Upadłość konsumencka szansą na nowy początek?

Upadłość konsumencka to szansa na umorzenie długów osobom, które stały się niewypłacalne. Kto może o nią wystąpić i jakie niesie ze sobą konsekwencje tłumaczy Robert Głowacki, prawnik z Uniwersytetu SWPS. 

Niewypłacalność to sytuacja, w której dłużnik nie jest w stanie wypełniać swoich zobowiązań finansowych np. nie ma wystarczająco dużo pieniędzy na zaspokojenie codziennych potrzeb oraz spłatę pożyczek. Aby takim osobom dać szansę na dalsze życie „bez obciążeń”, wprowadzono upadłość konsumencką. To postępowanie sądowe, które nazywane jest procedurą oddłużeniową.

Może z niej skorzystać osoba, której niewypłacalność wywołana jest chorobą, wypadkiem czy utratą pracy, czyli powstała z przyczyn losowych. Postępowanie odbywa się na wniosek dłużnika, który jest zobowiązany wskazać i wydać syndykowi cały swój majątek, żeby spłacić swoje zobowiązania. Po wykonaniu przez dłużnika wszystkich obowiązków określonych w planie spłaty wierzycieli, sąd orzeka o umorzeniu długów oraz o zakończeniu postępowania upadłościowego.

Funkcje upadłości konsumenckiej

Ogłoszenie upadłości konsumenckiej pozwala na oddłużenie (poprzez umorzenie całości lub części długów, których konsument nie jest ani nie będzie w stanie zapłacić) oraz windykację (windykację należności od niewypłacalnego konsumenta przez jego wierzycieli).

Upadłość konsumencka umożliwia zwolnienie konsumenta z długów. Prowadzi do umorzenia zobowiązań, które powstały przed dniem ogłoszenia upadłości i które nie zostały spłacone w postępowaniu upadłościowym lub w wyniku wykonania planu spłaty. Możliwe jest również, w wyjątkowych sytuacjach, oddłużenie konsumenta bez wykonywania planu spłaty. Efektem takiego postępowania jest zwolnienie konsumenta z długów. Warunkiem skorzystania z tej możliwości jest ustalenie, że konsument zarówno przed ogłoszeniem upadłości, jak i w toku postępowania działa zgodnie z prawem.

W sytuacji gdy dłużnik zataił informacje stanowiące podstawy do odmowy ogłoszenia upadłości albo w trakcie postępowania zachowuje się nierzetelnie, postępowanie powinno zostać umorzone, bez oddłużenia i bez możliwości jego uzyskania na kolejne 10 lat. Warto podkreślić, że funkcja oddłużeniowa ma w upadłości konsumenckiej pierwszeństwo przed interesami wierzycieli. W efekcie nawet brak majątku, oznaczający niemożność realizowania windykacyjnego celu upadłości, nie blokuje możliwości prowadzenia postępowania w celu umorzenia.

Postępowanie wszczyna się w sytuacji, w której konsument nie może spłacić swoich długów. Chodzi o to, aby zamiast indywidualnych postępowań sądowych i egzekucyjnych, doprowadzić do spłaty zadłużenia w trakcie jednego postępowania. Dochodzi wtedy do likwidacji (sprzedaży) całego albo części majątku konsumenta. Tak uzyskane środki przekazuje się na spłatę wierzycieli, którzy w określonym czasie zgłosili istnienie swojej wierzytelności do sędziego-komisarza.

Likwidację majątku przeprowadza wyznaczony przez sąd syndyk, który dokonuje spisu całego dobytku konsumenta, weryfikuje zgłaszane przez roszczenia, spienięża majątek konsumenta i uzyskane środki przekazuje poszczególnym wierzycielom.

Konsumenckie postępowanie upadłościowe przestaje być oddłużeniowym i staje się egzekucyjnym, gdy wniosek o ogłoszenie upadłości dłużnika złożył wierzyciel i ujawniły się przesłanki do umorzenia go. W takiej sytuacji, w celu optymalizacji kosztów, postępowanie upadłościowe prowadzone jest nadal, ale tylko w celu likwidacji majątku i podziału uzyskanych kwot między wierzycielami, bez możliwości oddłużenia dłużnika i uzyskania preferencyjnego zaspokojenia prawa dłużnika do mieszkania.

Ogłoszenie upadłości krok po kroku

Postępowanie upadłościowe wobec osób fizycznych dzieli się na dwa etapy, tj. postępowanie w przedmiocie ogłoszenia upadłości i postępowanie upadłościowe prowadzone po ogłoszeniu upadłości, określane też mianem właściwego postępowania upadłościowego.

Postępowanie w przedmiocie ogłoszenia upadłości ma na celu ustalenie, czy można ogłosić upadłość określonego podmiotu. W ramach tego etapu, można wyodrębnić kilka czynności sprawdzających. Sąd bada, czy jest właściwym organem do rozpoznania wniosku (właściwość rzeczowa i miejscowa), czy zostały spełnione wymogi formalne i fiskalne wniosku, ewentualnie wzywa do uzupełnienia dostrzeżonych braków. Jeżeli dłużnik nie ma zdolności procesowej i nie działa za niego przedstawiciel ustawowy, sąd upadłościowy ustanawia dla niego kuratora. W wypadku, gdy w sprawie występuje „element obcy”, sąd bada również, czy zachodzi jurysdykcja krajowa.

Do kompetencji sądu należy również zbadanie, czy konkretny podmiot ma legitymację do złożenia wniosku, czy podmiotowi, wobec którego ma zostać ogłoszona upadłość, przysługuje zdolność upadłościowa oraz czy istnieją podstawy do ogłoszenia upadłości. Na tym etapie postępowania sąd zabezpiecza majątek dłużnika, z kolei na wniosek dłużnika orzeka o zwolnieniu od kosztów sądowych.

Osoba, wobec której ogłoszona zostanie upadłość konsumencka, ma obowiązek wykonywania zatwierdzonego przez sąd planu spłaty wierzycieli, który może być realizowany do 36 miesięcy. W tym czasie nie można zaciągać kredytów czy wyprzedawać majątku. Upadłość konsumencka nie zwalnia z obowiązku płacenia alimentów, sądowych kar grzywny i naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy.

Jakie konsekwencje niesie za sobą upadłość konsumencka?

Wraz z ogłoszeniem upadłości cały majątek konsumenta staje się „masą upadłości” zarządzaną przez wyznaczonego przez sąd syndyka. Oznacza to, że konsument nie może swobodnie rozporządzać swoim majątkiem (np. sprzedać samochodu). Ma on obowiązek wskazać i wydać syndykowi cały majątek, dokumentację dotyczącą majątku i rozliczeń oraz korespondencję – w przeciwnym razie postępowanie upadłościowe zostanie umorzone, co uniemożliwi konsumentowi skorzystania z możliwości oddłużenia w przeciągu następnych dziesięciu lat.

Po ogłoszeniu upadłości syndyk sporządza inwentaryzację majątku masy upadłości, a następnie przystępuje do sprzedaży majątku upadłego konsumenta – za wyjątkiem przedmiotów pierwszej potrzeby – wyłączonych spod egzekucji.

Wraz z ogłoszeniem upadłości natychmiastowo płatne stają się wszelkie (zarówno pieniężne, jak i niepieniężne) zobowiązania konsumenta – np. kredyt wzięty „na raty”.

Konsument może robić jedynie niezbędne zakupy jak żywność czy środki czystości, które pokrywane będą przez upadłego z tych funduszy, które nie podlegały zajęciu przez syndyka.

Po ogłoszeniu upadłości działania podejmowane przez konsumenta mogą mieć wpływ na decyzję sądu – bezpodstawne zwolnienie się z pracy może doprowadzić do umorzenia postępowania upadłościowego i braku szansy na oddłużenie.

Celem postępowania upadłościowego jest umożliwienie normalnego funkcjonowania osobie zadłużonej przez tzw. „nową szansę”, a nie tylko doprowadzenie do zaspokojenia roszczeń wierzycieli. Zgodnie z uzasadnieniem projektodawcy zasada oddłużania osób nieprowadzących działalności gospodarczej ma prowadzić do ograniczania wykluczenia społecznego i mechanizmu dziedziczenia bezradności przez następne pokolenia oraz umożliwienie reintegracji dłużników w legalnym obrocie gospodarczym i ograniczenie tzw. szarej strefy.

Robert Głowacki, prawnik,Uniwersytet SWPS

Waga słów zależy od tego, kto je wypowiada

Rynki pogrążyły się w ponurym klimacie przy wzroście obaw o perspektywy globalnego ożywienia i jak bardzo może ten proces zakłócić druga fala zachorowań na koronawirusa. Rajd ryzyka na rynku akcji zaczęły się trząść w posadach, a na FX widać przechylenie w stronę risk-off.

Co się zmieniło na świecie w ciągu ostatnich 24-48 godzin? Od strony faktów i danych w zasadzie niewiele. Jednak otrzeźwiającym dla inwestorów stały się komentarze prezesa Fed Jerome’a Powella, który przestrzegł, że perspektywy wzrostu pozostają bardzo niepewne, a negatywne ryzyka są znaczne. Czy słowa Powella są zaskakujące? W żadnym razie, gdyż co rusz na rynek trafiają raporty o tym, jak bardzo COVID-19 i lockdown pogrążyły gospodarki. Pomimo tego rynki finansowe w dalszym ciągu dyskontowały szybki powrót ożywienia, silne, V-kształtne odbicie pozostawiające pandemię jako niemiłe wspomnienie. Powell przypomniał jednak, że nie da się całkowicie fałszować rzeczywistości i ignorować ryzyk. Mimo że wcześniej kilkukrotnie pojawiały się głosy ostrzegawcze, dopiero prezes Fed został potraktowany poważnie. Albo wątpliwości gromadziły się od pewnego czasu i szef banku centralnego tylko przeważył szalę.

Zachowanie rynku potwierdza tezę, którą staram się tutaj przekazać o kilku tygodni. Jest jeszcze za wcześnie na niepohamowany rajd ryzykownych aktywów. Zmienność pozostaje wysoka przy dużym ładunku niepewności, gdzie łatwo będzie o zachwianie wcześniej budowanego entuzjazmu. Tworzy to wielowektorową mieszankę, która w najbliższych tygodniach powinna trzymać rynki w szerokim ruchu bocznym, zanim wzmocnione zostanie przekonanie o wychodzeniu z defensywnych pozycji. Aktualnie rynki wracają do ostrożnego nastawienia i wygaszania apetytu na ryzyko i potrwa to, dopóki nie pojawi się nowy impuls podnoszący nadzieję na lepsze jutro. Na razie jednak przyszedł czas na korekcyjne oczyszczenie rynku akcji i przesiadkę z ryzykownych walut (NZD, AUD, GBP) w stronę bezpiecznych (USD, JPY, CHF). Będą to też lepsze warunki dla wzrostu cen złota, o ile presja na umocnienie USD nie będzie za silna.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wpływ pandemii koronawirusa na branżę PR

Osoby prowadzące działalność gospodarczą w zakresie public relations oraz freelancerzy w największym stopniu odczuwają stres spowodowany obawami o swoją przyszłość na rynku. Największy komfort psychiczny doświadczają naukowcy. Badania dowodzą, iż branża specjalistów i ekspertów komunikacji nie pozostaje obojętna wobec kryzysowych zdarzeń jakie są konsekwencją epidemii. Projektowi patronuje Polskie Stowarzyszenie Public Relations.

Zespół badawczy Exacto przeprowadził badanie, którego celem było poznanie wpływu pandemii koronawirusa na branżę PR oraz zebranie opinii w zakresie przyszłości branży po opanowaniu sytuacji związanej z COVID-19. Do udziału w projekcie zaproszono specjalistów zajmujących się public relations, zarówno freelancerów, pracowników agencji PR, jak i specjalistów zajmujących się public relations w przedsiębiorstwach prywatnych, państwowych czy NGO. Badanie było prowadzone z użyciem techniki CAWI. Dobór próby miał charakter celowy i był prowadzony w oparciu o metodę kuli śniegowej. Dane były zbierane na przełomie kwietnia i maja 2020 roku. Ostatecznie w badaniu udział wzięło 235 specjalistów branży PR.

W jednym z pytań badawczych respondenci mieli za zadanie określić na skali od 0 do 100 swój poziom stresu spowodowany sytuacją, jaka panuje w branży w czasie pandemii koronawirusa. Stres ten mógł dotyczyć np. obaw o stabilność zatrudnienia związanych z potencjalną utratą pracy, klientów, projektów. Jako przykład pomagający w odniesieniu się do badanego zjawiska, na skali umieszczono wydarzenia życiowe, takie jak śmierć współmałżonka, rozwód, ślub czy urlop, wraz z punktem określającym poziom stresu, jaki te zdarzenia generują (według opracowania psychiatrów T. Holmesa i R. Rahe’a). Średnie wskazania respondentów plasowały się na poziomie 42 punktów. Uzyskane wyniki pozwoliły na opisanie pięciu segmentów badanych ze względu na deklarowany poziom stresu:

  • 15% stanowili respondenci, których można określić jako „spacerowiczów”. Są to osoby deklarujące poziom stresu do 13 punktów, co zgodnie z przyjętym odniesieniem stanowiło stres towarzyszący urlopowi. Do tej kategorii częściej niż ogół badanych zaliczali się naukowcy z uczelni lub ośrodków badawczych (19%) oraz mężczyźni (17%).
  • Kolejną kategorię noszącą miano „opanowani” stanowiło 38% respondentów. Są to osoby, dla których obecna sytuacja generuje stres na poziomie większym niż urlop, ale mniejszym niż średnia dla ogółu badanych. Do opanowanych częściej zaliczają się osoby pracujące w PR od 6 do 10 lat (49%) oraz PR-owcy z firm sektora publicznego (48%).
  • Grupa określana jako osoby „z podwyższonym tętnem” to badani deklarujący poziom stresu wyższy niż średnia, ale niższy lub równy poziomowi towarzyszącemu takiemu wydarzeniu jak ślub (wartość dla ślubu to 50 punktów), zalicza się do nich 12% badanych, częściej w tej grupie występują pracujący w PR od 11 do 15 lat (19%) oraz kobiety (14%).
  • Grupa osób „rozgorączkowanych” to specjaliści deklarujący stres na poziomie wyższym niż ślub, jednak nieprzewyższającym napięcia generowanego przez rozwód (73 punkty), do tej grupy częściej zaliczały się osoby pracujące w PR maksymalnie 5 lat (35%) oraz PR-owcy z firm sektora prywatnego (30%).
  • Segmentację zamyka grupa „spanikowanych” stanowiąca 11% ogółu badanych. Dla nich obecna sytuacja generuje stres większy niż rozwód, relatywnie częściej do tej grupy zaliczają się freelancerzy (24%).

Stres nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym, ponieważ wielu ludzi sytuacja stresowa motywuje do działania. Ważne jest co zrobimy z tym stresem. W pracy specjalistów i ekspertów z branży public relations jest on czynnikiem, który oddziałuje nie tylko na efekty ich pracy, ale przede wszystkim na ocenę swojej przyszłości. Obawy dotyczące utraty stałej pracy lub innych źródeł zarobkowania są uzasadnione, gdyż powszechnie wiadomo jest, iż biznes rozpoczyna cięcie kosztów począwszy od miękkich obszarów, wśród których niestety znajduje się PR. Jednakże siłę wpływu negatywnych zmian na branżę może ograniczać fakt zwiększania przez firmy zapotrzebowania na usługi z zakresu wsparcia kryzysowego oraz wzmacniania relacji wewnętrznych –  ­­podsumowuje dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, z zespołu badawczego, który zrealizował projekt, Prezes Zarządu EXACTO.

Zasięg koronawirusa COVID-19 – przebieg epidemii w Polsce analizuje Mariusz Gromada

W Polsce średnia dzienna liczba potwierdzonych zakażeń (średnia ruchoma z kilku dni), już od około sześciu tygodni, pozostaje na podobnym poziomie i oscyluje w granicach 350 nowych przypadków. W ostatnich dniach zanotowano silne wzrosty infekcji COVID-19 w województwie śląskim. Względnie opanowana sytuacja w pozostałej części kraju nie powinna jednak uspokajać. Nagły wzrost zachorowań na Śląsku należy potraktować jako sygnał do ciągłej czujności, szczególnie w okresie postępującego procesu otwierania gospodarki.

Osoby zdiagnozowane w województwie śląskim stanowią obecnie 60-85% wszystkich nowych wykrytych zachorowań. Na bazie dostępnych danych można stwierdzić, że – w zależności od obszaru – mamy w Polsce dwie różne prędkości rozwoju epidemii. Poza województwami śląskim i dolnośląskim transmisja wirusa znacznie spowolniła.covid-19-cykl-11-krzywe

Szczegółowa analiza potwierdza istotny spadek wykrytych chorych w większości województw.  Niemal nie notuje się nowych przypadków w lubuskim, zachodniopomorskim, pomorskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim (krzywa pokazuje wzrost, jednak to są małe wartości), podlaskim, lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim (widać fluktuacje, jednak są to małe wartości) i opolskim. W mazowieckim, łódzkim, wielkopolskim, małopolskim i opolskim liczba nowych zakażeń wyraźnie spada. Województwo dolnośląskie wciąż bez zmian trendu, z nadal istotnymi przyrostami. Na Śląsku istotny wzrost przyrostów zakażeń.covid-19-cykl-11-mapa

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 13.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Przez uśmiech dziecka do serca pracownika

Pandemia Covid-19 zmieniła naszą codzienność. Przedłużający się czas obostrzeń i ograniczeń spowodował utrudnienia zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Maj, który co roku obfitował w rodzinne, a także firmowe pikniki czy imprezy pod gołym niebem, jest inny niż w minionych latach. Do tego – mimo stopniowego znoszenia części zakazów – Polacy przygotowują się na ciężkie czasy, szczególnie że ceny towarów i usług w ostatnich tygodniach wyraźnie wzrosły. Co w zaistniałej sytuacji może zrobić pracodawca? Z jakich przepisów może skorzystać firma, by wesprzeć domowy budżet swoich pracowników i sprawić, by spojrzeli optymistyczniej na świat?

Jak wynika z badania „Polacy w czasie epidemii”, przeprowadzonego przez SW Research na przełomie kwietnia i maja, ponad połowa Polaków (54%) negatywnie ocenia zmianę w budżecie swojego gospodarstwa domowego w wyniku pojawienia się Covid-19. Poczucie izolacji i niewiadoma na temat tego, co czeka nas po powrocie do nowej rzeczywistości, rosną z kolejnymi tygodniami pracy z domu. Polacy to jedna z pięciu nacji, które najbardziej obawiają się, że konsekwencją pandemii koronawirusa będzie pogorszenie stanu gospodarki. W międzynarodowym sondażu sieci IRiS, którego polską część przeprowadziło ARC Rynek i Opinia, taką wizję podziela aż 83% mieszkańców naszego kraju.

Przepisy dają nowe możliwości

Na początku tego roku, wraz z nowelizacją Ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na 2020 rok została podniesiona wartość odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych (ZFŚS), który wynosi obecnie 1550,26 zł na pracownika. To pierwszy tak duży wzrost odpisu od wielu lat. Rząd, szukając ulg dla firm dotkniętych zatrzymaniem gospodarki, przygotował w ramach tarczy antykryzysowej przepisy, wśród których znalazły się między innymi zmiany w rozliczeniach podatku dochodowego od osób fizycznych. Przepisy dwukrotnie zwiększyły limit zwolnienia z PIT od wartości świadczeń finansowanych z ZFŚS lub funduszy związków zawodowych – z 1000 do 2000 zł. Wzrosły również limity zwolnienia z PIT od zapomóg wypłacanych przez organizacje związkowe (z 1 do 3 tys. zł) oraz wolnych od PIT zapomóg otrzymywanych w przypadku indywidualnych zdarzeń losowych finansowanych poza ZFŚS czy z funduszy związkowych (z 6 do aż 10 tys. zł). Przykładem świadczenia pieniężnego, pozwalającego skorzystać ze zwiększonego nową ustawą zwolnienia z PIT do 2000 zł na pracownika są karty podarunkowe.

Karta podarunkowa jest uniwersalnym benefitem, docenianym przez pracowników niezależnie od branży, którą reprezentują, płci, wieku czy doświadczenia. Ze względu na możliwość płatności online czy bezstykowo jest jednym z najbardziej docenianych benefitów, którego moc w czasie izolacji nabiera szczególnego znaczenia. Bez wątpienia środki na niej zawarte to realne wsparcie domowego budżetu, bo pracownik sam decyduje, czy sfinansuje nimi codzienne zakupy, a może prezent dla swojej pociechy z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Świadczenie pozapłacowe, które daje super moc

W warunkach rosnących cen za towary i usługi, obdarowanie członka zespołu kartą podarunkową lub ponowne doładowanie posiadanej karty może zostać wykorzystane przez pracownika na sfinansowanie bieżących zakupów czy też innych potrzeb na przykład związanych ze sfinansowaniem upominków dla najmłodszych członków rodziny, którzy już niedługo będą obchodzić swoje święto.

Dotychczas wiele firm traktowało Dzień Dziecka jako możliwość, by pokazać pracownikom, że także ich rodziny i dzieci są ważni dla pracodawców. Dlatego też co roku organizowali pikniki i wydarzenia sprzyjające integracji. Z doświadczenia wiem, jak bardzo dzieci czekały na te doroczne eventy i jak miło było widzieć uśmiechy na ich twarzach! Jednakże, z powodu pandemii, przypadające na 1 czerwca święto będzie zupełnie inne niż do tej pory – nie tylko bez spotkań z rówieśnikami czy dziadkami, ale także bez uczestnictwa w pikniku czy animacji zabaw w firmowej siedzibie. Czy istnieje alternatywa? Tak, dziś pracodawcy mogą zastosować inne rozwiązania. Należy do nich choćby Karta Podarunkowa dla Dzieci, którą zostaną sfinansowane prezenty dla najmłodszych. Kartą można płacić online i bezdotykowo w sklepach stacjonarnych. Dedykowana sieć akceptacji obejmuje m.in. sklepy z zabawkami, obuwiem i odzieżą, ale taż grami czy księgarnie, czyli punkty, gdzie można kupić szeroko pojęte produkty dla dzieci i młodzieży. Pomoc rodzicom w sfinansowaniu upominku dla pociechy to jakby wyposażenie ich w super moc, dzięki której możliwy będzie zakup wymarzonego prezentu. Dlatego pracodawca, który pomoże pracownikom sprawić, by 1 czerwca ich pociechy miały dzień wypełniony radością, nie tylko zyska uznanie ze strony zatrudnionych, ale także spowoduje, że choć na chwilę humory całej rodziny ulegną poprawie – powiedziała Katarzyna Turska z Sodexo.

Zaistniała sytuacja społeczno-ekonomiczna sprawiła, że pracownicy oczekują od swoich szefów elastycznego podejścia do form wsparcia. Powinny one dotyczyć zarówno sfery mentalnej, pozwalającej zachować optymizm i pogodę ducha, jak i kwestii materialnych, zapewniających nie tylko spokojny byt, ale i odrobinę radości. Dostrzeganie przez przełożonego nietypowych wyzwań życiowych, wyrażanie troski i pomoc w trudnych momentach dają pracownikowi poczucie bezpieczeństwa, dodają pewności siebie oraz budują lub wzmacniają więzi z organizacją. To działania, które bez wątpienia zaprocentują w kolejnych miesiącach roku.

Branża IT, która przyzwyczaiła nas do szybkich wzrostów, teraz czeka na żółtym świetle

Dotychczasowy dynamiczny rozwój i zawrotne tempo przyrostu płac w usługach IT zwolniło wobec pandemii. Branża, która przyzwyczaiła nas do szybkich wzrostów, teraz czeka na żółtym świetle. Najbliższe miesiące pokażą czy start będzie energiczny i przyniesie odbicie – tak wynika z najnowszych badań Just Join IT – portalu pracy dla programistów, który opublikował wyniki pierwszego barometru ITX. To pierwsze w Polsce, cykliczne badanie monitorujące sytuację w spółkach tech.

Umiarkowany optymizm

Branża IT niepewnie patrzy na rynek, mimo, że programista to wciąż jeden z najbardziej pożądanych zawodów, to skutki pandemii odbiją się na wszystkich. Pomimo kwietniowego wzrostu przychodów w branży IT prawie u połowy przebadanych firm (44%), to co czwarta spółka technologiczna odnotowała spadek (26%), a prawie co trzecia nie zanotowała w tym obszarze zmian (30%). Według badania przeprowadzonego przez Just Join IT* osoby na stanowiskach kierowniczych odczuwają umiarkowany optymizm względem odbicia się branży po pandemii.

Liczba nowych zamówień w kwietniu wzrosła w ponad 41% firm, w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w przypadku 29% pozostała bez zmian. Z kolei 30% odnotowało spadek. Wyjście z kryzysu staje się realne, IT budzi się do życia, ale nie będzie to tempo do którego przyzwyczaiła nas branża.

Aktualnie mamy sporą liczbę zapytań od klientów, którzy byli do tej pory w uśpieniu. W takich branżach, jak np. automotive, zrodziło się wiele potrzeb, a w branży medycznej/telemedycynie, duża popularność to wszelkiej maści streaming, transmisje video, spotkania online. Prognozowany wzrost według barometru ITX w maju z 50.9 na 58.0 jest uzasadniony, bo wiele firm wcisnęło wcześniej „hamulec” – trochę z obawą przed nieznanym, a teraz wracają do normalności – mówi Krzysztof Parjaszewski, CEO Skygate.

Większe zmiany nie pojawiły się także w przypadku billable rate, czyli naliczanej stawki godzinowej w firmach w kwietniu, także u większości pozostała ona bez zmian (43%) względem marca, spadając u 15% spółek.

Zatrudnienie w IT

Połowa (50%) przebadanych firm nie odnotowała żadnych zmian w strukturze, ale 16% musiało zredukować liczbę pracowników. Jednocześnie nowi pracownicy nie byli w kwietniu chętnie rekrutowani. Wzrosty zanotowało zaledwie 34% firm, co może być związane ze wstrzymaniem procesów rekrutacyjnych podczas niepewnej sytuacji gospodarczej w kraju.

Poniżej średniej spadła natomiast ogólna sytuacja względem cen za produkty i usługi w firmach tworzących oprogramowanie. W 70% z nich nic się nie zmieniło, ale w prawie co piątej firmie (18%) odnotowano w kwietniu spadek cen za dostarczane usługi, co mogło mieć wpływ na obniżenie średniego wynagrodzenia pracownika i miało sytuację także w przypadku jednej na pięć firm w branży IT (20%).

Średnia wskazuje, że zrezygnowano natomiast z wydatków na marketing, które względem marca, spadły, w co trzeciej firmie (34%) lub pozostały bez zmian (46%).

Kwiecień był pierwszym pełnym miesiącem, funkcjonowania naszej branży na kwarantannie. Dlatego jest to bardzo istotny odczyt, jako punkt odniesienia dla kolejnych wyników. Konsensus na poziomie 50,9 może napawać umiarkowanym optymizmem, ponieważ polska branża IT nie wpadła w dekoniunkturę. Idea comiesięcznych badań pozwoli na monitorowanie i zobrazowanie rzeczywistej kondycji branży IT – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Kondycja branży IT w maju

Według prognoz w maju wszystkie średnie wskaźniki wzrosną. Branża IT zareaguje na kryzys w formacji V – czyli szybkiego odbicia. Umiarkowanie optymistyczny poziom osiągną ceny usług, średnie wynagrodzenie i wydatki na marketing.

Właśnie teraz postanowiliśmy stworzyć pierwszy barometr kondycji rodzimej branży IT. Dotychczas nie wiedzieliśmy, jaka jest rzeczywista kondycja spółek technologicznych. W przyszłości może to stać się jednym z głównych wskaźników dla kondycji polskiej gospodarki, bo w końcu każda firma, będzie kiedyś firmą technologiczną – Tech is eating the world – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Just Join IT będzie co miesiąc przeprowadzać badanie na selektywnie wybranych ankietowanych – wyłącznie osobach z poziomu C-level z takich sektorów jak: softer house, startup, outsourcing i e-commerce, będącymi decyzyjnymi osobami w polskich spółkach technologicznych. Idea comiesięcznych badań w formie Barometru ITX pozwoli na monitorowanie i zobrazowanie rzeczywistej kondycji branży IT.

O Barometrze ITX

Jak odczytywać barometr? Środek skali i 50,0 jest punktem wyjścia, odczyty powyżej niego, należy odczytywać pozytywnie, rezultaty poniżej tego poziomu oznaczają dekoniunkturę lub recesję. Im dalej odczyt jest od poziomu 50,0, tym większe zmiany w branży na korzyść lub niekorzyść. Końcowy wynik barometru ITX obliczany jest jako średnia ważona z poszczególnych wyników badanych zmiennych. Ważne jest zwracanie uwagi na zmiany miesiąc do miesiąca, ponieważ pokazują one, jak zmienia się sytuacja.

*Barometr ITX za kwiecień 2020 obliczany jest jako średnia ważona z poszczególnych wyników otrzymanych w odpowiedzi od ankietowanych subindeksów. Ankietowaną grupą było 131 osób wyłącznie na stanowiskach kierowniczych C-level/wyższy manager.

Ceny usług fryzjerskich mogą wzrosnąć. Głównym powodem będą wyższe koszty pracy w rygorze sanitarnym

0

W poniedziałek 18 maja zaczyna się trzeci etap odmrażania gospodarki. Oznacza on m.in. możliwość ponownego otwarcia salonów fryzjerskich i kosmetycznych, jednak w zaostrzonym rygorze sanitarnym. Konieczność zbudowania przepierzeń lub ograniczenia liczby jednocześnie obsługiwanych klientów przełoży się jednak na wzrost kosztów działalności, a niemal co trzeci zakład fryzjerski nie ma żadnej poduszki finansowej. Branża beauty daje zatrudnienie dla 300 tys. osób.

– Dzisiaj 30 proc. salonów fryzjerskich w zasadzie nie ma żadnej poduszki finansowej, która umożliwiałaby im przeżycie dłużej niż miesiąc bez przychodów i bez prowadzenia działalności. Tylko 10 proc. salonów jest w stanie przeżyć dłużej niż trzy miesiące. Pozostała część może przetrwać dwa–trzy miesiące, ale branża została bardzo mocno uderzona, ponieważ w zasadzie nie ma żadnych przychodów, kiedy salony zostały zamknięte – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Szymczak, dyrektor generalny RICA w Polsce. – Ta branża bardzo często żyje z dnia na dzień i nie ma zapasów finansowych jak duże firmy czy koncerny.

Od 1 kwietnia salony fryzjerskie zostały całkowicie zamknięte, część przestała przyjmować klientów nawet nieco wcześniej, w połowie marca, w obawie o bezpieczeństwo swoje i ich. W Polsce w branży tej pracuje 300 tys. osób. Według RICA, wywodzącej się z Sycylii rodzinnej firmy, która po ponad ćwierćwieczu istnienia działa w 60 krajach, dostarczając kosmetyki profesjonalne do salonów, około 70 proc. jej klientów już rozpoczęło redukcję wynagrodzeń, a gdyby w najbliższym czasie branża nie rozpoczęła działalności, nie dałoby się uniknąć redukcji etatów.

– Rozmawialiśmy z naszymi klientami i blisko 60 proc. z nich ocenia działania państwa jako niewystarczające. 35 proc. z nich twierdzi, że to jest bardzo słabe wsparcie, a tylko 7 proc. uważa, że jest ono wystarczające – mówi Cezary Szymczak. – Efektem tej całej sytuacji są również wydłużające się czasy rozpatrywania wniosków klientów o wsparcie, ponieważ nie mają oni dużej poduszki finansowej, w związku z czym bardzo pilnie na nie czekają. Jednak czas rozpatrywania wniosków jest bardzo długi i to tym bardziej może spowodować, że branża będzie szybko chyliła się ku upadkowi.

Dostawcy produktów dla branży fryzjerskiej uruchomili akcję Fryzjerzy Fighterzy, która pozwoli wesprzeć ją w szybkim powrocie do działania i przekaże za darmo 100 tys. farb dla fryzjerów, aby mogli jak najszybciej rozpocząć swoje działania.

Salony będą mogły wznowić działalność pod pewnymi wymogami. Obowiązkowe będą maseczki i rękawiczki, a jeżeli salon ma więcej stanowisk, będzie musiał zainwestować w przegrody oddzielające poszczególnych klientów od siebie, co może kosztować od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Część zakładów będzie zmuszona ograniczyć liczbę jednocześnie obsługiwanych klientów, co zmniejszy ich przychody. Przy niezmienionych kosztach może to się przełożyć na wzrost cen usług.

– Myślę, że dochody salonu się zmniejszą ze względu na fakt, że będą obostrzenia związane z liczbą pracowników oraz odstępami między stanowiskami. Salony, które mają mniejszy metraż, będą więc musiały zrezygnować z części z nich, co spowoduje mniejszą liczbę klientów – potwierdza Dominik Podwika, trener marki RICA, właściciel Podwika Studio we Wrocławiu. – W naszej branży często się zdarza, że pracujemy w tym samym czasie przy dwóch klientach, więc kiedy zmniejsza się obrót, najlepszym rozwiązaniem jest podnieść ceny za usługi, ale z drugiej strony nie wiemy, czy to nie zniechęci klientów, choć dopytują się oni o termin otwarcia salonu.

Ronson Development: ponad 29 mln zł zysku netto w pierwszym kwartale 2020 r.

W pierwszym kwartale 2020 r. Ronson Development wypracował 29,4 mln zł zysku netto. To wynik ponad 8-krotnie wyższy od osiągniętego w analogicznym okresie ubiegłego roku i zarazem o 69% wyższy niż w całym 2019 r.

– W pierwszym kwartale br. przekazaliśmy naszym klientom rekordową liczbę 387 lokali, w tym 234 lokale w projekcie City Link III na warszawskiej Woli, gdzie marża brutto na sprzedaży sięgnęła niemal 39%. Zysk brutto tylko z tego jednego projektu wyniósł 44,2 mln zł, a łączny zysk brutto na sprzedaży w omawianym okresie to 45,8 mln zł. Przełożyło się to na rekordowy zysk netto, który przekroczył 29 mln zł. To wynik nie tylko kilkukrotnie wyższy od wypracowanego w pierwszym kwartale ubiegłego roku, lecz również wyższy niż roczne zyski Ronson Development w kilku ostatnich latach – wskazał Boaz Haim, prezes Ronson Development.

Łączne przychody ze sprzedaży osiągnięte przez Ronson Development w pierwszym kwartale 2020 r. wyniosły 167,2 mln zł i były 2,5-krotnie wyższe niż przed rokiem. Średnia marża brutto na wszystkich projektach mieszkaniowych w tym okresie sięgnęła 27,4% wobec 19,6% w analogicznym okresie 2019 r.

Przekazania lokali zgodnie z planem

Na koniec marca 2020 r. w ukończonych projektach znajdowało się 197 lokali, które nie zostały jeszcze przekazane klientom, z czego 115 to lokale już sprzedane, a łączna wartość zawartych umów to 59,6 mln zł. Oczekuje się, że większość tych lokali zostanie przekazana klientom w drugim kwartale br.

Ponadto, w tym roku Ronson Development planuje zakończyć budowę 6 projektów obejmujących łącznie 701 lokali. 513 z nich (o wartości 195,8 mln zł) było już sprzedanych przed końcem pierwszego kwartału br.

– Codziennie monitorujemy postępy prac na budowach. Mimo trwającej pandemii, wszystkie projekty realizowane są zgodnie z harmonogramem. Na ten moment nie przewidujemy jakichkolwiek opóźnień w przekazywaniu lokali nabywcom – zapowiedział Boaz Haim.

Solidne fundamenty finansowe

W okres zawirowań rynkowych wywołanych pandemią COVID-19 Ronson Development wszedł, będąc w bardzo dobrej sytuacji finansowej.

– Na koniec marca br. na kontach Spółki znajdowały się ponad 104 mln zł, a relacja długu netto do kapitałów własnych była na poziomie 19%, najniższym od 7 lat. Posiadając pełną zdolność do finansowania obecnych oraz planowanych projektów, jak również do nabywania nowych gruntów, Ronson Development znajduje się w komfortowej sytuacji finansowej – stwierdził Yaron Shama, wiceprezes i dyrektor finansowy Ronson Development.

Wyniki sprzedaży drugiego kwartału pod wpływem pandemii

Pierwszy kwartał tego roku był udany dla Ronson Development również pod względem nowo zawieranych umów sprzedaży mieszkań. Spółka zakontraktowała sprzedaż 277 lokali wobec 174 w analogicznym okresie 2019 r.

Motorami sprzedażowymi Ronson Development w minionym kwartale były dwa warszawskie projekty: Ursus Centralny i Miasto Moje, gdzie sprzedano odpowiednio 99 i 65 lokali. Dużą popularnością cieszyła się również Panoramika w Szczecinie (33 sprzedane mieszkania) oraz Grunwald2 w Poznaniu (17 sprzedanych lokali).

– Wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale tego roku były najlepsze w historii Ronson Development. W kwietniu zaobserwowaliśmy jednak wyraźne wyhamowanie sprzedaży w związku z ograniczeniami w przemieszczaniu się wprowadzonymi z powodu pandemii, a także z wywołaną przez nią niepewnością na rynku nieruchomości. Biorąc pod uwagę te nadzwyczajne okoliczności, na bieżąco analizujemy warunki rynkowe i dostosowujemy do nich terminy uruchamiania nowych inwestycji. Niedawno wystartowaliśmy z budową drugiego etapu osiedla Ursus Centralny w Warszawie, obejmującego przeszło 250 lokali. Zakładamy, że do końca roku uruchomimy jeszcze cztery inwestycje liczące łącznie ponad 400 lokali – wskazał Andrzej Gutowski, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży w Ronson Development.

– Szybko dostosowaliśmy też nasze działania sprzedażowe do nowej rzeczywistości. Przykładowo, klasyczne dni otwarte w naszych inwestycjach zastąpiliśmy spotkaniami wirtualnymi, które transmitowane są na żywo na naszym profilu na Facebooku. Dla naszych klientów jesteśmy dostępni zarówno zdalnie – telefonicznie mailowo czy poprzez czat online, jak również w biurach sprzedaży, gdzie oczywiście zachowujemy szczególne środki ostrożności. Nasze biura sprzedaży ponownie są otwarte 5 dni w tygodniu. Powoli wracamy do normalności – podsumował Andrzej Gutowski.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development

(mln zł) I kw. 2020 I kw. 2019 Zmiana r/r
Przychody 167,2 66,0 +153%
Zysk brutto na sprzedaży 45,8 11,8 +288%
Zysk netto 1) 29,4 3,5 +740%

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Firma bp testuje dostawy produktów ze stacji do domów klientów za pomocą Uber Eats. Wkrótce usługa ma być dostępna w całym kraju

W obliczu pandemii ponad połowa Polaków ograniczyła spotkania ze znajomymi i wychodzenie z domu. Handel przeniósł się do internetu, a zakupy online umożliwia coraz więcej sklepów i restauracji. Od teraz za pomocą aplikacji Uber Eats można zamówić artykuły z oferty gastronomicznej Wild Bean Café. Wkrótce oferta ma zostać rozszerzona o kolejne produkty ze sklepów na stacjach bp. – Cyfrowa przestrzeń i możliwość skorzystania z nowoczesnych aplikacji to naturalny kierunek rozwoju bp – ocenia Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

– Realizacja dostaw home delivery jest naturalnym kierunkiem, w jakim podąża wiele przedsiębiorstw. Firma bp oferuje szeroką gamę produktów, zarówno w sklepie, jak i w ofercie bistro. Początkowo koncentrowaliśmy się na zapewnieniu oferty dla klientów w drodze, ponieważ jednak produkty cieszą się dużą popularnością, a klienci coraz chętniej korzystają z dostaw do domu, również postanowiliśmy zapewnić taką usługę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

Stacje paliw to już od dawna nie tylko miejsce, gdzie zatankujemy samochód. Otwarte są całą dobę i usytuowane w dogodnych lokalizacjach, przez co stały się miejscem, w którym można zaspokoić większość potrzeb zakupowo-usługowych. Sprzedaż pozapaliwowa jest istotnym elementem strategii bp, która jako pierwsza weszła na rynek z kawiarnią Wild Bean Cafe. Od teraz wybrane artykuły z oferty kawiarni będzie można zamówić z dostawą do domu. Na razie tylko w Krakowie.

– Chcieliśmy doprecyzować od strony operacyjnej każdy szczegół, żeby przed rozszerzeniem oferty wszystko spełniało oczekiwania klientów. W krótkim czasie planujemy natomiast rozszerzenie oferty na terytorium całego kraju i wszystkich dużych miast, w których działa Uber Eats. Poza Polską bp realizuje dostawy domowe już w kilku krajach, m.in. w Australii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii – wskazuje dyrektor generalna bp retail w Polsce.

Aby zamówić produkty z Wild Bean Cafe, można skorzystać z aplikacji Uber Eats lub z jej strony internetowej i złożyć zamówienie w jednej ze wskazanych stacji. Dostawa trwa ok. 30 minut, nie obowiązuje też minimalna wartość koszyka.

– Usługę dostaw domowych realizujemy we współpracy z firmą Uber Eats, ponieważ gwarantuje ona bardzo szybką realizację dostaw, a także szeroki zasięg, dzięki czemu nasza oferta będzie mogła być dostępna w większości miast w Polsce – ocenia.

Jak wskazuje przedstawicielka bp, zarówno przygotowanie produktów, jak i sama dostawa realizowane są w całkowicie bezpieczny sposób. Firma działa zgodnie z wysokimi standardami bezpieczeństwa, wdrożono też dodatkowe procedury w związku z pandemią koronawirusa w Polsce, a cała dostawa jest zupełnie bezkontaktowa – kierowcy zostawiają zamówione produkty pod drzwiami.

– Bezpieczeństwo i zachowanie wysokich standardów dla bp zawsze było priorytetem, więc przygotowanie produktów spożywczych jest realizowane według standardów HACCP. Wprowadziliśmy szereg dodatkowych obostrzeń i zmian w procesach, aby również zapewnić bezpieczeństwo pod względem ryzyka zakażenia – mówi Barbara Wiążewska.

Z badania „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że zakupy online robi 62 proc. Polaków. W obliczu pandemii koronawirusa zakupy internetowe stały się dla wielu rodaków zdecydowanie lepszą alternatywą niż te tradycyjne. Blisko 40 proc. konsumentów zaopatrzyło się w sieci w potrzebne zapasy żywności czy środków higienicznych i chemicznych, a 37 proc. uważa tę formę zakupów za bezpieczniejszą (raport „E-commerce w czasie kryzysu 2020” Izby Gospodarki Elektronicznej).

– To, co ważne dla klientów, to nie tylko jakość oferty, ale także forma, w jaki sposób ją dostarczamy. Wygodna aplikacja, szybki dostęp do oferty, dostawa do domu, wygodna forma płatności i bezpieczna realizacja to te elementy, które są dla klientów ważne – wymienia dyrektor generalna bp retail w Polsce. – Cyfrowa przestrzeń umożliwia spełnienie wszystkich tych warunków oraz korzystanie z nowoczesnych aplikacji, zatem jest to naturalny kierunek rozwoju bp.

Grupa Develia osiągnęła 65,4 mln zł zysku netto w I kwartale 2020 r.

  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 180,1 mln zł wobec 420,7 mln zł rok wcześniej. Zmiana wynika przede wszystkim z mniejszej liczby przekazań mieszkań: 421 wobec 1 163 rok wcześniej. Jest to zgodne z założeniami na I kwartał br.
  • Zysk netto Grupy wyniósł 65,4 mln zł, czyli o ok. 40% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • W trzech pierwszych miesiącach 2020 r. deweloper sprzedał 311 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, wobec 331 mieszkań w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Na koniec I kwartału 2020 r. Develia posiadała 485,3 mln zł gotówki, co stanowi wzrost o ponad 42% w porównaniu do końca 2019 r., kiedy stan środków pieniężnych wyniósł 340,9 mln zł.
  • Na koniec I kwartału 2020 r. wskaźnik długu netto do kapitałów własnych obniżył się do poziomu 0,21 z 0,49 na koniec 2019 r.

– Develia ma stabilną sytuacją finansową. Silna pozycja gotówkowa pozwala nam ze spokojem realizować wszystkie projekty. W ostatnich tygodniach widzimy stopniowy wzrost zainteresowania klientów mieszkaniami po przestoju spowodowanym koronawirusem, jaki miał miejsce w marcu. Uważnie obserwujemy sytuację na rynku, nastroje wśród klientów i w zależności od tego, będziemy reagować i uruchamiać kolejne inwestycje mówi Michał Hulbój, p.o. prezesa Develii.

Działalność deweloperska

W pierwszych trzech miesiącach 2020 r. deweloper sprzedał 311 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, wobec 331 mieszkań w analogicznym okresie roku ubiegłego. Develia przekazała 421 mieszkań w porównaniu do 1 163 lokali rok wcześniej.

W pierwszym kwartale br. Develia wprowadziła do sprzedaży mieszkania w Baltea Apartments w Gdańsku. To nowa inwestycja na Przymorzu, w której powstanie 239 lokali. Ponadto Develia rozpoczęła przedsprzedaż mieszkań V etapu osiedla Mała Praga w Warszawie. W projekcie przewidziano 48 lokali. Grupa wprowadziła także do oferty kolejne 86 lokali we wrocławskiej inwestycji Między Parkami.

W związku z pandemią i istotnym spadkiem sprzedaży w marcu i kwietniu oraz zawieszeniem przez urzędy biegu procedur administracyjnych – co ma negatywny wpływ m.in. na uzyskiwanie pozwoleń na budowę, Develia planuje przesuniecie wprowadzenia części projektów do oferty oraz rozpoczęcia budów z II kwartału 2020 r. na drugą połowę roku, fazowanie większych etapów inwestycji, zamianę etapów tak, aby oferta możliwie jak najbardziej odpowiadała sytuacji na rynku oraz potwierdzanie zapotrzebowania na kolejne etapy procesem przedsprzedaży na podstawie umów rezerwacyjnych.

W obecnej sytuacji Develia elastycznie dostosowuje ofertę, wprowadzając kolejne udogodnienia dla klientów, takie jak podpisywanie umów rezerwacyjnych bez konieczności dokonywania wpłaty, możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej bez konsekwencji oraz korzystny dla kupującego program płatności za mieszkanie.

Działalność komercyjna

W styczniu 2020 r. Develia sfinalizowała sprzedaż budynku biurowego Wola Center w Warszawie za 101,9 mln euro. W portfelu nieruchomości komercyjnych Develii znajdują się Arkady Wrocławskie i Sky Tower we Wrocławiu oraz Wola Retro w Warszawie.

Develia kontynuuje realizację strategii przyjętej w 2019 r. dla wrocławskiego Sky Tower, który docelowo ma stać się obiektem biurowo-usługowo-rozrywkowym. Pierwszy kwartał br. przyniósł Sky Tower dalszą stabilizację portfolio najemców biurowych. Tenant-mix zasiliły trzy nowe firmy, dwóch dotychczasowych najemców przedłużyło swoje umowy, a kolejny powiększył wynajmowaną powierzchnię. Poziom komercjalizacji powierzchni biurowej obiektu zbliża się do 100%.

W związku z sytuacją spowodowaną koronawirusem i wprowadzeniem ograniczeń, Develia wprowadziła elementy tarczy antykryzysowej dla najemców, którzy zostali objęci administracyjnym ograniczeniem w funkcjonowaniu. Rozwiązanie to wpłynęło na spadek przychodów z czynszów najmu oraz opłat eksploatacyjnych w obiektach handlowych, w okresie od 14 marca do 4 maja 2020 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2020 1Q2019 Zmiana (%)
Przychody 180 119 420 705 -57,19%
Zysk brutto ze sprzedaży 72 753 161 210 -54,87%
Marża brutto ze sprzedaży 40,39% 38,32% +2,07pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 58 838 138 567 -57,54%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 37,60% 35,98% +1,62pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 13 893 22 619 -38,58%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 58,83% 63,62% -4,78pp
EBITDA 127 737 144 473 -13,10%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 61 664 152 055 -59,44%
Zysk netto 65 403 108 932 -39,96%
Skorygowany zysk netto* 44 693 115 200 -61,20%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody Grupy w I kwartale 2020 r. wyniosły 180,1 mln zł wobec 420,7 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 65,4 mln zł zysku netto, czyli o ok. 40% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

– Mniejsza liczba przekazań mieszkań 421 wobec 1 163 rok wcześniej ma swoje odzwierciedlenie w wynikach, ale jest to zgodne z naszymi założeniami na I kwartał br. Do końca roku planujemy przekazać jeszcze ok. 580-680 mieszkań. Koncentrujemy się na zaadaptowaniu do obecnej sytuacji, która niewątpliwie wpływa na całą branżę mówi Paweł Ruszczak, członek zarządu ds. finansowych Develii.

Skorygowany zysk netto ze sprzedaży bez wpływu przeszacowania nieruchomości i kredytów walutowych wyniósł 44,7 mln zł, czyli o 61,2% mniej w stosunku do I kwartału 2019 r.

Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu w I kwartale br. wyniósł 13,9 mln zł przy przychodach 23,6 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej wyniósł 58,8 mln zł przy przychodach 156,5 mln zł.

Na koniec I kwartału 2020 r. Develia posiadała 485,3 mln zł gotówki, co stanowi wzrost o ponad 42% w porównaniu do końca 2019 r., kiedy stan środków pieniężnych wyniósł 340,9 mln zł. Na koniec I kwartału 2020 r. zobowiązania finansowe wyniosły 850 mln zł w porównaniu z 1 087 mln zł na koniec 2019 r. Wskaźnik długu netto do kapitałów własnych osiągnął poziom 0,21 – istotnie obniżył się z poziomu 0,49 na koniec 2019 roku. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku wywołaną koronawirusem, obecny poziom wskaźnika potwierdza stabilną sytuację finansową Grupy.

Na wyniki finansowe Develii w I kw. 2020 r. znaczący wpływ miały zdarzenia o charakterze jednorazowym.

W rezultacie znaczącego umocnienia EUR w I kwartale br., nastąpił wzrost wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych w kwocie 74,4 mln zł. Jednocześnie odnotowano wzrost wyceny zobowiązań z tytułu kredytów w EUR w kwocie 24,9 mln zł. Reasumując, wzrost kursu EUR wpłynął na zwiększenie skonsolidowanego zysku brutto Develii o 49,5 mln zł.

Ponadto Develia ujęła w wynikach finansowych za I kwartał 2020 r. kwoty będące rezultatem poniesionych nakładów na nieruchomości inwestycyjne oraz rozliczenia z tytułu linearyzacji przychodów z najmu. Zmiany te spowodowały zmniejszenie skonsolidowanego zysku brutto o 8,3 mln zł.

Negatywnie na wyniki w kwocie 14,8 mln zł wpłynęło też rozliczenie zabezpieczenia stopy procentowej kredytu na budowę Wola Center. Rozliczenie nastąpiło w związku ze sprzedażą biurowca.

BGK wdrożył pakiet pomocowy dla firm dotkniętych skutkami pandemii. Mogą skorzystać z form wsparcia wartych łącznie kilkaset miliardów złotych

Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża 10 programów pomocowych dla przedsiębiorstw każdej wielkości, wartych łącznie nawet kilkaset miliardów złotych. Pakiet pomocowy ma wesprzeć polskie firmy w zachowaniu płynności finansowej, ale też w zaplanowaniu przyszłych inwestycji. Oprócz już istniejących rozwiązań – jak gwarancje de minimis czy kredyt na innowacje technologiczne – pojawiły się też nowe, np. pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Przedsiębiorcy mogą korzystać z kilku produktów jednocześnie. Wsparcie przysługuje również tym firmom, które korzystają z rządowych ulg i zwolnień. Większość rozwiązań jest już dostępna na rynku.

– Zderzyliśmy się z kryzysem, którego się spodziewaliśmy, ale chyba nikt nie spodziewał się, że przybierze on takie rozmiary i globalny zakres. W jednym momencie gospodarki na całym świecie zostały zamrożone. Dzisiaj wiele rządów pracuje nad tym, jak przywrócić gospodarkę do życia. Ogromna rola instytucji finansowych polega na tym, żeby pomóc przedsiębiorstwom przetrwać ten bardzo trudny okres – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Jak podkreśla, BGK wdrożył pakiet pomocowy dla firm dotkniętych skutkami pandemii SARS-CoV-2. Obejmują one różne formy wsparcia, w tym m.in. systemy gwarancji i dopłat czy pożyczki z wykorzystaniem funduszy unijnych. Oprócz już istniejących rozwiązań – jak gwarancje de minimis czy kredyt na innowacje technologiczne – pojawiły się też nowe, jak Fundusz Gwarancji Płynnościowych czy dopłaty do oprocentowania, które mają dodatkowo wspomóc polskie firmy.

Na rozwiązania wdrożone przez bank składa się łącznie 10 programów pomocowych dla firm każdej wielkości. Z większości z nich przedsiębiorcy mogą już korzystać za pośrednictwem swoich banków lub pośredników finansowych. Kolejne są w fazie przygotowania. Firmy mogą skorzystać jednocześnie z kilku instrumentów pomocowych. Co istotne, wsparcie z pakietu pomocowego BGK mogą uzyskać też przedsiębiorcy, którzy wcześniej otrzymali rządowe ulgi i zwolnienia.

– Największe potrzeby mają mikro- i małe firmy. Pierwszym rozwiązaniem, które udostępniliśmy, są gwarancje de minimis – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka. –  Zwiększyliśmy zabezpieczenie z 60 do 80 proc. wartości kredytu, zrezygnowaliśmy też z pobierania prowizji, żeby obniżyć koszty. Od wprowadzenia tych zmian widzimy skokowy wzrost liczby udzielonych kredytów zabezpieczonych gwarancjami.

Gwarancje de minimis cieszą się dużą popularnością wśród MŚP: w ciągu niespełna dwóch miesięcy od wdrożenia tego rozwiązania skorzystało z niego już 7 tys. firm. – Zachęcamy wszystkich przedsiębiorców, by w swoim banku zgłosili, że chcą skorzystać właśnie z kredytu zabezpieczonego gwarancją de minimis. Resztę załatwia bank na podstawie umowy z nami. Mamy podpisane umowy z 20 bankami komercyjnymi i kilkuset bankami spółdzielczymi – mówi.

Prezes zarządu BGK podkreśla, że produktów pomocowych skierowanych do mikro- i małych firm jest dużo więcej – łącznie to osiem różnych programów wsparcia.

– Część z nich to programy, które już wcześniej działały, natomiast – biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą – zmieniliśmy ich warunki, żeby zapewnić większe wsparcie dla przedsiębiorców. Przygotowaliśmy również nowe rozwiązania, m.in. finansowane ze środków europejskich. Są to pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. W najbliższych tygodniach uruchomimy dopłaty do odsetek od oprocentowania udzielanych kredytów – wymienia Beata Daszyńska-Muzyczka.

We współpracy z resortem rozwoju bank wprowadził także zmiany w kredycie na innowacje technologiczne w związku z pandemią. Są to: zniesienie limitu dofinansowania wynoszącego 6 mln zł, a także zniesienie wymogu innowacyjności w skali krajowej. Nowy nabór w kredycie na innowacje technologiczne – na korzystniejszych zasadach – rozpocznie się 1 czerwca. – Kredyt technologiczny jest przeznaczony na innowacje, na wprowadzenie rozwiązań inwestycyjnych do firm. Wiele branż, po okresie kryzysu wywołanego koronawirusem, może potrzebować finansowania na rozwój swojej działalności m.in. dlatego, że zapotrzebowanie na ich produkty wzrośnie. To ogromnie ważne, abyśmy nie zapomnieli o potrzebie inwestycji – mówi prezes zarządu BGK.

Wśród rozwiązań BGK dla sektora MŚP znalazły się również m.in. zmiany w programie Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie. Przedsiębiorcy mogą skorzystać z opcji zawieszenia spłaty pożyczki do sześciu miesięcy, wydłużenia karencji o pół roku, obniżenia oprocentowania pożyczki do 0 proc. w skali roku na okres do 12 miesięcy oraz wydłużenia okresu spłaty o 12 miesięcy.

Kolejną formą wsparcia są pożyczki płynnościowe z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, finansowane ze środków unijnych. Firmy, aby zachować płynność, skorzystają z zerowego oprocentowania, półrocznej karencji w spłacie, a kwota pożyczki wyniesie do 15 mln zł.

– Pożyczki płynnościowe POIR to nowy produkt oparty na środkach europejskich. Chcemy przede wszystkim wesprzeć firmy w utrzymaniu płynności finansowej – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka.

Średnie i duże firmy dotknięte skutkami pandemii SARS-CoV-2 mogą z kolei skorzystać z Funduszu Gwarancji Płynnościowych, czyli gwarancji do nowych lub odnawianych kredytów. Pomoc ta polega m.in. na zabezpieczeniu kwoty kredytu do 80 proc., przy kwocie gwarancji od 3,5 mln zł do 200 mln zł i ustanowieniu długiego okresu gwarancji – do 27 miesięcy. Z gwarancji mogą skorzystać firmy, które na 1 lutego 2020 roku nie miały zaległości w ZUS, urzędzie skarbowym i banku kredytującym. Łączna wartość kredytów zabezpieczonych gwarancjami może sięgnąć nawet 100 mld zł.

Przygotowywany jest również mechanizm dopłat do oprocentowania kredytów, których udziela przedsiębiorcom sektor bankowy. Z tego rozwiązania będą mogły skorzystać małe, średnie oraz duże firmy, bez względu na branżę.

Głębokie zmiany w handlu. Konsumenci wybierają zakupy w sieci pomimo otwarcia galerii handlowych

Pandemia koronawirusa i związana z nią przymusowa izolacja skłoniły wiele firm do uruchomienia sprzedaży online, a konsumentów – do korzystania z zakupów w sieci. Wielu z nich pozostanie przy tej formie pomimo otwarcia galerii handlowych, bo doceniło łatwość i wygodę robienia zakupów w internecie. Spełnić należy tylko jeden warunek: klienci muszą być traktowani tak samo w każdym kanale sprzedaży, otrzymać tę samą ofertę i jakość usługi bez względu na rodzaj kontaktu z firmą.

– W najkorzystniejszej sytuacji są firmy, które już przed pandemią prowadziły sprzedaż w wielu kanałach i potrafiły zbudować zintegrowany system obsługi klientów oraz scentralizować zarządzanie danymi, czyli omnichannel – mówi Konrad Osiadacz, Senior Business Development Director w FM Logistic Centralna Europa. – W obecnej sytuacji mogą skoncentrować swoje działania tylko na przekierowaniu zainteresowania i popytu do kanału online, zwłaszcza w przypadku klientów dotychczas preferujących dokonywanie zakupów w tradycyjnej formie.

Od 4 maja większość sklepów w galeriach handlowych powróciła do funkcjonowania, jednak pod pewnymi restrykcjami ograniczającymi m.in. liczbę klientów do jednej osoby na 15 m². Ruch w sklepach stacjonarnych nie powróci więc do stanu sprzed połowy marca. Eksperci przewidują, że konsumenci, którzy podczas siedmiotygodniowej izolacji zostali zmuszeni do robienia zakupów online, dostrzegli wygodę tej formy nabywania produktów i będą chcieli przy niej pozostać. Według ekspertyzy opublikowanej przez Open Eyes Economy Summit na temat zmian w kanałach dystrybucji spowodowanych przez pandemię SARS-CoV-2, udział sprzedaży internetowej wzrósł z 5,6 proc. w lutym br. do 8,1 proc. w marcu br. i wciąż zauważalna jest zwiększająca się popularność e-handlu.

Drugim ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo. Raport „E-commerce w czasie kryzysu 2020” sporządzony przez Izbę Gospodarki Elektronicznej wskazuje, że 37 proc. Polaków uważa zakupy online za dużo bezpieczniejsze niż tradycyjne. Pandemia dowiodła więc, że strategia wielokanałowości (a przede wszystkim jej zaawansowana forma – omnichannel) staje się jedynym wyjściem dla wielu firm handlowych. I na takie podejście muszą stawiać przedsiębiorcy.

–  Skutki pandemii najbardziej odczują ci, którzy do tej pory ograniczali się tylko do jednego, tradycyjnego kanału sprzedaży – mówi Konrad Osiadacz. – Wdrożenie strategii omnichannel staje się zatem strategiczne dla przetrwania i rozwoju firm handlowych. Ten trend był widoczny na rynku już od dawna, ale ze względu na pandemię znacznie przyspieszył.

W strategii omnichannel najważniejsze jest, by klient w każdym kanale sprzedaży był traktowany tak samo. Chodzi nie tylko o takie same oferty i ceny, lecz także dostępność produktów i możliwość zwrotów. Implementacja takiej strategii wymaga od przedsiębiorców szeregu działań, w tym przystosowania obszarów magazynowania i transportu. Jak podkreśla ekspert, kluczową rolę odgrywa tu doświadczony operator logistyczny, który musi być partnerem we wdrażaniu i realizacji tej koncepcji. Powinien nie tylko reagować na potrzeby klienta, ale też sugerować najlepsze rozwiązania przede wszystkim w zakresie kompletacji, dostaw i logistyki zwrotów.

Decydujące są doświadczenie, wiedza, zasoby oraz właściwa infrastruktura. Wiąże się to z odpowiednim wyposażeniem magazynów w różne typy regałów, zautomatyzowanymi liniami kompletacyjnymi, robotyzacją pracy oraz adaptowalnym i łatwo sterowalnym systemem WMS, który z łatwością obsłuży każdy rodzaj zamówienia itp. W dobie kryzysu, w jakim znalazła się obecnie gospodarka, takie kosztowne inwestycje nie są popularne wśród przedsiębiorców, a korzystanie z usług zautomatyzowanych centrów logistycznych pozwala na kilkukrotne zwiększenie skali działalności.

– Już w pierwszych dniach pandemii, gdy wolumeny e-commerce naszych klientów znacznie wzrosły, łatwo, szybko i sprawnie zmodyfikowaliśmy procesy operacyjne, aby dostosować je do innej formuły zamówień i różnych kanałów sprzedaży – podkreśla Konrad Osiadacz. – Uniknęliśmy nie tylko opóźnień czy przestojów, ale też wypracowaliśmy synergię zasobów, czasu i kosztów, świadcząc usługę omnichannel „pod jednym dachem”.

Atutem firmy FM Logistic Centralna Europa jest też odpowiednio zbalansowana infrastruktura własnych i wynajętych obiektów wchodzących w skład sieci magazynów i centrów przeładunkowych, która pozwala sprawnie adaptować się do oczekiwań klientów w obszarach magazynowania i transportu. Gotowe zamówienia są dostarczane do odbiorców przy użyciu szerokiego wachlarza usług dostępnych na rynku, obejmujących m.in. dostawy palet i paczek do klientów biznesowych i indywidualnych, dostawy do centrów dystrybucyjnych, sklepów wielkopowierzchniowych, hurtowni, centrów handlowych, ale też do domów, z usługą wniesienia, paczkomatów i punktów odbioru.

FM Logistic jest również pierwszym dostawcą usług logistycznych w Polsce, który w ramach projektu Citylogin ma w swojej flocie w pełni elektryczny pojazd z agregatem chłodniczym. Do jego największych zalet należą niskie koszty paliwa (całkowicie elektryczny silnik) – 3 euro na 100 km  niskie koszty serwisu i utrzymania oraz ograniczenie emisji spalin do zera. Samochód jest w użyciu firmy od września 2017 roku, jest wykorzystywany do dystrybucji paczek dla klientów z branży farmaceutycznej i kosmetycznej.

14% wzrost cen ubezpieczeń na świecie

Średnie ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 14% w pierwszym kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, pomimo minimalnego wpływu globalnej pandemii COVID-19 na ceny ubezpieczeń w ostatnim kwartale.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń przyczyniły się w głównej mierze wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Poniżej przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • Q1 2020 r. był dziesiątym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń.
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 15%. Ubezpieczenia finansowe i profesjonalne osiągnęły blisko 26% wzrost, podczas gdy stawki ubezpieczeń od następstw od nieszczęśliwych wypadków odnotowały 5% wzrost.
  • Pierwszy kwartał 2020 r. kontynuuje utrzymującą się od sześciu kwartałów tendencję wzrostową, obserwowaną we wszystkich regionach na świecie.
  • Stany Zjednoczone (14%), Wielka Brytania (21%) oraz Region Pacyfiku (23%) odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń. Za wzrost stawek ubezpieczeniowych w tych regionach odpowiadają głównie ubezpieczenia majątkowe, finansowe i profesjonalne,
    w tym D&O. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych ceny na rynku ubezpieczeń D&O wzrosły aż o 44%.

Ceny ubezpieczeń kształtowały się wysoko w pierwszym kwartale 2020 r., zanim odnotowano pierwsze straty związane z COVID-19. Zakłada się jednak, że konsekwencje światowej pandemii odbiją się prawdopodobnie na cenach ubezpieczeń w bilansie rocznym.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska podsumowuje: „W Polsce pierwszy kwartał 2020 r. w ubezpieczeniach majątkowych pokazuje tendencję wzrostową stawek w odniesieniu do każdej z branż, nie ograniczając się tylko do tzw. branż trudnych jak np. drewno, plastik, chemia. Obserwujemy średni wzrost stawek o ok. 20%, ale Ubezpieczyciele już sygnalizują dalsze wzrosty – wynika to m.in. z prowadzonych przez nich analiz. Z dalszymi wzrostami stawek mogą liczyć się firmy, których ryzyko nie jest najlepiej oceniane przez inżynierów, a także posiadające powierzchne wysokiego składowania. Problematyczna staje się kwestia ubezpieczenia BI i ewentualnej odpowiedzialności Ubezpieczycieli w kontekście COVID-19 związanej ze stratami jakie odnotowują przedsiębiorcy. W Polsce temat ten nie jest jeszcze tak medialny jak w USA czy na rynkach londyńskich, ale zobaczymy, co przyniesie czas i jakie będą konsekwencje z tym związane także dla naszego rynku”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Ceny ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych, w tym Członków Władz Spółek (D&O), proponowane przez Ubezpieczycieli w Polsce są wciąż na konkurencyjnym poziomie. Znaczące zwyżki w składce za programy D&O zdecydowanie jednak dotykają firm, które swoje programy – czy to ze względu na szersze zakresowo preferowane warunki ubezpieczenia, czy warstwową strukturę z wysokim limitem sumy ubezpieczenia – mają zawarte przez ubezpieczycieli europejskich, czy londyńskich. Zwykle są to zwyżki na poziomie kilkanaście – kilkadziesiąt procent w stosunku do stawek z programu ekspirującego, ale zdarzają się „rekordziści” ze zwyżką kilkaset procent.

Problemem, nawet większym niż rosnące koszty programów są natomiast wyzwania związane z pojemnością i zaostrzoną oceną ryzyka. Może się zdarzyć, że kilkunastu zapytywanych o ofertę Ubezpieczycieli w ogóle nie zaproponuje nawet drogiej oferty i niestety ostatnio dotyczy to również odnowień – Ubezpieczyciele limitują swoje zaangażowanie w limity na poszczególnych warstwach programu, co wpływa na konieczność zmiany całej struktury programu i może wymagać podpisywania oświadczeń gwarancyjnych nawet przy zachowaniu właściwie tej samej wysokości łącznego limitu programu, co rok wcześniej.

Aktualne zmiany na europejskim i londyńskim rynku D&O bardzo powoli dotykają i będą dotykać polskie rynki D&O, choćby z uwagi na kwestię reasekuracji, czy lokalizacji spółek matek zagranicą.

Czynnikiem, który to zintensyfikuje jest ryzyko roszczeń związanych z COVID-19. Polscy Ubezpieczyciele, szczególnie dla branż mocniej dotkniętych problemem koronawirusa, szczegółowo dopytują o plany spółek na najbliższe miesiące i lata, sprawdzają ostatnie wyniki finansowe i prognozy tych wyników, pytają o projekty zmian w działalności w aktualnej sytuacji, ale też po odmrożeniu gospodarki. Aktualnie z sukcesem unikamy wprowadzania wyłączeń związanych z COVID-19, czy wyłączeń bankructwa w polisach D&O, jednak wydaje się, że np. spółki nowe, słabsze finansowo, czy takie, których „przyszłość” w ocenie Ubezpieczycieli jest niepewna, mogą nie uniknąć tego rodzaju „zawężeń” w programie. Biorąc pod uwagę jakie ryzyko stanowią dla ubezpieczycieli roszczenia pracownicze, przy nowych polisach jest również bardzo trudne uzyskanie zakresu naruszenia praw pracowniczych przez spółkę (EPL), nawet jeżeli Klient byłby w stanie pokryć bardzo wysoki koszt takiego rozszerzenia”.

Autonomiczne roboty będą dezynfekować fabryki oraz szpitale. Jedno z takich urządzeń powstało w Lublinie

W trakcie znoszenia ograniczeń pandemicznych przedsiębiorstwa powinny zadbać o zapewnienie wysokiego poziomu higieny w miejscu pracy, aby ograniczyć możliwość ponownego wybuchu pandemii. Pomóc mogą w tym inteligentne maszyny, które zautomatyzują proces dezynfekcji. Firma Noyen Robotics Care opracowała samojeżdżące urządzenie dezynfekujące oparte na mobilnym robocie MiR 200.

Proces tworzenia robota dezynfekującego przebiegał kilkuetapowo. Największym wyzwaniem okazało się wypracowanie precyzyjnego modelu oprysku. Zespół Noyen Robotics Care we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie rozpoczął od zbadania wydajności dysz rolniczych, następnie wykorzystano dyfraktometr laserowy do analizy spektrum kropel dystrybuowanych przy różnych warunkach ciśnieniowych. Badania te pozwoliły określić efektywny stopień pokrycia opryskiwanej powierzchni przy wykorzystaniu konkretnych środków dezynfekujących.

Kolejnym etapem było zautomatyzowanie pracy urządzenia. W tym celu sięgnięto po pomoc firmy ProCobot, która udostępniła mobilną platformę MiR 200 opracowaną z myślą o pracy m.in. w autonomicznych fabrykach. Pojazd wyposażono w kamerę z systemem 3D Intel RealSense do automatycznej detekcji przeszkód.

– Robot ten to urządzenie logistyczne, bezpiecznie transportujące ładunki o różnej wadze, które uwalnia przy tym zasoby ludzkie. W tym przypadku zostały na nich zamontowane indywidualnie dostosowane moduły górne, które wykonują proces dezynfekcji wielkopowierzchniowo. Dzięki opatentowanej technologii roboty manewrują wokół ludzi i przeszkód za pomocą intuicyjnego interfejsu 3D. Poruszając się w sposób autonomiczny, optymalizują i automatyzują tę czynność, nie narażając przy tym ludzi – mówi Kamil Kaczmarski, inżynier sprzedaży w ProCobot.

W podobne urządzenie zainwestował także Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM. Jego dyrekcja zakupiła autonomiczne roboty sterylizacyjne UVD, które do dezynfekcji wykorzystują promienie ultrafioletowe, naświetlając pomieszczenia narażone na infekcję koronawirusem. Sprzęt nie wymaga obsługi i działa w pełni niezależnie. Harmonogram jego działania można zaplanować za pośrednictwem aplikacji mobilnej, a robot poinformuje personel medyczny o zakończonej sterylizacji.

– Po sprawnie wykonanej dezynfekcji – hali, lotnisk, zakładów produkcyjnych – roboty mogą przy systemie zmianowym bądź odgórnie zaplanowanym zachować ciągłość prac w dobie pandemii SARS-CoV-2 – podkreśla Kamil Kaczmarski. – Nasi klienci na pewno będą chcieli skorzystać z tego rozwiązania, gdy wznowią produkcję. Bardzo chcielibyśmy ich wesprzeć, by dzięki sprawnemu korzystaniu z tego typu rozwiązań byli w stanie zachować ciągłość produkcji.

Inżynierowie Siemensa postanowili z kolei odpowiedzieć na potrzeby najbardziej wymagających przedsiębiorstw, które muszą dezynfekować duże powierzchnie w jak najkrótszym czasie. Chiński oddział korporacji we współpracy z firmą Aucma opracował robota gąsienicowego wyposażonego w dysze o dużej wydajności, zdolne zdezynfekować w ciągu godziny do 36 tys. m2 powierzchni. Inżynierowie postawili na znacznie prostszy system sterowania – na szczycie maszyny zamontowali obrotową kamerę, która pozwala zdalnie kontrolować maszynę. Roboty zaprojektowano z myślą o wykorzystaniu w szpitalach, szkołach, fabrykach oraz miejscach publicznych.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 14 proc. w skali roku.

Nvidia najwyżej w historii przed wynikami. Tesla w rozmowach odnośnie nowej siedziby

Wczoraj indeksy na Wall Street straciły pod koniec sesji około 2 proc. Dziś indeksy amerykańskie stabilizują się, a Nasdaq wręcz ponownie rośnie. Debata w tej chwili toczy się wokół końca ograniczeń, w zakresie otwierania gospodarki, w jakim tempie ją otwierać, na jaką skalę i jakim kosztem. Istnieje duża niepewność, a eksperci rządowi często wygłaszają sprzeczne przemówienia. Debaty są prawie identyczne na całym świecie. To właśnie wczorajsze wypowiedzi jednego z głównym amerykańskich doradców dotyczących obecnej epidemii sprawiły, że indeksy zanurkowały. Zostało poddane w wątpliwość tempo otwierania amerykańskiej gospodarki, czy zbyt szybkie nie doprowadzi do drugiej fali zakażeń. Dziś jak widać po notowaniach, obawy te zmalały, co nie oznacza, że całkowicie zniknęły.

Z punktu widzenia informacji istotnych dla konkretnych spółek firma Wedbush podniosła cenę docelową dla ceny akcji spółki Nvidia do 340 dolarów z 311 dolarów. Dziś na giełdzie za jedną akcję należało zapłacić około 319 dolarów. Wedbush podkreślił, że nadchodząca konferencja na temat technologii procesorów graficznych może posłużyć jako pozytywny katalizator dla ceny. Akcje już dziś w drożeją o ponad 2 proc. na początku sesji. Firma spodziewa się, że NVDA przedstawi swoją nową architekturę Ampere już jutro podczas przemówienia prezesa Jensena Huanga. Analitycy opisujący spółkę Nvidia również zwracają uwagę na to, że publikacja wyników za pierwszy kwartał, która będzie mieć miejsce 21 maja, może być również pozytywnym katalizatorem. Warto dodać, że wczoraj cena akcji NVDA ustanowiła nowy historyczny szczyt na poziomie 326,90 dolarów. Na Wall Street poziom ceny docelowej dla spółki waha się od 140 do 360 dolarów. Nvidia ma łącznie 33 rekomendacje kupna, 6 trzymaj i 3 sprzedaj.

Tymczasem gubernator Teksasu Greg Abbott powiedział we wtorek, że w ostatnich dniach rozmawiał z Elonem Muskiem, dyrektorem generalnym Tesla Inc, o potencjalnym przeniesieniu zakładu montażu pojazdów elektrycznych do jego stanu. Rozmowy pojawiły się trzy dni po tym, jak Musk zagroził przeniesieniem siedziby Tesli i przyszłych operacji spółki do Teksasu lub Nevady, po tym, jak urzędnicy w Kalifornii, w którym znajduje się jedyna amerykańska fabryka pojazdów Tesli, stwierdzili, że fabryka nie może zostać ponownie otwarta, ponieważ nadal obowiązują restrykcje związane z epidemią koronawirusa. Dodatkowo przeniesienie i siedziby i fabryki Tesli mogłyby dać spółce znaczące korzyści podatkowe, co z kolei mogłoby przełożyć na wyniki w dłuższym terminie.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Anna Świderska dołącza do zarządu Warty

Rada Nadzorcza TUiR “WARTA” S.A oraz TUnŻ “WARTA” S.A. powołała do zarządu spółek Annę Świderską. Obejmie ona nową funkcję 1 lipca 2020 r. i zastąpi na tym stanowisku Witolda Walkowiaka.

– To była niezwykła przyjemność pracować z Witoldem Walkowiakiem, doświadczonym specjalistą w dziedzinie finansów ubezpieczeniowych. Serdecznie dziękuję mu za te lata wspólnej pracy, które poświeciliśmy m.in. na skuteczne przekształcanie Warty w silną, nowoczesną i wiodącą grupę ubezpieczeniową w Polsce. Zasługi Witolda w osiągnieciu tego rezultatu są nie do przeceniania. Jestem także pełen uznania dla jego osiągnięć na polu wzmacniania rynku ubezpieczeń w Polsce – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu TUiR „WARTA” S.A. i TUnŻ „WARTA” S.A. i dodaje: Gratuluję jednocześnie Annie Świderskiej. To bardzo dobra informacja, że do zarządu Warty dołącza osoba o tak bogatym doświadczeniu
i wiedzy, dokładnie znająca naszą organizację. Jej dotychczasowe osiągnięcia, jak również skuteczność w zarządzaniu jednym z kluczowych zespołów, potwierdziły, że idealnie pasuje do roli Wiceprezesa Zarządu Warty. Jestem pewny, że jej zaangażowanie pomoże nam
w dalszym umacnianiu pozycji Warty na rynku – 
dodaje Jarosław Parkot.

Anna Świderska została powołana przez Radę Nadzorczą na stanowisko Wiceprezesa Zarządu i obejmie je z dniem 1 lipca 2020 r. W zarządzie będzie odpowiedzialna za Pion Finansów, w tym m.in. za sprawozdawczość, kontroling, podatki, zarządzanie ryzykiem,  księgowość i administrację.

Anna Świderska posiada niemal 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu finansami spółek.  Swoją karierę zaczynała w firmie Arthur Andersen, gdzie m.in. zajmowała się audytem spółek z branży ubezpieczeniowej. Od 18 lat związana jest z polskimi spółkami z grupy Talanx. Pełniła w nich m.in. funkcję Dyrektor Zarządzającej, CFO, Doradczyni Zarządu i Głównej Księgowej. Wraz z połączeniem HDI i Warty objęła stanowisko Dyrektor Zarządzającej odpowiedzialnej za Departament Rachunkowości Finansowej. Pracując w HDI i Warcie zrealizowała liczne, strategiczne projekty, głównie w obszarze finansów oraz M&A.

Kryzys w Europie – najnowszy raport Polskiej Rady Centrów Handlowych

Światło dzienne ujrzała dziś druga publikacja Polskiej Rady Centrów Handlowych dotycząca kryzysu spowodowanego epidemią COVID-19. Raport PRCH RRF Crisis prezentuje dane dotyczące wskaźników odwiedzalności centrów handlowych, a także zbiera informacje o tym, jak z lockdownem radzą sobie inne kraje w Unii Europejskiej. Szerokiej analizie poddano także przyszłość handlu i zmianę zachowań konsumenckich. Raport powstał przy współpracy PRCH z jej europejskimi odpowiednikami.

Wiemy, jak ważne dla branży nieruchomości handlowych są rzetelne dane oraz wiedza dotycząca polityki kryzysowej różnych państw. Dlatego przygotowaliśmy drugi raport „PRCH RRF Crisis. COVID-19. Views from Abroad”. Dzięki współpracy z naszymi europejskimi partnerami możemy pokazać problem w szerokim ujęciu. Próbujemy także uchwycić widoczne już trendy i zjawiska. Kto pierwszy je dostrzeże i zrozumie, ten zyska. Zwłaszcza w tak dynamicznej sytuacji, w jakiej dziś się znajdujemy – mówi Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager PRCH.

Wartość raportu zbudowana jest w oparciu o prezentację różnych perspektyw, z jednej strony zachowawczych i spójnych reakcji państw Unii Europejskiej, z drugiej – wyjątkowej na skalę globalną reakcji szwedzkiej, której poświęcono jeden rozdział raportu.

Polska Rada Centrów Handlowych prezentuje także unikatowe dane partnerów badawczych. Potwierdzają one m.in. wysoki stan niepewności w polskim społeczeństwie (dane GfK), zmiany dotyczące planowanych zakupów wg. kategorii (dane Inquiry), a w kontekście europejskim – wysokie spadki obrotów (w kwietniu wg. PROCOS o 94%) oraz footfallu (w Holandii między 20 a 40% rdr).

Jesteśmy w stałym kontakcie z instytucjami wspierającymi retail w Europie. Raport, który dziś prezentujemy, powstał dzięki ścisłej współpracy i wymianie wiedzy oraz dobrych praktyk. Chcę podkreślić, że przekazywane przez Rady Narodowe informacje i dane stanowiły dla nas od dawna materiał wspierający w zakresie wprowadzania i proponowania rozwiązań na rzecz walki z efektami kryzysu. Raport “PRCH RRF Crisis. COVID-19. Views from Abroad” zbiera je i porządkuje – podkreśla Justyna Ostrowska, Education & Research Specialist PRCH.

Jak handel w Europie radzi sobie z kryzysem?

Państwa europejskie, dotknięte epidemią w różnym stopniu, stosują odmienne strategie działania. Jednak już dziś możemy obserwować ruchy dążące do znoszenia lub luzowania obostrzeń. Raport PRCH zbiera informacje dotyczące działań rządów i biznesu w wybranych państwach.

Według danych PRCH w Hiszpanii zarządcy i najemcy w dalszym ciągu czekają na tzw. pełne otwarcie. Przygotowano poradnik dotyczący środków higieny i bezpieczeństwa dla centrów handlowych i parków handlowych, tak aby klienci mogli czuć się w nich bezpiecznie.

W Niemczech w połowie kwietnia, po 26 dniach całkowitego przestoju w branży handlowej, wznowiono sprzedaż w centrach i na ulicach handlowych. Obecne w Niemczech stosuje się limit jednej osoby na 10 do 20 m kw. Limit jest wyznaczany poprzez ograniczanie liczby dostępnych koszyków zakupowych lub egzekwowany przez ochronę, a nawet zwykłych pracowników. Poprzednio obowiązujące limity liczby klientów nie doprowadziły do powstania kolejek przed centrami handlowymi w całym kraju, ponieważ w pierwszych tygodniach osiągnięto jedynie ok. 30-40% standardowej frekwencji. Teraz, po trzech tygodniach obserwowana jest stabilizacja na poziomie ok. 50-60% w tygodniu w zależności od lokalizacji, do 75% w soboty.

Duże straty odnotowuje także rynek austriacki. Według firmy Standort+Markt każdy dzień przestoju w samym tylko austriackim handlu stacjonarnym kosztował do tej pory średnio około 110 milionów euro obrotu brutto, nie licząc sektora F&B i dostawców usług. W przypadku 242 austriackich centrów handlowych w kasie brakuje około 30 mln euro netto na każdy dzień przestoju. Wskaźnik fluktuacji w austriackich centrach handlowych wynosi obecnie 13,6% w oparciu o 2 letni cykl obserwacji. Jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu najbliższych 2 lat wahania będą wynosić od 15 do 20%, w wyniku czego wzrośnie również liczba pustostanów. Austriacki Rząd zadeklarował wsparcie dla najemców, którzy utracili 75% zysków z osiąganej sprzedaży. Najemcy centrów handlowych muszą za to pokryć czynsze i pozostałe opłaty wynikające z prowadzonej działalności.

Sytuacja w Szwecji jest wyjątkowa nie tylko ze względu na polityczne decyzje dotyczące funkcjonowania gospodarki w okresie epidemii. Tradycyjny handel w tym kraju zmagał się z trudnościami na długo przed pandemią koronawirusa. Jednak i tu proces widocznie przyspieszył. Jak podaje Anna Bergstrom, autorka analizy dostępnej w raporcie, do 9 maja 2020 r. w Szwecji zbankrutowało 2703 przedsiębiorstw, w porównaniu z 2627 bankructwami w tym samym okresie w roku ubiegłym.

Raporty w wersjach PL i ENG dostępne są na stronie Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Arabia Saudyjska i Rosja widzą oznaki odbudowy popytu. Ryzyko wisi na polityce OPEC

Bloomberg informuje, że ministrowie energii Arabii Saudyjskiej i Rosji odbyli rozmowę telefoniczną. Przyznali, że widzą oznaki odbudowy popytu na ropę. Rosja potwierdziła też, że jest bliska wypełnienia celu dla cięcia wydobycia uzgodnionego razem z OPEC+. Oba kraje są pewne, że wszyscy członkowie OPEC+ wypełnią swoje deklaracje dotyczące obniżenia wydobycia.

– Nie są to przełomowe ustalenia, a bardziej lista życzeń i wątpliwe, aby ropa miała na to zareagować. WTI cofnęła się z 30,3 USD/b do 30,1 USD/b, ale pozostaje w obrębie dzisiejszych szczytów – ocenia Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Dane API mówią o silniejszym od oczekiwań wzroście zapasów ropy w USA. Zmiana wyniosła ponad 7,5 mln baryłek. Prognozowano przyrost mniejszy o ponad 3 mln baryłek. Pozytywnym aspektem, na którym skupili się inwestorzy jest spadek zapasów w Cushing, czyli położonym w Oklahomie hubie, w którym rozliczane są fizyczne dostawy kontraktów na WTI. W rezultacie słabną obawy o przepełnienie magazynów i ma to dowodzić budzenia się popytu i spadku produkcji w USA.

Wpisuje się to w treść wczorajszego comiesięcznego raportu EIA, w którym zakłada się, że z prawie 13 mln b/d w pierwszym kwartale, wydobycie obniży się poniżej 11 mln b/d. W kolejnym roku tendencja ta ma być kontynuowana.

– W rezultacie nie tylko zawęża się spread pomiędzy wyceną WTI a Brent, ale również zacieśniają się spready kalendarzowe. W przypadku WTI przyjmują wartości sprzed wybuchu wojny cenowej w marcu. Pokazuje to, że rynek zdyskontował właściwie wszystkie pozytywne informacje, a ryzyko głębokiej i dłuższej recesji trwale obniżającej popyt na surowiec nie jest odpowiednio odzwierciedlane w notowaniach – mówi Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Zdaniem eksperta ryzyko widać w przyszłości polityki OPEC. W czerwcu ma odbyć się wideokonferencja, na której zostanie zrewidowana skuteczność cięć wydobycia. – Wiemy, że Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej dodatkowo i dobrowolnie obniżą produkcję o dodatkowe 1,2 mln b/d. Również Rosja, która w przeszłości miała problemy ze stosowaniem się do przyjętych na siebie ograniczeń w pierwszej połowie maja obniżyła ekstrakcję ropy poniżej 9,5 mln b/d. Jeśli odliczyć od tego kondensaty gazu wyłączone z porozumienia OPEC+, to można powiedzieć, że warunki umowy są realizowane również przez Rosję – tłumaczy Sawicki.

Inżynierowie z Sii Polska wyhodowali rośliny bez gleby wykorzystując sztuczną inteligencję

W ramach firmowego Programu Sponsoringu Pasji inżynierowie z Sii Polska realizują w Gdańsku oparty na sztucznej inteligencji proekologiczny projekt EVAA – Ecological Vertical Agriculture Assistant. Zespół projektowy został nagrodzony przez internautów w międzynarodowym konkursie Innovate FPGA za próbę technologicznego rozwiązania problemów głodu i zagrożeń ekologicznych.

EVAA to skrót od Ecological Vertical Agriculture Assistant. Jest to badawczo-rozwojowy projekt inżynierów Sii Polska, realizowany wraz z ekspertami z trójmiejskiego środowiska naukowego, którzy wspólnie podjęli próbę nauczenia sztucznej inteligencji jak hodować rośliny. EVAA to system, w którym sałata rośnie pod czujnym okiem maszyny. Jest ona hodowana jest hydroponicznie – to specjalny, ekologiczny sposób uprawy roślin, który polega na tym, że są one zanurzone bezpośrednio w wodzie, z której czerpią substancje odżywcze. Zaletą takiego rozwiązanie jest to, że zużycie powierzchni i wody jest znacznie mniejsze, niż w przypadku tradycyjnych upraw w glebie.

Celem projektu EVAA jest walka z problemami współczesnej ekologii. Tworzący rozwiązanie  inżynierowie podkreślają, że aspekt ekologiczny jest tu niezwykle ważny, ponieważ może przyczynić się do rozwiązania takich problemów, jak głód na świecie. Od strony technologicznej kluczową rolę odgrywa sztuczna inteligencja. O jej szczególnym rodzaju, jakim jest uczenie ze wzmocnieniem wykorzystywane w projekcie EVAA, zrobiło się głośno, kiedy program AlphaGo wygrał z człowiekiem w grę Go, która dla maszyn jest znacznie trudniejsza, niż np. szachy.

– W naszym podejściu zastosowaliśmy uczenie ze wzmocnieniem do sterowania fizycznego procesu, jakim jest rozwój rośliny. Jest to szczególny rodzaj sztucznej inteligencji. Polega on na tym, że algorytm otrzymuje tylko sygnał zwrotny w postaci nagrody, jeżeli sałata dobrze się rozwija. Algorytm musi sam znaleźć optymalną drogę do rozwiązania – mówi Paweł Czapiewski, Lider Zespołu w Centrum Kompetencyjnym Embedded w Sii Polska oraz lider projektu EVAA.

W ramach realizacji projektu powstał kompleksowy system umożliwiający wizualizację, przetwarzanie i zbieranie danych, w tym danych z kamery. Pomysł obejmuje także przetwarzanie i rozpoznawanie obrazów, by odpowiednio wyznaczyć sygnał nagrody dla inteligentnego agenta. W trakcie prac nad systemem należało zintegrować ze sobą wiele różnych sensorów i aktuatorów. Dzięki szeregowi technologicznych wyzwań, cały zespół podniósł swoje kompetencje w każdym ze wspomnianych obszarów. Pogłębili też znajomość technologii i narzędzi, takich jak programowanie w Python czy C, Flask, Grafana, OpenCV, Blender, CI/CD, a także w zakresie testowania urządzeń wbudowanych.

Inżynierowie z Sii Polska prowadzą wspomniany projekt w ramach firmowego Programu Sponsoringu Pasji – są to głównie eksperci z Centrum Kompetencyjnego Embedded, pełniący różnorodne role: od projektantów, konstruktorów, programistów, testerów, aż po stolarzy – drewniana konstrukcja robota to także ich dzieło. W projekt zaangażowani są również specjaliści zewnętrzni: Piotr Wierzgała, ekspert uczenia maszynowego z Trójmiasta, oraz Tadeusz Puźniakowski, wykładowca Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.

– Bez Programu Sponsoringu Pasji nie udałoby się zrealizować projektu EVAA. System ten wymaga specjalistycznego sprzętu. Został on zakupiony ze środków Programu. Uczestnicy projektu naprawdę realizują w nim swoje technologiczne pasje. EVAA tworzona jest w czasie wolnym, kiedy nie jesteśmy zaangażowani w projekty komercyjne. Dla każdego z nas jest to świetna okazja, by pogłębić swoje kompetencje w obszarach technicznych lub zdobyć nowe umiejętności – mówi Paweł Czapiewski.

Przed twórcami projektu kolejne etapy prac nad rozwojem rozwiązania, ale już teraz mogą cieszyć się z pierwszego sukcesu swojego rozwiązania. Projekt wygrał Iron Award – nagrodę w prestiżowym konkursie Innovate FPGA organizowanym przez firmę Intel. Inżynierowie podkreślają, że największą satysfakcję daje im sama praca ze sztuczną inteligencją i obserwacja, jak dzięki człowiekowi się rozwija.

Inflacja w USA spada

Ceny w USA rosną wolniej, niż oczekiwali analitycy. Budzi to pewien niepokój inwestorów, o czym świadczą wczorajsze spadki dolara.

Zmiany cen w USA blisko oczekiwań

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji. Wzrost cen spowolnił trochę mocniej niż oczekiwano. W ujęciu rocznym wskaźnik inflacji wynosi 0,3% wobec oczekiwanych 0,4%. Warto zwrócić uwagę, że ważną rolę w tym odczycie odgrywa nie tyle bezpośrednio kryzys, co niskie ceny surowców energetycznych. Dolar po tych danych tracił wczoraj na wartości względem głównych walut. Spadająca inflacja jest potwierdzeniem spowalniania konsumpcji.

Nowa Zelandia nie zmienia stóp procentowych

Królewski Bank Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami analityków pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,25%. Wzrósł natomiast program skupu aktywów i to niemal dwukrotnie. Jego wysokość to 60 miliardów. Nie budzi to może takiego wrażenia jak programy unijne czy amerykańskie, ale trzeba pamiętać, że to znacznie mniejsza gospodarka. Bank potwierdził również gotowość do dalszych działań, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Inwestorzy jednak nie przyjęli tych wiadomości dobrze. Po samej decyzji dolar stracił na wartości powyżej 1%. Spadł tym samym z 2,56 zł na 2,53 zł.

Dane z Wysp

Poznaliśmy dane na temat PKB z Wielkiej Brytanii. Roczne tempo wzrostu jest po raz pierwszy od kryzysu z 2008 roku ujemne. Przez ponad 10 lat nie spadło poniżej 1% nawet, teraz wynosi -1,6% i biorąc pod uwagę, że to tylko dane marcowe najgorsze jeszcze przed nami. Funt przyjął te dane na razie bardzo spokojnie, ale warto zwrócić uwagę, że wczoraj brytyjska waluta zanotowała dość silne spadki, w związku z czym dzisiaj zaczynała z niskiego poziomu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Eksperci: Pandemia na pewno zmieni rynek startupów, ale państwo nie zrezygnuje z ich finansowania

W kwietniu br. NCBR zwiększyło budżet jednego z konkursów „Szybka ścieżka” o ponad 600 mln zł, z czego 200 mln zł to środki dla sektora MŚP. PARP nie planuje zmian w zakresie pozyskania dofinansowania. PFR Ventures nie inwestuje bezpośrednio w startupy, ale nie wycofa środków, które zostały alokowane do Venture Capital. Obecnie trwają konkursy, w których można ubiegać się o wsparcie dla nowych projektów. Część ze zgłaszanych pomysłów ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Eksperci prognozują, że oczywiście nastąpią zmiany, w tym negatywne na rynku startupów, ale mimo to państwo nie zrezygnuje ze wspierania dobrych, a także innowacyjnych projektów.

Pandemia bez znaczenia

– Pomimo obecnej sytuacji związanej z pandemią, nabory wniosków zarówno w konkursach krajowych, jak i w regionach nie zostały wstrzymane. Choć mamy ostatni rok kontraktowania środków w ramach bieżącej perspektywy 2014-2020, Instytucje Zarządzające i Pośredniczące wciąż dysponują środkami. Mają też możliwość ich przesuwania zgodnie z zapotrzebowaniem. Ponadto wielu regionom udało się wygospodarować fundusze na działania skierowane na walkę z pandemią i jej skutkami – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A.

Fundusze publiczne przeznaczone na startupy nie są zagrożone, co podkreśla Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. I dodaje, że w kwietniu budżet tylko jednego z konkursów „Szybkiej ścieżki”, flagowego programu finansowanego z Funduszy Europejskich, został zwiększony o ponad 600 milionów złotych. Przy tym 200 milionów złotych to dodatkowe środki dla sektora MŚP. Ekspert zaznacza, że w konkursach „Szybkiej Ścieżki” decyzja o dofinansowaniu lub jego braku zapada w ciągu około 90 dni.

– Nie planujemy dziś decyzji zmieniających limity możliwego do pozyskania dofinansowania w związku z pandemią. Dotyczy to wszystkich programów i konkursów PARP. Wsparcie przyznawane jest zawsze w relacji do planowanych i weryfikowanych przez nas kosztów przedsięwzięcia. Zatem te projekty, które w tym momencie występują do nas o dofinansowanie, mogą uwzględniać aktualne okoliczności i według nich szacować niezbędne koszty – informuje Marcin Seniuk, dyrektor Departamentu Rozwoju Startupów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Z kolei PFR Ventures inwestuje w fundusze Venture Capital, a nie w startupy bezpośrednio. Ale nie wycofa środków, które zostały już alokowane, co podkreśla Małgorzata Walczak, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures. I dodaje, że w takich czasach rola inwestorów instytucjonalnych na rynku jest wyjątkowo istotna, gdyż gwarantują oni stabilny kapitał. Fundusze, w które PFR zainwestowało, posiadają łącznie ponad 4 mld złotych środków. One w najbliższych latach trafią do polskich innowacyjnych przedsiębiorstw. A spora część z tego kapitału jest jeszcze dostępna.

Prywatni inwestorzy

– W Polsce rynek startupów jest bardzo silnie powiązany z inwestorami wspartymi ze źródeł publicznych, głównie z NCBR i PFR. Zakładam, że dla części przedsiębiorców, którzy wyjdą z obecnego kryzysu nieco poturbowani, środki typu VC staną się bardziej atrakcyjne niż jeszcze kilka tygodni temu. Być może część osób związanych zawodowo z większymi organizacjami przekona się do tego, że praca etatowa nie jest aż tak bezpieczna i stabilna. Z tego powodu na rynku mogą pojawić się nowi i obiecujący founderzy – stwierdza Paweł Szydłowski, prezes oraz partner w ABAN Fund.

Dla NCBR-u istotne jest nie tylko przekazywanie wsparcia dla startupów, ale także równolegle pobudzanie apetytu na ryzyko wśród inwestorów. Jak zaznacza dyrektor Kuc, duzi gracze odczuwają obecną sytuację. Spadają im obroty, zmniejsza się ich płynność finansowa. To przekłada się na ich potencjał do finansowania projektów B+R, czy to w ramach własnych nakładów na działalność badawczo-rozwojową, czy to wspólnie z NCBR-em poprzez dostarczanie wkładu własnego do tego typu projektów.

– Tam, gdzie startupy odnoszą największe sukcesy, są finansowane kapitałem prywatnym. W USA w tego typu pomysły inwestuje się 35-40 mld dolarów rocznie, a w UE co najmniej – 7 mld dolarów. To pokazuje nieprawdopodobną przepaść nie między zasobami środków, bo Europa pozostaje bogatsza pod względem aktywów, a chęcią do ponoszenia ryzyka. I to jest największy problem także w Polsce. Mówię to z pełną odpowiedzialnością jako człowiek, który pierwszą startupową inwestycję zrobił w 2002 roku, nie wiedząc nawet, że to się tak nazywa – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Szanse na wsparcie

NCBR ogłosiło konkurs „Szybka ścieżka – Koronawirusy”. Jego budżet wynosi 200 milionów złotych. Środki zostaną przeznaczone na projekty dot. przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusów, ze szczególnym uwzględnieniem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. W tym konkursie przewidziane są 3 rundy naboru wniosków, a pierwsza z nich zaplanowana jest na okres pomiędzy 6 maja a 5 czerwca br. O wsparcie mogą ubiegać się m.in. firmy z sektora MŚP.

– To szansa na realizację projektów powyżej 1 mln zł. Patrząc na duże zainteresowanie startupów udziałem w programach akceleracyjnych, w których granty są zdecydowanie niższe, a także dostrzegając potencjał MŚP,  jestem przekonana, że konkurs będzie cieszyć się dużym powodzeniem. Daje on możliwość sfinansowania wynagrodzeń kadry oraz części kosztów operacyjnych, co z pewnością ma duże znaczenie dla firm – przekonuje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Oprócz „Szybkiej ścieżki”, NCBR ma jeszcze około 15 innych propozycji, dzięki którym zespoły projektowe i młode spółki technologiczne mogą uzyskać finansowanie. – Program mający na celu finansowanie projektów B+R na bardzo wczesnym etapie to BRIdge Alfa. Jego budżet to ok. 2 miliardy złotych. Nabór jest prowadzony w sposób ciągły przez ok. 60 funduszy VC, które otrzymują środki z NCBR na działalność inwestycyjną – zaznacza Włodzimierz Kuc.

W ramach programu BRIdge Alfa innowacyjny projekt technologiczny o charakterze badawczo-rozwojowym we wczesnej fazie można uzyskać dotację z Funduszy Europejskich do 200 tysięcy euro. Łącznie z wkładem prywatnym, który pochodzi od funduszu VC-beneficjenta, daje to startupom 1 mln zł. I to bez konieczności inwestowania własnych środków. Wspomniane fundusze mają działać do końca 2023 roku. Na projekty startupowe przeznaczono jeszcze co najmniej 1 miliard złotych. Od 2015 roku na wsparcie ponad 400 spółek technologicznych w BRIdge Alfa przekazano 500 mln złotych.

– Uruchomiliśmy także już 5 funduszy Venture Capital, które inwestują w bardziej dojrzałe projekty. W ramach BRIdge VC finansowanego z Programu Inteligentny Rozwój zaalokowaliśmy do tej pory do funduszy ok. 300 mln złotych. Drugie 300 milionów pochodzi od inwestorów prywatnych. Fundusze działają intensywnie, dzięki czemu kilkanaście startupów pozyskało już finansowanie o wartości kilkudziesięciu milionów. To m.in. Reliability Solutions, Applica czy DevSkiller. W ramach programu BRIdge VC startup może pozyskać aż do 15 mln euro na projekt – dodaje dyrektor Kuc.

Niezagrożony rozwój

Z kolei PARP prowadzi m.in. nabór wniosków o dofinansowanie w ramach poddziałania 1.1.2 POPW „Rozwój startupów w Polsce Wschodniej”. To propozycja skierowana do mikrofirm i małych przedsiębiorstw typu startup, które zakończyły program inkubacji innowacyjnego pomysłu w ramach Platformy Startowej. Dla nich przygotowano w sumie 300 milionów złotych. Każdy z projektów może uzyskać dofinansowanie w wysokości 85% kosztów przedsięwzięcia, nawet do 1 mln zł. Przyjmowanie projektów potrwa do 30 września br.

– Startupom dysponującym dojrzałą wersją produktu oferujemy możliwość pozyskania dużych zleceń w efekcie programów akceleracji, w ramach Działania 2.5 POIR. Wnioski przyjmowane są przez 10 akceleratorów wybranych przez PARP. Co najmniej 400 startupów skorzysta z możliwości rozwinięcia swoich innowacyjnych produktów do poziomu, w którym będą mogły przetestować swoje rozwiązanie z partnerami korporacyjnymi. Każda z tych małych firm może otrzymać grant do wysokości 250 tysięcy złotych i unikalną możliwość współpracy z największymi firmami na rynku – podkreśla Marcin Seniuk.

Jak podsumowuje dyrektor Kuc, po ogłoszeniu stanu epidemicznego zostały wprowadzone oceny wniosków o dofinansowanie w formule wideokonferencji. Przedsiębiorcy, którzy obecnie realizują projekty, mogą liczyć na różne uproszczenia i ułatwienia w związku z tym stanem zagrożenia. Podsumowując, ekspert NCBR-u prognozuje, że oczywiście nastąpią zmiany na rynku startupów, ale państwo nie zrezygnuje ze wspierania dobrych, innowacyjnych projektów.

Odmrażanie gospodarki uratuje tysiące miejsc pracy, ale potrzeba dalszych działań antykryzysowych

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił dzisiaj szczegóły trzeciego etapu odmrażania gospodarki. Zapowiedział, że od 18 maja będą mogły funkcjonować restauracje, kawiarnie i bary, ale też zakłady fryzjerskie i kosmetyczne.

Dla zdecydowanej większości przedsiębiorców najważniejsze jest w tej chwili odmrażanie gospodarki. Z naszego badania wynika, że tak uważa 71% firm. Teraz najpilniejsze jest uruchomienie usług i zwiększenie skali handlu, co częściowo stanie się od poniedziałku.

Bez pilnego odmrażania, w sposób bezpieczny, działalności gospodarczej, przedsiębiorcy będą mieli coraz większe problemy z prowadzeniem biznesu. Już obecnie, co też wynika z naszego badania, 5% właścicieli nie jest w stanie utrzymać firmy i podjęła działania w kierunku jej likwidacji, 43% wytrzyma jeszcze 1-2 miesiące, a 20% przetrwa 3-4 miesiące. Konsekwencją upadku firm będzie utrata tysięcy miejsc pracy. Dlatego czas ma w tym przypadku ogromne znaczenie.

Nasze firmy walczą o przetrwanie i oczekują przemyślanych oraz szybkich decyzji rządu. Większość przedsiębiorców wprowadza oszczędności i angażuje swoje pieniądze, relatywnie niewielu decyduje się na razie na zwolnienia i obniżki wynagrodzeń. Czekają na wsparcie. Niestety, z tym też nie jest najlepiej. Okazuje się, że na pomoc z tarczy antykryzysowej trzeba czekać trzy, cztery tygodnie. Dobrze , że sprawniej idzie wypłata pieniędzy z tarczy finansowej, bo zajmuje zaledwie kilka dni.

Niestety, aż 75% ankietowanych jest przekonana, że rząd nie ma jasnej strategii odmrażania gospodarki. Firmy oczekują nie tylko kolejnych informacji o możliwości wznowienia działalności i nowych reżimach sanitarnych do wprowadzenia. Większość z nich wie, że będzie musiała przejść przez kryzys, a rozwiązania z tarczy antykryzysowej wkrótce się skończą. Dlatego odmrażanie kolejnych branż gospodarki powinno być ogłaszane razem z pakietem dalszych działań antykryzysowych. Nie muszą one koniecznie oznaczać wsparcia finansowego. Wiele firm oczekuje zmian w prawie, które pozwolą im się dostosować do nowej rzeczywistości, jak np. uelastycznienie prawa pracy, uregulowanie warunków pracy zdalnej, umożliwienie stosowania elektronicznych dokumentów, np. faktur oraz zmniejszenie obciążeń administracyjnych.

Grzegorz Baczewski, dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan

Czas zakończyć cięcie – branża fryzjerska w trzeci etap odmrażania gospodarki wchodzi mocno poobijana

Jest decyzja. W ramach kolejnego etapu odmrażania polskiej gospodarki od poniedziałku otworzą się salony fryzjerskie i kosmetyczne. Z pewnością przyda się to branży, której niespłacone na czas zadłużenie w marcu 2020 r. wynosiło według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor ponad 86 mln zł. Dobrze wpłynie też na samopoczucie i wygląd milionów Polaków, którzy tęsknią za fryzjerami i kosmetyczkami bardziej niż za wyjazdem, zakupami, kinem, restauracją czy siłownią – pokazuje badanie Maison&Partners, wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor.

W tym tygodniu na stronach Ministerstwa Rozwoju zostaną opublikowane wytyczne dla branż, które mają być odmrożone w drugiej połowie maja, wśród nich mogą pojawić się m.in. salony fryzjerskie, kosmetyczne, a także restauracje. Polacy nie mogą się doczekać. Na pytanie: Co byś zrobił/zrobiła w pierwszej kolejności gdyby zniesione zostały obostrzenia związane z pandemią? wizytę u fryzjera i kosmetyczki (37 proc.) wymieniają na drugim miejscu, za spotkaniem z rodziną i znajomymi (60 proc.). Choć wciąż daleko do normalności, to widać, że z dotychczasowego luzowania obostrzeń społeczeństwo korzysta, na brak klientów zakłady piękności nie powinny więc narzekać. Szczególnie, że z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez agencję Maison&Partners wynika, że dbanie o włosy to jedna z tych usług, których Polakom brakuje bardziej niż wyjazdu na wycieczkę po kraju (21 proc.), zakupów innych niż spożywcze (20 proc.), a także seansu w kinie, koncertu czy spektaklu (19 proc.), nie wspominając o wizycie w klubie fitness, za którą tęskni jedynie 6 proc. respondentów. To nie wróży obiektom sportowym najlepiej.

Według danych na koniec marca 2020 r. 87 505 podmiotów gospodarczych deklarowało prowadzenie działalności zaliczanej do kategorii „Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne”. Stanowią one blisko 2,2 proc. ogólnej liczby podmiotów gospodarki narodowej znajdujących się w rejestrze REGON. Branża ta jest silnie rozdrobniona – 99,6 proc. to mikrofirmy. Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą pracują w lokalach, a część bez jakiegokolwiek adresu. Bo to jeden z tych sektorów, którego usługi doskonale radzą sobie też bez siedziby, świadczone dzięki marketingowi szeptanemu w domach klientów. Nieliczni fryzjerzy i kosmetyczki wykorzystali tę możliwość w okresie blokady usług spowodowanej pandemią i przeszli do szarej strefy. Z jednej strony usługodawcy zdecydowali się podjąć ryzyko, nawet mając na uwadze prawdopodobieństwo kar finansowych, z drugiej, klienci nie zważali na potencjalne zagrożenie zdrowotne.

Większość pracowników branży beauty jednak nie pracuje i zamrożenie gospodarki szybko zaczęła ich wpędzać w finansowe tarapaty. Część firm stanęła na progu upadłości – choć nie miały przychodów, nadal musiały płacić czynsz i inne rachunki, co tylko pogłębiało ich zadłużenie. Stan krytyczny popchnął niektórych nawet do sprzedaży swoich zakładów.

Jak odbiło się to na rozliczeniach z dostawcami i bankami, okaże się wkrótce. W każdym razie między marcem 2019 r. a marcem 2020 – ostatnim miesiącem przed wprowadzeniem ograniczeń – odsetek firm z branży fryzjerskiej i kosmetycznej, które miały problem ze spłatą zaległych zobowiązań, nie zmienił się i wynosił 2,3 proc. Co oznacza, że niesolidność płatnicza zdarza się tu znacznie rzadziej niż w innych branżach czy całej gospodarce (5,8 proc.). – Według BIG InfoMonitor oraz BIK widać jednak przyrost kwoty zaległych zobowiązań – w ciągu roku zwiększyła się ona z 79,3 mln do 86,1 mln – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Krok w stronę normalności i odmrożenie usług beauty nie oznacza automatycznego powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Salony fryzjerskie i kosmetyczne, tak jak wszystkie inne branże objęte złagodzeniem ograniczeń w świadczeniu usług, będą musiały podjąć szereg działań zmierzających do dostosowania się do funkcjonowania w nowych warunkach. A to bezsprzecznie przełoży się na wydatki.

W związku z tym, że dla zapewnienia minimum bezpieczeństwa sanitarnego konieczne będzie stosowanie bardzo dużej ilości środków zabezpieczenia osobistego oraz płynów dezynfekujących, fryzjerzy i kosmetyczki postulują wprowadzenie czasowej regulacji cen tych środków lub innych rozwiązań zapewniających dostęp do nich w umiarkowanych cenach[1]. Ich zdaniem pełna swoboda na tym polu może skutkować podnoszeniem cen oferowanych usług lub poszerzaniem się i tak już niemałej szarej strefy w tej branży.

– Te argumenty jasno pokazują, że samo liberalizowanie ograniczeń może w wielu przypadkach nie wystarczać, i że dla wielu przedsiębiorców powrót do względnie normalnej działalności wiąże się z koniecznością ponoszenia dodatkowych kosztów. A to nie pozostanie bez wpływu na, i tak bardzo poważnie nadwyrężoną, kondycję firm – mówi Sławomir Grzelczak.

[1] https://cechfryzjerow.waw.pl/2020/04/28/tarcza-antykryzysowa-i-odmrazanie-gospodarki-postulaty-rzemiosla-2/

Polacy czarno widzą przyszłość, ponad 90 proc. obawia się wzrostu bezrobocia

Polacy boją się, że masowo trafią na bezrobocie, zostaną bez pieniędzy, a polska gospodarka mocno tąpnie – tak złe nastroje społeczne pokazują najnowsze badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej i Związku Przedsiębiorstw Finansowych, których autorem jest dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. Pod względem obaw o utratę pracy jesteśmy na wysokim, czwartym miejscu w całej Europie.

„Nastroje społeczne wynikające z tego badania można określić jednym słowem: katastrofa” – mówi Główny Ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. „Polacy spodziewają się, że przez polską gospodarkę przewali się tsunami, które zmniejszy ich oszczędności i doprowadzi do gwałtownego wzrostu bezrobocia. Takie odczucia po wprowadzeniu kilku tarcz antykryzysowych, szczególnie z wieloma instrumentami mającymi podtrzymać stan zatrudnienia, to ogromne zaskoczenie. To kolejny dowód na to, że zaufanie obywateli do państwa jest niskie. Nie wierzymy w skuteczność proponowanych rozwiązań. Musimy mieć na uwadze, że to są tylko subiektywne odczucia społeczeństwa, ale są niezmiernie ważne dla odbudowy gospodarki, dla odbudowy popytu. Bez zaufania w stałość miejsc pracy gospodarka będzie się bardzo wolno rozpędzać, jeżeli w ogóle” – mówi dr Dudek.

Szokujące są dane dotyczące wzrostu obaw przed bezrobociem. O ile w styczniu tego  roku tylko 12 proc. pytanych odpowiedziało, że bezrobocie „znacznie wzrośnie”, to w kwietniu już 70,2 proc.! Doliczając odpowiedzi „nieznacznie wzrośnie” łącznie ponad 90 proc. Polaków obawia się wzrostu bezrobocia. Jak zmieni się, Państwa zdaniem, bezrobocie w Polsce w następnych 12 miesiącach

Przewidywania Polaków dotyczące gwałtownego wzrostu bezrobocia są jednymi z najwyższych w Europie, nasz kraj zajmuje pod tym względem czwarte miejsce.

„Widać to pewną konsekwencję zdarzeń” – mówi Dudek. „Gdy ogłaszano pierwszą tarczę antykryzysową, przedsiębiorcy rozczarowali się jej skromnością i ograniczeniami np. limitem zatrudniania co najwyżej 9 osób, czy odroczeniem, a nie umorzeniem składek ZUS. Nie widząc szans na realną pomoc zaczęli zamykać i ograniczać działalność, w tym redukując zatrudnienie na dużą skalę. Dlatego marcowe zwolnienia były najwyższe od dekady. Reakcja pracowników to druga strona tego samego medalu. Ci, którzy mają pracę, boją się podzielić los kolegów” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP.

W kwietniu 2019 roku zaledwie 11,6 proc. pytanych spodziewało się, że ogólna sytuacja gospodarcza „bardzo się pogorszy”, a 22,9 proc. że „pogorszy się trochę”. W kwietniu tego roku było to odpowiednio 48,5 proc. oraz 31,5 proc.Jak, Państwa zdaniem, zmieni się ogólna sytuacja gospodarcza w Polsce w następnych 12 miesiącach

Rok temu tylko 2,9 proc. ankietowanych uważało, że ich sytuacja finansowa „pogorszy się bardzo”, a 24,9 proc. – „trochę”. Dziś to już 18,1 proc. oraz 47,4 proc. „Niemal trzy czwarte ludzi obawia się pogorszenia sytuacji finansowej. Nastroje wśród Polaków są naprawdę niedobre” – mówi dr Sławomir Dudek. Jego zdaniem wyniki ankiety tym bardziej należy potraktować poważnie, ponieważ IRG SGH prowadzi takie badania od 30 lat i dysponuje ogromnym doświadczeniem. „Złe nastroje mogą jeszcze bardziej pogrążyć konsumpcję, co dodatkowo odciśnie się na PKB. Dlatego nie wolno pomijać tej kwestii przy kreśleniu planów wyjścia z kryzysu. Społeczeństwo musi otrzymać pozytywne, realne sygnały. To przyspieszy odbudowę gospodarki” – mówi dr Sławomir Dudek.Jak, Państwa zdaniem, zmieni się sytuacja finansowa Państwa gospodarstwa domowego w następnych 12 miesiącach

Czy dłużnikowi opłaca się nie odbierać awiza – doręczenia KPC

4 lipca 2019 r. została uchwalona nowelizacja Kodeksu Postępowania Cywilnego, która weszła w życie z dniem 7 listopada 2019 r. Zmiany w przepisach dotknęły w szczególności kwestię doręczeń pism, istotnie modyfikując tzw. zasadę fikcji doręczenia. Zmiany rodzą pytanie, czy w obecnym stanie prawnym dłużnikowi opłaca się nie odbierać awiza. Nowelizacją z 4 lipca 2019 r. nie tylko zmodyfikowano szereg przepisów dot. doręczeń, ale także wprowadzono nowy, bardzo istotny art. 139[1], który dotyczy doręczania pozwanemu pozwu lub innego pisma procesowego wywołującego potrzebę podjęcia obrony jego praw.

Odbiorca pisma

Zmiany dotknęły także art. 133 kpc, który dotyczy kwestii odbiorców pism. Wprowadzono m.in. nowe: § 2[1] i 2[2] wspomnianego przepisu. Na ich mocy pisma procesowe lub orzeczenia dla przedsiębiorców mają być doręczane na adres wskazany we właściwym rejestrze (np. CEiDG w przypadku osób fizycznych prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze). Wyjątkiem jest sytuacja, w której przedsiębiorca wskaże inny adres. Wówczas pisma powinny być adresowane na ten nowy adres. Bardzo ciekawa regulacja dotyczy przedsiębiorców wpisanych do rejestrów innych niż CEiDG – jeżeli w rejestrze wpisany był adres, który został wykreślony jako niezgodny z rzeczywistym stanem, a nie złożono wniosku o wpis nowego adresu, wówczas ten wykreślony adres będzie uznawany za udostępniony w rejestrze. W praktyce oznacza to, że doręczenie pism na taki adres będzie uznane za skuteczne.

Fikcja doręczeń

Za najdonośniejsze prawnie należy uznać zrezygnowanie w drodze wspomnianej nowelizacji z zasady określonej w art. 139 dot. tzw. fikcji doręczeń.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że dotychczas funkcjonowała zasada, zgodnie z którą w przypadku braku możliwości osobistego lub zastępczego doręczenia pisma pismo było składane w placówce pocztowej, a adresat otrzymywał tzw. awizo, tj. zawiadomienie ze wskazaniem, gdzie i kiedy podjęta była próba doręczenia pisma oraz informacja, gdzie i kiedy pismo może zostać odebrane. W przypadku braku skutecznego odbioru pisma przez 7 dni procedura musiała być powtórzona, a po upływie drugiego tygodniowego okresu pismo uznawano za doręczone, niezależnie od tego, czy było to pierwsze, czy kolejne pismo w sprawie.

Nowelizacja z lipca 2019 r. zakończyła byt tej zasady w polskim porządku prawnym w odniesieniu do osób fizycznych. Zgodnie z nowymi przepisami, jeżeli nie doszło do doręczenia pisma w sposób wskazany powyżej, a w sprawie nie doręczono pozwanemu wcześniej żadnego pisma i nie mają zastosowania inne przepisy przewidujące skutek doręczenia, przewodniczący zawiadamia o tym fakcie powoda, przesyłając mu przy tym odpis pisma dla pozwanego oraz zobowiązując go do doręczenia tego pisma pozwanemu za pośrednictwem komornika. Zobowiązanie ma postać zarządzenia. Powód ma wtedy dwa miesiące (liczone od dnia doręczenia zobowiązania), by złożyć do akt potwierdzenie doręczenia pisma pozwanemu za pośrednictwem komornika albo by zwrócić pismo i wskazać aktualny adres pozwanego lub dowód, że pozwany przebywa pod adresem wskazanym w pozwie. Brak spełnienia tego wymogu będzie skutkował zawieszeniem postępowania przez Sąd.

Nowa regulacja bez wątpienia wyeliminuje sytuacje, w których pozwany dowiadywał się o orzeczeniach ze znacznym opóźnieniem lub dopiero w trakcie egzekucji. Stwarza jednak istotne pole do nadużyć i nakłada szereg dodatkowych obowiązków na powoda przy dochodzeniu należnych mu praw. Może to znacząco opóźnić, a w niektórych sytuacjach wręcz uniemożliwić egzekucję, bowiem powodowie mogą często rezygnować ze skomplikowanej i zapewne kosztownej procedury poszukiwania adresu pozwanego, celem skutecznego doręczenia mu pisma. Może to również skutkować różnymi unikami ze strony pozwanych, służących celowemu unikaniu odebrania pism. Zgoła inna sytuacja dotyczyć będzie pozwanych będących przedsiębiorcami – jak bowiem wskazano wcześniej, w ich przypadku pisma procesowe lub orzeczenia dla przedsiębiorców mają być doręczane pod adres wskazany we właściwym rejestrze (lub wskazanym przez nich). Ewentualne ustalenie adresu przez komornika, o którym mowa w ww. procedurze, będzie znacznie trudniejsze (i zapewne droższe) w przypadku osób fizycznych. Ponadto nie pozostanie bez wpływu na wysokość dochodzonego roszczenia (jako element kosztu procesu).

Przepisy intertemporalne

Istotnym przepisem wprowadzonym na drodze wspomnianej nowelizacji jest nakaz stosowania oświadczenia o przesłaniu listem poleconym odpisu pisma drugiej stronie przez profesjonalnych pełnomocników w odniesieniu do wszystkich spraw. Przed nowelizacją obowiązek taki dotyczył jedynie spraw, które zostały zainicjowane po dniu 8 września 2016 r. Od listopada 2019 r., niezależnie od dnia wszczęcia postępowania, pełnomocnicy nie muszą doręczać Sądowi dowodów nadania pisma pełnomocnikowi drugiej strony, gdyż wystarczające będzie wspomniane oświadczenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ponad połowa energii wyprodukowanej w I kw. 2020 r. przez Eesti Energia pochodziła ze źródeł odnawialnych

Najniższa cena energii elektrycznej od dekady spowodowała spadek obrotów i zysku Eesti Energia w pierwszym kwartale. Jednocześnie nastąpiła zmiana w strukturze produkcji, ponieważ, po raz pierwszy wolumen energii wyprodukowanej ze źródeł odnawialnych przewyższył wolumen energii z łupków bitumicznych.

W porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku obroty Grupy spadły o 16% do 227 mln euro. EBITDA wyniosła 50 mln euro (spadek o 41%), a strata netto wyniosła 2 mln euro. W tym samym okresie ubiegłego roku zysk netto był równy 9,5 mln euro.

Jak powiedział Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia, na wyniki finansowe miała wpływ nadzwyczajna sytuacja – spadek zużycia energii elektrycznej z powodu najcieplejszej zimy półwiecza połączony z niekorzystnym wpływem kryzysu związanego z koronawirusem na zużycie energii elektrycznej i ropy oraz najniższe ceny energii elektrycznej od otwarcia rynku. Dodatkowym czynnikiem były niskie ceny rynkowe energii elektrycznej na giełdzie Nord Pool spowodowane bardzo wysokim poziomem wód w krajach skandynawskich.

W pierwszych trzech miesiącach roku Eesti Energia sprzedała 2 TWh energii elektrycznej w Estonii, na Łotwie, Litwie, w Polsce, Szwecji i Finlandii, czyli dwa razy więcej niż wyniosła własna produkcja. Z powodu niskiej ceny rynkowej energii elektrycznej i wysokiej ceny uprawnień do emisji CO2, produkcja energii elektrycznej spadła w ciągu roku o 57% do 1 TWh.

Wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych

Energia elektryczna ze źródeł odnawialnych stanowiła połowę wyprodukowanej energii elektrycznej przez Grupę w I kwartale br. Wzrost o 14% w skali roku był spowodowany korzystnymi warunkami wiatrowymi i wysoką sprawnością elektrowni wiatrowych. Druga połowa wyprodukowanego wolumenu energii elektrycznej pochodziła z łupków bitumicznych, gazu łupkowego i odpadów.

W I kwartale emisja CO2 przez Eesti Energia spadła o 65% do poziomu 0,9 mln ton. W ciągu dwóch lat emisje dwutlenku węgla zmniejszyły się prawie czterokrotnie, co uczyniło z Estonii najszybciej ograniczające emisję dwutlenku węgla państwo w Europie.

Andri Avila podkreślił, że w nadchodzących kwartałach większość państw stanie w obliczu kryzysu gospodarczego, który będzie miał bezpośredni wpływ na zużycie energii i ceny. – Sytuacja zmusza nas do dalszego zwiększania wydajności i poszukiwania oszczędności, aby przetrwać kryzys – powiedział Avila.

PAP i GovTech Polska udostępniają oprogramowanie #FakeHunter na zasadzie otwartej licencji

Polska Agencja Prasowa i GovTech Polska udostępniły w otwartym kodzie źródłowym oprogramowanie #FakeHunter do walki z dezinformacją. Po sukcesie projektu #Fakehunter, jego twórcy – PAP i GovTech, zdecydowali o udostępnieniu kodu źródłowego narzędzia do walki z dezinformacją w sieci innym podmiotom. Oprogramowanie aplikacji będzie rozpowszechniane na zasadzie otwartej licencji umożliwiającej kopiowanie, rozwój i dalszą dystrybucję. Celem obu instytucji jest ograniczenie negatywnych skutków rozprzestrzeniania się fałszywych treści przez ich merytoryczną weryfikację i dementowanie.

Platforma #Fakehunter została uruchomiona 8 kwietnia w odpowiedzi na zalew fałszywych informacji związanych z pandemią Covid-19 stanowiących w tym czasie wyjątkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa i zdrowia społeczeństwa. Przykładem takich fake news-ów były oferty fałszywych kuracji, czy informacje negujące istnienie samego wirusa, a co za tym idzie narażające odbiorców na ryzyko zarażenia.

#Fakehunter jest nowatorskim narzędziem do walki z dezinformacją, angażującym społeczność internetową. Internauci mogą zgłaszać za pomocą aplikacji wątpliwe treści do sprawdzenia i po zweryfikowaniu ich przez społecznych weryfikatorów oraz ekspertów PAP otrzymują wiarygodną odpowiedź. Werdykty publikowane są w serwisie fakehunter.pap.pl.

Ideą projektu jest zaangażowanie zróżnicowanych grup społecznych do wspólnej walki z narastającym problemem rozprzestrzeniania się fałszywych informacji w Internecie. Trzon grupy projektowej, która stworzyła system, stanowili wolontariusze. Dzięki nim powstało rozwiązanie składające się z trzech elementów: wtyczki do zbierania zgłoszeń, panelu do ich weryfikacji oraz portalu z wynikami.

– Projekt #Fakehunter wzbudził ogromne zainteresowanie internautów. Dzięki nim codziennie otrzymujemy zgłoszenia – informacje o koronawirusie, które budzą wątpliwości. Wszystkie elementy projektu zostały przetestowane i sprawnie działają, więc nadszedł czas, by z tego narzędzia skorzystały też inne podmioty, które chcą zaangażować się w walkę ze zjawiskiem fake news. Dlatego udostępniamy oprogramowanie na zasadach otwartej licencji. Umożliwienie wykorzystania, kopiowania, rozwoju i dalszego rozpowszechniania tego narzędzia w tym trudnym czasie to element troski o zdrowie i bezpieczeństwo społeczne – tłumaczy Wojciech Surmacz, prezes zarządu PAP.

W ciągu miesiąca od uruchomienia aplikacji #FakeHunter, spośród zgłoszonych przez internautów treści do sprawdzenia, ujawnionych zostało 75 fałszywych informacji na temat pandemii.

– Problem rozprzestrzeniania się nieprawdziwych informacji ma charakter globalny. Na świecie powstają rozmaite inicjatywy integrujące międzynarodowe środowiska innowacyjne w celu poszukiwania rozwiązań do walki ze skalą tego zjawiska. W zorganizowanym niedawno europejskim hackathonie EUvsVirus 2020 w kategorii „Fake news” wygrał zespół (w jego składzie którego był Polak), który stworzył koncepcję platformy do fact checkingu – wyjaśnia Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech. – To pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na wprowadzanie narzędzi, które pozwalają zmierzyć się z zalewem fałszywych wiadomości w Internecie. My zaprojektowaliśmy takie rozwiązanie, zbudowaliśmy sprawnie działający system i oferujemy go na zasadach open source. Zachęcamy też do jego dalszej rozbudowy – dodaje Orłowska.

Colliers International poszerza swoje usługi o doradztwo prawne

Firma doradcza Colliers International wzbogaca ofertę biznesową działów Zarządzania Nieruchomościami, Powierzchni Handlowych oraz Powierzchni Biurowych o doradztwo prawne.

Do tej pory najemcy i właściciele budynków mogli liczyć na pełne wsparcie z zakresu doradztwa transakcyjnego, tworzenia i negocjowania umów, zarządzania nieruchomościami, wdrażania nowych technologii oraz marketingu nieruchomości. W obliczu pandemii koronawirusa Colliers zaoferował klientom z sektora handlowego, biurowego oraz zarządzania nieruchomościami również doradztwo prawne w zakresie nieruchomości. Obejmuje ono: pełne doradztwo transakcyjne, tworzenie, zmiany i negocjowanie umów, doradztwo w zakresie różnych projektów dedykowanych nieruchomościom, takich jak projekty deweloperskie i budowlane oraz prawne zarządzanie projektami.

– Korzystamy nie tylko z wiedzy naszego zespołu prawnego, ale także bezpośrednio współpracujemy ze wszystkimi działami usług biznesowych Colliers. Dlatego też nie jesteśmy tylko prawnikami, ale partnerami prowadzącymi projekty klienta holistycznie i kompleksowo. Nasz zespół reaguje szybko i skutecznie, aby pomóc w znalezieniu efektywnego rozwiązania, które pozwoli firmie skoncentrować się na celach biznesowych, a nie tymczasowych problemach prawych – mówi adw. Małgorzata Jankowska-Blank, dyrektor Działu Prawnego w Colliers International.

Rozwiązanie „all-in-one” daje klientom wszystko w tym samym czasie w jednym miejscu –płynny, efektywny proces i sprawną komunikację oraz, co w czasie kryzysu najważniejsze, umożliwia też optymalizację kosztów usług prawnych.

W dobie kryzysu związanego z wybuchem pandemii COVID-19 potrzeby naszych klientów ewoluowały. Rozumiejąc ich trudną sytuację, rozszerzyliśmy ofertę doradczą o porady prawne w pełni zintegrowane z usługami biznesowymi Colliers. Dysponując najlepszymi ekspertami z branży nieruchomości komercyjnych, łączymy teorię i praktykę, aby przygotowywać indywidualne strategie, dostosowane do konkretnych potrzeb każdego klienta mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzająca Colliers International w Polsce.

Polska turystyka generuje 1,3 proc. PKB. Na ile ucierpi przez pandemię?

Całkowity udział turystyki w tworzeniu krajowego PKB wyniósł w 2018 r. 4 proc. a łączne wydatki krajowych i zagranicznych turystów poniesione w Polsce wyniosły 62,2 mld złotych. Jednocześnie, zaledwie 5 proc. firm działających w sektorze zakwaterowania i gastronomii przeprowadziło jakąkolwiek analizę big data, a 7 proc. skorzystało z płatnych usług obliczeń w chmurze. Taki obraz sektora turystycznego wyłania się z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Branża turystyczna w Polsce. Obraz sprzed pandemii”. W tej chwili sytuacja ulega daleko idącym przeobrażeniom, bo aż 96 proc. światowych destynacji turystycznych zostało objętych restrykcjami epidemicznymi. Przed branżą trudne czasy, a głównym wyzwaniem dla państwa będzie teraz wypracowanie rozwiązań, które pozwolą podmiotom branży turystycznej zminimalizować straty i odnaleźć się w nowej rzeczywistości gospodarczej.

– 28 proc. ruchu turystycznego w Polsce odbywa się w lipcu i sierpniu. Dlatego rzeczywista wartość strat, jakie poniesie polska branża turystyczna w związku ze stanem pandemii zależeć będzie w dużej mierze od tego, czy do tego czasu i w jakim zakresie nastąpi wznowienie wyjazdów turystycznych a także od tego, czy będziemy mieli do czynienia z odbudową popytu na usługi turystyczne. Sprzyjać może temu fakt, że 80 proc. ruchu turystycznego w Polsce generowane jest przez wyjazdy krajowe rezydentów. – twierdzi Paula Kukołowicz z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Turystyka ważnym komponentem polskiej gospodarki, ale do Europy nam daleko

Bezpośrednia wartość dodana wygenerowana przez branżę turystyczną wyniosła w 2018 r. 1,3 proc. PKB. Średnia dla państw OECD to 4,4 proc. Wśród państw członkowskich UE objętych badaniem OECD jedynie Luksemburg wyróżnia się niższym bezpośrednim udziałem turystyki w ogólnej wartości gospodarki (1,1 proc.).

To zestawienie pokazuje, że mamy jako kraj spore rezerwy. Wprawdzie w Indeksie Atrakcyjności i Konkurencyjności Turystycznej awansowaliśmy o cztery pozycje, ale plasujemy się dopiero na 42. miejscu. Głównymi przyczynami takiej sytuacji jest stosunkowo niska priorytetyzacja polityki turystycznej, jakość dostępnej infrastruktury lotniczej, a także warunki prowadzenia działalności gospodarczej – twierdzi Paula Kukołowicz z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z wyliczeń PIE wynika, że w 2018 r. branża turystyczna wygenerowała łącznie 140,92 mld PLN wartości dodanej. Efekt mnożnikowy wyniósł 5,3, co oznacza, że każda złotówka wytworzona w branży turystycznej przyczyniła się do generowania dodatkowych 4,3 PLN wartości dodanej w całej gospodarce. Branża jest również ważnym elementem rynku pracy w Polsce i utrzymuje łącznie blisko 1,36 mln miejsc pracy.

Wciąż jednak odstajemy od krajów UE i OECD pod względem udziału turystyki w gospodarce. Biorąc pod uwagę łączną liczbę noclegów udzielanych w Polsce, udział ten mógłby być znacznie wyższy. W 2018 r. 64 proc. wszystkich noclegów udzielonych w państwach UE przypadło na cztery kraje: Hiszpanię (467 mln noclegów), Francję (443 mln), Włochy (429 mln) i Niemcy (420 mln). Polska w tej klasyfikacji zajęła 9. miejsce z liczbą 88,9 mln udzielonych noclegów, co stawia nas w jednym rzędzie z Chorwacją i Portugalią, odpowiednio 89,6 mln i 74,4 mln. Kraje te wprawdzie należą do najpopularniejszych destynacji turystycznych, są jednak znacznie mniejsze niż Polska. Państwa, których gospodarka jest w największym stopniu zależna jest od branży turystycznej, to Hiszpania (11,8 proc.) i Portugalia (8,0 proc.). Duże znaczenie gospodarcze ma również turystyka na Węgrzech oraz w Niemczech, gdzie generuje odpowiednio 6,7 proc. oraz 3,9 proc. krajowego PKB. Znaczne zróżnicowanie udziału turystyki w generowaniu wartości dodanej poszczególnych państw jest związane między innymi z poziomem otwartości poszczególnych rynków turystycznych na turystów międzynarodowych. W Polsce turyści zagraniczni odpowiadali jedynie za 20 proc. wszystkich udzielonych noclegów. Ta charakterystyka upodabnia nas do Niemiec i Rumunii, z kolei różni od reszty państw UE, gdzie turyści zagraniczni stanowią średnio 47 proc.turystyka koronawirus

Wpływ COVID-19 na branżę

Turystyka jest jedną z branż najbardziej narażonych na skutki koronawirusa. Wraz z rozwojem pandemii w sektor usług turystycznych uderzyły niepewność wpływająca na obniżenie popytu na te usługi oraz restrykcje ograniczające możliwość przemieszczania się. W Europie 43 proc. destynacji było całkowicie lub częściowo niedostępnych z powodu zamknięcia granic, 21 proc. z powodu zamknięcia wjazdu do kraju dla osób przyjeżdżających z określonych państw, zaś w przypadku 27 proc. ograniczenia wynikały ze wstrzymania międzynarodowych połączeń lotniczych. Skutki tej nagłej i niekorzystnej zmiany otoczenia działalności podmiotów z branży turystycznej praktycznie od razu odbiły się na wskaźnikach ich kondycji. Notowania giełdowe niektórych spółek spadły o ponad 60 proc., konsumenci rezygnowali z planów wyjazdowych, a wprowadzone ograniczenia administracyjne praktycznie zamroziły rynek. W przypadku wznowienia wyjazdów od sierpnia, branża utraciłaby 51 proc. rocznego ruchu, co przełożyłoby się na spadek wartości polskiego PKB o 72,2 mld PLN. Słabsza kondycja turystyki to gorsze powodzenie handlu, transportu, magazynowania, rolnictwa czy też rynku nieruchomości. To, w jakiej kondycji wyjdą z niej przedsiębiorstwa i jak zareagują w dłuższej perspektywie konsumenci, będzie rzutować na szybkość wychodzenia sektora z kryzysu. Warto jednak zwrócić uwagę także na bardziej długofalowe wyzwania.

– Po pierwsze, mamy do czynienia z sezonowością ruchu turystycznego w Polsce. W województwie pomorskim w lipcu i sierpniu udzielono 43 proc. łącznej liczby noclegów w ciągu roku, w warmińsko-mazurskim 40 proc., zaś w zachodniopomorskim 36 proc. Kolejnym problemem jest koncentracja terytorialna polskiej turystyki. Aż 80 proc. ruchu turystycznego odbywa się w 76 powiatach przy czym niektóre regiony kraju, na czele z województwami świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim należą do regionów o niewykorzystanym potencjalne turystycznym. Firmy turystyczne wymagają bieżącego wsparcia ze względu na bezpośrednio uderzającą w nie pandemią, jednak trzeba pamiętać także o potrzebie wypracowania strategii dla turystyki, która pozwoli uczynić z tej branży istotny element rozwoju gospodarczego Polski – mówi Krzysztof Kutwa z zespołu strategii PIE.

Cyfryzacja szansą na dynamiczny rozwój

Tylko do 2025 r. proces digitalizacji może przynieść światowej branży turystycznej 305 mld USD wartości dodanej, a najwięcej zyskają firmy implementujące innowacyjne modele biznesowe i wykorzystujące nowe rozwiązania technologiczne. Dostępność oferty w internecie istotnie wpływa na wzrost rezerwacji. Korzystanie z danych pozwala także spersonalizować ofertę i dopasować ją do potrzeb zróżnicowanych odbiorców.

– Polskie firmy odstają na tym tle od średniej europejskiej. Zaledwie 5 proc. krajowych przedsiębiorstw działających w sektorze zakwaterowania i gastronomii korzystało z analiz typu big data, a 7 proc. z płatnych usług obliczeń w chmurze przy średnich europejskich wynoszących odpowiednio 10 proc. oraz 19 proc. – podsumowuje Paula Kukołowicz.turystyka koronawirus 2

Raport ABSL prezentujący warunki prowadzenia biznesu w regionie EMEA

Rola regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) staje się coraz silniejsza na globalnej mapie nowoczesnych usług biznesowych w post-covidowej rzeczywistości. Sektor ciągle się rozwija dzięki aktywności obecnych inwestorów oraz nowym projektom. Według najnowszego raportu dotyczącego regionu EMEA przygotowanego przez ABSL, Deloitte, JLL oraz Randstad Sourceright, poziom kosztów prowadzenia biznesu przestaje odgrywać kluczową rolę. Inwestorzy przy wyborze lokalizacji uwzględniają szersze uwarunkowania biznesowe. 

Z analiz wynika, że sektor usług nowoczesnych w regionie EMEA był dobrze przygotowany do pracy w warunkach pandemii. Jednocześnie nowa rzeczywistość znacząco zmienia środowisko biznesowe. Należy spodziewać się, że centra usług będą powstawały bliżej miejsc, w których biznes jest prowadzony. W dłuższej perspektywie redefinicji ulegną modele biznesowe. Kluczowe dla tych zmian będą dwie grupy czynników – zarówno czynniki twarde jak i miękkie. Wśród pierwszych wymienić trzeba zmniejszenie średniej powierzchni biurowej przypadającej na jednego pracownika, co jest związane z upowszechnieniem pracy zdalnej, nowe procedury dotyczące tzw. dystansu społecznego oraz zwiększone zapotrzebowanie na elastyczną aranżację biur. Krytyczną rolę będą odgrywać centra danych i dostęp do szerokopasmowego internetu. Czynniki miękkie to procedury zapewniające pracownikom bezpieczeństwo zgodnie z lokalnymi przepisami. Pojawi się więcej przestrzeni, co będzie wynikało z reorganizacji pracy oraz rozbudowy bezdotykowej infrastruktury. Eksperci podkreślają, że sukces centrum usług wspólnych w nowej rzeczywistości zależeć będzie od zdolności przystosowawczych firm, usprawnienia procesów i wykorzystania danych do zarządzania powierzchnią biurową.

Przewodnik dla międzynarodowych inwestorów

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) jest organizacją non-profit zrzeszającą lokalne i międzynarodowe firmy świadczące nowoczesne usługi dla biznesu w Europie Środkowej i Wschodniej. Skupia centra obsługi procesów biznesowych (BPO), centra usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centra badawczo-rozwojowe (R&D). Raport ABSL Sektor usług nowoczesnych w regionie EMEA dostarcza najaktualniejszych danych dotyczących warunków prowadzenia biznesu w 18 państwach w regionie.

Nasz raport dostarcza naszym interesariuszom, w tym potencjalnym nowym inwestorom, podstawowych informacji, które pomogą im w podejmowaniu decyzji o dalszym rozwoju oraz o nowych inwestycjach w regionie – mówi Wojciech Popławski, Vice-President Business Intelligence & Thought Leadership, ABSL Poland. – Przedstawiamy w nim kluczowe wskaźniki dla rozwoju usług nowoczesnych w EMEA, jego dynamikę oraz atrakcyjność inwestycyjną poszczególnych lokalizacji.

Raport uwzględnia takie czynniki jak wskaźniki makroekonomiczne, dostępność wykwalifikowanych pracowników, koszty zatrudnienia, kluczowe regulacje dla rynku pracy. Analizy i komentarze dotyczące rynku powierzchni biurowych wskazują dodatkowo na potencjał, jaki w przyciąganiu inwestorów mają miasta w poszczególnych krajach. Celem jest dostarczenie inwestorom zbioru danych, który pozwoli na szybkie ocenienie i porównanie różnych lokalizacji regionu pod kątem ich atrakcyjności inwestycyjnej.

Kompetencje technologiczne w cenie

Najmocniejszym, ciągle rosnącym trendem jest zapotrzebowanie na kompetencje technologiczne. Dotyczy to nie tylko technologicznych start-upów, ale również branży farmaceutycznej, handlu, produkcji przemysłowej i konsumenckiej czy usług biznesowych.

Branża usług biznesowych rośnie w regionie w tempie od 7 do 18 procent rocznie. Taka dynamika rozwoju wpływa na poszukiwanie lokalizacji, które pozwolą na relatywnie szybkie sprostanie celom rekrutacyjnym, a jednocześnie będą w stanie zapewnić kompleksową ofertę inwestycyjną. Jednym z jej strategicznych elementów jest odpowiednio rozwinięty rynek biurowy.

Sektor nieruchomości biurowych jest istotny w kontekście szybkiego wzrostu branży usług dla biznesu. Rynek nie jest już postrzegany wyłącznie przez pryzmat dostępnych metrów kwadratowych, ale przede wszystkim jako plastyczne narzędzie służące zaspokojeniu zmieniających się potrzeb i zapewnieniu realizacji celów biznesowych.  Mowa tu zarówno o elastycznych powierzchniach biurowych typu flex, na które popyt będzie dynamicznie rosnąć, jak i o potrzebie adaptacji istniejących, wynajętych powierzchni do nowych wyzwań. Rzeczywistość post-covidowa będzie wymagała od pracodawców zagwarantowania jeszcze wyższych standardów – przede wszystkim bezpieczeństwa, zgodnie z lokalnymi przepisami oraz rozbudowy bezdotykowej infrastruktury – dodaje Rafał Szajewski – Business Location Consulting Director, JLL

Jak dodaje Rafał Szajewski, region EMEA w czasie kryzysu ponownie okazał się bezpieczną przystanią, oferując inwestorom zdolność dostosowania na wielu płaszczyznach. Udowodniły to zwłaszcza ostatnie tygodnie, które skłoniły większość firm do przejścia na model pracy zdalnej. Odpowiednie zaplecze technologiczne, kompetencje i kultura pracy pozwoliły zachować ciągłość biznesową, dzięki czemu nasz region uzyskał przewagę nad niektórymi krajami azjatyckimi.

Szansa na jeszcze szybszy wzrost

W ciągu trzech najbliższych lat cyfryzacja usług zyska większe znaczenie niż dostępność rąk do pracy. Koncentracja strategiczna na procesach end-to-end, mądrej transformacji oraz odpowiednim modelu wdrożenia – własne centra wspólne, outsourcing czy model hybrydowy – całkowicie zmienią obraz globalnego rynku usług dla biznesu. Jednak to od liderów zlokalizowanych w regionie EMEA centrów usług zależy, czy staną się motorami tej zmiany i w jaki sposób wykorzystają potencjał i swoich partnerów do przeprowadzenia strategicznej, strukturalnej transformacji.

Co ważne, na mapie regionu EMEA widzimy całkiem nowe lokalizacje dla usług biznesowych – mówi Olaf Babinet, Director, Deloitte Consulting – Global Location Strategy. Mogą to być mniejsze ośrodki miejskie w krajach, gdzie sektor jest już dobrze rozwinięty, takie jak węgierski Debreczyn, słowackie Koszyce, litewskie Kowno i Kłajpeda, bułgarska Warna, polski Lublin czy rumuński Sybin. Mogą to być lokalizacje w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej, takie jak Belgrad w Serbii czy ukraiński Lwów albo miasta unijne, które stosunkowo późno pojawiły się na mapie usług biznesowych – choćby łotewska Ryga.

Widzimy też powstawanie wyspecjalizowanych, skupionych na konkretnych branżach centrów usług, np. w przemyśle farmaceutycznym czy firmach z sektora life science. Tego typu przedsięwzięcia potrzebują nie tylko pracowników z ogólnymi kompetencjami biznesowymi czy finansowymi, ale specyficznego zaplecza naukowego i kompetencyjnego, np. w zakresie medycyny, gospodarki morskiej czy logistyki. Ten ostatni trend jest nowym bodźcem rozwojowym dla takich tradycyjnych lokalizacji usług biznesowych jak Barcelona, Lizbona, Warszawa, Bukareszt i Budapeszt – podkreśla Olaf Babinet, Director, Deloitte Consulting – Global Location Strategy.

Atrakcyjne lokalizacje przyciągające talenty i inwestorów

Wśród kluczowych atutów w walce poszczególnych lokalizacji o kolejne inwestycje w centra usług biznesowych, niezwykle ważna jest atrakcyjność miast, przekładająca się na zdolność do przyciągania najzdolniejszych pracowników z kraju i z całego świata.

Chcąc rozwijać szczególnie mniejsze ośrodki miejskie poprzez przyciąganie jakościowych inwestycji i lokowanie w nich centrów usług nowoczesnych, ich włodarze powinni skupić się na zapewnieniu mieszkańcom infrastruktury zapewniającej atrakcyjne warunki do życia. I nie chodzi tu o poziom zarobków, ale przede wszystkim o sprawnie i szybko działającą administrację, jakość powietrza, dostęp do przedszkoli i szkół. Pracownicy mogą wybierać, gdzie chcą żyć i miasta muszą o nich zabiegać – podkreśla Tania De Decker – Managing Director Enterprise Clients and the Company, Randstad Enterprise Group.

Na razie nic nie sugeruje szybkiego powrotu do normalności

Tryb risk-off umacnia się na rynkach finansowych przy powrocie wątpliwości czy wychodzenie z lockdownu rzeczywiście będzie postępować tak szybko, jak obecnie jest to dyskontowane. Dr Fauci nastraszył wczoraj Amerykanów drugą falą zachorowań. Kongres USA zaostrza spór z Chinami, RBNZ jest otwarty na ujemne stopy procentowe. Nic z tych informacji nie sugeruje szybkiego powrotu do normalności.

Wczoraj rynek akcji USA znalazł się pod presją, gdyż inwestorzy zaczęli kwestionować, czy rajd od marcowych dołków nie zaszedł za daleko. Dotychczas uczestnicy rynku liczyli na V-kształtne odbicie ożywienia z pomocą bezprecedensowych działań Fed i rządu, ale do świadomości zaczyna docierać, że samymi pieniędzmi nie wygra się z pandemią. Wiodący w USA ekspert od chorób zakaźnych dr Anthony Fauci przypomniał, że przedwczesne otwieranie działalności gospodarczej wiąże się z niekontrolowanym wybuchem drugiej fali zachorowań, co zniweczy szanse na ożywienie gospodarcze. Pandemia może się nasilić, ale nie musi. Rynki mogą bagatelizować problem lub nie. Humory inwestorów nie raz już potrafiły zaskoczyć, ale niepewność nie jest przyjacielem wycen rynkowych po silnym odbiciu z ostatnich tygodni. I dodając do tego sygnały, że Kongres procesuje projekt ustawy, który może pozwolić na sankcje wobec chińskich przedsiębiorstw, inwestorzy znów mają więcej powodów do ucieczki od ryzyka.

Jak źle jest z gospodarką USA może pomóc ocenić prezes Fed Jerome Powell. Od kliku dni toczy się dyskusja, czy Fed zdecyduje się na ujemne stopy procentowe. Rynek stopy procentowej już zaczął dyskontować taki scenariusz (wycena 5 pb cięcia do stycznia 2021 r.). Z perspektywy polityki monetarnej to niebezpieczny kierunek i po ostatnich wypowiedziach członków Fed można wnioskować, że bank centralny jeszcze nie zamierza iść tą drogą. Stąd wydaje się bardziej prawdopodobne, że Powell ostudzi głowy spekulantów i zasugeruje, że FOMC skupi się na innych narzędziach, a ujemne stopy procentowe pozostawi jako ostatnią deskę ratunku. Fed może być zainteresowany utrzymaniem debaty o ujemnych stopach dla zahamowania aprecjacji dolara lub powstrzymanie rynkowych stóp procentowych przed zbyt agresywnym wycenianiem perspektyw V-kształtnego ożywienia. Ale obecnie obie te kwestie nie zaznaczają się silnie i Powell powinien wybrać mniej „przebiegłe” podejście.

RBNZ utrzymał stopę OCR na 0,25 proc., ale każdy z pozostałych elementów decyzji i komunikatu był gołębi. Bank powiększył portfel planowanego skupu aktywów z 33 mld NZD do 60 mld NZD. Uderzająca była otwartość banku do wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w przyszłości, mimo że stwierdzono, że instytucje finansowe w Nowej Zelandii nie są jeszcze gotowe na taki scenariusz. Ale RBNZ uważa, że jest to ważne narzędzie polityki monetarnej i musi być brane pod uwagę. Bank przedstawił projekcję „nieograniczonej stopy OCR”, która byłaby wymagana dla osiągnięcia celu inflacyjnego oraz optymalnego zatrudnienia i prognozy wyraźnie wskazują obniżenie OCR poniżej 2 proc. To ekstremalny scenariusz, ale pokazuje, że bank wierzy w konieczność dalszego obniżania oprocentowania. Bezprecedensowe nastawienie RBNZ będzie skutkować słabością NZD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Benefity dla pracowników dostosowane do aktualnej sytuacji #ZostańWdomu

Benefity dla pracowników są powszechne w firmach, które dbają o utrzymanie przy sobie najlepszych specjalistów. W dynamicznie rozwijającą się w naszym kraju przedsiębiorczość pandemia uderzyła niczym prawdziwy tajfun. Zmieniło się wszystko. Właściciele większych i mniejszych biznesów zostali postawieni przed koniecznością walki o każdy dzień. Z tego względu wielu z nich zastanawia się, jak w obecnej sytuacji skutecznie wesprzeć swoich pracowników. Chcą dać im jasny sygnał, że mają na uwadze ich dobro niezależnie od zmieniających się warunków zewnętrznych.

Dlaczego warto podjąć współpracę z systemami kafeteryjnymi w Polsce?

Benefity pozapłacowe mają w tym trudnym okresie szczególne znaczenie. Inwestując w nie, pokazujesz pracownikom, że zależy Ci na utrzymaniu ciągłości zatrudnienia. Zatrudnione przez Ciebie osoby, mając dostęp do benefitów pracowniczych, które mogą zrealizować w domu, zyskują też niezbędny spokój. Widząc Twoje starania upewniają się, że obecna sytuacja jest tymczasowa. Mogą być przy tym pewne, że ich pozycja w firmie jest stabilna.

Odpowiadając na ich potrzeby pokazujesz też, że potrafisz dostosować się do zmian. Tym samym dajesz jasny dowód swojego profesjonalizmu i zdobywasz pozycję godnego zaufania lidera. Aby benefity w czasie pandemii przyniosły zatrudnionym korzyść, muszą jednak rzeczywiście rozwiązywać problemy, przed jakimi stoją obecnie Twoi podwładni.

Benefity pracownicze w formie książek i audiobooków cieszą się ogromnym powodzeniem.

Wiele osób wykorzystuje oszczędzony na dojazdach czas na nadrobienie zaległości czytelniczych. Z opcji tej korzystają także ci, którzy dotąd pędzili dość aktywny tryb życia. Z tego względu większym niż zwykle zainteresowaniem obdarza się benefity dla pracowników w formie dostępu do e-booków i audiobooków. Można pośród nich znaleźć zarówno beletrystykę, jak i literaturę fachową, która pozwala na rozwój własnych umiejętności. Oferta czytelnicza pomaga też pracownikom, którzy mają dzieci, zapewnić im stały dostęp do lektur szkolnych podczas zdalnego nauczania.

Benefity pracownicze mogą także uwzględniać potrzeby tradycjonalistów. Z myślą o nich tworzy się vouchery do księgarni stacjonarnych. Można nimi opłacić książki w wersji papierowej z bezpośrednią dostawą do domu.benefity pracownicze

Dzięki dodatkowym benefitom w pracy rozrywka cyfrowa może przybierać różnorodne oblicza.

Nawet najpoważniejsi z Twoich pracowników mogą potrzebować w domu solidnej porcji zrównoważenia dla swojego profesjonalizmu. Z tego względu warto zaoferować im pośród innych opcji możliwość uzyskania benefitów pozapłacowych w formie kodów aktywacyjnych do gier. Chwila relaksu przy strzelance, czy kilka godzin spędzonych przy wymagającej strategii nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Gry komputerowe to skuteczna forma relaksu dla ludzi w każdym wieku. Daj znać zespołowi, że ma Twoją pełną akceptację dla swoich zainteresowań.

Dla fanów kina ciekawe okażą się z kolei benefity dla pracowników pozwalające na dostęp do wypożyczalni filmów. Gdyby tego było mało, można skorzystać z bonów do sklepów z grami i zabawami, przy których przyjemnie spędzi się czas w gronie najbliższych.

Smaczne benefity pozapłacowe pozwolą uzupełnić kalorie w sposób bezpieczny.

A co, jeśli w Twoim zespole pracowniczym znajdują się osoby, które dotąd nie bardzo udzielały się w kuchni? Z pewnością dużą ulgę sprawi im benefit dla pracowników w formie voucherów do punktów gastronomicznych oferujących bezkontaktową dostawę. Opcja ta sprawdza się rewelacyjnie nie tylko w przypadku home office. Nawet wtedy, kiedy Twój pracownik wykonuje swoje obowiązki w biurze, możesz zaoferować mu posiłek bez konieczności narażania zdrowia poprzez wychodzenie z budynku.

W ramach gastronomicznych benefitów w pracy można skorzystać z restauracji oferujących kuchnię z dowolnego zakątka świata. Jest to więc świetna okazja do poznania nowych smaków i wykroczenia poza dotychczasowe przekonania kulinarne.

Benefity dla pracowników w wersji dla aktywnych pomogą zachować kondycję podczas pandemii.

Nie należy zapominać, że konieczność pozostania w domu może mieć długotrwałe, negatywne skutki ze względu na brak ruchu. Jest to szczególnie uciążliwe dla osób, które podejmowały wcześniej dowolną aktywność sportową. Właśnie dlatego w ramach benefitów dla pracowników warto zaproponować podwładnym bony do sklepów sportowych. Dla wielu osób będzie to niesamowita okazja na zakup wymarzonego sprzętu, który ułatwi utrzymanie kondycji nawet w mało sprzyjających okolicznościach.

Autor: redakcja MyBenefit.pl

Produkcja samochodów osobowych hamuje, duże spadki rejestracji pojazdów

W I kwartale 2020 r. zarejestrowano w Polsce 107,6 tys. nowych samochodów osobowych, 13,4 tys. dostawczych, 4,7 tys. ciężarowych, 4 tys. przyczep i naczep, blisko 400 autobusów oraz 3,1 tys. motocykli i 2,3 tys. motorowerów. Dynamicznie rośnie liczba rejestracji samochodów elektrycznych. Polacy zarejestrowali ich ponad dwa razy więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W całym 2019 r. eksport produktów motoryzacyjnych z Polski wzrósł o 4% r/r, przy czym wartość eksportu samochodów osobowych zmniejszyła się o 1,2% . W I kwartale 2020 r. ulokowane w Polsce fabryki motoryzacyjne wypracowały gorszy wynik . Z taśm montażowych zjechało w tym czasie 148,9 tys. pojazdów samochodowych, co oznaczało spadek aż o 13,2% względem analogicznego okresu poprzedniego roku.

Zwalniają nawet rejestracje nowych samochodów osobowych w segmencie premium+

W I kwartale 2020 r. liczba rejestracji nowych samochodów osobowych w segmencie premium+ wyniosła 19,2 tys. i była niższa o 0,6% w porównaniu z poprzednim rokiem. Cały rynek skurczył się o 23%. Niezmiennie dominują klienci instytucjonalni, których rejestracje wyniosły 72,5 tys. szt. – mniej o ponad jedną piątą w skali roku. W tej grupie 16,8 tys. szt. przypadło na marki premium+ (spadek o 4,5%). Klienci indywidualni w I kwartale 2020 r. zarejestrowali 35,1 tys. wszystkich samochodów i ograniczyli popyt o 27,3%. W tej liczbie kupili 2,4 tys. samochodów premium+, o 38,7% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Już po wynikach pierwszego kwartału widać, że wpływ pandemii na branżę motoryzacyjną będzie bardzo duży. Szacunki mówią, że w drugim kwartale średni spadek sprzedaży wszystkich pojazdów może wynieść nawet 60-70%. Dotyczy to również segmentu premium, bo choć w momentach spadków sprzedaży, samochody premium na ogół sprzedawały się lepiej – tym razem mamy do czynienia z sytuacją nigdy wcześniej nie spotykaną. Obecnie większość firm wstrzymuje się z zakupami i wymianą flot, w tym samochodów premium, które były nabywane dla top managementu. Zakładając, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy sytuacja zacznie się stabilizować, jest nadzieja, że w trzecim i czwartym kwartale spadki będą niższe niż w drugim, jednak na powrót do stanu sprzed pandemii nie należy liczyć – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Auta z napędem elektrycznym jeszcze bardziej popularne

W I kwartale br. zmniejszyła się liczba rejestracji we wszystkich segmentach. Najgłębsze spadki zanotowano w kategorii małych i średnich MPV (-58%), dużych MPV (-47%) oraz kombivanów (- 44%). Według kryterium rodzaju paliwa, jedynie wśród samochodów z napędami alternatywnymi odnotowano wynik dodatni.

Liczba rejestracji samochodów elektrycznych stale wzrasta. W I kwartale 2020 r. zarejestrowano ich 1 278 sztuk. Oznacza to wzrost aż o 101,6%. Polacy coraz bardziej przekonują się do aut z napędami hybrydowymi – w I kwartale br. liczba rejestracji w tej grupie zwiększyła się o 98,4% i wyniosła 13,4 tys. sztuk. Wśród nabywców aut z napędami alternatywnymi zarówno klienci indywidualni (+115,3%), jak i instytucjonalni (+94,6%) zwiększyli zakupy. Spodziewamy się, że duża popularność samochodów z napędami alternatywnymi będzie się utrzymywać, choć z uwagi na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 dynamika rejestracji nowych samochodów w kolejnych miesiącach istotnie spadnie – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Duże spadki rejestracji pojazdów użytkowych

W I kwartale 2020 r. zarejestrowano 13,4 tys. sztuk nowych samochodów dostawczych, co oznaczało spadek o 21,4% w porównaniu do I kwartału 2019 r. Aż o 36,8% r/r, do poziomu 4,7 tys. sztuk, zmniejszyły się rejestracje samochodów ciężarowych. Rynek nowych przyczep i naczep o masie całkowitej powyżej 3,5t spadł z kolei o 45,2% – w I kwartale zarejestrowano 4 tys. sztuk.Duże spadki rejestracji pojazdów

Spadki liczby rejestracji w segmencie jednośladów

W I kwartale 2020 r. liczba zarejestrowanych nowych motocykli wyniosła 3 138 sztuk, czyli 10,9% mniej niż w I kwartale 2019 r. Po czterech z rzędu rosnących kwartalnych wynikach w ubiegłym roku, początek 2020 r. zapowiadał się optymistycznie. Pandemia koronawirusa w Polsce wyhamowała jednak obserwowany wcześniej rozwój rynku motocykli. Znaczący spadek rejestracji odnotowano również na rynku motorowerów, których w pierwszych trzech miesiącach 2020 r. zarejestrowano 2 319 sztuk, co oznaczało spadek aż o 23,3% w porównaniu z 2019 r.

Produkcja samochodów osobowych zwalnia

W I kwartale 2020 r. wyprodukowano w Polsce łącznie 148,9 tys. pojazdów samochodowych, o 13,2% mniej niż w poprzednim roku. Spadła liczba wszystkich produkowanych rodzajów pojazdów. Najbardziej zmniejszył się wolumen produkcji autobusów (spadek o 20% r/r).

Vivid Games konsekwentnie poprawia wyniki

Ponad 3.2 mln zł przychodów ze sprzedaży wypracował Vivid Games w kwietniu bieżącego roku, wynika ze wstępnych danych finansowych. To najwyższa historycznie miesięczna sprzedaż spółki. Zysk netto osiągnął narastająco 1.4 mln zł. 

Przychody ze sprzedaży bydgoskiego developera i wydawcy przekroczyły narastająco 8 mln zł. To o ponad 240% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (styczeń-kwiecień). Zysk netto spółki osiągnął narastająco 1.4 mln zł, a w samym kwietniu 0.4 mln zł. – Największy wpływ na rosnące przychody ma Real Boxing 2, który w kwietniu zarobił dziesięciokrotnie więcej niż w styczniu. Zwiększamy wydatki marketingowe, w kwietniu zainwestowaliśmy 1.4 mln zł. Do zespołu produktowego skierowaliśmy znaczną część wewnętrznych zasobów. Zamierzamy dobrze wykorzystać potencjał, który wytworzyliśmy w ostatnich miesiącach – m.in. usuwając markę Rocky, oraz rozpoczynając pozyskiwanie użytkowników na dużą skalę. – tłumaczy Remigiusz Kościelny, CEO Vivid Games. Marka Real Boxing, najbardziej rozpoznawalny tytuł spółki od 2012 roku trafiła już do 78,5 mln graczy, generując ponad 71 mln zł przychodów.

Osiągnięte po czterech miesiącach wyniki oznaczają, że realizacja prognoz na 2020 r. jest coraz bardziej prawdopodobna. Prognoza spółki zakłada wypracowanie 19 mln zł przychodów ze sprzedaży i 3 mln zł zysku neto. – Patrząc na dynamikę wzrostu i to co planujemy w kolejnych miesiącach, jestem spokojny o jej realizację– podkreśla Kościelny. Świetny debiut gier Vivid Games na platformie Switch (3 pierwsze wydane tytuły zostały pobrane ponad 300 000 razy) czy udany pierwszy soft-launch nowej gry segmentu mid-core Knights Fight 2, potwierdzają przewidywania spółki.

Odpisy aktualizujące z tytułu utraty wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa

W wyniku zamrożenia gospodarki spowodowanej pandemią koronawirusa (COVID-19) wiele przedsiębiorstw utraci część przychodów, co negatywnie wpłynie na ich obecną i przyszłą rentowność, a w konsekwencji także na wartości posiadanych przez nie aktywów. Taka sytuacja bez wątpienia spowoduje, że dyrektorzy finansowi spółek staną przed koniecznością wnikliwego przeanalizowania czy nie nastąpiła utrata wartości firmy oraz innych aktywów.

Pomimo że do dramatycznego załamania rynków giełdowych doszło już po 31 grudnia 2019 roku, który był ostatnim dniem bilansowym dla wielu spółek, w związku z czym jego efekty nie były uwzględnione w rocznych sprawozdaniach finansowych, to jednak w kolejnych śródrocznych raportach finansowych efekty zmian w otoczeniu gospodarczym będą musiały zostać już uwzględnione. W wyniku spadku wybranych indeksów sektorowych w ciągu I kwartału 2020 roku największe straty odniosły: sektor odzieżowy, bankowy, górnictwo oraz energetyka. Spadki, chociaż nie tak duże (ok. 20%), zanotowały również sektory, które w czasie pandemii powinny zyskać na znaczeniu: informatyczny, telekomunikacyjny i spożywczy. Jedynie branża budowlana, która kontynuuje działalność, odniosła kilkunastoprocentowe spadki.

Ze względu na fakt, że test na utratę wartości firmy porównuje wartość odzyskiwalną jednostki wypracowującej przepływy pieniężne do jej wartości bilansowej przedstawionej w sprawozdaniach finansowych, wartość wskaźnika ceny do wartości księgowej – C/WK lub ang. P/BV jest zazwyczaj dobrym miernikiem ryzyka utraty wartości aktywów. W szczególności jeśli wskaźnik C/WK spada poniżej poziomu 1,0x mamy do czynienia ze zwiększonym ryzykiem utraty wartości, bowiem rośnie ryzyko, że wartość godziwa kapitałów własnych jest niższa niż jej wartość rozpoznana w sprawozdaniach finansowych. Nie jest to jednoznaczne z koniecznością dokonania odpisu, jednak wskazuje na wymóg przeprowadzenia testu – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa

W czasie kryzysu premia za kontrolę rośnie

Mając na uwadze, że notowania akcji spółek publicznych odzwierciedlają wartość udziału mniejszościowego bez premii za kontrolę, a wartość ośrodka wypracowującego przepływy pieniężne jest testowana na poziomie odzwierciedlającym kontrolę, często do kapitalizacji rynkowej dodawana jest premia za kontrolę.

Analizy przeprowadzone na rynku amerykańskim wskazują, że w okresach kryzysu finansowego (2008-09) premie za kontrolę były istotnie większe, jednak tylko w wyjątkowych przypadkach osiągały poziomy powyżej 50%. Z kolei regularne analizy premii za kontrolę przeprowadzane przez KPMG na polskim rynku w oparciu o analizy wezwań na GPW, wskazują, że premia za kontrolę w warunkach stabilnej gospodarki kształtuje się średnio na poziomie około 15%, czyli jest istotnie niższa niż w USA. Wynikać to może między innymi z większej świadomości inwestorów na rynkach dojrzałych.

Nawet gdyby przyjąć wyższe premie za kontrolę w czasach kryzysu, zwiększając je o około 10 p.p., a więc podobnie jak w USA, osiągając łączną premię na poziomie 25%, zastosowanie premii za kontrolę w Polsce na poziomie ponad 25% w stosunku do kapitalizacji rynkowej byłoby rzadkością i wymagałoby starannego uzasadnienia – mówi Tomasz Regulski, dyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa 2Analizując poziom wskaźników C/WK dla wybranych indeksów na polskiej giełdzie wydaje się, że zarządy wielu spółek staną przed dużym wyzwaniem, aby obronić się przed utratą wartości aktywów, gdyż średnia C/WK dla indeksu szerokiego rynku WIG wynosiła na koniec grudnia 2019 zaledwie 1,1x by spaść na koniec marca do poziomu 0,9x. Wiele sektorów na 31 marca 2020 (spożywczy, odzieżowy, energetyczny, budowlany i chemiczny) notuje mnożniki poniżej 0,7x. Jedynym sektorem, którego mnożnik zyskał na wartości to WIG – Leki.

Spółki narażone na utratę wartości aktywów w czasie pandemii koronawirusa 3Premie za kontrolę na poziomie powyżej 25% są rzadko, a powyżej 50% bardzo rzadko spotykane, wobec tego należy się spodziewać, że uwzględnienie ich w testach na utratę wartości na tak wysokim poziomie musiałoby wymagać szczegółowych analiz, znalezienia transakcji porównywalnych z podobnym poziomem premii za kontrolę i właściwego uzasadnienia, aby mogło zostać zaakceptowane przez audytora badającego sprawozdania finansowe spółki.

Należy jednak pamiętać, że takie uzgodnienie jest znacznie bardziej skomplikowane, kiedy dana spółka ma kilka niezależnych ośrodków wypracowujących przepływy pieniężne, gdyż w takiej sytuacji poszczególne założenia trzeba analizować nie na poziomie spółki, a osobno dla każdego z takich ośrodków, gdyż to wartość użytkowa danego ośrodka wyliczona w oparciu o prognozowane przepływy pieniężne jest ostatecznym parametrem branym pod uwagę przy szacowaniu ewentualnego odpisu.

Z doświadczenia KPMG przy wspieraniu klientów w przygotowaniu lub krytycznej analizie testów na utratę wartości wynika, że wiele spółek będzie musiało zmierzyć się z tym wyzwaniem w sytuacji dużej niepewności, gdyż obecnie prognozy co do wyjścia z kryzysu potrafią zmieniać się często i w znaczny sposób. W sytuacji pandemii istniejące testy będą musiały być szczegółowo przeanalizowane i uaktualnione. Kiedy nie będzie możliwe opracowanie jednego wiarygodnego zestawu prognoz, powszechną praktyką będzie przygotowanie testów w ujęciu scenariuszowym: bazowym, pesymistycznym i optymistycznym, a na potrzeby ostatecznego wyniku zważenie ich prawdopodobieństwem wystąpienia – podsumowuje Marcin Łągiewka, dyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Holo4Labs, wprowadzający Mixed Reality do laboratoriów, planuje kampanię crowdfundingu udziałowego

Jeszcze w tym roku sprzedaż gogli do AR/VR wyniesie ponad 7 mln sztuk, co oznacza blisko 25% wzrostu w stosunku do 2019 roku. Zwiększenie zainteresowania technologiami umożliwiającymi profesjonalistom pracę zdalną jest efektem panującej pandemii. Na tej fali rośnie zainteresowanie polskim start–up’em Holo4Labs, oferującym rozwiązania Mixed Reality dla branży laboratoryjnej. Twórcy projektu rozpoczynają przygotowania do kampanii crowdfundingu udziałowego, chcąc pozyskać finansowanie na rozwój jeszcze w tym kwartale.

Wraz ze wzrostem popularności technologii do pracy zdalnej, wzrosło także zainteresowanie technologiami VR, AR czy Mixed Reality. W Polsce wschodzącą gwiazdą tego typu rozwiązań może okazać się spółka Holo4Labs, której produkt już wzbudza zainteresowanie branży laboratoryjnej. Autorskie rozwiązanie sprawia, że praca w laboratorium staje się bardziej efektywna i szybsza, a w pewnych aspektach można nawet wykonywać ją zdalnie. Spółka chce wykorzystać popyt na takie rozwiązania i dokonać skalowania usługi na kolejne rynki, dlatego rozpoczęła przygotowania do kampanii crowdfundingu udziałowego, która ma odbyć się jeszcze przed wakacjami. Szczegóły poznamy w najbliższych tygodniach.

Rozwiązania LabTech – trend, który przyspiesza w czasach pandemii

Innowacje to jedna z gałęzi globalnej gospodarki, która może wyjść obronną ręką z obecnego kryzysu. Polski start–up Holo4Labs, który jest autorem oprogramowania wprowadzającego rozszerzoną rzeczywistość do laboratoriów, idealnie wpisuje się w ten trend. Laboratoria, pomimo że są motorem rozwoju całego świata, często pracują jeszcze analogowo lub stosują rozwiązania znacząco odbiegające od współczesnych standardów. Excel i kartka papieru to przeważnie jedyne narzędzia, jakimi dysponują laboranci, ale obecny kryzys wymusił głębokie zmiany.holo4labs – process

Przyszłość laboratoriów

LabTech to przyszłość zarządzania procesami w laboratoriach. Tak jak w FinTech to rozwiązania cyfrowe: systemy komputerowe, aplikacje mobilne wspierające banki i branżę finansową, tak LabTech wspiera technologicznie branżę laboratoryjną. Wszelkie systemy wspierające pracę laboranta przy analizie danych i zapisywaniu wyników zintegrowane z laboratoryjnym sprzętem badawczym to usprawnienie pracy całego laboratorium. Jednak faktyczną cyfrową transformację w laboratorium widać w momencie, gdy na głowie laboranta zobaczymy gogle przenoszące jego pracę do rozszerzonej rzeczywistości, w której pracuje na hologramach i ekranach wyświetlanych na siatkówce oka. Taki obraz wcale nie jest pieśnią przyszłości, ale realnym rozwiązaniem możliwym dzięki polskiemu start–up’owi.

– Holo4Labs pozwala na pracę z systemem LIMS (laboratory information management system) w ramach rozszerzonej rzeczywistości. W praktyce oznacza to, że laborant ma dostęp do kompletu niezbędnych danych w dowolnym miejscu w laboratorium, ponieważ zawsze może je mieć dosłownie przed oczami. Oprogramowanie dostarcza informacji o kolejnych krokach procedur badawczych, informuje o potencjalnych zagrożeniach lub przeoczonych czynnościach. Umożliwia nawet zdalną kooperację z innymi pracownikami oddalonymi o setki kilometrów, poprzez transmisję tego, co widzi osoba nosząca gogle – tłumaczy Przemysław Budnicki, CEO Holo4Labs.

– Rozwiązanie pozwala na interakcję pomiędzy pracownikami, czyli możliwe jest na przykład wirtualne narysowanie wskazówek w przestrzeni otaczającej drugą osobę. Dzięki Holo4Labs można także rejestrować wyniki analiz bez przemieszczania się od instrumentów laboratoryjnych do komputera. Laborant zawsze wie, co jeszcze i jak musi zrobić, ponieważ interfejs wyświetla mu kolejne kroki procedury. To znacząco usprawnia pracę laboratorium i, co istotne zwłaszcza teraz, podnosi bezpieczeństwo – dodaje Paweł Gawkowski, jeden z twórców Holo4Labs, który odpowiadał za produkt w fazie R&D.

Kampania crowdfundingu udziałowego Holo4Labs jeszcze w tym kwartale

Obecna sytuacja pandemiczna wywołała zwiększenie zainteresowania technologiami wspierającymi pracę zdalną, a także uświadomiła społeczeństwu, jak bardzo istotna jest kwestia bezpieczeństwa w laboratoriach. Jest to także najlepszy moment do akceleracji technologii Mixed Reality i HoloLens. Dzięki pozyskaniu finansowania spółka chciałaby skalować biznes na globalne rynki. Oferta Holo4Labs będzie jednym z ciekawszych otwarć dla polskich inwestorów dostępnym jeszcze w tym kwartale. Tym bardziej, że projekt zyskał już uznanie na arenie międzynarodowej, gdzie podczas prestiżowej gali Emerging Europe w Londynie uzyskał tytuł najlepszej Innowacyjnej Inicjatywy Roku 2019.

Zespół Holo4Labs posiada gotowy produkt w postaci autorskiego rozwiązania. Jak każdy start–up, potrzebuje obecnie paliwa w postaci finansowania do dalszego rozwoju produktu i skalowania biznesu. Wydaje się, że czas na rundę finansowania nie może być lepszy. Laboratoria, ich bezpieczeństwo i wydajność stały się bowiem centrum zainteresowania nie tylko ludzi, dla których ważna jest szybka i jakościowa analiza, ale także dla rządów na całym świecie.

Mocy ci u nas dostatek – stabilność systemu elektroenergetycznego

Jak pokazują analizy udostępnianych przez PSE prognoz bilansu systemu elektroenergetycznego, godzinowe rezerwy mocy w latach 2021-2022 przekraczają wymagane 18-porocentowe minimum długookresowe. W prognozie nie występują okresy poniżej krytycznego, 9 -procentowego progu, przy którym PSE może ogłaszać Okresy Zagrożenia.

Stabilność systemu elektroenergetycznego

Analitycy Enel X wzięli pod uwagę publikowany codziennie przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) planowany bilans mocy netto w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE), dla okresu do 31 grudnia 2022 r. Z analizy wynika, że spadek rezerw mocy (różnicy między prognozowaną produkcją a prognozowanym zużyciem energii) poniżej wymaganego długookresowo minimum 18% może wystąpić jedynie na jesieni 2020 roku. Jest to związane z kumulacją planowanych wyłączeń mocy wytwórczych w celu modernizacji. Rezerwy mocy nie spadną jednak – nawet w krytycznym okresie – poniżej progu 9%, kiedy to PSE może ogłosić tzw. Okres Zagrożenia, a tym bardziej poniżej 5%, kiedy ogłoszenie Okresu Zagrożenia jest ustawowo obowiązkowe.

Jeszcze lepiej wyglądają prognozowane rezerwy dla lat 2021-2022. W tym okresie nie powinny one spaść nawet poniżej 18%.

Spokój odbiorców na Rynku Mocy

– Analizowane przez nas ostatnie prognozy PSE z pewnością ucieszą odbiorców energii, bo oznaczają, że dzięki Rynkowi Mocy i DSR ryzyko deficytu mocy zmalało – komentuje Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający Enel X, największego w Polsce agregatora DSR. – To dobra wiadomość także dla tych odbiorców, którzy chcą czerpać finansowe korzyści z Rynku Mocy i właśnie zastanawiają się nad przyłączeniem do programów DSR

Programy DSR, w których odbiorcy energii w zamian za deklarację zmniejszenia jej poboru w krytycznych sytuacjach otrzymują wynagrodzenie finansowe, są jednym z elementów Rynku Mocy. Mechanizm ten został wprowadzony, aby utrzymać niezawodność dostaw energii. PSE oczekuje, aby rezerwy mocy na dzień przed dostawą wynosiły co najmniej 9%, a kiedy nie zagraża to bezpieczeństwu dostaw – przynajmniej 5%. Jeśli rezerwy spadną poniżej tego poziomu i inne mechanizmy rynkowe okażą się niewystarczające, PSE może ogłosić tzw. Okres Zagrożenia, w trakcie którego odbiorcy energii mogą być wezwani do faktycznego ograniczenia poboru. Aby zarabiać na Rynku Mocy już w roku 2021, odbiorcy muszą przystąpić do programów DSR za pośrednictwem agregatora. Mają na to czas do końca września br.

– Atrakcyjność uczestnictwa odbiorców energii w programach DSR zależy od tego, jak często można spodziewać się Okresów Zagrożenia, wiążących się z ryzykiem faktycznego wezwania do zmniejszenia poboru mocy. Zarówno prognozy PSE, jak i analizy przygotowane na nasze zlecenie przez KPMG wskazują, że ryzyko to jest bardzo małe i uczestnictwo w programie nie będzie dużym obciążeniem dla odbiorców– dodaje Jacek Misiejuk

Raport KPMG dla Enel X: dobra perspektywa dla DSR

Eksperci KPMG opracowali raport na zlecenie Enel X, w którym przeanalizowali kondycję systemu elektroenergetycznego w latach 2017-2019. M. in. oszacowali liczbę sytuacji, w których PSE mogłoby ogłosić Okres Zagrożenia, oraz tych, kiedy odbiorcy faktycznie musieliby ograniczyć pobór, gdyby w badanym okresie obowiązywały zasady Rynku Mocy. Jak pokazały symulacje, warunki umożliwiające ogłoszenie Okresów Zagrożenia wystąpiłyby tylko przez 2 dni w ciągu trzech lat (łącznie przez 4 godziny). Nawet w najbardziej ostrożnym wariancie nie uwzględniającym wielu dostępnych dla PSE rezerw, łączna liczba dni, w których mogły by być ogłoszone Okresy Zagrożenia spadała z roku na rok z 23 do 4.

Analitycy KPMG porównali też prognozy popytu na energię elektryczną w latach 2021-2024 ze spodziewaną dynamiką jej podaży oraz spodziewaną kondycją systemu elektroenergetycznego. Czynnikiem potencjalnie destabilizującym system może być wzrost udziału w miksie energetycznym energii pochodzącej z OZE, których wydajność zależy od pory roku i pogody. Wzrost ten nie będzie jednak na tyle duży, by mógł wpłynąć na poziom rezerw mocy. Jednocześnie modernizacje oraz budowa nowych mocy wytwórczych, a także udział fotowoltaiki w szczytach letnich, zrekompensuje wyłączenia ze względu na wyeksploatowanie i nie spełnianie norm emisji części najstarszych bloków.

Wnioski te potwierdzają przewidywania Ministerstwa Energii, według którego w ciągu następnych 4 lat przyrost mocy w elektrowniach ma być nawet dwukrotnie większy niż przyrost zapotrzebowania na energię.

Czechy otwierają swoje granice od 25 maja. Polscy hotelarze boją się, że przegrają z nimi walkę o turystę

Tylko 40 proc. Polaków planuje wyjechać na wakacje po wygaśnięciu pandemii, a aż 2/3 z nich zamierza spędzić urlop w kraju – wynika z badania na zlecenie KRD. Bardziej niż na polskich hotelarze liczą jednak na zagranicznych turystów, zwłaszcza z Niemiec. Ci jednak nie przyjadą, jeżeli zamknięcie granic zostanie utrzymane. Tym bardziej że Czechy już zapowiedziały otwarcie granic od 25 maja. W związku z tym branża apeluje do rządu o wypracowanie procedur bezpieczeństwa i utworzenie tzw. korytarzy turystycznych z sąsiednimi krajami. 

– Trzeba zaznaczyć, że istotna będzie data otwarcia granic. Mamy dramatyczne informacje od hotelarzy przygranicznych. Grupy turystów niemieckich, którzy o tej porze roku mieli już wykupione pobyty indywidualne czy biznesowe – chociażby w Świeradowie-Zdroju czy w Szklarskiej Porębie – informują polskich hotelarzy, że jeżeli Czesi wcześniej otworzą granice – co ma nastąpić w pełni 25 maja – to oni nie wrócą już do Polski. Kilka dni temu doszło do strajku hotelarzy w Świnoujściu, w tym regionie hotelarze w 90 proc. bazują na turystach z Niemiec. Jeżeli granice nie będą otwarte, te hotele niestety upadną – mówi Marek Łuczyński, prezes zarządu Polskiej Izby Hotelarstwa.

Jak podkreśla, jeżeli sąsiednie kraje wcześniej otworzą granice dla ruchu turystycznego, polscy hotelarze stracą klientów zagranicznych, być może bezpowrotnie. To z kolei wygeneruje gigantyczne straty finansowe i wizerunkowe dla całego sektora turystyki.

– Musimy przekonać gości z zagranicy, że jesteśmy bezpiecznym krajem, że za tą słynną gościnnością idzie również bezpieczeństwo – mówi ekspert. – Uważam, że powinniśmy dążyć do stworzenia specjalnych korytarzy turystycznych między krajami. Z Europy Zachodniej chociażby od prezydenta Francji Emmanuela Macrona płyną sygnały, że w tym roku Europejczycy nie wyjadą na wakacje z Europy. Będziemy musieli zostać na Starym Kontynencie i podróżować po wewnętrznym rynku albo do najbliższych krajów sąsiednich. Dlatego mam nadzieję, że i polski rząd, i rządy zagraniczne pracują już nad wznowieniem ruchu turystycznego i wypracowaniem odpowiednich procedur.

Wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy poinformował w tym tygodniu, że przed wakacjami resort planuje kampanię, która ma zachęcić Polaków do spędzenia urlopu w kraju. Rozważa również – w ramach specjalnych korytarzy turystycznych – umożliwienie wyjazdów do państw Grupy Wyszehradzkiej, czyli Czech, Słowacji i Węgier. Statystyki zachorowań w tych krajach są zbliżone do polskich, więc ryzyko zakażenia koronawirusem jest niższe niż np. na zachodzie Europy.

– Propozycje w ramach Grupy Wyszehradzkiej są dyskutowane i wiem od prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, że polski rząd ciągle rozmawia z tymi krajami – mówi Marek Łuczyński.

W tej chwili zgodnie z przepisami po przekroczeniu granicy z Polską trzeba odbyć obowiązkową, 14-dniową kwarantannę. Wyjątkiem są jedynie zawodowi kierowcy, a od 4 maja również osoby, które uczą się lub pracują w sąsiednich krajach: w Niemczech, Czechach, na Litwie i Słowacji.

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska zaapelowała do państw członkowskich o utrzymanie zamkniętych granic jeszcze przez ponad miesiąc. Jeśli rządy przychylą się do tego apelu – Europejczycy będą mogli ponownie podróżować w ramach UE od 15 czerwca, jednak każde z państw może wprowadzić własne zasady i procedury chroniące przed rozprzestrzenianiem SARS-CoV-2.

W Polsce hotele i inne miejsca noclegowe decyzją rządu pozostawały zamknięte od 31 marca. Mogły funkcjonować wyłącznie wtedy, jeśli przebywały w nich osoby w kwarantannie lub izolacji albo personel medyczny. Decyzją Rady Ministrów od 4 maja wprowadzony został kolejny etap znoszenia ograniczeń związanych z SARS-CoV-2, który obejmuje hotele i pensjonaty. Mogą one już przyjmować rezerwacje, ale w dalszym ciągu nieczynne pozostają m.in. sale konferencyjne i sale zabaw, hotelowe baseny i SPA oraz bary i restauracje, które mogą przygotowywać i dostarczać posiłki dla gości wyłącznie do pokoi lub na wynos.

– To bardzo istotne, żeby rodzinne, małe i średnie hotele pobytowe były w 100 proc. otwarte najpóźniej do końca maja. Gorąco o to apelujemy do Ministerstwa Rozwoju – podkreśla Marek Łuczyński – Im szybciej polskie hotele się otworzą, tym wcześniej będziemy mogli rywalizować chociażby z państwami sąsiednimi i tym prędzej goście hotelowi z Polski będą mieli pewność, że rynek jest otwarty. To wpłynie na zainteresowanie polskiego społeczeństwa rezerwacjami w hotelach, więc oczekuję, że w ciągu tych najbliższych trzech tygodni sytuacja się unormuje.

Mimo że drugi etap odmrażania gospodarki umożliwił wznowienie działalności hoteli i obiektów noclegowych, to ze względów ekonomicznych do tej pory zdecydował się na to tylko niewielki odsetek hotelarzy. Obiekty, które od 4 maja przyjmują rezerwacje, w dalszym ciągu świecą pustkami. Bez możliwości otwarcia restauracji czy części wypoczynkowych hotelarzom na razie nie opłaca się wznawiać działalności, a większość z nich czeka do końca maja na zniesienie obostrzeń dotyczących gastronomi.

– W dramatycznej sytuacji są obecnie hotele wellness & SPA i hotele pobytowe, ponieważ one opierają się właśnie na części wypoczynkowej. W ostatnich 5–10 latach polska baza noclegowa tego typu hoteli rozwinęła się w porównaniu chociażby do Niemiec – absolutnie nie ustępujemy jakością naszym zachodnim sąsiadom, a nawet przebiliśmy ich na wielu płaszczyznach. Na pewno bardzo duże straty notują też duże hotele konferencyjne, które nie mogą należycie prowadzić swojej działalności i są de facto sparaliżowane – mówi prezes zarządu Polskiej Izby Hotelarstwa.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w połowie kwietnia br. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów – aż 60 proc. Polaków nie zamierza wyjeżdżać na urlop w ciągu pół roku po zażegnaniu kryzysu epidemiologicznego. Tylko 40 proc. planuje wyjechać na wakacje lub wycieczkę po wygaśnięciu pandemii. Aż 2/3 rodaków (66 proc.) chce jednak pozostać w kraju, a tylko co piąty planuje wybrać się za granicę. Badanie pokazuje też, że Polacy chętniej będą wybierać mniejsze i bardziej kameralne miejsca noclegowe: kwatery prywatne (39 proc.), pensjonaty (25 proc.) i agroturystykę (18 proc.).

Według przytaczanego przez KRD raportu („Rynek HoReCa w Polsce 2019. Analiza i prognozy rozwoju do 2024 r.”) w Polsce ten rynek wart jest ok. 30,9 mld zł. W ostatnich trzech latach rósł w tempie 7 proc. rocznie, napędzany m.in. przez rosnącą konsumpcję, zmieniające się nawyki Polaków, wzrost dochodów gospodarstw domowych i świadczenia socjalne, jak 500+. Pandemia koronawirusa może jednak mocno zachwiać rynkiem HoReCa, który jeszcze przed bieżącym kryzysem zmagał się ze znacznym zadłużeniem – na początku kwietnia wynosiło ono 242 mln zł.

Pandemia w niewielkim stopniu uderzyła w budownictwo. Po chwilowym spadku popytu na materiały budowlane rynek wraca do stabilizacji

0

– Polskie firmy mają w swoim DNA umiejętność szybkiego reagowania. Od upadku komunizmu cały czas żyjemy w sytuacji kryzysu albo zmiany – wskazuje Krzysztof Domarecki, prezes giełdowej Seleny. Jak ocenia, w nadchodzących miesiącach największym zagrożeniem dla biznesu będzie spadek popytu na europejskim rynku, ale polskie przedsiębiorstwa przyzwyczajone do funkcjonowania w kryzysowych warunkach powinny sobie poradzić. Selena, mimo chwilowych spadków popytu na materiały budowlane, kontynuuje działalność bez większych zmian i nie odnotowała do tej pory zakłóceń w dostawach surowców i materiałów produkcyjnych. W związku z pandemią spółka przestawiła też swoją produkcję i rozpoczęła wytwarzanie środków dezynfekujących. 

– Krótkoterminowo polskim firmom najbardziej zagraża w tej chwili spadek przychodów i utrata płynności finansowej. Dotyczy to zresztą przedsiębiorstw w Europie i na świecie. W średnim i długim terminie zagrożeniem będzie czekający nas spadek popytu na rynku europejskim, zwłaszcza w połączeniu z gigantycznymi zadłużeniami, które też jakoś trzeba będzie spłacać. Widzę jednak szansę w szybkości działania polskich firm. Pamiętajmy, że my od upadku komunizmu cały czas żyjemy w sytuacji kryzysu albo zmiany. Mamy za sobą 30 lat wzrostu, lecz także różnego rodzaju kłopotów i wyzwań. Polskie firmy mają w swoim DNA umiejętność szybkiego reagowania – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Selena FM SA.

Pandemia SARS-CoV-2 wymusiła zatrzymanie gospodarki, a wiele branż nie jest w stanie prowadzić regularnej działalności i ponosi wielomilionowe straty, które uderzają zwłaszcza w małe i średnie przedsiębiorstwa. W raporcie giełdowym Grupa Selena poinformowała, że w kwietniu i maju br. dostrzegła spadający popyt na materiały budowlane we wszystkich krajach w związku z wprowadzonymi ograniczeniami i spowolnieniem niektórych inwestycji. Jednak jak ocenia prezes spółki na tle ogółu rynku budownictwo ucierpiało w stosunkowo niewielkim stopniu, ponieważ duża część prac budowlanych nie została wstrzymana.

– Co za tym idzie, rynek chemii budowlanej krótkoterminowo się nie zmienił. Jednak w średnim okresie spodziewam się znacznego wzrostu zapotrzebowania budowlańców na takie wyroby chemii budowlanej, które umożliwią szybszą pracę. To znaczy, że wszelkie procesy klejenia, uszczelniania, budowy czy  dotyczące czasu wiązania zaprawy cementowej lub gipsowej będą musiały stać się znacznie szybsze i takiego typu wyroby będą przez rynek poszukiwane – mówi prezes zarządu Selena FM SA.

Firma ma 17 zakładów produkcyjnych na całym świecie i jest obecna na 100 zagranicznych rynkach. Giełdowa grupa nie odnotowała do tej pory poważnych zakłóceń w dostawach surowców i materiałów produkcyjnych ani zagrożeń związanych chociażby z absencją pracowników. W związku z pandemią wprowadzono system pracy zdalnej i wideokonferencje online, zawieszone zostały też wszelkie podróże służbowe. Pracownikom został zapewniony dostęp do środków antybakteryjnych i dezynfekujących, a w zakładach produkcyjnych wprowadzono procedury bezpieczeństwa. Zmiana organizacji pracy nie ma jednak wpływu na działalność spółki, Selena kontynuuje ją bez większych zmian.

W kwietniu niektóre spółki zdecydowały się na kilkudniowe przerwy w działalności produkcyjnej, umożliwiając pracownikom wykorzystanie w tych dniach urlopów wypoczynkowych. Część (m.in. w Kazachstanie, Brazylii, Turcji, Włoszech i Hiszpanii) była też zmuszona chwilowo zawiesić produkcję z uwagi na lokalne zakazy w prowadzeniu działalności.

– Najbardziej dotknięte pandemią zostały nasze biznesy w Hiszpanii i we Włoszech, te kraje ucierpiały najszybciej. Spadki popytu sięgnęły w nich 70–80 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Kraje Europy Środkowej radzą sobie dość dobrze. Ukraina, Turcja, Rosja czy Kazachstan to rynki, na które pandemia dotarła stosunkowo późno. Tam spodziewamy się większych kłopotów teraz – w maju i czerwcu. Z kolei Chiny o pandemii dawno już zapomniały, ok. siedem tygodni temu wróciły do produkcji. Nasz zakład w Foshanie pracuje na 100 proc. mocy i realizuje eksport do Azji, Ameryki Południowej i Północnej. Z kolei zakład w Nantongu, który produkuje na lokalny rynek chiński, też sprzedaje już coraz więcej. Można więc powiedzieć, że Chiny są już po restarcie – mówi Krzysztof Domarecki.

W tym momencie wszystkie zakłady produkcyjne i oddziały Seleny pracują na 100-procentowych obrotach, nie występują opóźnienia w terminach realizacji dostaw. Zamówienia są przyjmowane jak dotychczas, a wysyłki towarów z magazynów są realizowane regularnie. Pandemia SARS-CoV-2 może mieć jednak długoterminowy wpływ na działalność grupy, przekładając się na zatrudnienie i inwestycje.

– Z chwilą, kiedy zaczął się ten kryzys, wstrzymaliśmy wszelkie zatrudnienia – ale na razie nie wprowadzamy też żadnych zwolnień. Musieliśmy też zawiesić inwestycje – choć te już rozpoczęte nadal się toczą. Część z nich na pewno odłożymy o kolejny rok lub nawet dwa lata – mówi.

Selena to jeden z największych w Polsce producentów i dystrybutorów chemii budowlanej. W skład grupy wchodzi 35 spółek i zakłady produkcyjne zlokalizowane na trzech kontynentach. Spółka skupia się na opracowywaniu i wdrażaniu innowacyjnych produktów – czego przykładem jest m.in. wprowadzony na rynek rok temu klej na bazie technologii hybrydowej, który działa osiem razy szybciej od zwykłych klejów montażowych. W związku z pandemią Selena przestawiła jednak swoją produkcję i rozpoczęła – jak na razie na niewielką skalę – wytwarzanie środków dezynfekujących.

– Kiedy pandemia zbliżała się do Europy, uświadomiliśmy sobie, że środki do dezynfekcji będą bardzo potrzebne. Dlatego w ciągu dwóch tygodni przerobiliśmy naszą tradycyjną linię, na której produkujemy kleje dla budownictwa. Nasz zespół R&D opracował recepturę środka do dezynfekcji zgodną ze standardami WHO. Dzięki specjalnym procedurom, które wdrożył polski rząd, otrzymaliśmy zezwolenie na produkcję w absolutnie błyskawicznym tempie – mówi Krzysztof Domarecki.

Żel do dezynfekcji rąk pod marką Tytan Health jest produkowany w należącym do spółki zakładzie w Dzierżoniowie. Pierwsza partia, czyli 10 tys. opakowań po 500 ml, trafiła do dolnośląskich szpitali, gdzie firma ma swoje zakłady i centralę.

– Pierwsze 10 tys. opakowań środka do dezynfekcji trafiło do dolnośląskich szpitali, później wysłaliśmy je też do innych regionów. Zrobiliśmy ukłon dla służby zdrowia i ludzi, którzy pracują w  naprawdę ciężkich warunkach. Mamy bardzo dobre opinie ze szpitali o naszym żelu – że medycy są z niego zadowoleni – mówi Krzysztof Domarecki.

Restauratorzy są gotowi na wznowienie działalności. Wdrożyli procedury i czekają na zielone światło od rządu

0

Gastronomia jest jedną z branż najbardziej poszkodowanych wskutek pandemii. Restauratorzy liczą straty i czekają na decyzję rządu znoszącą obowiązujące w niej obostrzenia. Podkreślają też, że w ciągu minionych dwóch miesięcy wypracowali wysokie standardy i procedury, które pozwolą im bezpiecznie obsługiwać klientów po wznowieniu działalności. Właściciele restauracji obawiają się jednak, że część szykowanych przez rząd obostrzeń sprawi, że będzie to całkowicie nieopłacalne. Tymczasem branża potrzebuje restartu już teraz.

– Ten ośmiotygodniowy przestój kosztował nas już zwolnienie prawie 70 proc. pracowników. Ci ludzie czekają na powrót do pracy u nas, bo nie mają gdzie pójść, nigdzie w gastronomii nie przyjmuje się teraz nowych pracowników – alarmuje Jan Budzyński, współwłaściciel Kafe Zielony Niedźwiedź. – Szczerze mówiąc, wyczerpują się już nasze możliwości przetrwania. To będzie dla nas i tak wielki problem nawet po rozpoczęciu działalności. Zwykle wszystkie zaszłości, straty i problemy ze zbyt wysokimi kosztami odbijają się po jakimś czasie. Dlatego te minione dwa miesiące sprawiły, że z dużym niepokojem patrzymy na czerwiec, który normalnie powinien być dla nas najlepszym okresem – mówi agencji Newseria Biznes Jan Budzyński, współwłaściciel restauracji Kafe Zielony Niedźwiedź.

Restauracje, kawiarnie i bary pozostają zamknięte od połowy marca (mogą serwować jedynie jedzenie na wynos i z dowozem do domu). To oznacza dwumiesięczną przerwę w działalności i radykalny spadek przychodów. Dlatego też restauratorzy liczą straty i niecierpliwie czekają na decyzję rządu znoszącą obostrzenia w gastronomii.

– Restauracje są gotowe na otwarcie, dlatego że cały czas pracują w dość dużym reżimie sanitarnym, kontrolowanym przez sanepid i audyt wewnętrzny. Dodatkowe wymagania ze względu na stan epidemii nie będą trudne do spełnienia, tylko będą po prostu bardziej kosztowne – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska, przewodniczący Związku Pracodawców HoReCa.

– Te ostatnie dwa miesiące, poświęcone na organizację dostaw posiłków na wynos, przygotowały nas na wdrożenie nowych zasad bezpieczeństwa. I udało się to zrobić – dodaje Jan Budzyński.

Restauratorzy wyraźnie podkreślają, że w ciągu minionych dwóch miesięcy wypracowali takie standardy i procedury bezpieczeństwa, które pozwolą im bezpiecznie obsługiwać klientów po wznowieniu działalności. Poza tym branża gastronomiczna podlegająca ciągłym kontrolom sanepidu i tak jest przyzwyczajona do wysokich standardów higieny i bezpieczeństwa żywności.

– Poza tym, że funkcjonuje u nas system HACCP, wdrożyliśmy własny zestaw procedur, który ma zwiększyć bezpieczeństwo gości i pracowników. Ci będą obsługiwać klientów w maseczkach i rękawiczkach, podobnie kucharze. Kelnerzy po wyjściu klienta – i każdorazowo na życzenie – będą dezynfekować stoliki. Goście będą zapraszani tylko do zdezynfekowanych stolików oznaczonych specjalnymi naklejkami, żeby uniknąć pomyłki. Zapewniamy płyny dezynfekujące w toaletach oraz w widocznych miejscach w restauracji. Karty menu będą dezynfekowane każdorazowo po użyciu przez gości, a do tego udostępnimy menu w wersji elektronicznej, które każdy będzie mógł uruchomić na swoim telefonie – wymienia Bartosz Griese, restaurator sieci Sfinks Polska.

– Chcemy też, żeby kelnerzy więcej uwagi poświęcali na wielokrotne dezynfekowanie tych przedmiotów w restauracji, które są wielokrotnie dotykane przez gości, jak np. klamki – dodaje Jan Budzyński – Na pewno będziemy musieli też zadbać, żeby każdy stolik po jego opuszczeniu przez gości został zdezynfekowany. Wielkiego ruchu i tak się nie spodziewamy. Szacujemy, że będzie to około 1/3 gości, co w tym samym czasie rok temu.

Właściciele restauracji i kawiarni podkreślają też, że od tego, kiedy będą mogli wznowić działalność w nowym reżimie sanitarnym, zależy utrzymanie zatrudnienia. W tej chwili z uwagi na brak przychodów są zmuszeni w coraz większym stopniu redukować liczbę pracowników.

– Zależy nam na tym, żebyśmy jak najszybciej mogli wrócić do pracy z gośćmi. Od tego, kiedy to się wydarzy, zależy możliwość utrzymania naszych pracowników. Każdy dodatkowy tydzień zamknięcia naszych lokali przynosi gigantyczne straty – dodaje Bartosz Griese.

Według planów rządu odmrażanie gospodarki będzie przebiegać w trzech etapach. Dwa pierwsze zostały już wdrożone. Trzeci etap obejmujący również gastronomię ma wejść w życie 18 maja, co potwierdziła w tym tygodniu wicepremier Jadwiga Emilewicz. Według nieoficjalnych jeszcze informacji restauracje będą mogły wznowić działalność i serwować posiłki i napoje stacjonarnie – ale wyłącznie w ogródkach gastronomicznych obsługiwanych przez kelnerów. Goście nie będą mogli samodzielnie podchodzić do baru, a stoliki mają być oddalone od siebie co najmniej o 2 metry. Restauratorzy obawiają się jednak, że część szykowanych przez rząd obostrzeń sprawi, że wznowienie działalności będzie zupełnie nieopłacalne.

– Zbyt radykalne ograniczenia przestrzenne mogą spowodować nierentowność otwierania restauracji. Osoby, które się spotykają przy jednym stoliku, powinny mieć możliwość siedzenia jak wcześniej, bo jeżeli będą chciały – i tak spotkają się u siebie w domu czy na działce. Zatem zbyt daleko idące restrykcje mogą doprowadzić tylko do tego, że dla ludzi wychodzenie z domu nie będzie żadną atrakcją  – wskazuje Jan Budzyński.

– Klienci przychodzą do restauracji głównie nie po to, żeby coś zjeść – ale żeby się przy tej okazji socjalizować. Restrykcje, o których już słyszymy – np. jeden klient przy jednym stoliku – w praktyce zabiją biznes restauracyjny. Mało kto będzie chciał samotnie jeść. Nie wyobrażam sobie też dwóch osób, które będą chciały rozmawiać ze sobą z odległości kilku metrów – dodaje Sylwester Cacek.

Jeżeli szykowane przez rząd obostrzenia wejdą w życie, po 18 maja zamknięte pozostaną wszystkie bary samoobsługowe i restauracje, które nie mają ogródków. Te będą musiały poczekać na kolejny, czwarty etap odmrażania gospodarki, co oznacza dalszy przestój, a dla wielu z nich – widmo bankructwa.

Jak wynika z badania Konfederacji Lewiatan, opublikowanego w zeszłym tygodniu – przedsiębiorcy bardzo liczą na odmrażanie gospodarki. 71 proc. uważa, że jest to w tej chwili jednym z kluczowych zadań rządu. Blisko 2/3 z nich zaangażowało swoje oszczędności, aby poradzić sobie w bieżącej sytuacji, 5 proc. podjęło już działania w kierunku likwidacji firmy, a 43 proc. wytrzyma jeszcze maksymalnie dwa miesiące. Ponad połowa firm zadeklarowała, że ich sytuacja zdecydowanie się pogorszyła w porównaniu do okresu sprzed pandemii. Bez rządowego wsparcia przedsiębiorcy nie przetrwają długo.

Ponadto aż 75 proc. jest przekonanych, że brak jasnej strategii odmrażania gospodarki ma negatywne konsekwencje gospodarcze i społeczne. Prawie połowa firm wskazała też, że brak współpracy administracji rządowej utrudnia im zarządzanie sytuacją kryzysową.