teraz w ogromnej większości sklepów przy kasach zostały zainstalowane plastikowe osłony, oddzielające klientów od personelu – mówi Anna Bystrek.

Koordynacja działań w polskich firmach

Zdecydowana większość (70 proc.) respondentów firmy doradczej deklaruje, że ich organizacje przygotowały różne scenariusze operacyjne dotyczące koordynacji działań w firmach, aby elastycznie reagować na rozwój sytuacji. Jednocześnie 55 proc. firm powołało centrum kryzysowe do koordynacji działań, a 40 proc. ocenia, że jest przygotowane do monitorowania sytuacji we wszystkich sklepach. 13 proc. ankietowanych określiło obecne działania za skoncentrowane na „gaszeniu pożarów”, natomiast 10 proc. przyznało, że działa według dotychczasowych procesów i struktur. – Co ciekawe, mniej niż połowa uczestników naszego webinarium uważa, że jest przygotowana do monitorowania sytuacji we wszystkich sklepach. Można się zatem zastanowić nad tym, jak poprawić ten obszar, jak aktywnie i na bieżąco monitorować działalność sklepów. Na pewno pomogą ciągłe interakcje i zbieranie informacji od kierowników placówek – podkreśla Michał Pieprzny.

Zasady i tryb składania zażalenia od postanowienia w sprawie podatkowej

W toku prowadzonego postępowania organy podatkowe mogą wydawać różnego rodzaju postanowienia. Mają one w większości charakter porządkujący postępowanie, tzn. wyrażają decyzje organu odnośnie do określonych zdarzeń w ramach postępowania, nie wpływając na jego merytoryczne rozstrzygnięcie. Rozstrzygnięcia organu podatkowego mogą być zaskarżane, co daje wyraz zasadzie dwuinstancyjności postępowania. Na postanowienia organu podatkowego służy specjalny środek zaskarżenia – zażalenie, z którego można skorzystać, o ile ustawa tak stanowi.

Kiedy można składać zażalenie?

Zgodnie z treścią art. 236 § 1 Ordynacji podatkowej na wydane w toku postępowania postanowienia służy zażalenie, gdy ustawa tak stanowi. Zażalenie służy na postanowienia podejmowane na początku postępowania, czyli postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania, o połączeniu postępowań, o pozostawieniu podania bez rozpatrzenia czy jego zwrocie.

Kolejny zakres postanowień, na które służy zażalenie, to postanowienia wydawane w trakcie postępowania, takie jak postanowienie o odmowie zapoznania się z dokumentami objętymi tajemnicą państwową lub wyłączonymi ze sprawy ze względu na ważny interes publiczny oraz sporządzenie z nich kopii, odpisów, postanowienie o zawieszeniu postępowania oraz odmowie podjęcia zawieszonego postępowania.

Następna grupa postanowień, na które można złożyć zażalenie, to postanowienia związane z decyzją – odmowa jej uzupełnienia lub sprostowania, sprostowanie błędów rachunkowych oraz innych oczywistych omyłek, wstrzymanie jej wykonania.

Ostatnia grupa to postanowienia o charakterze porządkowym, takie jak nałożenie kary porządkowej, odmowa uchylenia kary porządkowej, obciążenie dodatkowymi kosztami postępowania czy generalnie rozstrzygnięcie w sprawie kosztów postępowania. Ponadto zażalenie służy na postanowienie w sprawie przywrócenia uchybionego terminu.

Postanowienia, na które nie służy zażalenie, można zaskarżyć w odwołaniu od decyzji kończącej etap postępowania w pierwszej instancji (wyrok WSA w Gliwicach z 21 marca 2018 r., sygn. I SA/Gl 1325/17).

Warto zaznaczyć, że katalog możliwości składania zażalenia jest ograniczony. Nie można przykładowo złożyć zażalenia na postanowienie o wszczęciu postępowania podatkowego z urzędu. Takie zażalenie jest niedopuszczalne zgodnie ze stanowiskiem sądów administracyjnych (przykładowo wyrok WSA w Opolu z 23 maja 2018 r., sygn. I SA/Op 222/17).

Termin

Zgodnie z art. 236 § 2 Ordynacji podatkowej zażalenie należy wnieść w terminie 7 dni odpowiednio od dnia doręczenia postanowienia stronie lub zawiadomienia spadkobierców (np. o złożonych przez spadkodawcę odwołaniach od decyzji). Uchybienie terminowi na złożenie zażalenia może wiązać się z negatywnymi konsekwencjami, gdyż jest to termin zawity. W sytuacji uchybienia terminowi można złożyć wniosek o jego przywrócenie, o ile uchybienie nie wynikało z winy wnioskodawcy. Takie podanie należy wnieść w terminie 7 dni od daty ustania przyczyny uchybienia.

Odniesienie do przepisów o odwołaniach

W art. 239 Ordynacji podatkowej ustawodawca wskazał, że w sytuacjach nieuregulowanych w części dotyczącej zażaleń stosuje się odpowiednie przepisy dotyczące odwołań. W szczególności są to przepisy dotyczące właściwości organu rozpatrującego sprawę – zasada dwuinstancyjności oraz wnoszenia zażalenia. Zażalenie składa się do organu podatkowego drugiej instancji za pośrednictwem organu, który wydał postanowienie. Ponadto zażalenie powinno zawierać zarzuty przeciwko postanowieniu (art. 222 w zw. z art. 239 Ordynacji podatkowej). Możliwe jest także dokonanie samokontroli rozstrzygnięcia przez organ wydający postanowienie, tzn. przed przekazaniem zażalenia do organu wyższej instancji, możliwa jest zmiana postanowienia uwzględniająca treść zażalenia. Ponadto organ podatkowy drugiej instancji nie powinien wydać orzeczenia zmieniającego postanowienie na niekorzyść podatnika.

W art. 232 Ordynacji podatkowej zostały uregulowane także możliwości i warunki skorzystania z prawa do cofnięcia zażalenia. Należy to zrobić przed wydaniem decyzji przez organ odwoławczy.

Brak pouczenia

W praktyce może zdarzyć się, że organ podatkowy błędnie przyjmie, że dane zagadnienie nie wymaga postanowienia, albo że należy wydać postanowienie, na które nie służy zaskarżenie i w takim przypadku nie pouczy strony o możliwości wniesienia zażalenia. W takich sytuacjach możliwe jest wniesienie zażalenia mimo to. Uznał tak NSA w uchwale z 24 października 2016 r., sygn. I FPS 2/16, w której stwierdził, że błędne pouczenie lub brak pouczenia o możliwości wniesienia zażalenia nie może szkodzić stronie, tj. przepis art. 214 Ordynacji podatkowej stosuje się do przepisów o zażaleniach odpowiednio. Zatem w takich sytuacjach możliwe będzie przywrócenie terminu do wniesienia zażalenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Spowolnienie gospodarcze w Unii, ropa dalej drożeje

Dane makroekonomiczne ze świata nie zachwycają. Niektóre są co prawda lepsze od oczekiwań, ale potwierdzają ogólny obraz problemów gospodarki. Jedyne co przeczy tej teorii to odbicie cen ropy w górę.

Spowolnienie gospodarcze w Unii

Według piątkowych finalnych danych w Unii Europejskiej doszło do spadku PKB w pierwszym kwartale tego roku, do ogłoszenia formalnej recesji brakuje nam jeszcze co prawda jednego kwartału. Warto zwrócić uwagę, że szansa na dwa spadkowe kwartały z rzędu jest bardzo duża, biorąc pod uwagę, że drugi kwartał zawiera kwiecień, czyli miesiąc w którym zamknięcie gospodarek było najsilniejsze, a o odmrażaniu dopiero się mówiło. Dane te były zgodne z wcześniejszymi danymi wstępnymi stąd reakcja rynków na potwierdzenie była znikoma.

Spadek sprzedaży w USA

W piątek poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej. Spada ona o 16,4% a nie jak sądzono 11,9%. Oznacza to, że towar warty co szóstego dolara nie został sprzedany. W rezultacie tych danych inwestorzy rozpoczęli wycofywanie się z dolara na inne waluty, jednak korekta szybko przywróciła amerykańską walutę bardzo blisko punktu wyjścia. Jednym z powodów były lepsze kolejne dane. Produkcja przemysłowa spadła o 11,2% czyli delikatnie mniej niż sądzono na początku. Dobrze wypadł również indeks Uniwersytetu Michigan, “dobrze” czyli wyraźnie lepiej od oczekiwań a nie obiektywnie dobrze. Wynik 73,7 punktów jest bowiem recesywnym wskazaniem.

Ropa dalej drożeje

Po dołku sprzed ponad miesiąca rozpoczął się marsz cen czarnego złota w górę.  Wzrost cen napędzany jest z jednej strony przez spadek wydobycia w OPEC oraz u innych producentów np. USA, z drugiej strony jest to korekta po nadzwyczajnych spadkach cen. W piątek poznaliśmy chociażby dane o ilości wież wiertniczych w USA, ich liczba znów spadła osiągając najniższe poziomy od przeszło dekady.

Dzisiaj dzień wolny w Kanadzie, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Oferta deweloperska mieszkań w Warszawie spadła do poziomu z 2010. Czy i kiedy spadną ceny?

Wysoki popyt na nowe mieszkania na rynku warszawskim zaowocował w I kw. br. 7% r/r wzrostem sprzedaży. Liczba lokali, których sprzedaż uruchomiono, była najniższa od 6 lat, co sprawiło, że oferta spadła do poziomu z początku 2010 r.

Działający w Warszawie deweloperzy sprzedali w I kw. 2020 r. 6,9 tys. nowych mieszkań, co było wynikiem najlepszym od blisko 2 lat. Wyraźne problemy mieli natomiast z uruchamianiem kolejnych projektów. W pierwszych trzech miesiącach roku do sprzedaży wprowadzili zaledwie 3,7 tys. lokali, prawie o połowę mniej (-48%) niż ostatnim kwartale 2019 r. W konsekwencji, na koniec marca na stołecznym pierwotnym rynku mieszkaniowym w ofercie pozostało zaledwie 13,7 tys. mieszkań. Jak wynika z najnowszego raportu JLL, ostatni raz tak niski poziom oferty odnotowano w I kw. 2010 r.

Dobra sytuacja w gospodarce nakręcała optymizm nabywców, a niskie oprocentowanie depozytów i relatywnie duża dostępność kredytów uzasadniały aktywność na rynku nieruchomości. Nabywców nie odstraszały nawet ceny, które w ciągu kwartału wzrosły o 3,5 % i zbliżyły się do poziomu 11 tys. zł/mkw. W ciągu dwóch lat średnia cena mieszkań dostępnych w ofercie wzrosła z 8,7 tys. zł/mkw. do 10,9 tys. zł/mkw., czyli o 25%.
Jak podkreślają eksperci na wyniki pierwszego kwartału na rynku mieszkaniowym praktycznie nie miały wpływu okoliczności związane z pandemią, natomiast zatrzymanie czy istotne ograniczenie liczby transakcji, jakiego doświadczyliśmy w ostatnich tygodniach marca i kwietniu, może mieć wbrew pozorom również pozytywne konsekwencje dla lokalnego rynku.

Schłodzenie przyszło w momencie, w którym dość niebezpiecznie zaczęły rozwierać się nożyce popytowo-podażowe. Trudności deweloperów w uzupełnianiu oferty i coraz śmielsze zakupy inwestycyjne przy rosnących bardzo wyraźnie z kwartału na kwartał cenach coraz wyraźniej zaczęły kierować rynek w stronę klasycznej bańki. Ta na szczęście w najbliższym czasie się nie pojawi. Nie oznacza to, że działające na warszawskim rynku firmy nie odczują w nadchodzących miesiącach skutków pandemii, ale wychodzenie z okresu turbulencji może mieć dzięki niskiej ofercie łagodniejszy przebieg. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Mniejsza oferta, mniejsze ryzyko

Pierwszym nieuniknionym efektem, jakiego zdaniem ekspertów JLL należy się spodziewać w nadchodzących miesiącach, będzie zwiększona liczba tzw. zwrotów. Nabywcy, którzy nie podpisali jeszcze umowy deweloperskiej u notariusza – a części tych, którzy mieszkanie wybrali i zarezerwowali w lutym i marcu, plany te pokrzyżowała tzw. narodowa kwarantanna – wciąż mają otwartą drogę, by z tej transakcji się wycofać.
Można oczekiwać, że w pierwszej kolejności z tej możliwości skorzystają nabywcy inwestycyjni, szczególnie ci, którzy celowali w najem krótkoterminowy. Innych może do tego zmusić polityka banków, które zaostrzyły warunki przyznawania kredytów. To wciąż jednak zaledwie ułamek tego, co deweloperzy mają obecnie w procesie realizacji, a przy pogłębiających się problemach z uruchamianiem nowych inwestycji i wyjątkowo niskiej jak na warszawski rynek ofercie, zjawisko to może zostać zniwelowane przez wciąż wysoki popyt w pozostałych grupach nabywców. – komentuje Katarzyna Kuniewicz

Dla rozwoju sytuacji rynkowej istotna jest przede wszystkim wielkość oferty w relacji do potencjału sprzedaży oraz poziom przedsprzedaży, zwłaszcza w inwestycjach znajdujących się w początkowej fazie realizacji. Z danych przedstawionych przez JLL wynika, że sytuacja w branży wygląda nieźle. Na koniec marca poziom przedsprzedaży w inwestycjach, które zostaną oddane do użytkowania nie wcześniej niż za rok od chwili badania, był najlepszy od 2008 roku. Sytuacja w Warszawie, gdzie nabywców znalazło 53% mieszkań w tego typu projektach, była najkorzystniejsza spośród sześciu największych rynków mieszkaniowych w Polsce. Nie grozi nam zatem analogiczny do obserwowanego w latach 2009/10 skokowy wzrost puli gotowych niesprzedanych mieszkań, które ciążą w portfelach deweloperów i stawiają pod znakiem zapytania ich przyszłość.

Oczywiście nie można zakładać, że dla wszystkich firm działających na warszawskim rynku kryzysowy scenariusz będzie podobny. To zależy od kondycji finansowej poszczególnych spółek i strategii ich właścicieli. Sytuacja firm będzie zależała od kompozycji portfela realizowanych inwestycji, finansowania, z którego firma korzysta, w tym w szczególności charakterystyki zobowiązań takich jak obligacje korporacyjne, rezerw gotówki i dostępności do kapitału właścicielskiego. – dodaje Katarzyna Kuniewicz

Kiedy spadną ceny?

Poprzedni kryzys na rynku mieszkaniowym uczy, że w pierwszych miesiącach najszybciej spada nowa podaż, potem popyt, a dopiero na końcu ceny. Jednak oczekiwanie, że inwestycje wprowadzane przez deweloperów do sprzedaży w najbliższych miesiącach będą tańsze, nie jest pozbawione słuszności. Przede wszystkim dlatego, że nowo wprowadzane projekty nie mogą być już kierowane głównie do nabywców inwestycyjnych. Ta grupa popytowa wycofała się z rynku jako pierwsza. Prędzej jednak należy spodziewać się zmiany geografii podaży i zwiększenia aktywności deweloperów w peryferyjnych dzielnicach i mniej atrakcyjnych lokalizacjach, niż wyjątkowych okazji na Woli, Mokotowie czy Pradze. – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Zdaniem ekspertki w kolejnych kwartałach 2020 roku będziemy mieli najprawdopodobniej do czynienia przede wszystkim z obroną obecnego poziomu cen połączoną z dyskretnymi obniżkami, ukrywanymi niekiedy w promocjach sprzedażowych – zwłaszcza w inwestycjach o wysokim poziomie przedsprzedaży. Wobec wysokiej ceny w pierwszym kwartale i braku aktywności w kolejnym, przeciętna cena ofertowa mieszkań dla całego roku – w realistycznym scenariuszu – utrzyma się na poziomie zbliżonym do tego z poprzedniego roku. W 2021 roku zacznie się proces „oficjalnej” redukcji cen, głównie za sprawą wejścia do oferty nowych inwestycji, w większości realizowanych w niższym standardzie wykończenia i mniej prestiżowych lokalizacjach.

Więcej na temat warszawskiego rynku mieszkaniowego oraz innych sektorów stołecznego rynku nieruchomości znaleźć można w najnowszym raporcie firmy JLL „Warsaw City Report”.

Czy w czasie epidemii rynki mogą być naprawdę efektywne?

Z punktu widzenia inwestora, hipoteza rynku efektywnego to jedna z ciekawszych koncepcji ekonomicznych. Dotyczy ona w szczególności rynków papierów wartościowych, walut i surowców. Zakłada, że ceny instrumentów finansowych w danej chwili w pełni odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje na ich temat. Inaczej mówiąc, nie ma informacji, które mogą pomóc w ustaleniu przyszłych cen. Osobą najbardziej zasłużoną w badaniu efektywności rynków jest laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, profesor uniwersytetu w Chicago Eugene Fama. Jego teoria została sformułowana na początku lat 70-tych XX wieku.

Gdyby wyniki jego badań okazały się prawdziwe, nieskuteczne byłoby prognozowanie przyszłych cen na podstawie wskaźników finansowych czy metod analizy technicznej. W najbardziej ortodoksyjnej wersji hipoteza Famy zakłada, że aktualne ceny odzwierciedlają wszystkie informacje na temat danego instrumentu finansowego, nawet te niepubliczne. W takim wypadku nieskuteczną metodą inwestycyjną byłby nawet insider trading. Jednak, jak wiadomo, insider trading najczęściej przynosi dość duże zyski. Między innymi z tego powodu we wszystkich państwach wysoko rozwiniętych jest przestępstwem. Dlatego badania profesora Famy można by potraktować jako ciekawe, lecz mało użyteczne ćwiczenie intelektualne, gdyby nie to, że nieskuteczność analizy fundamentalnej i technicznej jest jednym z podstawowych problemów, z jakimi zmagają się inwestorzy na rynkach finansowych. Wygląda na to, że przynajmniej w niektórych wypadkach Eugene Fama miał rację.

Tak naprawdę, ocena efektywności rynków w działalności współczesnego inwestora jest umiejętnością kluczową. A dzieje się tak dlatego, że powrót rynku do stanu efektywności może być stosunkowo łatwą do zauważenia okazją inwestycyjną. W celu analizy nieefektywności rynków powstał nawet odrębny dział ekonomii – ekonomia behawioralna. Badacze z reguły zakładają, że inwestorzy podejmują niewłaściwe decyzje pod wpływem błędów poznawczych. Błędy poznawcze z kolei w dzisiejszym świecie powstają najczęściej wskutek niewłaściwie zinterpretowanych informacji medialnych. Najczęstszym błędem jest koncentracja na pojedynczych wydarzeniach, takich jak na przykład zmiana stóp procentowych przez bank centralny. Inwestorzy, śledząc doniesienia medialne dotyczące pojedynczego wydarzenia zapominają o całościowym spojrzeniu na rynek.

Szczególnymi okazjami wpływającymi na powstawanie błędów poznawczych wśród inwestorów są wielkie wydarzenia medialne, takie jak na przykład brexit lub w niedalekiej przeszłości kryzys finansowy 2008 roku i kryzys grecki. Inwestorzy, czytając w mediach głównie o brexicie, zapominają, że są również inne czynniki wpływające na wyceny instrumentów finansowych. Nie biorąc ich pod uwagę popełniają błędy.

Podobnie jest z jednym z największych wydarzeń medialnych w historii, czyli epidemią koronawirusa. Spowodowała ona utratę efektywności rynków finansowych na globalną skalę. W takim wypadku identyfikacja sytuacji, w których inwestorzy masowo się mylą jest znacznie łatwiejsza niż zwykle.

Przykładowe pytania, jakie powinien sobie zadać inwestor są następujące. Czy ceny ropy naftowej długookresowo mogą pozostać na poziomie nieprzekraczającym kosztu wydobycia? W jakim czasie linie lotnicze powrócą do normalnej działalności? Które zmiany technologiczne powstałe w reakcji na epidemię będą miały charakter trwały?

Podobny kontekst pojawia się, gdy analizujemy rynek pracy. Do niedawna niemałym problemem dla wielu sektorów było znalezienie i zatrudnienie odpowiednio wykwalifikowanej i akceptowalnej kosztowo kadry. Dziś, co zapewne mniej odczujemy w Polsce niż nasi zachodni partnerzy, na pewien okres może powrócić rynek pracodawcy. Szczególnie, że w czasie pandemii, optymalizacji, obserwacji i być może trwałemu wdrożeniu, zaczyna podlegać coraz więcej procesów. Dobrym przykładem może być tu wdrożony w większości przedsiębiorstw, a niekiedy i instytucji państwowych czy samorządowych, system pracy z domu. Czy powrócimy w pełni do istniejącego dotąd w przytłaczającej większości przypadków przyzwyczajenia do pracy stacjonarnej? Jest to co najmniej wątpliwe.

Ostatnie pytanie odnosi się w szczególności do sektora e-commerce i innych usług online. Masowa informatyzacja procesów biznesowych prowadzi do zwiększenia ich efektywności. Tam, gdzie zmiany zwiększają efektywność, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą miały charakter trwały. Tak może stać się nawet w procesie realizacji codziennych zakupów z sektora FMCG. Nigdy dotąd nie byliśmy świadkami tak zmasowanego, niejako wymuszonego kolejkami i strachem przed pandemią, wzrostu liczby klientów robiących tego typu zakupy online. Między innymi dlatego, właściwe rozumienie charakteru zmian na poszczególnych rynkach może być podstawą bardzo skutecznej strategii inwestycyjnej.

Autor: Łukasz Blichewicz – Senior Partner w alternatywnej spółce inwestycyjnej ASSAY

Tarcze spóźnione, normalność nie wcześniej niż w lipcu – złe nastroje społeczne

Tarcze antykryzysowe pojawiły się zbyt późno, życie i gospodarka nie wrócą do normalności wcześniej niż w lipcu – wynika z badań nastrojów gospodarstw domowych przeprowadzonych przez głównego ekonomistę Pracodawców RP dra Sławomira Dudka.

Badania zostały przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja na potrzeby Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej oraz Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Miały dać odpowiedź na dwa podstawowe pytania – jak Polacy oceniają skuteczność działań antykryzysowych oraz kiedy życie i gospodarka powrócą do częściowej choćby normalności.

Ok. 22 proc. gospodarstw domowych oceniło działania, że są na czas i są właściwe. Za „nietrafione i nieodpowiednie do sytuacji” uznało je 26 proc., a za „spóźnione i niewystarczające” 27 proc. Niemal jedna czwarta nie miała zdania na ten temat. Z badania wynika więc spora przewaga krytyków działań antykryzysowych.

Nic więc dziwnego, że niewiele osób spodziewa się szybkiego powrotu życia bez obostrzeń i zdjęcia ograniczeń z gospodarki. Maj wskazało 6 proc., początek czerwca 15 proc., początek lipca 19 proc., a nieokreślony termin późniejszy – 61 proc. badanych.

Zdaniem dra Sławomira Dudka taki rozkład odpowiedzi to dowód na ogromne oczekiwania społeczeństwa – i w konsekwencji odczucie rozczarowania żywione przez jego dużą część. „Te oczekiwania zostały rozbudzone w ostatnich kilku latach przez ogromne transfery społeczne i teraz mimo relatywnie dużego impulsu fiskalnego oceny programów pomocowych są mierne. Gospodarstwa domowe nie odczuwają pomocy jako wspierającej istotnie ich sytuację dochodową. Niestety hojne programy socjalne, wielość obietnic przy każdych wyborach tworzy pułapkę niespełnionych oczekiwań” – komentuje Dudek.

Negatywna ocena wpływu rządowych działań pomocowych na sytuację finansową gospodarstwa domowego jest najmniejsza w woj. Opolskim, ok. 35 proc. Negatywne oceny najwyższe są w Świętokrzyskim, 64 proc. Duże negatywne odczucia deklarują samozatrudnieni (64 proc. ), młodzi respondenci do 29 lat (63 proc.), i mieszkańcy dużych miast (57 proc.).

Niemcy: Dramatyczny spadek PKB w I kw. to wierzchołek góry lodowej

Kryzys Covid-19 pokrzyżował plany niemieckiej gospodarce. Według wstępnych szacunków Federalnego Urzędu Statystycznego spadek PKB w I kw. 2020 r. wynosi mocne -2,2% kw./kw. To największy spadek od szczytu wielkiego kryzysu finansowego (I kw. 2009 r.). W rezultacie łączny wzrost PKB ostatnich 2,5 lat został zmieciony, gdyż wynik gospodarczy Niemiec spadł do poziomów ostatnio notowanych w połowie 2017 r. I to mimo, że obostrzenia związane z Covid-19 działały w pełni wyłącznie tylko w dwóch ostatnich tygodniach marca. Jednak jeżeli dane za I kw. są stresujące, lepiej nie pytać, co nas czeka w bieżącym kwartale. W końcu ekonomiści Euler Hermes szacują, że środki zapobiegające rozprzestrzenianiu epidemii w kwietniu zamroziły około 30% niemieckiej gospodarki. Toteż prawdopodobne jest, że spadek PKB w drugim kwartale będzie dwucyfrowy. W efekcie szacujemy, że niemiecka gospodarka spadnie prawie 20% poniżej poziomu PKB osiągniętego w ostatnim kwartale 2019 r.

Powolne ożywienie gospodarcze w kształcie litery U w II połowie roku

W maju, zgodnie ze stopniowym znoszeniem środków ograniczających rozprzestrzenianie epidemii, niemiecka gospodarka zacznie się rozmrażać. W krótkim terminie można spodziewać się pewnych efektów nadrabiania zaległości, ale prawdopodobne jest, że bazowe tempo wzrostu gospodarki będzie rosło stopniowo w nadchodzących miesiącach. Po pierwsze, niektóre ograniczenia, takie jak zakaz organizowania dużych wydarzeń, nadal będą obowiązywać. Ponadto, konsumenci będą prawdopodobnie konsumować z większą ostrożnością, nawet po zniesieniu wielu obostrzeń. Ta niechęć do konsumpcji będzie miała wpływ zwłaszcza na usługi, które wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem, ze względu na bieżące obawy związane z zarażeniem. Dodatkowo, z powodu wysokiego poziomu niepewności gospodarczej i powszechnych obaw o pracę – w końcu, bezrobocie wzrosło gwałtownie, a skrócony czas pracy ogłoszono dla prawie jednej czwartej niemieckich pracowników – analitycy Euler Hermes oczekują, że konsumenci będą powstrzymywać się od dokonywania większych zakupów.

Dalsza przerwa łańcuchów dostaw może zaważyć na ponownym uruchomieniu gospodarki

Powolne ożywienie niemieckiego popytu krajowego wraz z asynchronicznym ożywieniem gospodarczym na poziomie globalnym i powiązanym stłumionym ożywieniem handlu światowego mogą również zaważyć na perspektywach dla niemieckiego eksportu w nadchodzących kwartałach. W tym kontekście, zależność Niemiec od międzynarodowych łańcuchów dostaw może okazać się dodatkowym wyzwaniem. W końcu, blisko 20% niemieckiej wartości dodanej generowana jest za pośrednictwem międzynarodowych łańcuchów dostaw, w tym z Unią Europejską jako najważniejszym regionem partnerskim. Toteż Euler Hermes przewiduje, że nierówne ożywienie gospodarcze w Europie może opóźnić reaktywację łańcuchów dostaw kraju „wcześniej rozpoczynającego grę”, takiego jak Niemcy, w najbardziej narażonych sektorach. To z kolei wstrzyma niemiecką produkcję mimo stopniowego ożywienia popytu. Powrót do pewnej gospodarczej normalności – w której niemiecka gospodarka znów będzie działać pełną parą – wymaga opracowania szczepionki i jej szerokiej dystrybucji, co jest raczej mało prawdopodobne przed połową 2021 r.

Niemcy wyjdą z kryzysu z silniejszą pozycją w porównaniu do swoich europejskich sąsiadów

Ekonomiści Euler Hermes przewidują, że chociaż kryzys Covid-19 uderzył w całą Europę z pełną siłą, to wygląda na to, że niemiecka gospodarka wyjdzie z niego szybciej i z silniejszą pozycją niż większość jej sąsiadów. Pomimo, że Niemcy odnotują spadek PKB na poziomie -8,9% w 2020 r., to znacznie ostrzejsza recesja prawdopodobnie wystąpi w południowych krajach europejskich, w szczególności w Hiszpanii (-11%) i Włoszech (-11,4%). Głównym tego powodem jest to, że inni główni gracze UE zostali bardziej dotknięci wirusem, co spowodowało konieczność zastosowania surowszej i dłuższej blokady gospodarki. Ponadto, mając na uwadze większe znaczenie sektora usług – a zwłaszcza turystyki – dla tych gospodarek, powrót do PKB sprzed kryzysu prawdopodobnie zajmie więcej czasu, ponieważ wszystko wskazuje na to, że ożywienie w tych sektorach będzie opóźnione i mniej dynamiczne. Jednak – co nie mniej istotne – decydujące i kompleksowe działanie polityczne w imieniu niemieckiego rządu jest kluczowe w ograniczeniu szkód ekonomicznych. Niemiecki pakiet ratunkowy, obejmujący wyższe wydatki rządowe i gwarancje publiczne, ostatecznie wynosi ponad 30% produkcji gospodarczej, i dlatego znacząco przewyższa środki pomocowe ogłoszone, np. w Hiszpanii (12%). To wyjaśnia częściowo, dlaczego liczba upadłości w Niemczech wzrośnie prawdopodobnie tylko o 10%, podczas gdy stopa wzrostu dla strefy euro jako całości prawdopodobnie będzie dwukrotnie wyższa i wyniesie 20%.

Wykres 1 – Niemcy: Realny PKB (w mld EUR, dane miesięczne)

Niemcy Realny PKB
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

KATHARINA UTERMÖHL, CFA
Starszy Ekonomista Europa, Euler Hermes

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez urzędników administracji państwowej

Do Biura Rzecznika MŚP zgłosił się przedsiębiorca, który – na miesiąc przed upływem 5-letniego terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego – otrzymał z urzędu skarbowego zawiadomienie o wszczęciu wobec niego postępowania karnego skarbowego, skutkiem czego bieg  tego przedawnienia  został zawieszony.

Po analizie przedłożonych akt Rzecznik MŚP uznał, że w sprawie doszło do instrumentalnego stosowania prawa i wszczęto postępowanie wyłącznie w celu zawieszenia biegu terminu zobowiązania podatkowego, na co wskazywał fakt, że organ skarbowy przez 5 lat nie znalazł podstawy, aby uznać, że podatnik popełnił przestępstwo skarbowe. W tej sytuacji – działając na podstawie art. 11 ust. 6 ustawy o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców –  wystąpił z wnioskiem o  wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec urzędnika, który zdaniem Rzecznika MŚP nadużył prawa wydając postanowienie o wszczęciu postępowania karnego skarbowego.

Po 4 miesiącach Rzecznik MŚP otrzymał lakoniczną informację, że w wyniku przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego nie stwierdzono naruszenia po stronie urzędnika, skutkującą odpowiedzialnością dyscyplinarną. Rzecznik MŚP zwrócił się więc do organów skarbowych z wnioskiem o przesłanie akt postępowania wyjaśniającego lub przekazanie informacji, jakie dokumenty znajdowały się w aktach postępowania karnego skarbowego na dzień wydania postanowienia o jego wszczęciu.

Przez kolejne 4 miesiące organy skarbowe najpierw zbywały Rzecznika MŚP wskazując, że przesłanie wnioskowanych akt jest niemożliwe, ponieważ znajdują się w innych urzędach, po czym poinformowano o braku prawnych podstaw zrealizowania jego wniosku.

Nie odniosły też skutku wcześniejsze pisma Rzecznika do Ministra Finansów o objęcie nadzorem realizacji zadań Krajowej Administracji Skarbowej w zakresie prowadzenia czynności wyjaśniających i postępowań dyscyplinarnych przez organy skarbowe, wysłane  w  sprawach, w których ewidentnie doszło do naruszenia Konstytucji Biznesu.

Dlatego tym razem, wyczerpawszy  możliwości doprowadzenia do ukarania urzędnika państwowego w drodze postępowania dyscyplinarnego – wobec braku współpracy ze strony organów skarbowych –  Rzecznik złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego.

– Niestety, choć instrumentalne działania urzędników wciąż są częstym zjawiskiem, organy skarbowe najwyraźniej nie chcą korzystać z posiadanych instrumentów dyscyplinowania swych kadr. Ale, właśnie dlatego – jako Rzecznik, ustanowiony do obrony interesów mikro, małych i średnich przedsiębiorców, nie zamierzam dłużej tolerować ani bezprawia urzędników, ani przymykania  oczu na  takie działania przez ich zwierzchników. Stąd moje zawiadomienie do prokuratury – mówi Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Czasami lepiej, czasami gorzej

Informacje o sekwencyjnym otwieraniu kluczowych stanów USA pomaga w poprawie nastrojów, ale w szerszym ujęciu rynki utrzymują niezdecydowany ruch boczny przy dużych niepewnościach wokół perspektyw gospodarczych i rozwoju pandemii (m.in. zagrożenia drugiej fali). Napięcia na linii USA-Chiny dodają wątpliwości.

Gospodarka Kalifornii jest otwarta w 75 procentach, a do restartu działalności gospodarczej szykuje się też północna część stanu Nowy Jork. Te doniesienia pomogły na starcie tygodnia wlać nową porcję optymizmu w inwestorów. W dalszym ciągu podstawowym źródłem paliwa dla rajdu ryzyka są oczekiwania na przyspieszone odbicie gospodarce. Z drugiej strony wszystko opiera się na oczekiwaniach, zapewnieniach i przewidywaniach. Twarde fakty wciąż pozostają niewystarczające, szczególnie dotyczące dalszego rozwoju pandemii, wystąpienia ryzyka drugiej fali zachorowań, czy medycznych zabezpieczeniach przed kolejnym wybuchem epidemii. Cokolwiek pozytywnego zobaczymy po rynkach w ciągu kolejnych godzin lub dni, może łatwo wyparować przy pierwszym momencie zwątpienia. Przestrogą w weekend były słowa prezesa Fed J. Powella, który w wywiadzie dla telewizji CBS zaznaczył, że powrót ożywienia w USA może przeciągnąć się do 2021 r., choć dodał, że jak dotąd większość z utraconych miejsc pracy może być po czasie przywrócona.

Jednak o pozostawanie pozytywnie nastawionym nie jest łatwo, kiedy rynek jest bombardowany wiadomościami świadczącymi o eskalacji sporu między USA i Chinami. W piątek USA zabroniły producentom procesorów zaopatrywania chińskiej firmy Huawei bez zgody rządu. W odwecie Chiny rozważają otwarcie „listy nierzetelnych podmiotów”, dzięki której utrudniona zostanie działalność amerykańskich firm w Chinach. Może to być dopiero pierwszy etap szerszych restrykcji, co z pewnością nie spodoba się prezydentowi Trumpowi. A im bliżej jesiennych wyborów w USA, tym większa jest potrzeba odwrócenia uwagi od krytykowanej reakcji władz na pandemię.

Funt brytyjski jest w opałach. Zakończona w piątek runda negocjacji brexitowych zakończyła się w chłodnej atmosferze. Zarówno negocjujący po stronie brytyjskiej David Frost i jego unijny odpowiednik Michael Barnier ubolewali na brak postępów, ale też winili drugą stronę. Frost podkreślał „ideologiczne podejście” UE, a Barnier krytykował Wielką Brytanię za kompletny brak chęci do dyskusji o kompromisie w kluczowych kwestiach. Barnier jasno stwierdził, że w jego odczuciu Wielka Brytania zapomniała co jest celem negocjacji i jakie będą konsekwencje brexitu po opuszczeniu jednolitego rynku. Jakkolwiek nie można wykluczyć, że w europejskim stylu dojdzie do porozumienia w ostatniej chwili, tak na ten moment wygląda na to, że przed deadline’m 30 czerwca nie uda się wiele uzgodnić, a Wielka Brytania odmówi przedłużenia negocjacji. Rynek będzie wyceniał najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli twarde zerwanie stosunków handlowych. Dodatkowo w weekend główny ekonomista Banku Anglii Haldane zasugerował otwartość banku do idei ujemnych stóp procentowych. W takim klimacie funtowi będzie trudno wyrwać się ze spirali sprzedaży.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jaki dzwonek bezprzewodowy do furtki?

Dzwonek bezprzewodowy jest bezsprzecznie najbardziej uniwersalnym rozwiązaniem. Zapewnia on wygodne użytkowanie, prosty montaż i ciekawe funkcje. Wbrew panującej opinii, są sytuacje, kiedy takie rozwiązanie jest bardziej ekonomiczne niż dzwonki przewodowe.

Dzwonek przewodowy kontra bezprzewodowy – teoretycznie taniej, ale nie do końca

Cena dzwonka przewodowego potrafi być znacznie niższa niż jego bezprzewodowego odpowiednika. Nie liczmy jednak kwoty, która pozwoli nam na wdrożenie tego pierwszego rozwiązania. Aby zamontować dzwonek przewodowy, musimy posiadać odpowiednią instalację. Jeśli nią nie dysponujemy albo z jakiegoś powodu przestała działać, często musimy dokonywać kosztownych prac, by przeprowadzić przewody. Mało osób decyduje się na samodzielne wykonanie takiej pracy – robocizna profesjonalisty to kolejne koszty. Mit drogich dzwonków bezprzewodowych również nie jest do końca zgodny z prawdą – takie rozwiązania tanieją z każdym dniem i przybywa ich na rynku coraz więcej. Przykładowe dzwonki przewodowe znajdziemy na stronie https://zamel.com/.

Kiedy dzwonek bezprzewodowy – dlaczego to rozwiązanie dla każdego?

Dzwonek bezprzewodowy to prawdopodobnie najbardziej uniwersalne rozwiązanie. Nie jesteśmy ograniczani przez przewody, czy instalację elektryczną – nie musimy nic zrobić poza podłączeniem urządzenia. Jeśli chodzi o sytuacje, w których warto rozważyć wymianę dzwonka przewodowego na bezprzewodowy, są one związane przede wszystkim z wygodą takiego rozwiązania. Dzwonek bezprzewodowy nie wymaga zasilania innego niż z baterii, jest niewrażliwy na awarie przewodów biegnących z naszego domu, nie wymaga wiedzy z dziedziny elektryki do montażu. Jedyną wadą jest cena – dzwonki bezprzewodowe są droższe od przewodowych dzwonków.

Dzwonek bezprzewodowy

Jak działa dzwonek bezprzewodowy bateryjny?

Na rynku funkcjonują dwa typy dzwonków bezprzewodowych – dzwonek bezbateryjny i bateryjny. Nazwa oczywiście sugeruje ich podstawową cechę – sposób zasilania. Dzwonek bezprzewodowy bateryjny działa dzięki energii z baterii, które musimy co jakiś czas wymieniać. Dzwonek bezprzewodowy bezbateryjny posiada nieco inne rozwiązanie. Jego konstrukcja jest dosyć masywna, po naciśnięciu go, generuje on impuls, który dociera do odbiornika w naszym domu. Zaletą takiego rozwiązania jest wygoda – cenowo nie odbiega on znacząco od standardowego dzwonka bezprzewodowego bateryjnego.

Decyzja o zakupie podjęta – jak zainstalować dzwonek bezprzewodowy do drzwi?

Instalacja dzwonka bezprzewodowego jest bardzo prosta. Wystarczy skorzystać z zawartych w zestawie elementów montażowych. Montujemy dzwonek koło furtki, odbiornik powinien znaleźć się w domu, najlepiej w często odwiedzanym pomieszczeniu – salonie, kuchni. Oczywiście, o ile zasięg na to pozwoli. W nowszych modelach nie stanowi to problemu, standardem branżowym wciąż jest jednak 100 metrów. Dzwonek bezprzewodowy warto też zabezpieczyć przed deszczem. Większość dzwonków bezprzewodowych dysponuje standardem wodoszczelności IP44. Pamiętajmy jednak, że na zewnątrz panują często bardzo skrajne warunki. Nie zaszkodzi więc zakup dzwonka bezprzewodowego o wyższym standardzie bezpieczeństwa lub budowa dodatkowego zabezpieczenia. Wystarczy nam zwykły daszek z dowolnego, wodoszczelnego materiału.

Jeśli temat dzwonków bezprzewodowych nie jest nam obojętny i pragniemy dowiadywać się na ten temat jak najwięcej, gdyż planujemy taki zakup, warto udać się do poradnika – Czemu dzwonek bezprzewodowy będzie idealnym wyborem do Twojego domu?

Polska coraz bliżej odejścia od gotówki

Trudno na ten moment wyobrazić sobie polską gospodarkę bez gotówki, niemniej jest to scenariusz coraz bardziej realny. Temat ten na nowo powrócił w związku z pandemią koronawirusa, w efekcie której w sklepach pojawiły komunikaty przekonujące klientów do transakcji bezgotówkowych. Dodatkowo, aby zachęcić w obecnej sytuacji Polaków do tej formy płatności Mastercard i Visa zwiększyły limity płatności bez konieczności podawania PIN-u do 100 zł. O popularności kart płatniczych w Polsce świadczą też najnowsze dane zebrane przez NBP, wg których na koniec grudnia 2019 r. w obiegu było 42,9 mln kart płatniczych – to jest o 739 tys. więcej niż we wrześniu 2019 r.

Wzrost liczby transakcji bezgotówkowych

System bankowy w Polsce jest jednym z najnowocześniejszy w Europie, co wynika z zastosowania wielu zaawansowanych rozwiązań, a to z kolei przekłada się na zachowania konsumentów. Według danych zebranych przez NBP od banków, w IV kwartale 2019 r. odnotowano wzrost liczby oraz wartości transakcji przeprowadzonych przy użyciu kart płatniczych. Przeprowadzono 1,7 mld transakcji kartami płatniczymi (wzrost o 1 proc.) o łącznej wartości 211,0 mld zł (wzrost o 1 proc.). W IV kwartale 2019 r. pojedyncza transakcja dokonana przy użyciu karty płatniczej wynosiła średnio 124,2 zł (w poprzednim kwartale 124,0 zł). Karta płatnicza posłużyła klientom do realizacji transakcji zarówno gotówkowych, jak i bezgotówkowych średnio 40 razy na przestrzeni kwartału (tak samo jak w poprzednim).

W IV kwartale 2019 r. przy użyciu kart przeprowadzono 1,5 mld transakcji bezgotówkowych, co w porównaniu do poprzedniego stanowiło wzrost o 2 proc.. Transakcje bezgotówkowe stanowiły 90,2 proc. łącznej liczby wszystkich transakcji kartami (pozostałe 9,8 proc. wszystkich to transakcje gotówkowe, czyli wypłaty z bankomatów, wypłaty w kasach banków lub wypłaty sklepowe – cash back). Wartość transakcji bezgotówkowych wyniosła 101,5 mld zł (co stanowi wzrost o 5 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału).

– Dane rynkowe wyraźnie pokazują, że przyszłość systemu finansowego w Polsce jest bezgotówkowa, czego mamy już liczne przykłady na rynku. Warto tutaj chociażby przypomnieć o inicjatywnie Związku Banków Polskich, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (obecnie Ministerstwo Rozwoju), agentów rozliczeniowych oraz organizacji płatniczych Visa i Mastercard program Polska bezgotówkowa. Jest ona adresowana do sektora MŚP i zachęca ich do rozliczania sprzedaży swoich towarów i usług w formie bezgotówkowej. Ponadto, unijna dyrektywa PSD2, znosi możliwość wprowadzania przez placówki handlowe i usługowe dodatkowych opłat za przyjmowanie kart płatniczych czy limitów, powyżej których można płacić kartą – mówi Agnieszka Zielińska, dyrektor handlowy w firmie Polcom. – Ciekawy przykład stanowią ofiaromaty, które funkcjonują już w lubelskiej archikatedrze czy w kościele Świętego Maksymiliana Marii Kolbego w Krakowie-Mistrzejowicach – dodaje Agnieszka Zielińska.

Banki muszą się dalej cyfryzować

Należy też wspomnieć, że według danych z banków, na koniec grudnia 2019 r. na polskim rynku znajdowało się w obiegu 42,9 mln kart płatniczych, to jest o 739 tys. kart więcej niż we wrześniu 2019 r., co stanowiło wzrost o 1,8 proc.. Obserwowana od lat tendencja wzrostowa spowodowała, iż liczba kart na przestrzeni ostatnich 15 lat wzrosła ponad 2,5-krotnie.

Ponadto, w związku z PSD2 banki będą musiały udostępniać dane klientów poprzez dedykowany interfejs API. Ma to pozwolić na ich integrację z różnymi systemami innych podmiotów. Sama dyrektywa umożliwia także wdrożenie wielu innowacyjnych rozwiązań w zakresie usług płatniczych i bankowych.

– Zmiana nawyków klientów pod kątem wzrostu transakcji bezgotówkowych i wykorzystywania PSD2, pomimo licznych możliwości do rozwoju, jest także powodem wielu obaw w sektorze bankowym. Wynikają one z dwóch kwestii. Nie bez znaczenia jest także fakt, że sukcesywnie rośnie wykorzystanie bankowości internetowej. Wg Polskiego Instytutu Ekonomicznego, liczba klientów korzystających z niej jest już niemal równa liczbie mieszkańców Polski. Na koniec 2018 roku zawartych było ponad 38 mln umów umożliwiających korzystanie z konta przez Internet – podkreśla eksperta firmy Polcom. – Oznacza to, że znacznie wzrośnie jeszcze liczba danych, które trzeba przetwarzać. Wg szacunków już za kilka lat – bo już w 2025 roku – liczba danych, które powstaną na całym świecie przekroczy 175 zettabajtów. Czyli będzie ich prawie pięć razy więcej, niż dzisiaj. A to oznacza, że banki muszą się dalej cyfryzować – zauważa Agnieszka Zielińska.

Najcenniejsze dla rynku finansowego są więc rozwiązania technologiczne pozwalające na szybkie dostosowanie technologii do wymagań biznesowych lub regulacji prawnych takich jak PSD2, które nie niosą za sobą zbytniego ryzyka inwestycyjnego. Taka jest m.in. specyfika chmury – oraz jej szybkość, skalowalność i poziom zabezpieczeń – co pozwala na sprawniejsze otwieranie nowych projektów biznesowych. Koncentracja profesjonalnego dostawcy usług cloudowych daje również efekt skali. Wyspecjalizowane data center jest w stanie zapewnić nie tylko odpowiednią jakość połączenia sieciowego, ale przede wszystkim odpowiedni poziom zabezpieczeń.

– O zainteresowaniu takimi rozwiązaniami świadczyć może ostatni komunikat KNF z 23 stycznia br. określający jeszcze dokładniej zasady korzystania z chmury obliczeniowej przez podmioty jej podległe – wskazuje Agnieszka Zielińska. – Ponadto, w ostatnim raporcie firmy Accenture podkreślano, że 20 proc. banków na świecie już przeznaczyło środki na inwestycje w rozwój otwartej bankowości. Z kolei 77 proc. zamierza to zrobić jeszcze w tym roku. Argumentem za cloud computingiem są też na pewno obliczenia przeprowadzone dla Reutersa przez firmę badawczą IDC Financial Insights. Wg nich największe światowe banki, dzięki zastosowaniu chmury, zaoszczędzą 15 mld USD do 2019 roku, co pozwoli obniżyć koszty infrastruktury o 25 proc. Można więc śmiało powiedzieć, że prędzej czy później takie rozwiązanie będzie stanowić kolejny krok w rozwoju poszczególnych instytucji finansowych – dodaje ekspertka z firmy Polcom.

Co wyróżnia nieruchomości premium?

W Polsce segment nieruchomości premium dynamicznie się rozwija, o czym świadczą przede wszystkim kolejne ukończone przez deweloperów inwestycje. To, co wyróżnia apartamenty premium, to przede wszystkim lokalizacja, choć istotny jest też nowoczesny design oraz inteligentne rozwiązania, które podnoszą komfort mieszkańców.

Niekoniecznie w centrum, ale z doskonałym widokiem z okien

Inwestycje deweloperskie typu premium najczęściej są realizowane w centrum miasta, przy czym nie jest to regułą. Jeżeli apartamentowiec powstaje na obrzeżach aglomeracji, to szczególnie istotny jest szybki i wygodny dojazd do centrum miasta oraz wielofunkcyjność najbliższego otoczenia – lokalizacja musi zapewniać zarówno odpoczynek, jak i zaspokajać podstawowe potrzeby mieszkańców. Duży wpływ na postrzeganie inwestycji ma także okolica – widok z okien na akwen wodny, park krajobrazowy czy las to obowiązkowy element i jednocześnie atrybut apartamentów.

Przykładem może być powstający w Szczecinie Dąbiu kompleks czterech budynków mieszkalnych wraz z lokalami handlowo-usługowymi VICTORIA APARTMENTS. Położony on będzie w takim właśnie malowniczym miejscu – tuż nad Jeziorem Dąbie, czyli czwartym co do wielkości jeziorem Polski. Bliskość wody, Parku Krajobrazowego Doliny Dolnej Odry oraz dogodny dojazd do centrum Szczecina w zaledwie 10 minut to jedne z wielu zalet, z których będą mogli skorzystać jego przyszli mieszkańcy.

wizu-final_1_easy-resize.com_

Smart home – inteligentne rozwiązania na wyciągnięcie ręki

Choć to lokalizacja jest kluczowa w przypadku inwestycji premium, deweloperzy nie zapominają o komforcie mieszkańców. Na ten składa się m.in. liczba budynków powstająca w ramach osiedla i wielkość poszczególnych mieszkań. W przypadku wspomnianej inwestycji VICTORIA APARTMENTS są to cztery budynki wielorodzinne z częścią handlowo-usługową zlokalizowaną na parterze. Apartamenty mają od 40,47 do 69,87 mkw. i są dostępne w układach 2-, 3-, 4-pokojowych.

Nowoczesne apartamenty w standardzie premium posiadają liczne udogodnienia, jak choćby wentylację hybrydową czy ogrzewanie podłogowe. Segment nieruchomości premium wykorzystuje też rozwiązania z zakresu smart home, czyli rozwiązania inteligentne. Dzięki nim mieszkańcy poszczególnych apartamentów mogą w wygodny sposób sterować choćby ogrzewaniem, a także oszczędzać energię.

Mieszkania pod klucz – wystrój zgodnie z najnowszymi trendami

Segment nieruchomości premium wyróżnia się także ciekawymi i często odważnymi koncepcjami architektonicznymi. Budynki wznoszone są w oparciu o najnowsze rozwiązania, a do ich budowy wykorzystuje się materiały budowlane wysokiej jakości. Nie brakuje również przeszkleń, które zapewniają dobre nasłonecznienie pomieszczeń przez cały rok. Do dyspozycji mieszkańców są również balkony i zielone przestrzenie wspólne, które idealnie nadają się zarówno do odpoczynku, jak i rozrywki.

Klienci zainteresowani zakupem apartamentu premium w ramach inwestycji VICTORIA APARTMENTS mogą skorzystać z usługi „pod klucz”. Przewiduje ona wykończenie i aranżację mieszkania zgodnie ze wskazówkami właściciela. Dzięki współpracy z fachowcami z różnych dziedzin, apartament do zamieszkania gotowy jest w najkrótszym możliwie czasie.

Inwestycja VICTORIA APARTMENTS realizowana jest przez Grupę Deweloperską PCG, która na rynku deweloperskim działa od 30 lat. Za Grupą stoi bogate doświadczenie – w czasie swojej działalności zrealizowała ona 37 inwestycji, w ramach których powstało m.in. ponad 160 tys. mkw. nieruchomości mieszkalnych.

Weszły w życie kolejne szczególne rozwiązania dla cudzoziemców

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, weszły w życie kolejne zmiany w prawie przewidujące szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Główną nową zmianą jest wprowadzenie możliwości zmiany warunków wykonywania pracy przez cudzoziemców, jeśli pracodawca skorzysta z rozwiązań tzw. tarczy antykryzysowej. Dzięki temu pracodawcy będą mogli skorzystać w pełni z instrumentów ochrony miejsc pracy także w przypadku zatrudniania cudzoziemców.

Nowy przepis umożliwi wykonywanie przez cudzoziemców pracy na warunkach innych niż określone w:

  • zezwoleniach na pobyt czasowy i pracę
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji
  • zezwoleniach na pracę
  • zezwoleniach na pracę sezonową
  • oświadczeniach o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi wpisanych do ewidencji oświadczeń
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa (ICT)
  • zezwoleniach na pobyt czasowy w celu mobilności długoterminowej pracownika kadry kierowniczej, specjalisty lub pracownika odbywającego staż, w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa (mobile-ICT)
  • dokumentach dołączonych do zawiadomień o zamiarze korzystania przez cudzoziemców z mobilności krótkoterminowej pracownika kadry kierowniczej, specjalisty lub pracownika odbywającego staż, w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa

bez konieczności uzyskania nowych zezwoleń, ich zmiany czy wpisywania nowych oświadczeń do ewidencji.

Wprowadzenie takich zmian będzie możliwe w wyniku skorzystania przez podmioty powierzające wykonywanie pracy cudzoziemcom z rozwiązań ustawy antykryzysowej pozwalających na modyfikację warunków pracy, w szczególności poprzez zmniejszenie wymiaru czasu pracy oraz obniżenie wynagrodzeń lub skierowania do pracy zdalnej. Dzięki temu rozwiązaniu pracodawcy będą mogli skorzystać w pełni z tych instrumentów ochrony miejsc pracy także w przypadku zatrudniania cudzoziemców. Nie będzie konieczne inicjowanie jakichkolwiek postępowań administracyjnych.

Umożliwiono także dostęp do pracy sezonowej cudzoziemcom, którzy w okresie po 13 marca 2020 r. posiadali dostęp do polskiego rynku pracy (na podstawie zezwolenia na pracę, zezwolenia na pracę sezonową, przedłużenia zezwolenia na pracę, przedłużenia zezwolenia na pracę sezonową lub oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi).

Ponadto, nowe przepisy wprowadzają przedłużenie z mocy prawa okresów ważności dokumentów wydawanych na czas określony obywatelom państw członkowskich UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin: dokumentów potwierdzających prawo stałego pobytu, kart pobytu członka rodziny obywatela UE oraz kart stałego pobytu członka rodziny obywatela UE.

Jeżeli koniec okresu ważności jednego z tych dokumentów będzie wypadał w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, ulegnie on przedłużeniu do 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Nowe regulacje zostały wprowadzone ustawą z dnia 14 maja 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U. poz. 875), która weszła w życie z dniem 16 maja 2020 r.

Obowiązujące obecnie przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Urząd do Spraw Cudzoziemców przygotował podsumowanie wszystkich wprowadzonych dotychczas specjalnych rozwiązań dla obcokrajowców. Można je znaleźć na stronie urzędu: www.udsc.gov.pl.

ALPLA rozbudowuje zakład PET Recycling Team w Radomsku. Fabryka przetworzy 1,7 mld butelek z tworzywa sztucznego PET

ALPLA rozbudowuje zakład PET Recycling Team w Radomsku podwajając wydajność produkcji materiału rPET. Przetwarzane w fabryce zużyte butelki PET w 95% pochodzą z naszego kraju, a odzyskane w procesie recyklingu tworzywo rPET trafia na rynek w Polsce, a także do krajów UE m.in. Niemiec, Czech i Belgii.ALPLA_PRT Radomsko

W maju br. ALPLA uruchamia w swoim zakładzie w Radomsku dodatkową linię wytwarzania rPET, czyli tworzywa sztucznego pochodzącego z recyklingu. W rezultacie wydajność produkcji wysokiej jakości rPET w tej fabryce wzrośnie z 15 000 do 30 000 ton rocznie. By uzyskać taką ilość materiału, trzeba przetworzyć około 1,7 mld zużytych butelek. Tworzywo rPET z zakładu PRT Radomsko może być stosowane do produkcji opakowań do żywności i jest w dużej mierze w ten sposób wykorzystywane np. w branży napojowej.

Naszym celem jest zwiększenie dostępności materiału rPET i aktywne działanie na rzecz tworzenia gospodarki w obiegu zamkniętym. Pod koniec 2018 r. podpisaliśmy globalne zobowiązanie, powstałe z inicjatywy Fundacji Ellen MacArthur, dotyczące nowej gospodarki tworzywami sztucznymi, w ramach którego zdecydowaliśmy się na ten cel przeznaczyć 50 000 000 euro. Do zobowiązania podchodzimy poważnie, inwestując między innymi w rozbudowę i ulepszenie naszych istniejących zakładów recyklingu, jak ten w Radomsku. W rezultacie podwajamy ilość produkowanego wysokiej jakości materiału rPET, który można następnie wprowadzić z powrotem do obiegu – powiedział Mariusz Musiał, dyrektor zarządzający ALPLA w Polsce.

Kluczem do tworzenia gospodarki obiegu zamkniętego, wywierającej jak najmniejszy wpływ na środowisko naturalne, jest edukacja konsumentów w zakresie selektywnej zbiórki odpadów i znaczenia recyklingu. ALPLA dąży do tego, żeby każde produkowane przez nią opakowanie z tworzywa sztucznego mogło być użyte i ponownie przetworzone z korzyścią dla ludzi i środowiska naturalnego. Od 2013 roku, kiedy firma otwierała zakład produkujący rPET w Polsce, systematycznie rośnie popyt na tworzywa pochodzące z recyklingu. Konsumenci są coraz bardziej świadomi znaczenia indywidualnych działań dla ochrony ekosystemu, co przekłada się na ich wybory, a firmy chcą dostarczać na rynek swoje produkty w opakowaniach o jak najmniejszym wpływie na środowisko. Ponadto nowa Dyrektywa Single Use Plastic nakłada na europejskich producentów obowiązek zwiększenia udziału materiału z recyklingu w opakowaniach do napojów już od roku 2025.

Ekologiczna produkcja odnawialnymi źródłami energii

Równolegle z rozbudową zakładu, PRT Radomsko przestawiło się na korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Jak obliczyła niezależna firma konsultingowa c7-consult, produkcja jednego kilograma rPET generuje jedynie 0,27 kilograma ekwiwalentu dwutlenku węgla. Jest to osiem razy mniej niż w przypadku produkcji materiału pierwotnego (2,19 kg ekwiwalentu dwutlenku węgla według PlasticsEurope).

Używając zielonej energii, robimy logiczny, następny krok w naszej strategii. Przekształcamy zużyte materiały w surowce w najbardziej energooszczędny sposób dla przemysłu, pomagając zapewnić funkcjonowanie gospodarki o obiegu zamkniętym, zapobiegając zaśmieceniu, a jednocześnie przyczyniając się do walki ze zmianami klimatu – mówi Marcin Jabłoński, dyrektor zakładu PRT Radomsko.

Nowy system wytwarzania rPET został dostarczony przez austriacką firmę Starlinger, której najnowocześniejszą technologię recyklingu ALPLA stosuje od wielu lat.

Od dziś znów można umówić się do fryzjera i kosmetyczki. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca

0

Od dziś znów można umówić się do fryzjera i kosmetyczki. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca 1

W ramach III etapu odmrażania gospodarki w tym tygodniu działalność wznawia branża beauty. To oznacza, że znów można umówić się na wizytę u fryzjera lub kosmetyczki. Polacy tęsknili za tym bardziej niż za wycieczkami, zakupami, kinem, restauracją czy siłownią – wynika z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W wielu miejscach wolnych terminów nie ma już nawet do końca czerwca, więc w najbliższych miesiącach branża beauty nie powinna narzekać na brak klientów. Dobrze wpłynie to na jej finanse, bo nawet w okresie dobrej koniunktury salony kosmetyczne i fryzjerskie wpadały w zaległości i miały przeterminowane zobowiązania na ponad 86 mln zł. Restrykcje związane z pandemią sprawiły, że część firm stanęła na progu upadłości.

– Od poniedziałku znów rozpoczynają działalność salony fryzjerskie i kosmetyczne, branża beauty czekała na nowy start ponad dwa miesiące. W nowym reżimie sanitarnym już może przyjmować klientów – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

W związku z pandemią SARS-CoV-2 salony fryzjerskie i kosmetyczne pozostawały zamknięte od połowy marca, co oznaczało dla nich dwumiesięczną przerwę w działalności i radykalny spadek przychodów. Jednak zgodnie z decyzją rządu od poniedziałku 18 maja startuje trzeci, przedostatni etap odmrażania gospodarki. To oznacza, że branża beauty może zacząć przyjmować klientów i świadczyć usługi.

– Teraz przyszedł koniec zaciskania pasa, klienci zapisują się masowo. W wielu miejscach nie ma już możliwości, żeby dostać się do fryzjera czy kosmetyczki nawet do końca czerwca. Z naszych badań wynika, że była to najbardziej wyczekiwana rzecz po rozluźnieniu obostrzeń, tuż za spotkaniem z rodziną. Właśnie za wizytą w salonie piękności tęskniło niemal 4 na 10 Polaków – mówi Halina Kochalska.

Jak wynika z badania, które agencja Maison & Partners przeprowadziła dla BIG InfoMonitor – Polacy nie mogli się doczekać wizyty u fryzjera lub kosmetyczki po zniesieniu obostrzeń epidemiologicznych. 37 proc. właśnie to wymienia na drugim miejscu, tuż za spotkaniem z rodziną i znajomymi (60 proc.).

– Dużo dalej znalazła się wizyta w sklepie niezwiązana wyłącznie z zakupami spożywczymi, a także wizyta w kinie, teatrze czy koncert – wskazuje ekspertka.

Dbanie o wygląd jest tą kategorią usług, której Polakom brakowało nawet bardziej niż wycieczek po kraju (21 proc.), zakupów innych niż spożywcze (20 proc.), a także kina, koncertów czy spektakli (19 proc.) oraz wizyt na siłowni czy w klubie fitness, za którymi tęskni raptem 6 proc. respondentów. Badanie BIG pokazuje więc, że w najbliższych miesiącach branża beauty nie powinna narzekać na brak klientów.

– Na pewno dobrze wpłynie to na jej finanse, bo nawet w okresie dobrej koniunktury gospodarczej salony kosmetyczne i fryzjerskie miały zaległości i przeterminowane zobowiązania wobec swoich kontrahentów i banków. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz informacji o kredytach widocznych w BIG wynika, że na koniec marca tego roku było to ponad 86 mln zł. W ciągu ostatniego roku ta kwota zwiększyła się o ok. 10 proc. i na pewno po okresie zamrożenia gospodarki jeszcze znacznie wzrosła. Jak bardzo, tego dowiemy się wkrótce – mówi Halina Kochalska.

Według danych z rejestru REGON z końca marca br. na rynku działa ponad 87,5 tys. przedsiębiorstw zajmujących się fryzjerstwem i zabiegami kosmetycznymi. To blisko 2,2 proc. ogólnej liczby podmiotów w gospodarce narodowej. Wiele z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze, a branżę cechuje bardzo duże rozdrobnienie.

– W większości są to mikro- i małe firmy, które stanowią aż 99,6 proc. wszystkich zarejestrowanych tego typu przedsiębiorstw. Prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą we własnym salonie albo pracując u innych. Branża ta ma też to do siebie, że świetnie daje sobie radę bez jakiegokolwiek adresu, świadcząc usługi w domach klientów – mówi ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Restrykcje wprowadzone wskutek pandemii koronawirusa spowodowały, że nieliczni fryzjerzy i kosmetyczki w okresie blokady usług przeszli do szarej strefy. Większość dostosowała się do obostrzeń, choć przerwa w pracy szybko zaczęła ich wpędzać w finansowe tarapaty. Część firm stanęła na progu upadłości. Mimo że nie miały przychodów, nadal musiały płacić czynsz i rachunki, co pogłębiało ich zadłużenie.

– Dwa miesiące wystarczyły, aby w branży zaczęło się dziać na tyle źle, że część właścicieli zaczęła sprzedawać swoje salony fryzjerskie i kosmetyczne – zauważa Halina Kochalska.

Wkrótce okaże się, jak zamrożenie gospodarki odbiło się na sytuacji finansowej przedsiębiorstw z branży beauty oraz ich rozliczeniach z kontrahentami i bankami. Jak dotąd odsetek firm, które miały problem ze spłatą zaległych zobowiązań, nie zmienił się i wynosił 2,3 proc. (pomiędzy marcem 2019 a marcem 2020 roku). To zaś oznacza, że w tej branży niesolidność płatnicza zdarza się znacznie rzadziej niż w całej gospodarce.

– Trzeba zaznaczyć, że fryzjerzy czy kosmetyczki, biorąc pod uwagę powszechność problemu opóźnień płatniczych, są bardziej solidni w rozliczeniach niż pozostałe przedsiębiorstwa. W tej branży mamy raptem ok. 2 proc. firm, które nie płacą na czas dostawcom i bankom, podczas gdy w całej gospodarce jest ich około 6 proc. – precyzuje ekspertka BIG InfoMonitor .

Podkreśla też, że odmrożenie usług beauty nie oznacza automatycznego powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Salony fryzjerskie i kosmetyczne będą musiały dostosować się do nowego reżimu sanitarnego, a to z kolei będzie wiązać się z dodatkowymi kosztami, które nie pozostaną bez wpływu na i tak poważnie już nadwyrężoną kondycję firm.

Szansą dla firm dotkniętych skutkami pandemii jest ekspansja zagraniczna. Teraz można wnioskować o unijne wsparcie związane z działalnością eksportową

Co czwarta firma ma trudności z regulowaniem zobowiązań, a 30 proc. z wyegzekwowaniem należności – wynika z badania „Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie”. Ponad 60 proc. przedsiębiorstw dotknął spadek zamówień. Szansą dla firm, które ucierpiały przez pandemię, może być zmiana modelu prowadzonej działalności czy ekspansja zagraniczna. Przedsiębiorców wspiera w tym PARP – na 800 tys. zł dofinansowania mogą liczyć np. firmy ze wschodu Polski.  

– Wszyscy doświadczamy teraz zmiany, również przedsiębiorcy. Czasami sytuacja może być bardzo trudna, warto zatem poszukiwać najróżniejszych rozwiązań. Może warto zweryfikować, czy dotychczasowy model prowadzenia działalności się sprawdził, może powinno się trochę zmienić styl działania, poszukać nowych rynków, kanałów dystrybucji czy też przeprowadzić zmiany organizacyjne w firmie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Wójcicka, kierownik w Departamencie Internacjonalizacji Przedsiębiorstw PARP.

Z badania „Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie” przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Polskiego Funduszu Rozwoju wynika, że 60 proc. firm notuje spadek przychodów. Spada też popyt, u blisko połowy z nich zmniejszył się on o 25 proc. Do tego co czwarte przedsiębiorstwo ma problemy z regulowaniem zobowiązań. Rozwiązaniem może okazać się wejście na zagraniczne rynki.

– Ekspansja zagraniczna jest dużą szansą dla polskich przedsiębiorstw. Doświadczenie płynące z realizacji konkursu Go to Brand pokazuje, że zainteresowanie promocją produktów za granicą jest bardzo duże, na co wskazuje ponad 1,5 tys. złożonych wniosków. Mamy również inne propozycje dla przedsiębiorców zainteresowanych szerszą gamą kosztów kwalifikowanych – wskazuje Joanna Wójcicka.

W konkursie „Wsparcie MŚP w promocji marek produktowych – Go to Brand”, który zakończył się w marcu br., przedsiębiorcy złożyli dokładnie 1575 wniosków o dofinansowanie na łączną kwotę 467 mln zł. To o 181 wniosków więcej wobec ubiegłorocznej edycji. Firmy w ramach konkursu mogły uzyskać dofinansowanie m.in. do kosztów związanych z udziałem w międzynarodowych wydarzeniach branżowych czy doradztwa w zakresie zdobywania nowych rynków dla innowacyjnych produktów za granicą.

– Kryzys, który dotknął wszystkie gałęzie gospodarki w Polsce, wymusił również wprowadzenie pewnych zmian. Nasze solidne podstawy i zasoby umożliwiły szybkie dostosowanie się, dzięki czemu uniknęliśmy niepotrzebnych strat. Dzięki wsparciu PARP oraz realizowaniu projektu dotyczącego internacjonalizacji oferty firmy Bauer Fitness na nowe rynki udało nam się zdecydowanie umocnić naszą pozycję na polskim i europejskim rynku –  mówi Tomasz Solecki, dyrektor handlowy w Bauer Fitness, które skorzystało z pomocy PARP. – Nasza stabilna pozycja stanowi również zabezpieczenie dla naszych partnerów i klientów w tych trudnych czasach.

Obecnie na dofinansowanie mogą liczyć przedsiębiorcy z Polski Wschodniej. Do konkursu mogą zgłosić się małe i średnie przedsiębiorstwa z województwa warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego, lubelskiego i podkarpackiego.

– W ramach tego działania możemy skorzystać z kompleksowych usług doradczych związanych zarówno z weryfikacją, w jaki sposób prowadzona jest działalność firmy, jak i co należy zrobić, aby skutecznie eksportować dany produkt, i czy ma on szanse na obcych rynkach. Część kosztów kwalifikowanych dotyczy bezpośrednio możliwości podjęcia działań na tych rynkach – wskazuje Joanna Wójcicka.

Konkurs PARP jest podzielony na dwie rundy. Nabór do pierwszej z nich potrwa do 28 maja, zaś wnioski w drugiej rundzie będzie można składać od 4 sierpnia do 7 września. Wsparcie może wynieść do 85 proc. wartości projektu, a dofinansowanie zależy od obszaru, który jest wskazany we wniosku o dofinansowanie jako rynek docelowy – 550 tys. zł w przypadku Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii lub 800 tys. zł w przypadku pozostałych rynków.

– Warto skorzystać z pomocy doradczej dotyczącej zarówno stworzenia modelu biznesowego internacjonalizacji, jak również późniejszego doradztwa wdrożeniowego. Możemy dokonać pogłębionych analiz i poszukiwać kontrahentów. Można też otrzymać wsparcie na wyjazdy na targi, misje, wystawy czy skorzystać z pomocy na zakup środków trwałych – wymienia kierownik w Departamencie Internacjonalizacji Przedsiębiorstw PARP.


Unia Europejska - PARP

Branża targowa chce ruszyć w połowie sierpnia. Bez rządowego wsparcia jej restart może doprowadzić do upadku wielu firm

Już w lutym zaczęto odwoływać imprezy targowe w całej Europie. Od dwóch miesięcy branża stoi. Związane z nią firmy mają praktycznie takie same szanse uzyskania pomocy jak przedstawiciele innych działów gospodarki, mniej dotkniętych skutkami pandemii lub mających możliwość przynajmniej częściowej aktywności poprzez pracę zdalną. – Chcielibyśmy prosić rząd o potraktowanie branży targowej jako specjalnej branży – apelują przedsiębiorcy.

– Branża targowa, której wartość szacowana jest na 3 mld zł, pierwsza odczuła kryzys i prawdopodobnie ostatnia przestanie odczuwać jego skutki. W tej chwili przez te dwa miesiące straty są szacowane na poziomie 300–400 mln zł i tak to będzie postępowało aż do końca pandemii. Według szacunków Polskiej Izby Przemysłu Targowego to będzie około 150 mln zł straty miesięcznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grażyna Grabowska, prezes zarządu Targów w Krakowie, operatora EXPO Kraków.

– Pandemia w Europie i w Polsce spowodowała odwołanie wszystkich imprez targowych. Do momentu odwołania byliśmy w pełnym rozpędzie, realizowaliśmy targi dla wielu organizatorów w Polsce, w Europie i na świecie. Zderzyliśmy się ze ścianą, bo byliśmy w trakcie realizacji. Ponieśliśmy koszty na wszystkie materiały potrzebne do wyprodukowania stoisk i nikt nam ich nie zwróci – dodaje Paweł Montewka, prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych.

Zakaz organizowania wszelkich imprez sprawił, że firmy z branży targowej stanęły z dnia na dzień. Decyzją rządu w Polsce odwołano wszystkie wydarzenia, ale już wcześniej część organizatorów sama podjęła decyzję o przeniesieniu targów na jesień.

– Firmy okołotargowe, przedsiębiorstwa usług targowych, które świadczą usługi projektowe wykonawstwa stoisk, jak i całej logistyki i informacji wizualnej na targach branżowych, od 12 lutego praktycznie wszystkie zostały bez zleceń – mówi Paweł Montewka. – Już ponieśliśmy ogromne straty dlatego, że wystawcy wycofują się, nie chcą brać udziału w targach, które są przesuwane. Ponosimy wymierne koszty z tytułu odwołanych targów, czyli nie pracujemy. Firmy okołotargowe ponoszą straty rzędu 70 mln zł miesięcznie w skali kraju.

Firmy nie tylko nie zyskują zleceń, lecz już poniosły koszty przygotowań do targów, które nie odbyły się wiosną. Dlatego apelują do rządu o wydłużenie okresu umorzenia składek czy wsparcie w relacjach z bankami, przywołując przykłady Niemiec, Francji czy Holandii, gdzie firmy związane z branżą targową otrzymują nawet 90-proc. zwrot poniesionych kosztów.

– Chcielibyśmy poprosić rząd o potraktowanie branży targowej jako specjalnej branży. O to samo apelują koledzy z organizacji międzynarodowych i o to samo proszą swoich rządzących członkowie organizacji branżowych z Niemiec czy Francji – mówi prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych. – W momencie, kiedy rządzący dadzą nam zielone światło, interpretowane jako działanie zbawienne dla gospodarki, dla nas może się to skończyć olbrzymimi kłopotami. Jeśli zostaniemy bez wsparcia w okresie rozruchu, może doprowadzić to do upadku wielu firm.

Odmrożenie musi być zatem przemyślane. Z uwagi na cykl przygotowania stoisk targowych i organizacji samych targów wynosi on minimum trzy–cztery miesiące – pomoc dla firm projektujących i budujących stoiska powinna trwać do pełnego rozruchu sezonu targowego.

– Do tej pory, mimo że korzystamy z zaoferowanej w tarczach antykryzysowych pomocy i doceniamy, że w ogóle jest, pozwoli nam na wegetację przez kolejne dwa–trzy miesiące, ale subwencję PFR także trzeba będzie rozliczyć. Masowo składaliśmy wnioski, łapiąc się brzytwy tylko po to, aby ratować firmy i chronić pracowników – mówi Paweł Montewka. – Dziś najpilniej potrzebujemy potraktowania nas w sposób, który uwzględnia naszą specyfikę. Pomoc ta powinna zostać rozłożona w dłuższej perspektywie niż dla innych branż.

Jak podkreśla, wiele z tych firm musiało już stanąć przed koniecznością restrukturyzacji, a część z nich już zwolniła pracowników – z powodu braku wystarczających środków na utrzymanie całych organizacji.

– Wielu z nas obniżyło naszym pracownikom pensje do najniższej krajowej. Dziś najpilniej potrzebujemy potraktowania nas jako ważnej gałęzi gospodarki, pomysłów jest wiele: odblokowanie kont VAT, umorzenie CIT/PIT, zamrożenie składek ZUS dla naszej branży o kolejny okres przestoju. Od banków oczekujemy zaś bezkosztowego wstrzymania kredytów i leasingów. Równie ważna jest też decyzja, od kiedy będzie można organizować, nawet w  ograniczonej formie, imprezy targowe, co pozwoli nam na utrzymanie się na minimalnym poziomie –  twierdzi prezes zarządu Pracowni Sztuk Plastycznych.

– Walczymy o termin odmrożenia targów w połowie sierpnia – wskazuje Grażyna Grabowska. – Grupa ekspertów z Polskiej Izby Przemysłu Targowego blisko współpracuje z Ministerstwem Rozwoju i Głównym Inspektorem Sanitarnym, przygotowując procedury i zasady, na których będzie można się oprzeć, organizując imprezy targowe na jesieni. Jesteśmy w stanie zastosować taki sam reżim sanitarny, jaki obecnie stosuje się w sklepach czy miejscach pracy, czyli m.in. obowiązek zachowania dystansu czy częstej dezynfekcji najczęściej dotykanych elementów, takich jak klamki, barierki czy poręcze.

Tymczasem przemysł targowy może pomóc podnieść się całej gospodarce po pandemicznym zamrożeniu, a kwestie bezpieczeństwa są możliwe do dopracowania. W przeciwieństwie do galerii handlowych czy restauracji organizatorzy targów mogą kontrolować wchodzących, znają ich z imienia i nazwiska, wiedzą, skąd przyjechali. Dlatego też branża apeluje najpierw o przywrócenie targów typu B2B, biznes dla biznesu, a dopiero później imprez dla konsumentów.

– Do tej pory Polska wiodła prym wśród krajów Europy Środkowej, jeśli chodzi o wielkość i jakość przygotowywanych imprez targowych. W ciągu roku odbywało się ponad 200 wydarzeń targowych, a są to tylko dane zebrane przez Polską Izbę Przemysłu Targowego – w rzeczywistości w ciągu roku było ich więcej – mówi Grażyna Grabowska, prezes zarządu Targów w Krakowie, operatora EXPO Kraków. – Na tych 200 wydarzeniach targowych spotykało się około 30 tys. firm, które oferowały swoje produkty, usługi czy współpracę, i przychodziło do nich po kilkanaście tysięcy zwiedzających na każdej imprezie.

W samym Krakowie odbywało się wiele renomowanych imprez, m.in. stomatologiczne targi Krakdent, Targi Elementów Złącznych i Technik Łączenia Fastener czy spotkanie branży winiarskiej Enoexpo. Niemożność organizacji targów oznacza nie tylko brak pracy dla zatrudnianych przy nich osób, lecz także brak możliwości nawiązania kontaktów biznesowych przez firmy, nieobecność gości w hotelach i restauracjach czy brak zleceń dla podmiotów aranżujących stoiska, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

– Te firmy często świadczyły usługi za granicą, zyskały bardzo wysoką pozycję w Niemczech, we Francji czy w Hiszpanii. Cały przemysł targowy liczy w Polsce około pół tysiąca firm, 50 tys. zatrudnionych pracowników, a jeszcze więcej współpracowników firm tworzących cały łańcuch dostaw – wylicza Grażyna Grabowska.

Według raportu Polskiej Izby Przemysłu Targowego w 2018 roku wiodący organizatorzy targów w Polsce poddający się audytowi CENTREX – Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych zorganizowali ponad 200 targów, z udziałem niemal 1,6 mln zwiedzających i ponad 27 tys. wystawców, którzy zaprezentowali się na powierzchni targowej wielkości blisko 900 tys. mkw. Ponadto w Polsce wciąż organizowanych jest także około 200 mniej znaczących imprez targowych, niepoddających się audytowi według międzynarodowych standardów statystycznych.

Marcin Kiepas: Rada Polityki Pieniężnej obniży w maju stopy procentowe. Pozostaną one na poziomie bliskim zera przez długi czas

Poziom stóp procentowych i prognozy głębokości recesji w poszczególnych krajach będą determinować kursy walutowe w najbliższych kwartałach. Zdaniem Marcina Kiepasa prognozy dla polskiej gospodarki nie są najlepsze i pod koniec maja Rada Polityki Pieniężnej po raz trzeci w tym roku zetnie stopy procentowe bez względu na to, kształt jakiej litery będzie miało wychodzenie z kryzysu.

– Sytuację na rynku walutowym niezmiennie determinują stopy procentowe i nastawienie do ryzyka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy Tickmill. – Niemniej jednak w sytuacji, kiedy czołowe banki centralne utrzymują stopy procentowe blisko zera lub nawet na ujemnych wartościach, jednocześnie masowo drukując pieniądze, uwaga rynku walutowego coraz mocniej koncentruje się na tym, jak głęboka będzie recesja w poszczególnych gospodarkach, a także to, w jakim tempie czołowe gospodarki będą wychodzić z tego kryzysu. Czy odbicie będzie miało postać litery „V”,  „U”,  „L”, czy też jakiejkolwiek innej konfiguracji. I na tym w najbliższym czasie powinni koncentrować się inwestorzy.

Dolar od początku 2020 roku umocnił się do złotego o ponad 11 proc., przy czym w kwietniu i maju pozostaje na stabilnym poziomie ok. 4,2 zł za dolara. Podobnie jest z euro, które od trzeciej dekady marca waha się między 4,50 zł a 4,60 zł za jednostkę. Na nieszczęście posiadaczy kredytów we franku szwajcarskim ta waluta się umacnia. O ile na początku stycznia trzeba było za nią zapłacić nieco ponad 3,90 zł, o tyle obecnie wartość szwajcarskiej waluty sięga niemal 4,35 zł. Oznacza to wzmocnienie o przeszło 10 proc.

– Rada Polityki Pieniężnej w następstwie pandemii koronawirusa, załamania się wydatków konsumenckich i silnego hamowania wzrostu gospodarczego w Polsce szybko obcięła stopy procentowe. Niemniej jednak uważam, że ten proces jeszcze się nie zakończył. Przełożone z 6 na 28 maja posiedzenie rady miało jej dać czas na rozeznanie się w sytuacji i na ocenę tego, jak głęboka będzie przyszła recesja. I wnioski nie są zbyt budujące, stąd też zakładam, że w maju rada zetnie stopy procentowe w okolicę zera i to będzie ostatni taki ruch. Później długo stopy w Polsce pozostaną na tym niskim poziomie.

Przypomnijmy, że Rada Polityki Pieniężnej po ponad pięciu latach utrzymywania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. (wartość stopy referencyjnej) 18 marca zdecydowała się na obniżkę do poziomu 1 proc., a trzy tygodnie później – do 0,5 proc. Posiedzenie zaplanowane na 5–6 maja (tradycyjnie pierwszy wtorek i środa miesiąca) zostało przełożone na 28 maja – w drugiej połowie miesiąca RPP spotykała się zazwyczaj na jeden dzień, ale nie było to posiedzenie decyzyjne. Tym razem będzie.

– Kryzys i recesja wywołane przez pandemię koronawirusa istotnie nie zmieniły reguł gry na rynku walutowym, przede wszystkim dlatego, że objęły one prawie całą globalną gospodarkę. Owszem, mamy takie przypadki jak wyprzedaż brazylijskiego reala czy tureckiej liry z uwagi na fakt, że kryzys obnażył słabości tych gospodarek. Niemniej jednak w zdecydowanej większości przypadków reguły są te same, czyli w sytuacji, kiedy nastroje na rynkach finansowych pogarszają się, umacniają się waluty uważane za bezpieczne, jak amerykański dolar, japoński jen czy szwajcarski frank. I odwrotnie, poprawa nastrojów na rynkach globalnych preferuje przede wszystkim waluty bardziej ryzykowne, jak waluty krajów rynków wschodzących. I tutaj w najbliższych tygodniach nic nie powinno się zmienić.

Koronawirus spowoduje wzrost rynku rozwiązań chmurowych o 32 proc. w ciągu dwóch lat. Inwestycje już zaczynają się spłacać

Polski rynek usług chmurowych stanowi zaledwie 0,1 proc. globalnego, ale to właśnie w Polsce Microsoft zlokalizuje swoją wartą miliard dolarów inwestycję w tym zakresie. Tymczasem firmy, które zdecydowały się na wdrożenie chmury, notują oszczędności sięgające nawet 30 proc. Pandemia koronawirusa spowoduje wzrost światowego rynku rozwiązań chmurowych o 32 proc. w zaledwie dwa lata.

– Proces wdrażania rozwiązań chmurowych w Polsce przebiegał do tej pory wolniej niż w Europie Zachodniej. W tej chwili obserwujemy zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami tego typu. Abstrahując od partykularnej przyczyny, to dobra wiadomość, ponieważ chmura sprzyja cyfrowej transformacji gospodarki. Główną barierą jest niestety brak kompetencji po stronie firm zainteresowanych przejściem do chmury i jednocześnie zbyt rzadkie sięganie po kompetencje zewnętrzne w tym zakresie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO Oktawave, największej polskiej chmury obliczeniowej.

Na początku maja amerykański gigant technologiczny Microsoft ogłosił, że zainwestuje miliard złotych w regionalne centrum przetwarzania danych w chmurze, które powstanie w Polsce. Projekt inwestycyjny ma trwać siedem lat. Dwa lata temu w naszym kraju z inicjatywy PKO Banku Polskiego i Polskiego Funduszu Rozwoju powstała natomiast Chmura Krajowa. Celem jej powstania miało być przyspieszenie cyfrowej transformacji w polskiej gospodarce. Okazuje się, że rozwiązania chmurowe pomagają przedsiębiorcom nie tylko zoptymalizować pracę, lecz także wypracować znaczne oszczędności, co jest szczególnie istotne w dobie pandemii koronawirusa.

– W firmach, w których wdrażamy chmurę z założeniem redukcji wydatków ponoszonych na IT, całkowity koszt korzystania z infrastruktury spada średnio o 30 proc. Jest to całkiem wysoki wynik, zwłaszcza że mówimy o dość stałym koszcie, jakim jest infrastruktura IT. W czasach pandemii firmy, które już teraz korzystają z rozwiązań chmurowych, są beneficjentami tego faktu. Przedsiębiorstwa działające w branży e-commerce, u których ruch ostatnio się zwiększył, korzystają ze skalowalności chmury i są w stanie ten ruch przenieść. Z kolei te firmy, których biznes został negatywnie dotknięty, korzystają ze skalowalności chmury w dół, więc mniejszy ruch oznacza dla nich mniejsze koszty – tłumaczy Michał Paschalis-Jakubowicz.

Według analityków MarketsandMarkets wpływ pandemii SARS-CoV-2 na rynek przetwarzania danych w chmurze doprowadzi do jego wzrostu z 233 mld dol. notowanych w 2019 roku do 295 mld dol. estymowanych na rok 2021 (raport „COVID-19 Impact on Cloud Computing Market by Service Type (Infrastructure as a Service (IaaS), Platform as a Service (PaaS) and Software as a Service (SaaS)), Vertical and Region – Global Forecast to 2021”). Głównym czynnikiem napędzającym rozwój rynku ma być wspieranie pracy zdalnej i konieczność przestawienia części biznesów na online.

Jednak przedsiębiorcy, którzy nie zdecydowali się na tego typu inwestycję przed wybuchem pandemii, teraz niechętnie wydają duże kwoty na wdrożenia.

– Wdrażając chmurę w obecnej sytuacji, warto zdecydować się na wsparcie zewnętrzne, które przeprowadzi nas przez proces migracji do niej w sposób znacznie bezpieczniejszy dla ciągłości naszego biznesu. Praca zdalna zostanie z nami na dłużej i w większym wymiarze, niż miało to miejsce do tej pory. Te czynniki powodują, że nadchodzą ciekawe czasy dla chmury, ponieważ jest ona najlepszym rozwiązaniem w trudnych dla biznesu okresach – przekonuje CEO Oktawave.

Z raportu Computerworld TOP200 Edycja 2019 wynika, że polski rynek usług chmurowych przekroczył w 2018 roku wartość 1 mld dol. Oznacza to jednak zaledwie 0,1 proc. rynku światowego. Tymczasem z najnowszego raportu IDC wynika, że 70 proc. firm planuje w tym roku zainwestować w rozwiązania chmurowe.

Druga runda wojny handlowej? Niestraszna amerykańskim inwestorom

Koniec tygodnia na Wall Street przebiega dość neutralnie, choć kontrakty terminowe wskazywały na nieco niższe otwarcie od czwartkowego zamknięcia. Spadek ten zaserwował prezydent USA, gdyż Donald Trump wdrożył kilka środków przeciwko Chinom, rozpoczynając nowy epizod w wojnie handlowej między tymi dwoma krajami. Waszyngton zablokował dostawy półprzewodników do chińskiej firmy Huawei Technologies od światowych producentów chipów. Niemniej jednak mimo zagrożenie drugą rundą epidemii wraz z drugą rundą wojny handlowej, amerykańska giełda nie ugina się, a indeksy zachowują się bardzo dobrze.

Należy jednak dodać, że w odpowiedzi Chiny sprawdzą ogromną listę podmiotów, wobec których będą chciały nałożyć ograniczenia. Należeć do nich mogą m.in. Qualcomm Inc, Cisco Systems Inc, Apple Inc. Dodatkowo Chiny zawieszają zakup samolotów Boeing Co. wynika z przekazanych informacji przez redaktora naczelnego “Global Times”.

Z punktu widzenia spółek poziom ceny docelowej dla spółki Marca Zuckerberga został podniesiony do 265 dolarów z 215 dolarów przez Loop Capital. Firma przytacza kilka katalizatorów, w tym potencjalny wzrost dochodów dla platformy mediów społecznościowych ze względu na to, że przejście na reklamę cyfrową przyspieszy podczas i po pandemii koronawirusa. Zdaniem analityków Facebook poprawi swoją pozycję strategiczną dzięki takim posunięciom jak inwestycje w Jio Platforms w Indiach. Przychody Facebooka mogą wzrosnąć o 10 proc. w 2020 r. i o 26 proc. w 2021 r., przy założeniu, że globalna reklama cyfrowa wzrośnie o 1 proc. w 2020 r. do 223 mld USD i o 23 proc. w 2021 r.

FB na Wall Street ma 45 rekomendacji kupna, 5 trzymaj, 3 sprzedaj. Średnia cena docelowa to 239 dolarów — wynika z danych przygotowanych przez agencję Bloomberg. Dziś podczas sesji w USA za jedną akcję Facebooka należało zapłacić około 206 USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 18.05-22.05.2020

Wiele dobrego jest już ujęte w wycenach ryzykownych aktywów w nadziei na powrót ożywienia wraz z otwieraniem gospodarek i przy wsparciu polityki fiskalnej i monetarnej. Ale ryzyka drugiej fali zachorowań zaczynają się wzmacniać, a niepewności dostarcza także prezydent Trump zaostrzający retorykę względem Chin. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury, jak PMI, będą najważniejszymi odczytami nadchodzących dni.

Przyszły tydzień: PMI z USA/strefy euro/Wlk. Brytanii, minutki FOMC, ZEW z Niemiec, minutki RBA

USA

W USA załamanie sprzedaży na rynku nieruchomości (czw) oraz w budownictwie mieszkaniowym (wt) nie wzruszy rynków. Indeksy PMI dla przemysłu i usług (czw) powinny uklepywać dno i następnym razem pokazać lepsze wyniki wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki. Raport o wnioskach o zasiłek (czw) powinien pokazać dalsze słabnięcie tempa przyrostu bezrobotnych, a spadek liczby osób kontynuujących pobieranie zasiłku pozwoli określić szybkość odbudowy rynku pracy. Protokół z kwietniowego posiedzenia FOMC (śr) rzuci więcej światła na stanowisko banku wobec uruchomionych programów skupu aktywów i elastyczność Komitetu do ich rozszerzania. Intersującym będzie, czy dyskusja o perspektywach stopy procentowej obejmowała ujemne oprocentowanie. Jednak po ostatnich komentarzach członków FOMC odrzucających koncepcję ujemnych stóp procentowych, nie widzimy w minutkach negatywnego ryzyka dla USD. Eskalacja konfliktu USA-Chiny będzie wspierać USD jako bezpieczną przystań.

Strefa euro

W strefie euro w centrum uwagi będą indeksy PMI dla przemysłu i usług (pt). Po rekordowych spadkach w marcu i ustaleniu wyjątkowo pesymistycznego punktu odniesienia, kwietniowa rewizja powinna wskazać wyższy odczyty, ale wyniki prawdopodobnie pozostaną poniżej 50 pkt., tj. firmy łącznie będą oceniać, że sytuacja pozostaje gorsza niż miesiąc wcześniej. Nawet jeśli warunki lockdownu będą łagodzone i kolejne odczyty PMI wyjdą ponad 50 pkt., będzie to tylko informować o poprawie z „bardzo źle” na „dalej źle”. Minie wiele miesięcy, zanim wskazania PMI przestana informować o ponurym klimacie dla działalności gospodarczej. Niemiecki indeks ZEW (wt) może sugerować bardziej optymistyczne oczekiwania dla biznesu, biorąc pod uwagę tempo łagodzenia zakazów w Niemczech.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii podejście do wskaźników PMI (czw) będzie takie samo, jak w strefie euro – wyżej niż miesiąc wcześniej wcale nie znaczy, że jest lepiej. Firmy w dalszym ciągu mogą widzieć zagrożenia dla swojej działalności w przyszłości i ich oczekiwania będą silnie negatywne. Wraca też kwestia brexitu i braku postępów w negocjacjach umowy handlowej ze strefą euro, co może ograniczać optymizm przedsiębiorców na odbudowę aktywności gospodarczej. Słabe dane mogą podsycić presje sprzedaży GBP, która nasiliła się w ostatnich dnach.

Polska

Z Polski otrzymamy kwietniowe dane: inflację bazową (pon), z rynku pracy (śr), produkcję przemysłową (czw) i sprzedaż detaliczną (pt). Jakkolwiek odczyty rzuca więcej światła na stan gospodarki w kulminacyjnym punkcie lockdownu, powinny mieć ograniczony wpływ na złotego, gdyż rynek już zdyskontował recesję. W ostatnich dniach złoty opierał się wpływowi gorszych nastrojów na rynkach zewnętrznych, ale im dłużej presja będzie się utrzymywać, tym większe będzie ryzyko osłabienia w stronę 4,60 za euro.

Australia i Nowa Zelandia

Przed nami spokojny tydzień od strony danych dla AUD, NZD i CAD. CPI z Kanady (śr) oraz sprzedaż detaliczna z Nowej Zelandii (pt) niewiele znaczą w obecnych warunkach i rynek raczej je zignoruje. W Australii w minutkach RBA (wt) oraz przemówieniu prezesa banku Lowe’a (czw) rynek będzie szukał wskazówek dla przyszłych kroków w polityce monetarnej. Poza tym wahania rynkowych nastrojów będą mieć pierwszorzędne znaczenie, gdyż wyceny walut ryzykownych są narażone na powrót sprzedaży. Szczególnie dla AUD i NZD szkodliwa będzie eskalacja sporu USA-Chiny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polski PKB spadł o 0,5% w I kwartale 2020 r.

W tym tygodniu pojawiły się wyniki PKB za pierwszy kwartał. Istotne dla polskiej gospodarki były także wyniki z Niemiec i strefy euro. Pozytywną wiadomością jest, że polska gospodarka w I kwartale ucierpiała w mniejszym stopniu niż większość pozostałych krajów Europy. Spadek PKB w zestawieniu kwartał do kwartału wyniósł zaledwie 0,5%. Jest to stosunkowo dobry wynik w porównaniu ze znaczącym pogorszeniem koniunktury w innych gospodarkach europejskich. W Czechach PKB w tym samym okresie spadł o 3,6%, w Niemczech o 2,2%, a w strefie euro o 3,8%. Natomiast przy uwzględnieniu różnej liczby dni roboczych w porównaniu międzyrocznym polski PKB wzrósł o 1,6%.

Warto przypomnieć, że podczas kryzysu w 2009 r. Polska była jedynym krajem UE, który uniknął recesji gospodarczej. Choć obecnie spadek PKB jest raczej nieunikniony, to recesja nadal będzie na Wisłą znacznie mniej dotkliwa niż w strefie euro.
Kwietniowy wskaźnik CPI osiągnął natomiast 3,4% r/r. Przyszłość polskiej gospodarki jest niepewna nie tylko w związku z rozwojem epidemii, ale także w związku z wyborami prezydenckimi. Jednak na informację dotyczącą sposobu ich przeprowadzenia oraz na wyniki musimy jeszcze poczekać. Niemniej będą one mieć ogromną wagę dla przyszłości politycznej kraju.

Kurs złotego w tym tygodniu nie odnotował większych zmian, w piątek rano wahał się w okolicach 4,56 PLN/EUR. Eurodolar pod koniec tygodnia utrzymywał się na poziomie około 1,081 USD/EUR.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Plast-Box: dobre wyniki mimo trudnego otoczenia

Grupa Plast-Box, producent opakowań z tworzyw sztucznych, po 3 miesiącach 2020 roku notuje zwiększone przychody ze sprzedaży osiągając poziom 54,7 mln zł (+ 2,8% r/r) oraz 8,3 mln zł zysku EBITDA (+ 33,3% r/r). Pierwszy kwartał roku przyniósł Grupie Kapitałowej 1,6 mln zł zysku netto przy jednoczesnym wzroście stopy EBITDA do 15,2%.

Pomimo trudnych warunków rynkowych, od stycznia do marca br., Grupa osiągnęła wzrost kluczowych wyników finansowych i operacyjnych w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Słabszy wynik netto rok do roku to efekt wysokich kosztów finansowych z tytułu ujemnych różnic kursowych, będących rezultatem wahań kursu walut.

Spółka matka w Grupie Plast-Box zakończyła I kwartał solidnymi wynikami finansowymi. Przychody Plast-Box S.A. wyniosły w tym okresie 38,5 mln zł. Przy takim poziomie przychodów słupska spółka podniosła r/r wartość EBITDA do 5,6 mln zł oraz zysk netto do 1,9 mln zł.

– Przy obecnym spowolnieniu gospodarczym spowodowanym pandemią, wypracowaliśmy bardzo przyzwoite wyniki finansowe. Zwiększyliśmy wolumen sprzedaży i w następstwie tego przychody. Dzięki konsekwentnie realizowanej strategii dywersyfikacji biznesu oraz skutecznemu zarządzaniu portfelem produktowym w Grupie utrzymaliśmy w I kwartale przyjęty kierunek rozwoju i osiągnęliśmy wyniki na zadawalającym poziomie – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

W I kwartale 2020 roku Grupa utrzymała sprzedaż na wysokim poziomie realizując na krajowym rynku 24,9 mln zł obrotu i 29,8 mln na rynkach zagranicznych. Rynek polski jest istotny, jednak większość przychodów Grupy pochodzi z zagranicy, przede wszystkim z rynku ukraińskiego, francuskiego, brytyjskiego i austriackiego. Udział eksportu w przychodach Grupy w I kwartale roku wyniósł 54,5%.

– Aby utrzymać się na wysokiej pozycji rynkowej, konieczne jest ciągłe inwestowanie, poszerzanie portfolio i dywersyfikacja geograficzna. Wiadomo, że gospodarka ma swoje cykle i zawsze po okresach wzrostów przychodzą spadki. Dywersyfikacja geograficzna to skuteczna strategia budowania stabilności biznesu Plast-Box – podkreśla G. Pawlak. – Po okresie stabilizowania się gospodarek państw Unii Europejskiej, spodziewamy się nowych możliwości biznesowych i jeszcze większego niż dotychczas zapotrzebowania na opakowania plastikowe – podsumowuje.

Grupa Kapitałowa Plast-Box należy do czołówki producentów opakowań plastikowych w Polsce i w Europie. W skład Grupy wchodzi 7 spółek zlokalizowanych w Polsce, na Ukrainie i Białorusi. Do Grupy należą 3 zakłady produkcyjne, dwa w Polsce (Słupsk, Urszulin) i jeden na Ukrainie (Czernihów). Plast-Box istnieje od 1983 r., od 2004 r. jest notowany na GPW.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Barometr Obsługi Zobowiązań (BOZ) ZPF zmniejszył się do 98 pkt. w II kwartale 2020 roku, w porównaniu do 109 pkt. w poprzednim kwartale i 115 pkt. przed rokiem. 38% gospodarstw domowych spodziewa się problemów ze spłatą zobowiązań w okresie kolejnych 12 miesięcy.

Barometr Obsługi Zobowiązań (BOZ) opracowywany w ramach wspólnego projektu badań Związku Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, opisuje jakość obsługi, co do zasady, wszystkich zobowiązań gospodarstw domowych. Wyniki za II kw. 2020 r. pokazują, że mimo kryzysu gospodarstwa domowe do tej pory, to jest do kwietnia 2020 roku, starały się obsługiwać swoje zobowiązania zgodnie z obowiązującymi terminami. Nadal dominują respondenci, którzy obsługują swoje bieżące zobowiązania bezproblemowo – takich gospodarstw domowych jest obecnie ok. 75,5% (przed kwartałem było to ok. 70,5%, a przed rokiem ok. 70%). Widoczna jest jednak długookresowa tendencja spadkowa zdolności do spłaty zobowiązań. Zdecydowanie wzrosła też liczba gospodarstw domowych, które prognozują problemy z terminowością obsługi zobowiązań w przyszłości – 38% gospodarstw domowych spodziewa się problemów ze spłatą zobowiązań w okresie kolejnych 12 miesięcy, w tym 10% przewiduje duże problemy.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy 2– Jakość wywiązywanie się z zobowiązań ma kluczowe znacznie nie tylko dla bieżącej sytuacji gospodarczej. Ma także kapitalne znaczenie dla kapitału społecznego, budowanego zaufaniem i skłonnością do współpracy w kontekście przywracania gospodarki do normalności i wprowadzania ją na nowo na ścieżkę wzrostu. Jego zasobność zależy w znacznym stopniu od skuteczności programów wsparcia ze strony państwa, rozważnego oraz szybkiego odmrażania gospodarki, ale jednocześnie nic nie zastąpi zasad rzetelności i moralności finansowej w obrocie gospodarczym oraz dobrej jakości otoczenia prawnego, która pozwolić może na utrzymywania dyscypliny procesów gospodarczych – stwierdza Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF.

Ponad ¾ respondentów deklaruje, że kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 nie wpłynął na wywiązywanie się ze zobowiązań, a jedynie 23% badanych odczuwa wpływ kryzysu na ich jakość obsługi zobowiązań. Jednakże, ponad 60% respondentów aktywnych zawodowo, wskazało, że na skutek epidemii straciło część lub nawet całość swoich dochodów ( w tym, większość lub całość dochodów utraciło ok. 15% badanych). Najsilniej epidemia wpłynęła na sytuację dochodową pracujących na własny rachunek, samozatrudnionych i wykonujących wolny zawód. Aż 76% z nich deklaruje utratę dochodów, a w tym 9% całkowicie utraciło dochody, a 19% w dużej części.

– Ta grupa obejmuje m.in. usługi dla ludności, np. usługi fryzjerskie, czy też branżę gastronomiczną, która została wstrzymana decyzjami administracyjnymi. Osoby prowadzące działalność gospodarczą, w zasadzie zamknęły swoje biznesy i w wielu przypadkach nie osiągają przychodów. Samozatrudnieni obawiają się o swoją zdolność do wywiązywania się ze zobowiązań, w tym z rat kredytowych. Jedynie 29% z nich uważa, że w najbliższych miesiącach będzie w stanie bezproblemowo obsługiwać swoje zobowiązania – wyjaśnia Sławomir Dudek z IRG SGH, główny ekonomista Pracodawców RP, autor metodologii BOZ.

Blisko 40% gospodarstw domowych przewiduje problemy ze spłatą swoich zobowiązań finansowych w ciągu najbliższych 12 miesięcy 3W związku z koronakryzysem ok. 35% badanych wskazuje na możliwe opóźnienia w opłacie czynszu za mieszkanie. Podobny odsetek respondentów spodziewa się trudności z regulowaniem zobowiązań związanych z opłatami miesięcznymi za media (gaz, woda, prąd, itd.). Nieznacznie mniej osób obawia się kłopotów ze spłatą kredyty i pożyczki (z wyłączeniem samochodowych i mieszkaniowych), a ok. 30% – zadłużenia w karcie kredytowej. Ok. 16% respondentów wskazuje, że mogą się u nich pojawić lub już się pojawiły problemy z obsługą rat kredytów mieszkaniowych, a w co 10 przypadku – kredytu na samochód.